Opóźnienia w płatnościach w 2023 roku: poprawa, ale nie wszędzie

Ujemna dynamika PKB w pierwszej połowie 2023 roku oraz niekorzystna sytuacja makroekonomiczna negatywnie wpłynęły na polską gospodarkę minionych 12 miesięcy. Mimo tych trudności średni termin płatności polskich firm w 2023 roku wyniósł 48,7 dni, czyli o 3 dni mniej niż w roku 2022. Choć jest on najniższy od 2020 roku, kiedy to wynosił 48 dni, eksperci ostrzegają przedsiębiorców przed zbytnim optymizmem. Z 8. edycji badania płatności przeprowadzonego przez firmę Coface wynika, że pomimo ogólnej poprawy, nie wszystkie sektory odnotowały skrócenie czasu spływania należności.

Miniony rok przyniósł wzrost odsetka przedsiębiorstw, które oferowały krótsze terminy płatności. 44,9% firm proponowało swoim klientom zwrot należności w ciągu 30 dni (w 2022 roku współczynnik ten wyniósł 41,3%), a 31,1% w ciągu 60 dni (w 2022 roku 28,7%).

– W porównaniu z naszym poprzednim badaniem ze stycznia 2023 roku, udział terminów nieprzekraczających 90 dni nieznacznie się zwiększył i wyniósł 89,7%. Mniej niż 1% firm, które wzięły udział w badaniu, oferowało terminy płatności przekraczające 6 miesięcy – mówi Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej. – Warto zauważyć, że opóźnienia płatności stały się standardową praktyką w polskim biznesie. 49,3% przedsiębiorstw doświadczyło zaległości w spływie opłat od kontrahentów w ciągu ostatnich 6 miesięcy. Jest to jednak wyraźna zmiana w porównaniu z badaniem z 2022 roku, kiedy to 61,2% firm zadeklarowało takie opóźnienia – podkreśla ekspert.

Opóźnienia w płatnościach zależne od branży

Sektorem, w którym opóźnienia płatności w 2023 roku były najkrótsze, jest branża farmaceutyczna (33 dni). Tuż za nią uplasował się przemysł rolno-spożywczy (38,8 dni). Zanotował on jednocześnie największą redukcję opóźnień w płatnościach – z 60 dni w 2022 roku do 38,8 dni w 2023. Na trzecim miejscu wśród branż o najkrótszych płatnościach znalazł się handel (42,6 dni). Z kolei najwięcej przeterminowanych płatności odnotowała metalurgia i sektor papierniczo-drzewny (odpowiednio 69,0 i 70,7 dni).

Znaczne skrócenie czasu regulowania płatności jest zauważalne m.in. w branży chemicznej (z 68,6 dni w 2022 roku do 50,5 dni w 2023). Z poważnym wzrostem opóźnień zmagał się natomiast sektor energetyczny. Zaległości płatnicze które w 2022 roku wynosiły 36,4 dni, w ciągu minionych 12 miesięcy powiększyły się do 58,2 dni.

– Z licznymi problemami spotkała się także branża teleinformatyczna (wydłużenie czasu płatności o 7,9 dni w porównaniu z 2022 rokiem). Przemysł ten nadal mierzy się z obniżeniem dochodu rozporządzalnego gospodarstw domowych, które koncentrują się na zakupach produktów pierwszej potrzeby, a nie dóbr trwałego użytku, takich jak elektronika – mówi Grzegorz Sielewicz.

Opóźnienia w płatnościach sprawiły, że firmy wprowadzały działania mające na celu odzyskanie należności. Jako najbardziej skuteczną metodę w tej kwestii respondenci wskazywali mediacje i arbitraż (40% odpowiedzi). Pojawiły się również takie rozwiązania jak monitoring i windykacja wewnętrzna (36%) oraz zewnętrzna windykacja polubowna lub sądowa (24%).

Nastroje i prognozy na przyszłość

Większość przedsiębiorstw (72%), zarówno tych małych, średnich, jak i dużych, spodziewa się, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy nie dojdzie do zmian w poziomie nieterminowych płatności. 21% firm, które wzięły udział w badaniu Coface, podejrzewa, że opóźnienia będą rosły. 7% ma nadzieję, że zmaleją. Respondenci przewidują również, że problemy z płatnościami dotkną przede wszystkich mniejszych kontrahentów.

Porównując badanie płatności z 2023 roku z edycją z 2022 roku, możemy zauważyć zmiany
w czynnikach najbardziej zagrażających działalności przedsiębiorstw. Rok temu respondenci najczęściej wskazywali na wyższe koszty energii, podatki i opłaty fiskalne oraz wysokie koszty pracy i surowców. W tegorocznym raporcie największymi przeszkodami w prowadzeniu biznesu okazały się: ograniczony popyt (44% odpowiedzi) i zbyt duża konkurencja (40% odpowiedzi). Problemem nadal pozostają także podatki (41% odpowiedzi).

–  Tym razem nie wymieniono wyższych stóp procentowych jako dużej przeszkody dla firm, co obrazuje stosunkową odporność przedsiębiorstw na zewnętrzne koszty finansowania i rozpoczęte we wrześniu 2023 luzowanie polityki pieniężnej w Polsce – mówi Grzegorz Sielewicz. – Przedsiębiorstwa w naszym kraju względnie przystosowały się do prowadzenia biznesu w cieniu wojny w Ukrainie. Niemniej jednak, konsekwencje gospodarcze i biznesowe nadal są dla nich odczuwalne – podsumowuje ekspert.

W oczekiwaniu na zmiany

Ekonomiści prognozują, że rok 2024 będzie czasem wzrostu gospodarczego, którego przedsmak stanowiły ostatnie miesiące roku 2023. Obecnie niemal jedna trzecia przedsiębiorców pozytywnie ocenia perspektywy swojej działalności biznesowej w przyszłości. Należy jednak pamiętać, że firmy nadal zgłaszają wiele istotnych trudności. Wysokie koszty redukujące marże, ograniczony popyt czy obciążenia fiskalne to tylko niektóre z nich. Myśląc o właśnie rozpoczętym roku 2024, trzeba też wziąć pod uwagę spowolnienie gospodarcze, które ma miejsce w Europie Zachodniej.

Hitachi Energy finalizuje przejęcie COET

Firma Hitachi Energy ogłosiła dziś finalizację przejęcia COET – firmy zajmującej się projektowaniem i produkcją urządzeń zasilających dla elektromobilności, kolei i przemysłu. Transakcja wzmacnia globalną pozycję i ofertę Hitachi Energy w zakresie infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych o dużej mocy, energoelektroniki i grid edge.

Hitachi Energy i posiadająca siedzibę główną w Mediolanie firma COET od dawna współpracują nad portfolio rozwiązań Hitachi Energy dla infrastruktury ładowania dużej mocy – Grid-eMotion®. COET jest również wiodącym projektantem, producentem i dostawcą produktów oraz komponentów trakcyjnych DC dla kolei, a także urządzeń AC i DC do zastosowań przemysłowych o dużej mocy.

Ponieważ energia elektryczna będzie w przyszłości podstawą całego systemu energetycznego i pomoże napędzać zieloną transformację energetyki, globalne zapotrzebowanie na energoelektronikę i rozwiązania o dużej mocy będzie stale rosło. Aby odnieść sukces w dążeniu do osiągnięcia neutralnego węglowo społeczeństwa, wzbogacona oferta Hitachi Energy będzie służyć obecnym i przyszłym klientom, wykraczając poza sieć elektroenergetyczną – otwierając szerokie możliwości w obszarach takich jak zrównoważona mobilność, smart life i centra danych.

– Cieszymy się, że możemy powitać naszego wieloletniego partnera w rodzinie Hitachi Energy – powiedział Niklas Persson, dyrektor zarządzający biznesem Stacji i Systemów Elektroenergetycznych w Hitachi Energy. – Przejęcie wzmocni naszą pozycję globalnego lidera w dziedzinie technologii sieci energetycznych i infrastruktury energetycznej dla elektromobilności, transportu i przemysłu, podczas gdy COET i jego klienci odniosą znaczne korzyści z naszego globalnego zasięgu i wiedzy w zakresie energetyki.

COET będzie działać jako samodzielna firma pod kierownictwem obecnego zarządu i zachowa obecną działalność biznesową. Obecnie zatrudnia około 80 wysoko wykwalifikowanych i wyspecjalizowanych pracowników.

Oferta Grid-eMotion firmy Hitachi Energy w zakresie infrastruktury ładowania o dużej mocy dla flot elektrycznych autobusów i ciężarówek szybko rozwija się w skali globalnej. Te wiodące w branży rozwiązania grid-to-plug i ultraszybkiego ładowania zostały już wdrożone m.in. w projektach zrównoważonego transportu dla flot autobusów i ciężarówek w Australii, Kanadzie, Dubaju, Francji, Niemczech, Włoszech, Szwecji, Szwajcarii czy Wielkiej Brytanii.

Dodanie COET do portfolio Hitachi Energy jest wyrazem przyspieszenia realizacji strategicznego planu rozwoju firmy do 2030 roku. Hitachi Energy stale wzmacnia swoją podstawową działalność w zakresie sieci elektroenergetycznych, jednocześnie rozwijając światowy system energetyczny, aby był bardziej zrównoważony, elastyczny i bezpieczny. Przejęcie to zwiększa nasze podstawowe możliwości w zakresie grid edge, w tym energoelektroniki, technologii cyfrowych i serwisu, wspierając większy cel, jakim jest rozwój zrównoważonej przyszłości energetycznej dla wszystkich.

Transakcja została sfinalizowana 28 grudnia 2023 r., po zatwierdzeniu przez organy regulacyjne umowy sprzedaży ogłoszonej w sierpniu 2023 r.

Columbus Energy przyspiesza ekspansję na czeskim rynku

Czeska spółka Columbus Energy a.s. wygrała przetarg na dostawę i montaż instalacji fotowoltaicznych dla miasta Brna.

Columbus Energy a.s. zawarł umowę na dostawę i montaż instalacji fotowoltaicznych na dachach budynków należących do miasta Brna. Czeska Spółka znalazła się wśród trzech podmiotów, które zostały wyłonione przez władze miasta w ramach ogłoszonego przetargu. Łączna, maksymalna wartość inwestycji opiewa na kwotę w 2,2 mld czeskich koron, co w przeliczeniu daje niemal 390 mln zł.

– Cieszymy się, że wieloletnie doświadczenie Columbus, a także wypracowana pozycja Grupy na rynku czeskim pozwoliły nam nie tylko na wzięcie udziału w przetargu, ale też na zakwalifikowanie się jako jedyny dostawca systemów fotowoltaicznych, który formalnie nie wymagał utworzenia konsorcjum i mógł z sukcesem wystartować samodzielnie. Czujemy, że wygrany przetarg stanowi znakomitą szansę przyspieszenia ekspansji Columbus na czeskim rynku. To wielka satysfakcja, że spełniliśmy wszystkie wymogi proceduralne i możemy zaprezentować nasze możliwości realizacyjne w tak ciekawym i znaczącym projekcie. Nasze know-how i wieloletnie doświadczenie z polskiego rynku – jak już się przekonaliśmy przy innych inwestycjach – są w Czechach poważane, więc mamy ambicję zrealizować jak najwięcej zamówień. A potencjał tego projektu jest naprawdę duży, bo łącznie trzeba zaopatrzyć w fotowoltaikę ok. 675 budynków. Szacujemy, że Columbus wykona ok. ⅓ kontraktumówi Michał Gondek, wiceprezes zarządu Columbus Energy S.A., prezes zarządu Columbus Energy a.s.

– Rok 2023 to nowe otwarcie rynku energii odnawialnej w segmencie B2B i B2C w Czechach, co pokazują wyniki sprzedaży Columbus Energy a.s. jako lidera tego rynku. Cieszymy się, że początek bieżącego roku zaowocował podpisaniem tak ważnej umowy. Tym bardziej jest to dla nas prestiżowe, że dotyczy budynków użyteczności publicznej dla miasta Brna – komentuje Arleta Czekaj-Kwiecień, Dyrektor Zarządzająca Strategii Sprzedaży w Columbus Energy a.s.

– Jesteśmy bardzo wdzięczni, że będziemy jednym z dostawców fotowoltaiki dla budynków miejskich w Brnie. To dla nas wielka szansa i zobowiązanie. To także kolejny krok w realizacji naszej strategii, który pomoże nam w dalszym rozwoju działalności Columbus Energy w Czechach – wskazuje Simona Labudová, Dyrektor Zarządzająca Columbus Energy a.s.

Przypomnijmy, że ekspansja Columbus na prosumenckim rynku w Czechach rozpoczęła się pod koniec roku 2022. W maju 2023 r. Columbus Energy wykupił udziały w spółkach zależnych w Czechach i Słowacji, i zdecydował się zwiększyć działalność operacyjną w segmentach inwestycyjnym, B2B oraz B2G.

Inflacja w Polsce niższa, ale wciąż wysoka

Ceny rosły w 2023 roku jednak o 6,2%. To i tak olbrzymia poprawa względem 2022 roku, ale nadal wielu obserwatorów liczyło na szybszy spadek tempa wzrostu cen.

Strefa euro pisze historię

Wczorajsze dane na temat produkcji przemysłowej w strefie euro nie napawają optymizmem. W ciągu roku spadła ona aż o 6,8%. Czy to bardzo źle? Wygląda na to, że tak. Rynek spodziewał się spadku o 5,9%. By lepiej zobrazować, jak duży jest to spadek, należy wskazać, że w historii strefy euro były tylko dwa większe okresy spadków. Był to kryzys z 2008 roku oraz pandemia koronawirusa. W obydwóch przypadkach szczytowy spadek był jednak ponad 20%. Można się zatem pocieszać, że jesteśmy w jednej trzeciej drogi. Z drugiej strony, gdybyśmy mieli przed sobą dalszą część takiego ruchu, byłaby to bardzo zła wiadomość. Już teraz zresztą rynki dużo przychylniej patrzą na dolara niż do euro. Kurs dolara jest najsilniejszy względem europejskiej waluty od 5 stycznia.

Inflacja w Polsce

Grudniowy odczyt inflacji wyniósł 6,2%. Oczekiwania mówiły o 6,1%, więc różnica jest niewielka, aczkolwiek w niekorzystną dla naszych portfeli stronę. Z drugiej jednak strony trzeba pamiętać, że rok temu inflacja wynosiła 16,6%, była zatem 2,5 raza większa niż obecnie. Jest jednak również zła wiadomość. Projekcja inflacji pokazuje wyraźny spadek tempa wzrostów cen w tym roku. Z drugiej strony ta sama projekcja sugeruje przyspieszenie tempa wzrostu PKB, co już nie stawia nas w tak złym świetle. Jaką wiadomością dla złotego jest wyższy od oczekiwań wskaźnik inflacji? Wbrew pozorom – dobrą. Im wyższa inflacja, tym dłużej utrzymane zostaną wysokie stopy procentowe. Wysokie stopy procentowe z kolei wpływają korzystnie na wartość waluty. Wpływają niestety również bardzo niekorzystnie na raty kredytów o zmiennym oprocentowaniu.

Gaz szuka dna

Ceny gazu na giełdzie w Amsterdamie przebiły kolejny ważny poziom. Od wczoraj znajdujemy się poniżej pułapu 30 euro za megawatogodzinę. Jest to najniższy poziom od sierpnia. Powodem spadków jest niższe od oczekiwań zużycie gazu z powodu cieplejszego, niż przewidywano, początku sezonu grzewczego. Analitycy zwracają jednak uwagę, że o ile sytuacja pogodowa pomaga Europie, to wcale nie jest to prawdą względem USA. Tam ceny już zaczęły iść w górę z powodu rosnącego zapotrzebowania na ten surowiec. Można zatem oczekiwać, że wzrosty za oceanem przełożą się prędzej czy później na sytuację u nas.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – wskaźnik inflacji bazowej,
14:30 – Kanada – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

EUR/USD spada do najniższego poziomu od 5 stycznia. Złoto traci

Wczoraj giełda z Wall Street była zamknięta. Amerykanie świętowali dzień Martina Luthera Kinga. Kurs EUR/USD dziś w nocy spadł w stronę 1,0910 i znalazł się najniżej od 5 stycznia. W Europie akcje spadały a rentowności obligacji wzrosły po tym, jak jeden z przedstawicieli EBC zanegował możliwość szybkich obniżek stóp procentowych, mimo, że niemiecka gospodarka odnotowała spadek o 0,3 proc. w całym 2023 roku. Ropa naftowa traciła wczoraj. Spadki zostały jednak odwrócone na skutek wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Złoto zyskało na poniedziałkowej sesji, aktualnie jednak dominują spadki. Uncja kosztuje obecnie ok 2045 USD.

Wczoraj głos zabrał jeden z przedstawicieli Rady Prezesów EBC – Robert Holzman. Powiedział on, że ryzyko wynikające z utrzymującej się inflacji uniemożliwi EBC obniżenie stóp procentowych w tym roku, nawet jeśli nie można już wykluczyć recesji. Z kolei Joachim Nagel z tej samej instytucji zasugerował, że lato może być odpowiednim momentem, aby zacząć rozważać obniżenie kosztów pożyczek. Dołączyli oni do innych przedstawicieli banku (Christine Lagarde, Constantinos Herodotou, Philipa Lane), ostrzegając, że jest zbyt wcześnie, aby mówić o obniżkach w najbliższych miesiącach.
W tym momencie rynek OIS wycenia niespełna 80 proc. szans na to, że do kwietnia koszt pieniądza w strefie euro zostanie obniżony o 25 punktów bazowych i zakłada łącznie ponad 140 pb redukcji do końca 2024 roku.

Rynek jest moim zdaniem zbyt optymistyczny co do terminu pierwszej decyzji luzowania polityki monetarnej. Wszystko będzie zależeć od danych więc uwaga teraz będzie skupiona na środowym odczycie inflacji finalnej ze strefy euro. Dziś otrzymaliśmy wyniki z Niemiec. Wskaźniki CPI i HICP rok do roku urosły zgodnie z oczekiwaniami do poziomów odpowiednio 3,7 proc. oraz 3,8 proc. W ujęciu miesięcznym otrzymaliśmy również zwyżkę do 0,1 proc. z -0,4 proc. (CPI) oraz do 0,2 proc. z -0,7 proc. (HICP).

Wczoraj natomiast inwestorzy dowiedzieli się jak radziła sobie niemiecka gospodarka. Ta skurczyła się w ubiegłym roku o 0,3 proc. co było powszechnie oczekiwane. Inne dane też wskazują na słabą kondycję naszego zachodniego sąsiada. Wskaźniki nastrojów, takie jak klimat biznesowy Ifo, pozostają w terytorium recesji. Niedawny spadek liczby nowych zamówień ma coraz większy wpływ na produkcję przemysłową. Badania sugerują, że firmy w dużej mierze zrealizowały zaległe zamówienia z okresu pandemii. Tymczasem produkcja przemysłowa również wykazuje tendencję spadkową. Wszystko to sugeruje, że niemiecka gospodarka prawdopodobnie skurczy się jeszcze bardziej w pierwszym kwartale.
Pomimo jastrzębich wypowiedzi z EBC kurs EUR/USD nie zyskał na wartości. Dzienne minima zostały wyznaczone tuż poniżej 1,0940 a dziś rano spadki są pogłębiane i wsparcie na poziomie 1,09 zostaje „przełamywane”.

W nocy oraz dziś rano zyskiwała ropa naftowa i kontynuowała odrabianie strat po wczorajszych spadkach. To pokłosie wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Bojownicy Houthi uderzyli w należący do USA statek komercyjny za pomocą przeciw-okrętowej rakiety balistycznej. Baryłka brent kosztuj dziś rano ponad 78,5 USD a WTI 72,8 USD.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Czy kryzys na Morzu Czerwonym to czerwona flaga dla globalnej gospodarki?

  • Kryzys na Morzu Czerwonym: to jeszcze nie jest czerwona flaga dla globalnej Ataki Huti na Morzu Czerwonym zakłóciły kluczowy szlak handlowy, prowadząc do droższych i czasochłonnych zmian tras wokół Afryki.
  • Ceny transportu morskiego, w tym frachtu kontenerowego, wzrosły o +240% od listopada 2023 r., osiągając poziomy obserwowane w IV kwartale 2022 r., ale na razie znacznie poniżej szczytu z 2021 r.
  • Krótkotrwałość zakłóceń ograniczyłaby wpływ na globalną gospodarkę. Ponieważ popyt w Stanach Zjednoczonych i Europie jest o -10% niższy od przedkryzysowych poziomów, zapasy pozostają wysokie, a marże firm przemysłowych pozostawiają margines na wchłonięcie podwyżek cen nakładów produkcyjnych.
  • Jeśli jednak kryzys utrzyma się przez kilka miesięcy, podwojenie cen transportu spowodowałoby wzrost globalnej inflacji o +0,5 punktu procentowego, co skutkowałoby spadkiem wzrostu PKB o -0,4 punktu procentowego.
  • Ceny energii są najbardziej wrażliwym czynnikiem, ponieważ 12% ropy morskiej i 8% skroplonego gazu ziemnego przepływa przez Kanał Sueski, co powoduje, że ceny energii w Europie pozostają bardzo niestabilne.

Żegluga: spodziewaj się dłuższych tras i wyższych kosztów. Ataki Huti na statki handlowe na Morzu Czerwonym spowodowały znaczne zakłócenia w branży żeglugowej. Sytuacja pozostaje płynna i napięta, ponieważ koalicja pod przywództwem USA rozpoczęła naloty na Huti. Firmy żeglugowe zostały zmuszone do wyboru droższych i bardziej czasochłonnych tras wokół Afryki, aby uniknąć ryzyka w regionie Morza Czerwonego. Morze Czerwone jest ważnym szlakiem, odpowiadającym za jedną trzecią światowego ruchu kontenerowego i 40% handlu między Azją a Europą. Około 12% ropy naftowej i 8% skroplonego gazu ziemnego (LNG) przepływa przez Kanał Sueski.

Co więcej, ataki miały zauważalny wpływ na wielkość transportu morskiego. W ciągu dziesięciu dni poprzedzających 7 stycznia wolumen żeglugi w Kanale Sueskim spadł o -15% rok do roku, podczas gdy cieśnina Bab-el-Mandeb prowadząca do Morza Czerwonego odnotowała większy spadek o -53%. Liczba statków towarowych przepływających przez Kanał Sueski spadła o -30% dla ładunków i -19% dla tankowców. Z kolei wolumen żeglugi wokół Przylądka Dobrej Nadziei niemal podwoił się w tym samym okresie, przy czym liczba statków towarowych wzrosła o +66%, a tankowców o +65%. Podczas gdy ceny transportu morskiego, zwłaszcza frachtu kontenerowego, znacznie wzrosły od listopada 2023 r. (+240% na początku stycznia – patrz wykres 1), nadal stanowią one zaledwie jedną czwartą szczytowego poziomu z 2021 r.. Wynika to częściowo ze słabego popytu i wyższych zapasów w większości segmentów dóbr konsumpcyjnych (np. od III kwartału 2023 r. zapasy zachodnioeuropejskich korporacji wzrosły o 2 dni obrotu w sektorze motoryzacyjnym do +14 dni obrotu w przypadku firm produkujących sprzęt transportowy). Sektor żeglugowy również zwiększył swoje moce produkcyjne o nowe kontenerowce, więc ryzyko wzrostu (cen frachtu), choć znaczące, wydaje się dziś niższe niż w 2021 r. Jeśli jednak kryzys utrzyma się po pierwszym półroczu, wpływ na globalne łańcuchy dostaw może stać się poważniejszy.

Wykres 1: Wskaźniki cen kontenerówWskaźniki cen kontenerów

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Długoterminowość absorbcji wzrostu cen transportu sprawia, że wpływ rosnących kosztów logistycznych na inflację, PKB i handel pozostanie możliwy do opanowania, jeśli tylko zakłócenia pozostaną krótkotrwałe. Nic dziwnego, że wpływ rosnących kosztów transportu na inflację jest najwyższy w Europie i Stanach Zjednoczonych, gdzie podwojenie kosztów transportu może spowodować wzrost inflacji o +0,7 punktu procentowego w porównaniu do +0,3 punktu procentowego w Chinach. Oznaczałoby to wzrost globalnej inflacji o +0,5 punktu procentowego do 5,1% w 2024 roku. W opinii Allianz Trade negatywny wpływ na wzrost PKB może wynieść -0,9 punktu procentowego w Europie i -0,6 punktu procentowego w Stanach Zjednoczonych, co potencjalnie przełoży się na spadek globalnego wzrostu PKB o -0,4 punktu procentowego, do 2%. Pozytywną wiadomością jest to, że czasy dostaw dostawców znormalizowały się i są niższe niż średnie sprzed pandemii (patrz wykres 2). Jeśli jednak kryzys ten przedłuży się na kilka miesięcy, może to mieć wpływ na wzrost wolumenu światowego handlu, potencjalnie zmniejszając go o -1,1 punktu procentowego do +1,9%. Zwiększa to ryzyko opóźnionego odbicia po recesji w 2023 roku. Z perspektywy przedsiębiorstw marże mogą spaść nawet o -1,8 punktu procentowego w Europie i -0,9 punktu procentowego w Stanach Zjednoczonych, jeśli firmy zaabsorbują 50% wzrostu cen czynników produkcji. Niemniej jednak takie spadki nadal oznaczałyby rentowność nieco niższą niż w 2019 roku.

Europejskie ceny energii pozostają bardzo niestabilne. Allianz Trade uważa, że ceny energii są najbardziej wrażliwym kanałem, przez który trwający kryzys może wpłynąć na światową gospodarkę, a zwłaszcza na Europę. Rzeczywiście, w okresie od 17 listopada do 22 listopada , po pierwszych doniesieniach o atakach rebeliantów Huti, cena Brent – europejski punkt odniesienia dla cen ropy naftowej – wzrosła o blisko 2%, podczas gdy amerykańska cena WTI pozostała zasadniczo niezmieniona. W ciągu pięciu dni wokół tej daty ceny gazu ziemnego w Europie również wzrosły o +3,6%. Widzieliśmy podobne wzorce okresowych napięć w handlu dziennym, gdy pod koniec grudnia odnotowano ataki. Ceny ropy naftowej nadal jednak spadają. Wynika to z kilku czynników (i) inwestorzy na rynku ropy pozostają skupieni na ostatnich wiadomościach wskazujących na wyższą niż oczekiwano podaż, (ii) obaw o globalny popyt oraz (iii) tankowce nadal pływają po Morzu Czerwonym. Jeśli chodzi o ceny gazu ziemnego w Europie, nie spodziewamy się, by napięcia podażowe miały znaczący wpływ na ceny w perspektywie krótkoterminowej, ponieważ rezerwy są wysokie, a sezon grzewczy dobiega już końca (pomimo trzaskającego niedawno mrozu).

Rysunek 2: Czasy dostaw od dostawców w sektorze produkcyjnym, poniżej 50 = dłuższe czasy dostawCzasy dostaw od dostawców w sektorze produkcyjnymŹródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Cyfrowi liderzy zauważają znaczący wpływ makrotrendów na ich organizacje

Miniony rok upłynął pod znakiem napięć geopolitycznych znacząco wpływających na kondycję gospodarczą i poczucie stabilności przedsiębiorstw. Z przeprowadzonego przez CGI badania wynika, że liderzy wskazują inflację jako najbardziej dynamiczny wskaźnik w najbliższym czasie. Jako największe wyzwanie określają  zachowanie równowagi pomiędzy rosnącymi kosztami prowadzenia działalności a wydajnością operacyjną.

Cykliczne, globalne badania CGI oparte na wywiadach z kadrą kierowniczą wyższego szczebla, odpowiadającą w firmach za decyzje biznesowe i technologiczne wskazują najnowsze trendy i wyzwania związane z prowadzeniem działalności biznesowej w obecnym czasie. Aż 72 proc. badanych przyznało w ostatniej edycji, że digitalizacja będzie kluczowa dla zaspokojenia potrzeb konsumentów, a 53 proc. z nich przyznaje, że zmiany demograficzne mogą znacznie wpłynąć na prowadzenie efektywnej działalności biznesowej. Jeśli na to wszystko narzuci się rosnącą inflację i ryzyko globalnej recesji, rozwiązaniem będzie rekonfigurowanie dotychczasowego modelu biznesowego i dokładna analiza wydajności wszystkich procesów w organizacji.

Rok 2024 będzie dalej rokiem rosnących napięć geopolitycznych, które wpłyną zarówno na krajobraz biznesowy, jak i samych konsumentów. Stabilność i bezpieczeństwo będą wynikać bezpośrednio z umiejętności adaptacji do zmieniających się warunków otoczenia. Respondenci naszego globalnego badania, wskazując ważność transformacji cyfrowej procesów, czy zauważając wpływ makrotrendów na kondycję biznesu, pokazują, że mają tego świadomość – Bartłomiej Nieścierowicz, CGI Senior Vice President & Business Unit Leader w Polsce Litwie Łotwie i Estonii (PLLE).

To co było ważne, stanie się jeszcze ważniejsze

Badanie pokazuje, że w porównaniu do 2022 roku, w 2023 szczególny priorytet zyskało cyberbezpieczeństwo,  zgodność z regulacjami i zauważenie potencjału działań na rzecz zrównoważonego rozwoju. To znacząca zmiana punktu ciężkości. O ile na liście najważniejszych priorytetów w 2022 roku pozostawała głównie poprawa doświadczeń konsumentów, o tyle teraz biznes skupia się bezpośrednio na operacjach i jak największym zabezpieczeniu procesów wewnątrz organizacji.

Nic nie wskazuje na to, żeby w nadchodzącym roku miało się to zmienić. Globalne trendy, które obserwowaliśmy dotychczas, będą nabierały na sile. Silne organizacje w pierwszej kolejności będą skupiać się na własnej infrastrukturze i odporności na ryzyka – mówi Nieścierowicz.

Transformacja cyfrowa wpływała i wpływa na rozwój organizacji

Ponad 90 proc. respondentów przyznało, że ich organizacje mają strategie cyfrowe, a 31 proc. z nich rozszerza je obecnie na swój zewnętrzny ekosystem. I choć mamy tutaj znaczący postęp w porównaniu z odpowiedziami respondentów z poprzednich lat, zaledwie 30 proc. ankietowanych decydentów twierdzi, że ich organizacje osiągają oczekiwane wyniki dzięki strategiom cyfrowym – firmy te identyfikuje się jako cyfrowych liderów.

Tylko 1 na 5 dyrektorów, z którymi przeprowadzono wywiady, rozszerza swoją strategię dotyczącą danych na cały łańcuch wartości i partnerów. Dwa najczęstsze obszary inwestycji to poprawa jakości pozyskiwanych danych oraz inwestycje w ich zarządzanie i analitykę – wskazało je aż 83 proc. decydentów.

Badanie CGI wykazało również korelacje pomiędzy elastycznością modelu biznesowego, a wynikami, jakie przynosi wdrożenie strategii cyfrowej. Menedżerowie, którzy wskazują, że elastyczność modelu biznesowego ich organizacji jest na wysokim poziomie, mają trzy razy większe szanse na osiągnięcie oczekiwanych rezultatów.

Dostarczenie rozwiązań, pozwalających na przeprowadzenie transformacji cyfrowej skupiającej się na oczekiwanym zwrocie z inwestycji jest podstawą naszego podejścia do Klientów. Różnica pomiędzy organizacjami, które mają strategię cyfrową, a tymi, które osiągają pożądane wyniki, pokazuje, że jesteśmy na wczesnym etapie całościowej cyfryzacji firm. Trudne i nieprzewidywalne warunki gospodarcze wymagają dużej elastyczności i szukania rozwiązań, których implementacja będzie zgodna ze strategią danej organizacji, a przede wszystkim przyniesie oczekiwany zwrot. W 2024 roku jeszcze bardziej skupimy się na całościowym podejściu do organizacji – podsumowuje Bartłomiej Nieścierowicz.

INFORMACJA O BADANIU

Każdego roku CGI przeprowadza badanie wśród kadry kierowniczej, odpowiedzialnej za decyzje biznesowe i IT w swoich organizacjach. Insighty od decydentów pozwalają pozyskać pogłębiony i rzeczywisty obraz procesu transformacji cyfrowej organizacji. W 2023 roku przebadanych zostało 1764 menedżerów wysokiego szczebla z całego świata.

DM INC: Dywersyfikacja biznesu i rozwój

Dom Maklerski INC, należący do Grupy INC, z sukcesem wdrożył nowe usługi. W minionym roku uzyskał zezwolenie na trzy nowe zakresy działalności maklerskiej i m.in. rozpoczął pełnienie funkcji depozytariusza dla FIZ. Na koniec 2023 r. obsługiwał w tym obszarze 4 fundusze, a do końca obecnego kwartału ich liczba ma wzrosnąć ponad trzykrotnie. DM INC w ubiegłym roku przeprowadził 12 transakcji i przygotował prospekty dla 30% spółek debiutujących na głównym rynku GPW. W tym roku szykuje kolejne oferty publiczne.

Ubiegły rok był przełomowy dla Domu Maklerskiego INC w kontekście dywersyfikacji biznesu. W II kwartale 2023 r. broker rozpoczął świadczenie usług depozytariusza funduszy inwestycyjnych i obsługiwał na koniec roku 4 fundusze. – Cały czas przejmujemy do obsługi kolejne fundusze. Mamy rozpoczęte procesy przenoszenia FIZ i podpisane listy intencyjne, na mocy których szacujemy, że na koniec I kwartału powinnyśmy mieć minimum 15 funduszy w obsłudze. Do końca roku chcemy, aby było ich około 25. Pozwoli to nam na generowanie istotnych przychodów z tej działalności – zaznacza Paweł Śliwiński, Prezes DM INC.

Dom maklerski był również aktywny na rynku pierwotnym. W 2023 r. przygotował prospekty dla debiutujących na debiutujących na GPW: Drago Entertainment, Genomtec oraz Movie Games, czyli 30% ubiegłorocznych debiutantów na głównym rynku GPW. W ramach grupy kapitałowej INC, INC S.A. wspierał również 4 debiuty na rynku NewConnect oraz 9 wprowadzeń wtórnych. – Ten rok przy założeniu ożywienia na rynku powinien być dużo lepszy dla naszej grupy kapitałowej. Mamy już zaplanowane oferty na I półrocze, a na drugą połowę roku również transakcje IPO na głównym rynku. Ich realizacja jest oczywiście zależna od koniunktury na giełdzie, ale jesteśmy w tym zakresie umiarkowanymi optymistami – komentuje Paweł Śliwiński.

Równolegle ze wsparciem transakcji i debiutów oraz rozwojem biznesu depozytariusza broker coraz mocniej rozbudowuje też inne usługi. W drugiej połowie 2023 roku Dom Maklerski rozpoczął z powodzeniem działalność na rynku analiz spółek giełdowych. Pod koniec roku wydał dwa raporty analityczne – dla Plot Twist oraz Medinice. Firma w IV kwartale rozpoczęła świadczenie usługi pośrednika rejestracyjnego przy rejestracji akcji w KDPW, a także agenta emisji obligacji. Rośnie również liczba spółek w rejestrze akcjonariuszy prowadzonym przez DM INC.

– W związku z rozwojem nowych usług, a przede wszystkim z rozwojem usługi depozytariusza funduszy, wzmacniamy kapitały naszego domu maklerskiego. Dokonane w grudniu i zaplanowane w styczniu podwyższenia kapitału DM INC to łącznie 1,5 mln zł ze środków z Grupy INC, tak ażeby zapewnić odpowiednie bufory kapitałowe na rosnącą działalność – wyjaśnia prezes.

Największe firmy w Polsce spodziewają się zwrotu z inwestycji w generatywną sztuczną inteligencję po 5 latach

Wyzwania etyczne towarzyszące tematowi wdrażania rozwiązań opartych na generatywnej sztucznej inteligencji (AI), nie hamują inwestycji. 68% prezesów z Polski twierdzi, że sztuczna inteligencja jest ich głównym priorytetem inwestycyjnym. Największymi atutami płynącymi z wdrożenia AI w ich organizacjach są personalizacja usług uwzględniająca zaangażowanie klientów oraz nowe produkty i możliwości rozwoju rynku. Jednocześnie z badania „KPMG CEO Outlook” wynika, że blisko 9 na 10 respondentów z Polski uważa, że brak aktualnych przepisów i kierunków rozwoju dla generatywnej sztucznej inteligencji w branży, w której działają, będzie barierą dla sukcesu ich organizacji.

Generatywna sztuczna inteligencja (genAI) jest coraz częściej wykorzystywana w wielu różnych sektorach, a większość firm skupia się na możliwościach rozwoju jakie daje genAI. Potwierdzają to wyniki badania KPMG, w którym 68% prezesów z Polski oraz 69% CEO z największych światowych gospodarek stwierdziło, że pomimo trwającej niepewności gospodarczej sztuczna inteligencja jest w ich firmie głównym priorytetem inwestycyjnym. Liderzy potwierdzają, że każdy kolejny model generatywnej sztucznej inteligencji, który do tej pory powstał, jest lepszy od poprzedniego. Według respondentów z Polski największymi atutami płynącymi z wdrożenia AI w ich organizacjach są personalizacja usług uwzględniająca zaangażowanie klientów oraz nowe produkty i możliwości rozwoju rynku. Natomiast CEO z największych światowych gospodarek swoją uwagę skupiają bardziej na walorach finansowych wynikających z zastosowań AI – wskazując wzrost rentowności jako największą korzyść z wdrożenia generatywnej sztucznej inteligencji w ich organizacji.

Sztuczna inteligencja otwiera przed nami nieograniczone możliwości, które zmieniają sposób, prowadzenia biznesu. Dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, korzystanie z inteligentnych algorytmów, uczenia maszynowego i automatyzacji procesów może zrewolucjonizować nasze przedsiębiorstwa. AI pozwala nam zrozumieć dane w sposób, który był nieosiągalny wcześniej, przewidzieć trendy rynkowe, personalizować doświadczenia klientów i optymalizować operacje. Jednakże kluczowe jest odpowiednie wykorzystanie tej technologii. Nie chodzi tylko o implementację genAI, ale o integrowanie jej z wartościami i strategią firmy. Bezpieczeństwo danych, przejrzystość procesów oraz odpowiedzialne podejście do etyki są kluczowymi aspektami, które muszą temu towarzyszyć – mówi Łukasz Dylewski, Dyrektor, Lider Data Science & AI w KPMG w Polsce.

Gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji budzi obawy etyczne związane z jej wykorzystaniem, własnością, odpowiedzialnością i długoterminowymi konsekwencjami dla społeczeństwa. Z badania KPMG w Polsce wynika, że pomimo gotowości do inwestowania w tę rewolucyjną technologię, dyrektorzy generalni dostrzegają zagrożenia, które mogą się wiązać z jej gwałtownym rozwojem. Osoby zarządzające największymi firmami wśród najważniejszych problemów wiążących się z wdrażaniem sztucznej inteligencji w organizacjach podkreślali wyzwania etyczne – wskazało na nie 52% respondentów z Polski i 57% z największych gospodarek świata. To jednak nie wyzwania etyczne zajęły w Polsce miejsce w rankingu trudności związanych z wprowadzeniem rozwiązań genAI do firm. Według polskich prezesów największym wyzwaniem okazały się możliwości techniczne i umiejętności wdrożenia sztucznej inteligencji w ich organizacjach, co podkreśliło 80% respondentów. Innymi dylematami z jakimi mierzą się liderzy biznesu w tym obszarze są brak regulacji, koszt i czas wdrażania czy adaptacja wśród pracowników. Co więcej, aż 88% respondentów z Polski uważa, że brak aktualnych przepisów i kierunków rozwoju dla generatywnej sztucznej inteligencji w branży, w której działają, będzie barierą dla sukcesu ich organizacji. Wskazują jednocześnie, że stopień regulacji dotyczących genAI powinien odzwierciedlać ten dotyczący zobowiązań klimatycznych.

Prezesi z Polski sceptycznie podchodzą do przewidywanego czasu oczekiwania na uzyskanie znaczącej stopy zwrotu z inwestycji we wdrożenie generatywnej sztucznej inteligencji. Największy odsetek ankietowanych twierdzi, że na zysk płynący z zastosowania rozwiązań AI będzie trzeba czekać przynajmniej pięć lat. Przedstawiciele największych światowych gospodarek są bardziej optymistyczni pod tym względem i ponad połowa badanych oczekuje zwrotu z inwestycji w genAI w przedziale od trzech do pięciu lat.

W miarę jak sztuczna inteligencja staje się coraz bardziej wszechobecna, pojawia się szereg pytań odnośnie jej zastosowania zarówno w kontekście biznesowym, jak i etycznym. Firmy z jednej strony wierzą, że technologia ta przyniesie ogromne korzyści a z drugiej strony nieustająco poszukują obszarów zastosowań dla których stopa zwrotu będzie najwyższa. Bardzo ważny pozostaje też aspekt etycznego zastosowania AI, nad którym pracują zarówno dostawcy technologiczni, jak i regulatorzy – mówi Radosław Kowalski, Partner, Zespół Data Intelligence Solutions w Dziale Consultingu w KPMG w Polsce.

Kolejnym wyzwaniem wiążącym się z wdrażaniem sztucznej inteligencji w organizacjach jest kwestia związana z cyberbezpieczeństwem. Według 92% osób zarządzających największymi firmami w Polsce generatywna sztuczna inteligencja może z jednej strony pomóc w wykrywaniu potencjalnych incydentów, z drugiej natomiast wyposażyć hakerów w nowe strategie i zwiększyć możliwości do cyberataków. Z roku na rok rośnie jednak świadomość cyberzagrożeń wśród polskich CEO, jednocześnie zwiększa się poziom przygotowania firm na ewentualność cyberataku – 80% respondentów zdeklarowało, że ich organizacja jest dobrze przygotowana na przyszłe ataki cyfrowe.

2023 rok na rynku nieruchomości. Dobry dla deweloperów, gorszy dla ich klientów

W 2023 roku sprzedaż nowych mieszkań w siedmiu największych metropoliach była największa od co najmniej pięciu lat. Niestety, tego samego nie da się powiedzieć o podaży lokali. Duża nierównowaga między popytem i podażą była główną przyczyną dwucyfrowych podwyżek średniej ceny metra kwadratowego. Czy w 2024 r. historia może się powtórzyć?

Najpewniej nikt się nie spodziewał, że po załamaniu sprzedaży mieszkań w 2022 r., już w pierwszych miesiącach 2023 r. nastąpi aż tak potężne jej odbicie – przyznaje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w ubiegłym roku najwięcej umów deweloperzy zawarli w trzecim kwartale. Okazuje się, że czwarty kwartał ub. roku nie był już dla nich aż tak dobry. Wciąż można jednak mówić o spektakularnym wzroście sprzedaży nowych mieszkań, bo w całym 2023 r. w siedmiu największych metropoliach (Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Łódź, Poznań, Górnośląsko – Zagłębiowska Metropolia) deweloperzy znaleźli chętnych na ok. 65,7 tys. mieszkań. To wynik aż o dwie trzecie lepszy od ubiegłorocznego i najlepszy od pięciu lat.Wyk. 1 - Liczba mieszkań sprzedanych w 2023 roku

Zdecydowanie najwięcej mieszkań – blisko 20,8 tys. – sprzedali w ubiegłym roku warszawscy deweloperzy. Lepszy wynik udało im się osiągnąć po raz ostatni w 2019 r. Z kolei w Krakowie, Trójmieście, Łodzi i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii można mówić o absolutnie rekordowych wynikach rocznych sprzedaży mieszkań.

Nie ma wątpliwości, że to rządowy program „Bezpieczny Kredyt 2%” był tym przysłowiowym kamieniem, który uruchomił lawinę popytu. Należy przy tym zaznaczyć, że był on kumulowany przez kilkanaście miesięcy, bo wiele osób wstrzymywało się za zakupem mieszkania. Jedni z powodu utraty zdolności kredytowej, którą „Bezpieczny Kredyt 2%” im przywrócił. Inni, aby skorzystać z rządowego dofinansowania. Decyzję zakupową przyspieszyło także wiele osób, które mogły sobie pozwolić na zwykły kredyt hipoteczny, ale nie kwalifikowały się do dofinansowania.  I nie byłoby problemu, gdyby firmy deweloperskie zareagowały odpowiednim zwiększeniem podaży. Niestety, tak się nie stało. W 2023 r. wprowadziły one do sprzedaży łącznie ok. 43,9 tys. lokali. W ostatnich pięciu latach nieznacznie gorszy był pod tym względem covidowy rok 2020. Najmocniej zaciągnęli hamulec deweloperzy w Trójmieście, Krakowie i Wrocławiu.

Jak tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl efektem tego była potężna nierównowaga między popytem a podażą.  Szczególnie dramatyczną sytuację odnotowano w Krakowie, gdzie pod koniec ubiegłego roku w ofercie firm deweloperskich było aż o 45% mniej mieszkań niż 12 miesięcy wcześniej. We Wrocławiu oferta lokali skurczyła się w tym okresie o 41%, w Trójmieście – o 39% a w Warszawie – o 34%.  Na tle tych miast Łódź w wydaje się być oazą stabilności. Oferta mieszkań wzrosła tam o 27% , a co najważniejsze dla kupujących w tym mieście nowe mieszkania, ich ceny wzrosły w ubiegłym roku najmniej. Wyk. 2 - Mieszkania w ofercie deweloperów

Główną przyczyną lawinowo rosnącej średniej ceny metra kwadratowego lokali była kurcząca się podaż. Nie dość, że deweloperzy podnieśli ceny, to w sytuacji, gdy po kredyty sięgało coraz więcej osób, z oferty znikały w pierwszej kolejności najtańsze mieszkania. Średnią cenę m kw. podnosiły zaś te, które w niej zostały. Od pojawienia się w ofercie banków „Bezpiecznego Kredytu 2%”, w niemal wszystkich metropoliach nastąpiło wyraźne przyspieszenie cenowe.

Jeszcze w październiku Kraków był liderem podwyżek średniej ceny metra kwadratowego mieszkań dostępnych w ofercie firm deweloperskich. Po szalonym trzecim kwartale, w którym średnia cena metra kwadratowego w tym mieście wzrosła aż o 11%, końcówka ubiegłego roku przyniosła pierwsze symptomy stabilizacji cen. W grudniu średnia cena krakowskich lokali, w przeliczeniu na metr kwadratowy, utrzymała poziom z listopada, a w całym czwartym kwartale ub. roku wzrosła o 2%.  Za to w Trójmieście wzrosty cen przyspieszyły w drugiej połowie ubiegłego roku, a czwarty kwartał był wręcz rekordowy pod tym względem. Średnia cena metra kwadratowego wzrosła tu bowiem aż o 10%. Jej skok odnotowano także w Łodzi, co było spowodowane wprowadzeniem w grudniu do sprzedaży drogich – jak na ten rynek – mieszkań ze średnią ceną  11,6-14,1 tys. zł za m kw.Wyk. 3 - Ceny mieszkań - 2023-wzrost cen

Ubiegły rok zakończył się więc w Łodzi dwucyfrową podwyżką średniej ceny metra kwadratowego (o 11%). Jednak najbardziej, bo aż o 27% wzrosła ona w 2023 r. w Trójmieście. W Krakowie podwyżka wyniosła 24%, a w Warszawie – 23%.Wyk. 4 - Ceny mieszkań - 2023-cena m kw.R

Lekkim optymizmem mogą jednak napawać wyniki podażowe z  czwartego kwartału ub. roku. Widać wyraźnie, że deweloperzy włączyli wyższy bieg. Na siedmiu rynkach nowa podaż wzrosła aż o 78% w porównaniu z trzecim kwartałem. I co ważne, mieszkań wprowadzonych na rynek było wreszcie wyraźnie więcej niż sprzedanych.Wyk. 5 - Mieszkania sprzedane i wprowadzone w 2023 roku

Grudzień ubiegłego roku przyniósł też pierwsze symptomy stabilizacji cen. Ich średnia w przeliczeniu na metr kwadratowy utrzymała w Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu poziom z listopada, a w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii minimalnie spadła.Wy. 6 - Ceny mieszkań - 2023-cena m kw.M

Autor: Marek Wielgo, ekspert portali RynekPierwotny.pl

STS z sześcioletnim zezwoleniem od Ministra Finansów

STS odebrał kolejne – sześcioletnie – zezwolenie Ministra Finansów na urządzanie oraz prowadzenie działalności w zakresie zakładów wzajemnych przez sieć internet. Obecnie zdecydowana większość obrotów bukmachera generowana jest przez kanał online, w tym za pośrednictwem aplikacji mobilnej.

Nowe technologie i kanały sprzedaży online to przyszłość branży zakładów wzajemnych. Obecnie już ponad  80% naszych obrotów generowanych jest właśnie przez internet. Cały czas rozwijamy się w tym aspekcie, by oferować klientom coraz więcej usług i funkcjonalności o najwyższej jakości. STS to lider w swojej branży, nie będziemy jednak osiadać na laurach. Naszym celem jest dalszy rozwój oraz inwestycje w technologię i innowacje. Będziemy dalej oferować naszym klientom najlepszy produkt na polskim rynku – mówi Mateusz Juroszek, przewodniczący Rady Nadzorczej STS.

Sklepy przed świętami wystraszyły się mniejszego ruchu

Monitoring blisko 56 tys. cen w sklepach wykazał, że w zeszłym miesiącu codzienne zakupy zdrożały średnio o 5,6% rdr. To mniejszy wzrost, niż się spodziewano. Według szybkiego szacunku, w pierwszych dniach grudnia ceny skoczyły bowiem o 7,9% rdr. Ale w drugiej połowie miesiąca podwyżki zostały wyhamowane przez retailerów. Autorzy analizy uważają, że bez ww. spowolnienia finalny wynik byłby w granicach o 8-9% rdr. I dodają, że najprawdopodobniej wynikało to z obawy branży przed reakcjami konsumentów oraz spadkiem ruchu w sklepach. Ponadto autorzy analizy dodają, że od 1 do 24 grudnia ub.r. w gazetkach ubyło 19% promocji rdr. Z kolei rok wcześniej było ich o 16% więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku.

Jak wynika z najnowszej odsłony cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito, w grudniu br. codziennie zakupy zdrożały średnio o 5,6% rdr. Dla porównania, w listopadzie wzrost rdr. wyniósł 6,7%, w październiku – 8,1%, a we wrześniu – 10,1%.

– Z miesiąca na miesiąc dynamika podwyżek dalej spada, a do tego jednocyfrowy wzrost stabilnie utrzymuje się już trzeci miesiąc z rzędu. Ten trend pozostanie z nami w 2024 roku, przynajmniej dopóki nie zniknie zerowa stawka podatku VAT i będą obowiązywały programy osłonowe chroniące przed podwyżkami cen energii elektrycznej, gazu ziemnego i ciepła – mówi dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Według szybkiego szacunku autorów raportu, w pierwszych dziesięciu dniach grudnia ub.r. ceny w sklepach wzrosły o 7,9% rdr. Jednak później ta dynamika wyhamowała. Jak wyjaśniają analitycy z UCE RESEARCH, sieci handlowe odpuściły podwyżki, prawdopodobnie nie chcąc drażnić przed świętami konsumentów. I jak dodają, gdyby nie ww. aktywność branży retailowej, to średni wzrost cen w sklepach w grudniu wyniósłby prawdopodobnie 8-9% rdr. Do tego widać, że sieci handlowe zrobiły też mniej akcji promocyjnych niż rok wcześniej. Od 1 do 24 grudnia ub.r. ubyło ich 19% rdr.

– Sieci handlowe, na bieżąco obserwując ruch w swoich placówkach, szybko podejmowały zmienne decyzje o obniżaniu cen. Musiały obawiać się spadku sprzedaży. Inaczej rozpęd z początku grudnia nie wyhamowałby. Co prawda, w skali całego miesiąca nie jest to duża różnica, ale dla portfeli konsumentów to naprawdę spore oszczędności, szczególnie przed świętami. Dla sklepów to oczywiście niższe zyski, ale – z ich perspektywy – pewniejsze – komentuje dr Krzysztof Łuczak, jeden z zewnętrznych konsultantów „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”.

Z kolei dr Tomasz Kopyściański z Uniwersytetu WSB Merito zauważa, że zmniejszenie liczby promocji nie zmieniło tego, iż sprzedawcy intensywnie konkurowali cenami w okresie zwiększonych obrotów. To powstrzymywało wzrosty i było widoczne w ogólnym wyhamowaniu cen w sklepach detalicznych w grudniu ub.r.

– Można spotkać się z opinią, że retailerzy uratowali handel, wyhamowując podwyżki cen. Rzeczywiście sklepy detaliczne są najbliżej klienta. To one w pierwszej kolejności wyczuwają nastroje konsumenckie i odpowiadają na nie, kształtując odpowiednią politykę cenową. A trzeba pamiętać o tym, że możliwości zakupowe Polaków są coraz mniejsze na skutek utrzymującej się już od lat wysokiej inflacji. Jednocześnie żywność stanowi podstawową potrzebę, z której ludzie nie zrezygnują, a głosy z branży spożywczej wyraźnie akcentują zmiany w nawykach zakupowych. Dlatego też chcąc uniknąć pogorszenia nastrojów, sklepy nie zdecydowały się na istotne podwyżki cen na koniec roku – dodaje dr Robert Orpych.

Autorzy raportu wskazują też, że analitycy z UCE RESEARCH i Hiper-Com Poland wyliczyli, że od 1 do 24 grudnia 2022 roku przybyło w sklepach średnio 16% promocji rdr. Natomiast w zeszłym roku sieci handlowe wyjątkowo zwlekały z prezentowaniem nowych akcji rabatowych w gazetkach. Ostatecznie pod tym względem były na minusie. Jak stwierdza dr Krzysztof Łuczak, przed samymi świętami retailerzy mocno wyhamowali z podwyżkami, by ratować swój wizerunek. Gdyby tak się nie zachowali, wzrost cen na pewno byłby wyższy.

– Spadek liczby promocji w grudniu ub.r. wynikał z kilku powodów. Wzrosły koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Ponadto konsumenci stali się bardziej wymagający, nie tylko względem cen, ale też wysokiej jakości obsługi. Sprostanie ich oczekiwaniom wymaga kolejnych nakładów finansowych. ¬Jednak, moim zdaniem, najważniejszym czynnikiem było wejście w życie w 2023 roku Dyrektywy Omnibus. Wielu sprzedawców, musząc podawać najwyższe ceny promowanych produktów z ostatnich 30 dni, zrezygnowało z pseudopromocji, jakich było mnóstwo w poprzednich latach. Do tego niektóre sklepy ominęły nowe przepisy, nie stosując klasycznych promocji, za to wykorzystując w szerszym zakresie politykę kodów rabatowych – wyjaśnia dr Kopyściański.

Eksperci z Uniwersytetu WSB Merito nie przewidują, by retailerzy dalej decydowali się na hamowanie podwyżek cen, nawet przed Wielkanocą. Jak podkreśla dr Robert Orpych, sklepy detaliczne muszą zarabiać, a skoro w całej gospodarce drożeją surowce, zasoby energetyczne i paliwa, to na ich półkach te wzrosty wcześniej czy później się znowu pojawią. Trudno oczekiwać od sieci handlowych, aby w dłuższej perspektywie nie podniosły cen.

– Cenowa walka konkurencyjna sprzedawców jest charakterystyczna dla grudnia i początku stycznia, czyli tradycyjnego okresu wyprzedaży. Ale to zjawisko nie trwa cały rok. Dlatego też w drugiej połowie stycznia i kolejnych miesiącach odnotujemy zapewne znaczne zmniejszenie aktywności branży retailowej w oddziaływaniu na ceny – przekonuje dr Tomasz Kopyściański.

Podsumowując, dr Krzysztof Łuczak zwraca uwagę na to, że od grudnia ub.r. nastroje konsumenckie raczej się lekko poprawiły. Jeszcze nie wiadomo, jak długo ten stan potrwa. Prognozuje się, że w drugiej połowie roku inflacja – po wyhamowaniu – ponownie przyspieszy. Wówczas retailerzy znowu będą musieli zmienić optykę w kwestii cen. Na pewno będą bacznie obserwować sytuację. Stąd trudno już teraz stawiać pewną i na 100% wiarygodną długoterminową prognozę. W szczególności dotyczy to przewidywań co do tego, jak branża handlowa będzie reagowała na sytuację w gospodarce, w tym również jak finalnie będzie to przekładała na ceny w sklepach. Natomiast jedno jest niemal pewne, że kolejny raz może się nie skusić na sztuczne hamowanie cen. Prędzej nadwyżki zostaną przerzucone na konsumentów.


***
Opis metody badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od blisko 7 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z grudnia 2023 r. i analogicznego z 2022 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 56 tys. cen detalicznych z prawie 30 tys. sklepów należących do 57 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

W I kwartale br. ceny w sklepach nadal będą rosły, tylko wolnej niż rok temu. Później sytuacja się zmieni

W I kwartale br. ceny w sklepach nadal będą rosły, tylko wolniej niż rok temu. Natomiast Polacy wciąż będą odczuwać drożyznę. Jej poziom w dużej mierze będzie zależał od działań rządu i reakcji producentów na bieżącą sytuację, w tym wzrost płacy minimalnej. Istotne będą też podwyżki cen surowców, energii, ropy i gazu. Żywność i napoje rdr. mogą w tym czasie zdrożeć średnio o 6-8%, o ile inflacja nadal będzie spadać i żadne nowe czynniki nie zachwieją rynkiem. Drożyzna najbardziej będzie odczuwalna w takich kategoriach, jak dodatki spożywcze, pieczywo, mięso czy nabiał. Z kolei większy skok cen może nastąpić w kolejnych kwartałach, na przykład po wycofaniu zerowego VAT-u. I ten proces może się rozpocząć już z końcem marca. Do tego przed Wielkanocą, jak co roku, wzrosną ceny typowo świątecznych produktów.

Od stycznia do marca tego roku ceny w sklepach w dużej mierze mogą zależeć od zachowań producentów i działań nowego rządu. – Jeżeli takie czynniki, jak np. wzrost płacy minimalnej lub ceny surowców, nie wpłyną negatywnie na sytuację producentów i sprzedawców, to wówczas ten okres będzie w miarę stabilny. Ceny oczywiście dalej będą rosły, ale z pewnością wolniej niż rok temu – mówi Robert Biegaj z Grupy Offerista.

Ekspert rynku retailowego uważa też, że producenci będą mocno obserwować swoją sytuację i analizować ją długoterminowo, a decyzje o ewentualnych podwyżkach będą podejmować raczej z końcem bieżącego kwartału. – Producenci w zeszłym roku już podnosili swoje ceny i jeśli nie będą musieli, to na pewno tego nie zrobią, żeby jeszcze bardziej nie rozdrażnić konsumentów zmęczonych drożyzną. Choć sama inflacja będzie w trendzie spadkowym, to nie bardzo będzie się to przekładać na ceny w sklepach – przewiduje Biegaj.

Znawca rynku retailowego dodaje, że konsumenci nie mają podstaw, by oczekiwać spadku cen w sklepach. Po stronie producentów i samego handlu nie wystąpiły żadne czynniki, które mogłyby obniżyć ich bieżące koszty operacyjne. I póki co nie zapowiada się, że taki scenariusz będzie w ogóle możliwy w tym roku. Stan zerowego VAT-u został utrzymany do końca pierwszego kwartału br. na niektóre produkty żywnościowe.

– Gdy już przestanie obowiązywać zerowy VAT, ceny będą musiały pójść w górę co najmniej o wartość wynikającą z tego podatku. Handel wszelkie dodatkowe koszty i obciążenia przeniesie na konsumentów, bo nie ma innego wyjścia. Stąd o spadkach cen w sklepach nie ma mowy. Trzeba też pamiętać o tym, że producenci są narażeni na anomalia pogodowe, które również przekładają się na późniejsze ceny – przekonuje ekspert z Grupy Offerista.

Czynników rosnących kosztów zakupów w sklepach może być oczywiście zdecydowanie więcej. Wśród nich należy wymienić podwyżki cen surowców stricte przeznaczonych do produkcji, w tym komponentów i półproduktów, a także energii, ropy i gazu. Należy też wspomnieć o umocnieniu złotego, a także o wzrostach płacy minimalnej – pierwszym w styczniu br. i kolejnym, zaplanowanym na drugą połowę roku, do którego przedsiębiorcy już teraz muszą się przygotować.

– Jak bardzo wzrosną ceny, to również zależy od wielu czynników, ale w dużym skrócie można powiedzieć, że żywność i napoje średnio mogą w I kw. br. zdrożeć o 6-8% rdr. To oczywiście optymistyczny scenariusz zakładający, że inflacja nadal będzie spadać i nie wystąpią inne negatywne czynniki, które w krótkim okresie zachwieją rynkiem – podkreśla ekspert.

Wśród kategorii towarów, które najbardziej mogą pójść w górę w ww. okresie w relacji rocznej, mogą być przede wszystkim dodatki spożywcze (m.in. majonezy, ketchupy, musztardy). Do tego można wymienić pieczywo, mięso i nabiał. Podobnie może to wyglądać w przypadku chemii gospodarczej oraz warzyw i tłuszczy zwierzęcych. Warto przypomnieć, że w ostatnich okresach ub.r. dodatki spożywcze, chemia gospodarcza i pieczywo to były kategorie znajdujące w TOP5 najbardziej drożejących, według raportu „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito.

– Podwyżki cen we wszystkich ww. kategoriach, zwłaszcza pod koniec marca, nie będą przypadkowe. Na przełomie tego miesiąca i kwietnia wypada bowiem Wielkanoc, która co roku podbija ceny żywności. Natomiast prognozuję, że od stycznia do marca na minusie nadal będą produkty tłuszczowe, chociaż już pewnie na sporo mniejszym niż w ub.r. Wśród nich mamy przecież margarynę czy masło, a to są niezbędne produkty do przygotowania świątecznych specjałów – podsumowuje ekspert z Grupy Offerista.

Lex deweloper: dobry pomysł, ale źle wykonany

Dla branży budowlanej i deweloperskiej rok 2023 był kolejnym, w trakcie którego następowały istotne zmiany, zarówno w sferze ekonomicznej, jak i w otoczeniu prawnym biznesu. Po bardzo słabym roku 2022, kiedy rosnąca inflacja i koszt pieniądza uderzyły zarówno w przedsiębiorców, jak i nabywców, a liczba nowych pozwoleń na budowę, jak również sprzedawanych lokali dramatycznie spadły, w ostatnich kwartałach minionego roku ww. czynniki ekonomiczne zaczęły się poprawiać.

W 2023 roku zwiększyła się też dostępność kredytów hipotecznych. Istotny wpływ na sprzedaż mieszkań miał wprowadzony w połowie roku rządowy program „Bezpieczny kredyt 2 proc.”, który miał pozwolić na zawarcie w latach 2023 i 2024 ok. 50 tysięcy umów kredytowych z państwowym dofinansowaniem. Cała pula środków została jednak wyczerpana przed końcem 2023 r. dając rynkowi solidny zastrzyk gotówki. Większość deweloperów kończyła rok nadspodziewanie dobrymi wynikami sprzedaży.

Jeśli chodzi o uwarunkowania prawne to miniony rok, podobnie jak poprzednie, cechował brak stabilności, częste i nagłe zmiany przepisów, niejednokrotnie dokonywane na zasadzie „wrzutek”. Pojęcie to przyjęło się dość powszechnie dla określenia zmian legislacyjnych przeprowadzanych w sposób nie spełniający elementarnych standardów: w błyskawicznym tempie, bez realnych konsultacji, poprzez dopisywanie w ostatniej chwili zmian przepisów nie związanych z zakresem wprowadzanej ustawy, a przez to bardzo nieprzejrzystych. Nadpodaż legislacji i jej słaba jakość są przedmiotem krytyki od lat. Odnoszę jednak wrażenie że szczególnie od czasu wprowadzania kolejnych tzw. tarcz anty-covidowych (które siłą rzeczy przyjmowano w bardzo dużym tempie) ustawodawca przyjął taki tryb prac prawodawczych jako standard. To bardzo zła praktyka.

Spośród wielu zeszłorocznych nowelizacji regulujących zagadnienia ważne dla branży budowlanej i deweloperskiej warto zwrócić uwagę na dwie ustawy, dotyczące problematyki planistycznej. Zła jakość norm regulujących planowanie przestrzenne ma znacznie poważniejszy, negatywny wpływ na prowadzenie działalności gospodarczej (ale także na inne obszary życia społecznego) niż, np. często następujące zmiany w prawie budowlanym (szczególnie, gdy chodzi o warunki techniczne).

W 2023 r. kilkukrotnie nowelizowano, m.in. ustawę o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących, zwaną potocznie ”Lex deweloper”. Początkowo, wprowadzona w 2018 r. ustawa miała ułatwiać zagospodarowywanie pod budownictwo mieszkaniowe niektórych niewykorzystanych terenów w miastach. Niestety w praktyce działała słabo, głównie dlatego, że samorządy podchodziły do jej rozwiązań z rezerwą. Kiedy stopniowo zaczęto przekonywać się do nowych rozwiązań i coraz częściej pojawiały się projekty przygotowywane w tym trybie, nagle w maju 2023 r. wprowadzono do ustawy wymóg nakazujący realizację miejsc postojowych w liczbie nie mniejszej niż 1,5 miejsca postojowego na jedno mieszkanie. Wcześniej to samorządy samodzielnie mogły określać ten współczynnik. Ta z pozoru drobna zmiana (w dodatku wprowadzona z zachowaniem ultrakrótkiego vacatio legis) – można powiedzieć – „położyła” ideę Lex deweloper. Ustawodawca jnie wziął pod uwagę, że narzucanie wskaźnika miejsc postojowych i to o tak wysokiej wartości, spowoduje, że wiele projektów stanie się nierentownych. W ramach możliwej do wybudowania powierzchni inwestycji, udział miejsc postojowych rósł, zmniejszając możliwą do uzyskania powierzchnię mieszkań, dodatkowo zwiększając koszty budowy. To absurdalne rozwiązanie miało zostać zniesione ale nadal obowiązuje, skutecznie zniechęcając do realizacji inwestycji. Ustawa ma przestać obowiązywać 1 stycznia 2026 r. czyli za dwa lata.

Drugą kluczową zmianą prawną w 2023 r., jest nowelizacja ustawy o planowaniu    i zagospodarowaniu przestrzennym, która w zasadniczej części wchodzi w życie na początku 2026 r. i której przepisy skróciły obowiązywanie wspomnianego wyżej Lex deweloper do tej samej daty.

Jedną z ważnych przeszkód w działalności deweloperów jest niedobór działek budowlanych. Pokrycie planami miejscowymi jest niewystarczające, ich uchwalanie trwa w nieskończoność, a zastępujące je w praktyce WZ-ki mają wiele wad i są coraz trudniej dostępne. Gruntowna nowelizacja w tym obszarze była konieczna. Finalnie uchwalona ustawa jest, niestety, mocno zubożona w stosunku do jej pierwotnych założeń ale moim zdaniem idzie w dobrym kierunku. Niewielka część nowych rozwiązań obowiązuje od września minionego roku jednak clou reformy nastąpi w roku 2026. Daje to jeszcze pewien czas na – z jednej strony – przemyślane korekty, z drugiej zaś – na dostosowanie się rynku.

Marcin Nosiński ekspert BCC prawo budowlane, prawo zamówień publicznych i nieruchomości

Brak apetytu RPP na obniżki może być szansą dla złotego

Ton zawoalowanych komunikatów prezesa Glapińskiego uznajemy za nieco jastrzębi – nie widzimy szans na obniżki stóp procentowych wcześniej niż w II kwartale. Rynek zaczyna mieć coraz większe wątpliwości dotyczące tego, czy skala cięć w obecnym roku będzie znacząca. Wygranym w tej sytuacji może być złoty, jeśli brak obniżek wytworzy presję aprecjacyjną na walutę.

Uwagę na rynkach walutowych zwróciła niespotykanie niska zmienność. Niemal wszystkie główne waluty zakończyły tydzień ruchem nie większym niż 0,5% względem jego początku, co jest niezwykłym zjawiskiem. Wyższa od oczekiwań inflacja CPI (konsumencka) w USA początkowo wywołała zamieszanie i wsparła aprecjację dolara. Przed końcem tygodnia jego kurs uległ jednak pewnej normalizacji, rynki wróciły bowiem do wyceniania marcowej obniżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej w 80% po niższym od oczekiwań piątkowym odczycie inflacji PPI (producenckiej). Doprowadziło to także do spadków rentowności obligacji skarbowych oraz wzrostu aktywów ryzykownych.

Ten tydzień będzie pod względem odczytów makroekonomicznych i oświadczeń banków centralnych dość spokojny, odbędą się jednak liczne wystąpienia oficjeli EBC i Fedu. Przemówienia przedstawicieli Rezerwy Federalnej będą szczególnie istotne – przekonamy się, czy bank w dalszym ciągu będzie odsuwać rynkowe oczekiwania dotyczące cięcia stóp w marcu oraz 165 pb. obniżek w 2024 r. Naszym zdaniem są one zdecydowanie zbyt agresywne. Co tyczy się danych z tego tygodnia, które jeszcze przed nami, najważniejsza będzie grudniowa inflacja w Wielkiej Brytanii (środa 17.01).

PLN

Złoty w ubiegłym tygodniu kontynuował stonowaną deprecjację. Kurs EUR/PLN uplasował się w piątek tuż powyżej poziomu 4,35, który staje się dla pary coraz bardziej ugruntowanym punktem odniesienia. Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami nie zmieniła wysokości stóp procentowych NBP. Prezes Adam Glapiński zasugerował nie wprost, że nie powinno się oczekiwać cięć w I kwartale roku, i podkreślił niepewność w kontekście zmian inflacji w II połowie 2024 r. Inwestorzy mają coraz większe wątpliwości dotyczące skali rozluźnienia polityki, a część ekonomistów sądzi, że bank pozostawi stopy na niezmienionym poziomie aż do końca roku. Wciąż uważamy, że istnieją przesłanki ku pewnemu rozluźnieniu polityki w 2024 r., wysoka niepewność w kontekście inflacji znacznie jednak utrudnia precyzyjne prognozy. Sytuacja ta stanowi szansę dla złotego – brak obniżek stóp NBP może wywrzeć presję aprecjacyjną na walutę.

Spośród danych makro najistotniejsze w ubiegłym tygodniu były te dotyczące rachunku bieżącego. Nadwyżka wynosząca w listopadzie 1,3 mld EUR była nieco niższa, niż oczekiwano, podniosła jednak jego 12-miesięczną sumę. Kolejne nadwyżki są dobrą informacją dla złotego i wspierają przekonanie, że polska waluta pozostanie silna.

W tym tygodniu skupimy się na dynamice cen. Zaczęliśmy od nieznacznej rewizji w górę grudniowej inflacji CPI (z 6,1% do 6,2%). We wtorek (16.01) zostanie opublikowana jej miara bazowa, w piątek (19.01) zaś PPI. Losy złotego będą jednak zależały w większym stopniu raczej od wieści spoza kraju.

EUR

Dane gospodarcze ze strefy euro nie ulegają istotnej poprawie i w dalszym ciągu obrazują stagnację, nie przełożyło się to jednak jeszcze na zwolnienia i zatrudnienie utrzymuje się na dobrym poziomie. Ubiegłotygodniowy odczyt sprzedaży detalicznej był nieco lepszy, niż oczekiwano, znalazł się jednak na ujemnym poziomie w ujęciu rocznym (-1,1%), notując jednocześnie czwarty na przestrzeni ostatnich pięciu miesięcy spadek w ujęciu miesięcznym.

Jastrzębiość widoczna na grudniowym posiedzeniu EBC powoli zanika pośród gołębich głosów licznych członków Rady. Odczyt listopadowej produkcji przemysłowej z początku tego tygodnia rozczarował pokazując jej spadek rzędu 6,8% w ujęciu rocznym. Liczne przemówienia oficjeli banku zaplanowane w najbliższych dniach, w tym prezeski Christine Lagarde w środę (17.01), powinny zaś rozjaśnić obraz w kontekście planów EBC. Publikowane we wtorek (16.01) minutki z ostatniego posiedzenia banku również rzucą nieco światła na grudniowe komunikaty.

USD

Niewielkie zaskoczenie w górę odczytem grudniowej inflacji CPI nie przekonało rynków do zrewidowania oczekiwań dotyczących cięć stóp procentowych Rezerwy Federalnej już w marcu. Wydaje się, że momentum najważniejszej, bazowej miary wzrostu cen stabilizuje się tuż poniżej 4%, co jest wartością zdecydowanie zbyt wysoką – ostatnia prosta w walce z inflacją może okazać się trudniejsza do pokonania, niż oczekują inwestorzy. Pod koniec tygodnia rynki na chwilę jednak o tej kwestii zapomniały, skupiając się zamiast tego na niższym od konsensusu piątkowym odczycie inflacji PPI.

Dane z rynku pracy o wysokiej częstotliwości w dalszym ciągu wskazują na niewielkie poluzowanie lub jego brak, a najbardziej godne zaufania wskaźniki sugerują, że w obliczu silnego wzrostu gospodarczego i bardzo ciasnego rynku pracy płace rosną w tempie powyżej 5%. Wciąż liczymy, że oczekiwania dotyczące marcowej obniżki stóp Fedu się nie zmaterializują, a dolar będzie w związku z tym w krótkim terminie silnie wspierany względem walut europejskich.

GBP

Odczyt listopadowego PKB zaskoczył na plus, zmniejszając obawy dotyczące wystąpienia w IV kwartale technicznej recesji. Gospodarka wzrosła o 0,3% m/m po tym, jak w październiku skurczyła się o taką samą wartość. Jeśli wierzyć ostatnim odczytom wskaźników PMI, prawdopodobne wydaje się, że w grudniu aktywność gospodarcza ponownie wzrosła. Pomogłoby to brytyjskiej gospodarce uniknąć technicznej recesji. Na potwierdzenie tej tezy przyjdzie nam jednak poczekać do połowy lutego, kiedy opublikowany zostanie raport kwartalny. Reakcja funta na te dane była jednak ograniczona.

Publikowane w tym tygodniu dane wystawią na próbę niedawną jastrzębiość Banku Anglii. Poza odczytem grudniowej inflacji CPI (środa 17.01) poznamy listopadowe dane o płacach i grudniowe o zatrudnieniu (wtorek 16.01). Oczekuje się, że odczyty dynamiki cen i płac wykażą trend spadkowy, pozostając jednak na poziomach istotnie wyższych niż w strefie euro i USA. Inflacja bazowa utrzymuje się blisko poziomu 5%, płace rosną zaś w tempie niemal 7% – zanim Rada będzie mogła rozpocząć obniżanie stóp procentowych, obie wartości muszą odnotować znaczne spadki.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Jak inwestować w złoto? Inwestowanie w złote monety i sztabki

Lekcja dla początkujących inwestorów.

Inwestowanie w złoto to sposób na ochronę kapitału przed inflacją, a także metoda dywersyfikacji portfela inwestycyjnego opartego również o inne aktywa. Nabywając kruszec królewski, nie trzeba w większości przypadków uiszczać podatku VAT, podatku dochodowego i podatku PCC, co sprawia, że takie lokowanie własnych zasobów staje się jeszcze bardziej atrakcyjne. Zwrócić uwagę należy również na dynamiczny wzrost wartości złota, które pod koniec 2024 roku może kosztować za uncję nawet 2100 USD! W jaki sposób warto zatem inwestować w złoto? Z artykułu dowiesz się kilku przydatnych informacji o złotych monetach bulionowych i szczerozłotych sztabkach.

Inwestowanie w monety bulionowe

Jednym z produktów inwestycyjnych w złocie są monety bulionowe. Mowa o numizmatach, które wybijane są przede wszystkim przez mennice zrzeszone w prestiżowej organizacji LBMA. Monety te swoją wartość opierają na próbie czystości kruszcu, a także na jego wadze. Występują w różnych rodzajach i nie stanowią numizmatów kolekcjonerskich – ich nakład nie jest ograniczony, a cena zależy od popytu. Oznacza to, że są dostępne w ofertach licznych dealerów złota oraz w certyfikowanych mennicach takich jak Mennica Skarbowa z oddziałami stacjonarnymi we wszystkich dużych miastach Polski. O czym warto pamiętać przy inwestowaniu w monety bulionowe? Poznaj 10 faktów!

5 faktów ważnych przy inwestowaniu w złote monety bulionowe

  1. Do najpopularniejszych złotych monet bulionowych zaliczyć można: Wiedeńskich Filharmoników, Krugerrand, Amerykańskiego Bizona, Kanadyjski Liść Klonowy, monetę Britannia, Amerykańskiego Orła, Australijskiego Kangura czy Chińską Pandę.
  2. Wartość monet bulionowych określa próba złota (najwyższą jest 999.9), a także gramatura kruszcu np. 1/10 uncja złota; 1/4 uncja złota; 1/2 uncja złota; 1 uncja złota.
  3. Ceny złotych monet bulionowych w 2023 kształtowały się na poziomie od kilkuset złotych za monetę 1/25 uncji złota do przeszło 8 tysięcy za numizmat 1-uncjowy.
  4. Monety bulionowe najlepiej kupować z certyfikowanych mennic, które współpracują z producentami – mennicami i rafinerami – zrzeszonymi w organizacji LBMA. Jest to gwarancja autentyczności kupowanego złota inwestycyjnego.
  5. Każdy, kto nie chce uiścić podatku VAT przy zakupie monety bulionowej, musi pamiętać o kilku zasadach: 1) moneta nie może być starsza niż numizmaty wybijane przed 1800 rokiem; 2) moneta musi mieć nominał tj. musi być legalnym środkiem płatniczym w kraju wybicia; 3) próba czystości monety bulionowej musi być równa lub wyższa wartości 900; 4) nabyta moneta bulionowa musi być zdobyta po cenie nie wyższej, niż 80% rynkowej wartości kruszcu zawartego w monecie.

Inwestowanie w złote sztabki

Drugim produktem inwestycyjnym w złocie są oczywiście złote sztabki, których wartość może być znacznie wyższa od wartości monet bulionowych. Produkowane są one przez uznane w świecie mennice i doskonale sprawdzają się przy zabezpieczaniu przed inflacją domowego budżetu czy przy dywersyfikacji rozbudowanych portfeli inwestycyjnych. Co warto zatem wiedzieć  o złotych sztabkach przed ich zakupem?

5 faktów ważnych przy inwestowaniu w złote sztabki

  1. Autentyczne sztabki złota posiadają akredytację LBMA. Mają na swojej powierzchni wytłoczoną nazwę mennicy, wagę, próbę, a także numer seryjny oraz znak certyfikacyjny.
  2. Wartość sztabek złota zależy od ich wagi i próby złota (na ogół wynosi ona 999.9). W sprzedaży znaleźć można m.in.: sztabkę złota 2 g; sztabkę złota 20 g; sztabkę złota 50 g; sztabkę złota 100 g; sztabkę złota 250 g; sztabkę złota 1 kg.
  3. Cena sztabek złota zaczyna się od kilkuset złotych, a kończy na przeszło 260 tys. złotych!
  4. Sztabki złota można kupić również w specjalnych zestawach sztabek. Dla przykładu Mennica Skarbowa oferuje: 10 x 1 g sztabka złota MultiDisc; 10 x 1 g Sztabka złota SmartPack czy 100 x 1 g Sztabka złota CombiBar.
  5. Aby nie musieć płacić podatku VAT przy zakupie sztabek złota, muszą one być zaliczane do złota wysokich prób. Mowa o próbie nie niższej niż 995.

Pamiętaj! Każde inwestowanie, nawet w tak stabilne produkty inwestycyjne, jak złoto i srebro, niesie ze sobą ryzyko. Jeśli nie masz pewności co do swoich planów i ich skuteczności, skorzystaj ze wsparcia doradców finansowych, ekspertów zajmujących się szeroko rozumianą ekonomią lub specjalistów zatrudnianych przez mennice.

Grupa Klepsydra zawarła porozumienie inwestycyjne ze spółką Global Funeral Services i może pozyskać ponad 23 mln zł

Grupa Klepsydra poinformowała, że 15 stycznia 2024 roku, w wyniku prowadzonych negocjacji, spółka oraz jej główni akcjonariusze, czyli Pan Tomasz Salski oraz Pan Marek Cichewicz, zawarli ze spółką Global Funeral Services z siedzibą w Barcelonie porozumienie, w sprawie określenia głównych warunków potencjalnej inwestycji tej spółki w Grupę Klepsydra. W przypadku realizacji transakcji Grupa pozyska blisko 23,3 mln zł. Nowy inwestor obejmie w sumie ponad 3,3 mln akcji Grupy, które łącznie będą stanowiły blisko 14-proc. udział w kapitale zakładowym Grupy.

Realizacja transakcji będzie oznaczała pozyskanie przez Grupę Klepsydra zakładanych środków na zapowiedziane akwizycje i związaną z tym konsolidację rynku funeralnego w Polsce.

Porozumienie ma charakter niewiążący, jednak strony zadeklarowały, że będą dążyły do zawarcia finalnych umów do 18 stycznia 2024 roku.

„Zawarliśmy właśnie porozumienie inwestycyjne z liderem rynku pogrzebowego w Katalonii, firmą Global Funeral Services z Barcelony, która ma nie tylko olbrzymie, kilkusetletnie doświadczenie w branży pogrzebowej, ale też doświadczenie w konsolidacji rynku. Obecnie jesteśmy w trakcie finalizacji umowy, po podpisaniu której powitamy na naszym pokładzie istotnego dla nas inwestora branżowego oraz zdobędziemy dalsze środki na konsolidację rynku pogrzebowego w Polsce” – powiedział Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

2/3 Polaków uważa, że ceny nieruchomości są zbyt wysokie

Bijące rekordy ceny nieruchomości sprawiają, że coraz więcej Polaków nie może sobie pozwolić na zakup nowego mieszkaniu lub domu. Aż 62% z nich ocenia obecne ceny nieruchomości jako ekstremalnie wysokie – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie rankomat.pl. 67% ankietowanych uważa, że spadek cen to główny czynnik, który pomógłby im w zakupie własnego M. Tylko co czwarty z nich liczy wsparcie w ramach nowego publicznego programu.

25 tys. zł za metr kwadratowy – nawet tyle trzeba już zapłacić za mieszkanie w Warszawie. W innych miastach ceny nieruchomości także biją rekordy – w ostatnim roku podrożały o średnio 30%. To efekt olbrzymiej popularność programu Bezpieczny Kredyt 2%, który spowodował nie tylko drastyczny wzrost cen, ale także wydrenował rynek z nieruchomości na sprzedaż. Eksperci rankomat.pl – porównywarki produktów finansowych i ubezpieczeń – sprawdzili jak Polacy oceniają aktualne ceny. 62% uważa je za ekstremalnie wysokie. Na przeciwległym biegunie znalazło się tylko 1% badanych, którzy twierdzą, że zakup mieszkania czy domu jest obecnie atrakcyjny cenowo.

Co może pomóc w zakupie nieruchomości?

W ocenie ankietowanych najważniejszy czynnik, który mógłby ich przybliżyć do nowego mieszkania lub dom to… spadek cen. Wskazuje na niego aż 67% badanych. Równo połowa z nich liczy również na wzrost wynagrodzeń. Dla 41% istotnym ułatwieniem byłby tańsze kredyty mieszkaniowe, 28% wskazało na rozwój taniego budownictwa spółdzielczego, a 21% na rozwój publicznego programu budowy mieszkań na wynajem. Tylko 26% ankietowanych swoją szansę na zakup nowego mieszkania lub domu upatruje w kolejnym programie publicznego wsparcia, będącego następcą programu Bezpieczny Kredyt 2%.

– Trudno jednoznacznie ocenić program Bezpieczny Kredyt 2%. Z jednej strony był to szansą dla ponad 100 tys. osób na zakup pierwszej nieruchomości w życiu na preferencyjnych warunkach. Natomiast z drugiej strony zaburzył równowagę na rynku nieruchomości i spowodował skokowy wzrost cen do niespotykanych wcześniej poziomów. Osoby, które myślą o zakupie nowej nieruchomości to wiedzą, dlatego obawiają się, że uruchomienie kolejnego programu może jeszcze bardziej podnieść ceny – mówi Konrad Pluciński, ekspert ds. produktów finansowych w rankomat.pl.

„Mieszkanie na Start” – co wiemy o programie?

Na początku stycznia Ministerstwo Rozwoju i Technologii przedstawiło zarys programu, który ma zastąpić Bezpieczny Kredyt 2%. Program ma być wsparciem w zakupie pierwszego mieszkania przede wszystkim dla osób o niższych dochodach i rodzin z dziećmi. Kredyty w ramach programu mają być udzielane od drugiej połowy 2024 roku oraz w 2025 roku. Dopłaty do rat kredytu mają obowiązywać przez 10 lat. W tegorocznym budżecie na dopłaty przewidziany został budżet w wysokości 500 mln złotych, a to oznacza, że osoby, które będą chciały skorzystać z dopłat i spełnią założenia programu, znów będą musiały się śpieszyć ze składaniem wniosków kredytowych. Eksperci rankomat.pl zebrali wszystkie dostępne informacje, które zostały podane do publicznej wiadomości.

Wsparcie bardziej atrakcyjne

Kredyt w nowym programie będzie tańszy od swojego poprzednika, a oprocentowanie będzie uzależnione od liczby osób w gospodarstwie domowym. Zgodnie z założeniem im więcej dzieci, tym tańszy kredyt. Oprocentowanie, po dopłacie wyniesie:

  • 1,5% w przypadku jednoosobowego i dwuosobowego gospodarstwa domowego,
  • 1% w przypadku trzyosobowego gospodarstwa domowego,
  • 0,5% w przypadku czteroosobowego gospodarstwa domowego,
  • 0% w przypadku pięcioosobowego i większego gospodarstwa domowego

– Kredyt z zerowym oprocentowaniem będzie dostępny również na pokrycie kosztów partycypacji w SIM lub TBS albo wkładu mieszkaniowego w spółdzielni mieszkaniowej – uzupełnia Konrad Pluciński, ekspert rankomat.pl.

Limity wiekowe i dochodowe – czy będą przeszkodą?

Z kredytu skorzystają single do 35 roku życia, a w przypadku osób z dziećmi limit wieku został zniesiony. W przypadku Bezpiecznego Kredytu 2% wynosił on 45 lat.

Według założeń twórców projektu nowego programu ma on ograniczyć liczbę beneficjentów do osób najbardziej potrzebujących wsparcia, jednak przewidziane progi dochodowe, uzależnione od liczby osób w gospodarstwie domowym są bardzo wysokie i mają wynosić:

  • 10 tys. zł brutto miesięcznie dla jednoosobowego gospodarstwa domowego,
  • 18 tys. zł brutto miesięcznie dla dwuosobowego gospodarstwa domowego,
  • 23 tys. zł brutto miesięcznie dla trzyosobowego gospodarstwa domowego,
  • 28 tys. zł brutto miesięcznie dla czteroosobowego gospodarstwa domowego,
  • 33 tys. zł brutto miesięcznie dla pięcioosobowego albo większego gospodarstwa domowego.

O ile w przypadku jednego kredytobiorcy może pojawić się problem ze zdolnością kredytową, to w przypadku większych gospodarstw proponowane limity nie powinny negatywnie wpływać na możliwość zakupu mieszkania preferencyjnym kredytem.

Dodatkowo projekt zakłada, że przekroczenie określonego limitu nie będzie wykluczać z programu, a jedynie będzie sprawiać, że dopłata będzie mniejsza. W przypadku singla dopłata zostanie pomniejszona o 50 groszy za każdą złotówkę przekroczenia, w przypadku większych gospodarstw o 25 groszy za każdą złotówkę.

Ceny nieruchomości mogą dalej rosnąć

Wprowadzenie dodatkowych ograniczeń, których nie było w poprzednim programie, ma spowodować, że wzrost cen nieruchomości wyhamuje. Może to być jednak trudne do zrealizowania, ponieważ z nowego programu jeszcze w tym roku będzie mogło skorzystać około 50 tys. kredytobiorców. Wartość ta, podobnie jak w przypadku Bezpiecznego Kredytu 2%, może być niedoszacowana. Tymczasem na rynku już teraz brakuje nieruchomości, które można kupić. To może napędzić dalszy wzrost cen – ocenia Konrad Pluciński.

Mieszkanie na Start nie wprowadza też limitów ceny mieszkania dostępnego w ramach programu, ograniczenie będzie jednak dotyczyło dostępnej kwoty kredyt z dopłatą. Wysokość kredytu z dopłatą ma być uzależniona od liczby osób w gospodarstwie domowym i będzie wynosić:

  • 200 tys. zł w przypadku singla,
  • 400 tys. zł w przypadku 2 osób w gospodarstwie domowym,
  • 450 tys. zł w przypadku 3 osób w gospodarstwie domowym,
  • 500 tys. zł w przypadku 4 osób w gospodarstwie domowym,
  • 600 tys. zł w przypadku 5 osób w gospodarstwie domowym i będzie rosnąć o 100 tys. zł z każdą kolejną osobą w gospodarstwie.

Kredytobiorca będzie mógł skorzystać z wyższego kredytu, jednak nadwyżka będzie udzielona na standardowych warunkach. To sprawia, że praktycznie każda nieruchomość, przynajmniej w części, będzie mogła zostać sfinansowana kredytem Mieszkanie na Start.

Program ma być też dopasowany do specyfiki naszego rynku mieszkaniowego i w przypadku niektórych lokalizacji limit kredytu z dopłatą będzie wyższy ze względu na wysokość cen odbiegających od średniej. Kupując mieszkanie w mieście na prawach powiatu będącego stolicą województwa, dla którego ogłoszona przez wojewodę wartość odtworzeniowa 1 metra kwadratowego lokalu mieszkalnego jest o co najmniej 15% wyższa niż wartość ogłoszona dla całego kraju, dostępna kwota kredytu będzie wyższa o 10 proc. W miastach, w których wartość odtworzeniowa 1 metra kwadratowego nieruchomości będzie wyższa o co najmniej 30%, dostępny limit będzie zwiększony o 20 proc.

Bezpieczny Kredyt 2% oficjalnie zakończony

Ze względu na wyczerpanie przewidzianych limitów na dopłaty banki przestały przyjmować wnioski o Bezpieczny Kredyt 2% i program został zawieszony. W 6 miesięcy został wykorzystany budżet przewidziany na 2023 i 2024 rok. Ogromne zainteresowanie preferencyjnym kredytem doprowadziło do zatorów w bankach, które nie były w stanie przetwarzać wniosków kredytowych oraz spowodowało gwałtowny wzrost cen nieruchomości.

– Wysoka kwota kredytu dostępna w ramach programu, brak limitów ceny nieruchomości oraz progów dochodowych sprawiło, że z kredytu skorzystały osoby, które nie mogły sobie pozwolić na tradycyjny kredyt hipoteczny, ale również te, które bez problemu dostałyby finansowanie na standardowych warunkach – komentuje Konrad Pluciński, ekspert rankomat.pl.

***

Badania na zlecenie rankomat.pl zostały przeprowadzone przez Wavemaker 22.12.2023 roku na ogólnopolskiej grupie 973  osoby.

10 wyzwań, z jakimi muszą zmierzyć się operatorzy telekomunikacyjni w 2024 r.

Zmieniające się wymogi w zakresie prywatności, bezpieczeństwa i budowania zaufania będą największymi ryzykami, z jakimi muszą zmierzyć się firmy telekomunikacyjne w 2024 roku. Według corocznego raportu EY, zapewnienie cyberodporności stanowi największe wyzwanie, a generatywna sztuczna inteligencja wystawia na próbę istniejące strategie zarządzania danymi. Zdecydowana większość badanych z branży telekomunikacyjnej (68%) uważa, że nie robi wystarczająco dużo, aby zapobiec niezamierzonym skutkom wykorzystania AI. Z kolei 74% twierdzi, że musi zacząć działać intensywniej, aby zapobiec wykorzystaniu tej technologii do przeprowadzania cyberataków i innych złośliwych działań.

W raporcie EY – Top 10 risks in telecommunications 2024 – czytamy, że zdaniem 53% operatorów telekomunikacyjnych koszt naruszenia zasad cyberbezpieczeństwa w ich organizacji przekroczy w 2023 r. 3 mln USD (rok wcześniej uważało tak 40%). Rosnąca liczba zagrożeń to nie jedyne zmartwienie branży – rozwój AI wpływa na tak ważne obszary, jak prywatność i etyka. Zdaniem 78% ankietowanych biznes powinien bardziej skupić się na tych kwestiach, co oznaczałoby m.in. lepszą ochronę danych osobowych i ograniczanie ich gromadzenia.

Sztuczna inteligencja stanowi zarówno szansę, jak i zagrożenie dla operatorów telekomunikacyjnych, a branża ma tego świadomość. Zdaniem dwóch trzecich badanych (68%) firmy telco nie podejmują wystarczających działań, aby zapobiec niezamierzonym skutkom wykorzystania sztucznej inteligencji. Jeszcze większa liczba ankietowanych z tego sektora (74%) uważa, że powinna pójść dalej, jeśli chodzi o zapobieganie cyberatakom przy użyciu AI. Co ważne, przedmiotem debaty nie jest pytanie o zasadność wykorzystania tej technologii, gdyż branża zdaje sobie sprawę, że nie ma od niej odwrotu.

– Firmy telekomunikacyjne cechuje duża złożoność, a osiągnięcie sukcesu w znaczącej mierze zależy od wydajności operacyjnej różnych jednostek biznesowych. Sztuczna inteligencja stała się obiecującym narzędziem upraszczającym i optymalizującym wiele zadań, zwłaszcza w zakresie poprawy obsługi klienta. Wiodący operatorzy już teraz wykorzystują AI, aby zachować swoją konkurencyjność i zwiększyć efektywność działań. Jednak w wyścigu o pozycję lidera nie można zapominać o sprawach podstawowych, takich jak kwestie etyczne dotyczące sposobu funkcjonowania sztucznej inteligencji. Ważne, aby nie generowała ona fałszywych informacji oraz by w odpowiedni sposób chroniła dane wrażliwe – zauważa Mateusz Mazur, Partner EY, lider zespołów Cloud Enablement oraz IT Advisory.

Przyciąganie talentów i rozwój biznesu

Zagrożenia związane z cyberbezpieczeństwem i AI to nie jedyne ryzyka, jakim musi stawić czoło sektor telco. Na liście dziesięciu największych zagrożeń znalazło się również niewystarczające zarządzanie talentami i umiejętnościami pracowników, zajmując wysokie, trzecie miejsce. Jednak i na to ryzyko duży wpływ ma sztuczna inteligencja – jej rozwój wymusza większe zapotrzebowanie na talenty cyfrowe, których brakuje. Z drugiej strony ponad połowa pracodawców z branży telekomunikacyjnej (55%) zamroziła zatrudnienie – to prawie dwukrotnie więcej niż we wszystkich pozostałych sektorach (28%).

Kolejnym wyzwaniem jest skuteczne wykorzystywanie nowych modeli biznesowych, w tym usług B2B, takich jak internet rzeczy. Firmom telekomunikacyjnym brakuje wiarygodności w roli doradców cyfrowych. Z badania EY wynika, że co prawda 53% dużych przedsiębiorstw postrzega operatorów jako ekspertów w dziedzinie IoT, to zaledwie 22% uważa ich również za specjalistów w obszarze transformacji cyfrowej. W efekcie sektor telco ma trudności w sprzedaży dodatkowych usług doradczych lub związanych z oprogramowaniem dla firm.

– Cięcia budżetowe ograniczają poszukiwanie talentów o kluczowych umiejętnościach cyfrowych. Dlatego operatorzy telekomunikacyjni muszą dokładać jeszcze większych starań, by wzmacniać kompetencje u obecnych pracowników, także w zakresie nowych, przyszłościowych obszarów działania, takich jak usługi cyfrowe. Przesunięcie akcentów bardziej w stronę biznesu B2B jest wyzwaniem, ale w obliczu coraz większego wykorzystania rozwiązań AI stanowi naturalny etap rozwoju branży telekomunikacyjnej. Posiada ona wystarczające zasoby i kompetencje, aby stać się zaufanym partnerem w obszarze cyfryzacji i internetu rzeczy dla innych firm – komentuje Tadeusz Kurdziel, Manager EY, lider zespołu Telco.

Konsumenci szukają lepszych ofert

Zeszłoroczny lider na liście największych ryzyk, czyli właściwa reakcja na potrzeby konsumentów w związku z rosnącymi kosztami życia, tym razem znalazł się na drugim miejscu. Tym samym nadal pozostaje jednym z największych wyzwań dla całej branży. Podczas gdy 16% konsumentów aktywnie zmniejsza swoje wydatki na łączność stacjonarną i mobilną, aż 60% ankietowanych przyznało, że z uwagi na wysokie koszty utrzymania wyszukują najbardziej atrakcyjne oferty. Odsetek gospodarstw domowych korzystających z porównywarek cen lub proszących znajomych i rodzinę o rekomendację wzrósł z 19% w ubiegłym roku do 30% w 2023 roku.

Z badania EY wynika również, że tylko jedna trzecia gospodarstw domowych uważa, że operatorzy telekomunikacyjni okazali im wsparcie i zrozumienie w czasie kryzysu związanego z rosnącymi kosztami życia. Natomiast zdaniem trzech czwartych respondentów dostawcy usług szerokopasmowych powinni oferować więcej gwarancji stałych cen, a prawie połowa (49%) uznała wyjaśnienia dotyczące zmian cen za trudne do zrozumienia. Te zjawiska są dostrzegalne zwłaszcza w krajach Europy Zachodniej. Z kolei w szczególności na rynku polskim, odczucia te były wytłumione ze względu na jedne z najniższych stawek za usługi telekomunikacyjne w Europie, które były efektem walki cenowej w ubiegłych latach. Dodatkowo przedstawienie pakietów łączonych na usługi mobilne, stacjonarne i telewizję IP, pozwoliło na wprowadzenie rabatów na ofertach łączonych w pakiety, co jest wysoko oceniane przez klientów na rynkach masowym i biznesowym.

– Walka o klienta wśród operatorów komórkowych jest coraz bardziej zacięta, a do tego doszedł kolejny ważny czynnik – konkretne wymagania konsumentów. Z jednej strony chcą oni otrzymywać jak najatrakcyjniejsze oferty cenowe, które mieszczą się w ich domowym budżecie, a z drugiej strony – bardzo doceniają pozytywne doświadczenia zakupowe. Minęły już czasy, kiedy klient był tylko statystycznym numerem. Teraz proces sprzedaży powinien być jak najbardziej zindywidualizowany i opierać się na hiperpersonalizacji, która bierze pod uwagę potrzeby i oczekiwania konsumentów oraz ich poprzednie interakcje z marką. Aby skutecznie agregować tak duże ilości danych, niezbędne jest stosowanie rozwiązań z zakresu AI i uczenia maszynowego – podkreśla Michał Kopyt, Partner EY Polska, Lider obszaru inżynierii cyfrowej.

10 największych globalnych zagrożeń sektora telco w 2024 r.

  1. Niedocenianie zmieniających się wymogów w zakresie prywatności, bezpieczeństwa i zaufania
  2. Niewystarczająca reakcja na potrzeby klientów podczas kryzysu związanego z kosztami życia
  3. Nieodpowiednie zarządzanie talentami i umiejętnościami pracowników
  4. Słabe zarządzanie programem zrównoważonego rozwoju
  5. Niewykorzystywanie nowych modeli biznesowych
  6. Nieodpowiednia jakość sieci i propozycja wartości dla klientów
  7. Brak poprawy kultury i sposobów pracy
  8. Nieskuteczne zaangażowanie w zewnętrzne ekosystemy
  9. Niemożność dostosowania się do zmieniającego się otoczenia regulacyjnego
  10. Brak maksymalizacji wartości aktywów infrastrukturalnych

O raporcie
Raport Top 10 risks in telecommunications 2024 jest częścią serii raportów mających na celu wskazanie najbardziej palących zagrożeń stojących przed sektorem telekomunikacyjnym. Przedstawiona analiza opiera się na programie badań sektorowych EY (Decoding The Digital Home, EY Work Reimagined Survey, CEO Outlook Pulse, EY Reimagining Industry Futures , EY Sustainable Value Study, Tech Horizon Study, Global Climate Risk Disclosure Barometer, Global Cybersecurity Leadership Insights Study), które wykorzystują spostrzeżenia z ankiet branżowych i konsumenckich EY oraz zestawiają je z opiniami praktyków z sektora telco. Wyniki zostały skategoryzowane przy użyciu radaru ryzyka EY, który dzieli czynniki ryzyka na cztery kategorie: zagrożenia związane z przestrzeganiem przepisów, zagrożenia operacyjne, strategiczne i finansowe.

W 4 kw. deweloperzy giełdowi sprzedali o 60% więcej mieszkań niż rok wcześniej

Tradycyjnie z początkiem nowego roku spółki deweloperskie notowane na GPW publikują raporty ze sprzedaży mieszkań za ostatni kwartał oraz cały miniony rok. Zaprezentowane przez giełdowych tuzów statystyki kontraktacji osiągnęły tym razem rekordowy stopień progresu w relacji rok do roku. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl to efekt wyjątkowo niskiej bazy oraz solidnego odreagowania ubiegłorocznej kontraktacji stymulowanej rządowym dopalaczem popytu w postaci BK2%. Pytanie, na ile realne jest utrzymanie tak jednoznacznie pozytywnej tendencji w bieżącym roku.

Optymistyczne podsumowanie udanego roku

Zaprezentowana stawka czternastu czołowych firm krajowej branży deweloperskiej o profilu mieszkaniowym, spółek notowanych na rynku podstawowym oraz Catalyst warszawskiej GPW, w ostatnim kwartale ub. roku zakontraktowała sprzedaż w sumie 6014 lokali, co jest wynikiem, bagatela, nie tylko o imponujące 60 procent lepszym w relacji rok do roku, ale i jednym z najlepszych w historii analogicznych okresów kwartalnych. Z jednym wyjątkiem potwierdzającym regułę, pozostała trzynastka zaprezentowała dość imponujący progres w relacji rok do roku, liczony nie tylko w dziesiątkach, ale w pięciu przypadkach nawet w setkach procent.

Sęk w tym, że tak znaczący statystycznie wzrost deweloperskiej kontraktacji, to efekt bardzo niskiej bazy roku 2022, czyli początkowego okresu cyklicznego spowolnienia koniunktury, następnie w roku ubiegłym odwołanego inicjatywą poprzedniej koalicji rządowej, która w ramach kampanii wyborczej zadysponowała kolejny program dopłat do kredytów mieszkaniowych w postaci Bezpiecznego kredytu 2%. W jego efekcie, jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl, ceny nowych mieszkań poszybowały średnio o ponad 20 proc. w głównych rodzimych metropoliach, a oferta deweloperów uległa dotkliwemu wydrenowaniu.

Mieszane uczucia

Ogólny wynik ubiegłorocznej kontraktacji, choć wydaje się ponadprzeciętny i zdecydowanie satysfakcjonujący jak na obecne trudne gospodarczo czasy, może jednak budzić dość mieszane odczucia. Rezultat ogółem na poziomie 23 tys. sprzedanych lokali jest o dokładnie 5 tys. jednostek gorszy od rekordowego wyniku z roku 2021, co uwzględniając fakt silnej stymulacji popytu w postaci BK2%, rodzi obawy o kontynuację dobrej passy sprzedażowej pierwotnego rynku mieszkaniowego w roku bieżącym.

Trzy spółki: Develia, Victoria Dom i Ronson zakomunikowały historycznie rekordowe roczne wyniki sprzedaży. Z drugiej strony jednak z czwórki rynkowych liderów, do których zaliczyć należy Dom Development, Atal, Robyg i Murapol, tylko pierwsza z wymienionych firm zbliżyła się do poziomu 4 tys. zakontraktowanych lokali, który dwa lata temu został wyraźnie przez nie wszystkie przekroczony.Tab. 1 - Zestawienie sprzedaży mieszkaniowych deweloperów giełdowych

WIG-Nieruchomości na rozdrożu

Pomimo obiecujących perspektyw rozwoju koniunktury na rodzimym pierwotnym rynku mieszkaniowym, potwierdzonym deklaracją nowych władz o kontynuacji silnego stymulowania popytu mieszkaniowego kolejną sowitą transzą dopłat do hipotek, tym razem pod szyldem Mieszkania na start, wskaźnik giełdowej koniunktury spółek deweloperskich i nieruchomościowych od blisko czterech miesięcy realizuje się w dość wyraźnym trendzie spadkowym. Co jednak ciekawsze jak i dosyć niepokojące, tym samym pozostaje on w jednoznacznej kontrze do zdecydowanie „byczych” tendencji głównych indeksów GPW z WIG i WIG-20 na czele. Pytanie, skąd tego typu sytuacja?
Wygląda na to, że inwestorzy giełdowi nie są do końca pewni pozytywnych skutków teoretycznie zbawczej roli polityki mieszkaniowej kolejnych rządów, polegającej na dość bezrefleksyjnym dosypywaniu miliardów złotych publicznych pieniędzy do preferencyjnych kredytów mieszkaniowych. Tego typu ścieżka rozwoju krajowej mieszkaniówki, polegająca na ciągłej stymulacji popytu bez aktywnego wsparcia dla kreacji adekwatnej podaży, to dość ryzykowna gra do jednej bramki, która już w przewidywanej perspektywie może zaprowadzić pierwotny rynek mieszkaniowy w ślepą uliczkę.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Tajwan: zwycięstwo Lai Ching-te ucieszyło Amerykanów i Europę

Wybory na Tajwanie po myśli Amerykanów i Europejczyków, groźba podporządkowania Chinom oddalona. Spotkanie finansjery w szwajcarskim kurorcie Davos. Początek tygodnia na rynkach w sennej atmosferze, powód? Święto w USA.

Na przekór Państwu Środka

Czynnikiem ryzyka dla optymizmu rynkowego były weekendowe wybory prezydenckie na Tajwanie. Ten autonomiczny okręg od wielu miesięcy budzi ogromne emocje, szczególnie że stał się walką o wpływy dwóch wielkich mocarstw, a więc USA i Chin. Wspomniane wybory również odbywały się pod dyktando dwóch kandydatów: Lai Ching-te z partii rządzącej, opowiadającej się za niepodległością Tajwanu i Hou Yu-ih z partii opozycyjnej, wyrażający chęć zacieśnienia współpracy z Chinami. Ku uciesze Amerykanów i Europy wygrał pierwszy wymieniony kandydat i już zdążył wysłać apel do Państwa Środka o uznanie tego wyboru. Chińskie władze od dawna podgrzewały atmosferę, choćby przed wyborami, głosząc, że Tajwan wybiera między wojną a pokojem. Warto więc śledzić ten temat, gdyż kolejne godziny mogą przynieść wzrost napięcia w regionie, co biorąc pod uwagę zgrzyty w geopolityce z tym związane, mogą być zarzewiem pogorszenia nastrojów na rynkach.

„Ważni” ludzie w jednym miejscu

W tym tygodniu oczy inwestorów będą zwrócone na szwajcarski kurort Davos, gdzie odbędzie się coroczne spotkanie świata finansów, miliarderów, polityków, którzy zapewne będą chcieli wskazać, w którą stronę podążamy. Co ciekawe, tematem tegorocznego szczytu jest enigmatyczne hasło „przywracanie zaufania”. Do kogo bądź jakiej instytucji, tego nie wiemy, można by domniemać, że powinno chodzić o bankierów centralnych, którzy powinni posypać głowy popiołem i przyznać się do błędów, które popełnili w ostatnich miesiącach w walce z inflacją. Sporo się jednak mówi, że tematem przewodnim ma być fala poparcia dla Ukrainy w walce z Rosją, czy padną jakieś większe deklaracje, tego nie wiemy, niemniej jednak warto śledzić to wydarzenie.

Gorący tydzień

Początek tygodnia na rynkach nie zapowiada się zbyt spektakularnie, gdyż dzisiaj handel odbywa się bez Amerykanów w związku ze Świętem Martina Luthera Kinga. Wydaje się jednak, że dalsza część tygodnia powinna rozgrzać inwestorów na dobre w Nowym Roku. Wspomniany temat Tajwanu czy forum ekonomicznego w Davos to jedna sprawa, po drugiej stronie mamy sporo danych makro na czele z CPI z Europy, czy PKB za IV kwartał z Chin. Ciągle też mamy napięcie na Bliskim Wschodzie, gdzie koalicja państwa na czele z USA i Wielką Brytanią atakuje cele plemienia Huti w Jemenie, co może rodzić wystąpienie akcji odwetowej i eskalację napięcia, które przełoży się choćby na notowaniach ropy naftowej. Jeśli chodzi o krajową walutę, to handel w tym tygodniu powinien odbywać się pod dyktando czynników zewnętrznych, bo brakuje danych czy wydarzeń z rodzimego rynku.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Rentowności obligacji spadają. Eskalacja na Bliskim Wschodzie podbija ceny ropy naftowej

Na Wall Street w miniony piątek panował mieszany nastrój. Dziś ze względu na święto (dzień Martina Luthera Kinga) handel nie odbędzie się. Indeksy giełdowe pozostały w obrębie historycznych maksimów. Dow Jones stracił 0,3 proc., SP500 zyskał 0,1 proc. a Nasdaq Composite zamknął dzień na poziomie otwarcia. Raport o inflacji z USA (CPI oraz PPI) okazał się mieszany. Ceny konsumenckie urosły a producenckie spadły. Kurs EURUSD znajduje się w konsolidacji pomiędzy poziomami 1,0990 a 1,0935. Ropa naftowa zyskała w piątek 0,9 proc. choć początkowe wzrosty były zdecydowanie większe.

W piątek poznaliśmy dane o cenach producenckich w USA. Wskaźnik PPI spadł o 0,1 proc. miesiąc do miesiąca (konsensus Bloomberga +0,1 proc.) wobec zrewidowanego w dół do -0,1 proc. wyniku listopadowego. To przełożyło się na wynik PPI na poziomie 1 proc. w ujęciu rocznym (oczekiwano 1,3 proc.). Bazowa inflacja miesiąc do miesiąca nie zmieniła się w porównaniu do poprzedniego wyniku. W relacji rok do roku wskaźnik okazał się niższy od prognoz oraz wyniku sprzed miesiąca i uplasował się na poziomie 1,8 proc.

Na skutek danych rentowności amerykańskich obligacji skarbowych spadły. 2-letnie obniżyły się o 10 punktów bazowych a w ciągu tygodnia o ok 24 pb i wynosiły w piątek 4,14 proc. 10-letnie zniżkowały o zaledwie 3 pb i zakończyły tydzień w okolicy 3,94 proc.

Kurs EURUSD po wzroście ponownie w okolice 1,0980 spadł do poziomu 1,0950. Na głównej parze walutowej w krótkim terminie trwa konsolidacja i dopiero przełamanie dolnej lub górnej bariery (1,0990 od góry oraz 1,0900 od dołu) może spowodować większy ruch.

W ubiegły piątek kontrakty terminowe Fed Fund wyceniały 79 proc. szans na obniżkę stóp procentowych o 25 pb do marca, w porównaniu z 67 proc. tydzień wcześniej. Wyceniły one łączną obniżkę o 168 pb do końca roku, w porównaniu z 138 pb tydzień wcześniej.

Mocno zyskiwała w piątek ropa naftowa a cena opuściła górą kanał trendu spadkowego. Na koniec dnia mocne zwyżki zostały w dużej części zredukowane. Wzrost ceny był spowodowany kolejną już eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie. USA oraz Wielka Brytania zdecydowały się na atak na cele Huti w Jemenie. Wydarzenia te zwiększają obawy rynku, że wojna między Izraelem a Hamasem przerodzi się w szerszy konflikt, który może odcisnąć piętno na dostawach ropy z regionu. Dotyczy to głównie te transporty, które przechodzą przez cieśninę Ormuz. Jest ona bowiem strategicznym miejscem na handlowej mapie świata. Silna zwyżka cen może wynikać z faktu, że przez Ormuz przepływa mniej więcej 20 mln baryłek tego surowca dziennie. Pojawiają się opinie, że w przypadku wstrzymania przepływów przez nią lub w momencie mocnego ograniczenia transportu, szok cenowy na rynku może być większy niż ten z lat 70-tych ubiegłego wieku czy ten obserwowany po wybuchu wojny w Ukrainie. Notowania surowca opuściły kanał trendu spadkowego, co przynajmniej w teorii wskazuje na kontynuację zwyżek.

Autor: Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Wall Street wysoko, ropa rośnie, gorąco na bitcoinie

Wall Street wciąż jest wysoko. Główne indeksy zyskały w ostatnich dniach. Dow Jones, SP500 oraz Nasdaq100 znajdują się ponownie w obrębie rekordowych poziomów. Dolar ostatecznie stracił lekko po zanotowaniu dobrego pierwszego tygodnia nowego roku. Rentowności amerykańskich obligacji 2 letnich znalazły się najniżej od maja 2023 roku. Rynek wciąż wierzy, że Fed obniży stopy procentowe w marcu, mimo, że proces dojścia inflacji do celu będzie długotrwały i mozolny. Napięcia na Bliskim Wschodzie powodują, że ropa naftowa odnotowuje drugi z rzędu wzrostowy tydzień. Gorąco jest na bitcoinie. SEC w końcu zatwierdził pierwszego spotowego ETF-a.

Kluczowe dane, które poznaliśmy w czwartek, wskazały wciąż wysoką dynamikę wzrostu cen w USA w ujęciu miesięcznym (0,3 proc.). Wskaźnik zasadniczych CPI w relacji rok do roku urósł do 3,4 proc. czyli bardziej niż oczekiwano. Bazowa miara jednak wpisał się w trend spadkowy i obniżyła się z 4,0 proc. do 3,9 proc. Dane na temat cen producentów pokazały jednak dużo bardziej postępujący spadek inflacji. W tym przypadku wskaźniki PPI uplasowały się poniżej konsensusu, na co mocno zareagował rynek długu w USA (spadek rentowności) a dolar osłabił się. Inwestorzy zatem w piątkowych liczba zobaczyli potwierdzenie tego, że scenariusz szybkich obniżek stóp w USA jest jak najbardziej realny.

Ropa naftowa w końcu „wyrwała się” z kanału spadkowego. Początek tygodnia był negatywny, ponieważ w niedzielę Saudi Aramco obniżyła ceny ropy Arab Light we wszystkich regionach. Argumentowano tę decyzję niskimi cenami na globalnych rynkach oraz zwiększoną produkcją krajów spoza OPEC. Cena na koniec tygodnia jest jednak zdecydowanie wyżej. To m.in. efekt kolejne eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. USA oraz Wielka Brytania zdecydowały się na atak na cele Huti w Jemenie. Wydarzenia te zwiększają obawy rynku, że wojna między Izraelem a Hamasem przerodzi się w szerszy konflikt, który może odcisnąć piętno na dostawach ropy z regionu. Dotyczy to głównie te transporty, które przechodzą przez cieśninę Ormuz. Jest ona bowiem strategicznym miejscem na handlowej mapie świata. Silna zwyżka cen może wynikać z faktu, że przez Ormuz przepływa mniej więcej 20 mln baryłek tego surowca dziennie. Pojawiają się opinie, że w przypadku wstrzymania przepływów przez nią lub w momencie mocnego ograniczenia transportu, szok cenowy na rynku może być większy niż ten z lat 70-tych ubiegłego wieku czy ten obserwowany po wybuchu wojny w Ukrainie. Notowania surowca opuściły kanał trendu spadkowego, co przynajmniej w teorii wskazuje na kontynuację zwyżek.

ETF spot na bitcoin w USA jest już dostępny. Nowy instrument uruchomiony m.in. przez Grayscale odnotowała 2,3 mld USD wolumenu obrotu w pierwszym dniu notowań na nowojorskiej giełdzie. Zatwierdzenie może okazać się przełomowym wydarzeniem w przyjęciu kryptowaluty przez główny nurt finansów, ponieważ struktura ETF daje instytucjom i doradcom finansowym znany i regulowany sposób kupowania ekspozycji na bitcoin. Cena głównej kryptowaluty wyznaczyła w ostatnich dniach nowy, wielomiesięczny szczyt i osiągnęła wartość prawie 49 tys. dolarów. Panujący trend wzrostowy jest silny i niezaprzeczalny. Co prawda jeden temat, który napędzał kupujących w ostatnich miesiącach w pewnym stopniu się zmaterializował, ale przed nami kolejny o nazwie „halving”, który może wciąż napędzać wycenę wirtualnej waluty.

Łukasz Zembik Onada TMS Brokers

Grupa TAG Immobilien: Rekordowe wyniki sprzedaży w 2023 roku

W 2023 roku ROBYG z Grupy TAG podpisał 2808 umów przedwstępnych i deweloperskich. Dodatkowo ROBYG ma 680 umów rezerwacyjnych, które zostaną sfinalizowane jako deweloperskie wkrótce. Grupa TAG ma bank ziemi na ponad 23.000 lokali.

W 2023 roku ROBYG z Grupy TAG Immobilien podpisał 2808 umów przedwstępnych i deweloperskich oraz dodatkowo 680 umów rezerwacyjnych, które zostaną sfinalizowane jako deweloperskie wkrótce. Grupa TAG podpisała łącznie 3324 umowy przedwstępne i deweloperskie oraz 680 umów rezerwacyjnych. ROBYG zrealizował i przekazał 3359 lokali, Grupa TAG zrealizowała i przekazała 4298 lokali, z czego 3777 lokali zostało przekazanych klientom, a 521 lokali wprowadzono na wynajem. Łącznie w 2023 roku Grupa TAG w Polsce miała w budowie około 7000 mieszkań i lokali komercyjnych. Bank ziemi Grupy obejmuje potencjał budowy około 23.000 lokali w całej Polsce. Portfolio mieszkań na wynajem Grupy wyniosło 2559 lokali na dzień 31.12.2023.

„Rok 2023 skończyliśmy z bardzo dobrymi wynikami sprzedaży. Nasza pozycja gotówkowa jest bardzo mocna, co pozwala na dalszy rozwój Grupy. Oczekiwania wobec rynków na 2024 r. są pozytywne – niższa inflacja, środki płynące z UE oraz ustabilizowana gospodarka. W 2024 roku planujemy rozpocząć nowe projekty i etapy na ok. 4900 mieszkań. Mamy duży bank ziemi i wprowadzamy cały czas nowe inwestycje do sprzedaży. Pozytywnym trendem jest to, że sytuacja na rynku jest dobra i widać wyraźny popyt. Niestety nadal podaż jest niska – brakuje mieszkań, zwłaszcza w Warszawie, gdzie zainteresowanie zakupem jest największe. Na pewno ważne jest także pozyskiwanie nowych gruntów. Grupa TAG ma jeden z największych banków ziemi wśród deweloperów w Polsce – umożliwiający budowę około 23 tys. mieszkań. Nasze grunty są bardzo dobrze zlokalizowane w pięciu aglomeracjach, w których działamy: Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi i Trójmieście. W Gdańsku kończymy nasz największy historycznie projekt – Lawendowe Wzgórza, które realizujemy od 14 lat i przekazaliśmy na tym osiedlu 3800 mieszkań. Cały czas szukamy nowych gruntów, bo popyt na mieszkania rośnie i chcielibyśmy wprowadzać jeszcze szybciej kolejne inwestycje do sprzedaży. Dostępność gruntów w największych miastach jest obecnie mniejsza – ale nadal jest ogromny potencjał dla zagospodarowania przestrzeni miejskich i dostarczania ciekawej oferty mieszkaniowej przez deweloperów. W długim terminie chcemy być największa deweloperską grupą mieszkaniową w Polsce, z ofertą 10 tysięcy mieszkań na wynajem i sprzedażą na poziomie kilku tysięcy lokali rocznie” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG i Vantage.

„Rok 2023 był pełen wyzwań, ale zakończyliśmy go z doskonałymi wynikami. Synergie we współpracy ROBYG i Vantage były systematycznie większe – chciałbym podziękować wszystkim naszym pracownikom i kontrahentom za dobrą współpracę oraz wyrazić uznanie dla ich zaangażowania. Niezależnie od inflacji czy utrudnień w finansowaniu mieszkań potrafimy przygotować atrakcyjną ofertę dla naszych klientów, a także wspierać ich w procedurach kredytowych. Ostatnio największe zainteresowanie dotyczyło mieszkań w ramach rządowego programu Bezpieczny kredyt – co generowało większy popyt także w pozostałych segmentach oferty mieszkaniowej. W każdej inwestycji proponowaliśmy nabywcom szeroki wachlarz opcji do wyboru. Ponadto aktywnie budujemy rynek PRS w ramach działalności Vantage. Proces integracji ROBYG i Vantage w ramach Grupy TAG jest zakończony i widzimy rosnące synergie we wszystkich departamentach” – powiedział Eyal Keltsh, prezes zarządu ROBYG i Vantage.

W 2022 roku ROBYG i VANTAGE rozpoczęły budowę synergii w ramach Grupy TAG Immobilien, a ROBYG przejął kompetencje nadzorcze i zarządcze w Vantage. Na stanowisko prezesa zarządu (CEO) obu spółek został powołany Eyal Keltsh. Oscar Kazanelson, przewodniczący Rady Nadzorczej ROBYG od ponad 20 lat, przejął dodatkowo funkcję przewodniczącego Rady Nadzorczej Vantage. Niezależnie od połączonego zarządu oraz nadzoru każda ze spółek kontynuuje swoją dotychczasową działalność. ROBYG buduje i sprzedaje mieszkania, a także zarządza generalnym wykonawstwem oraz sprzedażą inwestycji Vantage. Spółka Vantage Rent prowadzi działalność w segmencie PRS – czyli mieszkań na wynajem. Każda ze spółek jest finansowana niezależnie.

W 2022 roku Grupa TAG Immobilien na rynku polskim sprzedała 2419 mieszkań i przekazała klientom ponad 4500 lokali (wraz z mieszkaniami na wynajem).

Najnowocześniejsze techniki nadruku stosowane w odzieży ochronnej i roboczej

W dzisiejszym świecie, w którym technologia stale ewoluuje, odzież ochronna i robocza przeszła długą drogę od prostych ubrań z logo po zaawansowane rozwiązania łączące bezpieczeństwo z stylem. Jednym z kluczowych czynników decydujących o jakości i atrakcyjności takiej odzieży są techniki nadruku, które odgrywają kluczową rolę zarówno w zapewnieniu trwałości, jak i estetyki. Przejrzyjmy zatem, jak najnowocześniejsze techniki nadruku nadają nowy wymiar odzieży ochronnej.

Sublimacja – wielokolorowy wydruk na tkaninie

Technika sublimacji to nie tylko proces, ale prawdziwa sztuka. Atrament przenoszony na tkaninę w postaci gazu tworzy trwałe, odporne na blaknięcie wzory. W odzieży ochronnej sublimacja jest często stosowana do tworzenia pełno kolorowych wzorów i grafik. To nie tylko estetyczne rozwiązanie, ale również praktyczne, zapewniające trwałość i odporność na warunki środowiskowe. Idealna opcja dla firm, które chcą wyróżnić się unikalnym stylem, jednocześnie zachowując wysoką jakość i trwałość nadruków.

Sitodruk – klasyczna wytrzymałość i nowoczesna precyzja

Sitodruk, choć to jedna z najstarszych technik, wciąż imponuje swoją wytrzymałością i precyzją. To doskonały wybór do wielokolorowych, wyrazistych wzorów. Możliwość precyzyjnego nanoszenia farby sprawia, że sitodruk doskonale sprawdza się na trudnych do nadruku materiałach, np. na materiałach syntetycznych. Jego uniwersalność i trwałość czynią go solidnym partnerem dla odzieży ochronnej.

Haft komputerowy – elegancja i trwałość w jednym

Haft komputerowy to nie tylko technika, ale także sztuka zdobienia odzieży ochronnej. Często wybierany do nanoszenia logotypów, nazw firm czy oznaczeń, haft nadaje odzieży ochronnej profesjonalny wygląd. Wykorzystując komputerowe algorytmy, haft łączy elegancję z trwałością, co sprawia, że nadruk wytrzymuje nawet najbardziej wymagające warunki pracy.

Termotransfer – szybkość i dostępność

Termotransfer to szybki i stosunkowo ekonomiczny sposób na personalizację odzieży ochronnej. Poprzez przenoszenie wzoru z papieru na tkaninę za pomocą podgrzewanej prasy, termotransfer jest idealny dla firm, które potrzebują niewielkich nakładów nadruków. Choć może być mniej trwały niż niektóre techniki, termotransfer świetnie sprawdza się w przypadku odzieży tymczasowej lub promocyjnej.

Druk cyfrowy – precyzja i wielokolorowe detale

Technologia zdobienia drukiem cyfrowym to nowy gracz na polu nadruków na odzieży ochronnej. Wykorzystując precyzyjne mechanizmy drukujące, pozwala na nanoszenie skomplikowanych, wielokolorowych wzorów bez konieczności korzystania z matryc. Druk cyfrowy daje nieograniczone możliwości personalizacji, co sprawia, że jest doskonałym rozwiązaniem dla firm, które chcą w pełni wyrazić swoją tożsamość w każdym detalu odzieży.

Nanotechnologia – nadruk, który chroni

Nanotechnologia zyskuje na popularności w branży odzieży ochronnej. Opracowane specjalnie dla tej dziedziny nanomateriały pozwalają na nanoszenie grafik, które jednocześnie spełniają funkcje ochronne. Odzież ochronna z nanotechnologicznymi nadrukami może być bardziej odporna na substancje chemiczne, promieniowanie UV czy bakterie.

Podsumowując, najnowocześniejsze techniki nadruku w odzieży ochronnej to nie tylko sposób na zabezpieczenie pracowników, ale również szansa na stworzenie unikalnej i stylowej identyfikacji wizualnej firm. Wybierając odpowiednią technikę, producenci odzieży ochronnej mogą sprostać zarówno wymaganiom estetycznym, jak i funkcjonalnym swoich klientów. W końcu, bezpieczna i wygodna odzież robocza to nie tylko kwestia norm bezpieczeństwa, ale także dumy z przynależności do profesjonalnej i nowoczesnej branży.

Po więcej informacji na temat nowoczesnych metod zdobienia i znakowania odzieży roboczej zapraszamy na stronę firmową HFT71.

Słabszy złoty, ale rozstrzygnięć brak

Dzisiejszy pakiet danych z Chin sugeruje, że powrót drugiej gospodarki świata na tory stabilnego rozwoju nie będzie łatwy do osiągnięcia. Natomiast brytyjskie odczyty wskazują na jeszcze trudniejszą ścieżkę Wyspiarzy. Inflacyjne publikacje z USA, które miały zatrząść rynkiem, okazały się kapiszonem. Czy dzisiejsza dynamika cen producentów wyrwie kursy z konsolidacji?

Inflacja w USA

Wydarzenie tygodnia, najważniejsza publikacja, kierunkowskaz dla inwestorów. Wczorajsze dane inflacyjne z USA rozpalały wyobraźnię, tym bardziej że na rynku walutowym od początku roku panuje marazm. Stety i niestety trudno o lepsze określenie dla efektu odczytów niż z dużej chmury mały deszcz. Stało się tak pomimo faktu, że zauważalnie przekroczono prognozy, co mogłoby sugerować odsunięcie w czasie pierwszej obniżki stóp za oceanem (CPI w ujęciu rocznym odbił do 3,4%). Nie można zaprzeczyć, forex zareagował na dane, tyle że ostatecznie rynek nie zmienił swojego zasadniczego obrazu. Kurs EUR/USD pozostał w konsolidacji i wciąż nie potrafi oddalić się od poziomu 1,095 $. Przekłada się to na brak rozstrzygnięć także na złotym, który na parach z głównymi walutami utrzymuje trendy boczne, chociaż zbliża się do ich górnych ograniczeń. W piątek przed południem kurs dolara znajduje się blisko 3,98 zł, a kurs euro sięga 4,36 zł. Jeszcze dziś poznamy informację o inflacji producenckiej za oceanem, ale skoro wskaźnik konsumencki nie był w stanie wpłynąć na rynek, to trudno oczekiwać tego po PPI. Mimo wszystko moment rozstrzygnięć musi nastąpić, ale co będzie skutecznym impulsem i kiedy on nadejdzie, pozostaje zagadką.

Chiński smok bez pary

Duża część państw musi się zmagać z podwyższoną dynamiką cen (nawet w obliczu procesów dezinflacyjnych), ale druga gospodarka świata ma diametralnie inne zmartwienie, czyli deflację. Już trzeci miesiąc z rzędu ceny konsumenckie w Państwie Środka spadają, w grudniu w ujęciu rocznym było to -0,3%. Jeszcze gorzej wygląda to w przypadku cen producentów, które zaliczyły właśnie 15. zniżkowy miesiąc z rzędu (tym razem -2,7%). Chociaż niemało krajów chciałoby w tej chwili zobaczyć u siebie spadki cen, to chiński trend deflacyjny jest ostatecznie znakiem problemów tamtejszej gospodarki, która w postpandemicznym świecie nie jest w stanie wygenerować odpowiedniego dla siebie wzrostu gospodarczego. Odpowiedzialne za taki stan rzeczy są zarówno czynniki wewnętrzne, jak i zewnętrzne, czego świetnym przykładem jest bilans handlowy. Co prawda w grudniu chiński eksport poszedł w górę o 2,3% w ujęciu rocznym, ale jest to pierwszy znaczący wzrost od kwietnia zeszłego roku. Natomiast zwyżka importu o skromne 0,2% to dopiero drugi odczyt na plusie w przeciągu ostatnich 14 miesięcy. Problemy partnerów handlowych Chin i w dalszym ciągu chimeryczny popyt wewnętrzny nie są zwiastunami radykalnej zmiany sytuacji.

(Nie)Wielka Brytania

Chociaż już mocno historyczne, bo listopadowe, to dzisiejsze publikacje z Wielkiej Brytanii potwierdzają spowolnienie dotykające tamtejszą gospodarkę. Tempo PKB w ujęciu rocznym wyniosło jedynie +0,2% (w ujęciu miesięcznym +0,3%), a produkcja przemysłowa rok do roku spadła o 0,1% (mimo prognoz na +0,7%). Mimo wyhamowania inflacji do 3,9% w przedostatnim miesiącu zeszłego roku, pozostaje ona wyraźnie powyżej celu i to przy już mocno schłodzonej gospodarce. Dlatego już niedługo (jeśli dynamika cen odbije, jak ma to miejsce w innych państwach rozwiniętych) w mediach mogą pojawić się nagłówki o brytyjskiej stagflacji. Czy nowe działania rządu Jego Królewskiej Mości (m.in. obniżki podatków) przyniosą pozytywny skutek, dowiemy się dopiero za kilka miesięcy, ale zbliżająca się kampania wyborcza może już wtedy przysłonić dane makro. Funt szterling zareagował spokojnie na piątkowe odczyty, ale kurs GBP/PLN próbuje wybić 5,07 zł i tym samym pokonać górne ograniczenie konsolidacji na tej parze.

Adam Fuchs – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Monzer Elabrashy nowym Prezesem FoodWell, Marian Owerko przechodzi do Rady Nadzorczej

Zgodnie z założeniami przyjętymi w procesie odkupu Bakalland Sp. z o.o. i późniejszej akwizycji Purella Sp. z o.o., Marian Owerko przechodzi ze stanowiska Prezesa Zarządu na stanowisko Przewodniczącego Rady Nadzorczej.

– W 2022 r. odkupując Spółkę od Innova Capital zakładaliśmy, że do czasu znalezienia następcy będę pełnił funkcję Prezesa Zarządu. Proces poszukiwania mojego następcy trwał dłużej niż zakładaliśmy, ale jesteśmy zadowoleni z wyniku, który jest przedmiotem niniejszego komunikatu – mówi Marian Owerko, Założyciel i nowy Przewodniczący Rady Nadzorczej.

Od 1 stycznia 2024 r. nowym Prezes Zarządu FoodWell jest Monzer Elabrashy, doświadczony lider z 15-letnim doświadczeniem w sprzedaży, marketingu i zarządzaniu ogólnym w Coca-Cola na Białorusi, Ukrainie, w Polsce, na Węgrzech, w Wielkiej Brytanii, Szwecji i Norwegii. Jego doświadczenie zawodowe to również 3 lata w Red Bull, gdzie Monzer nadzorował ekspansję na Europę Wschodnią i Azję, a także prawie 5 bardzo udanych lat jako Dyrektor Generalny i Prezes Zarządu CEDC. Następnie Monzer objął stanowisko SVP w Juul Labs, będąc odpowiedzialnym za ekspansję marki w regionie EMEA. Monzer dołączył do FoodWell jako dyrektor generalny w sierpniu 2023 roku.

W ciągu ostatnich 5 miesięcy uzgodniliśmy z Monzerem cel, strategię i okres przejściowy. Obecnie Monzer, z pełnym zaangażowaniem, wiedzą i odpowiedzialnością, rozpoczyna nowy rok jako Prezes Zarządu – mówi Marian Owerko, Założyciel i nowy Przewodniczący Rady Nadzorczej.

W portfolio FoodWell mamy wspaniałe marki: Bakalland, Delecta, Purella, Anatol, BeRaw, które uwielbiają nasi konsumenci. Moim zadaniem będzie wzmocnienie ich pozycji na polskim rynku, a także ekspansja naszej obecności na rynkach międzynarodowych. Wierzę w siłę rozwijania naszych Talentów, Kultury organizacyjnej, dostarczania odpowiednich innowacji, znajdywania nowych okazji do konsumpcji oraz dążenia do doskonałości operacyjnej i realizacyjnej – mówi Monzer Elabrashy, Prezes Zarządu FoodWell.

Brown-Forman wśród najbardziej tolerancyjnych pracodawców na świecie

Brown-Forman, międzynarodowa firma branży dystrybucji alkoholu, uzyskała najwyższą ocenę w rankingu Human Rights Campaign Foundation 2023–2024 Corporate Equality Index (CEI). Oznacza to, że firma spełnia wszystkie 200 kryteriów ISE, które odnoszą się do polityki i praktyk korporacyjnych związanych z poszanowaniem praw osób LGBTQ+ w miejscu pracy.

„W Brown-Forman dbamy o to, aby dla każdego pracownika firma była naturalnym środowiskiem, które stwarza poczucie bezpieczeństwa i przynależności” – powiedziała Dorota Pałysiewicz, dyrektor HR Brown-Forman Polska.

Wyniki badania CEI 2023–2024 obrazują stan przygotowania i realizacji polityki tolerancji w firmach, które mają siedzibę w USA i promują politykę miejsca pracy przyjazną osobom LGBTQ+ w swoich placówkach w USA i za granicą. Badanie stanowi obraz polityki firm obejmujący grupę 21 milionów pracowników w USA i na całym świecie.

„Od ponad dwudziestu lat firmy odgrywają ważną rolę w promowaniu równości osób LGBTQ+, koncentrując się na potrzebach i głosach pracowników, jeśli chodzi o szacunek w miejscu pracy. Chociaż jest jeszcze wiele do zrobienia, rosnący z roku na rok udział ISE jest dowodem na to, że społeczność biznesowa dostrzega odpowiedzialność i wartość w utrzymywaniu równości i włączenia społecznego” – powiedział RaShawn „Shawnie” Hawkins, Human Rights Campaign, starszy Dyrektor, Równość w miejscu pracy.

Nagroda Human Rights Campaign Foundation jest kolejnym potwierdzeniem zaangażowania Brown-Forman w budowanie przyjaznego i otwartego środowiska pracy dla wszystkich pracowników, bez względu na orientację seksualną lub tożsamość płciową.

Fundacja Kampanii Praw Człowieka jest ramieniem edukacyjnym Kampanii Praw Człowieka (HRC), największej amerykańskiej organizacji praw obywatelskich, działającej na rzecz zapewnienia równości osób lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transpłciowych i queer (LGBTQ+). Poprzez swoje programy Fundacja HRC stara się dokonać transformacyjnych zmian w codziennym życiu osób LGBTQ+, rzucając światło na nierówności i ucząc zrozumienia kwestii LGBTQ+. Dorobek Fundacji obejmuje zmianę warunków pracy dla ponad 15 milionów pracowników, 11 milionów uczniów, 1 miliona klientów w systemie adopcji i pieczy zastępczej i nie tylko.

https://www.hrc.org/resources/corporate-equality-index

Inflacja z USA nie wywołała przełomu

Wczorajsze dane o inflacji z USA wywołały podwyższoną zmienność na rynku. Otrzymaliśmy kilka zaskoczeń, ale skala ich była na tyle mała, że na koniec dnia niewidoczna była zmiana wartości USD czy indeksów z Wall Street. Rentowności amerykańskich obligacji zyskały tuż po danych, po czym dynamicznie spadały w kolejnych godzinach. Rynek wciąż zakłada, że marcowa obniżka stóp przez Fed jest wysoce prawdopodobna.

Przyjrzyjmy się liczbom z bliska. Wyniki nie były przełomowe, lekko odbiegały od konsensusu rynkowego. Ceny konsumpcyjne w Stanach Zjednoczonych wzrosły w grudniu o 0,3 proc. w porównaniu z listopadem, mowa tu o wskaźniku CPI zasadniczym, jak i z wyłączeniem zmiennych cen energii i żywności. Wskaźnik rok do roku wzrósł z 3,1 proc. do 3,4 proc. (prognoza 3,2 proc.) a „core” spadł z 4,0 proc. do 3,9 proc. Zakładano tu zniżkę do 3,8 proc.

Ogólny trend umiarkowanego spadku inflacji nie uległ zmianie. Świadczy o tym przede wszystkim wskaźnik bazowy. Nadal stosunkowo silnie rosną przede wszystkim ceny usług, na które duży wpływ mają koszty wynagrodzeń.

Dla Rezerwy Federalnej ważne jest to, że ostatni etap przywracania inflacji do celu wydaje się być trudniejszy. Moim zdaniem Fed nie obniży stóp procentowych w marcu, jak oczekuje tego rynek, ale dopiero w maju lub czerwcu.

Reakcja rynkowa nie była jednoznaczna. Dolar na początku zyskał na wartości ale w kolejnych godzinach oddał cały wypracowany zysk. EURUSD dziś rano wciąż jest powyżej 1,0950. Indeksy z Wall Street ostatecznie zamknęły dzień w okolicy poziomów otwarcia. Rentowności długu USA wzrosły po czym dynamicznie spadły i zbliżyły się do minimów wyznaczonych pod koniec minionego roku.

Na dziś zaplanowany jest odczyt inflacji producenckiej w USA. Głos zabierze – zaliczany do obozu „jastrzebi” – Neel Kashakari z Fed.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Rynek pracy w Polsce w 2023 roku: spowolnienie rekrutacji, ale nadal duży popyt na pracowników

Rok 2023 zakończył się w Pracuj.pl z 844 159 opublikowanych ofert pracy, rekordową liczbą klientów serwisu oraz rekordową liczbą aplikacji złożonych przez kandydatów. Wiodącą specjalizacją pozostawała sprzedaż, a na kolejnych miejscach uplasowały się IT, praca fizyczna, finanse oraz inżynieria. 2023 rok cechowała wzmożona aktywność kandydatów – o 14% wzrosła liczba złożonych aplikacji rok do roku. Pomimo widocznego spowolnienia gospodarczego, dużą aktywnością wykazywali się  pracodawcy, których liczba w 2023 r. wyniosła rekordowe 59 tysięcy aktywnych klientów, wzrastając o 40% w skali pięciu lat. Zapraszamy do lektury raportu Rynek Pracy Specjalistów 2023.

Wyników zestawienia 2023 roku nie należy odnosić bezpośrednio do raportów Rynek Pracy Specjalistów z wcześniejszych lat z uwagi na zmianę metodologii liczenia, która została wprowadzona od pierwszego półrocza 2023. Obecnie dane obejmują zestawienia udziału ogłoszeń według kategorii wiodącej, czyli określonej przez pracodawcę jako najważniejsza przy danej ofercie. Z kolei dane dotyczące poziomu stanowisk prezentują wyniki, klasyfikując każde ogłoszenie według najniższego poziomu zaawansowania kandydata, dopuszczalnego przez ogłoszeniodawcę. Dane porównawcze dla poprzednich lat zostały przygotowane według obecnego sposobu prezentacji danych.

Niniejsze zestawienie odzwierciedla liczbę ofert, które są dostępne i widoczne powszechnie dla użytkowników serwisu Pracuj.pl i liczba ta nie jest tożsama z liczbą projektów rekrutacyjnych, prezentowaną w raportach okresowych Grupy Pracuj S.A.

Najważniejsze informacje:

  • W 2023 roku w Pracuj.pl opublikowano 844 159 ofert pracy.
  • 2023 odznaczył się w serwisie rekordową liczbą aktywnych klientów – 59 000.
  • O 14% wzrosła w Pracuj.pl liczba aplikacji złożonych przez kandydatów rok do roku.
  • TOP5 poszukiwanych specjalizacji w Pracuj.pl to: sprzedaż, IT, praca fizyczna, finanse oraz inżynieria.
  • Najbardziej aktywne pod kątem rekrutacji były firmy z sektora finansów i bankowości (11% ofert pracy).
  • 35% ogłoszeń to stanowiska umożliwiające przynajmniej jeden z elastycznych modeli pracy: zdalny lub hybrydowy.
  • 94 000 ofert było kierowanych do pracowników fizycznych.
  • 15% udziału stanowiły oferty dotyczące osób na początkowych szczeblach zatrudnienia.

Znaczące zmiany w rekrutacyjnym krajobrazie

Ostatnie 12 miesięcy to czas zauważalnej zmiany na rynku pracy. Widoczne jest bardziej ostrożne podejście pracodawców do poszukiwania pracowników względem lat ubiegłych. Nie oznacza to jednak zupełnego spowolnienia rynku, a raczej dostosowanie tempa tych procesów do wyzwań, z jakimi mierzą się dziś organizacje. Widać to między innymi we wzroście liczby klientów serwisu Pracuj.pl. Jednocześnie zauważalne były duże wzrosty aktywności kandydatów,wskazujące na umocnienie proaktywnej postawy osób poszukujących pracy.

Na początku 2024 roku patrzymy na rynek z wyjątkowej perspektywy: kontrast pomiędzy minionymi latami jest uderzający. Rok 2022 charakteryzował się niezrównaną aktywnością w zakresie rekrutacji, a firmy intensywnie poszukiwały talentów w wysoce konkurencyjnym środowisku. W 2023 roku trend ten uległ jednak znacznej zmianie, podążając w kierunku bardziej zracjonalizowanego podejścia do rekrutacji. Firmy nie przestały zatrudniać, co widać między innymi w rekordowej liczbie klientów, jaką notujemy w tym roku – jest ich 59 tysięcy. Ta liczba cieszy, bo pokazuje, z jak szerokiego wyboru ofert mogą korzystać użytkownicy Pracuj.pl. Widzimy jednak, że zapał do intensywnego rekrutowania ustąpił miejsca bardziej wyważonej i strategicznej postawie. Zmianę tę można przypisać splotowi wielu czynników, przy czym niewątpliwie istotną rolę odgrywają trudne warunki gospodarcze i inflacja. Jedno pozostaje niezmienne – potrzeba partnerskiej rekrutacji i nowych rozwiązań, dopasowanych do zmieniających się oczekiwań pracodawców i kandydatów ​- komentuje Rafał Nachyna, Dyrektor Operacyjny ​w Pracuj.pl

Specjalizacje poszukiwane w 2023 roku

Na czele zestawienia najczęściej poszukiwanych specjalizacji znajduje się sprzedaż, która kolejny rok z rzędu utrzymuje się na stabilnym poziomie 19% udziału spośród wszystkich ogłoszeń opublikowanych w Pracuj.pl. Sprzedawcy byli poszukiwani przez pracodawców w czasach, gdy inflacja i wyzwania gospodarcze wymagały wzmożonych i sprawnych działań działów sprzedaży, osób pracujących z klientami czy odpowiadających za budowę zysków firmy.

2023 rok przyniósł natomiast mniejszą aktywność wśród stanowisk związanych z IT niż obserwowana w minionych latach. Jednak mimo szerokiej dyskusji o spowolnieniu rekrutacyjnego boomu w tej grupie, specjaliści IT wciąż stanowili drugą najczęściej poszukiwaną specjalizację w Pracuj.pl.

Na trzecim miejscu pod kątem najpopularniejszych specjalizacji znaleźli się pracownicy fizyczni, do których kierowano co dziewiąte ogłoszenie w serwisie. Na stosunkowo stabilnym poziomie utrzymują się finanse i bankowość (8%), a dokładnie taki sam udział jak w 2022 roku zanotowały: inżynieria oraz obsługa klienta (po 6%).

Najbardziej aktywne branże w 2023 roku

W zestawieniu najaktywniejszych branż w Pracuj.pl w okresie minionych 12 miesięcy, na szczycie utrzymują się finanse i bankowość, zachowując rok do roku ten sam udział, wynoszący 11%. Branża handlu detalicznego i sprzedaży B2C zanotowała delikatny wzrost i odpowiadała za co dziesiąte ogłoszenie w serwisie. Na trzecim miejscu, z takim samym udziałem rok do roku (7%) znalazła się produkcja FMCG i dóbr użytkowych.

Widoczne było mniejsze niż w poprzednich latach zaangażowanie w rekrutację w branży IT. O ile w wyżej zaprezentowanym zestawieniu specjalizacji dostrzegalne jest zapotrzebowanie na stanowiska związane z nowymi technologiami (także funkcjonujące w firmach spoza branży IT), o tyle w zestawieniu branż są to rekrutacje prowadzone bezpośrednio przez firmy IT. W obliczu zmian zachodzących w branży, wieloletni czempion w obszarze rekrutacji wyraźnie ograniczył zapotrzebowanie na nowych pracowników.

Jeśli chodzi o inne typy pracodawców – czołówka jest podobna, jak w minionych latach. Przyciąga uwagę utrzymująca się duża rola firm zajmujących się handlem jako pracodawców – przedsiębiorstwa sprofilowane w kierunku handlu B2C i B2B odpowiadały łącznie za 15% wszystkich ogłoszeń.

Aktywność kandydatów – znaczny wzrost liczby aplikacji

W ciągu ostatniego roku serwis Pracuj.pl odnotował znaczny wzrost zaangażowania kandydatów, co widoczne jest w godnym uwagi wzroście liczby kliknięć w przycisk „Aplikuj”. O 14% wzrosła liczba kliknięć w „Aplikuj” w ostatnich 12 miesiącach w porównaniu do 2022 roku. W grudniu 2023 serwis zanotował także duży wzrost pod kątem nowo otwartych i potwierdzonych kont użytkowników na Pracuj.pl. W ostatnim miesiącu roku założono o jedną trzecią kont więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.

Ten wzrost aktywności kandydatów potwierdzają także deklaracje składane przez respondentów w badaniu „Mobilność zawodowa Polaków w 2023 roku” przeprowadzonym przez zespół Pracuj.pl w marcu 2023 roku. Wynikało z niego, że 41% respondentów aktywnie poszukiwało w 2023 roku pracy lub planowało w najbliższym czasie zmienić obecną. Liczba ta wzrosła o pięć punktów procentowych w porównaniu z badaniem z analogicznego okresu 2022 roku. Ponadto 84% badanych było otwartych na otrzymanie nowej, ciekawej oferty zatrudnienia, gdyby taka pojawiła się w nadchodzących miesiącach.

Jakiej pracy szukali kandydaci?

Kandydaci najchętniej aplikowali na stanowiska związane ze sprzedażą, która w mijającym roku odpowiadała za 17% udziału wśród wszystkich złożonych aplikacji. W 2022 roku stanowiła ona nieco większy udział we wszystkich zgłoszeniach – 1/5 złożonych wówczas aplikacji. Kolejną najpopularniejszą specjalizacją wśród kandydatów była administracja biurowa, która zanotowała istotny wzrost z 14% w 2022 roku do 16% w 2023. Na trzecim miejscu z niezmiennym udziałem na poziomie 9% znalazła się praca fizyczna.

Z pewnością warta odnotowania jest zmiana w zakresie IT – specjalizacji, która choć utrzymała się na tym samym miejscu na liście, to ze znacznie lepszym wynikiem niż rok wcześniej. W ostatnich 12 miesiącach kandydaci chętniej aplikowali na stanowiska z zakresu IT – na ten obszar przypadło 9% wszystkich aplikacji wysłanych w serwisie w 2023 roku w porównaniu do 5% w roku 2022. Widzimy więc, że mimo spadków udziału samych ogłoszeń o pracę w sektorze technologicznym, wśród kandydatów panuje ożywienie w tym zakresie.

Piąte miejsce – również bez zmian rok do roku przypadło obsłudze klienta, która w każdym z analizowanych okresów obejmowała 8% wszystkich złożonych aplikacji, a tuż za nią znalazły się finanse i ekonomia oraz notujący spadek rok do roku łańcuch dostaw.

Powrotów do biur ciąg dalszy

Pod koniec 2023 roku wśród organizacji widoczna była tendencja do zwiększania zakresu wymaganego czasu wykonywania obowiązków z biura.

Choć praca poza siedzibą firmy jest nadal powszechna, to widać, że pracodawcy oczekują, by pracownicy częściej wykonywali zadania z biura, a zespoły angażowały się w ramach hybrydowych środowisk pracy. Co ciekawe, zmiana na rzecz odchodzenia od zdalnego wykonywania obowiązków widoczna jest w zdecydowanej większości analizowanych branż. Wśród nielicznych przypadków, w których ma miejsce odmienna sytuacja, największą specjalizacją pozostaje IT, w którym udział procentowy ofert pracy zdalnej utrzymuje się na podobnym poziomie w stosunku do lat ubiegłych. Najwięcej możliwości pod kątem pracy zdalnej mają właśnie pracownicy IT (54% ogłoszeń z tej grupy), osoby zainteresowane kategorią internet / e-Commerce / nowe media (51%) oraz pracownicy call center (40%).

Pracownicy fizyczni niezmiennie w TOP3

Niezmiennie od lat praca fizyczna utrzymuje się w czołówce poszukiwanych pracowników. Pomimo dynamicznego rozwoju technologii i wzrostu znaczenia sektora usług, istnieje stałe zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników fizycznych.

W obszarze pracy fizycznej, zwłaszcza w kontekście zatrudniania wykwalifikowanych osób z odpowiednimi certyfikatami, pracodawcy napotykają pewne trudności, co nie jest zaskakujące w świetle utrzymującego się znacznego popytu na fachowców. Warto zaznaczyć, że specjalizacje związane z pracą fizyczną od dłuższego czasu figurowały jako deficytowe według Barometru Zawodów opracowywanego na zlecenie resortu pracy.

Więcej pracy dla wkraczających na rynek

Nacisk pracodawców na kluczowych i doświadczonych pracowników w 2023 roku mógł sugerować, że osoby młodsze stażem będą mierzyć się z większymi wyzwaniami związanymi z wkraczaniem na rynek. Jak się jednak okazało, w tym czasie nie brakowało dla nich pracy. Ogłoszenia do nich skierowane stanowiły w 2023 roku 15% wszystkich ofert opublikowanych na Pracuj.pl.

Badanie przeprowadzone przez Pracuj.pl we wrześniu 2023 roku wskazało, że generacja Z pod kątem mobilności zawodowej przewyższa wszystkie pozostałe grupy wiekowe. Najlepiej obrazują to liczby – w ciągu roku od prowadzonego badania pracę zmieniło aż 62% badanych przedstawicieli najmłodszego pokolenia rynku pracy. 56% badanych najmłodszych uczestników rynku deklaruje, że szuka obecnie nowej pracy lub planuje w najbliższym czasie zmienić obecną. To stawia przed pracodawcami wyzwania związane z dostosowaniem miejsc pracy do wymagań najmłodszych pracowników, ale daje także nowe możliwości sukcesu i rozwoju nowoczesnych firm.

O RAPORCIE

Niniejsze zestawienie oparte zostało na danych wewnętrznych Grupy Pracuj, przedstawiających statystyki ofert pracy zamieszczonych w serwisie między styczniem i grudniem 2023 roku. Dane w niniejszym zestawieniu obejmują wszystkie oferty pracy opublikowane w serwisie Pracuj.pl w omawianym okresie widoczne dla użytkowników serwisu jako pojedyncze ogłoszenie w jednej lokalizacji. Prezentowanych danych nie należy utożsamiać z liczbą projektów rekrutacyjnych oferowanych przez Grupę Pracuj swoim klientom (pracodawcom), na które składają się: ogłoszenia o pracę (jedno lub więcej w ramach jednego projektu rekrutacyjnego) oraz dodatki budujące zasięg i zwiększające liczbę CV wysyłanych przez kandydatów (ang. add–ons).

Inflacja w USA zaskoczyła negatywnie

Inflacja w USA zaskoczyła negatywnie. Inflacja r/r wyniosła 3,40 proc., a m/m 0,3 proc. i w obu przypadkach odczyt okazał się powyżej oczekiwań na poziomie odpowiednio 3,20 proc. i 0,20 proc. Odczyt inflacji bazowej natomiast m/m zgodnie z oczekiwaniami na poziomie 0,30 proc. oraz także delikatnie powyżej prognoz 3,9 proc. r/r (prognoza 3,80 proc.).

W obliczu tego lekko negatywnego zaskoczenia dolar, amerykańskie obligacje skarbowe oraz kontrakty futures na amerykańskie indeksy – zareagowały na dane o inflacji bez większych zmian.

Szymon Gil, Makler Michael / Ström Dom Maklerski

Maszyny rolnicze w 2023: spadek zakupu nowych, wzrost w segmencie używanych

Maszyny rolnicze w 2023: gorzej niż rok wcześniej, choć grudzień z lekkim polepszeniem wyników.

10 300 – tyle nowych ciągników zarejestrowano (czyli de facto kupiono) w Polsce w 2023 roku. To o ponad 12 procent mniej niż rok wcześniej, czego przyczyną może być m.in. obniżenie nastrojów w branży maszyn i urządzeń rolniczych –wynika z analizy Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR). Podobna tendencja rysuje się też w innym podstawowym segmencie maszyn rolniczych, jakim są przyczepy. Lekkie polepszenie wyników w obu tych kategoriach przyniosła końcówka ubiegłego roku. Stały wzrost widoczny jest natomiast w rejestracji ciągników i przyczep używanych.

W całym 2023 roku zarejestrowano 10 300 nowych ciągników. Było to mniej o 12,2 procent niż w 2022 roku, kiedy liczba zarejestrowanych (czyli de facto kupionych) nowych tego typu maszyn rolniczych wynosiła 11 727, czyli o 1427 więcej niż we właśnie zakończonym roku.

Nowe maszyny rolnicze: tendencja spadkowa się utrzymuje

Dane o tym, na podstawie CEPiK, przygotowała Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych, która co miesiąc monitoruje ten rynek w naszym kraju.

– Mamy ewidentną tendencję spadkową wśród nowych maszyn rolniczych, bowiem już rok 2022 okazał się gorszy od – co prawda rekordowego – 2021. Wynik za 2023 nie jest zaskoczeniem dla branży. Już w ciągu roku mówiło się przecież, że rejestracji będzie około 10 tys. sztuk – zauważa Wojciech Bury, prezes PIGMiUR.

Zaznacza jednak, że końcówka roku budzić może, co prawda, umiarkowany optymizm, choć i tak gorsza ona okazała się niż ostatni miesiąc 2022 roku. Z danych PIGMiUR wynika bowiem, że w grudniu 2023 zarejestrowano 1338 szt. nowych tego rodzaju maszyn. – Była to najwyższa liczba zarejestrowanych ciągników w ciągu jednego miesiąca w 2023 roku. W minionym roku jeszcze tylko w marcu udało się przekroczyć liczbę 1000 rejestracji. Zarejestrowano wówczas 1011 ciągników. Przed rokiem, o tej samej porze, było to 1115 sztuk – przeczytać można w raporcie PIGMiUR.

Nowe ciągniki: liderzy

Pozycję lidera zajęła na koniec roku New Holland. W ciągu dwunastu miesięcy zarejestrowano 1794 ciągników tej marki. To o 51 mniej niż w 2022. Jej udziały w całym 2023 roku wyniosły 17,4 procent, a więc o 1,7 pp więcej niż przed rokiem. Drugie miejsce zajął ostatecznie (choć jego poszczególne modele plasują się na szczycie najpopularniejszych wśród polskich nabywców w ubiegłym roku) John Deere, z liczbą 1555 rejestracji. To 62 sztuk mniej niż przed rokiem. Jego udziały wyniosły to 15,1 proc. czyli o 1,3 punktu procentowego więcej niż rok wcześniej. Kubota zajęła trzecie miejsce z 1195 zarejestrowanymi maszynami. To o 50 szt. więcej niż przed rokiem. Udziały tej marki wynoszą 11,6 procent – to więcej niż w 2022 roku o 1,8 pp. Na czwartym miejscu uplasował się Deutz Fahr., a dalej m.in. Case IH.

Geograficznie na pierwszym miejscu było województwo mazowieckie, drugie przypadło wielkopolskiemu, zaś małopolskie i śląskie to jedyne, w których PIGMiUR zanotowała wzrost liczby rejestracji. We wszystkich zaś pozostałych regionach w roku 2023 zarejestrowanych ciągników było mniej niż w 2022.

Jeszcze w sierpniu Izba notowała niemal 20 proc. spadek sprzedaży rok do roku, choć – jak wynika z danych PIGMiUR – wrzesień i październik przyniósł niewielkie odbicie, a więc wyniki w tych miesiącach okazały się lepsze niż w poprzednich.

– Prawdopodobnie część rolników po dobrym sezonie zdecydowało się jeszcze na inwestycje. W grudniu zaś sprzedawcy wszystkich marek walczyli o jak najlepszy wynik na koniec roku, stąd ponad 1000 zarejestrowanych ciągników w ostatnim miesiącu – uważa Wojciech Bury.

Nowe przyczepy rolnicze – tak jak nowe ciągniki

Podobną tendencję zaobserwować można w segmencie innej podstawowej kategorii maszyn rolniczych, jaką  stanowią przyczepy. W samym grudniu 2023 r. zarejestrowano 409 nowych maszyn tego typu. Rok wcześniej o tej samej porze zarejestrowano ich 536, zatem o 127 więcej niż w minionym miesiącu. Od stycznia do końca grudnia 2023 roku zarejestrowano zaś 6227 nowych przyczep rolniczych, czyli o 1869 mniej niż rok wcześniej. – Wynik ten oznacza spadek rok do roku o 23,1 proc. – informuje w swoim opracowaniu PIGMiUR. Liderem był tu Pronar (32,7 proc. udziałów i 2037 szt. zarejestrowanych nowych przyczep), drugie miejsce zajął Metal-Fach z (12,3 proc. udziałów i 765 rejestracji), a trzecie przypadło marce Metaltech (8,2 proc. udziałów i 512 szt. zarejestowanych przyczep). Kolejne miejsca zajęły Wielton
i Wodziński.

– Wszystko wskazuje na to, że pogłębiająca się tendencja spadkowa to wynik pogarszających się nastrojów w branży. Potencjalni nabywcy maszyn wykazują się coraz większą ostrożnością w inwestowaniu w nowoczesny park maszynowy dla swoich gospodarstw – wskazuje Wojciech Bury.

Według bowiem najnowszego badania PIGMiUR, negatywne nastroje w branży maszyn i urządzeń rolniczych – w stosunku do sytuacji z początku 2023 roku – jeszcze bardziej się pogłębiają.

Mniej rejestracji nowych maszyn to wynik coraz gorszej oceny rzeczywistości i pesymizmu. Nowe kłody pod nogi potencjalnych nabywców maszyn rolniczych

Coraz gorsza ocena rzeczywistości i pesymistyczne przewidywania przyszłości wśród ankietowanych przedsiębiorców to – jak wskazywała Izba – wynik m.in. rosnących cen energii, inflacji, niepewności związanej z wojną w Ukrainie czy trudności ze sprzedażą płodów rolnych (np. zboża). – Dodatkowe kłody pod nogi rolników rzuciła też przyjęta pośpiesznie na wiosnę 2023 roku ustawa o pożyczkach lombardowych, która wprowadza chaos na rynku sprzedaży nowych maszyn rolniczych, de facto uniemożliwiając w znacznym stopniu ich leasing, a to on stanowi w wielu przypadkach wkład własny konieczny do ich zakupu – dowiedzieć się można z ostatniego dokumentu PIGMiUR na ten temat. Ustawa, o której tu mowa, wchodzi właśnie w życie i – jak prognozuje Izba – jeszcze bardziej ograniczyć może teraz sprzedaż nowych maszyn rolniczych, pozostawiając w coraz większym stopniu nietknięte fundusze europejskie przeznaczone na modernizację rolnictwa.

Mimo wszystko do przodu. Rośnie rejestracja maszyn „z drugiej ręki”

Mimo takiej sytuacji, a także gorszych niż rok wcześniej wyników w tym segmencie, branża maszyn rolniczych stara się zachować poprawny nastrój.

– Biorąc pod uwagę, jak kształtowała się sprzedaż nowych ciągników w ciągu roku, uznać można, że wynik na tym poziomie jest całkiem dobry – sądzi prezes PIGMiUR.

Na pogląd ten wpływają także dane z rynku wtórnego. Tu, z kolei, zauważalna jest właściwie już stała tendencja wzrostowa.

– Użytkownicy maszyn, a więc gospodarze, którzy prowadzą działalność w branży rolnej, i to w różnej skali, zdają sobie sprawę, że ich konkurencyjna pozycja wobec producentów w innych krajach europejskich zależy w znacznej mierze od stopnia mechanizacji i modernizacji. Dlatego sprzęt kupować muszą, nawet jeśli jest on starszy niż ten zupełnie nowy, na który mieliby dodatkowo dofinansowanie z UE – twierdzi Wojciech Bury.

W 2023 roku Izba zanotowała 22 599 zarejestrowanych ciągników używanych. To o 2162 więcej niż w 2022. Wzrost wynosi tu więc 10,6 procent. Liderem rynku wtórnego w 2023 roku jest John Deere – z 3585 ciągnikami tej marki i 15,9 proc. udziałów w tym rynku. Marka ta to lider w dwóch kategoriach wiekowych: 6-10 i 11-20 lat. W kategorii młodszej – 3-5 lat liderem jest Fendt. W najstarszej zaś, a więc powyżej 20 lat liderem jest Ursus. W segmencie przyczep używanych, zarejestrowano ich w 2023 roku 6462 – o 345 szt. więcej niż przed rokiem, co oznacza, że notowany jest tu obecnie wzrost o 5,6 procent.

Materiały budowlane tanieją kolejny miesiąc z rzędu. Korekta przybiera na sile

Pierwsza tegoroczna publikacja średniej dynamiki cen materiałów budowlanych autorstwa Grupy PSB Handel, obejmująca statystyki za cały 2023 rok, już po raz czwarty z rzędu zakomunikowała jej spadek poniżej zera. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w minionym grudniu średnio wyniósł on -2,6 proc. rdr, z kolei w relacji mdm regres stawek ograniczył się do -0,2 proc. Tym sposobem na krajowym rynku materiałów budowlanych intensywność korekty wielomiesięcznej drożyzny nie tylko ulega utrwaleniu, ale wręcz przybiera na sile.

Grudniową kontynuację korekty cen materiałów budowlanych w wymiarze -2,6 proc. należy zakwalifikować już jako znaczącą. Od września średni spadek cen wyniósł już w sumie 5 proc., a co ciekawe, na razie niewiele wskazuje na to, by sytuacja w przewidywalnej przyszłości miała ulec radykalnej zmianie.Wyk. 1 Dynamika cen materiałów

Odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych autorstwa Grupy PSB Handel S.A, w grudniu ponownie zaskoczył swą intensywnością, tym bardziej, że ma miejsce w środowisku gospodarczym wciąż wysokiej i trudnej do przezwyciężenia rodzimej inflacji. W dalszym ciągu liderem wzrostów pozostaje cement-wapno jako pozycja najmocniej zwyżkująca rok do roku o blisko 17 proc., wyprzedzając farby, lakiery (+7,1 proc.) i chemię budowlaną (+3,1 proc.).

Tym razem nie zmienił się wynoszący 7 do 13 stosunek grup towarowych drożejących i taniejących w relacji rok do roku. Wśród tych drugich, jak przed miesiącem, wyróżniają się płyty OSB z drewnem oraz izolacje termiczne, tym razem z cenowym regresem rdr rzędu odpowiednio -24,7 proc. i -8,5 proc.Wyk. 2 Dynamika cen materiałów budowlanych

W świetle postępującej przeceny materiałów budowlanych, w końcówce ubiegłego roku dość ciekawie prezentowały się parametry popytu na poszczególne grupy asortymentowe. W opinii ekspertów Grupy PSB „dynamika sprzedaży w grudniu 2023 r. w relacji rok do roku była zróżnicowana, z wyraźnym spadkiem w kategoriach produktowych związanych m.in. ze wznoszeniem domów (cement, wapno -44%, otoczenie domu -42%, dachy, rynny -28%) oraz wzrostem w grupach asortymentowych dotyczących remontu wnętrz (wykończenia +31%, dekoracje +7% czy narzędzia +6%)”.Wyk. 3a Dynamika sprzedaży materiałów budowlanych

Dodatnia dynamika sprzedaży była udziałem ośmiu grup towarowych, ujemna zaś wystąpiła w dwunastu przypadkach, czyli dokładnie odwrotnie niż miesiąc wcześniej. Tym razem może to sugerować, że za spadkami cen materiałów budowanych przynajmniej w istotnej części stoi niewystarczający na nie popyt.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl szczególnie ciekawie, acz i dość niepokojąco wygląda grudniowe załamanie popytu na cement – wapno, czyli podstawową grupę towarową wykorzystywaną w budownictwie. Poważny regres popytowy zanotowały ponadto: otoczenie domu, dachy – rynny, płyty OSB – drewno, sucha zabudowa czy izolacje termiczne, czyli kolejne najważniejsze materiały wykorzystywane przy wznoszeniu domów. Ciekawe, czy dane Grupy PSB przełożą się na statystyki GUS budownictwa mieszkaniowego, które w ostatnich miesiącach wyraźnie wychodziły z dołka.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Czy inflacja w USA wzrośnie i umocni dolara?

Wczoraj odbyło się publiczne wystąpienie prof. Adama Glapińskiego, który podsumował styczniową decyzję RPP w sprawie stóp procentowych. Czwartek to kolejny inflacyjny dzień. Rano poznaliśmy wysokość dynamiki cen w Czechach, jednak wśród inwestorów większe zainteresowanie budzi odczyt z USA, który już po południu.

Konferencja prezesa NBP

W środę mogliśmy posłuchać przemówienia szefa Narodowego Banku Polskiego, który odniósł się do wtorkowej decyzji w sprawie kosztu pieniądza. Pozostawienie wysokości stóp procentowych na niezmienionym poziomie 5,75% miało związek z utrzymywaniem się inflacji konsumenckiej (CPI) na podwyższonym poziomie. W trakcie wypowiedzi nie mogło zabraknąć informacji, że dynamika cen spada, co jest zgodne z projekcją NBP. W tym optymistycznym otoczeniu dostrzeżono jednak możliwość powrotu inflacji na ścieżkę wzrostową w drugim kwartale roku. Na pytanie odnośnie przyszłych decyzji RPP w sprawie kosztu pieniądza prezes udzielił odpowiedzi wymijającej. Będą one podejmowane na bieżąco na podstawie danych napływających z rynku. Jeżeli inflacja będzie dalej spadać i potwierdzi to marcowa projekcja NBP to powstanie przestrzeń do niewielkiej obniżki. Jeżeli jednak CPI odbije i w drugiej połowie roku dojdzie do poziomu 8%, to zgodnie ze słowami prezesa, nie można wykluczyć ruchu w przeciwnym kierunku.

W Pradze ceny rosną wolniej

Co prawda dzisiaj uwaga inwestorów w większym stopniu skierowana jest na dynamikę cen za oceanem, jednak nie można nie wspomnieć o inflacji konsumenckiej u naszych południowych sąsiadów. Zgodnie z porannym odczytem tempo wzrostu cen spadło do 6,9%, co jest o 0,4 punktu procentowego poniżej oczekiwań. Dzieje się to po grudniowej obniżce stóp procentowych w Czechach o 25 punktów bazowych, które w teorii powinno działać proinflacyjnie. Należy jednak pamiętać, że skutki zmian kosztu pieniądza widoczne są po kilku (a nawet kilkunastu) miesiącach. Na dzisiejsze dane zareagowała CZK, która osłabiła się w stosunku do euro i dolara. Na wykresie notowań do złotego odnotowano mocne wahnięcie w obydwóch kierunkach, które szybko wróciło do poziomu sprzed odczytu. W czwartek rano kurs CZK/PLN oscyluje przy 0,176 PLN.

Niezdecydowany „edek”

W tym tygodniu kurs głównej pary walutowej świata ewidentnie nie wie, w którą stronę pójść. Po wtorkowym umocnieniu dolara kurs EUR/USD spadł do 1,091 USD. Odpowiedź unijnej waluty przyszła bardzo szybko, gdyż jej środowa aprecjacja doprowadziła notowania do 1,098 USD. W czwartek o poranku do kontrataku ponownie przechodzi “zielony”, co zmienia kierunek ruchu na południowy. Kluczowe dla dzisiejszych notowań EUR/USD będą odczyty dynamiki cen w USA, które już o 14:30. Konsensus wskazuje na delikatny (o 0,1 punktu procentowego) wzrost inflacji konsumenckiej do poziomu 3,2%, przy jednoczesnym spadku jej bazowego odpowiednika. Odchylenie, w którąkolwiek ze stron może spowodować większe ruchy kursu EUR/USD, które może tym razem pomogą „edkowi” zdecydować, w którym kierunku chce podążać w ostatnich dniach tygodnia.

Dawid Górny – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Ważny wyrok dla przedsiębiorców ws. opodatkowania nieruchomości mieszkalnych

Tylko te budynki, które faktycznie są zajęte do prowadzenia działalności podlegają najwyższej stawce opodatkowania podatkiem od nieruchomości. Przesłanki tej nie spełniają budynki zajęte na cele mieszkaniowe – orzekł 25 października 2023 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. To bardzo ważny wyrok dla przedsiębiorców posiadających nieruchomości, nawet dla tych na co dzień trudniących się profesjonalnym wynajmem.  Sprawę wygrała warszawska Kancelaria Skarbiec powołując się na bezprecedensowy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 12 lipca 2023 r. (sygn. akt III FSK 250/23).

Spółka wynajmowała lokale do celów mieszkaniowych

W toczonej przed warszawskim sądem sprawie chodziło o budynek mieszkalny, który spółka wynajmuje osobom fizycznym nieprowadzącym działalności gospodarczej, wyłącznie na cele mieszkaniowe. Burmistrz, a później Samorządowe Kolegium Odwoławcze stwierdzili, że spółka powinna płacić od tego budynku najwyższą stawkę podatku od nieruchomości, przewidzianą dla nieruchomości związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Firma trudni się wynajmem, więc wynajmowany budynek związany jest z jej działalnością

Spółka zaskarżyła decyzję organów obu instancji. Burmistrz i SKO co prawda przyznali, że zgodnie z ustawą o podatkach i opłatach lokalnych budynki mieszkalne nie są klasyfikowane jako budynki związane z działalnością gospodarczą. Jednak stanęły na stanowisku, że w pewnych okolicznościach nawet budynek mieszkalny może być traktowany jako zajęty na potrzeby prowadzenia działalności gospodarczej. Organy podniosły, że przedsiębiorca trudni się wynajmem i zarządzaniem nieruchomościami. Sporny budynek został wprowadzony do ewidencji środków trwałych firmy i poddany przez nią amortyzacji, a wydatki związane z utrzymaniem budynku zaliczane do jej kosztów uzyskania przychodu. SKO nie miało wątpliwości, że w tych okolicznościach spółka zobowiązana jest do płacenia najwyższej stawki podatku od nieruchomości przeznaczonej dla budynków przeznaczonych pod działalność gospodarczą, skoro oferowanie mieszkań do wynajęcia stanowi istotę prowadzonej przez nią działalności.

Organy błędnie interpretują przepisy

– W skardze do WSA wskazaliśmy organom, że błędnie odczytują przepisy. Zgodnie z art. 1a ust. 1 pkt ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, pod pojęciem  gruntów, budynków i budowli związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej ustawa nakazuje rozumieć grunty, budynki i budowle będące w posiadaniu przedsiębiorcy lub innego podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą, z zastrzeżeniem ust. 2a. A zgodnie z art. 1a ust. 2a pkt 1, do gruntów, budynków i budowli związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej nie zalicza się budynków mieszkalnych oraz gruntów związanych z tymi budynkami. Również w art. 5 ust. 1 pkt 2 lit. b ustawa wskazuje, że rada gminy określa wysokość stawek podatku od nieruchomości od budynków lub ich części związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej oraz od budynków mieszkalnych lub ich części zajętych na prowadzenie działalności gospodarczej. Zatem wbrew temu co twierdzą organy, że lokale mieszkalne podlegają opodatkowaniu według stawki przeznaczonej dla budynków związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej oraz budynków mieszkalnych zajętych na jej prowadzenie, podczas gdy przepisy te odczytywane łącznie prowadzą do wniosku, że aby budynek mieszkalny lub jego część mogły zostać opodatkowane stawką właściwą dla budynków związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą, to muszą być zajęte na prowadzenie takiej działalności – relacjonuje pełnomocnik spółki, adw. Paweł Chmielowiec z Kancelarii Prawnej Skarbiec. – A w tej sprawie sporne lokale należące do naszego klienta były zajęte jedynie do celów mieszkalnych.

Zajęcie na cele mieszkaniowe to nie zajęcie na cele działalności gospodarczej

Z argumentem tym zgodził się sąd. Powołane przez pełnomocnika spółki przepisy tworzą normę prawną, z której wynika, że zastosowanie podwyższonych stawek podatku od nieruchomości do budynku mieszkalnego będącego w posiadaniu przedsiębiorcy możliwe jest tylko wtedy, gdy zajęty jest on na prowadzenie działalności gospodarczej (dotyczy to także części takiego budynku). Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie 25 października wydał bardzo ważny dla przedsiębiorców, posiadaczy budynków, wyrok. Na podstawie przedstawionego materiału dowodowego i zarzutów spółki orzekł, że o możliwości zastosowania najwyższej stawki opodatkowania przewidzianej dla nieruchomości przeznaczonej do prowadzenia działalności gospodarczej przesadzające znaczenie ma faktyczne jej zajęcie na prowadzenia takiej działalności. Chodzi więc o prowadzenie w budynku działalności gospodarczej. Za zajęte na taką działalność nie może uznać tych części budynku mieszkalnego, które są zajęte na cele mieszkaniowe, nawet jeśli ich oddanie do korzystania osobom trzecim do realizacji potrzeb mieszkaniowych nastąpiło w ramach działalności komercyjnej podatnika.

Nawet gdyby znajdowały się w posiadaniu przedsiębiorcy

WSA stwierdził, że ustawodawca w art. 1a ust. 1 pkt 3 ustawy wyraźnie wyłączył z definicji nieruchomości „związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej” budynki mieszkalne oraz grunty związane z tymi budynkami, nawet gdyby znajdowały się w posiadaniu przedsiębiorcy. Swoją argumentację sąd wsparł tym, że nie bez powodu ustawodawca zdecydował preferować niższe stawki opodatkowania dla budynków mieszkalnych. W przypadku najmu, nawet oferowanego przez przedsiębiorcę, ciężar podatkowy przenoszony jest wszak na najemcę. Zatem stanowisko prezentowane przez organy sprawia, że wbrew woli ustawodawcy realizowanie potrzeb mieszkaniowych byłoby obarczane wyższym ciężarem podatkowym (wyroki sygn. akt III SA/Wa 1401/23 oraz III SA/Wa 1402/23).

Właściciele nieruchomości mogli płacić wyższe podatki niż powinni

– Wydane rozstrzygniecie warszawskiego sądu otwiera drogę do rewizji swoich zobowiązań z tytułu podatku od nieruchomości dla tych przedsiębiorców, którzy padli ofiarą błędnej, pro fiskalnej interpretacji przepisów przez organy skarbowe. Przedsiębiorcy mogą domagać się zwrotu nadpłaconych podatków. Z uzasadnienia wyroku będą mogły korzystać również firmy, które będą ustalać stawkę opodatkowania swoich nieruchomości w przyszłości. Wyrok umacnia bowiem korzystną dla nich linię orzeczniczą, wyrażoną już wcześniej w wyrokach NSA z 12 lipca 2023 r. (sygn. akt III FSK 250/23), NSA z 15 stycznia 2013 r. (sygn. akt II FSK 933/11) i WSA w Szczecinie z 22 lipca 2020 r. (sygn. akt I SA/Sz 990/19) – podsumowuje mec. Chmielowiec.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Rynek najmu mieszkań w 2024 r. będzie dużo bardziej zrównoważony pod kątem popytu i podaży

Nie tylko najemcy zastanawiają się jakim zmianom może ulec najem w 2024 roku. Pokusiliśmy się zatem o kilka prognoz.

Polski rynek najmu z pewnością nie jest wiodący w skali Unii Europejskiej. Dane Eurostatu sugerują, że mniej więcej co dwudziesty mieszkaniec Polski zasiedla lokum wynajmowane na wolnym rynku. Tym niemniej, od niecałych dwóch lat rynkowy najem cieszy się dużym zainteresowaniem rodzimych mediów. Wszystko za sprawą szybkich podwyżek czynszów, które były widoczne po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W 2023 r. sytuacja cenowa na rynku najmu już się ustabilizowała, a jesienią i zimą do rzadkości nie należały widoczne tendencje spadkowe. Mimo tego, najem w 2024 roku jest tematem, który może wzbudzać pewne obawy – zarówno u najemców, jak i wynajmujących. W ramach typowych dla przełomu roku prognoz, postanowiliśmy opisać zmiany i zjawiska, których można się spodziewać na rynku najmu w ciągu kolejnych 12 miesięcy.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  1. W 2024 r. większym problemem dla najemców niż rosnące czynsze mogą być podwyżki cen mediów. Pamiętajmy, że „zamrożenie” cen energii elektrycznej, gazu oraz ciepła będzie obowiązywało tylko do końca czerwca.
  2. Właściciele mieszkań prowadzący tradycyjny najem będą mogli w 2024 r. bez dodatkowych uzasadnień podnieść czynsz o około 11%. Tak duże podwyżki będą jednak problematyczne ze względu na sytuację rynkową.
  3. Nawet jeżeli rząd uruchomi nowy program Mieszkanie na Start, to odpływ klientów z rynku najmu (związany z przejściem „na swoje”) będzie prawdopodobnie mniejszy niż w całym 2023 roku. Wspomniany odpływ w skali całego rynku najmu nie ma jednak bardzo dużego znaczenia.

Poniżej piszemy więcej o tym, jak może wyglądać najem w 2024 roku. Oczywiście, nie wszystkie zmiany można obecnie przewidzieć.

Po połowie roku drogie media mogą stać się kłopotem

Na podstawie obecnych obserwacji rynkowych można przypuszczać, że w 2024 r. nie będzie podobnych problemów podażowych, jakie stały się udziałem najemców dwa lata wcześniej. Dane firmy Unirepo bazujące na obserwacjach z 37 portali ogłoszeniowych wskazują, że w listopadzie 2023 roku było dostępnych o około 30% więcej mieszkań pod wynajem niż 12 miesięcy wcześniej. „Ten wynik będący efektem wcześniejszego usunięcia duplikatów ogłoszeń wskazuje, że czasy podażowego „dołka” już minęły” – ocenia Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Obecna oferta rynkowa mieszkań na wynajem jest wielkościowo podobna jak w okresie bezpośrednio poprzedzającym rosyjską inwazję na Ukrainę. Jeżeli wojna za wschodnią granicą nie przyczyni się do wzrostu imigracji i zwiększenia popytu, to znaczący wzrost kosztów najmu w 2024 r. może wynikać głównie z podwyżek rachunków za media. Najem w 2024 r. na pewno będzie uzależniony od polityki energetycznej rządu. „Pamiętajmy w tym kontekście, że podwyżki cen energii elektrycznej, gazu i ciepła dla gospodarstw domowych zostały „zamrożone” jedynie do połowy 2024 roku. Nie można mieć pewności, że cenowa blokada zostanie przedłużona przez rząd na tych samych warunkach” – przypomina Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Maksymalna podwyżka czynszu nie zawsze możliwa …

Nie ulega wątpliwości, że na najem w 2024 r. będzie wpływać również inflacja wyższa od zakładanego celu NBP. Narodowy Bank Polski przewiduje, że stopa wzrostu cen z 2024 r. osiągnie poziom zbliżony do 5%. Pamiętajmy jednak, że przepisy pozwalające na podnoszenie czynszu bez dodatkowych uzasadnień uwzględniają odczyt inflacji z poprzedniego roku. „Mówimy tutaj o przepisach dotyczących tradycyjnego najmu, bo przy najmie okazjonalnym oraz instytucjonalnym nie ma limitów podwyżek czynszowych. Znaczenie mają tylko ustalenia stron wynikające z umowy” – informuje Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

GUS nie opublikował jeszcze stosownego komunikatu, ale można przypuszczać, że całoroczna inflacja obliczona dla 2023 r. wyniesie około 11%. Właśnie o taką wartość procentową (ok. 11%) właściciele mieszkań będą mogli podnieść czynsz bez powoływania się na konieczność osiągnięcia odpowiedniego zwrotu nakładów inwestycyjnych oraz godziwego zysku (zobacz: artykuł 8a ustęp 4e ustawy z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego – Dz. U. 2001 nr 71 poz. 733). „Może jednak rodzić się pytanie, czy warunki rynkowe będą pozwalały właścicielom mieszkań na wprowadzenie tak dużych podwyżek czynszowych. Najem w 2024 r. prawdopodobnie będzie dużo bardziej zrównoważony pod kątem popytu i podaży niż dwa lata wcześniej” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Dopłaty kredytowe były mniej istotne niż sądzi wielu?

Jeżeli chodzi o 2023 rok, to właściciele mieszkań na wynajem w pewnym stopniu odczuli wpływ programu Bezpieczny Kredyt 2%. Chodzi o to, że ponad 80 000 gospodarstw domowych złożyło wnioski o preferencyjną „hipotekę”. Z danych PKO BP wynika, że co trzeci wnioskodawca w programie BK 2% wcześniej wynajmował mieszkanie. Odpływ z rynku około 20 000 – 25 000 najemców nie będzie miał więc decydującego wpływu na to, jak może wyglądać najem w 2024 roku. „Warto bowiem pamiętać, że w skali całego kraju wynajmowane jest około 1,1 – 1,2 miliona mieszkań. Wpływ rządowych dopłat na rynek najmu wydaje się przeceniany. W 2023 r. większe znaczenie mógł mieć np. spadek liczby obywateli Ukrainy potrzebujących lokali na wynajem” – uważa Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Nawet jeżeli rząd uruchomi nowy program dopłat kredytowych Mieszkanie na Start, którego poparcie w koalicji wciąż jest niepewne, to odpływ klientów z rynku najmu (związany z przejściem „na swoje”) będzie prawdopodobnie mniejszy niż w całym 2023 roku. Jednak ten czynnik nie powinien mieć dużego znaczenia. Właściciele mieszkań na wynajem powinni również spokojnie reagować na zapowiedzi zwiększenia nakładów dotyczących publicznego budownictwa czynszowego. Nawet gdyby rządowi faktycznie udało się w ciągu kilku lat znacząco zwiększyć liczbę lokali komunalnych, to w pierwszej kolejności byłyby one przydzielane osobom czekających w kolejce od dłuższego czasu. „Pod koniec 2022 r. na przydział mieszkania komunalnego oczekiwało ok. 56 000 gospodarstw domowych (według danych GUS). Ważnym aspektem są również limity dochodowe, które trzeba stosować w przypadku publicznych czynszówek” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor/Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl

Łukasz Musiałkiewicz nowym prezesem Zarządu Enefit w Polsce

Od stycznia 2024 r., Łukasz Musiałkiewicz objął stanowisko prezesa Zarządu Enefit w Polsce, spółki wchodzącej w skład estońskiej grupy Eesti Energia, jednego z największych wytwórców energii elektrycznej w krajach bałtyckich. Na swoim nowym stanowisku Musiałkiewicz będzie odpowiadał za dalszy rozwój firmy na polskim rynku poprzez dostosowanie do potrzeb biznesu oferty na zakup energii i gazu. Dodatkowo spółka rozszerzyła niedawno swoją ofertę o ładowarki do samochodów elektrycznych oraz zaangażuje się w budowę publicznej sieci ładowarek.

Łukasz Musiałkiewicz posiada ponad dwudziestoletnie doświadczenie w branży energetycznej. W przeszłości był związany między innymi z E.ON Polska, gdzie pełnił funkcję Head of Energy Markets. Doświadczenie zawodowe zdobywał również na stanowisku Regional Operations Manager w międzynarodowej strukturze funkcjonalnej w organizacji Innogy Polska (dawniej część grupy RWE), gdzie odpowiadał m.in. za procesy z obszaru zarządzania portfelem. Jest absolwentem Europejskiego Uniwersytetu Viadrina i uzyskał tytuł MBA w ramach programu realizowanego przez Szkołę Główną Handlową w Warszawie we współpracy z Uniwersytetem Montrealskim.

Z radością dołączyłem do zespołu Enefit i jestem przekonany, że moje doświadczenie, wiedza i pasja do branży energetycznej umożliwią nam intensyfikację rozwoju Enefit na polskim rynku. W najbliższych latach przyspieszy transformacja systemu energetycznego w Polsce, co będzie wyzwaniem nie tylko dla samej branży, ale i dla całej gospodarki. Dzięki wspólnym wysiłkom, innowacyjności i zaangażowaniu możemy osiągnąć znaczące postępy w kierunku zielonej energetyki i wierzę, że nasz zespół i nasi klienci odegrają znaczącą rolę w tym procesie. Jest to dla mnie i całej grupy Eesti Energia, zarówno wyzwanie, jak i ogromna odpowiedzialność, którym jesteśmy gotowi sprostać – powiedział Łukasz Musiałkiewicz, prezes Zarządu Enefit w Polsce.

Łukasz ma szerokie doświadczenie w sektorze energetycznym i sprawował wcześniej funkcje kierownicze wyższego szczebla w czołowych korporacjach energetycznych. Jego rozeznanie w europejskim krajobrazie biznesowym i dogłębna znajomość polskiego rynku sprawiają, że jest dobrze przygotowany do pełnienia swojej roli. Jestem przekonany, że wprowadzi firmę na kolejny poziom, sprawiając, że staniemy się jeszcze lepszym partnerem energetycznym dla naszych klientów na polskim rynku – dodał Deepak Ahluwalia, członek zarządu Enefit.

Enefit jest obecny na polskim rynku od 2016 roku. Firma współpracuje z klientami biznesowymi, oferując zakup energii i gazu w różnych modelach rozliczeniowych, a także świadczy usługi z zakresu efektywności energetycznej, w tym realizuje audyty energetyczne i modernizację oświetlenia. W 2023 roku spółka rozszerzyła swoją ofertę o ładowarki do samochodów elektrycznych i aktywnie pracuje nad budową publicznej sieci ładowarek.

Dotychczasowy prezes, Maciej Kowalski, ustąpił ze stanowiska w grudniu ubiegłego roku, po siedmiu latach budowania obecności spółki w Polsce.

Rząd musi zmienić system podatkowy, aby przedsiębiorcy wrócili do inwestycji

Firmy działające w Polsce powinny mieć jak najlepsze warunki do działania – tak, jak np. firmy na Słowacji, w Estonii czy w Irlandii. Nie da się tego zrobić bez zmiany jednego z najgorszych w ramach państw OECD systemu podatkowego, który zajmuje dzisiaj 36 pozycję na 37 państw. To są dane jeszcze przed wprowadzeniem tak zwanego Polskiego Ładu – który jest systemem blokującym i niweczącym polską przedsiębiorczość. To jest minimum zmian, które rząd powinien wprowadzić, aby odblokować gospodarkę. Najważniejszą zmianą powinno być przywrócenie wolności gospodarczej. W ramach ostatnich rankingów Fraser Institute, w ramach których Centrum Adama Smitha współpracuje przy tworzeniu Indeksu Wolności Gospodarczej na świecie, Polska zajęła ostatnią pozycję w Unii Europejskiej – jeżeli chodzi o poziom wolności gospodarczej.

– Obecnie najważniejsza jest zmiana jakości warunków prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Rząd powinien przyjąć kilka fundamentalnych zasad – po pierwsze, że prawo jest niezmienne i nie ulega pogorszeniu przez okres minimum 10 lat, bo tyle trwają różnego rodzaju inwestycje i ich rozliczanie – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Andrzej Sadowski, Prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Stąd bez zagwarantowania niezmienności prawa w czasie, a przynajmniej jego niepogorszania – bo prawo może się poprawiać – trudno sobie wyobrazić, żeby prywatne inwestycje ruszyły w Polsce. Tymczasem to właśnie prywatne inwestycje powinny tworzyć przyszłość – a nie wydatki publiczne, które jak widać mogą być nierentowne. Można – tak, jak w przypadku Elektrowni w Ostrołęce – wydać miliardy i z tego żadnego pożytku nie ma, jest ewidentna strata dla polskiego podatnika. Po drugie trzeba wreszcie zlikwidować dyskryminację polskich firm w Polsce i zrównać je w prawach z międzynarodowymi korporacjami. Już czas, by zaprzestać praktyki apartheidu gospodarczego, który polega na uprzywilejowaniu międzynarodowych korporacji i jednocześnie pogarszania warunków polskim firmom. Rząd powinien realizować zasadę patriotyzmu gospodarczego, która jest ewidentnie słuszna – podkreśla Sadowski.

Multilango pozyskuje blisko 2 mln zł od EKIPA Investments i Tar Heel Capital Pathfinder

Multilango.com, platforma umożliwiająca pracodawcom oferowanie nauki języków obcych jako benefitu pracowniczego, zakończyła rok w świetnym stylu: startup przekonał do siebie fundusze Tar Heel Capital Pathfinder i Ekipa Investments oraz prywatnego inwestora, którzy zdecydowali się zainwestować w projekt łącznie 1,75 mln zł.

Multilango to platforma dla przedsiębiorców, którzy chcą wyjść naprzeciw oczekiwaniom pracowników i zaoferować im benefit w postaci nauki języków obcych. W ramach abonamentu pracownik może uczyć się jednego lub kilku wybranych przez siebie języków. Nauka odbywa się online w formule jeden na jeden, a nauczycielami są doświadczeni lektorzy dopasowani do potrzeb i poziomu zaawansowania użytkownika.

W tej chwili platforma oferuje dostęp do lektorów szesnastu różnych języków, od angielskiego i niemieckiego do mniej popularnych, takich jak koreański czy japoński. Założyciele Multilango podkreślają jednak, że ta lista będzie się wydłużać.

– Jesteśmy elastyczni i oprócz brania pod uwagę trendów rynkowych poszerzamy ofertę o języki, na które nasi klienci zgłaszają zapotrzebowanie. Informacje zwrotne, jakie od nich otrzymujemy pokazują, że taki rodzaj benefitu jest na rynku bardzo potrzebny. Potwierdzają to badania, według których około dwie trzecie pracowników z pokoleń Y i Z chce mieć możliwość skorzystania z benefitu w postaci nauki języka obcego. A to właśnie te pokolenia do 2025 roku zdominują rynek pracy. – tłumaczy Cezary Chałupa, współtwórca i Chief Commercial Officer w Multilango.

Założyciele startupu Łukasz Skrzypek, Michał Paszko i Cezary Chałupa to przedsiębiorcy z wieloletnim stażem w prywatnym biznesie i korporacjach, z których wynieśli nie tylko doświadczenie w tworzeniu i skalowaniu nowych projektów, ale też liczne obserwacje dotyczące szkoleń oraz benefitów pracowniczych.

– Nauka języków obcych to jeden z niewielu benefitów, które przynoszą korzyści zarówno pracownikowi, jak i pracodawcy. Multilango pozwala nie tylko wprowadzić taką ofertę do organizacji, ale również zadbać o efektywność wydatkowania pieniędzy. – mówi Łukasz Skrzypek, drugi z założycieli i Chief Operating Officer spółki.

Klientami spółki są przede wszystkim średnie i duże przedsiębiorstwa, w tym brandy takie jak Atman, Daimler Trucks Polska czy Canal+.

– Benefity pracownicze stały się nieodłącznym elementem walki o względy pracownika. Nauka języków obcych wyróżnia się tu na tle rynkowych standardów: spotyka się ją rzadziej niż np. świadczenia medyczne czy sportowe i jako jeden z nielicznych rodzajów benefitów niesie za sobą dodatkową wartość dla pracodawcy, pozwalając pracownikowi poszerzać kompetencje przydatne dla organizacji. Multilango odpowiada więc na ważną potrzebę rynku i może pochwalić się doświadczonym zespołem założycielskim, dlatego z przyjemnością zainwestowaliśmy w ten projekt. – komentuje Radosław Czyrko, Partner Zarządzający Tar Heel Capital Pathfinder

Spółka planuje przeznaczyć pozyskane środki w pierwszej kolejności na zwiększenie obecności na rynku i skalowanie sprzedaży, a także na dalszy rozwój funkcjonalności produktu, w tym prace nad wykorzystaniem uczenia maszynowego i funkcji rozpoznawania mowy.

– Wierzymy, że podejście do nauki języków obcych jako korzyści pracowniczej ma ogromny potencjał. Platforma Multilango.com dostarcza narzędzi do skutecznego rozwijania umiejętności językowych pracowników, tym samym tworząc wartość dla firm poprzez promowanie różnorodności i globalnej komunikacji w miejscu pracy. Jesteśmy pewni, że ta oferta zmieni sposób, w jaki korporacje myślą o rozwoju językowym pracowników – mówi Maciej Siemaszko, Partner Zarządzający EKIPA Investments ASI.

Nowi inwestorzy dołączają do funduszu Czysta3.VC, który wcześniej zainwestował w Multilango. Łącznie startup pozyskał dotychczas prawie 3 mln zł finansowania.

Podaż mieszkań na rynku wtórnym się stabilizuje, ale ceny nadal rosną

Dobra informacja dla kupujących jest taka, że w końcówce 2023 r. podaż na rynku wtórnym przestała dramatycznie spadać. Zła, że ostatnie miesiące roku stały pod znakiem dalszych wzrostów cen mieszkań – takie wnioski płyną z podsumowania IV kwartału, które przygotował portal Nieruchomosci-online.pl.

– W 2023 r. ogromnym problemem rynku mieszkaniowego było to, że doszło do silnego zderzenia rosnącego popytu ze spadającą liczbą ogłoszeń. Od kwietnia, z miesiąca na miesiąc, oferta na rynku wtórnym kurczyła się coraz bardziej, co było naturalnie jednym z czynników, przez który rosły też oczekiwania osób sprzedających. Jednak, jak pokazują nasze portalowe dane, w IV kwartale trend ten w końcu zaczął się zmieniać – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.

Czy to zwiastun odbudowy podaży?

Od wiosny, kiedy był już przesądzony start programu Bezpieczny Kredyt 2%, podaż mieszkań na rynku wtórnym zaczęła spadać w tempie 5-6 proc. m/m i taka sytuacja konsekwentnie utrzymywała się z miesiąca na miesiąc aż do września. Sytuacja podażowa ustabilizowała się dopiero w ostatnim kwartale 2023 r. Nie było już takich wahań, a miesięczne korekty podaży w październiku, listopadzie i grudniu wynosiły tylko około jednego procenta.

– Dopiero kolejne miesiące pokażą, czy będzie można mówić najpierw o „uklepywaniu się” podaży, a następnie o jej odbudowie. Nie zapominajmy, że oferta na rynku wtórnym w dalszym ciągu jest ograniczona. W IV kwartale 2023 r. liczba ogłoszeń była o 24 proc. niższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku – dodaje Rafał Bieńkowski.

Dlaczego w końcówce roku podaż zaczęła się stabilizować? Jednym z powodów było na pewno nieco mniejsze zainteresowanie mieszkaniami z drugiej ręki. Przypomnijmy, że w III kwartale popyt był nakręcany przede wszystkim przez startujący program dopłat do kredytów hipotecznych. W IV kwartale efekt BK2% był już nieco mniejszy, chociaż w grudniu wiele osób próbowało jeszcze załapać się na wygaszany program. W efekcie w IV kwartale osoby poszukujące na Nieruchomosci-online.pl nawiązały o blisko 15 proc. mniej kontaktów ze sprzedającymi niż w III kwartale. Ale nawet mimo tego spadku poziom zainteresowania mieszkaniami w końcówce roku był wyraźnie wyższy niż w pierwszej połowie roku, gdy rynek był jeszcze mocno przygaszony.

Niewielki margines na negocjacje

W IV kwartale ub.r. stabilizowała się podaż, ale nie ceny. Dane z miast wojewódzkich wskazują, że średnie ceny ofertowe były prawie wszędzie wyższe niż na koniec III kwartału ub.r.

– Mówimy oczywiście o oczekiwaniach właścicieli mieszkań, ale jak pokazywały nastroje z ostatnich miesięcy, cena ofertowa często była później też transakcyjną, co wynikało ze stosunkowo niewielkiego marginesu na negocjacje. Mało tego, nierzadko dochodziło do licytacji w górę – przypomina Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.

Przeciętna stawka ofertowa za mkw. kawalerki najmocniej wzrosła w ciągu kwartału w największych miastach. W Warszawie i Krakowie było to około 10 proc., a we Wrocławiu 7 proc. k/k. W pozostałych stolicach regionów wahania były mniejsze. Uwagę zwracają stosunkowo niewielkie wzrosty średnich cen w Gdańsku (3 proc.) i Poznaniu (1 proc.). W przypadku mieszkań 1-pokojowych z trendu wzrostu cen wyłamały się cztery miasta wojewódzkie. Średnia cena ofertowa była delikatnie niższa w Olsztynie i Rzeszowie, a praktycznie nie zmieniła się w Lublinie i Kielcach.

W segmencie mieszkań 2-pokojowych w większości miast wojewódzkich średnia cena była w IV kwartale albo umiarkowanie wyższa (2-5 proc. k/k – Białystok, Bydgoszcz, Gdańsk, Lublin, Olsztyn), albo zauważalnie wyższa (6-8 proc. k/k – Kraków, Katowice, Warszawa, Wrocław, Łódź, Poznań, Kielce, Szczecin, Opole, Gorzów Wlkp., Zielona Góra, Toruń). O stabilizacji cen można było mówić tylko w przypadku Rzeszowa.

Na rynku mieszkań 3-pokojowych sytuacja wyglądała podobnie. Średnia cena za mkw. ustabilizowała się tylko w Toruniu. W pozostałych miastach oczekiwania sprzedających były wyższe niż na koniec III kwartału. Największe zmiany były widoczne w Krakowie, Warszawie, Szczecinie, Olsztynie i Zielonej Górze (8-9 proc. k/k).

W rok ceny wzrosły nawet o jedną czwartą

To kolejny kwartał z rzędu, w którym ceny mieszkań z drugiej ręki pozostały na kursie wzrostowym. W efekcie w niektórych miastach roczne wzrosty stawek były bardzo duże.

W przypadku mieszkań 1-pokojowych największy wzrost średniej ceny ofertowej zaobserwowano w Warszawie, Krakowie i Katowicach – ponad 20 proc. r/r. Sporą podwyżkę zanotował także Wrocław (prawie 18 proc. r/r). Najmniejsze roczne wahania w cenach kawalerek były natomiast widoczne w Bydgoszczy, Gorzowie Wlkp., Olsztynie i Rzeszowie (do 5 proc. r/r).

W segmencie mieszkań 2-pokojowych podwyżkowy prym wiedzie Kraków. W stolicy Małopolski średnia cena ofertowa mkw. w ciągu roku podskoczyła o 23 proc. Niewiele mniej, o 21 proc., wzrosła w Warszawie. W większości analizowanych miast roczna zmiana wahała się od 10 do 17 proc. Najbardziej stabilnymi rynkami były w tym czasie Zielona Góra, Bydgoszcz i Olsztyn (5-7 proc. r/r).

O ile w kawalerkach i „dwójkach” w miastach wojewódzkich można było jeszcze spotkać roczne wzrosty wynoszące mniej niż 10 proc., to w mieszkaniach 3-pokojowych takich sytuacji prawie nie było (wyjątkiem była tylko Bydgoszcz z 9-procentową zmianą). Poza Krakowem (24 proc. r/r) i Warszawą (prawie 20 proc. r/r), we wszystkich stolicach średnie ceny mieszkań z drugiej ręki są obecnie o kilkanaście procent wyższe niż przed rokiem.