Czego oczekują przedsiębiorcy od lokaty?

Lokata bankowa to bezpieczna, prosta i ceniona forma oszczędzania pieniędzy przez firmy. Powierzanie pieniędzy bankom jest powszechnym zjawiskiem na dojrzałym gospodarczo rynku. Według danych Narodowego Banku Polskiego, w 2017 roku polscy przedsiębiorcy trzymali na lokatach ponad 275 miliardów złotych.

Lokata bankowa jest świetnym sposobem na oszczędzanie pieniędzy, które można z czasem przeznaczyć na rozwój swojego biznesu czy inwestycje. Jak jednak poruszać się w gąszczu ofert, które proponują banki? Jedną z najszybszych i popularnych metod jest korzystanie z internetowych porównywarek finansowych.

Jest wiele sposobów na to, aby wyrobić sobie opinię o bieżących ofertach lokat na rynku. W Polsce wciąż intensywnie rozwijają się serwisy online, gdzie po określeniu wymagań dotyczących danego produktu finansowego, użytkownik otrzymuje zestawienie aktualnych ofert banków uszeregowane według wybranego parametru. Przeglądarki pokazują jak na dłoni kluczowe warunki, które mogą być istotne dla przedsiębiorcy. Co innego jednak będzie się liczyło dla osoby prowadzącej jednoosobową działalność gospodarczą, która dopiero rozwija swój biznes, a co innego dla dużej czy średniej firmy, która szuka możliwości ulokowania sporej sumy pieniędzy na atrakcyjnych warunkach.

Czego oczekują przedsiębiorcy od lokaty?

Na rynku jest mnóstwo ofert zachęcających do długoterminowego lokowania pieniędzy w bankach. Niewiele instytucji jednak zapewnia swoim klientom swobodę, obwarowując lokaty dodatkowymi kryteriami.

Z naszych obserwacji wynika, że firmy chcą mieć dostęp do lokat łatwych w obsłudze, a przy tym zapewniających stabilny, bezpieczny zysk. Takie oferty powinny być dostępne i opłacalne również przy minimalnym kapitale oraz gwarantować szybkie i łatwe wycofanie środków, możliwie bez utraty choć części zarobionych dotychczas odsetek. – wyjaśnia Paweł Trzeciak, kierownik Działu Analiz i Rozwoju Volkswagen Bank GmbH Sp. z .o.o. Oddział w Polsce. – Przedsiębiorcy cenią swoje pieniądze, ale i czas. Nie potrzebują półśrodków, takich jak zbyt rzadka kapitalizacja odsetek, utrata całości zysku przy wcześniejszym rozwiązaniu umowy czy górna granica wpłaty określona na poziomie niepozwalającym na zainwestowanie dużych kwot. – opisuje Paweł Trzeciak.

Pewny zysk na lokacie

Porównywarki finansowe „tworząc” rankingi ofert biorą pod uwagę szereg kryteriów. Dla wszystkich klientów kluczowym parametrem, który liczy się przy lokowaniu pieniędzy w banku, jest z pewnością oprocentowanie. Od tego w końcu zależy ile „wypracują” na lokacie środki firmy w danym czasie. Jednak oprocentowanie to nie jedyna istotna kwestia.

Nasza lokata Max Biznes na Nowe Środki oprocentowana jest na 2,5% w skali roku, ale  istotny jest także fakt, że odsetki od lokaty naliczane są kwartalnie. Co to oznacza dla przedsiębiorcy? Stały i pewny zysk, który nie zawsze mogą uzyskać w bankach oferujących kapitalizację odsetek w rzadszych odstępach czasu. Otrzymane odsetki można reinwestować i skorzystać z efektu „procentu składanego”, co pozwala nawet na wyższy zwrot na kapitale niż gwarantowane 2,5% w skali roku – podkreśla Paweł Trzeciak.

W porównywarkach nie ujmuje się siłą rzeczy niektórych kryteriów opisowych, które mogą być istotne dla przedsiębiorców. Chodzi na przykład o podejście banku w sytuacji, gdy klient chce zamknąć lokatę przed czasem.

Wiele banków przy wcześniejszym zerwaniu lokaty zeruje naliczone odsetki za cały okres trwania lokaty. W Max Biznes na Nowe Środki w razie zerwania umowy bank wypłaca pełne odsetki za zakończone kwartały oraz połowę należnych odsetek za rozpoczęty kwartał. Przedsiębiorcy powinni zwracać uwagę na takie zapisy, zwłaszcza jeśli szukają dla siebie elastycznych form oszczędzania – wskazuje ekspert Volkswagen Bank.

Istotne kryteria dla różnej wielkości firm

Małe, jednoosobowe działalności gospodarcze zwracają też z pewnością uwagę na minimalną kwotę kapitału, jaki można ulokować w banku.

W lokacie Max Biznes na Nowe Środki wymagany wkład kapitału w wysokości 1000 zł to bardzo niski próg „wejścia”. Oznacza to, że nawet firma niedysponująca dużą kwotą czy osoby rozwijające mały biznes mogą otworzyć lokatę i rozpocząć w ten sposób swoją przygodę z inwestowaniem – proponuje Paweł Trzeciak.

Kolejnym elementem, który serwisy porównywarkowe zwykle analizują, oprócz minimalnej ilości kapitału, jest górna granica kwoty, jaką można wpłacić na lokatę. Jej wartość może być istotna dla dużych i średnich firm zainteresowanych atrakcyjnymi formami bezpiecznego inwestowania.

Najczęściej limity są określane na kilkadziesiąt tysięcy do 2 milionów złotych. Niewiele instytucji decyduje się na zaoferowanie klientom biznesowym tak dużej swobody, jak brak limitu wpłacanych środków. Lokata Max Biznes na Nowe Środki nie ma takich ograniczeń i jest dla przedsiębiorstw świetną okazją na zainwestowanie dużego kapitału. – podsumowuje Paweł Trzeciak, kierownik Działu Analiz i Rozwoju Volkswagen Bank GmbH Sp. z .o.o. Oddział w Polsce.

Lokaty bankowe to produkty uznawane za bezpieczne i pewne narzędzie pomnażania środków. Dla wielu firm to pierwszy krok do oszczędzania, dobry sposób na wzmocnienie rozwoju firmy, ale przede wszystkim – stabilna inwestycja. Porównywarki internetowe mogą się okazać bardzo pomocne przy poszukiwaniu najbardziej opłacalnych wśród dostępnych na rynku lokat.

Ekspresowy wzrost Synerise. Firma potraja liczbę klientów oraz pracowników

Spółka Synerise, tworząca biznesowe rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji, notuje rekordowy rok. W 11 miesięcy osiągnęła trzykrotny wzrost liczby klientów, pozyskując 100 nowych firm codziennie korzystających z platformy. Nie mniej ważny jest rozwój kadry z 50 osób w połowie 2017 roku do 150 na koniec listopada 2018. Synerise rozwija się na wielu rynkach zagranicznych i do końca 2019 roku wyda ponad 35 mln PLN na rozwój i rozszerzenie portfolio w obszarach związanych ze sztuczną inteligencją.

Synerise prowadzi działalność w obszarach Business Intelligence, Big Data oraz sztucznej inteligencji, dostarczając narzędzi pozwalających lepiej wykorzystać dane w rozwoju biznesu. Platforma umożliwia m.in. kompleksowe monitorowanie wszystkich interakcji z klientami i zaawansowaną analitykę, dzięki czemu można zarządzać sprzedażą, optymalizować ceny i marże czy analizować dane dotyczące generowania szans sprzedażowych i późniejszej retencji klientów.

Jarosław Królewski, CEO Synerise
Jarosław Królewski, CEO Synerise

Ernst & Young zakwalifikował Synerise do grona 30 najszybciej rozwijających się spółek świata w swoim programie EY Accelerating Entrepreneurs 2018. Polska spółka technologiczna pozyskała w 2018 roku ponad 100 klientów korporacyjnych oraz zatrudniła więcej niż 100 pracowników. Została także wybrana spośród 26 tysięcy kandydatur do nagrody Microsoft dla jednego z trzech najlepszych globalnych rozwiązań dla branży retail. Otrzymała również tytuł Partnera Roku tej firmy. CEO Synerise, Jarosław Królewski, jest nominowany do tytułu Przedsiębiorcy Roku EY 2018.

Synerise kieruje swoje rozwiązania do liderów branżowych gotowych na wyzwania i cyfrową transformację. Wśród aktywnych klientów spółki znajdują się m.in. Orange, Carrefour, Żabka, Raiffeisen Bank, Oriflame, Škoda Auto czy KRUK.

Celem Synerise jest stać się firmą globalną, dumną z tego, że pochodzi z Polski. Przede wszystkim nie wstydzimy się naszych technologii i walczymy z gigantami, takimi jak Oracle, IBM, SAPSalesForce czy Adobe. Wygrywamy z nimi m.in. bardzo krótkim czasem, w jakim jesteśmy w stanie dostarczyć klientom realnej wartości biznesowej, co znosi największą barierę inwestowania w duże projekty IT. Zaufali nam światowi liderzy branży handlowej i ecommerce, motoryzacyjnej, finansowej, telekomunikacyjnej czy ubezpieczeniowej, nie bojący się innowacji i wyzwań. Dziękujemy za to zaufanie szczególnie w fazie rozruchu tej szybkiej i potężnej maszyny, jaką jest platforma Synerise – mówi Eugeniusz Licznarowski, CBDO Synerise.

Firma operuje z dwóch biur w Krakowie i Warszawie oraz z otwartych także w 2018 roku placówek w USA i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Rozbudowuje sieć partnerów biznesowych oraz zdobywa klientów na nowych rynkach zagranicznych. Wśród kierunków ekspansji znajdują się obie Ameryki, kraje Bliskiego Wschodu oraz kraje z regionu APAC, tzw. “tygrysy azjatyckie”, m.in. Malezja i Singapur. W globalnej ekpansji Synerise pomaga nieustanny rozwój programu partnerskiego. Na dzień dzisiejszy firma strategicznie współpracuje z firmami, takimi jak EY, Microsoft, Bain & Company czy Integrated Solutions, jednocześnie prowadząc rekrutacje partneróww wielu krajach.

Jednym z kluczowych i strategicznych kierunków rozwoju Synerise na lata 2019-2020 jest inwestycja i poszerzanie kompetencji w zakresie systemów inteligentnych, ze szczególnym naciskiem na praktyczne implementacje opracowywanych rozwiązań. Firma rozwija unikalne i ambitne za skalę światową rozwiązania do przetwarzania dużej ilości danych, w tym własny silnik baz danych (in-memory), który pozwala konkurować w zakresie szybkości i optymalizacji przechowywania danych z największymi potentatami chmury na świecie. Do końca 2019 roku Synerise przeznaczy na działania R&D 35 milionów złotych.

Misją Synerise jest przełamywanie konwencji i wieczne kwestionowanie status quo obecnych rozwiązań w zakresie innowacji w Big Data i AI. Chcemy demokratyzować rozwiązania sztucznej inteligencji, dostępne jeszcze niedawno tylko dla największych. W naszych żyłach płynie krew odkrywców i ludzi, którzy chcą robić rzeczy nieprzeciętne i być zawsze kilka kroków przed rynkiem. Inwestujemy w najlepszych ludzi i wartość intelektualną. Budujemy firmę w oparciu o kompetencje i wierzę, że tylko taka strategia pozwala w dzisiejszym świecie skalować się znacznie szybciej od konkurencji. W naszych systemach przetwarzamy już transakcje o wartości niemal 5% polskiego PKB – mówi Jarosław Królewski, CEO Synerise.

Kartony pocztowe – bezpieczne opakowania dla e-commerce

W dobie rosnącej roli zakupów przez Internet, trudno wyobrazić sobie handel bez kartonów pocztowych, umożliwiających wysyłkę produktów. Wysyłając towar do klienta, chcesz mieć pewność, że trafi do nadawcy w dobrym stanie. Sprawdź, jakich kartonów pocztowych potrzebujesz, i wybierz dostawcę, który je oferuje.

Innowacyjne kartony pocztowe

Nowoczesne, wysokiej jakości kartony są bardzo proste w montażu i mają bezpieczne zamknięcia na zakładki, przez co nie wymagają taśmy ani klejenia. Wykonane są z tektury falistej 3- lub 5-warstwowej, pokrytej brązowym albo białym papierem kraftowym. Dostępne są nie tylko bardzo zróżnicowane rozmiary, ale też specjalne wersje opakowań. Na przykład, dodatkowo wzmocnione, sztywniejsze kartony pocztowe zamykane za pomocą solidnych zakładek zachodzących na boki, przydatne przy wysyłce szczególnie delikatnych przedmiotów. Ciekawą propozycją są też opakowania z folią stabilizującą. Wewnętrzna wkładka z tektury falistej pokryta jest elastyczną folią PE, która dopasowują się do kształtu produktu, a przez to całkowicie go unieruchamia i zabezpiecza przed wstrząsami.

Płaskie kartony pocztowe

Płaskie kartony pocztowe to rozwiązanie przydatne przy wysyłce wielu płaskich przedmiotów, które muszą zachować kształt, takich jak fotografie, ramki, artykuły papiernicze, tablety czy płyty winylowe. Można wyróżnić trzy główne rodzaje takich opakowań. Po pierwsze, płaskie wersje klasycznych kartonów. Po drugie pudełka uniwersalne typu owijka, które składa się już po włożeniu towaru, co daje gwarancję, że nie pognie się on podczas wkładania. Wreszcie, znajdziemy też specjalne opakowania do wysyłki bardzo płaskich artykułów papierniczych, takich jak kalendarze, plakaty czy broszury. Przypominają w kształcie koperty, a wysyłane przedmioty wkłada się od góry. Opakowania takie wykonane są z cienkiej, lecz wytrzymałej mikrofali (najcieńszego rodzaju tektury falistej o gęstym falowaniu), mają często rozszerzane boki i powinny posiadać łatwe i bezpieczne zamknięcie.

Opakowania na książki i płyty

Kluczowe cechy kartonów na książki to ochrona rogów oraz możliwość dopasowania wysokości opakowania do grubości pakowanej książki tak, żeby książka nie przesuwała się wewnątrz podczas transportu, tylko była nieruchoma względem opakowania. Służy do tego podziałka z regulowaną wysokością, pomagająca we właściwym montażu pudełka, a także wewnętrzne klapki, przylegające do pakowanego przedmiotu. Podobnie jak w przypadku kartonów na książki, opakowania na płyty mają regulowaną wysokość, przez co pozwalają na zapakowanie na przykład od 1 do 4 płyt CD lub DVD. Wykonane są z mikrofali wykończonej papierem pakowym, dzięki czemu są lekkie i jednocześnie gwarantują dobrą ochronę multimediów podczas transportu. Wygodę zwiększa pasek samoprzylepny – do zamknięcia opakowania nie potrzeba taśmy.

Wybierz dobrego dostawcę kartonów pocztowych

Wybierając dostawcę kartonów pocztowych warto oprócz ceny zwrócić uwagę na innowacyjność opakowań i ich zróżnicowanie. Właściwy dobór kartonu to nie tylko gwarancja bezpieczeństwa przesyłki, ale także oszczędność czasu i wysiłku zużytego na pakowanie towaru. Liderzy na rynku oferują szeroki wybór opakowań wysyłkowych, a także pomagają wybrać to odpowiednie – wystarczy, że znasz wymiary produktu (sprawdź na przykład: https://www.rajapack.pl/kartony-pudelka-opakowania-kartonowe/kartony-pocztowe- opakowania-wysylkowe_C1140.html).

Sprzedaż detaliczna lepsza od oczekiwań. Włoski budżet na 2019

Sprzedaż detaliczna to kolejne lepsze od oczekiwań dane z Polski w tym tygodniu. Komisja Europejska zaostrza konflikt z Włochami wokół budżetu na 2019 rok. Trump naciska na producentów ropy.

Kolejne dobre dane z Polski

Nie tylko produkcja przemysłowa ale również sprzedaż detaliczna po ostatnim tąpnięciu wraca na dawne tory. Wzrost w skali roku wynosi już 9,7% i jest o 1,6% wyższy od oczekiwań analityków. To kolejne dobre dane, które w ostatnim czasie nadeszły z Polski. Niestety dla nas złotówka jest silnie powiązana z euro. Dlaczego to takie ważne? Ostatnie napięcia na linii Komisja Europejska – Włochy powodują, że skłonność do ryzyka wśród inwestorów gwałtownie spada. To przekłada się na mniejszą chęć do inwestycji w naszym rejonie.

Co się dzieje we Włoszech?

Zdaniem Komisji Europejskiej Włochy nie spełniają unijnego kryterium długu. Co to oznacza? Stwierdzenie to jest kolejnym krokiem do ukarania Rzymu wprowadzając procedurę nadmiernego deficytu. W jej rezultacie rząd będzie zmuszony mniej rozrzutnie podchodzić do budżetowania na kolejne lata w tym prawdopodobnie znowelizować problematyczny budżet na 2019 rok. Premier Włoch z kolei dalej podtrzymuje zasadność założeń budżetowych i liczy na konstruktywny dialog. Komisja Europejska nie jest jednak zainteresowana powtórką z Grecji na znacznie większą skalę. Tym właśnie może się skończyć sytuacja Włoch jeżeli pójdą tą drogą a gospodarka spowolni. Jaki wpływ ma ta sytuacja na rynki walutowe? Słabe Włochy to słabe euro. W rezultacie wspólna europejska waluta utrzymuje się na niskich poziomach względem zarówno dolara jak i franka.

Trump naciska na dalsze obniżki cen ropy

Donald Trump dziękował Saudyjczykom za obniżenie cen ropy. Nie mają oczywiście oni takiej władzy nad notowaniami, ale przez gwałtowne podniesienie produkcji nadmiar surowca na rynku spowodował spadki cen. Co więcej w oficjalnych wypowiedziach Trump naciska na dalsze wzrosty produkcji co jest sprzeczne z ostatnimi wypowiedziami OPEC.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – Unia Europejska – protokół z posiedzenia EBC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kurs funta gwałtownie w górę po informacjach ws. Brexitu

Brytyjska waluta w końcu odrabia straty po ostatnim spadku. Pozytywnie wpływają na nią informacje płynące z Unii Europejskiej.

Kluczowym wydarzeniem pierwszej połowy czwartku jest informacja o zakończeniu negocjacji między Wielką Brytanią a Unią Europejską ws. wstępnej umowy dotyczącej Brexitu, którą w niedzielę mają zaakceptować pozostałe państwa członkowskie UE. Zgodnie z doniesieniami, porozumienie stawia nacisk na kwestię pogłębionej unii celnej, możliwość wdrożenia „rozwiązań technologicznych”, które miałyby pozwolić na uniknięcie „twardej granicy” z Irlandią oraz wydłużenie okresu przejściowego do „jednego lub dwóch lat”. Wszystkie informacje są pozytywne dla funta brytyjskiego, który w ich bezpośrednim następstwie zyskał ponad 0,5% w relacji do złotego.

Polski złoty zakończył środę umocnieniem w relacji do głównych walut. Złotemu mogło pomóc umocnienie euro oraz poprawa sentymentu do aktywów ryzykownych widoczna we wzrostach na rynkach akcji. W ujęciu ogólnym zmienność na rynku walutowym – tak na głównych parach, jak i parach ze złotym – była jednak wyjątkowo niewielka. Z uwagi na Święto Dziękczynienia w USA, w najbliższym czasie zmienność na rynkach powinna pozostawać niższa niż zazwyczaj. Oczywiście będzie tak przy założeniu, że nie będzie więcej niespodzianek – jeśli otrzymalibyśmy kolejne równie istotne informacje, jak te płynące z Wielkiej Brytanii, z uwagi na niższą płynność, ruchy na rynkach finansowych mogłyby być istotnie większe.

W kontekście polskiego złotego warto wspomnieć również o ostatnich, bardzo dobrych danych z kraju. Dziś na wyraźny plus zaskoczyła dynamika sprzedaży detalicznej w październiku, co sugeruje, że gospodarka z przytupem weszła w ostatni kwartał roku. Czwartek nie przyniesie żadnych innych, istotnych danych gospodarczych, tak z kraju, jak i świata, niemniej wśród informacji z Polski warto zwrócić uwagę na „minutki” z ostatniego spotkania Rady Polityki Pieniężnej.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,30-4,31. Euro charakteryzowało się wczoraj siłą i odrabiało ostatnie straty.

Dziś inwestorzy będą wyczekiwali na publikację „minutek” z ostatniego spotkania EBC. Szczególnie istotne będą informacje o tym, jak członkowie banku centralnego zapatrują się na kwestię ostatniego spowolnienia aktywności gospodarczej w krajach wspólnego bloku w kontekście oczekiwanej normalizacji polityki pieniężnej w strefie euro.

GBP

Kurs GBP/PLN w środę spadł o 0,4%, wahając się w widełkach 4,82-4,85. Dzisiejsze umocnienie brytyjskiej waluty nadeszło w odpowiednim momencie – funt w ostatnim czasie raczej cierpiał ze względu na informacje związane z Brexitem. Jeszcze wczoraj walucie nie sprzyjały informacje o tym, że spotkanie premier May-Juncker wprawdzie zakończyło się „postępem”, jednak niewystarczającym, aby rozmowy nie musiały być kontynuowane.

USD

Kurs USD/PLN w środę spadł o 0,4%, wahając się w widełkach 3,76-3,79. Amerykańska waluta charakteryzowała się wczoraj względną słabością. Dolarowi nie sprzyjała siła euro, nie pomagały również słabe dane makroekonomiczne.

Co tyczy się tych ostatnich, odczyty zawiodły niemal na całej linii, jednak z uwagi na swoją ograniczoną istotność miały dość niewielki wpływ na dolara. Dynamika zamówień środków trwałych w październiku była znacząco niższa od oczekiwań. W ujęciu miesięcznym zamówienia spadły o 4,4%, czyli dwukrotnie mocniej niż zakładał konsensus ekonomistów. Istotnie rozczarował również wskaźnik bazowy. Cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych również rozczarowały. Liczba bezrobotnych była wyższa od prognoz o 10 tys., co jest zauważalnym rozstrzałem. Niewykluczone, że po dość długim okresie systematycznej poprawy wskaźników, rynek pracy w USA zbliżył się do „ściany” i dalsze spadki będą bardzo trudne.

Indeksy nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan zostały zrewidowane w dół, jednak nie powinno to budzić większych obaw uwzględniając fakt, iż zrewidowane odczyty znajdują się blisko okolicy oczekiwań względem wstępnych szacunków. Indeksy cały czas znajdują się na wysokich poziomach i sugerują utrzymanie dobrej koniunktury w konsumpcji. Pozytywnie wczoraj zaskoczył rynek nieruchomości – w październiku po pół roku spadków nieco mocniej od oczekiwań wzrosła sprzedaż istniejących domów.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:30 – publikacja “minutek” z ostatniego spotkania EBC
  • 14:00 – publikacja “minutek” z ostatniego spotkania RPP
  • 18:00 – przemawia Yves Mersch z EBC
  • 21:55 – przemawia Michael Saunders z brytyjskiego MPC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Wolfs Technology Fund S.A. po III kw. 2018

Wolfs Technology Fund S.A. (dawniej Graphic S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się obrotem i zarządzaniem nieruchomościami oraz prowadzeniem projektów inwestycyjnych, wypracowała 101 tys. zł zysku netto w 3 kw. 2018 r., a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły 172 tys. zł. Spółka zmieni nazwę na Wolfs Development S.A., co ma jej pozwolić na umacnianie pozycji rynkowej w branży nieruchomości.

Po trzech kwartałach 2018 r. zysk netto Emitenta sięgnął 181 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 438 tys. zł. W analogicznym okresie 2017 r. Wolfs Technology Fund S.A. zanotowała stratę netto w wysokości 163 tys. zł, a jej przychody netto wynosiły prawie 590 tys. zł. Istotne zwiększenie rentowności przez Spółkę jest rezultatem przeprowadzonych działań restrukturyzacyjnych oraz zmiany profilu działalności i koncentracji na segmencie nieruchomości. Emitent wypracowuje przychody m.in. z tytułu najmu powierzchni biurowych i lokali mieszkalnych w posiadanych nieruchomościach oraz z realizacji umów w zakresie zarządzania nieruchomościami i doradztwa na rzecz podmiotów zewnętrznych. Zarząd Wolfs Technology Fund S.A. bardzo dobrze ocenia osiągane wyniki finansowe i ma zamiar utrzymać pozytywny trend wzrostu rentowności.

„Wyniki finansowe są zgodne z naszymi założeniami, co do trzeciego kwartału i dziś już wiemy, że na koniec roku będą jeszcze lepsze. Zrealizowaliśmy nasz plan dokładnie według wstępnych założeń oraz osiągnęliśmy zyski na poziomie, który był uwzględniony w tym planie. Daje nam to jasny sygnał, że obrana przez nas strategia jest spójna i skuteczna oraz rokuje na przyszłość stabilne przychody niezależnie od mniejszych czy większych zawirowań na rynku nieruchomości.” – podkreśla Leszek Forytta, Prezes Zarządu Spółki Wolfs Technology Fund S.A.

Spółka realizuje rozpoczęte w poprzednich kwartałach inwestycje deweloperskie na swoich nieruchomościach położonych w Gdyni. Wolfs Technology Fund S.A. w ramach dalszego rozwoju nabył również kolejne nieruchomości, na których zamierza zrealizować nowe projekty deweloperskie. We wrześniu 2018 r. Spółka dokonała zakupu nieruchomości gruntowej położonej w Gdyni przy ul. Sochaczewskiej 7 – dzielnica Mały Kack i chce zrealizować na niej deweloperską inwestycję mieszkaniową z widokiem na Gdynię o PUM wynoszącym ok. 450 m2, obejmującą 7-8 mieszkań. We wrześniu br. Emitent podpisał również dwie przedwstępne umowy nabycia nieruchomości gruntowych położonych w Gdyni, na których planuje przeprowadzić inwestycję mieszkaniową wielorodzinną usytuowaną w sąsiedztwie terenów zielonych oraz w pobliżu Obwodnicy Trójmiejskiej o PUM wynoszącym ok. 650 m2 i obejmującą 11-12 mieszkań.

Akcjonariusze Spółki podczas jej NWZA, które odbyło się w dniu 07.11.2018 r. podjęli uchwałę o zmianie nazwy na Wolfs Development S.A. Przeprowadzona zmiana została uwarunkowana koncentracją działalności biznesowej Wolfs Technology Fund S.A. na realizowaniu projektów inwestycyjnych w segmencie nieruchomości. Zarząd Spółki ocenia, że dzięki dokonaniu rebrandingu będzie mógł jeszcze efektywniej budować pozycję rynkową w branży nieruchomości oraz polepszać swój wizerunek wśród inwestorów na rynku kapitałowym.

„Cały czas dążymy do konsolidacji naszej głównej działalności z wizerunkiem Spółki wśród inwestorów, w mediach i na rynku nieruchomości. Jesteśmy konsekwentni i skuteczni w obranym kierunku, co potwierdzają nasze wyniki za ostatni kwartał. Nowa nazwa ma lepiej odzwierciedlać nasz obecny profil działalności i wspierać działania naszego zespołu marketingowego. Ma to duże znaczenie dla naszego wizerunku w branży deweloperskiej oraz wśród obecnych i potencjalnych inwestorów, a także klientów Spółki. „Wolfs Development” z całą pewnością w tym pomoże, ujednolicając ostatecznie nazwę z działalnością.” – zakończył Prezes Forytta.

Od października 2018 r. Wolfs Technology Fund S.A. została zakwalifikowana do segmentu NC Base na rynku NewConnect. Dzięki temu notowania akcji Spółki wróciły do systemu notowań ciągłych.

Badanie Mastercard: Niemal połowie MŚP terminale płatnicze pomogły rozwinąć biznes

  • Prawie połowa (49%) badanych przedsiębiorców zauważa, że liczba transakcji dokonywanych kartami przez ich klientów wzrosła w ciągu ostatniego roku
  • Taki sam odsetek ankietowanych jest zdania, że posiadanie terminala pozytywnie wpłynęło na rozwój ich biznesu
  • Wyniki badania sugerują, że koszty nie są już przeszkodą w instalacji terminala płatniczego

Mastercard zaprezentował wyniki badania „Przedsiębiorca w bezgotówkowym świecie”, które dotyczy postaw małych i średnich firm wobec przyjmowania płatności bezgotówkowych. Z badania wyłania się obraz polskiego przedsiębiorcy, który coraz częściej rozumie potrzebę posiadania terminala płatniczego i dostrzega korzyści płynące z akceptacji płatności bezgotówkowych.

Jak wskazują wyniki, polscy przedsiębiorcy rozumieją, że płatności bezgotówkowe są już powszechnym standardem, a nie tylko dodatkową opcją. 37% ankietowanych jako powód instalacji terminala w swoim przedsiębiorstwie wskazało na chęć bycia firmą nowoczesną i podążającą za aktualnymi trendami.

Niemal co piąty przedsiębiorca w badaniu Mastercard (19%) uwzględnił udostępnienie swoim klientom możliwości płacenia kartą jako część modelu biznesowego firmy, a już niemal co trzeci (31%) decyduje się instalować terminal od samego początku działalności biznesowej. Może to świadczyć o tym, że infrastruktura do przyjmowania płatności bezgotówkowych jest postrzegana jako ważny element biznesu, decydujący o sukcesie przedsiębiorstwa.

Odpowiedź na oczekiwania klientów

Coraz większa popularność płatności bezgotówkowych w Polsce wynika ze zmieniających się zachowań konsumentów. Karty płatnicze są już dla większości z nich preferowaną formą płatności, dlatego coraz częściej zmieniają swoje przyzwyczajenia i rezygnują  z gotówki. Niemal połowa (49%) ankietowanych przedsiębiorców zauważa, że w ciągu ostatniego roku liczba transakcji dokonywanych przez klientów kartą wzrosła. Dodatkowo, co trzeci ankietowany (34%) uważa, że wzrost liczby transakcji bezgotówkowych był zauważalny w czasie różnych inicjatyw rynkowych (np. kampania Warto Bezgotówkowo) bądź akcji promocyjnych banków i organizacji płatniczych.

„W swojej działalności biznesowej z początku przyjmowałam jedynie gotówkę, jednak wraz ze wzrostem liczby klientów pojawiło się większe zainteresowanie płatnościami kartą. Ich udostępnienie jest dla moich klientów sporym ułatwieniem. Zauważyłam, że ci z przymusu płacący wcześniej gotówką chętnie przerzucili się na karty, dlatego uważam, że decyzja o instalacji terminala była słuszna” – mówi Aneta Zientkiewicz, prowadząca prywatny gabinet fizjoterapeutyczny w Łodzi.

Zmieniające się postawy konsumentów i ich większa otwartość na płatności kartą znajdują swoje odzwierciedlenie w coraz większej wartości obrotu bezgotówkowego w sektorze MŚP. Dla co piątego ankietowanego w badaniu Mastercard (21%) płatności kartą stanowią 40-60% obrotów firmy w miesiącu, a u co trzeciego (33%) sięgają 21-40%.

Mali i średni przedsiębiorcy odchodzą również od narzucania minimalnej wartości zakupów, za które klient może zapłacić kartą, np. od 5 zł czy 10 zł, co jeszcze kilka lat temu zdarzało się często. Dziś zdecydowana większość (87%) respondentów nie ustala żadnych limitów na płatność bezgotówkową. Jest to wyjście naprzeciw oczekiwaniom tych klientów, którzy chcą płacić kartą również za drobne zakupy.

Wyższe przychody, niższe koszty

Przedsiębiorcy decydują się na akceptację płatności bezgotówkowych również dlatego, że przynosi im to wymierne korzyści w postaci wyższych przychodów. Dla niemal połowy (49%) posiadanie terminala płatniczego wpłynęło na rozwój biznesu, co można rozumieć jako większą liczbę klientów odwiedzających punkt handlowo-usługowy, bądź też większe sumy, jakie klienci każdorazowo wydają w danym punkcie sprzedaży.

„Popularność płatności bezgotówkowych w Polsce, a szczególnie tych zbliżeniowych, jest już na tyle duża, że mali i średni przedsiębiorcy nie mogą nie zauważać tego silnego trendu. Jak pokazują dane branżowe[1], już co czwarty z nich przyjmuje karty płatnicze. Przedsiębiorcy dostrzegają preferencje konsumentów, którzy chcą mieć wybór między kartą a gotówką. Nasze badania potwierdzają, że sprzedawców, którzy zaoferują możliwość płatności bezgotówkowych, klienci są gotowi wynagrodzić częstszymi wizytami i większymi wydanymi u nich kwotami” – mówi Kamila Kaliszyk, dyrektor ds. rozwoju rynku w polskim oddziale Mastercard Europe.

Uczestnicy badania „Przedsiębiorca w bezgotówkowym świecie” często wskazywali również na inną istotną zaletę obrotu bezgotówkowego – oszczędności (29%). Ponadto niemal 2/3 ankietowanych (65%) uważa, że ułatwia on codzienne czynności operacyjne w biznesie. Obrót bezgotówkowy nie wymaga bowiem transportu, liczenia i zabezpieczenia gotówki. Co więcej, szybsza obsługa transakcji oznacza możliwość obsłużenia większej liczby klientów w tym samym czasie.

Koszty już nie są problemem

Przedsiębiorcy, którzy do tej pory nie zdecydowali się na instalację terminala, nie robią tego m.in. z powodu kosztów. Odsetek tego typu odpowiedzi w badaniu Mastercard na poziomie zaledwie 10% sugeruje jednak, że coraz rzadziej stanowi to realny problem.

Warto pamiętać, że koszty akceptacji kart płatniczych na przestrzeni ostatnich lat znacząco się obniżyły. Dodatkowo, coraz większa liczba „ukartowionych” klientów sprawia, że inwestycja w terminal zwraca się szybciej. Rolę w zmianie postrzegania przez MŚP kosztów obrotu bezgotówkowego może odgrywać również program Fundacji Polska Bezgotówkowa, która dofinansowuje przedsiębiorcom korzystanie z terminala i koszty jego obsługi przez pierwszych 12 miesięcy użytkowania. Do tej pory dzięki działaniom Fundacji na rynku pojawiło się już ponad 80 tys. nowych terminali płatniczych. Jest to zbieżne z najnowszymi danymi Narodowego Banku Polskiego[2], według których w Polsce tylko w ciągu ostatniego roku liczba terminali płatniczych wzrosła o ponad 20%.

„Przyjmowanie płatności bezgotówkowych zdecydowanie ułatwia mi prowadzenie biznesu. Nie muszę tak często liczyć utargu i przemieszczać się z dużą ilością gotówki, co bywa stresujące. Zauważam, że klienci coraz częściej płacą kartą, chociaż zależy to też od okolicy danego sklepu. W jednej z naszych piekarni położonej w pobliżu bazarku wciąż dominują płatności gotówką, z kolei w piekarni na jednym z osiedli mieszkaniowych płatności kartą to już nawet 80% wszystkich transakcji” – mówi Małgorzata Piwońska z rodzinnej Piekarni Piwoński w podwarszawskich Łomiankach.

Nowe terminale na horyzoncie

Już dziś praktycznie wszystkie terminale płatnicze w Polsce obsługują technologię zbliżeniową. Polscy przedsiębiorcy chcą być nowocześni i nie tylko korzystają z tego typu urządzeń, ale są też zainteresowani wprowadzaniem kolejnych innowacji (22%), takich jak np. terminale mobilne mPOS, czy rozwiązania oparte na biometrii. Najczęściej wskazują oni jednak na przyjmowanie płatności zbliżeniowych na telefonie sprzedawcy (11%). Pilotaż takiego rozwiązania, tzw. softPOSa, jest już realizowany przez polskie MŚP, we współpracy z Mastercard i innymi partnerami projektu.

Przedsiębiorcy z sektora MŚP dobrze rozumieją swoją rolę w gospodarce. Niemal 2/3 ankietowanych w badaniu Mastercard (64%) jest zdania, że małe i średnie przedsiębiorstwa są  motorem wzrostu gospodarczego kraju, zaś niemal połowa (47%), że grają kluczową rolę w tworzeniu miejsc pracy. MŚP stanowią bardzo ważny sektor polskiej gospodarki, zatem jego dalszy rozwój jest niezwykle istotny, a wdrażanie nowoczesnych płatności bezgotówkowych może go przyspieszyć.

[1] “Rynek płatności detalicznych w Polsce”, Polasik Research, 2017.

[2] „Informacja o kartach płatniczych. Drugi kwartał 2018”, Narodowy Bank Polski.

Płatność telefonem z Google Pay w Nest Banku

Płatność smartfonem to wygodne, a jednocześnie bezpieczne rozwiązanie. Dzięki aplikacji Google Pay telefon może być wykorzystywany w roli zbliżeniowej karty płatniczej. Poznaj szczegóły tej usługi! 

Google Pay – jak to działa?

Wybrałeś się na zakupy, ale zapomniałeś portfela? To żaden problem. Klienci Nest Banku mogą już dokonywać płatności za pomocą telefonu. Aby skorzystać z tego rozwiązania, pobierz aplikację Google Pay ze sklepu Google Play i zainstaluj ją na smartfonie. Urządzenie powinno być wyposażone w system operacyjny Android (wersja 4.4 Kit Kat lub nowsza), a także obsługiwać technologię NFC. Następnym krokiem jest dodanie do aplikacji karty debetowej lub kredytowej Nest Banku. Jeśli nie posiadasz karty płatniczej, możesz zamówić ją bez ponoszenia dodatkowych kosztów – w Nest Banku wydanie i korzystanie z karty płatniczej jest darmowe. Konfigurując aplikację Google Pay, nie musisz ręcznie wprowadzać danych karty – wystarczy, że ją sfotografujesz. Jedną kartę możesz dodać do aplikacji na kilku telefonach. W każdym momencie możesz również usunąć kartę z wybranego urządzenia.

Jak płacić za pomocą Google Pay?

Po dodaniu swojej karty do aplikacji Google Pay możesz płacić telefonem za zakupy we wszystkich punktach, przyjmujących płatności zbliżeniowe – w sklepach, aptekach, lokalach gastronomicznych czy punktach usługowych. W celu dokonania płatności nie musisz uruchamiać aplikacji Google Pay. Wystarczy, że wybudzisz telefon i zbliżysz go do terminala płatniczego. Na ekranie telefonu wyświetlone zostanie potwierdzenie transakcji. Jeżeli jej kwota przekracza 50 zł, na terminalu płatniczym będziesz musiał wpisać kod PIN – tak samo, jak podczas płacenia fizyczną kartą. Google Pay ułatwia również zakupy, których dokonujesz za pomocą aplikacji mobilnych i stron internetowych. W wybranych aplikacjach (np. Uber czy Pyszne.pl) dostępna jest opcja płatności przez Google Pay.

Bezpieczeństwo

Korzystając z Google Pay, płacisz szybko i wygodnie, ale także bezpiecznie. Aplikacja nie zapisuje prawdziwego numeru Twojej karty – wykorzystuje token, czyli numer konta wirtualnego. Kiedy płacisz telefonem, numer Twojej karty nie jest udostępniany sprzedawcy. Takie rozwiązanie gwarantuje najwyższy poziom bezpieczeństwa. Nawet w przypadku, gdy zgubisz telefon lub zostanie on skradziony, nie tracisz kontroli nad pieniędzmi. Korzystając z usługi Google „Znajdź moje urządzenie”, możesz zlokalizować utracony telefon, zablokować go lub usunąć z niego dane. Jeżeli zablokujesz telefon, korzystanie z Google Pay nie będzie możliwe, a Twoje środki pozostaną bezpieczne. W takiej sytuacji w dalszym ciągu będziesz mógł korzystać z fizycznej karty Nest Bank.

RODO w centrum handlowym – kilka wniosków i wskazówek

Od wejścia w życie Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (dalej „RODO” lub „Rozporządzenie”) upłynęło już kilka miesięcy. Mimo to, kwestia ochrony danych osobowych nadal budzi wiele – mniej lub bardziej – uzasadnionych wątpliwości przedsiębiorców, próbujących zmierzyć się z nowymi wymogami.

Podstawy – czyli kto jest kim

Kiedy wszystkich ogarnęła RODO-gorączka, niektórzy przedsiębiorcy zaczęli masowo zawierać umowy o powierzenie przetwarzania danych osobowych. Praktykę taką stosowali także niektórzy najemcy, twierdząc że są administratorami danych osobowych swoich pracowników, w związku z czym wynajmujący, któremu te dane są udostępniane w trakcie trwania umowy najmu, jest ich procesorem.

Na pytanie kto jest kim odpowiadają nam same przepisy Rozporządzenia. Podmiot, który decyduje o celach i środkach przetwarzania danych jest bowiem ich administratorem (art. 4 pkt 7) RODO). Jest to jedyne i zarazem decydujące kryterium.

W związku z powyższym, jeżeli wynajmujący wymaga przedstawienia i aktualizowania przez najemcę listy osób kontaktowych, wprowadza i utrzymuje funkcjonowanie w budynku kart dostępu do pracowników najemców, używa formularzy awizacji poprzez które również zbiera dane osobowe osób wykonujących prace, to jest on administratorem tych danych, ponieważ to on zadecydował o tym, że te dane będą gromadzone oraz określił cele i sposoby ich przetwarzania.

Odnosząc powyższe uwagi do szerszego katalogu umów (a w zasadzie do zawierania jakichkolwiek umów), obie strony są administratorem danych osobowych osób kontaktowych, reprezentantów, pracowników drugiej strony, które otrzymają w związku z realizacją umowy. Druga strona oczywiście jest administratorem danych swoich pracowników, ale w związku z ich zatrudnieniem. Nie ma natomiast żadnego wpływu na przetwarzanie danych swoich pracowników (adresów mailowych, numerów telefonu) przez kontrahenta.

Sięgając znowu do przepisów, RODO ma zastosowanie do operacji przetwarzania dokonywanych na zbiorach danych. Punktem odniesienia jest zatem właśnie zbiór danych (którym będą np. kontakty w skrzynce mailowej kontrahenta) a nie abstrakcyjna kategoria osób (pracownicy firmy X). Pamiętając o tej zasadzie, jasne będzie, że firma X nie ma wpływu na to, z jakiego oprogramowania korzysta kontrahent kontaktując się z pracownikami firmy X, w związku z czym w tym zakresie nie może być administratorem tych danych (nie decyduje o środkach przetwarzania). Jednocześnie obie strony będą przetwarzały dane, które otrzymają w takim samym celu (w celu wykonania umowy), ale każda z nich będzie w tym zakresie realizować swoje własne prawa i obowiązki.

Biorąc pod uwagę powyższe (jakkolwiek w praktyce wskazane zasady należy odnieść do konkretnego stanu faktycznego), co do zasady relacja wynajmujący – najemca, jest relacją administrator – administrator, i nie wymaga podpisywania umowy o powierzenie przetwarzania.

Umowy o powierzenie

Z kim w takim razie należy zawrzeć taką umowę? Zgodnie z RODO, podmiotem przetwarzającym jest podmiot, który przetwarza dane osobowe w imieniu administratora (art. 4 pkt 8) RODO). Innymi słowy, procesorem jest podmiot, który dokonuje operacji przetwarzania na zbiorze danych należącym do administratora.

W przypadku nieruchomości komercyjnych, usługami które będą wymagały zawarcia dodatkowo umowy o powierzenie przetwarzania będą usługi ochroniarskie, czy też usługi serwisu technicznego (np. w związku z obsługą kart dostępu, helpdesku dla najemców). Poza tym do typowych usług, z których korzystać mogą przedsiębiorcy niezależnie od profilu prowadzonej działalności, należą: obsługa IT, obsługa kadrowo-płacowa, archiwizacja i niszczenie dokumentów. W przypadku prowadzenia akcji marketingowych, organizowania eventów, podczas których zbierane są dane osobowe uczestników, umowę o powierzenie przetwarzania danych należy zawrzeć także z agencją marketingową zajmującą się obsługą wydarzenia. Będzie tak również w przypadku prowadzenia przez agencję profilu przedsiębiorcy na portalu społecznościowym.

Nie chodzi zatem o podpisywanie umów o powierzenie przetwarzania z każdym kontrahentem, ale tylko wówczas, gdy przedmiot usługi powoduje dokonywanie przez kontrahenta operacji przetwarzania na danych osobowych administratora. Stosowanie odmiennej praktyki – poza przypadkami niewiedzy, czasami wynika z przyczyn pragmatycznych i chęci wyeliminowania konieczności wykonywania obowiązku informacyjnego – jednego z najbardziej uciążliwych obowiązków nałożonych przez przepisy Rozporządzenia (procesor nie musi wykonywać obowiązku informacyjnego, jest to obowiązek administratora danych).

Niemniej jednak, o tym czy dany podmiot jest administratorem czy procesorem decyduje stan faktyczny, a nie przyjęta przez ten podmiot „koncepcja” wdrożenia RODO. Z tego względu doszukiwanie się relacji powierzenia przetwarzania danych w stosunku do praktycznie każdego kontrahenta jest błędne i nie obroni się na w przypadku kontroli.

Obowiązek informacyjny

Jak zatem poradzić sobie z koniecznością przedstawiania klauzuli informacyjnej osobom, których dane gromadzimy? Kanałów pozyskiwania danych osobowych przez przedsiębiorcę może być wiele. Wdrażając RODO powinniśmy zastanowić się nad tym w jaki sposób zapewnić, aby osoba, której dane będziemy przetwarzać otrzymała wszystkie wymagane informacje. Bardzo istotne jest tutaj rozróżnienie na pozyskiwanie informacji bezpośrednio od tej osoby (art. 13 RODO) lub w sposób pośredni (art. 14 RODO).

W pierwszym przypadku, obowiązek informacyjny ma być spełniony jednocześnie z pozyskiwaniem danych. To oznacza, że powinien on zostać niejako „wbudowany” w sam proces gromadzenia danych. Może to być zatem klauzula umieszczona na formularzu, poprzez który zbieramy dane (także w formie elektronicznej) lub stopce maila. W zależności od okoliczności (np. organizacja eventu) dopuszczalne jest podanie pełnej informacji o przetwarzaniu danych osobowych w regulaminie akcji.

Jeżeli otrzymujemy dane nie od osoby, której dane dotyczą, zakres wymaganych informacji jest nieco inny. Niemniej jednak wydłuża się również termin na wykonanie obowiązku informacyjnego (np. jeżeli dane będą używane do kontaktu, klauzula informacyjna powinna być przekazana najpóźniej przy pierwszym kontakcie).

Sposobem na rozwiązanie problemów z obowiązkiem informacyjnym w stosunku do pracowników naszego kontrahenta jest dodanie do wiążącej strony umowy postanowień o wykonaniu przez drugą stronę obowiązku informacyjnego w naszym imieniu (lub po prostu przekazaniu pracownikom treści klauzuli informacyjnej). Sposób sformułowania jest tutaj dowolny (praktykowane jest załączenie przygotowanego obowiązku informacyjnego, jak i opisowe ujęcie zasad przetwarzania danych w samej umowie), niemniej jednak wprowadzenie takich postanowień spowoduje, że obowiązek informacyjny zostanie wykonany lub administrator będzie mógł co najmniej powołać się na wyłączenie z art. 14 ust. 5 lit. a) RODO (osoba, której dane są przetwarzane, dysponuje już wymaganymi informacjami).

O ile w pierwszych miesiącach obowiązywania przepisów, wspomniana praktyka czasami spotykała się z brakiem akceptacji przez drugą stronę (nie wszyscy byli już przygotowani na RODO), o tyle aktualnie coraz częściej jest ona stosowana, co może pozwolić obu stronom na wywiązanie się w prosty sposób z obowiązku informacyjnego w stosunku do omawianej kategorii osób.

Inspektor ochrony danych

Nadal często stawianymi przez przedsiębiorców pytaniami są te dotyczące konieczności powołania inspektora ochrony danych. Wątpliwości rozwiewają przepisy Rozporządzenia, które poza tym, że bardzo często mają charakter ogólny, w tym przypadku posługują się wieloma pojęciami niedookreślonymi. O ile wykluczenie przedsiębiorcy z kręgu podmiotów publicznych oraz tych, których główna działalność polega na przetwarzaniu na dużą skalę szczególnych kategorii danych osobowych lub danych dotyczących wyroków skazujących (chociaż i w tym przypadku pojawiają się pojęcia nieostre), jest raczej proste, o tyle już odpowiedź na pytanie czy zastosowanie może mieć do niego art. 37 ust. 1 lit. b) RODO  może nie być taka oczywista.

Zgodnie z tym przepisem, powołanie inspektora ochrony danych jest obligatoryjne dla podmiotów, których główna działalność polega na operacjach przetwarzania, które ze względu na swój charakter, zakres lub cele wymagają regularnego i systematycznego monitorowania osób, których dane dotyczą, na dużą skalę.

W przypadku nieruchomości komercyjnych, pierwszym skojarzeniem mogącym wskazywać na konieczność powołania inspektora ochrony danych jest prowadzenie monitoringu wizyjnego. Podobnie, do takich operacji przetwarzania można zaliczyć stosowanie kontroli dostępu w budynku, czy też systemów rozpoznających tablice rejestracyjne pojazdów.

Z pomocą w ocenie, czy ww. operacje przetwarzania powodują konieczność powołania inspektora ochrony danych przychodzą wytyczne Grupy Roboczej art. 29 ds. Ochrony danych (dalej „Grupa Robocza”) dotyczące inspektorów ochrony danych (DPO) z dnia 13 grudnia 2016 r. (zmienione i przyjęte w dniu 5 kwietnia 2017 r.). Jak z nich wynika, kluczowe jest pojęcie „głównej działalności”. Jednocześnie, wytyczne wprost przywołują przykład firmy ochroniarskiej, która prowadzi monitoring w szeregu prywatnych centrów handlowych i przestrzeni publicznej. Jest to działalność immanentnie związana z główną działalnością firmy ochroniarskiej, którą jest ochrona osób i mienia. Powoduje to zatem, że dla podmiotów o takim profilu działalności, powołanie inspektora ochrony danych jest obligatoryjne.

Z drugiej strony, powyższe uwagi prowadzą do konkluzji, że dla spółki będącej właścicielem nieruchomości, stosowanie monitoringu wizyjnego jest czynnością jedynie pomocniczą, wobec czego powołanie inspektora ochrony danych z tego względu nie będzie przez nią wymagane.

Wdrożenie to dopiero początek

Nawet jeżeli już rozstrzygniemy sobie ww. problemy, przygotujemy wymaganą dokumentację, zawrzemy umowy o powierzenie z kontrahentami będącymi procesorami, wprowadzimy sobie odpowiednie procedury oraz środki techniczne i organizacyjne pozwalające na zapewnienie zgodności przetwarzania danych osobowych z RODO, nie oznacza to, że temat ochrony danych osobowych mamy zamknięty.

Administrator danych powinien okresowo badać procesy przetwarzania danych osobowych oraz stosowane zabezpieczenia. Poza sprawdzeniem ich zgodności z przyjętymi procedurami i standardami, administrator powinien – biorąc pod uwagę koszty i zmieniające się uwarunkowania – wprowadzać nowe rozwiązania (zwłaszcza zabezpieczenia techniczne), pozwalające na jeszcze skuteczniejszą ochronę gromadzonych danych.

Wskazane wyżej działania mają na celu ciągłe szlifowanie i udoskonalanie operacji przetwarzania danych osobowych, które już funkcjonują w organizacji. Może jednak zdarzyć się także tak, że administrator danych osobowych podejmie decyzję o wprowadzeniu nowych, np. zorganizuje konkurs dla klientów centrum handlowego, wprowadzi aplikację mobilną pozwalającą na korzystanie ze zniżek i ofert specjalnych w oparciu o historię zakupową klienta.

W takiej sytuacji RODO wymaga stosowania zasad privacy by design i privacy by default. Pierwsza z nich nakazuje uwzględnienie ochrony danych już na etapie projektowania danej operacji przetwarzania, druga zaś wskazuje, że domyślnym rozwiązaniem przyjętym w danym przypadku powinna być ochrona danych. Innymi słowy, decydując się na wprowadzenie jakichkolwiek nowych procesów prowadzących do przetwarzania danych osobowych, administrator danych jest zobowiązany zastanowić się na tym jakich danych potrzebuje, w jakim celu i przez jaki czas będzie je przetwarzał, a także powinien od razu „wbudować” mechanizmy pozwalające na ochronę praw i wolności osób, których dane będą przetwarzane (poprzez umożliwienie im kontaktu i sprawne wykonywanie ich żądań, jak również zastosowanie odpowiednich zabezpieczeń technicznych).

Ocena skutków

Warto także pamiętać o tym, że niektóre operacje przetwarzania mogą powodować konieczność przygotowania oceny skutków dla ochrony danych. Administrator danych osobowych jest zobowiązany do jej przeprowadza w sytuacji, gdy planowane operacje przetwarzania – z uwagi na zakres, kontekst, cele lub użyte technologie – mogą powodować wysokie ryzyko naruszenia praw lub wolności osób, których dane dotyczą (art. 35 ust. 1 RODO).

Zatem tutaj także, podobnie jak w przypadku przesłanek obligatoryjnego powołania inspektora ochrony danych, przepisy posługują się pojęciami niedookreślonymi oraz formułują  (podobny) katalog przykładowych kryteriów, które mogą świadczyć o tym, że przeprowadzenie oceny skutków będzie obligatoryjne. Z punktu widzenia właściciela centrum handlowego, należy podkreślić, że należą do niego operacje polegające na systematycznej, kompleksowej ocenie czynników osobowych, która opierającej się na zautomatyzowanym podejmowaniu decyzji, wywołujących skutki prawne lub w inny, znaczący sposób wpływających na osobę fizyczną oraz czynności polegające na systematycznym monitorowaniu na dużą skalę miejsc dostępnych publicznie.

Także w tym przypadku, oceniając czy dany rodzaj przetwarzania danych osobowych powoduje wysokie ryzyko dla praw i wolności osób fizycznych, można posiłkować się wytycznymi Grupy Roboczej (dotyczącymi oceny skutków dla ochrony danych (DPIA) oraz ustalenia, czy przetwarzanie „z dużym prawdopodobieństwem może powodować wysokie ryzyko”, do celów rozporządzenia 2016/679 przyjęte w dniu 4 kwietnia 2017 r.). Można także zajrzeć do wykazu rodzajów przetwarzania, dla których wymagane jest przeprowadzenie oceny skutków dla ochrony danych z dnia 17 sierpnia 2018 r., opublikowanego przez Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Wykaz opublikowany przez UODO nie odpowie nam na wszystkie pytania (być może nie znajdziemy na niej wprost takich operacji, jakie chcemy wprowadzić w naszej organizacji), niemniej jednak może pomóc w podjęciu decyzji co do konieczności przygotowania oceny skutków. Do operacji przetwarzania danych mogących mieć znaczenie w przypadku nieruchomości komercyjnych będzie należeć prowadzenie działań marketingowych opartych na profilowaniu użytkowników, monitorowaniu ich preferencji zakupowych lub śledzeniu ich lokalizacji (np. aplikacje mobilne dla klientów, programy lojalnościowe) oraz korzystanie ze znaczników RFID (np. karty i systemy parkingowe). Co istotne, wprowadzenie zwykłego monitoringu wizyjnego wykorzystywanego tylko w przypadku potrzeby analizy incydentów naruszenia prawa nie wymaga przygotowania oceny skutków.

***

Pierwsze miesiące obowiązywania RODO przyniosły wiele chaosu. Pytań i wątpliwości nadal jest wiele, a odpowiedzi na nie pewnie udzieli praktyka, która już wypracowała rozwiązania w przypadku niektórych zagadnień. Poza obowiązkami formalnymi, które dotyczą wszystkich przedsiębiorców, do obszarów na które właściciele nieruchomości komercyjnych powinni zwrócić szczególną uwagę pod kątem ich zgodności z Rozporządzeniem, należy prowadzenie działań marketingowych oraz stosowanie nowych technologii, oddziałujących na osoby fizyczne, zwłaszcza klientów centrów handlowych.

Katarzyna Kamińska, radca prawny

Polacy znów ruszyli na zakupy. Sprzedaż detaliczna wyższa o 9,7 proc. r/r

Po wyraźnie słabszych wrześniowych danych, w październiku konsumenci znów śmielej ruszyli na zakupy. Sprzedaż detaliczna była wyższa niż przed rokiem o 9,7 proc. znacznie przewyższając prognozy ekonomistów, a licząc w cenach stałych wzrost sięgnął 7,8 proc.

Wyniki październikowej sprzedaży detalicznej okazały się znacznie lepsze niż się spodziewano i zdecydowanie wyższe niż miesiąc wcześniej. W tym roku wyższą dynamikę sprzedaży zanotowano jedynie w czerwcu , gdy wyniosła ona 10,3 proc. Rozczarowujące dane wrześniowe okazały się więc jedynie jednorazowym incydentem i wszystko wskazuje na to, że pozytywne tendencje są kontynuowane. Konsumpcja nadal będzie wspierać wzrost polskiej gospodarki, choć nieco słabiej niż poprzednio. Warto bowiem zauważyć, że po dziesięciu miesiącach obecnego roku sprzedaż detaliczna rośnie o 6,5 proc., podczas gdy w tym samym okresie 2017 r. wzrost sięgał 7,2 proc.

W październiku największy wzrost licząc w cenach stałych, sięgający 15 proc. zanotowano w sprzedaży towarów określanych przez GUS mianem „pozostałe”. O 11,7 proc. więcej niż przed rokiem Polacy wydali na farmaceutyki, kosmetyki i sprzęt ortopedyczny. Tylko nieco mniejszy, bo sięgający 11,6 proc. wzrost sprzedaży miał miejsce w przypadku odzieży i obuwia. O 11 proc. zwiększyła się sprzedaż paliw (w tej kategorii mieszczą się zarówno paliwa stałe, a więc węgiel, jak i ciekłe, czyli benzyna i olej napędowy oraz gazowe). Silne zwyżki cen paliw wpłynęły na sięgający aż 21,5 proc. wzrost ich sprzedaży liczony w cenach bieżących. W sklepach wielkopowierzchniowych sprzedaż była w październiku o 5,9 proc. wyższa niż przed rokiem, licząc w cenach stałych i o 6,1 proc. w cenach bieżących. Artykułów żywnościowych kupiliśmy w październiku o 1,5 proc. więcej niż w październiku ubiegłego roku (w cenach bieżących wzrost wyniósł 3,2 proc.).  O 9,7 proc. wyższa była sprzedaż pojazdów samochodowych i części do nich, a 7,5 proc. w górę poszła sprzedaż mebli oraz sprzętu RTV i AGD.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Lekarze i prawnicy dostaną kredyt na korzystniejszych warunkach

  • Przedstawiciele takich profesji, jak lekarz, radca prawny, stomatolog czy weterynarz mogą liczyć na preferencyjne warunki kredytu w bankach.
  • Banki nie tylko mają w stosunku do nich mniejsze wymagania dotyczące dokumentów czy stażu działalności, ale też proponują im wyższe kwoty kredytu i niższe koszty obsługi.
  • Tego typu profesje, czyli zawody zaufania publicznego, uznawane są za wiarygodniejsze, a co za tym idzie – banki ponoszą mniejsze ryzyko udzielając im kredytu.

Jak podaje Związek Banków Polskich, ponad połowa średnich firm i dwie piąte mikro i małych przedsiębiorstw korzysta aktualnie z kredytów bankowych. W ubiegłym roku banki udzieliły firmom kredytów na łączną kwotę ponad 366 mld zł. Nadal jest to więc jeden z najchętniej wybieranych sposobów na finansowanie zewnętrzne przedsiębiorstwa. Uzyskanie kredytu nie zawsze jest jednak łatwe – należy np. liczyć się z koniecznością przedstawienia sporej liczby dokumentów. Niektóre profesje mogą jednak liczyć na „specjalne traktowanie” w bankach. Są to przedstawiciele wolnych zawodów, tzw. zaufania publicznego.

Lekarz i prawnik otrzymają wyższą kwotę kredytu

Banki oferują preferencyjne warunki m.in. takim profesjom, jak lekarz, stomatolog, weterynarz, radca prawny, farmaceuta czy fizjoterapeuta. Wśród ułatwień, na jakie mogą liczyć te zawody, jest np. korzystniej liczona zdolność kredytowa, co oznacza możliwość wzięcia kredytu na wyższą kwotę niż przedstawiciele innych profesji, jest to nawet 650 tys. zł. Banki mają także w stosunku do nich mniejsze wymagania dotyczące dokumentów oraz oferują niższe ceny kredytów.

Większość banków posiada specjalną ofertę dla profesjonalistów. Proces kredytowy przy tego typu zawodach jest na pewno łatwiejszy i szybszy, a same kredyty wyższe i tańsze. Lekarz, który przychodzi do banku po kredyt, nie będzie musiał także przedstawiać tylu dokumentów, co np. właściciel firmy budowlanej. Nie jest np. wymagane zaświadczenie z ZUS i US. Istnieją oferty, w których do uzyskania pozytywnej decyzji kredytowej potrzebne jest jedynie podsumowanie księgi przychodów i rozchodów za ostatnie 3 miesiące oraz dokument potwierdzający uprawnienia zawodowe – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.

Dłuższy okres spłaty i krótszy staż działalności

Na ułatwienia w bankach przedstawiciele tych zawodów mogą liczyć już na początku swojej drogi zawodowej. O ile uzyskanie kredytu na firmę działającą na rynku przez mniej niż 12 miesięcy jest dość trudne, tak przy tego typu profesjach istnieją specjalne kredyty na „rozwinięcie skrzydeł”. W tym przypadku, o kredyt do 100 tys. zł można się starać już od siódmego miesiąca działalności. Nie bez znaczenia jest także dłuższy okres spłaty kredytu, który w niektórych przypadkach może wynosić nawet 12 lat – dzięki temu miesięczna rata jest stosunkowo niska.

Możliwość przedstawienia reprezentantom zawodów zaufania publicznego oferty na preferencyjnych warunkach wynika z mniejszego ryzyka związanego z udzieleniem kredytu. Banki zakładają, w oparciu o dotychczasową historię kredytową danej profesji, że nie będą miały większych problemów z odzyskaniem należności od adwokata czy stomatologa. Są to zawody, na które zawsze jest zapotrzebowanie, dlatego nie istnieje większe ryzyko związane z utraceniem przez nich dochodu. Ponadto, tego typu profesje często korzystają z kredytu w celu finansowania swojej działalności, dlatego też banki chętniej oferują im wyższe kwoty – dodaje Paweł Mazur.

Źródło: ANG Biznes

Rynek powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce na koniec III kwartału 2018 r.

Polski sektor magazynowy pozostaje w świetnej kondycji. Od początku stycznia do końca września 2018 r. wynajęto aż 2,8 mln mkw. powierzchni, a na rynek dostarczono 1,3 mln mkw. Blisko 2,1 mln mkw. magazynów jest w budowie.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce na koniec III kwartału 2018 r.

Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych w Polsce, JLL
Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych w Polsce, JLL

„Jak dotąd każdy kwartał 2018 r. odnotowywał wyniki lepsze niż w analogicznym okresie 2017, w rezultacie czego całkowita wynajęta powierzchnia do początku roku do końca września sięgnęła aż 2,8 miliona mkw. Popyt netto od początku roku (czyli nie obejmujący odnowień istniejących umów) wyniósł ok. 2,13 mln mkw. Rynek magazynowy w Polsce jest niezmiennie napędzany, przez operatorów logistycznych, którzy mają 41% udziału w popycie netto od początku roku i sieci handlowe, na które przypada 33%”, komentuje Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych JLL w Polsce.

Najbardziej popularnym rynkiem dla najemców pozostawał region Polski Centralnej. Mimo, że 76% popytu netto przypadło na pięć największych regionów, to wszystkie lokalizacje, łącznie z rynkami wschodzącymi cieszyły się zainteresowaniem ze strony najemców.

Wybrane transakcje w III kw. 2018 r.

Najemca Park Rodzaj umowy Powierzchnia (mkw.)
Poufny najmeca BTS Gliwice Ekspansja 62 000
JYSK P3 Piotrków Ekspansja (dwie umowy) 35 000
Poufny najemca 7R Logistic Park Kraków VIII Nowa umowa 28 000
Intermarche DP Mysłowice Renegocjacje 28 000
Agata Meble Prologis Park Piotrków II Ekspansja 16 000

Źródło: JLL, www.magazyny.pl, 2018 r.

Podaż

W pierwszych trzech kwartałach nowa podaż objęła projekty o łącznej powierzchni 1.3 miliona mkw., z czego 676 000 mkw. dostarczono tylko w III kw. Do wyrównania rekordu z poprzedniego roku brakuje około 950 000 mkw., co biorąc pod uwagę powierzchnię w budowie jest możliwe, jednak z powodu wydłużonego procesu deweloperskiego wciąż niepewne.

„Blisko 2,1 mln mkw. powierzchni magazynowo – przemysłowej znajduje się obecnie w budowie na terenie całej Polski. Pod względem aktywności deweloperskiej, liderem pozostaje region Polski Centralnej, gdzie aktualnie powstaje 500 000 mkw., a od początku roku do końca III kwartału oddano już 527 000 mkw., co stanowiło aż 40% całkowitej nowej podaży w kraju”, tłumaczy Maciej Kotowski, Konsultant w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Duża aktywność deweloperska obserwowana była również w Warszawie, na Górnym Śląsku i w Lubuskiem. Każdy z tych rynków powiększył swoje zasoby o ponad 140 000 mkw. Nowe magazyny budowane są w całej Polsce, warto jednak wspomnieć, że Trójmiasto (172 000 mkw.), Szczecin (130 000 mkw.) oraz Olsztyn (121 000 mkw.) wyróżniały się na tle pozostałych mniejszych rynków.

„Warto zauważyć, że sektor magazynowy zmierza w kierunku inwestycji typu ,,ostatnia mila” oraz SBU – Small Business Units, które pozwalają na zbliżenie się do docelowego klienta oraz znaczące skrócenie czasu dostawy. Podążając za trendem, niektórzy z deweloperów poza pojedynczymi budynkami w ramach swoich parków zdecydowali się na rozwój całych platform poświęconych logistyce miejskiej, np. Ideal Idea wprowadza Ideal City Park, 7R – City Flex, a Panattoni ma w swojej ofercie City Logistics”, dodaje Tomasz Mika.

Pustostany i czynsze

Wysoka aktywność deweloperska wpłynęła na nieznaczny wzrost współczynnika pustostanów, który wyniósł 5.3% na koniec III kwartału. Największy udział powierzchni niewynajętej zarejestrowały Warszawa Miasto (11%), Lublin (8,7%) oraz Kraków (8,5%), a najniższy obserwowały Szczecin, Trójmiasto, Polska Centralna oraz większość rynków rozwijających się jak Lubuskie, Kielce/Radom czy Kujawy.

Główne rynki magazynowe w Polsce utrzymały relatywnie stabilne wartości czynszów. Nadal najdroższym rynkiem pozostaje Warszawa Miasto, gdzie czynsze bazowe wahają się pomiędzy 4,3 – 5,2 euro/ mkw. / miesiąc. Najbardziej atrakcyjne stawki znaleźć można w Polsce Centralnej (2,6 – 3,2 euro/ mkw. / miesiąc).

„W popularnych lokalizacjach oraz w budynkach o najwyższym standardzie, widoczne są już rosnące stawki czynszowe, szczególnie w przypadku wartości efektywnych, czyli uwzględniających zachęty oferowane przez właścicieli. Z uwagi na rosnące ceny gruntów i koszty budowy właściciele są mniej elastyczni podczas negocjacji”, podsumowuje Maciej Kotowski.

W 2025 roku handel tradycyjny i elektroniczny osiągną w Europie równowagę

W najnowszym raporcie dotyczącym regionu EMEA pt. “The Retail Rollercoaster” (Handlowy rollercoaster) eksperci Colliers International przewidują, że minie kolejnych siedem lat, zanim branże handlu tradycyjnego i elektronicznego osiągną w Europie równowagę.           

Etienne van Unen, Colliers
Etienne van Unen, Colliers

— Obserwujemy znaczne spowolnienie tempa wzrostu handlu elektronicznego, dlatego uważamy, że udział sprzedaży internetowej w Wielkiej Brytanii, który osiągnął około 27%, jest nie do powtórzenia w żadnym innym europejskim kraju. Oczekujemy, że w przypadku wszystkich europejskich podregionów rok 2025 będzie rokiem przełomowym, a wydatki na zakupy internetowe osiągną wtedy punkt wskazujący na dojrzałość rynku — komentuje Etienne van Unen, który w Colliers współzarządza działem ds. sprzedaży detalicznej w regionie EMEA.

Autorzy raportu przewidują, że popyt na powierzchnie handlowe w przyszłości będzie generowany albo przez nowych przedsiębiorców handlu detalicznego, albo przez gigantów internetowych. Ani jedni, ani drudzy nie będą się przy tym borykać ze spuścizną XX wieku w postaci wielkich sieci sklepów generujących ogromne koszty.

W najbliższych latach będzie również ewoluował handel elektroniczny, który pod pewnymi względami zacznie przypominać zakupy tradycyjne.

Amazon zaczyna w coraz większym stopniu odchodzić od pierwotnego modelu handlu internetowego i staje się dostawcą rozwiązań technologicznych i usług logistycznych z własnymi sklepami, które oferują szeroką i elastyczną gamę marek i produktów.

Jak zauważa van Unen, w XXI wieku Amazon zredefiniuje koncepcję supermarketu i domu handlowego, dzięki czemu stanie się jednym z największych najemców powierzchni handlowej na świecie.

Transformacjom tym będzie towarzyszyć wzrost płac realnych, które prawdopodobnie zwiększą wydatki na dobra luksusowe w Europie o około 3,9% rocznie przez kolejne pięć lat.

Nie poprawi to jednak znacznie sytuacji borykających się z poważnymi problemami posiadaczy tradycyjnych obiektów handlowych.

Paul Souber, Colliers
Paul Souber, Colliers

— Sam wzrost płac i wydatków nie uratuje branży tradycyjnych powierzchni handlowych, gdyż prawdopodobnie nie przełoży się na realne zwiększenie popytu na taką powierzchnię. Branża nieruchomości handlowych nie może po prostu czekać, aż dynamika sprzedaży online spadnie, a duże marki internetowe zaczną otwierać więcej sklepów. Niezbędne są radykalne działania. Zbędnej powierzchni należy się pozbyć poprzez wyburzanie obiektów lub przekształcanie ich w budynki mieszkalne bądź na inne potrzeby — komentuje Paul Souber, który w Colliers współzarządza działem ds. sprzedaży detalicznej w regionie EMEA.

— Aby odpowiednio zareagować na tę sytuację, niezbędna będzie współpraca wszystkich zainteresowanych stron w branży handlowej, a rządy w całej Europie będą zmuszone zrobić coś z ogromną przewagą konkurencyjną, jaką dziś cieszą się internetowi giganci. Jednak naszym zdaniem, jeszcze zanim Amazon będzie świętować 30. urodziny w 2024 roku, powstanie nowy model handlu, który pozbędzie się XX-wiecznego bagażu i będzie stanowić połączenie wygody, jaką zapewnia handel elektroniczny, z głębią doznań oferowaną przez sklepy tradycyjne — dodaje Paul Souber.

Funt tkwi w miejscu. Kurs euro wrócił do 4,30

Dziś „dzień indyka” i można spodziewać się ograniczonej aktywności rynków. USD oddał część zysków po wtorkowym rajdzie, co potwierdza, że zawirowania sporo miały z porządkowania pozycji przed długim weekendem. Jednak wczorajsze odbicie na pół-gwizdka na Wall Street nie sugeruje, abyśmy mogli łatwo otrząsnąć się z ponurego klimatu i rozterek hamujących apetyt na ryzyko.

Wydaje się jednak, że głębszą dyskusję o perspektywach globalnego ożywienia, wojen handlowych i zagrożeń z tytułu restrykcyjnej polityki Fed inwestorzy zostawią sobie na przyszły tydzień, a do tego czasu najprawdopodobniej przedryfujemy w bok na niskich obrotach. Choć świąteczna przerwa odnosi się tylko do USA, dżentelmeńska umowa między Nowym Jorkiem a Londynem, centrum finansowym Starego Kontynentu, wpływa na zmniejszoną aktywność na europejskich giełdach. W ostatnich 8 latach średnie dzienne obroty w Black Friday w segmencie blue chipów w Londynie, Frankfurcie czy Warszawie były średnio o 19-24 proc. poniżej średniej za cały listopad. Podobne prognozy tyczą się rynku walutowego, gdzie już widać spłycenie handlu na EUR/USD (przy 1,14) i USD/JPY (113). Na lokalnym podwórku EUR/PLN wrócił do 4,30, wymazując niemal całe (nieuzasadnione) osłabienie zapoczątkowane w zeszły piątek i powiązane z aferą KNF.

Ropa naftowa i rynek akcji pozostaną rdzeniem dla kształtowania sentymentu. Negatywny sentyment ma przewagę w oby segmentach i przecena w jednym rynku napędza wyprzedaż na drugim. Interesującym będzie, czy wyniki detalistów w USA po Black Monday i Cyber Friday zaoferują impuls do odbicia? Skłonność zakupowa konsumentów jest silna, więc jest w czym pokładać nadzieję. Za to ropa po ponad 30-proc. spadku oczyściła się z nawisu długich pozycji spekulacyjnych i teraz zaczęła już gromadzić pozycje krótkie, więc asymetria reakcji na potencjalne informacje zaczyna przeważać ku wzrostom. Ale do tych informacji musi dojść, a OPEC pod przewodnictwem Arabii Saudyjskiej nie będzie się kwapić do redukcji wydobycia i rozsierdzenia prezydenta USA Trumpa, który chce niskich cen. Potencjalny powiew optymizmu mogą dostarczyć rozmowy USA i Chin w sprawie handlu na szczycie G20 pod koniec listopada, ale oczekiwania są ustawione nisko, biorąc pod uwagę dość chłodną wymianę zdań między państwami w ostatnich dniach.
Na rynku FX odczuwalna jest atmosfera zawieszenia w próżni. Rośnie presja na odejście do USD, gdyż kwestionowane jest silne dyskonto tempa podwyżek stóp procentowych Fed w przyszłym roku (jeśli uwierzymy w oznaki spowolnienia gospodarczego na świecie). Z drugiej strony skoki awersji do ryzyka czynią z dolara jedyną wiarygodną bezpieczną przystań.

Poza tym EUR w ograniczonym stopniu śledzi spór włoskich władz z Komisją Europejską w temacie budżetu na przyszły rok. Wczoraj KE odrzuciła projekt budżetu, uznając za nie do przyjęcia kryteria zadłużenia i w rezultacie uzasadnione jest otwarcie Procedury Nadmiernego Deficytu. Populistyczny rząd Włoch chce zjeść ciastko i mieć ciasto: wyraża chęć do poprawek w budżecie zadowalających KE, ale sprzeciwia się cięciom wydatków na reformy społeczne. Rynek jednak powoli przyzwyczaja się do uporu Rzymu i póki nie zobaczymy eskalacji kryzysu, spór będzie spychany na dalszy plan.

Funt tkwi w miejscu, gdyż kolejna doba nie zbliżyła nas do odpowiedzi na pytanie, co dalej z projektem brexitu? Przed niedzielnym szczytem UE, gdzie projekt ma być zaakceptowany przez państwa członkowskie, wciąż nie wiemy, czy możliwe są poprawki do dokumentu, które udobruchają brytyjskich parlamentarzystów, by ci także ratyfikowali porozumienie. Tymczasem ze strony europejskich rządów słychać nowe żądania wobec Wielkiej Brytanii dotyczące praw do połowów (Francja) i granicy z Gibraltarem (Hiszpania). Uwaga dziś na nagłówki z politycznymi komentarzami.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Trendy, które ukształtują reklamę online w 2019

Nadszedł idealny czas na podsumowanie tego, co działo się w branży reklamowej oraz sprawdzenie, co będzie napędzało rynek w nadchodzącym roku. Które trendy z 2018 nie stracą popularności? Jakie nowości nas czekają? Na co powinniśmy zwrócić szczególną uwagę podczas planowania budżetów na 2019? Na te pytania odpowiada Mariusz Maksymiuk, CEO sieci reklamowej Adexon.

Wideo niezmiennie na pozycji lidera

Mariusz Maksymiuk
Mariusz Maksymiuk, CEO agencji interaktywnej Adexon 360

Treści wideo zyskują jeszcze większą popularność, szczególnie dzięki platformom takim jak YouTube, Netflix czy Amazon. Eksperci przewidują, że do końca przyszłego roku wideo będzie stanowiło 80% całego ruchu internetowego.

Z najnowszego raportu eMarketer wynika, że wydatki na cyfrową reklamę wideo w USA pochłoną nawet 50% budżetów reklamowych. Wynik ten będzie napędzany głównie za sprawą treści dostarczanych na urządzeniach mobilnych oraz na portalach społecznościowych. Badania Zenith pokazują, że w Polsce w 2019 budżet przeznaczony na reklamę wideo online wzrośnie o 9% w stosunku do bieżącego roku. Ponadto możemy się spodziewać, że coraz więcej marek będzie koncentrować się na tzw. moments marketing, czyli łączeniu przekazu z zapotrzebowaniem odbiorcy, który dostarczy użytkownikom spersonalizowane treści we właściwym miejscu i czasie, na odpowiednim urządzeniu.

Jedno jest pewne – wideo to najlepszy sposób na zaangażowanie odbiorców, zwiększenie współczynnika konwersji oraz uzyskanie wysokiego ROI.

Rozwój AR

Już w 2018, wiele marek wdrożyło do swoich strategii marketingowych rozwiązania, jakie oferuje AR i VR. Jest to bowiem jeden z najlepszych sposobów na zaangażowanie konsumentów, który oferuje im wyjątkowe i niepowtarzalne doznania zakupowe. Dzięki temu rozwiązaniu, marketerzy mają szansę przedstawić klientom produkt i usługę za pomocą wysokiej jakości technologii i ciekawie opowiedzianej historii.

W tym roku liderem w wykorzystaniu VR i AR był amerykański sklep Ikea, który uruchomił aplikację Ikea Place oraz sklep VR. Konsumenci mogli wybierać spośród ponad 2 tys. mebli i przed zakupem zobaczyć, jak dany model będzie prezentował się w ich domach.

Chociaż technologia AR i VR wciąż się rozwija, to już teraz można stwierdzić, że jest to jedno z najbardziej przyszłościowych rozwiązań dla reklamy i marketingu. Możliwość łączenia cyfrowej rzeczywistości z obiektami fizycznymi jest przełomową zmianą nie tylko dla branży reklamowej.

Wzrost zapotrzebowania na AI

W ciągi kilku ostatnich lat, technologia wspomagana sztuczną inteligencją stała się bardzo powszechna nie tylko w marketingu, ale także w wielu innych dziedzinach i branżach. Jak AI może być wykorzystywana przez reklamodawców? W marketingu coraz więcej aspektów opartych jest na danych, co oznacza, że rośnie zapotrzebowanie na systemy ich przetwarzania. W reklamie, sztuczna inteligencja będzie wykorzystywana do poprawy wydajności oraz przeniesienia przekazywanych treści na zupełnie nowy poziom. W przyszłości marketerzy będą jeszcze częściej wykorzystywać AI, aby usprawniać analizę trendów, ulepszać profilowanie kandydatów czy opracowywać spersonalizowane strategie. Dzięki specjalnie skonstruowanym systemom, które mogą przetwarzać ogromne ilości informacji, będą mogli również przeznaczać mniej czasu na przetwarzanie danych.

Przygotuj się na wyszukiwanie głosowe

Przewiduje się, że wyszukiwanie głosowe będzie jednym z większych, dotychczas nie w pełni wykorzystanym trendem nadchodzącego roku. Chcą dobrze przygotować się do jego wdrożenia, warto jeszcze dokładniej poznać preferencje swoich odbiorców, a następnie wykorzystać tę wiedzę podczas tworzenia przekazów reklamowych.

Obecnie treści związane z reklamą cyfrową opierają się na frazach SEO i słowach kluczowych, które ukierunkowane są na zapytania pisane. Wyszukiwanie głosowe wymaga własnej bazy słów, które odpowiadają językowi, jakiego używają użytkownicy wyszukiwarek. Dlatego też w 2019, marketerzy muszą przygotować treści, dopasowując ton, gramatykę i słownictwo, tak aby wyszukiwanie głosowe było jeszcze prostsze.

Marketing i reklama cyfrowa, dzięki postępowi technologicznemu nieustannie się rozwijają. Warto jednak zauważyć, że trendy, które obserwowaliśmy w 2018 nie znikną, ale będą ewoluowały, tak by jeszcze lepiej dopasowywać się do zmieniających się potrzeb klientów.

Specjaliści na rynku pracy: awanse, podwyżki, nadgodziny

84% specjalistów badanych przez Pracuj.pl deklaruje, że ma stałe zatrudnienie. Jak wygląda ich codzienność w pracy? Większość pracuje w obecnej firmie krócej, niż dwa lata. Biorą nadgodziny, ale robią to stosunkowo rzadko. Ponad połowa otrzymała kiedyś podwyżkę, ale niemal tyle samo – nie doczekało się jeszcze awansu. Pracuj.pl sprawdził, co jeszcze mówią o sobie specjaliści.

Zespół serwisu przebadał grupę ponad 4000 specjalistów – użytkowników Pracuj.pl – by poznać ich postawy zawodowe. Niedawno sprawdziliśmy, jakiego pracodawcy szukają badani oraz z jakich powodów decydują się zmienić miejsce zatrudnienia. Tym razem przyjrzeliśmy się ich codziennej pracy.

Praca na stałe, ale nie na długo

84% badanych specjalistów ma stałą pracę. Zdecydowana większość funkcjonuje więc na co dzień w jednym, regularnym środowisku zawodowym. Stałe zatrudnienie nie oznacza jednak znacznego stażu w jednym miejscu. Więcej, niż dwa lata w obecnej firmie zatrudniona jest mniej, niż połowa (49%) badanych. Powyżej pięciu lat w jednym miejscu pracuje zaledwie co czwarty specjalista (22%).Praca na stałe, ale nie na długo

Wyniki badań Pracuj.pl pokrywają się z danymi z rynku pracy. Osoby zatrudnione długo w jednym miejscu stanowią na rynku coraz większą rzadkość. Rośnie natomiast mobilność pracowników, napędzana przez coraz większą liczbę ofert. Połączmy te dane z faktem, że 6 na 10 badanych przez nas specjalistów szuka aktywnie nowej pracy. Z tych wszystkich informacji wyłania się obraz rynku, na którym specjaliści coraz łatwiej zmieniają pracodawców. Jednocześnie jednak rośnie znaczenie pracowników wiernych od wielu lat jednej firmie, będących dla niej żywą wizytówką możliwości rozwoju w danym miejscu mówi Sylwia Sosnowska, ekspert Pracuj.pl, Menedżer HR w Grupie Pracuj.

Po godzinach: rzadko płatne, rzadko brane

Po godzinach rzadko płatne, rzadko brane
Zdecydowanej większości badanych specjalistów zdarza się pracować po godzinach (86%). Z drugiej strony grupa respondentów, które robią to codziennie (19%), jest wyraźnie mniejsza, niż osób, które biorą je maksymalnie raz w tygodniu (67%). Kwestia nadgodzin jest jednym z najbardziej „wrażliwych” elementów relacji pracownika z pracodawcą. Jak podkreślaliśmy w materiale „Jakiego pracodawcy szuka specjalista”, 46% badanych za jedną z cech dobrego pracodawcy uważa trzymanie się wyznaczonych godzin pracy.

W kontekście nadgodzin ważne są także warunki, oferowane przez pracodawców. Najczęściej, bo w 41% przypadków badani mogą odbierać nadgodziny w formie czasu wolnego. Co trzeci otrzymuje za nie wynagrodzenie (32%), ale niewiele mniej, bo aż 27% – nie otrzymuje za dodatkowe godziny w pracy żadnej rekompensaty.
nadgodziny są

Podwyżka większa niż awans

O podwyżkę jest znacznie łatwiej, niż o awans – tak przynajmniej wynika z odpowiedzi badanych specjalistów. Podwyżkę kiedykolwiek dostało blisko 3 na 4 badanych (73%), a co trzeci (32%) – w ciągu ostatniego półrocza. Znacznie trudniej jest o wejście na wyższy szczebel kariery. Blisko połowa specjalistów nigdy nie otrzymała w pracy awansu (48%), a w ciągu ostatnich 12 miesięcy otrzymał go co piąty badany (21%). awans

Pracownicy często zapominają, by zapytać o kwestię podwyżek na etapie rozmowy o pracę. Tymczasem warto na wstępie ustalić, jaki system podnoszenia wynagrodzeń obowiązuje w danej firmie i jak często ma to miejsce, a przede wszystkim co wpływa na decyzję o ich przyznaniu. Jak pokazuje nasze badanie, znaczna część respondentów nigdy nie awansowała. Ważne jest zatem aby na rozmowie, oprócz ustalenia aktualnego zakresu obowiązków i poziomu płacy, poznać również zasady pięcia się po szczeblach kariery w danej firmie. Tym bardziej, że według wcześniejszych ustaleń badaczy Pracuj.pl awanse i rozwój zawodowy to jedne z kluczowych czynników, wpływających na chęć wyboru nowego miejsca pracy przez specjalistów – dodaje Maciej Bąk, Ekspert ds. Raportów Wynagrodzeń w Grupie Pracuj.

Black Friday, czyli wyBLACKły handel na giełdach?

Black Friday przede wszystkim kojarzy się z szaleństwem zakupowym i cenowymi okazjami na półkach sklepów wielkopowierzchniowych. Choć promocje trwają tylko chwilę, same wyniki sprzedaży sklepów w Black Friday mogą również pośrednio nadać ton klimatowi na giełdzie.

Rynek akcji ma problem z połączeniem słowa „black” z dniem tygodnia. Czarny Czwartek 24 października 1929 r. rozpoczął krach na Wall Street (w pierwszej fali zakończony Czarnym Wtorkiem 29 października), który zapoczątkował Wielki Kryzys. Szczęśliwie nazwa Black Friday według najbardziej popularnej teorii wzięła się z szansy na poprawę sytuacji finansowej sklepów z zapisywanej w bilansie na czerwono straty w odnotowywany na czarno zysk.

Do końca ubiegłego wieku utrwaliła się doroczna tradycja szturmowania sklepów w dzień po Święcie Dziękczynienia w poszukiwaniu atrakcyjnych okazji, głównie sprzętu elektronicznego. Jednak pod koniec pierwszej dekady XXI w. blask Black Friday przygasł w związku z trwającą recesją (Wielki Kryzys Finansowy), ale też rozszerzeniem „święta konsumentów” na Cyber Monday – dzień z wyprzedażami w sklepach internetowych. Popularyzacja e-commerce oraz możliwość zakupów w zaciszu własnego domu rozleniwiła konsumentów, zniechęcając do wystawania w długich kolejkach pod drzwiami sklepów. Z czasem „efekt Black Friday” został rozciągnięty na wcześniejsze tygodnie listopada i to niezależnie, czy w danym kraju obchodzi się Święto Dziękczynienia, czy nie.

Dla rynku kapitałowego Black Friday nie jest jednoznacznym impulsem do zakupowego szału. Na najważniejszym rynku giełdowym świata, Wall Street, piątkowa sesja jest skrócona o połowę, aby pracownicy biur maklerskich i funduszy mogli wcześniej zjechać od domów na świąteczny weekend. Perspektywa długiego weekendu dodatkowo sprawia, że aktywność inwestorów w piątek jest mniejsza. Podwyższone obroty rynek notuje w dniach poprzedzających Święto Dziękczynienia, kiedy inwestorzy są bardziej skłonni spieniężać zyski, by bezstresowo spędzać czas na rodzinnym biesiadowaniu lub wystawaniu w kolejkach do sklepów. Choć świąteczna przerwa odnosi się tylko do USA, dżentelmeńska umowa między Nowym Jorkiem a Londynem, centrum finansowym Starego Kontynentu, wpływa na zmniejszoną aktywność na europejskich giełdach. W ostatnich 8 latach średnie dzienne obroty w Black Friday w segmencie blue chipów w Londynie, Frankfurcie czy Warszawie były średnio o 19-24 proc. poniżej średniej za cały listopad.

Pomimo tego Black Friday nie jest całkowicie do zignorowania przez inwestorów giełdowych. Wielu detalistów jest notowanych na giełdzie i ich wyniki sprzedażowe mogą silnie rzutować na decyzje o zakupie ich akcji. Na Wall Street najuważniej śledzone są wyniki Amazon, Walmart, Best Buy czy Target (w Polsce niestety nie ma spółek, które chwalą się wynikami sprzedaży). Dobra sprzedaż w okresie świątecznym może być ważnym prognostykiem kondycji konsumentów i nastrojów panujących wśród gospodarstw domowych, co może przełożyć się na silne wyniki w całym sezonie zakupowym aż do świąt Bożego Narodzenia. Przyspieszenie sprzedaży detalicznej oznacza wzmocnienie wzrostu PKB, a to fundament wzrostu indeksów giełdowych. W tym kontekście sygnały z Black Friday mogą być wskaźnikiem wyprzedzającym dla całego rynku akcji.

To jednak przede wszystkim teoria silniej zagnieżdżona w finansach behawioralnych niż znajdująca potwierdzenie w twardych danych statystycznych. Badania ostatnich lat wskazują brak korelacji między wynikami sprzedaży w Black Friday, a zachowaniem rynku akcji od Święta Dziękczynienia do końca roku. Rozwodnienie promocji sklepowych na większą liczbę dni i sprzedaż internetowa dodatkowo utrudnia ocenę nastrojów konsumentów. Inwestorzy na rynku akcji muszą brać pod uwagę szereg innych czynników, czasami znaczących więcej niż długość kolejki do sklepu z elektroniką.

Efekt psychologiczny Black Friday jest jednak niezaprzeczalny. Jeśli konsumenci pozbawieni są trosk na tyle, by ich głównym dylematem była liczba cali w nowym telewizorze, tak samo inwestorzy mogą mieć przekonanie, że grudzień może być pomyślny dla rynku akcji. Niewiele trzeba, aby konsekwencją udanego dla sprzedawców Black Friday był rajd św. Mikołaja, czyli grudniowy wzrost kursów akcji spółek, dyktowany podbudowaniem wyników przez fundusze inwestycyjne na koniec roku oraz pościgiem inwestorów do zbudowania atrakcyjnego portfela w przygotowaniu na ponoworoczną hossę.

Konrad Białas, Główny Ekonomista TMS Brokers

Nadchodzą problemy branży budowlanej

Branża budowlana oczekuje jasnego planowania i większej pewności w zakresie wydatkowania środków i planowania projektów. Chce także być brana pod uwagę jeśli chodzi o warunki kontraktowe, podział ryzyk i waloryzację kontraktów. Tematy te są poruszane, jednak wciąż brakuje przekonania strony rządowej o powadze tego problemu. To realne trudności, z którymi musimy się już teraz uporać. Należy podjąć tę inicjatywę, rozważyć wypracowywane z branżą propozycje i wprowadzi je do zapisów umownych i realizowanych kontraktów.

– Oprócz tego należy wprowadzić je przede wszystkim do praktyk. Ważne jest zrozumienie po dwóch stronach oraz jasno określona rola i niezależność inżynierów kontraktowych – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Trojanowski, wiceprezydent Pracodawców RP, członek zarządu Strabag – Chodzi również o to, aby istniała możliwość budowania infrastruktury w innych modelach. Już wkrótce środki unijne, które dotychczas były na to przeznaczone, będą znacznie mniejsze. W Polsce nadal potrzeba ogromnych inwestycji. Krótkowzroczne podejście, bez świadomości wspólnego interesu, utrudni realizowanie projektów w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Musi być ono obecne w każdym modelu kontraktów i w przyszłości realizowane przez wszystkich – podkreślił Trojanowski.

Sustainable Economy Summit & Awards Gala 2018

28 listopada 2018 w hotelu InterContinental w Warszawie odbędzie się IV edycja konferencji Sustainable Economy Summit & Awards Gala. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęło Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Konferencja składać się będzie z dwóch paneli dyskusyjnych oraz wieczornej gali. Tematami przewodnimi części merytorycznej na którą zaproszone zostało grono ekspertów ze świata nauki i biznesu będą: innowacje w odpowiedzialnym biznesie oraz implementowanie idei zrównoważonego rozwoju przez przedsiębiorstwa. Ponadto poruszymy zagadnienia takie jak: zrównoważone miasta, odpowiedzialna produkcja, etyczne finansowanie czy zdrowie jako najważniejszy kapitał społeczeństw.

Zwieńczeniem wydarzenia będzie gala rozdania „Responsible Business Awards”, które mają na celu uhonorowanie tych spółek i przedsiębiorców, którzy wdrażają idee odpowiedzialnego biznesu oraz wyróżniają się działaniami w zakresie zrównoważonego rozwoju. Podczas gali poznamy m.in.: wizjonera odpowiedzialnego biznesu, lidera zrównoważonej produkcji, etyki w biznesie czy też zaangażowania pracowniczego.

Rejestracja na wydarzenie na stronie: http://www.executive-club.com.plSustainable Economy Summit & Awards Gala

Mikrosamochody przyszłością elektrycznej motoryzacji. Koszt eksploatacji aut w dużych miastach porównywalny z zakupem filiżanki kawy

Mikrosamochody przyszłością elektrycznej motoryzacji. Koszt eksploatacji aut w dużych miastach porównywalny z zakupem filiżanki kawy 1

Rozwój elektromobilności jest kluczowy dla poprawy jakości powietrza w polskich miastach. Do 2050 roku emisja pyłów związana z użytkowaniem silnikowych samochodów osobistych może spaść nawet o 90 proc., a emisja dwutlenku węgla znacznie zredukowana. Przyszłością są elektryczne mikrosamochody. Zużywają mniej energii, sprawdzą się przede wszystkim w miastach. ZD DS2, czyli pojazd Zhidou Electric Vehicle, który właśnie wszedł na polski rynek, pozwoli przejechać 100 km za niecałe 4 złote.

– Dzisiaj już nie zadajemy sobie pytania, czy elektromobilność jest potrzebna i wejdzie na stałe do polskich miast. Pytanie kiedy to się stanie i w jaki sposób. Elektromobilność jest potrzebna wszystkim mieszkańcom miast, ponieważ ma potencjał, aby uwolnić nas od smogu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Pietkiewicz, prezes Holdingu 1.

Z raportu Cambridge Econometrics i Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych „Napędzamy polską przyszłość” wynika, że rozwój elektromobilności jest kluczowy dla poprawy jakości w polskich miastach, które borykają się z problemem smogu. Obecnie transport w Polsce odpowiada za ok. 13 proc. emisji gazów cieplarnianych, ale jego udział w emisji szkodliwych zanieczyszczeń, zwłaszcza w miastach, sięga nawet 60 proc.

– Elektromobilność będzie się rozwijała dwoma torami. Koncerny produkujące dzisiaj samochody spalinowe, wyprodukują samochody w pełni elektryczne, które będą miały takie same funkcje i parametry jak obecne samochody spalinowe. Po drugie będzie się rozwijać w kierunku mikrobilności, czyli samochodów miejskich, które mogą zawojować duże miasta – przekonuje Adam Pietkiewicz.

Mikrosamochody sprawdzą się przede wszystkich w dużych miastach. Są przeznaczone zazwyczaj dla dwóch osób, zwinne, a dzięki temu że niewielkie latwiej im poruszać się po zatłoczonych ulicach. Pozwalają rozwijać prędkość do 80-90 km/h, a ich zasięg sięga 150 km. To wskaźniki wystarczające, zwłaszcza że jak pokazuje Warszawskie Badanie Ruchu w stolicy samochodem jeździ średnio 1,3 osoby, a prędkość w centrach największych miast nie przekracza 30 km/h.

Spółka Electric Vehicles Poland, powołana przez Holding 1, podpisał umowę importerską ze Zhidou Electric Vehicle, producentem specjalizującym się w mikrosamochodach. Dzięki niej do sprzedaży trafi w pełni elektryczny ZD ZS2

– Nasz samochód spełnia wszystkie wymogi ustawy o elektromobilności. Można się nim poruszać buspasami, parkować za darmo w strefach płatnego parkowania, co znacznie ułatwia życie, czy prowadzenie biznesu w miastach. W przyszłości będzie miał też prawo wjazdu do stref czystego transportu, która będzie dostępna nie dla hybryd, a dla samochodów w pełni elektrycznych – mówi Mateusz Wiślański, dyrektor operacyjny ZD Polska.

ZD DS2 pozwala na jazdę w komfortowych warunkach. samochód jest też wyposażony w Bluetooth, Hotspot WiFi, czy kamerę parkowania. Oprócz niewielkich rozmiarów jego olbrzymią zaletą jest niski koszt. Pozwala przejechać 100 km za niecałe 4 zł, czyli w cenie filiżanki kawy.

– Nie oferujemy auta to zakupu za gotówkę. Będzie dostępne tylko w wynajmie długoterminowym. Użytkownik będzie mógł dostać nasz samochód w cenie 1200 zł netto, wliczamy w ofertę wszystkie koszty, czyli serwis, utrzymanie, nie wliczając prądu –  wylicza Wiślański.

Jak przekonuje ekspert, mikrosamochód elektryczny ma szansę się sprawdzić. Pozwoli na szybkie przemieszczanie się po mieście, zwiększy też szansę na znalezienie miejsca parkingowego.

– Myślę, że tak jak ma to miejsce w krajach zachodnich, samochody zaczniemy traktować jako narzędzie, które ma nam ułatwić życie – ocenia Mateusz Wiślański.

Skandynawskie firmy wyznaczają trendy rozwoju globalnego biznesu. Polskie przedsiębiorstwa także będą z nich korzystać

Skandynawskie firmy wyznaczają trendy rozwoju globalnego biznesu. Polskie przedsiębiorstwa także będą z nich korzystać 2

Identyfikacja kluczowych trendów biznesowych pomaga firmom w rozwoju i kreowaniu przewagi konkurencyjnej zarówno na krajowym, jak i globalnym rynku. Dla polskich firm wzorem może być Skandynawia, która wiedzie prym w innowacyjności, przedsiębiorczości i kreowaniu nowych rozwiązań. W najnowszym raporcie Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej (SPCC) „Nordic Insights – trendy, które kształtują przyszłość biznesu” eksperci wskazują czternaście najważniejszych trendów biznesowych w Skandynawii, które będą w nadchodzących latach kształtować rynek, a także polsko-skandynawską współpracę. Znalazły się wśród nich m.in. te związane ze sztuczną inteligencją, IoT, biotechnologią, digitalizacją medycyną czy technologią blockchain.

– Żyjemy w bardzo dynamicznych czasach, w wielkim chaosie komunikacyjnym. Wraz z infuture hatalska foresight institute postanowiliśmy pomóc biznesowi w zdefiniowaniu trendów, które wpłyną na przyszłość biznesu i współpracy polsko-skandynawskiej. Skandynawowie są liderami w wielu dziedzinach życia, przodują w cyfryzacji społeczeństwa, w rankingach konkurencyjności i innowacyjności. Chcieliśmy znaleźć punkt wspólny, który mógłby posłużyć do budowania efektywnej współpracy, dlatego przeprowadziliśmy badanie wśród członków Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej. Aż 73 proc. badanych firm potwierdziło, że zdefiniowanie trendów jest kluczowe dla budowania ich konkurencyjności na globalnym rynku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Zielińska, dyrektor zarządzająca Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej.

Zdaniem ekspertów w kontekście digitalizacji i coraz szybszych przemian społecznych, gospodarczych czy technologicznych biznes musi na bieżąco reagować i adaptować się do zmian. Produkty i usługi są wciąż ulepszane w odpowiedzi na rosnące oczekiwania konsumentów. By nie pozostawać w tyle, firmy muszą właściwie identyfikować trendy, które będą kształtować przyszłość rynku i właściwie na nie odpowiadać. Dla polskich przedsiębiorstw wzorem może być Skandynawia, która wiedzie prym w innowacyjności, przedsiębiorczości i kreowaniu nowych rozwiązań, wyznaczając kierunek rozwoju dla innych państw.

– Od wielu lat jesteśmy klasyfikowani na czołowych pozycjach. Utrzymanie innowacyjnego charakteru jest łatwiejsze, kiedy wiemy, w czym sprawdzają się nasi sąsiedzi. Wówczas nam samym łatwiej jest podążać tą ścieżką, sukces napędza sukces. Kolejną istotną kwestią jest nasza kultura, która sprzyja wychodzeniu przed szereg i podejmowaniu wspólnych działań. Nie mamy w zwyczaju dusić pomysłów w zarodku. Uważamy, że dzielenie się szalonymi pomysłami jest w porządku, bo czasem szalony pomysł okazuje się świetny i możemy wdrożyć go w życie – mówi Ola Möllerström, wiceprezes Sigma Connectivity AB. – Jedną z cech, która wyróżnia skandynawskie przedsiębiorstwa, jest międzynarodowość. Zbliża się era cyfryzacji i proces ten osiąga wymiar globalny. Szwedzkie przedsiębiorstwa mają charakter globalny już od wielu lat, nie jest to dla nas nic nowego. Traktujemy to raczej jako nowe narzędzie, dzięki któremu możemy przyspieszyć proces globalizacji, a nie jako wyzwanie – dodaje.

Dane przytaczane w najnowszym raporcie SPCC i infuture hatalska foresight institute („Nordic Insights – trendy, które kształtują przyszłość biznesu”) potwierdzają czołową pozycję państw skandynawskich w rankingach dotyczących cyfryzacji czy zrównoważonego rozwoju. W tegorocznym indeksie DESI 2018 (ocena stopnia cyfryzacji państw), publikowanym przez Komisję Europejską, Dania, Szwecja i Finlandia zajmują trzy pierwsze miejsca. Z kolei w Global Innovation Index 2018 Szwecja znalazła się na 3. pozycji, natomiast Dania i Finlandia uplasowały się w pierwszej dziesiątce. W tym roku Szwecja, Dania i Finlandia zajęły również trzy pierwsze miejsca w rankingu Global SDG Index (Indeks Celów Zrównoważonego Rozwoju), a do 2040 roku Dania zamierza całkowicie przestawić się na zrównoważone źródła energii.

Eksperci podkreślają, że identyfikacja kluczowych trendów biznesowych w Skandynawii może pomóc polskim firmom w rozwoju i kreowaniu przewagi konkurencyjnej zarówno na krajowym, jak i globalnym rynku. Mając wiedzę na temat wiodących trendów, firmy mogą się zainspirować i odnaleźć nowe obszary dla skandynawsko-polskiej współpracy biznesowej. W raporcie SPCC „Nordic Insights” najważniejsze kierunki rozwoju biznesu zostały przestawione w czternastu głównych trendach kształtujących jego przyszłość. Podzielono je na trzy grupy tematyczne: gospodarka i technologia, środowisko i zrównoważony rozwój oraz społeczeństwo i praca.

– Wyłoniliśmy czternaście trendów, które są istotne dla rozwoju skandynawsko-polskiej współpracy. Wśród najistotniejszych jest Smarter Living &  Working, czyli rozwiązania oparte na internecie rzeczy. Kolejne to to Fossil Fuel Free, czyli rozwój zrównoważonego środowiska, obniżenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery, oraz AI for Humanity. Skandynawowie stawiają człowieka w centrum zainteresowania, stąd rozwiązania sztucznej inteligencji mają wspierać ludzi w ich codziennych działaniach. AI for Humanity dotyczy rozwijania obszarów związanych z internetem rzeczy, który może służyć podnoszeniu komfortu życia osób starszych. Stoimy obecnie przed wyzwaniem, jakim jest starzejące się społeczeństwo i tutaj poszukiwanie nowych rozwiązań jest kluczowe. Skandynawowie mają już w tym praktykę – zauważa podkreśla Agnieszka Zielińska, Dyrektor Zarządzająca SPCC.

Fossil Fuel Free – kolejny trend wymieniony w raporcie – opiera się na głównych założeniach strategii zrównoważonego rozwoju. Obejmuje wszystkie te działania, których konsekwencją jest uniezależnienie od paliw kopalnych (ang. fossil fuel). Natomiast trend Smarter Living & Working nawiązuje do inteligentnych rozwiązań IoT (Internet of Things), które pozwalają społeczeństwu funkcjonować efektywniej, oszczędniej i sprawniej. Dotyczy to zarówno elektroniki użytkowej (urządzenia typu smart home), inteligentnych budynków (smart buildings) czy infrastruktury miast (smart city).

– W Skandynawii już w tej chwili pracuje się nad rozwiązaniami sieci 5G i widzimy, że Polska bierze w tym udział. W zeszłym tygodniu została ogłoszona współpraca – stworzenie nowego ekosystemu pomiędzy firmą szwedzką Ericsson, Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną oraz Politechniką Łódzką, której celem jest rozwijanie sieci 5G w Polsce – zauważa Agnieszka Zielińska.

Wśród kluczowych trenów wymienianych w raporcie znalazły się również te związane z biotechnologią, digitalizacją medycyny, technologią blockchain, Gospodarką Obiegu Zamkniętego, wykorzystywaniem wody jako zasobu oraz innowacjami w edukacji. Jednym z ważniejszych dla biznesu jest także trend Deep Impact oparty o współpracy firm i start-upów, które wspólnie starają się reagować na globalne problemy wynikające ze zmian ekonomicznych czy środowiskowych.

– Współpraca ze start-upami przynosi obopólne korzyści, każda ze stron wnosi zupełnie inną wartość. Jako bardziej tradycyjna instytucja bankowa wnosimy wkład w postaci rozległej wiedzy, długofalowych relacji z klientami i przede wszystkim zaufania. Start-upy są z kolei ogromnie doświadczone w obszarze nowych technologii, innowacyjnych modeli współpracy oraz mają możliwość dostarczania konkretnych rozwiązań w obszarach istotnych dla naszych klientów. Przestaliśmy więc postrzegać je przez pryzmat konkurencji i zaczęliśmy być bardziej otwarci na współpracę. Coraz szerzej inwestujemy także w fintechy i start-upy z krajów nordyckich, mając na celu zacieśnienie współpracy i ustanowienie długofalowych relacji – mówi Robert Pehrsson, dyrektor rozwoju biznesu, SEB.

Jak podkreśla ekspert Sigma Connectivity Ola Möllerström, aby odnaleźć się w dzisiejszych realiach, firmy powinny dostrzegać nie wyzwania, lecz możliwości. Kluczowe jest dla nich dzisiaj modyfikowanie swoich modeli biznesowych, wychodzenie poza sztywne schematy i modyfikowanie swojej oferty, dostosowując ją do rynkowych zmian.

– Kiedy pojawia się tak wiele możliwości i przemysł mocno napiera do przodu, trzeba być gotowym na błyskawiczne zmiany. Jedną z najistotniejszych kwestii jest dziś niewątpliwie pozostanie w łączności, pozyskiwanie danych i wypracowanie nowych modeli biznesowych. To z kolei wymusza inny tok myślenia, wyjście poza pewne ramy i modyfikowanie własnej oferty. Prawdopodobnie będziemy musieli opracować nowe usługi, wykraczające poza standardową ofertę – mówi Ola Möllerström, wiceprezes w Sigma Connectivity AB.

Raport Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej (SPCC) „Nordic Insights – trendy kształtujące przyszłość biznesu”, opracowany we współpracy z  infuture hatalska foresight institute, został zaprezentowany w trakcie zakończonej właśnie konferencji SPCC w Warszawie, której motywem przewodnim były właśnie te trendy, które będą kształtować przyszłość biznesu i współpracę polsko-skandynawską. Jego pełna wersja dostępna jest na stronie internetowej SPCC.

Konto bankowe z obsługą księgowości online. Banki ułatwiają przedsiębiorcom prowadzenie małych firm

Konto bankowe z obsługą księgowości online. Banki ułatwiają przedsiębiorcom prowadzenie małych firm 3

Jednoosobowa działalność gospodarcza to w Polsce najpopularniejsza forma prowadzenia firmy. Decyduje się na nią coraz więcej osób – w tym roku liczba jednoosobowych firm przekroczyła już 3 mln. Prowadzenie takiej działalności jest coraz prostsze dzięki wprowadzanym przez rząd ułatwieniom, ale i bankom, które wychodzą naprzeciw potrzebom małych przedsiębiorców. Od połowy września mogą oni prowadzić księgowość online – Santander Bank Polska w nowej usłudze umożliwi też dostęp do dedykowanego zdalnego księgowego.

– Przedsiębiorcy z sektora MŚP oczekują obecnie prostych rozwiązań, które zaoszczędzą im czas. Najlepiej dostępnych z poziomu aplikacji mobilnej, w każdej sytuacji i w każdym miejscu. Odpowiadając na te potrzeby, Santander Bank Polska uruchamia usługę e-księgowości, dostępną zarówno z poziomu bankowości internetowej, jak i specjalnej aplikacji, w której przedsiębiorcy będą mogli swobodnie dodawać faktury, koszty, obserwować bieżący przepływ swoich finansów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adrian Kaczmarek, dyrektor ds. zarządzania projektami i rozwojem narzędzi MŚP w Santander Bank Polska.

Jednoosobowa działalność gospodarcza to w Polsce najpopularniejsza forma prowadzenia firmy. Decyduje się na nią coraz więcej osób – w tym roku liczba jednoosobowych firm przekroczyła już 3 mln. Od połowy października przedsiębiorcy, którzy mają zarejestrowaną jednoosobową działalność gospodarczą, mogą prowadzić swoją księgowość online. Taką usługę – we współpracy z firmą inFakt – wprowadził Santander Bank Polska. Narzędzie umożliwia wystawianie faktur zarówno w bankowości internetowej, jak i w aplikacji mobilnej inFakt oraz zapisywanie faktur do formatu .pdf i przesyłanie ich e-mailem do kontrahentów.

– Dostęp do e-księgowości daje możliwość prostego, intuicyjnego dodawania nowych faktur. Przykładowo, będąc w siedzibie kontrahenta, przedsiębiorca może wyciągnąć telefon z kieszeni i w kilka sekund, w trzech prostych krokach dodać nowego odbiorcę, usługę oraz wysłać fakturę e-mailem. Podobnie z dodawaniem kosztów, zatrzymując się na stacji benzynowej i odbierając fakturę, można zrobić jej zdjęcie, a system automatycznie pobierze z niej wszystkie wartości. Sprawdzi, że np. zakupiony dodatkowo towar, np. posiłek, nie powinien się na niej znaleźć, usunie go i zaksięguje prawidłową wartość faktury w systemie – tłumaczy Adrian Kaczmarek.

Wystawiając fakturę, przedsiębiorca może skorzystać z dostępnych w eKsięgowości gotowych szablonów, a w razie problemów – poprosić o wsparcie księgowe lub techniczne. Stworzona w tym celu infolinia jest czynna od poniedziałku do soboty, w wydłużonych godzinach 7–22. W pakiecie samodzielnej księgowości możliwe jest również generowanie i wysyłka plików JPK, a także generowanie Księgi Przychodów i Rozchodów, deklaracji VAT-7 i PIT-5. Przedsiębiorcy mogą również kontrolować terminy płatności i wysokość składek do ZUS i Urzędu Skarbowego.

Santander Bank Polska przygotował również płatne pakiety dla przedsiębiorców, którzy chcą powierzyć prowadzenie finansów swojej firmy zdalnemu księgowemu.

– Usługa eKsięgowości jest realizowana w trzech wariantach, wystawianie faktur, które jest darmowe lub płatne w zależności od liczby takich dokumentów, samodzielne prowadzenie księgowości oraz ogólnopolskie biuro rachunkowe. Ceny są zróżnicowane w zależności od rodzaju wybranej usługi i liczby dokumentów, jaką operuje klient – mówi Adrian Kaczmarek.

W ramach tej ostatniej oferty, zdalny księgowy lub księgowa zewidencjonuje wszystkie koszty, wyśle deklaracje podatkowe do US, będzie reprezentować przedsiębiorcę przed urzędami i doradzi najlepsze rozwiązania. Co istotne, narzędzie w jednej z opcji daje też możliwość dostępu do jednego, wybranego księgowego bądź księgowej, który będzie się zawsze zajmował sprawami danej firmy i znał jej specyfikę. Dzięki temu przedsiębiorca zaoszczędzi czas (np. nie będzie musiał każdorazowo wyjaśniać, z czym ma problem) i będzie mógł się skupić na prowadzeniu biznesu.

– Przedsiębiorcy nie są w tym wszystkim sami, dostają od nas wsparcie księgowych, do których mogą się odzywać w każdym momencie, z każdą wątpliwością. To istotne o tyle, że w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy nasza ustawa o podatku dochodowym zmieniała się już czternaście razy, w związku z tym nie jest to proste zagadnienie, chcemy wspierać, a przede wszystkim ułatwiać przedsiębiorcom prowadzenie biznesu. eKsięgowość to rozwiązanie, które pozwala zaoszczędzić czas, a dzięki temu właściciel małej firmy może poświęcić go rozwój swojego biznesu – mówi Adrian Kaczmarek, dyrektor ds. zarządzania projektami i rozwojem narzędzi MŚP w Santander Bank Polska.

Rodzi się coraz więcej wcześniaków

Co roku w Polsce rodzi się ponad 20 tys. wcześniaków

Co roku w Polsce rodzi się ponad 20 tys. wcześniaków. Szanse na przeżycie mają nawet dzieci ważące 0,5 kg, co jest wielkim sukcesem polskiej neonatologii. Wciąż potrzebna jest jednak lepsza opieka rozwojowa nad wcześniakami, która powinna trwać 3 lata. Brakuje również sieci ośrodków medycznych zapewniających opiekę kompleksową i skoordynowaną. Znacznemu opóźnieniu uległ ponadto program rozszerzający profilaktykę zarażenia wirusem RS na dzieci urodzone do pełnego 32. tygodnia ciąży.

Wcześniaki to dzieci urodzone pomiędzy 22. a 37. tygodniem ciąży, z masą ciała do 2500 gramów. W Polsce przedwcześnie kończy się ponad 6 proc. porodów, przy czym liczba ta stale się zwiększa, z danych GUS wynika, że obecnie co roku na świat przychodzi blisko 24 tys. wcześniaków. Dzięki rozwojowi medycyny dzieci te mają coraz większe szanse na przeżycie. Jeszcze 30 lat temu noworodek musiał ważyć przynajmniej 1000 gramów, by lekarze mogli go uratować, dziś przeżywają nawet wcześniaki ważące połowę mniej. Przed polską neonatologią wciąż stoi jeszcze wiele wyzwań w zakresie ratowania przedwcześnie urodzonych dzieci. Jednym z najważniejszych jest zapewnienie im opieki rozwojowej na okres dłuższy niż pierwszy rok życia.

– Chcielibyśmy, żeby to była opieka dłuższa, wielospecjalistyczna, koordynowana, bo w tej chwili też ona jest wielospecjalistyczna, ale jest realizowana w wielu miejscach, w różnym czasie, co jest bardzo trudne dla rodziców dziecka i co trochę jest rozproszone, w tym sensie, że potrzebna jest osoba, która tę opiekę koordynuje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Helwich, konsultant krajowy ds. neonatologii.

Równie istotne jest objęcie jak najszerszej grupy wcześniaków programem profilaktyki zakażenia wirusem RS, wywołującym infekcje układu oddechowego. Wirus ten co roku atakuje blisko 90 proc. wcześniaków, zakażenie jest dla nich wyjątkowo niebezpieczne, może bowiem prowadzić do niewydolności oddechowej, a także niekorzystnie wpływać na ich dalszy rozwój. U dzieci, które przeszły taką infekcję czterokrotnie, zwiększa się ryzyko wystąpienia astmy oskrzelowej. Medycyna nie dysponuje szczepionką przeciwko wirusowi RS, dlatego jedyną formą profilaktyki jest comiesięczne podawanie gotowych przeciwciał zwalczających wirusa w okresie od listopada do końca kwietnia. Od tego roku z profilaktyki tej będą mogły skorzystać dzieci, które urodziły się do końca 32. tygodnia ciąży.

– Od marca mamy zapewnienie o rozszerzeniu tej opieki, jednak nie zostały zabezpieczone odpowiednie pieniądze i dlatego jest opóźnienie w rozpoczęciu profilaktyki, ale mam nadzieję, że już wychodzimy na prostą. Dotychczas w profilaktyce brały udział tylko te skrajnie niedojrzałe noworodki urodzone przed 28. tygodniem ciąży. Chodzi o to, żeby rozszerzyć tę grupę do 32. pełnego tygodnia wieku ciążowego – mówi Ewa Helwich.

Polska jest wyjątkiem, na świecie nie ma bowiem oddzielnej specjalizacji z neonatologii, wcześniakami zajmują się pediatrzy. Ta gałąź polskiej medycyny zaczęła powstawać w połowie XX wieku, pierwszy modelowy oddział wcześniaków powstał w 1950 roku w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie. W 1989 roku wyodrębniono specjalizację z neonatologii. W początkowych latach polska neonatologia borykała się z poważnymi problemami, m.in. brakiem odpowiedniego sprzętu, wyposażenia sal szpitalnych, funduszy oraz lekarzy specjalistów. Miarą sukcesu jej twórców jest zmniejszająca się umieralność noworodków, w latach 50. XX wieku wynosiła ona 110 promili, co oznacza, że na 1 000 urodzonych noworodków 110 umierało. Na początku lat 90. ta liczba zmalała do 18 na 1 000 urodzeń, w tej chwili wynosi 3,5 promila.

– Coraz częściej myślimy o nieinwazyjności. Staramy się ograniczyć maksymalnie cierpienie dziecka, ból noworodka i w związku z tym te nieinwazyjne metody leczenia, nawet bardzo intensywnego, są w tej chwili dużym wyzwaniem. Niezwykle ważne jest to, że coraz więcej humanizmu w naszej dziedzinie, technika jest ważna, ale nie może nam tego przesłonić – mówi Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego.

Istotnym elementem tej filozofii są oddziały neonatologiczne otwarte dla rodziców. Postrzeganie roli rodziców w procesie terapeutycznym zmieniło się istotnie w ostatnich latach, dziś lekarze nie mają już wątpliwości, jak ważne dla rozwoju noworodka jest odżywianie mlekiem matki oraz kangurowanie, czyli bezpośredni kontakt skóry matki i dziecka. Zapewnia to dziecku poczucie bezpieczeństwa i zmniejsza stres poporodowy, co jest szczególnie ważne w przypadku niemowląt urodzonych przedwcześnie.

– Rodzice przechodzą z nami te wszystkie etapy, bardzo ciężko chorego dziecka, poprzez zdrowienie jego i to jest oczywiście motywujące dla nas ogromnie. Nie wyobrażam sobie już zamkniętych oddziałów neonatologicznych, a jeszcze nie tak dawno tak było, na oddziały intensywnej terapii nie było wstępu – mówi Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka.

Z okazji Światowego Dnia Wcześniaka ukazała się książka pt. „Narodziny polskiej neonatologii. Wspomnienia lekarzy”, której autorką jest dziennikarka medyczna Joanna Morga. W książce znalazły się wypowiedzi trzynastu wybitnych specjalistów z tej dziedziny medycyny, w tym kilkoro nestorów, którzy tworzyli neonatologię w Polsce. Patronat nad publikacją objęła Koalicja dla wcześniaka oraz Polskie Towarzystwo Neonatologiczne. Zdaniem autorki środowisko neonatologów jest w Polsce niedoceniane, mimo że zajmuje się ono ratowaniem życia i zdrowia najmniejszych i najbardziej chorych dzieci.

– Myślę, że to jest coś niesamowitego i to, jak zaangażowali się w pomoc tym dzieciom, jak zaangażowali się w rozwój tej dziedziny, to było poświęcenie własnych emocji, bo oni naprawdę przeżywają bardzo trudne chwile, bardzo duży stres i myślałam, że to jest jednak bardzo ważne, żeby pokazać te postacie – mówi Joanna Morga, dziennikarka PAP.

Książka „Narodziny polskiej neonatologii. Wspomnienia lekarza” jest dostępna w formie elektronicznej na stronie internetowej Koalicji dla wcześniaka.

W Polsce narasta konsumpcjonizm. Widać to szczególnie w Black Friday

W Polsce narasta konsumpcjonizm. Widać to szczególnie w Black Friday 4

Nasilający się konsumpcjonizm można zaobserwować najlepiej w okresie przedświątecznym – chociażby w Black Friday, czyli Czarny Piątek, kiedy obroty sklepów potrafią wzrosnąć nawet o kilkaset procent. W opozycji do nadmiernego kupowania i gromadzenia dóbr stoi Fair Trade, czyli ruch sprawiedliwego handlu. Cieszy się rosnącą popularnością zarówno globalnie, jak i w Polsce, gdzie sprzedaż produktów z certyfikatem Fairtrade w ubiegłym roku wzrosła o 50 proc. Ekspertka wrocławskiej Wyższej Szkoły Bankowej podkreśla, że kluczowe dla jego rozwoju jest budowanie świadomości konsumentów.

– W krajach rozwiniętych zdecydowanie można mówić o konsumpcjonizmie. Jest to trend, który generuje nadmierne kupowanie. Mówi się nawet o czymś takim jak fast-fashion, czyli „szybko, tanio i jak najwięcej”, i to jest zjawisko dotyczące krajów bogatych, rozwijających się. W Polsce zjawisko konsumpcjonizmu także występuje. Korzystamy z takich okazji, jak obniżki, promocje, więcej kupujemy. Jesteśmy krajem na dorobku, my chcemy więcej kupować, chcemy dogonić – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Katarzyna Kulig-Moskwa, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Konsumpcjonizm określa się jako styl życia polegający na nadmiernym kupowaniu i gromadzeniu dóbr ponad rzeczywiste potrzeby. Stan posiadania jako miara statusu społecznego czy jakości życia to głównie domena społeczeństw bogatych bądź tych, które dopiero znajdują się na dorobku. Konsumpcjonizm potęguje reklama, agresywny marketing kreujący, często sztuczne, potrzeby. Z jednej strony generuje on popyt na usługi i towary, przez co przyczynia się do rozwoju gospodarki. Z drugiej strony jest uznawany za szkodliwy zarówno społecznie, jak i w kontekście ekologii, ponieważ prowadzi do degradacji środowiska i nadmiernego wykorzystania zasobów.

– W opozycji do konsumpcjonizmu pojawiają się różne trendy. Czasami są one skrajne, czego przykładem są freeganie szukający pożywienia na śmietnikach. Globalnym, przeciwstawnym trendem jest także Fair Trade, czyli sprawiedliwy handel. Fair Trade to ruch, który ma połączyć kraje globalnego południa z konsumentem w kraju rozwijającym się, bogatym. Oznacza to, że my, dokonując wyborów w sklepie, codziennie możemy wpływać na jakość życia w krajach biedniejszych, kupując takie produkty, które są oznaczone znakami sprawiedliwego handlu – mówi dr Katarzyna Kulig-Moskwa.

Fair Trade to przeciwieństwo masowej konsumpcji. Produkty wytworzone według zasad Sprawiedliwego Handlu można znaleźć na sklepowych półkach dzięki specjalnym oznaczeniom na opakowaniu. Kupując produkt z certyfikatem Fairtrade, konsument może mieć pewność, że został on wyprodukowany zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju, z poszanowaniem dla środowiska, a rolnik bądź jego wytwórca został uczciwie wynagrodzony za swoją pracę.

Trend ten oferuje rolnikom i pracownikom z krajów rozwijających się korzystniejsze ceny skupu, godziwe warunki pracy i bardziej sprawiedliwe umowy handlowe. Promuje handel bez wyzysku, dlatego jest formą walki ze współczesnym niewolnictwem i wsparcia biedniejszych państw Południa.

– Edukacja na temat ruchu Fair Trade to uzmysławianie ludziom, że swoim swoimi codziennymi wyborami mają wpływ na innych, że są częścią globalnego systemu naczyń połączonych. Ich wybór – to, że wybiorą produkt ze znakiem Fairtrade, będzie powodował, że gdzieś w Afryce ktoś będzie mógł poprawić swoje życie, lepiej zjeść, zadbać o edukację swoich dzieci. Edukacja w ramach ruchu Fair Trade jest bardzo ważna i można ją realizować na każdym poziomie, od dzieci w przedszkolu aż po dorosłych – mówi dr Katarzyna Kulig-Moskwa.

Ruch Fair Trade na całym świecie cieszy się rosnącą popularnością. Według raportu organizacji Fairtrade International („Większa sprzedaż, większy wpływ”), w 2015 roku globalna sprzedaż produktów z certyfikatem Fairtrade osiągnęła wartość 7,3 mld euro. Dla przykładu, sprzedaż kakao pochodzącego ze sprawiedliwych upraw wzrosła w tym czasie o 27 proc.

– W Polsce ruch Fair Trade także rozwija się bardzo dobrze. W 2017 roku wzrost sprzedaży produktów z certyfikatem Fairtrade był o ponad 50 proc. wyższy, to jest naprawdę bardzo dynamiczny wzrost. Jak wynika ze zrealizowanych przez nas badań, już ponad 34 proc. społeczeństwa polskiego zetknęło się z certyfikatem sprawiedliwego handlu – mówi dr Katarzyna Kulig-Moskwa, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

W dniach 19–25.11 odbędzie się międzynarodowa akcja pod hasłem Tydzień Edukacji Globalnej. Jej celem jest zwrócenie uwagi Europejczyków na globalne problemy i wyzwania środowiskowe, ekonomiczne, społeczne czy polityczne. W ramach zaplanowanych działań odbędą się również te promujące ideę sprawiedliwego handlu.

Algorytm oszacuje szanse na powodzenie nowego biznesu. Do wykonania kompletnej analizy potrzebuje zaledwie kilku sekund

Algorytm oszacuje szanse na powodzenie nowego biznesu. Do wykonania kompletnej analizy potrzebuje zaledwie kilku sekund 5

Decyzje związane z rozwojem sieci, marketingiem i nowymi inwestycjami jeszcze nigdy nie były tak proste. Dzięki big data i uczeniu maszynowemu można przewidzieć przychód z potencjalnej inwestycji oraz znaleźć szczegółowe informacje o wybranej lokalizacji. Polski start-up opracował narzędzie, dzięki któremu można szybko poznać specyfikę wybranego miejsca oraz charakterystykę potencjalnych kontrahentów, którzy często pojawiają się w okolicy. Zamiast pomocy analityków przy opracowywaniu biznes planu wystarczy skorzystać z aplikacji, a wyniki pojawią się w ciągu kilku sekund.

– W Placeme chcemy wykorzystać potęgę big data i machine learning, aby przede wszystkim sektor retail mógł wykorzystać te dane, łatwo uzyskiwać informacje, które będą pomagały w podejmowaniu lepszych decyzji biznesowych. Odpowiadamy np. na pytania: ile nasz sklep, który zamierzamy otworzyć na Marszałkowskiej 1, będzie miał miesięcznego obrotu? Czyli mówimy o zwrocie inwestycji jeszcze przed podjęciem decyzji – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Tomasz Władziński, współzałożyciel Placeme.

Aplikacja Placeme pozwala w szybki sposób zdobyć niezbędne informacje, które ułatwią podjęcie biznesowej decyzji – poznać  specyfikę wybranego miejsca, charakterystykę potencjalnych kontrahentów, którzy często pojawiają się w okolicy. Wystarczy podać lokalizację, a narzędzie oszacuje rentowność przedsięwzięcia, które miałoby pojawić się w danym miejscu, liczbę potencjalnych konkurentów, ich zarobki i koszty utrzymania określonej placówki we wskazanej okolicy, natężenie ruchu, czy customer journey okolicznych mieszkańców.

Własny biznes może przynieść duże korzyści, także materialne. Nietrafiona decyzja może jednak oznaczać olbrzymie straty i długi. Otwarcie firmy wiąże się z ryzykiem.  Z danych Euler Hermes wynika, że zdecydowana większość upadłości dotyczy małych i średnich firm z obrotami do 20 mln zł, które działają lokalnie. Po pierwszym roku działalności upada 30 proc., a po 5 latach – nawet 70 proc. małych i średnich firm. Tylko niektórzy odnoszą sukces, który zależy nie tylko od pomysłu na biznes, lecz także lokalizacji, czy konkurencji.

Dzięki algorytmom wykorzystującym uczenie maszynowe, Placeme wyliczy na jakie dochody w danej lokalizacji można liczyć. Specjalna aplikacja pozwala oszacować rentowność przedsięwzięcia jeszcze zanim podejmie się decyzję o jego utworzeniu. Podjęcie decyzji o uruchomieniu własnego biznesu może więc być łatwiejsze. Placeme działa w oparciu o dane geolokalizacyjne, tym samym dostarcza wielu kluczowych dla powodzenia przedsięwzięcia danych.

– Rynek danych geolokalizacyjnych bardzo szybko rośnie, ale dopiero się tworzy, więc w Polsce jest tylko jedno podobne rozwiązanie, ale to nie są rozwiązanie klonowe. Jeżeli chodzi o najbardziej poważną konkurencję, to jest Geoblink z Hiszpanii, który bardzo mocno zdobywa rynek trochę nie tej części Europy, ale cały czas jesteśmy bark w bark z nimi i rozwijamy nowe funkcjonalności – przekonuje Tomasz Władziński.

Analitycy marketsandMarkets szacują, że w 2017 roku rynek usług lokalizacyjnych  i systemów lokalizacji w czasie rzeczywistym był wart 17,3 mld dolarów. Do 2023 roku jego wartość sięgnie już 68,8 mld dolarów, przy łącznej rocznej stopie wzrostu przekraczającej 25 proc.

Polscy naukowcy są uznawani za najlepszych ekspertów od sztucznej inteligencji. W rozwoju polskiego sektora SI potrzebna jest pomoc państwa

Polscy naukowcy są uznawani za najlepszych ekspertów od sztucznej inteligencji. W rozwoju polskiego sektora SI potrzebna jest pomoc państwa 6

Polski rząd planuje wesprzeć rozwój sztucznej inteligencji. Ministerstwo Cyfryzacji chce w tym celu między innymi zasilić magazyny danych w informacje pochodzące z instytucji publicznych. Tymczasem już dziś polscy naukowcy są uznawani za światową czołówkę branży, a polskie start-upy działające w sektorze SI są notowane wśród najdynamiczniej rozwijających się w Europie Środkowej. Światowy rynek sztucznej inteligencji będzie rósł do 2024 roku w średniorocznym tempie na poziomie 37 proc.

– Polscy eksperci związani ze sztuczną inteligencją są uważani za światowych liderów. Biorą udział w wielu badaniach w ośrodkach naukowych, szczególnie za granicą. Nasze technologie wprowadzane na rynki zagraniczne są często lepsze niż te, które do tej pory były tam oferowane. Szczególnie w przypadku Doliny Krzemowej, gdzie specjalistów od sztucznej inteligencji zawsze brakuje i specjaliści, których my angażujemy i których my dostarczamy, są uznawani za liderów na poziomie światowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Tomasz Trzciński, adiunkt  na Politechnice Warszawskiej.

Polski rząd ma plan na wykorzystanie potencjału specjalistów od sztucznej inteligencji. 9 listopada Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało dokument "Założenia do strategii AI w Polsce". Czytamy w nim, że w perspektywie średnioterminowej, czyli od 2 do 6 lat do stymulacji rozwoju gospodarki opartej na danych kluczowym ma być udział państwa jako zleceniodawcy w projektach ukierunkowanych na wykorzystanie danych cyfrowych. Do rozwoju sztucznej inteligencji w gospodarce opartej tych danych niezbędne ma być zasilenie magazynów danych danymi pochodzącymi z instytucji publicznych.

Jednym z zaleceń jest utworzenie centralnego repozytorium anonimowych danych medycznych, które będzie całkowicie lub częściowo otwarte. Plan działań ministerstwa na najbliższy rok zakłada natomiast m.in. wsparcie przy opracowaniu nowego programu SI w gospodarce, utworzenie w ramach NASK Cyfrowego HUB-u Innowacji  czy uruchomienie wirtualnego instytutu sztucznej inteligencji.

– Pracując intensywnie nad rozwojem strategii Polski w kontekście sztucznej inteligencji nie powinniśmy zapominać o wsparciu nauki. W większości zagranicznych ośrodków metody sztucznej inteligencji pochodzą właśnie z ośrodków naukowych i to tam są rozwijane, natomiast firmy takie jak Google, Apple czy Amazon są głównie adaptorami tych technologii i wprowadzają, komercjalizują je w rzeczywistości codziennej. Twórcami bardzo często są naukowcy i polska nauka ma ogromny potencjał, żeby takimi twórcami zostać – mówi dr Tomasz Trzciński.

Pozycja Polski na arenie międzynarodowej, pomimo że mamy świetnych specjalistów od sztucznej inteligencji, wciąż postrzegana jest jako zbyt słaba, chociaż działają już start-upy zaliczane do światowej czołówki sektora SI. Firma Tooploox w 19. edycji rankingu Deloitte „Technology Fast 50" uplasował się na 4. miejscu. Firma tworzy rozwiązania dla mediów społecznościowych oparte na integracji uczenia maszynowego z programowaniem neurolingwistycznym, dostarcza wsparcie w postaci analiz punktów 3D dla samochodów autonomicznych czy tworzy rozwiązania pomagające w rekonwalescencji po przebytym udarze.

Ogólnie w rankingu Deloitte znalazło się 18 polskich spółek. Polskie uczelnie są ponadto laureatami licznych międzynarodowych olimpiad informatycznych.

– Metody sztucznej inteligencji oparte o algorytmikę i matematykę, zarówno teoretyczną, jak i praktyczną to pole, które w naszym przekonaniu jest jeszcze niezagospodarowane, a mamy na tej arenie bardzo dużo sukcesów i powinniśmy je wykorzystywać – przekonuje przedstawiciel Politechniki Warszawskiej.

Według analityków z firmy badawczej Markets Research Engine światowy rynek sztucznej inteligencji będzie w 2024 roku wyceniany na 191 mld dolarów. Prognozowane średnioroczne tempo wzrostu wyniesie w najbliższych latach 37 proc.

Czy pożyczka to jedynie rozwiązanie na założenie start-upu?

Z hasłem „startup” spotkałeś się pewnie nie raz. Zanim zdecydujesz się na założenie startup-u to musisz wiedzieć, czym on jest oraz jak go założyć, szczególnie nie dysponując dużym kapitałem.

Ekspercki Matchbanker.pl, Matchbanker.no oraz Matchbanker.fi przygotował dla ciebie informacje, które powinieneś znać, na temat start-upów. Co więcej poznasz sposoby na sfinansowanie swojego innowacyjnego pomysłu.

Definicja startup

To określenie jest używane zaledwie od kilku lat i nie ma ustalonej jednoznacznej definicji. Z jednego punktu widzenia startup można skategoryzować jako młodą firmę. Od firmy odróżnia ją jednak cel. Przedsiębiorstwo ma cel bardzo prosty – zarabianie pieniędzy, a startup to jest także pewnego rodzaju eksperyment. Jego intencją jest znalezienie modelu biznesowego, czyli sposobu na osiągnięcie stabilnego i systematycznego dochodu. Jednak statystyki pokazują, że zaledwie jednemu lub zgodnie z innymi danymi, dwom startupom na dziesięć udaje się przeżyć.

Jak założyć startup będąc na etacie?

Startup można nawet rozpocząć po godzinach. Nie musisz od razu porzucać wszystkiego. Wystarczy jak na realizację pierwszych kroków w biznesie zaczniesz poświęcać kilka godzin w tygodniu. W miarę jak będziesz otrzymywać pozytywne sygnały z rynku to twoje zaangażowanie będzie rosło.

Kiedy stawiasz swoje biznesowe pierwsze kroki, powinieneś czytać jak najwięcej, aby szkolić i zdobywać swoją biznesową wiedzę. Możesz uczyć się z książek, szkoleń, warsztatów, mentorów oraz Internetu.

Nie odpuszczaj przy pierwszej porażce. To zupełnie normalne, że pierwsze próby zakończą się niepowodzeniem. Znalezienie docelowego modelu biznesowego wymaga czasu. Sukces w biznesie jest zarezerwowany dla cierpliwych.

Brak środków własnych

Zebranie danych z rynku wraz z ich analizą to czas na kreatywność i elastyczność wobec swojego pomysłu. Aby pomysł ewoluował niekoniecznie potrzebne są duże nakłady finansowe. Czasami wystarczą oszczędności bądź pożyczka pozabankowa. Jeżeli nas pomysł gwarantuje sukces to będzie nam zdecydowanie łatwiej znaleźć inwestorów. Co roku odbywa się szereg konkursów dla startupów. Na polskim rynku funkcjonuje co najmniej kilka organizacji tego typu jak na przykład Lewiatan Business Angels czy Sieć Aniołów Biznesu Amber. Poza prywatnymi inwestorami, fundacjami utworzonymi również w celu wsparcia przedsiębiorczości funkcjonują również środki unijne na innowacyjne biznesy. Do takich funduszy należą między innymi JEREMIE utworzony przez Komisję Europejską i Europejski Fundusz Inwestycyjny oraz Europejski Bank Inwestycyjny.

Czy warto założyć biznes w Polsce?

Oczywiście, że tak!

Polska jako jedno z niewielu państw w Unii Europejskiej, może pochwalić się ciągle rosnącym poziomem PKB. Nasza ojczyzna jako kraj rozwijający się, coraz bardziej otwiera się na zagranicznych inwestorów, ale też nie blokuje drogi polskim firmom. Ułatwiające założenie firmy procedury, korzystne podatki oraz zwolnienia sprawiają, że coraz więcej firm zwraca uwagę na nasz kraj. Szacuje się, że w Polsce działa ponad 40 tysięcy biur rachunkowych, z których wiele zajmuje się obsługą małych i średnich firm. Statystyki pokazują, że biuro rachunkowe wybiera ponad 62% przedsiębiorców. Dla porównania – tylko niewiele ponad 9% zatrudnia własną księgową. Te dane jasno pokazują, że rynek usług rachunkowych w Polsce jest bardzo rozbudowany i konkurencyjny – a to doskonała wiadomość dla osób, które myślą o prowadzeniu biznesu w Polsce!

Wyniki finansowe firm zwiastują ożywienie w inwestycjach

Ważne dla firm: Poprawa wyników finansowych przedsiębiorstw następuje w branżach mniej rentownych, natomiast pogorszenie dotyka sektory najbardziej rentowne.

W pierwszych trzech kwartałach br. przychody przedsiębiorstw wzrosły o 7,1% r/r, podczas gdy koszty ich uzyskania o 7,5% – podał GUS. Gdy jednak zawęzić kategorie do głównej działalności, dynamiki zrównują się na poziomie 7,5%, a za relatywnie gorszy wynik odpowiadają operacje finansowe, co przypuszczalnie wynika z efektów kursowych.

Wzrost kosztów dotyczył przede wszystkim kosztów pracy (wzrost o 0,4 pkt proc.) oraz materiałów (0,1 pkt proc), za to nieznacznie spadł udział usług obcych (0,1 pkt proc.). Jeśli ten trend się utrzyma, to może to oznaczać, że przejściowe braki możliwości produkcyjnych nie są już uzupełniane zakupem usług obcych.

Wyższe tempo wzrostu kosztów nad przychodami nieuchronnie prowadzi do niższego zysku netto i wyniku finansowego netto (spadek o odpowiedni 0,4% i 1,4% w porównaniu do pierwszych trzech kwartałów 2017). Zysk netto odnotowało 76,6% przedsiębiorstw (o 0,3 p. proc. więcej niż przed rokiem). W przekroju branżowym ujawnia się kompresja rentowności – branże mniej rentowne odnotowują jej poprawę, natomiast najbardziej rentowne – pogorszenie.

Ekspozycja polskich przedsiębiorstw niefinansowych na eksport spadła: na przestrzeni roku odsetek eksporterów w objętych badaniem grupach (średnie i duże przedsiębiorstwa wybranych sekcji PKD) spadł (49,9%, spadek o 1,4 p. proc.), a udział produkcji wysyłanej za granicę wśród eksporterów obniżył się (24,3%, spadek o 0,9 p. proc.). Tendencja ta nie zaskakuje, wziąwszy pod uwagę spowolnienie w gospodarkach dominujących odbiorców. Warto jednak zauważyć, że te firmy, które działalność eksportową kontynuują, notują wyższe przychody i wyższy zysk netto (wzrost odpowiednio o 0,3 i 0,4 p. proc.). Mamy więc do czynienia ze zjawiskiem pozytywnej selekcji.

Dane GUS dostarczają kolejnego dowodu na przełamanie w inwestycjach przedsiębiorstw. Nakłady inwestycyjne w wielkościach realnych o wzrosły o 12,4% (przy minimalnym spadku przed rokiem). Wśród nakładów najwyższe wzrosty dotyczyły budynków i maszyn (odpowiednio 18,6% oraz 12,6%). W świetle wczorajszych danych o produkcji sprzedanej, dalsze perspektywy inwestycji w budynki mogą być jednak ograniczone.

Komentarz Soni Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

Prognoza długoterminowa dla polskiej gospodarki wg. OECD

Polska będzie w tym roku drugą po Irlandii najszybciej rozwijającą się gospodarką wśród 34 krajów badanych przez OECD. Niestety, wkrótce nasza pozycja zacznie drastycznie spadać i w latach 2030-2060 wzrost gospodarczy nad Wisłą będzie najwolniejszy wśród wszystkich państw OECD – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

5,2 proc. – o tyle ma urosnąć polski PKB w tym roku. Prognozy Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wydają się realistyczne, biorąc pod uwagę kondycję rodzimej gospodarki w trzech minionych kwartałach. Inne dane także wyglądają zachęcająco. Bezrobocie ma spaść do poziomu 3,2 proc. pod koniec przyszłego roku. Tylko minimalnie cel Narodowego Banku Polskiego ma przekroczyć inflacja i wynieść 2,7 proc. w 2019 r.

Polska gospodarka jest względnie zbilansowana zewnętrznie. Deficyt na rachunku obrotów bieżących będzie oscylował w okolicach 1 proc. do 2020 r., a dług do PKB według metodologii unijnej zmniejszy się do 46,2 proc., czyli aż o 3 pkt proc. Dlaczego zatem z pozycji wicelidera wzrostu (po Irlandii) zostaniemy zepchnięci poniżej poziomu największych maruderów gospodarczych, włączając w to Włochy czy Grecję?

Perspektywa jak z koszmaru

OECD przygotowuje nie tylko krótkoterminowe prognozy, ale przedstawia także wieloletnie szacunki wzrostu gospodarczego, ostatnia pochodzi z lipca 2018 r. Według raportu „The Long View: Scenarios for the World Economy to 2060” potencjalny średnioroczny wzrost PKB na mieszkańca w latach 2030-2060 ma wynieść w Polsce jedynie 1,3 proc. To najsłabszy wynik nie tylko w UE, ale także w całym OECD. Jest to także drugi, poza Rosją – 1,2 proc. – najgorszy rezultat wśród wszystkich 46 badanych krajów.

Bardzo niski wzrost przez trzy dekady oznacza, że możemy zapomnieć o dogonieniu jakiejkolwiek rozwiniętej gospodarki. Nasz relatywny poziom zamożności mierzony PKB wyrażonym w sile nabywczej w relacji do USA praktycznie utrzyma się na podobnym poziomie, co obecnie (wzrost z 50 do 54 proc. w 2060 r.).

W klasyfikacji PKB na mieszkańca w relacji do poziomu w Stanach Zjednoczonych wyprzedzą nas wszystkie kraje regionu: Węgry – 60 proc., Słowenia – 62 proc. Słowacja – 79 proc. oraz Czechy – 77 proc. Po piętach deptać nam natomiast będą Chiny – 51 proc. oraz Indie – 44 proc.

Rynek pracy największym zagrożeniem

Badania OECD wskazują, że największym problemem Polski będzie rynek pracy. Poziom zatrudnienia ma spadać o 0,2 proc. każdego roku w latach 2030-2060 (najwięcej ze wszystkich państw). Przede wszystkim jest to efekt demografii, czyli starzejącego się społeczeństwa. Problemy demograficzne obejmują jednak także inne kraje.

Uwypuklenie tego czynnika w Polsce może wynikać ze zmian wprowadzonych w ostatnich latach. Szacunki MFW z 2017 r. pokazują, że populacja w wieku produkcyjnym, w związku z wprowadzeniem niższego wieku emerytalnego zmniejszy się aż o 10 pkt proc. do 2050 r. w porównaniu do scenariusza stopniowego wzrostu wieku emerytalnego. Negatywnie na podaż siły roboczej od 2030 r. zacznie także wpływać podniesienie wieku rozpoczęcia obowiązku szkolnego.

OECD z kolei zwraca uwagę, że dzietności lepiej sprzyja zastępowanie świadczeń pieniężnych świadczeniami rzeczowymi dla rodzin (np. darmowe przedszkole, żłobek), a jednocześnie pozwala to na łatwiejszy powrót kobiet do pracy i redukuje ryzyko erozji ich umiejętności. Czy jednak oznacza, że OECD i MFW sugerują, aby Polacy pracowali prawie od urodzenia aż do śmierci? Oczywiście nie.

W przypadku problemów demograficznych ważny jest kompromis, który dobrze przedstawia np. rozwiązanie wprowadzone w Portugalii. Wiek emerytalny jest podnoszony w tym kraju o dwie trzecie wzrostu oczekiwanej długości życia. Dzięki temu dłuższe życie oznacza nie tylko dłuższą pracę, ale także dłuższy okres odpoczynku na emeryturze.

W prezentacji z 18 marca 2018 r. OECD zwracał uwagę, że wydatki na zdrowie w Polsce są drugimi najmniejszymi wśród badanych krajów, co także redukuje chęć pozostawania starszych roczników na rynku pracy i zmniejsza ogólną jakość życia. W naszym kraju nie jest również promowane zatrudnienie na część etatu oraz praca podczas edukacji.

Szereg problemów strukturalnych

Potencjalny wzrost gospodarczy to nie tylko ilość pracowników, ale także ich produktywność. To zależy od jakości kształcenia (również nieformalnego), wydatków na badania i rozwój, systemu podatkowego, ram instytucjonalnych czy poziomu liberalizacji rynku (np. usług publicznych).

Zwiększenie wydatków na badania i rozwój do poziomu liderów (Korea, Izrael) pozwoliłoby na podniesienie polskiego PKB w horyzoncie projekcji (do 2060 r.) o ponad 10 proc. Wprowadzenie reform rynku pracy także pozwoliłoby podnieść PKB o kolejne 10 proc., a emerytalnych o 8 proc. Wyższy potencjalny wzrost to także lepsze wykorzystanie inwestycji publicznych, walka z korupcją czy większa odpowiedzialność decydentów.

W tej prognozie tkwi przestroga

Czy prognozy sugerujące spadek potencjalnego wzrostu PKB na mieszkańca Polski do 1,3 proc. w ogóle się zrealizują?

Wbrew pozorom, jak sugerują autorzy analizy OECD, długoterminowe trendy przewiduje się łatwiej niż zmiany następujące z roku na rok. Dziś dobra koniunktura zewnętrza, niespodziewany napływ imigrantów ze wschodu czy uszczelnienie systemu podatkowego dają krótkoterminowe wytchnienie i oddalają konieczność przeprowadzenia w Polsce bolesnych i czasochłonnych reform, np. emerytalnych czy rynku pracy.

W dłuższym terminie słabości naszej gospodarki trudno będzie „łatać” doraźnymi działaniami, a koszty spóźnionych zmian znacznie wzrosną. Być może scenariusz w modelu OECD jest zbyt pesymistyczny, ale na świecie nie brakuje krajów, które zmarnowały swoje szanse, a zachłystując się kruchym dobrobytem, zamieniły koszulkę lidera na pozycję outsidera.

Polacy wciąż za mało oszczędzają na emerytury

Im bliżej końca roku, tym więcej Polaków zaczyna interesować się możliwością obniżenia podatku poprzez otwieranie rachunków emerytalnych. Najnowsze dane KNF pokazują, że w pierwszym półroczu 2018 r.  IKZE posiadało 701,4 tys. osób, a IKE 960,6 tys. osób.[1]

Pokolenie obecnych 20-latków, którzy rozpoczynają dopiero kariery zawodowe, może liczyć na emerytury w maksymalnej wysokości 38,6 proc. ostatniej pensji – i to pod warunkiem ciągłego zatrudnienia, począwszy od ukończenia 20 lat aż do momentu osiągnięcia ustawowego wieku emerytalnego. Także prognozy ZUS zakładają, że większość Polaków będzie otrzymywać na emeryturze równowartość 40-50 proc. swojej ostatniej pensji. Tak niskie świadczenia emerytalne to skutek demografii – starzejącego się społeczeństwa i niskiej dzietności – podsumowano w raporcie OECD („Pensions at a Glance 2017”).

Jak wynika z najnowszych badań Związku Banków Polskich[2] Polacy w ciągu ostatnich 3 lat znacznie powiększyli swoje oszczędności, jednak nadal wypadamy blado w porównaniu do zachodnich sąsiadów.

Przede wszystkim oszczędzamy nieregularnie i największy odsetek badanych (bo aż 38%) deklaruje, że chciałoby mieć pełną dowolność w zakresie wysokości i częstotliwości dokonywanych na oszczędności wpłat. Między innymi z myślą o takich Polakach powstały IKZE, czyli Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego. Oprócz dużej dobrowolności w zakresie wpłat (możemy wpłacać, kiedy chcemy i ile chcemy, warunkiem jest tylko nieprzekroczenie ustalanej co roku maksymalnej kwoty wpłat), przekonujące mogą być również zachęty podatkowe. Dzięki nim odzyskać można nawet 1700 zł jeszcze w tym roku. Oszczędzający korzysta na tym, że wpłacone kwoty pomniejszają dochody do objęcia podatkiem dochodowym od osób fizycznych (PIT).

W konsekwencji dany podatnik może zapłacić niższy podatek lub nawet otrzymać zwrot z urzędu skarbowego. Zyski z IKZE, podobnie jak IKE, nie podlegają również tzw. podatkowi Belki, przy czym przy wypłacie z IKZE (gdy pieniądze zostaną pobrane po ukończeniu przez daną osobę 65 lat), pobrany powinien zostać zryczałtowany podatek dochodowy w wysokości 10 proc. wypłaconej kwoty.

Wpływy środków pieniężnych do IKE wyniosły 825,1 mln zł (o 60,6 mln zł więcej niż w I połowie 2017 r.).

Z podanej kwoty wysokość składki wyniosła 736,6 mln zł (o 92,4 mln zł więcej niż w I połowie 2017 r.), a transfery z pracowniczych programów emerytalnych – 88,4 mln zł (o 31,7 mln zł mniej niż w I połowie 2017 r.) – czytamy w raporcie „Indywidualne konta emerytalne oraz indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego w I połowie 2018 roku”.

Jak wskazuje Doradca Inwestycyjny Vienna Life, Kamil Hajdamowicz, oszczędności emerytalne to coś, o czym powinniśmy pomyśleć samodzielnie i to jak najwcześniej. Biorąc pod uwagę obecne tendencje demograficzne, tj. wydłużenie długości życia oraz starzenie się naszego społeczeństwa, kapitał, który sami zaoszczędzimy, jest prawdopodobnie większy niż mogliśmy to szacować jeszcze 10-20 lat temu. Dla dzisiejszych 20, czy nawet 30 latków, perspektywa emerytalna może wydawać się czymś odległym. A nie jest.  Warto więc zacząć jak najwcześniej, nawet od niskich kwot. Pozwoli nam to wyrobić nawyk samodzielnego oszczędzania na emeryturę, a tylko systematyczne odkładanie środków zbuduje odpowiedni kapitał. Warto wyznaczyć stały procent naszych zarobków alokowanych na ten cel, co biorąc pod uwagę cykl życia i potencjalne zwiększenie naszych zarobków w kolejnych latach pozwoli stopniowo zwiększać sumę naszych oszczędności.

Po raz kolejny wzrośnie wysokość limitów kwot wpłacanych na IKE oraz IKZE.

Zgodnie z projektem ustawy budżetowej na rok 2019 z dnia 21 sierpnia 2018 r. prognozowane przeciętne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w 2019 roku wzrośnie do kwoty 4765 zł. Z tego też wynika tegoroczny limit wpłat na IKE, który wynosi 14 295 zł (4765 x 3), a w IKZE – 5718 zł (4765 x 1,2). To oznacza wzrost w stosunku do poprzedniego roku odpowiednio o 966 zł w przypadku IKE i o 386,40 zł jeśli chodzi o IKZE.

[1] https://www.knf.gov.pl/?articleId=63662&p_id=18

[2] https://zbp.pl/wydarzenia/archiwum/wydarzenia/2018/pazdziernik/polacy-oszczedzaja-coraz-wiecej-jednakze-wciaz-pozostaja-w-ogonie-europy

AmRest zadebiutował dziś na hiszpańskiej giełdzie

AmRest, jeden z wiodących operatorów restauracyjnych w Europie, zadebiutował dziś na hiszpańskiej giełdzie. Akcje Spółki wprowadzono do obiegu w procesie technicznego listingu (dual listing) pod symbolem „EAT” –  tym samym co na warszawskim parkiecie, na którym firma obecna jest od 2005 roku.

Dzięki ponadprzeciętnym wynikom finansowym, AmRest jest na dobrej drodze do realizacji wizji podwojenia biznesu w perspektywie 3 lat (2×3 Vision). W III kwartale tego roku, sprzedaż firmy wzrosła o ponad 23 proc., osiągając poziom 392 milionów euro, czyli o 74 miliony więcej niż w roku poprzednim. Jednocześnie EBITDA wyniosła 50 milionów euro, co oznacza wzrost o 6 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym.

Wejście AmRest na giełdę w Hiszpanii umocni pozycję firmy w Europie Zachodniej i ułatwi dotarcie na nowe rynki, co jednocześnie pozwoli pozyskać nowe grono inwestorów.

José Parés, Przewodniczący Rady Dyrektorów AmRest, powiedział: „AmRest podjął strategiczną decyzję o przeniesieniu swojej siedziby do Hiszpanii, która jest drugim pod względem wielkości i jednocześnie najbardziej dochodowym rynkiem w portfelu Spółki. Dzięki wejściu na hiszpańską giełdę AmRest od dziś notowany jest również w Euro – walucie, która otwiera szereg możliwości zarówno dla firmy, jak i akcjonariuszy, by wspólnie tworzyć zrównoważony biznes z ogromnym potencjałem do dalszego rozwoju”.

KE odrzuca budżet Włoch. Spotkanie May i Junckera

Wygląda na to, że okres największych wewnętrznych zawirowań, które wywierały presję na polską walutę, mamy już za sobą. Sytuacja zewnętrzna dziś również sprzyja złotemu.

Polski złoty zakończył wtorek umocnieniem w relacji do euro i funta brytyjskiego. Waluta wprawdzie osłabiła się w relacji do dolara amerykańskiego, jednak było to związane wyłącznie z niekorzystnymi zmianami na głównej parze. Przede wszystkim w konsekwencji dzisiejszego, porannego wzrostu EUR/USD, w momencie pisania tego komentarza, złoty odrobił jednak wszystkie wczorajsze straty w relacji do dolara amerykańskiego.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek spadł o 0,5%, wahając się w widełkach 4,30-4,34. Wspólna europejska waluta zakończyła wczorajszy dzień osłabieniem również w relacji do głównych walut.

Tematem dzisiejszego dnia w strefie euro jest decyzja Komisji Europejskiej w kwestii budżetu Włoch. KE odrzuciła włoski budżet sugerując jednocześnie, że uwzględniając ogromny dług kraju (ponad 130% PKB), który ponad dwukrotnie przekracza akceptowalny przez UE poziom (60% PKB), zasadne jest uruchomienie procedury nadmiernego deficytu.

Paradoksalnie, włoskie aktywa oraz euro dziś jednak zyskują. Informacje o odrzuceniu budżetu przez KE i wspomniany pierwszy krok na drodze do „ukarania” Włoch były oczekiwane. Wprowadzenie kar finansowych związanych z procedurą nadmiernego deficytu również zajmie kilka miesięcy i nie jest pewne – Włochy mają jeszcze trochę czasu nas zreformowanie swojego planu.

Euro i włoskie aktywa dziś zyskują z uwagi na uspokojenie nastrojów globalnych oraz ze względu na doniesienia z Rzymu. Zgodnie z nowymi informacjami wicepremier kraju, Matteo Salvini może być otwarty na zmiany w budżecie, co – zważywszy na dotychczasową, silną opozycję ze strony włoskich rządzących względem jakichkolwiek zmian, które zagrażałyby realizacji ich obietnic wyborczych – można uznać za mały przełom.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek spadł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,84-4,87. Wczorajsze przemówienie prezesa Banku Anglii przed Komisją Skarbu podczas prezentacji raportu o inflacji nieco uspokoiło inwestorów w pierwszej części dnia, ostatecznie jednak nie wystarczyło, aby powstrzymać wyprzedaż szterlinga.

Z pozytywów – wygląda na to, że szanse na wotum nieufności wobec premier May, którego obawiały się rynki, nieco spadają. Niewykluczone, że obóz eurosceptyków w Partii Konserwatywnej ocenił, że nawet uruchomienie procedury nie doprowadzi do odejścia premier. Zamiast tego, w przypadku niepowodzenia, mogłoby zagwarantować jej 12 miesięcy spokoju, co w ostatecznym rozrachunku byłoby niekorzystne dla jej oponentów.

Dziś inwestorzy skupiają uwagę na spotkaniu premier Wielkiej Brytanii i przewodniczącego Komisji Europejskiej. May i Juncker mają dyskutować nad deklaracją dotyczącą przyszłych relacji. Publikacja szkicu wstępnej umowy wywołała istotne kontrowersje zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w UE, i w obecnej formie mogłoby nie zostać zaakceptowane przez brytyjski parlament.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 3,77-3,80. Dolarowi amerykańskiemu jako walucie safe-haven sprzyjały wczoraj obawy o sytuację na światowych rynkach akcji. Główne indeksy pogłębiły spadki z poprzedniego dnia. Dziś jednak sytuacja jest mniej korzystna dla amerykańskiej waluty – po spadkach amerykańskich indeksów, akcje azjatyckie ustabilizowały się, a europejskie od rana zyskują. Dolarowi dziś rano nie sprzyjało również umocnienie wspólnej europejskiej waluty związane z informacjami o możliwym łagodzeniu stanowiska Włoch w kwestii budżetu.

Wtorek nie był zbyt obfity w dane z USA. Odczyty z rynku nieruchomości były mieszane – w październiku na plus zaskoczyła liczba pozwoleń na budowę, nieco rozczarowała z kolei miesięczna dynamika rozpoczętych projektów budowlanych (domów). Dziś poznamy dane o zamówieniach środków trwałych w październiku oraz cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych. Oprócz tego opublikowane zostaną kolejne dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w październiku oraz indeks nastrojów konsumentów w USA w listopadzie.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – dane o zamówieniach środków trwałych w USA w październiku
  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 16:00 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w październiku
  • 16:00 – indeks nastrojów konsumentów w USA w listopadzie

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Ecolab podsumowuje 25 lat w Polsce

Gdy w 1993 roku firma Ecolab wchodziła do Polski, w branży utrzymania czystości królowało wiadro i ścierka. Mało kto zawracał sobie głowę stosowaniem tak podstawowych środków ochronnych jak choćby rękawice. Dziś standardem są bezpieczne środki tlenowe i polimerowe, a personel doskonale wie, że przed zdezynfekowaniem podłogi trzeba ją dobrze oczyścić i zabezpieczyć. Co jeszcze zmieniło się od lat 90-tych?

Pierwszą siedzibę Ecolab w Polsce otwarto 25 lat temu na Woli Justowskiej w Krakowie. W niepozornym budynku, przypominającym bardziej niewielki dom jednorodzinny niż siedzibę amerykańskiego giganta, pracę znalazło 13 osób. Dziś Ecolab Polska zatrudnia 126 pracowników i z obrotami rzędu 75 milionów dolarów rocznie jest niekwestionowanym liderem rynku. W nowoczesnym biurowcu w Krakowie swoje siedziby ma 6 niezależnych dywizji, wspierających czystość i higienę w obiektach użyteczności publicznej – szpitalach, szkołach, bankach, a także w biurowcach, hotelach, restauracjach, pralniach i przemyśle spożywczym. W każdym z tych obiektów o czystość dba wykwalifikowany personel posiadający podstawową wiedzę z zakresu chemii, materiałoznawstwa czy mechaniki, doskonaloną podczas regularnych szkoleń z nowych rozwiązań w zakresie higieny i technologii. Zadaniem takich firm jak Ecolab jest więc nie tylko dostarczanie produktów, ale przede wszystkim edukacja i ciągłe podnoszenie kwalifikacji ekip sprzątających, dostarczanie technologicznego know how i pełna obsługa serwisowa.

Pasta i wysoki połysk

Jednak na początku lat 90. takie kompleksowe podejście do procesu sprzątania było czymś zupełnie nowym. Czystość była pojęciem subiektywnym, zależnym od nastrojów personelu sprzątającego czy zarządu obiektu. Proces mycia ograniczał się do wiadra, wody i ścierki, ewentualnie szczotki ryżowej. Zamiast profesjonalnych produktów do zabezpieczania podłóg stosowano pasty, które tak naprawdę były łapaczami brudu.

Andrzej Piotrowski, dyrektor Dywizji Institutional w Ecolab Polska
Andrzej Piotrowski, dyrektor Dywizji Institutional w Ecolab Polska

–  Wyglądało to w ten sposób, że powierzchnie myto i płukano tą samą wodą, co dawało efekt odwrotny do zamierzonego. Mało tego, nikt nie zawracał sobie głowy tym, aby przed zdezynfekowaniem podłogi, porządnie ją doczyścić. Stare przyschnięte brudy po prostu zapastowywano na wysoki połysk – wspomina Andrzej Piotrowski, dyrektor Dywizji Institutional w Ecolab Polska.

Proste systemy dwuwiaderkowe

Potrzebna była edukacja i zmiana postrzegania całego procesu sprzątania. Nie było to jednak łatwe. Barierę stanowiły zarówno mocno zakorzenione przyzwyczajenia do dawnych metod pracy, jak i ograniczenia budżetowe, zwłaszcza firm z sektora państwowego. Na początku zaczęto więc wprowadzać proste zestawy dwuwiaderkowe, z prasą do wyciskania i płaskim mopem oraz podstawowe systemy ochronne. Już sam ten zabieg znacznie poprawił wydajność pracy, ale też bezpieczeństwo i higienę.

Zaczęto dostrzegać zalety nowoczesnych rozwiązań, doceniać wygodę ich stosowania. Personelowi pracowało się łatwiej, a co za tym idzie – stawał się bardziej wydajny. Okazało się też, że koszty chemii i urządzeń w całym systemie czyszczenia stanowią zaledwie 2-4 proc. Natomiast nawet 80 proc. generują koszty ludzkie. Zwiększenie wydajności w tym obszarze było więc kluczem do optymalizacji kosztów. Jako pierwsze zaczęły rozumieć to banki i biurowce, które znały i powoli przejmowały modele pracy z zachodu. Do nowych technologii zaczęły przekonywać się też hotele – mówi Andrzej Piotrowski, Ecolab Polska.

Czerwony jak ogień

Zmiana świadomości i podejścia do kompleksowych rozwiązań z zakresu mycia i dezynfekcji wymagała jednak czasu i pracy z ludźmi. Organizowano pokazy oraz szkolenia dla personelu. Celem tych działań było uświadomienie, na czym polega cały proces sprzątania. Uczono się składów i zastosowania produktów, takich jak nowoczesne, przyjazne dla środowiska środki tlenowe. Poznawano nowe techniki czyszczenia i zdobywano wiedzę z zakresu materiałoznawstwa.

Wyjaśnialiśmy, które powierzchnie są hydrofilowe, a które hydrofobowe i jak je czyścić, aby ich nie porysować. Na zasadzie prostych skojarzeń tłumaczyliśmy, że kolor czerwony (jak ogień) oznacza środki żrące, zielony (jak trawa) to produkty do czyszczenia podłóg, niebieskim (jak niebo) oznaczone są środki do czyszczenia powierzchni ogólnych i okien, a żółtym (jak słońce) do dezynfekcji – opowiada Andrzej Piotrowski.

E-commerce w sektorze B2B – wnioski z najnowszego badania od e-point SA i Mobile Institute

Największą bolączką klientów B2B jest brak czasu, dlatego coraz częściej wybierają szybkie i wygodne zakupy w internecie – wynika z raportu Proces zakupowy w B2B: wyzwania, trendy, inspiracje opracowanego przez e-point SA i Mobile Institute. Dla klientów i sprzedawców nadaj jednak najbardziej liczą się relacje.

Online oznacza wygodnie

69% ankietowanych kupuje produkty dla swoich firm online. Pytani o powody, najczęściej wskazują:

  • możliwość dokonania zakupu w dowolnym miejscu i czasie (70%),
  • wygodę (67%),
  • szybkość (65%),
  • łatwość znalezienia produktów w internecie (54%).

Ponadto, aż 36% klientów B2B chciałoby dokonywać zakupów dla firmy za pośrednictwem urządzenia mobilnego.

Ciekawe też, że sama cena nie ma największego wpływu na wybór partnera biznesowego. Wskazało ją 57% badanych. Niewiele mniej (51%) jako najważniejszy czynnik podało opinie innych użytkowników. Najistotniejszym aspektem okazały się jednak pojmowane całościowo dobre warunki współpracy (83%). To zgodne z globalnymi trendami: dla kupców B2B ważniejsze niż cena jest Customer Experience.

Rosnąca popularność B2B e-commerce

Polskie firmy B2B od lat konsekwentnie wchodzą w kanał online. 96% respondentów ma firmową stronę internetową. Podobnie jak w badaniu z 2009 r., widać, że serwisy www służą głównie do przedstawiania informacji o firmie i jej ofercie oraz do ułatwienia potencjalnym odbiorcom kontaktu. „Sugeruje to, że ogólny model obecności internetowej jest trwały i nie zmienił się diametralnie w ciągu ostatnich 9 lat”, komentuje dr hab. Tymoteusz Doligalski.

Jednak sam serwis www to za mało. „Postępująca cyfryzacja świata oraz dojrzałość klientów powodują, że platformy e-commerce są naturalnym narzędziem pracy zarówno naszych sił sprzedaży, jak i klientów. Na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie funkcjonuje Grupa Inter Cars, od lat obserwujemy wzrosty sprzedaży realizowanej przy wykorzystaniu naszych rozwiązań e-commerce. Na niektórych rynkach ich udział sięga już 80-90%”, mówi Tomasz Skórski, ekspert w obszarze Digital i UX, Digital Products Development and Architecture Manager, Inter Cars.

Przedsiębiorstwa, które zainwestowały w B2B e-commerce dostrzegają następujące korzyści:

  • pozyskanie nowych klientów (81%),
  • wzrost sprzedaży (73%),
  • zmiana sposobu komunikacji z klientami (71%).

Rozwiązania samoobsługowe? Tak, ale muszą wspierać relacje

Polskich przedsiębiorców wyróżnia ostrożność we wdrażaniu rozwiązań samoobsługowych –  choć dostrzegają ich użyteczność dla zabieganych klientów B2B, przywiązują ogromną wagę do pielęgnowania relacji i traktują rozwiązania IT jako narzędzia do tego celu.

„Trendem jest poszukiwanie partnerstw strategicznych z dostawcami, którzy są wyjątkowo cenni dla danego biznesu – albo mają unikatowy produkt, albo skala zakupów danego typu jest na tyle duża, a potrzeba reaktywności i bliskości współpracy z dostawcą na tyle ważna, że ja jako kupujący nie traktuję takiego dostawcy jako zwykłego sprzedającego, ale jako partnera w biznesie. Oczekuję od niego więcej niż tylko obsługi, oczekuję rozumienia mojego biznesu i moich potrzeb”, mówi Agata Mazurek-Bąk, Dyrektor Zakupów Grupy Veolia.

Dlatego w B2B kluczowym wyzwaniem jest umiejętne połączenie szacunku dla relacji oraz zrozumienia potrzeb klientów, którzy chcą korzystać z narzędzi digital. Wsparciem są tu nowoczesne rozwiązania technologiczne, takie jak portale, CRM, dedykowane platformy B2B e-commerce czy social media.

W stronę klientocentryczności

W internecie polskie firmy B2B lubią mówić o sobie, swojej misji i przeszłości: aż 62% ankietowanych zamieszcza na swojej stronie www historię przedsiębiorstwa. Jednocześnie rzadziej udostępniają tam rozwiązania potrzebne klientom. Dla porównania: tylko 49% z nich umożliwia zakup swoich produktów/usług przez stronę www, 25% udostępnia wyszukiwarkę salonów, a jedynie 15% – przydatne narzędzia (konfiguratory, kalkulatory, kreatory). Oznacza to, że polskie firmy B2B wybierają bezpieczne strategie obecności online, ale nie do końca potrafią wykorzystać ten kanał do budowania relacji z klientami. .

Odróżnia to Polskę od rynków zachodnich, gdzie wiodące agencje badawcze prognozują dynamiczny rozwój samoobsługi w B2B. Według badań Gartnera, do 2020 r. przeciętny klient biznesowy 85% swoich działań zakupowych będzie przeprowadzał bez interakcji z człowiekiem, zaś według Forrester Research w samych Stanach Zjednoczonych do 2020 r. zapotrzebowanie na przedstawicieli handlowych w B2B zmniejszy się aż o milion osób, ponieważ klienci biznesowi wolą zakupy online, które wiążą się z minimalnym zaangażowaniem sprzedawcy.

Nowe modele biznesowe

Widać też, że modele biznesowe w B2B ewoluują i otwierają się na nowe formy współpracy z partnerami. „Na rynku zachodnim obserwujemy innowacyjne pomysły dystrybutorów z naszej branży i wychodzenie poza klasyczny model współpracy. Coraz częściej dostarczają swoim klientom biznesowym przydatne narzędzia czy aplikacje do rozwoju ich firm, wspierając ich w ten sposób w wielu aspektach działalności”, mówi Józef Kostecki, Dyrektor ds. Zarządzania Projektami i Procesami, Iglotex.

Producenci i dystrybutorzy, którzy kiedyś komunikowali się tylko z klientami biznesowymi, dziś coraz częściej otwierają się także na klientów finalnych.

„Nowe technologie, nowe praktyki użytkowników, nowy kontekst biznesowy – stwarza to  ogromną szansę dla tych firm, które chcą adaptować się do nowych okoliczności. Ale wiążą się z tym także wyzwania dotyczące uspójnienia rozmaitych kanałów komunikacji i sprzedaży. Rozwiązania B2B e-commerce, samoobsługowe czy mobilne muszą wejść w istniejący ekosystem i być starannie dopasowane do stylu pracy oraz potrzeb partnerów”, podsumowuje Wawrzyniec Hyska, Business Development Director, e-point SA.

Podsumowanie najistotniejszych wniosków z badania:

  • Proces zakupowy w B2B przenosi się do internetu.
    • klienci B2B najczęściej szukają informacji na temat produktów i usług w internecie:
      • na firmowej stronie internetowej: 51%
      • na stronach i portalach branżowych: 51%
      • wśród opinii w internecie: 48%
      • w katalogu produktów na stronie www: 43%
      • w social media: 39%
    • 69% przedsiębiorstw kupuje produkty na rzecz firmy online. Dlaczego?
      • mogą kupować w dowolnym miejscu i dowolnym czasie (70%)
      • jest wygodniej (67%)
      • jest szybciej (65%)
  • 59% klientów B2B chce mieć możliwość dodawania opinii i ocen kupowanych produktów. Wynika to z postępującej konsumeryzacji B2B, czyli przenoszenia praktyk zakupowych z B2C do B2B.
  • Do niedawna e-commerce kojarzyło się głównie z B2C i prostymi sklepami internetowymi. Dziś jednak nowoczesne systemy B2B e-commerce potrafią obsłużyć złożone procesy zakupowe, charakterystyczne dla B2B. Dlatego coraz więcej firm B2B decyduje się na sprzedaż swoich produktów online.
    • 80% respondentów deklaruje, że ich firma zyskała na rozpoczęciu sprzedaży w internecie. Główne wzmiankowane korzyści to pozyskanie nowych klientów oraz wzrost sprzedaży
    • e-commerce jest też dla polskich firm świetnym narzędziem ekspansji międzynarodowej
  • Skończyły się czasy, gdy modele B2B i B2C funkcjonowały oddzielnie. Coraz częściej firmy stosują je równolegle, adresując swoją ofertę zarówno do klienta końcowego, jak i do partnera czy dystrybutora. Producenci wychodzą naprzeciw potrzebom klientów ostatecznych, którzy szukają informacji o produktach i opinii w internecie oraz są coraz bardziej samodzielni w procesie zakupowym.
    • Ten model nazywa się B2B2C (Business-to-Business-to-Consumer, czasem używa się też pojęć B2X lub B2E, Business-to-Everyone).

O badaniu

Celem badania przeprowadzonego przez e-point SA i Mobile Institute było zrozumienie, jak wygląda dziś proces zakupowy i sprzedażowy B2B w Polsce na tle światowych trendów. Raport objęty jest honorowym patronatem Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu oraz patronatem merytorycznym Izby Gospodarki Elektronicznej. Patronat medialny nad badaniem obejmują Magazyn E-commerce oraz Nowa Sprzedaż.

Niniejszy raport powstał na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute na grupie 145 odpowiedzi udzielonych przez przedsiębiorców,  przedstawicieli firm różnej wielkości oraz działających w różnych branżach. Badanie poprzedzono wywiadami pogłębionymi.zostało przeprowadzone z wykorzystaniem metody CAWI (Computer-Assisted Web Interview). Dane zostały zebrane w okresie 09.08. – 11.09.2018 roku. Badanie kierowane było do osób działających na rynku B2B oraz dokonujących zakupów na rzecz firm. Badanie było przeprowadzone wśród partnerów biznesowych e-point, Mobile Institute oraz firm zrzeszonych w Izbie Gospodarki Elektronicznej.

Sztuczna inteligencja wpływa na coraz więcej aspektów naszego życia

Jak wynika z danych SAS, ponad 72% organizacji na całym świecie wykorzystuje sztuczną inteligencję w jednym lub kilku obszarach działalności biznesowej. Dzieje się tak, gdyż AI sprawia, że technologia jest w stanie szybciej i bardziej precyzyjnie reagować na potrzeby klientów oraz pomaga zapewnić wyższy poziom świadczeń w przypadku administracji publicznej. Obecnie trudno wskazać branżę, w której sztuczna inteligencja nie byłaby wykorzystywana choćby w niewielkim stopniu.

Termin sztuczna inteligencja powstał w latach 50-tych ubiegłego wieku. Od tego czasu zarówno przedstawiciele biznesu, jak i środowiska akademickiego pracowali nad rozwojem sieci neuronowych, które miały wykonywać określone obliczenia przypominające pracę ludzkiego mózgu. Z biegiem lat AI (ang. Artificial Intelligence) stała się naturalnym elementem naszego codziennego życia, co dla przeciętnej osoby nie zawsze jest oczywiste. Nie udało się stworzyć komputera, który zastąpiłby człowieka, potrafił myśleć abstrakcyjnie lub odczuwał emocje. Eksperci SAS zwracają jednak uwagę, że chociaż AI nie ma fizycznej formy, towarzyszy nam w wielu sytuacjach, których przykłady podają poniżej.

AI pomoże odblokować kartę kredytową

Jak podaje Narodowy Bank Polski, na początku 2018 r. Polacy posiadali 39,6 mln kart płatniczych. Obok telefonu komórkowego, dla wielu z nas jest to obecnie jeden z najważniejszych przedmiotów codziennego użytku. Jakiekolwiek problemy z wypłaceniem środków lub dokonaniem płatności sprawiają, że nie możemy normalnie funkcjonować. W takiej sytuacji niezbędna jest sprawna obsługa klienta. Firma Lotte Card z Korei Południowej wykorzystała sztuczną inteligencję oraz system przetwarzania języka naturalnego do stworzenia chatbota, który odpowiadałby na zapytania ze strony klientów w czasie rzeczywistym, maksymalnie redukując czas oczekiwania na odpowiedź. Co warto podkreślić, język koreański jest niezwykle skomplikowany i proste systemy obsługi klienta, niewykorzystujące sztucznej inteligencji, często miały problemy z poprawnym formułowaniem zdań, a udzielane przez nie odpowiedzi były nieprecyzyjne i czasem wprowadzały klientów w błąd.

Powyższy przykład pokazuje, że sztuczna inteligencja przede wszystkim przyśpiesza działanie biznesu, ułatwia pracę konsultantów i pozwala na indywidualne podejście do klienta. W obecnych czasach ma to ogromne znaczenie, gdyż nikt z nas nie lubi czekać. Klienci wymagają szybkiego kontaktu, w przeciwnym wypadku zrezygnują z usługi.

AI w szpitalnej poczekalni

Wizyta w szpitalu zwykle nie jest niczym przyjemnym. Nie wynika to tylko z faktu, że wiąże się ona z problemami zdrowotnymi, ale często również długim oczekiwaniem w poczekalni, kłopotami z odszukaniem dokumentacji, wydłużonym czasem realizacji poszczególnych procedur medycznych itp. Jednym z powodów tej sytuacji są problemy z dostępem do informacji i potrzeba ich manualnego wyszukiwania. Szpital Uniwersytecki w Montpellier na południu Francji wykorzystuje sztuczną inteligencję do analizy danych na temat pacjentów, co pozwala lepiej zarządzać ich wizytami i czasem pracy personelu. System analizuje zarówno ustrukturyzowane, jak i nieustrukturyzowane dane pochodzące z dokumentacji medycznej, notatek lekarzy i pielęgniarek, tworząc pełen obraz osoby odwiedzającej szpital i umożliwiając skrócenie czasu obsługi pacjenta, szybsze postawienie diagnozy oraz zaproponowanie leczenia w ramach przyjętej klasyfikacji.

e-zakupy ze sztuczną inteligencją w tle

Według badania „E-commerce w Polsce 2018. Gemius dla e-Commerce Polska”, coraz więcej Polaków robi zakupy przez Internet. Może to wynikać z rosnącego zaufania do kupowania w sieci – co czwarty respondent uważa, że zakupy online są w pełni bezpieczne.

Bezpieczeństwo transakcji jest również kluczowym aspektem dla e-sklepów, takich jak np. Shop Direct, jednego z największych sprzedawców w Wielkiej Brytanii, obsługującego ponad cztery miliony klientów. Shop Direct oferuje klientom różne formy zapłaty za towary, w tym własną kartę kredytową. Firma wykorzystuje sztuczną inteligencję do scoringu kredytowego w czasie rzeczywistym. Podczas gdy kupujący nabywają interesującą ich rzecz, komputer weryfikuje czy można im udzielić kredytu. Cała operacja przebiega na tyle sprawnie, że nie wstrzymuje klienta na żadnym etapie procesu zakupowego.

Woda, prąd, AI

Dla większości z nas woda w kranie, prąd w gniazdku i ciepło bijące z grzejników są czymś naturalnym. Nie zastanawiamy się, jaki jest proces dystrybucji mediów i w jaki sposób firmom i administracji udaje się zachować ciągły dostęp do tych dóbr. Firma Energias de Portugal, S.A. (EDP), jeden z największych dostawców energii w Portugalii, wykorzystuje sztuczną inteligencję do przewidywania potencjalnych usterek i planowania prac serwisowych, co pozwala zminimalizować ewentualne przerwy w dostawie prądu. EDP używa również AI do określania zapotrzebowania użytkowników, dzięki czemu może bardziej optymalnie dystrybuować posiadane zasoby.

Dzięki aplikacjom takim jak Siri czy Google Assistant, sztuczna inteligencja jest obecna w różnych formach w większości modeli smartfonów. Niemal każdy z nas wie, jak działa asystent głosowy, który może nas poinformować o tym jaka jest pogoda czy wskazać najbardziej optymalną trasę podróży. Warto jednak pamiętać, że w wielu przypadkach sztuczna inteligencja nie jest produktem „samym w sobie” adresowanym do użytkownika końcowego. Częściej stanowi narzędzie umożliwiające świadczenie różnego rodzaju usług szybciej i bardziej efektywnie.

Stopy procentowe pójdą w górę. O ile wzrośnie twoja rata?

Powoli wraca do świadomości Polaków temat zmian stóp procentowych. W tym kontekście mówi się o ich podwyżce. Większość kredytobiorców zadaje sobie pytanie, ile wzrośnie rata kredytu w złotych, w zależności od wzrostu stóp?

Dlaczego wzrosną stopy?

Stopy procentowe rosną, gdy inflacja przyspiesza powyżej celu inflacyjnego. Podnoszenie stóp powoduje, że społeczeństwu bardziej opłaca się oszczędzać, a mniej zadłużać. Ograniczając w ten sposób konsumpcję, ogranicza się również wzrost cen. – W Polsce nie mamy jeszcze tej sytuacji, ale szybki wzrost wynagrodzeń, spadek bezrobocia oraz wzrost gospodarczy wskazują, że problem ten może się z czasem ujawniać. Nie bez znaczenia jest też wyraźny wzrost cen ropy naftowej, będącej składową cen towarów, jako koszt transportu. Z drugiej strony trudno nie wspomnieć o naciskach politycznych na nie podnoszenie stóp. Droższy kredyt i lepsze lokaty to mniejsza konsumpcja. Rząd jest zainteresowany wzrostem gospodarczym a nie oszczędnościami obywateli. Dlatego też banki centralne powinny być niezależne, by móc łatwiej bronić się przed presją – tłumaczą analitycy walutowi serwisu Walutomat.pl.

USA podnosi, UE wstrzymuje

Stany Zjednoczone podniosły już 8 razy stawki o 0,25% od minimów po kryzysie z 2008 roku, tym samym osiągając wartość o 0,5% wyższą niż Polska. Z drugiej strony Unia Europejska wciąż nie rozpoczęła procesu podnoszenia stóp procentowych. To właśnie ta dysproporcja powoduje, że kapitał tak chętnie przepływa na drugą stronę oceanu, gdzie może być lokowany z większym zyskiem. W naszym regionie warto zwrócić uwagę, że część państw rozpoczęła już proces podnoszenia stóp. Czesi podnieśli od drugiej połowy 2017 roku stopy procentowe o 1,5%, osiągając ten sam poziom co Polska. Węgrzy z kolei wciąż utrzymują rekordowo niską stawkę 0,9%. Rumunia w tym roku zwiększyła stopy procentowe z 1,75% na 2,5%. Z kolei Bułgarzy, podobnie jak Węgrzy, wciąż utrzymują rekordowo niskie stopy. Wszystkie te kraje natomiast mają mniejsze lub większe problemy z przyspieszającą inflacją.

Wpływ stopy na kredyty i lokaty

Jak zmienią się lokaty i raty kredytów w razie wzrostu stóp procentowych w Polsce? W przypadku lokat sprawa jest prosta: skoro stopy procentowe rosną o 0,25% to i lokaty powinny przeciętnie o tyle samo lepiej być oprocentowane w skali roku. Jest to łatwo policzalne i daje nam co roku złotówkę na każde 400 zł lokaty. Problem zaczyna się z symulowaniem kosztu kredytu, gdzie spłacany jest jeszcze kapitał. Wpływ podwyżek stóp dla kilku przykładowych scenariuszy ilustruje tabela, sporządzona przez analityków Walutomat.pl. Jeśli klient spłaca kredyt w wysokości 350 000, marża wynosi 2%, kredyt udzielony został na 30 lat, a raty kredytowe są równe, z takiego kredytu obecnie rata wynosi 1571,66 zł.

Wysokość stóp procentowych Rata kredytu Różnica względem obecnej stawki
1,5% (obecnie) 1571,66 zł
2,0% 1 670,95 zł 99,30 zł
2,5% 1 773,40 zł 201,74 zł
3,0% 1 878,88 zł 307,22 zł

Analiza Walutomat.pl

Jak widać na każde pół procenta podwyżki stóp procentowych przypada około 100 zł podwyżki raty. Uspokajająco może działać informacja, że nie obniżyliśmy stóp tak mocno jak inne kraje, to może nie będziemy aż tak mocno ich podnosić kiedy w końcu zacznie się cykl podwyżek.

Czego się spodziewać w Polsce?

Dotychczasowe wypowiedzi członków Rady Polityki Pieniężnej nie pozostawiają złudzeń. Bez wyraźnych dużych zmian w otoczeniu makroekonomicznym, raczej nie zobaczymy podwyżek stóp w najbliższych miesiącach. Pierwsze szacunki mówią o drugiej połowie 2019 roku, ale raczej jego końcu. Tak długo zresztą jak inflacja nie przekroczy celu inflacyjnego wraz z tolerancją 1% nie należy się spodziewać ruchów w tym temacie. Warto przypomnieć, iż dotychczas RPP była znana ze spóźnionych reakcji na zachowanie rynku. Jeżeli ta chęć to niereagowania zbyt szybko, ale obserwowania sytuacji zostanie utrzymana, może się okazać, że pierwsze podwyżki zobaczymy dopiero w 2020 roku.

Warto natomiast już teraz zacząć oswajać się z myślą że w przeciągu roku/dwóch w budżecie gospodarstwa domowego, obciążonym kredytem hipotecznym, trzeba będzie znaleźć miejsce na dodatkowe środki.

Autor: Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy Walutomat.pl

Ropa nadal tanieje. Węgrzy nie zmieniają stóp procentowych

Ropa naftowa straciła już 25% wartości od szczytów z początku października, pytanie gdzie jest dno tych spadków. Węgrzy utrzymali stopy procentowe na niezmienionym poziomie.

Kolejne spadki na ropie

Wczorajszy dzień to kolejne gwałtowne obsunięcie się cen ropy. Czynniki, które miały podbijać jej cenę do poziomu 80 dolarów tracą na znaczeniu. Surowiec, który jeszcze na początku października kosztował 86 dolarów spadł obecnie do 63. Sankcje na Iran okazały się nieskuteczne, bo wielu dużych importerów otrzymało możliwość dalszych zakupów przez pół roku. Posiedzenia OPEC są delikatnie mówiąc nieskuteczne. Również globalny wzrost popytu, który miał ciągnąć w górę ceny czarnego złota jakoś nie jest tak duży jak sądzono. Wczorajsze spadki zatrzymały dopiero dane o tygodniowej zmianie zapasów paliw, które zamiast rosnąć spadły. Co ciekawe pomimo wyraźnych spadków cen ropy rubel trzyma się wyjątkowo dobrze i nie podąża za czarnym złotem w dół.

Węgrzy znów utrzymali stopy procentowe

Pomimo najwyższej od 2014 roku inflacji Bank Centralny Węgier nie podniósł stóp procentowych. Jest to o tyle dziwna sytuacja, że stopy procentowe są niższe o 0,6% niż w Polsce, a inflacja osiągnęła już 3,8% i jest w wyraźnym trendzie wzrostowym. Z drugiej strony patrząc na to co się dzieje obecnie na rynku ropy naftowej można spodziewać się, że koszty transportu będące ważnym czynnikiem nie będą rosły w najbliższych miesiącach. Należy również pamiętać, że bank centralny Węgier jest pod silnym wpływem partii rządzącej, która nie jest zainteresowana wzrostem stóp procentowych bo może to spowolnić i tak dość wolny wzrost PKB.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – zamówienia na dobra,
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan,
  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Prezes KUKE: Brexit i osłabienie liry tureckiej – czy eksport nadal jest bezpieczny?

Wielka Brytania i Turcja to bardzo atrakcyjni – i uznawani za bezpiecznych – partnerzy handlowi Polski. W ostatnich miesiącach jednak sytuacja gospodarczo-polityczna tych krajów uległa dość znaczącej zmianie. Załamanie waluty, galopująca inflacja czy wysokie stopy procentowe jakie ostatnio dotknęły Turcję, czy groźba nadchodzącego „twardego Brexit’u” mogą zachwiać wymianą handlową i stanowić realne zagrożenie dla polskich przedsiębiorców. KUKE oferuje nie tylko klasyczne ubezpieczenia należności, ale także ubezpieczenie od zdarzeń o charakterze tzw. ryzyka politycznego – dzięki temu ani Brexit, ani gwałtowne osłabienie tureckiej liry nie powinny oznaczać zakończenia współpracy handlowej z partnerami z tych krajów, ponieważ to wciąż duże rynki zbytu dla polskich przedsiębiorców.

W 2017 roku do Wielkiej Brytanii wyeksportowaliśmy produkty – głównie maszyny, pojazdy oraz produkty spożywcze – o wartości ponad 56 mld zł, co stanowiło ponad 6% polskiego eksportu ogółem1. Jednocześnie do Turcji wysłaliśmy towary – przede wszystkim: maszyny, pojazdy i chemię – o wartości 12,5 mld zł (1,54% całego eksportu). Turcja jest jednym z najważniejszych rynków wschodzących – poza WNP2, z ponad 80 mln mieszkańców – a więc z dużym potencjałem nabywczym.

Janusz Władyczak, prezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych
Janusz Władyczak, prezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych

Wielka Brytania i Turcja to kraje od dawna z powodzeniem eksplorowane przez polskich przedsiębiorców. Rynki te to w sumie około 147 mln osób, potencjalnych konsumentów, gotowych na to by nabywać polskie towary. Niestety wydarzenia ostatnich miesięcy rzucają cień na kondycję gospodarczą tych krajów i reprezentujących ich podmiotów gospodarczych. Już 30 marca 2019 roku – niezależnie od negocjacji – Wielka Brytania wystąpi ze struktur Unii Europejskiej. W przypadku „twardego Brexit’u” z dnia na dzień przedsiębiorcy mogą stanąć przed koniecznością zdobywania nowych certyfikatów, natychmiastowego płacenia akcyzy czy bliżej nieokreślonych ceł, które znacząco mogą podnieść finalną cenę towaru. Jednocześnie pogłębiający się kryzys ekonomiczny w Turcji i słabnąca waluta już teraz negatywnie wpływają na zyski obecnych na rynku tureckim spółek” – mówi Janusz Władyczakprezes zarządu KUKE S.A.

Osłabienie tureckiej liry – w pewnym momencie o blisko 20% na przestrzeni zaledwie 3 m-cy – już zaczyna powodować straty ponieważ tureckim firmom coraz ciężej spłacać zaciągnięte – w innej niż własna walucie – zobowiązania. Jednocześnie realna wizja „twardego Brexit’u” również zaczyna zbierać żniwo – społeczeństwo zaczyna szukać oszczędności ze względu na spadek siły nabywczej funta w odniesieniu do produktów sprowadzanych spoza Wielkiej Brytanii. Należy podkreślić, że ponad 70%3 żywności i ponad 40% maszyn w UK pochodzi z importu z krajów UE. To co miało się wydarzyć dopiero po Brexit’cie powoli zaczyna mieć miejsce już teraz. W pierwszym półroczu 2018 r. obserwujemy wzrost upadłości firm o 12,1% w stosunku do analogicznego okresu 2017 roku – w Wielkiej Brytanii – i co za tym idzie wzrost niewypłacalności tamtejszych firm. Lata doświadczeń KUKE wskazują, że przed takimi niespodziewanymi sytuacjami – nawet na znanych rynkach – można się uchronić dzięki ubezpieczeniu należności.

„Przykład włoskiej firmy Astaldi obrazuje, jak problemy poza rodzimym rynkiem mogą mieć negatywny wpływ na spółkę i jej kondycję. Wieloletnie relacje handlowe nie ustaną nagle ze względu na zmieniające się warunki polityczno-gospodarcze, ale dzięki właściwemu zabezpieczeniu pojawiających się ryzyk mogą nadal stanowić interesujący kierunek ekspansji. Chłonność rynków Wielkiej Brytanii i Turcji jest bezapelacyjnie duża. Siła nabywcza społeczeństwa brytyjskiego jest nadal wysoka, a tureckiego pomimo perturbacji wciąż rośnie. Wydarzenia ostatnich miesięcy skłaniają nas wszystkich do bacznego obserwowania wydarzeń. Niezależnie od sytuacji biznes musi się toczyć dalej. Powinien on jednak być prowadzony w jeszcze bardziej przemyślany sposób – koniecznie z wykorzystaniem instrumentów, które zabezpieczą nie tylko przed potencjalnymi opóźnieniami w płatnościach, ale i piętrzącymi się ryzykami bankructwa. Wszystko by niespodziewane sytuacje w kraju, do którego eksportujemy nie rzutowały na prowadzoną działalność firmy w jego macierzystym kraju – dodaje Janusz Władyczakprezes zarządu KUKE S.A.

KUKE zapewnia kompleksową ochronę ubezpieczeniową dostosowaną do działalności na rynkach podwyższonego ryzyka. Ubezpieczenie chroni przed niewypłacalnością kontrahentów, czy opóźnieniami w regulowaniu zobowiązań będących wynikiem nie tylko złej kondycji finansowej partnera handlowego, ale również nieprzewidzianych zmian w sytuacji gospodarczo-politycznej za granicą.

KUKE oferuje małym i średnim przedsiębiorstwom narzędzia zabezpieczające prowadzoną działalność, bo zaplanowana i zabezpieczona ekspansja zagraniczna jest motorem wzrostu – a nie zagrożeniem dla prowadzonej działalności. Ubezpieczenie ryzyka politycznego jest możliwe zarówno w ubezpieczeniach krótko-, jak i średnio- oraz długoterminowych dzięki czemu prowadzenie biznesu nawet na rynku o podwyższonym ryzyku, nie zachwieje działalnością firmy i pomoże uzyskać przewagę konkurencyjną..


1 Mapa rynków eksportowych KUKE http://www.mapa.kuke.com.pl/wielka-brytania.html

2 Mapa rynków eksportowych KUKE http://www.mapa.kuke.com.pl/turcja.html

3 https://www.rp.pl/Przemysl-spozywczy/301229927-Brexit-uderzy-w-mieso-i-slodycze.html

Firmy ubezpieczeniowe cyfryzują obsługę klienta

Ubezpieczyciele na coraz większą skalę wdrażają rozwiązania usprawniające proces obsługi klientów. Firmy z tego sektora inwestują nie tylko w nowe technologie, ale także w know how umożliwiające optymalizację działalności operacyjnej, m.in. w obszarze przepływu informacji.

W dobie rosnącej konkurencji i coraz większej świadomości konsumentów inwestowanie w rozwiązania usprawniające proces obsługi klienta w firmach ubezpieczeniowych jest koniecznością. Skuteczne wdrażanie takich działań wymaga jednoczesnej optymalizacji operacji wewnętrznych. Jak pokazuje raport „Cyfryzacja sektora ubezpieczeń w Polsce” przygotowanego przez Accenture we współpracy z PIU[1] blisko 50 proc. firm ubezpieczeniowych szacuje, że w ich organizacjach obszar back office nie nadąża za front office.

Konrad Rochalski prezes zarządu ArchiDoc
Konrad Rochalski – prezes zarządu ArchiDoc

Integracja procesów front, middle i back office to kierunek, w którym w ciągu najbliższych lat będzie podążał cały rynek. Połączenie funkcji dotychczas realizowanych przez różne działy i zespoły zapewnia efektywniejsze wykorzystanie zasobów, usprawnienie komunikacji z osobami ubezpieczonymi oraz optymalizację kosztów – mówi Konrad Rochalski, prezes zarządu ArchiDoc i Voice Contact Center z Grupy OEX.

Sprawny dostęp do dokumentów i danych ma bezpośredni wpływ na jakość procesu obsługi klienta. Firmy ubezpieczeniowe wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów wdrażają innowacje technologiczne i wprowadzają nowe kanały kontaktu. Coraz popularniejsze stają się aplikacje mobilne, wirtualni asystenci czy wdrażanie narzędzi automatyzujących proces likwidacji szkody, np. dzięki wykorzystaniu technologii rozpoznawania obrazu. W tym procesie kluczowa staje się sprawna integracja danych z wielu źródeł, zarówno elektronicznych (smartfon, e-mail, social media, chat), jak i analogowych (telefon, wizyta w placówce, dokumentacja papierowa).

Digitalizacja i automatyzacja procesów pozwala istotnie skrócić czas dotarcia do informacji i optymalizuje proces przetwarzania i analizy danych. Tym samym przekłada się zarówno na sprawniejsze załatwienie sprawy przez klienta, jak i wymierną redukcję kosztów firmy ubezpieczeniowej – mówi Dagmara Sender, dyrektor sprzedaży rozwiązań dla sektora finansowego i ubezpieczeniowego w ArchiDoc.

Czas realizacji spraw to jeden z kluczowych czynników wpływających na ocenę jakości obsługi i lojalność klientów instytucji ubezpieczeniowych. Potwierdzają to firmy, które zostały uznane za najbardziej przyjazne klientom.

Jakość obsługi klientów to w naszej firmie jeden z kluczowych obszarów, który systematycznie rozwijamy i usprawniamy. W ostatnich latach ze szczególną atencją zwracamy się w kierunku rozwiązań skracających czas procesowania zgłoszeń, co w efekcie przekłada się na wzrost satysfakcji klienta z naszych usług – mówi Marcin Książek, Kierownik ds. Administracji w firmie Gothaer, która jest laureatem m.in. nagrody Gwiazdy Jakości Obsługi 2018.

W celu usprawnienia obiegu informacji firmy ubezpieczeniowe decydują się m.in. na digitalizację dokumentów i tworzenie eTeczek, wdrożenie narzędzi workflow, robotyzację np. w obsłudze świadczeń czy optymalizację pracy kancelarii. Coraz popularniejsza jest także automatyczna weryfikacja dokumentów polisowych. Ubezpieczyciele mają także możliwość skorzystania z kompleksowych rozwiązań integrujących obsługę klienta z obszarem middle i back office, np. w przypadku likwidacji szkód.

Większość dużych ubezpieczycieli działających na polskim rynku korzysta z zewnętrznych usług wspierających procesy biznesowe. ArchiDoc obsługuje blisko 40 proc. firm z tego sektora, w tym 8 z 10 największych graczy  – dodaje Dagmara Sender.

Konieczności optymalizacji obszaru obiegu informacji sprzyja dyrektywa o dystrybucji ubezpieczeń (IDD) oraz RODO. Obie regulacje wpłynęły na znaczący wzrost ilości tworzonej dokumentacji klienckiej.

Wdrożenie IDD oraz optymalizacja procesów back office związanych z obsługą klientów wpływa na jakość i czas procesowania spraw. Jednocześnie zwiększa bezpieczeństwo danych i dokumentów przetwarzanych przez firmy ubezpieczeniowe.

[1] Źródło: piu.org.pl, 11.2018

eBay: Podczas Black Friday polskie towary wybierane co 5 sekund

Polscy przedsiębiorcy wiedzą jak wykorzystać efekty wzmożonego ruchu zakupowego podczas Black Friday i zwiększają wysyłkę towarów za granicę. Jak wynika z danych eBay, eksport towarów przez polskich dostawców, podczas Black Friday 2017, wzrósł w kluczowych sezonowych kategoriach o ponad 20% r/r, a produkty polskich sprzedawców były wybierane i eksportowane średnio co 5 sekund. Wartość ta robi tym większe wrażenie, że wynika z realizacji zamówień dla klientów na najbardziej konkurencyjnych zachodnich rynkach.

eBay polscy przedsiębiorcy eksport - infografikaPrzedświąteczny Black Friday to czas, kiedy klienci masowo ruszają na zakupy, a handlowcy mają okazję do znacznego zwiększenia obrotów. To właśnie wtedy, konsumenci poszukują nie tylko prezentów pod choinkę, ale często realizują decyzje zakupowe, które planowali cały rok czekając na najlepszą cenę upatrzonego produktu. Polscy przedsiębiorcy działający na eBay z sukcesem wykorzystali możliwość dotarcia do zagranicznych odbiorców podczas Black Friday i w ostatnich latach istotnie zwiększyli eksport do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Włoch oraz Francji. Podczas wyprzedaży Black Friday w 2017 r, towary od polskich dostawców były wybierane i eksportowane średnio co 5 sekund. Wśród produktów najczęściej wybieranych przez zagranicznych klientów znajdowały się m.in. części samochodowe, artykuły do domu i ogrodu, produkty służące do majsterkowania, a także sprzęt elektroniczny oraz ubrania.

Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay
Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay

W przedświątecznym okresie zapewniamy polskim przedsiębiorcom dostęp do globalnego rynku, z którego korzysta około 177 milionów potencjalnych klientów. Z roku na rok, Polacy zwiększają obroty i radzą sobie coraz lepiej. Już teraz ponad 33% polskich sprzedawców eksportuje na cztery lub więcej kontynentów, a wzrost eksportu produktów z kluczowych sezonowych kategorii, w okresie Black Friday 2017 roku, odnotowano na poziomie ponad 20% r/r w. Na uwagę zasługuje także fakt, że do sukcesu polskich przedsiębiorców przyczyniają się klienci na zachodnich rynkach, gdzie konkurencja jest naprawę silna mówi Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay.

Przygotowania do Black Friday i Cyber Monday sprzedawcy zaczynają już na kilka tygodni przed samymi wyprzedażami. Korzystając z narzędzi, które udostępnia eBay, przeprowadzają dogłębną analizę preferencji klientów na podstawie danych sprzedażowych. Wzrost eksportu na zachodnie rynki pokazuje, że polscy przedsiębiorcy coraz lepiej trafiają w gusta zagranicznych klientów.

Co eBay przygotował dla polskich klientów

Black Friday zdobywa coraz większe znaczenie w zakupowym kalendarzu Polaków. Szacuje się, że w tegorocznej akcji wyprzedażowej, 19-28 listopada, weźmie udział aż 6,7 milionów rodaków[1], a łączna suma ich wydatków przekroczy kwotę 2,3 miliarda złotych[2]. W dniach wyprzedaży, na eBay będzie dostępna specjalna oferta tysięcy produktów poniżej 49 zł, a darmowa dostawa nie będzie wiązała się koniecznością wykupienia abonamentu.

[1] Badanie online przeprowadzone przez Kantar TNS na zlecenia eBay w dniach 11-15 października 2018 r. na próbie 1034 Polaków w wieku od 16 do 54 lat (38% Polaków, którzy słyszeli o Black Friday/Cyber Monday i którzy planują zakupy podczas tegorocznych wyprzedaży).

[2] Badanie Kantar TNS 2018.