DANE.GOV.PL – Ministerstwo Cyfryzacji udostępnia „otwarte dane”

Ministerstwo Cyfryzacji uruchomiło nowy portal – DANE.GOV.PL – na którym można znaleźć zbiory pochodzące z ponad 100 instytucji – gotowych do pobrania i ponownego wykorzystywania, m.in. z zakresu zdrowia, budżetu, pogody, czy turystyki.

– Sprawdzając w aplikacji poziom hałasu, czy zanieczyszczenia powietrza korzystamy właśnie z otwartych danych – mówi Marek Zagórski, minister cyfryzacji. – Wykorzystywanie otwartych danych to szansa na nowe zastosowania np. w aplikacjach. To również impuls do rozwoju przedsiębiorczości i innowacyjności. Nasz portal ułatwi to zadanie. – dodaje.

Otwarte dane mogą zwiększać przejrzystość działań państwa i usprawniać pracę urzędników. Mogą też ułatwiać podejmowanie decyzji biznesowych i prowadzenie badań naukowych – mówi Agata Miazga, pełnomocnik ministra cyfryzacji ds. otwartości danych – Otwarte dane mogą pomagać w codziennym życiu, pod warunkiem, że będziemy z nich korzystać – dodaje.

Portal DANE.GOV.PL zmienił się z myślą o użytkownikach. Ma teraz szybką, zaawansowaną wyszukiwarkę, intuicyjny interfejs, zgodny z WCAG 2.0 i ustandaryzowane API dla developerów nowych aplikacji, którzy korzystają z otwartych danych. Portal jest też dostępny w angielskiej wersji językowej. To źródło pewnych i na bieżąco aktualizowanych danych publicznych, udostępnianych bezpłatnie do ponownego wykorzystywania. Jest zasilany danymi już z ponad 100 instytucji. Portal wciąż się rozwija – w tym i przyszłym roku zostanie wzbogacony o nowe funkcjonalności.

Księgowi liczą… na wysokie zarobki

Jak wynika z raportu Randstad Polska, wynagrodzenia w działach finansowo-księgowych dynamicznie rosną. Nastanie rynku kandydata spowodowało, że pracodawcy muszą o pracowników mocniej rywalizować, również wysokością pensji. Mimo to osoby pracujące w branży nie powinny stać w miejscu. Aby być atrakcyjnym na rynku pracy, trzeba zdobywać dodatkowe kompetencje, głównie językowe, związane z analizowaniem danych oraz zahaczające o programowanie.

Księgowi liczą… na wysokie zarobki

„Aktualnie obserwujemy na rynku znaczny wzrost wynagrodzeń w działach księgowości i działach finansowych. Szczególnie widać to w przypadku stanowisk specjalistycznych i juniorskich. Dla przykładu młoda osoba, która rozpoczyna swoją karierę w dziale finansowo-księgowym i niekoniecznie ma doświadczenie zawodowe, ale – wiedzę pozyskaną na studiach, oczekuje nawet 3, 3,5 tys. zł brutto. Mamy z tym do czynienia zwłaszcza w dużych miastach, i nie tylko w Warszawie, w zasadzie w każdym dużym mieście, w którym są uczelnie wyższe z kierunkami ekonomicznymi” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Irmina Maciaszek z Randstad Polska.

Poligloci są bogatsi

Zarobki pracowników działów finansowo-księgowych w dużym stopniu zależą oczywiście od ich kompetencji. Bardzo ceniona jest rzecz jasna świetna znajomość języka angielskiego. Osoba władająca tym językiem ma prawo liczyć na pensję nawet o tysiąc złotych brutto wyższą od pensji pracownika na tym samym stanowisku, który się angielskim nie posługuje. Inaczej jest w sektorze SSC/BPO. Tam angielski to absolutna podstawa, a patrzy się na języki dodatkowe, np. francuski, niemiecki, ale też te mniej popularne, jak holenderski, duński czy szwedzki. I co ważne, znajomość drugiego języka obcego również może zwiększyć wynagrodzenie pracownika o kilkaset, do tysiąca, złotych brutto.

Więcej analizowania, mniej buchalterii

Pracodawcy doceniają jednak nie tylko kompetencje językowe. „Obecnie w cenie są umiejętności z pogranicza IT, a więc już nie tylko znajomość Excela, ale także – VBA czy SQL. Te wszystkie kompetencje związane z programowaniem są bardzo interesujące dla pracodawców i znacznie podnoszą wynagrodzenie” – informuje ekspertka. Wiąże się to ze zmianami samych działów księgowości. „Ich rola znacznie się zwiększa. Obecnie księgowy czy księgowa to osoba odpowiedzialna przede wszystkim za dostarczanie i analizowanie danych, tak żeby spółka mogła właściwie funkcjonować” – zauważa rozmówczyni.

Połowa rynków w regionie EMEA ze wzrostem popytu na nieruchomości przemysłowe i logistyczne

Według danych z raportu Colliers International’s EMEA Industrial & Logistics Hubs, w pierwszym półroczu 2018 r. połowa rynków w regionie EMEA zanotowała wzrost popytu na nieruchomości przemysłowe i magazynowe w II poł. 2017 r. Główną przyczyną tego były dobre wskaźniki nastroju wśród najemców, który odnotowano pomimo wyzwań, przed jakimi stoi gospodarka, tj. obawy przed protekcjonizmem i napięcia w wymianie handlowej między Stanami Zjednoczonymi a bliskimi partnerami handlowymi z UE.

Malejące wskaźniki zaufania przedsiębiorców z sektora przemysłowego na rynkach europejskich nie przyczyniły się do zmniejszenia popytu na powierzchnie magazynowe w regionie EMEA. Wręcz przeciwnie – ze względu na rozwój e-handlu pomiędzy firmami logistycznymi panuje ostra konkurencja o nieruchomości, szczególnie te zlokalizowane w pobliżu węzłów infrastrukturalnych i dróg prowadzących do obszarów miejskich.

Spadają wskaźniki powierzchni niewynajętej ze względu na brak nowych inwestycji

— W pierwszej połowie 2018 r. wskaźniki wolnej powierzchni pozostawały na niskim poziomie, przy czym średnia dla wszystkich badanych rynków wynosiła 5,7%. Pustostany na poziomie niższym niż 3% odnotowano m.in. w Monachium, Bukareszcie, Kopenhadze, Pradze i Barcelonie — stwierdził Damian Harrington, dyrektor Działu Badań Rynku w regionie EMEA w Colliers International. — Dzięki wysokiemu popytowi odsetek rynków wykazujących spadek zapotrzebowania na powierzchnię logistyczną i przemysłową zmniejszył się z 54% odnotowanych w II połowie 2017 r. do 46% na koniec I półrocza 2018 r. Wzrost popytu mógłby być wyższy, jednak został ograniczony przez brak nowoczesnych powierzchni wysokiej jakości dostępnych dla najemców.

Aktywność deweloperów w regionie EMEA była niewielka, choć warunki rynkowe uległy poprawie pod koniec 2017 r., a odsetek rynków odnotowujących spadki w liczbie planowanych inwestycji obniżył się z 40% do 32%. Występowały także znaczne rozbieżności między poszczególnymi rynkami EMEA: niektóre regiony Europy Środkowej i Wschodniej, takie jak Centralna Polska, wykazały bardzo wysoką liczbę planowanych obiektów magazynowych i logistycznych, podczas gdy w miastach Europy Zachodniej takich, jak Sztokholm, Monachium czy Berlin aktywność deweloperów pozostawała na bardzo niskim poziomie, z wynikami poniżej 100 000 mkw.

Maciej Chmielewski
Maciej Chmielewski, senior partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych

— Rynek magazynowy w Polsce niezwykle prężnie się rozwija. W pierwszym półroczu odnotowaliśmy rekordowy wzrost popytu, aż o 16% w porównaniu do analogicznego okresu w zeszłym roku. W budowie jest obecnie 2,2 mln mkw. nowoczesnych magazynów, co stanowi aż 15% wszystkich zasobów tej powierzchni w kraju, które powstały na przełomie ostatnich 20 lat. To pokazuje ogromną dynamikę polskiego rynku magazynowego i prognozuje wysoką aktywność najemców. Potencjał rozkłada się nie tylko na największe ośrodki. Obserwujemy duże zainteresowanie rynkami regionalnymi ze strony firm produkcyjnych, które są gotowe na realizację inwestycji na terenie Polski. Warto dodać, że pomimo wzrostu stawek czynszu Polska jest nadal bardzo atrakcyjnym rynkiem dla inwestorów — mówi Maciej Chmielewski, senior partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych.

Perspektywy dla rynku przemysłowego i logistycznego w regionie EMEA pozostają korzystne

Ostra rywalizacja o powierzchnię magazynową i bardzo ograniczona jej dostępność będą nadal znacząco oddziaływać na aktywność najemców w pozostałej części 2018 r., a najprawdopodobniej również przez znaczną część roku 2019. Patrząc na sytuację makroekonomiczną, możemy zidentyfikować wiele kwestii, które w dużym stopniu zaważą na perspektywach dla rynku nieruchomości przemysłowych i logistycznych. W przypadku Wielkiej Brytanii jest wiele niewiadomych dotyczących wyniku negocjacji w sprawie Brexitu i jego wpływu na łańcuchy dostaw. Jeśli chodzi o kraje UE-27, to niemieckie i wschodnioeuropejskie zagłębia motoryzacyjne mogą niewspółmiernie ucierpieć na skutek wojen handlowych z USA.

— Najemcy poszukujący powierzchni magazynowych i przemysłowych w kluczowych regionach geograficznych takich, jak Niemcy, kraje Beneluksu czy Skandynawia, muszą przygotować się na kolejne podwyżki czynszów, ale miejscami rynek się stabilizuje. W miastach takich, jak Stuttgart, Monachium, Barcelona i Budapeszt zdrowy popyt będzie kolidował ze zmniejszoną podażą, natomiast w miastach takich, jak Łódź wysoka aktywność deweloperów może powstrzymywać wzrost stawek czynszowych — twierdzi Harrington.

SAS numerem jeden na rynku zaawansowanej analityki

Według najnowszego raportu firmy badawczej IDC, firma SAS po raz kolejny uplasowała się na pierwszym miejscu w globalnym zestawieniu dostawców zaawansowanej analityki Worldwide Big Data and Analytics Software 2017 Market Shares: Healthy Growth Across the Board podsumowującym wyniki finansowe z 2017 roku. Udział SAS w tym segmencie rynku wynosi 30,8%, co stanowi dwukrotnie większy wynik w porównaniu do kolejnej firmy w zestawieniu.

SAS potwierdził swoją pozycję na rynku zaawansowanej analityki, notując z roku na rok regularne wzrosty. Nie jest to łatwym zadaniem, biorąc pod uwagę rosnącą konkurencję i liczbę firm wchodzących na rynek. Narzędzia SAS oferują otwarte środowisko programistyczne umożliwiające pracę w różnych językach programowania – również open source, a następnie zintegrowanie przygotowanych modeli w ramach platformy SAS. Tego typu możliwości sprawiają, że amerykańska firma pozostaje liderem w swojej kategoriikomentuje Chandana Gopal, Research Manager for Business Analytics w IDC.

Znaczące inwestycje w R&D

SAS inwestuje w badania i rozwój ponad dwukrotnie więcej niż wynosi średnia dla największych firm technologicznych. W 2017 roku firma przeznaczyła 26% z całkowitego przychodu, wynoszącego 3,24 mld USD na rozwój oprogramowania AI, IoT, technologii data management oraz narzędzi analitycznych.

Jim Goodnight, CEO w SAS
Jim Goodnight, CEO w SAS

Zacieśniamy współpracę z naszymi klientami w celu przekształcenia „świata danych” w „świat inteligencji”. Przez lata SAS stworzył i dopracował szeroki zestaw usług w zakresie zaawansowanej analityki, które zapewniają nam dziś miejsce w czołówce dostawców. Nie chcemy jednak stać w miejscu. Ciekawość i świadomość możliwości w połączeniu z pasją do analityki oznaczają stały rozwój w obszarach, takich jak AI, machine learning, IoT, zarządzanie ryzykiem, przeciwdziałanie nadużyciom i wiele innych –– komentuje Jim Goodnight, CEO w SAS.

Dokonywanie świadomych decyzji biznesowych klientów SAS w oparciu o analizowane dane jest możliwe m.in. dzięki SAS® Platform. Najnowsza wersja SAS® Viya® zawiera technologię sztucznej inteligencji (AI). Nowe techniki uczenia maszynowego pomagają zarówno specjalistom ds. data science, jak i użytkownikom biznesowym tworzyć dokładniejsze modele analityczne z dodatkowymi warstwami do interpretowania.

Wykorzystanie analityki w sporcie

Nasza organizacja dostrzega ogromną wartość płynącą z analityki zarówno na boisku, jak i poza nim. Wieloletnia współpraca z SAS pomogła nam osiągnąć sukces na trybunach, zwiększając frekwencję, wyniki sprzedaży oraz zaangażowanie kibiców. Wykorzystując zaawansowaną analitykę, uczenie maszynowe i sztuczną inteligencję, pracujemy teraz nad poprawą gry naszych koszykarzy  – mówi Jay Riola, wiceprezes ds. strategii w Orlando Magic.

SAS przewodzi w kategorii zaawansowanej i predyktywnej analityki od 1997 roku, czyli od czasu kiedy IDC zaczęło badać ten segment rynku, co roku odnotowując stały wzrost. Firma SAS została również wyróżniona w raporcie IDC „Worldwide Analytic Data Integration and Integrity Software Revenue by Vendor, 2015 – 2017”. Docenione technologie data integration służą do lokalizowania, przygotowywania i zarządzania danymi, aby zapewnić spójność i najwyższą możliwą jakość wykonywanych na ich podstawie analiz. SAS jest liderem rynku z 19% udziałem w 2017 roku.

CBRE Retail 2030: Jaka przyszłość czeka polski handel?

Nowe technologie, potrzeby konsumentów i lokalizacja – to trzy obszary rozwoju handlu w Polsce, na które wskazuje najnowszy raport CBRE „Zakupy przyszłości. Retail 2030”. Prognozy dla tej branży są optymistyczne, jednak nadążanie za trendami i potrzebami konsumentów postawi wiele wyzwań przed właścicielami i zarządcami obiektów handlowych. W ciągu kolejnych 12 lat rynek powinien rozwijać się w tym samym lub jeszcze szybszym tempie, a sprzedaż detaliczna stanie się bardziej interaktywna, zarówno w trybie offline, jak i online.

Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE
Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE

Wydatki konsumentów systematycznie rosną – w najbliższych pięciu latach przewidywany jest wzrost przeciętnie o 3% r/r. Galerie handlowe na całym świecie przekształcają się w „centra stylu życia” przeznaczone nie tylko dla kupujących, ale też dla miejscowych pracowników, okolicznych mieszkańców i turystów. Polski rynek będzie musiał szybko przystosowywać się do zachodzących zmian, aby utrzymać swoją pozycję i odróżnić się od konkurencji. W naszym kraju szybsze zmiany wymusza częściowy zakaz handlu w niedziele – klienci jeszcze bardziej cenią sobie miejsca, w których mogą załatwić kilka spraw na raz – Magdalena Frątczak, Szefowa Sektora Handlowego CBRE.

Miasto w mieście

Kluczem jest rozwój wielofunkcyjności przestrzeni handlowych. Rozrywka nie musi oznaczać wyłącznie kina i restauracji. Centra handlowe powinny postawić na zagospodarowanie obiektu, które pozwoli im na organizowanie wydarzeń kulturalnych, muzycznych i sportowych. Coraz częściej powstają w nich także centra medyczne, kluby fitness czy strefy relaksu.

Zaciera się granica między zakupami, a pozostałymi sposobami spędzania czasu w centrach handlowych. Warto zatroszczyć się, by każdy etap pobytu w galerii dostarczał klientowi jak najlepszych wrażeń, nie zapominając przy tym o praktycznych aspektach, takich jak lokalizacja blisko domu czy pracy, troska o komfort i środowisko – np. możliwość naładowania samochodu elektrycznego czy dostęp do strefy wellness. Centra handlowe zaczną pełnić rolę showroomów – wizytówek, skoncentrowanych na jak najlepszych wrażeniach klienta, który przyjdzie obejrzeć produkt, a kupi go online – mówi Agata Czarnecka, Dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku CBRE.

Nowe technologie w handlu

Dzięki innowacjom sieci sklepów tradycyjnych będą mogły wzmocnić swoją pozycję wobec konkurencji z sektora e-commerce i m-commerce, która stale zwiększa swój udział w rynku. Innowacje mogą przybierać różne formy – może być to np. korzystanie z nowych technologii do oglądania i kupowania produktów czy wprowadzanie drukarek 3D, które zapewnią ciągłą dostępność produktów w każdym rozmiarze.

Interaktywne ekrany z ofertą sklepu, zakupy na tabletach, czy wirtualne przymierzalnie to elementy, które będą wprowadzać firmy by przyciągnąć klienta. Przyszłość ma także Internet Rzeczy, wykorzystywany do informowania kiedy dany produkt się zużyje, czy planowania zakupów. Aż 85% procesu obsługi klienta może stanowić sztuczna inteligencja – mówi Magdalena Frątczak.

Nowe technologie na zakupach to także wykorzystanie informacji ze smartfonów, by poznać ścieżki zakupowe klientów, czy lepiej dopasować reklamę mobilną.

Unikalność i precyzja

Od „chodzenia na zakupy” do „spędzania wolnego czasu” – to największa zmiana, jaka nastąpiła w podejściu klientów centrów handlowych, i – jak wskazuje raport CBRE „Retail 2030” – będzie przybierać na sile. Konsumenci coraz częściej będą poszukiwać towarów wyjątkowych, przygotowanych specjalnie dla nich. To oznacza jeszcze większe zainteresowanie produktami regionalnymi, robionymi ręcznie, koncentrację na wyróżnikach danej marki, a także wzrost znaczenia budowania dobrych skojarzeń i emocji. Pierwsze centra handlowe już wprowadzają możliwość skorzystania z personalnego sprzedawcy, czy stylisty, który będzie w stanie doradzić i dostarczyć produkty spełniające unikalne potrzeby każdego z konsumentów.

Duża przestrzeń dla e-commerce

Prognoza rynku sprzedaży internetowej w Polsce pozostaje bardzo optymistyczna – do 2020 roku populacja online wzrośnie o 11,5%, podczas gdy dynamika sprzedaży detalicznej wyniesie nawet  +28%[1]. Perspektywy dla rozwoju e-commerce w Polsce są o wiele lepsze niż dla Niemiec, Wielkiej Brytanii czy USA.

[1] Wskaźnik gotowości do e-handlu Forrester, 2018

16 startupów w akceleracji [m]spark

Do zainicjowanego przez GroupM programu [m]spark powered by KnowledgeHub Akcelerator zakwalifikowało się 16 z 52 zgłoszonych startupów, rozwijających narzędzia
z zakresu marketingu i nowych technologii.  Docelowo ich produkty wzbogacą ofertę GroupM.

– Spotkaliśmy się z bardzo pozytywnym odbiorem naszego pomysłu na akcelerator MarTech. To dla nas potwierdzenie, że wsparcie doświadczonych marketerów oraz przede wszystkim możliwość konfrontacji produktów i ofert poszczególnych startupów z oczekiwaniami klientów, to unikatowa wartość – zauważa Bartosz Drozdowski, CEO [m]spark powered by KnowledgeHub Akcelerator. – W trakcie selekcji projektów nie mieliśmy łatwego zadania, bo każdy z nich jest unikalny i odpowiada na określone potrzeby branży MarTech. Finalnie wybraliśmy te, które według nas najlepiej wpiszą się w potrzeby klientów największych agencji mediowych – dodaje Drozdowski.

Do etapu prezentacji ofert zaproszono 24 startupy, rozwijające narzędzia z takich obszarów świata digitalu jak e-commerce, content marketing, programmatic, DOOH, SEO, SEM, chatboty, augmented reality. Finalnie do akceleracji dostało się 16 startupów: share2sell, Ignico, chatBooster, Lydia, Platforma MyLED, SaveChart, Linkhouse.co, Persometrics, Just Run App, Runvido, 4screens, Digital Audio, Kitchen Casting, a’Pear, PushAd, ARBridg.

Chcąc stworzyć jak najlepsze warunki do pracy nad innowacyjnymi rozwiązaniami oraz wymiany doświadczeń i pomysłów, startupy przeszły siedmiotygodniowy cykl szkoleń i sesji mentoringowych z pracownikami agencji i gośćmi specjalnymi.

– Program akceleratora był w moim odczuciu dobrze przemyślany. W jego formule zawarły się nie tylko prelekcje i warsztaty czy konsultacje indywidualne z mentorami, ale też spotkaniez wybranymi klientami GroupM. Słowem – stworzono nam warunki do doszlifowania pomysłu oraz ulepszenia jego komunikacji – mówi Tomasz Kopera, CEO Ignico, uczestnik akceleratora.

Celem akceleratora [m]spark jest rozwinięcie i wdrożenie do oferty GroupM innowacyjnych pomysłów z sektora MarTech, czyli połączenia marketingu i technologii.

– Akcelerator [m]spark to inicjatywa dająca korzyści każdej ze stron. Startupy czerpią z dostępu do klientów i naszej wiedzy, nasi Klienci zyskują dostęp do licznych nowości na rynku aplikacji i rozwiązań dla marketingu digital, my – pozyskujemy nowych partnerów technologicznych rozwijających innowacyjne produkty – mówi Jarosław Pająk, plista Director, zarządzający projektem [m]spark z ramienia GroupM.

W ramach akceleracji mentorzy z GroupM, agencji mediowych MediaCom, Mindshare
i Wavemaker oraz przedstawiciele organizacji partnerskich dzielą się z uczestnikami unikalnym doświadczeniem rynkowym oraz wiedzą ze świata reklamy i nowych mediów. Grono mentorów [m]spark zasilili: Jakub Kossut, CEO Mediacom Poland; Barbara Sołtysińska, CO-founder i CEO IndaHash; Katarzyna Dworzyńska, Head of Business PR Calling; bloger Artur Kurasiński; Paulina Sobieszek, Mindshare Partner; Krzysztof Dębowski, COO Senuto, Marcin Woźniak, CEO KnowledgeHub, Paweł Lewandowski, Digital Trading Director MediaCom.

Obecnie rozwijana jest oferta poszczególnych startupów oraz ustalane są handlowe warunki współpracy i sprzedaży produktów. Trwają też pierwsze wdrożenia produktów. Pod koniec roku najlepsze startupy mają szansę na stałą agencyjną współpracę. Najbardziej perspektywiczny projekt lub projekty, wyłonione przez komitet [m]spark, mogą otrzymać nagrody z puli o wartości 100 tysięcy złotych. Informacje o bieżących wydarzeniach można śledzić na stronie www.mspark.ac.

Od 1 października bez dowodu rejestracyjnego oraz potwierdzenia polisy OC

1 października wchodzi w życie nowelizacja prawa o ruchu drogowym, która znosi obowiązek posiadania podczas kontroli drogowej dowodu rejestracyjnego oraz potwierdzenia polisy OC. To ułatwienie dla kierowców, ale czy sprawdzi się w każdych warunkach? Polska Izba Ubezpieczeń wskazuje, w jakich sytuacjach warto mieć ze sobą przynajmniej zdjęcia dokumentów w smarfonie lub skorzystać z BLS – Bezpośredniej Likwidacji Szkód.

Dziś każdy kierowca, który zapomni dokumentów, polisy OC czy dowodu rejestracyjnego, musi liczyć się z mandatem do 50 zł za brak każdego z osobna. Nowelizacja jest korzystna zwłaszcza dla osób, które mają więcej niż jedno auto i pamiętanie o tym, aby zabrać dokumenty do właściwego samochodu może być dla nich uciążliwe. Pozytywną zmianę odczują też ci, u których w domu jest więcej niż jeden kierowca i trzeba często wymieniać się dokumentami.

Utrudnienia w przypadku kolizji

Podczas zdarzenia drogowego kierowcy zobowiązani są wymienić się danymi potrzebnymi do zgłoszenia szkody ubezpieczycielowi. Nie ma żadnych trudności ze spisaniem marki i numeru rejestracyjnego samochodu. Problem może pojawić się w momencie przekazania danych związanych z polisą OC. Nie każdy pamięta, z jakim ubezpieczycielem zawarł umowę obowiązkowego ubezpieczenia OC. Teoretycznie jest to kwestia prosta do rozwiązania: można to sprawdzić w bazie UFG (Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny). Należy wpisać numer rejestracyjny samochodu, datę zdarzenia i automatycznie uzyskujemy odpowiednie informacje. Jednak, co zrobić, kiedy wystąpią problemy z zasięgiem? Wówczas przyda się zdjęcie dokumentów w telefonie. Natomiast, co w sytuacji, kiedy sprawca nie będzie chciał podać swoich danych? Wtedy należy wezwać policję, która sporządzi stosowną dokumentację. Brak obowiązku wożenia ze sobą dowodu rejestracyjnego i polisy OC może być również pokusą dla sprawcy zdarzenia do „rozminięcia się z prawdą” co do swoich danych bądź ubezpieczyciela OC.

– W przypadku kiedy dane sprawcy w oświadczeniu okażą się nieprawdziwe, sprawę trzeba zgłosić policji, która będzie musiała wszcząć postępowanie z tytułu kolizji oraz podania fałszywych danych – wyjaśnia Monika Chłopik, analityk Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Poza siecią?

Możliwość sprawdzenia danych dotyczących pojazdu oraz ubezpieczenia OC przez uprawnione do kontroli ruchu drogowego służby w CEPiK 2.0 (Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców) to spore ułatwienie. Jednak niektórych problemów technicznych, nawet przy dopracowanym i sprawnie działającym systemie, nie da się po prostu przewidzieć i uniknąć. W Polsce nadal znajdują się białe plamy pokrycia siecią internetową, a nawet tam, gdzie sieć jest dostępna, zdarzają się awarie. Warto o tym pamiętać, zostawiając dokumenty w domu, zwłaszcza gdy wybieramy się w dłuższą trasę w regiony, gdzie występują problemy z Internetem (lasy, góry, regiony przygraniczne).

Należy też pamiętać, że dowód rejestracyjny nadal pozostaje obowiązującym dokumentem niezbędnym przy załatwianiu formalności, m.in. w stacjach kontroli pojazdów, przy sprzedaży auta lub wyjeździe zagranicznym.

„Zapomnieniem” dowodu rejestracyjnego nie wymigamy się także w sytuacji zatrzymania tego dokumentu – informacja o jego zatrzymaniu również będzie dostępna w CEPiK 2.0. Tu jednak kierowcy mogą liczyć na kolejne ułatwienie związane ze zwrotem tego dokumentu. Do tej pory dowód rejestracyjny był zatrzymywany fizycznie. Od 1 października 2018 r. w przypadku, gdy pojazd nie spełnia wymagań ochrony środowiska, zagraża bezpieczeństwu lub porządkowi ruchu drogowego, uprawnione służby odnotują zatrzymanie dokumentu w systemie informatycznym. Informacja o zatrzymaniu zostanie przekazana do Centralnej Ewidencji Pojazdów, a kierujący otrzyma – podobnie jak dotychczas – pokwitowanie.

Zwrot dokumentu będzie mógł odnotować zarówno organ (np. urząd miasta), który go wydał, jak i dowolna jednostka w ramach podmiotu, który go zatrzymał.

Wszystkie formalności u jednego ubezpieczyciela

– We wszelkich formalnościach związanych ze stłuczkami nieoceniona staje się rola BLS – Bezpośredniej Likwidacji Szkód. Zakład ubezpieczeń, w którym wykupiliśmy OC przeprowadzi właściwe postępowanie oraz pomoże w zdobyciu wszystkich istotnych informacji – wskazuje Agnieszka Dąbrowska z PIU.

Ogromnym ułatwieniem jest sytuacja, gdy nasz ubezpieczyciel jest w systemie BLS (Bezpośrednia Likwidacja Szkód). Wtedy pozostajemy w kontakcie wyłącznie z nim, a wszystkie formalności załatwiane są przez niego i nie musimy kontaktować się z ubezpieczycielem sprawcy. BLS nie tylko zdejmuje z poszkodowanego obowiązek prowadzenia korespondencji z ubezpieczycielem sprawcy, ale także przyspiesza likwidację szkody.

Klienci oczekują spersonalizowanych ofert, ale boją się o swoje dane – raport Salesforce

Tegoroczne badanie Salesforce poświęcone zaufaniu klientów do przedsiębiorstw dobitnie pokazuje paradoks dzisiejszego świata. Klienci oczekują od firm personalizowanego kontaktu, rozumienia i wyprzedzania ich potrzeb, ale jednocześnie obawiają się, że przetwarzane przez firmy dane osobowe są narażone na ryzyko naruszeń.

Ponad 90% młodych ludzi w zamian za różnego rodzaju benefity chętnie powierzy firmom swoje dane osobowe, podczas gdy aż 84% ogółu konsumentów na świecie uważa, że są oni traktowani raczej jak liczby w tabelach sprzedażowych, niż żywe jednostki. Jednocześnie tylko niewiele ponad połowa konsumentów ma przekonanie, że ich dane osobowe są przetwarzane z troski o ich osobiste interesy.

Zaufanie to kapitał, na który firmom coraz trudniej zapracować, szczególnie w dobie rozwoju nowych kanałów komunikacji, zaostrzania przepisów o ochronie danych osobowych i rosnących oczekiwań konsumentów. Bardzo wyraźnie widać to w raporcie Salesforce „Trends in Customer Trust. The future of personalization, data and privacy in the Fourth Industrial Revolution” opracowanym na bazie międzynarodowych badań. Wzięli w nich udział klienci z Australii, Nowej Zelandii, Brazylii, Kanady, Francji, Holandii, Niemiec, Norwegii, Wielkiej Brytanii, Hongkongu, Indii, Japonii, Meksyku, Singapuru oraz ze Stanów Zjednoczonych. Zebrane dane uwzględniają trzy grupy pokoleniowe: Baby boomers (urodzeni przed 1965), Pokolenie X (urodzeni w latach 1965-1980) i Millenialsów (Pokolenie Y) urodzonych w latach 1981 – 1999.

W świecie zdominowanym przez technologię, w czasach tzw. czwartej rewolucji przemysłowej, dane o klientach są coraz bardziej pożądaną wartością. Ludzie powierzają firmom różnego rodzaju dane osobowe, w celu tworzenia możliwie spersonalizowanych doświadczeń w całym cyklu zakupowym. Jednocześnie jednak klienci często żywią obawy, czy sposób wykorzystywania ich dane jest bezpieczny. Niepokoje te podsycają regularnie pojawiające się w mediach informacje o naruszeniach danych i nadużyciach w ich przetwarzaniu. Dla firm istotne jest zatem znalezienie odpowiedzi na pytanie w jaki sposób skutecznie utrzymać lub zwiększyć zaufanie konsumentów i spełnić ich oczekiwania w zakresie customer experience (zapewnić pozytywne doświadczenia w każdym kontakcie). Jak to pogodzić z koniecznością zapanowania nad coraz większą ilością danych i działaniem w zgodzie z przepisami narzucającymi określone normy w zakresie przetwarzania danych osobowych? 

Kluczowe wnioski z badania:

Główne czynniki przesądzające o zaufaniu klientów do firm to:

  • przejrzyste procesy w obszarze przetwarzania danych osobowych, pytanie o zgody, edukowanie w zakresie bezpieczeństwa danych itp.,
  • zapewnienie personalizacji i pozytywnych doświadczeń w relacji z firmą niezależnie od formy kontaktu,
  • zaangażowanie w działalność pożyteczną społecznie.
  • 59% klientów uważa, że ich dane osobowe są podatne na naruszenia bezpieczeństwa.
  • Tylko 54% klientów wierzy, że firmy przetwarzając ich dane robią to w trosce o ich interesy.
  • 84% klientów twierdzi, że traktuje się ich jak liczbę a nie osobę, a 54% twierdzi, że wiadomości marketingowe wysyłane przez firmy nie są dla nich tak istotne, jak by tego chcieli.

Klienci coraz częściej oczekują od firm, że będą one nie tylko pamiętały historię zakupów, ale również będą wiedziały, co motywowało do zakupu i w jaki sposób klient korzysta z produktów i usług.

Pokolenie Millenialsów jest bardziej skłonne zaakceptować sposób, w jaki firmy wykorzystują dane osobowe. Natomiast ludzie z pokolenia Baby boomers ponad dwukrotnie częściej od młodszych pokoleń zgłaszają sprzeciw wobec wykorzystywania sowich danych osobowych w celu udoskonalenia komunikacji i otrzymywania personalizowanych ofert.

Millenialsi (91%) częściej powierzają firmom osobiste informacje, jeśli wyjaśnią one, w jaki sposób użycie tych danych zapewni im lepsze doświadczenia w procesie zakupowym.

Firmy sięgają po sztuczną inteligencję (AI), aby rozwinąć tzw. hiperpersonalizację i na tym polu działać na dużą skalę. Jednak 60% klientów obawia się, że z powodu AI ich dane zostaną narażone na niebezpieczeństwo.

  • 92% klientów bardziej ufa przedsiębiorstwom, które aktywnie informują o trosce i sposobach utrzymania kontroli nad danymi.
  • 54% ogółu klientów twierdzi, że działania na rzecz społecznej odpowiedzialności wzmacniają ich zaufanie do firmy.

Kryzys zaufania i konieczność jego zażegnania

Klienci, powierzając firmom swoje dane, czują się zagrożeni – większość z nich (59%) uważa, że przekazane informacje są podatne na naruszenia bezpieczeństwa. Co więcej, fala niedawnych skandali związanych z niewłaściwym wykorzystywaniem danych osobowych sprawiła, że klienci obawiają się, jak w rzeczywistości firmy wykorzystują ich dane. Tylko połowa klientów wierzy, że przetwarzanie ma na względzie ich korzyści.

Obecnie budowanie zaufania klientów stanowi dla firm coraz większe wyzwanie, ponieważ z jednej strony zaostrzają się przepisy w zakresie ochrony danych osobowych, a z drugiej rosną wymagania klientów wobec firm, by te umiejętnie i we właściwy sposób wykorzystywały powierzone im dane. To powoduje, że przedsiębiorstwa poruszają się po cienkim lodzie, tym bardziej, że preferencje klientów dotyczące zakresu i powodów przetwarzania danych prze firmy są  mocno zróżnicowane w zależności od pokolenia.

Dawniej do zwiększenia lojalności w dużej mierze wystarczało różnicowane potfolio produktów. Dziś mamy często do czynienia ze zjawiskiem komodyzacji (utraty przez produkt wizerunku luksusowego i niezastępowalnego), co w połączeniu ze swobodnym dostępem klientów do informacji radykalnie poszerzyło ich możliwości i wpłynęło na wzrost oczekiwań. Stąd obecnie najważniejszym czynnikiem wpływającym na wrażenia klienta o firmie jest zapewnienie pozytywnych i spójnych doświadczeń połączone z atmosferą zaufania. Takie działania przekładają się wprost na zwiększenie przychodów i lepszą pozycję konkurencyjną. Klienci, którzy ufają firmie, są bardziej wobec niej lojalni (95%), chętnie rekomendują produkty i usługi (93%); kupują więcej (92%) i częściej (91%), są też skłonni wydać więcej na produkty takiej firmy (88%). Dzielą się też z innymi swoimi doświadczeniami (86%) – najrzadziej robią to osoby z pokolenia baby boomers (79%), klienci z pokolenia X częściej (85%), natomiast najczęściej millenialsi (91%). 

Paradoks personalizacji

Cechą czwartej rewolucji przemysłowej jest rozwój i coraz powszechniejszy dostęp do cyfrowych kanałów kontaktu. Dziś „przeciętny klient na świecie” do kontaktu z firmami wykorzystuje 10 różnych kanałów komunikacji. W opinii klientów ilość musi iść również w jakość: klienci oczekują odpowiedniego zaangażowania niezależnie od formy kontaktu. A jednak aż 84% klientów twierdzi, że są przez firmy traktowani jak liczby a nie osoby – głównie dlatego, że otrzymywany przekaz marketingowy nie jest na tyle istotny, jak się tego powszechnie oczekuje.

Klienci chcą, by firmy nie tylko wiedziały co kupują, ale dlaczego to robią oraz w jaki sposób korzystają z produktów i usług. Zwłaszcza dla milenialsów naturalne jest, że doświadczenia w kontakcie z firmą na przestrzeni całego procesu zakupowego muszą być spójne i zgodne z osobistymi oczekiwaniami. Nie jest to możliwe bez dynamicznego personalizowania komunikacji.

Większość klientów jest skłonna do udostępniania firmom danych osobowych, jeśli mają być one wykorzystane do lepszej komunikacji, personalizowania ofert i budowania zaangażowania. Młodsze pokolenia są szczególnie zadowolone z takiej wymiany, ale ludzie z pokolenia X i baby boomers ponad dwa razy częściej zgłaszają sprzeciw wobec wykorzystywania ich danych osobowych do personalizacji.

Dostarczanie wyrafinowanych doświadczeń, których coraz częściej oczekują klienci, wymaga nowego poziomu wykorzystywania danych – zaangażowania sztucznej inteligencji (AI) technologii informatycznych do przetwarzania w czasie rzeczywistym różnego rodzaju danych pochodzących z wielu źródeł. Obecnie zresztą, jak dowodzi inne międzynarodowe badanie Salesforce, rosną najszybciej spośród wszystkich kategorii wydatków na IT. Trendowi temu towarzyszą jednak obawy – aż 60% klientów podejrzewa, że z powodu wykorzystania AI ich dane osobowe będą przetwarzane w nie do końca oczywistych celach .

A zatem przedsiębiorstwa korzystające z AI, jeśli chcą zyskać sobie przychylność i zadbać o wizerunek, muszą edukować swoich klientów w zakresie ochrony danych osobowych.

Spośród millenialsów, 91% z nich częściej powierza firmom swoje osobiste informacje, jeśli wyjaśniają one, w jaki sposób ich użycie zapewni lepsze CX (customer experience) – sugerując przy tym, że same protokoły bezpieczeństwa i prywatności mogą nie wystarczyć

W miarę upływu czasu, firmy będą mięć do czynienia z coraz bardziej doświadczoną i wyedukowaną grupą klientów, która oczekuje coraz większej personalizacji, ale z poszanowaniem danych, czyli całkowitą przejrzystością ich przetwarzania.

Zaufanie buduje przejrzystość działań i postawy prospołeczne

Przejrzystość procesów przetwarzania danych ma kluczowe znaczenie dla osiągniecia wysokiego poziomu zaufania klientów do firm. Aż 92% procent konsumentów bardziej ufa przedsiębiorstwom, które dowodzą, że mają kontrolę nad danymi osobowymi, wykorzystują je w sposób transparentny i kierują się jasnymi politykami bezpieczeństwa danych. Co ciekawe, choć obowiązujące w całej UE rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO) wymusza na przedsiębiorstwach wprowadzanie w życie odpowiednich systemów ochrony danych, klienci spoza obszaru europejskiego również podkreślają, jak ważne jest dla nich, by firmy należycie kontrolowały dane i dbały o przejrzystość ich przetwarzania. To nasuwa wniosek, że dla zdobycia zaufania klientów firmy we wszystkich regionach świata muszą skoncentrować się na wprowadzeniu większej przejrzystości w swoje działania podejmowane wobec klientów, szczególnie gdy personalizują kontakt w oparciu o dostępne im dane osobowe.

Warto zauważyć, że duży wpływ na zaufanie, zwłaszcza wśród młodszych pokoleń, ma także zaangażowanie na rzecz wartości społecznych. Millenialsi oczekują, że przedsiębiorstwa, od których kupują produkty, będą zainteresowane czymś więcej niż tylko samym zyskiem. Dobrze oceniane są następujące działania:

  • związane z ochroną środowiska – 51%,
  • wprowadzenie równych płac za pracę – 50%,
  • korporacyjna filantropia – 49%,
  • praca na rzecz różnorodności w miejscu pracy – 48%.

Firmy społecznie zaangażowane łatwiej zdobywają zaufanie swoich klientów, i docelowo są w stanie osiągać coraz większe obroty.

Polski klient dzieli się danymi, ale nie wybacza nadużycia zaufania

Polacy. podobnie jak klienci na świecie, przywiązują dużą wagę do wiarygodności firm i nie wybaczają nadużywania okazanego im zaufania. Co prawda, jak wykazało badanie SAP Hybris z 2018 roku, znacznie chętniej niż klienci z Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemiec dzielą się takimi informacjami jak adres e-mail (44%) czy historia zakupów (38%), jednak aż 83% badanych nie toleruje operowania danymi osobowymi bez ich zgody i zerwie kontakty z firmami, które się tego dopuściły.

Według raportu Verint, prawie połowa konsumentów w Polsce nieufnie podchodzi do sposobu wykorzystywania ich danych przez przedsiębiorstwa. A o zaufanie warto zabiegać, ponieważ przynosi konkretne korzyści. Jak podaje KPMG w publikacji „Analiza wiodących praktyk zarządzania doświadczeniami klientów na rynku polskim”, wiarygodność aż w 22% decyduje o tym, czy polski klient poleci daną markę znajomym lub rodzinie, a w 21% czy dalej będzie kupował jej produkty i usługi. Polacy szczególnie doceniają, gdy firma po popełnieniu błędu przyzna się do winy. Nieprecyzyjne komunikaty, brak szczerości i próby bagatelizowania problemów zdecydowanie zniechęcają konsumentów, podważając, niekiedy bezpowrotnie, zaufanie do marki.

Na kryzys zaufania klientów do polskich i europejskich firm dobry wpływ może mieć RODO. Choć najczęściej firmy europejskie patrzą na nowe przepisy jak na problem, RODO odgrywa ważną rolę w kontaktach przedsiębiorstw z klientami. Nakazuje bowiem określać metody ochrony danych i pozyskiwać od konsumentów zgody na ich przetwarzanie w ściśle określonych celach i czasie. Regulacje prawne są istotnym elementem sprzyjający budowaniu zaufania klienta – jeśli ten wyrazi odpowiednią zgodę, firma ma prawo wykorzystywać jego dane osobowe do zapewnienia personalizowanego kontaktu. Jeśli nie wyrazi zgody, nie powinna przetwarzać danych osobowych. Sęk w tym, że do właściwego zarządzania danymi, ich monitorowania i przetwarzania na użytek customer experience również potrzeba zaawansowanych technologii, aby uchronić się przed ryzykiem naruszeń czy przetwarzaniem mimo braku odpowiedniej zgody.

Dodatkowe informacje:

Co wzmacnia zaufanie konsumentów do firm (odsetek klientów):
Aktywności: Baby boomers Pokolenie X Millenialsi
Zaangażowanie na rzecz ochrony środowiska 46% 52% 54%
Wdrażanie jednakowej płacy za tę samą pracę 45% 49% 53%
Sprzyjanie różnorodności w miejscu pracy 43% 48% 53%
Oddawanie części zysków na cele charytatywne 42% 50% 52%

 

Z jakich powodów klienci są gotowi zaufać firmom przetwarzającym ich dane osobowe (odsetek klientów):
Firma daje klientowi kontrolę nad tym jakie dane osobowe gromadzi 92%
Sposób przetwarzania danych osobowych jest transparentny 91%
Firma pokazuje swoje zaangażowanie w ochronę danych osobowych 91%
Firma ma wiarygodną politykę prywatności i ochrony danych 90%
Firma pyta o zgodę na użycie danych osobowych 88%
Firma obiecuje nie dzielić się danymi osobowymi bez pozwolenia 88%

 

Treść raportu dostępna jest pod adresem: https://c1.sfdcstatic.com/content/dam/web/en_us/www/documents/briefs/customer-trust-trends-salesforce-research.pdf

Gerard Gallet nowym Prezesem Zarządu Auchan Polska

Gerard Gallet - Prezese Zarządu Auchan Retail Polska
Gerard Gallet – Prezes Zarządu Auchan Retail Polska

Z dniem 14 września 2018 r. nastąpiły zmiany we władzach spółki Auchan Polska. Nowym Prezesem Zarządu Auchan Polska spółka z o.o. został mianowany Gerard Gallet, reprezentując Auchan jako Dyrektor Generalny Kraju.

Zmianie uległ skład Zarządu Auchan Polska. Nowi Członkowie Zarządu to :

  • Joanna de Haas van Dorsser – Dyrektor Finansów i Aktywów
  • Isabelle Colrat – Dyrektor Skuteczności Ekonomicznej
  • Pascale Fillat – Dyrektor Zasobów Ludzkich
  • Isabelle Bouvier – Dyrektor Finansów i Aktywów Auchan Retail International.
  • Stéphane Bucaille – Dyrektor Audytu Auchan Retail International.

Francois Colombié, dotychczasowy Przewodniczący Rady Nadzorczej Auchan Polska oraz Prezes Wykonawczy, z dniem 1 września br. przeszedł na emeryturę i nie pełni już funkcji reprezentacyjnych w Auchan.

Rosnąca atrakcyjność inwestycyjna Trójmiasta ma odzwierciedlenie w bardzo dobrej sytuacji na lokalnym rynku biurowym

Trójmiasto – unikalne pod względem jakości życia – staje się coraz popularniejsze wśród światowych graczy szukających optymalnego miejsca dla rozwoju swojego biznesu. Mocna marka biznesowa regionu wpływa na zainteresowanie firm nowoczesnymi powierzchniami biurowymi i napędza aktywność deweloperów na lokalnym rynku. Według szacunków JLL, na początku 2021 roku podaż biur w Trójmieście może przekroczyć 1 mln mkw.

„Ostatnie dziesięć lat to niezwykły jakościowy skok trójmiejskiego rynku pracy, który jest napędzany przez rekordowe zainteresowanie międzynarodowych i polskich inwestorów, którzy właśnie tutaj chcą prowadzić swój biznes. Sukces Trójmiasta jest rezultatem wzorowej wręcz współpracy lokalnych władz, biznesu i agencji doradczych, którzy wspólnie podjęli wysiłek koncentrujący się na przygotowaniu spójnej strategii promocyjnej i wypracowaniu narzędzi poprawiających atrakcyjność inwestycyjną regionu”, komentuje Wojciech Tyborowski, dyrektor Invest in Pomerania.

Podaż i popyt w górę

„Zaufanie inwestorów i deweloperów do Trójmiasta odzwierciedla się w wysokiej aktywności budowlanej. W całej aglomeracji realizowane jest obecnie 150 000 mkw. nowoczesnej przestrzeni biurowej. Szacujemy, że podaż biur w Trójmieście może przekroczyć 1 mln mkw. na początku 2021 roku”, tłumaczy Marcin Faleńczyk, dyrektor biura JLL w Trójmieście.

Popyt na biura w 2017 r. osiągnął 113 200 mkw. co jest najlepszym wynikiem w historii tutejszego rynku. Z kolei w pierwszym półroczu 2018 aktywność najemców osiągnęła umiarkowany poziom ok. 26 000 mkw., jednak kolejne transakcje wkrótce zostaną sfinalizowane.

Sektor usług dominuje również tutaj

Marcin Faleńczyk, szefe biura JLL w Trójmieście
Marcin Faleńczyk, szefe biura JLL w Trójmieście

„Trójmiasto jest unikalne pod względem lokalizacji dostępnych dla najemców. Zestawienie Gdańska, Gdyni i Sopotu zapewnia to, że wszelkiego rodzaju firmy poszukujące powierzchni biurowej w Trójmieście są w stanie znaleźć miejsce, które w najwyższym stopniu zaspokaja ich potrzeby. Podobnie jak w innych miastach regionalnych znaczące zainteresowanie powierzchniami biurowymi generują firmy z sektora nowoczesnych usług biznesowych. Według danych ABSL, centra usług zatrudniają w Trójmieście już ponad 23 000 osób. Szacujemy, że firmy z tej branży zajmują obecnie 33% wynajętej powierzchni biurowej”, dodaje Marcin Faleńczyk.

Analizy Antal wskazują z kolei, że Trójmiasto to atrakcyjny kierunek również dla pracowników.

„W ostatnim czasie obserwujemy tendencję wzrostu atrakcyjności Trójmiasta, zarówno w oczach inwestorów, jak i pracowników. Według badania Antal Business Environment Assessment Study, spośród dużych ośrodków miejskich w Polsce to Trójmiasto może pochwalić się największym potencjałem inwestycyjnym. Nowopowstające powierzchnie biurowe, czystość powietrza i przyjazne środowisko naturalne powodują, że coraz więcej specjalistów i menedżerów rozważa Trójmiasto pod kątem relokacji zawodowej. Również studenci i absolwenci trójmiejskich uczelni, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy, widzą szerokie perspektywy rozwoju zawodowego bez konieczności wyjazdu do Warszawy lub za granicę. Nie bez znaczenia jest również fakt, że północ Polski stała się atrakcyjnym miejscem pracy dla młodych pokoleń Europejczyków dotkniętych kryzysem gospodarczym w Grecji, Hiszpanii czy we Włoszech”, komentuje Monika Perko, Branch Manager Antal Gdańsk.

Pozytywne tendencje znajdują odzwierciedlenie w regularnych wejściach globalnych marek na trójmiejski rynek. Arrow Electronics, Marine Harvest, Ricoh, State Street, Swarovski i Thyssenkrupp to zaledwie kilka z wielu przykładów nowych inwestorów wybierających tę lokalizację. Z kolei firmy już obecne w Trójmieście konsekwentnie rozszerzają zakres aktualnie oferowanych usług, czego doskonałym przykładem jest EPAM.

Pustostany i czynsze dowodem na koniunkturę

Wysoki popyt i absorpcja netto obserwowana w ostatnich latach spowodowała spadek poziomu pustostanów do 11,1% na koniec 2016 roku. Zarówno 2017 rok, jak i pierwsza połowa 2018 pokazały dalsze obniżenie się wskaźnika powierzchni niewynajętej. Obecnie powyższy wpółczynnik jest na poziomie 6,7% (najniższy w Polsce). Pozwala to na optymistyczne spojrzenie na przyszłość. Aktualnie najwyższe czynsze transakcyjne w Trójmieście wahają się od 12,75 do 14,0 euro za mkw. miesięcznie, co jest konkurencyjną stawką w porównaniu do innych miast regionalnych.

Rośnie nasycenie centrami handlowymi w Polsce, inwestorzy wciąż mają nas na celowniku

W pierwszym półroczu 2018 roku otwartych zostało 13 nowych centrów. Tradycyjnie dużo działo się na rynku inwestycyjnym. Inwestorzy na nieruchomości komercyjne wydali w pierwszych sześciu miesiącach 2018 roku ponad 3,3 mld euro, z czego 1,9 mld euro przeznaczone zostało na centra handlowe– wynika z raportu PRCH Retail Research Forum.

W pierwszej połowie 2018 roku powstało w Polsce 13 nowych obiektów handlowych , w tym dwa duże obiekty:  Forum w Gdańsku oraz Gemini Park Tychy. Oba powyżej 40 tys. m kw. powierzchni najmu. W wyniku zrealizowanej podaży, poziom nasycenia nowoczesną powierzchnią handlową w Polsce wzrósł do 311 m kw. na 1000 mieszkańców, co plasuje nas w środku europejskiej stawki. Z analiz ekspertów z grupy PRCH Retail Research Forum wynika, że na koniec 2018 roku poziom nasycenia osiągnie 326 m kw. / 1000 mieszkańców.

Z danych zebranych przez autorów raportu PRCH Retail Research Forum wynika, że w pierwszej połowie  2018 roku w budowie było ponad 400 000 m kw. powierzchni najmu. Niemal 1/5 obecnie realizowanej podaży stanowią rozbudowy istniejących projektów, przede wszystkim tradycyjnych centrów handlowych. Wśród tej powierzchni są jednak również nowe obiekty takie jak Galeria Młociny w Warszawie czy Libero w Katowicach.

„Rozwój centrów handlowych w Polsce stale postępuje. Wciąż pojawiają się nowe projekty,ale również ewoluują te, które na rynku istnieją już od lat. Centra coraz mocniej angażują się również w rozwój lokalnych społeczności.  Pozytywnym zjawiskiem jest spore zainteresowanie inwestorów naszym rynkiem oraz wysoki poziom kapitalizacji typu prime.” – powiedziała Anna Zachara-Widła, Research & Education Manager, Polska Rada Centrów Handlowych.

Pierwsza połowa roku była  dla rynku centrów handlowych w Polsce bardzo udana pod kątem aktywności inwestorów. W pierwszej połowie roku  Inwestorzy na nieruchomości komercyjne wydali   ponad 3,3 mld euro, z czego 1,9 mld euro przeznaczone zostało na centra handlowe. Na tak dobry wynik składa się głównie bardzo duża transakcja przejęcia portfela nieruchomości M1 przez Chariot (inwestorami w operacji są fundusze PIMCO, Oaktree i Redefine Properties) za kwotę 1 mld euro.

Więcej informacji o rynku centrów handlowych w Polsce znajdą Państwo w raporcie
PRCH Retail Research Forum dostępnym na stronie Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Zwolnienie z VAT dla sprzedających nieruchomości – Wyrok WSA

Dostawa nieruchomości jako czynność opodatkowana VAT może korzystać ze zwolnienia z podatku pod warunkiem dokonania jej po upływie 2 lat od tzw. pierwszego zasiedlenia. W praktyce organy podatkowe wymagały jednak dodatkowo, aby dostawa nieruchomości następowała w ramach czynności podlegającej opodatkowaniu. W przeciwnym razie fiskus odmawiał podatnikom prawa do zwolnienia. Wyrok WSA z dnia 24 lipca 2018 r., sygn. akt III SA/Gl 256/16, potwierdza, że rację mieli jednak podatnicy.

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Zgodnie z art. 43 ust. 1 pkt 10 ustawy o podatku od towarów i usług: „Zwalnia się od podatku dostawę budynków, budowli lub ich części, z wyjątkiem gdy dostawa jest dokonywana w ramach pierwszego zasiedlenia lub przed nim, lub gdy pomiędzy pierwszym zasiedleniem a dostawą budynku, budowli lub ich części upłynął okres krótszy niż 2 lata” (Dz.U. 2004 nr 54 poz. 535 ze zm.). Z kolei pod pojęciem pierwszego zasiedlenia ustawa rozumie: „oddanie do użytkowania, w wykonaniu czynności podlegających opodatkowaniu, pierwszemu nabywcy lub użytkownikowi budynków, budowli lub ich części, po ich wybudowaniu lub ulepszeniu, jeżeli wydatki poniesione na ulepszenie, w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym, stanowiły co najmniej 30% wartości początkowej” (art. 2 pkt 14 ustawy o VAT).

Wydanie budynku w ramach opodatkowanych czynności

W listopadzie 2001 r. spółka z o.o. nabyła prawo użytkowania wieczystego gruntu wraz z halą produkcyjną i budynkiem administracyjno-socjalnym, na którego ulepszenie poniosła w 2004 r. wydatki przekraczające 30% jego wartości początkowej. Budynek ten wykorzystywany był wyłącznie na potrzeby prowadzonej działalności gospodarczej. W związku z zamiarem dokonania dostawy tych nieruchomości spółka wystąpiła do Dyrektora Izby Skarbowej (dalej: DIS) o wydanie interpretacji przepisów w zakresie opodatkowania tej dostawy.

DIS podzielił stanowisko spółki, że skoro wydatki poniesione na modernizację hali nie przekraczały 30% jej wartości początkowej, to jej pierwsze zasiedlenie nastąpiło już z dniem podpisania aktu notarialnego, czyli w listopadzie 2001 r. Dokonanie dostawy tego budynku będzie zatem mogło skorzystać z przewidzianego w art. 43 ust. 1 pkt 10 ustawy VAT zwolnienia z podatku od towarów i usług. Organ odmówił jednak prawa do jego zastosowania wobec dostawy budynku administracyjno-socjalnego. Jego zdaniem byłoby to możliwe, gdyby po poniesieniu wydatków na jego modernizację w kwocie przekraczającej przywołane 30% kryterium spółka wydała go pierwszemu nabywcy lub użytkownikowi, ale w ramach czynności podlegających opodatkowaniu VAT.

5-letni wyjątek i 2-letni okres karencji

W odpowiedzi spółka wskazała na zawarty w art. 43 ust. 1 pkt 7a ustawy o VAT wyjątek. Przewidywał on zwolnienie z VAT dostaw budynków, które już po ulepszeniu były wykorzystywane przez podatnika do czynności opodatkowanych przez co najmniej 5 lat, a który to warunek został przez spółkę spełniony. Niemniej istota sporu toczyła się wokół kwestii, czy do pierwszego zasiedlenia w rozumieniu ustawy o VAT w istocie doszło na 2 lata przed planowaną dostawą nieruchomości. Zwolnienie z VAT nie ma bowiem zastosowania do dostaw budynków, jeśli pomiędzy nią a pierwszym zasiedleniem upłynął okres krótszy niż 2 lata (art. 43 ust. 1 pkt 10 lit. b ustawy o VAT).

Pytanie prejudycjalne

Wobec podtrzymania stanowiska przez DIS spółka złożyła skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego, wnosząc następnie o zawieszenie postępowania do czasu udzielenia przez Trybunał Sprawiedliwości UE mającej decydujące znaczenie dla sprawy odpowiedzi na pytanie prejudycjalne zadane mu przez Naczelny Sąd Administracyjny.

NSA powziął bowiem wątpliwości co do zgodności pojęcia „pierwszego zasiedlenia” zdefiniowanego w art. 2 pkt 14 ustawy o VAT i użytego w art. 43 ust. 1 pkt 10 tejże ustawy z art. 135 ust. 1 lit. j) Dyrektywy Rady 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.U. 2006, L 347, s. 1). Zdaniem sądu najistotniejsze było ustalenie, „czy rzeczywiście pierwszemu zasiedleniu musi towarzyszyć czynność opodatkowana, jak to przyjęto w art. 2 pkt 14 u.p.t.u., czy też przez pierwsze zasiedlenie należy rozumieć faktyczne zasiedlenie budynku (oddanie go do faktycznego użytkowania) po wybudowaniu lub przebudowie/renowacji, jeżeli wskutek przebudowy lub renowacji powstała przekształcona nieruchomość (postanowienie NSA z 23.02.2016 r., I FSK 1573/14).

Definicja pierwszego zasiedlenia

W wyroku z dnia 16 listopada 2017 r. Trybunał potwierdził wątpliwości NSA, stwierdzając, że przepisy artykułów 12 ust. 1 i 2 oraz 135 ust. 1 lit. j) unijnej dyrektywy VAT sprzeciwiają się przepisom krajowym, uzależniającym uzyskanie zwolnienia z podatku od wartości dodanej przy dostawie budynku od spełnienia warunku, by pierwsze jego zasiedlenie nastąpiło w korelacji z czynnością podlegającą opodatkowaniu (sprawa C‑308/16, Kozuba Premium Selection sp. z o.o. przeciwko Dyrektorowi Izby Skarbowej w Warszawie).

WSA w Gliwicach wskutek wydania przez TSUE wyroku odwiesił postępowanie i powołał się na ten wyrok w wydanym przez siebie rozstrzygnięciu. Na jego podstawie zbudował zgodną z prounijną wykładnią przepisu art. 2 pkt 14 ustawy o VAT definicję pierwszego zasiedlenia, która brzmi w sposób następujący: „pod pojęciem pierwszego zasiedlenia rozumie się oddanie do użytkowania pierwszemu nabywcy lub użytkownikowi budynków, budowli lub ich części, po ich: a) wybudowaniu lub b) ulepszeniu (rozumianego jako synonim przebudowy), jeżeli wydatki poniesione na ulepszenie (przebudowę), w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym, stanowiły co najmniej 30% wartości początkowej” (III SA/Gl 256/16). Tym samym sąd przyznał rację spółce, uchylając interpretację indywidualną organu uzależniającą zwolnienie z podatku VAT dostawy budynku od spełnienia warunku, zgodnie z którym pierwsze zasiedlenie tego budynku musi nastąpić w ramach czynności podlegającej opodatkowaniu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Raport poranny dotyczący sytuacji na rynku walutowym 27.09.2018

Federalny Komitet Otwartego Rynku zgodnie z oczekiwaniami podniósł stopy procentowe, ale w pozostałych elementach przekazu nie był tak jastrzębi, jak rynek po nim oczekiwał. W efekcie ani rentowności długu USA, ani dolar nie otrzymały impulsu do rajdu. Co mogłoby się okazać otwarciem drogi dla wzrostu apetytu na ryzyko, dziś rano jest wystawiane na próbę przez niepokojące wieści w temacie włoskiego budżetu.

FED zadecydował o podwyżce stóp procentowych i zamierza zacieśniać politykę w kolejnych kwartałach, ale takie stanowisko było oczekiwane. W projekcji na lata 2018-2020 nic się nie zmieniło i zdaniem Fed przed nami jeszcze 5 podwyżek. Nowe „kropki” na 2021 rok sugerują, że większość członków Komitetu szykuje się na obniżkę w tym czasie, ale to zbyt odległy termin, by mieć znaczenie dla dolara dziś. Pewien gołębi impuls dało usunięcie z komunikatu fragmentu o „akomodacyjnym” charakterze polityki, co na pierwszy rzut oka sugeruje, że Fed zbliża się do neutralnego nastawienia. Jednak na konferencji prezes Powell wyjaśnił, że zmiana języka odzwierciedla oczekiwaną ścieżkę normalizacji, a usunięcie zwrotu teraz „nie było dokonane, ponieważ polityka nie jest akomodacyjna. Ona wciąż jest akomodacyjna.” Ogólnie wszystko to okazało się za mało jastrzębie wobec tego, na co liczył rynek (i ja osobiście). Sytuacja w gospodarce USA przemawia za tym, aby kontynuować zacieśnianie. Z drugiej strony presja inflacyjna nie jest na tyle silna, aby tempo podwyżek było szybsze. Rynek jest przekonany o kolejnej podwyżce w grudniu i liczy na dwie kolejne w 2019 r. Na razie nic nie wpłynie na rewizję tych założeń.

USD osłabił się na gołębiej zmianie w komunikacie, ale to też było niewystarczające, by bardziej karać dolara i rynek szybko poddał wyprzedaż. Dla EUR/USD to była bolesna lekcja, gdyż trzeci raz w tym tygodniu nie udało się złamać 1,18 na dobre. Do tego dziś rano kolejny cios przyszedł z włoskiej polityki. Według doniesień prasy rząd może odłożyć na później posiedzenie w sprawie przyszłorocznego budżetu. Koalicjanci (Liga, Ruch 5 Gwiazd) łączą szyki, by przekonać ministra finansów do zwiększenia planowanego deficytu budżetowego do 2,4 proc. PKB. Wcześniej mówiono o deficycie bliżej 2 proc., więc zmiana podburzy unijnych urzędników. Czy włoski rząd jest gotowy na ostry spór z Brukselą? Rynek nie chce tego wykluczać. EUR traci, gdyż widzi zagrożenie, jak wzrost ryzyka kredytowego w strefie euro może przyhamować zapędy normalizacyjne EBC. A pamiętajmy, że siła EUR z ostatnich kwartałów jako motor napędowy miała właśnie oczekiwania, że EBC zacznie odchodzić od ultra-luźnej polityki.

Inwestorzy są teraz w kropce. Z jednej strony neutralny (lub gołębi – jak kto woli) Fed powinien pozwolić na podtrzymanie pozytywnego sentymentu, jaki towarzyszył notowaniom w ostatnich dniach. Z drugiej strony informacje z Włoch przypominają, że spokój nie jest na zawsze. Do tego dochodzi zamykanie kwartału, co może generować trudne do wyjaśnienia zmiany cen. Krótkoterminowo sprawy wyglądają źle tam, gdzie rynek ostatnio był aktywny po stronie kupna, tj. na EUR, AUD i rynku akcji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Co trzecia firma z powodu zatorów płatniczych nie inwestuje i nie rozwija się

W III kwartale nieznacznie spadł odsetek firm skarżących się na problemy z płatnościami od kontrahentów. Obecnie o opóźnieniach mówi 50 proc. przedsiębiorstw wobec 52 proc. kwartał wcześniej – wynika z badania dla BIG InfoMonitor. Gdyby nie przeterminowane płatności od odbiorców, niemal co piąta firmy miałaby o co najmniej 30 proc. wyższe obroty – deklarują przedsiębiorcy. Co trzecia firma z powodu zatorów płatniczych nie inwestuje i nie rozwija się.

W trzecim kwartale połowa firm miała w minionych 6 miesiącach problem z opóźnieniami płatności kontrahentów o ponad 60 dni od dnia wymagalności faktury. Bez względu na sytuację gospodarczą odsetek ten zmienił się nieznacznie. W II kwartale kłopoty z odzyskiwaniem należności zgłaszało 52 proc. przedsiębiorstw – badanych przez Instytut Keralla Research dla BIG InfoMonitor. – Gdy weźmiemy pod uwagę 30 dni opóźnienia będzie to 54 proc. Niestety mamy do czynienia ze swoistym przyzwoleniem na niepłacenie – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

odsetek firm
Źródło: BIG InfoMonitor, badanie MSP

Trudności w związku z opóźnionymi płatnościami ma 50 proc. firm. Część ponosi tego konsekwencje, ma np. niższe obroty. Dotyka to 54 proc. przedsiębiorstw. – Opóźnione rozliczenia pochłaniają czas, energię i pieniądze. Brak płatności przekłada się na problemy z płynnością finansową, a w zamian za płynność trzeba oddać pokaźną część zysków, albo na dodatkowe finansowanie, albo np. na usługi faktoringowe. Jeśli skala opóźnień jest duża, to trudno w takich warunkach o nowe inwestycje – zauważa Sławomir Grzelczak.

szacowana skala
* 54% firm dostrzega zależność między opóźnionymi płatnościami a obrotem Źródło: BIG InfoMonitor, badanie MSP

30 proc. przedsiębiorstw odczuwających negatywne skutki przeterminowanych płatności, uważa że mogłaby mieć obroty wyższe o minimum 5 proc. Ponad jedna czwarta (27 proc.) jest zdania, że gdyby nie zaległości w płatnościach obroty byłyby większe o 10 proc., a w opinii 15 proc., że o co najmniej 20 proc. Niemal 18 proc. przedsiębiorców nie zwiększa skali działania nawet o 30 proc. i więcej. Na utraconą szansę, zwiększenia skali działania z powodu zatorów płatniczych, skarżą się szczególnie firmy usługowe.

– I tu się zaczyna kolejny poważny temat. Jeżeli firma nie jest pewna spływu należności, nie inwestuje, nie kupuje maszyn, nie zatrudnia pracowników. Z naszych badań wynika, że 52 proc. firm przyznaje, że ma problemy w efekcie opóźnionych płatnościami od kontrahentów. W co trzecim przypadku przekłada się to negatywnie na zyski, inwestycje i rozwój – tłumaczy prezes BIG InfoMonitor.

trudności
*52% firm przyznaje się do problemów w związku z opóźnionymi płatnościami od kontrahentów Źródło: BIG InfoMonitor, badanie MSP

Gdy płatność się nie pojawia na pewno nie należy czekać z założonymi rękami z obawy, że jakiekolwiek działania urażą kontrahenta i w przyszłości już nic nie zamówi. Jest kilka darmowych, albo niedrogich sposobów na to, żeby przypominać dłużnikowi o niezapłaconych fakturach. Najlepiej zacząć od monitów. Niektórzy robią to jeszcze przed terminem wymagalności faktury, przypominają, że termin się zbliża i że zależy im na uzyskaniu płatności. Jeżeli kontrahent nie płaci, warto go odwiedzić lub przynajmniej do niego zadzwonić, wysłać maila, sms-a. Później warto wysłać wezwanie do zapłaty z ostrzeżeniem o wpisie do BIG InfoMonitor, jeśli płatność nie zostanie uregulowana w ciągu 30 dni. Konsekwencje znalezienia się w rejestrze dłużników BIG są poważne, ponieważ inne podmioty, takie jak banki i firmy leasingowe dowiadują się z rejestru o niespłacanych fakturach. Jeśli jednak dłużnik ureguluje płatności, ich wpis w BIG InfoMonitor zniknie w ciągu dwóch tygodni. W swoich działaniach trzeba być konsekwentnym.

liczba faktur
Źródło: BIG InfoMonitor, badanie MSP

Wypracowanie standardów, których celem jest dbałość o terminowe płatności kontrahentów z pewnością wyjdzie firmie na dobre. Bo jak wynika z opinii przedsiębiorców, perspektywy nie wyglądają najlepiej. Przybyło przekonanych, że wzrośnie liczba faktur przeterminowanych o ponad 60 dni, uważa tak co czwarty badany, czyli o ponad połowę więcej ankietowanych niż na początku roku. Jedynie co szósty respondent ma nadzieję, że będzie lepiej, a połowa jest przekonana, że sytuacja się nie zmieni.

*Badanie „Skaner MSP, wśród mikro, małych i średnich firm”. przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, sierpień 2018 r.

Kurs dolara i euro po posiedzeniu FED

Joanna Bachert - Centrum Analiz - PKO Bank Polski
Joanna Bachert – Centrum Analiz – PKO Bank Polski

Posiedzenie Fed nie zmieniło obrazów rynków zarówno głównej pary walutowej, jak i złotego. Po decyzji EUR/PLN nadal oscylował w okolicach poziomu 4,275 a EUR/USD 1,175 notowanych jeszcze podczas środowej sesji europejskiej.

W środę najważniejszym wydarzeniem na rynku było posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej, po którym zgodnie z oczekiwaniami główna stopa procentowa wzrosła o 25pb do w przedziale 2,00-2,25%. Fed utrzymał też bez zmian swoją zapowiedź polityki pieniężnej w kolejnych kwartałach, w tym zakładaną jeszcze jedną podwyżkę w tym roku, koleje trzy w 2019 roku oraz jedną w 2020. Ogólny ton komunikatu był optymistyczny, niemniej wypowiedzi prezesa J.Powell’a podczas konferencji prasowej trącały o lekko gołębi ton, co mogło wynikać z chęci „zrobienia” miejsca dla większej elastyczności wokół przyszłej ścieżki zmian w polityce, biorąc pod uwagę wiele gospodarczo-politycznych niepewności (m.in. wg Powella to utrata zaufania w biznesie, która może dać jeszcze o sobie znać i w dłuższym okresie reakcja rynku finansowego na nasilające się wojny handlowe). W komunikacie usunięto zapewnienie, że polityka monetarna pozostanie akomodacyjna, co może oznaczać, że zdaniem Fed-u stopy procentowe są coraz bliżej „neutralnego” poziomu, co jednak zdaniem Powella nie jest równoznaczne ze zmianą w ścieżce polityki. Prezes zwrócił uwagę, że Fed nadal bierze pod uwagę ryzyka wynikające ze zbyt szybkiego zacieśnianie polityki monetarnej (aby wyższe stopy nie zgasiły ożywienia gospodarczego) oraz zbyt wolnych podwyżek stóp (co mogłoby doprowadzić gospodarkę do przegrzania).  Niektórzy członkowie FOMC nie wykluczają, że stopy procentowe w USA nieco przekroczą poziom neutralny. Niemniej, na rynku mogły pojawić się spekulacje, że wycofanie określenia „akomodacyjna” wskazuje, iż Fed jest bliżej końca cyklu podwyżek stóp, co ciążyło dolarowi, pomimo generalnie optymistycznego wydźwięku komunikatu.

Po wrześniowym posiedzeniu FOMC obrazy rynków zarówno głównej pary walutowej, jak i złotego nie zmienił się ostatecznie. EUR/PLN oscylował w okolicach poziomów 4,275 a EUR/USD 1,175 notowanych jeszcze podczas środowej sesji europejskiej. Niemniej perspektywy dla dolara nadal pozostają pozytywne, kosztem zarówno euro i złotego.

W ostatnich dniach euro nie miało ochoty osłabiać się pozostając pod wpływem rozbudzonych przez prezesa EBC nadziei na szybsze niż dotąd oczekiwano podwyżki stóp w strefie euro. W ocenie M. Draghi’ego w nadchodzących miesiącach w wyniku wyższego wzrostu płac można spodziewać się przyspieszenia tempa inflacji. Rynek zauważył, że obydwa te czynniki mogą otworzyć drogę do wyczekiwanej podwyżki stóp procentowych, ponieważ wyższa inflacja będzie wywierać presję na EBC, zaś wyższe płace oznaczają, że gospodarstwa domowe są w stanie „wytrzymać” wyższy koszt pieniądza. Draghi wspierał więc euro, a ponieważ RPP planuje utrzymać dysparytet stóp pomiędzy Polską a strefą euro, rosnąca nadzieja na podwyżkę stóp w EBC oraz solidne euro w ostatnich dniach wzmacniały też złotego.

Oprócz decyzji Fed-u w środowym kalendarzu uwagę przyciągało też posiedzenie banku centralnego Czech. Informacja o podwyższeniu głównej stopy procentowej o 25 pb do poziomu 1,50% była zgodna z oczekiwanymi, przez co nie miała istotnego przełożenia na notowania czeskiej korony. Było to już trzecie z rzędu posiedzenie CNB mające na celu ograniczenie ryzyka przegrzania się gospodarki.  Bank obawia się szybkiego tempa wzrostu płac, który wyniósł 8,6% r/r w II kwartale i rosnącej inflacji, która w sierpniu na poziomie 2,5% r/r przekroczyła cel będąc napędzaną przez wzrost bazowego indeksu CPI. Jastrzębi CNB lekko wsparł złotego.

Wykres dnia: Realna stopa procentowa w USA powyżej zera po raz pierwszy od 2008 roku.

Realna stopa procentowa w USA powyżej zera po raz pierwszy od 2008 roku
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło : Joanna Bachert / Centrum Analiz PKO Bank Polski

FED bez niespodzianek. Na złotym korekta

Komitet do spraw otwartego rynku podjął decyzję w sprawie stóp procentowych. Złotówka od rana traci. Jeszcze trochę emocji w tym tygodniu.

Bez niespodzianki

Wczoraj o godzinie 20:00 poznaliśmy decyzję Rezerwy Federalnej. Sama decyzja nie przyniosła zaskoczenia. Tak jak prognozowali analitycy koszt pieniądza w Stanach Zjednoczonych wzrósł o 25 punktów bazowych, co oznacza że aktualnie stopa procentowa w USA wynosić będzie od 2% do 2,25%. Dodatkowo również członkowie FED sugerują jeszcze jedną podwyżkę w tym roku oraz trzy kolejne w następnym. Takie informacje nie mogły wpłynąć inaczej na zachowanie kursu dolara jak tylko go umocnić. Co prawda pierwsze ruchy osłabiły jednak dolara to ostatecznie po wczorajszym odczycie zyskał na wartości.

A na złotym korekta

Ostatnie dobre dni dla naszej waluty musiały się kiedyś skończyć. Wszystko to za sprawą wczorajszych wydarzeń w Stanach Zjednoczonych. Jak to na rynku często bywa, że kiedy dolar zaczyna zyskiwać to tracą waluty z koszyka EM. wydaje się, że tak jest i tym razem. Od początku sesji złotówka traci bowiem do głównych walut, odbijając się tym samym od kluczowych poziomów oporów. Pomimo porannych wzrostów za euro zapłacimy “tylko” 4,27 zł. Dolar amerykański wyceniany jest na 3,65 zł. Cena franka szwajcarskiego wynosi 3,77 zł, a funta brytyjskiego 4,79 zł.

Dziś też ciekawie

Czwartkowy kalendarz makroekonomiczny jest pełen odczytów. Od rana poznamy nastroje w gospodarce w Strefie Euro, a także inflację konsumencką w NIemczech. Z kolei popołudnie to seria danych ze Stanów Zjednoczonych. Poznamy m.in. dynamikę zamówień na dobra, liczbę wniosków dla bezrobotnych czy też tygodniową zmianę zapasów paliw. Odczyty zza oceanu przerwane zostaną wystąpieniami prezesów EBC i BoE.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Zmiany w Zarządzie Banku BGŻ BNP Paribas

Andre Boulanger, związany z Grupą BNP Paribas od 1989 r., 1 listopada br. dołączy do Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas. Zastąpi on Blagoya Bocheva, który nadzorował obszar Bankowości CIB, w tym Pion Rynków Finansowych, Departament Klientów Strategicznych CIB, Departament Wsparcia CIB.

– Jesteśmy Bankiem zmieniającego się świata, więc również zmiany w Zarządzie są naturalne. Bardzo dziękuję Blagoyowi za profesjonalizm, zaangażowanie, ciężką pracę i wprowadzenie Segmentu Bankowości Korporacyjnej i Instytucjonalnej na ścieżkę wzrostu, którą – zgodnie ze strategią Fast Forward – planujemy utrzymać. Po pięciu latach Blagoy przekazuje pałeczkę Andre, który ma ogromne doświadczenie w bankowości korporacyjnej, a niemal całą zawodową karierę budował w ramach Grupy BNP Paribas. Dziękujemy Blagoyowi i życzymy mu sukcesów w realizacji przyszłych projektów. Witamy jednocześnie Andre na pokładzie, życząc powodzenia – mówi Józef Wancer, przewodniczący Rady Nadzorczej Banku BGŻ BNP Paribas.

Andre Boulanger karierę w bankowości rozpoczął w 1986 r. w dzisiejszym belgijskim banku Belfius, zaś do Grupy Paribas dołączył w 1989 r., zajmując stanowisko Dyrektora Oddziału Bankowości Detalicznej BNP Paribas w Brukseli. Bankowością korporacyjną zajmuje się od 1994 r., a w swojej karierze zajmował liczne stanowiska dyrektorskie w strukturach Paribas, a po fuzji z BNP – w strukturach BNP Paribas w Belgii i Francji. Był też Prezesem Zarządu BNP Paribas Holandia, a w latach 2014-2017 pracował na stanowisku Dyrektora Zarządzającego Obszarem Operacji w Bankowości Korporacyjnej w regionie Europy (2014), a następnie jako Dyrektor Zarządzający Obszarem Operacji w Regionie EMEA (2015) w BNP Paribas Francja i Belgia. Do Warszawy przeprowadza się z Rosji, gdzie od 2017 r. był Prezesem Zarządu BNP Paribas JSC oraz Dyrektorem Generalnym dla obszaru Federacji Rosyjskiej.

 Chciałbym podziękować Blagoyowi za ostatnie 5 lat pracy w Polsce, w czasie których nastąpił wyraźny rozwój obszaru Bankowości Korporacyjnej i Instytucjonalnej. Dziękuję również za zaangażowanie i wkład w prace naszego Zarządu. Gratuluję podjęcia kolejnych ambitnych wyzwań i życzę wielu sukcesów w nowej roli. Andre dołączy do naszego zespołu w bardzo ciekawym momencie. Wierzę, że pod jego wodzą będziemy umacniać naszą pozycję jednego z najlepszych graczy w Bankowości Korporacyjnej i Instytucjonalnej­­ – mówi Przemek Gdański, prezes Banku BGŻ BNP Paribas.

Rekrutacja ma wpływ na decyzje zakupowe kandydata

Firma, która zostawia negatywne wrażenie z rekrutacji ponosi nie tylko straty wizerunkowe, lecz także biznesowe. W Polsce 6 na 10 kandydatów nie kupi produktów lub usług firmy, która niewłaściwie ich potraktowała w procesie rekrutacyjnym. Co więcej, swoim negatywnym doświadczeniem podzielą się z innymi osobami – potwierdza opublikowany dziś raport ManpowerGroup. Na negatywne wrażenia kandydatów wpływają między innymi brak jasnych zasad w kwestii wynagrodzenia, niejednoznaczny opis stanowiska pracy, brak odpowiedzi firmy na przesłane cv.

Doświadczenia kandydata w procesie rekrutacyjnym zmieniają jego podejście do zakupu produktów i usług firmy, do której aplikował. Jak potwierdzają wyniki najnowszego raportu ManpowerGroup „Dodaj do koszyka: kandydaci to też klienci”, 59% kandydatów w Polsce zniechęci się do zakupu produktów i usług firmy, która źle ich potraktowała w trakcie rekrutacji. Czym jest to spowodowane? To przede wszystkim brak jasności w kwestii wynagrodzenia lub opisu stanowiska pracy – przyznało 63% badanych. Na negatywne doświadczenia z rozmowy rekrutacyjnej wskazuje 62% respondentów, 60% mówi o braku odpowiedzi na przesłane cv i tyle samo o braku kontaktu ze strony pracodawcy po odbytej rozmowie wstępnej.

IwonaJanas_ManpowerGroup
Iwona Janas

– Podczas gdy efektywny proces rekrutacyjny może sprzyjać budowaniu pozytywnego „candidate experience”, tak nic nie zastąpi silnych i trwałych relacji pomiędzy kandydatami a pracodawcami. Transparentność jest kluczową wartością dla poszukujących pracy, szczególnie w kwestii wynagradzania, opisu stanowiska pracy, obowiązków zatrudnionego oraz możliwości awansu – mówi Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup. – Kandydat wchodząc w relacje z firmą staje się nie tylko potencjalnym pracownikiem, lecz także klientem. I odwrotnie – klienci mogą stanowić potencjalną grupę wartościowych talentów. Dzięki znajomości produktów i usług znają organizację i jej potrzeby, a w wielu przypadkach już rozumieją i podzielają wiele z podstawowych wartości organizacji. Usatysfakcjonowany klient chętniej też podejmie pracę w przedsiębiorstwie, z którego produktów i usług korzysta – dodaje Iwona Janas.

Efekt domina

W Polsce aż 64% badanych podzieli się z innymi osobami informacjami o swoim negatywnym doświadczeniu z procesu rekrutacyjnego. Zdecydowana większość (78%) zrobi to podczas bezpośredniej rozmowy, 23% opublikuje post w mediach społecznościowych, a 18% wykorzysta do tego celu stronę www z opiniami o pracodawcy. Na efekty nie będzie trzeba długo czekać, ponieważ 57% respondentów rzadziej sięgnie po produkty i usługi firmy, która niewłaściwie potraktowała ich znajomych w trakcie rekrutacji.

Polska wysoko w rankingu globalnym

Polska wypada wysoko w rankingu globalnym. Wśród 24 przeanalizowanych rynków zajmujemy czwartą pozycję (z wynikiem 64%) na liście krajów, gdzie najwięcej kandydatów zadeklarowało wpływ negatywnych doświadczeń rekrutacyjnych na ich decyzje zakupowe. Dla porównania, w Niemczech podobną postawę wskazało 42% respondentów, we Francji – 47%, w Czechach – 51%, w Wielkiej Brytanii – 58%, w Hiszpanii – 61%.

Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy.

Wszyscy ankietowani są aktywnymi zawodowo osobami między 18. a 65. r.ż. W sumie badaniem objęto 17 994 kandydatów na całym świecie, w Polsce 748. Ankietowani reprezentowali cały przekrój zawodowy – od osób rozpoczynających karierę zawodową, do przedstawicieli kadry kierowniczej wyższego szczebla.

Ponad 70% konsumentów sprawdza opinie o sprzęcie elektronicznym przed jego zakupem

Łącznie 72% konsumentów sprawdza opinie o sprzęcie elektronicznym przed jego zakupem. Ponad połowa badanych szuka ich w Internecie. Przeszło 30% pyta o nie sprzedawców, a tylko 8% zwraca się z tym do swoich znajomych. W sumie blisko 60% klientów nie wie, jak oceniany jest sklep stacjonarny, w którym kupuje ww. artykuł.W przypadku serwisów internetowych trend jest zupełnie odwrotny. Informacji o e-sklepach poszukuje aż 74% respondentów. Zainteresowani głównie znajdują je w sieci. Natomiast ci, którzy chcą wiedzieć więcej o fizycznych placówkach, przeważnie rozmawiają o nich ze znajomymi.

Badanie zostało przeprowadzone przez Grupę AdRetail i Hiper-com Poland na terenie Warszawy, Krakowa, Katowic, Wrocławia, Poznania i Łodzi we wrześniu br. W ankiecie wzięło udział ponad 500 konsumentów w wieku od 18. do 55. roku życia, bezpośrednio robiących zakupy w sklepach ze sprzętem elektronicznym. Wśród respondentów było 56% kobiet i 44% mężczyzn. Badano tylko te osoby, które na wstępie rozmowy wyraźnie zadeklarowały, że minimum raz w roku same nabywają takie urządzenia, a także szukają na nie promocji w papierowych lub w elektronicznych gazetkach handlowych.

– Świadomość konsumencka Polaków z każdym rokiem wyraźnie się powiększa. Opinie o produktach i o sklepach to kluczowe czynniki wpływające na decyzje zakupowe, zaraz po cenach. Zmieniają się tylko źródła informacji, z których najchętniej czerpią wiedzę nabywcy towarów. Patrząc na to, jak często ludzie dzielą się swoimi wrażeniami, szczególnie w Internecie, przewiduję, że znaczenie recenzji produktów jeszcze wzrośnie w kolejnych latach – komentuje Tomasz Jankowski z Ceneo.pl.

Sprawdzanie opinii

W sumie 72% konsumentów twierdzi, że przed zakupem sprzętu elektronicznego sprawdza opinie na jego temat. Jak wyjaśnia Hubert Majkowski, Country Manager Hiper-com Polska, ta metoda pozwala klientom dokonywać najbardziej świadomych wyborów w zakresie urządzeń, które nie należą raczej do najtańszych produktów. Testy użytkowników mogą rozwiać wątpliwości potencjalnych nabywców w zakresie jakości, użyteczności i wytrzymałości wybranych artykułów.

–  Warto zauważyć, że 14% badanych nie ma jednak potrzeby sprawdzania opinii na temat sprzętu przed jego zakupem. W mojej ocenie, w tej grupie są przede wszystkim klienci, którzy nabywają większość towarów w sposób spontaniczny i emocjonalny, bez względu na ich ceny. Doświadczenia innych konsumentów są mniej istotne dla tych osób, bo liczy się dla nich przyjemność kupowania – stwierdza Maciej Tygielski, Szef Sprzedaży w Grupie AdRetail.

Badani sprawdzają opinię o wybranym sprzęcie elektronicznym głównie w Internecie – 53% wskazań. Zdaniem Huberta Majkowskiego, popularność tego źródła informacji wynika głównie z jego powszechności i dostępności. Większość konsumentów rozpoczyna poszukiwanie wybranego towaru od wpisania jego nazwy na klawiaturze komputera lub telefonu. I to jest oczywiście prawidłowe działanie. Niektórzy tylko zapominają o tym, że trzeba podchodzić ostrożnie do komentarzy internetowych, gdyż w wielu wypadkach są one jednostronne lub nieprawdziwe.

– Z badania także wynika, że 31% respondentów kieruje się opiniami sprzedawców w sklepach. Ich rola jest istotna, ponieważ w niektórych grupach cieszą się dużym zaufaniem. Dotyczy to szczególnie starszych osób, które mają potrzebę przeprowadzenia bezpośredniej rozmowy z drugim człowiekiem. Ponadto klienci, bez względu na ich wiek i doświadczenia, bardzo często chcą otrzymać potwierdzenie informacji, do których samodzielnie dotarli, np. w Internecie – zwraca uwagę Tomasz Jankowski.

Z kolei Maciej Tygielski przypomina, że poleganie na opinii sprzedawcy jest dość ryzykownym sposobem zdobywania informacji o towarze. Rolą pracownika sklepu jest zachęcanie klientów do kupna danego sprzętu, zgodnie ze strategią pracodawcy. Często wynika ona z kontraktów zawieranych pomiędzy siecią handlową a producentem. W ocenie eksperta, kupującym zdecydowanie brakuje świadomości w tym zakresie. O wiele bezpieczniej jest pytać znajomych o ich doświadczenia, ale tylko 8% badanych zadaje sobie taki trud.

Informacje o sklepach

– Co ciekawe, łącznie 58% badanych nie sprawdza opinii o sklepie stacjonarnym, w którym dokonuje zakupu sprzętu elektronicznego. Konsumenci sami wyrabiają sobie zdanie na temat konkretnej placówki handlowej, obserwując ją na miejscu. Potrzeba potwierdzenia własnych odczuć nie wydaje się duża i w tym przypadku klienci mniej zwracają uwagę na oceny innych ludzi. Sprawna, merytoryczna i miła obsługa dodatkowo ją obniża – wyjaśnia ekspert z Hiper-com Poland.

W przypadku sklepów internetowych trend jest zupełnie odwrotny. Opinie o nich sprawdza w sumie 74% ankietowanych. Według Macieja Tygielskiego, wynika to z tego, że klienci mają mniejsze zaufanie do miejsca, którego nie mogą fizycznie sprawdzić. I to jest zupełnie naturalne, że chcą lepiej poznać wirtualnych sprzedawców. Oni sami temu sprzyjają, udostępniając informacje na swój temat czy też zachęcając klientów do wyrażania swoich sugestii o jakości obsługi.

– Konsumenci szukają opinii o sklepie stacjonarnym głównie wśród znajomych – 61%, a dopiero potem w Internecie – 35%. Ten wynik nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem. Wrażenia na temat nowych galerii handlowych czy sklepów klienci często przekazują sobie w trakcie różnych spotkań. Są one wiarygodne i bardzo często wystarczające. Jednak ten trend ma szanse wkrótce się zmienić, ponieważ ludzie coraz chętniej dzielą się swoimi obserwacjami w mediach społecznościowych – zauważa Tomasz Jankowski.

W zakresie poszukiwania opinii o e-sklepie sytuacja jest odwrotna. Konsumenci odnajdują je głównie w Internecie – w sumie niespełna 80%. Tylko 18% badanych pyta o nie znajomych. Jak podsumowuje ekspert z Grupy AdRetail, jeśli ktoś częściej robi zakupy przez Internet, to jest on dla niego naturalnym źródłem informacji. Sposób pozyskiwania recenzji zależy od kanału, w którym klient faktycznie robi zakupy. Dlatego też zwolennicy stacjonarnego handlu częściej zwracają się z pytaniami na temat fizycznych placówek bezpośrednio do innych osób.

UE i NATO – dwa filary bezpieczeństwa Polski zagrożone przez działania Rosji

Szeroko rozumiane bezpieczeństwo naszego kraju opiera się, podręcznikowo, na dwóch głównych filarach – Unii Europejskiej i NATO. Pierwszy ma się koncentrować na współpracy gospodarek i zamienianiu konfliktów zbrojnych na rywalizację gospodarczą w ramach pewnej wspólnoty. Drugi jest sojuszem obronnym, którego Polska jest aktywnym uczestnikiem. Zajmuje się on kwestiami wojskowymi. Problem pojawia się wtedy, gdy przestrzenie te zaczynają przenikać się z innymi aspektami. Przykładem są działania Federacji Rosyjskiej.

– Rosja lubi rozbijać relacje, umowy i pakty, w których bierzemy udział. Wybiera poszczególnych członków i obdarowuje ich wyjątkowymi przywilejami w relacjach z Federacją Rosyjską. Kraj ten jest bardzo mocno uzależniony od eksportu surowców energetycznych – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Świetnym przykładem jest wybór Niemiec do współpracy po to, aby realizować z nimi projekty gazowe. Te z kolei na całe lata uzależniają całą Europę od rosyjskiego gazu. Rosja nie jest w stanie rywalizować militarnie w konwencjonalny sposób z NATO, wybiera półśrodki zastępcze, w tym konflikty – testując wspólnotę międzynarodową i granice jej wytrzymałości. Potwierdza to agresja na Gruzję – kiedy państwa członkowskie UE i NATO nie zareagowały tak, jak oczekiwano – czy też wydarzenia z Donbasu i Krymu. Federacja Rosyjska naruszyła w obu przypadkach prawo międzynarodowe, niszcząc suwerenność tych narodów. W ten sposób, przez bilateralne i punktowe akcje, zachwiane zostają dwa filary zapewniające Polsce bezpieczeństwo – wskazał Roszkowski.

Od połowy 2019 r. osoby niepełnosprawne będą mogły starać się o dofinansowanie przez internet. Dziś potrzebują do tego co najmniej trzech wizyt w urzędzie

Od połowy 2019 r. osoby niepełnosprawne będą mogły starać się o dofinansowanie przez internet. Dziś potrzebują do tego co najmniej trzech wizyt w urzędzie 1

W Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Koninie wdrożono System Obsługi Wsparcia dofinansowania ze środków PFRON. Do końca tego roku Fundusz zamierza wdrożyć system w kolejnych 40 samorządach, a do połowy przyszłego roku chce nim objąć cały kraj. To oznacza, że osoby niepełnosprawne od połowy przyszłego roku będą mogły internetowo złożyć wniosek o dofinansowania. Dziś potrzebują do tego co najmniej trzech wizyt w urzędzie, co dla wielu jest barierą nie do pokonania.

– System Obsługi Wsparcia finansowanego ze środków PFRON jest nowoczesną platformą internetową, która umożliwi wszystkim osobom z niepełnosprawnościami ubieganie się o dofinansowanie z naszych środków – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorota Habich, p.o. prezesa zarządu Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. – Warunkiem, żeby każda osoba mogła z tego skorzystać, jest włączenie się do tego systemu wszystkich jednostek samorządu terytorialnego, którym Fundusz przekazuje środki na realizację zadań.

Do tej pory osoba niepełnosprawna, która chciała uzyskać dofinansowanie ze środków PFRON, musiała udać się do urzędu, żeby złożyć stosowny wniosek. Z danych Funduszu wynika, że co roku takich wniosków składa się ponad pół miliona. Tylko w 2017 roku samorządy rozdysponowały kwotę ponad 1 mld zł. Platforma informatyczna nie tylko ułatwi niepełnosprawnym sam proces składania wniosku, ale też podpowie, na jakie cele można je otrzymać. Odciąży też urzędników i ułatwi przepływ danych sprawozdawczych między samorządami a Funduszem.

Każda osoba niepełnosprawna, a przede wszystkim osoby, które nabyły niepełnosprawność i nie znają zasad wspierania, będzie mogła być przeprowadzona przez kreator do składania wniosków, przez proces aplikowania, ale też przez dobór odpowiedniej formy wsparcia – informuje Dorota Habich. – Może to być dofinansowanie nowoczesnej protezy, sprzętu informatycznego, wizyty u lekarza, który dobierze protezę, czy też nawet dofinansowanie studiów, ponieważ wspieramy też uzyskiwanie edukacji wyższej, a nie wszystkie osoby z niepełnosprawnościami o tym wiedzą.

Jeszcze w tym roku PFRON planuje włączenie do SOW 41 powiatów, a kolejne w 2019 roku. W ramach projektu powstał też portal informacyjny (https://portal-sow.pfron.org.pl) i specjalna infolinia. Fundusz przekaże blisko 2 tys. urządzeń digitalizujących i mobilnych, organizuje także szkolenia stacjonarne dla ponad 1200 osób z jednostek samorządowych oraz szkolenia e-learningowe dla beneficjentów projektu.

– Zainteresowanie Systemem Obsługi Wsparcia jest nadspodziewanie duże – mówi Dariusz Łazar, kierownik projektu SOW. – Otrzymaliśmy wiele deklaracji o chęci przystąpienia do systemu ze strony jednostek samorządu terytorialnego, mamy mnóstwo wejść na portal informacyjny, sporo telefonów na infolinię z pytaniem, kiedy SOW będzie dostępny na poziomie lokalnych samorządów.

Stworzenie systemu, którego wdrożenie rozpoczęto w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Koninie 18 września, jest współfinansowane ze środków europejskich. Przed jego rozpoczęciem przeprowadzono wiele testów, powołano też specjalny zespół do testowania dostępności systemu ze strony osób niepełnosprawnych. W ciągu dwóch pierwszych dni wdrożenia systemu SOW nie pojawily się żadne zastrzeżenia co do jego działania i funkcjonalności.

Do połowy przyszłego roku zamierzamy tym systemem objąć cały kraj. Nie możemy go wdrożyć wcześniej ze względów logistycznych, wtedy w połowie przyszłego roku wszystkie osoby niepełnosprawne, wszyscy beneficjenci będą mogły złożyć wniosek w formie elektronicznej w całym kraju – mówi Dariusz Łazar.

Dziś osoba niepełnosprawna musi co najmniej trzykrotnie odwiedzić urząd, by otrzymać wsparcie z PFRON. Często jest to dla nich duży problem, który wymaga również zaangażowania opiekunów

Platforma elektroniczna, którą proponujemy, w ogóle wyklucza konieczność pojawiania się w urzędzie – mówi kierownik projektu SOW.

Polityka dostępności jest dla osób niepełnosprawnych bardzo ważna. Poza tym, co robimy w ministerstwie, czyli fundusz solidarnościowy, mapa drogowa, Strategia na rzecz Osób Niepełnosprawnych, mamy również projekty finansowane ze źródeł europejskich, takie jak SOW. Dają nam one możliwość finansowania dodatkowych działań, które są czymś pozytywnym. Wszystko, co jest robione dla osób niepełnosprawnych w obszarze dostępności i w obszarze informacyjnym, jest przez nas bardzo pozytywnie oceniane – mówi Michał Pelczarski, dyrektor Biura Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Czesi chwalą polskie śmigłowce Sokół. W ciągu 20 lat służby wylatały ponad 40 tys. godzin i uratowały ponad 11,5 tys. osób

Czesi chwalą polskie śmigłowce Sokół. W ciągu 20 lat służby wylatały ponad 40 tys. godzin i uratowały ponad 11,5 tys. osób 2

Wielozadaniowy śmigłowiec Sokół to sztandarowy produkt zakładów PZL-Świdnik, wykorzystywany w Polsce od lat 90., zarówno w wojsku, policji, ratownictwie górskim, jak i w straży granicznej. Takie maszyny są używane także w kilkunastu innych krajach na świecie. Od ponad 20 lat w wersji transportowej służą m.in. w czeskich Siłach Powietrznych. W tym czasie przetransportowały już ponad 11,5 tys. pacjentów i wylatały ponad 40 tys. godzin. W ciągu 20 lat służby niemal nie było dnia, podczas którego W-3A Sokół nie byłby używany. Jeden z nich jest pierwszą tego typu maszyną na świecie, która wylatała 5 tys. godzin.

– Mocną stroną Sokoła jest przede wszystkim duże doświadczenie. Ta maszyna jest na rynku od ponad 25 lat. W tym czasie dokonaliśmy wielu modyfikacji tego śmigłowca, a więc mamy z jednej strony doświadczenie, a z drugiej – czynimy ciągłe usprawnienia. Ten śmigłowiec jest łatwy w pilotażu, lubiany przez pilotów. To maszyna klasy 6,5-tonowej, a więc średnia, która dosyć często wykorzystywana jest zarówno w celach militarnych, jak i cywilnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Krystowski, wiceprezes Leonardo Helicopters.

Śmigłowce Sokół to flagowy produkt zakładów lotniczych PZL-Świdnik, należących do włoskiej grupy zbrojeniowej Leonardo. W Polsce Sokoły są powszechnie wykorzystywane od lat 90., służąc zarówno w wojsku, policji, ratownictwie górskim, jak i w straży granicznej.

– W polskiej armii służy dzisiaj prawie 70 takich maszyn w różnych zastosowaniach. Są śmigłowce Sokół w wersji Anakonda, służące do działań poszukiwawczo-ratowniczych na Bałtyku. Mamy śmigłowce w wersji Głuszec do wsparcia pola walki, które są mocno uzbrojone. Mamy też Sokoła w wersji transportowej. Myślimy o przyszłości tego śmigłowca, chcemy go modernizować i mamy konkretne plany z tym związane – mówi Krzysztof Krystowski.

Najnowocześniejsza, bojowa wersja Sokoła to śmigłowiec W-3PL Głuszec, który powstał w wyniku współpracy świdnickich zakładów lotniczych, polskiego wojska i sektora B+R. Maszyna, uzbrojona m.in. w karabin maszynowy z obrotową wieżyczką, wyrzutnie rakiet i systemy samoobrony, powstała na bazie doświadczeń, które polscy żołnierze zdobywali na misjach w Iraku i Afganistanie.

Ta i inne wersje wielozadaniowego Sokoła są wykorzystywane nie tylko w Polsce, lecz także kilkunastu innych krajach na świecie. Na Filipinach spełniają zadania transportowe, natomiast Hiszpania, Chile i Korea Południowa wykorzystują Sokoły do zadań przeciwpożarowych. W Ugandzie zaś służy w policji.

Maszyny te w wersji transportowej od 1996 roku służą również w czeskich Siłach Powietrznych. Są wykorzystywane głównie do celów ratowniczych i misji poszukiwawczych. W czerwcu tego roku czeskie ministerstwo obrony poinformowało, że śmigłowiec Sokół w bazie lotniczej Praga-Kbely jest pierwszą tego typu maszyną na świecie, która wylatała w powietrzu ponad 5 tys. godzin.

– Dla śmigłowca nalot 5 tys. godzin to naprawdę rekord. To jest zupełnie niestandardowa długość eksploatacji śmigłowca i duma dla nas, jako producenta – mówi Krzysztof Krystowski.

– Nalot 5 tys. godzin świadczy o tym, że ten śmigłowiec jest bardzo często używany. To unikat. W naszych Siłach Zbrojnych ten śmigłowiec służy głównie w ratownictwie medycznym. Lata głównie z pomocą medyczną do ofiar wypadków lub służy do transportu pacjentów. Od 20 lat śmigłowiec służy w ratownictwie medycznym i nigdy nie miał większej, technicznej usterki, tylko drobne bieżące naprawy, których takie maszyny zawsze wymagają – dodaje mjr Petr Šafařík, pilot z 24. Bazy Lotnictwa Transportowego Praga-Kbely. – Ten śmigłowiec przeszedł chrzest bojowy podczas powodzi w 1997 roku i okazał się niezawodny. Maszyna była też wykorzystywana podczas powodzi na Morawach w 1997 roku i pięć lat później przy wielkiej powodzi w krainie czeskiej.

Jak podkreśla, ich zaletą jest większa przestrzeń w kabinie pasażera, co pozwala transportować nawet dwóch leżących pacjentów. To przewaga Sokołów nad innymi, mniejszymi maszynami. Kolejną jest fakt, że mogą one wylądować nawet na bardzo niewielkim i trudnym terenie.

– Najmniejszy obszar, na którym możemy lądować podczas akcji ratowniczej, wynosi 25 na 20 metrów. To mała powierzchnia. Wykonywaliśmy nim zadania na trudnych terenach: wśród skał, kamieniołomów,  na autostradach – mówi Petr Šafařík.

Czeskie siły powietrzne mają na wyposażeniu dziesięć Sokołów, których całkowity nalot przekracza w sumie 40 tys. godzin. Przez 20 lat służby maszyny przetransportowały już ponad 11,5 tys. pacjentów.

Wiceprezes Leonardo Helicopters podkreśla, że w planach są kolejne modyfikacje śmigłowców Sokół, które zostały już wstępnie przedstawione polskiej armii i spotkały się z dużym zainteresowaniem, zwłaszcza ze strony żołnierzy.

– Podstawowe zmiany, jakie chcemy wprowadzić, to przede wszystkim nowe łopaty, czyli śmigła, które mają być wykonane w nowej technologii kompozytowej. Dzięki temu użyteczna masa tego śmigłowca się zwiększy, a jego osiągi będą lepsze. Chcemy też wprowadzić glass cockpit, a więc zamienić urządzenia analogowe, które służą pilotom do sterowania śmigłowcem, na urządzenia w standardach nowoczesnych ekranów ciekłokrystalicznych. Co istotne z punktu widzenia wojska, chcemy zintegrować z tymi śmigłowcami rakiety przeciwpancerne, bo jest to dzisiaj ważne wyposażenie dla polskiej armii. Zamierzamy nadać śmigłowcom Sokół nową jakość, żeby latały przez kolejne dziesięciolecia i spełniały oczekiwania żołnierzy – mówi Krzysztof Krystowski.

PGNiG szkoli pracowników w wirtualnej rzeczywistości. Wykorzystanie jej w przemyśle oszczędza czas i redukuje koszty

PGNiG szkoli pracowników w wirtualnej rzeczywistości. Wykorzystanie jej w przemyśle oszczędza czas i redukuje koszty 3

Wirtualna rzeczywistość jest coraz częściej i na coraz większą skalę wykorzystywana w przemyśle. Mocny akcent na innowacje w tym zakresie stawia PGNiG. Technologia VR pozwala firmie szkolić pracowników w realistycznych warunkach, lecz z zachowaniem maksymalnego poziomu  bezpieczeństwa. Ogranicza przy tym czas i koszty. Przedstawiciele firm stosujących wirtualną i rozszerzoną rzeczywistość np. do szkoleń pracowników oraz autorzy takich rozwiązań dla biznesu wzięli udział w  „Spotkaniu z technologią” zorganizowanym w centrum start-upowym InnVento prowadzonym przez PGNiG.

PGNiG stosuje interaktywny model stacji pomiarowo-redukcyjnej przy szkoleniach operatorów. Uczą się w ten sposób m.in. uruchamiania instalacji. Wykorzystują oni podczas treningów i egzaminów specjalne gogle VR i zakładane na dłonie kontrolery,  „wirtualne ręce”. Do tej pory z tego typu szkoleń skorzystało kilkadziesiąt osób. PGNiG zaoferowało też je innym firmom.

Dzięki symulatorowi mamy możliwość przeszkolenia pracowników w rzeczywistych warunkach pracy, ale w sposób kontrolowany, co skutkuje wymierną oszczędnością, ponieważ pracownik szybko wdraża się do pracy, a jednocześnie pracuje bezpieczniej. VR daje nowe, nieograniczone możliwości. Rozwiązania tego typu pozwalają na symulowanie wielu różnych scenariuszy szkoleniowych, które do tej pory wydawały się niemożliwe do przeprowadzenia w warunkach innych niż terenowe – powiedział agencji informacyjnej Newseria Grzegorz Rosłonek, dyrektor Centralnego Laboratorium Pomiarowo-Badawczego PGNiG SA.

– Co najważniejsze, metodą VR udaje nam się zasymulować sytuacje awaryjne, których unika się na obiektach terenowych i z punktu widzenia edukacyjnego jest to bardzo duża zaleta. Poza tym wykorzystanie technologii VR przekłada się na wyniki biznesowe. Oszczędzamy na kosztach szkoleń, w krótkim czasie jesteśmy w stanie przeszkolić więcej ludzi niż w warunkach szkolenia na obiektach terenowych – przekonuje ekspert PGNiG.

Aplikację wykorzystującą technologię VR do potrzeb spółki dostosował zespół 1000 realities. Projekt rozwijany był w ramach centrum start-upowego InnVento. To tutaj wraz z PGNiG start-upy pracują nad innowacyjnymi rozwiązaniami dla sektora energetycznego.

Programiści dopracowali aplikację w najdrobniejszych szczegółach, tak aby wirtualna instalacja była pełnym odwzorowaniem tej prawdziwej.– Na początku zapoznaliśmy się z całym procesem szkolenia pracowników obsługujących zespoły gazowe i stacje redukcyjno-pomiarowe. Następnie – po nagraniu przebiegu takiego szkolenia – odwzorowaliśmy je w wirtualnej rzeczywistości, programując każdą interakcję. Instalacja została oddana za pomocą skanowania 3D, więc jest bardzo fotorealistyczna – przekonuje Justyna Janicka z 1000 realities.

ABI Research przewiduje, że do 2022 r. rynek usług związanych ze szkoleniami VR w przedsiębiorstwach osiągnie wartość 6,3 mld dol. Wykorzystanie technik VR w szkoleniach to przede wszystkim oszczędność czasu i kosztów, gdyż szkolenia przeprowadzane są na miejscu, a nie w terenie, zaś w krótkim czasie można przeszkolić w ten sposób wielu pracowników.

– Rozwiązania VR i AR rozwijają się w bardzo szybkim tempie. Liderzy przemysłowi na całym świecie zastępują już fizyczne szkolenia wirtualnymi odpowiednikami. To przynosi wiele korzyści, w szczególności kiedy szkolenie jest trudne do przeprowadzenia, bo wymaga dostępu do rzeczywistej infrastruktury albo jest niebezpieczne. Takie rozwiązania są na tyle dojrzałe i zaawansowane, że zastępują rzeczywistość – twierdzi Justyna Janicka.

Wirtualna rzeczywistość może być wykorzystana np. podczas przygotowywania pracowników do pracy w strefie zagrożonej wybuchem, w kopalniach czy na platformach wiertniczych. Na świecie VR i AR stosowane są m.in. do szkoleń BHP, szkoleń z inspekcji i konserwacji urządzeń wielkogabarytowych, stosują je pracownie architektoniczne oraz producenci samochodów i wagonów.

– Realizowaliśmy już wart 2 mld dolarów projekt dla firmy paliwowej, polegający na stworzeniu pływającej jednostki wstępnej obróbki i wydobycia ropy i gazu. Stworzyliśmy wirtualny model 3D tej instalacji, a operatorzy zostali przeszkoleni ze standardowych procedur operacyjnych i bezpieczeństwa pracy. Chodziło o to, żeby jeszcze przed fizycznym uruchomieniem instalacji produkcyjnej operatorzy, jak i cała obsługa była świadoma jak poprawnie obsługiwać instalację, z którą przyjdzie im pracować w rzeczywistości. Firma paliwowa zyskała czas, który przekładał się na konkretne pieniądze – mówi Ludomir Błeszyński, ekspert z firmy Siemens.

Dynamicznie rośnie także liczba zastosowań VR i AR w przemyśle. Wirtualna rzeczywistość głównie pomaga tam, gdzie w warunkach rzeczywistych szkolenia mogłyby narażać życie pracowników. Jak podkreślają eksperci, wystarczy kilkudniowe szkolenie VR, żeby pracownik nabrał odpowiedniego doświadczenia.

– VR może być wykorzystywana np. do szkolenia specjalistów, zajmujących się obsługą różnych maszyn lub mechaników, którzy muszą nauczyć się skomplikowanych procedur i składania elementów urządzeń. Wirtualna rzeczywistość pozwala także zasymulować kryzysowe scenariusze, które nie wydarzają się codziennie: awarie, pożary czy uszkodzenia instalacji. Zasadniczo nie mamy możliwości przetestowania takich sytuacji w praktyce, ale możemy to zrobić dzięki VR – przekonuje Adrian Gasiński, założyciel firmy Physical Toys – Game & VR Technologies.

Według analityków Zion Market Research globalny rynek wirtualnej rzeczywistości osiągnie w 2022 roku wartość niemal 27 mld dol. Tempo wzrostu w najbliższych latach wyniesie ponad 54 proc. średniorocznie. Z kolei według prognoz P&S Market Research, globalny rynek VR i AR ma osiągnąć w 2023 r. wartość blisko 95 mld dol.

Coraz więcej młodych ludzi myśli o karierze naukowca. Dzięki programom wspierającym już w liceum mogą rozpocząć swoją ścieżkę zawodową

Coraz więcej młodych ludzi myśli o karierze naukowca. Dzięki programom wspierającym już w liceum mogą rozpocząć swoją ścieżkę zawodową 4

Nauka może być perspektywiczną drogą zawodową – przekonują eksperci Adamedu, jednej z największych w Polsce firm farmaceutycznych i biotechnologicznych. Program ADAMED SmartUP ma na celu wyłuskać i wesprzeć największe młode talenty w dziedzinie nauk ścisłych i przyrodniczych. Najlepsi dostaną stypendia, które mogą przeznaczyć na wymarzone studia i rozwój kariery naukowej. Kolejna edycja programu startuje w październiku.

– Program ADAMED SmartUP pokazuje, że młodzi ludzie zdecydowanie interesują się nauką, przedmiotami ścisłymi i przyrodniczymi. Nasze działania prowadzimy już od 4 lat i z roku na rok liczba osób zgłaszających się do programu jest coraz większa – mówi agencji Newseria Biznes Martyna Strupczewska, kierownik programu ADAMED SmartUP.

Program naukowo-edukacyjny ADAMED SmartUP jest skierowany do uczniów szkół ponadpodstawowych w wieku 15–19 lat. Jego celem jest popularyzacja nauk ścisłych i przyrodniczych oraz wsparcie szczególnie uzdolnionej młodzieży.

– Pokazujemy, że nauka dotyczy nas na co dzień – chociażby poprzez eksperymenty, które można wykonać we własnym domu. Nasz program to także bezpłatne warsztaty prowadzone w  profesjonalnych laboratoriach przez wykładowców i pracowników naukowych – mówi Martyna Strupczewska.

Częścią inicjatywy jest także program stypendialny dla wybitnie utalentowanych młodych ludzi, którzy interesują się naukami ścisłymi. Stypendia mogą przeznaczyć na wymarzone studia i rozwijanie swojej kariery naukowej.

– Dzięki programowi ADAMED SmartUP w październiku rozpocznę wymarzone studia chemiczne. Odbyłam też zajęcia z chemii w ramach indywidualnych konsultacji edukacyjnych oraz staż na Uniwersytecie Cambridge. W trakcie programu zobaczyłam, że młode osoby są w stanie wejść do laboratoriów, rozpocząć swoje pierwsze badania. Dało mi to wiarę w siebie, mogę już teraz zacząć myśleć, jakiego typu badania chciałabym prowadzić w przyszłości – mówi Anna Kotańska, stypendystka 3. edycji programu ADAMED SmartUP.

W czterech dotychczasowych edycjach ADAMED SmartUP zarejestrowało się już blisko 25 tys. uczestników. Spośród nich 200 wzięło udział w obozach naukowych z naukowcami i wykładowcami topowych uczelni. Z roku na rok program cieszy się coraz większym zainteresowaniem.

Na Wydziale Fizyki Politechniki Warszawskiej odbyła się w połowie września uroczysta gala podsumowująca 4. edycję programu ADAMED SmartUP. W trakcie wydarzenia wyłoniono 10 laureatów nagrody głównej, którzy przez najbliższy rok będą rozwijać swoje kariery naukowe pod okiem doświadczonych naukowców. Ogłoszono również nazwiska 3 stypendystów, którzy od zarządu Fundacji Grupy Adamed i Rady Naukowej otrzymali symboliczne czeki. Kolejni młodzi i uzdolnieni kandydaci dostaną taką szansę z początkiem października, kiedy wystartuje rejestracja do 5. edycji programu ADAMED SmartUP.

– Przed nami już za chwilę 5. edycja programu, w październiku rozpoczynamy rekrutację. Wszyscy zainteresowani, czyli uczniowie w wieku 15–19 lat, mogą zarejestrować się poprzez naszą stronę internetową i zostaną zaproszeni do udziału w grze alternatywnej rzeczywistości, która jest naukowym wyzwaniem do sprawdzenia swojej wiedzy, umiejętności, kojarzenia faktów, nieszablonowego podejścia do rozwiązywania problemów. Spośród osób, które najlepiej poradzą sobie z tym zadaniem, wyłonimy uczestników kolejnego etapu – mówi Martyna Strupczewska.

Organizatorem ADAMED SmartUP jest Fundacja Grupy Adamed, której celem jest wspieranie działalności badawczo-rozwojowej, naukowej i oświatowej, popularyzacja nauki oraz wsparcie rozwoju młodzieży i środowiska naukowego. Wśród patronów honorowych programu są między innymi: Minister Edukacji Narodowej, Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Minister Przedsiębiorczości i Technologii, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Polska Akademia Nauk.

Małe miejscowości to białe plamy na handlowej mapie Polski. Inwestorzy chcą zagospodarować tę niszę

Małe miejscowości to białe plamy na handlowej mapie Polski. Inwestorzy chcą zagospodarować tę niszę 5

Duże galerie i centra handlowe są dominującym formatem na polskim rynku. Odpowiadają za 3/4 podaży powierzchni handlowej. Natomiast parki handlowe w mniejszych miastach to niezagospodarowana nisza. Według ekspertów Cushman & Wakefield miasta poniżej 100 tys. mieszkańców cechują się niewykorzystanym potencjałem, co w kolejnych latach może przyciągać inwestorów. Na tym segmencie zamierza skupić się PA Nova, która powiększa bank ziemi w mniejszych miejscowościach, a w 2019 roku rozpocznie budowę kolejnych parków handlowych w Zielonej Górze. 

– W naszej ocenie najbardziej perspektywiczna z punktu widzenia najbliższych 2–3 lat jest budowa parków handlowych w mniejszych miejscowościach, liczących już nawet 10–15 tys. mieszkańców. Parki handlowe w małych miejscowościach to odpowiedź na potrzeby klientów, którzy przesycili się wielkimi powierzchniami, którzy nie chcą marnować czasu po pracy. Chcą zrobić zakupy szybko, w miejscu łatwo dostępnym, zaparkować jak najbliżej wejścia i w ciągu 15–20 minut pojechać do domu, do swoich spraw – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Bobkowska, wiceprezes PA Nova SA.

Miejscowości poniżej 100 tys. mieszkańców to białe plamy na handlowej mapie Polski. Niewielka konkurencja, niższe koszty pracy i niski poziom nasycenia powierzchnią handlową powodują, że lokalne rynki są bardzo atrakcyjne dla inwestorów.

– To są miejscowości, w których wielkich supermarketów nie ma i nie będzie, ponieważ nie ma takiej potrzeby. Natomiast bliskość parku handlowego, gdzie można zrobić codzienne zakupy, zarówno food jak i non-food – powoduje, że klient przyjeżdża do niego 2–3 razy w tygodniu. Oczywiście jeżeli są to zakupy typu meble albo odzież – wtedy klienci jadą do dużej galerii, do większego miasta. My chcemy natomiast zapewnić im szybki dostęp do bieżących, codziennych zakupów. Tym bardziej że jak pokazują statystyki, przeciętny Polak robi zakupy 2–3 razy w tygodniu, a przeciętny Niemiec czy Austriak raz na tydzień – mówi Ewa Bobkowska.

Jak wynika z danych Cushman & Wakefield, w ubiegłym roku  otwarto w Polsce 20 nowych obiektów handlowych – z czego 10 to duże centra handlowe o łącznej powierzchni przekraczającej 280 tys. mkw. oraz 3 parki handlowe o sumarycznej powierzchni najmu 20,7 tys. mkw. W budowie było natomiast 0,5 mln mkw. powierzchni handlowej, a działalność deweloperska koncentruje się w większych miastach powyżej 400 tys. mieszkańców. Centra handlowe pozostają w Polsce dominującym formatem handlowym, stanowiąc 73 proc. całkowitej podaży. Natomiast parki handlowe w mniejszych miastach to niezagospodarowana nisza. „Miasta poniżej 100 tys. mieszkańców cechują się jeszcze niewykorzystanym potencjałem, co może stanowić w najbliższych latach istotny kierunek dalszego rozwoju rynku” – wskazali eksperci Cushman & Wakefield.

– Realizujemy w dwóch formułach, zarówno design and build, czyli projektujemy, budujemy pod klienta, ale działamy też jako deweloper, czyli wyszukujemy ziemię, klientów i zawieramy długoterminowe umowy najmu, minimum 10–15-letnie. Obecnie realizujemy dwa parki handlowe, w Sosnowcu i Jaworznie, w przyszłym roku zaczynamy kolejne w Zielonej Górze. W skali roku możliwych do wybudowania jest około kilkuset takich obiektów. W naszym odczuciu ten trend będzie dotyczyć także nowo budowanych dzielnic w wielkich miastach, gdzie powstają domy i powstają osiedla wielorodzinne, natomiast nie ma tam tej podstawowej możliwości zrobienia bieżących zakupów – mówi Ewa Bobkowska.

Jak ocenia, na rynku widać również duże zainteresowanie budownictwem przemysłowym. PA Nova pracuje nad projektem w tej chwili nad powierzchni magazynowych zarówno dla start-upów, jak i firm, które nie potrzebują tysięcy metrów powierzchni składowania, ale powierzchni mniejszych, z krótszym okresem najmu.

– Pracujemy nad takim modelem w miastach, gdzie jest dobra, szybka komunikacja i gdzie pozyskalibyśmy takich klientów. Na pewno jest to trend, który w dobie e-sprzedaży będzie się szybko rozwijał – mówi Ewa Bobkowska.

Spółka dysponuje w tej chwili bankiem ziemi przekraczającym 25 ha. Kolejne grunty stara się pozyskiwać w mniejszych miastach, głównie skupując je od osób prywatnych.

– Ceny gruntów w naszym odczuciu nieco spadły. Mamy jednak takie sytuacje, w których osoby prywatne pokazują nam, że kilka lat temu kupiły ziemię po bardzo wysokiej cenie i teraz chcą osiągnąć podobną cenę, nierynkową jak na obecne czasy. Jeżeli chodzi o gospodarkę gruntami w Polsce – nierozwiązanym od wielu lat problemem jest przede wszystkim własność a użytkowanie wieczyste. W tej chwili został on połowicznie rozwiązany dla budownictwa mieszkaniowego, natomiast pozostałe grunty to dalej wielka niewiadoma. Wielu kontrahentów zagranicznych zwraca uwagę na formę własności, więc jest to problem. Legislacyjnie jest dużo do zrobienia – mówi Ewa Bobkowska.

We wrześniu w Gliwicach wystartowało Centrum Badawczo-Rozwojowe Technologii Przetwarzania Dużych Zbiorów Danych na potrzeby Geoinformacji i Inżynierii Odwrotnej. Inwestycja powstała kosztem 5,5 mln zł, przy czym 30 proc. stanowiło unijne dofinansowanie.

Centrum będzie przetwarzać duże zbiory danych przestrzennych, m.in. w celu prognozowania kryzysowego czy projektowania obszarów urbanistycznych w oparciu o wielkopowierzchniowe skany terenów. Takie rozwiązania znajdą zastosowanie w planowaniu przestrzennym i urbanistyce, czyli przede wszystkim w urzędach miast. Drugi segment działalności centrum to inżynieria odwrotna, która ma znaleźć zastosowanie głównie w przemyśle.

– Planujemy otwarcie dla naszych klientów i inwestorów w październiku. W tej chwili wchodzimy z programem 3D, czyli trójwymiarowe plany zagospodarowania miast, co łączy się też z analizą energetyczną. To pierwszy segment działania centrum. Drugi to tzw. inżynieria odwrotna, czyli modele 3D. Mamy zakupiony odpowiedni sprzęt, dostaliśmy też grant w ramach dofinansowania i uruchamiamy produkcję na zamówienie klientów. Będziemy działać w przemyśle motoryzacyjnym, maszynowym. Mamy już pierwsze zamówienia i myślę, że w ciągu roku, dwóch, powinno to stanowić około 10 proc. obrotów firmy – mówi Ewa Bobkowska, wiceprezes PA Nova SA.

Coraz większe szanse na polskiego jednorożca. Nasze start-upy podbijają świat

Coraz większe szanse na polskiego jednorożca. Nasze start-upy podbijają świat 6

Już wkrótce w Polsce może się pojawić stado jednorożców. Kandydatów do spółek wycenianych na przynajmniej miliard dolarów jest już kilka. To nie tylko CD Projekt, który w 2016 roku jako pierwsza polska firma IT dołączyła do grona najważniejszych firm technologicznych na świecie. Takim potencjałem dysponują także m.in. LiveChat, Booksy czy Znany lekarz. Problemem w Polsce jest jednak brak kapitału. Średnio, aby stać się jednorożcem, firma zbiera nawet 260 mln dol. dofinansowania. Największe firmy technologiczne – Apple i Amazon – są już warte ponad bilion dolarów.

– Naszym zdaniem polskie start-upy, my wolimy mówić polskie spółki technologiczne, mają bardzo duży potencjał. Polska ma bardzo dużo deweloperów, programistów, inżynierów, którzy tworzą fajne firmy z dużym potencjałem. Te firmy sprzedają globalnie, mogą to być i będą w najbliższych latach bardzo duże firmy – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tomasz Świeboda z funduszu Inovo.

Zdaniem ekspertów, spółek wycenianych na miliard dolarów, czyli tzw. jednorożców, już wkrótce może w Polsce pojawić się całkiem sporo. Z raportu „Polskie start-upy 2018” wynika, że liczba start-upów deep tech i kandydatów na jednorożca systematycznie rośnie: w 2015 roku było ich tylko 8, w kolejnych latach odpowiednio 11 i 35, a w 2018 roku już 174. Wśród nich kilka ma duże szanse by dołączyć do grona tych największych.

Z najnowszego raportu CBInsight wynika, że łączna wycena światowych jednorożców wśród start-upów przekroczyła już kwotę 864 mld, a takich start-upów jest już 260. Na liście dominują te ze Stanów Zjednoczonych (121) i z Chin (80). Z polskich start-upów żaden nie zyskał miana jednorożca, ale niedługo może się to zmienić.

– CD Projekt jest już bardzo dużą firmą technologiczną. Jest LiveChat, który jest już na giełdzie i też ma się szansę stać polskim jednorożcem. Jest także kilka firm z dużym potencjałem, bliskich statusu jednorożca. To np. Booksy, firma, która robi oprogramowanie dla fryzjerów i dla sektora beauty. Także Znany lekarz, czyli firma, która w Polsce jest pod marką Znany lekarz, ale globalnie pod marką Docplanner. Te firmy zdecydowanie mają potencjał być polskim unicornem – przekonuje Tomasz Świeboda.

Producent i dystrybutor serii gier o Wiedźminie CD Projekt już w 2016 roku jako pierwszy przekroczył wartość miliarda dolarów, choć na liście jednorożców nie znalazł się ze względu na to, że nie jest spółką giełdową. Coraz śmielej na rynku poczyna sobie LiveChat, firma która stworzyła narzędzie służy do komunikacji między właścicielem strony internetowej a użytkownikami. Obecnie ma 24 tys. klientów. Dobrze radzi sobie Booksy. Z aplikacji do umawiania wizyt u fryzjerów, kosmetyczek, barberów i masażystów korzysta już 120 tys. salonów i 2 mln użytkowników miesięcznie. Od 2015 roku Booksy zdobył 21,2 mln dol. finansowania. Portal Znany Lekarz do umawiania wizyt lekarskich co miesiąc odwiedza zaś 8 mln osób z 25 krajów.

Większość ekspertów właśnie te start-upy wymienia jako te, które mogą dołączyć do grona największych. Aby były warte tyle, co Amazon czy Apple, których wartość przekroczyła niedawno bilion dolarów, sporo im brakuje – przede wszystkim dużych inwestycji w pierwszych latach po powstaniu.

– W Polsce wydaje mi się, że największą barierą dzisiaj jest brak kapitału. Z jednej strony jest bardzo dużo kapitału na start-upy, ale na bardzo wczesnym etapie. Na trochę późniejszym etapie tego kapitału w Polsce jest coraz mniej, a na świecie jest go bardzo dużo. Mało ludzi zdaje sobie sprawę, że zbudowanie dużej firmy technologicznej kosztuje bardzo dużo pieniędzy, to nie jest kilka milionów złotych, to jest kilkadziesiąt milionów złotych bądź dolarów i to są bardzo duże koszty – twierdzi ekspert.

Raport „Polskie start-upy” wylicza, że w naszym kraju państwo wydało do tej pory na start-upy ponad 1,5 mld zł – 890 milionów z PARP, 440 mln z KFK i 250 mln z NCBiR. Problemem jest jednak niski poziom finansowania inwestorów prywatnych. Blisko połowa start-upów wskazuje, że brakuje im też wykwalifikowanych kadr.

Najnowsze technologie mogą uratować życie kierowcy i pasażerów. Inteligentne czujniki zauważą brak rąk na kierownicy i poinformują służby o potencjalnym wypadku

Najnowsze technologie mogą uratować życie kierowcy i pasażerów. Inteligentne czujniki zauważą brak rąk na kierownicy i poinformują służby o potencjalnym wypadku 7

Opracowano elastyczne czujniki, które potrafią wykryć nacisk dłoni na kierownicę lub drążek do sterowania samolotem. Gdy ręce kierowcy lub pilota nie mają kontaktu z układem sterującym, system zawiadomi odpowiednie służby, wysyłając lokalizację potencjalnego wypadku. Szybka reakcja może uratować życie poszkodowanym. Nad bezpieczeństwem w samochodach już teraz czuwają systemy wykrywające np. niezamierzoną zmianę pasa ruchu. W przyszłości w autach mogą być też instalowane detektory zamkniętych oczu.

– Zajmujemy się wdrażaniem elastycznych czujników do elementów sterujących, takich jak kierownice, dźwignie zmiany biegów czy drążki sterowe do samolotów. Chcemy zapewnić rozwiązania w zakresie wykrywania dłoni i generowania sygnałów, w tym alarmowych, w celu rozpoczęcia procedury łańcucha ratunkowego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Denis Güzelocak, prezes CurveSYS.

Inteligentne rozwiązania znajdują coraz to nowsze zastosowania. Dzięki specjalnym czujnikom można zautomatyzować proces zarządzania magazynami, a także podnieść bezpieczeństwo w transporcie. Na ukończeniu są już prace nad elastycznymi czujnikami, które wykryją puszczenie przez kierowcę lub pilota kierownicy lub drążka sterującego i wyślą sygnał do wszczęcia procedury ratunkowej.

CurveSYS chce wykorzystać swoje czujniki do automatycznego aktywowania procedury eCall.

– Aktywujemy system eCall, rozpoznając stałą aktywność dłoni na kierownicy. W przypadku sytuacji krytycznej, zdjęcia rąk z kierownicy lub spadku nacisku na kierownicę, ustalamy za pomocą technologii GSM i GPS lokalizację kierowcy. Postaramy się w bezpieczny sposób zatrzymać samochód i wysłać ustalone dane do odpowiedniego centrum powiadamiania ratunkowego – zapewnia prezes CurveSYS.

Moment wykrycia ryzykownej sytuacji jest kluczowy do podjęcia odpowiedniej akcji. Systemy wykrywania dłoni na kierownicy czy drążku muszą być jednak połączone z innymi systemami, takimi jak eCall. Ogólnoeuropejski system szybkiego powiadamiania o wypadkach drogowych ma znacząco zwiększyć przeżywalność wypadków komunikacyjnych. Od 31 marca 2018 r. urządzenia eCall są obowiązkowo montowane we wszystkich nowych samochodach osobowych i dostawczych do 3,5 tony.

Czujniki CurveSYS można jednak zastosować w szerszej gamie pojazdów.

– System ten może być wykorzystywany do modernizacji wszystkich pojazdów, np. samochodów, motocykli, rowerów, traktorów i pojazdów wykorzystywanych w rolnictwie. Obecnie prowadzimy współprace, jazdy testowe i spodziewamy się, że rozwiązanie uda się wprowadzić na rynek na przełomie roku 2019 i 2020 – zapowiada Denis Güzelocak.

Tymczasem już teraz w samochodach o bezpieczeństwo podróżujących dba szereg inteligentnych czujników i rozwiązań. System Lane Assist, zapobiegający niezamierzonej zmianie pasa ruchu, obecny jest w coraz większej liczbie pojazdów. Traffic Jam Asssist to z kolei asystent jazdy w korku, który dba o utrzymanie bezpiecznej odległości od poprzedzającego pojazdu i utrzymuje właściwy tor jazdy. System może być dodatkowo wyposażony w funkcję zjazdu na pobocze w przypadku, gdy kierowca nie trzyma rąk na kierownicy, a także nie reaguje na zmieniające się warunki na drodze. Systemy inteligentne w samochodach są już nawet w stanie rozpoznawać znaki drogowe.

W przyszłości do samochodów trafi także system wykrywania zamkniętych oczu. Pierwszy na świecie system śledzenia oka szwedzkiej firmy Tobii Tech po wykryciu, że kierowca zasypia, wyśle ostrzeżenie lub aktywuje systemy bezpieczeństwa, np. asystenta zjazdu na pobocze. Algorytm działa w oparciu o obserwację specyfiki zamykania powiek w połączeniu z ustaleniem wzorców charakterystycznych dla kierowcy. Czujnik wykrywa też rozproszenie uwagi charakteryzujące się skupieniem wzroku z dala od drogi. W przypadku, gdy system jest połączony z czujnikami zamontowanymi z przodu pojazdu, automat może wysłać sygnał do wykonania przez samochód manewru zapobiegającego zderzeniu.

Inteligentne czujniki znajdują zastosowanie nie tylko w branży automotive. Opracowywane przez CurveSYS czujniki mogą znaleźć także zastosowanie w sklepach i magazynach.

– Obecnie realizujemy nowy projekt, w ramach którego wykorzystujemy nasze czujniki na inteligentnych półkach. Sensory umożliwiają wykrywanie rodzaju i liczby produktów na regałach, co pozwala wielu firmom przyspieszyć pracę i oszczędzić czas – informuje Denis Güzelocak.

Na podstawie takich danych można na przykład dokonywać zamówień i oceniać pracę osób odpowiedzialnych za ekspozycję towaru w sklepach wielkopowierzchniowych. Jeżeli czujnik wykryje pustą półkę i w systemie magazynowym występuje brak towaru, który powinien na niej leżeć, będzie to sygnałem do sporządzenia zamówienia.

Według danych statystycznych policji, tylko na polskich autostradach w minionym roku doszło do 478 wypadków, w których śmierć poniosło 70 osób, a niemal 700 zostało rannych. Do 60 wypadków doszło w wyniku zmęczenia lub zaśnięcia kierowcy. Zginęło w nich 10 osób, a 108 zostało rannych. Z danych opracowanych przez twórców portalu planecrashinfo.com wynika z kolei, że błąd pilota jest przyczyną ponad połowy wypadków lotniczych.

Według analityków z MarketsandMarkets światowy rynek inteligentnych czujników do 2022 roku osiągnie wartość ponad 57 mld dol. Prognozowane średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się w latach 2016–2022 na poziomie 18,1 proc.

Magdalena Moczulska dołączyła do kancelarii Dąbrowski Radziejewska

Dąbrowski Radziejewska, nowy butik prawny na rynku nieruchomości i inwestycji, powiększa swój zespół o Magdalenę Moczulską, wcześniej przez wiele lat związaną z kancelarią Wardyński i Wspólnicy

Kancelaria Dąbrowski Radziejewska, która w czerwcu br. wyodrębniła się z Bartosiak i Partnerzy, powiększyła swój zespół o doświadczonego prawnika, radcę prawnego, Magdalenę Moczulską, która przez wiele lat była ekspertem w dziedzinie prawa korporacyjnego w kancelarii Wardyński i Wspólnicy.

Magdalena Moczulska specjalizuje się w kompleksowej obsłudze prawnej podmiotów gospodarczych. Na koncie swoich znaczących doświadczeń posiada przeprowadzenie z sukcesem jednego z pierwszych połączeń transgranicznych spółek w Polsce. Realizowała kompleksowe projekty związane z połączeniami spółek polskich i z kapitałem zagranicznym. Sporządzała opinie w zakresie działalności spółek Skarbu Państwa, a także ekspertyzy na zlecenie Banku Światowego obejmujące polskie prawo spółek.

Pozyskanie Magdaleny Moczulskiej jest spójne z rozwojem komplementarnej oferty dla klientów kancelarii Dąbrowski Radziejewska. Założyciele kancelarii, Łukasz Dąbrowski i Paulina Radziejewska, wraz z zespołem zbudowali swoją ekspertyzę prawną i biznesową oraz doświadczenie, obsługując wieloaspektowe projekty dla polskich i międzynarodowych klientów działających na rynku nieruchomościowym i budowlanym.

Główny obszar specjalizacji kancelarii obejmuje nieruchomości i inwestycje budowlane (mieszkaniowe i komercyjne – obiekty handlowe, hotele, biura i magazyny), finansowanie projektów, komercjalizacje i rozwiązywanie sporów około nieruchomościowych.

Life Science Open Space 2018 – zgłoś swoją prezentację | 11.10.2018 | ICE Kraków

Life Science Open Space 2018Life Science Open Space (#LSOS18) to doroczne FORUM INNOWACJI i WSPÓŁPRACY DLA ZDROWIA I JAKOŚCI ŻYCIA. Impreza zgromadzi profesjonalistów, fanów i użytkowników technologii służących człowiekowi – ludzi nauki, biznesu, polityki i administracji nastawionych na działanie i rezultaty.

Celem wydarzenia, które odbywa się już po raz ósmy, jest zachęcanie i inspirowanie do działania oraz umożliwianie nawiązywania ciekawych i praktycznych kontaktów. Open Space nawiązuje do otwartej, przyjaznej atmosfery, sprzyjającej efektywnemu networkingowi w pięciu kategoriach: Open Innovation, Challenge, Demo, Kariera i StartUp. Tematy obejmują – badania nad lekami; zdrową żywność; aktywne zdrowe życie; digital healt; nanotechnologie; kosmetyki; zdrowe budynki i inne.

Więcej informacji o kategoriach prezentacji i sesjach tematycznych na stronie konferencji http://lsos.info.  Do prezentacji zostanie wybranych tylko na 70 prezentacji – najlepszych pod względem jakości, możliwości podjęcia współpracy i korzyści dla uczestników.

Rejestracja już trwa – zgłoś swoją prezentację! Daj się poznać i znaleźć potencjalnym partnerom i przedstaw swoje działania na forum #LSOS’18.

Abstrakty prezentacji wybranych na konferencję są promowane wcześniej na stronach www.lifescienceopenspace.pl. Nie ma lepszej okazji, aby przedstawić lub zweryfikować swoje działania, pozyskać partnerów, kooperantów, pracowników czy testerów dla innowacyjnych projektów z obszaru Zdrowie i Jakość Życia.

Nie czekaj – zgłoś swój udział na http://lsos.info. Dołącz do wydarzenia na Facebooku http://bit.ly/LSOS_18atFB i bądź na bieżąco!

Startuje 8 edycja Programu Rozwoju Eksportu prowadzonego przez Santander Bank Polska

Spotkaniem w Warszawie, dotyczącym bieżących i ewentualnych przyszłych warunków prowadzenia handlu z Wielką Brytanią, rozpoczyna się kolejna edycja Programu Rozwoju Eksportu (PRE) prowadzonego przez Santander Bank Polska. W siedmiu poprzednich edycjach Programu, jeszcze pod szyldem Banku Zachodniego WBK, wzięło udział ponad 3100 przedstawicieli polskich przedsiębiorstw.

Naszym celem było stworzenie projektu długoterminowego. Inaugurując serię spotkań, konferencji, warsztatów oraz misji zagranicznych już po raz ósmy, pokazujemy, że zaangażowanie w zwiększanie aktywności eksportowej i importowej polskich firm ma dla nas wymiar strategiczny – mówi Michael McCarthy, Członek Zarządu nadzorujący Pion Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej Santander Bank Polska.

Wspieranie przedsiębiorstw, które działają na rynkach międzynarodowych oraz spektrum i zaawansowanie rozwiązań finansowych dla handlu zagranicznego są wyróżnikiem banku od momentu, gdy jeszcze jako BZ WBK stał się częścią międzynarodowej Grupy Santander. Było to ponad 7 lat temu. – Niezmiennie chcemy być bankiem pierwszego wyboru dla eksporterów, importerów oraz firm, które prowadzą ekspansję poprzez inwestycje greenfield czy fuzje i przejęcia. Jesteśmy przekonani, że potencjał polskich przedsiębiorstw na rynkach zagranicznych – szczególnie w wybranych branżach – jest ogromny. Będąc w międzynarodowej Grupie, która działa na 10 kluczowych rynkach świata możemy pomóc przedsiębiorcom dotrzeć do ponad 1 mld potencjalnych klientów – podkreśla Michael McCarthy.

Klienci korporacyjni jako jedni z pierwszych mieli możliwość poznania korzyści z obecności swojego banku w globalnej Grupie Santander. Od kilku lat mają dostęp do portalu informacyjnego SantanderTrade.com, na którym zgromadzone są opracowania na temat ponad 180 ciekawych rynków zagranicznych. Dzięki tym raportom firmy mogą wstępnie zbadać szanse na sukces w konkretnych krajach. Inną możliwością jest Santander Network – platforma, na której firmy mogą znaleźć sprawdzonych, wiarygodnych podwykonawców w podstawowych kategoriach usług, takich jak obsługa prawna czy działania marketingowe. Z kolei sieć International Desk zapewnia bardzo szybką organizację współpracy z innym bankiem Grupy Santander. Są to unikalne i co bardzo ważne praktyczne rozwiązania, które realnie ułatwiają ekspansję na rynkach zagranicznych.

W ostatnim czasie Santander Bank Polska wprowadził do oferty m.in. płatności oparte o technologię blockchain Santander One Pay FX czy możliwość zarządzania rachunkami, które firma prowadzi w bankach zewnętrznych, poprzez bankowość elektroniczną iBiznes24. To unikalne na polskim rynku rozwiązania, które sprawiają, że Santander Bank Polska ma jedną z najbardziej zaawansowanych na rynku ofert dla handlu zagranicznego. Bank stale rozwija moduł Trade Finance w iBiznes24. Pracuje też nad bardzo wyspecjalizowanymi rozwiązaniami, takimi jak np. finansowanie międzynarodowego łańcucha dostaw we współpracy z Santander Hong Kong.

Ósma edycja Programu Rozwoju Eksportu będzie, tak jak dwie poprzednie, mocno „sektorowa”, zgodnie ze strategią biznesową Santander Bank Polska. Bank ponownie zdecydował się położyć nacisk na misje zagraniczne, które pozwalają nawiązać realne relacje biznesowe i stwarzają największą szansę na kontrakty. Dotychczas odbyło się 20 wydarzeń o takim charakterze. W tym momencie Santander Bank Polska ma zaplanowane sesje B2B towarzyszące targom International Import Expo w Chinach, misje do Wielkiej Brytanii i Niemiec dla branży meblowej, a także do Kazachstanu dla producentów maszyn rolniczych i dystrybutorów roślin oleistych oraz misję przyjazdową do Polski dla hiszpańskich firm z sektora agro.

Pierwsze wydarzenie PRE tej jesieni odbywa się 28 września w Warszawie. Tematyka dyskusji będzie dotyczyła m.in. inwestowania i zakładania biznesu w Wielkiej Brytanii; otoczenia makroekonomicznego, finansowego i biznesowego na Wyspach; najświeższych informacji nt. Brexitu (w tym statusu negocjacji) oraz implikacji dla biznesu oraz związanych z tym szans i wyzwań dla polskich firm. W agendzie znalazły się wystąpienia Piotra Bielskiego, Dyrektora Departamentu Analiz Ekonomicznych Santander Bank Polska, Elisabeth Chapman, Sekretarz ds. Brexitu przy ambasadzie brytyjskiej w Polsce, jak też przedstawicieli kancelarii EBS i firmy logistycznej Hutchinson Ports UK / Logistics Ltd.

Organizatorzy zaplanowali również panel dyskusyjny pt. „Jak wejść „po polsku” kiedy inni wychodzą” na temat tegorocznych doświadczeń polskich przedsiębiorców z rynku brytyjskiego. W panelu wezmą udział praktycy biznesu, przedstawiciel Departmentu Handlu Zagranicznego przy Ambasadzie Wielkiej Brytanii w Warszawie oraz ekspert Santander UK.

Spotkania wg tej samej agendy odbędą się również 12 października w Katowicach oraz 19 października br. w Gdańsku. Zgłoszenia są przyjmowane pod adresem [email protected]. Udział w spotkaniach jest bezpłatny. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc rejestracja jest aktywna wyłącznie po uzyskaniu potwierdzenia od organizatora.

Grupa Kapitałowa Progres po II kwartałach 2018 r.

Grupa Kapitałowa Progres zamknęła pierwsze półrocze 2018 roku ze wzrostem przychodów sięgającym ponad 50% w stosunku do analogicznego okresu w roku poprzednim. Jak komentuje Cezary Maciołek – Wiceprezes Zarządu Grupy Kapitałowej Progres – dynamiczny rozwój usług rekrutacyjnych związany jest m. in. z bardzo dobrą kondycją polskiej gospodarki, aktualną sytuacją demograficzną, niedopasowaniem szkolnictwa z biznesem oraz falą emigracji. To wszystko wpływa na wzmożone zapotrzebowanie na pracowników, których zaczyna brakować praktycznie w każdej gałęzi polskiej gospodarki.

W pierwszym półroczu 2018 roku skonsolidowane przychody Grupy Kapitałowej Progres wyniosły 136 368.854 zł co oznacza wzrost w stosunku do pierwszej połowy 2017 roku o ponad 50%. – Tak dynamiczny wzrost to efekt realizacji kluczowych projektów w przyjętej strategii na lata 2017-2020, m. in. ekspansji terytorialnej w Polsce i za granicą, zmian strukturalnych, uruchomienia nowych specjalizacji branżowych oraz zawiązania dobrych aliansów biznesowych – podkreśla Cezary Maciołek, Wiceprezes Zarządu Grupy Kapitałowej Progres. Biznes i sektor HR reagują też na aktualną sytuację rynkową. – Najniższe w historii bezrobocie przy jednocześnie intensywnym rozwoju polskiej gospodarki determinuje zwiększone zapotrzebowanie na pracowników i usługi HR – dodaje Cezary Maciołek.

Z perspektywy czasu możemy stwierdzić, że Polska stała się ofiarą własnego sukcesu. To my zyskaliśmy najwięcej ze wszystkich nowych krajów UE po 2000 roku. Bardzo dobrze wypromowaliśmy się jako kraj i miejsce do inwestowania, z dobrą koniunkturą oraz idealnym położeniem w środkowej Europie. Dostępność zasobów ludzkich, w tym specjalistów branżowych oraz wykształconych absolwentów ze znajomością języków obcych, wpłynęła na znaczny wzrost nowych inwestycji w naszym kraju. Tak szybkie tempo wzrostu, przy słabnącej podaży pracownika powoduje, że wiele firm nie jest w stanie realizować swoich procesów biznesowych z powodu braku kapitału ludzkiego zarówno wyższego, jak i niższego szczebla. Przed branżą HR stoi zatem wiele wyzwań, którym musimy sprostać, by utrzymać dobrą sytuację w polskiej gospodarce i nie zaprzepaścić ostatniej dekady polskiego sukcesu – komentuje Cezary Maciołek.

Inwestycje alternatywne? Dynamiczny rozwój rynku numizmatycznego w Polsce

100 dukatów Zygmunta III WazyW styczniu tego roku sprzedano za ponad 8 mln złotych polską studukatówkę Zygmunta III Wazy. Była to najdroższa europejska moneta w ostatnich latach i jednocześnie świetny interes dla jej dotychczasowego właściciela. Jak wynika z opublikowanego wczoraj „Raportu o rynku numizmatów”, nie tylko prywatni inwestorzy, ale także instytucje publiczne dostrzegają w branży numizmatycznej ogromny potencjał inwestycyjny.

Raport, opracowany przez Granatowe Góry Weronika A. Kosmala jest pierwszym podsumowaniem sprzedaży na krajowych aukcjach, powstałym przy współpracy z antykwariatami, ekspertami, Muzeum Narodowym w Krakowie oraz międzynarodową bazą danych CoinArchives i zawiera kilkadziesiąt stron analiz, wywiady i zestawienia światowych rekordów.

Eksperci zgodnie przyznają, że rynek numizmatyczny pozwala bardzo dobrze lokować pieniądze, jest wiarygodny ze względu na szeroką dostępność archiwalnych danych i możliwość szybkiego porównywania obiektów w tzw. gradingu oraz cechuje się stosunkowo wysoką płynnością. Wartościowe numizmaty są często traktowane przez inwestorów także jako stabilny filar emerytalny.

– Grading (czyli skala oceny stanu monet) narodził się na potrzeby rynku inwestycyjnego w Stanach Zjednoczonych, kiedy zarówno fundusze, jak i kolekcjonerzy byli zainteresowani przede wszystkim zyskowną lokatą i potrzebowali miarodajnego określania jakości kupowanych pozycji oraz ich oryginalności. Uświadamiając sobie, że na rynku mamy do czynienia nie tylko z unikatami, ale przede wszystkim z przedmiotami powtarzalnymi, zauważymy, w jak dużej mierze cena zależy od stanu zachowania – i jak ważne jest, żeby certyfikację przeprowadzała niezależna instytucja, a nota była łatwa do zinterpretowania. Kiedy jeden egzemplarz oceniony został na 50/70, a drugi na 60/70, wiemy dokładnie, który ma również wyższy potencjał inwestycyjny – wyjaśnia Damian Marciniak z Gabinetu Numizmatycznego Damian Marciniak w Warszawie.

Jak wynika z raportu, rozwój rynku numizmatycznego widać na każdym kroku, a szeroka dostępność i rozpiętość cen numizmatów, w przeciwieństwie do rynku sztuki, pozwala rozpocząć przygodę z nimi praktycznie każdemu. Ceny monet zaczynają się od symbolicznych kilku złotych, ale mogą sięgać nawet kilkuset tysięcy. Codziennie na licytacjach sprzedawane są dziesiątki numizmatów. Najlepsze z nich trafiają na aukcje stacjonarne.

Atrakcyjność numizmatyki, łatwość aktywnego uczestnictwa w aukcjach przez internet i potencjał inwestycyjny rzadkich obiektów przyciąga na takie aukcje coraz szersze grono pasjonatów – bywa, że nawet 1 000 osób. Licytacje prowadzone w Polsce cieszą się również dużym zainteresowaniem kolekcjonerów zagranicznych i rozproszonej po świecie Polonii. Potwierdzeniem tego faktu może być największa aukcja numizmatyczna w Polsce, której kolejna edycja będzie miała miejsce już w sobotę 6 października br., w sali Kometa Hotelu Marriott w Warszawie. Wydarzenie będzie transmitowane na żywo w serwisie www.aukcje.gndm.pl. Na licytację wystawiono ponad 3 500 pozycji wartych kilka milionów złotych. Aukcję poprzedzi sesja wykładowa „W numizmatyce widzisz tyle, ile wiesz”.

Ruszyła II edycja kampanii edukacyjnej – „Płacę faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny”

Co siódmy polski przedsiębiorca nie otrzymuje na czas płatności za sprzedane towary czy wykonane usługi. Przynajmniej raz w miesiącu z tym problemem styka się 65% małych i średnich firm – wynika z 16. fali badania Bibby MSP Index. Przyczynia się to do utraty płynności finansowej organizacji i trudności w opłacaniu bieżących zobowiązań m.in. wobec ZUS, pracowników i kontrahentów.

Bibby Financial Services_II_edycja_kampanii_26.09.2018Według najnowszych wyników Bibby MSP Index 24% przedstawicieli sektora MŚP otrzymuje płatności średnio do 7-14 dni po terminie, a prawie jedna trzecia (32%) od 14 dni do miesiąca. Co piąty przedsiębiorca czeka jeszcze dłużej – od 1 do 3 miesięcy po dacie wskazanej na fakturze.

Nieterminowe regulowanie zobowiązań przez jedną firmę pociąga za sobą szereg negatywnych konsekwencji dla innych uczestników rynku. Gospodarka to system naczyń połączonych. Jedna nieopłacona faktura wpływa nie tylko na płynność finansową danego podmiotu, ale także powstawanie zatorów płatniczych w jej otoczeniu – wskazuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

Bibby_Financial_Services_Odpowiedzialnosc_sie_oplaca_26.09.2018Płynność finansowa i stały przepływ środków decyduje o kondycji ekonomicznej firmy. Polscy przedsiębiorcy pozytywnie oceniają sytuację prowadzonych biznesów. Zdaniem 27% respondentów 16. fali badania Bibby MSP Index w minionym półroczu forma ich organizacji polepszyła się. Jest to wyższy wynik, o 2,8 pkt proc., niż ten uzyskany podczas poprzedniej edycji pomiaru w kwietniu 2018 roku. Ponadto co trzeci ankietowany spodziewa się poprawy kondycji finansowej prowadzonej działalności w ciągu kolejnych sześciu miesięcy.

Przedsiębiorcy wykorzystują różne rozwiązania przeciwdziałające opóźnieniom w płatnościach i pojawianiu się zatorów płatniczych. Dla zdecydowanej większości z nich (74%) najlepszym narzędziem jest sprawnie działający dział księgowy monitorujący i pilnujący należnych zaległości. Jako drugi sposób przedstawiciele małych i średnich przedsiębiorstw wskazują kontakt właściciela firmy/prezesa ze zwlekającym z płatnością kontrahentem (29%). W oczach ankietowanych zyskuje także faktoring, który ceniony jest za skracanie oczekiwania na gotówkę (24%) oraz dyscyplinowanie dłużników (prawie 7%).

Wagę regulowania na czas zobowiązań wobec partnerów biznesowych podkreślamy w naszej autorskiej kampanii „Płacę faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny”. Podczas drugiej edycji akcji ponownie podkreślamy, że płynność finansowa jest niezbędnym elementem funkcjonowania każdego biznesu. Warto być odpowiedzialnym przedsiębiorcą i płacić swoim kontrahentom w terminie. Takie działanie uruchamia pozytywną reakcję łańcuchową. Firmy uzyskując na czas finansowanie są w stanie regulować własne zobowiązania i nie stawiać z kolei swoich klientów w sytuacji, w której nie mogą terminowo zapłacić choćby podwykonawcom – mówi Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

Bibby MSP Index to cykliczny projekt badawczy realizowany na zlecenie Bibby Financial Services. Celem badania jest pozyskanie informacji na temat aktualnej oceny sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw, ich otoczenia zewnętrznego i klimatu ekonomicznego do prowadzenia biznesu w Polsce. Raport dostarcza także szacunkowych prognoz co do najbliższej (w perspektywie 6 miesięcy) przyszłości przedsiębiorstw. Na podstawie zebranych danych dotyczących zatrudnienia, sprzedaży, inwestycji, płynności finansowej oraz zadłużenia przedsiębiorstw wyznaczany jest wskaźnik (Bibby MSP Index) obrazujący kondycję firm z grupy MSP.

Kampania pt. „Płacę faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny”. Skierowana jest do przedsiębiorców z sektora MŚP. Głównym celem działań jest zwiększenie świadomości przedsiębiorców o wadze płynności finansowej w każdym przedsiębiorstwie oraz wprowadzenie do świadomości sektora MŚP pojęcia „odpowiedzialność gospodarcza”.

Patronat honorowy nad działaniami objął: Polski Związek Faktorów.

Akcję wspierają również: BIG InfoMonitor – Biuro Informacji Gospodarczej, Brytyjsko-Polska Izba Handlowa, Info Credit, Marsh Polska, Izba Polskich Przedsiębiorców, Vindicat.

Patroni medialni kampanii: 4budowlani.pl, 6krokow.pl, biznes2biznes.com, Business Magazine MANAGER, CEO Magazyn Polska, Eurologistics, Fintek.pl, Gazeta MSP, Gazeta Przemysłu Drzewnego i Meblarstwo, LOG24.pl, Logistics Manager, MŚP Biznes, My Company Polska, Production Manager, Strefawystawcy.pl, Transport Manager, Truck & Business.

Więcej informacji o kampanii znajdą Państwo na stronie: placefaktury.pl.

Mieszkania są zbyt drogie

Ceny mieszkań najbardziej wzrosły w Gdańsku, bo aż o 16 proc., porównując II kwartał r/r. Z dużych miast wzrost cen był najniższy w Krakowie, wyniósł 2,4 proc. Dla Warszawy zmiana to 6,6 proc.

– Ceny na rynku pierwotnym rosną, a sprzedaż maleje – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jarosław M.Skoczeń z Emmerson Realty SA. – Jednak nie powinniśmy porównywać obecnej sytuacji do tej z lat 2004-2008, bo wtedy ceny rosły o 30 proc. Rocznie.

Jest też inna, istotna różnica z okresem “bańki” mieszkaniowej. Wówczas większość mieszkań kupowana była na kredyt, gdy obecnie połowa – za gotówkę.

-To, że mieszkania kupowane są za gotówkę, powinno napędzać rynek, tym większym zaskoczeniem jest, że sprzedaż spada – ocenia J.M.Skoczeń.

Prognoza dla kursu złotego oraz innych walut gospodarek wschodzących

Agencja indeksowa FTSE Russell zmieniła klasyfikację polskiego rynku kapitałowego – został on przeniesiony z grupy państw rozwijających się do grupy państw rozwiniętych. Jednak dla innych agencji Polska nadal jest rynkiem wschodzącym, co z kilku powodów niekorzystnie wpływało w ostatnich miesiącach na kondycję złotego. Pod presją znalazła się nie tylko nasza waluta, ale również inne waluty, nadal zaliczane do rynków wschodzących.

Na początku bieżącego roku polski złoty w relacji do euro umocnił się do najwyższego poziomu od połowy 2015 roku. Od tamtej pory waluta doświadczyła jednak wyprzedaży. Niemniej, w przeciwieństwie do 2016 roku, kiedy to PLN cierpiał głównie ze względu na czynniki wewnętrzne, słabość z ostatnich kilku miesięcy była związana niemal w pełni z czynnikami zewnętrznymi. Pod presją ostatnich miesięcy znalazła się grupa walut gospodarek rynków wschodzących.

Kurs EUR/PLN (styczeń ‘18-wrzesień ‘18)

kurs euroŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 21/09/18

Zagrożenia, które doprowadziły do deprecjacji walut rynków wschodzących – w tym i złotego – nadeszły z kilku stron. Część z nich wygasa, a część kompletnie straciła na znaczeniu. Kilka czynników ryzyka jednak pozostało, a niektóre wraz z upływem czasu nasiliły się, w rezultacie sprowadzając znaczną część walut rynków wschodzących do poziomów nieuzasadnionych przez ich fundamenty. Co zatem miało wpływ na te ostatnie ruchy?

– Zmiany w polityce monetarnej

a) Normalizacja polityki Rezerwy Federalnej oraz siła dolara

W grudniu 2015 roku Rezerwa Federalna rozpoczęła cykl zacieśniania polityki monetarnej. Ze względu na pozytywną sytuację na rynku pracy, nabierający tempa wzrost cen i ogółem dobrą kondycję amerykańskiej gospodarki można przypuszczać, że w 2018 roku FED zdecyduje się łącznie na 4 podwyżki stóp procentowych. Sugerują to też indywidualne oczekiwania członków FOMC co do poziomu stóp procentowych.

Dotychczas w 2018 roku bank centralny podniósł stopy w marcu i w czerwcu, łącznie o 50 punktów bazowych. Jest wysoce prawdopodobne, że przed końcem roku FED zdecyduje się na podwyżki we wrześniu i w grudniu. Tym samym wraz z początkiem następnego roku stopy powinny znaleźć na poziomie 2,25-2,5%, w porównaniu z obecnym poziomem 1,75-2,00%. Zwiększony koszt pożyczek nie jest jednak na rękę amerykańskim firmom, ponoszą one bowiem z ich powodu wyższe koszty finansowe. Rosnące stopy procentowe powinny stanowić wsparcie dla dolara amerykańskiego, co z kolei źle wróży firmom w gospodarkach wschodzących, zwłaszcza tych korzystających z finansowania w USD. Podmioty z gospodarek EM stają się bowiem narażone jednocześnie na ryzyko z powodu możliwej zmiany stóp procentowych oraz z tytułu wahań kursów walutowych.

Dla gospodarek zależnych od pożyczek denominowanych w walutach obcych obsługa długu może stać się zbyt uciążliwa, zwłaszcza jeżeli jednocześnie zmaterializują się ryzyka stopy procentowej oraz kursu walutowego. Zważywszy na fakt, że naszym zdaniem w tym roku prawdopodobne są jeszcze dwie podwyżki stóp procentowych w USA, dolar amerykański powinien nadal pozostawać względnie mocny, nawet w obliczu nadciągającej normalizacji polityki monetarnej ze strony Europejskiego Banku Centralnego. W tym miejscu warto jednak zwrócić uwagę, że rynki finansowe nie wyceniają jeszcze w pełni dwóch dodatkowych podwyżek stóp Rezerwy Federalnej w bieżącym roku.

Rynkowe szacunki prawdopodobieństwa trzech lub czterech podwyżek stóp procentowych do końca roku (maj ‘18-wrzesień ‘18)

Rynkowe szacunki prawdopodobieństwa trzech lub czterech podwyżek stóp procentowych do końca rokuŹródło: Bloomberg Data: 19/09/18

b) Zmiany w polityce Europejskiego Banku Centralnego

W czerwcu EBC ogłosił plany zakończenia sztandarowego programu skupowania obligacji rządowych. Do końca września Europejski Bank Centralny będzie kontynuował skup obligacji o równowartości 30 mld euro miesięcznie. Na przestrzeni trzech ostatnich miesięcy roku, wartość skupowanych obligacji spadnie do 15 mld euro. Bank centralny ma nadzieję zakończyć program luzowania ilościowego wraz z końcem grudnia.

Miesięczna wartość obligacji skupowanych przez EBC (2014-2018)

Miesięczna wartość obligacji skupowanych przez EBCŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 21/09/18

Kolejnym krokiem po zakończeniu przez EBC programu QE będzie podniesienie stóp procentowych, celem normalizacji polityki monetarnej. Obecnie dwie główne stopy procentowe w strefie euro, czyli stopa refinansowania oraz stopa depozytowa, wynoszą odpowiednio 0% oraz -0,4%. Ostatnie komunikaty EBC potwierdziły, że Bank nie planuje natychmiastowej podwyżki stóp procentowych. Zamiast tego Europejski Bank Centralny oświadczył, że spodziewa się utrzymania stabilnego poziomu stóp procentowych „przez lato 2019 roku”. Można zatem wnioskować, że pierwsza podwyżka stóp procentowych w strefie euro nastąpi w drugiej połowie przyszłego roku.

Wyższe stopy procentowe w strefie euro mają potencjał, aby wpłynąć na percepcję inwestorów i zadziałać jak „odkurzacz”, wysysając kapitał z powiązanych krajów, które nie są zaangażowane w cykl zacieśniania polityki monetarnej. Kapitał może opuszczać kraje, w których rekompensata za ryzyko może zostać uznana za niewystarczającą

c) Ograniczanie bilansu Rezerwy Federalnej

Zmiana polityki monetarnej Rezerwy Federalnej nie ogranicza się jedynie do podwyżek stóp procentowych. Od października 2017 roku FED stara się ograniczyć rozmiar bilansu, który znacznie wzrósł po wprowadzeniu przez bank centralny programu luzowania ilościowego. Banki centralne wielu z najbardziej rozwiniętych gospodarek świata zaangażowały się w proces skupowania aktyw na masową skalę. Zjawisko to doprowadziło do spadku rentowności obligacji, oraz wywarło istotny wpływ na rynki finansowe. Inwestorzy przyzwyczaili się do pewnego poziomu stóp zwrotu, w związku z czym w celu uzyskania podobnych wyników jak wcześniej, musieli zwiększyć akceptowalny poziom ryzyka. W obliczu niskich rentowności byli oni bardziej chętni do lokowania kapitału w gospodarkach wschodzących, które oferowały często względnie wysokie stopy zwrotu.

Suma bilansowa banków centralnych krajów G3 i indeks walut MSCI EM (2010-2018)

Suma bilansowa banków centralnych krajów G3 i indeks walut MSCI EMŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 21/09/18

Inwestowanie na rynkach wschodzących staje się mniej atrakcyjne w obliczu wzrostu rentowności obligacji w krajach rozwiniętych – w tym już obecnie wysokich rentowności w Stanach Zjednoczonych. Wraz z upływem czasu premia za ryzyko może nie wystarczać inwestorom do uzasadnienia inwestycji w gospodarkach EM. Może zatem dojść w ich przypadku do odpływu kapitału. W niektórych przypadkach może to już mieć miejsce.

d) Zmiany w polityce monetarnej w Europie Środkowo-Wschodniej

Polska jest jednym z nielicznych znaczących krajów regionu CEE, który nie znajduje się obecnie w cyklu zacieśniania polityki monetarnej. Narodowy Bank Polski nie spodziewa się, żeby w najbliższym czasie istniała potrzeba podniesienia stóp procentowych. Inflacja bazowa wynosi aktualnie 0,9%, a sam NBP jest obecnie jednym z najbardziej gołębich banków centralnych Europy Środkowo-Wschodniej.

Stopy procentowe w Czechach niemal na pewno dogonią w tym roku poziom stóp w Polsce, a najpewniej przekroczą go bliżej końca 2018 r., albo na początku następnego roku. Tymczasem w Rumunii stopy wzrosły znacznie w porównaniu z pozostałymi krajami regionu, a w obliczu znacznego tempa wzrostu cen można się spodziewać dalszych podwyżek ze strony Narodowego Banku Rumunii (NBR). Dynamika cen w Rumunii wynosi obecnie 5,1%, a preferowany przez bank centralny wskaźnik core3 obecnie znajduje się w okolicy poziomu 3%. Zmian w retoryce dokonał również poprzednio najbardziej gołębi z banków centralnych CEE, czyli Narodowy Bank Węgier. Inflacja w tym kraju znalazła się w widełkach celu inflacyjnego, osiągając poziom 3,4% rocznie. W jej obliczu bank centralny powinien być bardziej skłonny do zacieśniania stóp procentowych.

Bierność Narodowego Banku Polskiego może zachęcić inwestorów do wybrania innych gospodarek Europy Środkowo-Wschodniej. Jesteśmy jednak zdania, że dla PLN większy wpływ będzie miała nadchodząca normalizacja polityki monetarnej strefy euro, niż zmiany dokonywane przez banki centralne regionu CEE.

Innymi istotnymi źródłami ryzyka są:

– Konflikt na tle handlu

Jednym z istotnych czynników wpływających na kondycję walut gospodarek wschodzących pozostaje eskalacja napędzanego przez Stany Zjednoczone konfliktu na tle handlu zagranicznego. Głównym celem ataków USA pozostają Chiny, i z tego względu juan chiński był jedną z najgorzej radzących sobie walut w 2018 roku. Na przestrzeni nieco ponad pół roku waluta Chin w relacji do dolara doświadczyła wyprzedaży o skali dochodzącej do 9%.

Kurs USD/CNY (styczeń ‘18-wrzesień ‘18)

Kurs USDŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 21/09/18

Mimo, że największe spadki dotknęły juana chińskiego, również waluty gospodarek EM niebędących w konflikcie ze Stanami Zjednoczonymi doświadczyły spadków z powodu rosnącego napięcia.

Jednym z kluczowych celów gospodarczych Donalda Trumpa było poprawienie pozycji Stanów Zjednoczonych w handlu międzynarodowym. Oficjalne kroki podjęte pod kątem realizacji tego planu rozpoczęły się na początku 2018 roku. Najważniejsze decyzje USA obejmują: (1) nałożenie ceł na import stali i aluminium (odpowiednio 25- oraz 10-procentowego) na kraje i ugrupowania integracyjne, m.in. Unię Europejską, Kanadę, Indie oraz Chiny; (2) wprowadzenie 25-procentowej opłaty celnej na chińskie towary, głównie produkty przemysłowe, o wartości około 50 mld USD; (3) nałożenie 10-procentowych ceł na inne chińskie towary o wartości około 200 mld USD. Taryfy na te towary wzrosną do 25 procent na początku przyszłego roku

Działalność Stanów Zjednoczonych spotkała się z odwetem państw obciążonych taryfami celnymi. Meksyk, Chiny, Unia Europejska, Kanada, Indie oraz Turcja – wszyscy nałożyli własne cła na towary importowane ze Stanów Zjednoczonych. Narastający konflikt na tle handlu doprowadził do pogorszenia sentymentu wśród inwestorów, może także negatywnie wpłynąć na nastroje przedsiębiorców – a to oznacza potencjalnie niższą dynamikę produkcji, ograniczone perspektywy inwestycyjne i zmiany w zatrudnieniu. W rozważanym scenariuszu może dojść do spowolnienia gospodarczego na skalę światową. Ucierpieć z jego powodu mogą zwłaszcza gospodarki rynków wschodzących, na czele z Chinami.

Cła najpewniej przełożą się na wyższy koszt dóbr na rynkach, które zdecydują się na ich nałożenie. Oclenie wpływa bowiem zarówno na koszt importowanych dóbr, jak i na decyzje podejmowane przez krajowych producentów. Naruszenie łańcuchów dostaw najpewniej ograniczy możliwości produkcyjne przedsiębiorstw. Trudności w zwiększeniu, a nawet utrzymaniu dotychczasowego poziomu sprzedaży mogą dotknąć szczególnie sektor przemysłowy. Niepewność w kwestii wolnego przepływu dóbr może negatywnie odbić się na inwestycjach zagranicznych. To z kolei może skutkować brakiem kapitału w krajach uzależnionych od zagranicznych projektów inwestycyjnych.

Państwa-eksporterzy mogłyby potencjalnie zmniejszyć negatywne skutki ceł poprzez zaniechanie środków odwetowych. Niemniej, dotychczas kraje w większości odpowiadały na nałożenie dodatkowych ceł, co uderzało zarówno w nakładających taryfy, jak i podmioty, na które cła są nakładane.

– Wewnętrzne problemy poszczególnych gospodarek wschodzących

Część gospodarek rynków wschodzących cierpi na szczególny brak stabilności i problemy gospodarcze. Te indywidualne problemy, zdaniem inwestorów, mogą również zagrażać pozostałym rynkom wschodzącym. Dwoma gospodarkami, które obecnie uważane są za najbardziej problematyczne, są Argentyna i Turcja. Oba kraje w ostatnim czasie cierpiały z powodu kryzysu walutowego.

Kurs USD/TRY oraz ARS/TRY (styczeń ‘18-wrzesień ‘18)

Kurs USDŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 21/09/18

Turcja

Głównymi czynnikami odpowiedzialnymi za obecne problemy gospodarcze Turcji są:

  • istotne obciążenie banków i firm w postaci kredytów denominowanych w walutach obcych;
  • znaczny deficyt na rachunku obrotów bieżących.

Uzależnienie kraju od środków pochodzących z zagranicy umożliwiło wysoki wzrost gospodarczy w ostatnich latach. Kosztem tej imponującej ekspansji jest jednak silna ekspozycja tureckiej gospodarki na zmiany stóp Rezerwy Federalnej, wahania kursu dolara oraz spadek zaufania inwestorów. Obecnie Turcja cierpi z powodu wysokiej inflacji – wynosi ona ok. 18%, a zważywszy na deprecjację liry, jej wysoki poziom może utrzymywać się również w następnych miesiącach.

Słabość krajowej waluty powinna skłonić Centralny Bank Republiki Turcji (CBRT) do podniesienia stóp procentowych, co ograniczyłoby inflację i stanowiło wsparcie dla liry tureckiej. Inwestorzy stracili jednak wiarę w niezależność banku centralnego. Prezydent Turcji, który samodzielnie określa się „wrogiem stóp procentowych” wielokrotnie interweniował w sprawy banku centralnego. Erdogan zaapelował, żeby zamiast zacieśniania polityki pieniężnej bank centralny zmniejszył koszt pożyczek, co ma (zdaniem prezydenta) pobudzić wzrost gospodarczy w Turcji. W tym miejscu należy jednak wspomnieć, że we wrześniu CBRT przeciwstawił się jednak Erdoganowi, podnosząc główną stopą w turcji Turcji o 6,25 punktu procentowego, do 24%. Pomogło to bankowi odzyskać pewien poziom wiarygodności wśród inwestorów. Pytanie czy to faktyczna niezależność, czy „sztuczka” Erdogana?

Sytuację pogarsza konflikt Turcji ze Stanami Zjednoczonymi. Aresztowanie Andrew Brunsona, amerykańskiego pastora, którego tureckie władze podejrzewają o związki z organizacjami terrorystycznymi, doprowadziły USA do nałożenie sankcji na dwóch tureckich ministrów. Stany Zjednoczone podwoiły również sankcje na turecki eksport stali i aluminium, co pogłębiło deprecjację liry tureckiej w zeszłym miesiącu.

Bardziej wrażliwe waluty odczuły już skutki tureckiego kryzysu. Jedną z walut podatnych na obawy o sytuację w Turcji był rand południowoafrykański (ZAR). Spośród różnych ryzykownych aktywów to właśnie waluta RPA doświadczyła w konsekwencji ruchów o największej skali – tylko w sierpniu ZAR osłabił się o ponad 10% w relacji do dolara amerykańskiego. Innymi walutami, na które negatywnie wpłynęła sytuacja w Turcji były również m.in. rubel rosyjski, waluty Ameryki Łacińskiej oraz część walut gospodarek Europy Środkowo-Wschodniej – przede wszystkim polski złoty i forint węgierski.

Kursy EUR/PLN, EUR/HUF oraz EUR/TRY (08/08/18-17/08/18)

Kursy EURŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 21/09/18

Argentyna

Problemy Argentyny zaczynają się od znacznego deficytu strukturalnego. Dochody z podatków nie są wystarczające do pokrycia wydatków rządowych, szczególnie tych, związanych z bardzo wysokim zatrudnieniem w sektorze publicznym. Potrzeby argentyńskiego rządu są często finansowane z pomocą kredytów denominowanych w walutach obcych. Uzależnienie od zagranicznego finansowania doprowadziło do wysokiego deficytu rachunku obrotów bieżących. Kraj jest tym samym szczególnie narażony na aprecjację dolara amerykańskiego, podwyżki stóp procentowych w USA jak i zmiany sentymentu inwestorów. W rezultacie Argentyna mierzy się między innymi ze spowalniającym wzrostem, przyspieszającą inflacją i cierpi z powodu utrzymującego się niepokoju politycznego.

Znaczącym problemem Argentyny jest gwałtowny spadek wartości krajowej waluty. Od początku roku peso argentyńskie doświadczyło deprecjacji o niemal 50%. Argentyński bank centralny zdecydował się na podwyżkę stóp procentowych do niebotycznych 60%, co miało na celu wsparcie peso argentyńskiego w obliczu kursu pary USD/ARS, który na moment przekroczył psychologiczny poziom 40. Argentyna posiada obecnie najwyższe stopy procentowe na świecie.

Bank centralny w ostatnim czasie kontynuował również interwencje na rynku – wyprzedawał regularnie rezerwy walut obcych celem ustabilizowania peso. Kurs peso mocno ucierpiał, ale obecnie wydaje się, że Argentyna zmierza w lepszym kierunku, wraz ze wzrostem stóp procentowych i wsparciem ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Jeśli rząd podejmie niezbędne kroki i uda mu się ograniczyć podwójny deficyt, waluta powinna się ustabilizować.

– Napięcia polityczne w strefie euro

Polityka wielokrotnie okazywała się istotnym czynnikiem odpowiedzialnym za kształtowanie cen na rynkach finansowych w 2016 i 2017 roku, zwłaszcza w krótkim okresie. Wybory w Niemczech, Francji i Holandii wpływały na rynki europejskich obligacji i akcji, a także odgrywały istotną rolę w kształtowaniu kursu euro i walut powiązanych ze wspólną walutą, takich jak waluty CEE.

Aktualnie największym źródłem niepewności w strefie euro są działania rządu Włoch. Koalicja populistów i eurosceptyków zniechęca inwestorów do inwestowania we Włoszech, zwłaszcza, uwzględniając zapowiadane przez nich plany fiskalne. Napięcie w strefie euro odbiło się na koszcie pożyczek we Włoszech, ucierpiało na tym również samo euro.

Mimo wszystko, jesteśmy zdania, że obecna sytuacja we Włoszech stanowi ryzyko drugiej kategorii. Niemniej, jeżeli kolejne wieści z Włoch pokażą wzrost ryzyka, nieuwzględniony w wycenie włoskich obligacji, taki scenariusz mógłby wpłynąć na kurs wspólnej europejskiej waluty jak i na waluty krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Podsumowanie

Nie sądzimy, jakoby złoty miał znacznie ucierpieć ze względu na zacieśnianie polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych. Polska nie opiera się na pożyczkach denominowanych w walutach obcych i ma bezpieczną zewnętrzną pozycję płatniczą. Jeśli Narodowy Bank Polski nie podąży za Europejskim Bankiem Centralnym i nie będzie podnosił stóp procentowych, PLN może jednak reagować na zmiany kosztu kredytu w strefie euro, oraz w mniejszym stopniu na wyższe stopy w sąsiednich krajach.

Nie jest to nasz scenariusz bazowy, zwłaszcza w długim okresie, niemniej jeżeli ryzyka będą nasilały się z biegiem czasu, a presja na waluty gospodarek wschodzących wzrośnie, złoty może po raz kolejny doświadczyć wyprzedaży. Efekt zarażania w przeszłości negatywnie wpływał na polską walutę. W przypadku rosnącej awersji do ryzyka na rynku, złoty mógłby znów być poddany wyprzedaży.

Autorzy: analitycy Ebury – Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Ruszyła XVII edycja Szkolnej Internetowej Gry Giełdowej

  • Rozpoczęła się rejestracja do największego konkursu edukacyjnego GPW – Szkolnej Internetowej Gry Giełdowej skierowanej do uczniów szkół ponadpodstawowych i gimnazjów
  • Gra będzie się toczyć na platformie GPWtr@der, wiernie oddającej rynek giełdowy i pozwalającej na symulowane inwestycji w instrumenty finansowe
  • Pula nagród wynosi 85 tys. zł

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie zaprasza uczniów szkół ponadpodstawowych i gimnazjów do udziału w XVII edycji Szkolnej Internetowej Gry Giełdowej (SIGG) – największego projektu edukacyjnego uczącego w sposób praktyczny inwestowanie na giełdzie.

Edukacja odgrywa bardzo ważną rolę na GPW. Każdy projekt, który przybliża wiedzę o finansach jest dla nas cenny. SIGG ma tę szczególną zaletę, że łączy edukację z rywalizacją i w bardzo przystępny sposób uczy zgłębiać tajniki świata giełdowego – mówi Alina Bączar-Bednorz, członek Zarządu Fundacji GPW. 

Rejestracja do projektu potrwa do 20 października tego roku. Do tej pory w SIGG wzięło udział blisko 260 tys. nastolatków z całej Polski. W tym roku na najlepszy zespół czeka 10 tys. zł nagrody, a łączna pula do zdobycia wynosi 85 tys. zł.

Organizatorami projektu są Giełda Papierów Wartościowych oraz Fundacja GPW, a partnerami Fundacja im. Lesława A. Pagi (Partner Strategiczny), Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych oraz Warszawski Instytut Bankowości. Honorowy patronat nad projektem objęło Ministerstwo Finansów.

Dla kogo jest SIGG?

W SIGG mogą wziąć udział uczniowie szkół ponadpodstawowych i gimnazjów z całej Polski w zespołach liczących od dwóch do czterech osób (pod opieką nauczyciela). Gra jest dostępna także dla uczniów, którzy wcześniej nie mieli okazji zapoznać się z zasadami funkcjonowania giełdy. Potrzebną wiedzę mogą zdobyć na kursach e-learningowych. Udział w SIGG-u jest bezpłatny.

Na czym polega SIGG?

SIGG to internetowa gra inwestycyjna realizowana na specjalnie przygotowanej do tego celu platformie GPWtr@der. Każdy zespół dysponuje jednym rachunkiem inwestycyjnym i określoną kwotą wirtualnych pieniędzy. Uczestnicy najpierw poznają instrumenty finansowe notowane na warszawskiej giełdzie: akcje, ETF-y i kontrakty terminowe, a następnie wspólnie decydują, w jakie chcieliby zainwestować i dokonują transakcji. Zarówno inwestowane pieniądze, jak i zawierane transakcje są wirtualne, ale zlecenia są realizowane na podstawie pochodzących z rzeczywistego rynku ofert kupna i sprzedaży. Taki mechanizm doskonale oddaje giełdową rzeczywistość, a uczniowie-inwestorzy będą mogli poczuć się jak na prawdziwym parkiecie. Zadaniem zespołów jest pomnożenie pieniędzy oraz uzyskanie możliwie najwyższej stopy zwrotu. Dla uczniów dostępna jest także mobilna wersja SIGG.

SIGG to nie tylko teoria i podstawy inwestowania w przystępnej formie, to także praca zespołowa, analizowanie, śledzenie informacji rynkowych i notowań, wspólne podejmowanie decyzji oraz  składanie zleceń i dokonywanie transakcji. To świetne przygotowanie do zarządzania własnym portfelem oraz inwestowania prawdziwych pieniędzy w przyszłości. Udział w projekcie daje uczniom możliwość wykorzystania wiedzy teoretycznej, z którą zapoznają się w ramach przedmiotu „Podstawy przedsiębiorczości” oraz w ramach kursu e-learningowego, który jest istotną częścią SIGG.

Gra podzielona jest na etapy:

  • Gra testowa: (22 października 2018 – 31 października 2018),
  • Etap 1: transakcje na akcjach i ETF-ach (5 listopada 2018 – 11 stycznia 2019),
  • Etap 2: transakcje na kontraktach terminowych (25 lutego 2019 – 29 marca 2019 r.),
  • Finał w Sali Notowań GPW (17 kwietnia 2019 r.).

Szczegółowe harmonogramy na https://sigg.gpw.pl/

Dodatkowo każdy zespół ma możliwość korzystania z doświadczenia i wiedzy ponad trzydziestu koordynatorów regionalnych współpracujących z organizatorami projektu.

10 tys. zł dla najlepszych młodych inwestorów

10 tysięcy złotych to nagroda dla najlepszego zespołu. Pozostałe zespoły i nauczyciele, którzy zajmą kolejne miejsca na podium oraz miejsca od czwartego do 20. także mogą liczyć na nagrody finansowe (w sumie do zdobycia jest 85 tys. zł). Nagrody rzeczowe czekają na osoby z najlepszymi wynikami w kursie e-learningowym. Finał konkursu odbędzie się w siedzibie GPW na Sali Notowań, gdzie zmierzą się najlepsze zespoły.

Jak się zarejestrować?

Pierwszy krok wykonuje nauczyciel – opiekun grupy, który rejestruje szkołę oraz dodaje nazwy zespołów na https://sigg.gpw.pl/sigg/signup/teacher. Następnie każdy z uczniów zakłada własne konto, wybiera szkołę, nauczyciela oraz zespół. Konkurs rozpoczyna rozgrzewka, czyli gra testowa, a potem czas na wirtualne inwestowanie.

Rejestracja trwa do 20 października br. Wcześniej należy zapoznać się z regulaminem dostępnym na stronie https://www.gpw.pl/pub/GPW/files/PDF/Regulamin_SIGG_v2.pdf.

Murapol sprzedaje teren inwestycyjny w Zossen k/Berlina za kwotę 5,9 mln euro netto

Grupa Murapol podpisała umowę dotyczącą sprzedaży terenu inwestycyjnego w Zossen k/Berlina za kwotę 5,9 mln euro netto, stanowiącą blisko 200 proc. ceny zakupu nieruchomości sprzed nieco ponad roku. Uzyskana cena zbycia działki jest efektem prac projektowych oraz opracowania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, w który wpisuje się przygotowywana inwestycja. W modelu biznesowym spółki docelowo zakłada się koncentrację na krajowym rynku mieszkaniowym.

Nieruchomość w Zossen to teren inwestycyjny o powierzchni 2 ha, zakupiony przez Grupę Murapol za cenę 3,1 mln euro netto, pod realizację inwestycji nieruchomościowej obejmującej 15 budynków, w których przewidziano 230 lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej ok. 13 tys. mkw.

Od momentu podpisania umowy zakupu gruntu pracownia projektowo-wykonawcza należąca do holdingu Murapol – Murapol Architects Drive – wspólnie ze spółką z Grupy dedykowaną działalności na rynku niemieckim – Murager – oraz niemiecką pracownią architektoniczną prowadzoną przez arch. Łukasza Siubiaka – procedowała formalności administracyjne, w tym m.in. wspólnie z tamtejszym samorządem opracowała miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, w który wpisuje się przygotowywana inwestycja.

Zgodnie z umową zakupu nieruchomości, Grupa Murapol nabyła prawo własności do nieruchomości w marcu br., po wejściu w życie ww. planu miejscowego przewidującego możliwość jej zabudowy obiektami mieszkalnymi wielorodzinnymi. Wtedy też uregulowała pozostałe 92 proc. kwoty transakcji, tj. 2,85 mln zł netto.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

– Decyzję o wyjściu z inwestycji podjęliśmy po opracowaniu i zatwierdzeniu przez gminę planu zagospodarowania przestrzennego, w który wpisuje się nasza inwestycja. Efektem tego działania jest znaczący wzrost wartości zakupionego terenu inwestycyjnego w Zossen, czego odzwierciedleniem jest cena uzyskana w transakcji jego sprzedaży. Od momentu zainwestowania gotówki, tj. od marca br. uzyskaliśmy rentowność na tej inwestycji na poziomie 100 proc. Tymczasem gdybyśmy kontynuowali projekt, to dodatni cash flow ze sprzedaży mieszkań ponad uzyskaną dzisiaj w transakcji cenę sprzedaży gruntu, przypadałby na końcówkę 2021 roku, zwłaszcza ze względu na konieczność opracowania projektów architektonicznych oraz wykonawczych i pozyskanie niezbędnych pozwoleń. Tak więc po raz kolejny dzięki kompetencjom zespołu projektowego zrealizowaliśmy strategię osiągania ponadprzeciętnej rentowności na inwestycjach w grunty. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA – Pomimo tego, że takie procesy optymalizujące bank ziemi są naturalną konsekwencją w działalności firmy deweloperskiej, to chcąc zachować dotychczasowy poziom produkcji i sprzedaży mieszkań, nie moglibyśmy sobie na nie pozwolić, gdybyśmy nie dysponowali rozbudowanym zasobem aktywów nieruchomościowych. Podjęte wcześniej decyzje dotyczące kontraktowania oraz nabywania gruntów, obecnie dają nam możliwość elastycznego reagowania na uwarunkowania rynkowe i realizowania tych projektów, które są najbardziej ekonomiczne z punktu widzenia efektywności Grupy. – dodaje Nikodem Iskra.

Przedmiotem umowy sprzedaży, poza własnością gruntu, są także prawa do dokumentacji projektowej opracowanej przez Murapol Architects Drive, a zgodnej z założeniami zamierzenia inwestycyjnego Grupy. Umowa sprzedaży wejdzie w życie po jej zatwierdzeniu przez kupującego, co nastąpi w ciągu 14 dni od doręczenia mu dokumentu. Umowa sprzedaży jest zawarta pod warunkiem zawieszającym, jakim jest podpisanie przez kupującego umowy z Miastem Zossen, na podstawie której wejdzie on we wszystkie prawa i obowiązki Murager, które wynikają z umowy o infrastrukturę jaką spółka ta podpisała z urzędem. Jeżeli powyższy warunek nie zostanie spełniony do 16 listopada br. to umowa sprzedaży gruntu wygasa.

Sprzedany grunt w Zossen nie posiadał obciążeń hipotecznych, a środki z transakcji zostaną przeznaczone na finansowanie podstawowej działalności deweloperskiej Grupy Murapol związanej z realizacją projektów mieszkaniowych w Polsce.

– Jednocześnie zaznaczam, że wyjście z inwestycji w nieruchomość w Zossen nie oznacza, że rezygnujemy z aktywności na niemieckim rynku mieszkaniowym. Murager, spółka dedykowana naszej obecności w tym kraju, nieprzerwanie działa i wyszukuje oraz analizuje grunty, które wpisują się w nasz model biznesowy – podsumowuje Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

Obecnie Grupa jest obecna także w Edynburgu, gdzie trwają prace nad dwoma przedsięwzięciami deweloperskimi, przy London Road i Ferry Road. Nieruchomość przy London Road jest już własnością Grupy, a zaplanowana na niej inwestycja posiada już decyzje o pozwoleniu na budowę i prowadzone są prace nad jej projektem wykonawczym.

Koniec ze sprzedażą niepotrzebnych polis

Już za kilkanaście dni zacznie obowiązywać nowa ustawa o dystrybucji ubezpieczeń, która dostosowuje polski porządek prawny do norm unijnych stosowanych już w innych krajach. Wielu agentów wskazało, że najbardziej istotnym zagadnieniem jest konieczność przeprowadzenia analizy potrzeb klienta.

– Nowa ustawa o dystrybucji ubezpieczeń jest jednym z najważniejszych zmian w sposobie sprzedaży ubezpieczeń, jakie zostały wprowadzone w ostatnich latach. Celem nadrzędnym jest zlikwidowanie zjawiska zakupu przez klientów polis im niepotrzebnych. Mimo że branża ubezpieczeń miała kilka dodatkowych miesięcy na przygotowanie odpowiednich rozwiązań do sprostania nowym obowiązkom, to niektóre zagadnienia, jak analiza potrzeb klienta, nie są jeszcze jasno sprecyzowane. Z rozmów z przedstawicielami rynku wnioskujemy, że problem ten wpłynie najmocniej na pracę multiagentów – mówi Piotr Bartos, Country Manager Insly w Polsce.

Multiagenci mają więcej pracy do wykonania

Nowe zasady dystrybucji ubezpieczeń miały pierwotnie obowiązywać już od lutego tego roku, jednak europejscy ustawodawcy zdecydowali się przedłużyć ostateczny termin ich wprowadzenia do października, żeby przedstawiciele branży ubezpieczeń mogli się jak najlepiej przygotować. Mimo to ostateczny zakres i poziom szczegółowości analizy potrzeb klienta wciąż jest przedmiotem domysłów i niepewności, ponieważ nie ma jasnych wytycznych co do jej kształtu.

Choć większość ubezpieczycieli przygotowała już odpowiednie formularze i procedury, z których powinni korzystać agenci, to w związku z brakiem odgórnego doprecyzowania zasad przeprowadzenia analizy potrzeb klienta (APK), mogą one się między sobą różnić. Problem ten dotknie przede wszystkim multiagenów, którzy w związku z tym będą mieli więcej pracy do wykonania w porównaniu z agentami wyłącznymi. Ci drudzy mogą w pełni polegać na procedurach wypracowanych przez towarzystwa ubezpieczeń, ponieważ sprzedają wyłącznie produkty konkretnego ubezpieczyciela i tylko je między sobą porównują, żeby zaoferować klientowi najkorzystniejsze rozwiązanie. Z kolei multiagenci, powinni wypracować taki sposób postępowania, który pogodzi zarówno wymogi wielu różnych APK poszczególnych towarzystw, a jednocześnie pozwoli im zrealizować ustawowy obowiązek rzetelnej analizy, jak i przedstawienia klientom rekomendacji polis najlepiej spełniających ich oczekiwania.

Nadrzędna rola technologii

Najlepszym rozwiązaniem powyższego dylematu wydaje się inwestycja w odpowiednie oprogramowanie do zarządzania procesem sprzedaży ubezpieczeń, które pozwoli spełnić zarówno wymagania ustawowe, jak i oczekiwania ubezpieczycieli. Niestety nie każdy dystrybutor jest w stanie samodzielnie stworzyć tego typu narzędzie. W związku z tym można zauważyć dwie tendencje na rynku. Pierwszą jest konsolidacja i dołączanie mniejszych multiagentów do dużych sieci, a drugą inwestycja w nowe systemy zarządzania sprzedażą polis.

– Z naszych obserwacji wynika, że istnieje na rynku duża grupa multiagentów, którzy cenią sobie własną niezależność i nie chcą rezygnować z wypracowanej przez lata renomy. Są oni gotowi zainwestować w zakup odpowiedniego oprogramowania. Poszukują zatem partnerów technologicznych oferujących gotowe rozwiązania, które spełnią wymogi ustawy i oczekiwania towarzystw, a pozwolą im uniknąć konsolidacji z większymi graczami – dodaje Piotr Bartoś

Włoski przepis na open source

W 2016 r. administracja Rzymu ogłosiła, że idąc śladem wielu instytucji z sektora publicznego na całym świecie, rezygnuje z rozwiązań zamkniętych i chce zacząć korzystać z open source. W kwietniu tego roku władze miasta zrobiły krok dalej i na 14 tys. komputerów ratusza, został zainstalowany program LibreOffice. Niedawno uruchomiono ostatni proces zmian, w efekcie którego wspomniane oprogramowanie bazujące na otwartym kodzie źródłowym, stanie się jedynym pakietem narzędzi biurowych dostępnym dla pracowników.

W okresie przejściowym pracownicy będą mogli korzystać zarówno z dotychczasowych narzędzi biurowych, czyli z zamkniętego oprogramowania działającego na zasadzie zastrzeżonej i płatnej licencji, jak i z opensourcowego, i co w tym przypadku istotne – darmowego rozwiązania. Postanowiono jednak odinstalować płatny pakiet ze wszystkich komputerów tych pracowników administracji, którzy korzystają np. z edytorów tekstów mniej niż godzinę w miesiącu. Reszcie pozostawiono wybór, której opcji chcą używać, ale w ciągu kilku następnych miesięcy, LibreOffice stanie się docelowym programem biurowym.

Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska
Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska

– Należy docenić władze Rzymu za wdrożony plan przejścia administracji na rozwiązanie open source. Z naszych doświadczeń współpracy z firmami prywatnymi, jak i podmiotami z sektora publicznego, które decydują się na taki krok, wynika bowiem, że największe trudności, które pojawiają się w trakcie przeprowadzanych zmian, nie dotyczą bezpośrednio kwestii technicznych. Większym problem jest natomiast bariera psychologiczna. Choć technologia open source już na stałe zadomowiła się w biznesie i po narzędzia IT bazujące na otwartym kodzie coraz częściej sięgają również instytucje publiczne, to jednak pracownicy wielu urzędów są przyzwyczajeni do używania zamkniętych i komercyjnych rozwiązań, gdyż nie mieli okazji zapoznać się z alternatywą. Dlatego też, w procesie zmiany warto jest dać czas i przestrzeń na oswojenie się z elementami nowej infrastruktury IT i poznanie opensourcowych narzędzi, które będą wykorzystywane w codziennej pracy. Na takie podejście zdecydowano się w rzymskim ratuszu – komentuje Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska, firmy IT będącej ekspertem w zakresie open source na rynku polskim i w regionie CEE, która wspiera największe marki i instytucje z sektora publicznego w przeprowadzaniu transformacji informatycznej.

Osoby zatrudnione w rzymskiej administracji otrzymają także dodatkową pomoc w zapoznawaniu się z rozwiązaniem open source, a to za sprawą 112 pracowników ratusza – zwolenników i propagatorów otwartego oprogramowania. Grupa ta ma zachęcać swoich kolegów do pogłębiania wiedzy na temat narzędzi IT bazujących na otwartym kodzie, poprzez korzystanie z platformy e-learningowej Moodle[1], która również jest opensourcowa i rozpowszechniana za darmo zgodnie z licencją GNU GPL. Wspominanych 112 innowatorów – jak zostali nazwani – w czerwcu ukończyło również dedykowane szkolenie, na którym otrzymali cenne wskazówki, w jaki sposób mogą przekonać kolejne grupy pracowników do korzystania z open source.

Administracja Rzymu już w październiku 2016 r. podjęła decyzję o przejściu na otwarte oprogramowanie. Na początku 2017 r. przeprowadzono inwentaryzację wszystkich aplikacji komputerowych i narzędzi serwerowych obecnych w urzędach miejskich. Stworzona lista umożliwiła zrobienie kolejnego kroku, czyli przyjrzeniu się umowom miasta z dostawcami oprogramowania i usług ICT, aby sprawdzić, które z obecnie stosowanych rozwiązań przestały odpowiadać na potrzeby administracji, stały się nieefektywne i zbyt kosztowne w utrzymaniu. Władze Rzymu chcą bowiem, aby do 2020 r. infrastruktura informatyczna obecna we wszystkich jednostkach administracji miasta, składała się wyłącznie z takich narzędzi i oprogramowania IT, które usprawnią działanie urzędów, a przez to i obsługę spraw mieszkańców. Dużą rolę w tym planie odgrywa technologia open source, której zastosowanie ma dodatkową zaletę, o czym wspomina Dariusz Świąder:

– Zaletą wdrożenia rozwiązań open source, szczególnie istotną z punktu widzenia sektora publicznego, na co również zwracają uwagę przedstawiciele administracji Rzymu, jest uniezależnienie się od jednego dostawcy, czyli uniknięcie zjawiska vendor lock-in. Zachodzi ono wtedy, kiedy zakup danego oprogramowania łączy się z koniecznością nabycia kolejnych narzędzi od tego samego producenta, ponieważ tylko one będą kompatybilne z wcześniej zamówionym oprogramowaniem.

W przypadku rozwiązań open source ten problem nie występuje. Skupiając się na konkretnym przykładzie, czyli na programie LibreOffice, należy zaznaczyć, że na jego wdrożeniu skorzystają wszyscy – miasto nie będzie musiało płacić za licencję pakietu biurowego, a pracownicy będą mogli otrzymać za darmo kopię oprogramowania na komputery domowe. LibreOffice używa również otwartych formatów dokumentów, co oznacza, że pliki mogą być otwierane bez żadnych problemów również na komputerach, na których zostały zainstalowane inne pakiety biurowe.

[1] https://moodle.org/

Perspektywy rozwoju skandynawskich firm – rynek pracy i centra usług biznesowych na Pomorzu Zachodnim

25 września 2018 roku Skandynawsko-Polska Izba Gospodarcza (SPCC) wraz z Urzędem Marszałkowskim Województwa Zachodniopomorskiego zorganizowała w Szczecinie debatę pt. „Skandynawskie Firmy na Pomorzu Zachodnim – stare dobre małżeństwo z perspektywami na przyszłość” na temat perspektyw rozwoju firm skandynawskich na Pomorzu Zachodnim. Kluczowymi tematami poruszanymi podczas debaty z udziałem skandynawskich inwestorów i władz lokalnych były zachodniopomorski rynek pracy oraz sektor nowoczesnych usług dla biznesu. Skandynawskie inwestycje bezpośrednie stanowią bowiem blisko połowę wszystkich inwestycji zagranicznych w Zachodniopomorskiem. Uczestnicy spotkania dyskutowali także o najczęstszych problemach związanych z transportem i logistyką w regionie. W debacie  udział wzięli Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz, Ambasador Królestwa Danii Ole Mikkelsen,  Ambasador Królestwa Szwecji Stefan Gullgren, Prezes SPCC Carsten Nilsen  oraz skandynawscy przedsiębiorcy zrzeszeni w SPCC.

Od lewej: Ambasador Danii - Ole Mikkelsen, Prezes SPCC - Carsten Nilsen, Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego  - Olgierd Geblewicz , Ambasador Szwecji - Stefan Gullgren
Od lewej: Ambasador Danii – Ole Mikkelsen, Prezes SPCC – Carsten Nilsen, Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego – Olgierd Geblewicz , Ambasador Szwecji – Stefan Gullgren

Bezpośrednie Inwestycje Zagraniczne (BIZ)

Dzięki swojemu położeniu i doskonałemu skomunikowaniu – poprzez bliskość sieci europejskich autostrad – Pomorze Zachodnie jest dla skandynawskich inwestorów szczególnie atrakcyjnie. Spośród 100 największych inwestycji zagranicznych w regionie w 2015 roku aż 46 proc. reprezentowały firmy pochodzące ze Skandynawii, zaś krajem z największą liczbą inwestycji była Dania – 16,9 proc. ogółu BIZ na Pomorzu Zachodnim[1]. Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz tłumaczy, że skandynawskie firmy inwestują w regionie dzięki stworzonym ku temu korzystnym warunkom, takim jak dostępność do wykształconej kadry czy pomoc ze strony administracji lokalnej. „Wspólnie stworzyliśmy dobry klimat, który uzupełnia położenie Pomorza Zachodniego i naszą bliskość do Skandynawii” – tymi słowami rozpoczął marszałek spotkanie.

Jak podkreśla Agnieszka Zielińska, Dyrektor Zarządzająca Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej: „Zachodniopomorskie jest kluczowym regionem dla skandynawskich inwestorów- jednym z największych poza Polską centralną. Przede wszystkim ze względu na dogodne warunki oferowane przez region oraz dużą skandynawską społeczność, która wspiera nawzajem swoje działania, dzieli się wiedzą i doświadczeniem, czego dowodem jest debata między inwestorami a lokalnymi władzami”.

Skandynawski kapitał reprezentuje w Polsce ponad 2 tys. firm, które odgrywają ważną rolę na polskim rynku pracy. Liczba miejsc pracy przez nie utworzona szacowana jest na około 170 tys. Firmy skandynawskie są cenionymi pracodawcami, szczególnie dzięki skandynawskiej kulturze pracy. W oparciu o statystyki GUS i REGON Urząd Marszałkowski szacuje, że na Pomorzu Zachodnim skandynawskie firmy zatrudniają łącznie około 15 tys. osób.

Z pewnością wyzwaniem dla przedsiębiorców w regionie jest zmniejszająca się liczba kandydatów do pracy, przede wszystkim w obszarach technicznych. Kolejnym sprawdzianem jest utrzymanie pracowników, w dokształcenie których pracodawca zainwestował. Osoby, które pracują kilka lat w firmie o wysokich standardach stają się bardzo atrakcyjnymi pracownikami dla zewnętrznego rynku pracy. Coraz większego znaczenia nabierają nie tylko bieżące działania rekrutacyjne – ukierunkowane na określoną akcję zatrudniania w firmie – ale także długofalowe działania employer brandingowe. Bożena Doroszenko, Country HR Director z Cargotec Poland Sp. z.o.o. tak przedstawia sukces rekrutacyjny swojej firmy na rynku zachodniopomorskim: „Podwoiliśmy liczebność pracowników fabryki Kalmar w Stargardzie w ciągu ostatnich dwóch lat, co wiązało się z zatrudnieniem wykwalifikowanych monterów, elektryków i magazynierów z uprawnieniami UDT, a także specjalistów i inżynierów z wielu innych dziedzin. Większość (aż 85 proc.) tych rekrutacji zostało zakończonych na czas, przy niższym niż planowano wykorzystaniu budżetu. W naszej ocenie kluczowym czynnikiem sukcesu tej rekrutacji była dobra opinia o pracodawcy, zarówno wśród zatrudnianych przez nas pracowników, jak i w rejonie Stargardu oraz działania bieżące związane z dostosowywaniem struktury stanowisk i wynagrodzeń do zmieniającej się produkcji oraz rynku pracy”.

Sektor nowoczesnych usług biznesowych

Rok 2017 był rekordowy dla polskiego rynku nieruchomości. Nie tylko dla deweloperów mieszkaniowych, ale także  komercyjnych. Popyt na biura generowały międzynarodowe korporacje, które lokowały w Polsce swoje centra obsługi. Polska cały czas jest atrakcyjnym miejscem lokowania projektów BPO. Sprzyja temu dobre wykształcenie polskich pracowników, duża liczba szkół wyższych oraz nadal względnie niskie – w porównaniu z Europą Zachodnią -płace. Jak donosi najnowszy raport ABSL i JLL „Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce w 2018”[2] w I kwartale br. w Polsce funkcjonowało łącznie 1 236 centrów usług BPO, SSC, IT, R&D zatrudniających razem 279 tys. osób. Z tego 68 proc. (czyli 840 centrów) było zagranicznych. Warto też zwrócić uwagę na wzrostową tendencję liczby pracowników centrów usług BPO, SSC, IT, R&D. W I kwartale 2018 roku była ona o 30 proc. wyższa niż w I kwartale 2016 roku. Szacuje się, że liczba osób zatrudnionych w tym sektorze w Polsce osiągnie w 2020 roku 340 tys. Szczecin należy do 11 największych ośrodków usług biznesowych w Polsce, z zatrudnieniem 4,5 tys. osób, pracujących w 31 ośrodkach usług biznesowych.[3] O znaczeniu branży świadczy też udział sektora usług dla biznesu w zajętej powierzchni biurowej. Według danych JLL z września 2018 roku w Szczecinie sektor użytkuje 31 proc. powierzchni biurowej w mieście.

Firmy ze Skandynawii w regionie

Od lewej: Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego - Olgierd Geblewicz, Ambasador Szwecji - Stefan Gullgren, Ambasador Danii - Ole Mikkelsen, Prezes SPCC - Carsten Nilsen, Dyrektor projektu Rynki Zagraniczne Europejskiego Kongresu Gospodarczego - Olaf OsicaPoczątkowo skandynawskie firmy na Pomorzu Zachodnim inwestowały jedynie w swoje siedziby i zakłady produkcyjne, jak również centra logistyczne. Dopiero po kilku latach zdecydowały się na lokowanie w regionie również pozostałych procesów. Mieszko Czarnecki, leasing manager Posejdon Szczecin oraz ambasador Pro Progressio tak charakteryzuje pozycję Szczecina w branży: „Jesteśmy miastem, w którym znana sieć Netto, z ogólnopolską centralą w podszczecińskim Motańcu, prowadzi u nas swoje centrum finansowo-księgowe. Podobnie rozwinął się duński DGS, który od lat produkuje u nas aparaty słuchowe, a teraz ma tu również swoje globalne centrum operacyjne. Norweski Wilhelmsen – jedna z największych firm w branży morskiej – rozwinął swoje przedstawicielstwo w regularny korporacyjny back-office.”

Niewielka odległość nie tylko od krajów skandynawskich, ale także od kluczowych rynków – np. niemieckiego – oraz dostępność wykwalifikowanych pracowników i zaplecza edukacyjnego są dużym atutem regionu dla firm, które decydują się na umieszczenie centrów nowoczesnych usług dla biznesu w woj. zachodniopomorskim. Jak podkreśla Wojciech Faszczewski, Managing Director Coloplast Business Centre: „Wybraliśmy Szczecin spośród 60 lokalizacji na całym świecie – to właśnie tutaj w 2009 roku otworzyliśmy Globalne Centrum Biznesowe (SSC). Od tamtego momentu sukcesywnie zwiększamy skalę oraz obszary wsparcia. Dzisiaj Centrum liczy 400 fantastycznych pracowników, którzy są zaangażowani w wiele procesów i projektów globalnych”. Wojciech Faszczewski zauważa także nowy trend – region zaczyna przyciągać pracowników z innych miast np. Krakowa czy Warszawy. Coraz częściej, oprócz ciekawej pracy, którą gwarantuje zachodniopomorskie, kryterium wyboru miejsca pracy staje się także jakość życia: bez korków i smogu. „Ten region mocno wpisuje się w model skandynawski, w którym dostęp do wszelakich aktywności, takich jak np. żagle, kajaki, bieganie, rowery i wiele innych jest częścią życia codziennego bez większego planowania. Czyli ciekawa. rozwojowa pracai życie w zdrowym, bogatym w wydarzenia miejscu. Tu jest wszystko”. – podkreśla Wojciech Faszczewski.

Szczecin – największe miasto w województwie – skupia w sobie najwyższe wartości potencjału gospodarczego regionu. Agnieszka Zielińska, Dyrektor Zarządzająca Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej tak podsumowuje znaczenie stolicy Pomorza Zachodniego: „Zaletą Szczecina jest szczególne położenie, które sprzyja rozwojowi regionu jako hubu logistycznego – coraz więcej firm z tego sektora dostrzega ten potencjał. Mają tu swoje siedziby innowacyjne fabryki, m.in. Ikea, Cargotec czy Klippan Safety. Coraz większy udział mają firmy z sektora usług wspólnych. Przykładami takich inwestycji są nagradzane oraz rozszerzające swoje kompetencje przedsiębiorstwa takie jak Coloplast, DGS czy NCDC. Skandynawskie firmy chętnie reinwestują i unowocześniają swoje procesy właśnie tutaj. W tej chwili udział kapitału skandynawskiego w  regionie zbliża się do 25 proc., co stanowi ogromny rynek pracy, a także świadczy o randze tych inwestycji dla rozwoju Pomorza Zachodniego”.

Jacek Wójcikowski, Dyrektor COIE Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego podsumowuje:Firmy skandynawskie są, obok inwestorów niemieckich, najliczniej reprezentowane na Pomorzu Zachodnim. Naszą rolą jako Centrum Obsługi Inwestorów i Eksporterów Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego jest wspieranie inwestorów nie tylko na etapie inwestycji, ale również wtedy, gdy pojawiają się problemy w ich już bardziej dojrzałym życiu. Polsko-skandynawski okrągły stół jest formą dialogu na temat wyzwań, jakie stoją przed firmami zagranicznymi w regionie i w Polsce. Mamy również możliwość porozmawiać o sukcesach naszych inwestorów, które na Pomorzu Zachodnim są naprawdę spektakularne”.

[1] Dane za Urzędem Marszałkowskim Województwa Pomorskiego

[2]Raport ABSL „Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce w 2018”

[3]Tamże.