EUR/PLN – na wsparciu

EUR/PLN - na wsparciu 1

Na rynku walutowym doszło do dalszego umocnienie się polskiej waluty względem najważniejszych walut. W poniedziałek, zaraz po otwarciu rynku za euro należało zapłacić 4.27 złotego, teraz jest to o 2 grosze mniej. Niewątpliwie poprawa nastrojów na rynku globalnym pozytywnie wpływa na waluty krajów rozwijających się, do których zalicza się polski złoty. Dzisiejszego poranka poznaliśmy najnowsze dane PKB za drugi kwartał 2016 roku. W ujęciu kwartalnym wzrost gospodarczy wypadł na poziomie 0.9% k/k, konsensus ekonomistów spodziewał się minimalnie lepszego wyniku na poziomie 1.0% k/k. Powyższe dane nie wpłynęły negatywnie na notowania polskiej waluty.

Na wykresie tygodniowym pary walutowej EUR/PLN powoli zbliżamy się do strefy popytu 4.225-4.250. W długim terminie powinna zostać pokonana, lecz na chwile obecną bazowym scenariuszem pozostanie konsolidacja lub też nawet lekkie odreagowanie ostatnich, bardzo pokaźnych wzrostów.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

OC dla kierowców coraz droższe

Kierowcy, którzy w tym roku jeszcze nie kupili OC, będą musieli sięgnąć głębiej do kieszeni. Po pierwszym półroczu składki ubezpieczeń komunikacyjnych nie przestały wzrastać. Obecnie za obowiązkowe polisy trzeba zapłacić nieraz nawet kilkadziesiąt procent więcej niż w styczniu.

Na przestrzeni ostatnich miesięcy cały rynek korygował wzwyż składki za ubezpieczenia komunikacyjne. Wynika to m.in. z dynamicznego wzrostu wartości wypłacanych odszkodowań i świadczeń, wytycznych KNF-u dotyczących praktyki likwidacji szkód i sposobu kalkulacji cen, wprowadzonego niedawno podatku obciążającego instytucje finansowe, w tym także zakłady ubezpieczeń, ale także ze złej kondycji firm ubezpieczeniowych, które od dłuższego czasu mierzą się z problemem nierentowności polis w tym segmencie. Dostosowanie się do nowej sytuacji na rynku generuje dodatkowe koszty dla ubezpieczycieli, w konsekwencji czego ceny w pierwszych miesiącach roku nie przestały drożeć.

Kierowcy, którzy spodziewali się za OC zapłacić podobną składkę, jak w zeszłym roku, mogą być rozczarowani. Wyrywkowo sprawdzając ceny dla przykładowych posiadaczy aut, dostrzec można, że aktualne ceny są wyższe nawet o kilkadziesiąt procent od tych, jakie ubezpieczyciele byli skłonni zaoferować jeszcze w styczniu – mówi Bartłomiej Behnke z multiagencji ubezpieczeń Superpolisa.

OC droższe o jedną czwartą, a nawet połowę!

Wzrost cen za obowiązkowe ubezpieczenie komunikacyjne obrazują przeprowadzone przez Superpolisę kalkulacje dla tych samych profili kierowców i samochodów w styczniu, na koniec pierwszego kwartału i po półroczu. Multiagencja ubezpieczeniowa cyklicznie monitoruje poziom składek dla 33-letniego właściciela 5-letniego opla astry, który prawo jazdy ma od 10 lat i już 7. rok opłaca OC (kierowca nr 1), a także dla 37-latka z prawem jazdy od 15 lat, od 10 lat wykupującego OC, który jeździ 4-letnim volkswagenem golfem (kierowca nr 2). Pierwszy z kierowców obecnie nie kupi w Warszawie OC taniej niż za 779 zł, przy czym trzy miesiące temu za ubezpieczenie mógł zapłacić 735 zł, a w styczniu kosztowałoby go zaledwie 608 zł, czyli aż 28% mniej niż obecnie. Jeszcze bardziej podrożało ubezpieczenie w przypadku drugiego kierowcy, który na początku roku polisę dla zarejestrowanego w stolicy auta mógł kupić za 516 zł, w ubiegłym kwartale zapłaciłby aż 646 zł, a aktualnie najtańsza oferta kosztuje 677 zł – to o 31% więcej niż na początku roku, lecz zaledwie 5% więcej niż trzy miesiące temu. Podwyżki obserwujemy we wszystkich miastach wojewódzkich. Dla przykładu 33-letni posiadacz opla astry w Poznaniu kupi obecnie OC o 26%, a w Lublinie 24% droższe. Natomiast 37-latek jeżdżący golfem w Krakowie za najtańszą polisę zapłaci o 27%, a w Łodzi aż o 50% więcej.

Podwyżka o jedną czwartą czy nawet połowę, przy kwotach rzędu kilkuset złotych, to różnica odczuwalna dla portfela. Nic więc dziwnego, że zdecydowana większość kierowców przy decyzji o zakupie OC kieruje się kryterium ceny. Na szczęście każde z towarzystw ubezpieczeniowych prowadzi własną politykę cenową, dzięki czemu składki za ubezpieczenie nigdy nie rosną w jednakowym tempie. Oznacza to, że porównując oferty wszystkich firm nadal każdy kierowca może znaleźć ubezpieczyciela, który zaproponuje mu OC tańsze od konkurencji – tłumaczy ekspert Superpolisy.

Szkodowi kierowcy zapłacą jeszcze więcej

Podwyżki cen OC najbardziej dotknęły kierowców, którzy na swoim koncie mają szkody. Jeśli 33-letni właściciel opla astry z analizowanego przykładu na swoim koncie będzie miał jedną szkodę, OC w stolicy nie kupi taniej niż za 960 zł, natomiast jeśli zdecyduje się na konkurencyjną firmę zapłacić może aż 3 572 zł. Sytuacja wygląda podobnie w przypadku 37-letniego posiadacza volkswagena golfa, który w ostatnim roku spowodował szkodę. Nie kupi on ubezpieczenia w Warszawie taniej niż za 1 040 zł, a najdroższa polisa kosztować go może nawet 3 204 zł

Najniższe ceny OC w 2014, 2015 i 2016 r. – PROFIL 1
Kierowca i samochód

– 33-letni mężczyzna, prawo jazdy – 10 lat, OC – 7 lat, zawsze bezszkodowo

– 5-letni opel astra o mocy 110 KM i pojemności 1,7 l

Miasto 2014 r. 2015 r. 2016 r.
po III kwartałach styczeń po II kwartałach Po III kwartałach styczeń po I kwartale  

po II kwartale

Białystok 326,00 zł 422,00 zł 437,00 zł 460,00 zł 500,00 zł 571,00 zł 571,00 zł
Bydgoszcz 357,00 zł 452,00 zł 460,00 zł 460,00 zł 527,00 zł 589,00 zł 589,00 zł
Gdańsk 391,00  zł 542,00 zł 551,52 zł 572,00 zł 649,00 zł 784,00 zł 785,00 zł
Gorzów Wlkp. 332,00 zł 386,00 zł 426,00 zł 453,00 zł 461,00 zł 503,00 zł 503,00 zł
Katowice 296,00 zł 427,00 zł 416,54 zł 456,44 zł 502,00 zł 588,00 zł 589,00 zł
Kielce 287,00 zł 348,00 zł 381,00 zł 376,57 zł 403,00 zł 465,00 zł 472,00 zł
Kraków 342,00 zł 447,00 zł 460,00 zł 460,00 zł 527,00 zł 609,00 zł 609,00 zł
Lublin 311,00 zł 345,00 zł 388,00 zł 415,00 zł 432,00 zł 510,00 zł 536,00 zł
Łódź 379,00 zł 503,00 zł 505,00 zł 505,00 zł 600,00 zł 700,38 zł 739,00 zł
Olsztyn 325,00 zł 437,00 zł 454,00 zł 436,31 zł 501,50 zł 609,00 zł 609,00 zł
Opole 311,00 zł 414,00 zł 437,64 zł 422,84 zł 497,00 zł 571,00 zł 571,00 zł
Poznań 379,00 zł 515,00 zł 478,00 zł 478,00 zł 571,99 zł 669,73 zł 719,39 zł
Rzeszów 283,00 zł 346,00 zł 378,00 zł 377,10 zł 414,00 zł 489,00 zł 503,00 zł
Szczecin 357,00  zł 460,00 zł 484,00 zł 471,18 zł 547,79 zł 668,00 zł 670,00 zł
Toruń 323,00 zł 407,00 zł 449,00 zł 460,00 zł 491,00 zł 566,00 zł 589,00 zł
Warszawa 399,00 zł 541,00 zł 541,00 zł 534,37 zł 608,23 zł 735,36 zł 779,00 zł
Wrocław 391,00 zł 571,00 zł 550,74 zł 598,00 zł 680,00 zł 736,00 zł 736,00 zł
Zielona Góra 326,00 zł 429,00 zł 459,28 zł 460,00 zł 522,77 zł 536,00 zł 536,00 zł
Dane: www.superpolisa.pl

 

Najniższe ceny OC w 2014, 2015 i 2016 r. – PROFIL 2
Kierowca i samochód

– 37-letni mężczyzna, prawo jazdy – 15 lat, OC – 10 lat, zawsze bezszkodowo

– 4-letni volkswagen golf VI o mocy 105 KM i pojemności 1.6 l

Miasto 2014 r. 2015 r. 2016 r.
po III kwartałach styczeń po II kwartałach Po III kwartałach styczeń po I kwartale po II kwartale
Białystok 338,00 zł 391,00 zł 401,86 zł 396,35 zł 510,00 zł 560,00 zł 586,00 zł
Bydgoszcz 360,00 zł 438,00 zł 438,00 zł 408,88 zł 460,72 zł 566,48 zł 587,83 zł
Gdańsk 409,28 zł 475,00 zł 475,00 zł 475,00 zł 574,33 zł 703,30 zł 736,67 zł
Gorzów Wlkp. 300,66 zł 367,00 zł 405,00 zł 390,43 zł 438,00 zł 507,00 zł 516,00 zł
Katowice 271,70 zł 406,00 zł 364,52 zł 392,97 zł 440,64 zł 535,81 zł 558,62 zł
Kielce 299,74 zł 331,00 zł 337,01 zł 326,59 zł 357,59 zł 442,00 zł 472,03 zł
Kraków 356,00 zł 425,00 zł 419,36 zł 424,06 zł 474,25 zł 578,30 zł 604,94 zł
Lublin 281,00 zł 328,00 zł 354,00 zł 354,00 zł 398,10 zł 483,25 zł 505,19 zł
Łódź 342,90 zł 479,00 zł 460,00 zł 451,98 zł 511,57 zł 616,58 zł 767,00 zł
Olsztyn 339,42 zł 360,00 zł 391,00 zł 375,12 zł 429,12 zł 554,79 zł 574,18 zł
Opole 316,00 zł 393,00 zł 410,00 zł 366,28 zł 436,12 zł 519,00 zł 553,63 zł
Poznań 342,66 zł 503,00 zł 459,78 zł 436,85 zł 484,66 zł 588,43 zł 626,64 zł
Rzeszów 271,70 zł 329,00 zł 325,84 zł 326,80 zł 396,46 zł 442,13 zł 460,99 zł
Szczecin 372,00 zł 437,00 zł 423,99 zł 403,45 zł 465,67 zł 608,62 zł 639,31 zł
Toruń 337,96 zł 387,00 zł 391,00 zł 391,00 zł 466,00 zł 538,00 zł 605,00 zł
Warszawa 416,78 zł 483,00 zł 469,00 zł 456,28 zł 516,54 zł 646,61 zł 677,88 zł
Wrocław 408,72 zł 541,00 zł 518,00 zł 518,00 zł 642,65 zł 756,00 zł 756,00 zł
Zielona Góra 295,56 zł 408,00 zł 401,80 zł 397,06 zł 447,15 zł 550,00 zł 550,00 zł
Dane: www.superpolisa.pl

Nowy raport o blokowaniu reklam w Internecie – Sierpień 2016

Niemal co druga reklama w Polsce (42%) została zablokowana przez internautów. Takie są wyniki najnowszego raportu autorstwa OnAudience z grupy Cloud Technologies, polskiej firmy specjalizującej się w Big Data marketingu. Ten wynik plasuje internautów znad Wisły na pierwszym miejscu na świecie. W żadnym spośród pozostałych 62 państw analizowanych w raporcie, rynek adblockerów nie jest rozwinięty na tak szeroką skalę, jak ma to miejsce w Polsce. Drugie miejsce przypadło internautom z Wielkiej Brytanii, gdzie blokowanych jest 38,85% odsłon, a trzecie – z Norwegii, z wynikiem 38,5%. Najrzadziej reklamy blokują Brazylijczycy: raptem 3,69%. W Polsce reklamę internetową blokuje nawet 7 mln użytkowników. Wbrew pozorom na blokowaniu reklam tracą nie tylko wydawcy, lecz długofalowo – także sami internauci.

OnAudience z grupy Cloud Technologies, twórca UnBlocka i największej hurtowni danych w Europie, gromadzącej dane o preferencjach i zainteresowaniach internautów, przeanalizowała, w jaki sposób użytkownicy Sieci na całym świecie podchodzą do kwestii blokowania reklam.

To pierwsze globalne badanie zrealizowane na taką skalę i sprawdzające faktyczną a nie deklaratywną popularność rozwiązań blokujących reklamy online.

Aby uzyskać pełny obraz sytuacji, wzięliśmy pod lupę liczbę odsłon, a nie unikalnych użytkowników blokujących reklamę, jak ma to miejsce w pozostałych raportach rynkowych. Z jednej strony mamy bowiem internautów, którzy świadomie instalują adblockery, z drugiej także tych użytkowników Sieci, którzy blokują reklamy nieświadomie, chociażby za pomocą zainstalowanych wtyczek do wyszukiwarek. Z punktu widzenia wydawcy każdy użytkownik, który ma zainstalowaną w swojej przeglądarce wtyczkę blokującą reklamę – pozbawia go źródła przychodów przy każdej impresji, a więc przy każdym odświeżeniu czy wczytaniu strony, na której powinna załadować się reklama. Dzięki zastosowanej przez nas metodologii badanie pokazuje zatem rzeczywistą skalę zjawiska blokowania reklam w Internecie, która jest daleko bardziej posunięta, niż skupianie się wyłącznie na unikalnych użytkownikach  – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Brazylijczycy kochają reklamy online  

Jak wynika z danych OnAudience, liderami w blokowaniu reklam na świecie są Polacy.

Aż 42% odsłon stron WWW w polskim Internecie zostało wygenerowanych właśnie przez użytkowników korzystających z adblockerów. Taka statystyka oznacza wymierne straty dla rodzimych wydawców.

Co ciekawe, znacznie lepiej wypadają statystyki nie tylko u naszych południowych sąsiadów – Czechów i Słowaków – ale także w Rosji, na Ukrainie czy na Litwie, gdzie blokowana jest „zaledwie” co czwarta reklama w Sieci.

Gwoli sprawiedliwości warto zauważyć, że krytyczni w stosunku do reklamy online są nie tylko Polacy, ale także internauci w Wielkiej Brytanii (38,8% zablokowanych reklam), Norwegii (38,5%), Danii (38%), Holandii (36,7%) oraz Irlandii (37,2%). W Europie na plus wyróżniają się natomiast Włosi (20,8%), Albańczycy (20,5%), Chorwaci (19,3%) oraz Cypryjczycy (18,5%). Najrzadziej reklamy blokują internauci w Brazylii (3,6%), Paragwaju (3,9%) oraz Wenezueli (8,7%).

Wyniki najnowszego badania przeprowadzonego przez Cloud Technologie okazały się jeszcze bardziej krytyczne, niż analiza, którą firma przeprowadziła w czerwcu bieżącego roku. Wynikało z niej, że reklamę blokuje co trzeci internauta w Polsce. Teraz okazuje się, że przeciwników reklamy online może być zdecydowanie więcej:

Musimy zrozumieć, że blokowanie reklam na dłuższą metę nie opłaca się nikomu. Ani wydawcom, ani internautom zwraca uwagę Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies. – Ci pierwsi, pozbawieni dochodów z reklam, będą musieli prędzej czy później wprowadzić płatny dostęp do treści, bo w jakiś sposób trzeba przecież pokryć koszty związane z produkcją contentu. Tu warto zadać sobie pytanie: czy jesteśmy na to przygotowani? W tej chwili roczny dostęp do treści kosztowałby jednego internautę średnio 128 zł. Tyle wychodzi po podzieleniu wartości polskiego rynku reklamy w Sieci przez liczbę osób korzystających z serwisów. Osobiście jednak szczerze wątpię, aby internauci byli gotowi ponieść takie koszty. Dlatego jedynym wyjściem wydaje się reklama online. Internauta, który jej nie blokuje, płaci de facto wydawcy swoim czasem, poświęcanym na obejrzenie takiej reklamy. Oczywiście kluczowe z punktu widzenia reklamodawcy oraz pewnej reklamowej „netykiety” jest to, aby internauta rzeczywiście chciał taką reklamę obejrzeć. W dopasowywaniu reklam do gustów i zachowań internautów pomagają dziś wydawcom oraz reklamodawcom analitycy Big Data – dodaje Piotr Prajsnar.

Quo Vadis reklamo?

Jak wynika z badań Reuters Institute, polscy internauci wcale nie są skorzy do płacenia za treści w Sieci. W ubiegłym roku tylko co piąty polski internauta uiścił opłatę za dostęp do artykułów online, w dodatku niewielką – na zakupy treści przeznaczył zaledwie 50 zł rocznie. To plasuje nas na jednym z ostatnich miejsc w Europie.

Według szacunków na świecie jest już prawie 200 mln użytkowników blokujących reklamy w przeglądarkach. Z samego tylko AdBlocka, najpopularniejszego programu tego typu, korzysta już ponad 40 mln internautów. W Polsce, według statystyk OnAudience z grupy Cloud Technologies, reklamę online blokuje nawet 7 mln internautów.

Doskonale rozumiem użytkowników, którzy blokują reklamy, bo te często nie dość, że są nachalne, to jeszcze mają się nijak do zainteresowań internauty. Musimy jednak zrozumieć, że blokowanie reklam jest krótkowzroczne a w dodatku także nieskuteczne. Dlatego wprowadziliśmy UnBlocka, technologię, pozwalającą na wyświetlenie reklam nawet u tych użytkowników, którzy korzystają z wtyczek typu AdBlock – zwraca uwagę Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies – W dobie Big Data przyszłość reklamy ma charakter targetowany, opierający się na analizie zachowań publiczności. Taka jest reklama spersonalizowana, która pomaga internaucie w wyborze poszukiwanego przez niego produktu. Nie irytuje go, lecz stanowi odpowiedź na jego aktualne potrzeby. A przede wszystkim: pozwala jednocześnie zachować bezpłatny dostęp do treści. To rozwiązanie do którego od lat namawiamy zarówno wydawców, jak i internautów – dodaje Piotr Prajsnar.  

Spowolnienie w gospodarce chińskiej utrzyma się w 2016 i 2017 r.

Gospodarka Chin o dwóch prędkościach: zwycięzcy i przegrani

W 2015 r. chińska gospodarka zanotowała wzrost na poziomie 6,9 proc., co stanowi najniższe tempo rozwoju od 25 lat. W 2016 i 2017 r. wzrost powinien nadal zwalniać i prawdopodobnie będzie bliski średniemu rocznemu wzrostowi na poziomie 6,5 proc., który jest celem rządu określonym w planie pięcioletnim na lata 2016-2020. Trwające reformy strukturalne w Chinach położyły większy nacisk na usługi i konsumpcję, co jeszcze bardziej uwidoczniło dwie prędkości gospodarki kraju. Podział na sektory zwycięskie i przegrane wiąże się z ich średnio- i długoterminowym potencjałem wzrostu, sytuacją polityczną kraju oraz popytem strukturalnym.

Sektory z potencjałem wzrostu

Sektorom, które mogą cieszyć się lepszymi i dłuższymi perspektywami wzrostu, takim jak branża farmaceutyczna i handel detaliczny, przypisano niskie lub średnie oceny ryzyka. Wyjątek od tej reguły stanowi branża technologii informacyjno-komunikacyjnych (ICT), która znajduje się w grupie wzrostu, choć przypisano jej wysoki stopień ryzyka. Wskazywałoby to, że ryzyko kredytowe chińskich przedsiębiorstw w sektorze ICT jest prawdopodobnie wysokie ze względu na dużą konkurencję w regionie, pomimo silnego i długoterminowego potencjału wzrostu tego rynku (patrz Tabela 1).

Najlepiej radzi sobie sektor farmaceutyczny, który notuje stabilne marże. Oprócz wyraźnej poprawy doświadczenia płatności wśród przedsiębiorców w 2015 roku, firmy farmaceutyczne są mniej zależne od pożyczek zaciąganych na ich działalność i ekspansję inwestycji trwałych. Perspektywa średnioterminowa jest dodatnia, przy wzroście strukturalnym popytu popartym ciągłym wzrostem klasy średniej i starzejącą się populacją.

Przegrane sektory z wysokim ryzykiem kredytowym

Przegrane sektory, które prawdopodobnie będą musiały stawić czoła długoterminowym wyzwaniom wzrostu, to m.in. sektor chemiczny i metalurgiczny, którym przypisano zarówno wysokie jak i bardzo wysokie oceny ryzyka. Z punktu widzenia ryzyka kredytowego, chińskim firmom z tych branż przypisano wysokie lub bardzo wysokie oceny ryzyka – co wskazuje na większe prawdopodobieństwo niewypłacalności i upadłości z powodu trudnych warunków gospodarczych. Sektory neutralne, czyli te, które pośrednio korzystają z rządowych reform strukturalnych (np. sektor rolniczy, drzewno-papierniczy i tekstylno-odzieżowy), otrzymały ocenę ryzyka na poziomie średnim lub wysokim.

Wśród 12 sektorów, tylko budowlany i metalurgiczny otrzymały oceny ryzyka na poziomie bardzo wysokim. Ryzyko w tych dwóch branżach łączy się z ostatnimi gorącymi tematami, takimi jak problemy z zadłużeniem podczas gwałtownego wzrostu kredytów nieregularnych, niewywiązaniem się z szeregu zobowiązań obligacyjnych korporacji, nadwyżką mocy produkcyjnych w przemyśle i firmy zombie. Przy wolniejszym tempie inwestycji prywatnych i spowolnieniu inwestycji przedsiębiorstw państwowych, w kontekście niskiej rentowności, możemy oczekiwać zahamowania wzrostu w budownictwie i sektorze instalacji w drugiej połowie roku. Położy się to cieniem na sektor budowlany i ograniczy popyt na materiały budowlane – w szczególności cement i metale, które i tak już cierpią na nadwyżkę mocy produkcyjnych. Tego ryzyka mogą w jakimś stopniu dotyczyć reformy państwowych przedsiębiorstw (SOE), w których mogą być wprowadzone środki dotyczące „Zamknięcia”, „Reorganizacji” i „Spółek publiczno-prywatnych”. Pomimo pewnych oznak delewarowania i rządowych reform, ryzyko kredytowe dla przedsiębiorstw budowlanych (w tym producentów materiałów budowlanych) zdaje się nasilać z perspektywą negatywną.

Oczekuje się, że chiński rząd nadal będzie przedstawiał korzystne inicjatywy polityczne, które dotyczą reform po stronie podażowej. Będą one kładły większy nacisk na zwiększenie potencjalnego wzrostu wśród branż usługowych i wspierały działania produkcyjne o wartości dodanej w perspektywie średnio- i długoterminowej. Jednak w kontekście trwających reform strukturalnych i reform przedsiębiorstw państwowych, chińska gospodarka ma utrzymać spowolnienie w 2016 i 2017 r., z ogólnym wzrostem ryzyka kredytowego w odniesieniu do chińskich przedsiębiorstw, stwierdza Jackit Wong, główny ekonomista Coface w regionie Azji i Pacyfiku.

Tabela 1: Chińskie sektory zwycięskie i przegrane a ocena ryzyka sektorowego Coface

Zwycięzcy   Przegrani   Neutralne  
Motoryzacyjny Chemiczny Rolno-spożywczy
ICT* Budowlany Papierniczo-drzewny
Farmaceutyczny Energetyczny (węglowy) Tekstylno-odzieżowy
Handel detaliczny Metalurgiczny    
Transportowy        
Źródło: Coface (ostatnia aktualizacja: 12.07.2016)

* Technologie informatyczne i komunikacyjne

 Niskie ryzyko

Wysokie ryzyko

 

 Średnie ryzyko

Bardzo wysokie ryzyko

 

BVT S.A. po II kwartale 2016 r.

BVT S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od września 2015 r., zajmująca się windykacją pakietów wierzytelności masowych, wypracowała 231 tys. zł zysku netto w 2 kw. 2016 r. przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 1.259 tys. zł. Emitent kontynuuje dynamiczny rozwój po połączeniu ze spółką WindykcjaPL Sp. z o.o.

Całe pierwsze półrocze 2016 r. Spółka zakończyła zyskiem netto w wysokości 463 tys. zł, a jej przychody netto sprzedaży wyniosły 2.416 tys. zł. Niższe przychody BVT S.A. w porównaniu z analogicznym okresem ub. roku były związane z większą dywersyfikacją posiadanych pakietów wierzytelności oraz z nabyciem kolejnych pakietów wierzytelności telekomunikacyjnych, co ma swoje odzwierciedlenie w dynamice kosztów i przychodów obsługi całego posiadanego wolumenu, bowiem długość procesu windykacji jest obecnie bardziej zróżnicowana. W czerwcu br. Emitent dokonał zakupu dwóch pakietów wierzytelności pochodzących od polskiego operatora telekomunikacyjnego, których łączna wartość nominalna wynosi 1,9 mln zł. Z kolei w lipcu 2016 r. Spółka nabyła dwa pakiety wierzytelności pochodzących z sektora masowego transportu miejskiego o łącznej wartości nominalnej sięgającej blisko 2,25 mln zł.

„Z przedstawionych danych finansowych Spółki jasno wynika, że prowadzimy stabilną politykę jej rozwoju. Kolejne zakupy są tylko i wyłącznie realizacją strategii Spółki przyjętą przez Zarząd. Spółka ma zamiar dalej rozwijać się poprzez dywersyfikację posiadanego wolumenu wierzytelności, przy jednoczesnym zapewnieniu, iż będzie to nie tylko jego zwiększenie, ale też zróżnicowanie pod względem źródeł pochodzenia.  Nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż w pierwszym półroczu 2016 roku Spółka zakupiła kolejne pakiety wierzytelności telekomunikacyjnych, co pociąga za sobą zmianę w dynamice kosztów i przychodów obsługi całego posiadanego wolumenu. Powyższe zróżnicowanie ma swoje odzwierciedlenie w obszarach, z jakich pochodzą wierzytelności, a tym samym w różnym czasie, jaki jest potrzebny na ich obsługę począwszy od przyjęcia od wierzyciela pierwotnego, a na spływie środków kończąc. Zarząd zakłada, że przy realizowanym do tej pory schemacie zapewniającym rzetelną kalkulację kosztów oraz przychodów z nabywanych pakietów już na etapie ich ofertowania zapewni Spółce stabilną sytuację finansową oraz spływ środków z obsługiwanych pakietów, a to z kolei pozwoli na wypracowanie zysku w nadchodzących kwartałach na zadowalającym poziomie.” – ocenia Katarzyna Szuba, Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.

Na koniec 2 kwartału br. BVT S.A. posiadała prawie 400 tys. sztuk wierzytelności zawartych w poszczególnych pakietach. Obecnie wszystkie z zakupionych pakietów telekomunikacyjnych zostały wdrożone do realnej windykacji, co przełoży się na wyniki finansowe Spółki w 3 oraz 4 kw. 2016 r. Emitent kontynuuje również negocjacje w zakresie nabycia wierzytelności pochodzących z sektora bankowego.

W 2 kw. 2016 r. z sukcesem zakończony został proces połączenia BVT S.A. ze spółką WindykacjaPL Sp. z o.o., które nastąpiło w drodze przeniesienia całego majątku tego podmiotu na BVT S.A. w zamian za nowo wyemitowane przez akcje serii D, które zostały przyznane dotychczasowym wspólnikom WindykacjaPL Sp. z o.o. Spółka wyemitowała dla nich łącznie 1.033.513 szt. akcji serii D. Przeprowadzone połączenie przyniesie Emitentowi bardzo istotne korzyści, m.in. poszerzając jego obszar działalności o nowe kompetencje, które powinny pozwolić na utrzymanie wysokiej dynamiki rozwoju oraz poprawy wyników finansowych. BVT S.A. będzie dążyła do szybszej dywersyfikacji portfela wierzytelności rozbudowując go o nowe branże oraz do optymalizacji kosztów obsługi posiadanych wierzytelności. Spółka będzie mogła także uzyskiwać przychody z obsługi wierzytelności zewnętrznych.

„Czerwiec był dla Spółki czasem gruntownej reorganizacji i przyjęcia struktur przejmowanego podmiotu WindykacjaPL. W chwili obecnej proces ten został już zakończony. Stanowimy jednolitą strukturę o ustalonym rozkładzie organizacyjnym. Pozwala to na sprawne zarządzanie zarówno na etapach wstępnego przygotowania wierzytelności, jak i przy realizacji procesu ich realnej windykacji. Przejęliśmy też zlecenia, jakie wcześniej realizowała WindykacjaPL, więc tym samym weszliśmy w segment windykacji usługowej. Głównym odzwierciedleniem powyższego procesu w wynikach finansowych Spółki będzie zauważalny spadek poziomu kosztów usług obcych. Oczywiście wzrosną koszty pracownicze czy pośrednie koszty związane z windykacją, ale nawet w takim przypadku zakładam, że całość procesu połączenia okaże się zyskowna dla BVT SA.” – zakończyła Prezes Szuba.

BVT S.A. wypłaci dywidendę w wysokości 0,09 zł na akcję z zysku wypracowanego w poprzednim roku. Dniem ustalenia prawa do dywidendy będzie 16.08.2016 r., a jej wypłata nastąpi w dniu 02.09.2016 r. W tym roku Emitent przeprowadził emisję obligacji serii A, z której pozyskał 3,077 mln zł. Inwestorzy objęli łącznie 3.077 szt. zabezpieczonych obligacji o wartości nominalnej 1.000 zł każda. Zarząd Spółki w lipcu br. podjął Uchwałę o emisji obligacji serii B o łącznej wartości nominalnej do 5 mln zł.

Głównym akcjonariuszem BVT S.A. jest notowana na rynku NewConnect Spółka Kupiec S.A. Rolę Autoryzowanego Doradcy dla BVT S.A. pełni Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. Natomiast Doradcą Finansowym i jednym z akcjonariuszy Spółki jest ABS Investment S.A. W 2015 r. Emitent przeprowadził emisję akcji serii C, z której pozyskał 800 tys. zł, co pozwoliło mu na realizację założeń strategii rozwoju. Spółka zadebiutowała na rynku NewConnect we wrześniu 2015 r.

Polskie MŚP przenosi się do chmury

Przedsiębiorstwa, także te z sektora MŚP, operujące w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu biznesowym, stale szukają sposobów usprawnienia działania. Obecnie coraz więcej firm korzysta z narzędzi cyfrowych, które nie tylko ułatwiają pracę w biurze, ale także pozwalają realizować obowiązki służbowe poza nim. Zdalny dostęp do poczty, kalendarzy oraz firmowych plików to coraz częściej nasze oczekiwanie, standard, do jakiego dążymy, który prowadzi do zdecydowanej poprawy naszej pracy.

Zachmurzenie w polskich firmach rośnie

Każda rozwijająca się firma musi stawić czoła coraz większej ilości danych, tym samym wprowadza kolejne narzędzia i aplikacje ułatwiające ich przetwarzanie i zarządzanie. Przechowywanie informacji na firmowym serwerze wiąże się ze znacznymi nakładami na infrastrukturę a także jej późniejszą administrację i zapewnienie bezpieczeństwa.

„Działalność naszej firmy opiera się przede wszystkim na przetwarzaniu informacji. Chcieliśmy znaleźć rozwiązanie, które jednocześnie pozwoli skutecznie zabezpieczyć dane i umożliwi pracownikom szybki i łatwy do nich dostęp, a z drugiej strony nie obciąży znacząco naszego budżetu” – mówi Małgorzata Tylec-Gusakov, prezes zarządu FIT Specialist Recruitment.

Dodatkowo, pracownicy coraz częściej oczekują zdalnego dostępu do firmowych danych, aby móc sprawniej realizować zadania także wtedy, kiedy nie są obecni w biurze.

Tradycyjny sposób utrzymywania infrastruktury w przedsiębiorstwach coraz częściej ustępuje miejsca usługom chmurowym. Według badań PWC, już 30% firm w Polsce korzysta z oprogramowania w modelu chmury obliczeniowej[i]. Jednocześnie 74% przedstawicieli polskiego sektora MŚP przyznaje, że możliwość realizacji zadań z dowolnego miejsca, a także pełny dostęp do firmowych danych, poczty i kalendarza ma znaczący wpływ na wydajność ich pracy.[ii]

Chmura przynosi wymierne korzyści

Decydując się na ten krok, przedsiębiorcy mogą liczyć m.in. na bezpieczny dostęp z dowolnego miejsca do formowych aplikacji i plików. Chmura oferuje również przedsiębiorstwom z sektora MŚP udogodnienia z zakresu:

  1. Bezpiecznego dostępu do firmowych danych i aplikacji z dowolnego miejsca. Ma to szczególne znaczenie w przypadku, kiedy część zespołu pracuje poza biurem. Warto wtedy skorzystać z usługi bezpiecznego łączenia się z firmowymi zasobami informatycznymi – VPN (Virtual Private Network).

„Część naszego zespołu to młode, ambitne mamy. Chcieliśmy, aby mogły współpracować z nami przy różnych projektach, dlatego musieliśmy zastanowić się nad rozwiązaniem, które pozwoli im pracować z domu. Teraz, przy użyciu VPN, mają wygodny i bezpieczny dostęp do danych firmy” – mówi Marcin Drutel, właściciel firmy 3D Plan.

  1. Stałego backupu oraz stosowania mechanizmów zapewniających ciągłość pracy serwerów. Zaawansowane mechanizmy automatycznego tworzenia kopii zapasowych (zarówno plików, jak i konfiguracji całych serwerów) przeciwdziałają sytuacji awaryjnej, w której dane mogłyby zostać utracone.

„Wcześniej wszystkie informacje na temat napraw przechowywaliśmy w segregatorach, które czasem gubiły się lub niszczyły. Możemy skupić się na naszej pracy, bo wszystkie potrzebne informacje są nie tylko łatwo dostępne, ale i bezpieczne” – podsumowuje wykorzystanie technologii w chmurze Łukasz Nowak, manager projektu w firmie ZEMO.

  1. Łatwego zarządzania zespołem, którego członkowie korzystają z danych firmowych oraz aplikacji. Z pomocą odpowiedniego oprogramowania można w łatwy sposób dodawać kolejnych użytkowników i zarządzać ich tożsamościami, hasłami i zakresem dostępu.

„Nowe rozwiązania ułatwiły nam zarządzanie i kontrolę nad naszymi projektami. Możemy łatwiej przydzielać zadania i zakres dostępu. Dzięki usłudze Office 365, pracownicy mogą o 20-30% szybciej tworzyć projekty i koncentrować się na pracy koncepcyjnej” – dodaje Marcin Drutel.

Biznes w modelu cloud

Jedną z firm z sektora MŚP, która wprowadziła rozwiązania chmurowe dla optymalizacji procesów operacyjnych jest BHP Consulting. Właścicielom zależało na uniknięciu przestojów i awarii infrastruktury IT, a także na usprawnieniu komunikacji wewnętrznej. Wdrażając usługę Office 365, firmie udało się nie tylko poprawić współpracę w ramach zespołu (m.in. dzięki poczcie elektronicznej oraz sieci społecznościowej Yammer), ale także m.in. umożliwić synchronizację kalendarzy, dzięki czemu specjaliści BHP mogą pracować znacznie efektywniej. Narzędzia cyfrowe mają kluczowe znaczenie w zarządzaniu personelem w przedsiębiorstwie, którego struktura jest rozproszona geograficznie.

„Zdecydowana większość z blisko 40 naszych pracowników spędza niemal cały tydzień poza biurem, prowadząc szkolenia i warsztaty BHP. Dzięki chmurze oszczędzamy mnóstwo czasu i energii, które wcześniej pochłaniała nam koordynacja i organizacja pracy oraz komunikacja pomiędzy osobami zaangażowanymi w poszczególne projekty” – mówi Agnieszka Brykała, Właściciel firmy BHP Consulting.

Firma decydując się na outsourcing usług i przeniesienie danych do chmury, oszczędza środki, które mogą być przeznaczone chociażby na wzmacnianie kluczowych obszarów dla rozwoju spółki.

„Główną zaletą programów dostępnych w modelu SaaS (Software as a Service) jest łatwość ich wykorzystania. Są one dostępne zarówno z poziomu przeglądarki na dowolnym komputerze, jak i na urządzeniach przenośnych – smartfonach, tabletach czy urządzeniach 2w1. W przypadku usługi Office 365 dotyczy to także systemów mobilnych iOS czy Android. Model ten umożliwia nie tylko łatwą i nieograniczoną pracę na wspólnych dokumentach, ale także bardzo zapewnia wygodny dostęp do firmowych plików, np. daje konsultantowi możliwość zerknięcia do cennika, czy prezentacji w czasie spotkania” – mówi Barbara Michalska, Product Manager Office 365.

O pozostałych korzyściach, w tym aspektach bezpieczeństwa rozwiązań chmurowych, można przeczytać w poradniku skierowanym do sektora małych i średnich przedsiębiorstw, który jest dostępny pod adresem http://bf.akademiadi.pl/

[i] PwC, W obronie cyfrowych granic, Styczeń 2016

[ii] Nowoczesne IT w MŚP 2016, Ipsos MORI na zlecenie Microsoft, Luty 2016

SferaNET S.A. po II kwartale 2016 r.

SferaNET S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2014 r., działająca w branży telekomunikacji, wypracowała 101 tys. zł zysku netto w 2 kw. 2016 r. przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 802 tys. zł. Emitent realizuje przyjętą strategię sprzedażową, która pozwoliła na dynamiczny wzrost osiągniętych wyników finansowych.

W 2 kw. 2016 r. Spółka zanotowała ponad 260% dynamikę wzrostu zysku netto oraz 57% zwiększenie przychodów netto ze sprzedaży w porównaniu z analogicznym okresem 2015 r. W całym pierwszym półroczu 2016 r. SferaNET S.A. osiągnęła 161 tys. zł zysku netto oraz 1.441 tys. zł przychodów netto ze sprzedaży. Rok wcześniej zysk netto Emitenta wynosił 72 tys. zł, a wartość sprzedaży ukształtowała się na poziomie 1.031 tys. zł. Istotny wzrost przychodów Spółki oraz osiąganych przez nią rentowności jest rezultatem prowadzenia efektywnej polityki sprzedażowej, która zakłada zwiększanie zasięgu dostępu do klienta z równoczesnym pozyskiwaniem w pierwszej kolejności klientów instytucjonalnych. Pozytywny wpływ na wyniki finansowe SferaNET S.A. ma również pełnienie obowiązków Operatora Infrastruktury Miejskiej Sieci Szerokopasmowej w Bielsku-Białej oraz zrealizowane zlecenie sprzedaży sprzętu komputerowego.

„Na wyniki finansowe osiągnięte przez Spółkę w pierwszym półroczu 2016 roku miało wpływ kilka czynników. Istotnie zwiększona wartość przychodów wynika z realizacji umowy z Urzędem Miasta, realizacji dodatkowych prac z zakresu budowy sieci oraz dostarczania sprzętu IT do naszych klientów. Wyraźnie widać tendencję wzrostową w sprzedaży sprzętu, bowiem dzięki uwolnionym zasobom pracowniczym po zakończeniu projektów budowy sieci, angażujemy się w sprzedaż hardwaru.” – ocenia Anna Stanaszek, Prokurent Spółki SferaNET S.A.

Spółka zakończyła już realizację wszystkich prowadzonych przez nią projektów inwestycyjnych współfinansowanych ze środków pochodzących z funduszy Unii Europejskiej. SferaNET S.A. wybudowała sieć światłowodową w powiecie dębickim i zakończyła budowę sieci szerokopasmowej w Cieszynie, Ustroniu i Goleszowie oraz na Podbeskidziu. Emitent inwestuje także w infrastrukturę umożliwiającą zaoferowanie usług w nowych lokalizacjach w Bielsku-Białej.

W czerwcu 2016 r. Spółka poinformowała, że złożony przez nią wniosek w ramach Działania 1.1 Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa dotyczący otrzymania dofinansowania na budowę sieci światłowodowej w województwie podkarpackim spełnia kryteria oceny formalnej i został skierowany do oceny merytorycznej. SferaNET S.A. poszukuje także nowych możliwości rozwoju Spółki poprzez pozyskanie środków finansowych z Unii Europejskiej. Po przeprowadzonej analizie Zarząd Emitenta bardzo dobrze ocenia możliwości realizacji projektów w ramach Działania 1.2 „Badania, rozwój i innowacje w przedsiębiorstwach” RPO WSL.

 

„Zakończenie realizacji projektów dofinansowanych z Unii Europejskiej dla Spółki okazało się bardzo korzystne. W ramach projektów podłączyliśmy blisko 1300 klientów i nie odnotowaliśmy dotychczas ani jednej rezygnacji klienta, za wyjątkiem 10 przypadków, gdzie umowy zostały rozwiązane z powodu braku płatności. Taka statystyka potwierdza, iż usługa jest dobrej jakości, a na danym terenie nie występuje konkurencja dysponująca technologią światłowodową.” – podsumowuje Bogusław Sromek, Prezes Zarządu Spółki SferaNET S.A.

SferaNET S.A. prognozuje osiągnięcie w 2016 r. przychodów netto ze sprzedaży w kwocie 2.700 tys. zł oraz wypracowanie zysku EBITDA w wysokości 800 tys. zł. Po pierwszym półroczu 2016 r. prognozy finansowe Emitenta zostały zrealizowane w 53,36% w zakresie przychodów netto ze sprzedaży oraz w 65,37% w przypadku zysku EBITDA.

SferaNET S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect od sierpnia 2014 r., która prowadzi działalność na rynku telekomunikacyjnym. W 2015 r. Emitent wypracował 167 tys. zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 2.365 tys. zł. Pod koniec ub. roku Spółka przeprowadziła emisję akcji serii E, z której pozyskała środki w wysokości blisko 1,5 mln zł. Inwestorzy objęli łącznie 1.188.889 szt. akcji po cenie emisyjnej wynoszącej 1,26 zł za akcję.

Podsumowanie tygodnia

Podsumowanie tygodnia 2

Bieżący tydzień nie obfitował w publikacje ważnych danych makroekonomicznych, jednak przyniósł sporo zmian na rynku walutowym oraz giełdowym. Spadek awersji do ryzyka przełożył się na coraz większe wzrosty na giełdach oraz powrót kapitału do krajów rozwijających się.

Na rynku walutowym doszło do dalszego umocnienie się polskiego złotego względem najważniejszych walut. W poniedziałek, zaraz po otwarciu rynku, za euro należało zapłacić 4.27 złotego, teraz jest to o 2 grosze mniej. Niewątpliwie poprawa nastrojów na rynku globalnym pozytywnie wpływa na waluty krajów rozwijających się, do których zalicza się polski złoty. Dzisiejszego poranka poznaliśmy najnowsze dane PKB za drugi kwartał 2016 roku. W ujęciu kwartalnym wzrost gospodarczy wypadł na poziomie 0.9% k/k, konsensus ekonomistów zakładał minimalnie lepszy wynik na poziomie 1.0% k/k. Powyższe dane nie wpłynęły negatywnie na notowania polskiej waluty.

Kolejnym rynkiem wartym uwagi jest rynek ropy naftowej. Ostatnie informacje napływające na rynek czarnego złota nie są zbyt optymistyczne dla wzrostu notowań. Środowe publikacje danych odnośnie zapasów paliw były mieszane. Zmalały zapasy benzyny i destylatów, ale urosły czystego surowca. Jednak najważniejszą wiadomością było podanie przez kraje OPEC informacji o zwiększonym wydobyciu ropy naftowej do 33,4 miliona baryłek dziennie. Sprawia to, że w krótkim terminie w dalszym ciągu będziemy mieli do czynienia ze sporą nadpodażą tego surowca. Jest to czynnik dławiący mocny wzrost ceny ropy naftowej. Pomimo tego, w długim terminie możemy spodziewać się dalszego spadku produkcji ropy w Stanach Zjednoczonych, co powinno przełożyć się na powolny wzrost notowań tego surowca. Według U.S. Energy Information Administration przy cenach poniżej 60 USD za baryłkę producenci wydobywający ropę metodą łupkową dopłacają do interesu.

Przenosząc się na rynek metali szlachetnych warto podkreślić, że wczoraj został opublikowany najnowszy raport o rynku złota za II kwartał 2016 roku sporządzony przez World Gold Council. Wzrost popytu inwestycyjnego wyniósł 155% r/r. Większość popytu było zgłaszane przez fundusze ETF, które są zobligowane do nabywania fizycznego złota za nowy kapitał. Ogólna podaż złota w drugim kwartale 2016 wzrosła o 16%, jednak popyt wzrósł o 22%. Przyszły deficyt złota powinien przełożyć się na mocny wzrost jego ceny. Niemniej jednak nie możemy zapominać, że cena złota w ujęciu dolarowym od początku roku wzrosła już o 300$. Na przestrzeni ostatnich 44 lat tylko raz udało się osiągnąć lepszy rezultat.

Na rynku akcyjnym w Stanach Zjednoczonych trwa niepohamowany optymizm, który w czwartek przyniósł aż trzy historyczne rekordy. Dow Jones Industrial, Nasdaq Composite i S&P 500 jednocześnie znalazły się na swoich maksimach. Z takim zjawiskiem nie mieliśmy do czynienia od 1999 roku. Polski indeks WIG 20 również nie oparł się sile kupujących, a jego kapitalizacja w tym tygodniu wzrosła o ponad 2%.

Jednak to nie koniec emocji, ponieważ dzisiejszy kalendarz makroekonomiczny jest bogatszy niż w całym mijającym tygodniu. O godzinie 14:00 poznamy bilans płatniczy oraz wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w Polsce. Po południu wszyscy będą spoglądać na publikację najnowszych wyników sprzedaży detalicznej w USA, które zostaną opublikowane o godzinie 14:30. Konsensus rynkowy zakłada odczyt na poziomie 0,4 %. Każdy wynik poniżej prognozy będzie postrzegany bardzo negatywnie, ponieważ potwierdzi tylko dalsze spowolnienie w gospodarce amerykańskiej.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Rynek złota – krótkoterminowo drogi

Rynek złota - krótkoterminowo drogi 3

Wczoraj został opublikowany najnowszy raport o rynku złota za II kwartał 2016 roku sporządzony przez World Gold Council. Wzrost popytu inwestycyjnego wyniósł 155% R/R. Większość popytu było zgłaszane przez fundusze ETF, które są zobligowane do nabywania fizycznego złota za nowy kapitał. Ogólna podaż złota w drugim kwartale 2016 wzrosła o 16%, jednak popyt wzrósł o 22%. Przyszły deficyt złota powinien przełożyć się na mocny wzrost jego ceny. Niemniej jednak nie możemy zapominać, że cena złota w ujęciu dolarowym od początku roku wzrosła już o 300$. Na przestrzeni 44 lat tylko raz udało się osiągnąć lepszy rezultat.

Rynek złota - krótkoterminowo drogi 4

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

P. Szulec (Pioneer Pekao): Coraz większy wpływ na GPW i złotego będą mieć wydarzenia zagraniczne

CEO Magazyn Polska

Nowa prezydencka propozycja dotycząca kredytów frankowych, oceniany raczej pozytywnie pomysł wicepremiera Morawieckiego na rozwiązanie problemu emerytalnego czy rozstrzygnięcie kwestii podatku od sprzedaży powodują, że inwestorzy przywykli do nowej sytuacji na polskim rynku. Dlatego rola wydarzeń wewnętrznych w podejściu polskich inwestorów powinna maleć, zaś rosnąć powinien wpływ zewnętrznych – uważa Piotr Szulec z Pioneer Pekao Investments. Jednym ze skutków może być dalsze umocnienie złotego.

– Dotychczas polski rynek akcji podlegał przede wszystkim ryzyku politycznemu, czyli reagował na to, co pojawiało się w pomysłach rządowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Szulec, dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investments. – Dzisiaj rynek już w pewien sposób przyzwyczaił się do tego, co się zadziało w polskiej polityce, do nowych pomysłów związanych z podatkami, z wykorzystaniem spółek giełdowych, do finansowania różnych pomysłów rządowych. Dlatego można powiedzieć, że w coraz większym stopniu podlega on czynnikom o charakterze zewnętrznym, czyli reaguje na to, co się dzieje na świecie.

Z obietnic rządowych na razie wprowadzono podatek bankowy, który działa od 1 lutego (ma przynieść w tym roku 4 mld zł) i program „Rodzina 500 plus” (działa od 1 kwietnia, ma w tym roku kosztować ponad 17 mld zł). 1 września ma zacząć obowiązywać podatek od sprzedaży detalicznej (1 mld zł). Nie jest jeszcze jasne, od kiedy obniżony zostanie wiek emerytalny. Nowa prezydencka propozycja dotycząca rozwiązania problemu kredytów walutowych, też jeszcze daleka jest od wejścia w życie, będzie dziesięciokrotnie mniejszym obciążeniem dla banków niż pierwotny pomysł. Wreszcie propozycja przekazania reszty z pieniędzy z OFE na FRD (25 proc.) oraz III filar wysunięta przez wicepremiera i ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego oceniana jest w większości pozytywnie.

– Plan dotyczący dalszej reformy systemu otwartych funduszy emerytalnych w kontekście rynku kapitałowego na dzisiaj wygląda ciekawie. Jest to na pewno jedna z lepszych koncepcji w porównaniu z tymi, które się pojawiały wcześniej – mówi Szulec. – Pomysł dotyczący przekazania środków zgromadzonych w OFE do dyspozycji uczestników otwartych funduszy emerytalnych w postaci indywidualnych kont emerytalnych czy innych produktów, które będą oparte na bazie tych środków, wydaje się bardzo ciekawy i niweluje czy zmniejsza ryzyko wysokiej podaży akcji na polskim rynku, czego się najbardziej wszyscy obawiali.

To z kolei powoduje, że akcje polskich spółek mogą mieć szanse na wzrost wartości. Przez ostatni miesiąc WIG20 zyskał niemal 10 proc., choć licząc od początku trendu spadkowego, czyli od maja 2015 roku, wciąż jest 27 proc. pod kreską. Indeks szerokiego rynku WIG stracił mniej w tym czasie, ok. 16 proc., natomiast w ciągu ostatniego miesiąca zyskał ponad 11 proc. Indeks skupiający banki zyskał tyle od początku sierpnia.

– Trudno jest w tej chwili znaleźć sektory, o których można by było powiedzieć, że są niedowartościowane. Natomiast na pewno z punktu widzenia pozytywnych perspektyw należy spojrzeć na sektory, które mogą skorzystać z realizowanego od kilku miesięcy programu „Rodzina 500 plus” – podsuwa szef komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investments. – Tutaj wydaje się, że wszelkiego rodzaju sektory bazujące na handlu, rosnącej sprzedaży czy konsumpcji prywatnej to są sektory, które najbardziej powinny korzystać w najbliższych miesiącach.

Jego zdaniem na razie nie widać jeszcze wpływu programu na konsumpcję, a część środków trafia na konta. Z danych NBP wynika, że na koniec czerwca stan zobowiązań banków wobec gospodarstw domowych był wyższy o ponad 9 mld zł niż na koniec maja. We wcześniejszych miesiącach (nie licząc  grudnia, gdy wypłacane są premie i trzynastki) przyrost wynosił ok. 3–4 mld zł.

Dodaje też, że mimo ostatniego umocnienia złoty wciąż jest walutą niedowartościowaną wobec dolara i euro. W ciągu ostatniego miesiąca polska waluta wzrosła wobec amerykańskiej o 4,5 proc., zaś wobec europejskiej o 3,7 proc.

– Wszystko będzie zależało od tego, jak będzie zachowywał się kurs eurodolara. Biorąc pod uwagę to, że Fed wstrzymał się z podwyżkami, a Europejski Bank Centralny przymierza się do dalszego luzowania polityki monetarnej, wydaje się, że złoty będzie się dużo szybciej umacniał w stosunku do amerykańskiego dolara niż do euro – mówi Piotr Szulec.

Na zakup wyprawki szkolnej rodzice przeznaczą średnio 580 zł. Co trzeci skorzysta w tym celu ze środków z programu „Rodzina 500 plus”

CEO Magazyn Polska
580 zł to średni wydatek, jaki rodzice planują przeznaczyć na szkolną wyprawkę w tym roku. Kwota ta stanowi ok. 43 proc. płacy minimalnej w Polsce. W ubiegłym roku deklarowane wydatki były o ponad 100 zł wyższe. 70 proc. rodziców zamierza ten zakup sfinansować z bieżących dochodów, a dla 36 proc. wsparciem będą wpływy z programu „Rodzina 500 plus”.

Według cyklicznego badania „Barometr Providenta” 19 proc. Polaków wyprawi swoje dzieci do szkoły, wynik ten nie zmienił się rok do roku – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Kasza, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska. – Niższy o 100 zł średni deklarowany wydatek wynika prawdopodobnie z tego, że osoby mniej uposażone, które w ubiegłym roku wydawały znacznie więcej na wyprawkę szkolną, w ramach programu „Rodzina 500 plus” zrealizowały swoje potrzeby i brakujące rzeczy kupiły wcześniej.

25 proc. rodziców na wyprawkę dla jednego dziecka zamierza wydać poniżej 500 zł. W ubiegłym roku deklarowało to ok. 20 proc. respondentów. Co piąty rodzic na wyposażenie szkolne dzieci przeznaczy co najmniej 700 zł.

Średnia 580 zł nie różnicuje grup. Właściwie możemy powiedzieć, że niezależnie od tego, ile zarabiamy i gdzie mieszkamy, wydamy mniej więcej tyle samo na wyprawkę szkolną – mówi Przemysław Kasza.

Jak podkreśla, w poprzednich edycjach badania obserwowana była zależność, że osoby najgorzej zarabiające wydawały we wrześniu na wyprawkę szkolną zdecydowanie więcej niż lepiej uposażeni rodzice.

Wynikało to najprawdopodobniej z faktu, że ci lepiej zarabiający mogą uzupełniać braki w wyposażeniu dzieci na bieżąco, natomiast osoby gorzej sytuowane musiały to zrobić w ramach jednego wydatku. Odkładały po prostu ten wydatek na sam koniec – mówi Przemysław Kasza.

Badanie Providenta wskazuje, że 70 proc. rodziców sfinansuje wyprawkę z bieżących dochodów. 36 proc. rodziców przeznaczy na ten cel wpływy z programu „Rodzina 500 plus”, a po oszczędności sięgnie 32 proc.

6 proc. poprosi o pomoc najbliższą rodzinę. To trochę mniejszy odsetek niż w ubiegłym roku, bo w ubiegłym roku deklarowało to około 8 proc. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że tylko 1 proc. osób zamierza na wyprawkę zaciągnąć pożyczkę. To podobny odsetek co w ubiegłym roku – wyjaśnia Karolina Łuczak, kierownik ds. komunikacji w Provident Polska.

63 proc. rodziców kupujących w tym roku wyprawki musi wygospodarować środki na wyposażenie dla jednego dziecka, 31 proc. – dla dwójki pociech, a 6 proc. na troje i więcej.

Sektor private equity rozwija się bardzo szybko. Głównym ryzykiem dla branży jest słabsze otoczenie makro i rozedrgana międzynarodowa scena polityczna

Cezary Smorszczewski
Polska jest największym rynkiem inwestycji private equity w Europie Centralnej i Wschodniej. W ubiegłym roku ich wartość przekroczyła 800 mln euro. Zdaniem Cezarego Smorszczewskiego, prezesa Private Equity Managers, przedsięwzięciom sektora sprzyja środowisko stosunkowo niskich stóp procentowych. Główne ryzyka natomiast to otoczenie makroekonomiczne oraz wydarzenia na międzynarodowej scenie politycznej.

Główne ryzyko dla branży private equity to słabe otoczenie makroekonomiczne determinujące długoterminowe trendy. Wystarczy zwrócić uwagę na Włochy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Cezary Smorszczewski, prezes zarządu Private Equity Managers (PEManagers). – Drugim istotnym ryzykiem jest rozedrgana scena polityczna na świecie. Nie wiadomo, jaki będzie wynik wyborów w Stanach Zjednoczonych, do tego dochodzi napięcie na linii NATO–Rosja, konflikt w Syrii i rola Turcji. Natomiast środowisko stóp procentowych jest korzystne i pozwala na obniżkę kosztów kapitału.

Fundusze private equity i venture capital wciąż mają relatywnie niewielki wpływ na kondycję polskiej gospodarki. Według Europejskiego Stowarzyszenia Venture Capital (EVCA) udział takich inwestycji w krajowym PKB w 2015 r. wyniósł 0,1 proc. Tymczasem średnia dla Unii Europejskiej to 0,25 proc., a krajów Europy Centralnej i Wschodniej (CEE) – 0,06 proc.

Pod względem wartości inwestycji Polska jest jednak liderem w regionie CEE. Jak wynika z ostatniego raportu firmy doradczej KPMG, w ubiegłym roku fundusze zainwestowały w kraju 803,5 mln euro, co stanowiło ponad połowę całkowitych nakładów na terenie CEE. W portfelach private equity aktualnie znajduje się najwięcej spółek z sektora IT, mediów i komunikacji (21 proc.) oraz produkcji przemysłowej (18 proc.). W przyszłości największym zainteresowaniem będą się cieszyć podmioty działające w branży dóbr konsumpcyjnych.

Do najaktywniejszych graczy na tym rynku należą fundusze zarządzane przez spółkę Private Equity Managers, która w kwietniu 2015 r. zadebiutowała na warszawskiej giełdzie. Od początku swojej giełdowej historii, spółka wypłaca swoim akcjonariuszom wysoką dywidendę.

Już w prospekcie emisyjnym obiecaliśmy, że będziemy wypłacać dywidendy w przedziale od 50 do 100 proc. i przez ostatnie trzy lata przekazywaliśmy inwestorom blisko 100 proc., także stopę dywidendy mamy najwyższą na rynku – przypomina Cezary Smorszczewski. – W 2014 roku wypłaciliśmy 70 mln zł, w ubiegłym roku – 37, a w tym roku 50 mln zł w tej formie. Łącznie ponad 150 mln zł. Razem z dywidendą wartość naszej spółki przekroczyła 0,5 mld zł.

Wypłata dywidendy z zysku za 2015 r. nastąpi w dwóch ratach. Pierwsza rata w wysokości 8 zł na akcję została wypłacona 15 lipca, a druga w wysokości 6,41 zł na akcję zostanie wypłacona 30 września 2016 r.

Grupa PEManagers specjalizuje się w zarządzaniu różnymi klasami aktywów, w tym funduszami venture capital i private equity. Fundusze inwestycyjne angażują się przede wszystkim w szybko rosnące spółki z sektora technologicznego z regionu CEE, Turcji, Rosji, Niemiec i innych krajów Europy Zachodniej.

Na koniec I półrocza 2016 r. zarządzała aktywami o wartości blisko 2,4 mld zł, które tylko w ciągu roku zwiększyły się o ponad 20 proc., a w stosunku do końca 2013 roku były większe o 155 proc.

Akcje PEManagers notowane są na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. W pierwszym kwartale 2016 roku grupa wypracowała zysk netto w wysokości 4,6 mln zł, osiągając 10,5 mln zł przychodów wyłącznie z tytułu opłaty stałej za zarządzanie.

Klienci, którzy stracili na polisolokatach, walczą o odzyskanie pieniędzy. Kancelarie prawne notują przyrost tego typu spraw

CEO Magazyn Polska
Z danych stowarzyszenia Przywiązani do polisy wynika, że ok. 5 mln osób ma polisolokaty o łącznej wartości przekraczającej 50 mld zł. Wielu klientów na tym instrumencie straciło, bo – jak podkreślają eksperci – ryzyko inwestycyjne było w całości przerzucone na klientów. Dodatkowo umowy były tak sformułowane, że trudno było je oszacować. Dlatego teraz w sądach walczą o odzyskanie pieniędzy. – Nasza kancelaria prowadzi kilkadziesiąt tego typu spraw, w których wykazujemy nieważność umowy ubezpieczenia – mówi adwokat z kancelarii RK Legal.

Tomasz Majkowycz z Kancelarii RK Legal podkreśla, że polisolokaty, czyli umowy ubezpieczenia powiązane z funduszami kapitałowymi, to bardzo skomplikowane i ryzykowne produkty inwestycyjne. Wielu klientów, decydując się na tego typu inwestycję, nie wiedziało, z jakim ryzykiem się ona wiąże. Potwierdzają to badania TNS Polska dla UOKiK przeprowadzone dwa lata temu – o polisolokatach słyszało wówczas 59 proc. respondentów, ale 39 proc. z nich nie rozumiało, na czym polega ich działanie.

Bardzo często już po dwóch miesiącach trwania umowy wartość rachunku spadała blisko o połowę. Osoby, które obserwowały tego typu ruchy, chciały jak najszybciej zrezygnować z kontynuowania polisy, ale towarzystwa ubezpieczeniowe uniemożliwiały to, stosując tzw. opłaty likwidacyjne. W wielu przypadkach sięgały one nawet 100 proc. wartości rachunku. Polskie sądy uznały tego typu opłaty za niedozwolone i nakazują ich zwrot klientom firm ubezpieczeniowych – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Majkowycz.

Problemem pozostawała kwestia środków utraconych w wyniku spadku wartości rachunku. W tym może pomóc unieważnienie całej umowy. Ostatnio zezwolił na to jeden z warszawskich sądów. Uznał za nieważną umowę ubezpieczenia Pareto II zawartą pomiędzy Towarzystwem Ubezpieczeń Europa a Open Finance SA.

Ubezpieczenie Pareto II to właśnie przykład polisolokaty: oferowana suma ubezpieczenia była znikoma i służyła wyłącznie temu, by umowie formalnie nadać charakter polisy ubezpieczeniowej. W rzeczywistości większość składek opłacanych przez klientów była inwestowana w instrumenty finansowe określone w umowie. Strona umowy było Open Finance, a klienci zostali całkowicie pozbawieni np. prawa do wypowiedzenia umowy lub odstąpienia od niej. Ci, którzy postanowili o wypłacie zgromadzonych środków, dowiadywali się o konieczności wniesienia opłat likwidacyjnych w wysokości 100 proc. wartości rachunku.

Uzasadniając wyrok, sąd wskazał na naruszenie przez firmę ubezpieczeniową zasady swobody umów z uwagi na brak zawarcia w warunkach ubezpieczenia mechanizmów wpływających na wartość rachunku klienta – wyjaśnia Tomasz Majkowycz. – Można to porównać do sytuacji, w której strony umowy sprzedaży nie określiły w niej ceny, po której jakieś dobro zostanie sprzedane, a cena ma zostać określona przez jedną z nich już po zawarciu samej umowy.

To z kolei mogło prowadzić do nadużyć. Sąd podkreślił, że klienci nie mieli możliwości oszacowania podejmowanego ryzyka. W umowie brakowało bowiem informacji o tym, w jaki sposób towarzystwo ustalało wartość obligacji nabywanych do ubezpieczeniowego funduszu kapitałowego.

Nasza kancelaria prowadzi kilkadziesiąt tego typu spraw. Wykazujemy w nich nieważność umowy ubezpieczenia z uwagi na brak podania w warunkach ubezpieczenia mechanizmów wpływających na wysokość wartości rachunku klienta. Tak naprawdę od wartości rachunku klienta zależy to, ile pieniędzy otrzyma klient w przypadku rezygnacji z polisy. Im niższa jest ta wartość, tym niższa będzie otrzymana kwota. Sprawy te są prowadzone przeciwko różnym ubezpieczycielom – mówi adwokat.

Jeżeli orzeczenie Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa zostanie utrzymane przez sąd drugiej instancji, to klienci posiadający ubezpieczenie Pareto II będą mogli żądać zwrotu całości wpłaconych środków niezależnie od tego, jaka jest aktualna wartość ich rachunków.

Jeżeli ktoś nam oferuje różnego rodzaju produkty i nie rozumiemy ich istoty, to nie powinniśmy się decydować na zakupywanie tego typu produktów. Zawsze inwestując nasze pieniądze, powinniśmy robić to w sposób świadomy i przemyślany – apeluje Majkowycz.

Liczba pasażerów autobusów stopniowo spada. Ruch rośnie jednak w wakacje, a wśród stałych klientów są jednak rodziny z dziećmi, emeryci i renciści

Andrzej Padziński, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju w PKS Polonus
W ubiegłym roku transport autobusowy z pominięciem komunikacji miejskiej i najmniejszych przewoźników przewiózł 416,5 mln pasażerów, czyli o kilka procent mniej niż w 2014 roku. Konkurencja na rynku przewoźników jest jednak bardzo duża. O pasażerów walczą oni nie tylko cenami, lecz także bogatą siatką połączeń oraz udogodnieniami w podróży. Wśród stałych klientów są m.in. emeryci i renciści oraz coraz częściej rodziny z dziećmi udające się do wakacyjnych kurortów.

Ogólnie rynek przewozów autokarowych jest spadkowy, co wynika z rozwoju infrastruktury kolejowej oraz rządowego i unijnego wsparcia dla tego rodzaju transportu – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Padziński, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju w PKS Polonus. – Mimo to obserwujemy, że rośnie zainteresowanie transportem autobusowym w pewnych segmentach, co w dużej mierze jest rezultatem tego, że znacząco zmienia się jego jakość.

Przewaga transportu autobusowego nad innymi polega przede wszystkim na rozbudowanej siatce połączeń, która w sezonie letnim rozszerzana jest o kolejne typowo turystyczne miejscowości. PKS Polonus obsługuje 36 tras krajowych do dużych miast, miejscowości wypoczynkowych i uzdrowiskowych, a także rasy międzynarodowe. Jak podkreśla Padziński, dobrej jakości, komfortowym autokarem można dojechać praktycznie w każdy zakątek Polski.

Przewaga autokarów rośnie wraz z odległością, którą podróżny ma do pokonania w ramach podróży – tłumaczy Padziński. – O ile na krótsze odcinki Polacy wybierają się różnymi środkami transportu, o tyle podczas dłuższej, wakacyjnej eskapady bardzo często korzystają z większych pojazdów.

Przewoźnicy stale inwestują w tabor. Przedstawiciel PKS Polonus podkreśla, że nowoczesne autokary często mogą komfortem podróżowania przebić samoloty.

Wzrost frekwencji odnotowujemy na liniach wakacyjnych. W sezonie otwieramy 10 nowych połączeń na wybrzeże, które w wakacje jest najbardziej oblegane. Na nich też odnotowujemy największy wzrost liczby przewożonych pasażerów i największe zainteresowanie z ich strony – mówi Padziński. – Bardzo dużo rodzin zaczęło wybierać PKS Polonus jako przewoźnika wakacyjnego również ze względu na upusty, jakie wprowadziliśmy, m.in. 50-proc. zniżkę dla dzieci do 13 lat.

Dodaje, że na wielu popularnych trasach, szczególnie do miejscowości górskich, nadmorskich i mazurskich, często brakuje miejsc, dlatego jest potrzeba dublowania autokarów. W tym roku ruch jest wyjątkowo duży, bo wielu turystów w obawie przed zagrożeniami terrorystycznymi zrezygnowało z zagranicznych wojaży na rzecz wypoczynku w kraju.

Wiernymi klientami przewoźników są emeryci i renciści, którzy podróżują autokarami do miejscowości uzdrowiskowych. Jak wyjaśnia Padziński, PKS Polonus również stawia na tę grupę, uruchamiając dodatkowe połączenia do popularnych sanatoriów oraz oferując zniżki dla seniorów.

To sprawia, że podróż autokarem jest dla seniorów bardziej ekonomiczna od innych środków transportu – mówi Andrzej Padziński. – Są to osoby, które chcą jechać w odpowiednio dobrych warunkach podróży, ale też ważne jest dla nich to, z kim jadą. Od wielu lat sukcesywnie inwestujemy w rozwój naszych kierowców, mamy dosyć stabilną kadrę wykwalifikowanych kierowców. Każdy kierowca przeszedł przeszkolenie ratownika drogowego.

Zdaniem dyrektora PKS Polonus rynek przewozów autokarowych jest trudny. Z roku na rok liczb pasażerów jest coraz niższa – w 2015 roku transportem samochodowym przewieziono blisko 50 proc. pasażerów mniej niż dekadę wcześniej. Mimo to rośnie liczba przewoźników oraz kupowanych i rejestrowanych w Polsce autokarów.

Tym bardziej cieszy nas to, że pomimo ostrej walki konkurencyjnej i globalnej obniżki cen biletów udaje nam się utrzymać liczbę pasażerów, których w tym roku na liniach dalekobieżnych będzie około miliona – twierdzi Padziński. – W przypadku innych kierunków odnotowujemy także istotne i nieprzypadkowe wzrosty frekwencji.

Jak wynika z ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego, środkami transportu publicznego w 2015 roku przewieziono łącznie 703,6 mln pasażerów, czyli o 0,9 proc. mniej niż przed rokiem. Mniejsze były przewozy w transporcie samochodowym, morskim i lotniczym, wzrosły natomiast w transporcie kolejowym i wodnym śródlądowym.

Vigo System podpisało kontrakt na ok. 2,2 mln euro. Spółka zapowiada optymalizację rynków zbytu

Adam Piotrowski, prezes zarządu w technologicznej spółce Vigo System
Vigo System, dostawca zaawansowanych urządzeń detektorowych, który dotychczas specjalizował się w tzw. krótkich zamówieniach, podpisało pierwszy długofalowy kontrakt. Na mocy trzyletniej umowy wartej 2,2 mln euro partnerem spółki została amerykańska korporacja Emerson Electric, której Vigo System dostarczy detektory. Przedsiębiorstwo liczy, że kontrakt spowoduje powrót odbiorców w Stanach Zjednoczonych, których liczba w ostatnim roku zmniejszyła się niemal dwukrotnie.

– Żeby sprzedawać więcej, musimy docierać do rynków w Chinach, na Tajwanie czy w Malezji – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Piotrowski, prezes zarządu w technologicznej spółce Vigo System. – Budowanie relacji z klientami w Europie jest stosunkowo proste, bo wszędzie jest blisko, bez większych problemów można nawiązać kontakt, nie ma granic ani barier celnych. Na Tajwanie natomiast nie jest to już takie łatwe. Zadaniem naszego działu sprzedaży jest najpierw odnalezienie odpowiednich partnerów, zbudowanie zaufania i dostarczenie prototypów, a potem wiedzy  na temat tego, jak produkt końcowy powinien być wykonany.

Podstawowym produktem notowanej na Giełdzie Papierów Wartościowych firmy Vigo System są niechłodzone, fotonowe detektory podczerwieni, które powstają na bazie unikalnej, opracowanej przez firmę technologii. Ostatnio spółka zaprezentowała swoim odbiorcom (pracuje głównie nas rzecz innych przedsiębiorstw jako kooperant) nowoczesne urządzenia przystosowane do wykrywania gazów na bardzo niskim poziomie i umożliwiające kontrolę jakości powietrza oraz ich koncentracji w oddechu. Nowe rozwiązania spółki mogą być wykorzystywane między innymi w placówkach medycznych, szpitalach, warsztatach oraz placówkach meteorologicznych.

– Nasza polityka cenowa powoduje pewne ograniczenia w rozprzestrzenianiu się produktu – tłumaczy Adam Piotrowski. – Montowany na pasku analizator oddechu nie może kosztować kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy euro, a maksymalnie kilkaset euro. Dlatego rola monopolisty jest dość trudna. Musi schodzić z marżą, budować rynek, inwestować, żeby mógł dostarczyć tańszy produkt. Współpracując z konkurentami, często możemy zbudować większy rynek, pokazać nowym graczom, odbiorcom technologii, że się udaje, i wtedy konkurować, oferując nowe rozwiązania laserowe czy detektorowe. To ma m.in. na celu nasz europejski projekt Mirfab. Chodzi w nim o zbudowanie rynku dostawców, aby pobudzić popyt.

Pod koniec lipca br. Vigo System podpisał umowę z amerykańskim koncernem Emerson Electric Co. na dostawę detektorów do zastosowań w przemysłowych analizatorach gazów oraz systemach monitorowania emisji. Wartość kontraktu wynosi blisko 2,2 mln euro.

– Detektory podczerwieni realizowaliśmy dotąd na krótkie zamówienia, chociaż bardzo staramy się to optymalizować – precyzuje Adam Piotrowski. – Efektem zmiany jest kontrakt z Emerson Electric. Udało nam się przekonać tego klienta do podjęcia zobowiązania długofalowego. W ramach umowy oferujemy detektory po niższej niż dotychczas cenie, ale w zamian w dłuższej perspektywie i z ustalonym harmonogramem dostaw na następne trzy lata. To firma globalna mająca bardzo rozstrzelone aplikacje, przede wszystkim przemysłowe, petrochemiczne, ale też w przemyśle motoryzacyjnym. Kontrakt z nią daje nam duże możliwości rozpoczęcia działalności na szerokim rynku, tak naprawdę nieograniczone.

Najważniejszym rynkiem zagranicznym dla spółki w ubiegłym roku, jak twierdzi prezes Adam Piotrowski, była Azja Wschodnia, na którym sprzedaż wzrosła dwukrotnie. W przyszłym roku przedsiębiorstwo bardzo liczy na stopniowy wzrost zamówień z Europy i powrót rynku amerykańskiego. Jakiś czas temu same Stany Zjednoczone generowały 65 proc. sprzedaży, obecnie – zaledwie jedną trzecią.

– Mamy nadzieję, że bezpośrednie relacje z dużymi partnerami za oceanem dadzą nam nowe produkty i otworzą kolejne rynki – deklaruje prezes Adam Piotrowski. – Jesteśmy uważani za lidera sektora niechłodzonych, fotonowych detektorów podczerwieni. Mamy trzech konkurentów, dwóch w Stanach Zjednoczonych i jednego w Japonii. Natomiast to my prowadzimy. Dostarczając nowe rozwiązania, pokazujemy, w którą stronę rynek powinien podążać. Niedawno zauważyliśmy, że nasze ceny ograniczają rynek. Ale to nie jest tak, że musimy być tańsi od konkurencji. Chcemy być tańsi od wymagań klienta.

W pierwszym kwartale br. przychody (netto) ze sprzedaży spółki wyniosły 4,65 mln zł o 200 tys. zł mniej niż podczas poprzednich trzech miesięcy. Po opodatkowaniu Vigo System zarobiło jednak 964 tys. zł., o ponad 200 tys. zł więcej.

Urlop może być źródłem stresu. Problemem są zbyt duże wymagania

Urlop może być źródłem <a title=stresu. Problemem są zbyt duże wymagania" title="Urlop może być źródłem stresu. Problemem są zbyt duże wymagania" />

stresu.-Problemem-są-zbyt-duże-wymagania.png” alt=”CEO Magazyn Polska” align=”left” hspace=”10″ />
Urlop od pracy zamiast czasem relaksu może być źródłem stresu. Przede wszystkim ze względu na brak umiejętności odpoczywania. Podczas wakacji stawiamy sobie zbyt wysokie wymagania, co powoduje, że każda drobnostka urasta do rangi dużego problemu. Najważniejsza jest zdolność do zapomnienia o codziennych sprawach, a nie długość urlopu. Dlatego lepiej niczego nie zakładać, tylko cieszyć się chwilą – przekonuje dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog motywacji. 

Wszyscy ludzie stresują się przed urlopem, to coś, na co czekamy, coś wymarzonego. Chcemy się oderwać od codzienności, więc ma być idealnie. Stawiamy sobie bardzo wysokie oczekiwania. Zależy nam na tym, żeby urlop był idealny, podobnie jak inne ważne wydarzenia w naszym życiu. Powieszenie tak wysoko poprzeczki sprawia, że czujemy się rozczarowani każdą drobnostką, która nie przystaje do tego, czego oczekiwaliśmy – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog motywacji z SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego.

Z badania GFK Polonia „Polacy a stres” wynika, że połowa Polaków irytuje się, gdy nie udaje im się zrealizować swoich planów. Podobny odsetek przyznaje, że zdarza im się impulsywnie reagować na zwykłe sytuacje życiowe i martwić się błahymi powodami. Źródłem stresu są święta i urlop. Zazwyczaj planowany z dużym wyprzedzeniem i dopracowany w każdym szczególe ma być idealny. Tymczasem im większe oczekiwania, tym większe zdenerwowanie.

Kiedy trochę wyluzujemy i pozwolimy sobie na odrobinę spontaniczności, żeby życie popłynęło swoim biegiem, to stres prawdopodobnie spadnie i będziemy bardziej zadowoleni z urlopu – przekonuje psycholog.

Często urlop jest okazją do nadrobienia zaległości. Wolny czas przeznaczamy na zaległości kulturalne i lektury. Jak mówi Jarczewska-Gerc, nie ma w tym nic złego, istotne jednak, by już w codziennym życiu znaleźć równowagę pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym.

Jeżeli wszystko odkładamy na czas urlopu, to na pewno nie uda nam się tego nadrobić. Po drugie, powinno nam się zapalić czerwone światło, co robię dla siebie w codziennym życiu, żeby osiągnąć określony poziom zadowolenia i jakości życia. Nie powinniśmy nadrabiać, tylko w codzienności żyć tu i teraz i próbować każdego dnia zrobić dla siebie coś przyjemnego – wskazuje ekspertka.

Części z nas urlop wydaje się dobrą okazją na rozwiązanie konfliktów rodzinnych. To błąd – mówi Jarczewska-Gerc. Wakacje nie są na to dobrym momentem – wypoczynek psują kłótnie i wzajemne pretensje. Lepszym rozwiązaniem jest starać się porozumieć przed urlopem, tak żeby czas wolny był faktycznie wypoczynkiem.

Problemem jest też zapomnienie na czas urlopu o pracy. Z badania przeprowadzonego przez Randstad wynika, że tylko 68 proc. Polaków na urlopie zapomina o pracy, przy światowej średniej na poziomie 74 proc. Badanie przeprowadzone przez IQS pokazuje zaś, że duża grupa Polaków pracuje podczas urlopu. Służbowe telefony odbiera 44 proc. z nas.

Załóżmy sobie, żeby urlop był przeznaczony na odpoczynek, a nie pracę. Ale jeżeli wiemy, że po urlopie czekają na nas sprawy, które nas bardzo stresują, o których myślimy każdego dnia, to może warto je załatwić od razu. Zastanówmy się, co nam przyniesie większy pożytek. Jestem za tym, żeby nie pracować na urlopie, ale też nie zmuszać się do odpoczynku, bo bardzo często przynosi to odwrotny efekt i wracamy jeszcze bardziej zmęczeni – tłumaczy dr Jarczewska-Gerc.

Każdy organizm potrzebuje wypoczynku. Choć każdy potrzebuje innej dawki wolnego czasu, ocenia się, że dla właściwej regeneracji potrzeba ok. 2–3 tygodni.

Pierwszy tydzień to detoksykacja, oczyszczamy się z myśli o pracy. Urlop prawdziwy to drugi tydzień, kiedy czerpiemy przyjemność z wypoczynku. A trzeci tydzień jest już na to, żeby się nieco stęsknić za pracą i z pewną przyjemnością wrócić do codziennych obowiązków – wyjaśnia psycholog.

Nie ma prostej metody na dobry wypoczynek. Niektórzy potrzebują długiego urlopu raz w roku, innym potrzebne są krótsze wakacje co kilka miesięcy. Każdy organizm ma swój sposób na regenerację. Planując wypoczynek, trzeba odpowiedzieć sobie na pytania, jak lubimy spędzać wolny czas. Kluczem jest jednak to, w jaki sposób podchodzimy do życia na co dzień.

Ważne, czy żyjemy z myślą „oby do urlopu”, czy potrafimy patrzeć w niebo, cieszyć się słońcem, przyrodą, zielenią i każdym dniem swojego życia tu i teraz. Jeżeli mamy takie podejście do życia, to nawet 5-dniowy urlop będzie dla nas wystarczający, żeby się zregenerować i wypocząć – podkreśla dr Ewa Jarczewska-Gerc.

Internauci żywo dyskutują o sporcie osób niepełnosprawnych. Natalia Partyka najbardziej rozpoznawaną paraolimpijką

CEO Magazyn Polska
W czerwcu i lipcu na temat sportu osób niepełnosprawnych pojawiło się 4,2 tys. informacji w prasie, telewizji, radiu, internecie i mediach społecznościowych. Blisko połowa z nich dotyczyła zbliżających się igrzysk paraolimpijskich, które będą miały miejsce w Rio miedzy 7 a 18 września. Wśród paraolimpijczyków największą popularnością cieszy się  Natalia Partyka – na jej temat pojawiło się ok. 1,2 tys. informacji, które mogły zostać wyświetlone nawet 7,5 mln razy.

– W IMM przygotowaliśmy analizę wizerunku medialnego Natalii Partyki, która zgodnie z naszymi danymi została najbardziej rozpoznawalną paraolimpijką. Na jej temat ukazało się ponad 70 proc. wszystkich informacji w prasie, radiu, telewizji i social mediach – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Masalska, specjalistka ds. PR w IMM.

Najczęściej na temat Natalii Partyki pisano na portalach internetowych. Na Facebooku pojawiło się blisko 60 proc. wszystkich wzmianek. Tenisistka stołowa jest jedyną reprezentantką Polski i jednym z niewielu sportowców na świecie, która bierze udział zarówno w olimpiadzie, jak i w paraolimpiadzie.

 Natalia ma własną stronę na Facebooku oraz własną stronę internetową. Na Facebooku zebrała już ponad 35 tys. fanów, z którymi regularnie utrzymuje kontakt. Wstawia też zdjęcia z treningów, z przygotowań do Rio. Aktywnie reagują również sami internauci, wyrażając gorące wsparcie dla działań Natalii. Imponuje im odwagą, radością życia, pasją oraz determinacją w realizacji swoich marzeń. Pokazuje, że niemożliwe staje się możliwe – mówi Masalska.

Jak podkreśla, o polskiej tenisistce stołowej jest głośno także ze względu na jej pozasportowe aktywności. Natalia Partyka wspólnie z Akademią Rozwoju Filantropii w Polsce i Fundacją Dobra Sieć założyła Fundusz Stypendialny wspierający młodych sportowców.

 W ramach działalności tego funduszu został stworzony również portal crowdfundingowy DamNaSport.pl, poprzez który zbierane są pieniądze na sportowców, którzy sami sobie nie mogą pozwolić na realizację marzeń – mówi Karolina Masalska.

Wzmianki na temat Partyki pojawiały się przy okazji m.in. spotkań z przedstawicielami władz przed rozpoczęciem Igrzysk XXXI Olimpiady w Rio czy wywiadu telewizyjnego dla TVP.

– W IMM zbadaliśmy również hasło „sport osób niepełnosprawnych”. Na jego temat w badanym okresie pojawiło się prawie 4 tys. wzmianek, które wzbudziły niemal 8,5 tys. interakcji – wyjaśnia Karolina Masalska.

W Top 5 sportowców poza Natalią Partyką znaleźli się także Rafał Wilk (handbike), Maciej Lepiato (lekkoatletyka), Bartosz Tyszkowski (pchnięcie kulą i rzut dyskiem) oraz Michał Derus (sprint).

Sporo informacji pojawiło się w kontekście fundacji Anny Dymnej Mimo Wszystko w ramach organizowanego przez fundację 13. Dnia Integracji. Szerokim echem odbiła się również informacja na temat objęcia przez Annę Lewandowską funkcji ambasadora olimpiad specjalnych. Jak zauważamy w naszych analizach, przyczyniło się to do wzrostu zainteresowania sportem osób niepełnosprawnych, ponieważ w momencie podania tych informacji do wiadomości publicznej miedzy 18 a 20 czerwca wzrost tych wzmianek był znaczący – mówi specjalistka ds. PR w IMM.

Brytyjski kanał Channel 4 stworzył specjalny film reklamujący zmagania paraolimpijczyków w Rio. Na YouTube ma on już prawie 4 mln wyświetleń.

– Również w Polsce prowadzona jest kampania promująca XV Letnie Igrzyska Paraolimpijskie w Rio. Na ponad 400 przystankach w Polsce umieszczono citylighty ze zdjęciami paraolimpijczyków i olimpijczyków, które w oczach społeczeństwa mają niwelować różnicę pomiędzy rywalizacją osób pełnosprawnych a niepełnosprawnych, bo w końcu wszyscy są takimi samymi sportowcami – mówi Karolina Masalska.

Organika zwiększy w tym roku zatrudnienie o 30 osób i podwoi zysk operacyjny

Dariusz Kwieciński, prezes zarządu Malborskich Zakładów Chemicznych Organika
Malborski producent pianki poliuretanowej korzysta na niskich cenach ropy i zbiera plon udanej restrukturyzacji. W ubiegłym roku zatrudnił 32 nowe osoby i w tym zamierza powtórzyć wynik. Podobnie jak planuje utrzymać tempo wzrostu zysku EBITDA, co oznacza jego podwojenie.

– Biznes Organiki oparty jest głównie o meblarstwo, meble tapicerowane i materace, więc dla nas nowymi segmentami jest przemysł samochodowy, przemysł budowlany – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dariusz Kwieciński, prezes zarządu Malborskich Zakładów Chemicznych Organika. – Dla przemysłu budowlanego mamy świetne produkty, które sprzedajemy w Polsce i chcielibyśmy z nimi wchodzić na inne rynki, gdzie mamy zakłady. Natomiast w przemyśle motoryzacyjnym dostarczamy głównie elementy służące do wygłuszeń i elementów dźwiękochłonnych w aucie, pracujemy nad nowymi projektami do nowych modeli samochodów.

Malborska Organika produkuje elastyczną piankę poliuretanową. Ma 10 spółek zależnych w Czechach, Rosji, Bułgarii, Rumunii, Serbii, Bośni i Hercegowinie oraz na Białorusi. W Polsce ma dwa zakłady: w Pogalewie Wielkim i Częstochowie. W ubiegłym roku wszystkie spółki produkcyjne poza rosyjskimi miały dodatnią wskaźnik EBITDA i wypracowały zysk netto.

– Nasz biznes rośnie o kilkanaście procent rok do roku. W zeszłym roku zatrudniliśmy przeszło 30 osób i w tym roku również systematycznie zatrudniamy. Myślę, że w tym roku powinniśmy zatrudnić podobnie około 30 proc., co stanowi przeszło 10 proc. załogi dobrać do naszych zasobów – ujawnia plany prezes Organiki.

W ubiegłym roku spółka miała 3,3 mln zł jednostkowego zysku netto wobec straty z 2014 r. w wysokości 4,8 mln zł. Zysk operacyjny powiększony o amortyzację (EBITDA) wyniósł 14,8 mln zł, ponad dwa razy tyle, co rok wcześniej.

– W II półroczu zamierzamy kontynuować trendy z ostatnich kilku miesięcy. Spodziewamy się, że rok do roku będziemy rośli o kilkanaście procent i realizowali nasze plany długofalowe ustalone z finansującymi. Spodziewamy się też kontynuowania wzrostu wskaźnika EBITDA rok do roku o około 100 proc. – mówi Kwieciński.

Rok temu Organika pozyskała długoterminowe finansowanie z Agencji Rozwoju Przemysłu i funduszu Mezzanine FIZAN (Noble Funds TFI). Dzięki temu nie tylko wykupiła zaległe obligacje, lecz także zwiększyła kapitał obrotowy, uzyskując masę krytyczną potrzebną do rozwoju.

– W tej chwili wykorzystujemy środki, które pozyskaliśmy w zeszłym roku. Zawsze twierdziliśmy, że grupa ma duży potencjał do generowania środków, których nie byliśmy w stanie wykorzystać ze względu na zbyt niski kapitał obrotowy – przypomina Dariusz Kwieciński. – Po jego uzupełnieniu zwiększyliśmy sprzedaż, generujemy dodatkowe środki i ten rozwój powinien być poza akwizycjami rozwijany z tychże środków obrotowych.

MZCh Organika produkują pianki dla meblarstwa (materace i meble tapicerowane), budownictwa (podkłady wytłumiające pod podłogi twarde i wykładziny)  i motoryzacji (podsufitki, zagłówki, siedziska, tapicerki). Poliuretany to polimery uzyskiwane z ropy naftowej. Choć surowiec ten od początku roku podrożał o ponad 17 proc., to startował z rekordowo niskich poziomów i dziś ledwie sięga cen z kwietnia br. i listopada ub.r. W porównaniu z połową 2014 r., gdy zaczęły się spadki, ropa wciąż jest tańsza o przeszło połowę.

– Trendy na rynku surowców podążają za trendami na rynku ropy naftowej. Ropa naftowa w tej chwili ustabilizowała się, znowu zaczęła lekko spadać, także liczymy, że to będzie kontynuowane – mówi prezes Organiki. – W ostatnich latach dokonała się konsolidacja naszych dostawców, z którymi staramy się pracować w tej chwili również w ten sposób, że konsolidujemy zakupy grupy i staramy się w paczkach wynoszących kilka tysięcy ton kupować te surowce.

Pyszne.pl w 2020 r. wartość rynku zamawiania posiłków online wyniesie 1 mld zł

Z usług największego w kraju serwisu do zamawiania posiłków przez internet skorzystać może już 90% Polaków mieszkających w dużych i małych miastach. Pyszne.pl umożliwia dostęp online do oferty ponad 5 tysięcy restauracji, w tym 670 w samej Warszawie. Serwis podsumowuje pierwsze półrocze 2016.

W zeszłym roku Pyszne.pl nawiązało współpracę z 2 tysiącami lokali. Wyniki uzyskane w pierwszym półroczu 2016 pozwalają ocenić, że w tym roku podpisanych zostanie 2 500 nowych umów. Jedna trzecia restauracji sama wychodzi z inicjatywą nawiązania partnerstwa biznesowego, dostrzegając płynące z tego korzyści marketingowe i dodatkowy zysk. Istotnie, wartość rynku zamówień posiłków online na przestrzeni ostatnich kilku lat konsekwentnie rośnie. W 2015 wyniosła 200 mln zł.

Samo Pyszne.pl odnotowało w zeszłym roku wzrost biznesu aż o 185%. Efekty biznesowe osiągają także restauratorzy.

„Część restauracji odnotowuje już w drugim miesiącu po nawiązaniu współpracy zwiększenie przychodów o kilkanaście tysięcy złotych. Najlepsze lokale zarabiają poprzez serwis dodatkowo 50, a nawet 80 tysięcy złotych miesięcznie.” – komentuje Arkadiusz Krupicz, współzałożyciel i dyrektor zarządzający Pyszne.pl.

„Współpraca z serwisem Pyszne.pl wielokrotnie zwiększyła przychód mojego biznesu. Wszystkim, którzy jeszcze nie prowadzą sprzedaży on-line, proponuję tę opcję jako świetny progres dla działalności.” – oświadcza Przemysław Arent, właściciel warszawskiej restauracji Kuchnia Orientalna Smaki Wschodu.

Z czego wynika sukces serwisu?

Otwarcie rynku na nowe technologie to krok w kierunku współczesnego klienta – przedstawiciela pokolenia Y, który wyjątkowo ceni swój czas oraz poszukuje sprawdzonych informacji o usługach i produktach: zwraca uwagę na opinie i rankingi, czyta recenzje. Możliwość zapoznania się z ocenami innych użytkowników, dostęp do pełnego menu kilku restauracji przed dokonaniem wyboru, opcja płatności online, filtry cenowe i rodzajowe, atrakcyjny system promocji i rabatów. Te wszystkie funkcje mają obecnie do dyspozycji klienci. Gastronomia jako jedna z ostatnich branż sięgnęła po e-commerce, co pociągnęło za sobą niezwykle szybki wzrost znaczenia usług online.

Innym czynnikiem powodującym wzrost znaczenia serwisów online jest popularyzacja idei smart living. Jak wynika z niedawno opublikowanego raportu „Smart living. Czy Polacy prowadzą mądre i sprytne życie? Portret Smart Polaka”, stopniowo przekonujemy się, że zastosowanie optymalizacji w wykonywaniu codziennych zadań poprawia jakość życia i podnosi ogólny poziom odczuwanej satysfakcji. Coraz częściej skupiamy się na tym, co robimy dobrze i lubimy robić, a korzystamy z usług zewnętrznych w pozostałych obszarach, na przykład zamawiając gotowe posiłki z dostawą do domu lub biura.

Duże znaczenie dla sukcesu Pyszne.pl miała też przyjęta strategia biznesowego rozwoju organicznego. Od lat serwis skupia się na nawiązywaniu partnerskiej współpracy z restauracjami, opierającej się na modelu success fee. Oznacza to, że Pyszne.pl zarabia wyłącznie wówczas, gdy dzięki usłudze dodatkowy zysk osiągnie restauracja. Nowych klientów serwis zdobywa zaś dzięki silnej działalności marketingowej.

Wartość rynku i prognozy

Zdecydowany trend wzrostowy na rynku zamówień gotowych posiłków w Internecie utrzymuje się od dłuższego czasu nie tylko w Polsce, a w całej Europie Zachodniej, o czym świadczą wyniki osiągane przez międzynarodową grupę Takeaway.com*. Według przewidywań, już za 10 lat przez Internet składanych będzie tyle samo zamówień posiłków, co drogą telefoniczną. Nowe rozwiązania technologiczne w branży gastronomicznej czeka więc czas dalszego intensywnego rozwoju. „Bazując na dotyczasowej dynamice, potencjale rynku oraz biorąc pod uwagę planowane inwestycje marketingowe, spodziewamy się osiągnąć w bieżącym roku wzrost o 150%. Do roku 2020 wartość całego rynku zamawiania posiłków online wzrośnie według naszych wyliczeń do 1 mld zł.” – podsumowuje Arkadiusz Krupicz.

___________

* Pyszne.pl należy do grupy Takeaway.com od 2014 roku

Serinus Energy po II kwartałach 2016 r.

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.08.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.08.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Co dalej z kursem franka szwajcarskiego

W sierpniu kurs franka szwajcarskiego osłabiał się wobec złotego, sprzyjały temu czynniki zewnętrzne i wewnętrzne. Druga połowa miesiąca powinna mijać pod znakiem stabilizacji.
Czynniki zewnętrzne, które miały wpływ na osłabienie franka, to wiadomości z USA nt. rynku pracy i obniżenie stóp procentowych przez Bank Anglii. 3,90 zł za franka to poziom aprecjacji polskiej waluty, który może się utrzymać.
Obniżce sprzyjały też czynniki wewnętrzne, rynki finansowe dobrze przyjęły prezydencki projekt ustawy dla frankowiczów, który ogranicza się do spreadów, a jego skutki dla gospodarki powinny być znacznie skromniejsze niż miałoby to wynikać z obietnic z kampanii wyborczej. Frankowicze zyskali więc na sierpniowej obniżce kursu franka.
W drugiej połowie sierpnia kurs franka wobec złotego powinien się stabilizować. Mówi o tym w rozmowie z MarketNews24 Robert Galoch z Rkantor.

nieBezpieczni w social media

„Właśnie udostępniłeś niebezpieczne dane. Opublikowałeś najważniejsze informacje o sobie. Dowiedz się, jak mogą wykorzystać je przestępcy. Odwiedź stronę Fundacji „Wiedza to Bezpieczeństwo” – wtb.org.pl/portale”. Taki komentarz  pod wpisem na Instagramie może przeczytać już ponad sto osób*, które lekkomyślnie zamieściły zdjęcia dowodów tożsamości oraz innych dokumentów, na których  są ich dane osobowe.

Prawie połowa polskich internautów posiada profile na kanałach społecznościowych. Coraz częściej można na nich znaleźć fotografie dokumentów, na których widnieją takie dane jak: imię  i nazwisko, data urodzenia, imiona rodziców, numer i seria dowodu osobistego, numer pesel itd. – Wielu z nas nie zdaje sobie z tego sprawy, że takie informacje są bardzo cenne. Zwłaszcza dla przestępców, którzy dzięki nim mogą się pod nas podszyć i np. zaciągnąć pożyczkę w parabanku lub zamówić drogie usługi abonamentowe .– mówi Marcin Zadrożny z Fundacji „Wiedza to Bezpieczeństwo” i dodaje – Publikując swoje dane osobowe w social media narażamy siebie, swoją rodzinę i znajomych na nieprzyjemne konsekwencje, jakie mogą wiązać się z ich wykorzystaniem przez osoby trzecie, w tym na dotkliwe straty finansowe. Według Raportu o dokumentach InfoDOK przygotowanego przez Związek Banków Polskich tylko w 2015 r. próbowano wyłudzić aż 7,2 tys. kredytów na łączną kwotę 253 milionów złotych.

Od kilku dni informujemy osoby, które na Instagramie publikują zdjęcia swoich dowodów osobistych, legitymacji szkolnych i praw jazdy o tym, że jest to niebezpieczne działanie. Chcemy w ten sposób zwiększyć ich świadomość o ochronie danych. – wyjaśnia Marcin Zadrożny. – Kilka osób po zamieszczeniu przez nas komentarza pod ich zdjęciami, usunęło je. A jedna nawet nam podziękowała, bo do tej pory nie zdawała sobie sprawy, jak jej dane mogą zostać wykorzystane. – uzupełnia.

Akcję na Instagramie rozpoczęła 3 sierpnia br. Fundacja „Wiedza to Bezpieczeństwo”. Jest ona częścią kampanii edukacyjnej „Potencjalnie nieBezpieczni”, która ma zwiększyć wiedzę społeczeństwa na temat ochrony danych osobowych. Poprzez nią Fundacja chce  zwrócić uwagę na znaczenie informacji, jakie posiadamy i zagrożeń wynikających z ich utraty.

– Celem kampanii jest wskazanie ryzykownych zachowań oraz tego w jaki sposób mogą być wykorzystane nasze dane. Każda teoretyczna sytuacja wzbogacona została o praktyczny przykład oddziaływujący na wyobraźnię, dzięki czemu  łatwo sobie uzmysłowić, co może się stać, jeśli postąpimy w taki, a nie inny sposób z naszą kartą płatniczą, dowodem osobistym, czy statusem w mediach społecznościowych. Wychodzimy z założenia, że lepiej zapobiegać niż leczyć. – podsumowuje Maciej Zadrożny.

Więcej informacji o kampanii „Potencjalnie nieBezpieczni” można znaleźć na: wtb.org.pl

 

* W nocy 4 sierpnia Instagram zablokował konto „potencjalnie_nie_bezpieczni”, z którego Fundacja zamieszczała komentarze, powołując się na złamanie Regulaminu. Adw. Marcin Zadrożny w imieniu Fundacji, postępując zgodnie z instrukcjami, przesłał odpowiedź do Zespołu Instagrama, w której napisał, że: Właścicielem konta „potencjalnie_nie_bezpieczni” jest Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo (www.wtb.org.pl), która aktualnie prowadzi ogólnopolską kampanię edukacyjną POTENCJALNIE nie BEZPIECZNI, która ma na celu zwiększyć wiedzę społeczeństwa na temat bezpieczeństwa informacji i ochrony danych osobowych. Niestety duże grono osób nie zdaje sobie sprawy z negatywnych konsekwencji publikowania w szczególności zdjęć dowodów osobistych na portalach społecznościowych. (…) W mojej ocenie portalowi Instagram powinno zależeć na bezpieczeństwie swoich użytkowników, dlatego dziwi mnie blokada konta, którego rolą było uświadamianie społeczeństwa. Niestety do tej Fundacja nie otrzymała odpowiedzi. Konto „potencjalnie_nie_bezpieczni” pozostaje zablokowane.

Jak skrócić terminy płatności w małej firmie

Większy partner małego przedsiębiorstwa może mu narzucić długie terminy zapłaty za towar czy usługę. Im mniejsza firma, tym większy to dla niej kłopot. Są jednak sposoby na szybsze uzyskanie należności.

Średni czas oczekiwania na zapłatę wydłuża się – w I kwartale 2016 r. aż o 6 dni (dane KRD).

Niestety aż 61 proc. małych i średnich firm w Polsce uważa, że opóźnione płatności są częścią ich codzienności (BIG InfoMonitor). Prawie połowa badanych wystawia rachunki z przedłużonym terminem zapłaty dla ponad ¾ swoich stałych klientów. Odsetek firm wskazujących w innym badaniu (Portfel należności polskich przedsiębiorstw), że opóźnione płatności stanowią dla nich barierę w prowadzeniu działalności gospodarczej, wynosi aż 52 proc. wszystkich polskich firm.

Traktują z góry mniejszych partnerów

Najbardziej wrażliwymi na odroczone płatności są małe przedsiębiorstwa. Firma budowlana, która realizuje kontrakt dla dużego dewelopera, czy wytwórca, z podpisanymi umowami na długoterminowe dostawy produktów do dużej sieci handlowej zazwyczaj akceptują trudne warunki umowy, w tym te dotyczące długich terminów płatności. Niestety, z czasem współpraca z partnerem płacącym po 60 czy 90 dniach staje się bardzo kłopotliwa. Tym bardziej w sytuacji, kiedy większy partner jednostronnie i bez konsultacji zmienia warunki umowy, tak jak mu wygodnie. W takich praktykach przodują budowlanka i sieci handlowe.

– Małe i średnie firmy nie zaryzykują ważnego kontraktu zbyt natarczywie upominając się o swoje należności. Rzecz jasna mają też mniejszą siłę argumentów. Co ciekawe, wg naszych doświadczeń z terminową zapłatą problem mają zarówno nowi, jak i stali klienci. Wielu naszych klientów pyta więc faktora nie tylko o finansowanie, ale i możliwość wsparcia w monitowaniu ich partnerów biznesowych odkładających należne płatności – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor, firmy zajmującej się faktoringiem dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Kiedy przedsiębiorca słyszy, że jego faktura „gdzieś się zawieruszyła”

W takich sytuacjach faktor przejmuje rolę pilnującego terminowości wpływów i w razie potrzeby upomina się o zaległości. Przedsiębiorca nie rozmawia wtedy bezpośrednio sam z gigantem, z którym współpracuje. Robi to za niego godna zaufania instytucja finansowa. W takim modelu biznesowym deweloperowi czy dużej sieci handlowej trudniej jest „zbywać” pytania o należności za wykonane usługi czy towary i przypomnienia o stosownych terminach regulowania faktur. Taka praktyka działa dyscyplinująco. Faktor pozwala więc płynniej i szybciej wyegzekwować pieniądze od dużego partnera i skrócić czas oczekiwania na zapłatę.

– Dla przedsiębiorcy to dosyć komfortowe rozwiązanie, bo z jednej strony faktor umożliwia mu szybszy dostęp do swoich własnych, już zarobionych pieniędzy, ale i pilnuje, aby faktury za wykonane prace i produkty „nie ginęły” na biurku dużego dewelopera czy sieci handlowej. Funkcjonowanie przez wiele miesięcy bez wpływów wymaga dużego zapasu kapitału, małe firmy potrzebują swoich pieniędzy wcześniej – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor.

Korzystanie z usług faktora odsuwa też konieczność działań windykacyjnych, grożących pogorszeniem relacji biznesowych, a dla mniejszego partnera drogich i kłopotliwych. Tylko 51 proc. przedsiębiorstw, które samodzielne starają się odzyskiwać należności, odzyskuje całość długów z minionego roku (dane Rzetelna Firma za 2015r.). Otrzymania wszystkich pieniędzy nie doczekało się natomiast 49 proc. przedsiębiorców, którzy samodzielnie starali się zmotywować klientów do uregulowania zobowiązań.

Skuteczność faktoringu i jego rosnącą popularność pokazują dane. W pierwszym półroczu 2016 – jak podaje Polski Związek Faktorów – firmy w nim zrzeszone zrealizowały obroty o łącznej wartości 73,5 mld zł. W porównaniu do ubiegłego roku to wzrost o 21,1 proc. Eksperci w całym 2016 roku spodziewają się obrotów rzędu blisko 150 mld zł. Dla porównania w 2009 roku było to 30 mld złotych. W rzeczywistości liczby są jeszcze większe, bo duża część faktorów nie jest zrzeszona w PZF.

Raporty płacowe – czy umiesz z nich korzystać?

Na rynku dostępny jest szereg możliwości zbadania płac oferowanych pracownikom w konkurencyjnych firmach. Istotne jest, żeby poznać specyfikę prowadzonych badań, aby dokonać najlepszego wyboru pod kątem potrzeb swojej organizacji.

1.     Raporty płacowe ogólnodostępne (bezpłatne)

Charakterystyka

Raporty płacowe ogólnodostępne publikowane są nieodpłatnie na portalach rynku pracy oraz stronach firm doradztwa HR. Charakteryzują się dość wysokim poziomem ogólności. Często nie przedstawiają różnic regionalnych, a podawane widełki są obszerne poprzez objęcie dużej grupy przedstawicieli danego zawodu – zarówno początkujących, jak i bardzo doświadczonych pracowników, będących ekspertami w swojej dziedzinie. Pozwalają jednak wytyczyć ramy, w których pracodawcy mogą się poruszać oraz ustalić stawki jako punkty odniesienia. – Ogólnodostępne raporty potrafią różnić się od siebie znacząco. Przyczyną jest odmienność badanych prób. Profesjonalny dostawca raportu powinien szczegółowo określić metodologię badania oraz scharakteryzować respondentów, aby użytkownik wiedział, jakiej grupy społeczno-zawodowej dotyczą prezentowane dane. Przykładowo, Antal w swoim Raporcie Płacowym prezentuje dane dotyczące wysoko wykwalifikowanych specjalistów i menedżerów, którzy doświadczenie zawodowe zdobywali w średnich i dużych firmach – komentuje Agnieszka Wójcik, menedżer w Antal Market Research.

Plusy:

+ brak konieczności poniesienia kosztów

+ szybki dostęp

+ różnorodne źródła wiedzy

Minusy:

– duży poziom ogólności przedstawionych danych

Dla kogo?

Jeśli robisz pierwsze rozpoznanie rynku lub szukasz wiedzy nt. stanowisk, które są rzadko rekrutowane w Twojej organizacji, ogólnodostępny raport będzie idealnym źródłem wiedzy. Dobrze sprawdzi się również w przypadku pojedynczych procesów rekrutacyjnych. Przykładowo, jeśli rekrutujesz PR Managera raz na sześć lat ogólnodostępne raporty dostarczą ram i podstawowej wiedzy o przedziałach płacowych. W sposób już indywidualny możesz ustalić przydatność i opłacalność zatrudnienia danej osoby z określonymi kompetencjami w firmie.

2.     Raporty płacowe przygotowywane na podstawie danych kadrowych

Charakterystyka

Odpłatne raporty płacowe przygotowywane na podstawie oficjalnych danych kadrowych są znacznie bardziej szczegółowe, a co więcej w stu procentach wiarygodne. Organizacje oferujące tego typu raporty najczęściej realizują je w obrębie zamkniętej grupy przedsiębiorstw, które zgodziły się na udostępnienie swoich danych. Często aby zakupić raport należy przekazać do celów analizy dane swojej firmy.

Raporty oparte o dane kadrowe świetnie odwzorowują obecne siatki płac w przedsiębiorstwach, w mniejszym stopniu są w stanie odzwierciedlić wysokość obecnie składanych ofert na rynku. Korzystając z tego typu raportów koniecznie należy sprawdzić liczbę badanych firm o podobnym profilu. W tym przypadku liczba badanych pracowników jest znacznie gorszym kryterium. Może się bowiem zdarzyć, że dwie firmy z danej branży zatrudniają na analogicznym stanowisku łącznie 3000 pracowników. Jest to liczba bardzo duża, ale de facto pokazująca tylko wąski obszar ze względu na spójne wynagradzanie w ramach tej samej organizacji – wyjaśnia Agnieszka Wójcik z Antal Market Research.

Drugą kwestią, której warto się przyjrzeć, są opisy stanowisk. Jak bardzo są szczegółowe? Jak bardzo pokrywają się z potrzebą badawczą widoczną w organizacji pragnącej zakupić raport płacowy? Trzeba pamiętać, że w jednej firmie osoba na stanowisku kierownika to specjalista z 2-letnim doświadczeniem, bez zespołu i bez znajomości języków obcych, w drugiej – dojrzały biznesowo pracownik, zarządzający grupą podwładnych, z 10-letnim doświadczeniem w branży i biegłą znajomością dwóch języków obcych. Opisywanie tak zróżnicowanych profili zawodowych w ramach jednej grupy stanowisk może skutkować przekłamanymi wynikami, pomimo pewności danych wyjściowych.

Plusy:

+ bardzo dokładne dane pochodzące z działów kadrowych

+ dobre odwzorowanie siatek płacowych w organizacjach

Minusy:

– brak informacji o bieżących trendach w kontekście składanych ofert

– konieczność udostępnienia firmie zewnętrznej wrażliwych danych o wynagrodzeniach oferowanych w firmie

– trudności mogące się pojawić na poziomie uspójnienia opisów stanowisk

Dla kogo?

Jeśli interesuje Cię przede wszystkim rozkład siatek płacowych w branży to taki raport będzie najlepszym źródłem. Dostarczy z pewnością wiarygodnych danych i pokaże w trafny sposób rozkład płac. Jest to również najlepszy sposób badania płac wynagrodzeń pracowników niższego szczebla, których opisy stanowisk i kompetencje nie różnią się w znacznym stopniu.

3.     Raporty płacowe na podstawie danych pochodzących z procesów rekrutacyjnych

Charakterystyka

Raporty płacowe przygotowywane na podstawie danych pochodzących z procesów rekrutacyjnych są najlepszym odwzorowaniem bieżących trendów, jeśli chodzi o oferty składane kandydatom. Przygotowywane są na podstawie przeprowadzonych w danym roku przez firmę rekrutacyjną procesów. Wynagrodzenia analizowane są w oparciu o życiorysy badanych pracowników, w związku z tym pokazują również podaż określonych kompetencji na rynku i ich bieżącą wartość.

Z naszego doświadczenia wynika, że dane prezentowane raportach opartych o dane z procesów rekrutacyjnych są wyższe, niż we wcześniej zaprezentowanych raportach, gdyż dotyczą pracowników pożądanych i zatrudnianych obecnie na rynku. Tego typu raporty odpowiadają na pytanie, ile należy zaproponować danemu pracownikowi, aby zgodził się dla nas pracować lub jakie wynagrodzenie na rynku może otrzymać zatrudniony przez nas pracownik – mówi Agnieszka Wójcik z Antal Market Research. – Do raportu dołączana jest często informacja przy jakiej procentowo kwocie podwyżki kandydaci najczęściej zmieniają pracę. Wskazywany jest pułap finansowy, przy którym pojawia się duże ryzyko zjawiska attrition, czyli odejścia z organizacji – uzupełnia ekspertka.

Plusy:

+ pokazanie bieżących trendów wysokości składanych ofert

+ możliwość bezpośredniego przekucia wyników badania na biznesowe działania

+ analiza podaży określonych kompetencji na rynku pracy

+ możliwość dokładnego określenia grupy docelowej (branża, poziom doświadczenia, kompetencje w rodzaju posiadanych certyfikatów etc.)

Minusy:

– brak informacji o pracownikach z niższymi kompetencjami

– brak informacji o rozkładzie siatek płac w organizacji

Dla kogo?

Jeśli zastanawiasz się jakiej wysokości wynagrodzenie zaoferować kandydatowi lub czy Twoja konkurencja nie oferuje stawek na tyle wysokich, aby skusić do zmiany pracy Twoich pracowników – taka forma badania będzie dla Ciebie najlepszym wyborem. Jest to też najbardziej skuteczne narzędzie, jeśli interesują Cię płace wąsko profilowanej grupy zawodowej – np. tylko specjalistów z określonym certyfikatem i znajomością języka niemieckiego.

Każde z wymienionych badań ma swoją własną specyfikę. Dobrze zdefiniowana potrzeba biznesowa firmy i świadomość przewag oraz słabości oferowanych raportów płacowych pozwalają podjąć właściwą decyzję o wyborze raportu płacowego. Warto też pamiętać o możliwości skorzystania z dwóch, a nawet trzech rodzajów raportów i porównać dane z różnych perspektyw.

Konrad Mikołajko: Lekkie wyhamowanie na rynkach

Można powiedzieć, że środowe notowania na najważniejszych parkietach Starego Kontynentu zakończyły się „remisem”. W ciągu dnia zabrakło publikacji kluczowych danych makroekonomicznych. Gdzie w takim razie szukać powodów wyhamowania entuzjazmu z ostatnich dni? Według ekspertów, słabszy sentyment na rynkach mógł wynikać między innymi z wyhamowania cen ropy naftowej po tym, jak amerykański Departament Energii (DoE) poinformował o zapasach tego surowca w USA.

Zgodnie z opublikowanym raportem, zapasy ropy naftowej wzrosły w ubiegłym tygodniu o 1,05 mln baryłek do 523,6 mln, jednak rezerwy paliw destylowanych, w tym oleju opałowego, spadły o 1,15 mln baryłek. DoE podał również, że zapasy benzyny spadły w tym czasie o 2,8 mln baryłek.

Na działania inwestorów z pewnością zadziałały doniesienia z agencji Bloomberg, która podała, że Arabia Saudyjska wydobyła w lipcu 10,67 mln baryłek (dziennie!), czyli najwięcej w swojej historii. W ostatnim czasie rekordowy poziom wydobycia osiągnęła również Rosja. Na efekty tych informacji nie trzeba było długo czekać. Notowania surowca, zarówno odmiany WTI, jak i Brent zakończyly dzień spadkami przekraczającymi 2% i tym samym zbliżają się do psychologicznej ceny 40 USD za baryłkę.

Ten sentyment przełożył się również na rynki akcyjne na całym świecie. W rezultacie niemiecki DAX zakończył dzień spadkiem o 0,39%, francuski CAC40 stracił 0,36%, a brytyjski FTSE100 wzrósł o 0,22%. W Warszawie natomiast w pierwszej fazie środowych notowań WIG20 znajdował się pod kreską. Niemal punktualnie o godz. 14:00 przebił ten poziom, nad którym udało się pozostać, mimo nacisków ze strony podażowej. Finalnie indeks 20 największych spółek, GPW zyskał 0,29%, a obroty na całym rynku wyniosły niewiele ponad 700 mln zł.

Spośród niewielkiej ilości napływających wczoraj danych makroekonomicznych na uwagę z pewnością zasługują informacje dotyczące produkcji przemysłowej z Francji, które okazały się słabsze od prognoz i odnotowały spadek o 0,8% (prognoza +0,2%). Lepsze od oczekiwań okazały się za to odczyty z Japonii. W Kraju Kwitnącej Wiśni zamówienia na sprzęt, maszyny i urządzenia wzrosły w czerwcu o 8,3%, podczas gdy oczekiwano 3,1%.

 

Dziś nadejdzie do nas „paczka” danych z Chin – znajdziemy w niej wyniki produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej oraz poznamy dynamikę inwestycji w aglomeracjach miejskich. W Europie natomiast dominować będą raporty o inflacji, między innymi dla Włoch i Francji. Po południu poznamy odczyt liczby złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych.

Sesja w USA:

Środowa sesja na nowojorskich giełdach zakończyła się spadkami głównych indeksów. W centrum uwagi znajduje się dobiegający już końca sezon publikacji wyników za drugi kwartał. Najpierw poznaliśmy raport koncernu medialnego Walt Disney. Zysk na akcję spółki wyniósł w drugim kwartale 1,62 USD wobec spodziewanych 1,61 USD. Przychody spółki sięgnęły 14,28 mld dolarów (prognoza 14,15 mld USD). Na plusie był również kurs marki odzieżowej Ralph Lauren po tym, jak spółka podała wyraźnie lepsze od oczekiwań wyniki kwartalne zarówno na poziomie zysku netto, jak i przychodów.

W rezultacie indeks Dow Jones Industrial Average na koniec dnia stracił 0,20%, S&P500 spadł o 0,29%, a Nasdaq Composite o 0,40%.

Waluty:

Kurs EURUSD na koniec środowych notowań dotarł do poziomu 1,1177 i tym samym zyskał 0,52%. Para EURGBP wzrosła o 0,46% i osiągnęła poziom 0,8590 , natomiast EURJPY spadła o 0,09%, osiągając 113,20.

Polska waluta jest dziś rano wyceniana przez rynek następująco: 4,2640 PLN wobec euro, 3,8252 PLN wobec dolara amerykańskiego, 3,9201 PLN wobec franka szwajcarskiego i 4,9597 PLN wobec funta szterlinga.

Surowce:

Notowania złota w środę wzrosły o 0,40% do poziomu 1344,30 USD za uncję. Srebro zyskało 1,30% i było notowane po 20,197 USD za uncję.

Ropa naftowa, w przypadku odmiany WTI, spadła o 2,48% do poziomu 41,71 USD za baryłkę. Odmiana Brent straciła natomiast 2,07% i była notowana po 44,05 USD za baryłkę.

Gazeta Wyborcza: Rozruszać innowacje

W wywiadzie udzielonym Gazecie Wyborczej Tomasz Czechowicz ocenia Polskę pod względem potencjału budowania globalnych czempionów technologicznych. Jego zdaniem Polska przegrywa w tej konkurencji m.in. z Czechami i Estonią, jednak ma szansę do nadgonić. Uważa, że powinniśmy rozwijać gospodarkę w taki sposób, by z jednej strony stać się liderem w regionie pod względem budowania technologicznych czempionów, wyprzedzając Czechy i Estonię, a drugiej nie dać się dogonić Węgrom. Przykładami na to, że Polska potrafi tworzyć konkurencyjne firmy w sektorze nowych technologii, osiągające globalne sukcesy, są m.in. CD Projekt i LiveChat.

Postawienie przez polski rząd innowacji w centrum naszej gospodarki to jego zdaniem słuszny kierunek. Jak tłumaczy, to innowacje stoją za sukcesami gospodarczymi USA, Izraela i wielu krajów Europy Zachodniej. Odnosząc się do Planu Wicepremiera Morawieckiego, uważa, że kluczowym zadaniem stojącym przed państwem jest zapewnienie ekosystemu sprzyjającego rozwojowi firm opartych na innowacjach. Dystrybucja kapitału i zarządzanie wzrostem spółek, w które mają być dokonane inwestycje, to zadania, które powinny zostać przekazane ekspertom. Inwestorem, który oprócz kapitału, wspiera spółkę również transferem know-how, są fundusze private equity.

Oceniając możliwości współpracy między rządowymi agencjami a prywatnymi funduszami, wskazuje Krajowy Fundusz Kapitałowy jak przykład instytucji, która, inwestując mix pieniędzy publicznych i prywatnych, przyczyniła się do dynamicznego wzrostu wartości wielu innowacyjnych spółek z Polski. KFK współpracował również z funduszami zarządzanymi przez Private Equity Managers, które odpowiedzialne były za sukcesy tzw. value creation takich spółek jak eBroker czy Feedo.

Jak podkreśla Tomasz Czechowicz, MCI i fundusze zarządzane przez Private Equity Managers chętnie przyłączą się do kolejnych inicjatyw w Polsce, nakierowanych na wzmocnienie sektora firm technologicznych, angażując się nie tylko kapitałowo. MCI posiada wieloletnie doświadczenie w budowaniu wartości spółek technologicznych wykraczające daleko poza Polskę, i tą wiedzą może dzielić się przedsiębiorcami. W efekcie przyczyni się to do dynamicznego wzrostu polskiej gospodarki.

Euler Hermes i UniCredit wspierają włoską gospodarkę oraz małe i średnie przedsiębiorstwa

Euler Hermes oraz UniCredit ogłosiły partnerstwo w zakresie kredytów kupieckich, którego celem jest dostarczanie narzędzi i usług dla włoskich małych i średnich przedsiębiorstw, mających wesprzeć je w perspektywie długoterminowej.

Obecny ostrożny scenariusz naprawy gospodarczej przewidywany przez Euler Hermes zakłada, że z uwagi na pokaźną liczbę zaległych płatności, wysoki wskaźnik cyklu regulowania należności (średnio 93 dni w 2016 r.) oraz dużą liczbę spółek wszczynających postępowania upadłościowe (oczekiwana liczba spraw w 2016 roku: 13 500 – dwa razy tyle, ile w okresie sprzed kryzysu) ryzyko kredytowe pozostanie na wysokim poziomie. W związku z powyższym rozwój małych i średnich przedsiębiorstw we Włoszech wymaga zarówno dobrego zarządzania ryzykiem braku zapłaty jak i szeroko zakrojonych działań informacyjnych, które są kluczowymi czynnikami dla sektora a zarazem warunkiem konkurencyjności na rynkach krajowych i zagranicznych.

Dzięki połączeniu naszych metod oceny ryzyka i zarządzania oraz doświadczenia w obszarze odszkodowań i odzyskiwania należności z obecnością Grupy UniCredit na rynkach lokalnych, nasze partnerstwo to prawdziwa innowacja na rynku” – mówi Luca Burrafato, szefowa Euler Hermes na kraje śródziemnomorskie, Bliski Wschód i Afrykę. „To dynamiczny początek, który pozwoli nam lepiej spełniać rodzące się potrzeby włoskich przedsiębiorców. Razem możemy pomóc spółkom krajowym i eksportowym lepiej zarządzać przepływami środków pieniężnych i procesami zarządzania kredytowego, pozwalając im tym samym skupić się na rozwoju gospodarczym. Spójność stosunków pomiędzy spółką, bankiem a ubezpieczycielem kredytów sprzyja tworzeniu korzystnego łańcucha kredytowego, który w perspektywie długoterminowej, może przynieść korzyści całej włoskiej gospodarce.”

Obok podstawowego wsparcia kredytowego, UniCredit od lat świadczy na rzecz spółek szeroki zakres usług uzupełniających, wspierając tym samym ich skuteczność i konkurencyjność” – dodaje Gabriele Piccini, Prezes UniCredit Italy na kraj. „Ubezpieczenia kredytów to skuteczne narzędzie, nieocenione przede wszystkim dla małych spółek, które umożliwia prowadzenie dogłębnych analiz portfeli kredytowych oraz optymalne zarządzanie strategią handlową.”

W rok po pilotażowym starcie partnerstwa pomiędzy UniCredit a Euler Hermes, z usług ubezpieczenia kredytów, w tym m.in. oceny ryzyka i odzyskiwania długu, skorzystało 1 400 spółek we Włoszech. Usługi świadczone są za pośrednictwem łatwej w użyciu platformy cyfrowej, dopasowanej do potrzeb małych i mikro-przedsiębiorstw.

Wyniki finansowe Alior Banku za I półrocze 2016 r.

  • Po wyłączeniu podatku od aktywów instytucji finansowych, skonsolidowany zysk netto Grupy Alior Banku w I połowie 2016 r. wyniósł 215 mln zł i był o 20 proc. wyższy w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym. Uwzględniając ten podatek zysk netto po sześciu miesiącach 2016 r. wyniósł 162 mln zł i był niższy o 9% r/r.
  • W II kwartale zysk netto wyniósł 82 mln zł i był o 2,5% wyższy niż w I kwartale 2016 r.
  • Po pierwszych sześciu miesiącach br. Alior Bank wypracował 1,183 mld zł przychodów netto
    z działalności operacyjnej, w tym 857 mln zł z tytułu odsetek oraz 163 mln zł z tytułu opłat
    i prowizji. Oznacza to wzrost przychodów w ujęciu rocznym o 13 proc.
  • Na koniec czerwca 2016 r. łączna wartość kredytów udzielonych klientom przez Alior Bank wyniosła 34,1 mld zł, a wartość zgromadzonych depozytów blisko 38 mld zł. To odpowiednio 20 proc. i 28 proc. więcej niż rok wcześniej. Współczynnik kredytów do depozytów ukształtował się na poziomie 89,9 proc.
  • Alior Bank systematycznie poprawia efektywność kosztową, jednocześnie zwiększając skalę prowadzonej działalności. Współczynnik kosztów do dochodów (C/I) w I połowie 2016 r. wyniósł 47,7 proc. bez uwzględnienia kosztów podatku od aktywów instytucji finansowych (49,8 proc. w analogicznym okresie rok wcześniej).
  • Na koniec I połowy 2016 r. wskaźniki wypłacalności CAR oraz Tier 1 wzrosły do odpowiednio 20,9 proc. i 17,3 proc.
  • W II kwartale br. w ramach zakończonej z sukcesem największej emisji akcji z prawem poboru na warszawskiej giełdzie od 2009 r., Alior Bank pozyskał 2,2 mld zł, które zapewnią kapitał potrzebny do sfinansowania transakcji przejęcia podstawowej działalności Banku BPH i dalszego dynamicznego rozwoju.
  • Alior Bank uzyskał, odpowiednio w czerwcu i lipcu br., zgody Prezesa UOKiK i Komisji Nadzoru Finansowego na przejęcie podstawowej działalności Banku BPH. Spełnione zostały też wszystkie pozostałe warunki umowy zawartej przez Alior Bank ze spółkami z Grupy GE.

W pierwszej połowie 2016 r. Alior Bank wypracował stabilne wyniki finansowe, istotnie zwiększając skalę działalności kredytowej i zachowując dyscyplinę kosztową – mówi Wojciech Sobieraj, prezes Zarządu Alior Banku. – Równolegle z uzyskiwaniem dobrych rezultatów ze swojej podstawowej działalności, Alior Bank zgodnie z harmonogramem realizuje transakcję przejęcia podstawowej działalności Banku BPH. W II kwartale bank zabezpieczył jej finansowanie, przeprowadzając z sukcesem emisję akcji o wartości 2,2, mld zł, a także uzyskał wymagane zgody regulatorów na przejęcie wydzielonej części Banku BPH – dodaje prezes Sobieraj.

Całkowite przychody Grupy Alior Banku z działalności operacyjnej wyniosły na koniec czerwca 2016 r. 1,183 mld zł, tj. o 13 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. W wyniku systematycznie rosnącego wolumenu udzielonych kredytów i pożyczek, wynik odsetkowy zwiększył się o 19 proc. do 857 mln zł. Wynik z tytułu opłat i prowizji pozostał be zmian i wyniósł 163 mln zł, a z działalności handlowej
i pozostałej Alior Bank uzyskał 163 mln zł, o 1 proc. mniej niż w porównywalnym okresie w roku ubiegłym.

Przychody Grupy Alior Banku (mln zł)

Przychody Grupy Alior Banku
Źródło: Skonsolidowane wyniki finansowe GK Alior Banku

Systematycznemu zwiększaniu skali działalności Grupy Alior Banku towarzyszy także utrzymanie efektywności kosztowej. W pierwszym półroczu 2016 r. współczynnik C/I ukształtował się na poziomie 47,7 proc. i w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej zmniejszył się o 2,1 p.p.

Wartość kredytów udzielonych klientom przez Grupę Alior Banku wzrosła o 20 proc. r/r, osiągając poziom 34,1 mld zł na koniec czerwca 2016 r. W tym samym okresie saldo środków pozyskanych z depozytów klientów wyniosło blisko 38 mld zł, czyli o 28 proc. więcej niż rok wcześniej.

Kredyty (mld zł)                   Depozyty (mld zł)

Kredyty i depozyty Alior Banku
Źródło: Skonsolidowane wyniki finansowe GK Alior Banku

Na koniec I półrocza br. wskaźniki wypłacalności CAR oraz Tier 1 wzrosły do odpowiednio 20,9 proc. i 17,3 proc. Tak wysokie poziomy tych współczynników w II kwartale to pochodne emisji akcji Alior Banku. Nowe akcje trafiły do portfeli niemal 4000 inwestorów z 37 krajów. Alior Bank pozyskał z emisji akcji 2,2 mld zł, z czego około 1,6 mld zł zostanie przeznaczone na nabycie wydzielonej części Banku BPH, a pozostała kwota wzmocniła kapitały własne Alior Banku, umożliwiając jego dalszy dynamiczny rozwój. W II kwartale br. Alior Bank pozyskał też dodatkowy kapitał dzięki zakończonym sukcesem dwóm publicznym emisjom obligacji podporządkowanych o łącznej wartości 220 mln zł.

W II kwartale br. Alior Bank uzyskał zgodę Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na przejęcie wydzielonej części Banku BPH, a w lipcu zgodę na transakcję wydała Komisja Nadzoru Finansowego. Spełnione zostały też wszystkie pozostałe warunki umowy zawartej ze spółkami z Grupy GE, na podstawie której Alior Bank przejmie podstawową działalność Banku BPH, tj. bez portfela kredytów hipotecznych oraz BPH TFI.

OPOKA TFI – podsumowanie pierwszego półrocza na rynkach i prognozy na kolejne miesiące

Obecna kondycja polskiej giełdy. Czynniki działające na jej korzyść oraz te podnoszące ryzyko inwestycji. Sytuacja na światowych rynkach oraz prognozy na kolejne miesiące oczyma analityków z Opoka TFI.

Polska giełda od kilku miesięcy przebywa w bardzo interesującym punkcie, balansując na wieloletniej linii trendu wzrostowego. Na początku roku wydawało się, że tę linię z impetem przebijemy w dół, wywoła to panikę i rok 2016 da okazję do kupna krajowych akcji po wyjątkowo atrakcyjnych cenach. Jednak prawdopodobieństwo tego, że linia trendu zostanie obroniona w ostatnich tygodniach mocno wzrosło.

wykres1

Co wpłynęło na zmianę prawdopodobieństwa braku większych spadków na krajowym rynku w perspektywie najbliższych kilkunastu miesięcy?

Do istniejących już od dłuższego czasu czynników, tj.: negatywny sentyment, niskie pozycjonowanie instytucji oraz atrakcyjne wyceny spółek – zarówno w kontekście historycznym, jak i do innych rynków na świecie, obecnie dochodzą dodatkowe elementy poprawiające perspektywy inwestycji na polskiej giełdzie.

 

Pierwszy z nich dostarcza amerykański rynek akcji. Po dwóch latach marazmu w kwietniu pojawiły się pozytywne oznaki, w zakresie szerokości rynkowych (tj. pojawieniu się trendów wzrostowych na większej liczbie spółek, a nie tylko kilku wybranych największych). Ostatnie tygodnie przyniosły umocnienie tej tendencji. Dobre szerokości rynkowe nie oznaczają, że rynek nie podda się korekcie spadkowej, ale jest on znacznie odporniejszy na zniżki o dużym zasięgu.

Dodatkowo S&P 500 wybił się po raz pierwszy od długiego czasu do nowego szczytu rocznego, który w tym wypadku jest też rekordem wszechczasów. Na poniższym wykresie pokazany jest okres w powojennej historii giełdy amerykańskiej. Tego rodzaju przypadków było do tej pory dwanaście i za każdym razem indeks miał pozytywną stopę zwrotu po okresie kolejnego roku. Co istotne schemat ten zadziałał nawet podczas najdłużej trwającej bessy w USA, w ostatnich kilkudziesięciu latach, mającej miejsce w latach 70. ubiegłego wieku.

wykres2

W naszej opinii lokowanie pieniędzy w koszyk akcji amerykańskich w długim terminie jest niezgodne z warsztatem racjonalnego inwestora, gdyż poziom wycen jest horrendalny. Przy czym waluacji tych nie da się uzasadnić poziomem stóp procentowych, chyba że przyjmiemy, że ich rekordowo niski poziom utrzyma się przez następne kilkadziesiąt lat. Przyszła bessa skoryguje wyceny w USA co najmniej o kilkadziesiąt procent i wpłynie negatywnie na inne rynki finansowe – mówi Tomasz Tarczyński, Prezes Zarządu Opoka TFI.

Jednak ostatnie wyniki amerykańskiego rynku pokazują, że mocno wzrosło prawdopodobieństwo, dalszego przedłużania cyklu wzrostowego. Dzięki temu inwestowanie w aktywa ryzykowne na innych rynkach stało się na razie bezpieczniejsze. Ponieważ mamy do czynienia z bardzo zaawansowaną fazą cyklu wzrostowego naturalnym jest, że pozostanie z nami duża zmienność zapoczątkowana na rynkach w ubiegłym roku.

Drugim z argumentów przemawiającym na korzyść polskiej giełdy jest siła rynków wschodzących. Zbiorczy indeks MSCI Emerging Markets zanotował w ostatnich tygodniach nowe szczyty roczne zarówno nominalnie, jak i realnie w stosunku do innych rynków. Polska jest również gospodarką wschodzącą i powinna wcześniej czy później skorzystać na koniunkturze w tym segmencie akcji.

Trzeci czynnik ma charakter lokalny. W Polsce na giełdzie też są  dobre szerokości rynkowe, a sektor małych oraz średnich spółek pozostaje relatywnie mocny. Pozytywnie należy interpretować fakt, iż nie nastąpiło tradycyjne dla tego segmentu osłabienie po wiosennym szczycie.

Sytuacja na europejskich rynkach nadal stanowi czynnik ryzyka

Krótkoterminowym problemem dla pozostałych rynków jest zachowanie indeksów giełd południowej Europy i przede wszystkim indeksu banków europejskich. Ten ostatni spadł od szczytu w 2007 roku o 80% i jest na poziomach z tzw. kryzysu europejskiego z 2012 roku, a poniżej poziomów z krachu lat 2008/2009. Często zresztą można znaleźć porównania sytuacji jednego z największych banków europejskich – Deutsche Bank do Lehman Brothers. Jak to zazwyczaj bywa historia się zapewne dokładnie nie powtórzy, ale faktem jest, iż kurs DB spadł w tym roku już o prawie 50% a od szczytu w 2007 roku o ponad 90%!

wykres3

Do zniwelowania ryzyka płynącego z tych rynków potrzebne jest wyjście indeksów południowej Europy i banków powyżej szczytów zanotowanych przed wynikami referendum w Wielkiej Brytanii. Póki to nie nastąpi, mamy na nich do czynienia z utrwalonym trendem spadkowym, co może z powrotem zaciążyć nad pozostałymi rynkami. Zwłaszcza, że dodatkowo w krótkim terminie doszło do przegrzania nastrojów na giełdzie w USA.

Rynki a polityka

Rozważając rynki akcji nie da się uciec od polityki. I wcale nie mamy tu na myśli rynku polskiego, gdzie w ciągu ostatniego roku różne inicjatywy polityczne obozu rządzącego miały istotny wpływ na największe spółki skupione w indeksie WIG20. Zmiany są wszędzie: Trump w USA, Beppe Grillo z Ruchem Pięciu Gwiazd we Włoszech, Alternatywa dla Niemiec
u naszych zachodnich sąsiadów czy Norbert Hofer w Austrii. Chłodna analiza faktów wskazuje, że na świecie mamy do czynienia z pełzającą demokratyczną rewoltą, która za cel obrała sobie establishment i naruszenie status quo.

Status quo nie dotyczy jednak wyłącznie spraw politycznych. Jego przejawem jest również wiara we wszechmoc banków centralnych, które rzekomo ochronią nas przed kryzysem finansowym, a teraz zapewniają nieograniczoną płynność na rynkach i skupują nawet akcje
i obligacje przedsiębiorstw. Status quo to S&P 500 na historycznie ekstremalnych waluacjach utrzymujący się na nich już od trzech lat. Status quo to rządy zadłużające się bez ograniczeń, korzystając z ultra niskich stóp procentowych.

Tak jak i w polityce, również w praktyce ekonomicznej, wcześniej czy później nastąpi
co najmniej poważne naruszenie status quo.

Panaceum na ten proces w zarządzaniu środkami Inwestorów z naszej strony jest dyscyplina i kupowanie tanich aktywów. Pomocne będzie również posiadanie w części portfela metali szlachetnych. Ponieważ jednak liczba pozycji spekulacyjnych jest ekstremalnie duża, ewentualne zwiększenie pozycji w kruszcu nastąpi w funduszach Opoka TFI nie wcześniej niż po istotnej korekcie – mówi Tomasz Tarczyński.

wykres4

– Podsumowanie naszej oceny rynku jest następujące: o ile w krótkim terminie większość rynków akcyjnych może być podatna na korektę (słabe zachowanie Europy, nadmierny entuzjazm inwestorów w USA), to w średnim terminie (6-12 miesięcy) część giełd stała się interesująca również po stronie long (zakup akcji). Co do długiego terminu pozostajemy realistami – korekta całego wzrostu od 2009 roku na aktywach finansowych jest nieuchronna, a niestabilność systemu powiększana przez działanie władz monetarnych zapewne uczyni ją bardziej dotkliwą niż przeciętny epizod bessy – dodaje Tomasz Tarczyński.

Mężczyźni więcej zarabiają, a ukrywanie wydatków to domena kobiet

Mężczyźni więcej zarabiają, a kobiety są skore do ukrywania wydatków i mają częściej dostęp do konta swojego partnera. Obojgu płci bardziej niż partnerowi wydaje się, że są odpowiedzialne za opłacanie miesięcznych zobowiązań. Połowie badanych zdarzyło się sprawdzać historię konta swojego partnera i niemal połowie nie udaje się nic zaoszczędzić – wynika z badania „Budżety domowe Polaków” przeprowadzonego na zlecenie BIG InfoMonitor i BIK.

Polacy zapytani, kto zarabia więcej w związku, odpowiedzieli jednoznacznie – mężczyzna. W niespełna 1/5 gospodarstw domowych partnerzy zarabiają podobne kwoty. W pozostałych istotnie więcej wciąż zarabiają mężczyźni – 60 proc. takich odpowiedzi należała do płci męskiej. Zgodne w tej sprawie były również panie, bo 67 proc. odpowiedziało, że to jej partner zarabia więcej. 1 proc. przypadków nie wie w ogóle ile zarabia osoba, z którą mieszka, a blisko 3/4 badanych dokładnie znają swoją sytuację finansową.

Wydatki? Okazuje się, że to wspólna odpowiedzialność

Przedstawiciele obu płci czują się za ten obszar odpowiedzialni bardziej niż partner. Zaledwie 16 proc. mężczyzn uważa, że to głównie partnerka odpowiada za opłacanie bieżących rachunków i rat kredytów, podczas gdy aż 58 proc. kobiet uważa, że to na ich barkach ciążą te obowiązki. Panie rewanżują się podobnym rozkładem opinii, bo jedynie 19 proc. z nich zaznacza, że to ich partnerzy są odpowiedzialni za spłatę zobowiązań i w ten sposób myśli o sobie 59 proc. partnerów. Równie zabawnie rozbiega się postrzeganie sytuacji związanej z robieniem codziennych zakupów takich jak żywność czy środki czystości. Gdy nam się wydaje, że to głównie na nas spoczywają te obowiązki, druga strona myśli całkiem podobnie. I tak 67 proc. kobiet jest zdania, że przede wszystkim one są za to odpowiedzialne, w tym samym czasie tylko 36 proc. mężczyzn odpowiedziało, że to kobiety są głównie odpowiedzialne za tego typu czynności. Zatem drobne decyzje, wymagające zarządzania mniejszym budżetem zdecydowanie częściej należą do kobiety. Z kolei odpowiedzialność za decyzje finansowe, związane z większymi wydatkami, tj. zakupem nowych rzeczy do gospodarstwa domowego, leżą po stronie obojga partnerów.

Kusi nas, żeby „zajrzeć na konto”

Ponad 60 proc. badanych ma dostęp do konta swojego partnera lub partnerki, ale jednak częściej taki dostęp posiadają kobiety oraz osoby z niższym wykształceniem. 45 proc. mężczyzn odpowiedziało z kolei, że nie posiada dostępu do konta swojej partnerki. Uzasadnieniem takiej tendencji może być fakt, posiadania jednego, wspólnego konta – założonego na nazwisko partnera, np. z uwagi na to, że jest on osobą pracującą. 51 proc. z tych, którzy mają dostęp do konta bankowego partnera deklaruje, że sprawdza jego historię. Jednocześnie aż 2/3 badanych twierdzi, że ich partner w ogóle nie sprawdza ich własnej historii konta.

Ukrywanie wydatków to domena kobiet

Ponad 1/3 badanych mieszkających z partnerem lub partnerką chociaż raz zdarzyło się ukryć swoje wydatki. Na 37 proc. osób, które odpowiedziały „tak”, znacznie częściej były to kobiety w wieku 25-34 lata – 43 proc. W ogóle nie są zainteresowani tego typu „zabiegami finansowymi” mężczyźni między 45 a 60 rokiem życia – 67 proc. z nich nigdy nie ukryło wydatków będąc w związku. 26 proc. badanych wskazało, że najczęściej ukrywanymi wydatkami przed partnerem bądź też partnerką były zakupione ubrania, buty oraz biżuteria. Na kolejnych pozycjach listy ukrywanych wydatków są kosmetyki, drobne przyjemności i prezenty. 3 proc. osób wskazało raty i kredyty i tyle samo otrzymał alkohol. Po 2 proc. zdobyły także: sprzęt elektroniczny oraz rozrywka, w tym chociażby kasyno. – Ukrywanie wydatków w związku może doprowadzić nie tylko do szeregu konfliktów czy  nawet jego rozpadu ale też do poważnych problemów finansowych lub zamknięcia sobie drogi do różnych usług i kredytów. Jak pokazują ostatnie wyniki naszego raportu o zadłużeniu Polaków, coraz więcej osób z powodu niedużych kwot niespłacanych w terminie, zostaje wpisanych do rejestru dłużników. 30 proc. osób ma łączną wartość zobowiązać nieprzekraczających 2 tys. zł. Kolejnych 21 proc. nie jest w stanie zwrócić kwot między 2 a 5 tys. zł – zaznacza Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor. – Co to oznacza? Że niefrasobliwie i pochopnie planujemy swoje wydatki, które następnie narastają i często  sami przestajemy być w stanie sobie z nimi poradzić. Dlatego mając wspólny budżet warto się nad nim pochylić i wspólnie zaplanować jak nim gospodarować, nie ukrywać niczego przed partnerem a także starać się razem odkładać na większe i mniejsze potrzeby – dodaje Hildebrand.

Nie jest nam łatwo zaoszczędzić nawet 50 zł miesięcznie

Na pytanie czy oszczędzasz samodzielnie lub z partnerem minimum 50 zł w miesiącu, 45 proc. badanach odpowiedziało, że to robi, z czego częściej udzielały takiej odpowiedzi osoby z wykształceniem wyższym (58 proc.). 39 proc. zaznaczyło, że czasem im się to udaje, pozostałym 16 proc. nigdy się nie udało zaoszczędzić nawet drobnych kwot.

Ale razem lepiej spłacamy kredyty

Dane zgromadzone w Biurze Informacji Kredytowej pokazują z kolei, że lepiej radzimy sobie ze spłatą zobowiązań kredytowych, gdy zaciągamy je wspólnie – dotyczy to zarówno kredytów konsumpcyjnych jak i mieszkaniowych. I tak dla porównania saldo do spłaty kredytów konsumpcyjnych opóźnionych o 90 dni, zaciągniętych przez pojedyncze osoby wynosi 19,5 mld zł (aż 17 proc. łącznej kwoty do spłaty kredytów konsumpcyjnych zaciągniętych przez jednego kredytobiorcę), podczas gdy saldo opóźnionych powyżej 90 dni kredytów konsumpcyjnych zaciągniętych przez dwóch kredytobiorców wynosi 1,65 mld zł (8 proc. salda do spłaty z tytułu tych kredytów). Na ponad 777 tys. kredytów konsumpcyjnych zaciągniętych wspólnie przez dwie osoby, 48 tys. (6 proc.) tych kredytów jest opóźniona w spłacie powyżej 90 dni. Na niespełna 12 mln kredytów konsumpcyjnych zaciągniętych przez tylko jednego kredytobiorcę ponad 1,5 mln (13 proc.) nie jest obsługiwanych terminowo (opóźnienie w spłacie wynosi powyżej 90 dni). Podobnie sytuacja wygląda jeśli chodzi o kredyty mieszkaniowe. W przypadku gdy kredytobiorcą jest tylko jedna osoba 2,5 proc. zaciągniętych przez pojedynczego kredytobiorcę kredytów mieszkaniowych jest przeterminowana powyżej 90 dni. W przypadku, gdy kredyt zaciągany jest przez dwóch kredytobiorców udział kredytów przeterminowanych powyżej 90 dni wynosi 1,1 proc.  – Oznacza to, że bez względu na to, kto więcej zarabia w związku i kto bardziej angażuje się w sprawy codziennych wydatków, wspólne zobowiązania łatwiej nam spłacać. Wynika to z faktu możliwości rozłożenia kosztów stałych związanych np. z opłatami za czynsz, media na dochody dwóch osób a nie jednej. Także w przypadku utraty pracy czy nagłej choroby zdarzenia te w mniejszym stopniu, niż w przypadku jednoosobowego gospodarstwa domowego, negatywnie wpływają na gospodarstwo domowe, w którym więcej niż jedna osoba pracuje – zauważa prof. Waldemar Rogowski, główny analityk kredytowy BIK.

*Badanie ARC Rynek i Opinia, na zlecenie BIG InfoMonitor i BIK, przeprowadzono w marcu 2016 r. techniką CAWI (Computer Assisted Web Interview) na reprezentatywnej próbie Polaków w wieku od 25 do 60 roku życia, N= 1 092.

Tegoroczne wakacje są pracowite dla deweloperów

W „wakacyjnym” III kwartale 2015 roku w największych miastach sprzedano 13,2 tys. mieszkań – wynika z analizy REAS. To o około 2 tys. więcej niż na początku zeszłego roku. Również tegoroczne wakacje są pracowite dla deweloperów. Klientów przyciągają atrakcyjne promocje i perspektywa zbliżających się zmian we wkładzie własnym.

Według eksperta rynku nieruchomości „wakacyjny” III kwartał to bardzo dobry moment na zakup mieszkania. – Świadomość klientów rośnie, zdają sobie sprawę, że to inwestycja na wiele lat, dlatego chcą na spokojnie wybrać nieruchomość – mówi Tomasz Wilczek, dyrektor generalny RED Real Estate Development. – Podczas urlopu mają więcej czasu. Mogą podejść do banku, sprawdzić zdolność kredytową, a następnie przyjrzeć się ofercie – dodaje.

Sprzedaż mieszkań na sześciu największych rynkach w Polsce
Kwartał Liczba mieszkań
IQ 2015 r. 11,3 tys.
IIQ 2015 r. 12,7 tys.
IIIQ 2015 r. 13,2 tys.
IVQ 2015 r. 14,4 tys.
IQ 2016 r. 14,3 tys.
IIQ 2016 r. 15,1 tys.

Źródło: REAS
Zamiast na plaże do biura sprzedaży

Wakacje to również moment, w którym możemy zobaczyć inwestycję w pełni. – Zawsze zachęcamy klientów do osobistego poznania zalet osiedla – mówi Roma Peczyńska, marketing manager Red Parku. – Latem można przyjrzeć się, jak deweloper zagospodarował wspólną przestrzeń, przydomowe ogródki, place zabaw dla dzieci. To również świetny moment na poznanie okolicy. Sąsiadujący z naszą inwestycją Lasek Dębiecki wygląda teraz najpiękniej zarówno z bliska, jak i z balkonów mieszkań od strony parku – dodaje.

Decyzje zakupowe klientów przyspieszają zmiany, które czekają rynek nieruchomości.
Od przyszłego roku banki będą wymagać 20-procentowego wkładu własnego (obecnie 15%), co może być utrudnieniem dla kredytobiorców. Biorąc pod uwagę oferowane jeszcze przez rząd dopłaty z programu Mieszkanie dla Młodych na 2018 rok, okres wakacyjny to naprawdę odpowiedni czas na zakup własnego mieszkania – zauważa Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży osiedla Alpha Park.

Dodatkowe bonusy

W okresie wakacyjnym deweloperzy kuszą ofertami specjalnymi. Na przykład na wrocławskim osiedlu Nowa Papiernia Ultra Nova, klienci mogą liczyć na wykończenie soft loftu czy apartamentu w cenie nieruchomości oraz bezpłatną pomoc stylisty wnętrz.

Naszym klientom proponujemy unikatowy styl wykończenia, między innymi ręcznie robioną cegłę, beton dekoracyjny, podłogi dostępne w wielu wzorach, płytki 3D na ściany, nowoczesne tapety i pluszowe panele ścienne – mówi Ewa Skibińska, marketing manager Nowej Papierni Ultra Nova we Wrocławiu

Na ciekawe oferty mogą liczyć również klienci segmentu popularnego. Na osiedlu Red Park w Poznaniu rabaty sięgają nawet 25 tys. zł. Z kolei warszawskie osiedle Alpha Park proponuje mieszkania z wykończeniem w atrakcyjnej cenie – od 6690 zł/mkw. Dodatkowo zachęca rozwiązaniami ekologicznymi, dzięki którym rachunki za korzystanie z części wspólnych będą niższe.

BIK: spada popyt na Kredyty Mieszkaniowe i Konsumpcyjne

BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe wyniósł -9,5%, a BIK Indeks – Popytu na Kredyty Konsumpcyjne wyniósł -5,3% w lipcu 2016 r.

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych, wyniosła -9,5% w lipcu 2016 r. Oznacza to, że w lipcu 2016 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 9,5% w porównaniu z lipcem 2015 r. Średnia wartość indeksu od początku 2016 r. pozostaje dodatnia i wynosi +1,7%.

– W lipcu, już trzeci miesiąc z rzędu, klienci zawnioskowali w bankach o mniejszą wartość kredytów mieszkaniowych niż w analogicznych miesiącach rok wcześniej. Nasiliły się też spadki, w przeliczeniu na dzień roboczy zawnioskowano o niemal 10% mniejszą wartość kredytów. W lipcu tego roku o kredyt mieszkaniowy zawnioskowało łącznie 27,0 tys. osób, w ubiegłym roku 34,7 tys. osób. To aż 22% mniej, ale wynika to również z tego, że w lipcu br. mieliśmy o 2 dni robocze mniej niż rok wcześniej.- mówi Sławomir Grzybek Dyrektor Departamentu Bussines Intelligence Biura Informacji Kredytowej – Wyniki kolejnych miesięcy mogą być również spadkowe, ponieważ bazą do porównań jest bardzo dobre dla kredytów mieszkaniowych drugie półrocze ubiegłego roku. Występowały wtedy istotne czynniki zachęcające do przyspieszenia decyzji o zaciągnięciu kredytu mieszkaniowego. Obecnie banki, zgodnie z raportem NBP „Sytuacja na rynku kredytowym – III kw. 2016r.” zaostrzają warunki udzielania kredytów mieszkaniowych, któremu towarzyszy spadek popytu ze strony klientów. 

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Konsumpcyjne (BIK Indeks – PKK), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów konsumpcyjnych, wyniosła -5,3% w lipcu 2016 r. Oznacza to, że w lipcu 2016 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty konsumpcyjne na kwotę niższą o 5,3% w porównaniu z lipcem 2015 r. Średnia wartość indeksu od początku 2016 r. jest ujemna i wynosi -2,3%.

W lipcu zaobserwowaliśmy mniejszy popyt na kredyty konsumpcyjne niż rok wcześniej – w przeliczeniu na dzień roboczy klienci zawnioskowali o ponad 5% mniejszą wartość kredytów. – wyjaśnia Sławomir Grzybek – Gdy uwzględnimy, że w lipcu br. w kalendarzu było o 2 dni robocze mniej, to trudno będzie oczekiwać wysokiego wolumenu udzielonych kredytów. Słabnący popyt na kredyty konsumpcyjne dotyczy kredytów na niższe kwoty, w tym segmencie finansowania rośnie znaczenie firm pożyczkowych. Słabsze wyniki w ostatnich miesiącach zaczynają być widoczne w bankowych kredytach finansujących zakupy ratalne.

Marek Straszak, o tym jak długo potrwa dobry sentyment na rynkach akcji

W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z bardzo pozytywnym sentymentem na rynkach akcji. Powodów tych wzrostów można wskazać przynajmniej kilka. Pierwszy z nich to odreagowanie po spadkach wywołanych wynikiem czerwcowego referendum w Wielkiej Brytanii. Gospodarka brytyjska wydaje się być bardziej odporna na Brexit niż poprzednio sądzono, a konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej są odległe i ciężkie do oszacowania. Sprawia to, że inwestorom trudno jest w tym momencie ocenić, jak bardzo ucierpią gospodarki i firmy notowane na światowych giełdach. Drugi z powodów to pozytywnie odebrany sezon wynikowy na rynkach rozwiniętych. Większość spółek opublikowała już raporty finansowe za II kwartał 2016 r. W całościowym ujęciu zarówno w USA, jak i w strefie euro wyniki okazywały się pobijać (w większości wypadków) oczekiwania rynku.

Marek Straszak, zarządzający portfelami inwestycyjnymi Union Investment TFI
Marek Straszak, zarządzający portfelami inwestycyjnymi Union Investment TFI

Pozytywny sentyment na giełdach to również pochodna zapowiedzi stymulusów fiskalnych m.in. w Chinach i USA oraz odłożenie w czasie podwyżek stóp procentowych przez amerykański bank centralny (Fed). Zwłaszcza ten drugi czynnik sprawia, że waluty krajów emerging markets umacniają się do dolara. W połączeniu z bardzo dobrym zachowaniem się lokalnych indeksów giełdowych przekłada się na to, że rynki akcyjne krajów rozwijających się są jedną z lepiej zachowujących się ostatnio klas aktywów.

Jak długo ten pozytywny sentyment i hossa mogą trwać?

Jeżeli dokładniej przyjrzymy się wynikom finansowym spółek w krajach rozwiniętych, to widać, że spółki biją oczekiwania analityków, ponieważ te są nisko ustawione. Bardziej rzetelny obraz sytuacji daje nam porównanie wyników spółek do analogicznego okresu ubiegłego roku. Zagregowany wskaźnik EPS (wartość zysku spółki przypadającego na jedną akcję) w II kwartale br. dla amerykańskiego S&P500 spadł r/r o 5%, dla europejskiego Stoxx600 o 9%, a japońskiego Nikkei 225 o 11%. Jeżeli dołożymy do tego fakt, że poziomy indeksów giełdowych są albo na zbliżonym poziomie (albo nieco wyższym) niż rok temu, to zauważymy, że wyceny spółek na tych rynkach są bardzo wysokie – znacznie wyższe niż ich długoterminowe mediany.

Jeżeli taki trend się utrzyma, to inwestorzy mogą dojść do wniosku, że dalsze inwestowanie w tak drogie spółki obarczone jest wysokim ryzkiem. W rezultacie mogą przetransferować kapitał do innych klas aktywów, które oferują bardziej atrakcyjny stosunek zysku do ryzyka.

FAST FINANCE po II kwartałach 2016 r.

FAST FINANCE – spółka notowana na GPW, specjalizująca się w obsłudze wierzytelności detalicznych – zaprezentowała wyniki finansowe za I półrocze 2016 roku. Spółka zakończyła okres sprawozdawczy skonsolidowanymi przychodami na poziomie 13,2 mln zł, wynikiem netto w wysokości 4,1 mln zł oraz wzrostem wskaźników rentowności. Marża operacyjna EBIT osiągnęła wysokość 50,8%, a rentowność netto 31,3%. I półrocze br. to również kolejny okres, w którym FAST FINANCE zmniejszyła istotnie swoje zadłużenie.

Spółka wypracowała skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 13,2 mln zł. Na ten wynik składają się przede wszystkim wpływy z nabytych wierzytelności. Zysk operacyjny wyniósł 6,7 mln zł (wzrost o 0,1 mln zł r/r), natomiast zysk netto osiągnął poziom 4,1 mln zł (spadek o 0,2 mln zł r/r). Spółka uzyskała wyższe niż w pierwszej połowie 2015 roku wskaźniki rentowności. Skonsolidowana marża operacyjna EBIT wyniosła 50,8% (zmiana o +3,4 p.p. r/r), a rentowność netto wzrosła do 31,3% wobec 30,8% w takim samym okresie w roku ubiegłym.

W I półroczu 2016 roku spółka wprowadziła do obrotu na rynku Catalyst 8 853 obligacji serii M o jednostkowej wartości nominalnej 1 000 zł każda. Notowane od 20 czerwca obligacje zostały oznaczone kodem: „PLFSTFC00087” oraz nazwą skróconą „FFI0121”.

Na koniec czerwca 2016 roku wskaźnik długu netto do kapitału własnego Spółki uległ obniżeniu do wartości 0,58x. Jest to spadek o dalsze 12 p.p. w porównaniu z poziomem zadłużenia na koniec I kwartału br. Obniżenie zadłużenia było możliwe dzięki konsekwentnym wykupom obligacji celem ich umorzenia oraz regularnej spłacie kredytu. Jak dotąd, w 2016 roku spółka nabyła i umorzyła łącznie 4 600 szt. obligacji serii J oraz 104 szt. obligacji serii L. Ponadto w ramach okresowej amortyzacji nabytych zostało 932 sztuk obligacji serii M.

Wyniki finansowe, które odnotowaliśmy w I półroczu 2016 br. kształtują się na zbliżonym poziomie do roku ubiegłego. Zwracamy jednak uwagę na realizowaną już w 2015 roku redukcję zadłużenia. W najbliższych okresach proces obniżania zobowiązań będzie kontynuowany poprzez regularny skup obligacji. Na kondycję FAST FINANCE w przyszłości wpłynie również wzrost świadczeń usługi zarządzania własnym funduszem sekurytyzacyjnym. Nie bez znaczenia dla rozwoju Grupy FAST FINANCE są obecnie obserwowane, korzystne uwarunkowania dla branży windykacji wierzytelności masowych – komentuje Jacek Daroszewski, prezes FAST FINANCE S.A.

Rynek windykacji rośnie niezmiennie od 2015 roku. Ostatnie sprzyjające rozwojowi branży wydarzenia, to przede wszystkim: zmiany regulacyjne w sektorze bankowym (zniesienie bankowego tytułu egzekucyjnego czy wprowadzenie podatku bankowego) oraz wzrastające ponownie zainteresowanie kredytami konsumenckimi. Korzystne prognozy dla branży potwierdzają także dane dotyczące dłużników: wzrost liczby osób zalegających ze spłatami zobowiązań (tylko w ciągu trzech miesięcy, od marca do czerwca 2016 roku liczba ta zwiększyła się o 4,4 %)[1]. Dobra koniunktura gospodarcza wpływa natomiast na wyższą zdolność spłaty zaległych długów przez gospodarstwa domowe.

[1] Raport InfoDług czerwiec 2016, Ogólnopolski raport o zaległym zadłużeniu i niesolidnych dłużnikach, 32 edycja, BIG InfoMonitor.

Przedmiotem działalności firmy FAST FINANCE S.A. z siedzibą we Wrocławiu jest skup masowych wierzytelności detalicznych i odzyskiwanie ich na własny rachunek. Obecnie spółka zatrudniająca kilkudziesięciu pracowników, obsługuje pakiety wierzytelności o wartości nominalnej pół miliarda złotych. Spółka specjalizuje się w windykacji portfeli masowych wierzytelności zakupionych od podmiotów gospodarczych działających na regulowanym rynku – głównie banków i jest jedną z wiodących firm w tym segmencie rynku.

FAST FINANCE Spółka Akcyjna (ticker: FFI) jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych. FAST FINANCE jest również emitentem obligacji korporacyjnych notowanych na rynku Catalyst.

ABS Investment S.A. po II kwartale 2016 r.

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną oraz doradczą, zanotowała 248 tys. zł zysku netto w 2 kw. 2016 r. przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 79 tys. zł. Spółka pozostaje bardzo aktywna w segmencie inwestycyjnym i poszukuje nowych przedsięwzięć biznesowych.

W całym pierwszym półroczu 2016 r. Emitent wypracował ponad 339 tys. zł zysku netto, a jego przychody netto ze sprzedaży sięgnęły blisko 375 tys. zł. Największy wpływ na osiągnięte wyniki finansowe miała prowadzona działalność inwestycyjna, a jej saldo w 2 kw. br. było dodatnie i wyniosło ok. 276 tys. zł. ABS Investment S.A. jest w stanie realizować kolejne projekty inwestycyjne dzięki pozyskaniu środków finansowych w wysokości 2 mln zł pochodzących z pożyczki, co powinno pozwolić na utrzymanie dobrych wyników finansowych w kolejnych kwartałach.

„W kolejnym bardzo trudnym kwartale na rynku kapitałowym ABS udało się wypracować  dodatni wynik finansowy. Przyznam, że spodziewałem się znacznie lepszego wyniku, ale wystąpiło przesunięcie w harmonogramie w zakresie istotnych przychodów oraz zamykania niektórych pozycji inwestycyjnych. Również debiut Outdoorzy S.A. został przesunięty na kolejny okres obrachunkowy. Środki pozyskane z pożyczki w równym stopniu zostaną przeznaczone na nowe projekty inwestycyjne, jak i na wsparcie pożyczkowe dla spółek z portfela. Zwracam uwagę na fakt, że wartość aktywów na akcję wynosi obecnie ok. 3,5 zł, czyli kształtuje się blisko poziomu planowanego na koniec bieżącego roku. Zadowalająca jest również płynność obrotu na naszych akcjach oraz fakt, że ABS utrzymuje się w składzie indeksu NCIndex30.” – komentuje Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

Na koniec 2 kw. 2016 r. łączna wartość portfela inwestycyjnego Spółki przekroczyła 21,61 mln zł, z czego ok. 17,9 mln zł stanowią spółki publiczne. Poprzez dokonanie jego znaczącej przebudowy – całkowite zamknięcie części pozycji oraz zaangażowanie kapitałowe w nowe podmioty z rynku NewConnect – Emitent kontynuuje realizację przyjętej strategii rozwoju w zakresie polityki inwestycyjnej. Do portfela inwestycyjnego ABS Investment S.A. dołączyły w ostatnim czasie takie spółki z alternatywnego rynku jak Auto-Spa S.A., Akcept Finance S.A., BioMaxima S.A., Ekokogeneracja S.A., Geotrans S.A., INDOS S.A., Madkom S.A., Mode S.A. oraz XSystem S.A. Zwiększeniu uległo także zaangażowanie Spółki w najbardziej perspektywicznych podmiotach już obecnych w jej portfelu inwestycyjnym. Emitent liczy na odniesienie istotnych korzyści w postaci efektów synergii dzięki stałemu rozszerzaniu grupy spółek związanych z ABS Investment S.A.

„Rozbudowa portfela to nie tylko dywersyfikacja pozycji inwestycyjnych, ale również szansa dla innych spółek z grupy na współpracę z nowymi podmiotami i dla ABS jako doradcy w zakresie budowania strategii, znajdowania celów do przejęcia, zarządzania finansami itp. Ale to nie ilość spółek w portfelu jest istotna, ale ich jakość, o czym świadczą wyniki wpracowane przez te firmy oraz fakt, że 12 spółek z portfela ABS podzieli się zyskiem ze swoimi Akcjonariuszami. Zakładam, że wpływ przychodów z dywidend od spółek portfelowych na wynik ABS w kolejnych latach również będzie wzrastał.” – zakończył Prezes Jarosz.

Spółka wypłaci dywidendę z zysku za 2015 r. w wysokości 0,06 zł na akcję. Dzień ustalenia prawa do dywidendy został ustalony na 17.08.2016 r., a jej wypłata nastąpi w dniu 01.09.2016 r. Prognozy finansowe ABS Investment S.A. na 2016 r. przewidują osiągnięcie zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 – 0,55 zł. Natomiast wartość aktywów Emitenta (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów) na 1 akcję ma wynieść na koniec 2016 r. od 3,60 zł do 4,00 zł. Spółka prowadzi także dwa programy skupu akcji własnych – skup A realizowany poprzez transakcje sesyjne na rynku NewConnect oraz skup B realizowany w ramach umów cywilnoprawnych poza rynkiem.

Polski rynek magazynowy w drodze po rekord

Aż 1 312 000 mkw. magazynów wynajęły firmy w okresie od początku stycznia do końca czerwca 2016. To najlepsze pierwsze półrocze w historii rynku. W Polsce w budowie jest 742 000 mkw., z czego 51% powstaje na zasadach spekulacyjnych. Historycznie najniższy wskaźnik powierzchni niewynajętych – dostępnych jest jedynie 6,1% istniejących zasobów magazynowych w kraju.

 Firma doradcza JLL podsumowała I półrocze 2016 r. na rynku nieruchomości magazynowo – przemysłowych w Polsce oraz opisała kierunki rozwoju sektora na najbliższe miesiące.

Tomasz Olszewski, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo – Przemysłowych w Europie Środkowo – Wschodniej, JLL, informuje: „Bardzo dobra passa na rynku nieruchomości magazynowo – przemysłowych w Polsce trwa. W I półroczu 2016 firmy podpisały umowy najmu na 1 312 000 mkw., co jest najlepszym wynikiem w historii. Deweloperzy oceniają pozytywnie perspektywy dalszego rozwoju tego sektora – na koniec I półrocza w budowie było 742 000 mkw., z czego 51% na zasadach spekulacyjnych, czyli bez wiążących umów najmu. Bardzo wysoki popyt przyczynił się również do najniższego w historii rynku nowoczesnych nieruchomości magazynowo – przemysłowych poziomu pustostanów – wolnych jest jedynie 6,1% krajowych zasobów”.

Popyt – kolejne rekordy

W pierwszych sześciu miesiącach 2016 r. popyt brutto sięgnął rekordowego 1 312 000 mkw. Najwięcej powierzchni wynajęto w okolicach Warszawy (aż 346 000 mkw.), na rynku poznańskim (223 000 mkw.) i wrocławskim (181 000 mkw.).

Popyt netto w Polsce w pierwszych sześciu miesiącach roku wyniósł 876 000 mkw., co jest najwyższym wynikiem dla I półrocza w historii rynku i daje szansę na rekord w całym 2016.

Mniejsze regiony[1] stopniowo zyskują na atrakcyjności. Mimo, że w I półroczu popyt netto był na nich nieznacznie niższy niż w analogicznym okresie roku poprzedniego, to w ostatnim czasie kilka firm podpisało tam duże umowy najmu, np. Carrefour czy Kaufland w Bydgoszczy.

Największe umowy najmu powierzchni magazynowej w I półroczu 2016

Najemca Sektor Park Rodzaj umowy Strefa Powierzchnia (mkw.)
Kaufland Sieć sklepów Panattoni Park Bydgoszcz Nowa umowa Toruń/Bydgoszcz 45 000
Agata Meble Sieć sklepów Prologis Park Piotrków II Nowa umowa Polska Centralna 42 900
Raben Operator logistyczny Panattoni Park Grodzisk III Nowa umowa Okolice Warszawy 42 500
Carrefour Sieć sklepów Panattoni BTS Bydgoszcz II Nowa umowa Toruń/Bydgoszcz 38 200
Trio Line Lekka produkcja Panattoni Park Poznań V (II faza) Nowa umowa Poznań 32 300
Avon FMCG Panattoni Park Garwolin Odnowienie Okolice Warszawy 25 000
CLIP Poznań Operator logistyczny CLIP Poznań Nowa umowa Poznań 25 000
Euro RTV AGD Sieć sklepów Panattoni Park Pruszków II Nowa umowa Okolice Warszawy 23 000
Saint Gobain Lekka produkcja Panattoni Park Sosnowiec II Rozszerzenie Górny Śląsk 22 400
Bertelsmann Papier / Książki Prologis Park Stryków Nowa umowa Polska Centralna 22 300

 

Źródło: JLL, magazyny.pl, I półrocze 2016

„Operatorzy logistyczni i sieci handlowe to najbardziej aktywni najemcy na rynku magazynowym w Polsce. W I półroczu 2016 te dwa sektory wynajęły 728 000 mkw., z czego 525 000 mkw. stanowiły nowe umowy i ekspansje. Udział firm z tych branż w popycie netto wyniósł odpowiednio 37% i 22%. W ogólnych zestawieniach od 2005 r., te dwa sektory stanowią 54% całkowitego popytu netto”, wylicza Przemysław Ciupek, Starszy Analityk Rynku, JLL.

Pustostany nadal w dół

Na koniec I półrocza 2016 wskaźnik pustostanów obniżył się do rekordowo niskiego poziomu 6,1%, co oznacza, że wolnej nowoczesnej powierzchni magazynowej jest obecnie 649 000 mkw. Wśród dziewięciu rynków[2] najwyższy poziom pustostanów rejestrowany jest w Warszawie Miasto (10,4% ) oraz Okolicach Warszawy (10,1%), najniższy w Krakowie (1,3%). W Szczecinie wynosi on 0%.

Aktywność deweloperów – w górę

W I półroczu 2016 deweloperzy ukończyli 615 000 mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. Najwięcej nowej podaży przypadło na Polskę Centralną – 142 000 mkw. (85 000 mkw. w samych okolicach Strykowa) i Okolice Warszawy (137 000 mkw.). Najbardziej aktywni deweloperzy w I półroczu to Panattoni (ukończone 449 000 mkw.), Goodman (40 000 mkw.), CLIP (35 000 mkw.) oraz Hillwood (29 500 mkw.).

Na koniec I półrocza 2016 w trakcie budowy było 742 000 mkw. powierzchni magazynowej i przemysłowej, z czego 51% na zasadach spekulacyjnych.

Najwięcej magazynów buduje Panattoni – blisko 335 000 mkw.

„Łączne zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo – przemysłowej w Polsce wyniosły 10,58 mln mkw. na koniec I półrocza. Biorąc pod uwagę wysoką aktywność deweloperów rynek ma szansę przekroczyć granicę 11 mln mkw. podaży jeszcze w tym roku”, dodaje Tomasz Olszewski.

Czterech głównych graczy na polskim rynku magazynowym posiada blisko połowę zasobów. Liderem pod tym względem pozostaje Prologis & Partnerzy JV (21%), a następnie SEGRO & Partnerzy JV (10%), Panattoni & Partnerzy JV (9%) oraz Logicor (9%).

Czynsze – bez zmian

Stawki czynszowe za projekty magazynowe zależą od szeregu czynników i osiągają różne pułapy, w zależności od regionu, a nawet podregionu, w którym znajduje się dany obiekt, jak również jakości czy dostępności powierzchni na danym rynku. Najwyższe stawki są domeną rynków wewnątrzmiejskich: Warszawy Miasto, Łodzi i Wrocławia. Charakterystycznym formatem magazynowym w tego typu lokalizacjach są projekty SBU (ang. Small Business Units). Jak podaje portal magazyny.pl, czynsze efektywne w tych lokalizacjach osiągają poziom 4,8 euro za mkw. miesięcznie w Warszawie, 3,8 euro za mkw. miesięcznie we Wrocławiu oraz 3,7 euro za mkw. miesięcznie w Łodzi.

Duże obiekty typu Big Box zlokalizowane są głównie poza obszarami miejskimi, a więc ze względu na niższe koszty gruntu, stawki najmu za nie są także mniejsze. W I półroczu 2016 nie odnotowano zasadniczych zmian w stawkach czynszów efektywnych. Obecnie stawki efektywne w Poznaniu wynoszą od 2,1 do 2,9 euro za mkw. miesięcznie, w Okolicach Warszawy od 2,0 do 2,8 euro za mkw. miesięcznie, a w rejonie Górnego Śląska od 1,9 do 3,1 euro za mkw. miesięcznie. Za magazyn w Polsce Centralnej najemcy zapłacą od 2,0 do 2,8 euro za mkw. miesięcznie, podczas gdy we Wrocławiu od 2,2 do 3,0 euro za mkw. miesięcznie.

Grunty przemysłowe

W maju 2016 r. weszły w życie nowe przepisy dotyczące zakupu nieruchomości gruntowych, które przyczyniają się do wydłużenia procesu administracyjnego związanego z realizacją projektów magazynowych w Polsce. Nałożone restrykcje w sposobie zmiany przeznaczenia gruntów z rolnych na inwestycyjne mogą ograniczyć potencjał realizacji nowych projektów w przyszłości.

„W I półroczu 2016 deweloperzy poszukiwali nowych gruntów pod swoje kolejne inwestycje przede wszystkim w regionie Polski Centralnej – we wschodniej części Łodzi oraz Okolicach Warszawy – na południowym zachodzie. Tereny te zyskały ostatnio na atrakcyjności, szczególnie po zakończeniu odcinków autostrady A2 i A1 oraz trasy ekspresowej S8”, wymienia Agata Zając, Dyrektor w Dziale Powierzchni Magazynowo – Przemysłowych, JLL.

W I poł. 2016 r. nie zaobserwowano większych zmian w cenach gruntów przemysłowych.

Ceny za grunty pod zabudowę magazynowo – przemysłową na koniec I półrocza 2016

Region Cena (PLN/ mkw.)
Warszawa Miasto 350 – 550
Okolice Warszawy 50 – 300
Polska Centralna 65 – 160
Poznań 140 – 200
Wrocław 120 – 220
Górny Śląsk 80 – 200
Kraków 80 – 300
Trójmiasto 100 – 240

Źródło: JLL, magazyny.pl, I półrocze 2016

[1] Kraków, Trójmiasto, Toruń, Bydgoszcz, Szczecin, Podkarpackie, Toruń, Opole i Lublin

[2] Warszawa Miasto, Okolice Warszawy, Górny Śląsk, Poznań, Polska Centralna, Wrocław, Trójmiasto, Kraków, Szczecin.

Firmy Fintech jako partner banków

W ostatnich latach konsumenci zyskiwali coraz większy wybór dostępnych metod płatności w Internecie, także wywodzących się spoza sektora bankowego. Nowa rzeczywistość w naturalny sposób, w pierwszej kolejności, spowodowała reakcję konfrontacyjną tradycyjnych graczy – w końcu zagrożony został prymat banków w obsłudze transferów pieniężnych. Niektóre z nowych rozwiązań mogą jednakże pełnić rolę odwrotną – dać bankom to, czego im brakuje w walce o utrzymanie swoich pozycji. Dobrym przykładem jest SOFORT.

Dlaczego konkurencja w ogóle powstała?

Można zadać sobie pytanie jak to się stało, że potężne i bogate we wszelkie zasoby banki znalazły się w sytuacji, w której muszą liczyć się z nowymi graczami wyrosłymi z sektora FinTech, zyskującymi szybko sympatię klientów indywidualnych, a także sektora e-commerce? Głównych przyczyn jest kilka. Pierwsza z nich to swoiste „zaspanie” sektora bankowego. Wobec bardzo dynamicznie rozwijającego się społeczeństwa informacyjnego i popularyzacji handlu przez Internet, banki, jako cały system nie wypracowały wygodnych i spełniających oczekiwań zarówno sprzedawców, jak i klientów, rozwiązań.

Banki muszą odróżnić modele biznesowe, które chcą przejąć ich rolę od tych, które służą łączeniu i integracji rachunków bankowych ze środowiskiem cyfrowym, pomagając bankom wzmocnić ich relacje z klientami. Handel w sieci ma już charakter międzynarodowy, a właściciele sklepów i ich klienci chcą korzystać z prostych i bezpiecznych rozwiązań, które mogą być zastosowane w każdym modelu biznesowym. Dokładnie tym jest SOFORT, który jest postrzegany jako integrator techniczny 4000 banków, setek milionów konsumentów i 36 000 sklepów internetowych.

Kolejną ważną przyczyną jest sam rozwój technologiczny i fala powstających niemal masowo start up’ów, które szukając innowacyjnych rozwiązań dla różnych dziedzin życia. W nowych okolicznościach sam kapitał nie jest aż tak istotny – kluczowe są wiedza, zdolności i pomysł. Do tego dochodzą różne możliwości pozyskania finansowania na rozwój. Trzeba zdać sobie sprawę, że współcześnie młody przedsiębiorca w porównaniu do sytuacji sprzed nawet kilkunastu lat, ma zdecydowanie większe możliwości w dostępie do środków pozwalających na realizację opracowanej koncepcji. Reasumując powstały dogodne warunki do wytworzenia się konkurencji praktycznie od zera. Zdecydowana większość start up’ów oczywiście kończy się fiaskiem, ale w tym przypadku ważne jest to, że z tej twórczej, często eksperymentalnej masy, zawsze wyłoni się podmiot, który osiągnie sukces.

Najcenniejszym zasobem banków są rachunki klientów i relacje z nimi. Konsument, który korzysta z konta w celu dokonywania wszelkich transakcji będzie w długim okresie najważniejszy dla każdego banku. Usługi inicjujące płatności (Payment Initiation Services, tzw. PIS) pomagają bankom w ograniczaniu strat klientów na rzecz rozwiązań takich jak e-portmonetki.

Konsekwencje dla banków

Dagmara Kruszewska, Country Manager, SOFORT GmbH
Dagmara Kruszewska, Country Manager, SOFORT GmbH

Dynamiczny rozwój sektora FinTech, spowodował przede wszystkim, że z sektora bankowego ubywają depozyty na rzecz np. e-portmonetek. Część konkurencyjnych dla rozwiązań bankowych systemów wymaga, aby użytkownicy przenosili swoje depozyty na ich konta. To proces, który od lat przyczynia się do osłabiania pozycji banków. Problem może stać się dla nich tym poważniejszy, jeśli największe globalne firmy technologiczne na dobre wdrożą i zaczną promować własne rozwiązania płatnicze. Podobnie działają e-portmonetki, które także wymagają przenoszenia środków z kont bankowych.

Drugą konsekwencją są straty finansowe. Banki każdego roku w płatnościach elektronicznych coraz bardziej ustępują miejsca nowym graczom. W ten sposób prowizja za przelew trafia gdzie indziej, a tym samym jedno ze źródeł finansowania bankowości powoli zaczyna wysychać. Z pewnością nie jest ono najważniejsze, ale jednak zmiana ta jest i będzie jeszcze bardziej odczuwalna. Biorąc pod uwagę fakt, że dynamicznie rozwijają się jeszcze inne firmy śmiało wchodzące w różne obszary tradycyjnie zarezerwowane dla banków, te mogą mieć rzeczywiste powody do obaw.

Wrogowie? Niekoniecznie…

Powstawanie i rozwój nowych firm oferujących usługi płatnicze nie musi być w każdym przypadku odbierane jako zagrożenie dla sektora bankowego. Wręcz przeciwnie. Niektóre z nich, takie jak SOFORT, mogą wręcz stanowić wartościową pomoc. Sektor bankowy w Europie nie był w stanie dojść do porozumienia w kwestii jednego rozwiązania w obszarze przelewów. Wszystkie tego typu inicjatywy kończyły się porażką, lecz SOFORT rozwiązał ten problem za banki i obecnie współpracuje z ponad 4000 tego typu podmiotami w Europie. Oznacza to szansę realnego come back’u i pełnoprawną możność do konkurowania z różnego rodzaju e-portmonetkami uszczuplającymi bankowe depozyty. W tym kontekście SOFORT służyłby jako swoista nakładka technologiczna, gdyż w przypadku tej metody płatności środki są bezpośrednio transferowane z konta A na konto B. W żadnym momencie firma nie jest w posiadaniu pieniędzy, które są transferowane. Oznacza to również, że osoby korzystające z SOFORT nie muszą zakładać żadnych oddzielnych kont – swobodnie korzystają ze swojej bankowości elektronicznej. Sam system SOFORT dodatkowo charakteryzuje się wysokim stopniem integracji z systemami bankowymi, stąd z technicznego punktu widzenia, współpraca między tymi podmiotami może być bardzo łatwo zaimplementowana.

Reasumując, współpraca z SOFORT pozwoliłaby bankom w szybkim czasie pozbyć się cech, które spowodowały, że zaczęły one tracić na rzecz innych podmiotów. Co ważne stałoby się to bez konieczności ponoszenia nakładów inwestycyjnych w rozwój czy konieczności uczestniczenia w bezowocnym procesie budowania jednego, wspólnego systemu bankowego.

Dobre przykłady

Coraz więcej banków zdaje sobie sprawę z kierunku w jaki podąża branża usług finansowych wobec dynamicznego rozwoju technologicznego i informatycznego. Dlatego też nie wykazują się one bezproduktywnym „donkichtyzmem” i zamiast tego kooperują, co pozwala zyskiwać wszystkim zainteresowanym. SOFORT obecnie posada już partnerstwa m.in. z podmiotami takimi jak: Grupa Raiffeisen, BAWAG P.S.K., Oberbank, Hypo Tirol i BKS w Austrii, a także DKB w Niemczech. Dzięki temu banki zyskują wielką przewagę konkurencyjną w handlu elektronicznym, zapewniając sobie długoterminową pozycję rynkową vis-a-vis innych graczy w branży usług finansowych, np. PayPal.

Warto też zwrócić uwagę, że dużą szansę w rozwoju takich firm jak SOFORT zauważyły władze UE. Innowacyjne rozwiązania, tańsze i bezpieczne przelewy mogą pozytywnie wpłynąć na pobudzenie wzrostu PKB krajów członkowskich oraz zwiększenie integracji poszczególnych gospodarek. Stąd nowelizacji uległa dyrektywa w sprawie usług płatniczych (PSD).

Równolegle niemiecki organ ochrony konkurencji (Bundeskartellamt) wyraźnie stwierdził, że zapisy w regulaminach banków dyskryminujące podmioty typu PIS są nielegalne i łamią zasady uczciwej konkurencji. Również w okresie zanim zapisy dyrektywy PSD2 zostaną wdrożone na gruncie prawa lokalnego. Werdykt Bundeskartellamt wskazuje, że członkowie niemieckiego zrzeszenia sektora bankowego (Deutsche Kreditwirtschaft) utrudniają konkurencję niezależnym dostawcą płatności, takim jak SOFORT. Nadzór orzekł, że celowe blokowanie dostępu do rynku jest poważnym naruszeniem prawa antymonopolowego. Podczas trwającego wiele lat procesu pomiędzy sektorem bankowym a Bundeskartellamt, banki nie były w stanie uzasadnić stosowanych przez siebie praktyk oraz dostarczyć jakichkolwiek dowodów na to, że firmy takiej jak SOFORT, stanowią zagrożenie do klientów.

Bundeskartellamt ogłosił, że niektóre przepisy zawarte w regulaminach banków są nielegalne. chce mieć pewność, że w związku z realizacją postanowień zmienionej dyrektywy w sprawie usług płatniczych (PSD2), zarówno banki jak i inni dostawcy usług płatniczych będą mieli zagwarantowane równe warunki uczciwej konkurencji. Odnosi się to również do zakazu dyskryminacji istniejących już na rynku podmiotów. Przepisy zakwestionowane przez Bundeskartellamt w praktyce taką możliwość dawały.

Dagmara Kruszewska, Country Manager, SOFORT GmbH

Banki włoskie i chińskie stały się zagrożeniem dla światowej gospodarki

Bankructwa chińskich firm deweloperskich oraz załamanie systemu bankowego w tym kraju wraz z kłopotami włoskich banków mogą stać się przyczyną zakończenia optymistycznych nastrojów, które opanowały światowe giełdy.
– Chiny to tykająca bomba zegarowa, ponieważ władze tego kraju na różne sposoby, które są niebezpieczne, starają się utrzymać założony 6 proc. wzrost PKB – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jakub Stasik z giełdowej spółki XTB.