Cryptojacking na domowym IoT

Cryptojacking staje się coraz większym problemem. Cyberprzestępcom nie wystarcza już przejmowanie mocy obliczeniowej komputerów, aby za ich pomocą pozyskiwać kryptowaluty. Sięgają więc po domowe urządzenia z kategorii internetu rzeczy (ang. Internet of Things, IoT), które są dla nich wyjątkowo łatwym celem.

Skąd to zainteresowanie ze strony cyberprzestępców? – Urządzenia multimedialne są szczególnie atrakcyjnymi celami z uwagi na to, że wykorzystują mocne procesory graficzne (GPU), a do tego cechuje je niski poziom zabezpieczeń – wyjaśnia Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów w Polsce. – W dodatku przez większość czasu urządzenia są podłączone do zasilania i pozostawione w trybie czuwania, co utrudnia wykrycie przypadków cryptojackingu.

Użytkowanie IoT w wielu aspektach poprawia jakość naszego życia, jednak nie jest pozbawione niebezpieczeństw. Internet rzeczy znacząco rozszerzył potencjalny obszar ataków, a cyberprzestępcy zaczęli to wykorzystywać, tworząc coraz bardziej wyrafinowane warianty złośliwego oprogramowania, za pomocą którego atakują i przejmują urządzenia IoT.

Co więcej, zainfekowane urządzenia stanowią również zagrożenie dla biznesu. Pracownicy wykonujący obowiązki zdalnie często łączą swoje urządzenia robocze z tą samą siecią, do której podłączone są ich domowe urządzenia IoT. Dane z ostatniego globalnego raportu cyberzagrożeń firmy Fortinet pokazują, że prawie co czwarta badana organizacja (23,3%) doświadczyła aktywności związanej z cryptojackingiem. – Złośliwe oprogramowanie rozprzestrzeniło się do firmowej sieci za pośrednictwem urządzeń, które wcześniej zostały zainfekowane w sieci domowej. W tej sytuacji firmy powinny uwzględniać w strategii bezpieczeństwa również urządzenia, z których pracownicy korzystają poza biurem ­– zwraca uwagę Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce.

Grupa Recykl rozpoczyna budowę nowego zakładu produkcyjnego w Chełmie

Grupa Recykl uzyskała pozwolenie na budowę nowego zakładu produkcyjnego w Chełmie. Ponadto spółka wybrała generalnego wykonawcę I części prac budowlanych, z którym niebawem zawrze umowę. Prace w zakresie m.in. budowy hali produkcyjnej o wartości 9,9 mln zł rozpoczną się w ciągu kilku tygodni i zakończą w marcu 2019 r. Inwestycja będzie wiązać się z wejściem w nowy, perspektywiczny  i wysokomarżowy obszar dodatków mineralno-asfaltowych SMA, uzyskiwanych w procesie recyklingu opon, które znajdą zastosowanie m.in. w budowie nawierzchni asfaltowych.

Wydana przez władze miasta Chełm decyzja w zakresie pozwolenia na budowę to wejście projektu  w kluczową fazę realizacji. Spółka wybrała także wykonawcę I części prac budowlanych, obejmującą głównie budowę hali produkcyjnej, laboratorium jakości i zaplecza socjalnego. Wartość prac wynosi 9,912 mln zł, a ich termin zakończenie upłynie 21 marca kolejnego roku. Wybór wykonawcy II części prac (budowa placów i boksów magazynowych, biura oraz dróg wewnętrznych) o zbliżonej wartości nastąpi w najbliższych tygodniach. Powierzchnia zakładu w Chełmie wyniesie 30 tys. m2..

Otrzymanie pozwolenia na budowę oznacza zakończenie ostatniego ważnego etapu przed startem realizacji obiektu w Chełmie. Niebawem po podpisaniu umowy, wybrany wykonawca rozpocznie I etap prac budowlanych. Firmę, która wykonana pozostałe prace chcemy wybrać do ok. połowy listopada i zakończenia tego etapu spodziewamy się z końcem czerwca 2019 r. Najbliższe kwartały upłyną także pod kątem zamawiania linii technologicznej i maszyn, ale także kontynuacji kolejnych rozmów handlowych z partnerami zainteresowanymi ofertą zakładu. Naszym celem jest sprzedaż min. 30 proc. produkcji na rynkach zagranicznych – mówi Maciej Jasiewicz, Wiceprezes Zarządu Grupy Recykl.

W lipcu br. Grupa Recykl osiągnęła porozumienie z jednym z kluczowych kontrahentów – Pro Plast EPP obejmujące prowadzenie wspólnej działalności poprzez spółkę celową (Rekoplast Kompozyt). Zadaniem Recykla będzie dostarczenie podaży surowca oraz zapewnienie przedsięwzięciu zdolności kredytowej. Po stronie Partnera stoi przygotowanie i uruchomienie linii oraz bieżące prowadzenie procesu produkcyjnego i sprzedażowego, czemu w dużym stopniu pomocne będzie Jego wieloletnie doświadczenie i zdobyte know how.

Podtrzymujemy nasze plany startu produkcji w nowym obiekcie w Chełmie w ostatnich miesiącach 2019 roku. Podkreślmy także, iż w I połowie przyszłego roku rozpocznie działalność operacyjną nowa spółka produkująca wyroby gotowe w oparciu o granulat gumowy. Zamówiliśmy już linię technologiczną i niezbędne zasoby produkcyjne. W wariancie konserwatywnym liczymy na wzrost EBITDA o milion zł w pełnym roku, tj. 2020 – dodaje Maciej Jasiewicz.

Dzięki analityce big data poznasz klienta i jego potrzeby

Zgodnie z raportem KPMG aż 82 proc. respondentów przyznało, że wdrożenie zaawansowanych mechanizmów z zakresu analityki big data pozwoliło ich firmom na lepsze zrozumienie potrzeb i preferencji klientów oraz uzyskanie nowej perspektywy, która pozwoliła im inaczej myśleć o biznesie.

Dane te pokazują jak dynamicznie rozwijają się metodologie wykorzystania analityki danych w zakresie kreowania i zaspokajania potrzeb klientów przez firmy na całym świecie. Rynek analityki danych jako usługi wzrasta o blisko 61 proc. w skali roku, z korzyścią dla obydwu stron.

– Data enrichment, czyli wzbogacanie baz danych, staje się coraz bardziej popularne, ponieważ pozwala, z jednej strony, właścicielowi bazy uzyskać więcej informacji na temat jego obecnych klientów i lepsze ich sprofilowanie. Z drugiej, klienci otrzymują personalizowane komunikaty reklamowe z interesującymi ich produktami, co przekłada się na lepsze efekty działań marketingowych i przyśpieszenie procesu zakupowego – mówi w rozmowie z MarketNews24 Kamil Milian, dyrektor operacyjny Salelifter, Grupa SARE.

Do niedawna wzbogaceniu mogły podlegać dane osobowe/adresowe (imię, nazwisko, wiek, e-mail, numer telefonu itd.). Obecnie mechanizmy big data pozwalają wejść na wyższy poziom, gdzie można pozyskać informacje dotyczące aktywności, zainteresowań i preferencji zakupowych danego użytkownika oraz ocenić jego wartość marketingową.

Podmioty zajmujące się monetyzacją dużych wolumenów baz danych posiadają stale aktualizowane zbiory informacji behawioralnych i profili użytkowników. Dane te znacząco pomagają marketerom w skutecznym pozyskaniu i wykorzystaniu nowych informacji na temat użytkowników. Dla firm bazodanowych i właścicieli profesjonalnie monetyzowanych baz stanowią one nieocenione źródło informacji. Dzięki nim mogą zwiększać swoje zyski, lepiej dopasowując oferty do grup docelowych i podnosząc skuteczność kampanii.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Ryzyka geopolityczne ustępują miejsca czynnikom makroekonomicznym, w efekcie czego wrażliwość walut na dane może się zwiększyć. W przyszłym tygodniu raport z rynku pracy USA będzie gwiazdą, ale uwaga skupi się także na indeksach aktywności biznesu w Europie (PMI) i USA (ISM). Zmienność mogą też generować sprzedaż detaliczna z Australii i dane z rynku pracy Kanady. Posiedzenia banków centralnych w Australii i Polsce powinny przejść bez echa. W odwodzie nieco szumu może dalej generować sprawa włoskich finansów publicznych.

Przyszły tydzień: NFP, ISM z USA, PMI z Europy, RPP, raport Tankan z Japonii, RBA, sprzedaż detaliczna z Australii, rynek pracy z Kanady

USA

W USA ankiety ISM (pon, śr) i raport NFP (pt) są najważniejszymi publikacjami. Nastroje w przemyśle i usługach są podwyższone relatywnie do innych głównych gospodarek i nawet wyniki poniżej sierpniowych odczytów wciąż będą pozytywnie świadczyć o sile ożywienia. W raporcie z rynku pracy dynamika płac dalej będzie skupiać największą uwagę i im większa presja płacowa, tym silniejsze uzasadnienie dla agresywnej ścieżki zacieśniania polityki Fed. Pomijając większe zaskoczenia, dane tylko potwierdzą to, co już jest zakorzenione w wycenie USD. Dobre dane będą jednak przemawiać za utrzymaniem pozytywnego sentymentu rynkowego, co wesprze USD względem walut defensywnych, za to pozycja względem walut ryzykownych uzależniona będzie od kierunku, który wybiorą rentowności obligacji (wyżej=lepiej).

Strefa euro

W strefie euro pogorszenie indeksów PMI we wrześniu stało się faktem we wstępnych odczytach i rewizje tego nie zmienią. Sprzedaż detaliczna z bloku (śr) i zamówienia z Niemiec (pt) raczej nie sprawią super niespodzianki. Oznacza to, że EUR przede wszystkim będzie musiało otrząsnąć się z negatywnego wpływu informacji o zwiększeniu deficytu budżetowego Włoch w 2019 r., zanim zacznie korzystać z technicznych aspektów poprawy globalnego sentymentu i optymistycznego przekazu z EBC.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii indeksy PMI (pon-śr) będą w centrum uwagi. Nastroje w przedsiębiorstwach ostatnio były dość dobre, ale może to się zmienić pod wpływem straszenia brakiem porozumienia z UE w sprawie Brexitu. GBP miał ostatnio chwile uniesienia na nadziejach gładkiego porozumienia, ale sądzimy, że w następnych tygodniach przynajmniej jeszcze raz scenariusz „no-deal Brexit” będzie ciążył na GBP, zanim zobaczymy rajd ulgi.

Polska

W Polsce indeks PMI dla przemysłu (pon) naszym zdaniem obniży się do 50,7, co oznaczałoby najgorszy wynik od listopada 2017 r. Słabe odczyty z niemieckiego przemysłu mogą ciążyć na nastojach w polskich firmach i wpłynąć na ograniczanie zamówień eksportowych. Problemy ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników powinny zaniżać subindeksy zatrudnienia. Inflacja CPI (pon) pozostaje stabilna blisko 2 proc., co powinno ukontentować Radę Polityki Pieniężnej. Na konferencji po posiedzeniu RPP (śr) zapewne kolejny raz usłyszymy, że poziom stóp procentowych nie zmieni się do 2020 r. Słabe dane stanowią ryzyko dla złotego, a przy silnym USD i odgrzanej dyskusji o stabilności fiskalnej Włoch EUR/PLN może odbijać do 4,30.

Japonia

W Japonii interesujący może być kwartalny raport Tankan o nastrojach w firmach (pon). Według prognoz warunki pogorszenia biznesu pozostały bez zmian w przypadku dużych spółek, ale pogorszyły się w mniejszych przedsiębiorstwach. Ogólnie z raportu może wyłaniać się obraz umiarkowanego ożywienia w klimacie ostrożnego podejścia do sytuacji na rynkach zewnętrznych (wojny handlowe). Z raportu nie powinny wynikać silne sygnały dla BoJ. USD/JPY pozostanie barometrem sentymentu rynkowego, ale widzimy większe szanse na wzrost apetytu na ryzyko i osłabienie JPY.

Australia

Kalendarz z Australii jest bogaty i zawiera oczekiwania inflacyjne (pon), decyzję RBA (wt), pozwolenia na budowę (śr), bilans handlowy (czw) i sprzedaż detaliczną (pt). Pomimo poprawy rynkowego sentymentu AUD ma problemy, by wyjść na wyższe poziomy, co wiele mówi o nastawieniu uczestników rynku. W takim klimacie wrażliwość na rozczarowujące odczyty może być większa niż w przypadku pozytywnych niespodzianek. Po RBA nie spodziewamy się istotnych zmian w komunikacie. W Nowej Zelandii wydane pozwolenia na budowę domów są jedyną w miarę istotna publikacją. Oczekujemy relatywnie lepszej postawy NZD od AUD, gdyż rynek ma jeszcze do odjęcia z wyceny spekulacje odnośnie obniżki stóp procentowych RBNZ, podczas gdy bank w ostatnim komunikacie pozostał neutralny.

Kanada

Raport z rynku pracy Kanady (pt) będzie uważnie analizowany po sporym negatywnym zaskoczeniu przed miesiącem (spadek zatrudnienia o 51,6 tys.). Będziemy zainteresowani, na ile było to jednorazowe wahnięcie i czy nie zaważy na perspektywach zacieśniania polityki BoC. Ogólnie od strony sytuacji makro może być łatwiej wesprzeć CAD, ale proces ten pozostaje wstrzymany, dopóki nie słychać co finalizacji negocjacji NAFTA. Wstępny terminie wrześniowy nie został spełniony, przez co CAD przejściowo może być pod presja redukcji długich pozycji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Imponujące tempo polskiej gospodarki. Podsumowanie danych za sierpień 2018 r.

Sprzedaż detaliczna 1 w cenach stałych w sierpniu br. była wyższa niż przed rokiem o 6,7%, wobec wzrostu o 6,9% w sierpniu ub.r. W porównaniu z lipcem miał miejsce wzrost sprzedaży detalicznej o 1,2%. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w sierpniu 2018 r. wyniosło 4 798,27 zł.

– Tempo wzrostu gospodarczego jest nadal bardzo wysokie, bo mamy nadal bardzo solidny wzrost wydatków na konsumpcję – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Choć tempo wzrostu PKB będzie w kolejnych miesiącach słabnąć, to wysoki popyt wewnętrzny powinien się utrzymywać.

W sierpniu br. produkcja sprzedana przemysłu była wyższa o 5,0% w porównaniu z sierpniem ub. roku, a produkcja budowlano-montażowa – o 20,0%. W okresie styczeń – sierpień br. produkcja sprzedana przemysłu była o 6,6% wyższa w porównaniu z analogicznym okresem ub. roku, kiedy notowano wzrost o 6,2%, natomiast produkcja budowlano-montażowa była o 20,6% wyższa niż przed rokiem, kiedy notowano wzrost o 12,5%.

Według wstępnych danych produkcja sprzedana przemysłu w cenach stałych (w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) była w sierpniu br. o 5,0% wyższa niż przed rokiem (kiedy notowano wzrost o 8,8%) i o 0,8% wyższa w porównaniu z lipcem br. Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym produkcja sprzedana przemysłu ukształtowała się na poziomie o 5,0% wyższym niż w analogicznym miesiącu ub. roku i o 0,5% wyższym w porównaniu z lipcem br.

– Pojawiły się nadzieje, że zaczyna rosnąć popyt inwestycyjny – komentuje ekspert z XTB.

Ile utargujesz u dewelopera? W Gdańsku nawet ponad 10%

Warto negocjować z deweloperem. Tym bardziej, że nawet mała obniżka ceny mieszkania, choćby o 1% w tym przypadku idzie już w tysiące złotych. Obniżki bywają duże, największe w Gdańsku, gdzie można zbić cenę o ponad 10%.

Najłatwiej wynegocjować obniżkę ceny na początku oraz na końcu realizacji inwestycji. Zanim budowa tak na dobre się rozpocznie deweloperowi zwykle zależy na sprzedaży, czy nawet rezerwacji części mieszkań. Będzie on mógł się nimi pochwalić w banku. Poprawi to jego pozycję w negocjacjach dotyczących kredytu na realizację już całej inwestycji. Ponadto banki zanim wypłacą kredyt zwykle oczekują, że pewien odsetek z puli wszystkich lokali w projekcie znajdzie nowych właścicieli jeszcze w ramach tzw. przedsprzedaży. Poza tym fakt, że w danej inwestycji część lokali została już sprzedana przyciąga kolejnych chętnych. Bardziej ufają oni takiemu deweloperowi i przeważnie można ich skłonić do złożenia podpisu pod umową nie oferując już większego upustu.

– Możliwość wynegocjowania obniżki pod koniec realizacji projektu wynika z kolei ze zwyczajowego pośpiechu dewelopera – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jarosław M.Skoczeń z Emmerson Realty SA. – Każdemu deweloperowi zależy na czasie, bo sprawne zakończenie inwestycji pozwala na rozpoczęcie kolejnej. W takiej sytuacji należy jednak zachować daleko posuniętą ostrożność, bo ważne jest dlaczego tych kilki mieszkań nikt dotąd nie kupoł. Przeważnie wynika to z jego defektów: kiepskiego rozkładu pomieszczeń, problemów z instalacjami czy innych mankamentów. Trzeba, więc dokładnie się zastanowić. Dobrym pomysłem może być zaproszenie do takiego lokalu specjalisty, który bardzo szybko będzie potrafił wskazać jego braki.

Największa różnica między ceną ofertową a transakcyjną za mkw. nowych mieszkań w II kwartale bieżącego roku miała miejsce właśnie w stolicy Pomorza. Osobom, które zakupiły lokal mieszkalny w Gdańsku prosto od dewelopera udawało się wynegocjować średnio ponad jedną dziesiątą z wyjściowej stawki. W pozostałych miastach było to już wyraźnie mniej. W Warszawie, Wrocławiu, Łodzi i Katowicach przeciętnie udało się obniżyć cenę o około 5%. Najniższe rabaty skłonni byli dawać deweloperzy z Poznania i Krakowa. Upust w tych miastach wynosił odpowiednio 2,6% i tylko 2,3%.

Pracodawcy RP o założeniach budżetu państwa na 2019 r.

Propozycja budżetu państwa na rok 2019 jest konsekwentną realizacją założeń socjalnych strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju do roku 2020. Jego założenia są realne, choć nie pozbawione elementów ryzyka.

Tempo wzrostu PKB w kolejnym roku najprawdopodobniej będzie niższe niż w obecnym. Powodem do niepokoju jest fakt, że głównym źródłem tego wzrostu ma być konsumpcja krajowa realizowana przy wysokim poziomie wykorzystania mocy produkcyjnych i niskich inwestycjach. Wizja zwiększania inwestycji sektora instytucji rządowych i samorządowych nie jest pocieszająca, bo nie zastąpi to inwestycji prywatnych.

Budżet przewiduje nie tylko utrzymanie dotychczasowych bardzo kosztownych programów społecznych, ale także ich rozszerzanie oraz masowe transfery dla coraz szerszych grup społecznych. Pominięte zostaną jednak te grupy osób, które współtworzą dochód narodowy. Rząd zakłada m.in. wzrost wynagrodzeń w sferze budżetowej. Oczywiście wszyscy Obywatele, w tym pracodawcy i pracownicy, zainteresowani są poprawą jakości usług publicznych. Ten wzrost wydatków takich efektów jednak nie przyniesie. Zwiększy jedynie frustrację pracowników instytucji publicznych i ich roszczeniowy stosunek do państwa. Jest to wynikiem zaniechań i praktycznego zatrzymania reform systemowych w administracji. Istnieje obawa, że podobnie nieskuteczne będą kosztowne działania adresowane do Policji, Straży Granicznej i Służby Więziennej. Także w tych obszarach nie dokonano istotnych zmian systemowych i brak jest powszechnych mechanizmów uzależniających finansowanie od jakości i ilości świadczonych usług. W budżecie zapewniono środki na nieśmiertelne pozycje wydatkowe takie, jak restrukturyzacja górnictwa czy dopłaty do paliwa rolniczego. Należy oczekiwać, że rezultaty finansowania tych działań będą identyczne jak w latach ubiegłych. Zapewnią one zatem ekonomiczną stratę, ale być może dostarczą korzyści politycznych.

Budżet państwa prawdopodobnie słusznie zakłada dalszy spadek bezrobocia co oznacza dalszy wzrost kosztów pracy i spadek opłacalności prowadzenia działalności gospodarczej. Przy bardzo niskiej aktywności zawodowej Polaków, eliminacji z rynku pracy wielu osób w związku z obniżeniem wieku emerytalnego i braku wcześniejszych reform szkolnictwa – ogromny problemem dla pracodawców będzie pozyskanie pracowników. Niska aktywność zawodowa nie jest samoistnym problemem tylko skutkiem działania państwa. Kolejne transfery środków jedynie zniechęcają do podejmowania pracy. Pracodawcy mogliby sobie poradzić z tym problemem poprzez zwiększanie efektywności pracy uzyskiwane np. dzięki szkoleniom pracowników. Z analizy budżetu państwa wynika jednak, że w tych kwestiach na pomoc rządu liczyć nie można.

Największym problemem jest krótkowzroczność rządu. Obecnie znajdujemy się prawdopodobnie na szczycie wzrostu gospodarczego. Oznacza to, że trzeba być gotowym na ograniczenie tempa wzrostu, a najrozsądniej byłoby przygotowywać się na kryzys światowy, którego nadejście przewiduje wielu ekspertów.

Tego rodzaju ostrzeżenia należy traktować niezwykle poważnie. Zamiast tego rząd planuje dalszy wzrost trudnych do ograniczenia w dłuższym okresie wydatków. W przewidywaniach rządu na lata 2020-2022 widoczny jest optymizm, który nie jest uzasadniony. Przewiduje się „relatywnie” dobrą koniunkturę. Elementarna odpowiedzialność nakazuje przygotowywanie gospodarki na nadejście poważnych problemów. Polska nie jest na nie dziś gotowa, a dzięki wydatkom na programy socjalne nie będzie gotowa również w chwili, gdy kryzys już nadejdzie.

Marketing, reklama i reprezentacja w kosztach podatkowych

Intensywne działania marketingowe znacznie zwiększają szanse przedsiębiorcy na pozyskanie nowych klientów. Jednak nie każdy wydatek związany z promocją firmy można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów.

Koszty uzyskania przychodów

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Zgodnie z definicją ustawową kosztami uzyskania przychodów są wydatki poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub w celu zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, z wyjątkiem tych wydatków, które wprost zostały wyłączone z możliwości zaliczenia ich do kosztów uzyskania przychodów. Jak podkreśla się w orzecznictwie: „warunkiem uznania danego wydatku za koszt uzyskania przychodu jest łączne spełnienie następujących warunków faktycznego (rzeczywistego) poniesienia wydatku przez podatnika, istnienie związku z prowadzoną przez podatnika działalnością oraz poniesienie go w celu uzyskania przychodu, jego zwiększenia, bądź zachowania źródła przychodu” (Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 24 kwietnia 2018 r., sygn. akt II FSK 1140/16).

Działania marketingowe, czyli reklama i reprezentacja w kosztach

Co do zasady wydatki na reklamę można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów. Jedynym wyjątkiem od tej reguły są usługi reklamowe poniesione bezpośrednio lub pośrednio na rzecz podmiotów powiązanych, ewentualnie podmiotów mających siedzibę na terytorium stosującym szkodliwą konkurencję podatkową.

Odmiennie natomiast ukształtowała się kwestia wydatków na reprezentację, które wprost zostały wyłączone z kosztów uzyskania przychodów. Zgodnie z przepisami: „nie uważa się za koszty uzyskania przychodów kosztów reprezentacji, w szczególności poniesionych na usługi gastronomiczne, zakup żywności oraz napojów, w tym alkoholowych”.

Na czym zatem polega problem przedsiębiorców? Komplikacje powoduje konieczność oceny wydatku i zakwalifikowania go do kosztów „reklamy” bądź „reprezentacji”, a także weryfikacji możliwości zaliczenia takiego nakładu do kosztów uzyskania przychodów.

Reklama a reprezentacja – definicje

Cała trudność polega na rozróżnieniu pojęcia „reklamy” od „reprezentacji”. Choć słowniczki ustawowe są dość obszerne, na próżno szukać w nich definicji powyższych terminów.

Skoro brak jest definicji w ustawach podatkowych, należy odnieść się do powszechnego rozumienia znaczenia „reklamy” i „reprezentacji”, a jeszcze lepiej, posłużyć się wyjaśnieniami wypracowanymi na przestrzeni lat przez orzecznictwo i doktrynę.

Naczelny Sąd Administracyjny wielokrotnie wyjaśniał znaczenie pojęcia „reklamy” i „reprezentacji” odwołując się nie tylko do słownika języka polskiego, ale również etymologii słów.

„Reklamą” – zgodnie ze słownikiem języka polskiego – jest „działanie mające na celu zachęcenie potencjalnych klientów do zakupu konkretnych towarów lub do skorzystania z określonych usług” (Słownik Języka Polskiego PWN).

Zgodnie ze stanowiskiem NSA, „reprezentacja” to nic innego, jak „działanie w celu wykreowania oraz utrwalenia pozytywnego wizerunku podatnika wobec innych podmiotów” (Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 31 stycznia 2017 r., sygn. akt II FSK 3994/14). Słowo to pochodzi od łacińskiego representatio, czyli wizerunek. NSA podkreślił również, że wbrew znaczeniu słownikowemu, kwestia okazałości, wystawności i ponadprzeciętności nie ma żadnego znaczenia.

Na pierwszy rzut oka oba pojęcia mają podobne znaczenie. Jednak jak zauważył NSA w wyroku z dnia 2 lutego 2010 r., sygn. akt II FSK 1472/08: „Reklama wiąże się z zamiarem utrwalenia w świadomości kontrahenta, choćby potencjalnego, reklamowanej firmy lub jej produktu, natomiast reprezentacja polega na działaniach zmierzających do podniesienia prestiżu firmy u jej kontrahentów. (…) to, co promuje logo danej firmy, jest reklamą, natomiast to, co przy wykorzystaniu logo innych firm ma służyć dobremu wizerunkowi własnej firmy, należy do sfery reprezentacji”.

Podsumowanie

Pomimo wielokrotnych prób odróżnienia wydatków na reklamę od wydatków reprezentacyjnych, znaczenie tych pojęć w dalszym ciągu pozostaje nieostre. Dlatego właśnie w celu stwierdzenia, czy wydatek został poniesiony na reprezentację, każdy przypadek należy oceniać odrębnie, według całokształtu okoliczności. W dalszym ciągu podatnicy składają wnioski o interpretacje w zakresie możliwości zaliczania do takich kosztów wydatków m.in. na: upominki dla kontrahentów, poczęstunek, catering, artykuły spożywcze, organizację konferencji oraz imprez im towarzyszących i części artystycznej jako usługi kompleksowej, spotkania z inwestorami, spotkania integracyjne, szkolenia etc.

Przykładowo, problematyczną kwestią może być chęć organizacji wydarzenia (czy to konferencji, czy spotkania biznesowego, szkolenia lub imprezy integracyjnej), a następnie zaliczenie do kosztów uzyskania przychodów wydatków na taką organizację. Organ podatkowy ma prawo zakwestionować działania podatnika i wyłączyć z kosztów podatkowych część poniesionych wydatków. Dlatego przy składaniu wniosku o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej należy zadbać o dobre uzasadnienie własnego stanowiska, będące kluczem do osiągnięcia korzystnej interpretacji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Ghelamco atrakcyjne dla inwestorów. Kwota wykupionych obligacji przekroczyła już miliard złotych

Pod koniec września Ghelamco dokona kolejnego wykupu obligacji na kwotę 6,3 mln euro. Dotychczas spółka łącznie wykupiła 16 serii obligacji za ponad miliard złotych. W sierpniu 2018 roku Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt emisyjny w związku z publicznymi ofertami obligacji w ramach programu VI o łącznej wartości do 400 mln zł. W 2018 roku spółka ustanowiła również program VII kierowany do inwestorów profesjonalnych o łącznej wartości do 400 mln zł.

Jak dotąd Ghelamco Invest wyemitowało 35 serii obligacji na łączną kwotę ponad 1,9 mld zł. Do lipca 2018 roku spółka wykupiła łącznie 16 serii obligacji za kwotę ponad miliarda złotych.

W samym 2018 roku Ghelamco wykupiło obligacje za ponad 222,2 mln zł. Ostatni wykup miał miejsce w lipcu na kwotę blisko 183 mln zł. W tym roku zaplanowano jeszcze jeden – 28 września 2018 r. Kwota wykupu sięgnie w tym przypadku 6,3 mln euro.

Obecnie wartość obligacji wyemitowanych i niewykupionych wynosi 841 mln zł. Po wykupie w dniu 28 sierpnia 2018 roku saldo obligacji osiągnie wartość ok. 814 mln zł, a całkowita kwota obligacji wykupionych w 2018 roku, przy blisko zerowym poziomie nowych emisji, wyniesie 250 mln zł.

– Ghelamco od lat jest wiarygodnym i atrakcyjnym dla inwestorów emitentem. Nasze programy kierujemy zarówno do inwestorów indywidualnych, jak i profesjonalnych. W lipcu 2018 roku spółka ustanowiła VII program emisji na kwotę 400 mln zł dla inwestorów profesjonalnych. W kilka dni po jego ustanowieniu został zatwierdzony prospekt emisyjny, w oparciu o który będą mogły być oferowane inwestorom indywidualnym obligacje do kwoty 400 mln zł – mówi Jarosław Jukiel, dyrektor finansowy i członek zarządu spółek Ghelamco w Polsce.

W sierpniu tego roku KNF zatwierdziła program na publiczne emisje obligacji
w ramach programu VI wartego do 400 mln zł. Jest to już trzecia oferta skierowana do inwestorów indywidualnych. Obligacje Ghelamco notowane są na rynku Catalyst. Obecnie w obrocie znajduje się 18 serii obligacji. Rentowność papierów Ghelamco wynosiła od 3,9 do 6 proc.

Spółka realizuje obecnie kilka dużych projektów. Wszystkie cieszą się dużym zainteresowaniem najemców. Budynki Ghelamco bardzo często wybierane są przez globalne instytucje finansowe. I tak, w The Warsaw HUB, jednym
z największych projektów biurowych w Polsce, znajdzie się siedziba brytyjskiego banku Standard Chartered. Natomiast w oddanym właśnie do użytku budynku .big w Krakowie będzie się mieściła polska centrala amerykańskiej firmy State Street, lidera wśród dostawców usług finansowych.

– Zdecydowana większość naszych inwestycji znajduje najemców jeszcze przed ukończeniem budowy. Nasze projekty spełniają wymagania największych światowych graczy, takich jak Samsung, JLL, BNP Paribas Securities Services, State Street czy Standard Chartered – zauważa Jarosław Zagórski, dyrektor handlowy i rozwoju Ghelamco w Polsce.

Projekty Ghelamco cieszą się także dużym zainteresowaniem inwestorów instytucjonalnych. W 2017 roku spółka sprzedała Budynek B, wchodzący w skład kompleksu Warsaw Spire, funduszowi CA Immo. Wartość transakcji wyniosła ponad 100 mln euro. Z kolei 50-proc. udziałowcem wieży Warsaw Spire stał się nowojorski fundusz inwestycyjny Madison International Realty. Obiekt wyceniono na 350 mln euro, co czyni go najdroższym wieżowcem biurowym w Polsce.

Włosi mają kompromis i ryzyko zwiększenia długu.

Mamy wstępne porozumienie budżetowe. Znalazły się pieniądze na bardzo ryzykowne projekty takie jak dochód obywatelski dla najuboższych. Miniony tydzień był wyjątkowo łaskawy dla złotego.

Porozumienie we Włoszech

Po burzliwych dniach Włosi osiągnęli wstępny kompromis w sprawie budżetu. Znalazło się w nim kilka nowatorskich rozwiązań w tym środki na szeroko komentowany programy dochodu obywatelskiego. Był to jeden z głównych postulatów wyborczych wchodzącej w skład rządu ruchu pięciu gwiazd. Ma to pozwolić wyjść z ubóstwa 6,5 milionom osób we Włoszech. Koszt tej operacji ma wynieść zaledwie 10 miliardów euro. Analitycy wątpią w skuteczność tego rozwiązania biorąc pod uwagę pole do nadużyć oraz kwotę około 125 euro na osobę miesięcznie. Drugim wątpliwym tematem są emerytury obywatelskie. Oba te projekty budzą niepokój inwestorów o poziom zadłużenia Włoch. Kraj ten jeszcze nie jest w sytuacji Grecji. Warto jednak spojrzeć na tendencje. Grecy są po pakiecie reform i opanowali sytuację, Włosi właśnie tracą panowanie. To właśnie dlatego euro właśnie w ciągu jednego dnia osłabiło się względem zarówno dolara jak i franka. To właśnie to było powodem tego, że silnie powiązana z euro złotówka również przestała się umacniać.

Dobry tydzień złotego

Pomimo problemów we Włoszech kończący się dzisiaj tydzień był na rynkach walutowych bardzo dobry dla złotego. Euro staniało z 4,31 zł na 4,27 zł. Frank z 3,83 zł na 3,76 zł. Dolar i funt z kolei pozostały na zbliżonych poziomach przez cały ten czas odpowiednio w okolicach 3,66 zł i 4,80 zł. Powodem tego faktu, były lepsze sygnały z wysp, które pozwoliły się tym walutom umocnić względem euro podobnie jak złotemu. Większa przecena franka wynikała z faktu, że analitycy coraz mniej się boją skrajnych scenariuszy. Tym samym nie są tak chętni do lokowania środków w ujemnie oprocentowanej szwajcarskiej bezpiecznej przystani.

Sprzedaż detaliczna wciąż w górę

O 10:00 poznaliśmy wyniki sprzedaży detalicznej w Polsce. W ciągu roku wzrosła ona o imponujące 9%. Z jednej strony jest to zasługą dobrej koniunktury. Z drugiej strony rząd wykorzystuje dobrą sytuację do większych transferów socjalnych do społeczeństwa, które przekładają się głównie na konsumpcję a tym samym sprzedaż. Jak zareagował złoty? Dane zderzyły się w czasie z indeksami PMI w Europie. W rezultacie dobre dane z Polski zostały przykryte przez słabsze perspektywy gospodarcze naszych głównych partnerów handlowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 10:30 -Wielka Brytania – Produkt Krajowy Brutto, rewizja danych,
  • 14:30 – USA – dochody i wydatki amerykanów,
  • 15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Największa reforma emerytalna od lat – PPK (Pracownicze Plany Kapitałowe)

Piotr Kochański, Rafał Zięba
Piotr Kochański, Rafał Zięba

Nadciąga poważna przebudowa systemu emerytalnego. Chociaż wciąż jest jeszcze na etapie przygotowań, jej wprowadzenie nastąpi najprawdopodobniej bardzo szybko. Czy rzeczywiście zachęci ona Polaków do oszczędzania na emeryturę? O ile wzrosną koszty pracy i jak wpłynie to na rynek inwestycyjny?

Prace nad nową reformą systemu emerytalnego, która wprowadza pracownicze programy kapitałowe (PPK), nabierają rozpędu. Reforma ta została właśnie przyjęta przez rząd. Jakie ma ona znaczenie i kiedy ujrzy światło dzienne?

Piotr Kochański: Będzie to największa przebudowa funduszu emerytalnego od 2013 r., w którym zlikwidowano niemal wszystkie otwarte fundusze emerytalne (OFE). Program obejmie 11 milionów Polaków, 9 milionów z sektora prywatnego i 2 miliony z sektora publicznego. Obejmie on nie tylko osoby pracujące na podstawie umów o pracę, ale także na podstawie umów cywilnoprawnych. Program ten wejdzie w życie już w styczniu 2019 r. Podmiotom zatrudniającym wielu pracowników zostanie wówczas tylko sześć miesięcy na podpisanie umów z funduszami inwestycyjnymi i przystąpienie do pobierania składek.

Wydaje się, że jest to bardzo dobra inicjatywa, która może pomóc w zbudowaniu elementu kapitałowego w systemie emerytalnym. W przeszłości były już takie próby, np. w przypadku dobrowolnych pracowniczych programów emerytalnych (PPE). Ich wpływ był jednak zaledwie marginalny. Utworzono jedynie niewiele ponad 1000 takich programów.

Dlaczego PPK miałyby wypaść lepiej od PPE?

Rafał Zięba: Przede wszystkim są one obowiązkowe dla wszystkich pracodawców, nawet tych, którzy zatrudniają tylko jedną osobę. Pracodawcy będą musieli podpisać umowy z odpowiednimi funduszami, a swoim pracownikom zaoferować PPK. Szczególnie ważne jest to, aby obejmowały one wszystkich pracowników, nawet pracowników kontraktowych, o ile w ramach ich umów (w tym umów zlecenia) wymagane jest odprowadzanie składek na ubezpieczenie społeczne.

P.K.: System samoczynnie obejmie pracowników. Ich subskrypcja do pojedynczego (lub wielu) PPK nastąpi automatycznie. Pracownik może zrezygnować z programu w każdej chwili, jednak po czterech latach zostanie on jeszcze raz objęty takim programem, po czym będzie mógł z niego ponownie zrezygnować.

Czy będą one cieszyły się popularnością wśród pracowników?

P.K.: Z pracowniczymi programami emerytalnymi spotkałem się po raz pierwszy jako młody prawnik, po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych. Uczestnicząc w rekrutacji do kancelarii prawnej, jedną z kart przetargowych, które mój przyszły pracodawca wykorzystał, był program emerytalny. To kolejny aspekt tych programów – mogą one służyć pracodawcom do przyciągania pracowników.

Jako pracodawcy prowadzący w Polsce kancelarię prawną oraz inne spółki doradcze i produkujące oprogramowanie, stosujemy szereg zachęt finansowych, których celem jest wzmocnienie więzi z naszymi protegowanymi i najcenniejszymi pracownikami w naszej organizacji. Najlepszymi zachętami są te, z których pracownicy mogą czerpać długoterminowe korzyści, generujące bezpieczne zyski dzięki stabilnemu oprocentowaniu zainwestowanego kapitału. PPK wydają się być dostosowane do tej wizji i inspirują nas do opracowywania nowych zachęt dla pracowników, które tworzą rzeczywiste więzi z pracodawcą. Jednocześnie zapewniają one rzeczywisty, namacalny system wynagradzania pracownika i pracodawcy za wspólnie wykonywaną pracę.

Co, jeśli pracodawca nie zechce podpisać umowy z funduszem?

R.Z.: Osobom, które nie podpiszą umowy lub nie odprowadzą składek, będą groziły kary w wysokości od 1 000 PLN do 1 mln PLN. Ponadto, jeśli pracodawca „nakłaniał” pracownika do rezygnacji z PPK, grożą mu również grzywny w wysokości do 1,5 proc. całego rocznego funduszu wynagrodzeń.

W jakim stopniu będą one egzekwowane? Wiemy, że sądy pracy dość skutecznie chronią pracowników przed niewłaściwym postępowaniem pracodawców.

P.K.: Biorąc pod uwagę wysokość grożących kar, tj. do 1 mln PLN lub do 1,5 proc. całego rocznego funduszu wynagrodzeń – pracodawcy nie mogą sobie pozwolić na ignorowanie przepisów PPK. Podobne mechanizmy już stosowane są w polskim ustawodawstwie, jak choćby w przypadku RODO lub przepisów antymonopolowych, gdzie zagrożenie wprost nawiązuje do osiąganych przychodów. Stosowanie nowych przepisów mają zapewnić przewidziane w ustawie o PPK mechanizmy kontroli, w tym przepływ informacji o pracodawcach zobowiązanych do stworzenia PPK, a także nowe uprawnienia kontrolne Państwowej Inspekcji Pracy.

Wydaje się, że zagrożenie grożącymi sankcjami na tym poziomie może rzeczywiście skutecznie przeciwdziałać niestosowaniu się do projektowanych przepisów.

Jednym z najbardziej oczywistych pytań jest to, z jakimi kosztami będzie wiązało się to dla pracodawcy i pracownika?

R.Z.: Minimalna składka pracownika wyniesie 2 proc. jego wynagrodzenia. Osoby, które zarabiają poniżej 120 proc. minimalnego wynagrodzenia (w 2019 r. – 2 664 PLN), będą mogły obniżyć wysokość składek do 0,5 proc. Jeśli pracownik zechce zaoszczędzić więcej, będzie mógł odłożyć kolejne 2 proc.

Pracodawca będzie zobowiązany do odprowadzenia składki w wysokości 1,5% wynagrodzenia, a także będzie mógł odprowadzić dodatkową składkę w wysokości 2,5%, co może stanowić dla pracodawców dodatkową zachętę do przyciągania utalentowanych osób.

Całkowita minimalna składka wyniesie zatem od 3,5 proc. (2 proc. w przypadku osób o najniższych zarobkach) do nawet 8 proc.

Swój wkład do funduszu wniesie również SP w postaci tzw. „dopłaty powitalnej”, w ramach której przekaże 250 PLN na konto każdego pracownika. Co roku będzie obowiązywała tzw. „dopłata lojalnościowa”, która w 2019 r. wyniesie 240 PLN.

Czy ten dodatkowy koszt będzie istotnym czynnikiem dla spółek zainteresowanych inwestowaniem w Polsce?

P.K.: Nowy system nakłada dodatkowe koszty pracy. Już teraz, tj. jeszcze przed wdrożeniem systemu, spółki analizują, czy bardziej opłacalne nie byłoby wprowadzenie PPE zamiast PPK. Jeżeli pracodawca zaproponował już dołączenie do PPE, odprowadził składkę w wysokości co najmniej 3,5% i co najmniej 25% pracowników dołączyło do PPE, nie będzie musiał on odprowadzać składek za pracowników objętych już zakładowym PPE.

R.Z.: Patrząc z perspektywy globalnej koszty te nie będą wymierne, niemniej trzeba wziąć pod uwagę indywidualne wyniki finansowe. Przykładowo dla samej branży górniczej ten koszt obliczany jest na ok. 107 mln PLN. To w kontekście osiąganych przychodów w tym sektorze może wydawać się niewiele, ale już w kontekście wrażliwości na wahania koniunktury w przemyśle wydobywczym, w przypadku poszczególnych spółek, może być wymiernym, ważnym kosztem mającym wpływ na wynik finansowy.

Kto będzie odpowiedzialny za zarządzanie nowymi funduszami emerytalnymi?

P.K.: PPK będą mogły być oferowane przez fundusze inwestycyjne, pracownicze fundusze emerytalne i towarzystwa ubezpieczeń na życie. Instytucje te będą musiały złożyć wniosek o wpisanie ich do tzw. rejestru PPK, który będzie prowadzony przez Polski Fundusz Rozwoju.

A do kogo należy wybór funduszu, od którego mają zależeć przyszłe emerytury pracowników?

P.K.: Pracodawca wraz ze związkami zawodowymi lub przedstawicielami pracowników, jeśli w spółce nie ma związków zawodowych.

Co się stanie w przypadku zmiany pracy? Gdzie trafią pieniądze? Zostaną przeniesione do funduszu u nowego pracodawcy?

P.K.: Zgromadzone w PPK środki będą podążać za pracownikiem. W przypadku zmiany pracodawcy zgromadzone już środki mogą zostać przeniesione na inne konto PPK u nowego pracodawcy. System zakłada dalsze pozyskiwanie środków, a zmiana pracodawcy nie będzie miała negatywnego wpływu na już zgromadzone środki.

Polacy nie mają dobrych doświadczeń z prywatnymi programami emerytalnymi. Wprowadzone w 1999 r. prywatne fundusze emerytalne OFE zostały niemal całkowicie zlikwidowane w 2013 r., pozostawiając wielu Polaków rozgoryczonych tym, że ich oszczędności zostały w praktyce przeznaczone na zmniejszenie deficytu budżetowego. Jakiej rekcji na wprowadzenie nowych przepisów można oczekiwać z ich strony?

R.Z.: OFE były krytykowane z wielu powodów. Większość z tych kwestii została rozwiązana w ramach nowo proponowanego programu. Ustawodawca na przykład wyraźnie stwierdził, że zgromadzone w programach pieniądze stanowią prywatną własność pracownika. Nie będą one podlegać egzekucji sądowej, z wyjątkiem egzekucji alimentów. Pieniądze te będą również dziedziczone przez rodzinę pracownika.

Ponadto ograniczono opłaty za zarządzanie funduszami emerytalnymi, które spotkały się z falą krytyki w obliczu kryzysu w 2008 r. Zarządzający funduszami będą pobierać jedynie opłatę za zarządzanie w wysokości do 0,5 proc. aktywów funduszu, którą będą mogli podnieść do 0,6 proc. tylko w przypadku osiągnięcia dodatniej stopy zwrotu, która przekracza referencyjną stopę zwrotu ustaloną przez Ministerstwo Finansów oraz opartą na międzybankowej stopie referencyjnej i obligacjach pięcioletnich. Dla porównania wynagrodzenie za zarządzanie funduszami inwestycyjnymi w 2016 r. sięgało nawet 4 proc.

Jeśli gromadzone w PPK środki są rzeczywiście prywatnymi pieniędzmi Polaków, to na jakich warunkach będą mogli je wycofać?

R.Z.: Po osiągnięciu 60. roku życia będą mieli prawo przede wszystkim do wypłaty 25 proc. swoich pieniędzy w formie ryczałtu oraz do wypłaty pozostałej części w co najmniej 120 miesięcznych ratach. W przypadku choroby – własnej, małżonka lub dzieci – będą także uprawnieni do wypłaty 25 proc. tych środków w formie ryczałtu. Jeśli będą chcieli kupić lub zbudować dom, będą mogli wycofać wszystkie zgromadzone pieniądze, jednak w ciągu następnych 15 lat będą musieli wpłacić je z powrotem do funduszu.

Wszyscy wciąż pamiętamy, co stało się z wieloma funduszami emerytalnymi w latach 2008 i 2009. W czasie kryzysu finansowego wiele z nich „wyparowało”. Czy Polacy będą czuć się bezpiecznie, inwestując w fundusze emerytalne?

P.K.: Wszystko zależy od sposobu zarządzania tymi funduszami. Ustawodawca podjął pewne środki ostrożności, aby zapewnić, że zgromadzone w tych funduszach pieniądze są inwestowane bezpiecznie. Na przykład im bliżej wieku emerytalnego będzie pracownik, tym mniejsze będzie dopuszczalne ryzyko w portfelu inwestycyjnym. Tak więc struktura inwestycji będzie inna w przypadku 25-latka niż 40-latka lub 60-latka.

Skoro istnieje tak wiele ograniczeń dotyczących sposobu zarządzania tymi funduszami, czy fundusze inwestycyjne i towarzystwa ubezpieczeniowe będą faktycznie zainteresowane ich prowadzeniem?

P.K.: Tutaj teoria spotka się z rzeczywistością. Wszyscy mamy nadzieję na jak najlepszy rozwój wypadków. Zdecydowanie nie można tego pozostawić przypadkowi. Musi istnieć system, który zapewni, że fundusze te będą prowadzone w sposób profesjonalny i rozsądny.

Obawiam się, że wdrożenie może nastąpić zbyt szybko, aby instytucje mogły stworzyć zespoły, narzędzia i know-how potrzebne do uruchomienia PPK w odpowiednim czasie. Następnie pojawia się pytanie o to, czy uda nam się zebrać liczne grono osób zarządzających systemem, które będą w stanie od razu zapewnić skuteczne zarządzanie tymi funduszami. Osobiście obawiam się, że może to być trudne. Jednak na pochwałę zasługuje determinacja i perspektywiczne myślenie autorów projektu.ppk timeline

R.Z.: Z pewnością zarządzanie tym środkami musi być powierzane tylko i wyłącznie podmiotom profesjonalnym, które historycznie wykazały się należytą starannością i efektywnością. Przez ostatnie 25 lat zebraliśmy już wiele doświadczeń, które dają odpowiednią bazę do dokonania właściwego wyboru. Oczywiście wiadomym jest, że na rynku finansowym nie jest nic na sto procent, niemniej rozsądna i zdywersyfikowana polityka inwestycyjna może skutecznie zapobiegać wahaniom rynków kapitałowych czy różnicom w kursach wymiany walut.

Czy pieniądze z PPK będą w stanie tchnąć nowe życie w Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie, która została w dużej mierze zmarginalizowana po wycofaniu przez OFE kapitału w 2013 r.?

P.K.: Myślę, że wierzymy w to wszyscy, iż nowy system stanowić będzie wydajne źródło inwestycji na WSE. Obecnie płynność na polskiej giełdzie jest znacznie mniejsza niż parę lat temu, do czego niewątpliwie przyczyniły się zmiany prawne dotyczące otwartych funduszy emerytalnych. Taka sama sytuacja dotyczy nowych IPO, których liczba nie zbliża się do wyników z roku poprzedniego. PPK może być „nowym otwarciem” dla WSE, która z pewnością jest rynkiem odpowiednio uregulowanym i zasługującym na dynamiczny dalszy rozwój.

R.Z.: Trzeba przyznać, że oprócz samego braku odpowiedniego wolumenu środków finansowych na rynku giełdowym barierę stanowią niektóre przepisy, jak choćby regulacje dotyczące obrotu akcji, w przypadku gdy dana spółka jest użytkownikiem wieczystym gruntów rolnych. W takim przypadku spółki w prospekcie informować muszą o przysługujących ARR prawach pierwokupu wszystkich nowo emitowanych akcji, co dla potencjalnych inwestorów stanowi podwyższone ryzyko. Zniesienie tych ograniczeń w żaden sposób nie przyczyni się do osłabienia przepisów chroniących grunty rolne i poprawi atrakcyjność inwestowania w te spółki.

Podobne ograniczenie dotyczy spółek SP wpisanych na listę spółek strategicznych, gdzie zakaz obrotu dotyczy akcji będących własnością SP, co jest zrozumiałe, i jest rozciągany – wydaje się, że wbrew ustawie – także na obrót prawami poboru. W praktyce ogranicza to pulę nabywców do SP.

Niewątpliwie, aby stan GPW mógł ulec poprawie, ustawodawca, Komisja Nadzoru Finansowego lub Prokuratoria Generalna muszą rozwiązać kwestię stosowania tych przepisów.

Magiczna liczba trzy i realne obietnice, czyli jak zabrać się do sprzedaży?

Działasz na rynku od dłuższego czasu? A może od niedawna prowadzisz swój biznes lub dopiero rozkręcasz innowacyjny start up? Niezależnie do tego aby przetrwać i móc dalej się rozwijać, potrzebujesz osób zainteresowanych twoimi usługami lub produktami. Jak przygotować się do rozmowy z potencjalnymi klientami, żeby budować z nimi długotrwałe relacje?

Skup się na potrzebach

Istnieje wiele modeli biznesowych i technik sprzedażowych. Jeśli przygotowujesz się do rozmowy z potencjalnym klientem warto znać metodę CZK (skrót od pierwszych liter: cecha, zaleta, korzyść) który pomoże ci w opracowaniu argumentacji w oparciu o cechy, zalety i korzyści związane z twoją usługą lub produktem. Zgodnie z nią zaczynać powinno się od cech, czyli opisu elementów charakteryzujących produkt, które decydują o tym, jaki on jest. Następnie powinieneś przejść do wynikających z nich ogólnych zalet, a dalej do niezwykle ważnej kwestii – korzyści. – O ile zalety to uniwersalne plusy, korzyści odnoszą się już bezpośrednio do naszego rozmówcy. Chodzi o indywidualne zyski, jakie klient osiągnie dzięki zaspokojeniu swoich konkretnych potrzeb. Właśnie aspekt bezpośredniego odwołania się do nich jest kluczowy w modelu CZK. Wiedząc, czego oczekuje nasz rozmówca możemy działać niezwykle trafnie, rozkładając ciężar i akcent argumentacji proporcjonalnie do wagi, którą nasz potencjalny klient przykłada do danej kwestii – wyjaśnia Krzysztof Sójka, menedżer projektów w firmie szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland. Swoją wypowiedź możesz dodatkowo wzmocnić przekazując komunikaty w odpowiedniej formie, czyli osobistej i powiązanej z rozmówcą. Punktem wyjścia jest znajomość jego potrzeb, aby jednak jak najtrafniej na nie odpowiedzieć, warto znać kilka poniższych zasad.

Magiczna liczba trzy

Przygotowując się do rozmowy z potencjalnym klientem dobrze pamiętać o tym, że zarówno zbytnie ograniczenie wyboru, jak i za duży wachlarz dostępnych opcji, może skutkować rezygnacją bądź tzw. decyzyjnym zamieszaniem, czyli problemem z podjęciem decyzji. – Magiczna liczba w sprzedaży to trzy. Z jednej strony jest na tyle wysoka, że daje możliwość wyboru, z drugiej zaś na tyle niska, by nie powodować decyzyjnego bezwładu. Przeważnie mamy możliwość zaspokojenia potrzeb klienta na kilka sposobów. Jeżeli jednak nie możemy złożyć trzech konkretnych propozycji, poprzestańmy na dwóch. Ważne, by dać alternatywne rozwiązania – mówi Krzysztof Sójka z Integra Consulting Poland. Pamiętaj też o tym, że celem twojej prezentacji nie jest przedstawienie wszystkich cech wybranych produktów czy usług, ale omówienie i koncentrowanie się przede wszystkim na kluczowej dla twojego potencjalnego klienta korzyści. Uważaj więc na pułapkę przekonywania go do tego, co tak naprawdę wcale go nie interesuje bądź jest dla niego wręcz bezużyteczne. To tylko odciągnie jego uwagę od istoty twojej argumentacji.

Zawsze dotrzymuj słowa

W relacjach biznesowych bardzo istotną kwestią jest wiarygodność. Zawsze dotrzymuj więc obietnic, nawet tych najmniejszych i nigdy nie deklaruj czegoś, czego nie będziesz mógł zrobić. Pamiętaj o tym, że zaufanie, które zbudujesz w pozornie mało znaczących sytuacjach, może zadecydować o tym, czy rozmówca wybierze właśnie twoją firmę. Jeśli zapyta cię o opinię na temat oferty konkurencji, nie krytykuj jej, wspomnij jednak o tym, ze względu na jakie unikatowe cechy klienci wybierają twój produkt czy usługę. Koncentruj się na swoich zaletach i wyróżnikach, nie zaś na oczernianiu innych producentów czy dostawców usług.

Nie obrażaj się, tylko szukaj rozwiązań

Nawet jeśli masz już spore doświadczenie w skutecznym identyfikowaniu i zaspakajaniu potrzeb klienta, możliwe, że spotkasz się z jego zastrzeżeniami. Nie obawiaj się tego również, gdy dopiero zaczynasz budowanie relacji biznesowych. To naturalne, że w czasie twojej prezentacji klient może mieć pytania czy wątpliwości. Absolutnie ich nie ignoruj, tylko staraj się ustosunkować do wszystkich uwag. Spróbuj im sprostać poprzez znalezienie kreatywnego rozwiązania problemu i uwypuklenie zalet. – Radzenie sobie z zastrzeżeniami wymaga panowania nad swoimi emocjami. Niestety bywa, że dajemy się ponieść zachowaniom mało skutecznym, przyjmując wrogą postawę, której ceną jest utrata zamówienia, a w dalszej perspektywie także kontraktu z klientem. Zamiast robić uniki, warto dokonać świadomego wyboru swojej reakcji. Umiejętne wyjaśnienie wątpliwości klienta i zmierzenia się z jego ewentualnymi obiekcjami może pomóc zyskać w jego oczach na wiarygodności – mówi Krzysztof Sójka z Integra Consulting Poland. – Pamiętajmy o tym, że to kwestia kluczowe, jeśli chcemy budować długotrwałe relacje biznesowe – dodaje.

ABS Investment S.A. inwestuje w Instytut Szkoleń i Analiz Gospodarczych

Spółka ABS Investment S.A. dokonała zakupu akcji spółki Instytut Szkoleń i Analiz Gospodarczych S.A. i przekroczyła próg 5% głosów na WZA tego podmiotu. Zaangażowanie kapitałowe Emitenta w ISiAG S.A. wpisuje się w założenia jego polityki inwestycyjnej.

ABS Investment S.A. poinformowała o nabyciu 400.000 akcji notowanej na rynku NewConnect spółki Instytut Szkoleń i Analiz Gospodarczych S.A. i posiada obecnie 403.500 akcji tej spółki, co stanowi 5,93% udziału w jej kapitale zakładowym oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA. ISiAG S.A. to podmiot notowany na rynku NewConnect od czerwca 2011 r., którego podstawowym przedmiotem działalności jest organizowanie i prowadzenie szkoleń dedykowanych. Spółka w trakcie swojej wieloletniej działalności wypracowała własną i rozpoznawalną markę, posiada własne call center oraz współpracuje z wysokiej klasy kadrą szkoleniową, co stanowi jej istotne przewagi konkurencyjne. ISiAG S.A. prowadzi również działalność naukowo-badawczą i specjalizuje się w badaniu rynku w zakresie odbiorcy profilowanego przez danego zleceniodawcę, wykorzystując przy tym nowoczesne metody gwarantujące wysoką efektywność. Zarząd ABS Investment S.A. bardzo optymistycznie ocenia potencjał nowej spółki portfelowej i liczy, że inwestycja przełoży się pozytywnie na wzrost wartości całego portfela inwestycyjnego.

„Decyzja o tej inwestycji została spowodowana oczekiwaną synergią w obszarze szkoleń i analiz gospodarczych ze spółkami z portfela ABS. Drugim czynnikiem, który zadecydował o inwestycji był bardzo interesujący pomysł na biznes w spółce zależnej Medical Apartments Sp. z o.o. Zamierzamy aktywnie uczestniczyć w planowanym procesie połącznia ISiAG z tą spółką oraz wspierać rozwój połączonych biznesów. Dodatkowo, bardzo dobrze oceniamy poziom zarządzania w ISiAG. Liczę na to, że ta inwestycja znajdzie się w TOP 15 inwestycji ABS.” – wyjaśnia Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

We wrześniu 2018 r. Instytut Szkoleń i Analiz Gospodarczych S.A. podpisał ze swoją spółką zależną Medical Apartments Sp. z o.o. list intencyjny, w którym obie spółki zgodnie wyznaczyły sobie cel rozpoczęcia współpracy w kierunku połączenia obu podmiotów oraz zmiany profilu działalności i nazwy. Spółki określiły, że priorytetem dla współpracy będzie to, że Medical Apartments Sp. z o.o. planuje przedsięwzięcie biznesowe, które będzie polegać na prowadzeniu turnusów dietetyczno-oczyszczających. Działalność ta stanie się dominującą po połączeniu obu podmiotów. Z kolei dotychczasowa działalność szkoleniowa oraz naukowo-badawcza będzie realizowana w ramach połączonego podmiotu.

„Pomysł biznesowy realizowany w spółce zależnej Medical Apartments w mojej ocenie jest nowatorski i wpisuje się w trend dbania o wypoczynek w połączeniu ze zdrową żywnością. Powodzenie tego projektu w Nowogrodzie umożliwi jego powielanie w innych lokalizacjach, co będzie skutkować zwiększeniem zarówno skali biznesu, jak i jego wartości. Nie bez znaczenia pozostaje również aspekt badawczo-rozwojowy tego projektu.” – podsumowuje Prezes Jarosz.

ABS Investment S.A. zakończyła 2017 r. zyskiem netto w wysokości 3,97 zł utrzymując dzięki temu bardzo dobre wyniki finansowe w trzyletnim cyklu. Łącznie w latach 2015-2017 zysk netto Spółki wyniósł blisko 10,3 mln zł, istotnie zwiększając w ten sposób poziom aktywów i kapitałów własnych.

Na początku 2018 r. Zarząd ABS Investment S.A. poinformował, że po przeprowadzonych rozmowach z Zarządem notowanej na rynku NewConnect spółki Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. (BBC) podjął decyzję o przeanalizowaniu opcji strategii rozwoju Spółki polegającej na możliwości stworzenia Grupy Kapitałowej z BBC jako podmiotem zależnym lub połączenia się z BBC w drodze przejęcia tej spółki.

Polska 8. rynkiem handlu artykułami spożywczymi w Europie

Do 2022 handel artykułami spożywczymi na Starym Kontynencie urośnie o 377,6 mld euro, osiągając wartość 2 289 mld euro. Według firmy IGD, motorem napędowym będą kraje Europy Centralnej. Nad Wisłą sprzedaż artykułów spożywczych będzie rosła w tempie 3,1% rok do roku. To szybciej niż w krajach bogatszych od Polski — Francji (2,1%), Niemczech (2%), czy Włoszech (2%). Zdaniem ekspertów, inwestycje w nowe technologie mogą jeszcze przyspieszyć rozwój rynku.

Analitycy z IGD oceniają, że europejski rynek handel artykułami spożywczymi do końca 2022 roku będzie rósł rok do roku w tempie na poziomie 3,7%. To spowoduje, że już za cztery lata rynek będzie wart 2 289 mld euro. To o 23% więcej niż dziś.

Rynek Handlu Artykułami Spożywczymi w Europie w 2022Przez najbliższe cztery lata rynki, które warte są najwięcej warte, utrzymają swoje pozycje. I tak liderem handlu artykułami spożywczymi w Europie jest Rosja. Według analiz IGD, rynek w największym kraju globu jest wart aż 284 mld euro. W 2022 będzie to już 359 mld euro. Dalej są nasi zachodni sąsiedzi, których sprzedaż artykułów spożywczych jest wyceniania dziś na 239 mld euro. Za cztery lata urośnie ona o 25 mld euro, osiągając wartość 264 mld. Tuż za Niemcami jest rynek francuski, który wart jest dziś 224 mld, a w 2022 r. będzie to już 250 mld. – Wartość jaką osiągnie rynek rynku handlu artykułami spożywczymi w 2022 roku będzie odpowiadał za 16% globalnych wydatków. Szczególnie w Europy Wschodniej i Centralnej możemy spodziewać, że rynek będzie dynamicznie się rozwijał – wyjaśnia Wojciech Stramski CEO Lab4Motion, która dostarcza rozwiązania analityczne dla m.in. sieci handlowych.

Liczby potwierdzają słowa eksperta. W pierwszej dziesiątce państw, w których tempo wzrostu rynku handlu artykułami spożywczymi będzie najszybsze, jest 6 krajów ze wschodniej i środkowej części kontynentu. Według danych IGD prawdziwy boom w spożywczym handlu będzie w Turcji. W tym kraju rynek będzie rok rocznie rósł w 11% tempie. To spowoduje, że do 2022 roku rynek handlu artykułami spożywczymi w tradycyjnym formacie nad Bosforem urośnie aż o 83 mld euro, osiągając wartość 195 mld euro. Dalej jest Ukraina, w której rynek będzie rozwijał się 8,1% rdr i Norwegia – 5,3%.Roczny Wskaźnik Wzrostu TOP 10

8 rynek Europy

Polska to dziś ósmy rynek handlu artykułami spożywczymi w Europie. Eksperci wyceniają jego wartość na prawie 63 mld euro. To prawie trzy razy więcej niż w sąsiednich Czechach. A jak oceniają eksperci IGD, przez najbliższe cztery lata rynek będzie rósł o 3,1% rok rocznie. Jeżeli rynek nad Wisłą będzie rozwijał się w takim tempie, wówczas osiągnie wartość 73,22 mld euro. – Polski rynek rozwija się bardzo stabilnie. Wzrost o ponad 10 mld euro w ciągu czterech lat nie jest zaskoczeniem. Ponieważ dobra koniunktura napędza nasz sektor spożywczy. Najlepszym tego potwierdzeniem jest stale rosnąca liczba produktów w sklepach – wyjaśnia Wojciech Stramski z Lab4Motion i dodaje – Tylko w ubiegłym roku w Biedronce i Lidlu na półkach pojawiło się o ponad 20% więcej artykułów niż w 2016.

Walka o klienta

Rosnące wydatki to dobra wiadomość dla handlowców i producentów. Ponieważ to w sklepach stacjonarnych Polacy najczęściej kupują artykułu spożywcze. To duża szansa dla tych dostawców i retailerów, którzy planują digitalizację i wdrożenie rozwiązań poprawiające m.in. ekspozycję artykułów na półce. — Klienci oczekują od retailerów wygody, jaką daje e-commerce. Kupujący są przyzwyczajeni do natychmiastowego, spersonalizowanego i wygodnego korzystania z zakupów online, do którego przywykli korzystając z zakupów w sieci — tłumaczy Wojciech Stramski prezes firmy Lab4Motion i dodaje — Niezbędna będzie precyzyjna analiza zachowań konsumentów. Dogłębna wiedza uzyskana z precyzyjnej analityki może być wykorzystywana do budowania ofert w zupełnie nowy sposób. Handel stacjonarny, w znacznym stopniu jest jeszcze analogowy, ale z roku na rok wdraża zaawansowane rozwiązania technologiczne.

Prognozy Oxford Economics, pokazują dobitnie, że w ciągu najbliższych dwóch lat branża handlowa będzie inwestować w nowe technologie znacznie chętniej niż firmy z innych sektorów gospodarki. 2/3 detalistów twierdzi, że transformacja cyfrowa jest dziś klucze do przetrwania na rynku. Jedną z technologii, która już dziś zmienia sklepy, jest analiza półki sklepowej. — Skanowanie półek niedługo będzie standardem w branży handlowej. Dzięki temu rozwiązaniu retailerzy mogą zwiększyć sprzedaż i podnieść konkurencyjność. Jak pokazują dane, firmy, które wykorzystują analizę obrazu stałego, podnoszą sprzedaż od 3% do 5% — mówi Michael Valenti, ekspert Frost & Sullivan. Technologia rozpoznawania obrazu pozwala automatycznie wyłapywać szereg informacji, a dzięki algorytmowi maszynowego uczenia, jest dokładniejsza od człowieka o około 25 punktów procentowych, osiągając niemal 100% skuteczność monitoringu.

Zamieszanie we Włoszech spowodowało przecenę euro

Trzeci kwartał zamykałby się w pozytywnych nastrojach, gdyby nie dyskusja o włoskim budżecie, gdzie przyszłoroczna dziura będzie większa niż wcześniej zakładano. Jest to oczywiście negatywna informacja dla EUR, ale spadek EUR/USD o ponad centa wyolbrzymia faktyczny wpływ włoskiej polityki na rynek walutowy.

Czwartek był ostatnim dniem dla ustalenia szkicu włoskiego budżetu na 2019 r. i koalicja rządzących populistów uzgodniła deficyt na poziomie 2,4 proc. PKB. Jest to więcej od 1,6-1,9 proc. pojawiających się w konwersacjach w ostatnim czasie oraz deklaracjach ministra finansów. Jest to też trzy razy więcej od tego, co planował poprzedni rząd. Skok rentowności włoskich 10-latek o 20 pb na starcie piątkowego handlu nie może dziwić. Rzym może iść w spór z Brukselą, ale też wyższe ryzyko kredytowe może stać się pożywką dla spekulacji, że EBC z powodu wzrostu rentowności włoskich obligacji będzie odwlekał normalizację polityki. Kupujący EUR mogą czuć się niekomfortowo.

A jednak chciałbym odczarować skalę spadku EUR/USD z ostatnich kilkunastu godzin. Wieści z Włoch trafiły w wyjątkowo niewygodnym czasie. Zanim sprawa budżetu eksplodowała, rynek już był w fazie analizowania decyzji FOMC, która pomimo tego, że jej wstępny odbiór był gołębi, nie wystarczyła na popchniecie EUR/USD ponad 1,18. I od tego zaczęły się pierwsze problemy. Sporo rynku liczyło na wyrwanie się kursu z konsolidacji i porażka przerodziła się w kapitulację, a w czwartek rano informacje z Włoch dolały tylko oliwy do ognia. Nie chce powiedzieć, że spadki EUR/USD są nieuzasadnione (bo jak najbardziej są), ale kwestia włoskiego długu nie jest tak poważna dla wyceny EUR, jak by się mogło wydawać. Co przede wszystkim się liczy dla EUR, to kierunek polityki EBC. Ostatnim razem prezes Draghi stwierdził, że bank nie widzi w temacie włoskich finansów żadnego czynnika ryzyka dla swoich prognoz. Zamieszanie w Italii całkowicie przyćmiło silny odczyt CPI z Niemiec (2,3 proc. r/r, prog. 1,9 proc.), a jak pamiętamy z początku tygodnia Draghi oczekuje „relatywnie energicznego” wzrostu inflacji. Wówczas sceptycznie podchodziłem do tego argumentu za optymizmem szefa EBC, ale być może dane w końcu zaczną za nim przemawiać. Dziś uwaga zostanie zwrócona na szacunki inflacji z Eurolandu, gdzie ryzyka wokół prognozy 2,1 proc. przeważają po pozytywnej stronie. Włoski szum z czasem przycichnie, ale silne dane zostaną. Warto o tym pamiętać na starcie nowego kwartału.

Poza włoskimi zawirowaniami, nastroje na rynkach są pozytywne. Wczoraj Wall Street pięło się w górę, a w nocy japoński Nikkei225 poprawił 27-letnie szczyty. Rynek zdaje się powoli zapominać o wakacyjnych koszmarach (wojny handlowe, Turcja), które w rzeczywistości nie przyniosły szoków wtórnych na inne rynki i globalną gospodarkę. Odrzucanie premii za ryzyko może być motorem dla wzrostu aktywów ryzykownych w kolejnych tygodniach, a zaostrzanie polityki monetarnej (nie tylko Fed) obudzi wzrost rentowności obligacji. Razem to niekorzystny mix dla bezpiecznych JPY i CHF. USD/JPY w nocy zaliczył tegoroczne szczyty, a warunki makro powinny sprzyjać kontynuacji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs euro do dolara w dół, ale bez wpływu na kondycję złotego

Zaskakująco wyższa inflacja w Niemczech nie daje pola do spadków rentowności obligacji. Pomimo niższych notowań euro do dolara dobre nastroje nie opuszczają złotego. Kurs EUR/PLN zszedł już do wsparcia na 4,265.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W czwartek kurs EUR/PLN zszedł do 4,265 i to pomimo spadku EUR/USD poniżej 1,165. Najprawdopodobniej wsparciem dla PLN nadal pozostawał ostatni komentarz prezesa EBC, po którym na rynku pojawiły się nadzieje na szybsze niż dotąd oczekiwano podwyżki stóp w strefie euro. W ocenie Mario Draghiego w nadchodzących miesiącach w wyniku wyższego wzrostu płac można też podziewać się przyspieszenia tempa inflacji (co potwierdziła wczorajsza publikacja inflacji z Niemiec). Nie bez znaczenia dla notowań złotego jest też usunięcie z wrześniowego komunikatu Fed-u sformułowania, że polityka pieniężna w USA pozostanie „akomodacyjna”. To oznaczać może, że w ocenie Fed-u stopy procentowe są coraz bliżej poziomu „neutralnego”, przez co bliski zaczyna być koniec cyklu ich podwyżek.

Spadek EUR/USD można tłumaczyć powrotem obaw o stan finansów publicznych Włoch. Już podczas sesji europejskie na rynku pojawiły się obawy o możliwy wzrost docelowego poziomu deficytu, po informacjach, że planowane prace nad projektem budżetu mogą się opóźnić. O ile ostatnie komentarze sugerowały, że deficyt będzie się kształtował w okolicach 2,0%, to jednak groźby Ruchu 5 Gwiazd sugerowały, że może być to więcej, co wzbudzało niepokój o stabilności włoskich finansów publicznych i przebieg rozmów z Brukselą. Późnym wieczorem po długich negocjacjach i groźbie impasu rządząca we Włoszech koalicja potwierdziła deficyt na poziomie 2,4% PKB na 2019 rok. Do tego na notowaniach wspólnej waluty ciążyły też opublikowane dane, które pokazały, że nastroje gospodarce EZ słabną nieprzerwanie od dziewięciu miesięcy, co jest najdłuższą taką serią od 2011r., wywołaną niepewnością związaną z polityką (w tym napięciami we Włoszech) i protekcjonizmem Trumpa. Indeks nastrojów konsumentów spadł we wrześniu do -2,9 pkt z -1,9 pkt w sierpniu. Z kolei wskaźnik dla producentów obniżył się z 5,6 do 4,7 pkt. Ogólny wskaźnik nastrojów gospodarce spadł zaś z 111,6 do 110,9 pkt. EBC opublikował też biuletyn ekonomiczny, który potwierdził, że tempo wzrostu globalnej gospodarki może zwolnić w najbliższym czasie, a ryzyko związane z konfliktem handlowym może negatywnie wpływać na nastroje na światowych rynkach.

Na rynku stopy procentowej wynik posiedzenia Fed przyniósł lekkie spadki rentowności obligacji, jednak dotyczyły one w głównej mierze rynku amerykańskiego i nie przekraczały 5pb. Rentowności polskich papierów z kolei utrzymały się w pobliżu poziomów obserwowanych w ostatnich dniach, gdzie rentowności obligacji 5-letnich są powyżej 2,55%, a 10-letnich powyżej 3,25%. Na podwyższonych poziomach utrzymała się również niemiecka krzywa dochodowości, gdzie 10Y Bund oscyluje pomiędzy 0,50% a 0,55%. W czwartek opublikowany został wstępny szacunek inflacji za wrzesień, zgodnie z którym niemieckie CPI przyspieszyło do 2,3% r/r z 2,0% w sierpniu. Niemiecki odczyt wpisuje się w przedstawiane ostatnio stanowisko Draghi’ego na temat „energicznego” wzrostu cen. Na poniedziałek zaplanowana jest publikacja inflacji w Polsce, gdzie rynek oczekuje odczytu zbliżonego do 2% r/r (podobnie jak w sierpniu).

W piątek dla inwestorów na polskim rynku dłużnym istotna może okazać się publikacja planu podaży obligacji przez Ministerstwo Finansów w czwartym kwartale. Po tym, jak MF zdecydował się na odwołanie jednego z wrześniowym przetargów, szacujemy, że podaż w całym Q4 powinna być zbliżona do 20-25mld PLN (uwzględniając aukcje zamiany). Taka informacja powinna sprzyjać stabilizacji polskiej krzywej dochodowości.

Wykres dnia: Publikowana w czwartek inflacja dla Niemiec okazała się wyższa od oczekiwań rynku. W poniedziałek swój szacunek CPI za wrzesień poda GUS.

inflacja dla Niemiec okazała się wyższa od oczekiwań rynku
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Split payment szansą na wzrost rynku faktoringu w Polsce?

Obowiązujące od 1 lipca 2018 roku przepisy dotyczące split payment, czyli podzielonej płatności w VAT, miały uszczelnić system podatkowy, zabezpieczając Skarb Państwa przed nadużyciami. Trudno po jednym kwartale od ich wdrożenia mówić już o pozytywnych efektach w tym wymiarze, ale warto przyjrzeć się, kto w dłuższej perspektywie może na nich skorzystać. Według ekspertów Aforti Factor na wprowadzonych zmianach zyska nie tylko państwo. Nowe przepisy mogą się również pośrednio przyczynić do wzrostu rynku faktoringu w Polsce, otwartego na wsparcie przedsiębiorców poszukujących dostępu do gotówki.

Wprowadzone w lipcu 2018 roku przepisy dotyczące podzielonej płatności nadal rodzą wiele obaw wśród mikro, małych i średnich przedsiębiorców rozliczających się z fiskusem. Mimo tego, w lipcu i sierpniu 2018 roku z opcji podzielonej płatności skorzystało już – według najnowszych danych Ministerstwa Finansów – ok. 120 tys. przedsiębiorstw, czyli ponad 7 proc. uprawnionych firm. Jednocześnie liczba transakcji rozliczonych z wykorzystaniem systemu split payment – sięgająca 2,4 mln – stanowiła 1,5 proc. wszystkich operacji między firmami odprowadzającymi podatek VAT, a ich wartość – szacowana na ok. 40 mld zł – oscyluje na poziomie ok. 5-procentowego udziału we wszystkich transakcjach tego typu.

Mimo bezsprzecznych korzyści dla sektora finansów, głównym problemem z perspektywy firm sektora MSP, związanym z wprowadzeniem mechanizmu podzielonej płatności, jest brak swobody w obracaniu przez przedsiębiorcę środkami finansowymi zgromadzonymi na rachunku VAT, na który trafi 23 proc. z kwoty widniejącej na wystawionej przez nich fakturze. Dysponowanie tymi zasobami będzie możliwe dopiero po wydaniu zgody urzędnika, który na podjęcie decyzji ma aż 60 dni. Tym samym, obiekcje przedsiębiorców dotyczące split payment wynikają z tego, że część należnych im środków trafi nie bezpośrednio do nich, ale na specjalnie utworzone konta. „Zamrożone” w ten sposób pieniądze mogą stanowić realne zagrożenie dla prowadzonych biznesów, ograniczając płynność finansową, a tym samym realizację bieżących zleceń. Czy te obawy są słuszne?

W opinii ekspertów Aforti Factor, split payment jako rozwiązanie systemowe – ale jednocześnie nieobowiązkowe – nie powinien budzić niepokoju wśród przedsiębiorców. Co prawda, nie mają oni wpływu na to, czy i ilu ich płatników zechce skorzystać z tej formuły, ale jednocześnie mogą zapewnić sobie alternatywne źródło finansowania faktur opłacanych przez ich klientów zgodnie z zasadą split payment. Umożliwia to chociażby rosnący na popularności faktoring.

Z danych Polskiego Związku Faktorów (PZF) wynika, że w 2017 roku firmy faktoringowe sfinansowały wierzytelności o łącznej wartości 185 mld zł, obsługując ok. 10,2 mln faktur. Oznacza to wzrost obrotów o 16,7 proc. rok do roku. Jednocześnie z usług tego typu skorzystało 9 tys. klientów względem niespełna 8 tys. w 2016 roku. Oznacza to, że nasycenie krajowego rynku faktoringu nie jest jeszcze duże, chociaż już ponad 14 proc. mikro, małych i średnich przedsiębiorców korzysta z tego rozwiązania. Dodatkową szansą na rozwój branży finansowania faktur staje się zatem pośrednio wprowadzenie systemu split payment, którego niepotrzebnie obawiają się polscy przedsiębiorcy.

Warto podkreślić, że pomniejszone ‘chwilowo’ wpływy firmy – powstałe w wyniku podzielonej płatności – można zastąpić finansowaniem zewnętrznym, oferowanym przez firmy faktoringowe, doskonale przygotowane do tego, by odciążać przedsiębiorców w tego typu sytuacjach.

Z rynkowych obserwacji ekspertów Aforti Factor wynika, że niektóre z nich już od momentu wprowadzenia rozwiązania split payment zapewniają mikro, małym i średnim przedsiębiorcom wypłatę do 100 proc. zgłoszonych faktur, bez względu na konieczność odprowadzenia podatku VAT na osobny rachunek. Tym samym, mechanizm podzielonej płatność nie wpływa na wielkość wypłacanych klientom zaliczek, co pozwala na zachowanie płynności finansowej, szczególnie istotnej w przypadku najmniejszych firm, bazujących na bieżącym przepływie gotówki i środkach własnych.

Mimo obaw samych przedsiębiorców, dotyczących działania systemu split payment, nowe rozwiązanie może skutecznie przyczynić się do wzrostu popularności faktoringu, w oparciu o który firmy z sektora MSP mają dostęp do zewnętrznego finansowania faktur realizowanych w systemie podzielonej płatności. Nawet jeżeli udział tej grupy przedsiębiorców w strukturze klientów firm faktoringowych nie będzie duży, według ekspertów Aforti Factor może to mimo wszystko skutkować wzrostem liczby klientów, jak też wartości wierzytelności finansowanych przez firm faktoringowe, dając grunt pod perspektywy dynamicznego rozwoju rodzimego rynku finansowania faktur.

Jacek Książek, Dyrektor Zarządzający ds. sprzedaży faktoringu, Aforti Factor / Grupa AFORTI

Grupa Murapol zakontraktowała grunt przy ul. Pachońskiego w Krakowie za kwotę ok. 27,1 mln zł netto

Grupa Murapol zawarła warunkową przedwstępną umowę dot. zakupu prawa użytkowania wieczystego nieruchomości przy ul. Pachońskiego w Krakowie, o łącznej powierzchni 2,04 ha za kwotę ok. 27,1 mln zł netto. Na zakontraktowanych terenie deweloper zamierza zrealizować projekt inwestycyjny obejmujący 572 lokale mieszkalne o łącznej powierzchni użytkowej ponad 23,5 tys. mkw.

Zawarta umowa dotyczy gruntu, który historycznie był już zakontraktowany przez Murapol, ale Spółka odmówiła zawarcia przyrzeczonej umowy dot. zakupu tego terenu. Podpisany dzisiaj dokument reguluje kwestie sporne, które stanowiły podstawę ww. odmowy, tj. zawiera zobowiązanie sprzedającego do pokrycia z ceny sprzedaży nieruchomości opłaty za zmianę ich celu użytkowania wieczystego. Ponadto przyrzeczona umowa sprzedaży prawa użytkowania wieczystego gruntu zostanie podpisana do 31 maja 2019 roku po spełnieniu warunku zawieszającego, jakim jest doprowadzenie przez sprzedającego do zmiany terminów zagospodarowania jednej z nieruchomości na swój koszt i w sposób zgodny z oczekiwaniami kupującego, umożliwiający jej realizację zgodnie z przepisami prawa.

W dniu podpisania umowy przedwstępnej, Murapol wpłacił na rzecz sprzedającego zadatek oraz zaliczkę w łącznej kwocie 12 mln zł netto.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

– Pomimo odejścia od stołu rozmów ze sprzedającym, ostatecznie udało nam się dojść do konsensusu, a zawarte w podpisanej dzisiaj umowie nowe warunki współpracy są akceptowalne dla obydwu stron transakcji. Bardzo nas to cieszy, gdyż zakontraktowany grunt jest atrakcyjny inwestycyjnie, o czym wiedzieliśmy już w pierwszym podejściu do jego zakupu – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

Obecnie w sąsiedztwie zakontraktowanej nieruchomości Grupa Murapol realizuje projekt Murapol Parki Krakowa. W ramach pierwszego etapu inwestycji do dyspozycji klientów zostały postawione 152 mieszkania, a kolejne etapy są w przygotowaniu.

Sklepy stacjonarne z elektroniką idą w odstawkę. Polacy traktują je jak wystawy, a kupują w Internecie

Niemal połowa ankietowanych bezpośrednio przed zakupem sprzętu elektronicznego sprawdza ceny w Internecie. W tym kanale najchętniej nabywa go blisko 60% konsumentów. Tutaj trzeba zaznaczyć, że 22% porównuje oferty z sieci i ze sklepów stacjonarnych. Tuż przed transakcją łącznie 71% szuka tańszego towaru lub promocji. Dokładnie w tym celu 24% respondentów wykorzystuje gazetki elektroniczne, a 11% – papierowe. Natomiast 33% używa do tego porównywarek cenowych. Według ekspertów, wyniki badania Grupy AdRetail i Hiper-Com Poland jednoznacznie potwierdzają wieloletnie obserwacje, z których wynika, że jednak tradycyjne publikacje i handel stacjonarny stopniowo odchodzą do lamusa.

Szukamy w sieci

Aż 49% konsumentów sprawdza koszty zakupu elektroniki w sieci – w porównywarkach cen i na stronach internetowych. Natomiast ci, którzy wybierają gazetki handlowe, wolą wersje elektroniczne od papierowych. Zdaniem Jacka Tredera, Process Managera z porównywarki cenowej Nokaut.pl, te pierwsze można szybko wyszukać w Internecie pod kątem aktualnych preferencji zakupowych. Druga forma zwykle trafia do naszej skrzynki losowo, więc rzadko odpowiada na bieżące potrzeby.

– Do sprawdzania cen konkretnego sprzętu w sieci wystarczają porównywarki. Jeśli klienci jeszcze nie sprecyzowali, np. modelu urządzenia, mogą szukać go w Internecie lub analizować gazetki. Te jednak ograniczają się do wybranych towarów. Nawet porównywanie propozycji z różnych publikacji dotyczy ograniczonego asortymentu. Nie ma też pewności, że ten sam produkt pojawi się w publikacjach i w serwisach internetowych – uważa Maciej Tygielski, szef sprzedaży w Grupie AdRetail.

Znakiem czasów jest też fakt, że łącznie już tylko 10% konsumentów sprawdza ceny osobiście lub telefonicznie w sklepie stacjonarnym. Według Huberta Majkowskiego, wynika to z faktu, że dostęp do informacji przez stronę internetową jest łatwiejszy i szybszy. Nie wymaga wyjaśnień, jakich cech i funkcji oczekujemy czy próśb o porównanie z innymi produktami. Niemniej zawsze będzie istnieć grupa ludzi preferujących tego typu kontakt.

– Nasze dane potwierdzają trend zanikania chętnych do poszukiwania ofert przez bezpośredni kontakt z placówkami stacjonarnymi. Wpływa na to brak czasu, umiejscowienie najciekawszych produktów tylko w centrach handlowych i komfort sprawdzenia ofert online. Ta mniejszość to prawdopodobnie najstarsi konsumenci, którzy oczekują rozmowy ze sprzedawcą. Jednocześnie nie wiedzą, że ich doradca ma wytyczne, co powinien sprzedawać zgodnie z polityką sieci czy sklepu – komentuje Maciej Tygielski.

Stawiamy na e-sklepy

Badanie wykazało, że 58% zainteresowanych kupnem sprzętu elektronicznego chce go nabywać w Internecie. W opinii Jacka Tredera, wynika to m.in. z dostępności ofert wielu sklepów oddalonych od miejsca zamieszkania i z możliwości przeprowadzenia zakupu nawet w późnych godzinach wieczornych. Ekspert zwraca również uwagę na coraz lepszą jakość prezentacji artykułów w sieci, atrakcyjne formy dostaw i łatwość zwrotu zakupionego towaru.

– Jednak 39% badanych najchętniej kupuje elektronikę w sklepach stacjonarnych. Tradycyjny sposób robienia zakupów preferują głównie konsumenci po 50. roku życia, a także osoby, które nie przyzwyczaiły się jeszcze do korzystania z nowych możliwości, jakie oferuje Internet. Ponadto niektórzy klienci potrzebują osobiście sprawdzić, jak działa wybrany sprzęt. Chcą np. przekonać się, czy jest wygodny w użyciu – informuje Hubert Majkowski.

Łącznie 68% respondentów przyznało, że bezpośrednio przed zakupem w jednym czasie poszukuje okazji w wielu miejscach. Szef sprzedaży w Grupie AdRetail uważa, że zapewne konsumenci liczą na znalezienie najtańszych propozycji. Dodaje też, że skoro 22% badanych porównuje ceny w Internecie z ofertami sklepów stacjonarnych, to prawdopodobnie oznacza chęć sprawdzenia, jak wypada konkretna placówka. 14% osób konfrontujących asortyment sklepów z promocjami w publikacjach sieci handlowych ma zapewne nadzieję na dokonanie korzystniejszego wyboru.

– Takie porównania świadczą o dużej świadomości konsumenckiej i chęci dokonania najlepszego zakupu. Natomiast zestawienie propozycji z elektronicznych gazetek handlowych z ofertami tradycyjnych placówek to także próba sprawdzenia, czy faktycznie w Internecie jest taniej. Dla osób, które to praktykują, liczy się m.in. finalny koszt, czas dostawy i sposób płatności. Należy wskazać, że 11% ankietowanych analizuje różnice pomiędzy asortymentem sklepów stacjonarnych i produktami prezentowanymi w e-gazetkach oraz w papierowych publikacjach. To nie jest wysoki wskaźnik, ale przewiduję, że grupa świadomych klientów będzie się powiększać – mówi Country Manager Hiper-com Polska.

Jeden kierunek

W sumie 71% ankietowanych bezpośrednio przed zakupem szuka wybrany sprzęt elektroniczny w tańszej cenie lub w promocji. Wśród tych konsumentów 44% deklaruje, że raczej to praktykuje. W ocenie Macieja Tygielskiego, prawdopodobnie dopuszczają oni możliwość nabycia sprzętu w wyniku nagłej potrzeby. Jeśli np. psuje się telewizor, to klient szybko szuka zastępnika. W takiej sytuacji jest gotowy zapłacić więcej, nie oglądając się na okazje.

– E-gazetka to – zaraz po porównywarkach cenowych i wyszukiwarkach – jedna z lepszych form szukania w Internecie. Dlatego, chcąc znaleźć wybrany sprzęt w tańszej cenie lub w promocji tuż przed zakupem, aż 24% badanych korzysta z elektronicznych publikacji, a 11% – z papierowych – stwierdza Jacek Treder.

Hubert Majkowski zaznacza, że poszukiwanie promocji jest naturalne dla konsumentów mających sprecyzowane cele zakupowe. W takiej sytuacji skupiają się już tylko na najkorzystniejszej cenie. A tu pomagają porównywarki cen, z których korzysta aż 33% badanych. Z drugiej strony ekspert zauważa, że w świadomości konsumenckiej wciąż atrakcyjna propozycja w gazetce równa się najlepszej możliwej ofercie na rynku. Skoro wielka sieć handlowa pokazuje, że jest tańsza i lepsza od konkurencji, to prawdopodobnie tak jest. A to przekonanie kieruje część konsumentów do sprawdzania ofert w publikacjach elektronicznych i drukowanych.

– Świat handlu ewidentnie przenosi się do Internetu. W nim można poznać wszystkie produkty w dowolnych kategoriach, a często też znaleźć wyczerpujące informacje, od specyfikacji technicznych po recenzje sprzętu i urządzeń. W placówkach stacjonarnych trudno liczyć na fachową obsługę doradcy. Niełatwo spotkać konsultanta, który rzetelnie wyjaśni np. skąd biorą się różnice cen. A klienci, którzy odkryją lepsze usługi w Internecie, już nie wrócą do tradycyjnych zakupów. I to jest obecnie najważniejszy kierunek w zachodzących zmianach na rynku – podsumowuje Maciej Tygielski.

Badanie zostało przeprowadzone na terenie 6 dużych miast (Warszawa, Kraków, Katowice, Wrocław, Poznań i Łódź) na próbie 514 osób bezpośrednio kupujących w sklepach z elektroniką. Uczestnicy ankiety deklarowali, że co najmniej raz w roku sami robią tego typu zakupy, a także czytają lub szukają promocji w papierowych lub elektronicznych gazetkach handlowych.

Klastry mogą się przyczynić do powstania nowych przedsiębiorstw i innowacji. Krajom Grupy Wyszehradzkiej pomogą dogonić Europę w rozwoju technologicznym

Klastry mogą się przyczynić do powstania nowych przedsiębiorstw i innowacji. Krajom Grupy Wyszehradzkiej pomogą dogonić Europę w rozwoju technologicznym 1

Dzięki swojej innowacyjności klastry mogą się przyczynić do transformacji nie tylko polskiej, lecz także europejskiej gospodarki. Firmy z regionu Grupy Wyszehradzkiej należące do organizacji klastrowych reprezentują najwyższy poziom innowacji i zaawansowania technologicznego. Dlatego współpraca w ramach klastrów może przekierować gospodarkę tego regionu w kierunku Przemysłu 4.0, opartego na innowacjach i nowych trendach technologicznych. 

– Kraje Grupy Wyszehradzkiej mają podobną strukturę gospodarczą, charakteryzuje je dość duży udział przemysłu. W Czechach przekracza on 30 proc., w Polsce i pozostałych krajach jest to niespełna 30 proc. przy średniej dla krajów starej Unii na poziomie 17 proc. Wciąż jest to jednak przemysł mniej produktywny niż w Europie Zachodniej. Stąd też potrzeba, aby przekierować go na tory nowoczesnego, zasilanego cyfryzacją i robotyzacją Przemysłu 4.0. Rola klastrów jest tutaj ogromna – mówi Artur Soboń, wiceminister inwestycji i rozwoju.

W Polsce działa ponad 100 klastrów (w tym 16 klastrów kluczowych o strategicznym znaczeniu dla gospodarki, wyłonionych w konkursie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii) – czyli organizacji skupiających firmy i jednostki naukowe z innowacyjnych sektorów gospodarki w określonych regionach Polski. Współpraca w ramach klastra pozwala im realizować wspólne prace badawczo-rozwojowe, przyciągać inwestycje i wymieniać doświadczenia, ułatwia nawiązywanie kontaktów handlowych. Najwięcej polskich klastrów działa w sektorze technologii ICT, przemysłu lotniczego, biotechnologii, przemysłu chemicznego, recyklingu oraz budownictwa.

– Istotą klastra jest podział wyspecjalizowanej pracy. Tam, gdzie jest wielu specjalistów i dużo specjalistycznych procesów, jest duża szansa na wyłonienie się zagłębia czy klastra pewnych kompetencji. Najczęściej ma to miejsce wtedy, kiedy mówimy o zrobieniu czegoś złożonego i trudnego – mówi Jan Staniłko, dyrektor Departamentu Innowacji w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii.

Klaster stwarza korzystne warunki dla powstawania nowych przedsiębiorstw i rozwijania innowacji. Tworzy również nową wartość dla wszystkich podmiotów, które do niego przynależą – nie tylko firm, lecz także uczelni, instytucji naukowych, lokalnych samorządów i innych organizacji wspierających.

– Klastry zwiększają atrakcyjność gospodarek, głównie w sensie inwestycyjnym lub kontraktowym, oferując wyspecjalizowane usługi albo pewną komasację potencjału produkcyjnego. Z tym mamy obecnie do czynienia w krajach Europy Środkowej. Czeka je natomiast wejście na ścieżkę zdolności do tworzenia swoich własnych produktów. Taką zdolność uzyskuje się długo, bo jest to do skomplikowany proces przebudowy przedsiębiorstw. Z pozycji konsorcjum produkcyjnego muszą one przejść do aktywności opartych na współbieżnym projektowaniu różnych rzeczy. Jest to dużo bardziej złożone od strony zarządczej – mówi Jan Staniłko.

Klastry określa się mianem lokomotyw rozwoju regionalnego. Poprzez rozwój skupionych w nich podmiotów, przyczyniają się także do wzrostu innowacyjności całej krajowej gospodarki.

– Klastry przede wszystkim kładą nacisk na budowanie relacji, zaufania, kapitału społecznego. Dzięki temu, że organizujemy przedsiębiorców, łączymy ich z naukowcami, budujemy szanse współpracy i tak właśnie powstają innowacje – mówi Krzysztof Krystowski, prezes Związku Pracodawców Klastry Polskie.

Dzięki innowacjom klastry mogą przyczynić się do transformacji nie tylko polskiej, lecz także europejskiej gospodarki. Firmy z regionu Grupy Wyszehradzkiej, które należą do organizacji klastrowych, reprezentują najwyższy poziom innowacji i zaawansowania technologicznego w stosunku do średniej przemysłowej krajów V4. Dlatego współpraca w ramach klastrów może przekierować gospodarkę tego regionu w kierunku Przemysłu 4.0, opartego na innowacjach i nowych trendach technologicznych.

Bliższa współpraca podmiotów w regionie V4 oraz Industry 4.0 były głównymi tematami I Kongresu Klastrów Wyszehradzkich, który zakończył się wczoraj w Gliwicach. Ponad 40 ekspertów z 7 krajów – przedstawicieli biznesu, administracji publicznej i środowisk akademickich, głównie z Polski, Czech, Słowacji i Węgier – przez dwa dni debatowało m.in. o finansowaniu i najważniejszych problemach związanych z działalnością klastrów w regionie V4 oraz ich roli w reindustrializacji europejskiej gospodarki.

– Konkurencyjność firm w regionach bardzo często wiąże się z tzw. smart specialisation, czyli inteligentnymi specjalizacjami lokalnymi. Klastry są jednym z narzędzi, dzięki którym można wspierać i rozwijać takie inteligentne specjalizacje regionalne. My – jako klastry z Polski, Czech, Słowacji i Węgier –wspieramy przedsiębiorców poprzez budowanie infrastruktury zarówno społecznej, jak i technicznej, poprzez wspieranie ich inwestycji, rozwoju pracowników, prowadzeniu prac badawczych, żeby dzięki relacjom z nauką tworzyli nowe rozwiązania technologiczne i tworzyli innowacje, a dzięki temu stawali się bardziej konkurencyjni – mówi Krzysztof Krystowski.

Jak podkreśla, Grupa Wyszehradzka należy do przemysłowych liderów Europy. Spośród pięciu państw UE, w których przemysł odgrywa największą rolę, aż cztery stanowią kraje V4.

– Jesteśmy krajami silnie uprzemysłowionymi, w których przemysł jest coraz bardziej innowacyjny, aczkolwiek wiemy, że nadal mamy sporą lukę do nadrobienia w stosunku do liderów innowacji głównie z Europy Zachodniej – podkreśla Krzysztof Krystowski.

– Gospodarka regionu V4 to 64 mln Europejczyków, PKB rzędu biliona euro i ogromne nasycenie firmami, szczególnie z sektora MŚP to gigantyczny potencjał i trzeba budować go we wspólnym łańcuchu, który przyniesie korzyść wszystkim – dodaje Artur Soboń, wiceminister inwestycji i rozwoju.

Rząd stawia na rozwój biotechnologii. Na wsparcie tego sektora trafi kilkaset milionów złotych

Rząd stawia na rozwój biotechnologii. Na wsparcie tego sektora trafi kilkaset milionów złotych 2

W najbliższej dekadzie na rozwój biotechnologii trafi 500 mln zł w ramach rządowego projektu Wirtualnego Instytutu Badawczego. Finansowanie otrzymają wyłonieni w trakcie rekrutacji liderzy – naukowcy, którzy pokierują pracami zespołów badawczych. To nie jest jedyne wsparcie, na jakie może liczyć branża biotechnologii, w kolejnych latach do tego sektora trafi zastrzyk wielomilionowego finansowania, które zapewni między innymi Polski Fundusz Rozwoju. Biotechnologia ma być jednym z motorów innowacyjności w polskiej gospodarce. Problemem jest jednak niedobór kadr.

– Rozwój biotechnologii jest ogromną szansą dla polskiej gospodarki. To sektor niezwykle dynamicznie rozwijający się na całym świecie, w którym także Polska ma swoje osiągnięcia. Startujemy w momencie, w którym mamy już prężnie działające koncerny biotechnologiczne oraz firmy, które rozwinęły się na przestrzeni ostatnich lat, jak Selvita czy OncoArendi. Natomiast musimy nadgonić w globalnym wyścigu. Teraz wszyscy, zarówno na poziomie rządu, jak i przedsiębiorców, powinni się skupić na tym, aby rozwijać ten sektor we współpracy z polskimi naukowcami – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Dytko, prezes PORT Polskiego Ośrodka Rozwoju i Technologii, który będzie operatorem Wirtualnego Instytutu Badawczego.

W uchwalonej w ubiegłym roku Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR) biotechnologia jest wymieniona jako jeden z motorów innowacyjności polskiej gospodarki. To jedna z najszybciej rosnących branż, napędzana zarówno przez innowacyjne projekty badawcze polskich firm biotechnologicznych, jak i inwestycje zagranicznych firm z tego sektora, które przyciąga wykwalifikowana kadra i zaplecze naukowe.

Jak podaje Polska Agencja Inwestycji i Handlu, przy wykorzystaniu nowoczesnych technik inżynierii genetycznej w Polsce produkowane są hormony, przeciwciała oraz testy diagnostyczne, które powoli stają się wizytówką polskiego przemysłu biotechnologicznego. Uznaniem cieszą się też produkty z dziedziny biofarmacji (udoskonalenia procesów produkcji białek ludzkich i peptydów na bazie bakterii E. coli oraz innych komórek hodowlanych), uznawanej obecnie za najszybciej rozwijającą się gałąź sektora. Polski rynek biotechnologiczny ma też znaczący, i wciąż niewykorzystany, potencjał w dziedzinie szczepionek, leków proteinowych i odczynników.

W ramach Programu Rozwoju Biotechnologii (zainicjowanego w SOR) w najbliższych latach Polski Fundusz Rozwoju zainwestuje w rozwój tego sektora około 300 mln zł. W marcu dofinansowanie w wysokości 40 mln zł otrzymała już Selvita – jedna z największych polskich spółek biotechnologicznych, która notuje duże sukcesy m.in. w obszarze leków onkologicznych. PFR wesprze też badania biotechnologiczne w kluczowych obszarach, takich jak kapitał ludzki, finansowanie, promocja, otoczenie instytucjonalne, infrastruktura i regulacje prawne. Celem Programu Rozwoju Biotechnologii ma być powstanie takiego ekosystemu, który umożliwi tworzenie innowacyjnych technologii i leków z przeznaczeniem na polski i globalny rynek.

Kolejnym narzędziem będzie Wirtualny Instytut Badawczy – rządowy projekt, w ramach którego na biotechnologię w ciągu najbliższych 10 lat przeznaczone zostanie 500 mln zł.

– Jednym z podstawowych e założeń tego programu jest to, że będziemy rekrutować liderów zespołów badawczych. Nie instytucje, nie podmioty czy firmy, ale liderów zespołów badawczych, którzy będą mogli tworzyć swoje zespoły i otrzymać finansowanie na konkretne projekty badawczo-rozwojowe. Wirtualność instytutu polega na tym, że członkowie tych zespołów będą prowadzić badania, pracując w swoich macierzystych ośrodkach, na przykład w Szczecinie, Gdańsku, Warszawie czy Monachium. Stworzony zostanie również międzynarodowy komitet, złożony m.in. z przedsiębiorców, jego rolą będzie dbałość o wyłonienie jak najwartościowszych liderów, którzy dadzą gwarancję, że program zakończy się wdrożeniami oraz sukcesem – mówi Piotr Dytko.

Wirtualny Instytut Badawczy ma być finansowany ze środków Funduszu Nauki Polskiej, którego utworzenie postuluje resort nauki. Fundusz (zarządzany przez Bank Gospodarstwa Krajowego) ma m.in. rozwiązać problem niskiej podaży i komercjalizacji innowacyjnych pomysłów, który wynika z braku stabilnego i elastycznego systemu finansowania. Ustawa, która przewiduje utworzenie Funduszu Nauki Polskiej, została opublikowana w lipcu, z końcem sierpnia zakończył się etap konsultacji społecznych. Resort nauki liczy na to, że w październiku projekt trafi pod obrady Rady Ministrów, a następnie znajdzie się w Sejmie. Ustawa o wspieraniu działalności naukowej z Funduszu Nauki Polskiej miałaby wejść w życie z początkiem 2019 roku, co umożliwi ogłoszenie pierwszych konkursów na zespoły badawcze już w styczniu przyszłego roku.

Prezes PORT Polskiego Ośrodka Rozwoju i Technologii ocenia, że podstawową barierą dla rozwoju branży biotechnologicznej w Polsce pozostaje brak wystarczających zasobów wykwalifikowanej kadry.

– Takie dziedziny jak modelowanie molekularne czy chemia komputerowa w zasadzie nie są rozwijane w Polsce w procesie edukacji. Tymczasem są to obszary, w których pilnie potrzebni są fachowcy, aby w naszym kraju rozwinęła się biotechnologia 2.0. Potrzebujemy również dookreślić nasze miejsce w rozwoju biotechnologii, musimy postawić sobie pytanie: czy w tym globalnym wyścigu jesteśmy w stanie faktycznie zostać liderem? Czy też powinniśmy poszukać dla siebie przestrzeni w miejscu, z którego startujemy – mówi Piotr Dytko.

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2016 roku działalność w obszarze biotechnologii prowadziły w Polsce 184 przedsiębiorstwa, a ich liczba rok do roku wzrosła o 15 proc. Natomiast nakłady na działalność biotechnologiczną nieznacznie przekroczyły 761 mln zł, a więc były niższe o 23 proc. w ujęciu rocznym.

Zrobotyzowane teleskopy nie są w stanie wykryć wszystkich zagrożeń na niebie. Raz na tydzień obok Ziemi przelatuje potencjalnie niebezpieczny obiekt

Zrobotyzowane teleskopy nie są w stanie wykryć wszystkich zagrożeń na niebie. Raz na tydzień obok Ziemi przelatuje potencjalnie niebezpieczny obiekt 3

Niebo jest obserwowane przez zrobotyzowane teleskopy, a cały proces obserwacji jest zautomatyzowany, mimo to raz na tydzień niedaleko Ziemi przelatuje potencjalnie niebezpieczny obiekt. Skutki uderzenia w naszą planetę części z nich mogłoby być katastrofalne. Użycie głowic jądrowych czy statku kosmicznego, który miałby się zderzyć ze zmierzającą ku Ziemi planetoidą to rozwiązania ryzykowne i trudne. Okazuje się jednak, że wystarczy biała farba, byśmy nie musieli obawiać się zderzenia z kosmicznymi obiektami.

– Planetoida Bennu za 117 lat może uderzyć w Ziemię. To jest szansa 1:2500, czyli w sumie niewielka, choć z drugiej strony to naprawdę duże zagrożenie, więc NASA podniosła alarm. Faktycznie jest się czego bać. Planetoida ma 500 m średnicy, więc to jest pocisk, kula armatnia. Planetoidy pędzą z prędkością od kilkunastu do kilkudziesięciu kilometrów na sekundę, przy takiej prędkości taka planetoida mogłaby zrobić kilkukilometrowy krater. Strach pomyśleć, coby się stało, gdyby uderzyła w miasto – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Mateusz Borkowicz z Centrum Nauki Kopernik.

Asteroida Bennu ma 500 metrów średnicy, waży 77 mld ton i już w 2135 roku może uderzyć w Ziemię. Skutki mogłyby być katastrofalne. Planetoida jest większa niż wieża Eiffla czy Empire State Building. Według wyliczeń naukowców przy zderzeniu uwolniłaby 1,2 tys. megaton energii, czyli 80 tys. razy więcej niż bomba zrzucona na Hiroszimę. Choć jej potencjalne uderzenie w Ziemię nie oznacza końca ludzkości, mogłaby spowodować istotne szkody.

NASA już teraz pracuje nad tym, jak zabezpieczyć się przed wielkimi obiektami kosmicznymi, które zmierzają w kierunku Ziemi. Jednym ze scenariuszy jest użycie głowic jądrowych, rodem z filmu „Armageddon”. Do zniszczenia asteroidy można byłoby też użyć Hammera, czyli 9-metrowego statku kosmicznego. Jest jednak znacznie prostszy sposób i wszystko wskazuje na to, że znacznie bardziej skuteczny.

– Chodzi o pomalowanie asteroidy specjalną, białą farbą. Wiemy, że światło jest niczym piłeczki pingpongowe. Fotony, które tworzą światło, nic nie ważą, ale mają ogromną prędkość i dużą energię. To potrafimy wykorzystać, np. stosując żagiel słoneczny do deorbitacji starych satelitów, wykorzystujemy światło słoneczne albo światło innej gwiazdy do napędu. Tutaj to może nam posłużyć do odchylenia orbity takiej planetoidy. Przez wiele miesięcy albo lat taka farba będzie odbijała światło słoneczne i przez to trajektoria bardzo powoli, ale sukcesywnie będzie się zmieniała – tłumaczy Mateusz Borkowicz.

Po pomalowaniu asteroida zmieniłaby właściwości termiczne. Pochłaniałaby więcej promieniowania i dzięki temu systematycznie zmieniała trajektorię lotu. Pokryć planetoidę farbą mógłby specjalny statek kosmiczny. Pomysł pomalowania obiektu kosmicznego farbą może sprawić, że nie będziemy już musieli obawiać się zderzenia z ogromną planetoidą. Takie rozwiązanie można byłoby zastosować przy każdym obiekcie kosmicznym. Problemem jest jednak odpowiednio wczesne odkrycie planetoidy, która potencjalnie mogłaby nam zagrażać.

– Naukowcy śledzą niebo i badają, na ile się da, ale nie są w stanie objąć badaniami 100 proc. nieba, nie są w stanie wybrać wszystkich obiektów. To jest na razie niewykonalne i nie jestem pewien, czy w przyszłości będzie wykonalne. Mimo że mamy zrobotyzowane teleskopy, mimo że te obserwacje są zautomatyzowane, to raz w tygodniu jakiś obiekt, który potencjalnie zagraża Ziemi, albo niewielkie fragmenty komet, przelatują w odległości od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy kilometrów od Ziemi – tłumaczy ekspert.

Do tej pory znamy ok. 8,1 tys. planetoid NEO (ang. Near Earth Object) o średnicy większej niż 140 metrów, które znajdują się blisko Ziemi. Z danych NASA wynika, że aktualnie w Układzie Słonecznym może się znajdować łącznie 25 tys. planetoid typu NEO. Wciąż jeszcze nie znamy więc blisko 17 tys. większych obiektów. Blisko 887 NEO ma średnicę większą niż kilometr, czyli szkody przez nie wyrządzone w przypadku uderzenia byłyby odczuwalne w skali całej Ziemi.

– Często się zdarza, że naukowcy dopiero po przelocie są w stanie zauważyć, że taki niebezpieczny obiekt przeleciał blisko Ziemi, co doprowadza niektórych do szału, bo to jest oczywiście niebezpieczeństwo. Z drugiej strony, jeżeli mamy do czynienia z obiektem, który jest w stanie tak realnie nam zagrozić, czyli unicestwić życie na Ziemi albo przynajmniej unicestwić jedno miasto, takie obiekty są przeważnie duże i jesteśmy w stanie je odpowiednio wcześnie wykryć – mówi Mateusz Borkowicz.

Umiejętne zarządzanie czasem poprawia organizację pracy. Podstawa to dobre planowanie

Umiejętne zarządzanie czasem poprawia organizację pracy. Podstawa to dobre planowanie 4

E-maile i telefony, biurowe plotki ze współpracownikami przy kawie albo nagłe, ale mało ważne zadania do wykonania na już potrafią skutecznie zdezorganizować dzień pracy i odciągnąć od realizacji zawodowych celów. Aby poprawić efektywność pracy, warto się stosować do zasad zarządzania czasem i zarządzania sobą w czasie. Podstawą jest planowanie i wyznaczanie priorytetów. 

Aby efektywnie zarządzać swoim czasem w miejscu pracy, trzeba wykorzystywać zasady zarządzania czasem. Tych zasad jest bardzo dużo i nie każdy pracownik musi się stosować do wszystkich. Są natomiast są pewne fundamenty, które pozwalają się dobrze zorganizować i w ciągu tego ustawowego, ośmiogodzinnego dnia pracy wykonać wszystkie zadania – mówi Agnieszka Jarzębowska, trener biznesu, autorka książki „Nawyk produktywności”.

Z badania przeprowadzonego dla VoucherCloud na 1 989 pracownikach biur w Wielkiej Brytanii wynika, że pracujemy efektywnie tylko przez pierwsze 2 godz. i 53 min spędzanych w biurze. Natomiast z każdą kolejną godziną pracownik poświęca coraz więcej czasu na przerwy na kawę, papierosa, social media albo biurowe plotki. Tylko 21 proc. stwierdziło, że udaje im się zachować produktywność przez cały dzień. Narzędziem, które poprawia efektywność pracy i pomaga w osiąganiu konkretnych celów, są zasady zarządzania czasem. Podstawową jest planowanie i wyznaczanie sobie priorytetów, które powinny zostać zrealizowane w ciągu dnia.

Aby uporać się ze wszystkimi obowiązkami zawodowymi, które mamy do wykonania, polecam zastosować zasady zarządzania sobą w czasie. Podstawą jest codzienne planowanie swojego dnia, żeby wiedzieć, jakie zadania są do wykonania i umieścić je w przestrzeni czasowej. To jest absolutna podstawa i bez niej trudno mówić o jakiejkolwiek efektywności. Nie planując swojego dnia, swojej pracy, bardzo często wpadamy w wir różnego rodzaju poleceń, e-maili, telefonów, pilnych rzeczy do wykonania. W efekcie okazuje się, że pracownicy potrafią spędzić w pracy 8 godzin i tak naprawdę nie wypracować żadnego efektu, bo cały dzień zajmują się tymi sprawami nagłymi, które nie prowadzą de facto do realizacji żadnego celu – podkreśla Agnieszka Jarzębowska.

Jak podkreśla, najbardziej efektywnie pracujemy rano. Natomiast w wielu firmach poranek jest marnotrawiony przeważnie na biurowych plotkach ze współpracownikami przy kawie, sprawdzaniu e-maili i social mediów albo innych rozpraszaczach uwagi. Dlatego dzień pracy warto rozpocząć od wykonania jednego, najważniejszego zadania.

Druga zasada zarządzania czasem, którą warto wykorzystać, mówi, aby każdego dnia określać trzy najważniejsze zadania do realizacji, które są ważne dla naszego stanowiska pracy. W ciągu całego dnia pracy spływa na nas bardzo wiele zadań, które zaczynają się nawarstwiać. Wpadamy w kołowrotek i zajmujemy się wieloma rzeczami, które nie mają znacznej wartości. Kiedy wiemy, jakie są trzy najważniejsze zadania każdego dnia, to robimy wszystko, aby skupić się na ich realizacji. Nawet jeśli wpadnie nam dużo przypadkowych czy pilnych zadań do wykonania, to mamy poczucie, że i tak zrobiliśmy coś ważnego, co doprowadza nas do realizacji celu, na który pracujemy – mówi Agnieszka Jarzębowska, trener biznesu, autorka książki „Nawyk produktywności”.

Źle dobrane okulary mogą powodować bóle oka i upośledzenie widzenia. Przy ich wyborze warto się zdać na pomoc lekarza

Źle dobrane okulary mogą powodować bóle oka i upośledzenie widzenia. Przy ich wyborze warto się zdać na pomoc lekarza 5

Okulary w marketach kuszą niską ceną, ale zamiast pomagać, szkodzą oczom. Ich producenci nie biorą pod uwagę różnic w budowie gałek ocznych, soczewki są więc w stanie korygować wadę tylko w jednym oku. Noszenie takich okularów może prowadzić do dalszego upośledzenia widzenia, uczucia suchości w oku oraz bólów głowy. Aby prawidłowo dobrać okulary korygujące, należy się zwrócić do lekarza specjalisty. 

Narząd wzroku człowieka składa się z oczu i narządów dodatkowych m.in. mięśni, które poruszają oczami, powiek i rzęs. Funkcje widzenia realizują obie gałki oczne, każda z nich inaczej odbiera jednak bodźce wizualne, ostateczny obraz powstaje natomiast dopiero w mózgu. Impulsy świetlne odebrane przez oczy zostają przetworzone na sygnały nerwowe, następnie przesyłane do mózgu i tam analizowane i scalane w obraz. Układ optyczny w każdej z gałek ocznych może ponadto nieznacznie różnić się od siebie.

– Oczodoły są tak skonstruowane, że odległość między oczyma u różnych ludzi jest różna, może być też różnica odległości między nasadą nosa a środkową częścią gałki ocznej, inna po prawej stronie, inna po lewej stronie – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Jerzy Szaflik z Centrum Mikrochirurgii Oka „Laser”.

Wszystko to sprawia, że korygowanie wad wzroku wymaga wyrównywania różnic dla każdego oka osobno i powinno być wykonywane przez specjalistów. W okularach dostępnych w aptekach lub supermarketach soczewki odznaczają się jednakowym stopniem korekcji, co oznacza, że nie odpowiadają sposobowi widzenia obu gałek ocznych. Różnice te mogą nie mieć istotnego wpływu na sposób widzenia i komfort człowieka, o ile nie są duże, a okulary przystosowane są do widzenia w bliży i używane przez krótki czas, np. do przeczytania niedługiego tekstu.

– Natomiast jeżeli mamy okulary do stałego noszenia i różnice między wartością refrakcji obu oczu są różne, to może powodować, że pacjent zaczyna z tego powodu mieć kłopoty. Osoba korzystająca z okularów źle dobranych, nie przez lekarza okulistę, nie z pomocą profesjonalisty, tylko z półki, zaczyna źle widzieć po pewnym czasie, oczy mogą pacjenta boleć, może mieć bóle głowy, może mieć pieczenie, kłucie – mówi prof. Jerzy Szaflik.

Skorzystanie z pomocy specjalisty jest szczególnie ważne przy dobieraniu pierwszych okularów u osób powyżej 40 roku życia. Okulista nie tylko prawidłowo określi stopień wad w obu gałkach ocznych i dobierze szkła korygujące, lecz także zbada narząd wzroku. Dzięki temu możliwe będzie wykrycie schorzeń powodujących destrukcję gałek ocznych np. zaćmy lub jaskry. Choroby te mogą się bowiem długo rozwijać, nie dając niepokojących pacjenta objawów.

– Objawem, który niepokoi każdego pacjenta, jest ból, w początkowym okresie jaskry, a nawet w zaawansowanej jaskrze okularów zbadać również cały narząd wzroku, natomiast absolutnie konieczne jest, żeby dobierać okulary w sposób profesjonalny – mówi prof. Jerzy Szaflik.

Warto pamiętać, by z pomocy specjalisty korzystać także przy kupowaniu okularów dla dzieci. Lekarz przeprowadzi dokładne badanie polegające na nazywaniu przez małego pacjenta optotypów np. cyfr na tablicach, oraz sprawdzeniu dna i przedniej części oka. Dopiero wtedy możliwe będzie określenie stopnia wady i dobranie soczewek. Badanie najczęściej trzeba powtórzyć.

– Trzeba analizować, czy dobrane okulary dają komfort, ewentualnie dawać okulary w postępie, co 3 miesiące zmieniać te okulary, dlatego tak bardzo ważne jest, żeby dobierać okulary w sposób, który pozwala dawać gwarancję, że są dobrze dobrane – mówi prof. Jerzy Szaflik.

Sprzęt paramedyczny staje się coraz bardziej zaawansowany. Na rynku pojawiają się urządzenia służące do relaksu, redukcji stresu czy poprawy jakości snu

Sprzęt paramedyczny staje się coraz bardziej zaawansowany. Na rynku pojawiają się urządzenia służące do relaksu, redukcji <a title=stresu czy poprawy jakości snu" title="Sprzęt paramedyczny staje się coraz bardziej zaawansowany. Na rynku pojawiają się urządzenia służące do relaksu, redukcji stresu czy poprawy jakości snu" />

stresu-czy-poprawy-jakości-snu.png” alt=”” />

Technologia w służbie ludzkości oznacza nie tylko wspieranie przez innowacje fundamentalnych problemów, takich jak głód czy epidemie chorób, lecz także poprawianie ludziom nastroju czy samopoczucia. Wibrujący reduktor stresu czy szumiąca opaska na lepszy sen to paramedyczne urządzenia, mające poprawić komfort życia ich użytkowników. Najczęściej są polecane jako uzupełnienie standardowego leczenia. Rynek domowych urządzeń medycznych dynamicznie rośnie, a sprzęt staje się coraz bardziej zaawansowany.

– Aurai to nasz wodny masażer oczu. Masuje oczy za pomocą wody, która niesie ze sobą temperaturę i wibracje. Dzięki temu możliwa jest stymulacja krążenia wokół oczu różnymi temperaturami, a wibracje rozluźniają napięte mięśnie. Pojemnik urządzenia można napełniać zwykłą wodą, np. z kranu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jill Yang z Aurai.

Z badań przeprowadzonych przez MilwardBrown wynika, że przeciętny Polak spędza dziennie 6,5 godziny wpatrując się w ekran komputera, smartfona lub tabletu. Z komputerów i smartfonów korzystamy zwykle w pracy, a po przyjściu do domu włączamy telewizor, który również osłabia nasze oczy. Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń pozwalających zniwelować niepożądane skutki promieniowania z wyświetlaczy. Aurai pomoże jednak również alergikom i osobom, które cierpią np. na suchość oczu.

– Obecnie ludzie spędzają wiele czasu, wpatrując się w ekrany komputerów i telefonów. Korzystając z cyklu ciepłego, mogą ukoić nadwyrężone i zmęczone oczy. Cykl ten pomaga także osobom z problemem suchych oczu. Z drugiej strony cykl chłodny jest zalecany dla osób borykających się ze swędzeniem lub przekrwieniem oczu spowodowanym przez alergie. Panie mogą korzystać z tego trybu, by radzić sobie z cieniami pod oczami i opuchlizną – przekonuje Jill Yang.

Technologia pomaga także w walce ze stresem. Firma Touchpoints zaprezentowała zestaw gadżetów wearables, które można nosić w kieszeni lub na ręce jak zegarek. Urządzenia wysyłają wibracje o odpowiednim natężeniu, przez co zmniejszają poziom stresu u użytkownika. Sprzęt może być także stosowany wspomagająco przez osoby dotknięte autyzmem, ADHD czy chorobą Parkinsona.

Philips SmartSleeep z kolei to opaska zakładana na głowę, która emituje szum o specjalnym natężeniu mający ułatwić zasypianie. Opaskę wyposażono w sensory, które poprzez kontakt z czołem użytkownika wykrywają aktywność płata czołowego mózgu. Dzięki temu wykrywana jest faza głęboka snu, dla której modulowany jest szum o dobranym odpowiednio natężeniu. Dźwięk przenoszony jest z wykorzystaniem przewodnictwa kostnego, dzięki czemu nie jest słyszalny dla osób z otoczenia.

Pomóc w zasypianiu może także Aurai, ale producent przekonuje, by z urządzenia korzystać częściej.

– Po pracy można włączyć tryb chłodny w celu ukojenia oczu nadwyrężonych długą pracą z komputerem. Następnie stosujemy tryb ciepły w celu poprawy jakości snu. Rano po przebudzeniu zalecamy wykonanie cyklu ciepłego, który posłuży nam jako swoista rozgrzewka. Następnie wykonujemy cykl chłodny dla orzeźwienia – tłumaczy ekspertka.

Firma zamierza zadebiutować z produktem na europejskim rynku. Aktualnie jest na etapie poszukiwania dystrybutora, ale przewiduje, że przed końcem roku uda się wprowadzić masażer do sprzedaży w Europie. Przewidywany koszt urządzenia to 199 euro.

Z analiz udostępnionych przez Meticulous Research wynika, że światowy rynek domowych urządzeń medycznych do 2022 roku osiągnie wartość niemal 49 mld dol.

Ruszyła II edycja spotkań Polski Czempion

W pierwszym półroczu 2018 roku Polska odnotowała wzrost działalności eksportowej rok do roku na poziomie 5,7%1 – do kwoty 107,6 mld EUR. Jednocześnie – w przeciwieństwie do 2017 roku – import o ponad 1,2 mld EUR przewyższył eksport. Utrzymanie tendencji wzrostowej eksportu i jego przewagi nad importem będzie możliwe dzięki wspieraniu przedsiębiorców odpowiednimi instrumentami finansowymi i wiedzą. KUKE podkreśla, że 37%2 małych i średnich przedsiębiorstw obawia się utraty płynności finansowej, co jest uzasadnione m.in. ze względu na długie terminy sądowego dochodzenia roszczeń za granicą – np. dla Kazachstanu to średnio 370 dni, ale dla Indii już 14453. Doświadczenie KUKE wskazuje, że skutecznym narzędziem ochrony mogą być ubezpieczenia należności handlowych.

Janusz Władyczak, prezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych
Janusz Władyczak, prezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych

„Dane GUS wskazują na kolejne zwiększenie polskiego eksportu – zarówno w ujęciu globalnym, jak i do poszczególnych rejonów świata. Dla przykładu eksport do UE w ciągu 6 miesięcy 2018 – w porównaniu do 2017 roku – wzrósł o 6,1%, w tym do Niemiec o 8,7%, Francji o 7%, oraz Czech o 4,2%. Natomiast eksport na rynki poza unijne zwyżkował o 4,5%4. Utrzymanie takiej dynamiki eksportu, a jednocześnie jego przewagi nad importem – co jest istotne dla gospodarki – wymaga aktywnego wsparcia przedsiębiorców. Polskie firmy dostarczają produkty i usługi najwyższej jakości. Do udanej ekspansji zagranicznej potrzebują wsparcia ze strony państwa, skutecznych narzędzi zabezpieczających i wiedzy. KUKE wie, że rynki eksportowe są różne i na każdym czekają inne trudności czy zagrożenia, a opóźnienia płatności mogą znacząco osłabić pozycję polskich firm nie tylko za granicą, ale też i na rynku rodzimym. Właśnie, dlatego nieustająco edukujemy przedsiębiorców na temat potencjalnych ryzyk, instrumentów finansowych i różnic kulturowych. W ramach bezpłatnego cyklu konferencji Polski Czempion – w 5 miastach Polski – KUKE podzieli się wiedzą na temat ograniczania ryzyka w działaniach eksportowych” – mówi Janusz Władyczakprezes zarządu KUKE S.A.

W ramach II edycji spotkań Polski Czempion organizowanych przez PwC przy współpracy z Bankiem PKO BP i PAIH, KUKE wystąpi w panelu „Bezpieczeństwo wychodzenia na rynki zagraniczne – minimalizacja ryzyka, aspekty podatkowe i prawne”, z prelekcją na temat: Ryzyka działań inwestycyjnych i eksportowych na nowych rynkach i sposoby ich ograniczenia. Tegoroczna edycja obejmie 5 miast: Poznań, Kraków, Gdańsk, Wrocław i Lublin. Pierwsze spotkanie już 26 września w Poznaniu. Więcej informacji na https://www.pwc.pl/pl/uslugi/firmy-prywatne/polski-czempion.html

Program Polski Czempion promuje i wspiera polskie przedsiębiorstwa, które eksportują i inwestują za granicą lub mają w planach ekspansję zagraniczną. Program opiera się na cyklicznych spotkaniach o charakterze merytoryczno – networkingowym. Organizatorem merytorycznym programu jest PwC.

Wydarzenie patronatem objęła m.in.: Polska Agencja Inwestycji i Handlu, PKO Bank Polski oraz lokalni partnerzy samorządowi i otoczenia biznesu. W ramach bezpłatnych seminariów dla przedsiębiorców poruszone zostaną tematy:

  • Strategia ekspansji zagranicznej, nowe możliwości i instrumenty wsparcia internacjonalizacji.
  • Bezpieczeństwo i efektywność w wychodzeniu na rynki zagraniczne, finansowanie ekspansji, minimalizacja ryzyka, aspekty podatkowe i prawne.
  • W podróży dookoła świata, czyli o globalnych doświadczeniach polskich firm.

1 Dane GUS

2 Raport „Ewolucja potencjału eksportowego przedsiębiorstw w Polsce” PARP 2014

3 Raport Doing Business

4 Dane Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii

5 Według danych firmy windykacyjnej Intrum w raporcie „European Payment Report 2018”

Co zrobić, aby błędy w plikach ads.txt nie wpływały szkodliwie na przychody wydawcy?

W zeszłym roku Związek Pracodawców Branży Internetowej (IAB) wprowadził reklamy typu ads.txt, które mają na celu zapobieganiu nieautoryzowanej sprzedaży zasobów reklamowych (arbitraż) oraz wyeliminowanie problemu jakim jest domain spoofing. 

Implementacja ads.txt jest dość prosta. Wydawcy umieszczają na swoich serwerach internetowych plik tekstowy, który zawiera listę wszystkich firm upoważnionych do sprzedaży zasobów reklamowych danej strony. W podobny sposób platformy programistyczne integrują plik ads.txt, aby potwierdzić, które zasoby wydawców są autoryzowane do sprzedaży. Dzięki temu, kupujący mogą sprawdzić ważność zakupionej powierzchni.

Wszystko wydaje się być w porządku, jednak pewne rzeczy się nie sprawdzają, a wydawcy tracą przychody. Według statystyk przedstawionych na portalu eMarketer.com, 5 000 najpopularniejszych witryn na świecie odnotowało zyski z wprowadzenia ads.txt, jednak 16% z nich używało pliku, który miał rażące błędy.

Kto popełnia najwięcej błędów?

Wydawcy, którzy znajdują się w czołówce pięćdziesięciu witryn mają o 20% mniej błędów, ale także znacznie dokładniej sprawdzają liczbę rekordów, które mają w sowich plikach ads.txt. Wspomniane strony mają średnią liczbę wpisów na poziomie 84, natomiast ogólna średnia dla pozostałej ilości witryn wynosi 150. Dzięki temu, topowi wydawcy zmniejszają liczbę błędów i ostrzeżeń, a ich strony ładują się znacznie szybciej.

Wydawcy mają realną zachętę do wydawania większych budżetów w celu naprawienia nieścisłości. Jeśli któryś z wydawców dopuścił się błędu w Google, a prezentuje to ich 50% popytu, to stawka jest dość wysoka. W momencie gdy dopuścili się błędów przy współpracy z mniejszym partnerem,  nie oznacza dużych strat. Mimo wszystko, każde nieporozumienie skutkuje brakiem zysku, z tego względu po stornie reklamodawców rośnie popularność ads.txt.

Według badania firmy Sovrn przeprowadzonego wśród swoich klientów wynika, że wielu wydawców wprowadziło niepoprawne wpisy do Google EBDA (Exchange Bidding in Dynamic Allocation) w plikach ads.txt. Wydawcy, którzy zweryfikowali i zaktualizowali plik odnotowali wzrost przychodów na poziomie 40-50%, tylko dzięki tej drobnej zmianie.

Tylko dlatego, że wydawcy mają niedokładny plik ads.txt nie znaczy, że stracą wszystkie swoje dochody, przynajmniej nie teraz. Na rynku działa obecnie kilku dużych partnerów, którzy świadomie nie kupują plików z niepoprawnymi informacjami lub z ich brakiem. Jednakże, są również kupujący, którzy nie przestrzegają żadnych reguł.

Według badania firmy OpenText, 60% witryn znajdujących się na liście 1000 najchętniej odwiedzanych stron w USA przesłało pliki ads.txt do swoich wydawców. W listopadzie zeszłego roku firma Google zaczęła używać plików ads.txt do filtrowania nieautoryzowanych zasobów reklamowych. Poprzez wzmocnienie egzekwowania prawa, firma odnotowała wzrost liczby wydawców. Jak podaje Google, w styczniu 164 000 wydawców przesłało plik ads.txt, a obecnie ta liczba przekroczyła 600 000 witryn.

Co mogą zrobić wydawcy?

  • Przeglądać pliki ads.txt regularnie – niektóre błędy utrzymują się bardzo długo, a to może wynikać z tego, że mniejsi wydawcy nieczęsto kontrolują te pliki. Zazwyczaj zmieniają ads.txt raz w miesiącu lub co dwa miesiące. Duże sieci reklamowe oraz wydawcy kontrolują pliki co najmniej raz w tygodniu. Dzięki temu pojawia się mniej oszustw i nieudanych ofert.
  • Bądź na bieżąco – wydawcy muszą być czujni i stale pilnować, kogo właściwie wpisują jako autoryzowany kontakt. Zdarzają się serwisy, które mają wpisane ponad 300 firm w jednym pliku. Wymienianie każdej najmniejszej sieci, która kontaktowała się danym wydawcą jest błędem. W ten sposób trudno jest zarządzać powierzchnią reklamową, a co za tym idzie łatwo doprowadzić do oszustwa.
  • Niczego nie zakładaj – cześć wydawców wychodzi z założenia, że skoro zeszłotygodniowy plik był poprawny, to nie ma konieczności jego zmiany w kolejnym. W ten właśnie sposób utrzymują się i powstają błędy. Plik należy sprawdzać za każdym razem. Wystarczy tylko poświęcić odrobinę czasu i być szczególnie ostrożnym przy jego sprawdzaniu.
  • Szczegółowa wiedza – w tym kontekście duzi wydawcy mają przewagę, że względu na większe możliwości technologiczne. Jedno jest natomiast pewne – należy badać plik ads.txt oraz poddawać szczegółowej analizie wyciągnięte z niego dane. Szczegółowe raporty pozwalają wskazać realny wpływa niektórych wskaźników na przychody.

Automatyzacja – na rynku istnieje wiele rozwiązań do sprawdzania błędów w plikach ads.txt

Wprowadzenie pliku ads.txt niewątpliwie jest dobrym rozwiązaniem, które ma na celu wyeliminowanie oszustw związanych z nieautoryzowanym zakupem powierzchni reklamowej. Zaraz po wprowadzeniu pliku, firmy zaczęły dokładniej analizować spływające do nich zapytania reklamowe. Jednak z czasem ta kontrola stawała się mniej szczegółowa i niedbała. Jeżeli sytuacja na rynku reklamowym ma być przyjazna i przejrzysta, to należy wrócić do standardów z początku wprowadzenia ads.txt.

Autor: Jakub Szczęsny, CTO Yield Riser

Jaka będzie przyszłość gotówki? Płatności elektroniczne dają coraz więcej korzyści

Czy gotówka w XXI wieku jest jeszcze potrzebna? To temat, który jeszcze 20 lat temu nie byłby analizowany dlatego, że odpowiedź wydawała się oczywista. Przez rozwój płatności bezgotówkowych i coraz większe możliwości rozliczania operacji bez gotówki – pojawiają się wątpliwości, co do jej przyszłości. Pieniądz bezgotówkowy pasywnie leży w portfelach, schowkach, skrytkach czy na rachunkach – może lekko oprocentowany – ale jest nadal niedostatecznie blisko obrotu gospodarczego. Jeżeli pieniądz gotówkowy zamienia się na bezgotówkę, jest on automatycznie, aktywnie do niego włączany.

– Gotówka na pewno nie zniknie, ale zdecydowanie zmniejszy się jej znaczenie w gospodarce. Kiedyś opierał się na niej cały obrót gospodarczy, z czasem zaczęło się to zmieniać. Obecnie różni się to w zależności od kraju, ale rzeczywiście nie jest już głównym środkiem rozliczeniowym i transakcyjnym – powiedział serwisowi eNewsroom dr Mieczysław Groszek, prezes Fundacji Polska Bezgotówkowa – Coraz więcej rzeczy kupujemy, rozliczamy i opłacamy w postaci bezgotówkowych przelewów. Korzyści z tego płynących jest coraz więcej. Na poziomie gospodarki przyspieszyło to obrót pieniądza. Wszyscy, którzy mają do czynienia z finansowaniem inwestycji czy rozliczeń, wiedzą jak ważna to zmiana. Kolejna kwestia, również na poziomie makro, to koszty gotówki. Często brakuje świadomości, że ponosi je bank, sklep czy bank centralny. Szacunki pokazują, że obrót gotówkowy w takim kraju, jak Polska, kosztuje ok. 1 proc. dochodu narodowego. Praktycznie to 20 miliardów, które są na to przeznaczane.Zmniejszenie ilości gotówki w obrocie może obniżyć te koszty i zapewnić makro oszczędność. Na poziomie przedsiębiorstw oznacza to możliwość pozyskania nowych klientów i wzrostu przeciętnych wydatków. To także większe bezpieczeństwo i transparentność w prowadzeniu księgowości i finansów. Oprócz tego, wprowadzenie obrotu bezgotówkowego ułatwia rozliczanie się z fiskusem. Na podstawie rachunków bankowych można bardzo łatwo pokazywać skalę i charakter obrotów przedsiębiorstwa. Dla użytkowników takie rozwiązania jest przede wszystkim wygodne. Potwierdza to rosnąca liczba użytkowanych kart. W Polsce mam ich już 38 milionów – podkreślił Groszek.

MPiT chce walczyć z zatorami płatniczymi

Do konsultacji społecznych trafił projekt ustawy, która ma ograniczyć zatory płatnicze – czyli prawdziwą zmorę polskich przedsiębiorców. Ulga na tzw. złe długi w CIT i PIT, krótsze terminy płatności czy szybka ścieżka do nakazu zapłaty – to główne propozycje. Zdaniem Pracodawców RP projektowane zmiany raczej nie zlikwidują całkowicie zatorów, ale powinny przynajmniej częściowo je ograniczyć.

Z Europejskiego Raportu Płatności 2017 wynika, że aż 78% przedsiębiorców otrzymuje zapłatę 30 dni po terminie, a 13% czeka na nią nawet do 60 dni. Doliczając do tego średni termin zapłaty wskazany na fakturze, daje to 2 lub 3 miesiące bez wpływów na konto firmy. Taki stan rzeczy niesie za sobą poważne konsekwencje dla biznesu. Można wymienić tu chociażby brak możliwości regulowania przez wierzycieli własnych należności, co prowadzić może do narastania zjawiska zatorów płatniczych, ponoszenie dodatkowych kosztów prowadzenia działalności związanych z przeterminowanymi należnościami, konieczność podnoszenia cen produktów lub usług czy też zmniejszanie funduszu wynagrodzeń, w tym ograniczanie zatrudnienia. Zatory płatnicze powodują również osłabienie inwestycji i zahamowanie rozwoju przedsiębiorstw.

Projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ograniczenia zatorów płatniczych ma poprawić sytuację wierzycieli. Zmiany polegają na wprowadzeniu rozwiązań mobilizujących dłużników transakcji handlowych (przedsiębiorców i podmioty publiczne) do dokonywania zapłaty w ustalonym terminie, jak również zniechęcających do narzucania przez nich nieuzasadnionych, wydłużonych terminów zapłaty. Propozycje przewidują również wprowadzenie mechanizmów wsparcia dla wierzycieli, w szczególności MŚP.

Jedną z najważniejszych zmian mających zapobiegać powstawaniu i piętrzeniu się zatorów płatniczych jest ulga na tzw. złe długi w CIT i PIT na wzór tej obowiązującej w podatku VAT. Zaproponowane przepisy pozwolą na odliczenie od podstawy opodatkowania kwot niezapłaconych w ciągu 120 dni od dnia upływu terminu płatności. Zaś dłużnik zalegający z płatnością będzie miał obowiązek podwyższyć swoją podstawę opodatkowania o kwotę zaległości. Ponadto resort przedsiębiorczości i technologii zaproponował m. in. wprowadzenie limitu 60 dni na uregulowanie przez dużego kontrahenta jego zobowiązania wobec mniejszego podmiotu oraz 30 dni na zapłatę faktury na rzecz przedsiębiorców w przypadku, gdy jego kontrahentem jest instytucja publiczna.

Co do zasady przedstawiony projekt należy ocenić pozytywnie. I choć szanse na całkowite wyeliminowanie zatorów przy wykorzystaniu nowych rozwiązań są raczej mało prawdopodobne, to niewątpliwie propozycja rządu jest krokiem w dobrym kierunku. Zatory płatnicze od lat bowiem utrudniają działalność przedsiębiorców, zwłaszcza tych z sektora mikro- i małych przedsiębiorstw, w przypadku których nieterminowa płatność lub brak płatności w ogóle może zadecydować o ich przyszłości. Proponowane rozwiązania powinny więc zniechęcać do podpisywania umów i kontraktów z terminami naruszającymi standardy handlowe. Pomysł na korektę podstawy opodatkowania, zarówno u dłużników, jak i u wierzycieli daje nadzieję na lepsze wywiązywanie się ze swoich zobowiązań. Pozytywnie należy ocenić również skrócenie podmiotom publicznym do 30 dni terminu na zapłatę faktury, bowiem sektor publiczny powinien być przykładem staranności dla innych uczestników rynku. Do tej pory niestety bywało z tym różnie.

Sfinks porozumiał się z bankiem i wydłużył spłatę kredytu

Spółka Sfinks Polska, zarządzająca sieciami Sphinx, Piwiarnia Warki, Chłopskie Jadło, Fabryka Pizzy oraz WOOK, otrzymała pozytywną decyzję BOŚ S.A. w sprawie zmiany warunków umowy kredytowej. Bank zaakceptował  złożoną propozycję spółki dotyczącą wydłużenia spłat kredytu do 2028 r., co oznacza niższe raty, a tym samym poprawę płynności. Oprócz tego zostały ustalone nowe, odpowiednie do planów rozwoju Sfinksa wymogi kredytowe, w tym  podwyższenie  kapitału spółki o co najmniej 5,5 mln zł. Zmiana harmonogramu spłat kredytu oraz zwiększenie kapitałów były wskazywane przez Sfinksa jako jedne ze źródeł finansowania rozwoju według opublikowanej w 2017 r. strategii.

– Najnowsze porozumienie z bankiem jest dla nas bardzo korzystne. Jego efekt to przede wszystkim otwarcie autostrady do realizacji założonej strategii, gdyż tylko w ciągu najbliższych 12 miesięcy około 10 mln zł zamiast na spłatę kredytu może zostać przeznaczone na realizację planów rozwoju. Jesteśmy teraz w bardzo ważnym momencie – budujemy portfolio marek i skalę sprzedaży. Oprócz tego w trakcie wdrażania są strategiczne projekty, jak np. nowy system IT, który będzie wspierał zarządzanie w naszych sieciach i umożliwi rozwój w segmencie delivery. Jednocześnie finalizowanie długotrwałych i kosztownych projektów pozwala na zracjonalizowanie kosztów centrali i wprowadzenie zmian organizacyjnych, które umożliwią nam skuteczne wykorzystanie szans w związku ze zmianami zachodzącymi obecnie w  otoczeniu rynkowym. Dodatkowo takie ustrukturyzowanie warunków kredytu pozwala na długoterminowe zaplanowanie tempa rozwoju spółki w związku z ustabilizowaniem płynności. Wspólnym mianownikiem działań jest poprawa rentowności, a docelowo wzrost wartości spółki – komentuje Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

W ramach zaakceptowanego przez BOŚ wniosku umowa kredytowa Sfinksa zostaje wydłużona do 10 lat – tj. do 2028 r. Pierwotnie spółka miała skończyć spłacać kredyt w 2022 r.. Teraz Sfinks zyska nowy, korzystniejszy harmonogram – przez pierwsze 7 miesięcy będzie spłacać raty kapitałowo-odsetkowe obniżone do 400 tys. zł, następnie do końca 2021 r. raty odsetkowo-kapitałowe w wysokości 795 tys. zł miesięcznie, a od stycznia 2022 r. do sierpnia 2028 r. równe raty kapitałowe. Jednocześnie w pozytywnej dla Sfinksa decyzji kredytowej bank zawarł zobowiązanie, zgodnie z którym gastronomiczny operator do końca roku podwyższy kapitał zakładowy o kwotę co najmniej 5,5 mln zł. Spółka ma możliwość zrealizowania tego warunku, ponieważ w 2017 r. walne Sfinksa wyraziło zgodę na przeprowadzenie emisji akcji. Udzielone w ten sposób dla zarządu upoważnienie dotyczyło emisji z wyłączeniem prawa poboru, ale z zastrzeżeniem prawa pierwszeństwa do objęcia nowych walorów dla akcjonariuszy, których udział w kapitale wynosi co najmniej 1%.

Wszystkie te warunki będą mogły wejść w życie po podpisaniu nowych aneksów do umowy kredytowej Sfinks Polska z BOŚ.

Bohdan Wyżnikiewicz: w 2019 r. polskie firmy nie zwiększą inwestycji. Będą kumulować kapitał

Wzrost inwestycji przedsiębiorstw będzie nadal niski, tak założono w budżecie na przyszły rok. Jednak nawet takie założenia mogą się okazać zbyt optymistyczne, bo na świecie zmieniło się podejście do zarządzania pieniędzmi przez firmy, czego polski rząd prawdopodobnie nie dostrzega.

– Wzrost inwestycji będzie nadal jednocyfrowy, bo polskie firmy odczuwają niepewność co do polityki gospodarczej rządu, co spowodowane zostało podatkiem bankowym czy ograniczeniem handlu w niedzielę, a pojawiły się kolejne zagrożenia – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych, były prezes GUS. – Gwałtownie pogorszyła się sytuacja na rynku pracy.

Sytuację na rynku pracy gwałtownie pogorszyło obniżenie wieku emerytalnego. Program 500+ wpłynął na obniżenie aktywności zawodowej kobiet. Zmiany w systemie prawnym podwyższają niepewność, obniżając skłonność do inwestowania. Polskie firmy trzymają na lokatach aż ponad 250 mld zł.

Zmienia się też podejście na świecie do zarządzania gotówką przez przedsiębiorstwa, co coraz bardziej będzie też dotyczyło polskich firm: – Kiedyś uważano, że gotówka powinna być w obrocie i nie należy jej trzymać w bankach, teraz strategią zarządzania finansami jest inna, trzymając gotówkę w bankach firmy zyskują prestiż w oczach kontrahentów i czekają na okazję, aby kupić mniejsze firmy.

Cena ropy najwyższa od czterech lat i może być jeszcze droższa

Cena ropy brent przekroczyła 81 USD za baryłkę. Jest najwyższa od czterech lat. W kolejnych miesiącach może być jeszcze wyższa.

Rekordowe ceny, to skutek spotkania krajów OPEC w Algierii. Nie doszło wprawdzie do zawiązania nowego porozumienia, ale rynek zareagował wzrostem cen.

– To reakcja na wiadomość, że OPEC i Rosja nie planują zwiększenia produkcji w 2019 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Może dojść do dalszych, niewielkich wzrostów cen.

Wpływ na ceny ma też sytuacja w USA, gdzie pomimo wysokiego wydobycia zdecydowano o nie zmniejszaniu rezerw.

Deloitte: Startuje XII edycja Respect Index. Dodatkowo nowe spółki mogą się teraz ubiegać o certyfikat Respect

W grudniu tego roku po raz dwunasty zostanie ogłoszony Respect Index, w skład którego wchodzą spółki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych. Gromadzi on firmy odpowiedzialnie społecznie. W tym roku po raz pierwszy zostanie przyznany Certyfikat Respect. Od października mogą się o niego ubiegać spółki giełdowe, które choć nie są uczestnikami indeksów WIG20, mWIG40, sWIG80, to spełniają wymogi odpowiedzialnego biznesu. Proces selekcji i weryfikacji spółek nadzoruje firma doradcza Deloitte.

W 2009 roku Giełda Papierów Wartościowych rozpoczęła publikację Respect Index, pierwszego w Europie Środkowo-Wschodniej indeksu spółek odpowiedzialnych społecznie. Do indeksu aspirować mogą spółki o najwyższej płynności, czyli wchodzące w skład indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80. Trafiają do niego firmy działające zgodnie z najlepszymi standardami zarządzania w zakresie ładu korporacyjnego i informacyjnego, relacji z inwestorami, a także z uwzględnieniem i poszanowaniem czynników społecznych, pracowniczych oraz ekologicznych. Rewizja składu indeksu jest przeprowadzana raz w roku, w jego drugiej połowie.

Rynek nagradza przejrzystość, o czym świadczą dobre notowania spółek zgromadzonych w Respect Index, grupującego firmy odpowiedzialne społecznie. – W Polsce nie przywiązuje się jeszcze dużego znaczenia dotych kwestii , ale potencjał rozwoju w tym zakresie jest ogromny. Wyniki notowań indeksu RESPECT pokazują, że spółki tworzące ten wskaźnik charakteryzują się wyższą stopą zwrotu niż przeciętna rynkowa wyrażona indeksem WIG. W ciągu dziewięciu lat istnienia indeksu, zwiększył on swoją wartość o 65,1 proc. W tym czasie indeks szerokiego rynku WIG wzrósł o 51 proc. a WIG20 zyskał 1,4 proc.

Nowość – Certyfikacja Respect dla większej liczby spółek

W tym roku GPW przy współpracy z Deloitte postanowiła rozszerzyć zakres promowania społecznie odpowiedzialnych firm. W październiku zostanie uruchomiona po raz pierwszy certyfikacja Respect. O otrzymanie certyfikatu będą mogły ubiegać się spółki spoza wiodących indeksów, które chciałyby potwierdzić swoją działalność zgodną ze standardami GPW w zakresie biznesu odpowiedzialnego społecznie. W badaniu spółek kluczowe są czynniki takie jak: wypełnianie zasad ładu korporacyjnego, zarządzanie ryzykiem, zarządzanie wpływem na środowisko czy zasobami ludzkimi.

Firmy, które otrzymają certyfikat, znajdą się w prestiżowym gronie spółek giełdowych wzmacniających swoją reputację, jako firmy odpowiedzialnej, obniżającej poziom ryzyka w oczach inwestorów, rynków kapitałowych i finansowych, zarówno w kraju, jak i zagranicą – mówi Irena Pichola, Partner, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju.

W procesie certyfikacji GPW wraz ze Stowarzyszeniem Emitentów Giełdowych dokonają oceny, czy dana spółka przestrzega ładu korporacyjnego oraz poziomu komunikacji i interakcji z interesariuszami. Po pozytywnym rozpatrzeniu, kolejnym etapem będzie wypełnienie kwestionariusza, który zostanie zweryfikowany przez Deloitte. Certyfikat otrzymają te spółki, które uzyskają minimalną liczbę punktów, zarówno całościowo, jak i w każdej z trzech grup czynników ESG (Environmental, Social, Governance). Wyniki zostaną ogłoszone podczas gali RESPECT Index w grudniu 2018 roku. Od początku 2019 roku przystąpienie do procesu certyfikacji będzie możliwe w dowolnym momencie, a wyniki będą ogłaszane dwa razy w roku – w czerwcu i grudniu.

Jak poradziły sobie firmy w ujawnianiu danych pozafinansowych

Blisko rok temu zgodnie z prawem unijnym znowelizowano ustawę o rachunkowości, która miała na celu zmotywowanie do zarządzania tematami z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu oraz zwiększenie znaczenia informacji niefinansowych. Wedle przyjętej w Ustawie o rachunkowości definicji, do sporządzenia sprawozdania niefinansowego zobowiązane są spółki oraz grupy kapitałowe zatrudniające powyżej 500 osób oraz o sumie bilansowej wyższej niż 20 mln euro lub przychodach netto wyższych niż 40 mln euro.

– Wprowadzenie wymogu ujawnia danych niefinansowych pozytywnie wpłynęło na wzrost transparentności polskich firm. Spółki zaprezentowały wcześniej nieudostępniane informacje, którymi zainteresowani są interesariusze, analitycy czy rynek. – mówi Irena Pichola – Po pierwszym roku widzimy, że zebranie danych i przygotowanie oświadczeń dla wielu spółek stanowiło jednak spore wyzwanie, szczególnie, że większość z nich opublikowało je po raz pierwszy.

W Polsce nowy obowiązek objął około 300 największych spółek i grup kapitałowych. Jak wynika z badania Deloitte dla ponad 75 proc. był to pierwszy proces ujawniania danych pozafinansowych. W ciągu ostatniego roku najwięcej oświadczeń i raportów pozafinansowych przygotowały firmy z sektora przemysłowego (21 proc.), finansowego i ubezpieczeniowego (19 proc.) oraz usług (12 proc.). Ponad połowa wszystkich publikacji została przygotowana w nawiązaniu do najbardziej uznanej globalnie metodologii raportowania niefinansowego GRI (Global Reporting Initiative). 11 proc. podmiotów zdecydowało się na publikację pełnego raportu CSR w terminie spójnym z publikacją wyników finansowych. Z kolei 15,3 proc. firm opublikowało dwa dokumenty. Jeden w formie oświadczenia na temat informacji niefinansowych z datą wynikającą ze sprawozdawczości finansowej oraz drugi – pełen raport CSR opublikowany w późniejszym terminie. Do tej pory opublikowano około 650 raportów.

Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, partner w Deloitte
Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, partner w Deloitte

Na polskim rynku znajduje się silne grono liderów, którzy strategicznie zarządzają tematyką zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu oraz raportują dane niefinansowe w sposób profesjonalny, w oparciu o uznane standardy oraz poddając dane zewnętrznej weryfikacji.  – Blisko 50 firm raportuje od lat zdobywając nagrody w konkursie Raporty Społeczne oraz Green Frog Awards. Liderzy łączą wymóg regulacyjny z dobrą praktyką raportowania zintegrowanego, przedstawiając dane finansowe i pozafinansowe w jednej publikacji w oparciu o wytyczne IIRC – mówi Irena Pichola. Jak wynika z analizy Deloitte, większość oświadczeń i raportów opublikowanych po raz pierwszy zawiera często jedynie tematy narzucone przez ustawodawcę. Spółki pomijają istotne zagadnienia z perspektywy własnej działalności. – Jest to znak, który świadczy o braku kompleksowego podejścia do zarządzania oraz zbierania danych, które mogłyby być wykorzystywane przez firmy na potrzeby Zarządów. Podmioty te powinny wykorzystać kolejny rok obowiązującej regulacji do zwiększenia jakości i efektywności procesów oraz skutecznego budowania wartości spółek – dodaje Irena Pichola.

Klienci spółki Energia dla Firm w trudnej sytuacji. Płacą 3 razy większe rachunki za prąd

Przez niemal cztery lata właściciel hotelu w popularnej miejscowości turystycznej był zadowolony z dostawcy prądu. Do czasu, gdy ten 7 września poinformował o zaprzestaniu świadczenia usług. Hotelarz wtedy jeszcze nie wiedział, że za prąd przyjdzie mu zapłacić potrójną stawkę. W podobnej sytuacji jest ponad 100 tys. odbiorców prądu.

Przez lata nie było żadnego kłopotu. Hotel regulował rachunki regularnie, ze spółką Energia dla Firm kontaktował się mailowo. Nietypowy mail przyszedł 7 września. Sprzedawca energii elektrycznej poinformował w nim, że spółka zaprzestała sprzedaży energii elektrycznej. W mailu przedsiębiorca został poinformowany, że teraz energię dostarczy mu sprzedawca rezerwowy.

Zgodnie z prawem energetycznym maksymalna cena energii elektrycznej sprzedawanej w ramach świadczenia rezerwowej usługi kompleksowej nie może być wyższa niż iloczyn współczynnika 2,5 i średniej ceny sprzedaży energii elektrycznej na rynku konkurencyjnym (art. 23 ust. 2 pkt 18 lit. b) ustawy Prawo energetyczne). Określenie maksymalnej wartości ceny usługi rezerwowej ma zastosowanie do odbiorców w gospodarstwach domowych. Dla pozostałych odbiorców (w tym przedsiębiorców) regulacji ustawowych w tym zakresie nie ma. Dlatego stosuje się dla tych odbiorców mechanizm obliczania cen dla usługi rezerwowej (ilość energii x standardowa cena w danej grupie taryfowej x trzy).

– W podobnej sytuacji jak przedsiębiorca z północno-wschodniej Polski jest ponad 100 tys. odbiorców prądu, w tym kilka tysięcy innych firm, które miały umowę podpisaną z Enegią dla Firm – mówi w rozmowie z MarketNews24 Magdalena Skłodowska z WysokieNapiecie.pl.

Wyniki Grupy Banku Pocztowego po II kwartałach 2018 r.

W pierwszych II kwartałach 2018 r. zysk netto Grupy Banku Pocztowego wzrósł ponad 5-krotnie. Wskaźniki kapitałowe oraz płynnościowe kształtowały się na bezpiecznym poziomie, znacząco powyżej minimalnych wymogów nadzorczych. W relacji I półrocze 2018 do I półrocza 2017 Bank odnotował 20% wzrost sprzedaży kredytów detalicznych (łącznie konsumpcyjnych oraz hipotecznych) oraz 87% wzrost sprzedaży kredytów hipotecznych.

W I półroczu 2018 r. Bank Pocztowy wypracował ponad 5-krotnie wyższy zysk netto niż rok wcześniej i wyniósł 10,6 mln zł. Wskaźnik zwrotu z kapitału (ROE netto) ukształtował się na poziomie 3,52% i był o 2,92 p.p. wyższy niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Sławomir Zawadzki, Prezes Zarządu Banku Pocztowego
Sławomir Zawadzki, Prezes Zarządu Banku Pocztowego

– Przyjęta w czerwcu 2017 r. Strategia Banku Pocztowego oraz zdefiniowanie w ramach jej operacjonalizacji 90 inicjatyw strategicznych zaczyna przynosić pierwsze efekty. Cieszymy się z istotnego wzrostu zysku netto oraz bezpieczeństwa kapitałowego oraz płynnościowego Banku potwierdzonego kluczowymi wskaźnikami. Przede wszystkim koncentrujemy się jednak na dalszej pracy i wyzwaniach związanych z realizacją coraz bardziej docenianego na świecie, ambitnego projektu bankowości pocztowej – mówi Sławomir Zawadzki, Prezes Zarządu Banku Pocztowego.

Wyższy niż rok wcześniej poziom dochodów osiągnięty przez Bank Pocztowy wyniósł 173,9 mln zł (6 proc r/r). Pozwolił na to, mimo niższego poziomu wyniku odsetkowego (130,8 mln zł na koniec czerwca 2018 r.) i prowizyjnego (24,1 mln zł na koniec czerwca 2018 r.), wzrost pozostałych dochodów o 17,7 mln zł z uwagi na sprzyjające warunki otoczenia rynkowego w zakresie kształtowania się cen skarbowych papierów wartościowych oraz optymalizację przez Bank portfela papierów wartościowych, a także rozwiązanie rezerw (UOKiK).

Bank zrealizował marżę odsetkową na dobrym poziomie 3,5 proc. Odnotowany w omawianym okresie wzrost kosztów działania Banku do poziomu 122,5 mln wynikał m.in. z włączenia w struktury Banku dotychczasowych spółek zależnych – Centrum Operacyjne Sp. z o.o. oraz Spółki Dystrybucyjnej Banku Pocztowego Sp. z o.o.

Dalsza poprawa jakości

W I połowie 2018 r. Bank Pocztowy pozyskał ponad 41 tys. nowych Klientów detalicznych, a łączna liczba obsługiwanych przez Bank Klientów wynosiła na 30 czerwca 2018 r. 976,6 tys.. W omawianym okresie Bank kontynuował proces zamykania nieaktywnych rachunków, w efekcie czego ich liczba na koniec I półrocza ukształtowała się na poziomie 698 tys. Jednocześnie Bank odnotował istotny wzrost średniego stanu środków na ROR, który w ciągu roku wyniósł 37 proc.

Sprzedaż kredytów dla klientów detalicznych wzrosła o 20% porównując dane na koniec pierwszego półrocza 2018 r. do pierwszego półrocza 2017 r. Sprzedaż kredytów konsumpcyjnych w I połowie 2018 r. wyniosła 314 mln zł, a ich saldo na koniec czerwca osiągnęło poziom 2,0 mld zł i było nieznacznie niższe niż na koniec I półrocza poprzedniego roku (2,1 mld zł na koniec czerwca 2017). W efekcie powrotu Banku Pocztowego do sprzedaży kredytów hipotecznych, Bank w I półroczu 2018 r. udzielił tego typu kredytów o wartości 104 mln zł – niemal dwukrotnie wyższej niż analogicznym okresie ubiegłego roku (wówczas sprzedaż wyniosła 55 mln zł). Łączna wartość salda kredytów brutto udzielonych Klientom osiągnęła na 30 czerwca 2018 r. poziom 4,4 mld zł.

– Uzyskane w drodze dokapitalizowania Banku środki pozwoliły m.in. na powrót Banku Pocztowego do aktywnej sprzedaży kredytów hipotecznych. Dlatego w I półroczu zadbaliśmy m.in. o poprawę funkcjonalności produktu, rozszerzenia sieci dystrybucji o grupę pośredników, usprawnienie procesu oraz dostosowaniu polityki cenowej do sytuacji rynkowej, co przyniosło oczekiwane rezultaty – mówi Sławomir Zawadzki, Prezes Zarządu Banku Pocztowego.

W I półroczu 2018 r. Bank kontynuował politykę dopasowania salda depozytów do potrzeb akcji kredytowej przy jednoczesnym ograniczaniu kosztowości bazy depozytowej. W rezultacie saldo depozytów na 30.06.2018 r. wyniosło 6,2 mld zł, wzrastając o 5,8 proc. w relacji do analogicznego okresu rok wcześniej.

Pierwsze półrocze 2018 r. Bank Pocztowy zamykał posiadając wysokie, bezpieczne poziomy wskaźników kapitałowych i płynnościowych. Współczynnik wypłacalności Banku (CAR) wyniósł 18,4 %, a Tier 1 ukształtował się na poziomie 15,2%.

Kluczowe działania w 2018 r.

Podejmowane przez Bank Pocztowy w I półroczu 2018 r. działania miały na celu efektywne wprowadzanie w życie założeń strategicznych zawartych w Strategii Banku Pocztowego na lata 2017-2021.

W obszarze biznesu Bank rozpoczął prace w ramach projektu RAZEM 2021, w którym Bank Pocztowy i Poczta Polska wypracowują obecnie docelowy model działania wspólnej sieci sprzedaży wszystkich usług finansowych i cyfrowych. Prace w tym kluczowym dla sukcesu biznesowego Banku obszarze będą kontynuowane.

Dużym wyzwaniem było skutecznie przeprowadzone przeniesienie obsługi kart płatniczych do nowego dostawcy, First Data Polska S.A. Produkcję, jak i personalizację kart, Bank powierzył Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

Dzięki podpisaniu umowy z MoneyGram Bank udostępnił usługę wysyłki pieniędzy z placówek pocztowych do ponad 200 krajów i terytoriów na świecie w najszerszej pod względem dostępności tej usługi sieci placówek w Polsce. W ciągu zaledwie kilku minut wysłane środki z rachunku bankowego można odebrać w kraju przeznaczenia – w jednym z 350 000 punktów MoneyGram.

Bank wprowadził także kompleksową ofertę dla obywateli Ukrainy. Zawiera ona obsługę Contact Centre, stronę www, serwis transakcyjny w języku ukraińskim oraz możliwość realizowania przekazów pieniężnych z konta na Ukrainę za 0 zł.

W obszarze firmowym Bank wypracował nowy model obsługi klientów MSP, w dalszym ciągu pracując nad rozbudową oferty produktowej dla tej grupy Klientów.

W dalszej części roku Bank Pocztowy będzie koncentrował swoje działania m.in. na dalszym rozwoju usług cyfrowych, w tym wdrożeniem nowego produktu i procesu kredytu online dla klientów detalicznych.

W ramach EnveloBanku, cyfrowej marki Banku Pocztowego, trwają prace nad Marketem Cyfrowym oraz zaproponowaniem Klientom nowych form płatności Google Pay.

Ważnym wydarzeniem był powrót Banku Pocztowego po 16 latach do nazwy siatkarskiego klubu kobiet z najwyższej klasy rozgrywkowej – Bank Pocztowy Pałac Bydgoszcz.

Chmura „przejmie” niemal 1/3 globalnych wydatków na IT

Jak donosi najnowsza analiza Gartnera, do 2022 roku już 28% wszystkich środków pozostawianych przez firmy i organizacje na rynku IT ulokowanych zostanie w usługach chmurowych. Wartość tych wydatków wyrazi się natomiast imponującą kwotą 1,3 biliona dolarów.

Wiąże się to z dość znaczącym wzrostem w porównaniu do bieżącego roku, który według analityków Gartnera zakończy się 19% udziałem rozwiązań chmurowych w rynku IT.

Pierwsze oznaki przełomu?

Pomimo, iż w ciągu najbliższych czterech lat tradycyjne pordukty i usługi IT, wykorzystujące wewnętrzne infrastruktury teleinformatyczne, nadal utrzymywać będą przeważający stosunek względem rozwiązań chmurowych, już dziś daje się zauważyć trendy, które nakazują sądzić, iż będzie się on szybko zmieniał na korzyść tych drugich. Największym „kamieniem milowym” w odmianie oblicza rynku IT jest stopniowe odchodzenie od wdrożeń on-premise aplikacji biznesowych. – Daje się to zauważyć szczególnie w sektorze systemów CRM, które w wersjach on-premise przestały właściwie notować wzrosty, przeciwnie do wersji funkcjonujących w chmurowym modelu usługowym, które stale zyskują na uznaniu. Trend ten z pewnością nie wyhamuje – dość wspomnieć, iż wg. Gartnera to właśnie segment narzędzi do zarządzania relacjami z klientami będzie najszybciej rosnącym oprogramowaniem 2018 roku – tłumaczy Artur Malinowski z Arrow ECS.

Już 40% aplikacji biznesowych działać będzie w środowisku chmurowym do 2022 roku – w przypadku systemów operacyjnych, narzędzi sterujących infrastrukturą czy outsourcingu procesów biznesowych (BPO) odsetek ten nie przekroczy natomiast 30%.

Oszczędności nie grają roli

Jak wynika z najnowszego badania Deloitte – 2018 Global Outsourcing Survey, 93% spośród 521 osób decyzyjnych w firmach i organizacjach zatrudniających powyżej 1000 osób planuje bądź jest w trakcie wdrażania rozwiązań chmurowych. To dość przewidywalna statystyka, biorąc pod uwagę obserwowany od kilku lat trend zwrotu w stronę chmury, określany mianem „cloud shift”. Zupełnie odwrotnie niż w przypadku drugiego wniosku, związanego z determinantami decyzji o zmianie modelu zarządzania firmą. – O ile w rozlicznych badaniach dotyczących rynku cloud computingu, realizowanych jeszcze przed rokiem czy dwoma laty trudno było znaleźć takie, w którym głównym czynnikiem decydującym o zakupie usług chmurowych nie byłyby oszczędności związane z brakiem konieczności posiadania wewnętrznej infrastruktury informatycznej czy sztabu specjalistów IT, o tyle teraz mają one marginalne znaczenie. W dużej mierze dlatego, że tzw. bariera wejścia w zarządzanie procesami przy pomocy usług chmurowych jest dzisiaj dość niska, biorąc pod uwagę indywidualne modele rozliczeń czy wsparcie implementacyjne, znoszące ryzyko nieudanych wdrożeń – dodaje Artur Malinowski z Arrow ECS.

Analitycy Deloitte dowiedli, że głównym parametrem decyzyjnym branym pod uwagę przy decyzji o zakupie rozwiązań chmurowych jest ich rola katalizatora zmian i unowocześnienia środowiska IT – takiego zdania było 64% respondentów. Tylko 1% ankietowanych mniej wskazał na przyspieszenie z opracowywaniem nowych produktów i usług, czyli tzw. time-to-market, na trzecim miejscu zaś znalazło się zwiększenie produktywności, które zyskało 56% głosów. Zmniejszenie kosztów utrzymania środowiska IT znalazło się na samym końcu, gdyż było najistotniejsze jedynie dla 35% zaproszonych do badania.

Era migracji

Gartner przewiduje, że globalny rynek chmury publicznej osiągnie do końca bieżącego roku wartość 186,4 miliardów dolarów – to o ponad 21% więcej niż rok temu. Najwięcej środków inwestowanych w nią przez firmy i organizacje pochłonie sektor usług oprogramowania na wynajem (SaaS), w tym aplikacji do zarządzania poszczególnymi obszarami przedsiębiorstwa, który na koniec roku wart będzie 73,6 mld $.

Kolejne startupy w programie akceleracji MIT Enterprise Forum Poland

MIT Enterprise Forum Poland, jeden z największych w Polsce akceleratorów dla startupów technologicznych, startuje z 5. edycją programu. Tym razem do projektu zakwalifikowało się 18 młodych firm, które przez kolejne trzy miesiące będą pracować nad rozwojem swoich biznesów pod okiem polskich oraz międzynarodowych mentorów i ekspertów. Wśród nich znaleźli się m.in. twórcy innowacyjnego systemu umożliwiającego odzyskiwanie energii przez autobusy miejskie, technologii pozwalającej na obniżanie dawki terapeutycznej leków przy zachowaniu ich pierwotnego działania i jednoczesnym osłabieniu działań niepożądanych czy aplikacji dedykowanej właścicielom winnic, która pozwala na zwiększenie plonów i redukcję kosztów związanych  z procesami nawadniania i nawożenia. Najlepsze startupy mają szansę na udział w tygodniowym Bootcampie w Bostonie oraz wygranie 100 tys. zł w konkursie CVC Young Innovator Awards.

Celem programu MIT Enterprise Forum Poland jest przyspieszenie rozwoju młodych, innowacyjnych firm technologicznych poprzez połączenie ich potencjału z wiedzą, doświadczeniem oraz zasobami wiodących polskich i międzynarodowych przedsiębiorstw, organizacji oraz funduszy inwestycyjnych. Do tej pory akcelerację przeszło niemal 100 startupów. Jak twierdzi Łukasz Owczarek, Head of Acceleration w Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej, która jest organizatorem programu, na polskim rynku wciąż jest wiele młodych, innowacyjnych firm, które – o ile na początku swojej drogi otrzymają odpowiednie wsparcie – mogą swoimi technologiami podbić międzynarodowe rynki.

– Kiedy zaczynaliśmy rekrutację do 5. edycji programu MIT Enterprise Forum Poland, zastanawialiśmy się, czy są jeszcze w Polsce startupy, które mogą nas zaskoczyć nie tylko innowacyjnością rozwijanych technologii, ale również kompetencjami i zmotywowaniem zespołu. Dziś już wiemy, że tak – mówi Łukasz Owczarek. – Do programu zakwalifikowało się 18 startupów, które stworzyły unikalne rozwiązania m.in. dla sektora life-science, ubezpieczeniowego czy rolno-spożywczego. Wielu z nich brakuje jednak wiedzy, doświadczenia oraz zaplecza finansowego, przez co – pomimo faktu posiadania naprawdę innowacyjnych technologii – nie mogą się efektywnie rozwijać. Rolą programu MIT Enterprise Forum Poland jest wspieranie młodych przedsiębiorców w pokonywaniu tych barier i pomoc w przekuciu wyjątkowego pomysłu w dobrze prosperujący biznes, który ma szansę odnieść sukces nie tylko w Polsce, ale również na rynkach międzynarodowych – dodaje.

Już po raz drugi, dzięki współpracy nawiązanej z CVC Capital Partners, młodzi przedsiębiorcy, którzy zakwalifikowali się do programu MIT Enterprise Forum Poland, zawalczą o 100 000 złotych na rozwój biznesu w konkursie CVC Young Innovator Awards. Organizatorzy chcą wyróżnić rozwiązania, które poza wysokim potencjałem technologicznym, cechują się wysoką użytecznością społeczną.

LISTA STARTUPÓW ZAKWALIFIKOWANYCH DO 5. EDYCJI PROGRAMU

3D Motion Constrols: Rozwiązania ułatwiające komunikację pomiędzy człowiekiem a maszyną, w tym m.in. kontroler poprawiający wydajność oraz wygodę pracy w środowiskach CAD/CAM oraz środowiskach do projektowania obiektów trójwymiarowych.

Babydoc24.com: Wykorzystanie symptom-checkera zbudowanego z wykorzystaniem sztucznej inteligencji do poprawy dostępności pediatrycznej opieki medycznej. Rozwiązanie pozwala rodzicom uzyskać wstępną diagnozę na podstawie objawów chorobowych dziecka.

Bioavlee: Technologia automatyzacji procesu identyfikacji mikroorganizmów, m.in. w przemyśle kosmetycznym. Firma dzięki autorskim patentom redefiniuje sposób identyfikacji mikroorganizmów i sprawia, że praca w laboratoriach staje się dokładniejsza, szybsza, tańsza i prostsza.

Bioceltix: Wykorzystanie właściwości immunomodulacyjnych komórek macierzystych w celu rozwiązywania typowych problemów autoimmunologicznych w leczeniu zwierząt. Firma tworzy leki biologiczne stanowiące korzystną alternatywę dla tradycyjnej farmakologii.

BIOTTS: Innowacyjny nośnik substancji leczniczych, który umożliwia obniżenie dawki terapeutycznej leku, przy zachowaniu jego pierwotnego działania i jednoczesnym osłabieniu działań niepożądanych. Technologia pozwala na dziesięciokrotnie większą biodostępność leku.

Boomerun: Technologia dedykowana firmom ubezpieczeniowym, mająca na celu rozwiązanie problemu braku narzędzi optymalizacji modeli aktuarialnych w oparciu o dane rzeczywiste, w szczególności w zakresie zachowań zdrowotnych klientów.

Byotta: System chłodzenia baterii aut elektrycznych pozwalający na szybsze ładowanie i przedłużenie ich żywotności. Technologia oparta o wykorzystanie nowatorskiej geometrii wymienników ciepła oraz materiałów kompozytowych.

EBnavi: Zintegrowane narzędzie typu SaaS służące do pomiaru, rozwoju i zarządzania marką pracodawcy. Naukowo opracowany algorytm redukuje czas i koszty przygotowania strategii employer branding i pomaga zyskać przewagę konkurencyjną w tym obszarze.

Mapple: Oprogramowanie do inteligencji lokalizacyjnej. Technologia pomaga miastom i firmom wykorzystać analizę danych do podejmowania strategicznych decyzji w oparciu o unikalny sposób łączenia, ulepszania i analizowania wielu strumieni danych lokalizacyjnych.

NeuroGames Lab: Zautomatyzowana platforma w modelu SaaS oparta o naukowo zwalidowane, autorskie gry rekrutacyjne. Technologia łączy odkrycia neuronauki, grywalizacji i psychologii, sprawiając, że proces rekrutacji jest bardziej przyjazny i odporny na manipulacje.

Photon Robot Entertainment: Inspirujący, prosty i wytrzymały robot, który zachęca dzieci do kreatywnego myślenia. Rozwiązanie stworzone jako odpowiedź na problem niewydajnego używania technologii wśród dzieci i technologicznego wykluczenia.

Saps Enterprise: Opatentowany, w 100% bezpieczny oraz nieingerujący w środowisko naturalne system zabezpieczający przewody i światłowody przed przegryzieniem przez zwierzęta.

Smabbler: Ogólna sztuczna inteligencja (OSI) z językowymi zdolnościami poznawczymi do zaawansowanej automatyzacji procesów z danymi tekstowymi. System uczy się szybciej bez intensywnego trenowania i dużych zestawów danych, pracuje z bardziej złożonymi zadaniami oraz osiąga większą dokładność niż obecnie używane technologie językowe.

Thorium Space: Sprzęt satelitarny, który będzie służył do wysyłania na orbitę innowacyjnych anten operujących na niewykorzystywanym dotychczas paśmie szybkiej komunikacji.

VERS Produkcja: Zaawansowany system rekuperacyjny umożliwiający odzyskiwanie energii z procesu tzw. hamowania silnikiem w autobusach miejskich. Zasada działania opiera się wykorzystaniu alternatorów do produkcji energii, która następnie wykorzystywana jest do zasilania urządzeń elektrycznych na pokładzie pojazdu.

VINUM 4.0: Aplikacja mobilna monitorująca warunki panujące w winnicy za pomocą danych satelitarnych i sensorów w celu precyzyjnej uprawy winorośli. Technologia przyczynia się zwiększenia plonu, redukcji kosztów związanych z nawożeniem i nawadnianiem oraz optymalizacji procesu zarządzania.

VisionQb by TechOcean: System, który przy użyciu wizji maszynowej pozwala na szybkie wdrożenie kontroli jakości na linii produkcyjnej.

Weekly.pl: Mobilna aplikacja rozwiązująca codzienne problemy z komunikacją w dużych organizacjach, zwłaszcza w zespołach sprzedażowych, udostępniając środowisko dla szkoleń, testowania wiedzy i zbierania informacji zwrotnej.

O 5. EDYCJI PROGRAMU MIT ENTERPRISE FORUM POLAND

W 5. edycji programu przewidziano akcelerację w ścieżce ogólnej oraz w czterech wyspecjalizowanych ścieżkach branżowych. Ścieżka Zdrowie współtworzona jest z firmą Adamed. Partnerami ścieżki Insurtech są LINK4, Nationale-Nederlanden, PZU i Sollers Consulting. Realizację ścieżki Agritech wspiera fundusz AgriTech Hub, a ścieżki Industry 4.0, dedykowanej startupom technologicznym zainteresowanym współpracą z partnerami z regionu Dolnego Śląska – zarówno partnerzy merytoryczni, jak i technologiczni, tacy jak: Balluff, FANUC Polska, fundusz ValueTech, Wrocławski Park Technologiczny, Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, PORT, Stowarzyszenie Top 500 Innovators oraz firma doradcza Olesiński & Wspólnicy.

Partnerami wspierającymi program są: Visa, fundusz CVC Capital Partners (inicjator konkursu Young Innovator Awards) oraz Campus Warsaw. Partnerami merytorycznymi programu są: Wardyński i Wspólnicy, EUPATENT.PL, Hasik Rheims & Partners, Extended Disc Polska i Novismo. Treningi sprzedażowe dla startupów przeprowadzą eksperci z Autoryzowanego Centrum Szkoleniowego Sandler Training – Twarowski & Posmyk. Organizacjami wspierającymi akcelerację są CMS Law.Tax, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej oraz Stowarzyszenie Organizatorów Ośrodków Innowacji i Przedsiębiorczości w Polsce (SOOIPP).

Allegro wkracza na rynek aukcji dzieł sztuki

Aukcje, które sprawiły przed laty, że Allegro stało się tak popularne, powracają w nowej postaci. Allegro z partnerami tworzy nowe miejsce handlu dziełami sztuki w Internecie. W jednym miejscu – w Strefie Kolekcjonera – klienci znajdą starannie wyselekcjonowane aukcje przedmiotów pochodzących od renomowanych galerii sztuki, domów aukcyjnych i antykwariatów.

Trwa I wielka licytacja na Allegro z udziałem najbardziej renomowanych domów aukcyjnych i galerii. Dzieła sztuki dawnej wystawiły: Dom Aukcyjny Agra Art i Salon Dzieł Sztuki Connaisseur Kraków. Sztukę współczesną zaoferowały: Dom Aukcyjny Art in House z oraz Galeria Stalowa. W ramach licytacji wystawiono ponad 180 dzieł sztuki.

Podczas pierwszej licytacji wśród najcenniejszych obiektów znalazły się takie dzieła jak “Twarz” Igora Mitoraja, “Jan III Sobieski pod Wiedniem” Juliusza Kossaka, drzeworyt Jana Matejko, zabytkowe polskie szable kawaleryjskie i legionowe, cenne obrazy Wygrzywalskiego i Władysława Wankie oraz szkice Kantora i Nikifora. Niektóre najcenniejsze obiekty wystawione zostały od 1 zł. Licytacje w pierwszej edycji tej akcji kończą się 30 września.

– Widzimy, że na Allegro kupuje i sprzedaje grupa najbardziej zaangażowanych kolekcjonerów sztuki – mówi Jacek Weichert, dyrektor rynku Kultura i Rozrywka, Kolekcje i Sztuka w Allegro. – Po raz pierwszy w Internecie w Polsce zorganizowaliśmy zbiorcze licytacje, to jest takie, w których jednocześnie wystawiają różne podmioty. Staramy się, by klienci mieli najszerszy wybór dzieł sztuki, a sprzedający profesjonaliści najlepsze warunki. Dlatego w marcu tego roku wprowadziliśmy ograniczenie wysokości prowizji w tej kategorii na poziomie 50 zł. Niezależnie od tego, jak wysoką cenę osiągnie dzieło sztuki w licytacji, kwota prowizji nie będzie wyższa. To bardzo wpłynęło na sprzedaż luksusowych przedmiotów – dodaje Jacek Weichert.

Według raportu ArtInfo – branżowego serwisu badającego ten segment – polski rynek sztuki aukcyjnej wzrósł o 28% w 2018 roku i przekroczył wartość 214 milionów złotych. Do tego zestawienia nie są jednak wliczane obroty kategorii Antyki i Sztuka na Allegro, które znacznie powiększają wielkość rynku. W 2017 tę kategorię na Allegro odwiedziło 8,8 mln klientów, przy czym bardzo duża część z nich zdobyła upragnione dzieła właśnie w drodze licytacji.

Dlatego pierwszą tego rodzaju licytację na Allegro wspierają również dwie akcje. W ramach pierwszej zwycięzcy licytacji otrzymają nawet do 1 000 monet allegro. Druga to obniżka prowizji o 50% dla licytacji od 1 zl.

– Pierwsza aukcja Strefy Kolekcjonera to nasz sukces. Zainteresowanie naszymi ofertami jest bardzo duże i udało nam się wspólnie pokazać uczestnikom rynku sztuki, że Allegro jest miejscem, w którym oferowane są autentyczne i profesjonalnie opracowane dzieła sztuki – mówi Maciej Jakubowski – właściciel Salonu Dzieł Sztuki Connaisseur Kraków. – O tym jak istotna jest ta druga kwestia wie każdy, kto w mniejszym lub większym stopniu zetknął się z tym specyficznym rynkiem. Tu czas płynie znacznie wolniej niż w innych branżach, a renoma i zaufanie do sprzedawcy dają gwarancję bezpiecznego kupienia unikatowego obiektu, który będzie zachwycał przez długie lata – dodaje Maciej Jakubowski

Licytacje na Allegro organizowane będą cyklicznie, przynajmniej raz w miesiącu. Już w październiku do “Strefy Kolekcjonera” dołączą kolejne galerie i domy aukcyjne, starannie wybrane przez zarządzających tym działem.

Grupa OKNOPLAST w prestiżowym rankingu 1000 Companies to Inspire Europe londyńskiej giełdy

Właśnie ukazał się najnowszy ranking 1000 Companies to Inspire Europe przygotowany przez London Stock Exchange. Wśród najprężniej rozwijających się, dynamicznych i inspirujących firm europejskich znalazło się 30 polskich przedsiębiorstw, w tym słynąca z innowacyjności w sektorze stolarki otworowej podkrakowska Grupa OKNOPLAST.

Grupa OKNOPLASTUznany w Europie ranking brytyjskiej giełdy papierów wartościowych obejmuje te przedsiębiorstwa, które już teraz mają korzystny wpływ i według prognoz w przyszłości jeszcze bardziej przyczynią się do europejskiego wzrostu gospodarczego oraz tworzenia stabilnych miejsc pracy. Jak podkreślają autorzy zestawienia, zgromadzone na jego łamach firmy wyróżniają się pod tym kątem pozytywnie na tle konkurencji i wiodą prym w reprezentowanych przez nie branżach. Najwięcej w rankingu znalazło się przedsiębiorstw z sektora produkcji i inżynierii – stanowią one 20 proc., na drugim miejscu uplasował się z kolei sektor żywności i napojów, który objął 11 proc. wymienionych firm.

Istotnym aspektem zestawienia jest ponadto innowacyjność biznesu. Podmioty reprezentujące tegoroczny ranking to aż 8000 patentów i znaków towarowych, które wspólnie tworzą siłę europejskiej przedsiębiorczości Trudno się zatem dziwić, że wśród nich znalazła się również Grupa OKNOPLAST, która w ciągu 24 lat swojej działalności wprowadziła ponad 50 innowacji do swoich produktów.

– Obecność w rankingu 1000 Companies to Inspire Europe jest dla nas ogromnym wyróżnieniem. To zarazem dowód, że utrzymywanie najwyższej jakości i innowacyjność, która nieodłącznie wpisana jest w działalność Grupy OKNOPLAST, przynosi wymierne rezultaty nie tylko w wymiarze biznesowym, widocznym w wynikach sprzedaży czy produkcji – powiedział Mikołaj Placek, Prezes Zarządu Grupy OKNOPLAST. – Jestem głęboko przekonany, że to właśnie takie nowe, unikatowe rozwiązania mają ogromny wpływ na rozwój całego sektora stolarki okiennej, a także – jak pokazuje to pozycja w brytyjskim rankingu – mogą stanowić inspirację nie tylko dla producentów okien i drzwi. To one w końcu pozwoliły nam zbudować pozycję lidera w branży okien PVC w Europie oraz niejednokrotnie kreować trendy i inspirować inne firmy w sektorze stolarki otworowej.

NapoleonCat pozyskał 2,5 mln na rozwój zagranicą

Polskie narzędzie wspierające obsługę klienta w mediach społecznościowych będzie coraz silniej konkurować na rynku globalnym. We wrześniu 2018 r. Fundusz INventures podpisał z NapoleonCat umowę inwestycyjną na 2,5 mln złotych przy wycenie spółki na blisko 11 mln złotych.

Istniejący od sześciu lat na rynku NapoleonCat to platforma do zarządzania komunikacją w mediach społecznościowych oferowana w modelu SaaS (Software as a Service) i jedyna polska firma będąca oficjalnym Partnerem Marketingowym Facebooka. Umowa inwestycyjna pomiędzy poznańskim Funduszem INventures a NapoleonCat została zawarta we wrześniu 2018 r. Środki z inwestycji zostaną przeznaczone na powiększenie warszawskiego zespołu oraz promocję na rynkach zagranicznych.

Szukamy zaangażowanych zespołów z ciekawymi pomysłami i to właśnie znaleźliśmy w NapoleonCat. Spółka ma świetne, łatwo skalowalne rozwiązanie będące doskonałą odpowiedzią na rosnącą potrzebę zarządzania marketingiem w social media. Obecność na rynkach zagranicznych potwierdza, że rozwiązanie z powodzeniem konkuruje z amerykańskimi aplikacjami.
-Katarzyna Dąbrowska, Prezes Funduszu INventures

Użytkownicy aplikacji to zarówno korporacje, takie jak banki czy telekomy, jak i agencje marketingowe, małe biznesy i instytucje publiczne. Poza moderowaniem dyskusji na Facebooku, Instagramie, Twitterze i YouTube, klienci NapoleonCat mają też możliwość analizowania skuteczności swoich działań marketingowych, monitorowania konkurencji oraz automatycznego generowania raportów analitycznych. W Polsce z narzędzia korzystają już takie firmy jak PLAY, Aviva, Allianz, WWF czy Avon. Jednak dalszy wzrost NapoleonCat budować będzie przede wszystkim na akwizycji zagranicznej.

W ciągu ostatniego roku trzykrotnie wzrosła liczba naszych klientów z zagranicy i obecnie stanowią oni blisko 40% wszystkich użytkowników. Z naszego narzędzia korzystają już firmy z USA, Azji, Europy Zachodniej czy Nowej Zelandii. Środki pozyskane dzięki inwestycji INVentures przeznaczymy na działania, które przyspieszą akwizycję klientów z zagranicy i dalszy, intensywny rozwój platformy. Planujemy, że do końca przyszłego roku 80% naszych przychodów będzie pochodziło z zagranicy.
-Grzegorz Berezowski, Założyciel i CEO NapoleonCat

Wśród zagranicznych klientów NapoleonCat są głównie małe i średnie sklepy internetowe, które dzięki narzędziu optymalizują procesy okołosprzedażowe. Ale z polskiej platformy korzystają też takie podmioty jak nowozelandzkie Ministerstwo E-biznesu i Innowacji czy szwedzka Stena Line. Pozyskiwaniu klientów w starciu z globalnymi konkurentami sprzyja strategia rozwoju narzędzia w oparciu o rosnący popyt na automatyzację procesów obsługi klienta.

Już od jakiegoś czasu koncentrujemy się na rozwoju naszego produktu w kierunku funkcji usprawniających obsługę klienta w mediach społecznościowych. Obserwujemy, że coraz więcej firm sięga po nasze usługi ze względu na możliwość zautomatyzowania obsługi zapytań, szczególnie na Facebooku. Wybierają nas bo oferujemy im proste rozwiązanie, które skutecznie odciąża zespoły obsługujące klienta.
-Grzegorz Berezowski, Założyciel i CEO NapoleonCat

Dalsza rozbudowa platformy w kierunku obsługi klienta w mediach społecznościowych (social customer care) będzie szła w parze z rozwojem innych funkcjonalności. Przykładowo, w odpowiedzi na rosnącą popularność Instagrama, w tym roku NapoleonCat dał swoim klientom możliwość zarządzania wszystkimi najważniejszymi aktywnościami w tym serwisie z poziomu desktopu.

NapoleonCat to platforma do zarządzania komunikacją marketingową w mediach społecznościowych dostępna w modelu SaaS. Swoim klientom udostępnia stale aktualizowane narzędzia do moderacji dyskusji, analityki efektywności działań reklamowych oraz raportowania. Dostęp do aplikacji pozwala na zarządzanie obecnością marek w najważniejszych serwisach społecznościowych takich jak Facebook, Instagram, YouTube i Twitter. NapoleonCat jest jedynym oficjalnym polskim Partnerem Marketingowym Facebooka.