USD/JPY – BoJ w potrzasku

sierpień 16, 2016 10:05
USD/JPY - BoJ w potrzasku 1

Na rynku walutowym warto poświęcić uwagę jenowi, który po raz kolejny zbliża się do okrągłego poziomu 100. Głównym powodem kontynuacji umacniania jena na szerokim rynku jest pesymizm związany z możliwością, a raczej jego brakiem dalszego luzowania polityki monetarnej przez Bank Japonii. Spadek pary walutowej poniżej poziomu 100 z pewnością przełoży się na coraz to więcej pogłosek o możliwej interwencji Banku Japonii na rynku walutowym.

Na interwale tygodniowym para walutowa USD/JPY w dalszym ciągu znajduje się w kanale spadkowym. Aktualnie strona sprzedająca walczy o pokonanie psychologicznego poziomu 100. Bazowym scenariuszem pozostanie pokonanie danej strefy i kontynuacja trendu spadkowego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 16.08.2016

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Słabość dolara amerykańskiego

sierpień 16, 2016 10:35
Słabość dolara amerykańskiego 2

Zapowiada się kolejny tydzień osłabiania dolara amerykańskiego na szerokim rynku. Słabość dolara powiązana jest z piątkową publikacją danych makroekonomicznych z tamtejszej gospodarki. Piątkowe dane dotyczące sprzedaży detalicznej oraz inflacji mierzone koszykiem producenta rozczarowały. Podwyżka stóp procentowych po raz kolejny została oddalona w czasie.

Ceny w skali miesiąc do miesiąca spadły o 0.4%, konsensus ekonomistów zakładał odczyt na poziomie 0.1%. Powyższy odczyt nie może być uzasadniony jedynie spadkiem cen ropy naftowej, bowiem miara nieuwzględniająca cen „czarnego surowca” również zaliczyła spadek. Powyższe, bardzo negatywne dane płynące z amerykańskiej gospodarki mogą po raz kolejny odłożyć w czasie kolejna podwyżkę stóp procentowych. Pozytywny odczyt był konieczny, aby inwestorzy mogli puścić w niepamięć publikację PKB za II kwartał 2016 roku.

Głównym beneficjentem osłabiającego się dolara amerykańskiego są surowce, a wraz z nimi waluty surowcowe. Ropa naftowa WTI od początku tygodnia zanotowała ponad 3% umocnienie. W ślad za nią podążyły notowania złota, które wzrosły o ponad 1%. Natomiast na rynku walutowym dolar nowozelandzki, który jest skorelowany z szeroką gamą surowców umocnił się o 1.17% względem dolara amerykańskiego. Na wyprzedaży amerykańskiej waluty skorzystał również polski złoty, który umocnił się względem USD o 4 grosze.

Drugim głównym tematem na rynku jest dzisiejsza publikacja inflacji CPI w Wielkiej Brytanii. Niższy kurs funta szterlinga na szerokim rynku przełożył się na ceny importu, a tym samym na wskaźniki inflacyjne. Ceny importu w ujęciu rocznym wzrosły o 6.5%, czyli najwięcej od 2011 roku. Jest to pozytywna wiadomość dla funta, ponieważ rosnąca presja inflacyjna powinna ograniczyć dalszą przestrzeń do łagodzenia polityki monetarnej przez Bank Anglii. Rosnącą presję inflacyjną można również zauważyć po odczycie wskaźnika PPI, który w skali rok do roku wzrósł o 0.3%. Natomiast inflacja mierzona cenami detalicznymi wzrosła o 1.9%, a tym samym pobiła konsensus rynkowy o 20 punktów bazowych.

Na rynku walutowym warto poświęcić uwagę jenowi, który po raz kolejny zbliża się do okrągłego poziomu 100. Głównym powodem kontynuacji umacniania jena na szerokim rynku jest pesymizm związany z możliwością, a raczej brakiem, dalszego luzowania polityki monetarnej przez Bank Japonii. Spadek pary walutowej poniżej poziomu 100 z pewnością przełoży się na coraz to więcej pogłosek o możliwej interwencji Banku Japonii na rynku walutowym.

Spoglądając na kalendarz danych makroekonomicznych inwestorzy nie mogą narzekać na nudę, bowiem wtorek należy do inflacji. O godzinie 14:00 napłyną do nas informacje dotyczące polskiej inflacji bazowej. Konsensus rynkowy spodziewa się odczytu na poziomu -0.3%. Pół godziny później poznamy dane dotyczące inflacji z jednej z najważniejszych gospodarek świata, Stanów Zjednoczonych. Inwestorzy oczekują, że spadek notowań ropy naftowej przełoży się na słaby odczyt wskaźnika CPI. O tej samej godzinie poznamy również kanadyjską sprzedaż w przetwórstwie przemysłowym oraz amerykańskie dane dotyczące rynku nieruchomości. Na koniec o godzinie 15:15 zostanie opublikowana amerykańska produkcja przemysłowa.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Czy eksport polskiej żywności jest zagrożony?

Projekty ustaw[i] przewidują duże zmiany w systemie urzędowej kontroli żywności. Proponuje się m.in. powołanie Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności, która ma przejąć zadania 3 inspekcji podległych Ministrowi Rolnictwa i Rozwoju Wsi (Inspekcji Weterynaryjnej, Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa, Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych) oraz zadania Państwowej Inspekcji Sanitarnej i Inspekcji Handlowej, w zakresie urzędowej kontroli żywności. Nowa Inspekcja podlegać ma Ministrowi Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan
Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan

Wg Konfederacji Lewiatan argumenty projektodawców dotyczące oszczędności i zwiększenia efektywności prac, wynikające z konsolidacji inspekcji, nie mają uzasadnienia merytorycznego. Liczba prowadzonych kontroli nie zmniejszy się zarówno ze względu na odmienną specyfikę kontroli poszczególnych inspekcji jak i zakres kontroli poszczególnych służb.

Nowe regulacje stworzą natomiast zagrożenie wprowadzania embargo na polską żywność za granicą, uzasadnionego chaosem w zasadach kontroli. Pamiętajmy – mówi dr Dobrawa Biadun z Konfederacji Lewiatan – że 80% eksportu polskiej żywności odbywa się w ramach Unii Europejskiej. – Część krajów, w ramach konkurencji, podejmuje działania mające na celu zmniejszenie naszego eksportu. Zbyt poważne reformy, obarczone dużym ryzykiem chaosu, mogą być wykorzystane przeciwko polskiej żywności i krajowym producentom – dodaje.

Zdaniem Lewiatana konsolidacja służb mogłaby być możliwa, ale wyłącznie w zakresie inspekcji podległych Ministrowi Rolnictwa i Rozwoju Wsi z jednoczesnym wprowadzeniem podległości nowej instytucji pod Prezesa Rady Ministrów. W ocenie pracodawców nie jest właściwe połączenie w rękach jednego organu produkcji rolnej oraz jej kontroli.

– Należy bezwzględnie wyłączyć z zakresu zmian obszar dotyczący kompetencji Ministra Zdrowia tj. urzędowej kontroli żywności prowadzonej przez Państwową Inspekcję Sanitarną – komentuje ekspertka Lewiatana. Jej zdaniem prowadzony nadzór ma charakter kompleksowy, system jest efektywny, funkcjonuje od wielu lat i sprawdził się również w sytuacjach kryzysowych. Bezpieczna żywność bezpośrednio wpływa na zdrowie publiczne obywateli, którego ochrona jest kompetencją Ministra Zdrowia i podległego mu Głównego Inspektora Sanitarnego.

Projektodawcy nie uwzględnili też kompleksowego nadzoru nad warunkami produkcji i obrotu żywnością, z nadzorem nad wodą do picia, będącą składnikiem żywności i wykorzystywaną w procesach produkcji żywności oraz z nadzorem nad epidemiologią chorób zakaźnych, w szczególności nad zatruciami pokarmowymi i nosicielstwem chorób zakaźnych – są to kompetencje Ministra Zdrowia i Państwowej Inspekcji Sanitarnej w obszarze zdrowia publicznego.

Merytorycznego ani ekonomicznego uzasadnienia nie znajdują również rewolucyjne zmiany obejmujące reformę bazy laboratoryjnej. Państwowa Inspekcja Sanitarna posiada specjalistyczne akredytowane laboratoria badające wszystkie niezbędne parametry bezpieczeństwa żywności i wody. Dostosowania polskiego nadzoru nad bezpieczeństwem żywności do standardów europejskich Polska dokonała wstępując do Unii Europejskiej w 2004 r.


[i] Projekt ustawy o Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności oraz projekt ustawy – Przepisy wprowadzające ustawę o Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności

GBP/USD – dobre dane

sierpień 16, 2016 09:30
GBP/USD - dobre dane 3

Niższy kurs funta szterlinga na szerokim rynku przełożył się na ceny importu, a tym samym na wskaźniki inflacyjne. Ceny importu w ujęciu rocznym wzrosły o 6.5%, czyli najwięcej od 2011 roku. Jest to pozytywna wiadomość dla funta, ponieważ rosnąca presja inflacyjna powinna ograniczyć dalszą przestrzeń do łagodzenia polityki monetarnej przez Bank Anglii. Rosnącą presję inflacyjną można również zauważyć po odczycie wskaźniku PPI, który w skali rok do roku wzrósł o 0.3%. Natomiast inflacja mierzona cenami detalicznymi wzrosła o 1.9%, a tym samym pobiła konsensus rynkowy o 20 punktów bazowych.

Przełożyło się to na szybkie odbicie kursu pary walutowej GBP/USD od ostatniego minimum w okolicy 1.286. Aktualnie kupujący mogą dokonać korekty ostatnich spadków w okolicę poziomu 1.31, po czym rozpocząć kontynuację dotychczasowego trendu spadkowego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Słabe dane z USA

sierpień 16, 2016 09:10
Słabe dane z USA 4

Zapowiada się kolejny tydzień osłabiania dolara amerykańskiego na szerokim rynku. Słabość dolara powiązana jest z piątkową publikacją danych makroekonomicznych z tamtejszej gospodarki. Piątkowe dane dotyczące sprzedaży detalicznej oraz inflacji mierzone koszykiem producenta rozczarowały. Podwyżka stóp procentowych po raz kolejny została oddalona w czasie.

Ceny w skali miesiąc do miesiąca spadły o 0.4%, konsensus ekonomistów zakładał odczyt na poziomie 0.1%. Powyższy odczyt nie może być uzasadniony jedynie spadkiem cen ropy naftowej, bowiem miara nieuwzględniająca „czarnego surowca” również zaliczyła spadek. Powyższe, bardzo negatywne dane płynące z amerykańskiej gospodarki mogą po raz kolejny odłożyć w czasie kolejna podwyżkę stóp procentowych w tym roku. Pozytywny odczyt był konieczny, aby inwestorzy mogli puścić w niepamięć publikacji PKB za II kwartał 2016 roku.

Wszystko to przełożyło się na kontynuację trendu wzrostowego na parze walutowej AUD/USD. Na interwale dziennym kupującym udało się obronić strefę popytu 0.760-0.764. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu wzrostowego. Popyt może wywindować notowania w okolicę poziomu 0.78.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Już w 23 krajach klienci banków dopłacają do depozytów

Przeciętne oprocentowanie lokat spadło do 1,39 proc. Inni mają jeszcze gorzej: w 23 krajach banki oferują ujemne oprocentowanie. W Polsce wciąż można dostać od banku ładnych parę procent, pod warunkiem, że połączymy lokatę z funduszem. Taki dwupak, z terminem zapadalności 3 miesiące, zapewnia gwarantowany zysk z depozytu i daje szansę na wysoką stopę zwrotu z inwestycji.

Jeszcze na początku roku 2016 r. średnie oprocentowanie lokat wynosiło 1,6 proc. Jednak przy obecnym, rekordowo niskim poziomie stóp procentowych z miesiąca na miesiąc widać tendencję zniżkową. I raczej nie należy spodziewać się pozytywnych zmian w tym zakresie. Chyba, że sytuacja związana z Brexitem jeszcze bardziej  się zdestabilizuje, a funt dalej będzie tracić na wartości, ciągnąc za sobą waluty rynków wschodzących, w tym złotego. Gdyby krajowa waluta zaczęła słabnąć wobec głównych walut, w tym głównie franka, banki, które obsługują kredyty hipoteczne w CHF, musiałyby szukać płynności na rynku depozytowym. A to z pewnością przełożyłoby się na atrakcyjnie oprocentowane oferty. Wypada sobie jednak życzyć, żeby po-Brexitowy szok minął jak najszybciej, gdyż niepewność i niestabilność w nikogo tak mocno nie uderza, jak w oszczędzających i inwestorów.

Ujemna stopa rządzi

Jeśli ktoś narzeka na niskie oprocentowanie w Polsce, powinien zwrócić uwagę, że obecnie 500 mln osób na świecie mieszka w krajach, gdzie stopy są albo zerowe albo ujemne. Zaczęło się od Europejskiego Banku Centralnego, który w ubiegłym roku zszedł z główną stopą poniżej zera, a w marcu tego roku pogłębił spadek. Obecnie oprocentowanie w EBC wynosi -0,4 proc. Jeszcze więcej bo aż 0,75 proc. od każdego ulokowanego franka za przechowywanie pieniędzy na swoich kontach każe sobie płacić Szwajcarski Bank Centralny,. W Danii ujemna stopa wynosi -0,65 proc., a w Szwecji -0,35 proc. Na początku tego roku na ścieżkę negatywnych stóp weszła Japonia, obniżając oprocentowanie w banku centralnym do -0,10 proc.

W czternastu krajach na świecie stopy mieszczą się w przedziale między 0 a 1 proc., w jednym wynosi 0 proc., natomiast ujemne są w 23 krajach (w tym 19 należących do strefy euro). Taki poziom stóp w bankach centralnych w oczywisty sposób odbija się na oprocentowaniu lokat. W strefie euro na rocznym depozycie można dostać przeciętnie 0,20 proc. W Japonii lokata terminowa gwarantuje 0,10 proc. odsetek. Rachunek oszczędnościowy – 0,02 proc. W Czechach zdeponowanie pieniędzy w banku na rok przyniesie 0,40 proc. odsetek. W Bułgarii zysk będzie jeszcze niższy i wyniesie 0,25 proc.

Pół na pół

Jak widać stopy procentowe w Polsce, choć niskie, znajdują się znacznie powyżej poziomów obowiązujących w strefie euro, ale również w sąsiednich Czechach (0,05 proc.) czy w Bułgarii (0 proc.). U nas podstawowa stopa referencyjna, ma wartość 1,5 proc. i, jak wynika z wypowiedzi przedstawicieli Rady Polityki Pieniężnej po czerwcowym posiedzeniu, na razie obniżek nie będzie.

Dla deponentów nie jest to z pewnością specjalnie wielka pociecha. Rok temu, w lipcu, kiedy stopy w NBP były na takim samym poziome jak obecnie, za trzymiesięczną lokatę można było bez problemu dostać 2,5 proc. Parkując pieniądze na pół roku, można było liczyć na 3 proc. Na takie oprocentowanie przyjdzie nam jeszcze poczekać. Choć i dzisiaj jest szansa na osiągnięcie zysku na takim poziomie.

Tyle, że nie na zwykłej lokacie, ale na funduszu z lokatą. Tego rodzaju hybrydy w środowisku super niskich stóp stają się coraz bardziej popularne.

Na czym polega ten produkt?

Konstrukcja jest bardzo prosta. Klient wpłaca pieniądze do banku, z których połowa – choć proporcje mogą być różne, np. 25 proc. vs 75 proc. – ląduje na lokacie, znacznie lepiej oprocentowanej niż wynosi średnia stawka na rynku, a pozostałe środki przeznaczane są na kupno jednostek funduszy inwestycyjnych. Zakładając taki dwupak możemy liczyć na większy zysk niż przynoszą standardowe lokaty, ponieważ część depozytowa jest dobrze oprocentowana (nawet 5 proc. w skali roku), a część inwestycyjna również może wygenerować satysfakcjonującą stopę zwrotu. Co ważne, to sam klient wybiera fundusz jaki chce kupić, co daje mu możliwość doboru strategii inwestycyjnej dopasowanej do własnego apetytu na ryzyko. Trzeba bowiem zaznaczyć, że tego rodzaju inwestycja, jak w przypadku każdego funduszu może przynieść straty zamiast zysków. W pewnym stopniu ryzyko straty amortyzowane jest przez wysokooprocentowaną część depozytową dwupaku. Drugim bezpiecznikiem wpisanym w ten produkt jest możliwość doboru funduszy o różnym profilu ryzyka.

Inwestowanie w fundusz można też przerwać w dowolnym momencie, przy czym należy liczyć się wtedy z dodatkową opłata jeśli zdecydujemy się na taki krok przed określonym w regulaminie terminie, np. przed upływem, roku od kupna dwupaku. Wycofanie się z produktu po upływie trzech miesięcy może też oznaczać przepadek odsetek z lokaty, choć  nie jest to regułą.

***

Konrad Grzelec, BGŻOptima

VMware po raz trzeci liderem rankingu IDC

Firma VMware Inc. zajęła pierwsze miejsce pod względem udziału w światowym rynku oprogramowania do zarządzania systemami przetwarzania w chmurze i automatyzacji centrów przetwarzania danych w rankingu opracowanym przez renomowaną agencję analityczną IDC. VMware został liderem w obu tych kategoriach już po raz trzeci z rzędu.

„Wyniki raportów potwierdzają nasze zaangażowanie w tworzenie innowacyjnych rozwiązań. Są także dowodem na to, że proponowana przez VMware jednolita platforma zarządzania chmurą przyniosła naszym klientom wiele korzyści. Nasza wizja, w połączeniu z lojalnością klientów i ich zaufaniem do produktów VMware, umożliwiła nam  zachowanie pozycji lidera w obszarach zarządzania systemami przetwarzania w chmurze oraz automatyzacji centrów przetwarzania danych. Cieszymy się, że  nasze działania zostały docenione przez IDC. We współpracy z klientami będziemy kontynuować naszą dotychczasową pracę, by odpowiadać na obecne i przyszłe potrzeby biznesu w zakresie automatyzacji środowisk opartych na chmurze i zarządzania nimi” – mówi Paweł Korzec, Systems Engineering Manager, Eastern Europe, VMware.

Lider w obszarze zarządzania systemami przetwarzania w chmurze

Według raportu IDC zatytułowanego „Cloud Systems Management Software Market Shares, 2015: Year of Continued Expansion” udział VMware w rynku wyniósł 22,6%, czyli o ponad 9 punktów procentowych więcej niż dostawca zajmujący drugie miejsce w zestawieniu.

W raporcie stwierdzono między innymi, że: „Światowy rynek oprogramowania do zarządzania systemami przetwarzania w chmurze rozwija się bardzo szybko – coraz więcej przedsiębiorstw i dostawców usług decyduje się na zastosowanie tego rodzaju architektury do obsługi różnorodnych obciążeń produkcyjnych, programistycznych i operacyjnych. Klienci są coraz częściej przekonują się o możliwości skutecznej optymalizacji środowisk składających się z wielu chmur, pozwalających obsłużyć różne obciążenia z wykorzystaniem infrastruktury chmury lokalnej i/lub publicznej, platform programistycznych oraz oprogramowania udostępnianego jako usługa”.                                                                 

Automatyzacja centrów przetwarzania danych

Raport firmy IDC zatytułowany „Worldwide Datacenter Automation Software Market Shares, 2015: Year of Suite Success” wiąże wzrost udziału firmy VMware w rynku z jej działaniami w obszarze automatyzacji centrów przetwarzania danych i zarządzania chmurą. Udział VMware w rynku w ubiegłym roku wyniósł 29,1% . Jest to wartość o 19 punktów procentowych wyższa od wyniku  osiągniętego przez kolejnego dostawcę w zestawieniu. Według raportu, sprzedaż rozwiązań VMware w obszarze automatyzacji w 2015 roku rosła wyjątkowo dynamicznie, przekraczając średnią dla całego rynku.

W raporcie stwierdzono m.in.: „Zapotrzebowanie na oprogramowanie do automatyzacji centrów przetwarzania danych i rozwiązania SaaS rośnie – coraz więcej przedsiębiorstw zdaje sobie sprawę, że nowoczesne architektury aplikacji i strategie rozwoju infrastruktury oparte na wielu chmurach, wymagają od zespołów IT szybkiego udostępniania, aktualizacji i skalowania aplikacji rozproszonych. Zasoby fizyczne i wirtualne, kontenery oraz zasoby chmurowe są również niezbędnym wsparciem w realizacji procesów cyfrowej transformacji”.

Wzrost ryzyka w Turcji to szansa na zwiększenie wartości polskich aktywów

Wpływ na turecką gospodarkę ma wiele czynników – zarówno pozytywnych, jak i elementów ryzyka. Korzystnym czynnikiem jest bez wątpienia struktura demograficzna tureckiego społeczeństwa, które jest bardzo liczne i młode, z kolei w kwestii ryzyka ma ono wymiar geopolityczny i polityczny.

– Obserwujemy mocny odpływ turystów z Turcji, który rok do roku przekroczył poziom 30% – powiedział agencji eNewsroom.pl Tomasz Regulski z Zespołu Analiz Ekonomicznych Raiffeisen Polbank – co ciekawe, nie wpływa to jeszcze na dynamikę PKB. Ta jest w dużej mierze wspierana przez popyt wewnętrzny napędzany z kolei przez migrantów. Warto spojrzeć na wyceny tureckich spółek, które są obecnie dosyć atrakcyjne. W momencie ogłoszenia informacji o zamachu stanu i po gwałtownym spadku wartości tureckich aktywów, obserwowaliśmy przesunięcie kapitału do Polski – kraju z tego samego koszyka, co Turcja. Oznacza to, że inwestorzy nie chcieli całkowicie wycofywać się z regionu, ale jedynie zmienić alokację swoich środków. Pokazuje to, że wzrost ryzyka w przypadku Turcji daje szanse na zwiększenie wartości polskich aktywów – ocenił Regulski.

Pylon S.A. – wyniki finansowe po I półroczu 2016 r.

Pylon S.A. – zamknął I półrocze 2016 roku z doskonałymi wynikami finansowymi. Spółka odnotowała 85 proc. wzrost liczby sprzedanych zestawów głośnikowych, zwiększając o 76 proc. – do 1,71 mln zł – przychody ze sprzedaży produktów własnych względem I półrocza 2015. Zysk netto producenta z Jarocina wyniósł po dwóch kwartałach 2016 roku 71,62 tys. zł i wzrósł o 320 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. EBITDA Pylon S.A. za I półrocze 2016 roku osiągnęła poziom 0,22 mln zł.

Pylon S.A._Kwartalna sprzedaż zestawów głośnikowych_IIQ_2016Pierwsza połowa 2016 roku potwierdziła rosnące zainteresowanie produktami Pylon S.A., który w okresie od stycznia do czerwca 2016 roku sprzedał 1125 autorskich zestawów głośnikowych marki Pylon Audio w porównaniu do 609 rok wcześniej. Tym samym polski producent – który coraz dynamiczniej zaznacza swoją obecność zarówno w Polsce, jak też na międzynarodowych rynkach – może zaliczyć I połowę roku do niezwykle udanych.

W II kwartale 2016 roku Pylon S.A. podwoił przychody ze sprzedaży produktów własnych, osiągając niemal 0,84 mln zł w porównaniu do 0,42 mln zł rok wcześniej. Jednocześnie zysk netto Pylon S.A. za II kwartał 2016 – przy jednoczesnych inwestycjach w infrastrukturę produkcyjno-badawczą oraz rozwój sieci sprzedaży w Polsce i poza jej granicamiwyniósł niemal 65 tys. zł względem straty na poziomie 14,28 tys. zł w analogicznym okresie 2015 roku. Zysk z działalności operacyjnej Pylon S.A. w II kwartale 2016 uplasował się na poziomie 87,6 tys. zł.

Pylon S.A._Kwartalne przychody ze sprzedaży_IIQ_2016

– Nasza strategia inwestycyjno-rozwojowa wymaga znaczących nakładów finansowych, ale jednocześnie – na co wyraźnie wskazują świetne wyniki Pylon S.A. tak za II kwartał, jak też za całe I półrocze 2016 roku – przynosi już teraz wymierne efekty. Realizowane przez nas, powtarzalne zamówienia na zestawy głośnikowe, między innymi płynące już z Niemiec, Austrii, Francji, Belgii Turcji, Hiszpanii i Szwajcarii oraz kontrakty na produkcję i sprzedaż obudów do głośników, które dostępne są w zestawach oferowanych przez naszych kontrahentów w Europie, Azji i USA pokazują doskonałą perspektywę naszego rozwoju i bez wątpienia stanowią zapowiedź coraz lepszych wyników Pylon S.A. w kolejnych latach – podkreśla Mikołaj Rubeńczyk, wiceprezes zarządu Pylon S.A.

Pylon S.A. – kluczowe wydarzenia w II kwartale 2016 roku

  • Pierwszy kontrakt i uruchomienie sprzedaży zestawów głośnikowych Pylon Audio na rynku niemieckim – kwiecień 2016
  • Udział w branżowych targach High End Munich w Monachium w ramach programu GO_GLOBAL.pl, realizowanego przez Pylon S.A. przy wsparciu NCBiR – maj 2016
  • Nowy kontrakt z producentem studyjnych zestawów głośnikowych na seryjną sprzedaż ok. 1000 obudów do głośników rocznie, stanowiących element konstrukcyjny zestawów audio oferowanych w Europie, Azji i Stanach Zjednoczonych pod renomowaną, międzynarodową marką – maj 2016
  • Intensyfikacja działań eksportowych – kontrakty na sprzedaż zestawów głośnikowych na terenie: Francji, Belgii, Turcji, Hiszpanii i Szwajcarii maj 2016
  • Pozyskanie 71 tys. zł dotacji z PARP upublicznienie i rozwój spółki technologicznej Pylon Sp. z o.o. Projekt realizowany był w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020, poddziałanie 3.1.5. „Wsparcie MSP w dostępie do rynku kapitałowego – 4 Stock”. Ewentualny debiut Pylon Sp. z o.o. na rynku NewConnect nastąpi w ciągu 28 miesięcy od dnia przyznania dotacji – czerwiec 2016
  • Zatwierdzenie przez WZA Pylon S.A. uchwały o podwyższeniu kapitału zakładowego spółki w drodze emisji nowych akcji serii H, realizowanej w ramach subskrypcji zamkniętej, z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy – czerwiec 2016

Szczegółowe cele emisji akcji serii H

Środki pozyskane z emisji akcji serii H spółka przeznaczy na konsekwentne budowanie marki Pylon Audio w kraju i poza jego granicami oraz systematyczny wzrost wartości Pylon S.A., w tym przede wszystkim na:

  • Rozszerzenie oferty produktowej:
    • rozwój nowych linii produktowych w postaci aktywnych zestawów głośnikowych, uzupełniających dostępne kina domowe (Pearl, Topaz, Sapphire, Opal), jak i stanowiących samodzielne systemy nagłośnieniowe (w tym technologia systemów bezprzewodowych)
    • wyposażanie zestawów głośnikowych w przetworniki elektroakustyczne sygnowane marką Pylon Audio
    • wprowadzenie do produkcji nowych linii pasywnych zestawów głośnikowych
    • wprowadzenie do produkcji nowej linii produktowej w postaci profesjonalnych akcesoriów audio takich, jak: antywibracyjne stoliki audio oraz podstawki audio, których prototypy zostały zaprezentowane podczas targów High End Munich w Monachium
  • Dokończenie inwestycji w zaplecze produkcyjne
  • Spłatę pożyczki w kwocie 850 tys. zł, otrzymanej od akcjonariusza – PH „Maks” sp. z o.o., wykorzystanej jako wkład własny w ramach sfinansowania zakupu 1,09 ha nieruchomości zabudowanej w Jarocinie, na której Pylon S.A. uruchomi jeszcze w 2016 roku nowy zakład produkcyjny o łącznej powierzchni ponad 3,3 tys. m2. Inwestycja we własną infrastrukturę to nie tylko sposób na optymalizację bieżących kosztów operacyjnych, ale przede wszystkim zwiększenie możliwości produkcyjnych – już z uwzględnieniem nowego asortymentu – a tym samym potencjał do dynamicznej ekspansji Pylon Audio na rynki zagraniczne

Emisja akcji serii H zaplanowana została na przełom III i IV kwartału 2016 roku, przy cenie emisyjnej nie niższej niż 0,22 zł za jedną akcję.

Był prezesem spółki giełdowej, „wraca do garażu” by robić startup

Bartosz Michałek, współtwórca porównywarki finansowej Comperia.pl postanowił raz jeszcze spróbować osiągnąć sukces budując startup. Z końcem czerwca zrezygnował z kierowania notowaną na GPW spółką i rozpoczął prace nad nowym biznesem. Wyzwanie polega na stworzeniu nowego przedsięwzięcia jak najmniejszym nakładem finansowym, w oparciu o własny pomysł, pracę i doświadczenie. Cały proces budowania firmy od zera postanowił opisywać na blogu: Startuplive.pl.

– Kiedy w 2007 roku razem z Karolem Wilczko zdecydowaliśmy się porzucić pracę w dużej korporacji finansowej i stworzyć coś własnego nie mieliśmy praktycznie żadnej wiedzy jak prowadzić firmę. Mieliśmy pomysł, dużo energii i trochę oszczędności. Udało się, dziś Comperia.pl jest stabilnie rozwijającą się spółka notowaną na GPW, jej zespół to blisko 100 osób – wspomina Bartosz Michałek – W mojej głowie od pewnego czasu dojrzewał jednak pomysł na kolejne przedsięwzięcie. Wiem, że aby mogło się udać, trzeba poświecić się mu w całości, dlatego zrezygnowałem z funkcji prezesa Comperii, przechodząc do Rady Nadzorczej – dodaje.

Nowy projekt to unikalny pomysł na polskim rynku, dlatego jego szczegóły do czasu uruchomienia owiane są tajemnicą. Obecnie wiadomo tylko, że będzie to przedsięwzięcie oparte o portal internetowy, bo usługi online i nowe technologie to żywioł Bartosza Michałka. Autor postanowił na początek stworzyć bloga, na którym opisuje kolejne etapy prac nad stworzeniem swojego kolejnego start-upu. Dzieli się nie tylko swoimi doświadczeniami zdobytymi przez ostatni 10 lat tworzenia firmy, ale także przedstawia różne sposoby podchodzenia do tworzenia nowej organizacji oraz pokazuje, w jakiej kolejności trzeba wykonać konkretne kroki.

Z bloga StartupLive.pl można dowiedzieć się, czy warto porzucać pracę na etacie i rozpocząć własny biznes, jak duże jest ryzyko z tym związane, od czego zacząć i na jakie wyzwania należy się przygotować. – To nie są rzeczy, o których można dowiedzieć się z podręczników, to bieżąca analiza i ocena podejmowanych przeze mnie działań. Oczywiście opieram się na zdobytym wcześniej doświadczeniu, nie jest to więc robienie nowej firmy metodą prób i błędów – tłumaczy Bartosz MichałekMam nadzieję, że to o czym piszę pozwoli każdemu na samodzielne podjęcie decyzji o tym, czy warto rozstawać się z dobrą pracą, aby iść na swoje. Moja odpowiedź na to nie jest taka prosta: to nie jest przedsięwzięcie dla każdego i zanim ktokolwiek się na to zdecyduje, powinien mieć świadomość z czym to się łączy – dodaje.

Nowa firma powstaje w oparciu o założenie, że jej twórca zaangażuje w przedsięwzięcie minimalne środki. Wydatki, finansowane z własnych oszczędności dotyczą wyłącznie technologii i IT – Chcę pokazać, że możliwe jest stworzenie firmy od zera przy minimalnych kosztach – wyjaśnia Bartosz Michałek.

Michałek podkreśla, że jego celem nie jest namawianie nikogo do rzucania pracy i próbowanie sił na swoim. Chce pokazać, że własny biznes to ogromna odpowiedzialność, która wymaga przemyślenia i odpowiedniego przygotowania, a także twardego stąpania po ziemi, bez ulegania życzeniowemu myśleniu, przesadnej wierze w sukces i braku świadomości, że biznes może się nie udać. – Większość osób, którym się nie udaje z własną firmą zbyt mocno chce wierzyć, że pomysł, który powstał w głowie łatwo da się urzeczywistnić. Nie są one przygotowane na cały szereg barier, przeszkód i trudności jakie pojawiają się po drodze. Nie mają wyobrażenia o poziomie kosztów finansowych i psychologicznych jakie przyjdzie im ponieść, zanim ich firma zacznie przynosić przychody. Są też tacy, którzy od początku zakładają, że stworzą marketingową wydmuszkę i sprzedadzą marzenia inwestorom. Moje doświadczenie pokazuje, że żadną z tych dróg absolutnie nie wolno podążać. Dlatego postanowiłem pokazywać na blogu, krok po kroku, co to znaczy tworzyć startup – podsumowuje Michałek.

Start projektu zaplanowany jest wstępnie na październik br. Kolejne etapy jego tworzenia relacjonowane są codziennie na stronie: www.StartupLive.pl i na Facebook na profilu „Stawiam Firmę na Żywo”. – Wierzę, że mi się uda, jednak jeśli mój pomysł okaże się porażką, przyjmę to z pokorą i postaram się dokładnie opisać na blogu, dlaczego tak się stało. Mam jednak nadzieję, że taki wpis nigdy nie powstanie – zaznacza Bartosz Michałek.

Bartosz Michałek urodził się w 1980 roku, studiował finanse i bankowość na SGH oraz psychologię na Uniwersytecie Warszawskim. Karierę zawodową rozpoczynał od pracy w Expanderze, następnie był związany z Open Finance i Noble Bankiem. Od 2007 roku współtworzył Comperia.pl – start-up, który jeszcze w tym samym roku pozyskał inwestorów finansowych, w 2011 roku zadebiutował na rynku NewConnect, a w 2014 roku na rynku regulowanym GPW. Prywatnie jest szczęśliwym mężem i ojcem trójki dzieci.

Badanie: Przedsiębiorcy oczekują intuicyjnych i elastycznych systemów ERP

Intuicyjność, przyjazność w obsłudze, kompatybilność z innymi systemami, a także elastyczność – to zdaniem osób zarządzających firmami jedne z podstawowych cech idealnego systemu ERP. Tak wynika z badania Macrologic, polskiego dostawcy systemów klasy ERP, na temat oprogramowania
i zarządzania procesami, które zostało przeprowadzone przez ARC Rynek i Opinia.

Rozwiązania IT do zarządzania firmami oparte na procesowości dają wiele korzyści w codziennej pracy na każdym szczeblu organizacji. Porządkują firmę, podnoszą jakość jej funkcjonowania, a także pozwalają na szybszy dostęp do informacji. Dzięki raportom z systemu ERP szefowie i menadżerowie mogą szybciej reagować na nieefektywne procesy w przedsiębiorstwie. Oprogramowanie do zarządzania wpływa również korzystnie na sprzedaż, kontrolę procesu produkcyjnego, zarządzanie logistyką oraz konkurencyjność firmy.

Spółka Macrologic zapytała polskich przedsiębiorców, jakie cechy – ich zdaniem – powinien posiadać idealny system ERP, by spełniać wszystkie te oczekiwania.

Z badania wynika, że dla zarządzających firmami ważne jest, by oprogramowanie było intuicyjne, przyjazne. Liczy się też, aby rozwiązanie współpracowało z innymi zainstalowanymi w firmie systemami. Badani oczekują możliwości rozbudowy oraz stałego wprowadzania zmian w oprogramowaniu. Ważną cechą – według przedsiębiorców – jest też elastyczność rozwiązania, co pozwala dostosowywać system nie tylko do potrzeb firmy, ale też sprawnie reagować na bieżące zmiany legislacyjne. „Jest to istotne zwłaszcza w Polsce, gdzie prawo jest często modyfikowane. Dostawca systemu klasy ERP musi szybko reagować na stale zachodzące zmiany prawne. Jeśli jego system nie jest elastyczny, dostosowywanie do zmian może zająć mu znaczniej więcej czasu” – zauważa Renata Łukasik, dyrektor ds. oprogramowania w spółce Macrologic.

Schemat procesu decyzyjnego

W badaniu spółka Macrologic sprawdziła także, w jaki sposób firmy zwykle dokonują wyboru systemu ERP.  Zazwyczaj pierwszym etapem takiego procesu są spotkania z wieloma dostawcami, a następnie z wybranymi spośród nich. Te ostatnie odbywają się na ogół w szerszym gronie. Kolejno wyłaniane są dwa przedsiębiorstwa IT do dalszych negocjacji. W następstwie tych rozmów zostaje wybrana firma, przez którą zostanie dokonane wdrożenie.

Ostateczna decyzja zazwyczaj podejmowana jest wspólnie na zebraniu zarządu. Zdarza się też, że firmy kierują się opinią agencji konsultingowej, która sprawdza czy dane systemy ERP spełniają oczekiwania postawione przez klienta. Natomiast w przypadku zamówień publicznych decyzja zapada w oparciu o to, który dostawca najlepiej spełnia wymagania Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia (SIWZ). Szczególnie w organizacjach o zasięgu globalnym nowy system wdraża się odgórnie, a o jego wyborze decyduje centrala, czyli zagraniczny właściciel.

„Schematów procesu decyzyjnego jest wiele. Dlatego każda organizacja przygotowująca się do inwestycji w ERP powinna wybrać najbardziej odpowiedni dla siebie model. Jednak niezależnie od tego, z jakiego schematu skorzysta, najważniejsze jest to, aby wybrany system ERP był właściwie dopasowany do potrzeb, a w konsekwencji miał wpływ na sprawniejsze i bardziej efektywne funkcjonowanie organizacji” – podsumowuje Renata Łukasik.

Prof. Bugaj: Programu „Rodzina 500 plus” nie uda się sfinansować z większych wpływów podatkowych. Nie zrujnuje on jednak budżetu

CEO Magazyn Polska
Krzyk, że program „Rodzina 500 plus” zrujnuje budżet jest przesadzony – mówi prof. Ryszard Bugaj. Zdaniem ekonomisty trudno przewidywać, żeby rządowy program udało się sfinansować ze zwiększonych wpływów z podatków. Program dla 3,7 mln dzieci ma kosztować ok. 23 mld zł. Dla porównania obsługa zadłużenia krajowego i zagranicznego pochłonęła w 2015 roku ponad 29 mld zł. Mimo wzrostu zadłużenia finansowanie projektów poprzez pożyczanie pieniędzy może okazać się racjonalną decyzją.

– Program „Rodzina 500 plus” to projekt, który pochłania dużo pieniędzy. Jest bardzo mało prawdopodobne, żeby udało się go sfinansować ze zwiększonych wpływów podatkowych – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor prof. Ryszard Bugaj, ekonomista.

Szacuje się, że program wsparcia dla rodzin obejmie 3,7 mln dzieci i może kosztować ponad 23 mld zł rocznie. Wpływy do budżetu z podatków, choć wyższe niż rok wcześniej, są niewystarczające, aby w całości sfinansować program. Ministerstwo Finansów podaje, że tylko w pierwszych pięciu miesiącach tego roku dochody budżetu państwa były wyższe o 11 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2015 roku. Dochody podatkowe wzrosły zaś o 7,2 proc. Jednocześnie w pierwszej połowie 2016 roku łączna wartość wpłat do budżetu oraz zatrzymanych wypłat nienależnego zwrotu VAT związanych z ustaleniami kontrolerów wyniosła 832 mln zł, czyli ponad 71 proc. więcej niż rok wcześniej.

– Dlatego przypuszczam, że program „Rodzina 500 plus” będzie jednym z czynników wzrostu zadłużenia. Poziom zadłużenia Polski nie jest dramatyczny. Płacimy co prawda odsetki od naszego długu, które nie należą do rekordowo niskich, na tle Niemiec są nawet wysokie, nie są to jednak gigantyczne odsetki – ocenia ekonomista.

Obecnie dług publiczny wynosi ok. 50 proc. PKB. Na koniec maja zadłużenie Skarbu Państwa przekroczyło 890 mld zł, z czego nieco ponad 300 mld to dług zagraniczny (34 proc.). Teoretycznie im większe zadłużenie, tym większy koszt obsług tego długu. Ten jednak w ubiegłym roku był wyraźnie niższy niż w poprzednich latach. W 2015 roku na spłatę odsetek przeznaczono 29,2 mld zł, średnie oprocentowanie wyniosło 3,6 proc. W 2014 roku na obsługę długu rząd przeznaczył 34,5 mld, a w 2013 – 42,5 mld zł.

– Można zadać pytanie, czy nie jest racjonalną decyzją sfinansowanie różnych projektów poprzez pożyczanie pieniędzy mimo wzrostu zadłużenia. Nie mam na to ostrej odpowiedzi. Trzeba szukać punktu równowagi między różnymi racjami, a ogromny krzyk, który się podnosi, że to spowoduje ruinę budżetu, jest moim zdaniem nadmierny – podkreśla Bugaj.

PKP z nowym pomysłem na dworce. Obsługa pasażerów i handel to nie koniec możliwości

Michał Beim
Punkty handlowe i usługowe na dworcach mają podnosić ich atrakcyjność i ułatwiać życie pasażerom. Możliwości wykorzystania takich obiektów jest jednak znacznie więcej – podkreślają przedstawiciele PKP. W dużych miastach dworce mogą być połączone z centrami handlowymi, w mniejszych mogą się stać punktem spotkań lokalnej społeczności, biblioteką czy ośrodkiem kultury. Innym pomysłem jest utworzenie tam żłobków czy przedszkoli.

Dworzec musi być miejscem atrakcyjnym dla pasażera, a funkcja komercyjna nie stoi z tym w sprzeczności. Przeciwnie: często podnosi atrakcyjność tego miejsca – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Beim, członek zarządu PKP. – Temu służą np. kawiarnie, restauracje, kioski czy punkty informacyjne. To miejsca, które bardzo dobrze korespondują z funkcją dworcową.

Na dworcach mogą działać sklepy, drogerie, dyskonty czy inne sieci handlowe. Funkcje komercyjne mogą się jednak rozwijać pod warunkiem, że będzie to rozważnie planowane, a punkty niezbędne podróżnemu będą dla niego łatwo dostępne.

Zdaniem Michała Beima przykładem dobrego połączenia funkcji kolejowej i komercyjnej jest dworzec w Lipsku. Na dwóch podziemnych poziomach obiektu znajduje się centrum handlowe, a na parterze są punkty komercyjne służące obsłudze pasażera. Dodatkowo dworzec ten służy zarówno kolei międzymiastowej, jak i transportowi miejskiemu.

Największe dworce zazwyczaj potrafią się same utrzymywać, finansować, a nawet zarabiać. To są miejsca, przez które przepływają tysiące osób dziennie i handel dostrzega korzyści z tej lokalizacji – podkreśla Michał Beim. – Dworce w mniejszych miejscowościach często mają kłopot ze znalezieniem tzw. czarnego zera, czyli np. przychodów umożliwiających pokrycie kosztów działania świetlicy, porządkowania jej dynamicznej informacji pasażerskiej itd.

PKP ma jednak pomysł również na tego typu obiekty. Tym bardziej że w małych miejscowościach często są one zbyt duże jak na potrzeby podróżnych. W części budynków dworcowych mogłyby powstawać biblioteki publiczne czy świetlice dla dzieci.

Innym pomysłem jest także tworzenie żłobków i przedszkoli – rodzice przywożą dziecko na rowerze czy samochodem, zostawiają je w przedszkolu, a sami się udają na pociąg podmiejski i jadą do dużej aglomeracji – mówi Michał Beim.

Jak wyjaśnia, trudno mówić o uniwersalnych rozwiązaniach, a każdy dworzec powinien być rozpatrywany jako osobny przypadek we współpracy z lokalnymi samorządami.

Nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania, jeśli chodzi o polskie czy europejskie dworce, natomiast należy stworzyć pewien katalog, który będzie wzorem różnych rozwiązań i społeczności lokalne w zależności od potrzeb przy współpracy z koleją będą wybierały optymalny model działania dworca.

Samorządy zapewnią funkcjonowanie dworca jako miejsca będącego istotnym punktem dla lokalnej społeczności, w którym będą zlokalizowane usługi społeczne, jak wspomniane świetlice, biblioteki, czytelnie czy ośrodki kultury, lub które wykorzysta na swoje potrzeby – na poszerzanie urzędu gminnego czy lokalizację straży gminnej – mówi członek zarządu PKP.

Jego zdaniem partnerem PKP przy zagospodarowywaniu dworców może zostać Poczta Polska. W ramach współpracy na dworcach w zależności od potrzeb w danej lokalizacji mogą się znaleźć skrzynki pocztowe, automaty do sprzedaży znaczków lub placówki pocztowe.

A. Rzońca (TEP): W światowej gospodarce nadchodzą trudne czasy. Słaby złoty uniemożliwi ochronę polskich interesów

CEO Magazyn Polska
Problemem światowej gospodarki jest rosnący dług. Zdaniem byłego członka RPP od przyszłego roku może to zacząć powodować kryzysy finansowe w różnych częściach globu, co będzie się odbijać także na polskiej gospodarce. Tymczasem w przeciwieństwie do czasów sprzed dekady w razie zawirowań będzie ona bezbronna, bo słaby złoty nie daje dziś możliwości amortyzacji wstrząsów.

– Jesteśmy w bardzo turbulentnym otoczeniu. Gospodarka chińska się chwieje, wciąż grozi jej twarde lądowanie. Chiny zadłużyły się mniej więcej tak jak Japonia na początku lat 90., tyle tylko, że Chiny mają niższy dochód na mieszkańca – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Rzońca, przewodniczący Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich. – Dzisiaj wśród krajów o niskim umiarkowanym poziomie dochodu na mieszkańca, do których wciąż zaliczają się Chiny, nie sposób znaleźć kraj, w którym dług byłby równie wysoki.

Zgodnie ze słowami Davida Liptona z MFW chiński dług łącznie stanowi 225 proc. PKB, z czego zadłużenie rządu oraz gospodarstw domowych łącznie stanowi tylko 80 pkt proc. Reszta to gigantyczne długi przedsiębiorstw. Z tego ponad połowę stanowi zadłużenie firm państwowych, które wytwarzają jedynie nieco ponad jedną piątą produkcji przemysłowej.

– Przedsiębiorstwa chińskie mają problemy z obsługą swojego zadłużenia. Dzisiaj 14 proc. długu przypada na przedsiębiorstwa, które nie są w stanie spłacać nawet odsetek od długu z wypracowanych przez siebie nadwyżek, mimo że stopy procentowe w Chinach są rekordowo niskie – komentuje Rzońca. – W niektórych sektorach ten odsetek długu przypadający na przedsiębiorstwa niezdolne do spłaty nawet odsetek z własnych nadwyżek finansowych dochodzi do 40 proc. Mamy bardzo dużą gospodarkę, która ma bardzo duże problemy.

Problemem są według ekonomisty także inne rynki wschodzące, głównie w Ameryce Łacińskiej, gdzie zadłużenie wzrosło po 2009 roku mimo nauczki w postaci kryzysu finansowego.

– W Ameryce Łacińskiej 60 proc. przedsiębiorstw ma kredyt w dolarach, mimo braku przychodów w dolarach. Popularnością ten kredyt cieszył się zwłaszcza w sektorze budowlanym, który przecież nie ma w Ameryce Łacińskiej przychodów w dolarach – daje przykład Andrzej Rzońca. – Mamy całe mnóstwo punktów zapalnych, przy czym wśród gospodarek wschodzących nie tylko w Chinach pojawiają się problemy ze wzrostem.

Jak mówi, dzisiaj liczba gospodarek wschodzących, które rosną szybciej niż Stany Zjednoczone, jest najniższa od 2000 roku, a lawinowo przybywa krajów, w których tempo rozwoju gospodarczego słabnie trzeci rok z rzędu. Przypomina także, że od przyszłego roku zacznie rosnąć wartość obligacji do wykupu przez właśnie te gospodarki.

– Mamy spore zagrożenie różnymi kryzysami finansowymi w naszym otoczeniu, raczej trudno oczekiwać spokojnych czasów – przestrzega były członek RPP. – Należałoby się przygotowywać na trudne czasy, tymczasem finanse publiczne w naszym kraju na te trudne czasy są gorzej przygotowane niż w 2007 roku, kiedy nie byliśmy dobrze przygotowani na globalny kryzys finansowy.

Zasadniczą różnicą jest pozycja złotego, który w stosunku do euro jest dziś o niemal 10 proc. słabszy niż dekadę temu, a w stosunku do rekordowego umocnienia z sierpnia 2008 roku jest mniej wart o jedną czwartą. Choć cieszy to eksporterów, to psuje interesy importerom oraz narusza budżety domowe zadłużonym we frankach i euro. Dzięki silnej walucie pod koniec pierwszej dekady obecnego wieku NBP miał pole do interwencji walutowych, które amortyzowały wpływ światowego kryzysu na polską gospodarkę. Dziś tego bufora już nie ma.

– Dalsze osłabienie złotego w przypadku jakichś wstrząsów w naszym otoczeniu niewiele pomoże już eksporterom –  zauważa Andrzej Rzońca. – Dzisiaj jedna umowa na sto generuje straty eksporterom, natomiast silnie uderzy w pozostałych. W efekcie w odróżnieniu od 2007 i 2008 czy 2009 roku ewentualne osłabienie kursu złotego w reakcji na jakiś wstrząs może wzmacniać ten wstrząs, a nie go amortyzować.

Obrót ziemią zamarł, a ceny spadły. Przepisy o sprzedaży gruntów rolnych czekają na wyrok Trybunału Konstytucyjnego

CEO Magazyn Polska
Rynek odczuwa wejście w życie restrykcyjnych przepisów o obrocie ziemią. W przypadku nieruchomości, które mogłyby być wykorzystywane do celów innych niż rolne, widać zmniejszenie obrotu. Właściciele nie chcą sprzedawać swoich gruntów, bo cena nie jest dla nich satysfakcjonująca – mówi Agata Stradomska z RE/MAX Polska. Zmienić restrykcyjne przepisy może jednak wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Niekorzystną ustawę zaskarżył Rzecznik Praw Obywatelskich.

– W maju weszły w życie dosyć restrykcyjne przepisy, które dotyczą obrotu ziemią rolną. Nabywcą ziemi rolnej może być osoba, która prowadzi gospodarstwo rolne. Dotyczy to wielu nieruchomości gruntowych, które leżą na terenach nieobjętych miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego ze względu na bardzo szeroką definicję terminu „grunt rolny” – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agata Stradomska, menadżer ds. marketingu i szkoleń w RE/MAX Polska.

Nowe przepisy dotyczą własności państwowej, nieruchomości rolnych i gruntów położonych w obrębie miast i na podmiejskich terenach inwestycyjnych, jeśli tylko nie są objęte planem zagospodarowania przestrzennego, a w ewidencji gruntów są oznaczone jako nieruchomości rolne. Choć istnieją wyjątki, jak np. działki niezabudowane do powierzchni 0,3 ha i zabudowane do 0,5 ha (które będzie mogła kupić osoba nie będąca rolnikiem), to restrykcyjnymi przepisami ze względu na swoje położenie objęta jest większość gruntów.

– Wśród nich są również takie grunty, które ze względu na swoją infrastrukturę mogłyby być wykorzystywane do zupełnie inne celów niż rolne. W przypadku tych nieruchomości obserwujemy już zmniejszenie obrotu, właściciele ze względu na ograniczony krąg nabywców nie są skłonni do sprzedawania tych nieruchomości po zaniżonych cenach – przekonuje Stradomska.

Tuż przed wejściem w życie nowego prawa można było zaobserwować wzmożony ruch na rynku gruntów rolnych. Dane GUS wskazywały, że na koniec 2015 roku przeciętna cena hektara wyniosła ok. 40 tys. zł. W I kw. tego roku spadła do 39 tys. zł. W lipcu Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Zastrzeżenia RPO dotyczą m.in. niejasnej definicji pojęcia „nieruchomość rolna”, naruszenia prawa własności oraz ograniczenia wolności gospodarczej.

Jeśli jednak tak restrykcyjne przepisy zostaną utrzymane, można się spodziewać dalszych spadów cen.

– Jedynym rozwiązaniem, które pomoże wówczas utrzymać albo zwiększyć obrót ziemią rolną, która może być wykorzystywana do innych celów niż rolnicze, jest szybsze i bardziej intensywne uchwalanie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Pozwalają one na wyłączanie gruntów spod działania ustawy. Tym niemniej ceny typowej ziemi rolnej raczej będą miały tendencje zniżkowe – ocenia Agata Stradomska.

Jak podkreśla, nowe przepisy negatywnie wpływają też na prace pośredników nieruchomości, przede wszystkim tych działających na terenach mało zurbanizowanych i rolniczych. W wielu przypadkach nie mają oni możliwości uzyskania za grunty takiej ceny, jakiej mógłby oczekiwać właściciel.

Obowiązująca od maja tego roku ustawa to reakcja na zakończenie okresu ochronnego na zakup ziemi przez obywateli UE. Eksperci Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego podkreślają jednak, że choć udało się ochronić polską ziemię przed wykupem zewnętrznym, szybkość prac nad ustawą doprowadziła do zablokowania większości transakcji pomiędzy polskimi rolnikami, chaosu w praktyce notarialnej oraz perturbacji w kredytowaniu działalności rolniczej. Dlatego podkreślają potrzebę znowelizowania przepisów.

W Polsce prowadzi działalność 8,8 tys. doradców podatkowych. Po wprowadzeniu deregulacji możliwość wykonywania zawodu mają także osoby bez kwalifikacji

CEO Magazyn Polska
Przeszło 8,8 tys. osób wykonuje obecnie zawód doradcy podatkowego. Zapotrzebowanie na ich usługi dynamicznie rośnie, więc i zainteresowanie karierą w tej branży jest coraz większe. Problem w tym, że po deregulacji przeprowadzonej w 2014 roku nie wszyscy doradcy podatkowi mają odpowiednie kwalifikacje, by skutecznie pomagać firmom. Przywrócenie wymogów kompetencyjnych mogłoby być jednym z elementów uszczelniania systemu podatkowego – oceniają przedstawiciele Krajowej Izby Doradców Podatkowych.

 Branża doradców podatkowych jest w dobrej kondycji. Wyszliśmy obronną ręką z procesu deregulacji, wciąż przybywa młodych pracowników, absolwentów studiów prawniczych i ekonomicznych. Rynek pracy dla doradców podatkowych jest szeroki i otwarty – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Jadwiga Glumińska-Pawlic, kierownik Katedry Prawa Finansowego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego, przewodnicząca Krajowej Izby Doradców Podatkowych (KIDP).

Zdaniem przewodniczącej KIDP to zawód z przyszłością. W skali kraju działa 8,8 tys. doradców podatkowych, podczas gdy tylko w samej Warszawie prowadzi działalność ponad 10 tys. radców prawnych. Karierą w branży zainteresowani są nie tylko młodzi ludzie, którzy dopiero wybierają ścieżkę zawodową, lecz także osoby z doświadczeniem np. w branży prawnej, którzy przystępują do egzaminów, chcąc poszerzyć zakres swoich specjalizacji.

Odpowiednie kwalifikacje nie są jednak w żaden sposób weryfikowane. Na skutek ustawy deregulacyjnej, która zaczęła obowiązywać od maja 2014 roku, dostęp do zawodu doradcy podatkowego uzyskały wszystkie niekarane osoby mające odpowiednią polisę zawodowego ubezpieczenia.

 Powstała nieuczciwa konkurencja – ocenia prof. Glumińska-Pawlic. – Możliwość prowadzenia usługowego ksiąg podatkowych i dokonywania rozliczeń mają bowiem osoby niemające kompetencji oraz kwalifikacji. Otwarcie zawodów księgowych spowodowało również znaczne obniżenie cen.

Ustawa spowodowała, że w kompetencji osób, których kwalifikacje zostały zweryfikowane (licencjonowani doradcy podatkowi, adwokaci i radcowie prawni), pozostały czynności polegające na reprezentowaniu podatników, płatników i inkasentów w postępowaniach przed organami administracji publicznej i w zakresie sądowej kontroli decyzji, postanowień oraz innych aktów administracyjnych w sprawach z zakresu obowiązków podatkowych i celnych oraz związanej z nimi egzekucji administracyjnej.

– Władze powinny zrozumieć, że prawidłowo prowadzone ewidencje księgowe są konieczne do ustalenia podstawy opodatkowania, a potem egzekucji należności – apeluje prof. Glumińska-Pawlic. – Jeśli ktoś nie ma ewidencji i nie składa deklaracji podatkowych, jest poza sferą zainteresowań fiskusa. Działa w szarej strefie albo na czarnym rynku. W związku z tym budżet może stracić źródło dochodów.

Według przewodniczącej KIDP ewidencja podatkowa prowadzona prawidłowo i odpowiedzialnie przez osoby wykwalifikowane, wykonujące zawód zaufania publicznego może być elementem uszczelniania systemu podatkowego. Warunkiem jednak jest przywrócenie regulacji w zawodzie.

Bardzo potrzebną i ważną dla nas kwestią jest również przyznanie doradcom podatkowym prawa występowania przed sądami administracyjnymi w togach. Brakuje nam tej regulacji w ustawie i będziemy zabiegać o wsparcie Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Sprawiedliwości, bo ze strony niektórych parlamentarzystów już takie wsparcie mamy – mówi Jadwiga Glumińska-Pawlic. – Przygotowując projekt nowelizacji naszej ustawy, bo widzimy po 20 latach, że zmiany są jednak potrzebne, będziemy starali się włączyć te propozycje.

Zapotrzebowanie na usługi doradców podatkowych rośnie. Jak jednak podkreśla prof. Glumińska-Pawlic, świadomość społeczeństwa i przedsiębiorców w zakresie tego, na jakie wsparcie mogą liczyć, wciąż jest niewystarczająca.

– Doradca podatkowy nie do końca jest utożsamiany z osobą, która z jednej strony zajmuje się tłumaczeniem zawiłości przepisów podatkowych, z drugiej – prowadzeniem ewidencji oraz reprezentowaniem klientów przed organami podatkowymi i w sądach – wyjaśnia prof. Jadwiga Glumińska-Pawlic. – Dzisiaj często przedsiębiorca szuka ratunku u doradców dopiero w opresji, gdy dostaje decyzję organu lub gdy sprawa ma trafić do sądu. Gdyby wcześniej się do niego zwrócił, toby sprawa być może potoczyła się inaczej.

Blisko połowa mieszkańców miast pije wodę z kranu. To dwukrotnie więcej niż jeszcze dwa lata temu

CEO Magazyn Polska
Polacy mają coraz większe zaufanie do wody z kranu. Jej picie deklaruje prawie połowa mieszkańców miast, podczas gdy w 2014 roku było to tylko 26 proc. – wynika z badania „Picie, używanie i filtracja wody” zrealizowanego przez TNS Polska na zlecenie marki Brita. Woda kranowa jest tańsza niż wody butelkowane i równie bogata w minerały (wapń i magnez), ale wciąż 1/4 konsumentów obawia się obecności w niej bakterii. Mają też zastrzeżenia do twardości wody, ale w tym pomóc może jej filtrowanie – tę metodę stosuje 17 proc. konsumentów.

– Stosunek Polaków do wody z kranu w ostatnich latach znacząco się zmienia. Wedle naszego badania wykonanego przez TNS Polska w kwietniu tego roku 46 proc. Polaków mieszkających w miastach decyduje się na picie wody z kranu. Przy czym 28 proc. pije wodę nieprzetworzoną, a 18 proc. filtruje wodę przed spożyciem – mówi agencji Newseria Biznes Maja Kulikowska, dyrektor marketingu Brita Polska.

Badanie „Picie, używanie i filtracja wody” wskazuje, że odsetek osób, które piją wodę z kranu w postaci nieprzetworzonej czy po przefiltrowaniu szybko rośnie. Jeszcze w 2014 roku po kranówkę sięgało 26 proc. Polaków. Teraz jest ich niemal dwukrotnie więcej.

– Woda z kranu jest przede wszystkim używana do gotowania – deklaruje to 88 proc. użytkowników wody kranowej. Wykorzystujemy ją też do przygotowywania napojów gorących, czyli kawy, herbaty, i do przygotowania kostek lodu czy zimnych napojów – wymienia Kulikowska.

Większość z badanych ma świadomość, że woda kranowa zawiera minerały takie jak wapń czy magnes. Tylko 2 proc. twierdzi, że jest ona pozbawiona minerałów. Barierami, które wpływają na niechęć do wody z kranu, są poziom twardości i osad (63 proc.), zawartość chloru (39 proc.) oraz nieprzyjemny smak (28 proc.).

– Nadal co czwarty Polak obawia się o bezpieczeństwo wody, czyli drobnoustroje, które mogą się w niej znajdować. Natomiast tak naprawdę woda wodociągowa jest bezpieczna i nie ma podstaw, żeby się jej obawiać – przekonuje ekspertka.

Na przestrzeni lat rośnie wiedza na temat zalet wody kranowej. Polacy doceniają ją przede wszystkim za powszechną dostępność (82 proc.) i niskie koszty (61 proc.). Dostrzegają też pozytywny wpływ korzystania z kranówki na redukcję produkcji plastikowych odpadów (47 proc.), cenią ją też za brak konieczności dźwigania zgrzewek z plastikowymi butelkami.

– Około 20 proc. Polaków decyduje się na filtrację wody, przy czym 17 proc. z nich stosuje do tego najbardziej popularne rozwiązanie, czyli dzbanek filtrujący. Polacy traktują filtrację jako najbardziej popularną metodę poprawiania jakości wody. Za taką metodę uznawane jest też gotowanie wody, choć to sprawdziłoby się tylko w przypadku zagrożenia bakteriologicznego. Tu jednak sytuacja jest opanowana – zaznacza przedstawicielka Brita.

Jako zalety filtracji wskazujemy przede wszystkim brak konieczności kupowania wody (40 proc.) i dźwigania do domu zgrzewek butelkowanej wody (29 proc.). To istotny czynnik, szczególnie że 75 proc. konsumentów myśli o sobie jako o osobach dbających o środowisko. 35 proc. ogółu ankietowanych podkreśla, że filtracja kranówki wpływa korzystnie na redukcję produkcji plastikowych odpadów.

– Dzięki filtracji dostarczamy wodę o znacznie lepszej jakości i smaku, a te walory przekładają się na jakość przygotowywanych napojów gorących. Woda filtrowana jest wodą miękką, którą lubią gorące napoje – lepiej się wyparzają, lepiej smakują i wyglądają – wskazuje Kulikowska.

Jak podkreśla Maja Kulikowska, stosowanie filtrowanej wody pozwala uniknąć kamienia w czajniku czy w ekspresie do kawy.

Handel internetowy napędza polski rynek przesyłek. Wymagania odbiorców rosną

CEO Magazyn Polska
Rynek przesyłek w Polsce wart jest 1,4 mld euro i wciąż rośnie. Co roku przesyłanych jest ponad 300 mln paczek. Jak wynika z raportu Gemius, ponad 40 proc. klientów wybiera dany sklep ze względu na niskie koszty dostawy. Coraz ważniejsze stają się także jej czas i jakość. Firmy kurierskie muszą się dostosować do większej liczby klientów i ich rosnących wymagań.

– Wartość polskiego rynku przesyłek to 1,4 mld euro, co przekłada się na 300 mln paczek rocznie. Rynek rośnie dynamicznie, w tempie dwucyfrowym. Szacujemy, że rozwija się w tempie 12–13 proc. rocznie pod względem wartości i 16–17 proc. pod względem liczby – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Kania, dyrektor marketingu DHL Parcel Polska.

Raport „Perspektywy wzrostu rynku przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych (KEP) w Polsce do 2018 roku” przygotowany przez firmę PwC podaje, że w 2015 roku rynek wzrósł o ok. 10 proc. Eksperci oceniają, że w latach 2016–2018 wzrost przychodów rynku KEP w Polsce będzie na poziomie 12 proc. rocznie, a w 2018 roku wartość rynku osiągnie 6,4 mld zł i ok. 440 mln paczek.

– Największym motorem wzrostu naszego rynku jest branża e-commerce, przede wszystkim sklepy internetowe i ich klienci, którzy wykorzystują możliwości, jakie daje ta branża. To większy wybór, możliwość dowiedzenia się więcej o danym produkcie, poznania opinii o nim i skorzystania z niższych cen – podkreśla Kania. – Najczęściej przesyłamy produkty z branż, które najszybciej rosną, czyli moda, zabawki, produkty kosmetyczne czy obuwie. Dostosowaliśmy się do rosnących wolumenów i mówimy o przesyłkach nawet na poziomie 200 tys. sztuk dziennie.

Eksperci PwC wskazują, że ubiegły rok był kolejnym, w którym liczba przesyłek nadawanych do i przez osoby prywatne przekroczyła połowę wolumenu całego rynku paczek – 56 proc. przy 47 proc. w 2011 roku.  Na zmianę struktury największy wpływ miał właśnie coraz szybciej rozwijający się rynek e-commerce, który generuje dużo większą liczbę przesyłek między osobami prywatnymi.

– Klienci e-commerce są bardzo specyficzną grupą, to klienci, którzy są świadomi swoich celów i oczekiwań. Oczekują, że dostaną towar na swoich warunkach. Z naszego punktu widzenia jest to więc klient bardzo wymagający – tłumaczy przedstawicielka DHL Parcel. – On nie chce tracić czasu na myślenie o tym, kiedy przesyłka dotrze i w jaki sposób, tylko oczekuje, że ma ona być dostarczona w czasie, kiedy dla niego jest to wygodne.

Logistyka staje się coraz istotniejszym elementem w e-commerce. Dla wielu klientów kluczowa przy wyborze e-sklepu staje się szybka i tania, a najlepiej darmowa, dostawa. Jak wskazuje raport „E-commerce w Polsce 2016. Gemius dla e-Commerce Polska”, wśród preferowanych przez odbiorców form dostaw towaru znalazły się dostawa kurierem bezpośrednio do domu lub pracy (79 proc.) i darmowa dostawa do domu z możliwością darmowego zwrotu (64 proc.). 46 proc. wskazało na odbiór w paczkomacie.

Jak przekonuje Kania, DHL pracuje nad rozwiązaniami, które pozwolą w możliwie największym stopniu dopasować się do potrzeb klientów.

 Te potrzeby są trudne do zrealizowania, bo rynek B2B, w którym wszyscy się wyspecjalizowaliśmy, różni się od rynku B2C. To inne potrzeby i inne możliwości. To, co dzisiaj jest największym wyzwaniem, to dopasowanie się z dostawą do klientów indywidualnych e-commerce. Nie w ciągu dnia, kiedy większość osób jest w pracy czy na uczelni, tylko na ich warunkach, czyli np. wieczorem – podkreśla Anna Kania.

Badani przez Gemius klienci e-commerce najczęściej wskazywali długi czas oczekiwania na produkt (35 proc.) jako problem, z którym stykają się podczas e-zakupów. Niewielu mniej wskazało, że są nim wysokie koszty dostawy.

Zagrożenie terroryzmem zwiększyło zainteresowanie obozami wakacyjnymi w Polsce. Głównie wybierane są zajęcia sportowe

CEO Magazyn Polska
Rośnie popularność krajowej oferty obozów dla dzieci i młodzieży. Warszawskie biuro Almatur zanotowało wzrost sprzedaży o ok. 1 tys. miejsc na polskich kierunkach, a spadek o kilkaset tysięcy na kierunkach zagranicznych – przyznaje Michał Karpiński, pracownik tego biura podróży. Spośród 60 kierunków i 70 tematów wyjazdów największą popularnością cieszą się obozy sportowe. Przeciętnie na krajowy wypoczynek dziecka trzeba wydać od 1–1,8 tys. 

Analizując wyniki sprzedaży obozów za granicą, widzimy spadek o kilkaset miejsc, i to tylko w oddziale Almaturu w Warszawie. Z kolei na polskich kierunkach jest wzrost o ponad tysiąc miejsc na dany okres. Sądzę, że może mieć to dużo wspólnego z obecną sytuacją w Europie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Karpiński, pracownik biura podróży Almatur z Warszawy.

Zagrożenie zamachami sprawiło, że chętniej wybieramy morze, Mazury i polskie góry. Jak jednak przekonuje pracownik Almaturu, destynacja jest tylko jednym z czynników decydujących o wyjeździe.

Mamy 60 kierunków obozów i na każdym z nich po 5-6 tematów. W Polsce mamy w ofercie wszystkie najważniejsze miejscowości. Spełniamy oczekiwania dzieci i rodziców nie tylko programowo, ale również miejscami pobytu – tłumaczy Karpiński.

Przeważają tematyczne obozy sportowe, m.in. jazda konna, siatkówka plażowa, windsurfing, żeglarstwo, zumba czy motocross. W ofercie są także obozy dla miłośników kina, czy plastyki, organizowane są warsztaty wokalne. Podczas wakacji w Polsce można też podszkolić języki obce.

Mamy około 60-70 tematów obozów, więc każde dziecko zrealizuje swoje zainteresowania. W ofercie są też obozy survivalowe, dziennikarskie, nawet obozy detektywistyczne, ale zdecydowanie sport i rekreacja to temat, który dzieci preferują – ocenia przedstawiciel biura.

Karpiński podkreśla również, że rodzice i dzieci są coraz bardziej wymagającymi klientami. Jednocześnie jednak, coraz więcej do życzenia pozostawia rozwój fizyczny najmłodszych.

Nasza kadra pedagogiczna musi włożyć zdecydowanie więcej pracy, żeby dziecko dobrze ćwiczyło – zaznacza Karpiński.

Jak wskazuje, tegorocznym hitem jest obóz w Kortowie, dzielnicy Olsztyna, położonej nad jeziorem Kortowskim. Miasteczko akademickie jest uznane za jeden z piękniejszych kampusów akademickich w Polsce, posiada profesjonalną halę sportową, boisko ze sztuczną trawą, stadion lekkoatletyczny, korty tenisowe, basen, ośrodek jeździecki, czy przystań ze sprzętem wodnym.

To największy polski obóz, który realizujemy na ok. 400 osób na każdym z 5 turnusów. Specyfika obozu jest sportowo-rekreacyjna, do wyboru m.in. piłka nożna, koszykówka, taniec – wymienia Karpiński.

Koszt obozu w dużej mierze zależy od tematyki. Obozy windsurfingowe, ze względu na sprzęt, wiążą się z nieco większymi pieniędzmi.

W Polsce turnusy 10-dniowe można zrealizować w widełkach 1–1,8 tys. zł. Obozy zagraniczne to koszt ok. 2 tys. zł – mówi Michał Karpiński.

Rynek hotelowy w Polsce przyciąga inwestorów z Europy Zachodniej i Azji. W najbliższych latach transakcji powinno być coraz więcej

CEO Magazyn Polska
Zagraniczni inwestorzy coraz częściej dostrzegają potencjał polskiego rynku hotelowego. Polskim rynkiem zainteresowane są fundusze z krajów azjatyckich, które akceptują wyższy poziom ryzyka, w zamian za wyższą stopę zwrotu. Jak ocenia Adam Konieczny, dyrektor na Polskę w Christie & Co, będziemy świadkami coraz większej liczby transakcji inwestycyjnych. W najbliższych latach na rynku powinny się pojawić przede wszystkim obiekty ekonomiczne i ze średniej półki. 

– Obserwujemy bardzo dużo inwestorów niemieckich, funduszy inwestycyjnych instytucjonalnych, które szukają produktów zapewniających lepszy zwrot niż w Europie Zachodniej. Stopy zwrotu w Europie Zachodniej są obecnie na bardzo niskim poziomie, często poniżej 5 proc., dlatego fundusze szukają lepszych możliwości zwrotu w Polsce – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Konieczny, dyrektor zarządzający na Polskę w firmie Christie & Co, działającej na rynku nieruchomości komercyjnych.

Polski rynek hotelowy od kilku lat notuje nieprzerwane wzrosty. Rośnie liczba hoteli, raport Christie & Co wskazuje, że od 2006 roku zanotowano wzrost o 79 proc. (z blisko 1,3 tys. w 2006 roku do 2,3 w 2015 roku). Od 2006 roku liczba turystów korzystających z usług hoteli wzrosła o 86 proc. Podobny wzrost zanotowano w pobytach obejmujących jedną dobę. Spośród wynajętych pokoi hotelowych 20 proc. to wynajem pokoi przez gości zza granicy, przede wszystkim Niemiec, Wielkiej Brytanii, Ukrainy i Stanów Zjednoczonych. To wszystko sprawia, że hotele w Polsce przyciągają coraz więcej inwestorów, choć jak wskazuje Konieczny, ze względu na restrykcyjne wymagania, inwestycji ze strony funduszy instytucjonalnych jest stosunkowo niewiele.

– Coraz więcej pojawia się u nas tzw. funduszy oportunistycznych, które zainteresowane są hotelami działającymi na umowach zarządzania czy franczyzowych. Planują one podwyższenie wartości nieruchomości poprzez aktywne angażowanie się w zarządzanie obiektem, taki intensywny asset management. To fundusze w dużej mierze amerykańskie, francuskie, brytyjskie, ale pojawia się obecnie też kapitał azjatycki – Chiny, Singapur, Korea – to kraje, które są zainteresowane zakupem działających hoteli – wskazuje ekspert.

Jak tłumaczy Konieczny, zorganizowani w struktury funduszowe inwestorzy z zagranicy wykupują nieruchomości pod najlepszymi adresami w największych miastach w Polsce. Akceptują możliwość poniesienia większego ryzyka, w zamian za ewentualną wysoką stopę zwrotu, dlatego intensywnie angażują się w działalność operacyjną. Inwestycji w najbliższych latach powinno być coraz więcej, bo rośnie też liczba nowo otwieranych obiektów.

– W tym roku miało już miejsce kilka otwarć dużych obiektów hotelowych, po 200–300 pokoi, które obecnie są w początkowym etapie. Kiedy po 2–3 latach ich przychód zostanie ustabilizowany, będą prawdopodobnie bardzo dobrym produktem inwestycyjnym dla funduszy – ocenia ekspert Christie & Co.

Najbardziej perspektywicznymi lokalizacjami pod inwestycje hotelowe w Polsce ze względu na prognozowany przychód na jeden dostępny pokój są rynki warszawski, krakowski, trójmiejski oraz wrocławski. Z danych STR Global wynika, że między 2011 a 2015 rokiem przychód na jeden dostępny pokój wzrósł i osiągnął roczny wzrost na poziomie 2,2 proc. (mimo spadku średniej ceny o 1,9 proc.).

– Przewidujemy intensywny rozwój projektów deweloperskich hotelowych, zarówno realizowanych przez prywatnych inwestorów, jak i bezpośrednie inwestycje w nowe obiekty przez sieci hotelowe. Jako przykład można podać sieć Puro, firma z kapitałem norweskim, która samodzielnie buduje i zarządza hotelami pod swoją marką. Także sieć Accor reprezentowana w Polsce przez Grupę Orbis zdecydowała się na samodzielną realizację projektów hotelowych w części lokalizacji – wymienia Konieczny.

Obecnie w Polsce przeważają obiekty 3-gwiazdkowe, a ich liczba systematycznie rośnie. Jeszcze w 2006 roku było ich nieco ponad 840, na koniec 2015 roku już ponad 1,1 tys., stanowią ok. 48 proc. wszystkich hoteli. Wciąż jednak jest duży potencjał rozwoju hoteli budżetowych, to zaś tworzy duże możliwości dla inwestorów i operatów, którzy chcą długoterminowo zaistnieć na polskim rynku.

– W dużej mierze będą to obiekty ekonomiczne oraz obiekty ze średniej półki, maksymalnie 4- gwiazdkowe. W Polsce mocno wzrosło obłożenie, cena już nie. Dlatego niewiele jest miejsca na nowe obiekty pięciogwiazdkowe, dlatego będą się rozwijać przede wszystkim obiekty dwu-, trzy-, maksymalnie czterogwiazdkowe. Będzie na pewno sporo aktywności sieci niemieckich, takich jak Motel One, Meininger, InterCity Hotels, a także sieci hiszpańskich: Barceló, Melia czy NH – przekonuje Adam Konieczny.

Przedsiębiorcy najchętniej rejestrują nazwy w domenie .PL – NASK podsumował II kwartał 2016 r.

Po znacznych wzrostach w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku, rynek domen stabilizuje się –  wynika z raportu NASK podsumowującego II kwartał 2016.

Według najnowszych danych, w drugim kwartale odnotowano 261 843 nowe rejestracje, co przełożyło się na zamknięcie rejestru domeny .pl po pierwszym półroczu wynikiem 2 713 345 aktywnych nazw. Roczny przyrost liczby nazw domeny .pl w rejestrze na koniec czerwca 2016 roku wyniósł 4,62%.

W drugim kwartale bieżącego roku największą popularnością cieszyła się rejestracja nazw bezpośrednio w domenie .pl. Wyniosła ona 76,71% ogólnej liczby wykonanych w tym okresie rejestracji, co dało 200 847 nazw.

Liczba nowych rejestracji w rozszerzeniach funkcjonalnych, (np. .com.pl, .info.pl) wyniosła 18,15% (47 530 nazw), a nazwy w domenach regionalnych (np. .waw.pl, .wroclaw.pl) stanowiły 5,14%, osiągając liczbę 13 466.

Nowe rejestracje nazw domeny .pl w drugim kwartale 2016r.

W drugim kwartale 2016 roku zarejestrowano łącznie 261 843 nowych nazw, a najaktywniejszy pod tym względem był kwiecień z liczbą 94 272 rejestracji. W okresie od kwietnia do czerwca średnia dzienna liczba nowo rejestrowanych nazw domeny .pl wyniosła 2 877.

Udział Partnerów w nowych rejestracjach

Na koniec drugiego kwartału 2016 roku rejestr domeny .pl współpracował z 214 rejestratorami z całego świata, w tym z 129 z Polski.

Spośród wszystkich partnerów NASK, największy wzrost (o 1,5p.p) liczby nowo rejestrowanych nazw, w stosunku do poprzedniego kwartału, odnotowała nazwa.pl, osiągając udział w nowych rejestracjach na poziomie 24,95%.

Abonenci nazw domeny .pl

Na koniec drugiego kwartału rejestr domeny .pl miał 1 022 054 abonentów, z czego 66,95% stanowili

przedsiębiorcy. Największy udział w obsłudze abonentów nazw domeny .pl miała nazwa.pl – 23,90%.

Rejestrator ze 100 proc. polskim kapitałem – nazwa.pl – pozycję lidera w udziale obsługiwanych abonentów nazw domeny .pl zajmuje nieprzerwanie od czwartego kwartału 2013 r.NASK 2 kwartał 2016

– nazwa.pl już od końca 2013 roku nieprzerwanie utrzymuje wiodącą pozycję w udziale obsługiwanych abonentów nazw domeny .pl. To dowód na to, że z jednej strony dobrze rozpoznajemy potrzeby naszych klientów, a z drugiej – że świadczone przez nas usługi są najwyższej jakości – komentuje Krzysztof Cebrat, prezes zarządu nazwa.pl sp. z o.o.

Szczegółowy raport NASK: www.dns.pl/NASK_Q2_2016_RAPORT.pdf

Ranking OC, AC, NNW – lipiec 2016 r.

Lipcowy ranking porównywarki Ubea.pl dostarcza ciekawych informacji o cenach ubezpieczeń komunikacyjnych na początku drugiego półrocza. Wyniki tysięcy kalkulacji wykonanych przez użytkowników Ubea.pl wskazują, że na początku wakacji liderem cenowym była firma Link4.

Ubea ranking OC w lipcu 2016 – infografikaW lipcu 2016 r. porównywarka OC/AC Ubea.pl już po raz dziewiętnasty sprawdziła wyniki prawie 200 000 kalkulacji wykonanych przez internautów. Na tej podstawie powstał ranking, który wyróżnia się obszerną próbą statystyczną i niezmienną metodologią. W siódmym miesiącu 2016 roku, firmy ubezpieczeniowe ponownie mogły uzyskać od 0,00 punktów do 5,00 punktów (skala ocen dla każdej kategorii). Najniższy wynik oznacza, że dany ubezpieczyciel we wszystkich pojedynczych porównaniach uplasował się na ostatniej pozycji. Firma z najwyższą liczbą punktów (5,00 pkt.), musiałaby zająć pierwsze miejsce w każdej kalkulacji wykonanej przez internautów.

W lipcowym rankingu Ubea.pl oraz osiemnastu wcześniejszych analizach, żadna z porównywanych firm jeszcze nie otrzymała skrajnej oceny (tzn. 0,00 punktów lub 5,00 punktów). Pomiędzy 1 oraz 31 lipca 2016 roku, zwycięscy ubezpieczyciele uzyskali następujące wyniki:

  • AXA Direct – 4,26 pkt. w rankingu polis OC
  • Link4 – 4,38 pkt. w rankingu pakietów OC + NNW
  • Link4 – 4,33 pkt. w rankingu pakietów OC + AC
  • Link4 – 4,26 pkt. w rankingu pakietów OC + AC + NNW

W porównaniu do czerwca br. najważniejsze zmiany dotyczą rankingu polis OC. W tym zestawieniu, firma AXA Direct zajęła pierwsze miejsce i zdetronizowała lidera z czerwca br. (Aviva). W pozostałych trzech kategoriach, najwyższą pozycję zdołała utrzymać marka Link4 należąca do PZU. Podobnie jak poprzednio, czołowe miejsca zajęli również dwaj inni ubezpieczyciele: You Can Drive (marka Ergo Hestii) oraz Liberty Ubezpieczenia. Zaskoczeniem nie są również ostatnie miejsca dwóch firm, które regularnie plasują się na dole tabeli rankingowej. Mowa o Gothaer i TUW TUZ.

Brak bardzo poważnych zmian w lipcowym rankingu Ubea.pl nie oznacza, że ubezpieczyciele zrezygnowali z podnoszenia składek. Taki proces solidarnych zmian w cennikach wciąż trwa i jest spowodowany nie tylko wprowadzeniem podatku od aktywów największych firm ubezpieczeniowych. Kluczowe znaczenie ma też fakt, że w minionym roku wartość odszkodowań z ubezpieczeń OC kierowców wzrosła o 15,80% przy minimalnej zmianie zebranej składki (ok. 1%). W odpowiedzi na nierentowność polis komunikacyjnych, firmy ubezpieczeniowe już od ponad roku stopniowo podnoszą składki. Dane Ubea.pl wskazują, że od kwietnia 2015 r. do lipca 2016 r. średnia składka OC w osiemnastu miastach wojewódzkich wzrosła o niecałe 24%. Utrzymanie takiego tempa zmian przez cały następny rok, na pewno nie będzie zaskoczeniem.

Więcej o najtańszych polisach OC w lipcu 2016 roku https://ubea.pl/Najtansze-OC-AC-NNW-ranking-lipiec-2016-r%2Cartykul%2C1086/

Hunger Development z finansowaniem na nowe inwestycje

Upper Finance Consulting pozyskał w ramach pożyczki hipotecznej środki na refinansowanie nieruchomości biurowej dla DanHouse Sp. z o.o., spółki celowej bydgoskiego Hunger Development Sp. z o.o. Pozyskana kwota pomoże sfinansować inwestycje w nowoczesne powierzchnie biurowe oraz zakup działek pod kolejne projekty.

– Finansujący bank pozytywnie ocenił zarówno działalność samej grupy Hunger Development, jak i perspektywy lokalnego rynku powierzchni biurowych. Wschodnia część miasta to najdynamiczniej rozwijający się obszar, który ma potencjał by już niebawem stać się biznesowym centrum Bydgoszczy. Dzięki solidnemu zabezpieczeniu pożyczki, jakie stanowi hipoteka, możliwe było także uzyskanie dla spółki DanHouse bardzo korzystnych warunków finansowania – mówi Iwona Załuska, partner w Grupie Upper Finance i prezes zarządu Upper Finance Consulting.

DanHouse Sp. z o.o. jest inwestorem nowoczesnego pięciokondygnacyjnego biurowca o powierzchni 8000 m kw. usytuowanego we wschodniej części Bydgoszczy. Najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne oraz wysokiej jakości wykończenie obiektu plasują DanHouse wśród obiektów klasy „A”. Skomercjalizowany już w 85% budynek stanowi I etap centrum biznesowego SCANPARK Business Center.

Hunger Development Sp. z o.o. to bydgoska firma o skandynawskich korzeniach, obecna na lokalnym rynku nieruchomości biurowych od ponad 8 lat. Jej założyciel, duński architekt Florian Hunger, działa na międzynarodowym rynku deweloperskim od 1994 roku. Wśród licznych inwestycji zrealizowanych przez niego na terenie Polski znajdują się m.in. tak znane obiekty jak CH Reduta i CH Targówek w Warszawie czy warszawskie siedziby firm Philips i Microsoft, w Bydgoszczy natomiast zrealizował centrum handlowe Galeria Pomorska.

Cedrob otwiera Wytwórnię Pasz w Rypinie za 80 milionów złotych

Wytwórnia Pasz w Rypinie
Wytwórnia Pasz w Rypinie

W Rypinie otwarto największą w Polsce i jedną z najnowocześniejszych w Europie wytwórnię pasz, spełniającą najwyższe standardy światowe. Inwestycja firmy Cedrob w Wytwórnię Pasz w Rypinie wyniosła 80 milionów złotych.

Budowa ruszyła jesienią 2014 roku, a rozruch technologiczny rozpoczął się już w czerwcu bieżącego roku. Nowy zakład wyposażono w urządzenia o najwyższym zaawansowaniu technicznym na świecie. Nad pracą wszystkich linii technologicznych czuwa specjalny program sterowania i automatyki przemysłowej, który obsługuje urządzenia i rejestruje ich pracę. W praktyce oznacza to wyeliminowanie czynnika błędu ludzkiego.

Uroczyste, oficjalne otwarcie trzeciej, najnowocześniejszej Wytwórni Pasz w Rypinie nastąpiło 11 lipca podczas inauguracji lokalnej strefy ekonomicznej, w której znajduje się inwestycja. W wydarzeniu, obok Prezesa Andrzeja Goździkowskiego, uczestniczyli przedstawiciele lokalnych władz z burmistrzem Rypina Pawłem Grzybowskim na czele. Uroczystości inauguracyjne w strefie ekonomicznej, uświetnił swoją obecnością Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju — Mateusz Morawiecki. Wicepremier przedstawił główne założenia rządowego planu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju, wśród których wymienił wsparcie rozwoju firm, ich produktywności i ekspansji zagranicznej oraz równomierny rozwój gospodarczy całego kraju.

Każdego roku Cedrob Pasze potrzebuje 400 tysięcy ton zboża. – Do współpracy z dostawcami zbóż podchodzimy w pełni profesjonalnie. Nie zapominamy o wzajemnym zaufaniu i szacunku, ponieważ ważnym ogniwem w naszej działalności są lokalni rolnicy. Dokonaliśmy już bardzo wiele, ale nie ustajemy w działaniach, które z roku na rok usprawniają współpracę z dostawcami – mówi Tomasz Walerowicz, Zastępca Dyrektora Zakładu Produkcji Pasz. Cedrob Pasze oferuje możliwość zawierania umów kontraktacyjnych, które zapewniają dostawcy poczucie stabilności. Skup zbóż prowadzony jest przez cały rok.

Nowoczesne rozwiązania technologiczne mają służyć nie tylko dobru firmy, lecz także przynosić korzyści dla ochrony środowiska. W nowym zakładzie wprowadzono innowacje pozwalające zmniejszyć zapotrzebowanie Wytwórni Pasz w Rypinie na energię elektryczną. Te zmiany pozwoliły uzyskać ponad 10 procent oszczędności energii elektrycznej niezbędnej do procesów produkcyjnych, co sprzyja ochronie środowiska.

Columbus Energy S.A. realizuje nową Strategię Rozwoju

Columbus Energy S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, działająca w branży Odnawialnych Źródeł Energii, wypracowała 121 tys. zł zysku netto w 2 kw. 2016 r., a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 2.120 tys. zł. Emitent rozwija sprzedaż swojego nowego produktu – „Abonament na Słońce” – oraz realizuje kolejne instalacje dla instytucji sakralnych, w tym w budynku Kolegium Episkopatu Polski.

Miniony kwartał był dla Spółki bardzo intensywnym czasem, ponieważ dostosowywała ona swoje struktury organizacyjne po przeprowadzonym połączeniu do korporacyjnego modelu przedsiębiorstwa. Emitent zaprezentował również nową Strategię Rozwoju i od początku czerwca br. wprowadził do swojej oferty unikalny produkt sprzedaży oraz montażu instalacji fotowoltaicznych w formie abonamentu „Abonament na Słońce”. Spółka zrealizowała już sprzedaż ponad 100 pierwszych „Abonamentów na Słońce”, a planowane montaże instalacji fotowoltaicznych rozpoczną się we wrześniu br. i będą finansowane z własnych środków. Columbus Energy S.A. dzięki pilotażowym montażom będzie mogła także sprawdzić wdrożony system rozliczeń. Prognozy finansowe Spółki na lata 2016-2020 przewidują zrealizowanie montażu 50.000 instalacji w tym okresie.

„Wyniki finansowe w 2 kw. 2016 r. nie do końca obrazują progres, jaki Spółka uczyniła w ostatnim czasie. Dopiero 1 lipca tego roku ustabilizowało się prawo energetyczne dla domów jednorodzinnych dotyczące działania instalacji fotowoltaicznych i, tak jak się spodziewaliśmy, jest ono bardzo pomocne w sprzedaży naszego nowego produktu – Abonament na Słońce. Oczywiście abyśmy mogli skutecznie zrealizować strategię rozwoju, będziemy nie tylko musieli efektywnie sprzedawać nowy produkt, ale też sekurytyzować nasze należności lub pozyskać wysokie finansowanie. Kiedy zrealizujemy wytyczone przez nas cele to przyszłość naszej firmy będzie już tylko wypełnianiem planu rozwoju, bo rynek jest ogromny.” – ocenia Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.

W lipcu 2016 r. Spółka zrealizowała instalację fotowoltaiczną o mocy 10 kWp na siedzibie Episkopatu Polski w Warszawie. Columbus Energy S.A. rozważa również wdrożenie ogólnopolskiego programu dla instytucji sakralnych. Emitent utworzył także spółkę zależną Columbus Energy Finanse Sp. z o.o., w której objął 100% udziałów. Nowy podmiot zajmuje się sprzedażą umów „Abonament na Słońce” oraz zarządzaniem należnościami z nich wynikającymi, co jest zgodne z przyjętą Strategią Rozwoju Emitenta. Obecnie Columbus Energy Finanse Sp. z o.o. posiada w swoim portfelu ponad 100 pilotażowych umów w ramach produktu „Abonament na Słońce”.

„Rynek sakralny jest niezwykle specyficzny, gdyż bardzo długo wypracowuje się na nim relacje. Dla tego rynku przygotowaliśmy produkt z dotacją, ale również dostosowaliśmy go pod oczekiwania wymagającego klienta. Sprzedaż w tym segmencie mocno rośnie i spodziewamy się pierwszych większych instalacji jeszcze w tym roku. Powinny one bardzo pozytywnie wpłynąć na nasze przychody.” – podsumowuje Prezes Zieliński.

W marcu 2016 r. Sąd Rejonowy w Krakowie zarejestrował połączenie Columbus Energy S.A. z Columbus Capital S.A., które nastąpiło zgodnie z przyjętym planem połączenia poprzez przeniesienie całego majątku Columbus Energy S.A. na Columbus Capital S.A. w zamian za nowo emitowane akcje. Kapitał zakładowy Spółki wynosi aktualnie 72.863.778,42 zł i dzieli się na 269.865.846 akcji o wartości nominalnej 0,27 zł każda. Najważniejszym celem nowego podmiotu – Columbus Energy S.A. – jest ugruntowanie pozycji lidera na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce oraz przeniesienie notowań akcji na rynek regulowany GPW w Warszawie. Emitent planuje także prowadzić aktywną działalność inwestycyjną w podmioty z sektora MŚP.

Chrońcie swoją prywatność w sieci

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że treści które publikujemy, np. za pośrednictwem portali społecznościowych, docierają nie tylko do naszych znajomych, ale także do oszustów, którzy nie zawahają się użyć zdobytych w ten sposób informacji. O czym powinien pamiętać każdy internauta?

Internauci rzadko zdają sobie sprawę z tego jak cenne są ich dane osobowe. Chętnie publikują zdjęcia, np. chwaląc się dopiero co otrzymanym prawem jazdy. W sieci udostępniają też otrzymane mandaty oraz świadectwa szkolne. Wszystkie te dokumenty zawierają dane bezcenne dla oszustów. Publikujemy zdjęcia swoich kart płatniczych, a nawet zrzuty ekranu z serwisu transakcyjnego. Tym samym narażamy się na kradzież tożsamości, która może okazać się dla nas bardzo kosztowna…

Współcześni przestępcy po przechwyceniu wspomnianych informacji mogą zaciągnąć kredyt oraz zadłużyć się na nazwisko swojej ofiary. Ciekawostką jest, że wielu użytkowników internetu publikuje zdjęcia znalezionych dokumentów i kart chcąc skontaktować się z ich właścicielami. Warto pamiętać, że nigdy nie należy udostępniać cudzych danych osobowych w sieci.

Jak chronić swoje dane? Stosując te 4 podstawowe zasady:

  • Zadbajmy o prywatność – na wielu portalach możemy precyzyjnie zdefiniować zasady udostępniania informacji o sobie
  • Nie publikujmy w internecie zdjęć przedstawiających dokumenty, karty płatnicze ani jakichkolwiek pism, na których umieszczone są nasze lub cudze dane
  • Dowody osobiste, paszporty i prawa jazdy należy przechowywać w bezpiecznym miejscu. W przypadku ich zgubienia zgłośmy ten fakt na Policji i zastrzeżmy dokumenty w banku
  • Pamiętajmy o używaniu aktualnego oprogramowania antywirusowego i aktualizacji aplikacji, z których korzystamy.

Grupa kapitałowa Getin Holding po II kwartałach 2016 r.

Piotr Kaczmarek, Prezes Zarządu Getin Holding
Piotr Kaczmarek, Prezes Zarządu Getin Holding

„Odnotowaliśmy pozytywny wynik netto we wszystkich krajach, w których prowadzimy działalność biznesową. Znacząca poprawa rentowności to efekt przede wszystkim intensywnych działań związanych z reorganizacją zagranicznej aktywności Holdingu, jak również pewnej poprawy sytuacji makroekonomicznej w krajach Europy Wschodniej. Wynik w Rumunii, w Rosji, na Ukrainie oraz na Białorusi, pozwala z umiarkowanym optymizmem patrzeć na nadchodzące miesiące” – powiedział Piotr Kaczmarek, Prezes Zarządu Getin Holding.

„Znaczący jest również wzrost aktywności Grupy Getin Holding na rynku M&A, co widoczne było poprzez transakcję sprzedaży spółki GetBack, efekt której jest znaczący w półrocznych wynikach.”- dodaje.

W minionym półroczu Grupa Idea Bank Polska wypracowała zysk netto na poziomie 337,8 mln PLN, co jest rezultatem ponad dwukrotnie lepszym w ujęciu rok do roku. W wyniku ujęto 249,2 mln PLN (brutto) ze sprzedaży spółki GetBack. Całkowita wartość zawartej umowy wyniosła 825 mln PLN. Łączna wartość sprzedaży zrealizowanej w pierwszym półroczu przez Grupę Idea Bank osiągnęła poziom ponad 4,2 mld PLN. Idea odnotowała również wzrost wyniku odsetkowego o 76,7% r/r. Bank kontynuuje strategię obniżania kosztu finansowania. Marża oferowana przez Bank ponad stopę rynkową WIBOR spadła z 0,73% w marcu 2016 r. do 0,55% w czerwcu. Na koniec półrocza suma bilansowa Grupy Idea Bank wynosiła ponad 19,5 mld PLN. Natomiast wskaźniki kapitałowe Grupy osiągnęły poziom: CAR 14,4%, i CET1 11,1%.

Getin Holding prowadził także intensywne działania związane z reorganizacją działającej na terenie Federacji Rosyjskiej spółki Carcade i jej powrotem do regularnej działalności biznesowej. W wyniku przeprowadzonej restrukturyzacji spółka ograniczyła koszty stałe o 28,1% w porównaniu do pierwszego półrocza 2015 roku. Carcade wypracowała również zysk netto w wysokości 1,1 mln PLN. Mimo mało sprzyjającej sytuacji na rynku, spółka przeprowadziła z sukcesem emisję obligacji o wartości 2,5 mld RUB.

Grupa Idea Bank Białoruś wypracowała zysk netto na poziomie 11,1 mln PLN co stanowi wynik o 30,5% lepszy w ujęciu rok do roku. W walucie lokalnej (BYR) poprawa zysku wyniosła 66,9% r/r. Od początku roku Bank kontynuował działania związane z wyskalowaniem prowadzonej działalności do aktualnych warunków rynkowych. Wśród podjętych działań należy wymienić wyjście z segmentu consumer finance, a także wdrożenie bankowości internetowej oraz mobilnej. Grupa odnotowała ponad 16,4% (r/r, BYR) wzrost sprzedaży w segmencie MSP. Celem strategicznym Banku było pozyskanie i utrzymanie płynności w walucie lokalnej w sytuacji niepewności na rynku.

Poprawa warunków makroekonomicznych na Ukrainie oraz podjęte przez Getin Holding działania sprawiły, iż w pierwszym półroczu br. Grupa Idea Bank Ukraina przekroczyła próg rentowności, osiągając zysk netto na poziomie 1 mln PLN. Bank utrzymał stabilną sprzedaż na poziomie ponad 300 mln UAH na kwartał. Grupa utrzymuje zrównoważony poziom ryzyka kredytowego przy jednoczesnym wzroście wskaźników przychodowych. NIM osiągnął wysoki poziom 8,7% względem -0,2% w pierwszym półroczu 2015 roku.

W pierwszych 6 miesiącach 2016 roku Grupa Idea Bank Rumunia przekroczyła próg rentowności i wypracowała zysk netto na poziomie 7,0 mln PLN. Grupa odnotowała rekordowe wolumeny sprzedaży zarówno na poziomie Banku (216,7 mln PLN, x 2,6 r/r), jak i spółki leasingowej (235,6 mln PLN, +12,1% r/r). Wzrosła również marża odsetkowa z poziomu 2,0% w I półroczu 2015 roku do 2,9% w analogicznym okresie br. Na koniec czerwca 2016 roku suma bilansowa Grupy wynosiła blisko 1,5 mld PLN. Idea Bank Rumunia został nagrodzony przez redakcję miesięcznika „Capital” tytułem „Najlepsza Instytucja Finansowa”.

Zmiany w zarządzie Enei Wytwarzanie

Rada Nadzorcza Enei Wytwarzanie zawiesiła Wacława Bilnickiego w czynnościach Prezesa Zarządu oraz Elżbietę Piwoński w czynnościach Członka Zarządu tej spółki.

Równocześnie Rada delegowała ze swojego grona Dawida Klimczaka do czasowego wykonywania czynności Prezesa Zarządu Enei Wytwarzanie.

GPW wprowadza zmiany w indeksach giełdowych

  • Od 1 października br. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie będzie publikować subindeksy sektorowe w trybie ciągłym – co 60 sekund
  • Od 16 grudnia br. zmianie ulegnie kwalifikacja spółek do indeksu dywidendowego

GPW w wyniku przeprowadzonych analiz i konsultacji wprowadza nowe zasady publikacji subindeksów sektorowych oraz zmienia zasady kwalifikacji spółek do indeksu WIGdiv.

Obecnie Giełda oblicza 11 subindeksów sektorowych, które publikowane są trzy razy
w ciągu dnia: o 11:15 (po pierwszym fixingu), o 15:15 (po drugim fixingu) i po zakończeniu sesji. Po zmianach subindeksy sektorowe będą publikowane w trybie ciągłym, w minutowych odstępach, od momentu rozpoczęcia sesji do jej zakończenia.

Indeks WIGdiv obejmuje obecnie 30 spółek z indeksów WIG20, mWIG40, sWIG80 charakteryzujących się najwyższą stopą dywidendy w ostatnim roku, które w okresie ostatnich 5 lat co najmniej trzy razy wypłaciły dywidendę. Po zmianach, indeks będzie obejmował wszystkie spółki z indeksów WIG20, mWIG40, sWIG80, które w ostatnich 5 lat regularnie wypłacały dywidendę.

Indeks Obecnie Po zmianach
subindeksy sektorowe publikacja 3-krotnie w ciągu sesji publikacja w trybie ciągłym –
co 60 sekund
WIGdiv 30 spółek z indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80, które co najmniej 3-krotnie w ciągu ostatnich 5 lat wypłaciły dywidendę wszystkie spółki z indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80, które regularnie w ostatnich
5 latach wypłaciły dywidendę

Wprowadzona przez GPW zmiana dot. subindeksów sektorowych umożliwi bieżące śledzenie koniunktury w poszczególnych branżach. Natomiast nowa kwalifikacja spółek do WIGdiv pozwoli na wyróżnienie tych emitentów, którzy prowadzą stabilną politykę dywidendową i regularnie dzielą się z akcjonariuszami wypracowanym zyskiem. Proponowane zmiany stanowią odpowiedź na oczekiwania uczestników rynku oraz na trendy występujące na innych giełdach – powiedziała Prof. Małgorzata Zaleska, prezes Zarządu GPW.

Subindeksy sektorowe będą publikowane w trybie ciągłym począwszy od 1 października br.

Nowe zasady kwalifikacji spółek do indeksu WIGdiv zostaną zastosowane podczas rewizji rocznej indeksu, która będzie miała miejsce po sesji 16 grudnia br.

Żywność sezonowo tanieje

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadły w lipcu 2016 r. o 0,9 proc. r/r, a w stosunku do czerwca o 0,3 proc. – podał GUS.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Za nami 25 miesięcy spadku wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych. Przed nami kolejne miesiące deflacji. Nic bowiem nie wskazuje na koniec spadku wskaźnika cen. Nawet żywność, której ceny od 2. połowy 2015 r. rosły, sezonowo (m/m) tanieje. W lipcu br. ceny żywności były niższe o 1,1 proc. niż w czerwcu. To efekt urodzaju owoców, a szczególnie warzyw – ich ceny spadły m/m o prawie 12 proc. Powinny to odczuć gospodarstwa domowe o niskich dochodach rozporządzalnych. Jednak lipcowe, a zapewne i sierpniowe spadki cen żywności w stosunku do czerwca br., to sezonowy, krótkookresowy efekt. Nie można zatem liczyć na to, że zwiększą się dzięki temu oszczędności Polaków, które ciągle są bardzo małe. Tak jak nie zwiększa oszczędności, przynajmniej na razie, program 500+.

Zmiany cen miesiąc do miesiąca są z punktu widzenia całej gospodarki nieistotne. Ważne jest to co dzieje się w perspektywie rocznej. A tu ciągle deflacja, aczkolwiek generowana głównie  przez dwie grupy produktów – paliwa oraz odzież i obuwie. Gdyby nie wzrost cen żywności w stosunku do lipca 2015 r, to deflacja roczna byłaby jeszcze silniejsza.

W kolejnych miesiącach 2016 r. niewiele się tu zmieni i zapewne w całym 2016 r. ceny będą niższe o ok. 0,5 proc. niż w 2015 r. A należy przypomnieć, że w budżecie państwa na 2016 r. zapisano inflację na poziomie 1,7 proc. i na podstawie tego wskaźnika zaplanowano wpływy podatkowe do budżetu centralnego i budżetów samorządowych. Rząd na razie nie widzi budżetowego problemu, ale nie tylko deflacja, ale także dane dotyczące wzrostu PKB w 2. kwartale 2016 r. – 3,1 proc. r/r ten problem mogą stworzyć.

Tempo wzrostu PKB niepokoi

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

PKB wzrósł w 2. kwartale 2016 r. o 3,1 proc. r/r – podał w szybkim szacunku GUS.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Wiele krajów UE chciałoby mieć taką dynamikę wzrostu gospodarczego jak Polska. Ale należy pamiętać, że w budżecie na 2016 r. założony został wzrost PKB na poziomie 3,8 proc. Tymczasem po 6. miesiącach br. wzrost ten wynosi 3-3,1 proc. Aby osiągnąć w całym 2016 r. wzrost gospodarczy na poziomie 3,8 proc., to w 2. połowie 2016 r. polska gospodarka musiałaby rosnąc w tempie ok. 4,5 proc. Nie jest to możliwe.

Dane dotyczące składników wzrostu PKB w 2. kwartale jeszcze nie ma, ale wydaje się, że będą one powtórzeniem z 1. kwartału. Cały wzrost został osiągnięty dzięki spożyciu indywidualnemu i publicznemu, czyli dzięki konsumpcji. Wszystko wskazuje na to, że inwestycje kolejny kwartał z rzędu spadały. Także eksport netto wpłynął na obniżenie wzrostu PKB.

Jest się zatem czym niepokoić. Stabilność, trwałość wzrostu gospodarczego musi bowiem bazować przynajmniej na dwóch filarach – spożyciu i inwestycjach. Zawsze w naszej gospodarczej „historii” po 1990. roku gdy wzrost PKB bazował tylko na spożyciu, kończyło się to trwalszym obniżeniem dynamiki wzrostu gospodarczego w średnim okresie.

Teraz mamy szansę tego uniknąć. Mamy bowiem do dyspozycji środki unijne, których ciągle nie udało się uruchomić na zakładaną skalę. Mogą nas one „uratować”, bo uruchamiając inwestycje infrastrukturalne współfinansowane z funduszy europejskich, administracja lokalna i centralna nakręci inwestycyjną koniunkturę. Ale trzeba działać.

Gorzej z inwestycjami przedsiębiorstw. Mimo rosnącego spożycia indywidulanego (o 3,2 proc. r/r w 1. kwartale 2016 r.) i publicznego (o 4,4 proc.) inwestycje przedsiębiorstw były w 1. kwartale niższe o 8,6 proc. r/r. Musi tu działać efekt niestabilności politycznej, bo stabilność w tym obszarze jest warunkiem niezbędnym przy podejmowania decyzji inwestycyjnych. Warto, aby decydenci brali to pod uwagę komunikując się z gospodarką.

Dynamika PKB w 1. i 2. kwartale br. niepokoi także z punktu widzenia finansów publicznych. I to nie w mniejszym stopniu tegorocznych, a w większym stopniu – przyszłorocznych. Mniejsze inwestycje dzisiaj to mniejsza produkcja i sprzedaż towarów i usług w kolejnym roku, to także mniejsze zatrudnienie niż potencjalnie mogłoby być.

Jest się więc czym niepokoić.

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.08.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.08.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Spadek eksportu do Rosji wyhamował

Eksport wzrósł w okresie I-VI 2016 r. o 2,1 proc. (w euro; r/r), a import był mniejszy o 0,2 proc. Eksport do Rosji był większy o 0,5 proc. – podał GUS w informacji o obrotach towarowych handlu zagranicznego.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Eksport w ciągu 6. miesięcy 2016 r. wzrósł jedynie o 2,1 proc. (euro, r/r/). Jedynie, bowiem w ciągu 6. miesięcy 2015 r. eksport wzrósł o 6,7 proc. Natomiast ze względu na słabszy kurs złotego do euro i do dolara, wzrost przychodów polskich eksporterów ze sprzedaży poza Polską był w okresie I-VI 2016 r. wyższy o 6,4 proc. Oczywiście ważne są wpływy w walucie krajowej na konta przedsiębiorstw, bo poprawiają one wyniki finansowe firm, jednak o naszym potencjale eksportowym świadczy wzrost eksportu wyrażony w walutach. A tu jest słabiej niż w ostatnich latach. I to mimo nieco lepszej koniunktury gospodarczej u naszych głównych, europejskich partnerów handlowych.

Może jest tak, że gdy koniunktura gospodarcza poprawia się, importerzy naszych produktów szukają już nie tylko najniższej ceny i dobrej jakości, ale także innowacyjności w zamawianych produktach. A z tym jest już u nas gorzej.

Warto jednak odnotować wyhamowanie spadku eksportu do Rosji. Widać to już było po 5 miesiącach br., gdy eksport do naszego wschodniego sąsiada wzrósł o 1,2 proc. (euro; r/r). Po 6. miesiącach wzrost ten jest co prawda niższy, bo 0,5 proc., ale jest. Bardzo daleko nam co prawda do wyników eksportu do Rosji z 2014 r. W okresie styczeń-czerwiec sprzedaż na rynek rosyjski wyniosła wtedy ponad 3,5 mld euro. Dzisiaj to niespełna 2,5 mld euro, czyli o 1 mld  euro mniej niż dwa lata temu. Ale o 8 mln euro więcej niż w ciągu 6 miesięcy 2015 r.

Teoretycznie można byłoby powiedzieć, że osiągnęliśmy „dno” i od niego zaczynamy bardzo powoli się odbijać. Jednak należy pamiętać, że o relacjach gospodarczych z Rosją w olbrzymiej mierze decyduje polityka. Nie możemy być zatem pewni, że te 2,5 mld euro eksportu na rynek rosyjski w ciągu pół roku, to poziom który jest nieprzekraczalnym minimum naszych wzajemnych handlowych relacji.

Odnotować także należy zdecydowane wyhamowanie – tym razem wzrostu – polskiego eksportu do Wielkiej Brytanii. W całym 2015 r. nasza sprzedaż na rynek brytyjski wzrosła o 14,4 proc. (euro; r/r). Dzisiaj, po 6. miesiącach jest on mniejszy o 1 proc. niż rok wcześniej (euro). Ponieważ brak wzrostu notujemy po każdym kolejnym miesiącu bieżącego roku, to nie może być efekt Brexit. Nasze główne produkty eksportowe do Wielkiej Brytanii, to samochody osobowe oraz części i akcesoria do pojazdów samochodowych, a także meble, maszyny i urządzenia, srebro, mięso i jego przetwory. Ale na rynek brytyjski sprzedajemy większość produktów, które są przedmiotem eksportu. Co jest przyczyną braku wzrostu eksportu do Wielkiej Brytanii wiedzą na razie tylko sami eksporterzy.

To co wiemy na pewno, to że eksport ogółem rósł w ciągu 6. miesięcy 2016 r. zdecydowanie wolniej niż w latach poprzednich i trudno liczyć na to, że będzie on wspierał wzrost PKB.

Sprzedaż detaliczna i inflacja producencka dołują dolara

Dolar amerykański traci do reszty walut po publikacji słabych danych odnośnie sprzedaży detalicznej i inflacji producenckiej w USA. Sprzedaż detaliczna w lipcu pozostała na poziomie czerwcowej, pomimo oczekiwanego wzrostu o 0,4 proc. miesiąc do miesiąca. Inflacja producencka PPI spadła w lipcu o 0,4 proc. miesiąc do miesiąca, pomimo oczekiwanego wzrostu o 0,1 proc. Dane te są ewidentnie podażowe dla dolara, dlatego też para EURUSD przebiła już poziom 1,12 i euro zyskuje już około 0,6 proc. do dolara. Para USDJPY również traci około 0,7 proc. handlując w pobliżu poziomu 101 jenów. Natomiast para GBPUSD zyskuje jedynie około 0,3 proc. handlując w pobliżu poziomu 1,30 co związane jest z wciąż utrzymującą się słabością funta brytyjskiego.

Polski złoty zyskuje do dolara 0,6 proc. a para USDPLN handluje w pobliżu poziomu 3,80 po publikacji słabych danych z amerykańskiej gospodarki. Złoty pozostaje stabilny do innych walut pomimo słabszego od oczekiwań odczytu PKB za II kwartał roku. Polskie PKB wzrosło 0,9 proc. miesiąc do miesiąca i 3,1 proc. rok do roku. Było to poniżej prognozowanego wzrostu o 1,0 proc. miesiąc do miesiąca oraz 3,3 proc. rok do roku. Natomiast deflacja w lipcu wyniosła zgodnie z oczekiwaniami analityków 0,3 proc. miesiąc do miesiąca i 0,9 proc. rok do roku. Para EURPLN czwarty dzień z rzędu handluje blisko poziomu 4,26, nie mając jednak siły do jego przebicia dołem. Natomiast para GBPPLN pozostaje blisko 2-letnich minimów w okolicy poziomu 4,94.

Indeks globalnych akcji MSCI All Country World Index jest na najwyższym poziomie od roku, wsparty przez rekordowe poziomy osiągnięte wczoraj przez 3 najważniejsze indeksy amerykańskich akcji. Jest to pierwsza taka sytuacja od 2009 roku – zarówno S&P500, Dow Jones jak i Nasdaq osiągają historyczne maksima w jednym dniu. S&P 500 zaliczył historyczny szczyt na poziomie 2188 punktów, Dow Jones na poziomie 18638 punktów, a NASDAQ na poziomie 5238 punktów. WIG20 korzysta z pozytywnych, globalnych nastrojów, panujących na rynkach akcji i pomimo, iż dziś traci około 0,3 proc. to wciąż handluje powyżej przed-brexitowego poziomu 1850 punktów.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Trzy trendy na rynku pracy w polskich BPO/SSC

Branża BPO/SSC w Polsce zatrudnia obecnie blisko 200 000 pracowników. Różnorodność procesów obsługiwanych przez ten sektor sprawia, że pracę w nim mogą znaleźć przedstawiciele wielu specjalności, praktycznie na każdym etapie kariery zawodowej. Istnieją jednak kompetencje, o które branża BSS upomina się w szczególności. Oto trzy najsilniejsze trendy na rynku pracy w usługach dla biznesu.

  1. Zapotrzebowanie na pracowników władających językiem niemieckim

W minionym roku Polska po raz trzeci z rzędu została wybrana najatrakcyjniejszą lokalizacją biznesową w Europie Środkowo-Wschodniej według inwestorów niemieckich.[1] Według najnowszego raportu PAIiIZ – „Sektor usług biznesowych w Polsce 2016” nad Wisłą funkcjonują obecnie 62 centra BSS z kapitałem niemieckim. Plasuje to Niemcy na drugim miejscu wśród inwestorów zagranicznych obecnych w Polsce (za Stanami Zjednoczonymi). Wszystko to sprawia, że rośnie zapotrzebowanie na pracowników płynnie posługujących się językiem niemieckim.

Fundacja Pro Progressio, wnikliwie analizując potrzeby inwestorów zza Odry, już od roku 2014 komunikowała rosnące zapotrzebowanie na pracowników płynnie komunikujących się w języku niemieckim. W tym czasie w Polsce zbyt dużo się nie zmieniło i liczba osób wchodzących na rynek pracy i władających językiem niemieckim utrzymuje się na stabilnym poziomie – mówi Wiktor Doktór prezes Fundacji Pro Progressio.

Mimo wielu kierunków filologicznych na rynku wciąż odnotowuje się deficyt kadr operujących językiem niemieckim. Co więcej, według ekspertów deklaratywna znajomośc tego języka w Polsce jest znacznie wyższa niż rzeczywiste umiejętności lingwistyczne polskich pracowników, a to właśnie one są jednym z kluczowych czynników decydujących o lokowaniu niemieckiego biznesu nad Wisłą.

  1. Zapotrzebowanie na programistów i specjalistów z zakresu big data

Szacuje się, że w roku 2015 brakowało w Polsce około 30 000 osób do pracy w branży IT i liczba ta już nikogo nie dziwi. Deficyt absolwentów studiów informatycznych widoczny jest na rynku od kilku lat, a według Komisji Europejskiej do 2020 roku w UE potrzeba będzie około miliona pracowników IT. Szczególnie poszukiwani są specjaliści na stanowiska „software deweloper” oraz ci, z zakresu big data.

Niezwykle cenne na rynku pracy w branży BSS jest również połączenie dwóch największych trendów rekrutacyjnych: znajomości języka obcego, w szczególności niemieckiego z wykształceniem IT. Tymczasem według raportu Fundacji Pro Progressio na temat kierunków informatycznych na polskich uczelniach, tylko dwa miasta – Wrocław i Opole – oferują nauczanie IT po niemiecku.

Edukacja informatyczna w Polsce na przestrzeni ostatnich lat znacznie się rozwinęła. Na 69 polskich uczelniach prowadzących kierunki IT realizowane są programy współpracy z ponad 100 firm informatycznych, co znacznie podnosi poziom i praktyczny wymiar programów nauczania. Mimo to nadal na polskim rynku zapotrzebowanie na ekspertów IT jest o wiele większe niż obecna liczba absolwentów kierunków informatycznych. Dlatego konieczny jest rozwój tych kierunków, a na poziomie wcześniejszej edukacji położenie większego nacisku na naukę algorytmiki i matematyki – mówi prezes Fundacji Pro Progressio.

  1. Zapotrzebowanie na pracowników łączących specjalistyczną wiedzę i wykształcenie z kompetencjami miękkimi

Z badań przeprowadzonych na członkach Klubu Outsourcingu, (zrzeszającego podmioty z branży outsourcingowej oraz jej otoczenia) wynika, że kompetencje miękkie są „raczej” (19%) lub „zdecydowanie” (81%) istotne poczas rekrutacji nowych pracowników. Wykształecenie przyszłego pracownika nie jest oczywiście pomijane, jednak większoś firm z sektora nowoczensnych usług dla biznesu uznaje je tylko za „raczej istotne”. Kierunek skończonych studiów jest niestotny dla blisko 1/3 ankietowanych, a stopień naukowy aż dla 39%.

Oczywiście idelną sytuacją jest gdy potencjalny pracownik łączy w sobie wysoko rozwinięte umiejętności społeczne i pożądane cechy psychofizyczne z wykształceniem i specjalistyczną wiedzą. Brak takich kandydatów jest w szczególności bolączką branży IT. W branży nowoczesnych usług dla biznesu ogromną rolę odgrywa otwartość, komunikatywność i elastyczność. W tym sektorze pracuje się wciąż na nowych projektach, co wymaga umiejętności szybkiej adaptacji – mówi Wiktor Doktór.

Według badan Fundacji Pro Progressio najczęściej poszukiwanymi kompetencjami miękkimi w branży BSS są: otwartość i komunikatywność, umiejętność pracy w zespole, kreatywność, dobra organizacja pracy, nastwienie na rozwój, orientacja na klienta oraz na efekt. Co ciekawe, aż 62% firm przyznało, że umiejętności deklarowane przez potencjalnych pracowników w CV niekiedy nie pokrywają się z rzeczywistością.

[1] Według 10. edycji badania atrakcyjności inwestycyjnej krajów Europy Środkowo-Wschodniej, przeprowadzonego przez Polsko-Niemiecką Izbę Przemysłowo-Handlową (AHK Polska) i 15 innych niemieckich izb bilateralnych w regionie.

Wysokie stopy zwrotu na polskim rynku mieszkań na wynajem wabią zagranicznych inwestorów

Firmy oferujące wynajem powierzchni komercyjnych z powodzeniem działają na polskim rynku od dziesięcioleci. W  podobne możliwości, tyle że w mieszkaniówce, uwierzyły ostatnio dwa duże fundusze inwestycyjne: Catella Real Estate AG i Bouwfonds Investment Management. Czy w ich ślady pójdą następni? Zdaniem Maximiliana Mendla z REAS, drzwi właśnie zostały otwarte.

Lipiec przyniósł dwie bezprecedensowe na polskim rynku nieruchomości mieszkaniowych transakcje z udziałem zagranicznych inwestorów instytucjonalnych. Pierwsza z nich, to zakup o niespotykanej dotąd skali w segmencie lokali luksusowych w Warszawie: Catella Real Estate AG została właścicielem siedemdziesięciu dwóch apartamentów w budynku Złota 44. Zaledwie kilka dni później miało miejsce drugie przełomowe wydarzenie: zawarcie przez Bouwfonds Investment Management transakcji kupna całego deweloperskiego projektu mieszkaniowego ze 193 lokalami. W obu przypadkach firma REAS była zaangażowana w transakcje, świadcząc usługi w zakresie analizy warunków rynkowych dla Catelli oraz w charakterze doradcy transakcyjnego z ramienia Bouwfonds.

Stabilna gospodarka i wysokie stopy zwrotu wabią grube ryby

Obie spółki reprezentują otwarte fundusze inwestujące w rynek nieruchomości, działające na podstawie niemieckiego prawa inwestycyjnego: Catella Wohnen Europa i Bauwfonds European Residential. Fundusze te, skupiające się wyłącznie na nieruchomościach mieszkaniowych z przeznaczeniem na wynajem, skierowane są do inwestorów instytucjonalnych, którzy są w stanie spełnić wymóg minimalnego wkładu w wysokości 500.000 euro. Nabywcami ich tytułów uczestnictwa są w praktyce towarzystwa ubezpieczeniowe oraz fundusze emerytalne. Dlaczego? Ponieważ istotne jest dla nich niskie ryzyko inwestycji, a nieruchomości przeznaczone pod wynajem są postrzegane jako aktywa niskiego ryzyka. Jednocześnie rynek mieszkań na wynajem zapewniał w ostatnich latach relatywnie wysokie zwroty na wszystkich dojrzałych rynkach europejskich. Dzięki stabilnej gospodarce i dobrym wynikom tego sektora Polska stała się jednym z interesujących punktów na mapie dla tego typu inwestorów.

Zakup apartamentów na Złotej 44 stanowi oficjalne uruchomienie funduszu Catella Wohnen Europa. Jest to już czwarta inwestycja funduszu, po tym jak Catella RE zebrała kapitał początkowy w wysokości 200 milionów euro. Niewątpliwie fakt, że polski rynek mieszkaniowy znalazł się w grupie pierwszego wyboru dla tak znaczącego uczestnika rynku, jest dobrym sygnałem. Catella przygotowuje się ponadto do kolejnych transakcji o wartości powyżej 100 milionów euro. Łącznie mają sięgnąć poziomu jednego miliarda euro i być realizowane przede wszystkim w segmencie popularnym. Dla funduszu transakcja na Złotej jest elementem realizacji strategii dywersyfikacji źródeł przychodów (spodziewa się zysku z inwestycji na poziomie około 6,6% nie uwzględniając kosztów operacyjnych). Z kolei z perspektywy sprzedającego – działających razem BBI Development i AMSTAR– transakcja ta jest potwierdzeniem, że luksusowe nieruchomości pod wynajem leżą w obszarze zainteresowań inwestorów długoterminowych (zakupione apartamenty stanowią blisko 25% wszystkich lokali w budynku).

Transakcja przeprowadzona przez Bouwfonds jest pierwszym przypadkiem zagranicznej inwestycji tego typu w Polsce. Fundusz nabył w całości projekt deweloperski z przeznaczeniem mieszkań pod wynajem. Budynek mieszczący się przy ulicy Pereca w Warszawie będzie miał powierzchnię około 9.500 m2. Znajdą się w nim 193 lokale mieszkalne i część handlowo-usługowa w parterze. Projekt Pereca to pierwsza inwestycja funduszu Bouwfonds European Residential w Polsce i ma na celu dywersyfikację jego europejskiego portfela mieszkań na wynajem. Od czasu utworzenia w 2007, fundusz nabył aktywa o wartości około jednego miliarda euro w Niemczech, Holandii, Danii, Francji i Szwecji. Bouwfonds planuje aktualnie uruchomienie kolejnego funduszu, który miałby kontynuować dotychczasową dobrą passę.

Polska znalazła się w obszarze zainteresowań funduszu już jakiś czas temu. Ze względu jednak na specyfikę inwestycji typu forward funding, przygotowania do pierwszej tego typu transakcji charakteryzowały się wysokim stopniem złożoności i były bardzo czasochłonne. Nie bez znaczenia był w tym kontekście również fakt, że w przypadku obu stron umowy transakcja ta otwierała nowy obszar działalności. – skomentował Maximilian Mendel, Partner w REAS, odpowiedzialny za współpracę z Bouwfonds IM.

Kamień milowy na drodze rozwoju sektora najmu

Jakie znaczenie dla polskiego rynku mają te transakcje? W ostatnich latach pierwotny rynek nieruchomości mieszkaniowych w naszym kraju dojrzał i osiąga świetne wyniki. Deweloperzy biją kolejne rekordy sprzedaży. Jak dotąd jednak brakowało na nim sektora transakcji instytucjonalnych, jak ma to miejsce na innych dojrzałych rynkach nieruchomości.

W ciągu ostatnich 3-5 lat firma REAS odbyła wiele spotkań i warsztatów strategicznych z potencjalnymi inwestorami z Niemiec, Austrii, Holandii, Danii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, zainteresowanymi wejściem na rynek. Wielu z nich poszukiwało możliwości zakupu aktywów z czynnym przepływem pieniężnym. Niestety z powodu wysokiego stopnia prywatyzacji zasobów mieszkaniowych w Polsce, trudno jest znaleźć gotowe inwestycje w rękach jednego właściciela, które w całości składałyby się z mieszkań na wynajem, o odpowiednim standardzie, poziomie czynszu i w dobrej lokalizacji. – uzasadnia Maximilian Mendel.

Pierwszy krok w kierunku rozwoju tego sektora wykonał Fundusz Mieszkań na Wynajem zarządzany przez BGK Nieruchomości (podmiot należący do banku państwowego), który kilka lat temu rozpoczął budowę własnego portfela mieszkań. Natomiast dwie wspomniane transakcje z udziałem dużych podmiotów reprezentujących prywatnych inwestorów instytucjonalnych potwierdziły dobitnie ogromny potencjał tkwiący w tym rynku i otworzyły drzwi dla kolejnych graczy.

– Dzisiejszą sytuację można porównać do wzrostu inwestycji w nieruchomości komercyjne jaki miał miejsce w Polsce w latach dziewięćdziesiątych. Pionierskie inwestycje mamy już za sobą. Teraz decyzja o wejściu na polski rynek będzie łatwiejsza dla kolejnych dużych firm dodaje ekspert REAS. – Dotychczas inwestorzy instytucjonalni inwestujący w mieszkania na wynajem nie byli skłonni ponosić ryzyka projektu deweloperskiego – nawet na zasadzie terminowego zobowiązania zakupu. Natomiast sytuacja ta zmienia się we wszystkich krajach Europy. Przede wszystkim dlatego, że brakuje gotowych budynków, w które można byłoby inwestować, a opcja nowego projektu mieszkaniowego ma dla funduszy wiele zalet.

W porównaniu do starszych budynków koszty utrzymania nieruchomości są niższe, a inwestor ma wpływ na jakość i wydajność energetyczną projektu. Jest też w stanie wpłynąć na ostateczny charakter projektu.

Sprzedaż do funduszu atrakcyjną alternatywą

Taka transakcja jest korzystna dla obu stron. Z perspektywy firmy deweloperskiej nawiązanie relacji biznesowych z międzynarodowym funduszem może być bardzo atrakcyjne. Zamiast prowadzić negocjacje z setkami prywatnych osób, negocjuje tylko z jednym profesjonalnym podmiotem, który dokładnie wie, czego szuka. Przyjęcie takiej filozofii dla wieloetapowego przedsięwzięcia deweloperskiego pozawala na sprzedaż dużego projektu w znacznie krótszym czasie i zwiększenie zwrotu z inwestycji. Sprzedaż całego budynku funduszowi może być też dobrą alternatywą w czasie dekoniunktury. Jak podkreśla Maximilian Mendel odpowiedzialny w REAS za doradztwo transakcyjne, aby mogło dojść do transakcji, konieczne jest zrozumienie sposobu myślenia inwestorów instytucjonalnych i prowadzenie komunikacji w oparciu o wspólny język biznesowy. Nie wszystko zależy od ceny.

Dariusz Lasek: To właściwy moment na obniżkę stóp procentowych

Dariusz Lasek, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych Union Investment TFI
Dariusz Lasek, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych Union Investment TFI

Kiedy w I kwartale 2016 r. polska gospodarka spowolniła, nie byliśmy zaskoczeni. Jednak dynamika wzrostu PKB w II kwartale 2016 r. (choć lepsza niż ostatnio) budzi nasz niepokój o tempo rozwoju gospodarczego w naszym kraju w drugiej połowie roku. Stawia też pod znakiem zapytania prognozowany przez nas wzrost PKB w całym 2016 r. na poziomie 3,3%.

Co gorsza, dynamika wzrostu gospodarczego w Polsce prezentuje się dość słabo na tle innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. W II kwartale 2016 r. PKB na Węgrzech wzrósł o 2,6% r/r (po zdecydowanie słabszym I kwartale i przy oczekiwaniach na poziomie 1,9%), a w Rumunii aż o 6%, na co wpłynęła m.in. zwiększająca się dynamicznie konsumpcja prywatna.

Dużo wolniejszy od oczekiwanego rozwój polskiej gospodarki w II kwartale 2016 r. (szczególnie na tle państw regionu) powinien przekonać Radę Polityki Pieniężnej do obniżki stóp procentowych. Naszym zdaniem to dobry moment na taki ruch. Przypuszczamy, że pomoże on nie tylko naszej gospodarce, ale i skłoni wielu inwestorów zagranicznych do powrotu na polski rynek obligacji.

Marcin Lipka: Bezpieczeństwo obligacji skarbowych to już historia?

Marcin LipkaObligacje skarbowe państw rozwiniętych przez lata uchodziły za bezpieczne i stabilne źródło dochodu. Jednak wprowadzenie ujemnych stóp procentowych oraz silne zaangażowanie banków centralnych w rynek obligacji powoduje, że te instrumenty mogą być niezwykle ryzykowne.

Ostatnie kwartały obfitowały w doniesienia medialne mówiące, że banki centralne krajów rozwiniętych skupują coraz większą ilość obligacji skarbowych, obniżają stopy procentowe poniżej zera, a rentowności instrumentów dłużnych są ujemne. Ze względu na praktycznie ustawiczny napływ tych informacji, zaczynamy przyzwyczajać się do nich i niebezpiecznie je bagatelizować, często nawet nie zastanawiając się nad piętrzącym się ryzykiem.

Rozważając fenomen ujemnego oprocentowania, warto zadać sobie kluczowe pytanie: jak to możliwe, że np. pożyczając 100 euro niemieckiemu rządowi na 10 lat, zobowiązujemy się do zapłacenia mu 10 centów rocznie? Jeszcze więcej będzie nas kosztować pożyczka udzielona Szwajcarii. Po 10 latach ze 100 franków pożyczonych tamtejszemu rządowi zostanie nam ok. 95. Kto zgadza się na tak niekorzystne warunki?

Czym jest ujemne oprocentowanie?

Patrząc w sposób klasyczny na rynek obligacji, rentowność tych instrumentów zależy od kilku podstawowych czynników. Pierwszym z nich jest czas na jaki pożyczamy kapitał dłużnikowi (okres zapadalności). Teoretycznie, im czas dłuższy, tym wyższe oprocentowanie powinniśmy uzyskać, gdyż istnieje większe prawdopodobieństwo, że ten emitent obligacji nie wywiąże się z zobowiązań.

Kolejnym elementem jest wiarygodność dłużnika. W przypadku państw takich jak Niemcy, Szwajcaria czy Holandia można założyć, że ryzyko ich niewypłacalności jest bliskie zeru, więc tę kwestię można pominąć.

W trzecim analizowanym przez nas przypadku, najważniejszym elementem są rynkowe stopy procentowe. Na początku sierpnia EURIBOR 3M, czyli stopa trzymiesięcznych pożyczek w euro na rynku międzybankowym wynosiła minus 0.30 proc. w stosunku rocznym. Z kolei trzymiesięczne oprocentowanie we franku miało wartość bliską minus 0.75 proc.

W tym momencie pojawia się jednak kolejne pytanie. Dlaczego banki pożyczają sobie kapitał i jeszcze do tego dopłacają? Tutaj w grę wchodzą już władze monetarne poszczególnych krajów. Stopa depozytowa Europejskiego Banku Centralnego (EBC) jest obecnie na poziomie minus 0.4 proc., a Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB) wynosi minus 0.75 proc.

Upraszczając nieco, ujemne oprocentowanie EBC to kara dla tych banków, które zamiast udzielać kredytów przedsiębiorstwom i konsumentom, a tym samym zwiększać aktywność gospodarczą, wolą wolne środki przetrzymywać na kontach EBC lub pożyczać je między sobą. Ujemne oprocentowanie jest w tej sytuacji pewnego rodzaju podatkiem, jaki banki muszą zapłacić za stosowanie podobnych praktyk.

Sowite zyski przy niskich stopach procentowych

Skoro funkcjonujemy na rynku ujemnych stóp procentowych oraz niższych od zera poziomów depozytów to, choć to cały czas brzmi dość dziwnie, można sobie również wyobrazić, że zamiast płacić bankowi centralnemu czy bankom komercyjnym za „przywilej” pożyczania im pieniędzy, można też zapłacić niemieckiemu rządowi nabywając od niego obligacje.

Czy uzasadnione zatem jest mówienie o zagrożeniach? Teoretycznie inwestor przecież wie, że skoro rentowności danego instrumentu są ujemne, to zanotuje stratę. Ewentualnie, jeśli wypłacane coroczne odsetki od obligacji są ujemne, to nawet jeżeli zostanie ona wykupiona po cenie nominalnej emisji (np. 100 euro), to i tak do całej operacji wierzyciel będzie musiał dopłacić.

Powyższe rozważania są prawdziwe przede wszystkim dla obligacji, które są nabywane bezpośrednio od emitenta i zachowywane do momentu wykupienia. Większość instrumentów skarbowych jest notowana na rynku i ma określoną cenę, która jest funkcją jej oprocentowania w momencie emisji oraz bieżących warunków rynkowych.

By zilustrować tę zależność warto powrócić do czasów dodatnich stóp procentowych. Zakładamy, że na początku 2014 r. niemiecki rząd wyemitował dziesięcioletnią obligację o wartości 100 euro (cena emisji oraz wykupu) i rocznie płacił od niej 2 euro (tak zwany kupon), czyli dwa proc. Po 9 miesiącach oczekiwania dotyczące przyszłych rynkowych stóp procentowych spadły z 2 proc. do 1 proc. W tym momencie niemiecki rząd może wyemitować już nową obligację, ale płacić od niej tylko 1 proc. rocznie. Jak jednak zachowuje się ten instrument dłużny wyemitowany na początku 2014 r.?

Obligacja wyemitowana na początku 2014 r. ma w zaokrągleniu wartość 110 euro. Dlaczego? Jej cena odzwierciedla fakt, że wbudowany w nią kupon płaci właścicielowi 2 euro (ok. 2 proc.), ale obecnie na rynku oprocentowanie wynosi tylko 1 proc. Przez dziesięć lat, zakładając niezmienność wszystkich warunków, w momencie wykupu obligacji po cenie 100, zarówno instrument nabyty za 110 z kuponem 2 proc. jak i ten bieżący z ceną 100 i kuponem 1 proc. przyniosą w uproszczeniu podobny dochód.

Teraz zaczynamy dochodzić do sedna sprawy. Dwa i pół roku temu, przewidując znaczny spadek stóp procentowych, moglibyśmy na niemieckiej dziesięcioletniej obligacji skarbowej zarobić ponad 20 proc. Jej cena przez ten czas wzrosła z ok. 100 do ponad 120 euro, gdyż nastąpił spadek przyszłych stóp procentowych z ok. 2 proc. do poziomu ujemnego. Co jednak się stanie gdy te trendy się odwrócą?

Potencjalna katastrofa?

Jeżeli spojrzymy na wykres rentowności obligacji skarbowych europejskich krajów, to do czynienia mieliśmy dotychczas praktycznie tylko z ich ciągłym spadkiem. To oznaczało, że obligacje wyemitowane wcześniej i utrzymywane w portfelach funduszy inwestycyjnych zajmujących się lokowaniem środków klientów w instrumenty dłużne, zyskiwały na wartości w taki sam sposób, jak w przykładzie opisanym powyżej.

Zyski kapitałowe na takich portfelach osiągały więc bez problemu dwucyfrowe wartości na przestrzeni ostatnich lat. Powtórzenie tak dobrych wyników w przyszłości jest bardzo mało prawdopodobne, gdyż musiałoby oznaczać spadek rynkowych stóp procentowych w okolice minus 3 proc. lub przesuwanie się portfela funduszy do obligacji o coraz dłuższym terminie zapadalności. To natomiast jeszcze bardziej zwiększałoby ryzyko w przyszłości.

Scenariuszem pesymistycznym dla takich portfeli obligacji jest powrót gospodarek krajów europejskich do poziomu przyszłej inflacji w okolicach dwóch procent. Gdyby tak się stało, wtedy ceny obligacji dramatycznie straciłyby na wartości (zależność odwrotna do wcześniejszego przykładu). Straty w takich przypadkach mogłyby przekraczać nawet kilkanaście procent i to na instrumentach, które w powszechnym odbiorze uważane są jako bezpieczne.

Teoretycznie, powyższe przykłady w mniejszym stopniu dotyczą rynku krajowego. W Polsce mamy dodatnie stopy procentowe, ponieważ nie ma konieczności silnego stymulowania gospodarki. Historycznie jednak rynek instrumentów dłużnych Polski oraz Niemiec jest ze sobą dość ściśle powiązany i kierunek ruchu jest podobny. Jeżeli więc ceny długu zaczną spadać w Europie Zachodniej, to można oczekiwać analogicznych zmian również w Polsce.