Pospieszne ozusowanie umów zleceń groźne dla szpitali

Funkcjonowanie szpitali uzależnione jest od wysokiej jakości sprzętu i wykwalifikowanych specjalistów. Ale nawet najlepiej wyposażona placówka nie ma prawa podejmowania się opieki chorych bez zapewnienia czystości i bezpieczeństwa szpitala. Niestety, groźba wypowiadania kontraktów przez firmy świadczące takie usługi staje się coraz bardziej realna. Wszystko przez planowane przez rząd pospieszne wprowadzenie obowiązkowych składek ZUS od umów zleceń – uważa Konfederacja Lewiatan.

Zgodnie z polskim prawem, każdy szpital ma obowiązek posiadania wyspecjalizowanych służb, odpowiedzialnych za zachowanie czystości i właściwe warunki sanitarne. Zarządzający placówkami służby zdrowia często decydują się w tym zakresie na skorzystanie z usług zewnętrznych firm, z którymi w większości przypadków podpisywane są długoterminowe kontrakty. W obliczu planowanego ozusowania stanowi to znaczące zagrożenie – koszty wynikające z przyszłego oskładkowania nie będą bowiem uwzględnione w obowiązujących umowach między szpitalami a firmami sprzątającymi. Co najgorsze, pod ścianą znajdą się pacjenci – niezapewnienie usług sprzątania przez szpital jest niemal równoznaczne z natychmiastowym zamknięciem placówki.

– Szybkie wprowadzenie składek ZUS może skutkować prawdziwą katastrofą – bezpieczeństwo funkcjonowania szpitali może być zagrożone z dnia na dzień. Trzeba zdawać sobie sprawę, że jeśli firma wypowie kontrakt szpitalowi i przestanie sprzątać, zgodnie z prawem – następnego dnia – placówka musi zostać zamknięta. Pokazuje to, jak realne zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentów niosą ze sobą takie decyzje ustawodawców – mówi Łukasz Wais, dyrektor ds. ekonomiczno – eksploatacyjnych Szpitala Wojewódzkiego Nr 2 w Rzeszowie.

W związku z istotnym znaczeniem usług świadczonych przez firmy specjalizujące się w sprzątaniu szpitali, wprowadzenie minimum 12-miesięcznego vacatio legis dla ozusowania umów zleceń oraz waloryzacja umów w ramach zamówień publicznych, jest niezbędna dla zachowania wystarczającego poziomu opieki zdrowotnej w Polsce.
– W kontekście dalszego efektywnego funkcjonowania firm sprzątających i szpitali, wprowadzenie 12 miesięcznego vacatio legis dla ozusowania umów zleceń jest absolutną koniecznością. W przeciwnym razie może dojść do tragicznego w skutkach rozwiązywania umów przez wykonawców, którzy nie będą w stanie realizować kontraktów. Ucierpią na tym wszyscy: firmy sprzątające, szpitale, budżet państwa, a w szczególności my sami, czyli pacjenci. Reformy można dokonać zdecydowanie bardziej racjonalnie – do tego potrzebny jest właśnie odpowiedni okres przejściowy oraz możliwość waloryzacji dotychczasowych umów. W ten sposób z całą pewnością zwiększymy bezpieczeństwo rynku pracy oraz funkcjonowania instytucji publicznych – mówi Marek Kowalski, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Minimum 12-miesięczne vacatio legis dla regulacji prawnej, na mocy której wszystkie umowy zlecenia zostaną objęte obowiązkową składką ZUS, pozwoli zamawiającym skutecznie zweryfikować swoje strategie, budżety i kalkulacje. W ten sposób instytucje publiczne zapewnią sobie ciągłość realizacji kontraktów, uwzględniając w nowych przetargach regulacje wprowadzone przez ustawodawcę.

Niezbędne jest także sfinalizowanie nowelizacji ustawy Prawo zamówień publicznych, w szczególności w odniesieniu do renegocjowania umów trwających dłużej niż rok. Rynek zamówień publicznych to bardzo duża część polskiego rynku pracy, zwłaszcza w sektorze usług. Tylko możliwość waloryzowania ustalonego wynagrodzenia w przypadku zmian zasad oraz wysokości składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne pozwoli osiągnąć równowagę niezbędną z punktu widzenia stanu finansów publicznych, wpływów do budżetu państwa, stymulacji wzrostu gospodarczego oraz dalszego działania firm i bezpieczeństwa pracowników.

W celu lepszego wydatkowania publicznych pieniędzy i zapewnienia stabilizacji firm niezbędne staje się również pozytywne ustosunkowanie się rządu do pozostałych postulatów, takich jak:
• Poparcie dla poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy Prawo zamówień publicznych
• Zatrudnienie na podstawie umowy o pracę jako wymóg związany z realizacją zamówienia publicznego lub ustalenie minimalnego wynagrodzenia za godzinę pracy
• Odejście od kryterium „najniższej ceny” i wdrożenie kryterium oferty „najkorzystniejszej ekonomicznie”
• Opracowanie dobrych praktyk w zamówieniach publicznych i wzorcowych dokumentów w tym zakresie

Niewątpliwie zmiany w funkcjonowaniu umów zleceń na rynku pracy to warunek konieczny dla dalszego budowania bezpieczeństwa na rynku pracy. Obowiązkowa składka ZUS przyniesie nie tylko realną korzyść dla pracowników, ale będzie też czynnikiem poprawiającym jakość usług i stan budżetu państwa. Niedopuszczalne jest jednak dokonywanie pospiesznych i nieracjonalnych – społecznie oraz ekonomicznie – zmian w przypadku tak istotnego problemu, który w najbliższej przyszłości zdecyduje nie tylko o sytuacji zawodowej milionów pracowników – w bezpośredni sposób wpłynie także na bezpieczeństwo zdrowotne Polaków.

Konfederacja Lewiatan

Czy potrzebny jest podatek węglowodorowy?

Należy rozważyć czy na obecnym etapie prac konieczne jest wprowadzenie specjalnego podatku węglowodorowego, zwłaszcza biorąc pod uwagę wyrażony przez rząd zamiar przesunięcia jego obowiązywania do 2020 roku – uważają Konfederacja Lewiatan, Polski Związek Pracodawców Przemysłu Wydobywczego, Organizacja Polskiego Przemysłu Poszukiwawczo-Wydobywczego i Stowarzyszenie Naukowo-Techniczne Inżynierów i Techników Przemysłu Naftowego i Gazowniczego.

Branża wydobywcza, oceniając projekt ustawy o specjalnym podatku węglowodorowym, który trafił do Sejmu, wskazuje, że w przypadku, gdyby jednak niezbędne okazało się wprowadzenie specjalnego podatku węglowodorowego już teraz, to należałoby go powiązać z dochodami faktycznie osiąganymi ze sprzedaży kopaliny, a nie z określonym wskaźnikiem rynkowym, który służy do obliczenia należności podatkowych inwestorów zagranicznych.

– Naszym zdaniem brak jest spójności między projektem ustawy o specjalnym podatku węglowodorowym i projektem zmiany ustawy prawo geologiczne i górnicze. Oba wprowadzają te same podatki (od wydobycia ropy naftowej i gazu, opłaty eksploatacyjne), co w rezultacie prowadzi do podwójnego opodatkowania wydobycia – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Zdaniem przedstawicieli branży podatek od nieruchomości powinien być naliczany w sposób scentralizowany, aby zapewnić wyrównanie stawek i sposobu jego naliczania w różnych regionach Polski. Konieczne jest również wprowadzenie zmian umożliwiających wdrożenie zakładanych przepisów, które będą sprzyjać zagospodarowaniu złóż niekonwencjonalnych.

Najważniejsze uwagi do projektu ustawy o specjalnym podatku węglowodorowym

• Niespójność między projektem ustawy o podatku węglowodorowym a projektem prawa geologicznego i górniczego
Projekty ustaw przewidują wprowadzenie dwóch rodzajów opłat typu royalty:
‒ specjalny podatek od wydobycia niektórych kopalin, przewidziany w ustawie o podatku węglowodorowym;
‒ opłata eksploatacyjna, przewidziana prawem geologicznym i górniczym.
Biorąc pod uwagę, że te dwie instytucje fiskalne pełnią bardzo zbliżoną, o ile nie identyczną rolę, jesteśmy zdania, że wprowadzenie ich obu jednocześnie nie jest potrzebne. Rezygnacja z koncepcji podatku specjalnego w systemie fiskalnym znacznie uprościłaby zasady funkcjonowania branży.

• Nowe wymagania w zakresie prowadzenia ewidencji i obciążenia administracyjne

Specjalny podatek węglowodorowy (SPW) nakłada wymóg prowadzenia ewidencji w zupełnie nowy sposób, zamiast stosowania w możliwie największym zakresie standardów przyjętych w obowiązującym systemie podatkowym (VAT/CIT). Ponadto projekt w niewystarczającym stopniu określą formę, w jakiej będzie prowadzona ewidencja.

Wprowadzenie i jednoczesne obowiązywanie różnych, bliżej nieokreślonych rozwiązań w zakresie ewidencji (konieczność prowadzenia kilku ewidencji, np. dla celów specjalnego podatku węglowodorowego, podatku od wydobycia niektórych kopalin, kopalin wykorzystanych do celów badawczych, do odliczenia od podatku od wydobycia niektórych kopalin niewykorzystanej w CIT straty) stwarza niepożądane obciążenia administracyjne i komplikacje tak dla administracji państwowej, jak i dla przemysłu.

Proponujemy wprowadzenie jednolitego wymogu prowadzenia ewidencji zgodnie z obecnie przyjętym modelem ewidencjonowania podatków CIT / VAT, z niewielkimi korektami w zakresie naliczania podatków węglowodorowych (odnoszącymi się, na przykład, do amortyzacji czy innych pozycji niepieniężnych).

• Oddzielenie opodatkowania od faktycznych wyników prowadzonej działalności gospodarczej
Wprowadzenie systemu podatkowego, który jest oparty o notowania giełdowe (na Towarowej Giełdzie Energii w przypadku gazu i według notowań OPEC (Daily Basket Price) w odniesieniu do ropy naftowej) spowoduje, że podatek nie zostanie naliczony podmiotom na podstawie faktycznie osiągniętych przychodów ze sprzedaży. Rozumiemy, że Rząd pragnie kontrolować ceny po których naliczany jest podatek, jednak zaproponowany mechanizm może nie być powiązany
z rzeczywistymi warunkami rynkowymi lub z innymi poziomami cen, takimi jak ceny w eksporcie kopalin, różnice między ceną spot i umowną, czy uwzględnienie dodatkowego kosztu hedgingu lub ubezpieczenia, czy też po prostu wynikającymi z większej podaży surowca na polskim rynku.

Ceny urzędowe, które nie są powiązane z wysokością przychodów, mogą skutkować tym, że podatnik zostanie obciążony podatkiem od przychodów, które nigdy nie zostały uzyskane. Dlatego też proponujemy opodatkowanie według przychodów, które zostały faktycznie osiągnięte przez podatnika.

Ponadto proponowany system pomiaru dla celów podatkowych ilości wydobytej kopaliny
i obowiązek podatkowy powinny odpowiednio uwzględniać punkt przekazania zbywanego surowca. Należy pamiętać o tym, że wydobyte węglowodory są w stanie surowym i zawierają inne składniki, takie jak woda i inne elementy nie będące węglowodorami, które uniemożliwiają dokładny pomiar ilości wydobytej kopaliny i sprawiają, że wielkość wydobycia znacznie obiega od wielkości sprzedaży. Proponujemy, by ilość wydobytej była mierzona w chwili jej przekazania do systemu rozdzielczego/przesyłowego.

• Potencjalna niezgodność podatku od wydobycia niektórych kopalin z dyrektywą horyzontalną (dyrektywą 2008/118/WE)
Podatek od wydobycia niektórych kopalin należy zaliczyć do podatków pośrednich. W związku
z tym powinien on posiadać cechy podatku pośredniego określone dyrektywą horyzontalną, która obejmuje również ropę naftową i gaz. Jednak proponowana konstrukcja podatku od wydobycia jest niezgodna z dyrektywą i może okazać się, że będzie niedostosowana do wymagań podatkowych w USA – co ma duże znaczenie w sytuacji, gdy pragniemy pozyskać inwestorów zagranicznych.

• Niesprawiedliwe potraktowanie węglowodorów niekonwencjonalnych
Przedstawione projekty zmian w opodatkowaniu wydobycia kopalin nie przewidują specjalnych zasad opodatkowania węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych (w projekcie złoża niekonwencjonalne są wspominane tylko w kontekście stawek opłaty eksploatacyjnej – 1,5% / 3% w przypadku zasobów niekonwencjonalnych). Ustawa miała wprawdzie w założeniu stworzyć warunki sprzyjające wydobyciu ze złóż niekonwencjonalnych, jednak z analizy projektowanych zmian wynika, że parametry przyjęte w obliczeniach wysokości podatku od wydobycia mogą okazać się niewłaściwe i w konsekwencji znaczna część węglowodorów niekonwencjonalnych może zostać opodatkowana według wyższej stawki (przewidzianej zasadniczo dla węglowodorów konwencjonalnych).

Należy podkreślić, że istnieje wiele złóż, które muszą być eksploatowane z zastosowaniem metod niekonwencjonalnych, choć spełniają tylko jeden z warunków wymaganych dla przyjęcia niższej stawki (np. porowatość). Dlatego też postulujemy uznanie określonych warunków technicznych w zakresie porowatości i przepuszczalności złoża za warunki alternatywne, które są wystarczające do zaliczenia do niższej stawki opodatkowania, a także zwiększenie wymaganego poziomu porowatości z 5 do 10%.

• Wydatki kwalifikowalne w odniesieniu do SPW
Z zadowoleniem przyjmujemy wyrażoną jasno zasadę, że „wydatki kwalifikowalne to wydatki poniesione w celu uzyskania przychodów z tytułu dostaw wydobytych węglowodorów lub na zabezpieczenie lub ochronę takich przychodów, z wyłączeniem wydatków, które zostały w innej formie zwrócone podatnikowi”.

Wyłączenie uzasadnionych wydatków biznesowych, takich jak ubezpieczenia czy koszty finansowe, wydaje się bezzasadne. Dlatego też zwracamy się z wnioskiem, by wszystkie racjonalne i uzasadnione koszty prowadzenia działalności, w tym wszelkiego rodzaju płatności wnoszone do budżetu w formie podatków, opłat i danin, podlegały odliczeniu.

Ponadto nie możemy się zgodzić na wprowadzenie ograniczenia w postaci trzyletniego okresu pokrywającego poniesione wydatki, w którym przysługuje zwrot, gdyż we wstępnych fazach realizacji inwestycji tego rodzaju wydatki ponoszone są w okresach dłuższych, niż trzy lata.

• Podatek od nieruchomości
Wyjaśnienia wymaga sposób naliczania podatku od nieruchomości na szczeblu centralnym. Podatek od nieruchomości powinien być naliczany przedsiębiorcom wydobywającym węglowodory w sposób prawnie wiążący dla władz lokalnych tak, aby uniknąć różnych interpretacji przez poszczególne gminy i zapewnić inwestorom przewidywalne warunki. Inwestorzy nie powinni być obciążeni obowiązkiem rozliczania w odmienny sposób tego samego podatku w różnych miejscowościach.
Konfederacja Lewiatan

Raport InfoDOK: W I kwartale Polacy zastrzegli 27,3 tysiąca utraconych dokumentów tożsamości

W I kwartale 2014 r. w międzybankowym Systemie DOKUMENTY ZASTRZEŻONE Polacy zastrzegli 27,3 tysiąca utraconych dokumentów tożsamości – tym samym wielkość bazy przekroczyła 1 mln 321 tysięcy szt. W ciągu ostatnich trzech miesięcy 2 088 razy próbowano wyłudzić kredyty na łączną kwotę aż 134,9 miliona złotych – wynika z 17. edycji Raportu InfoDOK, przygotowywanego przez Związek Banków Polskich i zaprezentowanego na poniedziałkowej konferencji prasowej.

W Konferencji wzięli udział Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes ZBP, Jerzy Bańka, Wiceprezes ZBP, Grzegorz Kondek, koordynator społecznej Kampanii Informacyjnej Systemu DOKUMENTY ZASTRZEŻONE oraz Marcin Idzik z TNS Polska.

Średnia kwota próby wyłudzenia dla całego kraju wyniosła 27,9 tys. zł. Najniższy poziom zanotowano w woj. warmińsko-mazurskim (13 tys. zł), a najwyższy w małopolskim i podkarpackim (odpowiednio 46,1 tys. oraz 55,4 tys. zł). Największą jednostkową kwotą była próba wyłudzenia 4 mln zł (woj. lubuskie).

Na koniec marca 2014 roku wielkość Centralnej Bazy Danych Systemu DZ z dokumentami, które powszechnie służą do potwierdzania tożsamości przekroczyła poziom 1,3 mln. szt. W ostatnim kwartale odnotowano wzrost bazy o 27,3 tysiąca szt.

„Co 4 minuty do bazy Systemu DZ trafia nowy dokument. Powszechne wykorzystanie tych danych w bankach minimalizuje straty spowodowane wyłudzeniami kredytów. Mam nadzieję, że wkrótce podobnie będzie także poza systemem bankowym, gdyż przestępczość dot. kradzieży tożsamości w innych sektorach gospodarki jest znacznie wyższa.” – powiedział Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich.

„Liczba zastrzeganych dokumentów utrzymuje się na wysokim poziomie – to pozytywna informacja, bo oznacza, że Polacy wiedzą, że każdy utracony dokument należy jak najszybciej zgłosić w banku – nawet jeżeli nie mamy własnego konta. Niestety od półtora roku regularnie rośnie liczba prób wyłudzeń kredytów: od 1,4 tys. pod koniec 2012 r. do niemal 2,1 tys. prób w I kwartale 2014 r. – to wzrost o niemal 50%. Podobnie sytuacja wygląda z kwotami, które w tym samym okresie wzrosły o 85%”– mówi Grzegorz Kondek, koordynator społecznej Kampanii Informacyjnej Systemu DOKUMENTY ZASTRZEŻONE.

Wizerunek sektora bankowego: Wzrasta zaufanie do polskich banków. Wzrasta też jego znaczenie.

Według najnowszego badania zrealizowanego przez TNS Polska dla ZBP na przełomie marca i kwietnia bieżącego roku, w ciągu minionego roku wzrosły zarówno reputacja sektora bankowego jak i deklarowane przez Polaków zaufanie do banków. 60% dorosłych respondentów pytanych o to czy mają zaufanie do swojego banku odpowiada twierdząco. Takiego samego zdania jest także 95% ankietowanych przedsiębiorców.

W opinii społeczeństwa, bank, z którego usług korzystamy zajmuje czołowe miejsce na liście instytucji zaufania publicznego. Taki pogląd podziela 60% ankietowanych. To o 3 punkty procentowe więcej niż w pomiarze zrealizowanym w roku ubiegłym. Analogiczne wskazania obserwujemy również wśród przedsiębiorców. Aż 95% z nich deklaruje zaufanie do banku, z którego korzysta ich firma. Bardzo wysoko w obu grupach został oceniony także Narodowy Bank Polski, do którego zaufanie deklaruje odpowiednio 54% i 84% ankietowanych.

Reputacja sektora, mierzona zagregowanym indeksem TRIM, osiągnęła poziom 30 punktów, o 2 więcej niż w roku ubiegłym. Dobre wyniki w wymiarze zaufania i reputacji to efekt między innymi tego, iż mimo ogromnego kryzysu finansowego, z jakim zmaga się światowa gospodarka, polskie banki poradziły sobie dobrze i nie wymagały dofinansowania ze strony podatników, o co musiały ubiegać się instytucje finansowe w innych krajach. Myślę, że Polacy to zauważyli i docenili, podobnie jak stale poprawiającą się jakość i dostępność usług bankowych. Z drugiej strony, wysokie zaufanie, którym Polacy darzą banki traktujemy jak zobowiazanie i w pewnym sensie kredyt, którego dla odmiany klienci udzielili bankom. Będziemy dokładać wszelkich starań, aby jego jakość się nie pogorszyła – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich

Zgodnie z wynikami badania, osobiste doświadczenie w relacji z bankiem odgrywa bardzo ważną rolę w ocenie instytucji finansowych. Klienci banków oceniają je lepiej niż ogół społeczeństwa, deklarując także wyższy poziom zaufania. Połowa Polaków uważa, że o bankach mówi się dobrze wśród ich znajomych i rodziny. Przeciwnego zdania jest co piąty ankietowany. Dobrą i bardzo dobrą opinię o bankach ogółem ma 46% Polaków. Źle ocenia je jeden na dziesięciu. Cały polski sektor bankowy zaskarbił sobie zaufanie 50% opinii publicznej i 70% przedsiębiorców. Jednocześnie, narasta przekonanie, że nie wszystkie banki zasługują na zaufanie w takim samym stopniu. Taki pogląd jest bliski 60% ankietowanych.

Pengab: Koniunktura w trendzie wzrostowym

Niespełna rok trwa hossa związana ze wzrostem poszczególnych indeksów Monitora Bankowego. Główny wskaźnik – Pengab w maju 2013 roku wyniósł 13,4 pp., obecnie wartość ta został podwojona i przekroczyła 30 pp. Poprawa sytuacji ekonomicznej gospodarstw domowych i przedsiębiorstw prognozowana w ubiegłym roku przez bankowców wydaje się być potwierdzana obecnie przez napływające dane makroekonomiczne. Szczególnie pozytywne informacje w bieżącym pomiarze związane są z 16 punktowym wzrostem kredytów konsumpcyjnych i nieznacznie tylko słabszym wzrostem kredytowania przedsiębiorstw. Równie dobre informacje dotyczą spadku liczby placówek informujących o problemach przedsiębiorców w zakresie spłaty kredytów.

W środowisku bankowym umacnia się przekonanie o systematycznym, lecz powolnym wzroście aktywności klientów banków. W półrocznym horyzoncie przewiduje się dalszą poprawę sytuacji na wszystkich monitorowanych rynkach. Niezmiennie od początku roku środowisko bankowe przewiduje w perspektywie najbliższego półrocza poprawę sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw, gospodarki kraju oraz finalnie gospodarstw domowych. Nadal maleje problem kredytów zagrożonych.

Urlop w dowolnej chwili? To prostsze, niż myślisz

Każda dziedzina życia bezwzględnie wymaga zachowania równowagi. Nawet zawodowi sportowcy nie są przecież w stanie trenować bez chwili odpoczynku. Nieodłączną częścią naszej pracy powinien być zatem urlop. Co jednak zrobić, by te chwile oderwania od służbowych obowiązków trwały dłużej, niż tylko trzy tygodnie w ciągu roku i stały się dostępne znacznie częściej, niż dotychczas?

Większość z nas swój czas relaksu planuje z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie wyrwać się z pracy bez straty dla jej jakości. Urlop w dowolnej chwili często wydaje się nam więc niemalże utopijną mrzonką.

Jak się jednak okazuje, to tylko nasze przekonanie. Jeśli bowiem zmienimy swoje nastawienie, rzeczywistość nagnie się do naszej woli i czas pomiędzy podjęciem decyzji o urlopie, a jej wdrożeniem w życie może skrócić się nawet do jednego tygodnia.

By to osiągnąć, oprócz nowego podejścia potrzebna będzie także poprawa organizacji pracy. W tym przypadku do sukcesu wystarczy raptem pięć prostych kroków.

1. Poznaj swoje cele

– Po pierwsze, zanim przystąpisz do działania, zastanów się, po co to robisz. Przykrym standardem w wielu firmach jest sytuacja, w której pracownicy czy, co gorsze, kadra kierownicza nie znają głównego celu wykonywanych na co dzień zadań – zauważa Grzegorz Frątczak, specjalista zarządzania czasem.

W większości przypadków, 20% działań daje aż 80% efektów. Jeśli więc uda nam się zdefiniować, które z obowiązków są w naszej pracy kluczowe, a następnie wykonać je w pierwszej kolejności, łatwo będziemy mogli ograniczyć swój czas spędzany w biurze.

Warto w tym momencie odpowiedzieć sobie na pytania: które z moich działań są najważniejsze? Jakie mam wskaźniki sukcesu? Z czego na koniec miesiąca rozliczy mnie mój szef? Jak moja praca koresponduje z wymaganiami klientów czy partnerów biznesowych?

2. Znajdź swojego zastępcę

Wnioski, do jakich w ten sposób dojdziemy mogą sprawić, że wystarczy, iż przed urlopem wykonamy jedynie 1/5 swoich codziennych zadań. Dzięki temu większość założonych rezultatów zostanie zawczasu osiągnięta. Pozostałą częścią będziemy się mogli zająć po powrocie albo bez strachu zlecić ją innemu pracownikowi.

Drugim bowiem elementem poprawy organizacji pracy jest umiejętność delegowania uprawnień. Swojego zastępcę najlepiej jednak wyznaczyć już dziś – na ostatnią chwilę może być bowiem trudno znaleźć kogoś odpowiedniego.

– Osoba, którą wybierzemy, powinna być nie tylko świadoma, przed jakimi obowiązkami w razie naszej nieobecności przyjdzie jej stanąć. Szybkie przekazanie zadań wymagać od niej będzie także poznania sposobów ich realizacji – podpowiada właściciel CEO Solutions.

3. Spisz zadania do wykonania

Kolejny krok stanowi z kolei projektowanie swojego czasu, czyli sporządzenie listy zadań, nadanie im priorytetów i terminów realizacji. Takiego zestawienia w żadnym wypadku nie powinniśmy trzymać „w głowie”, w ten bowiem sposób obarczymy się niepotrzebnym natłokiem informacji, który tylko spotęguje uczucie zestresowania czy zmęczenia.

– Obowiązki spisane nawet na zwykłej kartce papieru w większości wypadków poprawią naszą efektywność i uwolnią nas od zbędnego balastu. Z drugiej zaś strony, zyskamy w ten sposób czarno na białym wypunktowane: co, gdzie i kiedy mamy zrobić – wyjaśnia Frątczak.

Zatem następnym razem, gdy nagle zdecydujemy się na spontaniczny wypad ze znajomymi na narty, już pierwszy rzut oka wystarczy, by określić, ile jeszcze mamy pracy i jak ją odpowiednio zorganizować, by móc sobie na taki wyjazd pozwolić.

4. Opisz poszczególne procesy

Bycie osobą niezastąpioną w pracy to bez wątpienia miłe uczucie. Gorzej, gdy zapragniemy wziąć urlop i okaże się, że nikt nie jest w stanie podołać naszym obowiązkom. By nie przywiązać się do biurka już na zawsze, powinniśmy zatem dokładnie opisać wykonywane przez nas czynności.

Dzięki temu delegowanie obowiązków nie będzie stanowiło większego kłopotu. Co więcej, działania naszego zastępcy nie będą za każdym razem poprzedzane szeregiem pytań. Nie ma chyba nic bardziej denerwującego w czasie wypoczynku, niż stałe telefony z miejsca pracy.

Zapobiec temu można w prosty sposób: wystarczy wypunktować swoje najważniejsze zadania i przy najbliższym ich wykonaniu opisać po kolei czynności potrzebne do ich realizacji. Aby mieć pewność, że procedura została odpowiednio doprecyzowana, całość warto 2-3 razy powtórzyć.

5. Stale usprawniaj swoją pracę

Ostatnim krokiem są usprawnienia naszej pracy. Dzięki nim podniesiemy swoją produktywność, co nie tylko pozwoli na wzięcie urlopu w zasadzie w dowolnej chwili, ale zwiększy także szansę uzyskania podwyżki. Dodatkowo, jeśli zautomatyzujemy wykonywane przez nas działania, delegowanie uprawnień stanie się o wiele prostsze.

– Tu z pomocą mogą nam przyjść odpowiedzi na pytanie: co mogę dziś zrobić, by jutro zaoszczędzić choćby 30 sekund? Pół minuty w ciągu dnia już po roku może się bowiem przełożyć na wyjście z pracy nawet 2 godziny wcześniej – opisuje ekspert zarządzania czasem.

Jak zatem widzimy, raptem 5 prostych kroków dzieli nas od możliwości oderwania się od obowiązków w dowolnym momencie. Wokół nas znajdziemy zapewne wiele przykładów osób, które na wypoczynek mogą sobie bezstresowo pozwolić w zasadzie z dnia na dzień. Za nimi w większości wypadków stoi jednak umiejętne zarządzanie czasem.

Firmy jak najszybciej muszą przygotować się do przesyłania znacznej części dokumentów podatkowych elektronicznie

Ministerstwo Finansów opublikowało projekt ustawy, który przewiduje, że już od przyszłego roku większość deklaracji podatkowych (m.in. w obszarze PIT i CIT) podatnicy i przede wszystkim płatnicy (PIT, podatku u źródła) będą musieli przesyłać urzędom skarbowym wyłącznie drogą elektroniczną. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, firmy już dziś powinny zacząć przygotowywać się i dostosowywać swoje systemy informatyczne do nowych regulacji. Ich wdrożenie jest nieuchronne, nawet jeśli termin wejścia w życie nowych przepisów z dniem 1 stycznia 2015 r. zostanie przesunięty.

Projektowane zmiany są kluczowe dla budowy polskiej e-gospodarki oraz pożądanych relacji między administracją publiczną a podatnikami. Projekt nowelizacji o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz niektórych innych ustaw znajduje się w tej chwili na etapie ustaleń międzyresortowych. Wedle założeń ma zacząć obowiązywać od początku przyszłego roku. „W związku z tym, że czasu na uchwalenie ustawy jest relatywnie niewiele, można przyjąć także opcję jej wejścia w życie z początkiem 2016 roku, a nie 2015 . Nie ma jednak wątpliwości, że nowe przepisy będą niebawem obowiązywać, ponieważ są niezbędnym elementem uruchomienia systemu, który umożliwi administracji przygotowywanie podatnikom wstępnych deklaracji PIT” – mówi Ernest Frankowski, Starszy Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Zmiana ma objąć dużą część systemu rozliczeń podatkowych i będzie dotyczyła zarówno podatników sporządzających roczne zeznania podatkowe, jak i płatników informujących organy skarbowe o wywiązywaniu się z prawidłowego obliczania, pobierania i wpłacania kwot na podatek PIT lub podatek u źródła. Płatnicy PIT oraz podmioty niepełniące funkcji płatnika tego podatku od 1 stycznia 2015 r. będą mieli obowiązek składania do urzędów skarbowych deklaracji PIT-4R, PIT-8AR, PIT-8C, PIT-11, PIT-R, IFT-1/IFT-1R oraz PIT-40 wyłącznie drogą elektroniczną. Nowe przepisy mają mieć zastosowanie do dochodów (lub poniesionych strat) uzyskanych już w bieżącym roku. Z tego obowiązku zostaną zwolnione najmniejsze firmy, które sporządzają informacje dla maksymalnie pięciu osób w ciągu roku i zarazem niekorzystające z usług biur rachunkowych. Nowe przepisy obejmą również podatników CIT i składających deklaracje dotyczące podatku u źródła (obowiązek złożenia deklaracji elektronicznie przez płatnika tego podatku w kontekście transakcji z podatnikami zagranicznymi). Jak oceniają eksperci Deloitte, nie należy wykluczać sytuacji, w której w przyszłości ustawodawca zdecyduje się objąć tym samym obowiązkiem także deklaracje VAT.

Ministerstwo Finansów stara się dodatkowo zmotywować przedsiębiorców do zmiany. Wedle nowych przepisów skróci się termin składania deklaracji PIT w formie papierowej. Będzie on upływał z końcem stycznia roku następującego po roku podatkowym, a w przypadku formy elektronicznej z końcem lutego, czyli tak, jak dotychczas. „Jednocześnie jednak pojawi się zapis, który mówi, że złożenie deklaracji, informacji oraz rocznego obliczenia podatku w niewłaściwej formie, tzn. papierowej będzie równoznaczne z ich niezłożeniem” – mówi Ernest Frankowski.

Co to w praktyce oznacza dla przedsiębiorców? Wysyłanie deklaracji wyłącznie elektronicznie niewątpliwie pozwoli zaoszczędzić czas i pieniądze. Na początku należy liczyć się z kosztami, jak choćby zakup e-podpisu, który jest wymagany przy składaniu deklaracji przez przedsiębiorców czy odpowiednie dostosowanie systemów informatycznych. Korzyści, szczególnie w przypadku większych podmiotów, będą widoczne dopiero w dłuższej perspektywie czasowej. Nowe regulacje stworzą m.in. szansę na wprowadzenie elektronicznej wymiany deklaracji między firmą, a jej pracownikami.

Niewątpliwie znowelizowana ustawa będzie dla części podatników prawdziwą rewolucją. Dotyczy to zarówno małych, jak i większych firm, choć ich problemy będą różnego rodzaju. W przypadku małych czy nawet mikroprzedsiębiorstw, które są prowadzone przez osoby nieobyte z Internetem, mogą powstać początkowe problemy z koniecznością nabycia nowych umiejętności. „Z kolei dla dużych firm wyzwaniem będzie przygotowanie systemów ERP, FK, kadrowych i HR do obsługi e-deklaracji. Obecnie istnieje niewiele systemów takiej klasy jak ERP, które umożliwiają udostępnianie wszystkich obowiązkowych deklaracji w formacie elektronicznym wymaganym przez przepisy” – przestrzega Ernest Frankowski. Dlatego przedsiębiorcy już teraz powinni pomyśleć o budowie zautomatyzowanego rozwiązania informatycznego, które będzie kompatybilne z systemem e-deklaracji. „Ważne jest także sprawdzenie czy biura rachunkowe, z usług których korzystają firmy, są przygotowane na zmiany przepisów” – podsumowuje ekspert Deloitte.

Fundusze private equity aktywnie przygotowują się do nowych inwestycji

Ponad 60 proc. przedstawicieli funduszy private equity z Europy Środkowej ocenia, że w najbliższym półroczu warunki ekonomiczne będą lepsze niż dotychczas. Jesienią ubiegłego roku twierdziło tak jedynie 43 proc. osób. To najlepszy wynik od dziesięciu lat, czyli momentu, w którym osiem nowych państw wstąpiło do UE. O tym, że sytuacja ekonomiczna znacząco się poprawia, świadczy też fakt, że połowa respondentów reprezentujących fundusze private equity zamierza skupić się na inwestowaniu w nowe przedsięwzięcia, a kolejne 19 proc. zbiera fundusze na przyszłe akwizycje. Jak wynika z najnowszej edycji badania „Central Europe Private Equity Confidence Survey”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, w kręgu zainteresowania inwestorów będą nadal przede wszystkim liderzy rynkowi oraz firmy średniej wielkości.

Wcześniejsze edycje cyklicznego badania Deloitte udowodniły, że opinie inwestorów związanych z funduszami private equity doskonale odzwierciedlają nastroje dominujące na rynku. W obecnym raporcie czytamy, że przedstawiciele tego sektora wyraźnie odczuli już poprawę sytuacji gospodarczej w Europie, w tym w naszym regionie. Dowodem tego jest wskaźnik optymizmu, który wynosi obecnie 144 w stosunku do 100 z roku bazowego 2003 r. (wzrost ze 127 w poprzednim badaniu)*. To najlepszy wynik od trzech lat, zbliżający się nawet do wyników maksymalnych osiąganych w latach 2003-2007.

„Fundusze private equity są bliskie poziomu optymizmu z czasów sprzed kryzysu. To najważniejszy i najbardziej pozytywny przekaz płynący z tej edycji badania. Pokazało ono, że inwestorzy wierzą w to, że spowolnienie gospodarcze w Europie mamy już za sobą, a oni sami uzyskali lub niebawem zyskają dostęp do nowych funduszy, co pozwoli im zwiększyć aktywność na rynku” – tłumaczy Mark Jung, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Lider Private Equity w Polsce, Deloitte.

Aż 61 proc. respondentów spodziewa się poprawy w gospodarce w najbliższym półroczu. Jesienią 2013 roku taką ocenę wydało 43 proc. menedżerów z funduszy private equity badanych przez Deloitte. To najwyższy poziom osiągnięty od 2004 roku, kiedy to kraje Europy Środkowej weszły do Unii Europejskiej. Tych, którzy uważają, że warunki się pogorszą, w obecnej fali badania było zaledwie 8 proc.

W ciągu najbliższych kilku miesięcy połowa badanych funduszy skoncentruje się na nowych inwestycjach. Pół roku wcześniej było to 59 proc. Nie znaczy to jednak, że można tu mówić o pogorszeniu nastrojów. „Duża część inwestorów przygotowuje się do nowych inwestycji. Mamy do czynienia z nasilonym zjawiskiem fundraisingu, czyli pozyskiwania kapitału potrzebnego do nowych inwestycji. Odsetek funduszy, które znajdują się w takim właśnie momencie zwiększył się w ciągu ostatniego półrocza ponad dwukrotnie, do 19 proc. Zatem ich plany inwestycyjne mogą po prostu dotyczyć dłuższego horyzontu, niż najbliższe kilka miesięcy, o które pytaliśmy w badaniu” – tłumaczy Mark Jung. Do 31 proc. (rok wcześniej było ich 55 proc.) zmalała liczba tych funduszy, które skupią się na zarządzaniu obecnym portfolio, co tylko potwierdza, że pozostali są gotowi poszukiwać okazji biznesowych.

Konsekwencją większej koncentracji funduszy na pozyskiwaniu nowego kapitału, jest również rosnący odsetek tych, które w najbliższych miesiącach planują więcej spółek ze swojego portfolio sprzedać, niż kupić. W tej edycji badania taką odpowiedź wybrało 35 proc. respondentów, podczas gdy pół roku wcześniej było to 19 proc. Aktywność tego typu można już zresztą zaobserwować od dwóch lat.

W ostatnich miesiącach fundusz Mid Europa Partners sprzedał pakiet mniejszościowy w T-Mobile firmie Czechy Deutsche Telecom za 828 mln euro. Wcześniej Abris Capital Partners zdecydował się na wyjście z inwestycji w Masterlease, poprzez wprowadzenie spółki na Warszawską Giełdę Papierów Wartościowych, a rzeszowską spółkę Zelmer od Enterprise Investors kupiła Grupa BSH. Odsetek osób, które zapowiadają, że reprezentowane przez nich fundusze więcej kupią, niż sprzedadzą pozostał właściwie bez zmian i wynosi obecnie 46 proc.

Ponad 60 proc. ankietowanych spodziewa się, że aktywność na rynku private equity w ciągu najbliższych sześciu miesięcy zwiększy się. Pół roku wcześniej myślało tak jedynie 32 proc. osób. Ostatni raz tak wysoki wskaźnik udało się osiągnąć w październiku 2010 roku. Warto zauważyć, że żaden z respondentów nie spodziewa się zmniejszonej aktywności. Aż 85 proc. reprezentantów tego sektora przewiduje, że wielkość dokonywanych transakcji pozostanie na tym samym poziomie – to najwyższy odsetek w całej historii badania. Pierwszy raz od kwietnia 2007 roku zabrakło wśród ankietowanych osób, które prognozowałyby zmniejszenie wielkości transakcji.

Jedna czwarta respondentów (27 proc.) spodziewa się łatwiejszego dostępu do finansowania dłużnego. To najwyższy poziom odnotowany od trzech lat i trzy razy większy odsetek, niż sześć miesięcy temu. „Dostęp do finansowania umożliwia firmom i funduszom private equity inwestowanie w przyszłość. Nowe środki zgromadzone przez fundusze w połączeniu z dostępem do kredytów mogą przyczynić się do znaczącego ożywienia gospodarczego w Europie Środkowej” – prognozuje Mark Jung.

Prawie dwie trzecie respondentów (65 proc.) spodziewa się zwiększenia efektywności ich inwestycji finansowych. Ostatnio tak dobre wyniki osiągnięto w 2005 roku. Dodatkowo, w przypadku tego pytania nie padła żadna odpowiedź, która mogłaby sugerować obawy o spadek tej efektywności.

Jakie firmy będą cieszyć się zainteresowaniem funduszy private equity? Zdaniem 54 proc. ankietowanych (wzrost o 7 pp.) szansę na przyciągnięcie inwestorów mają przede wszystkim liderzy rynku. Z kolei w opinii 42 proc. należy stawiać na przedsiębiorstwa średniej wielkości. Start-up’y będą się cieszyć zainteresowaniem jedynie 4 proc. respondentów. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte nie cieszą się zainteresowaniem funduszy private equity ze względu na większe ryzyko inwestycyjne, na podejmowanie którego nie są jeszcze gotowe. Dla firm zainteresowanych pozyskaniem z nich kapitału oznacza to, że przekonanie do siebie inwestora jest nadal wyzwaniem.

„Rosnąca aktywność funduszy private equity w Europie Środkowej to fakt. Było to już zresztą widać w drugiej połowie 2013 roku, gdy wartość dokonanych transakcji wzrosła o 70 proc., choć ogólna ich liczba nie zmieniła się rok do roku. Fundusze dostrzegają pozytywny klimat inwestycyjny i gospodarczy, a Europa Środkowa powróciła w orbitę ich zainteresowań” – podsumowuje Mark Jung.

Informacja o raporcie:

Wyniki 23. edycji regionalnego badania Deloitte pt. „Hitting the right notes” z cyklu „Central Europe Private Equity Confidence Survey” stanowią wnioski z ankiety skierowanej do specjalistów zajmujących się funduszami Private Equity, które działają w 17 krajach Europy Środkowej. Badanie ukazuje się cyklicznie dwa razy w roku począwszy od 2003 r.

Przeprowadzona ankieta dotyczyła nastrojów i oczekiwań funduszy (dotyczących m.in: rynku transakcyjnego, spodziewanych parametrów transakcyjnych oraz aktywności samych funduszy), jakie mogą mieć miejsce wg ankietowanych w niedalekiej przyszłości (najbliższe 6 m-cy).

* Index optymizmu jest średnią z 7 indeksów uzyskanych z pierwszych 7 pytań ankietowych. Wskaźnik przestawia zmianę odczuć pozytywnych w stosunku do łącznej liczy odpowiedzi pozytywnych i negatywnych (odpowiedzi neutralnie nie były brane pod uwagę) w porównaniu do pierwszej edycji badania z wiosny 2003 r. Im wskaźnik wyższy tym większy optymizm przedstawicieli funduszy.

Grupa Kapitałowa Platforma Mediowa Point Group w I kwartale 2014: prawie trzykrotnie wyższy zysk netto

Zyskiem netto w wysokości 2 mln 624 tys. zł – prawie trzy razy wyższym niż przed rokiem – zamknęła I kwartał 2014 Grupa Kapitałowa Platforma Mediowa Point Group. EBITDA wyniosła 3 mln 545 tys. zł wobec 1 mln 852 tys. w 2013 r. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży w pierwszym kwartale 2014 r. osiągnęły wartość 16,5 mln zł. Zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 7 mln 731 tys.

Blisko trzykrotnie wyższy zysk netto i prawie dwukrotnie wyższa EBITDA to wynik m.in. zmian w strukturze sprzedaży, które pozwalają na optymalizację kosztów i wzrost efektywności. Widoczny jest tu również efekt renegocjacji umów długoterminowych z głównymi dostawcami, dzięki czemu obniżeniu uległy koszty własne sprzedaży. Optymalizacja kosztowa jest również widoczna w obniżeniu o ok. 37 proc. kosztów zarządu.

Głównym aktywem GK PMPG pozostaje tygodnik WPROST, który jest najbardziej opiniotwórczym tygodnikiem w Polsce (wg rankingów Instytutu Monitorowania Mediów, WPROST nieprzerwanie jest najczęściej cytowanym przez inne media polskim tygodnikiem). Według szacunkowych danych Kantar Media, który podsumowuje cennikowe przychody z reklam, WPROST jest jednym z najlepiej zarabiających magazynów, a jego cennikowe przychody wzrosły w I kwartale 2014 r. o ponad 33 proc. w stosunku do roku 2013. Rosnącą rolę w tworzeniu przychodów odgrywa również tygodnik „Do Rzeczy”, w którym struktura przychodów jest odmienna od dominującej na rynku i dominują w niej przychody ze sprzedaży egzemplarzowej. Jednak to rynek reklamowy ma istoty wpływ na poziom przychodów Grupy i stanowi punkt referencyjny dla oceny jej sytuacji biznesowej.

Różnica w przychodach pomiędzy I kwartałem roku 2014 a analogicznym okresem roku poprzedniego wynika przede wszystkim z realizowanej przez PMPG strategii podnoszenia rentowności sprzedaży, w tym m.in. z optymalizacji wartości umów barterowych. Wynika to przede wszystkim z ograniczenia kosztów promocji własnej, które stanowiły istotny element kosztów w latach 2012 i 2013, kiedy PMPG była zmuszona do intensywnej promocji swoich projektów wobec czynów nieuczciwej konkurencji. Przychody gotówkowe były nieznacznie niższe, głównie z uwagi na brak jednego z istotnych wydarzeń organizowanych w ramach Grupy.

Zachowanie stabilnych przychodów przy rynku reklamowym, który, zdaniem analityków m.in. ze Starlinka, w segmencie magazynów może w tym roku zanotować spadek o blisko 15 proc., świadczy o tym, że przyjęta przez Zarząd strategia przynosi pozytywny efekt.

Wyniki osiągnięte przez GK PMPG w I kwartale 2014 r. pozwalają Zarządowi na podtrzymanie prognozy ogłoszonej w marcu br. Prognoza na rok 2014 jest oparta, podobnie jak ta prezentowana w 2013 r., na konserwatywnych założeniach. Uwzględniając dynamikę rynku reklamowego i zmiany w jego strukturze, również w tym roku Grupa powinna mieć przychody na stabilnym poziomie 64 mln zł przy kilkunastoprocentowym wzroście rentowności liczonej rok do roku (wzrost EBITDA o 17 proc., licząc od korekty prognozy z końca roku 2013).

Nadwyżka finansowa uzyskana wskutek prowadzonej polityki podnoszenia rentowości oraz dyscypliny kosztowej została przeznaczona na rozwój działalności, m.in. w nowych mediach.

W końcu pierwszego kwartału należąca do GK PMPG spółka AWR WPROST rozpoczęła wydawanie nowego tytułu o charakterze biznesowym – tygodnika WPROST BIZNES, dostępnego wyłącznie w wersji cyfrowej. WPROST BIZNES jest jednym z projektów organicznych, których uruchomienie było anonsowane w liście prezesa Zarządu PMPG przy okazji publikacji raportu za 2013 r.

Z punktu widzenia stabilności finansowej GK PMPG, istotną informacją w pierwszym kwartale 2014 r. było korzystne dla spółki zamknięcie sprawy sądowego sporu z Małgorzatą Cimoszewicz. 12 lutego Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał postanowienie, na mocy którego uznał orzeczenie sądu zagranicznego za wykonalne jedynie w zakresie kwoty 50 000 dolarów. Postanowienie to ostatecznie znosi widmo kary w wysokości 5 mln dolarów, które wisiało nad wydawnictwem i było m.in. przedmiotem obaw inwestorów i instytucji finansowych.

ATM opublikował wyniki za pierwszy kwartał 2014 roku

ATM S.A. zaprezentowała raport finansowy za I kwartał 2014 roku. Wyniki osiągnięte w minionym kwartale nie były – w opinii Zarządu ATM – w pełni zadowalające. Przyczyną tego stanu rzeczy były niższe od oczekiwanych przychody ze sprzedaży łączy.

Warszawa, 14 maja 2014 r. – Przychody ze sprzedaży (po wyłączeniu kontraktu OST 112) osiągnęły poziom 30,3 mln zł, marża ze sprzedaży – 18,1 mln zł, zaś zysk EBITDA – 10,8 mln zł. Pozycje te odnotowały kilkuprocentowe spadki w stosunku do I kwartału 2013 roku. Spowodowało to także, że Spółka osiągnęła niższy zysk operacyjny niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Natomiast wyższy niż w roku ubiegłym był zysk brutto (4,5 mln zł, wzrost o 16%) i zysk netto (3,7 mln zł, wzrost o 22%).

Spółka zachowała wysoki poziom rentowności operacyjnej (ok. 60% marży ze sprzedaży, ok. 35% marży zysku EBITDA). Z uwagi na wspomnianą we wstępie niską wartość przychodów z dostawy nowych łączy oraz opłat instalacyjnych, udział przychodów abonamentowych w całości przychodów ATM osiągnął w I kwartale 2014 roku wyjątkowo wysoki, 97-procentowy poziom (historycznie oscylował wokół 90 procent).

Tradycyjnie już największy udział w przychodach i marży ATM miały w ubiegłym kwartale usługi centrów danych – wygenerowały około 15 mln zł przychodów ze sprzedaży (wzrost o 13,5% r/r). Abonamentowa marża ze sprzedaży usług kolokacyjnych stanowiła w pierwszym kwartale bieżącego roku już ponad 65% całkowitej marży abonamentowej ATM. Dynamika wzrostu przychodów z usług kolokacyjnych byłaby zauważalnie wyższa, gdyby nie negatywny wpływ ograniczenia współpracy z jednym z dużych klientów usług centrów danych (na skutek procesów konsolidacyjnych w branży klienta). Dodatkowo na spowolnienie wzrostu wpłynął wyjątkowo niski poziom przychodów związanych z usługami instalacyjnymi, szczególnie w porównaniu z IV kwartałem 2013 roku. Jednakże Spółka prowadzi obecnie dużą liczbę zaawansowanych rozmów z potencjalnymi klientami, w tym zainteresowanymi skorzystaniem z oferty aktualnie wykańczanych nowych serwerowni, które powinny zaowocować kontraktami w kolejnych kwartałach roku.

W dalszym ciągu bardzo dynamicznie rośnie podkategoria usług centrów danych – dzierżawa serwerów dedykowanych ATMAN EcoSerwer. W I kwartale bieżącego roku przychody z tej działalności wzrosły 2,5-krotnie (r/r) i stanowiły już ok. 5% całkowitych przychodów ATM (bez kontraktu OST 112). Usługa dzierżawy serwerów dedykowanych pozwala klientom na korzystanie z serwerów bez konieczności inwestowania w sprzęt i rozliczana jest w formie abonamentowej.

Przychody ze sprzedaży usług transmisyjnych były w I kwartale bieżącego roku wyraźnie niższe niż w analogicznym okresie 2013 roku (spadek o 21% r/r do 9,6 mln zł). Wynika to, jak już wspomniano wyżej, z wyjątkowo niskich przychodów ze sprzedaży nowych łączy. Główne przyczyny tego stanu rzeczy to zakończenie kontraktów realizowanych w poprzednich latach oraz przeciągające się negocjacje w sprawie potencjalnych nowych kontraktów w dziedzinie zapewnienia światłowodów dla operatorów telekomunikacyjnych – w tym do stacji bazowych. Spowolnienie w tym obszarze może być związane z relatywnie słabymi wynikami dużych operatorów, a także zawirowaniami związanymi z aukcjami na częstotliwości LTE.

Pozytywnym zjawiskiem było odnotowanie przez Spółkę kwartalnego wzrostu (o 0,5% q/q) w abonamentowych przychodach z usług transmisyjnych. Jest to wynikiem systematycznie rosnącej liczby lokalizacji biznesowych przyłączonych do sieci ATMAN – w ciągu 2013 roku wzrosła ona o ponad 40%, zaś w I kwartale bieżącego roku o kolejne 7%. W dalszej perspektywie tendencja ta powinna się utrzymać, pozwalając na generowanie coraz wyższych przychodów od klientów biznesowych (innych niż operatorzy telekomunikacyjni).

Wzrost zainteresowania ofertą ATM przez mniejszych klientów obserwowany jest także w obszarze usług dostępu do Internetu. W omawianym kwartale udało się dzięki temu zatrzymać trwający od końca 2011 roku spadek przychodów z tego rodzaju usług – wygenerowane zostało 4,5 mln zł przychodów (zbliżona wartość do tej z ostatniego kwartału ubiegłego roku). Cieszy również kolejny przyrost liczby fakturowanych kontrahentów – o 4% q/q.

Wyniki Grupy Netia w I kw. 2014 r. – lepsza rentowność, niższe przychody

Netia SA ogłosiła wyniki za I kwartał 2014 roku. Spółka zwiększyła marżę Skorygowanego zysku EBITDA do poziomu 31 proc. przy jednocześnie zauważalnym spadku przychodów. Realizacja kilku strategicznych projektów oraz utrzymanie pozytywnych trendów w zakresie usług na bazie sieci własnej w obu segmentach (B2B i B2C) pozwoliły jednak Zarządowi na podtrzymanie całorocznej prognozy i planu dystrybucji środków do akcjonariuszy.

– Netia osiągnęła w I kw. 2014 r. rekordową, 31-procentową marżę Skorygowanego zysku EBITDA. Pomimo że przychody w I kw. 2014 r. były poniżej oczekiwań, podtrzymujemy całoroczną prognozę – powiedział Mirosław Godlewski, Prezes Zarządu Netii.

Przychody Netii za I kw. 2014 r. wyniosły 434,4 mln zł (253 mln zł w segmencie B2C oraz 174 mln zł w segmencie B2B) wykazując spadek o 4 proc. kwartał-do-kwartału i 12 proc. rok-do-roku. Spadek przychodów był związany przede wszystkim z niższą liczbą świadczonych usług (RGU) głosowych, szczególnie na rynku regulowanym, oraz obniżką stawek MTR co odpowiadało za 30% udział w łącznym spadku przychodów.

– W I kw. 2014 r. osiągnęliśmy znaczący postęp w realizacji wielu kluczowych projektów. Zakończyliśmy proces wydzielenia dywizji B2B i B2C, rozpoczynając działalność operacyjną w ramach nowych struktur wraz z początkiem kwietnia i jesteśmy przekonani, że wprowadzone zmiany przyczynią się do znaczącej poprawy wyników Spółki, dzięki jeszcze silniejszej koncentracji na obszarach komercyjnych i większej elastyczności. Ponadto, po blisko dwóch latach kompleksowych przygotowań, w kwietniu zakończyliśmy z sukcesem proces migracji danych kont abonenckich klientów Dialogu do systemów Netii. Przyniesie to kolejne synergie kosztowe, a co najważniejsze, uprości sposób dostarczania usług i obsługi Klientów. Proces integracji Dialogu w ramach Nowej Netii został już praktycznie zakończony, a w jego wyniku osiągnęliśmy roczne oszczędności na poziomie 143 mln zł. W kwietniu zaprzestaliśmy też korzystania z marki handlowej Dialog. – dodał Mirosław Godlewski.

Bardzo solidna rentowność

Skorygowany zysk EBITDA za I kw. 2014 r. wyniósł 134,4 mln zł wykazując spadek o 5 proc. w stosunku do I kw. 2013 r. Natomiast marża skorygowanego zysku EBITDA wyniosła w I kw. br. 31 proc. w porównaniu do 28,9 proc. w I kw. 2013 r. Skorygowana marża EBITDA w segmencie B2B wyniosła w I kw. br. 49,6 proc., natomiast w segmencie B2C sięgnęła 29,6 proc.

Zysk EBITDA wyniósł w I kw. br. 126 mln zł, wykazując spadek o 9 proc. w stosunku do I kw. 2013 r. oraz wzrost o 9 proc. w stosunku do IV kw. 2013 r. Zysk operacyjny EBIT za I kw. 2014 r. wyniósł 20,7 mln zł (bez uwzględnienia pozycji jednorazowych 29,1 mln zł) w stosunku do 27,3 mln zł za I kw. 2013 r. (30,6 mln zł przy wyłączeniu pozycji jednorazowych). Zysk netto odnotowany za I kw. 2014 r. wyniósł 11,0 mln zł w stosunku do kwoty 13,1 mln w I kw. 2013 r.

Osiągnięte przez spółkę w I kw. br. dodatnie przepływy wolnych środków pieniężnych na poziomie operacyjnym (OpFCF), zdefiniowane jako skorygowany zysk EBITDA pomniejszony o wartość inwestycji kapitałowych – z wyłączeniem nakładów inwestycyjnych na integrację i akwizycje – wyniosły 82,6 mln zł, w stosunku do 98,6 mln zł w I kw. 2013 r. Zadłużenie netto spółki na koniec marca 2014 roku wyniosło 260,7 mln zł, czyli o 30,1 mln zł mniej niż na koniec 2013 roku, a dźwignia finansowa stanowiła wielokrotność zaledwie 0,52x Skorygowanego zysku EBITDA prognozowanego na 2014 r.

Sieć własna i B2B gwarancją stabilności

Łączna liczba usług (RGU) na koniec marca 2014 r. wyniosła 2 477 463 w porównaniu do 2 637 912 na koniec marca 2013 r. oraz 2 526 357 na koniec 2013 r. (spadek odpowiednio o 6 i 2 proc.) Liczba usług świadczonych w segmencie B2B wzrosła w I kw. br. o 5 proc. rok-do-roku i wyniosła ponad 484 tysięcy.

Liczba usług telewizyjnych na dzień 31 marca 2014 r. wyniosła 127 247, co stanowiło wzrost o 39 proc. w porównaniu do 91 tys. na koniec marca 2013 r. oraz wzrost o 6 proc. z poziomu 120 tys. z końca 2013 r.

Na koniec marca 2014 r. liczba usług szerokopasmowych wyniosła 837 413, co stanowiło spadek o 1 proc. z poziomu 848 909 na koniec 2013 r. W I kw. 2014 r. Netia przyłączyła netto 1 083 usługi szerokopasmowe we własnej sieci (wyłączając WiMAX Internet), odnotowując wzrost przez czwarty kwartał z rzędu. Na dzień 31 marca 2014 r. usługi dla 48 proc. klientów usług szerokopasmowych świadczone były poprzez własną sieć dostępową Netii w porównaniu do 46 proc. na 31 marca 2013 r.

W I kw. 2014 r. Netia odnotowała łączny spadek liczby klientów usług głosowych o 37 793 w porównaniu do spadku netto o 30 655 w IV kw. 2013 r.

W sumie w I kw. 2014 r. Netia przyłączyła 9 608 usług netto we własnej sieci i odnotowała 58 502 odłączeń netto usług oferowanych na bazie dostępu regulowanego.

Prognozy i propozycja Zarządu wypłaty dywidendy na WZA

Netia podtrzymuje prognozę na 2014 r. zakładającą przychody na poziomie 1,735 mld zł, Skorygowany zysk EBITDA na poziomie 505 mln zł oraz Skorygowany (bez nakładów na integrację i akwizycje) zysk operacyjny na poziomie 75 mln zł, Skorygowane nakłady inwestycyjne prognozowane są na poziomie 200 mln zł, a skorygowane przepływy wolnych operacyjnych środków pieniężnych (Skoryg. OpFCF) na poziomie 305 mln zł.

Zarząd Netii zaproponował uchwałę na WZA, które odbędzie się 21 maja b.r., dotyczącą wypłaty dywidendy do akcjonariuszy na poziomie 42 groszy na akcję, co jest zgodne z polityką dystrybucyjną Spółki.

Grupa INTROL S.A. w 1 kwartale 2014 r.: dynamiczny wzrost przychodów i zysku

Grupa INTROL S.A., holding dostarczający zaawansowane rozwiązania dla przemysłu, w 1 kwartale 2014 r. kontynuowała rentowny rozwój, udowadniając skuteczność realizowanej strategii. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży Grupy zwiększyły się o 35% r/r osiągając poziom 117 mln zł. Zysk netto wzrósł natomiast ponad 3-krotnie w porównaniu do 1 kwartału 2013 r. i wyniósł 4,2 mln zł. Tak dobre wyniki Grupa osiągnęła dzięki zwiększeniu sprzedaży we wszystkich segmentach produktów i usług.

Wzrost przychodów odnotowały wszystkie segmenty działalności Grupy. Zysk brutto ze sprzedaży Grupy w 1 kwartale 2014 r. wyniósł 15,7 mln zł (wzrost o 30% r/r), EBIDTA 7,9 mln zł (wzrost o 204% r/r), a zysk na działalności operacyjnej 6,4 mln zł (wzrost o 144% r/r). Zysk netto natomiast ukształtował się na poziomie 4,2 mln zł i był o 216% wyższy niż w 1 kwartale 2013 r. Zanotowano także znaczący wzrost rentowności: marża EBIDTA wzrosła o 3,8 p.p. r/r do 6,8%, rentowność operacyjna EBIT o 2,4 p.p. r/r do 5,4%, a rentowność sprzedaży netto (zysku) o 2,1 p.p. r/r do 3,6%. Niewielkie obniżenie (o 0,6 p.p. r/r) nastąpiło tylko w przypadku marży brutto na sprzedaży, która ukształtowała się na poziomie 13,4%.

1 kwartał 2014 r. był pod względem przychodów i zysku netto najlepszym pierwszym kwartałem w historii naszej działalności. Bardzo dobre wyniki osiągnęliśmy dzięki znacznemu zwiększeniu sprzedaży oraz utrzymaniu kosztów ogólnych na podobnym poziomie co przed rokiem. Jak zwykle w pierwszych trzech miesiącach roku największe skonsolidowane przychody odnotowaliśmy z usług AKPiA, elektrycznych, instalacyjnych, projektowych i budowlanych, które to stanowiły 58% całkowitych przychodów Grupy – mówi Wiesław Kapral, Przewodniczący Rady Nadzorczej.

Grupa INTROL S.A. zamierza nadal zwiększać rentowność i ma ambitne plany na cały 2014 r. – wg prognozy Zarządu przychody ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów mają osiągnąć poziom 450 mln zł (wzrost o 23% w porównaniu do 2013 r.), zysk brutto ze sprzedaży 70 mln zł (wzrost o 13% r/r), a zysk netto 20 mln zł (wzrost o 24% r/r). Możliwe to będzie do osiągnięcia dzięki konsekwentnie realizowanej strategii rozwoju, która zakłada koncentrację na najbardziej zaawansowanych technologiach i rozwiązaniach w przemyśle, wypracowywanie i utrzymywanie przewagi konkurencyjnej, stawiając na nowe, perspektywiczne branże i sektory.

W 1 kwartale udało nam się pozyskać stabilny portfel zamówień – duże i perspektywiczne inwestycje. Stale dążymy do dalszego rozwoju naszych produktów, przyjmując jako priorytet wysoką jakość, szeroki asortyment oraz sprawną obsługę. Ważnym dla nas wydarzeniem było przyjęcie w kwietniu br. planów inwestycyjnych na najbliższe lata przez spółki z naszej Grupy: Limatherm S.A. i Limatherm Sensor Sp. z o.o.. Plany te są elementami strategii, zgodnie z którymi ww. spółki zwiększą swoje moce produkcyjne odpowiednio o 35% i 30% w perspektywie do 2019 r. i 2018 r. – dodaje Wiesław Kapral.

Grupa Ergis po pierwszych miesiącach 2014 roku przychody w wysokości 163,9 mln zł

Grupa ERGIS, firma zajmująca się przetwórstwem tworzyw sztucznych w Europie Środkowo–Wschodniej, zanotowała po I kwartale 2014 roku przychody w wysokości 163,9 mln zł (czyli o 1,1% wyższe niż rok wcześniej), zysk operacyjny sięgający 9,2 mln zł (czyli o 52,4% wyższy niż po I kwartale 2013 roku) oraz zysk netto w wysokości 5,9 mln zł, czyli o 141,7% wyższy niż rok wcześniej.

Wzrost rentowności jest rezultatem zwiększenia wolumenu sprzedaży większości asortymentów, podjętych działań reorganizacyjnych, przeprowadzonych głównie w biznesie folii twardych, w tym relokacji środków produkcji z Niemiec do Polski, a także wzrostu udziału sprzedaży folii nanoERGIS w całości sprzedaży folii stretch.

W I kwartale 2014 roku Grupa ERGIS przedterminowo zakończyła rozruch nowej linii do produkcji folii nanoERGIS w zakładzie w Oławie. W efekcie tego Grupa ERGIS dysponuje dwiema liniami do produkcji folii nano (pierwsza została uruchomiona w tej samej lokalizacji w 2012 roku) i są one jedynymi w Europie liniami wykorzystującymi w pełni możliwości nanotechnologii. Obie zostały dostarczone przez niemiecką firmę Windmoeller & Hoelscher KG. Wprowadzanie na rynek folii z nowej linii przebiega zgodnie z planem. Koszt inwestycji wyniósł ok. 18 mln zł.

Jednocześnie Grupa ERGIS oddała do dyspozycji swoich klientów laboratorium badawcze ELSA (Ergis Load Stability Academy), umożliwiające przeprowadzenie testów, w wyniku których można osiągnąć ograniczenie ilości zużywanej folii stretch, dzięki lepszemu wykorzystaniu szczególnych właściwości nanoERGIS.

W kwietniu 2014 roku Rada Nadzorcza pozytywnie zaopiniowała przedstawioną przez Zarząd politykę dywidendową. Zarząd wnioskuje o wypłatę dywidendy w wysokości 10 groszy na akcję z zysku wypracowanego w 2013 roku.

Grupa Ergis zanotowała w I kwartale 2014 roku bardzo dobre wyniki finansowe. Przychody ze sprzedaży Grupy w I kwartale wzrosły o 1,1% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, przy nieznacznie wyższym średnim kursie euro (o 0,4%).

W omawianym okresie wzrosła sprzedaż większości asortymentów. Wzrost sprzedaży twardych folii opakowaniowych o 11,5% to rezultat optymalizacji lokalizacji linii produkcyjnych i wynikającego z niej wzrostu konkurencyjności produktów. Wzrost w pozycji „pozostała sprzedaż” o 19,1% wynika ze wzrostu sprzedaży granulatów. Spadek sprzedaży w grupie opakowań przemysłowych (o 11,8%) wynika z czasowego ograniczenia mocy produkcyjnych związanego z uruchomienia nowej linii do produkcji folii nanoErgis, której instalacja wymagała wcześniejszego wyłączenia dwóch najstarszych linii produkcyjnych do wytwarzania folii stretch.

I kwartał 2014 wypadł pozytywnie pod względem rentowności operacyjnej. Marża wyniosła 27,1 mln zł, podczas gdy w analogicznym kwartale 2013 roku 24,6 mln zł, co oznacza wzrost o 10%. Podobnie, na wyraźnie wyższym poziomie, ukształtowały się zysk z działalności operacyjnej oraz EBITDA. Zrealizowany wynik EBITDA to 14,7 mln zł, w porównaniu do 11,3 mln zł w I kwartale roku 2013.

Poprawa sytuacji w zakresie rentowności dotyczy w głównej mierze segmentu wyrobów opakowaniowych i miała miejsce zarówno w Jednostce Dominującej, jak i głównych spółkach zależnych. Wzrost rentowności jest rezultatem zwiększenia wolumenu sprzedaży większości asortymentów, podjętych działań reorganizacyjnych, przeprowadzonych głównie w biznesie folii twardych, w tym relokacji środków produkcji z Niemiec do Polski, a także wzrostu udziału sprzedaży folii nanoERGIS w całości sprzedaży folii strech.

Wartości zysku brutto i zysku netto w I kwartale 2014 roku były znacząco wyższe od wypracowanych w I kwartale 2013.

OTOCZENIE RYNKOWE

W I kwartale 2014 ceny wszystkich głównych surowców strategicznych (PVC, DINP, LLDPE, PET) były z reguły niższe zarówno w stosunku do poprzedniego kwartału, jak i do analogicznego kwartału ubiegłego roku (tylko cena PVC była nieznacznie wyższa niż w IV kwartale 2013). W odniesieniu do DINP oraz PET spadek był znaczący i zbliżył się do 10%. Można zatem podsumować, że sytuacja surowcowa w I kwartale 2014 była sprzyjająca.

Wpływ niezrealizowanych różnic kursowych w minionym kwartale był pomijalny (+69 tys. zł), podczas gdy w I kwartale 2013 roku różnice te pogorszyły wynik o 1,3 mln zł.

Mamy za sobą udany pierwszy kwartał, w którym wypracowaliśmy dobre wyniki finansowe. Wzrost rentowności jest rezultatem zwiększenia wolumenu sprzedaży większości asortymentów, podjętych działań reorganizacyjnych, w tym relokacji środków produkcji z Niemiec do Polski, a także wzrostu udziału sprzedaży folii nanoERGIS w całości sprzedaży folii stretch – powiedział Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS-EUROFILMS.

Uzyskane w 2013 roku wyniki finansowe oraz dobry początek roku pozwoliły Spółce po raz pierwszy zapowiedzieć wypłatę dywidendy z zysku za 2013 rok – dodał Tadeusz Nowicki.

Rima Qureshi została mianowana starszym wiceprezesem i dyrektorem ds. strategii dla Grupy Ericsson

Ericsson mianuje Rimę Qureshi dyrektorem ds. strategii dla Grupy Ericsson, w której będzie ona również kierować strategią i działalnością spółki w zakresie fuzji i przejęć (M&A). Ponadto będzie pełnić funkcję prezesa oddziału modemów.

Hans Vestberg, prezes i dyrektor generalny Ericsson, oświadczył: „Jestem bardzo zadowolony z tej nominacji. Z racji swojego wszechstronnego doświadczenia w kierowaniu operacjami biznesowymi oraz fuzjami i przejęciami, jak również istotnych osiągnięć w zakresie rozwoju i realizacji strategii, Rima jest idealną osobą na to stanowisko. Rima skutecznie zarządzała integracją aktywów CDMA i LTE dla byłej spółki Nortel Network Corporation oraz kierowała oddziałem systemów mobilnych CDMA w latach 2010-2012.”

Rima Qureshi jest starszym wiceprezesem oraz członkiem zespołu kierowniczego Ericsson od 2010 r.

Nowa dyrektor oświadczyła: „Dla branży jest to czas szybkiej transformacji i nie potrafię sobie wyobrazić lepszego okresu niż ten na kierowanie rozwojem strategii Grupy Ericsson. Jednocześnie liczę na ścisłą współpracę z zespołem w oddziale modemów, aby zapewnić nasze skuteczne działanie w oparciu o najbardziej zaawansowany w branży modem LTE”.

Rima Qureshi dołączyła do Ericsson w 1993 r.; przed kierowaniem oddziałem systemów mobilnych CDMA pełniła funkcje kierownicze w działach badań i rozwoju, sprzedaży i usług, włącznie z zarządzaniem globalnymi centrami dostawy usług w Kanadzie, USA, Meksyku i Brazylii.

W kwietniu 2011 r. Qureshi została wybrana do zarządu MasterCard Worldwide ze względu na szerokie doświadczenie międzynarodowe i zmysł przedsiębiorczy. W kwietniu 2014 r. została nowym członkiem rady nadzorczej Wolters Kluwer – globalnego lidera w dziedzinie profesjonalnych usług informacyjnych.

Qureshi posiada tytuł licencjata w dziedzinie systemów informatycznych oraz tytuł MBA – oba z nich uzyskała na McGill University w Montrealu.

Wizyta Prezydenta Stanów Zjednoczonych w Polsce

W dniach 3-4 czerwca 2014 r. (wtorek-środa) wizytę w Polsce złoży Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Barack Obama.

Źródło: Prezydent.pl

Dobre wyniki kwartalne Grupy TAURON w trudnym otoczeniu rynkowym

Przychody ze sprzedaży Grupy TAURON w I kwartale 2014 wyniosły 4 887 mln zł, a EBITDA 1 088 mln zł. Marża EBITDA wyniosła 22,3 proc., zaś marża EBIT ok. 13 proc. Realizowany program poprawy efektywności przyniósł w I kwartale 2014 r. ok. 100 mln zł oszczędności.

– Osiągnięte w I kwartale 2014 r. wyniki finansowe należy oceniać jako bardzo dobre, mimo że mamy w tym roku do czynienia z wieloma czynnikami, które negatywnie wpływają na sytuację firm sektora energetycznego. Wyniki są wyższe od oczekiwanych przez rynek. W pierwszych trzech miesiącach 2014 r. najlepiej radziły sobie Segmenty: Odnawialne Źródła Energii, Dystrybucja i Ciepło, które zanotowały wyższy wynik EBITDA niż rok wcześniej – mówi Dariusz Lubera, prezes zarządu TAURON Polska Energia.

– Warto zwrócić uwagę na satysfakcjonujący poziom EBITDA, która wyniosła 1 088 mln zł oraz marży EBITDA. Trzeba też podkreślić, że nieznaczny spadek EBITDA w zestawieniu rok do roku wynika z faktu, że I kwartał 2013 r. był wyjątkowo dobrym okresem. Przypomnę, że w tym czasie mieliśmy do czynienia z bardzo korzystną sytuacją rynkową dotyczącą Segmentu Sprzedaż, który skorzystał wówczas na rekordowo niskich cenach zielonych certyfikatów, co przełożyło się na niskie koszty związane z ich umorzeniem. Dodatkowo w I kwartale 2013 r. cena sprzedaży energii przez Segment Wytwarzanie była istotnie wyższa niż w I kwartale 2014 r. – mówi Krzysztof Zawadzki, wiceprezes zarządu ds. ekonomiczno-finansowych TAURON Polska Energia.

– Wolumen dystrybucji energii elektrycznej w I kwartale 2014 r. utrzymał się na poziomie sprzed roku (ponad 12,2 TWh), zaś liczba klientów przyłączonych do sieci dystrybucyjnej Grupy wzrosła o 44 tys. rok do roku (łącznie ponad 5,35 mln). Notujemy także dynamiczne wzrosty wolumenów w Segmencie Odnawialnych Źródeł Energii, co jest efektem uruchomienia w końcówce poprzedniego roku dwóch farm wiatrowych. Taki trend będziemy chcieli utrzymać w przyszłości –mówi Krzysztof Zawadzki.

Produkcja węgla handlowego w I kwartale 2014 r. osiągnęła poziom niższy niż rok wcześniej i wyniosła 1,25 mln ton. Spadł również wolumen produkcji energii elektrycznej, który w pierwszych trzech miesiącach br. wyniósł 3,69 TWh.

W I kwartale 2014 r. miało miejsce ograniczenie produkcji w konwencjonalnych źródłach wytwarzania energii. Było to między innymi efektem bardzo ciepłej zimy i spadku popytu na energię.

Przychody ze sprzedaży

W I kwartale 2014 r. Grupa TAURON osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 4,88 mld zł, czyli o 5,4 proc. niższe niż rok wcześniej. Głównymi czynnikami mającymi wpływ na spadek przychodów są niższe ceny sprzedaży oraz niższy wolumen sprzedanej energii elektrycznej. Efekt ten został częściowo skompensowany przychodami uzyskanymi przez Segment Wytwarzanie (wzrost przychodów z regulacyjnych usług systemowych i rezerw mocy, sprzedaż większego wolumenu energii elektrycznej na rynku bilansującym) oraz Segment Dystrybucja – z tytułu świadczonej usługi dystrybucyjnej (wyższe stawki taryfowe, niższe koszty operacyjne).

W porównaniu do analogicznego okresu 2013 r. Grupa TAURON osiągnęła wyższe przychody ze sprzedaży w Segmentach: Dystrybucja, OZE oraz Obsługa Klienta. Największą dynamikę wzrostu przychodów uzyskał Segment OZE.

EBITDA i zysk netto

Zysk operacyjny powiększony o amortyzację wyniósł w I kw. 2014 r. 1 088 mln zł i był niższy niż w analogicznym okresie 2013 r. o 11 proc. Największy wpływ na EBITDA miały: niekorzystna sytuacja na rynku energii elektrycznej skutkująca niższymi cenami sprzedaży energii oraz wyższe ceny zakupu praw majątkowych w I kwartale 2014 r. w stosunku do roku ubiegłego. Zysk netto po trzech miesiącach 2014 r. osiągnął 399 mln zł.

Inwestycje i zadłużenie

W I kwartale 2014 r. Grupa TAURON utrzymała trend wzrostowy w zakresie nakładów inwestycyjnych. W porównaniu do I kwartału 2013 r. CAPEX wzrósł o 4,5 proc. i osiągnął poziom 565 mln zł. Największe inwestycje dotyczyły Segmentu Dystrybucja (budowa nowych przyłączy: 84 mln zł oraz modernizacja i odtworzenie majątku sieciowego: 261 mln zł).

– Najważniejszym wydarzeniem pierwszych miesięcy tego roku było zawarcie z konsorcjum Rafako-Mostostal Warszawa umowy na budowę bloku o mocy 910 MW w Elektrowni Jaworzno III. Ponadto w marcu podpisaliśmy porozumienie z Polskimi Inwestycjami Rozwojowymi w sprawie finansowania budowy bloku parowo-gazowego o mocy 413 MW w Elektrowni Łagisza. Realizacja tych projektów oznacza, że w najbliższych kilku latach największe inwestycje Grupy TAURON będą miały miejsce w Segmencie Wytwarzanie. Całkowita wartość inwestycji w Jaworznie to ok. 6,2 mld zł, a jej zakończenie zaplanowane jest na 2019 rok – tłumaczy Dariusz Lubera.

Zadłużenie finansowe Grupy TAURON na koniec I kwartału 2014 r. wyniosło 6,3 mld zł. W jego strukturze przeważają obligacje, których udział wynosi ok. 78 proc. Wskaźnik dług netto/EBITDA kształtuje się na bezpiecznym poziomie 1,68.

KNF chce uregulować sprzedaż polis w bankach. Zbyt silne regulacje mogłyby ograniczyć dostęp do tego typu ubezpieczeń

KNF zapowiada, że Rekomendacja U, która będzie regulować sprzedaż ubezpieczeń przez banki, ma być gotowa do końca czerwca. Prace nadzorcy z uwagą śledzi branża ubezpieczeniowa, ponieważ rekomendacje będą dotyczyć również sprzedaży polis przez agentów czy brokerów. Kanał bankowy jest o tyle ważny, że ma istotny udział w sprzedaży niektórych rodzajów ubezpieczeń, która w dodatku jest mocno powiązana ze sprzedażą kredytów i innych produktów bankowych. Dlatego zbyt restrykcyjne rekomendacje mogą sprawić, że dostęp do nich będzie mniejszy.

Bancassurance, czyli sprzedaż polis z produktami bankowymi, to bardzo istotna część rynku ubezpieczeń na życie i rynku ubezpieczeń osobowych – przekracza 50 proc. W związku z tym wszystkie działania regulacyjne powinny mieć na względzie rozwój tego rynku, a nie jego likwidację – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Rościszewski, prezes Cardif Polska.

Według Rościszewskiego rozwój rynku bancassurance, czyli sprzedaży ubezpieczeń razem z produktami bankowymi, np. z kredytami, przyczynił się nie tylko do zwiększenia dostępności tych produktów, lecz także do wzrostu liczby osób objętych ubezpieczeniem.

Ten kanał dystrybucji dał ogromne możliwości dostępu do ubezpieczeń ludziom, którzy dotychczas ubezpieczeni nie byli. Sam fenomen tego, że tyle milionów ludzi mogło uzyskać realne świadczenia ubezpieczeniowe i dostęp do kredytu, myślę, że w wystarczający sposób tłumaczy funkcjonowanie i istnienie rynku bancassurance w Polsce – ocenia prezes Cardif Polska.

Zdaniem części ekspertów stwierdzone przez KNF nieprawidłowości mogły prowadzić w niektórych przypadkach do sytuacji, że klient – wbrew swojemu przekonaniu – de facto nie posiadał ochrony z tytułu ubezpieczenia. To dlatego, że część banków łączy rolę ubezpieczyciela i pośrednika ubezpieczeniowego, co może prowadzić do konfliktu interesów. Polega on na tym, że bank, reprezentując kredytobiorców (jako ubezpieczający jest stroną umowy o świadczenie usługi ubezpieczeniowej), nie ma motywacji do dbania o ich interesy, ponieważ pobiera prowizję od firm ubezpieczeniowych. Te z kolei mogą płacić w zależności od szkodowości sprzedawanych przez bank ubezpieczeń, przez co bankom nie zależy na dochodzeniu roszczeń z tytułu ubezpieczeń.

Ponadto powszechną praktyką według KNF był utrudniony dostęp do treści umowy ubezpieczenia. Kolejną podnoszoną przez nadzór kwestią jest to, że banki często narzucały kredytobiorcy wybór określonego ubezpieczyciela i produktu, niekiedy warunkując tym decyzję o przyznaniu kredytu. Komisja krytykowała również wysokość prowizji w bancassurance.

Prezes Cardif uważa jednak, że nie daje to podstaw do tego, by sprzedaż ubezpieczeń przez banki i inne podmioty została ograniczona w wyniku zewnętrznej regulacji, jak miało to miejsce w Wielkiej Brytanii i Holandii.

Mamy bardzo różne systemy pozwalające rozwiązać ten problem. Są propozycje ekstremalne z punktu widzenia ubezpieczyciela, jak w przypadku rynku brytyjskiego czy holenderskiego. Ale mamy też bardzo ciekawe propozycje na rynku niemieckim czy francuskim, gdzie te ubezpieczenia są istotną częścią rynku lokalnego. I tam regulator raczej nie myśli o tym, żeby tę dziedzinę ubezpieczeń zlikwidować, tak jak to się stało w Anglii czy w Holandii, ale żeby wprowadzić takie prokonsumenckie zasady funkcjonowania, które pozwolą z jednej strony na ucywilizowanie tego rynku, a z drugiej strony na jego sensowny rozwój. Myślę, że dokładnie w tym kierunku powinny iść rekomendacje – uważa Jan Rościszewski.

Przewodniczący KNF Andrzej Jakubiak mówił wcześniej agencji informacyjnej Newseria Biznes, że rynkowa samoregulacja jest bardzo istotna, a KNF chce wkraczać tylko tam, gdzie regulacja zewnętrzna jest niezbędna. W toku prac nad Rekomendacją U dotyczącą bancassurance nadzorca nie deklarował, że jego celem jest likwidacja lub marginalizacja tego kanału sprzedaży ubezpieczeń.

Środowisko ubezpieczeniowe nad tym pracuje i współpracuje z KNF-em. I mam nadzieję, że ostateczna rekomendacja będzie dobra i dla rynku, i dla klienta, nie ograniczy mu dostępu do świadczeń ubezpieczeniowych i usług bankowych – mówi Rościszewski.

Ta ostatnia możliwość związana jest z faktem, że sprzedaż ubezpieczeń wraz z kredytami ułatwia bankom szacowanie ryzyka kredytowego poprzez scoring. Teoretycznie brak możliwości zastąpienia ubezpieczenia przez inne formy zabezpieczenia (np. w postaci aktywów) może ograniczyć dostęp do kredytu dla osób, które mają wyższą charakterystykę ryzyka.

Mamy nadzieję, że to nie wepchnie istotnej części rynku polskiego do szarej strefy. Ubezpieczenia powiązane z produktami bankowymi pozwalały na to, aby klienci mieli do tych produktów powszechny dostęp, a scoring bankowy funkcjonował w sposób prawidłowy – tłumaczy prezes Cardif Polska.

Oferowane przez banki ubezpieczenia można podzielić na typowe produkty ochronne oraz inwestycyjne. Zdaniem Rościszewskiego, nadzorca dopatrzył się nieprawidłowości w bancassurance głównie w zakresie sprzedaży produktów inwestycyjnych. Komisja stwierdziła m.in., że oferowane produkty inwestycyjne nie były dopasowane do preferencji oraz charakterystyki klientów, a banki nie przekazywały rzetelnych informacji na temat ryzyka inwestycyjnego.

Rynek się zgadza, że niektóre produkty powinny zostać w sposób sensowny uregulowane. Kwestia jest tylko taka, żeby nie wylać dziecka z kąpielą, i żeby była powszechność dostępu do ubezpieczeń ochronnych, które będą sprzedawane wraz z produktami bankowymi – uważa Jan Rościszewski.

GPW chce stworzyć rynek kapitału dla innowacyjnych mikrofirm. Ma on pobudzić rozwój giełdy i gospodarki

CEO Magazyn Polska

Warszawska giełda jest w szczególnym momencie. Wysycha strumień prywatyzowanych spółek Skarbu Państwa i trwa reforma OFE. Jednocześnie musi się ona mierzyć z rosnącą konkurencją ze strony innych giełd i platform. Jedną z odpowiedzi na te wyzwania może być stworzenie rynku kapitału dla innowacyjnych mikrofirm w formule crowdfundingu, czyli finansowania społecznościowego. 

Ministerstwo Skarbu Państwo szacuje, że przychody z tytułu prywatyzacji wyniosą w tym roku 3,7 mld zł. Nie wiadomo, jakie są planowane przychody w latach następnych ani jaka część z nich trafi na rynek kapitałowy, ponieważ rząd nie opracował nowego planu prywatyzacji (ostatni dokument dostępny na stronach MSP dotyczy okresu 20122013). Wiele wskazuje na to, że wpływy z prywatyzacji będą coraz niższe, bo zdaniem MSP państwo ma coraz mniej atrakcyjnych aktywów na sprzedaż. W dokumencie „Kierunki prywatyzacji majątku Skarbu Państwa na 2014 r.” można przeczytać także, że ze względu na realizację programu Inwestycje Polskie część aktywów przeznaczonych wcześniej do prywatyzacji zasili kapitał spółki Polskie Inwestycje Rozwojowe.

Znajdujemy się w końcowej części sprzedaży spółek przez giełdę. Oczywiście trwająca prywatyzacja, również program akcjonariatu obywatelskiego, budowały siłę i wartość giełdy przez wiele lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Szczepański, członek zarządu GPW. – Drugi element to reforma OFE, które stanowią dosyć istotną siłę, zwłaszcza na rynku pierwotnym, jako część podmiotów kupujących na rynku. W wielu przypadkach mówiło się, że są odpowiedzialne za coś, co nazywa się „Polish premium”, czyli nieco lepszą wycenę spółek notowanych na giełdzie warszawskiej.

Z punktu widzenia spółek lepsza wycena oznacza niższy koszt pozyskania kapitału w drodze emisji akcji. Obecność funduszy emerytalnych jako kupujących pomagała uzyskać wyższe wpływy z IPO (w tym prywatyzacji spółek Skarbu Państwa), co dodatkowo przyciągało na rynek inwestorów i kolejne spółki. Jednak dane ZUS pokazują, że prawdopodobnie tylko niewielka część ubezpieczonych zdecyduje się pozostawić część składki z OFE.

Kolejnym wyzwaniem dla GPW jest rosnąca konkurencja ze strony innych giełd i platform handlu. Giełda musi z jednej strony zabiegać o dopływ kapitału ze strony inwestorów, a z drugiej – o spółki, które będą chciały emitować akcje. Atrakcyjną rynkową niszą, która może zagospodarować GPW, są innowacyjne mikrofirmy oraz indywidualni inwestorzy, którzy dysponują skromnym kapitałem.

Jednym z ostatnich pomysłów, który bardzo energicznie będziemy wdrażać, jest pomysł powołania platformy crowdfundingowej, która pomagałaby pozyskiwać kapitał na działalność małych firm czy też nawet mikrofirm – mówi członek zarządu GPW.

Uruchomienie platformy crowdfundingu kapitałowego mogłoby ułatwić zdobywanie funduszy na rozwój najbardziej ryzykownym, ale jednocześnie innowacyjnym przedsięwzięciom. Ze względu na niewielkie zainwestowane sumy inwestorzy w ramach finansowania społecznościowego mogą chętniej przyjmować na siebie ryzyko, którego nie są skłonne zaakceptować banki czy fundusze venture capital.

Są to nowe pomysły, czasami nawet szalone pomysły, ale innowacyjne. A takiej innowacyjności na pewno, zwłaszcza w polskiej gospodarce, bardzo potrzeba. Dlatego uważam, że wspieranie tego rodzaju platformy jest konieczne – twierdzi Mirosław Szczepański.

Dzięki platformie crowdfundingu GPW miałaby ofertę dla praktycznie każdego emitenta, w dowolnej fazie rozwoju. To dlatego, że wymogi prospektowe związane z ofertą byłyby minimalne.

Mamy rynek NewConnect przeznaczony dla spółek wzrostowych, o dużo mniejszym doświadczeniu, również dla start-upów. I crowdfunding, którego jeszcze nie ma, ale który chcielibyśmy uruchomić, jest niejako dopełnieniem rynku NewConnect, ponieważ jest przeznaczony dla dużo mniejszych spółek – wskazuje członek zarządu GPW.

Według szacunków Komisji Europejskiej w ubiegłbym roku poprzez platformy crowdfundingowe zebrano w UE kapitał o wartości 1 mld euro. To niecałe 25 proc. światowego rynku, na którym czołowe miejsce, z 50-proc. udziałem, zajmują Stany Zjednoczone. 

Obok finansowania bardziej ryzykownych przedsięwzięć crowdfunding może wypełnić także częściowo lukę związaną z ostrożniejszą polityką kredytową banków. Regulacje w ramach tzw. Bazylei III wymuszają redukcję dźwigni finansowej w bankach, co zdaniem części ekonomistów może negatywnie wpływać na wzrost gospodarczy poprzez wzrost kosztu kapitału dla firm. Wzrost gospodarczy w dłuższym okresie zależy jednak przede wszystkim od rozwoju technologicznego, czyli innowacji, dlatego rozwój alternatywnych sposobów finansowania może być remedium na ryzyko coraz wolniejszego wzrostu.

Liczymy na spółki jak najbardziej innowacyjne. One charakteryzują się najwyższą stopą zwrotu. Prawdziwie innowacyjne firmy – na przykład z Doliny Krzemowej – podbiły cały świat, więc liczymy na to, że z naszej platformy crowdfundingowej kiedyś wyrośnie taka spółka, która zadebiutuje na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych i będzie działała globalnie – mówi Mirosław Szczepański.

Duży potencjał rozwoju nie ogranicza się jedynie do platformy crowdfundingu czy też rynku Catalyst lub NewConnect. Relacja wartości rynkowej spółek notowanych na GPW do wartości polskiego PKB jest dwa razy niższa niż państwach rozwiniętych. Ponad 20-letni okres istnienia GPW wystarczył do zajęcia pozycji lidera w Europie Środkowej, ale był za krótki, by giełda stała się równie istotną częścią gospodarki, co w krajach zachodnich.

Obecnie jesteśmy największym rynkiem regionu, największą giełdą w Europie Środkowej i Wschodniej. Jeżeli chodzi o kapitalizację, wartość obrotu, jesteśmy więksi niż poszczególne giełdy, nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę holding giełd centralnej Europy, czyli CEESEG. Oczywiście mamy jeszcze dużo do zrobienia: jeżeli porównamy relacje naszej kapitalizacji do PKB, która jest na poziomie 36 proc. W krajach rozwiniętych średnia Unii Europejskiej to sześćdziesiąt kilka procent, a średnia światowa utrzymuje się na poziomie 77 proc. – wyjaśnia Szczepański.

Katowicki Holding Węglowy: Sytuacja w górnictwie jest bardzo zła. Odpowiedzialność za ten stan ponoszą kolejne rządy

CEO Magazyn Polska

Polska już dawno nie jest górniczą potęgą. Obecne wydobycie węgla jest blisko dwukrotnie niższe niż na początku transformacji, a import przewyższa eksport. To dlatego, że od początku przemian nie powstała ani jedna spójna i całościowa strategia dla górnictwa  uważa prezes Katowickiego Holdingu Węglowego Roman Łój. Kopalnie potrzebują ogromnych nakładów na utrzymanie poziomu wydobycia i poprawę rentowności, a mimo to wielokrotnie opóźniano ich debiut na giełdzie i restrukturyzację. Tak było również w przypadku Katowickiego Holdingu Węglowego.

Sytuacja polskich spółek wydobywających węgiel kamienny jest bardzo zła, a niektórych wręcz katastrofalna. I powiedzmy szczerze, ten problem nie zrodził się wczoraj. Na dobrą sprawę od roku 1990 żaden rząd nie opracował spójnego i kompleksowego bilansu paliwowoenergetycznego. Dlatego górnictwo węgla kamiennego porusza się czasami po omacku, nie wiemy dokładnie, jakie będzie zapotrzebowanie na węgiel, czy nie będzie wzrostu importu węgla, importu energii, przestawienia na węgiel brunatny – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roman Łój, prezes Katowickiego Holdingu Węglowego. 

Kolejną niewiadomą jest także kwestia prywatyzacji, którą zgodnie z „Planem prywatyzacji na lata 2012–2013” miały zostać objęte wszystkie duże spółki górnicze oraz Węglokoks. Z tej listy udało się wprowadzić na GPW jedynie Jastrzębską Spółkę Węglową. W 2011 r. na parkiet miały trafić także akcje Katowickiego Holdingu Węglowego. Oferta publiczna KHW (oraz pozostałych spółek) opóźniała się, co rząd tłumaczył trwającą restrukturyzacją. Wiceminister skarbu państwa Paweł Tamborski pod koniec ubiegłego roku twierdził, że giełdowy debiut Węglokoksu i KHW jest możliwy w 2014 r. Ze względu na obecną sytuację w górnictwie jest to jednak mało prawdopodobne. Branża czeka teraz na strategię rządu w stosunku do górnictwa, bo bez niej trudno będzie prowadzić działania naprawcze w spółkach.

Będę spokojny wtedy, kiedy w ślad za słowami pójdą czyny, bo to nie jest prosta sytuacja do rozwiązania i premier też nie ma gotowej recepty, ani to nie jest kwestia wydania jednego polecenia czy jakiegoś rozporządzenia. Tutaj jest potrzebna głęboka analiza sytuacji, współpracy z największymi odbiorcami, jak również kwestia konieczności skierowania części węgla na eksport – uważa Roman Łój.

Na razie rząd zapowiedział zbadanie możliwości poprawy sytuacji w branży poprzez m.in. utworzenie państwowych składów węgla; zablokowanie „nieuczciwego” importu węgla oraz obniżkę obciążeń fiskalnych. Premier Donald Tusk wykluczył jednocześnie możliwość całkowitego zakazu importu, czego domagały się związki zawodowe z Kompanii Węglowej. Z kolei jej prezes Mirosław Taras powiedział, że na dłuższą metę przyszłość polskiego górnictwa zależy od tego, czy uda się obniżyć koszty poprzez zwiększenie elastyczności zatrudnienia oraz płac. Według prezesa Katowickiego Holdingu Węglowego to, w jaki sposób będzie przebiegała restrukturyzacja KW, będzie silnie oddziaływać na całe górnictwo.

Kompania Węglowa ze względu na swoją wielkość, zarówno w obszarze produkcji, jak i zatrudnienia, jest kluczowym operatorem, kluczowym graczem, jeżeli chodzi o węgiel kamienny i dlatego musimy – jako trzykrotnie mniejszy partner – bacznie przyglądać się rozwojowi sytuacji. Jakiekolwiek wymknięcie się spod kontroli sytuacji w Kompanii Węglowej może grozić całkowitą destabilizacją rynku węglowego w Polsce – twierdzi prezes KHW.

W trudnym okresie dla branży, jakim był 2013 r., Katowicki Holding Węglowy osiągnął 43 mln zł zysku netto. W tym roku, według prognoz spółki, zysk ma urosnąć do 51 mln zł. Relatywnie dobre wyniki KHW to zasługa zwiększonej produkcji średnich i grubych gatunków węgla, które osiąga wyższe ceny na rynku od miałów energetycznych. Dzięki temu średnia cena sprzedaży w 2013 r. była wyższa od wcześniej zakładanej. Śląska spółka szuka też możliwości zwiększenia eksportu, m.in. do Austrii, która może mieć problem z importem węgla z powodu konfliktu na Ukrainie.

Prowadzimy intensywne rozmowy z Węglokoksem na temat tego, na których rynkach możemy ulokować produkty. Mamy nadzieję, że odblokuje się rynek austriacki, skąd praktycznie węgiel rosyjski kilka lat temu nas wyparł. Ale jedyna droga do wyjazdu tego węgla prowadzi przez Ukrainę. Zakładamy, że gdyby były problemy logistyczne, to Austriacy w sposób naturalny będą się musieli skierować po węgiel do Czech i do Polski – uważa Łój.

Górnictwo to sektor gospodarki, który wymaga ogromnych nakładów kapitałowych. Przygotowanie i realizacja inwestycji w górnictwie trwa wiele lat, natomiast okres generowania przez nie przychodów jest krótki, co po stronie firm zwiększa ryzyko związane m.in. z płynnością i opłacalnością projektów.

Obecna dekoniunktura na rynku węgla sprawia, że spółki ograniczają inwestycje, które mogłyby zwiększyć wydobycie. W przypadku całego sektora nakłady inwestycyjne nie pozwalają nawet na odtworzenie możliwości produkcyjnych, w rezultacie od początku transformacji spada wielkość wydobycia. W 2013 r. wydobyto zaledwie 76,5 mln ton węgla, o 2,7 mln ton mniej niż rok wcześniej. Na początku lat 90. z polskich kopalń pozyskiwano około 140-150 mln ton węgla, a w 2000 r. – blisko 100 mln ton. 

Przy eksploatacji węgla konsumujemy wytworzony front eksploatacyjny, więc to są inwestycje rzędu kilkudziesięciu milionów złotych. Oddajemy rocznie około 20 ścian do eksploatacji i duże zmechanizowane kompleksy ścianowe, razem z obrotami przygotowawczymi to jest taki wymiar jak na przykład budowa fabryki Opla w Gliwicach. Przy czym ta fabryka może produkować samochody przez 20 lat, natomiast nasza inwestycja kończy się po kilkunastu miesiącach. Oczywiście, sprzęt jeszcze będzie pracował na kilku kolejnych ścianach, ale najdalej przez 4-5 lat – wyjaśnia prezes KHW.

Jak podkreśla, strategiczne inwestycje dla KHW to rozpoczęcie prac przygotowawczych do budowy nowego szybu, do głębokości 1,3 tys. metrów, oraz uzbrojenia szybu na kopalni „Staszic”. Na obie te inwestycje wraz z towarzyszącymi im pracami potrzeba jest znacznie ponad 2 mld zł do 2020 roku.

W Polsce jest miejsce na kolejne 4 tysiące dyskontów. Jeszcze szybciej rozwija się e-handel

0

CEO Magazyn Polska

Liczba dyskontów w Polsce może jeszcze wzrosnąć nawet dwukrotnie w perspektywie kilku lat – tak potencjał rynku ocenia Przemysław Schmidt, członek rady nadzorczej Czerwonej Torebki. Dziś działa ponad 3 tysiące tego typu sklepów, a do końca roku ma ich być 4 tysiące. Obecnie wciąż połowę rynku handlowego mają małe sklepy, ale rola sieci, szczególnie dyskontowych, rośnie. Czerwona Torebka chce w tym roku także podwoić liczbę sklepów Małpka Express i liczy na dalszy dynamiczny rozwój e-commerce.

Sektor handlowy jak każdy sektor cały czas się zmienia i rozwija. Przede wszystkim widzimy cały czas dalszą ekspansję sieci. W tej chwili blisko 50 proc. to są rozdrobnione sklepy rodzinne, a to się na pewno będzie zmieniać – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Przemysław Schmidt, członek rady nadzorczej Czerwonej Torebki.

Schmidt podkreśla, że rozwój dyskontów oraz e-handlu to dwa najważniejsze trendy w polskim handlu. Dyskonty powstają we wszystkich miastach powyżej 10 tys. mieszkańców, choć potencjał różni się w zależności od konkretnej lokalizacji. Schmidt zaznacza, że tego typu sklepów w Polsce wciąż jest mało, bo miejsca na rynku jest na dużo więcej placówek. W Niemczech – ojczyźnie dyskontów – działa ich nawet 17 tysięcy.

W tej chwili mamy na rynku ponad 3 tys. dyskontów, spodziewamy się, że do końca tego roku będzie około 4 tys. łącznie, we wszystkich sieciach dyskontowych. Spodziewamy się, że na rynku potencjał jest dla 7-8 tys. dyskontów – uważa Przemysław Schmidt. – My również mamy ten koncept – sieć Dyskont. Bardzo intensywnie go rozwijamy, jesteśmy z tego bardzo zadowoleni.

Czerwona Torebka otworzy 16 maja w Oleśnicy dwunasty Dyskont w kraju.

Polacy też coraz bardziej przekonują się do zakupów w sieci. Rynek e-handlu, jak podkreśla Schmidt, rośnie rocznie w tempie ok. 30 proc. Jednak nie oznacza to, że nie wymaga zmian.

Polacy mają z e-commerce’em dwa problemy: nie lubią płacić kartą kredytową przez internet, bo się tego trochę boją i wolą zapłacić w punkcie odbioru, a po drugie: nie lubią czekać w domu na kuriera. To jest słaba propozycja, kiedy ktoś nam każe czekać w domu od godziny 15 do 20, bo kurier przyjedzie. Ja pracuję, nie mam na to czasu – tłumaczy Schmidt.

W związku z tym sklepy internetowe powinny dostosowywać do klientów swoją ofertę. Schmidt podkreśla, że należący do Czerwonej Torebki sklep Merlin.pl umożliwia osobisty odbiór i zapłatę za towar w punkcie odbioru. Do końca tego roku w całym kraju ma być ich ok. 500. Spółka umożliwia także odbiór zamówień w należących do niej sieci sklepów Małpka Express. Jest ich już ok. 250, a do końca roku ta liczba ma się podwoić.

Schmidt liczy, że dzięki rozpoznawalnej marce i dużej skali działalności Merlin.pl będzie rósł nawet szybciej niż cały rynek e-commerce. Czerwona Torebka jest gotowa inwestować w rozwój tego sklepu, który działa już od 15 lat.

Trwają prace nad regulacjami ws. łupków. Brakuje jeszcze propozycji ws. bezpieczeństwa chemicznego

CEO Magazyn Polska

Sejm pracuje nad regulacjami ws. gazu łupkowego. Jak zapowiedziało w ubiegłym tygodniu Ministerstwo Środowiska, prawdopodobnie na początku czerwca projekt ustawy trafi do drugiego czytania na sali plenarnej. Eksperci podkreślają jednak, że brakuje wytycznych dotyczących bezpiecznego stosowania chemikaliów przy wydobyciu. To nie tylko kwestia polskiego prawodawstwa. Takie standardy – wspólne dla wszystkich państw – powinna wypracować jedna z międzynarodowych organizacji.

– Jest mnóstwo osób i instytucji, które prowadzą badania i zajmują się zabezpieczaniem kwestii ryzyka związanego z chemikaliami wykorzystywanymi przy eksploatacji gazu łupkowego. Nie ma natomiast jednej instytucji, która spinałaby w sposób jednoznaczny i obowiązujący wszystkie tego typu kwestie – przyznaje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Przemysław Stangierski, partner zarządzający w A.T. Kearney w Polsce.

Jak podkreśla, mimo dużego zainteresowania, jakim w całej Europie cieszą się kwestie związane z gazem łupkowym, nie powstał dotąd kodeks ogólnych zasad dotyczących bezpieczeństwa chemicznego przy jego wydobyciu. Chodzi przede wszystkim o użycie chemikaliów do procesu szczelinowania. Przeciwnicy ostrzegają przed zanieczyszczeniem w ten sposób wód podziemnych i powierzchniowych oraz gruntów.

– Kandydatem do wytyczenia takich standardów, w sumie jedynym i najbardziej naturalnym, jest Międzynarodowe Centrum Bezpieczeństwa Chemicznego – International Centre for Chemical Safety z siedzibą Warszawie. Wśród jej inicjatyw jest właśnie stworzenie takich standardów – mówi Stangierski.

Jego zdaniem wśród opracowanych zasad powinna się znaleźć lista wykorzystywanych chemikaliów oraz spis potencjalnych zagrożeń, jakie mogą stwarzać – same i w powiązaniu z innymi czynnikami chemicznymi.

Następnie powinny tam znaleźć się także środki zaradcze, technologiczne, prawne, szkoleniowe, a prawdopodobnie także certyfikacje – podsumowuje Stangierski.

PEKAES myśli o zagranicznych rynkach. Spółka zapowiada przejęcia w Europie Środkowej

CEO Magazyn Polska

PEKAES zdecydował się podzielić z akcjonariuszami niemal całym zyskiem, jaki wypracował w ubiegłym roku. Jeszcze rok temu logistyczna spółka miała straty, ale dzięki trudnej restrukturyzacji może teraz myśleć o nowych inwestycjach. Po wejściu na rynek przewozów intermodalnych następnym celem PEKAES są przejęcia spółek z Czech, Rumunii lub Węgier.

Konsekwentnie od półtora roku realizujemy program zmian, program restrukturyzacji. Dzięki temu udało nam się uzyskać bardzo dobre wyniki. W moim odczuciu, jest to spełnienie zobowiązań wobec naszych akcjonariuszy, którzy nam zaufali i którzy z nami zostali przez ten trudny okres i doszli z nami do tego momentu sukcesu. Stąd chcemy się podzielić zyskiem i oddać to zobowiązanie naszym akcjonariuszom – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Bachman, prezes PEKAES SA.

W I kwartale 2014 roku spółka zarobiła na czysto 4,2 mln złotych, podczas gdy rok wcześniej poniosła 1,6 mln zł straty netto. Przychody z kolei wzrosły w porównaniu z analogicznym kwartałem 2013 roku o 52 proc i przekroczyły 180 mln zł.

W ubiegłym roku zysk netto wyniósł 11 mln zł, podczas gdy rok wcześniej spółka zanotowała stratę w wysokości 13,4 mln zł. Po wyłączeniu zdarzeń jednorazowych, wynik netto w 2013 r. wyniósł 13 mln zł. W tym samym okresie PEKAES zwiększył przychody o blisko 5 proc., do 548,6 mln zł.

Obok optymalizacji procesów biznesowych i poprawy marż restrukturyzacja obniżyła znacząco koszty. W ciągu ubiegłego roku koszty operacyjne spadły o blisko 30 proc., a koszty ogólnego zarządu – o prawie 38 proc. Dzięki tym działaniom poprawiła się rentowność EBITDA (z 1,4 proc. w 2012 r. do 3,2 proc. w 2013 r.) oraz rentowność netto (z -2,6 proc. do 2,0 proc). Na koniec 2013 r. spółka zgromadziła środki pieniężne i krótkoterminowe aktywa finansowe o wartości 55 mln zł. Mają one finansować m.in. inwestycje w terminalach.

– Spółka planuje dalszy rozwój i kolejne inwestycje. W ostatnim czasie zmieniliśmy nasze terminale w Białymstoku, Rzeszowie, Bydgoszczy, w tym roku zmienimy również w Poznaniu i Gdyni. Są to zmiany, które będą finansowane przede wszystkim ze środków własnych, gdyż główne aktywa staramy się najmować. Stąd nasza dywidenda nie wpływa na to, co będziemy robić po stronie inwestycji w aktywa trwałe – uważa Bachman.

Spółka obsługuje obecnie kilka tysięcy klientów, a prowadzone inwestycje mają powiększać zdolności spółki do obsługi nowych rynków i większej liczby podmiotów. Poza 17 terminalami w Polsce, PEKAES współpracuje z 15 partnerami w Europie. To pozwala oferować klientom konkurencyjne usługi.

– Rozwijamy sieć międzynarodową wspólnie z naszymi partnerami. Jest to sieć, która w tej chwili obejmuje praktycznie całą Europę i pozwala nam w ciągu 48 godzin dostarczyć przesyłkę, paletę każdego naszego klienta w dowolne miejsce, które sobie wybierze, włącznie z takimi krajami jak Turcja – twierdzi prezes PEKAES SA.

W planach PEKAES ma także dalszy rozwój sieci krajowej oraz przejęcia na zagranicznych rynkach. Zarząd nie zdecydował jeszcze, czy te projekty będą finansowane poprzez emisję akcji, obligacji czy też kredyt bankowy.

To, co nas przede wszystkim interesuje, to jest południe i wschód Europy, czyli Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, w tym kierunku będziemy zmierzać – zapowiada Maciej Bachman.

Dzięki współpracy z zagranicznymi partnerami oraz planowanymi przejęciami poza Polską spółka chce sukcesywnie zwiększać udział przychodów z segmentu międzynarodowego. Rosnąć mają także udział przychodów z drobnicy, która charakteryzuje się relatywnie dobrą rentownością.

Nasz międzynarodowy segment wzrósł od 20 proc. do 30 proc. w zależności od produktów, które oferujemy klientom. Natomiast będziemy na pewno zmieniać strukturę przychodów z produktów. Zmierzamy ku temu, by rozwijać produkty drobnicowe, czyli drobnicę krajową, drobnicę międzynarodową, zmniejszać nieco udział w produktach mniej rentownych, mniej marżowych, co już pokazują zresztą nasze wyniki – mówi prezes spółki.

Duże nadzieje PEKAES wiąże także z segmentem usług intermodalnych, które są nową pozycją w jego portfolio. Kupno spółek Spedcont i Chemikals poszerzyło ofertę PEKAES o usługi związane z transportem i logistyką kolejową.

Jest to dla nas nisza, coś nowego, w co wchodzimy z pełną świadomością, bo potencjał w tym produkcie jest ogromny. Zakupy, których dokonaliśmy z końcem tamtego roku, czyli spółki Spedcont i Chemikals rozwijają się bardzo prężnie – szybciej niż to planowaliśmy. Dlatego mamy chrapkę na to, żeby przyspieszyć ten rozwój i spotęgować go bardziej, niż w tym planie, który sobie pierwotnie zakładaliśmy – mówi prezes PEKAES SA.

Polacy coraz częściej łączą się z internetem przez urządzenia mobilne. Wciąż jednak daleko nam do średniej światowej

CEO Magazyn Polska

Ponad 5 proc. polskich internautów najczęściej surfuje po sieci przy pomocy smartfonów i tabletów. Wciąż daleko nam do średniej światowej (12 proc.), ale na tle państw europejskich wypadamy całkiem nieźle – wynika z badania Mindreader. Wciąż najczęściej łączymy się z internetem przez laptopy – głównie po to, żeby sprawdzić pocztę elektroniczną i przeczytać bieżące informacje. 66 proc. osób co najmniej raz w tygodniu korzysta z portali społecznościowych.

Badanie Mindreader przeprowadzone przez Mindshare Polska pokazuje, że w Polsce wciąż najpopularniejszym medium jest telewizja. Coraz więcej Polaków korzysta z usług płatnej telewizji – aż 74 proc. osób deklaruje posiadanie pakietu abonamentowego u wybranego dostawcy. Na następnych miejscach znalazły się radio i magazyny, a dopiero za nimi internet – z zasięgiem poniżej 2/3 populacji w grupie powyżej 15. roku życia.

Internet przede wszystkim jest miejscem szukania informacji. W następnej kolejności jest to narzędzie, które ułatwia nam komunikację i służy do rozrywki. Dlatego najpopularniejszymi sposobami spędzania czasu w internecie jest poszukiwanie informacji i sprawdzanie wiadomości [84 proc. internautów – red.], po to, by dotrzymać tempa temu, co się dzieje na świecie – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dagmara Robak z Mindshare Polska.

Z badań firmy Mindshare wynika, że najpopularniejszym sposobem łączenia się z internetem jest albo komputer stacjonarny, albo laptop. Z drugiej strony już ponad 5 proc. polskich internautów deklaruje, że najczęściej łączy się z internetem przez smartfon.

To pozornie niedużo, ale czyni z nas niemal liderów w Europie. Wciąż jednak daleko nam do średniej światowej, która wynosi 12 proc. – informuje Dagmara Robak.

Smartfony przede wszystkim są wykorzystywane są do rozrywki. Na kolejnych miejscach znajdują się takie aktywności, jak szukanie informacji, zakupy czy bankowość elektroniczna.

To, co wyróżnia posiadaczy smartfonów, to pobieżne podejście do informacji. Wystarczają im nagłówki, chociaż jednocześnie deklarują, że wiedza to potęga – tłumaczy przedstawicielka Mindshare Polska.

Podobnie jak Niemcy i Kolumbijczycy, Polacy najbardziej troszczą się o finanse. O zdrowie bliskich – które jest największym zmartwieniem Hiszpanów – obawia się 31 proc. internautów z Polski. Smartfonowcy – zgodnie z wynikami badań – nie różnią się pod tym względem od innych internautów.

Na rynku reklamowym taka wiedza pozwala sensownie zachęcać reklamodawców do wydawania budżetów na kampanie kierowane również do osób, które posiadają smartfony. Dlatego, że z punktu widzenia reklamodawców są to osoby tak samo wartościowe jak każdy inny internauta – wyjaśnia Dagmara Robak.  

Cechą wyróżniającą – dość negatywnie – polskich internautów jest skłonność do krytykowania.

–  Statystyczny polski internauta jest przede wszystkim młody, ambitny, trochę brakuje mu pewności siebie. Niestety mamy bardzo przykrą cechę – dużą skłonność do krytykowania. Ponieważ częściej wykonujemy aktywności w internecie, które wiążą się z ocenianiem, krytykowaniem niż jakiekolwiek czynności twórcze – mówi Robak. – Ponadto jesteśmy bardzo rozmowni i bardzo zależy nam na podtrzymywaniu relacji. Bardzo często na tle innych krajów korzystamy z wszelkiego rodzaju komunikatorów. Warto pamiętać, że 66 proc. przynajmniej raz w tygodniu korzysta z portali społecznościowych. 

Jak podkreśla, porównanie wyników z Polski i innych krajów pozwala ocenić nasz kraj jako prymusa – Polacy są aktywni w internecie, dobrze sobie z tym radzą, a pod względem technologicznych szybko gonią Zachód .

Na tle krajów azjatyckich  Korei Południowej czy Hongkongu wypadamy gorzej. Dystans do technicznych liderów wciąż jest duży – stwierdza przedstawicielka Mindshare Polska.

Polacy bardzo chętnie korzystają z bankowości internetowej. 70 proc. ankietowanych wskazało, że raz w tygodniu loguje się na konto w internecie, najczęściej w celu opłacenia rachunków. W odróżnieniu od krajów bardziej rozwiniętych technologicznie, na przykład azjatyckich, jeszcze nie wykorzystujemy internetu do standardowych płatności i rzadko korzystamy z płatności mobilnych w telefonach komórkowych.

Koszty ogrzewania energooszczędnego domu są nawet pięć razy niższe niż tradycyjnego budynku

CEO Magazyn Polska

Ekologiczne domy energooszczędne stają się coraz bardziej popularne. Dom pasywny ogrzewa się nawet do pięciu razy taniej niż tradycyjny budynek, a koszt jego wybudowania jest zaledwie o kilka procent wyższy.

Coraz częściej mówi się o syndromie chorych budynków, w których pojawia się pleśń lub klimatyzacja nie jest regularnie czyszczona, co może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych mieszkańców. Projekt pasywnego budynku, który pozwala zaoszczędzić energię i ciepło oraz jest zbudowany z materiałów ekologicznych, nieco różni się od tradycyjnego. Eksperci przekonują, że koszty wzniesienia energooszczędnego budynku są zaledwie o 4 proc. wyższe niż tradycyjnego. Przy budowie domu energooszczędnego należy rozplanować pomieszczenia, uwzględniając strony świata. Pozwoli to na optymalne wykorzystanie przestrzeni i oszczędność energii oraz ciepła.

Przez większą część roku mamy chłodny klimat, więc należy wykorzystywać możliwość pasywnego docieplania pomieszczeń promieniami słonecznymi, otwieranie się na południe, tam, gdzie ciepłe promienie słoneczne wpadają do wnętrza i dodatkowo doświetlają i dogrzewają pomieszczenia. Można przeszklić prawie całe ściany południowe, ale nie należy też unikać przeszkleń od strony północnej, gdzie takie miękkie, białe światło ładnie doświetla wnętrza – mówi agencji informacyjnej Newseria Monika Kupska-Kupis, architekt i koordynator projektów firmy Velux, produkującej okna dachowe.

Domy pasywne pozwalają kumulować ciepło, ale i chronić przed nim w okresie letnim, kiedy większość budynków potrzebuje klimatyzacji.

Żeby nie zużywać za dużo energii na klimatyzację, warto pomyśleć o inteligentnym wykorzystaniu przesłon słonecznych, rolet czy markiz. Zaciągając rolety na dzień, kiedy słońce operuje najmocniej, możemy obniżyć temperaturę w pomieszczeniu nawet o 6 stopni – tłumaczy Monika Kupska-Kupis.

Energooszczędny dom powinien być zaprojektowany z materiałów nietoksycznych, ekologicznych. Jakość materiałów budowlanych ma znaczący wpływ na zdrowie i komfort mieszkańców. Eksperci obliczyli, że człowiek spędza w zamkniętych pomieszczeniach około 90 proc. czasu. Warto więc, by przestrzeń, w której przebywa się najwięcej, była zdrowa, żeby powietrze było świeże i często wymieniane.

Rusza konkurs na najbardziej ekonomiczny prototyp samochodu. Najlepsze potrafią przejechać niemal 600 km za 1 zł

CEO Magazyn Polska

Dzięki zastosowanym rozwiązaniom prototypy samochodów mogą przejechać nawet tysiąc kilometrów, zużywając jedną kilowatogodzinę energii. Do rywalizacji o tytuł twórcy najbardziej ekonomicznego auta w organizowanym w Rotterdamie konkursie przystąpi w tym roku dziesięć ekip z Polski.

W ramach imprezy Shell Eco-marathon ścigać się będą auta zaprojektowane przez ponad 200 drużyn z Europy i Afryki.

Szukamy sposobu, by przejechać jak najwięcej kilometrów na jednostce energii – tłumaczy Mateusz Wąsik, student Politechniki Śląskiej, reprezentant zespołu Smart Power w konkursie Shell Eco-marathon. – Zawody odbywają się z podziałem na kategorie, osobno startują więc auta z napędem spalinowym, a osobno z elektrycznym.

By uzyskać odpowiednią miarodajność pomiarów, pojazdy pokonują dziesięć okrążeń na specjalnie przygotowanym torze. Na zakończenie biegu bada się zużycie energii przy pomocy odpowiedniej aparatury.

Nasz nieoficjalny rekord Polski to przebycie pięciu kilometrów na jednej kilowatogodzinie – mówi Wąsik. – Przy obecnych cenach energii, koszt pokonania 550 km wyniósłby w takim przypadku złotówkę.

Jeszcze lepsze efekty można uzyskać przy zastosowaniu w konstrukcji pojazdu paneli fotowoltaicznych. Umożliwiają one przejechanie na jednej kilowatogodzinie nawet tysiąca kilometrów.

W tym roku w naszym aucie zastosujemy już panele słoneczne, liczymy więc, że nasz wynik wyniesie około 700-800 km – mówi Wąsik. 

W kategorii pojazdów spalinowych, zużywając porównywalną ilość energii, można przejechać około 500 km.

W wyścigu biorą udział auta klas Prototype oraz UrbanConcept. Te pierwsze nie są dopuszczone do normalnego ruchu drogowego.

Te auta są raczej niewygodne i ciasne, ale za to najbardziej wydajne. Służą głównie rozwojowi i testowaniu nowych technologii – mówi Mateusz Wąsik. – Kategoria UrbanConcept to natomiast auta przystosowane do otrzymania homologacji i dopuszczenia do ruchu. Posiadają więc niezbędne wyposażenie, takie jak światła czy wycieraczki.

Wszystkie pojazdy, biorące udział w konkursie Shell Eco-marathon, zostały zaprojektowane i wykonane przez grupy studentów lub uczniów. Tegoroczny wyścig trwa od 15 do 18 maja.

ENEA ma miliard złotych na kolejne inwestycje

Spółka podpisała z Bankiem Gospodarstwa Krajowego umowę programową dotyczącą emisji obligacji długoterminowych o wartości 1 mld zł. Celem będzie finansowanie bieżącej działalności oraz potrzeb inwestycyjnych Grupy ENEA. Umowę podpisano na placu kluczowego dla ENEA projektu, jakim jest budowa bloku 1.075 MW w Kozienicach. W uroczystości wziął udział Minister Skarbu Państwa, Włodzimierz Karpiński.

VI Europejski Kongres Gospodarczy – najciekawsze wypowiedzi

Donald Tusk, premier rządu RP

Polski rząd będzie robił wszystko na forum europejskim i krajowym, aby potrzeba rehabilitacji węgla i budowy niezależności energetycznej znalazła praktyczny wymiar w decyzjach, które muszą polegać także na używaniu narzędzi państwowych, finansowych i organizacyjnych. Nie dlatego, że taka jest presja tej czy innej grupy zawodowej, czy dlatego, że każe nam to jakaś doktryna, ale dlatego, że dzisiaj każdy polityk odpowiedzialny za wspólnotę, musi podejmować praktyczne działania na rzecz jej bezpieczeństwa energetycznego.

Pytanie dziś – nie skąd i za ile energia, ale ile naszej energii jesteśmy w stanie wytworzyć. Ona musi być oczywiście konkurencyjna. Polska energia nie może być wyraźnie droższa od tej, która płynie przede wszystkim ze Wschodu. Nie możemy się jednak łudzić – tak jak bezpieczeństwo militarne i polityczne, bezpieczeństwo energetyczne musi trochę kosztować.

Reindustrializacja i polityka klimatyczna

Janusz Piechociński, wicepremier, minister gospodarki RP

Bardzo ważne, żeby wizja poszanowania klimatu, który jest też wartością ekonomiczną, była wizją przyjazną przemysłowi. Chcemy jeszcze przed wejściem do megastrefy z USA mieć nie 22 proc, a 25 proc. przemysłu w naszym PKB. To jest zadanie, które chcemy wykonać.

Jerzy Buzek, europoseł, były premier RP, były przewodniczący PE, honorowy przewodniczący Rady Europejskiego Kongresu Gospodarczego

W strategii Europa 2020 sformułowano konieczność budowy zupełnie nowego przemysłu i nowej polityki przemysłowej w oparciu o innowacyjność. W punkcie polityka klimatyczna poszukujemy równowagi. Przeregulowaliśmy Unię Europejską, wszyscy o tym wiedzą. Na razie udało nam się stępić ostrze polityki klimatycznej, ale niewystarczająco. Przed nami wielkie zadanie w tym zakresie.

Przemysł powinien być nowoczesny. Nie może zagrażać środowisku i zdrowiu, co nie oznacza, że może on powstać bez węgla, bez dbałości o energię.

Maciej Grabowski, minister środowiska RP

Trwają bardzo intensywne prace nad kształtem polityki energetyczno-klimatycznej UE w średnim i długim okresie. W dyskusji pojawiają się nowe pojęcia, jak koszty, konkurencyjność i bezpieczeństwo dostaw. Tego wcześniej nie było. Na tym budujemy nasze stanowisko negocjacyjne, które będzie realistyczne, konstruktywne i biorące pod uwagę polskie interesy.

Dariusz Lubera, prezes Tauron Polska Energia

Nowe inwestycje w sektorze elektroenergetycznym w Polsce to nic innego jak reindustrializacja. Ale czy będzie mogła ona być dalej prowadzona? Jeżeli nie dojdzie do rewizji celów polityki klimatycznej, nie będzie łatwo. Mam nadzieję, że nowa Komisja Europejska uzna reindustrializację w Europie za swój cel.

Marek Woszczyk, prezes PGE

Reindustrializacja to świetna wiadomość dla biznesu energetycznego, bo oznacza ona nic innego jak możliwość wzrostu popytu na energię elektryczną, czyli na produkt, który koncerny energetyczne wytwarzają. Reindustrializacja, czyli powrót do odpowiedniego stanu uprzemysłowienia, nie przyjdzie sama z siebie. Nadejdzie, gdy przemysł będzie chciał w Europie inwestować. Przeciętnej wielkości firma w UE płaci dzisiaj 20 proc. więcej za energię elektryczną, niż to się dzieje w Chinach, 65 proc. więcej niż w Indiach, dwa razy więcej niż w USA i, jeśli wierzyć statystykom rosyjskim, także dwa razy więcej niż w Rosji. Pokazuje to, że Europa nie jest dzisiaj obszarem taniej energii. Czy w takich warunkach przemysł jest tutaj w stanie się lokować, inwestować? Czy produkcja sektora przemysłowego będzie generować wystarczające marże, aby reinwestować zarobione środki i przyciągać przemysł do Europy?

Porozumienie handlowe UE – USA

Ignacio Garcia Bercero, główny negocjator Unii Europejskiej ws. Transatlantyckiego Partnerstwa w zakresie Handlu i Inwestycji (TTIP)

To chyba najważniejsze negocjacje, jakie prowadzi UE. Dlaczego zdecydowaliśmy się na ich rozpoczęcie? Po pierwsze jesteśmy przekonani, że wynegocjowanie umowy zaowocuje wzrostem zarówno w UE i USA. Z naszych szacunków wynika, że PKB dzięki wynegocjowaniu umowy może się zwiększyć o 3 proc. Pod drugie to historyczna szansa dla UE i USA. Razem oba systemy mogą pracować lepiej. Pogodzenie ich interesów nie będzie łatwe. Współpraca może jednak zaowocować tym, że jakość stanowionego prawa wzrośnie. Po trzecie USA i UE dzięki podpisaniu umowy będą mogły wywierać globalny wpływ na tworzenie standardów i przepisów prawa. Wszystko to jest ważne, biorąc pod uwagę sens globalnego ładu gospodarczego. Możliwość wspólnego oddziaływania będzie także znacząca ze względu na interesy gospodarcze USA i UE.

Dan Mullaney, główny negocjator USA ws. Transatlantyckiego Partnerstwa w zakresie Handlu i Inwestycji (TTIP)

USA i Unia Europejska to już bardzo blisko współpracujące ze sobą organizmy gospodarcze. Dlaczego tak dużo mówimy o potrzebie zacieśnienia współpracy? Bo przyniesie to obu stronom korzyści. Chodzi o miejsca pracy, wzrost ich liczby, wyższe płace. Co chcemy osiągnąć? Będziemy się starać wyeliminować niektóre taryfy czy też podatki, które niekorzystnie wpływają na wymianę handlową. Mówiąc o współpracy handlowej, nie mamy na myśli tylko wymiany towarowej. Istotne są także usługi. W ich kwestii konieczne jest prowadzenie bardziej aktywnej polityki. Na przykład bardzo istotną kwestią jest certyfikacja. Zdarza się, że pomimo bardzo restrykcyjnego prawa w USA, nasze produkty muszą być poddawane ponownej certyfikacji w UE. Zresztą problem dotyczy także europejskich produktów w USA. Jeśli w czasie negocjacji takie kwestie uda się rozwiązać, system regulacyjny będzie lepszy, a to przyniesie określone korzyści.

Howard Chase, Director of Government Affairs, Dow Europe

Jesteśmy bardzo zainteresowani wynikiem negocjacji UE-USA. Taryfy celne nie są wprawdzie wysokie, ale przy dużym wolumenie sprzedaży stają się istotnym elementem kosztów. Istotna jest także możliwość uniknięcia podwójnej certyfikacji. Zaoszczędzone dzięki temu środki możemy wykorzystać na rzeczy bardziej produktywne.

Josh Rice, dyrektor Microsoft ds. technologii sektora publicznego na świecie

Ujednolicenie reguł w wymianie handlowej między UE i USA byłoby wymierną ulgą. Microsoft przeistacza się w firmę usługową, stąd szczególnie uważnie obserwujemy zapisy dotyczące właśnie usług.

Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos

Dyskusja o wolnym handlu między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską trwa już dziewięć lat. Wygląda na to, że jest już wiele ciekawych dopracowań pomysłów regulacji. Jednak jeżeli będziemy dyskutować dalej, następne dwa, pięć czy siedem lat, to przegadamy temat.

Energetyka, wspólny rynek energii

Jan Kulczyk, przewodniczący RN Kulczyk Investments

Nie może być tak, że mając teoretycznie wspólną politykę energetyczną, cena energii w UE jest najwyższa na świecie. Nie może być tak, że w USA 1 MWh kosztuje 67 euro, a w UE 171 euro. Wydaje mi się, że wszystko bierze się z jednej przyczyny, a mianowicie z tego, że mamy ciągle w UE 28 narodowych polityk energetycznych.

Mari Kiviniemi, premier Finlandii w latach 2010-2011

Zachęcam do wprowadzenia przepisów i regulacji, które są uzgodnione, ale których jeszcze nie udaje się w całości wdrożyć. To, co się obecnie dzieje w Rosji i na Ukrainie, to pewien znak ostrzegawczy. Dla bezpieczeństwa energetycznego UE wszystkie państwa członkowskie powinny m.in. zwiększyć wydajność energetyczną i oszczędność energii. Należy także promować wykorzystanie OZE i badania nowych technologii w tym obszarze.

Ian Brzezinski, Rada Atlantycka

Jednym z rezultatów kryzysu na Krymie będzie to, że powstaną nowe poziomy współpracy w zakresie energetycznym. Myślę, że w tej kwestii propozycja Donalda Tuska stworzenia unii energetycznej jest bardzo ważna. Może to być początek dyskusji w Europie na temat tego, jak możemy lepiej koordynować politykę energetyczną i jak KE, jako rząd europejski, może mieć silniejszą rolę w formułowaniu i wykonywaniu wspólnej polityki energetycznej.

Jaroslav Neverovič, minister ds. energii Litwy

Powinniśmy się zabrać do roboty, od słów przejść do czynów, zacząć budować naprawdę wspólny rynek energii w UE. Powinniśmy wdrożyć to, co już mamy ustalone. Raporty, które przygotowaliśmy w czasie prezydencji litewskiej, pokazują wyraźnie, że wszystkie wymogi prawne są spełnione. Powinniśmy dokończyć realizowanie trzeciego pakietu energetycznego, wydzielić operatorów przesyłowych, żeby wszystkie firmy miały równy dostęp do rynku, powinniśmy zharmonizować reguły funkcjonowania tych rynków, zwiększyć efektywność energetyczną, wykorzystać zasoby naturalne, które posiadamy w Europie.

Pavel Cyrani, członek zarządu ČEZ

Inwestycje energetyczne w Europie wcale nie rosną, można już mówić o niedoinwestowaniu. W niektórych regionach dostawy są niewystarczające. Mamy do czynienia z brakiem wspólnego europejskiego podejścia do tej kwestii. Każdy kraj rozwiązuje swoje problemy indywidualnie. Co to oznacza, jeśli chodzi o rynki w 2030 roku? Jestem przekonany, że musimy równoważyć konkurencyjność w branży energetycznej i bezpieczeństwo dostaw.

Zoltán Cséfalvay, minister stanu w Ministerstwie Gospodarki Narodowej Węgier

Rząd węgierski podziela stanowisko rządu polskiego, że każdy kraj członkowski UE powinien stworzyć własny miks energetyczny, w zależności od uwarunkowań wewnętrznych. Cena energii elektrycznej w USA jest około połowę niższa niż średnio w UE, a cena gazu ziemnego – o 2/3 niższa. Są dwa powody tak dużej dysproporcji. Pierwszy to regulacje wewnętrzne w UE, w tym realizowana polityka klimatyczno-energetyczna. Drugi tkwi w źródłach dostaw surowców energetycznych. Ujmując grzecznie, ceny energii w UE nie są właściwe, a np. dotacje rządowe do OZE wpływają na ich poziom.

Globalna ekspansja polskich firm

Herbert Wirth, prezes KGHM Polska Miedź

Powodem naszych inwestycji zagranicznych była w pierwszej kolejności dywersyfikacja produktowa. Zarabiamy na miedzi i srebrze, ale chcemy również wejść w takie surowce jak platyna, pallad czy nikiel, których w Polsce zwyczajnie nie ma. Drugim powodem wyjścia poza Polskę była chęć zróżnicowania źródeł przychodów. Musieliśmy stworzyć aktywa zdecydowanie płynniejsze niż te posiadane w kraju. Poza tym koszty generowane przez KGHM poza Polską są zdecydowanie niższe niż w kraju. Projekt Sierra Gorda w Chile zrealizowany zostanie w rekordowym tempie czterech lat, podczas gdy w polskich warunkach uruchomienie produkcji tego typu trwałoby prawdopodobnie dwa razy dłużej.

Krzysztof Niemiec, wiceprezes Track Tec

W pierwszej kolejności firmy dążą do eksportowania swoich produktów czy usług na inne rynki, ale w kolejnym etapie wejście z kapitałem może okazać się niezbędne. Nasza produkcja wymaga homologacji, której uzyskanie jest na tyle skomplikowane i czasochłonne, że aby wejść skutecznie na rynek niemiecki, musieliśmy kupić zakład w Leunie.

Katarzyna Kacperczyk, wiceminister spraw zagranicznych

Program Go Africa zmobilizował nie tylko sfery rządowe. W ciągu ostatniego roku widać było rosnące zainteresowanie krajami afrykańskimi po stronie polskich przedsiębiorców w wymiarze handlowym i inwestycyjnym. Widoczne jest też zainteresowanie państw afrykańskich współpracą z polskimi firmami. Myślę, że wykorzystamy tę szansę na odbudowanie naszych relacji z krajami afrykańskimi. Starzy przyjaciele, jak np. Libia, wracają, a pojawiają się nowi, jaknp. Togo.

Dariusz Bogdan, wiceminister gospodarki RP

Gdybyśmy oceniali nasze relacje statystycznie rok do roku, to w 2013 roku i w pierwszej połowie 2014 roku spotkał nas niewątpliwy sukces, bo nastąpił wzrost obrotów handlowych pomiędzy Polską a Afryką o 20-22 proc., a wzrost eksportu z Polski do Afryki wyniósł ponad 30 proc. To jest bardzo dobry wynik.

Kamel Ben Naceur, minister przemysłu, energetyki i górnictwa Tunezji

W ciągu ostatnich lat mocno poprawiła się współpraca Tunezji z Europą Centralną. Tunezja może eksportować do Polski wiele towarów i oferować usługi turystyczne, ale liczy też na inwestorów z Polski w takich sektorach jak energetyka czy górnictwo

Essossimna Legzim-Balouki, minister handlu i promocji sektora prywatnego Togo

Możemy zaoferować polskim firmom duże możliwości inwestycyjne np. w przemyśle górniczym, rolnictwie, ale też komunikacji. Dziś w Togo zagraniczny inwestor może w ciągu doby stworzyć przedsiębiorstwo, a my oferujemy wszelkie zabezpieczenia dla takiego przedsiębiorstwa.

Fundusze europejskie w nowej perspektywie

Elżbieta Bieńkowska, wicepremier, minister infrastruktury i rozwoju

Wykonano już ogromną ilość pracy, aby doprowadzić polską infrastrukturę do zachodnich standardów. Do 2020 r. Polska musi mieć kompletną sieć szybkich połączeń drogowych, zwłaszcza że unijny budżet na lata 2014-2020 będzie ostatnim tak dużym dla nas zastrzykiem środków z UE. Duże inwestycje infrastrukturalne napędzają rynek pracy i mają antykryzysowy wpływ na gospodarkę.

Johannes Hahn, komisarz UE ds. polityki regionalnej

Celem Wspólnoty jest zatarcie różnic w poziomie europejskiej infrastruktury transportowej, które powstały w wyniku politycznego podziału kontynentu po II wojnie światowej. W poprzednich siedmiu latach UE dofinansowała inwestycje w infrastrukturę transportową kwotą 82 mld euro, z czego połowa dotyczyła sieci TEN-T, co znacząco podniosło jej jakość i bezpieczeństwo. Cel na obecny budżet UE to uzupełnienie brakujących połączeń drogowych. Sama infrastruktura nie przyniesie jednak wzrostu gospodarczego Europie. Równie ważne jest inwestowanie w innowacje i rozwój przedsiębiorczości.

* * *

László Andor, komisarz UE ds. zatrudnienia, spraw społecznych i integracji

Sytuacja na europejskim rynku pracy poprawia się powoli. Lepszych wieści spodziewamy się w drugiej połowie roku. Pozytywne symptomy związane są z odłożonymi w czasie skutkami działań naprawczych w strefie euro. Interwencje Europejskiego Banku Centralnego z roku 2012 przeniosły się w roku ubiegłym do realnej gospodarki, a teraz widzimy ich pierwsze skutki na rynku pracy.

Rafał Trzaskowski, minister administracji i cyfryzacji

10 lat temu, kiedy wstępowaliśmy do Unii Europejskiej, zakupy przez internet robiło zaledwie 5 proc. Polaków, dziś robi to już 30 proc. W ostatniej dekadzie liczba Polaków, którzy mają dostęp do internetu w domu, prawie się potroiła. Handel w internecie jest dość ciekawym probierzem tego, co się dzieje w gospodarce, jest skorelowany np. z inflacją – im wyższa inflacja, tym wyższy wzrost handlu w internecie.

Lech Wałęsa, prezydent RP w latach 1990-95

Jeśli chcemy tworzyć większe struktury, a przecież musimy je tworzyć, to powinniśmy postawić sobie pytanie, które najważniejsze tematy wymagają powiększonych struktur, a które ich nie wymagają? Dla których stosowne są struktury kontynentalne, a dla których już globalne? Gdyby udało się wypunktować te zagadnienia i uzyskać co do nich wstępną zgodę zainteresowanych, łatwiej już byłoby się zastanawiać, jak konkretnie realizować te plany.

***

Organizatorem Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach jest Grupa PTWP. W trakcie trzech kongresowych dni, wypełnionych ponad setką sesji tematycznych i licznymi wydarzeniami towarzyszącymi, poruszano tematy istotne dla polskiej, europejskiej i światowej gospodarki. Była to już szósta edycja tej najważniejszej imprezy biznesowej Europy Centralnej.

***

Europejski Kongres Gospodarczy (European Economic Congress – EEC) w Katowicach to

trzydniowy cykl debat, spotkań i wydarzeń towarzyszących z udziałem sześciu tysięcy gości
z Polski, Europy, świata. W blisko 100 sesjach bierze co roku udział kilkuset panelistów, komisarze unijni, premierzy i przedstawiciele rządów państw europejskich, prezesi największych firm, naukowcy i praktycy, decydenci, mający realny wpływ na życie gospodarcze i społeczne.

W opiniotwórczym gronie, w formie otwartej debaty publicznej, prowadzone są rozmowy
o kwestiach najistotniejszych dla rozwoju Europy.

Europejski Kongres Gospodarczy został uznany za forum jednej z najbardziej reprezentatywnych dyskusji o przyszłości Europy. Tezy wystąpień najważniejszych uczestników są często cytowane i szeroko komentowane.

Organizatorem Europejskiego Kongresu Gospodarczego, od pierwszej edycji w 2009 roku, jest Grupa PTWP SA.

Marta Czartoryska-Żak VP ds. Marketingu i Komunikacji w Grupie Wirtualna Polska

Marta Czartoryska-Żak

Marta Czartoryska-Żak została mianowana VP ds. Marketingu i Komunikacji w Grupie Wirtualna Polska. Obok marketingu i PR, podlegać jej będą także zespół planowania mediów oraz dział badań. Marta wszystkie obowiązki związane z funkcją przejmie po urlopie macierzyńskim.

Marta Czartoryska-Żak z rynkiem reklamowym związana jest od 1992 roku. Pracowała miedzy innymi w agencjach Young&Rubican Poland oraz Grupie DDB Warszawa. Od 2008 roku zajmuje się marketingiem w spółkach medialnych. Piastowała m.in. funkcje Dyrektora Marketingu i Komunikacji Grupy Onet (2008-2010), Dyrektora ds. Komunikacji Multikina oraz Dyrektora ds. Online i Marketingu Strategicznego oraz Członka Zarządu w Grupie Eurozet (2011-2014).

Wakacje offline? Skądże! Internet coraz częściej towarzyszy Polakom w podróżach

Podczas urlopu, wyjazdów służbowych, a nawet zwykłego przemieszczania się między domem a pracą… wszędzie tam coraz trudniej obejść się nam bez dostępu do sieci.

Według badania przeprowadzonego na zlecenie Google przez IIBR, 45% ankietowanych Polaków korzysta z internetu właśnie podczas wakacji. Rozrywka? Pomoc w planowaniu i realizacji podróży? Zapewne wszystkie te aspekty są powodem, dla którego nie rezygnujemy z dostępu do sieci. Bez wątpienia zmniejszyła się zatem liczba osób, dla których wakacje kojarzą się z absolutną rezygnacją z kontaktu z wirtualną rzeczywistością. Wprawdzie ciągle najczęściej z internetu korzystamy w domu i pracy, rośnie jednak też liczba tych osób, które online pozostają podczas wyjazdów służbowych, a także przemieszczając się pieszo czy też podróżując komunikacją miejską.

Narzędzie ułatwiające podróżowanie to według ankietowanych przede wszystkim mapy i tłumacz Google oraz rozkłady jazdy. Dwa pierwsze z nich szczególnie użyteczne są podczas wyjazdów zagranicznych. Na mapach Google sprawdzamy głównie odległość między wybranymi lokalizacjami, szukamy wskazówek dojazdu i informacji o miejscu planowanego pobytu. Prawie połowa z ankietowanych korzysta również ze zdjęć Street View, a ponad 1/3 zagląda na mapy odległych zakątków świata. Wśród narzędzi dostępnych w internecie podczas planowania i realizacji podróży przydają się także przeliczniki walut, kantory walut online i inne niż oferuje Google mapy i nawigacje. 29 % ankietowanych za bardzo ułatwiającą podróżowanie uważa możliwość rezerwacji biletów i noclegów właśnie za pośrednictwem internetu.

Bardzo ciekawy wynik dały też odpowiedzi na pytanie dotyczące tego, co ankietowani zabraliby ze sobą na bezludną wyspę. Na pierwszym miejscu zarówno panie jak i panowie wymienili przyjaciela. Urządzenie z internetem mobilnym to jednak druga z najpopularniejszych odpowiedzi wśród mężczyzn, trzecia wśród kobiet. Wynik badania dotyczącego bezludnej wyspy można potraktować nieco żartobliwie. Nie mniej jednak pokazuje on, jak ważnym dla Polaków medium stał się internet – komentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Management Board Assistant GRUPA 365 NET. Rzeczywiście, zgodnie z tym samym badaniem, ponad połowa ankietowanych skorzystała z dostępu do sieci w sytuacji, którą w kontekście podróży określić można mianem kryzysowej. Mapy Google wskazały im bowiem drogę w momencie jej zagubienia.

O badaniu: Dane pochodzą z badania, które zostało przeprowadzone przez IIBR (Interaktywny Instytut Badań Rynkowych) na zlecenie firmy Google. Projekt badania “Internet in everyday life” zrealizowano w 5 krajach: Polsce, Czechach, na Słowacji, na Węgrzech i w Rumunii. W badaniu wykorzystano metodę ankiety internetowej (CAWI). Analizą w każdym kraju objęto grupę 1000 osób w wieku 15 lat i więcej, korzystających regularnie z internetu.

W ocenie NIK organy kontroli skarbowej oraz organy podatkowe nie przeciwdziałały wystarczająco skutecznie oszustwom podatkowym

W badanym okresie nastąpił gwałtowny wzrost uszczupleń VAT, przy jednocześnie niskim poziomie kwot odzyskiwanych z tego tytułu przez Skarb Państwa. NIK odnotowuje jednak, że Minister Finansów podejmował liczne działania zmierzające do zminimalizowania skali oszustw podatkowych, doprowadzając m.in. do zmiany ustawy o VAT.

Dochody z podatku od towarów i usług są głównym źródłem dochodów publicznych. W latach 2011-2013 dochody z VAT stanowiły średnio 42 proc. dochodów budżetu państwa. W tym samym okresie spadły o ponad 6 proc., tj. o 7,4 mld zł. W 2011 r. kwoty uszczupleń w podatku VAT ujawnionych przez służby podległe Ministrowi Finansów wyniosły nieco więcej niż 2,5 mld zł, podczas gdy w 2012 r. kwota ta przekroczyła 4 mld zł, a tylko w I półroczu 2013 r. było to prawie 3,2 mld zł. Przyczyną tej sytuacji było m.in. nasilające się zjawisko oszustw podatkowych.

Oszustwa podatkowe, takie jak niezapłacenie VAT przez polskiego nabywcę od towarów sprowadzonych z innych krajów UE, wykorzystywanie faktur dokumentujących fikcyjne transakcje gospodarcze lub wyłudzenie podatku w postaci zwrotów VAT, generują znaczne straty dla Skarbu Państwa. Według danych MSW, w 2012 r. tylko w sprawach dotyczących tzw. przestępczości paliwowej, które zakończyły się aktami oskarżenia, nadużycia opiewały na ponad 1,3 mld zł.

Kontrola NIK wykazała, że w badanym okresie polska administracja prowadziła intensywne działania mające na celu ograniczenie skali oszukańczych procederów. Rozwijała się współpraca pomiędzy Polską a państwami członkowskimi w zakresie zwalczania oszustw w podatku VAT, także w ramach sieci Eurofisc (sieć służąca usprawnieniu wymiany informacji między państwami członkowskimi UE w celu ułatwienia wielostronnej współpracy w zakresie zwalczania oszustw w podatku od towarów i usług). NIK podkreśla, że szybka i pełna wymiana informacji między państwami członkowskimi jest istotnym elementem w skutecznej walce z oszustwami w VAT.

Minister Finansów analizował zagrożenia związane z występowaniem oszustw w podatku od towarów i usług. Prawidłowo wyznaczał cele i kierunki kontroli podatkowej, wskazywał obszary podwyższonego ryzyka, takie jak rynek obrotu paliwami, stalą, czy złomem. Wiele kontroli w tych obszarach zakończyło się wykryciem uszczupleń VAT. W celu zminimalizowania skali oszustw podatkowych szef resortu finansów opracował projekt zmian do ustawy o podatku od towarów i usług oraz do Ordynacji podatkowej (najważniejsze dotyczyły odwrotnego obciążenia i odpowiedzialności solidarnej kontrahentów). Nowelizacja weszła w życie 1 października 2013 r.

NIK zwraca uwagę, że skuteczność zwalczania oszustw w VAT zależy przede wszystkim od umiejętnego rozpoznania mechanizmów oszustw, szybkości reakcji organów podatkowych i organów kontroli skarbowej oraz od niezwłocznego wymierzania i egzekwowania kar wobec sprawców. W związku z tym konieczne są dalsze działania Ministerstwa Finansów zapewniające większą skuteczność pracy organów podatkowych oraz organów kontroli skarbowej.

Wciąż aktualne pozostają wnioski skierowane do Ministra Finansów po kontroli NIK z 2009 r. dotyczącej opodatkowania transakcji wewnątrzwspólnotowych podatkiem od towarów i usług. Rekomendacje Izby dotyczyły przede wszystkim skutecznego egzekwowania od podległych jednostek rzetelnej aktualizacji danych podatników VAT UE, w tym wykreślania podmiotów z rejestru podatników VAT, a także eliminowania opóźnień w udzielaniu odpowiedzi na wnioski formułowane przez administracje państw członkowskich UE.

Niebezpieczne strefy w magazynie – wyjaśnia ekspert ds. zarządzania przestrzenią magazynową

– Stosowanie separatorów i wygrodzeń ostrzegawczych to kwestia służąca nie tylko organizacji pracy w magazynie, ale także – obowiązek regulowany przepisami prawa w zakresie BHP – tłumaczy Marcin Hankiewicz, ekspert ds. zarządzania przestrzenią magazynową.

Separatory i wygrodzenia ostrzegawcze to proste, a zarazem skuteczne konstrukcje służące do wydzielania stref magazynowych, ramp załadunkowych i innych, specyficznych obszarów czasowych występujących w magazynie. Rozwiązania te pozwalają na szybkie zamykanie ruchu i dróg komunikacyjnych w obrębie terenów potencjalnie niebezpiecznych, np. odgradzanie miejsc pracy wózków widłowych, maszyn w trakcie prac serwisowych, stanowisk montażowych, alejek magazynowych i sklepowych oraz innych. Wśród najpopularniejszych wygrodzeń ostrzegawczych znajdziemy kasety ścienne oraz systemy naziemne – słupki i pachołki.

Aspekty funkcjonalne…

Kasety ścienne to najbardziej zaawansowane propozycje w obrębie separatorów wykorzystywanych w magazynach. Mimo że ich cena jest wyższa od alternatywnych propozycji, koszt ten rekompensuje wysoka uniwersalność oraz trwałość pozwalająca na długotrwałe zastosowanie. Plusem rozwiązań kasetowych jest oszczędzający miejsce w magazynie ścienny system montażu (za pomocą śrub lub w sposób mniej inwazyjny – poprzez mocowanie na magnesy i klipsy ścienne) oraz system intuicyjnego wypinania taśm pod wpływem naporu pod kątem 45°. Zastosowane w kasetach ściennych funkcje zwiększają bezpieczeństwo ich użytkowania: – Wbudowany system spowalniania taśmy zapobiega ryzyku uderzenia, natomiast system chroniący przed nagłym i nieplanowanym zerwaniem zabezpiecza teren przez nieoczekiwanym wejściem osób niepowołanych – tłumaczy Marcin Hankiewicz ze sklepu Magazynuj.pl.

Rozwiązaniami pośrednimi cenowo, które znajdują swoje zastosowanie w wygradzaniu specyficznych stref, są słupki metalowe mocowane na kotwach lub mobilne – plastikowe. Szczególnie te ostatnie mają szerokie zastosowanie, a używa się je przede wszystkim w miejscach składowania towarów, ruchu maszyn, przy stanowiskach montażowych, a także w sytuacjach specyficznych, np. wygradzając uszkodzone nawierzchnie czy drogi komunikacyjne. Cechami charakterystycznymi jest czterokierunkowe mocowanie taśmy, systemy spowolniania oraz przeciw niepowołanemu zerwaniu. Słupki plastikowe, ze względu na zastosowany materiał i podstawę przemysłową UPCV, sprawdzą się zarówno na terenach wewnętrznych, jak i zewnętrznych.

Dodajmy, że najtańszymi elementami wygrodzeń są pachołki. Ich niska cena wynika z samej konstrukcji umożliwiającej zastosowanie wyłącznie wewnątrz pomieszczeń magazynowych. Dociążona podstawa oraz otwory do kotwienia powodują, że pachołki stanowią tanie, ale skuteczne rozwiązanie w mniej wymagających obszarach. Ekonomicznym rozwiązaniem z punktu widzenia ceny są także taśmy samoprzylepne – w ostrzegawczych, odblaskowych barwach. Stosuje się je do oklejania np. pojazdów, półek magazynowych, podłóg, ramp wyładunkowych i innych.

Aspekty prawne…

Zastosowanie wygrodzeń ostrzegawczych oraz separatorów regulują przepisy zawarte w polskich aktach prawnych. Zgodnie z treścią rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, na przedsiębiorcy ciąży obowiązek wyłączenia z użytkowania miejsc niebezpiecznych „poprzez ich odpowiednie wygrodzenie lub w inny sposób” (§ 6 ust. 2). Sposób separowania specyficznych obszarów określono także w rozdziale 3.: „Miejsca w zakładzie pracy, do których pracownicy mają dostęp podczas pracy, a w których istnieje ryzyko kolizji z przeszkodami, upadku lub spadania przedmiotów, powinny być oznakowane skośnymi pasami — na przemian żółtymi i czarnymi lub czerwonymi i białymi” (§ 12 ust. 1).

Kolejne zasady określa rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, w którym znajdziemy definicję „urządzeń ochronnych” (§ 2 ust. 12). Zgodnie z jej treścią to wszelkie osłony czy urządzenia, które m.in. zapobiegają dostępowi do sfer niebezpiecznych oraz powstrzymują ruchy elementów niebezpiecznych. W rozporządzeniu znajdziemy dodatkową informację, zgodnie z którą jeżeli oznakowania w postaci widocznych barw lub znaków nie są wystarczające dla zapewnienia bezpieczeństwa i ochrony zdrowia pracownika, miejsca niebezpieczne powinny być wyłączone z użytkowania poprzez ich odpowiednie wygrodzenie lub w inny sposób (§ 6 ust. 2).

Wyżej wymienione to podstawowe zasady BHP regulujące kwestie stosowania wygrodzeń ostrzegawczych w magazynach i innych obiektach, w których wybrane strefy wymagają separacji. Stosowanych w tym celu rozwiązań jest wiele, tak samo jak rozpiętość cenowa występująca pomiędzy nimi. Jeżeli przedsiębiorca stawia na ergonomię i optymalizację przestrzeni magazynowej – warto by wybrał kasety ścienne. Gdy bariery mają być stosowane na otwartych przestrzeniach, do wygradzania np. uszkodzeń drogowych, szczególnie przydane będą słupki plastikowe. Zawsze alternatywą mogę być pachołki, z nakładkami lub bez, które stanowią jedne z najtańszych dostępnych na rynku tego typu rozwiązań.

Źródło: Magazynuj.pl

Po I kwartale 2014 roku Pragma Faktoring notuje 30 proc. wzrost przychodów w zakresie usługi faktoringu

14 maja br. GK Pragma Faktoring opublikowała skonsolidowane dane za I kwartał 2014 r. Z raportu wynika, że Spółka zanotowała 30-procentowy wzrost przychodów netto w zakresie usługi faktoringu. Całkowite przychody netto były wyższe o 16 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2013 r. i wyniosły 4,6 mln zł, a usługa faktoringu stanowiła 65 proc. ich wartości. W opublikowanych danych widoczny jest również wzrost wyniku na sprzedaży o ponad 44 proc. i wyniku brutto o 116 proc. w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku.

„Wzrost wyników Pragma Faktoring osiągnęła dzięki realizacji strategii, zakładającej budowę zdywersyfikowanego portfela należności faktoringowych generującego powtarzalne przychody i przepływy oraz cechującego się wysoką płynnością i rozproszeniem” – zauważa Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Faktoring S.A.

O 42 proc. do wartości 115,9 mln zł. zwiększyła się wartość kontraktacji w I kwartale 2014 r. w porównaniu z rokiem ubiegłym. W I kwartale br. Pragma Faktoring S.A. nawiązała współpracę z 29 nowymi klientami.

„Dobra kondycja finansowa Grupy jest dowodem na to, że przyjęty model biznesowy się sprawdza. Zarząd pozytywnie ocenia pierwsze trzy miesiące tego roku, a regularnie rosnąca kontraktacja pozwala liczyć na dalsze wzrosty przychodów w kolejnych okresach” – komentuje Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Faktoring S.A.

Grupa zwiększa skalę działania, co znajduje odzwierciedlenie w wysokości sumy bilansowej. W stosunku do końca I kwartału 2013 roku wzrosła ona o 18 proc., do kwoty 105 394 tys. zł. Aż o 54 proc. wzrosła również wartość portfela faktoringowego (51 645 tys. zł)

Będzie rósł popyt na grunty inwestycyjne pod budownictwo wielorodzinne

Emmerson Evaluation przeprowadził analizę cen transakcyjnych gruntów inwestycyjnych, które w 2013 r. były przedmiotem sprzedaży w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Trójmieście, a więc w jednych z najszybciej rozwijających się miast. Aby ocenić popyt na rynku gruntów inwestycyjnych, najpierw trzeba wziąć pod uwagę aktualną i przyszłą koniunkturę gospodarczą, do tego ocenić w perspektywie długoterminowej prognozy popytu na nowe lokale mieszkalne czy na najem powierzchni biurowych i handlowych. Trudność w określeniu tych elementów oraz ograniczony dostęp do informacji o transakcjach powodują, że sytuacja na rynku gruntów inwestycyjnych jest bardzo rzadko poddawana analizie. Emmerson Evaluation dzięki bazie E-VALUER ma dostęp do realnych danych transakcyjnych, a na podstawie zapytań o wyceny, które składają m.in. deweloperzy, może też monitorować popyt na tym rynku mówi Robert Korczyński, Dyrektor Zespołu Wycen Komercyjnych Emmerson Evaluation.

Jednym z głównych wniosków z raportu E-VALUER CITY SNAPSHOT 2014 jest przewidywany przez Emmerson Evaluation wzrost popytu na grunty przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną. To, według ekspertów firmy, może przełożyć się na wzrost cen gruntów inwestycyjnych pod ten typ zabudowy. Wyraźne wzrosty być może nie pojawią się jeszcze w tym roku, ale w 2015 r. powinny być już widoczne mówi Robert Korczyński.

Emmerson Evaluation otrzymuje od deweloperów coraz więcej zapytań o wyceny gruntów pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną. Tego typu dane, gromadzone przez Emmerson Evaluation w autorskiej bazie danych transakcyjnych E-VALUER, są wsparciem przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych o zakupie nieruchomości inwestycyjnych. Na rynku nowych inwestycji mieszkaniowych mamy ożywienie, deweloperzy raportują dobre wyniki sprzedażowe, coraz częściej prezentowane są projekty nowych inwestycji. Do tego potencjalni kupujący do końca 2018 r. mogą skorzystać z programu Mieszkanie dla Młodych wskazuje Robert Korczyński. Deweloperzy, którzy posiadają duże tereny inwestycyjne, przewidując poprawę koniunktury, także zgłaszają zapotrzebowanie na nowe grunty. Jeżeli banki udrożnią dostęp do finansowania inwestycji deweloperskich, będzie można patrzeć optymistycznie na ten segment rynku dodaje Korczyński.

Emmerson Evaluation swoje prognozy dotyczące kierunków popytu na grunty inwestycyjne opiera także na analizie bazy zeszłorocznych transakcji. W ubiegłym roku grunty inwestycyjne o największej wartości nabyli inwestorzy we Wrocławiu (215 mln PLN) i Krakowie (208 mln PLN); niewiele mniej wydano na grunty w Trójmieście (182 mln PLN). Najmniej kapitału przeznaczono na zakup gruntów inwestycyjnych w Poznaniu (144 mln PLN). We wszystkich czterech miastach wśród nieruchomości inwestycyjnych największą wartość miały nieruchomości pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną: w Krakowie 138 mln PLN, we Wrocławiu ponad 116 mln PLN, w Trójmieście blisko 86 mln PLN a w Poznaniu 63 mln PLN.

E-VALUER CITY SNAPSHOT 2014 pokazał, że w ubiegłym roku w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Trójmieście na rynkach gruntów inwestycyjnych pod zabudowę innego typu niż mieszkaniowa wielorodzinna (czyli pod zabudowę usługową, w tym handlową i biurową, oraz magazynowo-produkcyjną) odnotowano niewielką liczbę transakcji. Potencjał mogą mieć grunty pod zabudowę biurową w Krakowie, gdzie jest obecnie niski wskaźnik pustostanów powierzchni biurowej. Wszystko zależy od tempa absorpcji przez rynek realizowanych obecnie wielu nowych projektów biurowych mówi Korczyński.

Jak prognozują eksperci Emmerson Evaluation, ceny gruntów inwestycyjnych pod zabudowę magazynowo-produkcyjną będą w tym roku stabilne. Rynek tego typu gruntów koncentruje się w sąsiedztwie dużych miast, stąd transakcji na terenie samych miast jest niewiele.

Wysoka dywidenda, akwizycje zagraniczne i rozwiązania pro-klienckie – PZU podsumowuje I kwartał 2014 roku

Wynik finansowy netto Grupy PZU po I kwartale 2014 roku wyniósł 760.443 tys. zł i był niższy o 9,2% od wyniku netto za analogiczny okres roku poprzedniego. Z wyłączeniem zdarzeń jednorazowych[1] wynik netto wzrósł o 18,9% względem ubiegłego roku. Pierwszy kwartał tego roku to znaczące zwiększenie aktywności Grupy PZU. Spółka zrealizowała dwa cele strategiczne: akwizycję spółek RSA i wprowadzenie bezpośredniej likwidacji szkód.

– Grupa PZU w pierwszym kwartale tego roku aktywnie poszukiwała wzrostu biznesu oraz konsekwentnie realizowała politykę tworzenia wartości dla akcjonariuszy. Dowodem na to jest zakładana wypłata dywidendy za rok 2013, w kwocie najwyższej od debiutu giełdowego spólki. Natomiast akwizycja aktywów RSA to realizacja jednego z kluczowych elementów strategii spółki. Wyniki PZU w umiarkowanie sprzyjających warunkach makroekonomicznych są bardzo dobre. Jest to przede wszystkim efekt wzrostu rentowności oraz dyscypliny kosztowej – powiedział Andrzej Klesyk, prezes zarządu PZU SA.

Wpływ na działalność Grupy PZU w pierwszym kwartale 2014 roku w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego miały:

spadek składki przypisanej brutto na skutek niższej sprzedaży ubezpieczeń ze składką jednorazową w kanale bancassurance oraz ubezpieczeń komunikacyjnych w części skompensowany przez rozwój ubezpieczeń grupowych ochronnych;
poprawa rentowności w ubezpieczeniach grupowych i indywidualnie kontynuowanych głównie w wyniku wzrostu portfela i spadku szkodowości produktów ochronnych;
utrzymywanie dyscypliny kosztowej w podstawowych liniach biznesowych pozwalającej na realizację programów rozwojowych przy spadku powtarzalnych kosztów administracyjnych;
mniejsze tempo konwersji polis umów wieloletnich na umowy roczne odnawialne w ubezpieczeniach grupowych typ P;
wyższa wycena instrumentów kapitałowych na skutek lepszej koniunktury na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie oraz instrumentów dłużnych w wyniku spadku rentowności obligacji 10-letnich;
Dodatkowo w sposób istotny na porównywalność wyników wpłynęły zdarzenia jednorazowe z 2013 roku: jednorazowy dochód z tytułu objęcia konsolidacją funduszy inwestycyjnych oraz jednorazowy dochód z tytułu ugody z reasekuratorem w zakresie ubezpieczenia Zielona Karta (częściowe odwrócenie korekty oszacowań z reasekuratorem obniżającej wynik roku 2011).

Składki

Składki przypisane brutto w okresie pierwszych 3 miesięcy 2014 roku wyniosły4.353.979 tys. zł wobec 4.425.923 tys. zł w analogicznym okresie roku poprzedniego (-1,6%). Spadek sprzedaży dotyczył przede wszystkim ubezpieczeń indywidualnych ze składką jednorazową (-76.871 tys. zł),w szczególności produktów na życie i dożycie w kanale bancassurance oraz w segmencie ubezpieczeń masowych (-39.052 tys. zł), w tym: ubezpieczeń komunikacyjnych (-51.725 tys. zł) jako efekt starzenia się portfela oraz spadku średniej składki i obowiązkowych ubezpieczeń budynków w gospodarstwach rolnych w efekcie rosnącej konkurencji na rynku.

Jednocześnie, odnotowano wzrost składki regularnej w segmencie ubezpieczeń grupowych i indywidualnie kontynuowanych (+32.475 tys. zł) głównie w wyniku rozwoju ubezpieczeń grupowych ochronnych (wzrost średniej składki i liczby ubezpieczonych, w tym wysoki poziom nowej sprzedaży).

Działalność lokacyjna

Dochody z działalności lokacyjnej (łącznie z kontraktami inwestycyjnymi tj. kontraktami, które nie zawierają znaczącego ryzyka ubezpieczeniowego) za I kwartał 2014 roku oraz I kwartał 2013 roku wyniosły odpowiednio 535.180 tys. zł oraz 428.867 tys. zł i wzrosły głównie na skutek wzrostu wyceny instrumentów kapitałowych w związku z lepszą koniunkturą na GPW (indeks WIG wzrósł w I kwartale 2014 roku o 2,1%, podczas gdy rok wcześniej stracił 4,9%) oraz wzrostu wyceny instrumentów dłużnych (np. rentowność obligacji 10-letnichspadła w I kwartale 2014 roku o 12 pkt. bazowych podczas gdy w I kwartale 2013 roku wzrosła o 20 pkt. bazowych). Ponadto, w związku z objęciem z dniem 1 stycznia 2013 roku konsolidacją funduszy inwestycyjnych rozpoznano w I kwartale 2013 roku jednorazowy dochód (brutto) w wysokości 167.453 tys. zł.

Odszkodowania i świadczenia

Spadek odszkodowań i świadczeń netto o 66.531 tys. zł (-2,4%) w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego wynikał w szczególności z: niskiej szkodowości w ubezpieczeniach komunikacyjnych dzięki korzystnym warunkom drogowym (niska częstość szkód) oraz niskiego poziomu szkód o charakterze masowym i pojedynczych szkód o znaczącej skali wypłat w ubezpieczeniach majątkowych.

Koszty

Koszty akwizycji za I kwartał 2014 roku wzrosły o 27.036 tys. zł (+5,6%) w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Wzrost ten był w szczególności rezultatem zwiększenia portfela umów i wysokiej sprzedaży nowych polis w ubezpieczeniach grupowych ochronnych oraz zmian stawek prowizyjnych w komunikacyjnych ubezpieczeniach pakietowych w segmencie ubezpieczeń masowych. Zwiększenie kosztów akwizycji zostało częściowo skompensowane przyrostem kosztów odraczanych w czasie dla umów wieloletnich zawartych w segmencie ubezpieczeń korporacyjnych.

Wzrost kosztów administracyjnych o 7.799 tys. zł (+2,4%) w głównej mierze wynikał z obowiązkowej dopłaty do Funduszu Gwarancyjnego w KDPW przez PTE PZU w kwocie 20.873 tys. zł częściowo skompensowany utrzymywaniem dyscypliny kosztowej w podstawowych obszarach działalności.

Zysk

Zysk netto spadł w stosunku do I kwartału 2013 roku o 76.674 tys. zł (-9,2%) do wartości 760.443 tys. zł.

Wskaźniki

Skonsolidowane kapitały własne według MSSF na dzień 31 marca 2014 roku wynosiły 13.887.660 tys. zł wobec 14.951.938 tys. zł na dzień 31 marca 2013 roku. Wskaźnik rentowności kapitałów własnych (ROE[2]) za okres od dnia 1 stycznia 2014 roku do dnia 31 marca 2014 roku wyniósł 22,5% i był niższy o 0,4 p.p. w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wskaźnik ROE za okres od dnia 1 stycznia do dnia 31 marca 2014 roku wyniósł 22,5%, co oznacza spadek o 0,4 p.p. w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku.

KNF kończy prace nad zmianami w ubezpieczeniach sprzedawanych przez banki. Rekomendacja U zostanie przyjęta do końca czerwca

CEO Magazyn Polska

Od listopada ma zacząć obowiązywać rekomendacja U, która ureguluje obszar bancassurance, czyli sprzedaż produktów ubezpieczeniowych przez banki. Klienci, których kredyty są ubezpieczane, mają zyskać m.in. wgląd do treści umów między bankami a firmami ubezpieczeniowymi. KNF chce się zająć także wypracowaniem kodeksu dobrych praktyk dotyczących bezpośredniej likwidacji szkód. Firmy ubezpieczeniowe czeka w najbliższym czasie wiele zmian – większe wymogi będą dotyczyły nie tylko ochrony konsumentów, lecz także ich kapitału.
 
Rekomendacja U, nad którą prace kończy właśnie KNF, ma zostać przyjęta przed końcem pierwszej połowy roku, a zacznie obowiązywać od listopada. 
 
Jesteśmy po konsultacjach z zainteresowanymi podmiotami, czyli między innymi z Polską Izbą Ubezpieczeń i Związkiem Banków Polskich. Zmiany dotyczą przede wszystkim kwestii udostępniania klientom całej umowy, która zawierana jest pomiędzy bankiem a ubezpieczycielem, chcemy, ażeby klient miał prawo do wglądu do tej części umowy, która dotyczy jego praw i obowiązków. W tym zakresie wychodzimy naprzeciw postulatom banków, jak również rozważamy kwestie związane z tymi zagadnieniami, które wiążą się z publikacją całości lub części informacji na temat wynagrodzeń, jakie wiążą się z tą umową – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Jakubiak, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego.

KNF wskazał kilka poważnych nieprawidłowości, jakie istnieją w bancassurance. Po pierwsze, jest to ryzyko potencjalnego konfliktu interesów, gdy bank łączy funkcję pośrednika ubezpieczeniowego i ubezpieczającego. Polega to na tym, że bank reprezentując kredytobiorców (jako ubezpieczający jest stroną umowy o świadczenie usługi ubezpieczeniowej), powinien realizować ich interesy, tymczasem może działać w interesie firm ubezpieczeniowych, jeśli pobiera od nich prowizję. Bank może nie mieć także motywacji do tego, by egzekwować wypłatę z ubezpieczenia na rzecz klienta, jeśli jego wynagrodzenie (wypłacane przez firmę ubezpieczeniową) zależy od szkodowości sprzedawanych przez niego ubezpieczeń. Zdaniem KNF takie ryzyko jest szczególnie wysokie, gdy firma ubezpieczeniowa i bank należą do jednej grupy kapitałowej.
 
Po drugie, Komisja wskazywała, że w niektórych przypadkach wysokość prowizji sięgała kilkudziesięciu procent, co mogło zmniejszać zaufanie klientów do rynku finansowego. Po trzecie, klienci mają często utrudniony dostęp do treści umowy ubezpieczenia. Wreszcie po czwarte, banki często narzucały kredytobiorcy wybór określonego ubezpieczyciela i produktu, niekiedy warunkując tym decyzję o przyznaniu kredytu.
 
Rekomendacją U początkowo miał być objęte tylko banki, ale po uwagach sektora ma ona regulować sprzedaż polis także przez inne podmioty, np. brokerów. Ma to przeciwdziałać pogorszeniu pozycji konkurencyjnej banków w stosunku do firm oferujących de facto takie same produkty.
 
– Wydaje nam się, że skoro na rynku bankowym, który jest jednym z ważniejszych kanałów dystrybucji produktów ubezpieczeniowych, wprowadzamy pewne regulacje, czy pewne dobre praktyki, to ażeby uniknąć takiego arbitrażu, że inni, którzy prowadzą de facto taką samą działalność w tym samym segmencie, podlegają zupełnie innym wymogom, im też wprowadzamy te regulacje. Tak więc chcemy, ażeby ubezpieczyciele w stosunku do wszystkich kanałów dystrybucji tego samego rodzaju produktów stosowali te same standardy – tłumaczy Andrzej Jakubiak.

KNF pracuje obecnie także nad wytycznymi ws. bezpośredniej likwidacji szkód. Będzie to jednak zestaw dobrych praktyk i zaleceń, a nie obowiązujące prawo. To dlatego, że zdaniem regulatora część problemów może zostać rozwiązana w drodze samoregulacji, czyli przez porozumienie w gronie firm z branży ubezpieczeniowej. Zdaniem przewodniczącego KNF aktywność regulatora wynika także z konsultacji z UOKiK.
 
Chcemy jako dobrą praktykę omówić z sektorem ubezpieczeniowym kwestie związane z rekomendacją Komisji, dotyczące właśnie z bezpośredniej likwidacji szkód z ubezpieczenia OC. Zwłaszcza w kontekście transparentności, kontaktu z klientem w procesie likwidacji, rozliczania VAT-u w wypłaconym odszkodowaniu, części zamiennych, dostarczenia samochodu zamiennego, bo te kwestie budzą najwięcej wątpliwości, najwięcej emocjonalnej dyskusji, jeśli chodzi o publiczność – uważa Andrzej Jakubiak i dodaje: – To nie jest jedyna rekomendacja, jeszcze w tym czasie chcemy zaproponować przyjęcie rekomendacji dotyczącej reasekuracji, ryzyka katastroficznego, dotyczącej zarządzania ryzykiem informatycznym – mówi przewodniczący KNF.

Jak podkreśla Andrzej Jakubiak, wszystkie zmiany mają na celu lepsze przygotowanie firm ubezpieczeniowych do wejścia w życie dyrektywy „Solvency II”, która ma zacząć obowiązywać już za półtora roku.

Najbardziej istotną kwestią, jeśli chodzi o sektor ubezpieczeniowy w Polsce to jest właściwe przygotowanie do wejścia w życie dyrektywy „Solvency II”. Ona zmienia filozofię oceny instytucji ubezpieczeniowej, zmienia wymogi kapitałowe, więc z naszego punktu widzenia jest to niezwykle istotne, żeby instytucje się właściwie przygotowały, zarówno, jeśli chodzi o wymogi ilościowe, jak i jakościowe. W tym zakresie prowadzimy dialog –  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Jakubiak, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego.
 
Jednym z głównych celów dyrektywy jest lepsza ochrona interesów klientów, którzy mają zyskać pewność, że firma ubezpieczeniowa będzie posiadała wystarczający kapitał do spłaty wszystkich zobowiązań. Wymagany kapitał ubezpieczyciela ma być wyliczany w oparciu o profil ryzyka, jaki wynika z jego działalności oraz otoczenia ekonomicznego. Branża zgłaszała jednak obawy, że restrykcyjne wymogi doprowadzą do spadku rentowności ubezpieczycieli lub przerzucenia kosztów na klientów (w postaci np. wyższych składek). Z drugiej jednak strony, dyrektywa „Solvency II” może przyczynić się do zakończenia wojny cenowej na polskim rynku ubezpieczeń komunikacyjnych, gdyż akumulacja strat będzie wymagała pozyskiwania przez instytucje wyższych rezerw kapitału.

GPW nagrodzona za wspieranie rozwoju polskiego rynku kapitałowego

CEO Magazyn Polska

Brytyjski magazyn „EMEA Finance” wyróżnił warszawską Giełdę Papierów Wartościowych za pięć lat sukcesów we wspieraniu rozwoju polskiego rynku kapitałowego. Jednak GPW, by utrzymać dobrą passę po zakończeniu dużych prywatyzacji, potrzebuje systemu zachęt dla prywatnych inwestorów. Szczególnie cenni dla spółki są innowacyjni i dynamiczni nowi emitenci.

Potrzebujemy mądrej nowej strategii dla rynku kapitałowego, systemu zachęt dla emitentów i inwestorów długoterminowych, którzy będą chcieli powierzać swój kapitał właśnie tym przedsiębiorcom, którzy będą chcieli rynek kapitałowy wykorzystać do wzrostu własnego biznesu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Maciejewski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych.

Do tej pory giełda korzystała przede wszystkim na dużych prywatyzacjach. Skarb Państwa często decydował się na sprzedaż państwowych spółek właśnie poprzez GPW. Dzięki temu, jak podkreśla Maciejewski, warszawska giełda stała się największym rynkiem w Europie Środkowej. Ponieważ prywatyzacja powoli dobiega końca, GPW musi pozyskiwać nowych emitentów prywatnych.

Dlatego niezbędny w tym celu jest system zachęt, nad którym GPW pracuje razem z Ministerstwem Finansów. Maciejewski podkreśla, że działania akwizycyjne i sprzedażowe nie wystarczą. Zachęty mają być przede wszystkim skierowane do spółek innowacyjnych i dynamicznych, które mogą pozyskiwać kapitał na rozwój poprzez sprzedaż akcji na GPW.

Jednak dotychczasowa strategia GPW doprowadziła do rozwoju giełdy i została doceniona przez międzynarodowych ekspertów. Wczoraj GPW otrzymała nagrodę „Achievement Award 2013” na ceremonii Europe Banking Awards 2013. Przyznaje je magazyn „EMEA Finance” wydawany w Londynie. GPW została wyróżniona za wspieranie rozwoju polskiego rynku kapitałowego. W ciągu ostatnich pięciu lat „EMEA Finance” wielokrotnie nagradzał polskie instytucje finansowe i spółki, w tym także GPW. Warszawska giełda została wyróżniona w 2010 r. za najlepszą prywatyzację poprzez IPO.

Przyznajemy szczególne wyróżnienie warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. To nagroda „Achievement Award 2013” za szczególne osiągnięcia w zakresie aktywności rynku kapitałowego. W ostatnich pięciu latach warszawski rynek kapitałowy był wielokrotnie nagradzany przez „EMEA Finance”, czy to w kategorii najlepszej oferty publicznej – za debiut spółki GPW na własnym parkiecie, czy za oferty prywatyzacyjne innych firm i wzmacnianie aktywności na rynku kapitałowym – podkreśla Christopher Moore, wydawca i prezes „EMEA Finance Magazine”.

Adam Maciejewski dodaje, że to nagroda nie tylko dla GPW, lecz także dla całego rynku kapitałowego i wszystkich notowanych na warszawskim parkiecie spółek.

Minister środowiska: drugi pakiet klimatyczny może zaszkodzić polskiemu transportowi, budownictwu i rolnictwu

CEO Magazyn Polska

Pierwszy unijny pakiet klimatyczny obciąża polską gospodarkę w znacznie mniejszym stopniu niż zakładano. Cena zezwolenia na emisję jednej tony dwutlenku węgla to tylko 5 euro, choć pesymistyczne prognozy mówiły nawet o 100 euro. Negocjowany drugi pakiet klimatyczny będzie już większym wyzwaniem i może nieproporcjonalnie bardziej obciążyć Polskę.

Obecny pakiet, który funkcjonuje i który ma się zakończyć w 2020 roku, przebiega bardzo łagodnie. Znacznie łagodniej, niż wiele osób przewidywało jeszcze kilka lat temu – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Grabowski, minister środowiska. – W tej chwili pierwszy pakiet klimatyczny nie stanowi dla polskiej gospodarki zasadniczego problemu.

Zgodnie z pierwszym pakietem klimatycznym, przyjętym przez Parlament Europejski w 2008 r., do 2020 r. o 20 proc. ma zmaleć emisja gazów cieplarnianych, do 20 proc. wzrosnąć udział odnawialnych źródeł energii i o 20 proc. poprawić się efektywność energetyczna. Jednym z narzędzi w ramach pakietu jest System Handlu Emisjami (ETS), w ramach którego przedsiębiorstwa muszą wykupywać zezwolenia na emisję dwutlenku węgla na rynku. Jak podkreśla Grabowski, okazało się, że zezwoleń tych jest więcej niż oczekiwano, więc ich cena jest niska.

Dużo większym obciążeniem dla polskiej gospodarki może być jednak drugi pakiet klimatyczny. W styczniu propozycję przedstawiła Komisja Europejska. Choć negocjacje trwają, wiadomo, że zmiany mogą zaszkodzić gospodarkom w większym stopniu opartym na węglu.

– Chcemy rozmawiać o faktach, o tym, co rzeczywiście może spotkać polską gospodarkę, jeżeli ten pakiet, w takim kształcie, zostanie przyjęty. Mówię w końcu o obniżeniu emisji o 40 proc. do roku bazowego. To jest olbrzymia zmiana. Widzimy, że ta propozycja Komisji będzie niesymetryczna, to znaczy, że na niektóre państwa będzie nałożony znacznie większy wysiłek i znacznie mocniej odczują one tę politykę klimatycznoenergetyczną – podkreśla Grabowski.

Dodaje, że wbrew oczekiwaniom Komisji Europejskiej negocjacji nie uda się zakończyć szybko, bo dla Polski obecne założenia są nieakceptowalne. Drugi pakiet klimatyczny może bowiem bardzo zaszkodzić konkurencyjności naszego kraju. W dużym stopniu ucierpiałyby również sektory, gdzie nie został wprowadzony handel emisjami, np. transport (z wyjątkiem lotnictwa), sektor budowlany oraz rolnictwo.

Wydaje nam się, na podstawie naszych wstępnych analiz, że tam ten wpływ byłby znacznie większy niż w sektorze, gdzie tymi uprawnieniami się handluje – ocenia Grabowski. Dodaje: – Jeżeli te ambitne cele klimatyczno-energetyczne zostaną przyjęte w takim stopniu, to rzecz jasna energetyka europejska pójdzie w kierunku odnawialnych źródeł energii.

Nowy pakiet klimatyczny prawdopodobnie nie będzie wprost zachęcał do rozwoju OZE, jednak z uwagi na ambitne cele dotyczące redukcji emisji będzie to naturalny kierunek.

Minister środowiska zauważa jednak, że choć odnawialne źródła energii mogą pokryć całość lub większość zapotrzebowania na energię, to nie oznacza to całkowitego zmierzchu energetyki konwencjonalnej. Na przykład w Niemczech, które według Eurostatu w 2012 r. pozyskiwały nieco ponad 12 proc. energii ze źródeł odnawialnych, trwa budowa nowych bloków energetycznych opartych na węglu. Niemcy są obecnie największym emitentem dwutlenku węgla w UE – według Eurostatu wyprodukowały 760 mln ton tego gazu w ubiegłym roku.

Jak podał na początku maja Eurostat, emisja dwutlenku węgla w 2013 r. zmalała rok do roku w 22 krajach UE. W Polsce wzrosła nieznacznie (o 0,3 proc. do 290 mln ton). Więcej dwutlenku niż w 2012 r. wyprodukowały też Dania, Estonia, Portugalia, Niemcy i Francja. Unijna łączna emisja zmalała o 2,5 proc. do 3,351 mld ton.

Enea coraz bliżej sprzedaży gazu. Spółka czeka na zatwierdzenie taryfy

CEO Magazyn Polska

Enea posiada już koncesję na handel gazem i chce zaoferować przedsiębiorcom ofertę dual fuel, czyli sprzedaż energii elektrycznej i gazu w jednym pakiecie. Obecnie trwa pilotażowa sprzedaż gazu dla dużych firm, ale w dalszej perspektywie spółka energetyczna chce zaoferować tę usługę także klientom indywidualnym.

Mamy koncesję, złożyliśmy wnioski o taryfę i czekamy na jej zatwierdzenie. Mamy też przygotowane produkty. Będą to produkty dual fuel, czyli powiązane z energią elektryczną. Chcemy je zaoferować naszym klientom z większych i średnich przedsiębiorstw i myślę, że w tym roku będziemy mieć sukcesy na tym polu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Kinelski, członek zarządu ds. handlowych Enea SA. – Na pewno produkt ma być oparty na wspólnym rozliczeniu i wspólnej fakturze. To jest tyle, ile mogę ujawnić.

Enea planuje pozyskiwać gaz m.in. z rynku giełdowego, by potem sprzedawać go odbiorcom detalicznym wraz z energią elektryczną. W tym roku na wyniki spółki silniej oddziaływać będzie jednak powrót żółtych i czerwonych certyfikatów energetycznych. Ich nieobowiązywanie w 2013 r. oraz niska cena zielonych certyfikatów sprzyjały wynikom w segmencie sprzedaży energii.

 – Jednym z czynników, który będzie wpływać na wyniki w następnych kwartałach, jest konieczność umarzania żółtych i czerwonych certyfikatów. Na pewno oprócz cen węgla, cen bieżących paliwa i dwutlenku węgla, to właśnie czerwone i żółte certyfikaty będą kluczowe. Jeżeli chodzi o zielone certyfikaty, to one są moim zdaniem nieco niedoszacowane, natomiast to też pokazuje, że ceny się wahają – uważa Kinelski.

Według analityków sytuacja rynku w 2014 r. będzie sprzyjać spółkom z dużym udziałem segmentu dystrybucji, takim jak Energa i Enea. Dystrybucja pozostaje regulowaną częścią rynku, co pozwala stabilizować prognozowane przepływy pieniężne, podczas gdy segment wytwarzania jest obecnie pod presją spadku cen i marż, co jest dobrze widoczne w ostatnich wynikach Enei.

W I kwartale br. spółka zanotowała 292,6 mln zł zysku EBITDA w segmencie dystrybucji, natomiast w segmencie wytwarzania było to ponad dwa razy mniej – 123,7 mln zł. W porównaniu z I kwartałem 2013 r. dynamika zysku EBITDA w dystrybucji wyniosła +1,9 proc., a wytwarzaniu 24,3 proc. W następnych kwartałach spółka prognozuje stabilizację głównych cen.

Nie spodziewamy się żadnych większych zmian, bardziej utrzymania cen dotyczących węgla. Natomiast ceny energii pokazują trend boczny, lekko wzrostowy. I myślę, że to będzie trend utrzymujący się do końca roku – przewiduje członek zarządu Enei.

Najważniejszą tegoroczną inwestycją Enei w segmencie wytwarzania jest budowa bloku węglowego w Kozienicach, która pochłonie 1,39 mld zł. Do końca 2014 r. ma zostać wykonana większość prac budowlanych.

Przewidujemy, że to będzie powyżej 65 proc., to są nasze największe założenia i  przełomowy rok. Największe budowlane, konstrukcyjne rzeczy mają odbyć się w tym roku – twierdzi Grzegorz Kinelski.

Poza kontynuacją projektu w Kozienicach Enea planuje także akwizycje, zwłaszcza w kogeneracji i OZE. Pieniądze na te cele mają pochodzić z emisji długu w ramach nowego programu.

Jesteśmy gotowi z dokumentacją, trwają ostatnie sprawy związane z umową. To jest kwota 5 mld zł – mówi Kinelski.

Nowy program emisji obligacji ma zostać uzgodniony z bankami i podpisany jeszcze w maju – informowała dziennikarzy Dalida Gepfert, członek zarządu Enei ds. finansowych. Według niej, pierwsza transza mogłaby zostać sprzedana inwestorom w czerwcu, ponieważ jest zainteresowanie na rynku papierami dłużnymi Enei. Transza ta miałaby mieć wartość 0,5 mld zł.

WZA Enei zdecydowało o wypłacie dywidendy za 2013 r. w wysokości 251,62 mln zł, czyli 0,57 zł na akcję. W ubiegłym roku Enea wypłaciła dywidendę w wysokości 158,92 mln zł, co odpowiada kwocie 0,36 zł na akcję. Blisko 581 mln zł zysku netto z 2013 r. ma zwiększyć kapitał rezerwowy spółki w celu finansowania inwestycji.

To jest świadoma decyzja, w tamtym roku była podobna. Jest to związane z inwestycjami po pierwsze Kozienice, a po drugie, jak co roku, spore inwestycje w dystrybucję, więc te środki są nam potrzebne – uważa członek zarządu ds. handlowych Enea SA.

W. Pawlak: Polska mogłaby stać się reprezentantem regionu w kontaktach z Chinami

CEO Magazyn Polska

W pierwszym kwartale tego roku eksport z Polski do Chin wzrósł o 55 proc. i wyniósł 835 milionów dolarów. Współpraca ma szanse rozwinąć się jeszcze bardziej, jeśli Polsce uda się przejąć rolę reprezentanta całego regionu w kontaktach z Pekinem – uważa Waldemar Pawlak, były wicepremier i minister gospodarki.

Mimo imponującego wzrostu w I kwartale nasz import z Chin wciąż przewyższa eksport, i to dziesięciokrotnie.

– Współpraca handlowa między Polską i Chinami jest na wysokim poziomie. Oczywiście Chiny mają dużą nadwyżkę handlową, ale w ostatnim czasie eksport z Polski wzrastał w tempie 50 proc.  mówi Waldemar Pawlak, były wicepremier i minister gospodarki.  Mamy bardzo duże sukcesy w tym zakresie i w moim przekonaniu kluczowe jest to, czy Polska będzie działała w pojedynkę, czy zacznie grać rolę reprezentanta całego regionu.

Jak podkreśla Pawlak, chodzi o reprezentanta, a nie lidera, bo na ten drugi wariant nie zgodzą się inne kraje. Z kolei reprezentant potrafi dobrze zrozumieć i przekazać interesy wszystkich uczestników rozmów czy transakcji. Dwa lata temu odbył się w Warszawie szczyt, na którym spotkali się przedstawiciele Chin i 16 krajów regionu, ale według wicepremiera ta szansa nie została przez nasz kraj do końca wykorzystana.

– Mamy wszelkie predyspozycje do tego, żeby się sami uczynić takim reprezentantem, upominając się także o interesy innych krajów – Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii, Bułgarii czy innych krajów regionu, a także dobrze wykorzystując nasz potencjał. Bo Polska ma w tym regionie 1/4 ludności, ale i 1/3 PKB. Więc dla Chin możemy być ważnym partnerem jako partner regionalny  podkreśla Pawlak.  Wówczas reprezentujemy 160 mln mieszkańców i to jest potencjał i PKB większe niż w Rosji.

Polski potencjał wspomoże dodatkowo uruchomienie funduszy europejskich i inwestycje z tym związane. Chińskie firmy mogłyby startować do przetargów na wykonawstwo polskich inwestycji. Jednak zdaniem Pawlaka kierunek powinien raczej być odwrotny  należy wzmacniać eksport, co w obecnej sytuacji na rynku walut jest bardzo korzystne.

– Chińczycy przeliczają to na sztywny w zasadzie kurs do dolara, a fakt, że Polska ma własną walutę, może być dużo bardziej atrakcyjny dla chińskich kontrahentów niż handel z krajami strefy euro, która będzie stosunkowo droga – wyjaśnia Waldemar Pawlak.  Oczywiście trzeba też uwzględniać takie perypetie, jakie się wiążą na przykład z wymogami fitosanitarnymi. I tu potrzeba dużo aktywności, żeby przełamywać częste obawy partnerów chińskich przed importem.

Branża spożywcza, choć jest sektorem zainteresowanym rynkiem chińskim, nie należy jednak do liderów handlu z Państwem Środka. Polscy przedsiębiorcy eksportują do Chin głównie maszyny i urządzenia, wyroby metalurgiczne i produkty przemysłu chemicznego. Natomiast chcą rozwijać współpracę z Chinami zwłaszcza w sektorach takich, jak energetyka i przemysł maszynowy, IT i telekomunikacja oraz produkcja AGD. W ubiegłym tygodniu Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych podpisała umowę o współpracy z chińskim Bureau of Commerce, co powinno pomóc w zintensyfikowaniu wzajemnej wymiany.

Enel-Med inwestuje w kolejne przychodnie i stawia na sprzedaż komercyjną w szpitalach

0

CEO Magazyn Polska

Enel-Med liczy na dużo lepsze wyniki w tym roku. Zapowiada walkę o większe kontrakty z NFZ, przede wszystkim w dwóch obszarach – szpitalnictwie i diagnostyce obrazowej. Stawia również na sprzedaż komercyjną – także w działającym w Warszawie szpitalu, w którym jak dotąd nie udało się zwiększyć kontraktowania. Centrum planuje otwarcia nowych przychodni, m.in. w Katowicach.

– Rok 2013 był zdecydowanie lepszy niż 2012, a perspektywy na ten są jeszcze lepsze. Zrobiliśmy duży skok, jeśli chodzi o wyniki, widać to zresztą po notowaniach giełdowych. Są one coraz lepsze, a 2014 rok powinien być już dla nas całkowicie satysfakcjonujący – zapewnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Rozwadowski, prezes zarządu Centrum Medycznego Enel-Med.

Rok 2012 upłynął pod znakiem wzmożonych inwestycji, otworzono m.in. szpital w Warszawie, natomiast w 2013 roku firma skupiła się na działaniach, które miały na celu zwiększenie sprzedaży oferowanych usług. Przyniosło to wymierny skutek. W ubiegłym roku przychód wyniósł niemal 200 mln zł, co oznacza wzrost o 11 proc. względem 2012 roku.

O ponad 10 proc. wzrósł obszar przychodni, czyli sprzedaż abonamentów medycznych, usług dla klientów indywidualnych i towarzystw ubezpieczeniowych – dziś ten obszar odpowiada za blisko 60 proc. przychodów.

Około 7 proc. przychodów to są kontrakty NFZ, a pozostała część to sprzedaż komercyjna. Tutaj stomatologia ma dobrą marże, również diagnostyka obrazowa i abonamenty zaczynają już przynosić zdecydowanie lepsze efekty – mówi Adam Rozwadowski. – Jest jeszcze problem ze szpitalem, który został otwarty dwa lata temu, bo nie udało nam się zwiększyć kontraktowania ze względu na aneksowanie umów na starych warunkach.

Jak wyjaśnia prezes, dlatego właśnie Centrum stara się to uzupełnić pacjentami komercyjnymi. W ubiegłym roku wartość operacji komercyjnych w szpitalach spółki wzrosła o 28 proc.

Ten rynek jest jeszcze płytki, dlatego w tym roku właśnie poświęcamy bardzo dużo uwagi rynkowi komercyjnemu, tak, żeby również tę infrastrukturę szpitalną zająć – wyjaśnia Rozwadowski.

Podkreśla, że jednocześnie firma będzie walczyć o większe pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia, szczególnie w szpitalnictwie i diagnostyce obrazowej, gdzie kontrakty mają znaczący udział w przychodach.

W najbliższych latach Centrum Medyczne chce postawić na rozwój. Zgodnie z przyjętą w ubiegłym roku strategią w latach 2014–2015 nakłady inwestycyjne mają wynieść blisko 50 milionów złotych. Na początku maja powstała ósma placówka w Warszawie, trzecia w segmencie premium, która oferuje konsultacje specjalistyczne, zabiegi i rehabilitację. Także w tym roku centrum planuje otwarcie dużej placówki na Śląsku, w Katowicach. Centrum inwestuje w specjalistyczne przychodnie, co może przełożyć się na dalszy rozwój leczenia szpitalnego – mowa tu przede wszystkim o specjalizacjach ortopedycznej, neurochirurgicznej czy okulistycznej.

Duże zainteresowanie klientów rynkiem usług medycznym sprawia, że rozwija się on dość dynamicznie. Jednak ze względu na to, że środki płynące od płatnika, czyli NFZ, są stałe, jest to rynek trudny. Mimo to zdaniem Rozwadowskiego na rynku możliwe są dalsze przejęcia i fuzje, bo wciąż jest on rozdrobniony.

Także fundusze inwestycyjne szukają możliwości na polskim rynku, bo to jedyny obszar jeszcze niespenetrowany przez obcy kapitał. Martwi mnie trochę, że nie jest polski kapitał, bo Enel-Med jest akurat firmą rodzinną, z dużą przewagą rodzimego kapitału. Trudność w pozyskaniu polskiego kapitału powoduje, że wiele funduszy inwestycyjnych z tego korzysta i przejmuje dużą część podmiotu medycznego – podsumowuje Adam Rozwadowski. 

Własne karty płatnicze uczą dzieci oszczędzania

CEO Magazyn Polska

Karty płatnicze i konta bankowe dla dzieci sprawiają, że rodzice mają większą kontrolę nad wydatkami swoich pociech. Ponadto posiadanie własnych kart uczy dzieci oszczędności i rozsądnego gospodarowania pieniędzmi. Karty odznaczają się ciekawym designem: młodsze dzieci mogą płacić za zakupy pluszową żyrafą, dla starszych są tradycyjne karty plastikowe.
 
Najczęściej kartę kupują rodzice i przekazują dziecku w użytkowanie. Dziecko może dokonywać nią płatności samodzielnie, ale rodzice zawsze mają kontrolę nad wydatkami. To oni ustalają limit płatności oraz wypłat z bankomatu. Mogą też wpłacać na powiązane z kartą konto bankowe mniejsze sumy pieniędzy, aby dziecko nie mogło wydać więcej, niż chcieliby tego rodzice.

Dziecko może pod kontrolą rodzica zrobić przelew, czyli inicjować przelew, który każdorazowo jest akceptowany przez rodzica w systemie bankowości internetowej banku. Dziecko może również ze swoich pieniędzy doładować komórkę. Wszystkie takie operacje są akceptowane zawsze przez rodzica. Rodzic może też zadecydować, czy udostępniać możliwość robienia przelewów czy doładowania komórki w serwisie dziecka – tłumaczy Michał Macierzyński, dyrektor Biura Innowacji PKO Banku Polskiego.

Konto oszczędnościowe i karta płatnicza dla dzieci to praktyczna nauka oszczędzania. Nawyk planowania wydatków i odkładania pieniędzy na konkretny cel warto wyrabiać u dzieci już od najmłodszych lat. Psychologowie są zdania, że już sześcioletnie dzieci powinny otrzymywać od rodziców drobne pieniądze, aby w wieku nastoletnim były przygotowane do rozsądnego gospodarowania.

Żeby mądrze wydawać, trzeba najpierw nauczyć się korzystania również z elektronicznych środków płatności. Każdy rodzic, dając taką kartę dziecku, może nauczyć je bezpiecznego korzystania z karty, może nauczyć, jak z takiej karty rozsądnie wydawać pieniądze, jak kontrolować swoje wydatki. Jeżeli ustawimy limit, a dziecko wyda wszystkie pieniądze, to żeby zrobić następny zakup, będzie musiało poczekać do kolejnego kieszonkowego – podkreśla Michał Macierzyński.

 
Karty płatnicze typu prepaid przeznaczone są dla dzieci poniżej 13. roku życia. Mogą być one powiązane z kontem bankowym, wyposażonym w system bankowości elektronicznej. System ten jest udźwiękowiony i bardzo kolorowy, dzieci mogą dowolnie zmieniać tapety i ikony. Karty płatnicze również odznaczają się ciekawym designem.

Karty występują w wielu różnych formatach: jest to klasyczna karta  z czerwonym paskiem, którą można płacić w sklepie, internecie czy wypłacać pieniądze z bankomatu. Ale również zaoferowaliśmy karty w postaci naklejki na chociażby telefon czy też karty w postaci silikonowego breloczka lub filcowej żyrafy. Taka żyrafa wzbudza duże zainteresowanie, kiedy można nią zapłacić zbliżeniowo – mówi Michał Macierzyński w rozmowie z agencją Newseria.

Pracodawcy wciąż obawiają się zatrudniania osób w wieku 55+

CEO Magazyn Polska

Ofert pracy dla seniorów jest zdecydowanie mniej niż dla osób młodych. Pracodawcy często nie zdają sobie sprawy z tego, że mogą nie tylko pozyskać doświadczonych, rzetelnych i lojalnych pracowników, lecz także ograniczyć koszty związane z rotacją kadry. Średni czas stażu pracy w jednej firmie dla osób powyżej 55. roku życia jest trzy razy dłuższy niż w przypadku osób w wieku 25-34 lata. Seniorzy wykazują również dużo większą motywację do pracy niż ich młodsi koledzy.

Taki pracownik jest o wiele bardziej zaangażowany, ma wiedzę, doświadczenie i wiele umiejętności uniwersalnych, które nabył podczas długiego stażu pracy i którymi może się podzielić. Dla młodych osób będzie mentorem, będzie im przekazywał swoją wiedzę. Jest też osobą bardziej cierpliwą, opanowaną i łatwiej radzi sobie ze stresem niż młody pracownik, bo więcej w życiu przeżył i więcej zebrał doświadczeń – mówi agencji informacyjnej Newseria Małgorzata Majewska, marketing manager serwisu z ofertami pracy monsterpolska.pl.

Współcześni seniorzy są aktywni i otwarci na wszelkie nowości – również te technologiczne. Najczęściej mają już odchowane dzieci i nie są przytłoczeni zbyt dużą ilością obowiązków domowych, przez co rzetelnie wykonują powierzone im zadania.

Pracownicy w wieku 55+ są trzy razy bardziej lojalni w stosunku do pracodawcy niż pracownicy w grupie wiekowej 2435. Jeżeli obniżamy rotację, bo pracownicy są bardziej lojalni, to koszty związane z przysposobieniem nowego pracownika są o wiele niższe – mówi Małgorzata Majewska.

Z badań wynika jednak, że pracodawcy niechętnie zatrudniają seniorów, bo obawiają się z ich strony małej wydajności i częstych zwolnień chorobowych. Z kolei osoby po 55. roku życia, zrażone sytuacją na rynku pracy, szybko rezygnują z poszukiwania zatrudnienia. Po serii niepowodzeń dużo trudniej jest im się też zaaklimatyzować w nowej firmie.

Dużą rolę odgrywa bezpośredni menadżer, przełożony i dział HR, który będzie wprowadzał starszego pracownika do grupy. Opowie też pracownikom będącym w zespole, jaka jest rola nowego pracownika i w jakich obszarach on będzie pomagał grupie. To wszystko jest kwestią komunikacji, bo musimy sobie zdawać z tego sprawę, że zespoły różnorodne są bardziej efektywne. Są w stanie wygenerować więcej zysku dla pracodawcy, ponieważ mają szerszą perspektywę i szersze spojrzenie – tłumaczy Małgorzata Majewska

Pracodawcy, którzy zatrudniają seniorów, czerpią z tego również korzyści ekonomiczne. W ramach programu „Solidarność pokoleń” są m.in. zwalniani z opłacania składek na Fundusz Pracy za takie osoby. Mogą również ubiegać się o dofinansowanie kosztów wyposażenia i doposażenia dla nich stanowiska pracy.