Raport Grupy Roboczej prezydenta Bidena potwierdza potencjał stablecoin

Raport administracji Bidena na temat rynków finansowych podkreślił potencjał stablecoinów dla konsumentów.

W raporcie stwierdzono, że stablecoiny mogą zmienić sposób, w jaki obywatele USA płacą za produkty codziennego użytku, od wizyty u fryzjera po telefony. Badanie wykonano na zlecenie Białego Domu, a jego autorami byli kluczowi doradcy ekonomiczni prezydenta Bidena.

Podkreślając znaczenie regulacji rynku, w raporcie stwierdzono, że stablecoiny mogą: „obsługiwać szybsze, wydajniejsze i bardziej inkluzywne opcje płatności… Co więcej, przejście na szersze wykorzystanie stablecoinów jako środka płatności może nastąpić szybko ze względu na sieciowe efekty lub relacje między stablecoinami a istniejącymi bazami użytkowników lub platformami.”

Stablecoiny stanowią teraz znaczną część rynku kryptowalut. Największy pod względem kapitalizacji rynkowej jest tether, wynoszący ponad 74 miliony dolarów. Stablecoiny różnią się od kryptowalut, takich jak bitcoin, ponieważ ich wartość jest zazwyczaj powiązana z walutą fiducjarną.

Na przykład tether jest powiązany z dolarem amerykańskim. Wykorzystuje posiadane środki pieniężne i krótkoterminowy dług zwany papierami komercyjnymi, aby wzmocnić jego stabilną wartość.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Wrocławski Biocelitx zadebiutował na NewConnect

Na rynku New Connect zadebiutowała dziś pierwsza spółka biotechnologiczna o profilu weterynaryjnym. Bioceltix rozwija produkty lecznicze dla zwierząt towarzyszących ze szczególnym uwzględnieniem psów i koni. Spółka prowadzi działalność w oparciu o autorską technologię wykorzystującą mezenchymalne komórki macierzyste. Kilka dni temu podpisała umowę na kompleksową realizację badania klinicznego dla jednego z kandydatów na lek.bioceltix

– Z technologicznego punktu widzenia na rynku zwierząt towarzyszących obserwujemy od kilku lat coś w rodzaju nowego rozdania – wyraźnie zadomowiła się tutaj biotechnologia. Bardzo szybko znalazło to odzwierciedlenie w strategiach rozwoju największych firm i pierwszych lekach biologicznych dostępnych na rynku. Sytuacja ta jest bez wątpienia następstwem istniejących trendów społecznych dotyczących opieki nad zwierzętami. Obecnie traktujemy zwierzęta jak członków rodziny, wydajemy na nie coraz więcej, coraz lepiej dbamy o ich zdrowie i dobrostan. Przekłada się to na wzrost świadomości i oczekiwań co do jakości i skuteczności dostępnych terapii, a to w naturalny sposób pociąga za sobą rozwój rynku w kierunku nowych, skuteczniejszych i bezpieczniejszych terapii. Stąd właśnie bierze się w weterynarii nowoczesna biotechnologia – mówi dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix, debiutującego dziś na NewConnect.

Kurs odniesienia na debiucie ustalono na 20,50 zł, co oznacza wyjściową kapitalizację spółki na poziomie około 67 mln zł. Do kluczowych, największych akcjonariuszy Bioceltix należą Infini ASI (15,2 proc. akcji) oraz Kvarko Group ASI (14,3 proc. akcji). Długoterminowe plany biotechnologicznej spółki są jasne: za kilka lat Bioceltix będzie właścicielem i wytwórcą kilku produktów stosowanych w leczeniu najczęściej występujących u zwierząt towarzyszących chorób.

U zwierząt, podobnie jak u ludzi, obserwuje się wyraźny wzrost liczby pacjentów cierpiących z powodu chorób o podłożu zapalnym i autoimmunologicznym – już 20% psów cierpi z powodu zmian zwyrodnieniowych stawów, które są główną przyczyną przewlekłego bólu, z kolei 15% populacji psów cierpi z powodu atopowego zapalenia skóry. Leki biologiczne oparte na komórkach macierzystych mogą tutaj odegrać kluczową rolę podkreśla Łukasz Bzdzion, prezes i współzałożyciel wrocławskiej spółki.

Kilka dni temu spółka poinformowała o podpisaniu umowy z wiodącą, międzynarodową firmą typu CRO (ang. Clinical Research Organization) na kompleksową realizację badania klinicznego dla kandydata na lek stosowanego w leczeniu zmian zwyrodnieniowych stawów u psów. Wybór ten nie jest przypadkowy, jako że ta sama firma brała udział w procesie rozwoju i dopuszczenia do obrotu pierwszego na świecie weterynaryjnego produktu leczniczego na bazie komórek macierzystych.Biocelitx (3)

Rynek zaprasza do rozwoju

W weterynarii wciąż najbardziej powszechnym sposobem leczenia chorób o podłożu zapalnym i autoimmunologicznym jest leczenie objawowe za pomocą̨ klasycznych leków chemicznych. Rodząca się właśnie biotechnologia weterynaryjna ma szansę zmienić tę sytuację i dostarczyć nowe produkty lecznicze i technologie, zwiększając skuteczność leczenia i zmniejszając jednocześnie występowanie skutków ubocznych, lub jak ma to miejsce w przypadku komórek macierzystych dając szansę na leczenie przyczynowe.  Duże koncerny nie potrafią jednak samodzielnie uzupełnić swojego portfolio o produkty biotechnologiczne, gdyż nie mają odpowiedniego doświadczenia i nie są w stanie szybko nadrobić zaległości technologicznych i infrastrukturalnych. Produkcja leków biologicznych jest bowiem znacznie trudniejsza niż klasycznych leków chemicznych. Stąd też mniejsze firmy specjalizujące się w biotechnologii szybko przykuwają uwagę dużych graczy.

– Na rynku pojawia się szansa dla takich firm jak Bioceltix, które budują swoje kompetencje i zaplecze naukowe od początku wyłącznie w obszarze biotechnologii weterynaryjnej. Duże koncerny patrzą w stronę takich firm, bo jest im łatwiej nabyć gotową technologię z zewnątrz niż próbować tworzyć ją od podstaw bez odpowiedniego doświadczenia – dodaje dr inż. Paweł Wielgus.Biocelitx (2)

Po wcześniejszych przejęciach Nexvet Biopharma przez Zoetis (transakcja z 2017 r. o wartości 85 mln USD dotycząca przeciwciał monoklonalnych na atopowe zapalenie skóry u psów oraz zapalenie stawów u psów i kotów) oraz Aratana Therapeutics przez Elanco (transakcja z 2019 r. o wartości 245 mln USD dotycząca m.in. leku przeciwbólowego w chorobach stawów u psów), trend ten został po raz kolejny potwierdzony przed kilkoma tygodniami. Kolejnego przejęcia dokonało bowiem Elanco, tym razem wykładając 440 mln USD za Kindred Biosciences, spółkę badawczo-rozwojową posiadającą portfolio przeciwciał monoklonalnych m.in. na atopowe zapalenie skóry u psów. Transakcja na linii Elanco – Kindred pokazuje, że globalne koncerny widzą duży potencjał segmentu weterynaryjnych leków biologicznych, szczególnie w chorobach skóry i stawów, a więc tam, gdzie swoje produkty rozwija również Bioceltix.

Wrocławska spółka wyznacza globalne standardy

Bioceltix rozwija swoje produkty w oparciu o autorską technologię ALLO-BCLX wykorzystującą allogeniczne (to znaczy podawane między różnymi osobnikami tego samego gatunku) mezenchymalne komórki macierzyste. W lipcu b.r. spółka otrzymała od Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego certyfikat Dobrej Praktyki Wytwarzania (ang. Good Manufacturing Practice, GMP) na terapie komórkowe w weterynarii. Obecnie firma pracuje nad trzema kandydatami na lek – dwoma przeznaczonymi dla psów oraz jednym dla koni.

– Jesteśmy na dobrej drodze, by zarejestrować i wdrożyć na rynek weterynaryjny leki biologiczne na bazie komórek macierzystych, których skuteczność i bezpieczeństwo potwierdzimy badaniami klinicznymi. Najbardziej zaawansowany jest proces badań kandydata na lek stosowanego w leczeniu zmian zwyrodnieniowych stawów u psów i to ten produkt wejdzie jako pierwszy w fazę kliniczną. Obecnie czekamy na raport końcowy fazy bezpieczeństwa w podaniu dostawowym. Kilka tygodni temu otrzymaliśmy także wersję roboczą raportu z fazy bezpieczeństwa w podaniu dożylnym, gdzie nie zaobserwowano żadnych poważnych objawów klinicznych związanych z bezpośrednim podaniem naszego produktu. Otwiera nam to również na przyszłość ścieżkę kliniczną dla kandydata na lek w atopowym zapaleniu skóry – mówi Łukasz Bzdzion, prezes zarządu Bioceltix.

Faza bezpieczeństwa, czyli tzw. TAS (ang. Target Animal Safety), jest odpowiednikiem pierwszej fazy badań klinicznych u ludzi. Oba badania w podaniu dożylnym i dostawowym zostaną formalnie zrealizowane do końca bieżącego roku. Po pozytywnym przejściu fazy TAS otwiera się droga do kolejnego etapu, czyli terenowych badań klinicznych potwierdzających skuteczność naszych kandydatów na leki.

– Po wykazaniu skuteczności w badaniach klinicznych będziemy mogli złożyć do Europejskiej Agencji Leków wniosek o zezwolenie na dopuszczenie do obrotu, rozpoczynając tym samym procedurę związaną z rejestracją produktu leczniczego. Mamy szansę być pierwszą na świecie spółką, która zarejestruje weterynaryjny lek biologiczny wykorzystujący komórki macierzyste jako substancję aktywną w leczeniu chorób o podłożu zapalnym i autoimmunologicznym u psów dodaje Łukasz Bzdzion.

 

W przypadku kandydata na lek przeznaczonego dla koni, firma jest na etapie wytwarzania trzech serii pilotażowych w standardzie farmaceutycznym GMP. Na przyszły rok zaplanowane jest badanie bezpieczeństwa dla tego produktu.

Ethereum ustanawia nowy rekord wszech czasów

Bitcoin (BTC) w ciągu weekendu zbliżył się do ostatniego rekordu wszechczasów (ATH), podczas gdy Ethereum wybił się ponad swój poprzedni ATH.

ETH osiągnął ATH w weekend. Po osiągnięciu poziomu 4000 dolarów pod koniec października, kryptowaluty poszły w górę. W zeszły poniedziałek ETH kosztował około 4300 dolarów, ale wzrósł do ponad 4600 dolarów we wtorek i środę, zanim spadł.

Ale teraz kryptowaluta oscyluje powyżej poziomu 4700 dolarów, osiągając ATH w wysokości 4768 dolarów. Wartość ETH wzrosła o około 59 proc. od początku października.

W międzyczasie BTC zwyżkowało w weekend, aby teraz kształtować się nieco ponad 66 000 dolarów po tygodniu utrzymywania się między 62 000 a 64 000 dolarów. Kryptowaluta zbliża się teraz do trzytygodniowych maksimów po nowym ATH w połowie października.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Ponad 627 mln zł przychodów klubów Ekstraklasy w sezonie 2020/2021

Pomimo pandemii, najlepsze polskie kluby piłkarskie, grające w Ekstraklasie w sezonie 2020/2021 wypracowały 627,2 mln zł przychodów. Jak wynika z 15. edycji raportu „Piłkarska liga finansowa”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z klubami PKO Bank Polski Ekstraklasy oraz spółką Ekstraklasa SA, jest to wynik rekordowy. Do tej kwoty należy doliczyć 206 mln zł wpływów z tytułu transferów, z czego 97 proc. stanowiły umowy z klubami zagranicznymi. Zwycięzcą rankingu pozostaje niezmiennie Legia Warszawa, która podium dzieli z Lechem Poznań i Lechią Gdańsk.

W stosunku do poprzednich edycji tegoroczne dane zostały przedstawione w ujęciu sezonowym (lipiec 2020 – czerwiec 2021), a nie kalendarzowym. Łączne przychody klubów Ekstraklasy z działalności operacyjnej (bez uwzględnienia transferów) osiągnęły najwyższą wartość w historii rankingu Deloitte – 627,2 mln zł. Pandemia wpłynęła na spadek przychodów z dnia meczowego. Wszystkie kluby Ekstraklasy wygenerowały 24,2 mln zł przychodów z tego tytułu w sezonie 2020/2021, co oznacza spadek o 63,4 mln zł w porównaniu do roku kalendarzowego 2019, kiedy mecze nie były objęte żadnymi restrykcjami. Jednocześnie, dzięki wsparciu PZPN oraz PFR w ramach tarcz finansowych, kluby Ekstraklasy otrzymały 46 mln zł subwencji. Część klubów spełni warunki dofinansowania w sezonie 2021/2022, dlatego pełna ocena tego wsparcia będzie możliwa dopiero w kolejnym raporcie.

Kluby Ekstraklasy w ostatnim sezonie wypracowały imponujące przychody pomimo trudnej sytuacji pandemicznej. Źródłami tego sukcesu są przede wszystkim wpływy komercyjne, które przyniosły 301 mln zł oraz wpływy z transmisji w wysokości 302 mln zł. Pozostałe 24 mln zł pochodzą z dnia meczowego. Po uwzględnieniu przychodów transferowych w wysokości 206 mln zł, kluby Ekstraklasy wygenerowały aż 833 mln zł, co należy uznać za bardzo dobry wynik – mówi Przemysław Zawadzki, partner associate, lider Sports Business Group Poland, Deloitte.

Wygrani i przegrani

W tegorocznej edycji raportu na pierwszym miejscu uplasowała się ponownie Legia Warszawa z przychodami na poziomie 119,1 mln zł. Drugi na podium klub – Lech Poznań – wypracował 74,5 mln zł przychodów. W finałowej trójce znalazła się też Lechia Gdańsk (44,6 mln zł), która spadła o jedno miejsce w rankingu, w porównaniu do ubiegłorocznej edycji.

Legia Warszawa już dziesiąty rok z rzędu wygrywa ranking Deloitte. Od 2011 r. warszawska drużyna aż 7 razy sięgnęła po Mistrzostwo Polski. W analizowanym sezonie Legia zanotowała spadek przychodów o 5,2 mln zł w porównaniu do sezonu 2019/2020. Lech Poznań zmniejszył przychody z dnia meczu (o 3,4 mln zł) oraz komercyjne (o 4,3 mln zł), natomiast istotnie budżet klubowy podreperowały wpływy z kategorii transmisje, obejmującej także wpływy ze scentralizowanych praw marketingowych, premii za udział w pucharach krajowych oraz zagranicznych, a także Pro Junior System (wzrost o 22,6 mln zł). Było to efektem sukcesu sportowego, czyli awansu do fazy grupowej Ligi Europy. Lechia Gdańsk na podium rankingu przychodów znajduje się po raz czwarty. W porównaniu z sezonem 2019/2020 klub z Gdańska spadł z miejsca 2 na 3 i zarobił o 9,7 mln zł mniej. Największą część zysków gdańskiego klubu stanowią przychody komercyjne, które wynoszą 30,1 mln zł.

Wśród klubów, które w sezonie 2020/2021 występowały na boiskach Ekstraklasy łącznie wzrost przychodów zanotowało aż 13 drużyn: Lech Poznań, Raków Częstochowa, Pogoń Szczecin, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Warta Poznań, Lechia Gdańsk, Śląsk Wrocław, PGE FKS Stal Mielec, Górnik Zabrze, Cracovia, Wisła Płock, KGHM Zagłębie Lubin, Wisła Kraków. Spadek łącznych przychodów odnotowały jedynie trzy kluby: Jagiellonia Białystok, Legia Warszawa i Piast Gliwice.

Jestem dumy, że kluby Ekstraklasy w niezwykle trudnym okresie osiągnęły tak fantastyczny wynik finansowy. Współpraca, otwartość na zamianę i umiejętność dostosowania się do nowych warunków w połączeniu ze ścisłą dyscypliną pozwoliły nam poradzić sobie z przeciwnościami. Również w ramach ligi dołożyliśmy cegiełkę do tego sukcesu. Mimo mniejszej o siedem liczby kolejek meczowych Ekstraklasa SA po raz kolejny wypracowała na rzecz klubów rekordowo wysoką kwotę przychodów za prawa mediowe i marketingowe. Było to możliwe między innymi dzięki zawarciu w ubiegłym roku nowego porozumienia z nadawcami, Canal+ i TVP, dotyczącego praw do krajowych transmisji na cztery sezony o łącznej wartości 1 mld zł. Te kontrakty, a także umowy z pozostałymi partnerami, w tym tytularnym – PKO Bankiem Polskim i głównym – Totalizatorem Sportowym, zapewniają klubom Ekstraklasy stabilne źródło finansowania i środki na rozwój szkolenia na najbliższe lata, mimo pewnej niepewności związanej z pandemią Covid-19 – mówi Marcin Animucki, prezes zarządu Ekstraklasy SA.

Rekordowe umowy transferowe

Przychody transferowe z roku na rok stają się coraz bardziej istotnym źródłem finansowania polskich klubów. W sezonie 2020/2021 kluby Ekstraklasy zaksięgowały aż 206 mln zł przychodów z tytułu transferów wychodzących, a ich udział w całościowych przychodach wynosił 32,8 proc. (27,2 proc. w 2019 roku). Jest to najwyższy wynik w historii raportu. Prawie całość tych przychodów (97 proc.) stanowią transfery zagraniczne. Oznacza to, że wewnętrzny rynek transferowy niemal nie istnieje lub większość zmian klubowych zawodników jest bezgotówkowa.

Niekwestionowanym liderem rankingu przychodów transferowych jest Lech Poznań, który zarobił z tego tytułu ponad 82 mln zł, czyli więcej niż z trzech podstawowych źródeł przychodu, w których klub uzyskał 74,5 mln zł. Drugie miejsce w tej kategorii zajmuje KGHM Zagłębie Lubin z wynikiem 26,4 mln, trzecie zaś Legia Warszawa (24 mln zł).

W najbliższych latach istotnym czynnikiem wpływającym na poprawę ogólnej kondycji finansowej klubów i budowy dochodowej polityki transferowej powinien być udział w europejskich pucharach. W poprzednim sezonie najlepiej zaprezentował się Lech Poznań, dzięki czemu klub uzyskał 31,7 mln zł przychodów od UEFA. Podobną kwotę powinna otrzymać Legia Warszawa dzięki awansowi w obecnie trwającym sezonie 2021/2022 do fazy grupowej Ligi Europy – mówi Karol Furmanek, starszy menedżer, ekspert Sports Business Group, Deloitte.

Puste trybuny

W poprzedniej edycji raportu prognozowano, że zasady ograniczające frekwencję na stadionach do maksymalnie 50 proc. pojemności, nie wpłyną negatywnie na większość klubów. Jednak dalsze ograniczenia możliwości uczestnictwa kibiców na stadionach wpłynęły negatywnie na sytuację klubów. Jedynie 7 z 30 kolejek Ekstraklasy odbyło się z ograniczeniem publiczności do 25 proc., pozostałe 77 proc. meczów rozegrano bez udziału publiczności. Na zamknięciu stadionów, w porównaniu do roku kalendarzowego 2019 (w którym nie obowiązywały żadne restrykcje), najwięcej straciły: Legia Warszawa (17,5 mln), Wisła Kraków (11 mln zł), Lechia Gdańsk (7,3 mln zł) oraz Lech Poznań (6,1 mln zł). Klubem, który utracił największą część swoich przychodów z dnia meczu była Jagiellonia Białystok, której przychody z tego tytułu spadły aż o 94 proc., czyli o 4,2 mln zł.

Odpowiedzialna polityka płacowa

Rozsądne zarządzanie kontraktowaniem graczy jest niezwykle istotne, aby utrzymywać odpowiednią relację wynagrodzeń do przychodów, tym bardziej, że jest to największa część składowa kosztów w klubach piłkarskich. Za optymalny wskaźnik tej relacji uznawane jest 60 proc., co jest też najczęstszym punktem odniesienia na świecie.

Nie uwzględniając przychodów transferowych, do grona klubów ze zbyt wysokim wskaźnikiem wynagrodzeń zaliczyć należy cztery zespoły: Piast Gliwice, Śląsk Wrocław, Jagiellonia Białystok i Wisła Płock. Dwanaście pozostałych klubów trzyma swoje wynagrodzenia w bezpiecznych ryzach, przy czym zdecydowanie najmniej na ten cel wydaje Stal Mielec – jedynie 25 proc. Zwycięzca poprzedniego sezonu Ekstraklasy – Legia Warszawa, na wynagrodzenia przeznaczył 47 proc. przychodów. Po dodaniu transferów tylko jeden klub wydaje zdecydowanie więcej niż jest to przyjęte – Wisła Płock (79 proc.). Wskaźnikiem optymalnym może pochwalić się natomiast Warta Poznań.

Wysokie wynagrodzenia graczy nie zawsze przekładają się na pozycję klubu w rozgrywkach, aby jednak z sukcesem konkurować w europejskich pucharach należy przeznaczyć na nie poważne sumy. Legia Warszawa, prawdopodobnie również dzięki wysokiemu budżetowi płacowemu (56,5 mln zł), zdołała kolejny raz tryumfować w Ekstraklasie. Środki na wynagrodzenia okazały się też być niezwykle rozsądnie wykorzystane w przypadku Warty Poznań, która przy kosztach wynagrodzeń wynoszących 9,6 mln zł zajęła 5. miejsce w tabeli Ekstraklasy – mówi Mateusz Korytkowski, starszy konsultant, Sports Business Group, Deloitte.

Opłacenie składek ZUS przed końcem roku pomoże ominąć Polski Ład

Podatnicy już teraz szukają sposobów na uniknięcie konsekwencji przepisów Polskiego Ładu i zminimalizowanie ich wpływu na obciążenia składkowo-podatkowe. Jednym z rozwiązań jest wcześniejsze opłacenie składek ZUS za grudzień 2021 roku. Dzięki temu w portfelu przedsiębiorcy może zostać prawie 330 złotych.

Według obecnych przepisów termin zapłaty składek ZUS dla przedsiębiorców, którzy nie zatrudniają pracowników, to 10. dzień kolejnego miesiąca. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby uregulować należności wcześniej.

Przedsiębiorcy mogą opłacić składki za grudzień przed końcem 2021 roku. Taki zabieg umożliwi odliczenie od podatku składki zdrowotnej za ten miesiąc jeszcze na starych zasadach. Daniny na rzecz ZUS odliczane są według daty ich faktycznej zapłaty, dlatego nie będzie takiej możliwości jeśli przedsiębiorca zdecyduje się opłacić je dopiero w przyszłym roku.

Zgodnie z projektem przepisów podatkowych Polskiego Ładu, od przyszłego roku zniknie możliwość odliczenia składki zdrowotnej od podatku na dotychczasowych zasadach. Projekt znajduje się obecnie na biurku prezydenta. Jest to ostatni etap przed wejściem w życie nowych przepisów, już za niespełna dwa miesiące.

Mateusz Boguszewski, główny księgowy w firmie inFakt

Polskie MŚP wciąż optymistyczne, ale ostrożniejsze niż wiosną

Bibby MSP Index, diagnozujący nastroje polskich przedsiębiorców, osiągnął w październiku 2021 r. wartość 51,8 pkt. To o 0,6 pkt. mniej niż wiosną tego roku. Widać więc, że po okresie dynamicznego odbicia, mamy do czynienia z bardziej ostrożnym podejściem. Jedynie branża produkcyjna spodziewa się wyraźnej poprawy koniunktury; handel, transport, usługi i budownictwo obawiają się spadku zamówień i sprzedaży.

– Chociaż wartość Bibby MSP Index wciąż jest powyżej 50 pkt., a więc wskazuje na optymizm, to jednak pogorszyły się nastroje prawie we wszystkich badanych przez nas branżach. Oznacza to, że przedsiębiorcy dostrzegają coraz więcej trudności w codziennym biznesie: spadają zamówienia, słabnie sprzedaż, pojawiają się trudności z dostępem do finansowania bankowego, brakuje surowców czy komponentów – komentuje Tomasz Rodak, dyrektor sprzedaży Bibby Financial Services, spółki, która od 10 lat regularnie prowadzi badanie Bibby MSP Index.

Zaskakująco dobra koniunktura w firmach produkcyjnych

Sektor produkcyjny, jako jedyny wśród badanych w ramach Bibby MSP Index, notuje poprawę. Przedsiębiorcy liczą przede wszystkim na większą sprzedaż i lepszą płynność finansową. Spodziewają się też, że uda im się obniżyć zadłużenie. Aż 28 proc. z nich planuje zwiększyć zatrudnienie w nadchodzących miesiącach. Sub-indeks dla branży produkcyjnej wyniósł 57,2 pkt., co jest prognostykiem dobrej koniunktury.

– Codziennie słyszymy o zaburzeniach w łańcuchach dostaw, o przestojach w fabrykach, czy o gwałtownym wzroście cen. Ale mimo tego, nastroje w firmach produkcyjnych są dobre. Potwierdza to nie tylko nasz Bibby MSP Index, ale również indeksy PMI, w Polsce i na świecie. Bieżąca produkcja rośnie wprawdzie wolniej, ale oczekiwania względem przyszłości są optymistyczne. To pozytywne zaskoczenie: i dla ekonomistów i dla nas w branży faktoringowej. Cieszy zwłaszcza to, że firmy produkcyjne chcą się rozwijać. 28 proc. producentów badanych w ramach Bibby MSP Index planuje w najbliższym półroczu zwiększyć wydatki na inwestycje. Od naszych klientów wiemy, że część inwestycji nie byłaby możliwa bez stabilnego finansowania, jakie daje faktoring – mówi Tomasz Rodak, dyrektor sprzedaży Bibby Financial Services.

Niepewność w firmach usługowych i transportowych

Sektor usług odnotował stosunkowo niewielki spadek sub-indeksu (z 55,3 pkt w kwietniu 2021 r. do 53,3 pkt. w październiku 2021 r.), wciąż pozostając po stronie optymistów przewidujących pozytywne warunki do prowadzenia działalności. A jednak usługodawcy informują o pogorszeniu sprzedaży i spodziewają się dalszego pogłębienia tego trendu. Mimo to, 27 proc. z nich chciałaby inwestować. Prognozują także poprawę poziomu zadłużenia.

Transport odnotował najbardziej znaczące pogorszenie nastrojów. Sub-indeks dla tej branży utrzymuje się właściwie na granicy kryzysu (50, 2 pkt. w październiku 2021 r., spadek o 7,5 pkt. w porównaniu z poprzednią falą badania). Widać, że przedsiębiorcy zajmujący się transportem najpierw bardzo pozytywnie zareagowali na poprawę warunków funkcjonowania w rzeczywistości post-covidowej, teraz natomiast zaczęli dostrzegać wiele barier rozwoju. Uważają, że kolejne półrocze upłynie im pod znakiem mniejszej sprzedaży, spadnie również zatrudnienie.

– W transporcie nie sposób uciec od rynkowych wyzwań, czy zmian w regulacjach, takich jak: nowa dyrektywa dotycząca eurowiniety, konieczność redukcji CO2 w transporcie o 20 proc. już do 2025 roku, zakaz ruchu diesli w miastach, czy wreszcie zmiany w polskiej ustawie o systemie monitorowania drogowego transportu towarowego, elektronicznym rejestrze naruszeń i ryzyku utraty licencji. Wszystko to wymaga od przedsiębiorców kolejnych inwestycji. Z badania Bibby MSP Index wiemy, że aż 36 proc. MŚP działających w branży transportowej planuje w najbliższym półroczu zwiększyć wydatki na inwestycje. Dlatego aktywniej wychodzimy z propozycją faktoringu dla transportu. Zabezpieczenie płynności daje komfort w zakresie planowania inwestycji – podkreśla Tomasz Rodak.

Kryzysowe obawy w budownictwie i handlu

Małe i średnie przedsiębiorstwa budowlane po półtora roku pandemii zaczynają odczuwać pogorszenie kondycji i dostrzegać symptomy kryzysu. Wcześniej branża ta skutecznie opierała się spowolnieniu. Do obecnej sytuacji przyczynił się spadek zamówień i wzrost cen materiałów. Obecnie sub-index wynosi 49,6 pkt. Firmy liczą jednak na lepszą płynność i spadek zadłużenia.

W handlu panują najgorsze nastroje spośród wszystkich branż badanych w ramach Bibby MSP Index. Sub-indeks dla tej branży spadł poniżej 50 pkt. osiągając poziom 48,5 pkt., a więc uznawany za kryzysowy. Spadki notujemy niemal w każdym obszarze działalności firm, zaś największy jeśli chodzi o płynność finansową i zamówienia. Za pesymizm handlowców odpowiedzialne są zapewne drożejące paliwa i niepewność warunków działania.

Reprezentanci pozostałych typów działalności (czyli przede wszystkim działający w rynkowych niszach lub dywersyfikujący na kilka różnych aktywności) również spodziewają się spadku sprzedaży. Ich optymizm sprzed pół roku gdzieś się ulotnił i aktualnie są już na granicy nastrojów kryzysowych. Sub-indeks dla branż określanych jako pozostałe wynosi 50,1 pkt.

Kiepski klimat dla przedsiębiorców

Klimat ekonomiczny panujący w ciągu ostatnich 6 miesięcy aż 52 proc. badanych małych i średnich przedsiębiorców oceniło jako niesprzyjający. Z drugiej strony, znalazła się grupa (22 proc.), która potrafiła wykorzystać warunki panujące w okresie poluzowywania pandemicznych restrykcji i uznała je za sprzyjające dla prowadzenia działalności. Pozytywnie o klimacie ekonomicznym w Polsce istotnie częściej informują firmy średnie (50-249 pracowników), które mają lepiej opracowane strategie działania i potrafią elastycznie dostosować się do zmiennych warunków rynkowych.

W badaniu Bibby MSP Index przedsiębiorcy pytani byli również o ocenę kondycji ekonomicznej swojej firmy. Chociaż w poszczególnych branżach nastroje są zróżnicowane, to jednak aż połowa respondentów uznała, że sytuacja w ich firmie nie zmieniła się w ciągu ostatniego półrocza. 28 proc. donosi o pogorszeniu się sytuacji, a 19 proc. – o poprawie.

Kolejne już miesiące przedstawiciele MŚP funkcjonują w stanie wyczekiwania. Zdecydowana większość nie spodziewa się zmian poziomu sprzedaży, zatrudnienia, wydatków na inwestycje i zewnętrznego finansowania działalności.

Jak zlikwidować emerytury niższe niż minimalne?

Prawa do minimalnej emerytury nie mają osoby ze stażem składkowym poniżej 20 (w przypadku kobiet) lub 25 lat (w przypadki mężczyzn). Przyczyny są różne – długotrwała bierność zawodowa, praca w szarej strefie, zbiegi umów zlecenia. Na podstawie danych ZUS można oszacować, że około 365 tys. osób w Polsce otrzymuje emerytury niższe gwarantowane ustawowo minimum. Jest to coraz większy problem społeczny biorąc pod uwagę, że każdego roku przybywa 30-40 tys. emerytów. W związku z tym konieczna jest interwencja na poziomie legislacyjnym, władz publicznych – aby temu problemowi zaradzić. Problem emerytur niższych niż minimalne sprowadza się do kilku kwestii. Pierwszą z nich są emerytury groszowe – tak niskie, że ich wartość jest mniejsza niż koszt wypłaty takiej emerytury przez ZUS. Zatem jest to pole, na którym konieczne są pewne optymalizacje procesów na poziomie prawnym. W takich przypadkach wydaje się uzasadnione, by takie świadczenie wypłacić raz na rok – zamiast raz na miesiąc – lub w ogóle w ramach jednorazowej wypłaty zgromadzonego kapitału emerytalnego. W ten sposób ZUS byłby odciążony od konieczności wykonywania ciężkich procedur waloryzacji takiego świadczenia lub comiesięcznej wypłaty. Rozwiązaniem problemów zbyt niskich emerytur jest oskładkowanie umów zleceń, które ma wejść w życie od 1 stycznia 2022 roku. W tej chwili w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej trwają prace nad odpowiednią ustawą, która nakaże pracodawcom odprowadzać składki od pracowników zatrudnionych na zleceniach.

– Należy zaznaczyć, że w przypadku przekazów pocztowych jest to bardzo kosztowne. Szacujemy, że koszt wypłaty jednej emerytury to około 120 zł rocznie – więc w przypadku emerytur groszowych nie ma to żadnego sensu – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Natomiast w przypadku osób, które podczas swojej kariery zawodowej zapłaciły więcej niż jedną składkę, a mimo to emerytura jest niższa niż minimalna – jest to spowodowane prawdopodobnie tym, że staż pracy był niższy niż 20 lub 25 lat w zależności od płci. Wydaje się, że rozwiązaniem tego problemu byłaby tzw. restytucja ubezpieczeń społecznych – którą proponowaliśmy jako Federacja Przedsiębiorców Polskich już od 2018 roku. Jest to sytuacja osób, które zostały poszkodowane przez wadliwy system zamówień publicznych w Polsce. Powodował on, że przez wymuszanie na wykonawcach najniższej ceny, standardem rynkowym było zatrudnianie na podstawie nieoskładkowanej umowy zlecenia. Beneficjentem tej sytuacji było państwo, które taniej kupowało usługi. Skoro państwo korzystało na tym, że za tych pracowników nie płacono składek – to teraz wydaje się uzasadnione, by te składki zaewidencjonować na rachunkach emerytalnych tych osób. Natomiast na przyszłość konieczne jest w naszej ocenie pełne oskładkowanie umów zlecenia – tak, aby podobne sytuacje już nie miały miejsca. Byłoby to rozwiązanie korzystne zarówno dla ubezpieczonych, przyszłych emerytów oraz samych pracodawców – ponieważ wyrównywałoby to warunki konkurencyjne i eliminowałoby niższą cenę kosztem niższych składek i niższej emerytury pracowników w przyszłości – analizuje Kozłowski.

Będzie szansa na odbicie. Przyspieszająca inflacja może dać dobrze zarobić na metalach szlachetnych

Eksperci przekonują, że obecnie inwestowanie w metale szlachetne wydaje się rozsądną opcją. Ale dodają, że zawsze z takim działaniem związane jest ryzyko. Najmniejsze wahania notowań dotyczą złota, będącego w nieznacznym trendzie wzrostowym. Dobrym rozwiązaniem dla inwestorów z niewielkim portfelem jest też srebro. Ponadto warto zwrócić uwagę na platynę, bardzo rzadki kruszec. Można również postawić na pallad i rod, ale wielki zarobek na nich dopiero co minął. Jednocześnie znawcy tematu przedstawiają różne scenariusze na ostatnie tygodnie tego roku.

W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się pytania, czy opłaca się inwestować w metale szlachetne. Jak stwierdza Łukasz Zembik, kierownik Departamentu Analiz w TMS Brokers, w dobie realnych ujemnych stóp procentowych takie lokowanie środków wydaje się dość rozsądną opcją. Przed nami możliwy jest jeszcze scenariusz stagflacji, czyli spadku wzrostu gospodarczego i rosnącej inflacji. Historia pokazała, że w takich okresach szczególnie złoto sobie dobrze radziło. Natomiast Paweł Baranowski z coininvest.com podkreśla, przyspieszająca inflacja może być ostatnim dzwonkiem przed intensywnym wzrostem cen kruszców.

– Z inwestowaniem w surowce, a więc także w metale szlachetne, zawsze wiąże się podwyższone ryzyko. Natomiast spośród wszystkich dostępnych kruszców, najmniej ryzykowne jest złoto. Cechuje się bowiem najmniejszymi wahaniami notowań – komentuje Dorota Sierakowska, analityk surowcowy z Domu Maklerskiego BOŚ.

Dr Piotr Szczurowski ze Społecznej Akademii Nauk podkreśla, że metalem szlachetnym obarczonym najmniejszym ryzykiem inwestycyjnym jest złoto. Jego kurs jest stosunkowo stabilny. Od maja 2019 roku cena dynamicznie rosła. W sierpniu ub.r. przekroczyła pułap 2 tys. dolarów za uncję, co jest nominalnym rekordem wszechczasów. Później nastąpiła dość naturalna korekta. Ekspert zaznacza również, że w tej chwili złoto jest w nieznacznym trendzie wzrostowym, a cena SPOT za uncję tego kruszcu kształtuje się w okolicach 1,8 tys. dolarów.

– Inwestorzy w Polsce mogą również lokować kapitał na rynkach srebra, platyny oraz palladu. Ceny tych metali, zwłaszcza srebra, są częściowo powiązane ze złotem, ale warto pamiętać o ich szerokim wykorzystaniu w przemyśle i podatności na wahania koniunktury. Te 3 kruszce są uznawane raczej za inwestycję ryzykowną, przeznaczoną dla doświadczonych inwestorów – mówi Dorota Sierakowska.

Według dr. Szczurowskiego, dobrym rozwiązaniem dla inwestorów z niewielkim portfelem jest srebro. Ono pozostaje znacznie tańsze od pozostałych metali szlachetnych. Najwięcej kosztowało w kwietniu 2011 roku, prawie 50 dolarów za uncję. Obecnie jest o połowę tańsze. Zdaniem eksperta, srebro, podobnie jak złoto, ma długoterminowy potencjał wzrostowy. Warto również zwrócić uwagę na platynę, czyli bardzo rzadki kruszec. W ostatnim czasie jej cena wynosi około 1 tys. dolarów za uncję. Ale bywały już okresy, w których platyna była droższa niż złoto. Dla przykładu, w lutym i marcu 2008 roku kosztowała ponad 2 tys. dolarów za uncję.

– Nie ma metali szlachetnych, w które Polacy nie powinni inwestować. Do każdej inwestycji należy podchodzić z rozsądkiem, posiadając odpowiednia wiedzę. Radzę, żeby unikać kupowania metali szlachetnych w formie fizycznej z nieznanego lub podejrzanego źródła. W przypadku instrumentów finansowych, tzn. kontraktów CFD czy futures, przed podjęciem decyzji ich kupna, powinniśmy zaznajomić się z mechanizmem działania tych produktów i zrozumieć je – podkreśla ekspert TMS Brokers.

Z kolei ekspert ze Społecznej Akademii Nauk stwierdza, że obecnie jest więcej przesłanek przeciwko inwestycjom w pallad i rod niż argumentów przemawiających za nimi. Wielki zarobek na tych kruszcach dopiero co minął. Pierwszy z tych metali przekroczył na początku maja br. pułap 3 tys. dolarów za uncję, co było nominalnym rekordem wszechczasów. Dla porównania, w marcu ub.r. cena wynosiła około 1,7 tys. dolarów, a w sierpniu 2018 roku – około 900 dolarów. Jeszcze większe wzrosty odnotował rod, który swoje apogeum cenowe osiągnął w okresie od marca do maja br. Wówczas uncja tego metalu kosztowała prawie 30 tysięcy dolarów, a w czerwcu 2017 roku – zaledwie ok. 1 tys. dolarów. Jak podkreśla dr Szczurowski, ostatnio ceny palladu i rodu spadły, odpowiednio do ok. 2 tys. dolarów oraz 11-14 tys. dolarów.

– Bodźce stymulacyjne i podwyżki stóp procentowych mają tendencję do podnoszenia rentowności obligacji rządowych, zmniejszając atrakcyjność złota. W związku z tym możliwe są spadki cen kruszcu jeszcze przed końcem tego roku. W przypadku srebra, możemy zaobserwować wczesne oznaki osłabienia popytu przemysłowego, który od dłuższego czasu wspierał ten metal – informuje Paweł Baranowski.

Według Łukasza Zembika, cała grupa metali szlachetnych powinna do końca roku być na nieco wyższych poziomach. Złoto raczej będzie drożeć z racji wysokiej inflacji i ujemnych realnych stóp procentowych. W tym przypadku wzrosty mogą być ograniczane przez silnego dolara, który umacnia się w związku z zapowiedzią normalizacji polityki pieniężnej w USA. Z kolei ceny srebra, platyny i palladu mogą być kreowane przez sektor motoryzacyjny, w którym te surowce są wykorzystywane. Ekspert TMS Brokers podkreśla, że platyna jest na relatywnie niskich poziomach i tu jest szansa na większe odbicie. Ceny palladu również dość mocno zostały zredukowane od maja zatem i w tym wypadku istnieje przestrzeń do zwyżek.

– Do końca roku możliwe są duże wahania cen metali szlachetnych. Plany zacieśniania polityki monetarnej przez Rezerwę Federalną w USA mogą nadal umacniać dolara i negatywnie wpływać na ceny złota i pozostałych metali, tj. srebra, platyny i palladu. W przypadku tych ostatnich szczególnie istotne będą doniesienia związane z kryzysem energetycznym i jego wpływem na produkcję metali. Na razie jednak wiele wskazuje na to, że nie zostanie ona istotnie zakłócona. Ceny kruszców mogą znaleźć się pod presją podaży – stwierdza analityk surowcowy z DM BOŚ.

Natomiast w ocenie dr. Piotra Szczurowskiego, do końca roku powinniśmy się spodziewać wzrostów cen złota, srebra i platyny. Nie będą to jednak spektakularne podwyżki. Te już odnotowaliśmy w związku z pandemią COVID-19. Ekspert ze Społecznej Akademii Nauk nie spodziewa się istotnych wzrostów na palladzie i rodzie, co najwyżej niewielkich, krótkookresowych, przeplatanych raczej większymi spadkami.

Badanie Cisco: praca hybrydowa wymusza odejście od tradycyjnych haseł na rzecz uwierzytelniania biometrycznego

  • Znaczenie uwierzytelniania wieloskładnikowego rośnie, ponieważ przedsiębiorstwa coraz częściej odchodzą od haseł, aby lepiej zabezpieczyć pracowników hybrydowych.
  • Wykorzystanie uwierzytelniania biometrycznego wyraźnie rośnie (o 48% rok do roku).
  • Już ponad połowa decydentów odpowiedzialnych za kwestie IT planuje rezygnację z haseł w swoich organizacjach.
  • Eksperci Cisco Duo odnotowali pięciokrotny wzrost wykorzystania metody uwierzytelniania Web Authentication (WebAuthn) od kwietnia 2019 r.

Jak wynika z nowego raportu opublikowanego przez zespół odpowiadający za Cisco Duo Security, wiodące rozwiązanie w zakresie uwierzytelniania wieloskładnikowego (MFA) i bezpiecznego dostępu, przedsiębiorstwa podejmują aktywne kroki w celu odejścia od tradycyjnych haseł. Zastępują je alternatywnymi metodami uwierzytelniania, aby lepiej chronić pracowników hybrydowych. Podczas gdy całkowita liczba potwierdzeń tożsamości użytkowników w Duo MFA wzrosła w ubiegłym roku o 39%, wykorzystanie metod biometrycznych rosło jeszcze szybciej, bo aż o 48%.

Na potrzeby „2021 Duo Trusted Access Report” przeanalizowano dane z ponad 36 milionów urządzeń, ponad 400 000 unikalnych aplikacji i około 800 milionów miesięcznych uwierzytelnień z globalnej bazy klientów Cisco Duo. Zestawienie ujawniło, w jaki sposób organizacje we wszystkich branżach umożliwiają pracę z dowolnego miejsca i na dowolnym urządzeniu, wdrażając mechanizmy kontroli zapewniające bezpieczny dostęp do zasobów.

Biometria była włączona na ponad 71% telefonów komórkowych należących do analizowanych użytkowników, co dobrze ilustruje wzrost liczby wdrożeń tej technologii. Jest on napędzany przez coraz większą akceptację użytkowników dla alternatywnych metod uwierzytelniania oraz dostępność sprzętu, który umożliwia korzystanie z nich. Dzięki temu użytkownicy nie muszą przechowywać dużej ilości haseł w pamięci podręcznej. W Cisco Duo odnotowano również pięciokrotny wzrost wykorzystania Web Authentication (WebAuthn) od kwietnia 2019 r. WebAuthn umożliwia bezpieczne przechowywanie i walidację danych biometrycznych lokalnie na urządzeniu, w przeciwieństwie do scentralizowanej bazy danych, jak ma to miejsce w przypadku innych zabezpieczeń.

Zespół Cisco Duo od dawna realizuje działania na rzecz popularyzacji alternatywnych form potwierdzania tożsamości użytkowników. Jako członek grupy roboczej W3C przyczynił się do upowszechnienia standardu WebAuthn i wprowadził na rynek swój produkt do uwierzytelniania bezhasłowego w marcu 2021 roku.

Odejście od tradycyjnych haseł znacząco usprawni proces logowania dla zdecydowanej większości użytkowników i podniesie poziom bezpieczeństwa. Jak wynika z badania przeprowadzonego wśród globalnych decydentów IT, ponad połowa organizacji planuje wdrożenie strategii bezhasłowej. Co więcej, 46% respondentów przyznało, że problemy związane ze przechwyconymi danymi uwierzytelniającymi są najbardziej frustrującym lub niepokojącym aspektem zarządzania hasłami.

„Dotarliśmy do punktu, w którym doświadczenie użytkownika jest samo w sobie kontrolą bezpieczeństwa” – powiedział Dave Lewis, Global Advisory CISO w Cisco Duo Security. „Przedsiębiorstwa zmierzają w kierunku nowych, bardziej efektywnych sposobów kontroli dostępu. Zabezpieczenia powinny być prostsze, dzięki czemu pracownicy hybrydowi mogą skupić się na swoich podstawowych obowiązkach nie narażając się na zagrożenia”.

Opublikowane niedawno badanie Cisco Hybrid Work Index wykazało kluczową rolę rozwiązań bezpieczeństwa, które uwzględniają nowe sposoby pracy, umożliwiając użytkownikom uzyskanie dostępu do zasobów i jednocześnie zatrzymanie cyberprzestępców. Podczas gdy na początku pandemii COVID-19 nastąpił gwałtowny wzrost wykorzystania technologii VPN i bezpiecznego zdalnego dostępu, liczba prób ataków wzrosła 2,4-krotnie. Osiemnaście miesięcy później takich incydentów jest nadal bardzo dużo. Chcąc przeciwdziałać tym zagrożeniom, organizacje wprowadzają bardziej rygorystyczne zasady weryfikacji użytkowników i urządzeń przed przyznaniem dostępu do aplikacji. W latach 2020-2021 liczba nieudanych prób uwierzytelniania spowodowanych brakiem aktualizacji urządzeń wzrosła o 33%.

7 pensji – tyle kosztuje firmę wdrożenie nowego pracownika

Zatrudniony kandydat potrzebuje minimum 3 miesięcy, żeby wdrożyć się do pracy i zacząć przynosić firmie zysk. Okres próbny jest dla pracodawcy kosztem i to niemałym, kilka razy wyższym niż koszt rekrutacji. Eksperci Gamfi, firmy tworzącej aplikację do onboardingu pracowników, wyliczyli, że wynosi nawet 7-krotność przeciętnego wynagrodzenia, czyli ponad 40 tys. zł. W przypadku zatrudnienia 100 nowych pracowników w ciągu roku daje to zawrotną sumę aż 4 mln zł. Ta kwota może być o 15% niższa, jeśli zaoszczędzimy czas pracy menedżerów i działów HR, a rotacja nowych pracowników o połowę mniejsza dzięki usprawnieniu procesu wdrożenia.

-Kiedy firma, która rocznie zatrudnia 100 nowych pracowników, nieefektywnie wydaje kilkadziesiąt tysięcy złotych, może to nie robić wrażenia. Ale jeśli kwoty te idą w miliony złotych, każdej osobie odpowiedzialnej za zarządzanie biznesem powinna zapalić się pomarańczowa lampka. Onboarding pracownika jest procesem obejmującym wiele funkcji organizacji i angażującym wiele różnych ról. W odróżnieniu od rekrutacji, gdzie czarno na białym widać, za co płaci pracodawca – za ogłoszenie o pracę, program ATS, koszt poleceń czy wynagrodzenie rekrutera – w przypadku wdrożenia pracownika znaczna część kosztów nie jest tak oczywista. Sprzęt, szkolenia, badania to tylko ich wycinek. Prawię połowę stanowią koszty ludzkie – godziny pracy zaangażowanych w proces zespołów HR, kadr, menedżerów i członków zespołu. Mało pracodawców jest świadomych tego, ile taka inwestycja w nowego pracownika kosztuje i że może być „tańsza” bez utraty efektywności całego procesu – mówi Adrian Witkowski, prezes zarządu Gamfi.

7 pensji

Z wyliczeń firmy Gamfi wynika, że całkowity koszt 3-miesięcznego wdrożenia pracownika zarabiającego średnią krajową wynosi 40395 zł . Na tę sumę składają się takie pozycje jak konieczny sprzęt do pracy, szkolenia, badania lekarskie, wynagrodzenia osób zaangażowanych w proces onboardingu czy wynagrodzenie nowego pracownika (który w czasie swojego okresu próbnego pobiera pensję, ale nie jest jeszcze efektywny na swoim stanowisku).

Tym samym przygotowanie nowego członka zespołu do pełnienia jego obowiązków kosztuje firmę niemal 7-krotność przeciętnego wynagrodzenia w Polsce i jest aż 7 razy droższe niż proces rekrutacji (wyliczenie Gamfi – 5787 zł). Organizacja, która rocznie zatrudnia 100 nowych pracowników, musi się liczyć z kosztami wdrożenia wynoszącymi ok. 4 mln zł. – W przypadku firm zatrudniających pracowników droższych, np. programistów, koszty wdrożenia są kilkukrotnie wyższe i sięgają kilkunastu milionów złotych – zwraca uwagę Adrian Witkowski.

Mniej pracy, mniejsza rotacja

38% kosztów procesu wdrożenia stanowią koszty ludzkie. To w sumie setki godzin pracy zaangażowanych zespołów HR, kadr i menedżerów. Aplikacja Gamfi Onboarding pozwala zaoszczędzić aż 40% tego czasu, co przekłada się na zmniejszenie kosztu całego procesu o 15%. To oznacza, że firma, która zatrudnia 100 pracowników w skali roku może zmniejszyć koszty ich wdrożenia nawet o 615 tys. złotych. – Automatyzacja procesu wdrożenia pozwala uwolnić prawie połowę czasu pracy menedżerów. Zamiast poświęcać go na wprowadzanie pracownika w nowe obowiązki i zapoznawanie go z kulturą organizacji, mogą przeznaczyć go na zarabianie marży dla firmy i zwiększanie jej przychodów. W efekcie nie tylko zmniejszamy koszty onboardingu, ale zwiększamy zyski – mówi Adrian Witkowski.

To nie wszystko. Dostępne badania rynkowe pokazują, że rotacja nowo zatrudnionych osób w wyniku złego onboardingu sięga nawet 20% w pierwszych 45 dniach zatrudnienia. Usprawnienie procesu wdrożenia może ten wskaźnik zmniejszyć nawet o połowę. A to istotne w kontekście bieżącej sytuacji na polskim rynku pracy, która wyróżnia się na tle innych krajów. Z danych Eurostatu wynika, że we wrześniu 2021 roku stopa bezrobocia w naszym kraju wyniosła zaledwie 3,4% i była jedną z niższych w UE (niższy wskaźnik odnotowano jedynie na Malcie, w Czechach i w Niderlandach). Dodatkowo, z danych GUS wynika, że tylko we wrześniu br. pracodawcy zgłosili do urzędów pracy 121,9 tys. wolnych miejsc pracy. To o 9,4% więcej niż rok wcześniej. To oznacza, że walka o pracowników będzie coraz zacieklejsza, a ich utrzymanie stanie się bardziej kluczowe.

Glapiński ponownie osłabił złotego

Rynek pracy w USA jest coraz mocniejszy. Piątkowe dane w pewien sposób zbliżyły nas do daty pierwszej podwyżki stóp procentowych w USA, choć ryzyko 4 fali pandemii nadal istnieje i może zaburzyć dane w kolejnych miesiącach. Dolar w pierwszej reakcji umocnił się, co jest zrozumiałą reakcją. Widać jednak, że USD jest mocno wykupiony i dlatego ruch aprecjacyjny był bardzo ograniczony. W kolejnych godzinach dolar oddał cały wypracowany tego dnia zysk.

Wzrost liczby miejsc pracy w USA ponownie wyraźnie przyspieszył w październiku. Wartość 531 tys. była powyżej konsensusu (450 tys.). Dodatkowo w ciągu dwóch poprzednich miesięcy zrewidowano w górę tę wartość o 235 tys. Na uwagę zasługuje także spadek bezrobocia z 4,8 proc. do 4,6 proc. Okazuje się, że ważnym czynnikiem pozytywnego trendu na rynku pracy w ubiegłym miesiącu był znaczący spadek zakażeń. Jeszcze 12 września 7-dniowa zachorowalność wynosiła w USA 300 osób. W październiku krzywa opadła do poziomu 187. Widać w tym roku wysoką odwrotną korelację pomiędzy zakażeniami a przyrostem nowych miejsc pracy. Widać ewidentnie, że niepokojące dane epidemiologiczne schładzają sytuację w zatrudnieniu.

Na poprawę sytuacji wpłynął dość duży wzrost nowych etatów w sektorze hotelarskim i restauracyjnym, który jest szczególnie wrażliwy na sytuację związaną z COVID-19. W październiku przybyło 164 tys. nowych miejsce pracy, czyli dwukrotnie więcej niż w poprzednim miesiącu. Widać ewidentnie, że ostatni wzrost zatrudnienia był napędzany przez sektor prywatny. Etaty państwowo były redukowane, szczególnie w szkolnictwie ubyło 43 tys. stanowisk.

Pełne zatrudnienie wydaje się być możliwe w przyszłym roku. Szacunki Fed-u po piątkowych danych nabierają coraz bardziej realnych kształtów.

Wall Street ponownie wspięła się na poziomy nieobserwowane nigdy dotąd. W drugiej części sesji wzrosty zostały jedna w dużej mierze zredukowane.

Na dwa dni po konferencji prasowej NBP oraz podwyżce stóp procentowych o 75 bps, profesor Glapiński ponownie osłabił złotego. Przewodniczący RPP zapewnił, że wszystko wskazuje na to, że inflacja w najbliższych kwartałach obniży się, więc dalsze podwyżki stóp procentowych nie będą potrzebne. Zestawiając te słowa z wypowiedziami z konferencji prasowej otrzymujemy dużą niespójność. W komunikacji banku z rynkiem nadal panuje dużo chaosu co dla złotego nie jest najlepsze. EUR/PLN ponownie zbliżył się w piątek do poziomu 4,63 po czym dynamicznie „odpadł” od niego. Widać, że obszar ten stanowi silny opór i uniemożliwia dalsza przecenę PLN. Tego samego dnia para walutowa spadła do 4,59 a dziś o poranku EUR/PLN jest na 5,5890.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Sprzedawanie i kupowanie w sieci coraz prostsze. Uruchamiamy Allegro One z epaka.pl

Allegro One Punkty epaka.pl już jest! Nowa metoda dostawy zakupów z allegro bez minimalnej kwoty zamówienia! A do tego darmowe zwroty. Szybciej niż myślisz. Sprawdź Allegro One Punkty epaka.pl i oszczędzaj!

Od 3 listopada użytkownicy Allegro mogą wybrać nową metodę dostawy w usłudze Wygodne nadania i odbiory z Allegro – Allegro One Punkty epaka.pl. Jak wpłynie to na sprzedawanie i kupowanie produktów w sieci?

Kluczowym hasłem współczesnych czasów jest „innowacja”. W przypadku wielu inicjatyw niestety jest to jedynie pusty slogan. Na szczęście są firmy z doświadczeniem w swoich branżach wprowadzające prawdziwie innowacyjne rozwiązania, które sprawiają, że życie staje się prostsze. Tak właśnie jest w przypadku Allegro oraz epaka.pl, które połączyły siły.

Allegro z myślą o swoich użytkownikach udostępniło im możliwość nadania przesyłki oraz odbioru zakupionego przedmiotu w jednym z ponad 200 punktów epaka.pl na terenie całego kraju. Z kolei epaka.pl nawiązując współpracę z Allegro, wzbogaciła swój wachlarz usług, a także zdobyła nowych klientów.

– „Bez przecierania nowych szlaków nie byłoby możliwe utrzymywanie się na czele branżowej stawki. To poniekąd jest rywalizacja, wyścig, ale stawką w nim jest przede wszystkim zadowolenie i komfort klienta. Staramy się nawiązywać nowe współprace, takie jak ta z Allegro, nie tylko po to, by poszerzyć grono użytkowników, ale także zapewnić nowe możliwości osobom, które już nam zaufały i regularnie korzystają z naszych usług” – mówi Dariusz Chornicki, pomysłodawca i założyciel epaka.pl.

Korzyści dla użytkowników Allegro z nowej usługi Allegro One Punkty epaka.pl

Serwis epaka.pl współpracuje z największymi firmami kurierskimi, które działają na polskim rynku. Mowa tutaj o DHL, DPD, UPS, Fedex, InPost, ORLEN paczka czy Ambro Express. Partnerstwo z największą platformą sprzedażową w Polsce to ważny krok przybliżający epaka.pl do branży e-commerce.

– „Jak już wspominałem, podejmując decyzje, także te na wysokim szczeblu, zawsze mamy w głowach potencjalne korzyści, jakie w ich wyniku odniosą nasi klienci. Niewątpliwie nasza współpraca z Allegro zwiększa komfort kupowania i sprzedawania w internecie w zakresie dostaw. Kupujący może wybrać dostawę do punktu epaka.pl zlokalizowanego najbliżej jego miejsca zamieszkania, a paczka trafi do niego już na drugi dzień po dokonaniu transakcji, natomiast sprzedający w szybki sposób nada w pobliskim punkcie przesyłkę z zamówionym produktem” – podkreśla Chornicki.

Epaka.pl dysponuje rozbudowaną siecią punktów nadania i odbioru przesyłek, która stale się rozrasta. Już teraz użytkownicy mogą nadawać i odbierać paczki w jednym z ponad 200 punktów na terenie kraju. Do końca 2022 roku takich miejsc będzie jeszcze więcej! Cała sieć liczy w tym momencie ponad 300 punktów stacjonarnych w kraju.

Aktualnie korzystać z Allegro One Punkty epaka.pl można 6 dni w tygodniu, od poniedziałku do soboty.

W jaki sposób można sprawdzić godziny otwarcia konkretnego Allegro One Punktu epaka.pl? Należy wejść na stronę internetową epaka.pl i kliknąć w zakładkę „Punkty nadań”.

Murapol S.A. ogłasza zamiar przeprowadzenia pierwszej oferty publicznej akcji i wejścia na GPW

Murapol S.A., jeden z największych i najbardziej doświadczonych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, ogłosił zamiar przeprowadzenia przez większościowego akcjonariusza Spółki pierwszej oferty publicznej akcji Spółki, skierowanej do inwestorów indywidualnych w Polsce oraz wybranych inwestorów instytucjonalnych w Polsce i w niektórych innych krajach, poza terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki. Murapol planuje ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji Spółki do obrotu na rynku podstawowym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Komentując dzisiejsze ogłoszenie, Nikodem Iskra, prezes Murapol S.A., powiedział:

„Zamiar przeprowadzenia przez naszego większościowego akcjonariusza pierwszej oferty publicznej akcji Spółki i następnie debiutu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie jest kamieniem milowym w historii naszej Spółki i zwieńczeniem jubileuszowego roku 20-lecia istnienia Grupy Murapol.

Choć na GPW notowani są już liczni przedstawiciele branży deweloperskiej, debiut Grupy Murapol da inwestorom możliwość inwestycji w spółkę o unikatowym modelu działalności. Posiadamy najbardziej zdywersyfikowaną geograficznie mapę inwestycji spośród deweloperów notowanych na GPW i bogaty bank ziemi. Mapa naszych inwestycji od początku działalności obejmuje 17 miast Polski, dzięki czemu docieramy do szerokiego grona klientów i możemy korzystać z dynamicznego rozwoju nie tylko największych, lecz również lokalnych rynków mieszkaniowych. Naszym wyróżnikiem na tle polskich deweloperów notowanych na GPW jest również pionowo zintegrowany model biznesowy i specjalistyczny know-how, który zapewnia atrakcyjną marżowość realizowanych inwestycji. Nasz profil finansowy charakteryzuje się kierunkiem wzrostowym przychodów ze sprzedaży mieszkań i konsekwentnym generowaniem znaczących przepływów środków pieniężnych z działalności operacyjnej. Strategia zakłada zrównoważony rozwój Grupy Murapol i jednoczesne dzielenie się wypracowywanymi zyskami z akcjonariuszami.

W ramach pierwszej oferty publicznej nasz większościowy akcjonariusz zamierza zaoferować akcje w liczbie zapewniającej osiągnięcie odpowiedniego poziomu płynności po debiucie na GPW, a jednocześnie planuje pozostać wiodącym akcjonariuszem Spółki i uczestniczyć w jej dalszym rozwoju, czego potwierdzeniem jest umowa lock-up na okres 360 dni.”

Najważniejsze informacje dotyczące Oferty:

  • Oferta obejmie do 14.280.000 istniejących akcji, stanowiących do 35% kapitału zakładowego Spółki, należących do większościowego akcjonariusza Spółki, tj. AEREF V PL Investment S.à r.l. („Akcjonariusz Sprzedający”) – podmiotu kontrolowanego przez fundusze zarządzane przez Real Estate Group należącą do Ares Management Corporation („Ares”), wiodącego globalnego zarządzającego inwestycjami alternatywnymi, któremu doradza Griffin Real Estate.
  • Akcje zostaną zaoferowane w ramach oferty publicznej przeprowadzanej na podstawie prospektu wyłącznie na terytorium Polski, skierowanej do polskich inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych.
  • Akcje mogą zostać również zaoferowane wybranym zagranicznym inwestorom instytucjonalnym poza terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki, zgodnie z Regulacją S wydaną na podstawie amerykańskiej ustawy o papierach wartościowych z 1933 r., ze zmianami.
  • Szczegółowe warunki Oferty zostaną przedstawione w prospekcie, który zostanie opublikowany po jego zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego.
  • Murapol zamierza ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie Akcji do obrotu na rynku podstawowym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
  • Rolę Globalnych Współkoordynatorów i Współprowadzących Księgę Popytu będą pełnić: Erste Group, Erste Securities Polska, Pekao Investment Banking oraz Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie. Rolę Firmy Inwestycyjnej pośredniczącej w ofercie publicznej Akcji Oferowanych oraz Współprowadzącego Księgę Popytu i Menadżera Stabilizującego będzie pełnić Biuro Maklerskie Pekao. Erste Securities Polska i Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie będą również pełnić rolę firm inwestycyjnych współpośredniczących w ofercie publicznej. mBank będzie pełnić rolę menedżera oferty (co-bookrunner). Niezależnym doradcą finansowym Spółki w związku z Ofertą jest Rothschild & Co Polska sp. z o.o.
  • Spółka, Akcjonariusz Sprzedający oraz Zarząd nie będą oferować ani sprzedawać akcji Spółki przez okres 360 dni od zakończenia Oferty, z pewnymi zwyczajowymi wyłączeniami.

Najważniejsze informacje o Grupie Murapol i jej przewagi konkrencyjne:

Wiodąca pozycja wśród deweloperów mieszkaniowych w Polsce

  • Murapol aktywnie działa na rynku nieruchomości mieszkaniowych od ponad 20 lat, co czyni go jedną z najbardziej doświadczonych firm deweloperskich w Polsce. W tym czasie (do 30 września 2021 r.) zrealizował 70 wieloetapowych inwestycji, w których powstały 324 budynki z blisko 20 tys. mieszkań.
  • Dzięki osiąganym wynikom sprzedaży i przekazań mieszkań, Grupa znajduje się w czołówce największych deweloperów mieszkaniowych w kraju. W latach 2018-2020 Murapol sprzedał łącznie 8.606 lokali oraz przekazał klientom 8.639 lokali, co daje mu drugie miejsce na polskim rynku pod względem liczby lokali sprzedanych i przekazanych nabywcom.
  • W ciągu trzech kwartałów 2021 r. Murapol sprzedał klientom detalicznym 2.316 lokali. Dodatkowo, 1.723 lokale zostały sprzedane inwestorom na rzecz instytucjonalnego wynajmu mieszkań. Łącznie Murapol sprzedał zatem 4.039 lokali, co jest rekordowym wynikiem w historii Grupy jak i na tle polskiego rynku.

Działalność skoncentrowana na dynamicznie rozwijającym się polskim rynku nieruchomości

  • Grupa Murapol prowadzi działalność na rynku mieszkaniowym w Polsce, który charakteryzuje się dynamicznym, nieprzerwanym od 2015 r. wzrostem liczby sprzedawanych i oddawanych do użytkowania mieszkań, a także dobrymi perspektywami kontynuacji tego trendu w kolejnych latach.
  • Wg danych OECD, w Polsce na 1.000 mieszkańców przypada zaledwie 376 mieszkań – to jeden z najniższych poziomów tego wskaźnika w Europie. Wg danych HRE Think Tank, na koniec 2018 r. deficyt mieszkaniowy w Polsce wynosił ok. 2,1 mln lokali. Stąd polski rynek charakteryzuje ogromny deficyt mieszkaniowy i silny popyt na lokale mieszkalne.
  • Do wzrostu popytu na mieszkania przyczyniają się również inflacja oraz stopy procentowe. Z jednej strony przekładają się one na dostępność kredytów hipotecznych, a z drugiej – wpływają na posiadaczy oszczędności poszukujących alternatywnych sposobów ochrony realnej wartości swoich pieniędzy oraz inwestycji oszczędności, w szczególności w okresie wyższej inflacji.

Zdywersyfikowany grograficznie portfel przedsięwzięć deweloperskich skupionych na najbardziej popularnych segmentach rynku oraz jeden z większych banków ziemi

  • Oferta Grupy plasuje się w szerokim i najbardziej chłonnym segmencie rynku nieruchomości mieszkaniowych, tj. popularnym (affordable) i popularnym premium (affordable premium).
  • Murapol ma w budowie i w przygotowaniu inwestycje deweloperskie w 15 miastach – zarówno w największych aglomeracjach w Polsce, w tym w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, aglomeracji śląskiej, Poznaniu i Łodzi, jak i w mniejszych miastach regionalnych takich jak Bydgoszcz czy Toruń (wg. stanu na 30.09.2021 r.).
  • Dzięki dywersyfikacji geograficznej, Murapol dociera do szerokiego grona klientów i może korzystać z obserwowanego rozwoju nie tylko największych, lecz również lokalnych rynków mieszkaniowych.
  • Kolejną przewagą konkurencyjną Grupy Murapol jest duży, systematycznie odnawiany i powiększany bank ziemi, który na koniec września 2021 r. umożliwiał wybudowanie ponad 19,9 tys. lokali (o łącznej powierzchni użytkowej ponad 881 tys. mkw), które można podzielić wg dwóch kategorii – własności i etapu inwestycyjnego:
    • ponad 7,8 tys. lokali na gruntach będących własnością lub w użytkowaniu wieczystym Grupy oraz ponad 12 tys. lokali na gruntach objętych warunkowymi umowami przedwstepnymi,
    • ponad 5,2 tys. lokali w trakcie realizacji oraz ponad 14,6 tys. lokali w przygotowaniu.

Zintegrowany pionowo model biznesowy, zapewniający Grupie zrównoważony rozwój oraz wysoką marżowość inwestycji

  • Wyróżnikiem Grupy Murapol na tle deweloperów notowanych na GPW jest unikatowy, pionowo zintegrowany model biznesowy. Zakłada on koncentrację wewnątrz Grupy wszystkich kompetencji niezbędnych do realizacji przedsięwzięć deweloperskich, począwszy od pozyskiwania gruntów, przez projektowanie architektoniczne i inżynieryjne, budżetowanie inwestycji, zakupy materiałów budowlanych i generalne wykonawstwo, po działania marketingowe i sprzedażowe.
  • Wypracowany przez Grupę model biznesowy zapewnia jej wysoką efektywność i kontrolę kosztów, co pozwala na zachowanie wysokich marż.
  • Specjalistyczny know-how, sprawdzone rozwiązania i wystandaryzowane projekty umożliwiają Grupie efektywne powielanie jej modelu w nowych lokalizacjach oraz skalowanie działalności.

Rosnące przychody ze sprzedaży i konsekwentnie generowane znaczące przepływy środków pieniężnych z działalności operacyjnej

  • W latach 2018-2020 Grupa Murapol odnotowała wzrost przychodów z umów sprzedaży mieszkań z 603,1 mln zł do 836,2 mln zł, co oznacza średni roczny wzrost (CAGR) na poziomie 17,7%. Skorygowany zysk brutto ze sprzedaży w tym okresie wzrósł ze 189,0 mln zł do 265,2 mln zł (CAGR 18,5%), natomiast skorygowana EBITDA wzrosła ze 135,5 mln zł do 195,3 mln zł (CAGR 20,1%).
  • W okresie pierwszych 9 miesięcy 2021 r. łączne przychody ze sprzedaży mieszkań (w tym przychody z PRS) wyniosły 715,3 mln zł, co oznacza wzrost o 3,0% w porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. Skorygowany zysk brutto ze sprzedaży w tym okresie sięgnął 260,5 mln zł (+17,0% r/r), natomiast skorygowana EBITDA wyniosła 225,7 mln zł (+31,3% r/r).
  • Profil finansowy Grupy charakteryzuje się ponadto znaczącymi przepływami środków pieniężnych z działalności operacyjnej oraz wysoką obrotowością kapitału własnego.
  • Murapol zawdzięcza to m.in. mającemu dominujący charakter dwuetapowemu modelowi nabywania gruntów. Zakłada on zapłatę części ceny nieruchomości po zawarciu warunkowej przedwstępnej umowy sprzedaży, a następnie przeprowadzenie procesów prawno-pozwoleniodawczych. W konsekwencji pozostała część płatności dokonywana jest przy zawarciu umowy przenoszącej własność nieruchomości i po spełnieniu określonych warunków takich jak uzyskanie pozwolenia na budowę. Taki sprawdzony i wypracowany przez lata model budowania i odnawiania banku ziemi jest zdecydowanym wyróżnikiem Grupy Murapol. Taki model nabywania gruntów zmniejsza ryzyko inwestycyjne, umożliwia szybsze wygenerowanie dodatnich przepływów pieniężnych i niższe zapotrzebowanie na kapitał własny w procesie deweloperskim.
  • W ocenie Zarządu, wypracowany model zakupu gruntów, wertykalna integracja biznesu oraz pozostawianie marż z kolejnych etapów realizacji przedsięwzięć deweloperskich w Grupie Murapol przekładają się na wyższą zdolność do wypłaty dywidend.

Dobre perspektywy dalszego rozwoju Grupy wynikające z rozpoczęcia realizacji przedsięwzięć deweloperskich w segmencie PRS

  • W 2021 r. Murapol podjął strategiczną decyzję o rozpoczęciu współpracy z Ares w nowym i rozwijającym się segmencie instytucjonalnego najmu nieruchomości (platforma PRS, którą zarządzać będzie Ares).
  • Umowa Ramowa z Ares, zawarta 19 lipca 2021 r., przewiduje, że do połowy 2026 r. Grupa Murapol przygotuje 10 tys. lokali na rzecz PRS. Liczba ta obejmuje lokale, które w tym czasie będą ukończone i oddane do użytkowania, a także w trakcie budowy, bądź w formie zabezpieczonych praw do gruntu.
  • Na koniec września 2021 r. Grupa Murapol rozpoczęła realizację w ramach umowy 6 przedsięwzięć deweloperskich obejmujących blisko 1,4 tys. lokali, oraz była w trakcie projektowania 4 kolejnych inwestycji liczących łącznie ok. 1,7 tys. lokali, co do których podpisane zostały przedwstępne umowy zakupu gruntu. Ponadto, prowadzone były zaawansowane rozmowy dotyczące pozyskania nieruchomości gruntowych umożliwiających budowę kolejnych blisko 2,0 tys. lokali, a potencjalne projekty dotyczące pozostałych ok. 5,0 tys. lokali były przedmiotem analizy.

Doświadczony zespół specjalistów wspierany przez know-how zespołu zarządzającego i nadzorczego

  • Kluczowym czynnikiem sukcesu Grupy Murapol są kompetencje i doświadczenie zespołu zarządzającego oraz wiedza i zaangażowanie pracowników.
  • Murapol zbudował zespół ponad 500 profesjonalistów dysponujących wiedzą, kompetencjami i doświadczeniem w zakresie prowadzenia wszystkich etapów przedsięwzięć deweloperskich.
  • Zarząd Grupy Murapol posiada znaczące doświadczenie branżowe nabyte w toku realizacji wielu rentownych inwestycji deweloperskich w Polsce oraz dysponuje wszechstronną wiedzą i praktyką z zakresu m.in. koordynowania formalno-prawnych aspektów pozyskiwania nieruchomości, zarządzania procesami inwestycyjnymi, a także finansowania, sprzedaży, marketingu, compliance i ładu korporacyjnego, czy też funkcjonowania rynku kapitałowego.
  • W Radzie Nadzorczej Spółki zasiadają partnerzy i dyrektorzy Ares, wiodącego globalnego zarządzającego w obszarze inwestycji alternatywnych, oraz Griffin Real Estate, jednego z największych i dynamicznie rozwijających się inwestorów typu private equity w Europie Środkowo-Wschodniej, działającego w sektorze nieruchomości. Członkowie Rady Nadzorczej posiadają bogate doświadczenie branżowe oraz menedżerskie.

Strategia rozwoju

  • Celem Grupy Murapol jest zrównoważony rozwój oraz utrzymanie silnej pozycji w branży deweloperskiej w Polsce.
  • Przyjęta strategia biznesowa zakłada osiągnięcie liczby lokali przekazywanych klientom na poziomie około 3.200 – 4.200 rocznie (bez uwzględnienia mieszkań budowanych na rzecz PRS) począwszy od 2022 r.
  • Poza wzrostem sprzedaży mieszkań klientom detalicznym, Grupa Murapol planuje wykorzystać możliwości wzrostu płynące z rozwijającego się rynku PRS.
  • Aby ułatwić reallizację tych zamierzeń Grupa Murapol regularnie nabywa nowe nieruchomości gruntowe – w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2021 r. zabezpieczyła prawa do gruntów, umożliwiających budowę ok. 5,6 tys. lokali, w tym ok. 3,9 tys. z przeznaczeniem na sprzedaż klientom detalicznym oraz ok. 1,7 tys. na rzecz platformy PRS.
  • Murapol zamierza kontynuować strategię geograficznej dywersyfikacji działalności w Polsce. W tym celu stale uzupełnia i powiększa bank ziemi oraz planuje pozyskać nowe tereny inwestycyjne także poza lokalizacjami, w których działa obecnie. Bierze pod uwagę m.in. Lublin, Szczecin, Olsztyn czy Rzeszów.
  • Murapol zakłada, że począwszy od przyszłego roku wydatki na nabycie nieruchomości gruntowych do banku ziemi (bez uwzględnienia nieruchomości dla platformy PRS) będą wynosić 175 mln – 225 mln zł rocznie.

Polityka dywidenda

Silna pozycja finansowa Grupy Murapol umożliwi znaczne wypłaty dywidendy w przyszłości. Zarząd zamierza rekomendować Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy:

  • za rok 2021 w kwocie 170 mln zł,
  • w następnych latach w kwocie równej co najmniej 75% skonsolidowanego zysku netto uzyskanego w danym roku.

Większościowy akcjonariusz Spółki zadeklarował poparcie dla takiej polityki dywidendowej.

Wybrane wyniki i wskaźniki finansowe Grupy Murapol

(mln zł) 2018 2019 2020 9M 2020 9M 2021
Przychody z umów sprzedaży mieszkań 603,1 787,7 836,2 694,4 565,5
Przychody z PRS 149,9
Skorygowany zysk brutto ze sprzedaży 189,0 230,2 265,2 222,6 260,5
Skorygowana EBITDA 135,5 158,7 195,3 172,0 225,7
Marża skorygowanej EBITDA 18,9% 18,5% 22,9% 24,3% 31,1%
Zysk netto z działalności kontynuowanej 78,0 64,0 92,5 90,8 153,9
Zwrot z kapitału własnego (ROE) 29,8% 34,1% 33,1% 35,7%

BitBay zmienia się w Zonda. Nowa marka, nowy zarząd i nowa wizja

BitBay, jedna z największych giełd kryptowalut w Europie, zmienia nazwę na Zonda. Jednocześnie firma przedstawia plany rozwoju oraz ogłasza skład zarządu. Znajdują się w nim: nowy CEO spółki Przemysław Kral, Poland Country Head i Chief Growth Officer Kamil Sikorski oraz CCO Dawid Sendecki.

Od pierwszych dni działalności w Polsce, kiedy to z giełdy korzystało zaledwie 3 000 użytkowników, handlujących głównie Bitcoinem, platforma przeszła długą drogę. Dziś BitBay jest dobrze znaną marką dla europejskich inwestorów kryptowalutowych, z ponad milionem zarejestrowanych użytkowników, pakietem produktów i możliwością inwestowania w więcej niż 50 walut cyfrowych i tokenów.

Osiem lat rozwoju oraz szybko rozszerzające się portfolio produktów, usług i walut cyfrowych doprowadziły firmę do kolejnego etapu w jej ewolucji. Nazwa Zonda, czyli w wolnym tłumaczeniu „wiatr zmian”, odzwierciedla procesy, jakie zachodzą w branży, a także nową strategię firmy. Skoncentrowana jest ona na regulacjach, edukacji i większej przystępności pod okiem nowego kierownictwa. Ambitne cele mają pomóc w zwiększeniu globalnego zasięgu firmy.

Oto jak wygląda wizja firmy według nowo mianowanego Dyrektora na Polskę, Kamila Sikorskiego: „Upowszechnienie kryptowalut nie będzie możliwe, jeśli branża nie stanie się bardziej bezpieczna, regulowana i przejrzysta. Widać, że niepewność, niewiedza i brak zaufania to największe przeszkody dla upowszechnienia cyfrowych pieniędzy. W Zondzie chcemy, aby nasi Klienci czuli się komfortowo i mogli handlować, będąc pewni swoich inwestycji. Rozwijamy intuicyjne narzędzia, przystępne programy edukacyjne
i współpracujemy z regulatorami, aby pomóc naszym klientom w bezpiecznym inwestowaniu.”

Więcej niż tylko zmiana nazwy

Od 8 listopada 2021 r., użytkownicy Zondy zauważą pierwsze oznaki zmian – nową stronę główną, nazwę, logo i design. Mimo, że strona przenosi się pod nowy adres zondaglobal.com, wszystkie loginy, konta i hasła użytkowników pozostaną niezmienione, tak samo, jak funkcjonalność serwisu.

Na przełomie II i III kwartału 2022 roku firma planuje uruchomić nową platformę handlową
i aplikację mobilną. Głównym celem przyświecającym pracom jest opracowanie takiej platformy, w której proces wejścia i uczestnictwa w rynku walut cyfrowych będzie tak prosty, jak to tylko możliwe. Ambicją Zondy jest zdefiniowanie na nowo inwestycji kryptowalutowych dla nowej generacji inwestorów pragnących rozumieć, eksperymentować i korzystać z kryptowalut w codziennym życiu.

Kolejną nowością będzie uruchomienie Zonda Academy na początku przyszłego roku. „Uważamy, że nie powinno się handlować żadnym aktywem, zanim nie zdobędzie się niezbędnej wiedzy i nie zrozumie ryzyka. Nasza akademia ma na celu przekazanie klientom wiedzy niezbędnej do świadomego inwestowania. Będzie ona kształcić ludzi w zakresie interpretacji złożonych danych, psychologii inwestowania oraz tego, co leży u podstaw poszczególnych projektów” – dodaje Kamil Sikorski.

Regulacja i przejrzystość jako standard

Konieczność regulacji całego rynku kryptowalut to jedno z podstawowych przekonań Zondy. Wizja ta jest w dużej mierze kształtowana przez nowego CEO Przemysława Krala, który wcześniej pełnił funkcję Chief Legal Officer w BitBay i ma ponad 20-letnie doświadczenie w dziedzinie prawa. To Kral doprowadził do uzyskania przez BitBay licencji estońskiego FIU
i od tego czasu ściśle współpracuje z regulatorami na całym świecie.

Zonda (jeszcze jako BitBay) przeszła niedawno audyt finansowy, stając się pierwszą w Estonii w pełni licencjonowaną i regulowaną giełdą kryptowalut działającą w ramach nowych, surowych regulacji narzuconych przez estońską jednostkę analityki finansowej (FIU) jesienią 2020 roku.

„Chcemy współpracować z regulatorami na wszystkich rynkach, na których będziemy obecni. Tylko poprzez wprowadzenie większej transparentności w świecie handlu kryptowalutami będziemy w stanie otworzyć go dla wszystkich” – dodaje Kamil Sikorski.

Nowy skandal z silnikami diesla w Niemczech

Deutsche Umwelthilfe przedstawia raport wskazujący osiem nieznanych wcześniej urządzeń fałszujących emisje spalin w Mercedesie Klasy E, spełniającym normy emisji Euro 6.

  • Szokujący raport o oprogramowaniu motoryzacyjnym autorstwa Felixa Domke ujawnia, jak działa nieznane wcześniej oprogramowanie i urządzenia fałszujące poziom emisji, które drastycznie zmniejszają skuteczność oczyszczania spalin podczas rzeczywistej jazdy w porównaniu z testami.
  • Dyrektor krajowy DUH, Resch, uważa, że grupa Daimlera jest winna używania dodatkowych nielegalnych „urządzeń fałszujących” poza urządzeniami do kontroli temperatury.
  • Konsekwencją ich stosowania jest przestrzeganie wartości granicznych przez samochody na stanowisku badawczym, podczas gdy w rzeczywistych warunkach jazdy emisje tlenków azotu wzrastają nawet o 500 procent.
  • DUH żąda, aby nowy rząd Niemiec oficjalnie wycofał wszystkie samochody z silnikiem Diesla, które nadal są wyposażone w urządzenia fałszujące, w celu naprawy zastosowanych w nich katalizatorów spalin.

Grupa Daimler, właściciel m.in. marki Mercedes-Benz, jest w dużo większym stopniu zamieszana w aferę dotyczącą emisji spalin z silników diesla, niż wcześniej sądzono. Zostało to ujawnione w raporcie, który Deutsche Umwelthilfe (DUH) przedstawiła dziś opinii publicznej. Ekspert ds. oprogramowania motoryzacyjnego Felix Domke opisał w nim na zlecenie amerykańskiej kancelarii prawnej łącznie osiem wcześniej nieznanych urządzeń fałszujących emisje spalin w samochodzie Mercedes-Benz Klasy E z silnikiem diesla, spełniajacym normę Euro 6Euro 6. Zdaniem DUH, te wyraźnie nielegalnie tzw. „urządzenia fałszujące” zmniejszają poziom efektywnego oczyszczania spalin przez katalizator SCR. Wynik: rzeczywista emisja tlenków azotu na drogach jest nawet o 500 procent wyższa niż prawnie określona wartość graniczna. Do tej pory Daimler AG zawsze zaprzeczał stosowaniu nielegalnych urządzeń fałszujących w samochodach z silnikami wysokoprężnymi sprzedawanymi w Europie.

– Ekspercki raport Felixa Domke ostatecznie dowodzi, że Daimler jest winny. Pokazuje on, w jaki sposób firmie udaje się przestrzegać limitów prawnych w laboratorium testowym i jednocześnie zalewać nasze miasta szkodliwymi tlenkami azotu podczas rzeczywistego użytkowania dróg. Manipulacja oczyszczaniem spalin nie jest wykonywana ze względów fizycznych lub w celu ochrony silnika. Powód jest prosty i cyniczny: chodzi o maksymalizację zysków kosztem środowiska i zdrowia mieszkańców – mówi Jürgen Resch, dyrektor krajowy DUH – Żądamy od nowego rządu Niemiec, aby wszystkie pojazdy z silnikami wysokoprężnymi z urządzeniami fałszującymi w systemie oczyszczania spalin zostały wycofywane z eksploatacji lub naprawione na koszt producentów, tak jak ma to miejsce w USA. Światowa Organizacja Zdrowia wezwała niedawno do obniżenia limitu dwutlenku azotu ze średniej rocznej 40 do 10 µg/m3. Aby to osiągnąć, musimy zlikwidować wszystkie nielegalne źródła spalin z silników diesla. Należy w końcu podjąć działania – konkluduje Resch.

Ekspert wykrył łącznie osiem urządzeń fałszujących i szczegółowo je opisał. Sześć z nich jest powiązanych z systemem SCR. Trzy z nich zależą od wieku pojazdu, a w raporcie opisany został również „czynnik starzenia”. W znacznym stopniu obniża on progi, przy których aktywują się urządzenia wyłączające. W dwóch przypadkach, to zjawisko zaczyna zachodzić w samochodzie już po zestarzeniu się o około 1 procent w stosunku do żywotności pojazdu – czyli, mówiąc krótko już po przejechaniu kilku tysięcy kilometrów od momentu wyjazdu z salonu. Dalsza redukcja następuje po zestarzeniu się pojazdu o około 20 procent. Dwa nielegalne urządzenia fałszujące są połączone z systemem recyrkulacji spalin pojazdu i nie ma żadnego uzasadnionego powodu dla ich stosowania.

– Znalezione urządzenia fałszujące emisje aktywują się w sytuacjach, które są powszechne w warunkach drogowych. Nawet w normalnych warunkach jazdy co najmniej jedno urządzenie fałszujące prawie zawsze aktywnie zapobiega zmniejszeniu poziomu emisji, nawet jeśli nie jest to fizycznie konieczne lub konieczne dla ochrony silnika. To znacznie zmniejsza ilość wtryskiwanego czynnika AdBlue, który jest niezbędny do neutralizacji tlenków azotu w katalizatorze SCR; podobnie zmniejsza się szybkość recyrkulacji spalin. W rezultacie skuteczny zwykle sprzęt do oczyszczania spalin często działa tylko w ułamku swojej potencjalnej wydajności, a pojazd emituje niepotrzebnie duże ilości tlenków azotu – mówi ekspert Felix Domke.

Ekspertyza jest poparta aktualnymi pomiarami spalin uzyskanymi na drodze przez Instytut Kontroli Emisji (EKI) powiązany z DUH. Pokazują one, że Daimler zainstalował kilka nielegalnych urządzeń fałszujących w badanym pojeździe E 350 BlueTEC. Pojazd spełnia prawne wartości graniczne tlenku azotu podczas badania na stanowisku badawczym. Jednak w oparciu o podobny profil jazdy na drodze pomiary spalin EKI wskazują na wzrost emisji tlenków azotu nawet o 500 procent i więcej. Niemiecki Federalny Urząd ds. Pojazdów Samochodowych i Transportu (KBA) zażądał już aktualizacji oprogramowania dla badanego modelu. Nielegalne urządzenia fałszujące zostały usunięte w zaktualizowanym oprogramowaniu. Emisje tlenków azotu były również poniżej ustawowej wartości granicznej podczas testów drogowych. Taki wynik udowadnia, że osprzęt pojazdu zawsze był w stanie zredukować emisje do poziomów zgodnych z prawem, jednak zostało to celowo uniemożliwione przez oprogramowanie.

– Twierdzenia producentów samochodów, że to warunki jazdy prowadzą do wysokiej emisji zanieczyszczeń na drogach, są pod tym względem absurdalne – wyjaśnia ekspert ds. środowiska i transportu Axel Friedrich. – Należy mieć nadzieję, że sądy przestaną również wierzyć w bezsensowne twierdzenia producentów samochodów i wreszcie pomogą właścicielom samochodów dochodzić ich praw.

Mimo że w tej sprawie zbadano tylko jeden pojazd pod kątem znacznej eksploatacji, ekspert zakłada, że ​​inne pojazdy Mercedesa z porównywalnymi silnikami i technologiami zawierają podobne nielegalne urządzenia ograniczające skuteczność. Kilka pomiarów spalin przeprowadzonych przez EKI w innych samochodach marki Mercedes z silnikami wysokoprężnymi dostarczyło już wyraźnych wskazówek na ten temat. KBA wykryło również nielegalne urządzenia fałszujące w wielu pojazdach producenta.

– Z prawnego punktu widzenia stan faktyczny jest jasny – komentuje Glenn Phillips, partner zarządzający międzynarodowej firmy prawniczej Milberg, która zleciła ekspertyzę. – Dochodzenie wykazało, że Grupa Daimler zainstalowała dużą liczbę nieautoryzowanych urządzeń fałszujących, które wyraźnie naruszają obowiązujące prawo. Poszkodowani konsumenci mają teraz oczywiście prawo do odszkodowania, ponieważ sprzedano im wadliwy pojazd, za który zapłacili pełną cenę zakupu. Z prawnego punktu widzenia można to uznać za oszustwo – popełnione nie tylko przeciwko środowisku, ale także przeciwko konsumentom. Kierowcy Mercedesów powinni sprawdzić, czy dotyczy to ich pojazdu z silnikiem diesla.

Tło:

Felix Domke, autor ekspertyzy, jest specjalistą ds. oprogramowania dla systemów sterowania silnika i pracował już jako ekspert dla Niemieckiego Federalnego Urzędu ds. Pojazdów Samochodowych i Transportu (KBA) w zakresie niezależnej analizy wdrożenia oprogramowania pod kątem nielegalnych urządzeń ograniczających skuteczność działania. Pełnił również funkcję eksperta sądowego w parlamentarnej komisji śledczej w sprawie skandalu VW w sprawie emisji spalin w 2017 roku.

Domke na zlecenie amerykańskiej kancelarii prawnej Milberg przygotowała ekspertyzę o tym, czy samochody marki Mercedes celowo pogarszają pracę systemu oczyszczania spalin w rzeczywistych warunkach jazdy. W tym celu zebrano dane pomiarowe na nowoczesnym samochodzie osobowym marki Mercedes (rocznik 2015, norma emisji spalin Euro 6) wyposażonym w katalizator SCR (Selective Catalytic Reaction) w celu redukcji emisji tlenków azotu (NOx). Model to Mercedes E 350 BlueTEC 4MATIC T Silnik: OM642, 190 kW, 2987 ccm, 6 cylindrów, pierwsza rejestracja w styczniu 2016. Ponadto przeanalizowano również dane kalibracyjne wbudowanej jednostki sterującej silnika. Dane pomiarowe ze sterownika silnika podczas rzeczywistej jazdy zostały następnie skorelowane z danymi kalibracyjnymi.

Dziesiątki skarg na to, że pracodawcy żądają szczepień od pracowników. „Ten temat dopiero się rozpędza”

Mogłoby się wydawać, że temat szczepień będzie słabł wraz ze wzrostem liczy zachorowań na COVID-19. Nic bardziej mylnego. Każdego tygodnia stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom odbiera ok. 50 pytań w formie mailowej lub telefonicznej od pracowników, którzy czują presję ze strony pracodawcy, że należy się zaszczepić. Niektórzy oczekują wprost, że pracownik się zdeklaruje, przyniesie paszport covidowy lub będzie sprawozdawał regularnie robione testy. – Sytuacja przybiera na sile. Mam wrażenie, że wszyscy niezdecydowani już się zaszczepili, a ta grupa, która pozostaje niezaszczepiona to robi to z przekonania. Na takich pracowników ciężko jest wywierać nacisk. Pracodawcy więc stosują rozmaite metody od przenoszenia na inne stanowiska przez obcinanie premii lub groźbę braku podwyżek. Odnotowaliśmy już także kilkanaście skarg na zwolnienie z pracy za brak szczepienia – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

60% spraw stowarzyszenia w roku 2021 dotyczy szczepień

Temat szczepień od wielu miesięcy jest najczęściej poruszanym tematem w pismach do stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. Jak mówi Prezes Małgorzata Marczulewska to ok. 60% wszystkich sprawy w roku 2021. Co gorsza, mimo nasilenia ilości zakażeń w czwartej fali pandemii, skarg na „zmuszanie” do szczepień nie ubywa, a wręcz przeciwnie. Pracownicy skarżą się na presję związaną ze szczepieniami, na pytania pracodawców czy grożenie im brakiem premii, a nawet zwolnieniem z pracy.

– Na pewno najgłośniejsze sprawy, którymi się zajmowaliśmy to duża firma zajmująca się produkcją okien, która premię frekwencyjną uzależniała od szczepienia czy ostatnio sprawa kopalni Nowy Ląd, gdzie pracownicy niezaszczepieni byli przesuwani ze swoich stanowisk pracy i wyraźnie odsuwani od obowiązków. Takich spraw jest jednak znacznie więcej. Żeby była jasność: namawiamy do szczepienia się. Jako organizacja zajmująca się prawem pracy musimy wyraźnie powiedzieć, że póki sejm nie przegłosuje ustawy o możliwości weryfikowania szczepień to pracodawca po prostu nie może tego robić – mówi Małgorzata Marczulewska.

– Ostatnio zajmowaliśmy się sprawą jednego z armatorów, który zarządzał szczepień od pracowników, którzy pływają na promach. Kolejny temat to sprawa przedszkolanek, które nie zaszczepiły się w jednym z przedszkoli, części podziękowano za współpracę z powodu utraty zaufania. Tematów zwolnień z pracy lub degradacji było od września co najmniej kilkanaście. Każda była kierowana do naszych prawników. Pracodawcy widząc co dzieje się jeżeli chodzi o tempo wzrostu czwartej fali, chcą się zabezpieczyć i uniknąć lockdownu. Niestety pracownicy nie zawsze im sprzyjają – mówi Małgorzata Marczulewska. – Ten temat się dopiero rozpędza – dodaje.

Co pojawia się w skargach? Jest wiele oskarżeń o segregację, dyskryminację, a nawet mobbing

Nie zawsze jest tak, że niezaszczepiony pracownik jest po prostu zwalniamy. Jak mówi Prezes Małgorzata Marczulewska pracodawcy starają się najpierw dojść do porozumienia, a potem wytaczają cięższe działa: – Jeżeli trafiały się zwolnienia to były one tłumaczone utratą zaufania do pracownika, łamaniem regulaminu firmy czy brakiem przestrzegania zasad BHP. To interpretacja, która wymaga na pewno analizy prawnej, bo pojęcie „utraty zaufania” jest niezwykle pojemne. Inne historie dotyczyły degradacji, odsyłania na pracę zdalną, brak premii motywacyjnej, brak zgody na udział w konferencjach i spotkaniach na żywo z pracownikami firmy. Zdarzały się także skargi na izolowanie niezdeklarowanych w innych pokojach czy na brak wypłaty premii czy dodatków, które były wypłacane zaszczepionym – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Są dwa słowa, które w skargach pojawiają się niesamowicie często: dyskryminacja i segregacja. Zarzuty bardzo poważne, nie można ich ignorować. Zdarzały się skargi, że niezaszczepieni pracownicy czuli się wprost mobbingowani. Rozumiemy jednak również pracodawców, którzy dbają o komfort i możliwość prowadzenia działalności bez groźby lockdownu – dodaje Małgorzata Marczulewska.

Przegląd wydarzeń tygodnia 8 – 12.11.2021

Kończący się tydzień był bardzo pracowity dla bankierów centralnych. W kolejnym kalendarz makroekonomiczny jest zdecydowanie mniej rozbudowany. Wydarzeniem tygodnia będzie odczyt inflacji ze Stanów Zjednoczonych (środa). Rynek oczekuje wzrostu inflacji do 5,8 proc. r/r (5,4 proc. r/r). W Europie najbardziej interesujący będzie odczyt koniunktury ZEW, z którego rynek postara się wywnioskować nastroje w biznesie w przededniu jesiennego sezonu zachorowań oraz piętrzących się problemów w łańcuchu dostaw. Po zaskakującym utrzymaniu stóp procentowych w Wielkiej Brytanii na niezmienionym poziomie ciekawie zapowiadają się dane z Wielkiej Brytanii, w tym dynamika PKB oraz produkcja przemysłowa. Również w Polsce opublikowane zostaną dane o dynamice wzrostu gospodarczego.

Najważniejsze wydarzenia: CPI z USA, PKB z Wielkiej Brytanii oraz Polski, ZEW

W centrum uwagi inwestorów w nadchodzącym tygodniu znajdą się tradycyjnie Stany Zjednoczone i wstępny odczyt inflacji konsumenckiej za październik. Konsensus rynkowy zakłada wzrost cen na poziomie 5,8 proc. r/r, co byłoby poziomem nieco wyższym od wrześniowego odczytu. Dynamika inflacji ma nieco mniejsze znaczenie w kontekście rozpoczętego przez Fed zacieśniania monetarnego. W dalszym ciągu jednak krótkoterminowo dynamika inflacji może być determinantem wyceny rynkowych aktywów. Kluczowe w tym kontekście jest to, że Fed zastrzegł sobie możliwość reagowania na otoczenie rynkowe w procesie normalizacji polityki pieniężnej. Sądzę, że tak jak na wstępnym etapie wychodzenia z pandemii, tak i teraz ważniejsze mogą być odczyty wskaźników koniunktury (indeks Uniwersytetu Michigan), na bazie których ocenić można trwałość odbicia gospodarczego, a tym samym skuteczność działań banków centralnych.

Z tego samego powodu warto spoglądać na dane instytutu ZEW z Niemiec. Kraje strefy euro przyzwoicie radzą sobie z jesiennym sezonem zachorowań, ale wciąż dużym ryzykiem dla ożywienia gospodarczego pozostają problemy po stronie łańcucha dostaw. Równie ważnym testem dla odporności gospodarki europejskiej na kryzys podażowy będzie odczyt produkcji przemysłowej ze Strefy euro. Oba odczyty nie powinny jednak stać się istotnym czynnikami cenotwórczymi.

W Wielkiej Brytanii opublikowany zostanie wskaźnik PKB, a także dane o produkcji przemysłowej. W kończącym się tygodniu Bank Anglii utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie. W komunikacie bank stwierdził, że widzi ryzyko niższego wzrostu gospodarczego, przede wszystkim mając na uwadze silne ograniczenia podażowe. W tym kontekście dane o PKB potwierdzą lub zaprzeczą tym tezom i wskażą rynkowi kierunek oczekiwań przed kolejnym posiedzeniem decyzyjnym. Również produkcja przemysłowa pokaże na ile ograniczenia podażowe realnie wpływają na gospodarkę.

W Polsce kalendarz makroekonomiczny w nadchodzącym tygodniu będzie bardzo ubogi. De facto jedynym istotnym odczytem będzie październikowa dynamika PKB. Nie sądzę, aby październikowa podwyżka stóp procentowych odbiła się tak szybko na wzroście gospodarczym, w związku z czym wartość danych, w świetle kolejnych ruchów RPP, będzie raczej historyczna. Kluczowym tematem na krajowym podwórku są działania banku centralnego. Konferencja prezesa Glapińskiego nie rozwiała wszystkich wątpliwości, jeśli chodzi o przyszłość polityki pieniężnej. Kierunek zdaje się być jednak nieunikniony. Koszt pieniądza będzie wyższy, kwestią sporną pozostaje jednak dynamika ruchu oraz jego skala. Być może więcej wiedzy dostarczą komentarze członków RPP.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

Za nami tydzień banków centralnych

W tym tygodniu głównym wydarzeniem dla złotego było posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej Narodowego Banku Polskiego. Po raz kolejny bank centralny zaskoczył, podnosząc podstawową stopę procentową bardziej niż oczekiwano, o 0,75 pkt. proc. z poziomu 0,5% do 1,25%. Głównym powodem była gwałtownie rosnąca inflacja w Polsce, która już w październiku zbliżyła się do 6,8% r/r. Prezes NBP Glapiński zapowiedział na konferencji prasowej, że bank zrobi wszystko, aby sprowadzić inflację z powrotem do celu inflacyjnego na poziomie 2,5% w średnim terminie. Warto wspomnieć, że jeszcze dwa miesiące temu, po wrześniowym posiedzeniu NBP zapowiedzi były zupełnie odwrotne, jednak w bardzo krótkim czasie RPP wykonała zwrot o prawie 180 stopni. W Czechach również bank centralny w czwartek odbył posiedzenie rady, która jeszcze mocniej zacieśniania politykę pieniężną, w porównaniu do polskiej. W tym tygodniu podniesiono główną stopę procentową o kolejne 1,25% do obecnych 2,75%.

W tym tygodniu odbyło się również spotkanie Fed ze światowymi bankami centralnymi. Fed zapowiedział, że od listopada zacznie ograniczać skup papierów wartościowych (QE) w miesięcznym wolumenie 15 mld USD, co oznacza, że program QE zakończy się w połowie przyszłego roku. Jednocześnie Fed nadal postrzega obecny szybki wzrost inflacji jako przejściowy, a rozpoczęcie redukcji QE nie oznacza przybliżenia terminu pierwszej podwyżki stóp procentowych.

Złoty miał dość zmienny tydzień, podczas którego zdołał nieznacznie umocnić się wobec euro i na koniec tygodnia był notowany na poziomie 4,59 PLN/EUR. Kurs eurodolara nie zmienił się znacząco w tym tygodniu i w piątek rano zanotował poziom 1,156 USD/EUR.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Powstał Klaster Technologii Kosmicznych

W piątek, 5 listopada 2021 r. podczas odbywającego się Kongresu 590 w podkarpackiej Jasionce  20 najważniejszych polskich przedsiębiorstw i instytucji rozwijających technologie kosmiczne powołało do życia Klaster Technologii Kosmicznych (KTK). Celem KTK jest współpraca przy tworzeniu, rozwoju i wdrażaniu technologii kosmicznych powstających w naszym kraju. Tak szeroka reprezentacja środowiska, od podmiotów naukowo-badawczych po firmy komercyjne sprawia, że w KTK zrzeszone są podmioty odpowiadające za ponad 85 procent potencjału sektora kosmicznego w Polsce.

Głównym zadaniem Klastra będzie rozwijanie zasobów oraz kompetencji z obszaru technik i technologii kosmicznych, co pozwoli skutecznie dostarczać na rynek elementy systemów satelitarnych oraz – w przyszłości – tworzyć w pełni funkcjonalne i rozbudowane systemy kosmiczne.

– Podstawą silnej Polski jest suwerenność. Suwerenność w każdej domenie – czy energetycznej, czy wojskowej czy cybernetycznej czy wreszcie kosmicznej. Musi ona być oparta na budowie i rozwoju własnych kompetencji. Dzięki KTK cały sektor może współdziałać, by jeszcze lepiej tworzyć polskie rozwiązania na potrzeby Polski, ale także na rynki zagraniczne – a dzięki temu budować ekspansję międzynarodową. Wiem, że dzisiejsze wydarzenie ma w tym kontekście doniosłą wartość, oto najważniejsi gracze polskiego sektora kosmicznego zaczynają działać wspólnie, tworząc mechanizm umożliwiający im połącznie ich potencjału – powiedział Maciej Małecki, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych.

Aż 20 firm zgodnie podpisały umowę Klastra Technologii Kosmicznych. Są wśród nich: Astri Polska, Astronika, Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk, Creotech Instruments S.A., Energo-Tel, Exatel, Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych, ITTI, KP Labs, Państwowa Wyższa Szkoła Techniczno-Ekonomiczna im. ks. Bronisława Markiewicza, PCO S.A., PIAP Space, Podkarpackie Centrum Innowacji, Politechnika Rzeszowska im. Ignacego Łukasiewicza, Rzeszowska Agencja Rozwoju Regionalnego, Scanway, Sieć Badawcza Łukasiewicz (Centrum Łukasiewicz), Spaceforest, Thorium Space oraz Wojskowa Akademia Techniczna im. Jarosława Dąbrowskiego.

– To kolejna inicjatywa jednocząca branżę kosmiczną, a jednocześnie budująca jej siłę. Zaledwie wczoraj odbyła się oficjalna inauguracja projektu konstelacji satelitarnej Piast, przedsięwzięcia bardzo przełomowego dla Polski, nad którym pracują specjaliści z najważniejszych polskich instytucji i firm z sektora kosmicznego. Podpisanie dokumentu powołującego Klaster Technologii Kosmicznych jest pójściem w kierunku już przez nas wytyczonym mówi profesor Iwona Stanisławska, dyrektor Centrum Badań Kosmicznych PAN.

W podobnym tonie wypowiada się dr hab. Grzegorz Brona, prezes Creotech Instruments S.A. – Branża kosmiczna opiera się na współpracy. Już za dwa lata, w 2023 roku planowane jest wyniesienie satelity EagleEye na orbitę okołoziemską, konstruowanego na potrzeby obronności kraju. Teraz, dzięki Klastrowi, będziemy mogli szerzej współpracować z innymi, czołowymi polskimi firmami, w tym z inicjatorem KTK firmą Exatel. Jesteśmy przekonani, że ta współpraca przyniesie korzyści dla całego polskiego sektora kosmicznego, a co za tym idzie również dla naszego kraju – mówi Grzegorz Brona.

Warto podkreślić, iż Klaster będzie dążył m.in. do zrealizowania zarysowanego w Krajowym Planie Odbudowy zaprojektowania i wyniesienia do 2026 roku polskiej konstelacji mikrosatelitów obserwacyjnych. Jest to ważne w budowaniu wizerunku Polski jako kraju aktywnie działającego w obszarze kosmicznym oraz zabezpiecza polskie interesy gospodarcze i militarne.

Czy inflacja będzie spadać w 2022?

Rosną oczekiwania inflacyjne, co oznacza, że jest akceptacja dla dalszego wzrostu cen. Przed nami więc dalsze podwyżki stóp procentowych i nie wiadomo czy wyhamują wzrost inflacji.

Proces podnoszenia stóp procentowych należało rozpocząć o kilka miesięcy wcześniej. Gdyby tak się stało, to proces podwyżek stóp procentowych mógłby przebiegać znacznie łagodniej.

– Spodziewam się kolejnej podwyżki stóp procentowych już w grudniu, a trudno zgadnąć co dalej bo Rada Polityki Pieniężnej działa w trybie z posiedzenia na posiedzenie, kluczowe jest jednak, że zaczęła działać reagując na wysoką inflację – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Lokalny szczyt inflacji prawdopodobnie odnotujemy w pierwszym kwartale, ze względu na tzw. efekt bazy czyli porównania do cen z początku tego roku.

Po najnowszych decyzjach RPP główna stopa referencyjna, służąca za podstawą do obliczania stawki WIBOR, wzrosła o 75 punktów bazowych z 0,5 proc. do 1,25 proc. Podwyżka była wyższa niż konsensus analityków (0,5 pkt.).

– Pod koniec roku inflacja może wzrosnąć do 8 proc., a później będzie spadać w okolice 5-6 proc. co i tak jest marnym pocieszeniem, bo przecież przyjęty przez RPP cel inflacyjny to 2,5 proc. – dodaje ekspert XTB. – Sprowadzenie inflacji w ciągu dwóch lat do celu inflacyjnego będzie bardzo trudne.

Wyższa od oczekiwań podwyżka stóp procentowych i zapowiedź kolejnych podwyżek tylko przejściowo wpłynęła pozytywnie na naszą krajową walutę, która umocniła się w ujęciu do EUR, USD, GBP czy CHF. Przejściowo, ponieważ prezes NBP powiedział w wywiadzie udzielonym po podwyżkach, że wszystko wskazuje na to, że inflacja będzie spadać i nie trzeba będzie dalej podnosić stóp procentowych.

Jest to wyraźnie odmienne stanowisko w porównaniu do tego sprzed dwóch dni, gdy w trakcie konferencji RPP prezes NBP obiecywał, że zrobi wszystko, aby sprowadzić inflację do założonego celu i że nie można wykluczyć dalszych podwyżek stóp procentowych. Dodał wówczas także, że prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki w grudniu jest większe niż utrzymania poziomu stóp. Widać więc tutaj wyraźny chaos informacyjny.

Warto także wspomnieć, że członkowie: Gatnar i Ancyparowicz stoją w opozycji do Glapińskiego i powiedzieli dziś, że Rada Polityki Pieniężnej powinna kontynuować podwyżki.

W konsekwencji tych sprzecznych wypowiedzi, a głównie przez słowa prezesa NBP, złoty wyraźnie tracił, para walutowa EURPLN była notowana powyżej poziomu 4,6250 zł, a USDPLN nawet powyżej 4 złotych!

– Trudno będzie odbudować zaufanie do złotego, po tym co działo się w ostatnich miesiącach – przyznaje P.Kwiecień.

Będzie tylko drożej – ceny energii i ciepła będą rosnąć

W najbliższych kilku latach ceny energii elektrycznej i ciepła będą corocznie rosły nawet o 30-40 proc. Potrzebny jest nowy system pomocy społecznej dla najbiedniejszych gospodarstw domowych.

– Musimy się z tym pogodzić, a jest to nie tylko efekt wzrostu cen surowców na świecie i rygorystycznej polityki klimatycznej UE, ale także wielka zależność polskiej energetyki od paliw kopalnych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, red. nacz. BiznesAlert.pl. – URE nieśmiało mówi o dwucyfrowych podwyżkach taryf, ale my jako analitycy możemy oceniać, że będą to podwyżki o 30-40 proc.

Takie podwyżki trwać będą przez kilka lat, bo do zmiany sytuacji potrzebujemy więcej odnawialnych źródeł energii i decyzji jak rozwijać chcemy energetykę jądrową.

– To jednak nie wystarczy, bo niezbędna jest reforma sektora węglowego, która ciągnie się już latami, a utworzona niedawno Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Energetycznego istnieje, ale przede wszystkim jedynie na papierze – dodaje ekspert. – W takiej sytuacji niezbędna jest pomoc państwa dla najbardziej ubogich energetycznie gospodarstw domowych i stworzenie różnych rozwiązań taryfowych.

Zamożniejsze gospodarstwa domowe mogą chronić się przed skutkami podwyżek inwestując w fotowoltaikę, magazyny energii i pompy ciepła. Jest to sposób na szybkie obniżenie rachunków nawet o kilka tysięcy złotych.

– Boom fotowoltaiki jest dobry dla portfeli domowych, ale jednocześnie jest wyzwaniem dla firm energetycznych, ponieważ destabilizują pracę systemu elektroenergetycznego i możliwe jest, że za ten boom zapłacimy jako konsumenci poprzez dodatkową opłatę dystrybucyjną.

Rozwój fotowoltaiki bez głębokiej reformy całego systemu energetycznego w Polsce będzie więc tylko krótkoterminowym rozwiązaniem problemu.

Czesi naprawdę walczą z inflacją

Jeszcze wczoraj rano decyzja Polski o podwyżce o 0,75% do poziomu 1,25% mogła wydawać się odważna. Wczoraj jednak Czesi pokazali, że równie dobrze można po prostu podnieść stopy o 1,25%, kiedy chce się naprawdę walczyć z inflacją.

Czesi podnoszą stopy procentowe o 1,25%

Posiedzenie Banku Czech miało być wczoraj niezbyt istotnym wydarzeniem zamykającym dzień na rynkach. Decydenci w banku centralnym podeszli jednak do walki z inflacją znacznie bliżej tych metod, o których wspominał Adam Glapiński na konferencji. Skoro chce się zrobić wszystko, by przywrócić inflację do celu, to trzeba patrzeć na stopę procentową nie realną a nominalną. Skoro inflacja w Czechach poszła w górę o 0,8%, to stopy procentowe podniesiono aż o 1,25%, by realna stopa procentowa wzrosła o te około 0,45%. W Polsce z kolei realna stopa procentowa w listopadzie spadła. Nie może dziwić, że inwestorzy kupowali wczoraj czeskie korony. Wzrost stóp procentowych był bowiem znacznie większy od oczekiwań.

Amerykański rynek pracy nadal mocny

Kolejne rekordy w USA. Wczorajszy dzień po raz kolejny pokazał, że na amerykańskim rynku dzieje się coraz lepiej. Przynajmniej na rynku pracy. Wczoraj opublikowano dane na temat zasiłków dla bezrobotnych. Kolejne w ostatnich tygodniach najniższe od początku pandemii. Odczyt wyniósł 269 tysięcy i jest czwartym z rzędu poniżej psychologicznej bariery 300 tysięcy. Były to również pierwsze cztery takie odczyty od początku pandemii. Dobre dane po raz kolejny powodują, że dolar testuje kilkutygodniowe maksima względem euro, co z kolei zabiera kapitał z Europy i osłabia złotego.

Wielka Brytania bez zmian

Bank Anglii prowadzi politykę podobną do EBC i FED. Jedno, co zwraca uwagę, to fakt, że zaczęły pojawiać się głosy za podwyżką stóp w samym gremium. Analitycy oczekiwali, że nawet 3 z 9 członków poprze taki ruch. Faktycznie poparło tylko dwóch, ale pokazuje to już pewną tendencję. Kolejne wzrosty inflacji mogą spowodować dalsze zmiany nastrojów. Z drugiej strony Wielka Brytania i tak zmaga się ostatnio z bardzo mocnym funtem i z pewnością występuje tam kalkulacja, jak dalsze umocnienie waluty wpłynie na gospodarkę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:30 – USA – stopa bezrobocia.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Komentarz prawnika: oszustwo na kryptowalutę Squid Game

Prawnik komentuje: oszustwo twórców kryptowaluty $SQUID można było wykryć.

Przypomnijmy – 1 listopada 2021 r. twórcy kryptowaluty $SQUID wykonali tzw. rug pull („wyciągnięcie dywanu”). Cały proceder polegał na stworzeniu wirtualnej waluty, silnie inspirowanej światowym hitem Netflixa – Squid Games. Autorzy oszustwa skupili się na reklamie swojego tokena, chcąc zachęcić jak największą grupę osób do jego nabycia. W momencie osiągnięcia odpowiedniej liczby osób posiadających określony token, twórcy postanowili wykonać następującą czynność – poprzez zamienienie posiadanych przez siebie tokenów (portfel z którego wykonano rug pull posiadał 5% wszystkich dostępnych tokenów) na inną kryptowalutę (BNB), usunęli płynność z puli płynności stworzonej przez siebie kryptowaluty. Spowodowało to nagły skok ceny $SQUID, a następnie jego bardzo szybki spadek. Wobec braku płynności, inne osoby, nieświadome całego wydarzenia, nie mogły sprzedać posiadanych przez siebie aktywów i prawdopodobnie aż do teraz są ich posiadaczami. Sytuację komentuje mec. Adam Ziębicki, prawnik w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Oszustwo wykonane przez twórców kryptowaluty inspirowanej serialem „Squid Game” to przykład kolejnego rug pulla, tym razem wykonanego na dużą skalę. Przede wszystkim jednak jest to dobra lekcja dla wszystkich osób, które chcą być posiadaczem kryptowalut, a które nie wiedzą, na jakie kwestie trzeba uważać, nabywając świeżo powstałe waluty. Całe wydarzenie należy traktować jako przestrogę dla wszystkich zainteresowanych kryptowalutami. Istnieje szereg okoliczności związanych ze $SQUID, które powinny budzić wątpliwości względem całego projektu. Po pierwsze, twórcy wykorzystali sukces serialu Netflixa poprzez nazwanie swojego projektu nazwą serialu, nie będąc jednocześnie w żaden sposób związanym z serialem, Netflixem, czy też innymi osobami odpowiedzialnymi za serial, tym samym bezprawnie wykorzystując znak towarowy serialu Squid Games. Po drugie, media społecznościowe związane ze $SQUID były skonstruowane w taki sposób, aby uniemożliwić osobom, które przeczuwały potencjalny rug pull, poinformowanie o tym innych osób. Dla przykładu – na twitterze $SQUID wyłączono możliwość komentowania postów. Zablokowany od możliwości postowania, oprócz wybranych osób, był również telegram tej waluty. Wzmożoną ostrożność powinien wzbudzić szczególnie fakt, że będąc już posiadaczem $SQUID, nie można było go sprzedać ani wymienić na inną kryptowalutę – w szczególności na BNB (Binance Coin) – komentuje mec. Adam Ziębicki, prawnik w kancelarii Chałas i Wspólnicy

Oszustwo wykonane przez twórców waluty $SQUID z całą pewnością nie będzie ostatnim tego typu przekrętem, dlatego warto poszerzyć swoją wiedzę na temat funkcjonowania rynku kryptowalut.

Każdy, kto nabywa jakiekolwiek kryptośrodki powinien we własnym zakresie dochować należytej staranności i uważnie zweryfikować wszelkie kwestie związane z nabywanym przez siebie środkiem. Takie sprawdzenie może nastąpić np. poprzez zweryfikowanie twórców danego krypto (w tym w szczególności, czy ujawnili się oni ze swojego imienia i nazwiska oraz wizerunku), zweryfikowanie social mediów danego projektu, zweryfikowanie czy dany projekt posiada tzw. white paper, opisujący np. cele, założenia lub sposób funkcjonowania waluty czy też sprawdzenie „kontraktu” (kodu kryptowaluty) na stronach mierzących bezpieczeństwo związane z daną kryptowalutą i potencjalne ryzyko związane z rug pullem, w szczególności czy twórcy nie wprowadzili do kodu możliwości pozwalających na dokonanie oszustwa względem nabywców. Nie należy też ulegać FOMO (fear of missing out). Wśród bardziej doświadczonych osób związanych z kryptowalutami panuje przekonanie, że gdy mass media zaczynają informować o nagłych wzrostach kryptowalut, to jest to czas, kiedy jest już po największych wzrostach – dodaje ekspert.

Nowoczesny kriomikroskop elektronowy już w Krakowie

Uniwersytet Jagielloński (UJ) kupił, unikalny w skali całego kraju, nowoczesny kriomikroskop elektronowy GLACIOS (Thermo Fisher Scientific) z detektorem Falcon 4. Urządzenie to posiada szczególne znaczenie dla rozwoju biologii strukturalnej. To właśnie badania z użyciem kriomikroskopu elektronowego umożliwiły w marcu 2020 roku, poznanie struktury białka kolca (spike protein) koronawirusa SARS-nCov2. Było to momentem przełomowym w walce z pandemią COVID-19. Kriomikroskop GLACIOS został zakupiony jako główny element projektu – SOLARIS – Narodowe Centrum Promieniowania Synchrotronowego, który opracowali eksperci z  Krajowego Centrum Kriomikroskopii Elektronowej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Inicjatywa ta uzyskała dofinansowanie ze środków Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, w ramach konkursu ogłoszonego przez Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI PIB).

Celem projektu SOLARIS – Narodowe Centrum Promieniowania Synchrotronowego jest stworzenie unikalnego w kraju i konkurencyjnego w skali światowej laboratorium, wyposażonego w kriomikroskop elektronowy GLACIOS (Thermo Fisher Scientific) z nowoczesnym detektorem Falcon 4. Urządzenie to posiada szczególne znaczenie dla rozwoju biologii strukturalnej, pozwalając na rozwiązywanie złożonych struktur biologicznych w niespotykanym dotąd tempie.

Unikatowa oferta dla polskiej nauki i sektora prywatnego

Do niedawna w naszym kraju niedostępne były urządzenia odpowiednie do prowadzenia prac badawczych z użyciem wysokorozdzielczej kriomikroskopii elektronowej. Wprowadzenie tej metody jest kluczowe, aby polska nauka pozostała w głównym nurcie badań w wielu dziedzinach, zaczynając od biologii molekularnej, przez biofizykę, biologię komórki aż po nanotechnologię. Warto wspomnieć, że nasz projekt otwiera zupełnie nowy rozdział w historii rozwoju NCPS SOLARIS. Jego efektem jest pierwsze, kompleksowe laboratorium kierujące swoją ofertę do sektora prywatnego, w szczególności przedsiębiorstw z branży farmaceutycznej i biotechnologicznej. Wprowadzenie oferty w obszarze kriomikroskopii zwiększa zainteresowanie ośrodkiem w aspekcie geograficznym i naukowym oraz wspiera budowanie rozpoznawalności marki SOLARIS poza granicami kraju, także w sektorze przemysłu – mówi dr Michał Rawski, członek zespołu Krajowego Centrum Kriomikroskopii Elektronowej UJ.

Realizacja projektu niesie ze sobą niezaprzeczalne korzyści dla polskiej nauki, włączając krajowe środowisko naukowe w grono światowych liderów w dziedzinie biologii strukturalnej. Badania z wykorzystaniem kriomikroskopii stają się niezbędną i integralną częścią procedur optymalizacyjnych dla wszystkich rodzajów leków.

Cieszę się, że w ramach ogłoszonego przez OPI PIB konkursu, mogliśmy dofinansować projekt SOLARIS. Inicjatywa ta jest niezwykle potrzebna, o czym najlepiej świadczy wykorzystanie kriomikroskopii do walki z pandemią COVID-19. Polska nauka ma olbrzymi potencjał, dlatego w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój przeznaczamy środki na nowoczesną infrastrukturę badawczą – mówi Joanna Kuszlik-Cichosz, zastępca dyrektora ds. administracji w Ośrodku Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytucie Badawczym (OPI PIB).

Wsparcie w walce z nowotworami, chorobą Alzheimera i otyłością

Kriomikroskopia, będąc doskonałą metodą badania mechanizmu działania leków biologicznych, pozwoli na zintensyfikowanie prac nad projektowaniem ich nowych nośników, jak również zwiększenia ich swoistości i powinowactwa. Co więcej, możliwość uzyskania wyników nieosiągalnych przez wiele lat z użyciem rutynowych technik badawczych, ułatwi zrozumienie procesów odczytywania informacji genetycznej, przewodzenia sygnałów w układzie nerwowym i mechanizmu odkładania złogów białkowych. Przyczyniając się tym samym do ogromnego postępu w leczeniu wielu chorób takich, jak nowotwory i choroba Alzheimera, a także w leczeniu otyłości. Warto wspomnieć, że kriomikroskopia elektronowa, za którą w 2017 roku przyznano nagrodę Nobla, rewolucjonizuje nie tylko biologię strukturalną, ale także posiada ogromny potencjał w innych dziedzinach nauki takich, jak inżynieria materiałowa, chemia czy fizyka.

Nowoczesne laboratorium zacznie działać jeszcze w tym roku

Kriomikroskop elektronowy GLACIOS został już pomyślnie zainstalowany w Krajowym Centrum Kriomikroskopii Elektronowej w Krakowie. Aktualnie trwają ostatnie testy i opracowanie wzorów umów niezbędnych do rozpoczęcia świadczenia usług. W pełni przygotowana została także infrastruktura informatyczna, konieczna do gromadzenia i przetwarzania danych z mikroskopu. Ostatnim elementem projektu, który jest obecnie w trakcie realizacji, jest stworzenie zaplecza dla potrzeb preparatyki i przechowywania próbek oraz zakup dodatkowej instalacji zasilania. Jej celem jest zapewnienie ciągłości i bezpieczeństwa pracy kriomikroskopu. Zakończenie wszystkich prac objętych projektem, planowane jest jeszcze przed końcem 2021 roku.

Mrożenie etatów i zabieranie pracowników z rynku. Przedsiębiorcy o Ustawie o Obronie Ojczyzny

Ustawa o obronie ojczyzny została zaprezentowana zaledwie kilka dni temu. Mało kto zapoznał się z nią jeszcze szczegółowo, a okazuje się, że będzie mieć ona spore znaczenie dla rynku pracy. Jej zapisy są szeroko komentowane przez ekspertów rynku pracy związanych z Izbą. Jej założenia zakładają m.in. dwuletni okres ochronny w miejscu pracy dla rekrutów czy preferencje przy zatrudnianiu w administracji publicznej osób, które przejdą szkolenia wojskowe. – Jesteśmy zwolennikami silnej armii, ale cały świat stawia na nowoczesne rozwiązania, a my wracamy do przyszłości i przywracamy pobór do wojska. Przedmiotowa ustawa w wielu punktach jest bardzo zaskakująca – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

Ucieczka do wojska przed zwolnieniem? Takiej sytuacji nie można wykluczyć

Przedsiębiorcy oburzeni są tym, że kolejny raz dokonuje się regulacji rynku pracy bez jakichkolwiek konsultacji. Jeżeli ustawa wejdzie w życie, co jest bardziej niż prawdopodobne, to pracodawca nie będzie mieć możliwości zwolnienia pracownika, który przeszedł dobrowolne szkolenie wojskowe. To może spowodować, że z sektora budowlanego, transportu czy innych sektorów potrzebujących pracowników znikną kolejne osoby. Inne zagrożenie to ochrona w miejscu pracy osób, które być może nie wypełniają dobrze swoich obowiązków.

– Przedsiębiorcy popierają unowocześnianie armii, ale zwiększenie o 140 tysięcy osób jej składu w obliczu problemów demograficznych i problemów z rynkiem pracy to bardzo ambitne i karkołomne zadanie. Europa stawia na informatyzacje i  unowocześnienie systemów obronności, a u nas wraca się do rozwiązań znanych sprzed dekad, czyli masowego zaciągu do wojska, który teraz obdarowywany będzie przywilejami, które mogą dotykać gospodarkę oraz przedsiębiorców. Zakaz 24-miesięcznego zwalniania z pracy rekrutów to pomysł kontrowersyjny, bo jeżeli pracownik jest mierny, niesumienny i nieprzydatny, to pracodawca będzie musiał go utrzymywać mimo minimalnej efektywności jego pracy. Nie wiemy także co się stanie z pracownikiem jeżeli jego stanowisko pracy zostanie zlikwidowane lub jeżeli ogólnie cała firma upadnie. Również preferencja rekrutów przy zatrudnianiu w administracji budzi pewne zastanowienie. Na co więc będziemy teraz stawiać? Na certyfikaty ze szkoleń militarnych czy na realne kompetencje pracowników? – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Ustawa jest jeszcze przedmiotem dyskusji, ale nie na szczeblach ministerialnych. – Nikt nie pytał nas o zdanie, a chcielibyśmy zabrać głos – mówi Prezes Mojsiuk.

„Firmy będą zapewne zmieniały swoje procesy rekrutacji zarówno w wymiarze formalnym ale także w kontekście całej strategii zatrudnienia”

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie zapytała o zdanie ekspertów rynku pracy. Opinie są zgodne: to projekt, który wprowadza preferencje i ochronę na rynku pracy w konkretnej grupie społecznej. Będą oni mieć przywileje, które nie zostały im nadane według kryterium kompetencji.

– Konsekwencją wprowadzenia w życie ustawy o obronie ojczyzny w zaproponowanym kształcie spowoduje odpływ pracowników z obszaru biznesu. Trudno dzisiaj oszacować skalę tego zjawiska, niemniej przy napiętej sytuacji na rynku pracy, borykającego się z niewystarczającą ilością rąk do pracy, odpływ młodej, wykwalifikowanej kadry będzie bolesny i może spowodować utrudnienia w funkcjonowaniu firm. Wprowadzenie 24-miesiecznej ochrony zatrudnienia dla pracowników-rekrutów to kolejne obciążenie kosztowe i organizacyjne dla pracodawców, szczególnie tych małych i średnich. Konieczność zorganizowania zastępstwa, dodatkowa rekrutacja, wdrożenie do pracy nowego pracownika, utrata na długi okres unikalnych kompetencji to realne dodatkowe koszty dla firmy – mówi Dorota Siedziniewska–Brzeźniak, prokurent w spółce Idea HR Group.

–  Firmy będą zapewne zmieniały swoje procesy rekrutacji zarówno w wymiarze formalnym ale także w kontekście całej strategii zatrudnienia. Tego typu rozwiązania nie służą gospodarce, gdzie coraz wyraźniej odczuwalny jest brak pracowników i to we wszystkich płaszczyznach Należy zwrócić uwagę, że każda tego typu zmiana, która w jakimś stopniu „zamraża” etat, będzie generowała znaczne koszty po stronie pracodawców. Rekrutacja, kształcenie czy wreszcie wdrożenie pracownika do pracy w danym przedsiębiorstwie to realne pieniądze zaangażowane przez pracodawcę, tym samym pozbawienie pracodawcy możliwości właściwego zarządzania pracownikiem oraz jego pracą może wpłynąć negatywnie na kondycję finansową przedsiębiorstw – komentuje mec. Łukasz Żak, ekspert rynku pracy Żak Legal Support Office

PZPO: Sprzedaż opon w Q3 2021

Po trzech kwartałach 2021 roku ponownie zanotowano duże wzrosty sprzedaży opon w Polsce. Sprzedaż zwiększyła się następująco w poszczególnych segmentach: opony do samochodów osobowych +22%, SUV +42%, ciężarowych +18%, dostawczych +38%, rolniczych +41%, przemysłowych +9%. Dane publikuje Polski Związek Przemysłu Oponiarskiego (PZPO) na podstawie badań ETRMA. Tymczasem cały rynek europejski pozostaje bez zmian lub notuje spadki.

W samym trzecim kwartale 2021 roku w Polsce sprzedaż zwiększyła się: w segmencie opon osobowych o +4%, SUV +26%, dostawczych +20%, motocyklowych +14%, a rolniczych +8%. Udział opon premium ponownie wzrósł o 2 pp. – zarówno w klasie opon do samochodów osobowych, SUV i dostawczych, jak również ciężarowych. Spada natomiast udział opon budżetowych w rynku.

pl 1 pl 2– To kolejny znakomity kwartał w tym roku. Pomimo pracy fabryk pełną parą, cały czas widzimy duży popyt niemal we wszystkich segmentach. Jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego, to może być rekordowy rok. Także w porównaniu do lat sprzed pandemii. Szczególnie budujące jest to, że klienci i kierowcy doceniają wartość i bezpieczeństwo opon klasy premium. Ich udział rynkowy w segmencie osobowym przekroczył poziom 30% – wskazuje Maciej Winiarz, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Ważne jest, że wyraźnie widać wzrosty sprzedaży wobec 2019 roku – a więc okresu sprzed pandemii. Pokazuje to nie tylko popandemiczne odbicie, ale realny wzrost rynku. W segmencie motocykli mamy bardzo dobry rok w rejestracji nowych i słabszy w używanych maszyn – co powoduje, że efekty w popycie opon motocyklowych będziemy odczuwać w przyszłym sezonie. Niewielki zaś spadek w segmencie ciężarówek w samym trzecim kwartale to jedynie efekt mniejszej sprzedaży w klasie opon budżetowych. W klasach premium i średnich notujemy pokaźne wzrosty. Ich udział w rynku to odpowiednio 41 i 35% – dodaje Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.pl 4 pl 3

Europejski rynek opon

W całej Europie nie zanotowano zmian sprzedaży opon – jak przykładowo w segmencie opon do samochodów osobowych i ciężarowych, albo spadki – choćby -16% w segmencie opon rolniczych. O 20% wzrosła sprzedaż opon całorocznych, zaś o 11% spadła w przypadku opon letnich, podczas gdy opony zimowe pozostają bez zmian.

– Podobnie jak w 2020 roku, także w 2021 notujemy silny wzrost w segmencie opon całorocznych – pomimo ogólnych spadków sprzedaży. Dane pokazują również, że początek zdrowienia po pandemii jeszcze nie nastąpił dla naszego sektora. Mamy nadzieję, że nadchodzące miesiące przyniosą bardziej pozytywny trend – powiedziała Fazilet Cinaralp, sekretarz generalna Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).pl 5

Stanowisko ZPP ws. projektu ustawy o zmianie ustawy o cudzoziemcach oraz niektórych innych ustaw

Projekt ustawy o zmianie ustawy o cudzoziemcach oraz niektórych innych ustaw trafił do Sejmu w dniu 22 października, zaś 26 października 2021 r. został skierowany do I czytania w komisjach. Zakłada on poza zmianami w ustawie o cudzoziemcach również nowelizację ustaw o repatriacji, o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz o opłacie skarbowej. Projekt przewiduje szereg zmian wpływających na sytuacje faktyczną i prawną cudzoziemców, w tym w zakresie uzyskiwania zezwoleń na pracę i procedur z tym związanych. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców postanowił przeanalizować proponowane zmiany w celu określenia zasadności ich wprowadzenia. Z naszych obserwacji wynika, że są one z pewnością korzystne i w znacznym stopniu stanowią słuszny krok naprzód w kierunku poprawy sytuacji cudzoziemców na rynku pracy. Wskazujemy jednak, że propozycje są niewystarczające, a w pewnych aspektach zwiększające formalizm i skomplikowanie przepisów dotyczących możliwości wejścia cudzoziemców na polski rynek pracy.

Jedną z istotnych i pożądanych zmian jest rezygnacja z wymogu posiadania przez cudzoziemca stabilnego i regularnego dochodu (przewidzianego dotychczas w art. 114 ust. 1 pkt 2)) oraz miejsca zamieszkania (przewidzianego w art. 114 ust. 2) w procedurze udzielania zezwolenia na pobyt czasowy i pracę. Z pewnością takie rozwiązanie jest dla obcokrajowców dużym ułatwieniem, gdyż w sytuacji, gdy zdecydują się na podjęcie zatrudnienia w naszym kraju nie będą już zmuszeni do legitymowania się tytułem prawnym do zajmowania określonego lokalu, a tym samym zaciągania często długoterminowych zobowiązań. Ponadto pomimo usunięcia wymogu posiadania stabilnego i regularnego dochodu wciąż istnieje zapis z art. 114 ust. 1 pkt 4), który daje gwarancję, że podmiot powierzający cudzoziemcowi wykonywanie pracy zapewni mu wynagrodzenie, które (zgodnie z proponowaną zmianą pkt 5) ustawy o cudzoziemcach) „nie jest niższa niż wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę niezależnie od wymiaru czasu pracy i rodzaju stosunku prawnego stanowiącego podstawę wykonywania pracy przez cudzoziemca”. Rozwiązanie takie jest spójne systemowo i stanowi uproszczenie względem dotychczasowych zasad.

Kolejne zaproponowane zmiany, które należy ocenić pozytywnie, to istotne udogodnienie w sytuacji zmiany podmiotu powierzającego cudzoziemcy pracę, a także poszerzenie katalogu okoliczności, w przypadku wystąpienia których nie ma potrzeby zmiany pozwolenia na pobyt czasowy i pracę (zmiany przewidziane w art. 119 i 120 ustawy o cudzoziemcach, a także odpowiednie dostosowanie przepisów o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy). Nowelizacja art. 119 ustawy pozwoli obcokrajowcowi wykonywać pracę na podstawie dotychczasowego pozwolenia w sytuacji zmiany umowy cywilnoprawnej na umowę o pracę, zmiany nazwy stanowiska przy zachowaniu dotychczasowego zakresu obowiązków, czy zwiększenia wymiaru czasu pracy, jeśli wiązać się to będzie z proporcjonalnym wzrostem wynagrodzenia. Natomiast dzięki zmianom przewidzianym w art. 120 ustawy o cudzoziemcach obcokrajowiec pracujący w Polsce w sytuacji zmiany podmiotu powierzającego mu pracę nie będzie musiał jak dotychczas występować o nowe pozwolenie na pracę, gdyż będzie możliwość zmiany już posiadanego.

Bez wątpienia jedną z najistotniejszych zmian jest nowelizacja art. 88z ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Zgodnie z nowym brzmieniem ust. 2 pkt 3) powierzenie wykonywania pracy w drodze oświadczenia pracodawcy ma zostać wydłużone z 6 do 24 miesięcy. Jest to bardzo pożądana zmiana, gdyż eliminować będzie niezwykle dużą rotację pracowników związaną z zatrudnieniem obcokrajowców w najprostszej, odformalizowanej i niezwykle popularnej formie, jaką jest oświadczenie o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi. Przyniesie to korzyści zarówno pracodawcom, jak i pracownikom. Pracownicy uzyskają większą stabilność i pewność zatrudnienia w dłuższym okresie. Pozwoli im to z pewnością na większą asymilację i być może skłoni do podjęcia starań o długoterminowy pobyt w naszym kraju. Pracodawcy natomiast nie będą musieli ponosić zwiększonych kosztów związanych z częstą rotacją pracowników (poszukiwanie pracowników i ich szkolenie do pracy na określonym stanowisku). Otwartym pozostaje natomiast pytanie dotyczące potencjalnych dalszych losów pracownika po upływie 24 miesięcznego okresu zatrudnienia na podstawie oświadczenia o powierzeniu pracy cudzoziemcowi. W opinii Związku Przedsiębiorców i Pracodawców powinien istnieć mechanizm umożliwiający w sposób prosty i dogodny dla obcokrajowca uzyskanie zezwolenia na pracę i pobyt w Polsce, bez względu na rodzaj wykonywanej pracy i bez przeprowadzania tak zwanego testu rynku pracy, czyli procedury weryfikacji, czy potrzeby kadrowe pracodawcy mogą być zaspokojone na lokalnym rynku pracy. Procedura ta nie odpowiada potrzebom polskiego współczesnego rynku pracy, który pilnie potrzebuje napływu siły roboczej, pracowników skłonnych do długoterminowego osiedlania się na terytorium kraju, podejmowania zatrudnienia i zakładania rodzin. Jest to niezbędne dla wypełnienia luki pokoleniowej, która z roku na rok nie tylko prowadzi do spowolnienia wzrostu gospodarczego, ale również do obciążenia systemu zabezpieczenia społecznego. Propozycje w tym zakresie Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przedstawił w raporcie „Polityka migracyjna Polski – konieczne kierunki zmian”[1]. Dotyczą one miedzy innymi wprowadzenia „biało-czerwonej karty”, czyli dokumentu potwierdzającego prawo pobytu i podejmowania zatrudnienia przez obcokrajowca, wydawanego najpierw terminowo na okres nie dłuższy niż 3 lata, a następnie przedłużanego bezterminowo w sytuacji, gdy obcokrajowiec spełni warunki dotyczące np. braku karalności.

Całościowo Związek Przedsiębiorców i Pracodawców pozytywnie ocenia projekt ustawy o zmianie ustawy o cudzoziemcach oraz niektórych innych ustaw przedstawiony przez Prezesa Rady Ministrów. Jest to z pewnością krok w dobrym kierunku. Potrzebujemy jednak kompleksowej strategii imigracyjnej uwzględniającej zarówno zmianę modelu imigracji do Polski (z krótkotrwałej i szybko rotującej na osiedleńczą), jak i konieczność zabezpieczenia granic oraz utrzymania kontroli państwa nad dynamiką procesów imigracyjnych. Mając to na uwadze, zasadne byłoby poszerzenie proponowanych zmian również m.in. o łatwą ścieżkę zmiany oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi w zezwolenie na pracę i pobyt.

Eaton i Microsoft: centra danych mogą wspierać rozwój zielonej energii

Firmy Eaton i Microsoft ogłosiły rezultaty pilotażowego projektu w Microsoft Innovation Center w Boydton w Wirginii. W centrum przetwarzania danych wykorzystano zasilacze UPS jako inteligentne magazyny energii. Współpraca potwierdziła możliwość używania na szeroką skalę infrastruktury centrów danych jako rezerw energii stabilizujących sieć. Pozwoli to wspierać rozwój OZE, które do 2030 roku będą stanowiły niemal 60% energii produkowanej w Europie. Zmniejszy również zużycie mocy i umożliwi operatorom centrów danych uzyskanie dodatkowych dochodów.

Centra danych jak magazyny energii

W ramach współpracy firmy Eaton i Microsoft zaprojektowały system zasilania gwarantowanego dla centrum danych, który reaguje na zmiany częstotliwości sieci energetycznej. Systemy UPS z akumulatorami litowo-jonowymi mogą pobierać energię i magazynować ją, a następnie oddawać do sieci w momentach zwiększonego zapotrzebowania. Taka interakcja z systemem energetycznym jest możliwa dzięki technologii EnergyAware oraz inteligentnym czujnikom i algorytmom, które sterują przepływem energii. Magazynowana w ten sposób energia może być sprzedawana na rynku usług pomocniczych i w ten sposób generować dodatkowe przychody dla operatorów centrów danych.

Co zyska sieć energetyczna?

Produkcja energii ze słońca czy wiatru ma zmienny charakter, dlatego wraz z gwałtownym wzrostem wykorzystania OZE zwiększa się potrzeba zapewnienia elastyczności sieci. Niedopasowanie popytu na energię do jej podaży powoduje odchylenia – jeśli zapotrzebowanie nie może zostać zaspokojone, częstotliwość w sieci maleje, a gdy popyt jest zbyt mały w stosunku do produkcji, częstotliwość rośnie. Takie wahania mają negatywny wpływ na sieć, która powinna być utrzymywana na stałym poziomie częstotliwości 50 Hz. Centra danych mogą wykorzystać infrastrukturę zasilaczy UPS do stabilizowania i ochrony systemu przed tymi zmianami. Współpraca Microsoft i Eaton potwierdziła możliwość szybkiego skalowania takich rozwiązań. Obie firmy szukają obecnie możliwości wdrażania podobnych mechanizmów w kolejnych lokalizacjach.

Centra danych są ważnym ogniwem systemu energetycznego. Magazynowanie energii i świadczenie usług energetycznych operatorom sieci może pełnić kluczową rolę w utrzymaniu stabilności systemu, do którego podłączanych jest coraz więcej rozproszonych źródeł energii. Według badań sektor centrów danych może zapewnić łącznie więcej elastyczności niż będą potrzebowały do pracy same obiekty, dzięki rozwiązaniom zasilania gwarantowanego i regulowaniu obciążenia. Wciąż brakuje jednak szerszej świadomości korzyści płynących z takich rozwiązań oraz odpowiedniego know-how − nie tylko wśród operatorów centrów danych, ale też przedsiębiorstw użyteczności publicznej i organów regulacyjnych – wskazuje Rafał Kryk, PQ Application Manager w firmie Eaton.

Do 2030 roku sektor centrów danych w niektórych europejskich krajach będzie potrzebował niemal dwa razy więcej energii niż obecnie (5,4 GW w porównaniu z 3 GW w 2021 r.). Kluczowe będzie więc upowszechnianie podobnych rozwiązań, które pozwolą równoważyć negatywny wpływ sektora na środowisko.

Źródło:

Badanie BloombergNEF (BNEF), zrealizowane w 2021 roku we współpracy z Eaton i Statkraft. Objęło ono centra danych w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Irlandii, Norwegii i Holandii.

„Polski Ład” staje się faktem. Jak obejść niekorzystne opodatkowanie

Ryczałt, IP BOX, Prosta Spółka Akcyjna czy rozwiązania prawa holdingowego. To tylko niektóre sposoby, które mogą być wykorzystywane przez przedsiębiorców, aby niwelować negatywne skutki podatkowe wprowadzone przez „Polski Ład”. Niektóre rozwiązania mogą być korzystne dla pracowników, ale branża IT może przejść zawirowania, bo specjaliści chętniej mogą zmieniać miejsce pracy.

„Polski Ład” czeka już tylko na podpis prezydenta Andrzeja Dudy. Mimo apeli niektórych środowisk biznesowych nic nie wskazuje na to, że będziemy świadkami niespodzianki. Prezydent podpisze pakiet ustaw, który jest sztandarowym pomysłem Prawa i Sprawiedliwości na najbliższe lata. Plan, o którym pierwszy raz głośno usłyszeliśmy na wiosnę, zakłada m.in. drastyczne zmiany w systemie podatkowym. Zwiększenie kwoty wolnej od podatku oraz podwyższenie drugiego progu podatkowego zapewne nie zmartwi nikogo oprócz ministra finansów, ale już choćby zwiększenie składki zdrowotnej i uzależnienie jej od przychodów również w przypadku przedsiębiorców – w tym także prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą – wywołało spory popłoch

Procedowanie „Polskiego Ładu” zdecydowanie nie było czasem spokoju i harmonii dla większości przedsiębiorców. Wręcz przeciwnie, bo chaos, który stworzyli rządzący, wprowadził nerwowość w wielu firmach i podmiotach jednoosobowej działalności gospodarczej. System podatkowy w Polsce to synonim skomplikowania, ale wraz z ostatnimi decyzjami rządu Prawa i Sprawiedliwości, zostały zniszczone kruche podstawy dotychczasowych rozwiązań. Firmy jeszcze raz przyjrzały się swojej sytuacji podatkowej, ewentualnym zmianom, które ich dotkną zapisami „Polskiego Ładu”, a także zaczęły szukać rozwiązań, które sprawią, że ich portfel będzie bezpieczniejszy – komentuje Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu czy też zakładaniu spółek w Polsce i za granicą.

Ryczałt zachwieje branżą IT?

W dużej części przypadków ulgi wprowadzane wraz z nowymi zapisami nie rekompensują podniesienia podatków. Dlatego przedsiębiorcy szukają sposobów na zgodną z prawem optymalizację podatkową.

Rząd zmienia np. oprocentowanie ryczałtu dla niektórych grup zawodowych, przez co wybór takiej formy rozliczenia będzie dla nich atrakcyjniejsza. – Na pierwszy ogień zdecydowanie pójdą pracownicy sektora IT. Szczególnie że eksperci tej dziedzinie bardzo często zarabiają ok. 15 tys. zł i więcej. Oni na zmianach podatkowych tracą najwięcej. Ryczałt jednak w ich przypadku będzie zmniejszony do zaledwie 12%, więc to rozwiązanie znacznie korzystniejsze niż 19% w przypadku podatku liniowego od przedsiębiorców, nie wspominając już o rozwiązaniach na umowę o pracę – podkreśla Maciej Oniszczuk.

Jak zaznacza ekspert kancelarii Oniszczuk & Associates przejście na ryczałt jest możliwe, ale w przypadku współpracy z dotychczasowym pracodawcą z ryczałtowego opodatkowania można skorzystać dopiero po dwóch latach. Tego obowiązku nie ma przy podjęciu pracy dla innego podmiotu. – Może zatem się okazać, że specjaliści na rynku IT zaczną migrować pomiędzy firmami. Co może okazać się zyskiem dla informatyków może być zmorą dla stabilności całej branży – zaznacza Oniszczuk.

IP BOX i Prosta Spółka Akcyjna na ratunek

Zapewne firmy będą zatem jeszcze bardziej namawiać swoich pracowników na skorzystanie z ulgi IP BOX, która wiąże się z bardzo dogodnym opodatkowaniem, wynoszącym zaledwie 5%. Jednak przejście na taki system opodatkowania jest dość skomplikowany i niepewny, bo zależy od decyzji urzędników. Przedsiębiorcy mogą zatem angażować całe kancelarie prawne, aby cała procedura przebiegała pomyśli pracownika. – Wiele firm może potraktować to jako bonus pracowniczy. „Zostajesz u nas”, a my zajmiemy się prawną obsługą przejścia na IP BOX – przewiduje Oniszczuk.

Ułatwić skorzystanie z IP BOX może choćby założenie Prostej Spółki Akcyjnej. Kapitał akcyjny to zaledwie złotówka, a akcje można dostać również za świadczenie usług. Oprócz ulgi IP BOX rozliczenie z fiskusem w PSA następuje w sposób liniowy (stawki 19% lub 9%). Może być to więc dogodny sposób na opłacanie podatków przez kadrę menedżerską.

Holdingi zostaną w Polsce?

Wraz z „Polskim Ładem” – poprzez nowelizację kodeksu spółek handlowych – wprowadzono też tzw. prawo holdingowe. Do tej pory rozwiązania dotyczące holdingów były skromne i nieprzystające do realiów „grup spółek”. Według Ministerstwa Aktywów Państwowych nowe przepisy mają ułatwić funkcjonowanie holdingów, a zarządzanie nimi ma być efektywniejsze. Nowelizacja przewiduje wprowadzenie między innymi złagodzenia odpowiedzialności członków zarządów i rad nadzorczych, a także bardzo ważną opcję, czyli squeeze-out. Jest to możliwości przymusowego wykupu udziałów wspólników mniejszościowych zależnej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.

Dodatkowo wprowadzono także preferencyjne opodatkowanie dla tego rodzaju spółek. Jak choćby zwolnienie z CIT 95% kwoty dywidend otrzymywanych przez spółkę matkę od spółek zależnych (krajowych jak i zagranicznych), czy zwolnienie z CIT zysków ze zbycia udziałów/akcji w spółkach zależnych pod warunkiem, że spółka jest właścicielem co najmniej 10% udziałów przez co najmniej rok. – Najważniejszym zadaniem tych zapisów jest to, że tym ruchem rządzący chcą skłonić do zakładania wielkich holdingów w naszym kraju, a nie choćby w Holandii, Luksemburgu czy na Malcie – zaznacza Maciej Oniszczuk.

Spółka komandytowa? Nie zapłacisz za zdrowie

Polski Ład może też przyczynić się, że przedsiębiorcy z powrotem będą wybierać rozwiązania spółki komandytowe. Głównym plusem działalności na tej zasadzie jest to, że wspólnicy nie będą musieli opłacać składki zdrowotnej na takich zasadach jak osoby prowadzące JDG. Składa będzie obliczana bowiem nie od dochodu, a od przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. To nie jedyna przewaga takiego rozwiązania, bo wspólnicy będą opodatkowani jedynie 19% podatkiem dochodowym i nie będą podlegać daninie solidarnościowej, czyli podatku wynoszącego 4% powyżej zysku wynoszącego milion złotych.

Musimy uniezależnić się od technologii spoza UE

Od początku zeszłego roku trwa globalny kryzys zdrowia publicznego. Coraz szersze poleganie na usługach w chmurze jest jedną z jego oczywistych konsekwencji. IDC zapowiada, że wartość globalnego rynku chmury wzrośnie z 53 mld dolarów w 2020 r. do 560 mld dolarów w 2030 r. – doganiając tym samym sektor telekomunikacyjny. Nic dziwnego, że Gartner nazywa obecny boom na technologie chmurowe „nową normalnością” – pisze Yann Lechelle, CEO francuskiej firmy Scaleway, czołowego alternatywnego dostawcy usług w chmurze w Europie.

Europejskie firmy wygenerowały zaledwie 16 proc. przychodów z globalnego rynku chmury w III kwartale 2020 r. Co więcej, tylko 5 proc. europejskich danych jest rzeczywiście przechowywanych w UE. Nic więc dziwnego, że „stary kontynent”, gdzie 73 proc. firm jeszcze nie przestawiło się na chmurę – w porównaniu z 60 proc. w USA i w Azji – postrzegany jest jako kolejne chmurowe Eldorado.

Pandemia przyspieszyła osiągnięcie „dekady chmury” i sprawiła, że usługi w chmurze stały się centralną usługą i sednem cyfrowej transformacji społeczeństw. Jednak bez odpowiednich gwarancji suwerenności, większa część tego wzrostu może przynieść korzyści graczom spoza Europy.

Ponadto, jak pokazuje ustawodawstwo RODO, europejskie wartości – ochrona danych, przejrzystość i humanizm – nie zawsze są podzielane i kompatybilne z zasadami panującymi w Ameryce czy Azji. Stąd ogromna potrzeba posiadania silnych suwerennych europejskich dostawców chmury, aby chronić wartości kontynentu i sprzyjać rozwojowi lokalnych graczy.

Pomimo tych różnic– a może właśnie z ich powodu – gracze spoza UE nie tylko nie chronili swoich europejskich klientów przed wpływem ustawodawstwa eksterytorialnego (jak chociażby amerykańska ustawa o chmurze, która oznacza, że ​​rząd amerykański może uzyskać dostęp do danych przechowywanych przez amerykańskie firmy, nawet jeśli te są przechowywane poza USA). Gracze spoza Europy próbowali powstrzymywać próby wzmocnienia europejskich firm technologicznych i spowolnić rozwój lokalnego, niezależnego ekosystemu technologicznego.

Suwerenność według Scaleway

Ale co rozumiemy, gdy mówimy “suwerenność”? Albo, na początek – czego NIE mamy wtedy na myśli?

Zdefiniowana przez Cambridge Dictionary jako „posiadająca najwyższą władzę lub będąca całkowicie niezależna”, suwerenność jest wyraźnie nieodłączna od pojęcia wolności. Pojęcie to tradycyjnie kojarzono z pojęciem“terytorium” (zazwyczaj w rozumieniu państwa narodowego). Oczywiście ta klasyczna definicja nie ma zastosowania w cyfrowym świecie, który nie ma ani granic, ani nie łączy się z silnymi, globalnymi współzależnościami.

Dlatego naszego rozumienia suwerenności cyfrowej nie należy mylić z tym, co moglibyśmy nazwać „suwerenizmem” lub dogmatyczną formą niezależności. Nie należy go również utożsamiać z protekcjonizmem lub izolacjonizmem; to raczej próba złagodzenia negatywnych skutków hiper zdominowania rynku chmury przez garstkę graczy. Nie chodzi też wreszcie o wykluczenie innych, ale o naprawienie równowagi sił, tak aby Europa mogła być częścią globalnej dyskusji i by mogła chronić swoje uniwersalne wartości.

Dla nas europejska suwerenność w zakresie chmury jest tym bardziej osiągalna teraz, gdy dostawcy z UE mogą zaspokoić aż 80 proc. potrzeb rynku.

Budowanie przejrzystości i zaufania do ofert w chmurze jest potrzebne na poziomie europejskim

Aby zapewnić przejrzystą i pełną wizję suwerenności, potrzebna jest lepsza definicja „zaufania”.

Budowanie przejrzystości i zaufania wokół ofert w chmurze jest bardzo potrzebne na szczeblu europejskim, jeśli chcemy, aby transformacja cyfrowa naszych gospodarek i społeczeństw była zgodna z podstawowymi wartościami UE. Jest to również kluczowe, jeśli chcemy zmaksymalizować swobodę wyboru dzisiejszych i przyszłych użytkowników chmury, w oparciu o dobrze udokumentowane, bezstronne kryteria.

Zdefiniowanie zaufania do chmury wymaga przyjrzenia się wszystkim elementom usług przetwarzania w chmurze dla danego dostawcy – od nieruchomości aż po komponenty oprogramowania tworzące chmurę – aby zapewnić pełną przejrzystość w zakresie właściwej jurysdykcji, zgodnie z danymi warunkami przechowywania, obliczania i przetwarzania. Z tego punktu widzenia doktryna „chmury w centrum” przedstawiona w maju przez rząd francuski, ustanawiająca nową etykietę „chmury zaufanej”, stawia kluczowe pytania dla Francji i nie tylko.

W kierunku podejścia multicloud-first

Tak, jak nie należy przechowywać wszystkich swoich danych na jednym serwerze – podobnie poleganie na kilku dominujących dostawcach jest receptą na katastrofę. Zależność jest wrogiem odporności. Stąd potrzeba podejścia wielochmurowego (mutlicloud).

Takie podejście wymaga jednak, aby wszyscy dostawcy opracowali architektury interoperacyjne, umożliwiające przenoszenie danych i przuniemożliwiającestali stosować lock-in czyli wiązać klientów ze sobą umowami długoterminowymi, im przenoszenie swoich danych do innych dostawców. W tym miejscu warto zaznaczyć, że przydatne wskazówki dotyczące “zmiany i przenoszenia” danych zawiera SWIPO, jednak do tej pory najwięksi dostawcy usług w chmurze nie stosują się do tych zasad.

Podobny opór stawiany jest obecnie wobec europejskiego aktu o rynkach cyfrowych (DMA), który ma na celu zrównoważenie reguł konkurencji w sferze cyfrowej: niektóre duże firmy technologiczne domagają się nawet całkowitego usunięcia usług w chmurze z zakresu DMA.
Działania europejskiego stowarzyszenia GAIA-X mogą przyczynić się do gwałtownego wzrostu adopcji chmury na całym kontynencie. Ale istnieje również realne ryzyko, że pęd ku chmurze wzmocni graczy spoza UE, zamiast zwiększać różnorodność europejskich ekosystemów.

Co więc należy zrobić? Oczywiste jest, że sektor chmury w UE nie może osiągnąć większej suwerenności bez wsparcia legislacyjnego.

Autonomia przemysłowa – wehikuł suwerenności

Ustawodawstwo francuskie i europejskie powinno stymulować wzrost graczy UE i zrównoważyć asymetryczny dostęp do rynków publicznych. W Stanach Zjednoczonych i Chinach dominujący gracze lokalni zdominowali zamówienia na rynku publicznym, wykluczając w ten sposób dostawców europejskich. Ci ostatni są również wykluczani przez przepisy dotyczące lokalizacji danych w tych krajach. To podwójnie niesprawiedliwe. Tym bardziej, że w Europie takich prawnych ograniczeń ci gracze wobec siebie nie napotykają.

Wydaje nam się w tym przypadku, że europejskie i krajowe budżety państw powinny dawać przykład i:

  • priorytetowo wybierać europejskich dostawców multicloud;
  • upewnić się, że wybory przy okazji zamówień publicznych opierają się na przejrzystości, innowacjach, bezpieczeństwie, suwerenności i neutralności klimatycznej;
  • sprawić, by instynkt „Kupuj europejską technologię” stał się częścią legislacji.

Europejscy gracze w chmurze to w większości małe lub średnie firmy. Aby mieć szansę na zwycięstwo przy scenariuszu “Dawid kontra Goliat”, potrzebują pomocy prawodawców, którzy mogą stworzyć dla nich odpowiednią przestrzeń do walki.

Uważamy, że niezależność od technologii spoza UE musi stać się pilnym priorytetem decydentów na całym kontynencie. Wdrożenie instrumentów prawnych ograniczających asymetryczny dostęp do lokalnych rynków publicznych dla podmiotów spoza Europy, byłoby konkretnym sposobem na zrównoważenie warunków konkurencji, jednocześnie stwarzając przestrzeń rozwoju dla europejskiej branży chmury.

Bez tego rodzaju zabezpieczeń, antykonkurencyjne zachowania niektórych dużych graczy będą kontynuowane w przyszłości, ze szkodą dla europejskiego biznesu i technologii. Dlatego suwerenność jest kluczem do nowej dekady chmury.

Yann Lechelle, CEO Scaleway

Polski rynek sztuki wciąż notuje duże wzrosty

Kiedy w Polsce domy aukcyjne i galerie kolejny rok z rzędu osiągają najwyższą sprzedaż w historii, wartość światowego rynku dzieł sztuki w ub. r. skurczyła się ze względu na wpływ pandemii do około 43,2 mld euro, notując tym samym 22 proc. spadek, w porównaniu z rokiem 2019, gdy wyniosła 55,3 mld euro. Tymczasem Polska wciąż przeżywa prawdziwy boom zainteresowania zakupem dzieł sztuki.

Jednym z głównych powodów tego trendu jest ucieczka przed inflacją i lokowanie oszczędności z banków w inne źródła, np. obligacje, nieruchomości czy złoto. Tylko między lutym 2020 r. a lipcem 2021 r. wartość depozytów terminowych w polskich bankach spadła o 125 mld zł., czyli o 42 proc. Jak szacują eksperci w 2020 r. obroty na polskim rynku aukcyjnym osiągnęły łącznie poziom 380 mln zł. wobec 295 mln zł. rok wcześniej. Były jednocześnie ośmiokrotnie wyższe niż przed dekadą.

Oczywiście to wciąż mało, patrząc na największe światowe areny handlu sztuki. Dla przykładu obraz “Untitled” Jean-Michela Basquiata został sprzedany na aukcji w Nowym Jorku za równowartość 435 mln zł. Jednak kolekcjonerzy właśnie w cyklicznym wzroście i poszerzaniu wartości naszego rynku widzą dobry interes, a ma on dalej rosnąć w najbliższych latach w tempie 24 proc. rocznie.

Domem aukcyjnym, który odnotował w ub. roku najwyższe przychody na aukcjach dzieł sztuki w Stanach Zjednoczonych, generując w tym kraju sprzedaż za około 1,2 mld dol. był słynny Sotheby’s. Miał on również najwyższą sprzedaż w Wielkiej Brytanii i Hongkongu. Z kolei Christie’s, który zajął drugą pozycję w USA, Wielkiej Brytanii i Hongkongu był liderem na rynku francuskim z przychodami w tym kraju wysokości około 160 mln dol.

W tym czasie Poly International Beijing wygenerowało w Chinach wpływy w wysokości 502 mln dol., podczas gdy Phillips odnotował łączne przychody w wysokości 469 mln dol. z aukcji dzieł sztuki organizowanych w USA, Wielkiej Brytanii i Hongkongu. Podobnie jak na świecie, również w Polsce z roku na rok, coraz bardziej popularne się aukcje internetowe. W ub. r., jak obliczył portal Artinfo blisko 80 proc. sprzedaży na naszym rynku wygenerowały trzy domy aukcyjne: Desa Unicum – 51,6 proc., Polswiss Art – 18,3 proc. i Agra-Art – 9,3 proc.
W Polsce na pewno czynnikiem stymulującym jest również wzrost zamożności, jak i moda na otaczanie się oryginalnymi pracami artystów. Jednocześnie popularność inwestowania w sztukę napędza olbrzymie wzrosty jej wartości, niejednokrotnie to nawet kilkadziesiąt proc. rocznie. Dla przykładu obraz Agaty Bogackiej na aukcji “Sztuka Współczesna – Nowe Pokolenie po 1989” w Desie Unicum, kupiony w czerwcu 2018 r. za 45 tys zł, został sprzedany we wrześniu 2021 r. za 120 tys. zł. Wzrost zawartości jaki osiągnął w trzy lata „Człowiek, którego nie było 1” to 167 proc.

Okazuje się też, że aukcje sztuki nie są tak elitarne, jak mogłoby się z pozoru wydawać. Owszem, wiele dzieł wycenionych jest na miliony złotych i stać na nie tylko najbogatszych, ale liczna grupa polaków lubi ulokować bezpieczne, czyli mniejsze kwoty od 5 do 40 tys zł, kierując się gustem i intuicją. Do budowania wartościowych kolekcji niezbędne jest jednak spore doświadczenie i fachowa wiedza.
Gdy na świecie najdroższym twórcą sztuki współczesnej jest Basquiat, w Polsce obserwujemy modę na sztukę lat 80. i prace artystów tworzących w tym okresie. Również w Niemczech czy Austrii ceny artystów z tego pokolenia są dużo wyższe niż u nas, np. zestawienie Gruppa (czyli 6 najważniejszych artystów przełomu lat 80.) z pracami Jörga Immendorffa, Georga Baselitza czy Anselma Kiefera. Przykładem może być Paweł Kowalewski – artysta, profesor ASP, założyciel legendarnej Gruppy, ikona polskiej sztuki lat 80., wystawiany m.in. w NS-DOK w Monachium, Castello di Rivoli w Turynie, Artist’s House w Tel Avivie, Galerii Tretiakowskiej w Moskwie czy Galerii Isy Brachot w Brukseli. Jego prace trafiły do największych polskich kolekcjach i wciąż zyskują na wartości.

O tempie rozwoju Polskiego rynku świadczy wzrost liczby sprzedanych prac. W 2020 r. – jak obliczył Artinfo – sprzedano ich 9 tys., a w pierwszym półroczu 2021 r. aż 15 tys. Zaś obrót dziełami sztuki na krajowym rynku aukcyjnym osiągnął wartość 264,2 mln zł. Jest to wzrost o 72 proc. w odniesieniu do I półrocza 2020 r., które zakończyło się rekordowym wówczas wynikiem 153 mln zł.

Obroty na rynku dzieł sztuki w Polsce przez zaledwie cztery lata zwiększyły się trzykrotnie. Na aukcjach nie było miesiąca, a czasem tygodnia, w którym nie padłoby kilka rekordów cenowych. Zwłaszcza, że czasem odbywało się kilka aukcji jednego dnia – łącznie było ich 294.

Dzieło Magdaleny Abakanowicz „Tłum III” osiągnęło najwyższą cenę w historii aukcji sztuki w Polsce – 13,2 mln zł. Rzeźba sprzedana w DESA Unicum w październiku 2021 r., uważana jest za jedną z najważniejszych prac tej artystki.

Autor©: Adam Białas, ekspert rynku nieruchomości, dyrektor BIALAS Consulting & Solutions, dziennikarz biznesowy.

Blisko 30% Polaków zamierza w tym roku wystąpić o podwyżkę. Chcą zarabiać więcej o 10-15%

Prawie jeden na czterech Polaków chce w tym roku wystąpić do swojego pracodawcy o podwyżkę pensji. Z kolei blisko dwa razy tyle rodaków nie planuje tego. O wyższym wynagrodzeniu zamierzają rozmawiać głównie osoby w wieku 23-35 lat, zarabiające powyżej 9 tys. zł netto miesięcznie, z miast liczących ponad 500 tys. mieszkańców. Do tego widać, że pracownicy oczekują podniesienia podstawowej płacy przeważnie o 10-15%, co dotyczy ponad jednej trzeciej przypadków.

Z ogólnopolskiego badania opinii publicznej, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na reprezentatywnej próbie ponad tysiąca dorosłych Polaków, wynika, że 26,4% ankietowanych zamierza do końca bieżącego roku wystąpić do pracodawcy o podwyżkę pensji. Natomiast 50,2% respondentów nie planuje tego. Z kolei 23,3% ankietowanych jeszcze nie wie, co zrobi w tej kwestii.

– Na pewno inflacja wzmaga oczekiwania płacowe. A z nią jest jak z pogodą – inna jest podawana, a inna jest odczuwalna. Jeżeli ktoś np. nie korzysta z usług medycznych lub lekarstw, to go nie dotyczy wzrost cen w tym zakresie. Jeśli nie pali papierosów, to nie odczuwa, że one kosztują więcej. Każdy ma więc swoją inflację. Oczywiście poza nią istnieją inne czynniki kształtujące wynagrodzenia – komentuje prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Jak stwierdza Grzegorz Kuliś, ekspert BCC ds. rynku pracy, jeśli ponad 26% pracowników porozmawia o wyższym wynagrodzeniu, to będziemy mieć do czynienia ze zjawiskiem o dużej skali. A do tej grupy dojdą jeszcze osoby, które zaczną poszukiwać nowego zatrudnienia ze względu na chęć poprawienia swoich warunków płacowych. Można się tego spodziewać m.in. w branżach IT, budowlanej, metalowej czy inżynieryjnej.

– 2021 to jest rok odbicia popandemicznego. Niemal codziennie w mediach pojawiają się informacje, że wiele przedsiębiorstw wykazuje ogromny skok zysków, zwłaszcza w branży informatycznej. W takiej sytuacji pracownicy dochodzą do logicznego wniosku, że skoro pracodawca zarabia więcej, to niech się z nimi podzieli. Ale te żądania dotyczą przede wszystkim ludzi dobrze zarabiających, wyżej wykwalifikowanych, ale też lepiej zorientowanych w rzeczywistości społeczno-gospodarczej – podkreśla prof. Mączyńska.

Patrząc na wiek respondentów, można stwierdzić, że o wyższym wynagrodzeniu zamierzają rozmawiać przede wszystkim osoby mające 23-35 lat – 35,9%. Dalej w zestawieniu są respondenci w wieku 36-55 lat – 27,8%, a także 18-22 lata– 22,3%. Na końcu zaś widzimy ankietowanych mających 56-80 lat – 9,2%.

– Ogólnie ludzie w wieku 20-50 lat są najbardziej aktywni na rynku pracy, co też przekłada się na chęć rozmawiania o wyższej płacy. Z kolei osoby 50+ ze względu na swój wiek mają niższą skłonność do podejmowania ryzyka, zarówno w obszarze psychologicznym, jak i zawodowym. Rzadziej też negocjują wynagrodzenie. Natomiast osiemnasto-dwudziestolatkowie zazwyczaj nie mają żadnego doświadczenia zawodowego, więc ich wartość rynkowa nie jest wysoka. Dlatego przy nadmiernych oczekiwaniach finansowych, firmy będą rezygnowały z ich usług albo poszukają alternatywnego rozwiązania – analizuje Grzegorz Kuliś.

Z badania wynika też, że im większe są dochody miesięczne netto, tym wyższy jest odsetek osób planujących rozmowę o podwyżce. Wśród uzyskujących ponad 9 tys. zł wynosi on 51,7%, a w przypadku zarabiających 7000-8999 zł – 48,8%. Na drugim końcu mamy respondentów z dochodami poniżej 1 tys. zł – 11,5%, dalej są badani z zarobkami 1000-2999 zł – 18,6%.

– Mamy ustawową płacę minimalną, która jest podwyższana praktycznie co roku. Ona stanowi taki jakby amortyzator osłabiający motywację do ubiegania się o wzrost wynagrodzenia. To dotyczy przede wszystkim osób niżej zarabiających. Jednocześnie płaca minimalna stanowi trochę mechanizm równania w górę, więc inne grupy płacowe też oczekują wyższej pensji – podkreśla prezes PTE.

Uwzględniając wielkość miejsca zamieszkania respondentów, rozmowy o podwyżkach planują przede wszystkim osoby z miast powyżej 500 tys. mieszkańców – 32,8%. Natomiast na drugim końcu mamy wsie i miejscowości do 5 tys. mieszkańców – 15,2%.

– Te wyniki musimy łączyć z sytuacją na lokalnych rynkach pracy. Zdecydowana większość osób definiuje swoje centrum życiowe w miejscu zamieszkania i wokół niego szuka zatrudnienia. U nas skłonność do mobilności w obrębie kraju jest niewielka. Możliwości w największych miastach są zgoła inne niż w małych i średnich miasteczkach. W związku z tym ten inny poziom alternatywy powoduje to, że też jest zróżnicowana skłonność do rozmów o płacach – analizuje ekspert BCC.

Osoby, które zamierzają porozmawiać z pracodawcą o wyższym wynagrodzeniu, wskazały, o ile procent chciałyby więcej zarabiać, licząc od podstawowego wynagrodzenia. 34,2% respondentów wybiera odpowiedź – 10-15%. Z kolei 30,1% badanych mówi o podwyżce od 5 do 10%.

– Moim zdaniem, ci respondenci wskazują bardzo rozsądne przedziały do negocjacji. One są delikatnie powyżej wskaźnika inflacji. Jednak wzrosły stopy procentowe, więc za chwilkę koszty kredytów, które mają młodzi ludzie, też będą wyższe. Pracownicy nie chcą, żeby spadł ich standard życia w kontekście możliwości konsumpcyjnych. A jeśli ktoś oczekuje płacy wyższej np. o 30%, to już jest taka fantasmagoria pracownicza – analizuje Grzegorz Kuliś.

Najrzadziej wskazywanym przedziałem jest ten do 5% – wybiera go 3,7% badanych deklarujących chęć ubiegania się o podwyżkę. Z kolei 3% respondentów jeszcze nie wie, o ile więcej chciałoby zarabiać. Natomiast 2,2% odpowiadających oczekuje propozycji od samego pracodawcy.

– GUS ostatnio podał, że wynagrodzenia zwiększyły się o 9,5% w skali rocznej. To spora zmiana, nawet ponad oczekiwania analityków i ekspertów. Natomiast wzrost zatrudnienia był niższy niż zakładano. To pokazuje trudności na rynku pracy, bo nawet duży skok płac nie daje dostatecznie szybkiego zatrudnienia. Uważam też, że w 2022 roku nastąpi zmiana tego wysokiego tempa wzrostu wynagrodzeń – podsumowuje prof. Mączyńska.

Korekta GIP60 przybiera na sile

Mniej niż połowa spółek z Giełdowego Indeksu Produkcji doświadczyła w październiku przeceny akcji, ale spadki zwykle bywały silniejsze od obserwowanych wzrostów. W konsekwencji doszło do spadku GIP60 o 2,8% do 1086,21 punktów, co przedłuża negatywną serię spadków do trzech miesięcy. 

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc październik. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze: „Wysoka inflacja i rosnące prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych spowodowały wzrost zainteresowania rynku spółkami z sektora bankowego i finansowego. W konsekwencji subindeks WIG-BANKI wzrósł w październiku o 22,77%, a WIG.MS-FIN o 18,81% i były to największe wzrosty spośród wszystkich subindeksów sektorowych z palety WIG. W tym samym czasie część subindeksów z sektorów powiązanych z przemysłem wytwórczym zredukowała swoją wartość, chodzi m.in. o WIG-ODZIEŻ (-2,23%), WIG-MOTO (-1,61%) i WIG-CHEMIA (-1,38%). W grupie przemysłowej trafiały się również subindeksy, które oparły się negatywnemu trendowi, należą do nich m.in. WIG-LEKI (1,37%) i WIG-SPOZYW (2,10%)”.

Dla szerszego kontekstu dodajmy, że indeks WIG wzrósł w październiku o 4,61%, do czego przyczyniły się głównie średnie spółki z MWIG40 (8,55% – jeden z najlepszych wyników indeksów na świecie), ale też największe spółki z WIG20 (4,10%) – oba indeksy skorzystały na dużej reprezentacji w swoim portfelu spółek z branży bankowej i finansowej. Mniej łaskawie inwestorzy potraktowali SWIG80, w którym znajduje się z kolei spora reprezentacja spółek produkcyjnych – wzrósł on w zeszłym miesiącu tylko o 0,91%.

Zawężając analizę do spółek produkcyjnych z GIP60, można zauważyć duży popyt na akcje polskich producentów z branży przemysłu lekkiego, u których mediana miesięcznych stóp zwrotu wyniosła w październiku 8,16%. Na drugim miejscu, z medianą na poziomie 3,17%, znalazły się spółki z branży spożywczej, a dodatnią medianę miesięcznych stóp zwrotu wypracowały jeszcze tylko spółki z branży chemicznej (0,38%). Największe spadki doświadczyły spółki z branży przetwórców drewna, dla których mediana wyniosła minus 12%, za co odpowiadają przede wszystkim spółki Pozbud T&R oraz Fabryki Mebli Forte, których akcje przeceniono w październiku odpowiednio 12,05% i 16,76%.

Lubawa, Rafako i Famur na celowniku inwestorów

Najwyższą stopę zwrotu w minionym miesiącu wypracowała dla swoich akcjonariuszy spółka Lubawa, dla której jest to już czwarte podium w pięcioletniej historii klasyfikacji Giełdowego Indeksu Produkcji. Zakłady w tej grupie wytwarzają, przetwarzają i  sprzedają na wielu rynkach świata tkaniny i dzianiny, a w szerokiej ofercie produktowej znaleźć możemy np. parasole i inne produkty reklamowe, przedsionki do przyczep kempingowych, namioty, tkaniny techniczne i dekoracyjne oraz wyposażenie dla służb mundurowych, w tym np. kamizelki kuloodporne. Kurs akcji wzrósł z 1,096 zł do 1,248 zł za akcję, co może być związane z oczekiwaną poprawą wyników grupy za Q3, które zostaną ogłoszone w listopadzie.

Miejsce drugie dla spółki Rafako, której kurs akcji wystrzelił za sprawą informacji o zawarciu listu intencyjnego przez Polimex Mostostal, Nowe Jaworzno Grupa Tauron (NJGT) i Fundusz Inwestycji Polskich Przedsiębiorstw FIZAN m.in. w sprawie możliwości utworzenia konsorcjum w celu potencjalnego nabycia poza zorganizowanym systemem obrotu akcji Rafako.

Drugie z rzędu i trzecie w tym roku podium dla spółki Famur, której akcje podrożały w październiku z 2,84 do 3,11 zł, co dało 9,68% miesięczny zwrot i trzecie miejsce w bieżącej edycji klasyfikacji GIP60. Kurs akcji na początku miesiąca zyskiwał dzięki ogłoszonej pod koniec września umowie na dostawy sprzętu na rynek indonezyjski, opiewającej na ok. 10 mln euro. Jednak najistotniejszą przyczyną wzrostu dla akcji Famuru w październiku okazała się informacja o planowanej emisji tzw. „zielonych obligacji” na łączną kwotę nominalną 400 mln zł. Środki pozyskane z emisji długu spółka planuje wydać na „bezpośrednie i pośrednie finansowanie lub refinansowanie rozwoju, zakupu, budowy i eksploatacji Zielonych Projektów”.

Produkcja ciągle rośnie, ale problemy nie ustępują

Obserwowany ogólny odpływ kapitału od polskich spółek produkcyjnych raczej należy wiązać głównie z oczekiwanym wzrostem stóp procentowych w Polsce oraz koniunkturą na rynku towarów i szerzej koniunkturą w przemyśle i jej perspektywami. Odpływ kapitału od spółek produkcyjnych w kierunku sektora bankowego zdaje się potwierdzać, że na popularności zyskuje scenariusz rosnących stóp procentowych, a więc i zysków banków, których aktywa wzbogaciły wysokomarżowe kredyty udzielone w okresie niskich stóp procentowych. Z drugiej strony od jakiegoś czasu obserwujemy słabnący impet ekspansji przemysłu, który w dobie pandemii koronawirusa skorzystał na przesunięciu popytu konsumpcyjnego z sektora usług w kierunku towarów, dzięki czemu mógł stanowić silne wsparcie dla naszej gospodarki w trudnych czasach.

Niestety globalny problem z podażą surowców to od wielu miesięcy bolączka, która dotyka także wielu polskich wytwórców, co po raz kolejny znalazło odzwierciedlenie w nastrojach panujących wśród pracowników z branży. Według badań IHS Markit PMI® kierownicy logistyki z badanych firm zaobserwowali kontynuację problemów z zaopatrzeniem, które według nich blokowało możliwość większego wzrostu produkcji i nowych zamówień, które co prawda rosły, ale w tempie znacznie mniejszym niż pozwalałby na to zaobserwowany popyt. Opinie ankietowanych o bieżącej sytuacji przełożyły się na niewielki wzrost wskaźnika PMI® z 53,4 do 53,9 pkt.

Sporym obciążeniem dla firm produkcyjnych w najbliższym czasie będą rosnące koszty energii, paliw i niektórych surowców, co nie ułatwi im pracy nad rozwiązaniem problemów zaopatrzeniowych. Z perspektywy cen akcji spółek z sektora kluczowa będzie reakcja banków centralnych na narastającą w wielu miejscach świata inflację – podaje dr Maciej Zaręba.

Magazynów buduje się najwięcej w historii – Colliers podsumowuje III kw. 2021 na rynku magazynowym

Rynek powierzchni magazynowych jest najszybciej rozwijającym się rynkiem nieruchomości komercyjnych w Polsce. Z danych Colliers wynika, że na koniec III kw. 2021r. jego zasoby osiągnęły poziom 22,6 mln mkw. Obecnie w budowie znajduje się ponad 3,6 mln mkw. powierzchni – najwięcej w historii rynku.

– Największą aktywność inwestorów na rynku magazynowym obserwujmy w Warszawie, która obejmuje niemal ¼ całkowitych zasobów magazynowych w Polsce. Najprężniej rozwijającymi się regionami są Górny Śląsk oraz Wrocław (Dolny Śląsk), gdzie w budowie pozostaje odpowiednio 600 tys. mkw. oraz 500 tys. mkw. – mówi Dominika Jędrak, Dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku, Colliers.

Wraz ze wzrostem wolumenu nowej podaży spada współczynnik pustostanów. Na koniec III kw. 2021r. osiągnął on poziom 4,9%, co oznacza spadek o 3,3 p.p. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku i o 0,7 p.p. w stosunku do I półrocza 2021 r.

Usługi kurierskie w rozkwicie

Ostatnie kwartały upływają pod znakiem znacznego rozwoju sektora e-commerce w Polsce, na którym korzystają usługi kurierskie. Dostawy na kolejny dzień roboczy stały się już standardem, natomiast coraz więcej firm wprowadza również usługę same day delivery. Potwierdzeniem tego trendu jest niedawne przejęcie przez firmę Allegro firmy kurierskiej X-press Couriers, która specjalizuje się w tego typu dostawach. W związku ze wzrostem popularności zakupów przez internet obserwuje się również wzrost zainteresowania najemców obiektami związanymi z last mile delivery.

– Aby skrócić czas dostawy, firmy z branży KEP (przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych) szukają powierzchni magazynowych, zazwyczaj nie większych niż 10 tys. mkw., zlokalizowanych blisko centrów dużych aglomeracji miejskich. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się automaty paczkowe, które stają się popularniejsze od standardowych usług kurierskich, w związku z czym liczba graczy na rynku automatów paczkowych wzrasta – mówi Antoni Szwech, Analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku, Colliers.

Duzi gracze nie zmniejszają aktywności

III kw. 2021r. upłynął również pod znakiem znaczącego rozwoju głównych, dużych graczy z sektora
e-commerce. AliExpress, platforma należąca do Alibaba Group, otworzyła pierwsze centrum logistyczne w Polsce w Panattoni Park Łódź West. Jest to największa inwestycja zrealizowana przez AliExpress w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. We wrześniu 2021r. inny z gigantów swoje centum logistyczne otworzył w Panattoni BTS Świebodzin, drugim największym obiekcie logistycznym w Polsce (ok. 200 tys. mkw.).

Nowe standardy powierzchni magazynowej

W ostatnim czasie obiekty przemysłowe i logistyczne zmieniają się pod względem konstrukcji oraz udogodnień. Coraz więcej deweloperów wprowadza nowy standard dotyczący wysokości obiektów wynoszący 12 m. Na znaczeniu zyskuje wysoki poziom automatyzacji i innowacyjnych rozwiązań technologicznych, pozwalających zwiększyć efektywność i zoptymalizować procesy. Deweloperzy coraz częściej zwracają uwagę również na rozwiązania ekologiczne w swoich nieruchomościach, dzięki czemu rynek ten staje się coraz bardziej przyjazny środowisku.

Ciągłość łańcucha dostaw priorytetem dla firm

Dalszego rozwoju rynku nieruchomości magazynowych upatruje się również w  trendzie lokowania produkcji bliżej kraju macierzystego czy regionu sprzedaży, czyli tzw. nearshoringu.

– Część zagranicznych firm, nauczonych doświadczeniem pandemii COVID-19, kiedy to część dostaw została całkowicie wstrzymana, decyduje się na lokowanie swoich zakładów produkcyjnych bliżej rynku zbytu. To duża szansa dla Polski, która wciąż postrzegana jest jako atrakcyjna lokalizacja biznesu m.in. dzięki dużemu zapleczu wykwalifikowanych pracowników – mówi Maciej Chmielewski, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych, Colliers.

NCBR, PFR i PFR Ventures razem dla zielonych technologii

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Polski Fundusz Rozwoju oraz PFR Ventures podpisały porozumienie o współpracy na rzecz rozwoju technologii proekologicznych i środowiskowych, aby wspierać transformację polskiej gospodarki w kierunku neutralności klimatycznej. To ważny krok w kierunku budowania platformy współpracy między instytucjami, które oferują wiedzę i kapitał na różnych etapach rozwoju innowacyjnego projektu.

Wspólna inicjatywa NCBR, PFR oraz PFR Ventures ma ułatwić przedsiębiorcom rozwijanie projektów, które będą miały pozytywny wpływ na klimat i pomogą w transformacji energetycznej Polski. Zarządzający firmami będą mogli liczyć na ofertę, w której kapitał jest połączony z wiedzą i doświadczeniem we wdrażaniu innowacyjnych technologii.

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju tworzy szereg inicjatyw wspierających badania nad nowymi technologiami korzystnymi dla klimatu i ochrony środowiska. Aktualnie NCBR ma w swojej ofercie programy rozwojowe dla zielonych projektów o łącznej wartości blisko 600 mln zł.

– Zaprezentowana dziś umowa służy harmonizacji działań proekologicznych podejmowanych przez sektor publiczny. Zarówno PFR, jak i PFR Ventures może pochwalić się bogatą ofertą w zakresie wspierania rozwoju zielonych technologii. W przypadku NCBR jest to 9 przedsięwzięć prowadzonych w innowacyjnej formule ukierunkowanych na opracowanie nowych rozwiązań i technologii wpierających osiągnięcie założeń Zielonego Ładu. Nasze działania zostały zauważone i docenione przez Europejską Radę ds. Innowacji. NCBR znalazło się w gronie finalistów Europejskiej Nagrody Zamówień na Innowacje. Kolejnym filarem naszej zielonej agendy jest program „Nowe technologie w zakresie energii”. Mamy ambitną ofertę wspierającą transformację energetyczną. Teraz konieczna jest synchronizacja działań i współpraca pomiędzy poszczególnymi instytucjami, które są aktywne w tym obszarze. Współdziałając stworzymy uzupełniającą się ofertę wsparcia rozwoju zielonych technologii, kluczowych dla przyszłości polskiej gospodarki – powiedział dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor NCBR.

Projekty objęte wsparciem NCBR wyróżnia duża wartość naukowa. Zawsze kryją one w sobie także potencjał biznesowy, który warto zatrzymać w kraju, aby to właśnie w Polsce powstawały nowe przedsiębiorstwa technologiczne, zaplecza naukowo-badawcze oraz miejsca pracy dla specjalistów, a w rezultacie rosła także konkurencyjność gospodarki. Z myślą o tym NCBR, PFR i PFR Ventures podpisały porozumienie, które tworzy fundament pod dalsze wspólne inicjatywy wspierające rozwój zielonych rozwiązań technologicznych.

Polski Fundusz Rozwoju od ponad dwóch lat realizuje strategię PFR Green Hub, w ramach której m.in. dokonuje inwestycji w Odnawialne Źródła Energi, zarządza funduszem dedykowanym zielonym technologiom oraz prowadzi działalność edukacyjną dedykowaną początkującym przedsiębiorcom.

– Gdy tworzyliśmy program PFR Green Hub postawiliśmy sobie dwa główne cele – pierwszy to inwestycje w instalacje OZE, które zwiększą udział zielonej energii w polskim miksie energetycznym. Drugi – to polski łańcuch wartości, czyli zaangażowanie w transformację jak największej liczby polskich firm i rodzimych technologii. Mamy w Polsce wielu utalentowanych naukowców, inżynierów i imponujące zaplecze IT, którym należy stworzyć warunki do pracy nad innowacyjnymi projektami i komplementarną ścieżkę finansowania. – mówi Bartłomiej Pawlak, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

W porozumieniu określono obszary potencjalnej współpracy. Trzy instytucje będą dążyć do budowy uzupełniającej się oferty wspierającej rozwój zielonych technologii w Polsce. W efekcie twórcy zielonych technologii znajdą partnera po stronie sektora publicznego na każdym etapie rozwoju. NCBR posiada unikalne kompetencje w obszarze wspierania prac badawczo-rozwojowych, aż do etapu wejścia nowej technologii na rynek.

Weryfikacja modelu biznesowego i pozyskanie finansowania to kluczowy moment dla każdego projektu badawczego. Istotną role w tym obszarze odgrywa PFR Ventures, które zasila kapitałem fundusze venture capital finansujące projekty o największym potencjale do szybkiego wzrostu i zdobycia rynku. W ramach PFR GreenHub FoF, publiczny inwestor planuje zainwestować blisko 200 mln PLN w 3-4 funduszy. Swój kapitał zapewnią również inwestorzy prywatni (minimum drugie tyle).

– W pierwsze fundusze planujemy zainwestować w pierwszej połowie 2022 roku. Chcemy, aby to 200 mln PLN trafiło do osób posiadających doświadczenie w finansowaniu innowacyjnych projektów na wczesnym etapie rozwoju. W Polsce brakuje funduszy, które miałyby specjalizację w tym obszarze, a spółki rozwijające nowoczesne technologie muszą na pewnym etapie szukać finansowania poza krajem. Nasza inicjatywa to zmieni. – mówi Małgorzata Walczak, Dyrektor PFR Ventures

Kompetencje NCBR, PFR i PFR Ventures wzajemnie się uzupełniają tworząc komplementarną ścieżkę wsparcia dla rozwoju zielonych rozwiązań technologicznych. W ramach porozumienia powołany zostanie zespół operacyjny, który reagując na dynamiczne zmiany w gospodarce będzie tworzył konkretne narzędzia i inicjatywy.

Software Mind spółka z Grupy Ailleron z nowym kontraktem zagranicznym w obszarze technology intelligence

Spółka Software Mind wchodząca w skład Grupy Ailleron podpisała umowę ze spółką Snow Software Ltd. z siedzibą w Bracknell w Wielkiej Brytanii. Ailleron podaje w raporcie, że Spółka zależna otrzymała pierwsze zamówienie realizacyjne w ramach umowy ramowej o współpracy. Przedmiotem zamówienia jest świadczenie przez Software Mind wyspecjalizowanych usług informatycznych i consultingowych w zakresie wytwarzania oprogramowania. Software Mind będzie uczestniczył w tworzeniu zespołów zaangażowanych w rozwój rozwiązań informatycznych Snow Software w obszarze platformy technology intelligence.

Na chwilę obecną wartość umowy w oparciu o złożone zamówienie nie przekracza 10% kapitałów własnych Spółki (na podstawie ostatniego opublikowanego Skonsolidowanego Sprawozdania finansowego za 1H2021r.). Kontrakt, w ocenie Zarządu Spółki, jest rozwojowy i zakłada sukcesywne zwiększanie zaangażowania zespołu po stronie Software Mind, dalszy rozwój współpracy o kolejne zamówienia i zespoły projektowe i tym samym wzrost generowanych przychodów.

Snow Software jest światowym liderem w dziedzinie technology intelligence, który zmienia sposób w jaki organizacje rozumieją użycie technologii i jak nią zarządzają. Platforma technology intelligence dostarczana przez Snow zapewnia kompleksowy i kontekstowy wgląd w oprogramowanie, SaaS, sprzęt i chmurę. Dzięki rozwiązaniom Snow, liderzy IT mogą skutecznie optymalizować zasoby, zwiększać wydajność i zapewniać sprawność operacyjną w świecie hybrydowym. Snow Software zatrudnia ponad 700 pracowników na całym świecie i działa w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii, Europie i Azji.

Realizacja pierwszego zamówienia obejmuje okres dwóch lat. Warunki umowy nie odbiegają od warunków powszechnie stosowanych dla tego typu umów.  Umowa jest znacząca dla Software Mind będącej spółką zależną Ailleron ze względu na potencjał rozwojowy projektu, a także doskonałą referencję dla dalszej ekspansji na rynkach eksportowych.

Software Mind to dynamiczny polski software house wchodzący w skład Grupy Ailleron, który dostarcza kompleksowe rozwiązania informatyczne dla klientów z całego świata.  Wśród nich są zarówno renomowane firmy z branży finansowej, telekomunikacyjnej i technologicznej, jak również błyskawicznie rosnące „jednorożce” z Doliny Krzemowej. Software Mind nawiązuje długoterminowe partnerstwa z klientami, pomagając im skalować dynamicznie rozwijające się biznesy. Ma bogate doświadczenie we wspieraniu cyfrowej transformacji firm na całym świecie, łącząc się z wewnętrznymi zespołami badawczo-rozwojowymi oraz pracując nad rozwojem produktów i nowymi kanałami komunikacji z końcowymi klientami. W ramach swojej strategii Software Mind skupia się na budowie wysoko skalowalnych rozwiązań chmurowych oraz automatyzacji procesów z wykorzystaniem uczenia maszynowego i elementów sztucznej inteligencji. Zakres usług pokrywa całe spektrum potrzeb klientów chcących przetransformować swoje organizacje i sposób oferowania produktów do nowoczesnych kanałów elektronicznych.

Medicover podpisał umowę przejęcia Grupy CDT Medicus

Medicover podpisał umowę nabycia Grupy CDT Medicus – czołowego prywatnego dostawcy usług medycznych na terenie legnicko-głogowskim. Dzięki tej inwestycji portfolio Medicover poszerzy się o wysokiej klasy placówki medyczne – dwa szpitale i kilkanaście poradni specjalistycznych. Finalizacja transakcji uzależniona jest od uzyskania zgody UOKiK.

Grupa CDT Medicus rozpoczęła działalność w 1992 roku i od początku jest zarządzana przez jej współzałożycieli. Obecnie Grupa składa się z sześciu spółek i obejmuje swym działaniem:

  • dwa szpitale CDT Medicus, które są jednymi z najnowocześniejszych prywatnych szpitali w województwie dolnośląskim,
  • 13 przychodni (koncentrujących się głównie na podstawowej opiece zdrowotnej),
  • trzy laboratoria diagnostyczne (w tym laboratorium histopatologiczne i cytologiczne).

Grupa CDT Medicus, będąc czołowym prywatnym podmiotem medycznym w regionie legnicko-głogowskim, zatrudnia około 1000 pracowników, w tym 330 lekarzy i 225 pielęgniarek.

Firma Medicover, który zarządza portfelem placówek szpitalnych, w tym Szpitalem Medicover, Szpitalem Damiana, Grupą Neomedic, Rehasport, Centrum Medycznym MML w Warszawie oraz siecią Dom Lekarski w Szczecinie, zostanie właścicielem Grupy CDT Medicus po spełnieniu warunków określonych w umowie i uzyskaniu zgody UOKiK. Medicover liczy na dalszy rozwój w oparciu o solidną pozycję Grupy CDT Medicus i spodziewane synergie.

Do naszych działalności, takich jak m.in. Grupa Neomedic, Dom Lekarski i Centrum Medyczne MML, dołączy grupa medyczna będąca liderem w swoim regionie. Wpłynie to na zwiększenie naszych kompetencji i pomoże nam budować pozycję w tym dynamicznie rozwijającym się obszarze Polski. Perspektywa współpracy z Grupą CDT Medicus jest ekscytująca, dlatego bardzo cieszę się na synergie między firmami. Wierzę, że otworzy to przed nami nowe możliwości – komentuje Marcin Łukasiewicz, Dyrektor Zarządzający ds. Usług Szpitalnych w Medicover.

Konsekwentnie budujemy naszą reputację dzięki szerokiej ofercie usług medycznych, jak i starannie przemyślanym decyzjom biznesowym. Firma Medicover, która cieszy się ugruntowaną pozycją na arenie międzynarodowej, podziela nasze wartości i dbałość o wysoką jakość świadczonych usług medycznych. Jesteśmy przekonani, że na tej współpracy najbardziej skorzystają nasi pacjenci – dodaje dr n. med. Artur Kwaśniewski, współzałożyciel i Prezes Zarządu CDT Medicus.

Jesteśmy przekonani, że połączenie naszych zasobów pozwoli nam rozwinąć działalność w tym atrakcyjnym, gęsto zaludnionym regionie. Naszą ambicją jest dalsze świadczenie na wysokim poziomie usług podstawowej i specjalistycznej opieki zdrowotnej w naszych centrach medycznych, stosowanie szerokiej gamy zabiegów na obu oddziałach szpitalnych i prowadzenie skutecznej diagnostyki w laboratoriach. Wspólna wizja dalszego rozwoju jest obiecująca i wierzymy, że wraz z Medicover umocnimy naszą pozycję na rynku usług medycznych – podsumowuje dr n. med. Jacek Worobiec, współzałożyciel i wiceprezes zarządu CDT Medicus.

Grupa CDT Medicus świadczy usługi m.in. w modelu komercyjnym: opłaty za świadczenie usług (fee-for-service, FFS); w ramach świadczeń ambulatoryjnych i szpitalnych finansowanych przez NFZ oraz w postaci abonamentów medycznych. Współpracuje także jako podwykonawca z najbardziej wpływowymi grupami medycznymi w Polsce.

Od 26 lat działalność Medicover Polska koncentruje się na szerokim zakresie usług od zdrowia po wellbeing. W portfolio znajdują się usługi z zakresu profilaktyki i opieki ambulatoryjnej, specjalistycznej opieki zdrowotnej, nowoczesne usługi stomatologiczne, zaawansowane procedury in vitro, a także innowacyjne rozwiązania z zakresu wellness, w tym sport i dieta. Medicover prowadzi centra medyczne, szerokoprofilowe szpitale, apteki, kliniki leczenia niepłodności, centra stomatologiczne, salony optyczne, a także posiada 70 klubów fitness i siłowni w całej Polsce. Ponadto oferuje pakiety sportowo-rekreacyjne oraz programy kafeteryjne dla klientów korporacyjnych. Medicover Polska obecny jest we wszystkich regionach Polski.

Render Cube złożył Dokument Informacyjny na GPW

Render Cube, łódzkie studio odpowiedzialne za globalny hit Medieval Dynasty, złożył wniosek o wprowadzenie akcji do obrotu na rynku NewConnect do Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Od ostatniej oferty publicznej akcji, prezentowanej na platformie CrowdConnect.pl, minęły zaledwie 3 miesiące. W procesie rejestracji emisji akcji oraz przygotowaniu Dokumentu Informacyjnego, spółkę wspierała INC S.A.

– Jesteśmy coraz bliżej debiutu na rynku NewConnect. Właśnie złożyliśmy Dokument Informacyjny do Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie i jesteśmy zadowoleni z przebiegu procesu upublicznienia, w którym wspiera nas Grupa INC. Obecność na giełdzie zwiększy rozpoznawalność i wiarygodność naszego studia, a inwestorzy poprzez naszą spółkę będą mogli partycypować w globalnym sukcesie jakim okazała się gra Medieval Dynasty. Obecnie koncentrujemy się na jej dalszym rozwoju zgodnie z ogłoszoną road mapą w tym przygotowaniu wersji konsolowej. Sprzedaż tytułu w okresie early access oraz po premierze pełnej wersji, potwierdza jej status long-sellera – komentuje Damian Szymański, prezes zarządu Render Cube.

Po zakończonej sukcesem ofercie publicznej akcji, skierowanej do inwestorów, którzy obejmowali lub nabywali akcje o łącznej wartości nie niższej niż 100 tys. EUR, w dniu 19 lipca br. Spółka rozpoczęła drugą ofertę publiczną, skierowaną głównie do inwestorów detalicznych i prezentowaną na platformie CrowdConnect.pl. Cena akcji w obu ofertach została ustalona na takim samym poziomie i wyniosła 150,00 zł. Łącznie z emisji nowych akcji Spółka pozyskała 9,7 mln zł, a całkowita wartość obu ofert publicznych wyniosła 16,8 mln zł. Środki z emisji  nowych akcji zostaną przeznaczone na rozbudowę studia animacji i muzyki, zatrudnienie dodatkowych programistów z doświadczeniem w pracach nad grami wieloosobowymi oraz na powiększenie zespołu, który będzie rozwijał grę Medieval Dynasty. W obu ofertach publicznych Render Cube, firmą inwestycyjną świadczącą usługę oferowania akcji był Dom Maklerski INC S.A.

– Sukces ofert publicznych akcji Render Cube i udana premiera pełnej wersji tytułu Medieval Dynasty potwierdzają, że branża gamedev jest cały czas interesująca dla szerokiego grona inwestorów. Firma posiada w swoim portfolio globalny hit, który będzie monetyzować na kolejnych platformach, a pozyskane z emisji środki przeznaczy na dynamiczny rozwój studia – komentuje Sebastian Huczek, wiceprezes zarządu Domu Maklerskiego INC S.A.

Medieval Dynasty to gra, która po 12-miesięcznej obecności w trybie early access, 23 września br. osiągnęła status pełnej wersji, dostępnej szeroko nie tylko na platformie Steam, ale również na Epic, GOG i w Microsoft Store. Zebrana dotąd ilość komentarzy wynosi blisko 21 tys. i utrzymuje się na wysokim, 90% poziomie ocen pozytywnych. Wishlista produkcji przekracza już 1 mln zapisów, a gra rozeszła się dotąd w ponad 750 tys. egzemplarzy, przy maksymalnych promocjach sięgających dwudziestu procent.

17 czerwca br. Medieval Dynasty została udostępniona w ramach usługi Microsoft Xbox Game Pass For PC. Ogłoszenie nastąpiło podczas wydarzenia Xbox Games Showcase, gdzie materiał wideo z gry został zaprezentowany na jednym nagraniu obok takich tytułów jak Among Us, Hades czy S.T.A.L.K.E.R. 2.

Łódzkie studio pracuje już nad edycją konsolową gry, a sam tytuł od początku produkcji był projektowany pod obsługę pada, co ułatwi cały proces. Premiera planowana jest w 2022 roku. W przygotowaniu jest również wersja na gogle VR w ramach umowy ze Spectral Games S.A.

W zeszłym roku Render Cube osiągnął 7,5 mln zł przychodu, a zysk netto wyniósł blisko 6 mln zł. W I kw. 2021 r. Spółka zanotowała 1,7 mln zł przychodu i 1,2 mln zł zysku netto, w II kw. było to odpowiednio 1,7 mln zł oraz 1,1 mln zł.

Niejasna komunikacja Banku Anglii

Wczorajszy komunikat BoE o niepodnoszeniu stóp procentowych powoduje, że przyszłe komentarze urzędników brytyjskich mogą nie być postrzegane jako wiarygodne i mogą być traktowane jedynie jako szum. Funt uległ mocnej przecenie, ponieważ oczekiwania rynkowe były nastawione na wzrost kosztu pieniądza. Dziś poznamy ważne dane dla dolara: NFP. Konsensus rynkowy zakłada dalszą poprawę.

Oczekiwania na Wyspach dotyczące podwyżki stóp na listopadowym posiedzeniu były podsycane przez prezesa Baileya. Komentarze szefa BoE z reguły mają istotny wpływ na rynek OIS (na którym handluje się swapami na przyszłą stopę procentową). Nie inaczej było i tym razem. Oczywiście może się zdarzyć, że rynek źle zinterpretuje komentarze. To czasem się zdarza. Zaskoczenia decyzjami banków centralnych są nadal czymś co raz na jakiś czas występuje. BoE jednak wczorajszą decyzją spowodował, że wzrosła niepewność co do dalszych działań, mimo że prezes wskazał na wysokie prawdopodobieństwo podwyżek w kolejnych miesiącach. Grudniowy ruch raczej pewny. Gdyby jednak do niego nie doszło, zaufanie do Banku zostanie mocno nadszarpnięte.

Po dość słabym raporcie z amerykańskiego rynku pracy miesiąc temu, rynek oczekuje aktualnie lepszych cyfr. Konsensus Bloomberg-a zakłada 450 tys. nowych miejsc pracy. Oczekiwany jest również spadek stopy bezrobocia do 4,7 proc. Niepokojący jest wzrost wskaźnika kosztów zatrudnienia. Indeks ECI w III kwartale wyniósł 3,7 proc. – to najwyższy wynik od 2004 roku. To potwierdza napędzającą się spiralę cenowo – płacową. Po ostatniej konferencji Powella wynika, że nadal bardzo istotna jest kondycja rynku pracy. Wciąż jednak nie mamy statusu „maksymalnego zatrudnienia”. Dlatego też dzisiejszy odczyt będzie istotny dla dolara. W środę widzieliśmy ruch osłabiający, ale w czwartek wróciliśmy do aprecjacji zielonego. Lepsze cyfry, które poznamy wyjątkowo o 13:30 (zmiana czasu w Polsce), powinny przełożyć się na aprecjację USD, choć potencjał do umocnienia w krótkim terminie został już mocno wyczerpany.

W naszym regionie stopy sukcesywnie rosną. Na kolejny ruch zdecydował się wczoraj Bank Czech. Podwyżka wyniosła aż 125 bps, podczas gdy rynek zakładał ruch jedynie o 75 bps. Oczekiwania mocniejszej normalizacji wzrosły gwałtownie po tym jak wrześniowa inflacja zaskoczyła skokiem do 4,9 proc. co skłoniło szefa Banku Jiriego Rusnoka do niewykluczenia większego ruchu niż 25 bps w listopadzie aby stawić czoło spirali cen płac. Wicegubernator Tomas Nidetzky powiedział pod koniec października, że nie będzie to standardowa podwyżka o 25 bps dodając także, że oczekuje on debaty na temat tego, czy kolejny ruch powinien być na poziomie 50 czy 75 bps. Tą decyzją CNB osiągnęło poziom stóp procentowych w przedziale 2,75 – 3 proc. który uważa za neutralny. Moim zdaniem możliwy jest jeszcze jeden ruch do 3 proc. i wówczas może nastąpić pauza w kolejnych decyzjach.

Złoty cały czas znajduje się poniżej 4,60, jednak silniejsza aprecjacją nie następuję. Złoty pozostaje w zawieszeniu, ponieważ NBP pozostawiło opinię publiczną z informacją, że nie wiadomo czy nadal będą stopy w Polsce rosły. Start cyklu nie został potwierdzony ale również prof. Glapiński nie zanegował takiego scenariusza. Brak jasnej komunikacji powoduje, że na EUR/PLN aktualnie brak większego zdecydowania co do kierunku. Nadal jednak oczekujemy, że złoty na koniec roku będzie silniejszy.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Kluczowy klient Proglas SA planuje zwiększyć poziom zamówień o 50 proc.

Proglas SA, spółka specjalizująca się w produkcji luster i szkła płaskiego głównie dla branży automotive, ale również dla budowlanej oraz meblarskiej, otrzymała od jednego z kluczowych klientów informacje o planowanym zwiększeniu poziomu zamówień o 50 proc. do roku 2025. Obecnie trwa pierwsza transza oferty publicznej akcji serii D Proglas, a już 9 listopada br. spółka rozpocznie przyjmowanie zapisów w drugiej transzy prezentowanej na platformie CrowdConnect.pl, skierowanej do wszystkich inwestorów.

 Już teraz mamy informacje o zwiększeniu poziomu zamówień przez naszych klientów na kolejny rok. Jest duże prawdopodobieństwo, że 2022 r. może być jednym z najlepszych w naszej historii pod względem wysokości przychodów. Dodatkowo otrzymaliśmy informacje, że zwiększenie zamówień będzie długoterminowe. Daje nam to pewność w działaniu i bezpieczeństwo w planowaniu dalszego rozwoju Spółki. Najbliższe lata będą kluczowe w rozwoju Proglas. Pozyskanie kapitału na akwizycje pomoże umocnić naszą pozycję na rynku, a zwiększanie poziomu zamówień przez naszych klientów świadczy o dużym zaufaniu do nas jako dostawcy. – mówi Robert Tkacz, Prezes Zarządu Proglas SA.

Biznes Proglas SA jest oparty o zamówienia klientów głównie z Niemiec. Dodatkowo dzięki zaplanowanym akwizycjom Spółka zwiększy ilość swoich zakładów, a tym samym portfolio produktowe zostanie poszerzone. Efekt skali zamówień u poddostawców pozwala spółce osiągać dużo wyższe marże niż u bezpośrednich producentów.

Po trzech kwartałach bieżącego roku Spółka wypracowała już 3,17 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza 44 proc. wzrost w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego (w całym 2020 r. Proglas SA osiągnął 3,02 mln zł przychodów). Wynik po trzech kwartałach br. przełożył się na 586 tys. zł zysku netto. Zgodnie z opublikowanymi prognozami Spółka przewiduje zamknąć obecny rok z 3,80 mln zł przychodów i 686 tys. zysku. Natomiast w przyszłym roku Proglas chce wypracować 4,10 mln zł przychodów, co przełoży się na 739 tys. zł zysku.

Obecnie trwa pierwsza transza oferty publicznej akcji Proglas SA, skierowana do dużych inwestorów. Natomiast już we wtorek 9 listopada br rozpocznie się transza prezentowana na CrowdConnect.pl , która będzie skierowana do wszystkich zainteresowanych inwestorów. Cena emisyjna została ustalona na poziomie 9 zł w każdej z transz. Szczegółowe warunki oferty publicznej akcji serii D zostały zaprezentowane na platformie CrowdConnect.pl oraz stronie internetowej Spółki poprzez publikację stosownego dokumentu ofertowego. W ramach oferty publicznej Proglas SA chce pozyskać do 2 mln zł.