Home staging – odpowiednio przygotowane nieruchomości sprzedają się dwa razy szybciej

Wartość sprzedawanego mieszkania na rynku wtórnym można podnieść, jednocześnie skracając okres oczekiwania na przeprowadzenie transakcji. Jednak jest to też dodatkowy koszt, z którym związany jest home staging.

Home staging polega na przygotowaniu nieruchomości do sprzedaży bądź do wynajmu. Celem takiego przygotowania jest zainteresowanie jak największej liczby oglądających nieruchomość, a przez to przyspieszenie sprzedaży lub wynajmu za możliwie najwyższą cenę. Techniki home stagingu opierają się na marketingu.

– Home staging popularny jest w USA, na polskim rynku dopiero się pojawia – mówi w rozmowie z MarketNews24 Agnieszka Sołczyńska z Emmerson. – W Stanach, jak wynika z przeprowadzanych tam badań skraca o 40-60 proc. czas przeprowadzenia transakcji.

Jednak przeprowadzenie remontu czy dodatkowe wyposażenie mieszkania, co podniesie cenę sprzedaży to także dodatkowy koszt dla sprzedającego. Taki koszt to 1,5-8,0 proc. wartości nieruchomości.

Dzięki analityce małe i średnie przedsiębiorstwa mogą wykorzystać potencjał dostępnych danych do budowania przewagi konkurencyjnej

Obecność analityki w dużych przedsiębiorstwach nikogo już nie zaskakuje. Natomiast jej potencjał w sektorze MŚP wciąż jest bardzo duży. Tym bardziej, że narzędzia analityczne są obecnie powszechnie dostępne. Sposoby najlepszego wykorzystania danych w każdym biznesie były tematem konferencji Advanced Analytics and Data Science organizowanej przez Szkołę Główną Handlową w Warszawie we współpracy z SAS Institute i AMA Institute.

– Jak wynika z badania „The cost of poor customer service” przeprowadzonego przez Genesys, polskie przedsiębiorstwa tracą 20 mld dolarów w związku z odpływem klientów. Ta kwota pokazuje, że rotacja kupujących jest bardzo duża, a przywiązanie do marki niewielkie, co stanowi szansę dla organizacji z sektora MŚP. Mogą one potencjalnie pozyskiwać klientów rezygnujących z usług dużych korporacji. Właśnie tym stwierdzeniem rozpoczęto konferencję Advanced Analytics and Data Science.

Przyjęło się, że w SGH kształci się kadry, które następnie często znajdują zatrudnienie w korporacjach. Zależy nam, aby stworzyć również warunki rozwoju dla małych i średnich przedsiębiorstw. Mamy bardzo bogatą ofertę dydaktyczną, włączając Studia Podyplomowe. Katalog Studiów Podyplomowych SGH zawiera opisy 140 programów kształcenia podyplomowego oraz 3 programy Studiów MBA.  Spotkanie środowiska nauki i biznesu, które miało miejsce podczas konferencji Advanced Analytics and Data Science, stwarza szansę na dialog i rozwój współpracy – mówi Profesor Hanna Godlewska – Majkowska, Prorektor ds. Współpracy z Otoczeniem w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

Jak wynika z danych PARP, małe i średnie przedsiębiorstwa mają ogromny wpływ na rozwój gospodarki, a ich udział w tworzeniu PKB na przestrzeni ostatnich lat systematycznie rośnie. W Polsce działa ponad 1,9 mln firm, z których zdecydowana większość to reprezentanci sektora MŚP (99,8%). Mimo to, ze względu na skalę działania, korporacje produkują zdecydowanie więcej. Przeszkodą jest brak budżetu i zasobów, których zwiększenie często dodatkowo utrudniają ograniczone możliwości uzyskania finansowania, np. te wynikające z krótkiego okresu działalności organizacji na rynku, co wpływa na negatywny scoring kredytowy.

Jak podkreślają specjaliści SAS i przedstawiciele środowisk naukowych, małe i średnie firmy muszą aktywnie szukać swoich szans biznesowych. Należy do nich m.in. duża elastyczność decyzyjna, która poprzez rozbudowane procedury i centralne zarządzanie jest niemożliwa do zastosowania w większych organizacjach. Przedstawicieli sektora MŚP charakteryzuje również większa skłonność do ryzyka, na którą duże firmy często nie mogą sobie pozwolić.

Firmy zaczynające drogę z zaawansowaną analityką danych muszą też budować wewnętrzne kompetencje w tym zakresie, dlatego bardzo ważna jest współpraca biznesu z uczelniami wyższymi w celu budowania kadr i rozwijania kompetencji analitycznych.

Szkoła Główna Handlowa chce aktywnie uczestniczyć w rozwoju ekonomicznym Polski, dlatego korzystając z konsultacji z przedstawicielami biznesu, tworzymy plan nauczania obejmujący kierunki dedykowane analityce. W Kolegium Analiz Ekonomicznych SGH oferujemy 3 kierunki studiów oraz 14 programów studiów podyplomowych związanych z analityką. Wraz z SAS Instituterealizujemy program edukacyjny, którego uczestnicy otrzymują certyfikaty SAS, w tym m.in. Certyfikat „Analityk Statystyczny z Systemem SAS” oraz Certyfikat „Data Scientist z Systemem SAS” – na kierunku Analiza Danych Big Data, który cieszy się wśród studentów bardzo dużym zainteresowaniem. Certyfikaty uroczyście wręczamy podczas konferencji Advanced Analytics and Data Science – mówi Profesor Joanna Plebaniak, Dziekan Kolegium Analiz Ekonomicznych w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

Analityka dla MŚP

Podczas konferencji Advanced Analytics and Data Science zaprezentowano przykłady zastosowania analityki w wielu branżach. Jedno z przytoczonych case study dotyczyło firmy Baltona, polskiego przedsiębiorstwa handlu zagranicznego z wieloletnią tradycją, które we współpracy z Samsung Business Consulting zrealizowało projekt integracji danych pochodzących z portów lotniczych w celu optymalizacji akcji marketingowych. Inny przykład stanowił dostawca usług finansowych – Kasa Centrum, który wykorzystał narzędzia analityczne do maksymalizacji korzyści współpracy z klientami i opracowywania produktów odpowiadających ich potrzebom. W efekcie 75% decyzji, które były podejmowane przez ekspertów zostało zautomatyzowane. Trzecie przedstawione case study dotyczyło firmy Apotex i problemu segmentacji sieci aptecznych. Aktualnie w Polsce działa aż 15 tysięcy aptek. Wyzwaniem jest zarządzanie danymi pochodzącymi z tak ogromnej liczby placówek i wykorzystanie ich do zwiększenia zysku.

Kilka przykładów prezentowanych w trakcie konferencji dotyczyło projektów zrealizowanych przez AMA Institute. Z branży bankowej przedstawiono ekosystem zarządzania całym biznesem kredytowym w oparciu o zautomatyzowane narzędzia analityczne i raportowe, pozwalające na skuteczne konkurowanie małym organizacjom z bankami uniwersalnymi. Inny przykład dotyczył procesu analizy danych paragonowych w małej firmie, która posiada kilka sklepów. Dzięki informacjom znajdującym się na dowodzie zakupu można dowiedzieć się, w jakich godzinach placówkę odwiedza najwięcej klientów lub na jakie kwoty dokonują oni najczęściej zakupów. Ułatwia to m.in. planowanie działań promocyjnych czy podjęcie odpowiednich decyzji odnośnie zatowarowania poszczególnych sklepów. W logistyce analityka pozwala bardziej optymalnie zarządzać zleceniami lub oceniać, czy dany transport lepiej zrealizować, wykorzystując własną flotę czy skorzystać z usług podwykonawcy.

Jak przekonywał w trakcie swojej prezentacji dr Mariusz Cholewa, Prezes Zarządu BIK, małe i średnie firmy powinny współpracować z dużymi operatorami danych. Skuteczne wykorzystanie analityki wymaga odpowiedniego przygotowania, stworzenia planu biznesowego i zbudowania ekosystemu partnerów, wspieranych przez informacje pochodzące z danych. Wśród największych barier stojących na drodze do wdrożenia analityki wymienia się: brak gruntownej analizy potrzeb, nieprawidłowe określenie celów wdrożenia oraz niską jakość danych. Podczas panelu dyskusyjnego, prelegenci rozmawiali o tym, jak pokonać powyższe bariery oraz doprowadzić do sytuacji, kiedy sektor małych i średnich przedsiębiorstw będzie korzystał z rozwiązań analitycznych na szeroką skalę.

Z jednej strony w dzisiejszych czasach istnieją już zaawansowane metody i narzędzia, wykorzystywane powszechnie przez duże przedsiębiorstwa. Z drugiej, można postawić hipotezę, że w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw zarówno wiedza i świadomość dotycząca wartości ekonomicznej narzędzi analitycznych, jak i ich praktyczne wykorzystanie w celu budowy przewag konkurencyjnych jest bardzo ograniczona. W celu pokonania tego ograniczenia potrzebne jest zaangażowanie dużych partnerów biznesowych i instytucji, które wezmą na siebie ciężar rozpowszechnienia istniejących rozwiązań oraz budowy świadomości wśród małych organizacji. To wymaga kompleksowej wizji i zaangażowania, ale przyniesie istotną wartość biznesową dla wszystkich – mówi Serhij Fuks, Prezes AMA Institute.

Konferencja Advanced Analytics and Data Science odbyła się pod honorowym patronatem JM Rektora SGH, prof. dr. hab. Marka Rockiego. Partnerami wydarzenia byli SAS Institute oraz AMA Institute. Patronem wydarzenia był Polski Związek Instytucji Pożyczkowych. Patronat medialny nad konferencją objęły redakcje Harvard Business Review Polska, ITwiz i Wydawnictwo Business Manager Magazine.

Oczekiwane wzrosty kursu dolara osłabią wycenę złotego do euro

Wyższy poziom inflacji w pozostałych krajach CEE przyczynia się do mocniejszych wzrostów rentowności obligacji niż w Polsce. EUR/PLN powrócił do wsparcia na 4,30 wspierany rosnącymi notowaniami EUR/USD m.in. w reakcji na doniesienia o możliwym porozumieniu w sprawie umowy handlowej pomiędzy Wielką Brytanią a UE.

Rynek walutowy i stopy procentowej

We wtorek złoty umocnił się, wspierany rosnącymi notowaniami EURUSD m.in. w reakcji na informację, że do poniedziałku Londyn i Bruksela mogą zawrzeć porozumienie w sprawie umowy handlowej po opuszczeniu UE przez Wielką Brytanię. Kurs EURUSD powrócił w okolice 1,15 co pozwoliło EURPLN zejść do 4,30. Nie zmienia to faktu, że atmosfera na rynku walutowym pozostaje ciężka, ograniczająca wzrosty euro i złotego. Inwestorzy nadal utrzymują duże pozycje dolarowe (pozostając pod wpływem Fed-u oraz spowolnienia w strefie euro, na które dodatkowo nakłada się zaostrzający się spór włoskiego rządu z Brukselą), co czynią m.in. kosztem walut o podwyższonym ryzyku, jak PLN. Kolejne dane z Niemiec potwierdziły spowalnianie tej największej gospodarki EZ. W sierpniu wartość wyrównanego sezonowo niemieckiego eksportu spadła o 0,1% w stosunku do lipca, zaś importu o 2,7% m/m. Nastrojów inwestycyjnych na EM dodatkowo nie wspiera powrót obaw o eskalację wojny handlowej pomiędzy USA a Chinami oraz o kondycję gospodarki Państwa Środka. Te ostatnie pogłębiły się po decyzji o obniżeniu rezerw obowiązkowych dla chińskich banków. Z kolei amerykański Departament Skarbu niepokoi pogłębiająca się deprecjacja chińskiej waluty, która może być wykorzystywana do podniesienia atrakcyjności chińskich towarów eksportowych w sytuacji spowolnienia gospodarczego, za które przynajmniej częściowo odpowiada wojna handlowa ze Stanami Zjednoczonymi. USA rozważają nawet, aby w raporcie, który zostanie opublikowany w przyszłym tygodniu wprost nazwać Chiny manipulatorem walutowym. Dla nastrojów kluczowe pozostaną najbliższe dni. Do poniedziałku Włosi powinni przedstawić do KE szczegółowy projekt budżetu, a nastawienie KE jest znane (negatywne dla euro). W czwartek poznamy zaś dane CPI z USA, które również powinny osłabiać wspólną walutę kosztem dolara, zwiększając zaufanie rynku do dalszych podwyżek stóp przez Fed. Oczekiwane wzrosty dolara powinny wpłynąć na zmiany notowań euro do złotego, w kierunku osłabienia naszej waluty.

Od początku tego tygodnia rentowności polskich obligacji skarbowych pozostają stabilne, utrzymując wzrosty, które nastąpiły w ślad za ruchem na amerykańskiej krzywej dochodowości. Na tle krajów z regionu Europy Środkowo Wschodniej polskie papiery traciły mniej na wartości, na co wpływały przede wszystkim procesy inflacyjne oraz działania banków centralnych. Na Węgrzech inflacja we wrześniu nieoczekiwanie przyspieszyła do 3,6% r/r, co spowodowało, że rentowności tamtejszych 10-letnich obligacji zbliżyły się do 4%, a spread polskich papierów nad węgierskimi, który jeszcze na początku tego roku przekraczał 120pb obecnie spadł w okolice -60pb. Czeska inflacja co prawda obniżyła się do 2,3% r/r, jednak wciąż przekracza cel inflacyjna, co nie zmienia stanowiska Narodowego Banku Czech, którego prezes wciąż bierze pod uwagę możliwość podwyżki stóp procentowych podczas listopadowego spotkania. W przypadku podwyżki, stopy procentowe w Czechach po raz pierwszy znalazłyby się na wyższym poziomie niż w Polsce (obecnie stawki bazowe w obu krajach wynoszą 1,50%). W wyniku podwyżek stóp procentowych przez CNB spread polskich papierów 2-letnich nad czeskimi zawęził się o około 100pb w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy.

Kalendarz makroekonomiczny na środę pozostaje relatywnie pusty, a główną publikacją będą dane o inflacji cen producenckiej w USA za wrzesień. Dane o PPI mogą wpisywać się w retoryką wskazującą na utrzymywanie się presji inflacyjnej w USA (która prowadzi do podwyżek stóp procentowych) i stanowić zapowiedź wspomnianych czwartkowych danych CPI.

Wykres dnia: Mocniejszy wzrost inflacji na Węgrzech niż w Polsce przyczynia się do pozostania spreadu polskich obligacji nad węgierskimi na ujemnych poziomach.

Mocniejszy wzrost inflacji na Węgrzech niż w Polsce przyczynia się do pozostania spreadu polskich obligacji nad węgierskimi na ujemnych poziomach
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Na jakie mieszkania deweloperzy mają najwięcej chętnych

Jakie mieszkania wyprzedają się najszybciej w inwestycjach wprowadzanych na rynek? Do jakiej kwoty poszukuje lokali największa grupa nabywców? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Na rynku mamy dwie podstawowe grupy klientów, są to klienci inwestycyjni i osoby poszukujące mieszkań dla zaspokojenia swoich potrzeb. Pierwsza grupa klientów zainteresowana jest głównie mieszkaniami w centrach dużych miast, blisko ośrodków akademickich i biurowych o możliwie najmniejszym metrażu, w cenach mieszczących się w przedziale 250-300 tys. zł. W przypadku zakupów na cele mieszkaniowe oczekiwania klientów są uzależnione od wielkości gospodarstwa domowego. W zależności od tego, czy jest to pierwsze mieszkanie dla singla, lokal dla młodego małżeństwa, czy większej rodziny, ceny wahają się średnio od 200 tys. zł do 500 tys. zł.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Kwota, do jakiej klienci preferują mieszkania zależy w znacznej mierze od grupy nabywców, do której kierowany jest projekt. Upraszczając można jednak powiedzieć, że nabywcy inwestycyjni w interesujących ich lokalizacjach chętnie kupują mieszkania o małym metrażu w cenie do 300 tys. zł. Natomiast na przykład w projektach premium często w pierwszej kolejności sprzedają się największe mieszkania, nabywane przez najbardziej wymagających klientów, poszukujących komfortowych nieruchomości.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Wśród najchętniej kupowanych mieszkań od lat znajdują się lokale dwupokojowe w cenie, która nie przekracza 300 tys. zł. Dotyczy to wszystkich naszych lokalizacji i lokali nabywanych, zarówno na cele własne, jak i inwestycyjnie. Wrocławianie poszukują również nieruchomości o kompaktowym metrażu, ale większej ilości pokoi, dlatego z dużym zainteresowaniem spotykają się mieszkania trzypokojowe. Od lat popularnością cieszą się osiedla społeczne z bogatą ofertą spędzania wolnego czasu, jak Olimpia Port, Cztery Pory Roku i Słoneczne Stabłowice. Coraz większe znaczenie ma dla klientów także krótki termin odbioru kluczy.

Rafał Zdebski, dyrektor handlowy Inpro S.A.

Największy odsetek klientów decyduje się na mieszkania o wartości 200 tys. zł – 400 tys. zł brutto. Takie lokale powstają m.in. w osiedlach Optima w Gdańsku Jasieniu, czy Debiut w Pruszczu Gdańskim. Jednocześnie notujemy coraz wyższy popyt na inwestycje droższe, w wyższym standardzie, z dużą liczbą udogodnień. Przykładem jest nowoczesne osiedle Harmonia Oliwska w Gdańsku, na którym ceny lokali zaczynają się od około 430 tys. zł brutto, osiedle Kwartał Uniwersytecki w Gdańsku z cenami od około 350 tys. zł brutto, czy osiedle Azymut w Gdyni z mieszkaniami w cenie od około 330 tys. zł brutto.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Największym zainteresowaniem klientów niezmiennie cieszą się mieszkania w kwocie do około 350 tys. zł. Są to najczęściej kawalerki lub małe lokale dwupokojowe o powierzchni do około 40 mkw.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. Sprzedaży Lokum Deweloper S.A.

W przypadku każdej, naszej inwestycji obserwujemy podobne granice cenowe przyjęte przez klientów. Największa grupa nabywców poszukuje dwu i trzypokojowych mieszkań w cenie do około 370 tys. zł. To kwota do akceptowalna przez wiele osób kupujących lokale, zarówno na kredyt, jak i za gotówkę.

Monika Golec, dyrektor ds. Marketingu i Sprzedaży w firmie Budnex

Ceny nieruchomości oferowanych przez nas w poszczególnych miastach są niejednokrotnie bardzo atrakcyjne w porównaniu z tymi, jakie proponuje konkurencja. Zasadą jest, że im tańsze mieszkanie tym szybciej znajdzie nabywcę. Na przykład w Gorzowie Wielkopolskim są to lokale o powierzchni trzydziestu kilku metrów w cenach od 148 tys. zł do 157 tys. zł, w Zielonej Górze mieszkania o metrażu powyżej 30 mkw. w kwocie od 143 tys. zł do 151 tys. zł. W Szczecinie największym powodzeniem cieszą się lokale niespełna 40 metrowe w cenie ponad 212 tys. zł, w Poznaniu mieszkania o powierzchni 33 mkw. za 210 tys. zł, w Dziwnówku lokale mierzące nieco ponad 30 mkw. w kwocie 269 tys. zł, a w Kołobrzegu nieruchomości wycenione do 299 tys. zł.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu Grupy CTE

Obserwujemy rosnące zapotrzebowanie na mieszkania o większym metrażu niż kilka lat temu. Obecnie coraz większą popularnością cieszą się mieszkania trzypokojowe. Również coraz więcej osób decyduje się na zakup niewielkiego domu w zabudowie szeregowej i bliźniaczej. Nie bez znaczenia jest fakt, że miesięczne obciążenie finansowe związane z zakupem tego typu domu jest zbliżone do mieszkania w budynku wielorodzinnym, gdzie poza ratami spłaty kredytu należy liczyć się z czynszem w wysokości kilkuset złotych miesięcznie. Grupa CTE jest aktywna w tym segmencie rynku, realizuje Osiedle Familia we Wrocławiu i planuje kolejne inwestycje o podobnym charakterze.

Agata Nowaczyk z poznańskiego biura sprzedaży EBF Development

Sporym zainteresowaniem wśród klientów cieszą się mniejsze lokale, których metraże wahają się od 39 mkw. do 60 mkw. W przypadku osiedla Reduta Nowe Podolany w Poznaniu za metr kwadratowy mieszkania trzeba zapłacić 5850 zł. Natomiast mieszkania w Zielonej Górze wycenione są niżej, dlatego w ostatnim czasie sporą część naszych klientów stanowią także osoby kupujące inwestycyjnie.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

W naszej gdańskiej inwestycji Wolne Miasto kwota 400 tys. zł jest najczęściej ceną graniczną dla klientów. Przewagę stanowią natomiast transakcje do ceny około 300 tys. zł W kwotach zbliżających się do 500 tys. można już nabyć dom, stąd jest też znacznie mniejsze zainteresowanie dużymi lokalami cztero i pięciopokojowymi w tej cenie.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Prowadzimy aktualnie inwestycje wyłącznie na terenie Warszawy. Zauważamy, że klienci mają różne kryteria wyboru mieszkań także w zależności od dzielnicy, w której znajduje się projekt. W przypadku inwestycji Willa Ochota na warszawskiej Ochocie największa grupa klientów poszukuje mieszkań do 450 tys. zł. Z kolei w projekcie Warszawski Świt na Targówku nabywcy wybierają lokale do kwoty 350 tys. zł . Na warszawskiej Woli w inwestycji Apartamenty Okopowa 59A klienci skłonni są wydać do 600 tys. zł.

Maciej Bartczak, współwłaściciel w KM Building

W naszych inwestycjach klienci najchętniej wybierają mieszkania w kwocie do 300 tys. zł

Lucyna Jarczyńska, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Agrobex

W naszych inwestycjach oferujemy mieszkania w budynkach wielorodzinnych realizowanych w Poznaniu. Największa część klientów interesuje się mniejszymi mieszkaniami dwupokojowymi w cenie do 200 tys. zł.

Agnieszka Jaworska-Goździewska, specjalista ds. komunikacji wewnętrznej i PR w Nickel Development

Klientów kupujących pierwsze mieszkanie zwykle ogranicza zdolność kredytowa, która determinuje wybór lokum. W tej grupie nabywców największą popularnością cieszą się mieszkania do 300 tys. zł. Osoby poszukujące apartamentów, czy domów są skłonni zapłacić dwu, czy nawet trzykrotnie więcej. Dla klientów, którzy oczekują produktu w wyższym standardzie mamy ofertę w Osiedlu Botaniczna, czy Willa Wodziczki na poznańskim Sołaczu. Zupełnie innymi kategoriami kierują się natomiast klienci inwestujący w nieruchomości. Dla kupujących apartamenty wakacyjne istotniejsza od ceny jest prognozowana stopa zwrotu z inwestycji.

Agnieszka Jałoszyńska, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w firmie Sky Investments

Dużym powodzeniem wśród klientów cieszyły się domy, jakie oferowaliśmy w promocyjnej cenie 299 tys. zł w inwestycji Rodzinne Komorniki, która powstaje 5 km od Poznania. Około 40 proc. budów prowadzimy na przedmieściach Poznania. To pokazuje, że poznaniacy chętnie wybierają takie projekty, bo w cenie mieszkania mogą otrzymać nie tylko przestronny dom, ale również ogród i dwa miejsca postojowe.

Marcin Komuda, kierownik Biura Sprzedaży w firmie Profbud

W naszych inwestycjach zdecydowanie największą popularnością cieszą się mieszkania z przynależnym ogródkiem, usytuowane na parterze i lokale położone na najwyższych kondygnacjach w budynkach, oferujące zazwyczaj największy metraż i panoramiczny widok. Zachętą do zakupu takich mieszkań są również atrakcyjne rozwiązania designerskie, stanowiące wartość dodaną lokalu, takie jak ogrody dachowe, czy tarasy widokowe np. w osiedlu Stella na warszawskim Bemowie. Mieszkania na najwyższych piętrach nabywane są w naszych inwestycjach w pierwszej kolejności. Świadczy o tym wskaźnik sprzedanych lokali w warszawskich projektach Haven House i Ligia oraz łódzkim Primo, który wynosi w nich łącznie 90 proc.

Marek Szmolke, prezes Grupy Deweloperskiej Start

Największa grupa naszych klientów poszukuje kawalerek w cenie od 200 tys. zł do 230 tys. zł oraz mieszkań dwu i trzypokojowych o powierzchni około 50 mkw. od 350 tys. zł do 400 tys. zł.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Największa grupa naszych klientów poszukuje w Krakowie mieszkań, których cena za metr kwadratowy wynosi około 5000 zł, tak jak było to w przypadku sprzedaży lokali w inwestycji Piasta Park, której premiera miała miejsce dwa lata temu. Od tego czasu ceny poszły w górę już o około 20 proc. i na krakowskim rynku utrzymują się już od dłuższego czasu w granicach 6000 zł/mkw.

Piotr Zagórski, Marketing Manager w Nexity Polska

Patrząc na ceny sprzedanych mieszkań w naszych inwestycjach można zauważyć, że kwota do jakiej wybierane są mieszkania waha się między 350 tys. zł a 500 tys. zł.

Autor: Dompress.pl

Mały ZUS od 2019 roku. Dla kogo? Kto zaoszczędzi i ile?

Od 2019 roku niektórzy przedsiębiorcy będą mogli opłacać składki ZUS w zależności od uzyskiwanego przychodu. Takie rozwiązanie będzie dostępne tylko dla osób opłacających tzw. „duży ZUS”. Oprócz osób będących na „małym ZUS” ustawodawca wskazał także innych przedsiębiorców, których nie obejmie to rozwiązanie.

Będą to np. osoby, które w poprzednim roku kalendarzowym:

  • wykonywały działalność jako twórca
  • prowadziły działalność przez mniej niż 60 dni kalendarzowych,
  • były wspólnikami jednoosobowej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością lub wspólnikami spółki jawnej, komandytowej lub partnerskiej,
  • wykonywały działalność o tym samym profilu, co na umowie o pracę na rzecz byłego pracodawcy.

Wyliczona przez przedsiębiorcę podstawa naliczania składek uzależniona od przychodu nie będzie mogła być:

  • niższa niż 30% minimalnego wynagrodzenia za pracę ustalonego na dany rok kalendarzowy (minimum dla małego ZUS),
  • wyższa niż 60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia (minimum dla dużego ZUS).

Podstawa uzależniona od przychodu będzie mogła być stosowana w przypadku wyliczania składek społecznych i Funduszu Pracy, natomiast nie będzie odnosić się do składki zdrowotnej – jej wyliczenie pozostaje na dotychczasowych zasadach. Oczywiście stosowanie tego rozwiązania jest dobrowolne, więc przedsiębiorca może, ale nie musi się na nie zdecydować.

Należy pamiętać o limitowanym czasie tego rozwiązania. Można będzie je stosować maksymalnie przez 36 miesięcy kalendarzowych w ciągu ostatnich 60 miesięcy kalendarzowych prowadzenia pozarolniczej działalności gospodarczej.

Warto spojrzeć na to rozwiązanie pod kątem plusów i minusów dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Jego zaletą jest to, że więcej pieniędzy zostanie w portfelu przedsiębiorcy, natomiast w konsekwencji główną wadą to, że niższa podstawa do opłacania składek oznacza niższy zasiłek chorobowy (w sytuacji opłacania składki chorobowej) i niższą późniejsza rentę czy emeryturę.

Zapewne wiele osób będzie zainteresowanych tym rozwiązaniem, więc należy pamiętać że przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą przez cały 2018 rok będą mogli wyliczać składki od przychodu w 2019 roku pod warunkiem, że wartość ich sprzedaży netto w 2018 roku nie przekroczyła kwoty 63 000 zł.

Trzy razy więcej firm zatrudnia pracowników z Białorusi

Liczba firm zatrudniających Białorusinów wzrosła z 2,6% w pierwszym półroczu 2018 r. do 8,3% w drugim półroczu – wskazują analizy Personnel Service. To zmiana o niemal 6 p.p. w ciągu sześciu miesięcy. Ten wzrost widać również w liczbie składanych oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy obywatelom Białorusi. Tylko w I półroczu 2018 roku złożono 32,8 tys. tego typu dokumentów, o 37% więcej niż w I półroczu 2017 roku.

– Białorusini coraz częściej ustawiają się w kolejce po pracę w Polsce, bo podobnie jak Ukraińcy, mogą przyjeżdżać do Polski w ramach uproszczonej procedury zatrudniania. I jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej coraz chętniej są rekrutowani. W pierwszym półroczu tego roku liczba oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy Białorusinom może nie była tak imponująca jak w przypadku Ukraińców – niemal 33 tys., ale istotnie wzrosła w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Spodziewamy się, że wzrostowy trend się utrzyma, choć w perspektywie najbliższych kilku lat nie ma raczej możliwości, żeby obywatele jakiekolwiek innego kraju niż Ukraina zaczęli dominować na polskim rynku pracymówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

Białorusini drugą siłą kadrową po Ukraińcach

Z analiz Personnel Service wynika, że pracowników z Białorusi zatrudnia 1 na 12 firm w Polsce. To o aż 5,7 p.p. więcej niż w I półroczu 2018 roku. Białorusini są pierwszym po Ukraińcach wyborem jeśli chodzi o pracowników spoza Unii Europejskiej. Za nimi są Gruzini, których zatrudnia 2,7% firm, potem Mołdawianie (1,1%) i Armeńczycy (0,9%).

Na 8% może się nie skończyć, gdyż kolejne firmy planują rekrutacje Białorusinów. Taką deklarację złożyła podobna liczba przedsiębiorców jak pół roku temu – niecałe 3%. Zdecydowanie wyróżnia się tu branża produkcyjna, w której prawie co dziesiąta instytucja chce w najbliższym czasie poszukiwać do pracy obywateli Białorusi.

Największy wzrost w małych firmach

Biorąc pod uwagę wielkość podmiotów zatrudniających Białorusinów, najwięcej małych firm zadeklarowało, że zatrudnia obywateli Białorusi – 9%. W firmach średnich i dużych na taki krok zdecydowało się po 7% ankietowanych. Co więcej, również w przypadku małych firm najbardziej wzrosła liczba tych, które zaczęły zatrudniać Białorusinów – w I półroczu 2018 r. byli oni w zespołach tylko 2% takich przedsiębiorstw. Obywatele Białorusi zajmują wolne miejsca pracy przede wszystkim w handlu i produkcji, są już odpowiednio w 12% i 11% firm z tych branż.

– Białorusini są bardzo dobrym wyborem – mają do nas niedaleko, są nam bliscy językowo i kulturowo podobnie jak pracownicy z Ukrainy. Coraz więcej krajów Europy zaczyna konkurować z nami, rekrutując Ukraińców na swój rynek. Aby utrzymać obecny wzrost gospodarczy w naszym kraju potrzebny jest ciągły dopływ pracowników i wypełnianie wakatów tak, by firmy mogły zachowywać ciągłość swojej działalności. W tej sytuacji sięganie po pracowników z Białorusi jest najlepszym wyborem – mówi Krzysztof Inglot z Personnel Service.

Metodologia badania:

Dane prezentowane w raporcie „Barometr Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2018” zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Personnel Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown. Badanie pracodawców zostało przeprowadzone metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI. Próbę pracodawców N=300 dobrano w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Wywiady z pracodawcami zostały zrealizowane w lipcu 2018 r.

Nowa Ordynacja podatkowa od 2020 r. – rewolucja czy pozorna zmiana?

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Ministerialny projekt nowej ordynacji podatkowej ma wkrótce trafić do konsultacji publicznych. Zgodnie z założeniami ma być on krokiem milowym w kierunku stworzenia prostego, przejrzystego i przyjaznego systemu podatkowego. Resort finansów zapowiada, że nowa regulacja zagwarantuje przede wszystkim wzmocnienie mechanizmów ochronnych podatnika, poprawę relacji na linii podatnik – urzędnik oraz zwiększenie świadomości na temat obowiązków podatkowych. Zdaniem władz obecną ustawę trzeba zmienić, ponieważ jest przestarzała i nie nadąża za światowymi oraz unijnymi standardami podatkowymi. Planowany termin wejścia w życie nowych przepisów to 1 stycznia 2020 r. Czy szumnie zapowiadane reformy to prawdziwa rewolucja podatkowa, czy tylko pozorna zmiana?

Założenia nowej Ordynacji podatkowej

Kluczowym elementem projektu jest zmiana sposobu kontaktu organów skarbowych z podatnikiem. Znane dotychczas decyzje i wezwania mają zostać zastąpione procedurą mediacyjną, czy też umową zawartą pomiędzy organem podatkowym a podatnikiem, która będzie wiązała obie strony. Mediacja zakłada procedurę rozwiązywania sporu z udziałem osoby trzeciej, wskazanej na liście prowadzonej przez Ministerstwo Finansów. Zawierane umowy będą udokumentowane protokołem, a organ będzie zobowiązany do uwzględniania uzgodnień w wydawanej decyzji podatkowej. Bardziej zaawansowaną formą będzie natomiast umowa o współdziałanie (tzw. Cooperative Compliance), jednakże w tym przypadku przedsiębiorca chcący skorzystać z tej instytucji zostanie zobowiązany do ujawnienia organom skarbowym szczegółowych informacji o prowadzonej przez siebie działalności. Taka umowa ma umożliwić przedsiębiorcy konsultowanie na bieżąco wszelkich wątpliwości dotyczących rozliczeń podatkowych, które organ będzie analizował, a następnie udzielał odpowiedzi. Projekt zakłada również wprowadzenie tzw. procedury konsultacyjnej, która umożliwi niepewnemu podatnikowi zwrócenie się do urzędu z zapytaniem, czy dokonywane przez niego rozliczenia są właściwe. Rozwiązanie to może okazać się bardzo przydatne dla przedsiębiorców, którzy nie są pewni skutków podatkowych przekształcenia działalności. Usługa ta ma być jednak płatna i wyniesie około 1% wartości transakcji, ona także będzie uzależniona od wielkości danego przedsiębiorstwa.

Inne rozwiązania

Powołanie urzędu Rzecznika Praw Podatnika, którego zadaniem będzie przede wszystkim wspieranie podatników w sprawach indywidualnych oraz analizowanie zgłaszanych problemów związanych ze stosowaniem i tworzeniem prawa podatkowego. Ma to być realizowane poprzez aktywny udział w postępowaniach podatkowych oraz możliwość przedłożenia pod rozwagę ministra wniosku o uchylenie decyzji. Do kompetencji Rzecznika należeć będzie także monitorowanie stanu prawa podatkowego oraz proponowanie nowych rozwiązań ustawowych. Projekt zakłada również powstanie przy Krajowej Informacji Skarbowej Centrum Kompetencyjnego Podatków Lokalnych, które ma wspomagać organy samorządowe w szczególnie zawiłych i skomplikowanych sprawach dotyczących w szczególności podatków lokalnych np. podatku od nieruchomości. Resort finansów proponuje również wprowadzenie cząstkowych postępowań i decyzji dotyczących np. nie całego zobowiązania, a tylko nadpłaty. Jest to bardzo korzystne rozwiązanie, które z pewnością pozwoli znacznie przyspieszyć rozpoznawanie spraw, a przy tym zaoszczędzić podatnikom sporo czasu. Projektowane przepisy przewidują instytucję ponaglenia w razie przewlekania postępowania oraz możliwość złożenia w takim przypadku skargi na urzędnika do jego przełożonego.

Ponadto w projekcie pojawiła się możliwość zaskarżenia decyzji Urzędu Skarbowego do sądu, bez odwołania do izby skarbowej. Zostało też wprowadzone postępowanie uproszczone w przypadku zobowiązań do 5 000 złotych. Opracowano także rozwiązanie mające jednocześnie spowodować obniżenie kosztów postępowania i pozwolić podatnikowi uniknąć stresu: w przypadku nieznacznych kwot, których wyegzekwowanie przewyższałoby kwotę należności podatkowych przewidziano możliwość umorzenia.

Rewolucja czy tylko pozorna zmiana?

Projekt nie jest zupełną nowością, bowiem znaczną jego część stanowi redefinicja obecnie obowiązujących przepisów. Zapowiadana zmiana nie będzie zatem szumnie ogłaszaną rewolucją, ale raczej odważną ewolucją. Czy zatem proponowane przez MF rozwiązania sprawdzą się w praktyce? Obecnie często trudno dojść podatnikom do porozumienia z organami skarbowymi, a niekiedy jest to po prostu niemożliwe. Propozycja polubownych trybów rozwiązywania sporów to teoretycznie krok milowy w relacjach z fiskusem. W praktyce jednak trudno sobie wyobrazić sytuację, w której urzędnicy dobrowolnie, na drodze negocjacji, rozwiązują spór na korzyść podatnika. Do stosowania proponowanych rozwiązań potrzebna byłaby przede wszystkim zmiana utrwalonego sposobu myślenia i działania urzędników. Same przepisy, nawet te najbardziej przejrzyste i przyjazne, nie rozwiążą tego problemu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Ricoh: 59% firm z sektora MŚP nie jest gotowych na cyfrową transformację

34% zarządzających europejskimi małymi i średnimi przedsiębiorstwami uważa, że ich organizacja nie przetrwa do roku 2020, jeśli nie postawi na innowacyjność – wynika z badań zrealizowanych na zlecenie Ricoh. Jednocześnie wyraźne jest asekuracyjne podejście do zmian. Niemalże połowa badanych (47%) przyznała, że ich branża nie lubi dużych zmian, a według 59% innowacje powinny być wprowadzane metodą małych kroków.

Firmy z sektora MŚP muszą być w stanie poradzić sobie z wyzwaniami, jakie niesie ze sobą cyfrowa rewolucja, zmieniające się wymogi prawne oraz elastycznie dostosowywać się do trendów gospodarczych. Planując inwestycje w nowe technologie powinny skoncentrować się na trzech podstawowych obszarach: obsłudze klienta, efektywności wewnętrznych procesów oraz odpowiednim zagospodarowaniu wiedzy i umiejętności swoich pracowników. Tylko w ten sposób dotrzymają kroku najlepszym na rynku.

Dla osiągnięcia sukcesu kluczowe znaczenie ma analiza dotychczasowej strategii działania i efektywności wdrożonych rozwiązań. Zarządzający muszą mieć odwagę by zmienić dotychczasowy kurs.  Świadomość tego faktu rośnie. Aż 92% zarządzających małymi i średnimi firmami rozumie, jakie znaczenie dla ich sektora ma i będzie miała cyfrowa rewolucja. Jednocześnie aż 59% z nich przyznaje, że ich organizacja nie jest gotowa, aby w pełni wykorzystać jej potencjał. 25% z nich przewiduje, że w ciągu najbliższych dwóch lat nie będą mogli odpowiednio szybko zareagować i dostosowywać się do zmian w obowiązujących przepisach a 20% wskazuje, że nie jest w stanie wprowadzić i wykorzystać narzędzi do automatyzacji.

“Nasze badanie pokazuje, że firmy z sektora MŚP mają przed sobą bardzo dużo pracy. Cieszy rosnąca świadomość roli, jaką w rozwoju firmy pełnią innowacyjne technologie. Odpowiednie wykorzystanie nowoczesnych narzędzi jest konieczne by firma mogła szybko i sprawnie dostosować się do nowych wyzwań stawianych przez rynek i konkurencję” – powiedział David Mills, CEO w Ricoh Europe. “Zrealizowaliśmy wiele wdrożeń z firmami z całej Europy. Dzięki temu możemy obserwować, w jaki sposób dzięki możliwościom oferowanym przez nowoczesne technologie rozwijają swój potencjał.”

O badaniu

Badanie przeprowadzono w sierpniu 2018 r. na grupie 3300 przedstawicieli kadry zarządzającej małymi i średnimi firmami m.in. z Austrii, Belgii, Luksemburga, Czech, Danii, Finlandii, Francji, Niemiec, Węgier, Włoch, Holandii, Norwegii, Polski, Portugalii, Rosji, Słowacji, RPA, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Turcji, Wielkiej Brytanii i Irlandii.

Czy koniec roku przyniesie nam kryzys? Analizujemy ceny mieszkań w Warszawie

Dyskusje o zbliżającym się pęknięciu bańki spekulacyjnej trwają od dawna. W ostatnim czasie rozgorzały, bo dokładnie 15 września minęło 10 lat od upadku banku Lehman Brothers. W 2008 problemy tej instytucji finansowej stały się punktem zwrotnym, początkiem globalnego kryzysu na rynku nieruchomości.

Choć ceny mieszkań od 5 lat regularnie idą w górę, to w Polsce sytuacja nadal jest stabilna. Jesteśmy w innym punkcie niż przed laty. Polacy zarabiają więcej, a ponad 60-70% nieruchomości kupowanych jest za gotówkę. Choć we wrześniu średnia cena za m2 wyniosła 9005 zł, to rynek jeszcze przyjmie kolejne podwyżki. A one są pewne. Z analiz cen mieszkań w Warszawie, wykonanych przez wyceniarkę mieszkań Sonarhome.pl wynika, że w grudniu stawki dobiją do 9191 zł za m2, a tym samym przekroczą kwotę z chwili kryzysu – 9137 zł za m2.raport-sonarhome-pl-pazdziernik

Polska to stabilny rynek nieruchomości

Nie da się zaprzeczyć, że ceny mieszkań są rekordowe. Od stycznia 2018 roku skoczyły o 6,5%. Jednak na tle innych krajów Polska wypada bardzo korzystnie. Wzrosty są stałe, regularne i w porównaniu z innymi państwami Unii – niewielkie. W Szwecji podwyżki są bardzo duże – już o 67% przekroczyły stawki z chwili kryzysu. W Niemczech o 37%. Polska jest na minusie – wciąż brakuje nam ok. 5% do cen z 2008 roku.

Co więcej, jak pokazuje wydany w tym roku raport Deloitte, zajmujemy 3 miejsce w Europie pod kątem dostępności mieszkań. Przed nami są tylko Rumunia i Bułgaria.

Z czego to wynika? Zarabiamy więcej, kredyty są łatwo dostępne, a do tego roku funkcjonowały też państwowe programy dofinansowania dla młodych. W 2008 średnia pensja wynosiła 2943,88 zł brutto, a mieszkania kosztowały 9137 zł za m2. Ponad 3 pensje za 1 m2. Teraz 4848,16 zł brutto wynagrodzenia i 9005 zł za m2. Niecałe 2 pensje za 1m2.

baner-kwadrat-3

107 dni na sprzedaż nieruchomości?

Z raportu Sonar wynika, że mieszkania w Warszawie sprzedawane są średnio w 107 dni. W każdym miesiącu ten czas się zmienia. Ale od dawna prezentuje się podobnie, wahając się od 90 do 122 dni. Czyli od chwili publikacji ogłoszenia do jego wygaśnięcia (sprzedaż nieruchomości) mija 3-4 miesiące.

Tylko we wrześniu Sonar przeanalizował 20 829 ogłoszeń z najpopularniejszych portali. Jak na tak dużą konkurencyjność na rynku, nieruchomości kupowane są dosyć szybko. Jest duża podaż, ale równie wysoki popyt.

Warszawa liczy 1,7 mln mieszkańców, a nieustannie osiedlają się tam kolejne osoby z Polski i zza granicy. Pojawia się coraz więcej inwestorów, którzy zarabiają na flippingu – kupując nieruchomości, remontując je i sprzedając drożej. Mieszkań szukają single i rodziny z dziećmi. Biznesmeni i imigranci. Za kilka lat może okazać się, że zapotrzebowanie na nieruchomości jest duże, ale deweloperzy nie mają terenów pod budowę.

Będzie kryzys czy nie?

Sonar na bieżąco analizuje rynek nieruchomości. Sytuacja zmienia się dynamicznie, ale stabilnie. Mieszkania sprzedają się szybko i za wysokie ceny. Wydaje się, że pomimo podwyżek, w najbliższym czasie nie grozi nam kryzys.

Aktualne wyceny, comiesięczne raporty i analizy znajdziemy na stronie wyceniarki mieszkań Sonar. Pełny raport dostępny pod adresem: https://sonarhome.pl/raporty/raport-ceny-mieszkan-w-warszawie-pazdziernik-2018

Dlaczego wciąż przepłacasz za prąd? Wybierz tani prąd dla firm

Jeśli prowadzisz własną firmę, to z pewnością wiesz, jak wiele pieniędzy pochłania utrzymanie biura. Nic dziwnego, że pracodawcy szukają w tym zakresie oszczędności. Jednak jak oszczędzać? Ograniczenie wydatków na sprzęt elektroniczny, artykuły biurowe czy udogodnienia dla pracowników najczęściej pociąga za sobą niezadowolenie z warunków panujących w miejscu zatrudnienia. Jak więc oszczędzać, nie zmniejszając komfortu pracy? To proste! Wystarczy, że zapłacisz mniej za prąd. Podpowiadamy, jak to zrobić.

Gdzie szukać oszczędności na prądzie w firmie?

W pierwszej kolejności należy przeanalizować rachunki i zapisy umów.

Warto sprawdzić, czy taryfę oraz poziom mocy umownej dobraliśmy odpowiednio do naszych potrzeb. Zdarza się, że moc umowna jest wyższa od faktycznego zapotrzebowania przedsiębiorstwa. Wówczas warto skontaktować się z firmą dystrybucyjną i dokonać zmian w umowie. Natomiast jeśli firma przekracza poziom mocy umownej, to oczywiście wtedy optymalne będzie jego podwyższenie. Dlatego stawiajcie na współpracę z doświadczonymi sprzedawcami, jak EWE, którzy nie tylko sprzedadzą prąd dla firmy, ale doradzą również w zakresie optymalizacji – mówi ekspert EWE.

Cena prądu dla firmy – czy można ją zmienić?

Wielu przedsiębiorców nie zdaje sobie sprawy z tego, że nie są uzależnieni od jednego sprzedawcy prądu, który systematycznie podnosi ceny. Sprzedawcę prądu można zmienić równie łatwo, jak operatora sieci komórkowej czy dostawcę internetu. Jak to możliwe?

Na terenie Polski działa pięciu operatorów sieci dystrybucyjnej, którzy dostarczają prąd odbiorcom. Konkretni operatorzy przypisani są do konkretnych obszarów kraju i ich zmienić nie możemy. Co innego jednak ze sprzedawcami – tych jest znacznie więcej. Działają oni na zasadach wolnorynkowych, a więc konkurują między sobą zarówno cenami, jak i jakością swoich usług. Nie chodzi tu jednak o jakość dostarczanego prądu, bo ta w przypadku podpisania umowy z nowym sprzedawcą prądu się nie zmieni – chodzi o inne kwestie, takie jak na przykład obsługa klientów, długość trwania umowy czy gwarancja stałej ceny przez określony czas.

Jak więc uzyskać najtańszy prąd dla firm?

Należy przede wszystkim wybrać nowego sprzedawcę prądu, którego oferta jest korzystna cenowo i najlepiej dopasowana do potrzeb naszej firmy, a także zapewnia profesjonalną obsługę oraz stabilność i bezpieczeństwo energetyczne, a następnie podpisać z nim umowę. Jeśli nie chcemy tracić czasu na formalności, możemy zlecić je nowemu sprzedawcy – podpisując odpowiednie upoważnienie, zobowiążemy go do dopełnienia za nas wszelkich procedur – mówi ekspert z EWE.

Ile można zaoszczędzić na zmianie sprzedawcy prądu?

Wszystko zależy od tego, jakiego sprzedawcę prądu wybierzemy. Jednak w przypadku pierwszej zmiany oszczędności mogą wynieść aż do 25% w skali roku! Taka kwota jest znacząca nawet w przypadku małych firm, a w przypadku tych większych są to już duże oszczędności, które można przeznaczyć na inwestycje w rozwój przedsiębiorstwa.

Na co zwrócić uwagę, wybierając tańszy prąd dla firmy?

Zanim zdecydujemy się na podpisanie nowej umowy, zwróćmy uwagę także na inne jej aspekty niż tylko to, ile kosztuje 1 Mwh prądu dla firmy. Ważne są również:

  • gwarancja stałej ceny prądu,
  • brak dodatkowych opłat, które mogą znacząco wpłynąć na końcową cenę,
  • długość trwania umowy.

Szczególną uwagę warto zwrócić na gwarancję stałej ceny prądu, dzięki której będziemy mieć pewność, że nasze rachunki nie wzrosną przez czas trwania umowy nawet, gdy sytuacja na rynku znacząco się zmieni. Tylko biorąc pod uwagę te wszystkie kwestie, będziemy w stanie wybrać najlepszą ofertę energii elektrycznej dla naszej firmy.

Cena prądu dla firmy nie musi spędzać przedsiębiorcy snu z powiek. Wystarczy prosty research oraz spotkanie z nowym sprzedawcą prądu, by w ciągu miesiąca móc cieszyć się znacznie niższym rachunkiem za energię – a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na inwestycję w przedsiębiorstwo i jego pracowników.

Dziś rano odbicie EUR/USD

Wtorek odwrotu uderzył ponownie. Odpadnięcie rentowności długu USA od 7-letnich szczytów dało pretekst do korekty siły USD. Poza tym niewiele uległo zmianie i na globalnym rynku dominującymi tematami pozostaje siła USA i problemy Włoch. Jest spokojniej, ale nie można stwierdzić, czy już jest po burzy, czy znaleźliśmy się w oku cyklonu.

Dziś rano odbicie EUR/USD zatrzymały słowa członka rządzącej partii Lega, według którego „obniżenie ratingu krajowego długu jest możliwe z uwagi na klimat, który zostały stworzony”. Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych Włoch na 3,60 proc. przewyższają o 300 pb oprocentowanie podobnych papierów Niemiec – różnica tych dwóch wycenianych w EUR instrumentów jest największa od 5 lat. Nawet od samego ministra finansów Włoch dochodzą głosy, że rozwój sytuacji na rynku długu jest niepokojący, co mogłoby sugerować, że kolejne etapy „negocjacji” z Brukselą założeń przyszłorocznego budżetu będą bardziej „oszczędne”, by osłabić rynkowe obawy o rozkręcanie się spirali zadłużenia. Jeśli jednak dziś rano słyszmy od wicepremiera Salviniego, że rząd może zachęcać obywateli do kupna obligacji, wygląda, że do końca sporu jest jeszcze daleka droga. Jedyne, co w tej sytuacji może ratować EUR, to zmęczenie rynku tematem Włoch. Powtarzanie tego samego każdego dnia powoduje, że z czasem wrażliwość uczestników rynku na dany bodziec maleje.

Podobnie USD potrzebuje świeżego impulsu, by kontynuować rajd w tandemie z rentownościami obligacji skarbowych USA. Uspokojenie handlu na chińskiej giełdzie (dziś Shanghai Composite skromnie wzrósł o 0,2 proc.) odbiera dolarowi popyt ze strony inwestorów uciekających do bezpieczeństwa. Z perspektywy makro czekamy na ważny odczyt CPI w czwartek, gdzie solidne dane będą kolejnym argumentem wzmacniającym Fed na ścieżce podwyżek stóp procentowych. W międzyczasie dziś popołudniu inflacja PPI ma drugorzędne znaczenie, ale jeśli pozytywny odczyt zbuduje oczekiwania przed jutrem, USD może znaleźć impuls do umocnienia. Na marginesie, wczoraj prezydent Trump ponownie wyraził woje niezadowolenie z podwyżek przeprowadzanych przez Fed, gdyż jego zdaniem nie widać presji inflacyjnej. Jednocześnie dodał, że nie zamierza ingerować w politykę monetarną. Nie uważam, aby te komentarze miały już wpływ na USD i analizując reakcję rynku w okolicach przemówienia (czyt. jej brak), nie jestem w tej opinii odosobniony.
Rynek funta pozostaje polem minowym, gdzie jednak są „złe” i „dobre” miny, w zależności jaką pozycję ma dany inwestor. Szum informacyjny jest podstawowym ryzykiem, choć w ostatnim czasie więcej przenika optymistycznych doniesień związanych z negocjacjami Brexitu. Wielka Brytania w ciągu kilku dni ma przedstawić nowe alternatywne propozycje dotyczące „backstopu” (rozwiązanie kwestii irlandzkiej granicy na wypadek braku porozumienia). Według anonimowych źródeł agencji Dow Jones warunki wyjścia z UE mogą zostać uregulowane do najbliższego poniedziałku. Rynek GBP prawdopodobnie zdyskontował zbyt wiele pesymizmu i teraz, gdy zaczyna być wdać światełko na końcu tunelu, sentyment może się odwracać. Zalecam jednak nie wyzbywać się przezorności. Podobne sytuacje zdarzały się już kilkukrotnie na przestrzeni ostatnich miesięcy i często zaskakująca informacja gasiła ślepy entuzjazm. Oby i tym razem nie okazało się, że światełko w tunelu to nadjeżdżająca z naprzeciwka lokomotywa.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nie wszystko na raz – jak wyznaczać priorytety?

Liczba zadań do wykonania znowu cię przytłacza i nie masz pojęcia, od czego zacząć? Wiele osób doskonale zna ten scenariusz z codziennej pracy. Stres związany z natłokiem obowiązków nie sprzyja efektywności. Jak więc skupić się na tym, co najważniejsze lub pomóc w tym swoim pracownikom?

Ważne czy pilne? – oto jest pytanie

Zaczynasz pracę nad danym zadaniem dopiero, gdy zbliża się termin jego wykonania? Wiele osób kieruje się pilnością pozycji z listy rzeczy do zrobienia, w efekcie są stale bardzo zajęci i często przemęczeni. – Załatwianie spraw tylko według tego klucza utrudnia pracę nie tylko nam samym, ale i całemu zespołowi czy działowi. Właśnie z tego powodu ważne jest ustalanie priorytetów według ważności spraw. Pamiętajmy, że ich pilność to zazwyczaj cecha drugorzędna – zauważa Sylwia Szymańska, trener biznesu z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland. Specjaliści podpowiadają, że za te zadania, które są istotne, a zarazem ich termin wykonania się zbliża, najlepiej zabrać się natychmiast i doprowadzić je do końca w pierwszej kolejności. Te ważne, ale niezbyt pilne mogą chwilę poczekać (żeby jednak nie odkładać ich w nieskończoność, ustal termin końcowy lub zleć je komuś, dając sobie czas na sprawdzenie jakości wykonania). Na działania, które są pilne, a przy tym mało ważne najlepiej znajdź szybki sposób realizacji bez potrzeby poważnego, osobistego angażowania się. Jeśli masz taką możliwość, deleguj je, podobnie jak kwestie mało ważne i niezbyt naglące. W przypadku tych ostatnich zastanów się też dobrze, czy aby na pewno w ogóle muszą one być wykonane. Często bywa bowiem tak, że tracimy czas na działania tak naprawdę zupełnie niepotrzebne. Jeśli tak jest w przypadku sprawy, którą właśnie chciałeś dodać do listy, nie miej oporów przed tym, by z niej zrezygnować.

Wszystko się zmienia

Częstym błędem i przyczyną nieosiągania wielu celów głównych jest zajmowanie się w pierwszej kolejności sprawami drugorzędnymi, poświęcanie zbyt dużej ilości czasu i energii na sprawy ważne, lecz nie najważniejsze. W efekcie zdarza się, że czas na realizację tych ostatnich się kurczy, przez co jakość ich wykonania może być mniej satysfakcjonująca. Pamiętaj też o tym, że priorytety mogą się zmieniać. Dlatego też warto na bieżąco je oceniać, weryfikując np. co miesiąc wymagania, możliwości i wyznaczniki satysfakcji. Dobrze też zastanowić się, czy robisz coś, co mógłby wykonać ktoś inny, a jeśli tak, staraj się eliminować takie działania ze swojej „to-do list”. Określ też, które przedsięwzięcia są najważniejsze w danym miesiącu lub tygodniu i oszacuj, ile czasu potrzebujesz na ich realizację. Warto rozważyć też stosunek czasu do zysku wynikającego z szybkiego wykonania sprawy mniej ważnej i pilnej. Takie działanie może bowiem okazać się na tyle opłacalne, że stanie się wyjątkiem od ogólnej zasady mówiącej, że „najważniejsze sprawy należy robić najpierw”.

Co dwie listy, to nie jedna

Poza długofalową priorytetyzacją skup się też na odpowiednim zaplanowaniu pracy na dany dzień, pozwala to bowiem oszczędzić sporo czasu. Jak to zrobić? – Skuteczną metodą jest tworzenie codziennie dwóch list zadań, najlepiej na tej samej kartce papieru. Po jednej stronie spisujemy swoje działania przewidziane na określoną porę dnia, np. praca nad ekspozycją, spotkanie z szefem. Po drugiej zaś – pod nagłówkiem „do zrobienia” – wszystko to, co planujemy na dany dzień. Następnie przeglądamy takie zestawienie i oznaczmy literami ich priorytety: A (A1, A2…), B, C. Na zadania o najwyższym priorytecie wydzielmy określone godziny, a w przypadku pozostałych przystępujemy do realizacji zgodnie z ustaloną hierarchią w miarę wolnego czasu. Pamiętajmy jednak o zachowaniu pewnego marginesu na nieprzewidziane przerwy w pracy – mówi Sylwia Szymańska z Integra Consulting Poland.

Co za dużo, to niezdrowo

Eksperci zwracają uwagę, że zbyt wiele priorytetów może paraliżować. – Skuteczni przywódcy potrafią porzucić to, co dobre, dla tego, co najlepsze – bierzmy z nich przykład. Miejmy świadomość tego, że nie można mieć wszystkiego, a dodatkowo wiele działań jest tak naprawdę nieważnych. Dlatego tak istotna jest umiejętność rezygnacji z niektórych z nich i rozeznanie tego, które sprawy możemy pominąć bez większych konsekwencji – zauważa Sylwia Szymańska z Integra Consulting Poland. Bywa jednak i tak, że do wyboru mamy dwie ważne i dobre możliwości. Co wówczas zrobić? W takiej sytuacji możemy zapytać o zdanie zwierzchnika i współpracowników. Zastanówmy się też, czy jedna z opcji może być zrealizowana przez kogoś innego. Jeżeli tak, przekażmy ją i skoncentrujmy się na tej drugiej. Rozważmy też, które rozwiązanie jest korzystniejsze dla klienta lub całości projektu. Starajmy się także powiązać swoją decyzję z ogólnym celem firmy – podpowiada ekspert.

Coraz odważniej konsumujemy na kredyt

Coraz szybciej rośnie zadłużenie Polaków z tytułu kredytów konsumpcyjnych. W sierpniu jego dynamika sięgnęła 10 proc. i była najwyższa od prawie ośmiu lat. NBP nie widzi powodów do niepokoju, ale ostrożność jest wskazana. Dobra koniunktura nie będzie trwała wiecznie.

Według najnowszych dostępnych danych Narodowego Banku Polskiego, w sierpniu wartość kredytów konsumpcyjnych przekroczyła 185,7 mld zł. Oznacza to wzrost w porównaniu do sierpnia ubiegłego roku o prawie 16 mld zł, czyli o 10 procent. Jeszcze przed rokiem dynamika nieznacznie przekraczała 6 proc. Coraz chętniej pożyczamy na konsumpcję od sierpnia 2013 r., czyli od pięciu lat. Jednak z tak wysokim tempem wzrostu jak ostatnio, mieliśmy do czynienia wiosną 2010 r., a więc prawie osiem lat temu. Różnica jest taka, że wówczas chęć do zadłużania się wyraźnie hamowała, a teraz przybiera na sile.

Podejmując decyzje o zaciągnięciu kredytu konsumpcyjnego warto robić to w sposób przemyślany, kierując się nie tylko bieżącymi potrzebami i biorąc za dobrą monetę obecne bardzo korzystne warunki, dotyczące zarówno sytuacji na rynku pracy, jak i rekordowo niskie stopy procentowe. Warto pamiętać, że koniunktura, podobnie jak fortuna, kołem się toczy i po okresie wzrostu przychodzi spowolnienie, a wraz z nim trudniejsze czasy dla zadłużonych. Koszty życia rosną, a pensje nie będą bez końca szły w górę średnio o 7 proc. rocznie, jak obecnie. Już teraz nikt nie ma wątpliwości, że najbliższe lata będą trudniejsze. Rząd w projekcie budżetu przyjął, że w przyszłym roku tempo wzrostu gospodarczego spowolni do 3,8 proc. Międzynarodowy Fundusz Walutowy przewiduje, że będzie to jedynie 3,5 proc. Jednocześnie inflacja przyspieszy do 2,3 proc., według źródeł rządowych, a prawdopodobnie wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych będzie jeszcze bardziej dokuczliwy. Sytuacja na rynku pracy raczej nie pogorszy się tak szybko, więc utraty źródeł utrzymania większość zatrudnionych nie musi się obawiać, ale warunki nie będą już tak korzystne jak obecnie.

Stopy procentowe prawdopodobnie także nie pójdą w górę jeszcze w przyszłym roku, ale myśląc o kredycie konsumpcyjnym należy pamiętać, że jest to najdroższa forma finansowania konsumpcji. Oprocentowanie nominalne sięga 8 proc., ale rzeczywista roczna stopa oprocentowania, uwzględniająca wszystkie koszty, wynosi prawie 14 proc. Ponadto już obecnie, w komfortowych wydawało by się warunkach, ponad 11 proc. kredytów konsumpcyjnych kwalifikowanych jest w kategorii zagrożonych, a więc nie są terminowo spłacane. W gorszych, choć przecież nie tak bardzo kryzysowych czasach, w latach 2010-2012 odsetek ten sięgał 15-18 proc. Warto jednak mieć świadomość, że wówczas na tę niezbyt optymistyczną statystykę „pracowały” kredyty zaciągane w czasie gospodarczego boomu, zakończonego w 2009 r. Teraz może być podobnie.

Bank centralny na razie nie widzi zagrożeń na rynku kredytowym, ale jeśli dynamika zadłużenia będzie nadal rosła, może okazać się skłonny do przykręcenia kurka, tym bardziej, że zadłużenie z tytułu kredytów mieszkaniowych także zwiększa się w tempie 10-11 proc. (nie licząc kredytów walutowych), a ich kwota sięga 280 mld zł i powiększa się o prawie 30 mln zł rocznie, przy czym wartość nowych kredytów hipotecznych rośnie o ponad 40 mld zł rocznie. Na problem nadmiernego zadłużenie należy też spojrzeć z szerszego punktu widzenia. Według danych Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor w połowie roku zaległości Polaków wynikające z niespłacanych kredytów, pożyczek i innych zobowiązań sięgnęły prawie 71 mld zł, a od początku roku zwiększyły się o niemal 6,5 mld zł.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Deloitte rozpoczyna kolejną edycję Akademii Biznesu

Akademia Biznesu to już tradycja w firmie doradczej Deloitte. Wraz z początkiem roku akademickiego ruszyła czternasta edycja programu edukacyjnego,
w którym eksperci Deloitte dzielą się ze studentami studiów licencjackich, inżynierskich i magisterskich swoją wiedzą z zakresu rachunkowości, podatków, prawa, konsultingu, zarządzania ryzykiem czy rozwiązań IT. W ubiegłym roku w dziewięciu miastach Polski, w 99 bezpłatnych warsztatach, uczestniczyło 1100 studentów. Aplikacje online do tegorocznej edycji można składać do 3 listopada.

W tym roku uczestnicy Akademii będą zdobywać wiedzę podczas ponad stu warsztatów.
Przekazywanie wiedzy młodym pokoleniom jest wpisane w DNA Deloitte oraz w nasze globalne motto „Making an impact that matters”, czyli wywierania pozytywnego wpływu na otaczający nas świat. Akademia Biznesu to dla studentów unikalna możliwość zdobycia praktycznego doświadczenia jeszcze przed rozpoczęciem pracy w wybranej przez siebie branży. Podczas spotkań ich uczestnicy rozwiązują realne problemy biznesowe. Każdego roku, po zakończeniu Akademii Biznesu, kilkadziesiąt osób kontynuuje swój rozwój w Deloitte, rozpoczynając płatne praktyki, a w dalszej perspektywie stałą pracę
– mówi
Krzysztof Kwiecień, dyrektor HR, Deloitte.

Dwanaście ścieżek rozwoju

Doświadczenie od najlepszych ekspertów w branży mogą zdobywać studenci III roku studiów licencjackich i inżynierskich oraz I i II roku studiów magisterskich. Kandydaci, którzy najlepiej rozwiązali testy zapraszani są do udziału w Akademii. W tym roku projekt edukacyjny Deloitte obejmuje warsztaty z prawa, zarządzania ryzykiem, roli metod i modeli matematycznych w doradztwie biznesowym, fuzji i przejęć, zarządzania projektami, rachunkowości, IT, designu, konsultingu strategicznego, finansów, audytu czy podatków. Warsztaty Akademii Biznesu odbędą się w dziewięciu miastach i zarazem największych ośrodkach biznesowych oraz naukowych: Gdańsku, Szczecinie, Poznaniu, Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Katowicach, Krakowie i Rzeszowie.

Praktyczne doświadczenie

Dotychczasowi uczestnicy najbardziej chwalą praktyczny aspekt zajęć, które są interaktywne, a prowadzący je specjaliści stawiają na praktykę. To przede wszystkim wyróżnia warsztaty Akademii od tradycyjnych zajęć akademickich. – Podczas warsztatów studenci rozwiązują przygotowane case study, które odzwierciedla rzeczywiste problemy, z którymi mają do czynienia nasi klienci. To szansa, żeby „od kuchni” poznać pracę konsultantów i przekonać się jak wyglądają ich codzienne wyzwania. To także okazja do konfrontacji swojej teoretycznej wiedzy nabytej podczas studiów z praktyką. Coraz większego znaczenia dla młodych nabiera także fakt, że dzięki Akademii mogą poznać naszych ekspertów i „z pierwszej ręki” dowiedzieć się jak wygląda praca w Deloitte – mówi Jakub Bojanowski, Partner, odpowiadający za program rozwoju talentów w zespole Konsultingu Deloitte.

Wielowymiarowe korzyści

Dzięki Akademii Biznesu firma dociera do grupy najbardziej utalentowanych i najlepiej rokujących studentów, którzy w przyszłości zyskają możliwość rozwoju zawodowego w Deloitte. Zajęcia w ramach Akademii Biznesu, poza wiedzą i doświadczeniem, oferują także wymierne korzyści. Każdy uczestnik zyskuje cenny wpis w CV poparty certyfikatem udziału w Akademii. Najlepsi zakończą warsztaty z nagrodami finansowymi i rzeczowymi, a ci najbardziej się wyróżniający odbędą płatne praktyki w firmie doradczej Deloitte. Po ubiegłorocznej Akademii Biznesu Deloitte zatrudnił ponad pięćdziesięciu uczestników warsztatów. – O skuteczności naszego projektu edukacyjnego najlepiej świadczą statystyki
– od czternastu lat regularnie rośnie liczba chętnych do nauki pod okiem ekspertów Deloitte. W 2017 roku było to 3500 osób. Wybraliśmy 1100. Kandydaci przechodzą testy, które sprawdzają ich wiedzę 

i poziom języka angielskiego, ale decydując, kto będzie uczył się od fachowców Deloitte, przede wszystkim zwracamy uwagę na zdolności analityczne kandydatów, otwarty umysł, umiejętność pracy w zespole oraz zainteresowanie tematem, który wybrali – dodaje Krzysztof Kwiecień.

Branża tytoniowa inwestuje miliardy w produkty nowej generacji. Do 2020 roku z mniej szkodliwych rozwiązań będzie korzystać 20 mln palaczy

0

Branża tytoniowa inwestuje miliardy w produkty nowej generacji. Do 2020 roku z mniej szkodliwych rozwiązań będzie korzystać 20 mln palaczy 1

W coraz większym stopniu branża tytoniowa rozwija produkty nowej generacji, potencjalnie mniej szkodliwe dla zdrowia. Przykładem są urządzenia podgrzewające tytoń. Rynek NGP (Next Generation Products) jest bardzo perspektywiczny. British American Tobacco prognozuje, że do 2020 roku przychody z ich sprzedaży mogą sięgnąć około 6,5 mld dol., a na świecie będzie około 20 mln użytkowników produktów podgrzewających tytoń. Grupa wprowadza właśnie na polski rynek nowy, innowacyjny produkt z tej kategorii, w którym emisja substancji toksycznych ma być nawet o 95 proc. niższa w porównaniu do tradycyjnych papierosów.

Na polski rynek koncern British American Tobacco wprowadza obecnie nowy produkt – glo. Innowacyjne urządzenie podgrzewa tytoń do około 240 stopni Celsjusza. Ponieważ nie dochodzi do procesu spalania, to – jak przekonuje producent – emisja substancji toksycznych została zmniejszona o 90–95 proc. w porównaniu do tradycyjnych papierosów. Wkłady do urządzenia glo (neo sticks) zawierają 100 proc. wysokiej jakości, wyselekcjonowanego tytoniu.

– Glo to innowacyjny produkt tytoniowy, który oferuje konsumentom doświadczenie podobne do palenia, ale przy potencjalnie obniżonej szkodliwości. To proste urządzenie obsługiwane jednym przyciskiem, z baterią, która wystarcza na 30 sesji i w eleganckiej obudowie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dragos Constantinescu, dyrektor zarządzający British American Tobacco na Europę Środkową.

Poza Polską, grupa British American Tobacco wprowadziła glo także na dwunastu rynkach zagranicznych, m.in. w Japonii, Szwajcarii, Kanadzie, Czechach i we Włoszech.

W odróżnieniu od tradycyjnych papierosów w wyrobach NGP (Next Generation Products) tytoń nie jest spalany, a jedynie podgrzewany. Oznacza to, że nie wydzielają się szkodliwe związki chemiczne, które powodują m.in. choroby płuc i układu krążenia. Koncern British American Tobacco w ciągu pięciu ostatnich lat zainwestował globalnie 2,5 mld dol. w prace naukowo-badawcze i komercjalizację wyrobów tytoniowych nowej generacji. Sukcesywnie rozszerza asortyment o produkty podgrzewające tytoń i redukujące wytwarzanie substancji szkodliwych. Firma szacuje, że do 2020 roku przychody ze sprzedaży NGP mogą sięgnąć już 5 mld funtów, czyli około 6,5 mld dol.

Rynek NGP jest bardzo perspektywiczny. Prognozy firmy zakładają, że w 2020 roku na świecie będzie 80 mln osób używających e-papierosy i ok. 20 mln użytkowników produktów podgrzewających tytoń.

– Z racji tego, że 80 proc. palaczy w Polsce wie o istnieniu tego rodzaju produktów, możemy uznać, że jesteśmy gotowi na rozpoczęcie nowego rozdziału. O wielkości tej kategorii produktów zadecydują konsumenci – mówi Dragos Constantinescu. Wprowadzenie nowych produktów nie wpłynie raczej znacząco na ogólne trendy na rynku tytoniowym. Od wielu lat obserwujemy powolną tendencję spadkową, więc nie spodziewamy się znacznych zmian. Chodzi o to, że wprowadzenie nowego produktu daje palaczom kolejną możliwość ograniczenia szkodliwych skutków palenia, na jakie są narażeni.

BAT chce osiągnąć na polskim rynku pozycję lidera w kategorii wyrobów nowej generacji. Kilka lat temu grupa przejęła firmę Chic, producenta i dystrybutora papierosów elektronicznych, który miał połowę udziałów w polskim rynku.

W Polsce działa również nowoczesne centrum naukowo-badawcze British American Tobacco.

– Grupa BAT przygotowała strategię przekształcenia sektora tytoniowego. Polska ma tu do odegrania kluczową rolę. Dzisiaj zatrudniamy 1,5 tys. osób, które pracują nad produktami nowej generacji. To mniej więcej połowa wszystkich zatrudnionych w BAT Polska. Taka sytuacja jeszcze kilka lat temu byłaby nie do pomyślenia. Działalność firmy już uległa przekształceniu, a dzięki wprowadzeniu glo jej rozwój będzie kontynuowany – zapowiada Dragos Constantinescu.

Coraz więcej firm decyduje się na wynajem wspólnej powierzchni biurowej. W ten sposób zwiększają efektywność pracowników i zatrzymują tych najlepszych

Coraz więcej firm decyduje się na wynajem wspólnej powierzchni biurowej. W ten sposób zwiększają efektywność pracowników i zatrzymują tych najlepszych 2

Z elastycznych biur i wspólnych powierzchni biurowych do wynajęcia korzystają nie tylko freelancerzy i start-upy, lecz także coraz więcej dużych firm. W ten sposób chcą zwiększyć swoją atrakcyjność jako pracodawców, ponieważ przyjazne biuro w dobrze skomunikowanym miejscu to coraz większa wartość dla pracowników. Konieczna jest jednak dobrze zaprojektowana powierzchnia, która pozwoli na zachowanie prywatności i pracę w grupie, a także zwiększy efektywność pracowników.

Rozpoczęła się rewolucja w prowadzeniu własnego biznesu, również na rynku polskim. Powstaje dużo lokalizacji coworkingowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Gabteni, dyrektor regionalny w Polsce Grupy IWG, zrzeszającej takie marki jak Regus czy Spaces, która w listopadzie otworzy swoje pierwsze biuro w Warszawie.

Z raportu opracowanego przez Software Company Intuit wynika, że do 2020 roku 40 proc. Amerykanów będzie wykonywało wolny zawód. To sprzyja powstawaniu przestrzeni coworkingowych. Zwłaszcza że korzystają z nich także firmy, które chcą umożliwić swoim pracowników pracę zdalną. Z globalnych badań przeprowadzonych przez Spaces wynika, że mniej więcej połowa pracowników – zarówno urodzonych przed 1964 rokiem, jak i tych urodzonych po 1980 roku – pracuje zdalnie przez ponad pół tygodnia. Dwie trzecie milenialsów (urodzonych po 1980 roku) postrzega elastyczne opcje pracy jako oferujące nowe szanse biznesowe oraz jako możliwość realizacji projektów. Wśród osób urodzonych przed 1964 rokiem odsetek ten wynosi 55 proc.

Jak wynika z badania IWG, 78 proc. polskich przedsiębiorców przyznaje, że umożliwienie zatrudnionym pracy z dowolnego miejsca ułatwiło firmie pozyskanie i utrzymanie najbardziej utalentowanych pracowników. 86 proc. podkreśla, że elastyczne formy pracy sprzyjają konkurencyjności ich organizacji. Kluczem jest jednak odpowiednie zaprojektowanie takiej przestrzeni biurowej.

Standardowy open space tak naprawdę zmniejsza produktywność osób w nim pracujących, więc posiadanie samej przestrzeni coworkingowej nie do końca się sprawdza. U nas jest to przemieszane. Badania wykazały, że klienci potrzebują mieć dostęp do różnego typu powierzchni. W ciągu dnia zmienia się aktywność pracowników, więc potrzebne jest połączenie biur, sal konferencyjnych i typowego open space’u, a także przestrzeni, gdzie można usiąść i w ciszy pomyśleć, czy boksów telefonicznych, gdzie można przeprowadzić rozmowę – tłumaczy Rafał Gabteni.

Według badań przeprowadzonych przez Gensler, źle zaprojektowana przestrzeń biurowa zmniejsza efektywność pracowników. Naukowcy z Exeter University obliczyli, że komfort pracy w pomieszczeniach typu open space jest niższy nawet o 32 proc. niż w przypadku osób pracujących w gabinetach. Pracownikom w hałasie trudno jest się skupić, w efekcie ich efektywność spada o ok. 15 proc.

Wielu pracowników bardzo ceni sobie wygodę dojazdu do pracy. Co rozumiem przez wygodę? Bliskość miejsca pracy, możliwość pracowania w różnych porach dnia, także możliwość korzystania z różnego typu przestrzeni – podkreśla Gabteni.

84 proc. polskich firm stwierdziło, że miejsca pracy zdalnej pozwalają skrócić czas dojazdu do pracy.

Istotne jest, aby zachować dla pracowników przyjazną przestrzeń. Firmy, które u nas wynajmują, mogą korzystać z tych aspektów, które pomagają utrzymać zadowolenie pracowników i stworzyć dla nich atmosferę pracy, która wzmaga kreatywność i wydajność jednocześnie – przekonuje ekspert IWG.

Minecraft pomoże w rozwoju cyfrowych kompetencji wśród dzieci. W jednej z najpopularniejszych gier na świecie najmłodsi mogą zaprojektować otoczenie Pałacu Kultury i Nauki

Minecraft pomoże w rozwoju cyfrowych kompetencji wśród dzieci. W jednej z najpopularniejszych gier na świecie najmłodsi mogą zaprojektować otoczenie Pałacu Kultury i Nauki 3

2/3 uczniów szkół podstawowych w przyszłości będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją. To zawody związane z nowymi technologiami, sztuczną inteligencją czy big data. Dlatego eksperci podkreślają, że rozwijanie cyfrowych kompetencji jest w ich przypadku szczególnie istotne. Połączenie Minecrafta, jednej z najpopularniejszych gier na świecie, która rozwija zdolności programowania i logicznego myślenia, oraz najnowszego urządzenia Microsoftu – Surface Go – ma pomóc dzieciom w nauce i rozwoju cyfrowych kompetencji. Urządzenie jest nagrodą w konkursie „Stolica do sześcianu”, w którym głównym zadaniem jest zbudowanie w Minecrafcie własnej wizji parku przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Najmłodsi mają na to czas do 31 października. 

– W obszarze kompetencji cyfrowych mamy jeszcze wiele do nadrobienia. Musimy wziąć pod uwagę to, że wszystkie zawody przyszłości będą w pewien sposób powiązane z technologią i nie można tego faktu ignorować. Około 65 proc. dzieci rozpoczynających obecnie naukę będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją, więc rozwijanie takich zdolności miękkich jak kreatywność jest bardzo istotne. Tylko kreatywne osoby będą w stanie gonić ten świat, który technologicznie będzie się rozwijał coraz szybciej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Klimczuk z biura prasowego Microsoft.

Rewolucja technologiczna przeobraża rynek pracy. Przyszłością mogą się okazać zawody związane ze sztuczną inteligencją, robotyzacją, programowaniem czy big data. Dlatego cyfrowe kompetencje, umiejętność programowania i obycie w świecie nowych technologii są w przypadku dzieci i młodzieży bardzo istotne.

 Zdecydowanie trzeba zmienić sposób nauczania, edukować tymi narzędziami, których dzieci będą używały w przyszłości. Nie wyobrażam sobie tego bez najnowocześniejszego oprogramowania, bez rozwijania kreatywności poprzez technologię i umożliwiania dzieciom pracy na narzędziach i urządzeniach, z których będą musiały korzystać w przyszłości – podkreśla Anna Klimczuk.

Jak wynika z tegorocznej edycji międzynarodowego badania EU Kids Online 2018, 85 proc. nastolatków codziennie lub prawie codziennie łączy się z siecią za pośrednictwem smartfona, a 15 proc. spędza w internecie nawet 5 godzin dziennie. Jednak tylko jeden nastolatek na dziesięciu nastolatków wykorzystuje internet do twórczych działań, a 60 proc. nigdy nie stworzyło niczego za pomocą aplikacji. Z badań wynika, że dzieci i młodzież używają technologii przeważnie w sposób bierny: do oglądania wideo, słuchania muzyki albo komunikowania się z najbliższymi.

Wyzwaniem jest więc połączenie rozrywki związanej z korzystaniem z internetu i nowych technologii z aspektem edukacyjnym i bezpieczeństwem najmłodszych. Taki jest właśnie cel konkursu „Stolica do sześcianu”, organizowanego przez MindCloud, szkołę kodowania i rozwoju cyfrowych kompetencji dzieci, we współpracy z Microsoft.

Przykładamy ogromną wagę do bezpieczeństwa, które jest wbudowane w każde oprogramowanie i urządzenie, żeby dzieci mogły bezpiecznie z nich korzystać. Nasze najnowsze dziecko  Surface Go  jest ukierunkowane na bezpieczeństwo, a także na wygodę. To bardzo małe urządzenie, które można wrzucić do tornistra. Może zastąpić zeszyt albo dziennik nauczyciela. Połączenie Surface Go z Minecraftem ma uczyć i bawić. Uruchamiamy właśnie z firmą MindCloud konkurs, w którym chcemy się dowiedzieć, jak dzieci widziałyby otoczenie Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Mogą zaprojektować otoczenie PKiN na tych urządzeniach, a nagrodą w konkursie jest właśnie Surface Go – mówi Anna Klimczuk.

Minecraft to gra komputerowa z nieskończonymi możliwościami do odkrywania świata poprzez budowę obiektów i wykonywanie zadań. Za pomocą bloków dzieci i młodzież mogą między innymi poznać, jak pracują narządy ciała ludzkiego, jak przebiegają reakcje chemiczne i działają ważne mechanizmy, uczą się budować algorytmy i programować je w środowisku wizualnym.

– Gry, oprócz funkcji rozrywkowej, mogą pełnić również funkcję edukacyjną. Minecraft jest idealnym tego przykładem. Dzieci mogą programować w grze, uczyć się kreatywności poprzez budowanie rozmaitych budowli, tworzyć rozmaite mechanizmy. To wszystko uczy również logicznego myślenia oraz pracy w grupie. Dzieci bardzo lubią to robić, ponieważ widzą tego efekty, widzą na ekranie to, co stworzyli, mogą wszystko od razu podejrzeć – tłumaczy youtuber Michał Baraniak, autor popularnego kanału RoxMB.

Połączenie Minecrafta, jednej z najpopularniejszych na świecie gier, która rozwija zdolności programowania i logicznego myślenia, oraz najnowszego urządzenia z portfolio Microsoftu, Surface Go, ma pomóc dzieciom w nauce i rozwoju cyfrowych kompetencji. Konkurs „Stolica do sześcianu”, w którym głównym zadaniem jest zbudowanie w Minecrafcie własnej wizji parku przed PKiN w Warszawie, potrwa do końca października, a jego wyniki zostaną ogłoszone 3 listopada. Zgłoszenia do konkursu przyjmowane są za pośrednictwem strony MindCloud.

Usługi głosowe coraz popularniejsze w sektorze finansowym. Konsumenci już dokonują w ten sposób przelewów

Usługi głosowe coraz popularniejsze w sektorze finansowym. Konsumenci już dokonują w ten sposób przelewów 4

W ubiegłym roku 8 proc. Amerykanów dokonało co najmniej jednej transakcji finansowej z wykorzystaniem asystentów głosowych, a za cztery lata już co trzeci Amerykanin ma za pomocą komend głosową wysyłać pieniądze albo opłacać rachunki – wynika z szacunków Business Insider Intelligence. W perspektywie kolejnych 10–15 lat głos może całkowicie zastąpić klawiaturę. W Polsce asystenci głosowi nie są jeszcze tak popularni, ale – jak podkreślają eksperci – jest to tylko kwestia ich dostosowania do języka polskiego.

W Polsce usługi głosowe jeszcze nie są bardzo popularne. Wynika to z faktu, że asystenci głosowi tacy jak Alexa czy Siri jeszcze nie mówią po polsku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Miłosz Kurzawski, ekspert w Blue Media.

W Polsce można już kupić głośniki Amazon Echo czy Google Home, ale nie da się w pełni korzystać z ich potencjału. W grudniu ubiegłego roku Amazon udostępnił w polskim App Store i Google Play aplikację Alexa. Choć nadal trzeba do niej mówić w języku angielskim, to zapytana o pogodę, poda ją dla lokalizacji w Polsce, a budzik ustawi godzinę na prawidłową strefę czasową.

– Jak tylko asystenci głosowi będą mówili w języku polskim, w Polsce również popularność tych urządzeń powinna znacznie wzrosnąć. Polacy są otwarci na większość nowinek technologicznych, więc myślę, że bardzo szybko zaadaptują rozwiązania głosowe i staną się one u nas standardem­ – podkreśla Miłosz Kurzawski. – O globalnej popularności tych rozwiązań świadczy jednak poziom ich sprzedaży.

Według danych Euromonitor International w 2017 roku sprzedano na całym świecie około 81 mln inteligentnych urządzeń głosowych. Liderami są Amazon Echo i Google Home. Liczby te pokazują, że asystenci głosowi, jak Siri (Apple), Alexa (Amazon), Asystent (Google), Cortana (Microsoft) czy Bixby (Samsung), mogą wywrzeć w najbliższych latach ogromny wpływ na funkcjonowanie społeczeństwa. Tym bardziej że prognozy Euromonitor International mówią o wzroście sprzedaży na poziomie 84 proc. do 2021 roku.

– Usługi głosowe mogą być wykorzystane do zupełnie podstawowych zadań, jak zapytanie o pogodę, uzupełnienie kalendarza, ale też możemy bez problemu już dziś kupić bilet kolejowy, zapłacić rachunek, zlecić przelew. Są już funkcjonujące prototypy, które umożliwiają doładowanie telefonu prepaid, zweryfikowanie niezapłaconych rachunków czy stanu konta – wymienia Miłosz Kurzawski.

W przyszłości usługi głosowe mają szansę wyprzeć aplikacje mobilne i interfejsy oparte o klawiaturę czy myszkę. Już dziś, jak pokazują dane Search Engine People, 20 proc. mobilnych wyszukiwań w Google odbywa się głosowo. Na asystentów głosowych stawia coraz więcej banków i innych instytucji sektora finansowego. Nawiązują one współpracę z globalnymi dostawcami takich rozwiązań lub też pracują nad swoimi aplikacjami.

W perspektywie 10–15 lat głos może całkowicie zastąpić klawiaturę. To już się dzieje. W USA coraz więcej transakcji wykonywanych jest w oparciu o interfejsy głosowe. Szczególnie dla młodych ludzi jest to naturalny sposób komunikacji. Większość instytucji finansowych w swoich wewnętrznych laboratoriach ma otwarte projekty z zakresu bankowości głosowej czy usług opartych o głos. Kwestie bezpieczeństwa są rozwiązywane z wykorzystaniem biometrii głosowej, gdzie urządzenie potrafi rozpoznać i zidentyfikować osobę mówiącą do urządzenia – tłumaczy ekspert Blue Media.

Prognozy ekspertów mówią o tym, że asystenci następnej generacji nie będą tylko słuchać i reagować na komendy, lecz także zaczną sami podpowiadać rozwiązania. Giganci technologiczni dążą do tego, by interakcja z asystentem w jak największym stopniu przypominała tę z realną osobą.

Polskie firmy wprowadzają wiele zmian, ale ze słabym efektem. Błędem jest niewykorzystywanie informacji zwrotnych od pracowników

Polskie firmy wprowadzają wiele zmian, ale ze słabym efektem. Błędem jest niewykorzystywanie informacji zwrotnych od pracowników 5

Praca zespołowa, jasno określony cel, elastyczność oraz wykorzystywanie informacji zwrotnych od pracowników – to przepis na skuteczne wdrażanie zmian w firmie, który wyłania się z badań Szkoły Zarządzania Zmianą. Wynika z nich również, że polskie firmy, stojąc w obliczu czwartej rewolucji przemysłowej, nie za dobrze radzą sobie z wprowadzaniem zmian. W ubiegłym roku 70 proc. takich projektów zakończyło się niepowodzeniem. Powodem było najczęściej niewykorzystywanie przez przedsiębiorstwa informacji zwrotnych od pracowników, firmy wdrażają zmiany, kierując się wyłącznie intuicją i nie potrafią uczyć się na błędach. 

Tegoroczny raport z III Ogólnopolskiego Badania Zarządzania Zmianą pokazał, że polskie firmy nie do końca są gotowe na czwartą rewolucję przemysłową. W największym tego typu badaniu w Polsce uczestniczyło prawie trzysta organizacji, w większości dużych firm. Wynika z niego, że 70 proc. zmian w polskich przedsiębiorstwach wciąż kończy się niepowodzeniem, choć wynik nieznacznie się poprawił – o 5 pkt proc. w porównaniu do ubiegłego roku. Zakładane cele udało się zrealizować raptem w 30 proc. przypadków.

– Największym problemem we wdrażaniu zmian jest podejście polegające na tym, że w zbyt małym stopniu angażujemy ludzi i korzystamy z informacji zwrotnej, którą od nich otrzymujemy. Skutki wdrożeń pokazują nam, że te informacje zwrotne często są wykorzystywane jako swego rodzaju przykrywka, usprawiedliwienie, że wysłuchaliśmy, ale nic z tym nie zrobiliśmy. Te informacje grzęzną gdzieś w machinie przedsiębiorstwa, przy kierownictwie i nic się z nimi nie dzieje. To powoduje, że ludzie czują się później mniej zaangażowani i niechętnie wchodzą w nowe zmiany. Być może jest to główny powód, dla którego zmiany wdrażane w przedsiębiorstwach kończą się niepowodzeniem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wiesław Grabowski, warszawski partner Szkoły Zarządzania Zmianą.

Mimo że 78 proc. stwarza pracownikom możliwość wyrażenia swojej opinii na temat wdrażanej zmiany, to skuteczność ich wykorzystania wyniosła tylko 52 proc.

Cały czas jest jeszcze dużo do poprawienia i można dużo zaoszczędzić, jeżeli zmiany w przedsiębiorstwach będą lepiej wdrażane – podkreśla Wiesław Grabowski.

Z wdrażaniem zmian najlepiej radzi sobie branża produkcyjna, w której poziom realizacji celów sięgnął 48 proc. Najgorzej wypadła branża IT z 19-proc. skutecznością oraz usługi (19 proc.). Zdecydowana większość, bo aż 80 proc., wszystkich zmian była wdrażana przez maksymalnie dwanaście miesięcy. Największą szansę na sukces mają jednak krótsze, sześciomiesięczne projekty – wynika z badań.

Wdrażanie zmian to ciągły proces. Każda firma w jakiejś skali podejmuje się tego co roku, niektóre nawet co kilka miesięcy – mówi Wiesław Grabowski.

Zmiany w polskich przedsiębiorstwach najczęściej dotyczą strategii (w 40 proc.). W ubiegłym roku 1/3 takich procesów dotyczyła także zmiany struktury organizacyjnej firmy, a nieco ponad 25 proc. – kultury organizacyjnej.

Partner Szkoły Zarządzania Zmianą podkreśla, że firmy różnie przygotowują się do tego typu projektów. Część z nich stosuje konserwatywne, klasyczne metody i zakłada, że jest w stanie wszystko przewidzieć – od momentu podjęcia decyzji do zakończenia procesu zmian. To podejście w praktyce rzadko się sprawdza. Większe sukcesy odnoszą firmy, które traktują zmianę jako proces uczenia się. Mają określoną wizję tego, co chcą uzyskać, ale w trakcie projektu na bieżąco aktualizują swoje plany i weryfikują założenia, uwzględniając nowe informacje.

Sukces zależy od trzech czynników. W 88 proc. zależny jest od pracy zespołowej. Podobny odsetek badanych wskazał, że jest to kwestia wizji, tego, na ile wizja zmiany jest przemyślana i uzasadniona. Kolejny element to postawa kierownictwa wysokiego szczebla. Jeżeli te trzy warunki są spełnione, to zmiana ma większe szanse powodzenia – mówi Wiesław Grabowski.

Zmiany w organizacjach były najczęściej kierowane przez zespół projektowy złożony z menadżerów (w 1/3 przypadków) lub menadżerów i pracowników (20 proc.). Co ciekawe, te drugie okazały się w praktyce o około 20 proc. skuteczniejsze. Ponad połowa (51 proc.) firm wskazuje pracę zespołową jako najważniejszy czynnik, który przyczynił się do sukcesu.

Niepokojący jest natomiast fakt, że w ubiegłym roku ponad 20 proc. zmian w polskich firmach wdrażano na czuja, bez wykorzystania żadnej metodyki zarządzania zmianą (np. Agile, Design Thinking, Scrum, Lean Change).

Wyniki tych badań na przestrzeni ostatnich trzech lat są bardzo podobne. Teoretycznie w tym roku uzyskaliśmy najlepszy odsetek zmian, które zakończyły się sukcesem. Było to 30 proc., podczas gdy w poprzednich latach 25–28 proc. Mniej było też firm, w których zmiany kompletnie się nie powiodły. Trudno natomiast powiedzieć, czy sytuacja zmierza ku lepszemu. 2/3 zmian nadal kończy się niepowodzeniem, co oznacza, że naprawdę jest jeszcze olbrzymie pole do poprawy – podkreśla Wiesław Grabowski.

W listopadzie rusza IV edycja badania na temat zarządzania zmianą w firmach. Jego wyniki będą znane w styczniu 2019 roku.

Branża budowlana przestawia się na wykorzystanie surowców z recyklingu. Deweloperzy i architekci muszą szukać nowych, innowacyjnych rozwiązań

Branża budowlana przestawia się na wykorzystanie surowców z recyklingu. Deweloperzy i architekci muszą szukać nowych, innowacyjnych rozwiązań 6

Przemysł budowlany zużywa około 400 mln ton surowców rocznie i odpowiada za 1/3 wszystkich produkowanych odpadów. Tymczasem budynki można postawić z całkowicie przetworzonych materiałów, wykorzystując do wyłożenia ścian np. przetworzone dżinsy. Budynki projektowane zgodnie z koncepcją circular economy mogą zapobiec marnotrawstwu i przynieść znaczne oszczędności. Wymaga to od architektów i deweloperów stosowania całkiem nowych, innowacyjnych technologii. Powstają już pierwsze inwestycje, m.in. zrównoważony biurowiec Circl w centrum Amsterdamu. W ciągu kilku lat budować w tym standardzie będziemy także w Polsce. 

– Circular economy na pewno wejdzie w nasze DNA, choć trochę to zajmie. Jak na razie liderami są kraje takie jak Holandia. W Polsce ta rewolucja dopiero nas czeka, zmierzamy ku niej nieuchronnie. Budynki budowane w zgodzie z gospodarką obiegu zamkniętego będą powstawać – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Alicja Kuczera, dyrektor zarządzająca Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego.

Gospodarka o obiegu zamkniętym (circular economy) to idea zgodnie z którą odpady nie powinny trafiać na wysypiska śmieci, ale zostać przetwarzane w procesie recyklingu albo stać się źródłem energii. W przeciwieństwie do gospodarki liniowej („wyprodukuj, użyj, wyrzuć”), w której odpady są przeważnie ostatnim etapem cyklu życia produktu. Model GOZ zakłada wykorzystanie zasobów i surowców w maksymalnym stopniu, z korzyścią dla środowiska.

Circular economy to kierunek, w którym zmierza cała europejska gospodarka. Komisja Europejska w grudniu 2015 roku przyjęła pakiet dotyczący gospodarki odpadami w obiegu zamkniętym (Circular Economy Package, tzw. CEP). Według badania przeprowadzonego dla Komisji Europejskiej przez McKinsey i fundację Ellen MacArthur przejście na model GOZ ma zapewnić roczne oszczędności na poziomie 4 proc. PKB Unii Europejskiej. Circular economy ma się też przyczynić do zwiększenia inwestycji, tworzenia nowych miejsc pracy (m.in. w sektorze odpadowym i recyklingu) oraz rozwoju ekoinnowacji (raport Euractiv „Gospodarka o obiegu zamkniętym: nowy plan dla Europy”).

Circular economy to zarówno trend, jak i prawny wymóg, do którego musi się dostosować każda branża, w tym także budownictwo. Dyrektor zarządzająca Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego Alicja Kuczera jest przekonana, że w zgodzie z tą ideą będzie powstawać coraz więcej budynków, a circular economy wymusi na architektach i deweloperach większą innowacyjność.

– Jednym z najciekawszych budynków, które widziałam w ostatnim czasie, jest Circl w Amsterdamie. Biurowiec wybudowano w sposób zrównoważony, skupiając się na aspekcie unikania odpadów i ponownego wykorzystywania wszystkiego, co się da. Ściany zostały wyłożone filcem, który powstał z 18 tys. par przetworzonych dżinsów. Okna wewnątrz budynku odebrano z jednego z biur Philipsa, które było rozbierane w innej części Holandii. One zostały przewiezione, odnowione i służą jako bardzo ładne, designerskie ścianki działowe – opowiada Alicja Kuczera.

Zrównoważony biurowiec Circl w centrum Amsterdamu jest siedzibą banku ABN-AMRO, przodującego w finansowaniu zrównoważonych inwestycji budowlanych. Wszystkie rozwiązania w budynku zostały zaprojektowane w zgodzie z koncepcją circular economy. Przykładowo windy nie zostały kupione, ale wypożyczone w długoterminowy leasing od Mitsubishi, co zmusza producenta do serwisowania i utrzymywania ich w jak najlepszym stanie. Budynek jest energooszczędny, a okna pokryto specjalną folią, która zapobiega przegrzewaniu się pomieszczeń i zmniejsza potrzebę korzystania z klimatyzacji (a tym samym – zapotrzebowanie na energię). Również wszystkie materiały budowlane zastosowane w biurowcu – od drewna po aluminium – mogą zostać poddane recyklingowi i ponownie wykorzystane w przyszłości.

– Gospodarka obiegu zamkniętego zakłada maksymalne wykorzystanie zasobów i odzyskiwanie tego, co już jest. Stąd też w środku zastosowano wiele minimalistycznych rozwiązań i technologii, które zapobiegają marnotrawstwu. Ten przykład jest jak na razie nieekonomiczny, bo bank ABN-AMRO sam stwierdził, że ten biurowiec im się nie opłacał. Jednak im więcej takich inwestycji będzie powstawać, tym bardziej upowszechnią się takie rozwiązania i technologie, a część ekonomiczna zrównoważy się ze środowiskową. Jestem przekonana, że za kilka lat będziemy budowali właśnie w tym standardzie –prognozuje Alicja Kuczera.

Firma doradcza JLL podaje, że przemysł budowlany zużywa około 400 mln ton materiałów rocznie i odpowiada za 1/3 wszystkich produkowanych odpadów. Budynki projektowane zgodnie z koncepcją obiegu zamkniętego mogą temu zapobiec, a jednocześnie zapewnić znaczne oszczędności dzięki trwałym, wielokrotnego użytku komponentom, które można łatwo złożyć, rozebrać i naprawić lub wymienić.

We wrześniu 2016 roku Holandia przyjęła strategię dotyczącą GOZ z perspektywą do 2050 roku. W ślady za nią poszła m.in. Finlandia. W Polsce prace nad stworzeniem mapy drogowej transformacji w kierunku GOZ prowadzi Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii.

Ciche, elektroniczne instrumenty muzyczne zastępują te tradycyjne. Pozwalają nie tylko ćwiczyć w domu, lecz także kontrolować brzmienie i głośność na scenie

Ciche, elektroniczne instrumenty muzyczne zastępują te tradycyjne. Pozwalają nie tylko ćwiczyć w domu, lecz także kontrolować brzmienie i głośność na scenie 7

Najnowsze technologie coraz częściej obecne są w branży muzycznej. Tradycyjne instrumenty coraz częściej zastępowane są ich elektronicznymi odpowiednikami. Dzięki instrumentom elektronicznym można doskonalić technikę gry bez wychodzenia z domu. Pozwalają w pełni kontrolować brzmienie oraz głośność, dlatego sprawdzają się także w warunkach scenicznych. Profesjonalni muzycy wykorzystują je do symulowania dźwięków, których nie można wydobyć z gitar oraz perkusji akustycznych.

– Perkusja elektroniczna z serii Silent wymaga tylko podłączenia do źródła prądu. Największą zaletą jest to, że możesz ćwiczyć w domu, niezależne od pory dnia, nawet o drugiej w nocy, bo zakładając słuchawki nikomu nie przeszkadzasz. Do perkusji wgrana jest muzyka w różnych gatunkach, do której można ćwiczyć. Można również za pomocą kabla podłączyć do urządzenia swój telefon i odtwarzać swoją ulubioną muzykę, swoje ulubione utwory – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Ralf Mersch z firmy Yamaha.

Grę na gitarze elektrycznej czy instrumentach klawiszowych można bez problemu ćwiczyć w domowym zaciszu, korzystając ze słuchawek. W przypadku instrumentów akustycznych i perkusyjnych sprawa nie jest taka prosta. Aby jednak umożliwić muzykom doskonalenie techniki o dowolnej porze dnia i nocy, firma Yamaha zaprojektowała elektroniczne instrumenty z serii Silent, które nie wydają dźwięku podczas gry. Zestaw perkusyjny Yamaha Silent wykorzystuje specjalne pady z tworzywa sztucznego, które po uderzeniu aktywują przełącznik. Ten wysyła sygnał do jednostki centralnej, która analizuje moc uderzenia i symuluje brzmienie prawdziwych talerzy lub bębnów, odtwarzane na słuchawkach.

Z kolei elektroakustyczne gitary do ćwiczeń z linii SLG wyposażono w struny o cichej akcji oraz osprzęt, który rozpoznaje nawet delikatne brzmienia, dzięki czemu dobrze odwzorowuje akustyczne brzmienie gitary. Granie na instrumencie elektroakustycznym ma jeszcze jedną zaletę – można podpiąć do niego efekty, aby modulować brzmienie.

– Perkusji elektronicznych używa wiele sławnych zespołów, które zabierały w trasę koncertową również nasz sprzęt. Można załadować sample do modułu, co pozwala zespołom na odegranie brzmień pochodzących prosto z nagrania studyjnego, przy czym na żywo brzmią one tak samo jak na płycie CD – przekonuje Ralf Mersch.

Nietypowy sposób na ułatwienie nauki gry na gitarze znalazła firma OneManBan, która stworzyła przystawkę OMB symulującą grę całego zespołu. Sprzęt przyczepia się do mostka w gitarze elektrycznej lub akustycznej, a gryf i progi obkleja taśmami przewodzącymi impuls elektryczny. OMB rozpoznaje, na których progach ułożone są palce i w jakim tempie grany jest dany utwór. Następnie automatycznie dobiera do niego podkład muzyczny, który jest spójny ze stylem i rytmiką granego kawałka. Pozwala to ćwiczyć zagrywki przy akompaniamencie całego zespołu.

Coraz częściej spotyka się także wzmacniacze gitarowe ze zintegrowanym symulatorem efektów. Firma Fender wprowadziła na rynek model Mustang GT 40, który komunikuje się z aplikacją mobilną i pozwala odtwarzać brzmienia siedemnastu klasycznych wzmacniaczy oraz efektów takich, jak phaser, reverb czy delay.

Elektroniczne i hybrydowe instrumenty pozwalają również w pełni kontrolować brzmienie i dostosowywać je do miejsca.

– Muzyka elektroniczna jest wszędzie, więc wiele osób korzysta z elektronicznych perkusji w różnych miejscach, np. w kościele lub podobnych lokalizacjach, w których należy zachować ciszę. Można podłączyć się do systemu nagłośnieniowego, a następnie pogłośnić do poziomu, jaki chce się uzyskać. Brzmienia elektroniczne są wszędzie – twierdzi ekspert.

Analitycy z firmy Technavio przewidują, że w ciągu trzech najbliższych lat globalny rynek elektronicznych instrumentów muzycznych będzie się rozwijał w tempie 1,8 proc.

Jak zabezpieczyć cenne przedmioty?

Przechowywanie w domu wartościowych rzeczy bywa ryzykowne. Kosztowna biżuteria, rzadkie książki i inne drobiazgi mogą kusić potencjalnego złodzieja. Bardzo ważne jest odpowiednie ich zabezpieczenie. Na jakie się zdecydować? Co wybrać? Sprawdzamy!

Mądra inwestycja

Jednym z najlepszych wyborów asekuracyjnych będzie solidny sejf. Świetną opinię wśród użytkowników mają sejfy podłogowe, które stanowią barierę wprost nie do przełamania. Nie tylko chronią nasze skarby, ale same są doskonale ukryte pod dywanem czy ciężkimi meblami.

Wytrzymały sejf podłogowy to pewność, że ewentualny włamywacz obejdzie się smakiem drogocennych przedmiotów. Znany inaczej jako „wpuszczany” (umieszcza się go przecież pod podłogą) daje gwarancję bezpieczeństwa.

Kiedy wybieramy ten odpowiedni dla nas, musimy zwrócić uwagę na kilka kwestii. Po pierwsze – certyfikat zamka. Dobrze by był certyfikowany zgodnie z normą EN 1300 dla klasy A, wyposażony w osiem asymetrycznych, niezależnych płytek. Dodatkowo warto dodać do całości zamek mechaniczny szyfrowy.

Nowoczesność

Sejf stanowi bez wątpienia najlepsze rozwiązanie dla posiadaczy różnego rodzaju skarbów. Jeśli zdecydujemy się już na zakup, zwróćmy uwagę na systemy, które uniemożliwiają otworzenie go przez osoby niepowołane. Nowoczesny system „ANTIDECO” zapewni, że nikt nie dostanie się do skrytki za pomocą klucza uniwersalnego. Mechanizm zamka oraz poziome rygle są chronione przez płytkę ze stali manganowej.

Do asekurowania i ukrycia przed światem wartościowych rzeczy i dokumentów doskonale sprawdzą się właśnie sejfy podłogowe, które gwarantują niejako podwójną ochronę – zamek i podłogę właśnie. Starannie ukryty posłuży nam długie lata i zniechęci ewentualnych włamywaczy.

Co więcej?

Ale bezpieczeństwo rodziny i ważnych dla domowników przedmiotów to nie tylko dobra szafa pancerna. To również odpowiednie wykończenie całego budynku.

Jeśli chcemy w jego wnętrzu trzymać wartościowe drobiazgi, zadbajmy także o inne elementy izolacji. Po pierwsze – solidne okna i drzwi. Na rynku jest szeroki wybór wzmacnianych wyrobów, które sprawią, że żaden złodziej nie sforsuje wejścia do naszego lokum. A wzmocnienie szyby sprawi, że będziemy spokojni w dzień i w nocy.

Co więcej? Nigdy nie wystawiamy na widok publiczny żadnych cennych obiektów. Chwalenie się przed sąsiadami tym, co trzymamy pod dachem, również nie jest najlepszym pomysłem. Nigdy nie wiemy, kto akurat przysłuchuje się konwersacji.

Zdrowy rozsądek, mocne okna, ciężkie, antywłamaniowe drzwi i wysokiej jakości sejf sprawią, że nareszcie poczujemy się w pełni bezpiecznie. Dom nareszcie stanie się przystanią, w której nic nie zagrozi nam i przedmiotom, które są dla nas ważne.

RODO, czyli dlaczego ochrona danych jest ważna

Na temat RODO napisano i powiedziano już wiele, a część komentatorów w związku z nowym rozporządzeniem roztaczała niemal apokaliptyczne wizje. Okazało się jednak, że świat nie skończył się 25 maja, a z internetu nie zniknęły interesujące treści, przetrwały też media społecznościowe. Zdaniem specjalistów z firmy Fortinet warto więc zastanowić się, dlaczego ochrona danych stała się na tyle istotna, że wprowadzenie regulacji w tym obszarze uznano za niezbędne.

Skąd pomysł, aby chronić dane?

Zanim Unia Europejska rozpoczęła prace nad rozporządzeniem, przepisy dotyczące ochrony wrażliwych informacji, a nawet sama koncepcja cyfrowych danych użytkowników, były mocno nieprecyzyjne. – Tak jak w przypadku każdej nowej technologii, podczas rozwijania internetu w połowie lat 90. skupiono się na tym, co można dzięki niemu zyskać, a nie jakie będą konsekwencje – wskazuje Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce.

Wraz z postępem technologicznym i upowszechnianiem się szybkiego internetu zakres usług stale się zwiększał, jednak bez żadnego nadzoru. Firmy takie jak Google czy Facebook zaczęły budować swój model biznesowy w oparciu o gromadzenie i analizę danych użytkowników. Proces ten przyspieszył, gdy powszechnie zaczęto używać smartfonów i aplikacji mobilnych. Dziś stoimy w obliczu masowych manipulacji budowanych na tych danych.

Śledzenie zachowań użytkowników działa na coraz większą skalę – oprócz największych korporacji robią to tysiące mniejszych firm. Każdy jest profilowany na podstawie danych gromadzonych przez systemy geolokalizacji, wyszukiwarkę czy aplikacje, a specjalne algorytmy przetwarzają te informacje i oceniają, jaki jest status finansowy i stan zdrowia danej osoby, czy jest aktywna, czy ma dzieci, jakie są jej zwyczaje zakupowe, zainteresowania, a nawet poglądy – na tej podstawie wyświetlane są m.in. reklamy. Trzeba mieć jednak świadomość, że takie dane mogą posłużyć również do nieetycznych, a nawet niezgodnych z prawem działań.

RODO ma służyć użytkownikom

Przedsiębiorstwom nie groziły niemal żadne konsekwencje prawne w przypadku wycieku wrażliwych danych. Grzywny nakładane przez organy nadzoru i koszty wizerunkowe nie były na tyle dotkliwe, żeby motywować do dbania o ochronę informacji. Kradzież danych osobowych nie jest niczym nowym. Dostrzeżenie ich wartości przez cyberprzestępców było więc tylko kwestią czasu – komentuje dyrektor Malak. – Z kolei naruszenia bezpieczeństwa były wkalkulowanym w działalność i łatwym w zarządzaniu ryzykiem biznesowym, nieporównywalnie mniejszym od wartości danych osobowych, które firmy mogły wielokrotnie wykorzystywać.

Sytuacja wymagała zmiany, dlatego aby chronić użytkowników przed nieuprawnionym wykorzystywaniem ich danych, zdecydowano się nałożyć na firmy przetwarzające wrażliwe informacje obowiązek ich ochrony. W takich okolicznościach narodziły się przepisy znane obecnie jako RODO – zaprojektowane, aby rozwiązać narastające problemy i nadać większą wagę ochronie danych osobowych.

KUKE: Afryka szansą dla polskich eksporterów

Afryka to rozległy, niezwykle zróżnicowany kontynent, zamieszkały przez ponad 1,2 mld ludności. Jednak w 2017 roku polski eksport na ten obszar geograficzny wyniósł niewiele ponad 2,5 mld USD – co stanowi zaledwie 1,2%eksportu z Europy. To wciąż ogromna przestrzeń do zagospodarowania przez polskie firmy – szczególnie, że w tym samym czasie cała Europa wyeksportowała do Afryki dobra warte 191 mld USD, co stanowi 43% całego eksportu na ten kontynent.

Wśród perspektywicznych afrykańskich rynków eksportowych wymienia się najczęściej RPA, Kenię i Nigerię. Sama tylko Nigeria wg przewidywań już w 2050 r. ma stać się trzecim najludniejszym krajem świata. Mimo, że kraje afrykańskie niosą ze sobą spore perspektywy rozwoju, obecnie około połowa krajów afrykańskich klasyfikowana jest jako kraje wysokiego ryzyka, przez co działalność na tym kontynencie nie należy do łatwych.

Niejednorodne i skomplikowane systemy prawne, niejasne dla Europejczyka systemy wartości oraz długie okresy odzyskiwania przeterminowanych należności nieodpowiednio zaadresowane mogą skutkować problemami – a co za tym idzie zmniejszeniem płynności finansowej eksportującego przedsiębiorstwa. Warto pomyśleć o wykorzystaniu dostępnych narzędzi, które dadzą poczucie bezpieczeństwa – gdyż samodzielne sądowe dochodzenie roszczeń w RPA trwa średnio 600 dni, Kenii 465 dni, Nigerii 454 dni, a Algierii 630 dni. KUKE zapewnia ww. kompleksową ochronę ubezpieczeniową dostosowaną do działalności na rynkach podwyższonego ryzyka. Ochrona obejmuje zarówno niewypłacalności kontrahentów, opóźnienia w regulowaniu zobowiązań, jak i nagłe zmiany w sytuacji politycznej krajów, z których pochodzą partnerzy handlowi.

Janusz Władyczak, prezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych
Janusz Władyczak, prezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych

Mimo, że Afryka to wciąż biznesowo trudny obszar – a część krajów jest wręcz nierekomendowana do podejmowania współpracy biznesowej, ze względu na bardzo wysokie ryzyko i niestabilność polityczno-gospodarczą – to ten ogromny kontynent chce się rozwijać, a to wymaga napływu dóbr i usług z zewnątrz. Szacunki wskazują, że Afryka ma szansę stać się jednym z najbardziej zaludnionych i najmłodszych demograficznie kontynentów – w 2030 roku młodzi ludzie będą stanowili aż 42% populacji – co znacząco zwiększa nie tylko potencjał nabywczy, ale też zasoby na rynku pracy2. Rozwijające się kraje to źródło potencjalnego sukcesu, trzeba jedynie posiadać odpowiednią wiedzę, poznać dobrze specyfikę rynku oraz kontrahenta i na każdym kroku mitygować ryzyko używając dostępnych na rynku instrumentów zabezpieczających działalność. KUKE towarzyszy swoim klientom nawet na najtrudniejszych rynkach, ubezpieczając zarówno eksport dóbr, jak i projekty inwestycyjne – w tym przejęcia lokalnych spółek przez polskie firmy. Wśród niezliczonej ilości transakcji ubezpieczyliśmy m.in. wart 5 mln euro kontrakt w Nigerii w sektorze IT, a także eksport maszyn do RPA oraz krajów Maghrebu, czy mleka w proszku do Algierii. Wraz z BGŻ BNP Paribas i Bisnode – podczas jesiennej edycji Programu Handlu Zagranicznego – będziemy dzielić się naszą wiedzą na temat rynków afrykańskich, by wspomóc polskie przedsiębiorstwa w skutecznej ekspansji, nawet w tak egzotyczne rejony – mówi Janusz Władyczakprezes zarządu KUKE S.A.

Ekspansja zagraniczna – zwłaszcza na tak trudne i często ryzykowne rynki, jak te w Afryce – to ogromne wyzwanie. Koalicja Partnerów: KUKE, Bank BGŻ BNP Paribas i Bisnode Polska rozpoczyna drugi już cykl konferencji edukacyjnych: Program Handlu Zagranicznego. Celem tej edycji programu jest zaprezentowanie przedsiębiorcom w regionach możliwości ekspansji do Afryki oraz instrumentów pozwalających na zwiększenie sukcesu eksportowego za pomocą efektywnego finansowania czy zabezpieczenia biznesu.

Uczestnictwo firm w spotkaniach jest bezpłatne i obejmie konferencje w 8 miastach Polski: Poznań, Białystok, Wrocław, Warszawa, Lublin, Katowice, Gdańsk oraz KrakówRejestracja i pełny harmonogram edycji jesiennej dostępny jest pod adresem: https://www.kuke.com.pl/wsparcie-eksportu/program-handlu-zagranicznego/.

KUKE oferuje przedsiębiorstwom, niezależnie od ich wielkości, narzędzia zabezpieczające prowadzoną działalność, ale także edukuje przedsiębiorców podczas szeregu spotkań, seminariów i konferencji. Przykładem jest cykl: Program Handlu Zagranicznego, którego celem jest informowanie polskich przedsiębiorców, że właściwie zaplanowana ekspansja zagraniczna może być motorem wzrostu uniezależnieniem się od popytu na rynku polskim.

Wsparcie polskich przedsiębiorstw jest kluczowe dla umacniania polskiej gospodarki. Należy pamiętać, że takie podmioty mogą być skutecznymi eksporterami, dzięki czemu będą umacniać swoją pozycję na rynku. Potrzebne jest tylko odpowiednie dobranie narzędzi zabezpieczających i wspierających biznes. Ponad 60% europejskich MŚP spotkała się z prośbą o wydłużenie terminu płatności, a około 21% zwiększyłoby zatrudnienie, gdyby płatności od kontrahentów były regulowane w terminie. Aż 28% deklaruje, że zatory płatnicze stanowią poważną barierę w rozwoju biznesu3.

Płynność finansową firmy oraz bezpieczeństwo wymiany handlowej oprócz ubezpieczeń należności zapewnia również faktoring. Rynek już zauważył tę możliwość – wartość obrotu w ramach faktoringu eksportowego pełnego wyniosła w 2017 roku  22,3 mld PLN wobec 18,8 mld PLN w roku 2016, co oznacza wzrost o 18,65%4. Korzyści wynikające z wykorzystania faktoringu w eksporcie są widoczne na wielu płaszczyznach prowadzonej działalności. Faktoring to wykup nieprzeterminowanych należności w obrocie handlowym udokumentowany fakturą VAT. Zastosowanie tego narzędzia znacznie przyspiesza obrót gotówki w przedsiębiorstwie uwalniając środki na dalsze transakcje i zwiększając płynność finansową, której utrata jest jedną z głównych przyczyn ogłaszania przez spółki upadłości. Daje to także możliwość lepszego konkurowania na rynku przez oferowanie kontrahentom dłuższych terminów płatności. Dzięki natychmiastowemu odzyskaniu należności eksporter unika także ryzyka związanego z wahaniami kursu walut.


1 Na podstawie danych Eurostat

2 Według raportu African Development Bank Group: “African Economic Outlook 2018”  https://www.afdb.org/fileadmin/uploads/afdb/Documents/Publications/African_Economic_Outlook_2018_-_EN.pdf

3 Według danych firmy windykacyjnej Intrum w raporcie „European Payment Report 2018”

4 dane Polskiego Związku Faktorów

Ekspansja na rynki zagraniczne – co trzeba o niej wiedzieć?

Bardzo ważnym krokiem w rozwoju biznesu jest ekspansja międzynarodowa. Udana jest wielkim sukcesem i powodem do zawodowej dumy. Obecnie Europa Środkowo- Wschodnia jest jednym z najciekawszych obszarów gospodarczych. Ale wejście na rynek zagraniczny nie jest takie proste. Jak się na niego dostać? O czym pamiętać?

Europa Środkowo-Wschodnia – korzyści

Europa Środkowo-Wschodnia to jeden z najszybciej rozrastających się rynków na świecie. Zapewnia firmom możliwości biznesowe we wszystkich właściwie sektorach przemysłu.

Wejście ze swoim przedsiębiorstwem na ten teren wiąże się z licznymi korzyściami. Oferuje on dostęp do sporych rynków wewnętrznych, w dalszym ciągu atrakcyjny system podatkowy i korzystne warunki rozliczeniowe.

Region rośnie znacznie szybciej niż dojrzałe rynki Europy Zachodniej. To jeden z motorów wzrostu gospodarki Unii Europejskiej. Według Grupy Banku Światowego, Czechy, Węgry, Polska, Rumunia i Słowacja będą nadal jednymi z najszybciej rozwijających się gospodarek w UE w nadchodzących latach.

Wszystko to sprawia, że ekspansja na rynki zagraniczne Europy Środkowo-Wschodniej jest świetnym pomysłem biznesowym.

Jak to zrobić?

Niestety, cały proces ekspansji międzynarodowej nie jest łatwy. Wymaga sporej wiedzy, przygotowań i wielu godzin spędzonych przy spełnianiu lokalnych obowiązków administracyjnych.

Dlatego dobrze zlecić tę operację specjalistom,  którzy dzięki swojemu doświadczeniu i umiejętnościom spowodują, że nie będziemy musieli angażować się w kolejne jej etapy.

Jedną z wiodących firm jest TMF Group, która zatrudnia najlepszych ekspertów z branży. Zorientowani w lokalnym prawie i przepisach pomogą bezproblemowo uporać się z wyzwaniami wejścia na rynek zagraniczny.

Gdzie szukać wsparcia?

Specjalnie na tę okazję TMF Group stworzyła unikalny projekt QuickStart. Z jego pomocą utworzona zostanie struktura organizacyjna firmy klienta. TMF Group zadba o poprawne  naliczenie wynagrodzeń pracowników zgodnie z lokalnymi przepisami, zapewni też zgodność procesów księgowych i podatkowych z lokalnym prawem przy jednoczesnym zachowaniu systemów raportowania klienta, podpowie jak dostosowywać się na bieżąco do często skomplikowanych zmian regulacyjnych w  regionie. Ponadto TMF Group posiada gotowe, zarejestrowane spółki w poszczególnych krajach umożliwiające wejście na rynek praktycznie z dnia na dzień.

TMF Group ma ponad 25-letnie doświadczenie w Europie Środkowo-Wschodniej i prowadzi działalność w praktycznie wszystkich krajach tego regionu. Dzięki pomocy doświadczonych specjalistów z TMF Group będziemy mogli powiększać swój biznes i cieszyć się działalnością poza granicami naszego kraju.  

Jeszcze w tym roku Samsung otworzy w Lublinie drugi inkubator

Mały ZUS to dopiero początek – potrzeba powiązania składki z dochodem

Wprowadzenie ustawy o ZUS-ie dla małej działalności gospodarczej, która wejdzie w życie 1 stycznia 2019 roku, jest ogromnym sukcesem.Obejmie ponad 200 tys. prowadzących głównie jednoosobowe firmy i obniży ich składkę, dostosowując ją do ich możliwości finansowych.

To ważna zmiana również dlatego, że po raz pierwszy po 1989 roku został obalony dogmat ryczałtowego ZUS-u – jako niewzruszalnej zasady przy prowadzeniu działalności. To dopiero pierwszy krok, ponieważ dalej mamy do czynienia z problemem powiązania składki z dochodem. Pracownik ma obowiązek być ubezpieczonym, a przedsiębiorca jeśli chce i może – płaci składkę i ma zagwarantowaną emeryturę. W przeciwnym razie jej nie dostaje. Trzeba zacząć dyskutować, jaki system sprawdziłby się w Polsce.

– Obecnie nawet jeżeli ktoś nie zarobi wymaganego 1300 złotych, musi odprowadzić składkę. Można rozpocząć dyskusję i zastosować warianty takie, jak są np. w Anglii czy w Niemczech – powiedział  serwisowi eNewsroom Adam Abramowicz, rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

 Na Wyspach składka jest dostosowana do możliwości płatniczych. Do dochodu tamtejszego małego przedsiębiorcy, w przeliczeniu 2800 złotych, składka wynosi 60 złotych. Pada argument, że takie kwoty nie dadzą możliwości późniejszych wypłat na indywidualnych kontach. Rzeczywiście Anglia jest bogatszym krajem i tamtejszy system działa dużo dłużej niż w Polsce. Pozostaje jednak rozwiązanie niemieckie, które zakłada pełną dobrowolność przedsiębiorcy.

Dlaczego mamy utrzymywać sytuację, w której państwo nie daje swojemu obywatelowi szansy na normalną pracę i utrzymanie siebie i rodziny?

Dzisiaj problem ten jest częściowo złagodzony przez niskie bezrobocie, ale jeszcze kilka lat temu ludzie, zwłaszcza z małych miast i wsi, nie mieli takiej możliwości. Brak etatów zmuszał ich do zakładania firm. Nie chcieli pracować w szarej strefie – chociaż dziś działa w niej prawie 700 tys. osób. Takie działanie jest niesprawiedliwe i dziwi też zagranicznych przedsiębiorców.

Ryczałtowy ZUS to największy problem sektora MŚP. Pochylając się nad nim należy – zaraz za ustawą o ZUS-ie dla małej działalności gospodarczej – rozpocząć dyskusję o tym, jak reformować dalej cały system – jeśli chodzi o prowadzących działalność samodzielnie – podsumował Abramowicz.

Fundusz Podnoszenia Kompetencji zmieni politykę szkoleniową przedsiębiorstw

O tym, czy z nadchodzącego spowolnienia gospodarczego wyjdziemy zwycięsko, czy awansujemy do grupy krajów konkurujących innowacjami, a także jak poradzimy sobie z niedoborem pracowników i starzejącym się społeczeństwem, w dużym stopniu zdecydują kompetencje. W tym kontekście ogromną rolę może odegrać Fundusz Podnoszenia Kompetencji, którego utworzenie zaproponowała Konfederacja Lewiatan. Pomysł spotkał się z aprobatą partnerów społecznych RDS. 

– Ważne jest podnoszenie kompetencji już w dorosłym życiu, bo edukacja szkolna staje się jedynie niezbędnym prerekwizytem dla kształcenia ustawicznego. Tymczasem statystykom wysokiego wykształcenia formalnego w Polsce towarzyszą wciąż słabe wyniki kształcenia ustawicznego. W świetle danych BAEL i LFS, w 2017 roku poniżej 5% osób w wieku 25-64 uczestniczyło w uczeniu się formalnym lub pozaformalnym w ostatnim miesiącu, przy średniej unijnej na poziomie ok. 12%. Odbywa się ono głównie w związku z pracą i – jak wskazują wyniki raportu Bilans Kapitału Ludzkiego za 2017 – w przeważającej większości (77%) przypadków koszty rozwoju kompetencji zawodowych pokrywają pracodawcy. Zawodowe kształcenie ustawiczne jest jednak wyraźnie częstsze w przedsiębiorstwach dużych niż małych (86% vs. 39%) i to właśnie w mniejszych firmach luka miedzy Polską a UE jest największa, zgodnie z danymi Eurostat z 2015 – mówi Sonia Buchholtz, ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan.

Z perspektywy pracodawcy najwygodniej zatrudniać pracowników z adekwatnymi kompetencjami. Ostatnie miesiące dowodzą jednak, że to bardzo trudne w szczycie cyklu koniunkturalnego, a niemal niemożliwe, gdy cała gospodarka przechodzi proces modernizacyjny. Dlatego też rozwiązaniem systemowym jest szkolenie pracowników. W badaniu Eurostatu z 2015 roku pracodawcy sygnalizowali jednak szereg barier zawodowego kształcenia ustawicznego, wśród których wysoki koszt dokształcania deklarowało 34% nieszkolących przedsiębiorców, 11% wskazywało na nieadekwatność istniejącej oferty szkoleniowej, a 12% – na niezdolność do dokonania diagnozy potrzeb szkoleniowych. Co znamienne, czynniki te nie dotyczą wyłącznie małych firm.

Dotychczas istniejącym rozwiązaniom, czyli Zakładowym Funduszom Szkoleniowym (ZFS) oraz Krajowemu Funduszowi Szkoleniowemu (KFS), nie udało się przełamać niskiego zaangażowania w szkolenia. W krajach UE przyjęły się różne narzędzia: fundusze scentralizowane i zdecentralizowane, branżowe, regionalne, zorientowane na wąskie potrzeby rynku pracy, organizowane przez instytucje państwowe oraz stronę społeczną. Ich doświadczenia wykorzystano przy projektowaniu Funduszu Podnoszenia Kompetencji, jaki zaproponowała Konfederacja Lewiatan.

Fundusz Podnoszenia Kompetencji (FPK) – nowy instrument jest dobrowolnym narzędziem służącym finansowaniu podnoszenia kompetencji pracowników zgodnie z potrzebami zgłaszanymi przez pracodawcę. Finansowanie FPK ma odbywać się z odpisu części składki na Fundusz Pracy oraz współfinansowania ze strony pracodawcy. Odpisane środki zostaną ulokowane na dedykowanym subkoncie u pracodawcy, który będzie mógł nimi dowolnie dysponować w ramach celu szkoleniowego przez kilkanaście miesięcy. Jeśli środki nie zostaną w tym okresie wydane, zostaną zwrócone do Funduszu Pracy.

Wprowadzenie FPK fundamentalnie zmienia stan gry w polityce szkoleniowej. Wśród jego zalet należy wymienić:

• jeden nadrzędny cel funkcjonowania – zmniejszanie luki kompetencyjnej pracowników zgodnie z potrzebami pracodawcy. Zakłada się, że pracodawca stwierdza obecność deficytów kompetencyjnych pracowników lepiej niż urzędnik PUP i elastycznie reaguje na nie. Fakt dopłaty ze strony pracodawcy stanowi automatyczny mechanizm racjonalizacji wydatków.
• prosta procedura pozyskania i pewność wsparcia – środki akumulowane są na subkoncie pracodawcy i pozostają do jego dyspozycji. Inaczej niż w przypadku KFS, nie ma czasochłonnego konkursu, znaczących kosztów transakcyjnych startu i negocjacji wysokości wsparcia. Dodatkowo, jasny algorytm puli środków pozwala przewidzieć przyszłe strumienie FPK.
• istotna skala wsparcia bez negatywnych efektów zewnętrznych – połączone środki z Funduszu Pracy i dopłaty pracodawców to znacznie więcej niż dotychczas oferowały KFS i ZFS. Jednocześnie jednak, mechanizm bezwarunkowego wsparcia przedsiębiorstw zwiększa konkurencję w branży szkoleniowej, prowadząc do poszerzenia oferty i podniesienia jakości usług.
• zwiększenie roli dialogu społecznego – o kierunkach rozwoju decyduje pracodawca w porozumieniu z przedstawicielami pracowników.
• rozszerzenie zakresu narzędzi zorientowanych na podnoszenie kompetencji – obecność FPK zwiększa szanse mniejszych przedsiębiorców w KFS.

– Rozwiązanie to znalazło aprobatę przedstawicieli strony społecznej w Podzespole problemowym ds. reformy polityki rynku pracy RDS. Dalsze prace posłużą określeniu minimalnej racjonalnej puli środków oraz optymalnych parametrów wsparcia, tj. wysokości odpisu z Funduszu Pracy, wielkości współfinansowania przez pracodawców oraz okresu, w którym środki mają być dostępne. To poważne wyzwanie. Zbyt restrykcyjne warunki nie pozwolą osiągnąć celu zmniejszania luki kompetencyjnej pracowników. W praktyce, stawka jest jednak dużo wyższa – chodzi o wyjście obronną ręką z nadchodzącego pogorszenia koniunktury i zbudowanie fundamentów długookresowego wzrostu i dobrobytu – dodaje Sonia Buchholtz.

Rynek inwestycyjny w sektorze nieruchomości magazynowych i przemysłowych w Polsce

Nieruchomości magazynowe i przemysłowe w Polsce bezpieczna przystań dla globalnego kapitału inwestycyjnego.

  • Sektor nieruchomości magazynowych i przemysłowych cieszy się coraz większym zainteresowaniem inwestorów dzięki dalszemu, dynamicznemu rozwojowi rynku logistycznego na całym świecie
  • W ostatnich pięciu latach aktywność inwestycyjna w sektorze nieruchomości magazynowych i przemysłowych w Polsce rośnie w tempie ok. 20% rocznie
  • Główne czynniki wzrostu aktywności inwestycyjnej w sektorze nieruchomości magazynowych i przemysłowych w Polsce to: solidne fundamenty polskiej gospodarki i duża aktywność najemców, do czego przyczynia się dynamiczny rozwój branży e-commerce
  • W przeciwieństwie do części Europy Zachodniej rynek inwestycyjny w Polsce nie spowalnia – do końca 2018 roku wolumen transakcji inwestycyjnych może ustanowić nowy rekord

Według najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Savills, nieruchomości przemysłowe i magazynowe w Polsce są coraz atrakcyjniejsze dla inwestorów zagranicznych, o czym świadczy wzrost łącznego wolumenu transakcji inwestycyjnych w tym sektorze średnio o 20% w ostatnich trzech latach.

Jak wynika z raportu „Think outside the Big Box: Rynek inwestycyjny w sektorze nieruchomości magazynowych i przemysłowych w Polsce”, przygotowanego przez Savills, w 2017 roku inwestorzy ulokowali w sektorze nieruchomości logistycznych rekordowe 41 mld euro, co stanowiło jedną piątą łącznej wartości transakcji inwestycyjnych na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych. W Polsce ubiegły rok był trzecim kolejnym w którym nastąpił systematyczny wzrost obrotów w sektorze nieruchomości magazynowych i przemysłowych. Na koniec czerwca 2018 roku wolumen transakcji inwestycyjnych wyniósł 337,8 mln euro, co było najlepszym w historii wynikiem tego sektora w Polsce w pierwszym półroczu.

„Obserwujemy niezwykle dynamiczny rozwój rynku nieruchomości logistycznych, który napędzany jest głównie przez dwucyfrowe wzrosty w branży e-commerce i dążenie do zagwarantowania możliwie jak najszybszych dostaw. To z kolei stymuluje popyt na nowoczesną powierzchnię i w dużym stopniu przyczynia się do rosnącej popularności nieruchomości magazynowych i przemysłowych na rynku inwestycyjnym” – mówi Tomasz Buras, dyrektor zarządzający oraz dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego Savills.

Zainteresowanie inwestorów nieruchomościami magazynowymi i przemysłowymi w Polsce może wynikać także z faktu, że Polska jest pierwszym od niemal dekady krajem, który awansował w indeksie FTSE Russell do grona rynków rozwiniętych. Dzięki temu od września 2018 roku Polska jest w grupie 25 najbardziej rozwiniętych gospodarek świata, do których zaliczane są m.in. USA, Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Japonia i Australia. Polsce udaje się przejmować od Europy Zachodniej dużą część produkcji. W pierwszej połowie 2018 roku łączna wartość eksportu wyniosła 107,2 mln euro (5% wzrost rok do roku).

Po bardzo dobrym 2017 roku – jednym z najlepszych na rynku inwestycyjnym w Europie i dotychczas najlepszym w Polsce – aktywność inwestycyjna w pierwszej połowie 2018 roku spowolniła we wszystkich sektorach nieruchomości komercyjnych na całym kontynencie. Jednak Polska, która jest największym rynkiem inwestycyjnym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, nadal odnotowuje duży napływ kapitału a aktywność inwestycyjna w Polsce utrzymuje się na wysokim poziomie. Ubiegły rok zakończył się rekordowym wolumenem transakcji inwestycyjnych, który wyniósł ok. 5,03 mld euro, co oznacza wzrost o prawie 11% rok do roku. W 2018 roku polski rynek nieruchomości może ustanowić kolejny rekord obrotów, które prawdopodobnie przekroczą poziom 6 mld euro.

Wśród najbardziej aktywnych inwestorów na rynku nieruchomości magazynowych i przemysłowych w Polsce tradycyjnie dominują największe fundusze z Niemiec (takie jak DEKA i GLL) oraz nabywcy z USA (Invesco, Hines, Hillwood, CBRE GI). Od 2015 roku grono inwestorów poszerzyło się o państwowe fundusze majątkowe z krajów azjatyckich (CIC z Chin, EPF z Malezji i GIC z Singapuru), platformy zarządzania inwestycjami (Vestas Investment Management z Korei) oraz zamożnych inwestorów indywidualnych. W lipcu 2018 roku południowoafrykański fundusz Redefine, który dotychczas działał aktywnie w sektorze handlowym i biurowym, zawarł pierwszą transakcję na rynku nieruchomości magazynowych w Polsce, nabywając od Panattoni dziewięć aktywów za ok. 200 mln euro. Ogłosił ponadto plany zakupu do swojego portfela obiektów magazynowych i przemysłowych kolejnych aktywów o wartości 800 mln euro.

Tomasz Buras, dyrektor zarządzający oraz dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego Savills
Tomasz Buras, dyrektor zarządzający oraz dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego Savills

„W skali globalnej widoczny jest coraz większy napływ do sektora magazynowego i przemysłowego kapitału zagranicznego z Azji, a zwłaszcza z Chin. Do wzrostu zainteresowania sektorem logistycznym wśród inwestorów azjatyckich mogła się przyczynić strategiczna dla Chin inicjatywa Pasa i Szlaku, tj. budowy korytarza transportowego łączącego Europę z Chinami, która stanowi dużą szansę dla Polski” – dodaje Tomasz Buras, dyrektor zarządzający oraz dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego Savills.

Według Savills rynek nieruchomości magazynowych i przemysłowych w Polsce przeżywa najlepszy okres w swojej historii. Szybko przybywa nowej powierzchni, ale nadal nie wystarcza ona, aby zaspokoić rosnący popyt. Zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce na koniec pierwszego półrocza 2018 roku wyniosły 14,2 mln mkw., co oznacza, że w ostatnich dwóch latach powiększyły się o ok. 42%. Popyt brutto w pierwszej połowie 2018 roku sięgnął rekordowego poziomu 2,2 mln mkw., przyczyniając się do nieznacznego wzrostu czynszów. Obecnie najwyższe czynsze obowiązują na terenie Warszawy i wahają się od 4,10 euro do 5,25 euro za mkw. miesięcznie.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości magazynowych na polskim rynku uległy kompresji o ok. 25 pb rok do roku i wahają się od ok. 5,15% dla obiektów ultra-core wynajętych na długi okres pojedynczym i bardzo wiarygodnym najemcom takim jak Amazon do ok. 6,40-6,75% w przypadku nowoczesnych parków logistycznych zajmowanych przez wielu najemców w największych hubach w Polsce.

Pozytywnym czynnikiem wpływającym na sektor jest zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe niezbędne do obsługi klientów sklepów internetowych. Według prognoz firmy doradczej Forrester, do 2022 roku udział handlu internetowego w europejskim rynku handlowym wzrośnie do 14%. Wartość sprzedaży w branży e-commerce w bieżącym roku może przekroczyć 40 mld euro i będzie stanowić ok. 6% łącznej wartości sprzedaży detalicznej. Od 2013 roku rynek e-commerce w Polsce rozwija się w średnim tempie 15% rocznie. Z badań przeprowadzonych przez firmę Prologis wynika, że 1 mld euro wydany w kanale online generuje zapotrzebowanie na nową powierzchnię logistyczną rzędu ok. 235 000 mkw., co przekłada się na konieczność wybudowania w Europie dodatkowo 45 mln mkw. powierzchni magazynowej w najbliższych pięciu latach.

 

Do lokowania działalności logistycznej w Polsce najemców zachęcają także inne istotne czynniki, w tym dynamicznie rozbudowująca się sieć autostrad i dróg ekspresowych. Do 2025 roku sieć ta powiększy się o 2000 km autostrad i 5500 km dróg ekspresowych. Koszty realizacji inwestycji deweloperskich w Polsce rosną, ale są nadal znacznie niższe niż na rynkach zachodnich. Dostępność siły roboczej, która była kiedyś jedną z największych zalet Polski z perspektywy najemców, maleje, o czym świadczy niska stopa bezrobocia wynosząca 3,5% – trzecia najniższa wśród krajów UE. Polska jest jednak nadal konkurencyjnym rynkiem pod względem kosztów zatrudnienia.

„Dobra sytuacja na rynku najmu powierzchni magazynowej i przemysłowej w Polsce oraz perspektywy wzrostu czynszów mogą być magnesem, który będzie przyciągał inwestorów zainteresowanych potencjałem wzrostu wartości i  konkurencyjnych stóp kapitalizacji. Ze względu na dojrzałość największych rynków europejskich i niewystarczającą podaż odpowiednich produktów inwestycyjnych, inwestorzy poszukują możliwości lokowania kapitału na rynkach, które oferują wyższy poziom zwrotu z inwestycji oraz dostępność aktywów. Właśnie takie warunki do inwestowania oferuje Polska” – konkluduje Tomasz Buras, dyrektor zarządzający oraz dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego Savills.

Raport: Polscy przedsiębiorcy będą kupować coraz więcej samochodów

Polscy przedsiębiorcy optymistycznie patrzą w przyszłość – prawie 25% z nich deklaruje rozbudowę flot samochodowych. Szczególnie dobre nastroje panują wśród małych i średnich przedsiębiorstw, w których popularność wynajmu aut rośnie w tempie dwukrotnie szybszym, niż w krajach zachodnioeuropejskich. Coraz ważniejszym celem, jaki stawiają sobie polscy menedżerowie flot, jest poprawa bezpieczeństwa kierowców oraz ograniczanie emisji CO2.

To najważniejsze wnioski Barometru Flotowego 2018 – cyklicznej publikacji przygotowanej na podstawie pogłębionych wywiadów przeprowadzonych wśród prawie 4 tys. osób administrujących flotami, zatrudnionych w firmach korzystających z samochodów służbowych w Unii Europejskiej oraz Turcji.

Grzegorz Szymański, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Arval Service Lease Polska
Grzegorz Szymański, Prezes Arval Polska

 W tegorocznej edycji Barometru Flotowego analizujemy dane dotyczące rynku Car Fleet Management w takich obszarach jak: sposoby finansowania floty, długość użytkowania samochodu, a także rodzaje napędu oraz liczebność floty w zależności od wielkości firmy i liczby zatrudnionych pracowników. Przyglądamy się także zmianom, jakie zachodzą w podejściu przedsiębiorców do kwestii posiadania samochodu na własność, bo to silnie wpływa na rozwój filozofii współdzielenia aut. Jako światowy lider rynku leasingu musimy reagować na takie zmiany jako pierwsi  mówi Grzegorz Szymański, Dyrektor Generalny Arval Polska.

Kolejny rekordowy rok

W 2017 roku sprzedano ponad 486 tys. nowych samochodów osobowych. Nabywcami ponad 70% z nich były podmioty gospodarcze. Dotychczasowe dane spływające z rynku wskazują na to, że na koniec roku 2018 odsetek ten może wynieść nawet 74%. Optymistyczne nastroje wśród przedsiębiorców potwierdzają wyniki Barometru Flotowego 2018. – Ponad 24% polskich przedsiębiorców zamierza rozbudowywać swoje floty. Dla porównania w pozostałych krajach UE taką chęć deklaruje jedynie 19% menedżerów  mówi Paweł Racis, Dyrektor Handlowy Arval Polska.

Polskie MŚP rośnie w siłę

Wyniki Barometru wskazują na szczególnie dobrą sytuację sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Polskie firmy zatrudniające od 1 do 9 pracowników wyrażają znaczniejsze zainteresowanie zwiększeniem liczby aut we flotach, niż przedsiębiorstwa z Europy Zachodniej: 22% vs 13%. – Powodem takiej sytuacji jest dobra koniunktura gospodarcza, ale także lepsze dopasowanie oferty firm oferujących wynajem długoterminowy do potrzeb odbiorców niekorporacyjnych. Obecnie nawet najmniejsze podmioty mogą skorzystać z usług dostępnych dotychczas jedynie dla największych flot. – mówi Paweł Racis, Dyrektor Handlowy Arval Polska

Diesel, czyli upadku ciąg dalszy

Zarówno dane rynkowe, jak i opinie zebrane podczas badania CVO, jednoznacznie pokazują, że udział diesla w rynku nadal będzie malał. Dane dot. rejestracji nowych pojazdów nie pozostawiają wątpliwości. W 2015 roku odsetek rejestrowanych aut z tym silnikiem wynosił w Polsce ponad 40% – w roku 2018 już tylko 30,3 %. Tam, gdzie na popularności tracą diesle, pojawia się przestrzeń dla napędów alternatywnych, takich jak hybrydy czy auta elektryczne. Aż 36% polskich przedsiębiorców rozważa zakup floty z napędem alternatywnym. W poprzednim badaniu odsetek ten wynosił 31%.

Polska stawia na LPG

Badanie CVO pokazuje, że polscy przedsiębiorcy, obok włoskich i brytyjskich, znajdują się w czołówce, jeżeli chodzi o zastosowanie LPG. Aż 14% aut w polskich flotach jest napędzanych gazem. Dla porównania w pozostałych krajach UE odsetek ten wynosi średnio 4%. – Tak duża popularność samochodów z LPG wynika z braku alternatyw dla diesla w segmentach A oraz B, a także wymiaru ekologicznego i ekonomicznego stosowania tego paliwa – mówi Tomasz Bachniak, Arval Consulting & CVO Manager.

Leasing ciągle w górę

Według danych tegorocznego Barometru w najbliższych latach w Polsce rosnąć będzie zainteresowanie leasingiem operacyjnym. W 2016 r. zdecydowanych na tę formę finansowania auta było 7% przedsiębiorców, w 2017 – 9 %, zaś w tegorocznym badaniu aż 13%. – Na szczególną uwagę zasługuje to, że leasing operacyjny cieszy się coraz większym zainteresowaniem wśród małych i średnich firm. Prawie 24% przedsiębiorców polskiego sektora MŚP jest zdecydowanych na tę formę finansowania zakupu samochodu. W pozostałych państwach UE taką chęć deklaruje jedynie 13%. – mówi Tomasz Bachniak, Arval Consulting & CVO Manager.

Polscy przedsiębiorcy stawiają na bezpieczeństwo

Polska znalazła się w czołówce państw, w których przedsiębiorcy najchętniej korzystają z narzędzi telematycznych – pod tym względem ustępujemy jedynie Wielkiej Brytanii. Udział polskich firm stosujących ww. rozwiązania wyniósł wg CVO 28%, podczas gdy w pozostałych państwach Unii Europejskiej oscyluje on średnio wokół 19%.

Coraz ważniejszym powodem, który decyduje o decyzji korzystania z tego typu narzędzi jest chęć poprawy bezpieczeństwa kierowców. – W tym roku aż 65% polskich przedsiębiorców zadeklarowało, że czynnik bezpieczeństwa jest dla nich najważniejszą motywacją do zastosowania telematyki. W ubiegłorocznym badaniu podobnie odpowiedziało jedynie 47% respondentów – mówi Tomasz Bachniak.

***

Barometr flotowy 2018 powstał na podstawie odpowiedzi uzyskanych od 3718 respondentów – fleet menedżerów i osób administrujących flotami, zatrudnionych w firmach korzystających z samochodów służbowych w Unii Europejskiej oraz Turcji. Badanie prowadzone przez Corporate Vehicle Observatory – think tank założony w 2002 roku we Francji z inicjatywy grupy finansowej BNP Paribas oraz firmy Arval – jest całkowicie niezależne, ma na celu opracowanie statystyk ukazujących strukturę flot w poszczególnych krajach oraz perspektywy rozwoju rynku i pojawiające się na nim trendy, w tym związane z przemieszczaniem się i mobilnością pracowników.

Wdrożenie technologii, które ograniczą zanieczyszczenie powietrza może przynieść Europejczykom nawet 183 mld euro oszczędności – wynika z raportu InnoEnergy i Deloitte

Opublikowany dzisiaj raport InnoEnergy, największego w Europie, wspieranego przez EIT funduszu inwestującego w rozwiązania z obszaru energii, cleantech i mobilności, wskazuje, że Europejczycy mogą zaoszczędzić nawet 183 mld euro w ciągu następnych siedmiu lat poprzez wdrożenie innowacyjnych technologii redukujących smog.

Raport “Clean Air Challenge”, opracowany przy współpracy z Deloitte, jest odpowiedzią na szacunki Komisji Europejskiej, zgodnie z którymi smog może być przyczyną nawet 10% przedwczesnych zgonów na świecie, a w latach 2018-2025 będzie kosztować Unię Europejską aż 475 mld euro. rocznie, co stanowi 2,9 proc. średniego rocznego PKB.

Raport dogłębnie analizujący kwestię jakości powietrza na całym kontynencie został opublikowany podczas spotkania z udziałem czołowych polityków, przedstawicieli władz i biznesu w Brukseli. Przedstawione zostały konkretne, innowacyjne rozwiązania w zakresie transportu i ogrzewnictwa, mające na celu ochronę obywateli Europy przed zanieczyszczonym powietrzem i jego wpływem na zdrowie.

Smog jest jednym z najistotniejszych problemów zdrowia publicznego w tym stuleciu. Odpowiada za jedną na dziesięć przedwczesnych śmierci na świecie oraz za 400 000 przedwczesnych zgonów rocznie w całej Europie – mówił podczas wydarzenia Jerzy Buzek, Przewodniczący Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii Parlamentu Europejskiego.

Raport The Clean Air Challenge przedstawia praktyczne rozwiązania, które mogą przyczynić się do poprawy zdrowia naszych obywateli, a także mogą przynieść korzyści całemu społeczeństwu. Musimy niezwłocznie rozpocząć ich wdrażanie w całej Europie – dodaje Jerzy Buzek.

To szokujące, że w dzisiejszych czasach smog nadal stanowi tak duże zagrożenie dla zdrowia naszych obywateli. Biorąc pod uwagę ogromne straty ekonomiczne i dostęp do najnowszych technologii, nie ma powodu dla którego ludzie nie powinni oddychać czystym powietrzem – mówi Diego Pavia, dyrektor generalny InnoEnergy.

W InnoEnergy mierzymy się bezpośrednio z problemami. Nie tylko udostępniamy dalsze badania w celu lepszego zrozumienia problemu i znalezienia praktycznych rozwiązań, ale także aktywnie poszukujemy możliwości inwestycji i wsparcia dla ambitnych przedsiębiorców z pasją i planem walki ze smogiem – kontynuuje Diego Pavia.

Nie możemy zapominać, że złej jakości powietrze wpływa na każdego w inny sposób. Przyczyny i skutki smogu różnią się w zależności od regionu. Na przykład, w Zachodniej Europie główną przyczyną smogu jest transport, podczas gdy na Wschodzie ogrzewanie – komentuje Irena Pichola, Partner, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.

Jak wykazano w raporcie, jedną z najbardziej dotkniętych grup społecznych są ludzie młodzi. Wraz ze wzrostem stężenia PM o 100 jednostek, oczekiwana średnia długość życia dzieci do lat 5 zmniejsza się o ponad 2 lata. Jesteśmy dumni, że możemy współpracować z InnoEnergy w poszukiwaniu rozwiązań dla tak poważnego problemu – podkreśla Irena Pichola.

Amerykańska FATCA podstępnie zbiera żniwo

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Zacznijmy od przypomnienia, czym jest kontrowersyjne i wielokrotnie przez nas krytykowane amerykańskie prawo podatkowe FATCA (Foreign Account Tax Compliance Act). FATCA to ustawa federalna uchwalona w 2010 r., wdrożona 1 lipca 2014 r., która wymaga od zagranicznych instytucji finansowych identyfikacji amerykańskich klientów i przekazywania informacji o ich rachunkach finansowych bezpośrednio lub za pośrednictwem zagranicznego podmiotu. Głównym celem FATCA jest uniemożliwienie amerykańskim podatnikom korzystania z zagranicznych kont w celu unikania opodatkowania i dokonywania innych przestępstw podatkowych.

Indywidualni podatnicy są również zobowiązani do zgłaszania zagranicznych aktywów finansowych amerykańskiej służbie podatkowej IRS (Internal Revenue Service), jeżeli łączna ich wartość przekracza określone progi w USD. Dodatkowo każda spółka zagraniczna nienotowana na giełdzie lub jakiekolwiek zagraniczne partnerstwo, w którym występuje 10% własności amerykańskiej, mają obowiązek przekazania IRS nazwiska i numeru identyfikacji podatkowej każdego amerykańskiego akcjonariusza. Zagraniczne instytucje finansowe, które nie stosują się do przepisów FATCA, nie podpisały porozumień i nie współpracują z IRS, mogą zostać wykluczone z rynku amerykańskiego, a ponadto ich transakcje w USD będą podlegały 30% stopie opodatkowania.

Co jest kontrowersyjnego w tej ustawie?

Ujmując najprościej: FATCA jest eksterytorialnym amerykańskim dyktatem, naruszającym suwerenność państw oraz obciążającym instytucje finansowe innych krajów. Prawo to jest wysoce szkodliwe dla konsumentów i podatników USA mieszkających za granicą. Ustawa złamała kręgosłupy bankom, w pierwszej kolejności bankom szwajcarskim, słynącym dotąd
z bezwzględnej ochrony tajemnicy bankowej. Departament Sprawiedliwości chełpił się tym, iż dzięki szwajcarskim bankom amerykańskie służby „podążają za pieniędzmi” do innych jurysdykcji w tzw. „rajach podatkowych”, w szczególności Singapuru, Hongkongu, na Karaiby, do Indii, Izraela, Liechtensteinu i Luksemburga.

Problemem tego prawa nie jest motyw, skądinąd zrozumiały, ale metoda

Stany Zjednoczone są tradycyjnie nieugięte, jeśli chodzi o ochronę swoich obywateli
i instytucji przed ingerencją prawa innych krajów, które stoi w sprzeczności z ich regulacjami. Niewątpliwie stosują podwójne standardy w stosunku do reszty świata – inne kraje winny stosować się do prawa
USA, ale nie powinny niczego narzucać wolnym i dumnym Amerykanom.” – fragment artykułu „Amerykańskie prawo biczem na raje podatkowe”.

Agenci ratują FATCA?

Pierwszą ofiarą FATCA jest Adrian Baron, który jest naturalizowanym obywatelem St. Vincent i Grenadyny, wyspiarskiego państwa na Morzu Karaibskim. Baron to były dyrektor ds. biznesu i były dyrektor naczelny Loyal Bank Ltd., banku off-shore z siedzibą w Budapeszcie oraz w St. Vincent i Grenadynach.

Baron, wraz z inną obywatelką tego małego kraju Lindą Bullock, oraz cztery korporacje znajdują się wśród podmiotów oskarżonych w marcu 2018 r. w Stanach Zjednoczonych za międzynarodowe oszustwa związane z papierami wartościowymi i praniem pieniędzy
o wartości 50 mln USD. Baron przyznał się do winy w dniu 11 września 2018 r. przed Sądem Okręgowym w USA polegającej na łamaniu prawa Stanów Zjednoczonych, a ściślej na działaniu sprzecznym z przepisami FATCA. Został aresztowany na Węgrzech i w ramach ekstradycji przekazany do USA.

„Grabarzem” Barona okazał się agent służb działający pod przykryciem, który zgłosił się do niego jako obywatel USA zaangażowany w pewne manipulacje na giełdzie, zainteresowany otwarciem wielu kont bankowych w Loyal Banku. Jednak nie chciał, aby jego nazwisko widniało na dokumentach otwarcia rachunku, mimo że miał być ich prawdziwym właścicielem. Loyal Bank reprezentowany przez Barona nie widział problemu z otwarciem takich kont i udostępnieniem kart debetowych. W lipcu 2017 r. tajny agent ponownie spotkał się z Baronem i opisał, jak działał jego system manipulowania akcjami, w tym stosowane sposoby obchodzenia wymogów sprawozdawczości do IRS w ramach FATCA. Baron uspokoił klienta, iż bank nie złoży informacji wymaganych przez FATCA, której przepisy oficjalnie respektował.

Baronowi grozi pięć lat więzienia. Stanie się on drugim skazanym w sprawie związanej
z łamaniem przepisów FATCA. Wcześniej, 26 lipca 2018 r., do przestępstwa związanego
z praniem pieniędzy przyznał się Arvinsingh Canaye, były dyrektor generalny Beaufort Management Services Ltd. na Mauritiusie. Sprawa jest rozpatrywana przez Biuro ds. Działalności Gospodarczej i Sekcji Nadużyć Finansowych. Jego działania obejmowały manipulację rynkową bezwartościowymi papierami wartościowymi i pozorowaną próbę wypłaty 6,7 mln funtów za sprzedaż obrazu Pabla Picassa. Canaye również wpadł w pułapkę zastawioną na niego przez podstawionych agentów FBI.

Dwa opisane przypadki naruszenia FATCA pozwalają na wyciągnięcie kilku wniosków.

Współpraca międzynarodowa oraz wykorzystanie tajnych operacji wskazują na większe zaangażowanie władz USA w egzekwowanie FATCA. Skazanie Barona dowodzi również wysokiego poziomu współpracy międzyinstytucjonalnej. W tym przypadku Departament Sprawiedliwości współpracował z amerykańską Komisję Papierów Wartościowych i Giełd, policją londyńską, Urzędem Nadzoru Finansowego Wielkiej Brytanii oraz węgierskim Krajowym Biurem Śledczym.

Przed konsekwencjami za naruszenie FATCA można uciekać, ale nie można się przed nimi ukryć. Pracownicy zagranicznych instytucji finansowych, którzy naruszają FATCA albo podatnicy unikający podatków, nie mogą ukryć się w obcym kraju. W sprawie Barona USA
i Węgry skorzystały z porozumienia o ekstradycji.

FATCA ma zasięg globalny. Ponad 100 krajów na całym świecie podpisało umowy międzyrządowe lub zgodziło się na ich treść, co ułatwiło wdrożenie tego prawa. W 2014 r. OECD wprowadził Wspólny Standard Sprawozdawczości (CRS), do którego przystąpiły wszystkie państwa członkowskie w celu automatycznej wymiany informacji. CRS jest w dużej mierze oparty na FATCA i zapewnia określone standardy sprawozdawczości dla instytucji finansowych. Wiele krajów, w tym Chiny, od 1 września 2018 r. zaczęło w ramach CRS wymieniać informacje podatkowe. Instytucje podatkowe w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii i Holandii połączyły siły i na spotkaniu w czerwcu 2018 r. uruchomiły sojusz J5 przeciwko międzynarodowej przestępczości podatkowej.

Egzekwowanie FATCA nabiera rozmachu. Znamienne są tu słowa Williama Sweeneya, asystenta dyrektora FBI odpowiedzialnego za oszustwa podatkowe: „Egzekwowanie prawa
w stosunku do oszustów manipulujących papierami wartościowymi i pośredników w praniu pieniędzy jest i pozostanie priorytetem FBI i naszych partnerów na całym świecie”.

Jednak według niektórych obserwatorów działania agentów i dwa spektakularne sukcesy, dopiero po czterech latach obowiązywania, to nie dzieło przypadku. Mógł je napędzić raport rządowy krytyczny wobec ograniczonego stosowania FATCA przez IRS. Jego autorem jest Generalny Inspektor Skarbu ds. Administracji Podatkowej (ang. Treasury Inspector General for Tax Administrator TIGTA), który po przeprowadzeniu audytu w raporcie z 5 lipca 2018 r. stwierdził, że pomimo wydania prawie 380 mln USD na informatyczne oraz inne potrzeby programu FATCA, IRS podjęło ograniczone lub żadne merytoryczne działania. Wskazano, że IRS opóźnił podjęcie większości planowanych działań. IRS zakwestionował raport TIGTA, ale koincydencja jego publikacji z pierwszymi skazaniami za naruszenie FATCA wydaje się nieprzypadkowa.

Czy Donald Trump okaże się grabarzem FATCA?

Póki co niewiele na to wskazuje, chociaż nadzieje przeciwników FATCA pokładane
w obecnym prezydencie są ogromne. Pełen optymizmu pozostaje Nigel Green, lider kampanii na rzecz uchylenia FATCA. W jego opinii za prezydentury Obamy było to prawie niemożliwe, jednak wraz z wkroczeniem Trumpa do Białego Domu i wprowadzonym przez niego pakietem reform podatkowych sytuacja uległa zmianie. Istnieje szansa, aby „wyrzucić to toksyczne prawo”.

Przeciwnicy FATCA zarzucają ustawie, iż zamienia amerykańskich emigrantów w finansowych pariasów na wiele lat. Coraz liczniejsze są przypadki rezygnacji z obywatelstwa przez Amerykanów mieszkających za granicą, których liczba sięga blisko 8 milionów. Prawo to powoduje chaos w globalnym systemie finansów poza USA. FATCA nie tylko pozwala na „nieuzasadnione rewizje i konfiskaty”, ale także narusza zdolność Amerykanów mieszkających za granicą do prowadzenia normalnego życia.

Krytycy FATCA powołali zespół specjalistów z Waszyngtonu, który zasila m.in. były dyplomata z USA i wieloletni przywódca senacki Jim Jatras, a także kilku wpływowych kongresmanów i senatorów. Według jego reprezentantów Amerykanie za granicą powinni cieszyć się takimi samymi prawami jak Amerykanie mieszkający w Stanach Zjednoczonych, których prywatne informacje finansowe, z wyjątkiem informacji o odsetkach, nie podlegają ujawnieniu rządowi.

W listopadzie 2017 r. Green i Jatras wystosowali list otwarty do sekretarza skarbu Stevena Mnuchina, w którym zaapelowali o uchylenie tego prawa. Nawiązując do deklaracji Platformy Republikańskiej z 2016 r., stwierdzili, iż „republikańska obietnica uchylenia FATCA opiera się na najgłębszych i najbardziej cenionych amerykańskich zasadach, w szczególności na poszanowaniu prywatności obywateli, którzy nie są zaangażowani w łamanie prawa, a nawet nie są o to podejrzewani”. I kontynuują: „Jesteśmy przekonani, że poczynione zostaną postępy legislacyjne i że FATCA zostanie uchylona w najbliższej przyszłości. Piszemy do Pana z powodu naszego rozczarowania, że żadna pozytywna akcja nie została jeszcze podjęta przez część aparatu władzy, dotyczy to Departamentu Skarbu”.

Jeszcze mocniejszy wydźwięk miał list z 21 marca 2018 r. przedstawicieli Kampanii na rzecz Uchylenia FATCA skupiającej 23 różne organizacje i grupy nacisku, w tym Krajowy Związek Podatników skierowany do spikera Izby Reprezentantów Paula Ryana, lidera większości senackiej Mitcha McConeela oraz przewodniczącego senackiej komisji finansów Oriina Hatcha. Wskazuje się w nim pięć zasadniczych mankamentów FATCA:

  1. nie osiąga głównego celu, jakim jest walka z bogatymi oszustami podatkowymi;
  2. uderza w niewinnych amerykanów przy nadmiernych wymogach w zakresie sprawozdawczości i drakońskich karach za najmniejsze uchybienie;
  3. sprawia, że obywatele USA mieszkający i pracujący za granicą są w oczach instytucji finansowych i pracodawców właścicielami „toksycznych aktywów”;
  4. koszty przestrzegania uciążliwego przepisu znacznie przewyższają dochody, które generuje;
  5. zachęca inne kraje i organizacje międzynarodowe do agresywnego ściągania podatków, co zagraża amerykańskim firmom i światowej gospodarce.

W komentarzu sprzed kilku miesięcy opublikowanym przez „The Hill” Green napisał: „Kiedy Kongres kontrolowany przez Republikanów posuwa się naprzód, przygotowując kompleksowe ustawodawstwo dotyczące reformy podatkowej i położy je na biurku prezydenta Donalda Trumpa, jedna pozycja powinna znaleźć się wysoko na liście, a prawdopodobnie jeszcze nie jest uchylenie ustawy o podatku zagranicznym (FATCA). Najwyższy czas, by administracja Trumpa i dwuizbowe przywództwo Partii Republikańskiej dotrzymały obietnicy tej partii
i pozbyły się tego bezsensownego, inwazyjnego, dyktatorskiego i kosztownego obciążenia”.

Na działania Kongresu i administracji Trumpa w tej kwestii przyjdzie jeszcze prawdopodobnie poczekać.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Marek Ciecierski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Brexit wzmacnia funta. Portfele Wenezuelczyków

Ostatnie doniesienia na temat kolejnych uzgodnień z Unią Europejską wsparły notowania funta. Wenezuelczycy dobijani hiperinflacją. Ceny na Węgrzech w górę.

Brexit wspomaga funta

Wygląda na to, że wielu analityków zbyt ostro oceniało możliwości Wielkiej Brytanii w negocjacjach brexitowych. Wraz z postępami w wypracowywaniu kolejnych rozwiązań funt odzyskuje powoli swoje straty. Pomaga mu w tym nieciekawa sytuacja w Europie. Gorsze wyniki gospodarcze Niemców to jedna sprawa, ale głównym problemem wydają się obecnie Włosi. Nowy rząd nie daje gwarancji, że kraj będzie prowadził racjonalną politykę budżetową. W rezultacie euro traci na wartości co dodatkowo umacnia funta.

Dramat Wenezueli

Zadziwiające, że kraj będący istotnym eksporterem ropy naftowej przy cenie w okolicach 80 dolarów za baryłkę może mieć takie problemy gospodarcze. Właśnie zaktualizowano prognozę inflacji. Ten rok zakończy się podobno 1,37 mln procent a kolejny inflacja sięgnie 10 mln procent. Jak bardzo absurdalne są to wartości pokazuje prosta kalkulacja. Przy tym poziomie cen większość mieszkań sprzedanych na początku stycznia nie pozwoli za tą samą kwotę zjeść obiadu pod koniec grudnia. Rząd nie podejmuje jednak żadnych istotnych reform mających wyrwać kraj z tej błędnej pętli.

Inflacja na Węgrzech w górę

Węgierskie ceny rosną w skali roku już o 3,6%. To co prawda o zaledwie 0,1% powyżej oczekiwań, ale jest to już 1,5% wzrostu od początku roku. Jaki wpływ ma inflacja na waluty? Przeważnie zbyt szybko rosnąca inflacja jest ograniczana przez podwyżki sóp procentowych. Te z kolei powodują, że waluta, której oprocentowanie rośnie zyskuje na wartości. To właśnie dlatego wielu analityków spodziewa się, że Węgrzy podniosą niedługo stopy procentowe. Rosnąca inflacja umacnia zatem forinta.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nowy raport Oracle i MIT Technology Review Insights na temat otwartej bankowości

Otwarta bankowość jest jednym z najważniejszych trendów, który zmienia sektor bankowy. Zamknięte systemy finansowe ustępują miejsca otwartym, gdzie dane są udostępniane podmiotom za pośrednictwem interfejsów programowania aplikacji (API). Oracle zlecił firmie MIT Technology Review Insights opracowanie raportu dotyczącego perspektyw branży w celu zbadania, jak banki reagują na zmiany przepisów, warunków rynkowych i modeli biznesowych związane z wprowadzaniem otwartej bankowości.

Z raportu tego, zatytułowanego Open Banking: The Race to Deliver Banking-as-a-Service wynika, że większość banków wciąż znajduje się na początku drogi. Choć wiele z nich tworzy nowe strategie, wdraża interfejsy API i pilnie śledzi konkurencję, walkę o udział w rynku wygrają te, które potrafią połączyć szybkość działania, innowacyjność i umiejętność podejmowania długoterminowych decyzji strategicznych.

Wskazują na to opinie i odczucia ankietowanych dyrektorów instytucji bankowych. „Brak wystarczająco szybkiej reakcji na nowy trend, jakim jest otwarta bankowość, może spowodować, że ktoś inny, np. konkurencyjny bank lub firma fintech, szybciej wprowadzi wymagane innowacje, a wtedy stracimy zaufanie lub relacje rynkowe” ― powiedział w raporcie Frank Tong, dyrektor działu innowacji i inwestycji strategicznych w banku HSBC.

Autorzy raportu stwierdzili również, że nowe regulacje sprzyjają wprowadzaniu innowacji związanych z otwartą bankowością oraz współpracy między bankami w celu tworzenia ram nowych systemów. „O ile regulacje zwykle zachęcają do nadrabiania zaległości w dziedzinie technologii, to z naszych badań wyłania się bardzo korzystny trend: organy regulacyjne wręcz wyznaczają tempo wdrażania innowacji bankowych” ― powiedziała Claire Beatty, redaktor w firmie MIT Technology Review Insights i współautorka raportu. „Zauważyliśmy, że rządy, organy regulacyjne, nowi uczestnicy rynku i firmy fintech intensywnie współpracują ze sobą, aby stworzyć ramy nowych środowisk i systemów, zapewnić klientom większą kontrolę nad danymi oraz usprawnić obsługę użytkowników usług finansowych”.

Raport potwierdza, że konkurencja i popyt ze strony konsumentów są głównymi czynnikami przyspieszającymi cyfryzację w bankowości. Firmy fintech mogą szybko wprowadzać na rynek usługi dla klientów indywidualnych, a z drugiej strony klienci są zainteresowani oferowaną przez takie firmy wygodą i łatwością obsługi. Aby tradycyjne instytucje finansowe utrzymały konkurencyjność, muszą wdrażać technologie otwartej bankowości i strategie współpracy. Tylko wtedy będą mogły udostępniać inteligentne, pogłębione i zgodne z oczekiwaniami usługi cyfrowe na wszystkich etapach cyklu obsługi klienta.

„Otwarta bankowość nie jest już opcją, lecz koniecznością” ― powiedział Sonny Singh, wiceprezes Oracle i dyrektor Oracle Financial Services Global Business Unit. „Banki, które dołączają do coraz szerszego środowiska potencjalnych partnerów cyfrowych, wdrażają interfejsy API i wykorzystują rozwiązania gotowe do pracy w chmurze, wyprzedzą konkurencję. Będą mogły szybciej udostępnić klientom szeroką ofertę nowoczesnych produktów i usług finansowych”.

Na przykład proces projektowania niestandardowych interfejsów API i udostępniania ich użytkownikom może zająć od 12 do 24 miesięcy, zależnie od stopnia złożoności bankowego środowiska informatycznego. Platforma przystosowana do obsługi chmury, taka jak Oracle Banking API, umożliwia bankom korzystanie ze skonfigurowanego fabrycznie repozytorium zawierającego ponad 1500 interfejsów API w architekturze REST (Representational State Transfer).

Co drugi Polak chciałby pracować w firmie zagranicznej

Francuskich pracodawców wyróżnia kreatywność, innowacyjność i przyjazna atmosfera, Niemcy to pracodawcy na dłużej, a Amerykanie kuszą nieformalnym stylem pracy. Ponad połowa Polaków pozytywnie postrzega firmy francuskie jako miejsce pracy, podobnie firmy niemieckie i amerykańskie. To główne wnioski z najnowszego badania „Firmy z kapitałem francuskim w ocenie pracowników” przeprowadzonego przez Nielsen Polska.

Francja jest drugim największym inwestorem zagranicznym w Polsce, a skumulowana wartość inwestycji wynosi blisko 18 mld euro. Ponad 1300 firm z francuskim kapitałem utworzyło w naszym kraju blisko ćwierć miliona miejsc pracy, w różnych sektorach gospodarki, a kolejnych kilkaset tysięcy powstało u partnerów, dostawców, czy dystrybutorów. Ich wpływ na rynek pracy jest niebagatelny, dlatego też zdecydowaliśmy się na przeprowadzenie badań, które miały na celu poznanie opinii Polaków na temat pracy w firmach z kapitałem zagranicznym, głównie francuskim. – mówi Monika Constant, Dyrektor Generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej.

Jak pokazują wyniki badania przeprowadzonego w lipcu i sierpniu przez Nielsen Polska na reprezentatywnej próbie 1000 Polaków, blisko co drugi badany chciałby zatrudnić się w firmie zagranicznej, a jedynie co czwarty wybrałby firmę lokalną. Dla 31% respondentów narodowość przedsiębiorstwa nie ma znaczenia. Jako pracodawcy firmy francuskie postrzegane są pozytywnie przez ponad połowę Polaków, oceny negatywne deklaruje jedynie 4% respondentów. Największy odsetek pozytywnych odpowiedzi występuje wśród pracowników firm francuskich (blisko 65%), co pokazuje, że dobre opinie potwierdzają się wraz z doświadczeniami zdobytymi u francuskich pracodawców. Firmy znad Sekwany są wybierane głównie ze względu na styl pracy (58% odpowiedzi), zainteresowanie kulturą tego kraju (44%), jak i oferowane przez nie warunki zatrudnienia (39%). Podobnie postrzegane są firmy amerykańskie i niemieckie, które zostały pozytywnie ocenione przez odpowiednio 55% i 59% respondentów.

KREATYWNOŚĆ, INNOWACYJNOŚĆ, DOŚWIADCZENIE – CECHY FRANCUSKICH PRACODAWCÓW

Docenianie kreatywności, nowoczesność i innowacyjność, a także stawianie na doświadczenie, to trzy cechy najczęściej przypisywane przedsiębiorstwom francuskim (odpowiednio 32%, 31% i 30% wskazań). Nowoczesność i innowacyjność (41%), a także dobre warunki rozwoju (39%), są cechami najczęściej przypisywanymi firmom francuskim przez studentów, czyli osoby, które dopiero wchodzą na rynek pracy. Wyróżnikiem firm znad Sekwany, w porównaniu z przedsiębiorstwami amerykańskimi i niemieckimi, są: przyjazna atmosfera i zagranie (22% wskazań) oraz sprzyjanie matkom i rodzinie (14% wskazań). Potwierdzają to również odpowiedzi pracowników firm francuskich. Zachowanie balansu między życiem zawodowym i prywatnym, rozwiązania wspierające matki i ojców, a także prowadzenie polityki sprzyjającej wewnętrznej integracji zespołu, są we francuskich firmach rozwijane od wielu lat.  – mówi Monika Constant. Czasem są to projekty, które trafiły do Polski z centrali, ale często są to nasze, polskie rozwiązania dopasowane do lokalnych potrzeb. Bywa też, że sprawdzają się one tak dobrze, że następnie są wdrażane globalnie na poziomie całej grupy. – dodaje Constant.

Zagraniczni pracodawcy w Polsce, w takich aspektach jak: innowacyjność, nowoczesność, dobre warunki rozwoju, czy atrakcyjne benefity uzyskali oceny na zbliżonym poziomie (różnica między Francuzami, Niemcami i Amerykanami nie przekraczała 5%). Można jednak wyróżnić obszary specyficzne dla danej narodowości. U Francuzów była to kreatywność, przyjazna atmosfera i sprzyjanie matkom i rodzinie. Firmy niemieckie w większym stopniu są postrzegane jako stabilni pracodawcy na dłużej, oferujący atrakcyjne wynagrodzenie. Amerykańskie przedsiębiorstwa są doceniane najczęściej za kreatywność i nieformalny styl pracy.

Wśród blisko dwudziestu cech przypisywanych francuskim firmom, znalazło się kilka elementów wymagających poprawy. Najwięcej wskazań – 16%, co przekłada się 13. pozycję wśród wszystkich odpowiedzi, uzyskała duża rotacja i masowy przepływ pracowników (17% w firmach niemieckich i 18% amerykańskich). Na kolejnych miejscach pracownicy wskazują brak życia prywatnego (12% wskazań w  firmach francuskich, 15% w niemieckich i 18% w amerykańskich) oraz stres i presja (11% w firmach francuskich, 14% u Niemców i 15% u Amerykanów).

WYSOKA ROZPOZNAWALNOŚĆ, NISKA ŚWIADOMOŚĆ POCHODZENIA MAREK

Dla większości Polaków Francja to głównie kraj słynący ze znanych miejsc (wieża Eiffla 27%, Paryż 9%), jedzenia (wino 11%, żaby 8%, ślimaki, ser) oraz „francuskiego” stylu życia (romantyzm, elegancja, moda). Jedynie 35% Polaków było we Francji, a tylko 12% pracowało we francuskiej firmie.

Firmy francuskie są w Polsce znane, choć tylko w niewielu przypadkach respondenci potrafili poprawnie wskazać narodowość marki. Najbardziej rozpoznawalne są firmy z sektorów: telekomunikacja (90% respondentów zna marki z tej branży), handel i dystrybucja (83%) oraz motoryzacja (81%), natomiast najczęściej kojarzone z Francją są marki z branży: motoryzacyjnej (48% respondentów trafnie przypisało firmom z tego sektora francuskie pochodzenie), handlowej (33%), finansowej (25%) oraz FMCG w tym kosmetycznej (24%).

Monika Constant, Dyrektor Generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej
Monika Constant, Dyrektor Generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej

Wiele z firm francuskich jest obecnych w Polsce od ponad dwudziestu lat, przez co na stałe wpisały się w panoramę polskiej gospodarki. Te firmy zatrudniają najczęściej ponad 99% lokalnych pracowników, płacą podatki lokalnie, budują zakłady i rozwijają infrastrukturę lokalnie, kupują od lokalnych dostawców, współpracują z lokalnymi usługodawcami. Dlatego też trudno dziś mówić o takim prostym podziale – firmy polskie i firmy zagraniczne, jak to było na początku lat 90-tych. Często są to firmy działające globalnie, a zatem niekoniecznie kojarzone z jednym tylko krajem. Również z punktu widzenia pracowników, pochodzenie kapitału odgrywa rolę drugorzędną, a najważniejsze są takie cechy jak możliwości rozwoju, atmosfera, docenianie kreatywności, czy innowacyjność. – mówi Monika Constant, Dyrektor Generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej.

O badaniu

Badanie „Firmy z kapitałem francuskim w ocenie pracowników” zostało przeprowadzone przez Nielsen Polska na zlecenie Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej i składało się z dwóch części. Część jakościowa przeprowadzona została w dniach 16-17 lipca 2018 roku, natomiast część ilościowa została przeprowadzona na reprezentatywnej próbie 1000 Polaków, w formie ankiety on-line, w dniach 6-12 sierpnia 2018.

Złoty kontynuuje wyprzedaż z poprzedniego tygodnia

Polska waluta w poniedziałek osłabiła się w relacji do głównych walut. Złotemu nie sprzyjało umocnienie dolara amerykańskiego (którego od połowy poprzedniego tygodnia wspierają rosnące rentowności amerykańskich papierów dłużnych) oraz obawy inwestorów o konflikt Włoch z Komisją Europejską.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

Kurs euro EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,30-4,32. Mimo umocnienia w parze ze złotym, wczorajszy dzień zdecydowanie nie był zbyt dobry dla euro. Wspólna waluta istotnie traciła w relacji do dolara amerykańskiego, była natomiast stabilna w parze z – również słabszym – funtem brytyjskim.

Wspólnej walucie nie sprzyjała wyprzedaż europejskich aktywów w związku z obawami o sytuację we Włoszech. Silnej wyprzedaży były poddane włoskie indeksy oraz papiery dłużne, w istotnym stopniu traciły jednak również aktywa innych europejskich krajów, w tym: niemieckie, hiszpańskie i francuskie akcje.

Konflikt Włoch z Unią Europejską wokół zaplanowanego przez włoskich populistów budżetu kraju nie gaśnie. Wczorajszy dzień przyniósł serię krytycznych wypowiedzi ze strony Matteo Salviniego, wicepremiera Włoch i lidera partii „Liga Północna”, który stwierdził, że prawdziwymi „wrogami Europy” są Pierre Moscovici i Jean Claude-Juncker z Komisji Europejskiej. Salvini oskarżył również spekulantów na rynkach finansowych o atakowanie krajów takich jak Włochy, dodatkowo podburzając nastroje na rynkach.

Kurs funta GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,89-4,92. Wczorajszy dzień charakteryzował się słabością brytyjskiej waluty, która istotnie traciła w parze ze zwyżkującym dolarem amerykańskim i ważonym koszykiem walut. Funtowi brytyjskiemu nie sprzyjała m.in. wspomniana siła amerykańskiej waluty, nie pomagał również brak istotnych pozytywnych informacji w kwestii negocjacji dotyczących Brexitu. A zegar tyka: za nieco ponad tydzień (18 października) odbędzie się szczyt UE, do czasu którego negocjacje powinny zostać zakończone.

Kurs dolara USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek wzrósł o 0,6%, wahając się w widełkach 3,73-3,76. Wczoraj dolar amerykański umocnił się w relacji do większości światowych walut. Amerykańskiej walucie oprócz wzrostu obaw o sytuację we Włoszech i słabości euro w ostatnim czasie sprzyja wspomniany wzrost rentowności amerykańskich papierów dłużnych, które, w przypadku 10-letnich obligacji dziś przebiły kolejny psychologiczny poziom, zwyżkując do 3,25%. Wprawdzie z uwagi na Dzień Kolumba w USA handel obligacjami był wczoraj wstrzymany, jednak nie przeszkodziło to dolarowi w umocnieniu.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 16:00 – przemawia Charles Evans z FED w Chicago
  • 16:35 – przemawia Ben Broadbent z brytyjskiego MPC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Złoto w trendzie spadkowym, miedź z potencjałem do wzrostów

Analiza średnioterminowa dla rynku złota i miedzi wskazuje – według ekspertów Aforti Exchange – na trend spadkowy w odniesieniu do złotego kruszcu, wywołany presją danych z USA, przy jednoczesnym wzroście ceny czerwonego surowca. Zwyżkująca miedź to odpowiedź m.in. na niskie, światowe zapasy. Zagrożeniem na tym rynku może być jednak konflikt na linii USA-Chiny.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Dobre dane makroekonomiczne z USA, w tym m.in. wskaźniki zatrudnienia na amerykańskim rynku pracy czy indeksy PMI i ISM dla usług, umacniają amerykańską walutę. Z kolei silny dolar – wzmocniony dodatkowo optymistycznymi wypowiedziami przedstawicieli Rezerwy Federalnej oraz szybkim wzrostem rentowności amerykańskich obligacji 10-letnich – wywołują presję na notowaniach złota. Stąd obserwowany trend spadkowy i zalecana przez analityków ostrożność w odniesieniu do tego surowca.

Jednocześnie, według analityków Aforti Exchange, prognozy dla notowań miedzi są pozytywne, a popyt na metal jest wciąż duży z potencjałem do wzrostów w bieżącym kwartale. Po trzech październikowych sesjach, ceny miedzi – zyskując 2 proc. – osiągnęły najwyższą miesięczną stopę zwrotu, licząc od czerwca 2018 roku. Wynika to między innymi z niskich zapasów tego surowca. Dobrą sytuację na tym rynku mogą jednak zakłócić obawy inwestorów związane między innymi ze skutkami wojny handlowej między Ameryką a Chinami. Niepokój wywołują też wyższe stopy procentowe w USA, a co tym idzie – potencjalnie negatywny wpływ na wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych i tym samym ograniczenie popytu na metale, a w tym miedź.

Złoto z rekomendacją ‘ostrożnie’

Notowania złota utrzymują się wciąż blisko strefy 1201.00 – 1220.00 USD. Lokalnym wsparciem pozostaje jednak poziom 1190.00 USD, który od początku drugiego tygodnia października 2018 roku znalazł się ponownie pod presją.

Jeżeli dojdzie do jego trwałego zanegowania, notowania złota otworzą sobie drogę w kierunku lokalnego wsparcia w cenie 1133.00 USD. Z takim scenariuszem należy się też liczyć, dopóki popyt nie spowoduje pokonania poziomu 1220.00 USD.

2018-10-09 Notowania złota_wykresŹródło: Aforti Exchange – notowania złota w układzie miesięcznym

Miedź z potencjałem do wzrostów

Po silnym wybiciu sprzed dwóch tygodni, oporem dla ceny miedzi okazał się poziom 284.30 USD. Od tego czasu notowania weszły w korektę, która jednak nie robi większych „szkód” kupującym. Co ważniejsze – na notowaniach miedzi utrzymuje się poziom 272.70 USD, wynikający z 50-proc. zniesienia dominującej świecy tygodniowej. 

Dopóki wspomniany poziom będzie się zachowany, można oczekiwać kolejnych prób powrotu powyżej strefy 277.30 – 279.50 i przekroczenia lokalnego oporu w cenie 284.30 USD, a następnie skierowania się notowań miedzi w okolice 300.00 USD.

2018-10-09 Notowania miedzi_wykresŹródło: Aforti Exchange – notowania miedzi w układzie miesięcznym

Rynek inwestycyjny w CEE obiera kurs na przekraczanie kolejnych granic wzrostu

Inwestorzy dobrze znają przewagi konkurencyjne i mocne strony regionu CEE. Widać jednak też nowe czynniki, które mogą wpływać na ocenę tego rynku w perspektywie średnio- i długoterminowej. Następuje znaczne przesunięcie od efektywności kosztowej w stronę jakości i operacji opartych na wiedzy we wszystkich sektorach gospodarki CEE. W jaki sposób zmienia się struktura najemców w regionie CEE? Czy wzrost w sektorze BSS przejawia oznaki spowolnienia? Czym różnią się struktury prawne i podatkowe w krajach CEE w porównaniu do tych w Europie Zachodniej? Wszystkie odpowiedzi na te i inne ważne pytania można znaleźć w tegorocznym raporcie inwestycyjnym CEE 2018: Nowe granice wzrostu, powstałym dzięki współpracy Skanska, CBRE, Dentons i PwC.

Od poszerzenia CEE w 2004 r. jest to najszybciej rozwijający się region w Unii Europejskiej. Stopa wzrostu w I półroczu 2018 r. wyniosła 4,2%, czyli dwukrotnie więcej niż średnia w całej Unii.

– W ciągu ostatnich 10 lat Europa Środkowo-Wschodnia przeobraziła się z rynku rozwijającego się w coraz częściej uważany za dojrzały. Ostatnia zmiana ratingu FTSE Russell dla Polski do statusu „rynku rozwiniętego ” to przykład na to, że kraje CEE coraz częściej są uznawane za porównywalne z USA, Wielką Brytanią i Niemcami. To wspaniała wiadomość dla całego regionu i jego postrzegania na arenie międzynarodowej. CEE jest od lat kluczowym celem dla sektora nieruchomości komercyjnych. To opłacalny, bezpieczny i stabilny region dla biznesu – mówi Adrian Karczewicz, dyrektor ds. transakcji w spółce biurowej Skanska aktywnej w Europie Środkowo-Wschodniej.

Aktywność inwestycyjna również jest bardzo wysoka. W 2018 r. prawie 5,8 mld EUR zostanie zainwestowanych w rynek biurowy Europy Środkowo-Wschodniej. Inwestorzy w regionie pochodzą z całego świata – z USA, Europy Zachodniej, Izraela i RPA. Według prognoz rynku nieruchomości komercyjnych tegoroczne nakłady inwestycyjne mogą przekroczyć 12 mld EUR.

Struktury prawne i podatkowe CEE

Europa Środkowo-Wschodnia stała się rynkiem dojrzałym zarówno pod względem ekonomicznym, jak i prawnym. Struktury transakcji, stawki podatkowe i inne koszty w CEE są porównywalne do standardów zachodnich. Struktury transakcyjne podobne do, lub wzorowane na zachodnich modelach są dobrze znane inwestorom i są dla nich wygodne. Zapewnia to zrozumiałe środowisko transakcji podlegające przepisom prawa, które na ogół gwarantują ten sam poziom bezpieczeństwa, jaki jest akceptowany przez inwestorów w bardziej dojrzałych jurysdykcjach, takich jak Niemcy czy Holandia. Koszty transakcji są konkurencyjne, a nawet korzystniejsze niż na dojrzałych rynkach. Region Europy Środkowo-Wschodniej oferuje bardzo atrakcyjne warunki w różnych aspektach, takich jak podatek od czynności cywilnoprawnych przy nabywaniu nieruchomości i stawki podatku CIT.

Rynek pracy: przejście od efektywności kosztowej do gospodarki opartej na wiedzy

Jednocześnie Europa Środkowo-Wschodnia znajduje się w trakcie bardzo ważnej transformacji: od wzrostu gospodarczego opartego na konkurencyjności płac do wzrostu opartego na wiedzy. Ten proces zmiany biznesowej można dostrzec w zapotrzebowaniu na umiejętności. Liczba miejsc pracy wymagających wysokiego poziomu wiedzy eksperckiej rośnie najszybciej w Europie Środkowo-Wschodniej, podczas gdy popyt na miejsca pracy, które wymagają jedynie elementarnych zdolności, ulega stagnacji. Wcześniej region CEE zapewniał kadry na rynkach Europy Zachodniej, teraz sam przyciąga coraz więcej pracowników. Ponadto zmiany na rynku pracy, a także trendy demograficzne i społeczne powodują wzrost zainteresowania nowoczesnymi miejscami pracy.

Biuro nabiera nowej roli jako narzędzie do budowania marki pracodawcy

Zmiana rynku pracy spowodowała zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowanych pracowników. W czasach ostrej konkurencji o talenty jakość powierzchni biurowej stała się potężną przewagą konkurencyjną, która ma wpływ na rynek biurowy w regionie. Popyt na nowoczesną powierzchnię biurową jest bardzo silny, a absorpcja netto w największych miastach Europy Środkowo-Wschodniej w I półroczu 2018 r. wyniosła ok. 700 000 mkw. Silny popyt generuje silną aktywność deweloperów. Potwierdzają to liczby – aż 6 mln mkw nowej powierzchni biurowej, zostanie ukończonej w ciągu najbliższych trzech lat, uzupełniając aktualne zasoby 21,1 mln mkw. Oznacza to roczną stopę wzrostu bliską dziewięciu procent.

Inną zauważalną zmianą jest coraz bardziej zróżnicowana struktura popytu w Europie Środkowo-Wschodniej. Przez prawie dwie dekady sektor usług biznesowych, jako jeden z najszybciej rozwijających się w regionie, był również jednym z największych najemców powierzchni biurowej. Zapowiadane niejednokrotnie spowolnienie tempa wzrostu tego sektora nie zmaterializowało się. Wydaje się, że będzie się ono utrzymywać na wysokim poziomie w przewidywalnej przyszłości. Jednak sektor usług biznesowych nie jest jedynym graczem generującym popyt na nowoczesne biura. Instytucje publiczne zaczęły przenosić swoje siedziby do nowoczesnych budynków biurowych, a krajowe firmy rosną i powiększają swoją przestrzeń.

Więcej informacji o trendach w regionie można znaleźć w najnowszym Raporcie Inwestycyjnym CEE 2018: Na drodze wzrostu. Pełną wersję raportu w języku angielskim można pobrać od 9. października pod adresem: www.skanska.pl/CEEinvestmentreport2018.

Zadłużenie przeciętnego Polaka to 5560 zł

Z danych KPF wynika, że przeciętny dług konsumenta, którego zobowiązania zostały scedowane przez wierzycieli pierwotnych, głównie banki, na firmy zarządzające wierzytelnościami, wynosi 5560 zł. Kłopoty z regulowaniem swoich zobowiązań, statystycznie, ma co piąte gospodarstwo domowe. Ich główną przyczyną wcale nie są jednak złe intencje. Okazuje się, że za długami stoi często zwykła niefrasobliwość.

Polacy nie boją się kredytów, pożyczek czy rat. Ponad 70 proc. Polaków sumiennie płaci rachunki i spłaca raty. Wraz z rosnącą zasobnością portfeli rośnie też poczucie finansowego bezpieczeństwa i skłonność do zaciągania zobowiązań, w tym kredytowych. Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że w 2017 ich łączna wartość przekroczyła 700 miliardów złotych.

Zadłużenie przeciętnego Kowalskiego
Źródło: Narodowy Bank Polski

W kredytach i pożyczkach oraz innych zobowiązaniach nie ma oczywiście nic złego. Rośnie dzięki temu jakość życia zdecydowanie większej liczby gospodarstw domowych, które nie muszą czekać na spełnienie pozytywnych ambicji w tym zakresie. – To dobre zjawisko – przynajmniej do czasu, gdy perspektywa spłaty zobowiązań, finansujących wzrost jakości życia, nie przekracza możliwości finansowych – ocenia Andrzej Roter, prezes Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF).

Z raportu KPF dotyczącego sytuacji na rynku consumer finance (dane za III kwartał 2018 roku) wynika, że większość konsumentów nie ma problemów z bieżącą obsługą zobowiązań kredytowych. Aż 74,5 proc. badanych twierdzi, że płaci raty bezproblemowo i w terminie. Ponad 19 proc. przyznaje, że spłaca zobowiązania z małymi problemami, a ponad 5 proc. z dużymi problemami, choć opóźnienie spłaty nie przekracza 6 mies. Największe problemy w spłacie (gdy opóźnienie przekracza 6 miesięcy) deklaruje 0,6 proc. respondentów.

Podczas badania KPF zadano respondentom pytanie o przyczyny nieterminowego regulowania zobowiązań. Aż 56,5 proc. uważa, że główną przyczyną jest lekkomyślne zaciąganie zobowiązań i brak planowania wydatków i dochodów, w tym często zaciąganie zobowiązań na granicy zdolności własnego budżetu. Ponad 14 proc. wskazuje wypadki losowe takie jak utratę pracy, czy ciężką chorobę, a 7,6 proc. nieprzywiązywanie wagi do terminowości regulowania rozliczeń finansowych.

Mała kwota, duży kłopot

Co ciekawe, największe kłopoty ze spłatą zobowiązań nie dotyczą wcale tych najkosztowniejszych. Kredyty mieszkaniowe, opiewające przecież na najwyższe kwoty, spłacane są najlepiej. Zdecydowanie więcej problemów pojawia się tam, gdzie kwoty są znacznie niższe.

Sytuację wziął niedawno pod lupę zespół analityków ERIF Biura Informacji Gospodarczej. Z raportu opublikowanego na początku 2018 roku wynika, że:

Zadłużeni mężczyźni:

  • najczęściej zalegają z wypłacaniem alimentów (25%),
  • unikają regulowania rachunków telefonicznych (24%),
  • nie radzą sobie ze spłatami rat pożyczek (24%).

Zadłużone kobiety:

  • zalegają przede wszystkim ze spłacaniem pożyczek (42%),
  • nie płacą w terminie faktur telekomunikacyjnych (25%),
  • nie są w stanie spłacać zaciągniętych kredytów (15%).

Rzadszym, ale odczuwalnym problemem są też niezapłacone rachunki za media czy opłacanie grzywien oraz mandatów. Warto przy tym zaznaczyć, że w rejestrach dłużników mężczyzn jest nawet czterokrotnie więcej, niż kobiet. Statystycznie – jak wynika z danych Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych, zrzeszającej największe, profesjonalne firmy windykacyjne w Polsce – każdy dłużnik winien jest 5560 złotych. Długi rekordzistów liczone są jednak w milionach złotych.

Długi z premedytacją to margines

Z ostatniego raportu KPF wynika, że nominalna wartość wierzytelności obsługiwanych przez firmy zrzeszone w KPF przekroczyła pod koniec II kw. 2018 roku 81 mld PLN, a liczba obsługiwanych wierzytelności 14,51 mln szt.

Wartość obsługiwanych wierzytelności (w mld zł)

Wartość obsługiwanych wierzytelnościŹródło: Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce

Gospodarstwa domowe i osoby zadłużone, którzy nie regulują w terminie swoich zobowiązań, są potężnym problemem dla całej gospodarki i przedsiębiorstw ze wszystkich jej sektorów. Trzeba pamiętać, że polskie przedsiębiorstwa, aby poradzić sobie z problemem niewywiązywania się przez kontrahentów ze zobowiązań, wydają równowartość około 5–6 proc. całości swoich kosztów. Ten problem, w skali całej gospodarki, może być szacowany na około 150–180 mld zł – ocenia Andrzej Roter, prezes Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.Wyobraźmy sobie, jak bardzo poprawiłaby się kondycja gospodarki, o ile zmniejszyłaby się presja na podnoszenie cen produktów, czy usług, gdyby przedsiębiorstwa nie musiały ponosić tych kosztów – dodaje.

Jak wynika z badań firm windykacyjnych, spora część zobowiązań powstaje wcale nie dlatego, że ktoś faktycznie nie chce spłacać swoich rat czy rachunków. Często za pierwszym krokiem w spirali zadłużenia kryje się zwykła niefrasobliwość:

  • zgubienie lub zapomnienie o rachunku,
  • podanie błędnych danych do kontaktu,
  • przeprowadzka, uniemożliwiająca odbiór faktur,
  • brak kontrolowania wydatków kartą kredytową.

Celowe unikanie regulowania należności okazuje się być raczej efektem niż przyczyną problemów. Tym bardziej, że zdecydowana większość Polaków kwestię spłaty długów traktuje nie tylko w wymiarze finansowym, ale również moralnym. Z badania przeprowadzonego przez KPF wynika, że myśli tak 95 na 100 z nas.

Czy zgadza się Pani/Pan z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym?

oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnymŹródło: Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych. Raport „Moralność finansowa Polaków, 2018”

Do kwestii własnych możliwości finansowych warto więc podchodzić rozsądnie i dokładnie przekalkulować czy pożyczka, kredyt lub sprzęt na raty jest faktycznie w naszym zasięgu. Tym bardziej, że poprawiająca się sytuacja finansowa gospodarstw domowych, sprzyja konsumpcji i zwiększa apetyt na kredyty czy pożyczki w wyższych kwotach. Jesteśmy zamożniejsi, ale to nie oznacza, że możemy być mniej rozsądni i mniej rzetelni – rekomenduje Andrzej Roter.

Potwierdzają to dane na temat średniej wartości kredytu czy pożyczki. Dla przykładu, w 2017 roku średnia wartość pożyczki udzielanej przez instytucje pożyczkowe, skupione w KPF, sięgnęła 2122 zł. To o 30 proc. więcej niż w roku 2016 i dokładnie 137 proc. więcej niż jeszcze dziesięć lat temu. Prognozy koniunktury na rynku kredytowym, zobrazowane przez Barometr CF, opracowany przez KPF i IRG SGH pokazują, że w tym roku chęć do pożyczania również będzie rosła. Ważne więc, żeby pożyczać z głową. Bo – jak podkreślają przedstawiciele branży finansowej – zdrowy rozsądek to zawsze najlepszy doradca.

Złoty coraz słabszy. Kurs euro testuje opór na 4,32

W poniedziałek złoty osłabił się do 4,32 na EUR/PLN przy ponownie obniżających się notowaniach euro do dolara do 1,146. USD/PLN chwilowo wzrósł do 3,765.

W zeszłym tygodniu mocne publikacje z USA (ADP, ISM usług, PMI) nasiliły wzrost wartości dolara i dopiero piątkowy, odbiegający od prognoz NFP przyhamował spadki notowań głównej pary walutowej (przyrost 143 tys. nowych etatów poza rolnictwem rynek odebrał negatywnie). Należy jednak pamiętać, że wrześniowe odczyty znajdują się pod wpływem sezonu huraganowego (spadło zatrudnienie w hotelarstwie i gastronomii) i mimo to stopa bezrobocia obniżyła się do poziomu najniższego od blisko dwóch lat. Ostatecznie więc inwestorzy przekonali się co do utrzymujących się solidnych fundamentów amerykańskiej gospodarki (wspierających jastrzębią politykę Fed). W poniedziałek, na niekorzyść euro dodatkowo działały publikacje produkcji przemysłowej z Niemiec (w sierpniu spadek o 0,3% m/m) oraz indeksu Sentix ze strefy euro (w październiku spadek do 11,4 pkt.). Inwestorzy obawiają się, że problemy gospodarcze Niemiec, które ciągnął całą UE, mogą „rozlać” się na inne kraje Wspólnoty. Europie nadal też ciążą Włochy. KE ostrzegła bowiem, że nowo ustalony deficyt Włoch narusza zobowiązania kraju wobec polityki Unii, co prawdopodobnie oznacza, że projekt włoskiego budżetu zakładający znaczącą podwyżkę deficytu do 2,4% w 2019 roku zostanie odrzucony. Tymczasem Rzym nadal podkreśla, że nie „wycofa się” ze swoich planów budżetowych, co może oznaczać, że brak osiągnięcia porozumienia z Brukselą będzie prowadził do nasilenia się niestabilności na rynku walutowym (rośnie prawdopodobieństwo obniżenia wiarygodności kredytowej Włoch).

W tym tygodniu rynki oczekują publikacji czwartkowych danych inflacyjnych z USA. Wyższe od oczekiwań przyspieszenie wzrostu cen może zwiększyć oczekiwania dotyczące podwyżek stóp procentowych w 2019 roku i w kolejnych latach. We wtorek poznamy analogiczne odczyty inflacji z naszego regionu (dane dla Czech i Węgier).

Na krajowym rynku stopy procentowej poniedziałkowa sesja nie przyniosła istotniejszych zmian notowań. Dla odmiany podwyższoną zmienność widać było w strefie euro, gdzie wyraźnie wzrosły obawy o stabilność polityki fiskalnej Włoch (pojawiły się spekulacje, że KE odrzuca projekt budżetu na 2019 r.). W efekcie rentowności 10-letnich obligacji skarbowych tego kraju wzrosły już do 3,6%, determinując wzrost awersji do ryzyka w całej Europie widoczny m.in. po spadkach indeksów na giełdach akcji. Poza tym widać też było alokację kapitału w kierunku bezpiecznych rynków, jak np. rynek niemieckich obligacji. Rosnące obawy inwestorów, ale i słabsze od oczekiwań dane nt. sierpniowej produkcji przemysłowej w Niemczech były przyczyną spadku rentowności 10-letnich Bundów poniżej 0,55%.

Sytuacja w najbliższych dniach prawdopodobnie nie ulegnie istotniejszej zmianie. Nadal obserwować możemy rosnącą premię za ryzyko kredytowe generowaną przez spór wokół budżetu Włoch, co hamować będzie wzrosty rentowności na rynkach bazowych. Przy bardzo korzystnych uwarunkowaniach lokalnych, rentowności polskich obligacji mogą utrzymywać się na obecnych poziomach lub lekko zniżkować, w sektorze 10-letnim w kierunku 3,20-3,25%. Czynnikiem, który może wzmacniać wyceny krajowych papierów jest piątkowa aktualizacja ocen ratingowych Polski. Chociaż w bazowym scenariuszu należy oczekiwać utrzymanie ich bez zmian, to jednak część inwestorów może liczyć na pozytywne zaskoczenie z tej strony.

Wykres dnia: W 2018 r. różnica pomiędzy rentownościami greckich a włoskich 10-letnich obligacji skarbowych systematycznie spada. Dalsza przecena papierów emitowanych przez Włochy może doprowadzić do tego, że będzie to kraj najdrożej finansujący się w strefie euro (pkt. proc.).

różnica pomiędzy rentownościami greckich a włoskich 10-letnich obligacji skarbowych systematycznie spada
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Mirosław Budzicki / PKO Bank Polski