Wygrana Macrona dobrym scenariuszem dla kredytobiorców frankowych

Rynki dalej optymistyczne po pierwszej rundzie wyborów prezydenckich we Francji. Po wczorajszych wzrostach na giełdach przyszedł czas na WIG. Rosną szanse na podwyżkę stóp w USA.

Krajobraz po wyborach we Francji

Po tym jak wczoraj rynki otworzyły się na nowych poziomach wielu analityków przewidywało szybką korektę. Jak się okazało, wczoraj kursy pomimo dużej zmienności pozostały na tych samych poziomach. Ku uciesze kredytobiorców frankowych za walutę Szwajcarii płaci się obecnie zaledwie 3,91 zł. Dolar spadł poniżej 3,90 zł. Najmniejsze zmiany były w sumie na euro, ale i tak europejska waluta utrzymuje się poniżej 4,25 zł. Powodem entuzjazmu na rynkach jest sytuacja w sondażach. Przewaga Emmanuela Macrona jest obecnie na tyle duża, że bukmacherzy powoli przestają w ogóle płacić za jego zwycięstwo. Druga tura odbędzie się już 7 maja. W rezultacie analitycy wątpią czy jest coś co jest w stanie przechylić szalę zwycięstwa na rzecz Marine Le Pen. W tym wypadku należałoby przypomnieć zarówno Brexit jak i wybory w USA. Ostatnimi czasy nie brakowało wszakże niespodzianek wyborczych. Gdyby tylko w sondażach Marine Le Pen zaczęła się zbliżać do wyrównania rynki najprawdopodobniej szybko korygują obecny optymizm.

Dobre wyniki WIG-u 20

Optymizm na rynkach udzielił się również inwestorom giełdowym. WIG20 znajduje się na najwyższym poziomie od połowy 2015 roku. Polska giełda ma ogólnie dobre półroczne. Od wyborów w USA główny indeks urósł z 1771 pkt do 2330 pkt. Co ciekawe wzrosty na pozostałych parkietach miały miejsce już wczoraj kiedy to rynki odetchnęły z ulgą po wyniku pierwszej tury we Francji.

Podwyżka stóp procentowych w czerwcu?

Najbliższe posiedzenie FED-u ma miejsce 3 maja. Analitycy nie spodziewają się istotnych decyzji na tym posiedzeniu. Ważne jednak powinno być kolejne. Wedle analizy cen kontraktów terminowych 14 czerwca istnieje już 66% szans na podwyżkę stóp procentowy w USA. Gdyby do tej decyzji doszło można spodziewać się fali umacniania się dolara wobec euro. Zjawisko to jest tym bardziej uzasadnione, że po wyborach we Francji euro jest wyjątkowo mocne względem amerykańskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 16:00 – USA – sprzedaż nowych domów,
  • 16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów – Conference Board.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Deloitte: Firmy zbyt wolno, w stosunku do oczekiwań klientów, wdrażają technologie

Z internetu aktywnie korzysta już prawie połowa światowej populacji, w Polsce to już nawet ponad 25 mln osób. Aż 56 centów z każdego dolara wydanego w handlu detalicznym jest powiązane z cyfrową interakcją. Technologia rozwija się w tempie, które jeszcze kilka lat temu było nie do wyobrażenia. Jak jednak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „Tech Trends 2017. The kinetic enterprise” firmy, w tym najwięksi gracze, mają problemy ze skutecznym reagowaniem na zmiany, których oczekują klienci. Aż dwie trzecie szefów IT na świecie uważa, że kompetencje kierowanych przez nich zespołów są niewystarczające, by sprostać wymaganiom biznesowym, a tym samym oczekiwaniom klientów.  

Raport Tech Trends zawiera trendy technologiczne, które będą kształtować światowy biznes w ciągu kilkunastu najbliższych miesięcy. Technologia rozwija się gwałtownie i szybko. Na świecie aktywnymi użytkownikami internetu jest już ponad 3,4 mld ludzi, w Polsce wskaźnik ten sięga ponad 25 mln osób. Polacy w internecie spędzają średnio prawie sześć godzin dziennie. Zarówno w Polsce, jak i na świecie jedna trzecia populacji jest aktywnym użytkownikiem mediów społecznościowych.

IT musi przestać być oddzielnym działem w firmie

Technologia, konsumenci oraz biznes tworzą dziś jeden ekosystem. To, czy będzie on prawidłowo funkcjonował, w dużej mierze zależy od działów IT, które już dawno przestały spełniać w firmach jedynie funkcję wewnętrznych usługodawców. Tymczasem z badań Deloitte wynika, że tylko 11 proc. prezesów firm i działów HR wie, jak stworzyć organizację przyszłości opartą m.in. na elastycznych modelach zarządzania, które umiejętnie łączą ekspertów biznesowych z ekspertami IT oraz sprawnie wykorzystują wszystkie możliwości, jakie dają nowoczesne technologie. „W czasach rewolucji technologicznej nie da się robić biznesu bez IT, a IT nie istnieje bez biznesu. Granice pomiędzy tymi dwoma światami mogą wyłącznie spowalniać rozwój. Jednocześnie bardzo wyraźnie widać, że działy IT są świadome odpowiedzialności, która na nich spoczywa” – mówi Daniel Martyniuk, Dyrektor w zespole Technology Strategy & Architecture, Deloitte.

Z badania Deloitte wynika, że istnieją ogromne luki pomiędzy kompetencjami działów IT a oczekiwaniami, które stawia przed nimi biznes. I tak jedynie 18 proc. szefów IT uważa, że ich zespoły są innowacyjne, podczas gdy 57 proc. jest zdania, że biznes oczekuje od nich takich rozwiązań. Podobne różnice widać w obszarze cyberbezpieczeństwa. Aż 61 proc. szefów IT zdaje sobie sprawę, że biznes stawia im w tym zakresie wymagania, ale jedynie 29 proc. jest gotowych im sprostać. „Luki podobnej wielkości uwidoczniły się również w obszarze wsparcia biznesowego i operacyjnego. Wynika z tego, że aż dwie trzecie działów IT na świecie nie jest gotowych, by stać się równorzędnym partnerem dla działów biznesowych. Tymczasem te dwa światy przenikają się. Firmy, które tego nie zrozumieją, pozostaną w tyle” – mówi Daniel Martyniuk.

Jak wynika z raportu Deloitte nieuchronny trend to modernizacja architektury rozwiązań IT poprzez wirtualizację, konteneryzację, standaryzację i autonomię. Zapewnia to zwiększenie wydajności i tempa wdrożeń nowych rozwiązań, zmniejszenie kosztów, a także elastyczność i lepsze wyniki. W celu zwiększenia swoich możliwości biznesowych przedsiębiorstwa coraz częściej podlegają również reorganizacji i zaczynają oferować produkty bądź realizować procesy biznesowe w modelu „as a-service” (czyli jako usługę).

Sztuczna inteligencja uwalnia potencjał ogromu nieuporządkowanych danych

Od kilku lat mówi się o wielkich możliwościach, które biznesowi oferuje analityka czy Big Data. Nowym trendem w tym obszarze jest analiza dark data, czyli wykorzystanie nieuporządkowanych danych, takich jak pliki wideo, audio, notatki czy maile, będące w posiadaniu firm. Według szacunków Deloitte wciąż 90 proc. danych pozostaje nieustrukturyzowanych. Tymczasem całkowity rozmiar cyfrowego wszechświata od 2013 do 2020 roku wzrośnie z 4,4 do 44 Zeta Bajtów. „Rzucenie światła na dane z trzech wymiarów: niewykorzystanych i nieuporządkowanych oraz pochodzących z tzw. deep web może przynieść organizacjom wiele korzyści, m.in. nowe źródła pozyskiwania danych, niższe koszty ich przechowywania oraz przewagę konkurencyjną” – mówi Rafał Milewski, Dyrektor w zespole Analytics & Information Management, Deloitte.

Kolejnym rozdziałem zaawansowanej analityki jest sztuczna inteligencja, która nie tylko tworzy inteligentniejsze algorytmy i szybsze systemy rozproszone, ale też zwiększa wydajność pracowników. Najwięksi gracze na rynku, tacy jak Apple, Amazon, Facebook czy IBM inwestują w uczenie maszynowe, komputerowe rozpoznawanie obrazu, przetwarzanie języka naturalnego czy też robotykę. Już teraz wypuszczane przez nich na rynek oprogramowania zawierają elementy sztucznej inteligencji. Zaawansowane algorytmy będą miały szersze zastosowanie w sektorze publicznym i prywatnym, gdy pojawią się przypadki biznesowego jej wykorzystania. Wg IDC wydatki na różne aspekty sztucznej inteligencji wzrastają i mają osiągnąć wartość blisko 31,3 mld dolarów w 2019 roku. Sztuczna inteligencja staje się również priorytetem dla dyrektorów IT. W badaniu Deloitte aż 64 proc. ankietowanych CIO zadeklarowało, że w ciągu najbliższych dwóch lat zamierza znacząco zainwestować w technologie kognitywne.

Blockchain wchodzi na salony

Jak zauważają eksperci Deloitte w rozwijającej się „gospodarce zaufania” blockchain może przyjąć rolę zaufanego strażnika oraz gwaranta jawności transakcji. „Przedsiębiorstwa zaczynają odkrywać możliwości selektywnego dzielenia złożonej tożsamości cyfrowej z innymi podmiotami, pomagając bezpiecznie i sprawnie wymieniać aktywa i oferować cyfrowe umowy” – wyjaśnia Rafał Milewski. Blockchain jest obecnie jednym z najbardziej omawianych i najczęściej opisywanych trendów technologicznych. Dla biznesu przekonujące są jego kluczowe cechy, takie jak nieodwracalność, chronologiczność, zabezpieczenie kryptograficzne oraz zaufanie.

Firmy stoją nie tylko przed wyzwaniem przezwyciężenia bezwładności operacyjnej, lecz przede wszystkim muszą rozwijać się w coraz bardziej wymagającym środowisku biznesowym pozostającym w ciągłym ruchu. „Do tego w wielu firmach, nie wyłączając również polskich, widać opór przed zmianami, co w dłuższej perspektywie może doprowadzić do tego, że po prostu upadną. Rolą biznesu jest dziś umiejętne wykorzystanie potencjału tkwiącego w nowoczesnych technologiach, które są na wyciągnięcie ręki. Tempo adopcji zmian technologicznych przez firmy znacznie odbiega od oczekiwań klientów, którzy kierują się natychmiastowością, wspólnotowością i mobilnością” – podsumowuje Daniel Martyniuk.

Poznański rynek mieszkaniowy – rekord podaży jeszcze przed nami

Według informacji przedstawionych w najnowszym raporcie E-VALUER INDEX 2017, opracowanym przez firmę Emmerson Evaluation, mieszkania na poznańskim rynku pierwotnym zdrożały nieznacznie w ubiegłym roku o 1%. To jeden z mniejszych wzrostów odnotowanych dla miast wojewódzkich. W bieżącym roku można oczekiwać rekordowej podaży, co sprawi, że ceny nowych i używanych mieszkań będą stabilne i pozostaną na obecnym poziomie.

E-VALUER INDEX 2017 to już czwarta edycja kompleksowego raportu na temat rynku mieszkaniowego w Polsce, przygotowywanego przez ekspertów od wyceny nieruchomości z Emmerson Evaluation. Raport obejmuje mediany[1] cen transakcyjnych mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym oraz stawek czynszu w największych miastach Polski.

Jak wynika z raportu, w 2016 roku ceny poznańskich mieszkań z rynku pierwotnego były na tle innych dużych ośrodków w Polsce jednymi z najmniej drożejących lokali. Podobne nieznaczne wzrosty cen nowych mieszkań (o 1%) miały miejsce we Wrocławiu, Bydgoszczy oraz Rzeszowie. Większą dynamikę podwyżek eksperci Emmerson Evaluation zanotowali natomiast dla poznańskiego rynku mieszkań używanych, tutaj ceny podniosły się o 3%.

Nowe mieszkania najbardziej rozchwytywane

Według prognoz Emmerson Evaluation, w 2017 roku poznański rynek mieszkaniowy czeka jednak stabilizacja. Zanotowana w raporcie E-VALUER INDEX 2017 dla rynku pierwotnego mediana cen transakcyjnych za 1 mkw. w stolicy Wielkopolski wynosiła w 2016 roku 5 840 zł dla rynku pierwotnego i 5109 zł dla wtórnego. Podobnie jak w wielu innych lokalizacjach, również w Poznaniu, rynek nowych mieszkań najmocniej przyciąga kupujących.  – Duży popyt jest jednak coraz skuteczniej zaspokajany przez ofertę deweloperów. W 2016 roku liczba zezwoleń na budowę wydana w Poznaniu była najwyższa spośród wszystkich analizowanych lat (począwszy od 2009 r.) i wyniosła wg danych GUS 4 166, w tym ponad 3 600 stanowiły pozwolenia na budowę uzyskane właśnie przez deweloperów. Jest to poziom zbliżony do roku 2011, kiedy to wydano 4 146 pozwoleń na budowę. Na poznańskim rynku pierwotnym możemy zatem spodziewać się w najbliższych dwóch – trzech latach  rekordowej podaży mieszkań – mówi Agnieszka Dopierała, dyrektorka poznańskiego oddziału Emmerson Evaluation. – Rosnąca podaż nowych mieszkań powinna też już w bieżącym roku ustabilizować ceny na obecnym poziomie – prognozuje Dopierała.

Gdzie najdrożej a gdzie najtaniej?

Natomiast jeśli spojrzymy na dane dotyczące dzielnic Poznania, to trend zwyżkowy dla rynku pierwotnego nie potwierdza się w przypadku Starego Miasta oraz Wildy. W przypadku Starego Miasta ceny nowych mieszkań spadły o 3%, podczas gdy ceny używanych lokali wzrosły o 2% – zauważa Agnieszka Dopierała. Podobnie na Wildzie ceny na rynku pierwotnym zmalały o 3%, a na wtórnym wręcz przeciwnie – wzrosły o 3%. Co ciekawe, praktycznie we wszystkich dzielnicach, za wyjątkiem Jeżyc, trendy cen na rynku wtórnym zyskiwały w porównaniu do rynku pierwotnego. Ponadto, Jeżyce pozostały najdroższą poznańską dzielnicą z medianą cen za 1 mkw. nowego lokalu w wysokości 6 137 zł, a używanego 5 241 zł. Najtańsze cztery kąty znajdziemy natomiast na rynku wtórnym na terenie Wildy, gdzie mediana ceny za 1 mkw. nie przekraczała 5 tysięcy zł (4 843 zł). Natomiast najniższych cen w ofercie deweloperów można szukać na terenie dzielnicy Nowe Miasto, mediana cen nowych mieszkań wyniosła tu 5 733 zł/mkw. Porównując rynek poznański np. do krakowskiego, w stolicy Wielkopolski występuje stosunkowo niewielka różnica w medianach cen pomiędzy poszczególnymi dzielnicami, zarówno na rynku pierwotnym jak i wtórnym.

nieruchomości Poznań

Wynajem dobrą inwestycją

Popularność nowych mieszkań deweloperskich to również wynik atrakcyjności inwestycji w nieruchomości pod wynajem – zwracają uwagę eksperci Emmerson Evaluation. – Do inwestycji w ten segment rynku zachęca Polaków wysoka rentowność oraz bezpieczeństwo tej formy lokowania kapitału. W przypadku rynku poznańskiego, raport E-VALUER INDEX 2017 wskazuje, że dla mieszkań niedawno zakupionych, które zostały wybudowane w latach 2014-2016, stopa zwrotu z najmu wynosi już od 4,5 do nawet 5,7%. To blisko dwa czy nawet trzy razy więcej niż można uzyskać na lokacie w banku – komentuje ekspertka Emmerson Evaluation.

[1] Mediana (tzw. wartość środkowa, dzieląca zbiór na dwie równe części) lepiej odzwierciedla informację na temat cen nieruchomości niż średnia, ponieważ na jej wynik, nie wpływają pojedyncze wartości znacznie odchylające się od większości transakcji typowych w całym zbiorze (takie jak np. zakup jednej nieruchomości luksusowej).

Szymon Piduch o debiucie Dino Polska S.A. na GPW

Największa oferta publiczna od 2013 roku i drugie największe IPO polskiej spółki prywatnej na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Wartość oferty Dino Polska S.A. wyniosła około 1,65 mld zł. Kurs spółki na zamknięciu debiutanckiej sesji wzrósł o 11,9%, a obroty sięgnęły 380 mln zł. Jest to piąty debiut na Głównym Rynku GPW w 2017 r.

– Już w pierwszej godzinie sesji kurs rósł nawet ponad 10%. Debiut Dino to ważny moment w historii naszego rozwoju i strategiczna decyzja, która wzmocni transparentność i wiarygodność Spółki – mówi newsrm.tv Szymon Piduch, prezes zarządu Dino Polska S.A.

Oferta objęła maksymalną przewidywaną liczbę akcji – 48.040.000 akcji, czyli wszystkie akcje należące do akcjonariusza sprzedającego (Polish Sigma Group S.à r.l. z siedzibą w Luksemburgu, należąca do Polish Enterprise Fund VI, zarządzanego przez Enterprise Investors). Wartość Oferty wyniosła ok. 1,65 mld zł, a kapitalizacja Spółki według Ostatecznej Ceny Akcji Oferowanych dla Inwestorów Instytucjonalnych wynosi ok. 3,4 mld zł. W Ofercie wzięły udział najważniejsze instytucje finansowe z blisko 20 krajów.

– Do końca 2020 roku chcemy mieć przynajmniej 1200 marketów. Planujemy zagęszczać naszą sieć w obszarach, w których już jesteśmy obecni, czyli w zachodniej części Polski, a także stopniowo będziemy przesuwać się z ekspansją w kierunku wschodnim oraz północnym – dodaje Szymon Piduch.

Dino to wiodący gracz w perspektywicznym i rosnącym segmencie supermarketów proximity w Polsce. W  latach 2010-2015 Dino było najszybciej rozwijającą się siecią supermarketów proximity w Polsce (pod względem średniej rocznej stopy wzrostu liczby sklepów i przychodów ze sprzedaży), a w 2015 roku drugą siecią w segmencie proximity pod względem wielkości przychodów ze sprzedaży (według raportu Rolanda Bergera z listopada 2016 r.).

Sieć obejmuje 628 sklepów (dane na 31.12.2016 r.), zlokalizowanych głównie w zachodniej części Polski, o średniej powierzchni sali sprzedaży wynoszącej ok. 400 m2. Większość sklepów jest zlokalizowana w mniejszych miejscowościach, średnich miastach oraz na peryferiach dużych miast, w lokalizacjach dogodnych dla klientów.

Model biznesowy Grupy Dino łączy zalety formatu proximity oraz umiejętność szybkiej ekspansji sieci sklepów, atrakcyjny asortyment, na który składają się przede wszystkim markowe i świeże produkty oraz konkurencyjne ceny. Sklepy oferują klientom ok. 5 tys. pozycji asortymentowych (tzw. SKU), w tym w większości produkty pod znanymi markami, w tym produkty świeże, w konkurencyjnych cenach Jednym z najważniejszych aspektów, które odróżniają Grupę Dino od sieci dyskontowych jest posiadanie stoisk mięsnych z obsługą w każdym sklepie.

Jeśli nie Francja, to na co patrzeć teraz?

Wygrana Macrona za dwa tygodnie dla inwestorów zdaje się już przesądzona, a zatem i niemal w pełni zdyskontowana. Rynki podtrzymują dobry sentyment, ale jak zwykle muszą szybko znaleźć temat zastępczy. Polityka Trumpa wysuwa się tutaj przed szereg, co może poprawić pozycję USD. Byłoby to zagrożenie dla ostatniej poprawy notowań złotego.

Poza domykaniem (teraz) bezużytecznych pozycji zabezpieczających przed ryzykiem powyborczego szoku, reszta poniedziałkowego handlu na rynkach europejskich przebiegła bez większych emocji. Indeksy akcji pozostały wysoko, ale pierwsza „euforia” nie powinna mieć dalszej kontynuacji, gdyż wynik pierwszej tury francuskich wyborów mimo wszystko jest bliski generalnym oczekiwaniom inwestorów. Przewaga Macrona nad Le Pen w sondażach przed drugą turą wynosi ok. 60:40, co w tym momencie daje uczestnikom rynku przekonanie, że najgorsze (z ich punktu widzenia) nie nastąpi. Na rynku długu rentowności rosły, bo inwestorzy pozbywali się kupionych na wszelki wypadek obligacji. Różnica w rentownościach między 10-letnimi obligacjami skarbowymi Francji i Niemiec spadła wczoraj o 18 pb i jest na poziomach ze stycznia, co oznacza wyraźny spadek wyceny ryzyka. Na rynku walutowym jednomiesięczna zmienność implikowana EUR/USD (miara strachu rynku przed gwałtownym skokiem kursu) wymazała cały silny wzrost sprzed dwóch tygodni, kiedy swoim zasięgiem (1 miesiąc) „zagarniała” druga turę wyborów. Zatem rynek nie widzi podstaw, by obawiać się wyników po 7 maja, widząc Macrona już jedną nogą w gabinecie prezydenta Francji. Nawet wczorajsze zapowiedzi Le Pen, że rezygnuje z przewodnictwa we Froncie Narodowym, by zaskarbić sobie więcej eurosceptycznych wyborców Melenchona i Fillona nie robi na nikim wrażenia (EUR/USD nie zareagował). A jeśli tak, to wydarzenie jest już niemal w całości zdyskontowane i rynek może szukać nowego tematu.

EUR/USD niewiele sobie poczynił po kolejnym solidnym odczycie indeksu Ifo z Niemiec, jakby rynek nie miał przekonania do dalszych wzrostów. Bez wątpienia czwartkowe posiedzenie ECB jest czynnikiem ryzyka dla euro i naszym zdaniem ktoś, kto liczy na jastrzębie wzmianki, może się rozczarować. Ale z drugiej strony inwestorzy nie mają jeszcze solidnego punktu zaczepienia, by w ciemno przejść na stronę kupowania dolara. Rentowności 10-latek USA nie zdołały wczoraj utrzymać się ponad 2,30 proc., a regionalne wskaźniki koniunktury pokazują, że optymizm przedsiębiorców słabnie i będzie rzutować na odczyty ISM w przyszłym tygodniu. Obraz może odmienić się jutro, kiedy administracja Trumpa ma przedstawić plan reformy podatkowej. W ostatnich tygodniach rynek wyzerował oczekiwania w stosunku do polityki Trumpa, więc każdy sygnał wzmocnienia ożywienia ekspansja fiskalną może być pozytywny dla USD. Według Wall Street Journal Trump chce obniżyć podatek dla przedsiębiorstw z 35 proc. do 15 proc. Dodatkowo Kongresowi może się udać uniknąć zamrożenia prac administracji publicznej i przed sobotą uzgodnić podwyższenie limitu zadłużenia, gdyż Republikanie są gotowi odroczyć do końca roku poszukiwanie środków na budowę muru na granicy z Meksykiem (główny powód sporu). USD może w tym tygodniu znaleźć siłę do odbicia.

Wskazywany wczoraj krótkoterminowy cel na 4,23 został osiągnięty już w poniedziałek, co pokazuje, że rynek preferuje handel w dotychczasowym korytarzu wahań. Dalsza aprecjacja złotego będzie warunkowana zachowaniem EUR/USD, gdyż wygaszanie poniedziałkowych wzrostów będzie wywierać presję na USD/PLN, co będzie miało przeważającą siłę na rynku EUR/PLN. Osobiście widzę duże ryzyko takiego scenariusza i ostrożnie podchodzę do szans testu 4,22 za euro.

Kalendarz we wtorek zawiera drugorzędne dane. Indeksy cen domów z USA powinny przejść bez echa, a spadek indeksu zaufania konsumentów jest oczekiwany jako odejście od 17-letniego szczytu. W nocy poznamy kwartalny odczyt inflacji z Australii, gdzie oczekiwania są ustawione wysoko na 2,2 proc. r/r po 1,5 proc. w IV kw. Jednak słaba presja płacowa utrzymuje nisko inflację bazową (prog. 1,8 proc.) i wątpliwe, aby nawet pozytywne zaskoczenia w najbliższym odczycie mogły prędko zmienić nastawienie RBA. AUD może mieć problemy na utrzymaniem pozytywnej reakcji na dane.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Optymizm na giełdach

Wynik niedzielnych wyborów we Francji usatysfakcjonował uczestników rynku. W konsekwencji umocnieniu uległa pozycja euro. Zyskiwały też na sile indeksy giełdowe, w tym WIG20.

Wygrana „centrowego” Emmanuela Macrona, a przede wszystkim przekazanie mu swojego poparcia przez Fillona, wlały na europejskie rynki optymizm. Inwestorzy lubią bowiem spokój i stabilizację, a obietnice zmian i poprawy sytuacji Francji Marine Le Pen postrzegane są jako obarczone ryzykiem destabilizacji. Handel rozpoczął się więc od dużych wzrostów na euro. Podobnie było z indeksem WIG20, który rozpoczął handel luką otwarcia, i tak też zakończył dzień. Analogicznie przedstawiał się później wykres notowań indeksu SP500 z USA.

W cieniu wydarzeń na rynku walutowym i giełdowym taniała ropa. Ceny tego surowca zakończyły dzień na minusie. Inwestorzy nie mają pewności czy OPEC zdecyduje się przedłużyć okres ograniczenia wydobycia tego surowca. Danych makroekonomicznych było wczoraj niewiele. Podobnie będzie również i dzisiaj. Dużo lepiej będzie pod tym względem dopiero w czwartek, kiedy to swoje posiedzenia zakończą Bank Japonii oraz Europejski Bank Centralny.

SP50025042017r

Wczorajsze zmiany na giełdach w USA mogą napawać optymizmem. Indeks SP500 wyszedł ponad linię spadkową. Równocześnie wskaźnik RSI powrócił ponad poziom 50. Teoretycznie droga na 2450 jest teraz otwarta. Wszystko zależy od tego, czy w najbliższych dniach uda się utrzymać optymizm z wczoraj. Jeśli nie dojdzie do odwrotu, byki staną przed dużą szansą na zyski. Wsparcie mamy na 2350 a następnie 2300.

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Firmy na świecie najbardziej obawiają się utraty reputacji

Najnowszy globalny raport Aon „Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami 2017”, który powstał na bazie wyników badania przeprowadzonego w 1843 firmach na całym świecie, w tym m.in. w Polsce, pokazuje, że sytuacja ekonomiczna, demograficzna oraz geopolityczna, jak również postęp technologiczny całkowicie zmieniają rzeczywistość, w której funkcjonują firmy.

Z danych dostarczonych przez badane firmy wynika, że kilka ryzyk zyskało w ciągu ostatniego roku na znaczeniu: rosnąca konkurencja, przestępczość internetowa oraz ryzyka polityczne. Jednocześnie są ryzyka, które mają słabszą pozycję niż przed rokiem: zmiany regulacji prawnych, niezdolność do przyciągania i zatrzymywania talentów, przerwa w prowadzeniu działalności oraz odpowiedzialność cywilna. Niniejszy raport pokazuje, że gotowość firm do stawienia czoła ryzykom jest najniższa od 10 lat.

Najistotniejsze ryzyka w opinii przedsiębiorców (TOP 10 globalnie):

  1. Utrata reputacji/wizerunku
  2. Spowolnienie gospodarcze
  3. Rosnąca konkurencja
  4. Zmiany regulacji prawnych
  5. Przestępczość internetowa/ hakerzy/ wirusy
  6. Niezdolność do opracowywania i wdrażania innowacji
  7. Niezdolność do przyciągania i zatrzymywania talentów
  8. Przerwa w prowadzeniu działalności
  9. Niestabilność polityczna
  10. Odpowiedzialność cywilna (włączając OC zawodowe)

Głównie wnioski:

  • Przyczyną wysokiej pozycji ryzyka utraty reputacji marki jest popularyzacja mediów społecznościowych
  • Niepewna sytuacja polityczna na świecie spowodowała, że ryzyka polityczne powróciły na listę TOP 10 najważniejszych ryzyk dla przedsiębiorców
  • Ostrożny optymizm charakteryzujący dużą część zarządzających spowodował, że ekonomiczne spowolnienie znalazło się na 2 miejscu listy TOP 10 ryzyk
  • Rosnąca konkurencja, która znalazła się na 3 miejscu najważniejszych ryzyk, to wyzwanie dla menadżerów, którzy muszą na bieżąco weryfikować, w jakiej branży i z jakimi firmami konkurują
  • Istotnie wzrosło znaczenie przestępczości internetowej, która z miejsca dziewiątego przesunęła się na miejsce piąte
  • Zakłócenia w procesie dystrybucji lub łańcuchu dostaw znalazły się na najniższym miejscu od 2009 roku, spadając z miejsca 14 na 19

Utrata reputacji marki jest na szczycie listy najważniejszych ryzyk w oczach przedsiębiorców. O ile jednak dotychczas wiązała się ona wyłącznie z takimi aspektami jak wadliwość produktów, nieuczciwe praktyki biznesowe czy korupcja, o tyle teraz jest wzmocniona przez popularyzację social mediów. Do ryzyka utraty reputacji coraz trudniej jest się przygotować i tym samym trudniej je załagodzić.

Ryzyka polityczne, które wcześniej plasowały się na 15-tej pozycji wkroczyły do listy 10 najistotniejszych ryzyk jako numer 9. W tym samym czasie gotowość do stawienia czoła ryzykom spadła z 39 procent w 2015 roku do 27 procent obecnie. Należy podkreślić, że kraje rozwinięte, dotychczas kojarzone z polityczną stabilnością, stały się nowym źródłem niestabilności oraz niepewności. To rodzi niepokój w świecie biznesu, szczególnie w tych przedsiębiorstwach, które działają na rynkach wschodzących. Dodatkowo, zgodnie z najnowszą Mapą Ryzyk Aon 2017, która uwzględnia ryzyka polityczne, terroryzm oraz przemoc polityczną, wzrastają tendencje protekcjonistyczne w handlu, a terroryzm i przemoc polityczna są na najwyższym poziomie od 2013 roku.

Dominika Kozakiewicz, CEO w Aon Polska komentuje: Żyjemy w dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości. Z jednej strony pojawiają się nowe możliwości, z drugiej zaś intensyfikują się ryzyka, którymi trzeba odpowiednio zarządzać. Co ważne, ta zmieniająca się rzeczywistość niejako wymusza inne podejście do ryzyk, spojrzenie na nie z różnych perspektyw właśnie po to, by móc im jako organizacja stawić czoła. Z globalnego raportu Aon wynika, że stopień przygotowania firm do stawienia czoła ryzykom jest najniższy od 10 lat. Przyczyny tej sytuacji można szukać w pojawieniu się nowych ryzyk, do zarządzania którymi nie zostały jeszcze wypracowane narzędzia.

Bardzo ważnym ryzykiem wschodzącym jest rewolucja technologiczna, którą w tym roku uczestnicy badania uplasowali na 20-tym miejscu, a która, zgodnie z przewidywaniami, już za trzy lata znajdzie się w pierwszej dziesiątce największych ryzyk. Wraz z niezwykle dynamicznym rozwojem nowych technologii, o czym świadczą np. drony, samochody bez kierowców, zaawansowana robotyka, przedsiębiorstwa zdają sobie sprawę z wpływu, jaki te technologie mają lub będą miały na działalność biznesową.

Informacja na temat badania

Badanie zostało przeprowadzone w czwartym kwartale 2016 roku na podstawie wypowiedzi 1843 respondentów – publicznych i prywatnych firm z całego świata. To największe badanie od czasu powstania tego raportu i jedno z najbardziej wszechstronnych tego rodzaju. Pełen raport można pobrać ze strony: www.aon.com/2017GlobalRisk.

Raport poświęcony rynkowi polskiemu, który powstanie na bazie 239 odpowiedzi z polskich firm, będzie dostępny we wrześniu 2017 roku.

Kurs funta i dolara – komentarz 25.04.2017

Mnogość wydarzeń politycznych oraz publikacja ratingu dla Polski przez agencję Standard&Pool’s doprowadziła do sporych zmian na złotym w szczególności w stosunku do dolara i funta.

Inwestorów mogło zaskoczyć znaczne umocnienie się złotówki wobec dolara. Mając na uwadze fakt, iż jeszcze w zeszłym tygodniu za dolara było trzeba zapłacić ponad 4 złote i analitycy uważali, że jest to okazja do zakupu, to przy kursie 10 groszy niższym, to wręcz znaczna przecena, by nie powiedzieć, że promocja.

Kurs dolara USDPLN W1

Kurs dolara USDPLN W1 wykresAnalizując USDPLN w bardzo szerokim tygodniowym interwale, można zauważyć stałą tendencję i powtarzalność. Obecnie kurs zbliża się do linii trendowej poprowadzonej po dołkach z sierpnia 2015, marca oraz sierpnia 2016. Jest to bardzo istotne wsparcie, gdyż cena już 3-kronie silnie reagowała na test linii trendowej. Dodatkowo każdy kolejny test odbywał się pomiędzy głębokimi mierzeniami Fibo 78,6% – 88,6% poprzedzających impulsów wzrostowych. Obecnie przez wspomnianą strefę przebiega linia trendowa, co dodatkowo pozwala zakładać, że można się spodziewać wyrysowanie nowych lokalnych dołków i zaksięgowanie poziomu w okolicach 3,85. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż każdy test linii trendowej odwracał trend ze spadkowego na wzrostowy na kilka miesięcy, a zakres wzrostów był spory, pomiędzy 42 – 52 grosze. Zakładamy, że cały scenariusz może się powtórzyć już niebawem, a zakres wzrostów może być większy niż dotychczasowe.

Kurs dolara USDPLN H4

Kurs dolara USDPLN H4 wykresNa mniejszym interwale mamy bardzo ciekawą sytuację. Silne spadki doprowadziły do testu poziomu dołków z 28 marca przy 3,8930. Jest to silny poziom wsparcia i mocna strefa popytowa. Cena zareagowała wzrostami, jednak popyt nie miał siły kontynuować wzrosty, dlatego też bardziej prawdopodobne są dalsze spadki. Zakres tych spadków wyznaczamy za pomocą zewnętrznego mierzenia Fibo, mierząc ostatni impuls wzrostowy i wyznaczamy mierzenie 161,8%. Poziom ten wypada poniżej linii trendowej i poziomu strefy statystycznego odwrócenia trendu (z analizy wykresu W1) jednakże nie zapominajmy, że poziom ten może zostać zaksięgowany cieniem na dużej dynamice. W przypadku wzrostów opór wyznaczyliśmy za pomocą wewnętrznego mierzenia Fibo, gdzie równość impulsów wypada na poziomie 4,0150. Jest to ponadto poziom lokalnych szczytów i z dużym prawdopodobieństwem, podaż będzie broniła ten poziom.

Kurs funta GBPPLN

Kurs funta GBPPLN wykresDo bardzo dużej korekty doszło także na funcie. Końcem tygodnia wyrysowywaliśmy lokalne szczyty powyżej 5,10, a obecnie popyt próbuje trwale wybić poziom 5 zł. Po gwałtownych spadkach cena zareagowała na poziom wsparcia przy 4,99, jednak brak silnej reakcji nakazuje zakładać dalsze spadki do poziomu 4,96 gdzie mamy silny poziom wsparcia, który działał już kilkukrotnie. Wyłamanie tego wsparcia otworzy drogę do przetestowania 4,86. Naszym zdaniem taki test jest jednak mało prawdopodobny, chociażby z punktu widzenia teorii fal Eliota. W przypadku wzrostów oporem pozostają lokalne szczyty przy 5,12.

Komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia MF z 19 października 2005 roku. Został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

Andrzej Sadowski: W Polsce należy powszechnie wprowadzić emerytury obywatelskie

Prezydent Centrum im. Adama Smitha przewiduje, że przyszłe emerytury będą takie same dla wszystkich obywateli. Kosztowny system informatyczny, liczący zabierane nam pieniądze, których nie ma na naszych kontach nie generowałby już niepotrzebnych wydatków. Seniorzy otrzymywaliby świadczenia na podstawie spisów wyborców.

W ocenie eksperta, nieważne jest to, jaki mamy rodzaj umowy z pracodawcą i czy w ogóle posiadamy stałe zatrudnienie, bo i tak nasza praca tworzy dobrobyt w kraju. Dlatego, zdaniem członka Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, najprostszy i najsprawiedliwszy system emerytalny, polega na tym, że każdy obywatel danego kraju, od określonego wieku, otrzymuje jednakowe, podstawowe świadczenie. Za to, co gwarantuje mu państwo, oczywiście nie spełni swoich marzeń, np. o egzotycznych podróżach, ale będzie miał poczucie życiowego bezpieczeństwa. Wyższy standard życia w wieku senioralnym zależałby wyłącznie od życiowej aktywności samego zainteresowanego.

– Emerytura obywatelska byłaby dla Polaków znacznie pewniejszym rozwiązaniem od tego, jakie aktualnie obowiązuje. Zamiast inwestować w skomplikowany i drogi w użytkowaniu system informatyczny, który liczy, zmienianą decyzjami polityków, wysokość świadczenia dla każdego, można by było wypłacać środki na podstawie spisów wyborców. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze trafiłyby na emerytury dla wszystkich seniorów. Właśnie dlatego, w mojej opinii, ten model jest najlepszy z możliwych – mówi Andrzej Sadowski.

Ekonomista przypomina, że w naszym kraju jest kilka grup zawodowych, które już od wielu lat otrzymują emerytury, bez pobierania od nich jakichkolwiek składek. Świadczenia dla sędziów, prokuratorów czy też wojskowych są finansowane bezpośrednio z budżetu państwa, z tą różnicą wobec emerytury obywatelskiej, że nie są one w tej samej wysokości. Tymczasem, proponowane rozwiązanie polegałoby na zagwarantowaniu wszystkim Polakom dokładnie identycznych emerytur finansowanych z budżetu państwa.

– Uważam, że w Polsce, podobnie jak np. w Nowej Zelandii, można wdrożyć model emerytury obywatelskiej. Tam nie ma tzw. składek emerytalnych czy zdrowotnych, obciążających wynagrodzenie pracownika. Świadczenia finansuje się z innych tytułów, niż podatek od pracy, dla zmylenia nazwany składką ZUS, która w naszym kraju jest natychmiast przeznaczana na wypłatę bieżących emerytur. I nic nie jest odkładane na naszych indywidualnych kontach. Dlatego, moim zdaniem, rozwiązanie Nowozelandczyków jest nie tylko prostsze w realizacji, ale też uczciwsze wobec obywateli – zapewnia Andrzej Sadowski.

Jak podsumowuje ekspert, wprowadzenie emerytury obywatelskiej staje się koniecznością wobec narastającego niedostatku pieniędzy na świadczenia dla Polaków. Jego zdaniem, jedyne wręcz, co w obecnej sytuacji można zrobić, to wprowadzić emeryturę obywatelską dla osób nowo wchodzących na rynek pracy, aby miały one zagwarantowane przyszłe świadczenia. Andrzej Sadowski twierdzi też, że w momencie, gdy już całkiem zabraknie środków na świadczenia dla obywateli, emerytura obywatelska stanie się nieuniknionym rozwiązaniem. Wdrażając ten system, należy jednak uczciwie powiedzieć młodym ludziom, że o wyższy standard życia w wieku senioralnym, np. za 50 lat, będą musieli zadbać indywidualnie. Żaden rząd nie zrobi tego lepiej od nich.

Shumee ma nowy pomysł na media społecznościowe i chce rywalizować z Facebookiem

Shumee ma nowy pomysł na media społecznościowe i chce rywalizować z Facebookiem 1

W ciągu ostatnich kilku lat rynek social mediów nie odnotował żadnych spektakularnych zmian, w postaci pojawienia się nowych usług czy nowych graczy. Polska firma Shumee chce wejść w ten zabetonowany układ i udowodnić, że istnieją jeszcze na nim pewne wyraźne nisze, związane z sondowaniem opinii. Plany rozwojowe platformy zakładają przekroczenie 1 mln użytkowników w zaledwie 2 lata.  

Twórcy różnego rodzaju platform, szukający swojego miejsca na tym rynku poprzez oferowanie unikalnych funkcjonalności lub adresujący swoje projekty w ściśle określone nisze, próbują odpowiedzieć na pytanie, czy na rynku od lat zdominowanym przez Facebooka, Twittera czy Instagram jest jeszcze miejsce na kolejne medium społecznościowe.

Shumee służy do głosowania, sondowania opinii, wyrażania siebie. Jesteśmy typową platformą społecznościową, swego rodzaju kawiarnią, w której chcemy, żeby ludzie dyskutowali, głosowali, pomagali sobie w podejmowaniu małych i dużych decyzji – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Szymon Midera, prezes zarządu firmy Shumee.

Serwis wyróżnia się bardzo prostą koncepcją opartą na zerojedynkowym podejmowaniu decyzji, rekomendowaniu sobie miejsc, wydarzeń i produktów jedynie za pomocą „plusa” i „minusa”.

Nikt dotąd nie zaproponował tak prostego modelu głosowania, tym się rzeczywiście wyróżniamy. Mamy proste algorytmy, nie zamykamy użytkownika w bańce informacyjnej, pokazujemy mu inny punkt widzenia. Poprzez przycisk czerwony, który jest na „nie” pokazujemy mu ludzi, którzy myślą inaczej. To są te elementy, którymi chcemy się wyróżnić – przekonuje Szymon Midera.

Choć to dopiero początki – platforma ruszyła zaledwie kilkanaście dni temu, już teraz Shumee cieszy się dużym zainteresowaniem. Ponad 50 tys. wiadomości za pośrednictwem mediów społecznościowych i w chwili obecnej 2 tys. aktywnych użytkowników. Ale to jeszcze nic, prezes zarządu prognozuje, że w przeciągu roku z platformy będzie korzystało 300 000 osób, a po dwóch latach blisko 1 mln użytkowników. Polski rynek ma pełnić rolę pilotażową, ma być trampoliną, która pozwoli Shumee zaistnieć w przyszłości również zagranicą.

Zaczynamy, jesteśmy dobrej myśli. Tu i teraz polski rynek jest dla nas najważniejszy, natomiast chcemy go docelowo traktować jako rynek pilotażowy i wchodzić również na rynki zagraniczne. Shumee jest dostępne jako dwie aplikacje w dwóch systemach w języku angielskim. Otworzyliśmy się na inne kraje, ale chcemy jeszcze poczekać, ustabilizować projekt od strony technologicznej, biznesowej i zacząć komunikację w Wielkiej Brytanii – mówi Szymon Midera.

Jak przekonuje prezes zarządu firmy Shumee, platforma potrzebuje ok. 24 miesięcy, by projekt stał się w pełni rentowny i nie trzeba było do niego dokładać.

Tu nie ma cudów, nie możemy liczyć na to, że z dnia na dzień staniemy się rentownym biznesem. Duże platformy społecznościowe, te największe, cały czas walczą z rentownością. Jeżeli chodzi o zainwestowany kapitał mogę powiedzieć tylko tyle, że poszliśmy ścieżką, która jest dla nas trudniejsza, dobraliśmy sobie partnerów, z którymi pracujemy na co dzień, wymaga to ogromnego zaangażowania. Nie zdecydowaliśmy się na taki korporacyjny model, gdzie outsourcuje się pewne rzeczy na zewnątrz, więc zainwestowaliśmy mniej środków, ale po naszej stronie jest więcej pracy – komentuje Szymon Midera.

Nowe projekty udowadniają, że rynek social mediów nie jest jeszcze kompletnie zabetonowany i wciąż można dołożyć do niego swoją cegiełkę. Przede wszystkim wystarczy dobry pomysł. Shumee będzie się cały czas rozwijać i według zamysłu twórców już wkrótce może stać się dobrą platformą do kupna i sprzedaży rzeczy używanych.

Chcemy znaleźć dla siebie swoją niszę, swoich fanów i użytkowników, ludzi, którzy chcą głosować, chcą widzieć, sondować opinie znajomych. Ludzi, których obserwują i będą w stanie w kolejnym kroku razem z nami sprzedawać swoje używane rzeczy. Chcemy, by Shumee stało się typowym second handem. Chcemy zaproponować bardzo prosty model sprzedawania rzeczy używanych przez internet, chcemy pokazać, że to może być banalnie proste, tak jak wysłanie posta w mediach społecznościowych – twierdzi Szymon Midera.

Jak twierdzi prezes zarządu Shumee, około 80 proc. osób konsultuje się ze znajomymi przed zrobieniem zakupów. Właśnie z tego powodu nowa platforma społecznościowa do sondowania opinii ma okazać się strzałem w dziesiątkę.

Ta rekomendacja jest najważniejszym elementem, który decyduje o decyzji zakupowej. Jest dużo ważniejsza niż prosta informacja marketingowa, więc idziemy zgodnie z trendem. Wykorzystujemy ten model komunikacji bezpośredniej – human to human. Myślę, że możemy być spokojni, po tych kilku dniach mamy blisko 2 tys. użytkowników i kilkanaście tysięcy głosów oddanych na różnego rodzaju treści – podsumowuje Szymon Midera.

Przez grę do wydajniejszej pracy. Gamifikacja dobrym sposobem na zwiększenie zaangażowania pracowników

Przez grę do wydajniejszej pracy. Gamifikacja dobrym sposobem na zwiększenie zaangażowania pracowników 2

Gamifikacja, zwana też grywalizacją, polega na użyciu mechanizmów z gier w innych dziedzinach życia. Chodzi o mobilizację do działania, na przykład poprzez zwiększenie zaangażowanie pracowników w wykonywane przez nich zadania. Według prognoz globalny rynek gamifikacji już w najbliższej przyszłości czeka niezwykle dynamiczny wzrost.

Gamifikacja staje się coraz bardziej popularną i efektywną metodą motywacji pracowników. Branżą, która korzysta z niej najczęściej, są agencje typu call center. Kluczowe znaczenie dla biznesu odgrywa sposób jej wdrożenia, jak również dobre zaprojektowanie gry, bo jak twierdzą eksperci, to sposób wdrożenia stanowi w tej działce największe wyzwanie. Co ciekawe branżą, która korzysta z grywalizacji najczęściej, są agencje typu call center.

Moim zdaniem technologia ma tutaj trochę drugorzędne znaczenie. Jak porównuję wyzwanie technologiczne naszych innych produktów, czyli wielokanałowego contact center do grywalizacji, to poziom wyzwania technologicznego po stronie tego pierwszego jest zdecydowanie większy. Jeżeli chodzi o samą rywalizację, to o wiele większe znaczenie ma sposób wdrożenia i dobre zaprojektowanie gry  mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Aleksander Wierciński, Prezes Zarządu firmy Cludo.

Gamifikację do obiegu wprowadził w 2002 roku brytyjski programista gier Nick Pelling, choć warto zaznaczyć, że samo pojęcie zostało upowszechnione dopiero kilka lat później wraz z rozwojem technologii i Internetu. Obecnie metoda ta staje się coraz bardziej popularna, a co ważniejsze – przynosi dobre rezultaty.  

– Przy każdym wdrożeniu patrzymy na wyniki i widzimy procentowo niewielkie wzrosty, choć warto zaznaczyć, że w perspektywie contact center, zmniejszając o 1/4 liczbę konsultantów i zwiększając ich zaangażowanie oraz poprawiając o 5 proc. sam serwis, otrzymujemy naprawdę duże cyfry   twierdzi Aleksander Wierciński.

W 2013 roku rynek usług związanych z gemifikacją wyceniany był na około 500 mln dolarów, natomiast w tym roku osiągnął już wartość 2 mld dolarów. Według prognoz prawdziwy skok dopiero się jednak rozpoczyna, bo do 2020 roku wartość takich usług ma przekroczyć 11 mld dolarów. To efekt tego, że rynek zintensyfikuje swoją walkę o wydajność i zaangażowanie pracownika.

  Wszyscy zaczynają inwestować w gamifikację, bo zdają sobie sprawę, że wchodzimy w okres, kiedy o pracownika będzie coraz ciężej, bo ten pracownik będzie specyficzny – przyzwyczajony do gier, bardzo częstego zwrotu informacyjnego, jak również do natychmiastowej gratyfikacji. Nie będzie czekał dwóch lat, aż go ktoś poklepie po plecach i da lepsze stanowisko. On musi wiedzieć, jak mu idzie już  dzisiaj. On musi być zaangażowany w swój zespół i musi wiedzieć, że mu pomaga. Właśnie do tego służy gamifikacja – mówi Aleksander Wierciński.

Jak podkreśla Prezes Zarządu firmy Cludo, równie istotnym aspektem jest stworzenie strategii gry, która pozwoli zrozumieć procesy wewnątrz biur typu call center i contact center.

  Samo stworzenie strategii gry spowoduje, że jako zarządzający contact center dostaniemy o wiele dokładniejszą informację na temat tego, gdzie są nasi konsultanci i co powinniśmy poprawić   dodaje Aleksander Wierciński.

Mimo że gamifikacja jest bardzo perspektywiczną metodą zwiększania efektywności wśród pracowników, to ma także swoje ciemniejsze strony.

Czy mamy się obawiać gamifikacji? Wydaje mi się, że w o wiele większym stopniu możemy obawiać się złej i niejasnej struktury, z informacją zwrotną do konsultantów, gdzie oni mogą czuć się po prostu zagubieni. Oczywiście, możemy też popełnić błędy w gamifikacji i np. postawić za bardzo na rywalizację. Czyli np. wdrożyć za dużo gier o sumie zerowej, bo to jest pewna strategia. I w ten sposób premiujemy osoby w contact center, które są nastawione na rywalizację, a nie na współpracę. Ale to jest błąd, który da się wykryć i poprawić   podsumowuje Aleksander Wierciński.

Inteligentne miasta dobrą perspektywą dla polskiego rynku. Nowe technologie przyjmą się w Polsce szybciej niż na Zachodzie Europy

Inteligentne miasta dobrą perspektywą dla polskiego rynku. Nowe technologie przyjmą się w Polsce szybciej niż na Zachodzie Europy 3

Smart city to koncepcja inteligentnego miasta, które jest bardziej energooszczędne i przyjazne środowisku, a równocześnie tańsze w utrzymaniu. Dzięki nowym technologiom polskie metropolie mają szansę rozwijać się szybciej niż miasta w krajach Europy Zachodniej.

Specjaliści twierdzą, że Polska idealnie nadaje się do realizacji projektu SmartCity, ponieważ najnowocześniejsze technologie zaadaptują się w naszym kraju znacznie szybciej niż w rozwiniętych krajach.

– W państwach takich jak Francja czy Niemcy najnowsze zdobycze technologii są już dostępne, więc te rynki niechętnie patrzą na tego typu nowinki. Tymczasem Polska czy Rumunia nie mają najnowocześniejszych technologii i aplikacji, więc są otwarte na nowości i chętnie przechodzą do kolejnych faz rozwoju. Dlatego technologie inteligentnego miasta mogą się przyjąć w Polsce szybciej niż na Zachodzie Europy – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Balaji Renukumar, dyrektor generalny firmy Sensfix.

Opóźnienie we wdrażaniu nowych rozwiązań technologicznych w Polsce sprawia, że choć sukcesywnie wprowadza się nowe technologie, to na tym tle wciąż można sporo poprawić.

– Przede wszystkim powinniście postawić na inteligentny transport – bardziej energooszczędny, przyjazny środowisku, szybszy, a równocześnie tańszy dla miasta. W polskich miastach przydałby się również inteligentny system oświetlenia. Dziś na ulicach marnuje się mnóstwo energii, czemu mógłby zapobiec scentralizowany system czujników łączących się w ramach internetu rzeczy – radzi Balaji Renukumar.

Jak wynika z raportu przygotowanego przez firmę doradczą PwC „World in 2050”, do 2030 roku PKB Polski wzrośnie z 813 mld do 1415 mld dolarów. Również magazyn „The Economist” niedawno napisał o Polsce, że „jest w znakomitej formie i szybko się rozwija”. Jak podkreślają eksperci, gospodarka wolnorynkowa w Polsce już dojrzała i nasz kraj jest dzięki temu bardziej otwarty na innowacyjne rozwiązania.

– Jestem pierwszy raz w Warszawie i moim zdaniem ma ona bardzo porządną infrastrukturę. Polska to także jedna z najszybciej rozwijających się gospodarek w regionie Europy Środkowowschodniej. Miałem wczoraj kilka spotkań z udziałem przedstawicieli Rady Miasta i widzę, że są oni otwarci na nowe pomysły. Myślę, że Warszawa może przyswoić nowe technologie bardzo szybko – ocenia Balaji Renukumar.

Do niedawna wprowadzanie nowych technologii wiązało się z olbrzymimi kosztami, jednak od kilku lat sytuacja dynamicznie się zmienia.

– W ostatnich kilku latach koszty tworzenia oprogramowania spadały bardzo szybko, podobnie jak koszty przesyłania danych poprzez LTE, 4G czy moduły Wi-Fi. Ogółem koszty obliczeniowe się obniżyły. Dzięki internetowi rzeczy tworzenie nowych aplikacji i oprogramowania również staje się tańsze niż jeszcze trzy czy pięć lat temu – mówi Balaji Renukumar.

Co istotne, w dzisiejszych czasach dla nowych start-upów inwestorzy stali się łatwiej dostępni, co oznacza, że obecnie dużo prościej nawiązać kontakty biznesowe i rozwinąć swoją działalność.

– W porównaniu z okresem sprzed 10 lat start-upom dużo łatwiej jest pozyskać nowych inwestorów i rozwinąć działalność. Wystarczy wspomnieć wszystkie te spektakularne sukcesy, takie jak Uber czy Airbnb, które stały się firmami wartymi miliardy dolarów w ciągu 2 do 5 lat. Dwadzieścia lat temu raczej nie byłoby to możliwe. Teraz start-upom jest znacznie łatwiej, jeżeli mają dobry pomysł i siatkę kontaktów. Dziś bowiem każdy szuka możliwości inwestycyjnych – podsumowuje Balaji Renukumar.

W tym kontekście tworzenie w Polsce nowych start-upów technologicznych działających w ramach szeroko rozumianego tematu inteligentnego miasta wydaje się dobrym rozwiązaniem.

Ochrona infrastruktury krytycznej w Polsce jest stale ulepszana. Rosnące zagrożenia terrorystyczne i zmieniające się otoczenie geopolityczne bardzo ważne dla rozwoju zabezpieczeń

Ochrona infrastruktury krytycznej w Polsce jest stale ulepszana. Rosnące zagrożenia terrorystyczne i zmieniające się otoczenie geopolityczne bardzo ważne dla rozwoju zabezpieczeń 4

Zmieniająca się sytuacja geopolityczna i wzrastające zagrożenie terrorystyczne to czynniki, które mają obecnie kluczowy wpływ na rozwój zabezpieczeń infrastruktury krytycznej wykorzystujących coraz bardziej zaawansowane technologie. Zadaniem infrastruktury krytycznej jest zapewnienie niezbędnych zasobów mających podstawowe znaczenie dla funkcjonowania społeczeństwa i gospodarki.

– Infrastruktura krytyczna to obiekty o znaczeniu strategicznym dla funkcjonowania państwa i ludności. Musimy pamiętać o tym, że w tych instytucjach stosowane są rozwiązania najwyższej klasy. O poziomie zabezpieczenia dającym możliwość zapewnienia niezbędnych zasobów mających podstawowe znaczenie dla funkcjonowania ludności – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Palewicz, Business Unit Manager firmy Assa Abloy.

W ostatnim czasie trendy w zabezpieczeniach sukcesywnie się zmieniają ze względu na dostępność nowych technologii. Przede wszystkim coraz częściej wykorzystywane są zabezpieczenia elektroniczne.

– Do niedawna stawiono na zabezpieczenia mechaniczne: solidne kraty, potężne bramy i drzwi trudne do sforsowania. W tym momencie wszędobylska elektronika powoduje, że do tych systemów dokładana jest pewnego rodzaju elastyczność – komentuje Piotr Palewicz.

Jak podkreśla menadżer z firmy Assa Abloy, często osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo w obiektach strategicznych wybierają rozwiązania elektroniczne, takie jak chociażby nadzór telewizji przemysłowej, poprzez weryfikację kontroli wejść elektronicznych. Niestety, czasem i ona bywa zawodna, bowiem wszystko zależy od czasu reakcji odpowiednich służb.

– Bardzo istotnym parametrem w ochronie obiektów infrastruktury krytycznej jest czas reakcji służb, które będą odpowiadały na zdarzenia, niezależnie od tego, czy to włamanie, czy atak terrorystyczny. To powoduje, że idziemy w stronę rozwiązań, które łączą zagadnienia solidnej mechaniki z elastycznością – twierdzi Piotr Palewicz.

Do infrastruktury krytycznej zaliczają się przede wszystkim obiekty telekomunikacyjne oraz dostarczające wodę, gaz i prąd. To również wszelkie struktury komunikacyjne zajmujące się transportem. Każda taka branża wymaga nieco innych zabezpieczeń, lecz warto zaznaczyć, że największym wspólnym zagrożeniem jest często niepowołana osoba, która ma do nich dostęp.

– Każdy system jest projektowany na potrzeby konkretnej branży z tego względu, że musimy mieć uwzględnioną strukturę funkcjonowania danego przedsiębiorstwa. System bezpieczeństwa, który proponujemy, nie może utrudniać funkcjonowania. Ma za to dodawać funkcje kontroli bezpieczeństwa przy zachowaniu właściwej struktury – mówi Piotr Palewicz.

Ochrona infrastruktury krytycznej w Polsce jest stale ulepszana, głównie z powodu zmieniającej się sytuacji geopolitycznej, a także zwiększającego się zagrożenia terrorystycznego.

– Rozwiązania stosowane w infrastrukturze krytycznej są najczęściej z najwyższej półki, co oznacza, że mają bardzo wysoki poziom zabezpieczenia. W porównaniu do rozwiązań komercyjnych są zarówno lepszej jakości, jak i dużo droższe – podsumowuje Piotr Palewicz.

Inwestycje w młode, innowacyjne firmy dają zarobić funduszom venture capital nawet kilkaset procent

Inwestycje w młode, innowacyjne firmy dają zarobić funduszom venture capital nawet kilkaset procent 5

Współpraca z funduszami venture capital to dla innowacyjnych start-upów szansa na szybki rozwój. Dzięki wsparciu doświadczonych inwestorów unikają błędów charakterystycznych wśród młodych przedsiębiorców. Korzyści są obopólne. Osiągamy zwykle dwucyfrowe stopy zwrotu z inwestycji w start-upy– mówią przedstawiciele Podlaskiego Funduszu Kapitałowego. Najlepsze firmy pozwalają inwestorom zarobić kilkaset procent.

 Jako fundusz osiągamy bardzo różne stopy zwrotu, oczywiście najbardziej medialne są przypadki, gdy sięgają one kilkuset procent. Natomiast trzeba sobie zdawać z tego sprawę, że tak się dzieje niezwykle rzadko, przeciętnie są to raczej dwucyfrowe wyniki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Dardziński, menadżer inwestycyjny z Podlaskiego Funduszu Kapitałowego.

Z kolei dla start-upu współpraca z funduszem to korzyści zarówno finansowe, jak i biznesowe. To źródło wiedzy o tym, jak poruszać się w świecie biznesu i jak optymalnie wydać na rozwój otrzymane pieniądze. Takie wsparcie pozwala uniknąć błędów początkującego i zdecydowanie przyspieszyć rozwój firmy, a także niejednokrotnie skorzystać z kontaktów osób obecnych na rynku o wiele dłużej.

Mówiąc o ryzykach i wyzwaniach dotyczących współpracy z funduszem venture, trzeba sobie zdać sprawę z dużej asymetrii informacji. Z jednej strony, jako fundusz staramy się, jak najlepiej poznać młodych przedsiębiorców, natomiast nie wszystko jesteśmy w stanie zbadać – mówi Maciej Dardziński. –Natomiast oni, wchodząc w stosunkowo młodym wieku w rynek kapitałowy, nie wiedzą o wielu zagrożeniach, które się z tym wiążą. Wiele osób nie jest przygotowanych na zastrzyki znacznych środków pieniężnych, stąd też mówi się o tym, że co dziesiąty, niektórzy mówią nawet, że co setny start-up, odnosi sukces.

Istniejący od 1995 roku Podlaski Fundusz Kapitałowy zamierza w tym roku zainwestować w dwa nowe start-upy. Jeden z nich działa w branży fintech, drugi – w branży outsourcingu – ma ambicje wykraczające poza granice Polski. Portfolio funduszu ma się też pomniejszyć o dwie firmy.

Natomiast jeśli chodzi o plany inwestycyjne, to mamy również dwa bardzo zaawansowane tematy, oczywiście na tym etapie trudno o nich cokolwiek jeszcze powiedzieć, natomiast wydaje mi się, że takie dwa dosyć duże wejścia co najmniej w tym roku będą – zapowiada Maciej Dardziński.

W portfelu PFK znajduje się obecnie 10 przedsiębiorstw z rozmaitych branż. Są to m.in.: technologiczny BitCraft, agencja ochrony mienia Stekop, kino wielosalowe CinemaLumiere, spółka doradztwa energetycznego ABZ Energia, firma LSA wytwarzająca zaawansowane technologicznie kruszywo dla branży budowlanej oraz hurtownia budowlanych materiałów ekologicznych MBI Group.

Na ten rok mamy zaplanowane dwa wyjścia z inwestycji, oba raczej zostaną zrealizowane poprzez sprzedaż inwestorom branżowym. Jedno z nich, gdyby się udało, okazałoby się inwestycją bardzo krótką w swoim czasie funkcjonowania. To oczywiście wpłynie na duży zwrot dla nas i duży zwrot dla osób, które założyły to przedsięwzięcie – informuje Dardziński.

Podlaski Fundusz Kapitałowy w ciągu ponad dwudziestu lat swojej działalności zainwestował ponad 41 mln zł w kilkadziesiąt firm. Przeciętny czas trwania inwestycji to od trzech do pięciu lat. Na pojedynczy projekt fundusz może przeznaczyć maksymalnie 1,5 mln zł, choć zazwyczaj są to kwoty niższe, mieszczące się w przedziale od 0,5–1 mln zł. Celem PFK jest osiąganie co najmniej kilkudziesięcioprocentowych stóp zwrotu.

Dziś premiera Sniper Ghost Warrior 3. To najnowsza odsłona popularnej gry tworzonej przez polskie studio CI Games

Dziś premiera Sniper Ghost Warrior 3. To najnowsza odsłona popularnej gry tworzonej przez polskie studio CI Games 6

Dziś premiera polskiej wysokobudżetowej produkcji Sniper Ghost Warrior 3 – gry stworzonej przez polskie studio CI Games. Najnowszy tytuł to taktyczna strzelanka z otwartym światem, która będzie wydana na całym świecie i ukaże się na platformach Xbox One, PlayStation 4 oraz PC. Nad grą pracowało ponad 100 osób, dlatego twórcy zapowiadają, że Sniper Ghost Warrior 3 zapewni graczom wiele godzin rozgrywki na najwyższym poziomie.

Sniper Ghost Warrior 3 to gra, w której gracz wciela się w rolę amerykańskiego snajpera Jonathana Northa. Próbuje on przedostać się za linię wroga, by ratować swego zaginionego brata. Akcja rozgrywa się w Gruzji, nieopodal rosyjskiej granicy. Jak podkreślają twórcy, najnowsza odsłona gry była projektem wyjątkowo trudnym do zrealizowania i bardzo czasochłonnym

– Tworząc grę Sniper Ghost Warrior 3, nasza ekipa spędziła nad nią setki tysięcy godzin. Programiści napisali blisko miliona linijek kodu. Jest to nasz największy projekt, więc oba nasze studia w Warszawie i Rzeszowie były bardzo zaangażowane. Dodatkowo nawiązaliśmy współpracę z wieloma zagranicznymi partnerami na całym świecie, od Stanów Zjednoczonych, przez Azję i Australię – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Pruski, starszy projektant poziomów studia CI Games.

Nad grą pracowało ponad 100 osób, dlatego to zdecydowanie największa produkcja polskiego studia. Twórcy twierdzą, że najnowsza odsłona jest zdecydowanie bardziej ambitna od poprzednich części tej serii, dlatego oczekują pozytywnego przyjęcia tytułu przez fanów. Pomóc ma w tym pełna polska lokalizacja gry.

– Jako polskie studio chcieliśmy stworzyć pełną polską lokalizację gry, więc zaangażowaliśmy ponad 40 osób, które podkładały głos. W projekt zaangażowany był m.in. Piotr Stramowski oraz Zofia Zborowska. Chcieliśmy stworzyć dla polskich fanów coś, co im się spodoba, i myślę, że to nam się udało – twierdzi Tomasz Pruski.

Designer studia CI Games dodaje, że w porównaniu do poprzednich wersji trzecia odsłona Snipera jest produkcją, która została stworzona z o wiele większym rozmachem. Jest większa, okraszona pełną swobodą działania. Co istotne, studio wzięło pod uwagę sugestie graczy, którzy aktywnie udzielali się na forach internetowych powiązanych z tytułem. W konsekwencji gra otrzymała o wiele większy budżet i pod każdym aspektem przewyższa wcześniejsze produkcje. Nic dziwnego, że twórcy zdecydowali się wydać swój produkt we wszystkich zakątkach świata.

– Gra będzie wydana na całym świecie. Stworzyliśmy pełną lokalizację głosową w języku polskim, w języku angielskim, niemieckim i francuskim. Tworzymy też lokalizacje kinowe, czyli z napisami, z tekstem wyświetlanym na ekranie w różnych językach, od hiszpańskiego, przez chiński, a nawet koreański – komentuje Tomasz Pruski.

Twórcy stawiają na fabułę, otwarty świat i bardziej taktyczne podejście do gry, oparte na rozwoju trzech podstawowych drzewek umiejętności snajpera, wojownika i ducha.

– Akcja gry Sniper Ghost Warrior 3 dzieje się na terenie północno-wschodniej Gruzji opanowanej przez separatystów. Wcielamy się w postać Jona Northa, amerykańskiego snajpera, który szuka swojego brata, który został porwany. Chcemy zobaczyć, gdzie on jest, co się z nim stało. Jest to gra, która dzieje się w otwartym świecie. Mamy 3 ogromne mapy, które w trakcie gry będziemy eksplorować. Mamy otwarte podejście do misji, możemy dowolnie podchodzić do celów. Korzystamy też z ogromnego arsenału, który nie tylko ogranicza się tylko do karabinów snajperskich, lecz także mamy też strzelby czy łuki, a nawet możemy skorzystać z drona ­– wymienia zalety gry Tomasz Pruski.

Sniper Ghost Warrior 3 ukaże się na platformach Xbox One, PlayStation 4 i na PC i będzie miał kategorię wiekową od 18 lat.

Do 2030 roku miejski transport ma być znacznie bardziej ekologiczny. To wymusza na przewoźnikach inwestycje

Do 2030 roku miejski transport ma być znacznie bardziej ekologiczny. To wymusza na przewoźnikach inwestycje 7

Zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej do 2030 roku połowa taboru komunikacji miejskiej musi być nisko- bądź bezemisyjna, a do 2050 roku tradycyjny olej napędowy powinien zupełnie zniknąć z transportu w miastach. To powoduje, że przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej już dziś inwestują w nowy tabor. W Warszawie w ciągu 3 lat pojawi się na ulicach 160 autobusów elektrycznych. Na wielu pojazdach MZA montuje panele słoneczne, a w jednej z zajezdni powstała elektrownia słoneczna.

– Prowadzimy szeroką działalność związaną z ochroną środowiska. Do zrealizowanych już zadań zaliczyć można m.in. montaż energooszczędnego LED-owego oświetlenia na wszystkich zajezdniach autobusowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Stawicki, rzecznik prasowy Miejskich Zakładów Autobusowych. – Najbardziej widoczne dla mieszkańców Warszawy są autobusy elektryczne, których mamy 10, a do końca 2020 roku będziemy ich mieli 160.

W kolejnych latach MZA planuje też zakupy większej liczby autobusów hybrydowych i gazowych. W taborze MZA znajduje się także 35 autobusów z napędem gazowym. W tym roku przybędzie 5 kolejnych, a docelowo ich liczba ma zwiększyć się do kilkuset. Zakupy te robione są z myślą o nowej zajezdni, która powstanie przy ul. Spedycyjnej. Będą tam garażowane wyłącznie autobusy na gaz.

 Jednym z naszych projektów w ramach oszczędność energii elektrycznej jest montaż paneli fotowoltaicznych w kilkudziesięciu autobusach zamówionych w zeszłym roku. Takie panele już zostały zamontowane. To w trakcie kursowania autobusów pozwala zaoszczędzić do 5 proc. kosztów paliwa. Panele wykorzystujemy m.in. do zasilania elektronicznych informacji wewnętrznych, biletomatów czy klimatyzacji – mówi rzecznik prasowy MZA.

Warszawskie MZA inwestuje także w odnawialne źródła energii. Jak wyjaśnia Adam Stawicki, na dachu jednego z budynków zajezdni przy ulicy Woronicza zainstalowana została elektrownia słoneczna z 260 panelami, systemem ładowarek do obsługi elektrycznych autobusów i LED-owym oświetleniem. Dzięki instalacji miejsce to stało się w kilkudziesięciu procentach energetycznie samowystarczalne.

To wszystko stanowi wstęp do kolejnych działań. Najbardziej zaawansowanym przykładem będzie zajezdnia przy ul. Redutowej, gdzie do 2020 roku powstanie najnowocześniejszy zakład obsługi autobusów w całym kraju, jeżeli chodzi o oszczędność energii oraz o ochronę środowiska – informuje Adam Stawicki.

Adam Stawicki chwali się, że warszawski organizator transportu autobusowego jest jednym z liderów, jeśli chodzi o wykorzystywanie najnowszych rozwiązań technologicznych w swojej flocie.

– Przypomnę, że według wskazań Komisji Europejskiej do roku 2030 połowa taboru przedsiębiorstw komunikacji miejskiej musi już być niskoemisyjna lub bezemisyjna, czyli wyłączywszy autobusy na olej napędowy. Natomiast do roku 2050 olej napędowy całkiem ma zniknąć z przedsiębiorstw komunikacji miejskiej – podkreśla rzecznik Miejskich Zakładów Autobusowych.

Ponad 90 proc. Polaków ma próchnicę. Do dentysty chodzimy średnio raz na 15 miesięcy, mieszkańcy UE co 3–4 miesiące

Ponad 90 proc. Polaków ma próchnicę. Do dentysty chodzimy średnio raz na 15 miesięcy, mieszkańcy UE co 3–4 miesiące 8

Niemal połowa osób po 35 roku życia nie ma pełnego uzębienia. To wynik tego, że zbyt rzadko odwiedzamy gabinety dentystyczne. Wiele osób boi się dentystów przede wszystkim ze względu na nieprzyjemne doświadczenia z przeszłości. Coraz częściej pacjenci zwracają uwagą na nie tylko przebieg wizyty i podejście lekarza, lecz także na wyposażenie gabinetu i oferowane usługi. Łączenie się małych gabinetów w sieci daje im większe szanse na ich rozwój i umożliwia inwestycje w nowe technologie.

– Polska jest w ogonie Unii Europejskiej, jeżeli chodzi o częstotliwość wizyt stomatologicznych. Polak przeciętnie odwiedza stomatologa co 15 miesięcy, natomiast mieszkaniec Unii Europejskiej robi to co 3–4 miesiące – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wioletta Januszczyk, dyrektor zarządzająca stomatologii w Grupie Medicover. – Polacy najczęściej korzystają z wizyt stomatologicznych wtedy, kiedy coś ich boli. Natomiast bardzo rzadko chodzą na wizyty kontrolne czy higienizacyjne.

Niemal wszyscy Polacy mają problem z próchnicą. Szacuje się, że 4 proc. osób w wieku 35–44 lata nie ma ani jednego własnego zęba. Połowa 40-latków nosi protezy. Próchnica dotyka najmłodszych – ma ją połowa 3-latków. Co więcej, większość dzieci w tym wieku ani razu nie była u dentysty.

– Polacy unikają dentysty z trzech podstawowych powodów. Pierwszym jest strach przed bólem i wynika on najczęściej ze złych doświadczeń z dzieciństwa. Drugi powód jest taki, że zawód dentysty po prostu źle nam się kojarzy. Trzecim powodem jest to, że nie widzimy potrzeby aktywnego dbania o nasz stan uzębienia. Wynika to z braku świadomości dentystycznej – wyjaśnia Wioletta Januszczyk.

Wpływ na to może mieć także zła sytuacja publicznego rynku stomatologicznego. Obecnie wydatki na takie leczenie stomatologiczne stanowią 2,49 proc. budżetu NFZ. Oznacza to, że na statystycznego Polaka przypada ok. 47 zł, wliczając w to także np. aparaty ortodontyczne.

– W Polsce, w odróżnieniu do krajów anglosaskich i większości rozwiniętych krajów Unii Europejskiej, rynek prywatnych usług stomatologicznych odgrywa ogromną rolę. Usługi prywatne stanowią 70 proc. rynku i jest to prawie połowa wszystkich prywatnych wydatków na zdrowie Polaków – mówi Wioletta Januszczyk.

Świadomość w zakresie dbałości o stan uzębienia stopniowo się zwiększa. Świadczy o tym chociażby sposób wyboru stomatologa, do którego Polacy udają się z problemem. Zwykle nie jest to przypadkowa osoba, bo dla pacjentów najważniejsze jest doświadczenie lekarza i jego kwalifikacje, a także odpowiedni stosunek do pacjentów.

Według badań Medicover 56 proc. pacjentów oczekuje od lekarza, że podejdzie do nich indywidualnie, wsłucha się w ich potrzeby i przygotuje indywidualny plan leczenia. Oczekujemy też podejścia holistycznego, które zagwarantuje, że wszystkie usługi dentystyczne będą dostarczone w jednym miejscu. Na to podejście składa się także otoczenie, w jakim są dostarczane usługi – wymienia dyrektor zarządzająca stomatologii w Grupie Medicover.

Ze względu na oczekiwania pacjentów rynek stomatologiczny zaczyna się konsolidować. Jak wskazuje Januszczyk, pojedyncze gabinety dostrzegają, że aby utrzymać poziom usług, muszą inwestować. Inwestycje są zaś łatwiejsze w grupie gabinetów działających pod jednym brandem.

– Obecnie Polacy mają do swojej dyspozycji ponad 6 tys. gabinetów dentystycznych, z czego sieci stanowią bardzo niewielki ułamek rynku – mówi Wioletta Januszczyk. – Coraz większe znaczenie w dentystyce mają wysokoinwestycyjne rozwiązania technologiczne takie jak CAD/CAM, Digital Smile Design, lasery czy też skanery wewnątrzustne, które pomagają leczyć pacjentów o wiele szybciej, bezstresowo i bez bólu, natomiast nie stać na nie małe gabinety dentystyczne.

Jednym z konsolidatorów rynku jest Grupa Medicover, która w ramach dwóch marek – Medicover Stomatologia i DentaCare – skupia 70 gabinetów stomatologicznych.

O zmianie pracy myśli rekordowo mało Polaków. Nowej posady poszukują głównie przez znajomych i internet

O zmianie pracy myśli rekordowo mało Polaków. Nowej posady poszukują głównie przez znajomych i internet 9

Niecałe 18 proc. Polaków zastanawia się nad zmianą miejsca pracy – wynika z badania Work Service. To rekordowo niski odsetek, co świadczy o tym, że rośnie satysfakcja pracowników. Jeśli już szukamy zatrudnienia, to najczęściej poprzez osobiste kontakty, rodzinę, bliższych lub dalszych znajomych. Rośnie też popularność internetu – blisko 60 proc. kandydatów cyklicznie przegląda oferty na portalach pracy. Coraz mniej osób korzysta za to z pomocy urzędów pracy. Taką formę poszukiwania zatrudnienia wybiera średnio co piąty Polak.

Z opublikowanej siódmej edycji raportu „Barometr Rynku Pracy”, który na zlecenie Work Service opracował instytut badawczy Millward Brown, wynika, że tylko 17,9 proc. Polaków zastanawia się nad zmianą miejsca zatrudnienia. To najniższy wynik w całej historii badania. Eksperci oceniają, że jest on efektem obserwowanego w ostatnich miesiącach wzrostu wynagrodzeń, który przełożył się na większą satysfakcję pracowników.

Pieniądze wciąż pozostają kluczowym czynnikiem motywującym do zmiany posady, ale powoli tracą na znaczeniu. Jak wynika z „Barometru Rynku Pracy”, blisko połowa (45,5 proc.) pracowników chce zmienić posadę z powodu zbyt niskich zarobków. W porównaniu z poprzednim sondażem sprzed pół roku ten odsetek zmniejszył się o 13,6 pkt proc. Na znaczeniu zyskuje za to możliwość awansu, która niemal równie często motywuje do szukania nowej pracy. Ważna jest też chęć samorealizacji, którą wskazało ponad 36 proc. badanych. Z kolei co trzeci Polak (29,3 proc.) zaczyna się rozglądać za inną posadą z powodu nudy i rutyny. Blisko co piąty robi to z powodu złej atmosfery w pracy albo z przyczyn osobistych.

Zmieniają się nie tylko powody, lecz także sposoby poszukiwania nowego pracodawcy.

– Spada znaczenie targów pracy i urzędów pracy w procesie poszukiwania zatrudnienia. Rośnie natomiast wykorzystanie portali internetowych z ofertami pracy. W tej chwili już blisko dwie trzecie Polaków korzysta z tej formy pozyskiwania informacji na temat ofert i rynku pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Ślęzak, wiceprezes Work Service SA. – Networking czy sieć kontaktów, relacje ze znajomymi, przyjaciółmi i rodziną są nadal istotnym źródłem pozyskiwania informacji dotyczących pracy.

Rośnie popularność internetowych portali i wyszukiwarek ofert pracy, z których korzysta ponad połowa Polaków (57,2 proc.). To druga najczęstsza forma poszukiwania zatrudnienia. Na popularność portali rekrutacyjnych wpływa duża liczba i różnorodność ofert pracy oraz możliwość dopasowania ich do oczekiwań kandydata.

– Oferują one dużo większy zakres możliwości i ofert, zarówno samych stanowisk, jak i różnych pracodawców, co jest ich jest niezaprzeczalną zaletą. Pracownicy i kandydaci cenią sobie również możliwość osobistego sprawdzania tych ofert i przeglądania ich pod kątem własnego profilu. Prym wiodą portale internetowe poświęcone stricte rynkowi pracy – mówi Tomasz Ślęzak.

Blisko połowa (45,5 proc.) osób szukających pracy cyklicznie przegląda też zakładki „Kariera” na stronach internetowych firm i korporacji. Ta metoda szukania nowej posady jest dwukrotnie bardziej popularna niż media społecznościowe, z których korzysta 21,8 proc. osób. W porównaniu z poprzednią edycją badania oznacza to spadek o 6,7 pkt proc.

Około jednej trzeciej użytkowników, którzy korzystają z portali rekrutacyjnych, szuka pracy również przez media społecznościowe. W ten sposób poszukiwane są bardzo specjalistyczne oferty, specjalistyczne kierunki czy konkretne profesje – mówi Tomasz Ślęzak.

Z rosnącej popularności internetu jako miejsca poszukiwania zatrudnienia skorzystała agencja doradcza Work Service, która uruchomiła niedawno nową stronę internetową, poprzez którą można w intuicyjny sposób wyszukać ogłoszenia i oferty pracy zamieszczane przez największe firmy działające na polskim rynku. Wyszukiwarka działa też w drugą stronę: kandydat może zostawić swoje podstawowe dane, a agencja skontaktuje się z nim i przedstawi ofertę pracy. Jak podkreśla wiceprezes Work Service, zaletą takiego rozwiązania jest możliwość indywidualnego, precyzyjnego dopasowania oferty pracy do potrzeb konkretnego pracownika i pracodawcy.

Przede wszystkim bardzo dobrze znamy naszego kandydata, dokładnie wiemy, kogo szukamy i kto pracuje na zlecenie naszych klientów. W grupie docelowej kandydatów i pracowników użycie internetu jest powszechne. Urządzenia mobilne, strona internetowa, stacjonarny komputer – to są codzienne narzędzia pracy każdego z naszych pracowników i pozyskiwania informacji na temat rynku pracy. Wykorzystaliśmy ten trend przy koncepcji budowania nowej strony internetowej – mówi Tomasz Ślęzak.

WiseEuropa: Polska gospodarka musi dążyć do ścisłej integracji z Europą. Konieczne rządowe wsparcie dla eksportu i nowych technologii

WiseEuropa: Polska gospodarka musi dążyć do ścisłej integracji z Europą. Konieczne rządowe wsparcie dla eksportu i nowych technologii 10

Jeżeli polska gospodarka ma dogonić światowych liderów, musi dążyć do ścisłej integracji z Europą. Rząd powinien wspierać ekspansję zagraniczną polskich firm, rozwój technologiczny i jak najszybciej stworzyć plan przestawienia gospodarki na niskoemisyjną. Przyjęty w lutym Plan Morawieckiego tylko w części odpowiada na te wyzwania – oceniają eksperci think tanku WiseEuropa.

– Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju dostarcza odpowiedzi na wyzwania związane z rozwojem przemysłu. Niektóre z nich są systemowe, inne fragmentaryczne. Pytanie, na których skupi się rząd: czy będzie promował wybrane produkty, co w skali całej gospodarki nie ma większego znaczenia? Czy skupi się raczej na tworzeniu ogólnych ram, rozwijaniu całych branż i obszarów technologicznych? – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aleksander Śniegocki, kierownik projektu Energia i Klimat w WiseEuropa.

Przyjęta w lutym Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, nazywana Planem Morawieckiego, to sztandarowy dokument obecnego rządu. Zawiera listę 185 projektów dotyczących zarówno konkretnych inwestycji, jak i rozwiązań legislacyjnych. Celem działań zaplanowanych w strategii jest wzrost PKB w przeliczeniu na mieszkańca do poziomu 75–78 proc. unijnej średniej przed 2020 rokiem, zwiększenie przeciętnego dochodu gospodarstw domowych, wzrost zamożności Polaków oraz spadek odsetka osób zagrożonych ubóstwem i wykluczeniem społecznym do 20 proc. Według szacunków do 2020 roku na osiągnięcie tych celów zostanie przeznaczone ponad 2 bln zł.

Podstawowym założeniem strategii, którą Ministerstwo Rozwoju stworzyło przy współpracy z innymi resortami, jest „zrównoważy rozwój całego kraju w wymiarze gospodarczym, społecznym, środowiskowym i terytorialnym”. Plan Morawieckiego opiera się na pięciu filarach, które mają się do tego przyczynić. Są to: reindustrializacja, rozwój innowacyjnych firm, rozwój społeczny i regionalny, kapitał dla rozwoju (więcej inwestycji i budowanie oszczędności Polaków) oraz wsparcie eksportu i ekspansja zagraniczna polskich firm.

– Wsparcie ekspansji zagranicznej polskich firm powinno się skupiać na dwóch elementach. Pierwszym jest budowa solidnych podstaw „w domu”, czyli między innymi rozwój bazy badawczo-rozwojowej, przyjazne otoczenie dla biznesu. Drugim jest rządowe wsparcie ekspansji, szczególnie średnich i mniejszych firm – mówi Aleksander Śniegocki.

Ekspert think tanku WiseEuropa podkreśla, że rząd musi zadbać o spójność polskich regulacji prawnych z europejskimi. W przeciwnym razie rodzime przedsiębiorstwa, wychodząc na zagraniczne rynki, napotkają bariery legislacyjne.

– Przykładem jest polityka energetyczno-klimatyczna. Jeżeli będziemy utrzymywać emisyjny model rozwoju, to paradoksalnie może się okazać on problemem dla polskich firm. Na początku dostosują się do polskiego rynku i krajowych regulacji sprzyjających emisyjnym towarom. Natomiast później, wychodząc na rynek europejski czy globalny, napotkają duże bariery – zauważa Aleksander Śniegocki.

Strategia zakłada, że jednym z impulsów, który wprowadzi polską gospodarkę na wyższy poziom, będzie polityka przemysłowa i reindustrializacja. W najnowszym raporcie „Made in Europe – polityka przemysłowa wobec wyzwań XXI wieku”, opracowanym przez WiseEuropa, eksperci podkreślają, że Polska powinna dążyć do ścisłej integracji z europejskim ekosystemem gospodarczym. Natomiast celem polskiej polityki przemysłowej powinno być umożliwienie polskim firmom włączenie się do europejskiego obiegu gospodarczego.

– Tak naprawdę przemysł przekroczył już granice poszczególnych państw. Mamy zintegrowany przemysł w skali całej Europy. Zamiast próbować tworzyć coś od zera w Polsce, trzeba skupić się na tym, aby polskie firmy dostarczały jak najlepsze rozwiązania w łańcuchu wartości w skali całej Europy – mówi Aleksander Śniegocki.

Rozwój polskiego przemysłu jest w dużym stopniu uzależniony od polityki klimatycznej. Rządowa strategia z jednej strony zakłada przestawienie gospodarki na niskoemisyjną i zauważa konieczność ograniczenia emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. Z drugiej strony nie zawiera żadnych celów redukcyjnych ani nie wskazuje, jakie odnawialne źródła energii chce wspierać rząd, żeby to osiągnąć.

Jak zauważa ekspert WiseEuropa, kompleksowym narzędziem wsparcia polityki przemysłowej może być unijny system handlu emisjami ETS – przede wszystkim pod względem finansowym.

– Wpływy ze sprzedaży uprawnień, którymi dysponuje polski rząd, można przeznaczyć na rozwój niskoemisyjnych rozwiązań, nie tylko w energetyce systemowej, lecz także w innych obszarach, jak termomodernizacja budynków czy rozwój niskoemisyjnego transportu. W ramach tego systemu można też chronić emisyjny, ciężki przemysł, dając mu czas na dostosowanie. Są również przewidziane środki na wsparcie lokalnych rynków pracy – wylicza Aleksander Śniegocki.

Eksperci wskazują, że rząd powinien, jak najszybciej zacząć prace nad długookresową strategią przekształcenia polskiej gospodarki w niskoemisyjną opartą na odnawialnych źródłach. Opracowanie takiego dokumentu zajmuje nawet kilka lat, ale i determinuje inwestycje, które toczą się już teraz.

– Jeżeli wybudujemy teraz elektrownię, to ona będzie musiała stać 20–40 lat, bez żadnej refleksji dotyczącej tego, jak polska gospodarka powinna w przyszłości wyglądać. Bez strategii trudno myśleć poważnie o inwestycjach, czy to w energetyce, czy w transporcie – mówi Aleksander Śniegocki.

Resort infrastruktury i budownictwa kończy prace nad funduszem ziemi. Będzie on budował mieszkania dla niezamożnych Polaków

Resort infrastruktury i budownictwa kończy prace nad funduszem ziemi. Będzie on budował mieszkania dla niezamożnych Polaków 11

W maju rząd zajmie się projektem ustawy o Narodowym Funduszu Mieszkaniowym, który ma budować na państwowych gruntach mieszkania na wynajem dla niezamożnych Polaków. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, pomysłodawca Funduszu, chce, by ustawa weszła w życie na początku II połowy roku.

Ustawa o funduszu ziemi w przyszłym miesiącu trafi do rządu, będzie na Komitecie Stałym i powinna trafić do Sejmu. Mam nadzieję, że Sejm szybko ją uchwali, aby można było jeszcze na początku II połowy roku ją uruchomić – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kazimierz Smoliński, wiceminister infrastruktury i budownictwa. – Chcemy wykorzystać grunty Poczty Polskiej nie tylko pod budowę budownictwa mieszkaniowego, lecz także budynków biurowych, bo państwu polskiemu potrzeba takich powierzchni.

Projekt ustawy o Narodowym Funduszu Mieszkaniowym i przekazywaniu nieruchomości gruntowych Skarbu Państwa na cele budownictwa mieszkaniowego powstał w połowie grudnia. Po fazie uzgodnień i konsultacji publicznych został przekazany do opiniowania.

Fundusz ma wspierać program Mieszkanie Plus – gromadzić grunty należące do Skarbu Państwa, a zarządzane obecnie przez różne podmioty, w tym samorządy, zarządzać nimi i inwestować. W skład portfela miałyby też wejść dotychczas niewykorzystywane grunty Poczty Polskiej. Wiceminister zastrzega, że będą one kupowane po cenach rynkowych, co wesprze samą Pocztę.

Na gruntach tych powstać mają mieszkania na wynajem dla osób, których nie stać na zakup własnego mieszkania, ale stać na płacenie czynszu. Najbardziej potrzebujący będą mieli możliwość ostatecznego wykupienia lokalu.

Nie musimy wyłącznie korzystać z rynku w tym zakresie, ale możemy sami budować. Mamy firmy zarówno deweloperskie, jak i budowlane – tłumaczy Smoliński. – Chcemy, aby te grunty nie były sprzedawane tak jak w ostatnich latach wyłącznie po to, żeby zasypywać dziurę budżetową bez jakiejś polityki. Teraz będzie to związane z polityką państwa, która chce wykorzystać grunty przez kilkadziesiąt lat niewykorzystane i dzięki temu zwiększyć przychody Poczty Polskiej.

Grunty pozostające w gestii funduszu będą mogły być przekazywane w drodze przetargu bezpośrednio pod zabudowę mieszkaniową, jako wkład w inwestycjach w papiery wartościowe podejmowanych w celu zwiększenia poziomu finansowania inwestycji mieszkaniowych, a także sprzedawane (najmowane, dzierżawione), pod warunkiem że zwiększy to możliwość finansowania inwestycji mieszkaniowych.

Wstępna kwerenda zasobów gruntowych przeprowadzona przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa wykazała, że w zasobach Skarbu Państwa, zarządzanych przez wojewodów lub agencje wykonawcze znajduje się ok. 7,7 tys. ha gruntów, które mogą zostać wniesione do Funduszu – napisano w projekcie ustawy.

Do funduszu ziemi wejdą grunty Agencji Nieruchomości Rolnych, czyli grunty rolne, grunty Agencji Mienia Wojskowego, grunty wojskowe i również te grunty, które są bezpośrednio jeszcze administrowane przez państwo, tylko w tej chwili są w gestii starostów, wojewodów – deklaruje Kazimierz Smoliński. – Będziemy te wszystkie grunty starali się przenieść do banku ziemi.

Kobieta w Biznesie – relacja ze spotkania w Warszawie

Kolejny spotkanie z cyklu Kobieta w Biznesie, odbyło się 5 kwietnia w Warszawie. Tym razem, uczestniczki miały okazję posłuchać wykładu prowadzonego przez Anetę Wątor na temat: „Personal branding – 3 filary budowania marki osobistej metodą małych kroków Kaizen”. W wydarzeniu wzięło wiele kobiet, które z ogromnym zaangażowaniem słuchały prelekcji oraz inspirujących historii pozostałych uczestniczek.

Kobieta w Biznesie 3Przed rozpoczęciem spotkania, każdy z obecnych gości miał okazję zapoznać się ze stoiskami partnerów wydarzenia. Motywem przewodnim wydarzenia było budowanie marki osobistej. Aneta Wątor przedstawiła słuchaczom kluczowe wskazówki dotyczące kreowania własnej marki i ich wpływu na rozwój biznesowy.

„Ludzie kupują oczami”

W kreowaniu wizerunku najważniejsza jest wiarygodność, dlatego musimy wyglądać jak autorytet, specjalista w swojej dziedzinie. Marka osobista, jest tym, co inni ludzie myślą o nas. – Niezależnie, czy tego chcemy czy nie, to właśnie od naszej pracy zależy, w jaki sposób będziemy odbierani przez otoczenie. Wszystko, co wyróżnia nas od innych buduje naszą markę osobistą, dlatego powinniśmy „rzucać się w oczy, stworzyć brand” – podkreślała prelegentka.

Zmiany są ważne w naszym życiu, jednak jeśli chcemy coś zmienić, należy zacząć od akceptacji samego siebie. Organizatorka radzi również, aby znaleźć rzecz, którą chcemy robić w życiu i być w tym najlepszym. Dzięki temu będziemy autentyczni, a przede wszystkim szczęśliwi. – Pamiętaj o tym, że nikt nie jest lepszy i mądrzejszy od Ciebie w kwestii Twojego życia i Twoich celów – podsumowuje Wątor.

Kobieta w Biznesie 2

Trenerka Kaizen Aneta Wątor opowiedziała o ważnych krokach, jakie umożliwiają osiągnięcie sukcesu zawodowego:

  1. Określ swój cel.
  2. Komunikuj innym, że dajesz wartość.
  3. Pielęgnuj swoją pasję.
  4. Szukaj ludzi, przy których rośniesz.

Porażki są w naszym życiu nieuniknione, zawsze znajdą się ludzie, którym nie będzie się podobało to, co robimy i będą kłaść kłody pod nogi. Markę osobistą buduje się latami. Natomiast można ją zniszczyć w kilka sekund.

Kobieta w Biznesie„Łatwo jest upaść. Jednak można, zbudować siebie na nowo. Każdy człowiek ma prawo zbłądzić, popełniać błędy. Ważne jest to, co zrobi potem”. Nigdy nie rezygnujmy ze swoich marzeń, róbmy to co sprawia nam przyjemność i bądźmy w tym najlepsi.

Jubileuszowy X POLSKI KONGRES ITS

Stowarzyszenie Inteligentne Systemy Transportowe ITS POLSKA już od dziesięciu lat, wspólnie z dynamicznie rozwijającą się branżą współtworzy rynek ITS w Polsce, czyli niemal od samego początku jego istnienia. Rok 2017 w sposób szczególny zapisze się w kalendarzu branży z uwagi na dwa jubileusze: dziesięciolecie istnienia ITS POLSKA oraz 10. edycja POLSKIEGO KONGRESU ITS – Inteligentnych Systemów Transportowych, który odbędzie się w terminie 16-17 maja 2017 r. w Hotelu Sofitel Victoria, w Warszawie.

Propozycja programowa jubileuszowego POLSKIEGO KONGRESU ITS obejmuje szeroki wachlarz zastosowań ITS. Wśród tematów znajdą się zarówno zagadnienia popularne, wynikające z planów inwestycyjnych w Polsce, takich jak systemy zarządzania ruchem oraz poboru opłat na drogach krajowych, jak i budzące wciąż zainteresowanie zagadnienia takie, jak technologie stosowane w transporcie publicznym.  Rada Programowa ogłosiła program tegorocznej edycji, w ramach którego odbędą się cztery sesje tematyczne oraz 3 debaty. Sesje tematyczne obejmą swoją tematyką zagadnienia związane z rozwiązaniami i systemami pomiarów ruchu oraz badań stanu dróg, zastosowaniem ITS jako narzędzia równoważenia mobilności czy też innowacyjnych rozwiązań w branży ITS lub standaryzacja i architektura ITS.

W ubiegłorocznej IX edycji POLSKIEGO KONGRESU ITS wzięło udział ponad 300 osób: reprezentantów  firm związanych z Inteligentnymi Systemami Transportowymi, organów rządowych, samorządowych, uczelni technicznych i prasy branżowej z całej Polski. Wśród uczestników kongresu ponad 40 % stanowili reprezentanci sektora samorządowego.

POLSKI KONGRES ITS na stałe zagościł w kalendarzu wydarzeń w sektorze transportu w Polsce i Europie. Co roku w wydarzeniu bierze udział wielu mówców i ekspertów zarówno z kraju, jak i z zagranicy. Wierzymy, że najbliższa jubileuszowa edycja zainteresuje i zrzeszy jeszcze większą liczbę reprezentantów świata biznesu, nauki i samorządów i to przyczyni się do ulepszania całego sektora transportu w Polsce.

Szczegółowy program PKITS 2017 wraz z innymi informacjami  znajdą Państwo na www.pkits.pl.

Francuski CAC40 i niemiecki DAX na historycznych szczytach po I turze francuskich wyborów

Inwestorzy powrócili z radością do inwestycji w ryzykowne aktywa po tym jak niezależny, centrowy kandydat Emmanuel Macron i ultraprawicowa kandydatka Marine Le Pen przeszli do drugiej tury wyborów prezydenckich. Sondaże tym razem nie zawiodły i sprawdziła się nieznaczna przewaga Macrona (23,75% głosów) nad Marine Le Pen (21,53% głosów).

Jednak w drugiej turze sondaże wskazują już na zdecydowaną wygraną (ponad 60% głosów ) nastawionego proeuropejsko kandydata z eurosceptyczną kandydatką. Stąd też euforyczna reakcja rynków, które w pełni wyceniają już wygraną Macrona w drugiej turze wyborów, która odbędzie się 7 maja. Według rynków wybór takiego prezydenta będzie pozytywny dla francuskiej gospodarki oraz stabilności ekonomicznej w Unii Europejskiej. Z drugiej strony daje do myślenia porażka kandydatów wystawionych przez dwie główne francuskie partie polityczne. Jest to czerwona kartka wystawiona dla nich przez społeczeństwo za narastające problemy z emigrantami, islamskim terroryzmem oraz lata powolnego wzrostu gospodarczego z utrzymującą się na wysokim poziomie stopą bezrobocia.

Francuski indeks CAC40 umacnia się ponad 4% i osiągnął historyczne maksimum na poziomie 5295 punktów. Niemiecki DAX rośnie ponad 3% i również osiągnął historyczne maksimum na poziomie 12444 punktów. Benchmarkowy indeks europejskich spółek The Stoxx Europe 600 umacnia się 1,7%, co jest najsilniejszym wzrostem od 2015 roku. Również główne amerykańskie indeksy otworzyły się na ponad 1% plusach. Natomiast polski WIG20 zalicza w porównaniu z innymi europejskimi indeksami umiarkowane 1,4% wzrosty, handlując w pobliżu poziomu 2295 punktów. Z europejską, akcyjną euforią kontrastuje dzisiejsze zachowanie chińskiego indeksu The Shanghai Composite, który stracił dziś 1,4% handlując na najniższym poziomie od stycznia. Wynika to z obaw inwestorów, iż chińskie władze zaostrzą procedury dotyczące handlu z użyciem dźwigni finansowej, zmniejszając tym atrakcyjność chińskiego rynku dla inwestorów spekulacyjnych.

Na zgodny z sondażowymi oczekiwaniami wynik francuskich wyborów zareagowało euforycznie euro, które umocniło się w nocy ponad 2% do dolara. Obecnie para EURUSD rośnie 1,5% handlując w pobliżu poziomu 1,0860, a para EURGBP 1,7% handlując w pobliżu poziomu 0.8500. Najmocniej euro zyskuje do „bezpiecznego” jena, bo aż 2,3% wznosząc parę EURJPY powyżej poziomu 119,30. Innym poszkodowanym „bezpiecznym” aktywem jest złoto, które tanieje dziś ponad 1% i handluje poniżej poziomu 1272 dolarów za uncję.
Polski złoty, należący do koszyka walut „emerging markets” nie mógł zareagować inaczej niż większość ryzykownych aktywów na zwycięstwo proeuropejskiego kandydata w I turze francuskich wyborów prezydenckich. Najbardziej złoty zyskał do funta brytyjskiego i dolara. Para GBPPLN traci aż 2,2% handlując znowu poniżej poziomu 5,0, a para USDPLN traci ponad 2% handlując w pobliżu poziomu 3,90. Natomiast za franka szwajcarskiego należy płacić już jedynie 3,92 zł, co jest najniższą wyceną tej waluty od października ubiegłego roku. Złoty umacnia się nawet w stosunku do wygranego dziś euro, a za parę EURPLN należy płacić 4,24 zł, czyli 3 grosze mniej niż na piątkowym zamknięciu rynku.

Ze względu na to iż wygrana Emmanuela Macrona w drugiej turze francuskich wyborów prezydenckich jest już praktycznie w cenie, inwestorzy skupią się w tym tygodniu na decyzjach banków centralnych i kwartalnych wynikach spółek. W czwartek decyzje na temat polityki monetarnej podejmą zarówno Bank Japonii jak i Europejski bank Centralny. Nie należy jednak spodziewać się zmiany polityki pieniężnej ze strony obu banków. Dlatego też uwaga będzie się raczej skupiać na przemówieniu prezesa EBC Mario Draghiego, w celu wyszukiwania jakichkolwiek sygnałów odnośnie dyskusji EBC na temat wyjścia z polityki luzowania pieniężnego. Wcześniej bo już w środę poznamy co kryje się pod „wielką” reformą podatkową Donalda Trumpa, jak wynika z jego sobotniej zapowiedzi na Twiterze. A w piątek poznamy najnowszy odczyt wzrostu PKB w USA w I kwartale roku. Analitycy oczekują anualizowanego wzrostu na poziomie 1,5%, co byłoby najsłabszym odczytem od roku. Również w tym tygodniu mamy wysyp raportów kwartalnych ze strony takich korporacji jak Alphabet Inc. (właściciel Google), Microsoft Corp., Amazon.com Inc., Twitter Inc., Intel Corp., Daimler AG czy Total SA.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Pierwsza runda wyborów we Francji wsparciem dla byków

Realizuje się pozytywny dla rynków finansowych scenariusz wyborów we Francji. Do drugiej tury przechodzą Emmanuel Macron i Marine Le Pen, a sondaże zdecydowanie wskazują zwycięstwo w niej pierwszego z kandydatów na prezydenta. Choć margines niepewności co do wyniku wyborów jednak istnieje, nie powinien on w znaczącym stopniu wpływać na nastroje inwestorów.

Widoczna na rynkach w poniedziałkowy poranek euforia ma szansę przekształcić się w bardziej trwałą tendencję wzrostową, wspierając w szczególności bardziej ryzykowne aktywa. Powinna na tym skorzystać warszawska giełda, której indeksy i tak już wcześniej sygnalizowały chęć kontynuacji zwyżki. W najbliższych tygodniach nic nie powinno przeszkodzić im w ruchu w górę, tym bardziej, że ma on poparcie w postaci solidnych fundamentów zarówno w skali całej gospodarki, jak i sporej części notowanych w Warszawie spółek. Segment największych spółek korzystać będzie z pewnością ze wsparcia ze strony kapitału zagranicznego.

Na temat preferencji rodzimych inwestorów wiele powiedzieć może obserwacja zachowania mWIG40 i sWIG80. W ostatnich miesiącach rozkładają się one w miarę równomiernie między rynki akcji i obligacji korporacyjnych, sygnalizując skłonność do poszukiwania wyższych stóp zwrotu, a jednocześnie nie dając oznak przegrzania koniunktury.

Michał Stanek
AgioFunds TFI S.A.

Komentarz walutowy 24.04.2017 – kurs euro, funta, dolara, franka

Złoty sporo zyskuje po pozytywnych informacjach z Francji. Najwięcej w relacji do polskiej waluty tracą frank, dolar i funt. Nadal nierozwiązany konflikt w Korei może łatwo popsuć nastroje na rynkach. Skomplikowana sytuacja na EUR/USD będzie determinować ruchy na USD/PLN. Złoty odrabia straty do funta po wcześniejszej fali umocnienia brytyjskiej waluty w związku z ogłoszeniem wcześniejszych wyborów. Ulga dla kredytobiorców frankowych, CHF/PLN poniżej ostatniego minimum.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 12.03.2017-24.04.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2090 3,9250 3,8900 4,8600
Maksimum 4,3470 4,0450 4,0960 5,1090

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLN wykresPoczątkowo przed wyborami we Francji złoty dość mocno tracił do euro. Na rynkach było widać sporą nerwowość, która uderzyła rykoszetem w waluty krajów wschodzących. Złotówka bez problemu łamała kolejne opory w postaci zniesień Fibo. Wynik wyborów jednak diametralnie odwrócił sytuację. Na rynkach zapanowała niespotykana euforia, mimo że był to wynik tylko pierwszej tury. Z tym, że druga tura wydaje się przesądzona i prawdopodobnie zwycięży w niej Macron. Z pewnością uspokoi to rynki, gdyż temat wyjścia Francji ze strefy euro kompletnie stanie się nieaktualny. Klimat na rynkach sprzyja w tym momencie złotemu i niewykluczone, że kurs zbliży się do ostatniego minimum w okolicach 4,21. Ale póki co linia trendu wzrostowego po ostatnich minimach jest nadal aktualna. Dopiero sforsowanie tego wsparcia może wywindować kurs nieco niżej. Pamiętać jednak również o obecnych cały czas ryzykach politycznych, choćby Korei, której temat nie został rozwiązany. W takim otoczeniu łatwo o szybką zmianę nastrojów. A poza tym po tak mocnym ruchu korekta jest nawet mile widziana.

Kurs franka CHF/PLN

Kurs franka CHF/PLN wykresDużo silniej niż na EUR/PLN udzieliła się euforia na rynkach parze złotego z frankiem. Przed samymi wyborami kurs testował opór na 4,00. W poniedziałkowy poranek byliśmy już ponad 8 groszy niżej. Waluta szwajcarska uznawana jest za bezpieczną więc jeżeli czynnik ryzyka w postaci wyborów we Francji i rozpadu strefy euro zniknął, inwestorzy skierowali swoje środki w kierunku innych bardziej dochodowych aktywów. Stąd frank szwajcarski tracił na szerokim rynku. EUR/CHF wzrósł ponad 1,08, a więc na dawno niewidziane poziomy. W efekcie również CHF/PLN przebił ostatnie minimum. Wydaje się jednak, że bez jakiejś korekty kurs będzie miał trudno o dalszy marsz w dół. Niemniej jednak gdyby tak się stało silnym wsparciem powinno być 3,90. W środę wypada kolejne Święto w Korei Północnej, i może to być kolejna okazja do zaprezentowania nowej próby rakietowej. Taki wzrost napięcia politycznego może zatrzymać dalsze umocnienie złotego.

Kurs dolara USD

usd kurs dolaraRównież spore ruchy w ostatnich dniach mają miejsce na USD/PLN. Są one w silnym związku z ruchami na EUR/USD. Ostatnie ruchy na południe na głównej parze spowodowały, że USD/PLN testował psychologiczną granicę 4,00. Po opublikowaniu wyników pierwszej tury wyborów z Francji bardzo mocno zyskała euro. Dzięki temu EUR/USD pukał do granicy 1,09. Miało to od razu przełożenie na USD/PLN i kurs ruszył ostro na południe. Obecnie testujemy ostatnie minimum czyli okolice 3,90. Dalszy ruch może być jednak trudny, raz, że to solidne wsparcie a dwa w czwartek mamy posiedzenie EBC, które niekoniecznie musi wesprzeć walutę europejską. A tym samym EUR/USD może wrócić w okolice 1,07. Złoty w tym momencie kilka groszy straci w relacji do dolara. Ale tu znów sprawa nie jest taka oczywista, inwestorzy mogą nie być skłonni do zawierania pozycji długich w dolarze, pamiętając o niewyjaśnionej kwestii podwyższenia limitu zadłużenia dla USA. Pierwszy termin upływa pod koniec tygodnia.

Kurs funta GBP/PLN

Kurs funta GBP/PLN wykresSilny optymizm na rynkach przełożył się również na spory ruch w dół na GBP/PLN. Można powiedzieć, że technicznie zadziałał opór w postaci ostatniego maksimum w okolicach 5,11. Ale w tym momencie zadziałały fundamenty i pozytywny dla rynków finansowych wynik pierwszej tury wyborów we Francji. Tym samym złotemu udało się odrobić sporą część strat. Funt zyskiwał ostatnio na fali zaskakującej informacji premier May o ogłoszeniu wcześniejszych wyborów. Obecnie testujemy psychologiczną wartość 5,00. Pokonanie tego poziomu zaprowadzi kurs kilka groszy niżej do kolejnego wsparcia w postaci zniesienia Fibo. Pamiętać trzeba, że obecny poziom to dość silne wsparcie, bo biegnie tutaj linia trendu wzrostowego. W takich sytuacjach możliwe jest również korekcyjne odbicie.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Banki boją się kopalń węgla kamiennego

Kolejny miliard od państwowych spółek popłynie do Polskiej Grupy Górniczej po połączeniu z Katowickim Holdingiem Węglowym. To połączenie to sposób ratowania najgorszych kopalń przed bankructwem. Rząd zdaje sobie sprawę, że nieuchronne jest ich zamykanie, ale zwleka z ogłoszeniem decyzji. Banki nie chcą już dokładać do górnictwa.

Połączone PGG i KHW dostaną miliard zł – z czego po 300 mln dadzą PGNiG i Enea, po 100 mln Energa i PGE, a 200 mln TF Silesia. Pieniądze mają wpłynąć w trzech transzach do początku 2018 r.

Zmieniony został całkowicie program spłaty zadłużenia wobec banków z tytułu emisji obligacji, które wyemitowały w 2012 r. zarówno PGG jak i KHW. W sumie to ponad 2 mld zł.

Biznesplan przewiduje, że połączona PGG będzie przynosiła zysk już w 2017 r. Pierwotny plan z lutego zakładał, że zysk wyniesie 370 mln zł, z czego 71 miały przynieść kopalnie wchodzące w skład KHW.

Czy nowe plany są realistyczne? PGG kompletnie nie zdołała wykonać planu wydobycia węgla i wskaźników ekonomicznych planowanych na 2016 r. Czy będąca w stanie permanentnej restrukturyzacji i nieuniknionego w takiej sytuacji chaosu spółka zdoła wykonać wskaźniki na 2017 r.?

– Gdyby banki zaangażowały się finansowo w połączenie PGG i KHW, można byłoby mieć nadzieję, że nowopowstała spółka będzie dobrze zarządzana – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Zasuń, ekspert WysokieNapiecie.pl. – Jednak trudno dziwić się bankom, że oceniają, iż wszystkie najważniejsze decyzje podejmowanę będą w ministerstwie

Rolnicy wracają do dobrych nastrojów: w I kwartale wyleasingowali najwięcej maszyn i urządzeń

Po bardzo słabym 2016 roku, leasing maszyn i urządzeń rolniczych na początku tego roku powrócił na ścieżkę wzrostów. Z danych opublikowanych przez Związek Polskiego Leasingu wynika, że w I kwartale br. rolnictwo było branżą, która odnotowała jeden z najwyższych wzrostów na całym rynku leasingu (+22% r/r), a wartość rolniczych inwestycji sfinansowanych poprzez leasing i pożyczki była najwyższa w całym segmencie maszyn i urządzeń. W opinii ekspertów EFL, rolnicy w 2017 roku i kolejnych latach z uwagi na unijne dotacje będą korzystać przede wszystkim z pożyczek oferowanych przez firmy leasingowe.

Polscy rolnicy, od uruchomienia dotacji unijnych i startu Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2007-2013, masowo modernizowali swoje gospodarstwa. Przy tym aktywnie korzystali ze wsparcia firm leasingowych, które odnotowywały w segmencie agro swoje rekordowe wyniki. Wraz z zakończeniem unijnego wsparcia, rolnicy przystopowali z inwestycjami, co widać było po ubiegłorocznych wynikach naszej branży, jednak już pierwsze tegoroczne wyniki wskazują, że okres zastoju nie trwał długo. Spodziewamy się, że w nadchodzących miesiącach tego roku i kolejnych latach, w których będą wydatkowane fundusze z perspektywy 2014-2020, zostanie pobity kolejny rekord wartości udzielonego finansowania na maszyny i urządzenia rolnicze – mówi Artur Hamerlik, Menedżer ds. Rozwoju Rynku w EFL.

Rolnictwo, w I kwartale br. było branżą z największym udziałem w finansowaniu maszyn i urządzeń przez firmy leasingowe – 22%. Wartość inwestycji rolniczych sfinansowanych poprzez leasing i specjalne pożyczki wyniosła aż 833 mln zł i była najwyższa w całym segmencie maszyn i urządzeń. Takie wyniki wskazują na powrót tendencji wzrostowej w segmencie agro, który zarówno I kwartał ub. r., I połowę ub. r. jak i cały 2016 rok kończył pod kreską.

W ubiegłym roku leasing i programy finansowania fabrycznego…

Ponadrynkowym wzrostem finansowania inwestycji rolniczych (+27% r/r) może pochwalić się EFL, który od stycznia do marca br. wyleasingował aktywa rolnicze o wartości 50 mln zł. – Nasze prognozy dotyczące rynku maszyn rolniczych, z których wynikało, że w 2016 roku będziemy mieć do czynienia ze spadkami, ale już od początku tego roku powrócimy na ścieżkę wzrostów, sprawdziły się. W ubiegłym roku producenci maszyn rolniczych, a w związku z tym również branża leasingowa, zanotowali spadki. EFL był jednym z wyjątków, który wypracował na rynku rolniczym kilkuprocentową dynamikę. Wynika to z faktu, że jesteśmy liderem w finansowaniu maszyn rolniczych za pośrednictwem leasingu, a ubiegłoroczny spadek głównie dotknął rynek finansowania maszyn rolniczych pożyczką – mówi Artur Hamerlik z EFL.

Zainteresowanie ofertą firm leasingowych wynika m.in. z coraz częściej pojawiających się ofertach produktowo-finansowych dedykowanych tylko dla tej branży, a przygotowanych przez leasingodawców. Aktywna współpraca z producentami maszyn rolniczych to jedno z najważniejszych założeń strategii dla segmentu agro w EFL. Firma podobnie jak cała Grupa Credit Agricole jest strategicznym partnerem John Deere, jednym z największych producentów maszyn do uprawy ziemi oraz terenów zielonych, w Polsce. EFL prowadzi również program finansowania fabrycznego Lemken (maszyny do uprawy gleby, siewu i ochrony roślin). Ponadto, eksperci podkreślają, że rośnie popyt na finansowanie używanych maszyn rolniczych. W Kamieniu Śląskim, w dniach 9-11 czerwica 2017 r., odbędzie się po raz kolejny Komis Maszyn Używanych w trakcie Opolagry, który w minionych latach cieszył się ogromnym zainteresowaniem.

… w 2017 roku pożyczka i dotacje unijne

Eksperci EFL zwracają uwagę, że rolnicy w 2017 roku i kolejnych latach w zdecydowanej większości będą korzystać z pożyczek oferowanych przez firmy leasingowe. Głównym powodem popularności tego instrumentu jest możliwość skorzystania z rolniczych funduszy unijnych obsługiwanych przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Pożyczka wprowadzona przez firmy leasingowe, głównie z myślą o branży rolniczej, jest alternatywnym w stosunku do leasingu sposobem na finansowanie sprzętu. Finansowanie za jej pomocą może pokrywać zakup zarówno nowych jak i używanych sprzętów rolniczych. Aby ubiegać się o dofinansowanie pożyczką, wymagane jest posiadanie przez rolnika podpisanej umowy o dofinansowanie inwestycji z Agencją Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa, Agencją Rynku Rolnego lub inną jednostką publiczną udzielającą środków unijnych. Struktura pożyczki pozwala na wystawianie faktury bezpośrednio na pożyczkobiorcę, co skutkuje możliwością ubiegania się o jednorazowy zwrot poniesionych kosztów z ARiMR. Dodatkowo, należy zwrócić uwagę, że pożyczkę cechują m.in. długi okres finansowania, zerowy lub niski wkład własny oraz doradztwo specjalistów z firmy leasingowej. Ważny jest również elastyczny harmonogram spłat zobowiązań.

Pożyczka jest bardzo chętnie wybierana przy zakupie środka trwałego, gdyż pożyczkobiorca od początku jest właścicielem nabytego sprzętu. Ponadto, na taki instrument, ze względów podatkowych, decydują się rolnicy, którzy korzystają z unijnych dotacji i nie są podatnikami podatku VAT. Pamiętajmy jednak o tym, że leasing jest również dostępną formą absorpcji funduszy. Podobnie jak w przypadku pożyczki, jego ogromną zaletą jest niskie zaangażowanie środków własnych w inwestycję oraz długi okres spłaty należności – podkreśla ekspert EFL.

Upoważnienia dla pracowników działów HR w zakresie przetwarzania danych osobowych

Osoby mające dostęp i przetwarzające w imieniu pracodawcy dane osobowe pracowników powinny być należycie do takich czynności umocowane. Poniżej przedstawiamy najważniejsze aspekty w zakresie tych upoważnień.

Administratorem danych osobowych pracowników jest pracodawca. Pracodawca jako administrator jest uprawniony do decydowania kogo upoważnia do przetwarzania danych osobowych w danym przedsiębiorstwie. Zgodnie z art. 37 ustawy o ochronie danych osobowych dostęp do danych oraz uprawnienie do ich przetwarzania powinny mieć tylko i wyłącznie osoby do tego upoważnione przez administratora. Upoważnienie powinno szczegółowo określać do jakich danych osoba upoważniona będzie miała dostęp.

Jest to o tyle istotne, że danych nieobjętych upoważnieniem osoba upoważniona nie ma prawa przetwarzać. Pracowników działu HR umocowanych do przetwarzania danych, należy uwzględnić w ewidencji osób upoważnionych. Zgodnie z art. 39 ustawy o ochronie danych osobowych w ewidencji tej wskazać należy imię i nazwisko upoważnionego, datę nadania upoważnienia oraz zakres, a także identyfikator, jeśli dane są przetwarzane w systemie teleinformatycznym.

Pracodawca upoważniający swoich pracowników w zakresie przetwarzania danych powinien sprawować nad nimi kontrolę w zakresie legalności ich działań. W związku z tym, że ustawa o ochronie danych osobowych wyraźnie wymaga, aby osoby mające styczność z gromadzeniem, utrwalaniem czy udostępnianiem danych osobowych miały ku temu odpowiednie umocowanie warto, aby umocowanie było udzielone na piśmie. Dokument taki w razie kontroli PIP lub GIODO stanowić będzie dowód udzielenia umocowania. Ewentualne naruszenia w tym zakresie wiązać się mogą z sankcjami prawnymi w postaci kary grzywny, ograniczenia lub nawet pozbawienia wolności.

Autor: Krystian Stanasiuk, LL.M., radca prawny, partner w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Spora ulga dla rynków finansowych. Znów apetyt na ryzyko więc złoty zyskuje

Wraca wiara w sondaże. Teoretycznie rynki zareagowały tak jakby już zwycięstwo Emmanuel Macrona było przesądzone. Czwartkowa decyzja EBC w centrum uwagi. Inwestorzy mogą zaniechać zajmowania pozycji w dolarze.

W końcu prawdziwe sondaże

Tydzień rozpoczął się pod znakiem bardzo dobrych nastrojów na rynkach. Jest to efekt opublikowania wyników pierwszej tury wyborów we Francji. Tym razem sondaże okazały się bardzo wiarygodne i do drugiej tury przeszli Macron i Le Pen. O tym jaka to była ulga dla rynków mogą świadczyć wzrosty na giełdach a także solidne umocnienie waluty europejskiej.

Zwycięzca już znany

Widać tym samym, że były spore obawy o to, że do finałowego starcia mogą przejść Le Pen i Melenchon czyli eurosceptycy. Jeśli i sondaże będą trafne co do drugiej tury to zwycięstwo powinien odnieść Macron i to by było bardzo dobre rozwiązanie dla stabilności strefy euro. Póki co ma sporą przewagę mniej więcej 62-38%. EUR/USD dotarł więc w okolice 1,09. Póki co ryzyko polityczne odeszło w niepamięć.

Sytuacja na EUR/USD

Dalsze wzrosty na tej parze nie są oczywiste. Bo teraz będziemy patrzeć na fundamenty a tutaj EBC nadal prowadzi luźną politykę. Tym bardziej, że już w czwartek wystąpi Mario Draghi i przedstawi decyzji władz monetarnych o dalszej polityce. Zapewne EBC myśli o stopniowym wyjściu z łagodnej polityki ale też trudno się spodziewać, że zasygnalizuje to już teraz. Tym bardziej, że presja inflacyjna wcale nie rośnie. Wydaje się więc, że Mario Draghi schłodzi nieco optymizm i zaprezentuje gołębie stanowisko, które może osłabić euro. Ale wcale to nie musi oznaczać spadków na EUR/USD. 29 kwietnia może być pierwszym dniem zamknięcia administracji rządowej w USA, jeśli nie uda się przegłosować podwyższenia limitu zadłużenia. Scenariusz mało prawdopodobny ale na pewno nie będzie sprzyjał zajmowaniu pozycji na dolarze.

Dobre nastroje

Oczywiście takie informacje z Francji spowodowały powiew optymizmu na rynki wschodzące. Złoty sporo zyskał szczególnie do dolara, franka i funta brytyjskiego. Nieco mniej polska waluta zyskała do euro ale to zrozumiałe bo waluta europejska była mocna na szerokim rynku. Ale w najbliższych dniach ruch w kierunku 4,23 na EUR/PLN jest możliwy. Na szerokim rynku traciły waluty uznawane za bezpieczne a więc frank, jen.

Pusty kalendarz

Dzisiejszy kalendarz jest niemal pusty, więc rynki będą wyceniać cały czas wynik pierwszej tury wyborów. Pojawił się jedynie indeks IFO mimo, że okazał się nieco wyższy od prognoz niewiele wniósł na rynki.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Pięć wyzwań księgowych dla każdego menedżera

Zagadnienia związane z księgowością zwykle spędzają sen z oczu przedsiębiorców. Podatki, rozliczenia, sprawozdania, limity są odbierane przez nich jako przeszkody w prowadzeniu działalności gospodarczej. Skoro jednak nie można ich uniknąć, warto je poznać i zrozumieć. Oto pięć największych wyzwań księgowych, z którymi przedsiębiorcy muszą się aktualnie mierzyć.

Decydując się na założenie działalności gospodarczej, przedsiębiorcy muszą mieć świadomość, jak wiele trudności czeka na nich już od samego początku. Od niezliczonych formularzy i załączników, które trzeba bezbłędnie wypełnić, po próby zdobywania kapitału, które mogą zakończyć się niefortunnie zaciągniętym kredytem czy utratą dofinansowania unijnego. Niestety, pokonanie pierwszych przeszkód, nie oznacza, że możemy odetchnąć.

Nowe przepisy w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej

W tym roku wyzwaniem dla księgowych jest art. 22 ust. 1 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, którego nowe brzmienie zmieniło od 1 stycznia limity rozliczeń gotówkowych. Zmodyfikowany przepis stanowi, że dokonywanie lub przyjmowanie płatności związanych z wykonywaną działalnością gospodarczą następuje za pośrednictwem rachunku płatniczego przedsiębiorcy, w każdym przypadku gdy stroną transakcji jest inny przedsiębiorca oraz gdy jednorazowa wartość transakcji przekracza równowartość 15 tys. zł (przed zmianą była to kwota 15 tys. euro), przy czym transakcje w walutach obcych przelicza się na złote według kursu średniego walut obcych ogłaszanego przez Narodowy Bank Polski z ostatniego dnia roboczego poprzedzającego dzień dokonania transakcji.

Co ta zmiana oznacza dla przedsiębiorców? – Nowe brzmienie przepisów ma wpływ na kwalifikację kosztów podatkowych. Jeżeli podatnicy dokonali transakcji z naruszeniem przepisu art. 22 ust. 1 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, to nie mogą pomniejszyć przychodu podatkowego o koszt w tej części, w jakiej płatność została dokonana bez pośrednictwa rachunku płatniczego. Niedostosowanie się do nowych przepisów po prostu się nie opłaca – wyjaśnia ekspert z Impel Business Solutions Katarzyna Zielonka.

Korekta JPK

Od stycznia 2017 poszerzyło się też grono podatników przekazujących  JPK_VAT. Przepisy o Jednolitym Pliku Kontrolnym dotyczą już nie tylko dużych, ale także średnich i małych przedsiębiorstw. Wkrótce do tego grona dołączą również mikroprzedsiębiorcy. Sam proces przekazywania danych za pomocą JPK_VAT nie sprawia na razie firmom większych trudności, jednak nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że każdą zmianę w ewidencji trzeba będzie odnotować wysyłając korektę JPK.

– Jeżeli w okresie, od którego zaistniał obowiązek przekazywania JPK_VAT pojawi się korekta spowodowana zmianami w ewidencji, należy pamiętać, że w ślad za korektą deklaracji VAT-7/VAT-7K podatnik jest zobowiązany także do ponownego przesłania JPK_VAT z zaznaczeniem, że jest to JPK korygujący – zaznacza Katarzyna Zielonka.

Odwrotne obciążenie VAT w usługach remontowych i budowlanych

Od stycznia 2017 r. zmieniły się również zapisy dotyczące podatku VAT dla firm budowlanych i remontowych. – Wszystkie usługi remontowe i budowlane świadczone przez podwykonawców zostały objęte „odwrotnym obciążeniem” – mówi Małgorzata Solarewicz z Impel Business Solutions i wskazuje: – Ich szczegółowy wykaz zawarty jest w załączniku 14 ustawy o VAT i co do zasady obejmuje usługi z zakresu PKWiU , których numeracja rozpoczyna się od 41, 42 i 43.

„Odwrotne obciążenie” podatkiem VAT polega na tym, że podatek VAT należny jak i naliczony rozlicza oraz nalicza nabywca tej usługi. Sprzedawca natomiast wystawia fakturę sprzedaży bez podatku VAT z adnotacją „odwrotne obciążenie”.

Jak ustalić, kto jest podwykonawcą? – Na rynku usług budowlanych występują najczęściej inwestor, wykonawca oraz podwykonawca – mówi Dariusz Ochalik i dodaje: – Dla właściwego zidentyfikowania roli podmiotu niezbędne jest ustalenie „łańcuszka transakcji”. Jako podwykonawcę usług budowlanych można uznać w uproszczeniu podmiot, który bezpośrednio nie wykonuje usług dla inwestora, lecz dla wykonawcy lub kolejnych podwykonawców.

Brak płynności finansowej mimo dobrych wyników

W wielu firmach zdarza się, że księgi rachunkowe za miniony rok zostały przeanalizowane, sprawozdanie jest już o krok od zatwierdzenia przez organy zarządzające Spółki, wynik finansowy wygląda okazale… ale nagle okazuje się, że zysk nie przekłada się na płynność finansową. Może się zdarzyć, że mimo wystąpienia zysku, nie mamy do dyspozycji żadnych środków pieniężnych. Dlaczego tak się dzieje?

– Istnieje szereg mechanizmów mających wpływ na tzw.: „kreowanie dodatniego wyniku finansowego”. To m. in. zawiązywanie i rozwiązywanie rezerw w firmie na różne cele, np. odprawy emerytalne albo zarachowane, ale nieotrzymane świadczenia pieniężne (odsetki, dotacje) – wymienia Katarzyna Zielonka. – Dlatego oprócz suchych danych w tabelach warto oprzeć się o wskaźniki bieżącej płynności,  wskaźnik zadłużenia czy też, jeśli to możliwe, pogrupować swoje wpływy i wydatki  miesiącami i sprawdzić kiedy byliśmy na „minusie” – radzi ekspert IBS.

Przekazanie 1% podatku a darowizna

Czy przedsiębiorca może przekazać podatek Organizacji Pożytku Publicznego? Czy raczej powinien skorzystać z przekazania darowizny?

Z przepisów wynika, że prawo do przekazania 1 % podatku na rzecz OPP dotyczy wszystkich podatników, którzy w danym roku osiągnęli przychody podlegające opodatkowaniu, czyli podatnicy rozliczający się poprzez skalę podatkową niezależnie od źródła (np. umowy o pracę, zlecenia), czyli poprzez PIT roczny z opodatkowaniem 18% i 32%, podatnicy opłacający ryczałt od przychodów ewidencjonowanych, podatnicy rozliczający przychody ryczałtowe wskazane w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych – zbycie nieruchomości, kapitały pieniężne, prawa majątkowe oraz podatkiem liniowym.

– Należy pamiętać, że darowizna na rzecz organizacji jest czym innym niż przekazanie 1% podatku. Są to dwie różne instytucje prawne i  urząd skarbowy traktuje te czynności zupełnie inaczej. 1% podatku na rzecz OPP to tylko przywilej dla osób fizycznych, z którego nie mogą korzystać osoby prawne, takie jak spółki, organizacje pozarządowe czy państwowe przedsiębiorstwa – podkreśla Katarzyna Zielonka z IBS.

Wyniki Grupy Concordia Ubezpieczenia za rok 2016

Wynik finansowy Grupy Concordia Ubezpieczenia w 2016 r. wyniósł łącznie +10,3 mln zł, przy sprzedaży w wysokości 424,3 mln zł. Jest to rezultat przekraczający założony plan i zgodny z przyjętą strategią.

WTUŻiR Concordia Capital SA

W roku 2016 Concordia Capital SA wygenerowała przypis na poziomie 60 mln zł, czyli o 3,7 proc. więcej względem roku 2015. Życiowa spółka Concordii zakończyła rok zyskiem wysokości +4,7 mln zł.

Dobre wyniki Concordia zawdzięcza przede wszystkim zwiększonej sprzedaży ubezpieczeń indywidualnych, zarówno terminowych – wzrost o 7,8 proc. względem 2015 r., jak i kapitałowych – wzrost o 18,6 proc. względem 2015 r. – Wyniki Concordii Capital SA są wyższe od planowanych i w pełni nas satysfakcjonujące, biorąc pod uwagę sytuację rynkową ubezpieczeń na życie. Prezentujemy dobrą dynamikę, szczególnie zważywszy na fakt, że cały sektor po 4 kwartałach odnotował spadek przypisu – mówi Jacek Smolarek, Prezes Concordii.

W ramach strategii biznesowej obejmującej lata 2017-2019, Concordia zakłada szybszy niż dotychczas wzrost portfela ubezpieczeń życiowych. Towarzystwo posiada obecnie niezbyt wysoki udział w rynku ubezpieczeń życiowych, jednak sukcesywnie i dynamicznie zamierza go zwiększać. Realizacja tego celu będzie możliwa dzięki współpracy ze sprawdzonymi pośrednikami z kanału bankowego i agencyjnego.

Prostota konstrukcji produktów życiowych Concordii, których zasady działania są zrozumiałe zarówno dla klienta, jak i obsługującego go doradcy, ma stanowić najważniejszy atut, zapewniający realizację założeń przyjętej przez Zarząd strategii.

Concordia Polska TUW

W 2016 r. Concordia Polska TUW utrzymała silną pozycję w sektorze agro, rozwijając dynamicznie pozostałe gałęzie swojej działalności. W ubiegłym roku spółka majątkowa Grupy sprzedała ubezpieczenia za łączną kwotę 364,3 mln zł, czyli o 6,8 proc. więcej w stosunku do 2015 roku, odnotowując zysk netto wysokości +5,6 mln zł.

Pozytywny wpływ na dodatni wynik Concordii miały, w pierwszej kolejności, ubezpieczenia casco, ale również NNW i finansowe. Osiągnięte zyski oceniamy jako bardzo zadowalające, szczególnie biorąc pod uwagę wartość wypłaconych przez firmę odszkodowań oraz fakt, że w segmencie ubezpieczeń majątkowych można zaobserwować znamiona kolejnej wojny cenowej, tym razem w ubezpieczeniach mieszkaniowych i przeznaczonych dla segmentu MŚP – mówi Prezes Smolarek. I dodaje – Concordia nie uczestniczyła, nie uczestniczy i nie będzie uczestniczyć w wojnie cenowej. Przynosi to bowiem duże straty finansowe oraz wizerunkowe dla całej branży ubezpieczeniowej. Naszym celem jest długofalowy i stabilny, rentowny wzrost, a nie jedynie krótkoterminowe patrzenie na udziały rynkowe.

Concordia w 2016 r. po raz kolejny udowodniła, że jest firmą godną zaufania, że wywiązuje się solidnie ze swoich obietnic. Klienci Concordii Polska TUW w 2015 r. otrzymali prawie 300 mln zł odszkodowań, z czego ponad połowę stanowiły te za szkody powstałe wskutek złego przezimowania.

Jak podkreśla Zarząd Concordii, wyniki osiągnięte 2016 r. stanowią dobry punkt wyjścia do realizacji strategii biznesowej na lata 2017-2019. Zakłada ona, między innymi, że w ciągu najbliższych trzech lat sprzedaż produktów skierowanych do klienta indywidualnego oraz małego i średniego biznesu, wzrośnie o ponad 50 proc. – Koncentrować się będziemy na tzw. Polsce powiatowej, gdzie rozpoznawalność marki Concordia jest większa, a potrzeby klientów zaspokojone w mniejszym zakresie niż w dużych miastach. Chcemy być blisko naszych „naturalnych” klientów – dodaje Prezes Smolarek.

Trzy czwarte firm z sektora MŚP uważa, że chmura usprawnia komunikację i daje możliwość pracy zdalnej

Z raportu Onex Group „Chmura w MŚP. Zaufanie czy ostrożność przedsiębiorców?” wynika, że firmy korzystające na co dzień z rozwiązań chmurowych doceniają w nich przede wszystkim: sprawność komunikacji w firmie (77%), możliwość pracy zdalnej (74%) oraz łatwość przechowywania i przetwarzania danych (72%). Niestety nadal istnieje spora grupa przedsiębiorców, którzy nie ufają chmurze z uwagi na bezpieczeństwo – ta zaleta została wskazana przez 45% firm (wzrost o 27 pp. r/r). Eksperci Onex Group zwracają uwagę, że w porównaniu do ubiegłorocznej edycji badania zyskały na znaczeniu wszystkie zalety rozwiązań chmurowych. To natomiast stanowi wyraźny sygnał, że chmura stała się nieodłącznym elementem biznesowej rzeczywistości w Polsce.

Mali i średni przedsiębiorcy w Polsce adaptują usługi chmurowe w tempie, które przekroczyło oczekiwania. Dużą dynamikę widzimy również w krajach zachodnich, co wskazuje, że ten rynek będzie się rozwijał, a tendencja będzie jednoznacznie wzrostowa. Z jednej strony, będzie to ekspansja związana z zastępowaniem własnych serwerowni usługami chmurowymi, bo będą one tańsze, szybsze i bardziej elastyczne. Z drugiej strony, postęp spowoduje, że chmura stanie się prostsza w obsłudze. Dzięki temu sięgną po nią ci, którzy na razie nie korzystają z usług chmurowych, bo wydają im się zbyt skomplikowane – mówi Jakub Hryciuk, dyrektor zarządzający w Onex Group.

raport I

„Misie” coraz bardziej doceniają zalety chmury

Dla wielu małych i średnich firm utrzymanie wewnętrznej infrastruktury IT to spory wydatek w miesięcznym budżecie. Dlatego tak popularne stało się wykorzystanie usług chmurowych, które nie dość, że są niejednokrotnie bezpieczniejsze i tańsze niż wewnętrzna infrastruktura IT, pozwalają też na większą mobilność. Jak pokazuje badanie Onex Group „Chmura w MŚP. Zaufanie czy ostrożność przedsiębiorców?” to właśnie swoboda pracy z dowolnego miejsca i w dowolnym czasie stanowi o wartości chmury. 77% przedsiębiorców docenia łatwiejszą komunikację w firmie, w tym również w momencie przebywania poza biurem – ten element wymieniany jest na pierwszym miejscu zalet rozwiązań chmurowych. Niemniej istotna jest możliwość pracy zdalnej (74%), którą w ubiegłorocznej edycji badania doceniało zaledwie 34% respondentów. Podium domyka łatwość przechowywania i przetwarzania danych (72%).

Wśród pozostałych zalet chmury znalazły się: możliwość pracy ze współpracownikami w tym samym czasie, lecz w różnych miejscach (70%) oraz dostęp do danych na wszystkich urządzeniach mobilnych (65%). Warto tutaj zwrócić uwagę, że ocena ostatniego elementu różnicuje się w zależności od sektora, w którym działa firma. Już trzech na czterech przedsiębiorców z branży usługowej docenia dostęp do danych na wszystkich urządzeniach, ale tylko co drugi z sektora przemysł i budownictwo.

Usługi chmurowe stanowią podstawę komunikacji, gromadzenia czy przepływu informacji w naszej firmie. Bez chmury byłoby nam trudno prowadzić większość projektów. Przede wszystkim wynika to z tego, że w branży PR musimy być mobilni. Często się przemieszczamy, a dzięki chmurze wszystkie informacje mamy pod ręką. Po drugie, gromadzimy mnóstwo dokumentów, które są niezbędne do prowadzenia konkretnego projektu. W końcu, rozwiązania chmurowe dają nam gwarancję zabezpieczenia danych firmowych na bardzo wysokim poziomie przy zachowaniu niskich kosztów – mówi Sławomir Żurek, Dyrektor Zarządzający ZOOM bsc.

Brak zaufania do bezpieczeństwa chmury?

Ważnym elementem z punktu widzenia rozwoju chmury w polskich małych i średnich firmach jest zaufanie do bezpieczeństwa tego rozwiązania. W badaniu Onex Group, już 45% firm wskazało, że większe zabezpieczenie danych to największa zalety chmury. W poprzedniej edycji badania było to zaledwie 18%. Największe obawy związane z bezpieczeństwem mają przedsiębiorcy z sektora handlu – tylko 33% wskazało, że chmura gwarantuje najwyższą jakość zabezpieczenia danych firmowych, w porównaniu do co drugiej firmy z sektora przemysł i budownictwo. To oznacza, że nadal konieczna jest edukacja w zakresie bezpieczeństwa rozwiązań chmurowych, które choć niejednokrotnie wyższe niż w przypadku innych rozwiązań, budzi spore obawy.

Metodologia:

Badanie „Chmura w MŚP 2017. Zaufanie czy ostrożność przedsiębiorców?” zostało przeprowadzone przez instytut badawczy ARC Rynek i Opinia na zlecenie Onex Group na próbie 205 przedsiębiorców z sektora MŚP. Wśród respondentów znaleźli się m.in. administratorzy IT, właściciele firm, specjaliści IT. Badanie zostało zrealizowane za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w lutym 2017 roku.

W 2017 r. ceny nowych mieszkań w stolicy będą nieznacznie rosły

Jak wynika z najnowszej edycji raportu E-VALUER INDEX 2017 firmy Emmerson Evaluation, ceny mieszkań na stołecznym rynku pierwotnym mogą w tym roku jeszcze wzrosnąć, ale na rynku wtórnym pozostaną na obecnym poziomie. Najtańsze mieszkania znajdziemy w Wesołej oraz Rembertowie, najdroższe jest Śródmieście. Z kolei wynajęcie dwupokojowego lokalu w Śródmieściu i sąsiadujących z nim dzielnicach, to przeciętnie wydatek 2440 zł miesięcznie. Najtańsze są pozostałe dzielnice po prawej stronie Wisły, gdzie średni czynsz wynosi 1931 zł miesięcznie.

E-VALUER INDEX 2017 to już czwarta edycja kompleksowego raportu na temat rynku mieszkaniowego w Polsce, przygotowywanego przez ekspertów od wyceny nieruchomości z Emmerson Evaluation. Raport obejmuje mediany[1] cen transakcyjnych mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym oraz stawek czynszu w największych miastach Polski.

Z części poświęconej Warszawie wynika, że mediana cen transakcyjnych za 1 mkw. na stołecznym rynku pierwotnym to 7620 zł, a na rynku wtórnym – 7237 zł. To oznacza, że stołeczny rynek wtórny jest najdroższy w Polsce, a pierwotny ustępuje jedynie Sopotowi, gdzie mediana cen transakcyjnych za nowe mieszkania przekracza 10 tysięcy złotych (10 147 zł/mkw.).

W 2016 roku stolica zdecydowanie nie była liderem wzrostu cen na rynku mieszkaniowym. Wyliczone w raporcie ceny nowych mieszkań wzrosły zaledwie o 2%, a w przypadku lokali z drugiej ręki ceny wręcz spadły o 1%.  – Podobnie jak w reszcie polskich metropolii, w stolicy trwa hossa na rynku pierwotnym. Zainteresowanie nabywców jest ogromne, a deweloperzy ogłaszają kolejne rekordy sprzedaży – komentuje Dariusz Książak Prezes Zarządu Emmerson Evaluation. – Ceny jednak pozostają stabilne, ponieważ deweloperzy, chcąc jak najlepiej wykorzystać rekordowy popyt, zapewniają stołecznym klientom wystarczającą podaż mieszkań. Widać to chociażby po liczbie wydanych pozwoleń na budowę, których wg danych GUS, w 2016 r. wydano aż 21 626, w tym ponad 94% dla inwestycji deweloperskich. To prawie dwa razy więcej niż jeszcze trzy lata temu – dodaje Dariusz Książak.

Emmerson Evaluation przewiduje, że w roku 2017 sytuacja na warszawskim rynku mieszkaniowym nie zmieni się znacząco. Ceny na rynku pierwotnym powinny wzrosnąć, ale nie będą to znaczące podwyżki, podczas gdy ceny na rynku wtórnym pozostaną stabilne.

Co dzielnica, to trend na rynku mieszkaniowym

Mediana cen dla całej Warszawy nie oddaje jednak ważnej dla każdego kupującego specyfiki konkretnych dzielnic. Dlatego E-VALUER INDEX 2017 przedstawia także szczegółowe dane dla każdej z nich. Raport wskazuje, że najdroższe w 2016 roku były nowe mieszkania w Śródmieściu (mediana 14 239 zł/mkw.), Ochocie (8 664 zł/mkw.) i Mokotowie (8 384 zł/mkw.). Lokale z drugiej ręki osiągają najwyższe ceny za mkw. również w Śródmieściu (9 930 zł/mkw.), na Żoliborzu (8 292 zł/mkw.) oraz na Ochocie (7 848 zł/mkw.) i w Wilanowie (7 823 zł/mkw.). Najtańszą ofertę mieszkań z obu rynków kupujący mogą znaleźć w peryferyjnych dzielnicach stolicy, jak Wesoła, Rembertów i Białołęka. Mediana cen mieszkań używanych, a w przypadku Wesołej także mieszkań nowych, nie przekracza w tych dzielnicach kwoty 6 tys. zł/mkw.

Oprócz analizy cen transakcyjnych za mkw. warto przyjrzeć się także rocznym trendom zmian cen w poszczególnych dzielnicach Warszawy przedstawionych w raporcie Emmerson Evaluation. Największy wzrost cen transakcyjnych na rynku pierwotnym odnotowano w 2016 roku na Pradze Północ (+6%) i Targówku (+5%). – W przypadku tych dwóch lokalizacji widać wyraźnie efekt metra. Kupujący dobrze wiedzą, że te dzielnice bardzo mocno zyskają na atrakcyjności po budowie kolejnych etapów drugiej linii – komentuje ekspert Emmerson Evaluation. Z kolei na rynku wtórnym rok 2016 przyniósł stabilizację, a nawet spadki cen. W zdecydowanej większości stołecznych dzielnic mediany cen transakcyjne pozostały na niezmienionym poziomie lub nawet uległy obniżeniu.

Wynajem w stolicy skupiony wokół centrum

wynajem w stolicyJak przystało na największą polską metropolię, również stawki czynszu z tytułu najmu mieszkania w Warszawie należą do najwyższych w Polsce. Najdroższe, ale i najczęściej wynajmowane (62%) są mieszkania w dzielnicach centralnych (Ochota, Mokotów, Śródmieście, Praga Północ i Południe, Wola i Żoliborz). Mediana miesięcznego czynszu netto (bez opłat administracyjnych, za media, miejsce postojowe itp.) wynosi tam 2087 zł za kawalerkę, 2440 zł za lokum dwupokojowe, 3645 zł za trzy pokoje oraz 7019 zł w przypadku mieszkań większych. – Warto jednak dodać, że w przypadku centralnych dzielnic Warszawy stawki czynszu za mieszkania o tej samej liczbie pokoi były mocno zróżnicowane. Tak duży zakres wysokości czynszów był charakterystyczny tylko dla tej części miasta – zauważa ekspert Emmerson Evaluation. Na najniższe stawki miesięcznego czynszu mogą za to liczyć wynajmujący mieszkania po prawej stronie Wisły, gdzie jednocześnie liczba ofert jest najniższa (11%), czyli na Białołęce, Rembertowie, Targówku, Wawrze i Wesołej. Mediana wysokości opłat czynszowych wynosiła tam od 1416 zł miesięcznie za kawalerkę do 3269 zł miesięcznie za lokal powyżej 3 pokoi.

miesięczny czynsz najmu Warszawa

[1] Mediana (tzw. wartość środkowa, dzieląca zbiór na dwie równe części) lepiej odzwierciedla informację na temat cen nieruchomości niż średnia, ponieważ na jej wynik, nie wpływają pojedyncze wartości znacznie odchylające się od większości transakcji typowych w całym zbiorze (takie jak np. zakup jednej nieruchomości luksusowej).

Jak marketing predykcyjny wpływa na performance marketing?

Już podczas zakupów Amazon przewiduje, czy klient kupi wybraną książkę. To magia, a może czytanie w myślach? Nie, to dogłębna znajomość użytkownika wykorzystana przez inteligentne i „uczące się” algorytmy danych, służące do symulowania różnych scenariuszy, w zależności od pozostawionego przez nich „internetowego” śladu aktywności.

Przewidzenie decyzji klienta w zakresie zakupów mogłoby skrócić czas dostawy. Patent na „wyprzedzającą wysyłkę” został zgłoszony przez Amazon już w 2014 roku. Ale skąd gigant internetowy mógłby wiedzieć, jaką książkę zamówi internauta? Wykorzystując marketing predykcyjny (predictive marketing).

Co to jest marketing predykcyjny?

Stale rosnąca ilość danych dostarczanych (świadomie lub nie) przez użytkowników zachęca do ich analizy i systematyzacji, które z kolei pozwalają na rozwój nowych technik targetowania i personalizacji. Dane demograficzne z Google Analytics nie mówią wiele o profilu osobowym naszego potencjalnego klienta. Dopiero like na Facebooku, retweet, komentarz na forum, porzucony koszyk, historia zamówienia, kliknięcia w reklamy, aktywność na blogu, linki afiliacyjne czy też długość przytrzymywania kursora nad danym produktem – mix tych zachowań i aktywności pozwalają na zbudowanie profilu danego użytkownika.

Marketing predykcyjny to strategia bazująca na analizie ogromnej liczbie danych, która ma na celu budowanie relacji pomiędzy marką a potencjalnym konsumentem. Tworzenie głębokich więzi, wynikających z nieograniczonych możliwości personalizacji, otwiera wiele nowych dróg do eksploracji.

Magiczne narzędzie analityka – algorytm

Siła marketingu przewidującego leży nie w zgadywankach, ale w algorytmach, jakie mogą analizować zachowania i nawyki użytkowników przy użyciu danych z różnych źródeł (CRM, DMP, cross-device tracking, dane od osób trzecich itp.). Informacje te jasno wskazują, co danego konsumenta zainteresuje i spowoduje zwiększenie jego zaangażowania, konwersję, a ostatecznie – zwiększy przychody.

Kto już zarobił na takich przewidywaniach?

Najlepszym przykładem na pokazanie korzyści z marketingu przewidującego jest Netflix. Obecnie z serwisu korzysta ponad 100 mln użytkowników na całym świecie[1]. Firma gromadzi więc ogromne ilości danych, które pomagają jej podejmować decyzje, mające wpływ na jakość świadczonych usług.

Netflix na podstawie dnia, daty, lokalizacji, rodzaju urządzenia, ocen filmów lub seriali, wyszukiwania i scrollowania potrafi nie tylko rekomendować, ale w umiejętny sposób zatrzymać klienta i nakłonić go do zakupu abonamentu. Analiza upodobań użytkowników miała kluczowe znaczenie w podjęciu decyzji o rozpoczęciu produkcji pierwszego własnego serialu Netflixa, czyli „House of Cards”. Zainwestowana kwota wynosiła 100 mln dolarów, a serial okazał się fenomenem! W obliczu tych danych (sic!) należałoby go raczej zatytułować „House of Data”.

Oprócz ułatwienia podejmowania decyzji biznesowych, wynikiem zabiegów marketingu predykcyjnego może być więc zwiększenie sprzedaży poprzez proponowanie klientom odpowiednich produktów we właściwym czasie i miejscu, a także poprawa efektywności oraz zasięgu kampanii marketingowej. Spersonalizowana reklama lub stargetowany newsletter będą miały lepszy wpływ na decyzję zakupową, jeżeli zostaną poprzedzone dogłębną analizą profilu klienta. Ten natomiast zwiąże się z marką na dłużej, jeśli poczuje, że jest traktowany w sposób indywidualny i wyjątkowy, bo marka zna go co najmniej tak dobrze, jak pani Zosia z zieleniaka pod blokiem.

Marketing predykcyjny ma coraz większe zastosowanie w działaniach performance marketingu

Dzięki coraz dokładniejszym danym, reklamy stają się precyzyjniejsze i efektywniejsze. W wyniku tego, budżety reklamowe będą mogły być mądrzej inwestowane, aby uzyskać jak największy ROI. Big Data pozwala na budowanie profili użytkowników na podstawie ich zachowań w internecie na desktopie czy urządzeniach mobilnych. Przykładowym profilem może być młoda para z dzieckiem planująca zakup mieszkania, zainteresowana podróżami oraz designem. Do tak zbudowanych i usystematyzowanych profili kierujemy dedykowany przekaz reklamowy w odpowiednim miejscu, czasie oraz formie.

Jesteśmy świadkami zmiany z podejścia ilościowego na jakościowe w afiliacji i performance marketingu.Oznacza to mniej klasycznych bannerów, a więcej formatów natywnych, skierowanych i dopasowanych do wybranych użytkowników o określonych cechach, znajdujących się w określonej sytuacji. Kupując reklamę w modelu programmatic i wykorzystując marketing predykcyjny nie kupujemy już reklamy na określonym portalu, licząc na to, że nasz potencjalny użytkownik może się na nim zjawić. Działamy odwrotnie, czyli emitujemy reklamę na danej stronie, bo właśnie wszedł na nią ktoś, kto idealnie pasuje do profilu naszej buyer presona, czyli osoby posiadającej zestaw cech naszego potencjalnego klienta – mówi Michał Sołtys, Regional Director Central Eastern Europe z Grupy Kwanko, która prowadzi działania Performance Marketingu. Kwanko buduje profile użytkowników wykorzystując dane z własnych kampanii oraz tzw. 3rd party data. – Mamy bardzo zaawansowane kryteria targetowania, a optymalizacja jest możliwa dzięki rozwiniętym algorytmom, które przewidują możliwe scenariusze – dodaje Sołtys.

Nieuchronna przyszłość w życiu codziennym i biznesie

Marketing przewidujący rewolucjonizuje relację pomiędzy konsumentem a marką za pomocą takich funkcji jak: listy rekomendowanych produktów, sugestie na podstawie profilu, kastomizowane linki afiliacyjne i spersonalizowane komunikaty.

Na rozwój predictive marketing wpływ mają różne czynnik, m.in.: kogniwistyka, rozwój sztucznej inteligencji oraz machine learning, czyli zdolności maszyn do uczenia się i komunikacji w naturalnym języku. Wiele wskazuje na to, że będzie on niedługo wszechobecny: w naszym smart domach, w zegarkach, ubraniach czy samochodach. Umiejętne wykorzystanie tej technologii przyniesie niewątpliwe zyski dla biznesu online, a z czasem i offline.

[1] http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/netflix-liczba-uzytkownikow-w-2017-roku-rosnace-przychody

Monika Ciesielska-Rutkowska prezesem międzynarodowej organizacji IMSA International Executive Search

Monika Ciesielska-Rutkowska, założycielka firmy doradczej Carpenter Consulting, na początku kwietnia została wybrana prezesem IMSA International Executive Search. Tym samym stanęła na czele międzynarodowej organizacji, zrzeszającej firmy headhunterskie z 25 krajów świata.

IMSA International Executive Search to powstała w Szwajcarii organizacja, zrzeszająca firmy specjalizujące się w rekrutacji kadry zarządzającej średniego i wyższego szczebla. Obecnie w jej skład wchodzi 25 firm – po jednej z każdego z krajów członkowskich. Od 2010 swojego przedstawiciela w postaci spółki Carpenter Consulting ma także Polska. Wspólne działanie, w ramach bieżących projektów realizowanych dla klientów, pozwala partnerom IMSA identyfikować profesjonalistów na całym świecie.

Przez ostatnie cztery lata Monika Ciesielska-Rutkowska zasiadała w Zarządzie organizacji, aktywnie uczestnicząc w jej kształtowaniu, a także w rozwoju współpracy i wymiany najlepszych praktyk pomiędzy krajami członkowskimi.

Podczas ostatniego spotkania członków organizacji, Spring IMSA Meeting, które odbyło się w dniach 5-7 kwietnia w Marsylii, Pani Monika została wybrana nowym prezesem.

Przyjęcie do IMSA w 2010 roku było dla nas dużym sukcesem. Od początku istnienia firmy dążyliśmy do zbudowania globalnego zasięgu, który pozwoli nam realizować projekty poza granicami naszego kraju. Włączenie nas w szeregi organizacji było potwierdzeniem wysokiej jakości świadczonych usług i pozwoliło nam realizować ten cel – mówi Monika Ciesielska-Rutkowska, Managing Partner Carpenter Consulting. Wybór na Prezesa organizacji to duże wyróżnienie, nie tylko dla mnie, ale i dla Polski, którą nasza firma reprezentuje w IMSA. To wyraz uznania dla dotychczasowej pracy w Zarządzie, a także budowanego od lat doświadczenia. Nowa funkcja pozwoli mi jeszcze aktywniej działać w szeregach IMSA, koordynując jej dalszy rozwój – dodaje.

Monika Ciesielska-Rutkowska jest ekspertem w zakresie rekrutacji i oceny kompetencji kadry zarządzającej. Na swoim koncie może zapisać zakończone sukcesem projekty rekrutacyjne i audyty menadżerskie, realizowane dla międzynarodowych i polskich korporacji. Pełni funkcję prezesa spółki Carpenter Consulting, którą założyła w 2005 roku. Firma dwukrotnie, w 2013 i 2015 roku, zajęła 2 miejsce wśród firm Executive Search w Polsce, w rankingu „The Book of Lists” opublikowanym przez Warsaw Business Journal.

Ciesielska-Rutkowska wcześniej pracowała m.in. w SpenglerFox, Infovide-Matrix czy Monster. Jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej na kierunku zarządzanie oraz finansów na Uniwersytecie Gdańskim.

Carpenter Consulting jest zaufanym doradcą uznanych międzynarodowych i polskich firm, w zakresie rekrutacji i budowy kompetencji kadry zarządzającej i kierowniczej. Realizuje projekty doradcze w ramach każdego obszaru działalności przedsiębiorstwa. Poza rekrutacją, zajmuje się także ewaluacją kompetencji pracowników poprzez audyty kompetencji, a także realizuje procesy outplacementu dla menedżerów.

Emmanuel Macron i Marine Le Pen w drugiej turze wyborów prezydenckich

Do drugiej tury wyborów prezydenckich we Francji dostali się Emmanuel Macron i Marine Le Pen z ogromnymi szansami na końcowe zwycięstwo tego pierwszego. Rynki dostały przyjazny rezultat, który jednak też jest zgodny z oczekiwaniami i wskazaniami sondaży. Stąd, mimo że EUR jest wyżej na domykaniu krótkich pozycji, to z obecnego położeniu nie będzie łatwo wspinać mu się wyżej. Lepszy sentyment sprzyja za to złotemu.

Rok 2017 odbudowuje wiarę w skuteczność agencji sondażowych, który tym razem poradziły sobie lepiej niż w zeszłorocznych przewidywaniach wyniku referendum w Wielkiej Brytanii, czy wyborach prezydenckich w USA. Według ostatecznych wyników Emmanuel Macron zebrał 23,75 proc. głosów przed Marine Le Pen z 21,53 proc. Wyścig łeb w łeb w pierwszej turze nie oddaje jednak szans w bezpośrednim starciu za dwa tygodnie, gdyż nowe sondaże z niedzielnego wieczora wskazują na ponad 60 proc. poparcia dla Macrona. Jeśli sprawdziły się prognozy sprzed pierwszej tury, rynek może bardziej zaufać predykcjom przed drugą turą. I tutaj szukałbym jedynego świeżego impulsu dla optymizmu rynkowego i siły euro. Inwestorzy mogą pokusić się o wycenianie mniejszego ryzyka wygranej Le Pen. Jednak poza tym jedynym aspektem reszta wiadomości z niedzieli jest dość zgodna z wcześniejszymi oczekiwaniami. Z tego względu brak jest elementu zaskoczenia, który przemawiałby za diametralną odmianą obrazu rynku.

Z perspektywy EUR co więksi pesymiści zostali zobligowani do zamknięcia krótkich pozycji w walucie, ale po drugiej stronie panuje zawahanie w otwieraniu świeżych pozycji na kupno. Jeśli odrzucamy na bok ryzyko polityczne, wracamy do fundamentów, a w tym kontekście trzeba myśleć o czwartkowej decyzji Europejskiego Banku Centralnego. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że EBC szykuje się do stopniowego odchodzenia od polityki skupu aktywów, ale jednocześnie nie chce, by rynek zbyt prędko uwierzył w tą strategię. W marcu prezes Draghi zapędził się w swoim optymizmie co do oceny sytuacji w gospodarce, co przysporzyło rajd EUR i rentowności obligacji skarbowych w strefie euro. ECB nie chce przedwczesnego zacieśniania warunków finansowych, więc w czwartek powinien uderzyć w gołębie. Jeśli tak, to dzisiejsza siła EUR może być dla niektórych inwestorów okazja do zajęcia dobrej pozycji przed czwartkiem.

Reszta rynku odczuwa oddech ulgi i poprawę apetytu na ryzyko. Dobrze mają się SEK i NOK, gdyż przyjazny UE prezydent Francji oznacza wcześniejszy koniec luzowania ECB, a w konsekwencji podnosi oczekiwania na normalizację polityki Riksbanku i Norges Banku. Warto o tym pamiętać przed czwartkowa decyzja tog pierwszego. Największym przegranym jest JPY, głównie za sprawą odwracania popularnego przed wyborami trade’u sprzedaży EUR/JPY. Ale też wzrost rentowności obligacji skarbowych USA pcha w górę USD/JPY. Skok oprocentowania 10-latek do 2,31 proc. (+6 pb) może jednak nie wystarczyć, by wyraźnie poprawić pozycję USD w tym tygodniu. Uwagę inwestorów będą rozpraszać wydarzenia w Kongresie USA, gdyż 29 kwietnia może być pierwszym dniem przymusowego zamknięcia administracji rządowej, jeśli nie uda się przegłosować podwyższenia limitu zadłużenia budżetowego. Nie sądzimy, aby miało to nastąpić, ale jest to czynnik, który może mącić nastawienie inwestorów do dolara.

Wynik wyborów we Francji jest pozytywny dla ryzyka i powinien pomóc w ustabilizowaniu notowań złotego. W pierwszej reakcji EUR/PLN spadł ok. 2 grosze do 4,24, a USD/PLN zanurkował o 10 groszy do 3,88, zanim realizacja zysków na tym drugim (przez oddziaływanie EUR/USD) nie wzięła góry. Kiedy jednak techniczne zawirowania osłabną, wyrysuje się obraz mniejszego zagrożenia ze strony czynników zewnętrznych dla złotego, co pozwoli na swobodne opadanie EUR/PLN w stronę 4,23.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Czy załamanie cen może się powtórzyć na rynku mieszkaniowym

Średnie oferowane ceny m kw. mieszkań na rynku pierwotnym w największych miastach Polski były rekordowe w 2007 r. Po hossie zaczął się spadek w następnym roku. Teraz budowana jest rekordowa liczba mieszkań, czy dojdzie ponownie do głębokiej korekty cenowej?

Wzrosty cen są bardzo małe, tylko przy wyjątkowo dobrych lokalizacjach te wzrosty są większe, a sytuacja na rynku jest stabilna, nie widać zagrożeń, o tym w rozmowie z MarketNews24 mówi Jarosław M. Skoczeń z Grupy Emmerson SA.

Poręczyciel może żądać wpisu do księgi wieczystej

Niejednokrotnie mamy do czynienia z sytuacją gdy wierzyciel – np. bank lub instytucja finansowa – ustanawia kilka zabezpieczeń dla swojej wierzytelności – wynikającej np. z umowy kredytu lub pożyczki. Częstą praktyką jest, gdy obok hipoteki ustanowionej na nieruchomości dłużnika dodatkowym zabezpieczeniem jest poręczenie, które zostało udzielone np. przez członka rodziny dłużnika lub członka zarządu, wspólnika spółki. Jednak poręczyciel nie może oczekiwać, iż bank najpierw wyczerpie sposoby egzekucji z majątku dłużnika, zanim zwróci się do niego o spłatę zaciągniętego przez dłużnika kredytu. Wierzyciel może – z czego w praktyce najczęściej korzysta – równolegle dochodzić zapłaty od dłużnika i poręczyciela do czasu całkowitej spłaty długu.

– Poręczyciel, który zaspokoi roszczenie wierzyciela, może dochodzić od dłużnika zwrotu wydatkowanych środków – powiedział agencji eNewsroom.pl Piotr Glonek, adwokat z kancelarii Gardocki i Partnerzy – Gdy poręczyciel spłacił za dłużnika kredyt zabezpieczony hipoteką na majątku dłużnika, jego sytuację może poprawić odwołanie się do tej właśnie hipoteki. Poręczyciel, który zaspokoi roszczenie wierzyciela, może również powołać się na wstąpienie w prawa wierzyciela i dokonać wpisu do księgi wieczystej prowadzonej dla nieruchomości dłużnika. Wstąpienie przez poręczyciela w prawo zaspokojonego wierzyciela następuje z mocy samego prawa – bez konieczności zawierania odrębnej umowy z wierzycielem lub dłużnikiem. Poręczyciel może żądać wpisu do hipoteki nie tylko wtedy, gdy w całości spłaci wierzyciela. Jeżeli dług został przez niego spłacony jedynie w części, to poręczyciel może żądać stosownych zmian dotyczących hipoteki. W takim wypadku – na wskutek jego wniosku – dochodzi do szczególnego rodzaju podziału hipoteki pomiędzy wierzycielem i poręczycielem. Właściwe zadbanie przez poręczyciela o ujawnienie praw, które nabył spłacając wierzyciela, ma istotne znaczenie dla jego sytuacji prawnej i ekonomicznej. Może bowiem znacznie zwiększyć jego szanse na odzyskanie – z majątku dłużnika – środków wypłaconych wcześniej wierzycielowi. Szczególnie w sytuacji majątkowej dłużnika, która stała się dramatyczna na tyle, że dłużnik przestaje regulować swoje zobowiązania. W obliczu kierowanej wobec dłużnika egzekucji – w szczególności z wniosków wielu wierzycieli – lub ogłoszenia upadłości dłużnika zabezpieczenie rzeczowe na nieruchomości – jakim jest hipoteka – może mieć dla poręczyciela kluczowe znaczenie – ocenił Glonek.

Advent International w wyniku wezwania nabędzie ponad 90% akcji Integer.pl S.A.

AI Prime (Luxemburg) Bidco S.a r.l., („AIP”) spółka celowa należąca w całości do funduszy zarządzanych przez Advent International („Advent”), jednego z największych globalnych funduszy private equity, oraz pan Rafał Brzoska (wraz z AIP będący „Wzywającymi”), informują iż w wezwaniu na akcje Integer.pl S.A. („Integer”) złożono zapisy na sprzedaż walorów stanowiących, wraz
z akcjami posiadanymi przez pana Rafała Brzoskę, ponad 90% ogólnej liczby akcji spółki. Tym samym warunki wezwania zostały spełnione i AI Prime, jako jedyny podmiot nabywający, zamierza nabyć wszystkie akcje, na które zostały złożone zapisy w wezwaniu, a następnie przeprowadzić przymusowy wykup akcji w celu wycofania spółki z Giełdy.

Dzięki sukcesowi wezwania Wzywający będą mogli rozpocząć prace związane z wdrożeniem planów strategicznych Grupy oraz z jej dalszym rozwojem jako spółki prywatnej. W dniu 20 kwietnia br. Wzywający otrzymali bezwarunkowe zgody właściwych organów antymonopolowych na nabycie akcji w wezwaniu na Integer.pl i InPost S.A. („Inpost”).

Jako że zakończenie z sukcesem wezwania do sprzedaży akcji w spółce Integer jest warunkiem dojścia do skutku wezwania na akcje InPost, ogłoszonego przez Wzywających w dniu 24 lutego 2017 r. Wzywający poinformują w dniu jutrzejszym, tj. 25 kwietnia br., odpowiednim komunikatem o spełnieniu się powyższego warunku wezwania na akcje InPost. Szersze informacje dotyczące finalizacji obu wezwań oraz planów Advent będą mogły zostać przekazane po oficjalnym komunikacie dotyczącym liczby akcji nabytych przez AIP w wyniku obu wezwań, co jest planowane na środę, tj. 26 kwietnia br.

Komentując wyniki wezwania Peter Nachtnebel, dyrektor w Advent International powiedział:

„Jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani, iż wezwanie zakończyło się sukcesem. Skoncentrujemy się teraz na rozwoju firmy poprzez stworzenie wiodącej sieci paczkomatów w Europie i zapewnienie unikalnej i najwyższej jakości usługi dla klientów Integera”.

Zwycięstwo Macrona wspiera złotego, traci frank, jen i złoto

Zwycięstwo Emmanuela Macrona w pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji istotnie ograniczyło ryzyko inwestycyjne. Jednym z największych beneficjentów jest złoty. Mocno traci natomiast szwajcarski frank, japoński jen i złoto.

W pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji zwyciężył Emmanuel Macron, zdobywając 23,75 proc. głosów. Tuż za nim uplasowała się Marine Le Pen, na którą zagłosowało 21,53 proc. Francuzów. Oboje spotkają się w zaplanowanej na 7 maja drugiej turze. Sondaże wskazują, że zdecydowanym faworytem jest Macron, którego już teraz poparła francuska prawica i lewica.

Wygrana Macrona i drugie miejsce Le Pen było zakładanym przez rynki finansowe scenariuszem na podstawie przedwyborczych sondaży. To, że wspomniane sondaże trafnie wskazały wyniki pierwszej tury, wprowadza duże uspokojenie przed głosowaniem 7 maja. Pozwala bowiem zakładać, że wówczas Macron uzyska poparcie około 60 proc. wyborców, podczas gdy przedstawicielka skrajnego Frontu Narodowego może liczyć na około 40 proc. głosów.

Wyniki pierwszej tury są pozytywnie odbierane przez rynki. Znika znaczna część ryzyka politycznego, jakie do tej pory inwestorzy musieli wkalkulowywać w swoje decyzje. Stąd też nie zaskakuje, że w reakcji na doniesienia z Francji zyskuje wspólna waluta. Kurs EUR/USD w nocy wzrósł do 1,0899 z 1,0726 na zamknięciu tygodnia. Obecnie para ta nieco się cofnęło i za euro trzeba zapłacić 1,0850. Jednocześnie notowania EUR/CHF podskoczyły do 1,0816 z 1,0685, a EUR/JPY do 119,49 z 116,73, a EUR/GBP do 0,8480 z 0,8358.

Jednym z głównych beneficjentów wyborczego zwycięstwa Macrona jest polski złoty, który umacnia się również w relacji do euro. O godzinie 07:25 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2415 zł, spadając o 2,6 gr w stosunku do zamknięcia z piątku. Zdecydowanie mocniej złoty zyskuje do pozostałych głównych walut. Notowania szwajcarskiego franka spadły o 7,8 gr do 3,9210 zł i jest on najtańszy od października 2016 roku. Kurs USD/PLN cofnął się o 8 gr do 3,9090 zł i dolar ponownie atakuje dołek z końca marca br. Funt zaś, po trwającym prawie miesiąc rajdzie w górę, tanieje o 10,4 gr w stosunku do piątkowego zamknięcia i trzeba za niego zapłacić 5,0020 zł.

Powyborcze umocnienie złotego jest wyraźnie większe niż węgierskiego forinta, czy czeskiej korony, do których polska  waluta zyskuje dziś rano odpowiednio 0,3 proc. i 0,4 proc. Wśród innych dużych beneficjentów wyborów we Francji znalazła się jeszcze szwedzka i norweska korona.

Dziś rano zyskują aktywa ryzykowne, co zapowiada mocny start europejskich giełd (w tym giełdy w Warszawie), a jednocześnie tracą te uważane za tzw. bezpieczne przystanie na ciężkie czasy. Taniej więc japoński jen, szwajcarski frank oraz złoto. Kurs tego ostatniego spadł dziś do 1265 z 1284,5 dolara za uncję, żeby rano nieco się cofnąć i testować poziom 1273,9 dolara.

Pozytywna reakcja rynków finansowych na wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji prawdopodobnie ograniczy się tylko do poniedziałku. Nie można zapominać, że scenariusz zgodnie z którym w drugiej turze spotka się Macron z Le Pen był scenariuszem bazowym. Stąd też od jutra inwestorzy będą żyli innymi tematami. Temat wyborów wróci dopiero przed 7 maja.

W kolejnych dniach nastroje na rynkach będą kształtować trzy wydarzenia. Tym głównym będzie zapowiedziana przez prezydenta USA Donalda Trumpa na środę, prezentacja szczegółów „wielkiej reformy i redukcji podatków”. Ponadto w czwartek w centrum uwagi znajdzie się posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (ECB), a w piątek publikacja wstępnych szacunków dynamiki Produktu Krajowego Brutto (PKB) za I kwartał br. dla Francji, Wielkiej Brytanii i USA.

Na giełdach dodatkowo nastroje będą kształtowane przez wyniki spółek. Dotyczy to również GPW, gdzie w tym tygodniu na dobre rusza kolejny sezon publikacji raportów kwartalnych.

Mając na uwadze, że potencjalna reforma podatkowa w USA jest czynnikiem wspierającym dolara, to dzisiejszy wyskok kursu EUR/USD w okolice 1,09 oraz jednoczesny spadek notowań USD/PLN w okolice 3,90 zł, prawdopodobnie będzie wykorzystywany przez inwestorów do kupna amerykańskiej waluty. Nie jest więc wykluczone, że na rynku walutowym szczyt pozytywnej reakcji na niedzielne wybory we Francji mamy już za sobą.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs