Zmiany w zarządzie LINK4. Robert Tomaszewski nowym prezesem

Rada Nadzorcza LINK4 SA w wyniku przeprowadzonego postępowania kwalifikacyjnego podjęła 5 grudnia 2025 r. uchwałę w sprawie powołania Roberta Tomaszewskiego w skład zarządu spółki, powierzając mu funkcję prezesa zarządu LINK4 SA pod warunkiem uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego.

Do czasu uzyskania zgody KNF, Rada Nadzorcza powierzyła Robertowi Tomaszewskiemu pełnienie obowiązków prezesa zarządu LINK4 SA w zakresie dopuszczalnym przez stosowne przepisy. Uchwała weszła w życie z chwilą podjęcia. Powołanie następuje od 1 stycznia 2026 r. na okres wspólnej kadencji, obejmującej 2 pełne lata obrotowe 2026-2027.

Robert Tomaszewski jest menedżerem z ponad 25-letnim doświadczeniem w branży ubezpieczeniowej, posiadającym doskonałe kompetencje w obszarze inżynierii finansowej firmy, aspektach produktowych, technologicznych i marketingowych.

Przez większą część swojej kariery zawodowej związany był z T.U. ERGO Hestia SA, gdzie pełnił m.in. funkcję Dyrektora Zarządzającego ds. Sprzedaży, Dyrektora Zarządzającego ds. Ubezpieczeń Detalicznych oraz Dyrektora Biura Likwidacji Szkód – Analizy.

Był odpowiedzialny m.in. za wdrożenie w 2003 r. systemu Uranos –  jednego z najlepiej ocenianych i funkcjonujących do dziś narzędzi IT, opracowanie systemów motywacyjnych dla underwriterów i likwidatorów szkód oraz implementację platform sprzedaży iHestia i Jupiter dla agentów. W 2018 r. z powodzeniem rozpoczął budowę dynamicznego pricingu w ERGO Hestia. W 2021 r. wdrożył w sieci agencyjnej pierwszy na rynku ubezpieczeniowym program certyfikacji.

Robert Tomaszewski jest absolwentem Uniwersytetu Gdańskiego na kierunku informatyka i ekonometria ze specjalizacją statystyka ubezpieczeniowa oraz studiów podyplomowych z rachunkowości w Wyższej Szkole Finansów i Rachunkowości w Sopocie.

Chiny umieściły na orbicie pierwszą komercyjną eksperymentalną kapsułę kosmiczną

Chiny wykonały kolejny krok w rozwoju swojego komercyjnego sektora kosmicznego. W sobotę rano z Centrum Startów Satelitarnych Jiuquan w północno-zachodniej części kraju wystartowała rakieta nośna Kuaizhou-11 Y8, która pomyślnie umieściła na orbicie pierwszą w historii Chin komercyjną eksperymentalną kapsułę kosmiczną.

Rakieta na paliwo stałe została wystrzelona o godzinie 9:08 czasu pekińskiego i wyniosła na zaplanowane orbity dwa ładunki. Głównym elementem misji był eksperymentalny statek kosmiczny DEAR-5, opracowany przez prywatną firmę AZSpace z siedzibą w Pekinie. Drugim ładunkiem był satelita Xiwang-5 Phase-2, zbudowany przez Chińską Akademię Technologii Kosmicznej.

Kamień milowy dla komercyjnego sektora kosmicznego

Statek DEAR-5, którego nazwa jest skrótem od „Discovery, Exploration, Advance and Reentry” (Odkrycie, Eksploracja, Postęp i Powrót), stanowi pierwszą komercyjnie opracowaną w Chinach platformę orbitalną zdolną do transportu i obsługi ładunków eksperymentalnych. Cylindryczna kapsuła została zaprojektowana do pracy na orbicie przez co najmniej rok i przewozi 34 ładunki badawcze przygotowane przez uniwersytety, instytuty naukowe oraz firmy prywatne.

DEAR-5 dysponuje ładownością do 300 kilogramów oraz przestrzenią ładunkową o objętości 1,8 metra sześciennego. W trakcie misji będzie prowadzić eksperymenty m.in. z zakresu mikrograwitacji, nauk o życiu w kosmosie, inżynierii materiałowej oraz medycyny lotniczej. Statek wyposażono w inteligentny system zarządzania ładunkiem, zdolny do obsługi ponad 100 eksperymentów orbitalnych, a także w zestaw instrumentów badawczych, w tym kamerę optyczną, czujniki środowiska kosmicznego oraz urządzenie do uprawy roślin w warunkach kosmicznych.

Jak podkreślił przewodniczący AZSpace Zhang Xiaomin, kapsuła ma „funkcjonować jednocześnie jako laboratorium kosmiczne dla naukowców, orbitalna fabryka dla przedsiębiorców oraz system logistyczny wspierający stację kosmiczną”.

Rozbudowa zdolności startowych Chin

Sobotni start był czwartą misją rakiety Kuaizhou-11, produkowanej przez państwowy koncern China Aerospace Science and Industry Corporation. Rakieta o wysokości 25 metrów jest w stanie wynieść do jednej tony ładunku na orbitę heliosynchroniczną na wysokości około 700 kilometrów. Po nieudanym locie inauguracyjnym w lipcu 2020 roku, Kuaizhou-11 powróciła do regularnych misji po udanym starcie w grudniu 2022 roku.

Był to jednocześnie 86. orbitalny start Chin w 2025 roku, co potwierdza rekordowe tempo rozwoju krajowego programu kosmicznego. Tegoroczna liczba startów już przekroczyła wcześniejsze roczne rekordy.

Według oficjalnych danych, wartość chińskiego komercyjnego rynku kosmicznego ma w 2025 roku przekroczyć 2,5 biliona juanów (około 344 miliardy dolarów). W sektorze działa obecnie ponad 600 firm. W listopadzie Narodowa Administracja Kosmiczna Chin powołała specjalny Departament Kosmonautyki Komercyjnej, którego zadaniem jest nadzór nad dynamicznie rozwijającym się przemysłem.

Ostrzeżenia NATO o Rosji wywołują ostrą reakcję Moskwy

Kreml skrytykował w niedzielę sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego za apel do państw sojuszu, by przygotowywały się na możliwość wojny na dużą skalę z Rosją. Moskwa uznała te słowa za nieodpowiedzialne i przekonywała, że świadczą o „zapomnieniu” okropności II wojny światowej. Ostra reakcja padła trzy dni po wystąpieniu Ruttego w Berlinie, w którym ostrzegł, że NATO powinno być gotowe na konflikt „na skalę wojny, którą przeżyli nasi dziadkowie lub pradziadkowie”.

– Wygląda to na wypowiedź przedstawiciela pokolenia, któremu udało się zapomnieć, jak naprawdę wyglądała II wojna światowa – powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow w rozmowie z Pawłem Zarubinem, reporterem rosyjskiej telewizji państwowej. – Nie mają o tym pojęcia, a niestety pan Rutte, wygłaszając takie nieodpowiedzialne oświadczenia, po prostu nie rozumie, o czym mówi – dodał.

Wystąpienie Ruttego z 11 grudnia, wygłoszone podczas wydarzenia Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w Berlinie, należało do jego najbardziej stanowczych ostrzeżeń od objęcia funkcji szefa NATO. – Jesteśmy kolejnym celem Rosji. I już jesteśmy zagrożeni – mówił, oceniając, że Moskwa może być gotowa do użycia siły militarnej przeciwko państwom sojuszu w perspektywie pięciu lat. Słowa te padły w czasie, gdy prezydent USA Donald Trump prowadzi negocjacje mające doprowadzić do zakończenia trwającej niemal cztery lata inwazji Rosji na Ukrainę.

Szef NATO wezwał jednocześnie sojuszników do szybkiego zwiększenia wydatków obronnych, tak aby osiągnąć cel 5 proc. PKB uzgodniony na szczycie w czerwcu w Hadze. Ostrzegł, że „zbyt wielu jest po cichu zadowolonych”, a „zbyt wielu wierzy, że czas działa na naszą korzyść”. Wskazał też na nasilające się działania hybrydowe Rosji wobec państw NATO, w tym naruszenia przestrzeni powietrznej, cyberataki oraz przypadki sabotażu infrastruktury.

Kreml konsekwentnie odrzuca oskarżenia, jakoby Rosja planowała atak na członków NATO, określając je jako „nonsens” mający podsycać antyrosyjskie nastroje w Europie. Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow mówił 11 grudnia, że Moskwa nie ma agresywnych planów wobec sojuszu, a nawet zaproponował udzielenie pisemnych gwarancji. Wcześniej w grudniu prezydent Władimir Putin przekonywał, że Rosja nie dąży do wojny z Europą, jednocześnie ostrzegając, że ewentualny konflikt wywołany przez europejskie mocarstwa „zakończyłby się bardzo szybko”.

Europejscy i ukraińscy przywódcy utrzymują natomiast, że zwycięstwo Rosji na Ukrainie mogłoby ośmielić Moskwę do testowania spójności sojuszu i zwiększyć ryzyko agresji wobec terytorium NATO. Rosja odpowiada, że to rozszerzanie NATO na wschód stanowi zagrożenie dla jej bezpieczeństwa.

Programowanie bez programistów? AI no-code wchodzi do mainstreamu

Rynek platform AI typu no-code szykuje się na dynamiczny wzrost. Zgodnie z analizą opublikowaną 12 grudnia przez firmę badawczą MarketsandMarkets™, jego wartość ma wzrosnąć z 4,9 mld dolarów w 2024 roku do 24,7 mld dolarów w 2029 roku. Oznacza to średnioroczne tempo wzrostu (CAGR) na poziomie 38,2 proc., napędzane rosnącym zapotrzebowaniem na narzędzia sztucznej inteligencji dostępne także dla użytkowników bez zaplecza technicznego.

Platformy no-code umożliwiają tworzenie aplikacji opartych na AI bez konieczności pisania kodu, wykorzystując interfejsy typu „przeciągnij i upuść” oraz wizualne modele przepływu pracy. Dzięki temu zaawansowane technologie – takie jak przetwarzanie języka naturalnego, widzenie komputerowe, uczenie głębokie czy analityka predykcyjna – trafiają do firm i zespołów, które dotąd były wykluczone z ich wdrażania. Zmiana ta jest widoczna w wielu sektorach, m.in. w ochronie zdrowia, finansach, handlu detalicznym i przemyśle.

Tworzenie aplikacji AI wymaga wydajnego sprzętu. Morele.net oferuje komputery stacjonarne z najnowszymi procesorami i kartami graficznymi, które sprawdzą się zarówno w profesjonalnym programowaniu, jak i w pracy kreatywnej.

Treść sponsorowana

Wzrost znaczenia „obywatelskich deweloperów”

Rozwój platform no-code sprzyja rosnącej roli tzw. deweloperów obywatelskich, czyli pracowników nietechnicznych, którzy samodzielnie budują aplikacje na potrzeby swoich organizacji. Według prognoz Forrester, już w 2025 roku mogą oni odpowiadać za około 30 proc. aplikacji automatyzujących procesy z wykorzystaniem generatywnej AI. Platformy te obsługują różne typy danych – tekst, obrazy, wideo czy dźwięk – upraszczając realizację zadań takich jak analiza nastrojów czy rozpoznawanie obrazów.

Rynek przyciąga największych graczy technologicznych

Segment AI no-code staje się obszarem intensywnej konkurencji największych firm technologicznych. Na rynku aktywne są m.in. IBM, Microsoft, Google, Amazon Web Services i Salesforce, a także wyspecjalizowani dostawcy tacy jak C3 AI, H2O.ai, DataRobot, Dataiku czy Qlik. Na początku 2025 roku IBM ogłosił rozszerzenie funkcji AI w swojej platformie no-code, natomiast Microsoft wzmocnił integrację sztucznej inteligencji w ramach Power Platform.

Chatboty i automatyzacja napędzają adopcję

Największy udział w rynku mają chatboty i wirtualni asystenci, wykorzystywani głównie w obsłudze klienta. Coraz większe znaczenie zyskują również narzędzia do automatyzacji procesów, predykcyjnej oceny klientów czy analizy obrazu. Szczególnie szybko rozwiązania no-code AI przyjmują się w sektorze bankowym, finansowym i ubezpieczeniowym, gdzie są wykorzystywane m.in. do oceny ryzyka kredytowego, wykrywania nadużyć oraz automatyzacji procesów bez angażowania dużych zespołów IT.

Na rynku pojawiają się także nowe platformy. Przykładem jest CodeFlying firmy KuaFuAI, która deklaruje ponad 500 tys. twórców i milion wygenerowanych aplikacji. Narzędzie pozwala tworzyć kompletne aplikacje – wraz z zapleczem administracyjnym – na podstawie poleceń w języku naturalnym. Według danych spółki system wygenerował już łącznie 16 mld linii kodu.

Szacunki dotyczące skali rynku różnią się w zależności od źródła. Grand View Research ocenia, że wartość rynku platform AI no-code wyniosła 4,28 mld dolarów w 2024 roku i może wzrosnąć do 44,15 mld dolarów do 2033 roku, przy średniorocznym wzroście na poziomie 30,2 proc. Rozbieżności w prognozach podkreślają jednak jedno: rynek pozostaje dynamiczny i wciąż znajduje się we wczesnej fazie rozwoju.

EBC zmienia podejście do testów warunków skrajnych. Banki same wskażą scenariusze ryzyka

Europejski Bank Centralny poinformował w piątek, że w 2026 roku przeprowadzi odwrócony test warunków skrajnych skoncentrowany na ryzyku geopolitycznym, obejmujący 110 banków bezpośrednio nadzorowanych w strefie euro. Każda instytucja zostanie zobowiązana do wskazania scenariuszy geopolitycznych, które mogłyby doprowadzić do spadku jej kapitału podstawowego Tier 1 (CET1) o co najmniej 300 punktów bazowych. EBC podkreśla, że jest to odpowiedź na rosnące znaczenie napięć politycznych, konfliktów regionalnych oraz fragmentacji handlu dla stabilności systemu finansowego. Ćwiczenie stanowi istotną zmianę w podejściu nadzorczym banku centralnego.

Wyniki testu mają zostać opublikowane latem 2026 roku i będą uwzględnione w Procesie Przeglądu i Oceny Nadzorczej (SREP). Nie przełożą się one jednak bezpośrednio na formalne wymogi kapitałowe. Zidentyfikowane słabości wpłyną natomiast na ocenę buforów kapitałowych, które banki muszą utrzymywać ponad minima regulacyjne. Celem jest wzmocnienie odporności instytucji finansowych poprzez lepsze rozpoznanie ich indywidualnych podatności na ryzyka geopolityczne.

Odwrócony test warunków skrajnych różni się zasadniczo od tradycyjnych ćwiczeń tego typu. Zamiast otrzymywać od regulatora wspólny scenariusz, banki same będą musiały opracować zdarzenia geopolityczne prowadzące do z góry określonej skali strat kapitałowych. EBC zaznaczył, że takie podejście zmusza instytucje do dogłębnej analizy własnych modeli biznesowych i specyficznych źródeł ryzyka. Banki będą również raportować potencjalny wpływ tych scenariuszy na płynność oraz warunki finansowania.

Nowy test uzupełni przeprowadzony w 2025 roku test warunków skrajnych Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego, który opierał się na jednolitym scenariuszu dla wszystkich uczestników. Tamto ćwiczenie wykazało średni spadek wskaźnika CET1 o około 370 punktów bazowych, a mimo to banki europejskie zachowały relatywnie wysoką odporność kapitałową. EBC podkreśla jednak, że rosnąca złożoność zagrożeń geopolitycznych wymaga bardziej zindywidualizowanego podejścia.

Ryzyko geopolityczne zostało wskazane jako jeden z głównych priorytetów nadzorczych EBC na lata 2026–2028. Przewodnicząca Rady Nadzorczej EBC Claudia Buch zaznaczyła wcześniej w Parlamencie Europejskim, że banki muszą być w stanie zidentyfikować scenariusze, które mogłyby poważnie zagrozić ich wypłacalności. Konflikt rosyjsko-ukraiński, napięcia na Bliskim Wschodzie oraz bariery handlowe wynikające z ceł i sankcji tworzą środowisko podwyższonej niepewności. Zdaniem EBC czynniki te oddziałują na sektor bankowy poprzez rynki finansowe, realną gospodarkę oraz ryzyko operacyjne.

Test zostanie przeprowadzony w ramach istniejących wewnętrznych procesów oceny adekwatności kapitałowej banków, aby ograniczyć koszty i obciążenia administracyjne. Instytucje będą korzystać głównie z już funkcjonujących szablonów raportowych, bez konieczności tworzenia nowych systemów sprawozdawczych. EBC liczy, że takie rozwiązanie pozwoli pogłębić analizę ryzyk geopolitycznych przy zachowaniu efektywności nadzoru.

Cios w Shein i Temu. UE wprowadza cło na tanie przesyłki z Chin

Unia Europejska od 1 lipca 2026 roku zacznie pobierać stałe cło w wysokości 3 euro od przesyłek o wartości poniżej 150 euro pochodzących z krajów trzecich. Nowe rozwiązanie uderzy przede wszystkim w chińskie platformy e-commerce, takie jak Shein i Temu, które odpowiadają za zdecydowaną większość drobnych przesyłek trafiających na unijny rynek. Opłata ma charakter przejściowy i będzie obowiązywać do momentu uruchomienia docelowego systemu celnego opartego na Centrum Danych Celnych UE, planowanego na połowę 2028 roku.

Porozumienie w tej sprawie ministrowie finansów państw UE osiągnęli podczas spotkania w Brukseli 12 listopada 2025 roku, przyspieszając tym samym proces reformy w porównaniu z pierwotnymi planami zniesienia zwolnienia celnego typu „de minimis”. Skala zjawiska, z którym mierzy się Unia, jest bezprecedensowa. Według danych Komisji Europejskiej w 2024 roku do UE trafiło 4,6 mld paczek o wartości poniżej 150 euro, co oznacza napływ ponad 145 przesyłek na sekundę. Aż 91 proc. z nich pochodziło z Chin.

Statystyki pokazują gwałtowną dynamikę wzrostu. W 2022 roku liczba takich przesyłek wynosiła 1,4 mld, rok później 2,3 mld, by w 2024 roku ponad dwukrotnie przekroczyć ten poziom. Komisja Europejska spodziewa się dalszego zwiększania wolumenu, jeśli nie zostaną wprowadzone dodatkowe bariery regulacyjne i finansowe.

Obecnie paczki o wartości do 150 euro są zwolnione z cła, choć podlegają podatkowi VAT i procedurom deklaracyjnym. Zdaniem instytucji unijnych system ten faworyzuje sprzedawców spoza UE kosztem europejskich detalistów, którzy muszą spełniać bardziej rygorystyczne wymogi prawne, podatkowe i środowiskowe. Stała opłata celna ma – według Komisji – wyrównać warunki konkurencji między handlem internetowym a tradycyjną sprzedażą detaliczną.

Komisarz UE ds. handlu Maroš Šefčovič podkreśla, że wprowadzenie jednolitej opłaty w wysokości 3 euro za paczkę zwiększy konkurencyjność europejskich firm i ograniczy masowy napływ tanich produktów spoza Wspólnoty. Decyzję pozytywnie oceniły także niektóre państwa członkowskie. Francuski minister finansów Roland Lescure określił ją jako „duże zwycięstwo Unii Europejskiej”.

Oprócz argumentów ekonomicznych istotną rolę odegrały kwestie bezpieczeństwa konsumentów. Organizacje konsumenckie wskazują, że znaczna część produktów sprzedawanych przez platformy takie jak Shein i Temu nie spełnia unijnych norm. Testy wykazały m.in. obecność niebezpiecznych substancji chemicznych w zabawkach, ryzyko zadławienia związane z małymi elementami, wadliwe ładowarki USB grożące pożarem oraz biżuterię zawierającą kadm i ołów w stężeniach wielokrotnie przekraczających dopuszczalne limity.

Unijne cło w wysokości 3 euro ma charakter rozwiązania pomostowego. Docelowo UE planuje pełne zniesienie zwolnienia celnego dla przesyłek o niskiej wartości i objęcie wszystkich paczek standardowymi stawkami celnymi, zależnymi od rodzaju towaru. Ma to być możliwe po uruchomieniu Centrum Danych Celnych UE oraz nowej Agencji Celnej UE, co według obecnego harmonogramu nastąpi w 2028 roku. Reformę poparł również Parlament Europejski w rezolucji z lipca 2025 roku dotyczącej bezpieczeństwa produktów w handlu elektronicznym.

Chiński regulator rynku reaguje na wojnę cenową w branży motoryzacyjnej

Chiński główny regulator rynku (SAMR) opublikował w piątek projekt wytycznych, które mają ograniczyć trwającą od trzech lat wojnę cenową w krajowej branży motoryzacyjnej. Państwowa Administracja Regulacji Rynku wskazuje, że nasilająca się konkurencja cenowa szkodzi stabilności sektora i może wzmacniać presję deflacyjną w drugiej największej gospodarce świata. Dokument dotyczy zarówno producentów aut, jak i praktyk cenowych w szerszym łańcuchu dostaw. Projekt został skierowany do konsultacji publicznych, które potrwają do 22 grudnia.

Wytyczne pod nazwą „Wytyczne dotyczące zgodności zachowań cenowych w przemyśle motoryzacyjnym” zakładają m.in. zakaz sprzedaży pojazdów poniżej kosztów produkcji. Regulator oczekuje też wprowadzenia kompleksowych systemów zarządzania cenami, obejmujących sprzedaż aut, usługi finansowe oraz relacje z dealerami. Zastrzeżono, że firmy stosujące sprzedaż poniżej kosztów w celu eliminowania konkurentów lub monopolizowania rynku mogą być narażone na „znaczące ryzyko prawne”. Jednocześnie w projekcie nie wskazano konkretnych kar za naruszenia.

Propozycje spotkały się z pozytywnym odbiorem części branży, w tym największych producentów, takich jak BYD i Xpeng. Spółki te zadeklarowały wzmocnienie działań na rzecz zgodności z regulacjami oraz unikanie oszustw cenowych i nieuczciwej konkurencji. Wsparcie dla interwencji pojawia się w sytuacji, gdy długotrwała wojna cenowa obniżyła rentowność sektora, a dealerzy odnotowują rosnące straty. Chińskie Stowarzyszenie Dealerów Samochodowych informowało o stratach detalicznych rzędu 177,6 mld juanów w pierwszych 11 miesiącach 2024 roku.

Regulator odnosi się też do zjawiska określanego w Chinach jako „inwolucja”, rozumianego jako hiperkonkurencyjny „wyścig na dno”. Tylko w pierwszych czterech miesiącach 2025 roku ceny obniżono dla ponad 60 modeli, a w niektórych przypadkach cięcia przekraczały 30%. Marże zysku w całej branży spadły do 3,9% w pierwszym kwartale 2025 roku, poniżej średniej dla sektora produkcyjnego. Jednocześnie ponad połowa dealerów działała ze stratą w pierwszej połowie roku.

Projekt wytycznych obejmuje praktyki cenowe w całym łańcuchu dostaw – od producentów samochodów po dostawców części. Z jednej strony wymaga poszanowania autonomii dealerów w zakresie ustalania cen, z drugiej kładzie nacisk na przejrzyste ujawnianie opłat, m.in. za funkcje wymagające płatnego odblokowania. Regulacje mają też przeciwdziałać nieuzasadnionemu zawyżaniu cen przez producentów części podczas zakłóceń w łańcuchach dostaw. Chińskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów oceniło, że proponowane zasady mogą zwiększyć przejrzystość cen, poprawić stabilność łańcucha dostaw i chronić długoterminowe interesy konsumentów.

Tureckie statki trafione w ukraińskich portach po rozmowach Erdoğana z Putinem

Siły rosyjskie przeprowadziły w piątek atak rakietowy i dronowy na dwa ukraińskie porty w obwodzie odeskim, uszkadzając trzy statki należące do tureckich armatorów i raniąc co najmniej jedną osobę – poinformowali ukraińscy urzędnicy oraz źródła zaznajomione ze sprawą.

Uderzenia były wymierzone w porty Czarnomorsk i Odessa. Prom Cenk T, należący do tureckich właścicieli, stanął w płomieniach po trafieniu podczas postoju w porcie Czarnomorsk. Jak przekazała turecka firma żeglugowa Cenk Shipping, statek – przewożący świeże owoce, warzywa oraz inne artykuły spożywcze na trasie z tureckiego Karasu do Odessy – został trafiony około godziny 16.00 czasu lokalnego. Rzecznik ukraińskiej marynarki wojennej potwierdził w rozmowie z agencją Reuters, że w wyniku ataków uszkodzone zostały łącznie trzy statki należące do tureckich armatorów, nie ujawniając jednak szczegółów dotyczących pozostałych jednostek.

„Rosja przeprowadziła atak rakietowy na cywilną infrastrukturę portową w obwodzie odeskim” – oświadczył ukraiński minister ds. odbudowy Ołeksij Kuleba. Dodał, że w porcie w Odessie ranny został pracownik prywatnej firmy, a jeden z dźwigów kontenerowych uległ uszkodzeniu. Tureckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło trafienie statku należącego do tureckiego armatora, zaznaczając jednocześnie, że żaden obywatel Turcji nie odniósł obrażeń.

Atak nastąpił zaledwie kilka godzin po spotkaniu prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w Turkmenistanie. Podczas rozmów Erdogan apelował do Putina o zgodę na „ograniczone zawieszenie broni”, obejmujące wstrzymanie ataków na porty i infrastrukturę energetyczną. Czas przeprowadzenia uderzenia wywołał w Ankarze nowe apele o zaprzestanie ataków na infrastrukturę portową Ukrainy.

Piątkowy atak wpisuje się w narastające napięcia na Morzu Czarnym. Wcześniej, 2 grudnia, Władimir Putin groził, że „odetnie Ukrainę od morza” w odpowiedzi na ukraińskie ataki dronów morskich na rosyjskie tankowce. W dniach 28–29 listopada ukraińskie drony uderzyły w dwa objęte sankcjami rosyjskie tankowce – Kairos i Virat – gdy jednostki te kierowały się po załadunek ropy na rynki zagraniczne.

„Najbardziej radykalnym rozwiązaniem byłoby odcięcie Ukrainy od morza, co w zasadzie uniemożliwiłoby piractwo” – mówił Putin w telewizyjnym wystąpieniu, zapowiadając możliwość nasilenia ataków na ukraińskie obiekty portowe i statki.

Trzy główne porty czarnomorskie w obwodzie odeskim stanowią kluczowe zaplecze gospodarcze Ukrainy, jednego z największych światowych eksporterów surowców i produktów rolnych. Według danych ukraińskiego resortu infrastruktury od lutego 2022 roku rosyjskie ataki doprowadziły do uszkodzenia lub zniszczenia blisko 400 elementów infrastruktury portowej oraz ponad 30 statków.

Ukraińskie siły powietrzne potwierdziły, że w piątkowym ataku użyto zarówno rakiet, jak i dronów. Prezydent Wołodymyr Zełenski ocenił, że uderzenie to jest kolejnym dowodem na to, iż Rosja prowadzi „wojnę wymierzoną w niszczenie normalnego życia na Ukrainie”.

ChatGPT otrzyma specjalny tryb +18. OpenAI potwierdza termin wdrożenia

OpenAI potwierdziło w czwartek, że ChatGPT otrzyma „tryb dla dorosłych” w pierwszym kwartale 2026 roku. Funkcja będzie dostępna wyłącznie dla zweryfikowanych użytkowników powyżej 18. roku życia i umożliwi dostęp do mniej ograniczonych treści. Ogłoszenie pojawiło się podczas prezentacji nowego modelu GPT-5.2, wyznaczając pierwszy konkretny termin wdrożenia zapowiadanej wcześniej opcji. Prezes Sam Altman sugerował już na początku roku, że firma przygotowuje bardziej elastyczny system kontroli treści.

Dyrektor generalna OpenAI ds. aplikacji, Fidji Simo, poinformowała, że firma chce najpierw dopracować technologię przewidywania wieku użytkowników. System ma automatycznie oceniać, czy dana osoba jest niepełnoletnia, analizując wzorce zachowania i aktywności. Zabezpieczenia mają działać domyślnie na korzyść ochrony młodszych użytkowników. Według Simo decyzja o udostępnieniu trybu dla dorosłych zapadnie dopiero po pełnym przetestowaniu tych mechanizmów.

OpenAI prowadzi obecnie testy systemu przewidywania wieku w kilku krajach. Model analizuje m.in. godziny korzystania z aplikacji, charakter aktywności i historię konta, aby oszacować wiek użytkownika. Jeśli system nie ma pewności, automatycznie włącza bardziej restrykcyjne filtry treści. Błędnie oznaczone osoby dorosłe będą mogły potwierdzić swój wiek poprzez zewnętrzną usługę Persona.

Weryfikacja wieku będzie wymagała przesłania dokumentu tożsamości oraz wykonania krótkiej procedury selfie z rozpoznawaniem twarzy. Podczas procesu użytkownik musi obrócić głowę w lewo i prawo, aby system mógł zweryfikować geometrię twarzy. OpenAI podkreśla, że dane wykorzystywane w procesie będą przetwarzane wyłącznie na potrzeby potwierdzenia wieku. Funkcja ta ma stanowić kluczowy element nowej polityki bezpieczeństwa treści.

Wprowadzenie trybu dla dorosłych następuje po wcześniejszych regulacjach dotyczących treści wrażliwych, szczególnie tych związanych ze zdrowiem psychicznym. Firma zaostrzyła swoje zasady po pozwach zarzucających, że ChatGPT mógł przyczyniać się do kryzysów psychicznych. W październiku Sam Altman ogłosił, że ograniczenia zostały wzmocnione jako działanie prewencyjne, ale firma chce stopniowo je równoważyć. Zapowiedział także podejście polegające na „traktowaniu dorosłych jak dorosłych”.

Altman podkreślał na platformie X, że OpenAI „zwiększy elastyczność systemu” w przypadku użytkowników pełnoletnich. Jednocześnie firma utrzyma surowe zabezpieczenia dla osób poniżej 18. roku życia. Nowy tryb ma być częścią szerszego pakietu funkcji kontrolujących wiek użytkowników. OpenAI zapewnia, że priorytetem pozostaje bezpieczeństwo, przejrzystość i zgodność regulacyjna.

Złoty najmocniejszy w regionie, metale szlachetne biją rekordy

Drugi tydzień grudnia ma szansę skończyć się całkiem pozytywnym sentymentem na wielu rynkach. Polski złoty pozostaje silny, momentami nawet wbrew otoczeniu. Złoto pozazdrościło srebru i coraz śmielej zerka na historyczne szczyty. Kolejny pakiet danych z Wielkiej Brytanii potwierdza problemy tamtejszej gospodarki, a to nie pomaga funtowi.

Ulubieńcy inwestorów: PLN i metale

Piątkowy handel na rynkach kapitałowych wciąż przebiega pod dyktando byków, ale na części parkietów zwyżki stają się coraz bardziej kosmetyczne. W Azji sesja zamknęła się jeszcze mocno, Hongkong zyskał 1,7%, a Tokio 1,4%. W Europie po godz. 14 króluje kolor zielony, ale z biegiem czasu kierunek staje się coraz mniej pewny. Paryż, Mediolan i Madryt rosną o 0,5%, ale już Londyn, Frankfurt czy Amsterdam są blisko punktu odniesienia. Kontrakty na Wall Street wskazują na możliwość negatywnego otwarcia za oceanem. W tym otoczeniu bardzo dobrze performuje Warszawa, gdzie WIG20 idzie w górę o blisko 1% (ale tutaj głównym „winowajcą” jest spółka LPP, która po publikacji wyników wystrzeliła o blisko 13%!).

Coraz bardziej rozgrzany jest rynek metali szlachetnych. Kontrakty na srebro przebiły 64 USD za uncję, tym samym ustanawiając po raz kolejny w ostatnich dniach historyczny rekord. Wreszcie srebru pozazdrościło złoto, którego kontrakty dziś po raz pierwszy od połowy października wyszły powyżej 4300 USD za uncję. Wyjątkowo spokojnie wygląda handel na ropie naftowej – i to pomimo rosnących napięć wokół Wenezueli, która mimo licznych sankcji pozostaje wciąż jednym z kluczowych dostawców surowca. Za baryłkę odmiany Brent trzeba płacić ponad 61 USD.

Wreszcie rynek walutowy, gdzie dolar amerykański przynajmniej chwilowo zatrzymał swój trend osłabienia. Na kursie EUR/USD wytrzymał opór przy 1,176 $, gdzie wypadały maksima z początku października. Eurodolar skorygował się do okolic 1,173 $, ale już w tym miejscu napotkał wsparcie, które ostatecznie może wprowadzić główną parę globu w lokalną konsolidację. W dalszym ciągu w doskonałej dyspozycji znajduje się polski złoty, który nie oddaje pola mimo lekko mocniejszego USD na szerokim rynku. Warto podkreślić, że PLN w trakcie piątkowej sesji znacząco wyróżnia się na tle innych walut regionu, które solidarnie tracą (Węgry pokazały spodziewane, ale bardzo słabe dane o produkcji przemysłowej, za to w Rumunii inflacja utrzymuje się blisko 10% rdr). Kurs euro nie oddala się od 4,22 zł, kurs dolara balansuje na psychologicznym poziomie 3,60 zł, a kurs franka zszedł poniżej 4,53 zł.

GBP pod presją danych i BoE

Pakiet danych makro z Wielkiej Brytanii nie zachwycił. Wręcz można pokusić się o tezę, że był kolejnym dowodem na trudności, z którymi zmaga się tamtejsza gospodarka. Zacznijmy jednak od jedynego odczytu, który okazał się lepszy od prognoz. Mowa o produkcji przemysłowej, która w październiku w ujęciu miesięcznym wzrosła o 1,1%. Wciąż lepiej od oczekiwań, ale mimo wszystko pod kreską znalazł się ten sam wskaźnik w ujęciu rocznym (-0,8%). Reszta publikacji nie zdołała wypełnić rynkowego konsensusu, a najbardziej w oczy rzuca się miesięczne tempo PKB (Brytyjczycy podają wzrost gospodarczy również w takim wydaniu), które w październiku rok do roku wyniosło +1,1% (przy spodziewanym odbiciu do +1,4%). Dzisiejsze odczyty jeszcze mocniej uwiarygodniają opcję obniżki stóp procentowych o 25 pb na posiedzeniu Banku Anglii, które zakończy się 18 grudnia. Niepewność co do tego scenariusza bazowego ogniskuje się jedynie wokół podziałów w gremium decyzyjnym, które przy ostatniej okazji utrzymało koszt kredytu stosunkiem głosów 5-4. Obawy bankierów koncentrują się oczywiście na uporczywej inflacji, która w przyszłym roku w dalszym ciągu nie ma zejść poniżej 3%. GBP słabnie dziś na szerokim rynku, ale można to uznać za kontynuację wcześniej rozpoczętych ruchów. Kurs GBP/USD siłuje się ze wsparciem w okolicy 1,337 $, kurs EUR/GBP dobija do 0,877 ₤, a kurs GBP/PLN balansuje na 4,82 zł.

Włochy wprowadzają dodatkową opłatę 2 euro na paczki spoza UE

Włoski rząd zapowiedział wprowadzenie nowej opłaty w wysokości 2 euro na przesyłki o niskiej wartości pochodzące spoza Unii Europejskiej. Premier Giorgia Meloni podkreśla, że rozwiązanie to ma zwiększyć wpływy do budżetu państwa i pomóc w sfinansowaniu korekt w ustawie budżetowej. Jednocześnie nowe regulacje są wymierzone w zagraniczne platformy e-commerce, takie jak Shein czy Temu, które – zdaniem władz – zalewają włoski rynek tanimi produktami.

Z dokumentów parlamentarnych wynika, że opłata obejmie przesyłki o wartości do 150 euro wysyłane spoza UE. Rzym szacuje, że w 2026 roku przyniesie ona 122,5 mln euro dodatkowych dochodów, a od 2027 roku wpływy mogą wzrosnąć do około 245 mln euro rocznie.

Rząd tłumaczy wprowadzenie nowego obciążenia gwałtownym wzrostem importu tanich towarów spoza Unii, głównie z Chin. W 2024 roku unijne służby celne obsłużyły około 4,6 mld przesyłek o niskiej wartości, z czego aż 91 proc. pochodziło z Chin. Oznacza to niemal dwukrotny wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim.

Według władz w Rzymie tak duża skala importu wywiera silną presję konkurencyjną na włoskie firmy, szczególnie z branży odzieżowej i tekstylnej. Nowa opłata ma poprawić warunki funkcjonowania lokalnych producentów, którzy muszą konkurować z towarami sprzedawanymi po cenach znacznie niższych niż koszty europejskiej produkcji.

Zapowiadane zmiany wpisują się w szerszy europejski trend zaostrzania przepisów dotyczących importu tanich produktów. 13 listopada 2025 roku Rada Europejska osiągnęła porozumienie w sprawie zniesienia progu de minimis, który obecnie zwalnia z ceł przesyłki o wartości poniżej 150 euro.

Śledztwo ws. budowy lotniska w Radomiu. Nieuzasadnione wydatki i szkoda majątkowa

Prokuratura Regionalna w Lublinie wszczęła śledztwo w sprawie budowy Portu Lotniczego Warszawa–Radom. Postępowanie ma ustalić, czy decyzje podejmowane w latach 2017–2023 doprowadziły do powstania szkody majątkowej w spółce Polskie Porty Lotnicze, przekraczającej 812,5 mln zł. Śledztwo rozpoczęto na podstawie zawiadomienia złożonego przez samo PPL, które uznało, że środki przeznaczone na rozbudowę lotniska wydatkowano bez uzasadnienia ekonomicznego, mimo analiz wskazujących na nieopłacalność projektu i jego oparcie na nierealnych, czysto teoretycznych założeniach.

Zawiadomienie obejmuje działania dwóch byłych prezesów PPL: Mariusza Szpikowskiego, kierującego spółką w latach 2016–2020, oraz Stanisława Wojtery, pełniącego tę funkcję w latach 2020–2024. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie Mateusz Martyniuk, Szpikowskiemu przypisuje się wyrządzenie szkody przekraczającej 815 mln zł, natomiast Wojterze – ponad 61 mln zł. W zawiadomieniu wskazano również na możliwe nieprawidłowości po stronie Ministerstwa Infrastruktury, które sprawowało nadzór nad PPL i – według autorów zawiadomienia – miało narzucić spółce obowiązek realizacji inwestycji.

Były prezes Mariusz Szpikowski w październikowym oświadczeniu dla PAP bronił swoich decyzji, podkreślając, że PPL realizowało politykę zgodną z decyzjami rządowymi i nie miało podstaw do ich podważania. Jego zdaniem projekt lotniska w Radomiu utracił rację bytu po 2021 roku, gdy dopuszczono rozwój ruchu niskokosztowego i czarterowego na Lotnisku Chopina, co w praktyce podważyło sens funkcjonowania Radomia jako portu komplementarnego.

Port Lotniczy Warszawa–Radom, otwarty w kwietniu 2023 roku, od początku zmaga się z bardzo niskim ruchem pasażerskim. W listopadzie 2025 roku obsłużył zaledwie 3,7 tys. pasażerów, a od początku roku – 92,4 tys., co stanowi ułamek zakładanego poziomu 1,5 mln pasażerów rocznie. Z audytu przygotowanego na zlecenie PPL, do którego dotarło Radio Zet, wynika, że skumulowana strata lotniska do 2032 roku może sięgnąć od 600 do nawet 800 mln zł. Na obecnym etapie postępowania nikomu nie przedstawiono zarzutów.

Budżet Warszawy 2026 uchwalony. Metro, edukacja i transport z największymi środkami

Rada Warszawy przyjęła w czwartek 11 grudnia rekordowy budżet miasta na 2026 rok o wartości ponad 31,8 mld zł – najwyższy w historii stolicy. Za uchwaleniem planu finansowego głosowało 37 radnych, 16 było przeciw, a 7 wstrzymało się od głosu. Dochody zaplanowano na poziomie 28,5 mld zł, co oznacza deficyt rzędu 3,7 mld zł. Władze miasta podkreślają jednak, że rok 2026 ma być okresem intensywnych inwestycji, wspieranych nowymi zasadami finansowania samorządów.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zapowiedział, że najbliższe lata będą czasem bezprecedensowego rozwoju infrastruktury. Jak poinformował, w latach 2026–2030 miasto przeznaczy na inwestycje prawie 17 mld zł – o 4,5 mld zł więcej, niż wynikałoby to z zasad obowiązujących w ramach Polskiego Ładu. „Wchodzimy w erę rekordów” – powiedział podczas sesji rady, podkreślając skalę planowanych wydatków.

Jedną z najważniejszych zapowiedzi jest rozbudowa warszawskiego metra. Trzaskowski oświadczył, że miasto zabezpiecza środki na prace przygotowawcze do przedłużenia drugiej linii metra o trzy kolejne stacje: Ursus Niedźwiadek, Posag Siedmiu Panien oraz Ursus Północny. Jak podkreślił, „metro dojedzie do Ursusa” i będzie to kluczowa inwestycja transportowa przyszłego roku. Na dokończenie budowy istniejącej linii na Bemowie zarezerwowano ponad 723 mln zł, a równolegle trwają prace nad stworzeniem czwartej – w pełni autonomicznej – linii metra oraz projektowaniem trzeciej.

Wśród wydatków bieżących dominują nakłady na edukację, które wyniosą 10,1 mld zł. Środki te obejmują finansowanie ponad 1900 placówek oświatowych, co czyni edukację największą pozycją w budżecie miasta. Kolejna znacząca część wydatków dotyczy transportu i komunikacji – 6,1 mld zł. Prezydent przypomniał, że miasto dopłaca około 75 proc. do każdego biletu komunikacji miejskiej, aby zapewnić mieszkańcom powszechny dostęp do transportu publicznego.

Wydatki majątkowe zaplanowano na poziomie blisko 4 mld zł. Wśród kluczowych inwestycji znalazło się wsparcie dla Tramwajów Warszawskich w wysokości 100 mln zł, kontynuacja remontu Sali Kongresowej za 77 mln zł oraz remont wiaduktów Trasy Łazienkowskiej nad ul. Paryską, którego koszt wyniesie 58,6 mln zł. Miasto przeznaczy także 30 mln zł na budowę nowej siedziby Teatru Rozmaitości na placu Defilad.

Warszawa zamierza kontynuować również szeroko zakrojone zmiany w przestrzeni publicznej. W planach znajdują się przebudowa rejonu Placu Grzybowskiego, modernizacja ul. Złotej i Zgoda oraz dalsze porządkowanie otoczenia Pałacu Kultury i Nauki. Jak zaznaczyła skarbnik miasta Marzanna Krajewska, dzięki nowemu systemowi finansowania samorządów, niezależnemu od bieżących decyzji rządu, stolica zyskała blisko 2 mld zł dodatkowych środków. W ocenie władz miasta pozwoli to wzmocnić stabilność finansową Warszawy i utrzymać ambitne tempo inwestycji.

Trump traci poparcie – jedynie 31% Amerykanów ocenia go pozytywnie

Notowania Trumpa wśród Amerykanów spadają. Poparcie dla prezydenta USA spadło do 31%, co jest najniższym wynikiem w jego kadencji – wynika z najnowszego sondażu AP-NORC. W porównaniu z marcem, gdy 40% ankietowanych wyrażało pozytywną ocenę jego polityki ekonomicznej, nastąpił znaczny spadek. Aż 68% respondentów uważa, że sytuacja gospodarcza w kraju jest „zła”, co jest podobne do oceny z ostatniego roku prezydentury Joe Bidena. Ogólny poziom poparcia dla Trumpa również się zmniejszył – z 42% do 36%.

Podczas wystąpienia 9 grudnia w Mount Pocono w Pensylwanii Trump określił obawy dotyczące rosnących kosztów życia jako „mistyfikację” stworzoną przez Demokratów. Sugerował przy tym, że Amerykanie mogą ograniczyć wydatki konsumenckie, stwierdzając m.in.: „Nie potrzebujecie 37 lalek dla swojej córki”. Tego typu wypowiedzi spotkały się z krytyką, ponieważ pozostają w sprzeczności z danymi statystycznymi.

Rządowe statystyki wskazują, że inflacja utrzymuje się na poziomie 3% w skali roku – takim samym jak w momencie objęcia urzędu przez Trumpa. Ceny żywności wzrosły o 2,7%, a koszt energii elektrycznej o ponad 5%. Dodatkowo, według analiz Demokratów z Wspólnego Komitetu Ekonomicznego Kongresu, wprowadzone przez administrację cła zwiększyły w tym roku obciążenia przeciętnego gospodarstwa domowego o około 1200 dolarów. Dane te podsycają przekonanie części wyborców, że koszty życia realnie rosną.

Konsekwencje polityczne są coraz bardziej widoczne. Demokraci wykorzystali temat przystępności cen w kampanii, wygrywając listopadowe wybory gubernatorskie w Wirginii i New Jersey oraz wybory na burmistrza Nowego Jorku. Z kolei sondaż Harvard CAPS/Harris pokazuje, że 57% wyborców uważa, iż Trump „przegrywa walkę z inflacją”. Kwestie związane z kosztami życia zaczynają dominować debatę publiczną i stają się jednym z głównych kryteriów oceny prezydenta.

Erozja poparcia widoczna jest także wśród dotychczas lojalnego elektoratu republikańskiego. W grudniu jedynie 69% Republikanów pozytywnie oceniało działania gospodarcze Trumpa, podczas gdy w marcu odsetek ten wynosił 78%. Badania fokusowe prowadzone w Karolinie Północnej pokazują, że wielu niezdecydowanych wyborców, którzy poparli Trumpa w 2024 r., obecnie krytycznie ocenia jego politykę. Najczęściej powtarzającym się motywem jest rozczarowanie rosnącymi kosztami życia i poczucie braku odpowiedzi ze strony administracji.

Światowa sprzedaż aut elektrycznych wzrosła o 21% w 2025 r. – Europa motorem wzrostu

Światowa sprzedaż pojazdów elektrycznych od początku roku do końca listopada 2025 wyniosła 18,5 mln egzemplarzy, co oznacza 21% wzrost w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej, według danych Benchmark Mineral Intelligence. W samym listopadzie na globalnym rynku sprzedano 2 mln aut elektrycznych. Z prognoz Bloomberg NEF wynika, że ten wynik pozwala branży utrzymać się na ścieżce do około 22 mln sprzedanych pojazdów w 2025 roku. Należy jednak zauważyć, że tempo wzrostu różni się znacznie w zależności od regionu.

Europa była głównym motorem tegorocznego wzrostu. W listopadzie sprzedaż pojazdów elektrycznych na Starym Kontynencie zwiększyła się o 36% rok do roku, m.in. dzięki odnowionym programom wsparcia we Francji i Włoszech. Od początku roku do listopada nabywców znalazło 3,8 mln aut elektrycznych, co oznacza 33-procentowy wzrost względem 2024 r. Jak podkreśla Charles Lester z Rho Motion, to właśnie nowe zachęty i szersza oferta modeli stoją za europejskim przyspieszeniem.

Włochy uruchomiły pod koniec października nowy system dopłat, oferujący do 20 tys. euro dla firm i 11 tys. euro dla osób prywatnych, z budżetem blisko 600 mln euro. Już w listopadzie kraj zanotował rekordową sprzedaż na poziomie prawie 25 tys. pojazdów elektrycznych. Francja przedłużyła obowiązywanie tzw. bonusu ekologicznego do 2026 r., z dopłatami sięgającymi 5 700 euro dla gospodarstw o niskich dochodach. Z kolei Wielka Brytania rozszerzyła listę modeli kwalifikujących się do dopłat o kolejne samochody.

Chiny utrzymały pozycję największego rynku pojazdów elektrycznych na świecie. Od początku roku sprzedano tam 11,6 mln takich aut, co oznacza 19% wzrost rok do roku. Jednocześnie miesięczna dynamika sprzedaży spowolniła w listopadzie do 3%, co wskazuje na stopniowe dojrzewanie rynku krajowego. Mimo to chińscy producenci umacniają globalną pozycję w łańcuchu dostaw.

Szczególnie wyróżnia się BYD, który w listopadzie ustanowił rekord eksportu, wysyłając za granicę 131 935 pojazdów – o 326% więcej niż rok wcześniej. W całym 2025 r. koncern sprzedał około 200 tys. aut elektrycznych w Europie, ponad czterokrotnie zwiększając swoją obecność na tym rynku. Równolegle chińskie firmy kontrolują około 69% globalnego rynku baterii do pojazdów elektrycznych. To dodatkowo wzmacnia ich przewagę konkurencyjną wobec producentów z innych regionów.

Na tym tle słabiej wypada Ameryka Północna. Sprzedaż pojazdów elektrycznych spadła tam o 1% rok do roku, do 1,7 mln sztuk w okresie styczeń–listopad. Głównym powodem było wygaśnięcie 30 września 2025 r. federalnej ulgi podatkowej w wysokości 7 500 dolarów na zakup auta elektrycznego. Według Rho Motion sprzedaż w samym listopadzie załamała się o ok. 61% w porównaniu z rokiem poprzednim.

Presję na producentów zmniejszyła także decyzja administracji prezydenta Trumpa o wycofaniu zaostrzonych norm zużycia paliwa. Na początku grudnia standardy Corporate Average Fuel Economy zostały obniżone do około 34,5 mpg do 2031 r., wobec wcześniejszego celu ok. 50,4 mpg. Oznacza to mniejszą presję regulacyjną na przyspieszone przechodzenie na napęd elektryczny. W efekcie Ameryka Północna pozostaje w tyle za Europą i Chinami pod względem tempa elektryfikacji.

Mimo regionalnych różnic, globalny trend pozostaje jednoznacznie wzrostowy. Sprzyjają mu spadające koszty baterii, coraz bogatsza oferta modeli w różnych segmentach cenowych oraz trwałe wsparcie polityczne na kluczowych rynkach. Analitycy podkreślają, że nawet okresowe załamania w poszczególnych krajach nie odwracają długoterminowego kierunku zmian. Pojazdy elektryczne umacniają swoją pozycję jako główny wektor transformacji motoryzacji.

Rząd szykuje podatek cyfrowy. Projekt ustawy trafi do konsultacji w styczniu 2026 r.

Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zapowiedział, że w styczniu rząd przedstawi projekt ustawy o podatku cyfrowym, który ma objąć działalność największych międzynarodowych firm technologicznych. Jak poinformował w wywiadzie dla „Pulsu Biznesu”, prace nad regulacją toczą się na polecenie premiera Donalda Tuska, a projekt zostanie skierowany na ścieżkę rządową na początku przyszłego roku. Nowa danina ma być naliczana od przychodów osiąganych na polskim rynku i obejmować jedynie podmioty, których globalne roczne przychody przekraczają 750 mln euro.

Resort cyfryzacji proponuje stawkę podatku na poziomie 3 procent. Według rządowych prognoz przyniosłoby to około 1,7 mld zł dodatkowych wpływów budżetowych w 2027 roku i ponad 3 mld zł trzy lata później. Rozważane są dwa warianty opodatkowania: szeroki, obejmujący marketplace’y, aplikacje przewozowe, media społecznościowe i reklamy profilowane, oraz węższy — ograniczony jedynie do reklam. Gawkowski wskazuje, że większość wpływów pochodziłaby z sektora e-commerce, zwłaszcza od platform spoza Europy, które obecnie płacą w Polsce niewielkie podatki.

Minister podkreśla, że projekt nie jest wymierzony w żadne państwo ani wyłącznie w firmy amerykańskie. Argumentuje, że podatek ma wyrównać warunki konkurencji, ponieważ — jak twierdzi — globalne koncerny cyfrowe generują w Polsce miliardowe przychody, a jednocześnie płacą daniny niższe niż krajowe przedsiębiorstwa. Nowy mechanizm ma wprowadzić zasadę, zgodnie z którą podatki płacone są tam, gdzie powstają przychody, a wygenerowane środki mają wspierać innowacje i rozwój technologiczny.

Polski projekt wpisuje się w europejski trend tworzenia krajowych podatków cyfrowych. Francja wprowadziła w 2019 roku 3-procentową daninę, dzięki której w 2023 roku do budżetu trafiło 700 mln euro. Podobne rozwiązanie stosują Włochy, gdzie stawka wynosi 2,5 procent i dotyczy wybranych usług cyfrowych. Rząd zapewnia, że projekt będzie zgodny z prawem unijnym i międzynarodowym, a jednocześnie uwzględni doświadczenia innych państw członkowskich.

Wprowadzenie podatku może jednak prowadzić do napięć w relacjach z USA. Prezydent Donald Trump zagroził w sierpniu 2025 roku nałożeniem ceł na kraje, które stosują podatek cyfrowy, uznając go za formę dyskryminacji amerykańskich przedsiębiorstw. Mimo tych ostrzeżeń Gawkowski zapewnia, że rząd planuje doprowadzić projekt do końca, kierując się koniecznością zapewnienia „nowych pieniędzy na innowacje” oraz potrzebą stworzenia bardziej sprawiedliwego systemu podatkowego dla firm działających w gospodarce cyfrowej.

Równolegle rząd pracuje nad innymi kluczowymi przepisami dotyczącymi cyberbezpieczeństwa. Do końca roku parlament ma przyjąć ustawę o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, która w styczniu trafi na biurko prezydenta. W ocenie Gawkowskiego oba projekty — KSC i podatek cyfrowy — mają wzmacniać suwerenność cyfrową Polski oraz przygotować gospodarkę na dalszą ekspansję globalnych platform technologicznych.

Trigon obniża rekomendację dla Ailleron do „Trzymaj” i tnie cenę docelową do 17,2 zł

Dom Maklerski Trigon obniżył rekomendację dla spółki Ailleron do poziomu „Trzymaj”, jednocześnie redukując cenę docelową akcji z 19 zł do 17,2 zł. Decyzja została podjęta po kolejnym słabszym kwartale oraz rewizji założeń dotyczących tempa odbicia popytu w 2026 roku. W ocenie analityków poprawa wyników w przyszłym roku pozostaje możliwa, jednak nie będzie miała tak wyraźnej skali, jak wcześniej zakładano .

Kluczowym czynnikiem stojącym za zmianą rekomendacji jest sytuacja w segmencie Software Mind, który odpowiada za znaczną część przychodów grupy. Trigon szacuje, że w ostatnim kwartale przychody tego biznesu spadły organicznie – bez uwzględnienia akwizycji Code3 – o około 10 proc., częściowo pod wpływem osłabienia dolara amerykańskiego. W efekcie analitycy obniżyli prognozę przychodów Ailleron na 2026 rok o 6 proc., a prognozę EBITDA o 11 proc. .

Mimo rewizji prognoz Trigon nadal zakłada stopniową poprawę wyników finansowych spółki w kolejnych latach. Według aktualnych szacunków EBITDA ma wzrosnąć o około 5 proc. w 2026 roku oraz o 9 proc. w 2027 roku, choć dynamika ta będzie niższa niż w poprzednich prognozach. Analitycy podkreślają jednocześnie, że w warunkach szybkich zmian technologicznych Ailleron będzie musiał zwiększyć nakłady inwestycyjne na rozwój produktów, co może ograniczać krótkoterminową rentowność .

Nowa cena docelowa 17,2 zł została wyznaczona na podstawie wyceny metodą zdyskontowanych przepływów pieniężnych (DCF). Trigon przyjął w niej średnioroczny wzrost przychodów na poziomie około 4 proc. oraz docelową marżę operacyjną w segmencie Software Mind w wysokości 12,5 proc. Jednocześnie analitycy zwracają uwagę, że wycena porównawcza – oparta na mnożnikach zagranicznych spółek technologicznych – wskazuje na wyższy potencjał, sięgający około 20 zł za akcję, co ogranicza skalę negatywnej rewizji całkowitej wyceny .

W raporcie zwrócono także uwagę na rozwój segmentu FinTech. Ailleron pracuje nad nowym produktem typu marketplace dla bankowości detalicznej oraz finalizuje wdrożenia w branży leasingowej. Zdaniem Trigona cały 2026 rok powinien być zyskowny dla tego segmentu na poziomie operacyjnym, o ile nie dojdzie do istotnego pogorszenia koniunktury rynkowej. To właśnie FinTech pozostaje jednym z elementów, które w średnim terminie mogą stabilizować wyniki grupy i ograniczać ryzyko dalszych obniżek prognoz .

Samochody spalinowe jednak nie znikną. UE robi krok wstecz w polityce klimatycznej

Unia Europejska zdecydowała o złagodzeniu planowanego na 2035 rok zakazu sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi. Zamiast pierwotnej 100-procentowej redukcji emisji CO₂, producenci będą zobowiązani do osiągnięcia 90-procentowego ograniczenia. Oznacza to, że po 2035 roku na rynku wciąż będą mogły pojawiać się nowe modele benzynowe i diesla, choć w znacznie bardziej ograniczonej formie. Komisja Europejska ma zaprezentować oficjalny pakiet zmian 16 grudnia.

Jak poinformował Manfred Weber, przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej, pełne wyeliminowanie emisji nie będzie wymagane nawet do 2040 roku. Weber ocenił, że samochody z obecnymi silnikami spalinowymi nadal będą mogły być produkowane i sprzedawane także w następnej dekadzie. Jego zdaniem nowe przepisy przywrócą równowagę między celami klimatycznymi a realiami ekonomicznymi.

Decyzja o zmianie stanowiska wynikała z silnej presji politycznej. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz, premier Włoch Giorgia Meloni oraz premier Polski Donald Tusk wspólnie apelowali o złagodzenie zakazu. Wspierane przez przemysł motoryzacyjny sześć państw – Bułgaria, Czechy, Węgry, Włochy, Polska i Słowacja – wystosowało do Komisji Europejskiej list domagający się neutralności technologicznej.

Silne wsparcie płynęło również z branży motoryzacyjnej, która ostrzegała przed negatywnymi skutkami restrykcji. Prezes BMW Oliver Zipse wcześniej określił zakaz jako „duży błąd”, a decyzję o jego złagodzeniu ocenił jako ważny krok w stronę bardziej realistycznej polityki klimatycznej. Firmy podkreślały, że całkowite odejście od silników spalinowych zagrażałoby tysiącom miejsc pracy.

Zmiana podejścia ma pogodzić cele klimatyczne UE z koniecznością utrzymania konkurencyjności europejskiego przemysłu. Według Webera nowe przepisy pozwalają utrzymać ścieżkę do neutralności klimatycznej, a jednocześnie nie blokują rozwoju różnych technologii napędowych. Przegląd regulacji zaplanowany pierwotnie na 2026 rok został przyspieszony pod wpływem presji państw członkowskich i producentów samochodów.

Dodatkowe źródła dochodu online – co warto o nich wiedzieć?

Osoby przedsiębiorcze są w stanie znaleźć dodatkowe źródła dochodu niemalże wszędzie – również w przestrzeni wirtualnej. A sposobów na to jest naprawdę sporo, więc coś dla siebie może odkryć zarówno osoba, która pragnie dorywczo dorzucić coś do budżetu lub szuka regularnego źródła zarobkowania.

Na jakie sposoby zarabiania online warto się zdecydować? Czym wyróżniają się poszczególne rozwiązania? O tym wszystkim przeczytacie poniżej.

Dlaczego warto znaleźć dodatkowe źródło dochodu online?

Nawet jeśli ma się stabilną pracę, czasami warto przyjrzeć się alternatywnym opcjom, również tym w przestrzeni cyfrowej.

Dlaczego? Dodatkowe źródło dochodu to przede wszystkim szansa na zapewnienie bezpieczeństwa finansowego, budowanie oszczędności i poduszki finansowej, by zadbać o siebie i bliskich. W ten sposób zyskuje się niezależność i spokój, nawet w razie jakichkolwiek problemów z podstawowym zatrudnieniem.

Zarabianie online daje sporą elastyczność. Można bowiem zajmować się tym z dowolnego miejsca, w preferowanym czasie, dopasowując godziny pracy do indywidualnych potrzeb. To zatem świetna opcja dla podróżników, rodziców przebywających w domu z dziećmi czy osób pracujących na etacie.

Możliwość zdobycia dodatkowych środków online nie wymaga często wielkich nakładów czasu czy środków na start. W wielu sytuacjach szybko da się zdobyć potrzebne umiejętności, by realizować zadania. Co więcej, taka forma zarobkowania potrafi dać nowe doświadczenie lub stać się sposobem na realizację indywidualnych pasji.

Freelancing – świadczenie usług online

W świecie wirtualnym można wykorzystać swoje umiejętności i pasje, by zacząć zarabiać. Korzysta z tego wielu freelancerów, którzy w ten sposób realizują zadania z zakresu copywritingu, grafiki komputerowej czy tłumaczeń. Często w tym modelu działają programiści i testerzy oprogramowania, a także coraz popularniejsze asystentki wirtualne, stanowiące wsparcie administracyjne dla firm.

Zapewnia to sporą wygodę działania, pozwalając korzystać z wielu zleceń od różnych klientów.

e-Commerce – sprzedaż w Internecie

W świecie wirtualnym bez trudu da się sprzedawać towary i usługi za pośrednictwem platform e-commerce lub mediów społecznościowych. Sprzedaje się rękodzieło, przedmioty nieużywane (rękodzieło, produkty własne lub obce, np. w modelu dropshippingowym) czy używane.

Zalety takiego rozwiązania? Możliwość spieniężenia swoich talentów czy hobby lub sprzedawania produktów, których potrzebują użytkownicy, przy równocześnie stosunkowo niskich kosztach związanych z organizacją całego procesu.

Inne źródła zarobków – gdzie ich szukać?

Sposobów na zarabianie online jest znacznie więcej. Niektórzy wykorzystują programy partnerskie i linki afilacyjne, by zarabiać na prowizjach za polecanie produktów lub usług innych firm. Wiele osób chętnie sięga po promocje bankowe, które pozwalają zyskać premie za założenie konta czy karty kredytowej – spory wybór takich produktów finansowych da się znaleźć na stronach typu: BankLovers.

Zarabiać da się też, prowadząc bloga czy kanały w social mediach – przychody pojawiają się wraz z wprowadzeniem reklam, współpracy sponsorowanej czy darowizn od użytkowników.

Zarabianie online – to możliwe!

Również w świecie wirtualnym da się zarabiać realne pieniądze. Należy oczywiście, podchodzić do dostępnych opcji z rozsądkiem, dokładnie weryfikując warunki i sposoby uzyskiwania przychodów oraz tworząc konkretny plan biznesowy dla własnego przedsięwzięcia. Pozwala to uniknąć zagrożeń i rozczarowania na przyszłość.

Nowe przepisy ułatwią pobieranie informacji z rejestru fundacji rodzinnych. Przedsiębiorcy czekają na dalsze uproszczenia

Ministerstwo Sprawiedliwości prowadzi konsultacje projektu zmian w rozporządzeniu dotyczącym rejestru fundacji rodzinnych. Celem nowelizacji jest umożliwienie pobierania w formie elektronicznej informacji i zaświadczeń odpowiadających aktualnemu odpisowi z rejestru. W ocenie Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców to krok w stronę większej dostępności danych oraz usprawnienia codziennego funkcjonowania fundacji rodzinnych.

Agnieszka Majewska Rzecznik MŚP, podkreśla, że kierunek zmian odpowiada na potrzeby przedsiębiorców: „Każde rozwiązanie, które zwiększa dostępność danych rejestrowych i przyspiesza obieg informacji, jest korzystne dla fundacji rodzinnych. Elektroniczne zaświadczenia i łatwiejszy dostęp do informacji to konkretne ułatwienia w wielu procesach biznesowych”.

Pozytywną ocenę uzyskał również plan udostępnienia wyszukiwarki fundacji rodzinnych na stronie internetowej Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim, co zwiększy przejrzystość rejestru oraz ułatwi identyfikację podmiotów działających w tej formie.

Równocześnie Rzecznik MŚP zwraca uwagę, że przedsiębiorcy oczekują dalej idących zmian, które jeszcze silniej usprawniłyby funkcjonowanie rejestru. Kluczowy postulat dotyczy włączenia rejestru fundacji rodzinnych do Krajowego Rejestru Sądowego oraz umożliwienia samodzielnego pobierania pełnych odpisów, bez konieczności składania formalnych wniosków. Projektowane przepisy pozwolą pozyskać jedynie informacje odpowiadające treści odpisu, co nie eliminuje konieczności wykonywania dodatkowych procedur administracyjnych. Jak zauważa Rzecznik, takie ograniczenie spowalnia obrót gospodarczy, szczególnie w sytuacjach wymagających szybkiej weryfikacji danych.

Minister Majewskiej akcentuje konieczność dalszych prac: „Fundacje rodzinne funkcjonują w coraz bardziej dynamicznym otoczeniu gospodarczym. Dlatego kluczowe jest, aby system rejestrowy był nie tylko dostępny, ale również w pełni zintegrowany i szybki. Włączenie rejestru do KRS zapewniłoby przedsiębiorcom realne narzędzie, które odpowiada współczesnym standardom cyfrowym. Warto pójść o krok dalej niż przewiduje obecny projekt”.

Uwzględnienie tych sugestii pozwoli na stworzenie bardziej nowoczesnego i spójnego systemu rejestrów, który zwiększy przejrzystość, skróci czas potrzebny na pozyskanie danych i usprawni działalność fundacji rodzinnych w praktyce.

Waluty Europy Środkowej wygrywają z dolarem. Forint, korona i złoty dają dwucyfrowe zyski

Polski złoty jest dziś w solidnej formie, ale to forint i korona rozdają karty w regionie. Waluty Europy Środkowej notują dwucyfrowe zwroty wobec dolara, bo lokalne banki centralne konsekwentnie trzymają kurs na wysokie stopy procentowe. Analiza zespołu ekonomicznego VeloBanku pokazuje, że to właśnie różnice w polityce monetarnej napędzają umocnienie regionu i utrzymują go w gronie najbardziej atrakcyjnych rynków wschodzących.

[1]Waluty Europy Środkowej utrzymują silny trend wzrostowy, bo inwestorzy zakładają dłuższe utrzymanie wysokich stóp procentowych. Forint, korona i złoty dały w tym roku dwucyfrowe zyski wobec dolara. Z analizy zespołu ekonomicznego VeloBanku wynika, że złoty umocnił się o 13 proc., podczas gdy korona zyskała 17 proc., a forint aż 21 proc. Dla porównania rumuński lej wzrósł o 10 proc., indonezyjska rupia straciła ponad 3 proc., a turecka lira 16 proc. W tle działa wciąż wysoka inflacja i restrykcyjna polityka monetarna, które zapewniły atrakcyjne, dolarowe stopy zwrotu z obligacji skarbowych w regionie, wynoszące od 9 do 20 proc.realne stopy procentowe

Kluczowym czynnikiem wspierającym waluty pozostają wysokie stopy procentowe, które nadal przewyższają poziom inflacji o około 1,5 punktu procentowego. Porównując realne stopy procentowe, czyli różnice między głównymi stopami referencyjnymi a wskaźnikiem inflacji, okazuje się, że wśród rynków rozwijających jest zbliżony poziom oddziaływania polityki monetarnej w granicach 1,5-2,5%. Tak jest w przypadku Polski, Czech, czy Indonezji. Nieco inaczej jest w przypadku Rumunii, gdzie od podwyżki podatku VAT i wzrostu inflacji w ostatnich miesiącach Rumunia mogłaby zdecydować się na zaostrzenie polityki monetarnej. Ostrą politykę ma Turcja, która od lat zmaga się z inflacją i w ostatnim czasie prowadzi bardziej ortodoksyjną politykę monetarną.

W Polsce, mimo ostatniej obniżki stóp w grudniu i kolejnych w 2026 r., cykl łagodzenia polityki zostanie wkrótce zakończony na poziomie 3,0 proc., czyli realnie około 1 pkt. proc. nad inflacją. Po ostatniej obniżce stóp w grudniu, będziemy mieli już tylko stopniowe dostosowanie w  2026 r. W Czechach bank centralny najprawdopodobniej utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie podczas kolejnego posiedzenia, natomiast węgierska stopa bazowa pozostaje stabilna od ponad roku. Stabilność ta, pomimo presji politycznej, wspiera aprecjację lokalnej waluty.zmiana kursu walut

Silny wzrost kursów w Europie Środkowej kontrastuje z sytuacją w niektórych innych rynkach wschodzących, gdzie ingerencja polityczna ogranicza niezależność banków centralnych. Utrzymanie niezależności polityki monetarnej jest kluczowe dla dalszego umacniania walut i stabilności rynków finansowych.

Ryzyka dla regionu obejmują potencjalne próby wpływu politycznego na decyzje banków centralnych, np. w Czechach oraz możliwość umocnienia dolara, zwłaszcza jeśli Fed wstrzyma się z dalszymi cięciami stóp po Nowym Roku zanim Donald Trump nie wymieni części decydentów.

Jest za wcześnie, by mówić o końcu fali wzrostowej walut w regionie. Wysokie stopy procentowe i ostrożne podejście banków centralnych sprzyjają utrzymaniu mocnych kursów i zwiększają odporność na umiarkowane wzmocnienie dolara w najbliższych miesiącach. Forint, przy obecnej stopie 6,5 proc., pozostaje szczególnie atrakcyjny dla inwestorów. Jak zmienią się władze amerykańskiego banku centralnego to stopy procentowe będą tam spadać szybciej, a dolar osłabiać się bardziej – wskazuje Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku.

Dynamika walut w regionie znajduje odzwierciedlenie także w zachowaniu klientów VeloKantoru, w którym w samym 2025 roku klienci zrealizowali blisko 292 tys. transakcji. Największą część operacji stanowiło euro odpowiadając za 62 proc. wolumenu. Drugie miejsce zajmuje dolar amerykański, który wygenerował 28 proc. wartości operacji. Funt brytyjski to kolejne 5 proc. wolumenu. W kontekście umacniających się walut regionu widać również wzrost zainteresowania koroną czeską i forintem. Korona odpowiada za 2794 transakcje, a forint za 1023. Mimo mniejszej skali wartościowej, potwierdza to rosnące wykorzystanie VeloKantoru do dywersyfikacji portfeli i transakcji w walutach Europy Środkowej.

[1] Wykresy według stanu na 10 grudnia 2025 roku. Opracowanie VeloBank na podstawie danych Reuters

AAA Auto z nowym właścicielem. Abris Capital Partners sprzedaje AURES Holdings

Abris Capital Partners – firma private equity specjalizująca się w transformacji ESG – podpisał umowę sprzedaży swojej spółki portfelowej AURES Holdings, na mocy której EP Equity Investment – międzynarodowa firma inwestycyjna kierowana przez czeskiego inwestora Daniela Křetínskiego, który kontroluje również Grupę EPH, jedną z największych czeskich firm inwestycyjnych – nabędzie 100% udziałów w AURES Holdings. Transakcja podlega procedurze uzyskania odpowiednich zgód regulacyjnych.

AURES Holdings to wiodący europejski dealer samochodów używanych, operator międzynarodowej sieci autocentrów AAA Auto. Grupa działa w Czechach, Słowacji i w Polsce, oferując klientom sprzedaż używanych pojazdów, ich finansowanie oraz powiązane usługi. AURES Holdings zatrudnia około 3000 osób.

W trakcie inwestycji Abris Capital Partners skutecznie wsparł kadrę zarządzającą AURES Holdings w realizacji planu ekspansji w Europie Środkowej i stworzeniu wiodącego europejskiego gracza. W tym czasie spółka zbudowała silną pozycję na kluczowych rynkach, rozwijając rozpoznawalną markę oraz sprawdzony model operacyjny w segmencie samochodów używanych.

Wojciech Łukawski, Partner w Abris Capital Partners, komentuje: „Wspólnie z zespołem zarządzającym AURES Holdings zbudowaliśmy wiodącą pozycję w Europie. Kluczem do sukcesu było wykorzystanie rozbudowanych narzędzi cyfrowych stworzonych przez własny zespół specjalistów IT i ich pełna integracja z procesami zakupu i sprzedaży samochodów. AURES Holdings od wielu lat notuje nieprzerwany wzrost skali działalności i wyników finansowych. Nasze działania w obszarze skalowania, wprowadzania nowoczesnych narzędzi operacyjnych, w tym opartych o AI oraz dyscypliny zarządczej ukształtowały AURES Holdings jako lidera rynku z otwartym potencjałem dalszego wzrostu. Uważamy, że spółka jest dobrze przygotowana do podjęcia kolejnych wyzwań z nowym właścicielem.”

Karolína Topolová i Petr Vaněček, współprezesi AURES Holdings, podsumowują: „Dzisiejsza informacja potwierdza siłę AURES i pracę naszego zespołu. Zbudowaliśmy dominującą pozycję na kluczowych rynkach oraz markę, którą klienci darzą zaufaniem. Planowana zmiana właścicielska stworzy fundament dla długoterminowej stabilności i wsparcia kolejnego etapu rozwoju spółki. Nasze priorytety pozostają jasne: konsekwentna obsługa klientów, bezpieczne i efektywne prowadzenie działalności oraz troska o nasze zespoły.”

Polacy kupują prezenty na chińskich marketplace’ach. Niska cena, wysoka cena dla polskiej gospodarki

Zaraz przed Świętami Polacy ruszają do Internetu w poszukiwaniu idealnych prezentów – świąteczne wishlisty wypełniają ekran smartfona i komputera, a sklepy online przeżywają największy ruch w roku. W tym zakupowym zgiełku szczególnie szybko rośnie popularność zagranicznych platform oferujących produkty za ułamek ceny, często znacznie niższej niż w rodzimych sklepach. Choć atrakcyjne cenowo oferty przyciągają wzrok, za tą pozorną okazją kryją się realne koszty ponoszone przez polskich przedsiębiorców, budżet państwa i całą gospodarkę.

Coraz nowsze analizy rynku, w tym te przygotowywane przez Izbę Gospodarki Elektronicznej, wskazują, że trend korzystania z chińskich marketplace’ów dynamicznie przybiera na sile. Według wstępnych danych e-Izby na 2025 rok ponad 80% polskich internautów deklaruje, że odwiedziło choć jedną platformę chińską. To dowód na to, że „ultra-tanie okazje” nie są już niszą – stały się stałym elementem zwyczajów zakupowych Polaków.

Potwierdzają to również dane z całej Unii Europejskiej, często cytowane w analizach e-Izby jako kontekst porównawczy. W okresie od lutego do lipca 2025 r. Shein odwiedzało średnio 145,7 mln użytkowników miesięcznie w Europie. Oznacza to wzrost o 15,2 mln osób, czyli 11,6 proc. więcej niż w poprzednich sześciu miesiącach — wynika z danych przytoczonych przez portal ecommerce.news. Tempo rozwoju platformy Temu było jeszcze wyższe: liczba jej użytkowników zwiększyła się o 12,5 proc., co przełożyło się na średnio 115,7 mln odwiedzających miesięcznie. Wciąż jest to jednak o 30 mln mniej niż w przypadku Shein. Największą chińską platformą w Europie pozostaje AliExpress, z około 190 mln użytkowników. Choć statystyki obejmują całą Unię, skala działania obu graczy bezpośrednio przekłada się na polski rynek – w tym na kondycję polskich sprzedawców.

Nierówne zasady gry – polski biznes nie jest w stanie konkurować ceną

Tymczasem warunki funkcjonowania polskich firm są dostosowane do prawa unijnego. Krajowi sprzedawcy są w pełnym zakresie kontrolowani w obszarach odprowadzania podatków, stosowania unijnych norm jakościowych, a dodatkowo we własnym zakresie muszą ponosić koszty magazynowania i transportu, które wedle przedstawianych raportów są w Chinach subsydiowane. Platformy spoza UE często nie dostosowują się do prawa i norm unijnych, co w praktyce tworzy asymetrię kosztową niemożliwą do zniwelowania samą efektywnością działania.

Prezes e-Izby, Patrycja Sass-Staniszewska, podkreśla to jednoznacznie: – „Polscy przedsiębiorcy nie boją się konkurencji – boją się nierównych zasad, które dziś decydują o tym, kto wygrywa rynek. Różnice w obciążeniach podatkowych, brak skutecznej kontroli poza unijnych sprzedawców oraz nieuczciwe praktyki cenowe powodują, że rodzime firmy tracą szansę na rozwój. Kampania Taki Sam Start to apel o normalność — o rynek, w którym każdy zaczyna z tego samego poziomu. Nie chcemy wyeliminować przedsiębiorców chińskich z polskiego rynku, chcemy, aby działali na równych zasadach prawnych i konkurencyjnych”.

Słowa prezes e-Izby wybrzmiewają szczególnie mocno w okresie świątecznym, kiedy większość konsumentów kieruje się wyłącznie ceną i szybkością dostawy, nie dostrzegając systemowych różnic, które stoją za nierealnie niskimi cenami.

Presja na ceny uderza w MŚP – skutki widać w całej gospodarce

Boom zakupowy, zamiast napędzać polski e-handel, dla wielu firm staje się źródłem presji, która wymusza cięcie kosztów, ograniczenie inwestycji, redukcję zatrudnienia, a nawet zamykanie działalności. Ta presja nie wynika z konkurencji jako takiej, lecz z przewagi systemowej, której nie da się zniwelować bez zmian na poziomie regulacji.

Pełnomocnik e-Izby ds. kampanii Taki Sam Start, Bartosz Skowroński, kancelaria BHR – zwraca uwagę: – „Nie chodzi o to, by odbierać konsumentom dostęp do atrakcyjnych cenowo ofert. Chodzi o to, by wszyscy gracze działali na tych samych zasadach – niezależnie od tego, czy prowadzą działalność w Warszawie, Berlinie czy Shenzhen. Dopóki ramy prawne nie będą równe, polskie MŚP będą przegrywać, a koszty tej porażki poniesie cała gospodarka: od rynku pracy po wpływy podatkowe.”

Niska cena – wysoka cena jakości, bezpieczeństwa i odpowiedzialności

Eksperci e-Izby podkreślają również, że ultra-niskie ceny często idą w parze z kompromisami jakościowymi, niepewną zgodnością z normami bezpieczeństwa, brakiem jasności w kwestii reklamacji oraz długim czasem dostawy. W świątecznym pośpiechu konsumenci nie zawsze zdają sobie sprawę z ryzyka, jakie niesie za sobą zakup „podejrzanie taniego” produktu od sprzedawcy, co do którego nie ma pewności, czy stosuje europejskie standardy. To nie tylko problem pojedynczego klienta – to także osłabienie rynku, na którym odpowiedzialni przedsiębiorcy przestrzegający przepisów są z tego rynku wypierani.

Rozwiązania na wyciągnięcie ręki

Świąteczny sezon zakupowy jest w Polsce najważniejszym okresem handlowym w roku. To właśnie teraz widać, jak bardzo nierówne zasady w e-commerce odbijają się na kondycji rynku: rosnący import, spadek obrotów podstawowych sklepów, coraz większa presja cenowa i rosnący deficyt budżetowy związany z luką podatkową. W ocenie e-Izby, aby polski e-commerce mógł rozwijać się uczciwie i stabilnie, potrzebna jest zmiana na kilku poziomach: świadomości konsumentów, regulacji prawnych oraz skutecznej kontroli przepływu towarów spoza UE. Tylko wtedy konkurencja będzie rzeczywista i uczciwa.

„Właśnie z tego powodu rośnie znaczenie kolejnych publikacji i dyskusji o rozwiązaniach na ten palący problem. Już wkrótce takie pomysły przedstawi najnowszy raport e-Izby: „Chińskie platformy e-commerce a polska gospodarka” — zapowiada Bartosz Skowroński. „Dokument będzie zawierał szczegółowe analizy wolumenu przesyłek z Chin, zmieniających się zachowań konsumenckich, wpływu na budżet państwa oraz efektów, jakie dla polskiej gospodarki mogłoby przynieść wyrównanie zasad konkurencji”.

„Może w końcu świąteczne zakupy przestaną być oceniane wyłącznie przez pryzmat ceny, a zaczną być rozpatrywane również w kontekście odpowiedzialności, jakości oraz wpływu na przyszłość polskiego handlu i bezpieczeństwa konsumenta” – podsumowuje prezes e-Izby, Patrycja Sass-Staniszewska.

Ozdoby, jedzenie, alkohol – na tym Polacy zamierzają oszczędzać w święta 2025

W tym roku 49,8% Polaków planuje bardziej niż poprzednio oszczędzać na świątecznych wydatkach, takich jak prezenty, zakupy czy wyjazdy. Z kolei 38,4% rodaków nie zamierza się ograniczać w stosunku do zeszłego roku. 10,1% nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii, a tylko 1,7% badanych nie będzie w ogóle obchodzić świąt. W grupie najmocniej zaciskającej pasa dominują osoby w wieku 25-34 lat, z miesięcznym dochodem netto na poziomie 1000-2999 zł. Konsumenci najczęściej chcą ograniczyć wydatki poprzez oszczędzanie na wszystkim po trochu – 36,6%. Na kolejnych miejscach w tym rankingu widać art. spożywcze – 23,2%, napoje alkoholowe – 23%, ozdoby świąteczne – 22,1%, wyjazdy świąteczne – 16,7%, a także prezenty dla rodziny – 16,5%.

Z raportu UCE RESEARCH i Shopfully Poland pt. „Wydatki świąteczne Polaków. Boże Narodzenie 2025” wynika, że 49,8% Polaków planuje obecnie bardziej niż przed rokiem oszczędzać na świątecznych wydatkach, takich jak prezenty, zakupy czy wyjazdy. 38,4% rodaków wyraża przeciwne stanowisko. Natomiast 10,1% nie ma jeszcze sprecyzowanych planów. Tylko 1,7% badanych nie zamierza w ogóle obchodzić świąt.

– Fakt, że blisko połowa Polaków zamierza w tym roku bardziej niż w ubiegłym roku oszczędzać na świątecznych wydatkach, świadczy o utrzymującej się ostrożności finansowej Polaków. Rosnące koszty życia, utrzymująca się presja inflacyjna oraz podwyżki cen produktów codziennych i sezonowych powodują, że wielu konsumentów stara się racjonalizować wydatki, także te świąteczne. Ogółem dane potwierdzają, że konsumenci chcą obchodzić święta, ale częściej niż wcześniej robią to w sposób bardziej przemyślany i kontrolowany – komentuje Robert Biegaj, współautor raportu z Shopfully Poland.

Zdaniem eksperta, ww. wyniki wpisują się w szerszy trend ostrożniejszego podejścia do finansów, obserwowany w ostatnich miesiącach w badaniach konsumenckich. Choć inflacja wyraźnie spadła, konsumenci wciąż odczuwają skutki wcześniejszych podwyżek. Należy pamiętać, że niższa inflacja nie oznacza powrotu cen do poziomów sprzed kilku lat. Koszyk zakupowy – w tym świąteczny – pozostaje znacząco droższy, a wiele usług nadal rośnie cenowo.

– Inflacja nadal wpływa na decyzje zakupowe, choć nie jest już jedynym kluczowym czynnikiem. Coraz większe znaczenie mają inne elementy, w tym utrzymujące się wysokie koszty życia, niepewność dotycząca najbliższych miesięcy, wzrost cen usług oraz tzw. pamięć inflacyjna, która sprawia, że konsumenci z większą rozwagą planują wydatki – dodaje Robert Biegaj.

Według autorów raportu, widoczny jest trend racjonalizacji konsumpcji. Część osób nie jest zmuszona sytuacją finansową do zaciskania pasa, ale świadomie ogranicza zakupy uznaniowe, rezygnuje z nadmiernych prezentów czy kosztownych wyjazdów. Wynika to z chęci lepszej kontroli budżetu, większej selektywności ofert oraz przekonania, że nie warto przepłacać. Dla handlu oznacza to rosnące znaczenie atrakcyjnych cen, wiarygodnych promocji, realnie ułatwiających optymalizację wydatków.

– Jednocześnie blisko 40% osób nie zamierza ograniczać świątecznego budżetu. To można interpretować przede wszystkim jako efekt stabilnej sytuacji finansowej części gospodarstw domowych oraz silnego przywiązania do tradycji świątecznej. W tej grupie konsumentów poziom wydatków świątecznych traktowany jest jako pewien standard, który należy utrzymać niezależnie od kosztów – zauważa współautor raportu z Shopfully Poland.

Dodatkowo autorzy raportu przypominają, że ubiegłoroczne święta odbywały się przy znacznie wyższej inflacji. – Część gospodarstw domowych już wówczas wprowadziła ograniczenia w budżecie, a obecny poziom cen – choć nadal wysoki – jest bardziej przewidywalny. Dlatego niektórzy konsumenci utrzymują wydatki na dotychczasowym poziomie, nie odczuwając potrzeby dodatkowych cięć. Dla niemal 4 na 10 Polaków święta pozostają priorytetem, a decyzje zakupowe są kształtowane zarówno przez stabilność finansową, jak i przywiązanie do tradycyjnego sposobu ich obchodzenia – podkreśla Robert Biegaj.

Z danych wynika również, że większe oszczędności świąteczne częściej planują kobiety (55%) niż mężczyźni (44%), a także osoby w wieku 25-34 lat (54,5%), z miesięcznym dochodem netto 1000-2999 zł (57,8%), a także mieszkańcy małych miejscowości liczących od 5 do 19 tys. ludności (54,3%). W opinii eksperta, taki profil nie jest przypadkowy. Ogólnie widać, że planowanie oszczędności w okresie świątecznym wynika zarówno z realnych potrzeb finansowych, jak i z codziennego zarządzania budżetem oraz z lokalnych uwarunkowań.

– Kobiety w wielu gospodarstwach domowych odpowiadają za planowanie zakupów i zarządzanie budżetem, co zwiększa świadomość konieczności oszczędzania. Młodzi ludzie i osoby o niższych dochodach częściej znajdują się w fazie życia wymagającej ostrożności finansowej, spłacają kredyty lub wychowują dzieci, a ich budżety domowe są mocniej ograniczone. Mieszkańcy małych miejscowości natomiast częściej muszą planować zakupy z wyprzedzeniem, a dostęp do konkurencyjnych ofert bywa ograniczony, co sprzyja większej świadomości wydatków – analizuje Robert Biegaj.

Spośród osób, które zamierzają w tym roku mocniej zacisnąć pasa, najwięcej respondentów deklaruje, że w tym roku zamierza oszczędzać na wszystkim po trochu – 36,6%. – Ten wynik odzwierciedla elastyczne i umiarkowane podejście do budżetu świątecznego. Takie podejście pozwala na realne oszczędności, o ile towarzyszy mu aktywne planowanie i porównywanie cen. W innym przypadku może ono pełnić rolę bardziej ogólnej deklaracji zamiaru oszczędzania niż faktycznego cięcia wydatków. Wynik pokazuje, że Polacy chcą racjonalizować wydatki świąteczne, zachowując przy tym komfort i standard obchodzenia świąt – wyjaśnia Robert Biegaj.

Na kolejnych miejscach w rankingu oszczędności widać artykuły spożywcze – 23,2%, napoje alkoholowe – 23%, ozdoby świąteczne – 22,1%, wyjazdy świąteczne – 16,7%, a także prezenty dla rodziny – 16,5%. W ocenie eksperta, wskazania te są logiczne z punktu widzenia konsumenta. To kategorie, w których łatwo kontrolować wydatki i uzyskać realne oszczędności. W przypadku żywności i napojów alkoholowych efekt jest natychmiastowy. Zmiana marki, zakup w promocji czy ograniczenie ilości produktów przynosi wymierny rezultat. Ozdoby świąteczne można wykorzystać ponownie lub wybierać tańsze warianty, a w przypadku wyjazdów i prezentów oszczędności zależą od planowania i wcześniejszych zakupów.

– Ogólnie deklaracje pokazują, że Polacy chcą ograniczać wydatki tam, gdzie jest to możliwe, nie rezygnując przy tym z istotnych elementów świąt. To dowód praktycznego i realistycznego podejścia do budżetu świątecznego, łączącego chęć oszczędzania z utrzymaniem tradycji i komfortu świąt – podsumowuje współautor raportu z Shopfully Poland.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Raport pt. „Wydatki świąteczne Polaków. Boże Narodzenie 2025” został przygotowany ma kanwie specjalnego badania opinii publicznej, które zostało przeprowadzone w dniach 25-26.11.09.2025 metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Shopfully Poland na próbie 1021 Polaków w wieku 18-80 lat.

Polacy nadal ostrożni wobec zakupu mieszkań. Tylko 34% uważa IV kwartał 2025 za dobry czas na zakup

W IV kwartale 2025 r. 34 proc. badanych ocenia, że mamy dobry czas na kupno mieszkania czy domu. To praktycznie tyle samo, co w III kwartale. Nieznacznie więcej, bo 37 proc. osób jest zdania, że końcówka tego roku to zły moment na taką transakcję – tak wynika z badania, które przeprowadził portal ogłoszeniowy Nieruchomosci-online.pl. 

Końcówka roku nie przyniosła przełomu w nastawieniu Polaków do zakupu nieruchomości. Owszem, ceny na wielu lokalnych rynkach stabilizują się lub spadają, a stopy procentowe są obniżane, przez co część osób ruszyło po kredyty, ale jeszcze nie przełożyło się to na wielki entuzjazm i wyraźny zryw zakupowy. Widać to w nastrojach: 34 proc. badanych uważa, że IV kwartał 2025 r. to dobry moment na zakup – to niemal dokładnie tyle samo, co kwartał wcześniej. To pokazuje, że ostrożność kupujących wciąż jest duża. Chociaż i tak jest zauważalnie lepiej niż jeszcze pół roku temu – mówi Anna Zachara-Widła, Customer Voice Expert w Nieruchomosci-online.pl.

Jak wynika z cokwartalnego badania „To my. Polacy o nieruchomościach”, zdecydowanie najsłabiej warunki do zakupu mieszkania czy domu były oceniane w I i II kwartale roku – wówczas jedynie 23 i 26 proc. ankietowanych twierdziło, że warunki rynkowe sprzyjają takim transakcjom. W drugiej połowie roku nastroje były już wyraźnie lepsze.Kupno – wykres

Lepsza ocena warunków do zakupu niż w pierwszej połowie roku oznaczała, że rozchwiany do niedawna rynek zaczął kroczyć powoli w kierunku większej równowagi i przewidywalności. Chociaż w mieszkaniówce wciąż panują trudne warunki, to jednak jest nieco bliżej do osiągnięcia kompromisu pomiędzy kupującymi a sprzedającymi. Mimo to, niezmiennie 83 proc. respondentów określa ceny nieruchomości jako wysokie lub bardzo wysokie – i jest to wciąż główna bariera – dodaje Anna Zachara-Widła.

W IV kwartale 2025 r. pesymistów jest nieco więcej niż optymistów. 34 proc. badanych ocenia, że mamy dobry czas na kupno mieszkania czy domu, ale 37 proc. ankietowanych jest zdania, że aktualnie mamy zły moment na takich ruch.

Nieco słabsza atmosfera do sprzedaży

O ile ocena sytuacji na rynku w zakresie kupna nieruchomości nie zmieniła się w ostatnim kwartale, to ocena warunków do sprzedaży już tak. Jeszcze w III kwartale 40 proc. pytanych Polaków było zdania, że to dobry czas na sprzedaż. W IV kwartale jest to 34%. Czym można tłumaczyć spadek nastrojów sprzedażowych o 6 p.p.?

Sprzedaż – wykres

Spadek optymizmu wśród sprzedających może wydawać się zaskakujący, ale warto pamiętać, że nastroje wśród uczestników rynku reagują wolniej niż wskaźniki makroekonomiczne. Owszem, obniżki stóp procentowych sprzyjają większej aktywności kupujących, jednak wielu właścicieli nie dostrzega jeszcze wyraźnej zmiany na własnej skórze, czyli w liczbie zapytań, prezentacji czy realnych ofert. To naturalnie osłabia przekonanie, że jest to łatwy moment na sprzedaż – komentuje Anna Zachara-Widła, badaczka z Nieruchomosci-online.pl.   

– Warunki do sprzedaży były oceniane lepiej przy wysokich cenach, które obecnie zaczęły się stabilizować lub lokalnie spadać. Być może sprzedający mają poczucie, że najlepszy moment na sprzedaż już minął. Nie poprawia sytuacji fakt, że to końcówka roku, czyli specyficzny moment jeśli chodzi o wybory i plany związane z nieruchomościami – dodaje ekspertka.

Największe miasta najbardziej pesymistyczne

Cykliczna analiza przeprowadzona przez Nieruchomosci-online.pl we współpracy z agencją badawczą Inquiry daje też odpowiedź na pytanie, jak Polacy oceniają dostępność mieszkaniową swojego najbliższego otoczenia.

W IV kwartale br. 71 proc. badanych zgodziło się ze stwierdzeniem: „obecnie mało kto z mojego otoczenia może sobie pozwolić na kupno mieszkania lub domu”. Poczucie braku możliwości zakupu nieruchomości wciąż jest więc dominujące w populacji.

Problem małych możliwości nabywczych swojego otoczenia najczęściej wskazywali ankietowani z miast liczących powyżej 500 tys. mieszkańców (75 proc.). Najniższy odsetek takich głosów pojawił się wśród mieszkańców wsi (70 proc.), ale uwagę zwraca fakt, że różnica wcale nie jest duża. Jeśli chodzi o grupy wiekowe, ze stwierdzeniem „obecnie mało kto z mojego otoczenia może sobie pozwolić na kupno mieszkania lub domu” najczęściej zgadzali się najmłodsi w wieku 18-24 lata (76 proc.), a najrzadziej osoby w wieku 45-54 lata (68 proc.).

Jak dodają eksperci Nieruchomosci-online.pl, poczucie braku możliwości zakupu nieruchomości wśród młodych jest jeszcze silniejsze niż dotychczas (wzrost o 5 p.p. w porównaniu do III kwartału).

––––

Badanie „To my. Polacy o nieruchomościach – IV kwartał 2025” zostało zrealizowane w drugiej połowie listopada przez agencję Inquiry na zlecenie Nieruchomosci-online.pl na reprezentatywnej grupie 1013 dorosłych Polaków.

Rynek wtórny z rekordem w 2024 roku w Polsce

W 2024 r. Polacy częściej kupowali mieszkania z rynku wtórnego niż od deweloperów – wynika z analizy portalu GetHome.pl na podstawie najnowszego raportu GUS „Obrót nieruchomościami w 2024 r.”  Używane lokale stanowiły blisko 60% wszystkich sprzedanych mieszkań, a ich liczba – 148 tys. – była o 12% wyższa niż rok wcześniej, co najprawdopodobniej jest rekordem w historii polskiego rynku nieruchomości.

Można powiedzieć, że używane mieszkania wróciły do łask kupujących – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl. I zwraca jednak uwagę, że udział rynku pierwotnego wyglądałby korzystniej, gdyby GUS uwzględniał zawarte umowy deweloperskie, a nie wyłącznie finalizowane akty notarialne. Z opublikowanego raportu GUS wynika, że w 2024 r. właściciela zmieniło łącznie 255,3 tys. lokali mieszkalnych, czyli o 5% więcej niż rok wcześniej.Transakcje na rynku mieszkaniowym 2024_ogółem

Największy wzrost liczby transakcji dotyczył rynku wtórnego, który po dwóch trudnych latach odnotował silne odbicie. W pandemicznym 2020 r. sprzedaż używanych mieszkań spadła o 11%, a w 2022 r. – z powodu zaostrzenia polityki kredytowej banków – o kolejne 17%. Jednocześnie w tym czasie rynek pierwotny formalnie zwiększał udział w strukturze transakcji, co było efektem finalizowania przez deweloperów umów podpisanych jeszcze przed kryzysem. Mimo tego w ostatnich czterech latach sprzedaż nowych mieszkań rosła systematycznie, niezależnie od liczby zawieranych umów deweloperskich. Rok 2024 przyniósł jednak wyraźne odwrócenie trendu – rynek pierwotny stracił na rzecz wtórnego w skali kraju.Transakcje na rynku mieszkaniowym 2024_rynek pierwotny i wtórny

Z danych GUS wynika, że przewaga rynku wtórnego była wyraźna w aż 14 województwach. Jedynie w województwach małopolskim i podlaskim kupujący częściej decydowali się na nowe mieszkania. Co znamienne, nawet w regionach o silnych rynkach deweloperskich, takich jak mazowieckie czy dolnośląskie, klienci w 2024 r. zdecydowanie preferowali lokale z drugiej ręki. Największą liczbę transakcji na rynku wtórnym zanotowano tradycyjnie w największych miastach – w Warszawie sprzedano 15,7 tys. używanych mieszkań, w Krakowie około 6 tys., a we Wrocławiu 5,9 tys.

Kluczowym argumentem przemawiającym za rynkiem wtórnym pozostaje oczywiście cena. W 2024 r. kupujący wydawali średnio 536,3 tys. zł na zakup mieszkania od dewelopera, podczas gdy mieszkanie z rynku wtórnego kosztowało przeciętnie 451,5 tys. zł.

Podobne różnice widać w cenach metra kwadratowego: nowe mieszkania kosztowały średnio ok. 9,6 tys. zł za m kw., a używane – ok. 8,5 tys. zł za m kw. Mediany cen wynosiły odpowiednio 8,9 tys. i 7,5 tys. zł za metr. W zdecydowanej większości województw mieszkania z drugiej ręki są istotnie tańsze. Jedynym wyjątkiem jest województwo mazowieckie, gdzie średnie ceny nowych lokali okazały się niższe niż używanych. Ekspert GetHome.pl podkreśla jednak, że dane oparte na aktach notarialnych mogą nie oddawać w pełni realiów rynku pierwotnego, ponieważ transakcje finalizowane są często wiele miesięcy po podpisaniu umowy deweloperskiej, a w tym czasie ceny nowych mieszkań zwykle rosną.Transakcje na rynku mieszkaniowym 2024_ceny mieszkań

Marek Wielgo dodaje, że popularność rynku wtórnego wynika także z jego specyfiki.

Oferowane są na nim mieszkania na starszych osiedlach z dobrze rozwiniętą infrastrukturą i komunikacją – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.

Jego zdaniem, to właśnie lokalizacja i dostęp do usług publicznych często okazują się decydujące dla kupujących. Z drugiej strony starsze budynki częściej pozbawione są wind, mają ograniczoną liczbę miejsc parkingowych i niższy standard techniczny. Nowe mieszkania przewyższają je pod tym względem, oferując m.in. możliwość indywidualnego rozliczania kosztów ogrzewania, wody i ścieków, co w dobie wysokich cen energii i rosnących opłat eksploatacyjnych nabiera coraz większego znaczenia.

Dlaczego biznes nie może już ignorować odnawialnych źródeł energii?

Odnawialne źródła energii stały się kluczowym elementem strategii wielu firm. W obliczu wyzwań związanych z ochroną środowiska i zmianami klimatycznymi, przedsiębiorstwa na całym świecie muszą coraz częściej mierzyć się z koniecznością dostosowania się do nowych realiów energetycznych. Tradycyjne źródła energii, oparte na paliwach kopalnych, przestają być jedyną opcją.

Transformacja energetyczna a przyszłość biznesu

Transformacja energetyczna to proces, który zmienia sposób, w jaki pozyskujemy i wykorzystujemy energię. Przedsiębiorstwa, które chcą pozostać konkurencyjne, muszą brać pod uwagę zmieniające się realia energetyczne. Zielona energia dla biznesu to nie tylko krok w stronę ekologii, ale także wymóg ekonomiczny.

Rosnące ceny paliw kopalnych, regulacje prawne oraz rosnąca presja społeczna sprawiają, że ignorowanie odnawialnych źródeł energii staje się ryzykowne. Firmy, które zainwestują w technologie takie jak energia słoneczna, wiatrowa czy geotermalna, mogą liczyć na zmniejszenie kosztów operacyjnych. Dodatkowo takie podejście zwiększa ich atrakcyjność w oczach konsumentów, którzy coraz częściej wybierają produkty i usługi firm dbających o środowisko. Chcesz dowiedzieć się więcej? Sprawdź na https://reo.pl/pl/informacje/pr/201/plan-na-czysta-energie-w-biznesie.

Korzyści ekonomiczne płynące z odnawialnych źródeł energii

Inwestycje w odnawialne źródła energii mogą przynieść przedsiębiorstwom wiele korzyści ekonomicznych. Po pierwsze, koszty produkcji energii ze źródeł odnawialnych, takich jak panele słoneczne czy turbiny wiatrowe, stale maleją. W dłuższej perspektywie pozwala to na znaczne oszczędności w porównaniu z tradycyjnymi źródłami energii.

Ponadto, korzystanie z odnawialnych źródeł energii może zwiększyć stabilność finansową firm, chroniąc je przed wahaniami cen surowców energetycznych.

Wpływ na wizerunek firmy i relacje z klientami

Współczesny konsument coraz częściej zwraca uwagę na to, czy firmy, z którymi współpracuje, dbają o środowisko. Wprowadzenie odnawialnych źródeł energii do strategii biznesowej może znacznie poprawić wizerunek firmy. Przedsiębiorstwa, które stawiają na zrównoważony rozwój, zyskują przewagę konkurencyjną, ponieważ klienci są bardziej skłonni zaufać markom, które działają odpowiedzialnie.

Relacje z klientami mogą ulec poprawie, gdy firma angażuje się w działania proekologiczne. Konsumenci często czują się bardziej związani z markami, które podzielają ich wartości. Jeśli Ty także chcesz wprowadzić w swoim biznesie takie rozwiązania, sprawdź, co oferuje Reo.pl.

Perspektywy na przyszłość

Patrząc w przyszłość, można zauważyć, że odnawialne źródła energii będą odgrywać coraz większą rolę w strategiach biznesowych. Przedsiębiorstwa, które już teraz podejmą kroki w kierunku zrównoważonego rozwoju, mogą liczyć na długofalowe korzyści. Nie tylko będą mogły czerpać zyski z oszczędności na kosztach energii, ale także zyskają w oczach klientów i partnerów biznesowych.

Odnawialne źródła energii to nie tylko przyszłość energetyki, ale także klucz do budowania trwałych i odpornych na zmiany rynkowe modeli biznesowych. Firmy, które zignorują tę transformację, ryzykują pozostanie w tyle za konkurencją, która już teraz inwestuje w technologie przyszłości. Warto zatem zastanowić się, jakie kroki można podjąć, aby stać się częścią tej zmiany.

Digital Network z mocnym odbiorem rynku po przejęciu Braughman Group. Spółka wśród „Top Picks” DM BOŚ na 2026 rok

Finalizacja przejęcia Braughman Group przez Digital Network spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem rynku. Kurs spółki przekroczył historyczne 150 zł, a od początku roku wzrósł już o 170%, czyniąc Digital Network jednym z najmocniejszych graczy na GPW.

Strategia spółki została doceniona (po raz kolejny) przez analityków DM BOŚ. W raporcie ‘’9 Top Picks na 2026’’ z 30 listopada wskazali oni 9 spółek giełdowych jako swoje top picks na 2026 rok. Na liście znalazły się AB, Atrem, Digital Network, Dino, Dom Development, LPP, mBank, Neuca i VRG. W tym gronie notowania aż 7 spółek tym roku wyznaczały nowe historyczne szczyty. Mowa tu o AB, Atremie, Digital Network, Dino, Dom Development, LPP i mBanku – podkreślają autorzy raportu.

Przejęcie za 131,5 mln zł rozszerzyło zasoby Digital Network do ponad 20 000 ekranów LED i LCD w całym kraju, wzmacniając pozycję lidera w segmencie DOOH. Segment DOOH jest dziś jednym z najbardziej perspektywicznych obszarów rynku reklamowego, przyciągając budżety marek poszukujących efektywnych form dotarcia do konsumentów poza internetem. Digital Network, dysponując największą w kraju infrastrukturą cyfrową oraz ugruntowaną pozycją rynkową, pozostaje głównym beneficjentem tego trendu.

Połączenie Digital Network z Braughman Group otwiera nowy rozdział dla obu organizacji, tworząc strukturę, która pozwala rozwijać się szybciej, szerzej i zdecydowanie odważniej. To nie jest jedynie suma wyników finansowych – to realny wzrost potencjału operacyjnego i strategicznego. Synergia kosztowa wynikająca z konsolidacji działów sprzedaży i rozwoju, wyeliminowanie wewnętrznej konkurencji o kluczowe lokalizacje (jak choćby w przypadku obiektów PKP), a także możliwość cyfryzacji kolejnych nośników to fundament pod nową skalę działalności – podkreśla Agnieszka Godlewska, prezes Digital Network.

Jak podkreślają przedstawiciele Digital Network, większa struktura firmy po akwizycji pozwoli na możliwość negocjowania wyższych budżetów i uzyskiwania korzystniejszych warunków handlowych. Spółka obecnie koncentruje się na integracji oferty i dostosowaniu cen, rozmowach budżetowych na kolejny rok oraz analizie kierunków digitalizacji przejętej sieci nośników.

W ocenie analityków spółka pozostaje jednym z głównych beneficjentów dynamicznego wzrostu rynku cyfrowej reklamy zewnętrznej. Systematyczne zwiększanie przychodów i rentowności – już czwarty rok z rzędu – wzmacnia jej pozycję jako stabilnego, przewidywalnego i jednocześnie szybko rosnącego lidera branży.

StockWatch

Źródło: StockWatch

Prąd, gaz, opłaty czynszowe – wynajmowanie mieszkania w 2026 roku będzie dużo droższe

Wzrost opłaty mocowej i opłaty OZE może spowodować, że rachunki za prąd znacząco wzrosną w roku 2026. W nowym roku nie będą już tak szeroko także działać tarcze ochronne związane z opłatami za gaz. Rosną także czynsze we wspólnotach mieszkaniowych i spółdzielniach. Efektem jest więc drastyczny, czasem sięgający nawet kilkuset złotych wzrost opłat za mieszkania – co będzie mocno odbijać się na rynku nieruchomości na wynajem.

Opłata dla właściciela mieszkania w dół, bo czynsz mocno w górę?

Eksperci nie mają wątpliwości, że rok 2026 może być jednym z trudniejszych od wielu lat jeżeli chodzi o sytuacje lokatorów mieszkań na wynajem. Koniec taryf ochronnych w kontekście opłat za gaz, wzrost cen prądu, rosnące czynsze i koszty życia. Dla lokatorów mieszkań na wynajem znaczenie mają nie tylko opłaty związane z oczekiwaniami właściciela mieszkania, ale także wszystkie inne części składowe zobowiązań finansowych związanych z użytkowaniem mieszkania.

– Szacujemy, że skumulowany koszt podwyżek może wynosić od 300 do nawet 600 złotych miesięcznie w zależności od zużycia prądu i gazu, a także planów podwyżkowych wspólnot mieszkaniowych i spółdzielni. To duże zmiany, największe od lat. Zauważamy, że właściciele nieruchomości nie podnoszą swoich oczekiwań finansowych, a czasem nawet wręcz są proszeni o ich obniżenie, gdy okazuje się, że koszty czynszu rosną nadmiernie – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

W jaki sposób ceny mediów przekładają się na sytuacje na rynku nieruchomości?

– Wynajem mieszkań nadal cieszy się wielkim zainteresowaniem. Wiele mieszkań, które trafia na rynek, bardzo szybko znajduje swoich lokatorów. Coraz popularniejszy jest najem instytucjonalny, a koszt wynajmu od jakiegoś czasu mocno się ustabilizował. Problemem jest to, że ta stabilizacja jest zakłócana przez koszty zupełnie niezależne od właścicieli mieszkań – przyznaje Mirosław Król.

Szacuje się, że przeciętne rachunki mogą wzrosnąć o 15-25%,

– Rok 2026 przyniesie wyraźne podwyżki w rachunkach za prąd, głównie przez opłaty mocową i OZE, co wpłynie na budżety domowe i firmowe. Mimo wygaszenia opłaty przejściowej, wzrosty będą znaczące, choć minister energii kwestionuje prognozy o drastycznych podwyżkach dla wszystkich – dodaje Król.

2026 roku może być lepszy na rynku nieruchomości

Szacunkowy wzrost kosztów wynajmu może skłaniać coraz większą ilość osób do decyzji o tym, by z wynajmu zrezygnować, a zacząć przygotowywać się do zakupu własnego mieszkania.

Jeżeli okazuje się, że wynajem kawalerki to koszt rzędu 1800-2000 złotych plus rosnące opłaty za media, a koszt wynajmu dwupokojowego mieszkania z mediami może sięgać nawet 4000 tysięcy złotych to decyzja o zakupie wydaje się być coraz bardziej racjonalna finansowo.

– Po latach stagnacji rok 2026 może być przełomem, gdy mieszkania na rynku pierwotnym i wtórnym będą sprzedawać się znacznie lepiej. Ruch na rynku wtórnym w roku 2025 był już całkiem przyzwoity. Wpływ na to ma delikatna korekta cen, a także spadające stopy procentowe, które mocno zweryfikowały możliwości wielu osób. Znam także klientów, którzy po prostu oszczędzają ile mogą, by w 2026 roku kupić wreszcie mieszkanie – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Pięciokrotne obniżenie stóp procentowych znacząco wpływa na sytuację na rynku nieruchomości.

– Czy ceny w roku 2026 będą się zmieniać? To pytanie bardzo otwarte. Widzimy, że kilka ofert z rynku wtórnego zniknęło, bo pewnie właściciele mieszkań liczą, że w przyszłym roku cena nieruchomości może być wyższa. Nie brakuje jednak dobrych ofert, więc potencjalni właściciele mieszkań w dużych miastach mają z czego wybierać – dodaje Mirosław Król.

Deficyt handlowy USA najniższy od lat, złoto przebija 4300 USD, a Turcja kontynuuje cięcia stóp

Prezydent USA odniósł kolejny sukces w walce z deficytem handlowym USA – tym razem jest on najniższy od czasów jego pierwszej kadencji. Złoto przebija poziom 4 300 dolarów i pnie się w górę. Turcja robi kolejne kroki ku „normalnym” poziomom stóp procentowych.

Sukces Trumpa

Jedno trzeba obecnej administracji prezydenckiej przyznać – udało jej się właśnie zdusić deficyt handlowy do poziomu 52 miliardów dolarów. Deficyt handlowy to nie jazda figurowa na łyżwach – liczy się wynik, a nie styl. Ostatni raz tak niski był on w czerwcu 2020 roku, czyli ponad 5 lat temu. Prezydentem w USA był wówczas nie kto inny, jak Donald Trump. Tamtejszą administrację na pewno cieszy, że za kadencji jego poprzednika, ani przez miesiąc nie było niższego deficytu. Tutaj warto jeszcze dodać jedną uwagę w ramach uczciwości metodologicznej. Zarówno eksport, jak i import USA są (z wyjątkiem pandemii) w wyraźnych trendach wzrostowych. W rezultacie ten sam wynik dzisiaj jest dużo lepszy niż 5 lat temu. Problem w tym, że wraz z tymi danymi zobaczyliśmy słabsze odczyty z tamtejszego rynku pracy. Przybyła bardzo duża liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Skutkowało to drugim z rzędu słabym dniem dla dolara.

Kolejny atak szczytowy złota?

Obniżenie stóp procentowych w USA oraz osłabienie dolara zdaniem wielu analityków to modelowe warunki do wzrostu cen surowców. Niższe stopy to bowiem niższa rentowność inwestycji opartych właśnie o ten wskaźnik, dzięki czemu kapitał szuka alternatyw. Z kolei słabnący dolar powoduje, że wyrażone w nim surowce idą w górę, bo ich cena w walutach lokalnych pozostaje w miarę stabilna. Jest jeszcze jeden powód, który pomógł inwestorom w wyborze giełda czy surowce. Słabe dane z amerykańskiej giełdy, gdzie w sektorze technologicznym kolejna spółka – Oracle – pokazuje agresywny wzrost wydatków inwestycyjnych w AI, nie poparty pozytywnymi zmianami przychodów. Zdaniem inwestorów najwyraźniej złoto okazało się lepszym pomysłem. Wczoraj pierwszy raz od października złamało ono barierę 4 300 dolarów. Kontrakty na złoto są obecnie niecałe 75 dolarów od rekordu wszechczasów.

Turcja tnie szybciej niż oczekiwano

Na wczorajszym posiedzeniu turecki bank centralny obniżył stopy procentowe o 1,5%. Rynek spodziewał się wolniejszego ruchu, zaledwie o 1%. Obecne cięcie jest już czwartym z rzędu – w tym czasie wskaźniki spadły łącznie o imponujące 8%, z 46% do 38%. Tak, to nie literówka. Tureccy decydenci, na czele z prezydentem Erdoganem, doprowadzili państwo do sytuacji, w której normalizacja inflacji wymagała niespotykanego w państwach Unii podniesienia stóp procentowych – przez 9 miesięcy było to 50%. Ile zatem wynosi inflacja? Po ostatnich spadkach już tylko 31,07%. Nadal zatem dane z Turcji wyglądają, jakby komuś przesunął się przecinek. Widać jednak wyraźnie dobry trend, który może doprowadzić ten kraj kiedyś do czegoś, co nazwalibyśmy normalnością z zachodniego punktu widzenia. Przynajmniej w zakresie polityki monetarnej. Obecna sytuacja ma jeszcze jeden ważny element: przy tak wysokich stopach procentowych również kurs liry tureckiej jest wciąż administracyjnie regulowany.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Rosyjski bank centralny żąda odszkodowania od Euroclear. W tle unijne prace nad finansowaniem Ukrainy

Rosyjski bank centralny poinformował w piątek o złożeniu pozwu przeciwko belgijskiej spółce Euroclear do moskiewskiego sądu arbitrażowego. Euroclear zarządza większością rosyjskich aktywów zamrożonych w Unii Europejskiej, a decyzja o wniesieniu skargi zapadła w momencie, gdy UE rozważa wykorzystanie tych środków na wsparcie finansowe Ukrainy. Według banku centralnego działania Euroclear miały spowodować straty, ponieważ uniemożliwiają swobodne dysponowanie zamrożonymi aktywami. W odrębnym oświadczeniu instytucja określiła plany Komisji Europejskiej jako bezprawne i sprzeczne z zasadami prawa międzynarodowego.

Spór dotyczy wniosku Komisji Europejskiej z 3 grudnia, w którym przedstawiono dwa możliwe mechanizmy finansowania Ukrainy w latach 2026–2027. Jednym z nich jest tzw. pożyczka reparacyjna, polegająca na tym, że KE pożyczałaby środki pieniężne od instytucji przechowujących zamrożone aktywa rosyjskiego banku centralnego. Z szacowanych 210 miliardów euro zamrożonych aktywów około 185 miliardów znajduje się w Euroclear w Brukseli, a pozostałe 25 miliardów w prywatnych bankach we Francji, Niemczech, Szwecji i na Cyprze. Propozycja ta budzi obawy zarówno natury prawnej, jak i politycznej.

Największy sprzeciw wobec planu wykorzystania aktywów zgłasza Belgia. Premier Bart De Wever określił koncepcję pożyczki reparacyjnej jako „zasadniczo błędną” oraz ostrzegł przed możliwą reakcją odwetową ze strony Rosji. Belgijskie władze podkreślają, że ryzyko takiej operacji nie może spoczywać wyłącznie na jednym państwie członkowskim. Zdaniem przedstawicieli Belgii potrzebne są wiążące gwarancje, które równomiernie rozłożą odpowiedzialność na wszystkie kraje UE.

W czwartek ambasadorowie państw członkowskich zatwierdzili decyzję o nieograniczonym zamrożeniu rosyjskich aktywów na podstawie artykułu 122 traktatów UE. Mechanizm ten wymaga jedynie większości kwalifikowanej, co pozwala uniknąć konieczności odnawiania decyzji co sześć miesięcy. Celem tego działania jest zapobieżenie przedwczesnemu odblokowaniu aktywów w trakcie toczących się dyskusji dotyczących ich przyszłego wykorzystania.

Really Simple Licensing (RSL) 1.0: Nowy Standard dla Kontroli Treści przez AI

0

Koalicja branży internetowej i mediów publikuje Really Simple Licensing 1.0. Nowy standard ma uregulować wykorzystanie treści wydawców przez systemy AI.

Koalicja dostawców infrastruktury internetowej oraz ponad 1500 organizacji medialnych ogłosiła w środę publikację Really Simple Licensing (RSL) 1.0 – pierwszego oficjalnego standardu umożliwiającego maszynowo czytelne określanie warunków licencjonowania treści pobieranych przez systemy sztucznej inteligencji. Debiut RSL następuje w kluczowym momencie, gdy Komisja Europejska prowadzi postępowanie antymonopolowe przeciwko Google w związku z wykorzystywaniem materiałów wydawców w funkcjach wyszukiwania opartych na AI bez zapewnienia odpowiedniej rekompensaty.

W gronie sygnatariuszy i podmiotów wspierających znalazły się m.in. Cloudflare, Akamai, Creative Commons, IAB Tech Lab oraz redakcje The Associated Press, The Guardian, USA Today, Vox Media i Stack Overflow. Jak podkreślają inicjatorzy, standard ma stworzyć „uniwersalny język praw i warunków licencyjnych treści”, ułatwiając wydawcom kontrolowanie sposobu wykorzystania ich materiałów przez narzędzia AI.

Nowy język licencji dla ery sztucznej inteligencji

RSL 1.0 powstał na bazie znanego od dekad standardu RSS. Pozwala on wydawcom precyzyjnie określać, czy zezwalają na tradycyjne indeksowanie swoich treści w wyszukiwarkach, a jednocześnie blokować ich wykorzystanie w treningu modeli generatywnych lub w funkcjach takich jak AI Overviews. W ramach systemu wprowadzono trzy kategorie praw:

  • ai-all – pełne wykorzystanie treści przez AI,
  • ai-input – zgoda na użycie treści jako danych wejściowych do treningu modeli,
  • ai-index – zgoda na indeksowanie w wyszukiwarkach, ale bez wykorzystania do generowania odpowiedzi przez AI.

Twórcy RSL podkreślają, że narzędzie ma pomóc wydawcom, którzy chcą pozostać widoczni w wyszukiwarkach, lecz jednocześnie domagają się kontroli nad komercyjnym wykorzystaniem ich materiałów w systemach sztucznej inteligencji.

Presja regulacyjna i kontekst postępowania wobec Google

Wprowadzenie standardu zbiegło się z postępowaniem Komisji Europejskiej, wszczętym 9 grudnia, dotyczącym wykorzystywania treści mediów przez Google w funkcjach AI Overviews i AI Mode. Według KE obecny system nie pozostawia wydawcom realnej możliwości wyłączenia ich materiałów z usług AI przy jednoczesnym pozostawieniu indeksacji w wynikach wyszukiwania. RSL ma potencjalnie wypełnić tę lukę, tworząc techniczny mechanizm wyrażania zgody lub sprzeciwu wobec różnych form przetwarzania treści przez modele AI.

Wsparcie Creative Commons i licencjonowanie zasobów publicznych

Nowy standard rozszerza także koncepcję licencjonowania opartego na wkładzie, rozwijaną we współpracy z organizacją Creative Commons. Rozwiązanie to skierowane jest do instytucji publicznych i organizacji non-profit zarządzających repozytoriami wiedzy, oprogramowania czy danych. Creative Commons podkreśla, że RSL umożliwi ochronę „twórczego i wiedzoznawczego dobra wspólnego”, stanowiącego jeden z fundamentów otwartego internetu.

Największe wyzwanie: egzekwowanie zasad

Choć RSL 1.0 spotkał się z szerokim poparciem wydawców i firm infrastrukturalnych, pozostaje otwarte pytanie o jego praktyczną skuteczność. Żaden z największych twórców modeli AI – OpenAI, Google, Meta ani Anthropic – nie zadeklarował jeszcze implementacji standardu.

W praktyce funkcjonowanie systemu może opierać się na działaniach firm infrastrukturalnych, takich jak Cloudflare czy Akamai, które byłyby w stanie blokować boty pobierające treści niezgodnie z licencją. Cloudflare zwrócił uwagę, że obsługuje już ponad miliard żądań płatniczych dziennie za pomocą odpowiedzi HTTP 402 i wskazał, że RSL może usprawnić zarówno pobieranie opłat, jak i ograniczanie nadużyć.

Rosnący problem z nieposłusznymi botami AI

RSL powstaje w sytuacji, gdy zgodność botów AI z zasadami sieci gwałtownie spada. Według najnowszych danych odsetek crawlerów ignorujących pliki robots.txt wzrósł w jednym kwartale z 3,3 do 12,9 proc. Jednocześnie liczba stron blokujących GPTBot OpenAI zwiększyła się o 70 proc., do 5,6 mln witryn w grudniu 2025 r.

Początek porządkowania relacji wydawcy–AI

Według autorów projektu RSL 1.0 to pierwszy kompleksowy krok w kierunku uregulowania relacji między wydawcami a firmami rozwijającymi sztuczną inteligencję. Jednak skuteczność standardu będzie zależeć od tego, czy największe podmioty technologiczne zgodzą się go stosować.

Dla wydawców może to być narzędzie pozwalające zachować kontrolę nad treściami w epoce generatywnej AI, ale również początek trudnej dyskusji o tym, jak egzekwować prawa autorskie wobec systemów uczących się na masową skalę.

O losie porozumienia z Mercosur mogą zdecydować najbliższe dni

Francja zabiega o przesunięcie terminu podpisania umowy o wolnym handlu między Unią Europejską a krajami Mercosur, proponując, aby planowaną na 20 grudnia ceremonię przenieść na początek 2026 roku. Jak podają źródła zaznajomione z negocjacjami, rząd w Paryżu naciska na zmianę harmonogramu, co komplikuje przygotowania do podpisania porozumienia w Brazylii z udziałem Ursuli von der Leyen oraz przewodniczącego Rady Europejskiej Antonio Costy.

Najbliższe dni mają kluczowe znaczenie dla dalszych losów umowy. Parlament Europejski planuje na 16 grudnia głosowanie nad środkami ochronnymi dla rolników, natomiast państwa członkowskie będą oceniać całość porozumienia w dniach 16–19 grudnia. Francja od lat prowadzi grupę państw wyrażających obawy wobec umowy, zwracając uwagę na konieczność wprowadzenia silniejszych zabezpieczeń rynkowych oraz obowiązku przestrzegania unijnych standardów produkcji przez partnerów z Mercosur. Zastrzeżenia zgłaszają również Polska, Irlandia, Austria, Węgry i Holandia, natomiast Belgia zapowiedziała wstrzymanie się od głosu.

Pomimo wyrażanych obaw koalicja sceptyków nie dysponuje obecnie wystarczającą liczbą głosów, by zablokować cały pakiet. Do odrzucenia umowy wymagane jest minimum cztery państwa reprezentujące 35 procent populacji UE. W centrum uwagi znalazły się Włochy, które nie przedstawiły jeszcze oficjalnego stanowiska. Rzym, jako drugi największy eksporter unijny na rynki Mercosur, może jednak uznać korzystny dostęp do rynku południowoamerykańskiego za argument przemawiający za poparciem paktu.

Porozumienie między UE a Mercosur miałoby doprowadzić do utworzenia jednej z największych stref wolnego handlu na świecie, obejmującej 722 miliony konsumentów i generującej około 22 biliony dolarów PKB. Do finalizacji umowy silnie zachęcają Niemcy i Hiszpania, postrzegając ją jako element strategii dywersyfikacji handlu w warunkach pogarszających się relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Po stronie Mercosur determinację do zawarcia paktu wyraża prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva, choć narasta napięcie związane z możliwym przesunięciem europejskiego harmonogramu.

Nawet jeśli państwa UE zatwierdzą porozumienie jeszcze w grudniu, ostateczne wejście umowy w życie będzie wymagało ratyfikacji przez Parlament Europejski w 2026 roku. Proces ten może okazać się długotrwały i ujawnić głębokie różnice zdań dotyczące polityki handlowej, ochrony środowiska oraz standardów produkcji.

Temu pod lupą Komisji Europejskiej. Inspekcja związana z podejrzeniami o wsparcie państwowe z Chin

Komisja Europejska przeprowadziła w ubiegłym tygodniu niezapowiedzianą kontrolę w europejskiej siedzibie platformy Temu w Dublinie. Działania podjęto w związku z podejrzeniami, że chińskie państwo mogło udzielać firmie niedozwolonych subsydiów, co mogłoby zakłócać konkurencję na jednolitym rynku UE. Temu, należące do koncernu PDD Holdings, jest jednym z najszybciej rosnących podmiotów e-commerce w Europie. Kontrola została przeprowadzona na podstawie rozporządzenia o zagranicznych subsydiach (FSR), co podkreśla coraz bardziej stanowcze podejście UE wobec chińskich platform oferujących wyjątkowo tanie produkty.

Rzecznik Komisji potwierdził, że inspekcja dotyczyła firmy z sektora handlu elektronicznego, nie ujawniając jednak jej nazwy ani lokalizacji przeszukania. Źródła zaznajomione ze sprawą wskazały, że chodzi o Temu. Rozporządzenie FSR, obowiązujące od 2023 roku, daje Komisji uprawnienia do badania przypadków nieuczciwej pomocy finansowej z państw trzecich i nakładania kar sięgających nawet 10 procent globalnych przychodów firmy. Temu nie odniosło się dotychczas do działań regulatora.

Inspekcja odbyła się w czasie, gdy UE intensyfikuje działania mające ograniczyć napływ tanich przesyłek z Chin. Dotychczas produkty o wartości poniżej 150 euro były zwolnione z ceł, co wspierało dynamiczny wzrost takich platform jak Temu czy Shein. Ministrowie finansów UE uzgodnili jednak zniesienie tego zwolnienia od 2026 roku, przyspieszając reformę o dwa lata. Temu, promujące się hasłem „kupuj jak miliarder”, przyciąga już około 116 milionów użytkowników miesięcznie w państwach członkowskich.

To kolejny przypadek, gdy platforma trafia pod nadzór unijnych instytucji. W lipcu 2025 roku Komisja Europejska uznała wstępnie, że Temu nie wdraża wystarczających mechanizmów zapobiegających sprzedaży nielegalnych produktów w ramach swojej sieci. Tamto postępowanie prowadzone jest na podstawie przepisów ustawy o usługach cyfrowych (DSA). Najnowsza kontrola w Dublinie wskazuje, że UE zacieśnia nadzór nad globalnymi platformami handlowymi, dążąc do zapewnienia uczciwej konkurencji oraz przestrzegania europejskich norm przez firmy spoza Unii.

UE notuje pierwszy od dekady spadek nowych instalacji fotowoltaicznych

0

W Unii Europejskiej zainstalowano w 2025 roku 65,1 GW nowych mocy fotowoltaicznych — o 0,7 proc. mniej niż rok wcześniej. To pierwszy roczny spadek od 2016 r., wynika z raportu SolarPower Europe opublikowanego 11 grudnia. Analitycy ostrzegają, że wyhamowanie boomu PV może utrudnić realizację unijnych celów klimatycznych na 2030 r.

Od 2020 r. moc słoneczna w UE niemal się potroiła, jednak najnowsze dane pokazują wyraźne spowolnienie. Kluczowym czynnikiem jest załamanie segmentu instalacji dachowych w budownictwie mieszkaniowym, którego udział w nowych projektach spadł z 28 proc. w 2023 r. do 14 proc. w 2025 r. Przyczyną jest m.in. wycofywanie programów wsparcia oraz mniejsza presja cenowa na energię po kryzysie z 2022 r.

Największe spadki w segmencie mieszkaniowym odnotowano we Włoszech, Holandii, Austrii, Belgii, Czechach i na Węgrzech — wszystkie przekroczyły 60 proc. rok do roku. W Niemczech, Hiszpanii i Polsce tempo spadku również było wysokie, sięgając ponad 40 proc.

Przemysł przejmuje inicjatywę, ale też napotyka bariery

W 2025 r. instalacje przemysłowe po raz pierwszy odpowiadały za ponad połowę nowych mocy PV w Unii. Jednocześnie sektor mierzy się z poważnymi trudnościami: ujemnymi cenami energii, ograniczeniami w przesyle oraz przeciążonymi sieciami, co znacząco obniża opłacalność nowych projektów.

UE przekroczyła w tym roku próg 400 GW mocy słonecznych, o 6 GW powyżej zakładanego celu. Według prognoz do 2030 r. moc PV może jednak osiągnąć 718 GW — poniżej wymaganego celu 750 GW i zbyt mało, by utrzymać tempo dekarbonizacji.

Kolejne spadki na horyzoncie

SolarPower Europe przewiduje, że w 2026 r. liczba nowych instalacji zmniejszy się o kolejne 6 proc., a w 2027 r. — o 4 proc. Dopiero później rynek ma powrócić na ścieżkę wzrostu.

Liderem fotowoltaiki pozostają Niemcy, które w 2025 r. dodały 17,6 GW mocy. Na drugim miejscu znalazła się Hiszpania z wynikiem 9,2 GW. Francja — dzięki szybkiemu rozwojowi instalacji komercyjnych i wielkoskalowych — awansowała na trzecie miejsce, osiągając 6,7 GW. Po raz pierwszy w pierwszej dziesiątce pojawiły się Rumunia i Bułgaria.

Polska i Włochy na minusie

We Włoszech instalacje spadły z 6,1 GW do 5,2 GW, co jest związane głównie z wycofaniem mechanizmów wsparcia. Polska zanotowała spadek z 4,1 GW do 3,7 GW, kontynuując trend spowolnienia widoczny już w ubiegłym roku. SolarPower Europe podkreśla, że pogarszająca się koniunktura powinna być „poważnym sygnałem ostrzegawczym” dla decydentów. Organizacja wskazuje, że brak zdecydowanych działań może zagrozić realizacji fotowoltaicznych celów UE oraz kluczowych planów dotyczących dekarbonizacji, konkurencyjności i bezpieczeństwa energetycznego.

Komisja Europejska wszczyna pięć postępowań przeciwko Węgrom. Zarzuty obejmują media, ceny, arbitraż i energię odnawialną

Komisja Europejska wszczęła pięć postępowań w sprawie uchybienia zobowiązaniom wobec Węgier, co dodatkowo nasila napięcia między rządem w Budapeszcie a instytucjami unijnymi. Jak poinformowano w środę, Bruksela skierowała do władz węgierskich wezwania do usunięcia uchybienia w kilku obszarach, obejmujących m.in. wolność mediów, politykę cenową oraz zasady dotyczące arbitrażu inwestycyjnego. Postępowania te wpisują się w szerszy kontekst sporów dotyczących przestrzegania unijnych standardów przez rząd Viktora Orbána.

Jedno z postępowań dotyczy naruszeń przepisów rozporządzenia o europejskiej wolności mediów (EMFA), które obowiązuje od sierpnia. Komisja oceniła, że węgierskie prawo ogranicza zarówno swobodę działalności gospodarczej mediów, jak i niezależność redakcyjną dziennikarzy. Bruksela wskazała również na niewystarczającą ochronę źródeł dziennikarskich, brak gwarancji poufności komunikacji oraz niewłaściwe mechanizmy kontroli sądowej. Wątpliwości KE budzi także funkcjonowanie mediów publicznych, przejrzystość struktury właścicielskiej oraz sposób dystrybucji reklam państwowych.

Kolejne zarzuty dotyczą ograniczeń marży na wybrane produkty spożywcze i artykuły gospodarstwa domowego. Według Komisji ustalone limity są tak niskie, że uniemożliwiają sprzedawcom pokrycie kosztów działalności, co w praktyce uderza przede wszystkim w przedsiębiorstwa zagraniczne. Bruksela skrytykowała również monopol Krajowego Biura Tłumaczeń i Uwierzytelniania Tłumaczeń (OFFI Zrt.), które posiada wyłączne prawo do sporządzania tłumaczeń uwierzytelnionych na Węgrzech. Komisja uznała, że system ten nieuzasadnienie ogranicza swobodę świadczenia usług i działalności gospodarczej.

W osobnym postępowaniu Komisja wezwała Węgry do zapobieżenia naruszeniu unijnego zakazu stosowania arbitrażu inwestor–państwo przez koncern energetyczny Mol. Firma zwróciła się do sądu poza UE o uznanie wyroku arbitrażowego opartego na Traktacie Karty Energetycznej, a jej spółka zależna wszczęła nowe postępowanie arbitrażowe przeciw państwu członkowskiemu, co – zdaniem Brukseli – narusza unijne prawo. Ponadto Węgry znalazły się wśród ośmiu państw, które nie dokonały pełnej transpozycji dyrektywy dotyczącej promowania energii odnawialnej. Termin wdrożenia upłynął 21 maja 2025 roku, a Budapeszt nie dostarczył dostatecznych informacji o podjętych działaniach.

Węgry mają dwa miesiące na udzielenie odpowiedzi na każde z wezwań. Jeśli Komisja uzna je za niewystarczające, może wydać uzasadnioną opinię, a w dalszej kolejności skierować sprawy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, co potencjalnie może prowadzić do sankcji finansowych.

Trump: „Większość Ukraińców chce pokoju na warunkach Rosji”. Dostępne sondaże temu przeczą

Prezydent USA Donald Trump zaostrzył 11 grudnia swoją krytykę pod adresem Wołodymyra Zełenskiego, twierdząc — bez przedstawienia jakichkolwiek dowodów — że „82 procent” Ukraińców domaga się porozumienia z Rosją. Trump wyraził również frustrację faktem, że Kijów nadal nie zaakceptował amerykańskiej propozycji pokojowej przewidującej ustępstwa terytorialne.

„Tracą wielu ludzi. I może, jeśli spojrzycie na sondaże, powiedziałbym, że 82% ludzi domaga się porozumienia” — powiedział Trump w rozmowie z dziennikarzami. Nie wskazał jednak źródła tej liczby ani konkretnego badania opinii publicznej, na które miałby się powoływać.

Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt podkreśliła, że prezydent jest „głęboko sfrustrowany obiema stronami konfliktu”. Jej zdaniem Trump „ma dość spotkań dla samych spotkań” i „nie chce więcej rozmów, chce działania”.

Słowa Trumpa stoją w sprzeczności z dostępnymi danymi. Najnowszy sondaż Gallupa z lipca 2025 r. pokazuje, że 69 procent Ukraińców popiera rozpoczęcie negocjacji w celu jak najszybszego zakończenia wojny, a 24 procent opowiada się za kontynuowaniem walki do zwycięstwa. W grupie zwolenników rozmów 52 procent dopuszcza możliwość ustępstw terytorialnych, natomiast 38 procent jest im przeciwnych.

Do Kwon przed sądem w Nowym Jorku. Twórcy TerraUSD grozi 12 lat więzienia

Do Kwon, współzałożyciel Terraform Labs, stanął w czwartek przed sądem federalnym na Manhattanie w związku z zarzutami dotyczącymi jednego z największych oszustw w historii rynku kryptowalut. Według śledczych działania Kwona doprowadziły do utraty około 40 miliardów dolarów wartości inwestorów i przyczyniły się do gwałtownego załamania rynku w 2022 roku. Kwon — 34-letni przedsiębiorca z Korei Południowej — w sierpniu przyznał się do winy w sprawie spisku w celu popełnienia oszustwa oraz oszustwa telekomunikacyjnego. Prokuratura domaga się dla niego 12 lat więzienia, natomiast obrona wnioskuje o wyrok nie dłuższy niż pięć lat, argumentując to m.in. trudnymi warunkami jego wcześniejszego aresztowania w Czarnogórze i toczącymi się postępowaniami w Korei Południowej.

Kluczowym elementem sprawy pozostaje TerraUSD (UST), algorytmiczny stablecoin opracowany przez Terraform Labs. Do Kwon, szef firmy, przyznał w sądzie, że wprowadzał inwestorów w błąd, twierdząc, iż mechanizm stabilizacji działa automatycznie i skutecznie utrzymuje powiązanie z dolarem.

Gdy TerraUSD w maju 2021 roku tymczasowo wypadł z kursu, Kwon publicznie zapewniał, że jego algorytm sam go „przywrócił”. Jak jednak ustalili prokuratorzy, za powrót do parytetu odpowiadały zakulisowe działania: Kwon potajemnie skłonił firmę Jump Trading do zakupu ponad 62 milionów tokenów UST, co sztucznie ustabilizowało kurs.

Katastrofalne skutki przyniosło załamanie TerraUSD i powiązanego tokena Luna w maju 2022 roku. Algorytmiczny system, zamiast przywrócić stabilność, zainicjował „spirali śmierci” (death spiral), w ramach której emisja tokenów Luna wzrosła do bilionów. To wywołało lawinowy spadek wartości obu kryptowalut niemal do zera. Według prokuratury było to oszustwo „kolosalne w skali”, którego konsekwencje odczuli inwestorzy i firmy na całym świecie.

Upadek Terraform Labs stał się jednym z impulsów, które wywołały szeroki kryzys na rynku kryptowalut, doprowadzając do serii głośnych bankructw, m.in. FTX, Celsius Network, Voyager Digital i BlockFi.

W ramach ugody w sprawie karnej Kwon zgodził się na przepadek mienia wartego ponad 19 milionów dolarów. Wcześniej, wspólnie z firmą, zawarł rekordową ugodę cywilną z amerykańską Komisją Papierów Wartościowych i Giełd (SEC). Obejmuje ona łączną kwotę 4,47 miliarda dolarów, w tym 80 milionów dolarów osobistej kary dla Kwona oraz dożywotni zakaz prowadzenia działalności związanej z kryptowalutami.

Kwon został zatrzymany w marcu 2023 roku w Czarnogórze za posługiwanie się fałszywym paszportem. Spędził tam prawie dwa lata, walcząc o uniknięcie ekstradycji, zanim pod koniec 2024 roku został przekazany władzom amerykańskim. Nadal grożą mu jednak poważne konsekwencje prawne w Korei Południowej, gdzie prokuratura zabiega o karę do 40 lat więzienia za powiązane przestępstwa.

EBC: mniej biurokracji, większa efektywność. Nowe propozycje dla banków trafiły do Komisji Europejskiej

Europejski Bank Centralny proponuje uproszczenie przepisów dla banków ze strefy euro, aby wzmocnić ich konkurencyjność wobec instytucji ze Stanów Zjednoczonych. Rekomendacje ogłoszone w czwartek mają usprawnić działalność europejskich pożyczkodawców przy zachowaniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa, wypracowanego po kryzysie z 2008 roku.

Pakiet propozycji przedstawił wiceprezes EBC Luis de Guindos. Dokument trafi teraz do Komisji Europejskiej, która przygotowuje raport o konkurencyjności sektora bankowego na 2026 rok. „Naszym celem nie jest osłabienie odporności systemu, lecz zwiększenie jego przejrzystości i efektywności” – podkreślił de Guindos.

Kluczową zmianą ma być konsolidacja istniejących buforów kapitałowych. Zamiast ponad dziesięciu warstw, banki miałyby utrzymywać dwa główne bufory: stały, tzw. niewyzwalalny, oraz wyzwalalny, który mógłby być redukowany w okresach napięć na rynkach finansowych. Jednocześnie EBC proponuje uproszczenie zasad dotyczących wskaźnika dźwigni – do minimalnego poziomu 3 proc. oraz jednego dodatkowego bufora, który w przypadku mniejszych instytucji mógłby wynosić 0 proc.

Rekomendacje są efektem prac grupy zadaniowej powołanej przez Radę Prezesów EBC w marcu 2025 roku. Inicjatywa była odpowiedzią na postulaty Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii, które domagały się ograniczenia kosztów regulacyjnych. Prezes EBC Christine Lagarde wskazywała wcześniej, że przegląd obejmuje 15 obszarów funkcjonowania banków – od obowiązków sprawozdawczych po zasady nadzoru.

EBC zaproponował również zmiany w odniesieniu do obligacji Additional Tier 1 (AT1), które znalazły się w centrum uwagi po upadku Credit Suisse w 2023 roku. Szwajcarskie władze zdecydowały wówczas o umorzeniu 16,5 mld franków długu AT1, pozostawiając akcjonariuszom możliwość odzyskania części kapitału. De Guindos ocenił, że struktura tych instrumentów powinna zostać zmodyfikowana tak, aby ich funkcjonowanie było „bliższe kapitałowi własnemu”.

Proponowane reformy wpisują się w szersze działania na rzecz dokończenia unii rynków kapitałowych i wzmocnienia europejskiego sektora finansowego. Ich wdrożenie będzie jednak wymagało uzgodnień na poziomie instytucji UE, co oznacza, że pełna realizacja zmian może potrwać wiele miesięcy, a nawet lat.

Dyrektor OpenAI: trzy branże najszybciej zautomatyzuje AI — farmacja, obsługa klienta i inżynieria oprogramowania

Jeden z dyrektorów OpenAI wskazał trzy branże, które jego zdaniem najszybciej będą podlegać automatyzacji przy użyciu sztucznej inteligencji: nauki o życiu i farmację, inżynierię oprogramowania oraz obsługę klienta. Olivier Godement, szef produktów biznesowych w OpenAI, mówił o tym w podcaście „Unsupervised Learning” 10 grudnia. Podkreślił, że pełna automatyzacja pracy umysłowej wciąż jest odległą perspektywą, ale już dziś widać bardzo szybkie postępy w kilku kluczowych sektorach. Jego zdaniem to właśnie na tych polach AI najszybciej zaczyna zmieniać sposób wykonywania pracy biurowej i analitycznej.

Zdaniem Godementa szczególnie dojrzały do automatyzacji jest sektor nauk przyrodniczych i farmaceutyczny. Długie, wieloetapowe procesy administracyjne sprawiają, że wprowadzenie nowego leku na rynek zajmuje dziś miesiące lub lata. Modele AI dobrze radzą sobie natomiast z analizą ogromnych zbiorów danych, porównywaniem dokumentacji i wychwytywaniem zmian w protokołach. Godement wskazał m.in. współpracę OpenAI z firmą Amgen, która wykorzystuje AI w badaniach i rozwoju. Według analiz branżowych harmonogram odkrywania leków można dzięki takim narzędziom skrócić nawet o połowę, a niektóre projekty badawcze napędzane przez AI osiągnęły etap badań klinicznych w 18 miesięcy zamiast typowych czterech–sześciu lat.

Drugim obszarem o wysokim potencjale automatyzacji jest obsługa klienta, w tym contact center. Godement przypomniał, że OpenAI współpracuje z T-Mobile nad wdrażaniem rozwiązań AI do obsługi zapytań klientów. W 2024 roku operator uruchomił platformę IntentCX, która na bazie miliardów interakcji z klientami generuje spersonalizowane odpowiedzi i w wielu przypadkach eliminuje konieczność angażowania konsultantów. Według Godementa już dziś osiągane są „bardzo dobre wyniki jakościowe” na dużą skalę, a w ciągu najbliższych 1–2 lat zakres zadań, które będzie można niezawodnie zautomatyzować w call center, „zaskoczy wielu obserwatorów”. Oznacza to, że obsługa klienta może stać się jedną z pierwszych dziedzin, w których automatyzacja będzie niemal kompletna.

Trzecim wskazanym sektorem jest inżynieria oprogramowania. Godement zaznaczył, że AI nie zastępuje jeszcze w pełni programistów, ale kierunek zmian jest wyraźny. W jego ocenie widać już ścieżkę prowadzącą do pełnej automatyzacji części prac developerskich, szczególnie tych powtarzalnych i opartych na utartych wzorcach. Na skalę zjawiska zwrócił wcześniej uwagę dyrektor generalny Microsoftu Satya Nadella, który ujawnił, że 20–30 procent kodu w firmie powstaje już przy wykorzystaniu narzędzi AI. Jednocześnie to właśnie inżynierowie oprogramowania, testerzy oraz menedżerowie produktu i projektów należeli w 2025 roku do grup najbardziej dotkniętych redukcjami zatrudnienia w branży technologicznej.

Wypowiedzi Godementa wpisują się w szerszą debatę o przyszłości pracy umysłowej w dobie szybkiego rozwoju sztucznej inteligencji. Geoffrey Hinton, jeden z pionierów AI, ostrzegał wcześniej, że w przypadku wielu rutynowych zadań „AI po prostu zastąpi wszystkich”, wskazując szczególnie na asystentów prawnych i pracowników call center. Równolegle branża technologiczna przechodzi przez fale restrukturyzacji i zwolnień. Do połowy 2025 roku zlikwidowano ponad 130 tysięcy miejsc pracy w ramach ponad 400 rund redukcji etatów, a raport Indeed pokazuje, że liczba ofert w sektorze technologicznym spadła do poziomu sprzed pandemii. Szczególnie mocno ucierpiały role związane z analizą danych i pracą z dużymi zbiorami informacji, które w coraz większym stopniu przejmują systemy sztucznej inteligencji.