Sztuczna inteligencja (AI) a ryzyko naruszenia praw autorskich i danych osobowych

Baker McKenzie: Ryzyko naruszenia praw autorskich i danych osobowych wyzwaniem przy kontraktowaniu rozwiązań AI.

Korzystanie z narzędzi opartych o sztuczną inteligencję (AI) generuje podwyższone ryzyko naruszenia praw autorskich, poufności i nieuprawnionego ujawnienia danych, uważają eksperci Baker McKenzie. Zgodnie z projektowanymi obecnie regulacjami to firmy korzystające z rozwiązań AI, a nie ich twórcy czy dostawcy, ponoszą odpowiedzialność za naruszenia praw. W umowach na usługi AI praktyką rynkową staje się zabezpieczenie sytuacji użytkownika poprzez przenoszenie odpowiedzialności za działanie systemów AI z powrotem na dostawcę.

Najważniejszą regulacją, o którą opiera się obecnie umowy, jest unijne rozporządzenie AI Act, które wejdzie w życie w całości za dwa lata. Pomocą dla rynku mogą być wytyczne formułowane przez instytucje publiczne w oparciu o założenia do AI Act. Taki katalog klauzul sugerowanych wydała między innymi Komisja Europejska. Dotyczy on umów zawieranych z dostawcami przez urzędy unijne. Eksperci Baker McKenzie spodziewają się jednak, że klauzule te staną się inspiracją dla rynku i przenikną również do prywatnych umów.

– Przedsiębiorcy nie czekają na ustabilizowanie się sytuacji prawnej wokół narzędzi AI, ponieważ nie chcą utracić przewagi konkurencyjnej, jaką może dać im nowa technologia –mówi Marcin Fijałkowski, partner kierujący praktyką IP Tech w kancelarii Baker McKenzie. Jednak korzystanie w obecnej sytuacji prawnej z AI wymaga od nich zarówno korekty dotychczasowych praktyk i polityk związanych z ochroną danych osobowych, jak i przewidywania przyszłości i swoich przyszłych zobowiązań prawnych.

Ryzyka dla przedsiębiorców wiążą się z niezamierzonymi błędami w modelu AI lub w danych używanych do trenowania narzędzia, których efektem będzie nieadekwatny wynik – na przykład dyskryminujący lub sugerujący działania niezgodne z prawem. W obszarze ochrony własności intelektualnej przedmiotem sporu może być zarówno własność treści wytworzonych przy wsparciu AI, jak i danych wejściowych używanych do trenowania modelu. W przypadku udostępnienia systemowi opartemu o AI wrażliwych informacji o klientach pojawia się ryzyko nieuprawnionego wykorzystania lub ujawnienia informacji poufnych, a niekiedy także danych osobowych.

– Katalog zaproponowanych modelowych klauzul na kontraktowanie w obszarze AI w instytucjach publicznych stanowi pewien drogowskaz ale też duże ułatwienie z punktu widzenia przedsiębiorców nie działających w sektorze publicznym, jednak dostawcy usług AI powinni zwrócić szczególną uwagę na warunki, jakie przyjmują, jeśli umowę oparto właśnie na tych wstępnych propozycjach opublikowanych na stronach internetowych Komisji Europejskiej – mówi Jakub Falkowski, senior counsel w praktyce IP Tech w Baker McKenzie.Klauzule te bowiem są bardzo restrykcyjne dla dostawców, a w niektórych przypadkach praktycznie niemożliwe do zaakceptowania przez dostawców.

Projekt modelowych klauzul sugeruje całkowite przenoszenie na dostawcę obowiązków opisanych w AI Act. Dostawca zostaje zobowiązany do zapewnienia obszernej dokumentacji, wdrożenia rozbudowanych systemów zarządzania ryzykiem i jakością, wprowadzenia procedur dotyczących: kontroli systemów AI, zarządzania danymi i zgłaszania incydentów. Klauzule modelowe zobowiązują dostawcę do zagwarantowania, że system będzie przetestowany, przejrzysty i umożliwi zrozumienie, które jego elementy odpowiadają za uzyskany wynik. Konieczne ma być pokazanie, jak zmiana danych wejściowych wpływa na wynik i jakie informacje należałoby podać, by uzyskać inny rezultat. Ponadto wymagane jest zagwarantowanie, by dane treningowe, walidacyjne i testowe używane do stworzenia systemu były adekwatne i niestronnicze w stosunku do kontekstu, w jakim mają być użyte.

– Tego rodzaju zapisy kontraktowe wyglądają dobrze na papierze, ale często są niemożliwe do spełnienia – dodaje Marcin Fiałka, senior associate w zespole IP Tech w Baker McKenzie. – Mamy świadomość, że obszar odpowiedzialności w umowach jest niezwykle trudny do negocjowania, ale przestrzegałbym dostawców systemów AI przed pokusą automatycznego przyjmowania tak daleko idących zapisów i zakładaniem, że kontrahent nie podejmie próby ich egzekwowania w praktyce. Dotyczy to w równej mierze wszystkich potencjalnych obszarów odpowiedzialności, w tym za naruszenie ochrony danych osobowych lub za bezprawne wykorzystanie cudzych informacji poufnych. Szczególnie wrażliwym obszarem wydają się dane osobowe, gdzie potencjalna odpowiedzialność finansowa może sięgać astronomicznych kwot.

Zdaniem ekspertów Baker McKenzie, obecnie mamy do czynienia z transformacją biznesu AI w kierunku dziedziny o wysokim poziomie regulacji, natomiast w kontraktowaniu tych usług najistotniejsze będzie przełożenie odgórnych regulacji na zapisy umowne.

– Najistotniejsza z punktu widzenia przedsiębiorców jest świadomość, że AI będzie jednym z najsilniej regulowanych obszarów biznesu. Pod względem prawnym poziom tych regulacji można porównać tylko do takich obszarów jak regulacje sektora finansowego czy newralgicznych typów produktów, na przykład produktów medycznych – mówi Martyna Czapska, senior associate w zespole IP Tech w Baker McKenzie. Przepisy prawne dopiero powstają, ale kontraktowanie usług już teraz powinno uwzględniać reguły, które dopiero zostaną przetestowane w praktyce.

Nieznaczny wzrost zatrudnienia w przemyśle. Rosną płace, ale brakuje kandydatów

Pomimo trwającej niepewności koniunktury branża przemysłowa odnotowuje nieznaczny wzrost zatrudnień, przede wszystkim w budownictwie. Najbardziej pożądani są wykwalifikowani pracownicy fizyczni, na których zapotrzebowanie zwiększyło się aż o 34% rok do roku. Wynagrodzenia rosną mniej dynamicznie niż rok wcześniej, najwyższe odnotowuje sektor motoryzacji i produkcji urządzeń – o 7,6%, wynika z „Raportu wynagrodzeń w sektorze przemysłowym” Grafton Recruitment.

Aktualny obraz sektora przemysłowego jest niejednorodny. Z jednej strony docierają informacje o zamykaniu zakładów i przenoszeniu produkcji, z drugiej otwierane są nowe fabryki, a naszym rynkiem interesują się kolejni inwestorzy. Warto zaznaczyć, że na obecną kondycję branży silnie wpływa zarówno sytuacja gospodarcza, jak i geopolityczna. Znaczny wzrost cen, jaki nastąpił na przestrzeni roku odbił się na popycie, konsumenci nadal są ostrożni. Nie bez znaczenia dla kondycji firm jest również dwukrotna podwyżka płacy minimalnej i wzrost pozostałych wynagrodzeń – mówi Danuta Protasewicz, manager regionalny w Grafton Recruitment.

Branża nadal mierzy się z konsekwencjami trwającej wojny w Ukrainie, reorganizacją rynku zbytu i światowego łańcucha dostaw oraz chwiejnością popytu. Skutki ogólnej niepewności gospodarczej, rosnących kosztów pracy, energii i surowców znajdują potwierdzenie w kwietniowym odczycie wskaźnika PMI (Indeks Menadżerów Zakupów) wynoszącym 45,9.

Według danych GUS przedsiębiorcy spodziewają się poprawy sytuacji w swoich firmach w ciągu najbliższych trzech miesięcy lub już zauważają poprawę. Analitycy prognozują, że pomimo dość słabych wyników rodzimego przemysłu obserwowalne ożywienie w strefie euro może pozytywnie wpłynąć na wzrost zamówień także w polskim sektorze przemysłowym. Należy jednak odnotować, że liczba zatrudnień w tej branży nieprzerwanie maleje od grudnia 2022 roku.

Nie bez znaczenia dla perspektyw sektora przemysłowego jest zainteresowanie zagranicznych inwestorów. Jednak – jak wynika z obserwacji Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, przyciągającej głównie przedsięwzięcia z obszaru elektroniki i elektromobilności, wysoki poziom automatyzacji produkcji pozyskanych inwestycji nie niesie ze sobą dużego wzrostu liczby miejsc pracy.

Kogo chce zatrudniać branża przemysłowa?

Uwagę zwraca rosnące zapotrzebowanie firm sektora produkcyjnego na pracowników fizycznych, zarówno niewykwalifikowanych („blue collars”), jak i wykwalifikowanych („black collars”), na których zapotrzebowanie wzrosło o 34% rok do roku. W gronie poszukiwanych specjalistów są technicy, automatycy, elektrycy i mechanicy. Jednocześnie poniżej rynkowego benchmarku znalazło się zapotrzebowanie na stanowiska inżynierskie i specjalistyczne, choć optymistycznie nastrajają dane z początku drugiego kwartału 2024 i nieznaczny trend wzrostu liczby ofert.

Najwyższe zapotrzebowanie na pracowników w porównaniu z innymi gałęziami branży przemysłowej widoczne jest w budownictwie. Dotyczy w szczególności ról specjalistycznych, a najbardziej poszukiwane i najlepiej płatne są specjalizacje w branżach: drogowej, mostowej, kolejowej, sanitarnej i elektrycznej.

Jednocześnie delikatny wzrost popytu jest zauważalny  w liczbie ogłoszeń dotyczących ról związanych z zarządzeniem łańcuchem dostaw i inżynierią przy produkcji. Zainteresowaniem cieszą się stanowiska inżynierów procesu oraz stanowiska inżynierskie związane z utrzymaniem ruchu (automatyka, mechanika, elektryka).

Uwagę zwraca także utrzymujący się wzrost zainteresowania pracą w działach wspierających (back office) w firmach produkcyjnych – w księgowości, HR, sprzedaży czy marketingu. Kandydaci przychylniej patrzą na oferty pracy w sektorze, doceniając atrakcyjność stanowisk, złożoność obowiązków oraz większe możliwości rozwoju zawodowego niż w innych branżach.Popyt wg ról Raport Manufacturing

Najmniejszy wzrost popytu na role odnotował obszar badań i rozwoju, który po okresie rekordowego zapotrzebowania na talenty powrócił do poziomu z 2020 roku. Na ten stan rzeczy  mogą mieć wpływ wahania w branży IT oraz nie do końca jeszcze zdefiniowany kierunek transformacji sektora motoryzacyjnego w kierunku elektromobilności. Jednak również w tej grupie stanowisk zauważalny jest obecnie nieznaczny trend wzrostowy.

Wysokość wynagrodzeń

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przemysłowym utrzymuje się na niższym poziomie w porównaniu z innymi sektorami gospodarki. Podczas gdy w kwietniu 2024 roku średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 8 272 zł brutto, a średni wzrost wynagrodzeń wyniósł 11,3%, w przetwórstwie przemysłowym było to 7 796 zł brutto, a w budownictwie 8 137 zł. Jednocześnie w branży wytwarzania i zaopatrywania w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę wynagrodzenie wyniosło 11 071 zł.

W budownictwie inżynier zarabia do 12 000 zł, kierownik budowy do 20 000  zł, a projektant instalacji elektrycznych do 18 000 zł w zależności od doświadczenia i regionu. W przypadku FMCG i farmacji kierownik produkcji oraz kierownik logistyki mogą liczyć na wynagrodzenie do 22 000 zł, mechanik i elektryk do 10 000 zł podczas gdy operator wózka widłowego do 8 000 zł. W branży motoryzacyjnej pensja mechanika wynosi do 9 000 zł, operatora produkcji do 7 000, spawacza do 10 000, a inżyniera do 14000. W centrach dystrybucyjnych kierownik logistyki zarabia do 20 000, spedytor i brygadzista do 10 000, planista do 12 000. W przypadku pracowników „back office” wynagrodzenie menadżera marketingu wynosi do 22 000 zł, kierownika serwisu do 20 000 zł, specjalisty HR do 11 000 zł, księgowego natomiast do 13 000 zł. W centrach R&D kierownik działu projektowania zarabia do 30 000 zł, inżynier elektronik do 17 000 zł, lider ds. testów do 26 000 zł.Wynagrodzenie brutto Raport Manufacturing

Wynagrodzenia w sektorze rosną mniej dynamicznie niż rok temu, średnio o 4% dla stanowisk managerskich (rok wcześniej było to 6,9%), 7% dla specjalistycznych (9,4% rok wcześniej) i 9% dla wykwalifikowanych i niewykwalifikowanych pracowników produkcji (12% rok wcześniej). Najwyższy średni wzrost odnotowano w grupie automotive i produkcji urządzeń – o 7,6% (rok wcześniej było to 9%) oraz w centrach dystrybucyjnych – 7,1%, podobnie jak rok wcześniej. Najmniejszy dotyczy centrów badawczo-rozwojowych i centrów inżynieryjnych (2,4%, rok wcześniej 11,6%).

Retencja pracowników kluczowa dla sektora

Istotną przeszkodą w rozwoju sektora przemysłowego może być nasilająca się rotacja pracowników, która – jak wynika z tegorocznej edycji „Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding – dotyka już 32% badanych firm. Zmiany są widoczne we wszystkich rodzajach przedsiębiorstw, niezależnie od ich wielkości czy branży, przy czym zwiększony poziom rotacji odnotowują częściej największe podmioty (rok temu 83% z nich nie miało takiego problemu, w tym już tylko 40,2%) i sektor przemysłowy (38,6% – 47,1 p.p. r/r). Większe problemy z rotacją dotyczą wszystkich rodzajów stanowisk, przy czym częściej zgłaszane są one w przypadku pracowników niższego szczebla, szczególnie w sektorze przemysłowym (19%, wzrost o 11,3 p.p. r/r).

– Odsetek planujących zmienić pracę niepokojąco rośnie, przy czym po raz pierwszy od kilku lat jest on wyższy od odsetka zamierzających kontynuować zatrudnienie w obecnym miejscu. Głównym motywatorem zmiany są warunki płacowe, istotną rolę odgrywają także czynniki pozafinansowe, takie jak dobra atmosfera, life-work balance, możliwość rozwoju i podnoszenia kwalifikacji – komentuje Tomasz Tarabuła, dyrektor regionalny Gi Group Poland S.A.

Dalszy spadek liczby studentów wyższych szkół technicznych

Zjawiskiem niepokojącym dla branży przemysłowej jest systematycznie zmniejszający się odsetek studentów kształcących się na uczelniach technicznych.

W roku akademickim 2022/2023 liczba studentów na kierunkach technika, przemysł, budownictwo zmniejszyła się niemal o 5% w porównaniu do poprzedniego okresu. Największe spadki widoczne są w województwie opolskim (-9,3%), warmińsko-mazurskim (-8%) i łódzkim (-7,5%). Jedynym regionem, w którym przybyło studentów na uczelniach technicznych było województwo pomorskie (1,1%).Edukacja Raport Manufacturing

Na utrzymujący się spadek liczby studentów szkół technicznych warto patrzeć z perspektywy niedoborów kadrowych w branży przemysłowej, która od lat boryka się z pozyskaniem specjalistów, w szczególności średniego szczebla. Choć w tym roku mniejszy odsetek przedsiębiorstw skarży się na problemy z pozyskaniem pracowników, niepokój firm nie powinien dziwić, gdyż planują one przecież w perspektywie wieloletniej. Coraz istotniejsze staje się więc promowanie branży, która zapewnia atrakcyjny rozwój zawodowy, szczególnie w kontekście wykorzystania nowoczesnych technologii – komentuje Joanna Ciężkowska, współautorka raportu, Brand Manager Grafton Recruitment.

40,1 proc. badanych uważa, że inwestowanie w kryptowaluty jest w Polsce bezpieczne

Według najnowszego badania opinii publicznej, 40,1% społeczeństwa uznaje inwestowanie w kryptowaluty w Polsce za bezpieczne. 32,1% Polaków ma odmienne zdanie, a 27,8% rodaków nie potrafi się określić w tej kwestii. W pierwszej grupie dominują mężczyźni. Są to najczęściej osoby w wieku 18-24 lat, z miesięcznym dochodem netto w wysokości 7000-8999 zł. Biznes cyfrowalutowy nie budzi natomiast zaufania głównie wśród kobiet, seniorów oraz ankietowanych uzyskujących co miesiąc 1000-2999 zł na rękę.

Jak wynika z sondażu UCE RESEARCH i ARI10, 40,1% Polaków uważa, że inwestowanie w kryptowaluty w naszym kraju jest bezpieczne. Z kolei 32,1% rodaków jest przeciwnego zdania. – Patrząc na pojawiające się w mediach nagłówki, dotyczące kryptowalut, można odnieść wrażenie, że skoro dwie piąte rodaków uważa je za bezpieczne, to całkiem niezły wynik. Do tego biorąc pod uwagę to, jak negatywnymi informacjami zazwyczaj są „bombardowani” odbiorcy mediów, trudno dziwić się, że jedna trzecia Polaków postrzega waluty cyfrowe jako niebezpieczne – mówi prawnik Mateusz Kara, jeden ze współautorów badania, ekspert rynku cyfrowalutowego z ARI10.

Ponadto ekspert wyjaśnia, że ryzyko inwestycyjne w kryptowalutach można rozumieć na dwa sposoby. Pierwsze związane jest z samą inwestycją. Należy jednak zauważyć, że inwestując w waluty cyfrowe, często ryzykujemy bardziej niż na tradycyjnych rynkach. Jednocześnie mamy szanse na zdecydowanie większe zyski.

– Drugie ryzyko, które przykleiło się do walut cyfrowych, a de facto nigdy nie jest inwestycją w kryptowaluty, stanowią oszuści. Działają oni z ramienia platform inwestycyjnych, które oferują zwroty w zamian za poświęcony kapitał. Ta opcja jest szczególnie niebezpieczna dla nowych osób na rynku, bo przez manipulacje i brak elementarnej wiedzy są bardzo łatwo sterowani. Najgorsze jest to, że poświęcają swoje środki, a czerwona lampka zapala im się dopiero, gdy zainwestowane pieniądze są już dawno na kontach oszustów. Dlatego uważam, że powinniśmy bardziej edukować Polaków w tej kwestii – alarmuje Jakub Martenka, drugie ze współautorów badania.

Do tego analitycy z UCE RESEARCH informują, że 27,8% Polaków nie potrafi ocenić, czy inwestowanie w kryptowaluty w Polsce jest bezpieczne. – Powszechny brak opinii można wyjaśnić głównie niewiedzą. Dla wielu osób kryptowaluty wciąż są dużą nowością, chociaż na naszym rynku są od naprawdę wielu lat. Jeśli przeciętny Kowalski sam nie zainteresuje się tematem i nie zgłębi go w przestrzeni internetowej, to w drukowanej prasie nie znajdzie informacji z tego zakresu. Ewentualnie może trafić na artykuł o kryptowalutach w czasopiśmie z branży finansów. Czy to wystarczy? Jak widać po wynikach badania, zdecydowanie nie – przekonuje Mateusz Kara.

Do tego ekspert z ARI10 dodaje, że świadomość Polaków o inwestowaniu jest dość ograniczona. – Jako społeczeństwo jesteśmy przyzwyczajeni do oszczędzania, ale nie wyrobiliśmy sobie chęci do inwestowania. Ostrożność jest naturalna, ale po wstępnej analizie danego przypadku warto wyciągnąć pierwsze wnioski, które mogą skierować nas albo do inwestowania, albo do rezygnacji z inwestycji. W tym miejscu trzeba też dodać, że właściwie na każdym rynku bezpieczeństwo zależy od tego, czy inwestor ma o nim pojęcie – zwraca uwagę ekspert rynku cyfrowalutowego.

Mateusz Kara przewiduje, że już niedługo część niezdecydowanych osób może przekonać się do kryptowalut. – Sprzyjać temu będą pojawiające się regulacje i aktywności. Niedawno w Ministerstwie Finansów odbyła się konferencja dotycząca projektu ustawy o kryptoaktywach. Polska jest zobligowana do wprowadzenia unijnego rozporządzenie MiCA. To ma pomóc wytworzyć jednolity rynek, a jednocześnie go ucywilizować i zwiększyć bezpieczeństwo. Natomiast zakładam, że połowa nieświadomych Polaków nie zgłębi tematu i pozostanie neutralna w stosunku do tego tematu. Takie osoby dalej będą myślały bardziej o zabezpieczaniu swoich środków niż o inwestowaniu w niepewne – z ich perspektywy – aktywo – prognozuje Jakub Martenk, ekspert rynku kryptowalut z ARI10.

O tym, że inwestowanie w kryptowaluty w Polsce jest bezpieczne, częściej mówią mężczyźni niż kobiety – 48,5% vs. 31,9%. Takie stanowisko zajmują głównie osoby w wieku od 18 do 24 lat – wśród nich 60,2%, z miesięcznym dochodem netto 7000-8999 zł – 58,3%, a także z podstawowym wykształceniem – 47,6%. Są to zazwyczaj mieszkańcy miast liczących od 200 tys. do 499 tys. ludności – 47%.

– Jeśli chodzi o płeć, uważam, że mężczyźni z natury wykazują się większą chęcią podejmowania ryzyka niż kobiety. Widzimy to też po naszych innych analizach. Gdy z kolei spojrzymy na wynik związany z wiekiem respondentów, zauważymy, że osoby mające od 18 do 24 lat, nie napotykają na żadne trudności z dotarciem do informacji o kryptowalutach w świecie online. Pojawiają się one już nawet w ich rozmowach z rówieśnikami na temat przeszłości – analizuje Jakub Martenka.

Z badania wiadomo też, że inwestowanie w kryptowaluty w Polsce częściej nie jest uważane za bezpieczne przez kobiety niż przez mężczyzn – 33,8% vs. 30,3%. Takie zdanie mają przede wszystkim osoby w wieku od 75 do 80 lat – wśród nich 50%, z miesięcznym dochodem netto 1000-2999 zł – 39,5%, jak również z wyższym wykształceniem – 35,7%. Dotyczy to głównie mieszkańców miast liczących od 100 tys. do 199 tys. ludności – 36,3%.

– Wraz ze wzrostem wieku spada otwartość na tzw. nowinki technologiczne i powstaje luka w wiedzy poznawczej. Nie dziwi więc największy brak zaufania w grupie osób w podeszłym wieku, w tym emerytów, którzy mogą odbierać kryptowaluty jako niepewną inwestycję. Do tego często mogą nawet nie wiedzieć, czym dokładnie one są. Natomiast jeżeli chodzi o przedział dochodu, wynik nie jest dla mnie zaskoczeniem. Zwyczajnie ww. osoby nie mają środków na tego typu aktywność – podsumowuje Jakub Martenka z ARI10.

***
Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i ARI10 na próbie 1016 dorosłych Polaków.

Zarząd PKP CARGO złożył wniosek do sądu o otwarcie postępowania sanacyjnego

Postępowanie sanacyjne (uzdrowieniowe) jest przeciwieństwem upadłości. Ma ono na celu uratowanie przedsiębiorstwa i długoterminowe przywrócenie mu płynności i konkurencyjności, przy jednoczesnym zachowaniu jak największej liczby potrzebnych miejsc pracy. 

Zarząd PKP CARGO S.A. w dniu 27 czerwca 2024 r. złożył wniosek w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy o otwarcie w stosunku do PKP CARGO S.A. postępowania sanacyjnego, o którym mowa w przepisach ustawy z dnia 15.05.2015 r. Prawo restrukturyzacyjne (Dz.U. 2022, poz. 2309).

PKP CARGO S.A. nie posiada zdolności upadłościowej (jako podmiot utworzony ustawą). Niestety jednak Spółka jest w stanie przestać funkcjonować, jeśli utraciłaby płynność finansową, co w praktyce wiązałoby się z utratą miejsc pracy przez większość pracowników. Sanacja jest jedyną skuteczną drogą, która daje realną szansę na przetrwanie. Szczególnie w sytuacji braku porozumienia ze stroną społeczną. Sanacja pozwoli na utrzymanie potrzebnych miejsc pracy, przywrócenie konkurencyjności Spółki na rynku i jej długoterminowy rozwój.

Decyzję o złożeniu wniosku Zarząd podjął mając na względzie najlepszy interes Spółki, jak też jej pracowników oraz akcjonariuszy. W ocenie Zarządu proces restrukturyzacji pod nadzorem sądu umożliwi kontynuowanie działalności operacyjnej w celu osiągnięcia jak najlepszych efektów dla wierzycieli, pracowników i akcjonariuszy.

Jeśli Sąd przychyli się do wniosku, z dniem otwarcia postępowania sanacyjnego zostanie ustanowiony zarządca, który będzie nadzorował prace Zarządu Spółki. Organy Spółki (Zarząd i Rada Nadzorcza) będą działać w zakresie swoich kompetencji. PKP CARGO S.A. pozostaje notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Przyczyny dramatycznej sytuacji PKP CARGO

Fatalne zarządzanie doprowadziło PKP CARGO do krawędzi. Spółka jest warta niemal 5 razy mniej niż w dniu debiutu giełdowego nieco ponad 10 lat temu. Zadłużenie i koszty są rekordowo wysokie, a przychody, ilość realizowanej pracy przewozowej i co za tym idzie udziały w rynku rekordowo niskie. Sanacja jest dziś jedyną szansą na uratowanie Spółki, przywrócenie jej konkurencyjności i na rozwój w przyszłości – mówi dr Marcin Wojewódka, p.o. Prezesa PKP CARGO S.A.

Główna przyczyna dramatycznej kondycji PKP CARGO to złe zarządzanie w ostatnich latach. Pomimo utraty rynku i kontraktów, spadających realnych przychodów, rosły koszty i wynagrodzenia, inwestowano i wydawano pieniądze, których Spółka nie miała. Koszty rosły dynamicznie po 2021 roku, do blisko 5,15 mld zł w zeszłym roku, a zobowiązania Spółki z 2,2 mld zł w dniu debiutu (październik 2013) do 5,18 mld zł obecnie.

Natomiast przychody PKP CARGO S.A sukcesywnie spadają od 2018 roku, w  cenach stałych (czyli bez uwzględnienia inflacji) z 5,18 mld zł do 3,8 mld zł w  2023 roku.

Istotnie zmalał też udział w rynku mierzony pracą przewozową (liczba przejechanych km) – z niemal 60% w 2013 roku do mniej niż 30% w I kwartale 2024 roku. Udział w rynku liczony masą towarową spadł z 49% w 2013 roku do 30% w I kwartale 2024 roku.

Sytuację PKP CARGO S.A dramatycznie pogorszyła polityczna decyzja z 2022 roku o realizacji rządowego zlecenia na transport węgla. Związane z nim porzucenie innych kontraktów negatywnie wpłynęło na kondycję i sytuację finansową Spółki w kolejnych latach.

Pracownicy i wierzyciele

Zarząd Spółki od wielu tygodni prowadził rozmowy ze stroną społeczną. Nie zakończyły się one jednak porozumieniem. Koszty pracownicze Spółki są wysokie i rosną, pomimo utraty rynku i braku pracy dla zatrudnionych. W zeszłym roku sięgnęły prawie 2 mld zł.

Otwarcie postępowania sanacyjnego wpływa na stosunki pracy i wywołuje w  zakresie praw i obowiązków pracowników i pracodawcy takie same skutki jak ogłoszenie upadłości, przy czym uprawnienia syndyka wykonuje zarządca.

Dotychczas, dzięki rozmowom Zarządu PKP CARGO S.A. z innymi przewoźnikami, w tym Polregio czy PKP Intercity, kilkuset pracowników podejmie zatrudnienie w  innych podmiotach kolejowych.

Z dniem otwarcia postępowania sanacyjnego mienie służące prowadzeniu przedsiębiorstwa oraz mienie należące do dłużnika stają się masą sanacyjną. Skierowanie egzekucji do majątku dłużnika wchodzącego w skład masy sanacyjnej oraz wykonanie postanowienia o zabezpieczeniu roszczenia lub zarządzenia zabezpieczenia roszczenia na tym majątku jest niedopuszczalne po dniu otwarcia postępowania sanacyjnego. Postępowania sanacyjne kończy się porozumieniem z wierzycielami. Należności wierzycieli zostaną uregulowane w uzgodnionej części. Zarząd Spółki we współpracy z zarządcą dołożą wszelkich starań, by skutecznie wdrożyć plan naprawczy i wypracować porozumienie z  wierzycielami Spółki.

Ceny nowych mieszkań – czerwiec 2024 (wstępne dane)

W czerwcu w większości największych miast zwiększyła się oferta nowych mieszkań w segmencie popularnym, co zatrzymało wzrost średniej ceny metra kwadratowego. Wprawdzie poszła ona w górę w Warszawie, Łodzi i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, ale nie z powodu podwyżek cen lokali będących już od jakiegoś czasu w ofercie firm deweloperskich – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Ministerstwo Rozwoju i Technologii właśnie zakomunikowało, że „Kredyt mieszkaniowy na#Start” może pojawić się w ofercie banków nie wcześniej niż w 2025 r.  Problem w tym, że resort nie daje gwarancji, że tak się stanie – zauważa Marek Wielgo, ekspert  portalu RynekPierwotny.pl.

Zbyt długie odwlekanie decyzji w sprawie nowego programu wsparcia kredytobiorców stawia pod znakiem zapytania dalszy wzrost podaży nowych mieszkań, a w konsekwencji poprawę ich dostępności dla nabywców posiłkujących się kredytem.

Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w drugim kwartale br. deweloperzy wprowadzili na rynki w siedmiu największych metropoliach o ponad jedną czwartą mniej mieszkań niż w pierwszych trzech miesiącach tego roku. Przy czym w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, Poznaniu i Trójmieście nowa podaż spadła aż o ponad 40%! Deweloperzy zareagowali w ten sposób na równie gwałtowny spadek sprzedaży w tym okresie.

Dla nikogo nie jest zaskoczeniem, że po wygaśnięciu programu „Bezpieczny Kredyt 2%” kupujących nowe mieszkania przez jakiś czas będzie mniej. Firmy deweloperskie najwyraźniej liczyły jednak na szybki powrót klientów, dzięki poprawie dostępności kredytów udzielanych przez banki na warunkach rynkowych oraz nowemu programowi wsparcia kredytobiorców. Tymczasem maj przyniósł spadek liczby wniosków o kredyty mieszkaniowe. W dodatku prawdopodobnie wiele osób wstrzymało się z zakupem mieszkania w oczekiwaniu na korzystniejsze warunki kredytowe.

Na razie sytuacja układa się po myśli potencjalnych nabywców. Także w czerwcu w większości metropolii minimalnie wzrosła oferta (wyjątkiem było Trójmiasto), a w konsekwencji także konkurencja między deweloperami. Pojawiły się więc dawno niewidziane promocje w postaci nawet kilkuprocentowych rabatów czy gratisów typu komórka lokatorska lub miejsce w garażu. Niektóre firmy proponują też system odroczonej płatności, który polega na tym, że nabywca może wpłacić 80% ceny mieszkania dopiero przy jego odbiorze.

Szczególnie cieszy jednak to, że w ostatnich dwóch miesiącach deweloperzy zaczęli wprowadzać na rynek więcej mieszkań w segmencie popularnym, co zatrzymało wzrost średniej ceny metra kwadratowego.

Według wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, w Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście i Poznaniu (drugi miesiąc z rzędu) średnia cena m kw. utrzymała poziom z maja. Pamiętajmy jednak, że sytuacja na rynkach mieszkaniowych jest wciąż dynamiczna. W skali miesiąca średnia cena m kw. może wzrosnąć, jeśli na rynek trafi pula drogich – jak na dany rynek – lokali. W czerwcu przykładem tego są Warszawa oraz miasta wchodzące w skład Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Odnotowano tam 1% podwyżkę średniej ceny metra kwadratowego mieszkań dostępnych w ofercie firm deweloperskich. Warto przypomnieć jednak, że w stolicy poprzednie dwa miesiące były okresem stabilizacji, zaś w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii trwała ona trzy miesiące z rzędu.Wyk.1 - Ceny mieszkań - czerwiec 2024-cena m kwM

W Łodzi natomiast ceny nowych mieszkań w przeliczeniu na metr kwadratowy rosną nieprzerwanie od trzech miesięcy, a w czerwcu średnia poszybowała w górę o 2%. Tym samym Łódź objęła prowadzenie w wyścigu o miano tegorocznego lidera podwyżek. Od początku roku średnia cena metra kwadratowego wzrosła w tym mieście aż o 7%.  Miejsce na podium utrzymały Poznań i Wrocław. Średnia od początku 2024 roku poszła tam w górę o 6%. W Warszawie i Krakowie z kolei ceny podskoczyły w ciągu sześciu miesięcy o 5%, zaś w Trójmieście i Górnośląsko – Zagłębiowskiej Metropolii – o 2%.

Wyk.2 - Ceny mieszkań - czerwiec 2024-cena m kwR

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl wyjaśniają, że deweloperzy sporadycznie podnoszą ceny mieszkań, które już od jakiegoś czasu są w ich ofercie. Równocześnie wciąż rozpoczynają oni nowe inwestycje, a wśród nich są mieszkania adresowane do zamożnych klientów. Na przykład w Warszawie jeden z deweloperów wprowadził do sprzedaży dość dużą pulę mieszkań w cenie średnio ok. 38 tys. zł za metr kwadratowy. Dla porównania w siedmiu innych nowych inwestycjach ceny wahały się średnio od 12,4 tys. do 17,1 tys. zł za metr. Także w Łodzi pojawiły się stosunkowo drogie mieszkania. W nowych inwestycjach kosztowały one średnio ponad 11,5 tys. zł za metr kwadratowy. Równocześnie znikały najtańsze. To tłumaczy, dlaczego wzrosła średnia tych, które zostały w ofercie. Wyk.3 - Średnie ceny lokali wprowadzonych i sprzedanych

Wyniki wyborów we Francji nie rozwiewają niepewności

Polityka pozostaje w świetle jupiterów rynku finansowego. Pierwsza debata prezydencka w USA wysunęła Donalda Trumpa na wyraźne prowadzenie w wyborczych sondażach. Pierwsza tura wyborów parlamentarnych we Francji przyniosła zaś zgodne z oczekiwaniami wyniki – na rozstrzygnięcie przyjdzie nam poczekać do najbliższej niedzieli. W międzyczasie do urn pójdą Brytyjczycy, którzy – podobnie jak Francuzi – wybiorą przedstawicieli swojego parlamentu. W tych interesujących okolicznościach jak dotąd nieźle radzi sobie złoty.

Kluczowe punkty:

  • Zmienność na rynku walutowym dyktowana była w dużej mierze przez wydarzenia na arenie politycznej.
  • Euro nieznacznie zyskuje na możliwości zawieszonego parlamentu we Francji po pierwszej turze wyborów.
  • Kiepski występ Bidena w debacie zwiększa szanse Trumpa na reelekcję.
  • W brytyjskich wyborach parlamentarnych w czwartek spodziewana jest bezwzględna większość Partii Pracy.
  • Za wcześnie na cięcie stóp RPP, czwartkowa konferencja prasowa prezesa Glapińskiego może jednak zwiększyć zmienność.
  • W najbliższych dniach, poza wydarzeniami politycznymi, rynek skupi się na danych inflacyjnych ze strefy euro oraz piątkowych danych NFP z USA.

Pierwszą turę wyborów parlamentarnych we Francji zgodnie z oczekiwaniami wygrało skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe (RN), drugie miejsce zajął lewicowy Nowy Front Ludowy (NFP), centrowa partia Macrona (Ensemble) była zaś zaledwie trzecia. Wydaje się, że żadna z partii nie uzyska bezwzględnej większości, choć ostateczną odpowiedź na tę kwestię poznamy dopiero w poniedziałek (08.07), kiedy ogłoszone zostaną wyniki drugiej tury. W początkowych godzinach handlu azjatyckiego euro nieznacznie zyskało, jako że wyniki pierwszej tury okazały się w dużej mierze zgodne z sondażami i oczekiwaniami rynkowymi. Być może to również wyraz ulgi, że dążąca do fiskalnej rewolucji lewica nie zdobyła większego poparcia, niż przewidywano.

Na arenie politycznej działo się wiele, odbyła się bowiem także debata prezydencka w USA, którą Biden z kretesem przegrał. Trump zdecydowanie wysunął się na prowadzenie w sondażach, wydarzenie to nie wpłynęło jednak istotnie na rynek walutowy.

W tym tygodniu uwaga inwestorów w dalszym ciągu będzie skupiona na polityce – przepychanki we Francji przed drugą turą wyborów parlamentarnych w tę niedzielę (07.07), możliwość, że Biden zrezygnuje z ubiegania się o fotel prezydencki, i wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii w czwartek (04.07) sprawiają, że zmienność na rynku walutowym może być znacznie podniesiona. Dodatkowo we wtorek (02.07) opublikowane zostaną wstępne odczyty inflacji w strefie euro w czerwcu, w piątek (05.07) zaś raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy. W czwartek (04.07) płynność zmniejszy amerykański Dzień Niepodległości, będzie to bowiem dzień wolny od handlu w USA. Szykuje się niełatwy tydzień.

PLN

Poprawa sentymentu do ryzyka pozwoliła złotemu na kontynuację odrabiania strat i odnotowanie lepszych wyników niż inne waluty regionu. Kurs EUR/PLN powrócił do poziomu 4,30 po tym, jak wyniki wyborów we Francji wsparły rynkowe nastroje. Ubiegłotygodniowe odczyty ekonomiczne z Polski były mieszane. Sprzedaż detaliczna była nieco słabsza, niż oczekiwano – w ujęciu realnym spadła w maju nieznacznie względem poprzedniego miesiąca. Wcześniejsze odczyty również wskazywały na słabe momentum gospodarcze i wspierały tezę, że konsumpcja w tym roku nie doświadczy raczej istotnego wzrostu. Jednocześnie dane te nie pozwalają obecnie w pełni ocenić aktywności gospodarstw domowych.

Powolne ożywienie gospodarcze jest jednak pozytywne pod kątem inflacji. Obecne odczyty dynamiki cen są stosunkowo dobre – ubiegłotygodniowe dane wykazały jej minimalny wzrost do 2,6% w czerwcu. Miesięczna zmiana cen wyniosła +0,1%, jak poprzednio. Od lipca – ze względu na odmrożenie cen energii – dynamika cen istotnie jednak wzrośnie i najpewniej przekroczy górną granicę przedziału NBP (2,5% ± 1 pp.).

W tym tygodniu uwaga skupi się na posiedzeniu RPP, którego wynik zostanie ogłoszony w środę (03.07). Obniżka stóp procentowych jest wciąż wykluczona i wydaje się, że dużo za wcześnie jest również na dyskusje o rozluźnianiu polityki monetarnej. Będziemy uważnie śledzić reakcję RPP na ostatnie zmiany cen energii i oznaki słabego momentum ekonomicznego. Istotne będą również nowe projekcje makroekonomiczne. Nie spodziewamy się, by jastrzębia komunikacja banku uległa w lipcu dużym zmianom, konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego w czwartek (04.07) może jednak przynieść większą zmienność kursu EUR/PLN.

EUR

W porównaniu do zamknięcia handlu w piątek euro umocniło się nieznacznie względem większości walut – reakcja na rynku obligacji była dość ograniczona, a inwestorzy stosunkowo pozytywnie przyjęli wyniki niedzielnych wyborów parlamentarnych we Francji. Partia Le Pen zdobyła najwięcej głosów, nie zdoła jednak raczej uzyskać absolutnej większości w drugiej turze. Zarówno brak większości lewicy, jak i wysokie prawdopodobieństwo zawieszonego parlamentu mogłyby być dla wspólnej waluty korzystne, jako że rynki spodziewają się w takiej sytuacji polityki podatkowej i migracyjnej bliskiej obecnemu status quo.

W tym tygodniu istotne będą nie tylko wydarzenia na arenie politycznej, ale i dane makroekonomiczne oraz polityka monetarna – opublikowane zostaną bowiem wstępny odczyt czerwcowej inflacji (wtorek 02.07) oraz minutki z czerwcowego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego (czwartek 04.07). Przygotujmy się na zmienność.

USD

Przechylenie szali na korzyść Trumpa po ubiegłotygodniowej debacie i katastrofalnym wystąpieniu Bidena powinno mieć pozytywny wpływ na dolara – rynki wiążą wygraną Trumpa z bardziej protekcjonistyczną polityką, która stawia interesy USA wyżej niż reszty świata. Brak silnej aprecjacji dolara względem większości walut po tym wydarzeniu może wskazywać na to, że waluta jest już obecnie wysoko wyceniana.

W środę (03.07) opublikowane zostaną minutki z ostatniego posiedzenia FOMC. Istotniejsze powinny okazać się jednak dane z rynku pracy, w szczególności raport NFP za czerwiec (piątek 05.07), który może potwierdzić obserwowane ostatnio oznaki stonowanego spowolnienia na rynku pracy i pozwolić określić perspektywy cięć stóp procentowych Rezerwy Federalnej w pozostałej części roku. Biorąc pod uwagę, że wyceniane są w tym roku dwie niepełne obniżki, a dolar jest na bardzo wysokich poziomach, przestrzeń na rozczarowanie jest naszym zdaniem niewielka.

GBP

Spośród trzech istotnych w tym tygodniu frontów politycznych brytyjski budzi najmniej niepewności. Wszystkie sondaże są zgodne: Partia Pracy zdobędzie bezwzględną większość. Spodziewamy się, że na funta wpłyną drugorzędne konsekwencje wyborów. Bardzo duża większość laburzystów będzie umiarkowanie pozytywna dla funta, ponieważ rynki mogą usunąć wtedy większą część premii za ryzyko, mając nadzieję na poprawę stosunków z Unią Europejską. Lepszy od oczekiwań wynik partii Reform UK będzie miał zaś przeciwny efekt, szacuje się jednak, że partia Nigela Farage’a zdobędzie niewiele mandatów.

Inwestorzy prawdopodobnie zignorują szereg drugorzędowych odczytów makroekonomicznych, koncentrując się na kwestiach politycznych.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

8/10 Polaków planuje wyjazd wypoczynkowy w trakcie wakacji. Co 3 planuje podróż za granicę

Coraz więcej Polaków wyraża optymizm w kwestii finansów osobistych. Chociaż nadal większość konsumentów spodziewa się wzrostu cen najczęściej kupowanych produktów, to jednocześnie już 50 proc. Polaków deklaruje posiadanie pieniędzy na koniec miesiąca. Zbliżający się sezon letni to dla większości z nas okres wyjazdów wypoczynkowych. Czterech na dziesięciu uczestników badania “Consumer Signals” firmy doradczej Deloitte planuje w trakcie urlopu pobyt w hotelu, a połowa ankietowanych na wakacje zamierza pojechać pociągiem.

55. odsłona badania Deloitte Consumer Signals została przeprowadzona pod koniec maja b.r. Jednym z weryfikowanych obszarów były preferencje konsumenckie związane ze zbliżającym się sezonem wakacyjnym. Podobnie jak w ubiegłym roku, planujący wyjazd wypoczynkowy stanowią ok. 80 proc. badanych. Co czwarty z nas urlop chce spędzić z bliską osobą, a 23 proc. planuje w tym czasie wizytę w miejscach historycznych i kulturowych.

Z planów urlopowych najczęściej rezygnujemy ze względów finansowych. 73 proc. z osób, które nie wybierają się na urlop, jako główną przyczynę takiej decyzji wskazało brak środków. Stanowi to jednak o 7 p.p. mniejszy odsetek niż w roku ubiegłym. 22 proc. osób (+ 5 p.p. r/r) z tej grupy stwierdziło, że pieniądze, jakie przeznaczyłaby na urlop, zamierza wykorzystać w innym celu.

Zdecydowani na wyjazd wypoczynkowy najczęściej wybierają się do miejsc położonych daleko od miejsca zamieszkania (31 proc. odpowiedzi). 23 proc. przedstawicieli tej grupy (- 3 p.p. r/r) wyszukuje niskobudżetowe okazje i do nich dostosowuje swoje plany wakacyjne, natomiast 13 proc. (-1 p.p. r/r) kieruje się przede wszystkim chęcią odwiedzenia danego miejsca.

Miesiące letnie to dla Polaków tradycyjnie czas urlopu wypoczynkowego. Co istotne, w tym roku znacząco zmniejszył się odsetek rezygnujących z wypoczynku ze względów finansowych. Jednocześnie coraz więcej osób środki, jakie wydałoby na urlop, planuje przeznaczyć na inne cele, np. wakacyjny remont. Może to oznaczać, że część polskich konsumentów wakacje planuje poza szczytowym sezonem – mówi dr Aleksander Łaszek, starszy menadżer, zespół ds. analiz ekonomicznych, Deloitte.

28 proc. wszystkich polskich ankietowanych w ramach urlopu wybiera się w zagraniczną podróż samolotem (+3 p.p. r/r). Najpopularniejszym wakacyjnym środkiem transportu pozostaje jednak pociąg, którym przemieszczać się zamierza co drugi badany. Jeśli chodzi o nocleg, najchętniej wybieramy hotel (42 proc., +2 p.p. r/r), drugą w kolejności opcją jest wynajem apartamentu lub domku wakacyjnego (33 proc., +3 p.p. r/r).

Rosnący optymizm Polaków, choć niepokój jest nadal mocno widoczny

Nastroje Polaków dotyczące indywidualnej sytuacji finansowej poprawiły się w porównaniu z poprzednią edycją badania. Osoby deklarujące posiadanie pieniędzy na koniec miesiąca stanowią 50 proc. ankietowanych (o 3 p.p. więcej niż miesiąc wcześniej). Do 29 proc. (-2 p.p. m/m) spadł odsetek obawiających się o swoją zdolność do regulowania bieżących płatności. 42 proc. Polaków wskazuje na pogorszenie indywidualnej sytuacji finansowej, co oznacza spadek o 2 p.p. w porównaniu z poprzednim miesiącem. Coraz mniej osób obawia się także o stan swoich oszczędności – obecnie stanowią oni 36 proc. badanych (-2 p.p. m/m). O 3 p.p. wzrósł z kolei odsetek oczekujących poprawy osobistej sytuacji finansowej w trakcie najbliższego roku. Na niezmienionym poziomie pozostaje odsetek osób, których nie stać na niespodziewane wydatki (52 proc.). Spodziewający się wzrostu przychodów lub pozostania ich na obecnym poziomie stanowią z kolei 48 proc. wszystkich badanych ( -2 p.p. m/m). Niezmiennie trzech na czterech Polaków przewiduje wzrost cen najczęściej kupowanych produktów.

Zbadano również oczekiwania respondentów w zakresie zmian cen poszczególnych kategorii produktów. Wzrost cen żywności i napojów przewiduje 69 proc. polskich konsumentów, czyli o 4 p.p. mniej niż miesiąc wcześniej. O 2 p.p., do poziomu 71 proc., spadł odsetek zakładających podwyżki cen paliw. 66 proc. (-3 p.p. m/m) ankietowanych spodziewa się wyższych cen alkoholu i papierosów. Mniej optymistyczne nastroje widać w prognozach dotyczących opłat za media domowe (których wzrost przewiduje 80 proc. Polaków, +4 p.p. m/m) oraz odzież (61 proc., +1 p.p. m/m). Na niezmienionym poziomie pozostaje odsetek zakładających wyższe ceny w restauracjach (73 proc.).

Niepokoje dotyczące cen dotyczą nie tylko Polski, ale również innych krajów. Największy odsetek respondentów obawiających się dalszych wzrostów cen najczęściej kupowanych produktów i usług odnotowano w Australii (85 proc.), Portugalii (84 proc.), Hiszpanii (82 proc.) i RPA (81 proc.). Na drugim krańcu zestawienia znajdują się: Korea Południowa (65 proc.), Arabia Saudyjska (63 proc.), Japonia (62 proc.) oraz Chiny (39 proc.).

Poprawiający się wskaźnik optymizmu polskich konsumentów w kwestii finansów osobistych z pewnością stanowi dobrą wiadomość dla branży turystycznej i szerzej dla branży konsumenckiej. Spadający odsetek osób obawiających się o zdolność do regulowania bieżących płatności może sugerować, że polscy konsumenci mogą w najbliższym czasie nieco luźniej podchodzić do kwestii wydatków, np. podczas wakacji. Z drugiej strony niemal trzy czwarte badanych jest świadomych możliwego wzrostu cen w restauracjach. Polscy turyści wiedzą więc, że wakacyjna wizyta w lokalu gastronomicznym może stanowić niemały wydatek – mówi Anna Rączkowska, partner w dziale Doradztwa Podatkowego, Deloitte.

O badaniu

Najnowsza wersja badania została przeprowadzona na przełomie maja i czerwca 2024 r. Była to 55. edycja przeprowadzona globalnie i 46., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 20 krajów, oprócz Polski byli to obywatele: Arabii Saudyjskiej, Australii, Brazylii, Kanady, Chin, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Japonii, Korei Południowej, Meksyku, Portugalii, RPA, Włoch, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Agnieszka Siuzdak-Zyga i Maciej Strzelecki dołączają do zarządu Grupy Agora

Od 28 czerwca 2024 r. zarząd Grupy Agora – jednej z największych w Polsce firm medialnych – działa w nowym składzie. Dołączyli do niego Agnieszka Siuzdak-Zyga, prezeska spółki Gazeta.pl oraz Maciej Strzelecki, prezes Grupy Eurozet. 

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Agory, które zebrało się w piątek, 28 czerwca br., powołało zarząd Grupy Agora na nową, 5-letnią kadencję. Zasiądą w nim jego dotychczasowi członkowie: Bartosz Hojka, Anna Kryńska-Godlewska, Tomasz Jagiełło i Wojciech Bartkowiak, a także powołani do zarządu nowej kadencji Agnieszka Siuzdak-Zyga, prezeska spółki Gazeta.pl i Maciej Strzelecki, prezes Grupy Eurozet.

Agnieszka Siuzdak-Zyga jest prezeską spółki Gazeta.pl od kwietnia br. Z mediami cyfrowymi jest związana od początku swojej kariery zawodowej. Pracę w Agorze rozpoczęła w 2006 r. w „Gazecie Wyborczej”, po czym związała się z Gazeta.pl. Do 2018 r. jako dyrektor ds. wzrostu biznesu contentowego współtworzyła kierunki rozwojowe Gazeta.pl, testowała nowe możliwości biznesowe oraz odpowiadała m.in. za marketing, SEO oraz analizy biznesowe. W październiku 2018 r. objęła stanowisko dyrektora pionu Gazeta.pl, odpowiadając za zarządzanie tym obszarem, wynik finansowy oraz biznesowy rozwój portalu. Od 5 sierpnia 2021 r. do 31 sierpnia 2022 r. była członkinią zarządu Agory, a od grudnia 2023 r. pełniła funkcję prokurentki spółki.

Maciej Strzelecki jest prezesem Eurozetu od lutego 2023 r., a od lipca 2013 r. kieruje Grupą Radiową Agory. Z radiem związany jest od 1994 r., kiedy ruszyła współtworzona przez niego stacja radiowa Stowarzyszenia Jowisz w Jeleniej Górze – Radio Jowisz. W Agorze pracuje od 2001 r. Początkowo zarządzał stacjami radiowymi w Jeleniej Górze i Wałbrzychu, następnie był dyrektorem operacyjnym regionu śląskiego Grupy Radiowej, później – regionu centralnego. W 2005 r. został powołany do zarządu Grupy Radiowej Agory. Pod jego kierownictwem, dzięki reorganizacji sprzedaży lokalnej oraz rozwojowi działalności brokerskiej na rynku agencyjnym, Grupa Radiowa Agory odnotowała istotny wzrost udziału w rynku reklamy radiowej i wzrost przychodów.

Jak bardzo rynek boi się wyborów we Francji?

Rynek na moment odsuwa na bok dane makro i decyzje banków centralnych. Wchodzimy w fazę wyborów parlamentarnych we Francji. Dodatkowo na początku lipca zaplanowane jest analogiczne wydarzenie w Wielkiej Brytanii. Czy możemy spodziewać się politycznego „trzęsienia ziemi”. Zmienność na euro, funcie oraz europejskich giełdach może być w przyszłym tygodniu podwyższona. Istnieje realne zagrożenie mocnych spadków indeksów ze Starego Kontynentu. Już silną reakcję widzieliśmy po wynikach wyborów do europarlamentu po 9 czerwca. Potem mieliśmy uspokojenie nastrojów. Francuski CAC40 po odreagowaniu w poprzednim tygodniu, ten może zaliczyć do straconych. Notowania wyrównały minima ustanowione 17 czerwca.

Wybory parlamentarne we Francji najprawdopodobniej w zdecydowany sposób wpłyną na zmianę układu sił. Największego kryzysu można byłoby się spodziewać, gdyby zwyciężył lewicowy sojusz, ponieważ budżet krajowy wówczas stałby się jeszcze bardziej niepewny, ponieważ obietnice polityków tej frakcji mogłyby być wówczas zrealizowane. Z kolei dominacja prawicowych populistów mogłaby spowodować konflikty na poziomie Unii Europejskiej. Kryzys zadłużenia w takiej opcji byłby mniej ryzykowny. Dojście do władzy ugrupowań prawicowych spowodowałby, że politycy tej frakcji chcieliby aby kolejne wybory prezydenckiej (za 3 lata) padły łupem ich przedstawiciela.

Równowaga sił we francuskim parlamencie ulegnie prawdopodobnie znaczącej zmianie. Według sondaży, zarówno prawicowi populiści, jak i lewicowy „Nowy Front Ludowy” otrzymają znacznie więcej głosów niż w ostatnich wyborach dwa lata temu. Z kolei partie, które w ostatnich latach popierały politykę prezydenta Macrona, znacznie stracą na popularności.

Ze względu na większościowy system głosowania, prognozy dotyczące podziału miejsc w parlamencie są bardzo niepewne. Wysoce prawdopodobne jest jednak to, że obóz Macrona nie będzie miał bezwzględnej większości. Sojusz lewicy również wydaje się daleki od osiągnięcia takiego wyniku. Z drugiej strony istnieje realna szansa, że Zjednoczenie Narodowe Le Pen uzyska wystarczającą przewagę.

Wszystko wskazuje na to, że wyniki wyborów we Francji uwypuklą słabość unii walutowej. Wynika to z faktu, że w wielu krajach wola współpracy, która jest niezbędna do funkcjonowania unii walutowej bez unii politycznej, jest coraz bardziej kwestionowana. Dodatkowo zarówno Zjednoczenie Narodowe ja i Front Ludowy odrzucają nowe zasady Paktu Stabilności, który określa w jaki sposób mają być koordynowane krajowe polityki fiskalne. Jego zasadnicze ramy zostały stworzone po to, żeby zapewnić stabilność finansów publicznych, która to z kolei jest koniecznym warunkiem stabilności cen a także silnego oraz trwałego wzrostu gospodarczego.

Można przypuszczać, że po ostatniej reakcji rynków (spadek euro, wzrost rentowności obligacji francuskich, zniżki indeksów giełdowych) na wyniki wyborów do europarlamentu oraz zaskakujący ruch Macron, i tym razem zmienność będzie podwyższona. Istnieje duża szansa, że euro znajdzie się pod presją co może spowodować spadek kursu EUR/USD w okolice 1,06 albo nawet poniżej. Z benchmarków najmocniej będzie reagować CAC40. Jego ostatnie odreagowanie było na tyle wątłe, że ostatni tydzień przyniósł wyrównanie kursu z dołkiem ustanowionym 17 czerwca. Obecny układ na wykresie sugeruje kontynuację ruchu na południe. Być może spadki doprowadzą notowania do bariery technicznej w okolicy 7000 pkt., którą jest linia trendu wzrostowego, poprowadzona przez dołki z marca 2020 oraz października 2022 roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Grupa PMPG Polskie Media z nowym kierunkiem rozwoju na lata 2024-2026

PMPG Polskie Media, holding mediowy notowany na głównym parkiecie warszawskiej giełdy, opublikował materiał informacyjny o kierunku rozwoju, który jest efektem zakończonego w marcu przeglądu opcji strategicznych. Zgodnie przedstawionymi założeniami, Spółka skoncentruje się na rozwój aktywów cyfrowych, inwestycjach typu Media for Equity, a także IPO głównych aktywów Grupy. Dzięki nowej strategii PMPG Polskie Media zamierza wzmocnić swoją pozycję na rynku mediów, co bezpośrednio przełoży się wzrost wartości dla akcjonariuszy.

Od ponad 25 lat działamy na rynku, nieustannie dostosowując się do zmieniających się warunków technologicznych i biznesowych. Obserwując aktualne trendy oraz sytuację na rynku mediów, postanowiliśmy nakreślić nowe kierunki rozwoju – komentuje Katarzyna Gintrowska, prezes zarządu PMPG Polskie Media.

Osią działań PMPG Polskie Media będzie konsekwentny rozwój aktywów cyfrowych poprzez inwestycje w nowe formaty takie jak podcasty i materiały wideo. Grupa zamierza również rozwijać nowe kategorie treści dostosowane do aktualnych trendów rynkowych i zainteresowań czytelników związane m.in. z  technologią, zdrowiem, edukacją oraz zrównoważonym rozwojem. Oprócz tego Spółka będzie nadal kontynuowała transformację cyfrową poprzez digitalizacją treści i usług, w tym aspekcie PMPG Polskie Media będzie aktywnie korzystało z nowych technologii, takich jak AI oraz big data, aby lepiej zrozumieć potrzeby swoich użytkowników i dostosować ofertę do ich oczekiwań.

Rozwój aktywów cyfrowych jest kluczowym elementem naszych działań. Wpływa on bezpośrednio na nasze główne KPI biznesu, takie jak m.in. wzrost liczby unikalnych użytkowników, wzrost liczby odsłon, czy zwiększenie liczby subskrybentów, które z kolei mają przełożenie na nasze wyniki finansowe. Mamy ambicję być pionierem na rynku mediów cyfrowych, dostarczając treści, które nie tylko informują, ale również angażują i edukują naszych odbiorców. Chcemy także dalej aktywnie rozwijać naszą działalność eventową, która zyskuje na znaczeniu w strukturze przychodów Grupy – dodaje Katarzyna Gintrowska.

W nowej strategii PMPG Polskie Media zamierza postawić na inwestycje typu Media for Equity, które polegają na zapewnieniu firmom wsparcia medialnego w zamian za udział w kapitale oraz wsparcie finansowe. Tego typu inwestycje pozwalają na szybki rozwój młodych i obiecujących firm, jednocześnie zwiększając wartość portfela inwestycyjnego PMPG.

Mamy już za sobą pierwszą inwestycję na zasadzie media for equity. W 2019 r. zainwestowaliśmy w RedDeer.Games, co zaowocowało znaczącym wzrostem rozpoznawalności i wartości tej spółki. Obecnie jest to jedno z najszybciej rosnących studiów gamedev w Europie. Przyszłych inwestycji będziemy szukać w takich obszarach jak: technologie medyczne, edukacja, zielona energia czy e-commerce, oferując im szeroką platformę medialną do promocji ich produktów i usług – mówi Katarzyna Gintrowska.

Grupa PMPG planuje również zewnętrzne pozyskiwanie kapitału. W planie jest m.in. IPO Orlego Pióra, którego debiut na GPW planowany jest w 2025 r. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na dalszy rozwój i inwestycje w nowe technologie oraz rozszerzenie oferty. Z kolei RedDeer.Games prowadzi obecnie rundę inwestycyjną o wartości 5 mln USD.

W nowej strategii Grupa PMPG zamierza również poprawić relacje z interesariuszami. W opracowaniu jest nowa przejrzysta strona internetowa www.pmpg.pl, która polepszy komunikację z inwestorami i w sposób klarowny przedstawi szerokie spektrum działań prowadzonych przez PMPG. Poddawany analizie jest również rebranding firmy, którego można spodziewać się na przełomie roku 2024/2025 – mający na celu zwiększenie świadomości o działalności PMPG w oczach partnerów i inwestorów spółki.

Nowy kierunek ma na celu wzmocnić pozycję PMPG na rynku mediów oraz wpłynąć na jej zrównoważony wzrost w najbliższych latach, co będzie miało bezpośredni wpływ na budowę wartości dla akcjonariuszy.

CEO Vivid Games kupuje 5 mln akcji od byłego Prezesa Zarządu Spółki

Spółka otrzymała zawiadomienia o transakcji na 5 mln akcji, od Piotra Gamracego – obecnego Prezesa Zarządu Vivid Games, oraz Jarka Wojczakowskiego, założyciela i wcześniejszego CEO. Były Prezes sprzedał obecnemu, większość posiadanych przez siebie akcji Vivid Games. Operacja może wydawać się zaskakująca, jednak obie strony dostrzegają jej korzyści i wyrażają w ten sposób dużą wiarę w spółkę.

„Jestem związany z Vivid Games nie tylko jako akcjonariusz, ale przede wszystkim jako założyciel. Mimo braku bezpośredniego zaangażowania w działalność organów, los spółki i jej przyszłość pozostają dla mnie, osobiście, ważne. Pakiet akcji, który posiadałem był na tyle duży, że postanowiłem podzielić się nim z Piotrem. Wierzę, że wzmocnienie jego związku ze spółką będzie korzystne, zarówno dla Spółki jak i dla mnie, jako akcjonariusza” – podkreśla Jarosław Wojczakowski, jeden z założycieli Vivid Games.

“Bardzo doceniam propozycję Jarka. Zawsze myślał w pierwszej kolejności o dobru firmy, a ten gest jest tego najlepszym przykładem. Moje zaangażowanie w pracę na rzecz rozwoju Vivid Games nie zależy od tego jak duży pakiet akcji posiadam, jednak tak istotna zmiana mojego udziału w kapitale jest bardzo dobrze odbierana przez potencjalnych partnerów biznesowych. Dla nich to gwarancja tego, że zostanę ze spółką, wierzę w nią i będę walczył o jej wyniki, także jako akcjonariusz w dość ciężkich czasach dla branży gier wideo. Wiem, że może to przyspieszyć niektóre z prowadzonych rozmów” – dodaje Piotr Gamracy, CEO Vivid Games.

Po transakcji, Piotr Gamracy posiada blisko 16% udziałów w spółce.

Dentystom nie opłaca się pracować dla NFZ-u. Będą dłuższe kolejki

Z danych przekazanych przez NFZ wynika, że w I kw. br. liczba świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne była o 2,5% mniejsza niż w analogicznym okresie ub.r. W ciągu dwunastu miesięcy tego typu spadki nastąpiły w każdym OW NFZ. Do tego widać, że sytuacja pogarsza się z roku na rok, co pokazuje analiza statystyk za lata 2019-2023. Nie brakuje opinii, że mamy już do czynienia z prawdziwym dramatem, a będzie jeszcze gorzej. Do tego młodzi lekarze nie garną się do współpracy z Funduszem. W konsekwencji trzeba więc nastawić się m.in. na coraz dłuższe kolejki do gabinetów i pogarszającą się sytuację pacjentów. Jak podkreślają eksperci, nie można oczekiwać, że prywatna kieszeń pacjentów rozwiąże problem. Tutaj są potrzebne szybkie i systemowe rozwiązania, inaczej sytuacja dalej będzie się pogarszać.

Gabinetów ubywa

Według danych udostępnionych przez NFZ, w I kw. br. było 5239 świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne. To o 2,5% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy ich liczba wyniosła 5372. Jak stwierdza dr n. med. Piotr Przybylski, wieloletni ekspert rynku stomatologicznego z Kliniki Implant Medical, matematycznie spadek liczby gabinetów współpracujących z Funduszem jest oczywiście niewielki. Ale to zjawisko stale postępuje i raczej trudno będzie je powtrzymać. Ekspert podkreśla, że rdr. ubyło ponad 130 świadczeniodawców, a to już pokazuje, że sprawa robi się poważna. Pacjenci z pewnością odczują brak tylu miejsc.

– 2,5% to niby niewiele, natomiast problem jest zupełnie inny. Ten spadek rdr. wynika z rosnących cen, a niestety NFZ w ostatnim czasie wzrost wartości punktów i kontraktów w zakresie protetyki stomatologicznej jest praktycznie niewielki. To sprawia, że zmniejsza się liczba świadczeń wykonywanych w ramach umowy z Funduszem. W konsekwencji pacjenci czekają w dłuższych kolejkach – komentuje prof. dr hab. n. med. Teresa Sierpińska, krajowy konsultant w dziedzinie protetyki stomatologicznej, prezydent Europejskiego Towarzystwa Protetycznego.

Zdaniem dr. n. med. Piotra Przybylskiego, już widać wydłużający się czas oczekiwania na wizytę. Według eksperta, niepokojący jest również fakt, że zakres refundowanego leczenia wciąż pozostaje niewystarczający. Do tego usługi oferowane w ramach kontraktu są oparte w większości o przestarzałe technologie. Co więcej, obecnie obowiązujące przepisy zabraniają lekarzom zapewniać lepsze rozwiązania stomatologiczne za dopłatą. Jest to pewnego rodzaju kuriozum.

– Niestety, stomatologia publiczna powolutku przestaje istnieć. Finansowanie, które w tej chwili jest przekazywane z NFZ, to jest nieco ponad 2% ogólnego budżetu. To absolutnie nie wystarcza. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że z roku na rok jest większa kwota pieniędzy na stomatologię, ale trzeba na to patrzeć szerzej. Wszystko jest coraz droższe – media, kredyty, leasingi, pracownicy. NFZ zwiększa fundusze, ale one nawet nie pokrywają strat związanych z inflacją. Przekazywane środki nie tylko nie pozwalają na rozwój, ale też coraz częściej nie starczają na zwykłe przetrwanie. I to jest olbrzymi problem – stwierdza Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Wieloletni problem

W I kw. br. w każdym OW NFZ rok do roku spadła liczba świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne. W zależności od Oddziału, spadki wyniosły od 1 do 30. Największe dotyczą Wielkopolskiego OW NFZ – o 5,8% (z 513 w I kw. ub.r. na 483 w I kw. br.), Dolnośląskiego OW NFZ – o 4,9% (z 426 na 405), a także Zachodniopomorskiego – o 4,1% (z 267 na 256). Z kolei analizując dane za lata 2019-2023, widać, że rokrocznie było mniej ww. świadczeniodawców. W 2023 r. ich liczba wyniosła 5459. To o 7% mniej niż w 2022 roku (wówczas – 5868), o 13,1% mniej niż w 2021 roku (6280), o 18,8% mniej niż w 2020 roku (6722), jak również o 22,2% mniej niż w 2019 roku (7018).

–  Dane, które pokazują spadek liczby świadczeniodawców w ostatnich latach, nie są niepokojące. To już jest dramat, ponieważ lekarze nie udzielają świadczeń na NFZ dla pacjentów, którym one się należą. Problemu nie rozwiąże dentobus, który przyjedzie do szkoły. Tam można zbadać dzieci, ale to przecież nie jest leczenie. W województwie świętokrzyskim są gminy, w których nie ma dentystów. Niestety, Fundusz nie traktuje tego jako swojej porażki – mówi Paweł Barucha.

Według dr. n. med. Piotra Przybylskiego, w danych za lata 2019-2023 widać fatalny obraz polskiej stomatologii. Spadki są duże i widoczne, ewidentnie w naszym systemie brakuje środków na leczenie na NFZ. W opinii eksperta, jeżeli nie zostanie podniesiona wystarczająco wartość kontraktów z Funduszem, to dalej będziemy się staczać w tym temacie. Z jego obserwacji wynika, że młodzi lekarze nie garną się do podpisywania takich umów. Z reguły na współpracę decydują się specjaliści przed emeryturą. Wprawdzie mniej zarabiają, ale mają stały i pewny dochód. Jednak ta grupa stopniowo się zmniejsza. Za jakiś czas może się okazać, że nie ma kto pracować dla Funduszu.

– Nasze społeczeństwo ubożeje. Nie możemy oczekiwać, że prywatna kieszeń pacjentów rozwiąże problem globalny. Mniejsza dostępność do świadczeń gwarantowanych najprawdopodobniej najbardziej dotknie osoby z mniejszych miejscowości, gdzie z założenia lekarzy dentystów jest mniej. Może się okazać, że na danym obszarze niewielu lekarzy zechce podjąć się pracy w ramach umowy z NFZ – analizuje prof. dr hab. n. med. Teresa Sierpińska.

Fatalne perspektywy

Jak podkreśla Paweł Barucha, obecnie ok. 30% dentystów pracuje na Fundusz. Dla części lekarzy, szczególnie młodego pokolenia, podpisywanie takich umów nie jest atrakcyjne. Ekspert przekonuje, że NFZ nie płaci jak za usługę wykonywaną przez fachowca, ale oczekuje świadczeń na najwyższym poziomie. Do tego dochodzi kwestia sprawozdawczości. Chcąc poprawnie się rozliczyć, trzeba mieć zatrudniony sztab ludzi, w tym informatyków.

– Co prawda, jak podaje NFZ, liczba udzielonych świadczeń nie zmalała, ale do systemu trafia ciągle zbyt mało pieniędzy i to jest niezaprzeczalny fakt. Na pewno brakuje nam niektórych świadczeń, które powinny być gwarantowane, np. z zakresu protez stałych czy implantologii. One nie pojawią się w tym koszyku ze względu na bardzo wysokie koszty realizacji – dodaje krajowy konsultant w dziedzinie protetyki stomatologicznej.

Do tego Paweł Barucha jest przekonany, że w najbliższym czasie liczba świadczeniodawców zajmujących się leczeniem stomatologicznym będzie się jeszcze zmniejszać. Do wiceprezesa Naczelnej Rady Lekarskiej docierają sygnały o kolejnych planowanych odejściach stomatologów, którzy przez wiele lat współpracowali z Funduszem. Jak przekonuje ekspert, to nie są jednostkowe przypadki. To tendencja, którą trzeba zatrzymać za wszelką cenę.

– Zaniedbania są wieloletnie. W celu poprawy sytuacji należałoby „dosypać” do sytemu sporo pieniędzy i dysponować dobrym pomysłem na naprawę. O ile są różne koncepcje, to środków wciąż brakuje. Nie widać też woli politycznej, żeby coś się w tym zakresie zmieniło. Oczywiście straci na tym całe społeczeństwo – podsumowuje ekspert z Implant Medical.

Pensje Polaków rosną, ale długi też

Przeciętna pensja wzrosła o 11,3 proc. w ciągu roku i wynosi 5968 zł netto – wynika z danych GUS za kwiecień 2024 roku. To dobre informacje, ale niestety tracą na optymizmie w zestawieniu z zadłużeniem konsumentów, które również rośnie. Średni dług osoby wpisanej do Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej wynosi obecnie 21 940 zł, a więc o 13,9 proc. więcej niż jeszcze rok temu. Oznacza to, że przeciętnie zarabiający dłużnik na spłatę swoich zobowiązań musi pracować 3 miesiące i 20 dni, przeznaczając na ten cel całą pensję. Najwięcej czasu na pozbycie się długów potrzebują konsumenci z Lubelskiego, a najmniej osoby z Dolnego Śląska.

Wszyscy zadłużeni konsumenci wpisani do Krajowego Rejestru Długów do spłaty mają w sumie niemal 45,8 mld zł. Takich osób z długami jest w naszym kraju prawie 2,1 mln, co oznacza, że przeciętny dłużnik musi oddać 21 940 zł. Przy średnich zarobkach wynoszących 5968 zł netto, na uregulowanie tego zobowiązania trzeba pracować 3 miesiące i 20 dni. Jeszcze rok temu łączny dług sięgał 45,2 mln zł, a nierzetelny konsument miał do zwrotu 19 271 zł, na co musiał przeznaczyć pensję z 3 miesięcy i 18 dni.

Z danych KRD wynika także znaczna różnica pomiędzy aktualnym zadłużeniem kobiet i mężczyzn. Suma zadłużenia 743,5 tys. pań wynosi ponad 11 mld zł, a więc średnio oddać muszą 14,9 tys. zł, na co będą pracować 2 miesiące i 15 dni. Z kolei 1,3 mln panów do spłaty ma 34,7 mld zł, a więc średnio 25,8 tys. zł. By pozbyć się długu musieliby przeznaczyć na to całą pensję z prawie 4 miesięcy i 10 dni.

Choć inflacja przestała już w tak dużym stopniu spędzać sen z powiek Polakom i w kwietniu br. wyniosła 2,4 proc., to pamiętajmy, że jeszcze rok temu było to 14,7 proc., jak wynika z danych GUS. Tak szybkie wzrosty cen dały nam w kość. Mimo że wynagrodzenia także rosły, to nie kompensowały wyższych kosztów życia. Analizy danych GUS wskazują, że w maju 2022 inflacja przegoniła nominalny wzrost wynagrodzeń i taka sytuacja utrzymywała się przez około rok. Jak wynika z Barometru Oszczędności KRD, pod koniec ubiegłego roku co piąty Polak w ogóle nie miał oszczędności, a jednej trzeciej wystarczyłyby one na miesiąc. Jedynie co czwarty respondent twierdził, że byłby w stanie utrzymać się z nich przez rok. Wzrost zadłużenia, który obecnie obserwujemy, to jeden z efektów tej sytuacji. Trzeba pamiętać, że problemy finansowe zazwyczaj narastają powoli i z czasem – zauważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Biorąc pod uwagę całą kwotę zadłużenia, najwięcej do spłaty mają konsumenci z województwa mazowieckiego (ponad 6,5 mld zł), następnie śląskiego (ponad 6,2 mld zł) oraz dolnośląskiego (4,1 mld zł).

Lubelskie musi pracować najdłużej

Porównanie danych GUS dotyczące średnich zarobków w poszczególnych województwach z informacjami z KRD o przeciętnym w nich zadłużeniu wskazuje, że najdłużej na spłatę swoich zobowiązań finansowych musieliby pracować mieszkańcy województwa lubelskiego. Łączne zadłużenie wynosi tam ponad 1,88 mld zł, a oddać te pieniądze musi 79,2 tys. konsumentów. Przy średniej pensji wynoszącej w tym regionie 5008 zł netto, musieliby przekazać na to całe wypłaty z aż 4 miesięcy i 22 dni. Na drugim miejscu są osoby z Podlasia, wśród których jest 42,8 tys. dłużników. Średnia pensja wynosi tam 4979 zł, a łączne zadłużenie 2,41 mld zł, co oznacza, że aby je spłacić powinni oddać zarobki z 4 miesięcy i 10 dni. W sporych tarapatach są także mieszkańcy Świętokrzyskiego, gdzie łączny dług 44,4 tys. konsumentów wynosi  941,7 mln zł. Przeciętna pensja sięga 5004 zł. Statystyczny dłużnik z tego województwa ma do zwrotu 21,2 tys. zł, na co musiałby przeznaczyć pieniądze zarobione przez 4 miesiące i 7 dni.

– Trzeba pamiętać, że przeciętne zarobki podawane przez GUS, wynoszące w kwietniu br. 8271,99 zł brutto, a więc 5968 zł „na rękę”, dotyczą sektora przedsiębiorstw zatrudniających 10 i więcej pracowników. Te pensje są zawsze nieco wyższe niż średnia wypłata w całej gospodarce. Można więc przyjąć, że dłużnicy faktycznie spłacaliby swoje zobowiązania dłużej, co może być dla nich jeszcze bardziej niepokojące. Tymczasem są instytucje, które potrafią skutecznie w tym pomóc. Nikt nie jest w stanie przeznaczyć całej pensji na spłatę zadłużenia, dlatego warto podjąć rozmowę z firmą windykacyjną, którzy pomogą rozłożyć dług na raty dostosowane do indywidualnej sytuacji finansowej dłużnika – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.zadłużenie a średnia pensja

Najszybciej długi odda Dolny Śląsk

Na Dolnym Śląsku jest 199,5 tys. osób wpisanych do Krajowego Rejestru Długów, a ich średnie zadłużenie wynosi 20,6 tys. zł. Zarabiają przeciętnie nieco więcej niż większość Polski – 6105 zł. Wynika z tego, że aby pozbyć się ciężaru finansowego każdy z nich powinien pracować 3 miesiące i 11 dni, czyli najkrócej w kraju. Nieco dłużej – w 3 miesiące i 13 dni, swoje zobowiązania spłacą także osoby z Łódzkiego, gdzie statystyczna pensja sięga 5438 zł. W województwie łódzkim jest 157,7 tys. dłużników, którzy zwrócić muszą w sumie 2,94 mld zł. Każdy z nich do spłaty ma 18,6 tys. zł. Relatywnie szybko swoich długów pozbyliby się także mieszkańcy Wielkopolski, którzy są zadłużeni na 3,71 mld zł, a zarabiają średnio 5530 zł. Przeciętna osoba z długami ma do spłacenia 19,2 tys. zł, na co musiałaby pracować 3 miesiące i 14 dni.

Ciekawe wnioski można wyciągnąć porównując to zestawienie ze Wskaźnikiem rzetelności konsumentów opracowanych przez Rzetelną Firmę przy współpracy z KRD. Otóż z pierwszej szóstki województw, których mieszkańcy potrzebują najmniej czasu do spłaty długów, trzy (małopolskie, wielkopolskie i łódzkie) plasują się w gronie najbardziej rzetelnych, a trzy (mazowieckie, dolnośląskie i śląskie) pod względem rzetelności mieszkańców zajmują końcowe pozycje w rankingu.

To są zamożne województwa, gdzie pensje są wysokie. Z jednej strony łatwiej więc zaciągać zobowiązania, dzięki wyższej zdolności kredytowej, ale z drugiej łatwiej też je spłacać. I rodzi się pytanie dlaczego w takim razie w jednych województwach ta rzetelność jest wyższa, a w drugich niższa, jeśli warunki ekonomiczne są podobne. Jestem przekonany, że odpowiedź tkwi w mentalności, w silnych więziach lokalnych, w presji ze strony środowiska, liczenia się z jego opinią, brakiem akceptacji dla określonych zachowań – komentuje Adam Łącki.

Debata prezydentów w USA. W niedzielę francuskie wybory

Wall Street rosła wczoraj ale w sposób umiarkowany. Trzeci i ostateczny szacunek PKB USA za I kwartał został nieznacznie skorygowany w górę ale konsumpcja prywatna została zrewidowana mocno w dół z 2 proc. do 1,5 proc. Ta publikacja wzmogła obawy rynku o kondycję amerykańskiego konsumenta. Dolar lekko osłabił się a rentowności obligacji rządu USA spadły. Wczoraj doszło do debaty pomiędzy aktualnym a poprzednim prezydentem Stanów Zjednoczonych, gdzie wg sondaży lepiej wypadł Donald Trump. W najbliższą niedziele wybory odbędą się we Francji. Dziś uwaga rynku będzie skupiona na inflacji PCE a z krajowych danych poznamy wstępny odczyt CPI za czerwiec.

Kluczową dziś publikacją będzie raport na temat wydatków amerykanów. Prawdopodobnie nie wniesie on jednak większych zaskoczeń. Wcześniej już poznaliśmy indeksy CPI oraz PPI. Opublikowane liczby będą dotyczyły okresu majowego. Najważniejszą pozycją raportu będzie preferowana przez Fed miara inflacji, czyli wskaźnik PCE oraz PCE core. Zarówno jeden jak i drugi prawdopodobnie pokażą lekki spadek do poziomu 2,6 proc. r/r z 2,7 proc. oraz z 2,8 proc. Dzisiejsze dane potwierdzą, że presja cenowa zmniejsza się, ale samo zejście do celu będzie najtrudniejszym etapem całego procesu dezinflacyjnego. Dodatkowo rynek będzie chciał na podstawie wydatków oraz dochodów ocenić aktualną kondycję amerykańskiego konsumenta. Przypomnijmy, że wczoraj z raportu PKB wyniknęło, że konsumpcja prywatna wyniosła (1,5 proc. r/r) zdecydowanie mniej niż wskazywał na to konsensus. Pogorszenie nastrojów prawdopodobnie pokaże również indeks publikowany przez Uniwersytet Michigan.

Z krajowych danych uwagę przyciągnie wstępny czerwcowy odczyt CPI, który prawdopodobnie pokaże lekkie podbicie inflacji z 2,5 proc. do 2,6 proc. co będzie pokłosiem wzrostu cen żywności. Dynamika wzrostu cen wciąż zatem będzie jeszcze znajdować się w dopuszczalnym przez NBP paśmie odchyleń. Kolejne miesiąca najprawdopodobniej spowodują, że CPI znajdzie się jednak powyżej tego zakresu.

Wczoraj swojego komentarz odnośnie polityki monetarnej udzielił Raphael Bostic z Atlanta Fed. Powiedział on, że nadal spodziewa się jednej obniżki stóp procentowych w tym roku w IV kwartale. Powiedział, że majowy raport o inflacji dostarczył ” dowodów na to, że zmiany cen zbliżają się do 2% celu Fed. Dodał, że inflacja nadal pozostaje głównym zmartwieniem. Ryzyko staje się jednak coraz bardziej zrównoważone w ramach dwóch mandatów Fed i decydenci będą musieli podjąć dyskusję w tym temacie. Rynek wciąż jednak wierzy we wrześniowy ruch Rezerwy Federalnej.

Pierwsza tura wyborów parlamentarnych we Francji odbędzie się w najbliższą niedzielę 30 czerwca.. Sondaże opinii publicznej sugerują, że skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe zdobędzie najwięcej mandatów, ale nie uzyska większości. Skrajnie lewicowy Nowy Front Ludowy zająłby drugie miejsce, a centrowa koalicja Ensemble prezydenta Emmanuela Macrona zajęłaby trzecie miejsce. Istnieje ryzyko deprecjacji euro a także spadków indeksów europejskich na początku przyszłego tygodnia, jeśli ten negatywny dla Europy scenariusz się zrealizuje. Przyszły tydzień może być nerwowy. Będzie to najbardziej intensywna faza kampanii, która pokaże, czy partia Le Pen sięgnie po władze. Szacunki wskazują obecnie, że frekwencja wyniesie ok 66 proc.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Maj ze spadkiem liczby przyznanych kredytów. Na jakie mieszkania stać aktualnie mieszkańców Polski?

Według danych BIK od początku tego roku obserwujemy spadek akcji kredytowej w ujęciu miesięcznym. Tylko od kwietnia liczba udzielonych kredytów spadła o około 1,6 tys., a ich wartość o 657 mln zł. W maju tego roku banki przyznały prawie 15 tys. kredytów mieszkaniowych na kwotę 6,21 mld zł, co w porównaniu z kwietniem w obydwu przypadkach oznacza spadek o około 9,5%. Natomiast średnia kwota udzielonego kredytu wyniosła 414,4 tys. zł i była o 13,2% wyższa od tej sprzed roku.

Równocześnie ujemna dynamika dotyczy liczby wyszukiwań mieszkań na sprzedaż – ( -7% w porównaniu z majem 2023 roku). Mniejszy popyt może być spowodowany oczekiwaniem na wprowadzenie nowego programu rządowych dopłat. Ten, zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Rozwoju i Technologii, ma ruszyć w drugiej połowie roku i nakładać na kredytobiorców limity cenowe.

W minionym miesiącu użytkownicy serwisu Otodom mogli wybierać spośród 62 tys. ofert mieszkań do 500 tys. zł, czyli w średniej kwocie kredytu hipotecznego. Ponad połowa dostępnych ogłoszeń (56%) w tym przedziale cenowym pochodziła od prywatnych właścicieli. Z czego blisko 8 na 10 z nich dotyczyło lokali w starym budownictwie, a więc oddanych do użytkowania do 1999 roku. Co ciekawe w takim budżecie, zarówno na rynku wtórnym, jak i deweloperskim najwięcej było mieszkań dwupokojowych, a następnie trzypokojowych i kawalerek.

Warto jednak zauważyć, że mimo spadków w ujęciu miesięcznym, kredyty mieszkaniowe wciąż cieszą się większym zainteresowaniem niż przed rokiem – od maja 2023 roku ich liczba wzrosła o +36%. Jak przyznają analitycy BIK, taka dodatnia dynamika w ujęciu rocznym wynika przede wszystkim z niskiej bazy z pierwszej połowy 2023 roku. Natomiast może się ona zmienić, ponieważ w drugim półroczu ubiegłego roku za około 60% akcji kredytowej odpowiadał program BK2%, który aktualnie nie ma swojego następcy.

Ilona Łyżczarz, eksperta Otodom

Debata i wybory

Na rynku walutowym obecnie jesteśmy w trybie wydarzeń politycznych. Wczorajsza debata w USA wydaje się, że powinna osłabić urzędującego prezydenta. W weekend przyspieszone wybory we Francji. W tle niespodziewanie wysoka obniżka stóp procentowych w Czechach.

Problemy po debacie

Wczoraj w nocy naszego czasu odbyła się debata kandydatów na prezydenta w USA. Wielu obserwatorów wskazywało na fakt, że biorą w niej udział naprawdę leciwi (nawet na warunki amerykańskie) kandydaci. I w tym właśnie leży problem obozu Demokratów. Mimo że Biden jest niecałe 4 lata starszy od Trumpa, to na debacie wyglądał, jakby ta różnica była znacznie większa. Debaty wielu widzów odbiera jednak na poziomie emocji i energii, a te były zdecydowanie po stronie kandydata Republikanów. Biden merytorycznie pokazał się z dobrej strony, problem w tym, że to jednak debata. Publiczność zapamięta chrypę, jąkanie i problemy z wypowiedziami, pomimo ich rzeczowości. Nie wiadomo, jak wpłynie to na wybory, aczkolwiek w mediach pojawiają się spekulacje na temat zastąpienia kandydata w obozie demokratycznym. Byłoby to złamanie pewnej tradycji, mówiącej o tym, że aktualny prezydent ubiega się o reelekcję. Wygląda zatem na to, że na głównej parze walutowej czekają nas dodatkowe ciekawe wydarzenia, a nudy już tam od dawna nie było.

Wybory we Francji

W weekend odbędą się wybory parlamentarne we Francji. Samo ich ogłoszenie miało duży wpływ na rynki. Teraz trzeba poczekać na wyniki. Po ostatnich zmianach, w tym zjednoczeniu formacji lewicowych, wygląda na to, że „małżeństwo z rozsądku” pomiędzy szeroką koalicją lewicową, a centrową formacją wspierającą prezydenta, ma szansę wygrać wybory. Z drugiej strony specyfika systemu wyborczego we Francji daje spore szanse na namieszanie przodującej w sondażach formacji Marine Le Pen. Wybory są w niedzielę, więc najprawdopodobniej rezultaty exit poll poznamy jeszcze przed otwarciem rynków, a początek tygodnia upłynie podobnie jak po eurowyborach pod dyktando wydarzeń z Paryża.

Decyzje Banków Centralnych

Bank centralny Turcji nie zaskoczył inwestorów. Główna stopa procentowa została utrzymana na niezmienionym poziomie. Zaskoczyć mógł za to osoby, które nie obserwują sytuacji w Turcji, bo owy poziom to 50%. Tak, nie mówimy o 5,0%, ale o 50%, to mniej więcej 4 razy więcej niż w Ukrainie, która jest przecież obecnie ofiarą rosyjskiej agresji militarnej, co silnie wpłynęło również na politykę monetarną. Drugim bankiem centralnym, który ogłaszał wczoraj decyzję, był Czeski Narodowy Bank. Tutaj z kolei mamy spadek z 5,25% na 4,75%. Jest to o tyle ważne wydarzenie, że analitycy oczekiwali spadku o połowę mniejszego. To właśnie dlatego, wczoraj w drugiej połowie dnia korona czeska wyraźnie straciła na wartości względem kursu euro, pomimo tego, że zarówno polski złoty, jak i forint pozostały stabilne.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Inflacja w czerwcu lekko wyższa, ale wciąż niska

Inflacja w czerwcu, według wstępnego odczytu GUS, wyniosła 2,6 proc. To wzrost o 0,1 pkt. proc. wobec maja (w ujęciu rocznym). Inflacja wzrosła, mimo że część analityków nie przewidywała zmian, a niektórzy wróżyli nawet jej spadek. Mimo wszystko, inflacja pozostaje niska w kontekście prognoz głoszących, że na koniec 2024 roku miałaby sięgnąć nawet 5 proc.

W ujęciu miesięcznym, ceny w czerwcu wzrosły o 0,1 proc. Wzrost inflacji wynika przede wszystkim ze wzrost cen żywności o 0,7 proc. m/m. Okazało się, że efekt podwyżki podatku VAT na żywność od 1 kwietnia rozłożył się długookresowo. Batalia cenowa prowadzona przez duże sieci handlowe spowodowała, że podwyżki cen w kwietniu i maju były niższe niż wzrost opodatkowania VAT. Stąd też konieczność kolejnych podwyżek w czerwcu.

W czerwcu spadły natomiast ceny paliw samochodowych, konkretnie o 2,8 proc. m/m. (i to pomimo wzrostu centy ropy naftowej na świecie z 78 do około 82 dolarów za baryłkę). Dodatkowo, koncerny paliwowe zdecydowały się na wprowadzenie dodatkowych wakacyjnych rabatów na paliwo, których efekty będziemy obserwować w odczycie inflacji w lipcu i sierpniu. Także o 0,1 proc. m/m staniały nośniki energii. To jednak tylko “cisza przed burzą”, ponieważ od lipca znacząco wzrosną ceny energii elektrycznej.

Inflacja jest zatem tylko nieznacznie powyżej celu inflacyjnego, wynoszącego 2,5 proc. (z odchyleniem wynoszącym 1 pkt. proc.). Czy to oznacza, że czekają̨ nas niedługo obniżki stop procentowych RPP? Wydaje się, że cały czas najbardziej prawdopodobny scenariusz to pozostawienie stop bez zmian do końca roku. RPP będzie zapewne przyglądać́ się dalszej ścieżce inflacyjnej, szczególnie od lipca, gdy dojdzie do podwyżki cen energii. Jednak inne banki centralne obniżające stopy mogą wywierać dodatkową presję na RPP. W czerwcu doszło do pierwszej obniżki stóp w strefie euro, a po wakacjach spodziewamy się obniżki w USA.

Według najnowszego badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro, 27 proc. polskich inwestorów indywidualnych (spadek z 31 proc. w pierwym kwartale 2024), w ciągu najbliższych 3 miesięcy najbardziej obawia się̨ właśnie inflacji, plasując ten czynnik na pierwszym miejscu potencjalnych ryzyk zewnętrznych. Drugą największą obawą, związaną z wysokim ryzykiem geopolitycznym, jest międzynarodowy konflikt (25 proc. odpowiedzi), natomiast 10 proc. polskich inwestorów obawia się wysokiego poziomu stóp procentowych w Polsce.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Otwierasz biznes? Pamiętaj o tych technologiach!

W dzisiejszych czasach rozwijanie działalności gospodarczej na dużą skalę wymaga wsparcia nowoczesnych technologii teleinformatycznych. Aby skutecznie konkurować na rynku i zarządzać rozbudowaną strukturą firmy, niezbędne jest wdrożenie zaawansowanych rozwiązań technologicznych. Poniżej przedstawiamy pięć kluczowych technologii, które mogą znacząco usprawnić funkcjonowanie Twojego biznesu. Zapraszamy do lektury!

Systemy ERP

W dzisiejszym cyfrowym świecie praktycznie nie da się prowadzić działalności bez rozwiązań teleinformatycznych. Nawet podstawowe rozliczenia i księgowość są prowadzone przez wyspecjalizowane programy. Systemy ERP (Enterprise Resource Planning) to kompleksowe oprogramowanie, które integruje różne procesy biznesowe w jednym, spójnym środowisku. Dzięki systemom ERP, przedsiębiorstwa mogą zarządzać zasobami, finansami, produkcją, sprzedażą oraz kadrami w sposób zautomatyzowany i przejrzysty. Wybór odpowiedniego systemu ERP pozwala na lepsze planowanie i kontrolowanie działań operacyjnych, co jest kluczowe dla efektywnego rozwoju firmy. Integracja danych w jednym systemie umożliwia szybkie podejmowanie decyzji opartych na aktualnych i dokładnych informacjach. Na koniec warto dodać, że mimo kolejnego przełożenia terminu, nieubłaganie zbliża się wprowadzenie Krajowego Systemu e-Faktur. Wsparcie systemów KSEF Comarch ERP będzie w tym przypadku nieocenione.

Kasy fiskalne i kasy fiskalne online

Kasy fiskalne są niezbędnym narzędziem w każdej firmie zajmującej się sprzedażą towarów lub usług. W ostatnich latach coraz większą popularnością cieszą się kasy fiskalne online, które umożliwiają automatyczne przesyłanie danych do Centralnego Repozytorium Kas. To rozwiązanie zwiększa przejrzystość działań firmy wobec urzędów skarbowych oraz pozwala na bieżące monitorowanie sprzedaży. Dla dużych przedsiębiorstw, które prowadzą szeroką działalność handlową, implementacja kas fiskalnych online to krok w stronę nowoczesnego i zgodnego z przepisami prawa zarządzania finansami.

CRM (Customer Relationship Management)

Systemy CRM to narzędzia służące do zarządzania relacjami z klientami. Pozwalają one na zbieranie, przechowywanie i analizowanie danych dotyczących klientów, co jest kluczowe dla budowania długotrwałych relacji oraz skutecznego marketingu. Dzięki CRM, firmy mogą personalizować swoje podejście do klientów, automatyzować kampanie marketingowe oraz lepiej zarządzać procesami sprzedaży. Wdrożenie systemu CRM w dużej skali pozwala na zbudowanie szczegółowego obrazu klientów i ich potrzeb, co przekłada się na zwiększenie satysfakcji i lojalności klientów.

Systemy zarządzania magazynem (WMS)

W dużych przedsiębiorstwach, gdzie zarządzanie zapasami odgrywa kluczową rolę, niezbędne jest wdrożenie systemów zarządzania magazynem (WMS – Warehouse Management System). Te zaawansowane systemy umożliwiają optymalizację procesów magazynowych, takich jak przyjmowanie, przechowywanie, kompletacja i wysyłka towarów. Dzięki WMS można skrócić czas realizacji zamówień, zminimalizować błędy w procesach logistycznych oraz efektywniej zarządzać przestrzenią magazynową. Automatyzacja i digitalizacja procesów magazynowych pozwala na znaczne obniżenie kosztów operacyjnych i poprawę efektywności.

Cyberbezpieczeństwo

W dobie cyfryzacji i rosnącej liczby zagrożeń w cyberprzestrzeni, inwestycja w rozwiązania z zakresu cyberbezpieczeństwa staje się nieodzowna dla każdej dużej firmy. Ochrona danych, zarówno wewnętrznych, jak i tych dotyczących klientów, to priorytet. Rozbudowane systemy ochrony, takie jak firewalle, systemy wykrywania i zapobiegania atakom (IDS/IPS) oraz regularne audyty bezpieczeństwa, są kluczowe dla zapewnienia ciągłości działania przedsiębiorstwa. Implementacja zaawansowanych rozwiązań z zakresu cyberbezpieczeństwa nie tylko chroni firmę przed potencjalnymi atakami, ale również buduje zaufanie wśród partnerów biznesowych i klientów.

Integracja powyższych technologii w dużym przedsiębiorstwie może znacząco zwiększyć efektywność operacyjną, poprawić jakość obsługi klienta oraz zapewnić zgodność z obowiązującymi przepisami prawnymi. Wiele z wymienionych rozwiązań wprowadzić może zaś firma SEDKOMP. Inwestycja w nowoczesne technologie teleinformatyczne to krok w stronę długofalowego sukcesu i przewagi konkurencyjnej na rynku.

Wybory w UK: Funt może skorzystać na wygranej Partii Pracy

Premier Wielkiej Brytanii i lider Partii Konserwatywnej Rishi Sunak zaszokował rynki w zeszłym miesiącu, niespodziewanie ogłaszając, że wybory parlamentarne odbędą się 4 lipca. Choć sondaże jednoznacznie wskazują na zwycięstwo laburzystów, zatem powinno być ono w całości wyceniane przez rynki, funt wciąż może na nim skorzystać w perspektywie kilku tygodni. Z kolei ryzykiem dla brytyjskiej waluty byłyby – mało prawdopodobne – zawieszenie parlamentu lub niższy wynik Partii Pracy.

W naszym raporcie dotyczącym wyborów z początku maja wspomnieliśmy, że Sunak z ogłoszeniem wyborów prawdopodobnie poczeka do końcówki 2024 r. Wyraźny zwrot na lepsze w brytyjskich danych gospodarczych zapewnił jednak torysom niespodziewaną szansę. Inflacja kontynuowała spadek, w maju obniżając się do 2-procentowego celu inflacyjnego Banku Anglii. Gospodarka Wielkiej Brytanii ponownie rośnie – w I kwartale odnotowała solidną dynamikę rzędu 0,6% w ujęciu kwartalnym, wychodząc tym samym z łagodnej technicznej recesji.

Podczas gdy brytyjski premier będzie miał nadzieję, że lepsze wieści z gospodarki spowodują wzrost poparcia wyborców dla Partii Konserwatywnej, wyraźnie widać, że nie wystarczy to, żeby przechylić szalę zwycięstwa na stronę torysów. Tegoroczne wybory nie będą odznaczały się zaciętą walką. Społeczne poparcie dla obecnie rządzącej Partii Konserwatywnej znacznie spadło od czasu ostatnich wyborów, zwłaszcza po skandalu Partygate z końcówki 2021 r. (kiedy to członkowie Partii Konserwatywnej wbrew przepisom uczestniczyli w zgromadzeniach) i katastrofie związanej z minibudżetem Liz Truss we wrześniu 2022 r., która doprowadziła do gwałtownego wzrostu rentowności brytyjskich obligacji skarbowych i oprocentowania kredytów hipotecznych.

Wykres 1: Liczba mandatów w Izbie Gmin (rzeczywista w 2019 r. vs prognozowana na 2024 r.)1. Liczba mandatów w Izbie Gmin (rzeczywista w 2019 r. vs prognozowana na 2024 r.)

Źródło: LSEG Datastream Data: 27.06.2024

W sondażach nadal dominuje Partia Pracy

Partia Pracy Keira Starmera nadal może pochwalić się przewagą w najnowszych sondażach, do tego stopnia, że większość Partii Pracy jest postrzegana jako przesądzona. Zgodnie z najnowszym zbiorczym sondażem Politico Partia Pracy jest na drodze do uzyskania 41% głosów wobec 32% w 2019 r., z kolei poparcie dla Partii Konserwatywnej spadło do 21% z 44%.

Wykres 2: Poll of Polls przed wyborami w Wielkiej Brytanii (2020 – 2024)2. Poll of Polls przed wyborami w Wielkiej Brytanii (2020 – 2024)

Źródło: Politico, Ebury Data: 26.06.2024

Analiza Electoral Calculus przewiduje 100-procentowe prawdopodobieństwo, że Partia Pracy będzie największą partią i 95-procentowe prawdopodobieństwa, że uzyska ponad 326 miejsc potrzebnych do sformowania rządu większościowego. Zgodnie z ich modelami predykcyjnymi laburzyści są na drodze do uzyskania 450 mandatów (wzrost z 202 w 2019 r.), co byłoby największą przewagą, jaką uzyskała jakakolwiek partia od 1931 r. Konserwatyści z kolei są na drodze do uzyskania 60 miejsc – byłby to niewyobrażalny spadek o 316 mandatów w porównaniu z 2019 r. i najgorszy wynik od czasu powstania partii w 1834 r.

Wykres 3: Prawdopodobieństwo wyniku wyborów wg Electoral Calculus (na dzień 26.06.24)3. Prawdopodobieństwo wyniku wyborów wg Electoral Calculus (na dzień 26.06.24)

Źródło: LSEG Datastream Data: 27.06.2024

Wydaje się, że w szczególności jedno wydarzenie sprawiło, że „superwiększość” laburzystów jest coraz bardziej prawdopodobna: wzrost poparcia dla partii Reform UK, której poparcie oscyluje obecnie w okolicy 18%. Choć oznacza to, że prawdopodobnie zaledwie garść kandydatów tej partii uzyska miejsca w Izbie Gmin (dla kontekstu, przewiduje się, że Liberalni Demokraci uzyskają 71 miejsc mimo sondaży dających im 11% poparcia), wygląda na to, że część prawicowych głosów zostanie odebrana Konserwatystom.

Oczywiście sondaże myliły się w przeszłości (torysi uzyskali 7–8 pp. więcej zarówno w wyborach w 1992 r., jak i w 2015 r.), choć nawet potężna zmiana pod koniec wyścigu raczej nie wystarczy, aby zapobiec znacznej większości laburzystów.

Co rząd Partii Pracy mógłby oznaczać dla gospodarki Wielkiej Brytanii?

Postrzegamy rząd Partii Pracy pod przewodnictwem Keira Starmera jako dużo bliższy status quo i znacznie bardziej przyjazny rynkom niż ten, który rządziłby Wielką Brytanią, gdyby laburzyści pod przewodnictwem Jeremy’ego Corbyna zwyciężyli nad torysami w 2019 r. Uczestnicy rynków wydają się widzieć to podobnie, zakładając, że jakiekolwiek zmiany w polityce wdrożone przez Partię Pracy będą miały na gospodarkę Wielkiej Brytanii minimalny wpływ w porównaniu z obecną sytuacją (w relacji do PKB plany podatkowe i wydatkowe laburzystów są skromne). Wśród punktów programowych w manifeście Partii Pracy za najbardziej warte uwagi uważamy:

  • Łagodne podwyżki podatków o wartości 8 mld funtów (0,35% PKB), w tym VAT na prywatne szkoły, nadzwyczajny podatek od energii i zmiany w systemie podatkowym non-dom (dla osób mieszkających w Wielkiej Brytanii, ale mających domicyl w innym kraju).
  • Łagodny wzrost wydatków o wartości 5 mld funtów (0,2% PKB), przeznaczony głównie na służbę zdrowia, edukację i zieloną energię.

Inne postulaty obejmują plany budowy nowych domów, zwiększone kontrole graniczne i zaangażowanie w NATO.

Jak na wybory może zareagować rynek walutowy?

Inwestorzy nie znoszą niepewności, a odejście od politycznego status quo często bywa niekorzystne dla waluty krajowej. Rzeczywiście, przy wcześniejszych wyborach perspektywa powrotu do władzy laburzystów była negatywnie odebrana przez rynki. Szczególnie widoczne było to podczas wyborów powszechnych w 2019 r., kiedy inwestorzy obawiali się zwrotu w kierunku skrajnej lewicy i możliwości lekkomyślnych, niezbalansowanych wydatków pod rządami partii Jeremy’ego Corbyna.

Tym razem wydaje się, że tak nie jest. Brytyjskie aktywa były dobrze wspierane od czasu ogłoszenia wyborów – główny indeks giełdowy FTSE 100 nadal oscyluje w okolicy rekordów, podczas gdy funt pozostaje drugą najlepiej radzącą sobie walutą G10 w tym roku (za dolarem amerykańskim) i znajduje się w okolicy pobrexitowych szczytów w ujęciu ważonym handlem. Niedawny sondaż przeprowadzony przez Bloomberga zasugerował, że prawie 60% inwestorów uważa zwycięstwo Partii Pracy za najlepszy wynik dla funta, w porównaniu do mniej niż 40% dla torysów, przy czym prawie połowa respondentów uznała zawieszony parlament za najgorszy scenariusz.

Wykres 4: Kurs GBP ważony handlem (2023 – 2024)

4. Kurs GBP ważony handlem (2023 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 27.06.2024

Naszym zdaniem ta zmiana nastawienia rynku do Partii Pracy może być w znacznej mierze związana z poniższym:

  • Możliwe zacieśnienie relacji UK-UE pod rządami Partii Pracy.
  • Wyraźny zwrot w stronę politycznego centrum w Partii Pracy od 2019.
  • Skromne propozycje podniesienia podatków w manifeście laburzystów i niższe ryzyko niezbilansowanych wydatków, nawet jeśli wyłącznie ze względu na ograniczoną przestrzeń na manewry fiskalne.
  • Utrzymujące się szkody wyrządzone przez postrzegane jako niewłaściwe zarządzanie finansami Wielkiej Brytanii przez Konserwatystów, szczególnie po wpadce Liz Truss z minibudżetem w 2022 r.

Perspektywa dla funta w obliczu większościowego zwycięstwa laburzystów

Biorąc pod uwagę wyraźną różnicę w sondażach, większościowe zwycięstwo Partii Pracy powinno być w pełni wycenione przez rynki finansowe. Niemniej, nadal widzimy możliwość niewielkiego wzrostu funta w tygodniach następujących po głosowaniu, nawet jeśli natychmiastowa reakcja waluty na exit polle i oficjalne wyniki będzie minimalna. Naszym zdaniem rynki z zadowoleniem przyjmą w szczególności perspektywę poprawy stosunków z Unią Europejską, podczas gdy wcześniejsze, niż oczekiwano, zlikwidowanie nieznacznej premii za ryzyko związanej z wyborami może wesprzeć sentyment konsumentów i firm oraz zrównoważyć negatywny wpływ letniej obniżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii na funta szterlinga.

Jako pewne ryzyko dla funta w kontekście głosowania postrzegamy zarówno mało prawdopodobną możliwość zawieszenia parlamentu, jak i bardziej prawdopodobny scenariusz uzyskania mniejszej od oczekiwań większości przez laburzystów. W obu scenariuszach partia Keira Starmera miałaby nieco trudniejsze zadanie przeforsowania zmian politycznych w Izbie Gmin. Sformowanie słabego i bardziej podzielonego od oczekiwań rządu mogłoby wywołać krótkoterminową słabość brytyjskiej waluty w natychmiastowym następstwie głosowania, szczególnie biorąc pod uwagę obecną wycenę rynku. Wydaje się to jednak dość mało prawdopodobne.

W dłuższej perspektywie laburzyści staną przed żmudnym zadaniem przekonania rynków, że mają wiarygodny plan poprawy losów brytyjskiej gospodarki. W ubiegłym roku wzrost gospodarczy Wielkiej Brytanii był słaby, zadłużenie wzrosło do najwyższego poziomu od sześciu dekad, a zagraniczne inwestycje bezpośrednie spadły. Rzeczywiście, Instytut Studiów Fiskalnych ostrzegł w tym tygodniu, że Partia Pracy raczej podniesie podatki, a nie obniży wydatki w celu pobudzenia wzrostu. Ten możliwy zwrot w kierunku bardziej tradycyjnie lewicowej polityki może stanowić największe ryzyko dla funta podczas pobytu Keira Starmera na Downing Street 10.

Brytyjczycy udadzą się do urn w czwartek 4 lipca. Sondaże exit poll będą dostępne o godzinie 22 czasu brytyjskiego (23 polskiego), a wyniki z większości okręgów wyborczych będą znane we wczesnych godzinach porannych w piątek.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Akcjonariusze PTWP zdecydowali o wypłacie dywidendy w wysokości 4,69 zł na akcję

Walne zgromadzenie akcjonariuszy spółki PTWP zdecydowało o przeznaczeniu 5,8 mln zł zysku za 2023 r. na wypłatę dywidendy. Oznacza to wypłatę 4,69 zł brutto na jedną akcję. Wysokość dywidendy jest zgodna z wcześniejszą rekomendacją zarządu PTWP SA. Przy obecnym kursie wynoszącym 69 zł daje to stopę dywidendy w wysokości 6,8 proc. W ubiegłym roku Grupa wypracowała łącznie 87,7 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, EBITDA wyniosła 6,6 mln zł, a zysk brutto osiągnął poziom 4,9 mln zł.

Od lat regularnie dzielimy się zyskami z akcjonariuszami, co wzmacnia stabilność i atrakcyjność naszej firmy na rynku kapitałowym. Nasze zobowiązanie do wypłaty dywidend świadczy o dobrej kondycji finansowej PTWP. Regularne wypłaty dywidend pokazują, że nasze działania przynoszą realne korzyści. Zaufanie inwestorów jest dla nas bezcenne, ponieważ stanowi podstawę długoterminowej współpracy, chcemy premiować zaufanie naszych inwestorów – mówi Wojciech Kuśpik, prezes zarządu Grupy PTWP.

PTWP regularnie dzieli się zyskiem ze swoimi akcjonariuszami. Za lata 2021-2023 spółka wypłaciła już niemal 16 mln zł dywidendy.

W środę 26 czerwca br. akcje spółki Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości SA (PTWP) zadebiutowały na Rynku Głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. W dniu debiutu spółka odnotowała wysoki obrót na akcjach, wynoszący 3636 szt. – był to jednocześnie najwyższy dzienny obrót w ostatnich 12 miesiącach. Przeniesienie notowań z NewConnect na rynek główny GPW odbyło się bez emisji nowych akcji.

Czego obecnie boją się Polacy? Inflacja zepchnięta na dalszy plan

Ekonomia wciąż rządzi strachem. Jednak obecnie Polacy najbardziej boją się chorób i anomalii pogodowych. 

Według raportu pt. „Bieżące lęki i obawy Polaków”, obecnie 93,9% społeczeństwa boi się przynajmniej jednego spośród 37 możliwych czarnych scenariuszy. Najwięcej rodaków obawia się chorób najbliższych osób. Drugie miejsce w zestawieniu mają anomalie pogodowe, w tym upały, gradobicia, obfite deszcze i powodzie. Na trzeciej pozycji jest choroba i utrata własnego zdrowia. Dopiero czwarty jest strach przed inflacją i stratą wartości pieniądza. Pół roku wcześniej był trzeci w rankingu, a dokładnie rok wcześniej – pierwszy. Ponadto w TOP5 widać lęk przed wojną i konfliktem zbrojnym na terenie Polski. Poza pierwszą piątką w rankingu są obawy przed wzrostem kosztów energii elektrycznej i ogrzewania, podwyżką cen żywności i innych towarów dostępnych w sklepach, a także obniżeniem jakości życia.

Badanie pt. „Bieżące lęki i obawy Polaków”, prowadzone cyklicznie przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl, pokazuje, czego aktualnie najbardziej boją się Polacy. Na liście 37 możliwych lęków ankietowani zaznaczają wszystko, czego obawiają się, że mogłoby wystąpić w najbliższym czasie. I tak w najnowszej edycji raportu tylko 0,6% respondentów niczego się nie boi. 1% wskazuje coś innego, co nie zostało uwzględnione w ankiecie. Z kolei 4,5% badanych nie potrafi się określić w tej kwestii. To oznacza, że 93,9% badanych czegoś się obawia z ww. listy. Pół roku temu było to 93,5%. Obecnie najczęstszym lękiem jest choroba najbliższych – 43,3%. Deklaruje go mniej osób niż pół roku temu – 48,9%. Jednak właśnie ta obawa, niezwiązana ze sprawami ekonomicznymi, była poprzednio i teraz też jest na pierwszym miejscu w rankingu.

– Fakt, że niemal połowa respondentów wskazuje tę odpowiedź, podkreśla, jak istotne jest zdrowie bliskich w życiu Polaków. Zmniejszenie tego odsetka może wynikać z wielu czynników, w tym z adaptacji społeczeństwa do nowych realiów popandemicznych i zmieniających się priorytetów. To wpływa na ogólny poziom odczuwanego lęku w różnych aspektach życia – komentuje psycholog Michał Murgrabia, jeden ze współautorów badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Na drugim miejscu w zestawieniu są anomalie pogodowe, w tym upały, gradobicia, obfite deszcze i powodzie – 41,7%. Pod koniec ubiegłego roku niepokojące warunki atmosferyczne były rozumiane jako silne mrozy, śnieżyce, huragany i powodzie. I znajdowały się poza czołową piątką z wynikiem 28,7%. Według analityków z UCE RESEARCH, tego typu obawy są mocno uzasadnione, ponieważ zmieniający się klimat coraz częściej doprowadza do różnego rodzaju anomalii. To z kolei w prosty sposób może doprowadzić do tego, że plony rolników będą gorsze, co przełoży się na wyższe ceny w sklepach.

– Wzrost obaw o anomalie pogodowe do 41,7% może wynikać z bezpośrednich doświadczeń respondentów związanych z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, takimi jak upały, powodzie czy gradobicia. Nie jest zaskakujące, że takie obawy wzrosły w okresie wiosenno-letnim, kiedy to anomalie pogodowe są bardziej dotkliwe i przybierają na sile. W tym roku Polacy mogą się obawiać o zniszczenia swoich domostw, np. jak to miało ostatnio miejsce po intensywnych ulewach na południu kraju – stwierdza Michał Murgrabia.

Na trzeciej pozycji w rankingu jest choroba i utrata własnego zdrowia – 40,4%. Pół roku temu taką obawę podało 38,8% badanych. Tym razem dopiero na czwartym miejscu jest strach przed inflacją i stratą wartości pieniądza – 37,3%, poprzednio wskazywany przez 37,8% ankietowanych. Eksperci z UCE RESEARCH zauważają, że poziom lęku przed inflacją pozostaje niezmienny, ale inne kwestie wysuwają się na pierwszy plan. Możliwe jest, że w dużej mierze konsumenci dostosowali się do trudnej sytuacji ekonomicznej. Niektórzy wykazali się większą przedsiębiorczością lub zwiększyli swoje dochody, np. zmieniając pracę lub otrzymując podwyżkę. Natomiast wobec kłopotów ze zdrowiem ludzie czują się bardziej bezsilni.

– Inflacja wpływa na codzienne życie, powodując wzrost cen towarów i usług, co może prowadzić do obniżenia standardu życia i zwiększenia niepewności finansowej, ale też pośrednio przyczyniać się do pogorszenia zdrowia psychicznego i wpływać jako składowa na rozwój chorób takich, jak np. depresja. Obawy te są zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że stabilność finansowa jest kluczowa dla poczucia bezpieczeństwa i dobrobytu – mówi Michał Murgrabia.

Do tego Michał Pajdak, drugi ze współautorów badania z platformy ePsycholodzy.pl i wykładowca akademicki, zauważa, że wciąż doświadczamy wzrostu cen. Dlatego obawy przed inflacją zajmują wysokie miejsce w zestawieniu. Ludzie mają też z tyłu głowy to, że powrócił VAT na żywność i odmrażane są ceny gazu oraz prądu. Natomiast TOP5 zamyka lęk przed wojną i konfliktem zbrojnym na terenie Polski – 35,8%, wcześniej sygnalizowany przez 19,9% respondentów. – Widać, że strach przed wojną na własnym terytorium rośnie. W wielu przypadkach rodzi to strategie przetrwania – od gromadzenia zapasów i robienia kursów strzelania po budowę schronów – zwraca uwagę Michał Pajdak.

Dalej w zestawieniu jest lęk przed napływem imigrantów – 33,6% (6 miesięcy temu – 25,3%). Potem widać strach przez śmiercią najbliższych – 29,9% (22,9%). Rzadziej wskazywane są obawy przed wzrostem kosztów energii elektrycznej i ogrzewania – 29,2% (poprzednio 30%), podwyżką cen żywności i innych towarów dostępnych w sklepach – 28,6% (30,9%), a także obniżeniem jakości życia – 25% (28,4%).

– Temat napływu imigrantów elektryzuje część Polaków i wykazuje wyjątkową dynamikę. Rok temu obawiało się tego zjawiska 17% ankietowanych, pół roku temu – ponad 25%, obecnie jest już blisko 34%.  Oznacza to, że ten temat jest widoczny, a rodacy doświadczają go w praktyce. W wielu małych miejscowościach pojawiają się licznie imigranci zarobkowi z terenów Azji. Z badania wynika, że maleje liczba obawiających się Polaków wraz z wielkością miejscowości. Ten temat wymaga natychmiastowej akcji edukacyjnej. Imigranci wnoszą do gospodarki nowe umiejętności, siłę roboczą i przedsiębiorczość. Mogą wspierać wzrost gospodarczy poprzez zwiększenie potencjału produkcyjnego i konsumpcji. Ale ludziom trzeba to wyraźniej komunikować, bo w społeczeństwie coraz częściej wytwarzają się zupełnie nieuzasadnione uprzedzenia – przekonuje Michał Pajdak.

Uwzględniając pozycje z ww. listy 37 lęków i obaw, na samym końcu rankingu jest rozpad wspólnoty kościelnej – 3% (pół roku temu – 2,6%). Wcześniej widzimy wahania cen walut – 3,2% (poprzednio – 6,3%), rozpad własnego związku lub rozwód – 3,8% (5,4%), wahania cen nieruchomości – 4,1% (4,2%), a także wypadek komunikacyjny – 7,1% (7,3%).

– Najrzadziej wybierane odpowiedzi mogą wynikać z mniejszego bezpośredniego wpływu na codzienne życie, specyficzności sytuacji, niższej percepcji ryzyka, mniejszego nagłośnienia społecznego oraz ogólnej stabilności i kontroli w tych obszarach. To, że są one rzadziej wskazywane, wcale nie oznacza, że są mniej ważne, tylko w hierarchii lęków i obaw respondentów ustępują miejsca bardziej bezpośrednim i powszechnym zagrożeniom – podsumowuje Michał Murgrabia.


Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone pod koniec II kwartału br. metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl na próbie 1010 dorosłych Polaków. Projekt jest realizowany w ramach cyklicznego raportu pt. „Bieżące lęki i obawy Polaków”.

Spada wartość i ilość kredytów udzielonych mikrofirmom – dane za maj 2024 r.

W maju 2024 r., w porównaniu do maja 2023 r., banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom mniej kredytów (-8,1%) i na niższą wartość (-5,0%).

W ujęciu liczbowym banki udzieliły mniej trzech głównych rodzajów kredytów dla mikrofirm: kredytów inwestycyjnych (-43,3%), kredytów w rachunku bieżącym (-16,6%) oraz kredytów obrotowych (-6,0%). Ujemna dynamika roczna wystąpiła również w ujęciu wartościowym: kredyty inwestycyjne (-25,6%), w rachunku bieżącym (-11,6%) oraz kredyty obrotowe (-2,1%).

W pierwszych pięciu miesiącach 2024 r. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, banki udzieliły więcej kredytów dla mikroprzedsiębiorców (+1,2%) i na wyższą kwotę (+3,3%).

Dodatnią dynamikę w okresie styczeń – maj br. zarówno w ujęciu liczbowym (+3,5%), jak i wartościowym (4,3%) odnotowały jedynie kredyty obrotowe. Natomiast kredyty inwestycyjne i w rachunku bieżącym, miały ujemną dynamikę w ujęciu liczbowym. Odpowiednio (-25,3%) oraz (-11,3%). W ujęciu wartościowym dodatnią dynamiką charakteryzowały się kredyty inwestycyjne (+8,4%). Natomiast kredyty w rachunku bieżącym maj kończą ujemną dynamiką w ujęciu w wartościowym (-8,0%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Majowy odczyt BIK Indeksu Jakości kredytów dla mikroprzedsiębiorców wyniósł 6,26% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on więc na w miarę bezpiecznym, akceptowalnym poziomie.

W porównaniu do kwietnia 2024 r. ogólny Indeks jakości pogorszył się (wzrósł) o (+0,38), natomiast w okresie 12 miesięcy, czyli w porównaniu do maja 2023 r., ogólny Indeks polepszył się (spadł) o (-0,17).

Kredyty dla mikroprzedsiębiorców według sektorów

Na 12,2 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w maju br., 5,9 tys. zaciągnęły firmy usługowe (48,8%) i 2,7 tys. handlowe (22,5%). Łącznie 71,4% udzielonych w maju 2024 r. kredytów przypada więc na te dwa sektory.

Z całkowitej kwoty 1,755 mld zł, banki udzieliły 689 mln zł (39,3%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność usługową oraz 447 mln zł (25,5%) kredytów firmom z sektora handlu. Finansowanie tych dwóch sektorów w maju 2024 r. to 64,7% łącznej wartości udzielonych kredytów mikroprzedsiębiorcom.

W maju 2024 r. ujemna dynamika r/r liczby udzielonych kredytów dotyczyła finansowania wszystkich czterech branż: handlu (-11,3%), budownictwa (-9,9%), produkcji (-9,5%) a także usług (-5,5%). W ujęciu wartościowym w maju 2024 r. w porównaniu do maja 2023 r. dodatnia dynamika dotyczyła jedynie kredytów dla firm usługowych (+2,7%). Pozostałe branże odnotowały ujemne dynamiki: produkcyjna (-10,4%), handlowa (-8,6%), budowlana (-8,2%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w maju 2024 r. spłacane były kredyty przez firmy budowalne wartość Indeksu wyniosła 6,47% oraz usługowe 6,43%. Najlepszy (najniższy) odczyt w maju br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora handlowego i wyniósł on 6,11%. W porównaniu do maja 2023 r. Indeks poprawił się (spadł) w dwóch branżach: handlu (-0,40) i usługach (-0,21). Pogorszył się (wzrósł) w produkcji (0,25%) oraz w budownictwie (+0,03).

Zwyczajne Walne Zgromadzenie GPW wyłoniło Radę Nadzorczą na nową kadencję

Zwyczajne Walne Zgromadzenie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie wybrało skład Rady Nadzorczej GPW na nową kadencję. Radę Giełdy tworzą: Paweł Homiński, Waldemar Markiewicz, Piotr Prażmo, Wiesław Rozłucki, Małgorzata Rusewicz, Iwona Sroka oraz Katarzyna Szwarc.

  • Rada Nadzorcza GPW składa się z maksymalnie siedmiu osób
  • Kadencja Rady Giełdy trwa trzy lata

27 czerwca 2024 roku Zwyczajne Walne Zgromadzenie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) wybrało siedmioosobowy skład Rady Giełdy na nową, trzyletnią kadencję. Do Rady Giełdy zostali powołani:

  • Paweł Homiński
  • Waldemar Markiewicz
  • Piotr Prażmo
  • Wiesław Rozłucki
  • Małgorzata Rusewicz
  • Iwona Sroka
  • Katarzyna Szwarc

Nowa wspólna kadencja Rady Giełdy rozpocznie się w dniu następującym po dniu odbyciu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

NCBR otwiera nabory w programach Ścieżka SMART. 1,3 mld zł na innowacje i ułatwienia dla osób z niepełnosprawnościami

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju rozpoczęło nabory wniosków o dofinansowanie w konkursach Ścieżka SMART oraz Ścieżka SMART na rzecz dostępności, realizowanych w ramach programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Projekty, w których obowiązkowa jest część badawczo-rozwojowa, można zgłaszać do 24 października br.

Adresatem obydwu działań są duże przedsiębiorstwa, które samodzielnie mogą starać się o 890 milionów złotych dofinansowania w Ścieżce SMART oraz 445 mln zł dofinansowania w Ścieżce SMART na rzecz dostępności. Konkurs Ścieżka SMART ma przyczynić się do tworzenia nowatorskich produktów czy usług oraz wykorzystywania zaawansowanych technologii. Natomiast w tematycznym naborze Ścieżka SMART na rzecz dostępności NCBR stawia na rozwiązania, dzięki którym runą bariery ograniczające codzienne życie osób ze szczególnymi potrzebami, w tym z niepełnosprawnościami.

Program Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki oferuje szeroki wachlarz wsparcia dla przedsiębiorców. W prowadzonych przez NCBR naborach firmy mogą się starać o pokaźne środki na działalność innowacyjną. Aby pobudzić współpracę na rynku, w ramach swoich projektów duże przedsiębiorstwa (z wyjątkiem małych spółek o średniej kapitalizacji) muszą zaplanować współpracę z MŚP – powiedziała Karolina Lesyng, dyrektor Działu Dotacji Krajowych i Funduszy UE w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.

Konkurs Ścieżka SMART charakteryzuje brak ograniczeń tematycznych, ale każdy zgłoszony projekt musi wpisywać się w przynajmniej jedną Krajową Inteligentną Specjalizację. Daje do przedsiębiorstwom szerokie możliwości dofinansowania projektów chociażby z segmentu energetyki, technologii informacyjnych, nowoczesnego przemysłu, rolnictwa i in.

Priorytet: dostępność

W konkursie tematycznym Ścieżka SMART na rzecz dostępności dofinansowanie mogą otrzymać projekty, których celem jest zaspokojenie potrzeb osób ze szczególnymi potrzebami. W tej grupie znajdują się m.in. osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich, niewidome czy niesłyszące. To także osoby z niepełnosprawnościami lub zaburzeniami psychicznymi bądź intelektualnymi, w tym schorzeniami otępiennymi, związanymi z procesem starzenia się społeczeństwa oraz z dysfunkcjami rozwojowymi. Szczególne potrzeby mają również osoby starsze i osłabione chorobami, kobiety w ciąży, opiekunowie małych dzieci, w tym korzystający z wózków dziecięcych. Podobnie chorzy na choroby cywilizacyjne i przewlekłe. Specjalistycznych rozwiązań potrzebują osoby mające trudności w komunikowaniu się z otoczeniem czy o nietypowym wzroście, jak również – co pewnie rzadziej przychodzi na myśl – osoby z większym bagażem.

Celem zgłoszonych projektów musi być rozwiązanie jednego lub kilku problemów osób ze szczególnymi potrzebami istotnie przyczyniające się do zwiększenia dostępności, rozumianej jako zniesienie co najmniej jednej lub większej liczby barier występujących np. w przestrzeni fizycznej (w tym budynkach, urządzeniach), rzeczywistości cyfrowej, systemach informacyjno-komunikacyjnych, produktach, usługach, procesach lub zaspokojenie szczególnych potrzeb tych osób.

Projekt dopasowany do potrzeb

Od początku obowiązywania perspektywy finansowej Unii Europejskiej na lata 2021-2027, w konkursach FENG wprowadzona została modułowość wniosków o dofinansowanie. Każdy projekt dużego przedsiębiorstwa musi obowiązkowo obejmować moduł B+R, który ma na celu doprowadzenie do opracowania innowacji produktowej lub innowacji w procesie biznesowym. Dodatkowo, każdy przedsiębiorca może wybrać dodatkowy moduł lub kilka modułów rozszerzających projekt: moduł wdrożenie innowacji (czyli dofinansowanie na wdrożenie wypracowanej innowacji w formie produktów lub procesów biznesowych w zakresie produkcji wyrobów lub usług), moduł infrastruktura B+R (dofinansowanie na infrastrukturę niezbędną do tworzenia innowacji), moduł cyfryzacja (inwestycje związane z zastosowaniem rozwiązań cyfrowych w przedsiębiorstwie zmierzających do cyfryzacji produkcji, procesów, jak i produktów, usług, modelu biznesowego oraz zapewnienia cyberbezpieczeństwa), moduł zazielenienie przedsiębiorstw (transformacja przedsiębiorstwa w kierunku zrównoważonego rozwoju oraz gospodarki w obiegu zamkniętym), moduł internacjonalizacja (promocja zagraniczna produktów – wyrobów lub usług lub uzyskanie ochrony praw własności przemysłowej oraz ich obronę w przypadku naruszenia), moduł kompetencje (doskonalenie i zdobywanie kwalifikacji, umiejętności oraz wiedzy zespołu projektowego).

W obydwu konkursach minimalna wartość kosztów kwalifikowalnych modułu B+R wynosi 3 mln zł (w przypadku realizowania zarówno modułu B+R, jaki i Wdrożenie innowacji limit 3 mln zł odnosi się do jednego, wybranego modułu). Maksymalna wartość dofinansowania wynosi 70 mln zł łącznie na cały projekt, a poziom dofinasowania uzależniony jest od wybranego rodzaju pomocy publicznej w ramach modułów.

Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa wystrzeli rakietę BURSZTYN 2K w Norwegii

Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa planuje zagraniczną misję rakiety ILR-33 BURSZTYN 2K. To kolejny etap prac badawczo-rozwojowych przygotowujących polskie rakiety suborbitalne do lotów w warunkach kosmicznych. Testy rakiety, które odbędą się w lipcu w Norwegii, są częściowo finansowane przez Polską Agencję Kosmiczną (POLSA).

Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa jest jedną z największych instytucji naukowo-badawczych w Europie i największą w branży lotniczej w Polsce. Instytut ma prawie 100 lat doświadczenia w badaniach nad technologiami lotniczymi i kosmicznymi. Współpracuje z największymi światowymi, w tym europejskimi, integratorami satelitów i producentami rakiet.

ILR-33 BURSZTYN 2K – przełomowa technologia kosmiczna z Polski

Rakieta suborbitalna ILR-33 BURSZTYN 2K, poruszająca się z prędkością blisko 1,4 km/s, ma służyć do realizacji testów technologii dla przemysłu kosmicznego i badań naukowych. Jest pierwszą na świecie rakietą, w której jako utleniacz zastosowano nadtlenek wodoru o stężeniu 98%, co czyni ją ekologiczną. Projekt rakiety, w tym hybrydowy silnik rakietowy oraz innowacyjne technologie jak modułowy komputer pokładowy OBC-K1, pironaboje EGG1U, zawory pirotechniczne i mobilna autonomiczna wyrzutnia WR-2, został w całości zrealizowany w Instytucie.

Znaczenie dla Polski

Rakieta ILR-33 BURSZTYN 2K ma potencjał wynoszenia małych ładunków na pułap kosmosu, co jest kluczowe dla rozwoju polskich technologii rakietowych. Polska Agencja Kosmiczna wspiera te działania, co umożliwia udział w międzynarodowych projektach rakietowych oraz realizację projektów dla Sił Zbrojnych RP.

Testy w Norwegii

W lipcu br. odbędzie się kolejny etap testów rakiety ILR-33 BURSZTYN 2K w Norwegii. Zagraniczne testy są konieczne ze względu na wymogi bezpieczeństwa związane z dużą strefą upadku rakiety. Dr inż. Adam Okniński, dyrektor Centrum Technologii Kosmicznych, podkreśla, że międzynarodowa współpraca jest kluczowa w rozwoju technologii rakiet nośnych.

Przyszłość rakiety ILR-33 BURSZTYN 2K

Rakieta będzie wykorzystywana w latach 2025-2027 przez polską firmę Thorium Space w ramach projektu NCBiR pt. „Satelitarny system teledetekcji oraz komunikacji suborbitalnych rakiet badawczych – FAZA II”. Projekt ten ma na celu rozwój nowych produktów technologicznych dla sektora kosmicznego.

Rakieta ILR-33 BURSZTYN 2K to interesująca platforma technologiczna do testów komponentów i podsystemów w locie, realizacji badań atmosfery i wynoszenia eksperymentów naukowych. Ułatwi ona dostęp polskim podmiotom do przestrzeni kosmicznej i pozwoli na zwiększenie gotowości technologicznej wynoszonych polskich urządzeń.

Źródło: Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa

Bank Centralny Czech zaskoczył rynki

Bank Centralny Czech zaskoczył rynki obniżając stopy procentowe o 50 pb., czyli dwukrotnie więcej niż oczekiwano. W Czechach stopa referencyjna jeszcze niedawno wynosiła 7,00 proc., obecnie jest to 4,75 proc.

Inflacja w Czechach spadła w zeszłym miesiącu poniżej 3 proc. (2,60 proc.) również zaskakując rynkowy konsensus.

W ostatnich tygodniach cykl obniżek stóp procentowych rozpoczął Europejski Bank Centralny, teraz kolejny raz stopy procentowe obniżają nasi sąsiedzi.

Rośnie zarówno lokalna, jak i globalna presja na Narodowy Bank Polski. Być może rynki kolejny raz zostaną zaskoczone, a obniżki stóp procentowych w Polsce przyjdą wcześniej, niż mogłoby to wynikać z obecnej narracji RPP.

Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny Michael / Ström Domu Maklerskiego

Polska Izba Przemysłu Chemicznego opublikowała pierwszą wersję Manifestu Polskiej Chemii

Polska Izba Przemysłu Chemicznego (PIPC) ogłasza publikację pierwszej wersji Manifestu Polskiej Chemii. Dokument stanowi zbiór postulatów opracowanych we współpracy z przedstawicielami branży chemicznej zrzeszonymi w PIPC, który zostanie zaprezentowany przedstawicielom administracji.

Manifest, będący pierwszym tego typu dokumentem strategicznym w polskim przemyśle, zawiera najważniejsze postulaty i kierunkowe działania, które są niezbędne do skutecznej transformacji i odbudowy konkurencyjnej pozycji Polskiej Chemii. Skupia się na sześciu filarach, którymi są:

  1. Ochrona rynku
  2. Transformacja energetyczna
  3. Zrównoważona chemia
  4. Gospodarka cyrkularna
  5. Sprzyjające regulacje
  6. Przyszłość Polskiej Chemii

W ramach Manifestu wskazujemy, które obszary są kluczowe, abyśmy mogli sprawnie reagować na zmiany i wspierać rozwój gospodarczy nie tylko Polski, ale i całej Unii Europejskiej. Rozpoczynająca się właśnie nowa kadencja władz w Brukseli, jak również zbliżająca się prezydencja Polski w Radzie UE, to dobry czas na zwrócenie szczególnej uwagi na liczne wyzwania i trudności, z którymi się mierzymy. Cały przemysł czeka trudny okres i albo natychmiast podejmiemy wspólne działania, albo grozi nam powolna deindustrializacja Europy – powiedział dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu PIPC.

Manifest ma być polem do współpracy, ale też współodpowiedzialności firm oraz przedstawicieli administracji. Od skuteczności wspólnych działań obu stron zależy przyszłość Polskiej Chemii.

Branża chemiczna musi odbudować konkurencyjną pozycję w Europie, zapewniając sobie autonomię surowcową i produktową. Jest to niezbędne do dalszego rozwoju całego wspólnotowego przemysłu. W obliczu rosnącej presji gospodarczej ze strony regionów spoza UE wspólnota potrzebuje kompleksowego, ramowego systemu wspierającego pozycję firm chemicznych, który zapewni im możliwość uczciwej konkurencji na arenie międzynarodowej. Polską odpowiedzią na te potrzeby jest właśnie Manifest Polskiej Chemii.

Główne założenia tego strategicznego dokumentu zostały zaprezentowane podczas XI Kongresu Polska Chemia, który odbył się 6-7 czerwca 2024 r. w Warszawie. Następnie, wraz z przedstawicielami podmiotów zrzeszonych w PIPC, została wypracowana pierwsza pełna wersja Manifestu.

Chcemy rozwijać ten dokument. Zapraszamy do konsultacji zarówno duże, jak i małe podmioty. Głos i uwagi naszych Członków są dla nas niezwykle istotne. Manifest, który jesienią będziemy prezentować przedstawicielom krajowej i unijnej administracji, ma być głosem całej społeczności Izby – podkreślił dr inż. Tomasz Zieliński.

Postulaty zawarte w dokumencie dotyczą zarówno działań, które są niezbędne na polu krajowej legislacji, jak również unijnego prawodawstwa, dlatego PIPC już teraz zapowiedziała spotkania z licznymi grupami przedstawicieli krajowego parlamentu, rządu, samorządów, jak również różnych organów administracji UE.

Przemysł chemiczny w Polsce

Przemysł chemiczny to strategiczny sektor polskiej gospodarki, który stanowi główną siłę napędową transformacji energetycznej, środowiskowej i cyfrowej. Polska Chemia tworzy ponad 340 tys. Miejsc pracy w ok. 13 tys. Przedsiębiorstw, będąc trzecim pracodawcą w krajowym przemyśle. Produkcja sprzedana przemysłu chemicznego w 2023 r. wyniosła ponad 440 mld PLN, co stanowi 18% produkcji sprzedanej całego sektora przemysłu.

Materiał opracowany przez Polską Izbę Przemysłu Chemicznego.

Nieudany zamach w Boliwii, bez wpływu na walutę. Szwecja trzyma stopy

W Boliwii mamy nieudany zamach stanu, bez wpływu na walutę jednak. Szwecja nie zmienia stóp procentowych, a amerykański rynek nieruchomości znowu straszy inwestorów.

Szwecja nie zmienia stóp procentowych

Dzisiaj rano poznaliśmy decyzję banku centralnego w Szwecji. Główna stopa procentowa pozostała na poziomie 3,75%. Była to decyzja zgodna z oczekiwaniami rynków, z drugiej strony waluty zareagowały przeceną korony. Powodem tej reakcji jest spadek oczekiwań względem inflacji na kolejne miesiące. Im niższe oczekiwania inflacyjne, tym większa szansa na dalej idące obniżki stóp procentowych. To właśnie te oczekiwania powodują, że kurs szwedzkiej korony osłabia się. Im niższe bowiem stopy procentowe, tym mniejsze jest zainteresowanie inwestorów.

Słabsze dane z amerykańskiego rynku nieruchomości

Wczoraj poznaliśmy dane na temat sprzedaży nowych domów w USA. Wynik 619 tysięcy w maju to drugi najgorszy wynik w ciągu ostatniego roku. Jest to też rezultat o 21 tysięcy poniżej oczekiwań. Różnica wynosi zatem ponad 3%, a to już dużo. Dlaczego sprzedaż domów jest tak istotnym wskaźnikiem? Poprzedni duży kryzys w USA, czyli ten z 2008 roku był silnie łączony właśnie z rynkiem nieruchomości. Powodem jest fakt, że załamanie na rynku nieruchomości może spowodować kolejne poważne problemy dla sektora finansowego. Wraz ze spadkiem zainteresowania zakupami mieszkań może się okazać, że wywoła to spadki cen, a z tego miejsca może zacząć się efekt domina.

Nieudany pucz w Boliwii

Wczoraj miał miejsce zamach stanu w Boliwii. Nieudany. Dla kontekstu jest to kraj trzy razy mniej ludny od Polski, za to trzy razy większy. Zamach miał miejsce w La Paz, nie jest to co prawda stolica, ale to w La Paz jest siedziba rządu. Finalnie próbę powstrzymała policja, która aresztowała generała Zuniga, który uchodził za głównego aktora tego spektaklu. Rozsądne byłoby pytanie, jak na to zareagowała waluta Boliwii. Problem w tym, że boliviano, bo tak nazywa się lokalny pieniądz, ma sztywny kurs względem dolara. W rezultacie nie mogło być widać paniki, która zwyczajowo pojawiała się po próbach zbrojnego przejęcia władzy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – PKB,
14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Akcje H&M spadają pomimo najlepszego kwartału od siedmiu lat

Pomimo tego, że H&M zamknął swój najlepszy kwartał od siedmiu lat, analityków zaniepokoił komentarz prezesa, że cel 10-procentowej marży operacyjnej w tym roku może nie zostać osiągnięty. To spowodowało spadek akcji o 12 proc.

W ostatnim kwartale H&M zaksięgowało marżę operacyjną w wysokości 11,9 proc., podczas gdy dwucyfrowej wartości nie widzieliśmy od 2021 roku. Pierwsze wyniki wiosennej kolekcji były zachęcające, ale mogą być trudne do utrzymania ze względu na złe warunki pogodowe.

Odzieżowy handel detaliczny jest trudnym biznesem w obecnym otoczeniu gospodarczym, w którym wielu klientów boryka się z ograniczeniami budżetowymi. H&M stoi w obliczu silnej konkurencji ze strony sklepów takich Zara i internetowych kanałów sprzedaży, takich jak Shein. Dzisiejsze wyniki potwierdzają, że plan naprawczy firmy, prowadzony od stycznia przez nowego dyrektora generalnego Daniela Ervéra, przynosi efekty. Zysk na akcję wzrósł o 54 proc. rok do roku, jednak analitycy wyraźnie oczekiwali jeszcze wyższej liczby.

Patrząc w przyszłość, H&M może skorzystać na przyspieszonym wzroście gospodarczym, szczególnie w Europie, mając nadzieję na zwiększenie zaufania konsumentów. Pierwsza obniżka stóp procentowych EBC na początku tego miesiąca może w tym pomóc, chociaż bank centralny nie dał jasnych wskazówek co do dalszych cięć w najbliższej przyszłości.

Jean-Paul van Oudheusden, analityk rynkowy eToro

W lipcu rośnie płaca minimalna. Przedsiębiorcy przeciwni rozbijaniu wzrostu pensji na dwa miesiące

W lipcu znowu rośnie płaca minimalna. Przedsiębiorcy mówią o chaosie.

– Dwie podwyżki płacy minimalnej w tym samym roku nigdy więcej nie powinny mieć miejsca – przekonują przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie. Podwyżka, która ma miejsce w lipcu 2024 jest symboliczna, bo to zaledwie 56 złotych brutto i dopełnienie do kwoty 4300 złotych brutto. Eksperci przekonują jednak, że taka zmiana w firmach oznacza sporo problemów. – To kwestia księgowa. Wiele umów trzeba aneksować, a to w wielu przedsiębiorstwach zajmuje dużo czasu. Inna sprawa to niestety pewien aspekt psychologiczny. Kiedy dochodzi do zmiany w siatce płac, nie tylko pracownicy zarabiający płace minimalną oczekują podwyżek – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

 

Lepsza jedna, ale wyższa podwyżka płacy minimalnej niż dwie, w tym jedna symboliczna

W styczniu 2024 roku miała miejsce najwyższa w historii podwyżka płacy minimalnej. Wzrosła ona z 3600 złotych brutto do 4242 złotych. W lipcu kwota ta zostanie uzupełniona do 4300 złotych. W opinii przedsiębiorców podnoszenie stawek płacy minimalnej dwa razy w roku nie ma racji bytu. Przedsiębiorcy woleliby, by już w styczniu podniesiono płace o wyższą kwotę niż by rozbijać to na dwie części.

– Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie apelowała już, by zaniechać rozbijanie podnoszenia płacy minimalnej na dwie części dwa lata temu. To działanie, które tylko komplikuje rozliczanie pracowników. Konieczne jest aneksowanie umów i zajmuje to w wielu firmach wiele czasu, szczególnie gdy płaca minimalna odnosi się do umów cywilnoprawnych, a nie do umów o pracę. Uważamy, że Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej powinna jasno zadeklarować, że taka sytuacja nie będzie mieć już miejsca – mówi Hanna Mojsiuk.

– Dwie podwyżki płacy minimalnej w roku, to dwie okazje do tego, by pracownicy podnosili temat waloryzacji wynagrodzeń. Otrzymujemy sygnały, że lipcowa zmiana będzie dotyczyć nie tylko płacy na najniższym szczeblu, ale też inni pracownicy oczekują, że zmiana w siatce wynagrodzeń nastąpi. Sezon letni jest czasem spowolnienia w wielu sektorach gospodarki. To nie jest dobry czas na dyskusję o podwyżkach – dodaje Hanna Mojsiuk.

 

Jak rośnie płaca minimalna, to pracownicy chcą podwyżek. Wszyscy pracownicy

Eksperci rynku pracy przyznają, że nie ma już konieczności aktualizowania wynagrodzeń dwa razy w roku. Obecna sytuacja stanowi jedynie komplikację dla rynku pracy. Tym bardziej, że lipcowa waloryzacja w dużej mierze ma symboliczne znaczenie.

– Przedsiębiorcy siatkę płac zwykli zmieniać w styczniu. Jesienią rozpoczynały się dyskusje o tym, jak należy zaktualizować wynagrodzenia. Praktyka z roku 2023 i 2024 powoduje, że te dyskusje mają miejsce znacznie częściej, co trudno nazwać dobrą praktyką w przypadku porządkowania poziomu wynagrodzeń w niektórych branżach. Tym bardziej, że nie ma tutaj mowy, by pracownicy przychodzili do szefów o podwyżkę na poziomie waloryzacji, czyli 56 złotych brutto. Mówimy o znacznie większych kwotach – przyznaje Anna Sudolska, ekspertka rynku pracy.

– Częsta waloryzacja wynagrodzeń miała swoje uzasadnienie w czasach dynamicznie rosnącej informacji. Obecnie nie ma takiej potrzeby – dodaje Anna Sudolska.

Obecnie trwa konsultowanie projektu siatki płac na rok 2025. Propozycja Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej to 4626 złotych brutto.

Jak wybory we Francji mogą wpłynąć na euro?

Po przegranej partii Renaissance Macrona w wyborach do Parlamentu Europejskiego prezydent Francji niespodziewanie ogłosił wcześniejsze wybory parlamentarne, które pierwotnie miały odbyć się w 2027 r.

Wiadomość o wcześniejszych wyborach zaskoczyła rynki, szczególnie ze względu na silny rezultat prawicowego Zjednoczenia Narodowego w wyborach do PE. Jest to bardzo ryzykowne zagranie, które naszym zdaniem ma zwiększyć szanse sprzymierzeńców politycznych Macrona w wyborach prezydenckich w 2027 r. Wydaje się, że zdaniem Macrona skrajna prawica nie podoła zadaniu, pogarszając w ten sposób swój wizerunek wśród głosujących.

Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen prawdopodobnie zwiększy swoją obecność w Zgromadzeniu Narodowym. Obecnie szacuje się, że jej partia zdobędzie w I turze najwięcej głosów, wydaje się jednak, że rywalizacja z lewicowym Nowym Frontem Ludowym będzie zacięta. Mało prawdopodobne, że któryś z komitetów wyborczych zyska samodzielną większość, parlament może więc być zawieszony.

Niepewność stworzyła dość zmienne warunki na rynkach finansowych, a kurs EUR/USD osłabił się od czasu ogłoszenia wyborów. Niepokój z nimi związany uderzył również w złotego. Główny francuski indeks giełdowy, CAC 40, również znacznie spadł, a spread rentowności francuskich i niemieckich obligacji rządowych wzrósł.

Wykres 1: Indeks CAC 40 vs indeks S&P 500 (czerwiec 2023 – czerwiec 2024)1. Indeks CAC 40 vs indeks S&P 500 (czerwiec 2023 – czerwiec 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 24.06.2024

System wyborczy we Francji

W dniach 30 czerwca i 7 lipca Francja wybierze 577 członków Zgromadzenia Narodowego, czyli niższej izby parlamentu. Wybory odbywają się w jednomandatowych okręgach wyborczych, podobnie jak w USA i Wielkiej Brytanii. Istnieją jednak pewne różnice, przede wszystkim:

  • Jeżeli żaden z kandydatów jednocześnie nie zbierze większości głosów i nie uzyska w danym okręgu poparcia 25% uprawnionych do głosowania, przeprowadzana jest druga tura.
  • W drugiej turze udział biorą zwycięzca pierwszej, kandydat, który uzyskał drugie miejsce, oraz wszyscy pozostali, którzy otrzymali poparcie co najmniej 12,5% uprawnionych do głosowania w danym okręgu. Z tego względu istotna dla wyników wyborów w poszczególnych okręgach będzie frekwencja.

Główne komitety wyborcze

Możemy wyróżnić trzy główne bloki wyborcze: prawicowe Zjednoczenie Narodowe (Rassemblement National, RN), centrowe, prowadzone przez Macrona Ensemble (L’Europe Ensemble, ENS) i lewicowy Nowy Front Ludowy (Nouveau Front Populaire, NFP).

  • Centrum – Ensemble (ENS)

Lider: Emmanuel Macron

Koalicja zbudowana przez Macrona, składająca się z szerokiego spektrum partii centrowych i liberalnych; obecnie największy blok w Zgromadzeniu Narodowym.

Polityka

Blok opowiada się za kontynuacją polityki Macrona: wiek emerytalny podniesiony do 64 lat, ustawodawstwo prorynkowe, probiznesowe i proeuropejskie.

Oczekiwane poparcie

Ze względu na niepopularność Macrona ENS zdobywa w sondażach 18-20% głosów. Szacuje się, że uzyska 70–155 mandatów (obecnie 248).

  • Prawica – Zjednoczenie Narodowe (RN)

Liderka: Marine Le Pen

Zjednoczenie Narodowe jest skrajnie prawicową partią, której w Zgromadzeniu Narodowym przewodzą Marine Le Pen i Jordan Bardella. Obecnie ma 88 mandatów.

Polityka

Antyimigracyjna, populistyczna partia. Planują przywrócić wyższy wiek emerytalny i wprowadzić duże obniżki podatków szacowane na 16 mld EUR. Przyjmą bardziej konfrontacyjną postawę wobec Unii Europejskiej. Bardzo prawdopodobne, że wsparcie dla Ukrainy spadnie.

Oczekiwane poparcie

Szacuje się duży wzrost poparcia, według większości sondaży ok. 35%. Samodzielna większość jest jednak mało prawdopodobna.

  • Lewica – Nowy Front Ludowy (NFP)

Liderzy: Jean-Luc Melenchon (LFI), Olivier Faure (PS), Marine Tondelier (LE), Fabien Roussel (PCF)

Nowy Front Ludowy jest lewicową koalicją tworzoną przez centrolewicową Partię Socjalistyczną (Parti Socialiste, PS), Ekologów (Les Écologistes, LE), skrajnie lewicową Francję Niepokorną (La France Insoumise, LFI) i Francuską Partię Komunistyczną (Parti Communiste Français, PCF). Jest to w dużej mierze transformacja NUPES (Nouvelle Union Populaire Écologique Et Sociale) z 2022 r.

Polityka

Obniżenie wieku emerytalnego do 62 lat, podniesienie płacy minimalnej o 14% i indeksowanie płac inflacją. Wyższe podatki dla zamożnych (najwyższa stawka podatku dochodowego 90%, podatek od bogactwa 3%), zwiększenie wydatków i inwestycji w zieloną energię.

Oczekiwane poparcie

NFP powinien uzyskać w pierwszej turze 27–30% głosów ze względu na wchłonięcie większości lewicowych partii. 

Wykres 2: Zbiorcze wyniki sondaży dotyczące podziału sceny politycznej2. Zbiorcze wyniki sondaży dotyczące podziału sceny politycznej

Źródło: Politico, Ebury Data: 24.06.2024

Możliwe scenariusze wyborów

W prawdopodobnym scenariuszu, w którym żaden z bloków nie zyskuje samodzielnej większości, formacja rządu będzie zależała w dużej mierze od wyników koalicji Ensemble:

  • Jeśli jego pozycja będzie słaba, istnieje spore prawdopodobieństwo, że gaullistyczni Republikanie (Les Républicains, LR) odegrają istotną rolę w formowaniu rządu. Jordan Bardella z RN na razie wyklucza koalicję, może się to jednak zmienić. Koalicja RN-LR wymagałaby zapewne porzucenia przez RN części bardziej ambitnych obietnic wyborczych. Nawet jeśli to Ensemble będzie dla formacji koalicji kluczowe, kiepski wynik wymusi na nim prawdopodobnie kohabitację z lewicą lub skrajną prawicą.
  • Lepszy wynik Ensemble może postawić prezydencki blok polityczny na silniejszej pozycji negocjacyjnej i dać większą szansę na utworzenie mniejszościowego rządu, jego pozycja będzie jednak najpewniej słabsza niż przed wyborami.

Wyniki pierwszej tury zapewne od razu odpowiedzą na pytanie, czy Ensemble przekroczy oczekiwania. Niepopularność Macrona prawdopodobnie utrudni jego partii zdobycie poparcia ukierunkowanych lewicowo głosujących w walce z NFP oraz preferujących prawicową opcję polityczną obywateli w potyczce z RN. Wciąż jednak uważamy, że Ensemble jest na dobrej pozycji, by w razie walki jeden na jednego w drugiej turze wyborów pokonać NFP lub RN. Należy jednak pamiętać, że jeżeli frekwencja będzie wysoka, może dochodzić do starcia trzech bloków w poszczególnych okręgach wyborczych.

Jeśli wierzyć ostatnim sondażom i założyć, że wszyscy głosujący na Republikanów zdecydują się jednak na RN, lewica musiałaby w drugiej turze uzyskać ok. 80% głosów, by zyskać w Zgromadzeniu więcej mandatów niż prawica.

Możliwe reakcje rynków walutowych

  • Brak większości, słabe Ensemble

Jeśli wynik Ensemble będzie słaby, może utworzyć się lewicowa lub prawicowa koalicja. Konieczność osiągnięcia porozumienia między partiami w kontekście przyszłych działań doprowadziłaby to jednak najpewniej do silnego rozmycia postulatów czy to RN, czy NFP. Kompromisy, na jakie musiałyby przystać obie partie, prawdopodobnie sprzyjałyby utrzymaniu silniejszego status quo i nieco mniej ekspansywnej polityce fiskalnej. W efekcie wpływ na rynki byłby neutralny.

  • Brak większości, silne Ensemble

Dobry wynik Ensemble mógłby doprowadzić do uformowania bardzo słabego, kohabitacyjnego i technokratycznego rządu kierowanego przez tę partię lub rządu mniejszościowego, łączącego partie bliskie centrum. Polityka Ensemble była w ostatnich latach stosunkowo korzystna dla rynków, a taki wynik byłby naszym zdaniem zdecydowanie pozytywnym sygnałem dla francuskich aktywów i euro.

  • Większość Zjednoczenia Narodowego

Zaskakująco dobry wynik RN w wyborach do PE wywołał początkowo duże zainteresowanie. Wydaje się jednak, że partia złagodziła swoją retorykę, szczególnie w kontekście polityki fiskalnej. Prawicowa większość byłaby negatywnie odebrana przez rynki, w mniejszym jednak stopniu niż lewicowa. Niemniej taki obrót wydarzeń doprowadziłby naszym zdaniem do osłabienia francuskich aktywów i euro.

  • Większość Nowego Frontu Ludowego

Jest to naszym zdaniem najgorszy scenariusz dla francuskiego rynku akcji i euro; obecnie mało prawdopodobny. Spodziewamy się, że doprowadziłby do gwałtownej wyprzedaży wspólnej waluty. Wynika to z oczekiwań bardzo ekspansywnej polityki fiskalnej NFP i planów zwiększenia opodatkowania najzamożniejszych, co mogłoby spowodować odpływ kapitału.

Powyższym możliwościom przypisaliśmy na podstawie sondaży prawdopodobieństwo oraz oszacowaliśmy ich wpływ na kurs EUR/USD. Wpływ na kurs USD/PLN może być silniejszy zważając na to, że zmiana sentymentu może dodatkowo odbić się na kursie złotego (EUR/PLN).

Scenariusz Prawdopodobieństwo Szacowany wpływ na kurs EUR/USD
Brak większości Słabe Ensemble 45% +0–0,5%
Silne Ensemble 25% +1–2%
Większość Zjednoczenia Narodowego 20% -1–2%
Większość Nowego Frontu Ludowego 10% -2–3%

Autorzy: Michał Jóźwiak, Andres Diaz-Kirk i Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

Nowy zarząd Polskiej Grupy Motoryzacyjnej

W środę 26 czerwca br. w Białymstoku odbyło się Walne Zebranie Członków Polskiej Grupy Motoryzacyjnej (PGM), podczas którego podsumowano działania za 2023 rok, wybrano nowy zarząd oraz przedstawiono plany na przyszłość.

Polska Grupa Motoryzacyjna (PGM) to działające od 8 lat największe ogólnopolskie Stowarzyszenie oraz Krajowy Klaster Kluczowy zrzeszający obecnie blisko 80 najlepszych polskich fabryk motoryzacyjnych i firm inżynierskich. Odgrywa kluczową rolę w budowaniu potencjału i konkurencyjności polskiego przemysłu motoryzacyjnego na arenie międzynarodowej.

Podczas Walnego Zebrania Członków Polskiej Grupy Motoryzacyjnej podsumowano działania i osiągnięcia z minionego roku, wybrano również nowy Zarząd na kolejną kadencję. Prezesem PGM został Krzysztof Frelek, Prezes firmy FA Krosno S.A.

„Jestem zaszczycony możliwością objęcia stanowiska Prezesa Polskiej Grupy Motoryzacyjnej. Wierzę, że wspólnymi siłami jesteśmy w stanie sprostać wyzwaniom współczesnego rynku, dalej rozwijać polską branżę motoryzacyjną i umacniać pozycję PGM nie tylko w Polsce, ale także za granicą jako organizacji wspierającej i promującej działalność Członków Stowarzyszenia. Moje priorytety to działania na rzecz polskich firm, by nadal były postrzegane przez zagranicznych inwestorów jako atrakcyjny partner do współpracy ze względu na opłacalne koszty produkcji. Rozwój współpracy branży motoryzacyjnej ze zbrojeniową i zwiększenie zaangażowania kobiet w naszej organizacji to również cele, które chciałbym realizować” – powiedział Krzysztof Frelek.

Dotychczasowy Prezes PGM, Adam Sikorski, zakończył swoją kadencję Prezesa Zarządu, ale będzie nadal aktywnie działał na rzecz Stowarzyszenia jako Członek Zarządu.

„W dobrze zarządzanej organizacji co pewien czas niezbędne są zmiany, by mogła się rozwijać i jeszcze skuteczniej, z większą energią realizować swoje cele. Stery w PGM przejmuje Krzysztof Frelek, który wnosi do organizacji wieloletnie doświadczenie w branży motoryzacyjnej. Ze swojej strony deklaruję, że z równym zaangażowaniem jak dotychczas będę działał w Zarządzie na rzecz firm zrzeszonych w PGM” – powiedział Adam Sikorski, Właściciel PZL SĘDZISZÓW S.A., Prezes i Wspólnik UNIMOT S.A., Prezes Zarządu PGM I i II kadencji.

PGM systematycznie poszerza grono swoich Członków. Aktualnie do organizacji należy już blisko 80 polskich fabryk motoryzacyjnych z całej Polski. Rozwój Stowarzyszenia to doskonała okazja, by powiększyć skład Zarządu z 5 do 8 osób. W jego skład, oprócz Adama Sikorskiego i Krzysztofa Frelka, weszli też:

  • Aneta Gorszwa – Prezes i Wspólnik firmy MAGNETIX LAMINATION Sp. z o.o.,
  • Barbara Sztyler – Dyrektor Generalna firmy SIEROSŁAWSKI GROUP, Członek Zarządu PGM II kadencji,
  • Henryk Michalik – Dyrektor Operacyjny firmy MICHAEL Teresa Michalik,
  • Leszek Chyła – Prezes i Wspólnik firmy EFT GROUP Sp. z o.o.,
  • Karol Zielonka – Dyrektor Sieci Badawczej Łukasiewicz – Przemysłowy Instytut Motoryzacji, Wiceprezes Zarządu PGM I i II kadencji,
  • Piotr Borucki – Prezes i Wspólnik firmy TIP-TOPOL Sp. z o.o., Członek Zarządu PGM II kadencji.

Walne Zebranie Członków Polskiej Grupy Motoryzacyjnej w Białymstoku to także podsumowania. Niezwykle intensywny 2023 rok to szereg inicjatyw, mających na celu wsparcie firm zrzeszonych w PGM i zwiększenie aktywności na arenie międzynarodowej – inicjowanie współpracy z unijnymi instytucjami, decydentami, nawiązywanie kontaktów z partnerami biznesowymi. Stowarzyszenie przeprowadziło szereg spotkań o charakterze edukacyjnym, informacyjnym, służących wymianie doświadczeń, poświęconych najbardziej gorącym tematom związanym m.in. z koniecznością dostosowania działalności firm do unijnego i krajowego prawodawstwa. PGM uczestniczyła również w charakterze partnera w projekcie międzynarodowym Rec-N-Comp, zrealizowała dla swoich członków 8 misji zagranicznych i 4 wspólne stoiska na wydarzeniach branżowych.

„Chcielibyśmy kontynuować nasze działania i zintensyfikować je szczególnie w obszarze misji gospodarczych, dzięki którym wymieniamy doświadczenia z zagranicznymi partnerami. Dzięki tym niezwykle cennym kontaktom możemy przenieść na polski grunt nowe rozwiązania, ale jednocześnie podzielić się naszymi osiągnięciami. Zaznaczamy swoją obecność w Europie jako prężnie działające polskie firmy i liczący się gracz na europejskim rynku” – zapowiada Bartosz Mielecki, Dyrektor Zarządzający PGM.

Wall Street kończy dzień na plusach, jen pod presją, Australia walczy z inflacją

Wall Street zakończyła środowy handle na umiarkowanych plusach. Zauważalny był wzrost rentowności amerykańskich obligacji rządowych na długim końcu krzywej dochodowości. 10-letnie „papiery” urosły powyżej 4,34 podczas gdy jeszcze we wtorek ustanowiły lokalne minima na 4,21. Tendencja na rynku długu była widoczna również w innych krajach. Rozpoczęło się do Australii, gdzie inflacja zaskoczyła wyższym wynikiem a rynek zaczął spekulować o możliwej podwyżce stóp przez RBA w sierpniu. Na rynku walutowy para USD/JPY urosła powyżej 160,00 i ty samym wzmogły się obawy o możliwą interwencję ze strony BoJ.

W mediach pojawiły się pierwsze komentarze dotyczące sytuacji na rynku FX w związku z kolejną falą deprecjacji japońskiego jena. Japoński wiceminister finansów Masato Kanda zaznaczył wczoraj, że urzędnicy pilnie obserwują rynki walutowe i w razie potrzeby podejmą odpowiednie kroki. Określił ostatni ruch jena jako „gwałtowny” i „jednostronny”, ale nie powiedział, że był nadmierny. Bank Japonii wskazał ostatnio, że prawdopodobnie ponownie podniesie stopy procentowe w lipcu i zacznie ograniczać zakupy obligacji. Jednak restrykcyjna polityka Fed i duża różnica stóp procentowych między USD a JPY nadal wywiera presję na japońska walutę. Różnica między rentownością 10-letnich obligacji USA i Japonii wynosi około 300 punktów bazowych.

Dolar australijski zyskał wczoraj w nocy po publikacji wskaźnika inflacji. W ujęciu rok do roku indeks CPI urósł do poziomu 4 proc. podczas gdy oczekiwania wskazywały na wzrost do 3,8 proc. z 3,6 proc. w kwietniu. To spowodowało, że rynek zaczął mocniej spekulować o możliwych podwyżkach stóp procentowych przez RBA. Wycena rynkowa obecnie urosła do ponad 30 proc. szans na realizację takiego scenariusza na sierpniowym posiedzeniu. Bank Rezerw Australii cały czas podkreślał ryzyko podwyższonej inflacji i nie wykluczał żadnej z opcji. AUD zyskał względem głównych walut. Para EUR/AUD znalazła się wczoraj najniżej od roku.

Dola amerykański zyskiwał wczoraj na wartości. Notowania EUR/USD spadły w okolice 1,0660 i tym samym przetestowały minima z ostatnich tygodni. Euro jest słabe ze względu na prowadzoną politykę EBC, słabe perspektywy gospodarcze a także ze względu na ryzyko polityczne. Przypomnijmy, że w niedzielę odbędą się przedterminowe wybory we Francji. Rośnie ryzyko, że partia Le Pen osiągnie dobry wynik. Ostatnie sondaże wskazują, że skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe prowadzi z poparciem na poziomie ok 34 proc. Z kolei obóz polityczny obecnego prezydenta może liczyć na wynik w okolicach 22 proc.

Na dziś zaplanowane publikacje tygodniowych danych z amerykańskiego rynku pracy, zamówienia na dobra trwałe a także finalny odczyt PKB za I kwartał. O stopach procentowych będzie decydować Bank Czech (oczekiwana redukcja z 5,25 proc. do 5 proc., Bank Turcji (prognozy wskazują stabilizację na poziomie 50 proc.) a także Riksbank (brak zmian). Przed południem poznamy wyniki koniunktury w strefie euro.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

CloudFerro wspiera Europejską Agencję Kosmiczną w projekcie dla Filipin

  • Europejska Agencja Kosmiczna i Komisja Europejska zainaugurowały projekt CopPhil, którego celem jest zwiększenie wykorzystania danych z obserwacji Ziemi programu Copernicus w Filipinach w celu zmniejszenia zagrożeń związanych ze zjawiskami pogodowymi i zmianą klimatu w tym rejonie świata. Projekt będzie wspierał wdrożenie zaawansowanej technologii, aby pomóc filipińskiej administracji publicznej, instytucjom i podmiotom komercyjnym w zapobieganiu klęskom żywiołowym, ochronie środowiska i zarządzaniu zasobami krajowymi.
  • Projekt obejmuje trzy elementy: dostarczenie repozytorium danych satelitarnych dla Filipin – Copernicus Mirror Site, realizację usług pilotażowych oraz zapewnienie wsparcia technicznego.
  • CloudFerro, polski dostawca usług w chmurze, zapewnia infrastrukturę IT dla repozytorium danych satelitarnych (Copernicus Mirror Site) na potrzeby projektu.

Copernicus to unijny program obserwacji Ziemi, w ramach którego analizowane są różne aspekty naszej planety, a w tym jej środowisko i zmiany w nim następujące. Program zapewnia bezpłatny i otwarty dostęp do danych przekazywanych głównie przez satelity konstelacji Sentinel, zaprojektowane specjalnie dla tego programu. Pozyskane w ten sposób dane umożliwiają podejmowanie bardziej świadomych działań w wielu obszarach, takich jak zarządzanie kryzysowe, opieka zdrowotna, rolnictwo, środowisko i wiele innych, mając kluczowy wpływ na społeczeństwo, klimat i gospodarkę. Program Copernicus stanowi istotne wsparcie dla międzynarodowych i krajowych organizacji, administracji publicznej oraz twórców aplikacji wykorzystujących dane satelitarne.

W ramach unijnej strategii Global Gateway, mającej na celu inwestycje w infrastrukturę cyfrową, energetyczną i transportową na całym świecie, Europejska Agencja Kosmiczna i Komisja Europejska uruchomiła projekt dla Filipin – CopPhil. Jego głównym celem jest zwiększenie wykorzystania danych z programu Copernicus i wsparcie filipińskich władz, organizacji i przedsiębiorstw w wykorzystaniu pełnego potencjału tych danych, a co za tym idzie, zwiększenie zdolności do zarządzania zasobami naturalnymi oraz gotowości na wypadek katastrof naturalnych. Dzięki takim działaniom, europejska wspólnota otwiera też nowe możliwości inwestowania podmiotom sektora prywatnego państw unijnych.

Kluczowym elementem projektu CopPhil jest dostarczane przez polskie CloudFerro repozytorium W ramach projektu opracowane zostaną także narzędzia i usługi wykorzystujące otwarte dane z obserwacji Ziemi i technologię geoprzestrzenną.

„Jako strategiczny partner ESA, zapewniamy infrastrukturę IT do przechowywania i udostępniania danych w ramach projektu CopPhil. We współpracy z naszymi partnerami Urbetho CF i Indra, przeprowadzimy również szkolenia stacjonarne i online w zakresie przetwarzania danych z programu Copernicus przy użyciu zasobów chmurowych i zaawansowanych narzędzi. Jesteśmy przekonani, że dzięki projektowi wszystkie strony odniosą obopólne korzyści w wielu obszarach: zarządzania kryzysowego, monitorowania wybrzeży, łagodzenia zmian klimatu i wielu innych”  – komentuje Artur Bargieł, Project Manager w CloudFerro.

CophPhil obejmuje także uruchomienie trzech pilotażowych projektów w obszarach priorytetowych dla Filipin, takich jak monitorowanie ruchów gruntu, pokrycie terenu, mapowanie lasów i upraw oraz monitorowanie siedlisk bentosowych, zgodnie z  nadrzędnymi celami ograniczania ryzyka klęsk żywiołowych, adaptacji do zmian klimatu, ochrony środowiska i zapewnienia bezpieczeństwa żywności.

Po zakończeniu serii szkoleń i projektów pilotażowych, platforma i infrastruktura techniczna CopPhil zostanie przekazana Filipińskiej Agencji Kosmicznej. Upoważnione instytucje i użytkownicy  zyskają dostęp do danych z satelitów Sentinel i zaawansowanych narzędzi przetwarzania, zamieszczonych w dostarczonej przez CloudFerro prywatnej chmurze,

„Opracowane przez CloudFerro rozwiązania pozwalają na efektywne udostępnianie ogromnych kolekcji danych w kontrolowanym środowisku. Dzięki skutecznemu połączeniu narzędzi opensource i budowie oprogramowania zoptymalizowanego pod kątem wykrywania, katalogowania i wydawania danych obserwacji Ziemi, możemy zbudować dedykowaną platformę w Filipinach. Rozwiązanie to będzie aktywną kopią przechowującą podzbiór danych obserwacji Ziemi, pozyskującą dane w trybie ciągłym z platformy Copernicus Dataspace Ecosystem” – dodaje Paweł Markowski, Architekt Systemów IT i Dyrektor ds. Rozwoju Oprogramowania w CloudFerro.

Zakres geograficzny inicjatywy CopPhil obejmie całe Filipiny, w tym wyspy i obszary morskie –  łącznie ponad 1,8 miliona kilometrów kwadratowych i ponad 109 milionów ludzi. To niezwykle ważny projekt dla tego regionu, ponieważ na Filipinach klimat wpływa na życie mieszkańców w dużo większym stopniu niż w innych częściach świata. Gwałtowne zjawiska pogodowe już dziś zagrażają milionom ludzi i mają negatywny wpływ na gospodarkę opartą na rolnictwie, a w przyszłości mogą także zmusić do masowej emigracji klimatycznej mieszkańców rejonów zagrożonych wysokimi temperaturami lub powodziami. Pozyskiwanie danych dotyczących zasobów leśnych, jakości upraw i innych gruntów, dna oceanów czy rzek z tak ogromnych obszarów i wykorzystanie ich w ramach projektu CopPhil znacząco zwiększy zdolność reagowania na niebezpieczne zdarzenia, pozwoli świadomie planować życie społeczne i gospodarcze, a jednocześnie zmniejszy podatność na zagrożenia.

Gekko Photonics wkracza na rynek z przełomowym urządzeniem do optycznej diagnostyki chemicznej nowej generacji

Gekko Photonics, polska spółka technologiczna, która opracowała autorskie urządzenie do optycznej diagnostyki chemicznej nowej generacji, realizuje pierwsze projekty dla branży chemicznej. Autorska platforma technologiczna wykorzystująca m.in. spektroskopię Ramana pozwala bardzo dokładnie, w czasie rzeczywistym mierzyć parametry produkcji, zapewniając nieporównywalnie lepszą kontrolę jakości i optymalizację produkcji. Spółka realizuje obecnie projekty dla producentów chemii specjalistycznej oraz chemii gospodarczej, a w planach na ten rok ma również wdrożenia na rynkach pozaeuropejskich.

Rozwiązanie opracowane przez Gekko Photonics to odpowiedź na wyzwania stojące przed przemysłem zarówno w obszarze automatyzacji produkcji, jak i zmieniających się wymogów jakościowych i środowiskowych. Technologia wykorzystująca m.in. spektroskopię Ramana daje bardzo dokładny, nieinwazyjny i szybki pomiar w czasie rzeczywistym, na dowolnym etapie produkcji. Urządzenie stworzone przez inżynierów i programistów pozwala na identyfikację i pomiar do 93% substancji występujących w przemyśle, a wyniki analizy są w dostępne maksymalnie w minutę. Cała platforma jest zautomatyzowana, jej obsługa nie wymaga specjalistycznej obsługi, a co najważniejsze przygotowywania próbek, dzięki czemu firmy oszczędzają pieniądze, zasoby ludzkie i czas.

Nasze rozwiązanie to efekt wieloletniego doświadczenia w realizacji projektów technologicznych. Nasz interdyscyplinarny zespół zaprojektował urządzenie dostosowane do potrzeb przemysłu. Pierwsze wdrożenia potwierdziły efektywność rozwiązań technologicznych oraz wymierne korzyści dla naszych klientów. To między innymi nawet o 30% niższe koszty utylizacji odpadów oraz trzykrotnie większy zakres mierzonych parametrów, co ma szczególne znaczenie dla optymalizacji produkcji oraz dostosowywania jej do wymogów środowiskowych. Rosnące zainteresowanie Spectrally ze strony polskich i zagranicznych firm potwierdza, że weszliśmy na rynek z atrakcyjnym produktem i w odpowiednim czasie – zaznacza Robert Stachurski, CEO Gekko Photonics.

Innowacyjne rozwiązanie polskiej spółki wyróżnia się na tle konkurencji, a jako jedyne na rynku pozwala na realizację dokładnej, szybkiej i zautomatyzowanej diagnostyki w modelu abonamentowym. Dzięki wykorzystaniu autorskiej technologii spektroskopii, wykorzystującej m.in. spektroskopię Ramana odbiciową i transmisyjną oraz spektroskopię SERS, urządzenie Gekko Photonics bezinwazyjnie i błyskawicznie identyfikuje składniki chemiczne w produktach przemysłowych. Wychwytuje nie tylko czyste substancje, ale także mieszaniny kilku substancji, a pomiary nie wymagają przygotowywania próbek czy zatrzymywania produkcji. Dokładność i szybkość pomiaru w połączeniu z automatyzacją kontroli jakościowej i ilościowej pozwala optymalizować i usprawniać procesy produkcji. Spectrally pomaga więc w transformacji przemysłu do przemysłu 4.0.

Europejski rynek kontroli jakości w przemyśle chemicznym (wg. raportu futuremarketinsights) jest warty 15,6 mld USD. Globalnie to 52,19 mld USD. W Polsce branża chemiczna stanowi ponad 18 proc. całości przemysłu. Tworzy ją ok. 13 tys. firm. Wartość produkcji sprzedanej polskiej chemii to około 488 mld PLN. Ta znacząca gałąź przemysłu wskazuje obecnie na konieczność zwiększenia konkurencyjności oraz wyzwania w obszarze wypełniania lub dostosowywania się do wymogów środowiskowych.

Bio Planet zamyka pierwszy kwartał ze wzrostem przychodów i na dobrym plusie

Bio Planet S.A podsumowuje pierwszym kwartał 2024 roku, w którym Spółka ponownie poprawiła wyniki. Pozycja Firmy sukcesywnie umacnia się, między innym dzięki decyzjom o inwestycjach i konsolidacji rynku rozpoczętej w 2023 roku. W pierwszym kwartale przychody Bio Planet wyniosły 77,1 mln zł i były o 12 % wyższe niż w pierwszym kwartale 2023 roku, kiedy wyniosły 69,0 mln zł. Spółka wprowadziła do oferty ponad 300 nowych pozycji pochodzących od stałych partnerów, a także pod przejętą marką NaturaVena. W opinii Bio Planet zwiększenie asortymentu pozytywnie wpłynie na sprzedaż w nadchodzących miesiącach.

„Początek 2024 roku oceniamy pozytywnie. Po raz kolejny powiększyliśmy sprzedaż o 12% r/r, osiągając tym samym przychody na poziomie ponad 77 mln, w porównaniu z 69 mln w roku poprzednim. W realizacji dobrych wyników w kolejnych miesiącach powinien pomóc nam niski kurs euro. Utrzymanie się waluty na podobnych do obecnych poziomach będzie miało dodatni wpływ na przyszłe wyniki Spółki ze względu na dużą liczbę towarów i surowców kupowanych przez Spółkę zagranicą” – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Przychody netto ze sprzedaży Spółki w I kwartale 2024 roku wzrosły o 10,7 % w porównaniu do I kwartału w roku ubiegłym, zaś koszty wzrosły o 11,8 %. Zysk netto Spółki za I kwartał 2024 roku był o 2,1 % niższy niż osiągnięty w analogicznym okresie w roku 2023. Największy wpływ na niższy wzrost zysku miały rosnące koszty związane z wynagrodzeniami i usługami obcymi.

„Na początku 2024 roku najważniejszą decyzją jaką podjęliśmy było podpisanie z Santander Bank Polska S.A., umowy o kredyt, który został przeznaczony na wcześniejszą spłatę
3 kredytów inwestycyjnych. Konsolidacja ma na celu optymalizację rat kredytowych i osiągnięcie lepszych parametrów w wynikach finansowych Spółki” –
mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Dobre wyniki i coraz mocniejsza pozycja rynkowa motywują do podejmowania kolejnych działań. Najważniejszym celem Spółki na najbliższe miesiące jest optymalizacji pracy magazynu i udoskonaleniu usług dropshippingowych. W opinii Zarządu te działania w dłuższej perspektywie przełożą się na poprawę rentowności Spółki.

Bio Planet S.A. jest obecnie liderem wśród dostawców żywności ekologicznej w Polsce. Działalność spółki koncentruje się na konfekcjonowaniu oraz dystrybucji żywności ekologicznej. W ofercie posiada ok. 8,0 tys. indeksów sprzedażowych obejmujących produkty trwałe oraz produkty świeże. Od 2007 roku produkty Bio Planet S.A. posiadają certyfikat AGRO BIO TEST, który jest podstawą kwalifikowania żywności oferowanej przez Spółkę jako żywności ekologicznej (żywności bio).

Bank Pekao organizuje emisję obligacji za 1 mld zł dla KGHM Polska Miedź

Bank Pekao S.A. organizuje kolejną emisję obligacji polskiego giganta KGHM Polska Miedź S.A. Na polski rynek skierowane zostały 7-letnie papiery o łącznej wartości nominalnej 1 mld zł, w ramach programu emisji do maksymalnej kwoty 4 mld zł.

Obligacje zostały wyemitowane 26 czerwca 2024 r., a datę wykupu określono na 26 czerwca 2031 r. Oprocentowanie papierów będzie równe stawce 6-miesięcznego WIBOR-u, powiększonej o 125 punktów bazowych marży. Oferta obligacji była skierowana do wybranych inwestorów instytucjonalnych, będących inwestorami kwalifikowanymi w rozumieniu rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej.

Po pięciu latach nieobecności KGHM powraca na lokalny rynek kapitałowy w wielkim stylu, plasując obligacje o długim tenorze, benchmarkowej kwocie i z bardzo atrakcyjną marżą, a jednocześnie pozostawiając inwestorów z apetytem na kolejne emisje – mówi Piotr Wochniak, dyrektor Departamentu Rynków Finansowych w Banku Pekao.

Cieszymy się, że po raz kolejny możemy aktywnie zaangażować się w pozyskanie finansowania dla polskiego giganta KGHM i mamy nadzieję na kolejne wspólne transakcje –dodaje Beata Frankiewicz-Boniecka, dyrektor Departamentu Klientów Strategicznych w Banku Pekao.

Bank Pekao pełnił rolę współorganizatora i dealera emisji. Obligacje zostaną wprowadzone do alternatywnego systemu obrotu GPW w ramach Catalyst najpóźniej 31 sierpnia 2024 r.

KGHM Polska Miedź to jeden z największych w Europie producentów miedzi i jeden
z globalnych liderów w wydobyciu srebra. Spółka prowadzi projekty górnicze na trzech kontynentach. W 2023 roku skonsolidowane przychody KGHM wyniosły 33,5 mld zł.

Ubezpieczyciele wypłacili 12 mld odszkodowań po I kwartale 2024 r.

Po I kwartale 2024 r. Polacy otrzymali prawie 12 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych. To o 6,3 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2023 r. – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). Systematycznie rośnie liczba ubezpieczonych Polaków.

Kluczowe liczby:

  • 11,9 mld złdla poszkodowanych, w tym:
    • 4,2 mld złz ubezpieczeń na życie
    • 5,1 mld złz ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC)
    • 2,6 mld złz pozostałych ubezpieczeń
  • Na ubezpieczenia Polacy przeznaczyli (składka przypisana brutto): 21,9 mld zł, o 9,1 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • 100,6 mld złaktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne.
  • Ponad 18,2 mld złaktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu.
  • Ponad 450 mln złpodatku dochodowego zapłacili ubezpieczyciele.

Ubezpieczenia na życie

W pierwszym kwartale 2024 r. 23 mln Polaków miało ubezpieczenie na życie, w tym 11,9 mln w ramach ubezpieczeń grupowych. To liczba porównywalna z poprzednim rokiem. Ogółem składka z ubezpieczeń na życie wyniosła 5,9 mld zł, co stanowi wzrost o 6,0 proc. r/r. Wypłaty odzwierciedlają aktualną sytuację związaną ze śmiertelnością Polaków.

Polacy więcej wydają na ubezpieczenia na życie. Systematycznie rośnie zainteresowanie produktami ochronnymi i wypadkowymi. To dobrze, bo o ubezpieczeniach na życie powinniśmy myśleć jako o poduszce finansowej na wypadek naszej śmierci lub poważnej choroby. Zwłaszcza, że rodzinie w takiej sytuacji trudno się utrzymać z jednej pensji. Polacy nie mają oszczędności i są bardzo zadłużeni – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU. – Równolegle maleje udział produktów o charakterze oszczędnościowym i inwestycyjnym. A to niedobra tendencja, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę zmiany demograficzne. Ubezpieczenia to instrument długofalowego oszczędzania, zwłaszcza dla osób o niskich i średnich dochodach. Mogą skutecznie np. budować poduszkę finansową na starość – dodaje.

Stopa zastąpienia w 2022 r. wynosiła 56,6 proc. Gdy przełożymy to na przeciętne zarobki, to na emeryturze otrzymamy połowę pensji. To za mało, by godnie żyć i móc finansować m.in. rosnące potrzeby zdrowotne związane z wiekiem. Na ten problem PIU zwraca uwagę w najnowszym raporcie „Polacy i ryzyko – jak się ubezpieczamy. Luka ubezpieczeniowa w Polsce”. Na podstawie danych ZUS, PIU stwierdziła, że na emeryturze tylko połowę czasu przeżyjemy w dobrym zdrowiu.

Analiza PIU pokazuje też m.in., jaka powinna być suma ubezpieczenia w ubezpieczeniach na życie. Nie może być ona niższa niż wysokość pozostawianych zobowiązań, a także powinna ułatwić utrzymanie się rodziny przez kilkanaście miesięcy do nawet kilku lat, w zależności od możliwości zarobkowych głównego utrzymującego gospodarstwo domowe. W przypadku poważnego zachorowania kwota świadczenia powinna pozwolić na pokrycie dodatkowych kosztów leczenia, rehabilitacji czy też zmiany pracy na mniej obciążającą. Zakładając średnie wartości wynagrodzenia, zadłużenia i oszczędności Polaków, przeciętna suma ubezpieczenia na wypadek śmierci powinna wynosić ok. 330 tys. zł.

Ogromne znaczenie ma budowanie odporności rodzin na wypadek śmierci czy poważnej choroby oraz długookresowe oszczędzanie. Nie zapominajmy, że ubezpieczenia na życie są też źródłem długoterminowego kapitału, bardziej odpornego na wszelkiego rodzaju kryzysy i cykle gospodarcze w porównaniu z kapitałem bankowym. Właśnie dlatego w Europie Zachodniej stworzono dobre warunki dla rozwoju ubezpieczeń, żeby kapitał ulokowany w tych produktach był kotwicą dla gospodarki. A więc zmniejszenie luki w tym obszarze nie tylko wzmacnia finansowo polskie rodziny, ale przyniesie realne korzyści dla gospodarki. Chcielibyśmy, by tak jak w krajach Europy Zachodniej obowiązywały zachęty podatkowe dla ubezpieczeń na życie. Pracodawca mógłby zaliczyć opłaconą pracownikowi polisę grupową w koszty uzyskania przychodu i obniżyć sobie w ten sposób podatek. Pracownika można by zwolnić z podatku dochodowego w związku z korzyścią majątkową, jaką ma dzięki ubezpieczeniu grupowemu – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Ubezpieczenia komunikacyjne

W ubezpieczeniach majątkowych największą część odszkodowań stanowią ubezpieczenia komunikacyjne. Odszkodowania i świadczenia z obowiązkowego OC komunikacyjnego wyniosły w I kwartale 2024 r. 3,03 mld zł i były o 13,2 proc. większe niż rok temu w analogicznym okresie. Jednocześnie pomimo wzrostu kosztów szkód, średnia składka w ubezpieczeniu OC komunikacyjnym wzrosła jedynie o 3,7 proc. i wyniosła 527 zł. Średnia szkoda z OC komunikacyjnego wzrosła o 12,7 proc. w stosunku do zeszłego roku i po I kwartale br. wynosi 9 960 zł.

W ubezpieczeniach komunikacyjnych spodziewamy się korekt. Inflacja, rosnące koszty likwidacji szkód, w tym procedur medycznych muszą znaleźć odzwierciedlenie w składkach, do czego ubezpieczycieli obligują regulacje i nadzór. Spodziewamy się, że w 2024 r. ceny ubezpieczeń komunikacyjnych będą szybciej rosły – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Odszkodowania z autocasco wyniosły 2,1 mld zł, czyli o 19,8 proc. więcej niż w tym samym okresie 2023 r.

Inne ubezpieczenia majątkowe

Po I kwartale 2024 r. odszkodowania związane z żywiołami oraz pozostałymi szkodami rzeczowymi wyniosły 0,9 mld zł, czyli tylko o 1 proc. więcej niż rok temu. Pierwszy kwartał br. był stosunkowo spokojny.

Spokojny pierwszy kwartał roku nie powinien uśpić naszej czujności. Już w kwietniu i maju przyjęliśmy ponad 20 tys. zgłoszeń szkód związanych z falą przymrozków. Ryzyko klimatyczne towarzyszy nam stale w zmiennym natężeniu. Mamy średnio 49 proc. ubezpieczonych nieruchomości. Wiele z nich jednak jest niedoubezpieczonych. Szacunki rynkowe pokazują, że dotyczy to nawet 3 na 10 nieruchomości. Niedoubezpieczenie wynosi nawet kilkadziesiąt procent. W obliczu zmieniającego się klimatu ubezpieczenia to jedyna forma zapewnienia sobie pewnej rekompensaty strat, które możemy w związku z gwałtowną pogodą ponieść – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

Zyski w 2023 r.

W I kw. 2024 r. ubezpieczyciele odprowadzili do budżetu państwa ponad 450 mln zł podatku dochodowego. Wypracowali w tym czasie niemal 1,7 mld zł zysku netto.

Przykłady szkód ubezpieczeniowych z I kwartału 2024 r.

Rodzaj polisy Składka Zdarzenie Pomoc dla poszkodowanych
Ubezpieczenie NNW 25,90 zł (rocznie) Dziecko w wieku 4 lat wysiadając z samochodu, upadło i złamało nogę w kości piszczelowej lewej Wypłacone świadczenie: 600 zł
OC 767,85 zł (rocznie) Pojazd dostawczy wjechał na przejazd kolejowy, nie ustępując pierwszeństwa szynobusowi Wypłacone odszkodowanie: 199 752 zł
AC 1 079,54 zł (rocznie) Samochód został skradziony z parkingu prywatnej posesji  Wypłacone odszkodowanie: 159 000 zł
MINI FLOTA 6 701,28 zł (rocznie) Kierujący pojazdem zasnął za kierownicą i przejechał na drugą stronę ulicy, uderzając czołowo w autokar Wypłacone odszkodowanie:
111 500 zł
OC w życiu prywatnym 52 zł (rocznie) Pies ubezpieczonego wbiegł pod samochód, uszkadzając zderzak i pokrywę silnika Wypłacone odszkodowanie:
37 047,51 zł
OC w życiu prywatnym 55 zł (rocznie) Ubezpieczony, jadąc rowerem, uderzył w samochód, uszkadzając jego lewą stronę, m.in. drzwi przednie i tylne Wypłacone odszkodowanie:
5 994,68 zł
OC w życiu prywatnym 52 zł (rocznie) W wyniku awarii w ubezpieczonym lokalu doszło do zalania mieszkania poniżej Wypłacone odszkodowanie:
4 004,58 zł
Ubezpieczenie domu 230,68 zł (rocznie) Pożar domu, który powstał na skutek zapalenia się sadzy w kominie Wypłacone odszkodowanie:
117 666,69 zł
Ubezpieczenie domu 312,08 zł (rocznie) W skutek zwarcia w grzejniku elektrycznym doszło do pożaru w mieszkaniu Wypłacone odszkodowanie:
53 610,51 zł
Ubezpieczenie domu 771,24 zł (rocznie) Podczas nieobecności domowników doszło do kradzieży z włamaniem. Wyrwano ze ścian urządzenia alarmowe w prawie całym domu Wypłacone odszkodowanie:
52 184,89 zł
Ubezpieczenie działalności gospodarczej 1 318,06 zł (rocznie) Podczas próby doczyszczenia firmowego sprzętu doszło do upadku, a tym samym do uszkodzenia głowicy lasera Wypłacone odszkodowanie:
38 683,50 zł
Ubezpieczenie działalności gospodarczej 100 zł (rocznie) Ulewne deszcze i wiatr uszkodziły dach, wskutek czego doszło do zalania lokalu (biuro nieruchomości) Wypłacone odszkodowanie:
4 802,35 zł
Ubezpieczenie działalności gospodarczej 3 920 zł (rocznie) Podczas intensywnych opadów deszczu doszło do zalania pomieszczeń klubu sportowego: 3 pokoje, korytarz, przedsionek Wypłacone odszkodowanie:
15 536,44 zł
Ubezpieczenie na życie indywidualne 80 zł (miesięcznie) Śmierć osoby ubezpieczonej w wyniku wypadku samochodowego Wypłacone świadczenie:
110 000 zł
Ubezpieczenie na życie indywidualne 85 zł (miesięcznie) Śmierć ubezpieczonego na skutek zawału mózgu Wypłacone świadczenie:
35 000 zł
Ubezpieczenie na życie, umowa grupowa 90 zł (miesięcznie) Upadek z drabiny Wypłacone świadczenie z tytułu całkowitego inwalidztwa:
200 000 zł
Ubezpieczenie na życie, umowa grupowa 50 zł (miesięcznie) U ubezpieczonej zdiagnozowano raka piersi Wypłacone świadczenie:
70 000 zł
Ubezpieczenie na życie, umowa grupowa 60 zł (miesięcznie) Na poszkodowanego spadła petarda Wypłacone odszkodowanie z tytułu inwalidztwa: 12 000 zł

 

Mobilna wizytówka firmy – dlaczego warto postawić na samochód z segmentu premium?

Flota samochodów firmy może świadczyć nie tylko o profilu jej działalności, ale także stanowić jej wizytówkę. Dotyczy to zwłaszcza samochodów premium, które mogę podkreślać pozycję firmy na rynku oraz fakt, że dana marka dobrze prosperuje. 

Wiele firm posiada mniejsze lub większe floty samochodów. Są one niezbędnym narzędziem związanym z działalnością danego przedsiębiorstwa. W przypadku średnich i dużych firm do floty należą często również samochody premium, którymi porusza się kadra zarządzająca, czyli menedżerowie, dyrektorzy czy prezesi zarządu. Czy samochód premium może stanowić mobilną wizytówkę firmy i jak wpływa on na jej postrzeganie?Mercedes EQS SUV Premium Superauto.pl alt: Auta Premium w leasingu dla firm

Dlaczego warto posiadać samochód marki premium w firmie?

Posiadanie samochodu premium w swojej flocie jest mile widziane głównie ze względów wizerunkowych. Udając się na spotkanie biznesowe z ważnymi kontrahentami już na wstępie jesteśmy lepiej odbierani wysiadając z samochodu marki premium. Producenci aut premium kojarzeni są bowiem z prestiżem, luksusem i dbałością o szczegóły, a zatem te cechy – zgodnie z regułą pierwszego wrażenia – przechodzą na nas i naszą firmę. Ponadto, auta premium są utożsamiane z nowymi technologiami, a zatem posiadanie ich w firmie również może wpływać na postrzeganie jej jako innowacyjnej. Szczególnie w przypadku firm świadczących usługi kojarzące się z prestiżem, jak zawody prawnicze, doradztwo podatkowe czy nieruchomości, posiadanie samochodu marki premium leży w dobrym tonie i zwiększa zaufanie klientów.

Ponadto, samochody marki premium są bezpieczniejsze, wyposażone w bardziej zaawansowaną technologię i dodatkowe systemy wspierających kierowcę, bardziej komfortowe, lepiej wyciszone i wykonane z wyższej jakości materiałów. Oferują również lepsze osiągi, mocniejsze silniki oraz bogatsze wyposażenie niż auta marki popularnej. Te cechy marek premium nierzadko determinują wybór klientów, zwłaszcza jeśli w grę wchodzi sprawne przemieszczanie się po mieście, jak i dalsze podróże służbowe.

Samochody dla prezesa – przykładowe modele

Najczęściej wybieranymi przez firmy markami premium są BMW, Audi i Mercedes. Oczywiście z kadrą zarządzającą kojarzą się limuzyny segmentu E i F jak Mercedesy Klasy E i S, Audi A6 i A8 czy BMW serii 5 i serii 7, jednak również SUV-y cieszą się popularnością. Należą do nich m.in. BMW X5 i X6, Mercedesy GLE i GLE Coupe czy Audi Q7 i Q8. Są to już duże i przestronne samochody, oferujące mocne silniki, luksusowe warunki podróżowania, wysoki poziom bezpieczeństwa, wyszukane materiały i bogate wyposażenie.

Postrzeganie samochodu służbowego przez przedsiębiorców

Samochody z segmentu premium budzą z reguły pozytywne skojarzenia, świadczą o mocnej pozycji danej firmy na rynku i jej dbałości o każdy detal. Według przeprowadzonego przez IBRiS badania na zlecenie Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) wynika, że aż 80 proc. przedstawicieli małych firm nadal uważa samochód za wizytówkę przedsiębiorstwa. Takie samo zdanie ma 62 proc. mikroprzedsiębiorców. Najczęściej z tym stwierdzeniem zgadzają się przedstawiciele branż związanych z naprawami, transportem i produkcją (78 proc.) oraz branżą szkoleniową, finansową i nieruchomościową (73 proc.). Z kolei najmniej respondentów podziela tę opinię w przypadku branży beauty (52 proc.).

Ponad połowa ankietowanych (53 proc.) zaznaczyła, że klienci zwracają uwagę na samochód firmowy. Najczęściej wskazywali na to przedsiębiorcy reprezentujący wolne zawody oraz informatycy (60 proc.). Z kolei aż 61 proc. przedsiębiorców wskazało, że samochód odzwierciedla charakter jego użytkownika. Przedsiębiorcy przy wyborze auta służbowego zwracają uwagę na takie cechy, jak: cena (44 proc.), koszty eksploatacji (37 proc.) oraz niezawodność (36 proc.).

Elektryfikacja floty a korzyści wizerunkowe dla firmy

Obecnie trendy rynkowe ewoluują i wraz z nimi postrzeganie samochodu jako mobilnej wizytówki firmy. Wraz z rozwojem elektryfikacji mile widziane we flocie nie tylko ze względów ekonomicznych, ale również wizerunkowych, są samochody hybrydowe i elektryczne. Dotyczy to również aut premium, których wykorzystywanie sprawia, że firma będzie postrzegana jako dobrze rokująca i dbająca o środowisko. Jest to szczególnie ważne w przypadku firm zajmujących się np. odnawialnymi źródłami energii jak fotowoltaika czy pompy ciepła, a także tych przedsiębiorstw, które zajmują się przyrodą czy szeroko pojętą branżą zdrowotną, w tym sektor beauty.

Popularność samochodów premium w Polsce

Zdecydowaną większość samochodów premium w Polsce kupują firmy (83,19 proc.). Udział samochodów premium w Polsce od początku roku wyniósł 23,9 proc. Najpopularniejszymi modelami są Volvo XC60 (3011 szt.), Audi A3 (2384 szt.), Volvo XC40 (2247 szt.), Lexus NX (2046 szt.) oraz Audi A4 (1769 szt.).

W maju 17 proc. naszych klientów zdecydowało się na zakup samochodu klasy premium. Co ważniejsze, znaczna część transakcji była dokonana przez przedsiębiorstwa. Jeśli chodzi o marki, które na naszej platformie cieszyły się największą popularnością, to na pierwszym miejscu znalazł się Mercedes – wybrany przez 44 proc. klientów, drugie miejsce należało do BMW – 22 proc. Podium zamknęła marka Audi, na którą zdecydowało się 19 proc. naszych klientów stawiających na samochód z segmentu premium. W maju ubiegłego roku wśród samochodów marki premium największą popularnością na naszej platformie cieszyła się marka BMW, wybrana wówczas przez 33 proc. klientów, drugie miejsce należało do Audi – 30 proc. klientów, a trzecie do Mercedesa – 25 proc. Na zmiany w tej klasyfikacji z pewnością miała wpływ polityka rabatowa tych trzech marek. W analizowanych okresach zauważyliśmy również spadek o ponad 5 proc. średniej wartości nowego samochodu klasy premium. W maju ubiegłego roku średnia wartość nowego samochodu z segmentu premium na naszej platformie wynosiła 279 953 złote brutto, a w tym już 265 035 złotych komentuje Daniel Gałka, Kierownik Działu Rozwoju Rynku Samochodów Premium w Superauto.pl.

Dlaczego warto skorzystać z multibrandowego salonu?

Poszukując samochodu premium dla swojej firmy warto przyjrzeć się ofercie multibrandowych salonów online takich jak Superauto.pl, gdzie oferowane są spore rabaty na auta premium, atrakcyjne warunki finansowania, a w wielu przypadkach dany samochód dostępny jest od ręki. Możemy porównać oferty finansowania zakupu w kilkunastu instytucjach finansowych, co pozwala na wybór najbardziej konkurencyjnej względem ofert dostępnych w sprzedaży stacjonarnej. Ponadto cały proces odbywa się w pełni zdalnie, a samochód jest dostarczany pod wskazany adres, a zatem oszczędzamy sporo czasu nie tylko na poszukiwanie samochodu, ale również na załatwienie niezbędnych formalności związanych m.in. z jego rejestracją, bo pracownicy firmy takiej jak np. wcześniej wspomniane Suuperauto.pl zrobią to za nas.

Superauto.pl – auta w premium z finansowaniem

Wiele ofert w jednym miejscu, do tego najszersza na rynku oferta finansowania, pozwalają na wybór samochodu dopasowanego nie tylko do charakteru firmy, ale także do potrzeb i możliwości finansowych kupującego. W Superauto.pl klienci znajdą szeroki wybór m.in.: używane samochody premium – są to dostępne od ręki, kilkuletnie auta demonstracyjne z gwarancją, z niskimi przebiegami i ciekawym wyposażeniem, a także nowe auta z tego segmentu, prezentujące najnowsze generacje modeli. Jeśli nie planujesz zakupu samochodu po zakończeniu umowy, skorzystaj z oferty abonamentowej. Wynajem długoterminowy samochodu Premium to ekonomiczne rozwiązanie, które pozwala na lepsze planowanie wydatków związanych z użytkowaniem samochodu oraz brak konieczności wykupu pojazdu na koniec umowy.

O czym należy pamiętać, mając samochód premium we flocie?

Inwestując w samochód premium należy pamiętać, że jest on wizytówką naszej firmy, a zatem powinniśmy troszczyć się zarówno o jego stan techniczny, jak i wizualny. Pamiętajmy zatem o regularnym serwisie, myciu nadwozia i czyszczeniu kabiny, a także o regularnej wymianie opon i tankowaniu na markowych stacjach. Współczesne samochody premium oferują też możliwość sprawdzania ich stanu i położenia za pomocą aplikacji na smartfona, co pozwala lepiej je zabezpieczyć i zadbać o ich gotowość do jazdy.

Podsumowanie

Podsumowując, samochód premium można jak najbardziej traktować jako mobilną wizytówkę danego przedsiębiorstwa. Jego posiadanie przynosi w szczególności korzyści wizerunkowe dla naszej firmy, podnosi jej rangę w oczach potencjalnych inwestorów i partnerów biznesowych, a z perspektywy potencjalnego klienta świadczy o jej mocnej pozycji. Ponadto samochody premium jako te prestiżowe i wyposażone w najnowsze technologie sprawiają, że również nasza firma może być postrzegana jako innowacyjna. Jeśli ponadto zdecydujemy się na modny samochód hybrydowy lub elektryczny, będzie to korzystne dla wizerunku firmy jako przyjaznej środowisku. Reasumując, samochód marki premium w firmie oznacza przede wszystkim różnego rodzaju korzyści wizerunkowe, co jest szczególnie istotne w przypadku używania takich aut przez kadrę zarządzającą.

Rośnie czarny rynek zatrudniania cudzoziemców

W Polsce na ogromną skalę rośnie czarny rynek zatrudnienia cudzoziemców, który realnie zagraża konkurencyjności przedsiębiorców legalnie prowadzącym działalność gospodarczą.  Związek Pracodawców Business Centre Club przedstawił opinię do projektu ustawy o dostępie cudzoziemców do rynku pracy Ministrze Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Agnieszce Dziemianowicz-Bąk.

Rozproszony, niespójny i całkowicie niewydolny system sankcji

Przedsiębiorstwa legalnie zatrudniające cudzoziemców znajdują się w trudnej sytuacji, bowiem nielegalne zatrudnienie zaburza konkurencyjność na rynku pracy. Choć projektowane przepisy jako ideę przyjmują walkę z nielegalnym rynkiem to już pobieżna analiza przepisów prowadzi do wniosku, że tak się nie stanie.

BCC zwraca uwagę na konieczność pilnego uporządkowania systemu norm karnych związanych  z nielegalnym zatrudnieniem cudzoziemców i postuluje o wypracowania przez Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej, norm całkowicie odmiennych od zakładanego w projekcie ustawy. BCC wskazuje, że sankcjom podlegają dziś często drobne przypadki niecelowych uchybień, a bezkarne pozostają prowadzone na dużą skalę nielegalne procedery np. tranzytu czy uszczuplania należności publicznoprawnych.

Obecnie system odpowiedzialności nie działa właściwie. Szczególne trudności w praktyce przysparza np. zakwalifikowanie określonych zachowań jako wykroczenia z art. 120 ust. 1 ustawy o promocji zatrudnienia, który stanowi, że (…) kto powierza cudzoziemcowi nielegalne wykonywanie pracy podlega karze grzywny od 1000 zł do 30 000 zł lub przestępstwa z art. 264a § 1 Kodeksu karnego, który stanowi iż kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, umożliwia lub ułatwia innej osobie pobyt na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej wbrew przepisom, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.” – zwracają uwagę eksperci BCC.

Konieczne jest uszczegółowienia tych norm w taki sposób, aby wyraźnie oddzielić zachowania będące wykroczeniem od zachowań będących przestępstwem. Z uwagi na sankcyjny charakter normy karne powinny być jasne i precyzyjnie, a przedsiębiorca musi wiedzieć za co będzie odpowiadał, a za co nie. W obecnym stanie prawnym te same stany faktyczne (np. zatrudnienie bez pozwolenia na pracę i zapewnienie zakwaterowania) są traktowane niejednakowo, tj. w zależności od organu jako przestępstwo lub wykroczenie. Co więcej, w tych samych stanach faktycznych sankcje, w szczególności za wykroczenia, są zróżnicowane, często niedostosowane do stopnia zawinienia – podkreśla Joanna Torbè – Jacko ekspertka Business Centre Club ds. prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, przewodnicząca Komisji ds Polityki Migracyjnej BCC.

BCC zwraca uwagę na pilną potrzebę:

  • uporządkowania systemu norm karnych związanych z nielegalnym zatrudnieniem cudzoziemców;
  • ułatwienia pozyskiwania zezwoleń na pracę dla podmiotów zatrudniających legalnie pracowników cudzoziemskich;
  • odblokowania procedur wizowych i stworzenia przejrzystego i transparentnego systemu ich pozyskiwania;
  • podjęcia dialogu z przedsiębiorcami zmierzającego do przywrócenia konkurencyjności na rynku pracy;
  • zaprzestania tworzenia przepisów, które powodują brak poczucia stabilności tak po stronie cudzoziemca, jak i przedsiębiorcy (np. bliżej nieokreślone limity, czy możliwość wyłączania całych grup cudzoziemców z rynku pracy poprzez rozporządzenie);
  • zmodyfikowania przepisów projektu, który przewiduje możliwość podwyższenia opłat za udzielenie zezwolenia na pracę do minimalnego wynagrodzenia.

Przepisy prawa powinny być tworzone w taki sposób, aby tym, którzy działają zgodnie z prawem zapewnić swobodę jej prowadzenia i poczucie stabilności, a tym którzy prawa nadużywają tą działalność blokować. To powinno być głównym założeniem wszelkiego rodzaju projektów i działań w obszarze zatrudnienia cudzoziemców, a tak się nie dzieje mówi ekspertka BCC.

Dodatkowo BCC przedstawia priorytety w zakresie polityki migracyjnej wypracowane przez Komisję do Spraw Polityki Migracyjnej.

  1. Rozszerzenie procedury oświadczeniowej na zawody trwale deficytowe bez względu na narodowość cudzoziemców.
  2. Dopuszczenie innego identyfikatora podatkowego dla cudzoziemca niż numer PESEL.
  3. Okres na jaki wydawane są zezwolenia na pracę – ujednolicenie rozbieżnej praktyki.
  4. Uproszczenie ścieżki zmian warunków zatrudnienia w trakcie zatrudnienia u tego samego pracodawcy.
  5. Ujednolicenie zasad w zakresie wymiaru czasu pracy przez który cudzoziemiec wykonuje pracę.
  6. Wprowadzenie odpowiednika art. 88z ust. 12 pkt. 4 UPromZatr w odniesieniu do zezwoleń na pracę oraz zezwoleń na pracę i pobyt (tzw. zezwoleń jednolitych).
  7. Umożliwienie dostępu do polskiego rynku pracy cudzoziemcom będącym studentami bądź to absolwentami studiów niestacjonarnych.
  8. Uczynienie pracodawcy uczestnikiem postępowania o wydanie zezwolenia na pobyt i pracę (tzw. zezwolenie jednolite) oraz (do czasu zmiany przepisów) zakaz nakładania obowiązków na pracodawców w pismach adresowanych w trakcie postępowania do cudzoziemców.
  9. Moment wszczęcia postępowania o pobyt czasowy na podstawie wniosku cudzoziemca.
  10. Skrócenie czasu oczekiwania na wydanie polskiego dokumentu podróży.
  11. Umożliwienie weryfikacji tytułu pobytowego cudzoziemca w trakcie zatrudnienia.
  12. Wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy w zakresie kontroli legalności pracy.
  13. Zmiany w systemie uznawania kwalifikacji – pozyskanie danych o wykształceniu i kwalifikacjach cudzoziemców jako punkt wyjś