Dolar znów silniejszy, złoty traci

Lepsze dane zza oceanu spowodowały, że kapitał znów ucieka do USA. W rezultacie tego ruchu polski złoty jako waluta jednak bardziej ryzykowna niż euro traci na wartości więcej od wspólnego europejskiego pieniądza. W Kanadzie wzrost inflacji może oddalić obniżki stóp procentowych.

Dane z USA

Wczorajsze popołudnie upływało pod dyktando oczekiwania na dane z USA. Nie były to najważniejsze odczyty tego tygodnia, ale w taki dzień jak ten wtorek były to najważniejsze dane. Zaczęło się od indeksu cen nieruchomości. Widać było dość niepokojącą tendencję. Ceny w największych metropoliach rosną coraz szybciej, za to ogólny poziom cen ledwo wzrasta. Drugim ważnym odczytem był indeks zaufania konsumentów – Conference Board. Okazał się on lepszy od oczekiwań. Delikatnie, ale zawsze. 100,4 pkt to drugi najsłabszy wynik w ciągu ostatniego roku, ale nadal lepiej od oczekiwań, mówiących o okrągłych 100 punktach. W rezultacie widać było kolejne umacnianie się dolara względem euro. Lepsze dane powodują, że amerykańska waluta znów zbliża się do testowania ostatnich maksimów kursowych.

Złoty w odwrocie

Umocnienie dolara nie pozostało bez wpływu na polską walutę. Mocniejszy zielony zassał bowiem kapitał z innych stron świata. W rezultacie dostało się również polskiemu złotemu. W rezultacie pomimo tego, że wczoraj oglądaliśmy, jak kurs euro spadł poniżej 4,30 zł i testował poziom 4,29 zł, dzisiaj oglądamy znów okolice 4,31 zł. Warto natomiast zwrócić uwagę, że podobne ruchy widzimy zarówno na koronie czeskiej, jak i na forincie węgierskim. Skoro cały region jest wyraźnie w odwrocie, przypisywanie powodów do czynników zewnętrznych wydaje się tym bardziej zasadne.

Inflacja w Kanadzie przyspiesza

Analitycy spodziewali się spadku wskaźnika inflacji w ujęciu rocznym w Kanadzie z 2,7% do 2,6%. Okazało się jednak, że nie tylko nie spadł, ale wręcz wzrósł do 2,9%. Nie są to oczywiście poziomy, które budzą niepokój jak te, które oglądaliśmy jeszcze dwa lata temu. Są to jednak okolice, które stawiają pod znakiem zapytania dalsze ruchy w ramach polityki monetarnej. Wolniej spadająca inflacja jest bowiem powodem, by dłużej utrzymywać wysokie poziomy stóp procentowych. W rezultacie wczorajsze dane przełożyły się na lekkie umocnienie dolara kanadyjskiego. Inwestorzy walutowi lubią bowiem wyższe stopy procentowe.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – Sprzedaż nowych domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Nowe Prawo Pogrzebowe: aby prowadzić działalność funeralną, trzeba spełnić będzie szereg restrykcyjnych wymagań

Obowiązek dysponowania odpowiednim budynkiem lub lokalem obejmującym co najmniej chłodnię lub urządzenia chłodnicze zapewniające stosowną temperaturę (maks. 4 stopnie do przechowywania zwłok lub szczątków ludzkich), pomieszczeniem do mycia, ubierania, balsamowania czy konserwacji zwłok przez tych, którzy wykonują działalność w „zakresie domów pogrzebowych” – takie m.in. wymagania spełnić będą musieli przedsiębiorcy z branży funeralnej, aby móc prowadzić swoją działalność. Stanie się tak, gdy w życie wejdzie znowelizowane Prawo Pogrzebowe, o co Polska Izba Branży Pogrzebowej (PIBP) zabiega już od kilku lat. Chce ona, aby działalność w sektorze tym podlegała precyzyjnym regulacjom, co w efekcie przyniesie klientom firm pogrzebowych wymierne korzyści, choćby w postaci znacznie wyższej – niż obecnie – jakości obsługi. Dziś jeszcze bowiem, jak głosi obiegowa opinia, wystarczy tylko dokument tożsamości i oficjalne konto do kontaktów z administracją publiczną, by świadczyć usługi pogrzebowe.

„Pogrzebową firmę może założyć każdy” – taką opinię usłyszeć można często. Wyraża ona dość ogólne pojęcie społeczne o branży funeralnej, co – w połączeniu z własnymi, czasem dość powierzchownymi doświadczeniami – tworzyć może o niej wyobrażenie odległe od stanu rzeczywistego.

Szczegółowe wymagania wobec pogrzebowych przedsiębiorców zapewnią podwyższenie jakości usług w tym sektorze

Należąca do Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) Polska Izba Branży Pogrzebowej (PIBP) od kilku lat zabiega o nowelizację Prawa Pogrzebowego, w którym znajdą się m.in. szczegółowe wymagania, jakie spełnić ma każdy podmiot czy osoba funkcjonujące w sektorze funeralnym.

– Dzisiaj, aby otworzyć firmę pogrzebową, nie trzeba spełniać praktycznie żadnych wymogów – przyznaje Robert Czyżak, prezes PIBP. Przypomina przy tym, że Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP), wraz z należącą do niej Polską Izbą Branży Pogrzebowej, już w roku 2019 przygotowała specjalny raport o sektorze funeralnym, który posłużył do przygotowania projektu nowego Prawa Pogrzebowego.  – Zakładało ono m.in. uregulowanie branży, polegające na obowiązku ubiegania się o swego rodzaju licencję przedsiębiorcy pogrzebowego w branżowym rejestrze, nakładając tym samym sporo wymogów, jakie miałyby wcześniej zostać spełnione przez ubiegający się o to podmiot czy osobę – zaznacza Robert Czyżak.

Obowiązki dotyczące dysponowania m.in. odpowiednią infrastrukturą w znowelizowanym Prawie Pogrzebowym

Ma on przede wszystkim na uwadze obowiązek dysponowania odpowiednim budynkiem lub lokalem obejmującym co najmniej chłodnię lub urządzenia chłodnicze zapewniające stosowną temperaturę (maks. 4 stopnie do przechowywania zwłok lub szczątków ludzkich), pomieszczeniem do mycia, ubierania, balsamowania czy konserwacji zwłok przez tych, którzy wykonują działalność w „zakresie domów pogrzebowych” czy restrykcyjne reguły dotyczące zatrudnienia osób o odpowiednich kwalifikacjach. Dopiero ich spełnienie, a – co za tym idzie – pozytywna akceptacja stosownej komisji – mogła by umożliwić ubiegającemu się podmiotowi czy osobie wpisanie do takiego rejestru. Figurowanie w nim równoznaczne byłoby z uzyskaniem pozwolenia na prowadzenie działalności w sektorze funeralnym.

– Według oceny Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, projekt ustawy spełniał oczekiwania całego sektora funeralnego, któremu zależy cały czas zarówno na pozytywnym postrzeganiu społecznym, jak i na obowiązywaniu w tym sektorze wysokich standardów jakości wszystkich, świadczących usługi pogrzebowe, podmiotów – uważa prezes PIBP. Dlatego też apeluje do rządu, a także parlamentarzystów o jak najszybsze znowelizowanie Prawa Pogrzebowego.

Jakie jeszcze nowe reguły wprowadzi Prawo Pogrzebowe?

Projekt tej nowelizacji zakłada min. także zniesienie obowiązku odprawy konsularnej w przypadku przywozu ciała lub urny z prochami z zagranicy do Polski, określa konkretne zasady, na jakich działać mogłyby krematoria oraz – tym samym ich lokalizację – tak, aby nie budziła ona żadnych kontrowersji.  – Wiemy doskonale, jak wygląda to dzisiaj, kiedy mamy zniesiony obowiązek wykonywania operatu środowiskowego dla nowo powstających spopielarni, co – nawiasem mówiąc – doprowadziło już do „wysypu” wręcz nowych ośrodków kremacyjnych w Polsce. O poszczególnych, które np. przez brak poszanowania norm odległościowych czy środowiskowych, informowały w ostatnim czasie media. Każdy z nich to podmiot pozostający poza naszą Izbą – wskazuje Robert Czyżak.

W nawiązaniu do tego, nowe prawo nakładać by na właścicieli krematoriów mogło obowiązek umieszczania w trumnach ze zwłokami przeznaczonymi do kremacji tzw. niepalnych identyfikatorów określających: nazwę krematorium i przyporządkowany kolejny numer kremacji, tożsamy z jej certyfikatem. – To szalenie ważna kwestia przemawiająca za pełną kontrolą kremowanych zwłok – m.in. ze względów higienicznych oraz identyfikacji urny z prochami w przypadku chociażby jej ekshumacji po latach. Takie identyfikatory stosowane są powszechnie w innych krajach Unii Europejskiej, dając bliskim osób kremowanych pewnego rodzaju poczucie większego bezpieczeństwa – stwierdza prezes PIBP.

Nasze firmy liczą na jak najszybszy powrót do prac nad nowelizacją Prawa Pogrzebowego

Jak dodaje, zrzeszone w kierowanej przez niego Izbie firmy liczą teraz na jak najszybszy powrót do prac nad nowym prawem pogrzebowym. – Nie było ono praktycznie zmieniane od prawie 70 lat i ma się obecnie kompletnie nijak do rzeczywistości – zauważa Robert Czyżak.

Według posiadanych przez PIBP danych, w Polsce jest dziś od 3,5 do 4,5 tysiąca podmiotów, które świadczą usługi pogrzebowe. Wśród nich większość to małe, lokalne i rodzinne firmy, a także jedno osobowe działalności gospodarcze. – Wejście w życie nowych przepisów stałoby się dla wielu z nich swoistym testem na to, czy są w stanie sprostać współczesnym wymaganiom i przestrzegać standardy odpowiadające dzisiejszym realiom – przewiduje prezes PIBP.

Odzyskał zasiłek w sądzie, choć podczas kontroli L4 nie było go w domu – ekspert komentuje wyrok i wyjaśnia

Pan Kamil doznał urazu ramienia w lutym 2023 roku podczas pracy. Zgodnie z zaleceniami lekarza, po opuszczeniu szpitala kontynuował rehabilitację w domu ćwicząc z piłką, taśmą oporową oraz na siłowni zewnętrznej. Jego lekarz wskazał na zwolnieniu, że „chory może chodzić”. Kontrolerzy ZUS nie zastali pana Kamila w domu podczas wizyty 25 maja i zażądali wyjaśnienia jego nieobecności. Niestety, wezwanie nie zostało skutecznie doręczone, a ZUS cofnął zasiłek chorobowy z powodu braku odpowiedzi. Sąd Rejonowy w Toruniu zbadał sprawę pracownika i ostatecznie zmienił decyzję ZUS. „Chory” nie musi zwracać zasiłku chorobowego. Komentarza w tej sprawie udziela ekspert rynku pracy Mikołaj Zając, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej specjalizującej się w problematyce absencji chorobowych.

– Sąd stwierdził, że mężczyzna nie miał możliwości usprawiedliwienia się przed ZUS-em, gdyż nie otrzymał korespondencji. Należy postawić zatem pytanie, jaki tryb doręczenia sąd uznaje za skuteczny. Jeśli okaziciel nie podjął korespondencji, to należałoby uznać ją za skutecznie doręczoną. Druk zwolnienia chorobowego posiada pole „ADRES POBYTU W TRAKCIE TRWANIA ZWOLNIENIA CHOROBOWEGO”. Za treść każdego dokumentu odpowiedzialny jest jego okaziciel. Jeśli okaziciel wskazał niewłaściwy adres, to druk zawiera błąd formalny i nie powinien być honorowany. Zwłaszcza, że druk zwolnienia chorobowego uprawnia do pobierania wynagrodzenia lub zasiłku chorobowego, które, nierzadko, stanowią istotną kwotę. Trudno wyobrazić sobie sytuację, gdyby podobne kwoty były pobierane jako np. kredyty z banków na podstawie błędnie podanych danych i niewłaściwie wypełnionych formularzy. Oddzielną kwestią jest sposób wykorzystywania zwolnienia chorobowego, a wg wymiaru sprawiedliwości pan Kamil właściwie wykorzystywał zwolnienie lekarskie. Jeśli pracownik miał zaleconą przez lekarza rehabilitacji piłką i ruchem oporowym, to zapewne posiada odpowiednie zalecenia lekarskie i może je okazać. W tej sytuacji jest to sprawa dla lekarza orzecznika, który powinien zażądać całej historii choroby pacjenta, diagnostyki, leczenia, a także zaleceń lekarskich. Na podstawie dokumentacji medycznej lekarz orzecznik powinien wydać opinię na temat podjętej ścieżki rehabilitacji i leczenia – czy były prawidłowe. Obawiam się, że sposób leczenia i diagnostyka leżą poza kompetencjami sądów i ogłaszanie wyroku, bez powołania biegłych jest decyzją niemerytoryczną – wyjaśnia Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio.

Mabion rozszerza współpracę z Novavax o prace analityczne dla nowego produktu – szczepionki połączonej przeciw grypie i COVID

  • 26 czerwca 2024 roku Mabion podpisał z Novavax kolejne rozszerzenie zakresu usług Umowy produkcyjnej z października 2021 roku, w postaci SOW#11 (ang. Statement of Work)
  • SOW#11 dotyczy opracowania przez Mabion nowej metody analitycznej opartej o technologię mapowania peptydowego i jej walidację, a następnie testowania tą metodą dostarczonych próbek produktu
  • Aneks dotyczy nowego produktu rozwijanego przez Novavax – szczepionki połączonej przeciw grypie i COVID (ang. COVID-influenza combination, CIC)
  • Współpraca z Novavax, na bazie obowiązującej do końca 2026 roku umowy, jest kontynuowana, a Mabion pozyskał od amerykańskiego partnera kolejne, atrakcyjne marżowo zlecenie na przeprowadzanie badań analitycznych dla nowego produktu
  • Kolejne zlecenie zawarte w ramach współpracy z Novavax jest potwierdzeniem wysokich kompetencji i skuteczności Mabion w zakresie dostarczania jakościowych usług CDMO (ang. Contract Development and Manufacturing Organization)

„Jedenaste zlecenie dodatkowe w postaci podpisanego SOW#11 to przede wszystkim rozszerzenie współpracy z Novavax na nowy obszar, jakim jest badanie kolejnego produktu w postaci szczepionki połączonej przeciw grypie i COVID, która w drugiej połowie tego roku ma wejść do fazy 3a badań klinicznych. Powierzenie nam tego zadania jest oznaką zaufania do naszych kompetencji i gotowości dla świadczenia zaawansowanych usług analitycznych. Warto podkreślić, że współpraca z Novavax jest cały czas kontynuowana i aktualnie oprócz zadań w ramach SOW#11 realizujemy na rzecz naszego amerykańskiego partnera szereg zleceń dodatkowych, obejmujących m.in. usługi analityczne i kontroli jakości dla szczepionki Nuvaxovid, w tym gotowego produktu i substancji czynnej, jak również transport i magazynowanie materiałów, substancji czynnej i produktu gotowego. Skala tych zleceń pod względem przychodów jest naturalnie niższa niż w przypadku samej usługi produkcyjnej, natomiast – co typowe w działalności CDMO – prace analityczne i logistyczne charakteryzują się atrakcyjną marżą. Perspektywy kontynuacji współpracy między naszymi podmiotami oceniamy pozytywnie” komentuje Sławomir Jaros, Członek Zarządu ds. Naukowych i Jakościowych w Mabion S.A.

Mabion w trakcie współpracy z Novavax potwierdził zdolność do szybkiego i skutecznego działania w zakresie wdrażania oraz analityki nowych produktów. Kolejne zlecenie (SOW#11) obejmuje zakres prac związanych z opracowaniem przez Mabion nowej metody analitycznej opartej o technologię mapowania peptydowego i jej walidację, a następnie prowadzenie na zlecenie Novavax regularnego testowania prób z wykorzystaniem opracowanej metody. SOW#11 dotyczy badań związanych z nowym produktem Novavax – szczepionką połączoną przeciw grypie i COVID oraz przewiduje możliwość rozszerzenia badań o nowe warianty produktu. Badania próbek pochodzących z produktów w rozwoju oraz komercyjnych będą prowadzone w standardzie GMP (Dobra Praktyka Wytwarzania, ang. Good Manufacturing Practice).

Pozostałe realizowane obecnie przez Mabion zlecenia dodatkowe obejmują: SOW#2 – analityka w zakresie badań kontroli jakości szczepionki Nuvaxovid, SOW#9 – opracowanie metody i wykonanie analizy mapowania peptydowego dla substancji czynnej (DS) i produktu gotowego (DP) próbek białka rS SARS-CoV-2 oraz SOW#10 – usługi logistyczne, w tym transport i magazynowanie materiałów, substancji czynnych szczepionek oraz produktów gotowych.

Zawarta w październiku 2021 roku umowa z amerykańskim Novavax sprawiła, że Mabion z sukcesem zaczął komercjalizować zbudowane kompetencje i zainicjował transformację we w pełni zintegrowaną firmę biofarmaceutyczną certyfikowaną GLP i GMP wraz z usługami CDMO między innymi w postaci analityki i wytwarzania kontraktowego. Realizacja umowy z Novavax została przedłużona do końca 2026 roku wskutek zawartych we wrześniu 2022 roku aneksów. Z końcem maja br. zakończyła się część gwarantowana w zakresie której Mabion świadczył usługi na bazie umowy produkcyjnej, a kontynuowane są prace w obszarze analityki i logistyki realizowane w ramach zawartych zleceń SOW.

ORLEN Paczka w programie Allegro Delivery

ORLEN Paczka nawiązała strategiczną współpracę z największą w Polsce platformą zakupową w ramach programu Allegro Delivery. Dzięki temu jeszcze więcej kupujących zyskało możliwość wyboru bezpłatnej dostawy ORLEN Paczką, zgodnie z warunkami programu Allegro SMART!

ORLEN Paczka jest dostępna zarówno dla sprzedawców, jak i kupujących w ramach uruchomionego w czerwcu programu Allegro Delivery. Dzięki temu klienci mogą obecnie skorzystać z dwóch metod dostawy i łącznie ponad 18 tys. punktów odbioru. Dodatkowo za sprawą odbiorów kurierskich na terenie całego kraju, użytkownicy nadadzą przesyłki z dostawą w kolejnym dniu.

– W wyniku współpracy ORLEN Paczka i Allegro w ramach programu Allegro Delivery, metody dostawy One by Allegro i ORLEN Paczka będą dostępne w programie SMART!, zarówno do automatów paczkowych jak i punktów odbioru. Po wielu miesiącach intensywnej pracy możemy wreszcie zaprezentować usługę, która oznacza nową i rozpoznawalną na rynku jakość. ORLEN Paczka dołączyła do programu, ponieważ jest wiarygodnym partnerem, z wysokim poziomem świadczonych usług. Dotyczy to każdego aspektu naszej działalności – począwszy od odbiorów kurierskich, przez terminowość i dbałość o przesyłki, aż po obsługę posprzedażową. Rok 2023 zamknęliśmy z rekordowymi wzrostami, dostarczając o 240% więcej przesyłek do automatów paczkowych w porównaniu do 2022. Wolumen wszystkich przesyłek wzrósł o 70%. Zakładamy, że na koniec bieżącego roku wzrosty będą jeszcze większe, dzięki dostępności usługi w dużych e-sklepach oraz strategicznym współpracom – mówi Bartosz Bielak, Członek Zarządu RUCH S.A., operatora logistycznego ORLEN Paczki.

Klienci doceniają jakość usługi ORLEN Paczki. W badaniu satysfakcji NPS usługa uzyskała wysoką notę 85,8 – wynik za okres październik 2023 – marzec 2024 r. Oznacza to, że klienci korzystający z ORLEN Paczki są zadowoleni z jej usługi i poleciliby ją innym. Usługa dynamicznie się rozwija i m.in. dzięki rozbudowanej sieci logistycznej staje się powszechnie dostępna dla klientów. Od kwietnia 2024 r. ORLEN Paczka dostarcza przesyłki również w soboty do całej sieci automatów i punktów odbioru.

ORLEN Paczka posiada obecnie 23 Centra Logistyczne, w tym Centralną Sortownię w Strykowie. W tym roku planowane jest otwarcie kolejnych oddziałów. Już 1 lipca rozpoczną się prace operacyjne w centrum logistycznym w Ełku, które pozwolą na jeszcze sprawniejszą obsługę przesyłek, znacząco skracając drogę, jaką musi przebyć kurier. Dzięki temu możliwe stanie się wydłużenie godzin odbioru paczek z e-sklepów i punktów nadawczych (tzw. godzin granicznych). Sprzedającym pozwoli to z kolei na sprawniejsze przygotowanie przesyłek.

W sieci ORLEN Paczki znajduje się ponad 11 000 punktów odbioru, z czego ponad 5500 stanowią automaty paczkowe

Lekarze oburzeni działaniem sieci handlowych. Wódka promowana hasłami „letnie smaki” i „czas na spotkania z bliskimi”

Sieci handlowe nie przestrzegają zakazu promowania alkoholu. Dyskont sprzedawał wódkę promując ją hasłem „Czas na spotkanie z bliskimi”.

Początek wakacji przyniósł zmasowany atak marketingowy związany z promocją na alkoholowe w dyskontach, supermarketach czy sklepach franczyzowych. W miniony weekend klientom proponowano zakup piwa w zestawach, gdzie im więcej alkoholu się zakupiło tym był on tańszy, ale nie tylko to oburza lekarzy. – Coraz częściej promowany jest alkohol wysokoprocentowy. To już nie tylko piwo i kolorowe drinki, ale także wódka, whisky czy inne alkohole, które dotychczas znajdowały się poza ulotkami promocyjnymi w sieciach handlowych. Sytuacja może wymagać regulacji prawnej, ale my jako lekarze najpierw zwracamy się do sieci handlowych: przestańcie promować alkohol. To jest rozpijanie społeczeństwa – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

Każda okazja jest dobra, by promować alkohol. Sieci handlowe nie znają granic

Lekarze zrzeszenie w Okręgowej Izbie Lekarskiej zauważają, że w ostatnim czasie „okazji” do promowania alkoholu było dużo, a sieci handlowe nie zwracały uwagę na moralny aspekt faktu, że namawianie klientów do większych zakupów alkoholowych jest faktycznym zachęcaniem do zwiększenia spożycia alkoholu.

– Promocja na Euro 2024, promocja na początek wakacji, promocja na Dzień Ojca. Sieci handlowe nie mają granic, a każda okazja wydaje się być dobra, by zaproponować klientom obniżkę ceny na piwo, sprzedaż w pakietach, gdzie im więcej się kupi, tym mniej się płaci. Jesteśmy oburzeni tym, że mimo wyraźnego zakazu promocji napojów alkoholowych sieci ignorują ten zakaz i promują swoją ofertę np. w Internecie. Namawiania klientów do zakupu alkoholu jest niemoralne i nieetyczne – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

Wódka promowana jako „letnie smaki”. Polska sieć handlowa przekracza granice

Na problem powszechnej promocji alkoholu w Polsce od lat zwraca uwagę dr Teresa Zalewska, psychiatra. Jak mówi dr Zalewska takie reklamy utwierdzają społeczeństwo w myśleniu o tym, że alkohol jest stałym elementem zabawy i rozrywki.

– Skoro sklep decyduje się promować piwo, wino czy nawet wódkę, to co może być w tym złego? Zestawia się alkohol ze świętowaniem, z rozrywką, z początkiem wakacji czy z zabawą podczas piłkarskiego kibicowania. Mamy duży społeczny problem z kulturą picia alkoholu, bo nie potrafimy w odpowiednim momencie powiedzieć stop i przestać pić, a tymczasem sieci handlowe wysyłają nam sygnał: im więcej kupisz, tym mniej zapłacisz. Ludzie więc wynoszą całe koszyki piwa z supermarketów – mówi Teresa Zalewska.

Ekspertów szczególnie oburzyła reklama sieci Dino, która promowała wódkę Bocian hasłami „Letnie smaki”, „Dzień ojca”, „Czas na spotkanie z bliskimi”.

– Ta reklama jest po prostu szkodliwa społecznie. To niedopuszczalne, by „Czas na spotkanie z bliskimi” zestawiać z koniecznością kupienia butelki wódki. Takie sformułowania oswajają społeczeństwo z pozytywnym myśleniem o alkoholu, gdy statystyki w Polsce wyraźnie pokazują, że mamy poważny problem społeczny związany z nadużywaniem alkoholu – mówi Sebastian Kolański.

– Problem ze spożywaniem alkoholu mają w dużej mierze mężczyźni. Uzależnienia są przyczyną wielu kryzysów rodzinnych, rozpadów rodzin, promowanie więc wódki na okoliczność Dnia Ojca wydaje się być wysoce niestosowne – mówi Sebastian Kolański.

Jak wynika z danych Narodowego Testu Zdrowia Polaków za rok 2022, alkohol pije 75 proc. dorosłych kobiet i 86 proc. mężczyzn. Do codziennego spożywania alkoholu przyznaje się niespełna 10% społeczeństwa.

Odpowiedzialność społeczna nakazuje lekarzom apelowanie do sieci handlowych o etyczne działanie i zaprzestanie promocji napojów alkoholowych.

Maj 2024: Kredyty nadal w górę, ale tempo wzrostu słabnie

W maju 2024 r., w porównaniu do maja 2023 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej trzech głównych rodzajów produktów kredytowych: kredytów ratalnych o (+58,6%), mieszkaniowych (+36,1%) oraz gotówkowych (+6,2%). Natomiast mniej wydały kart kredytowych (-0,1%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość we wszystkich produktach kredytowych: kredytach mieszkaniowych (+54,1%), gotówkowych (+20,3%), ratalnych (+15,2%) oraz limitach na kartach kredytowych (+11,0%). W okresie styczeń – maj br. w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych (+122,0%), ratalnych o (+87,4%), gotówkowych (12,5%) i wydały więcej kart kredytowych (+0,9%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i udzieliły o (+165,2%) wyższą wartość kredytów mieszkaniowych, o (31,0%) wyższą wartość kredytów ratalnych, o (+25,0%) kredytów gotówkowych oraz o (+10,8%) wyższą wartość limitów na karcie kredytowej.

Utrzymuje się wzrostowy trend sprzedaży kredytów bankowych. W ujęciu liczbowym dodatnią dynamikę odnotowały trzy główne produkty kredytowe, a w wartościowym wszystkie cztery produkty. Nadal pozytywną dynamikę wartości sprzedaży prezentują kredyty ratalne (+15,2%), zwłaszcza do 1 tysiąca złotych. W ujęciu liczbowym wzrost był jeszcze bardziej spektakularny, wyniósł (+58,6%). Ten wysoki wzrost zawdzięczamy głównie niskokwotowym kredytom ratalnym, pochodzącym z przekształcania niespłaconych zobowiązań z okresu bezodsetkowego w ramach zakupów z odroczonym terminem płatności (tzw. BNPL) w kredyty ratalne poprzez zakup tych wierzytelności przez banki.

Równie pozytywnie wypadła dla sektora bankowego aktywność w kredytach gotówkowych. Ich liczba wzrosła w maju tego roku (+6,2%), a wartość akcji kredytowej wzrosła o +20,3% r/r.

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w maju 2024 r. to 2 033 zł i była ona niższa niż w maju rok temu o 27,4%. Natomiast średnia wartość kredytu gotówkowego wyniosła 24 656 zł – to wzrost o 13,3% w stosunku do maja ub. roku.

W maju 2024 roku zauważalna była stabilizacja zainteresowania kartami kredytowymi. W porównaniu z majem poprzedniego roku, liczba wydanych kart praktycznie się nie zmieniła (bardzo niewielki spadek o 0,1%), a wartość udzielonych limitów wzrosła o 11,0%.

Na osobną analizę zasługują kredyty mieszkaniowe. Nadal cieszą się one większym zainteresowaniem niż rok temu, pomimo braku nowego programu wsparcia kredytobiorców. Poprzedni Program odpowiadał za około 60% akcji kredytowej w drugim półroczu 2023 r. Co więc stoi za nadal tak dobrą akcją kredytową, pomimo obaw z początku roku? Istnieje kilka głównych źródeł tego zjawiska.

– W maju 2024 roku banki udzieliły 15,0 tys. kredytów mieszkaniowych na wartość 6,21 mld zł. Wpływ na nadal wysoką sprzedaż w porównaniu z majem zeszłego roku, ma wyższa zdolność kredytowa. Przyczynił się do niej głównie wzrost realny wynagrodzeń (ok. 10%) oraz stabilizacja stóp procentowych na poziomie ok. 1,0 p.p. niższym niż w zeszłym roku. To z kolei bezpośrednio przekłada się na wyższą wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego. W maju br. jego średnia kwota wyniosła 414,4 tys. zł i była o 13,2% wyższa kwota niż przed rokiem – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– W maju br., w relacji do historycznie rekordowego stycznia br., wartość udzielonych hipotek spadła o ok. 4,1 mld zł. Także w maju w porównaniu z kwietniem br. spadła zarówno liczba (o 1,6 tysiąca kredytów), jak i wartość (o 657 mln zł) udzielonych kredytów mieszkaniowych. Od początku roku widzimy spadek akcji kredytowej m/m. Jej nadal dodatnie dynamiki r/r wynikają głównie z niskiej bazy z maja zeszłego roku oraz wzrostu zdolności kredytowej umożliwiającej zaciąganie kredytów na wyższe kwoty. Obecnie rynek czeka na los nowego programu wsparcia. Przy jego braku należy oczekiwać w drugim półroczu ujemnej dynamiki r/r akcji kredytowej. Tak, jak niska baza z pierwszej połowy zeszłego roku wspiera dodatnie dynamiki w pierwszej połowie bieżącego roku, tak wysoka baza (program BK2%) z drugiej połowy zeszłego roku przy braku uruchomienia nowego rządowego programu wsparcia spowoduje ujemną dynamikę. Spadek akcji kredytowej może być jednak częściowo kompensowany przez kredyty mieszkaniowe zaciągane przez osoby, które w wyniku nadal rosnących cen nieruchomości przyspieszą decyzję o kredycie. Spadek wartości akcji kredytowej osłabi dodatkowo rosnąca wartość udzielanych kredytów.

Nadal dobra jakość zaciągniętych kredytów

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w maju 2024 r. wyniósł 1,06%. W ostatnich 12 miesiącach (od maja 2023 r. do maja 2024 r.) jakość portfela polepszyła się, o czym świadczy spadek Indeksu o (-0,26 p.p.).

– Obecny odczyt Indeksu Jakości kredytów mieszkaniowych jest lepszy od tego sprzed miesiąca (spadek o -0,03 p.p.) jak i roku. Szkodowość kredytów złotowych jest na niskim poziomie, a kredyty udzielane już w środowisku wyższych stóp procentowych są także bardzo dobrze spłacane. W tej sytuacji trudno jest merytorycznie uzasadnić celowość przedłużenia od 1 czerwca moratoriów kredytowych. Koszt moratoriów poniosą banki (spadek przychodów), właściciele banków (w tym OFE czy TFI) oraz wszyscy podatnicy (spadek dochodów z podatku dochodowego płaconego przez banki). Dla osób w rzeczywistej sytuacji związanej z możliwym problemem w obsłudze kredytu, właściwym instrumentem pomocy jest Fundusz Wsparcia Kredytobiorców (FWK) zwłaszcza, że dostęp do niego został zliberalizowany – wyjaśnia Waldemar Rogowski.

Bieżący – majowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 1,30% – tylko o 0,24 pkt proc. wyższym niż Indeks Jakości kredytów mieszkaniowych.

Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. majowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 4,09%.

– W porównaniu do maja 2023 r. wartość zarówno Indeksu Jakości kredytów gotówkowych, jak i ratalnych polepszyła się (spadła), odpowiednio o 1,01 pkt proc. i o 0,35 p.p. Dalszej poprawie jakości powinien sprzyjać głównie realny wzrost wynagrodzeń przy stabilnym poziomie stóp procentowych. Natomiast wartość Indeksu Jakości kart kredytowych w maju br. wyniosła 3,35% i jest to oprócz kredytów gotówkowych najwyższa wartość Indeksu ze wszystkich Indeksów produktowych. W ujęciu rocznym wartość Indeksu jednak spadła (poprawiła się) o (-0,75 p.p.) – zauważa główny analityk Grupy BIK.

KPO: szansa dla MŚP, ale nie wszyscy ruszą po pieniądze

KPO to skrót, który już od kilku lat pojawia się na ustach polityków, dziennikarzy i przedsiębiorców. Pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy pochodzą z europejskiego Funduszu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności i mają wzmocnić polską gospodarkę po trudnościach związanych z pandemią koronawirusa i okresem dekoniunktury. Środki z KPO stanowią dużą szansę na „odbicie się” po trudnych latach zwłaszcza przez sektor MŚP. Jego przedstawiciele podchodzą jednak z ostrożnością do tych funduszy i nie wszyscy z nich ruszą po nie wraz z uruchomieniem naboru. Choć deklaruje to ponad 30 proc. mikro, małych i średnich firm, jeszcze wyższy odsetek przedsiębiorstw, bo 40 proc., jest przekonanych, że z tych środków nie skorzysta.

Sektor MŚP to kluczowy element polskiej gospodarki. Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią 99,8 proc wszystkich firm w kraju. Co więcej, od ponad 10 lat widać stały wzrost liczby najmniejszych podmiotów – zatrudniających do 9 pracowników. MŚP stanowią ponad 1/5 przedsiębiorstw w branży usługowej, 30 proc. w handlu, po 14 proc. w budownictwie i transporcie i prawie co 5. firmę w przemyśle. To właśnie mikro, małe i średnie firmy napędzają gospodarkę – odpowiadają za 43,6 proc. wartości krajowego PKB. Jednocześnie, według prowadzonego cyklicznie na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor badania Skaner MŚP[1] jedynie 30 proc. firm przewiduje w najbliższym roku inwestycję w rozwój biznesu, stanowiącą minimum 20 proc. rocznych przychodów. Najrzadziej tego typu plan deklarują mikroprzedsiębiorcy. Zaledwie co 5. jasno wskazuje na plany inwestycyjne, a ponad 1/3 nie jest pewna czy zdecyduje się na ten krok. – Z danych rynkowych można odnieść wrażenie, że mikroprzedsiębiorcy bardziej zajęci są walką o przetrwanie, aniżeli zwiększaniem skali biznesu i inwestowaniem. Wśród firm zatrudniających od 50 do 249 pracowników wydatki na ten cel zapowiada 41 proc., 23 proc. nie wie jeszcze jaką podejmie decyzję, a 36 proc. jasno mówi, że nie ma takich planów – wskazuje Cezary Bachański, przedsiębiorca i ekspert Warsaw Enterprise Institute.

Inwestycje branżowe: Przemysł i budownictwo na czele

Gdy spojrzymy na branże, najczęściej o planowanych inwestycjach mówią przedstawiciele transportu (40 proc.), przemysłu (38 proc.) i budownictwa (34 proc.). Ostrożniej do ewentualnych planów rozwojowych i przedsięwzięć przekraczających 1/5 przychodów podchodzi biznes handlu (ok. 25 proc.) oraz usług (ok. 21 proc.). Skaner MŚP pokazuje, że założenia dotyczące większych inwestycji pokrywają się w znacznej mierze z oczekiwaniami wobec Krajowego Planu Odbudowy. Największą nadzieję na skorzystanie ze środków z KPO wyrażają przedstawiciele budownictwa. Zostanie bezpośrednim beneficjentem programu zakłada wprawdzie tylko 11 proc. MŚP z tej branży, ale już ok. 47 proc. planuje skorzystać z KPO pośrednio, realizując projekty dla głównych odbiorców funduszy. – Lata 2025-2026 będą zdecydowanie dobrymi dla budownictwa. Ze względu na uruchomienie KPO popyt na roboty budowlane wzrośnie. W realizacji lub planowane są m.in. inwestycje w energooszczędne budownictwo mieszkaniowe, modernizacje szpitali czy inwestycje drogowe. Powinien to być zdecydowany bodziec prorozwojowy – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

Jak wynika z badania Skaner MŚP, ze środków z KPO skorzystać zamierza także przemysł. Na dotację lub dofinansowane mogą liczyć inwestycje wspierające robotyzację i cyfryzację w przedsiębiorstwach, m.in.: transformacja w kierunku Przemysłu 4.0, wdrażanie dedykowanych systemów automatyzujących procesy w obszarze bezpieczeństwa cyfrowego czy wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań nakierowanych na transformację cyfrową. O środki zamierza się starać co 4. firma produkcyjna. 13 proc. planuje natomiast skorzystać z programu pośrednio.

Zielona mobilność wyzwaniem dla branży transportowej

Mimo że jeden z komponentów KPO związany jest z transportem, a konkretnie zieloną, inteligentną mobilnością, 41 proc. firm z tego sektora nie planuje korzystać z tych środków, a ponad 1/4 nie jest tego pewna. O pośrednie wsparcie planuje aplikować prawie 25 proc. przedsiębiorstw transportowych, a o bezpośrednie dofinansowanie tylko ok. 9 proc. – Duża część środków przeznaczonych na projekty transportowe dedykowana jest wsparciu nisko i zeroemisyjnego transportu zbiorowego, kolejnictwa czy transportu intermodalnego. Przewoźnicy drogowi, głównie mikro i mali przedsiębiorcy, którzy stanowią gros polskiej branży transportowej nie są główną grupą odbiorców tego programu – wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski.

Na środki z KPO z umiarkowanym optymizmem liczą też usługodawcy. Wśród projektów znaleźć można wiele przeznaczonych dla tego sektora, m.in. trwający do połowy czerwca nabór na inwestycje w dywersyfikację działalności sektora HoReCa, jednak 41 proc.[2] firm usługowych twierdzi, że nie przewiduje korzystać z dofinansowań czy dotacji w ramach unijnego programu odbudowy.

Status quo w zatrudnieniu

Jednym z nadrzędnych celów Krajowego Planu Odbudowy jest wzmocnienie polskiej gospodarki i zwiększenie jej odporności na kryzysy. Efektem takich działań powinno być m.in. wyposażenie pracowników w nowoczesne kompetencje i wzmocnienie rynku pracy. Jak pokazuje raport z badania Skaner MŚP, połowa przedsiębiorstw (51 proc.) nie zamierza inwestować w zwiększenie liczby pracowników. Prawie co 10. przedsiębiorstwo przewiduje raczej redukcję zatrudnienia. Najczęściej pozostawienie status quo deklarują mikrofirmy (64 proc.), przy zaledwie 11 proc. planujących zwiększenie liczby pracowników. Małe przedsiębiorstwa są najbardziej niepewne nadchodzącej przyszłości i co 5. nie wie, jak będą wyglądały ich ruchy na rynku pracy w najbliższym roku.

Średnie firmy natomiast wykazują w tej kwestii największy optymizm. Co 3. z nich zakłada wzrost zatrudnienia. Skaner pokazuje jednak, że podobnie jak w przypadku inwestycji, plany powiększenia zespołu idą w parze z nadzieją na środki z KPO. – Na nowych pracowników czekają przede wszystkim w budownictwie (32 proc.) i przemyśle (33 proc.). Budownictwo jest jednak branżą, w której niedobór pracowników występuje od długiego czasu. Dopiero poważny kryzys mógłby spowodować zmianę tego stanu rzeczy. Redukcję najczęściej przewiduje natomiast branża transportowa (21 proc.). Polskie firmy z tego sektora tracą udział w europejskim przewozie towarów, co ma związek z wieloma czynnikami zewnętrznymi, np. Pakietem Mobilności. Oliwy do ognia dolewa stagnacja gospodarcza czołowych gospodarek Unii Europejskiej. Dlatego transportowcy od tygodni głośno mówią o poważnym kryzysie i konieczności rządowego wsparcia tego znaczącego w polskiej gospodarce sektora. W efekcie kryzysu część z nich zakłada zwolnienia – komentuje wyniki badania Cezary Bachański, przedsiębiorca i ekspert Warsaw Enterprise Institute.

– Choć tylko co trzecie MŚP planuje bezpośrednie i pośrednie korzystanie ze środków KPO, potencjalne korzyści z programu mogą być szeroko odczuwalne w całej polskiej gospodarce. W najbliższych latach Polska wyda w ramach KPO blisko 270 mld zł. Niecała połowa tej kwoty przeznaczona jest na cele klimatyczne, a ponad 21 proc. na transformację cyfrową. Oznacza to wzrost inwestycji w kluczowe sektory i stwarza szansę na poprawę infrastruktury, modernizację przedsiębiorstw oraz rozwój innowacji. Nawet te firmy, które nie sięgną bezpośrednio po dotacje, mogą czerpać korzyści z poprawy otoczenia biznesowego i wzrostu gospodarczego napędzanego przez KPO. Ostatecznie, mimo ostrożnego podejścia wielu przedsiębiorców, inwestycje z KPO mają szansę stać się katalizatorem pozytywnych zmian, przynosząc korzyści zarówno bezpośrednim beneficjentom, jak i całej gospodarce – podsumowuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

Przedsiębiorcy potrzebują poprawy ogólnej kondycji finansowej prowadzonych przez siebie biznesów, która jak wynika z danych o zadłużeniu pozakredytowym i kredytowym zbieranych przez BIG InoMonitor i BIK nie wygląda najlepiej. Środki z KPO w całym swym zastosowaniu mogą wpłynąć na polepszenie i w tym obszarze. Obecnie przedsiębiorcy z różnych sektorów i branż uzbierali ponad 44 mld zł długów, ma je blisko 320 tys. firm.

Badanie „Skaner MSP” realizowane wśród mikro, małych i średnich firm, przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, kwiecień 2024.

https://www.parp.gov.pl/storage/publications/pdf/Raport-o-stanie-sektora-maych-i-rednich-przedsibiorstw_13_10_2022.pdf

[1] W badaniu Skaner MŚP Q2 41,2 proc. przedsiębiorców z branży usługowej zadeklarowało, że nie planuje korzystać ze środków z KPO, a kolejne 26,5 proc. zaznaczyło odpowiedź “nie wiem, trudno powiedzieć”

[2] RAPORT Z BADANIA SKANER MŚP Q2 przygotowany przez Instytut Keralla Research na zlecenie BIG InfoMonitor

Ceny w sklepach. Liczba taniejących grup towarów maleje. Tendencja spadkowa wyraźnie się odwraca

W ubiegłym miesiącu wśród 17 monitorowanych kategorii w sklepach 12 wykazało jednocyfrowy wzrost cen rdr. Jedna grupa produktów zaliczyła dwucyfrową podwyżkę. Dokładnie słodycze i desery były droższe o 12,9% niż rok wcześniej. Poza nimi najmocniej skoczyły ceny chemii gospodarczej – o 9,7% rdr. Podium zamknęły napoje bezalkoholowe, które podrożały o 6,3% rdr. Natomiast cztery kategorie potaniały. W ujęciu rocznym zmalały ceny art. tłuszczowych – o 10%, karm dla zwierząt – o 8,1%, produktów sypkich – o 3,6%, a także warzyw – o 3,3%. Zdaniem ekspertów, codzienne zakupy ogólnie nadal będą drożeć. Zapowiada się też wzrost cen pewnych kategorii, które do tej pory taniały, w tym art. tłuszczowych, art. sypkich oraz warzyw.

Jak wynika z raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, w ubiegłym miesiącu ceny 12 spośród 17 analizowanych kategorii produktów wzrosły jednocyfrowo rdr. W kwietniu było takich segmentów na rynku 10, a w marcu – 8. Do tego ostatnio 1 grupa towarów zdrożała dwucyfrowo. W kwietniu dotyczyło to 2 kategorii, a w marcu – 1. Ogółem ceny w sklepach w maju br. zwiększyły się rdr. średnio o 2,9%, po wzroście o 2,4% rdr. w kwietniu. Dr Joanna Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito wskazuje, że liczba kategorii, które zanotowały spadek cen, maleje z miesiąca na miesiąc. To może sugerować, że presja inflacyjna znowu wpływa na większość grup produktów.

– Nie można dusić cen i inwestować we wzrost sprzedaży i produkcji w nieskończoność. W końcu staje się to nieopłacalne, tym bardziej że wiosna oznacza atrakcyjną podaż na rynki lokalne, których koszty operacyjne dla firm są niższe. Podobnie spadają koszty produkcji – mówi dr Andrzej Maria Faliński ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

W maju na pierwszej pozycji w rankingu drożyzny znalazły się słodycze i desery ze średnim wzrostem o 12,9% w ujęciu rocznym. Kolejny miesiąc z rzędu trzymają się w ścisłej czołówce. W kwietniu zajmowały drugą lokatę. Wówczas ich ceny były wyższe o 10,6% niż rok wcześniej, a w marcu – o 9,6%. Wzrost wciąż jest dwucyfrowy, co pokazuje, że szansa na zmianę trendu nieprędko się pojawi.

– Ta kategoria odczuwa skutki mocnego wzrostu cen kakao – ze standardowych 2-3 tys. dolarów za tonę do ponad 10 tys. dolarów. Niedawno wprawdzie nastąpiła obniżka i tona kakao kosztuje już ok. 7-8 tys. dolarów. Jednak to nadal dużo więcej niż wcześniej. Moim zdaniem, cena utrzyma się na podwyższonym poziomie, zatem produkty zawierające czekoladę i kakao będą drożały – komentuje Marcin Luziński z Santander Bank Polska.

Na drugim miejscu w zestawieniu znalazła się tym razem chemia gospodarcza ze średnią podwyżką rdr. na poziomie 9,7%. W kwietniu wzrost rdr. wyniósł 7,7%, a w marcu – 9,7%. Przed miesiącem ta kategoria zajmowała czwartą pozycję w rankingu drożyzny i widać, że w jej przypadku dynamika wzrostu cen znowu zaczyna się zwiększać.

– Problem jest drożyzna na rynkach importowych dla półproduktów i surowców. U podstaw leżą sankcje i spowolnienia we współpracy z Rosją, Białorusią, Ukrainą i Chinami. Poza tym powstały utrudnienia na szlakach żeglugowych z Azji do Europy. Do tego skumulowały się wysokie w ujęciu rocznym ceny paliw – dodaje dr Faliński.

Trzecią lokatę, jeśli chodzi o najmocniej drożejące kategorie w maju, zajęły napoje bezalkoholowe ze wzrostem cen rdr. na poziomie 6,3%. W kwietniu odnotowały podwyżkę rdr. o 8,1%, a w marcu – o 9,1%. –  Takie wyniki to efekt wzrostu kosztów produkcji, wahań popytu, spadku podaży owoców, a także zmian w przepisach, które podniosły opłaty za opakowania z tworzyw sztucznych. Zgodnie z rozporządzeniem UE, przedsiębiorca, który je stosuje, musi pokryć koszty utylizacji. Przerzuca je więc na odbiorcę końcowego – informuje dr hab. Sławomir Jankiewicz z Uniwersytetu WSB Merito, prof. UWSB Merito.

Na czwartym miejscu najmocniej drożejących kategorii znalazły się dodatki spożywcze, czyli ketchupy, majonezy, musztardy i przyprawy. W ich wypadku średni wzrost cen to 5,9% rdr. W kwietniu podwyżka rdr. wyniosła 11,7%, a w marcu – 15,4%. Zestawienie TOP5 zamyka pieczywo, które podrożało średnio o 4,9% rdr. W kwietniu odnotowało wzrost rdr. o 1,4%, a w marcu – o 3,9%.

– Pieczywo drożeje mimo silnych obniżek cen zbóż i mąki. Wynika to z relatywnie niskiego udziału surowców w kosztach firm. Ale wzrosty nie są tak silne jak jeszcze kilkanaście miesięcy wcześniej. Widzimy ryzyko powrotu rocznej dynamiki cen zbóż do dodatniego poziomu w drugim półroczu z uwagi na pogarszające się perspektywy światowej produkcji – mówi dr Mariusz Dziwulski z PKO BP.

Z kolei Marcin Luziński z Santander Bank Polska zauważa, że w ostatnim czasie mocno wzrosły globalne obawy o zbiory zbóż w tym roku ze względu na niesprzyjające warunki pogodowe w Europie i Północnej Ameryce. Wojenne uszkodzenia infrastruktury portowej na Morzu Czarnym też dołożyły się do wzrostu cen zbóż. Jeśli te problemy będą się utrzymywać, to pieczywo może dalej drożeć.

– Ceny dodatków spożywczych podskoczyły przez efekty rosyjskiej agresji na Ukrainę, która jest dużym producentem wielu surowców wykorzystywanych do ich produkcji, jak choćby pomidorów czy gorczycy. Produkty grillowe bardzo często były teraz oferowane w promocjach. Spadek dynamiki wzrostu cen jest zapewne pochodną tego ruchu – dodaje Marcin Luziński.

Wśród drożejących kategorii są również artykuły dla dzieci ze średnim wzrostem rdr. na poziomie 4,2%. Na plusie znalazły się także środki higieny osobistej z wynikiem 3,1% rdr. Z kolei używki zdrożały w ujęciu rocznym średnio o 2,6%. Ceny owoców poszły w górę o 2,2% rdr. Natomiast nabiał podrożał o 1% rdr.

– W poprzednich miesiącach ceny nabiału notowały niewielkie spadki. Wahania w tej kategorii mogą być związane z cenami produktów rolnych i pasz, a także z kosztami utrzymania bydła. Dodatkowo istotna w tej kategorii jest stawka VAT na produkty spożywcze, która ulega odmrożeniu i może przekładać się na niewielkie wzrosty – analizuje dr Justyna Rybacka z Uniwersytetu WSB Merito.

W majowym raporcie na minusie znalazły się 4 kategorie. Przed miesiącem było ich 5. Najmocniej staniały art. tłuszczowe – o 10% rdr. W kwietniu zanotowały spadek rdr. o 10,4%, a w marcu – o 22,1% rdr. Choć kolejny miesiąc z rzędu ta kategoria tanieje, to dynamika obniżania cen jest coraz mniejsza.

– To efekt obfitych zbiorów rzepaku i słonecznika w 2023 roku w Polsce. Zwiększyły one podaż surowców. Część trafiła też do Polski z Ukrainy, co dodatkowo obniżyło ceny. Widać wyczerpywanie się zapasów z zeszłego roku. W połączeniu z potencjalnym spadkiem tegorocznych zbiorów z powodu przymrozków, może to doprowadzić do wzrostu cen – ostrzega dr Joanna Wieprow.

W ujęciu rocznym spadły też ceny karm dla zwierząt, które w maju br. były tańsze średnio o 8,1% niż rok wcześniej. W kwietniu odnotowały spadek rdr. o 2,1%, a w marcu – o 1,5%. Dynamika obniżek rośnie, a jeszcze w zeszłym roku ta kategoria była w czołówce najmocniej drożejących z dwucyfrowymi podwyżkami.

– Ceny surowców wykorzystywanych do produkcji żywności dla zwierząt, w tym zboża i mięsa paszowego, w ostatnich miesiącach nieco się ustabilizowały. Ponadto zwiększona podaż karm dla pupili, zarówno z produkcji krajowej, jak i importu mogła wpłynąć na ich ceny. Jednocześnie produkty te nadal są oferowane w wysokich cenach – tłumaczy dr Wieprow.

Ponadto spadek odnotowały produkty sypkie – o 3,6% rdr. W kwietniu potaniały bardziej, bo o 7,5% rdr. W marcu też miały większą obniżkę niż ostatnio – o 6,6% rdr. – Wpływ na spadki cen produktów w sklepach detalicznych miały przede wszystkim malejące ceny zbóż. Są one przecież podstawowym surowcem do produkcji mąki, kaszy jęczmiennej czy makaronu. Obniżki były możliwe dzięki importowi z Rosji, Białorusi i Ukrainy. Po jego zahamowaniu ceny wzrosną – wyjaśnia dr hab. Sławomir Jankiewicz.

Potaniały też warzywa, których ceny obniżyły się średnio o 3,3% rdr. W kwietniu spadek rdr. był na poziomie 8,3%, a w marcu – 3,1%. – Obecnie możemy cieszyć się lokalnymi warzywami, co przekłada się na ich ceny. Jednocześnie znacząco wpływa na nie pogoda. W sposób szczególny niesprzyjające są anomalie pogodowe, co może odwrócić malejący trend – podsumowuje dr Rybacka.

Galerie i centra handlowe w końcu na plusie. Ruch zwiększył się r/r o ponad 9 proc. Do tego r/r przybyło przeszło 17 proc. klientów

Dane firmy technologicznej Proxi.cloud z pierwszych pięciu miesięcy br. pokazują, że ruch w centrach i galeriach handlowych zwiększył się w całym kraju o 9,5% rdr. Wzrosty widać aż w 13 województwach, a spadki – tylko w 3. Największy skok zanotowało łódzkie. Miejsce drugie ma mazowieckie, a trzecie – świętokrzyskie. Z kolei najbardziej straciło warmińsko-mazurskie, a za nim – podkarpackie i zachodniopomorskie. Ponadto raport wykazał, że od początku stycznia do końca maja br. liczba unikalnych klientów ww. obiektów wzrosła o 17,3% rdr. Na plusie jest 11 województw, a na minusie – 5. Tu najlepsze wyniki widać kolejno w woj. dolnośląskim, lubuskim i śląskim, a najgorsze – w podkarpackim, warmińsko-mazurskim i podlaskim.

Jak wynika z cyklicznie publikowanego raportu firmy technologicznej Proxi.cloud, w pierwszych pięciu miesiącach br. footfall (ruch) w centrach i galeriach handlowych wzrósł o 9,5% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Zdaniem Mateusza Nowaka, jednego ze współautorów badania z Proxi.cloud, spadek wskaźnika inflacji przyczynił się do wzrostu liczby wizyt w takich placówkach. Polacy, mając dodatkowy dochód rozporządzalny, byli o wiele bardziej skłonni odwiedzać tego typu miejsca w celach konsumpcyjnych.

– Ewidentnie ostatnie miesiące były korzystne dla galerii i centrów handlowych. Wzrost ruchu zapewne ma podłoże wieloczynnikowe, ale można założyć, że relatywnie niska inflacja poprawiła nastroje polskich konsumentów. Jednak automatycznie nie oznacza to, że robili oni więcej zakupów – komentuje dr Nikodem Sarna, drugi ze współautorów badania z Proxi.cloud.

W analizowanym okresie footfall w centrach i galeriach handlowych wzrósł w trzynastu województwach, a spadł w trzech. Na największym plusie jest woj. łódzkie (13,6%). Za nim plasuje się mazowieckie (12%), a także świętokrzyskie (11,1%). Z kolei na minusie znalazły się takie województwa, jak warmińsko-mazurskie (-7,3%), podkarpackie (-5,2%) i zachodniopomorskie (-3,9%). Dr Nikodem Sarna podkreśla, że zrozumienie przyczyn tych różnic wymaga dodatkowej, pogłębionej analizy lokalnych rynków, w tym m.in. prowadzonych inwestycji i remontów w każdym ww. województwie.

– Patrząc na wyniki, nie jest zaskoczeniem, że mazowieckie jest jednym z liderów wzrostów, głównie ze względu na Warszawę i bogactwo całego jej regionu. Z kolei spadki zanotowały województwa, które często wypadają dość słabo w rankingach ekonomicznych – dodaje Mateusz Nowak.

Raport wykazał również, że w pierwszych pięciu miesiącach br. liczba unique shoppers (unikalnych klientów) w centrach i galeriach handlowych wzrosła o 17,3% rdr. Dr Nikodem Sarna zastrzega, że ten wynik nie świadczy jeszcze o poprawie kondycji finansowej galerii i centrów handlowych. To mogą zweryfikować tylko zarządcy badanych obiektów, przestawiając twarde dane finansowe.

– Moim zdaniem, ww. wzrost powinien być pozytywnie postrzegany przez samych przedstawicieli galerii i centrów handlowych. Na pewno dużą rolę, tak jak w przypadku statystyki ruchu, odgrywał niski wskaźnik inflacji w ostatnich miesiącach. Większa stabilność cen, zwłaszcza w porównaniu z zeszłorocznymi, skłaniała Polaków do śmielszej konsumpcji produktów i usług, a to przełożyło się na tak duży wzrost liczby unique shoppers – przekonuje Mateusz Nowak.

Od początku stycznia do końca maja br. liczba unikalnych klientów wzrosła rdr. w jedenastu województwach, a spadła w pięciu. Najbardziej zyskało dolnośląskie (11,4%). Na podium widać też lubuskie (5,4%), jak również śląskie (4,3%). Z kolei największe spadki dotyczą podkarpackiego (-5,38%), warmińsko-mazurskiego (-3,3%), a także podlaskiego (-3,1%). – Przyczyny tych różnic upatruję w zamożności przeciętnego mieszkańca danego województwa i w kondycji finansowej każdego regionu. Oczywiście ta hipoteza wymaga weryfikacji w ramach pogłębionej analizy – zaznacza Mateusz Nowak.

Według raportu, w pierwszych pięciu miesiącach br. zmniejszyła się częstotliwość zakupów w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Ostatnio średnia liczba wizyt w galeriach i centrach handlowych przypadająca na jednego konsumenta wyniosła 12,4, a poprzednio – 13,2.

– Wynika to z faktu, że liczba klientów urosła bardziej niż ilość wizyt. Zatem w ww. okresie br. przeciętny konsument mógł spędzić w galeriach i centrach handlowych trochę mniej czasu niż rok wcześniej. Możliwe jest też to, że nowi klienci zaniżyli statystykę odwiedzin. W celu ustalenia przyczyny należałoby sprawdzić, czy spadki dotyczą całej populacji, czy to nowi klienci z jakichś względów spędzają w tych placówkach mniej czasu niż reszta odwiedzających – wyjaśnia dr Nikodem Sarna.

Z raportu można też wyczytać, że w relacji rocznej skróceniu uległ przeciętny czas trwania wizyty (od stycznia do maja br. – 47:18, rok wcześniej – 48:16). Zmniejszył się również średni łączny czas odwiedzin (ostatnio – 9:44, poprzednio – 10:26). – W mojej opinii, skrócenie średniego czasu trwania pojedynczej wizyty raczej nie jest jakkolwiek odczuwalne ani dla klientów, ani dla placówek handlowych. Względna stałość tej wartości jest świadectwem niezmienności w nawykach zakupowych Polaków – zapewnia Mateusz Nowak.

Jak stwierdza dr Nikodem Sarna, o ile nie nastąpi żadne tąpnięcie na rynku, na przykład w postaci drastycznego skoku cen, można spodziewać się dalszych wzrostów w zakresie ruchu i liczbie unikalnych klientów. Ewentualnie powinna być widoczna względna stabilizacja. Wprawdzie sektor e-commerce rozwija się prężnie, ale nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie Polacy zrezygnowali z zakupów stacjonarnych, szczególnie że zamówienia złożone online mogą odbierać również w galeriach i centrach handlowych.

– Kluczowy wpływ na dalsze kształtowanie się ruchu oraz liczby unique shoppers w centrach handlowych będzie miała sytuacja ekonomiczna naszego kraju. Przede wszystkim będzie się liczył wskaźnik inflacji. Pod tym względem początek br. był dla Polaków zdecydowanie lepszy niż analogiczny okres ub.r. Jeżeli druga połowa roku również będzie charakteryzować się znacznie niższym wskaźnikiem inflacji od roku poprzedniego, to spodziewałbym się dalszych wzrostów. Jednak, według wielu ekonomistów, inflacja pójdzie w górę, ale nie na tyle, żeby zagrozić wzrostowi w tym sektorze – podsumowuje Mateusz Nowak z firmy technologicznej Proxi.cloud.

***

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę technologiczną Proxi.cloud w oparciu o dane z pierwszych 5 miesięcy 2024 roku z odniesieniem do analogicznego okresu w poprzednim roku, z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych. Analiza obejmuje zachowania konsumentów odwiedzających galerie i centra handlowe.

Wielkość próby wyniosła ponad 2 769 320 unikalnych konsumentów. Wejście badanej osoby w geofence było zarejestrowane jako wizyta klienta w danej galerii lub centrum handlowym, gdy wizyta trwała co najmniej 5 minut i nie więcej niż 6 godzin. Finalnie zbadano ruch w ponad 712 placówkach, których lokalizacje zostały pozyskane ze stron internetowych sieci handlowych oraz z Google Maps.

Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych. Rozwiązanie pozwala zbierać dane pasywnie oraz cechuje się dużą dokładnością lokalizowania użytkownika (dokładność od 2 do 20 metrów zależna jest od metody ustalania pozycji przez urządzenie mobilne). Technologia ta zapewnia pełną kontrolę nad dokładnością lokalizacji, a promień każdego geofencingu dostosowany jest do wielkości poszczególnych budynków. Ponadto, znany jest również czas przebywania użytkowników w danej lokalizacji, co stanowi dodatkowy poziom ochrony przed zliczaniem okolicznego ruchu pieszego czy ruchu pracowników badanych punktów.

Branża cyfrowa przedstawia rekomendacje do cyfrowej agendy polskiej prezydencji w Radzie UE

Cyberbezpieczeństwo, rozwój usług chmurowych, kompetencje cyfrowe i wdrażanie technologii sztucznej inteligencji powinny między innymi stanowić podstawę unijnej cyfrowej agendy podczas polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej – uważa Związek Cyfrowa Polska. Organizacja przesłała do przedstawicieli rządu rekomendacje w tej sprawie.

Półroczna prezydencja Polski w Radzie Unii Europejskiej rozpocznie się 1 stycznia 2025 roku. To okres, w którym Polska będzie miała szansę nieco mocniej wpływać na kierunki rozwoju Unii Europejskiej. –Prezydencja stanowi okazję do kształtowania narracji całej Wspólnoty. Zakres tego wpływu jest oczywiście ograniczony, ale nie oznacza to, że nie powinniśmy się do tej roli ściśle przygotować – mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Dlatego organizacja włączyła się w proces przygotowania agendy cyfrowej realizowanej podczas polskiej prezydencji. – Uważamy, że polityka cyfrowa Unii Europejskiej powinna być nie tylko nowoczesna i innowacyjna, ale również w pełni odpowiadająca na potrzeby obywateli i przedsiębiorstw w całej Europie – podkreśla Michał Kanownik.

Rekomendacje ekspertów Cyfrowej Polski dotyczą łącznie siedmiu dziedzin gospodarki cyfrowej. To sztuczna inteligencja, usługi chmurowe, cyberbezpieczeństwo, identyfikacja elektroniczna i usługi zaufania, łączność gigabitowa, kompetencje cyfrowe oraz finansowanie polityki cyfrowej.

Technologie napędzające rozwój: sztuczna inteligencja i chmura

W opinii branżowych ekspertów, polska prezydencja przede wszystkim powinna położyć główny nacisk na kwestie związane z rozwojem sztucznej inteligencji.  To podstawa „do pobudzenia wzrostu gospodarczego poprzez zwiększenie produktywności, która znajduje się w Europie w fazie spowolnienia lub stagnacji” – czytamy w dokumencie z rekomendacjami przesłanym do Ministerstwa Cyfryzacji.

Dlatego specjaliści Cyfrowej Polski proponują wdrożenie aż dziesięcioetapowego pakietu działań. Miałyby się w nim znaleźć takie punkty jak inwestycja w talenty (około 42% firm wymienia dostęp do talentów jako główną barierę we wdrażaniu sztucznej inteligencji), wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw w dostępie do technologii AI, inwestycje w sztuczną inteligencję na polu usług publicznych, a także ustanowienie krajowych chmur badawczych jako zasobu wspierającego badania akademickie, lokalne startupy i przypadki użycia w sektorze publicznym.

W opinii autorów rekomendacji, jednym z kluczowych elementów nowej polityki cyfrowej w Unii Europejskiej powinna być także infrastruktura i usługi chmurowe. Organizacja postuluje wdrożenie polityki „Cloud First”, w której chmura ma być odpowiedzią na zapotrzebowanie dużych firm oraz administracji publicznej na wydajne, a przede wszystkim bezpieczne systemy, opierające się próbom cyberataków.

Eksperci Związku Cyfrowa Polska w dużej mierze apelują o pozostawienie istniejących przepisów. „Rynek związany z wykorzystaniem chmury w sektorze telekomunikacyjnym nie wymaga dodatkowych regulacji ponad obowiązujące przepisy UE” – czytamy w stanowisku ekspertów. Ich zdaniem nałożenie znaczących obciążeń regulacyjnych może ograniczyć innowacyjność na rynku chmury.

Bezpieczeństwo cyfrowe priorytetem dla Europy

Kluczowym elementem polityki cyfrowej UE musi być także cyberbezpieczeństwo – wskazują eksperci Cyfrowej Polski. Przypominają, że liczba zagrożeń i incydentów wzrosła dramatycznie w ostatnich latach. Kolejne podmioty starają się uzyskiwać dostęp do systemów, wykradać wrażliwe dane i naruszać bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej. Stąd priorytetem w ramach polskiej prezydencji w Radzie UE powinno być ulepszenie mechanizmów obejmujących sektor prywatny. Eksperci zauważają również, że istnieje potrzeba głębszego inwestowania we współpracę z krajami o podobnych poglądach w celu wspierania bezpieczeństwa i odporności.

Apelujemy także o zwiększenie współpracy z podmiotami ze świata biznesu. Takie podejście pomoże stworzyć ramy certyfikacji cyberbezpieczeństwa dostosowane do potrzeb społeczności biznesowej, realizując wspólne ambicje zwiększonego bezpieczeństwa produktów, usług i systemów cyfrowych –  podkreśla Michał Kanownik.

I dodaje, że pokrewnym tematem są usługi zaufania i identyfikacji elektronicznej. Czyli, między innymi, tak zwany Europejski Portfel Tożsamości Cyfrowej. To rozwiązanie, które docelowo ma zapewnić jednolity, wysoki poziom wiarygodności i bezpieczeństwa w całej Unii. Użytkownicy będą mogli bezpiecznie przechowywać i udostępniać swoje dane identyfikacyjne oraz elektroniczne poświadczenia atrybutów, co ułatwi korzystanie z różnorodnych usług online. – To znaczący krok w kierunku cyfryzacji i ujednolicenia usług w całej Unii i Polska powinna skorzystać ze swojego głosu, aby doprowadzić do realizacji projektu – przekonuje prezes Związku Cyfrowa Polska.

Kompetencje cyfrowe niezbędne do jakichkolwiek zmian

W dokumencie z rekomendacjami znalazły się także postulaty dotyczące rozwoju łączności gigabitowej i planach rozwoju satelitarnej łączności szerokopasmowej LEO. To technologie pomocne do zapewnienia pełnego pokrycia gospodarstw domowych w Unii stałym i szybkim łączem szerokopasmowym. One także – w opinii branżowych ekspertów – powinny być elementem prac w ramach polskiej prezydencji w Radzie UE.

Związek Cyfrowa Polska zwraca również uwagę na kompetencje cyfrowe. Mają one „zasadnicze znaczenie we współczesnym społeczeństwie i są kluczowe dla pełnego udziału w nowoczesnym życiu społecznym, gospodarczym i kulturalnym” – zauważają eksperci.

Dlatego szczególną uwagę należy poświęcić rozwijaniu i doskonaleniu kompetencji cyfrowych obywateli. Co obejmuje wprowadzenie edukacji cyfrowej od najmłodszych lat, wsparcie dla nauczycieli i edukatorów, a także szkolenia dla pracowników różnych sektorów gospodarki.

Wszystkie rekomendacje zostały przesłane do Ministerstwa Cyfryzacji.

Metale szlachetne w przedłużonej fazie konsolidacji

  • Metale szlachetne przechodzą dłuższy okres konsolidacji, co daje traderom i inwestorom czas na dostosowanie się do wyższych poziomów cen.
  • Chiny, które od 2022 roku stymulowały rynek złota, tymczasowo się wycofały, odcinając stałe źródło popytu.
  • Wczesne wejście na rynek przy niższych poziomach cen funduszy hedgingowych tłumaczy, dlaczego złoto zanotowało mniejszą korektę niż srebro.
  • „Rok metalu” trwa – inwestorzy czekają na wieści co do liczby i terminu nadchodzących obniżek stóp procentowych.

Sektor metali szlachetnych przechodzi dłuższy okres konsolidacji. Po silnych wzrostach na początku roku, traderzy i inwestorzy mogą teraz złapać oddech i dostosować się do nowych, wyższych poziomów cenowych. Polscy inwestorzy korzystający z platformy Saxo w obecnym kwartale wykazują ostrożność w działaniach związanych z tą klasą aktywów.

Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców Saxo przedstawia swoją analizę dotyczącą rynku metali szlachetnych.

Po dwóch nieudanych próbach ustanowienia wsparcia powyżej 2400 USD, złoto od początku kwietnia zamyka większość dni w przedziale od 2280 do 2380 USD. Najgorszy moment w tym okresie nastąpił, gdy dane pokazały, że Ludowy Bank Chin, po 18 miesiącach nieustannych zakupów, w maju zakręcił kurek z pieniędzmi.

Chiny, które były głównym motorem wzrostów cen złota od 2022 roku, nie powiedziały jeszcze najprawdopodobniej ostatniego słowa, a przerwa jest spowodowana głównie niechęcią do płacenia rekordowych cen. Również, ostatnie zainteresowanie prywatnymi zakupami złota przez Chińczyków, będące kolejnym istotnym czynnikiem napędzającym popyt na fizyczną postać złota, prawdopodobnie rzuciło na nich światło reflektorów, którego zazwyczaj unikają. Ogólnie rzecz biorąc, złoto nadal jest w fazie konsolidacji, a najnowsze wiadomości prawdopodobnie przedłużą ten etap. Niemniej jednak, długoterminowe optymistyczne perspektywy nie uległy zmianie. A opieramy je m.in. na poniższych czynnikach:

  • Ryzyka i wydarzenia geopolityczne nadal odgrywają znaczącą rolę na rynku złota, natomiast do tej pory ich wpływ na ceny miał głównie krótkotrwały charakter.
  • Silny popyt detaliczny w Chinach, wynikający z chęci lokowania pieniędzy w sektorze postrzeganym jako stosunkowo odporny na problemy gospodarcze i kryzys na rynku nieruchomości.
  • Ciągły popyt ze strony banków centralnych w obliczu niepewności geopolitycznej i de-dolaryzacji, a także zdolność złota do oferowania poziomu bezpieczeństwa i stabilności, jakiego inne aktywa mogą nie zapewniać. Przerwa w zakupach Chin jest postrzegana jako tymczasowa.
  • Rosnące wskaźniki długu w stosunku do poziomu PKB w wielu krajach, zwłaszcza w USA, budzą obawy co do stabilności zadłużenia. Innymi słowy, rosnąca rentowność obligacji skarbowych w Stanach niekoniecznie ma negatywny wpływ na złoto, ponieważ mogą pociągać za sobą wątpliwości związane z ogólnym poziomem zadłużenia i jego trwałości.
  • Dodatkowo, uwaga przesuwa się z negatywnego wpływu niższych oczekiwań dotyczących obniżki stóp procentowych na wsparcie wynikające z uporczywej inflacji.

Złoto, pomimo ostatniej, ponownie płytkiej fazy konsolidacji, zdołało utrzymać się powyżej poziomów technicznych, obecnie około 2315 USD. Gdyby się to zmieniło, mogłoby dojść do masowego wyprzedawania pozycji długich, zajętych często przy poziomie USD 2200.

złoto srebro poziomie USD 2200

Oprócz wspomnianego silnego popytu ze strony banków centralnych i detalicznych inwestorów w Chinach, jasne jest, że większość wzrostu cen w lutym i marcu była wspierana przez silny popyt ze strony podmiotów zarządzających środkami np. funduszami hedgingowymi. Inwestując podczas wzrostu cen na wczesnym etapie, nie musiały one później dostosowywać (zamykać) swoich pozycji. Obecna faza korekty utrzymała ceny powyżej poziomów, które zmusiłyby ich do zmniejszenia swojego zaangażowania.

Wejście na rynek wcześnie i przy znacznie niższych poziomach cen pomaga wyjaśnić, dlaczego obecna zmienność złota jest stosunkowo niska w porównaniu z innymi metalami, takimi jak srebro, platyna i miedź, gdzie spekulanci dołączyli nieco później i przy wyższych cenach, co zwiększa ryzyko likwidacji długich pozycji i głębszej korekty. Od 2022 roku, kiedy  Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego Rynku zaczął agresywnie podnosić stopy procentowe, osoby inwestujące w ETFy nie były zbytnio zainteresowane kupowaniem złota czy srebra. Większość z nich raczej je sprzedawała niż kupowała, ze względu na wzrost kosztu posiadania tych surowców. Popyt ze strony inwestorów ETF prawdopodobnie pozostanie na niskim poziomie, dopóki stopy procentowe nie zostaną obniżone, a wspomniany koszt zmniejszony.

dolar

Agresywny wzrost cen srebra o 25% w ubiegłym miesiącu następnie stopniowo się zmniejszył, po raz kolejny pokazując, że jego kurs odzwierciedla kierunek, w którym idzie złoto, ale w dużo szybszym tempie. Metal ten, który od początku roku notuje wzrost o około 22%, skorzystał z niedawnej silnej hossy na rynkach metali przemysłowych, szczególnie miedzi, z którą srebro ma pewne wspólne cechy w kontekście transformacji ekologicznej. Jednak hossa miedzi zaczęła słabnąć, gdy rynek zdał sobie sprawę, że obecne fundamenty, zwłaszcza w Chinach, osłabiają się.

Jak wspomniano powyżej, zarówno zarządzający rachunkami, jak i traderzy, dość późno zwrócili uwagę na hossę obu surowców i skorzystali na wzrostach, a potrzeba zmniejszenia ekspozycji, w niektórych przypadkach na pozycjach przynoszących straty, spowodowała gwałtowny spadek cen srebra i miedzi, z czego oba metale oddały około połowy zysków osiągniętych w maju. Wyższa zmienność cen srebra w porównaniu do złota przyczyniła się do zmniejszenia stosunku cen złota do srebra z poziomu 88 na koniec sierpnia 2021 roku do minimum na poziomie 72,70 w zeszłym miesiącu, zanim wspomniany spadek cen srebra spowodował jego ponowny wzrost do obecnego poziomu około 80 uncji srebra na jedną uncję złota.cena jedną uncję złota

Wciąż utrzymujemy, że mamy do czynienia z „Rokiem metali”, który określiliśmy w ten sposób w naszym raporcie kwartalnym. Wierzymy, że siła wzrostu, którą już w tym roku zaobserwowaliśmy, na poziomach o 12% dla złota i o 22% dla srebra, może prowadzić do dłuższego okresu konsolidacji, podczas gdy inwestorzy i traderzy dostosowują się do wyższych poziomów cen oraz oczekują jasności co do liczby i terminu nadchodzących obniżek stóp procentowych.

Narzędzia dla sprzedawców Allegro – zwiększ swoją sprzedaż

Jakie narzędzie dla sprzedawców Allegro wybrać w momencie, gdy najbardziej zależy Ci na podniesieniu wyników finansowych swojej firmy? Najlepiej takie, które służy do analizy danych i ułatwia podejmowanie kluczowych decyzji. Jak każdy CEO oraz manager dobrze wie, to właśnie analityka ma największy wpływ na zwiększanie rentowności. W tym kontekście szczególnie przydatnym narzędziem będzie AlleSpark – darmowa aplikacja, z którego korzysta już ponad 1,5 tysiąca osób.

Spis treści:

  • Czym jest AlleSpark?
  • Dzięki AlleSpark zmierzysz swoją sprzedaż jak CEO
  • Jaką wartość AlleSpark wniesie do Twojego biznesu?
  • Ile naprawdę kosztuje AlleSpark?

Czym jest AlleSpark?

AlleSpark to narzędzie dla sprzedawców Allegro stworzone przez Pirk Spark – tegorocznego Allegro Ads Quality Championa, a więc najlepszą pod względem jakości agencję Allegro. Specjaliści z Pirk Spark mają udowodnioną skuteczność w zwiększaniu wyników liczbowych i procentowych swoich klientów, ponieważ opierają swoje działania na kompleksowej analizie danych. Jako prawdziwi eksperci w branży postanowili wesprzeć właścicieli sklepów Allegro, którzy kładą nacisk na twarde informacje i konkretne dane liczbowe, udostępniając im zaawansowane narzędzie analityczne całkowicie za darmo.

Narzędzie składa się z kilku modułów. Ciebie, jako CEO firmy, zainteresuje najbardziej “Rentowność” – funkcjonalność umożliwiająca podgląd bieżących kosztów i przychodów z Allegro w podziale na kilka przydatnych biznesowo widoków.

Dzięki AlleSpark zmierzysz swoją sprzedaż jak CEO

Rentowność biznesu to bez wątpienia najważniejsza dla Ciebie kwestia, jeśli jesteś managerem, CEO lub właścicielem firmy. Obliczanie różnych wskaźników, które mogą przybliżyć zyskowność konta Allegro, to jednak żmudne i czasochłonne zadanie. Dane liczbowe są bowiem rozbite w kilku różnych tabelach. I tu z pomocą przychodzą algorytmy AlleSpark, które automatycznie obliczają kluczowe parametry, dodając do nich również dokładne, bieżące wydatki z reklam Allegro Ads.

Co istotne, rentowność biznesu podejrzysz:

  • per całościowy stosunek k/p sklepu Allegro,
  • per poszczególne kategorie produktowe,
  • per każda pojedyncza aukcja.

Narzędzia dla sprzedawców Allegro rentowność kategorii

Dodatkowym atutem narzędzia jest jego elastyczność pod względem przedziałów czasowych. Za jego pomocą, nie tylko obliczysz rentowność z ostatniego miesiąca, ale także o wiele węższych zakresów: tygodnia, a nawet dnia. Tym samym, zwiększysz swoją kontrolę nad sytuacją i zyskasz czas na wprowadzanie korekt do podejmowanych działań (w tym kampanii reklamowych).

Narzędzia dla sprzedawców Allegro rentowność ofert

Jaką wartość AlleSpark wniesie do Twojego biznesu?

  • Realistyczne prognozowanie sprzedaży

Raporty Allegro Rentowność generowane przez AlleSpark dają prawdziwy helicopter view we wszystkie koszty i przychody. Dzięki ich znajomości adekwatnie oszacujesz rentowność poszczególnych kategorii i produktów i, tym samym, wartość sprzedaży w kolejnych miesiącach.

  • Szybszy czas reakcji

AlleSpark, który daje nawet codzienny wgląd w statystyki Allegro Ads oraz rentowność, skróci Twój czas reagowania na każdą, nawet najmniejszą zmianę na rynku. Dzięki twardym danym podejmiesz trafne decyzje o zmianach ceny, wstrzymaniu kampanii reklamowych i/lub zrezygnowania z danego produktu.

  • Pełna kontrola

Jesteś wymagającym i skrupulatnym szefem? AlleSpark zaoferuje Ci to, czego potrzebujesz. Kompleksowy zestaw raportów zwiększy Twoją kontrolę nad firmą oraz działaniami Twoich pracowników.

  • Czas potrzebny do rozwijania biznesu

AlleSpark odciąży Ciebie i Twoich pracowników z konieczności manualnego przygotowywania raportów i obliczania rentowności. To, co do tej pory zajmowało wiele godzin i wiązało się z ryzykiem popełnienia błędu, zyskasz w zaledwie kilka sekund. Efekt? mnóstwo czasu, który możesz poświęcić na strategiczne zadania.

Ile naprawdę kosztuje AlleSpark?

Czy tak zaawansowane narzędzie jak AlleSpark naprawdę jest darmowe? Tak! Wystarczy, że zarejestrujesz się na oficjalnej stronie i możesz cieszyć się bezpłatnym dostępem do wszystkich modułów programu – bez żadnego limitu. Program pozwoli Ci zrobić level up swojej firmy poprzez dostarczanie rzetelnych danych oraz uwalnianie zasobów – zarówno czasowych, jak i finansowych.

Jak wybrać najlepszą agencję Allegro do współpracy?

Z punktu widzenia CEO agencja Allegro, która obsługuje firmę, musi być przede wszystkim godna zaufania. To znaczy, że powinna osiągać wysokie wyniki, zatrudniać wysokiej klasy specjalistów, którzy nie tylko słuchają tego, co się do nich mówi, ale także aktywnie starają się zrozumieć specyfikę danego biznesu i wyznaczone cele. Dobrze byłoby także, gdyby agencja Allegro dawała Ci poczucie kontroli, regularnie udostępniając raporty z przeprowadzonych działań. Jak jednak znaleźć takiego partnera do współpracy? 

Gdzie szukać najlepszych agencji Allegro?

Marketplace Allegro doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że na rynku funkcjonuje wiele firm oferujących outsourcing sklepów Allegro. Chcąc ułatwić wybór swoim sprzedawcom, zapoczątkowało program Allegro Ads Partner. W tym przypadku reklamy Allegro Ads pełnią rolę papierka lakmusowego, który pozwala serwisowi ocenić jakość, doświadczenie i poziom wiedzy danej agencji. Firmy, które otrzymały od Allegro rekomendację i, tym samym, tytuł Allegro Ads Partnera, znajdziesz na oficjalnej stronie programu.

Program Allegro Ads Partner

Nie wszystkie agencje, które zobaczy na stronie Allegro Ads, są równie dobre. Warto wiedzieć, że program zakłada aż 3 poziomy członkostwa: 

  • uczestnik programu – jest to firma, która dopiero zdobywa klientów i zaczyna inwestować w Allegro Ads, 
  • Allegro Ads Partner – agencja, która posiada co najmniej 3 aktywnych klientów i wydaje na Allegro Ads minimum 100 000 zł na kwartał, 
  • Allegro Ads Partner + – obsługuje przynajmniej 6 aktywnych klientów i w każdym kwartale wydaje na Allegro Ads minimum 400 000 zł. 

Dodatkowo portal Allegro co roku wyszczególnia 3 najlepsze agencje, przyznając im dodatkowe tytuły: 

  • Quality Champion – przysługuje agencji, która charakteryzuje się najwyższym wzrostem procentowym i liczbowym wyników nowych klientów rok do roku,
  • Growth Champion – dla agencji z największym procentowym i liczbowym wzrostem wydatków na reklamy rok do roku,
  • Education Champion – trafia do agencji, która może się pochwalić największą liczbą odbytych konferencji, webinarów, prelekcji oraz posiadaniem aktywnego kanału na YouTube.

Kogo zatem wybrać? Jeśli zależy Ci na rozwoju biznesu i wzroście zysków, najlepiej zdecydować się na Quality Championa, jest to bowiem agencja najlepsza z najlepszych. W tym roku tytuł ten otrzymała agencja Allegro Pirk Spark

Allegro Ads Partner to nie wszystko, czyli na co jeszcze warto zwrócić uwagę

Dobrze, żeby agencja, z którą współpracujesz, posiadała oznaczenie Allegro Ads Partner. Aby jednak mieć pewność, że na pewno spełni Twoje oczekiwania, warto zwrócić uwagę na dodatkowe kwestie.

  1. Już na początku współpracy upewnij się, że dostaniesz oficjalne szacunki wyników (np. informację, ile zarobisz dzięki danej strategii, ile pieniędzy powinieneś przeznaczyć na budżet reklamowy oraz jakiej sprzedaży w PLN możesz się spodziewać po dostosowaniu się do decyzji agencji). To pomoże Ci w późniejszym rozliczaniu z działań.
  2. Bardzo ważną kwestią jest raportowanie. Sprawdź, w jaki sposób dana agencja informuje swoich partnerów o wynikach. Regularny dostęp do informacji zwiększy Twoje poczucie kontroli, ponieważ będziesz wiedział, co dokładnie jest robione na Twoim koncie i w jaki sposób są wydawane Twoje pieniądze.
  3. Rozwój biznesu na Allegro nie jest możliwy, jeśli poprzestaje się tylko na Allegro Ads. W pewnym momencie może się okazać, że Twoje konto potrzebuje dodatkowych działań. Warto, aby wybrana agencja mogła Ci je zaoferować. Upewnij się, że potencjalny partner oferuje również takie usługi jak optymalizacja konta, przygotowanie identyfikacji wizualnej, obsługa sprzedaży oraz tworzenie ofert Allegro. Dobra agencja powinna równie zapewniać obsługę zespołu, a więc więcej niż jednego specjalistę. Jeśli zatrudnia grafika, copywritera oraz lidera, który nadzoruje wyniki, możesz jej zaufać.
  4. Dowiedz się, jak przebiega kontakt. Czy przedstawiciele danej agencji mogą się z Tobą spotykać i rozmawiać przynajmniej raz w miesiącu? To bardzo istotne, ponieważ podczas regularnych spotkań, możesz ich poinformować o brakach magazynowych, overstockach, zmianach marży itp. Sprawna wymiana informacji ma kluczowe znaczenie dla rozwijania biznesu, dlatego dostępność specjalistów, z którymi się współpracuje, jest niesamowicie ważna.

Dobra agencja Allegro to gwarancja sukcesu

Jeśli poświęcisz trochę czasu na research i będziesz postępować w zgodzie z tym poradnikiem, na pewno uda Ci się znaleźć najlepszą agencję Allegro dla siebie. Nie warto się spieszyć i oszczędzać. Nawiązanie współpracy z odpowiednią firmą, a więc taką, która może zaoferować Ci wyniki, sprawną komunikację i cały zespół specjalistów, z pewnością pomoże Ci w osiągnięciu sukcesu na platformie.

Wypowiedzi Bowman wzmocniły dolara, ale nie zmieniły nastawienia inwestorów na obniżki stóp

Wczoraj rynki doświadczyły znacznego odreagowania spółek technologicznych notowanych na Wall Street. Nasdaq Composite zyskał 1,3 proc. Szeroki SP500 zamknął dzień wyżej o 0,4 proc. Słabo wypadł przemysłowy Dow Jones, który stracił 0,8 proc. Z Fed-u otrzymaliśmy mocno „jastrzębi” komunikat. Rynek czeka na piątkowy raport na temat wydatków Amerykanów i wciąż daje szanse na dwie obniżki stóp procentowych w USA w tym roku. Dolar zyskał na wartości. Dziś spadki pary EURUSD są kontynuowane. Lokalny dołek wypada na poziomie 1,0685.

Przy braku kluczowych danych uwaga inwestorów skupiła się na wypowiedziach gugernator Fed Michelle Bowman, która powtórzyła potrzebę utrzymania stóp procentowych na podwyższonym poziomie przez „pewien czas”. Rynek po raz kolejny otrzymał to enigmatyczne określenie, które niczego nie precyzuje a jedynie wzmaga spekulacje. Przyznała, że Rezerwa Federalna nie jest jeszcze w miejscu, w którym należałoby luzować politykę monetarną. Dodała, że jest mało prawdopodobne, aby gospodarka skorzystała na dalszej poprawie po stronie podaży, powołując się na zakłócenia w łańcuchu dostaw z czasów pandemii, które w dużej mierze ustąpiły. Podkreśliła ograniczony wzrost aktywności zawodowej w ostatnich miesiącach. Zwróciła również uwagę na możliwość bardziej restrykcyjnej polityki imigracyjnej w przyszłości. Wymieniła zagrożenia dla inflacji, którymi wg niej jest sytuacja geopolityczna, silne bodźce fiskalne a także luźniejsze warunki finansowe (gdyby doszło do obniżek). To co mogło umocnić dolara wczoraj to było stwierdzenie o istnieniu możliwości podwyżek stóp, co rynek całkowicie do tej pory wykluczał. Dodatkowo taki scenariusz nie wynika w żaden sposób z projekcji Fed-u czy wykresy kropkowego. Pamiętajmy jednak, że pani Bowman należy do skrajnie „jastrzębiego” ramienia FOMC i tego typu zdania rynek interpretuje z przymrużeniem oka. Co innego gdyby takie stwierdzenia padły z obozu skrajnie „gołębiego”, od osoby, która ma także prawo głosu. Jeśli spojrzymy na wycenę rynkową przyszłej ścieżki stóp procentowych to ona jakoś diametralnie się nie zmieniła. Rynek wciąż widzi pierwsze cięcie we wrześniu a drugie w grudniu. Zobaczymy kto będzie miał racje.

Dolar zyskał a rentowności amerykańskich obligacji urosły. Reakcja rynku jest zrozumiała. Wczorajsze komentarze nie zmieniają jednak nastawienia inwestorów, którzy chcą obniżek. Istnieje na rynku też taka opinia, że Fed obniży stopy procentowe wówczas, kiedy sentyment na Wall Street znacznie się pogorszy. Pamiętajmy jednak, że to jedna z narracji, która w żadne sposób nie musi się zmaterializować. Osobiście uważam, że jeśli Powell zostałyby o to zapytany, zdecydowanie by zaprzeczył i podkreślił, że Fed nie dba o koniunkturę na giełdzie a jedynie ma za zadanie wypełniać podwójny mandat: stabilizowania cen oraz wspierania maksymalnego zatrudnienia.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Jak AI Act wpłynie na rynek reklamy internetowej?

AI Act, czyli Akt w sprawie sztucznej inteligencji, to pierwsze na świecie tak kompleksowe przepisy dotyczące AI, przyjęte niedawno w Unii Europejskiej. Rozporządzenie dotyczy zarówno przedsiębiorstw, jak i osób fizycznych wykorzystujących AI. Najszersze i najbardziej praktyczne zastosowanie nowe przepisy znajdą w stosunku do dwóch grup: dostawców (providers) i podmiotów stosujących AI, np. organizacji wdrażających systemy na potrzeby swojej działalności. Akt w istotny sposób wpływa na funkcjonowanie wszystkich firm na rynku reklamy internetowej wykorzystujących AI, ale stopień tego wpływu może być zróżnicowany. Aktywnie uczestniczący w pracach nad projektem eksperci IAB Polska wyjaśniają, jak dostosować się do nowych unijnych regulacji. Co istotne, Akt zacznie obowiązywać w pełni 24 miesiące po wejściu w życie, ale niektóre przepisy będą stosowane wcześniej.

 AI Act wejdzie w życie 20 dni po publikacji Rozporządzenia w Dzienniku Urzędowym UE. Spodziewamy się, że nastąpi to w ciągu najbliższych kilku tygodni. Dwadzieścia cztery miesiące po tej dacie Rozporządzenie będzie obowiązywać w pełni. Wcześniej, bo już sześć miesięcy od wejścia w życie, ma być przestrzegany zakaz systemów AI stwarzających niedopuszczalne ryzyko. Większość przepisów dotyczących kar będzie zaś obowiązywać po dwunastu miesiącach. Co ważne dla dostawców i podmiotów stosujących sztuczną inteligencję, AI Act przewiduje różne przepisy dla różnych poziomów ryzyka wyjaśnia Marcin Ręgorowicz, Koordynator Grupy Zadaniowej Prawo AI IAB Polska.

Kogo dotyczy AI Act?

Poza osobami fizycznymi i przedsiębiorcami działającymi w modelu dostawcy (provider) lub podmiotu stosującego AI na potrzeby swojej działalności, nowe regulacje będą obowiązywać także importerów, dystrybutorów, producentów systemów AI i upoważnionych przedstawicieli odbiorców. Istotna informacja dla firm jest taka, że przepisy będą obowiązywać również te podmioty, które nie mają siedziby na terenie UE, ale wynik działania systemów AI, którymi operują, będą wykorzystywane na jej terenie.

Jak AI Act wpłynie na branżę?

Akt w sprawie sztucznej inteligencji w istotny sposób wpływa na działalność wszystkich firm na rynku reklamy internetowej wykorzystujących AI, ale stopień tego wpływu może być zróżnicowany.

 – Zależy on przede wszystkim od kwalifikacji danego systemu AI pod kątem stopnia ryzyka oraz od roli danego podmiotu, czyli tego, czy jest dostawcą, podmiotem stosującym AI, czy też występuje w jeszcze innej roli, np. importera. Niektóre firmy będą musiały całkowicie przebudować procesy biznesowe, w innych przypadkach wpływ może być minimalny, np. ograniczy się do spełnienia obowiązków informacyjnych czy konieczności wprowadzenia polityki wewnętrznejwyjaśnia Anna Gumkowska, Szefowa Grupy Roboczej AI IAB Polska.

Niezależnie od opisanych kwalifikacji, wszystkie firmy będą musiały spełnić pewne ogólne obowiązki – przede wszystkim zweryfikować to, czy korzystanie z danego systemu AI w ogóle jest dopuszczalne oraz jakie czynności się z tym wiążą. Zakazane zostają praktyki wykorzystania systemów AI, które z uwagi na szczególnie szkodliwe cechy stwarzają istotne zagrożenie dla zdrowia, bezpieczeństwa i praw człowieka (m.in. prawa do prywatności, praw pracowniczych czy praw dziecka). Do zakazanych praktyk należą m.in. stosowanie celowych technik manipulacyjnych, ocenianie lub wykorzystywanie sztucznej inteligencji do systemów monitorowani AI oceny zachowania społecznego (systemy “social scoringu”), czy wykorzystywanie kategoryzacji biometrycznych, które wnioskują na temat: rasy, poglądów politycznych, orientacji seksualnej, itp.

Podmioty wykorzystujące AI zostaną też objęte obowiązkami w zakresie transparentności i wewnętrznych zasad korzystania z systemów. W praktyce oznacza to, że dostawcy wszystkich systemów AI powinni zapewnić, aby użytkownicy wchodzący w bezpośrednią interakcję z tą technologią byli o tym informowani.

Najbardziej dotkliwe obowiązki spadną tylko na część podmiotów, bowiem większość szczegółowych wymogów dotyczy systemów wysokiego ryzyka, wykorzystywanych w krytycznych obszarach, np. w sektorze finansowym, opiece zdrowotnej czy edukacji.

Za niedostosowanie się do nowych regulacji, Rozporządzenie przewiduje szereg administracyjnych kar pieniężnych.

Eksperci IAB Polska o nowych przepisach

Przedstawiciele i członkowie IAB Polska aktywnie uczestniczą w pracach legislacyjnych w zakresie AI Act. W Polsce aktualnie toczy się debata, czy w związku z nowymi przepisami powinny zostać powołane nowe organy monitorujące, czy też ich rolę w zakresie AI powinno się przyznać już istniejącym podmiotom. Organem zajmującym się AI na obszarze UE będzie Europejski Urząd ds. sztucznej Inteligencji.

– Od dawna mieliśmy świadomość, jak potrzebne są regulacje w zakresie bezpieczeństwa i przejrzystości systemów sztucznej inteligencji, która szturmem wdarła się do naszej rzeczywistości. Aby systemy AI były przyjazne dla użytkowników, niedyskryminujące, bezpieczne w zakresie zdrowia i praw człowieka, powinny być nadzorowane przez ludzi. Nowe zapisy jednocześnie wspierają innowacje, zapewniając lepsze warunki do rozwoju i wykorzystywania tej technologii. Dlatego od samego początku aktywnie uczestniczyliśmy w pracach nad projektem AI Act, zarówno na poziomie europejskim, jak i krajowym. Przedstawiliśmy stanowisko w pre-konsultacjach prowadzonych przez Ministerstwo Cyfryzacji. Eksperci IAB uczestniczą również w pracach specjalnej grupy roboczej powołanej w ramach Ministerstwa Cyfryzacji i na bieżąco monitorują prace krajowe, toczące się również w innych organach administracyjnych, jak UODO, UOKiK, Sejm, itpkomentuje Włodzimierz Schmidt, Prezes Zarządu IAB Polska.

Amica inwestuje w branżę OZE i powołuje spółkę Amica Energia

Grupa Amica, świadoma potrzeby ograniczenia wpływu produkcji na środowisko, powołała spółkę celową Amica Energia. Nowa jednostka ma na celu aktywne uczestnictwo w transformacji energetycznej oraz szerokie zastosowanie odnawialnych źródeł energii (OZE). Utworzenie spółki AMICA Energia stanowi naturalne rozwinięcie dotychczasowych działań proekologicznych grupy.kogeneracja Amica

Zgodnie z danymi Europejskiej Agencji Środowiska, działalność produkcyjna i zarządzanie odpadami odpowiadają za ponad 13% emisji dwutlenku węgla w UE. Grupa Amica zamierza zmniejszyć negatywny wpływ przemysłu na klimat nie tylko w ramach swojej działalności produkcyjnej i handlowej, ale również poprzez dostarczanie produktów wspierających klientów w przejściu na gospodarkę niskoemisyjną, odpowiadających na ekologiczne preferencje konsumentów. Główną ambicją Grupy Amica w obszarze środowiskowym jest redukcja śladu węglowego, czyli zmniejszanie emisji gazów cieplarnianych. Do 2040 roku chce osiągnąć neutralność klimatyczną w procesach produkcyjnych, m.in. poprzez zwiększenie efektywności energetycznej grupy, rozwój niskoemisyjnych źródeł energii (OZE) i wprowadzenie gospodarki o obiegu zamkniętym, czyli systemu, w którym zasoby są powtórnie wykorzystywane, a skala odpadów jest minimalna.

Amica od lat konsekwentnie dąży do bardziej zrównoważonej produkcji, realizując działania od ekologicznych warsztatów dla szkół podstawowych po znaczące inwestycje w nowoczesne technologie. Jest to element strategii ESG, która również stanowi ważną cześć raportu rocznego firmy. Od dwóch lat oprócz części finansowej, raport Grupy Amica zawiera także rozbudowaną sekcję niefinansową dotyczącą kwestii środowiskowych, społecznych oraz zarządczych. Ta część jest opracowana zgodnie z międzynarodowymi standardami Global Reporting Initiative i dostosowana do wymogów dyrektywy CSRD.

W ramach strategii zrównoważonej produkcji Amica inwestuje w nowoczesne rozwiązania takie jak budowa nowoczesnej oczyszczalni ścieków, wymiana źródeł światła na energooszczędne oraz wdrożenie zaawansowanych technologii produkcyjnych. Istotnym krokiem było wprowadzenie kogeneracji, co pozwoliło na znaczne zmniejszenie emisji CO2 oraz obniżenie kosztów zakupu energii elektrycznej.

– W 2022 roku Amica przeprowadziła analizę scenariuszową, aby ocenić odporność modelu biznesowego i strategii rozwoju w obliczu zmian klimatycznych. Analizowaliśmy dwa scenariusze: realizację postanowień Porozumienia Paryskiego oraz wzrost emisji przewyższający te założenia. Strategia ESG dla Grupy Amica wyznacza cele społeczne i zarządcze w perspektywie roku 2025 i 2030, a także środowiskowe do 2040 i 2050 roku – mówi Tomasz Machaj, prezes zarządu Amica Energia.

Ponadto, firma aktywnie angażuje się w działania lokalne. W ramach inicjatywy „Wspólnie POZmieniajmy”, w ubiegłym roku pracownicy Grupy Amica wraz z innymi poznańskimi firmami zadbali o teren wokół Młodzieżowego Domu Kultury nr 1 w Poznaniu, sadząc kwiaty, krzewy, drzewa oraz tworząc ogrody edukacyjne i ekologiczne. Działania te były uzupełnione warsztatami edukacyjnymi dla dzieci, młodzieży i seniorów.

Powołanie spółki celowej AMICA Energia umożliwi realizację kolejnych ambitnych celów proekologicznych. Spółka, w pierwszej kolejności, skupi się na rozwijaniu instalacji fotowoltaicznych. W ciągu najbliższych dwóch lat najważniejszym celem będzie pozyskanie gruntów w formie dzierżawy i uzyskanie niezbędnych decyzji administracyjnych na minimum 30MWp.

Istotnym elementem będzie także podjęcie współpracy z podmiotami, które umożliwią wykorzystanie ekonomicznych rozwiązań produkcji energii z OZE. Do tej pory Grupa Amica podjęła współpracę m.in. przy budowie kogeneracji z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Kluczowym celem jest minimalizacja śladu węglowego energii wykorzystywanej przez Grupę Amica, zwiększenie produkcji energii z OZE na potrzeby grupy oraz komercyjna sprzedaż do sieci energetycznej nadwyżek wyprodukowanej energii. Postępy w tym zakresie będą mierzone ilością wyprodukowanej energii z OZE i spadkiem śladu węglowego w energii wykorzystywanej przez Grupę Amica. Z tego powodu firma nie wyklucza kolejnych inwestycji w turbiny wiatrowe i produkcję zielonego wodoru.

Reklamodawcy jednoczą się w walce ze śladem węglowym: powstają standardy pomiaru emisji CO2 dla reklam

Organizacja zaproponowała zestaw standardów mający na celu ujednolicenie pomiaru śladu węglowego reklam w kanałach cyfrowych, telewizyjnych, drukowanych, audio, outdoorowych i kinowych. Inicjatywa ta, wspierana przez czołowych reklamodawców, największe grupy holdingowe w branży reklamowej, głównych właścicieli mediów i firmy technologiczne, stanowi znaczący krok w kierunku ujednolicenia pomiaru emisji dwutlenku węgla w branży.

Pod kierownictwem World Federation od AdvertaiserOrganizacja zaproponowała zestaw standardów mający na celu ujednolicenie pomiaru śladu węglowego reklam w kanałach cyfrowych, telewizyjnych, drukowanych, audio, outdoorowych i kinowych. Inicjatywa ta, wspierana przez czołowych reklamodawców, największe grupy holdingowe w branży reklamowej, głównych właścicieli mediów i firmy technologiczne, stanowi znaczący krok w kierunku ujednolicenia pomiaru emisji dwutlenku węgla w branży. Pod kierownictwem World Federation od Advertaisers (WFA) i Global Alliance for Responsible Media (GARM) opracowano wzory pomiaru dla mediów telewizyjnych, cyfrowych i outdoorowych, które stanowią 81% globalnych wydatków reklamowych. Ułatwi to zbieranie danych i zapewni narzędzia do monitorowania wdrożenia i skuteczności standardów. Kolejne etapy prac obejmą pozostałe kanały reklamowe, transfer danych emisji między kupującymi a sprzedającymi oraz weryfikację danych. Wprowadzenie wspólnych standardów ma pomóc branży reklamowej w zmniejszeniu jej śladu węglowegos (WFA) i Global Alliance for Responsible Media (GARM) opracowano wzory pomiaru dla mediów telewizyjnych, cyfrowych i outdoorowych, które stanowią 81% globalnych wydatków reklamowych. Ułatwi to zbieranie danych i zapewni narzędzia do monitorowania wdrożenia i skuteczności standardów. Kolejne etapy prac obejmą pozostałe kanały reklamowe, transfer danych emisji między kupującymi a sprzedającymi oraz weryfikację danych.

Wprowadzenie wspólnych standardów ma pomóc branży reklamowej w zmniejszeniu jej śladu węglowego.

Bloober Team otrzymał dofinansowanie z PARP

Bloober Team S.A. podpisał umowę o dofinansowanie z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości na realizację projektu pt. “Rozwój marki Bloober Team na rynkach zagranicznych poprzez realizację działań promocyjnych”. Polski gamedeveloper otrzyma 1 177 904,47 zł na realizację działań promocyjnych służących umocnieniu pozycji marki Bloober Team oraz jej produktów na rynkach międzynarodowych. Dzięki unijnemu wsparciu, w latach 2024-2028 spółka weźmie udział w największych imprezach targowo-wystawienniczych tj. Game Developers Conference czy Gamescom, stworzy filmy informacyjno-promocyjne, a także wyjedzie na misje gospodarcze.

– Bloober Team jest rozpoznawalnym graczem na rynkach zagranicznych, a do 2027 r. planujemy zostać liderem w gatunku horroru. By to osiągnąć musimy stale promować naszą markę oraz gry na całym świecie. Dzięki dofinansowaniu z PARP mamy kolejne środki na realizację tych działań i tym samym umacnianie naszej pozycji w branży – komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team.

PTWP zadebiutowało na głównym rynku GPW

Akcje spółki Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości SA (PTWP) zadebiutowały dziś na Rynku Głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW). Podczas uroczystości debiutu kurs akcji PTWP SA, w pierwszych minutach, wzrósł do poziomu 65,50 zł za akcję, co oznacza wzrost o 9 proc. wobec ceny odniesienia. Wojciech Kuśpik, prezes zarządu PTWP, podczas prezentacji podkreślił dobrą sytuację finansową spółki, przedstawił trzy segmenty działalności oraz oczekiwania względem obecności na rynku regulowanym. Przeniesienie notowań z NewConnect na rynek główny GPW odbyło się bez emisji nowych akcji.

Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP
Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP

– Debiut na rynku regulowanym jest niewątpliwie kolejnym krokiem milowym w rozwoju spółki PTWP SA oraz całej Grupy. Na NewConnect pojawiliśmy się 11 lat temu i przez ten czas, wraz z rozwojem naszej działalności, kurs akcji PTWP wzrósł kilkukrotnie. Biorąc pod uwagę czynniki biznesowe, jak też wysoką pozycję gotówkową oraz dobre wyniki finansowe, nadal uważam, że wartość PTWP SA będzie systematycznie rosła. Liczę, że obecność na głównym rynku zwiększy nasz potencjał w oczach inwestorów – mówi Wojciech Kuśpik, prezes zarządu PTWP.

Od 2013 r. akcje spółki PTWP były przedmiotem obrotu na rynku NewConnect. Przeniesienie notowań na Rynek Główny GPW nastąpiło bez emisji nowych akcji. Do obrotu zostało dopuszczonych 1 178 362 akcji serii A oraz 58 958 akcji serii B o wartości nominalnej 0,50 zł każda.

Grupa PTWP rozwija swoją działalność w segmencie wydawniczym, organizacji wydarzeń własnych oraz zarządzaniu obiektami – Spodkiem i Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.  Portfolio wydawnicze Grupy tworzy 18 portali, które przyciągają średnio miesięcznie około 20 milionów unikalnych użytkowników, co plasuje PTWP w czołówce mediów biznesowych w Polsce. Grupa organizuje prestiżowe wydarzenia dla biznesu, na czele z Europejskim Kongresem Gospodarczym, a także konferencje i targi, takie jak Kongres Wyzwań Zdrowotnych, Forum Rynku Zdrowia, Property Forum, PRECOP 29, Forum Rynku Spożywczego i Handlu czy Energy Days. Zarządzane przez Grupę obiekty: Spodek i Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach stale notują wysoki poziom obłożenia wydarzeniami o różnych formatach.

W najbliższych latach Grupa PTWP stawia na rozwój segmentu online poprzez dalszą budowę wysokiej pozycji portali internetowych oraz monetyzację ruchu w serwisach. PTWP planuje również uruchomienie kolejnych specjalistycznych portali internetowych. W ubiegłych miesiącach do poszczególnych redakcji dołączyli doświadczenie dziennikarze i menadżerowie. Posiadając wysoką pozycję gotówkową (prawie 25 mln zł), Grupa PTWP w dalszym ciągu podtrzymuje swoje plany związane z akwizycją, zarówno w segmencie wydawniczym, jak też eventowym, prowadząc w tym zakresie kilkanaście procesów negocjacyjnych.

– Budując takie biznesy jak nasz, nie ma drogi na skróty. Wysoka pozycja naszych portali internetowych wynika z jakościowych treści, które przyciągają czytelników. Podobnie jest z wydarzeniami, które organizujemy. Europejski Kongres Gospodarczy jest marką samą w sobie. Inne nasze eventy również liderują w swojej tematyce. Z każdym rokiem stawiamy sobie kolejne wskaźniki, które chcemy osiągnąć, ale nie kosztem spadku jakości, bo właśnie ona nas wyróżnia na rynku zarówno mediowym, jak też eventowym – mówi Wojciech Kuśpik.

40% firm z sektora energetyki i usług komunalnych planuje zatrudniać w III kwartale 2024 r.

Organizacje obszaru energetyki i usług komunalnych planują w najbliższych miesiącach powiększać swoje kadry. W III kwartale niemal połowa firm tego obszaru chce otwierać nowe rekrutacje, do czego przyczynia się m.in. rozwój zielonej energii w naszym kraju, a 4 na 10 pracodawców nie przewiduje żadnych zmian w strukturze zatrudnienia. Takie dane płyną z najnowszego raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy dzielą się swoimi planami rekrutacyjnymi na najbliższe miesiące.

Publikacja ManpowerGroup wskazuje na to, że w trzecim kwartale 2024 pracodawcy obszaru energetyki i usług komunalnych planują wzmacnianie swoich zespołów za sprawą dynamicznego rozwoju tego sektora nad Wisłą. Prognoza netto zatrudnienia, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, wynosi tutaj bowiem +40%. To najwyższy wynik spośród wszystkich 8 analizowanych branż. Wskaźnik ten wzrósł aż o 40 p.p. względem analizy sprzed roku, a także jest wyższy o 14 p.p. w porównaniu do II kwartału 2024.

– Impulsami do zwiększania zatrudnienia w firmach z branży energetyki i usług komunalnych mogą być m.in. rosnące Inwestycje w OZE, a co za tym idzie zwiększone zapotrzebowanie na kandydatów specjalizujących się w fotowoltaice, energii wiatrowej czy zielonym wodorze. To także efekt modernizacji i rozbudowy infrastruktury, ruszyły bowiem nowe projekty, które wymagają inżynierów, techników i specjalistów ds. zarządzania projektami. Impulsem do zatrudnienia nowych osób w firmach jest również wzrost popytu na usługi komunalne, rozwój miast oraz gmin zwiększa zapotrzebowanie na pracowników – mówi Karolina Grula, ekspertka rynku pracy z ramienia Manpower. Konkurencyjność tego segmentu rynku sprawia, że kandydaci mogą liczyć na lepsze warunki wynagrodzeń i pracy, ale również ciekawe, innowacyjne projekty. Nie bez znaczenia jest również stabilność zatrudnienia, co zapowiada niski odsetek redukcji etatów. Wzrost prognoz zatrudnienia odzwierciedla dynamiczny rozwój sektora energetycznego i usług komunalnych. Firmy chętnie inwestują w ten sektor ze względu na wsparcie rządowe i programy promujące rozwój OZE oraz modernizację infrastruktury, ale także rosnącą świadomość ekologiczną, potrzebę zrównoważonego rozwoju, jak również nowe technologie, które zwiększają efektywność przy redukcji kosztów – dodaje ekspertka.

Jakich pracowników potrzebują teraz firmy sektora energetyki & usług komunalnych?

Zdaniem Karoliny Gruli, organizacje działające w sektorze odnawialnych źródeł energii (OZE) poszukują specjalistów o zróżnicowanych umiejętnościach technicznych, zarządczych i analitycznych. – Najbardziej pożądane aktualnie umiejętności w branży energetycznej, to oczywiście te techniczne, znajomość najnowszych technologii, także tych związanych z OZE, automatyzacją procesów czy projektowania instalacji oraz utrzymania systemów energetycznych. Bardzo cenni są również kandydaci, którzy sprawnie analizują dane, ważne jest także efektywne zarządzanie projektami oraz zespołami. Nie możemy jednak zapominać też o umiejętnościach miękkich, takich jak komunikacja, zdolność do łatwej adaptacji czy umiejętność pracy zespołowej, w teamach interdyscyplinarnych. Wszystkie te kompetencje są niezbędne do sprostania wyzwaniom dynamicznie rozwijającego się sektora energetyki odnawialnej. Na wiele ofert pracy będą mogli liczyć w najbliższym czasie kandydaci na stanowiska takie jak specjaliści od projektowania i wdrażania systemów fotowoltaicznych, wiatrowych, pracownicy utrzymujący systemy energetyczne. Wzrasta zapotrzebowanie na specjalistów ds. zarządzania projektami, osoby odpowiedzialne za planowanie, realizację i nadzór nad projektami OZE, koordynatorów ds. inwestycji, ale też analityków i specjalistów ds. optymalizacji procesów czy osób zajmujących się regulacjami prawnymi, a także certyfikacją – mówi ekspertka Manpower.

Energetyka & usługi komunalne w regionie EMEA

Badanie ManpowerGroup analizuje również dane odnoszące się do planów rekrutacyjnych organizacji w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). Jak pokazują zaprezentowane dane, firmy branży energetyki i usług komunalnych patrzą na najbliższe miesiące zdecydowanie ostrożniej. Prognoza netto zatrudnienia dla III kwartału 2024 w sektorze wyniosła bowiem +10%. Nowe rekrutacje 40% organizacji, 30% liczy się z koniecznością ewentualnych zwolnień, taki sam odsetek pracodawców branży energetyki i usług komunalnych w regionie EMEA chce pozostawić zatrudnienie na niezmienionym poziomie.

Rozwój odnawialnych źródeł energii – eksperci umiarkowanie optymistyczni, diagnozują 10 globalnych wyzwań

36% przedstawicieli organizacji z branży energetycznej jest przekonanych, że odnawialne źródła energii zastąpią paliwa kopalne do 2050 roku, jednocześnie tyle samo ankietowanych przeczuwa, że może to być niemożliwe lub trudne do osiągnięcia – wynika z raportu KPMG International. Publikacja przedstawia wyniki badania przeprowadzonego wśród 100 przedstawicieli sektora energetycznego, w tym inwestorów, ekspertów i innych interesariuszy, oraz identyfikuje główne wyzwania związane z wdrażaniem odnawialnych źródeł energii w tempie niezbędnym do osiągnięcia globalnych celów klimatycznych.

Ponad 80% respondentów badania KPMG uważa, że znaczne przyspieszenie wdrażania odnawialnych źródeł energii jest najpilniejszą kwestią, niezbędną do realizacji założeń Porozumienia paryskiego. Jednocześnie aż 84% ankietowanych przyznało, że bariery wynikające z uwarunkowań gospodarczych, prawnych i finansowych stanowią realną przeszkodę w realizacji globalnych celów klimatycznych, a niekiedy hamują rozwój projektów związanych z OZE. Co ciekawe, 36% badanych organizacji z branży energetycznej jest przekonanych, że odnawialne źródła energii zastąpią paliwa kopalne do 2050 roku, jednocześnie tyle samo ankietowanych przeczuwa, że może to być niemożliwe lub trudne do osiągnięcia. Ponadto 76% badanych przyznało, że brak nowych inwestycji w sieci przesyłowe stanowi barierę rozwoju odnawialnych źródeł energii.

Aby spełnienie celów Porozumienia paryskiego stało się faktem, moc odnawialnych źródeł energii do 2030 roku musi potroić się w stosunku do poziomu z 2022 roku, zgodnie z szacunkami Międzynarodowej Agencji Energetycznej. Tymczasem obecnie więcej niż 60% energii na świecie – w tym także w Polsce – wciąż wytwarza się z paliw kopalnych. W Polsce, pomimo coraz większego zainteresowania transformacją energetyczną, nadal istnieją istotne bariery prawne, takie jak częste zmiany przepisów i skomplikowany system regulacji, które często zniechęcają potencjalnych inwestorów i ograniczają dynamikę pozytywnych zmian w tym sektorze. Ważne jest, aby procedury administracyjne były przejrzyste i efektywne, a wsparcie państwa dla sektora – spójne i konsekwentne. Podmiotom prywatnym potrzebne jest natomiast elastyczne wsparcie merytoryczne, dostosowane do etapu transformacji i poziomu jej zaawansowania – mówi Anna Szczodra, Partner współzarządzający w KPMG Law, radca prawny, Lider doradztwa dla branży energetycznej w Polsce i EMA.

Zarówno przedsiębiorcy, jak i konsumenci w Polsce, coraz częściej mierzą się z wyzwaniami związanymi z przestarzałymi sieciami dystrybucyjnymi, hamującymi wzrost udziału OZE w rynku energii. Oczekiwania skierowane są na zapowiadaną liberalizację wymogów w zakresie odległości lądowej energetyki wiatrowej od zabudowań. Przewidziane na najbliższe lata inwestycje w dekarbonizację polskiej energetyki pozwolą na zmniejszenie śladu węglowego działających w Polsce firm. Może im to pomóc w utrzymaniu konkurencyjności w obliczu rosnących oczekiwań regulacyjnych m.in. w zakresie zrównoważonego rozwoju, związanego z wejściem w życie unijnej dyrektywy CSRD. Istotne jest, aby rozwój OZE wspierał szersze cele w zakresie ESG i nie odbywał się kosztem bioróżnorodności czy potrzeb lokalnych społeczności – komentuje Justyna Wysocka-Golec, Partner Associate, Liderka Zespołu ESG, Dekarbonizacji i Bioróżnorodności w KPMG w Polsce.

Nowe instalacje OZE, począwszy od fotowoltaiki, poprzez elektrownie wiatrowe lądowe i morskie, nie będą w stanie całkowicie zastąpić energii z paliw kopalnych, dopóki nie zostaną zrealizowane inwestycje stabilizujące system i wyrównujące profil energetyczny, oraz te zapewniające skuteczny przesył i efektywne wykorzystanie energii. Nowoczesny system energetyczny powinien opierać się zarówno na wydajnej sieci elektroenergetycznej, jak i na efektywnej infrastrukturze magazynowania energii. Celem transformacji tego sektora powinno być nie tylko koncentrowanie się na czystym wytwarzaniu, ale także efektywnym dystrybuowaniu i wykorzystywaniu energii elektrycznej – dodaje Bartosz Węgrowski, Dyrektor, Deal Advisory, Szef Zespołu M&A Energy Green Transition w KPMG w Polsce.

Raport KPMG pt. „Turning the tide in scaling renewables” zarysowuje dziesięć globalnych wyzwań na drodze do neutralności klimatycznej, w oparciu o opinie ekspertów z sektora energetycznego. Są to:

  1. Struktury rynkowe

Wsparcie potrzebne do znaczącego rozwoju źródeł energii odnawialnej jest udzielane tylko przez wybrane struktury rynkowe. Większość rynków energii faworyzuje konwencjonalne metody jej wytwarzania, nie przykładając większej wagi do rozwiązań ekologicznych.

  1. Dostęp do kapitału

Finansowanie transformacji energetycznej wymaga znacznych nakładów kapitału. Wysokie poziomy stóp procentowych oraz problemy, jakie dotknęły łańcuchy dostaw w ostatnich latach, utrudniły pozyskiwanie środków na inwestycje w transformację energetyczną.

  1. Inwestycje w infrastrukturę sieciową

76% uczestników badania KPMG przyznało, że brak nowych inwestycji w sieci przesyłowe stanowi barierę rozwoju odnawialnych źródeł energii. Sieć oparta w coraz większym stopniu o odnawialne źródła energii będzie wymagała wdrożenia inteligentnych rozwiązań technologicznych, by umożliwić ciągłość w równowadze pomiędzy podażą i popytem. Konieczność maksymalizacji wydajności takiej sieci spowoduje ogromne zmiany w kształcie infrastruktury energetycznej.

  1. Planowanie i procedury

Transformacja energetyczna jest prawdopodobnie jednym z najbardziej ambitnych i złożonych projektów rozwojowych na świecie. Przeszkodą dla jego realizacji jest to, że projekty inwestycyjne związane z energią odnawialną oraz infrastrukturą wspierającą trwają zbyt długo, a procedury formalne są skomplikowane. Trzy główne bolączki w tym obszarze to: brak długoterminowej spójności w polityce i regulacjach, brak podstawowej wiedzy na temat działania i wpływu technologii, niewystarczający system zachęt społecznych w kierunku wdrażania projektów OZE.

  1. Magazynowanie energii

Skuteczne magazynowanie energii jest niezbędne by wypełnić luki w dostawach energii i zapewnić ciągłość tego procesu. Technologie magazynowania muszą być dostosowane do rosnącego zapotrzebowania wynikającego z rozwoju OZE. Istotnym wyzwaniem będzie osiągnięcie opłacalności finansowej w magazynowaniu energii. Do wyzwań hamujących rozwój magazynów energii zaliczono ograniczenia łańcucha dostaw, dostęp do sieci i niedobór talentów na rynku.

  1. Łańcuch dostaw

61% interesariuszy z branży energii odnawialnej ankietowanych przez KPMG International wymieniło ryzyko związane z ciągłością łańcucha dostaw jako istotną przeszkodę w skalowaniu odnawialnych źródeł energii. Wzrost cen oraz brak dostępu do niezbędnych zasobów opóźniły lub zatrzymały wiele planowanych projektów OZE. Zapewnienie niezawodności łańcuchów dostaw stanowi jeden z fundamentów ich szybkiej realizacji. Problemem jest zbyt duża koncentracja geograficzna dostawców surowców krytycznych i producentów sprzętu.

  1. Dostęp do surowców krytycznych

Zwiększanie udziału odnawialnych źródeł energii wymaga konkurencyjnego cenowo dostępu do ogromnej ilości surowców, takich jak kobalt, nikiel, grafit, miedź i lit. Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że – aby możliwe było osiągnięcie celów Porozumienia paryskiego – zapotrzebowanie na surowce dla zielonej energii wzrośnie czterokrotnie do 2040 roku. Według analizy KPMG International, wyprodukowanie ilości litu wymaganej do wycofania paliw kopalnych na poziomie produkcji z 2019 r. zajęłoby prawie 10 000 lat.

  1. Środowisko i bioróżnorodność

Podczas gdy różnorodność biologiczna zależy od klimatu i rozwoju technologii, takich jak odnawialne źródła energii, należy również uwzględnić potencjalny negatywny wpływ rozwoju OZE na środowisko oraz podjąć kroki w celu ich przewidywania i łagodzenia lub uniknięcia. 60% respondentów zgodziło się ze stwierdzeniem, że badanie wpływu zielonej energii na przyrodę i różnorodność biologiczną jest niezbędne w procesie rozwoju odnawialnych źródeł energii.

  1. Społeczna akceptacja działań

Inwestorzy uzyskują pozwolenia formalne na realizację projektów skoncentrowanych na energii odnawialnej, ale wraz z intensyfikacją tych działań będą musieli także zdobywać społeczną akceptację planów inwestycyjnych wśród ogółu interesariuszy. Wczesna partycypacja społeczna na etapie początkowym projektu może przyspieszać jego realizację.

  1. Sytuacja na rynkach rozwijających się

Zdolność światowych decydentów do osiągnięcia celów klimatycznych Porozumienia paryskiego, indywidualnych zobowiązań dotyczących zerowej emisji netto, a w ostateczności uniezależnienia się od paliw kopalnych, w dużym stopniu zależy od szybkiego wdrożenia projektów OZE na rynkach wschodzących.

Zwiększanie mocy odnawialnych źródeł energii ma kluczowe znaczenie nie tylko dla realizacji unijnych celów klimatycznych, ale także dla zmian proporcji tzw. koszyka energetycznego, w którym tradycyjne paliwa kopalne nadal odgrywają główną rolę w zapewnianiu stabilności i niezawodności energetycznej. W Unii Europejskiej udział OZE w koszyku energetycznym w 2022 roku wynosił blisko 25%. Globalnie w analizowanym okresie energia z wiatru i słońca składały się na 12% produkcji energii w ogólnym miksie energetycznym.

Złoty umacnia się po lepszych danych i poprawie nastrojów na rynkach

Trochę lepszych danych, lepsze nastroje na świecie i nagle złoty melduje się znów poniżej poziomu 4,30 zł względem euro. W tle gorsze indeksy koniunktury w głównych gospodarkach europejskich, które tylko ułatwiają ten ruch.

Sprzedaż detaliczna w Polsce

Wczoraj poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej w naszym kraju. W skali rocznej rośnie ona o 5,4%, co jest wynikiem delikatnie poniżej oczekiwań rynków, które wynosiły 5,7%. Z drugiej strony warto pamiętać, że miesiąc temu wzrost wynosił zaledwie 4,3%, zatem widać wyraźną poprawę. W tle mamy co prawda dalszą zadyszkę w produkcji budowlano-montażowej. Ta z kolei spada o 6,5% w ujęciu rocznym. Pamiętać jednak trzeba, że rynek był w zeszłym roku rozpędzany przed wyborami kredytem 2%. Obecnie rząd pod falą krytyki wycofał się z kolejnego programu, zdaniem niektórych specjalistów bardziej dotującego deweloperów niż osoby chcące kupić własne mieszkanie. Pomimo tych danych byliśmy wczoraj świadkami silnego odbicia na złotym. Pierwszy raz od 7 czerwca byliśmy bowiem świadkami euro poniżej poziomu 4,30 zł.

Indeksy koniunktury w Europie

Poniedziałek był również dniem, kiedy to poznaliśmy dwa ważne indeksy koniunktury. Mowa o niemieckim indeksie Insytutu Ifo oraz brytyjskim wskaźniku zamówień wg CBI. Niemieckie Ifo wyniosło 88,6 pkt, co na tle ostatnich miesięcy nie jest takim złym wynikiem, analitycy liczyli co prawda na wyższy rezultat, ale nadal są to poziomy pokazujące, że optymizm w tamtejszej gospodarce nie przeważa nad pesymizmem. Lepsze dane poznaliśmy z kolei z Wysp. Lepsze od oczekiwań oczywiście. Spodziewano się wyniku minus 26 pkt, a finalnie wyszło zaledwie minus 18 punktów. Mamy zatem podobnie jak w przypadku naszego sąsiada zza Odry przewagę pesymistów nad optymistami.

Akceptacja ryzyk

Na rynku po kilku dniach silniejszej awersji do ryzyka, która kosztowała złotego trochę wartości, wraca chęć osiągania zysków. Kapitał znów płynie na bardziej ryzykowne rynki. Widać to wyraźnie po odbiciu rodzimej waluty, która znów się umacnia. Widać również odpływ kapitału z franka szwajcarskiego do euro. Jest to typowy sygnał, że kapitał szuka bardziej ryzykownych, ale i zyskownych inwestycji. Nawet na obligacjach widać pewne spadki rentowności względem poprzednich dni. Pokazuje to, że inwestorzy uznają, że płacimy bardzo rozsądne pieniądze za ponosze ryzyko w związku z pożyczaniem ich nam.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – inflacja konsumencka,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów Conference Board.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Luka finansowa w budżecie NFZ: może zabraknąć 159 mld zł w perspektywie najbliższych trzech lat

System ochrony zdrowia w latach 2025-2027 wymaga dofinansowania na poziomie od 92,5 mld zł do 158,9 mld zł – alarmują autorzy raportu pt. „Luka finansowa systemu ochrony zdrowia w Polsce – perspektywa 2025-2027”. Decyzje podejmowane w ostatnich dwóch latach doprowadziły do niemal całkowitej likwidacji rezerw finansowych Narodowego Funduszu Zdrowia, a zobowiązania wynikające przede wszystkim ze wzrostu płac w ochronie zdrowia mają trwałe i rosnące skutki.

Podczas konferencji inauguracyjnej raportu „Luka finansowa systemu ochrony zdrowia
w Polsce – perspektywa 2025-2027” zaprezentowano łącznie kilka wariantów pokazujących wymaganą skalę dofinansowania systemu ochrony zdrowia w latach 2025-2027. Dane, na których opierali się autorzy publikacji pochodzą z oficjalnych źródeł administracji rządowej, m.in. Wieloletniego Planu Finansowego Państwa na lata 2024-2027[1], aktualnych prognoz dotyczących wzrostu PKB[2] oraz przyjętej przez Ministra Zdrowia oraz Ministra Finansów prognozy przychodów NFZ na kolejne trzy lata[3].

Scenariusz minimalny i scenariusz bazowy

Według minimalnego scenariusza, który zakłada ograniczenie zobowiązań powstających po stronie płatnika publicznego w postaci wstrzymania finansowania świadczeń ponadlimitowych (tzw. nadwykonań w zakresach limitowanych), braku finansowania nowych technologii medycznych oraz aktualizacji wycen w najbardziej priorytetowych dziedzinach, luka finansowa wyniesie nie mniej niż:

  • 22 mld zł w 2025 r.,
  • 29,5 mld zł w 2026 r.,
  • 41 mld zł w 2027 r.,

co łącznie daje 92,5 mld zł, które w latach 2025-2027 trzeba będzie skierować do Narodowego Funduszu Zdrowia.

Zgodnie ze scenariuszem bazowym, aby utrzymać obecny poziom sprawności systemu ochrony zdrowia w Polsce, dofinansowanie w latach 2025-2027 powinno wynieść odpowiednio:

  • 31 mld zł w 2025 r.,
  • 41,5 mld zł w 2026 r.,
  • 57 mld zł w 2027 r.,

co łącznie daje kwotę 129,5 mld zł.

Scenariusz minimalny to w praktyce zamrożenie taryfikacji nowych świadczeń na 3 lata, brak refundacji nowych leków, czy programów polityki zdrowotnej, narastanie kolejek, czy wreszcie znaczący wzrost zadłużenia szpitali – wskazuje Bernard Waśko, Dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-PZH.

Wielkość luki finansowej będzie również zależeć od bieżących decyzji. W przypadku przyjęcia przez Sejm propozycji resortu zdrowia związanej z obywatelskim projektem ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych, każdą z powyższych sum należy powiększyć dodatkowo o 14,4 mld zł, a przy założeniu dodatkowego wprowadzenia zmian w składce zdrowotnej – o kolejne 29 mld zł. W takim scenariuszu nawet przeznaczenie dodatkowych 121,9 mld zł z budżetu państwa do NFZ w latach 2025-2027 nie pozwoli na utrzymanie bieżącego poziomu sprawności systemu ochrony zdrowia w Polsce. Z kolei, aby możliwe było zwiększenie dostępu do świadczeń lub poprawa ich jakości (np. skrócenie kolejek do specjalistów, lepszy dostęp do nowoczesnych technologii medycznych), budżet państwa będzie musiał skierować do NFZ w ciągu najbliższych 3 lat co najmniej 158,9 mld zł.

Udział nakładów budżetowych (dotacji) w całości wydatków na ochronę zdrowia wzrośnie kilkukrotnie. W skrajnym scenariuszu ponad 1/3 wydatków NFZ będzie finansowana z dotacji pochodzącej z budżetu państwa. To oznacza wydolność składkową NFZ na poziomie niższym niż 67%, podczas gdy obecnie wydolność systemu emerytalnego w ZUS to ponad 85%. Okazuje się, że „mityczna dziura w ZUS” to nie jedyny problem finansów publicznych. Wyrósł poważny konkurent, system ochrony zdrowia, który z impetem będzie powiększał swoją dziurę finansową – podkreśla Sławomir Dudek, Prezes Instytutu Finansów Publicznych.

Wyższe składki finansują tylko wzrost wynagrodzeń

Autorzy raportu wskazują także na przyczyny złej sytuacji finansowej Narodowego Funduszu Zdrowia. W 2023 r. Narodowy Fundusz Zdrowia wykorzystał prawie wszystkie rezerwy, które kumulowały się w trakcie pandemii w latach 2020-2022. Doprowadziło do tego m.in. wprowadzenie zmiany w ustawie o zawodzie lekarza i lekarza dentysty w listopadzie 2022 r., która przeniosła ciężar finansowania wielu zadań z budżetu państwa do Narodowego Funduszu Zdrowia. Dodatkowo, koszty wdrażania znowelizowanej w 2022 r. ustawy o sposobie ustalania minimalnego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych.

W wyniku tych zmian doszło do gwałtownego wzrostu potrzeb wydatkowych NFZ, które przekraczają znacznie wzrost przychodów ze składki na ubezpieczenie zdrowotne. To oznacza, że wszystkie dodatkowe środki finansowe pochodzące ze zwiększonych składek na ubezpieczenie zdrowotne płacone przez obywateli są przeznaczane na większe wynagrodzenia personelu medycznego.

W stanowisku Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia z listopada 2021 r. rząd, pracodawcy i związki zawodowe zgodziły się, że połowa wzrostu nakładów na ochronę zdrowia powinno trafić na poprawę wynagrodzeń, a reszta na zwiększenie dostępności świadczeń  i nowe technologie. Kilka lat później jesteśmy w sytuacji, w której pacjenci nie odczuwają poprawy w dostępie do opieki zdrowotnej pomimo kierowania dodatkowych środków do systemu – dodaje Wojciech Wiśniewski, członek Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia z ramienia Federacji Przedsiębiorców Polskich.

W skrajnym scenariuszu ponad 1/3 wydatków NFZ będzie finansowana z dotacji pochodzącej z budżetu państwa. Dla porównania w przypadku ZUS jest to ok. 15%. Według szacunków ekspertów udział nakładów budżetowych w całości wydatków na ochronę zdrowia w 2027 r. przerośnie m.in. wydatki na program 800+. Ochrona zdrowia, które jeszcze niedawno było źródłem relatywnie niewielkich zobowiązań po stronie budżetu państwa, stanie się obok systemu ubezpieczenia społecznego i obronności jedną z trzech dziedzin o największym wpływie na wydatki państwa.

Rekomendacje zmian

Co można zrobić, aby uniknąć całkowitej zapaści finansowej systemu ochrony zdrowia
w Polsce? W opracowanym raporcie, eksperci przedstawili rekomendacje wraz
z uzasadnieniem każdej z nich:

  1. Wprowadzenie regulacji umożliwiających kierowanie niewykorzystanych środków
    z Funduszu Medycznego do Narodowego Funduszu Zdrowia na finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej.
  2. Poszukiwanie rozwiązań redukujących część dotacyjną w kierunku systemu samofinansującego się.
  3. Wprowadzenie rozwiązań umożliwiających nieuwzględnianie wzrostu wynagrodzeń kontraktowych w taryfikacji świadczeń opieki zdrowotnej w przypadku, gdy poziom wynagrodzenia danego pracownika (w przeliczeniu na etat) przekracza określoną wielokrotność średniego wynagrodzenia w gospodarce.
  4. Wstrzymanie prac nad obywatelskim projektem ustawy o sposobie ustalania minimalnego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych
    w podmiotach leczniczych w części, która będzie zwiększać zobowiązania po stronie Narodowego Funduszu Zdrowia.
  5. Nowelizacja ustawy o sposobie ustalania minimalnego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych poprzez:
    1. zmianę przepisów w taki sposób, aby zagwarantowane ustawowo płace minimalne wchodziły w życie 1 stycznia zamiast 1 lipca;
    2. zastąpienie kwoty bazowej przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej inną wypracowaną we współpracy z partnerami społecznymi stawką bazową, indeksowaną w podobny sposób jak świadczenia emerytalne i rentowe.
  6. Zagwarantowanie zrównoważonego podziału przyrostu środków na wynagrodzenia
    i inwestycje w nowe technologie oraz dostępność świadczeń.
  7. Weryfikacja wymogów dotyczących minimalnych zasobów kadrowych dla świadczeniodawców określonych w koszyku świadczeń gwarantowanych poprzez analizę możliwości rozszerzania kompetencji różnych grup personelu medycznego.

Luka finansowa systemu ochrony zdrowia w Polsce

Autorami opracowania, pt. „Luka finansowa systemu ochrony zdrowia w Polsce – perspektywa 2025-2027” są Bernard Waśko (Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny), Sławomir Dudek (Instytut Finansów Publicznych), Wojciech Wiśniewski (Federacja Przedsiębiorców Polskich) i Łukasz Kozłowski (Federacja Przedsiębiorców Polskich).

[1] Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2024-2027, https://www.gov.pl/web/finanse/wieloletni-plan-finansowy-panstwa, [dostęp elektroniczny: 01.07.2024].

[2] Wytyczne dotyczące stosowania jednolitych wskaźników makroekonomicznych będących podstawą oszacowania skutków finansowych projektowanych ustaw, https://www.gov.pl/attachment/1b1506a4-1781-41e9-ae6a-a9439776da91[dostęp elektroniczny: 01.07.2024].

[3] Dokument otrzymany w trybie dostępu do informacji publicznej.

Baker McKenzie: Polska potrzebuje nowych zachęt dla inwestorów zagranicznych

Wraz z wprowadzeniem globalnego podatku minimalnego fiskalne zachęty dla dużych inwestorów zagranicznych stracą na znaczeniu, a Polska może stać się mniej konkurencyjna na tle pozostałych krajów UE, oceniają eksperci Baker McKenzie. Pracom nad wdrożeniem do polskiego prawa przepisów unijnej dyrektywy powinna towarzyszyć rekonstrukcja istniejącego systemu ulg i zachęt, które przyciągną inwestycje międzynarodowych koncernów.  

Globalny podatek minimalny obejmie spółki, które należą do grup kapitałowych, a ich przychód w ostatnich latach wyniósł co najmniej €750 mln. Państwa Unii Europejskiej były zobowiązane wydać odpowiednie przepisy implementujące dyrektywę w sprawie zapewnienia globalnego minimalnego poziomu opodatkowania międzynarodowych grup przedsiębiorstw oraz dużych grup krajowych do końca 2023 roku. W Polsce projekt ustawy do konsultacji publicznych został przekazany pod koniec kwietnia, a przyjęcie ustawy wprowadzającej minimalny CIT planowane jest na drugą połowę tego roku. Niezależnie od opóźnienia w przyjęciu przepisów, podatek obejmie dochody uzyskane od początku 2025 roku.

Dyrektywa unijna wchodzi w życie jako efekt konsensusu między krajami OECD, zgodnie z którym duże międzynarodowe firmy powinny płacić w każdym kraju, w którym są obecne, efektywny podatek dochodowy nie mniejszy niż 15 proc.

Podstawowa stawka CIT w Polsce wynosi 19 proc. i nie wydaje się konkurencyjna na tle regionu, ale towarzyszą jej liczne ulgi, dzięki którym firmy, szczególnie na wczesnym etapie inwestycji, efektywnie płacą dużo niższe kwoty, bądź są zwolnione z podatków – mówi Katarzyna Kopczewska, partner w kancelarii Baker McKenzie, kierująca zespołem podatkowym. – Wraz z wejściem w życie globalnego podatku minimalnego, konieczne będzie opłacenie podatku wyrównawczego, tak by wysokość obciążenia osiągnęła 15 proc., niezależnie od branży, rodzaju inwestycji czy jej etapu.

Według szacunków Ministerstwa Finansów wpływ wprowadzenia globalnego podatku minimalnego będzie ograniczony do niewielkiej grupy podatników – największych firm, będących zarazem beneficjentami zachęt. Aktualnie Polska jest jedną z lokalizacji chętnie wybieranych przez inwestorów z Niemiec i Skandynawii.

Inwestor decydując o wyborze lokalizacji bierze pod uwagę cały region i porównuje warunki, jakie zapewniają poszczególne kraje – dodaje Katarzyna Kopczewska. – Dotychczas Polska wygrywała między innymi dzięki atrakcyjnym ulgom fiskalnym powiązanym z inwestycjami. To się może jednak zmienić wraz z wprowadzeniem globalnego podatku minimalnego. 

Polska jest jednym z beneficjentów trendu nearshoringu, zgodnie z którym międzynarodowi wytwórcy przenoszą część produkcji bliżej końcowego odbiorcy. Ulga polegająca na zwolnieniu z podatku dochodowego przez określony czas prowadzenia inwestycji jest obecnie istotnym argumentem na rzecz przenoszenia produkcji i prowadzenia działalności w Polsce. By utrzymać lub zwiększyć atrakcyjność inwestycyjną wraz z wejściem w życie globalnego podatku minimalnego, rząd powinien zrewidować istniejący katalog ulg i zachęt dla największych inwestorów oraz wprowadzić nowe kategorie ulg, twierdzą eksperci Baker McKenzie. Inne kraje UE, w tym m.in. Hiszpania i Węgry, dokonały przeglądu swoich regulacji w tym zakresie, zapewniając ich zgodność z nowymi przepisami i utrzymując konkurencyjność dla inwestycji zagranicznych.

W systemie globalnego podatku minimalnego dopuszczalne są określone kategorie ulg i zwolnień, których stosowanie w ograniczonym zakresie powoduje konieczność zapłaty podatku wyrównawczego. Ich charakter jest jednak bliższy instytucji dotacji, grantu czy subwencji niż zachętom aktualnie stosowanym w Polsce, które przewidują głównie zwolnienie z opodatkowania – twierdzi Katarzyna Kopczewska. – Kolejna istotna kwestia, która powinna zostać rozważona, to zmiana sposobu egzekwowania podatku u źródła. Podatek ten jest szeroko komentowany wśród inwestorów zagranicznych i ma istotne znaczenie przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych przez międzynarodowych graczy.

Funkcjonujący od dwóch lat w Polsce system poboru podatku u źródła miał ukrócić optymalizacje podatkową, ale w efekcie wprowadza podwójne opodatkowanie przy transferze zysków z inwestycji w Polsce za granicę. Przy obecnej interpretacji przepisów przez urzędy skarbowe inwestor płaci podatek zarówno na wypracowanym zysku, jak i na przeniesieniu go za granicę. Zdaniem ekspertów Baker McKenzie, inwestorzy zagraniczni są świadomi agresywnej polityki polskiego fiskusa i biorą ją pod uwagę przy wyborze lokalizacji inwestycji.

PKF BPO: 35 lat sukcesu i innowacji

W tym roku PKF BPO obchodzi 35-lecie swojej działalności. Czy to nie jest idealny moment, aby spojrzeć wstecz, docenić naszą wspólną podróż i zastanowić się nad przyszłością? Z małej, rodzinnej firmy przekształciliśmy się w kluczowego gracza na rynku outsourcingu finansowo-księgowego. Jak do tego doszliśmy? Jakie wartości i działania pozwoliły nam osiągnąć tak wiele? Zapraszam do poznania naszej historii.

Nasza historia: od małej firmy do międzynarodowego lidera

Nasza podróż rozpoczęła się w 1989 roku w Opolu, jako niewielka firma konsultingowa pod nazwą Opolska Grupa Auditingowa Sp. z o.o. Przez lata ciężkiej pracy, ciągłego doskonalenia i zdolności do adaptacji rozwijaliśmy się, poszerzając naszą ofertę usług. Przełomowym momentem było dołączenie do Grupy PKF Polska należącej do międzynarodowej sieci PKF International (obecnie PKF Global), co otworzyło przed nami drzwi do globalnej wiedzy i najlepszych praktyk, którymi teraz możemy dzielić się z naszymi klientami.

Obecnie PKF BPO oferuje pełen wachlarz usług finansowo-księgowych i wspiera przedsiębiorstwa na każdym etapie ich działalności. Nasza oferta obejmuje księgowość, sprawozdawczość finansową, nadzór księgowy, tax compliance, kompleksową obsługę kadr i płac, audyty finansowo-kadrowe, usługi rachunkowości zarządczej i kontrolingu. Czy można chcieć więcej?

Inwestycje w nowoczesne technologie i ekspertów

Co napędza nasz sukces? Inwestycje w nowoczesne technologie. Usprawniamy procesy księgowe i kadrowo-płacowe, oferując zaawansowane analizy danych. Nasz zespół to blisko 200 specjalistów z różnych dziedzin – certyfikowanych księgowych, specjalistów ds. kadr i płac, biegłych rewidentów, doradców podatkowych, radców prawnych, specjalistów IT i ekspertów ds. kontrolingu i raportowania zarządczego. Razem możemy kompleksowo wspierać naszych klientów w ich biznesowych wyzwaniach. Grażyna Sadowska – Malczewska, CEO PKF BPO, podkreśla ze wzruszeniem – „Nie mam wątpliwości co jest najważniejszą składową naszego sukcesu.  To nasz zespół – pełen pasji, humoru, chęci działania i determinacji. Dziewczyny zarządzające PKF BPO oraz cały zespół pracowników, który niejednokrotnie udowodnił, że w zespole siła.”

PKF BPO

Przejdź na stronę: https://pkfbpo.pl/

Partnerstwo przede wszystkim

Co nas wyróżnia? Nasze multidyscyplinarne podejście. Jako część Grupy PKF Polska oferujemy nie tylko usługi finansowo-księgowe, ale także doradztwo prawno-podatkowe. Nasi klienci mają wszystko, czego potrzebują, w jednym miejscu – od prostych kwestii administracyjnych po skomplikowane projekty restrukturyzacyjne.

Naszym priorytetem są długotrwałe relacje z klientami i pracownikami. Czy można zbudować prawdziwe partnerstwo bez zrozumienia specyfiki biznesu i otwartej komunikacji? Wierzymy, że nie. Komunikacja jest kluczem do efektywnej współpracy, dlatego stawiamy na otwartość i dostępność dla klientów, gotowość do wysłuchania ich potrzeb i zrozumienia ich sytuacji biznesowej.

Dlatego jesteśmy zaangażowani w rozwój naszych klientów, oferując nie tylko usługi księgowe, ale także wsparcie w zarządzaniu i optymalizacji procesów.

Gotowi na nowe wyzwania

W dynamicznie zmieniającym się środowisku biznesowym elastyczność i zdolność do szybkiego reagowania są kluczowe. Pomagamy naszym klientom odnaleźć się w labiryncie zmieniających się przepisów prawnych, w zmianach gospodarczych i politycznych zarówno w Polsce, jak i na świecie. Wspieramy ich w adaptacji do nowych warunków, zapewniając zgodność z przepisami i doradztwo w zakresie strategicznych decyzji biznesowych.

Obchodząc nasze 35-lecie, patrzymy w przyszłość z optymizmem. Nasza długa historia i bogate doświadczenie to solidna podstawa, a nasze innowacyjne podejście sprawia, że jesteśmy gotowi na kolejne wyzwania. Dla nas na pierwszym miejscu są zawsze nasi partnerzy biznesowi. To dzięki nim możemy się dalej rozwijać, dzieląc się naszymi doświadczeniami i wiedzą. Czy jesteś gotów dołączyć do nas w tej podróży? W końcu sukces naszych klientów jest naszym największym sukcesem.

Ifo wysyła sygnał ostrzegawczy ale kurs EURUSD zyskuje

Wall Street na poniedziałkowej sesji doświadczyła zwyżek przemysłowego indeksu Dow Jones (0,7 proc.) i jednocześnie spadków akcji spółek technologicznych co było zobrazowane ujemnym wynikiem benchmarku Nasdaq Composite (-1,1 proc.). Z kolei szeroki SP500 stracił 0,3 proc. W Europie kontynuowane jest odreagowanie, które rozpoczęło się dokładnie tydzień temu. DAX urósł o 0,9 proc. Na rynku surowcowym doświadczyliśmy wzrostów cen ropy naftowej oraz złota (0,6 proc.). Brent zyskała 1,1 proc. a WTI 0,9 proc. Rentowności amerykańskich obligacji były stabilne. Rynki czekają na nowy impuls. Kluczowymi danymi w tym tygodniu będzie piątkowy raport nt. wydatków Amerykanów. W poniedziałek kalendarz makro był relatywnie ubogi. Negatywnie zaskoczył indeks klimatu biznesowego Ifo dla Niemiec.

Po spadku indeksów menedżerów zakupów (PMI), zaskakująco słabo wypadł również klimat biznesowy Ifo. To pewnego rodzaju sygnał ostrzegawczy. Ankietowani ekonomiści oczekiwali umiarkowanego wzrostu. Główny wskaźnik obniżył się do 88,6 pkt. co jest gorszym wynikiem od prognoz oraz wyniku majowego. Słabiej od oczekiwań wypadła ocena bieżącej sytuacji (88,3 pkt.). Rozczarował także indeks oczekiwań biznesowych na kolejne sześć miesięcy, który obniżył się z 90,3 pkt. do 89 pkt. W poszczególnych sektorach gospodarki niemieckiej można zaobserwować pewną przeciwwagę w porównaniu z poprzednim miesiącem. Sektor usług z nawiązką nadrobił spadek z maja, podczas gdy klimat biznesowy w sektorze produkcyjnym ponownie znacznie spadł po ożywieniu w maju.

W Europie polityka pieniężna jest wciąż restrykcyjna pomimo obniżki stóp procentowych przez EBC w czerwcu o 25 punktów bazowych. Łagodzenie warunków monetarnych nie pobudza jeszcze gospodarki do dynamiczniejszego wzrostu. Pamiętajmy, że Niemcy przez ostatnie lata stały się mniej atrakcyjnym miejscem do lokalizacji biznesu a w tym czasie politycy nie podjęli zdecydowanych środków zaradczych. Firmy coraz częściej inwestują za granicą co hamuje w pewnym stopniu wzrost gospodarczy u naszych zachodnich sąsiadów. Niemiecka gospodarka pozostanie w tym roku najprawdopodobniej w stagnacji.

Pomimo gorszych danych kurs EUR/USD zdołał odreagować po spadkach z końca minionego tygodnia. Notowania urosły powyżej 1,0740. W okolicy 1,0750 przebiega lokalny opór techniczny, który może tłumić dalsze wzrosty, ale jeśli ta bariera zostanie sforsowana, wówczas otworzy się droga do 1,08. Na wykresie widoczny jest układ „podwójnego dołka, który sugeruje większą szansę na kontynuację odbicia w krótkim terminie.

Wczoraj otrzymaliśmy także komentarz z Fed. Mary Daly ostrzegła, że amerykański rynek pracy może zbliżać się do punktu zwrotnego, a stopa bezrobocia może wzrosnąć z powodu spowolnienia popytu na pracę. Dodała, że w tym momencie inflacja nie jest jedynym czynnikiem ryzyka. Zauważyła jednocześnie, że ostatnie dane CPI nie wzbudziły zaufania i nadal trudno jest stwierdzić, czy gospodarka jest naprawdę na drodze do uzyskania stabilności cen.

Z amerykańskich danych wczoraj był opublikowany jedynie indeks aktywności wytwórczej Dallas Fed za czerwiec, który wypadł zgodnie z oczekiwaniami i wyniósł -15,0 pkt. co oznacza poprawę w porównaniu do wyniku za maj (-19,4 pkt.).

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Frankowiczów czeka długa oraz ciężka batalia. Rozpoczął się proces grupowy przeciwko Skarbowi Państwa

Przed warszawskim sądem rozpoczął się proces grupowy przeciwko Skarbowi Państwa, który zainicjowała grupa ok. 400 osób. Pozywający zarzucają rządzącym zbyt słabą kontrolę nad sektorem finansowym. Chcą także ustalenia odpowiedzialności nadzoru i ówczesnych władz. Według prawników, ewentualna wygrana stworzyłaby precedens i umożliwiłaby zmiany prawne, a także uzyskanie odszkodowań. Może też zmusić instytucje państwowe do bardziej rygorystycznego nadzoru nad rynkiem. Jednak jak podkreślają eksperci, przed frankowiczami długa i ciężka batalia, bo sprawa nie jest prosta. Muszą oni udowodnić, że nadzór finansowy oraz władze, znając ryzyko związane z tego typu kredytami, zaniedbały obowiązki. Kluczowym elementem będzie zebranie dowodów na to, że rząd miał pełną wiedzę o ryzykach i nie podjął odpowiednich działań. Do tego eksperci dodają, że jeżeli frankowicze wygrają proces, to późniejsze odszkodowania będą ciążyły nie na konkretnych osobach, tylko na Skarbie Państwa, czyli na wszystkich Polakach.

Sąd Okręgowy w Warszawie niedawno otworzył proces grupowy frankowiczów przeciwko Skarbowi Państwa. Obecnie w skład grupy pozywającej wchodzi ok. 400 osób, ale kolejni kredytobiorcy mają 3 miesiące na przyłączenie się do niego. Ten pozew nie dotyczy odszkodowań, ale ustalenia odpowiedzialności nadzoru ówczesnych władz państwowych za zbyt słabą kontrolę nad sektorem finansowym.

– Ochrona konsumenta w czasie masowej sprzedaży kredytów frankowych praktycznie nie istniała. Nadzór i władze państwowe w żaden sposób nie chroniły obywateli przed ryzykiem – mówi radca prawny Radosław Górski, pełnomocnik frankowiczów. – Stawiam tezę, że było to co najmniej rażące niedbalstwo rządu oraz osób odpowiedzialnych za nadzór finansowy i ochronę konsumentów – dodaje mec. Górski.

Z informacji dostępnych w mediach wynika, że do pozwu mogą przystąpić osoby, które zawarły umowę kredytu we franku szwajcarskim w okresie od 08.02.2006 r. do 30.11.2008 r. Wygrany proces o ustalenie odpowiedzialności Skarbu Państwa otworzy im drogę do zawarcia ewentualnej ugody lub rozpoczęcia kolejnego – o odszkodowanie bądź zadośćuczynienie.

– Stroną procesu jest Skarb Państwa. Nie ma znaczenia, jaka partia czy partie sprawowały wówczas władzę. Premier, minister finansów czy przewodniczący KNF to funkcje publiczne, a nie partyjne – komentuje adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal. – Jeśli sąd ustali odpowiedzialność Skarbu Państwa, a w kolejnych procesach zasądzi na rzecz kredytobiorców odszkodowania, to uiszczać je będzie Skarb Państwa, a nie konkretna osoba – uzupełnia ekspert.

Zdaniem mec. Radosława Górskiego, jest prawdopodobne, że mogliśmy mieć do czynienia z umyślnym działaniem, mającym na celu ułatwienie sprzedaży kredytów frankowych w Polsce i celowym wprowadzaniem w błąd konsumentów. Rekomendacja S z 2006 roku, która w założeniu miała chronić konsumenta, w praktyce błędnie informowała, wskazując na stabilność kursu franka szwajcarskiego.

– Nikt, kto miał jakąkolwiek wiedzę na temat skali ryzyka zmian kursowych, nie mógł przypuszczać, że założenia rekomendacji S z 2006 roku mogły realnie uchronić jakiegokolwiek konsumenta przed ryzykiem związanym z kredytami frankowymi. Natomiast w tamtym czasie masowa sprzedaż kredytów w tej walucie była w interesie wszystkich – twierdzi mec. Radosław Górski.

Z kolei w opinii mec. Jakuba Bartosiaka, trudno wskazać na działania skierowane do kredytobiorców, informujące o określonych rozwiązaniach finansowych. O ile nie dziwi to, że nie podejmowały ich banki, o tyle można było tego oczekiwać od organów publicznych. W efekcie działania KNF były spóźnione, a wielu niekorzystnych zjawisk nie dostrzeżono lub zauważono je za późno. Tak było nie tylko w sytuacji samych frankowiczów, ale również np. w przypadku afer Amber Gold, GetBack czy sprzedaży polisolokat.

– Pozew grupowy koncentruje się na odpowiedzialności za szkodę, ale zwracamy uwagę na ekonomiczne i społeczne skutki, jakie wywołała sprzedaż kredytów frankowych. Wśród nich należy wymienić bankructwa kredytobiorców, licytacje ich majątków, stres w związku z niepewnością co do wysokości raty, problemy i konflikty wywołane zadłużeniem, depresje oraz – w skrajnych przypadkach – myśli i próby samobójcze – podkreśla pełnomocnik frankowiczów.

Sprawa jest skomplikowana, choć – według niektórych ekspertów – w latach boomu na kredyty frankowe było to w interesie wszystkich. Władza mogła ogłosić sukces. Polacy mieli dostęp do taniego i – ich zdaniem – bezpiecznego kredytu. Cieszyło to też konsumentów, rosła ich zdolność kredytowa. Banki mogły sprzedawać i generować zyski. Pracownicy banków i pośrednicy zaś zarabiali na prowizjach.

– Osoby rozważające przystąpienie do tego procesu muszą zrozumieć zarówno potencjalne korzyści, jak i koszty. Wiąże się to z formalnościami, takimi jak złożenie dokumentów potwierdzających ich status kredytobiorców frankowych oraz spełnienie terminów proceduralnych. Proces ten może wymagać przedstawienia umowy, dokumentów potwierdzających warunki kredytu oraz dowodów na poniesione straty finansowe – informuje radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo.

Koszty przystąpienia do procesu grupowego mogą obejmować opłaty sądowe, które są zwykle niższe niż w przypadku indywidualnych spraw sądowych oraz koszty związane z reprezentacją prawną. Przystąpienie do procesu grupowego może też przynieść kilka wymiernych korzyści.

– Jeżeli sąd uzna odpowiedzialność Skarbu Państwa, możliwe jest uzyskanie odszkodowań za poniesione straty finansowe. Dodatkowo sukces w takiej sprawie może stworzyć precedens, który zwiększy ochronę konsumentów w przyszłości i zmusi instytucje państwowe do bardziej rygorystycznego nadzoru nad rynkiem finansowym – zaznacza mec. Adrian Goska.

Droga do ustalenia odpowiedzialności Skarbu Państwa będzie długa. Frankowicze muszą udowodnić, że nadzór finansowy oraz władze, znając ryzyko związane z kredytami frankowymi, zaniedbały swoje obowiązki w zakresie ostrzegania konsumentów i działań interwencyjnych. Kluczowym elementem będzie zebranie dowodów świadczących o tym, że władze miały pełną wiedzę o ryzykach i nie podjęły odpowiednich działań.

– To nie jest proces o zapłatę. Korzystny dla kredytobiorców wyrok otworzy dopiero możliwość dochodzenia odszkodowania od Skarbu Państwa. Dla osób, które są już w sporze z bankiem i najprawdopodobniej odzyskają nadpłacone środki w odrębnym procesie, nie będzie to zatem istotna zmiana. Ustalenie odpowiedzialności Skarbu Państwa może natomiast być rozwiązaniem dla klientów upadłego Getin Banku – wyjaśnia ekspert z Kancelarii MBM Legal.

Do powyższego mec. Adrian Goska dodaje, że jeśli frankowicze wygrają proces, skutki mogą być daleko idące. Odpowiedzialność może spocząć na instytucjach państwowych, takich jak nadzór finansowy i rząd, które będą musiały zrekompensować poszkodowanym ich straty. Ponadto wygrana może prowadzić do zmian legislacyjnych i zwiększenia nadzoru nad instytucjami finansowymi, co w dłuższej perspektywie może poprawić ochronę konsumentów.

Polityka miesza na rynku walutowym

Wybory parlamentarne we Francji mogą wywołać znaczną zmienność na rynkach na początku kolejnego tygodnia. Pokerowe zagranie prezydenta Macrona przyciąga uwagę inwestorów znacznie bardziej niż ostatnia obniżka stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego. Również w bieżącym tygodniu, ubogim w istotne wiadomości makroekonomiczne, rynek skupi uwagę polityce.

Kluczowe punkty:

  • Polski złoty odrabia straty, rynek wyczekuje danych CPI.
  • Euro ma gorszą passę, inwestorzy wyczekują wyborów we Francji.
  • Europejskie wskaźniki PMI słabną, sugerując wątlejszy wzrost gospodarczy w II kwartale.
  • Wskaźniki PMI w USA przekraczają oczekiwania, uwaga skupia się teraz na inflacji PCE.
  • Norges Bank utrzymuje stopy procentowe, ale wypowiada się jastrzębio.

W nadchodzących dniach uwaga skupi się na Francji, gdzie z powodu silnego wyniku prawicy w wyborach do Parlamentu Europejskiego Emmanuel Macron zdecydował się na pokerowe zagranie – ogłoszenie przedwczesnych wyborów parlamentarnych. Sondaże i polityczne przepychanki stały się – obok danych ekonomicznych i polityki monetarnej – jednym z głównych przedmiotów zainteresowania inwestorów, przyćmiewając nawet pierwszą w tym cyklu obniżkę stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego (06.06).

Większość walut G10 doświadczyła w zeszłym tygodniu dość silnych ruchów, zakończyły go jednak na niemal niezmienionym poziomie – wyjątkami są korona norweska, która zyskała na jastrzębiości Norges Banku, oraz jen japoński, który stracił przez gołębi Bank Japonii.

Jako że ten tydzień przyniesie niewiele istotnych wieści makroekonomicznych lub dotyczących polityki monetarnej – z wyjątkiem piątkowej (28.06) amerykańskiej inflacji PCE – uwaga rynku skupi się na polityce. Wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii (04.07) nie powinny wiązać się z dużą zmiennością – sondaże zgodnie przewidują zdecydowaną większość Partii Pracy. We Francji sytuacja jest zgoła odmienna. Pierwsza tura wyborów, która odbędzie się 30.06, nie zadecyduje ostatecznie o składzie francuskiego parlamentu, może jednak przynieść dość informacji, by wywołać gwałtowną reakcję rynku w niedzielną noc i poniedziałkowy poranek.

PLN

Złoty w ubiegłym tygodniu radził sobie lepiej niż pozostałe waluty regionu, notując solidne zyski w parze z euro. Jego ostatnie umocnienie postrzegamy w znacznej mierze jako naturalną korektę po wcześniejszej nadmiernej wyprzedaży. W ostatnich dniach większość danych gospodarczych z Polski rozczarowuje, a zgodnie z najważniejszymi wskaźnikami momentum ekonomiczne w połowie II kwartału nie było silne. Zmniejsza to prawdopodobieństwo osiągnięcia w tym roku wzrostu gospodarczego przekraczającego 3%, jest jednak równocześnie kolejnym argumentem za tym, że inflacja nie będzie tak dużym problemem, jak sądzono na początku roku. W tym kontekście warto wspomnieć, że bazowa dynamika cen na poziomie 3,8% w maju była nieco niższa, niż szacowano.

Złoty w najbliższych dniach będzie reagował prawdopodobnie głównie na wiadomości spoza kraju, w tym związane ze zbliżającą się pierwszą turą wyborów parlamentarnych we Francji. Lokalnie uwaga skupi się na wstępnym odczycie czerwcowej inflacji CPI w piątek (28.06), która powinna być podobna do majowej, może nieznacznie wyższa.

EUR

Polityczne konsekwencje wyborów do Parlamentu Europejskiego i decyzji Macrona o przyspieszonych wyborach parlamentarnych ciążą europejskim aktywom i, jak się wydaje, pogarszają nastroje biznesowe. Wskaźniki PMI w strefie euro były znacznie słabsze, niż oczekiwano, a różnica między gospodarkami europejską i amerykańską wydaje się ponownie rosnąć.

Biorąc to wszystko pod uwagę, euro radziło sobie całkiem nieźle, doświadczając w ujęciu tygodniowym jedynie niewielkiej straty w parze z dolarem. Postrzegamy to jako sygnał, że obecne słabe poziomy wspólnej waluty zawierają już w wycenie liczne ryzyka dla euro, które może nie spaść już o wiele niżej, o ile w niedzielę prawicowe lub lewicowe partie nie zdobędą zaskakującej przewagi we francuskich wyborach. Dużo uwagi poświęca się możliwości dobrego wyniku Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen, uważamy jednak, że znacznie większe ryzyko dla europejskich aktywów stanowiłaby wygrana skrajnie lewicowego Nowego Frontu Ludowego.

USD

Odczyty ekonomiczne z USA były w ubiegłym tygodniu mieszane: sprzedaż detaliczna zaskoczyła w dół, wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej były jednak lepsze, niż oczekiwano. Spowodowany niepewnością związaną z francuskimi wyborami wzrost awersji do ryzyka w Europie wsparł dolara tylko nieznacznie, co może być kolejnym sygnałem, że jego pozycjonowanie może stawać się rozciągnięte.

Początek tygodnia będzie spokojny, jednak pierwsza debata prezydencka Bidena i Trumpa w czwartek (27.06) może być wydarzeniem politycznym, które zatrzęsie rynkami, jako że walka między oboma kandydatami wciąż wydaje się wyrównana. Uwaga skupi się również na inflacji PCE w piątek (28.06). W kontraktach futures wciąż w dużej mierze wyceniane są dwie obniżki stóp procentowych Fedu w tym roku, we wrześniu i grudniu, wyższa od oczekiwań dynamika cen może jednak wzbudzić wątpliwości w tym kontekście.

GBP

Bank Anglii (BoE) zgodnie z oczekiwaniami utrzymał w ostatni czwartek (20.06) stopy procentowe na niezmienionym poziomie, a rozkład głosów (7 do 2) był taki sam, jak na wcześniejszym posiedzeniu. Decydenci stwierdzili, że potrzeba więcej odczytów inflacyjnych, nim będzie mogło dojść do cięć. Sugerowali przy tym, że może to nastąpić w sierpniu, jako że część członków Komitetu postrzegała argumenty za ruchem w dół i przeciwko niemu jako „dobrze wyważone”. Lepsze wieści z inflacyjnego frontu, drobne rozluźnienie na rynku pracy i ubiegłotygodniowe słabsze od oczekiwań wskaźniki PMI prowadzą w tym samym kierunku. Rynki wyceniają cięcie stóp na najbliższym posiedzeniu na mniej więcej 50%. Jesteśmy zdania, że jeśli nie pojawi się duże zaskoczenie inflacją, BoE podąży w sierpniu śladami EBC, dokonując obniżki.

Perspektywy wygranej Partii Pracy w przyszłym tygodniu są korzystne dla funta – rynki w dalszym ciągu będą wyceniać bliższe kontakty z Unią Europejską. Może to wystarczyć, by zniwelować ryzyko związane z możliwością obniżki stóp procentowych BoE latem.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Maj 2024 w budownictwie mieszkaniowym – wciąż ubywa inwestycji

Z szacunków GUS wynika, że deweloperzy rozpoczęli w maju budowę o 5,2% mniej mieszkań niż w kwietniu. Z miesiąca na miesiąc sprzedawanych jest też coraz mniej lokali, a ostatnio maleje również liczba rezerwacji. Jak sytuacja na rynku będzie wyglądała w najbliższych miesiącach, trudno w tej chwili powiedzieć. Deweloperzy podchodzą ostatnio do inwestycji nieco ostrożniej, bo nie ma pewności czy będzie nowy program pomocowy państwa. Brak wyraźnych deklaracji ze strony rządu nie zachęca klientów do poszukiwania mieszkań.

W maju bieżącego roku deweloperzy rozpoczęli budowę niemal 12 tys. nowych mieszkań. To o 5,2% mniej niż w kwietniu, w którym już był odnotowywany spadek.

Rozpoczęte budowy

W szerszej perspektywie, w Polsce rozpoczęto w okresie od stycznia do maja budowę 66,5 tys. nowych lokali, tj. o 70% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Z jednej strony jest to efektem niskiej zeszłorocznej bazy, z drugiej zaś obrazuje silny wpływ programu Bezpieczny Kredyt 2 proc. na ożywienie w branży. Tak duża dysproporcja między pierwszymi pięcioma miesiącami 2023 i 2024 roku wynika przede wszystkim z innej rzeczywistości, w której rynek funkcjonował wtedy i dziś. Przypomnijmy, że początek zeszłego roku nie obfitował w nowe inwestycje, ponieważ wciąż odczuwaliśmy perturbacje związane z wydarzeniami z 2022 roku – podniesieniem stóp procentowych, odcięciem nabywców od finansowania oraz wysoką inflacją.

Inwestorzy potrzebowali wtedy kilku miesięcy na uruchomienie większej liczby budów, do czego skłoniła ich nie tylko stabilizacja sytuacji gospodarczej, ale również ogłoszenie programu BK2 proc. Dlatego w drugiej połowie 2023 roku z miesiąca na miesiąc wynik wprowadzeń nowych inwestycji ulegał systematycznej poprawie. Szczyt wspomnianych wzrostów przypadł na marzec 2024 roku, w którym uruchomiono budowę prawie 16 tys. nowych lokali. Pytanie brzmi, jak będzie wyglądać sytuacja na rynku w kolejnych miesiącach?

Co w drugiej połowie roku?

– Począwszy od lutego z miesiąca na miesiąc sprzedawanych jest coraz mniej lokali, a ostatnio pikuje również liczba rezerwacji. Niższe zainteresowanie klientów zakupem mieszkania widać również po spadającej liczbie wniosków kredytowych rejestrowanych przez BIK. Dodatkowo, przez sprzeczne informacje z obozu rządzącego, inwestorzy wykazują dużą rezerwę co do ewentualnego wprowadzenia programu Kredyt na Start – komentuje Patryk Kozierkiewicz, prawnik w Polskim Związku Firm Deweloperskich.

Okoliczności te każą sądzić, że tegoroczne szczyty mamy już za sobą, a liczba wprowadzeń będzie w przyszłych miesiącach wyhamowywać i ustabilizuje się w okolicach 10 tys. nowych lokali miesięcznie.

Ewentualną, tym razem pozytywną zmianę trendu w zakresie liczby nowych budów, może zwiastować pierwsza obniżka stóp procentowych lub wprowadzenie programu Kredyt na Start – co z pewnością zwiększyłoby dostępność kredytową i skłoniło nabywców do rozważenia zakupu mieszkania. Standardowe kredyty hipoteczne są bowiem w tej chwili drogie dla potencjalnych nabywców. Czekając na start nowego programu dopłat klienci szukają alternatywy do drogich mieszkań. Ostatnio można zaobserwować powrót do budowy domów, co związane jest także ze spadkiem cen materiałów budowlanych. Potwierdzają to dane GUS. W maju inwestorzy indywidualni ruszyli z budową prawie 7,6 tys. domów, nieco więcej niż w kwietniu, a w ciągu pięciu miesięcy ruszyli z budową 32,9 tys. domów – o 14% więcej niż rok wcześniej.

Budownictwo mieszkaniowe w Polsce w pierwszych pięciu miesiącach 2024 r.

Komunikat GUS na temat budownictwa mieszkaniowego realizowanego w pierwszych pięciu miesiącach 2024 roku wskazuje, że produkcja firm deweloperskich wciąż decyduje o skali nowych mieszkań i domów budowanych w Polsce.

Z majowych danych GUS wynika, że skala budownictwa realizowanego w Polsce wyrażona w liczbie lokali mieszkalnych oddanych do użytku nadal utrzymuje się na niższym niż w 2023 roku poziomie (16% mniej mieszkań oddanych niż przed rokiem). Jednak, podczas gdy firmy deweloperskie zrealizowały w tym okresie zaledwie o 6% mniej lokali niż w 2023 roku, to inwestorzy indywidualni (przede wszystkim gospodarstwa domowe realizujące budowy na własne potrzeby) wybudowali aż o 29% mniej niż rok wcześniej. Warto zaznaczyć, że tak jak w przypadku inwestorów indywidualnych o słabszych tegorocznych wynikach zadecydowała wyraźnie niższa niż w poprzednich latach liczba mieszkań oddanych w styczniu, tak w przypadku firm deweloperskich- najniższe od trzech lat liczby mieszkań oddanych zarówno w styczniu jak i w dwóch ostatnich miesiącach.

mieszkania-oddane-do-uzytkowania-przez-deweloperow

Znacznie bardziej optymistycznie od liczby wybudowanych mieszkań prezentuje się w pierwszych pięciu miesiącach tego roku liczba pozwoleń uzyskanych na realizację nowych inwestycji. Na ponad 30% wzrost liczby pozwoleń od stycznia do maja złożyły się większe wolumeny zarówno w grupie deweloperów jak i inwestorów indywidualnych. Jednak skala wzrostu liczby pozwoleń wydanych firmom deweloperskim jest wyraźnie większa niż w pozostałych grupach. W efekcie wciąż ponad 71% pozwoleń na budowę wydanych w Polsce w ostatnich miesiącach to wnioski firm deweloperskich. Warto jednak zaznaczyć, że w porównaniu z analogicznymi okresami w 2021 i 2022 roku deweloperzy uzyskali w 2024 roku pozwolenia na mniejszą liczbę mieszkań, a wyniki majowe te różnice pogłębiły.pozwolenia-na-budowe-otrzymane-przez-deweloperow

Podczas gdy majowe statystyki pozwoleń na budowę pozwalają na umiarkowanie optymistyczne prognozy dotyczące rozwoju w kolejnych miesiącach budownictwa mieszkaniowego realizowanego przez firmy deweloperskie, to dane o rozpoczętych budowach wyraźnie chłodzą ten optymizm. Wprawdzie w porównaniu do 2023 roku zarówno deweloperzy jak i inwestorzy indywidualni rozpoczęli budowę większej liczby mieszkań, to jednak już drugi miesiąc z rzędu były to wolumeny mniejsze miesiąc do miesiąca. I choć statystyka tzw. mieszkań rozpoczętych od stycznia do maja bieżącego roku wskazuje na lepsze w stosunku do analogicznego okresu 2023 roku wyniki  w niemal wszystkich kategoriach inwestorów (tylko mieszkań komunalnych i społecznych – czynszowych  rozpoczęto mniej niż przed rokiem), to wyniki te nie dają prawności że w tej kategorii rok 2024 będzie lepszy od 2023.

 

Także w kategorii „rozpoczynane budowy” decydujące znaczenie ma skala działalności firm deweloperskich. Ta grupa inwestorów w maju rozpoczęła budowę o 37% większej liczby mieszkań niż rok temu, ale jednocześnie tych rozpoczętych budów było o 5% mniej w kwietniu. Wyniki pierwszego kwartału 2024 pozwalały na prognozy, iż ożywienie po wyraźnie słabszym w wykonaniu deweloperów roku 2023 będzie z każdym kolejnym miesiącem coraz wyraźniejsze. Statystyki GUS z maja wskazują, że nie tylko strona popytowa rynku mieszkaniowego wstrzymuje się z decyzjami o finalizowaniu transakcji,  ale również strona podażowa wstrzymuje się z decyzjami o rozpoczynaniu nowych inwestycji.

Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku, Otodom Analytics

W maju ciąg dalszy korekty danych GUS budownictwa mieszkaniowego

Najnowsza informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w maju oraz pięciu pierwszych miesiącach bieżącego roku, potwierdziła zapoczątkowaną miesiąc wcześniej korektę ich półtorarocznego trendu wzrostowego.

Trwający od początku 2023 roku dość zdecydowany trend wzrostowy danych GUS budownictwa mieszkaniowego, dotyczący głównie mieszkań rozpoczętych i nowych pozwoleń, doczekał się w końcu wyraźniejszej korekty. Jak podkreślają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, na razie brak jest przesłanek do wyciągania daleko idących wniosków co do trwałości osłabienia koniunktury inwestycyjnej pierwotnego segmentu mieszkaniówki. A to oznacza, że tymczasem można mówić jedynie o naturalnej przerwie w trwającej tendencji.

Statystyki GUS mieszkaniowych inwestycji deweloperskich w Polsce_maj 2024

W maju inwestorzy ruszyli w sumie z budową niespełna 20 tys. mieszkań, co jest rezultatem o ponad jedną piątą lepszym od uzyskanego w maju ub. roku, jednocześnie o kilka procent gorszym licząc miesiąc do miesiąca. Wynik deweloperów na poziomie bliskim 12 tys. rozpoczętych budów oznacza kolejny po kwietniowym spadek statystyk. To wprawdzie wciąż aż o 37 proc. więcej w relacji rdr., jednak progres ten wynika z rekordowo niskiej bazy. W relacji miesiąc do miesiąca deweloperzy notują tym razem spadek rzędu 5 proc.

W sumie w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2024 roku w Polsce ruszyła budowa ponad 101 tys. mieszkań i domów, co oznacza progres w odniesieniu do analogicznego okresu ub. roku o 46 proc. Ponownie znacznie lepiej prezentują się sami deweloperzy, których wynik na poziomie 66,5 tys. lokali oznacza wzrost w relacji rok do roku o 70 proc.

Wciąż optymistycznie prezentują się gusowskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie w maju w ramach wszystkich form budownictwa pozyskano bez mała 24,5 tys. decyzji administracyjnych, natomiast licząc od początku roku  ponad 119 tys.,  co w obu przypadkach oznacza progres o 31 proc., licząc rok do roku.

Z kolei wynik deweloperskich pozwoleń na poziomie 17 tys. w maju i  85 tys. od początku roku oznacza bardzo wyraźny wzrost w stosunku do analogicznych okresów ub. roku odpowiednio o 52 i 41 proc. Pomimo korekty majowy rezultat kwalifikuje się do historycznie najlepszych wyników pozyskiwania przez deweloperów przedmiotowych decyzji administracyjnych. Co więcej, w kolejnych miesiącach przedmiotowe dane mają duże szanse na kolejne wzrosty notowań, co wynika z przyspieszenia przez deweloperów składania wniosków przed datą 1 sierpnia, czyli terminem wejścia w życie nowych warunków technicznych.

O ile w przypadku nowych pozwoleń i budów rozpoczętych wciąż obowiązuje średnioterminowa tendencja wzrostowa gusowskich danych, to statystyki lokali oddawanych do użytkowania od miesięcy stabilizują się na relatywnie niskich poziomach, stanowiąc jedynie tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego. W maju było takich mieszkań w sumie zaledwie 14,5 tys., czyli 18 proc. mniej licząc rok do roku, i o 9 proc. mniej licząc miesiąc do miesiąca. Z kolei wynik od początku roku rzędu 79 tys. lokali oddanych jest o 16 proc. gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku.

W sumie ostatnia informacja GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce tym razem jedynie potwierdziła korekcyjny charakter jego danych sygnalnych, na razie jako naturalne odreagowanie półtorarocznego wychodzenia z długoterminowego dołka notowań. Wyniki od początku roku wciąż prezentują się bardzo dobrze, choć nadal ma na to istotny wpływ niska baza notowań sprzed roku. Już dość wyraźna na chwilę obecną korekta dotychczasowego kursu danych sygnalnych budownictwa mieszkaniowego na razie nie przesądza trwalszego osłabienia koniunktury inwestycyjnego segmentu krajowej mieszkaniówki, choć teoretycznie może stanowić o jego początku.

Tymczasem wciąż nierozstrzygnięta pozostaje kwestia nowego programu dopłat do hipotek, którego być albo nie być zapewne w decydującym stopniu wpłynie na parametry koniunktury sprzedażowej pierwotnego rynku mieszkaniowego, pociągając za sobą decyzje inwestycyjne deweloperów.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Euro oraz giełdy tracą po piątkowych wskaźnikach PMI

Europejskie akcje oraz euro zostały osłabione po gorszych od oczekiwań odczytów wskaźników PMI. Na Wall Street też przeważały spadki. SP500 oraz Nasdaq Composite straciły podobnie 0,2 proc. Dow Jones zamknął dzień bez zmian. Z kolei indeksy menadżerów zakupów dla amerykańskiego sektora usługowego oraz przemysłowego wypadły lepiej od prognoz. Kurs EUR/USD zniżkował i zbliżył się do 1,0670. Piątek był dniem „trzech wiedźm” co oznaczało wygasanie pochodnych na indeksy oraz akcje.

Wstępne dane za czerwiec zobrazowane wskaźnikami PMI dla Europy rozczarowały. Szczególnie słabo wypadł sektor przemysłowy. Gorsze od oczekiwań okazały się także wyniki dla sektora usługowego dla Francji, Niemiec oraz całej strefy euro. Publikacje podkreśliły wyzwania dla dalszego wzrostu gospodarczego na Starym Kontynencie i jednocześnie podkreśliły rozbieżność z koniunkturą, która aktualnie panuje w Stanach Zjednoczonych.

Dziś z europejskich danych pod uwagę brany będzie indeks Ifo dla Niemiec, który będzie oceniany w kontekście piątkowych PMI. Główny wskaźnik klimatu biznesowego jak również ten dotyczący obecnej sytuacji oraz oczekiwań wg prognoz ma wzrosnąć. Z kolei regionalny barometr Fed Dallas dla przemysłu nie powinien wywołać większej zmienności. Z Polski otrzymamy wyniki sprzedaży detalicznej (prawdopodobny wzrost o 4,6 proc. r/r) a także produkcji budowalno-montażowej (tu szacowany jest spadek).

W tym tygodniu kluczowy dla rynku będzie raport na temat wydatków Amerykanów. Jego istotność wynika z tego, że zawiera preferowana przez Fed miarę inflacji. Wskaźnik PCE jak i bazowy PCE ma obniżyć się do poziomu 2,6 proc. co będzie potwierdzeniem poznanego już łagodniejszego odczytu CPI. Oprócz tego oceniane będą wydatki, które pokażą jaka jest obecnie siła konsumentów w USA. Tego samego dnia poznamy szacunkowe dane inflacyjne z Polski. Prawdopodobnie CPI będzie oscylować wokół celu NBP, ale kolejne miesiące przyniosą podbicie dynamiki wzrostu cen, głównie za sprawą wyższych stawek nośników energii.

O stopach procentowych w tym tygodni będą decydować trzy banki centralne: Turcji, Czech oraz Szwecji. Ten pierwszy powinien utrzymać aktualny poziom (50 proc.). Wciąż w Turcji utrzymuje się bardzo wysoka inflacja. Z kolei u naszych południowych sąsiadów koszt pieniądza prawdopodobnie zostanie obniżony. Konsensus wskazuje na mniejszy ruch niż poprzednio, czyli 25 punktów bazowych w dół. Riksbank po redukcji w maju powinien tym razem utrzymać aktualny poziom 3,75 proc.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rynek pożyczek pozabankowych bije rekordy. W maju wartość udzielonych pożyczek sięgnęła 1,827 mld zł

W maju 2024 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 1 201 tys. nowych pożyczek o wartości 1,827 mld zł. W porównaniu do maja 2023 r. było ich o +105,3% więcej i na kwotę wyższą o +72,9%.

W okresie styczeń – maj 2024 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie zobowiązań na kwotę 8,42 mld zł, co oznacza wzrost o 103,1% w porównaniu z analogicznym okresem 2023 roku. Wartość udzielonych pożyczek gotówkowych wyniosła 5,683 mld zł (+69,2% r/r), pożyczek celowych 2,41 mld zł (+280,8% r/r), a kart i limitów pożyczkowych 0,33 mld zł (+113,6% r/r).

Majowa wartość sprzedaży pożyczek pozabankowych (1,827 mld zł) była najwyższa w historii. Największą część tej sprzedaży stanowiły pożyczki gotówkowe, których w maju udzielono na kwotę 1,256 mld zł (również rekordowo). Największy wzrost sprzedaży pożyczek gotówkowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym wystąpił wśród zobowiązań wysokokwotowych (powyżej 5 tys. zł), gdzie dynamika przekroczyła odpowiednio +94,9% oraz 93,6% r/r. Dynamiki sprzedaży pożyczek celowych oraz kart i limitów pożyczkowych są jeszcze wyższe, ale w maju ubiegłego roku firmy pożyczkowe nie przekazywały jeszcze do BIK pełnych informacji o tych produktach, zatem punkt odniesienia jest w tym przypadku nadal zaniżony.

W maju 58,5% sprzedaży pożyczek pozabankowych w ujęciu liczbowym stanowiły pożyczki celowe, 40,3% pożyczki gotówkowe oraz 1,2% karty i limity pożyczkowe. W ujęciu wartościowym 28,0% to pożyczki celowe, 68,8% pożyczki gotówkowe oraz 3,2% karty i limity pożyczkowe. Odmienna struktura liczbowa i wartościowa wskazuje na główną cechę polskiego rynku pożyczek pozabankowych. Pożyczki celowe udzielane są na niższe kwoty, zaś pożyczki gotówkowe na wyższe, analogicznie jak ma to miejsce w przypadku kredytów ratalnych i kredytów gotówkowych.

Średnia wartość pożyczki gotówkowej udzielonej w maju 2024 r. wyniosła 2 595 zł i była o 13,6% wyższa od średniej kwoty udzielonej w maju 2023 r. Natomiast średnia wartość nowo udzielonej w maju 2024 r. pożyczki celowej wyniosła 729 zł i była o 27,6% niższa od średniej wartości takiej pożyczki udzielonej rok wcześniej.

Tylko nieco ponad 43 proc. konsumentów czyta całą umowę kredytową. Do tego przeszło 10 proc. konsultuje ją z prawnikiem

Analiza przeszło 68,4 tys. cen detalicznych wykazała, że w maju br. codzienne zakupy w sklepach zdrożały średnio o 2,9% rdr. Wyniki z trzech ostatnich miesięcy wyraźnie pokazują, że powróciło przyspieszenie dynamiki podwyżek. Ponadto tym razem więcej kategorii niż w kwietniu czy w marcu wykazało jednocyfrowy wzrost rdr. – dwanaście na siedemnaście monitorowanych. Do tego dwucyfrowa podwyżka rdr. objęła jedną grupę produktów. Najbardziej poszły w górę ceny słodyczy i deserów, bo o 12,9% rdr. W TOP5 drożyzny widać też chemię gospodarczą ze wzrostem rdr. na poziomie 9,7%, napoje bezalkoholowe – 6,3%, dodatki spożywcze – 5,9%, a także pieczywo – 4,9% rdr. Po ww. danych widać też, że powrót VAT-u na żywność stał się faktem.

17,3% Polaków zaciągających kredyt w banku lub w innej instytucji finansowej w ogóle nie zapoznaje się z zapisami umowy. Do tego 19,7% ankietowanych sprawdza jedynie wybrane fragmenty. Cały dokument czyta 43,1% badanych, a zaledwie 10,4% respondentów dodatkowo konsultuje poszczególne zapisy z prawnikiem. Ponadto 8,2% uczestników sondażu nie tylko analizuje wszystko, ale również prosi o pomoc kogoś znajomego. Autorzy badania, komentujący ww. wyniki, uważają, że są one alarmujące. Nie czytając umowy zawieranej z bankiem, kredytobiorcy narażają się na potencjalne pułapki, w tym ukryte opłaty czy niekorzystne warunki spłaty.

Jak wynika z badania UCE RESEARCH i Kancelarii SubiGo, 43,1% Polaków zaciągających kredyt czyta całą umowę kredytową. Z kolei 19,7% ankietowanych robi to dość pobieżnie, czyli sprawdza tylko wybrane fragmenty.

– Wyniki badania można uznać za stosunkowo dobre, bo prawie połowa kredytobiorców zdaje sobie sprawę z ważności rozumienia wszystkich warunków umowy. Jednak blisko jedna piąta badanych daje niepokojący sygnał. Pobieżne czytanie tak ważnego dokumentu może prowadzić do nieprzyjemnych niespodzianek, gdy nieznane szczegóły umowy wpłyną na zdolność spłaty kredytu. Więcej osób powinno podchodzić do tego bardziej skrupulatnie. Obecny wynik świadczy też o wysokim poziomie zaufania do instytucji finansowych lub o braku świadomości ryzyka. Ponadto wskazuje na konieczność dalszej edukacji konsumentów. Dzięki niej można będzie zwiększyć liczbę osób, które dokładnie analizują swoje zobowiązania finansowe – mówi Szymon Goska, współautor badania z Kancelarii SubiGo.

Z sondażu wiadomo również, że 8,2% ankietowanych nie tylko czyta całą umowę, ale też dodatkowo daje ją do sprawdzenia komuś znajomemu. – Takie działanie świadczy o ostrożności i potrzebie dodatkowej weryfikacji. To pozytywny sygnał, ponieważ pokazuje, że konsumenci są świadomi swoich ograniczeń i chcą uniknąć niekorzystnych warunków umowy. Konsultacja z kimś zaufanym może pomóc wykryć potencjalne pułapki i zwiększyć pewność kredytobiorcy. Jednakże sugeruje to również, że umowy kredytowe są zbyt skomplikowane dla przeciętnego konsumenta. Instytucje finansowe powinny dążyć do uproszczenia ich języka – przekonuje Szymon Goska.

Natomiast 10,4% respondentów przed podpisaniem umowy kredytowej daje ją dodatkowo do przeczytania prawnikowi. – Taka praktyka świadczy również o pewnym poziomie świadomości ryzyka. Część kredytobiorców zdaje sobie sprawę z potrzeby profesjonalnej weryfikacji. Wysokie koszty konsultacji prawnych mogą jednak odstraszać niektórych konsumentów. Z kolei zaufanie do instytucji finansowych może sprawiać, że kredytobiorcy czują się mniej zobowiązani do korzystania z usług prawnika. Choć ww. wynik jest umiarkowany, konieczne jest dalsze edukowanie kredytobiorców. Zwiększenie odsetka osób korzystających z pomocy prawnika mogłoby przyczynić się do lepszego zabezpieczenia interesów konsumentów – uważa ekspert z Kancelarii SubiGo.

Ponadto badanie wykazało, że 17,3% ankietowanych podpisuje dokumenty praktycznie bez żadnego czytania. Tym samym godzi się na to, co pracownicy instytucji finansowych podsuwają im do podpisu. Do tego należy wskazać, że 1,7% respondentów zupełnie nie pamięta, jak postępuje w tego typu sytuacjach. – Podpisywanie umów kredytowych bez ich czytania przez ponad 17% respondentów jest alarmujące. Ta praktyka jest bardzo ryzykowna, ponieważ kredytobiorcy mogą nie zdawać sobie sprawy ze wszystkich warunków i potencjalnych ryzyk. Finalnie może ich to narażać na ukryte opłaty czy niekorzystne warunki spłaty. Jest to szczególnie niebezpieczne w kontekście długoterminowych zobowiązań, które mogą znacząco wpłynąć na stabilność finansową kredytobiorców – wyjaśnia współautor badania.

Autorzy raportu zaznaczają również, że prawo konsumenckie w Polsce daje pewną ochronę, ale nie zwalnia to konsumentów z obowiązku dokładnego zapoznania się z dokumentami przed ich podpisaniem. – Takie zachowanie może wynikać z presji czasu, braku zrozumienia skomplikowanego języka prawniczego lub z pełnego zaufania do doradców kredytowych. Oczywiście należy zachęcać Polaków do dokładniejszego czytania umów oraz do szukania wsparcia, gdy mają wątpliwości co do treści dokumentów. Edukacja finansowa i prawna powinna być priorytetem, aby zwiększyć świadomość i zabezpieczenie konsumentów – podsumowuje Szymon Goska z Kancelarii SubiGo.

Opis metody badawczej

Badanie było realizowane w I i II tygodniu czerwca 2024 r. przez UCE RESEARCH i Kancelarii SubiGo metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) wśród 917 dorosłych Polaków. W sondażu wzięły udział wyłącznie osoby w wieku od 18 do 65 lat, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy zaciągnęły kredyt na mieszkanie, samochód lub na inny cel.

Boom na fundacje rodzinne. W rok od wejścia w życie ustawy zarejestrowano ponad tysiąc podmiotów

W pierwszym roku obowiązywania ustawy o fundacjach rodzinnych Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim, który jako jedyny w Polsce wydaje zezwolenia na funkcjonowanie tego typu podmiotów, zdecydował o wpisie do specjalnego rejestru 1012 fundacji. W tym czasie wpłynęło 1651 wniosków. Ponadto w okresie od 22 maja 2023 roku do 21 maja 2024 roku rozpoznano 1045 z nich. W żadnej z tych spraw wniosek nie został odrzucony. Dane sądowe również wskazują na to, że średni czas trwania postępowania o rejestrację wynosił ok. 7 miesięcy.

Fundacja rodzinna jest osobą prawną, utworzoną w celu gromadzenia mienia, zarządzania nim w interesie beneficjenta oraz spełniania na jego rzecz świadczeń. Fundator określa w statucie szczegółowy cel fundacji. Tego typu podmioty są nowością w polskim stanie prawnym. Powołująca je ustawa weszła w życie w styczniu 2023 r. Jedynym sądem rejestrowym w tej materii jest Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim, który bada statut i inne dokumenty związane z fundacją i wydaje decyzję dotyczącą wpisu do rejestru. W pierwszym roku obowiązywania ustawy, a więc w okresie od 22 maja 2023 roku do 21 maja 2024 roku, zarejestrowano 1012 tego typu podmiotów.

– Zainteresowanie znacznie przekroczyło szacunki ustawodawcy, który zakładał, że w pierwszym roku powstanie ok. 300 fundacji. Moim zdaniem, można z tego wnioskować, że konstrukcja prawna i podatkowa są bardzo atrakcyjne. Sprawdzają się zarówno w praktyce gospodarczej, jak i życiu prywatnym fundatorów oraz ich najbliższych – komentuje adwokat Michał Kwaśniewski, partner w Kancelarii Quidea.

Według niektórych ekspertów, rezultat przerósł oczekiwania projektodawców z kilku powodów. – Po pierwsze, to efekt tego, jak bardzo fundacja rodzinna potrzebna była na rynku. Po drugie, wynik ten wskazuje, że polscy przedsiębiorcy są świadomi, jak istotna z perspektywy dalszych losów ich firm jest sprawa sukcesji. Po trzecie, ponad tysiąc zarejestrowanych fundacji oznacza, że otoczenie prawno-podatkowe, które oferuje fundacja rodzinna, jest rzeczywiście korzystne, tak z perspektywy zarządzenia kwestią sukcesji, ochrony majątku, jak i efektywności podatkowej – mówi doradca podatkowy Paweł Tomczykowski, partner w Kancelarii Tomczykowski Tomczykowska.

W pierwszym roku obowiązywania ustawy o fundacji rodzinnej wpłynęło 1651 wniosków o rejestrację. Paweł Tomczykowski dodaje, że interesujący jest rozkład statystyczny dotyczący samych fundacji, jak i ich fundatorów. Z analiz prowadzonych przez pracowników Kancelarii Tomczykowski Tomczykowska wynika, że fundacja rodzinna posiada najczęściej jednego fundatora, który jest jednocześnie członkiem zarządu. Z reguły jest to mężczyzna w wieku 45-60 lat.

– W statutach kontrola wciąż pozostaje w rękach założyciela bądź założycieli. Oznacza to, że po powołaniu fundacji niekoniecznie pojawia się demokracja. A jeśli nawet istnieje, to jest autorytarna. Fundacje rodzinne z reguły mają swoje siedziby tam, gdzie są duże pieniądze. Najwięcej jest ich zarejestrowanych w województwie mazowieckim, a następnie – w śląskim, małopolskim i dolnośląskim. Takie są wyniki naszej analizy, przeprowadzonej w oparciu o przykład kilkuset zarejestrowanych fundacji rodzinnych – informuje mec. Tomczykowski.

Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim informuje, że w pierwszym roku obowiązywania ustawy rozpatrzył 1045 wniosków o rejestrację fundacji rodzinnych. Ani jeden z nich nie został odrzucony. W opinii mec. Kwaśniewskiego, duża w tym zasługa profesjonalnych pełnomocników, którzy przygotowują dokumentację. Prawnik chwali także zaangażowanie notariuszy, którzy mają swój udział w powołaniu do życia tego typu podmiotów.

– W razie konieczności często z pomocą przychodzą pracownicy sądu lub sami sędziowie. Odbywa się to najczęściej na zasadzie nieformalnego wejścia w bezpośrednią interakcję z wnioskodawcą, np. poprzez rozmowę telefoniczną, by wesprzeć w identyfikacji mankamentów oraz umożliwić korektę kursu w toku procesu rejestracji. W ten sposób fundatorzy mogą być wsparci w podźwignięciu procesu i zakończeniu postępowania sukcesem w postaci rejestracji fundacji. Nie doświadczyłem w swojej praktyce dążenia sądu do szybkiego załatwienia sprawy poprzez wydanie odmowy nijako z automatu, jeśli coś by budziło wątpliwości w trakcie postępowania rejestrowego – dodaje mec. Michał Kwaśniewski.

Inne spostrzeżenia ma prof. Adam Mariański, doradca podatkowy, który ma wiedzę o sytuacjach, w których sąd oddalił wniosek. Zastrzega, że postanowienia mogły jeszcze się nie uprawomocnić i dlatego nie zostały ujęte w danych przekazanych przez SO w Piotrkowie Trybunalskim.

– Sąd rejestrowy podchodzi rygorystycznie do tematu i wymaga od fundatorów szeregu dokumentów, które nie wynikają wprost z przepisów. Dodatkowo weryfikuje okoliczności, które nie do końca leżą w jego gestii, m.in. czy mienie wniesione do fundacji było w majątku osobistym fundatora, a jeśli tak to, czy małżonek wyraził na to zgodę. Właśnie jej brak był powodem jednej odmowy wpisu fundacji do rejestru – uzupełnia prof. Mariański.

Z danych Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim wynika również, że średni czas trwania postępowania o rejestrację fundacji rodzinnej to ok. 7 miesięcy. Nie zgadza się z tym prof. Adam Mariański. Jego doświadczenie wskazuje na to, że na wpis oczekuje się od 1,5 do 5 miesięcy, choć jednocześnie ekspert nie wyklucza, że w pojedynczych przypadkach może to trwać dłużej.

– Wszystko zależy od przygotowania do procesu rejestracji i prawidłowego opracowania dokumentów. Chodzi tutaj nie tylko o skompletowanie wszystkich wymaganych oświadczeń, ale przede wszystkim o prawidłowo opracowany statut fundacji. Trzeba też pamiętać, że ten dokument ma odpowiednio zabezpieczać kwestie skutecznego budowania przedsiębiorstwa rodzinnego na pokolenia, o czym niektórzy zdają się zapominać. Musi również spełniać restrykcyjne wymogi formalne na potrzeby rejestracji – wyjaśnia prof. Mariański.

Samo tempo rejestracji – w ocenie prof. Adama Mariańskiego – przyspieszyło w porównaniu do pierwszych postępowań. Zdaniem eksperta, to wynika ze wzmocnienia kadrowego w SO w Piotrkowie Trybunalskim. Z kolei mec. Michał Kwaśniewski wskazuje na inną przyczynę długiego procesu rejestracji. Na tę chwilę postępowanie jest prowadzone w formie papierowej.

– Brak digitalizacji procesu rejestracji naturalnie wydłuża czas potrzebny do obiegu korespondencji, który często nie zamyka się na samej wysyłce wniosku do sądu i następnie odbiorze z sądu postanowienia o rejestracji. Jeśli nie dojdzie do elektronizacji ww. procesu i oddelegowania dodatkowych zasobów kadrowych, to czas trwania postępowania może jeszcze się wydłużyć. Wynika to z tego, że zainteresowanie utworzeniem fundacji cały czas wzrasta – podsumowuje prof. Adam Mariański.

Grupa ORLEN nabywa 20% udziałów w złożu gazu ziemnego Atlantis na Morzu Północnym

Grupa ORLEN zostanie udziałowcem jednego z pięciu największych złóż odkrytych na Norweskim Szelfie Kontynentalnym w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Dzięki umowie z Source Energy, PGNiG Upstream Norway obejmie 20 procent udziałów w złożu Atlantis na Morzu Północnym. Transakcja przyczyni się do utrzymania przez koncern stabilnego, wysokiego poziomu produkcji gazu ziemnego w Norwegii. Wydobywany surowiec trafi do polskich odbiorców dzięki gazociągowi Baltic Pipe.

Nabycie udziałów w Atlantis zapewni PGNiG Upstream Norway z Grupy ORLEN dostęp do zasobów wynoszących, według danych norweskiego Ministerstwa Energii, ponad 13 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, w tym przede wszystkim gazu, w ilości ok. 1,5 mld m sześc. Złoże wymaga zagospodarowania, które przewidziane jest na kolejne lata.

– Inwestycja ORLEN w złoże Atlantis jest kontynuacją konsekwentnie realizowanej przez koncern strategii zabezpieczenia dostaw gazu ziemnego do krajowego systemu gazowniczego. To projekt o ponadprzeciętnej efektywności ekonomicznej. Dalsza dywersyfikacja naszego portfela projektów w Norwegii zapewnia silną i stabilną podstawę dla działalności wydobywczej koncernu – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Złoże Atlantis zostało odkryte w 2020 roku. Jego łączne zasoby szacowane są na 65 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, przy czym partnerzy nie wykluczają, że ilość ta może być wyższa. Stawia to Atlantis w gronie największych odkryć dokonanych na Norweskim Szelfie Kontynentalnym w ostatniej dekadzie.

Transakcja musi jeszcze zostać zatwierdzona przez norweskie Ministerstwo Energii. Po jej zatwierdzeniu, drugim udziałowcem Atlantis, obok PGNiG Upstream Norway, będzie Equinor, który jest również operatorem tego złoża.

Udziałowcy koncesji analizują kilka możliwości zagospodarowania zasobów złoża, między innymi z wykorzystaniem platformy złoża Kvitebjørn (w którym PGNiG Upstream Norway ma 6,45 proc. udziałów a operatorem jest Equinor) lub poprzez platformę na złożu Oseberg (której operatorem jest również Equinor). Niezależnie od wyboru wariantu, podłączenie Atlantis do już działającej infrastruktury, pozwoli ograniczyć koszty uruchomienia wydobycia oraz intensywność emisji CO2 związanej z eksploatacją.

Obszar wokół Atlantis jest przedmiotem aktywnej eksploracji. W przypadku kolejnych odkryć, mogą one zostać uwzględnione w koncepcji zagospodarowania złoża i przyczynić się do dalszej poprawy efektywności operacyjno-finansowej inwestycji.

Jarosław Dominiak i Kamil Gemra dołączają do Rady Nadzorczej JRH

Walne Zgromadzenie JRH powołało w skald Rady Nadzorczej spółki dwóch nowych członków, ekspertów rynku kapitałowego, Jarosława Dominiaka, założyciela i Prezesa Zarządu największej polskiej organizacji inwestorskiej – Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych oraz Kamila Gemrę, uznanego doradcę ds. rynku kapitałowego i relacji inwestorskich, doktora nauk ekonomicznych w dziedzinie finansów i nauczyciela akademickiego na SGH.

JRH niedawno zadebiutował na głównym rynku GPW, przenosząc się po 12 latach z NewConnect. W związku z tym spółka opublikowała nową strategię, która obok planów inwestycyjnych i rozwijania portfela spółek zakłada zaangażowanie w zarządzanie firmą kolejnych kompetentnych osób, które wzmocnią szeroko rozumiany zespół JRH. Pierwszym etapem było dołączenie do Partnerów JRH Macieja Zientary, przedsiębiorcy z dużymi sukcesami i doświadczeniem. Dokonane zmiany w Radzie Nadzorczej uzupełniają jej skład o ekspertów i praktyków wyspecjalizowanych w zakresie rynku kapitałowego.

– Zgodnie z naszymi założeniami chcemy uzupełniać kompetencje w naszej spółce, dzięki wzmocnieniu Rady Nadzorczej pozyskujemy osoby z ogromnym doświadczeniem na rynku kapitałowym. Ważne jest też włączenie kolejnych niezależnych członków do naszej Rady Nadzorczej, którzy maja ugruntowana pozycję i wniosą świeże, zewnętrzne, spojrzenie do zarządzania JRH. Chcemy aby JRH było najszybciej rosnącą firmą inwestycyjną w CEE i osiągniemy to m.in. dzięki współpracy z takimi osobami – deklaruje January Ciszewski, główny akcjonariusz i Prezes JRH.

– JRH to projekt bezdyskusyjnie dynamiczny i ambitny. Spółka już dziś posiada ciekawy portfel inwestycyjnym i budzi bardzo duże zainteresowanie inwestorów. Udział w Radzie Nadzorczej JRH będzie dla mnie okazją do współpracy z zespołem JRH, w tym w szczególności „spiritus movens” całego projektu – Januarym Ciszewskim – powiedział Jarosław Dominiak, nowy członek Rady Nadzorczej JRH, Prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

– Dziękuję za zaufanie i włączenie mnie do Rady Nadzorczej spółki. Będę wspierał działania zarządzających ogłoszone w nowej strategii i myślę, że JRH będzie się dynamicznie rozwijać. Cieszę się, że będę mógł mieć swój udział w tym rozwoju – powiedział dr Kamil Gemra, nowy członek Rady Nadzorczej JRH.

Wyższa, ostateczna cena w wezwaniu na akcje spółki Brand 24

Semrush, za pośrednictwem Prowly.com, do której należy 57,58% akcji Brand 24, podwyższa cenę w wezwaniu na wszystkie pozostałe akcje Brand 24 do 47,0 zł z 45,5 zł. „To nasza ostateczna propozycja. Nie będzie kolejnego podwyższenia ceny w wezwaniu” – powiedział Eugene Levin, prezes Semrush.

„Jako strategiczny inwestor Brand 24, dokładnie przeanalizowaliśmy informacje płynące z rynku i zdecydowaliśmy się podnieść cenę oferowaną za pozostałe akcje spółki. Uważamy, że podwyższona oferta jest atrakcyjna cenowo i daje akcjonariuszom mniejszościowym możliwość natychmiastowego spieniężenia ich inwestycji. Nasza oferta jest ostateczna i nie będzie dalszych zmian ceny” – powiedział Eugene Levin.

Semrush uważa, że oferowana cena odpowiada wartości godziwej Brand 24, co zostało potwierdzone zarówno poprzez wewnętrzną wycenę, jak i niezależnego eksperta zatrudnionego przez Zarząd Brand 24, firmę TS Partners. Obie analizy wskazywały na wartość godziwą na poziomie nieprzekraczającym 45,5 zł za akcję. Dotychczasowi wiodący akcjonariusze Brand 24, w tym Prezes Zarządu, sprzedali swoje akcje po 43,24 zł (po uwzględnieniu mechanizmu earn-out, który może, ale nie musi, zostać wypłacony w przyszłości), a więc po cenie niższej niż proponowana przez Semrush pozostałym inwestorom.

W przypadku osiągnięcia w wyniku wezwania progu przynajmniej 95 proc. ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu Brand 24, Prowly.com zamierza przeprowadzić przymusowy wykup akcji należących do pozostałych akcjonariuszy, a następnie wycofać akcje spółki z obrotu giełdowego.

Niniejszy materiał ma charakter wyłącznie informacyjny i nie może być traktowany jako oferta lub propozycja nabycia akcji, ani też jako rekomendacja dotycząca decyzji inwestycyjnych w odniesieniu do wezwania do zapisywania się na sprzedaż akcji Brand 24 S.A., ogłoszonego 28 maja 2024 roku przez Prowly.com sp. z o.o. („Wezwanie”) za pośrednictwem Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie. Dokument Wezwania (wraz z jego ewentualnymi późniejszymi zmianami) jest jedynym prawnie wiążącym źródłem informacji na temat warunków Wezwania oraz jest jedynym prawnie wiążącym dokumentem dotyczącym procesu Wezwania. Jednocześnie Wezwanie nie powinno być uznane za rekomendację ani za prognozę ze strony Prowly.com sp. z o.o. podmiotów należących do jej grupy kapitałowej ani Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie.

Komisja Europejska bawi się w złego glinę

Musimy poczekać do połowy lipca, aby dowiedzieć się, jak mocno zasady będą realnie egzekwowane (przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula Von der Leyen stara się zapewnić sobie drugą kadencję, a Francja zmierza do bardzo burzliwych wyborów parlamentarnych).

  • Komisja Europejska gra złego policjanta w sprawie deficytów fiskalnych: Francja, Włochy, Polska, Belgia, Węgry, Słowacja i Malta zostały uznane za winne deficytów fiskalnych przekraczających 3% PKB
  • Rada do Spraw Gospodarczych i Finansowych omówi koordynację polityki dzisiaj, w dniu 21 czerwca, a następnie Komisja Europejska wyda nakaz otwarcia procedury, zanim piłka zostanie przekazana Radzie Europejskiej
  • Decyzja ta nie mogła zapaść w bardziej skomplikowanym momencie, ponieważ przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula Von der Leyen stara się zapewnić sobie drugą kadencję, a Francja zmierza do bardzo burzliwych wyborów parlamentarnych
  • Jednak dopiero w połowie lipca dowiemy się, jak rygorystycznie będą stosowane nowe zasady fiskalne – i jak wiele swobody zostanie zaoferowane członkom UE. Mądrze grając, Komisja pozostawiła Radzie podjęcie decyzji w sprawie zaleceń dla krajów naruszających przepisy w dniu 16 lipca, kiedy to spotkają się ministrowie finansów
  • Tym razem naprawdę chodzi o politykę. W przypadku Włoch procedura nadmiernego deficytu oznaczałaby dość znaczną korektę fiskalną salda strukturalnego (~ 1% PKB rocznie) i do 0,05% PKB w grzywnach. We Francji deficyt fiskalny prawdopodobnie utrzyma się powyżej -4,5% PKB w latach 2025-26 bez względu na to, kto wygra wybory parlamentarne w lipcu. „Pętla zagłady” utrzymuje się i jest gotowa wstrząsnąć rynkami. Każde faux pas może poszerzyć spready wysoce zadłużonych krajów.
  • Allianz Trade nie spodziewa się, by procedura nadmiernego deficytu wywołała gruntowne zmiany w polityce gospodarczej w Europie Środkowo-Wschodniej. Ryzyko kryzysu fiskalnego w najbliższej przyszłości jest w naszym regionie stosunkowo niskie, choć obawiamy się o średnioterminowe perspektywy finansów publicznych, szczególnie w Rumunii. Kraje spoza strefy euro (Polska, Węgry, Rumunia) są zwolnione z kar za nieprzestrzeganie procedury nadmiernego deficytu, więc otwarcie procedury nadmiernego deficytu może skutkować ograniczeniem polityki fiskalnej tylko na Słowacji.

W samym środku zamieszania politycznego w Europie, Komisja Europejska wszczęła procedurę nadmiernego deficytu[1] (EDP) dla siedmiu krajów: Belgii, Francji, Włoch, Węgier, Malty, Polski i Słowacji. Po zawieszeniu podczas pandemii Covid-19, a następnie znacznym przeglądzie w latach 2022-23, unijne przepisy fiskalne zaczynają sa gotowe, by znów „gryźć” – ponownie działać. W tym tygodniu, zgodnie z naszymi wcześniejszymi oczekiwaniami[2] , trzy główne gospodarki strefy euro – Francja, Włochy i Belgia – po raz kolejny znalazły się w centrum uwagi fiskalnej z powodu deficytów fiskalnych przekraczających docelowe 3% PKB (żadne naruszenie limitu zadłużenia lub redukcji zadłużenia nie mogło wywołać procedury nadmiernego deficytu w 2024 r., wykres 1). Następnie Rada do Spraw Gospodarczych i Finansowych omówi koordynację polityki dzisiaj, w dniu 21 czerwca, a następnie Komisja Europejska wyda nakaz otwarcia procedury, zanim piłka zostanie przekazana Radzie Europejskiej.

Wykres 1: Prognozowane wskaźniki fiskalne (% PKB)

Prognozowane wskaźniki fiskalne

Źródła: LSEG Datastream, EC AMECO, Allianz Research

Decyzja ta nie mogła zapaść w bardziej skomplikowanym momencie, ponieważ przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula Von der Leyen stara się zapewnić sobie drugą kadencję, a Francja zmierza do bardzo burzliwych wyborów parlamentarnych. Będziemy jednak musieli poczekać do połowy lipca, aby dowiedzieć się, jak mocno zasady będą egzekwowane. Mądrze grając, Komisja pozostawiła Radzie podjęcie decyzji w sprawie zaleceń dla krajów naruszających przepisy w dniu 16 lipca, kiedy to spotkają się ministerstwa finansów. Niewykluczone, że propozycja spotka się z silnym sprzeciwem, biorąc pod uwagę duże znaczenie Francji, Włoch i Belgii, a także ich sojuszników politycznych w UE. Nawet jeśli procedura nadmiernego deficytu zostanie oficjalnie uruchomiona, jej formalne przyjęcie nastąpi dopiero w listopadzie pod rządami nowej Komisji Europejskiej. Co więcej, sankcje będą stosowane dopiero od przyszłego roku, ponieważ rok 2024 jest uważany za rok przejściowy dla koordynacji polityki fiskalnej.

Stare ramy fiskalne były znane z braku wdrożenia (wykres 2) i słabego egzekwowania. Czy tym razem będzie inaczej? Sankcje za nieprzestrzeganie przepisów nigdy nie były stosowane, co zmniejszało wiarygodność starego zestawu zasad i nie zachęcało rządów do tworzenia buforów fiskalnych. Niemniej jednak, zreformowane ramy obiecują większe egzekwowanie poprzez grzywny. Jednocześnie okres przejściowy nowej procedury i obecność dodatkowych zabezpieczeń dają przestrzeń do interpretacji, a co za tym idzie, do pewnej elastyczności. Przykładowo, proponowana ścieżka naprawcza w ramach procedury nadmiernego deficytu może początkowo wykluczać płatności odsetkowe, dając obecnym rządom pewną swobodę w dostosowaniu się, jednocześnie dodając wyzwania dla decydentów politycznych po 2027 roku.

Tym razem naprawdę chodzi o politykę. Dla Włoch procedura nadmiernego deficytu oznaczałaby dość znaczącą korektę fiskalną pod względem salda strukturalnego (około 1% PKB rocznie) i koszt do 0,05% PKB w grzywnach[3] . Premier Giorgia Meloni mogłaby wykorzystać swój silny konsensus polityczny zarówno w kraju, jak i w Europie, aby zakwestionować niekorzystną decyzję. Jednak deficyt fiskalny w wysokości 7,4% PKB spowodowany latami hojnych i nieukierunkowanych ulg podatkowych będzie musiał zostać ostatecznie zmniejszony, aby zachować wiarygodność w oczach sojuszników z UE. We Francji żaden z możliwych wyników politycznych zbliżających się wyborów parlamentarnych w lipcu prawdopodobnie nie przyniesie redukcji deficytu. Nawet w naszym bazowym scenariuszu „technokratycznego” rządu Allianz Trade spodziewa się, że francuski deficyt publiczny przekroczy 4,5% PKB w latach 2025-26. W rzeczywistości ostatnie wydarzenia polityczne we Francji przypominają o tym, że „pętla zagłady” utrzymuje się i jest gotowa wstrząsnąć rynkami. Każde faux pas może poszerzyć spready wysoce zadłużonych krajów.

Rysunek 2: Monitor zgodności[4] (2011-2023)

Monitor zgodności

Uwagi: Compliance Tracker śledzi liczbową zgodność z czterema głównymi zasadami Paktu Stabilności i Wzrostu. Ocenia on, czy w kategoriach czysto ilościowych odpowiednie agregaty fiskalne – saldo budżetowe, relacja długu do PKB lub wydatki rządowe – ewoluowały w granicach lub poza granicami określonymi przez reguły fiskalne.

Źródła: Komisja Europejska, Allianz Research

W Europie Środkowo-Wschodniej (CEE) Allianz Trade nie spodziewa się, by procedura nadmiernego deficytu wywołała gruntowne zmiany w polityce gospodarczej. Ryzyko kryzysu fiskalnego w najbliższej przyszłości jest stosunkowo niskie w regionie, choć obawiamy się o średnioterminowe perspektywy finansów publicznych, szczególnie w Rumunii. Kraje spoza strefy euro (np. Polska, Węgry, Rumunia) są zwolnione z kar za nieprzestrzeganie procedury nadmiernego deficytu, więc otwarcie procedury nadmiernego deficytu może skutkować ograniczeniem polityki fiskalnej tylko na Słowacji. W perspektywie krótkoterminowej nie obawiamy się jednak ryzyka fiskalnego w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ponieważ kryzys energetyczny złagodniał, perspektywy wzrostu poprawiły się i ogłoszono pewne środki konsolidacji fiskalnej. Nasze oceny potwierdzają spadające rynkowe stopy procentowe i nasz własny wskaźnik ryzyka stabilności zadłużenia publicznego, który przypisuje gospodarkom Europy Środkowo-Wschodniej umiarkowane ryzyko napięć związanych z długiem państwowym w ciągu najbliższych dwóch lat.[5] Perspektywy średnioterminowe dają nam jednak więcej powodów do niepokoju, ponieważ wskaźniki długu publicznego do PKB prawdopodobnie jeszcze wzrosną ze względu na oczekiwane utrzymujące się wysokie roczne deficyty fiskalne przekraczające -4,5% PKB, niedawny wzrost kosztów odsetek od zadłużenia i związany z tym wyższy koszt rolowania długu w nadchodzących latach, a także presję na zwiększenie wydatków publicznych ze względu na zobowiązania wojskowe i starzenie się społeczeństwa w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Rumunia budzi największe obawy, ponieważ nie podjęła żadnych skutecznych działań od czasu otwarcia procedury nadmiernego deficytu w 2020 r.

Podsumowując, chociaż decyzja z tego tygodnia nie będzie miała większego wpływu w perspektywie krótkoterminowej, kraje wymienione i „przywołane do tablicy” pozostaną prawdopodobnie w centrum uwagi przez jakiś czas. Podczas gdy oczekiwać można, że kraje europejskie przedstawią swoje średnioterminowe plany fiskalne do 20 września, nie należy spodziewać się większych wysiłków na rzecz konsolidacji fiskalnej. Deficyty publiczne zostały mocno dotknięte przez kryzys po kryzysie i prawdopodobnie będą stopniowo spadać z historycznie wysokich poziomów. Wskaźniki zadłużenia spadły ze swoich szczytów Covid-19 dzięki silnemu ożywieniu aktywności i podwyższonej inflacji, ale przewiduje się, że ponownie wzrosną we Francji, Włoszech i Belgii wraz ze spowolnieniem wzrostu (wykres 3). Na razie reakcja rynku była stonowana, podobnie jak w przypadku ostatnich epizodów poślizgów fiskalnych (tj. ogłoszenia przez Włochy większego niż oczekiwano deficytu w 2023 r.), ale temat ten może powrócić z nową siłą po wyborach we Francji, na których skupiona jest obecnie uwaga rynków finansowych.

Wykres 3: Dług publiczny w relacji do PKB

Dług publiczny w relacji do PKB

Źródła: LSEG Datastream, EC AMECO, Allianz Research

[1] Procedury nadmiernego deficytu – przegląd – Komisja Europejska (europa.eu)

[2] 2024_03_07_what_to_watch.pdf (allianz.com)

[3] Grzywna w przypadku nieprzestrzegania przepisów wyniesie do 0,05% PKB i będzie narastać co sześć miesięcy do czasu podjęcia skutecznych działań przez dany kraj.

[4] Monitor zgodności – Komisja Europejska (europa.eu)

[5] Rumunia zajęła 37th , Polska 53rd , a Węgry 54th spośród 95 gospodarek wschodzących i rozwijających się w naszej najnowszej ocenie ryzyka stabilności zadłużenia publicznego, przy czym pozycja 1 odzwierciedla najwyższe ryzyko; zob. 2024_02_08_what_to_watch-AZT.pdf, s. 11.