Już 11 centrum dentystyczne dołączyło do Medicover Stomatologia w ramach akwizycji

Stomatologia skoncentrowana na pacjentach i ich potrzebach, technologie, które realnie wspierają proces leczenia oraz przestrzeń centrum gwarantująca bezpieczeństwo i komfort pacjentów. To wizja, która przyciąga kolejne podmioty do Medicover Stomatologia. W październiku do sieci dołączyły gdańskie centra Dental Sense. Łącznie zdecydowało się na to już 100 gabinetów stomatologicznych.

Medicover Stomatologia podkreśla, że zdecydował się na współpracę z Dental Sense ze względu na tożsamą wizję i podejście do pacjentów.

Dental Sens w sieci Medicover Stomatologia

– Centra stomatologiczne muszą dziś być skoncentrowane na potrzebach i oczekiwaniach pacjentów, którzy chcą angażować się w proces leczenia, poszukują różnych rozwiązań i są otwarci na korzystanie z zaawansowanych i innowacyjnych metod terapii. Zarówno Dental Sense, jak i my wiemy, że ta wizja powinna mieć odzwierciedlenie w każdym aspekcie funkcjonowania centrum dentystycznego. Dlatego bardzo cieszę, że od dziś będziemy to zadanie realizować w ramach jednej sieci – mówi Wioletta Januszczyk, Dyrektor Zarządzająca Medicover Stomatologia. 

Zespół centrum, które właśnie dołączyło do sieci Medicover Stomatologia podkreśla, że dużą uwagę poświęca jakości obsługi pacjentów.

– To dla nas bardzo istotne, aby atmosfera była oparta na spokoju oraz pozytywnym, ludzkim podejściu do pacjenta. Dobrze rozumiemy, że dla wielu osób wizyta u dentysty może nadal powodować dyskomfort, a nawet lęk. Dlatego nieocenioną wartością są dla nas relacje budowane z pacjentami oraz zaawansowane technologie, które udowadniają, że leczenie stomatologiczne może być skuteczne, szybkie i jednocześnie komfortowe – mówi Łukasz Lassmann, Dyrektor Medyczny Dental Sense.

Nowe centrum w sieci Medicover Stomatologia stawia również na kompleksowe podejście do zdrowia pacjentów. 

– Dla Dental Sense, podobnie jak dla Medicover Stomatologia, standardem jest dostęp do szerokiego zakresu specjalizacji dentystycznych pod jednym dachem. Dlatego pacjenci skorzystają w centrum z zabiegów profilaktycznych, opieki specjalistów stomatologii zachowawczej i periodontologii, ale również z leczenia zaawansowanego w ramach implantologii, protetyki, czy chirurgii – podkreśla Wioletta Januszczyk, Dyrektor Zarządzająca Medicover Stomatologia. 

 Rozumiemy, że do zdrowia należy podchodzić całościowo. Dlatego uzupełnieniem naszej oferty jest kompleksowe leczenie zaburzeń stawów skroniowo żuchwowych i konsultacje fizjoterapeutów, które znajdują zastosowanie m.in. w przypadku bruksizmu, bólu zębów, napięcia mięśni żucia, czy migreny – dodaje Łukasz Lassmann.

Dental Sense to miejsce, które dba nie tylko o doskonałą jakość medyczną, ale również o estetykę uśmiechu i efekty wizualne leczenia.

Pacjenci skorzystają w nim m.in. z leczenia ortodontycznego z wykorzystaniem niewidocznych nakładek, wysoko estetycznych wypełnień ubytków, odtwarzających naturalny kolor i strukturę zęba, czy nieinwazyjnego wybielania zębów.

Specjaliści Dental Sense korzystają z technologii Digital Smile Design, aby opracować najlepszy dla pacjenta plan leczenia.

To narzędzie, które nie tylko pozwala zobaczyć efekt końcowy jeszcze przed rozpoczęciem terapii, ale również pomaga zaprojektować uśmiech z uwzględnieniem mimiki pacjenta oraz rysów i wyglądu twarzy.

– Cyfrowe projektowanie uśmiechu przebiega w pięciu etapach. Najpierw wykonujemy zdjęcia twarzy i zębów. Na tej podstawie określamy docelowy kształt, strukturę i kolor zębów. Następnie wykonujemy tzw. mock-up, czyli makietę, którą pacjent zakłada na zęby, aby zobaczyć, jak będzie prezentował się uśmiech po zakończeniu leczenia. To również moment, aby pacjent podzielił się swoimi doświadczeniami i opinią. Na tym etapie możemy dopracować efekt końcowy, aby w pełni odpowiadał potrzebom i wizji pacjenta. Podsumowanie tych prac stanowi opracowany plan leczenia – wyjaśnia Łukasz Lassmann.

Dental Sense to 11 centrum, które dołączyło do Medicover Stomatologia w ramach akwizycji. Tym samym sieć pozyskała w ten sposób już 100 gabinetów dentystycznych. Centra Dental Sense zlokalizowane są w Gdańsku przy ul.  Myśliwskiej 33A/1 oraz ul. Chmielnej 70/3.

Badanie Mood Media: Nastroje konsumenckie na świecie – jesień 2020

Firma Mood Media specjalizująca się w marketingu sensorycznym oraz customer experience, przeprowadziła globalne badanie wśród 8000 konsumentów w czterech krajach – USA, Wielkiej Brytanii, Francji i Chinach – w celu lepszego zrozumienia obecnych nastrojów konsumenckich związanych z sytuacją pandemii Covid-19. Tylko 3% kupujących na świecie twierdzi, że spędza więcej czasu i wydaje więcej pieniędzy podczas wizyty w sklepie. Jak zatem sprzedawcy mogą stworzyć bardziej sprzyjające okoliczności zakupowe w ich sklepach czy lokalach?

Rok 2020 był – i nadal jest – dość trudnym czasem z perspektywy wielu sprzedawców oraz dostawców czy też innych podmiotów pośrednio związanych z handlem. Poza tym, że przejmujemy się ogólnym stanem zdrowia i bezpieczeństwem naszych pracowników, rodzin i najbliższych, pandemia wystawia na próbę nasze umiejętności przystosowawcze, adaptacyjne, elastyczność oraz zdolność przetrwania tu i teraz. Lokalne przedsiębiorstwa wykazują się nie lada kreatywnością w kilku kwestiach: Jak sprzedają? Co sprzedają? Komu sprzedają?

Także konsumenci dostosowali się do nowych sposobów postrzegania sprzedaży detalicznej, a także nauczyli się już nowych zachowań zakupowych. To, co mogłoby wydawać się dość niezwykłe pięć czy sześć miesięcy temu, teraz coraz bardziej zdaje się częścią codzienności. Ewoluowało również to, co konsumenci określiliby mianem „must have” doświadczenia klienta jeszcze przed pandemią.

Główne aspekty badania Mood Media:

Powrót do zakupów przyjemnościowych

49% – niemal połowa konsumentów na świecie wierzy w możliwość zakażenia wirusem Covid-19 podczas zakupów w sklepie.

71% konsumentów na świecie czuje się komfortowo odwiedzając sklepy otwierane w ramach zmniejszania obostrzeń w ich krajach

67% konsumentów na świecie mówi, że wrócili już do sklepów oferujących nie-niezbędne produkty

Wartość środków zapewniających bezpieczeństwo

80% konsumentów na świecie czuje się pewniej widząc nowe środki zapewniające bezpieczeństwo w sklepie (jak wymaganie noszenia maseczek, płyny antybakteryjne, plastikowe ekrany, mierzenie temperatury i płatności bezgotówkowe)

Najważniejszy środek bezpieczeństwa dla wszystkich badanych grup?

Wymaganie noszenia maseczek.

Zmiany w nawykach konsumenckich

31% konsumentów wydaje mniej pieniędzy i spędza mniej czasu na zakupach w porównaniu do czasu sprzed Covid-19

Tylko 3% konsumentów wydaje więcej i spędza więcej czasu na zakupach w porównaniu do czasu sprzed Covid-19

Skrajne postawy wobec powrotu do normalności

51% – ponad połowa konsumentów na świecie przewiduje powrót do wcześniejszych nawyków zakupowych do sezonu letniego 2021. Połowa z nich (25,5%) uważa, że nastąpi to do końca 2020 roku.

10% konsumentów na świecie sądzi, że ich nawyki zakupowe już nigdy nie będą takie jak przed pandemią.

Dlaczego zakupy stacjonarne są ważne?

47% konsumentów woli dotknąć, poczuć i wypróbować produkt na żywo w sklepie stacjonarnym.

Niektórzy czują się lepiej w sklepach określonego typu

60% ankietowanych na świecie mówi, że nie istnieje typ sklepu, w którym czuliby się bardziej komfortowo. Jednak 40% twierdzi, że ich poczucie komfortu zależy od typu sklepu.

45% ludzi ma większe zaufanie do supermarketów i sklepów spożywczych

Celem badania było zrozumienie, jak (lub czy) nastroje konsumencie oraz zakupowe mogłyby różnić się pomiędzy krajami znajdującymi się w różnych stadiach wychodzenia z kryzysu związanego z Covid-19. Firma Mood Media przepytała 2000 kupujących w każdym kraju o ich obecne zachowania konsumenckie, o to, jakim zmianom uległy (lub nie) od początku kryzysu i co może powodować te zmiany zachowania.

Jakie są wyniki badania?

71% konsumentów na świecie – a 68% w samym USA – mówi, że zaczynają się czuć komfortowo powracając do sklepów stacjonarnych po złagodzeniu przez wadze obostrzeń. Rzeczywiście, 67% kupujących na świecie twierdzi, że powróciło do tzw. sklepów przyjemnościowych. W USA liczba ta spada do 60%, a w Wielkiej Brytanii do zaledwie 50%. Konsumenci chińscy, którzy mają najdłużej trwające doświadczenie w realiach pandemii i powolnego powrotu do normalności, wydają się czuć najbardziej komfortowo w tej kwestii – 81% deklaruje swoje zakupy przyjemnościowe w sklepach stacjonarnych.

Jednak powrót klientów do sklepów stacjonarnych nie oznacza, że przestali oni odczuwać niepokoju. Podczas gdy 80% konsumentów na świecie czuje się bezpiecznie dzięki nowym środkom ostrożności, które widzą w sklepach, 49% konsumentów na świecie – a 60% konsumentów w USA – wciąż obawia się zakażenia wirusem podczas zakupów.  Ponadto 65% amerykańskich konsumentów, którzy zdecydowali się pójść na zakupy, odkąd trwa pandemia, opisuje doświadczenie klienta jako „już nie to samo”, a 23% postara się raczej unikać sklepów w najbliższej przyszłości.

Ta „ogólna nerwówka” wśród konsumentów, spowodowała zmiany w zachowaniach na terenie sklepów. Wielu konsumentów spędza w sklepie mniej czasu… i wydaje mniej pieniędzy. Ci właśnie konsumenci to tzw. „zadaniowcy” – skupieni na wejściu, szybkich zakupach, a następnie wyjściu w jak najkrótszym czasie. Tylko 3% kupujących na świecie twierdzi, że spędza więcej czasu i wydaje więcej pieniędzy podczas wizyty w sklepie.

Warto pamiętać także o pozornie prostszych zabiegach, takich jak edycja muzycznych list odtwarzania w sklepie tak, by wprowadzić lżejszy nastrój oraz/lub przedsięwziąć środki, aby sklepy lub lokale pachniały świeżo i czysto. Elementy sensoryczne wciąż są w cenie, może nawet bardziej niż przedtem. Marki będą bowiem musiały poszukiwać możliwości dostarczania „miłych chwil”, które sprawią, że doświadczenie klienta – i tym samym nastroje kupujących – będą nieco pogodniejsze.

– Chociaż konsumenci z różnych krajów, którzy wzięli udział w naszym badaniu mają różne zdanie na temat tego, jak prędko nawyki zakupowe powrócą do „normalności”, zdecydowana większość z nich wierzy, że tak się w końcu stanie. Szansa, aby się wyróżnić i ulepszyć customer experience już teraz, może poskutkować dożywotnią lojalnością klientów. To obopólna korzyść, dlatego warto podjąć to wyzwanie już teraz, bez względu na rynek na jakim działamy – dodaje Aleksandra Potrykus-Wincza, Country Manager Poland & Baltics w Mood Media.

Szczegóły badania: https://us.moodmedia.com/2020-shopper-sentiment/

METODOLOGIA BADANIA

KRAJE

  • USA
  • Wielka Brytania
  • Francja
  • Chiny

KTO?

  • 8,120 Ankietowanych (przynajmniej 2,000 osób w każdym kraju)
  • Wiek: 16+
  • 50% kobiet, 50% mężczyzn

JAK?

  • Ankiety online
  • Badania terenowe przeprowadzone przez międzynarodową firmę konsultingową Censuswide

Fiskus z góry założył, że przedsiębiorca jest świadomym uczestnikiem karuzeli VAT i próbował wmanewrować w oszustwo

Organy podatkowe odmówiły spółce prawa do odliczenia podatku VAT z tytułu wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów, posądzając ją o świadomy udział w oszustwie, mimo, że nawet prokuratura stwierdziła, iż zebrany materiał dowodowy w sprawie nie pozwala na wysnucie takich wniosków. Jak orzekł rozpoznający wniesioną przez spółkę skargę sąd: „Organ podatkowy niejako z góry założył, że skarżąca jest świadomym uczestnikiem karuzeli podatkowej i starał się działalność skarżącej dopasować do z góry przyjętego, oszukańczego schematu transakcji pozornych” (wyrok WSA w Białymstoku z 22 lipca 2020 r., sygn. akt I SA/Bk 203/20).

Odmowa zwrotu blisko 1 300 000 zł

W deklaracji VAT za luty 2015 r., przedsiębiorca handlujący kawą wykazał do zwrotu nadwyżkę podatku VAT naliczonego nad należnym w wysokości 1 672 971 zł. Ale we wrześniu 2019 r., naczelnik urzędu skarbowego wydał decyzję, w której określił ten zwrot jedynie w wysokości 375 969 zł. Jak tłumaczył, wszczęta przez niego u przedsiębiorcy kontrola podatkowa w zakresie sprawdzenia prawidłowości i rzetelności dokonywanych rozliczeń VAT, jak i uruchomione następnie postepowanie podatkowe wykazały, że w badanym okresie lutego 2015 roku firma przeprowadziła transakcje, które nie miały związku z prowadzoną przez nią działalnością gospodarczą oraz nie służyły do wykonywania czynności opodatkowanych, a jedynie w celu nadużyć w zakresie podatku od towarów i usług.

Dostawa towaru na Litwę

Naczelnik US ustalił, że przedsiębiorca nabywał kawę w Polsce od krajowych dostawców, a następnie dostarczał ją do magazynu podmiotu trzeciego na Litwie i sprzedawał ją głównie trzem firmom: jednej w Estonii i dwóm na Litwie. Podmiot estoński odsprzedawał dalej towar na Łotwę tamtejszej spółce, wobec której w maju 2017 r. rozpoczęto procedurę wykreślenia z rejestru podatników VAT z uwagi na nieprzedłożenie dokumentów do kontroli, i która wynajmowała od podmiotu trzeciego wspomniany magazyn na Litwie. Firma łotewska odsprzedawała kawę jeszcze tego samego dnia, w którym ją nabyła, dwóm polskim spółkom z o.o. i jednej czeskiej s.r.o. Wobec spółek tych ustalono, że nie prowadziły one rzeczywistej działalności gospodarczej, pełniąc funkcję tzw. znikających podatników. Jedyną rolą jednej z ww. polskich spółek z o.o. było wprowadzanie na terytorium Polski towarów bez rozliczenia podatku z tytułu WDT i wygenerowanie podatku naliczonego do odliczenia przez inną polską sp. z o.o.

Naczelnik US stwierdził, że wystawione przez przedsiębiorcę faktury, dokumentujące wewnątrzwspólnotową dostawę kawy na rzecz estońskiej firmy, nie odzwierciedlały rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. Miały tylko uwiarygodnić te pozorne dostawy, służąc wyłudzeniu VAT przez polskiego przedsiębiorcę.

Dowodów przeciw firmie nie ma, ale całokształt jej działalności przemawia za tym, że jest oszustem

Organ podatkowy przyznał, że nie zebrał dowodów świadczących jednoznacznie o świadomym udziale przedsiębiorcy w transakcjach stanowiących oszustwo podatkowe w VAT, ale przemawia za tym analiza działalności prowadzonej przez niego we wcześniejszym okresie: od sierpnia 2014 r. do stycznia 2015 r. Przedsiębiorca dokonywał wówczas wewnątrzwspólnotowych dostaw towarów do innej firmy na Łotwie, która zarządzana jednak była przez te same osoby, które zarządzały jednym z krajowych dostawców, u którego przedsiębiorca zaopatruje się w kawę. A sam schemat całej transakcji był identyczny. Naczelnik uznał, że objęty postępowaniem podatkowym, jak i dotyczący wnioskowanego przez przedsiębiorcę zwrotu VAT miesiąc luty 2015 r., należy traktować jako kontynuację okresu sierpień 2014 – styczeń 2015.

E-mail potwierdzający świadomość firmy co do udziału w karuzeli VAT

Zdaniem organu, powiązania osobowe spółek uczestniczących w łańcuchu transakcji, znaczna częstotliwość tych transakcji i wysoka wartość sprzedaży powinny wzbudzić w przedsiębiorcy podejrzenia co do występowania w tym przypadku mechanizmu karuzeli podatkowej. Jednym z koronnych dowodów fiskusa, mającym świadczyć o świadomym uczestnictwie przedsiębiorcy w owej karuzeli VAT, była korespondencja mailowa z października 2014 r., z której wynika, że osoba zarządzająca przedsiębiorstwem wiedziała, że towar dostarczany przez nie na Litwę, tego samego dnia wróci do Polski.

Kontrahenci pozorowali działalność, więc przedsiębiorca pewnie też

Decyzję naczelnika urzędu skarbowego podtrzymał w mocy dyrektor izby administracji skarbowej. Podkreślił, że ustalenia m.in. łotewskiej administracji skarbowej potwierdziły, że jeden z łotewskich kontrahentów uczestniczących w tym łańcuchu dostaw, nabywając towar, jeszcze tego samego dnia odsprzedawał go polskim i czeskim kontrahentom w okresie od stycznia do marca 2015 r., deklarując dokonanie WDT do jednej z polskich spółek na kwotę ponad 19 000 000 zł. W czerwcu 2016 r. jeden z dyrektorów urzędu kontroli skarbowej wydał wobec innego kontrahenta przedsiębiorcy decyzję, z której wynika, że nie prowadził on działalności gospodarczej, biorąc udział w łańcuchu dostaw jedynie celem wyłudzenia VAT. Dyrektor izby administracji skarbowej, jako organ odwoławczy uznał więc, w świetle przywołanych faktów, że polski przedsiębiorca pozorował tylko WDT na rzecz estońskiego odbiorcy. Zdaniem organu te fikcyjne dostawy były z góry zaplanowane i wyreżyserowane, o czym przedsiębiorca wiedział i na co się godził.

Brak dowodów i niechęć do ich przeprowadzenia

We wniesionej do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Białymstoku skardze przedsiębiorca zarzucił organom m.in. to, że włączyły do akt postępowania i oparły swoje rozstrzygnięcie na rozstrzygnięciach podjętych przez inne organy podatkowe wobec innych podatników, w toku innych postępowań i w zakresie innych okresów, niż będący przedmiotem tej sprawy. Skarżąca podniosła, iż przeprowadzone postępowanie podatkowe nie wykazało, że nie nabyła ona towaru od swoich dostawców. Wręcz przeciwnie, dysponowała tym towarem i go odsprzedawała. Co do przywoływanej przez fiskus korespondencji mailowej, mającej rzekomo świadczyć o świadomości firmy co do bycia uczestnikiem karuzeli VAT, to wynika z niej jedynie trasa przejazdu samochodu dostawczego. A organy w żaden sposób nie wykazały, że dostarczany przez firmę towar nie został wypakowany z tej ciężarówki na Litwie, a tym bardziej, że gdy wracała ona wskazaną trasą do Polski, była załadowana tym samym dostarczonym przez firmę towarem. Co jeszcze bardziej znaczące, organy nie uwzględniły wniosku przedsiębiorcy o przeprowadzenie na te okoliczności dowodu z przesłuchania świadka – kierowcy owej ciężarówki.

Prokuratura nie stwierdziła świadomego udziału firmy w karuzeli VAT

Skarżąca firma podkreśliła, że organy podatkowe skierowały w niniejszej sprawie zapytanie do prokuratury regionalnej, czy w toku prowadzonego śledztwa zgromadziła ona dowody pozwalające na przyjęcie ponad wszelką wątpliwość, że firma brała świadomy udział w oszustwie podatkowym. Prokuratura odpowiedziała, że ani skarżącej, ani osobom nią zarządzającym nie przedstawiono takich zarzutów, jak również że zgromadzone dowody nie pozwalają na stwierdzenie ich świadomego udziału w karuzeli VAT. Mimo tego organy nadal wywodzą, że miała ona świadomość bycia podmiotem tego oszustwa, choć jak podnosi firma, dołożyła należytej staranności wymaganej od profesjonalnego uczestnika rynku przy zawieraniu tego rodzaju transakcji, dokonując również weryfikacji swoich bezpośrednich dostawców i odbiorców. Za trasę przejazdu ciężarówki odpowiadała wynajęta firma transportowa, a i nie było podstaw do powstania podejrzeń w zakresie pochodzenia samego towaru, skoro był on każdorazowo prawidłowo dostarczany do miejsca przeznaczenia.

Organy wysnuły zbyt daleko idące wnioski

Sąd odnosząc się do koronnego, zdaniem organów, dowodu na świadomość przedsiębiorcy co do uczestnictwa w karuzeli VAT, w postaci korespondencji e-mail zawierającej opis trasy samochodu dostawczego, orzekł, że nie jest to dowód wystarczający na takie stwierdzenie. Zdaniem sądu z treści tej wiadomości nie wynika, aby towar sprzedany przez skarżącą, po dostarczeniu na Litwę wrócił do Polski. A nawet gdyby, to nie może to stanowić dowodu na świadomy udział firmy w wyłudzeniu VAT.

„Z e-maila tego nie wynika bowiem, że do Polski miała wrócić ta sama kawa. Wbrew wnioskom organów, osoba odbierająca e-mail mogła przypuszczać, że transport pochodzący od skarżącej zostanie wypakowany, a do samochodu zostanie załadowany inny towar. Co więcej nie można odmówić estońskiej spółce możliwości dalszej odsprzedaży kawy dowolnemu nabywcy, czy to w Polsce czy gdziekolwiek indziej. Organy podatkowe wysnuły zdecydowanie zbyt daleko idące wnioski…” (wyrok WSA w Białymstoku z 22 lipca 2020 r., sygn. akt I SA/Bk 203/20).

Niezrozumiałe działania i logika organów

Dla sądu niezrozumiałym było, dlaczego organy aż tak pochylając się nad jednym e-mailem, który dla pracownika skarżącej firmy był standardowym w warunkach jego pracy, odmówiły przeprowadzenia wnioskowanego przez nią dowodu z przesłuchania kierowcy, realizującego opisany w tej wiadomości kurs. Jego zeznania mogłyby wyjaśnić, czy kwestionowany transport w rzeczywistości doszedł do skutku oraz jaki towar był przewożony. Co więcej, fakt, że pracownik sam przedłożył organom ten e-mail przeczy stanowisku tych organów, że był on świadomy występujących nieprawidłowości w transporcie. Logika i doświadczenie życiowe wskazują bowiem, że gdyby tak było, to nie przedkładałby fiskusowi dowodów świadczących na swoją niekorzyść.

Fiskus starał się dokleić przedsiębiorcę do oszukańczego schematu

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku, uchylając decyzję dyrektora izby administracji skarbowej podkreślił, że aby odmówić przedsiębiorcy prawa do odliczenia VAT z faktury, organy muszą wykazać jego świadomość udziału w oszustwie podatkowym oraz wskazać, jakich konkretnie starannych działań on nie podjął dla upewnienia się co do rzetelności swoich kontrahentów. Natomiast w niniejszej sprawie organy, dowodząc wystąpienia oszukańczego procederu z udziałem kontrahentów skarżącej, próbowały z góry podciągnąć pod swoją tezę także udział samej skarżącej, nie zwracając w ogóle uwagi na to, że jest ona czynnym przedsiębiorstwem prowadzącym działalność od wielu lat. A przecież organ I instancji wręcz sam przyznał w treści swojej decyzji, że na gruncie niniejszej sprawy nie zaistniały przesłanki stanowiące podstawę odmowy przedsiębiorcy prawa do odliczenia podatku.

„…organ podatkowy niejako z góry założył, że skarżąca jest świadomym uczestnikiem karuzeli podatkowej i starał się działalność skarżącej dopasować do z góry przyjętego, oszukańczego schematu transakcji pozornych. Stracił przy tym z pola widzenia, że skarżąca od 2001 r. prowadzi działalność gospodarczą, zakupiony towar zawsze weryfikuje, nie organizuje transportu we własnym zakresie, ani też nigdy nie dokonywała płatności „do ręki”. (…) Organy oceniły sytuację skarżącej szablonowo, uznając, że skoro wcześniejsze oraz następcze transakcje mają oszukańczy charakter, także i działania skarżącej wpisują się w model świadomego oszustwa” (sygn. akt I SA/Bk 203/20).

Dajcie mi przedsiębiorcę, a paragraf się znajdzie

W poprzednim ustroju politycznym, słynne było powiedzenie: „Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”. W obecnym ustroju historia wydaje się zataczać koło, z tym że dziś powiedzenie to brzmi: „Dajcie mi przedsiębiorcę, a paragraf się znajdzie”. Do jak dalekiej skrajności posunie się jeszcze polityka fiskusa wobec przedsiębiorców, traktowanych już teraz z góry jak przestępców i oszustów? W poprzednim ustroju prześladowani uciekali za granicę. Czy przenoszenie obecnie przez przedsiębiorców biznesów do innych jurysdykcji, lub zmiana rezydencji podatkowej, nie budzą podobnych skojarzeń?

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polska ekorewolucja w branży meblarskiej

Meble wyprodukowane z materiałów w pełni ekologicznych, które pozostawiają po sobie ujemny ślad węglowy? To możliwe! Polski producent mebli luksusowych – RC Design, wraz ze środowiskami naukowymi, rozpoczął właśnie prace badawcze nad materiałem doskonałym. Składać ma się on z roślin jednorocznych – konopi siewnej, sorgo, traw wieloletnich oraz ekologicznych żywic.

Świadomość społeczeństwa oraz wiedza jak funkcjonować bez negatywnego wpływu na środowisko naturalne, stale rośnie. Ograniczamy plastik, oszczędzamy wodę i energię, segregujemy odpady. Nie zmienia to jednak faktu, że każdego roku na świecie ubywa kilka milionów hektarów lasów. Nadmierny konsumpcjonizm niszczy naszą planetę.
RC Design planuje odwrócić ten trend, nie ograniczając naszych potrzeb i komfortu.

Rozpoczęliśmy prace badawczo – naukowe nad innowacyjnymi i ekologicznymi surowcami oraz rozwiązaniami. Pracujemy nad materiałami do zastosowania w meblarstwie i budownictwie z ujemną emisją gazów cieplarnianych w całym procesie tworzenia i użytkowania produktu, co będzie niosło za sobą korzyści środowiskowe, bez konieczności eksploatacji terenów leśnych. Polskie lasy dają około 4 tony suchej masy rocznie z hektara do wykorzystania w meblarstwie czy budownictwie. Rośliny, nad którymi RC Design wraz z partnerami prowadzi badania, dają od 10 do nawet 25 ton suchej masy rocznie z hektara uprawy. Można łatwo przeliczyć, ile więcej imponujących produktów można wytworzyć z hektara uprawy w stosunku do hektara lasów, jednocześnie z zachowaniem lasów aktualnie wykorzystywanych na ten cel. Prace naukowe i badania laboratoryjne już trwają. Opracowany produkt będzie miał na celu podniesienie komfortu użytkownika w postaci bardzo atrakcyjnych mebli utożsamianych z nieskazitelną naturą. Dbałość o planetę to podstawa w DNA naszej marki. W tę stronę chcemy konsekwentnie się rozwijać – opowiada Rafał Cebula, Prezes Zarządu RC Design.

Pierwsze meble z ekologicznych surowców dostępnych na rynku, zostały już wyprodukowane przez RC Design dla ich marki mebli luksusowych GO.CE Design. Płyty meblowe sprowadzone z USA oraz drewno OXYtree użyte do stworzenia prototypów mebli to dowód na to, że zmierzamy ku ekologicznemu trendowi w branży meblarskiej. Przed nami konsekwentnie zaplanowana i konieczna rewolucja, która zmieni wnętrza domów i mieszkań w zgodzie z naturą.

Piątka za segregację Ministerstwo Klimatu ponownie edukuje Polaków w zakresie Jednolitego Systemu Segregacji Odpadów

„Piątka za segregację” to hasło przewodnie kampanii informacyjno-edukacyjnej Ministerstwa Klimatu, mającej na celu edukację społeczeństwa w zakresie prawidłowej segregacji odpadów komunalnych. Tegoroczna edycja stanowi kontynuację działań realizowanych jesienią 2019 roku z ramienia Ministerstwa Środowiska, poświęconych Jednolitemu Systemowi Segregacji Odpadów. Kampania skierowana jest zarówno do samorządów, jak i do właścicieli gospodarstw domowych.Piątka za segregację Ministerstwo Klimatu

Kontynuacja kampanii w dalszym ciągu nawiązuje do wprowadzonego w Polsce Jednolitego Systemu Segregacji Odpadów (JSSO), zgodnie z którym należy oddzielać surowce od odpadów, które nie nadają się do powtórnego przetworzenia. Dotychczas w ramach prowadzonych działań główny nacisk kładziony był na edukację w zakresie odpowiedniej segregacji, umożliwiającej poddanie większej ilości odpadów recyklingowi. Tegoroczna edycja koncentruje się na wskazaniu realnych korzyści wynikających z przerobu surowców wtórnych.

Unijnym celem w obszarze gospodarki odpadami do 2030 roku jest podniesieniem poziomu recyklingu odpadów komunalnych do poziomu 60%, zaś opakowaniowych do 70%. Odzyskiwanie surowców do recyklingu to niezwykle istotny etap w budowaniu gospodarki o obiegu zamkniętym. Sama segregacja odpadów jest niezwykle ważna, jednak zależy nam na wskazaniu społeczeństwu realnych korzyści, jakie z niej wynikają. Np. ze zużytych torebek foliowych może powstać wypełnienie syntetyczne stosowane m.in. do izolacji w kurtkach zimowych oraz śpiworach. Efektywna segregacja odpadów pozwoli nam nie tylko na ich ograniczenie, ale również racjonalne wykorzystanie posiadanych zasobów oraz zredukowanie negatywnego oddziaływania na środowisko – komentuje Michał Kurtyka, minister klimatu.

Celem kampanii jest m.in. kształtowanie świadomości ekologicznej mieszkańców Polski oraz prośrodowiskowe zaangażowanie odbiorców, przejawiające się w umiejętności właściwej segregacji odpadów poprzez wskazanie realnych korzyści z niej wynikających, a także reagowanie w przypadku obserwowania nieprawidłowości w organizacji systemu odbioru i zagospodarowania odpadów w gminie.

Na potrzeby jesiennej edycji kampanii powstała dedykowana strona internetowa: naszesmieci.pl, która jest na bieżąco aktualizowana. Główne działania będą realizowane do 13 listopada 2020 r.

Stanowisko Północnej Izby Gospodarczej w sprawie likwidacji Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej

Ocena polityczna funkcjonowania Ministerstwa Gospodarki i Żeglugi Śródlądowej leży poza obrębem zainteresowania Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie – nie jesteśmy po to, by oceniać kompetencji polityków. Nie da się jednak ukryć, że gospodarka morska, przemysł stoczniowy i branża offshore to bardzo istotne gałęzie rozwoju Pomorza Zachodniego. Rząd Prawa i Sprawiedliwości zapowiadał, że reaktywacja Ministerstwa w 2015 roku to przywrócenie podmiotowości gospodarce morskiej, krok w stronę reaktywacji poważnego przemysłu stoczniowego w naszym regionie i szansa na odbudowę sektora gospodarczego, który niegdyś był kręgosłupem naszego miasta i regionu. Czy to się udało? Czy sytuacja jest tak dobra, że Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej można likwidować? – To pytanie retoryczne, bo tak naprawdę trudno jest po tych latach stwierdzić jakie zasługi dla gospodarki morskiej na Pomorzu Zachodnim ma likwidowane Ministerstwo. Nie zmienia to jednak faktu, że przedsiębiorcy branży morskiej powinni wiedzieć, jaka jednostka będzie teraz zajmowała się ich działalnością – mówi Jarosław Tarczyński, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

  • Gospodarka morska to jeden z sektorów, który rozwija się w naszym regionie dynamicznie i potrzebuje wsparcia – takim wsparciem miało być Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Czy było?
  • Politycy deklarowali, że reaktywacja MGMIŻŚ jest ważną częścią odbudowy przemysłu stoczniowego i gospodarki morskiej w regionie. Czy jego likwidacja oznacza, że to zadanie się już zakończyło, a może zmieniły się priorytety?
  • Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie uważa, że taka jednostka rządowa jest potrzebna. Taka teza została sformułowana podczas I Międzynarodowego Kongresu Morskiego
  • „Przedsiębiorcy potrzebują Ministerstwa, które będzie aktywne, otwarte na dialog, gotowe wysłuchać słów krytyki, kreatywnego w poszukiwaniu rozwiązań, które przyczynią się do rozwoju gospodarczego Pomorza Zachodniego” – twierdzi Prezes PIG Jarosław Tarczyński.

Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej Jarosław Tarczyński przygotowany powinien zostać „raport zamknięcia” Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, a przedsiębiorcy działający w sektorze gospodarki morskiej, transportu, logistyki oraz w sektorze stoczniowym powinny się dowiedzieć jaka jednostka administracji rządowej odpowiedzialna będzie za regulacje, przepisy prawa oraz wszelkie wytyczne dotyczące działalności przemysłu stoczniowego: – Reaktywacja Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej była głównym postulatem po pierwszej edycji Międzynarodowego Kongresu Morskiego organizowanego przez Północną Izbę Gospodarczą w Szczecinie. Z naszego punktu widzenia istnienie takiego ministerstwa powoduje, że przedsiębiorcy działający w branży stoczniowej, portowej czy w szeroko rozumianej logistyce wiedzą, kto odpowiedzialny jest za tworzenie regulacji prawnych ich dotyczących oraz kto odpowiada za wdrażanie, często bardzo skomplikowanych, regulacji unijnych. Przeszłość pokazuje, że rozdrobnienie kompetencji, które gromadziło MGMIŻŚ na ministerstwa zajmujące się infrastrukturą, gospodarką, środowiskiem i rolnictwem doprowadzało do tego, że przedsiębiorcy nie wiedzą kto i w jakiej skali jest odpowiedzialny za pomoc im i przygotowanie odpowiednich regulacji gospodarczych. Wielokrotnie słyszeliśmy, że „Silne Pomorze Zachodnie to polska racja stanu”, czy od tego czasu coś się zmieniło? Jak politycy wytłumaczą się z dziesiątek obietnic, jakie składane były mieszkańcom regionu w kampaniach wyborczych? Czy reaktywacja gospodarki morskiej już się dopełniła? Może po prostu czegoś nie zauważyliśmy? – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Jarosław Tarczyński.

– Naszym celem nie jest stawanie w obronie polityków, którzy w ostatnich latach zdecydowanie lepsi byli w deklaracjach niż w ich realizowaniu. Nie chciałbym powoływać się na przykład słynnego promu, którego projekt do dzisiaj nie ujrzał światłą dziennego. Jestem przekonany, że przedsiębiorcy potrzebują Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, ale ministerstwa, które będzie aktywne, otwarte na dialog, gotowe wysłuchać słów krytyki, kreatywnego w poszukiwaniu rozwiązań, które przyczynią się do rozwoju gospodarczego Pomorza Zachodniego. Mam obawę, że likwidacja MGMIŻŚ doprowadzi do marazmu, a sektor gospodarki, który potrzebuje silnych i wpływowych ambasadorów zostanie znowu rozszarpany pomiędzy inne jednostki organizacyjne i tak naprawdę gospodarka morska popadać będzie w niełaskę i degradację – mówi Prezes Jarosław Tarczyński, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Oczekujemy jasnych wytycznych dla przedsiębiorców. Kto teraz zajmować się będzie gospodarką morską i branżą stoczniową. Ważne jest również, by ostatnie pięć lat zostało podsumowane. Uważam, że taki „raport zamknięcia” byłby bardzo oczekiwany i przeciąłby wszelkie dyskusje na temat tego czy Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej spełniło swoją rolę. Wtedy moglibyśmy przystąpić do dyskusji na temat przyszłości – mówi Prezes Tarczyński.

Zmiana miejsca X Europejskiego Kongresu Finansowego 2020

Ogłoszenie „czerwonej strefy” w Sopocie wiąże się z zakazem organizacji Kongresu w tym miejscu. Dlatego  wszystkie debaty zostaną przeniesione do centrum wystawienniczo-kongresowego AmberExpo w Gdańsku. Zamierzamy odtworzyć w nowym miejscu program Kongresu 1 do 1 – a więc zachować wszystkie godziny oraz układ debat.

W obliczu aktualnie panującej sytuacji epidemiologicznej w Sopocie podjęliśmy decyzję, by przeprowadzić tegoroczny Europejski Kongres Finansowy w jednym z największych tego typu obiektów Trójmiasta, tj. w salach nowoczesnego centrum wystawienniczo-kongresowego AmberExpo w Gdańsku.

Miejsce to dzięki swej kubaturze oraz infrastrukturze umożliwi zapewnienie ścisłego reżimu sanitarnego wszystkim uczestnikom debat kongresowych.

Jednocześnie wszystkim Gościom Kongresu służymy bezpiecznym transportem z Sopotu do miejsca debat oraz z AmberExpo do Sopotu każdego dnia Kongresu. Oferujemy przewóz autokarami o podwyższonym standardzie oraz minibusami z zachowaniem odpowiedniego dystansu pomiędzy pasażerami. Chcącym skorzystać z transportu grupowego będziemy mierzyli temperaturę przed wejściem do pojazdów. Autokary będą codziennie ozonowane.

Zapraszamy na stronę FAQ, gdzie znajdą Państwo dodatkowe informacje oraz odpowiedzi na możliwe pytania.

Dołożymy wszelkich starań, aby „przeprowadzka” tegorocznego Kongresu do większych sal w Gdańsku wiązała się dla naszych Gości z jak najmniejszymi niedogodnościami – liczymy na Państwa zrozumienie.

Europejski Kongres Finansowy stale monitoruje sytuację związaną z COVID-19 i reaguje konkretnymi działaniami na zmieniające się obostrzenia epidemiologiczne w Trójmieście. Od ogłoszenia w ubiegłym tygodniu surowszych wymogów sanitarnych w Sopocie, liczba nowych zakażeń bardzo zmalała, przy stałym zaangażowaniu władz miasta i służb miejskich. Ogłoszona w Sopocie strefa nie ma wpływu na działalność bazy noclegowej miasta Sopotu, a więc i zakwaterowanie uczestników EKF.

Tematem przewodnim wszystkich tegorocznych przedsięwzięć Europejskiego Kongresu Finansowego są „Odpowiedzialne finanse w obliczu kryzysu”. Odpowiedzialny jest również EKF. Chcemy, by tegoroczny Kongres dawał dobry przykład poprzez odpowiedzialne podejście do organizacji zgromadzeń i zapewnienie podczas debat jak największej kubatury sal kongresowych oraz zachowania bezpiecznego dystansu. Zachęcamy do zapoznania się z zaleceniami, niezbędnymi do zachowania odpowiedniej ochrony w czasach pandemii.

Program EKF, układ i kolejność debat pozostają bez zmian.

Ponad 11 mln zł na stworzenie Centrum Wsparcia Badań Klinicznych przy Uniwersytecie Medycznym w Łodzi

Prezes Agencji Badań Medycznych, dr n med. Radosław Sierpiński wręczył dziś na ręce rektora Uniwersytetu Medycznego w Łodzi prof. Radzisława Kordka symboliczny czek z dofinansowaniem na kwotę 11 222 536,40 zł w ramach konkursu na tworzenie i rozwój Centrów Wsparcia Badań Klinicznych (CWBK).

Uniwersytet Medyczny w Łodzi znalazł się w gronie dziesięciu beneficjentów konkursu Agencji Badań Medycznych dotyczącego tworzenia i rozwoju Centrów Wsparcia Badań Klinicznych. Projekt uczelni pt.: „Centrum Wsparcia Badań Klinicznych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi (CWBK) – kompleksowe i systemowe wsparcie realizacji badań klinicznych w modelu usług wspólnych” został najwyżej oceniony i otrzymał dofinansowanie w wysokości ponad 11 mln zł.

Agencja Badań Medycznych przeznaczyła w sumie 100 mln zł na stworzenie sieci dziesięciu wyspecjalizowanych Centrów Wsparcia Badań Klinicznych (CWBK). Nowopowstałe centra pozwolą na lepszą koordynację badań klinicznych w Polsce. Inicjatywa ma na celu uatrakcyjnienie rynku badań klinicznych, co przyczyni się do zwiększenia szansy pacjentów na dostęp do nowoczesnych, innowacyjnych terapii, częstszego wyboru przez sponsorów ośrodków badawczych w naszym kraju, a także wzrostu liczby realizowanych badań.

Sieć Centrów Wsparcia Badań Klinicznych będzie ogólnopolską inwestycją w infrastrukturę badawczą, która mam nadzieję spowoduje, że Polska stanie się liderem Europy Środkowo-Wschodniej, jeżeli chodzi o jakość prowadzonych badań klinicznych. Głęboko wierzę, że to wsparcie pozwoli nie tylko na dynamiczne prowadzenie badań klinicznych w przejrzystym procesie, , ale także co bardzo istotne umożliwi pacjentom wzięcie udziału w badaniach klinicznych z maksymalnym bezpieczeństwem i komfortem – podkreśla Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński.

Dzięki otrzymanemu dofinansowaniu uczelniane Centrum Badań Klinicznych zapewni systemowe wsparcie dla badań klinicznych realizowanych przez Uniwersytet oraz szpitale akademickie. Uzupełnieniem powstałej sieci badawczej będzie współpraca z placówkami POZ, szpitalami wojewódzkimi i innymi partnerami klinicznymi. Harmonogram projektu zakłada przygotowanie i oddanie do użytkowania scentralizowanej infrastruktury, wdrożenie rozwiązań systemowych oraz rozwój kadry na wzór modelowych standardów Agencji Badan Medycznych.

Maksymalizacja korzyści uzyskanych z projektu będzie możliwa dzięki koordynacji i zastosowaniu modelu usług wspólnych na 3 poziomach:

1) realizacja badań w  roli sponsora lub jednostki prowadzącej badania na zlecenie sponsora Academic Research Organisation (ARO) (usługi wspólne na rzecz zespołów naukowo-badawczych, koordynacja procesów wsparcia tj. uzyskiwanie wszelkich zgód i pozwoleń, logistyka badanych produktów leczniczych, zapewnienie i kontrola jakości, planowanie, biostatystyka, pharmacovigilance);

2) realizacja badań w roli przedstawiciela sieci ośrodków Site Management Organisation (SMO) (aktywne pozyskiwanie badań, punkt kontaktowy dla partnerów biznesowych, zapewnienie jakości i koordynacji, doradztwo naukowe, zarządzanie płatnościami, standaryzacja usług w  szpitalach);

3) realizacja badań w roli ośrodka badań wczesnej fazy – zapewnienie odpowiedniej jakości i  bezpieczeństwa dla badań wczesnofazowych.

Centrum Wsparcia Badań Klinicznych zostanie zlokalizowane w sąsiedztwie Centralnego Szpitala Klinicznego. Dzięki temu będziemy mogli korzystać z zasobów szpitalnych tj. apteki, sprzętu diagnostycznego, laboratorium, oddziału intensywnej terapii. Natomiast scentralizowana infrastruktura CWBK będzie dostępna dla wszystkich szpitali klinicznych, ale badania, które będą wymagały hospitalizacji pacjentów zrealizujemy w ramach wysokospecjalistycznych oddziałów szpitalnych – mówi Ireneusz Staroń, Dyrektor CBK

CWBK będzie funkcjonowało w modelu usług wspólnych świadczonych na rzecz szpitali klinicznych w zakresie pozyskiwania badań, wstępnego procesu wykonalności (feasibility study), bieżącego kontaktu ze sponsorami badań klinicznych oraz koordynacji procesu badawczego. W wyniku realizacji projektu powstanie również Ośrodek Badań Klinicznych Wczesnej Fazy, profilowany na realizację projektów wczesnych faz obejmujących większość obszarów medycznych, a docelowo, po zakończeniu drugiego etapu budowy Centrum Kliniczno-Dydaktycznego UM i utworzeniu Akademickiego Ośrodka Onkologicznego, ze szczególnym uwzględnieniem onkologii.

Covid-19 przyśpieszy rozwój rynku e-commerce w Europie o rok

Według firmy doradczej Savills, pandemia Covid-19 przyspieszy rozwój branży e-commerce w Europie średnio o rok, co z kolei przełoży się na wzrost popytu na najbardziej atrakcyjne nieruchomości logistyczne.

Przed wybuchem pandemii Covid-19 przewidywano, że średni udział branży e-commerce w całkowitej sprzedaży detalicznej w Europie Zachodniej wzrośnie do 15,3% do roku 2022. Jednak według prognoz Centre for Retail Research (CRR), wskutek wpływu pandemii poziom ten zostanie osiągnięty już w 2021 roku.

Zgodnie z danymi brytyjskiego urzędu statystycznego (ONS) w czasie lockdownu udział handlu internetowego w całkowitej sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii wzrósł na pewien czas nawet do poziomu 33%. Zgodnie z analizami, udział handlu internetowego w sprzedaży detalicznej w Europie Zachodniej powinien ustabilizować się w 2021 roku na poziomie 15,3%.

Marcus de Minckwitz, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills, tłumaczy: „Wzrost wydatków na zakupy internetowe zawsze oznaczał większe zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową, a od czasu wprowadzenia lockdownu obserwujemy bezprecedensowy wzrost w tym zakresie na wszystkich rynkach. Część klientów z czasem powróci do tradycyjnych sklepów, ale grono konsumentów korzystających obecnie z kanału online znacząco się powiększyło i zjawisko to zapewne się utrzyma”.

CRR prognozowało w lipcu br., że udział handlu internetowego w całkowitej sprzedaży detalicznej w sześciu największych gospodarkach Europy Zachodniej wzrośnie z 12% w roku 2019 do 16,2% w 2020 roku, a w roku 2021 zmniejszy się do 15,3%, co świadczyłoby o normalizacji nawyków zakupowych w miarę ponownego otwierania się sklepów i powrotu konsumentów do tradycyjnych obiektów handlowych.

Badania przeprowadzone przez firmę Savills potwierdzają, że popyt ze strony najemców na powierzchnie logistyczne w Europie w pierwszej połowie 2020 roku był o 4% niższy od średniej półrocznej. Jednak Portugalia (+86%), Rumunia (+78%), Wielka Brytania (+41%) i Polska (+31%) odnotowały najwyższe wzrosty w porównaniu ze średnimi za pierwsze półrocze.

John Palmer, dyrektor zespołu doradztwa inwestycyjnego w sektorze nieruchomości magazynowych i przemysłowych, Savills Polska, mówi: „Rynek nieruchomości magazynowych i logistycznych w Polsce odnotował bardzo dobre wyniki w 2020 roku, o czym świadczy wzrost udziału branży e-commerce w popycie brutto z poziomu 6% (w pierwszej połowie 2019 roku) do 15% (w pierwszej połowie 2020 roku). Dane całościowe wskazują na dobrą kondycję rynku – pomimo pandemii popyt netto wzrósł w pierwszej połowie 2020 roku o 44% rok do roku, zasoby powiększyły się o 17%, a stopa pustostanów wzrosła o zaledwie 1,5 punktów procentowych. Pandemia Covid-19 wpłynęła przede wszystkim na zmianę struktury podpisywanych umów najmu i wzrost popularności umów krótkoterminowych (o 175% rok do roku), aczkolwiek sytuacja obecnie się stabilizuje i po kryzysie powraca się do tradycyjnych okresów najmu”.

Zgodnie z danymi Savills, średni wskaźnik niewynajętej powierzchni logistycznej w Europie wzrósł w pierwszej połowie 2020 roku z 5,1% do 5,8%, ale utrzymuje się na historycznie niskim poziomie, znacznie poniżej 12%. W kontekście sektora nieruchomości magazynowych w Wielkiej Brytanii jest to poziom świadczący o równowadze rynku i umożliwiający potencjalny wzrost stawek czynszu.

Mike Barnes, Associate, dział badań europejskich w Savills, mówi: „Ograniczona podaż dostępnej powierzchni będzie stanowić wyzwanie dla najemców, a na rok 2021 przewidujemy wzrost odsetka renegocjowanych umów najmu. Jednocześnie z powodu niepewności biznesowej najemcy są zainteresowani krótszymi okresami najmu, a dla wielu obecne magazyny nie zapewniają już odpowiednich warunków do obsługi zwiększonego ruchu e-commerce. W niemieckich miastach obserwujemy wzrost popytu na obiekty o powierzchni 5-10 tys. m kw., które umożliwiałyby realizację zamówień w ramach logistyki ostatniej mili”.

W związku z logistyką ostatniej mili Savills przewiduje wzrost stawek czynszu, częściowo z powodu niewystarczającej podaży gruntów przeznaczonych na dystrybucję na terenach miejskich. W ramach dążenia do maksymalnego wykorzystania dostępnych działek analitycy firmy obserwują w Europie wzrost udziału wielopiętrowych obiektów magazynowych wśród nieruchomości będących w budowie.

Z danych firmy Savills wynika, że w pierwszej połowie bieżącego roku łączna wartość transakcji inwestycyjnych w sektorze nieruchomości logistycznych w Europie wyniosła 13,3 mld euro, co oznacza spadek o 8% rok do roku. Niemcy wyprzedziły Wielką Brytanię pod względem aktywności inwestycyjnej, odnotowując w pierwszym półroczu wzrost wolumenu inwestycyjnego o 21% rok do roku do ponad 3 mld euro. Dysponujące dużym kapitałem europejskie fundusze utrzymały dominującą pozycję na rynku i często przelicytowują inwestorów spoza Europy w rywalizacji o najlepsze aktywa. Zainteresowanie inwestorów z Korei Południowej i innych krajów azjatyckich jest nadal duże, ale obostrzenia w podróżowaniu związane z lockdownem spowodowały ograniczenie aktywności zakupowej z ich strony.

Średnie stopy kapitalizacji dla najbardziej atrakcyjnych nieruchomości logistycznych w Europie (4,58%) utrzymały się na stabilnym poziomie, ale w przypadku kilku obiektów z najwyższej półki (ultra prime) zajmowanych przez firmę Amazon zmniejszyły się w ostatnich miesiącach.

Marcus de Minckwitz konkluduje: „W ostatnich kilku miesiącach jeszcze wyraźniej wzrosło strategiczne znaczenie sektora nieruchomości logistycznych, który okazuje się jednocześnie jedną z klas aktywów najbardziej odpornych na spowolnienie gospodarcze. W związku z tym obserwujemy rosnące zainteresowanie inwestorów, ale wolumeny transakcji inwestycyjnych są niewielkie z powodu ograniczonej podaży. To z kolei przyczynia się do zaostrzenia konkurencji i wzrostu cen”.

Szpitale na celowniku cyberprzestępców

W połowie września świat obiegła wiadomość o ataku hakerskim na klinikę uniwersytecką w Duesseldorfie, który zakończył się tragiczną śmiercią jednej z pacjentek. Tymczasem zaledwie kilka dni później nastąpił atak na amerykańską sieć szpitali Universal Health Services. Eksperci ds. bezpieczeństwa cybernetycznego ostrzegają, że jest tylko kwestią czasu, nim dojdzie do podobnej katastrofy. Szpitale i placówki opieki medycznej są bowiem coraz częstszym celem cyberataków – zwłaszcza oprogramowania ransomware, o czym przekonała się w zeszłym roku polska klinika „Budzik”.

Do głośnego ataku na Klinikę Uniwersytecką w Duesseldorfie doszło za sprawą luki w systemie informatycznym, którą bezwzględnie wykorzystali hakerzy, szyfrując część serwerów. W ten sposób nie tylko zaszyfrowano dokumentację, ale wyłączono placówkę z systemu ratunkowego, co sprawiło, że karetki pogotowia zamiast do Duesseldorfu były kierowane do innych miast. W jednej z takich karetek znajdowała się kobieta w stanie krytycznym. Z powodu wydarzenia kobietę odesłano do szpitala w Wuppertalu, oddalonego o 32 kilometry od Duesseldorfu. Niestety, pacjentka zmarła w drodze.

Atak na niemiecką klinikę nie jest jednak odosobnionym przypadkiem. W 2017 r. dziesiątki brytyjskich szpitali zostało dotkniętych oprogramowaniem ransomware znanym jako WannaCry, co spowodowało tysiące odwołanych wizyt i zamknięcie niektórych oddziałów ratunkowych. W Stanach Zjednoczonych od 2016 roku ponad 1000 organizacji opieki zdrowotnej zostało zaatakowanych przez oprogramowanie ransomware, a łączny koszt ataków przekroczył 157 milionów dolarów – przytaczają dane eksperci z firmy Check Point. Ostatni taki incydent miał miejsce w drugiej połowie września br., kiedy to sieć opieki zdrowotnej – Universal Health Services, zrzeszająca ponad 400 placówek w Stanach Zjednoczonych, Portoryko i Wielkiej Brytanii, zaatakowana została przez ransomware Ryuk. Tym razem do tragedii nie doszło, a UHS natychmiastowo poinformowało, że opieka nad pacjentami jest zapewniana w sposób bezpieczny i skuteczny. Jednocześnie sieć zapewnia, że żadne dane pacjentów ani pracowników nie zostały przejęte przez hakerów.

Budzik na celowniku

W grudniu 2019 roku do ataku ransomware doszło również w Polsce. Ofiarą była Klinika „Budzik”, działającą przy warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka, specjalizująca się w rehabilitacji dzieci po ciężkich urazach mózgu. Hakerzy zaatakowali w klasyczny sposób: zaczynając od działań phishingowych, czyli podszywając się pod rozpoznawalną osobę lub instytucję.

 Tydzień przed atakiem przychodziły do nas maile od znanych i szacownych instytucji, pisane w stylu „Faktura, której państwo nie zapłacili. Otwórz link.” – komentował sytuację dr Maciej Piróg, dyrektor Klinki Budzik.

Wspomniane wiadomości były jedynie wabikiem na nieświadomych użytkowników, by pobrać zainfekowane złośliwym oprogramowaniem pliki. W efekcie, po kliknięciu jednej z nich, systemy komputerowe kliniki zostały zaszyfrowane, uniemożliwiając dalszą pracę placówki. Jak relacjonuje dyrektor Kliniki, chwilę później otrzymano wiadomość e-mail z Hiszpanii, w którym przestępcy zaoferowali odblokowanie systemów za równowartość 30 tys. zł.

Po zaszyfrowaniu komputerów największą obawą personelu był brak możliwości wysłania sprawozdania z działalności Kliniki do Narodowego Funduszu Zdrowia, co wiązało się z brakiem wypłaty środków, które są jedynym źródłem utrzymania Kliniki Budzik. Ciągłość działania kliniki stała więc pod znakiem zapytania…

Na szczęście znaczna część zasobów znajdujących się na serwerach posiadała kopię zapasową, która zdaniem specjalistów z firmy Check Point jest jednym z najważniejszych sposobów zabezpieczania danych przed atakami ransomware. Pozostałe dane udało się ostatecznie odszyfrować, bez uiszczania kosztownego okupu. Zdaniem przedstawicieli Kliniki udało się uniknąć wymiernych strat, choć placówka jeszcze przez wiele tygodni borykała się z utrudnieniami związanymi z atakiem.

Za atakami może stać… każdy

Choć e-mail z żądaniem okupu pochodził z Hiszpanii, nie udało się jednoznacznie ustalić skąd pochodził atak. Możliwe, że hiszpańska skrzynka pocztowa była jedynie przykrywką cyberprzestępców. Atakującym mógł być prawie każdy za sprawą rosnącego rynku ransomware-as-a-service.

Do niedawna ransomware-as-a-service był nieznanym zjawiskiem wśród działań cyberprzestępców. Niewiele wiedziano na temat działania tego specyficznego systemu franczyzowego, co utrudniało efektywne śledzenie przestępców. Z badań Check Pointa wiemy jednak, że twórca takiej „usługi” zazwyczaj rekrutuje partnerów, którzy dystrybuują oprogramowanie w zamian za udział w zyskach. Taka taktyka pozwala na szersze rozpowszechnienie ransomware i generowanie wyższych zysków. Co ważne, obecna sytuacja pozwala nawet osobom nietechnicznym prowadzić wysokodochodowy „biznes”, uruchamiając niezależne kampanie za pomocą przypisanego zestawu serwerów C&C (Command&Control) i kompleksowego panelu sterowania.

Ransomware jako usługa również staje się coraz bardziej powszechnym rozwiązaniem, więc nawet niedoświadczeni hakerzy mogą przeprowadzić taki ataki. – mówi Wojciech Głażewski, szef polskiego oddziału firmy Check Point.

Sytuacja w regionach różnicuje się coraz mocniej, ale popyt na nowe mieszkania pozostaje silny

Przewaga wprowadzeń nad zakupami nowych mieszkań we Wrocławiu i Krakowie w drugim kwartale wyhamowała gwałtowny wzrost cen i odbudowała ofertę na rynku pierwotnym. Wyraźny wzrost sprzedaży w czerwcu potwierdził wciąż silny popyt.

Drugi kwartał 2020 r. na pierwotnym rynku mieszkaniowym zamknął się sprzedażą 6 900 lokali w sześciu największych miastach Polski, o 55% niższą w porównaniu do analogicznego okresu sprzed roku. Dwa największe rynki regionalne – Kraków i Wrocław – odczuły efekt zamrożenia gospodarki jeszcze mocniej, a różnica w wolumenie transakcji r/r przekroczyła tam 60%. W obu miastach liczba transakcji zrealizowanych od kwietnia do czerwca była niższa od liczby lokali, których sprzedaż uruchomiono, co spowodowało wzrost poziomu oferty. Z analiz firmy JLL opublikowanych właśnie w raportach „Kraków 2020” i „Wrocław 2020” wynika jednak, że scenariusze dla branży deweloperskiej na najbliższą przyszłość mogą być w tych miastach zupełnie odmienne.

Krakowscy deweloperzy walczą o nowe inwestycje

Dla analizy bieżącej sytuacji na rynku mieszkaniowym kluczowe znaczenie mają dane o nowej podaży i rozpoczętych przez deweloperów budowach. Jak podkreślają eksperci z zespołu mieszkaniowego JLL, zdolność elastycznego reagowania na zapotrzebowanie ze strony popytu i dostarczania produktu na rynek spotykała się dotychczas z pozytywną odpowiedzią kupujących i wzrostem sprzedaży. Kraków jest tego dobrym przykładem. Rekordy podaży padały tu na przełomie 2016 i 2017 r., kiedy w jednym kwartale wprowadzano do oferty średnio 3500 lokali. W 2017 r. zanotowano tam również maximum rocznej sprzedaży, które wyniosło 13 800 lokali.

Od 2017 roku obserwujemy w Krakowie pogłębiające się trudności we wprowadzaniu na rynek kolejnych projektów. Wynika to nie tylko z niewielkiej dostępności terenów inwestycyjnych. Dużym wyzwaniem dla deweloperów jest też przewlekłość procedur administracyjnych, która utrudnia precyzyjne planowanie procesu inwestycyjnego i odpowiednie reagowanie na potrzeby nabywców. – komentuje Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego, JLL

W 2018 r. oferta spadła do najniższego od 8 lat poziomu nie przekraczającego 6500. W całym 2019 r. sprzedaż nowych lokali mieszkalnych zanotowana na rynku krakowskim nie przekroczyła 11 000 i była najniższa od 5 lat. W pierwszej połowie 2020 r. sprzedaż wyniosła zaledwie 4300, a nowa podaż 4600. Wprawdzie dzięki przewadze podaży nad popytem oferta przekroczyła poziom 8000 – nie notowany od 2017 r. – ale wciąż nie jest to jednak poziom świadczący o równowadze.

Długi okres przewagi popytu nad podażą i zmiana struktury oferty polegająca na zwiększeniu udziału projektów o mniejszej skali, bardziej wymagających, a tym samym droższych, będąca efektem ograniczonej podaży dużych, atrakcyjnych terenów inwestycyjnych, zbiegły się w czasie ze wzrostem kosztów wykonawstwa. To zaowocowało dynamicznym wzrostem cen ofertowych – znacznie wyższym niż na innych rynkach. – wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, ekspertka JLL

Kraków był trzecim rynkiem po Warszawie i Trójmieście, na którym średnia cena ofertowa 1 mkw. mieszkania na rynku pierwotnym przekroczyła symboliczną granicę 10 000 zł. Stało się to w „pandemicznym” II kw. 2020 r. Spośród sześciu analizowanych przez JLL co kwartał miast był to rynek, na którym ceny rosły w ostatnich 12 miesiącach najszybciej. Gdy w innych miastach kwartalny wzrost cen wynosił 2-3%, w Krakowie rosły one średnio o 6%.

Wszystko wskazuje na to, że to nie koniec wzrostów cen na rynku krakowskim. Do sprzedaży wprowadzane są mieszkania z górnych segmentów jakościowych, które – paradoksalnie – mogą stać się idealną odpowiedzią na zapotrzebowanie nabywców poszukujących na rynku nieruchomości lokaty kapitału, która uchroni zgromadzone przez nich oszczędności przed utratą wartości. Przy skrajnie niskim oprocentowaniu depozytów bankowych i braku alternatyw inwestycyjnych w niepewnych czasach rynek nieruchomości, a w szczególności segment apartamentów, pozostaje pierwszym wyborem wielu zamożniejszych Polaków. Jednoznacznym sygnałem potwierdzającym tę tendencję był skokowy wzrost w czerwcu liczby osób zainteresowanych zakupem mieszkania do biur sprzedaży krakowskich deweloperów. Jestem przekonana, że wyniki sprzedaży z trzeciego kwartału potwierdza rosnące zainteresowanie klientów mieszkaniami z ‘górnej półki’. – wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, kierująca zespołem Badań Rynku Mieszkaniowego w JLL

Duży wybór mieszkań, stabilne ceny i brak niespodzianek we Wrocławiu

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja we Wrocławiu, trzecim pod względem skali obrotów rynku mieszkaniowym w Polsce. W ciągu ostatnich sześciu lat dzięki proaktywnej polityce lokalnego samorządu oraz owocnej współpracy działających na tym rynku deweloperów, architektów i urbanistów powstał klimat dla stabilnego i zdrowego wzrostu tego rynku. Najlepiej świadczy o tym fakt, że od czasu poprzedniego kryzysu na rynku mieszkaniowym w 2009 r. zarówno sprzedaż, jak i oferta rosła tu niemal nieprzerwanie. Co ciekawe w 2019 r. sprzedaż zrealizowana przez deweloperów działających we Wrocławiu wyniosła 10 700 lokali i była o zaledwie 200 mieszkań gorsza niż ta, odnotowana na rynku krakowskim.
Kluczem do sukcesu rynku wrocławskiego jest jego duża stabilność i niemal idealna równowaga pomiędzy popytem i podażą. Deweloperzy bardzo elastycznie dostosowują swoją ofertę do oczekiwań nabywców, a dzięki sprawnej pracy urzędów decyzje inwestycyjne mogą być sprawniej weryfikowane przez rynek niż np. na porównywalnym rynku krakowskim. – wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego w JLL

Stabilność ta wyraża się nie tylko w utrzymywaniu na określonym, atrakcyjnym dla nabywców poziomie oferty, ale i cen. Przy skali obrotów porównywalnej ze znacznie większym rynkiem krakowskim rozdźwięk pomiędzy indeksem cen mieszkań w ofercie i tych, które znalazły w danym okresie swoich nabywców we Wrocławiu jest zaskakująco niewielki. To świadczy o tym, że oferta odpowiada oczekiwaniom i możliwościom nabywców. Znamienne jest również to, że średnia cena mieszkań pozostających w ofercie na rynku wrocławskim na koniec czerwca, wynosząca 8 600 zł/mkw., była aż o 16% niższa niż ta zanotowana w Krakowie.

Zainteresowanie inwestorów nie słabnie

Różnice pomiędzy Krakowem i Wrocławiem można rozpatrywać jeszcze na innej osi. W ostatnich latach poziom zakupów inwestycyjnych dokonywanych przez nabywców indywidualnych stanowiły w obu miastach znaczącą część całej puli realizowanych transakcji. W Krakowie nie przekraczał on poziomu 40%, podczas gdy we Wrocławiu było to „zaledwie” 30%. Niepewność w gospodarce związana z wybuchem pandemii ostudziła wyraźnie zainteresowanie tej grupy nabywców, co znalazło odbicie w poziomie zakupów i tzw. „zwrotów”, który w Krakowie był najwyższy spośród wszystkich analizowanych przez JLL rynków i wyniósł ponad 50% wszystkich transakcji zrealizowanych w drugim kwartale.
Tymczasem swoją aktywność podtrzymali, a nawet zwiększyli inwestorzy instytucjonalni lokując swój kapitał w projektach z mieszkaniami na wynajem – jak np. TAG Immobilien i Resi4Rent we Wrocławiu lub Catella i Zeitgeist AM w Krakowie – albo w akademikach jak np. Student Depot we Wrocławiu lub Corestate w Krakowie.

Wrocław i Kraków to duże, stabilne rynki, które mają szansę rozwijać się w najbliższych latach dzięki stałemu popytowi napędzanemu atrakcyjnością rynków pracy, turystyką i prężnie działającymi ośrodkami akademickimi. Wiele będzie jednak zależało od dalszego rozwoju pandemii i jej bezpośredniego wpływu na istotne dla danego rynku grupy popytowe, jakimi są inwestorzy indywidualni w Krakowie i nabywcy kupujący lokale za gotówkę na własne potrzeby we Wrocławiu. Polityka niskich stóp procentowych, a w konsekwencji polityka banków w zakresie braku oprocentowania lokat bankowych, faworyzują wyraźnie grupę tzw. „gotówkowców”, którzy zachęceni brakiem alternatywnych form lokowania nadwyżek finansowych, ponownie ruszą na zakupy na rynku mieszkaniowym. – Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego, JLL

Clarisse Kopff zostanie nową Dyrektor Generalną (CEO) Grupy Euler Hermes

Grupa Euler Hermes, światowy lider sektora ubezpieczeń należności, poinformowała dziś, że pan Wilfried Verstraete, Dyrektor Generalny (CEO) i Prezes Zarządu postanowił zakończyć pełnienie obowiązków operacyjnych po dwunastu latach owocnej pracy na tym stanowisku. Z dniem 1 stycznia 2021 roku, jako Dyrektor Generalna
i Prezes Zarządu zastąpi go pani Clarisse Kopff. Zmiana wymaga uzyskania zgody instytucji nadzorczych.

Wilfried Verstraete dołączył do zespołu Euler Hermes w 2009 roku i przeprowadził Grupę przez światowy kryzys finansowy. Pod jego kierownictwem nastąpiła transformacja działającego od stu lat ubezpieczyciela należności w firmę prawdziwie zorientowaną na klienta i opierającą swoją działalność na rzetelnych danych, będącą liderem sektora technologii finansowych oferującym klientom rozwiązania cyfrowe w czasie rzeczywistym. Będzie nadal pełnił funkcję doradcy nowej Prezes w 2021 roku. Zachowa również pozycje w zarządzie spółek Euler Hermes SA, Euler Hermes North America, Solunion oraz Euler Hermes Reinsurance AG.

Clarisse Kopff (47 l.) jest absolwentką ESCP i ukończyła studia podyplomowe na Université Paris Dauphine oraz niemiecki Diploma Kaufmann. Obecnie pełni funkcję Dyrektor Finansowej spółki Allianz France. Jej kariera rozpoczęła się w dziale windykacji zadłużenia w londyńskim oddziale Lehman Brothers, następnie pracowała jako audytor w PricewaterhouseCoopers w Paryżu, a w 2001 roku rozpoczęła pracę w Euler Hermes na stanowisku kontrolera w paryskim podmiocie firmy. Od 2007 roku zajmowała w Euler Hermes szereg stanowisk wiążących się z coraz większą odpowiedzialnością oraz o coraz szerszym zasięgiem międzynarodowym: dyrektor kontrolingu dla działalności prowadzonej we Francji i krajach regionu śródziemnomorskiego (2007-2011); dyrektor działu kontrolingu Grupy (2010 – 2012); dyrektor działu księgowości, kontrolingu, aktuariatu i relacji inwestorskich (2012-2013); dyrektor Grupy ds. finansów (lipiec 2013). W dowód uznania za jej pro-klienckie podejście, Clarisse została w 2014 roku awansowana na stanowisko Dyrektor Finansowej Grupy, odpowiedzialnej za wszystkie funkcje finansowe w Grupie, zarządzanie jej aktywami, kwestie prawne i zapewnienie zgodności z przepisami, fuzje i przejęcia, zarządzanie aspektami podatkowymi i zarządzanie ryzykiem oraz kapitałem.

„Jestem bardzo wdzięczna za owocne i obfitujące w wydarzenia lata spędzone w różnych zespołach Allianz France. Przyszłam do firmy w kluczowym momencie, gdy branża musiała zdefiniować się na nowo w obliczu obniżonych stóp procentowych a więc i zwrotu z inwestycji. To wyzwanie zmusiło nas do opracowania nowych modeli finansowych, a także przyspieszenia cyfrowej transformacji naszej organizacji.

Jestem zaszczycona przyjmując stanowisko Dyrektor Generalnej Grupy Euler Hermes. Dziękuję panu Wilfriedowi Verstraete za zaufanie. Obecny kryzys jeszcze długo się nie zakończy, jednak z jego wsparciem jestem gotowa kierować firmą i towarzyszyć naszym klientom i partnerom w tych trudnych czasach. Dziś wielką misją stojącą przed przywódcami jest wzmacnianie wiary w jutro. Z bardziej osobistej strony, bardzo cieszy mnie perspektywa ponownej pracy z dawnymi koleżankami i kolegami z Euler Hermes”, mówi Clarisse Kopff, Dyrektor Finansowa firmy Allianz France.

Możliwość służenia moim zespołom i klientom w roli CEO firmy Euler Hermes była prawdziwym przywilejem. Jestem dumny z tego, że obserwowałem w działaniu wyjątkowy potencjał naszych zespołów, co pozwoliło nam umocnić pozycję lidera rynku i jeszcze wyżej zawiesić poprzeczkę niezrównanej obsługi klienta. Jednak siła tej firmy jest tak duża, jak silne są więzy między jej partnerami. Dlatego chciałbym podziękować naszym klientom i partnerom za niezwykłe zaufanie przez te wszystkie lata.

Przez 16 lat pracy w Euler Hermes, Clarisse dowiodła swojego talentu i kompetencji, odgrywając zasadniczą rolę w stworzeniu prawdziwie zintegrowanej Grupy na bazie solidnych wyników finansowych. Jestem pewien, że pod wizjonerskim kierownictwem Clarisse opartym na doświadczeniu zdobytym w Allianz France, firma wzniesie się na kolejny poziom i będzie nadal wyznaczać standardy najlepszych usług w zakresie finansów dla sektora handlu”, powiedział Wilfried Verstraete, Dyrektor Generalny (CEO) i Prezes Zarządu Grupy Euler Hermes.

Oxygen S.A. z nową strategią Grupy Kapitałowej na lata 2020-2025

Notowana na NewConnect spółka Oxygen SA poinformowała o uchwalonej we wrześniu strategii dalszego rozwoju. Głównymi założeniami dokumentu jest skupienie się na analizie danych z gier własnych, doskonaleniu produktów i rozwoju działalności wydawniczej Oxygen.

Według danych NewZoo wartość światowego rynku gier wyniosła w 2020 ponad 159 miliardów $, z czego 49% to gry mobilne. Posiadacze telefonów 43% całkowitego czasu spędzonego ze smartfonem poświęcają na granie w gry. Te statystyki uzasadniają obrany przez spółkę Oxygen SA kierunek inwestowania w produkcje na urządzenia mobilne. Spółka dąży do tego, aby wszystkie gry były dostępne zarówno na urządzenia z systemem Android, jak i iOS.

Nadrzędnym celem Oxygen SA na lata 2020-2025 jest opracowanie systemu pozwalającego na ocenę potencjału gry mobilnej już na etapie pomysłu. Spółka, w której portfolio znajdują się dwie gamingowe spółki zależne: Mousetrap Games i Glass Cannon Games, planuje w ciągu najbliższych pięciu lat wydać przynajmniej jeden duży tytuł oparty o wyniki analiz płynących z zebranych danych.

W pierwszym etapie nowej strategii Oxygen kontynuuje proces self-publishingu wydając wiele gier w różnych kategoriach – głównie hyper-casual, casual i mid-core. W 2020 roku użytkownicy mogli zagrać już w cztery premierowe gry spółek z grupy kapitałowej Oxygen: Rocat Jumpurr (roguelite), Crowdy Road (hypercasual), Shape Up! (Puzzle) i Run the Beat (wersja premium gry muzycznej wydanej w zeszłym roku). W najbliższym czasie ukażą się Trainy Trains (hypercasual), gra o roboczym tytule Hall of Mirrors (hypercaual) i gra typu RPG o roboczym tytule Sword of Glory. Do końca roku nastąpi jeszcze launch przynajmniej sześciu tytułów, w tym fabularnej gry muzycznej Lovely Music i zakupionej wraz ze spółką Glass Cannon Games gry typu tower defence pt. Jars.

– Nasze gry cieszą się dużą popularnością w branży. W App Store otrzymaliśmy latem feature „The Game you love”, mimo, że nie staraliśmy się o to w Apple – firma sama uznała, że produkcja jest tak wyjątkowa i dopracowana graficznie, że warto ją wypromować – mówi Edward Mężyk, Prezes Oxygen SA. – Ogłosiliśmy niedawno współpracę z VooDoo, a przed nami jeszcze ustalenie ostatnich szczegółów z wydawcami Run the Beat w Azji i w Europie Środkowej. Cieszymy się, że możemy liczyć na wsparcie tak doświadczonych partnerów. Przed nami kolejne etapy launchu naszych produkcji i zapewne przyłożenie dźwigni finansowej, aby pomóc im odnieść sukces komercyjny – dodaje Mężyk.

Drugi etap strategii to dalsze rozbudowywanie bazy tytułów własnych, lecz także wykorzystanie doświadczenia w self-publishingu i pozyskanie z rynku gier, które developerzy i artyści GK Oxygen dopracują i wydadzą pod jedną z marek własnych. Dzięki zwiększaniu rozpoznawalności marki Oxygen w kolejnych latach możliwe będzie pozyskiwanie także dużych i dopracowanych tytułów, aby nie poświęcać środków własnych. Będzie to możliwe dzięki mocnemu zaangażowaniu w wydarzenia branżowe czy akcje skierowane do developerów.

W ostatnim etapie przewidzianym na 2022-2024 rok grupa kapitałowa Oxygen będzie dysponować wystarczającą ilością danych na temat zachowań graczy, a także dużym doświadczeniem w wydawaniu gier. Dzięki tej wiedzy możliwe będzie nie tylko zbudowanie własnej platformy do opracowywania danych i uzyskiwania feedbacku rynkowego, ale przede wszystkim przyniesie to zwiększone prawdopodobieństwo do trafnego opracowywania   linii biznesowych o nieujemnym cashflow. Będzie to też czas na decyzje dotyczące ewentualnego dużego tytułu własnego opartego na innowacji, którą zespół opracuje na podstawie analizy danych.

ZPP: Inwestycje na dnie, rynek pracy wciąż w niezłej kondycji

Indeks nastrojów przedsiębiorców „Busometr” na drugie półrocze 2020 roku wyniósł 42,4 punktu (spadek z 44,5 punktu w poprzednim półroczu), co oznacza, że nastroje przedsiębiorców w okresie epidemii COVID-19 pogarszają się. Najgorzej jest z inwestycjami, zadziwiająco dobre nastroje utrzymują się z kolei na rynku pracy.

Spadek nastrojów przedsiębiorców odnotowywany jest sukcesywnie od rekordowego odczytu za II półrocze 2018 roku, gdy indeks „Busometr” wyniósł 56,8 punktu. Nie sposób jednak lekceważyć faktu, że badanie nastrojów na drugie półrocze 2020 roku odbywało się w szczególnych warunkach epidemii i związanych z nią gospodarczych perturbacji.

Na pewno spodziewaliśmy się, że nastroje w biznesie będą gorsze – twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP – To, co może zaskakiwać, to stosunkowo niewielka różnica spowodowana przez COVID. Od połowy 2018 roku, gdy gospodarka była w szczycie koniunktury, odnotowywaliśmy regularne spadki. Epidemia spowodowała raczej kontynuację tej tendencji, niż jej znaczne przyspieszenie.

Analiza poszczególnych komponentów „Busometru” sugeruje, że nastroje przedsiębiorców są zróżnicowane, w zależności od tego, o który konkretnie fragment rzeczywistości gospodarczej są pytanie.

Dokładnie 50% respondentów uważa, że koniunktura gospodarcza w najbliższych miesiącach pogorszy się. Najbardziej pesymistycznie w przyszłość spoglądają mikroprzedsiębiorstwa, dla których odczyt w komponencie „Koniunktura gospodarcza” jest znacznie niższy, niż dla małych oraz średnich i dużych firm.

Niepokojący jest z pewnością najniższy w historii odczyt komponentu „Inwestycje”. Indeks w tym zakresie wyniósł 29,5 punktu wobec rekordowego 53,7 punktu z II półrocza 2018 roku. Niemal 70% firm zadeklarowało, że nie planuje żadnych inwestycji.

Problem z inwestycjami w Polsce ma charakter strukturalny, jednak niepewność związana z COVID i notorycznie zmieniającymi się regulacjami jedynie go pogłębia – podkreśla Jakub Bińkowski, dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji ZPP – Najniższy w historii odczyt „Busometru” pokazuje, że konieczna jest korekta polityki w tym zakresie.

ZPP apeluje do rządu o zaniechanie ciągłych zmian w warunkach prowadzenia działalności gospodarczej. W Polsce gwałtownie rośnie cena ryzyka regulacyjnego. Firmy boją się inwestować. Trzeba to powiedzieć wprost: jeśli rząd się nie uspokoi w zakresie zmian – inwestycji nie będzie. Będzie jeszcze gorzej.

Tylko w ostatnich dwóch miesiącach zostaliśmy zaskoczeni:

– podatkiem cukrowym;
– objęciem spółek komandytowych CIT;
– podatkiem od deszczu;
– zapowiedzią akcyzy na używane samochody;
– podatkiem reklamowym;
– zapowiedzią podatku cyfrowego;
– zakazem hodowli zwierząt futerkowych i uboju rytualnego;
– restrykcyjną implementacją dyrektywy audiowizualnej.

Bardzo trudno w takim chaosie planować i prowadzić jakąkolwiek działalność. Apelujemy o opamiętanie. W Polsce nie ma przymusu prowadzenia działalności gospodarczej.

Wziąwszy pod uwagę uwarunkowania spowodowane epidemią, zaskakująco pozytywny jest odczyt komponentu „Rynek pracy” – po 14% firm planuje podwyżki wynagrodzeń i zwiększenie zatrudnienia, podczas gdy redukcje etatów i cięcia płac planuje odpowiednio 7% i 5% firm. Wyniki badania wydają się potwierdzać tezę, że polscy przedsiębiorcy nie przestraszyli się negatywnych skutków pandemii i starają się utrzymać zatrudnienie.

***

Busometr ZPP – Indeks Nastrojów Gospodarczych MSP, jest wskaźnikiem pokazującym stopień optymizmu małych i średnich przedsiębiorców i ich planowane działania w perspektywie najbliższego półrocza.

Na wartość Indeksu Busometr wpływ mają trzy komponenty: (1) koniunktury gospodarczej, (2) rynku pracy (płace i zatrudnianie) oraz (3) inwestycji.

Wartość każdego z komponentów mieści się w przedziale od 0 do 100.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców oraz firma Maison&Partners prowadzą badania wśród przedsiębiorców w oparciu o próbę zróżnicowaną ze względu na liczbę zatrudnianych pracowników, próby małych i średnich firm w Polsce (do 250 zatrudnionych). Busometr ZPP jest publikowany co pół roku. Wielkość próby to N = 600 respondentów z sektora MSP. Badanie jest realizowane od 2011 roku.

Ceny OC odporne na pandemię – podsumowanie 3 kw. 2020

Pomimo zawirowań w polskiej gospodarce związanych z pandemią koronawirusa, rynek OC jest nadal stabilny. Wahania przeciętnej składki w stosunku do roku ubiegłego odnotowano tylko dla wybranych grup kierowców. Największa obniżka i zwyżka wyniosły po 5%.Zmiany średnich cen OC w III kwartale 2020 r_v1

Od 18 miesięcy mediana cen OC nie przekroczyła 700 zł, ale nigdy też nie spadła poniżej 676 zł. W III kwartale 2020 roku średnia cena była niemal na najniższym poziomie tego stabilnego okresu. W raporcie RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych eksperci porównywarki rankomat.pl podsumowują, jak kształtowały się średnie składki OC
w minionym kwartale i sprawdzają, w których regionach Polski kierowcy mogli liczyć na najkorzystniejsze oferty ubezpieczycieli.Najniższe i najwyższe ceny OC w III kwartale 2020 r_v1

Jaka była średnia cena ubezpieczenia OC w III kwartale br.?

Średnia cena OC w III kwartale 2020 roku wyniosła 678 zł. Była przez to niższa o 8 zł (-1,2%) w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. W III kwartale bieżącego roku odnotowano również nieznaczną podwyżkę w stosunku do poprzedniego kwartału, która wyniosła 2 zł (+0,3%).Średnia cena ubezpieczenia OC_v1 (1)

Średnia cena OC w III kwartale 2020 roku niewiele różni się od składek z poprzednich 18 miesięcy. Stabilnej sytuacji na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych nie zmieniła nawet pandemia koronawirusa i związane z nią wahania w polskiej gospodarce – komentuje Tomasz Masajło, Prezes Zarządu Rankomat.Odchylenia cen OC od średniej krajowej w poszczególnych województwach w III kwartale 2020 r_v1

Najdrożej na Pomorzu i Dolnym Śląsku

Najwięcej za ubezpieczenie OC płacili kierowcy z województw: pomorskiego (771 zł), dolnośląskiego (744 zł) i mazowieckiego (735 zł). Na najniższe składki mogli natomiast liczyć kierowcy z województw: podkarpackiego (554 zł), opolskiego (563 zł) i świętokrzyskiego (583 zł).

Ceny ubezpieczenia OC były niższe niż przed rokiem we wszystkich województwach oprócz podkarpackiego, podlaskiego, lubelskiego, zachodniopomorskiego i wielkopolskiego.
W pierwszych czterech podwyżka wyniosła od 0,6% do 2%. W wielkopolskim ceny pozostały bez zmian. Obniżki w pozostałych regionach wyniosły od -0,3% (woj. lubuskie) do -3,8% (woj. mazowieckie).

Największe odchylenia od średniej ceny OC odnotowano w województwach: pomorskim (+13,7%), dolnośląskim (+9,7%) i mazowieckim (+8,4%) – wynika z danych rankomat.pl.W których miastach wojewódzkich OC było najdroższe w III kwartale 2020 roku_v1

Najtańsze i najdroższe miasta

Z analizy cen OC porównywarki rankomat.pl wynika, że w III kwartale 2020 r. najwięcej za obowiązkowe ubezpieczenie płacili kierowcy z Wrocławia, Gdańska i Warszawy. Towarzystwa ubezpieczeniowe proponowały najtańsze polisy OC mieszkańcom Opola, Rzeszowa i Kielc. Różnica cen OC pomiędzy najtańszym Opolem a najdroższym Wrocławiem wyniosła aż 50,1%.

W pięciu miastach wojewódzkich ceny OC wzrosły w porównaniu do roku ubiegłego. Podwyżki wyniosły od 0,4% w Gorzowie Wielkopolskim do 5,1% w Białymstoku. W III kwartale 2020 r. największe obniżki dotyczyły mieszkańców Opola (-2,8%), Katowic (-3,4%) i Warszawy (-4,9%). W Lublinie cena pozostała bez zmian.Odchylenie cen od średniej w miastach wojewódzkich w III kwartale 2020 r_v1

QubicGames kupił od Vivid Games prawa do gry Pocket Mini Golf

QubicGames podpisał umowę, na mocy której zakupił od Vivid Games autorskie prawa majątkowe do całości marki Pocket Mini Golf. Wydawca gier specjalizujący się w produkcjach na konsolę Nintendo Switch zapowiada kolejne projekty wykorzystujące IP nowej marki.

Na bazie podpisanej umowy Vivid Games sprzedał markę w zamian za jednorazowe wynagrodzenie płatne przy podpisaniu umowy oraz prowizję od sprzedaży gry Pocket Mini Golf na konsoli Nintendo Switch.

– Gra Pocket Mini Golf okazała się hitem sprzedażowym na Nintendo Switch. W związku z tym, że gra stała się rozpoznawalna, postanowiliśmy pozyskać pełnię praw do tej marki. Uważamy, że posiada ona ogromny potencjał, który planujemy wykorzystać przez najbliższe lata. – komentuje Jakub Pieczykolan, prezes QubicGames.

QubicGames zapowiada znaczące rozwinięcie marki Pocket Mini Golf. Podstawowa wersja gry na konsoli Nintendo Switch zostanie rozszerzona o nowe poziomy, a jej regularna cena zostanie podniesiona z 1.99 USD/EUR do przedziału 2.99 – 3.99 USD/EUR. Nowa wersja tytułu zostanie wysłana do certyfikacji Nintendo w najbliższych tygodniach i będzie dostępna dla użytkowników jeszcze w bieżącym roku. Zostanie również stworzony co najmniej jeden DLC do Pocket Mini Golf na platformie Nintendo Switch. Jego premiera planowana jest na początek 2021 roku. Dodatkowo zostanie również zmieniona dostępna obecnie wersja gry na urządzenia mobilne. Na jej miejsce QubicGames przygotuje nową, rozszerzoną edycję. Data jej udostępnienia zostanie ustalona w późniejszym terminie. Poza tym, w planach znajduje się m.in sequel bestsellerowej produkcji:

– Jeszcze przed końcem roku rozpoczniemy prace nad grą Pocket Mini Golf 2 na platformę Nintendo Switch, której premierę planujemy na przyszły rok. W międzyczasie rozpoczniemy prace nad nową grą opartą na mechanice i marce Pocket Mini Golf, zatytułowaną Pocket Bowling. Nie wykluczamy również przeniesienia serii na platformy inne niż Nintendo Switch. Jedno jest pewne – prace związane z Pocket Mini Golf będą stanowiły priorytet dla QubicGames w końcówce bieżącego roku. – kończy Pieczykolan.

Obie firmy kontynuują szeroko zakrojoną współpracę, której podstawę stanowi dystrybucja gier z portfolio bydgoskiego twórcy gier mobilnych na konsolę Nintendo Switch. W czasie trwającej ponad rok relacji, światło dzienne ujrzały porty kilku z najważniejszych gier Vivid Games, w tym Space Pioneer czy Gravity Rider Zero.

Nie planowaliśmy dalszych inwestycji w rozwój Pocket Mini Golf, dlatego propozycja QubicGames była dla nas bardzo atrakcyjna, zwłaszcza że w dalszym ciągu będziemy partycypować w zyskach z kolejnych odsłon gry – podsumował Remigiusz Kościelny, prezes Vivid Games.

Sprzedaż gry „Pocket Mini Golf” na konsoli Nintendo Switch przekroczyła 250 tys. kopii w pierwszych miesiącach sprzedaży w Ameryce Północnej i Europie. Tytuł jest najszybciej sprzedającą się grą wydaną przez QubicGames na platformie Nintendo Switch.

Lepsze nastroje inwestorów

Rynki potrzebują trochę pozytywnych informacji na politycznym froncie, by przynajmniej na chwilę odpocząć od zamieszania, jakie za miesiąc najprawdopodobniej wywołają wybory prezydenckie w USA. Dziś nastroje rynkowe uległy poprawie, gdyż inwestorzy odreagowują debatę prezydencką w USA, a uwagę przerzucają na toczące się negocjacje nad pakietem fiskalnym.

Środa nie przyniosła przełomu, ale informacje sugerują, że strony zbliżają się do porozumienia. Podobno przewodniczącą Demokratów w Izbie Reprezentantów Pelosi osiągnęła „wzajemne zrozumienie” z sekretarzem skarbu Mnuchinem. To zrozumienie jednak nie zmniejszyło jeszcze różnicy między 2,2 bln USD proponowanymi przez Demokratów a propozycją 1,62 bln USD z Białego Domu. Ale przynajmniej jest pomysł jak pogodzić strony – klauzula warunkowa na zwiększenie pakietu o 0,5 bln USD, gdyby kryzys covidowy pogorszył się. Osobiście sądzę, że to więcej niż można było liczyć, szczególnie po tak silnym podkreśleniu różnic między Donaldem Trumpem a Joe Bidenem. Patrząc na handel na rynku akcji USA widać, że Wall Street liczy na porozumienie. Jednak jakiekolwiek ono będzie, w żaden sposób nie przykryje niepewności o uznanie przez Trumpa wyniku wyborów, jeśli wskażą na jego przegraną. A taki rezultat sugerują sondaże, które aktualnie dają zdecydowaną przewagę Bidenowi (nawet 20 pkt.). Innymi słowy, po euforii wywołanej uzgodnieniem pakietu fiskalnego uważajmy na szybką sprzedaż faktów.

Wczoraj GBP/USD skoczył ponad 1,29 podsycany komentarzami z Banku Anglii i optymizmem wokół rozmów brexitowych. Te pierwszy pochodziły od Andy’ego Haldane’a i zasugerowały, że obecne warunki nie wypełniają kryteriów dla wprowadzenia ujemnych stóp procentowych. Jednak kwestia zmian w polityce monetarnej do temat na początek listopada (posiedzenie BoE), a wcześniej do rozstrzygnięcia jest umowa handlowa brexitu, by wyrobić się przed szczytem UE 16-17 października. Według doniesień prasowych Londyn miał zaoferować Brukseli trzyletni okres przejściowy dla europejskich rybaków do dostosowania się zmian i zakazu połowów na wodach brytyjskich. Przez długi czas temat rybołówstwa był (k)ością niezgody w toczących się negocjacjach i Bruksela może odnieść wrażenie, że Londyn wreszcie jest gotowy na kompromis. A może to tylko zasłona dymna, by zatrzymać obiekcje UE przed uchwaleniem Internal Market Bill? Niezależnie, o co tutaj dokładnie chodzi, jest bardziej prawdopodobne, że jakaś forma porozumienia handlowego zostanie zawarta. Z perspektywy rynku funta to jest jedyne zero-jedynkowe myślenie, które ma znaczenie dla krótkoterminowego budowania pozycji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Paweł Stano prezesem grupy LTTM, Krystian Botko w roli członka zarządu

W konsekwencji wspólnych ustaleń Paweł Stano, wcześniej wiceprezes LTTM i prezes LifeTube, został prezesem grupy LTTM. Na nowym stanowisku zastąpił Krystiana Botko, który ustąpił z pełnienia dotychczasowej funkcji po zakończeniu integracji spółek TalentMedia, LifeTube i Gamellon w ramach grupy LTTM.

Zmiana jest częścią wypracowanej w spółce strategii. Botko jako członek zarządu grupy LTTM będzie odpowiadał za koordynację kluczowych dla spółki projektów, kierując rozwojem agencji TalentMedia. W tej roli pozostanie do czerwca 2021 roku.
6 ostatnich lat spędzonych najpierw jako założyciel TalentMedia, później prezes i współwłaściciel LTTM to był wspaniały czas. Dzięki zaangażowaniu wielu fantastycznych ludzi udało się stworzyć i rozwinąć coś wielkiego. Zbudowaliśmy lidera influencer i gaming marketingu oraz wprowadziliśmy LTTM na wspaniałą ścieżkę wzrostu. Teraz przekazuję pałeczkę zarządzania tym już bardzo dużym, rozpędzonym organizmem najlepszemu specjaliście od zarządzania w tej branży jakiego znam – Pawłowi Stano – komentuje Krystian Botko, członek zarządu grupy LTTM.

Paweł Stano na nowo objętym stanowisku prezesa LTTM będzie zarządzał całą grupą, w skład której wchodzą firmy: sieć partnerska LifeTube, agencja TalentMedia oraz agencja gaming marketingu Gameset. Stano od 2016 roku pełnił rolę prezesa LifeTube, a po połączeniu sieci partnerskiej z agencją TalentMedia i powstaniu LTTM – został wiceprezesem grupy.

Minął rok od powstania grupy LTTM i, choć ostatni czas był jednym z najtrudniejszych na rynku reklamy od dawna, możemy pochwalić się pozycją lidera wyznaczającego trendy w zakresie influencer marketingu. Zbudowaliśmy trwałą strukturę, a w jej umocnieniu kluczową rolę odegrał oczywiście Krystian. Wspólnie mieliśmy okazję pracować nad każdym etapem rozwoju grupy LTTM, za co jestem mu bardzo wdzięczny. Czas na kolejną, wspólnie wypracowaną zmianę – Krystian będzie towarzyszyć nam w istotnej roli, zarządzajac agencją TalentMedia, a ja mogę przyjąć odpowiedzialność kierowania całą organizacją – mówi Paweł Stano, CEO grupy LTTM.

Zmiany weszły w życie z dniem dzisiejszym, 1 października 2020 roku.

Od dziś na Revolut możesz handlować metalami szlachetnymi – srebrem i złotem

Revolut udostępnił dziś polskim klientom ekspozycję na ceny metali szlachetnych – srebra i złota – w planach Standard, Premium i Metal. Ekspozycja na srebro i złoto jest już dostępna bezpośrednio z poziomu aplikacji w zakładce Produkty majątkowe. Polscy klienci otrzymują wgląd w aktualizowane na bieżąco ceny srebra i złota, dostarczane przez wyspecjalizowaną firmę partnerską. Ponadto, realizowane przez klientów Revolut transakcje zabezpieczane są poprzez zakup fizycznego srebra i złota, dokonywane przez wyspecjalizowaną firmę partnerską. Klienci Revolut mogą przesyłać sobie nawzajem ekspozycję na srebro i złoto, wymieniać je na kryptowaluty, lub na waluty FIAT w celu dokonania płatności. Revolut oferuje też funkcję wymiany po określonej cenie, która jest realizowana automatycznie w momencie gdy rynkowa cena srebra lub złota osiągnie oczekiwany poziom. Wprowadzenie do oferty produktów majątkowych w Polsce ekspozycji na metale szlachetne, to – po pojawieniu się w niej kryptowalut w grudniu 2017 r. i akcji spółek notowanych na amerykańskich giełdach NYSE i NASDAQ w lipcu 2019 r. – kolejny etap realizacji wizji usuwania barier w dostępie do produktów finansowych tradycyjnie zarezerwowanych dla wąskiej grupy klientów. Teraz może mieć do nich dostęp każdy.Revolut – towary i surowce – metale szlachetne

Dzięki możliwości kupna i sprzedaży ekspozycji na towary i surowce chcemy coraz szerzej otwierać klientom zakres dostępnych opcji dywersyfikacji portfela aktywów. Wiele osób zdaje sobie sprawę ze zmian cen metali takich jak srebro lub złoto, ale niewiele osób może z tego skorzystać. Usuwamy więc bariery techniczne i cenowe, by udostępnić ten rynek naszym klientom. Chcemy, by nasi klienci mieli do dyspozycji szerokie spektrum opcji oszczędzania, inwestowania i zarządzania swoimi pieniędzmi według własnego uznania” – powiedział Nik Storoński, współzałożyciel i CEO w Revolut. Klienci Revolut mogą uzyskać dostęp do ekspozycji na srebro i złoto niezwłocznie po aktualizacji aplikacji do najnowszej wersji i wejściu do zakładki Produkty majątkowe. Usługi związane z metalami szlachetnymi oferowane są bezpośrednio przez Revolut Ltd. Jak w przypadku każdej inwestycji, występuje ryzyko częściowej lub całkowitej utraty zainwestowanego kapitału.

Dlaczego audyt prawny to warunek bezpiecznej inwestycji w nieruchomości pofabryczne

Inwestowanie w nieruchomości cieszy się coraz większym zainteresowaniem wśród osób planujących bezpiecznie ulokować i pomnożyć swój kapitał. W ostatnim czasie inwestorzy coraz chętniej skupiają uwagę na nieruchomościach poprzemysłowych. Tego typu inwestycje są obciążone jednak licznymi ryzykami, w tym ryzykami prawnymi. Zlekceważenie ich może wiele kosztować. Minimalizacji ich wystąpienia służy przeprowadzenie rzetelnego audytu prawnego nieruchomości (due diligence).

Audyt prawny przeprowadzany jest najczęściej w dwóch obszarach. Pierwszym z nich jest ogólne badanie stanu prawa własności nieruchomości i zdefiniowanie ewentualnych zagrożeń, które mogą skutkować wzruszeniem tego prawa w przyszłości. Drugi obszar badania obejmuje ocenę ryzyka występowania lub wystąpienia w przyszłości czynników mogących ograniczać wykonywanie prawa własności.

Badanie ksiąg wieczystych

Pierwszy ze wspomnianych obszarów weryfikacji, a więc ocena podstaw nabycia własności nieruchomości przez aktualnego jej właściciela oraz stanu tej własności, polega na  zbadaniu treści wpisów w księdze wieczystej nieruchomości oraz analizie dokumentów w oparciu, o które wpisy zostały dokonane. Badanie to ma doprowadzić do weryfikacji podstaw nabycia prawa własności przez jej aktualnego właściciela. Chodzi w szczególności o ustalenie, czy prawo własności ujawnione zostało w księdze wieczystej na pewnych prawnie podstawach oraz po przeprowadzeniu prawidłowej procedury. Ponadto warto sprawdzić, czy w księdze  wieczystej lub w jej aktach nie znajdują się informacje lub dokumenty, które mogą skutkować uchyleniem działania tzw. rękojmi ksiąg wieczystych. W prawie polskim obowiązuje bowiem domniemanie, z którego wynika, że osoba wpisana do księgi wieczystej nieruchomości jest jej właścicielem. Celem tej instytucji jest zabezpieczenie nabywcy, działającego w dobrej wierze i zaufaniu do treści księgi wieczystej. Chodzi o zagwarantowanie nabywcy skutecznego nabycia własności nieruchomości od osoby ujawnionej w księdze wieczystej jako właściciel, nawet jeżeli osobie tej prawo własności nie przysługuje. Należy pamiętać jednak, że zasada ta przestaje działać m.in. wtedy, gdy kupujący nieruchomość wiedział w dacie zawarcia umowy sprzedaży, że prawo własności nieruchomości nie przysługiwało sprzedającemu lub jeżeli kupujący, przy dołożeniu należytej staranności mógł dowiedzieć się, że istnieją uzasadnione wątpliwości co do osoby właściciela. O tym, że stan prawny nie jest zgodny z rzeczywistym stanem nieruchomości świadczą przede wszystkim wpisy w księdze wieczystej nieruchomości mówiące o tym, że toczy się postępowanie w przedmiocie własności nieruchomości (ostrzeżenie) lub tzw. wzmianki o wniosku złożonym do księgi wieczystej dotyczącym osoby właściciela lub wzmianki o wniesionych środkach zaskarżenia dotyczących prawa własności nieruchomości.

Aktami należytej staranności ze strony kupującego, który chciałby powołać się w przyszłości na działanie rękojmi wiary publicznej ksiąg wieczystych jest przede wszystkim wykazanie się dowodem, który wskazywałby, że przed podpisaniem umowy zakupu nieruchomości kupujący zlecił  przeprowadzenie badania księgi wieczystej wyspecjalizowanemu w tego typu sprawach podmiotowi. Takim dowodem będzie przede wszystkim raport z badania prawnego nieruchomości zawierający oświadczenie badających, iż w wyniku audytu prawnego nieruchomości nie zostały ujawnione okoliczności mogące w przyszłości skutkować uchyleniem rękojmi wiary publicznej ksiąg wieczystych.

Uwaga na służebności!

Warto wiedzieć także, że zapisy księgi wieczystej nieruchomości nie muszą odzwierciedlać wszystkich ograniczeń prawa własności. Owe ograniczenia mogą mieć różny charakter i źródło. Przykładem mogą być służebności, które obciążają nieruchomość wskutek zasiedzenia w związku z upływem czasu. W przypadku nieruchomości fabrycznych są to najczęściej służebności ustanowione na rzecz przedsiębiorstw przesyłowych (sieci ciepłownicze, kanalizacyjne, energetyczne, etc.). Należy pamiętać, że przedmiotem służebności nie jest w takim przypadku wyłącznie ta część nieruchomości, przez którą przebiega urządzenie przesyłowe. Służebność rozciąga się bowiem także na tę cześć nieruchomości, która stanowi tzw. pas ochronny wokół urządzenia przesyłowego. Szerokość pasa ochronnego dla urządzeń przesyłowych, co do zasady nie jest regulowana przepisami prawa. W przypadku sporu sądowego określana jest przez biegłego sądowego. Ujawnienie w ramach nieruchomości istnienia infrastruktury przesyłowej powinno być związane w każdym przypadku z przeprowadzeniem szczegółowej analizy, której celem będzie nie tylko ustalenie zakresu obszarowego ograniczeń z nią związanych, ale przede wszystkim ocena ryzyka występowania obciążenia nieruchomości opisanymi wyżej służebnościami. Podobny w skutkach charakter mogą mieć także obciążające nieruchomość zasiedziane służebności przejazdu lub przechodu, które mogą obciążać nabywaną nieruchomość na rzecz nieruchomości sąsiednich albo konkretnych osób, które korzystają przez dłuższy czas z nieruchomości sąsiedniej w zakresie przejścia lub przejazdu. Starannie przeprowadzona analiza prawna nieruchomości, w tym analiza szczegółowych map geodezyjnych sporządzonych dla nieruchomości pozwala z dużą precyzją zdefiniować ryzyka transakcji zakupu nieruchomości poprzemysłowej w powyższym zakresie.

Analiza prawa miejscowego

Bez wątpienia istotnym elementem prawnego badania nieruchomości fabrycznych jest bardzo szeroki obszar regulacji administracyjno-prawnych. Chodzi tutaj w szczególności o regulacje prawa miejscowego określające dopuszczony w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego sposób wykorzystania nieruchomości. Zapisy w nim zawarte określają szczegółowe parametry przyszłej zabudowy lub dopuszczony zakres ingerencji w istniejącą zabudowę tego rodzaju nieruchomości. Mają one bezpośredni wpływ na zakres gospodarczego wykorzystania nieruchomości w przyszłości oraz zakres i kierunki dopuszczalnych zmian.

Nieruchomości wpisane do Rejestru Zabytków

Z tym wiąże się także konieczność weryfikacji, czy nieruchomość pofabryczna mająca być przedmiotem transakcji nie jest wpisana do Wojewódzkiego Rejestru Zabytków. Zakres ochrony przewidziany przepisami ustawy o ochronie zabytków oraz szczegółowa treść wpisu w Rejestrze, z punktu widzenia przyszłych działań inwestycyjnych może mieć zasadnicze znaczenie dla biznesowego powodzenia projektu, jak również wpływ na jego ostateczne koszty.

Zgodność z przepisami o ochronie środowiska

Istotnym elementem due diligence nieruchomości poprzemysłowych jest ich badanie oraz ocena z punktu widzenia obowiązków właściciela nieruchomości na gruncie przepisów ustawy o ochronie środowiska. W tym w szczególności przepisów prawa dotyczących odpowiedzialności właścicieli nieruchomości oraz ich obowiązków związanych z usuwaniem skutków zanieczyszczenia gleby (koszty remediacji gruntów). Okoliczności te powinny być przedmiotem szczegółowego badania przez wyspecjalizowane podmioty, zaś wyniki tych badań winny zostać starannie ocenione pod kątem planowanej struktury transakcji zakupu nieruchomości oraz jej warunków prawnych i biznesowych.

Podsumowanie

Opisane wyżej aspekty wskazują na wielopłaszczyznowy charakter ryzyka związanego za zakupem nieruchomości komercyjnych, ze szczególnym uwzględnieniem nieruchomości pofabrycznych. Przywołane wyżej kwestie mają charakter przykładowy i nie stanowią zamkniętego katalogu zagadnień, które powinny być przedmiotem oceny poprzedzającej ostateczną decyzję o zakupie nieruchomości. Bez wątpienia badanie stanów prawnych nieruchomości jest procesem wielowątkowym i w każdym przypadku zależy od cech właściwych dla danego rodzaju nieruchomości. Praktyka obrotu gospodarczego na rynku nieruchomości komercyjnych jednoznacznie wskazuje, że bez przeprowadzenia rzetelnej i wielopłaszczyznowej analizy prawnej trudno jest mówić o bezpiecznej i odpowiedzialnej biznesowo transakcji.

Julia Janik, aplikant adwokacki w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci sp. partnerska. Zajmuje się sprawami z zakresu szeroko pojętego prawa pracy i obsługą klientów korporacyjnych. Specjalizuje się we wspieraniu zespołów HR, opracowywaniu umów i dokumentacji pracowniczej. Skupia się m.in. na kwestiach mobbingu, nierównego traktowania, oraz zatrudniania cudzoziemców.

Wysoka jakość i niskie ceny – oto kluczowe aspekty konkurencyjności według polskich MŚP

Dla polskich MŚP z branży przemysłowej najważniejsze czynniki, które wpływają na osiąganie przewagi konkurencyjnej to wysoka jakość produktów (68,3 proc.), niskie ceny (42,3 proc.), nowoczesny park maszyn i urządzeń (37,6 proc.) oraz dobre relacje z kontrahentami zagranicznymi (26,9 proc.) – wynika z badania Siemens Financial Services. Kluczowe elementy konkurencyjności różnią się jednak w zależności od profilu i wielkości przedsiębiorstwa. Firmy z branży metalowej wyraźnie częściej uważają innowacyjne i odnawiane zaplecze sprzętowe jako element przewagi rynkowej, podczas gdy dla poligrafii jest to wysoka jakość. Z kolei dla małych podmiotów zatrudniających do 49 osób, jest to już dostęp do finansowania.

Zdecydowana większość polskich przedsiębiorstw przemysłowych z branży spożywczej, poligraficznej, obróbki metalu i przetwórstwa tworzyw sztucznych (68, 3 proc.) uważa, że wysoka jakość produktów końcowych jest najważniejszym czynnikiem, który buduje przewagę konkurencyjną. Na drugim miejscu (42, 2 proc.) badani wskazali niskie ceny. Dla 37,6 proc. istotną przewagą rynkową jest nowoczesny i regularnie odnawiany park maszyn.

– Coraz więcej polskich firm przemysłowych ma świadomość, że pozycję rynkową buduje się dzięki nowoczesnemu parkowi maszyn i urządzeń. Automatyzacja redukuje koszty i zwiększa efektywność operacyjną przedsiębiorstwa. Dwa pierwsze aspekty najczęściej wskazane przez badanych dotyczyły wysokiej jakości produktów i niskich cen, co jest łatwiejsze do osiągnięcia dzięki nowym technologiom produkcji. Polscy przedsiębiorcy znani są z jakości i powinni przede wszystkim stawiać na ten aspekt – mówi Tomasz Kukulski, Prezes Zarządu Siemens Financial Services w Polsce.

Z badania Siemens Financial Services wynika również, że ponad jedna czwarta firm (26,9 proc.) uważa, iż istotną przewagą konkurencyjną są dobre relacje z zagranicznymi kontrahentami. Dla 17,6 proc. ważnym aspektem budowania pozycji rynkowej jest sprawna logistyka.

Przedsiębiorcy wskazują także na aspekt finansowy. Dla 18,4 proc. badanych dostęp do finansowania jest znaczną przewagą rynkową. Dobre zabezpieczanie płatności (ograniczanie ryzyka finansowego) i oferowanie długich terminów płatności jest ważnym elementem, który poprawia konkurencyjność zdaniem 7,4 proc. ankietowanych.

Przewagi konkurencyjne
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

Przewagi konkurencyjne zależą m.in. od branży i wielkości

W badaniu Siemens Financial Services firmy z branży metalowej, częściej niż pozostałe wymieniają nowoczesny park maszyn, dobre relacje z zagranicznymi kontrahentami, dostęp do finansowania i zabezpieczenie płatności, jako ważne aspekty budowania przewagi nad konkurencją. Dla przedstawicieli sektora tworzyw sztucznych, częściej liczą się niskie ceny produktów i efektywna logistyka. Natomiast firmy spożywcze, podobnie jak metalowe, stawiają na dobre relacje z zagranicznymi kontrahentami i dostęp do finansowania, ale także na jakość. Branża poligraficzna wyróżnia się na tle pozostałych – znaczniej częściej jako element przewagi rynkowej wskazuje oferowanie długich terminów płatności.

– Każda branża rządzi się swoimi prawami i to, co jest istotne np. dla podmiotów spożywczych, nie musi być znaczącą przewagą wśród zakładów, które przetwarzają tworzywa sztuczne. Należy pamiętać, że wszystkie sektory mają swoją specyfikę. Ponadto, w zależności od sytuacji rynkowej, potrzeb klientów i stopnia rozwoju branży, przewagi konkurencyjne zmieniają się wraz z aktualnym otoczeniem gospodarczym. Przedsiębiorcy powinni mieć to na uwadze i elastycznie reagować – mówi Tomasz Kukulski.

Postrzeganie poszczególnych przewag konkurencyjnych zależy również od wielkości przedsiębiorstwa. Dla średnich firm, zatrudniających od 50 do 249 osób, w mniejszym stopniu liczy się dostęp do finansowania, który dla mniejszych podmiotów (10-49) jest jednym z najważniejszych aspektów tworzenia przewagi rynkowej.

W porównaniu do firm, które działają wyłącznie na rynku polskim, eksporterzy nie wskazują, że ważnym elementem przewagi rynkowej są niskie ceny. Dla przedsiębiorstw, które funkcjonują za granicą, na budowanie przewagi konkurencyjnej wpływają przede wszystkim: jakość produktów, nowoczesne maszyny i urządzenia oraz dobre relacje z międzynarodowymi kontrahentami.

Kończy się wsparcie z Tarcz Antykryzysowych. „Dla wielu firm walka o przetrwanie zaczyna się dopiero teraz”

Skala wsparcia jaką oferował Rząd przedsiębiorcom jest imponująca jeżeli spojrzymy na nią w liczbach – mowa o ponad 310 miliardach złotych, z czego bezpośrednio na konta firm, tylko do końca lipca, miało trafić ponad 120 miliardów złotych. To wsparcie bez którego wiele firm nie przetrwałoby już pierwszych tygodni lockdownu. Tarcze formułowane były w kilku modułach, ostatecznie jednak wiele z nich swoją działalność kończy ostatniego dnia września 2020. Zewsząd pojawiają się głosy, że przedsiębiorcy nie są jeszcze gotowi, by działać ponownie na rynku komercyjnym, bo pandemia nie ustąpiła, a widmo drugiego lockdownu skutecznie blokuje szanse na zdobywanie nowych klientów i prowadzenie np. ekspansji zagranicznej.

  • Z końcem września kończy się wsparcie dla przedsiębiorców w postaci dofinansowania z Funduszu Świadczeń Gwarantowanych. W wielu firmach może rozpocząć się proces postępującego zwalniania pracowników
  • Przedsiębiorcy mówią wprost: jesień nie przyniesie pozytywnych wyników finansowych. W wielu sektorach brak klientów jest odczuwalny jeszcze mocniej niż wiosną
  • Przedsiębiorcy, by utrzymać firmy w obecnym stanie zmuszeni są do szukania wsparcia płynnościowego lub kredytów. Zadłużanie się w tak niepewnych czasach to wielkie ryzyko
  • Strategie biznesowe na najbliższe miesiące muszą być formułowane bardziej dynamicznie niż dotychczas

Czy przedsiębiorcy są gotowi na działanie bez koła ratunkowego?

Pandemia koronawirusa to sytuacja jakiej w światowej gospodarce jeszcze nie było. Skala zdarzenia dotknęła niemal wszystkie gałęzie biznesu i trudno znaleźć firmę, która zdecydowała nie skorzystać z rządowego wsparcia, które od początku wybuchu pandemii prezentowało się rzeczywiście dość szeroko i obiecująco. Wszystko, co dobre, musi się jednak kiedyś skończyć.  – Przepisy gwarantujące przedsiębiorcom dofinansowanie do wynagrodzeń z funduszu gwarantowanych świadczeń kończą się właśnie we wrześniu, wiele banków na ten czas ustaliło także zakończenie wakacji kredytowych, do normy wracają już koszty leasingów oraz opłat np. za najem lokali i powierzchni biurowych. Przedsiębiorcy nie mogą także liczyć na kolejne umorzenie składek ZUS. Możemy więc powiedzieć, że dotychczas przedsiębiorcy w walce z pandemią mieli dość silne oręże i ochronę, która pomagała im w radzeniu sobie. Prawdziwa walka o przetrwanie zaczyna się dla firm dopiero teraz – mówi Filip Kiżuk, z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk Michalska.

– To sytuacja, której nie można pod żadnym pozorem rozpatrywać w sposób zerojedynkowy. To oczywiste, że wsparcie rządowe nie może trwać w nieskończoność, bo budżet żadnego kraju nie wytrzymałby tego. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że kondycja wielu branż nie tylko nie wróciła do stanu sprzed pandemii, co wręcz odnotowuje z początkiem września gorsze wyniki niż w czasie bezpośrednio po zakończeniu lockdownu. Np. budownictwo czy logistyka. Po lockdownie szybko zakończono przerwane kontrakty, ale wielu przedsiębiorców zwraca uwagę, że nie pojawili się nowi klienci. Jesień w wielu firmach jest bardzo skromna. Przedsiębiorcy z wielkim niepokojem patrzą czy rok 2021 przyniesie ożywienie. Wszelkie informacje o drugim lockdownie i kolejnych zakażeniach nie napawają optymizmem – przyznaje Katarzyna Michalska z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska.

Gromadzenie kapitału, wsparcie płynnościowe i plany optymalizacyjne

Specjaliści Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska przyznają, że wielu firmom już wcześniej skończyło się wsparcie oferowane przez Rząd w ramach Tarcz Antykryzysowych. Przedsiębiorcy zmuszeni byli do bardzo kreatywnych działań oraz optymalizacji działania, nie zmienia to jednak faktu, że sytuacja na rynku nadal jest trudna: – Przedsiębiorcy z którymi współpracujemy już późną wiosną rozpoczęli gromadzenie kapitału na jesień oraz plan działań optymalizacyjnych, zarówno pod kątem kosztów stałych jak i dynamicznych. Rynek nie wrócił jeszcze do stanu sprzed pandemii, wiele firm musi się posiłkować pożyczkami płynnościowymi oferowanymi przez instytucje otoczenia biznesu lub po prostu przez kredyty. Zdarza się, że przedsiębiorcy mówią wprost, że nie są w stanie się zadłużać, bo nadal nie wiedzą kiedy sytuacja się poprawi – mówi Katarzyna Michalska.

Specjaliści zwracają uwagę, że powrót do dobrej kondycji w wielu przedsiębiorstwach uzależniony jest od tego, jak szybko powrócą dawne nawyki klientów. To szczególnie ważne dla turystyki, handlu, usług i gastronomii. Za to dla logistyki, handlu, przemysłu i branży automotive ważniejsze będą długofalowe zwiastuny poprawy sytuacji. Nie wiadomo także na jak długi zastój może sobie pozwolić budownictwo. Ważne jest tu wsparcie inwestycjami publicznymi, wiele bowiem wskazuje na to, że pierwotny rynek deweloperski też może w kolejnych miesiącach złapać delikatną zadyszkę.

– Przedsiębiorcy powinni opracowywać strategię na ostatni kwartał roku 2020 i pierwszy kwartał roku 2021 w oparciu o bieżącą sytuację rynkową. Wszystkie prognozy długoterminowe są obarczone tak wielkim ryzykiem, że to, co jest aktualne dzisiaj może za tydzień nie mieć już znaczenia – mówi Katarzyna Michalska. – O procesach optymalizacyjnych należy myśleć zawsze, gdy w kasie firmy są jeszcze pieniądze, a nie gdy trzeba w pośpiechu szukać ewentualnych źródeł przychodu – dodaje.

61% Ukraińców chce wrócić do Polski do pracy. Co piąty widzi przyszłość swoich dzieci poza krajem

Kilkukrotnie wyższe wynagrodzenia niż w swoim kraju, bliskość geograficzna i kulturowa oraz niska bariera językowa to najważniejsze powody, dla których Ukraińcy decydują się na emigrację do Polski. Większość, bo aż 61% tych, którzy mieli doświadczenia pracy nad Wisłą, planuje powrót – wynika z „Barometru Polskiego Rynku Pracy” Personnel Service. Co więcej, masowa emigracja zarobkowa z Ukrainy, która trwa już od 2014 roku powoduje, że – jak wskazuje Rating Group – już niemal co piąty Ukrainiec widzi przyszłość swoich dzieci poza ojczyzną.

– Z szacunków Narodowego Banku Ukrainy wynika, że poza granicami kraju przebywa nawet 7-9 mln Ukraińców. Tak masowy charakter emigracji zarobkowej, który trwa już od kilku lat, powoduje, że zwiększa się tolerancja na wyjazd – i to nie tylko tymczasowo – za pracą. Ukraińcy poza swoją ojczyzną mogą zarobić kilkukrotnie więcej, ale do argumentów finansowych dochodzą też inne. Stabilność polityczno-gospodarcza czy większe możliwości rozwoju to korzyści, z których zwłaszcza młodzi nie chcą łatwo rezygnować i to ich przekonuje do wyjazdu na stałe. Co więcej, już co piąty dorosły wskazuje, że widzi lepszą przyszłość dla swoich dzieci poza Ukrainą ­– mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert rynku pracy.

Solidne argumenty za pracą w Polsce

Epidemia koronawirusa zachwiała porządkiem, do którego przywykliśmy. Zmienił się rynek pracy i zjawisko emigracji zarobkowej z Ukrainy do Polski. Nadal jednak argumenty, które przemawiały do pracowników z Ukrainy przed wybuchem epidemii, pozostają aktualne. Z „Barometru Polskiego Rynku Pracy” Personnel Service wynika, że dla 64% najważniejsza była bliskość geograficzna i kulturowa, a 54% wskazywała na kilkukrotnie wyższe niż w ojczyźnie zarobki. Ostatnie miejsce na podium zajmuje niska bariera językowa, kluczowa dla 52% osób. 4 na 10 pracowników z Ukrainy docenia obecność w Polsce rodziny i znajomych, a co czwarta dużą liczbę ofert pracy. Dla 15% znaczenie ma stabilna sytuacja polityczno-gospodarcza. Co ważne, aż 61% osób wskazuje, że powyższe argumenty to wystarczający powód, żeby planować powrót do Polski do pracy.

Epidemia koronawirusa delikatnie zachwiała tymi statystykami, ale nadal wśród Ukraińców widzimy dużą chęć przyjazdu do Polski do pracy. Tym, co aktualnie najmocniej wyhamowuje migrację, jest konieczność odbycia dwutygodniowej kwarantanny, czyli brak możliwości rozpoczęcia pracy od razu. Wielu pracodawców decyduje się jednak, żeby zapewnić pracownikom warunki do odbycia kwarantanny – mówi Krzysztof Inglot.

Zgoda na życie dzieci poza Ukrainą

Z danych Rating Group wynika, że już prawie co piąty Ukrainiec jest zdania, że ich dzieci nie powinny wiązać swojej przyszłości z krajem[1]. Przeciwnego zadania jest 77% osób, a 7% nie wie, czy chciałoby stałej emigracji ich dzieci. Jako główny powód zwiększonej tolerancji na wyjazd z kraju większość respondentów podało złą sytuację gospodarczo-ekonomiczną Ukrainy – 59% jest nią rozczarowanych.

[1] Źródło: http://ratinggroup.ua/research/ukraine/monitoring_mestnyh_vyborov_2020_ukraina_19-22_sentyabrya.html

 

Sfinks odbudowuje sprzedaż po pandemii

Sfinks Polska, spółka zarządzająca sieciami gastronomicznymi, systematycznie odbudowuje sprzedaż po pandemii.  We wrześniu br., w grupie lokali sieci Sphinx i Chłopskie Jadło, które wznowiły sprzedaż po okresie lockdown, sprzedaż gastronomiczna była niższa o 18% w stosunku do tego okresu roku ubiegłego, podczas gdy w pierwszym tygodniu po odmrożeniu branży spadek przychodów wynosił 67%. Średnio, w okresie od otwarcia gastronomii do końca września br., Sfinks odnotował zmniejszenie sprzedaży o 30% r/r.

Zamknięcie branży na blisko dwa miesiące oraz dalsze ograniczenia formalne i obawy społeczne  związane z pandemią miały istotny negatywny wpływ na wyniki Sfinks Polska od marca 2020 r. W rezultacie, sprzedaż gastronomiczna grupy, uwzględniająca przychody wszystkich restauracji zarządzanych przez Sfinks Polska, także franczyzowych (z wyłączeniem sieci Piwiarnia), w pierwszej połowie 2020 r. zmniejszyła się o 43% do poziomu 54,15 mln zł. Jednocześnie, przychody jednostkowe Sfinks Polska spadły do 39,62 mln zł, czyli o 49%, przy wyniku EBITDA na poziomie 5,80 mln zł wobec 17,50 mln zł rok wcześniej (dane za 2019 r. po przeliczeniu z uwzględnieniem zmienionej polityki rachunkowości). Nastąpiło również pogłębienie straty na poziomie netto z -4,95 mln zł do -30,82 mln zł. Na wyniku zaciążyły bowiem – obok zmniejszenia sprzedaży – także zdarzenia jednorazowe, będące również w większości skutkami pandemii. Spółka dokonała za pierwsze półrocze br. odpisów na utratę wartości: środków trwałych (w łącznej kwocie 7,5 mln zł), znaku Chłopskie Jadło (6,05 mln zł) oraz wierzytelności od spółki zależnej (1,9 mln zł). W wynikach półrocza uwzględniono także 3,29 mln zł kosztów niezrealizowanych różnic kursowych z tytułu wyceny zobowiązań finansowych wg MSSF16.

– Styczeń i luty, kiedy notowaliśmy wzrosty sprzedaży na poziomie 18%, zapowiadały bardzo dobry rok. Niestety, zamknięcie branży na prawie dwa miesiące pozbawiło nas głównego źródła przychodów. Mimo rozbudowania systemu delivery utrzymaliśmy bowiem zaledwie kilkuprocentową sprzedaż w tym okresie. Od otwarcia branży w maju intensywnie pracujemy nad przywróceniem wcześniejszych wpływów i zaczynamy się zbliżać do poziomów z ubiegłego roku na porównywalnej sieci w ramach restauracji, które otworzyły się po pandemii. Część lokali bowiem nie została jeszcze uruchomiona, a część umów najmu wypowiedzieliśmy w trakcie epidemii w związku z istotnym pogorszeniem warunków działalności. Pracujemy w nowych warunkach, by jak najszybciej zapewnić sieci rentowność i odbudowywać sprzedaż. Daleko nam jednak do przychodów, których spodziewaliśmy się w tym roku, biorąc pod uwagę pozytywne trendy i dwucyfrowe wzrosty z początku roku – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Na początku marca br., przed zamknięciem branży na skutek pandemii, spółka Sfinks Polska zarządzała 168 lokalami gastronomicznymi na terenie Polski. Obecnie jest ich 145 pod szyldami Sphinx, Chłopskie Jadło i Lepione Pieczone, WOOK, Piwiarnia, Meta oraz Fabryka Pizzy. Z początkiem listopada ze struktur grupy zostaną wyłączone jednak otwarte przez Sfinksa restauracje tej ostatniej marki w związku ze zmianą umowy inwestycyjnej i uzgodnieniem opcji zakupu Fabryki Pizzy Sp. z o.o. do  końca  stycznia 2022 r. Do tego czasu restauracje te będą współpracować ze Sfinksem w modelu zbliżonym do afiliacji, zaś franczyzobiorcy Fabryki Pizzy będą mogli między innymi korzystać z zakupów centralnych czy z systemów IT oferowanych przez Sfinksa. Giełdowa spółka będzie kontynuować prace nad rozwojem tej sieci i już przygotowuje kolejne otwarcia restauracji pod szyldem Fabryka Pizzy na ten i przyszły rok.

– Mimo niepewności na rynku związanej z pandemią kontynuujemy zaplanowany rozwój sieci. Otworzyliśmy już sześć restauracji w tym roku, z czego pięć po odmrożeniu branży. W planach na ten rok są jeszcze przynajmniej kolejne trzy. Będą to restauracje franczyzowe pod markami Sphinx oraz Fabryka Pizzy, a powstaną w Białymstoku i Krośnie. Widzimy duże zainteresowanie potencjalnych partnerów współpracą z nami w tym  modelu, zwłaszcza w związku z uruchomionym w tym roku programem „Franczyza za 1 zł”, pozwalającym ograniczyć koszty inwestycji dzięki przekształceniu istniejącego lokalu gastronomicznego w restaurację pod jedną z naszych marek, bez ponoszenia opłaty za know-how i przy symbolicznej opłacie franczyzowej 1 zł w ciągu 12 miesięcy. Zaktywizowało to dodatkowo naszych dotychczasowych franczyzobiorców, co nas szczególnie cieszy, bo są to już sprawdzeni partnerzy, którzy wiedzą, jak prowadzić ten biznes i chcą się z nami dalej rozwijać. Biorąc pod uwagę sytuację na rynku spodziewamy się, że jesień przyniesie kolejne atrakcyjne lokalizacje, które będzie można zagospodarować na restauracje naszych marek  – komentuje Sylwester Cacek

Sfinks po pandemii otworzył już pięć restauracji, z tego 3 pod szyldem Sphinx, a 2 w ramach sieci Fabryka Pizzy. W trakcie pandemii restauracyjna spółka wprowadziła także do oferty kolejne dwie marki wirtualne (obok Sprytnej Pizzy i The Burgers): YOLO Chicken, czyli dania z kurczaka oraz KEBAPI, bazująca na ofercie typu kebab. Marki te dostępne są wyłącznie w usłudze delivery, która przed pandemią była wdrożona już w ponad 80 restauracjach w całej Polsce. Dania w dowozie można zamawiać za pośrednictwem należącego do Sfinksa serwisu Smacznieiszybko.pl oraz poprzez platformy Uber Eats, Wolt, Pyszne czy Glovo.

W związku z pandemią, w I połowie 2020 r. Grupa Sfinks Polska odnotowała zmniejszenie skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży do poziomu 42,67 mln zł, tj. o 48% r/r. Jednocześnie skonsolidowany wynik netto, obciążony skutkami pandemii i zdarzeń jednorazowych analogicznych jak przy wyniku jednostkowym, w pierwszym kwartale ukształtował się na poziomie -28,93 mln zł wobec -5,16 mln zł rok wcześniej, przy przeliczeniu danych za 2019 r. z uwzględnieniem zmienionej polityki rachunkowości. Skonsolidowany wynik EBITDA osiągnął w tym okresie poziom 6,78 mln zł wobec 17,81  mln zł w analogicznym okresie w 2019 r.

Trwają przygotowania do Światowego Forum Miejskiego w Katowicach w 2022 roku. To okazja do szerokiej promocji regionu i Polski w świecie

Polska jest pierwszym krajem w Europie Środkowo-Wschodniej, która organizuje Światowe Forum Miejskie. Jego idea to rozwiązywanie problemów, przed którymi stoi dziś większość miast na świecie. – Nie bez powodu jest ono organizowane w Katowicach. Kiedyś nie był to region kojarzony z zielenią, czystością czy nowoczesnością, ale to się zmieniło i chcemy to pokazać – mówi Grzegorz Puda, pełnomocnik rządu ds. organizacji World Urban Forum.

Światowe Forum Miejskie to największa konferencja poświęcona tworzeniu i realizacji polityk miejskich na świecie, którą organizuje UN-Habitat, agenda ONZ ds. urbanizacji i osiedli miejskich. Jego idea to rozwiązywanie problemów, przed którymi stoi dziś większość miast na świecie – szybkiej urbanizacji i jej wpływu na społeczności, miasta, gospodarki, zmiany klimatyczne. Celem forum jest doskonalenie wiedzy na temat zrównoważonego rozwoju obszarów miejskich poprzez otwartą debatę. Efektem spotkania są rekomendacje dla polityki miejskiej i rozwoju regionalnego dla rządów, regionów i miast.

Z raportu przygotowanego przez Departament Spraw Ekonomicznych i Społecznych ONZ wynika, że już 55 proc. ludzi na całym świecie mieszka na obszarach miejskich. W ciągu dekady wskaźnik ten ma wzrosnąć do prawie 70 proc., więc tempo wzrostu urbanizacji jest bardzo szybkie. Niezbędna jest więc dyskusja z udziałem ekspertów z całego świata mająca na celu wypracowanie uniwersalnych rozwiązań, które przyczynią się do zrównoważonego rozwoju miast.

Jesteśmy pierwszym krajem w Europie Środkowo-Wschodniej, który organizuje to wydarzenie – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Puda, wiceminister funduszy i polityki regionalnej, pełnomocnik rządu ds. organizacji World Urban Forum. – Bierzemy pod uwagę czerwiec 2022 roku.

Wydarzenie odbywa się co dwa lata i przyciąga 20–30 tys. osób z całego świata, między innymi przedstawicieli rządów, regionów, miast, organizacji pozarządowych, a także organizacji oraz instytucji finansowych.

Historia organizacji World Urban Forum sięga 2002 roku. Jego gospodarzem było wówczas kenijskie Nairobi. Gospodarzami Światowego Forum Miejskiego były kolejno Barcelona, Vancouver, Nankin, Rio de Janeiro, Neapol, Medellin oraz Kuala Lumpur. W tym roku wydarzenie odbyło się w Abu Zabi, stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

W lutym 2020 roku byliśmy na World Urban Forum w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko, a my chcemy ją podnieść, żeby następcy również musieli się postarać – mówi wiceminister funduszy i polityki regionalnej.

Jednym z powodów, dla których odbędzie się ono w Katowicach, jest transformacja tego regionu.

Kiedyś nie był on kojarzony z zielenią, czystością czy nowoczesnością, ale przeszedł wielką transformację. Widzą to wszyscy, którzy mieszkają w Katowicach. Nie ma śladu po smutnych widokach, które mijaliśmy jeszcze kilkanaście lat temu, jadąc przez miasto. Obecnie jest to najnowocześniejsza aglomeracja. Nie mamy się czego wstydzić i chcemy to pokazać – mówi Grzegorz Puda.

Jak podkreśla, taka impreza będzie dobrą okazją do wypromowania nie tylko Katowic i Górnego Śląska, ale także całej Polski. Budżet wydarzenia nie jest jeszcze sprecyzowany.

– Na pewno będzie to znaczący wydatek, ale chcemy połączyć w tym czasie kilka wydarzeń, tak żeby koszty można było ograniczyć. Z drugiej strony to wydarzenie mocno nas wypromuje nie tylko w Europie, ale też na całym świecie. Promocją na zewnątrz zajmie się UN-Habitat. Na pewno będzie o nas głośno – mówi pełnomocnik rządu ds. organizacji World Urban Forum.

Od lutego Polacy wycofali z depozytów ponad 64 mld zł. Wciąż jednak obawiają się bardziej ryzykownego inwestowania

Po wybuchu pandemii i ścięciu stóp procentowych przez RPP banki obniżyły oprocentowania lokat i zaostrzyły kryteria przyznawania kredytów, a Polacy wycofali z depozytów ponad 64 mld zł, by nie ponosić realnych strat. Wzrosło za to zainteresowanie rachunkami inwestycyjnymi, większość jednak obawia się ryzyka związanego z inwestowaniem na giełdzie lub w funduszach.

Świadomość Polaków dotycząca instrumentów finansowych jest bardzo niewielka – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. Konrad Raczkowski, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP. – Nie chcę powiedzieć żadna, ale prawda jest taka, że na ekonomii znamy się wszyscy, tak jak na medycynie. Jednak na rynku finansowym działa to inaczej. Ktoś, kto nie obcuje z tym rynkiem na co dzień, takiej wiedzy nie ma.

Jak wskazuje raport „Save & Invest. Prawo chroniące pieniądze Polaków”, Polacy w większości nie lubią ryzyka i najchętniej oszczędzaliby w bezpiecznych instrumentach, które jednak przynoszą niskie zyski. Do bardziej odważnych kroków zniechęcają ich głośne w ostatnich czasach afery, takie jak Amber Gold czy GetBack, a sami przyznają się do braku odpowiedniej wiedzy i umiejętności, by zainwestować w akcje lub fundusze. Po obniżeniu stóp przez Narodowy Bank Polski do poziomu 0,1 proc. oszczędzający zorientowali się jednak, że realnie tracą na lokatach, bo w przeciwieństwie do strefy euro w Polsce inflacja wciąż oscyluje wokół 3 proc., podczas gdy średnie oprocentowanie lokat spadło już poniżej 0,3 proc. (dane Analizy.pl). Dlatego też od lutego do sierpnia br., jak wskazują dane NBP, wycofali już z depozytów terminowych ponad 64 mld zł, czyli ponad jedną piątą trzymanych tam środków. Niektórzy zrobili to, by zaspokoić bieżące potrzeby, inni szukają jednak nowych sposobów na inwestowanie.

Paradoksalnie rynek finansowy w czasie pandemii został pobudzony. Zatem tzw. dosypywanie pieniędzy, zarówno na rynkach zagranicznych, jak i w Polsce, pobudziło zainteresowanie inwestorów, zwłaszcza indywidualnych, do pewnej alokacji środków, które mieli zdeponowane na rachunkach – przypomina prof. Konrad Raczkowski. – Obserwowaliśmy dużą liczbę otwieranych rachunków maklerskich, zakładanych także przez osoby, które nigdy nie były uczestnikami rynków finansowych, nowicjuszy, którzy chcieli poznać, jak to działa, i szukali ujścia dla inwestycji innych niż de facto ujemne oprocentowane lokaty.

Rekordową liczbę rachunków maklerskich uruchomiono w marcu i było to prawie 30 tys. W kwietniu przybyło kolejne 18 tys. Potem wartości były już niższe, ale łącznie od marca liczba rachunków inwestycyjnych zwiększyła się o niemal 80 tys. – do 1,34 mln, a to poziom najwyższy od ponad dwóch lat.

W Polsce zakumulowane oszczędności przekraczają 1 bln zł. Czy to dużo, czy mało? Jeśli porównamy to do kryzysu z 2008 roku, jest to o ponad 30 proc. więcej. Można więc powiedzieć, że w ostatnim czasie urosła nam klasa średnia. Jednak nie jest tak, że każdemu przybyło, bo wychodziłoby na to, że każdy przeciętny Polak powinien mieć odłożone 30 tys. zł na swoim rachunku, a tak nie jest. Jeżeli powiemy, że 52 proc. społeczeństwa żyje z miesiąca na miesiąc, będzie to prawda, a te oszczędności są zakumulowane w lepiej uposażonych grupach – mówi członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP.

Wycofywanie pieniędzy z banków wpływa na kondycję banków w Polsce, choć zdaniem eksperta wciąż jest ona dobra. Prawdopodobnie ratowanie gospodarek przez banki centralne będzie musiało się na niej odbić. Związek Banków Polskich przestrzega, że w razie konieczności podwojenia rezerw kredytowych sektor może odnotować stratę w wysokości nawet 10 mld zł.

Niskie stopy procentowe i wymogi regulacyjne, nawet nie polskie, ale europejskie, w zakresie płynności i adekwatności kapitałowej będą powodowały, że przy zmniejszonych marżach i wyższym ryzyku kredytowym, jakie banki zastosowały do ekspozycji kredytowych, na pewno ich zyski będą topniały – ocenia prof. Konrad Raczkowski. – W związku z tym zajdzie potrzeba konsolidacji tych banków, których zyski będą nadmiernie topniały i które nie będą generowały adekwatnej stopy zwrotu.

Ostatnie dni na konsultacje zmian w ustawie o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Nowe przepisy wpłyną m.in. na koszty usług telekomunikacyjnych

Jeszcze tylko kilka dni Ministerstwo Cyfryzacji czeka na uwagi do nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Termin ich składania mija 6 października. – Przepisy muszą być zgodne z powstającym na poziomie UE Kodeksem Usług Cyfrowych i z pewnością wpłyną na ceny i koszty usług telekomunikacyjnych – wskazuje Wiesław Paluszyński, prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego, przewodniczący Sektorowej Rady ds. Kompetencji Teleinformatyka i Cyberbezpieczeństwo. Jak ocenia, dłuższe konsultacje powinny pozwolić na doprecyzowanie zawartych w ustawie niejasnych i politycznych kryteriów oceny firm, które będą dostarczać infrastrukturę do budowy sieci 5G w Polsce.

– Ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa wprowadza zmiany w organizacji tego systemu, wprowadzając do niego poziom wojewódzki, dokładając CSIRT-y i relacje pomiędzy tymi ośrodkami. Wprowadza też pojęcia rozwiązań i dostawców tzw. wysokiego i średniego ryzyka, którzy na mocy prawa będą mieli ograniczony dostęp do rynku albo będą musieli zostać z niego wykluczeni. Poza tym wprowadza również wiele zapisów szczegółowych, które w części dotyczą obowiązków operatorów telekomunikacyjnych – mówi agencji Newseria Biznes Wiesław Paluszyński, prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego, przewodniczący Sektorowej Rady ds. Kompetencji Telekomunikacja i Cyberbezpieczeństwo.

Ustawa o KSC to pierwszy w Polsce akt prawny dotyczący obszaru cyberbezpieczeństwa, który obowiązuje od połowy 2018 roku. Ministerstwo Cyfryzacji przygotowało jej nowelizację, która będzie mieć duży wpływ na wdrażanie w Polsce sieci 5G oraz wybór dostawców infrastruktury i oprogramowania dla nowego standardu telekomunikacyjnego. Jak podkreśla resort, główny cel nowelizacji to m.in. wdrożenie zaleceń unijnych w zakresie bezpieczeństwa sieci telekomunikacyjnych. Prezes PTI ocenia, że wprowadzenie nowych regulacji nie pozostanie bez wpływu na ceny i koszty usług telekomunikacyjnych.

– Każda decyzja administracyjna wpływa na koszty usług telekomunikacyjnych, więc na pewno taki sam skutek będzie miało wprowadzenie nowych przepisów. Ale tak samo wpływa na nie np. aukcja częstotliwości 5G, gdzie operatorzy będą musieli zapłacić niemałe pieniądze za dostęp do pasma – mówi. – Regulacje, które wprowadza nowelizacja tej ustawy, są rozwiązaniami na poziomie ustawowym, w związku z czym będą decydowały o prawach obowiązujących na tym rynku. Oczywiście istotne jest, aby w zakresie telekomunikacji były zgodne z opracowywanym w tej chwili Kodeksem Usług Cyfrowych. Wydaje się, że to jest możliwe do osiągnięcia i konsultacje służą właśnie temu, żeby nie było tutaj żadnej kolizji.

Projekt nowelizacji ustawy o KSC trafił do konsultacji publicznych 8 września, ale stowarzyszenia branżowe i eksperci krytycznie odnieśli się do krótkiego, 14-dniowego terminu na zgłaszanie opinii i uwag. Dlatego też resort cyfryzacji zdecydował o wydłużeniu go do 6 października.

Najważniejsze zmiany proponowane w nowelizacji ustawy o KSC to m.in. obowiązkowe, sektorowe CSIRT-y. Mimo że taka możliwość została wprowadzona już wcześniej, do tej pory powstał tylko jeden sektorowy zespół cyberbezpieczeństwa dla sektora bankowości i infrastruktury rynków finansowych (CSIRT-KNF). Zmiana ma sprawić, że takie zespoły reagowania na incydenty naruszenia bezpieczeństwa zostaną wdrożone we wszystkich branżach kluczowych dla społeczno-ekonomicznego bezpieczeństwa państwa.

Projekt rozszerza także kompetencje Pełnomocnika i Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa. Ten organ będzie dokonywać oceny m.in. dostawców infrastruktury i oprogramowania do budowy sieci 5G w Polsce. Ocena ma uwzględniać trzy stopnie ryzyka, jakie wiążą się z danym dostawcą: wysokie, umiarkowane lub niskie. To pierwsze jest przewidziane dla firm, które zostaną uznane za poważne zagrożenie dla krajowego cyberbezpieczeństwa, co oznacza, że zostaną odcięte od kontraktów, a podmioty korzystające z ich usług bądź sprzętu będą musiały pozbyć się ich w ciągu pięciu lat.

W procesie oceny dostawców kolegium weźmie pod uwagę takie kryteria jak m.in. prawdopodobieństwo, że dostawca znajduje się pod wpływem państwa spoza UE bądź NATO oraz jakie obowiązuje w tym kraju prawo w zakresie ochrony danych osobowych czy praw człowieka.

– Zmienić się mają też pewne wymagania związane z prawem zamówień publicznych i będą one konsekwencją wprowadzonego w ustawie pojęcia dostawcy wysokiego bądź średniego ryzyka. Co oczywiste, trudno będzie w zamówieniach publicznych kupować produkty tych dostawców, którzy zostaną zakwalifikowani jako ryzykowni. Jednak kryteria tej oceny są czysto polityczne – czy kraj pochodzenia dostawcy jest demokratyczny, czy przestrzega praw człowieka. Można się zastanowić, czy ten katalog kryteriów i ten sposób oceny są wystarczająco precyzyjne. Trwające obecnie konsultacje mają służyć właśnie temu, żeby spróbować je doprecyzować, aby były łatwe w stosowaniu – mówi Wiesław Paluszyński.

W przyszłym roku szybciej będzie przybywać stacji ładowania dla elektryków. W marcu zacznie obowiązywać unijna dyrektywa

Na koniec sierpnia w Polsce funkcjonowały 1253 ogólnodostępne stacje ładowania dla pojazdów elektrycznych, a 33 proc. z nich stanowiły szybkie ładowarki prądu stałego. Polski rynek wciąż dzieli duży dystans od europejskich liderów, np. Niemiec, gdzie liczba ładowarek już w zeszłym roku przekroczyła 20 tys. To może się jednak zmienić już za kilka miesięcy. Od marca 2021 roku zacznie obowiązywać unijna dyrektywa, która na deweloperów i właścicieli budynków mieszkalnych oraz niemieszkalnych nałoży obowiązek zabezpieczenia odpowiedniej infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych. Wymóg obejmie zarówno nowo powstające, jak i modernizowane budynki.

W Polsce infrastruktura do ładowania pojazdów elektrycznych rozwija się coraz szybciej, natomiast w porównaniu z krajami Europy Zachodniej tych urządzeń mamy wciąż dużo mniej. Jest to jednak związane z faktem, że u nas popularność samochodów elektrycznych dopiero się zaczyna, w przeciwieństwie do rynków zachodnioeuropejskich – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Pióro, technical development manager w SPIE Building Solutions.

Samochody elektryczne cieszą się na polskim rynku rosnącą z roku na rok popularnością. Według danych PSPA w ciągu ostatnich pięciu lat roczna sprzedaż dostawczych i osobowych elektryków oraz hybryd typu plug-in w Polsce wzrosła aż o 1268 proc. Co ciekawe, 32 proc. z nich zostało zarejestrowanych w samej Warszawie. Uruchomiony przez PSPA i PZPM Licznik Elektromobilności pokazuje, że na koniec sierpnia br. w kraju było zarejestrowanych łącznie prawie 13,8 tys. samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Ponad połowę z nich stanowiły pojazdy w pełni elektryczne (7612 szt.), a resztę hybrydy typu plug-in (6186 szt.). Od stycznia liczba rejestracji takich aut wyniosła 4802 sztuk, czyli o 88 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Zwiększa się także flota elektrycznych pojazdów ciężarowych i dostawczych, a także motorowerów i motocykli.

Wraz ze wzrostem liczby elektryków rozwija się też infrastruktura ładowania. Na koniec sierpnia funkcjonowały w Polsce 1253 ogólnodostępne stacje (łącznie 2384 punktów), z których 33 proc. stanowiły szybkie (DC), a 67 proc. wolne ładowarki o mocy mniejszej lub równej 22 kW (AC). Tylko w sierpniu uruchomiono 29 nowych ogólnodostępnych stacji ładowania elektryków (65 punktów). Jak podkreślają eksperci PSPA i PZPM, pod tym względem Polska ma jeszcze sporo do nadrobienia względem innych państw europejskich, jednak pozytywnym wyróżnikiem jest wysoki udział szybkich stacji ładowania (w Polsce 33 proc., we Francji 2 proc., w Niemczech 15 proc.).

 Jednak na ten moment liczba urządzeń jest wystarczająca jak na potrzeby rynku. Sam korzystam z pojazdu elektrycznego, jeżdżę po Polsce i w ostatnim czasie widzę dużą różnicę związaną z dostępnością stacji szybkiego ładowania montowanych przy trasach szybkiego ruchu. Jeszcze dwa lata temu był to pewien kłopot logistyczny, który utrudniał zaplanowanie sprawnej podróży – mówi Grzegorz Pióro.

Mimo szybkiego rozwoju infrastruktura ładowania wciąż pozostaje jednym z czynników, które zniechęcają potencjalnych nabywców do zakupu samochodu elektrycznego. To może się jednak zmienić wraz z implementacją unijnej dyrektywy EPBD 2018/844. Zgodnie z nowymi przepisami w budynkach mieszkalnych – nowych i poddawanych renowacji – będzie wymagana odpowiednia infrastruktura kanałowa, która na późniejszym etapie umożliwi zainstalowanie okablowania i punktów ładowania pojazdów elektrycznych. Z kolei w przypadku budynków niemieszkalnych dyrektywa z góry nakazuje zapewnienie w nich minimalnej liczby ładowarek.

 Zgodnie z tą dyrektywą na deweloperach i właścicielach budynków mieszkalnych i niemieszkalnych będzie ciążył obowiązek zabezpieczenia infrastruktury do ładowania pojazdów. Zacznie on obowiązywać od 10 marca 2021 roku – mówi ekspert SPIE Building Solutions. – W przypadku budynków mieszkalnych na wspólnotach mieszkaniowych będzie ciążył wymóg zabezpieczenia infrastruktury ładowania dla wszystkich miejsc parkingowych. Natomiast w przypadku budynków użyteczności publicznej, biur i generalnie budynków niemieszkalnych będzie obowiązywał wymóg zabezpieczenia 20 proc. miejsc parkingowych i wyposażenia ich w infrastrukturę do ładowania pojazdów elektrycznych. To są wymogi minimalne, kraje członkowskie UE będą mogły je doprecyzowywać oddzielnie w drodze rozporządzeń.

Jak podkreśla ekspert, w praktyce oznacza to, że od marca 2021 roku, aby dostać pozwolenie na budowę budynku mieszkaniowego czy obiektu użyteczności publicznej, będzie konieczne zaprojektowanie właściwej infrastruktury elektrycznej pod kątem zapewniania mocy dla określonej liczby miejsc parkingowych.

Z pewnością opracowanie koncepcji takiego nowego podejścia będzie wyzwaniem dla deweloperów. Dużą rolę będą odgrywali projektanci, w szczególności instalacji elektrycznej, bo wyzwaniem będzie przygotowanie samej instalacji wewnętrznej, ale też zabezpieczenie właściwej mocy przyłącza, które później pozwoli na zainstalowanie ładowarek np. dla mieszkańców danej wspólnoty – mówi Grzegorz Pióro.

W tej chwili brak infrastruktury do ładowania elektryków na osiedlach mieszkaniowych czy na parkingach naziemnych jest problematyczny o tyle, że jak wynika z „Barometru Nowej Mobilności 2019/2020” PSPA, aż 92 proc. kierowców samochodów elektrycznych preferuje ładowanie swoich pojazdów właśnie w miejscu zamieszkania. Nowe unijne przepisy spowodują jednak, że już w przyszłym roku powinien być zauważalny rozwój infrastruktury ładowania na dużą skalę.

 Tych punktów do ładowania będzie więcej, w szczególności w segmencie urządzeń niewielkiej mocy, w segmencie urządzeń AC o mocach na poziomie 3,7–7,4 kW, które są dedykowane tym miejscom ładowania, gdzie samochód może stać kilka czy kilkanaście godzin. Dotyczy to np. parków rozrywki czy galerii handlowych, ale również wspólnot mieszkaniowych, gdzie samochód zwykle stoi nocą i w tym czasie spokojnie może się ładować – mówi ekspert SPIE Building Solutions.

Drony mogą zmienić oblicze medycyny w Polsce. Trwają prace nad umożliwieniem transportu nawet poszkodowanych w wypadkach ludzi

Drony zmieniają oblicze branży medycznej. Transportują artykuły higieniczne, próbki krwi, a nawet narządy. Sprawdziły się w czasie pandemii koronawirusa, kiedy wspierały np. służby porządkowe w kontrolowaniu osób przebywających na domowej kwarantannie, a w Chinach rozpylały środki dezynfekujące. W Polsce dronem transportowano próbki do badań na obecność wirusa SARS-CoV-2. – Trwają prace nad opracowaniem infrastruktury i logistyki, żeby takich operacji mogło być więcej – zapowiada Małgorzata Darowska, pełnomocnik ministra infrastruktury.

– Pandemia koronawirusa uruchomiła ogromne zapotrzebowanie na usługi cyfrowe, ale i na automatyzację. Także służba zdrowia jest zainteresowana automatyzacją. Takim nowym narzędziem są bezzałogowe statki powietrzne – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Małgorzata Darowska, pełnomocnik ministra infrastruktury ds. bezzałogowych statków powietrznych oraz programu Centralnoeuropejski Demonstrator Dronów.

Pandemia koronawirusa pokazała, że zapotrzebowanie na drony szybko rośnie. W Azji małe, bezzałogowe statki powietrzne wspierały służby medyczne w transportowaniu potrzebnych materiałów, kontrolowały też osoby przebywające na domowej kwarantannie, rozpylały środki dezynfekujące czy informowały o stanie zagrożenia i konieczności noszenia masek ochronnych. Drony wyposażone w kamery termowizyjne pomagały z kolei namierzać osoby z podwyższoną temperaturą ciała.

W kwietniu w Warszawie po raz pierwszy w Polsce użyto zaś drona do transportu próbek krwi do badań na obecność koronawirusa. Przetransportowano je ze szpitala MSWiA przy ul. Wołoskiej do Centralnego Szpitala Klinicznego UCK WUM przy ul. Banacha.

– Bardzo wysoko oceniam wykorzystanie dronów w medycynie, w tym w szczególności w walce z pandemią koronawirusa Zapewniają sterylne dostarczanie z miejsca do miejsca materiałów biologicznych, próbek, transportu krwi, także niezbędnych leków szybko, bezpiecznie, z zachowaniem wszystkich reguł antyseptycznych, bezpieczeństwa epidemicznego oraz środków ochrony osobistej pracowników. W porównaniu z transportem konwencjonalnym, czyli karetkami, powinny być znacznie tańsze – przekonuje prof. dr n. med. Waldemar Wierzba, dyrektor Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA.

Drony mogą transportować leki, próbki badań, ale też krew i narządy. W 2019 roku dron Uniwersytetu w Maryland dostarczył nerkę, którą z powodzeniem przeszczepiono pacjentowi cierpiącemu na poważną chorobę nefrologiczną. Był to pierwszy w historii bezzałogowy statek powietrzny dostarczający ludzki narząd. Drony mogą też być stosowane w transporcie chorych i poszkodowanych, np. w wypadkach drogowych.

– Na szeroką skalę przeloty dronów będą mogły się odbywać dopiero, kiedy opracujemy wymagania logistyczne, infrastrukturalne, ale także całą logistykę ruchu bezzałogowego w terenach miejskich i poza terenami zurbanizowanymi – wskazuje Małgorzata Darowska.

W połowie września 2020 roku na obszarze Centralnoeuropejskiego Demonstratora Dronów odbył się test systemu BFPaaS (Beyond Visual Line of Sight [BVLOS] Flight Planning as a Service) do oceny ryzyka lotów dronami. To innowacyjne narzędzie, które w przyszłości może pomóc przy planowaniu misji dronami poza zasięgiem wzroku czy lotów autonomicznych. Trwają też pilotaże we współpracy z Polską Agencją Żeglugi Powietrznej i Urzędem Lotnictwa Cywilnego. Mają usprawnić koordynację większej liczby lotów dronów w przestrzeni publicznej oraz lepiej zintegrować lotnictwo załogowe z bezzałogowym, co przełoży się na większe bezpieczeństwo.

Tego typu rozwiązania są konieczne, zwłaszcza że tylko w Polsce może być już 250 tys. dronów, w większości komercyjnych.

– Musimy wytyczyć drogi, takie autostrady, żeby ten ruch mógł odbywać się bezpiecznie z akceptacją społeczną i tam, gdzie jest rzeczywiście biznesowe zapotrzebowanie na te rozwiązania – tłumaczy pełnomocnik ministra infrastruktury.

Podobna autostrada dla dronów o długości 8 km ma powstać w Wielkiej Brytanii. Jeśli się sprawdzi, cały kraj ma zostać objęty podniebną siatką dróg. Ma to zwiększyć bezpieczeństwo lotów bezzałogowymi statkami powietrznymi, zwłaszcza wykorzystywanymi w transporcie. Podobne rozwiązania mogą być wprowadzone na całym świecie, wówczas drony mogłyby latać znacznie częściej, a przy tym zminimalizowane byłoby ryzyko kolizji z samolotami pasażerskimi.

– Testy, pilotaże przedwdrożeniowe odbywają się, natomiast istotą rzeczy jest to, żebyśmy czym prędzej ustanowili oficjalne pilotaże, które będą przygotowywały nas do wdrożenia dronów jako narzędzia medycznego – podkreśla Małgorzata Darowska.

Global Market Insights prognozuje, że rynek dronów medycznych, jeszcze w 2018 roku wyceniany na 88 mln dol., do 2025 roku osiągnie wartość 399 mln dol.

Połączenie pomp ciepła z fotowoltaiką pozwoli uniknąć opłat za energię. Pomoże też spełnić wymogi nowelizacji warunków technicznych

Wszystkie budynki wznoszone oraz modernizowane od 2021 roku będą musiały spełnić wyśrubowane normy WT 2021 określające energooszczędność budowli w zakresie m.in. izolacji oraz systemów grzewczych. W ich realizacji pomóc może zainwestowanie w ekologiczne systemy pomp ciepła współpracujących z instalacjami fotowoltaicznymi. Najbardziej zaawansowane budynki wykorzystujące tę technologię mogą uniezależnić inwestycje od zewnętrznych źródeł energii.

– W tej chwili obserwujemy trend łączenia pomp ciepła z instalacją fotowoltaiczną. Tę energię elektryczną możemy wykorzystywać do zasilania pomp. To połączenie skutkuje bardzo niskimi lub nawet zerowymi rachunkami za energię elektryczną, ponieważ korzystamy z energii, którą sami wyprodukowaliśmy. Poza tym te urządzenia stają się coraz bardziej efektywne energetycznie, przez co są coraz bardziej ekonomiczne w użytkowaniu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Magdalena Sawicka-Balcerzak, kierownik ds. produktów grzewczych i klimatyzacyjnych z firmy Daikin.

Inwestycja w instalacje tego typu pozwoli znacząco zredukować ślad węglowy tych budynków, które dotychczas ogrzewano za pośrednictwem paliw kopalnych. Pompy są urządzeniami bezemisyjnymi, nie emitują do atmosfery żadnych zanieczyszczeń. Ponadto funkcjonują bezobsługowo, bez konieczności korzystania z jakiegokolwiek opału. Raz uruchomione, działają w pełni automatycznie przez cały okres grzewczy. Konieczne jest jedynie zasilenie ich energią elektryczną pochodzącą z gniazdka bądź instalacji fotowoltaicznych. Z tego powodu idealnie nadają się do modernizacji systemów grzewczych w sektorze budownictwa jednorodzinnego.

Zainteresowanie systemami grzewczymi bazującymi na ekologicznych pompach ciepła może wzrosnąć w 2021 roku, kiedy w życie wejdą przepisy dotyczące nowych warunków technicznych WT 2021. Zgodnie z ich założeniami nowe oraz modernizowane budynki będą musiały spełnić rygorystyczne wytyczne dotyczące energooszczędności. Regulują one m.in. maksymalne wartości przenikania ciepła, izolacji oraz rocznego zapotrzebowania na energię pierwotną. Aby spełnić wymagania WT 2021, inwestycje realizowane po 2020 roku będą musiały korzystać z odnawialnych źródeł energii.

– W Polsce energia elektryczna jest produkowana ze spalania węgla. Dużo łatwiej kontrolować to spalanie zgodnie z normami emisji w dużych zakładach niż w gospodarstwach domowych, gdzie kotły czy paliwo mogą być słabej jakości. Pod tym kątem pompy ciepła są bardziej przyjazne środowisku. Poza tym działają z wysokim współczynnikiem efektywności sezonowej – pobierając niewielką ilość energii elektrycznej, są w stanie wyprodukować cztery do pięciu razy więcej energii cieplnej w porównaniu do kotła elektrycznego – wskazuje Magdalena Sawicka-Balcerzak.

Dotychczas sporą przeszkodą na drodze do popularyzacji pomp ciepła mógł być także wysoki koszt wdrożenia takiej instalacji, wahający się od 30 to 50 tys. zł. Ministerstwo Klimatu wprowadziło instrumenty finansowe, które mogą znacząco obniżyć koszty realizacji inwestycji. Zgodnie z nowymi założeniami programu Czyste Powietrze resort dofinansuje do 45 proc. wartości gruntowych pomp ciepła oraz powietrznych pomp ciepła o podwyższonej klasie energetycznej A++. Zwiększenie udziału instalacji tego typu może pomóc w osiągnięciu do 2030 roku zakładanego 28-proc. udziału OZE w polskim przemyśle ciepłowniczym.

– Kiedy pompy ciepła pojawiły się na rynku w Polsce, na początku stosowano przede wszystkim pompy gruntowe ze względu na klimat i przekonanie konsumentów do tej technologii – mówi Magdalena Sawicka-Balcerzak, kierownik ds. produktów grzewczych i klimatyzacyjnych z firmy Daikin. – Od tego czasu ta technologia ewoluowała. Wprowadziliśmy pompy woda–powietrze, które są w stanie pracować do temperatury zewnętrznej -28 stopni Celsjusza i podgrzać wodę do 70–80 stopni 

O popularyzację systemów grzewczych tego typu dba m.in. Polska Organizacja Rozwoju Technologii Pomp Ciepła (PORT PC), która prowadzi działania informacyjne i szkoleniowe oraz badania związane z ich promocją. Zrzesza m.in. producentów i dystrybutorów sprzętu, biura architektoniczne, firmy instalatorskie i eksperckie oraz jednostki naukowe, aby ułatwić wdrażanie tej technologii na szeroką skalę.

Jednym ze sztandarowych działań organizacji jest kampania społeczna „Dom bez rachunków”, która ma dotrzeć do klientów oraz firm zainteresowanych inwestowaniem w ekologiczne, zeroemisyjne budownictwo. W jej ramach przedstawiciele PORT PC wykazują, że wykorzystując nowoczesne pompy ciepła oraz systemy fotowoltaiczne, można uniezależnić budynki od zewnętrznych dostawców energii.

– Pompy ciepła woda–powietrze oprócz energii elektrycznej biorą część energii z powietrza zewnętrznego i przekazują ją do systemu wodnego, np. instalacji centralnego ogrzewania, gdzie odbiornikami są grzejniki czy ogrzewanie podłogowe. Istnieją obawy wśród konsumentów, że pompa woda–powietrze może generować hałas, natomiast w tej chwili te urządzenia są tak wygłuszone, że można je spokojnie stosować nawet w bardzo gęstej zabudowie w mieście i ten hałas nie będzie uciążliwy dla sąsiadów czy samych użytkowników pompy – przekonuje ekspertka.

Jak powinien funkcjonować dobry system kaucyjny?

Obserwacja sprawnie funkcjonujących systemów kaucyjnych w krajach skandynawskich oraz innych krajach Europy Zachodniej pozwala nam wyciągnąć z nich najlepsze doświadczenia – elementy przesądzające, że systemy te są w pełni skuteczne. Przede wszystkim kluczowe jest funkcjonowanie jednego, scentralizowanego systemu kaucyjnego. Konsumenci nie mogą czuć się zdezorientowani i zastanawiać się, do którego systemu oddać poszczególne opakowania. Po drugie powinien być to system zarządzany przez producentów. To oni są odpowiedzialni finansowo za wprowadzane na rynek odpady – powinni więc organizacyjnie i sprawozdawczo odpowiadać za to, w jaki sposób je odzyskują. System kaucyjny powinien obejmować jak najwięcej rodzajów opakowań – butelki z tworzyw sztucznych, puszki aluminiowe oraz butelki szklane. Pełny system kaucyjny pozwoli na o wiele lepsze spełnianie wymogów europejskich i krajowych. Ważne jest również to, aby kaucję – którą konsument płaci za opakowanie – zwolnić z podatku VAT. To spowoduje prostotę systemu i ułatwi rozliczenia pomiędzy operatorem, jednostką handlową a konsumentem,

– Kolejnym ważnym elementem jest to, by system odzyskiwania odpadów działał na zasadzie “not for profit” – nie dla zysku. Ma w nim zachodzić optymalizacja, reinwestowanie zysków i skierowane wszystkich wysiłków na jak najbardziej skuteczne i efektywne funkcjonowanie – powiedziała serwisowi eNewsroom Sylwia Szczepańska, dyrektor ds. dialogu Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Te cechy powinni brać pod uwagę ustawodawcy, konstruując przepisy. Ale przede wszystkim system ten powinien być wygodny dla konsumentów. Konsumenci w Polsce, przez bardzo małą wielkość mieszkań, nie mają miejsca na selektywne składowanie każdego rodzaju odpadów. Dla przeciętnego mieszkańca trudnością jest, aby wyodrębnić kilka śmietników do każdej frakcji odpadów. Dlatego punkty zbiórki opakowań powinny być dostępne na każdym rogu. Tutaj najlepszym rozwiązaniem – które najlepiej sprawdziło się w krajach Europy Zachodniej – jest możliwość oddania pustych opakowań w każdym sklepie i jednostce handlowej. Jest to ważna kwestia, jeśli chodzi o skuteczność funkcjonowania i uzyskiwanie odpowiednich poziomów zwrotu – analizuje Szczepańska.

Sfinks z opcją zakupu Fabryki Pizzy do 2022 r.

Sfinks Polska, spółka gastronomiczna i operator takich sieci jak Sphinx, Chłopskie Jadło czy Piwiarnia, porozumiała się w sprawie przesunięcia terminu nabycia Fabryki Pizzy. W ramach nowej umowy inwestycyjnej Sfinks zachowuje opcję zakupu całej sieci do 31 stycznia 2022 r., ale restauracje, które otworzył pod tym szyldem, z dniem 1 listopada przechodzą pod zarząd założyciela marki – Fabryka Pizzy sp. z o.o. Sieć ta nadal będzie ściśle współpracować ze Sfinks Polska.

Zgodnie z nową umową Sfinks będzie miał swoich przedstawicieli w zarządzie oraz w radzie nadzorczej Fabryka Pizzy sp. z o.o. Ta ostatnia przejmuje zaś umowy franczyzowe dotyczące 12 restauracji, które powstały w ramach współpracy ze  Sfinks Polska. Spółka  jest nadal zainteresowana posiadaniem tego konceptu i ma opcję zakupu marki i całej sieci w terminie do końca stycznia 2022 r. za kwotę 10 mln zł.

– Segment pizzerii  i koncept Fabryki Pizzy jest dla nas bardzo interesujący z punktu widzenia realizacji naszej strategii, jednak pandemia i zamrożenie gastronomii mają swoje konsekwencje. To jest bezpośrednia przyczyna, dla której obecnie nie jesteśmy w stanie sfinalizować zakupu tej sieci. Nie porzucamy jednak naszych planów, a przesuwamy je w czasie. W tym okresie nadal będziemy współpracować z siecią w modelu zbliżonym do afiliacji. Franczyzobiorcy Fabryki Pizzy będą mogli między innymi korzystać z naszego modelu zakupów centralnych czy z naszych systemów IT,  a nawet operacyjnie współpracować z tymi samymi menadżerami Sfinksa co dotychczas. W trakcie przygotowania są kolejne otwarcia restauracji pod marką Fabryka Pizzy, także jeszcze w tym roku – zapowiada Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska. 

Aktualnie w ramach sieci Fabryka Pizzy działa 18 restauracji, z czego 12 to lokale uruchomione przez Grupę Sfinks Polska. W grudniu 2016 roku podpisano umowę inwestycyjną, w ramach której Sfinks miał nabyć udziały w spółce Fabryka Pizzy za kwotę od 6-10 mln zł w zależności od terminu realizacji transakcji. Ostatecznie giełdowa spółka przyjęła ofertę zakupu Fabryki Pizzy za 8 mln zł, która miała dojść do skutku najpóźniej 15 kwietnia 2020 r. Miesiąc wcześniej jednak ogłoszono stan pandemii i zamknięcie wszystkich restauracji, co odcięło Sfinks od  źródeł  przychodów i możliwości finansowania oraz uniemożliwiło realizację tych planów. W ciągu ostatnich miesięcy strony pracowały nad rozwiązaniami, które pozwoliłyby na realizację transakcji z uwzględnieniem nowych warunków rynkowych.

Ailleron poprawia płynność i zwiększa zyski

Grupa Ailleron zanotowała znakomite wyniki w I półroczu 2020 roku. Przychody ze sprzedaży wyniosły 67 mln zł (+8,2 proc. rdr), zysk operacyjny wzrósł o 67 proc. do 4,45 mln zł, a zysk netto o 103 proc. do 2,88 mln zł. Znacznie poprawiła się również sytuacja płynnościowa Grupy, stan środków pieniężnych zwiększył się o ponad 300 proc. (rdr) do ok. 18,6 mln zł. Udział sprzedaży eksportowej, charakteryzującej się ponadprzeciętną rentownością, wzrósł do 50 proc.

– W segmencie FinTech i Enterprise Services sytuacja nam sprzyja. Oczywiście w momencie pojawienia się epidemii COVID część klientów czasowo wstrzymała się z decyzjami co do dalszego rozwoju lub ograniczała poziom współpracy, szczególnie w obszarze Application Services.  Od połowy maja widzimy jednak wzmożone zainteresowanie naszymi usługami, oferujemy bowiem rozwiązania dobrze wpisujące się w digitalizację procesów, które przyspieszyła pandemia. Wielu z kontrahentów, którzy wcześniej rozważali zwiększenie inwestycji w tym obszarze, w momencie, gdy COVID uniemożliwił im dotarcie do klientów poprzez sieć oddziałów stacjonarnych, postanowiło mocniej na rozwój kanałów on-line. W efekcie obserwujemy wzrost zainteresowania naszymi usługami. Tak dobre wyniki to efekt przede wszystkim błyskawicznego przestawienia naszego zespołu na tryb pracy zdalnej. Bardzo szybko i efektywnie zaadoptowaliśmy się do nowych warunków pracy, istotnie zmniejszyliśmy koszty sprzedaży, prowadząc projekty za pomocą zdalnych metod komunikacji. Poprawiliśmy monitoring należności, co przyniosło znaczny przyrost środków pieniężnych i poprawę naszej sytuacji płynnościowej – powiedział Tomasz Król, członek zarządu Ailleron.

Największy, bo 67-proc. udział w sprzedaży miał pion Enterprise Services, osiągający najwyższą rentowność w Grupie. Odpowiada on za kompleksowe usługi budowy, rozwoju i utrzymania systemów informatycznych dla branży finansowej i medycznej, a także produkty oraz usługi dla sektora telekomunikacyjnego takie jak: usługa Ringback Tone, Poczta Głosowa 3Gen, Steering of Roaming oraz usługi utrzymania i rozwoju systemów telekomunikacyjnych operatorów komórkowych.

Pion FinTech skupiający m.in. produkty i usługi dla sektora finansowego oraz systemy wspomagające sprzedaż skomplikowanych produktów finansowych i leasingowych odpowiadał za 31 proc. sprzedaży w I półroczu 2020, a pion HotelTech, czyli produkty dla sektora hospitality za 2 proc. Sprzedaży.

Druga część roku zapowiada się pozytywnie, szczególnie IV kwartał, który w naszej branży jest najlepszy a u nas historycznie waży ok. 40 proc. Branża IT jest i będzie w najbliższym czasie beneficjentem obecnej sytuacji. Chcemy rosnąć szybciej niż rynek, dlatego sukcesywnie powiększamy nasz zespół. Wielu naszych klientów już nie zastanawia się czy realizować projekty związane z kanałami elektronicznymi, ale jak je wdrożyć najbardziej efektywnie i zabezpieczyć na wypadek tego co może się wydarzyć w przyszłości – powiedział Tomasz Król.

WYBRANE DANE FINANSOWE

w tys. w tys. EUR
półrocze / 2020 półrocze /2019 półrocze / 2020 półrocze /2019
WYBRANE SKONSOLIDOWANE DANE FINANSOWE
I. Przychody ze sprzedaży 67 038 61 962 15 094 14 450
II. Koszt własny sprzedaży 48 416 46 714 10 901 10 894
III. Zysk (strata) brutto ze sprzedaży 18 622 15 248 4 193 3 556
IV. Zysk (strata) na działalności operacyjnej 4 450 2 662 1 002 621
V. Zysk (strata) przed opodatkowaniem 4 227 2 393 952 558
VI. Zysk (strata) netto 2 883 1 420 649 331
VII. Zysk (strata) na jedną akcję zwykłą podstawowy i rozwodniony (w gr/zł/EUR) 0,23 0,12 0,05 0,03
VIII. Suma całkowitych dochodów 2 883 1 420 649 331
IX. Liczba akcji (szt.) 12 355 504 12 355 504 12 355 504 12 355 504
X. Środki pieniężne netto z działalności operacyjnej 16 834 2 815 3 790 656
XI. Środki pieniężne netto (wydane) / wygenerowane w związku z działalnością inwestycyjną – 428 – 1 562 – 96 – 364
XII. Środki pieniężne netto wykorzystane w działalności finansowej – 2 084 – 382 – 469 – 89
XIII. Środki pieniężne i ich ekwiwalenty na koniec okresu sprawozdawczego 18 687 4 594 4 208 1 071
XIV. Aktywa trwałe 50 736 54 907 11 361 12 894
XV. Aktywa obrotowe 73 856 79 513 16 537 18 672
XVI. Środki pieniężne i ich ekwiwalenty 18 687 4 365 4 184 1 025
XVII. Aktywa razem 124 592 134 420 27 898 31 565
XVIII. Kapitał własny 88 495 86 948 19 815 20 418
XIX. Kapitał akcyjny 3 707 3 707 830 870
XX. Zobowiązania długoterminowe 7 718 7 094 1 728 1 666
XXI. Zobowiązania krótkoterminowe 28 379 40 378 6 354 9 482
XXII. Pasywa razem 124 592 134 420 27 898 31 565
WYBRANE JEDNOSTKOWE DANE FINANSOWE
XXIII. Przychody ze sprzedaży 48 117 52 468 10 834 12 236
XXIV. Koszt własny sprzedaży 39 898 41 497 8 983 9 677
XXV. Zysk (strata) brutto ze sprzedaży 8 219 10 971 1 851 2 559
XXVI. Zysk (strata) na działalności operacyjnej – 3 685 – 1 080 – 830 – 252
XXVII. Zysk (strata) przed opodatkowaniem – 3 909 – 1 313 – 880 – 306
XXVIII. Zysk (strata) netto – 3 611 – 1 469 – 813 – 343
XXIX. Zysk (strata) na jedną akcję zwykłą podstawowy i rozwodniony (w gr/zł/EUR) -0,29 -0,12 -0,07 -0,03
XXX. Suma całkowitych dochodów – 3 611 – 1 469 – 813 – 343
XXXI. Liczba akcji (szt.) 12 355 504 12 355 504 12 355 504 12 355 504
XXXII. Środki pieniężne netto z działalności operacyjnej 12 032 820 2 709 191
XXXIII. Środki pieniężne netto (wydane) / wygenerowane w związku z działalnością inwestycyjną – 668 – 1 384 – 150 – 323
XXXIV. Środki pieniężne netto wykorzystane w działalności finansowej – 2 165 – 372 – 487 – 87
XXXV. Środki pieniężne i ich ekwiwalenty na koniec okresu sprawozdawczego 10 286 1 171 2 316 273
XXXVI. Aktywa trwałe 43 492 47 095 9 738 11 059
XXXVII. Aktywa obrotowe 59 287 68 305 13 275 16 040
XXXVIII. Środki pieniężne i ich ekwiwalenty 10 286 1 082 2 303 254
XXXIX. Aktywa razem 102 779 115 400 23 014 27 099
XL. Kapitał własny 63 963 67 574 14 322 15 868
XLI. Kapitał akcyjny 3 707 3 707 830 870
XLII. Zobowiązania długoterminowe 11 110 10 547 2 488 2 477
XLIII. Zobowiązania krótkoterminowe 27 706 37 279 6 204 8 754
XLIV. Pasywa razem 102 779 115 400 23 014 27 099
Dane dotyczące Sprawozdania z sytuacji finansowej prezentowane są na
dzień 30.06.2020 roku, a dane porównywalne na dzień 31.12.2019 roku.

Dla celów przeliczenia prezentowanych danych na EUR zastosowano
następujące kursy:

Dla pozycji rachunku zysków i strat oraz sprawozdania z przepływów
pieniężnych:

– 4,4413 – średnia arytmetyczna średnich kursów NBP na koniec każdego
miesiąca za okres 01.01 – 30.06.2020,

– 4,2880 – średnia arytmetyczna średnich kursów NBP na koniec każdego
miesiąca za okres 01.01 – 30.06.2019.

Dla pozycji sprawozdania z sytuacji finansowej:

– 4,4660 – kurs NBP z dnia 30.06.2020 r. – Tabela A kursów średnich nr
125/A/NBP/2020,

– 4,2585 – kurs NBP z dnia 31.12.2019 r. – Tabela A kursów średnich nr
251/A/NBP/2019.

W przypadku prezentowania wybranych danych finansowych z półrocznego skróconego sprawozdania finansowego dane te należy odpowiednio opisać.

Wybrane dane finansowe ze skonsolidowanego bilansu (skonsolidowanego sprawozdania z sytuacji finansowej) lub odpowiednio z bilansu (sprawozdania z sytuacji finansowej) prezentuje się na koniec półrocza bieżącego roku obrotowego i na koniec poprzedniego roku obrotowego, co należy odpowiednio opisać.

Spotkanie EU-UK Task Force nt. Brexitu

Z udziałem około 50 członków Task Force Business Europe, przedstawicieli biura Wielkiej Brytanii przy UE w Brukseli oraz przedstawicieli Komisji Europejskiej omówiono aktualny stan negocjacji porozumienia o ostatecznym wyjściu WB z Unii oraz potencjalny charakter przyszłych stosunków gospodarczych, w szczególności handlowych po 1 stycznia 2020 r.

Główne wnioski:

  1. Ostatnia, dziewiąta runda negocjacji zaplanowana jest na ostatni tydzień września, co nie znaczy oczywiście, że nie wyznaczone zostaną kolejne, zwłaszcza jeśli na horyzoncie pojawią się szanse na osiągnięcia jednak porozumienia w kilku istotnych kwestiach. Runda ta ma charakter kompleksowy, tzn. dyskutowane są wszystkie kwestie, bez względu na stopień ich zaawansowania w negocjacjach.
  2. Nadal najtrudniejsze obszary negocjacji, gdzie występują duże rozbieżności stron, to: transport, w tym lotniczy, rybołówstwo, pomoc publiczna, subsydia, równe warunki konkurencji dla przedsiębiorstw (level playing field). Ponownie zaostrzył się spór wokół protokołu dotyczącego kwestii irlandzkiej, w szczególności w obliczu projektu wewnętrznej ustawy brytyjskiej (Internal Market Bill) , który podważa podstawy porozumienia w tej kwestii zawartego i ratyfikowanego już przez obie strony jesienią 2019 r. (Withdrawal Agreement) i tym samym łamie podstawy obowiązującego dziś formalnie prawa międzynarodowego.
  3. Jeśli byłaby szansa na wejście jakiegokolwiek (nawet ograniczonego co do zakresu porozumienia w życie od 1 stycznia 2021 r. (czyli od dnia pełnego, a nie tylko formalnego, wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii), to porozumienie musi być osiągnięte do połowy października, w ostateczności do końca miesiąca. I byłaby to tylko angielska wersja językowa, co nie jest praktykowane w negocjacjach unijnych! Parlament Europejski potrzebuje 3-4 tygodnie by je przedyskutować i zaakceptować, a reszta czasu potrzebna  jest na kwestie formalne.
  4. Teoretycznie ciągle możliwe jest przedłużenie negocjacji (Unia się temu nie sprzeciwi), ale tylko na warunkach art. 50 Traktatu o UE, czyli na prośbę Wielkiej Brytanii, a rząd brytyjski to nadal zdecydowanie wyklucza. Istnieje jednak nadal szansa na to w obliczu istotnego zaostrzenia się w WB kryzysu zdrowotnego/ COVID-19, który – jak się szacuje – mógłby stanowić potencjalnie dodatkowy i jeszcze silniejszy (2 lub 3 razy) cios dla gospodarki brytyjskiej, niż sam Brexit.
  5. Jakiekolwiek rozwiązanie będzie miało miejsce (ograniczona wersja porozumienia o wolnym handlu, bo o zaawansowanej już nie ma mowy; wyjście bezumowne, czyli ‘twardy Brexit’ i dalszy handel na warunkach WTO), należy oczekiwać znacznego pogorszenia warunków handlu dla i funkcjonowania przedsiębiorstw na rynku brytyjskim. Stanowisko Komisji na dziś to: należy przygotować się na najgorsze.
  6. W związku z tym Business Europe planuje webinarium nt. kwestii celnych i warunków pochodzenia towarów po 1 stycznia 2021 r. na dzień 8 października 2020 r. Szczegółowe informacje wkrótce, najprawdopodobniej będą mogli wziąć w nich udział wybrani przedstawiciele najbardziej zainteresowanych związków/ firm członkowskich (ale bardzo nieliczni, biorąc pod uwagę dużą liczbę potencjalnych uczestników).
  7. Zaapelowano do przedstawicieli Komisji o jak najszybsze przystąpienie do tworzenia specjalnej ‘task force’, która przez kilka pierwszych miesięcy nowego roku pomagałaby firmom funkcjonować w nowych warunkach gospodarczo-handlowych w relacjach z Wielką Brytanią (dedykowane liczne kontakty mailowe, telefoniczne itp.) Podobne ‘ułatwienia’ dla zagranicznych przedsiębiorstw powinna rozważyć BCI – Brytyjska Konfederacja Przemysłu (członek Business Europe), również przy swoim biurze w Brukseli.
Andrzej Rudka, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan

Efekt oddziaływania tzw. tarcz antykryzysowych przemija, negatywne domino oddziaływania zostało uruchomione

Najnowsze dane o polskiej gospodarce są gorsze niż może się to wydawać. Można się o tym przekonać, gdy uwzględnimy inflację i jej wpływ na wskaźniki dotyczące wielkości produkcji i sprzedaży.

Znane są już zweryfikowane dane GUS o gospodarce w sierpniu. Sprzedaż detaliczna w cenach stałych była wyższa niż przed rokiem o 0,5%, wobec wzrostu o 4,4% w sierpniu 2019 r.

Co bardzo istotne, w porównaniu z lipcem br. sprzedaż spadła o 2,4%. W okresie styczeń-sierpień 2020 r. sprzedaż zmalała r/r o 3,5%. Zaskakujące są np. dane dotyczące sprzedaży komputerów, która w sierpniu zmalała r/r o 32 %. Produkcja pieczywa była mniejsza o 20 proc.

– Sierpniowe dane przynoszą rozczarowanie, względnie dobrze wypadły jedynie dane z rynku pracy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Duży spadek odnotowała produkcja budowlano-montażowa, która jest szczególnie istotna dla koniunktury gospodarczej w dłuższym okresie.

Produkcja budowlano-montażowa (w cenach stałych) zrealizowana na terenie kraju przez przedsiębiorstwa budowlane o liczbie pracujących powyżej 9 osób w sierpniu br. była niższa o 12,1% w porównaniu z analogicznym okresem ub. roku (przed rokiem wzrost o 2,6%) oraz niższa o 3,5% w stosunku do lipca 2020 roku (przed rokiem spadek o 2,2%).

Zmiana jest bardzo ważna, bo dane za okres maj-lipiec były pozytywnym zaskoczeniem. Optymistycznie patrzono na odbudowę popytu konsumpcyjnego, obawy były związane przede wszystkim z inwestycjami.

– O ile budżet państwa wpompował w gospodarkę duże pieniądze, to widać, że w coraz trudniejszej sytuacji są samorządy, które muszą ograniczać inwestycje, co widać na przykładzie Warszawy – komentuje ekspert. – Efekt oddziaływania tzw. tarcz antykryzysowych przemija, negatywne domino oddziaływania zostało uruchomione.

10 najważniejszych zmian podatkowych, które ma wprowadzić SLIM VAT

Zasadniczo, jak wynika z uzasadnienia projektu zmiany proponowane przez Ministerstwo Finansów mają uprościć system rozliczania VAT. Niektóre proponowane zmiany są jednak niekorzystne dla przedsiębiorców i nie mają nic wspólnego z upraszczaniem rozliczeń.

Najważniejsza ze zmian, to wydłużenie terminu na wywóz towarów dla zachowania stawki 0% przy opodatkowaniu zaliczek z tytułu eksportu towarów z 2 do 6 miesięcy.

Druga z proponowanych zmian wprowadza wydłużenie terminu do odliczenia VAT naliczonego na bieżąco łącznie do 4 okresów rozliczeniowych.

– W przypadku podatników rozliczających się kwartalnie rozwiązanie pozostaje bez zmian, co oznacza, że mogą odliczyć „na bieżąco” VAT naliczony w okresie rozliczeniowym, w którym nabywają to prawo lub w 2 następnych okresach rozliczeniowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Jacek Matarewicz, Lider Praktyki VAT, Akcyzy i Ceł w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Wprowadzenie zasady spójnego kursu przeliczeniowego walut dla VAT i podatków dochodowych. To dodanie opcjonalnego dla podatników rozwiązania o możliwości stosowania do określenia podstawy opodatkowania VAT wyrażonej w walucie obcej i przeliczania na złote – zgodnie z zasadami przeliczania przychodu wynikającymi z przepisów o podatku dochodowym, obowiązującymi tego podatnika na potrzeby rozliczania dla danej transakcji (po wyborze opcji podatnik jest obowiązany do jej stosowania przez co najmniej 12 kolejnych miesięcy licząc od początku miesiąca, w którym ją wybrał),

Czwarta z proponowanych zmian to wprowadzenie możliwości odliczania podatku naliczonego wynikającego z faktur dokumentujących nabycie usług noclegowych w celu ich odsprzedaży.

– Ta zmiana jest wykonaniem wyroku TSUE – wyjaśnia dr J.Matarewicz.

Kolejne trzy zmiany to:

*podwyższenie limitu na nieewidencjonowane prezenty małej wartości z 10 zł do 20 zł,

* brak konieczności uzyskiwania potwierdzeń odbioru faktur korygujących in minus, z zastrzeżeniem spełnienia warunków wskazanych w Projekcie

*wprowadzenie do ustawy przepisu dotyczącego rozliczania faktur korygujących zwiększających cenę, które to rozwiązanie potwierdzi dotychczasową praktykę, zgodnie z którą w przypadku, gdy podstawa opodatkowania ulega zwiększeniu, to korekty tej podstawy dokonuje się w rozliczeniu za okres, w którym zaistniała przyczyna zwiększenia podstawy opodatkowania.

Natomiast negatywnie należy ocenić zmiany dotyczące wiążących informacji stawkowych, które ograniczą moc ochronną tych informacji, a także skrócą okres ich obowiązywania.

– Te ostatnie zmiany godzą w zasadę wzajemnego zaufania i ograniczają poczucie bezpieczeństwa związanego z obowiązywaniem prawa – wyjaśnia J.Matarewicz z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Cyfrowa Polska świętuje 15. rocznicę działalności

Z okazji 15 lat działalności Związku Cyfrowa Polska 25 września w warszawskim hotelu Marriott odbyła się uroczysta Gala, w której wzięli udział przedstawiciele branży, firm technologicznych, organizacji pozarządowych, a także administracji publicznej – Sejmu, Senatu, Parlamentu Europejskiego, Ministerstwa Finansów czy Cyfryzacji.

Gala odbyła się pod patronatem Ministerstwa Cyfryzacji i Ministerstwa Rozwoju. Partnerem gali była Organizacja Odzysku Sprzętu Elektronicznego i Elektronicznego ElektroEko S.A. Do uczestników gali ze specjalnym przesłaniem zwrócił się w liście premier Mateusz Morawiecki. Przyszłość – zarówno Polski, jak i całego świata, z całą pewnością będzie cyfrowa. Dlatego misja i cele Związku nie tracą na aktualności, wręcz przeciwnie – stale zyskują” – napisał premier. I dodał: – „Dziś, bardziej niż kiedykolwiek, ważna jest współpraca. Dzięki wspólnym działaniom administracji państwowej i organizacji takich jak Związek Cyfrowa Polska, mamy szanse stać się państwem jeszcze bardziej nowoczesnym i przyjaznym dla obywateli. Cyfrowa Polska jest naszym wspólnym celem”.

List do gości gali skierował również Marszałek Senatu Tomasz Grodzki, który odczytała wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka. „Innowacyjność, nowe technologie oraz cyfryzacja różnych sektorów gospodarki i administracji to kwestie, które łączą ponad podziałami oraz służą podnoszeniu konkurencyjności naszego kraju na arenie międzynarodowej. Kreatywność i zaawansowana myśl technologiczna to priorytety w procesie unowocześniania zarówno polskiej gospodarki jak i usług w sektorze publicznym” – napisał marszałek Grodzki.  „Doceniam Państwa aktywność i merytoryczny wkład w procesie digitalizacji i rozwój nowoczesnych technologii w naszym kraju” – dodał.

Cyfrowi Partnerzy i wyróżnienia

Podczas gali prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik wręczył specjalne, branżowe wyróżnienie – Cyfrowego Orła. W tym roku otrzymała je Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech Justyna Orłowska. Tego wieczoru nagród było więcej. Związek specjalną statuetką nagrodził „Cyfrowych Partnerów 15-lecia”. Nagrodę otrzymali: Ministerstwo Finansów, Ministerstwo Cyfryzacji, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, ElektroEko S.A., Federacja Konsumentów, Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna, Telewizja Polska S.A., Urząd Zamówień Publicznych, Patronite.pl, Instytut Łączności oraz agencja PR Higher Media.

– 15 lat to był czas wielu wyzwań, które stawiali nam nasi partnerzy. Jestem przekonany, że w kolejnych latach nowych wyzwań i zadań nam nie zabraknie – mówił prezes Michał Kanownik dziękując partnerom za zaufanie.

Debata o technologiach

Podczas gali odbyła się również debata na temat wyzwań związanych z nowoczesnymi technologiami, w której udział wzięli: wiceminister finansów Jan Sarnowski, prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik, Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech Justyna Orłowska, Marta Poślad, Head of Public Policy & Government Relations w Google oraz prezes NCBR Investment Fund Krzysztof Szubert.

Zasady stosowania przepisów ustawy o PIT w zakresie 50 proc. kosztów uzyskania przychodu

Stosowanie przepisów ustawy o PIT w zakresie 50 proc. kosztów uzyskania przychodów w odniesieniu do przychodów z tytułu korzystania przez twórców z praw autorskich lub rozporządzania tymi prawami budzi wiele wątpliwości, a przedsiębiorcy i pracodawcy często występują o interpretację indywidualną prawa podatkowego. Odpowiedzią na kilka istotnych kwestii w tym zakresie jest długo oczekiwana interpretacja ogólna MF z dnia 15 września br. (nr DD3.8201.1.2018). Zawiera ona m.in. wyjaśnienia dotyczące zasad przechodzenia praw autorskich z pracownika na pracodawcę i częściowo sposób ustalania wysokości honorarium oraz dokumentowania utworu, jak również wyjaśnienia odnoszące się do momentu wypłaty honorarium autorskiego.

50 proc. koszty przysługują twórcom z tytułu korzystania przez nich z praw autorskich lub rozporządzania przez nich tymi prawami. Ustawa o PIT wskazuje katalog rodzajów działalności, które uprawniają do korzystania z autorskich kosztów, np. działalność twórcza w zakresie programów komputerowych. Ponadto wysokość kosztów uzyskania przychodów ograniczona jest limitem kwotowym w wysokości 85 528 zł.

Powstanie i przeniesienie praw autorskich

Przedmiot prawa autorskiego określony jest szeroko. Jest nim każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór), także jeżeli ma on postać nieukończoną. Interpretacja ogólna wskazuje, że jednym z niezbędnych warunków do skorzystania z 50 proc. kosztów uzyskania przychodów jest rozporządzenie prawem autorskim.

Co do zasady pracodawca nabywa z chwilą przyjęcia utworu autorskie prawa majątkowe do utworu stworzonego przez pracownika. Inaczej jest jednak jeżeli przedmiotem prawa autorskiego jest program komputerowy. Wówczas prawa majątkowe od początku przysługują pracodawcy.

Kwestia pierwotnego nabycia praw majątkowych nie była przez wiele lat dostrzegana przez organy podatkowe. W ostatnim czasie fiskus, a także sądy administracyjne, zaczęły jednak zwracać uwagę na to, że pracownik nie może otrzymać wynagrodzenia za rozporządzenie prawami autorskimi, skoro prawa te pierwotnie mu nie przysługiwały, co zostało również potwierdzone w interpretacji ogólnej MF. Należy pamiętać, że przepis określający pierwotne nabycie praw majątkowych do programu komputerowego ma charakter dyspozytywny, co oznacza, że strony umowy o pracę mogą wprowadzić inne postanowienia – mówi Sebastian Kałuża, doradca podatkowy w zespole ds. PIT w KPMG w Polsce.

Zasady ustalania i dokumentowanie wysokości honorarium

Jedną z najbardziej spornych kwestii był i jest sposób określania wysokości honorarium autorskiego. Fiskus zasadniczo aprobuje dwie metody. Pierwszą, opartą o system ewidencji czasu pracy, pod warunkiem wypłaty honorarium za przeniesienie praw autorskich, a nie za czas pracy poświęcony na pracę twórczą oraz drugą tzw. wycenę ryczałtową, pod warunkiem, że kwota wynagrodzenia będzie powiązana z rzeczywistą wartością utworu.

Interpretacja ogólna określa jedynie, że ustalenie wysokości honorarium leży w zakresie swobody kontraktowej stron umowy oraz powołuje negatywne przesłanki, wynikające z orzecznictwa, wykluczające możliwość zastosowania kosztów autorskich. Powyższe metody ustalania wysokości honorarium powinny być więc w dalszym ciągu dopuszczalne.

W interpretacji ogólnej wskazano również na konieczność odpowiedniego udokumentowania uzyskania przychodu z praw autorskich lub z tytułu rozporządzania tymi prawami i jego wysokości, które może być dowolne, np. w formie ewidencji albo oświadczeń.

Problem określenia wysokości honorarium autorskiego był najbardziej widoczny w ostatnich latach, kiedy fiskus zaczął wskazywać, że warunkiem stosowania 50 proc. kosztów autorskich jest wyodrębnianie konkretnej kwoty honorarium autorskiego za każdy utwór, a możliwość procentowego ujęcia honorarium autorskiego w oparciu o średni statystyczny czas pracy przeznaczany na prace twórcze zaczęła być odrzucana. Interpretacja ogólna zawiera pewne wskazówki odnoszące się zarówno do zasad ustalania, jak i dokumentowania wysokości honorarium autorskiego, jednak niestety nie jest pozbawiona niejasności, np. w zakresie zaliczkowego wynagrodzenia pracownika za czas urlopu – mówi Grzegorz Grochowina, starszy menedżer w zespole ds. PIT w KPMG w Polsce.

50 proc. kosztu uzyskania przychodów tylko w przypadku honorariów

Interpretacja ogólna MF wskazuje także na obowiązki płatnika podatku dochodowego związane z wypłacaniem dochodów z praw autorskich oraz sposób postepowania w sytuacji ich zawyżenia.

Wyjaśniona została również kwestia, iż koszty uzyskania przychodów w 50 proc. wysokości mogą mieć zastosowanie wyłącznie do wynagrodzenia stanowiącego honorarium, co wyklucza ich zastosowanie np. do wypłaty środków z ZFŚS, albo do zasiłków z ZUS. Ponadto wypłacenie honorarium lub jego części za dany utwór może nastąpić przed powstaniem utworu (np. w dniu podpisania umowy).

Należy także zaznaczyć, iż omawiana interpretacja ogólna wskazuje również na szczególne uwarunkowania pracy twórczej wynikające z odrębnych ustaw, np. w odniesieniu do nauczycieli akademickich albo pracowników naukowych.

Wydanie interpretacji ogólnej w zakresie stosowania 50 proc. kosztów autorskich przyczyni się do większej przejrzystości zasad implementacji tej formy wynagradzania, co spowoduje, że duża liczba przedsiębiorców, zdecyduje się na skorzystanie z takiej preferencji podatkowej. Pozytywnie należy również ocenić fakt, że zakres interpretacji jest szerszy niż przewidywany w ubiegłorocznym projekcie – mówi Andrzej Marczak, partner, szef zespołu ds. PIT w dziale doradztwa podatkowego w KPMG w Polsce.

Interpretacja ogólna (nr DD3.8201.1.2018) Ministra Finansów z dnia 15 września 2020 r.

Najbardziej bezpieczne sklepy do robienia zakupów w czasach COVID-19

Żyjemy w dziwnych czasach, których istnienie jeszcze na końcu 2019 r. dopuszczaliśmy wyłącznie w hollywoodzkich filmach katastrofalnych. Dzisiaj zmierzamy się z nową rzeczywistością, w której podstawowym słowem jest bezpieczeństwo. I jeśli nawet nie wybierasz się do sklepu codziennie, tak jak wcześniej, a robisz zakupy z wyprzedzeniem na cały tydzień, bezpieczeństwo na pewno nadal jest dla Ciebie ważne. Pozostaje zadanie pytania o to, w których sklepach podejmowane są najbardziej skuteczne działania w celu ochrony kupujących i pracowników przed COVID-19. Przeczytasz o tym w niniejszym artykule.

Najbardziej bezpieczne sklepy w czasach pandemii Covid-19

W każdym supermarkecie dla kupujących dostępne są dozowniki ze środkiem dezynfekującym do rąk. Dodatkowo w takich sieciach, jak: Lidl, Auchan, Carrefour lub też Kaufland umieszczone są dla klientów jednorazowe rękawiczki do zakładania na ręce przed dotykaniem wózków oraz środki do dezynfekcji rąk. Jako dodatkowy środek bezpieczeństwa, wszystkie sklepy nałożyły restrykcyjne ograniczenia dotyczące odległości między osobami w kolejkach przy kasach, gdzie zwykle gromadzi się wielu klientów. Jeszcze dalej poszła sieć Lidl, w której otworzone zostały dodatkowe punkty samoobsługowe dla klientów, w których możliwa jest płatność kartą. Lidl – to jedna z najlepiej dbających o bezpieczeństwo swoich klientów sieć w Polsce, oferująca ponadto dobre zniżki na liczne towary. Zatem jeśli w najbliższym czasie chcesz zrobić zakupy tanio i bezpiecznie – zapraszamy na stronę Rabato, gdzie dostępna już jest nowa gazetka Lidl z aktualnymi promocjami.

Znaczna uwaga przywiązywana jest także do warunków pracy personelu – pracownicy są chronieni zarówno za pomocą przezroczystych paneli plastikowych, oddzielających ich od klientów w trakcie kasowania produktów, jak i bardziej tradycyjnych środków ochrony, czyli maseczek i rękawiczek. Faktycznie każda z polskich sieci handlowych dodatkowo zachęca klientów do zapłaty kartą za zakupione towary.

We wszystkich polskich supermarketach systematycznie przeprowadzane jest również ogólne czyszczenie i dezynfekcja pomieszczeń biurowych, inwentaryzacji oraz wyposażenia sklepów. Okazuje się jednak, że w  Kauflandzie i Carrefourze okresowość takich sprzątań jest najczęstsza. Co więcej w strefach sprzedaży sklepów podłoga oraz uchwyty wózków zakupowych są dodatkowo czyszczone roztworami dezynfekującymi. Biedronka z kolei informuje swoich klientów, o tym, że zwiększyła częstotliwość wietrzenia pomieszczeń.

Oczywiście, dodatkowym środkiem ochrony przed Covid-19 jest robienie zakupów przez Internet. O tym, jakie promocje w sklepach obowiązują w bieżącym tygodniu możesz dowiedzieć się korzystając z portalu Rabato, gdzie informacja o wszystkich zniżkach zamieszczana jest na bieżąco. Wiadomo, w czasach koronawirusa nie kupimy już towarów luzem – wszystkie zostały zapakowane, gdyż takie rozwiązanie również służy ograniczeniu rozprzestrzeniania się infekcji. Warto wziąć to pod uwagę, planując najbliższe zakupy.

Najbardziej bezpieczne sklepy do robienia zakupów w czasach COVID-19Oryginalne działania w celu ochrony zdrowia

Oprócz ogólnych środków, przewidzianych w krajowych oraz międzynarodowych normach bezpieczeństwa, podczas epidemii i pandemii, niektóre polskie sieci podjęły oryginalne dodatkowe działania chroniące przed wirusem. Wśród nich można wymienić:

  • Instalację w pomieszczeniach sklepów automatów, w których można kupić maseczki, rękawiczki, środki dezynfekujące itp.;
  • Rozszerzona została lista usług świadczonych online (sieć Carrefour na przykład zaczęła oferować dowóz towarów do domu, a Lidl nagrał kilka filmików uczących widzów gotowania, jako jednej z opcji na przyjemne spędzanie czasu w gronie rodziny w okresie kwarantanny;
  • Niektóre polskie sieci umieściły ogłoszenia, w których oferują klientom jeszcze przed wyjściem z domu sporządzenie listy zakupu. Pozwoli to zmniejszyć czas znajdowania się na terenie sklepu w trakcie robienia zakupów;
  • Przeprowadzanie codziennego badania pracowników pod kątem wykrycia tych, którzy mają wysoką temperaturę;
  • Przełożone zostały także festiwale, degustacje, wydarzenia kulturalne, które sieci handlowe planowały przeprowadzić w bieżącym roku;
  • Ograniczenie zakupu jednego produktu do 3 lub 5 sztuk (tylko w przypadku niektórych produktów) w celu uniknięcia nadmiernego tłoku, który miał miejsce wiosną z powodu zakupu papieru toaletowego i środków antyseptycznych.

Jak można zauważyć, świat supermarketów, drogerii, restauracji i innych placówek usługowych całkiem nieźle dostosował się do funkcjonowania w warunkach nowej rzeczywistości i podejmuje liczne, różnostronne i, rzecz jasna, skuteczne rozwiązania w celu ochrony zdrowia klientów. Nie zapominaj także i Ty o tym, aby stosować się do zaleceń sanepidu, chroń siebie i swoich bliskich. My życzymy wszystkim naszych czytelnikom przede wszystkim zdrowia!

Za nami jubileuszowa 20 edycja Kongresu PR

#WszyscyJesteśmyzRzeszowa – to hasło chętnie powtarzane przez ekspertów public relations, którzy już po raz dwudziesty spotkali się w ramach Kongresu PR, jednej z najważniejszych imprez branżowych w Polsce. Tematem przewodnim tegorocznej edycji był CSR i zabezpieczenie kryzysowe.Kongres PR 2020 (2) Kongres PR 2020 (3) Kongres PR 2020 (4) Kongres PR 2020 (5) Kongres PR 2020 (6) Kongres PR 2020 (1)

Jubileuszowy Kongres odbył się w dniach 24-25 września w stolicy województwa podkarpackiego. Wydarzenie tradycyjnie rozpoczęło się wystąpieniem Adama Łaszyna, Prezesa Zarządu Alert Media Communications. Tym razem, z okazji okrągłej rocznicy Kongresu, przygotował on przegląd najważniejszych zjawisk w PR z ostatnich dwóch dekad. Jego zdaniem należy do nich zaliczyć m.in. hejt, który w istotny sposób wpłynął na naszą rzeczywistość oraz na postrzeganie osób publicznych, firm i instytucji, a także na pracę ekspertów ds. wizerunku. Jako „PR-owy bubel 20-lecia” wskazał nieudaną i pełną błędów kampanię wyborczą byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego z 2015 roku. Adam Łaszyn jak co roku wspomniał również o najnowszych trendach, w tym deep fake’ach, które były także elementem prelekcji Macieja Budzicha z mediafun.pl, który w swoim wystąpieniu zastanawiał się m.in. nad tym czy deep fake, fake news lub mem mogą w niektórych przypadkach stanowić narzędzia komunikacji.

Szczególnie ciekawe kryzysowe case study zaprezentowane z perspektywy dwóch przeciwstawnych biegunów przedstawili Janusz Schwertner, dziennikarz Onetu oraz Konrad Kruczkowski, Dyrektor ds. Komunikacji Stowarzyszenia WIOSNA. Omawiali oni sytuację dziejącą się wokół Szlachetnej Paczki dwa lata temu, która dotyczyła oskarżeń o stosowanie mobbingu wobec pracowników WIOSNY przez jej prezesa i pomysłodawcę. Redaktor Onetu opowiadał o sytuacji, w jakiej znalazła się jego redakcja, będąca partnerem Szlachetnej Paczki, w obliczu podjęcia decyzji o publikacji reportażu. Konrad Kruczkowski omówił natomiast wewnętrzną perspektywę tego kryzysu, koncentrując się przede wszystkim na działaniach naprawczych, które zostały wdrożone, aby przywrócić pozytywny wizerunek Szlachetnej Paczki. Wskazał, że w chwili kryzysu najważniejszym celem WIOSNY było dotarcie Szlachetnej Paczki do wszystkich potrzebujących oraz odzyskanie zaufania patronów, ambasadorów i partnerów.

Dwaj kolejni prelegenci skoncentrowali się z kolei na kwestiach związanych z CSR. Zwrócili oni uwagę na fakt, że istotne wzmocnienie tych działań stanowią informacje medialne pozyskiwane za pośrednictwem monitoringu mediów. Sebastian Bykowski, Wiceprezes Zarządu oraz Dyrektor Generalny PRESS-SERVICE Monitoring Mediów, stwierdził, że monitoring to nie tylko narzędzie do pozyskiwania informacji o markach czy instytucjach, ale również takie, które umożliwia wyszukiwanie prawdy oraz identyfikację działań dezinformacyjnych. Te funkcje są przydatne dla wszystkich organizacji, niezależnie od rodzaju prowadzonej działalności. Dotyczy to także fundacji. Potwierdził to Tomasz Sysło, Social Media Specialist & Public Relations w Fundacji Olgi Tokarczuk, który omówił strategię medialną przyjętą przez tę organizację. Ważnym elementem są w tym przypadku media społecznościowe, poprzez które można kreować newsy publikowane później przez redakcje oraz docierać do szerokiego grona odbiorców z pozytywnie nacechowanym przekazem komunikacyjnym.

W trakcie Kongresu praktycy public relations poświęcili dużo czasu na dyskusję dotyczącą kwestii wyrażania prywatnych poglądów w sieci. Podczas jednej z debat jej uczestnicy zastanawiali się nad prawidłową postawą rzeczników prasowych wobec współczesnych wyzwań światopoglądowych, kulturowych, środowiskowych i religijnych. Maciej Krzysztoszek, Rzecznik Prasowy LINK4 oraz Koordynator Klubu Rzeczników PSPR, podkreślał podczas dyskusji, że komunikaty wychodzące od rzeczników wynikają nie tyle z ich własnych przekonań a ze strategii marki. Ich zadaniem jest ją wspierać, dlatego spójność rzecznika i firmy jest niezwykle istotna, a sposób prezentowania wartości powinien być odpowiednio wyważony. W podobnym tonie wypowiadała się Olivia Drost, Managing Partner at Spotlight Agency, która omówiła case dotyczący wpływu prywatnych poglądów pracowników na wizerunek zatrudniającego ich przedsiębiorstwa.

Na świecie zachodzi obecnie szereg procesów związanych ze środowiskiem naturalnym i to właśnie wokół nich koncentrują się liczne działania z zakresu CSR. Oprócz wielu pozytywnych zjawisk, pojawiają się jednak również niepożądane, jak np. greenwashing. Jest to działanie mające na celu wywołanie fałszywego przeświadczenia o proekologiczności danego towaru lub przedsiębiorstwa wśród jego klientów. Temat ten przybliżyła Magdalena Brzezińska, Kierownik ds. Komunikacji w Grupie Żywiec. Aby uniknąć pułapki greenwashingu, działania muszą być prowadzone w sposób przemyślany i uwzględniać odpowiednie nakłady inwestycyjne. Z kolei Monika Krajewska, była Dyrektor Departamentu Zarządzania Komunikacją i Marketingiem w PGE wyjaśniała kwestie dotyczące raportowania działań CSR. Ma to za zadanie wzmocnić transparentność przedsiębiorstw i udowodnić, że w swojej działalności uwzględniają one projekty na rzecz środowiska.

O działaniu zbliżonym do CSR, czyli fundraisingu, opowiedziała natomiast dr Dorota Kleszczewska, Rzecznik Prasowy, Dyrektor ds. PR Instytutu Matki i Dziecka oraz Prezes Zarządu Instytutu Matki i Dziecka. Przedstawiony przez nią case koncentrował się na nawiązaniu relacji ze światem biznesu, co umożliwiło pozyskanie wsparcia finansowego w ramach akcji charytatywnej „Dołóż się do łóżka”, której celem był zakup nowych łóżek szpitalnych na potrzeby Instytutu. Dzięki dobrze przeprowadzonej kampanii, w zbiórkę udało się zaangażować wiele dużych podmiotów gospodarczych. Jak podkreślała prelegentka, ten sukces nie byłby możliwy bez przemyślanej, zaplanowanej i sprawnie zrealizowanej współpracy całego Instytutu.

XX Kongres PR, z uwagi na obostrzenia związane z pandemią koronawirusa, odbył się w trybie hybrydowym. Oprócz obecnych na salach Kongresu 184 uczestników, w wydarzeniu wzięło również udział 60 osób w formie zdalnej. Organizatorzy już teraz zapraszają do udziału w przyszłorocznym wydarzeniu, w trakcie którego, jak co roku, eksperci oraz praktycy PR będą dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem oraz omawiać tematy, które wówczas będą najistotniejsze z perspektywy pracowników tej branży.