Polski urzędnik potrzebuje około godziny żeby podjąć obowiązki po przyjściu do pracy. Jest dwukrotnie mniej efektywny niż pracownik w sektorze prywatnym

Polski urzędnik potrzebuje około godziny żeby podjąć obowiązki po przyjściu do pracy. Jest dwukrotnie mniej efektywny niż pracownik w sektorze prywatnym 1

Przeciętny polski urzędnik potrzebuje około 50 minut, żeby podjąć obowiązki po przyjściu do pracy, podczas gdy w sektorze prywatnym ten czas rzadko przekracza 15 minut, wynika z danych OECD. Badanie prowadzone od kilku lat w małych, średnich i dużych jednostkach administracji publicznej pokazuje też, że efektywność pracy w administracji publicznej jest średnio dwukrotnie niższa niż w sektorze prywatnym.

– Do tej pory znaleźliśmy dopiero kilka urzędów, które mogłyby pretendować do efektywności zbliżonej do tej, którą potrafimy zmierzyć w sektorze prywatnym. Niestety, średnia wskazuje jasno, że potrafimy w administracji publicznej wykorzystywać zaledwie połowę potencjału tego, który potrafią wydobyć korporacje zachodnie –  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mateusz Klupczyński, prezes, Curulis Doradztwo Samorządowe.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2017 r. zatrudnienie w całej administracji publicznej wyniosło 428,3 tys. osób. Jak pokazał raport firmy doradczej Curulis, dysproporcja pomiędzy sektorem prywatnym a sektorem administracji publicznej wynika przede wszystkim z umiejętności zarządczych.

– Bardzo rzadko mamy styczność w ogóle ze stanowiskami, które są w jakikolwiek sposób opomiarowane, w których próbuje się sprawdzić, ile mamy pracy, w których próbuje się kogoś z tej pracy rozliczać. Tak pracę układają jedynie największe i najlepsze urzędy w Polsce, czyli na przykład urząd m.st. Warszawy. Niestety, nie jest tak dobrze w całym szeregu dużych pracodawców, którymi są urzędy średnich miejscowości czy miast na poziomie 100–200 tys. mieszkańców. Zatrudniają one niejednokrotnie po prawie tysiąc pracowników, natomiast brakuje czegoś takiego jak system zarządzania pracą, brakuje rozliczania z tego, jak obowiązki są wykonywane. Często przyjmuje się za pewnik, że kiedy przychodzi jakikolwiek nowy obowiązek ustawowy, czyli ustawodawca zmienia jakieś zadania, musimy zatrudnić nowych pracowników. Po prostu brakuje ludzi, którzy umieliby powiedzieć: ta kadra jest wystarczająca, musimy poprawić wykonywanie obowiązki. Zatrudnia się zawsze nowe osoby, to powoduje, że nie ma czyszczenia struktury, która istnieje. Poza tym bardzo mało urzędów podejmuje działania wyrównujące, kiedy zadania się kończy, tzn. łatwo jest zatrudnić, trudniej jest zwolnić i to powoduje, że administracja ma duże przerosty w miejscach, które już ich nie potrzebują – zaznacza Mateusz Klupczyński, prezes, Curulis Doradztwo Samorządowe.

Z danych OECD wynika, że polscy urzędnicy są jednymi z najstarszych w Europie. Co trzeci z nich ma więcej niż 55 lat. Polska zajmuje czwarte miejsce na Starym Kontynencie. Dane OECD pokazują też, że młodych w urzędach jest mało, a jeśli są, to odchodzą do prywatnych firm. Wszystko przez niskie płace, upolitycznienie oraz kiepską opinię o zawodzie, która zniechęca do pracy w administracji publicznej. Potwierdzają to również dane Curulis – Doradztwo Samorządowe.

– Żeby zmienić efektywność pracy w urzędach, musimy podejść wielostopniowo i zacząć szerzyć dobre praktyki zarządzania w urzędach. To się zaczyna dziać. Widać, że często sekretarzy urzędów zaczynamy traktować jak dyrektorów generalnych, natomiast jest to proces zdecydowanie długotrwały i na pewno nie pomaga mu to, że mamy niższe płace w urzędach, co powoduje, że lepsi managerowie szukają zatrudnienia poza sektorem administracji publicznej. To na pewno jest coś, czym chociażby Krajowa Szkoła Administracji Publicznej powinna się zainteresować i co powinna promować, czyli dobre zarządzanie od samego początku.

GK Murapol SA: Wyniki działalności operacyjnej za 1H 2018 r. i po pierwszych trzech kwartałach 2018 r.

Sprzedaż aktywów nieoperacyjnych, wzrost wielkości produkcji i oferty mieszkań, stabilizacja potencjału i powtarzalność liczby przekazań oraz rekordowe wyniki sprzedaży to główne elementy nowego kierunku strategicznego Grupy Murapol, polegającego na koncentracji zasobów wokół działalności podstawowej. Pierwsze półrocze 2018 r. to dla Grupy okres zmian i porządkowania organizacji w kierunku klasycznego dewelopera.

W ostatnich miesiącach ma miejsce wiele zmian w Grupie Murapol, których celem jest uproszczenie jej struktury podmiotowej oraz doprowadzenie profilu działalności, parametrów oraz sposobów finansowania do modelu klasycznego dewelopera mieszkaniowego. Pod koniec pierwszego półrocza 2018 r. Grupa celowo i zgodnie z przyjętymi przez nowy zarząd kierunkami rozwoju, zbyła aktywa niezwiązane z jej core businessem, optymalizując koszty i przesuwając cały swój potencjał finansowy i operacyjny na działalność deweloperską, w której przez lata dowiodła swoich kompetencji, zdobyła know-how i wypracowała przewagi konkurencyjne. Sprzedaż aktywów, takich jak Skarbiec Holding SA czy Polnord SA oraz pozostałe zmiany zachodzące w Spółce w ciągu tego roku, są elementem realizacji strategii koncentracji na biznesie deweloperskim i odchodzenia od dotychczasowej formuły jednostki inwestycyjnej.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

– Celem zarządu, na czele którego stoję, jest zapewnienie naszym interesariuszom powtarzalnych i przewidywalnych parametrów działalności operacyjnej Grupy Murapol, takich jak sprzedaż,  przekazania mieszkań oraz poziom ich produkcji, które z kolei bezpośrednio przekładają się na wyniki i postrzeganie przez inwestorów GK Murapol. Przez ostatnie miesiące br. wszystkie nasze wysiłki koncentrowaliśmy na powyższych kwestiach. Mamy nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli zaprezentować pełen potencjał i atrakcyjność inwestycyjną Grupy Murapol i osiągnąć kolejne kamienie milowe w drodze do debiutu na warszawskiej giełdzie w 2019 roku.  – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

Sprawozdanie statutowe

Zgodnie ze sprawozdaniem statutowym, w którym Grupa Murapol raportuje jako jednostka inwestycyjna, w pierwszym półroczu 2018 r. wypracowała przychody na poziomie 82,4 mln, zysk z działalności operacyjnej w wysokości 39,4 mln zł oraz zysk netto na poziomie 24 mln zł. Rok wcześniej wielkości te kształtowały się odpowiednio: 125,8 mln zł, 98 mln zł oraz 92,2 mln zł. Zwrócić należy uwagę, że na działalności inwestycyjnej w segmencie deweloperskim spółka notuje stabilne wyniki, natomiast w segmentach doradczo-wykonawczym i inwestycyjnym nastąpiła zmiana związana z wdrożeniem od 1 stycznia 2018 r. MSSF 9 i na tej podstawie dokonanymi zmianami klasyfikacji niektórych aktywów tych segmentów – z pozycji aktywów finansowych, wycenianych w wartości godziwej przez wynik finansowy do aktywów finansowych, wycenianych w wartości godziwej przez pozostałe całkowite dochody. Poza powyższym, należy zauważyć znaczący wpływ wyższych kosztów finansowych, związanych z większym zapotrzebowaniem na kapitał dłużny finansujący inwestycje w Skarbiec Holding SA oraz Polnord SA. Pozbycie się tych aktywów jest potwierdzeniem strategii powrotu do działalności stricte podstawowej – deweloperskiej i zmniejszenia poziomu kosztów finansowych, jednocześnie utrzymując potencjał stabilnego rozwoju Grupy.

Sprawozdanie pro-forma

Wychodząc naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom interesariuszy, Grupa Murapol przygotowuje także sprawozdanie pro-forma, w którym przedstawia wyniki finansowe swojej działalności jako klasyczny deweloper mieszkaniowy. Można przewidywać, że zgodnie ze zmianą strategii Grupy w kierunku klasycznego dewelopera, ta metoda sprawozdawczości stanie się wymagalna i dominująca. Zgodnie z takim podejściem w minionym półroczu Grupa osiągnęła 233,5 mln zł przychodów, co oznacza 22,5 proc. wzrost r/r., będący wynikiem przejęcia grupy AWBUD. Zysk operacyjny wyniósł 14,2 mln zł i był niższy o 71proc. w stosunku do poziomu z ub.r. Spadek ten wynikał z mniejszej niż w ub.r. liczby przekazanych mieszkań, będącej konsekwencją opóźnień w regulowaniu procedur administracyjnych, a także przestawieniu się Grupy na budowę znacznie większych projektów inwestycyjnych, co wiąże się z wydłużeniem się okresów ich realizacji, a ostatecznie przesunięciem w czasie oddania mieszkań klientom i uznania ich w wyniku finansowym. EBITDA w okresie sprawozdawczym wyniosła 16,2 mln zł przy 378 przekazanych mieszkaniach. W 3 kwartale spółka przekazała 826 lokali, a plan na cały 2018 r. zakłada 2,6 tys. Należy podkreślić, że Murapol, posiadając obecnie ponad 6 tys. mieszkań w budowie, osiągnął potencjał przekazań na poziomie 800-1000 mieszkań kwartalnie.

Wyniki działalności operacyjnej za 1H 2018 r. i po pierwszych trzech kwartałach 2018 r.

W pierwszym półroczu 2018 r. Grupa Murapol sprzedała 1 798 lokali mieszkalnych (z czego 1 422 na podstawie notarialnych umów deweloperskich) czyli o 12 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Plan sprzedaży na cały 2018 r. zakłada 3,7 tys. lokali mieszkalnych, wobec nieco ponad 3,6 tys. rok wcześniej. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy br. Grupa Murapol przekazała klientom 378 mieszkań. Plan przekazań mieszkań na cały 2018 r. zakłada 2,6 tys. lokali mieszkalnych, przy założeniu, że kulminacja przekazań nastąpi w drugiej połowie br. Planowany poziom przekazań jest o ponad 120 proc. wyższy niż w 2017 r. W okresie sprawozdawczym Grupa wprowadziła do sprzedaży 2 191 mieszkań o odpowiadającej im powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 95,5 tys. mkw., powstających w 13 projektach inwestycyjnych. Grupa Murapol na dzień 30 czerwca 2018 r. realizowała 36 projektów inwestycyjnych, w których powstanie 6 236 lokali o łącznej powierzchni użytkowej mieszkań wynoszącej 277 160 mkw.

Grupa Murapol w ciągu dziewięciu miesięcy 2018 roku sprzedała blisko 2,7 tys. lokali mieszkalnych, czyli o 9 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Od początku roku Murapol przekazał klientom ponad 1,2 tys. lokali, czyli o ok. 30 proc. więcej r/r . W samym trzecim kwartale w wynikach finansowych firmy zostanie rozpoznane przekazanie 826 lokali, co jest rekordem w historii Murapolu. W trzecim kwartale br. Grupa uruchomiła komercjalizację 6 nowych projektów mieszkaniowych, w ramach których postawiła do dyspozycji klientów 1 023 mieszkania o opowiadającej im łącznej powierzchni użytkowej blisko 44,2 tys. mkw. Łącznie od początku br. Murapol zaoferował ponad 3,2 tys. nowych mieszkań, powstających w 19 projektach inwestycyjnych. Na zakończenie trzeciego kwartału 2018 r., portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6 081 lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 268,8 tys. mkw., powstających w 32 projektach. Na koniec trzeciego kwartału 2018 roku Grupa Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi o wartości 637 mln zł, pod budowę 21,4 tys. lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej ponad 927,6 tys. mkw., z czego grunty o wartości blisko 400 mln zł stanowią własność spółki i niemal w całości posiadają pozwolenia na budowę.

Najbliższe miesiące to kontynuacja zapoczątkowanych w pierwszym półroczu br. zmian wewnętrznych i reorganizacji strukturalnej, która pozwoli Grupie Murapol stać się typowym podmiotem deweloperskim, zarówno pod względem zakresu prowadzonej działalności, jak i ujęcia finansowego jej efektów. Prowadzone działania są elementem przygotowań Spółki do jej zaoferowania inwestorom podczas IPO jako klasycznego dewelopera mieszkaniowego.

Inteligentne poduszki powietrzne dostosują się do siły uderzenia. Znajdą zastosowanie nie tylko w samochodach, lecz także w dronach

Inteligentne poduszki powietrzne dostosują się do siły uderzenia. Znajdą zastosowanie nie tylko w samochodach, lecz także w dronach 2

Samochody są coraz bardziej zaawansowane i wyposażane w najnowsze technologie. Producenci szczególną uwagę zwracają na bezpieczeństwo. Jednym z jego elementów w pojazdach są poduszki powietrzne, które także są coraz bardziej inteligentne. Polscy naukowcy opracowują poduszki wyposażone w inteligentne czujniki, które potrafią dostosować ilość pochłanianej energii do siły uderzenia. Technologia może również być wykorzystana w branży droniarskiej, dzięki czemu możliwe będzie wykorzystanie dronów także w miastach.

– W przypadku kolizji komunikacyjnych, gdzie zderzają się samochody czy pociągi, mamy poduszki powietrzne zaprojektowane na przeciętny losowo wypadek, ciężar i prędkość. Technologia Adaptive Impact Absorption (AIA) pozwala zidentyfikować w czasie rzeczywistym energię udaru, czyli prędkość i masę, a następnie dostosować do nich shock absorber, czyli poduszkę – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. Jan Holnicki z Zakładu Technologii Inteligentnych.

Najnowsze samochody wyposaża się w rozbudowane systemy poduszek powietrznych. Poduszki znajdziemy w kierownicy, desce rozdzielczej, drzwiach, a nawet w suficie. Koncern Ford eksperymentuje nawet z poduszkami w pasach bezpieczeństwa, a w niektórych samochodach marki Volvo znajdziemy poduszki, które mają chronić przechodniów. Niemiecka firma ZF Friedrichshafen chce z kolei wyposażać samochody w poduszki montowane w oparciu każdego z foteli. Miałyby one ochronić pasażerów i kierowcę przed uderzeniami bocznymi, które stanowią aż 30 proc. wszystkich wypadków drogowych.

W dobie popularyzacji inteligentnych rozwiązań coraz częściej mówi się o wprowadzeniu systemów bezpieczeństwa, które dostosowywałyby się do wydarzeń na drodze. Nad takimi rozwiązaniami pracują m.in. inżynierowie BMW. Testują dwustopniowe poduszki powietrzne, które nie otwierają się z pełną mocą w przypadku mniej groźnych wypadków, a dopiero w przypadku gwałtownego wypadku aktywują się oba zbiorniki z gazem.

Na podobnej zasadzie działa wynalazek polskich naukowców, który aktywuje wyłącznie te poduszki, które są wymagane do tego, aby w pełni przejąć impet uderzenia.

– Nasza poduszka będzie miała wypalane pirotechniczne otwory. Do tego potrzebne są sensory, czyli identyfikacja zdarzenia online. Potrzebny jest model matematyczny, który modeluje to wszystko i wybiera strategię otwierania tych otworów. To wszystko jak zadziała, będzie o niebo skuteczniejsze –  przekonuje prof. Jan Holnicki.

Poduszki powietrzne sprawdzą się również w mniej oczywistych sytuacjach. Szwedzka firma Hövding opracowała kołnierz bezpieczeństwa dla rowerzystów, który w momencie wypadku błyskawicznie napełnia się powietrzem, chroniąc głowę przed uszkodzeniem. Na rynku dostępne są także kaski APC z nadmuchiwanym kołnierzem bezpieczeństwa, a kurtka motocyklowa Dainese D-Air Misano 1000 została wyposażona w system inteligentnych czujników, które aktywują poduszki powietrzne w momencie wypadku.

Ciekawe zastosowanie dla poduszek powietrznych znaleźli także projektanci hybrydowego drona Spry, który potrafi latać oraz pływać pod wodą. Sprzęt wykorzystuje je, aby po zanurkowaniu wydostać się na powierzchnię – rozprężone powietrze wypycha pojazd ponad taflę wody. Rozwiązanie polskich inżynierów z IPPT także może być zastosowane w dronach.

– Przygotowujemy nasze rozwiązanie na awaryjne lądowanie dronów. Regulacje prawne nie pozwalają latać w terenie zurbanizowanym, żeby nie uszkodzić osoby trzeciej. Dlatego nasz pierwszy projekt ADBAG poświęcony jest właśnie poduszkom awaryjnego lądowania do systemów bezzałogowych. Rozpoznajemy prędkość, masę spadającą i pirotechniczne otwory są odpowiednio wypalane. To jest technologia, która mamy nadzieję, już za rok będzie gotowa do wdrożenia – zapowiada ekspert.

Inteligentne poduszki powietrzne zintegrowane z układem czujników sprawdzają się dziś nie tylko w przemyśle motoryzacyjnym. Francuska firma Helite wykorzystała je także do stworzenia pasa Hip’Air, który zadba o bezpieczeństwo osób starszych. Podobnie jak poduszki opracowywane przez naukowców z Zakładu Technologii Inteligentnych, Hip’Air analizują kierunek oraz prędkość potencjalnego zderzenia z ziemią. Kiedy osoba starsza potknie się, poduszki napełniają się tuż przed uderzeniem, minimalizując ryzyko odniesienia poważnych obrażeń.

Podobne urządzenie opracowali naukowcy z Niemieckiego Stowarzyszenia Mechatroniki, którzy zaprojektowali poduszkę powietrzną dla telefonu, która aktywuje się w momencie wykrycia dużego przeciążenia. Tu jednak nie zastosowano poduszek napełnianych powietrzem, a specjalne odbijaki, które wysuwają się tuż przed upadkiem.

– Bezpieczeństwo to główne wyzwanie i liczymy, że nowe technologie pozwolą zastosować drony do operacji w zurbanizowanym terenie, co teraz jest limitowane przepisami. Że będzie możliwość latania nad terenem zabudowanym i tam dostarczania np. przesyłek. Głównie chodzi o bezpieczeństwo ludzi, ale też pojazdów i mienia przy wszelkich kolizjach komunikacyjnych – podsumowuje prof. Jan Holnicki.

Według analityków MarketsandMarkets wartość globalnego rynku poduszek powietrznych oraz pasów bezpieczeństwa wyniesie w 2025 roku. osiągnie wartość ponad 135 mld dol. W najbliższych latach branża będzie się rozwijała w tempie 12 proc. średniorocznie.

Technologia rozszerzonego dźwięku wykorzystuje przenoszenie brzmienia poprzez dotyk. Będzie stosowana w fotelach samochodowych i w kinach

Technologia rozszerzonego dźwięku wykorzystuje przenoszenie brzmienia poprzez dotyk. Będzie stosowana w fotelach samochodowych i w kinach 3

Muzyka może być słyszana nie tylko za pomocą uszu, lecz także dotyku. Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń pozwalających słuchać muzyki z pominięciem uszu, dzięki wykorzystaniu technologii przewodnictwa kostnego. Opracowywana jest technologia, która może zrewolucjonizować systemy dźwiękowe w samochodach i kinach. Zamiast klasycznych głośników, dźwięk przekazywany będzie za pośrednictwem silników wibrujących wbudowanych w fotele, dzięki czemu będzie niesłyszalny dla otoczenia.

– Flexound to technologia Augmented Audio oparta na naszym unikatowym sposobie odtwarzania dźwięku, która wprowadza nowy wymiar doznań związanych ze zmysłem słuchu. Rozwiązanie łączy dźwięki oraz zmysł dotyku. Sygnały foniczne umożliwiają doświadczanie dźwięków w rozszerzony sposób za pośrednictwem elementów wibrujących umieszczonych w materiale, z którego wytworzony jest produkt – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jukka Linjama, dyrektor ds. technologii firmy Flexound.

Technologia rozszerzonego dźwięku opracowana przez Flexsound wykorzystuje wibracje do przekazywania muzyki. Tylko poprzez dotyk poduszki czy fotela można usłyszeć przekazywany dźwięk. Wykorzystana w tym rozwiązaniu technologia bliskiego pola pozwala na odbieranie muzyki w wysokiej jakości – bez zakłóceń, zniekształceń, ech czy odbić. Flexound może być stosowane wszędzie tam, gdzie wykorzystuje się tradycyjne sposoby nagłośnienia. Nadaje się między innymi do uprawiania jogi, a także do zmniejszania poziomu stresu.

– Technologia nie wymaga głośnego odtwarzania dźwięków, ponieważ znajduje się blisko uszu, a wibracje z fotela są przenoszone przez skórę. Jakość dźwięku jest doskonała. Wytwarzana jest „miejscowa bańka dźwiękowa”, w której doskonale słychać odtwarzane dźwięki. Głośność spada wyraźnie wraz z oddaleniem się od tej bańki choćby o metr. Użycie naszej technologii w samochodach będzie bezpieczne – przekonuje ekspert.

Przesyłanie dźwięku z użyciem zmysłu dotyku jest coraz szerzej wykorzystywane. Philips opracował SmartSleep, czyli opaskę na głowę emitującą dźwięk z wykorzystaniem przewodnictwa kostnego. Nie odtwarzała ona jednak standardowej muzyki, lecz odpowiednio natężony szum w celu poprawy jakości snu. Z kolei zakładane na rękę opaski TouchPoints emitują wibracje mające redukować stres. Producent zaleca je również do stosowania w uzupełnieniu terapii autyzmu czy ADHD.

Przewodnictwo kostne standardowo i najczęściej jest jednak wykorzystywane w implantach słuchowych. Składają się one z tytanowego implantu montowanego w kości za uchem oraz dołączonego do niego procesora dźwięku. Procesor dźwięku odbiera dźwięki na takiej samej zasadzie, jak aparat słuchowy. Zamiast jednak przesyłać je do przewodu słuchowego, przekształca w drgania przenoszone na kość. Takim sposobem omijane jest ucho wewnętrzne i środkowe.

Opracowana przez Flexsound poduszka odtwarzająca miękkie dźwięki była pierwszym wdrożeniem technologii. Aktualnie opracowywane są systemy nagłośnienia do kin i rozwiązania dla branży motoryzacyjnej.

– Nasze poduszki HUMU, które umożliwiają rozszerzone doznania dźwiękowe i odtwarzają dźwięki w jakości stereo, są już dostępne na rynku. Na chwilę obecną pracujemy nad systemem rozszerzonych doznań dźwiękowych do kin, który będzie dostępny już wkrótce – zapowiada Jukka Linjama.

Według prognoz Research and Markets światowy rynek urządzeń wykorzystujących przewodnictwo kostne będzie się rozwijał do 2021 roku w średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 14 proc.

Zmiany w zarządach spółek Grupy 3S

1 października 2018 w zarządach spółek Grupy 3S nastąpią zmiany. W 3S S.A. ze stanowiska Prezesa Zarządu ustępuje Jacek Groyecki, współwłaściciel i współzałożyciel firmy. Jego miejsce zajmie Piotr Pawłowski, dotychczas wiceprezes zarządu odpowiedzialny w Grupie za sprzedaż. W 3S Data Center S.A. funkcję Prezesa Zarządu, przejmie Monika Roś-Gruszczyk, dotąd członek zarządu spółki. Zastąpi na tym stanowisku Zbigniewa Szkaradnika, także współtwórcę i akcjonariusza Grupy 3S.

Przekazujemy stery spółek w dobre ręce doświadczonych menedżerów, którzy współpracują z nami od lat – mówi Jacek Groyecki, prezes Grupy 3S – Tę zmianę planowaliśmy od dłuższego czasu. Po 18 latach budowania Grupy, przygotowanie i wdrożenie strategii na kolejny okres – lata 2019 – 2022, postanowiliśmy powierzyć młodszym kolegom. Zarówno ja, jak i Zbigniew Szkaradnik będziemy dalej wspierać firmę z pozycji doradców zarządu, dodaje.

Piotr Pawłowski
Piotr Pawłowski

Jako Grupa stopniowo odchodzimy od sprzedaży prostych usług telekomunikacyjnych i będziemy rozwijać się w stronę bardziej zaawansowanych rozwiązań, wspierających realizację wizji biznesowych naszych Klientów – mówi Piotr Pawłowski, nowo powołany Prezes Zarządu 3S S.A. – Unikatowe połączenie kompetencji, własnej infrastruktury telekomunikacyjnej i klastra centrów danych daje nam przewagę konkurencyjną, którą chcemy wykorzystywać w najbliższych latach.

Monika Roś-Gruszczyk
Monika Roś-Gruszczyk

Widzimy bardzo dobre perspektywy dla rozwoju usług centrów danych, w szczególności kompleksowych rozwiązań łączących infrastrukturę i usługi IT – mówi Monika Roś-Gruszczyk, która zajmie stanowisko Prezesa Zarządu w 3S Data Center S.A. – Stawiamy na nowe kompetencje i rozwój zespołów inżynierskich oraz nasze autorskie rozwiązanie Cloud2B – chmura dla biznesu, które wyróżnia nas na rynku data center.

W skład Grupy 3S wchodzą: założona w 2002 roku 3S S.A. i jej spółki zależne: 3S Data Center S.A., powstała w 2011 oraz krakowska 3S Fibertech Sp. z o.o, przejęta w 2016 roku. W latach 2007 – 2018, w strukturach Grupy znajdowała się także spółka SGT S.A., która lipcu 2018 zmieniła właściciela na gdyńską Vectrę.

Akcjonariuszem większościowym w Grupie 3S jest od 2015 roku fundusz Enterprise Investors. Pozostałymi akcjonariuszami są osoby fizyczne: współtwórcy Grupy 3S – Zbigniew Szkaradnik, Wojciech Apel i Jacek Groyecki.

Przemysł hamuje. Spadają zamówienia eksportowe

We wrześniu br. wskaźnik PMI osiągnął wartość 50,5 pkt. To najniższy odczyt od niemal dwóch lat – czyli od października 2016 roku – podał Markit.

W świetle dzisiejszych wyników badania PMI, odnotowujemy dalsze osłabienie tego wskaźnika. We wrześniu wyniósł on 50,5 pkt, podczas gdy przed miesiącem 51,4 pkt. To trzeci z kolei miesiąc spadków, który doprowadził do osiągnięcia minimum z ostatnich 23 miesięcy. 50,5 pkt to wynik bliski progowej wartości 50 pkt, sugerującej oznaki stagnacji.
Wygląda na to, że szczyt cyklu koniunkturalnego jest już za nami. Przedsiębiorstwa sektora przetwórstwa przemysłowego sygnalizują to w wielu aspektach.

Menedżerowie logistyki obserwują spadek nowych zamówień (w tym, najsilniejszy spadek zamówień eksportowych od czterech lat) i związane z nim zmniejszenie niezrealizowanych zamówień. Aktywność zakupowa firm została mocno ograniczona, a zatrudnianie nowych pracowników odbywa się z mniejszą intensywnością (10-miesięczne minimum). Ponadto, odnotowano mniejszy wzrost okresu dostaw (zwiastując mniejszą presję na podwykonawcach), któremu towarzyszyło osłabienie wzrostu cen nakładów.

Mimo ogólnie dobrych perspektyw przed polskim przetwórstwem przemysłowym, osłabienie pozytywnego trendu jest widoczne. Za zwalniające moce produkcyjne odpowiada w znacznym stopniu mniejsze zainteresowanie polskimi produktami partnerów zagranicznych, wynikające ze spowolnienia przemysłu zachodnioeuropejskiego.

Konfederacja Lewiatan

Grupa Walstead sfinalizowała przejecie europejskiego oddziału LSC Communications

Walstead, największa niezależna komercyjna grupa poligraficzna w Europie, poinformowała o spełnieniu wszystkich warunków związanych z przejęciem europejskiego oddziału firmy poligraficznej LSC Communications, Inc., z siedzibą w Polsce („LSC Poland”) – transakcja została przeprowadzona w dniu 28 września 2018 r. 

LSC Poland specjalizuje się w druku czasopism, katalogów, ulotek reklamowych, produkcji materiałów marketingowych w punktach sprzedaży detalicznej (materiały POS) oraz w usługach premediowych dla ponad 430 klientów w 34 krajach. Przychody za rok zakończony 31 grudnia 2017 r. wyniosły 210 milionów euro. Firma zatrudnia ponad 2000 pracowników w sześciu lokalizacjach w Polsce.

Po przejęciu Walstead stanie się największą niezależną grupą poligraficzną działającą w segmencie ulotek reklamowych i czasopism w Europie z przewidywanymi rocznymi przychodami w wysokości około 730 milionów euro. W powiększonej grupie zatrudnionych będzie ponad 4400 pracowników obsługujących 67 maszyn do druku offsetowego rolowego i 4 maszyny rotograwiurowe w 19 zakładach produkcyjnych w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Austrii, Czechach, Słowenii i Polsce.

LSC Poland zmieni nazwę na Walstead Central Europe i będzie stanowić czwarty regionalny oddział (obok Walstead UK, Walstead Iberia i Leykam Let’s Print).

100% akcji Unipetrolu w rękach GK ORLEN

PKN ORLEN sfinalizował transakcję zakupu 100% udziałów w czeskim Unipetrolu. Oznacza to lepsze wykorzystanie synergii i możliwość bardziej efektywnego wdrażania procesów optymalizacyjnych w ramach Grupy ORLEN. Przyniesie to również realne korzyści czeskiej spółce, ponieważ znacząco wzmocni jej pozycję konkurencyjną w całym regionie. 

Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN
Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN

Celem wszystkich procesów integracyjnych jest tworzenie podmiotu, który będzie działał znacznie sprawniej jako całość i który wzmocni pozycję  na konkurencyjnym rynku . Zakup Unipetrolu oznacza wzmocnienie Grupy ORLEN. Wraz z planowanym przejęciem Grupy LOTOS pozwoli nam skuteczniej konkurować na wymagającym europejskim rynku. Dlatego finalizację zakupu Unipetrolu traktujemy jako ważny etap w dalszym rozwoju Grupy ORLEN – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Jednym ze strategicznych celów  jest zwiększenie w  części petrochemicznej naszej działalności produkcyjnej, gdzie kluczowym projektem jest obecnie budowa polietylenu PE3 w Litvinovie. Właśnie ta jednostka produkcyjna znacząco wzmocni pozycję Unipetrolu w dynamicznie rozwijającym się segmencie petrochemicznym zarówno w Republice Czeskiej, jak i na poziomie całej Grupy ORLEN – dodał Prezes Obajtek.

Procedura wykupu akcji Unipetrolu realizowana była zgodnie z przepisami obowiązującymi w tym zakresie w Czechach. Decyzję Walnego Zgromadzenia z 28 sierpnia br. poprzedziło przekazanie wymaganych dokumentów i uzyskanie zgody Czeskiego Banku Narodowego na przeprowadzenie wykupu akcji przy proponowanej cenie 380 CZK/akcję. Od dziś 100% akcji Unipetrolu jest w rękach PKN ORLEN.

Unipetrol a.s. jest największym w Czechach koncernem rafineryjno-petrochemicznym. W jego skład wchodzą rafinerie w Litvinowie i Kralupach,  największa na lokalnym rynku sieć stacji paliwowych Benzina (ponad 400 stacji) oraz spółka Spolana, jedyny producent PCW i kaprolaktamu na tym rynku. Bardzo istotna jest część petrochemiczna firmy zlokalizowana w Litvinowie, gdzie obecnie realizowany jest projekt budowy instalacji polietylenu PE3, który ma na celu umocnienie pozycji Grupy ORLEN na chemicznym i petrochemicznym rynku w Europie Środkowej. Realizacja projektu w Litvinovie  o mocy około 270 tys. ton/rocznie umożliwi wyższe wykorzystanie instalacji Olefin oraz głębszą integrację produkcji petrochemicznej i rafineryjnej. Sprawna realizacja tej  inwestycji umożliwi wzmocnienie pozycji Unipetrolu w jednej z najbardziej perspektywicznych branż na świecie.

Etapy przejęcia akcji Unipetrolu:
* 12.12.2017 – PKN ORLEN, posiadający 62,9 proc. akcji Unipetrol a.s.,  rozpoczął procedurę ogłoszenia dobrowolnego warunkowego wezwania na akcje czeskiej spółki.
* 23. 02. 2018 – PKN ORLEN zrealizował płatności na rzecz akcjonariuszy mniejszościowych, którzy odpowiedzieli na ogłoszone dobrowolne wezwanie na wykup pakietu akcji Unipetrol a.s.. Łączna wartość transakcji wyniosła ok. 3,5 mld PLN. W ten sposób Koncern osiągnął warunkowy próg wezwania zapewniając sobie 94,03% udziałów w akcjonariacie czeskiej spółki.
* 22.05.2018 – Rada Nadzorcza PKN ORLEN wyraziła zgodę na nabycie przez Koncern pozostałych akcji spółki Unipetrol reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego.
* 23.05.2018 – PKN ORLEN złożył wniosek do Czeskiego Banku Narodowego o przeprowadzenie wykupu akcji Unipetrol reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego spółki
* 20.06.2018 – PKN ORLEN otrzymał zgodę od Czeskiego Banku Narodowego na przeprowadzenie wykupu akcji Unipetrol reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego spółki.
* 28.08.2018 – Walne Zgromadzenie Unipetrolu wyraziło zgodę na przeprowadzenie wykupu przez PKN ORLEN akcji tej spółki reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego.
* 01.10.2018 – 100% akcji Unipetrolu w rękach PKN ORLEN

Koniunktura w przemyśle bliska stagnacji

Wrześniowy odczyt PMI nie napawa optymizmem. Wyniósł on jedynie 50,5, a więc o 1,0 poniżej oczekiwań rynkowych i 0,9 mniej niż w sierpniu. Co prawda odczyt powyżej 50,0 wydłuża do 4 lat bieżącą tendencję wzrostową w przemyśle, ale spadek PMI trzeci miesiąc z rzędu budzi obawy o wzrosty w kolejnych miesiącach.

W raporcie przygotowanym przez IHS Markit autorzy zwracają szczególną uwagę na pierwszy spadek nowych zleceń od października 2016 r., najostrzejszą redukcję liczby nowych zamówień eksportowych od ponad 4 lat oraz obniżenie się wskaźnika PMI do poziomu najniższego od 23 miesięcy.

Polscy producenci zwiększali zatrudnienie we wrześniu, aczkolwiek w tempie najwolniejszym od 10 miesięcy. Wolniejsze tempo wynikało z mniejszego napływu nowych zamówień.

Co ciekawe, opóźnienia w dostawach nadal się wydłużały, jednak najwolniej od maja 2017 r.

Mimo dobrych prognoz dotyczących wzrostu wielkości produkcji w perspektywie 12 miesięcy, słabną one szósty miesiąc z rzędu. Z kolei poziom optymizmu osiągnął najniższy wynik od listopada 2016 r.

Piotr Ludwiczak, Zarządzający funduszem, Michael/Ström Dom Maklerski

Średnie ceny za pokój hotelowy w regionie CEE zbliżają się do historycznych maksimów

Hotele w Pradze, która jest piątym najchętniej odwiedzanym miastem w Europie, funkcjonują na niemal pełnych obrotach i odnotowują jedne z najwyższych wskaźników obłożenia. Podobnie przedstawia się sytuacja w innych krajach Europy Środkowej. Drugim największym rynkiem pod względem aktywności inwestorów była Polska, w której sfinalizowano 15 transakcji o łącznej wartości 402 mln euro.

Średnie ceny za pokój w hotelach w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (EŚW)* rosną w ostatnich miesiącach w rekordowym tempie – to one w największym stopniu odpowiadają za dwucyfrowy wzrost przychodów na jeden dostępny pokój (RevPAR) w miastach Europy Środkowej w 2017 roku. Trend ten utrzymał się również w pierwszej połowie bieżącego roku. Jedynym wyjątkiem była Warszawa, w której przychody RevPAR nieznacznie się zmniejszyły wskutek niższego wskaźnika obłożenia, ale ceny pokoi wzrosły tak, jak w innych stolicach. Dzięki wyższym cenom hotele odnotowują wzrost rentowności, co przekłada się na rosnące zainteresowanie inwestorów rynkiem hotelowym. Jednak ze względu na brak podaży obiektów hotelowych na sprzedaż i ograniczoną dostępność terenów inwestycyjnych w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach, na cele hotelowe adaptowane są istniejące już budynki. Rentowność hoteli utrzyma się w najbliższych latach na wysokim poziomie dzięki rosnącemu popytowi i niewielkiej skali inwestycji deweloperskich na większości rynków (z wyjątkiem Warszawy i Wiednia).

Stolice państw Europy Środkowej** w czołówce miast o najwyższym wskaźniku obłożenia hoteli w Europie – liderem w regionie jest Praga

W 2017 roku średni wskaźnik obłożenia hoteli w stolicy Czech wyniósł 80%, co zapewniło Pradze piąte miejsce w Europie.*** Praga jest jednocześnie 10. największym rynkiem w Europie z bazą hotelową oferującą ponad 35 tys. pokoi oraz ponad 18 mln sprzedanych dób hotelowych w 2017 roku. Drugim rynkiem w regionie jest Wiedeń, w którym w ubiegłym roku sprzedano ponad 15,5 mln dób hotelowych; stolica Austrii zajęła jednak 13. miejsce pod względem wskaźnika obłożenia hoteli. Trzecim największym rynkiem hotelowym w Europie Środkowej jest Budapeszt, którzy zajął 10. miejsce w rankingu miast z najwyższym wskaźnikiem obłożenia. Ze względu na mniejszą ofertę dostępnych hoteli w porównaniu z Pragą, stolica Węgier ma znaczny potencjał rozwoju. Kolejnym miastem z jednym z najwyższych wskaźników obłożenia hoteli na kontynencie jest Warszawa, która uplasowała się na 7. miejscu. Jednak do końca 2018 roku może odnotować spadek w rankingu wskutek nowej podaży. Wskaźniki obłożenia na głównych rynkach hotelowych Europy Środkowej znacząco wzrosły w porównaniu z niektórymi największymi destynacjami turystycznymi takimi jak Madryt, Mediolan i Rzym. Jedynie Bratysława nie zakwalifikowała się do pierwszej dwudziestki.

– Przewidujemy, że w najbliższych latach popyt będzie nadal rósł, ale w niektórych miastach w wolniejszym tempie ze względu na wzrost cen lub maksymalne obłożenie hoteli w szczycie sezonu. Trend wzrostowy jednak utrzyma się dzięki rosnącemu zainteresowaniu klientów, zwłaszcza z Azji i Bliskiego Wschodu – mówi Bořivoj Vokřínek, Partner, dyrektor działu doradztwa strategicznego i badań rynku hotelowego w regionie EMEA, Cushman & Wakefield.ceny za hotele

W pierwszej połowie 2018 roku przychody na jeden dostępny pokój (RevPAR), które są kluczowym wskaźnikiem efektywności w sektorze hotelowym, wzrosły w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej w całym regionie, z wyjątkiem Warszawy. Liderem wzrostów była Sofia, gdzie przychody RevPAR wzrosły – aczkolwiek ze stosunkowo niskiego poziomu – aż o 19,0%. Na kolejnych miejscach uplasowały się: Budapeszt (5,5%), Bukareszt (4,7%) i Bratysława (4,6%). W Pradze i Wiedniu wskaźnik RevPAR wzrósł o nieco ponad 2%.****

David Nath, dyrektor działu hotelowego na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Cushman & Wakefield
David Nath, dyrektor działu hotelowego na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Cushman & Wakefield

– Wskaźniki obłożenia hoteli na wielu rynkach Europy Środkowej są rekordowo wysokie, a ceny za pokój zbliżają się do poziomów obserwowanych w Europie Zachodniej, co do pewnego stopnia ogranicza możliwości bardziej dynamicznego wzrostu przychodów RevPAR, jaki odnotowaliśmy w 2017 roku. Ponadto niektóre rynki takie jak Warszawa zaczynają odczuwać wpływ nowej podaży, a hotelarze wskazują na rosnącą konkurencję ze strony platform wynajmu krótkoterminowego takich jak AirBnB – mówi David Nath, dyrektor działu hotelowego na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Cushman & Wakefield.

Rynek inwestycyjny

Rok 2017 był rekordowy pod względem aktywności inwestycyjnej na głównych rynkach hotelowych Europy Środkowo-Wschodniej – zawartych zostało 67 transakcji na 1,7 mld euro w porównaniu z 56 transakcjami na 1,3 mld euro w 2016 roku. Najwyższy wolumen transakcji inwestycyjnych odnotowano ponownie w Austrii – łącznie 791 mln euro. Drugim największym rynkiem pod względem aktywności inwestorów była Polska, w której sfinalizowano 15 transakcji o łącznej wartości 402 mln euro. Z kolei w Czechach obroty na rynku hotelowym w 2017 roku wyniosły ponad 235 mln euro, czyli nieznacznie mniej niż w rekordowym 2016 roku, w którym wolumen transakcji inwestycyjnych wzrósł do 292 mln euro. Tuż za Czechami niespodziewanie uplasowała się Rumunia, w której inwestorzy ulokowali blisko 200 mln euro.

W pierwszej połowie 2018 roku łączny wolumen transakcji inwestycyjnych wyniósł zaledwie 0,5 mld euro, ale w drugim półroczu może znacząco wzrosnąć.

Frederic Le Fichoux, dyrektor sekcji rynku hotelowego w regionie Europy, Cushman & Wakefield
Frederic Le Fichoux, dyrektor sekcji rynku hotelowego w regionie Europy, Cushman & Wakefield

– Koniunktura w gospodarce i turystyce na wszystkich rynkach Europy Środkowo-Wschodniej zachęca inwestorów poszukujących większych zysków do inwestowania w regionie. Jednak w pierwszej połowie 2018 roku zawarto niewiele transakcji ze względu na brak nieruchomości wystawianych na sprzedaż, a czasami wygórowane oczekiwania lub niepewność sprzedających, którzy mają ograniczone możliwości reinwestowania kapitału – mówi Frederic Le Fichoux, dyrektor sekcji rynku hotelowego w regionie Europy, Cushman & Wakefield.

Maria Zielińska, starszy doradca ds. rynku hotelowego, Cushman & Wakefield, Polska
Maria Zielińska, starszy doradca ds. rynku hotelowego, Cushman & Wakefield, Polska

– W 2018 roku kluczowe wskaźniki efektywności rynku hotelowego w Polsce nie rosną już tak dynamicznie, jak w poprzednich latach. W Warszawie odnotowano nieznaczny spadek wskaźnika obłożenia hoteli oraz przychodów RevPar, co było spowodowane przede wszystkim oddaniem do użytku ok. 1200 nowych pokoi w okresie od pierwszej połowy 2017 roku do pierwszego półrocza 2018 roku. Miasto nadal przyciąga jednak uwagę inwestorów ze względu na dużą liczbę realizowanych inwestycji deweloperskich – powiedziała Maria Zielińska, starszy doradca ds. rynku hotelowego, Cushman & Wakefield, Polska.

Inwestycje hotelowe

W 2019 roku baza hotelowa największych rynków wzbogaci się o prawie 5000 nowych pokoi. W Polsce planowane jest m.in. otwarcie 7 hoteli marki ibis.

Według prognoz w najbliższych trzech latach w stolicach państw Europy Środkowo-Wschodniej może zostać wybudowanych ponad 13 000 pokoi w hotelach klasy średniej i luksusowej. Najwięcej nowych obiektów powstanie w Wiedniu i Warszawie. Dzięki nowej podaży liczba pokoi w regionie Europy Środkowo-Wschodniej znacząco wzrośnie, ale skumulowany wzrost roczny w najbliższych trzech latach wyniesie zaledwie 3,5%, co nie powinno powodować większych obaw w krótkiej perspektywie.

W najbliższym czasie aktywność deweloperska w sektorze hotelowym może przyspieszyć dzięki ożywieniu na rynkach i łatwiejszemu dostępowi do źródeł finansowania inwestycji w niektórych krajach. Jednak w Pradze, Budapeszcie i Wiedniu już teraz podaż gruntów lub pustych budynków w centralnych lokalizacjach umożliwiających realizację dużych inwestycji hotelowych lub zmianę ich przeznaczenia jest stosunkowo ograniczona. Z tego względu rynki te są lepiej chronione przed skutkami nadpodaży niż Warszawa, Sofia czy Bratysława.

Obecnie popyt nadal przewyższa podaż na większości rynków i nie przewidujemy niepokojącej nadpodaży w najbliższej przyszłości.

* EŚW obejmuje Czechy, Polskę, Austrię, Węgry, Słowację, Bułgarię i Rumunię.
** EŚ obejmuje Czechy, Polskę, Austrię, Węgry i Słowację.
*** Na podstawie danych dotyczących efektywności dla 35 największych rynków hotelowych, opublikowanych w „European Hotel Review” przez STR.
**** W euro

Luki w polskim systemie ochrony środowiska

Gospodarowanie odpadami i miks energetyczny, w którym choć coraz mniejszy, to nadal wiodący udział ma węgiel, to największe środowiskowe słabości Polski. O tych problemach robi się szczególnie głośno przed zbliżającym się międzynarodowym szczytem klimatycznym COP24, który odbędzie się na początku grudnia w Katowicach. Podczas niedawnego Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie eksperci firmy doradczej Deloitte przekonywali o znaczącej roli biznesu we wdrażaniu decyzji, jakie zapadną na szczycie. To właśnie w Katowicach zostaną wyznaczone kierunki realizacji nowej globalnej umowy klimatycznej, która zacznie obowiązywać w 2020 roku.

Choć Polska próbuje gonić kraje zachodnie w kwestiach ekologii, to wciąż wiele ma do nadrobienia w tym obszarze. Tymczasem Komisja Europejska wyznacza nam coraz bardziej ambitne cele. Na początku roku Bruksela przedstawiła nowy scenariusz miksu energetycznego Polski – czyli struktury źródeł pozyskania energii – na rok 2030. Zakłada on ograniczanie wykorzystania węgla na rzecz odnawialnych źródeł energii. Zgodnie z tym scenariuszem KE oczekuje od Polski obniżenia emisji gazów cieplarnianych z obecnego poziomu około 770 kg CO2/MWh do poziomu 400-450 kg CO2/MWh w 2030 roku.

Biznes musi zauważyć problem

Julia Patorska
Julia Patorska, Lider zespołu analiz ekonomicznych Deloitte

Zdecydowane posunięcia Komisji Europejskiej oraz zaplanowany na grudzień szczyt klimatyczny w Katowicach sprawiają, że temat zanieczyszczeń środowiska i zmian klimatu wraca ze zdwojoną siłą. – Chcemy być aktywnym uczestnikiem debaty i aktywnym uczestnikiem zmian. Co ważne, dyskusja podczas szczytu COP24 będzie służyć podnoszeniu świadomości ekologicznej. Deloitte stara się propagować wiedzę o zagrożeniach i możliwościach działania w tym obszarze – mówi Julia Patorska, lider zespołu ds. analiz ekonomicznych, Deloitte. Firma współpracuje już z Ministerstwem Środowiska w stworzeniu planów adaptacji polskich miast do zmian klimatu. Prowadzi także badania dotyczące kosztów ryzyk klimatycznych i katastroficznych. Już wkrótce będzie również gotowa analiza Deloitte na temat gospodarki o obiegu zamkniętym w Polsce, zakładającej ponowne wykorzystywanie zużytych produktów. Globalne zaangażowanie w problem – w tym także biznesu – to konieczność. Inaczej kwestie zagrożeń środowiska mogą wymknąć się spod kontroli. Zdaniem ekspertów podejście do ochrony środowiska musi być wszechstronne, a kwestie związane z klimatem powinny być między innymi częścią porozumień handlowych i pomocy rozwojowej.

Środowiskowa odwilż w Polsce

Choć świadomość ekologiczna Polaków stale rośnie i obserwuje się coraz większe zainteresowanie tematem, w niektórych obszarach nadal widać poważne luki. W Polsce ostatnie dwa lata to intensywna dyskusja i kampanie medialne na temat smogu. Liczne pożary składowisk i magazynów odpadów podczas minionego lata ujawniły z kolei problemy z gospodarowaniem odpadami.

Brak wystarczającej troski o środowisko sprawił, że w lipcu Polska znów znalazła się na celowniku Komisji Europejskiej. Instytucja wytknęła nam zbyt słabą ochronę lasów chronionych, wezwała do stosowania prawa dotyczącego recyklingu złomowanych pojazdów i ponagliła do wdrożenia infrastruktury dla paliw alternatywnych, która miała rozszerzać sieć pojazdów elektrycznych.

Eksperci Deloitte zauważają, że goszcząc konferencję klimatyczną Polska ma doskonałą okazję do jeszcze lepszego podniesienia nie tylko świadomości ekologicznej Polaków, ale też wzmocnienia wagi działań rządu, biznesu i społeczeństwa. – Warto, by z konferencji poszedł w świat jasny sygnał, że Polska ma także na koncie działania, które obniżają wpływ działalności człowieka czy biznesu na klimat. Od 1989 roku zmniejszyliśmy emisję CO2 o 30 proc., więc wykonaliśmy już ogromną pracę, ale wiele jeszcze przed nami – zauważa Julia Patorska.

Kurs dolara, euro, funta i franka – analiza techniczna 1.10.2018

Niepokojące doniesienia z Italii zostały przyćmione przez ogłoszenie wstępnego porozumienia między USA, Meksykiem i Kanadą. Nie ma jednak wątpliwości, że musi dojść do ostrych rozmów z włoskiego rządu z włodarzami z UE, co może się przełożyć na kłopoty wspólnej waluty. Złoty nie reaguje na kiepskie dane m.in. PMI dla przemysłu i niższej inflacji wrześniowej. Czekamy na nowe informacje w sprawie Brexitu.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 28.08.2017-01.10.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2660 3,7220 3,6298 4,6990
Maksimum 4,3340 3,8540 3,7330 4,8580

 

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLNEUR/PLN kontynuuje trend spadkowy mimo niesprzyjających doniesień z Półwyspu Apenińskiego. W piątek testowane było minimum z końcówki sierpnia. Wsparcie to jednak wytrzymało i tym samym obserwujemy niewielką korektę. Bez wątpienia mocny złoty to efekt uspokojenia sytuacji we Włoszech. Szczególnie niepokojące rzeczy działy się na włoskich obligacjach gdzie rentowność szybowała bardzo mocno w górę. Była to konsekwencja uchwalenia dość mocno kontrowersyjnego budżetu Italii. Opierał się on na rozdawnictwie środków co musiało się przełożyć na wzrost deficytu do 2,4% PKB. Sytuacja się nieco uspokoiła ale problem Włoch będzie długo ciążył jeszcze Europie. Brak chęci do ograniczenia wydatków i wielkość włoskiej gospodarki muszą budzić obawy. Tym bardziej, że Italia ma dość mocno konfrontacyjne podejście do UE. Taki układ zdarzeń powinien osłabiać wspólną walutę. A w takim przypadku jeśli niepokój wróci, a to kwestia czasu, straci również krajowa waluta. Tym bardziej, że nie pomaga dalszej aprecjacji złotówki sytuacja wewnątrz naszego kraju. Dzisiejszy PMI dla przemysłu spadł najniżej od dwóch lat i jest tylko pół punkta od granicy 50 pkt czyli oddzielającej recesję od wzrostu. Wskazania inflacji za wrzesień również nie spowodują zmiany podejścia RPP a więc gołębi ton potrwa dalej. Tym samym bardziej prawdopodobne jest zbliżenie się EUR/PLN ponownie do granicy 4,30. Oporem będzie linia trendu spadkowego.

Kurs franka szwajcarskiego CHF/PLN

Kurs franka szwajcarskiego CHF/PLNSytuacja na CHF/PLN również póki co jest stabilna. Nadal kontynuowany jest trend spadkowy. Temat włoski jednak powinien spowodować wzrost wartości franka szwajcarskiego. Na ten moment sytuacja szybko się uspokoiła ale to zupełnie nie zamknęło tego tematu. Dzisiaj spotykają się w Luksemburgu ministrowie finansów strefy euro i zapewne temat Italii będzie omawiany. Może to być burzliwe spotkanie patrząc choćby na słowa wiceszefa KE, który stwierdził, że włoski budżet może być niezgodny z pakietem stabilności. Włoski rząd absolutnie jednak nie chce reformować finansów i nic sobie z KE nie robi, a to gwarantuje spory konflikt, który jeszcze nie jest zdyskontowany w cenach euro i chf. To może być kolejny trudny test dla spójności strefy euro. Jeśli tarcie będą się nasilać to EUR/CHF mocno zanurkuje, co poskutkuje wzrostem na CHF/PLN. Bez wątpienia temat Italii przycichł dzięki podpisaniu porozumienia między USA, Meksykiem i Kanadą. Skutecznie to odwróciło uwagę inwestorów dlatego też zapanowała euforia i tak naprawdę obecnie w kursie CHF/PLN sporego problemu tzw włoskiego nie widać w cenach.

Kurs dolara amerykańskiego USD/PLN

Kurs dolara amerykańskiego USD/PLNZachowanie się kursu USD/PLN w ostatnich dniach to konsekwencja ruchów na głównej parze walutowej świata. Problemy Italii w połączeniu z jastrzębim Fed-em spowodowały, że kurs EUR/USD był już momentami poniżej 1,15. Dzisiaj euro dostało kolejny cios w postaci mocno słabnących wskaźników PMI. USD/PLN więc jest pod presją i zapewne jeszcze dzisiaj będzie testował granice 3,70 podczas gdy w zeszłym tygodniu minimum były niemal 8 groszy niżej. I patrząc na to, że kłótnia Włoch z Komisją Europejską dopiero tak naprawdę się rozpocznie to opór w postaci 3,70 na USD/PLN może zostać przebity i kurs poszybuje w górę jeszcze kilka groszy. Mamy początek nowego miesiąca a więc pojawią się dane z amerykańskiego rynku pracy, które również mogą wesprzeć dolara. Dotarcie więc do maksimów z sierpnia jest całkiem realnym scenariuszem. Tym bardziej, że nowe porozumienie zamiast Nafta również powinno zadziałać pozytywnie na amerykańską walutę.

Kurs funta brytyjskiego GBP/PLN

Kurs funta brytyjskiego GBP/PLNSytuacja na funcie mocno się uspokoiła i tak naprawdę czekamy na nowe newsy związane z brexitem. Ten mocny zjazd z końcówki września wynikał z mocnej porażki premier Wielkiej Brytanii na spotkaniu z szefami UE. Theresa May mogła poczuć się nawet urażona tym jak została potraktowana, włodarze strefy euro dali jasno do zrozumienia, że żadnych ustępstw nie będzie czy też w kwestii dostępu do wspólnego rynku czy granicy z Irlandią. Szefowa rządu Wielkiej Brytanii zaraz po powrocie zwołała konferencję i również w dość ostrych słowach powiedziała, że nie chce godzić się na wszystkie ustępstwa wobec UE. Na wczorajszej konwencji swojej Partii przekonywała, że chce dalej pozostać na swoim stanowisku i dalej walczyć o interesy brytyjczyków. Broniła również swojego planu, który został odrzucony przez UE. I co ważniejsze powiedziała, że wierzy nadal w brexit mimo medialnych spekulacji, że takowego może wcale nie być. Rynki nie zareagowały na to wystąpienie co pokazuje dryfujący kurs choćby GBP/PLN. Inwestorzy czekają przede wszystkim na środę kiedy będzie ostatni dzień zjazdu konserwatystów. Ważna datą dal funta będzie 18 października kiedy to Rada Europejska ma znów rozmawiać o Brexicie, wtedy też może zapaść decyzja o zwołaniu szczytu UE w listopadzie i ewentualnie sfinalizować porozumienie. Z pewnością jeśli uda się uzyskać porozumienie co na ten moment jest mocno wątpliwe funt miałby szansę mocno zyskać na wartości. W przeciwnym wypadku kolejne porcja niepewności i prawdopodobnie nowe wybory. Póki co technicznie oporem pozostaje ostatnie maksimum.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Od dziś obowiązują nowe zasady dystrybucji ubezpieczeń

  • Podstawą procesu sprzedaży jest dokładna analiza potrzeb klienta.
  • Oprócz dotychczasowego pakietu dokumentów ubezpieczeni otrzymają także kartę informacji o produkcie, która będzie zawierała najważniejsze informacje dla posiadacza polisy.

Hasło „ubezpieczenie” większości z nas kojarzy się przede wszystkim z polisą na samochód, ochroną mieszkania na wypadek pożaru czy włamania lub opieką medyczną na czas podróży zagranicznej. Trzeba jednak pamiętać, że działające w Polsce towarzystwa ubezpieczeń są w stanie zapewnić ochronę prawie każdej sfery życia – zabezpieczyć finansowo bliskich na wypadek śmierci ubezpieczonego, uchronić od dodatkowych wydatków związanych z odpowiedzialnością cywilną czy zapewnić dostęp do prywatnych usług zdrowotnych. W przypadku firm katalog jest równie szeroki. Przedsiębiorcy oprócz standardowego zabezpieczenia swojego majątku mogą liczyć na pomoc w razie przestoju w działalności czy w momencie spowodowania szkód w środowisku.

Zakres dostępnych w Polsce ubezpieczeń jest, jak widać bardzo szeroki. Nietrudno się zatem pogubić przy wyborze ochrony najbardziej nam potrzebnej. Dużym ułatwieniem dla konsumentów są nowe zasady sprzedaży polis, które obowiązują od dziś. 1 października weszła bowiem w życie nowa Ustawa o dystrybucji ubezpieczeń, której zadaniem jest m.in. wyeliminowanie zjawiska zakupu niepotrzebnych ubezpieczeń oraz zwiększenie świadomości ubezpieczonych na temat funkcjonowania polis – mówi Piotr Bartos, Country Manager Insly w Polsce.

Analiza potrzeb podstawą!

Najważniejszym etapem przygotowania oferty w świetle nowych przepisów jest wnikliwa analiza potrzeb klienta, której przeprowadzenie zostało wskazane w unijnej Dyrektywie IDD, będącej podstawą nowej polskiej ustawy. Jej zapisy wprowadzają konieczność poprzedzenia każdego procesu sprzedaży ubezpieczenia dokładnym zbadaniem potrzeb oraz wymagań klienta. Co to oznacza?

Przed przedstawieniem propozycji konkretnych polis dostępnych na rynku dystrybutor ubezpieczeń, czyli agent, multiagent bądź broker, musi przeprowadzić wywiad z klientem, żeby poznać nie tylko jego wymagania, ale i potrzeby. Na jego podstawie powstanie zindywidualizowana rekomendacja prezentująca różne produkty oraz wyjaśniająca, które z nich najlepiej spełnią wymagania, potrzeby i możliwości finansowe ubezpieczonego – dodaje Piotr Bartos z Insly.

Żeby w pełni zrozumieć zasady funkcjonowania danego ubezpieczenia, klient otrzyma przed podpisaniem umowy również tzw. kartę produktu.

Przejrzyste informacje o produkcie

Podstawowe dane o polisie muszą zostać przedstawione w zrozumiałej i obiektywnej formie, wskazują nowe przepisy. Żeby uniknąć niejasności, jakie informacje powinny zostać przekazane klientom, Komisja Europejska wydała rozporządzenie wykonawcze, w którym zaprezentowano wzór dokumentu dla ubezpieczonego. W karcie informacyjnej wskazany jest oczywiście dostawca ubezpieczenia oraz nazwa polisy. Ponadto jasno opisane są przedmiot ubezpieczenia, ograniczenia ochrony oraz to, czego ubezpieczenie nie obejmuje. Przykładowo, w przypadku polisy dla nieruchomości mogą to być informacje, że polisa obejmuje wszystkie szkody w elementach konstrukcyjnych powstałe w wyniku katastrof naturalnych czy pożaru, a polisa nie obejmuje strat w mieniu ruchomym oraz nie zadziała w momencie, kiedy do zdarzenia dojdzie z winy ubezpieczonego (np. samodzielne podpalenie).

Karta produktu określa również, w jakich państwach obowiązuje ochrona oraz co należy do obowiązków posiadacza polisy. W przypadku wspomnianych już polis mieszkaniowych mogą one dotyczyć np. zamontowania drzwi przeciwwłamaniowych czy czujników dymu.

Wśród podstawowych informacji znajdują się też dokładne terminy i formy płatności składki, okres rozpoczęcia i zakończenia ochrony, jak również wskazany jest sposób rozwiązania umowy.

Należy jednak pamiętać, że jest to jedynie synteza informacji, a pełne zasady funkcjonowania polisy zawarte są w ogólnych warunkach ubezpieczenia.

Źródło: Insly

PMI – Przemysł blisko granicy oddzielającej ekspansję od spowolnienia

Wskaźnik koniunktury w przemyśle obrazujący nastroje managerów oraz z wyprzedzeniem sygnalizujący zmiany koniunktury, spadł we wrześniu do 50,4 punktu, czyli do poziomu bliskiego stagnacji.

Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu spadł we wrześniu trzeci miesiąc z rzędu, osiągając poziom 50,4 punktu, najniższy od dwóch lat. Co gorsza, zbliżył się on niebezpiecznie do poziomu 50 punktów, poniżej którego można mówić o wejściu w fazę pogarszania się koniunktury. Wyprzedzający charakter wskaźnika sugeruje, że może to nastąpić za kilka miesięcy, co jest również zgodne z prognozami zakładającymi spowolnienie wzrostu gospodarczego w przyszłym roku.

We wrześniu managerowie sygnalizowali po raz pierwszy od prawie dwóch lat spadek liczby nowych zamówień, a także najsilniejszy od ponad czterech lat spadek zamówień eksportowych. To ostatnie zjawisko jest szczególnie niepokojące, bowiem do tej pory polscy eksporterzy radzili sobie bardzo dobrze i korzystali z dobrej koniunktury na świecie, a szczególnie w strefie euro i w Niemczech w szczególności. Obecnie perspektywy sprzedaży zagranicznej pogarszają się, a w połączeniu ze spadkiem zamówień krajowych, tworzy to mieszankę bardzo niekorzystną. Wrześniowa ankieta ujawniła też spadek dynamiki produkcji w polskich firmach przemysłowych, a także wolniejsze tempo wzrostu zatrudnienia. Wskaźnik przyszłej produkcji spadł do poziomu najniższego od prawie dwóch lat, zmniejszyła się liczba zaległości produkcyjnych. Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, obraz przyszłej koniunktury rysuje się dość pesymistycznie. Jest to tym bardziej niepokojące, że w ostatnich latach zmiany wskaźnika PMI podlegały swego rodzaju sezonowości, polegającej na tym, że nastroje managerów pogarszały się w pierwszej połowie roku, po czym jesienią zaczynały iść w górę. W tym roku sezonowej poprawy nie widać, choć jest jeszcze pewna szansa na jej pojawienie się. Pewnym pocieszeniem może być także fakt, że od pewnego czasu wskazania PMI nie pokrywają się z pozytywnymi tendencjami wskaźników notowanych w realnej gospodarce. Produkcja przemysłowa i budowlano-montażowa wciąż utrzymuje wysoką dynamikę, a silna konsumpcja wewnętrzna oraz wzrost inwestycji publicznych pozwala myśleć o utrzymaniu tej tendencji. Niemniej jednak nie należy lekceważyć niekorzystnych sygnałów płynących ze wskazań PMI.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Grupa Murapol po trzech kwartałach 2018 r.

Grupa Murapol w ciągu dziewięciu miesięcy 2018 roku sprzedała blisko 2,7 tys. lokali mieszkalnych, czyli o 9 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Od początku roku Murapol przekazał klientom ponad 1,2 tys. lokali, czyli o ok. 30 proc. więcej r/r . W samym trzecim kwartale w wynikach finansowych firmy zostaną rozpoznane przekazania 826 lokali, co jest rekordem w historii Murapolu.

Biorąc pod uwagę wyniki sprzedaży oraz przekazań mieszkań po trzech kwartałach, Grupa Murapol podtrzymuje cele na cały 2018 rok: sprzedaż 3,7 tys. mieszkań oraz wydanie kluczy do 2,6 tys. lokali. Zarząd spółki Murapol utrzymuje założenia dotyczące dalszego zrównoważonego rozwoju i oczekuje osiągnięcia relacji skonsolidowanego długu netto do skonsolidowanych kapitałów własnych w Grupie na poziomie poniżej 0,6x na koniec 2019 roku.

SPRZEDAŻ

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 roku Grupa Murapol sprzedała 2 691 lokali mieszkalnych, w tym 2 063 na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych. Wynik wypracowany w ciągu trzech kwartałów br. jest o 9 proc. wyższy w stosunku do poziomu z analogicznego okresu ub.r. W samym trzecim kwartale łączna sprzedaż wyniosła 893 lokali mieszkalnych.

Spółka podtrzymuje plan sprzedaży na cały br.  na poziomie 3,7 tys. mieszkań, co oznacza wzrost w stosunku do sprzedaży w 2017 roku nieco przekraczającej 3,6 tys. mieszkań.

PRZEKAZANIA

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 roku Grupa Murapol przekazała klucze do 1 204 lokali mieszkalnych. W trzecim kwartale br. Grupa przekazała klientom 826 lokali, co stanowi rekordowy wynik w historii firmy.

Cel na cały 2018 rok to przekazanie nabywcom i rozpoznanie w wyniku finansowym 2,6 tys. lokali, co oznacza wzrost o ponad 120 proc. w stosunku do poziomu wypracowanego w 2017 roku w wysokości 1,15 tys. mieszkań.

WPROWADZENIE DO OFERTY

W trzecim kwartale br. Grupa uruchomiła komercjalizację 6 nowych projektów mieszkaniowych, w ramach których postawiła do dyspozycji klientów 1 023 mieszkania o odpowiadającej im łącznej powierzchni użytkowej blisko 44,2 tys. mkw. Nowe lokale zostały zaoferowanych m.in. w Łodzi, Wrocławiu oraz Gdyni.

Łącznie od początku br. Murapol zaoferował ponad 3,2 tys. nowych mieszkań, powstających w 19 projektach inwestycyjnych zarówno na głównych krajowych rynkach mieszkaniowych, tj. w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Łodzi i Trójmieście, ale także w mniejszych lokalizacjach, takich jak Katowice, Gliwice, Tychy czy Wieliczka.

Plan Grupy Murapol do końca roku zakłada wprowadzenie do sprzedaży kolejnych ponad 1,2 tys. lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 52 tys. mkw. w inwestycjach będących zarówno nowymi przedsięwzięciami deweloperskimi, jak i kolejnymi etapami już realizowanych projektów mieszkaniowych.

Łącznie w całym 2018 roku Grupa wprowadzi do sprzedaży ok. 4,4 tys. lokali mieszkalnych.

LICZBA MIESZKAŃ W BUDOWIE

Na zakończenie trzeciego kwartału 2018 roku, portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6 081 lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 268,8 tys. mkw., powstających w 32 projektach.

W efekcie dokonujących się w ostatnim czasie zmian polegających na koncentracji całego potencjału Spółki na jej podstawowej działalności – deweloperskiej, osiągnęła ona długookresową możliwość realizowania powtarzalnego poziomu przekazań, tj. 800 – 1 000 mieszkań kwartalnie.

BANK ZIEMI

Na koniec trzeciego kwartału 2018 roku Grupa Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi o wartości 637,4 mln zł, pod budowę blisko 21,4 tys. lokali mieszkalnych. Nieruchomości o wartości ok. 394,5 mln PLN netto, są opłacone w całości i stanowią własność Grupy oraz posiadają decyzje o pozwoleniu na budowę blisko 12,3 tys. mieszkań. Pozostała część aktywnego banku ziemi to tereny inwestycyjne, które dostarczane będą do produkcji we właściwym czasie (just-in-time), obecnie objęte warunkowymi umowami przedwstępnymi, na których powstaną projekty nieruchomościowe, będące obecnie w toku postepowań pozwoleniodawczych, a zakładające budowę 9,1 tys. lokali mieszkalnych. Wartość zakontraktowanych tak nieruchomości wynosi ponad 242,8 mln zł.

Analizując założone plany sprzedaży oraz cele dotyczące przekazań mieszkań, zarząd Murapol SA oczekuje osiągnięcia relacji skonsolidowanego długu netto do skonsolidowanych kapitałów własnych w Grupie na poziomie poniżej 0,6x na koniec 2019 roku.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.murapol

– Mamy stabilny trend zarówno w liczbie sprzedawanych kwartalnie mieszkań, jak i rozbudowywaniu oferty dostępnych lokali. Potwierdza to konsekwentną realizację przyjętego na początku roku kierunku stabilnego i zrównoważonego rozwoju działalności Murapol SA, co pozwoli nam być długookresowo podmiotem przewidywalnym, cieszącym się zaufaniem, wypracowującym powtarzalne wyniki oraz marże na realizowanych projektach. W trzecim kwartale br., zgodnie z zapowiedziami, znacznie zwiększyliśmy liczbę przekazanych klientom mieszkań. Bazując na harmonogramie realizowanych obecnie inwestycji zakładamy jeszcze więcej wydań w nadchodzących miesiącach i podtrzymujemy plan przekazań na bieżący rok w liczbie 2,6 tys. lokali. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

PMI najniżej od prawie dwóch lat

PMI w polskim przetwórstwie przemysłowym spadł do 50,5 pkt. we wrześniu z 51,4 w sierpniu (i 53,8 w 2q18). Odczyt wskaźnika był trzeci miesiąc z rzędu niższy od najniższej prognozy w konsensusie. Jednocześnie był na najniższym poziomie od października 2016 sygnalizując drugi miesiąc z rzędu, że polska gospodarka minęła szczyt cyklu koniunkturalnego.

Powrót PMI we wrześniu do poziomu przeciętnej długookresowej sygnalizuje, że przetwórstwo znalazło się blisko bariery oddzielającej ekspansję od spowolnienia.

Niski odczyt odzwierciedla spadek nowych zamówień (po raz pierwszy od dwóch lat), w tym zamówień eksportowych (najszybciej od 4 lat). Mimo spadku zamówień, produkcja przemysłowa nadal rosła, przy czym malały zaległości produkcyjne.

Reakcją firm na niższy napływ zamówień był zmniejszony popyt na pracę. Subkomponent zatrudnienia był najsłabszy od 10 miesięcy. W kolejnych miesiącach ankietowane firmy obniżają prognozy poziomu produkcji (szósty miesiąc z rzędu).

Ankieta PMI pokazała na dalszy spadek presji cenowej, przy czym głównym czynnikiem pchającym ceny w górę były ceny surowców. Ceny wyrobów gotowych rosły w tempie najsłabszym od czterech miesięcy.

Luźny związek PMI ze wzrostem PKB w ostatnich latach sugeruje jedynie, że tempo wzrostu PKB zapewne będzie się obniżać w drugiej połowie roku. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że wskazania indeksu PMI są najbardziej pesymistyczne spośród głównych wskaźników koniunktury.

Źródło: PKO Bank Polski

PIU: Pracownicy pozytywnie oceniają projekt PPK

66 proc. badanych pracowników dobrze ocenia Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) – wynika z badań CBM Indicator przeprowadzonych dla Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). Najwięcej badanych za instytucje godne zaufania przy prowadzeniu PPK wskazuje zakłady ubezpieczeń.

Prywatność środków ma znaczenie

Dwie trzecie respondentów odpowiedziało „zdecydowanie dobrze” lub „raczej dobrze”, na pytanie o ocenę PPK. Wśród największych zalet programu, prawie 97 proc. badanych wymieniło fakt, że środki w PPK będą prywatne i dziedziczone. Ponad 81 proc. respondentów podkreśliło, że zaletą systemu jest jego elastyczność, a z oszczędności będzie można w określonych przypadkach skorzystać przed 60. rokiem życia.

Ubezpieczyciele najbardziej godni zaufania

Znaczenie dla pracowników ma też to, jaka instytucja finansowa będzie zarządzała ich PPK. Najwięcej badanych jako instytucję godną zaufania wskazuje zakład ubezpieczeń na życie (36,5 proc.).

– Taki wynik potwierdza, jak dużą pracę wykonały zakłady, przez lata budując świadomość ubezpieczeniową w firmach. Poprzez polisy grupowe i ubezpieczenia dla przedsiębiorstw, zrodziła się trwała współpraca i zaufanie pomiędzy pracodawcami, pracownikami, związkami zawodowymi a ubezpieczycielami – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU. – Warto też podkreślić, że blisko 26 proc. respondentów, jako czynnik mogący zachęcić do uczestnictwa w PPK, wymienia ubezpieczenie na życie dla rodziny, mogące być częścią PPK bez dodatkowych kosztów – dodaje.

PPK dadzą kapitał

81 proc. respondentów uważa, że PPK dadzą im solidny zastrzyk finansowy na starość. 72 proc. z nich stwierdziło, że PPK dają poczucie bezpieczeństwa. Czterech na pięciu badanych jest gotowa przystąpić do PPK, jeśli składka wynosić będzie 2 proc. pensji, a drugie tyle dołożą pracodawca i państwo.

– Wyniki badania pokazują, że Polacy są zainteresowani przyjęciem systemu, w którym to pracodawca i państwo dokładają się do oszczędności pracowników. Ponad 70 proc. badanych wskazuje, że Pracownicze Plany Kapitałowe dają im poczucie większego bezpieczeństwa na emeryturze. Jest oczywiście dużo pracy do wykonania, aby zapewnić szeroką wiedzę o zasadach działania i korzyściach z PPK wśród pracowników i pracodawców. Musimy odbudować zaufanie Polaków do dodatkowych programów emerytalnych – skomentował wyniki Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Czym są PPK?

Zgodnie z założeniami projektu rządowego, PPK mają wspomóc dodatkowe i dobrowolne oszczędzanie ok. 11,5 mln pracowników. Umowy o prowadzenie PPK zawierać będzie pracodawca, a pierwsi pracownicy będą mogli zacząć oszczędzać już w połowie 2019 roku. Pieniądze zgromadzone w PPK będą prywatną własnością uczestników. W systemie uczestniczyć będą solidarnie trzy strony: pracownik, pracodawca i państwo. Jeżeli pracownik zdecyduje się odkładać co najmniej 2 proc. swojego wynagrodzenia brutto (maksymalnie 4 proc.), to drugie tyle otrzyma jako dopłatę od pracodawcy i państwa.

O badaniu

Badanie na zlecenie Polskiej Izby Ubezpieczeń przeprowadził CBM Indicator na reprezentatywnej grupie 1000 osób aktywnych zawodowo w całej Polsce. Badania były realizowane od 13 do 26 września 2018 r.

Sąd Najwyższy potwierdził możliwość nadania klauzuli wykonalności przeciwko syndykowi masy upadłości

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Sąd Najwyższy uznał, że prowadzone postępowanie upadłościowe nie jest przeszkodą do nadania klauzuli wykonalności wyrokowi zagranicznemu wydanemu wobec niewypłacalnej spółki. Wbrew wcześniejszemu stanowisku przyjętemu przez sądy niższych instancji, w przypadku przejęcia zarządu masy upadłości przez syndyka nadanie klauzuli wykonalności wobec takiego dłużnika będzie zgodne z przepisami i skuteczne.

Wyrokiem z dnia 30 stycznia 2018 r. (sygn. akt III CSK 388/16) Sąd Najwyższy, uwzględniając skargę kasacyjną na orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Krakowie, dokonał szczegółowej analizy zakresu rozpoznania wniosku o stwierdzenie wykonalności orzeczenia sądu państwa obcego wobec podmiotu pozostającego w upadłości. SN potwierdził, że możliwe jest nadanie klauzuli wykonalności przeciwko syndykowi masy upadłości, który prowadzi postępowanie upadłościowe firmy w trybie likwidacyjnym.

Transgraniczne postępowanie arbitrażowe w Sztokholmie

Przedmiotowe orzeczenie Sądu Najwyższego dotyczyło sprawy rozpoznawanej wcześniej w transgranicznym postępowaniu arbitrażowym z udziałem polskiego podmiotu gospodarczego, który w 2012 r. ogłosił upadłość z możliwością zawarcia układu. Sąd Polubowny przy Instytucie Arbitrażowym Izby Handlowej w Sztokholmie wyrokiem z dnia 29 maja 2013 r. uwzględnił powództwo wnioskodawcy skierowane przeciwko pozwanej spółce, która podjęła decyzję o zaskarżeniu powyższego orzeczenia do Sądu Apelacyjnego w Szwecji.

Skarga pozwanej spółki o uchylenie orzeczenia została jednak oddalona 20 marca 2015 r. (sygn. akt T 8043–13). Spółkę oraz syndyka masy upadłości solidarnie zobowiązano do pokrycia kosztów w wysokości 60 tys. € tytułem wynagrodzenia pełnomocnika. Wyrok uprawomocnił się w dniu 24 kwietnia 2015 r. Mając na względzie uprawnienie do zaspokojenia wierzytelności w przedmiocie należnych kosztów postępowania, wnioskodawca mający siedzibę w Danii zdecydował się wszcząć przed polskimi sądami powszechnymi postępowanie o stwierdzenie wykonalności przedmiotowego orzeczenia.

Sądy okręgowy i apelacyjny w Polsce oddaliły wniosek

W pierwszej instancji Sąd Okręgowy w Krakowie postanowieniem z dnia 14 marca 2016 r. (sygn. akt IX GCo 46/16) zadecydował o stwierdzeniu wykonalności rozstrzygnięcia w przedmiocie zasądzonych kosztów, wraz z odsetkami, przez nadanie klauzuli wykonalności jedynie w stosunku do jednego z uczestników postępowania. Zdaniem składu rozpoznającego niniejszą sprawę za nieuzasadniony należało uznać wniosek o nadanie klauzuli wykonalności przeciwko syndykowi masy upadłości, czego domagał się wnioskodawca. Sąd Okręgowy zwrócił bowiem uwagę, że postanowieniem z dnia 4 maja 2015 r. Sąd Rejonowy w Krakowie zmienił tryb prowadzenia upadłości pozwanej spółki z możliwością zawarcia układu na upadłość likwidacyjną. Tym samym w ocenie sądu pierwszej instancji na podstawie art. 236 ustawy z dnia 28 lutego 2003 r. – Prawo upadłościowe (Dz.U. z 2017 r., poz. 2344, dalej jako: „pr. upadł.”) dochodzenie roszczeń po ogłoszeniu upadłości niewypłacalnego dłużnika możliwe jest wyłącznie w ramach postępowania upadłościowego. Sąd Okręgowy w Krakowie zwrócił również uwagę, że w niniejszej sprawie nie miał zastosowania wyjątek od tej reguły przewidziany w art. 145 pr. upadł.

Wnioskodawca nie zgodził się z tak przedstawionym stanowiskiem i podjął decyzję o złożeniu zażalenia do Sądu Apelacyjnego w Krakowie (sygn. akt I ACz 1177/16), domagając się zmiany postanowienia sądu pierwszej instancji. Sąd drugiej instancji oddalił zażalenie, ponieważ okoliczność sprawowania zarządu masy upadłości przez syndyka uniemożliwiała nadanie klauzuli wykonalności. Zdaniem sądu ówczesny stan likwidacji spółki wykluczał możliwość prowadzenia egzekucji z masy upadłości. Ponadto uznał, iż uprawnienie dochodzenia wierzytelności w postaci kosztów zastępstwa procesowego przyznanych przez sąd zagraniczny dopuszczalne jest tylko na etapie postępowania upadłościowego. Tym samym Sąd Apelacyjny zdecydował się podtrzymać wykładnię przepisów dokonaną wcześniej przez Sąd Okręgowy.

Sąd Najwyższy zakwestionował postępowanie sądów niższych instancji

W skardze kasacyjnej wnioskodawca zakwestionował odmowę stwierdzenia wykonalności zagranicznego sądu opartą na argumentacji, iż postępowanie delibacyjne toczyło się bez udziału syndyka, chociaż – na co zwracał uwagę skarżący – nie stanowi to przeszkody do uwzględnienia wniosku. W ocenie strony wnoszącej kasację Sąd Apelacyjny w Krakowie błędnie zastosował art. 1150 ustawy z dnia 17 listopada 1964 r. – Kodeks postępowania cywilnego (Dz.U. z 2018 r., poz. 1360). W tym zakresie przeprowadzony został wywód, zgodnie z którym upadłość spółki nie wstrzymuje postępowania klauzulowego, a jedynie zmienia formę egzekucji.

Sąd Najwyższy podzielił stanowisko wnioskodawcy, wskazując, że w niniejszej sprawie zastosowanie mają uchylone obecnie regulacje Rozporządzenia Rady (WE) nr 44/2001 z dnia 22 grudnia 2000 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych (Dz.U.UE.L.2001.12.1, dalej jako: „Rozporządzenie”). Powyższe przepisy mają jednak dalsze zastosowanie do orzeczeń wydanych w postępowaniach sądowych wszczętych przed dniem 10 stycznia 2015 r., objętych zakresem zastosowania rozporządzenia.

Tym samym sąd rozpoznający sprawę zauważył, że na gruncie art. 45 powyższego aktu prawnego odmowa stwierdzenia wykonalności przed sądem rozpoznającym środek zaskarżenia możliwa jest tylko w przypadku ziszczenia się przyczyny wymienionej w art. 34 i 35 rozporządzenia. Nieuwzględnienie żądania Wnioskodawcy o nadanie klauzuli wykonalności wobec spółki w oparciu o argument, iż wobec dłużnego podmiotu prowadzona jest upadłość, wprowadziło sprzeczny z rozporządzeniem dodatkowy warunek stwierdzenia wykonalności orzeczenia.

Zdaniem Sądu Najwyższego zarówno Sąd Okręgowy, jak i Sąd Apelacyjny w Krakowie dokonały niewłaściwej interpretacji przepisów unijnego rozporządzenia, uzależniając uznanie wniosku od zbadania, czy wierzyciel może prowadzić egzekucję wobec dłużnika. W ocenie sądu uprawnienie takie jednoznacznie wynikało z treści orzeczenia sądu państwa obcego, który określił skonkretyzowane świadczenie. Sąd Najwyższy potwierdził więc możliwość nadania klauzuli wykonalności przeciwko syndykowi masy upadłości w przypadku prowadzonego postępowania upadłościowego w trybie likwidacyjnym wobec niewypłacalnej spółki.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

SferaNET S.A. ma list intencyjny z inwestorem branżowym

SferaNET S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2014 r., działająca w branży telekomunikacyjnej, podpisała list intencyjny z inwestorem branżowym. Oba podmioty zamierzają nawiązać współpracę przy projekcie budowy sieci światłowodowej w województwie śląskim realizowanym przez Emitenta.

Spółka wspólnie ze swoimi dwoma Akcjonariuszami – Piotrem Londzinem oraz Henrykiem Wiznerem, posiadającymi łącznie 66,28% udziału w jej kapitale zakładowym i w ogólnej liczbie głosów na WZA, podpisała list intencyjny z inwestorem branżowym. Jego celem jest nawiązanie współpracy w celu realizacji projektu pn. „Sieć szerokopasmowa w powiecie bielskim i cieszyńskim” prowadzonego przez SferaNET S.A. w ramach działania 1.1. Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa na lata 2014-2020. Planowana współpraca zakłada także objęcie przez inwestora branżowego nowych akcji Spółki dających większość w jej kapitale zakładowym i w ogólnej liczbie głosów na WZA. Inwestor branżowy ma również udzielić finansowania dłużnego dla Emitenta na potrzeby realizacji jego planów inwestycyjnych. Zarząd SferaNET S.A. ocenia, że podpisanie listu intencyjnego jest niezwykle istotnym zdarzeniem dla Spółki i powinno pozwolić na dalszy wzrost jej wartości.

„Inwestor branżowy zapewni Spółce wsparcie w realizacji strategii rozwoju w obszarach jej specjalizacji oraz wzrostu udziału w rynku. Zwiększy on również siłę w negocjacjach z dostawcami. Integracja rozwiązań stosowanych w obu podmiotach poprawi tym samym naszą efektywność operacyjną. Podmioty planują optymalizację technologii dzięki połączeniu baz wiedzy i rozwiązań technicznych. Inwestor branżowy zaangażuje się także finansowo, co sprawi, że wiarygodność i zdolność kredytowa SferaNET S.A. wzrośnie.” komentuje Bogusław Sromek, Prezes Zarządu Spółki SferaNET S.A.

Zgodnie z podpisanym listem intencyjnym inwestor branżowy rozpocznie badanie Spółki i proces due diligence. Realizacja transakcji uzależniona będzie od jego wyników oraz od ostatecznych parametrów oferty złożonej przez inwestora branżowego, który jest firmą świadczącą usługi telekomunikacyjne dostępu do internetu, telefonii stacjonarnej, cyfrowej telewizji kablowej dla klientów indywidualnych oraz biznesowych.

W sierpniu br. SferaNET S.A. przedstawiła prognozy finansowe na 2018 r. Zakładają one osiągnięcie przez Spółkę w tym roku zysku EBITDA na poziomie 1,1 mln zł oraz przychodów netto ze sprzedaży w wysokości 5,4 mln zł. Prognoza finansowa została oparta o dotychczasowy poziom sprzedaży, potencjalne przychody z tytułu umów abonamentowych, realizowanych zleceń na dostawy sprzętu IT, a także z rozwojowych kontraktów, które znajdują się aktualnie w fazie negocjacji z klientami. Jest to już trzeci kolejny rok, w którym Emitent publikuje prognozy finansowe. Po pierwszym półroczu 2018 r. Spółka zanotowała ponad 560 tys. zł zysku EBITDA przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 2.490 tys. zł. Z kolei zysk netto SferaNET S.A. wyniósł w tym okresie blisko 102 tys. zł.

SferaNET S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect od sierpnia 2014 r., która prowadzi działalność na rynku telekomunikacyjnym. W jej akcjonariacie obecny jest notowany na rynku NewConnect fundusz kapitałowy – ABS Investment S.A. oraz inwestor branżowy – Spółka 3S S.A.

Work Service z ponad miliardem przychodów po II kwartałach 2018 r.

W pierwszym półroczu 2018 roku Grupa Work Service wypracowała ponad 1,04 mld zł przychodów ze sprzedaży. Pomimo dalszego utrzymywania pozytywnych rezultatów na polskim i węgierskim rynku, na wskaźniki operacyjne Grupy negatywny wpływ miały odpisy niepieniężne, które obciążyły wynik EBIT o ponad 26 mln zł. Po wyłączeniu jednorazowych obciążeń Grupa osiągnęła porównywalne rezultaty z analogicznym okresem roku ubiegłego. Zarząd spółki zapowiada dalsze aktywne działania restrukturyzacyjne mające na celu zminimalizowanie poziomów zadłużenia. W tym celu  prowadzony jest proces sprzedaży Grupy Exact Systems, a także w dniu 1 października br. została podjęta decyzja o sprzedaży węgierskiej Grupy Prohuman.

Na przestrzeni pierwszych sześciu miesięcy tego roku, przychody ze sprzedaży w Grupie Work Service znalazły się na poziomie 1,047 mld zł, co oznacza wzrost o ponad 2% w ciągu roku. Za poprawę wyników sprzedażowych w największym stopniu odpowiadają pozytywne rezultaty osiągane na rynkach: polskim (+5,1%), węgierskim (+13,7%) i czeskim (+7,9%). Negatywnie na dynamikę wzrostu przychodów wpłynęły wyniki na rynku niemieckim oraz w obszarze kontraktów realizowanych przez grupę Work Express (transgraniczna wymiana pracowników), co jest związane z procesem restrukturyzacji biznesowej tych dwóch jednostek biznesowych.

Wyniki pierwszego półrocza, po wyłączeniu niefinansowych odpisów, są porównywalne z ubiegłorocznymi, ale znajdują są poniżej naszych oczekiwań. W głównej mierze, strata na działalności operacyjnej jest wynikiem niepieniężnych odpisów księgowych z lat ubiegłych i zdarzeń jednorazowych, które obniżyły nasz wynik o 26,6 mln zł. Ponosimy również koszty związane z procesami restukturyzacyjnymi i dostępem do kapitału. Jednak, podążając za naszą strategią, skupiamy się dziś na organicznym rozwoju biznesu na kluczowych dla nas rynkach Europy Środkowej. Efekty tych działań widać w rezultatach spółek z Polski, Czech czy Węgrzech – podkreśla Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A. – Co więcej, ze względu na spadające bezrobocie i rosnące problemy rekrutacyjne na polskim rynku pracy, zapotrzebowanie firm na kadry ze wschodu utrzymuje się na wysokich poziomach. Między innymi ten popyt, a także nasze wzmożone działania operacyjne i sprzedażowe, przełożyły się na podwojenie w ciągu ostatniego roku liczby pracowników z Ukrainy, których nasza Grupa zrekrutowała dla klientów – dodaje Witucki.

Procesy dezinwestycyjne i transformacja

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, spółka Work Service jest w trakcie realizacji sprzedaży 69% udziałów w Grupie Exact Systems. Proces ten jest na zaawansowanym etapie, z oczekiwanym zakończeniem i wpływami finansowymi w październiku 2018 roku.

Środki pozyskane ze sprzedaży Exact Systems przeznaczymy na znaczne zredukowanie poziomu zadłużenia netto Grupy. Jednocześnie, dziś otwieramy nowy proces dezinwestycyjny. Podjęliśmy decyzję o sprzedaży spółek z Grupy Prohuman, lidera węgierskiego rynku agencji pracy tymczasowej. Jest to bardzo atrakcyjne aktywo, którego sprzedaż pozwoli nam zredukować do minimum nasze zobowiązania finansowe, a tym samym umożliwi przejście do nowego modelu biznesowego, opartego w głównej mierze na niskokosztowej i zrównoważonej działalności w Polsce – podsumowuje Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Nowy kwartał – stare problemy

Niemal na ostatnią chwilę USA i Kanada zawarły porozumienie, które ratuje pakt NAFTA, choć zgrabny skrótowiec może przepaść. Jedno z większych zagrożeń dla równowagi w globalnym handlu zostaje usunięte. CAD zyskuje, choć mogą to być jego ostatnie podrywy.

Nieformalny termin graniczny dla zakończenia negocjacji między USA i Kanadą mijał w niedzielę o północy i dopiero w ostatnich minutach otrzymaliśmy informację, że Kanada dołączy do USA i Meksyku w nowej wersji porozumienia handlowego. Nowa NAFTA to teraz USMCA (US-Mexico-Canada Agreement) i choć Prezydent Trump zyskał, aby sąsiedzi USA poszli na pewne ustępstwa (przez sektor samochodowy po mleczarki), to w ogólnym rozrachunku podtrzymanie paktu jest lepsze niż jego całkowite zerwanie. Z dolara kanadyjskiego schodzi istotna premia za ryzyko, szczególnie biorąc pod uwagę, że premia ta rosła przed weekendem, kiedy nie zanosiło się na zakończenie negocjacji w terminie. Do oficjalnej ratyfikacji porozumienia pozostanie jeszcze kilka tygodni, ale dla rynku temat NAFTA/USMCA zaczyna schodzić na bok. Dziś jest to temat dnia i zapewne podtrzyma popyt na CAD, a może i zepchnie USD/CAD pod 1,28. W szerszym kontekście porozumienie jest już niemal całkowicie w cenie, profil makro od jakiegoś czasu jest odbierany pozytywnie (w piątek lepsze od prognoz dane o PKB z Kanady), a podwyżka stopy procentowej Banku Kanady w październiku jest wyceniona na 90 proc. Nie ma tutaj zachęty, by ścigać CAD pod pretekstem niedowartościowania. Jeśli już, to łatwiej zaczyna być o rozczarowania w danych (raport z rynku pracy w piątek) lub ewentualne zgrzyty w docieraniu szczegółów umowy handlowej.

Nowy miesiąc otwiera się ze starymi problemami, kiedy EUR zbiera baty za projekt włoskiego budżetu. Prasa donosi, że Bruksela odrzuci propozycję z przyszłorocznym deficytem na poziomie 2,4 proc. PKB. To komplikuje wcześniejsze zapędy rynku, by pchnąć EUR/USD ponad 1,18 i kurs powraca bliżej dolnej bandy kanału, który obowiązywał przez większą część lata (1,15-1,18). Obraz techniczny i ryzyko niespodziewanych nagłówków prasowych może przeciągnąć EUR po minimach, ale uważam, że w szerszym kontekście dla EUR liczy się, czy czynnik włoski będzie rzutował na perspektywy polityki EBC. Już raz prezes Draghi zaprzeczył i jeśli ta retoryka zostanie podtrzymana przez innych członków Rady Prezesów, rynek odzyska wiarę w unijną walutę. Przed tygodniem chęci do kupowania EUR nie wzięły się z niczego (ale z optymizmu Draghiego) i choć wówczas pisałem, że argumenty były słabe, to jednak rynek w swojej sile był do nich przekonany. Jeden niepokojący temat z Italii jeszcze nic nie zmienia. Póki EUR/USD 1,15 nie zostało naruszone, pozostaję optymistą.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Słaby początek złotówki

Nasza waluta nie radzi sobie najlepiej na początku tygodnia. Dolar coraz mocniejszy. Najważniejsze dane tygodnia dopiero w piątek.       

Złoty traci

Pomimo bardzo dobrych informacji z rynku pracy w Polsce, które napłynęły w zeszłym tygodniu nasza waluta nie jest w stanie utrzymać swojej wartości na rynku. Jest to też spora zasługa silnego dolara, który zyskuje na szerokim rynku. W poniedziałkowy poranek amerykańska waluta wyceniana jest 3,69 zł. Euro kosztuje 4,28 zł. Z funta zapłacimy 4,82 zł, a frank szwajcarski oscyluje wokół poziomu 3,76 zł. Ratunkiem dla złotówki płynącym z wewnętrznego podwórka mogłaby być środowa decyzja RPP o zmianie stóp procentowych, jednak znając nasze władze monetarne koszt pieniądza jeszcze przez chwilę pozostanie niezmieniony.

Poniedziałek z PMI

Dzisiejszy handel upłynie pod znakiem licznych odczytów indeksów PMI dla przemysłu. Jako pierwsze tradycyjnie już poznamy informacje z państw europejskich, a także zbiorczy wynik ze Strefy Euro. Z kolei po południu napłyną do nas odczyty z kanadyjskiego i amerykańskiego PMI. Dodatkowo w Stanach Zjednoczonych poznamy raport ISM również dla przemysłu.

Najważniejsze dane w piątek

Największe emocje na rynki wkroczą najprawdopodobniej dopiero w piątek. Poznamy wówczas pierwszopiątkowy odczyt z amerykańskiego rynku pracy. Ostatnie zaskoczenie szybszym wzrostem płac dało nadzieję na kolejne podwyżki stóp procentowych. Potwierdził to również prezes FED, który po środowej decyzji o wzroście kosztu pieniądza w Stanach zapowiedział już kolejne ruchy, co w szerszej perspektywie jeszcze bardziej pomoże notowaniom dolara. Możemy zatem spodziewać się zwiększonej zmienności na notowaniach par dolarowych. Dodatkowym motorem napędowym dla amerykańskiej waluty jest słabość euro.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

W najbliższych dniach przecena złotego

Obraz rynku złotego od dłuższego już czasu nie zmienia się. EUR/PLN nadal utrzymuje okolice minimów z ostatnich dni, oscylując blisko poziomu 4,27. Złotemu nie przeszkadzają obecnie coraz niższe notowania euro do dolara. W piątek kurs EUR/USD zszedł poniżej 1,16 dodatkowo wspierany publikacją bazowej inflacji US PCE w sierpniu na poziomie 2,2% r/r (powyżej celu Fed-u). Złoty notowany jest w okolicach poziomów, które osiągnął jeszcze przed posiedzeniem amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Technicznie może to oznaczać budowanie podłoża pod wzrost kursu EUR/PLN szczególnie, że na rynku nadal jest sporo czynników przemawiających za deprecjacją złotego.

Euro zaczęło tracić grunt po tym jak wzrosły obawy o stan finansów publicznych Włoch. Po długich negocjacjach i groźbie impasu rządząca we Włoszech koalicja Ligi i Ruchu Pięciu Gwiazd porozumiała się w sprawie założeń budżetowych na przyszły rok, jednak kosztem wzrostu deficytu budżetowego do 2,4% PKB w 2019 roku. Taki poziom deficytu (wyższy od 1,6%-2,0% pojawiających się w prognozach w ostatnim czasie oraz deklaracjach ministra finansów Włoch) może podważać wymogi unijne i skutkować konfliktem z Brukselą. Włochy mają drugi po Grecji w relacji do PKB dług publiczny w Unii Europejskiej. Tym samym powrót zamieszania wokół Włoch całkowicie przyćmił silne odczyty inflacyjne z Niemiec (CPI we wrześniu w górę do 2,3% r/r z 2,2% miesiąc wcześniej) oraz ze strefy euro (wst. HICP we wrześniu w górę do 2,1% r/r z 2,0% miesiąc wcześniej), które wpisały się w przedstawiane ostatnio stanowisko prezesa EBC M. Draghi’ego na temat „energicznego” wzrostu cen.

Zanim jednak powróciło ryzyko związane z finansami Włoch, częściowo presję na euro wywierać zaczął już wydźwięk konferencji prezesa J. Powella po wrześniowym posiedzeniu amerykańskiej Rezerwy Federalnej. O ile sam komunikat Fed-u został odebrany raczej łagodnie (EUR/USD wzrósł w okolice 1,18), o tyle już wypowiedzi J. Powell brzmiały wyraźnie jastrzębio, co ostatecznie nie pozwoliło utrzymać wysokich poziomów wspólnej walucie. W komunikacie Fed usuną zapewnienie, że polityka monetarna pozostanie akomodacyjna, co może oznaczać, że zdaniem amerykańskich bankierów centralnych stopy procentowe są coraz bliżej „neutralnego” poziomu. Powell wskazał jednak, że usunięcie określenia polityki jako „akomodacyjnej” nie oznacza automatycznie jakiejkolwiek zmiany w ścieżce polityki stóp procentowych, a jedynie sygnalizuje, że polityka rozwija się zgodnie z oczekiwaniami Fed-u. W projekcji podwyższono prognozy dynamiki wzrostu PKB w okresie 2018-2019 (PKB ma utrzymywać się powyżej poziomu potencjalnego w najbliższych latach), jak również oczekiwania w zakresie kształtowania się długoterminowych stóp procentowych (wg wrześniowych „dot plots” główna stopa procentowa w USA powinna wzrosnąć do 3,4% w latach 2020-2021).

Mocniejszy dolar wyhamował wzrosty złotego, choć na razie nie widać było odbicia w górę pary EUR/PLN. W tym tygodniu posiedzenie decyzyjne zaplanowane ma RPP (2-3 września). Stabilny, łagodny ton przekazu Rady nie jest wsparciem dla złotego. Uwagę inwestorów ponownie przyciągać będą też czynniki globalne. Oczekiwana kontynuacja umocnienia dolara, wspierana piątkowymi publikacjami z rynku pracy w USA (dane mogą okazać się lepsze od rynkowych oczekiwań), powinna spowodować przecenę złotego w najbliższych dniach.

Wykres dnia: Europejskie dane inflacyje wpisują się w przedstawiane ostatnio stanowisko prezesa EBC na temat „energicznego” wzrostu cen. W poniedziałek poznamy wstępny odczyt CPI dla Polski za wrzesień (prog.: 1,9% r/r).
Europejskie dane inflacyje wpisują się w przedstawiane ostatnio stanowisko prezesa EBC na temat „energicznego” wzrostu cen. W poniedziałek poznamy wstępny odczyt CPI dla Polski za wrzesień
Źródło: Thomson Reuters / PKO Bank Polski

Autor: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Grupa ROBYG – wyniki po pierwszym półroczu 2018 r.

Grupa ROBYG w pierwszym półroczu 2018 – zgodnie z przyjętym harmonogramem przekazań lokali właścicielom – odnotowała przychody w wysokości 420,14 mln zł – co oznacza wzrost o 95,8% rok do roku. Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 35,11 mln zł, czyli o 23,5% więcej wobec H1 2017. Kontraktacja w analizowanym okresie wyniosła 1516 lokali (netto, z uwzględnieniem rezygnacji) i jest na poziomie porównywalnym H1 2017. W pierwszym półroczu 2018 spółka miała w budowie 4675 lokali i rozpoczęła sprzedaż mieszkań w 10 etapach projektów inwestycyjnych. Inwestycje w nowe grunty wyniosły 167 mln zł, co daje potencjał budowy około 3680 lokali.

W pierwszym półroczu 2018 roku Grupa ROBYG pozyskała silnego, stabilnego inwestora strategicznego – Bricks Acquisitions Limited – podmiot z grupy The Goldman Sachs Group Inc. – wspierającego długoterminową wizję i strategię rozwoju Grupy. Tym samym spółka wzmocniła eksperckie zaplecze pomocne w realizacji bieżącej działalności deweloperskiej. Niezależnie od delistingu na GPW w Warszawie, ROBYG nadal jest aktywny na rynku kapitałowym – emitując obligacje i wywiązując się ze wszystkich obowiązków informacyjnych zapewniających transparentność działalności. ROBYG sfinalizował też z sukcesem ofertę publiczną obligacji serii PB o wartości 60 mln zł. Oferta była realizowana w ramach programu emisji obligacji do kwoty 400 mln zł i obecne wykorzystanie programu wynosi 360 mln zł.

Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG SA.
Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG SA.

„Celem zarządu jest utrzymanie pozycji w czołówce polskich deweloperów – w pierwszym półroczu wprowadzono do sprzedaży około 2000 lokali w Warszawie i Gdańsku. Grupa uruchamia kolejne inwestycje oraz prowadzi poszukiwania terenów pod nowe projekty – przede wszystkim umożliwiające budowę funkcjonalnych kompleksów mieszkaniowych w dobrze skomunikowanych częściach miasta. W Warszawie w pierwszym półroczu ROBYG rozpoczął inwestycje w nowych dzielnicach: Włochy i Praga, trzy nowe projekty są również rozpoczynane w Gdańsku” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG SA.

ROBYG prowadzi w Warszawie inwestycje w dzielnicach: Wilanów, Bemowo, Wola, Mokotów, Ursus, bliski Tarchomin, Włochy i Praga, a wkrótce planuje uruchomienie kolejnych projektów. W Gdańsku spółka posiada inwestycje w dzielnicach: Jasień, Letnica, Piecki-Migowo, Wrzeszcz oraz Śródmieście.

„Rok 2018 jest dla Grupy ROBYG się równie pracowity, co rekordowy 2017. Ostatnie dane GUS do sierpnia 2018 roku wskazują, że popyt na mieszkania nie słabnie – o ponad 7% wzrosła liczba rozpoczętych budów. Znajduje to odzwierciedlenie w danych Grupy ROBYG. Ze względu na wysoką kontraktację w poprzednich kwartałach, przychody Grupy na kolejne lata są zabezpieczone i spółka liczy na to, że osiągane wyniki – wraz ze zwalnianiem decyzji administracyjnych – z kwartału na kwartał będą coraz wyższe  dodał Oscar Kazanelson.

Kluczowe dane Grupy ROBYG:

  • Kontraktacja w 2017: 3 471 lokali – wzrost o 17% w stosunku do 2016 roku
  • Kontraktacja w 2016 roku: 2 957 lokali – wzrost o 27% w stosunku do 2015 roku
  • Liczba lokali uznanych w przychodach w 2017 roku: ponad 2 100
  • Liczba lokali uznanych w przychodach w 2016 roku: ponad 2 800

Rewolucja otwartej bankowości nieodwracalnie zmieni banki

Rewolucja związana z otwartą bankowością może doprowadzić do przekształcenia banków w ekosystemy usług. Banki muszą jednak przyzwyczaić się do współpracy, by móc konkurować w nowej rzeczywistości. Na ten temat debatowali eksperci z sektora finansów i bankowości, podczas specjalnego wydarzenia zorganizowanego przez The Heart, korporacyjne centrum innowacji.

W centrum dyskusji panelowych znalazły się możliwości, jakie otwarta bankowość niesie zarówno bankom, jak i fintechom. Wśród członków panelu panuje zgoda co do tego, że współpraca jest kluczem do wychodzenia instytucji finansowych poza świat tradycyjnych produktów, takich jak kredyty czy depozyty. Wśród ekspertów wydarzenia „Innowacje i transformacje w otwartej bankowości” znaleźli się: Kim Fournais, założyciel i dyrektor generalny Saxo Banku; Piotr Widacki, dyrektor zarządzający w Banku BGŻ BNP Paribas; Antonio Pinto, członek zarządu Banku Millennium oraz Bartosz Zborowski, dyrektor Departamentu Innowacji i Płatności Banku Pekao S.A.

Kto może skorzystać

Otwarta bankowość i wiążąca się z nią koncepcja współdzielenia procesów biznesowych związanych z operacjami finansowymi ma ogromny potencjał – dzięki wykorzystaniu technologii Open API – przynosząc korzyści zarówno klientom, jak i instytucjom finansowym. Ci pierwsi mogą otrzymywać konkurencyjne, dostosowane do indywidualnych potrzeb oferty, na przykład pożyczki lub depozyty i używać cyfrowego ekosystemu pod kątem różnych usług. Współpracując z fintechami i otwierając swoją infrastrukturę IT na nowe technologie, banki będą mogły poszerzyć ofertę o nowe produkty i usługi, tym samym rozwijając bazę swoich klientów.

Wszystko jednak zależy od tego, czy sektor bankowy w pełni przyjmie koncepcję otwartej bankowości. Wprowadzenie unijnej dyrektywy PSD2 (Payment Services Directive 2) było przełomowym momentem dla branży. Jednak przejście na prawdziwie otwarty sektor bankowy będzie zależeć od tego, czy technologia Open API będzie wykorzystywana tylko w minimalnym, prawnie wymaganym stopniu, czy też zostanie w pełni przyjęta i stanie się pozytywnym krokiem w kierunku pełnej cyfrowej transformacji.

Otwarta bankowość ma szansę zmienić sektor bankowy na lepsze, jednak niesie również pewne ryzyko dla instytucji, które nie potrafią wdrożyć otwartych i skoncentrowanych na kliencie rozwiązań powiedział Kim Fournais, CEO i założyciel Saxo Banku, instytucji specjalizującej się w obszarze fintech i oferującej klientom transakcje i inwestycje z wykorzystaniem wielu instrumentów. Przez ostatnie 25 lat obserwowaliśmy możliwości i usługi dostępne dla dużych instytucji finansowych – wykorzystując technologię, skalowaliśmy je i udostępnialiśmy szerszej publiczności. Aby zrealizować tę wizję potrzebowaliśmy nie tylko technologii, musieliśmy być także otwarci na współpracę i partnerstwa.

– Dawniej, banki i instytucje finansowe próbowały wykorzystywać technologię do budowy całego łańcucha wartości. Kontrola nad wszystkimi jego elementami: produktami, technologią, szeroko pojętą relacją z klientami miała sens, ale obecnie banki muszą zaakceptować ekonomię opartą na dzieleniu się, zburzyć stare ściany i skupić się na kluczowych kompetencjach w swoim łańcuchu wartości podkreśla Kim Fournais.

Zaangażowanie banków

Pełne zaangażowanie w otwartą bankowość może okazać się zbyt dużą inwestycją dla niektórych instytucji bankowych. Muszą one bowiem zapewnić dodatkową infrastrukturę informatyczną do wspierania aplikacji podmiotów trzecich, co wiąże się z kosztami. Dodatkowo ryzykują również utratę kontroli nad znaczną częścią interfejsu użytkownika. Jednak decydując się na minimalne zaangażowanie, dużym ryzykiem jest także to, że klienci wybiorą bardziej innowacyjne podmioty.

– Mamy w swoim portfolio wiele usług pozabankowych, więc funkcjonowanie w środowisku otwartej bankowości da nam kolejną szansę rozwoju. Jeśli chodzi o dyrektywę PSD2, to zgodnie z obowiązującą do 2020 r. strategią, Bank Millennium planuje skorzystać z możliwości, które ona otwiera, np. wprowadzając usługi agregacji dla obecnych i nowych klientów. Chcemy dostarczyć klientom jeszcze więcej korzyści. Sądzę, że jeśli banki dobrze się przygotują, stoją na wygranej pozycji. Otwarta bankowość będzie z pewnością wyzwaniem, jeśli chodzi o bezpieczeństwo i ochronę danych, ale banki znają te zagadnienia od lat. Sądzę też, że dla tak nowoczesnych banków jak nasz, będzie to tylko korzystne – komentuje Antonio Pinto, Członek Zarządu Banku Millennium.

Potencjał otwartej bankowości banki mogą wykorzystać przede wszystkim do budowania przewagi konkurencyjnej. Zalety dostrzegają także mniejsze firmy. Jak wynika z badania EY „Fintech Open Banking Snapshot”[1], aż 94 proc. przedstawicieli sektora fintech widzi w otwartej bankowości szanse na swój rozwój. Dodatkowo 81 proc. z nich aktywnie przygotowuje się, aby wykorzystać te możliwości.

Wiele zależy od otwartości banków na współpracę z podmiotami trzecimi, w tym fintechami. Wspólnie mogą przekonać klientów, że otwarta bankowość pozwala na równoczesne wykorzystanie zalet obojga – z jednej strony bogatego doświadczenia banków, z drugiej zwinności i innowacyjności fintechów – podkreśla Maciej Marszałek, CEO The Heart VenturesBanki muszą pogodzić się z tym, że choć warto być ostrożnym, chcąc wejść głębiej w relacje z własnymi klientami, muszą otworzyć się na szerszą współpracę z podmiotami trzecimi. Konsekwencją tego jest aktywne wbudowanie usług bankowych w cały ekosystem, gdzie bank stanie się centralnym punktem realizacji nie tylko bankowych potrzeb klientów – dodaje.

Czas na działanie jest teraz

Na wdrożenie otwartej bankowości duży wpływ mają zmiany legislacyjne związane z Dyrektywą PSD2. Ma ona na celu liberalizację i regulację rynku płatności. To właśnie na jej mocy bankowe API staną się otwarte dla podmiotów trzecich. Jednak PSD2 spowoduje jedynie, że banki ułatwią dostęp do rachunków i płatności swoich klientów. To czy zdecydują się na dalsze kroki, pozwalające na rozwój otwartej infrastruktury, zależy tylko od nich. Przebieg procesu rozwoju bankowych API w Polsce jest więc zależny tylko od polskich banków.

Naszym celem jest dostarczenie klientowi maksymalnie wygodnej i wartościowej obsługi tak by nie miał powodu przenosić się do innych dostawców – wyjaśnia Bartosz Zborowski, Dyrektor Departamentu Innowacji i Płatności Banku Pekao S.A.W tym celu pracujemy nad pełnym wykorzystaniem możliwości jakie niesie PSD2, rozwijamy nowoczesne rozwiązania w ramach naszej platformy omnichannel i równocześnie szukamy partnerstw z wybranymi fintechami. Wierzymy, że nasza oferta jest na tyle atrakcyjna, że nie tylko pozwoli nam utrzymać istniejących klientów, ale umożliwi zwiększyć akwizycję nowych – dodaje.

Szansą jest więc wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań, budujących przewagę konkurencyjną i lojalność klientów. Sztuczna inteligencja i zaawansowane procesy analityczne pozwolą na maksymalizację korzyści związanych z otwartą bankowością i sprawią, że banki nie będą tylko dostarczycielem kapitału, ale inicjatorem rewolucji w dostępie do usług finansowych. W środowisku, gdzie konkurencja jest już zacięta, otwarcie na nowe technologie może mieć kluczowe znaczenie.

Bez wątpienia sposób, w jaki korzystamy z banków, cały czas ewoluuje. Dostrzegamy to również wśród klientów naszego Banku. Są oni otwarci na innowacje i  ułatwienia w kontaktach z bankiem. Otwarta bankowość to jednak dla nas nie tylko technologia, ale przede wszystkim współpraca z innymi podmiotami, tworzenie produktów przy udziale naszych klientów, czy wreszcie zmiana kultury organizacyjnej na bardziej otwartą – mówi Piotr Widacki, dyrektor zarządzający w Banku BGŻ BNP Paribas.Z pewnością otwarta bankowość stworzy nowe produkty i nowoczesne usługi biznesowe, które będą łączyły świadczone dotychczas przez banki usługi tradycyjne z usługami oferowanymi przez podmioty z sektora poza bankowego. A naszym podstawowym założeniem jest oferowanie produktów ułatwiających codzienne życie naszych klientów – dodaje Piotr Widacki.

[1] https://www.ey.com/Publication/vwLUAssets/EY-fintech-open-banking-snapshot/$FILE/EY-fintech-open-banking-snapshot.pdf

Coface: Wzrost upadłości i restrukturyzacji. Najwięcej postanowień w handlu

  • W pierwszych trzech kwartałach 2018 r. liczba upadłości i restrukturyzacji firm w Polsce wyniosła 728. To o 93 więcej (+15 proc.) niż w analogicznym okresie 2017.
  • Wśród wszystkich rodzajów postanowień najwięcej ogłoszono upadłości, tj. 414. Stanowią one aż 57 proc. wszystkich postępowań.
  • Liczba postępowań restrukturyzacyjnych wzrosła o 34 proc. Po trzech kw. 2018 r. zanotowano ich łącznie 314. Stanowią one 43 proc. wszystkich postępowań (po 3 kw. 2017 stanowiły 37 proc.).
  • Wśród postępowań restrukturyzacyjnych najwięcej odnotowano przyspieszonych postępowań układowych, czyli 199 (to aż o 46 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2017), a najmniej postępowań o zatwierdzenie układu (3).
  • Najwięcej upadłości i restrukturyzacji miało miejsce w handlu (175 tj. 24 proc. wszystkich postanowień). Na drugim miejscu znalazła się produkcja (172), niemniej jednak odnotowała ona spadek (o 5) w porównaniu do danych po trzecim kwartale roku poprzedniego.
  • Największy skok postępowań odnotowaliśmy w transporcie (+52 proc.). W budownictwie sytuacja prawie nie zmieniła się.
Postanowienia upadłościowe (A) i restrukturyzacyjne (B) w Polsce
w pierwszych trzech kwartałach lat 2008-2018
 
rodzaj postępowania upadłościowego I-IX 2008 I-IX 2009 I-IX 2010 I-IX 2011 I-IX 2012 I-IX 2013 I-IX 2014 I-IX 2015 I-IX 2016 I-IX 2017 zmiana

2018/17

I-IX 2018
(A) Upadłości 270 429 420 447 521 562 551 509 441 400 414
(A) Upadłości z możliwością zawarcia układu* 47 80 91 89 121 137 93 76 25 0 0
(B) Postępowanie o zatwierdzenie układu*** 2 9 3
(B) Przyspieszone postępowanie układowe*** 88 136 199
(B) Postępowanie układowe*** 22 30 27
(B) Postępowanie sanacyjne*** 34 60 85
ogółem 317* 509* 511* 536* 642* 699* 644* 585* 612* 635** +15% 728**

 

** Stan wg wiedzy na koniec trzeciego kwartału.
* Stan wg wiedzy na koniec każdego roku.

Komentuje Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej

Liczba przedsiębiorstw w Polsce, wobec których ogłoszono upadłości lub restrukturyzacje zwiększa się. Dynamika nie jest już tak wysoka jak na początku tego roku, jednak 15-proc. wzrost ogólnej liczby postanowień w pierwszych trzech kwartałach tego roku potwierdza, że sprzyjające otoczenie makroekonomiczne nie pomogło poprawić sytuacji płynnościowej biznesu w Polsce. Zgodnie z najbardziej aktualnymi danymi wzrost gospodarczy Polski sięgnął 5,2 proc. w pierwszej połowie 2018 r. i pomimo, że w drugim półroczu nasza gospodarka będzie już rosła w wolniejszym tempie to w całym bieżącym roku tempo wzrostu PKB może być nawet wyższe niż odnotowane w roku poprzednim. A już 2017 r. był okresem przyspieszenia gospodarczego z najwyższym tempem wzrostu PKB na przestrzeni poprzednich sześciu lat.W statystykach upadłości i restrukturyzacji obserwujemy coraz większy udział postanowień restrukturyzacyjnych. Od wprowadzenia zmian prawnych na początku 2016 r. i umożliwienia przedsiębiorstwom skorzystania z różnych form przewidzianych prawem restrukturyzacji ich udział stopniowo rośnie. Po trzech kwartałach 2018 r. udział ten przekroczył 43 proc., a najbardziej powszechnie wykorzystywaną formą restrukturyzacji są przyspieszone postępowania układowe, które stanowią niemal 2/3 wszystkich postanowień restrukturyzacyjnych. Dynamicznie wzrasta liczba sanacji, czyli najbardziej zaawansowanego rodzaju postępowania restrukturyzacyjnego będącego hybrydą upadłości i układu, których to udział przekroczył ¼ łącznej liczy restrukturyzacji. Z drugiej strony pomimo, że zmiany prawne przyczyniły się do wzrostu łącznej liczby postanowień, to jednak Polska odnotowuje najniższy wskaźnik upadłości w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Upadłości i restrukturyzacje dotyczą 4 na 10 tys. firm, co jest konsekwencją nadal dosyć niskiego wykorzystania przewidzianych prawem rozwiązań w przypadku znacznego pogorszenia sytuacji płynnościowej w przedsiębiorstwie. Zgodnie z naszymi szacunkami łączna liczba upadłości restrukturyzacji w Polsce nieznacznie przekroczy 1000 postanowień w tym roku, podczas gdy w mniejszych od naszej gospodarkach, jak Węgry czy Rumunia jest ich wielokrotnie więcej, odpowiednio 16 i 8 razy tyle co w Polsce. W tych krajach powszechność wykorzystania przewidzianych prawem postępowań jest znacznie wyższa i obrazuje nie tyle trudne warunki do prowadzenia biznesu, co inne uwarunkowania prawne i zdefiniowanie upadłości firmy.Wracając do sytuacji makroekonomicznej, jej wpływ jest pozytywny dla przedsiębiorstw, ale jednocześnie nie jest jedynym czynnikiem mogącym zniwelować trudności, jakich doświadcza biznes. Główną siłą napędową naszej gospodarki pozostaje konsumpcja gospodarstw domowych, których zwiększony popyt jest sprzyjający bezpośrednio lub pośrednio dla firm, jednak obecna sytuacja na rynku pracy jest dosyć niekorzystna dla przedsiębiorców. Kolejny rok z rzędu wynagrodzenia pracowników rosną w dynamicznym tempie, a narastające braki kadrowe są zgłaszane przez coraz większą liczbę firm w Polsce jako barierę w ich bieżącej działalności. Wraz z nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym otoczenie makroekonomiczne nie będzie już tak sprzyjające dla biznesu, a coraz większa liczba firm będzie zasilała statystyki upadłości i restrukturyzacji. Już obecnie odnotowujemy istotny wzrost postanowień w branży transportowej, która jest uważana za papierek lakmusowy sytuacji gospodarczej – pierwsza odczuwa zarówno poprawę, jak i pogorszenie popytu i wymiany towarów. Polskie firmy transportowe są bardzo aktywne na rynkach zagranicznych, a spowalniający globalny handel jest już odczuwany przez takie potęgi eksportowe jak chociażby Niemcy. W transporcie opóźnienia w spłacie należności są najwyższe spośród wszystkich branż w Polsce (zgodnie z ostatnim Badaniem Płatności Coface), a znaczny deficyt pracowników, wzrost cen paliw, czy działania protekcjonistyczne krajów Europy Zachodniej powodują, że trudności płynnościowe mogą dość szybko przerodzić się w konieczność ogłoszenia upadłości lub restrukturyzacji.Upadłości i restrukturyzacje według branż Charakterystyka upadłości i restrukturyzacji w wybranych sektorachKomentuje Marcin Siwa, dyrektor działu oceny ryzyka w CofacePrzetwórstwo przemysłoweSytuacja w przemyśle potwierdza to, co się dzieje w gospodarce. Dane makroekonomiczne od dłuższego czasu są dobre, zaczęły nieco rosnąć inwestycje, zatem produkcja przemysłowa jest „na fali”. Porównując dane r/r widzimy niewielki spadek liczby upadłości w tym segmencie gospodarki, pomimo że ogólne statystyki tak dobrze nie wyglądają. To, co może niepokoić to fakt, że te działy produkcji przemysłowej, które zawsze miały istotny udział w liczbie upadłości, po trzech kwartałach 2018 r. pokazują wynik gorszy niż przed rokiem. Szczególnie jest to widoczne w produkcji wyrobów metalowych, gdzie wzrost jest ponad 20 proc., ale niewielkie wzrosty pojawiają się także w przypadku przemysłu maszynowego, produkcji spożywczej, czy wyrobów z drewna. Przemysł, jak i inne działy gospodarki zmaga się z rosnącymi kosztami. Coraz trudniej jest je przełożyć na cenę uzyskiwaną od klientów, jednak póki gospodarka jest rozpędzona, przemysł powinien mieć się relatywnie dobrze.HandelFirmy handlowe mają się coraz gorzej. Dotyczy to przede wszystkim działalności hurtowej, choć jak wiemy, również niektóre sieci detaliczne mają poważne problemy. Statystycznie jednak wzrost upadłości i restrukturyzacji w handlu hurtowym jest bardzo duży (22 proc.), co świadczy o rosnącym ryzyku prowadzenia działalności w tym segmencie. Ogromna konkurencja, konsolidacja branży, a tym samym presja na marże oraz rosnące koszty pracy wpływają na to, że wiele firm ma problemy z płynnością. Wiele mniejszych i średnich podmiotów wykazuje spadające przychody i zyski. Coraz trudniej jest przetrwać firmom, które nie są w stanie wykorzystać efektu skali działalności, gdyż są na to po prostu zbyt małe. Sprzedaż detaliczna ma się nieco lepiej, choć wcale nie świadczy to o tym, że wyżej wymienione czynniki ryzyka nie występują. Wciąż wysoki popyt wewnętrzny wspiera nieco handel detaliczny, stąd liczba upadłości spadła rok do roku.BudownictwoW budownictwie wiele się dzieje. Od początku tego roku ruszyły nieco inwestycje infrastrukturalne. W większych miastach również budownictwo komercyjne, czy mieszkaniowe mają się dobrze. Sektor zawsze był obarczony dużym ryzykiem płynnościowym. Wiele wskazuje na to, że branża osiągnęła szczyt wzrostu. Powstaje pytanie, jakie będzie tempo spadku. Wiele dużych podmiotów zaczyna generować straty. Wiele informuje o przeszacowaniach wcześniej oczekiwanych zysków na realizowanych projektach. Te, które wydawały się opłacalne z perspektywy roku 2016 lub jeszcze 2017, obecnie przynoszą straty. Wpływ na to miał ogromny wzrost kosztów materiałów budowlanych, wzrost kosztów robocizny oraz jej brak. Problemy finansowe i organizacyjne dużych firm odbijają się negatywnie na płynności mniejszych podmiotów podwykonawczych, które tradycyjnie ponoszą największe ryzyko finansowe. Analiza przeterminowań w branży pozwala stwierdzić, że obecnie największe problemy płynnościowe mają małe i średnie firmy budowlane. Wśród nich przeterminowań w płatnościach jest zdecydowanie najwięcej. Może to skutkować w kolejnych kwartałach wzrostem liczby upadłości czy restrukturyzacji w branży.TransportCzęsto mówi się o tym, że branża transportowa jest wskaźnikiem kondycji gospodarki. Reaguje najszybciej na oznaki poprawy i pogorszenia. Jeśli przyjąć to założenie i porównać je z tym, co dzieje się w statystykach upadłościowych, nie może to napawać optymizmem. Wzrost liczby niewypłacalności jest bowiem bardzo istotny – o 52 proc.. Również analiza wartości przeterminowanych należności świadczy o tym, że z płynnością w branży transportowej nie jest dobrze. Znów dotyczy to głównie mniejszych podmiotów, które mają długi sięgające kilku, kilkunastu tysięcy złotych, ale i tak mają poważne problemy z ich uregulowaniem na czas. Branża boryka się, podobnie jak budownictwo, z problemem kosztów pracy i dostępności pracowników na rynku. Do tego dochodzą rosnące ceny paliw. Zmiany cen na rynku ropy naftowej raczej nie pozwalają sądzić, by ceny paliw miały spaść. Można się raczej spodziewać ruchów w górę. Wszystko to sprawia, że obecnie branża transportowa jest postrzegana jako jedna z najbardziej zagrożonych od strony zatorów płatniczych.Upadłości i restrukturyzacje według regionówW większości województw odnotowano wzrost liczby upadających i objętych restrukturyzacją firm. Województwo mazowieckie, gdzie zarejestrowanych jest najwięcej podmiotów, zanotowało spadek liczby bankructw i restrukturyzacji o prawie 9 proc., chociaż nadal to właśnie tam jest ich najwięcej (tj. 128, co stanowi niemal 18-proc. udział we wszystkich postanowieniach). Spadek, chociaż równie niewielki, widoczny jest w woj. lubuskim (o 25 proc.), gdzie upadłości i restrukturyzacji odnotowano teraz najmniej, w woj. warmińsko-mazurskim (o 23 proc.), w woj. dolnośląskim (o 13 proc.) oraz zachodniopomorskim (o 5 proc.). W województwie opolskim sytuacja nie zmieniła się – zanotowała tyle samo postępowań co po trzecim kw. 2017 r.Upadłości i restrukturyzacje według form prawnych przedsiębiorstw  Analizując formy prawne upadających i restrukturyzowanych przedsiębiorstw, prawie we wszystkich grupach widoczny jest wzrost postępowań. Aż o 64 wzrosły one wśród przedsiębiorców (+38 proc.). Zaś największą grupę wśród firm objętych postępowaniami stanowią jak zwykle spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (348, tj. 48 proc. wszystkich postępowań), ale warto podkreślić, że mimo to grupa zanotowała spadek upadłości i restrukturyzacji po trzecim kw. 2018 r.Spadek odnotowaliśmy także w pozostałych formach ogółem, do których zaliczają się m.in. przedsiębiorstwa państwowe, stowarzyszenia, fundacje.Prezentowane statystyki są przygotowywane przez ubezpieczyciela należności Coface od 1997 roku w oparciu o daty wydania postanowień sądów o ogłoszeniu upadłości, czyli faktyczne daty upadłości. Podane wyniki za trzy kwartały 2018 nie są ostateczne i należy się jeszcze spodziewać wzrostu liczby postanowień. Jednak dane sprzed roku, do których liczony jest ostatni wzrost procentowy r/r., pochodzą także z września, co zapewnia rzetelność porównań statystycznych. Dane historyczne, dotyczące lat 2008-2016, pokazują wyniki znane na koniec każdego roku.1 stycznia 2016 roku wprowadzono nowe prawo restrukturyzacyjne. Głównym celem postępowania restrukturyzacyjnego, oprócz zaspokojenia wierzycieli, jest uniknięcie ogłoszenia upadłości dłużnika przez umożliwienie mu restrukturyzacji w drodze zawarcia układu z wierzycielami, a w przypadku postępowania sanacyjnego – również przez przeprowadzenie działań sanacyjnych, przy zabezpiecze-niu słusznych praw wierzycieli.Istotną zmianą jest także fakt, że w obecnym prawie postępowaniu restrukturyzacyjnemu podlegają zarówno firmy niewypłacalne, jak i zagrożone niewypłacalnością, w związku z tym nowe statystyki pokazują nie tylko liczbę bankrutów, ale także firm zagrożonych bankructwem. Wcześniej obowiązują-ce prawo umożliwiało ogłoszenie upadłości układowej tylko wobec firmy faktycznie niewypłacalnej.

*** Procedury restrukturyzacyjne, które pojawiły się od 1 stycznia 2016 r.
* Procedura obecna w starym prawie upadłościowym. Postanowienia w 2016 r. są wynikiem wniosków złożonych w 2015 r.
branża liczba *

upadłości

I-IX 2008

…. liczba**
upadłości i restr.

I-IX 2017

liczba**
upadłości i restr.

I-IX 2018

zmiana

2018/2017

PRODUKCJA, w tym: 137   177 172 spadek
Przetwórstwo przemysłowe, w tym m.in.: 130 158 154 spadek
         Produkcja artykułów spożywczych i napojów 25 22 24 wzrost
         Produkcja metali i metalowych wyrobów gotowych 15 34 41 +20,5%
         Produkcja maszyn, urządzeń i urządzeń elektrycznych 6 14 16 wzrost
         Produkcja wyrobów z drewna, z wyłączeniem mebli 7 18 20 wzrost
         Produkcja wyrobów z pozostałych mineralnych surowców

niemetalicznych (w tym materiały budowlane)

6 10 6 spadek
         Produkcja wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych 6 10 8 spadek
         Produkcja odzieży i wyrobów tekstylnych 19 8 7 spadek
         Poligrafia i reprodukcja 8 7 6 spadek
         Produkcja papieru i wyrobów z papieru 6 3 4 wzrost
         Produkcja mebli 9 3 3 bez zmian
         Przetwórstwo przemysłowe pozostałe 23 29 19 -34%
HANDEL, w tym m.in.: 71   162 175 +8%
          Handel hurtowy 52 95 116 +22%
          Handel detaliczny 11 51 43 -16%
BUDOWNICTWO 48   105 104 porównywalnie
TRANSPORT 11   23 35 +52%
POZOSTAŁE branże, w tym m.in.: 50   168 242 +44%
          Działalność związana z obsługą rynku nieruchomości 4 25 20 spadek
ogółem 317*   635 **  728** +15%
*Stan wg wiedzy na koniec roku.
** Stan wg wiedzy na koniec trzeciego kwartału.
województwo liczba**
upadłości i restr.

I-IX 2017

liczba**
upadłości i restr.

I-IX 2018

zmiana

2018/2017

mazowieckie 140 128 -8,5%
śląskie 77 87 +13%
wielkopolskie 47 69 +47%
dolnośląskie 70 61 -13%
podkarpackie 27 47 +74%
małopolskie 36 44 +22%
podlaskie 25 42 +68%
pomorskie 32 40 +25%
lubelskie 31 40 +29%
kujawsko-pomorskie 24 39 +62,5%
zachodniopomorskie 38 36 porównywalnie
łódzkie 18 25 +39%
warmińsko-mazurskie 26 20 -23%
świętokrzyskie 10 20 +100%
opolskie 18 18 bez zmian
lubuskie 16 12 -25%
ogółem 635** 728** +15%
** Stan wg wiedzy na koniec trzeciego kwartału.
409998
20
36
42
39
69
12
128
25
40
18
20
61
47
87
87
47
44
44
forma prawna liczba *

upadłości

I-IX 2008

…. liczba **

upadłości

i restr. I-IX 2017

liczba **

upadłości

i restr. I-IX 2018

 

zmiana

2018/2017

 

udział
w 3 kw. 2018
Spółka z o.o. 202 352 348 spadek 48%
Przedsiębiorca 63 167 231 +38% 32%
Spółka akcyjna 18 53 74 +40% 10%
Spółka jawna 12 24 28 wzrost 4%
Spółka komandytowa 3 18 28 +55% 4%
Spółdzielnia 10 8 10 wzrost 1%
Pozostałe formy 9 13 9 spadek 1%
ogółem 317*   635** 728** +15% 100%
** Stan wg wiedzy na koniec trzeciego kwartału.
*Stan wg wiedzy na koniec roku.

CPK ma na siebie zarabiać – szlak komunikacyjny, połączenia kolejowe i Airport City

Istnieją dwa modele rozwoju polskiego ruchu lotniczego, czyli miejsca Polski w systemie komunikacyjnym Europy i świata. Pierwszy opiera się o porty regionalne i tzw. duoport, czyli jedno główne lotnisko w Warszawie i drugie, komplementarne.

Należy pamiętać, że Warszawa-Okęcie nie ma potencjału, aby być dużym lotniskiem tranzytowym – bazą dla dużego przewoźnika, który mógłby się na nim utrzymać i rozwijać, aby być konkurencyjnym. W tym modelu pieniądze zarabiane w Polsce będą wydawane za granicą, czyli na przewoźników obcych w zagranicznych portach. Będziemy jedynie dawcą pasażerów do innych hubów. Doprowadzi to do tego, że główne szlaki komunikacyjne ominą nasz kraj, tak samo jak wszystkie korzyści ekonomiczne z nimi związane. Program CPK – stanowiący pierwszą strategię rozwoju polskiego transportu, będącą częścią strategii rozwoju kraju – obejmuje także komponent kolejowy. W jego ramach ma powstać do tysiąca nowych połączeń, które skomunikują główne skupiska ludności z portem, w czasie krótszym niż 2 godziny. Docelowo miasta te powinny być także odpowiednio połączone w dogodny sposób ze sobą. Porównując to z dzisiejszymi czasami dojazdów za pomocą transportu kolejowego, widać ogromną przepaść. Po 1990 roku w Polsce wybudowano mniej niż 40 kilometrów nowych torów. Ten komponent CPK może kosztować nawet do 50 miliardów złotych. Powinien on jednak w istotny sposób przełożyć się na ekonomiczne korzyści.

– W drugim modelu – który zakłada powstanie Centralnego Portu Komunikacyjnego – pasażerowie, także spoza kraju będą latać przede wszystkim przez CPK. Dzięki temu pieniądze z zagranicy będą wydawane w Polsce – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Szpikowski, prezes Przedsiębiorstwa Państwowego „Porty Lotnicze” – Główny szlak komunikacyjny będzie wówczas przebiegał przez nasz kraj. To z kolei przyniesie korzyści ekonomiczne i gospodarcze. Tam, gdzie istnieją duże skupiska ludności powstają centra komunikacyjne, handlowe, wystawiennicze, przeładunkowe czy też logistyczne. Powstały w ten sposób węzeł komunikacyjny obrasta w biznes. Koszt jego budowy szacowany jest na 35 miliardów złotych. Trzecim elementem, do którego warunki rozwoju stworzy program CPK, choć nie będzie przez niego wprost budowany, jest tzw. Airport City, czyli integracja Warszawy i Łodzi. To także stworzenie warunków do rozwoju idei Smart City oraz wszystkich inteligentnych i innowacyjnych rozwiązań, które powstaną. To możliwość stworzenia ogromnego skupiska ludności, które miałoby od 4 do 6 milionów mieszkańców. Stałoby się ono istotnym ośrodkiem, tworzącym nowe miasto, o bardzo znaczącym miejscu w systemie komunikacyjnym Polski, Europy i świata. Jeśli chodzi o sam komponent lotniczy, to w momencie wytworzenia krytycznego ruchu przesiadkowego, który zostałby przeniesiony z Lotniska Chopina do CPK, obejmowałby 30-35 milionów pasażerów. Będzie to przedsięwzięcie ekonomiczne, które wygeneruje korzyści. Jako lotnisko i jako węzeł ma na siebie zarabiać – ocenił Szpikowski.

Nowa spółka joint venture Vienna House

UBM hotels Management GmbH, spółka-córka wiodącego w Europie dewelopera hotelowego UBM Development AG, oraz Vienna International Hotelmanagement AG (Vienna House), największa spółka hotelowa w Austrii, podpisały umowę o założeniu spółki joint venture. Jej celem jest wspólny rozwój w Europie Środkowej poprzez tworzenie nowych projektów hotelowych na zasadzie franczyzy.

Celem biznesowym joint venture jest realizacja nowych projektów w Europie Środkowej pod międzynarodowymi markami franczyzowymi w ramach działalności operacyjnej. Spółka joint venture z udziałami 50/50, z siedzibą w Monachium, została zawiązana z mocą wsteczną w dniu 1 stycznia 2018 roku i nosi nazwę UBM+VH Hotels GmbH.

„Dwóch partnerów z wieloletnim doświadczeniem łączy siły, wchodząc na rynek z tą przyszłościową spółką. Widzę w tej współpracy duży potencjał do osiągnięcia sukcesu jako uzupełnienie własnych strategii rozwoju każdego z partnerów” – tłumaczy Rolf Hübner, Prezes UBM hotels Management GmbH. Rupert Simoner, Prezes Zarządu Vienna House, dodaje: „Bardzo się cieszę na tę współpracę. Uważam ją za wspaniałą szansę dalszego rozwoju. Otwiera się przed nami kolejny obszar działalności, w dalszym ciągu realizujemy jednak jasną strategię naszej marki”.

Spółka joint venture będzie koncentrować się na zawieraniu umów o dzierżawę hoteli na zasadzie kontraktów franczyzowych z osobami trzecimi. Na razie będą one obejmować rynki główne, czyli Niemcy, Austrię, Polskę i kraje Beneluksu. Obaj partnerzy są odpowiedzialni za identyfikację nowych projektów i dzielą się swoimi obowiązkami w zakresie zarządzania hotelami zgodnie ze swoimi głównymi kompetencjami. W związku z tym Vienna House odpowiada za strategiczne zarządzanie hotelami, natomiast UBM hotels – za zarządzanie aktywami.

„Możliwość prowadzenia obiektów w ramach kontraktów franczyzowych wspólnie z doświadczonym partnerem poszerzy ofertę UBM hotels” – tłumaczy Hübner. „Oczekujemy, że ta nowa współpraca – wraz z wykorzystaniem naszego sprawdzonego modelu zarządzania hotelami na podstawie międzynarodowych umów o zarządzaniu – da motywację do dalszego rozwoju”.

W skład zarządu spółki UBM+VH Hotels GmbH wchodzą Johanna Weichselbaumer i Martin Ykema ze strony Vienna International oraz Rolf Hübner i Erwin Zeller ze strony UBM hotels.

Pierwszymi przedsięwzięciami spółki joint venture są hotele Holiday Inn Munich Leuchtenbergring i Holiday Inn Munich Westpark. Po intensywnych pracach remontowych i rozbudowie zlokalizowany przy dworcu kolejowym Leuchtenbergring obiekt z 279 pokojami został otwarty w maju 2018 roku. W tym czasie przebudowano i poszerzono cały hotel wraz z pokojami, zapleczem konferencyjnym, holem oraz restauracjami i garażem podziemnym. Obiekt Holiday Inn Munich Westpark został zmodernizowany już w sierpniu 2017 roku. Ma 207 pokoi i charakterystyczny dla marki otwarty hol.

Maciej Witucki, Work Service S.A. : Wyniki po II kwartałach 2018 r. są poniżej naszych oczekiwań

Wyniki pierwszego półrocza, po wyłączeniu niefinansowych odpisów, są porównywalne z ubiegłorocznymi, ale znajdują są poniżej naszych oczekiwań. W głównej mierze, strata na działalności operacyjnej jest wynikiem niepieniężnych odpisów księgowych z lat ubiegłych i zdarzeń jednorazowych, które obniżyły nasz wynik o 26,6 mln zł. Ponosimy również koszty związane z procesami restukturyzacyjnymi i dostępem do kapitału. Jednak, podążając za naszą strategią, skupiamy się dziś na organicznym rozwoju biznesu na kluczowych dla nas rynkach Europy Środkowej. Efekty tych działań widać w rezultatach spółek z Polski, Czech czy Węgrzech. Co więcej, ze względu na spadające bezrobocie i rosnące problemy rekrutacyjne na polskim rynku pracy, zapotrzebowanie firm na kadry ze wschodu utrzymuje się na wysokich poziomach. Między innymi ten popyt, a także nasze wzmożone działania operacyjne i sprzedażowe, przełożyły się na podwojenie w ciągu ostatniego roku liczby pracowników z Ukrainy, których nasza Grupa zrekrutowała dla klientów.

Sfinks z EBITDA 4,53 mln zł w I półroczu 2018 r.

Spółka Sfinks Polska, zarządzająca sieciami Sphinx, Piwiarnia Warki, Chłopskie Jadło, Fabryka Pizzy oraz WOOK, w I półroczu br. wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości 82,71 mln zł wobec 87,90 mln zł rok wcześniej. Gastronomiczny operator zwiększył przy tym zysk na sprzedaży o 1,48 mln zł rok do roku. Jednocześnie spółka odnotowała jednostkowy wynik netto na poziomie (-)2,81 mln zł oraz wynik EBITDA w wysokości 4,53 mln zł, podczas gdy przed rokiem było to odpowiednio: (-)1,06 mln zł i 6,31 mln zł. Bezpośredni wpływ na obniżenie wyniku miały zmiany w otoczeniu, w tym wprowadzenie zakazu handlu w niedziele, co spowodowało obniżenie sprzedaży, a tym samym  konieczność utworzenia rezerw na aktywa kilku restauracji.

– Ubiegłe półrocze to przede wszystkim istotna poprawa rentowności na poziomie sprzedaży. Na wzrost operacyjnej efektywności biznesu wpłynęło obniżenie kosztów produkcji oraz znaczące ograniczenie kosztów zarządu. Ponadto porównując wyniki za tegoroczne pierwsze półrocze i analogiczny okres ubiegłego roku trzeba mieć na uwadze, że w obu tych okresach wystąpiły zdarzenia jednorazowe, z tym że każde o przeciwnym działaniu. I tak w 2017 r. było to ok. 2 mln zł „in plus”, a w tym półroczu mamy niekorzystny wpływ odpisów na około 1 mln zł utworzonych na kilka restauracji w centrach handlowych, które osiągnęły wyniki poniżej planu – wyjaśnia Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Mimo iż operacyjnie biznes restauracyjny w grupie Sfinks ma się lepiej, w I półroczu 2018 r. spółka, podobnie jak wiele innych podmiotów z branży, musiała mierzyć się ze zmianami w otoczeniu, w tym niedzielami wolnymi od handlu, które pośrednio wpłynęły na gastronomię.

– W każdym centrum handlowym sytuacja wygląda inaczej. Niestety nie wszystkie obiekty są w stanie wyjść z tej sytuacji obronną ręką, bo nie mają odpowiedniej oferty usługowej czy strefy rozrywki albo są nie dość aktywne marketingowo, żeby neutralizować wpływ zmienionych przepisów. Jednocześnie są też galerie, które dobrze sobie radzą w nowych warunkach. Dla nas oznaczało to analizę każdego lokalu znajdującego się w obiekcie handlowym i przyjęcie dla niego indywidualnej strategii rozmów z wynajmującymi. W kilku przypadkach musieliśmy utworzyć rezerwy, które ostatecznie obciążyły wynik pierwszego półrocza – mówi prezes spółki.

Jednocześnie Sfinks w I półroczu rozwijał sieć, uruchamiając lokale w ramach swoich wiodących marek. Łącznie w tym okresie przybyło osiem restauracji. W ramach sieci Sphinx ruszyły trzy nowe lokalizacje – w Bydgoszczy, Mińsku Mazowieckim i we Wrocławiu. Nowy, reprezentacyjny lokal powstał też w sieci Chłopskie Jadło. Od czerwca tego roku działa restauracja tej marki w sercu turystycznej Warszawy, w Domu Polonii przy Krakowskim Przedmieściu. Oprócz tego Sfinks rozwijał portfolio nowych marek. Powstały trzy restauracje Fabryka Pizzy – w Warszawie, Kołobrzegu i Mińsku Mazowieckim. Spółka uruchomiła również pierwszą restaurację swojej autorskiej marki Lepione & Pieczone. Restauracja działa w Łodzi. Oprócz tradycyjnego kanału sprzedaży Sfinks rozwijał sprzedaż w segmencie delivery. Firma uruchomiła własny portal do zamawiania online dań w dostawie – Smacznieiszybko.pl, stopniowo poszerzając zasięg usługi o kolejne lokale i miasta.

– Rozwój zasięgu, portfolio marek i kanałów sprzedaży to jedno z zadań wyznaczonych przez strategię rozwoju, jaką przyjęliśmy w ubiegłym roku. Jednocześnie finalizujemy wdrażanie kilku ważnych i szeroko zakrojonych projektów organizacyjnych, które mają umożliwić efektywniejsze zarządzanie siecią. Realizacji tych założeń przysłuży się też nasze najnowsze porozumienie z bankiem, dotyczące zmiany warunków kredytu. Wydłużenie okresu spłaty i korzystniejszy harmonogram oznaczają poprawę płynności i pozwalają na planowanie tempa rozwoju spółki w długim okresie – podsumowuje Sylwester Cacek.

Chińskie firmy zwiększają inwestycje w Polsce. Globalny producent skanerów cargo i innych używanych na lotniskach, uruchomił swoją nową fabrykę pod Warszawą

Chińskie firmy zwiększają inwestycje w Polsce. Globalny producent skanerów cargo i innych używanych na lotniskach, uruchomił swoją nową fabrykę pod Warszawą 4

Z danych PAIH wynika, że zaangażowanie chińskich inwestorów w Polsce rośnie bardzo szybko. Na koniec ubiegłego roku deklarowane nakłady inwestycyjne sięgnęły 1,26 mld euro, podczas gdy rok wcześniej były prawie dwukrotnie niższe. Działalność na polskim rynku rozszerzy także Nuctech, chiński potentat  produkcji skanerów i systemów kontroli bezpieczeństwa. W podwarszawskiej Kobyłce firma zainwestowała 40 mln zł w fabrykę, z której takie urządzenia będą trafiać na rynki globalne. Nowy obiekt to jedyny zakład Nuctech w Europie i czwarty na świecie.

Nuctech Warsaw Company Limited Sp. z o.o. należy do chińskiego koncernu technologicznego Nuctech, renomowanego dostawcy systemów kontroli bezpieczeństwa dla służb celnych i skarbowych, przemysłu lotniczego, portów i kolei oraz instytucji użyteczności publicznej. Produkuje urządzenia przeznaczone do kontrolowania ładunków cargo, w tym skanery mobilne, kolejowe i stacjonarne oraz skanery bagażowe, które wykorzystują najnowszą technologię opartą na tomografii komputerowej (systemy kontroli CT), a także systemy do wykrywania ładunków wybuchowych, broni, narkotyków. Urządzenia produkowane przez Nuctech służą kontroli bezpieczeństwa. Dzięki zaawansowanym technologicznie rozwiązaniom, pozwalają na wykrywanie zagrożeń, pomagają w walce z przemytem, handlem ludźmi i oszustwami handlowymi.

– Zdecydowaliśmy się wybrać Polskę ze względu na jej centralne położenie w Europie. Warszawa jest naturalnym wyborem, ponieważ jest to stolica Polski i również posiada doskonałe zaplecze technologiczne i edukacyjne. Inny powód jest taki, że od momentu przystąpienia do UE Polska gospodarka cały czas dynamicznie się rozwija – mówi prof. Chen Zhiqiang, Prezes Zarządu i Prezydent Nuctech Co. Ltd.

– Przede wszystkim w naszym odczuciu  bardzo wysoki jest poziom kultury lokalnych mieszkańców, pracowników, Także doskonałe jest położenie geograficzne Kobyłki, wiedzy technicznej, a także kultury – wzajemne zrozumienie i możliwości współpracy, a także czynniki takie jak doskonałe położenie geograficzne Polski i bliskość do Warszawy, więc biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, zdecydowaliśmy się na wybudowanie fabryki właśnie tutaj – dodaje Fu Qiyuan, Dyrektor Generalny Nuctech Europe i Członek Zarządu, Nuctech Warsaw Company Limited Sp. z o.o. – Po wielu latach doświadczeń czujemy się  tak zżyci z lokalną społecznością, że była to naturalna decyzja, aby dalej rozwijać tutaj nasz biznes. Całkowity koszt inwestycji to ok. 10 mln euro. 

Na polskim rynku firma działa od ponad 14 lat. Do tej pory wyprodukowano w Polsce około 70 urządzeń przeznaczonych do kontrolowania ładunków cargo, które zostały dostarczone do wielu krajów w Europie i Afryce północnej. Taki sprzęt wspomaga też kontrole bezpieczeństwa w Polsce – na wschodniej granicy Polski pracuje 11 skanerów cargo: 2 na kolejowych przejściach granicznych, 7 na przejściach drogowych i 2 w portach, a kilkanaście skanerów bagażowych wspomaga pracę i zapewnia bezpieczeństwo na lotniskach i w ważnych urzędach.

– Mamy w Polsce 11 dużych skanerów cargo i budujemy kolejne. Jako przykład mogę wymienić skanery mobilne w portach w Gdańsku i Gdyni oraz skanery na granicy rosyjskiej, ukraińskiej i białoruskiej. Największy skaner, skanujący jednocześnie trzy tory, jest zlokalizowany na kolejowym przejściu granicznym w Terespolu. Tego typu urządzenia będą teraz produkowane w Polsce. Wcześniej również zajmowaliśmy się ich produkcją, ale na mniejsza skalę. Powstanie nowego zakładu podwaja nasze moce produkcyjne oraz umożliwia produkcję nowych typów urządzeń, których produkcja w dotychczasowym zakładzie nie była możliwa. Mamy na co dzień do czynienia z transferem technologii z Chin do Polski. To ważne dla całego regionu wschodniej Europy, bo te urządzenia  głównie trafiają na wschodnią granicę. Mamy urządzenia wszędzie – od Finlandii po Turcję, właściwie w każdym kraju będącym granicą Schengen – mówi Paweł Woszczyk, Kierownik Departamentu Obsługi Klienta w Nuctech Warsaw Company Limited Sp. z. o.o.

Nuctech Warsaw zajmuje się projektowaniem, produkcją oraz obsługą posprzedażową skanerów i systemów do kontroli bezpieczeństwa. Chiński koncern technologiczny zadecydował o rozszerzeniu działalności w Polsce i w podwarszawskiej Kobyłce uruchomił nowy zakład produkcyjno-biurowy o powierzchni blisko 6 tys. mkw. Nowy obiekt to jedyny zakład Nuctech w Europie, a czwarty na świecie – po centrali w Chinach i fabrykach w Dubaju i Brazylii.

– Będą tu produkowane przede wszystkim skanery rentgenowskie do skanowania pojazdów ciężarowych i wagonów kolejowych, czyli największe nasze urządzenia, ale również urządzenia do kontroli bezpieczeństwa stosowane na lotniskach i przeznaczone głównie na rynek europejski, łącznie z Turcją i krajami północnej Afryki. Aktualnie Nuctech Warsaw zatrudnia około 90 pracowników – głównie wykwalifikowany personel techniczny. To ludzie, którzy nie tylko montują i produkują te urządzenia, ale także instalują je w różnych miejscach świata i serwisują. W nowym zakładzie znajdzie się miejsce na centrum szkoleniowe i serwisowe dla  aktualnych i przyszłych partnerów, którzy lokalnie będą świadczyć usługi – mówi Paweł Woszczyk.

Inwestycja w nową fabrykę pozwoli firmie podwoić produkcję. Nowy zakład jest wyposażony w innowacyjne, dostosowane do specyfiki produkcji stanowiska montażowe, biura i przestrzeń do prac badawczo-rozwojowych. Laboratoryjne warunki w nowej fabryce umożliwią produkcję urządzeń, jakich nie można było produkować w dotychczas.

Inwestor podkreśla, że budowa nowej fabryki oznacza nowe miejsca pracy dla utalentowanych inżynierów. Stworzy też możliwości rozwoju zawodowego obecnej i przyszłej kadry technicznej Nuctech, między innymi poprzez intensywne szkolenia w Chinach.

– Ta inwestycja jest dla nas, mieszkańców Kobyłki, jak i całego regionu bardzo cenna. Nuctech to znany producent skanerów, światowy potentat. Oczywiście to nowe miejsca pracy, to także podatki płacone w Kobyłce, ale także rozwój naszego miasta i całego regionu. Inwestycja o tej skali stwarza dobry klimat dla biznesu. Pokazuje, że jesteśmy miastem otwartym, że czekamy na inwestycje. Nuctech jako potentat, kooperuje z odbiorcami zarówno w Polsce, jak i w Europie oraz w Azji, i w Ameryce i tutaj również liczymy na dobre kontakty – mówi Robert Roguski, burmistrz miasta Kobyłka.

W drugiej połowie roku polska gospodarka będzie się rozwijać nieco wolniej. Sprzyjać jej będzie konsumpcja i dobra koniunktura na świecie

W drugiej połowie roku polska gospodarka będzie się rozwijać nieco wolniej. Sprzyjać jej będzie konsumpcja i dobra koniunktura na świecie 5

W II połowie 2018 roku polska gospodarka nieco zwolni, prognozuje Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Banku Polskiego. Siłą napędowa polskiego PKB wciąż będzie popyt zewnętrzny i eksport. Choć niektóre branże mocno odczuwają wzrost kosztów związanych z wynagrodzeniami pracowników, większość firm radzi sobie z rekrutacją, zatrudniając cudzoziemców. Dzięki temu, pomimo jednego z najniższych w Unii Europejskiej poziomów stopy bezrobocia, polskie firmy odnotowują dobre wyniki.

– W II połowie tego roku polska gospodarka będzie rosła w trochę wolniejszym tempie niż w pierwszych sześciu miesiącach tego roku, wzrost gospodarczy zapewne spowolni nieco poniżej 5 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Banku Polskiego. – Główne motory napędowe pozostaną te same, tzn. po pierwsze cały czas powinniśmy zobaczyć zdrowy wzrost polskiego eksportu o 5–10 proc., co prawda strefa euro wyhamowała w pierwszych kwartałach tego roku, wzrost tam się znormalizował po nadzwyczaj mocnym wzroście PKB w II połowie 2017 roku, ale nadal popyt zewnętrzny jest dość mocny, więc pierwszą machiną napędową polskiej gospodarki będzie popyt zewnętrzny i solidny wzrost eksportu.

W I i II kwartale 2018 roku polski produkt krajowy brutto urósł odpowiednio o 5,2 proc. i 5,1 proc. To wyraźnie szybciej niż rok wcześniej, nie wspominając o słabym pod tym względem 2016 roku. Jak uzasadnia Narodowy Bank Polski w najnowszym raporcie o inflacji, dynamika ta będzie się powoli obniżać w ślad za słabszym wzrostem gospodarczym u najważniejszych partnerów handlowych Polski, czyli Niemiec i innych krajów strefy euro. Jednak napływ środków z UE i wzrost inwestycji oraz wciąż wysoka konsumpcja sprawią, że polska gospodarka nie odczuje znacznego pogorszenia.

– Drugi silnik to będą inwestycje, one w I połowie tego roku już nieźle się rozpędziły po słabych dwóch latach w 2016–2017 roku – tłumaczy Piotr Bujak. – Średnio w I połowie tego roku inwestycje wzrosły o ponad 6 proc., w II kwartale może być nawet lepiej i to będzie solidny wzrost w przedziale 5–10 proc. i to będzie się wiązać z kilkoma czynnikami. Po pierwsze, rosnące wykorzystanie środków unijnych, po drugie, bardzo wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych w polskich przedsiębiorstwach, jeśli chcą one myśleć o zwiększaniu produkcji, sprzedaży, to muszą zwiększać majątek produkcyjny, muszą inwestować. Dodatkowy element to cały czas niezła sytuacja gospodarcza na świecie. Co prawda mamy pewne spowolnienie u naszych głównych partnerów handlowych w strefie euro, w Niemczech, ale nadal wzrost gospodarczy u naszych głównych partnerów handlowych jest bardzo solidny.

Nakłady inwestycyjne firm w I połowie 2018 roku były wyższe o 10,3 proc. od notowanych w I półroczu 2017 roku. Ostatecznie – według centralnej ścieżki prognoz NBP – w 2018 roku PKB powinien wzrosnąć o 4,6 proc., podobnie jak w roku ubiegłym. Wynagrodzenia wzrosną średnio o 6,9 proc., a w 2019 roku nawet o 7 proc. Jednocześnie dalej będzie spadać bezrobocie, a rosnąć – wydajność pracy i stopa aktywności zawodowej. Wszystkie te czynniki, które powodują, że wskaźnik optymizmu konsumentów jest na rekordowym poziomie, będzie napędzało konsumpcję, a ta – wzrost gospodarczy.

– Wzrost konsumpcji będzie się utrzymywać w granicach 4,5–5 proc. – prognozuje Piotr Bujak. – Brak pracowników jest coraz poważniejszą barierą dla polskich przedsiębiorstw. W różnych badaniach ankietowych to jest w tej chwili najczęściej wskazywana bariera dalszego rozwoju i trzeba się liczyć z tym, że w kolejnych latach polska gospodarka właśnie z tego powodu, z powodu braku wykwalifikowanych pracowników, będzie wyhamowywać, ale warto też mieć świadomość, że w Polsce te problemy są mniejsze niż w niektórych krajach naszego regionu. Zawdzięczamy to bardzo dużemu napływowi, większemu niż do innych krajów, pracowników zza granicy i to jest na razie podstawowy sposób, w jaki polskie przedsiębiorstwa radzą sobie z brakiem pracowników.

Tylko w pierwszej połowie 2018 roku Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wydało niemal 150 tysięcy zezwoleń na pracę. Oświadczeń o zamiarze zatrudnienia cudzoziemców polscy pracodawcy złożyli ponad 750 tys. Najwięcej zatrudnianych jest oczywiście Ukraińców, ale ich liczba w strukturze zatrudnianych cudzoziemców spada (w 2017 roku było to 94 proc., o 2 pkt proc. mniej niż rok wcześniej). Rośnie za to udział pozostałych nacji uprawnionych do podjęcia w Polsce pracy na podstawie oświadczenia, czyli Białorusinów, Gruzinów, Rosjan, Ormian i Mołdawian.

– To, co powinno przeciwdziałać problemom z dostępnością pracowników, to również wzrost aktywności zawodowej Polaków. W ostatnich latach widzimy, że Polacy wracają na rynek pracy, ci którzy przez lata byli nieaktywni, zachęca ich zapewne wzrost wynagrodzeń solidny o ponad 5 proc. i to też jest czynnik który powinien powodować, że pracodawcom uda się nadal zwiększać zatrudnienie – informuje główny ekonomista PKO Banku Polskiego. – Kolejny element, na który można liczyć, który zapewne przynajmniej część przedsiębiorstw będzie wykorzystywać, to automatyzacja i robotyzacja procesów produkcyjnych, czyli po prostu zastępowanie ludzi, których brakuje maszynami, automatami, robotami.

W I połowie roku przedsiębiorstwa niefinansowe zwiększyły przychody o 6,5 proc., ale koszty wzrosły o 7,2 proc. (dane GUS). Wskaźnik poziomu kosztów wzrósł z 94,3 proc. do 94,9 proc. Jednak niemal trzy na cztery firmy odnotowały zysk netto i był to współczynnik wyższy niż rok wcześniej. W przetwórstwie przemysłowym sięgnął on 78,5 proc. Jednak wynik finansowy netto był średnio o 6,7 proc. niższy niż rok wcześniej.

– Patrząc na wyniki finansowe ogółu polskich przedsiębiorstw, to w ostatnich latach były bardzo dobre, poprawiały się do rekordowo wysokich poziomów jeśli chodzi o zysk, marże również ulegały zwiększeniu, więc nie było widać efektu rosnących kosztów pracy czy kosztów materiałów, przynajmniej w skali całej gospodarki, bo w niektórych sektorach, takich jak budownictwo, ten negatywny efekt wzrostu kosztów był widoczny i początek tego roku pokazał utrzymanie tej relatywnie dobrej sytuacji – zapewnia Piotr Bujak. – Polskie firmy ponoszą wyższe koszty pracy, ale jednocześnie mocno rośnie wydajność pracowników i jak na razie wyniki finansowe nie ucierpiały mocno na skutek wzrostu kosztów pracy i kosztów materiałów, przy czym nie dotyczy to w równym stopniu wszystkich sektorów gospodarki, są takie, jak w szczególności budownictwo, które z tą presją kosztową radzą sobie relatywnie słabo.

Brakuje rąk do pracy. Rząd sięgnie po osoby bierne zawodowo

Brakuje rąk do pracy. Rząd sięgnie po osoby bierne zawodowo 6

Rekordowo niskie bezrobocie i niska podaż pracy hamują rozwój polskich przedsiębiorstw. Z brakiem rąk do pracy borykają się przede wszystkim branża budowlana i produkcyjna. Nowelizacja ustawy o rynku pracy ma dostosować go do nowych realiów i zwiększyć elastyczność działania urzędów pracy, tak aby mogły efektywniej aktywizować osoby długotrwale bezrobotne i sięgnąć po niewykorzystane do tej pory zasoby, czyli osoby bierne zawodowo. Projekt został już skierowany na Komitet Stały Rady Ministrów. 

– Jesteśmy w końcowej fazie konsultacji ustawy o rynku pracy. Mam nadzieję, że ustawa będzie procedowana już na najbliższym Komitecie Stałym Rady Ministrów, później oczywiście Rada Ministrów i skierowanie projektu do Sejmu. Projekt ustawy o rynku pracy jest obszerny, liczący prawie 500 artykułów, także jest nad czym pracować. Po 14 latach obowiązywania obecnej ustawy zmiany były konieczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Stanisław Szwed, sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Nowelizacja ustawy o rynku pracy, przygotowana przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, na początku lipca trafiła do konsultacji społecznych i uzgodnień międzyresortowych. Zastąpi dotychczasową ustawę o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, która obowiązuje od 14 lat. Zmiany mają m.in. dostosować rynek pracy do nowych realiów, czyli panującego od miesięcy rekordowo niskiego bezrobocia i co za tym idzie – niskiej podaży pracy, która zaczyna hamować rozwój przedsiębiorstw. Z brakiem rąk do pracy borykają się przede wszystkim branża budowlana i produkcyjna. W całej gospodarce jest około 130 tys. wolnych wakatów. Nie licząc imigrantów z Ukrainy, ta liczba wynosiłaby nawet ok. pół miliona.

– Zmiany, które wprowadzamy, wynikają ze zmieniającej się i dynamicznej sytuacji na rynku pracy. Mamy najniższe od 28 lat bezrobocie. Mamy też świadomość, że są jeszcze w naszym kraju tereny, gdzie to bezrobocie jest wciąż wysokie, dwucyfrowe, są takie powiaty. Wiemy, że w tych zasobach bezrobotnych głównym problemem są długotrwale bezrobotni i osoby powyżej 50. roku życia, czyli osoby starsze. Jeśli chodzi o młodych, im dzisiaj łatwiej jest znaleźć pracę – mówi wiceminister pracy Stanisław Szwed.

Nowelizacja ustawy o rynku pracy ma zwiększyć elastyczność działania urzędów pracy, aby mogły efektywniej aktywizować osoby długotrwale bezrobotne i sięgnąć po niewykorzystane do tej pory zasoby, czyli osoby bierne zawodowo. Jedną z głównych zmian będzie rezygnacja z tzw. profilowania i limitów wiekowych, które do tej pory bardzo utrudniały służbom zatrudnienia aktywizację osób bez pracy.

– Znieśliśmy to, co było zmorą obecnej ustawy, czyli tzw. profilowanie, określanie grup, do których może być tylko skierowane wsparcie. Nie określamy również limitów wiekowych. Jedyną grupą, którą wyróżniamy, są osoby powyżej 50. roku życia. Te propozycje i środki w pierwszej kolejności będą wykorzystywane na wsparcie dla tych osób, które są najtrudniejsze do zaktywizowania. Ważnym elementem są również środki w Krajowym Funduszu Szkoleniowym przeznaczone na przeszkolenia, na podnoszenie kompetencji. W tym zakresie grupą wiodącą również są osoby powyżej 50. roku życia, którym trudniej jest się przekwalifikować czy zdobyć nowy zawód – mówi Stanisław Szwed.

Zgodnie z nową propozycją, osoby długotrwale bezrobotne i po 50. roku życia będą miały pierwszeństwo w dostępie do szkoleń podnoszących ich kwalifikacje zawodowe. Jak podkreśla wiceminister pracy, te dwie grupy – czyli osoby długotrwale bez pracy i po 50 roku życia – zostały priorytetowo potraktowane w projekcie nowych przepisów.

– Mamy też świadomość, że nie wszyscy, którzy są w zasobach urzędów pracy, chcą być aktywizowani czy podejmować pracę. Część osób rejestruje się choćby ze względu na obowiązek ubezpieczenia zdrowotnego – zauważa też wiceminister Stanisław Szwed.

Jak podkreśla, ustawa o rynku pracy przewiduje również rozwiązania ukierunkowane na pracodawców.

– Jedną z takich propozycji dla firm zatrudniających do 50 pracowników będzie tzw. bon ofertowy. Będzie to polegać na tym, że jeżeli z UP nie będzie oferty dla pracodawcy – będzie on mógł skorzystać z agencji zatrudnienia czy z agencji pracy tymczasowej, która znajdzie mu takiego pracownika. Środki w wysokości zasiłku dla bezrobotnych pracodawca może przeznaczyć dla firmy, która taką osobę mu znajdzie, przeszkoli czy przygotuje do podjęcia pracy – mówi Stanisław Szwed, wiceminister pracy.

Jest szansa na lepsze leczenie chorych na tętnicze nadciśnienie płucne. Choroba ta uniemożliwia normalne funkcjonowanie w społeczeństwie

Jest szansa na lepsze leczenie chorych na tętnicze nadciśnienie płucne. Choroba ta uniemożliwia normalne funkcjonowanie w społeczeństwie 7

Tętnicze nadciśnienie płucne (TNP) to najbardziej złośliwy rodzaj nadciśnienia płucnego. Jest chorobą rzadką, którą w Polsce rozpoznaje się u około 120 osób rocznie. Mimo to statystyki dotyczące śmiertelności są porównywalne z chorobami nowotworowymi. U 5 na 10 pacjentów dochodzi do zgonu w ciągu 5 lat od rozpoznania schorzenia. Obecnie w Polsce żyje około 1 100 osób z tętniczym nadciśnieniem płucnym. Średnia ich wieku wynosi 45–50 lat.

Choroba, choć często niewidoczna na pierwszy rzut oka, potrafi zrujnować życie pacjenta i sprawić, że najprostsze czynności, jak zakupy czy wchodzenie po schodach, będą trudne bądź nawet niemożliwe do wykonania. O codziennych zmaganiach z życiem bez tchu traktuje raport „Tętnicze nadciśnienie płucne – różne aspekty życia pacjentów i ich opiekunów”, przygotowany przez zespół ekspertów, lekarzy i pielęgniarek zajmujących się chorymi na TNP oraz samych pacjentów. W raporcie wykorzystano także wyniki pierwszego w Polsce badania przeprowadzonego wśród pacjentów cierpiących na TNP, ich opiekunów i pielęgniarek.

– Na początku pacjenci odczuwają większą męczliwość, duszność, czyli objawy, które są obecne w wielu innych chorobach układu oddechowego, krążenia, bardziej powszechnych niż nadciśnienie płucne – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Marcin Kurzyna, Klinika Krążenia Płucnego i Chorób Zakrzepowo-Zatorowych w Europejskim Centrum Zdrowia w Otwocku.

Objawy te często mylone są, nawet przez lekarzy, z symptomami stresu, przemęczenia lub procesu starzenia się organizmu. Aby mówić o poprawie sytuacji pacjentów, niezbędne jest zwiększenie świadomości środowiska medycznego, by choroba była szybciej wykrywana, a pacjenci jak najszybciej otrzymywali skuteczne leczenie. Bardziej alarmujące sygnały pojawiają się na dalszym etapie rozwoju choroby – duszność zaczyna występować nawet przy niewielkim wysiłku, możliwe są zasłabnięcia, bóle w klatce piersiowej, plucie krwią, obrzęki oraz płyn w jamach opłucnej, świadczące o niewydolności serca. Kluczowe jest wdrożenie odpowiedniego leczenia.

– Leczenie tętniczego nadciśnienia płucnego w Polsce opiera się o wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, natomiast do pewnego stopnia jest limitowane wytycznymi zawartymi w programie lekowym tętniczego nadciśnienia płucnego – mówi prof. Grzegorz Kopeć, Przewodniczący Sekcji Krążenia Płucnego Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Terapia tętniczego nadciśnienia płucnego opiera się na wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, jest jednak ograniczona przez polski program lekowy. Pacjenci mają dostęp do większości leków o różnych mechanizmach działania, stosowanych w Europie Zachodniej i USA. Problemem jest jednak ograniczona możliwość stosowania terapii kombinowanych, polegających na łączeniu dwóch, a nawet trzech leków – tego rodzaju leczenie daje znacznie lepsze efekty niż terapia jednym lekiem. Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy w resorcie zdrowia i przy współudziale ekspertów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego trwały prace nad unowocześnieniem programu lekowego dla pacjentów z nadciśnieniem płucnym.

–  W tej nowej wersji, która mamy nadzieję wejdzie już w listopadzie, pacjenci będą mieli dostęp właśnie do leczenia trójlekowego. Ten program będzie bardziej zbliżony do standardów Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, pozwoli także na nowe opcje terapeutyczne u dzieci z tętniczym nadciśnieniem płucnym – mówi  prof. Grzegorz Kopeć.

Postęp, jaki w ostatnich latach dokonał się w medycynie, sprawił, że tętnicze nadciśnienie płucne przestało być chorobą jednoznacznie śmiertelną, a stało się schorzeniem przewlekłym, choć o trudnym rokowaniu. Wciąż jest to jednak choroba znacznie ograniczająca codzienne życie, często nawet wykluczająca z normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Dla chorych wysiłkiem bywa nawet tak prozaiczna czynność jak umycie zębów, dojazd do pracy może natomiast stanowić prawdziwe wyzwanie. Problemy te najczęściej nie spotykają się ze zrozumieniem i akceptacją ze strony zdrowych członków społeczeństwa.

– Trudnością też bywa organizacja codziennego życia, pacjenci wymagają specyficznej terapii, muszą się skontaktować z ośrodkami bardzo często odległymi od miejsca zamieszkania, muszą tam dojechać na kontrolę, po leki. Największy problem to poruszanie się, czyli czynność, która u pacjentów powoduje duszności – mówi Magdalena Janus, kardiolog, Szpital Kliniczny Przemienienia Pańskiego w Poznaniu.

Eksperci podkreślają, że opiekę nad pacjentami z tętniczym nadciśnieniem płucnym należy dostosować nie tylko do stopnia zaawansowania choroby, lecz także ich potrzeb emocjonalnych. Fizyczne następstwa choroby powinny być dla personelu medycznego równie ważne jak psychiczne samopoczucie pacjenta. Istotne jest ponadto zwiększenie świadomości społecznej na temat tętniczego nadciśnienia płucnego i pokazanie, jak istotny jest  wpływ tej choroby na psychikę, emocjonalność, relacje międzyludzkie oraz codzienne życie pacjentów, łącznie z tak prozaicznymi czynnościami jak wychodzenie z domu, robienie zakupów czy praca zawodowa.

– Pacjentów bardzo boli to, jak niska jest świadomość społeczna tego problemu. Oni są bardzo chorzy, tej choroby nie widać i spotykają się często z niezrozumieniem w pracy, wśród znajomych, ale także wśród najbliższych i to jest to, z czym będziemy chcieli się zmierzyć i to zmienić – mówi prof. Marcin Kurzyna.

Zwiększenie świadomości społecznej to cel projektu edukacyjnego „Życie bez tchu”. Jego ambasadorką została Kinga Baranowska, himalaistka, zdobywczyni dziewięciu ośmiotysięczników, która choć cieszy się doskonałym zdrowiem, rozumie trudności z zaczerpnięciem oddechu. Na wysokości powyżej 7 tys. m. człowiek bardzo szybko zaczyna odczuwać zmęczenie, musi się zatrzymywać co kilka kroków, aby odpocząć, wyrównać tętno i nabrać tlenu do płuc. Ludzi, którzy zmagają się z tego rodzaju problemami z powodu choroby, himalaistka uważa za bohaterów dnia codziennego.

Są to dzielne osoby, które każdego dnia muszą się zmagać z bardzo podstawowymi czynnościami. Na przykład takimi jak zrobienie herbaty, przejście do następnego pomieszczenia, zwykłe, codzienne proste czynności, nad którymi zdrowe osoby nie zastanawiają się i które nie sprawiają im trudności – mówi Kinga Baranowska.

Polacy wśród najmniej wysportowanych Europejczyków. Nie ćwiczą zwłaszcza dzieci i seniorzy

Polacy wśród najmniej wysportowanych Europejczyków. Nie ćwiczą zwłaszcza dzieci i seniorzy 8

Regularne uprawianie sportu to nawyk niespełna połowy Polaków. Najmniej aktywni fizyczne są seniorzy – aż 83 proc. z nich w ogóle nie ćwiczy – oraz dzieci, które tyją najszybciej spośród swoich europejskich rówieśników. Aby przełamać tę tendencję, powstaje coraz więcej inicjatyw promujących aktywność fizyczną. Ruch to nie tylko recepta na zdrowie i szczupłą sylwetkę, lecz także doskonały sposób spędzania wolnego czasu w rodzinnym gronie.

Z badania MultiSport Index 2018, przeprowadzonego przy współpracy Benefit Systems i Kantar TNS, wynika, że blisko połowa Polaków uprawia sport przynajmniej raz w tygodniu.  Z drugiej strony wciąż 38 proc. Polaków nie podejmuje żadnej aktywności fizycznej, włączając w to spacery czy jazdę na rowerze.

– Polacy są europejskimi średniakami pod względem aktywności sportowej. Bardzo daleko nam do Niemców i Skandynawów, ale jesteśmy też znacząco przed krajami Europy Wschodniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Radzki, członek zarządu Benefit Systems.

Z badań Instytutu Matki i Dziecka przeprowadzonych pod auspicjami WHO wynika, że Polskie dzieci są jednymi z najszybciej tyjących w Europie. 31,2 proc. ośmiolatków w Polsce ma nadmierną masę ciała, a z otyłością zmaga się 12,7 proc. z nich. Wspieranie aktywności fizycznej wśród dzieci staje się społecznym priorytetem. Ważna jest zarówno wtórna edukacja najmłodszych w zakresie zdrowego i aktywnego trybu życia, jak również włączenie jej na stałe jako istotny element socjalizacji mającej wpływ na późniejsze życie.

– Brak ruchu wśród polskich dzieci i otyłość to problemy, które plasują nas zdecydowanie ponad średnią europejską i to jest coś, z czym musimy walczyć. Każdy, kto może, powinien coś z tym zrobić i to jak najszybciej. Zdrowe, dobre nawyki powinny być promowane od najmłodszych lat – mówi Adam Radzki.

Jednym ze sposobów aktywizacji sportowej dzieci jest program „Aktywne Szkoły MultiSport”, którego pomysłodawcą i fundatorem jest Benefit Systems. Dotychczas skorzystało z niego 15 tys. dzieci z 35 szkół podstawowych na Dolnym Śląsku.

Podczas VI Narodowego Dnia Sportu, który miał miejsce 15 września, Aktywne Szkoły MultiSport pojawiły się po raz pierwszy w Warszawie. Aż 250 dzieci miało okazję wziąć udział multimedialnym teście sprawności EuroFit+, wyzywając na pojedynek Złe Zło, czyli Galaktycznego Potwora Bezruchu. Nad ośmioma sportowymi stacjami czuwali animatorzy, zwani Pogromcami Bezruchu, a bajkowa fabuła sportowej gry skutecznie zmobilizowała najmłodszych do ćwiczeń.

W Aktywnych Strefach dzieci mogły uczestniczyć w zajęciach sportowych wraz z rodzicami i dziadkami, udowadniając, że sport łączy pokolenia. O oprawę muzyczną Zumby i Zorby zadbała  DJ Wika, która od lat pokazuje Polakom, że na aktywność fizyczną i dobrą zabawę nigdy nie jest za późno. Seniorzy stanowią rosnącą grupę społeczną w większości krajów europejskich.

–  To będzie duża demograficzna zmiana dla całej Polski i duże wyzwanie dla bardzo wielu gałęzi gospodarki. Dzisiaj już nie musimy nikogo przekonywać, że sport to zdrowie, tego już nie trzeba tłumaczyć, ale trzeba zrobić ten pierwszy krok by wrócić do aktywności – mówi Adam Radzki.

Tymczasem, jak pokazuje raport MultiSport Index 2018, nieaktywne osoby najłatwiej spotkać w gronie emerytów i rencistów (75 proc.) oraz seniorów powyżej 60 roku życia (74 proc.). Według psycholog Joanny Kotek, seniorom zdarza się traktować obowiązki domowe jako wystarczającą ilość ruchu – jest to jednak niewystarczające, aby zachować odpowiedni poziom witalności. W 2050 roku osoby w wieku 60–79 lat będą stanowić jedną czwartą całej ludności Unii Europejskiej, dlatego już dziś priorytetem staje się wdrażanie zdrowych nawyków u tej grupy społecznej.

– W krajach skandynawskich kilkadziesiąt procent seniorów jest aktywnych. W Polsce to jest zaledwie kilka procent, dlatego musimy zacząć gonić. Trzeba seniorom pokazywać, że aktywność w różnych klubach sportowych jest dla nich możliwa, ciekawa i dostosowana do ich możliwości – mówi Adam Radzki.

Benefit Systems uruchomił specjalną ofertę MultiSport Senior skierowaną do osób po 65 roku życia. Program obejmuje zajęcia dostosowane do wieku, stanu zdrowia i możliwości fizycznych seniorów. Karty MultiSport umożliwiają codzienne korzystanie z różnorodnych form treningu – obecnie dostępnych jest ponad 20 dyscyplin, które można uprawiać na czterech tysiącach obiektów sportowych zlokalizowanych w 650 miastach Polski. Z danych operatora kart, firmy Benefit Systems, wynika, że z możliwości tej korzysta 920 tys. osób. 78 proc. z nich deklaruje, że ćwiczy częściej właśnie dzięki karcie MultiSport, a dwie trzecie przyznaje, że spróbowało dzięki niej nowych form treningu.

Aktywność fizyczna pozytywnie wpływa na stan zdrowia. Właśnie z tego powodu aż 45 proc. aktywnych Polaków uprawia sport. Regularna aktywność zmniejsza ryzyko wystąpienia wielu chorób, m.in. cukrzycy i nadciśnienia, redukuje napięcie nerwowe, wzmacnia kondycję i wydolność serca, a także przyczynia się do obniżenia poziomu cholesterolu we krwi.

Cyfrowi asystenci głosowi trafiają do samochodów. Ułatwią prowadzenie pojazdu, a także pozwolą na obsługę nawigacji czy smartfona

Cyfrowi asystenci głosowi trafiają do samochodów. Ułatwią prowadzenie pojazdu, a także pozwolą na obsługę nawigacji czy smartfona 9

Asystenci głosowi już wkrótce mogą rządzić naszymi mieszkaniami. Sterowanie głosem zastąpi standardowe używanie smartfona. Już niedługo cyfrowi asystenci ułatwią też podróżowanie samochodem. Rozwiązania działające w oparciu o system sztucznej inteligencji umożliwiają komunikację człowieka z samochodem. Pozwalają na obsługę za pomocą komend głosowych i gestów większości funkcji auta, w tym odebranie wiadomości i odpowiedź na nią, a nawet włączenie silnika. Systemy inteligentnego asystenta samochodowego wprowadzają już największe koncerny, ale dostępne są na rynku także uniwersalne rozwiązania, które nie wymagają integracji z samochodem.

– Chris to inteligentne urządzenie do montażu w każdym samochodzie, umożliwiające kontrolę aplikacji i usług na smartfonie za pomocą głosu i gestów. Jednym z ważniejszych przykładów zastosowań jest przekazywanie wiadomości, na przykład z aplikacji WhatsApp. Urządzenie mówi nam „Cześć Daniel, masz nową wiadomość w WhatsApp. Czy mam ją przeczytać?”. Gdy odpowiesz tak, urządzenie przeczyta wiadomość, wysłucha naszej odpowiedzi i wyślę ją. To wszystko bez dotykania telefonu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Daniel Mieves, szef marketingu German Auto Labs.

Asystenci głosowi stają się coraz popularniejsi. Pomagają w zakupach, ułatwiają życie, są przydatni w mieszkaniach, gdzie włączą czajnik, ekspres do kawy, zgaszą światło czy zmienią program w telewizji. Od niedawna pomagają także w samochodach. Pozwalają na bezdotykową obsługę większości funkcji pojazdów: wyznaczają trasę, odbierają wiadomości, a nawet włączają i wyłączają silnik.

– Urządzenie pozwala na głosową obsługę nawigacji, odtwarzacza muzyki oraz pełni funkcję zestawu głośnomówiącego. Chrisa można stosować w każdym samochodzie i z każdym smartfonem. Potrzebujemy jedynie 12-woltowego gniazdka zasilania w samochodowej zapalniczce. Należy zainstalować darmową aplikację na urządzenia z systemem Android lub iOS i połączyć urządzenia – tłumaczy Daniel Mieves.

Inteligentnego asystenta do swoich pojazdów jako pierwszy wprowadził Ford, po nim kolejne największe koncerny – BMW i Mercedes. Nad swoimi asystentami pracują już także koreańscy producenci – Hyundai i KIA.

Komunikacja głosowa zwiększa bezpieczeństwo. Użytkownik może korzystać ze smartfona, nie odrywając oczu od jezdni. To jednak nie jest jedyne ułatwienia. Kierowcy Fordów jako pierwsi mogli skorzystać z asystentki Amazonu zintegrowanej z komputerem pokładowym, choć nie oferowała ona pełni swoich możliwości. Asystent BMW z kolei na bieżąco uczy się użytkownika i jego upodobań, reaguje np. na zmęczenie kierowcy, dostosowuje oświetlenie i temperaturę w kabinie.

Chris to uniwersalny asystent dla kierowców, który można zainstalować w każdym aucie. Po sparowaniu go ze smartfonem pozwoli odpowiadać na wiadomości, odbierać i wykonywać połączenia telefoniczne czy korzystać z nawigacji GPS.

– Urządzenie ma pięć mikrofonów, które zapewniają doskonałą jakość dźwięku i tłumienie szumów. Jest też mały czujnik ruchu, jeśli więc chcemy posłuchać muzyki, wystarczy machnąć dłonią w powietrzu, a urządzenie przejdzie do następnego kawałka. Mówienie „Następna piosenka, następna piosenka…” nie jest zbyt wygodne – wskazuje przedstawiciel German Auto Labs.

Co istotne, sprawdzi się także w starszych modelach samochodów – asystenta można podłączyć do systemu car audio poprzez Bluetooth lub przez nadajnik FM umożliwiający podłączenie do radia. System działa też w systemie offline. To istotne zwłaszcza przy nawigacji – nawet jeśli się zgubimy i stracimy zasięg, Chris pomoże znaleźć drogę.

– Wiele osób korzysta z Siri, która, podobnie jak Alexa, sprawdza się świetnie w salonie. Nasze urządzenie powstało z myślą o samochodach. Podczas jazdy samochodem możesz utracić dostęp do internetu – Chris słucha cię i rozmawia z tobą nawet offline – przekonuje Daniel Mieves.

Z czasem cyfrowy asystent będzie kontrolować system jazdy kierowcy, podpowie, jak prowadzić, by obniżyć poziom spalania paliwa, ostrzeże przed niskim ciśnieniem w oponach, pomoże zamówić dodatkowe usługi. Wyznaczy też optymalną trasę.

Urządzenie obsługuje język angielski i niemiecki. W 2019 roku dodany zostanie język francuski i hiszpański, na polski język jednak jeszcze trochę poczekamy. Twórcy planują kolejne języki europejskie ok. 2020 roku, nie wiadomo jednak, kiedy Chris porozmawia z kierowcami po polsku.

– Chris kosztuje 300 euro. Zakup nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi opłatami za mapy, nowe aplikacje, nowe języki. Po zakupie urządzenia gwarantujemy jego darmowe aktualizacje – podkreśla Daniel Mieves.

Według Visiongain, rynek inteligentnych asystentów w branży automotive był warty w 2017 r. ponad 350 mln dol. Z kolei analitycy MarketsandMarkets szacują, że globalny rynek wirtualnych asystentów w ogóle osiągnie wartość blisko 18 mld dol. w 2023 r.

Nadchodzi rewolucja w handlu. Sklepy wyposażone w czujniki i skanery 3D same będą pobierały należność za zakupy

Nadchodzi rewolucja w handlu. Sklepy wyposażone w czujniki i skanery 3D same będą pobierały należność za zakupy 10

Płatności mobilne i internetowe są coraz bardziej zaawansowane. W amerykańskich i chińskich sklepach testuje się już rozwiązania znane z filmów science-fiction. Po zrobieniu zakupów klient zostaje rozpoznany za pomocą skanera 3D i odpowiednia kwota jest automatycznie pobierana z jego konta. Polacy tymczasem na potęgę korzystają z płatności zbliżeniowych, a coraz większa liczba sklepów i punktów usługowych, nawet tych najmniejszych, pozwala na zapłacenie kartą lub telefonem. Transakcje stają się również coraz bezpieczniejsze dzięki wprowadzanym regulacjom prawnym.

Transakcje bezgotówkowe stają się coraz popularniejsze. W przyszłości kartą zapłacimy w urzędach, niewielkich sklepach czy środkach komunikacji miejskiej. Pojawiają się także systemy płatności automatycznych, które umożliwiają błyskawiczną realizację transakcji za pośrednictwem aplikacji mobilnej bądź systemów biometrycznych.

– W przyszłości prawdopodobnie w ogóle nie będziemy płacić, tzn. będziemy płacić, nie płacąc. Kierunek pokazuje, że płatności stają się coraz bardziej niewidoczne, ponieważ wszyscy lubimy robić zakupy, niekoniecznie lubimy płacić i mamy zarówno w sklepach stacjonarnych takie projekty, jak i w sklepach internetowych. W USA są już pilotażowo prowadzone projekty, gdzie po prostu wchodzimy do sklepu, jesteśmy śledzeni przez szereg czujników, wychodzimy ze sklepu, płatność odbywa się automatycznie w tle – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Miłosz Kurzawski, dyrektor sprzedaży w Blue Media.

Zautomatyzowane systemy płatności mogą się okazać rewolucją w handlu. Takie rozwiązania obecnie testuje się m.in. w Stanach Zjednoczonych. Amazon testuje nowy format sklepów stacjonarnych, drogerie Go. W tych sklepach nie spotkamy tradycyjnych kasjerów, na wejściu klient paruje swoją aplikację mobilną z koszykiem, a następnie wkłada do niego zakupy i wychodzi przez bramkę płatniczą, która automatycznie obciąża rachunek użytkownika. Do 2021 roku Amazon planuje uruchomić 3 tys. sklepów Go.

W Chinach z kolei wprowadzono system automatycznych płatności zbliżeniowych. Firma Alibaba w ramach programu pilotażowego w chińskim mieście Hangzhou wprowadziła do jednej z restauracji KFC kioski wyposażone w skaner 3D. Klienci usługi Alipay, którzy zarejestrują w serwisie wzór biometryczny swojej twarzy, po złożeniu zamówienia w kiosku mogą zapłacić, uśmiechając się do kamery. Biometria będzie coraz szerzej wykorzystywana do dokonywania płatności.

– Z pewnością w przyszłości bardzo mocny wzrost będą miały płatności z wykorzystaniem głosu, asystentów głosowych, biometrii głosowej i biometrii palcem. Coraz częściej, szczególnie w USA, wykorzystujemy swój głos i asystentów głosowych, takich jak Amazon Alexa czy Siri, właśnie po to, żeby dokonać zakupu. Mówimy do naszego urządzenia, co chcemy kupić, płatność dzieje się w tle z wykorzystaniem naszej biometrii, jesteśmy rozpoznawani na podstawie naszej próbki głosu – tłumaczy Miłosz Kurzawski.

W Polsce coraz chętniej płacimy za pomocą technologii zbliżeniowych. Dzięki nim można płacić nie tylko za pomocą karty zbliżeniowej, lecz także za pomocą telefonu z technologią NFC. Systemy płatności rozwijają się m.in. dzięki możliwości darmowego wdrożenia płatności bezgotówkowych dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz organów administracji publicznej w ramach programu Polska Bezgotówkowa. Uczestnicy programu zostaną zwolnieni na dwanaście miesięcy z kosztów instalacji oraz obsługi terminala oraz opłat za same transakcje.

Najnowsze technologie będzie można zobaczyć już wkrótce w sklepach Żabka. Sieć wraz z Microsoftem chce wyposażyć swoje placówki w inteligentne półki, które będą informować o dacie przydatności produktów, czy innowacyjne kasy, które same rozpoznają, jaki produkty klient chce kupić. Na koniec za zakupy będzie można zapłacić za pomocą aplikacji, nie wyjmując portfela z kieszeni. Koncepcja sklepu przyszłości została już oficjalnie zaprezentowana i czeka na pierwsze wdrożenia.

Sporym przełomem mogą się okazać także terminale mPOS, które coraz częściej można spotkać np. na targach rzemieślniczych czy w małych punktach usługowych i handlowych. Za urządzenia takie jak SumUp płaci się tylko raz, a następnie od każdej transakcji pobierana jest stała opłata. Użytkownicy nie muszą ponosić kosztów wynajmu lub obsługi bankowej, jak ma to miejsce w przypadku klasycznych terminali. Z tego powodu mPOS-y sprawdzają się w rękach tych przedsiębiorców, którzy prowadzą sprzedaż sezonową lub okazyjną.

– Polacy pokochali płatności bezgotówkowe. Jesteśmy absolutnie światowym liderem w zakresie płatności zbliżeniowych, stąd też udział płatności kartą w stosunku do płatności gotówką zwiększa się. Coraz chętniej sięgamy po portfel po to, żeby zapłacić kartą. Pomagają w tym takie programy jak np. Polska Bezgotówkowa, których celem jest terminalizacja mniejszych punktów handlowych – mówi ekspert Blue Media.

Coraz częściej sięgamy także po internetowe płatności automatyczne. Przeglądarki mogą zapisać dane naszej karty kredytowej, aby umożliwić płacenie za zakupy w sieci jednym kliknięciem, bez konieczności logowania się na konto bankowe. Realizację transakcji bezgotówkowych ułatwiają także aplikacje mobilne, które pozwalają płacić zbliżeniowo za pośrednictwem telefonów czy inteligentnych zegarków. A o popularności transakcji tego typu w Polsce najlepiej świadczy udany start usługi Apple Pay w połowie czerwca. W pierwszym tygodniu od uruchomienia usługi, skorzystało z niej 40 proc. klientów banku, którzy mają iPhone’a.

Wzrost popularności płatności internetowych wymusza wprowadzanie nowych wymogów bezpieczeństwa. Na początku roku urzędnicy unijni wprowadzili dyrektywę PSD2, która precyzuje zasady funkcjonowania płatności w sieci i wymaga na państwach członkowskich wprowadzenie silnej autentykacji. Docelowo wszystkie transakcje internetowe powinny wykorzystywać co najmniej dwa spośród trzech zabezpieczeń: biometryczne, sprzętowe oraz hasło.

– W przyszłości płatności internetowe będą coraz bezpieczniejsze, wymusza to wprowadzona dyrektywa PSD2, która nakazuje wszystkim podmiotom z sektora finansowego, bankom czy innym instytucjom finansowym wprowadzenie silnego uwierzytelnienia użytkownika, czyli co najmniej dwóch składników autentykacji w celu wykonania transakcji – wskazuje ekspert.

Według raportu opracowanego przez Mastercard, w ciągu ostatniego roku liczba klientów realizujących transakcje bezgotówkowe za pośrednictwem smartfonów wzrosła 2,5-krotnie, osiągając poziom 1,5 mln.

Dolar kończy tydzień umocnieniem

Amerykańska waluta zyskiwała, jednak nie z uwagi na informacje z USA – walutę wsparł niepokój polityczny w UE i słabe dane ze strefy euro. Polski złoty cierpiał z tego powodu, jednak ostatecznie w parze z euro i tak zakończył tydzień na plusie.

Umocnieniu dolara z zeszłego tygodnia towarzyszyły dość specyficzne warunki polityczno-gospodarcze. Komunikat po spotkaniu Rezerwy Federalnej był dość gołębi, a rentowności obligacji USA nieco spadły. Niemniej, słabe dane dotyczące inflacji po drugiej stronie Atlantyku oraz konflikt Włoch z Unią Europejską na tle planowanego budżetu kraju pociągnęły w dół waluty Starego Kontynentu. Funt brytyjski radził sobie całkiem dobrze w związku z poprawą nastrojów w kwestii negocjacji dotyczących Brexitu. Zeszły tydzień był z kolei dość mieszany dla walut gospodarek wschodzących – waluty Ameryki Łacińskiej doświadczały w większości silnego ożywienia, podczas gdy waluty Azji były nadal ściągane w dół ze względu na napięcia na tle handlu między Chinami i Stanami Zjednoczonymi.

Najbliższy tydzień prawdopodobnie będzie cechować się sporą zmiennością na rynku walutowym, możemy obserwować większe wahania euro, jak i funta brytyjskiego.  Na wspólną europejską walutę oraz szterlinga będą wpływać informacje z konferencji brytyjskiej Partii Konserwatywnej, jak i rozwój sytuacji politycznej we Włoszech. Pod koniec tygodnia w Stanach Zjednoczonych opublikowany zostanie comiesięczny raport o rynku pracy, który znajdzie się w centrum uwagi inwestorów.

PLN

Ubiegły tydzień był dość mieszany dla polskiego złotego. Złoty umocnił się w relacji do euro, jednak osłabił w parze z dolarem amerykańskim i funtem brytyjskim. Początkowo złotemu sprzyjała stabilizacja na głównej parze i uspokojenie nastrojów na rynkach, jednak w drugiej części tygodnia polskiej walucie nie sprzyjały m.in. powrót niepokoju w związku z sytuacją we Włoszech i siła dolara amerykańskiego.

Co tyczy się danych z Polski, w ubiegłym tygodniu nie było ich zbyt wiele. Warto wspomnieć jedynie o stopie bezrobocia, która we wrześniu niespodziewanie spadła do poziomu 5,8%. Tym samym bezrobocie w Polsce było najniższe niemal od trzech dekad. Dzisiejsze dane z kolei rozczarowały: inflacja CPI zanotowała we wrześniu głębszy spadek niż oczekiwano (z 2% do 1,8% w ujęciu rocznym), indeks PMI opisujący aktywność w sektorze przemysłowym ponownie zanotował silny, niespodziewany spadek i znalazł się na poziomie 50,5 – najniższym od końcówki 2016 r i niepokojąco blisko granicy 50, wyznaczającej ekspansję sektora. Obecnie wygląda na to, że słabość przemysłu w strefie euro, w związku z sytuacją w globalnym handlu, przekłada się na sytuację w Polsce potwierdzając, iż najpewniej będziemy mieli do czynienia z wyhamowaniem ekspansji gospodarczej. To, do jakiego stopnia, zależeć będzie w części od tego, czy i w jaki sposób niższa aktywność przełoży się na spadek produkcji przemysłowej, a w samych danych o produkcji spowolnienia nie widać.

Oprócz dzisiejszych danych w tym tygodniu warto zwrócić uwagę na spotkanie Rady Polityki Pieniężnej w środę. Oczywiście, w związku z tym, iż nikt nie spodziewa się zmiany stóp procentowych, istotniejsza od samej decyzji będzie konferencja prasowa po spotkaniu banku centralnego.

GBP

Wydarzenia z zeszłego tygodnia potwierdziły naszą opinię o dobrych perspektywach dla funta brytyjskiego. Rynki finansowe wyceniały walutę Wielkiej Brytanii na poziomie, który zakładał najgorszy możliwy scenariusz negocjacji ws. Brexitu, stąd brak negatywnych wieści w ostatnim czasie doprowadził do wzmocnienia brytyjskiej waluty. Nasz pogląd, zgodnie z którym funt powinien się umacniać zostanie poddany kolejnej próbie już w tym tygodniu. Rozpocznie się bowiem konferencja rządzącej Partii Konserwatywnej, która może być potencjalnym źródłem informacji negatywnie wpływających na brytyjską walutę i szerzej na cały rynek walutowy. Oprócz wieści dotyczących Brexitu, warto obserwować publikację danych o aktywności brytyjskiej gospodarki, które poznamy w pierwszej części tygodnia.

EUR

W ostatnim tygodniu euro ponownie stało się ofiarą populistów – prawicowy rząd Włoch ogłosił, że jego plan budżetu zakłada, że w najbliższych trzech latach deficyt będzie wynosił 2,4% PKB, tym samym ma być wyższy od wcześniejszych założeń. Sytuacji euro nie poprawiły również wstępne dane o inflacji – nie tylko były one względnie słabe, ale podważyły również optymizm przewodniczącego EBC Mario Draghiego, który całkiem niedawno zapewniał, że dynamika cen w strefie euro w średnim okresie osiągnie cel inflacyjny Europejskiego Banku Centralnego. O ile sam poziom inflacji był zgodny z oczekiwaniami, dużo ważniejszy wskaźnik bazowy, który nieuwzględnia wahań cen najbardziej zmiennych komponentów (czyli żywności i energii) ponownie spadł poniżej poziomu 1%. Nasze oczekiwania względem podwyżki stóp procentowych w strefie euro w trzecim kwartale przyszłego roku są oparte na założeniu zrównoważonego wzrostu dynamiki cen, dotychczas jednak nie obserwujemy przekonującego trendu wzrostowego.

USD

Oczekiwanej przez rynek podwyżce stóp procentowych w USA towarzyszyła dość gołębia retoryka ze strony FOMC. Bank zasugerował, że nie uznaje bieżącej polityki monetarnej za akomodacyjną, co może oznaczać, że możemy znajdować się bliżej końca cyklu zacieśniania polityki monetarnej niż sądzi większość obserwatorów rynku. Mimo, iż rentowności amerykańskich obligacji na spotkanie FOMC zareagowały spadkami, dolar nie osłabił się, ze względu na to, iż negatywne informacje ze Starego Kontynentu przysłoniły te z USA.

W piątek opublikowany zostanie kluczowy raport z amerykańskiego rynku pracy. Konsensus spodziewa się dobrych danych NFP, jednak również tym razem, najważniejsze dla dolara prawdopodobnie będą dane o dynamice płac, w ostatnim czasie zaskakujące na plus. Jeśli i tym razem dane będą optymistyczne, waluta może otrzymać wsparcie.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Piotr Kalisz nowym Członkiem Zarządu Nest Banku

Piotr Kalisz został powołany na Członka Zarządu Nest Banku i funkcję tę zacznie pełnić od 1 października 2018 r. Będzie odpowiedzialny za Pion Operacji, Logistyki i IT (COO). Nowy Członek Zarządu zastąpi Grażynę Musiatowicz-Podbiał, która złożyła rezygnację ze stanowiska.

Piotr Kalisz jest absolwentem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego. Karierę w bankowości rozpoczął w 1999 roku w WestTrust w Gwatemali. Następnie pracując w Accenture współtworzył pierwszy polski bank wirtualny – mBank. Od 2003 roku zdobywał doświadczenie w Banku Pekao SA., gdzie odpowiadał za stworzenie i rozwój Centralnego Back Office. W 2007 roku został członkiem zarządu Provident Polska SA odpowiedzialnym za zarządzanie projektami, procesami, IT, operacje i logistykę. W 2017 roku objął funkcję Globalnego Dyrektora ds. Wdrażania Rozwiązań w Grupie International Personal Finance. Piotr Kalisz został powołany na stanowisko Członka Zarządu Nest Banku uchwałą Rady Nadzorczej z 19 września 2018 r.

Aleksandra Paszkiewicz w zarządzie Nationale-Nederlanden Usługi Finansowe S.A.

Aleksandra Paszkiewicz - Nationale-Nederlanden Usługi Finansowe S.A.
Aleksandra Paszkiewicz – Nationale-Nederlanden Usługi Finansowe S.A.

Aleksandra Paszkiewicz, dotychczas Dyrektor HR, dołączyła do zarządu Nationale-Nederlanden Usługi Finansowe S.A. Jako Chief HR Officer (CHRO) odpowiada za obszary zarządzania zasobami ludzkimi, komunikacji korporacyjnej i PR oraz administracji.

Aleksandra Paszkiewicz ma kilkunastoletnie doświadczenie w budowaniu i wdrażaniu strategii HR w dynamicznie rozwijających się firmach sektora finansowego i telekomunikacyjnego. Od 7 lat jest związana z Nationale-Nederlanden, gdzie wcześniej odpowiadała za budowanie inspirującego środowiska pracy, rozwój kapitału ludzkiego i budowanie marki Nationale-Nederlanden jako pracodawcy.

W swojej pracy promuje działanie specjalistów od HR, jako strategicznych partnerów w rozwoju biznesu oraz podejście oparte na projektowaniu pozytywnych doświadczeń pracowników. Aktywnie działa na rzecz rozwoju dobrych praktyk zarządzania efektywnością organizacji i kapitałem ludzkim.

W ramach zarządu Nationale-Nederlanden będzie odpowiadać nie tylko za obszar zarządzania zasobami ludzkimi, ale także komunikację korporacyjną oraz administrację.