Pesymizm w branży motoryzacyjnej

Z badania przeprowadzonego wśród producentów części motoryzacyjnych wynika, że pomimo optymalizacji kosztów produkcji i innych środków mających przeciwdziałać kryzysowi, aż 23% ankietowanych spodziewa się odnotować w tym roku straty. Perspektywy na 2023 r. są jeszcze bardziej ponure – 27% spodziewa się straty. Obawy odzwierciedlają ogólne nastroje dotyczące przyszłości: 70% respondentów zgłasza negatywne perspektywy. Warto wspomnieć że jesienią 2018 roku podobnych głosów było tylko 18%

Trudne czasy branży moto

Jak wskazuje Benjamin Krieger, Sekretarz Generalny Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Części Motoryzacyjnych (CLEPA), badanie Pulse Check przeprowadzone już po raz 12 przez CLEPA wyraźnie dokumentuje presję, z jaką borykają się producenci części motoryzacyjnych, która może pogorszyć się w okresie zimowym. Przy zysku operacyjnym EBIT na poziomie poniżej 5%, notowanym przez prawie 70% z nich, finansowanie rewolucji ekologicznej i cyfrowej staje się ogromnym wyzwaniem. Jak dodaje producenci części motoryzacyjnych nadal utrzymują poziom zaangażowania w wydatki na badania i innowacje, ale bez przystępnej cenowo energii w Unii Europejskiej i sprawiedliwego podziału obciążeń spowodowanych inflacją w całym łańcuchu dostaw, konkurencyjność i szybkość innowacji w tym sektorze zmniejszy się.

Ta perspektywa wynika z bieżących trudności w połączeniu z nadchodzącymi zagrożeniami: 96% producentów części motoryzacyjnych zgłasza znaczny wpływ kosztów energii i potencjalnych niedoborów na ich rentowność. Wzrost cen surowców dotyka 85% producentów części motoryzacyjnych, podczas gdy niedobory półprzewodników nadal mają znaczący wpływ na marże 65% ankietowanych firm.

Kluczowym wyzwaniem w branży jest sprawiedliwy podział obciążeń rosnących kosztów. Około 80% producentów części nie otrzymuje żadnego lub też jedynie ograniczone odszkodowania od producentów pojazdów za rosnące koszty energii i frachtu lub zakłócenia w łańcuchu dostaw, podczas gdy 42% ma trudności z uzyskaniem rekompensaty za koszty surowców.

Ograniczona zdolność dostawców części do przerzucania dominujących wzrostów kosztów produkcji jest dla wielu bardzo krytyczna – niektórzy nawet obawiają się bankructwa mniejszych poddostawców lub poddostawców przenoszących się do sąsiednich branż – co zagrozi integralności całego ekosystemu motoryzacyjnego. Pomimo powszechnej presji 85% respondentów nie ograniczy inwestycji w badania naukowe i innowacje, aby zrekompensować straty, co pokazuje, że zaangażowanie przemysłu motoryzacyjnego w nowe rozwiązania w zakresie mobilności pozostaje silne. Powstaje zatem pytanie – jak długo to będzie trwało – biorąc pod uwagę obecne perspektywy gospodarcze. Ograniczenie inwestycji w innowacje poważnie osłabiłoby przejście na transformację mobilności, a także długoterminową konkurencyjność i wzrost sektora.

– Producenci części motoryzacyjnych przeznaczonych na pierwszy montaż są silnie zależni od sytuacji producentów pojazdów oraz ich decyzji, a w przeciwieństwie do nich nie ma na kogo przerzucić kosztów. Są więc w sytuacji nie do pozazdroszczenia, zwłaszcza obecnie, co pokazały wyniki ostatniego Puls Check’u CLEPA. Rynek wtórny co obserwowaliśmy podczas kryzysu w 2009 r. czy sytuacja pandemiczna radzi sobie lepiej. Widać więc, że potrzeba europejskich i krajowych programów wsparcia tej gałęzi przemysłu, o co zabiegamy – mówi Tomasz Bęben, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM), Członek Zarządu CLEPA.

Dziś EBC rozdaje karty

Dzisiaj rynek oczekuje “jastrzębiej” decyzji EBC. Przedstawiciele instytucji wielokrotnie sygnalizowali, że recesja nie przeszkodzi bankowi centralnemu w realizacji podejścia normalizacyjnego. Zdecydowane decyzje powinny być wspierane przez lepszą sytuacją na rynku gazu ziemnego. Cena surowca spadła poniżej 100 euro za MWh a magazyny w Europie są w dużej mierze wypełnione. Modele prognozy pogody dla Starego Kontynentu wskazują na łagodną zimę. Wszystko to może oznaczać , że kryzys energetyczny może przyjąć nieco łagodniejszą formę.

Wobec niezwykle wysokich wskaźników inflacji konieczne jest zdecydowane działanie, gdyż w przeciwnym razie istnieje ryzyko rozchwiania oczekiwań inflacyjnych. Gdyby bank centralny działał zbyt ostrożnie, możliwe jest, że w późniejszym okresie będzie musiał jeszcze bardziej zaostrzyć politykę pieniężną. W rezultacie, kluczowe stopy procentowe zostaną dziś prawdopodobnie podniesione o 75 pb, zwłaszcza, że prawie połowa członków rady wydawała się otwarta na taki krok. Oprócz podwyżki stóp, EBC prawdopodobnie zmieni warunki TLTRO. Jeśli chodzi o ten program to również „gołębie” w Radzie popierają zmianę zasad. Z perspektywy banków komercyjnych zmienione warunki zwiększają motywację do wcześniejszej spłaty środków z TLTRO. Dzięki niej nadwyżka płynności (ponad 4,5 bln euro) zostanie zredukowana, a przez to EBC będzie mógł poświęcić więcej czasu na zmniejszenie ilościowe posiadanych obligacji (zacieśnianie ilościowe QT).

Kolejny ruch o 75 pb powinien wspierać wycenę euro. Jeśli do tego dojdą inne kwestie zacieśniające warunki monetarne wsparcie dla wspólnej waluty może być trwalsze. Co prawda rozmiar zmian parametrów polityki monetarnej EBC jest w dużej wyceniony przez rynek a ryzyka dla całej strefy euro nie zostały zanegowane, dlatego potencjał aprecjacyjny dla wspólnej waluty będzie przez to ograniczony.

Nawet jeśli EBC prawdopodobnie będzie musiał skorygować swoje prognozy wzrostu w dół w grudniu, to obecna sytuacja związana z dostawami gazu (łagodne temperatury, dobrze zaopatrzone magazyny gazu) sugeruje, że EBC może nadal brzmieć „jastrzębio” pomimo osłabienia gospodarki i pesymistycznych wskaźników nastrojów. Kluczowe wydaje się być jak mocno bank podkreśli swoje restrykcyjne nastawienie. W tym momencie mniej istotne jest to o ile dziś stopa referencyjna pójdzie w górę. Rynek na ten moment skupia się na kolejnych decyzjach i szuka odpowiedzi, na jakim poziomie cały cykl może się zakończyć. Widzimy, że niektóre banki centralne zaczynają pomału łagodzić tempo zmian kosztu pieniądza (Kanada, doniesienia z Fed). EBC jest jednak spóźniony ze swoimi decyzjami, dlatego też nie zakładam, że instytucja zakomunikuje spowolnienie cyklu w najbliższej przyszłości.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Jak Polacy odpoczywają po pracy

W czasach ciągłych zmian coraz częściej wystawieni jesteśmy na stres, konieczność mobilizacji, duże napięcia w pracy. Ponad 1/3 Polaków regularnie odczuwa przeładowanie codziennymi obowiązkami zawodowymi – wynika z najnowszych badań Pracuj.pl. Co robimy, by odpocząć “po robocie”? Według badania najczęściej w tym celu sięgamy po seriale, spędzamy czas z rodziną i znajomymi czy słuchamy muzyki. Cenione są także benefity od pracodawców wspierające pasje: dodatkowe dni wolne, zniżki na podróże i karty sportowe.

Wybrane ustalenia:

  • 1/4 badanych uważa, że pracodawca dba o to, by się nie przepracowywali.
  • ½ kobiet i ponad ⅓ mężczyzn niecierpliwie wyczekuje zakończenia pracy.
  • “Po robocie” Polacy najczęściej odpoczywają podczas oglądania seriali.
  • 47% Polaków uważa, że przerwa kawowa jest najlepszą chwilą do relaksu.
  • Pożądanymi benefitami są m.in. vouchery na podróże (41%) i karnet sportowy (31%).

W obliczu zawodowych napięć

Postęp technologiczny, automatyzacja pracy i presja czasowa powoduje, że dynamika pracy jest znacznie większa niż kilka lat temu. Raport Instytutu Gallupa pt. Employee Burnout: Causes and Cures wskazuje na to, że zdecydowana większość pracowników doświadcza wypalenia zawodowego. Dlatego jeszcze ważniejsze, niż wcześniej, jest dbanie o balans między życiem zawodowym i osobistym oraz własny dobrostan.

Jak Polacy pomagają sobie odpocząć „po robocie”? Postanowiło sprawdzić to Pracuj.pl w badaniu „Praca w czasach zmian”, przeprowadzonym na reprezentatywnej grupie 2110 Polaków.  Jego wyniki wykazują, że napięć i zmęczenia nam nie brakuje, ale także sięgamy po wiele form odpoczynku. Pracodawcy starają się, by ich wsparcie dla pracowników w obszarze zachowania balansu mogło również pozytywnie działać na przyciąganie nowych talentów.

Balans czy integracja

Przedsiębiorstwa od wielu lat wprowadzają pewne udogodnienia w miejscach pracy, takie jak pokoje relaksacyjne, w których można pograć m.in. w piłkarzyki, w ping-ponga, na konsoli czy nawet skorzystać z krzesła do masażu. Pomimo tych udogodnień jedynie 35% pracowników badanych przez Pracuj.pl uważa, że ich pracodawca dba o ich równowagę pomiędzy życiem osobistym a pracą. Dodatkowo tylko 25% Polaków twierdzi, że ich pracodawca dba o to, aby się nie przepracowywali.

Jednak czy “work-life balance” nadal funkcjonuje? Potrzeby pracowników ewoluują. Według opinii specjalistów aktualnie następuje coraz większy nacisk na tzw. “work-life integration”, czyli życia zawodowego, które jest dobrze zintegrowane z prywatnym. Szczególnie pracownicy młodszych pokoleń są najbardziej zainteresowani znalezieniem ścieżki kariery, która będzie wspierać ich styl życia, co w tym kontekście oznacza realizowanie ich zainteresowań i preferencji poza pracą. Szukają oni ścieżek rozwoju, które będą integralną częścią ich życia.

Czerpanie satysfakcji z pracy to przywilej?

Jak wykazały badania Pracuj.pl, 63% Polaków lubi swoją obecną pracę. Jednocześnie jednak niepokojące są dane dotyczące młodszych pokoleń pracowników, wśród których sympatia wobec obecnego miejsca zatrudnienia jest wyrażana rzadziej. Jedynie 56% osób w wieku 18-24 lat oraz 59% w wieku 25-34 lat czerpie satysfakcję z wykonywania swoich zawodowych zadań w obecnej pracy.

Dlaczego ponad ⅓ Polaków, w tym aż 4 na 10 przedstawicieli młodszych pokoleń, odczuwa niechęć wobec pracy? Często deklarowaną przyczyną jest zmęczenie bieżącymi zadaniami. Odczuwa je często lub bardzo często 36% Polaków badanych przez Pracuj.pl. Szczególnie często wykazują się tym kobiety (41%). Warto dodać, że ponad ⅓ pracowników (34%) ma regularnie poczucie przeładowania codziennymi obowiązkami.

Nie może więc dziwić, że ponad ⅓ mężczyzn (38%) i co druga kobieta (51%) często lub bardzo często wyczekują niecierpliwie zakończenia dnia pracy. Z naszych badań wyraźnie wynika, że obowiązki w pracy zauważalnie bardziej negatywnie wpływają na kobiety, a także na przedstawicieli młodszych pokoleń.

Trudno się więc dziwić, że ⅓ Polaków często odczuwa mocno chęć odcięcia się od tematów zawodowych. Najczęściej dotyczy to najmłodszych pracowników (43%), a najrzadziej pracowników najstarszych, czyli po 55. roku życia (24%). Jak zauważa Jolanta Lewandowska-Bitkowska, HR Business Partner w Grupie Pracuj, wszystkie powyższe tendencje dostrzec można w codziennej praktyce kontaktów z pracownikami.

Ostatnich kilka lat dostarczyło ludziom na całym świecie wielu nowych trudności i wyzwań, z którymi wcześniej nie musieli się mierzyć na płaszczyźnie zawodowej. Na rynek pracy wchodzą także pokolenia o innej wrażliwości od starszych pracowników. Wszystkie te tendencje przekładają się na dodatkowe wyzwania i trudne uczucia wobec pracy wielu Polaków, dostrzegalne w naszym badaniu. Pracując z nowymi kadrami, ale także doświadczonymi ekspertami często podkreślamy, że dziś jak nigdy ważne jest rozwijanie w sobie zdolności zachowania odpowiedniej proporcji między pracą, a czasem po pracy. W czasach, w których łatwo o przebodźcowanie zdolność regeneracji i odpoczynku jest niezbędna, by pracować dobrze i mądrze – komentuje Jolanta Lewandowska-Bitkowska

Ulubione formy odpoczynku Polaków po pracy

Jednym z kluczowych elementów zachowania równowagi umysłowej oraz fizycznej jest odpoczynek. Co robią Polacy, by odpocząć “po robocie”? Najczęściej po zakończeniu pracy nabierają sił podczas oglądania seriali lub dobrych filmów (69%). Kontakt z kulturą i rozrywką odzwierciedla także słuchanie muzyki. Sześciu na dziesięciu Polaków relaksuje się właśnie w taki sposób. Z kolei ⅔ z nas preferuje czytanie książek.

Spoglądając na TOP 5 najczęściej wybieranych form relaksu można dostrzec, że bardzo ważną rolę mimo rosnącej cyfryzacji odgrywają realne spotkania i kontakty. 61% Polaków odpoczywa  spędzając czas z członkami swojej rodziny, natomiast 57% – spotykając się ze znajomymi. Pewnym optymizmem napawa fakt, że te formy wciąż są deklarowane częściej od korzystania z mediów społecznościowych (55%).

Przyglądając się preferencjom kobiet i mężczyzn można zaobserwować dużą rozbieżność pomiędzy ich ulubionymi formami odpoczynku. To właśnie panie są bardziej chętne do spotkań zarówno z rodziną, jak i z przyjaciółmi niż panowie. Mężczyźni są bardziej wycofani w życiu towarzyskim.

Po godzinach pracy kobiety najchętniej relaksują się w domowym zaciszu. Najczęstszą formą wypoczynku jest obejrzenie filmu lub serialu (74%).  ⅔ Polek równie dobrze  relaksuje się czytając książkę czy spędzając czas z rodziną i dziećmi. Ciekawym zjawiskiem jest to, że taki sam odsetek (64%) Polek odpoczywa w gronie znajomych, jak i korzystając z mediów społecznościowych. Panie sięgają po tzw. social media znacznie częściej od panów.

A jak wygląda to w przypadku różnych pokoleń? Osoby w wieku 18-24 lat najczęściej relaksują się podczas oglądania filmów (68%). Jeszcze częściej w ten sposób odpoczywają osoby w wieku 25-34 lat. Natomiast między 35. a 44. rokiem życia Polaków następuje przełom. Osoby w tym wieku najczęściej relaksują się podczas spędzania czasu z rodziną i dziećmi.

Nasze badanie wykazuje, że Polacy i Polki sięgają po bardzo różnorodne formy odpoczynku po pracy. Nasze preferencje mogą się różnić w zależności od płci czy wieku, ale łączy nas potrzeba odreagowania, odcięcia myśli, a często także spędzenia czasu z innymi ludźmi, nie związanymi z naszą pracą. Cieszy, że osobiste kontakty z bliskimi wciąż znajdują się wyżej na liście naszych priorytetów po pracy niż media społecznościowe. Wszystkie te formy odpoczynku są niezwykle istotne zarówno dla pracowników i pracowniczek, jak i zatrudniających ich firm. Odpowiedni odpoczynek  chroni nas przed stresem i wypaleniem zawodowym. Pracodawcy powinni dbać o ten dobrostan, by uniknąć odejść z pracy czy utraty motywacji – komentuje Konstancja Zyzik, ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju talentów w Grupie Pracuj

Chwila oddechu w pędzie

Czy jednak odpoczywamy tylko “po godzinach”? Wielu z nas zdaje sobie sprawę, jak ważne w trakcie wykonywania obowiązków są małe przerwy. Kluczową rolę w codzienności zawodowej odgrywa oczywiście… kawa. 79% Polaków przynajmniej raz na jakiś czas robi sobie w pracy przerwy na jej wypicie lub zjedzenie drugiego śniadania. Trudno się temu dziwić. Sześciu na dziesięciu Polaków uważa, że rozpoczęcie dnia pracy od dobrej kawy wprowadza ich w pozytywny nastrój.

Inną popularną formą odpoczynku w trakcie godzin pracy są przerwy na obiad. Przynajmniej raz na jakiś czas robi je sobie 58% badanych Polaków. Tego typu przerwy służą często budowaniu lepszych relacji ze współpracownikami – taką opinię podziela co drugi badany. Jeszcze więcej, bo 6 na 10 respondentów przyznaje, że smaczny posiłek w godzinach pracy potrafi ich wprawić w dobry nastrój.

Metodą na złapanie luzu w trakcie tygodnia pracy jest robienie sobie… wolnego. Najczęstszą formą, po którą sięgają Polacy, są krótkie przerwy w trakcie godzin wykonywania obowiązków. Pozwala sobie na nie 2 na 3 badanych (66%). Tylko nieco mniejszy odsetek (63%) sięga po dodatkowe dni wolne przy tzw. “długich weekendach” – co często pozwala znacząco wydłużyć czas wolny i odetchnąć od środowiska pracy. W tym czasie można np. wyjechać na krótką wizytę na działkę, do innego miasta czy za granicę, ale także spędzać czas realizując ulubioną pasję.

Benefity, jakich szuka pracownik

Co ważne, w skutecznym odpoczynku po pracy dużą rolę mogą odgrywać…pracodawcy. Coraz więcej firm gwarantuje pracownikom benefity związane z realizacją pasji lub ułatwiające “naładowanie baterii”. Z jakich świadczeń od firm korzystaliby Polacy, gdyby mieli taką możliwość? Poprosiliśmy respondentów o wskazanie trzech najbardziej atrakcyjnych.

Najczęściej wskazywane były dodatkowe wolne dni od pracy – wybrało je aż 67% respondentów. Na drugim miejscu znalazły się zniżki na podróże w ciekawe zakątki świata, preferowane przez 41% badanych. Trzecim najczęściej wskazywanym benefitem był ten, który występuje w firmach najczęściej – czyli karta sportowa. W czołowej piątce znalazły także vouchery do instytucji kultury (30%) oraz do restauracji (29%).

Włączenie do firmowej oferty benefitów takich świadczeń, które wspierają pracowników w odpoczynku “po godzinach” jest świetnym krokiem ze strony pracodawcy. Ważne jednak, by taka oferta była możliwie szeroka i uwzględniała różne typy aktywności. Oczywiście nie każdą firmę będzie stać na bardzo szeroki pakiet. Wówczas warto skupić się na mniejszym, ale bardziej jakościowym pakiecie. Taka dbałość o wypoczynek pracowników nie tylko procentuje podczas rekrutacji, ale także pomaga w utrzymaniu talentów – komentuje Jolanta Lewandowska-Bitkowska.

W poszukiwaniu balansu

Dane Pracuj.pl potwierdzają, że współczesnym “świętym Graalem” na rynku pracy jest miejsce zatrudnienia, które łączy możliwość realizacji ambicji zawodowych z zachowaniem odpowiedniego balansu.

Niewątpliwie jedną z metod, by osiągać ten stan jest uważne przyglądanie się ofertom pracy, dobre przygotowanie do procesu rekrutacyjnego i poznanie przyszłego pracodawcy. Istotne jest także, by umieć zidentyfikować nasze pasje i czynniki, które pozwalają skutecznie odpocząć od myśli o zawodowych obowiązkach. Niezależnie, czy jest to dobra kawa, chwila przerwy, dobry film po pracy czy spontaniczny długi weekend – warto pamiętać o tym, by w pogoni za ambicjami nie zapominać o tym co… po robocie.

O BADANIU

Badanie “Praca w czasach zmian” zostało przeprowadzone we wrześniu 2022 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI przeprowadzono na próbie 2110 Polaków, reprezentatywnej dla populacji osób czynnych zawodowo w wieku 18-65 pod względem płci, wieku oraz wielkości miejscowości zamieszkania.

Branża opakowań w okresie zawirowań gospodarczych – raport Banku Pekao S.A.

Sektor opakowań to bardzo mocno rozwinięty obszar krajowego przetwórstwa, który pod względem wartości produkcji – aż 55 mld rocznie – może być porównywalny z branżą meblarską czy maszynową.  Po przejściowej stagnacji wywołanej kryzysem COVID w 2020 r., branża w 2021 r. powróciła na ścieżkę dynamicznego wzrostu, na której utrzymała się także w pierwszym półroczu 2022 r., notując przy tym solidne wyniki finansowe – podsumowują analitycy Banku Pekao S.A. w najnowszym raporcie sektorowym „Branża opakowań w okresie zawirowań gospodarczych”.

Polska zajmuje mocną pozycję w całej unijnej produkcji opakowań, z udziałem ponad 8 proc. w wartości produkcji i wytwarzanej wartości dodanej UE-27. W naszym kraju działa 1/5 wszystkich unijnych firm opakowaniowych, a zatrudnienie w nich znajduje 14 proc. ogółu pracowników tej branży w UE. Dominujące są segmenty opakowań z papieru i tektury oraz z tworzyw sztucznych, na które przypada blisko 75 proc. całej produkcji. Pozostałą część stanowią opakowania szklane, metalowe i drewniane (przy czym do tych ostatnich zalicza się także palety, generujące przeważającą część produkcji w tej kategorii). W każdym z tych segmentów Polska należy do czołowej piątki UE-27 pod względem wartości produkcji.

Tempo wzrostu produkcji opakowań na poziomie 8-9 proc. rocznie, plasuje branżę wśród najbardziej dynamicznych gałęzi polskiego przetwórstwa. 2021 rok to gwałtowne ożywienie i wzrost wartości produkcji sprzedanej aż o 23 proc. r/r, zarówno dzięki rosnącym wolumenom, jak i wyższym cenom wyrobów.  W pierwszych 8 miesiącach 2022 roku wolumeny produkcji części wyrobów nadal rosły, jednak w niektórych kategoriach produktowych pod koniec tego okresu pojawiły się już ich wyraźne spadki – dotyczyło to m.in. niektórych wyrobów z papieru i kartonu (pudła i pudełka) czy tworzyw sztucznych (pudełka, skrzynie itp.).

Ważnym motorem napędowym rozwoju branży w ostatnich latach był eksport. Jego dynamika w minionej dekadzie nieznacznie przewyższała tempo wzrostu produkcji, a udział w przychodach ze sprzedaży firm zwiększył się w latach 2010-2021 z 37 proc. do 41 proc. Sam 2021 rok przyniósł bardzo silne ożywienie sprzedaży zagranicznej (wzrost o 20 proc. wartościowo i o 10 proc. ilościowo), po przejściowej stagnacji z roku 2020. W okresie styczeń-lipiec 2022 eksport zanotował dalszą, mocną zwyżkę (o 29 proc. r/r wartościowo i o 7 proc. r/r wolumenowo), choć miesiące letnie przyniosły już wyraźne spowolnienie, a w ujęciu wolumenowym wręcz spadki r/r w niemal wszystkich segmentach branży.

Odzwierciedleniem dobrej koniunktury panującej w branży opakowaniowej w 2021 roku i w 1. półroczu 2022 były jej solidne wyniki finansowe. Wynik netto w ubiegłym roku poprawił się o 15 proc. (przy czym trzeba podkreślić, że w 2020 r. spowolnienie dynamiki produkcji nie miało negatywnego przełożenia na zysk branży, który wzrósł wówczas o 20 proc. r/r), a w 1. półroczu 2022 zwyżkował aż o 34 proc. r/r. Jednocześnie jednak pierwsza połowa obecnego roku przyniosła już obniżenie rentowności netto w segmentach opakowań z tworzyw sztucznych, szkła i metalu. Sugeruje to, że w segmentach tych zmiana warunków rynkowych (oznaki ochłodzenia koniunktury odbijające się na popycie) były już na tyle odczuwalne, że uniemożliwiły dostosowanie cen wyrobów do rosnących kosztów działalności.

Z raportu wynika, iż druga połowa roku może być dla producentów opakowań okresem większych wyzwań. Obserwowane od kilku miesięcy spowolnienie gospodarcze (rzutujące na popyt na opakowania) zbiega się bowiem z utrzymującymi się trudnościami po stronie podażowej.

W kilku segmentach (drewno, papier czy tworzywa sztuczne) ceny surowców pomimo niedawnej korekty utrzymują się wciąż na historycznie wysokim poziomie. Poważnym wyzwaniem na najbliższe miesiące są także koszty energii – tym bardziej, że niektóre segmenty branży (zwłaszcza produkcja opakowań ze szkła) odznaczają się wysoką energochłonnością. Pomimo różnych działań podejmowanych na szczeblu krajowym i unijnym w celu walki z wywołanym przez wojnę w Ukrainie kryzysem energetycznym należy zakładać, że czynnik ten pozostanie źródłem znacznej niepewności i presji na ekonomikę branży. Drugim ważnym czynnikiem generującym niepewność i presję kosztową są zmiany w otoczeniu regulacyjnym, które – biorąc pod uwagę kierunek polityki środowiskowej KE – wymagać będą nakładów na dostosowanie działalności operacyjnej i mogą się wiązać z dodatkowymi obciążeniami w postaci opłat i podatków.

Pomimo wyzwań ciążących na branży i ryzyka pogorszenia jej sytuacji finansowej w bliskiej przyszłości, analitycy Banku Pekao oceniają  średnio – i długoterminowe perspektywy jako korzystne. Decyduje o tym duży i dynamicznie rozwijający się rynek wewnętrzny, silna pozycja w roli dostawcy na rynek unijny w warunkach systematycznie rosnącego popytu z tego kierunku (przy utrzymujących się przewagach kosztowych polskich producentów), jak i potencjał do dalszego wzrostu sprzedaży eksportowej – także dzięki ekspansji na nowe rynki (zarówno w ramach UE, jak i w słabo zagospodarowanych do tej pory rynkach krajów trzecich). Dzięki korzystnym uwarunkowaniom popytowym branża powinna być w stanie utrzymać solidną dynamikę wzrostu w długim okresie, pod warunkiem skutecznego wdrożenia innowacji dostosowujących ją do wymogów polityki środowiskowej UE.

Raport „Branża opakowań w okresie zawirowań gospodarczych” został opracowany przez   Krzysztofa  Mrówczyńskiego  i Pawła  Kowalskiego, analityków Banku Pekao S.A.

Hays Poland: 58% pracowników nie otrzymuje regularnie informacji zwrotnej

Regularne udzielanie pracownikom informacji zwrotnej na temat ich działań i wyników jest ważnym elementem budowania zaangażowania w miejscu pracy. Powinni o tym pamiętać menedżerowie, którzy mają ogromny wpływ na satysfakcję i dalsze plany zawodowe swoich podwładnych. Tymczasem, jak pokazują wyniki najnowszego badania Hays Poland, zaledwie 42 proc. specjalistów otrzymuje regularny feedback od szefa. Najwięcej, bo aż 55 proc. ankietowanych może na niego liczyć rzadziej niż raz w miesiącu.

Regularna, otwarta i jakościowa komunikacja powinna stanowić podstawę relacji pomiędzy kadrą menedżerską i członkami zarządzanych przez nich zespołów. Jednym z kluczowych elementów efektywnej komunikacji jest informacja zwrotna dotycząca pracy zatrudnionych. Dzielenie się z pracownikami feedbackiem na temat ich sukcesów i niepowodzeń jest kluczowe w skutecznej współpracy.

Pracownik, otrzymując czas i uwagę przełożonego, niejednokrotnie wykazuje się większym zaangażowaniem i może chcieć pozostać w firmie na dłużej. Dzięki informacji zwrotnej może bowiem rozwijać karierę, doskonalić umiejętności oraz budować partnerskie relacje, które mają wpływ na ogólny dobrostan i zaangażowanie. Udzielanie podwładnym konstruktywnej i wyczerpującej informacji na temat ich postępów jest jednak zadaniem, które wielu menedżerów realizuje nieregularnie.

Informacja zwrotna? Najczęściej okazjonalnie

Jak wynika z badania Hays Poland, przeprowadzonego w październiku br. wśród 339 specjalistów, zaledwie 42 proc. respondentów otrzymuje regularną informację zwrotną od przełożonego. Oznacza to, iż ponad połowa specjalistów nie może liczyć na cykliczne wsparcie i uwagi na temat swojej pracy. To z kolei ma potencjalny wpływ na realizację pełnionych obowiązków oraz pewność siebie w podejmowanych decyzjach.

Odpowiedzi specjalistów wskazują, iż polscy menedżerowie najczęściej udzielają feedbacku rzadziej niż raz w miesiącu. Zaledwie 18 proc. ankietowanych profesjonalistów zadeklarowało, że informacja zwrotna jest im udzielana kilka razy w tygodniu. W przypadku najmłodszych lub nowych pracowników, wydaje się, iż jest to najbardziej optymalna częstotliwość, ponieważ umożliwia im efektywne podnoszenie swoich kwalifikacji, obejmowanie nowych obowiązków oraz osiąganie założonych celów. Nie oznacza to jednak, iż specjaliści z większym doświadczeniem powinni otrzymywać feedback znacznie rzadziej. Informacja zwrotna od przełożonego jest bowiem kluczowa w rozwoju każdej kariery zawodowej – niezależnie od wieku, poziomu zajmowanego stanowiska czy stażu w firmie.

Jak często otrzymujesz informację zwrotną od przełożonego?

Kilka razy w tygodniu 18%
Raz w tygodniu 8%
Kilka razy w miesiącu 8%
Raz w miesiącu 11%
Rzadziej niż raz w miesiącu 55%

Źródło: Badanie Hays Poland, październik 2022

Prawdziwy lider powinien wiedzieć, że jakość i częstotliwość informacji zwrotnej ma wpływ na dalsze postępy pracownika i jego rozwój w strukturze firmy. Co więcej, szczera i regularna komunikacja jest kluczowa w skutecznej współpracy i utrzymywaniu partnerskich relacji. Może również zminimalizować prawdopodobieństwo wystąpienia nieporozumień w zespole. Warto o niej pamiętać bez względu na rolę czy staż pracownika – dodaje Agnieszka Kolenda, Dyrektor Wykonawcza w Hays Poland.

Co zatem może być przyczyną faktu, że kadra menedżerska często przywiązuje zbyt mało uwagi do regularnych rozmów z pracownikami? Wiele niewątpliwie zależy od dotychczasowych praktyk oraz relacji liderów ze współpracownikami. Jeśli do tej pory menedżer nie miał nawyku udzielania pracownikom informacji zwrotnej w regularnych odstępach, to wygospodarowanie czasu na rozmowy i pilnowanie ich terminów może postrzegać jako dodatkowy nakład pracy. Niektórzy szefowie mogą również zakładać, że pracownicy nie potrzebują takich rozmów, ponieważ i bez nich dobrze sobie radzą. W konsekwencji wielu udziela informacji zwrotnej wyłącznie wtedy, gdy jakieś postępowanie wymaga poprawy. Nie jest to jednak odpowiednie podejście. Brak upomnienia nie jest bowiem traktowany przez pracowników jak pochwała.

Nieadekwatny i zbyt rzadko przekazywany feedback może również wiązać się z popularyzacją hybrydowych i zdalnych modeli pracy. Część menedżerów nadal nie udoskonaliła swoich kompetencji komunikacyjnych, niezbędnych do zarządzania rozproszonymi zespołami. Udzielanie informacji zwrotnej w kontekście pracy zdalnej jest trudniejsze szczególnie dla tych menedżerów, którzy mają tendencję do chwalenia pracowników spontanicznie, w towarzystwie pozostałych członków zespołu obecnych w biurze. Tymczasem, aby przekazać feedback pracownikowi pracującemu zdalnie, niezbędne jest umówienie w tym celu wirtualnego spotkania. W obliczu wielu innych zobowiązań takie rozmowy nie są jednak traktowane priorytetowo.

Pracownicy oczekują więcej informacji zwrotnych od szefa

Wartość feedbacku w miejscu pracy potwierdzają wyniki badania Hays. Aż 62 proc. respondentów deklaruje, iż chciałoby otrzymywać więcej informacji zwrotnych od przełożonego. Przyczyny są zróżnicowane – specjaliści argumentują to zarówno chęcią zwiększenia efektywności swojej pracy, jak i polepszenia partnerskich relacji z szefem.

Chcę otrzymywać więcej informacji zwrotnych, ponieważ dzięki temu:

Mogę pracować efektywniej 54%
Mogę lepiej rozwijać swoją karierę 53%
Czuję, że moja praca ma sens 46%
Mogą poprawić się moje relacje z szefem 28%

Źródło: Badanie Hays Poland, październik 2022
Tylko respondenci, którzy chcieliby otrzymywać więcej informacji zwrotnych. Procenty nie sumują się do 100, ponieważ możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi

Dzięki efektywnej pracy możliwe jest nie tylko osiąganie sukcesów i dobrych wyników, ale również odczuwanie satysfakcji z wykonywanej pracy. Nie dziwi zatem fakt, iż dla specjalistów kluczowa jest regularna, jakościowa komunikacja. Warto dodać, iż doskonalenie umiejętności związanych z udzielaniem wartościowego feedbacku niesie za sobą korzyści dla menedżera. Pomaga to m.in. w poszerzaniu kompetencji miękkich, niezbędnych w zarządzaniu zespołem, a także rozwija umiejętność wywierania wpływu – komentuje Agnieszka Kolenda.

Co za tym idzie, kluczowe w miejscu pracy jest dopasowanie sposobu i częstotliwości komunikacji tak, aby odpowiadała ona potrzebom pracowników. Aby informacja zwrotna była skuteczna oraz wartościowa, niezbędna jest szczerość, otwartość, indywidualne podejście do współpracowników oraz budowanie zaufania.

Grupa Transition Technologies po 3 kwartale 2022 r.

Grupa Transition Technologies podsumowuje wyniki po trzecim kwartale 2022 r. Spółki grupy utrzymują rekordowy trend wzrostowy.

Globalny poziom sprzedaży Grupy Kapitałowej Transition Technologies osiągnął ponad 520 mln zł (wzrost o 50% r/r) przy wysokich wskaźnikach rentowności – EBIDTA ok. 60 mln zł. Grupa kontynuuje wyjątkową ścieżkę wzrostową, oczekując że rok 2022 będzie rekordowy pod względem obrotów i pozwoli na przekroczenie poziomu 700 mln zł sprzedaży w grupie.

Cały czas gospodarka światowa znajduje się w okresie turbulencji, a notowania surowców i energii są niesłychanie zmienne, ale pomimo tego nasze obroty pozostają na rekordowym poziomie – usługi IT nie zwalniają tempa, a zapotrzebowanie na nie wciąż rośnie” – ocenia wyniki trzeciego kwartału 2022 r. prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies. „Spółki naszej grupy rosną i mają przeważnie najwyższe zyski w historii. Pokazuje to jak sektor ITC jest odporny na kryzysy” – dodaje Konrad Świrski.

Grupa Transition Technologies skupia się na najnowocześniejszych rozwiązaniach informatycznych dla przemysłu, medycyny i energetyki oraz zapewnia nowoczesne usługi produkcji oprogramowania (managed services). Zawsze była także obecna w sektorze automatyki przemysłowej, a obecnie coraz bardziej dynamicznie rozwija także obszar robotyki dla przemysłu.

Spółka Transition Technologies PSC, lider nowoczesnych rozwiązań dla przemysłu, od wielu lat koncentruje się na zagadnieniach digitalizacji, technologii chmurowych, zagadnień cyberbezpieczeństwa oraz sztucznej inteligencji i data science.

„Konsekwentnie realizujemy strategię, która zakłada długotrwałą współpracę z klientami przemysłowymi i wytwórcami oprogramowania działającymi globalnie, w odpornych na zawirowania rynkowe sektorach gospodarki. Takie podejście procentuje, m.in. nowymi współpracami, które nawiązujemy z klientami w USA, Szwajcarii, ale także w Polsce wspierając ich także w nowych wyzwaniach, jakim są np. rosnące ceny energii. Cora częściej pomagamy firmom efektywniej i skutecznie zarządzać energią w fabrykach poprzez wdrażanie Energy Management System. Wzrosty zamówień i cyfrowych potrzeb firm oraz dobre perspektywy branży IT, przekładają się na większą liczbę realizowanych przez nas projektów, a co za tym idzie także na wzrost zatrudnienia ekspertów, których w TT PSC mamy już ponad 900” – tak o aktualnej sytuacji mówi Szymon Bartkowiak, Prezes TT PSC.

Transition Technologies MS, spółka specjalizująca się w outsourcingu, a szczególnie w usługach typu managed services, rozważa debiut giełdowy (proces wejścia na GPW został wstrzymany z uwagi na wojnę w Ukrainie).

Trzy kwartały tego roku to znaczny wzrost sprzedaży usług (w porównaniu z rokiem poprzednim) przy jednoczesnym zachowaniu bardzo dobrej rentowności firmy. Konsekwentnie budujemy dużą, międzynarodową organizację dzięki strategii organicznego wzrostu i selektywnych akwizycji na rynkach zagranicznych. Jeszcze w tym roku planujemy przeprowadzić transakcję zakupu pakietu większościowego dostawcy usług IT w regionie APAC. Monitorujemy sytuację na rynkach finansowych i nastroje inwestorów na GPW. Mam nadzieję, że w następnym roku będziemy mogli wrócić do przygotowań do debiutu giełdowego.” – mówi Sebastian Sokołowski, Prezes TT MS.

Z kolei Transition Technologies CS, spółka specjalizująca się w projektach automatyki przemysłowej, uczestniczyła z sukcesem w projektach związanych z Baltic Pipe, ale aktywnie myśli o innych segmentach  rozwijając m.in. współpracę ze światowym dostawcą urządzeń dla robotyki (Doosan). TT AS (zaawansowane oprogramowanie dla optymalizacji sektora energetycznego) widzi też szansę w przyszłym rozwoju energetyki jądrowej.

Jedną z odpowiedzi spółki na kryzys energetyczny jest aktywne działanie w sektorze energetyki jądrowej. Jako TT AS współpracujemy zarówno z amerykańskim wykonawcą Westinghouse (m.in. w USA i Chinach) oraz koreańskim KHNP (m.in. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich) będąc jednym z nielicznych polskich dostawców IT dla tego wymagającego sektora” – ocenia sytuację Paweł Różacki, Prezes TT AS.

Rok 2022 będzie rekordowy, ale w przyszłości nie chcemy zwalniać tempa. Planujemy być co najmniej 1 miliardową firmą informatyczną działająca na sześciu kontynentach – jeszcze przed 2025 rokiem i budować międzynarodową grupę o polskich korzeniach” – dodaje Konrad Świrski.

Wydaje się, że sektor usług informatycznych może być jednym z kluczowych obszarów wzrostowych polskiej gospodarki i jako jeden z nielicznych obszarów może być także miejscem, gdzie polskie firmy mogą być rozpoznawane na światowych rynkach.

W Polsce ma miejsce największy na świecie wzrost liczby niewypłacalności przedsiębiorstw w porównaniu do przedkryzysowego 2019 roku

Raport Allianz Trade dotyczący niewypłacalności firm w latach 2022-2023. Według Allianz Trade, liczba niewypłacalnych firm na świecie wzrośnie o +10% w 2022 i o +19% w 2023 roku.

  • Po dwóch latach tendencji spadkowej, w latach 2022 i 2023 liczba niewypłacalnych przedsiębiorstw na świecie prawdopodobnie wzrośnie, a pod koniec przyszłego roku osiągnie poziom sprzed pandemii.
  • Wysokie rachunki za energię, rosnące stopy procentowe i wynagrodzenia będą miały duży wpływ na rentowność i przepływy pieniężne przedsiębiorstw.
  • Obecne wsparcie fiskalne ogranicza wzrost niewypłacalności o ponad -10 pkt. proc. w latach 2022 i 2023 we wszystkich największych gospodarkach europejskich. Jednak w przypadku pogłębienia się kryzysu energetycznego i recesji, konieczne będzie dodatkowe wsparcie, aby zamortyzować skutki tego wstrząsu.

Presja inflacyjna, zaostrzenie polityki monetarnej, kryzys energetyczny i zakłócenia łańcuchów dostaw zagrażają przepływom gotówkowym przedsiębiorstw. Wiele rządów postanowiło jednak stawić czoła obecnej sytuacji, stosując zdecydowaną politykę fiskalną. Czy te środki wystarczą, aby powstrzymać wzrost niewypłacalności – wysoki zarówno na poziomie globalnym, jak i lokalnym? Allianz Trade, światowy lider w dziedzinie ubezpieczeń należności, bada tę kwestię w swoim najnowszym raporcie: „Kryzys energetyczny, szok stóp procentowych i nieokiełzana recesja wywołają falę bankructw”.

Po dwóch latach tendencji spadkowej, spodziewane jest znaczne przyspieszenie wzrostu liczby upadłości przedsiębiorstw na świecie

Według Allianz Trade, liczba niewypłacalności przedsiębiorstw na świecie powinna wzrosnąć zarówno w 2022 (+10%), jak i w 2023 (+19%). Po dwóch latach spadku wystąpiły dwa znaczące wzrosty tej wartości, które mogą sprawić, że w 2023 roku globalna liczba upadłości firm znów przekroczy poziom sprzed pandemii (o +2%).

„Powrót do poprzedniego poziomu upadłości przedsiębiorstw jest już faktem w większości krajów, a w szczególności na czołowych rynkach europejskich (Wielka Brytania, Francja, Hiszpania, Holandia, Belgia i Szwajcaria), co tłumaczy dwie trzecie wzrostu. W skali globalnej, połowa analizowanych przez nas krajów odnotowała dwucyfrowy wzrost liczby upadłości przedsiębiorstw w pierwszej połowie 2022 roku. Tymczasem Stany Zjednoczone, Chiny, Niemcy, Włochy i Brazylia nadal obserwują przedłużający się niski poziom niewypłacalności firm, ale w przyszłym roku tendencja ta powinna się odwrócić” – wyjaśnia Maxime Lemerle, Główny Analityk Allianz Trade ds. Niewypłacalności.

Gwałtowny wzrost liczby upadłości firm w ciągu najbliższych dwóch lat może szczególnie dotknąć Europę: Allianz Trade spodziewa się znaczących wzrostów we Francji (+46% w 2022; +29% w 2023), Wielkiej Brytanii (+51%; +10%), Niemczech (+5%; +17%) i Włoszech (-6%; +36%). Region ten powinien przekroczyć poziom upadłości przedsiębiorstw sprzed pandemii już w 2022 roku (o +5%). W przypadku Azji oczekuje się, że Chiny odnotują o 15% więcej przypadków niewypłacalności w 2023 roku ze względu na niski wzrost gospodarczy i ograniczony wpływ luzowania polityki pieniężnej i fiskalnej. W USA Allianz Trade spodziewa się wzrostu liczby upadłości przedsiębiorstw o +38% w 2023 roku w wyniku zaostrzenia warunków monetarnych i finansowych.

„Ta normalizacja w zakresie niewypłacalności przedsiębiorstw pozostaje niejednorodna w różnych sektorach i kategoriach wielkości firm. W Europie obserwujemy ponowny wzrost liczby upadłości w nieco mniej niż 60% branż[1], przy czym powrót do poziomu sprzed pandemii następuje najczęściej w branży spożywczej/noclegowej, produkcji i usługach B2C. Jednocześnie globalny wzrost (niewypłacalności) wynika głównie z niewypłacalności małych przedsiębiorstw, co potwierdza umiarkowana liczba upadłości dużych: 58 przypadków w III kwartale 2022 roku i 182 w ciągu pierwszych trzech kwartałów, w porównaniu do 187 i 332 w analogicznym okresie 2021 i 2020 roku”, dodaje Ano Kuhanathan, Dyrektor Działu Analiz Korporacyjnych w Allianz Trade.

Wysokie rachunki za energię oraz rosnące stopy procentowe i wynagrodzenia: trzy czynniki wpływające na rentowność, które mocno obciążają przepływy pieniężne przedsiębiorstw

Jak wyjaśnić ten ogólny wzrost liczby upadłości przedsiębiorstw? Allianz Trade identyfikuje trzy główne czynniki wstrząsowe, które mogą mieć znaczący wpływ na rentowność przedsiębiorstw.

Wydatki na energię pozostaną największym czynnikiem wpływającym na rentowność, szczególnie w krajach europejskich. Na obecnym poziomie, ceny energii zniweczyłyby zyski większości przedsiębiorstw niefinansowych, ponieważ ich zdolność do kształtowania cen maleje w związku ze spowolnieniem popytu. Jeżeli firmy będą w stanie przenieść jedną czwartą wzrostu cen energii na klientów, będą mogły wytrzymać wzrost cen poniżej odpowiednio +50% i +40% w Niemczech i Francji. Analizując dokładniej Francję stwierdzamy, że z wyłączeniem mikroprzedsiębiorstw, dla których stosuje się limity cenowe, ponad 7000 firm w 4 sektorach, dla których hurtowe ceny energii elektrycznej są obecnie powyżej szacowanej przez nas ceny progu rentowności, a mianowicie w sektorze papierniczym, metalurgicznym, maszyn i urządzeń oraz w sektorze górnictwa i kamieniołomów, kraj ten może stracić co najmniej 9 mld EUR. Dla porównania, w przypadku Niemiec jest to 7 mld EUR i 4000 firm zagrożonych stratami z powodu wzrostu kosztów energii, głównie w sektorach metalurgicznym i papierniczym.

Dodatkowo, w pierwszej połowie 2023 roku grozi nam szok związany ze stopami procentowymi, któremu będzie towarzyszył wzrost płac. W Europie będzie to prawdopodobnie odpowiednik szoku rentowności wywołanego przez Covid-19, który wyniesie -4 pkt. proc. Zgodnie z oczekiwaniami, wysokie salda gotówkowe przedsiębiorstw (nadal 43% powyżej poziomu sprzed Covid-19 w USA, +36% w Wielkiej Brytanii i +32% w strefie euro) stanowiły znaczny bufor przed normalizacją polityki pieniężnej w 2022 roku, ale najgorsze dopiero przed nami.

„Przewidujemy, że nadchodzące podwyżki kluczowych stóp procentowych w USA, Wielkiej Brytanii i strefie euro spowodują do połowy 2023 roku wzrost średnich stóp procentowych dla przedsiębiorstw o dodatkowe 200 pkt. bazowych, co z kolei obniży marże o -1,5 pkt. proc. w USA, -2,2 pkt. proc. w Wlk. Brytanii i ponad -3 pkt. proc. w krajach strefy euro. Najbardziej zagrożone są Włochy, Hiszpania i Francja. Co więcej, koszty wynagrodzeń są nieco wyższe w europejskich sektorach przemysłowych w porównaniu z USA. Dlatego wzrost o 4-5% w 2023 roku może zniwelować średnio od -0,5 do -1 pkt. proc. marży. Ogólnie rzecz biorąc, wzrost kosztów finansowania i wynagrodzeń w kontekście niskiego wzrostu gospodarczego sprawia, że najbardziej zagrożone są sektory budownictwa, transportu, telekomunikacji, maszyn i urządzeń, handlu detalicznego, sprzętu gospodarstwa domowego, elektroniki, motoryzacji i tekstyliów”, wylicza Ana Boata, Dyrektor Globalnego Działu Analiz Ekonomicznych w Allianz Trade.

Wsparcie publiczne będzie niezbędne, aby uniknąć ogromnej fali niewypłacalności

Aby uniknąć najwyższego rocznego wzrostu od 2009 roku, jeżeli recesja podwoi się do -2,4% z powodu silniejszego kryzysu energetycznego, wsparcie państwowe w Europie prawdopodobnie zostanie wzmocnione. Allianz Trade szacuje, że obecne wsparcie fiskalne, bardziej ukierunkowane i skoncentrowane na ograniczaniu przyspieszenia wzrostu liczby upadłości, ograniczy wzrost liczby przypadków niewypłacalności o ponad -10 pkt. proc. w latach 2022 i 2023 dla wszystkich największych gospodarek europejskich: -12 pkt proc. w Niemczech (tj. 2.600 firm), -13 pkt proc. we Francji i Włoszech (tj. odpowiednio 6.700 i 1.900 firm), -15 pkt proc. w Wielkiej Brytanii (4.300) i -24 pkt proc. w Hiszpanii (2.100).

Jeżeli jednak kryzys energetyczny nasili się, potęgując nadchodzącą recesję, możemy spodziewać się, że rządy zwiększą rozmiar środków wsparcia fiskalnego, ponieważ liczba upadłości przedsiębiorstw wzrośnie w UE o kolejne +8 punktów procentowych do +25% w 2023 roku – będzie to najwyższy roczny wzrost od 2009 roku. Aby w pełni zamortyzować dodatkowy wstrząs, środki wsparcia fiskalnego powinny wzrosnąć średnio do 5% PKB. Jednak tak duże kroki fiskalne byłyby znacznie bardziej ograniczone w warunkach restrykcyjnej polityki pieniężnej. Wspólne zaciąganie pożyczek, podkreślające europejską solidarność, pozwoliłoby wszystkim państwom członkowskim UE na sformułowanie adekwatnej i spójnej reakcji fiskalnej na kryzys energetyczny bez narażania na szwank zdolności do obsługi zadłużenia.

Polska – kryzys w widoczny sposób uderzył w polskie firmy

Największy na świecie wzrost liczby niewypłacalności przedsiębiorstw w porównaniu do przedkryzysowego 2019 roku ma miejsce właśnie w Polsce” – podkreśla Sławomir Bąk, członek Zarządu Allianz Trade ds. oceny ryzyka. – „Po trzech kwartałach jest o 129% więcej niewypłacalności, niż w tym samym okresie 2019 roku. Oczywiście, przyczyniło się do tego wprowadzone w międzyczasie uproszczone postepowanie restrukturyzacyjne, mające za zadanie identyfikować i rozwiązywać problemy i zatory na jak najwcześniejszym etapie, odmiennie niż na większości innych rynków (gdzie procedury były raczej zawieszone niż uproszczone). Tym niemniej fala niewypłacalności w Polsce nie opada, ale wciąż rośnie”.

O tym, że jest to problem całej gospodarki, a nie jedynie spowolnienia w poszczególnych branżach świadczy sektorowa struktura niewypłacalności: w tym roku dekoniunktura zaczęła się od budownictwa, ale od drugiego-trzeciego kwartału liczba niewypłacalności ponownie rośnie także w usługach, handlu i produkcji. Pocovidowe odbicie popytu mamy już dawno za sobą. Nie ma bezpiecznych branż – nawet utrzymujący się popyt nie gwarantuje powodzenia, więc m.in. producenci żywności również odczuwają skutki inflacji kosztów i tracą płynność finansową lub zawieszają (lub ewentualnie kończą) działalność na skalę, jakiej nikt nie mógł się spodziewać jeszcze kilka lat temu.

Samo zamykanie czy w najlepszym razie zawieszanie działalności jest jeszcze powszechniejsze, niż niewypłacalności i chociaż nie wiąże się z pozostawieniem długów to w szerszej perspektywie ma podobny, dewastujące dla gospodarki skutki: kurczący się dla dostawców rynek zbytu, malejące: liczba miejsc pracy i wpływy podatkowekontynuuje Sławomir Bąk. – „Pocieszające w tym wszystkim może być to, że wielu polskich przedsiębiorców nie czeka do ostatniej chwili – działa z wyprzedzeniem, aby chronić kapitał i podstawy swojej działalności. Pytanie, jak szybko biznes się odrodzi, skoro po 10% wzroście liczby niewypłacalności w tym roku spodziewamy się kolejnego ich wzrostu o 10% w 2023 roku, gdy ich liczba osiągnie nowy, rekordowy poziom.”liczba niewypłacalności

[1] Branżę definiuje się jako dany sektor w danym kraju na podstawie – w przypadku Europy – listy 8 sektorów (przemysł, budownictwo, handel, transport/magazynowanie, żywność / noclegi, informacja / komunikacja, finanse / działalność BtoB, edukacja / zdrowie / działalność społeczna) i 20 krajów (Belgia, Bułgaria, Dania, Niemcy, Estonia, Francja, Włochy, Łotwa, Litwa, Luksemburg, Węgry, Holandia, Norwegia, Polska, Portugalia, Rumunia, Słowenia, Słowacja, Hiszpania, Wielka Brytania).

Cena mieszkania – ile będzie warte mieszkanie w 2023 roku?

Na rynku mieszkaniowym od wielu lat mieliśmy do czynienia ze wzrostowym trendem cen. Nawet okres pandemii koronawirusa nie przyczynił się do zmiany tej sytuacji. Czego możemy się spodziewać w 2023 roku?

Rosnące stopy procentowe przyczyniają się do znacznych zmian na rynku kredytów hipotecznych. Przekłada się to na spadającą zdolność kredytową Polaków. W ten sposób zmniejsza się popyt na rynku mieszkaniowym. Jak wskazują eksperci z rynku nieruchomości, można z tego powodu spodziewać się tego, że ceny lokali mieszkaniowych nie będą rosły. Możliwe są także spadki. Taki trend może pojawić się w 2023 i utrzymać się nawet do 2025.

Czy warto zaczekać z decyzją o kredycie hipotecznym i kupnem mieszkania?

Jeśli planuje się zakup mieszkania, wówczas należy brać pod uwagę, że ceny mogą spadać. Oczywiście to czy warto poczekać z decyzją o zakupie nieruchomości mieszkaniowej, zależy od indywidualnej sytuacji.

Warto zdecydować się na zakup mieszkania gdy:

  • znalazło się atrakcyjną ofertę,
  • dysponuje się odpowiednią ilością gotówki, więc nie trzeba decydować się na duży kredyt hipoteczny,
  • jest ono niezbędne do celów mieszkaniowych.

Jeśli zrealizowanie zakupu nieruchomości mieszkaniowej nie jest konieczne, wówczas można poczekać przynajmniej do pierwszego kwartału 2023. Wówczas będzie można zorientować się, czy przewidywania, co do spadku cen na rynku mieszkaniowym się potwierdzą.

Czy warto zdecydować się na zakup mieszkania w celach inwestycyjnych?

Perspektywy wzrostu cen na rynku mieszkaniowym są niekorzystne. Z tego powodu inwestorzy, którzy planują zakup nieruchomości w celach inwestycyjnych, powinni dobrze przemyśleć taką decyzję. Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy taką transakcję zamierza się sfinansować w części lub całości z kredytu hipotecznego. Wówczas należy brać pod uwagę rosnące koszty uzyskania środków finansowych w bankach. Będzie to ograniczać opłacalność zakupu. Jednak nawet przy zakupie za gotówkę, trzeba brać pod uwagę możliwość stabilizacji cen lokali mieszkaniowych w dłuższym okresie. Jeszcze większym problemem dla inwestorów będzie trend spadającej wartości mieszkań. Okres, w którym będzie można liczyć na zwrot z inwestycji może się znacznie wydłużyć, gdy zakupu nieruchomości mieszkaniowej w celach inwestycyjnych, dokona się w 2023 roku.

Czy warto decydować się na sprzedaż mieszkania?

Właściciele lokali mieszkaniowych, którzy rozważają sprzedaż nieruchomości, powinni rozpocząć ten proces jak najszybciej. Obecnie negatywny wpływ podwyższonych stóp procentowych na rynek kredytów hipotecznych dopiero się pojawia. Z tego powodu nadal występuje spore zainteresowanie zakupem lokali mieszkaniowych na rynku wtórnym i pierwotnym. Ta sytuacja może ulec znacznym zmianom już na początku 2023 roku. Część analiz wskazuje na możliwość wystąpienia spadku cen mieszkań o 5% w 1 kwartale zbliżającego się roku. Biorąc pod uwagę przeciętny czas sprzedaży lokalu mieszkalnego, nadal można zrealizować transakcję przy obecnie obowiązujących cenach, które po pandemii koronawirusa zaliczyły wzrost.

Ponad 60% szefów działów biznesowych wymaga od CFO większego wsparcia w planowaniu i budżetowaniu

Z raportu KPMG w Polsce, przygotowanego we współpracy z Klubem CFO wynika, że prawie połowa CFO (Chief Financial Officer) oczekuje od szefów działów biznesowych przede wszystkim regularnej i klarownej komunikacji. Z kolei od dyrektorów finansowych oczekuje się szerszego wsparcia w planowaniu i budżetowaniu. Przy tempie zmian obserwowanym w ostatnich latach, dostosowanie budżetów do bieżącej sytuacji jest jednym z kluczowych zadań, w realizacji którego pomagają technologie cyfrowe, z których w większym stopniu powinni korzystać CFO. Tymczasem dwóch na trzech zarządzających działami finansowymi nie wykorzystuje innych narzędzi niż arkusz kalkulacyjny w procesie budżetowania.

Odpowiedzialni za działy finansowe respondenci zdają sobie sprawę, że CEO (Chief Executive Officer) wymaga od nich przede wszystkim samodzielności w działaniu oraz proaktywności. Ponad 40% CFO zależy natomiast głównie na zapewnieniu przez CEO możliwości udziału w decyzjach strategicznych. Z kolei szefowie działów biznesowych wymagają od funkcji finansowej większego wsparcia w procesie planowania i budżetowania. Aż 71% samych CFO uznało, że proces planowania jest nieoptymalny, a zdecydowana większość przedstawicieli działów biznesowych narzeka na jakość otrzymywanej informacji zarządczej. Warto przy tym wspomnieć, że tylko jedna trzecia CEO jest zadowolonych z jakości informacji zarządczej w swoich organizacjach.

Obecnie w firmach dane zarządcze powstają najczęściej poprzez manualne dostosowywanie danych księgowych. Z badania KPMG i Klubu CFO wynika, że jedynie 17% działów finansowych posiada zautomatyzowaną większość procesów związanych z przygotowaniem informacji zarządczej i finansowej.

Działy finansowe są tymi, które z jednej strony biorą kluczowy udział w podejmowaniu decyzji o transformacji cyfrowej przedsiębiorstw, ale także same czerpią z dostępności danych, automatyzacji i jakości analiz. W tym kontekście cieszy fakt, że 58% CFO zadeklarowało ścisłą współpracę z działem IT i CIO. Jest ona niezbędna, aby skutecznie automatyzować powtarzalne procesy, a tym samym przyspieszać proces zamknięcia miesiąca i szybciej otrzymywać wartościowe informacje z danych finansowych – mówi Dagmara Wojnar, Partner Associate, Szef Zespołu CFO Advisory w KPMG w Polsce.Odpowiedzialni za działy finansowe

Komunikacja kluczem do usprawnienia relacji z biznesem

Aby skutecznie reagować na nowe wyzwania i dostarczać wartość strategiczną, której coraz częściej wymagają zarządzający firmą, pion finansowy musi ściśle współpracować z biznesem. Ponad połowa badanych osób na stanowiskach CFO (54% wskazań) uznała, że realizuje cele biznesu w sposób ciągły. Inaczej sytuacja wygląda z perspektywy CEO i biznesu – obie grupy były zgodne, wskazując najczęściej, że dział finansowy tylko sporadycznie realizuje cele działów biznesowych. Choć ankietowani reprezentowali różne firmy, tak duża rozbieżność pokazuje, że oczekiwania wobec realizacji celów biznesu przez funkcję finansową są wyższe niż dostarczane wyniki, bądź też nie są dostatecznie dostrzegane i doceniane w organizacji.

Szefowie działów biznesowych oczekują większego wsparcia w procesie planowania

Respondenci badania odpowiedzialni za działy produkcyjne i sprzedażowe dzieląc się swoimi oczekiwaniami dotyczącymi roli CFO, w zdecydowanej większości wskazali na konieczność większego wsparcia w procesie planowania i budżetowania (62%). To również obszar najczęściej wybierany przez CFO (35%), natomiast próbując zidentyfikować oczekiwania biznesu, dyrektorzy finansowi wskazywali znacznie częściej na wsparcie w relacji z CEO (32% odpowiedzi CFO i 14% odpowiedzi szefów działów biznesowych) i szybsze dostarczanie raportów (12% wobec 5%).

Ponad 70% dyrektorów finansowych uważa, że procesy planowania finansowego w ich organizacjach wymagają dostosowania i skrócenia – są przy tym bardziej krytyczni niż CEO i szefowie działów biznesowych.

Relacja CEO – CFO powinna być jak sprawnie działająca maszyna. Każda z tych osób wnosi bowiem do organizacji własne, niepowtarzalne kompetencje. CEO i CFO powinni więc uzupełniać się wzajemnie w każdym aspekcie swojej działalności. W wielu przypadkach za spektakularnymi sukcesami dyrektora generalnego leży ciężka praca dyrektora finansowego. I chociaż CEO i CFO często pracują niezależnie od siebie, mają jeden wspólny cel, jakim jest opracowanie strategii firmy i monitorowanie, czy podąża ona w założonym kierunku – mówi Urszula Wysocka, opiekun merytoryczny, ekspert Klubu CFO ICAN Institute.

CFO i CEO są zgodni, że automatyzacji wymaga przede wszystkim proces raportowania

Zarówno dyrektorzy finansowi jak i szefowie działów biznesowych są zdania, że raportowanie finansowe jest najważniejszym obszarem, który w większości firm powinien być bardziej zautomatyzowany. Drugim najczęściej wskazywanym obszarem przez CFO i CEO jest księgowanie (21% wskazań wobec 17%). Na kolejnych miejscach znalazło się pozyskiwanie danych oraz planowanie.automatyzacji wymaga przede wszystkim proces raportowania

Transformacja cyfrowa w obszarze finansów

W czasie szybko postępującej transformacji cyfrowej relacja funkcji finansowej i IT wydaje się kluczowa dla zdobycia przewagi konkurencyjnej firmy. 77% dyrektorów finansowych uważa, że ich dział finansowy jest w trakcie procesu transformacji cyfrowej. Niespełna 9% z nich uznało, że jest on zakończony, co może oznaczać, że nie zamierzają w najbliższym czasie wdrażać kolejnych rozwiązań technologicznych. Dodatkowo niewielki odsetek respondentów przyznał, że w ogóle nie rozważa cyfryzacji działu finansów. W przypadku 13% firm transformacja cyfrowa funkcji finansowej jest dopiero rozważana lub planowana.

Nowoczesny dyrektor finansowy, poza tradycyjnymi obszarami, musi się skupiać także na identyfikacji nowych produktów, kanałów zbytu i rynków czy poprawie sprzedaży. Aby było to możliwe, konieczne jest z jednej strony czerpanie jak najwięcej z potencjału dostępnych danych, a z drugiej odciążenie zasobów pracy skupionych na powtarzalnych zadaniach. W firmach, w których zautomatyzowano większość procesów finansowych i jednocześnie wykorzystuje się zaawansowane narzędzia wspierające proces budżetowania, CFO mogą skutecznie wyjść poza tradycyjny schemat sprawozdawczości finansowej i księgowości. Dzięki temu mogą dostarczać wartość strategiczną dla swoich organizacji – mówi Dagmara Wojnar, Partner Associate, Szef Zespołu CFO Advisory w KPMG w Polsce.

****

O PUBLIKACJI:

Badanie zostało przeprowadzone przez KPMG w Polsce i Klub CFO we wrześniu 2022 roku. Wzięło w nim udział 126 CFO zarządzających działami finansowymi. Aby zyskać szerszą perspektywę przebadano także 56 osób na najwyższych stanowiskach kierowniczych, odpowiedzialnych za inne funkcje niż finansowa Wśród nich znalazło się 35 dyrektorów generalnych, co pozwoliło na zestawienie perspektywy CFO z CEO, a grupa 21 ankietowanych szefów działów sprzedażowych i produkcyjnych pozwoliła na pokazanie spojrzenia biznesu na współpracę z CFO. Łącznie badanie objęło 182 osób, przedstawicieli firm prowadzących działalność w Polsce o charakterze usługowym (54%), produkcyjnym (32%) lub handlowym (22%).

Deloitte: Ponad połowa Polaków martwi się swoją sytuacją finansową, a co trzeci ogólnym stanem gospodarki

Osobista sytuacja finansowa jest najczęstszym powodem do zmartwienia Polaków, ale we wrześniu odsetek takich opinii spadł znacząco w porównaniu do wcześniejszego miesiąca. Jednocześnie wyraźnie mniej konsumentów deklaruje odkładanie na później większych zakupów – wynika z ostatniej edycji badania Global State of the Consumer Tracker, opracowanego przez firmę doradczą Deloitte. Zmienia się również nastawienie do kwestii zdrowotnych – o 5 p.p. zmalał odsetek osób obawiających się pandemii Covid-19, ale martwiących się ogólnie o swoje zdrowie przybyło aż o 9 p.p. w porównaniu do sierpnia tego roku. Konsumenci nie zapominają też o wyzwaniach klimatycznych i aż 59 proc. deklaruje, że spowodowało to zmianę ich zachowań – najczęściej ograniczają marnowanie żywności oraz oszczędzają prąd i wodę.

Przeprowadzona pod koniec września, 35. edycja Deloitte Global State of the Consumer Tracker to pierwsza wersja odświeżonego badania, uzupełnionego o szereg nowych pytań dotyczących zwyczajów zakupowych i preferencji konsumenckich.

W odświeżonej edycji badania w szczególny sposób uwzględniliśmy aspekty ekonomicznej sytuacji konsumentów, a także wpływu stanu gospodarki na ich nastroje. Ogólnie jest to powodem do niepokoju już dla co trzeciego ankietowanego, co pokazuje, że po okresie uzasadnionej zwiększonej troski o stan przede wszystkim własnych finansów, Polacy zaczynają dostrzegać szerszą perspektywę globalnego kryzysu ekonomicznego. Poza tym, po okresie wzrostu obaw w wielu obszarach, wrzesień przyniósł uspokojenie, a pogorszenie nastrojów dotyczy jedynie oceny ogólnego stanu zdrowia uczestników ankiety – mówi Bartosz Bobczyński, partner, lider Consumer Industry Deloitte w Polsce.

Pytani we wrześniu o powody do zmartwienia, ankietowani najczęściej (51 proc.) wymieniali osobistą sytuację finansową, ale stres z tym związany zmalał o 9 p.p. w porównaniu z poprzednim badaniem. Nadal istotne są dla nich kwestie zdrowotne – choć obawy covidowe zmalały o 5 p.p., do 23 proc., jednocześnie aż o 8 p.p, do 43 proc. wzrosło zaniepokojenie ogólnym stanem zdrowia pytanych. Wśród dominujących obaw znalazła się też troska o stan gospodarki, na którą wskazało 34 proc. uczestników.

Mniejsze niż w sierpniu obawy dotyczą natomiast takich kwestii jak: sytuacja geopolityczna (41 proc., spadek o 9 p.p.) czy społeczna (28 proc., spadek o 6 p.p.), niekorzystne zmiany klimatyczne (26 proc., o 11 p.p. mniej), sprawy rodzinne i osobiste (30 proc., spadek o 8 p.p.) czy sytuacja zawodowa (19 proc., o 5 p.p. w dół).

Zdecydowana większość konsumentów spodziewa się wzrostu cen najczęściej kupowanych produktów

W najnowszym badaniu Deloitte ankietowani nadal nie najlepiej oceniają swoją sytuację finansową. 56 proc. pytanych wskazało, że pogorszyła się ona w porównaniu z ubiegłym rokiem i tyle samo ocenia, że w ciągu najbliższych 3 miesięcy nie poradziłoby sobie ze znaczącym, niespodziewany wydatkiem. Co trzeci badany nie potrafi określić, czy za rok jego dochody pozostaną na niezmienionym poziomie lub wzrosną, czy też nie. 47 proc. pytanych nie może pozwolić sobie na wydatki na rozrywkę, a 37 proc. martwi się poziomem swoich oszczędności.

Z drugiej strony, konsumenci rzadziej niż miesiąc wcześniej odkładają na później większe zakupy. Odsetek takich odpowiedzi zmalał o 10 p.p., z 58 do 48 proc. Co ciekawe, choć aż 42 proc. ankietowanych deklaruje, że na koniec miesiąca zostaje im trochę pieniędzy, bardzo zbliżony odsetek (39 proc.) mówi coś wręcz przeciwnego.

Zmiany cen często kupowanych produktów spodziewa się 59 proc. pytanych, a przeciwnie ocenia ponad dwukrotnie mniej (27 proc.). Prognozowane w ciągu najbliższego miesiąca wzrosty cen dotyczą wszystkich kategorii towarów i usług. Najczęściej konsumenci wskazują na produkty spożywcze i domowe media (po 87 proc.), usługi restauracyjne (81 proc.) paliwo oraz alkohole i tytoń (po 73 proc.) czy odzież i obuwie (70 proc.). Dla porównania, w sierpniu, konsumenci najczęściej wskazywali na droższe zakupy spożywcze (85 proc.), media (74 proc.), paliwo (70 proc.), restauracje (68 proc.) czy odzież i obuwie (64 proc.). Jeszcze w lipcu najpowszechniejsze były obawy dotyczące cen mediów (89 proc.), żywności (88 proc.) i paliw (86 proc.).

Niewygoda i czasochłonność przyczynami rezygnacji z działań proekologicznych

W tej edycji badania znaczna część pytań dotyczy postrzegania przez konsumentów zmian klimatycznych i zrównoważonego rozwoju. Zaledwie 18 proc. pytanych zadeklarowało, że w ostatnim miesiącu w ogóle nie przejmowało się tymi kwestiami. Przeciwnego zdania jest niemal dwie trzecie ankietowanych – o swoich obawach wspomniało 46 proc., a o poważnym zaniepokojeniu 14 proc. z nich. Więcej niż co piąty (22 proc.) nie potrafi ocenić swojego nastawienia do tych kwestii. Jednocześnie trzy czwarte uczestników badania ocenia, że do postępujących zmian klimatycznych przyczynia się działalność człowieka. Przeciwnego zdania jest zaledwie 7 proc. pytanych.

Konsumenci podejmują szereg działań, które ich zdaniem mogą zmniejszać wpływ na środowisko.

91 proc. ankietowanych stara się kupować tylko to, co jest im potrzebne, a 86 proc. kupuje lokalne produkty. 80 proc. ogranicza marnowanie jedzenia. Ponad trzy czwarte badanych zmniejsza zużycie energii w swoich gospodarstwach domowych, a 70 proc. – wody. Te wyniki potwierdzają obserwacje Deloitte z poprzednich raportów, chociażby Sustainable Behaviors Survey i Sustainable Actions Index. Świadomość zmian klimatu i chęć przeciwdziałania im staje się coraz ważniejszym czynnikiem w wyborach konsumenckich – mówi Irena Pichola, partner, lider Sustainability Consulting, Deloitte.

O badaniu

Najnowsza fala badania została przeprowadzona pod koniec września 2022 r. Była to 35. edycja przeprowadzona globalnie i 29., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 24 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Arabii Saudyjskiej, Australii, Belgii, Brazylii, Kanady, Chin, Danii, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Japonii, Meksyku, Norwegii, RPA, Korei Południowej, Szwecji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Gaz płynny LPG dobry do ogrzewania domów

Podjęcie decyzji o wyborze najlepszego sposobu ogrzewania w domu często stanowi nie lada wyzwanie. Ma być ciepło, ekologicznie, wygodnie. Oczywiście, liczą się też koszty – zarówno montażu, jak i użytkowania. Wśród rozmaitych źródeł ciepła ciekawą opcją jest gaz płynny LPG. Ma on liczne zalety w stosunku do pozostałych paliw wykorzystywanych do ogrzewania. W stosunku do węgla jest to niższa emisyjność. Ponadto zajmuje o wiele mniej miejsca składowanie opału. Natomiast w porównaniu do pomp ciepła jest to zdecydowanie mniejsza inwestycja. Co więcej, gaz płynny LPG nie podlega żadnym ograniczeniom, z którymi możemy mieć do czynienia chociażby w przypadku zwykłego gazu. Nie dotyczą go stopnie zasilania – więc nie będzie żadnych zakłóceń, jeśli chodzi o dostawy i problemy z zaopatrzeniem. Piece na gaz płynny LPG są wartą rozważenia opcją, aby zapewnić tanie, bezpieczne, niskoemisyjne źródło ciepła dla domu.

– Gaz płynny LPG można kupować przez cały rok, uzupełniać swój zbiornik – korzystając też z tego, że okresowo wahania cen sprawiają, że w pewnych momentach roku jest on zdecydowanie tańszy. To pozwala elastycznie zarządzać portfelem przez odbiorcę – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Co więcej, gaz płynny LPG już niedługo będzie miał też swoją wersję bio, która zachowuje pełne jego cechy fizykochemiczne. To paliwo równorzędne do standardowego gazu płynnego LPG, ale całkowicie zeroemisyjne. Będzie pochodziło z przetwarzania głównie odpadów – w związku z tym mamy tutaj do czynienia z zamknięciem obiegu. Odpady, które nie będą mogły już podlegać procesowi ponownego wykorzystania, zostaną przetworzone na paliwo – które będzie można wykorzystać jako źródło ciepła właśnie w piecu na gaz płynny LPG. Będzie się to też wpisywało w prawodawstwo unijne. Aktualnie trwają prace nad dyrektywą, która powinna wprowadzić nakaz zeroemisyjności przez budynki mieszkalne w okolicach 2030 roku. W związku z tym sięgnięcie po gaz płynny LPG w tym momencie wydaje się bardzo rozsądną opcją, ciekawą alternatywą, która w przyszłości pozwoli zaoszczędzić koszty i wyprzedzić regulacje. Federacja Przedsiębiorców zachęca, by być krok przed regulacjami i przewidywać trendy, z którymi będziemy mieli do czynienia – wyjaśnia Wołejko.

Inflacja coraz bardziej niepokoi przedsiębiorców. Co druga firma zamierza podnieść ceny swoich towarów i usług

Wzrost kosztów materiałów czy energii oraz generalna „drożyzna” to największe wyzwania, na które wskazują firmy z sektora MŚP, niezależnie od tego czy jest to mikro, mała czy średnia działalność. W efekcie niemal co 5. przedsiębiorca starał się o dodatkowe środki z czego ponad 16 proc. dostało decyzję odmowną. Blisko 40 proc. firm sektora MŚP spodziewało się, że w kolejnych miesiącach dostęp do finansowania typu leasing, faktoring, pożyczka czy kredyt będzie się pogarszał. Zdaniem co drugiej firmy trudniej będzie uzyskać każdy rodzaj finansowania. Najmniej optymizmu mieli w tym obszarze przedstawiciele sektora budowlanego. W konsekwencji piętrzących się problemów połowa firm przyznaje, że w obecnych okolicznościach po prostu podniesie ceny swoich towarów bądź usług, a co trzecia wstrzyma inwestycje – wynika z badania „Skaner MŚP” przeprowadzonego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Gospodarcze konsekwencje wojny w Ukrainie – w tym zerwanie globalnych łańcuchów dostaw, wzrost cen i kosztów prowadzenia działalności – widoczne są już w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK. Na koniec sierpnia br. łączna kwota zaległości firm wyniosła 39,2 mld zł – to o ponad 2 mld zł więcej niż jeszcze w analogicznym okresie roku ubiegłego. Przeterminowane długi budownictwa wynoszą już ponad 5,6 mld zł., z jeszcze większymi zaległymi zobowiązaniami boryka się przemysł, bo tam saldo przeterminowanych długów osiągnęło już blisko 6,8 mld zł. Stawkę podbija jednak handel z zawrotną kwotą ponad 8,1 mld zł. Najwyższy udział firm z problemami jest natomiast w transporcie – prawie 9 proc.
skaner msp

Rosnące zadłużenie dostarcza przedsiębiorcom kolejnych wyzwań, wśród badanych tylko 2 proc. nie dostrzega żadnych problemów, z czego jeszcze na koniec 2021 było to 5,4 proc.

Gorszy dostęp do finansowania?

– Cykliczne badanie Skaner MŚP, prowadzone dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, pokazuje, że największe niepokoje o charakterze finansowym skupione są wokół podatków, prowizji i kosztów, które zjadają coraz większą część marż. Głównie przedsiębiorcy obawiają się utraty rentowności firmy (38,2 proc.) oraz płynności finansowej (29,4 proc.). 10,3 proc. firm boi się, że banki wypowiedzą im umowy kredytowe, a dodatkowo mogą stracić zdolność kredytową. Nic więc dziwnego, że tylko nieliczni w ostatnich miesiącach zdecydowali się wystąpić o kredyt, faktoring, pożyczkę czy leasing, co widać w danych BIK dotyczących zaciąganych kredytów przez mikroprzedsiębiorców. Wśród tych, których wnioski zostały rozpatrzone pozytywnie, przeważały średnie firmy – wskazuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Blisko 40 proc. firm sektora MŚP spodziewa się, że w ostatnim kwartale tego roku dostęp do finansowania typu leasing, faktoring, pożyczka czy kredyt jeszcze się pogorszy. – W tej grupie niemal co drugi przedsiębiorca jest przekonany, że trudniej będzie uzyskać każdy rodzaj wsparcia finansowego. Zdaniem co trzeciego, najtrudniej będzie firmom pozyskać kredyt. Żadnych obaw w kwestii utrudnienia dostępu do finansowania nie wyraża 35,6 proc. badanych i są to głównie firmy średnie (50-249) a także firmy produkcyjne – dodaje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupy BIK).

Inflacja coraz bardziej niepokoi przedsiębiorców

– Inflacja dotyka wszystkich, w dużej mierze także przedsiębiorców. Wskaźnik PPI, podany przez Eurostat, osiągnął w UE w sierpniu br. poziom aż 43 proc. wyższy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego i o 4,9 proc. wyższy w porównaniu z lipcem br. W Polsce inflacja producencka wyniosła 34,5 proc. r/r i 1,5 proc. m/m. Jest to wynik znacząco poniżej europejskiej średniej, ale dalecy jesteśmy od optymizmu. Krajowe wskaźniki nadal są bardzo wysokie i pokazują, jak z dużą presją cenową mierzą się właściciele biznesów – mówi Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Aktualne pozostają obawy związane z kwotami wydawanymi na gaz, prąd i opał. Rosnące ceny materiałów i energii są główną bolączką mikro, małych i średnich firm, aż 55,6 proc. z nich wskazuje inflację jako największe wyzwanie dla prowadzenia działalności. Utrzymuje się też problem ze spadkiem sprzedaży (19,4 proc.) i znalezieniem pracowników (17,4 proc.). Znacznie zwiększył się również udział firm, które mierzą się z utrzymaniem płynności finansowej (wzrost o 10,8 pkt. proc. w relacji do pomiaru z IV kw. 2021 roku).

– Blisko co druga firma mierzy się obecnie z wyzwaniami w obszarze terminowości uzyskiwanych płatności od kontrahentów, a wśród tych najczęściej wskazywanych są wydłużone terminy zapłaty, na co skarży się już co 5. przedsiębiorca. Jest to duże utrudnienie dla firm z sektora MŚP, które nie tylko uniemożliwia dalszy rozwój – w tym zatrudnianie nowych, wykwalifikowanych pracowników – ale powoduje powstawanie niedoborów w budżecie przeznaczonym na finansowanie bieżących zobowiązań. Utrzymująca się na wysokim poziomie inflacja tylko eskaluje problem, a każdy dzień zwłoki w terminowym regulowaniu płatności przez klientów, to dla przedsiębiorców niekiedy decydujący cios. Nie wspominając już o sytuacjach, w których kontrahenci po prostu wstrzymują płatności lub decydują się odroczyć zlecenia w czasie – komentuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Przybywa firm podnoszących ceny towarów i usług

Firmy z sektora MŚP w walce z drożyzną, chwytają się różnych rozwiązań: m.in. kupują na zapas, szukają tańszych zamienników, a nawet wstrzymują inwestycje. – W drugim kwartale tego roku relacja inwestycji do PKB spadła do poziomu 15 proc., jest to jeden z najniższych wyników w UE – przypomina Waldemar Rogowski.

Co druga firma przyznaje, że w obecnych okolicznościach po prostu podnosi ceny swoich towarów bądź usług, to ogromny wzrost, bo jeszcze w ostatnim kwartale 2021 roku w ten sposób odpowiadało jedynie 5 proc. badanych firm. Wyższe ceny dla niemal co trzeciego przedsiębiorcy oznaczają konieczność wstrzymywania inwestycji, a co piąty deklaruje, że magazynuje towar. Zdecydowanie mniejsza grupa przedsiębiorców, niż przed rokiem, decyduje się przeczekać inflację i nie podejmować żadnych środków zaradczych. Dziś jest to zaledwie 13,6 proc. wobec 52,4 proc. na koniec 2021 roku.

skaner msp 2

– Z naszych badań wynika, że to firmy handlowe w przeważającej większości podnoszą ceny, przemysł natomiast wstrzymuje kolejne inwestycje, a firmy budowlane najczęściej decydują się przeczekać skutki rosnącej inflacji. Niezależnie jednak od przyjętej strategii walki z inflacją, wszyscy przedsiębiorcy próbują na wszelkie sposoby utrzymać się na powierzchni. Prognozy na następne miesiące nie są jednak zbyt optymistyczne, a każdy nowy odczyt wskaźnika inflacji będzie tylko pogłębiał problemy przedsiębiorców – dodaje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Badanie zrealizowane w ramach projektu „Skaner MŚP”, przez Instytut Keralla Research, prowadzone co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: 07-28.07.2022.

Mabion zmienia plany inwestycyjne dotyczące projektu budowy nowego zakładu – Mabion II

  • Zarząd Mabion w toku prac nad aktualizacją strategii w kierunku koncentracji Spółki na działalności CDMO, szczególnie w obszarze usług kontraktowego rozwoju, wytwarzania i analityki, zdecydował o zmianach w planach inwestycyjnych Spółki, wypowiadając w konsekwencji aktualną umowę o dofinansowanie projektu „Rozbudowa Centrum Badawczo-Rozwojowego Mabion S.A. – badania nad nową generacją leków” z 2018 r.
  • Mabion podtrzymuje plany rozbudowy istniejącego zakładu w Konstantynowie Łódzkim w 2023 roku, jak i budowy nowego zakładu Mabion II, stawiając przede wszystkim na istotne zwiększanie zdolności wytwórczych i analitycznych na rzecz klientów zewnętrznych
  • Dotychczasowy projekt inwestycyjny Mabion II (uwzględniony w umowie o dofinansowanie) koncentrował się na budowie zaplecza badawczo-rozwojowego, pozwalającego na opracowywanie własnych leków biologicznych; nie przewidywał rozbudowy mocy produkcyjnych Spółki
  • Rozbudowa mocy produkcyjnych istniejącego zakładu w Konstantynowie Łódzkim zaplanowana jest na 2023 rok z wykorzystaniem finansowania dłużnego, w tym miesiącu Mabion otrzymał zgodę komitetu kredytowego Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju na wsparcie projektu kwotą 15 mln USD
  • Realizacja projektu Mabion II stanowić będzie element zaktualizowanej strategii rozwoju Spółki nad którą toczą się obecnie prace

Mabion intensywnie rozwija się w obszarze CDMO, podczas gdy inwestycja na której budowę otrzymaliśmy dofinansowanie w 2018 roku, przede wszystkim skupiała się na stworzeniu zaplecza B+R dla rozwoju własnych leków biologicznych i z oczywistych przyczyn nie uwzględniała kluczowego obecnie dla nas istotnego zwiększenia mocy wytwórczych. Ten komponent produkcyjny naszej działalności, w powiązaniu z szerokim spektrum usług analitycznych, pozwoli nam pozyskiwać i dywersyfikować źródła przychodów, zwiększając możliwości świadczenia usług kontraktowych na rzecz klientów. To właśnie w skierowaniu działań Mabion na obszar wytwarzania kontraktowego upatrujemy największego potencjału rozwoju, dlatego wzięliśmy to pod uwagę przy dostosowaniu planów inwestycyjnych i podjęciu decyzji o wypowiedzeniu Umowy dofinansowania”mówi Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

Umowa na dofinansowanie projektu „Rozbudowa Centrum Badawczo-Rozwojowego Mabion S.A. – badania nad nową generacją leków” została zawarta z Ministerstwem Inwestycji i Rozwoju w dniu 11 czerwca 2018 r., w ramach Działania 2.1 Wsparcie inwestycji w infrastrukturę B+R przedsiębiorstw Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014 – 2020, współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Całkowity koszt realizacji projektu został określony w 2018 roku na ok. 173 mln PLN, a kwota dofinansowania wynosiła ok. 63 mln PLN. Mabion dotychczas wykorzystał płatności w łącznej wysokości ok. 0,3 mln PLN (Spółka zwróci tę kwotę w ostatecznych rozliczeniach projektu). Projekt zakładał realizację budowy Centrum Badawczo Rozwojowego do końca 2023 roku.

Jednym z priorytetów Zarządu Spółki jest transformacja Mabion, w firmę biofarmaceutyczną o zdywersyfikowanych przychodach i dużej skali działania w zakresie wytwarzania i szerokiej oferty usług specjalistycznych, co znajdzie odzwierciedlenie w strategii Spółki nad którą toczą się prace.

Obecnie Mabion realizuje usługi kontraktowe dla amerykańskiego partnera Novavax w zakresie m.in. wytwarzania antygenu do szczepionki przeciw COVID-19, poszerzone w ramach zawartych we wrześniu br. aneksów o możliwość rozpoczęcia produkcji antygenu szczepionki w wariancie Omicron. W celu intensyfikacji rozwoju Mabion prowadzi aktualnie prace przygotowawcze do rozbudowy istniejącego zakładu w Konstantynowie Łódzkim, która jest zaplanowana na przełom II i III kwartału 2023 roku. Rozbudowa zakładu zwiększy dostępne moce produkcyjne Spółki, zgodnie z planowanym rozwojem w obszarze świadczenia usług na rzecz kontraktowej produkcji w ramach CDMO.

„Współpraca z Novavax, włączając w to zawarte we wrześniu br. aneksy, to dla nas potwierdzenie dużego potencjału rozwoju w obszarze usług CDMO, do czego dążymy zarówno w średnim terminie w ramach rozbudowy istniejącego zakładu, jak i w długim terminie, myśląc o budowie nowego zakładu Mabion II. Obecnie prowadzimy działania mające na celu zabezpieczenie środków na inwestycje związane z doposażeniem istniejącego zakładu w Konstantynowie Łódzkim, do czego przybliżyła nas ostatnio zgoda komitetu kredytowego EBOR. Jednocześnie w Spółce kontynuowane są prace związane z aktualizacją strategii, która powinna uwzględniać dalszą niezbędną rozbudowę mocy wytwórczych” – komentuje Grzegorz Grabowicz, Członek Zarządu ds. Finansowych Mabion S.A.

Do roku 2021 Spółka koncentrowała się na rozwoju portfolio własnych produktów biologicznych. Zawarta umowa z amerykańskim podmiotem Novavax w październiku 2021 roku sprawiła, że Mabion z sukcesem zaczął komercjalizować zbudowane kompetencje i dokonał transformacji we w pełni zintegrowaną firmę biofarmaceutyczną certyfikowaną GLP i GMP wraz ze zintegrowanym CDMO w postaci analityki i wytwarzania kontraktowego. Skuteczna realizacja umowy z Novavax o wartości 372 mln USD została przedłużona do końca 2026 roku wskutek zawartych we wrześniu br. aneksów, z gwarantowanym poziomem przychodów co najmniej do końca 1H 2024 r. Aneksy poszerzyły ponadto zasady wynagradzania Mabionu o kolejny komponent – Spółka na ich podstawie będzie otrzymywała wynagrodzenie za wytworzone serie produktu lub wynagrodzenie za gotowość do wytworzenia produktu (rezerwacja mocy produkcyjnych). Aneksy rozszerzyły również współpracę o plany transferu technologii i wytwarzania substancji czynnej dla szczepionki w wersji Omicron.

Studenci nie są zadowoleni z tego, jak przygotowują ich do pracy uczelnie

Raport Salesforce dotyczący szkolnictwa wyższego: tylko 11% studentów czuje się bardzo dobrze przygotowanych do wejścia na rynek pracy.

W erze postpandemicznej instytucje szkolnictwa wyższego mogą zapewnić studentom lepsze doświadczenia, co przekłada się na poprawę wyników w nauce. Nowe dane pokazują, że działania w tym zakresie należy podjąć już w momencie, gdy student zapisuje się na studia.

Zaledwie jedna trzecia studentów twierdzi, że ma świetne doświadczenia wyniesione z uczelni. Instytucje szkolnictwa wyższego są pod większą niż kiedykolwiek presją, aby zwiększać zaangażowanie studentów i wspierać ich w trakcie nauki, jak również spełniać nowe oczekiwania i lepiej przygotować ich do wejścia na rynek pracy.

Nowy raport pokazuje, że instytucje te muszą ewoluować, aby móc przyciągnąć studentów w obliczu rosnących kosztów edukacji, rezygnowania przez pracodawców ze stawiania kandydatom wymogu ukończenia  pięcioletnich studiów wyższych oraz pogłębiającego się niedoboru umiejętności w sytuacji, gdy zaledwie 32% pracowników z pokolenia Z czuje, że ma dostęp do odpowiednich zasobów do nauki umiejętności cyfrowych potrzebnych do osiągnięcia sukcesu.

W trzecim dorocznym raporcie firmy Salesforce pt. „Connected Student” przepytano ponad 1300 studentów i 1300 specjalistów z sektora szkolnictwa wyższego na całym świecie. Raport zawiera również spostrzeżenia z pogłębionych spotkań informacyjnych z liderami wyższego szczebla w instytucjach szkolnictwa wyższego w 11 krajach. Najważniejsze wnioski:

  • Prawie połowa (47%) studentów wybrała swoje instytucje na podstawie potencjalnych perspektyw zawodowych, jednak zaledwie 11% czuła się bardzo dobrze przygotowana do wejścia na rynek pracy.
  • Zaledwie jedna trzecia badanych studentów wysoko oceniła swoje doświadczenia związane z wprowadzeniem do nauki na uczelni.
  • Tylko 2% studentów, którzy mieli słabe doświadczenia w tym zakresie, twierdzi, że ich ogólne doświadczenia związane ze studiami były bardzo dobre.
  • Prawie połowa (48%) studentów przewidywała, że ich kwalifikacje będą istotne dla wybranej przez nich ścieżki kariery tylko przez pięć lat lub mniej po ukończeniu studiów.
  • Instytucje szkolnictwa wyższego mają jeszcze wiele do zrobienia, aby studenci mogli poczuć się jak w domu – tylko 12% ankietowanych studentów czuło silną więź ze swoimi uczelniami.

Szansa: instytucje szkolnictwa wyższego mogą umożliwić studentom osiągnięcie sukcesu poprzez zapewnienie wspaniałych doświadczeń i kompleksowego wsparcia od pierwszego dnia studiów, czy to wirtualnie, czy stacjonarnie.

  • W przypadku studentów, którzy mieli świetne doświadczenia związane z wprowadzeniem do nauki na uczelni, prawdopodobieństwo, że będą mieć świetne ogólne doświadczenia związane ze studiami było 35 razy wyższe niż w przypadku tych, którzy takich doświadczeń nie mieli.
  • Prawie siedmiu na dziesięciu (69%) studentów, którzy mieli świetne doświadczenia związane z wprowadzeniem do nauki na uczelni, czuło również, że ich uczelnia zapewniała spersonalizowaną ofertę edukacyjną dostosowaną do ich indywidualnych potrzeb i zainteresowań.
  • Połowa (49%) studentów oczekuje, że dzięki nauce na swoich uczelniach uzyska umiejętności i wiedzę związaną z pracą, czy to online, czy stacjonarnie. Taki sam odsetek twierdzi, że ich uczelnia mogłaby wspierać ich w uczeniu się przez całe życie poprzez zapewnienie dostępu do bezpłatnych kursów po ukończeniu studiów.
  • 40% studentów chce, by ich uczelnie oferowały warsztaty związane z pracą, które pomogą im w budowaniu kariery.
  • Tylko 10% studentów stwierdziło, że czują się bardzo związani ze swoją społecznością studentów lub absolwentów, a zaledwie 24%, że jest bardzo zadowolonych z usług i wsparcia dla studentów.

Jak uczelnie mogą sprostać temu wyzwaniu? Poprzez dostosowanie swojej oferty do potrzeb i zainteresowań studentów, w tym kładąc większy nacisk na ich dobre samopoczucie, planowanie kariery i zwiększanie gotowości do podjęcia pracy poprzez zdobywanie doświadczenia zawodowego. Dzięki temu instytucje mogą osiągać lepsze wyniki, przyciągać więcej studentów i budować silne więzi, które utrzymują się długo po ukończeniu studiów.

  • Jedna trzecia studentów oczekuje więcej działań w zakresie planowania kariery, a 36% więcej świadczeń związanych z dobrym samopoczuciem (wzrost z 24% zaledwie w zeszłym roku), takich jak wsparcie zdrowia psychicznego, opieka psychologiczno-pedagogiczna i pomoc finansowa.
  • 40% chce większej pomocy w zachowaniu równowagi między życiem akademickim, zawodowym i osobistym.
  • Z kolei na pytanie o to, jakie wartości powinna promować ich uczelnia, różnorodność i integracja były trzecią najczęściej wybieraną odpowiedzią, tuż za doskonałymi wynikami w nauce i dobrym samopoczuciem studentów.

Perspektywa Salesforce: Marie Laxague Rosecrans, dyrektor ds. marketingu, dział szkolnictwa i organizacji non-profit w Salesforce, wyjaśnia znaczenie wniosków płynących z raportu:

  • – Instytucje szkolnictwa wyższego stoją przed ogromną szansą, aby przygotować się na przyszłość i móc angażować studentów w nowy i ekscytujący sposób poprzez budowanie głębszych więzi, priorytetowe traktowanie dobrego samopoczucia oraz zapewnienie wsparcia, które lepiej przygotuje studentów do nauki na uczelni, a następnie wejścia na rynek pracy.
  • – Instytucje szkolnictwa wyższego mogą odegrać istotną rolę w tych zmianach poprzez zapewnienie swoim studentom spersonalizowanych doświadczeń na każdym etapie nauki – od momentu przyjęcia na studia po naukę przez całe życie, wspieranie rozwoju umiejętności i kształtowanie gospodarki w nowy sposób.

Perspektywa wyższych uczelni: instytucje szkolnictwa wyższego na całym świecie dostosowują się do zmieniających się potrzeb i priorytetów studentów:

  • W wielu organizowanych przez siebie egzaminach kompetencji na poszczególnych kierunkach Uniwersytet Howarda przeniósł nacisk z wykonywania ćwiczeń pisemnych na budowanie doświadczenia zawodowego w trakcie nauki.
    • – Gdy wspomina się o potrzebie wprowadzania elementów zawodowych do poszczególnych kierunków studiów, niektórzy członkowie wydziału mają obawy, że odchodzimy od klasycznego wykształcenia w zakresie języka angielskiego i zmierzamy w kierunku praktycznego i zawodowego – powiedział James Davis, prodziekan ds. akademickich i studiów humanistycznych na Uniwersytecie Howarda. Dodał jednak: – Świat się zmienił, a my musimy przygotować studentów do tego, co będą robić poza zamkniętymi drzwiami uczelni.
  • Na barcelońskim Uniwersytecie Pompeu Fabra studenci zwracają mniejszą uwagę na liczbę artykułów, które publikują członkowie wydziału, a większą na jakość usług dla studentów.
    • – To są rzeczy, do których tradycyjnie uniwersytety nie przywiązywały tak dużej wagi, ale teraz stają się coraz ważniejsze – stwierdził Pablo Pareja-Alcaraz, prorektor uczelni.
  • Douglas Eck, dziekan ds. studentów Columbia College w Chicago, przyrównuje sposób, w jaki uczelnia wprowadza studentów w naukę, do obsługi w biurze podróży.
    • – Podczas wprowadzania studentów w życie na uczelni instytucja stara się stworzyć podstawy pod udaną i pasjonującą przygodę z nauką. Podobnie jak w przypadku planowania podróży mamy nadzieję, że doświadczenie to będzie wypełnione oszałamiającymi widokami, niezapomnianymi wspomnieniami i nowymi przeżyciami. Kiedy fundamenty położone pod tę przygodę spełniają swoją rolę, staje się ona doświadczeniem, o którym mówi się po latach. W przypadku szkolnictwa wyższego będzie to „wspaniałe doświadczenie uniwersyteckie”.

Nie ma co badać ksiąg, gdy są nierzetelne

Za zaległości podatkowe spółki z ograniczoną odpowiedzialnością odpowiadają solidarnie całym swoim majątkiem członkowie jej zarządu. Ordynacja podatkowa przewiduje jednak wyjątkowe sytuacje, które mogą tę odpowiedzialność wyłączyć.

Odpowiedzialność członka zarządu

Zgodnie z art. 116 § 1 ordynacji podatkowej za zaległości podatkowe spółki z ograniczoną odpowiedzialnością odpowiadają solidarnie całym swoim majątkiem członkowie jej zarządu, jeżeli egzekucja z majątku spółki okazała się w całości lub w części bezskuteczna, a członek zarządu:

  1. nie wykazał, że:
  2. we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie upadłości lub w tym czasie zostało otwarte postępowanie restrukturyzacyjne
  3. niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości nastąpiło bez jego winy;
  4. nie wskazuje mienia spółki, z którego egzekucja umożliwi zaspokojenie zaległości podatkowych spółki w znacznej części.

Istotnym jest zatem, że niewypłacalność, będąca przyczyną do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości i w konsekwencji ograniczenie odpowiedzialności członka zarządu, powinna być zgłoszona przez członka, w czasie którego kadencji powstała. Jednym z problemów jest zatem ustalenie kiedy powstała niewypłacalność.

Ustalenie kiedy doszło do niewypłacalności spółki

Spółka posiadająca jednego członka zarządu miała zaległości podatkowe w VAT za poszczególne miesiące lat 2013, 2014, 2015, 2016 i 2018. Łączna kwota dochodzonych należności wynosiła 840 516,83 zł (w tym koszty egzekucyjne w kwocie 49 890,70 zł). Organ dokonał zajęcia mienia o wartości 168 090 zł. W konsekwencji ewentualna sprzedaż tych ruchomości nie doprowadziła do wyegzekwowania jakiejkolwiek części zaległości spółki w podatku od towarów i usług za IV kwartał 2013 r.

Zaległości wynikały z nieodzwierciedlania stanu rzeczywistego jak też z uwagi na nieujmowanie całości sprzedaży dokonywanej przez spółkę. W związku z tym organ kontroli skarbowej zakwestionował rzetelność prowadzonych ewidencji. Innymi słowy spółka nie zaewidencjonowała sprzedaży i nie rozliczyła podatku należnego. Spółka natomiast uważała, że organ kontroli powinien przy ustalaniu stanu faktycznego, istotnego dla uznania kiedy doszło do niewypłacalności i kiedy należało złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości, powołać biegłego z zakresu rachunkowości i finansów.

Konieczność powołania biegłego

W wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego wskazano, że organy podatkowe nie mają obowiązku powoływać biegłych z zakresu rachunkowości na okoliczność ustalenia faktu oraz daty powstania niewypłacalności w sytuacji, gdy materiał dowodowy jest wystarczający do stwierdzenia danego stanu faktycznego. Według NSA, skoro sprzedaż nie była ewidencjonowana, możliwe jest bazowanie na ustaleniach, których samodzielnie dokonał organ podatkowy, tym bardziej że badanie sprawozdań finansowych nie zawsze wymaga posiadania specjalistycznej wiedzy.

Czynny udział strony w postępowaniu

NSA zwrócił uwagę na bardzo istotną kwestię, czyli możliwość wypowiedzenia się w ramach czynnego udziału strony w postępowaniu. Członek zarządu, który miał odpowiadać za zobowiązania spółki miał zapewniony czynny udział w tym postępowaniu, a także możliwość zapoznania się ze zgromadzonym materiałem dowodowym i wypowiedzenia się w sprawie zebranych dowodów i materiałów, oraz zgłoszonych żądań. Strona na etapie postępowania nie zgłosiła żądań oraz nie przedłożyła dodatkowych dowodów, świadczących o tym, że organ źle ustalił stan faktyczny, dlatego następcze ich podniesienie nie przyniosło żadnego skutku.

Wina strony w zgłoszeniu wniosku o upadłość

Kolejną przesłanką wyłączającą odpowiedzialność członka zarządu za zaległości podatkowe jest brak winy w niezgłoszeniu wniosku o ogłoszenie upadłości. NSA wskazał, że określenie zaległości podatkowych w późniejszych decyzjach nie oznacza, że kondycja finansowa była dobra. Decyzja określa jedynie, że zobowiązania podatkowe nie zostały prawidłowo określone i rozliczone przez podatnika, co doprowadziło do powstania zaległości. NSA wskazał, że zaległości te zostały celowo ukryte przez spółkę i trudno jest przyjąć, że jednoosobowy zarząd nie wiedział o ukrywaniu sprzedaży przez spółkę. Wobec celowych działań, członek zarządu ponosi winę za niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości w terminie.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Mandaty, o których istnieniu możesz nie wiedzieć. Te przewinienia słono kosztują

W tym roku policjanci w Polsce wystawili mandaty na łączną sumę wynoszącą ponad miliard złotych[1].

Mandaty najczęściej kojarzą nam się z nieprzepisową jazdą samochodem lub z zakłócaniem porządku publicznego.  Nie są to jednak jedyne sytuacje, w których można otrzymać karę finansową. „Nieznajomość prawa szkodzi” – w tym przypadku o aktualności tego powiedzenia można się dotkliwe przekonać.
Mandatem może skończyć się np. wycieczka do lasu na grzyby lub spacer z naszym pupilem, jeżeli nie znamy konsekwencji złamania pewnych przepisów. A w niektórych przypadkach za recydywę, oprócz kary finansowej grozi nawet odpowiedzialność karna i ograniczenie wolności! Trzeba znać prawo i nie nadwyrężać swojego portfela, który i tak już cierpi z powodu inflacji wynoszącej ponad 17% i rosnących wydatków za energię czy ogrzewanie. Co warto zatem wiedzieć o nietypowych przewinieniach, za które możemy zostać ukarani, by nie narażać się na mandat i niepotrzebny stres?

Uważajmy na nasze zwierzęta – nieprawidłowa opieka nad pupilem może skończyć się mandatem!

Niepozorny spacer z psem po parku może przerodzić się w nieprzyjemne doświadczenie i uszczuplić nasze konto. Dlaczego? Ponieważ obowiązuje wiele zasad dotyczących przebywania zwierzaków we wspólnej przestrzeni miejskiej, a za ich nieprzestrzeganie możemy zostać ukarani. Warto zacząć od często spotykanej sytuacji

– w komunikacji miejskiej, np. w tramwaju czy autobusie pasażerowie zwracają uwagę opiekunom psów, że ich pupile nie mają smyczy i/lub założonego kagańca. Czy mają rację i w rzeczywistości jest to obligatoryjne? Według kodeksu wykroczeń:

  1. Jeśli nie zachowujemy zwykłych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, grozi nam kara grzywny do 1000 zł, a nawet ograniczenie wolności! Niekoniecznie jednak musi chodzić w tym przypadku o smycz i kaganiec. Rzecz dotyczy faktycznej kontroli nad zwierzęciem, nad którym sprawujemy opiekę. Wspomniane zwykłe środki ostrożności uzależnione są od danej rasy psa. Niekiedy wystarczy sama smycz, a czasem
    ­– w przypadku tzw. agresywnych ras – potrzebna jest zarówno smycz, jak i kaganiec.
  2. Istnieją też tzw. nakazane środki ostrożności. To specjalne przepisy, które obowiązują w danych gminach.
    W niektórych z nich funkcjonują dość restrykcyjne nakazy trzymania psa na smyczy i kagańcu poza terenem zamkniętej nieruchomości. Wiele z gmin przyjmuje jednak zaświadczenia od weterynarza, które potwierdzają, że pies nie może być prowadzony na smyczy ze względu na jego wiek, bądź zdrowie.
  3. Jeśli zwierzę jest agresywne i stwarza zagrożenie dla zdrowia lub życia innego człowieka, a my nie zachowujemy żadnych środków ostrożności, podlegamy karze ograniczenia wolności lub grzywny.

Nie możemy także drażnić ani płoszyć zwierzęcia, gdyż umyślne tworzenie sytuacji, w której zwierzę staje się niebezpieczne także podlega karze (według art. 78 kodeksu wykroczeń jest to kara ograniczenia wolności, grzywny do 1000 zł lub nagany).

  1. Nie dopuszcza się puszczania psów luzem w lesie, jeśli nie dotyczy to polowania. Według artykułu 166 kodeksu wykroczeń za nieprzestrzeganie tego zakazu grozi kara grzywny lub nagany.

­– Zawsze warto interesować się zasadami obowiązującymi w naszej gminie czy mieście. Może się okazać, że w naszym otoczeniu istnieją specjalne przepisy, których nieprzestrzeganie może dostarczyć nam przykrych niespodzianek. Niestety – „nieznajomość prawa szkodzi”, także naszym portfelom. Według kodeksu wykroczeń kara grzywny za nieprawidłowe wyprowadzanie zwierzęcia może sięgać nawet do 1000 złotych. Tak samo wygląda sytuacja przy okazji umyślnego płoszenia bądź drażnienia psa. Pamiętajmy też, że kary mogą być o wiele surowsze, jeśli zwierzę zrobi komuś krzywdę lub spuszczone ze smyczy spowoduje wypadek. Zdecydowanie lepiej jest zapobiegać takim sytuacjom niż nadwyrężać domowy budżet kosztami za wyrządzone szkody i narażać się na niepotrzebny stres – radzi Jakub Baumgart, ekspert Intrum.

Kosztowny wypad na grzyby

Jesienią ruszamy do lasów w poszukiwaniu grzybów. Można nawet uznać, że to nasz sport narodowy i prześcigamy się z sąsiadem, kto zbierze ich więcej. Warto jednak zachować rozwagę. Dlaczego? Niewiele osób wie, że za niektóre nasze działania w lesie można zostać upomnianym, a niekiedy nawet dostać karę finansową.

  1. Lasy Państwowe i Parki Narodowe – w tych pierwszych możemy zbierać grzyby bez ograniczeń, natomiast
    w Parkach Narodowych jest to zabronione. Podobnie w rezerwatach i na terenach poligonów wojskowych. Niekiedy zdarzy się, że trafimy na obszar zabroniony zupełnie nieświadomie, dlatego przed wyruszeniem do lasu, warto zorientować się, do kogo on należy. W przypadku złapania nas przez straż leśną grozi nam kara grzywny nawet do 500 zł.
  2. Umiejętne zbieractwo. Możemy dostać mandat za niszczenie runa leśnego! Grzyb należy ściąć nad powierzchnią ziemi. Według artykułu 163. kodeksu wykroczeń, za nieumiejętne rozgarnianie ściółki
    i niszczenie grzybów lub grzybni podlegamy karze grzywny lub nagany. Nie możemy także zbierać pewnej grupy grzybów, które są chronione. Problematykę ochrony grzybów leśnych reguluje Rozporządzenie Ministra Środowiska.
  3. Odpowiednie zachowanie w lesie. Runo leśne to jedno, ale według artykułu 148. kodeksu wykroczeń nie możemy także niszczyć krzewów, drzew i wszelakiej innej roślinności. Grozi za to kara do 500 zł. Pamiętajmy o tym podczas pobytu w lesie.

 Fani zbierania grzybów muszą mieć się na baczności, aby nie dostać mandatu. Należy pamiętać, że straż leśna jest uprawniona do nakładania kar grzywny. Mandaty w zależności od wykroczeń oscylują w widełkach od 20 do nawet 500 złotych. Najwięcej można zapłacić za wjeżdżanie samochodem do lasu i tu kluczowa jest wiedza jak poruszać się po terenach leśnych. Przede wszystkim powinniśmy wiedzieć, że drogi leśne nie muszą być zablokowane szlabanami lub być oznakowane. Zakaz wjazdu do lasów jest ustawowy i obowiązuje przez cały rok. Po terenach leśnych możemy poruszać się tylko wtedy, gdy jest to droga publiczna bądź jest wyraźnie oznaczona znakami, dopuszczającymi poruszanie się pojazdami. Powinniśmy także parkować wyłącznie w miejscach do tego przeznaczonych. Zazwyczaj dane nadleśnictwo przygotowuje specjalne miejsca parkingowe dla pojazdów. Wszystkie informacje można znaleźć na oficjalnej stronie lasów państwowych. Przed wyruszeniem na grzyby warto zainteresować się nie tylko zasadami ich zbierania, bo one funkcjonują, co nie jest popularną wiedzą, ale także o podstawowych kwestiach dotyczącymi poruszania się w lesie. Nie chcemy przecież, by nasza wyprawa zakończyła się mandatem – radzi Jakub Baumgart, ekspert Intrum.

Żarty, które mogą mieć poważne konsekwencje

W dobie internetowych żartów i popularności mediów społecznościowych, w których to bardzo popularne są wszelkiego rodzaju ,,pranki”, szczególnie młodszym użytkownikom sieci mogą przychodzić do głowy różne nietypowe pomysły. Niektórzy w tych żartach idą o krok za daleko. Zgodnie z kodeksem wykroczeń wprowadzanie innych osób w błąd poprzez przypisywanie sobie tytułu, stopnia lub stanowiska, który nie jest zgodny ze stanem faktycznym, grozi kara grzywny. Dodatkowo, publiczne używanie munduru, stroju bądź odznaczeń, do których nie ma się prawa, także grozi karą finansową lub też naganą. Istotne w obu tych przypadkach jest to, że nie liczy się skutek tych działań. Nieważne czy ktoś nam uwierzył czy nie, jeśli próbowaliśmy kogoś oszukać to i tak popełniliśmy wykroczenie.

Kara finansowa za wykroczenie przywłaszczania sobie czyjegoś dorobku (np. tytułu profesora, doktora, dyrektora firmy czy prawnika) grozi grzywną do 1000 zł. W rozumieniu prawa takim czynem nie jest tylko sfałszowanie dokumentu czy też wpisu na wizytówce, ale też ustne oświadczenie. Nie możemy także bez konsekwencji nosić odpowiednich odznaczeń albo orderów, które nie zostały nam nadane. Osoby, które mogą nosić określone odznaczenia posiadają dokument, który potwierdza autentyczność nadania. Sprawa robi się dużo poważniejsza, jeśli umyślnie podszywamy się pod kogoś i działamy na jego szkodę, wykorzystując wizerunek. Takie przestępstwo znajduje swój opis już w kodeksie karnym i grozi za nie kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat – zaznacza Jakub Baumgart, ekspert Intrum.

Niepłacenie mandatów za brak biletu nie jest rozwiązaniem. To kolejne wykroczenie – szalbierstwo

O istnieniu „jednorazowych” mandatów nakładanych za jazdą na gapę w komunikacji miejskiej wie każdy. Zdecydowanie mniej popularną wiedzą jest fakt, że skumulowanie takich kar i niepłacenie ich terminowo, skutkuje dodatkowym wykroczeniem. Prawo kwalifikuje takie działanie jako osobny czyn, nazywany szalbierstwem.
O szalbierstwie mówmy wtedy, gdy po raz trzeci w ciągu roku bez zamiaru uiszczenia mandatu wyłudzimy przejazd koleją lub innym środkiem transportu zbiorowego. Według artykułu 121. kodeksu wykroczeń czyn szalbierstwa podlega karze aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny.

Mandat za jazdę na gapę wynosi zazwyczaj od 100 do 250 zł, jednak niezapłacony we wskazanym terminie może znacznie wzrosnąć (nawet dwukrotnie). Roszczenie przedawnia się po roku, jednak nie ma sensu ryzykować, gdyż przez ten czas możemy otrzymać sądowe wezwanie do zapłaty, a wtedy dochodzenie zostaje przedłużone o 6 lat. Jeśli pomimo nałożenia na nas dwukrotnie w ciągu roku kary pieniężnej, po raz trzeci zostaniemy złapani na jeździe na gapę bez zamiaru uiszczenia należności, mamy do czynienia z szalbierstwem. W tym przypadku kary finansowe są dużo wyższe, a może grozić nam nawet coś więcej. Za wyłudzanie przejazdów komunikacją miejską grozi nam kara aresztu, która może trwać od 5 do 30 dni, kara ograniczenia wolności, która polega na wykonywaniu nieodpłatnej pracy np. na cele społeczne lub wysoka kara grzywny (nawet do 5000 zł). Po dokładnej analizie przepisów prawa można wnioskować, że bilet na komunikację wcale nie jest jednak taki drogi – komentuje Jakub Baumgart, ekspert Intrum.

[1] Informacje uzyskane przez „Rzeczpospolitą” w Izbie Administracji Skarbowej w Opolu. [https://www.rp.pl/policja/art37173301-ponad-miliard-zlotych-z-mandatow-w-osiem-miesiecy-to-dwa-razy-wiecej-niz-przed-rokiem]

54% szpitali w Polsce, które doświadczyły cyberataku, zostało zaatakowanych za pomocą phishingu

W 31% placówek, które doświadczyły próby naruszenia bezpieczeństwa, doszło do włamań na konta personelu. Szpitale w większości przypadków posiadają takie rozwiązania ochronne jak firewalle czy antywirusy, zaś potrzebują więcej szkoleń i specjalistów.

Fortinet ogłosił wyniki badania stanu bezpieczeństwa IT w polskich szpitalach. Ukazują one, jakie zmiany zaszły w szpitalnej infrastrukturze informatycznej w czasie pandemii COVID-19 oraz jakie są najpilniejsze potrzeby inwestycyjne i wyzwania w szpitalach w Polsce w zakresie cyberbezpieczeństwa.

Badanie zostało zrealizowane na zlecenie Fortinet przez centrum badawczo-rozwojowe Biostat. Kluczowe płynące z niego wnioski, to:

  • Zdecydowana większość szpitali wśród posiadanych rozwiązań ochronnych wskazuje na oprogramowanie antywirusowe (92%) oraz firewalle (91%).
  • Wśród placówek, które odnotowały przypadki naruszenia bezpieczeństwa, najważniejszym zagrożeniem pozostawał phishing i inne ataki socjotechniczne (54%).
  • Największe wyzwania związane z zapewnieniem ochrony środowisk IT w szpitalach dotyczą czynnika ludzkiego – respondenci wskazują na potrzebę szkoleń dla personelu oraz niedobór specjalistów.
  • Prawie połowa badanych już teraz spodziewa się, że w 2023 roku będzie dysponowała większym budżetem na bezpieczeństwo IT. W ciągu minionych dwóch lat środki na ten cel w większości przypadków pozostawały na tym samym poziomie.

Phishing i inne ataki socjotechniczne najczęstszym zagrożeniem dla szpitali

Od początku pandemii, a więc od marca 2020 roku, do prób naruszenia bezpieczeństwa infrastruktury IT doszło w 13% badanych placówek ochrony zdrowia. Na szczęście wśród respondentów, którzy tego doświadczyli, w 77% przypadków problem został wykryty tego samego dnia, w którym doszło do incydentu. Cyberprzestępcy najczęściej atakowali szpitale za pomocą metod socjotechnicznych, w tym phishingu (54%), ataków typu DDoS (15%) oraz z użyciem oprogramowania szpiegującego (8%). W 31% placówek, które doświadczyły próby naruszenia bezpieczeństwa, doszło do włamań na konta personelu.

76% badanych wskazało, że dostrzega wyzwania związane z zachowaniem cyberbezpieczeństwa w swojej placówce. Wśród nich najwięcej dotyczyło czynnika ludzkiego. Najczęściej podkreślano niewystarczającą liczbę szkoleń (21%). Jednocześnie okazało się, że tylko w 16% placówek w ostatnich latach regularnie odbywały się działania edukacyjne dla personelu z zakresu cyberbezpieczeństwa, a okazjonalnie w 38%. W przypadku 1/3 badanych szpitali szkoleń nie było, lecz istnieją plany przeprowadzenia ich w przyszłości.

Ponadto, według wyników badania, w więcej niż co trzecim szpitalu (36%) brakuje specjalistów zajmujących się infrastrukturą IT. Jest to stan, który utrzymuje się w ciągu ostatnich dwóch lat. W analizowanym okresie jedynie w 23% placówek liczba specjalistów wzrosła.

Utrzymująca się popularność zagrożeń socjotechnicznych sprawia, że konieczne staje się przyjęcie proaktywnego podejścia do bezpieczeństwa, zwłaszcza że cyberprzestępcy stale zmieniają swoje taktyki, a ich działania coraz częściej są zautomatyzowane i bazują na sztucznej inteligencji. Jako że phishing najczęściej dystrybuowany jest za pomocą poczty elektronicznej, warto, aby placówki ochrony zdrowia posiadały odpowiednie narzędzia zabezpieczające oraz budowały kulturę cyberświadomości wśród swojego personelu, zapewniając mu odpowiednią liczbę i zakres szkoleń.

Ocena stanu infrastruktury IT i jej bezpieczeństwa

Respondenci zgłaszają problemy związane z dostępnością specjalistów i brakiem szkoleń, są natomiast zadowoleni z obecnego ogólnego stanu infrastruktury IT w szpitalach (76%) oraz stanu jej bezpieczeństwa (74%).

Najpopularniejsze rozwiązania ochronne, obecne w niemal każdej badanej placówce, to: oprogramowanie antywirusowe (92% wskazań), firewalle (91%) i VPN (Virtual Private Network – 89%) (89%). Powszechne są także rozwiązania zapewniające bezpieczeństwo urządzeniom końcowym (komputerom, smartfonom, laptopom) – wskazało na nie 78% ankietowanych. W porównaniu z wynikami badania Fortinet z 2014 roku[1] znacząco wzrosła popularność stosowania systemów VPN (z 64%). Więcej użytkowników zabezpiecza również urządzenia końcowe (wzrost z 72%). Uwagę zwraca natomiast stosunkowo niska popularność podejścia Zero Trust Access (26%). Wśród rozwiązań ochronnych, które mają być wdrażane w przyszłości, respondenci wskazywali m.in. systemy wykrywania i zapobiegania włamaniom – IDS+IPS, a także systemy do ochrony urządzeń końcowych

Ankietowani specjaliści wskazali też najważniejsze potrzeby inwestycyjne w zakresie bezpieczeństwa IT. Na pierwszym miejscu znalazło się stworzenie środowiska i procedur gwarantujących ochronę przed utratą danych (25%), a w dalszej kolejności – oprogramowanie zabezpieczające urządzenia końcowe (18%) oraz rozwiązania chroniące infrastrukturę sieciową (16%).

Z uwagi na charakter danych, jakie przetwarzają jednostki ochrony zdrowia, bardzo istotne jest, aby dysponowały najnowocześniejszymi środkami ochronnymi, jak zapory sieciowe nowej generacji (NGFW), czy bazujące na sztucznej inteligencji oprogramowanie EDR/XDR do ochrony urządzeń końcowych. Rozwiązania te powinny być zunifikowane w ramach jednej platformy, która zapewni lepszy wgląd w stan bezpieczeństwa środowiska IT, pozwoli na jego dokładne monitorowanie i szybkie wykrywanie zagrożeń oraz odciąży pracowników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.

Równie ważne jest posiadanie polityki bezpieczeństwa, do której mieliby stosować się wszyscy pracownicy placówki oraz wdrażanie nowoczesnego podejścia do zachowania cyberbezpieczeństwa, jak Zero Trust Network Access, według którego wszystkie osoby, urządzenia i aplikacje łączące się z firmową siecią muszą być weryfikowane i uwierzytelniane. Zastosowanie tego modelu umożliwia odejście od konieczności używania tradycyjnych rozwiązań VPN w celu zabezpieczenia zasobów, do których potrzebny jest zdalny dostęp.

Szpitale chcą inwestować więcej w bezpieczeństwo infrastruktury IT

W czasie pandemii 67% placówek posiadało takie same środki na bezpieczeństwo IT jak wcześniej. Większym budżetem niż przed pandemią dysponuje niemal co trzeci badany podmiot (31%).

Można spodziewać się, że w przyszłym roku szpitale będą miały więcej pieniędzy na zapewnienie bezpieczeństwa infrastrukturze IT. Natomiast już teraz 46% zakłada, że ich budżet na te cele wzrośnie, a co trzeci jeszcze nie ma takiej wiedzy. Należy więc przypuszczać, że ostatecznie odsetek ten będzie wyższy. Wpływ na poprawę poziomu ochrony ma m.in. możliwość pozyskania dotacji z Narodowego Funduszu Zdrowia na zakup systemów cyberbezpieczeństwa. 93% respondentów deklaruje świadomość możliwości uzyskania takich środków, a 90% spośród nich – chęć skorzystania z tej formy wsparcia.

Komentarz Jolanty Malak, dyrektor Fortinet w Polsce:

Jednostki ochrony zdrowia przechowują i przetwarzają ogromne ilości bardzo wrażliwych danych swoich pacjentów. Unikalność i niezastępowalność danych medycznych czyni je wyjątkowo ważnymi i wymaga bardzo skutecznych mechanizmów chroniących przed ich utratą lub wyciekiem. To bardzo ważne, że osoby odpowiedzialne za utrzymanie bezpieczeństwa IT w szpitalach mogą liczyć także na dodatkowy budżet pochodzący z dotacji od NFZ. Wyniki badania po raz kolejny pokazują też, jak istotne jest zapewnienie pracownikom odpowiedniej wiedzy na temat zagrożeń w sieci. Prawidłowo przeszkolony personel powinien nie tylko móc rozpoznać atak phishingowy i rozumieć, na czym polegają zagrożenia socjotechniczne, ale też wiedzieć, kogo poinformować w przypadku otrzymania podejrzanie wyglądającej wiadomości e-mail.

Metodologia badania:

Badanie zostało przeprowadzone metodą CATI w lipcu 2022 roku przez centrum badawczo-rozwojowe Biostat na próbie 100 placówek medycznych w Polsce, w skład których wchodziły zarówno podmioty prywatne, jak i publiczne. 3/5 badanych stanowiły szpitale powiatowe lub miejskie, co czwarty respondent wypowiadał się w imieniu wojewódzkiego szpitala specjalistycznego (25%). W badaniu udział wziął również jeden respondent wypowiadający się w imieniu instytutu badawczo-rozwojowego. Ankietowanymi były osoby odpowiedzialne za szpitalną infrastrukturę IT.

[1] Raport Fortinet o informatyzacji polskich placówek ochrony zdrowia, 2014 r.

Finanse i ubezpieczenia najbardziej zaufanymi branżami w kwestii ochrony danych

Polacy najbardziej ufają sektorom, w których w ostatnim roku dochodziło do największej liczby wycieków danych na świecie – jak dowiadujemy się z raportu Procontent Communication pt. „Polacy w cyberprzestrzeni – Czy jesteśmy świadomi cyberataków?”. Badaniu opinii publicznej poddano wiarygodność poszczególnych sektorów gospodarki w kwestii praktyk mających na celu ochronę danych. Największym zaufaniem respondentów cieszyły się branże: finansów i ubezpieczeń (26,9%), ochrony zdrowia (21,9%) oraz technologii i telekomunikacji (19,4%). Jak wynika ze światowego badania i raportu CrowdStrike pt. „Global Threat Report”, wskazane sektory były najczęściej atakowane przez hakerów w 2021 roku.Finanse i ubezpieczenia najbardziej zaufanymi branżami w kwestii ochrony danych

Blisko 1/3 badanych nie ufa żadnej branży w kwestii ochrony przechowywanych przez nią danych. Największym zaufaniem Polacy darzą branże finansową – ponad 26,9% wskazań. Na drugim miejscu pod względem zaufania znalazł się sektor ochrony zdrowia – 21,9% wskazań , a na trzecim sektor technologii i telekomunikacji – 19,4%. Bardzo wysokim zaufaniem Polaków cieszyły się również instytucje państwowe i administracja publiczna, które znalazły się na 4. miejscu wśród wskazań. Bardzo niskim zaufaniem w kwestii zabezpieczenia naszych danych cieszą się natomiast: przemysł (6%), sieci handlowe (6,2%) oraz logistyka i transport (10,1%).

Minęło kilkadziesiąt lat odkąd zaczęliśmy powszechnie komunikować się z wykorzystaniem cyfrowych technologii. W ostatnim dwudziestoleciu, do powszechnego użytku weszły usługi cyfrowe, takie jak bankowość elektroniczna, handel, media społecznościowe, rozrywka, telemetria i wiele innych. Dziś praktycznie każde „inteligentne” urządzenie podłączane jest do Internetu i żyje w cyberprzestrzeni. Od żarówek do samochodów. Przenieśliśmy nasze życie do cyberprzestrzeni nie zawsze rozumiejąc zasady, jakimi ta przestrzeń się rządzi i jak ona działa. Używanie cyfrowych technologii musi iść w parze ze świadomością zagrożeń i wiedzą o bezpiecznym sposobie ich używania. Jeżeli powstanie tu choćby mała luka, to natychmiast wypełniają ja cyberprzestępcy  – mówi Tomasz Szala, Ekspert ds. bezpieczeństwa w Mikronika

Poziom zaufania jakim Polacy darzą poszczególne branże jest przy tym odwrotnie proporcjonalny do liczby ataków hakerskich na poszczególne sektory. Zdaniem ekspertów Check Point wśród najczęściej atakowanych branż w Polsce są finanse, gdzie liczba tygodniowych ataków wzrosła, rok do roku aż o 46%[1]. Finanse, ochrona zdrowia oraz telekomunikacja to również sektory, które najczęściej komunikują wdrożenia w zakresie bezpieczeństwa do swoich klientów.

Porównanie uzyskanych przez Procontent Communication danych z globalnymi statystykami pokazuje, jak efektywnie budowany jest wizerunek polskich firm z branży finansów i ubezpieczeń, ochrony zdrowia, oraz technologii i telekomunikacji w zakresie cyberbezpieczeństwa. Pomimo rosnącej liczby zagrożeń i wycieków, poprzez skuteczną komunikację z klientami, firmy te nie tracą wiarygodności.

Postępująca cyfryzacja w postaci rozwoju bankowości internetowej oraz rozwój telemedycyny  i aplikacji placówek medycznych wymusza na firmach zwiększenie inwestycji w odpowiedne zabezpieczenia infrastruktury IT. Organizacje z sektorów finansów, służby zdrowia czy technologii regularnie komunikują o dostosowywaniu się do nowej rzeczywistości, co uwiarygadnia ich skuteczność w ochronie danych informatycznych. Pomimo odnotowania ogromnej ilości wycieków danych[2], Polacy nie przestali ufać firmom z tych sektorów – podkreśla Iwona Kubicz z Procontent Communication.

Ostatnie lata to przyspieszona transformacja organizacji, którą wymusza rozwój technologiczny, optymalizacja i migracja zasobów IT do chmury. Transformację przyspieszyła pandemia COVID19 skutkującą powszechną zmianą sposobu pracy z on-site na on-line, a granica praca/dom mocno się zatarła. Świadomość bezpieczeństwa powinno się budować na zasadach cyberhigieny, budowania nawyków w oparciu o dobre praktyki, nie patrząc tylko i wyłącznie przez pryzmat zakazów i nakazów wynikających z procedur bezpieczeństwa organizacji. Cyberbezpieczeństwo obowiązuje nas 24 godziny na dobę Dariusz Podleśny, Senior Security Manager w Panattoni

Co piąta pytana osoba zadeklarowała, iż jednym z najbardziej zaufanych sektorów jest administracja publiczna (18,2%), natomiast o punkt procentowy mniej (17,1%) wskazań respondentów miały firmy z branży usług prawniczych oraz wymiaru sprawiedliwości. Badanie pokazało, iż pomimo globalnego wzrostu o 53% wycieków w sektorze edukacji[3], blisko 15,1% wskazało tę branżę jako najbardziej godną zaufania.

Najmniej Polacy ufają rynkowi dóbr konsumpcyjnych (6,2%) oraz przemysłowi (6%). Sektor logistyki, w której, według badań CrowdStrike[4], dochodziło do najmniejszej ilości wycieków w 2021 roku, zupełnie nie cieszy się zaufaniem wśród Polaków. Firmy z tych rynków podejmują jednak coraz więcej inicjatyw, by zmienić postrzeganie swoich branż w zakresie cyberochrony.

Obserwując dynamikę zagrożeń cyberatakami zarówno z punktu widzenia organizacji jaką jest Lewiatan Holding S.A. jak i osoby prywatnej widzę potrzebę zwrócenia szczególnej uwagi i większej ostrożności w działaniu. Działania nie mogą być doraźne, na wypadek większych, bardziej medialnych ataków. Odpowiedzialne podejście do cyberbezpieczeństwa to dla nas codzienna praca nad jakością i bezpieczeństwem użytkowników i systemów. Efektywna komunikacja zagrożeń, ocena ryzyka i predykcja potencjalnych skutków. – Anna Papierowska, Specjalista IT w Lewiatan Holding S.A.

Płeć w zaufaniu do wybranych sektorów

Najwięcej badanych wskazało, że nie ufa w kwestii ochrony danych żadnej z branż, przy czym najmniej ufne są kobiety – aż 34,7% z nich wskazało taką odpowiedź w porównaniu do mężczyzn (25,3%). Kolejną różnicę opinii na podstawie płci w omawianym badaniu można zauważyć w przypadku oceny przez respondentów sektora technologii i telekomunikacji. Zaufaniem w kwestii cyberbezpieczeństwa branża ta cieszy się wśród, aż 25,9% mężczyzn i jedynie 13,6% kobiet. Technologia, według statystyk Check Point Research, doświadczyła podwojenia liczby tygodniowych ataków w porównaniu z rokiem 2020[5], kobiety są więc bardziej świadome występujących zagrożeń dot. omawianego sektora.

Z drugiej strony, kobiety bardziej ufają placówkom ochrony zdrowia (23,1%), podczas gdy mężczyźni udzielili odpowiedzi świadczącej o zaufaniu do tej branży znacznie rzadziej (20,6%). Wyraźna różnica pojawia się w postrzeganiu ochrony danych przez wymiar sprawiedliwości. Wśród płci żeńskiej miał on 19,1% wskazań, natomiast wśród męskiej tylko 14,8%.Finanse i ubezpieczenia najbardziej zaufanymi branżami w kwestii ochrony danych 2

Polskie firmy dobrze przygotowane na cyberataki?

Według danych Check Point Research z czerwca 2022 r. w Europie występuje średnio tysiąc ataków tygodniowo na jedną organizację. W badaniu Procontent sprawdzano gotowość Polskich firm na gwałtowny wzrost zagrożeń ze strony hakerów. Polacy zostali zapytani o poziom cyberzabezpieczeń, jaki ich zdaniem, reprezentują firmy, w których pracują. Zaawansowaną cyberochronę w firmach zadeklarowała zaledwie ¼ Polaków, większość z nas ocenia poziom bezpieczeństwa danych u własnego pracodawcy jako przeciętny (37,5%),  natomiast na bardzo niski, wręcz niezadowalający poziom, wskazało ponad 11% badanych.

W porównaniu z mniejszymi miejscowościami, w aglomeracjach miejskich (powyżej 500 tys. mieszkańców), znacznie częściej wskazywano na wysoki poziom przygotowania do cyberataków. Wyniki prezentują zatem niekorzystny obraz cyberbezpieczeństwa poza dużymi miastami.

Warto podkreślić, że za bezpieczeństwo danych odpowiadają wszystkie osoby pracujące w organizacji. Z tego względu warto zwrócić uwagę pracowników na procedury bezpieczeństwa sieci obowiązujące w firmie. Częstym źródłem wycieku jest bowiem niezamierzone działanie osoby, która przetwarza informacje. Złośliwe oprogramowanie stale ewoluuje, co sprawia, że wywiad o zagrożeniach i inwestycje w wiedzę na ten temat są niezbędnymi narzędziami, które powinna rozważyć niemal każda firma.  – mówi Iwona Kubicz, prezes Procontent Communication.Finanse i ubezpieczenia najbardziej zaufanymi branżami w kwestii ochrony danych 3

Raport powstał w wyniku pracy zespołu Procontent Communication oraz SW Research. Całość niebawem ukaże się w kanałach mediowych agencji, między innymi na www.procontent.pl

[1] Raport Check Point Research, styczeń 2022 r.

[2] Raport „Global Threat Report” opracowany przez CrowdStrike; 2021 r.

[3] Raport Check Point Research, czerwiec 2022 r.

[4] Raport „Global Threat Report” opracowany przez CrowdStrike; 2021 r.

[5] Dane Check Point Research

Wyniki XTB po 3 kwartale 2022 r. – 715,8 mln zł zysku

  • Skonsolidowany zysk netto w III kwartale 2022 r.: 236,2 mln zł, o 126,5% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku
  • Niemal 48 tysięcy klientów pozyskanych w III kwartale i łącznie 145,8 tys. w ciągu pierwszych 9 miesięcy 2022 roku
  • Wzrost kwartalnego wolumenu obrotu klientów na instrumentach CFD o 52,7% r/r – z 1,044 mln do 1,594 mln lotów
  • Zwiększenie rentowności na lota o 28,1%

XTB przedstawiło właśnie wstępne wyniki finansowe za III kwartał 2022 roku. W tym okresie spółka wypracowała skonsolidowany zysk netto w wysokości 236,2 mln zł, który był o 126,5% wyższy niż w III kwartale 2021 roku. Podobnie jak w poprzednich kwartałach czynnikami wpływającymi na poziom wyników XTB były utrzymująca się wysoka zmienność na rynkach finansowych i towarowych oraz systematycznie powiększana baza klientów.

Wyniki XTB za 3 kwartał 2022W III kwartale 2022 roku XTB wypracowało zysk netto na poziomie 236,2 mln zł wobec 104,3 mln zł zysku w III kwartale 2021 roku. Łącznie po trzech kwartałach 2022 roku zysk netto XTB wynosi 715,8 mln zł i jest to ponad 4-krotnie więcej niż w takim samym okresie poprzedniego roku (169,3 mln). Przychody z działalności operacyjnej zanotowane w III kwartale 2022 roku osiągnęły wartość 391,3 mln zł, niemal dwukrotnie wyższą niż w III kwartale 2021 r (200 mln zł). Z kolei koszty działalności operacyjnej ukształtowały się na poziomie 132,5 mln zł (w III kw. 2021 r.: 84,8 mln zł).

W III kwartale 2022 roku XTB pozyskało 44,8 tys. klientów, co łącznie z wynikami z poprzednich kwartałów tego roku daje ponad 145,8 tys. nowych klientów na koniec września. Tym samym w każdym z trzech kwartałów firma zrealizowała deklaracje zakładające pozyskanie średnio co najmniej 40 tys. klientów kwartalnie. Łączna liczba klientów na koniec III kwartału przekroczyła 567,3 tys. Ważnym wskaźnikiem wpływającym na wynik jest średnia liczba aktywnych klientów – ta w III kwartale wyniosła 151,7 tys. w porównaniu z 110,9 tys. w analogicznym okresie poprzedniego roku i średnio 112 tys w całym 2021 r. Przełożyło się to na zwiększenie wolumenu obrotu klientów na instrumentach CFD wyrażonego w lotach – w III kwartale wyniósł on 1,595 mln lotów wobec 1,044 mln w analogicznym okresie 2021 roku (wzrost o 52,7%), a łączny obrót w ciągu trzech kwartałów 2022 r. wyniósł 4,645 mln lotów. Rentowność na lota zwiększyła się o 28,1%. O 42,5% (z 559,3 mln zł w III kwartale 2021 roku do 796,9 mln zł w III kwartale 2022 r.) wzrosła również wartość depozytów netto klientów.

– Sytuacja na rynku energii rzutująca na ceny surowców energetycznych, wysoka inflacja oraz zmienność na rynku walut to tylko niektóre z czynników, które zachęcały klientów do aktywnego poszukiwania okazji inwestycyjnych na rynkach finansowych. Ma to potwierdzenie w przychodach z poszczególnych rodzajów aktywów. W takich okolicznościach widać efekty systematycznego budowania przez nas bazy klientów, którzy w okresie wyższej zmienności zawierają więcej transakcji. Efektem tego, podobnie jak w poprzednich kwartałach, jest również wyższa rentowność – komentuje Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Jeśli chodzi o przychody XTB pod kątem klas instrumentów odpowiedzialnych za ich powstanie, to w III kwartale 2022 r. najbardziej zyskowne były CFD oparte na indeksach. Ich udział w strukturze przychodów na instrumentach finansowych sięgnął 37,6%. To konsekwencja dużej dochodowości na kontraktach opartych o indeksy US 100, WIG20, DAX (DE30) oraz US 500. Drugą najbardziej dochodową klasą aktywów były instrumenty CFD oparte o waluty, z udziałem w strukturze przychodów w III kwartale 2022 r. wynoszącym 31,0%. Przychody na instrumentach CFD opartych na towarach stanowiły 27,7% wszystkich przychodów, a wiodącymi instrumentami w tej klasie były kontrakty oparte na notowaniach złota, ceny ropy naftowej oraz gazu ziemnego.

Koszty działalności operacyjnej w III kwartale 2022 r. ukształtowały się na poziomie 132,5 mln zł i były o 47,7 mln zł wyższe w stosunku do okresu porównywalnego (III kwartał 2021 r.: 84,8 mln zł). Najistotniejszymi pozycjami były koszty wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych, będące efektem ciągłego rozwoju firmy, a co za tym idzie wzrostu zatrudnienia, oraz koszty marketingowe wynikające z działań promocyjnych. We wrześniu XTB zainicjował globalną kampanię marketingową z nowym ambasadorem marki Conorem McGregorem, jednym z najbardziej utytułowanych i rozpoznawalnych na świecie zawodników sztuk walki i jednym z najlepiej zarabiających sportowców. Fintech, zgodnie ze swoją strategią, stale pracuje nad poprawą swojej oferty – w III kwartale wprowadził do niej m.in kontrakty na 30 nowych kryptowalut, dostosował też swoją ofertę prawdziwych akcji oraz funduszy ETF do wymagań klientów, rozszerzając ją w efekcie o ponad 65 walorów. Aby ułatwić klientom budowę i równoważenie składników ich portfeli inwestycyjnych, obniżył również minimalną wartość zlecenia dla akcji i funduszy ETF.

– Dane dotyczące akwizycji pokazują, że liczba naszych klientów systematycznie rośnie, co było jednym z naszych głównych celów na ten rok. Rozwój technologii sprawia, że inwestowanie staje się coraz bardziej dostępne i powszechne. Dlatego stale modyfikujemy naszą ofertę i wprowadzamy do niej zmiany, które mają zwiększyć zainteresowanie naszymi usługami zarówno nowych jak i obecnych klientów. Dodatkowo, zintensyfikowaliśmy nasze kampanie reklamowe z wykorzystaniem ambasadorów marki. Dzięki temu konsekwentnie z kwartału na kwartał umacniamy naszą pozycję na rynku globalnych firm inwestycyjnych – komentuje Omar Arnaout.

Prospekt Develii dotyczący publicznego programu emisji obligacji zatwierdzony przez KNF

Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt Develii umożliwiający emisję obligacji o wartości do 150 mln zł, które będą wprowadzone do obrotu na rynku regulowanym GPW Catalyst.

Zatwierdzenie publicznego programu emisji obligacji przez KNF pozwoli nam na dywersyfikację źródeł finansowania. Do kredytów bankowych oraz obligacji dla instytucji, które aktualnie ze względu na sytuację rynkową nie cieszą się dużym zainteresowaniem, dodajemy komponent obligacji skierowanych do inwestorów detalicznych. Możliwość korzystania z różnych źródeł finansowania postrzegamy jako pewien bufor bezpieczeństwa, który pozwoli nam ze spokojem realizować kolejne projekty. Jednocześnie sytuacja finansowa spółki pozostaje bardzo dobra, a sprzedaż nieruchomości komercyjnych, jak Arkady Wrocławskie i Wola Retro, do której aktualnie dążymy, dodatkowo poprawi płynność Develii – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii. – Pierwszą emisję w ramach publicznego programu chcielibyśmy przeprowadzić w najbliższych miesiącach – dodaje Paweł Ruszczak.

Ustanowiony w lipcu 2022 r. program obligacji pozwala na emitowanie w jednej lub wielu seriach obligacji o wartości do 150 mln zł. Obligacje mogą być emitowane jako obligacje niezabezpieczone, a warunki emisji kolejnych serii będą ustalane indywidualnie. Transakcje będą prowadzone w formie emisji publicznych, a obligacje będą wprowadzane do obrotu na rynku regulowanym GPW Catalyst. Za organizację poszczególnych ofert, w tym tworzenie konsorcjów dystrybucyjnych będzie odpowiadał Michael/Ström Dom Maklerski. Podmiot ten jest wiodącym niebankowym domem maklerskim specjalizującym się w pozyskiwaniu finasowania dla firm na drodze emisji obligacji z dorobkiem blisko 250 transakcji o łącznej wartości przekraczającej 4 mld zł.

Develia w okresie od 2012 r. wyemitowała obligacje o wartości 1 300 mln zł, z czego 920 mln zł zostało już wykupionych. Aktualnie na Catalyst notowane są cztery serie o łącznej wartości 380 mln zł z terminami wykupów między majem 2023 r. a październikiem 2024 r.

Na koniec czerwca 2022 r. Develia posiadała 394,3 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych.

Ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 6% w trzecim kwartale 2022 r.

Stawki polis cybernetycznych nadal rosną, choć w wolniejszym tempie.

Ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 6% w trzecim kwartale 2022 r. (spadek z 9% w Q2 2022) – wynika z najnowszego raportu Marsh Global Insurance Market Index, kontynuując trend umiarkowanego tempa wzrostu stawek, datowany od początku 2021 roku. Chociaż jest to 20-sty z rzędu kwartał wzrostu stawek, to w przypadku większości regionów tempo wzrostu cen pozostaje umiarkowane, na co wpływ mają spadki w liniach finansowych i profesjonalnych notowane po raz pierwszy od Q3 2017 r.

Wzrost cen w większości regionów był umiarkowany z uwagi na widoczne spadki w niektórych liniach finansowych i profesjonalnych, w szczególności w polisach D&O. W Stanach Zjednoczonych, ze średnim wzrostem 5% (spadek z 10% w Q2 2022), odnotowano największy spadek cen. Stawki w Wielkiej Brytanii wzrosły o 7% (spadek z 11%), w regionie Pacyfiku o 5% (spadek z 7%), a w Azji o 2% (spadek z 3%). W Ameryce Łacińskiej i na Karaibach ceny wzrosły o 5% (podobnie jak w Q2), a w Europie kontynentalnej o 6% (tyle samo, co w poprzednich dwóch kwartałach).

Kluczowe wnioski:

  • W skali globalnej ceny ubezpieczeń majątkowych wzrosły średnio o 6%, pozostały więc na tym samym poziomie, co w poprzednim kwartale; jednocześnie stawki ubezpieczeń OC wzrosły średnio o 4% (spadek w porównaniu z 6% w Q2).
  • Po raz pierwszy od 2017 r. linie finansowe i profesjonalne odnotowały spadki cen, dokładnie o 1% w Q3 w porównaniu z 16% wzrostem w drugim kwartale (16% przy uwzględnieniu polis cyber), na co wpływ miały przede wszystkim niższe stawki w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Australii oraz umiarkowane tempo wzrostu w pozostałych regionach.
  • Po raz pierwszy raport przedstawił osobne dane dla ubezpieczeń cybernetycznych, oddzielając je od wycen linii finansowych i profesjonalnych. Ceny cyber polis na świecie wzrosły o 53% w Q3 2022 r. Na największych rynkach ubezpieczeń cybernetycznych tempo wzrostu nadal pozostało umiarkowane i wyniosło 48% w Stanach Zjednoczonych i 66% w Wielkiej Brytanii, w porównaniu do odpowiednio 79% i 68% w poprzednim kwartale.
  • Wycena nadal pozostaje głównym punktem zainteresowania ubezpieczycieli przy odnowieniu programów, czego powodem są rosnące obawy o inflację.

„Globalne środowisko biznesowe pozostaje pełne wyzwań dla klientów. Trwająca inflacja i niestabilność geopolityczna wpływają na wszystkie sektory, a po huraganie lan spodziewamy się zaostrzenia warunków na już i tak nadwyrężonym katastrofami rynku ubezpieczeń majątkowych.

Prowadzimy ścisłą współpracę z naszymi klientami dla uzyskania jak najlepszych wyników, a także poszukiwania dostępnych możliwości oceny i minimalizacji ryzyka, w tym zapewniania rozwiązań alternatywnych i captive” – komentuje wyniki raportu Lucy Clarke, President, Marsh Specialty and Global Placement.

Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego w Marsh Polska: „Stawki w ubezpieczeniach majątkowych w 3Q utrzymują swoje wzrosty średnio na poziomie 20%, głównym czynnikiem determinującym jest wskaźniki inflacji. Wzrost cen towarów i usług wpływa na wartość szkody oraz koszty jej likwidacji, co finalnie pogarsza wynik techniczny. Nie należy spodziewać się, że ta sytuacja ulegnie zmianie w najbliższym czasie”.

Marcin Olczak – Dyrektor Departamentu Ryzyk Kredytowych podkreśla: „Polski rynek ubezpieczeń należności handlowych pozostaje w kontynuuje trend spadku stawek ubezpieczeniowych. Z pewnością dla Ubezpieczających jest to bardzo dobra informacja w dobie szalejącej inflacji i wzrostu kosztów prowadzenia działalności. Aktualnym pozostaje pytanie jak długo taki stan rzeczy będzie możliwy. O ile wskaźniki makro dotyczące np. stopy bezrobocia czy też tempa wzrostu PKB ciągle są pozytywne, to już na poziomie przedsiębiorstw mamy do czynienia ze wzrostem przeterminowań do poziomów nie notowanych od początku pandemii. Pytanie o wzrost szkodowości, a więc i w konsekwencji stawek ubezpieczeniowych, nie jest pytaniem typu „czy”. Zdecydowanie jest to pytanie o moment zmiany podejścia Ubezpieczycieli co wyceny ryzyka”.

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) oraz PEMA (Fuzje i Przejęcia) w Marsh Polska dodaje: „Tendencje dotyczące sytuacji na rynku linii D&O w Europie i UK nie do końca przekładają się na programy D&O polskich klientów i lokalny rynek D&O. Większa konkurencyjność cenowa to aktualnie domena przede wszystkim zagranicznych – obserwujemy, że zwykle są o 15-30% tańsi niż ubezpieczyciele lokalni do tej pory udzielający pokrycia. Ten trend dotyczy przede wszystkim polis nadwyżkowych i nie dotyczy wszystkich sektorów klientów.

Lokalni ubezpieczyciele tłumaczą swoje propozycje cenowe inflacją, co jest zrozumiałe – rosną koszty likwidacji, a szkód jest po prostu więcej. W przypadku określonej grupy klientów, po roku 2023 możemy mieć do czynienia z kolejnym wzrostem szkodowości w linii D&O, co ma odzwierciedlenie w stawkach już teraz.

Podobnie jak w Europie nie narzekamy na ilość ofert  – niepewność związana z przyszłym rokiem i sytuacją gospodarczą z pewnością motywuje ubezpieczycieli, żeby powiększać swoje portfele i już teraz pracować na wynik roku 2023.

Zakresowo nie widzieliśmy w Q3 istotnych zmian w warunkach D&O i apetycie, natomiast w przypadku wybranych klientów, w trakcie oceny ryzyka pojawia się temat ESG – częściej pytania dotyczące tego obszaru pojawiają się od ubezpieczycieli zagranicznych.

W linii cyber – nadal trudny rynek. Spore zwyżki, niewiele ofert, bardzo ostrożna ocena ryzyka. Pojawiają się za to nowi gracze, którzy są skłonni złożyć ofertę, a nawet udzielić ochrony – może więcej optymizmu przyniosą więc kolejne kwartały. Tym bardziej, że zainteresowanie klientów produktem nie słabnie”.

Dolar znów tańszy niż euro

Ostatnie zmiany na rynku powodują, że kapitał wraca do Europy. Tym samym jesteśmy w sytuacji, która zarówno pomaga polskiej walucie, jak i osłabia dolara. Nie może zatem dziwić, że w dwa dni stracił on 10 groszy.

Dolar poniżej 4,75 zł

Pierwszy raz od połowy września dolar zameldował się na poziomach niższych niż euro. Powodem tego ruchu są słabsze dane zza oceanu. Dane z Unii nie są co prawda wyborne, ale są mniej złe niż te z USA, a to wystarczyło, by na rynku odwrócić trend. Patrząc na kontrakty terminowe na stopę procentową, rynek w dalszym ciągu oczekuje wysokich podwyżek stóp procentowych. Zmienia się jednak nastawienie w sprawie tego, jak USA poradzi sobie z recesją, a skoro zmienia się to nastawienie, to też inwestorzy mniej przychylnie patrzą na dolara.

Węgrzy nie zmieniają stóp procentowych

Pomimo ponad 20% inflacji Węgrzy utrzymali stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Należy pamiętać, że jest to 13%. Zatem efektywnie stopa procentowa jest tam 7,1% poniżej poziomu inflacji. To i tak bardzo dobry wynik biorąc pod uwagę to, co się dzieje obecnie. Trzeba oczywiście pamiętać, że stopy procentowe działają z pewnym opóźnieniem, w związku z czym oczekiwanie wyników od razu jest sporym nadużyciem. W tego typu analizach trzeba też uwzględnić modę ostatnich lat – programy osłonowe. To, co się obecnie dzieje w wielu państwach w ramach walki z inflacją, nie miało sobie w historii wielu równoważnych akcji. Wakacje kredytowe, tarcze antyinflacyjne, czy inne rozwiązania powodują, że podwyżki stóp procentowych mają zdecydowanie mniejszy wpływ na gospodarkę, niż powinny. Forint węgierski nie reagował na te dane. Nie można się dziwić, skoro bank Węgier poinformował, że będzie to koniec serii wzrostów, to właśnie tego oczekiwał rynek.

Odbicie na kryptowalutach

Wczoraj doszło do wyraźnego odbicia na głównej kryptowalucie świata. Zdaniem analityków głównym powodem wybicia była gwałtowna redukcja krótkich pozycji. W takiej sytuacji trzeba odkupić wcześniej sprzedane dobra. Tak duże zakupy spowodowały z kolei wzrost wartości bitcoina. W tle jednak nadal mamy zadziwiający trend. Coraz więcej mocy obliczeniowej podłączanej jest do sieci pomimo spadku cen. W rezultacie z jednej strony spada gwałtownie opłacalność tzw. kopania. Z drugiej strony cała sieć staje się jeszcze droższa, gdyż algorytm dopasowuje trudność obliczeń do ilości podłączonej mocy. W rezultacie w dobie kryzysu energetycznego ta sieć pochłania jeszcze więcej zasobów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

ZPPHiU: Dlaczego najemcy dopłacają do kosztów wspólnych w galeriach handlowych?

Wartość kosztów wspólnych musi być w pełni przewidywalna i określona z góry jako jedna, niezmienna kwota.

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) alarmuje, że najemcy nie mogą przewidzieć, ile będą musieli zapłacić za koszty wspólne w galeriach handlowych. Właściciele i zarządzający takimi obiektami zawierając umowę przedstawiają wartość zaliczkową kosztów eksploatacyjnych. Jednak na koniec każdego roku oczekują dopłat, nie przedstawiając szczegółowego rozliczenia ani dokumentacji poniesionych kosztów. Dlatego ZPPHiU apeluje, aby wartość kosztów wspólnych była w pełni przewidywalna i określona z góry jako jedna, niezmienna kwota. Najlepiej, jeśli byłaby ona stałym, określonym w umowie, elementem czynszu.

Do kosztów wspólnych wynajmujący zaliczają: utrzymanie powierzchni poza sklepami i punktami usługowymi – takich jak korytarze, toalety, parkingi, wejścia, schody, windy etc. Najemcy ponoszą opłaty za personel zarządcy, sprzątanie, oświetlenie, ochronę – oraz podatek od nieruchomości należny od wynajmującego. Najemcy muszą też pokrywać kary administracyjne nałożone na wynajmującego, koszty odzyskiwania należności, odsetki, ubezpieczenia, itp.

„Wartość kosztów wspólnych jest dla najemców niewiadomą – co na dojrzałym rynku jest zupełnie niezrozumiałe. Zarządca, jako odpowiedzialny profesjonalista, powinien potrafić oszacować koszty funkcjonowania centrum. Naturalnie, jak w przypadku każdego przedsięwzięcia biznesowego, są takie elementy – na przykład zmiany w prawie podatkowym – których przewidzieć nie sposób. Ale to, co jest związane z nieruchomością, jest czynnikiem ryzyka biznesowego jego właściciela. Pełna odpowiedzialność za koszty po stronie właściciela centrum pozwoli na właściwe zbudowanie procesu racjonalnego planowania inwestycji skutkujących obniżką kosztów funkcjonowania obiektu. W dotychczasowym modelu właściciel galerii nie ma motywacji, aby oszczędnie zarządzać kosztami wspólnymi – bo i tak za wszystko płacą najemcy. Dlatego w wielu obiektach dopiero teraz, pod wpływem zagrożenia drastycznym wzrostem koszów energii, pojawił się pomysł wymiany świateł na LED, instalowanie paneli fotowoltaicznych, racjonalizacji usług zewnętrznych, etc. Dlaczego wcześniej wynajmujący tego nie robili? Bo nie musieli! Dopiero w obliczu tak wielkich zagrożeń okazuje się, jak wiele można zrobić, by obniżyć koszty funkcjonowania galerii handlowych. Najemca – planując swój biznes – musi znać koszty jego prowadzenia w centrum handlowym, ma wystarczająco dużo własnych ryzyk biznesowych do oszacowania. Dlatego jako ZPPHiU apelujemy, aby wartość kosztów wspólnych była jednoznaczna i określona na etapie zawierania umowy. Najlepiej, jeśli byłaby stałym, określonym w umowie elementem czynszu”mówi Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) oraz Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) podczas Pierwszego Kongresu ZPPHiU oraz PSNPH przedyskutowały najistotniejsze kwestie poruszane przez Kodeks Najlepszych Praktyk w umowach najmu według najemców. Przygotowany przez PSNPH Kodeks, uaktualniający dokument powstały w 2011 roku, wskazuje na oczekiwane przez najemców standardy współpracy i komunikacji z właścicielami oraz zarządcami centrów handlowych. Zasady proponowane przez Kodeks mają właściwie rozłożyć ryzyka biznesowe obu stron umowy.

ZPPHiU wskazuje, że czynsz i opłaty w centrach handlowych powinny być obniżane w przypadku przestojów, utrudnień w działaniu jak choćby brak prądu. Obecnie takie zdarzenia, które nie pozwalają prowadzić najemcom sprzedaży, nie wpływają na obniżenie opłat. Co więcej – centra handlowe nigdy nie obniżyły ani czynszu, ani opłat eksploatacyjnych po zamknięciu handlu w niedziele. Dlaczego najemcy muszą płacić tyle samo także za okresy, w których nie mogą prowadzić sprzedaży?

Uczciwe, równe i partnerskie relacje w biznesie zobowiązują, by niższe koszty przełożyć na swojego partnera biznesowego. Tymczasem właściciele i zarządcy galerii handlowych przekładają na najemców jedynie wzrosty i ryzyka.

ZPF i EY: Wyłudzenia produktów kredytowych i cyberataki wciąż głównym problemem, jednak sektor finansowy czuje się przygotowany do walki z nadużyciami

Wyłudzenia produktów finansowych i cyberataki pozostają najistotniejszym wyzwaniem w kontekście nadużyć w sektorze finansowym – wynika z najnowszego raportu Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce (ZPF) i EY Polska „Nadużycia w sektorze finansowym. Edycja 2022”.

W tegorocznej, 15. edycji badania ZPF i EY Polska ankietowani przedstawiciele instytucji finansowych w Polsce ponownie potwierdzili, że kluczowym zagrożeniem dla sektora finansowego w kontekście nadużyć pozostają wyłudzenia produktów kredytowych i pożyczek. Wyniki ujawniły również jak istotnym zagrożeniem są też cyberataki. Zmieniające się i coraz bardziej wyrafinowane schematy działania sprawców nadużyć powodują, że w świetle postępującego rozwoju technologicznego zagrożenie to z roku na rok będzie zyskiwało na znaczeniu. Przestępcy coraz częściej wolą działać w cyberprzestrzeni i zdalnie okradać klientów instytucji finansowej, niż np. wyłudzić pożyczkę za pomocą podrobionych dokumentów, pojawiając się osobiście w placówce.

Wyłudzenia produktów kredytowych i cyberataki

Kiedy w Polsce zgłaszający nieprawidłowości będą prawnie chronieni?

W grudniu 2021 r. weszła w życie Dyrektywa UE o ochronie sygnalistów. W Polsce nadal czekamy na ustawę, która wdroży jej założenia do naszego porządku prawnego. Już niedługo firmy będą zobowiązane do wdrożenia poufnych i bezpiecznych kanałów zgłaszania nieprawidłowości, dostępnych dla szerokiego grona interesariuszy. Jak pokazuje badanie, w tym roku kolejny raz najczęstszym źródłem informacji o nieprawidłowościach byli pracownicy organizacji (33%). Zdaniem sektora finansowego, to oni najlepiej znają organizację i jej procesy, mając najlepszą wiedzę na temat tego, gdzie dochodzi do nadużyć lub gdzie jest ryzyko ich powstawania, niewątpliwie więc powinni oni móc liczyć na odpowiednią ochronę prawną.

– W naszym kraju trwają nadal prace nad ostatecznym kształtem krajowych przepisów implementujących dyrektywę i spodziewamy się, że będzie to ważny krok w procesach zgłaszania nadużyć. Jako ZPF również uczestniczymy w tym procesie legislacyjnym jako strona społeczna. Tegoroczne badanie potwierdza, że branża wydaje się być dobrze przygotowana na tę zmianę. Eksperci z instytucji finansowych deklarują, że już dziś posiadają szereg funkcjonujących rozwiązań dla osób zgłaszających nieprawidłowości – wyjaśnia Marcin Czugan, Prezes Zarządu ZPF.

Sankcje gospodarcze i ich wpływ na kwestię nadużyć

W tym roku dodatkowym wyzwaniem dla instytucji finansowych są nowe sankcje gospodarcze w związku z atakiem Rosji na Ukrainę. Z przeprowadzonego w 2022 r. badania ZPF i EY Polska wynika, że instytucje sektora finansowego czują się odpowiednio przygotowane do egzekwowania nowych sankcji gospodarczych. Prawie połowa badanych (43%) twierdzi, że jest gotowa w pewnym stopniu, a 38% – na bardzo dobrym poziomie. Niemal co czwarty ankietowany ocenia wpływ zmian w zakresie sankcji jako istotny, z kolei zdecydowana większość (64% organizacji) wskazała, że te zmiany w minimalny sposób wpływają na działalność ich instytucji. Jednocześnie ankietowani deklarują, że podjęli szereg konkretnych działań, głównie w zakresie szeroko pojętej weryfikacji stron trzecich. Spośród badanych firm 40% wskazało, że dodatkowo rozszerzyło zakres weryfikacji swoich kontrahentów w ramach badania łańcucha dostaw. Jednocześnie problemem dla instytucji w tym zakresie jest nie tylko brak dostępu do odpowiednich baz danych, ale także możliwości bieżącego monitoringu, zarówno pod kątem zmian po stronie kontrahentów, jak i wpisów na listach sankcyjnych. Może się bowiem zdarzyć, że kontrahent zostanie wpisany na listę sankcyjną tuż po jego zweryfikowaniu przez instytucję finansową.

– W lutym br. byliśmy świadkami ataku Rosji na Ukrainę, na który świat odpowiedział szeregiem sankcji gospodarczych wymierzonych w agresora. Firmy musiały zweryfikować portfolio kontrahentów, wdrożyć nowe procesy zapewniające zgodność z sankcjami lub wzmocnić już istniejące. Z naszego badania wynika, że instytucje finansowe w większości pozytywnie oceniają swoją generalną gotowość do ograniczenia ryzyka naruszenia sankcji, a zmiany w ich zakresie nie wpływają na nie znacząco. Biorąc pod uwagę profil badanych organizacji, nie jest to zaskakujące. Z drugiej strony, ponad 70% respondentów wdrożyło jednak nowe lub dodatkowe procesy w zakresie weryfikacji klientów czy kontrahentów. – mówi Mariusz Witalis, Partner kierujący Działem Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY, lider praktyki w Europie Centralnej i Środkowowschodniej.Wyłudzenia produktów kredytowych i cyberataki 2

Czy sektor finansowy jest gotowy do walki z nadużyciami?

Oceniając stopień przygotowania instytucji do walki z nadużyciami, aż 88% ekspertów stwierdziło, że są one dobrze przygotowane do walki z nieprawidłowościami, gdzie rok temu podobnych odpowiedzi udzieliło 77% respondentów. Jednocześnie o 6 p.p. (do 2%) spadł udział respondentów oceniających, że ich organizacja nie jest dobrze przygotowana. Napawa optymizmem podejście instytucji finansowych, które czują się przygotowane do tego, by odpowiedzieć na zagrożenia powodowane przez nadużycia.Wyłudzenia produktów kredytowych i cyberataki 2

Jakie wyzwania stoją przed branżą w związku z nadużyciami?

Zdaniem instytucji finansowych największym problemem związanym z nadużyciami jest brak świadomości wśród klientów. Aż 36% respondentów ocenia, że klienci nie zdają sobie sprawy z zagrożeń. Nie mniej istotnym problemem są szybko zmieniające się schematy nadużyć. Mając na względzie, jak poważnym zagrożeniem zdaniem instytucji finansowych są cyberataki, może wskazywać to na rosnącą rolę ataków phishingowych i kradzieży z kont, czyli nadużyć dotyczących cyberprzestrzeni, a jednocześnie bazujących na niskiej świadomości klientów.Jakie wyzwania stoją przed branżą w związku z nadużyciami

Z pewnością szerszy dostęp do państwowych baz danych oraz konieczność stworzenia mechanizmów wymiany informacji pomiędzy instytucjami finansowymi pomogłyby w walce z nadużyciami, na co w tegorocznym badaniu wskazało 39% respondentów. Badani wskazują, że dostęp do bazy numerów PESEL lub baz organów podatkowych, aby móc zweryfikować klienta oraz jego deklarowane przychody, z pewnością ułatwiłby działania przeciwko wyłudzeniom.sektor finansowy jest gotowy do walki z nadużyciami

O raporcie
Badanie Nadużycia w sektorze finansowym to cykliczny projekt realizowany od 2009 roku przez ZPFi firmę EY. Jego celem jest zobrazowanie i monitorowanie zmian zjawiska nadużyć występujących w instytucjach działających w różnych sektorach rynku usług finansowych w Polsce. W raporcie poruszane są najbardziej aktualne tematy z punktu widzenia specjalistów zajmujących się zapobieganiem nadużyciom. Raport, który powstaje w oparciu o wyniki badania, przedstawia obserwacje i wnioski istotne w kontekście podnoszenia poziomu ochrony profesjonalnych uczestników rynku finansowego przed wyłudzeniami i oszustwami. Badanie zostało przeprowadzone w formie anonimowej ankiety prowadzonej od maja do sierpnia 2022 roku wśród banków, instytucji pożyczkowych, firm leasingowych – dodatkowo zakładów ubezpieczeń, firm z sektora pośrednictwa finansowego oraz firm z branży FinTech.

Czego oczekują pokolenia Y i Z od pracodawcy?

Przedstawiciele najmłodszych pokoleń dopiero od kilku lat są obecni na rynku pracy lub właśnie zaczynają swoją karierę. Jednak już otwarcie rozmawiają o swoich oczekiwaniach względem pracodawcy i problemach, z którymi zmagają się w środowisku zawodowym. Zadaniem liderów jest empatyczne zarządzanie, słuchanie oraz umiejętne rozwijanie zespołów – zgodnie z ich potrzebami. Szefowie, którzy nie chcą lub nie potrafią dostosować się do zmian na rynku pracy stracą dostęp do puli potencjalnych, młodych talentów.

Warto dbać o pracownika – szczególnie teraz

Okres izolacji społecznej i nowe wyzwania wynikające z przejścia na pracę zdalną niewątpliwie wpłynęły na obecny kształt rynku pracy. W badaniu Michael Page, przeprowadzonym pod koniec 2021 roku, ankietowani kandydaci wskazali, że odczuwają większy poziom frustracji i złości (18 proc.) oraz niższy poziom motywacji i energii (17 proc.) niż przed pandemią. Aż połowa badanych przyznała, że czuje większą presję ze strony pracodawcy. Według 88 proc. respondentów idealne miejsce zatrudnienia powinno pozwalać na utrzymanie odpowiedniej równowagi między życiem zawodowym i prywatnym.

Przychodzą dla firmy odchodzą przez szefa

Podstawą relacji między pracownikiem a pracodawcą jest zaufanie. Można je bardzo łatwo stracić, szczególnie gdy lider nie wywiązuje się ze swoich obietnic.
– Dzisiaj dla ludzi wchodzących na rynek pracy wynagrodzenie nie jest najważniejsze, liczy się reputacja firmy, perspektywy rozwoju, ale także tzw. wellbeing – młodzi nie chcą się zaharowywać, tylko mieć czas na życie prywatne. To, co najbardziej doskwiera pracownikom w postawie szefa, to opór wobec zmian. Praca z nieelastycznym przełożonym zniechęciłaby 43 proc. respondentów, którzy wzięli udział w naszych badaniach – mówi Radosław Szafrański, dyrektor zarządzający w PageGroup Polska.

Wiedzą, czego chcą

Młodzi pracownicy oraz kandydaci doskonale wiedzą, czego oczekują od pracodawcy. Obecna sytuacja na rynku pracy i odczuwalny w wielu branżach deficyt specjalistów oraz wzrost ich wymagań płacowych sprawia, że konkurowanie wysokością wynagrodzenia może nie wystarczyć, aby zatrzymać i przyciągnąć talenty. Od tego, w jakim stopniu firmom uda się zrealizować oczekiwania pokolenia Y i Z, będzie w najbliższej perspektywie zależeć ich konkurencyjność i efektywność.

Podczas organizowanego przez Michael Page webinaru dowiesz się, jak najlepiej dostosować proces rekrutacyjny dla pokoleń Y i Z oraz wykorzystać ich potencjał na rynku pracy.

Worldline przejmuje większościowy udział w polskim fintechu Softpos

Worldline ogłosił zakup pakietu 55% akcji warszawskiego fintechu Softpos.eu. Oprogramowanie Softpos, które zadebiutowało na polskim rynku w lipcu 2020 roku, zamienia dowolne urządzenie mobilne z systemem Android w terminal płatniczy do obsługi płatności elektronicznych. W oparciu o rozwiązania Softpos, Worldline wprowadza na światowy rynek nowy produkt – Wordline Tap on Mobile.

Spółka SoftPos.eu została założona w 2019 roku przez dwóch specjalistów branży płatności – Grzegorza Nowakowskiego i Bisera Jorgowa, wspartych finansowo przez spółkę P2 Invest założoną przez  Howarda Polinskiego. Opracowana przez polską spółkę aplikacja SoftPos (Software Point-of-Sale), którą można zainstalować na smartfonie lub tablecie z systemem operacyjnym Android 8.0 lub nowszym, zamienia urządzenie w mobilny terminal płatniczy. Umożliwia to bezpieczną obsługę transakcji zbliżeniowych dokonywanych zarówno kartami płatniczymi, jak i portfelami cyfrowymi, bez konieczności zakupu dodatkowego sprzętu.

Przejęcie polskiego fintechu wpisuje się w realizację nadrzędnego celu globalnej grupy Worldline, którym jest zapewnienie klientom na całym świecie szerokiego wachlarza rozwiązań płatniczych dostosowanych do potrzeb różnych rodzajów handlu w celu wspierania rozwoju ich biznesu.

W ramach realizacji naszej strategii biznesowej Worldline stale poszukuje nowych możliwości budowania wartości dla klientów poprzez zakup nowych technologii i włączenie nowych produktów do swojej oferty. Nasza dotychczasowa współpraca z SoftPos.eu zaowocowała już kilkoma ciekawymi wspólnymi projektami na rynku polskim, a w trakcie ich realizacji spółka dała się poznać jako nastawiona na dostarczenie wartości dodanej. Dodatkowo jej rozwiązanie zostało docenione w konkursie branżowym „FinTech & InsurTech Awards” jako najbardziej wszechstronne rozwiązanie tego typu na naszym rynku – wyjaśnia Artur Żymańczyk, Country Manager w Worldline.

Worldline był pierwszym dużym graczem, który uwierzył w SoftPos, w nasz zespół i w nasz produkt. W 2020 roku, kiedy rozpoczynaliśmy współpracę, rynek terminali opartych na aplikacji był znacznie mniejszy niż obecnie. Od pierwszego dnia czuliśmy, że tylko przy wsparciu silnego partnera strategicznego wykorzystamy w pełni naszą szansę na rozwój. Teraz widzimy wyraźnie, że mieliśmy rację. Jesteśmy niezwykle szczęśliwi, że uznanie było obustronne i doszliśmy do tego etapu współpracy. SoftPos zbudował zaawansowaną, ale łatwą w użyciu technologię, która jest już aktywnie wykorzystywana przez wielu handlowców w całej Europie. Posiadanie Worldline jako naszego inwestora strategicznego oznacza silne wsparcie zarówno w dalszym rozwoju produktu, jak i wchodzenia z nim na nowe rynki – powiedział Grzegorz Nowakowski, prezes zarządu SoftPos.eu.

Jestem zadowolony, że wizja Grzegorza i Bisera wsparta finansowo przez P2 Invest zaoowocowała stworzeniem lidera rynku, a przejęcie spółki przez Worldline jest najlepszym dowodem obupólnego sukcesu. Jestem przekonany, że przejęcie SoftPOS.eu jeszcze bardziej wzmocni pozycję Worldine jako leadera w sektorze płatności bezgotówkowych – Howard Polinski, Managing Partner w P2 Invest.

W ślad za przejęciem pakietu kontrolnego polskiego fintechu Worldline ogłosił też wdrożenie na całym świecie nowego produktu opartego na technologii SoftPos – Worldline Tap on Mobile. Jest to rozwiązanie end-to-end w postaci aplikacji w systemie Android, która umożliwia właścicielom sklepów – od najmniejszych do największych – akceptowanie płatności za pomocą smartfonu, tabletu lub innego urządzenia mobilnego poprzez jednorazowe zbliżenie („tap”) karty płatniczej lub urządzenia z zainstalowanym portfelem cyfrowym. W zależności od kwoty transakcji system umożliwia płatność z potwierdzeniem za pomocą kodu PIN na ekranie urządzenia lub bez takiego potwierdzenia.

Najważniejsze atuty Worldline Tap on Mobile:

  • Nowoczesne, wygodne, łatwe i szybkie przyjmowanie płatności zbliżeniowych,
  • Elastyczność, bez konieczności zakupu dodatkowego sprzętu, dostosowanie do wszystkich branż,
  • Bezpieczeństwo potwierdzone certyfikatem PCI, z możliwością wprowadzenia potwierdzenia płatności kodem PIN dla transakcji i wysokokwotowych
  • Ekonomiczne rozwiązanie zastępujące lub uzupełniające istniejące metody płatności
  • Możliwość integracji z aplikacjami innych firm

Worldline Tap on Mobile to pierwsza aplikacja płatnicza certyfikowana przez Zebra Technologies – światowego lidera w dziedzinie bezpiecznych technologii dla przedsiębiorstw, który dostarcza urządzenia mobilne dla wielu różnych branż. Najnowszy produkt Worldline został w pełni certyfikowany przez Zebrę, co czyni Worldline pierwszym partnerem płatniczym Zebry na świecie. Dzięki temu partnerstwu wyspecjalizowane firmy wdrożeniowe  i partnerzy ze wszystkich segmentów mogą rozszerzyć ofertę dla swoich klientów o płatności za pośrednictwem urządzeń z systemem Android.

Czy deweloperzy wstrzymują nowe inwestycje ze względu na niestabilny poziom cen usług i materiałów budowlanych?

Czy deweloperzy planują budowę nowych projektów? Jakie mieszkania trafią do oferty? Czy firmy wstrzymują nowe inwestycje ze względu na niestabilny poziom cen usług i materiałów budowlanych? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Robert Stachowiak, prezes zarządu SGI

Końcówka 2022 roku będzie dla nas pracowita. Na ostatni kwartał mamy zaplanowane wprowadzenie do sprzedaży aż trzech inwestycji – dwóch w Warszawie i jednej w Łodzi. W listopadzie na rynku pojawi się oferta osiedla Blu Park zlokalizowanego na Mokotowie. Dostarczy ono 120 mieszkań o podwyższonym standardzie, z dużymi tarasami oraz udogodnieniami dla mieszkańców, jak fitness czy sauna. W tym samym miesiącu w Łodzi wprowadzimy kolejny, już piąty etap inwestycji Sokołówka, w którym znajdzie się 100 mieszkań. Z kolei w grudniu poszerzymy nasze warszawskie portfolio o kolejną dzielnicę, tym razem w Wilanowie. Powstanie tam osiedle 20 domów szeregowych, każdy o powierzchni około 270 mkw.

Tomasz Kaleta, dyrektor Departamentu Sprzedaży, Develia S.A.

W drugiej połowie 2022 roku nie zamierzamy powiększać naszej oferty. Wszystkie projekty zaplanowane na ten rok wprowadziliśmy do sprzedaży przed końcem drugiego kwartału. Jeśli chodzi o koszty materiałów budowlanych, wzrosty cen niektórych z nich w miesiącach wakacyjnych nieco zwolniły. Spodziewamy się jednak, że czekają nas tu jednak dalsze podwyżki, m.in. z uwagi na oczekiwane skoki cen surowców energetycznych, co przełoży się na wzrost kosztów produkcji, materiałów czy obsługi budowy.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. rozwoju w Wawel Service

Jeszcze w tym roku do sprzedaży zostaną wprowadzone nowe inwestycje w Krakowie i na Śląsku. Szczegóły dotyczące obu projektów podamy wkrótce. Inwestycje zaprojektowane zostały zgodnie z aktualnymi potrzebami nabywców. Składają się więc głównie z mniejszych lokali, dwu i trzypokojowych. Zgodnie z potrzebami klientów zadbaliśmy również o dogodną lokalizację inwestycji w otoczeniu zieleni i zaprojektowaliśmy strefy wypoczynku. Wszystkie nasze projekty zostaną zakończone lub rozpoczęte według wcześniejszych ustaleń i planów. Jeżeli chodzi o ceny materiałów to fakt, nadal są wysokie, ale analizy wskazują, że za kilka miesięcy będą o 20 proc. wyższe lub w ogóle niedostępne.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal

Planujemy uruchomić jeszcze w tym roku projekty w Krakowie, Poznaniu, Gliwicach i we Wrocławiu. Oferta w tych inwestycjach nie będzie odbiegać od dotychczasowej. Bardzo rygorystycznie podchodzimy do standardów i ściśle ich przestrzegamy. Każdy współpracujący architekt otrzymuje wytyczne, jakie parametry musi spełniać mieszkanie. Jakakolwiek by więc nie była sytuacja rynkowa, kwestie jakości i komfortu są priorytetem.

Niezmiennie dbamy też o to, aby oferta była atrakcyjna dla różnych grup odbiorców. Nasze projekty zazwyczaj są wieloetapowe, co pozwala na zastosowanie „różnorodnej” struktury mieszkań, odpowiadającej indywidualnym potrzebom. Niemniej jednak klienci najczęściej pytają o mieszkania dwu i trzypokojowe. Przy nowych projektach często są też wyczekiwane duże lokale z tarasami. Znajdują nabywców w pierwszej kolejności. Choćby ze względu na mały odsetek takich lokali w projekcie.

Nie wstrzymujemy się z decyzjami odnośnie realizacji poszczególnych inwestycji. Przesunięcie w czasie może jedynie dotyczyć kolejnych faz projektów wieloetapowych, wielomieszkaniowych, które na tę chwilę mają jeszcze wystarczający poziom podażowy.

Produkcja materiałów w dalszym ciągu uzależniona jest m.in. od cen energii co powoduje, że nie możemy obecnie liczyć na stabilizację w tym obszarze.

Cezary Grabowski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Bouygues Immobilier Polska

Mamy w planach wprowadzenie kilku nowych projektów w Warszawie. Będą to inwestycje w trzech dzielnicach: na Bemowie, Bielanach oraz na Białołęce. Nowy projekt na Bielanach to kameralny budynek z zaledwie 57 apartamentami zlokalizowany w okolicy dwóch stacji metra i blisko terenów zielonych. Inwestycja zostanie zaprojektowana w standardzie premium. Bielany to wyjątkowe miejsce na mapie stolicy, dlatego też uznaliśmy, że w takim miejscu powstaną wyjątkowe apartamenty. W budynku znajdą się zarówno lokale studio, jak i o powierzchni ponad 150 mkw. Inwestycja spodoba się zarówno osobom planującym zakup mieszkania w wysokim standardzie w dobrej lokalizacji, jak i inwestorom, którzy szukają pewnej lokaty swojego kapitału.

Pozostałe dwa projekty w Warszawie będziemy realizować na Bemowie i na Białołęce. To  inwestycje z segmentu popularnego z mieszkaniami kompaktowymi, które od kilkunastu lat wprowadzamy z powodzeniem na rynek nieruchomości, a które w obecnej sytuacji gospodarczej cieszą się największym zainteresowaniem klientów. Malejąca zdolność kredytowa Polaków i coraz wyższe stopy oprocentowania sprawiły, że klienci chętniej spoglądają w stronę mieszkań o mniejszym metrażu, ale o wysokiej funkcjonalności. Kompaktowymi mieszkaniami interesują się również inwestorzy, którzy chcą ulokować pewnie swój kapitał i przenoszą go na rynek nieruchomości.

Joanna Janowicz, dyrektor zarządzająca w firmie Constructa Plus

Jesteśmy na końcowym etapie przygotowań czterech projektów. Trzymamy się wypracowanych w firmie rozwiązań i w związku z tym nowe inwestycje nie będą się różnić od naszych wcześniejszych realizacji. Wiemy, że jest istotne grono klientów, którzy chcą mieszkać w centrum miasta, więc nie zmieniamy charakteru lokalizacji. Takim klientom zależy na wysokiej jakości wykończenia, więc standard też pozostaje u nas ten sam. Lokale nie będą też bardziej kompaktowe niż do tej pory. Wiemy, w jakim segmencie rynku się sprawdzamy i jakim klientom potrafimy zapewnić satysfakcjonujący produkt.

Zmienność cen materiałów i prac budowlanych rzeczywiście ostatnio się nieco zmniejszyła, ale moim zdaniem jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o stabilizacji. Z tego względu bardzo mocno rozważamy rozpoczęcie sprzedaży w nowych projektach dopiero po zakończeniu budowy lub przy znaczącym zaawansowaniu prac. Presja ze strony wykonawców jest w dalszym ciągu silna, więc chcemy mieć pewność, że cena będzie odzwierciedlała koszty na przestrzeni całej realizacji.

Boaz Haim, prezes Ronson Development

Obecna sytuacja na rynku nieruchomości jest bardzo dynamiczna i wymaga pełnego skoncentrowania na celu. Mamy przekonanie, że swoją pozycję rynkową umocnią te firmy, które nie wstrzymają aktywności, będą niezmiennie wprowadzać nowe projekty, a tym samym będą gotowe z dobrą ofertą, gdy rynek się odbije. Dzięki bezpiecznej pozycji finansowej realizujemy taką strategię. Zgodnie z planem, w drugiej połowie 2022 roku wprowadziliśmy do sprzedaży sporo nowości, m.in. projekty Nowa Północ w Szczecinie oraz Grunwald Między Drzewami w Poznaniu. Tym samym wysyłamy do naszych klientów jasny sygnał – jesteśmy przygotowani na każdy czas i jesteśmy dla Was stabilnym partnerem.

Oczywiście nasza oferta jest mocno zróżnicowana. Są w niej dostępne mieszkania kompaktowe, idealne w przypadku zakupu pierwszego mieszkania lub jako lokal inwestycyjny, ale mamy także apartamenty, np. w Osiedlu Vola, realizowanym w ścisłym centrum stolicy, na warszawskiej Woli. Efektem różnicowania oferty jest też wprowadzenie do sprzedaży osiedla EKO Falenty, gdzie powstaną domy jednorodzinne w atrakcyjnej cenie globalnej, od 592 tys. zł.

Na przełomie września i października br. planujemy nowy etap cieszącego się ogromną popularnością w Warszawie projektu Nova Królikarnia. Na tym etapie powstanie zaledwie 11 ekskluzywnych domów, na które mamy już oczekujących klientów. Nie czekamy na rozwój wypadków, lecz elastycznie dostosowujemy się do tego, co przynosi nam bardzo wymagający i dynamiczny rynek.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Stawiamy na nieustanny rozwój i nie przewidujemy wstrzymania naszej działalności deweloperskiej. Jeszcze w 2022 roku planujemy wprowadzenie na rynek nowego projektu oraz kolejnego etapu realizowanej już inwestycji. Każda nasza nowa inwestycja jest wyjątkowa i różni się od pozostałych. Planowane projekty należą do segmentu premium, a ich różnorodność zapewni potencjalnym nabywcom możliwość dywersyfikacji portfela inwestycyjnego, odpowiadając przy tym na oczekiwania nawet najbardziej wymagających klientów.

Jeżeli chodzi o zmiany w obszarze cen, na rynku zauważalny jest wzrost kosztów usług budowlanych, natomiast ceny materiałów wahają się w zależności od rodzaju. Niektóre z nich drożeją, innych ceny ustabilizowały się.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

W trzecim kwartale br. w naszej ofercie pojawiła się inwestycja pod nazwą Stacja Centrum. To kompaktowy, unikalny projekt o nowoczesnej architekturze, idealnie wpisujący się w najbliższą okolicę – przyjazną do życia, centralną część Pruszkowa z doskonałą infrastrukturą. Koncepcja osiedla powstała po głębokiej analizie potrzeb przyszłych mieszkańców. W ofercie dominują lokale o najczęściej poszukiwanych metrażach od 25 do 42 mkw. Są też  nieco większe, rodzinne trzypokojowe mieszkania do 60 mkw. Wysoki standard, nowoczesny design, w tym przeszklenia, zabudowane balkony, podwyższona akustyczność ścian i okien sprawiają, że projekt budzi duże zainteresowanie nabywców, zarówno singli, jak i rodzin z dziećmi, także dzięki doskonałemu usytuowaniu 20 min. do centrum Warszawy.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

W ciągu najbliższych miesięcy planujemy wprowadzenie do sprzedaży mieszkań w trzecim etapie inwestycji Moja Północna na  warszawskim Tarchominie, przy czym ostateczna decyzja zostanie podjęta po weryfikacji strony kosztowej. Pozostałe dwie inwestycje na razie wstrzymujemy minimum na 6 miesięcy.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Nieustannie przyglądamy się dynamicznej sytuacji gospodarczej i tej na rynku deweloperskim. Planujemy wprowadzenie na rynek nowych projektów. Rozważamy sprzedaż klientom indywidualny oraz do funduszy inwestycyjnych. Z końcem ubiegłego roku zawarliśmy umowę z funduszem dotyczącą sprzedaży całego budynku na warszawskich Bielanach przy metrze Słodowiec.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Pomimo niesprzyjającej koniunkturze gospodarczej nie zwalniamy tempa i wszystkie projekty realizujemy zgodnie z planem. Obecnie prowadzimy sprzedaż mieszkań w inwestycji Miasteczko Jutrzenki zlokalizowanej na zielonych, warszawskich Włochach. Przygotowujemy się do budowy wyjątkowej inwestycji połączonej z historią miasta Fabrica Ursus oraz osiedla My Forest z prywatnym lasem na warszawskiej Białołęce. Obserwujemy rynek, reagujemy na zmiany i dopasowujemy ofertę do klientów. Nabywcy mają do wyboru przestronne kawalerki od 38 mkw., komfortowe lokale dwupokojowe 44 mkw., a także duże mieszkania trzy i czteropokojowe do 90 mkw.

Rekordowy wzrost cen materiałów budowlanych rynek ma już za sobą. Okres ten przypadł na kwiecień i maj br., gdzie nastąpił wzrost cen materiałów budowlanych o 34 proc. rdr. W sierpniu wzrost cen oscylował na poziomie 25 proc. rdr., więc spadek o 9 punktów w trzy miesiące napawa optymizmem, ale wiadomo, mamy tak niestabilne czasy, że ciężko prognozować, co przyniesie przyszłość.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Koszty usług i materiałów budowlanych wzrosły znacząco w ostatnich miesiącach. Nie wstrzymujemy naszych projektów, kończymy realizację 1 i 2 etapu nowego Osiedla Natura 2 w Wieliszewie i wprowadziliśmy do sprzedaży etap 3. W okresie spowolnienia gospodarczego prognozujemy, że lepiej będą sprzedawać się mieszkania o mniejszej powierzchni. Uważnie monitorujemy rynek, sytuację gospodarczą i jesteśmy przygotowani na zmiany rynkowe. Trzeba pamiętać, że wzrosty na rynku mieszkaniowym są przeplatane cyklami koniunkturalnymi.

Marcin Michalec, CEO Okam

W sierpniu tego roku otrzymaliśmy prawomocne pozwolenie na budowę CITYFLOW na warszawskiej Woli. Osiedle składać się będzie z czterech budynków z 743 mieszkaniami. W pierwszym etapie powstaną dwa budynki z 334 lokalami o metrażach od 29 do 193 mkw., w tym na ostatnich kondygnacjach również penthouse’y z tarasami na dachu, a także lokal na parterze z przeznaczeniem pod strefę mieszkańca. Atutem projektu będą m.in. tereny zielone,  sąsiedztwo z zewnętrznymi parkami i skwerami oraz wewnętrzne ogólnodostępne przestrzenie zieleni do wyłącznej dyspozycji mieszkańców. Na terenie kompleksu powstanie do wspólnego użytkowania ogródek warzywny, zaciszna enklawa z leżakami i hamakami, amfiteatr oraz plac z mgłą wodną czy część przeznaczona dla miłośników street workoutu. Będzie również teren rekreacyjny dla zwierząt. W każdym mieszkaniu znajdą się oczyszczacze powietrza i podzlewowe filtry do wody. Na terenie osiedla będzie bezpłatna wypożyczalnia rowerów i hulajnóg, punkty do ładowania urządzeń mobilnych i panele fotowoltaiczne na budynkach. Zaplanowana jest stacja serwisu rowerów czy klub mieszkańca. Zakładamy, że pierwszy etap CITYFLOW oddany zostanie do użytkowania w czwartym kwartale 2024 roku.

Przed nami również w perspektywie rozpoczęcie wielofazowej inwestycji na warszawskim Żeraniu, która zostanie rozłożona w czasie na co najmniej kilkanaście najbliższych lat.

Pracownicy chcą równości i różnorodności w firmach

Aż 83% badanych pracowników deklaruje otwartość na pracę w zróżnicowanym
i wielokulturowym zespole, a 67% uważa, że pracodawca powinien edukować
na temat równouprawnienia i różnorodności – tak wynika z najnowszego badania zrealizowanego na zlecenie Sodexo Benefits and Rewards Services Polska. Oprócz bardzo dziś pożądanej stabilności finansowej zatrudnieni zwracają uwagę na przyjazne środowisko, w którym jest przestrzeń na bycie sobą – ma to szczególne znaczenie dla młodych generacji wchodzących na rynek pracy.

Jakich miejsc pracy poszukują obecnie pracownicy? W czasach niepokoju, rosnącej inflacji
i pogarszającej się sytuacji ekonomicznej bardzo istotne są stabilność i poczucie bezpieczeństwa finansowego. Pracownicy oczekują od pracodawców dodatkowego wsparcia i liczą na to, że firma zrekompensuje im trudną rzeczywistość, stąd choćby presja płacowa, obawy o podwyżki czy nacisk na dopasowane do potrzeb świadczenia pozapłacowe. Jednak takie zjawiska jak „Wielka Rezygnacja” (z ang. Great Resignation) czy „Ciche odejścia” (z ang. Quiet quitting) wiążą się również z kwestią bezpieczeństwa psychologicznego. Obecnie kandydaci i pracownicy bardzo mocno stawiają na pracodawców „bez maski”, którzy są autentyczni, prowadzą spójną i przejrzystą komunikację i mają odwagę zmierzyć się z bieżącymi wyzwaniami.

W cenie są takie miejsca pracy, w których jest przestrzeń na różnorodność, a zatrudnieni mogą czuć się sobą. Ma to szczególne znaczenie teraz, gdy część osób pracuje już na stałe w rozproszonych zespołach – pandemia przyspieszyła trend e-mobilności pracowników, którzy bez zmiany miejsca zamieszkania dołączają do międzynarodowych zespołów i zdalnie pracują nad projektami. Do Polski napływa też coraz więcej emigrantów zarobkowych i uchodźców. Szeregi pracowników zasilają eksperci i specjaliści pochodzący z różnych krajów. Ich zatrudnienie wymaga nie tylko dopasowania kompetencyjnego do firmy, ale też otwartości i akceptacji różnic, jak również zadbania o kwestie związane z adaptacją w zespole.

Równe traktowanie – fikcja czy prawda?

Dziś na firmowym pokładzie coraz częściej spotykają się przedstawiciele nie tylko różnych kręgów kulturowych, ale też wielu pokoleń. Szeroko rozumiana różnorodność (dotycząca m.in. płci, wieku, pochodzenia, wyznania, poglądów, doświadczenia etc.) wymaga budowania świadomości zarówno wśród menedżerów, jak i pracowników. Strategiczne zarządzanie tym obszarem staje się coraz bardziej popularne i stanowi raczej domenę dużych firm i korporacji, ale nadal jest jeszcze sporo do zrobienia.

Jak wynika z najnowszego badania zrealizowanego dla Sodexo „Potrzeby pracowników 2022”, 34% badanych pracowników przyznaje, że w ich miejscach pracy nie funkcjonuje strategia zarządzania różnorodnością i budowania otwartej kultury organizacji, np. procedura przeciwdziałania dyskryminacji czy ochrony przed mobbingiem.  18% osób nie wie, czy takie rozwiązanie w ogóle istnieje, a niektóre firmy dopiero pracują nad formalnym dokumentem, co przyznało 14% respondentów. O tym, że strategia funkcjonuje, mówi 35% badanych pracowników. Nadal jest to jednak bardziej powszechne w większych organizacjach – istnienie dokumentu zadeklarowało 40% pracowników dużych firm, natomiast w przypadku małych przedsiębiorstw wspomina o nim 24% zatrudnionych.

To tyle w kwestii formalnych zapisów, a jakie są odczucia zatrudnionych na temat środowiska pracy? Na pytanie o to, czy w firmie stosowana jest zasada równego traktowania wszystkich pracowników, twierdząco odpowiedziała nieco ponad połowa badanych (58,5%), co pokazuje, że warto inicjować dialog z zatrudnionymi i dbać o transparentną komunikację. Poczucie niesprawiedliwości znacząco wpływa na spadek motywacji pracownika, relacje z zespołem, a nawet może doprowadzić do odejścia z pracy. Pracodawca rozdzielający zasoby organizacji nieadekwatnie do stanowiska i wkładu czy faworyzujący członków zespołu postrzegany jest jako nieuczciwy i szybko traci na wiarygodności.

Pracodawca w roli edukatora?

Jak dbać o równość i różnorodność w środowisku zawodowym? Warto zacząć od edukacji, gdyż właśnie tego oczekują sami pracownicy. Tylko 26% respondentów przyznaje, że w ich miejscach pracy organizowane są inicjatywy propagujące równość, a aż 67% badanych twierdzi, że to właśnie pracodawca powinien edukować w dziedzinach równouprawnienia i różnorodności – taką potrzebę dostrzegają pracownicy zarówno małych firm, jak i średnich i dużych organizacji. W kontekście równości zatrudnieni zwracają uwagę również na aspekt równości płci. Prawie połowa badanych uważa, że w ich firmie obowiązuje parytet płci na stanowiskach kierowniczych i specjalistycznych. Rola pracodawcy – edukującego i budującego zróżnicowaną społeczność firmową – będzie stale rosła na znaczeniu, zwłaszcza że na rynek wchodzą kolejne generacje, a zespoły stają się coraz bardziej rozproszone i hybrydowe, tworzone przez przedstawicieli różnych narodowości.

Różnorodność – szansa czy zagrożenie?

Czy wielokulturowość i różnorodność na rynku pracy to szansa czy zagrożenie? Okazuje się, że ponad 80% pracowników postrzega to jako szansę. Większość (83%) deklaruje również otwartość na pracę w zespole zróżnicowanym i wielokulturowym. W środowisku, w którym tego typu kwestie są szanowane, zatrudniony czuje się akceptowany i zyskuje okazję do szerszej wymiany doświadczeń, co korzystnie wpływa na pracę zespołową, kreatywność, efektywność, motywację do działania i satysfakcję zawodową. Organizacje otwarte na różnorodność są lepiej postrzegane przez kandydatów i pracowników, dlatego jest to ważny sygnał dla pracodawców, by już teraz zadbać o wspierające działania. Zarządzanie niejednorodnym zespołem wymaga szerszego spojrzenia na oczekiwania i potrzeby każdego z jego członków, a także rozwijania wiedzy na temat różnic i wzmacniania kompetencji, m.in. międzykulturowych. Przykładowo, jeśli do zespołu dołącza osoba z innego kraju, warto wdrożyć holistyczne rozwiązania: przemyślany proces adaptacji w firmie przy wsparciu opiekuna nowego pracownika, prawidłowe rozpoznanie potrzeb rozwojowych (związanych np. z nauką języka i poznawaniem kultury, poszerzaniem kwalifikacji etc.) czy dotyczących świadczeń pozapłacowych wzmacniających siłę nabywczą pracownika. Na takie wydarzenie należy też przygotować zespół, do którego dołącza osoba z innego kręgu kulturowego, i zaproponować wsparcie, np. poprzez edukację na temat różnic kulturowych.

W obecnych czasach bardzo wzrosła rola liderów w organizacji, gdyż stanowią oni niejako łącznik między pracownikami a pracodawcą. To właśnie od liderów w dużym stopniu zależy, jakie standardy związane z komunikacją i współpracą zostaną wypracowane i przejęte przez zespół. Różnorodne zespoły to szansa, która jednak wymaga pracy i głębszej refleksji, by rzeczywiście stworzyć autentyczne i przyjazne środowisko pracy. Wsparcie emocjonalne, psychologiczne, podobnie jak wsparcie domowego budżetu pracownika, to dzisiaj podstawa motywacji i zaangażowania. Warto zatem rozwijać kulturę doceniania, empatii, życzliwości i wypracowywać dobre praktyki służące różnorodności – podsumowuje Katarzyna Turska, dyrektor HR w Sodexo Benefits and Rewards Services Polska.

O badaniu

Ogólnopolskie badanie „Potrzeby pracowników 2022” – składające się z dwóch części – zostało przeprowadzone na zlecenie Sodexo przez pracownię PBS, w dniach 08.06.2022–15.06.2022 r. W badaniu wzięło udział 1211 pracowników firm zatrudniających powyżej 10 osób, z czego 469 respondentów zatrudnionych w organizacjach liczących pomiędzy 10 a 100 osób.

Partnerskie umowy między najemcami a galeriami handlowymi to konieczność

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) oraz Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) zorganizowały kongres, który miał na celu omówienie najważniejszych kwestii związane z najmem powierzchni w centrach handlowych – zwłaszcza w kontekście dobrych praktyk i równości umów, do której obie strony powinny dążyć. Ważnym celem było budowanie świadomości najemców – aby rozmowy z centrami handlowymi odbywały się na bardziej partnerskich zasadach. Uczciwe, równe i partnerskie relacje w biznesie zobowiązują, by niższe koszty przełożyć na swojego partnera biznesowego. Tymczasem właściciele i zarządcy galerii handlowych przekładają na najemców jedynie wzrosty i ryzyka.

– Staramy się budować świadomość naszych członków – aby kolejne umowy, które będziemy zawierać w tych niepewnych czasach, były bardziej partnerskie, bardziej na równych zasadach. Jako najemcy musimy umieć unikać zapisów, które są bardzo, bardzo ryzykowne i kosztowne. Przykładem jest dobrowolne poddawanie się egzekucji albo koszty wspólne, które są rozliczane w sposób dla nas niejasny – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Ochnik, prezes firmy Ochnik, prezes Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług. – Chcielibyśmy usiąść do stołu z wynajmującymi na zasadach partnerskich i w tym trudnym okresie dogadywać trochę inne warunki umów niż to było do tej pory. W sumie liczba członków znajdujących się w ZPPHiU oraz PSNPH, to jest około 200. Ale nasze firmy bezpośrednio funkcjonujące w centrach handlowych zatrudniają ponad 400 000 osób. To właśnie dzięki najemcom centra handlowe funkcjonują. To my płacimy czynsze i chcielibyśmy, żeby właściciele centrów handlowych też wzięli na siebie część ryzyka biznesowego. Niestety, bardzo często ryzyka są w całości przerzucane na nas, najemców – dodaje Ochnik.

Rynek wtórny samochodów używanych po III kwartale – ceny wciąż w górę i więcej elektryków na sprzedaż

Na rynku motoryzacyjnym w Polsce nieustannie obserwujemy wpływ obecnej sytuacji gospodarczej oraz wojny w Ukrainie. Dane zgromadzone przez autobaza.pl w trakcie III kwartału 2022 roku wskazują, że ceny samochodów na rynku wtórnym wciąż rosną. W stosunku do II kwartału br. zauważalny jest wzrost liczby dostępnych ofert aut, które są najdroższe – tych o cenie powyżej 100 tys. zł przybyło ponad 10%. Jednocześnie najtańszych pojazdów – z przedziału 5-10 tys. zł – jest o 7% mniej. Co ciekawe, na rynek wtórny w ostatnich trzech miesiącach trafiło więcej samochodów elektrycznych – liczba ofert w III kwartale wzrosła o blisko 10%. Czy to efekt prognozowanych podwyżek cen prądu?

Za auta z drugiej ręki zapłacimy więcej

Wojna w Ukrainie wciąż widocznie wpływa na polski rynek samochodów używanych. Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że w II kwartale 2022 r. wywieziono z Polski do Ukrainy 110 tys. pojazdów, czyli tyle, co w całym 2021 r. Wiązało się to z czasowym zniesieniem cła na importowane auta przez rząd wschodniego sąsiada Polski. Może mieć to odzwierciedlenie w liczbie dostępnych ofert pojazdów z przedziału 5-10 tys. zł, czyli tych, które obywatele Ukrainy najchętniej nabywali na eksport.Rynek wtórny samochodów używanych po III kwartale

Taki drenaż naszego rynku, dotyczący w większości starszych aut, sprawia, że w Polsce cena samochodów rośnie. Widzimy to w naszych danych z III kwartału br. – ofert aut o cenie ponad 100 tys. zł przybyło ponad 10%, a warto zaznaczyć, że w tej kategorii cenowej znaczny wzrost wystąpił także w II kwartale – osiągnął wtedy aż 12%. Pojazdów z przedziału 5-10 tys. zł jest o 7% mniej, a tych z przedziału 10-25 tys. o 6% mniej. Wiążę się to także z globalnym kryzysem w branży motoryzacji, który jest wypadkową braku półprzewodników i komponentów, co też jest efektem wojny – tłumaczy Marek Trofimiuk, ekspert autobaza.pl. W naszej branży obserwujemy również brak powakacyjnego wzrostu zainteresowania kupnem samochodu – dodaje.Rynek wtórny samochodów używanych po III kwartale 2022

Wskazówką w temacie mniejszego zainteresowania kupnem auta mogą być niższe nastroje konsumentów niż w normalnych czasach. Według raportu GUS „Koniunktura Konsumencka – sierpień 2022 r.” obecna sytuacja na terytorium Ukrainy w przypadku 12,9% ankietowanych stanowi duże zagrożenie dla ich osobistej sytuacji finansowej. Przeciętne zagrożenie odczuwa 32,1% odpowiadających na pytania dotyczące koniunktury konsumenckiej. W takiej sytuacji odłożenie decyzji o poważnym zakupie, jakim jest samochód, nie dziwi, a wręcz jest naturalnym krokiem.

Elektryki na sprzedaż

W związku z wysokimi i stale rosnącymi cenami energii elektrycznej Polacy zaczęli obawiać się e-mobilności. Podwyższenie cenników u jednego z liderów operatorów ładowarek powoduje, że korzystanie z auta elektrycznego w trasie jest tak samo kosztowne jak przemieszczanie się samochodem spalinowym. Ogromne znaczenie ma też zamrożenie cen prądu do 2 000 kWh dla każdego gospodarstwa domowego. Osoby ładujące samochód elektryczny w domu, z pewnością przekroczą ten limit, co dodatkowo obciąży ich budżet. To wszystko może mieć odzwierciedlenie w liczbie ofert samochodów elektrycznych na rynku wtórnym – liczba egzemplarzy „na sprzedaż” w III kwartale wzrosła, w porównaniu do II kwartału, o blisko 10%.

Samochody elektryczne stoją na krawędzi opłacalności i przestają być przyjazne dla portfela. Tak znaczny wzrost liczby ofert elektrycznych aut używanych może oznaczać, że ludzie pozbywają się elektryków z obawy przed jeszcze większymi podwyżkami cen prądu – mówi Marek Trofimiuk, ekspert autobaza.pl.

Mieszanka rocznikówRynek wtórny samochodów używanych po III kwartale 2022 raport

W III kwartale 2022 r., w porównaniu do kwartału II, o 14% wzrosła liczba ofert samochodów z rocznika 2020 i nowszych. Prawdopodobnym wydaje się, że jest to efekt rosnących kosztów życia, w związku z którymi społeczeństwo szuka oszczędności na wszelkie sposoby. Część osób może pozbywać się drogich i nieekonomicznych aut, aby zabezpieczyć swoje finanse na ciężkie czasy lub może mieć problem ze spłaceniem kredytów, które zaciągnęli na zakup nowego samochodu. Wzrost ofert widzimy jednak także wśród aut znacznie starszych. W III kwartale tych z rocznika z 1990-1998 przybyło na rynku wtórnym aż o 10%, a tych z 1999-2002 o blisko 5%.

Najpopularniejsza marka na rynku wtórnym

Eksperci autobaza.pl przyjrzeli się także najczęściej dostępnym na rynku markom pojazdów z drugiej ręki. W III kwartale 2022 r. ich popularność nie zmieniła się w stosunku do II kwartału. Pierwsze miejsce ponownie zajął Volkswagen, tuż za nim uplasował się OPEL, a zwycięską trójkę zamknął FORD. Czwartą najczęściej dostępną marką było BMW, a piątą AUDI. Ranking niezmiennie potwierdza zamiłowanie Polaków do niemieckiej motoryzacji.

Na rynku nieruchomości zastój i wyczekiwanie (badanie nastrojów po III kwartale 2022)

Domy są aktualnie najniżej ocenianym segmentem rynku przez pośredników nieruchomości. To właśnie tam oraz w większych mieszkaniach agenci dostrzegają możliwość spadku cen — wynika z najnowszego indeksu nastrojów pośredników, który opublikował portal ogłoszeniowy Nieruchomosci-online.pl.

Indeks nastrojów pośredników (INPON), będący wskaźnikiem atmosfery na rynku nieruchomości, zanotował kolejny już spadek. W III kw. 2022 r. jego wartość wyniosła 47,2 pkt i była niższa o 1,3 pkt niż w II kw. br.Indeks INPON - tabela z subindeksami Indeks INPON - wykres

– Opinie agentów nieruchomości wskazują na dalsze pogarszanie się sytuacji na rynku głównie przez trudną sytuację kredytową, rosnące koszty życia i wysoką niepewność co do przyszłości, o czym świadczy wartość indeksu poniżej granicy optymizmu wynoszącej 50 na 100 pkt. Wyniki badania pokazują jednak pewną stabilizację, bo spadek wartości indeksu jest nieznaczny (o 1,3 pkt). Wpływa na to wciąż dobra sytuacja na rynku najmu oraz poprawa ocen dotycząca popytu w segmencie sprzedaży mieszkań, co świadczy o chęci do zakupu kawalerek bądź mniejszych mieszkań pod inwestycję lub na własne potrzeby (głównie z własnych środków pieniężnych) – mówi Alicja Palińska z działu analiz portalu Nieruchomosci-online.pl.

– Nastroje dużej części pośredników są pesymistyczne (głównie przy sprzedaży, najem ma lepsze perspektywy), ale nie jest to jeszcze określane jako ucieczka klientów z rynku. Jest to raczej wyczekiwanie i poszukiwanie okazji przez Polaków. Agenci wskazują też, że obecne zmiany nie są niczym nowym. Po okresie wzmożonej sprzedaży rynek zawsze wyhamowuje w wyniku uwarunkowań, z którymi musi się mierzyć – komentuje dr hab. Bogusław Półtorak, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Domy są oceniane niżej niż lokale

Pomimo lekkiego obniżenia nastrojów na rynku najmu, co było efektem m.in. uspokojenia się sytuacji związanej z uchodźcami z Ukrainy, kategoria ta wciąż jest najwyżej oceniana przez agentów – subindeks dla kawalerek wynosi 63,5 pkt (spadek o 1,7 pkt), a dla większych mieszkań 62,7 pkt (spadek o 2,2 pkt).

W III kw. 2022 r. nastroje pogorszyły się we wszystkich badanych kategoriach nieruchomości, poza kawalerkami i większymi mieszkaniami na sprzedaż. Tam można mówić o unormowaniu, ponieważ za takie należy uznać wzrost subindeksów o zaledwie 0,8 i 0,5 pkt, porównując kwartał do kwartału. Wyniki badania pokazują też, że kawalerki sprzedają się znaczne lepiej niż większe mieszkania. Ta ostatnia kategoria – oceniona na 41,3 pkt – znajduje się wyraźnie poniżej progu optymizmu wynoszącego 50 na 100 pkt.

– Uwagę zwraca wyraźne pogorszenie nastrojów w kategorii działek (-4,5 pkt do poziomu 42,4 pkt). Inwestycja w grunty wciąż może być atrakcyjna w kontekście ochrony oszczędności przed inflacją, jednak widać, że popytowa hossa po pandemii się skończyła. Ma na to również wpływ zbliżający się sezon zimowy, kiedy popyt na grunty naturalnie maleje. Warto podkreślić też pogorszenie nastrojów w kategorii domów (-2,4 pkt do poziomu 38,2 pkt). Pierwszy raz w historii naszego badania, a więc od II kw. 2021 r., segment ten został oceniony najniżej. Dotychczas najgorsze nastroje panowały w segmencie lokali biurowych i usługowych, które wciąż nie mogą podnieść się po pandemii – dodaje Alicja Palińska z Nieruchomosci-online.pl.

Rynkowi najmu nie grozi spadek popytu

Autorzy badania tradycyjnie zapytali pośredników o prognozy cenowe na najbliższe miesiące. Jeśli chodzi o sprzedaż, agenci największe prawdopodobieństwo spadku cen ofertowych w IV kw. 2022 r. dostrzegają przy domach (59 proc. opinii) i większych mieszkaniach (58 proc. opinii). Ceny kawalerek i działek powinny ustabilizować się na aktualnym poziomie.

Pośrednicy są natomiast dość podzieleni w kwestii prognoz dla rozgrzanego rynku najmu. W przypadku kawalerek 50 proc. spodziewa się dalszych wzrostów stawek, a 38 proc. stabilizacji i tak już wysokich czynszów. Przy wynajmie większych mieszkań wyższe stawki prognozuje 46 proc. badanych, a stabilizację 40 proc. Ma to związek ze słabnącym, choć wciąż wysokim, popytem ze strony uchodźców z Ukrainy.

Zdaniem pośredników, popyt w IV kw. spadać może szczególnie na rynku domów i większych mieszkań. W przypadku domów mniejsze zainteresowanie przewiduje 55 proc. badanych, a w przypadku dużych mieszkań 49 proc. Spadek popytu nie grozi natomiast rynkowi najmu, co jest dobrą informacją dla inwestorów – tam we wzrost zainteresowania lub przynajmniej utrzymanie wysokiego popytu wierzy ponad 80 proc. agentów.

Najwięcej gotówki przy kawalerkach i działkach

Badanie przeprowadzone przez Nieruchomosci-online.pl i Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu potwierdziło też, że bardzo duża część transakcji odbywa się obecnie wyłącznie z udziałem gotówki. Wynika to z różnych czynników, m.in. zmian wysokości stóp procentowych, polityki kredytowej i depozytowej banków oraz rosnącej inflacji. Szczególnie duży odsetek transakcji przy udziale środków własnych ma miejsce w przypadku kawalerek oraz działek budowlanych – ponad połowa pośredników przyznała, że gotówka pojawia się w więcej niż 80 proc. prowadzonych przez nich transakcji.

Jak długo potrwa odbicie na EUR/USD?

Wczorajsze dane makro z Europy oraz USA należy zaliczyć do publikacji drugiego kalibru. Pomimo tego zmienność głównej pary walutowej była dość duża a kurs został wywindowany powyżej linii trendu spadkowego. Z technicznego punktu widzenia otrzymaliśmy sygnał większego odreagowania na parze EUR/USD.

Indeks Ifo wypadło nieco powyżej oczekiwań. Z kolei ceny nieruchomości w USA w sierpniu spadły nieco bardziej zauważalnie. Zaufanie amerykańskich konsumentów pogorszyło się bardziej niż zakładał rynek. Dane nie spowodowały oczywiście, że pojawił się zupełnie nowy obraz gospodarczy. Euro korzysta na ze względu na dość łagodne prognozy pogody, dobrze zaopatrzone magazyny gazu w Europie a także spadające ceny surowca energetycznego. Strefa euro oczywiście nie uniknie recesji, jednak jej forma może być łagodniejsza, niż jeszcze niedawno zakładano. W czwartek mamy decyzję EBC, która powinna być jastrzębia. To dodatkowo powoduje, że inwestorzy zaczynają się pozycjonować przed zmianą parametrów polityki monetarnej EBC.

Z drugiej strony rynek reaguje z dużą wrażliwością na wszelkie oznaki tego, że możemy być świadkami fundamentalnego odwrócenia. Dotyczy to ryzyka, że w przewidywalnej przyszłości Fed zmieni bieg i będzie mniej agresywnie podnosił stopy procentowe. Przede wszystkim dlatego, że już pojawiają się pierwsze sygnały osłabienia gospodarczego w USA. Po piątkowych doniesieniach Wall Street Journal oczekiwania rynkowe dotyczące ścieżki stóp procentowych w USA zostały zredukowane.

EUR/USD ma przed sobą kilka kolejnych barier technicznych. Parytet dziś nad ranem jest przełamywany. Kolejnym oporem jest poziom 1,0170 a następnie 1,0360.

Nie tylko kurs EUR/USD jest notowany w okolicach parytetu. Również EUR/CHF jest blisko tego poziomu. W tym przypadku zmniejszone ryzyko dotyczące dostaw energii w Europie będzie prawdopodobnie głównym czynnikiem napędzającym. Ostatnie ostrzeżenia SNB, że bank rozważy zakup walut w przypadku deprecjacji franka, prawdopodobnie w niewielkim stopniu będą hamować odbicie na EUR/CHF. Para walutowa zbliża się do oporu technicznego w okolicach 0,9970 – 1,00, ale teoretyczny zasięg formacji odwróconej głowy z ramionami sugeruje, że korekta techniczna może nabrać większych rozmiarów.

Wyższa zmienność może pojawić się dziś na dolarze kanadyjskim. BoC będzie decydować o poziomie stóp procentowych. Konsensus rynkowy zakłada wzrost o 75 punktów bazowych choć pojawiają się opinie, że instytucja zmniejszy tempo podwyżek (50 pb) ze względu na zagrożenie recesją. Dane inflacyjne w Kanadzie wskazują na utrzymującą się na wysokim poziomie presję cenową. CPI za wrzesień wypadł powyżej oczekiwań, choć zauważyć można lekkie spadki w porównaniu do poprzedniego odczytu. Widać, że niższe ceny ropy przyniosły pewną ulgę, jednak wskaźnik bazowy nadal wskazuje duże wartości. Rynek prawdopodobnie będzie uważnie obserwował decyzję w sprawie stóp, a także projekcje Banku Kanady w jego nowym raporcie na temat polityki pieniężnej, co może doprowadzić do ewentualnych korekt w zakresie oczekiwań dotyczących stóp. Jakikolwiek sygnał o spowolnieniu tempa dalszego zacieśniania monetarnego prawdopodobnie osłabi CAD-a.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Podatek dla funduszy PRS może spowodować wzrost cen mieszkań

Planowane przez rząd wprowadzenie podatku od hurtowego zakupu mieszkań może obniżyć atrakcyjność inwestycyjną tego segmentu rynku nieruchomości, a w dłuższej perspektywie doprowadzić do ponownego wzrostu cen mieszkań w Polsce, uważają prawnicy międzynarodowej kancelarii prawnej DLA Piper.

Jak wynika z ubiegłotygodniowych wypowiedzi przedstawicieli rządu, w Ministerstwie Rozwoju i Technologii trwają prace nad wprowadzeniem dodatkowych opłat dla funduszy inwestycyjnych hurtowo kupujących mieszkania od deweloperów. Rząd twierdzi, że popyt od inwestorów instytucjonalnych winduje ceny nieruchomości, uniemożliwiając ich zakup przez klientów indywidualnych.

Trafnie dostrzegając problem rosnących cen mieszkań i czynszów, rząd rozważa ryzykowne rozwiązanie, które w konsekwencji może doprowadzić do efektu odwrotnego niż zamierzony – mówi Michał Pietuszko, partner oraz szef zespołu nieruchomości w warszawskim biurze DLA Piper. – Wprowadzenie dodatkowej daniny publicznej zwiększy koszty transakcji, co w perspektywie czasu może doprowadzić do zmniejszenia atrakcyjności inwestycyjnej zakupu mieszkań w Polsce, a w konsekwencji do zmniejszenia ich podaży i wzrostu cen.

Z powodu gwałtownego spadku zainteresowania ze strony klientów indywidualnych zakupem mieszkań coraz więcej deweloperów kieruje swoją ofertę do nabywców instytucjonalnych działających w segmencie wynajmu PRS (Private Rented Sector). Malejący popyt ze strony klientów indywidualnych to efekt spadku ich zdolności kredytowej, do czego przyczynił się silny wzrost stóp procentowych i kosztów obsługi kredytów hipotecznych, jak również zaostrzenie polityki kredytowej przez banki w związku z rekomendacją Komisji Nadzoru Finansowego.

Rozważana przez rząd koncepcja zdaje się być skuteczna tylko w krótkim terminie. Teraz faktycznie może ograniczyć popyt funduszy i dostarczy budżetowi nowych środków. Natomiast w długim terminie nie sprawdzi się. Tymczasem najem instytucjonalny może odegrać istotną rolę w rozwiązywaniu problemu mieszkaniowego w Polsce, co należy rozpatrywać w kategorii szans a nie wyłącznie zagrożeń. Dobrym rozwiązaniem problemu wskazywanego przez rząd mogłoby być dalsze rozwijanie i zwiększenie atrakcyjności rozwiązań już wprowadzonych do polskiego systemu prawnego, takich jak chociażby w kierunku najmu instytucjonalnego z dojściem do własności – twierdzi Wojciech Sulimierski, associate w zespole nieruchomości w warszawskim biurze DLA Piper.

Jak wskazują prawnicy DLA Piper, rosnące zainteresowanie międzynarodowych funduszy polskim rynkiem mieszkaniowym to efekt stopniowego zrównywania się czynszów za wynajem w Polsce z czynszami w innych krajach zachodnioeuropejskich. Ponadto, w Polsce następuje też zmiana preferencji klientów, którzy na skutek większej mobilności nie dążą do posiadania nieruchomości na własność.

Rola ustawodawcy powinna polegać przede wszystkim na stwarzaniu szans rozwoju zarówno społecznego poprzez zaspokajanie bieżących potrzeb mieszkaniowych, jak również ekonomicznego poprzez dalsze przyciąganie kapitału zagranicznego, przy jednoczesnym ograniczaniu ryzyka uzależnienia dostępności mieszkań od często agresywnych postaw rynkowych – dodaje Wojciech Sulimierski. – Jeśli chodzi o rozwój rynku PRS, należy się cieszyć, że polski rynek mieszkaniowy ma szansę rozwijać się i zyskiwać nowe źródło finansowania w postaci funduszy zagranicznych. Mamy nadzieję, że plany rządu nie doprowadzą do zmniejszenia atrakcyjności nowych rozwiązań, które teraz wchodzą na polski rynek na większą skalę.

Firmy ugrzęzły w inwestycyjnym korku – powodem wysokie ceny i braki w magazynach

Wysoka cena produktów i usług to główna przeszkoda, która uniemożliwia dokonywanie zakupów firmowych. Uważa tak niemal 3/4 badanych firm z sektora MŚP. Ponadto 1/3 właścicieli firm uskarża się też na słabą dostępność asortymentu oraz długi czas realizacji zamówień – wynika z badania NFG „Zakupy firmowe”. Dla wielu przedsiębiorstw wstrzymanie inwestycji może oznaczać koniec działalności.

Wysokie ceny i braki w magazynach hamują apetyt zakupowy przedsiębiorców. Drożyzna towarów i usług jest jedną z głównych barier inwestycyjnych firm – uważa tak 73 proc. przedstawicieli sektora MŚP biorących udział w badaniu NFG „Zakupy firmowe”. Ale to nie jedyne utrudnienie. Wraz ze wzrostem cen zwiększa się też ryzyko projektowe, co dodatkowo wydłuża czas dostawy.

Na materiały, które dotąd można było nabyć w hurtowniach od ręki, obecnie trzeba czekać wiele miesięcy. Tak jest chociażby w branżach: budowlanej, motoryzacyjnej, technologicznej czy produkcyjnej. Ta niska dostępność towarów jest problemem dla 34 procent badanych przez nas przedsiębiorców, a niewiele mniej, bo 32 procent firm, skarży się na długi czas realizacji zamówień. Taka sytuacja skłania kupujących do weryfikacji planów kosztowych i wymusza elastyczne podejście do zakupów – wyjaśnia Emanuel Nowak, ekspert NFG.Firmy ugrzęzły w inwestycyjnym korku – powodem wysokie ceny i braki w magazynach

Impas inwestycyjny

I choć problem wysokich cen można częściowo rozwiązać, korzystając ze wsparcia finansowego w postaci np. kredytu czy leasingu, to raczej trudno coś poradzić na brak dostępności narzędzi, maszyn, surowców czy materiałów w hurtowniach i u dostawców. Tu kupujący albo decydują się na zamienniki, albo godzą na dłuższy czas oczekiwania. W ostatnich miesiącach, jak pokazuje badanie NFG, blisko co 3. przedsiębiorca szukał zamienników, a co 5. rezygnował z zaplanowanych zakupów lub odkładał je w czasie.

Natomiast o ile korzystanie z finansowania zewnętrznego jest zwykle powszechne w dużych firmach, o tyle w sektorze MŚP jest już rzadkością. W badaniu NFG tylko 29 proc. mikro i małych przedsiębiorców deklaruje, że skorzystało z kredytu, pożyczki czy leasingu celem nabycia produktów lub usług niezbędnych do prowadzenia działalności. Zdaniem ekspertów, powodów tego może być kilka.

Jeden z nich to brak wystarczającej zdolności kredytowej: wielu firmom banki po prostu odmówiły finansowania. Drugi powód to wzmożona ostrożność przedsiębiorców, którzy świadomie unikają zaciągania dodatkowych zobowiązań, kiedy sytuacja gospodarcza w kraju i na świecie jest niepewna, a rosnące stopy procentowe zwiększają koszty comiesięcznych rat. Takie przeciążenie budżetu mogłoby się dla nich skończyć utratą płynności finansowej, a w konsekwencji niewypłacalnością – tłumaczy Emanuel Nowak, ekspert NFG.

Warto wiedzieć, że wiele firm, w tym także tych najmniejszych, już straciło zdolność opłacania swoich zobowiązań. Takie firmy nie otrzymają pożyczki czy kredytu z banku.

W Krajowym Rejestrze Długów jest obecnie 260 tysięcy firm posiadających przeterminowane zobowiązania finansowe, z czego 60 procent to jednoosobowe działalności gospodarcze – zaznacza Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów BIG SA.

Raty trampoliną dla firm

To, że ostatnie miesiące nie sprzyjały długoterminowym decyzjom finansowym ani nowym inwestycjom, potwierdzają także dane rynkowe. Podmioty zrzeszone w Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) odnotowały spadek sprzedaży kredytów firmowych z 586,24 mln zł w I kw. 2022 r. do 470,01 mln zł w II kw. 2022 r. W głównej mierze spadek ten dotyczył kredytów inwestycyjnych. Z kolei Indeks ZAIR ilustrujący skalę zakupów dokonywanych przez firmy sektora MŚP, opierający się na wskazaniach dotyczących decyzji o inwestycjach i rezygnacji z nich, w III kwartale br. był jednym z najniższych od 2 lat i wynosił minus 68,36 pkt – wynika z danych Keralla Research.

Nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie firmy miały rzucić się w wir zakupów. Choć są sektory, dla których przestój może oznaczać koniec działalności.

Co piąty przedsiębiorca z sektora MŚP w ogóle nie planuje zakupów firmowych w kolejnych sześciu miesiącach, a 12 procent jeszcze się waha (to głównie firmy transportowe). Jedynie 68 procent respondentów deklaruje, że ma w planach zakup produktów lub usług dla swojej firmy. To przede wszystkim dwie branże: budowlana i przemysłowa. Takie firmy nie mogą zupełnie wstrzymać inwestycji, bo to by oznaczało dla nich koniec działalności. W celu nabycia nowych narzędzi, surowców czy materiałów, będą częściej rozważać zakupy na raty, szukać tańszych zamienników i polować na okazje cenowe – prognozuje Emanuel Nowak, ekspert NFG.

Według danych NFG, od momentu pojawienia się na rynku Fakturatki (usługi ratalnej dla biznesu), przedsiębiorcy sfinansowali w ten sposób zakupy na łączną kwotę ponad 7 mln zł. Średnia wartość jednego zakupu to 8 tys. zł.

O badaniu:

Ogólnopolskie badanie „Zakupy firmowe” zostało przeprowadzone w sierpniu 2022 r. przez IMAS International na zlecenie firmy faktoringowej NFG na grupie 462 mikro i małych przedsiębiorstw, techniką mieszaną CAWI oraz CATI.

Fiskus robi coraz więcej kontroli podatkowych. Widać dwucyfrowe wzrosty i ponad 1,5 mld zł uszczupleń

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, w pierwszej połowie br. liczba wszczętych kontroli podatkowych była o ponad 16% większa w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Ostatnio najwięcej takich działań rozpoczął IAS w Warszawie, a najmniej – IAS w Olsztynie. Od stycznia do czerwca br. pozytywnie zakończyło się 97,5% kontroli podatkowych. Rok wcześniej odnotowano wynik 96,6%. Natomiast uszczuplenia wyniosły ostatnio ponad 1,5 mld zł, a poprzednio – przeszło 1,4 mld zł. Zdaniem ekspertów, już teraz można postawić tezę, że nastąpi kolejny wzrost liczby wszczynanych kontroli. Głównie doprowadzą do tego zmiany w przepisach prawa podatkowego, które mogą budzić trudności w praktycznym stosowaniu.

Więcej kontroli

Według danych udostępnionych przez Ministerstwo Finansów, w pierwszej połowie br. wszczęto ponad 8486 kontroli podatkowych. To o 16,4% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 7293. Jak zaznacza doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika, wzrost w 2022 roku mógł być spowodowany powrotem do normalnego trybu pracy urzędów skarbowych. Wcześniej część z nich pracowała zdalnie ze względu na pandemię.

– W ostatnich latach nastąpiły liczne zmiany w przepisach prawa. W związku z tym pojawiły się nowe trendy i kierunki w zakresie kontroli. Powyższe wpływa wprost na zwiększenie możliwości zakresu działań organów, co przekłada się także na większą liczbę kontroli – mówi prof. Adam Mariański, przewodniczący Komisji Podatkowej BCC i prezes Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych.

Z udostępnionych danych wynika, że w pierwszej połowie br. najwięcej kontroli zostało wszczętych przez IAS w Warszawie – 1613 (I poł. 2021 roku – 1088). Dalej są IAS-y we Wrocławiu – 1071 (801), w Krakowie – 939 (759), Katowicach – 766 (721), a także w Poznaniu – 604 (645). Na końcu listy widzimy Olsztyn –168 (222), Opole – 189 (188), jak również Kielce – 216 (204). Liczba wszczętych kontroli wzrosła rdr. w jedenastu z szesnastu IAS-ów, najmocniej w Warszawie, bo aż o 48,3%. Natomiast największy spadek odnotowano w Olsztynie – o 24,3%.

– Gradacja ilościowa wynika wprost z liczby podatników na danym obszarze, tj. im większa ich liczba, tym więcej kontroli jest wszczynanych. W dużych ośrodkach, takich jak Warszawa czy Łódź, mamy większą liczbę urzędników. To w oczywisty sposób zwiększa możliwości organów w zakresie wszczynanych i prowadzonych kontroli – zaznacza prof. Mariański.

Zakończone kontrole

Z danych przekazanych przez resort wynika też, że od stycznia do czerwca br. zostało zakończonych 7538 kontroli podatkowych, w tym pozytywnych było 7349 (97,5%). W statystykach z analogicznego okresu ubiegłego roku widzimy odpowiednio 6532 i 6312 (96,6%).

– Nie można wykluczyć szukania na siłę nieprawidłowego stosowania lub interpretowania przepisów. Należy też pamiętać o tym, że na podstawie ww. danych nie wiemy, ile wyników z tych pozytywnych kontroli było zaskarżonych do sądów i ile spraw udało się wygrać podatnikom – komentuje Natalia Stoch-Mika.

Według prof. Mariańskiego, z pewnością wzrost pozytywnych wyników jest efektem coraz dokładniejszych narzędzi służących do typowania podatników. Jednak tak wysokie wskaźniki potwierdzają ogólne założenie, iż organ rozpoczynając kontrolę, musi z zasady znaleźć jednak jakieś nieprawidłowości. Ekspert dodaje, że im więcej występuje zmian w przepisach, tym większe jest prawdopodobieństwo znalezienia błędów po stronie podatnika. To oczywiście jest dość niepojącym sygnałem.

– W gąszczu niejasnych przepisów podatkowych mogą pojawiać się błędne interpretacje lub pomyłki. Ale one nie powinny być podstawą do agresywnych działań fiskusa w celu ściągania z firm kolejnych danin. Oczywiście jeśli podatnicy celowo nie płacili podatków, to reakcje urzędów są jak najbardziej prawidłowe. Natomiast zdarzają się takie postępowania, w których podatek jest ustalany przez urzędników, pomimo braku podstaw do kwestionowania dokonanych przez podatników rozliczeń – dodaje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Uszczuplenia i prognoza

Według danych resortu, w pierwszym półroczu br. uszczuplenia wyniosły 1,508 mld zł. To o 4,5% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy mowa była o 1,443 mld zł. W tym roku największe uszczuplenia zostały stwierdzone przez IAS w Warszawie – 594 mln zł (39,4% ogółu). Dla porównania, w zestawieniu za okres od stycznia do czerwca 2021 roku widzimy 729 mln zł (50,5%).

– Zwiększenie liczby uszczupleń jest efektem wzrostu liczby kontroli, w tym tych zakończonych wynikiem pozytywnym. IAS w Warszawie jest właściwy dla największej liczby podatników, stąd zwykle powinien mieć największe ustalenia w zakresie uszczupleń. Zwiększenie ich obrazuje także większą aktywność organów w obszarze kontroli, szczególnie po ustaniu okresu izolacji całkowitej i pandemii – podkreśla prezes Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych.

Przedsiębiorcy powinni nastawić się na zwiększoną liczbę kontroli podatkowych, o czym przekonuje Natalia Stoch-Mika. Jak zaznacza ekspert, szeroko rozwinięte programy socjalne w Polsce, niedofinansowanie służby zdrowia, szkolnictwa i pandemia przyczyniły się do zwiększenia wydatków państwa. To z kolei powoduje, że obecne źródła finasowania mogą być niewystarczające.

– Z wyników prognoz z ubiegłych lat można konstatować, iż nastąpi kolejny wzrost liczby wszczynanych kontroli. Wynika to z faktu wielu zmian w przepisach prawa podatkowego, które mogą budzić trudności w praktycznym stosowaniu. Są bowiem liczne poprawki, a nie ma instrukcji czy wytycznych. To z kolei daje pole organom do nadinterpretacji przepisów, partykularnego podejścia do ich stosowania, a co za tym idzie – zwiększenia liczby kontroli zakończonych wynikiem pozytywnym – prof. Adam Mariański.

Upadły pomysły na „nową” opłatę planistyczną

Z dużej chmury mały deszcz – upadły pomysły na „nową” opłatę planistyczną i terminowe decyzje o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu (WZ).

Opłata planistyczna naliczana w wysokości 30 proc. wzrostu wartości nieruchomości, nawet wtedy gdy nie dochodzi do jej sprzedaży, ostatecznie zniknęła z projektu ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Ministerstwo rezygnuje też z pomysłu, aby decyzje o warunkach zabudowy posiadały termin ważności. Czyżby był to efekt zmasowanej krytyki i szeregu uwag zgłoszonych w ramach konsultacji publicznych?

W ramach zakończonego już etapu konsultacji projektu zmian ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym zgłoszono liczne uwagi, z których uwzględniono kilkanaście.

Z opublikowanych przez Rządowe Centrum Legislacji 19 września podsumowań wynika, że najważniejszymi w stosunku do pierwotnego projektu zmianami są: (i) wycofanie się ze zmian w sposobie naliczania i poboru opłaty planistycznej oraz (ii) rezygnacja z terminowych decyzji WZ.

Przypomnijmy: Ministerstwo proponowało aby opłata za wzrost wartości nieruchomości wynikający ze zmiany przeznaczenia planistycznego tej nieruchomości była należna od razu po dokonaniu takiej zmiany. Obecnie opłata ta staje się należna, dopiero gdy nieruchomość zostaje sprzedana w ciągu 5 lat od zmiany przeznaczenia planistycznego. Sprzedający grunt płaci zatem swojego rodzaju daninę od wzrostu wartości swojej nieruchomości, ale tylko w przypadku sprzedaży takiej nieruchomości.

„Ministerstwo podążyło ścieżką znaną polskim kibicom: „Miało być jak nigdy, a wyszło jak zawsze”. Nowy pomysł Ministerstwa skutkowałby tym, że właściciele lub użytkownicy wieczyści nieruchomości mogliby być zmuszeni do uiszczenia opłaty od teoretycznego wzrostu wartości ich nieruchomości. Teoretycznego, bo ocena wzrostu wartości nieruchomości, co do której nie było planów sprzedaży, obarczona byłaby dużym ryzykiem błędu. Propozycja była więc dość rewolucyjna. Środowisko inwestorów było skonsternowane tym pomysłem, a głos krytyczny zabrały min. Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych oraz Business Centre Club wskazując, że proponowany sposób naliczenia opłaty planistycznej spowodowałbymożliwość nałożenia na tysiące osób fizycznych i prawnych daniny publicznej z tytułu zmiany wartości nieruchomości, której te osoby nie zamierzały sprzedawać. Opłata potencjalnie uderzyłaby w całą rzeszę osób, których mogłoby nie stać na jej zapłacenie”, komentuje Marcin Żak, Senior Associate z zespołu Nieruchomości i Budownictwa warszawskiej kancelarii Wolf Theiss.

Co ciekawe, pomysłodawca nie ukrywał fiskalnego charakteru własnej propozycji. Jak wskazywano w uzasadnieniu, zmiana zasad naliczania opłaty planistycznej miała dawać „większe pole do uzyskiwania wpływów z tytułu wzrostu wartości nieruchomości, które będą mogły być przeznaczane na finansowanie kolejnych działań planistycznych i pokrywanie kosztów ich skutków, np. w postaci wyposażenia nowych terenów budowlanych w niezbędną infrastrukturę”.

Piotr Gajzlerski, Associate z zespołu Nieruchomości i Budownictwa warszawskiej kancelarii Wolf Theiss
Piotr Gajzlerski, Associate z zespołu Nieruchomości i Budownictwa warszawskiej kancelarii Wolf Theiss

„Skoro sama zmiana przeznaczenia nieruchomości powodowałaby konieczność zapłaty opłaty planistycznej, to gminom opłacałoby się szybciej i sprawniej uchwalać plany zagospodarowania, a efekt budżetowy akurat w sytuacji rosnących kosztów i inflacji wcale nie jest bez znaczenia. Obecnie wpływ opłaty planistycznej na budżety gmin jest marginalny, ponieważ relatywnie łatwo jest uniknąć obowiązku zapłaty renty planistycznej – nie płaci się jej, jeśli od momentu zmiany przeznaczenia nieruchomości a datą jej sprzedaży upłynęło 5 lat”, dodaje Piotr Gajzlerski, Associate z zespołu Nieruchomości i Budownictwa warszawskiej kancelarii Wolf Theiss.

Opłata planistyczna, zwana często rentą planistyczną, pozostaje więc w dawnym kształcie i powiązana pozostaje ze sprzedażą nieruchomości.

Projekt Ministerstwa zakładał też ograniczenie terminu obowiązywania decyzji o warunkach zabudowy do 5 lat od dnia, gdy decyzja stała się prawomocna.

„Ministerstwo uzasadniało intencję tym, że w obrocie prawnym funkcjonują decyzje o warunkach zabudowy, wydane kilka lub nawet kilkanaście lat temu. W międzyczasie drastycznie mogło zmienić się sąsiedztwo nieruchomości, których dotyczy taka stara decyzja. Realizacja wydanej wiele lat wcześniej decyzji mogłaby więc wywołać chaos i konflikty przestrzenne. Ponadto Ministerstwo uznało, że określenie terminu obowiązywania decyzji o warunkach zabudowy spowoduje zmniejszenie liczby wniosków o wydanie decyzji o warunkach zabudowy, uzyskiwanych wyłącznie w celach spekulacyjnych”, tłumaczy motywację pomysłodawców Marcin Żak.

Z tego planu Ministerstwo również się wycofało. Decyzje WZ mają być nadal wydawane bezterminowo, co środowisko inwestorów przyjęło z dużą ulgą. Podczas konsultacji deweloperzy zwracali uwagę na fakt, że 5 lat to nieraz zbyt krótki okres, by przeprowadzić proces zaprojektowania i uzyskania wszelkich pozwoleń służących realizacji inwestycji.

Plan ogólny zostaje

Spośród planowanych zmian jedna z ważniejszych, która ostała się w projekcie nowelizacji, zakłada wprowadzenie, obowiązkowego dla całego obszaru gminy, planu ogólnego w miejsce studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego.

Plan ogólny, w odróżnieniu od studium, ma być aktem prawa miejscowego, a jego postanowienia mają być wiążące przy ustalaniu planów miejscowych oraz przy wydawaniu decyzji o warunkach zabudowy. W założeniu ma on mieć zwięzłą formę a niewielka liczba ustaleń ma umożliwić jego standaryzację, a co za tym idzie – prostsze ma być odczytywanie planów ogólnych przyjętych w poszczególnych gminach.

„Dążenie do uproszczenia i ustandaryzowania formy planów ogólnych należy ocenić jak najbardziej pozytywnie. Obecna, rozbudowana struktura studium, zróżnicowanie w zakresie stopnia szczegółowości oraz jego niewystarczająca rola przy konieczności uwzględnienia jego postanowień przy ustalaniu warunków zabudowy w formie decyzji, wymagała pilnej zmiany, na którą nadzieję daje właśnie plan ogólny”, uważa Piotr Gajzlerski.

Dla inwestorów niewątpliwą zaletą planów ogólnych ma być to, że organy architektoniczno–budowlane nie będą uprawnione, na podstawie ustaleń danego planu, do wniesienia sprzeciwu od zgłoszenia budowy lub wykonywania robót budowlanych oraz weryfikowania zgodności pomiędzy ustaleniami planu ogólnego a projektem zagospodarowania działki, lub terenu, oraz projektem architektoniczno–budowlanym.

„Wejście w życie planu ogólnego nie będzie, natomiast, powodowało utraty mocy obowiązujących dotychczas planów miejscowych, zaś studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gmin pozostaną w mocy po wejściu w życie ustawy, do czasu uchwalenia planu ogólnego, jednak nie dłużej niż do końca 2025 r. Przy czym, jeśli gmina nie uchwali planu ogólnego do 1 stycznia 2026 r., nie będzie miała możliwości wydawania nowych decyzji o lokalizacji inwestycji celu publicznego lub o warunkach zabudowy aż do czasu uchwalenia tego planu.” – zwracają uwagę eksperci.

Quo vadis nowelizacjo?

Jednym z celów nowelizacji było „uwolnienie gruntów”. Temu zamysłowi służyć miały właśnie mechanizmy, które nie są już częścią projektu: nowa metoda obliczania opłaty planistycznej oraz ograniczone czasem decyzje o warunkach zabudowy. Czy w związku z tym projekt zmiany ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym ma jeszcze sens?

„Ministerstwo próbowało zwiększyć podaż gruntów pod budowę, stosując dość proste, by nie rzec mało wyszukane, środki. Usunięte z projektu pomysły mogłyby wymuszać sprzedaż gruntu (nowa opłata planistyczna) albo dopingować do jego szybszego zagospodarowania (terminowe decyzje o warunkach zabudowy). Oba pomysły upadły, ale sam projekt ustawy, w obecnym brzmieniu, może napawać ostrożnym optymizmem. W nowelizacji pozostają rozwiązania, które w założeniu mają ambitny cel ustandaryzowania i uproszczenia procedur planistycznych. Naszym zdaniem projekt ulegnie jeszcze zmianom, więc na ocenę skuteczności rozwiązań w praktyce przyjdzie nam chwilę poczekać.” – konkluduje Marcin Żak.

Kontynuacja spadków – sprzedaż kredytów w Polsce w 3 kw. 2022 r.

We wrześniu 2022 r., w porównaniu do września 2021 r., banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów ratalnych (+30,8%). Spadek w ujęciu liczbowym odnotowały natomiast kredyty mieszkaniowe (-70,6%), kredyty gotówkowe (-7,5%) i limity na kartach kredytowych (-6,5%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały niższą wartość we wszystkich produktach kredytowych. Najbardziej spadła wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych (-71,3%). Wartość kredytów gotówkowych zmalała o (-8,2%), ratalnych o (-4,9%), a kwota przyznanych limitów na kartach kredytowych o (-8,6%).

W pierwszych trzech kwartałach 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku ujemne dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały kredyty mieszkaniowe (-44,7%, -40,8%) oraz karty kredytowe (-26,5%, -13,6%). Natomiast dodatnie dynamiki liczby i wartości zanotowano tylko w przypadku kredytów ratalnych (+29,4%, +2,0%). O (-0,3%) udzielono mniej kredytów gotówkowych na kwotę niższą o (-2,2%) niż w okresie styczeń – wrzesień zeszłego roku.

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski oraz formułując stosowne opinie, BIK zawsze bierze pod uwagę dwa ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę poszczególnych produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, wrześniowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w samym wrześniu 2022 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet powyżej miesiąca od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych we wrześniu 2022 r. jest efektem wniosków składanych głównie w sierpniu 2022 r.

Po drugie, z uwagi na ich konstrukcję, duże problemy ze spłatą kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni, nie pokazują więc wczesnych, 30-dniowych opóźnień.

We wrześniu 2022 r. kontynuacja niewielkich spadków w kredytach gotówkowych

Wrześniowe dynamiki zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów gotówkowych r/r trzeba ocenić negatywnie, natomiast w całym okresie 3 kwartałów sprzedaż była zbliżona do zeszłorocznej.

W trzech kwartałach br. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku kredyty gotówkowe odnotowały dodatnie dynamiki liczbowe i wartościowe jedynie w dwóch skrajnych przedziałach kwotowych: do 5 tys. zł oraz pow. 50 tys. (+10,7% L) i (+6,4% W) oraz (+1,7% L) i (+3,5% W).

Średnia wartość zaciągniętego we wrześniu 2022 r. kredytu gotówkowego to 20 780 zł – jest to spadek o 0,7% w stosunku do września 2021 r.

– Rynek kredytów gotówkowych po trzech kwartałach br. rośnie w skrajnych przedziałach. W przeciwieństwie do zeszłego roku, gdy najwyższa dynamika wzrostów dotyczyła kredytów wysokokwotowych pow. 50 tys. zł, to obecnie najwyższa dynamika występuje w kredytach niskokwotowych. Kredyty do 5 tys. odpowiadają za 4,2% wartości sprzedaży i 35% liczby udzielonych w okresie styczeń – wrzesień 2022 r. kredytów gotówkowych. Stąd dynamika w całym segmencie kredytów gotówkowych w ujęciu liczbowym jest zbliżona do zeszłorocznej, a w wartościowym już bardziej uwidoczniło się wyhamowanie akcji kredytowej – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– Dziewięć miesięcy na rynku kredytów gotówkowych należy uznać za w miarę pozytywne uwzględniając pogorszenie nastrojów i serię podwyżek stóp procentowych, które spowodowały, że stopy procentowe wróciły do poziomu sprzed 20 lat. Liczba udzielonych kredytów gotówkowych jest praktycznie na zeszłorocznym poziomie. Natomiast w ujęciu wartościowym banki udzieliły kredytów gotówkowych na niższą wartość, pomimo wysokiej inflacji, co oznacza duże spadki w ujęciu realnym. Jednak sytuacja nie jest do końca tak różowa, bowiem już od kilku miesięcy widzimy spadki liczby udzielanych kredytów gotówkowych. Dobrze widać to na wrześniowych danych o sprzedaży, w których ujemne dynamiki wystąpiły zarówno w ujęciu r/r, jak i m/m. W kolejnych miesiącach zjawisko to w mojej opinii będzie się dalej nasilać, co spowoduje, że cały rok 2022 zamkniemy na poziomach niższych niż rok 2021 – puentuje prof. Rogowski.

Kredyty ratalne we wrześniu: liczbowo na dużym plusie, wartościowo na kilkuprocentowym minusie

We wrześniu 2022 r. wystąpił duży skok liczby udzielonych kredytów ratalnych (+30,8%) i jednocześnie kilkuprocentowy spadek wartości (-4,9%). Jednak po dziewięciu miesiącach tego roku ten produkt kredytowy jest lepszy w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku – liczbowo o (+29,4%) oraz wartościowo o (+2,0%).

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego we wrześniu 2022 r. to 3 245 zł i jest ona niższa niż we wrześniu rok temu o 27,3%.

– Kredyty ratalne są jedynym produktem kredytowym, który okres trzech kwartałów br. kończy na plusie. Najwyższy wzrost dotyczył kredytów ratalnych na wartość do 1 tys. zł (+69,7%), których jednocześnie udzielono najwięcej, bo aż (+109,3%). W dużej części to efekt nabywania portfela pożyczek BNPL przez jeden z banków. A segment pożyczek BNPL bardzo dynamicznie rośnie. Co ciekawe, ujemne odczyty odnotowały kredyty ratalne na wysokie kwoty, tj. z przedziału powyżej 10 tys. zł (-11,3% L oraz -12,1% W). Może to wynikać ze zmniejszenia możliwości zakupowych (spadku zdolności kredytowej), a także braku możliwości zakupu droższych rzeczy np. samochodów z uwagi na ograniczenie podaży tych towarów. Należy również zauważyć, że nadal dostępne są oferty zakupu na raty przy zerowej stawce RRSO, głównie artykułów RTVAGD, co przy tak wysokiej inflacji czyni zakupy na raty jeszcze bardziej atrakcyjnymi dla nabywców. Można więc pokusić się o stwierdzenie, że podobnie jak w pierwszym roku pandemii, to segment kredytów ratalnych ma szansę jako jedyny zakończyć ten rok na plusie – stwierdza główny analityk Grupy BIK.

Jakość kredytów konsumpcyjnych – lekkie pogorszenie we wrześniu

Mierzony i analizowany przez BIK w miesięcznym cyklu poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych) w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – wrześniowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 1,5%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Wrześniowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 4,79%.

– W porównaniu do września 2021 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych pogorszyła się (wzrosła) o 0,62 pkt proc. Niepokoi również fakt, że w porównaniu do wartości Indeksu miesiąc, kwartał, pół roku czy dziewięć miesięcy temu, również mamy jego pogorszenie (wzrosty), co wskazuje na co prawda niewielkie, ale jednak systematyczne pogarszanie się jakości tych kredytów. Na uwagę zasługuje również nadal bardzo niski odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. Co prawda, w okresie 12-miesięcznym wartość Indeksu pogorszyła się (wrosła) o 0,32 p.p. pogorszyła się również jeżeli porównamy wartość Indeksu w ujęciu miesięcznym, kwartalnym, półrocznym czy dziewięciomiesięcznym, to i tak wartość Indeksu jest na nadal bezpiecznym poziomie.

– Pomimo, że oba Indeksy pogorszają się w ujęciu 1-, 3-, 6-, 9-, oraz 12 -miesięcznym, to poziom wzrostów nie jest na razie na tyle wysoki, aby budzić istotne obawy co do jakości portfela kredytów gotówkowych i ratalnych. Jednak z uwagi na wzrost ryzyka wynikającego z uwarunkowań globalnych czy sytuacji makroekonomicznej w Polsce, w kolejnych miesiącach należy jeszcze baczniej obserwować zachowanie się Indeksów jakości kredytów ratalnych i gotówkowych, a przede wszystkim należy analizować czy nie ma dynamicznych wzrostów wartości Indeksów, co świadczyłoby o szybkim pogarszaniu się jakości tych kredytów – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kontynuacja ogromnych spadków liczby i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych

We wrześniu br. w porównaniu z wrześniem 2021 r., rynek kredytów mieszkaniowych odnotował ogromny spadek liczby (-70,6%) i wartości (-71,3%) udzielonych kredytów. Średnia wartość przyznanego kredytu mieszkaniowego we wrześniu 2022 r. wyniosła 324,87 tys. zł i była niższa w ujęciu rocznym o (-2,4%).

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych, określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w okresie styczeń – wrzesień 2022 r. widać pewne zróżnicowanie. Najniższe spadki sprzedaży kredytów mieszkaniowych dotyczyły kredytów z przedziału powyżej 500 tys. zł, w ujęciu liczbowym (-29,6%) i w wartościowym (-27,6%), a najwyższe – w kredytach do 150 tys. zł odpowiednio (-51,8%) oraz (-50,4%).

– Dla kredytów mieszkaniowych wrzesień, podobnie jak poprzednie miesiące, był katastrofalny. Banki udzieliły tylko 7,3 tys. kredytów, co jest wynikiem najniższym od ponad 12 lat, czyli od stycznia 2010 r. W porównaniu do sierpnia br. spadek wyniósł -5,4%. W ujęciu wartościowym banki udzieliły we wrześniu kredytów mieszkaniowych na wartość 2,385 mld zł – to 71,3% mniej niż przed rokiem. Mamy więc apokalipsę na rynku kredytów mieszkaniowych. Rynek pozbawiony sterydów w postaci ultra niskich stóp procentowych i możliwości wydłużania okresu kredytowania powyżej 25 lat (wymóg do liczenia zdolności kredytowej), spada w przepaść, a dno prawdopodobnie nie jest jeszcze widoczne – ocenia prof. Waldemar Rogowski.

– To co może stanowić pewne światełko w tunelu na rynku hipotek, to powolna odbudowa zdolności kredytowej, którą widzimy od kilku miesięcy. Powodem są rosnące wynagrodzenia i tylko niewielka podwyżka stóp procentowych w ostatnich miesiącach – dodaje.

– Scenariusz optymistyczny dla rynku kredytów mieszkaniowych wymagałby łącznego wystąpienia trzech czynników: spadku cen nieruchomości, wzrostu wynagrodzeń i braku dalszych podwyżek stóp procentowych. W scenariuszu pesymistycznym natomiast, gdy ceny nieruchomości utrzymają się, wynagrodzenia nie wzrosną, a stopy procentowe pójdą w górę, wówczas rynek kredytów mieszkaniowych jeszcze bardziej pogłębi spadki. Są to jednak już raczej scenariusze na kolejny rok. Wartość akcji kredytowej z pierwszych trzech kwartałów 2022 r. poniżej 40 mld zł jest najgorszym wynikiem od 2017 r. Nie przewiduję raczej zmiany trendu w ostatnim kwartale tego roku – stwierdza prof. Rogowski.

Do 16 października 2022 r. banki zaraportowały do bazy BIK ponad 1 mln rachunków kredytów mieszkaniowych objętych wakacjami kredytowymi o wartości 258,1 mld zł.
O ustawowe zawieszenie spłat kredytów hipotecznych zawnioskowały w większości osoby młode, w wieku 25-34 lat (65,9 proc.), najczęściej z województw mazowieckiego (57,5 proc.) i dolnośląskiego (55,2 proc.) oraz z miast powyżej 500 tys. mieszkańców (62,4 proc.).

Kredytobiorcy, którzy dotychczas zawiesili spłaty kredytów mieszkaniowych mają także inne zobowiązania. Spłacają oni kredyty gotówkowe, ratalne, limity na kartach kredytowych, pożyczki pozabankowe oraz inne kredyty mieszkaniowe, nieobjęte „wakacjami”. Łącznie są zadłużeni na kwotę 306,4 mld zł.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych we wrześniu 2022 r. wyniósł 0,99%. W ostatnich 12 miesiącach (od września 2021 r. do września 2022 r.) jakość portfela pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,43 p.p.).

– Jak już sygnalizowałem w komentarzach do wcześniejszych Newsletterów czynnikiem, który może niekorzystnie wpłynąć na jakość portfela kredytów mieszkaniowych, są podwyżki stóp procentowych, ponieważ prawie cały portfel złotowych kredytów mieszkaniowych to kredyty na zmienną stopę. Wartość Indeksu Jakości kredytów mieszkaniowych rzeczywiście pogorszyła się (wzrost wartości Indeksu) w ujęciu 1, 3, 6 i 12 miesięcznym, co pokazuje pogorszenie jakości portfela. Obecny odczyt jest najwyższy od 2017 r. W kolejnych kwartałach istnieje ryzyko pogarszania jakości portfela tym bardziej, że niekorzystny trend zaczął się już w maju i nabiera tempa – ostrzega prof. Rogowski.

Karty kredytowe – kontynuacja spadków

We wrześniu 2022 r. banki wydały 47,8 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 375 mln zł.

– We wrześniu 2022 r. ujemna dynamika sprzedaży kart kredytowych wyniosła (-6,5%) w ujęciu liczbowym oraz (-8,6%) w ujęciu wartościowym. Również w okresie trzech kwartałów spadła liczba (-26,5%) wydanych kart w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku i to we wszystkich przedziałach kwotowych. Spadki dotyczą również wartości (-13,6%). Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym. Wartość Indeksu Jakości we wrześniu wyniosła 3,91%. W ujęciu rocznym wartość Indeksu pogorszyła się (wzrosła) o (+0,96) – mówi prof. Rogowski z BIK.

Dla EBC to jeszcze nie czas na wciskanie hamulca

Kolejna podwyżka stóp procentowych o 75 pb. ze strony Europejskiego Banku Centralnego jest niemal pewna. Jakikolwiek mniejszy ruch byłby ogromnym rozczarowaniem dla rynków. Jesteśmy przekonani, że o reakcji euro zdecyduje retoryka banku w kontekście tempa dalszych podwyżek, zwłaszcza przewidywanej ostatecznej wysokości stopy procentowej.

EBC nadrabia dystans względem niemal wszystkich pozostałych banków centralnych G10. Na wrześniowym posiedzeniu w końcu przyspieszył cykl zacieśniania, podnosząc trzy podstawowe stopy procentowe o 75 pb., po podwyżce o 50 pb. w lipcu. Decyzja Rady Prezesów była jednogłośna, komunikaty banku były jednak mniej jednoznaczne. Projekcja inflacji banku na 2022 r. została zrewidowana znacznie w górę, co nie było zaskoczeniem, a prezeska Christine Lagarde stwierdziła, że inflacja pozostaje „zdecydowanie zbyt wysoka”. Wskazała również, że bank planuje dalsze podnoszenie stóp procentowych „na następnych kilku posiedzeniach” i nadchodzące decyzje dotyczące jego polityki będą w dalszym ciągu zależeć od publikowanych danych.

Rynki finansowe były rozczarowane wypowiedziami prezeski Christine Lagarde dotyczącymi wrześniowej podwyżki o 75 pb., ponieważ zasugerowała, że mogła ona być jednorazowa. Bliskie EBC źródła szybko jednak skorygowały tę wiadomość. Uważamy, że wydarzenia w międzyczasie sprawiły, że kolejna podwyżka o 75 pb. na posiedzeniu w tym tygodniu jest niemal pewna.

Rada Prezesów może wydłużyć cykl podwyżek

Od zebrania we wrześniu sytuacja gospodarcza zasadniczo podążała zgodnie z wcześniejszym trendem. Inflacja w strefie euro osiągnęła nowy rekord, nastroje konsumentów jeszcze się pogorszyły, a wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej spadły i znajdują się poniżej kluczowej granicy 50 pkt, wskazując na kurczenie się kluczowych sektorów. Niepewność dotycząca europejskiego kryzysu energetycznego stanowi ryzyko dla wzrostu, uważamy jednak, że decydenci skoncentrują się nie na tym, a na obniżeniu inflacji.

Od jakiegoś czasu powtarzamy, że Rada Prezesów być może będzie musiała podnosić stopy w 2023 r. dłużej, niż spodziewa się rynek. Obecnie wydaje się, że wśród decydentów panuje ogólny pogląd, że ostateczna stopa depozytowa wyniesie mniej więcej 2%, co naszym zdaniem jest zdecydowanie zbyt niską wartością. Wszelkie oznaki, że stopy procentowe będą w 2023 r. podnoszone dłużej i bardziej agresywnie, niż oczekuje rynek, wywołałyby znaczne umocnienie euro w relacji do głównych walut. Wzrost kursu EUR/USD oddziaływałby też w kierunku spadku USD/PLN.

Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2013 – 2022)

Inflacja w strefie euro (2013 – 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 24.10.2022

Czy EBC poda szczegóły programu redukcji sumy bilansowej (QT)?

Wszelkie informacje dotyczące daty rozpoczęcia zacieśniania ilościowego (quantitative tightening, QT), czyli procesu redukcji ogromnych zasobów obligacji skarbowych i korporacyjnych banku, również mogą wpłynąć w czwartek na euro. W ostatnich komunikatach Lagarde powiedziała, że decydenci rozpoczęli już dyskusję na temat QT i prawdopodobnie pojawi się ponownie na posiedzeniu w październiku.

Uważamy jednak, że jest wciąż zbyt wcześnie, byśmy poznali dokładną datę rozpoczęcia tego procesu. EBC zapowiedział już, że nie stanie się to przed osiągnięciem przez stopy procentowe neutralnego poziomu, co biorąc pod uwagę perspektywy inflacyjne, zajmie pewnie jeszcze sporo czasu. Przedwczesne ogłoszenie zacieśniania ilościowego przez Wielką Brytanię i ogólna niepewność na globalnych rynkach finansowych mogą wzbudzać dodatkową ostrożność. Poza tym możliwe, że dostaniemy informacje o zmianach dotyczących TLTRO, czyli ukierunkowanych dłuższych operacji refinansujących banku (za ich pomocą bankom udzielane są kredyty na dłuższe terminy na korzystnych warunkach), choć to raczej nie będzie szczególnie istotne dla rynku walutowego.

Możliwe jastrzębie zobowiązanie EBC do obniżenia inflacji

W tym tygodniu nie poznamy nowych projekcji makroekonomicznych EBC, więc reakcja rynków może być mniejsza niż po wcześniejszych zebraniach. Komentarze banku dotyczące stanu gospodarki bloku, w szczególności w świetle niepewności dotyczącej europejskiego kryzysu energetycznego, mogą jednak wpływać na oczekiwania rynkowe.

Jeśli Rada Prezesów wskaże, że wzrost gospodarczy może być niższy niż we wrześniowych projekcjach (co naszym zdaniem jest prawdopodobne) i zasugeruje, że nadchodząca recesja może wpłynąć na cykl zacieśniania, euro znalazłoby się pod presją. Jednocześnie silne zobowiązanie do obniżenia inflacji bez względu na koszty byłoby postrzegane jako jednoznacznie jastrzębie i wsparłoby euro względem głównych walut. Drugi spośród tych scenariuszy jest naszym zdaniem bardziej prawdopodobny.

Istnieje pole do umocnienia euro

W przeciwieństwie do wielu innych podobnych banków centralnych, w tym Banku Anglii, EBC jastrzębio zaskakiwał na większości z ostatnich posiedzeń. Uważamy, że poprzeczka dla kolejnego takiego zaskoczenia w tym tygodniu może być zawieszona nieco wyżej – wydaje się, że członkowie komitetu tym razem lepiej pokierowali wycenami rynkowymi. Jak wspomnieliśmy, nadal jednak kwestionujemy rynkowe szacunki dotyczące tempa podwyżek stóp, jakie będzie konieczne w strefie euro w przyszłym roku. Naszym zdaniem tworzy to przestrzeń dla silniejszej waluty w średnim terminie, nawet jeśli EBC nie wyśle takiego sygnału na czwartkowym posiedzeniu.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek o godz. 14:15, a konferencja prasowa rozpocznie się o 14:45.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

92 proc. internautów przynajmniej raz w miesiącu uruchomiło aplikację z kategorii „zakupy online”

Zgodnie z najnowszym raportem „E-commerce w Polsce” przygotowanym przez firmę Gemius, 77 proc. użytkowników internetu kupuje w sieci. Najwięcej z nich – aż 75 proc. korzysta ze smartfonów, które w ostatnim czasie stały się najpopularniejszymi narzędziami w procesie zakupów online. Przeniesienie dużej części handlu do świata wirtualnego nie tylko poprawiło jakość doświadczeń konsumentów, ale także pozytywnie wpłynęło na rozpoznawalność brandów. Skorzystały na tym szczególnie te firmy, które w ostatnim czasie zainwestowały w nową odsłonę swoich aplikacji mobilnych – nie tylko odświeżając ich wygląd, ale także poprawiając interfejs czy użyteczność, przy jednoczesnym zachowaniu charakteru brandu. Wśród nich można wymienić chociażby Hebe czy Super-Pharm, które w tegorocznym zestawieniu awansowały w zakresie spontanicznej znajomości ich marki. Obie sieci zdecydowały się w ostatnim czasie na stworzenie zupełnie nowych aplikacji mobilnych, których zadaniem jest budowanie lojalności klientów i dawanie im zupełnie nowych doświadczeń.

Dlaczego warto być mobile-friendly?

Rynek e-commerce w Polsce dynamicznie przyspieszył. Według danych uwzględnionych w najnowszym raporcie firmy Gemius już blisko 80 proc. respondentów deklaruje kupowanie poprzez e-platformy. Powszechne zainteresowanie zakupami online przekłada się na sukcesywny wzrost rynku e-handlu w Polsce – od rozwoju kolejnych sposobów dotarcia do klientów po jeszcze lepsze wykorzystywanie udostępnionych przez nich danych. Dogłębna analiza rynku pokazuje, że dodanie nowych kanałów sprzedaży do strategii rozwoju e-commerce jest jednym z najskuteczniejszych sposobów, w jaki firmy mogą przenieść swój biznes na wyższy poziom. Aby utrzymać konsumenta w czasach wysokiej konkurencji, konieczne jest więc szybkie reagowanie na zmiany. A te zachodzą dość dynamicznie, co uwidoczniła tegoroczna, dziesiąta już edycja raportu “E-commerce w Polsce”.

Jak podkreślają jego twórcy po raz pierwszy w jego historii odnotowano przewagę smartfona nad laptopem. To właśnie za pomocą telefonu 75 proc. internautów przechodzi przez cały proces e-zakupów i niewiele wskazuje na to, aby ten trend miał się odwrócić. Warto dodać, że zgodnie z przeprowadzoną analizą czasu, jaki użytkownicy spędzają na przeglądaniu stron i aplikacji z kategorii „zakupy online” najwięcej, bo aż 46 proc. przypada na rozwiązania mobilne. Główną przyczyną tego zjawiska jest nieograniczona dostępność do smartfonów oraz wygoda ich użytkowania.

Komplementarność interakcji z klientem

Wymagania konsumentów są dzisiaj znacznie wyższe niż jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Polacy chcą kupować w wygodny i szybki sposób. Jak pokazują dane ze wspomnianego raportu aż 75 proc. internautów wybiera sklepy online ze względu na dostępność oferty przez całą dobę. Niewiele mniej, bo 74 proc. użytkowników świata wirtualnego do korzystania z tego typu rozwiązań przekonała możliwość robienia zakupów z dowolnego miejsca. Smartfon jest szczególnie często wykorzystywany do zakupów online przez osoby do 24 r. ż. Co ciekawe, młodsi użytkownicy są gotowi zrezygnować z oferty danego e-sklepu, w sytuacji, gdy marka nie zaproponuje im tego kanału. Stanowi on dla nich ważny element holistycznego doświadczenia digitalowego.

Jednak to nie wszystko! Zmiany nawyków zakupowych klientów i dostępność coraz większej liczby marek w cyfrowej przestrzeni sprawiły, że budowa lojalności wśród konsumentów to aktualnie jedno z kluczowych wyzwań każdego gracza z sektora e-commerce.

Obecnie, aplikacje zakupowe to jedne z najszybciej rozwijających się sposobów lojalizowania klientów branży handlowej. Ich niepodważalnym atutem w stosunku do innych form skupiania społeczności danej marki jest komplementarność interakcji z użytkownikami, a także dwustronna i osadzona w jednym miejscu komunikacja. Za sprawą wykorzystywania narzędzi mobilnych, tego typu programy stały się interaktywnym doświadczeniem, angażującym klientów, dzięki możliwości uzyskania natychmiastowych benefitów.

Kolejną wartością dodaną takich aplikacji jest możliwa za ich pomocą personalizacja. Dzięki powszechnemu wykorzystywaniu ciasteczek, rozpoznają one użytkowników, i na podstawie wcześniejszych decyzji zakupowych oraz odwiedzanych przez nich witryn, dopasowują odpowiednie komunikaty i prezentowane treści. Dobrze funkcjonujące programy mogą zwiększyć częstotliwość zakupów oraz wielkości koszyków konsumentów, co przekłada się na wzrost przychodów przedsiębiorstw.

Więcej dla firm

Najnowszy raport firmy Gemius uwidocznił także, że na posiadaniu aplikacji mobilnej zyskują nie tylko konsumenci, ale również te marki, które decydują się na ich wdrożenie. Firmy, które postawiły w swojej strategii na rozwój omnichannel, mają bowiem świadomość, że sprawnie funkcjonujący kanał mobilny może zwiększyć ich przychody nawet o kilka procent rocznie.

Warto w tym miejscu przywołać przykład Hebe i Super-Pharm, czyli firm, które zanotowały awans w tegorocznym zestawieniu. Spośród 80 proc. wszystkich uczestników najnowszego badania blisko 30 proc. z nich spontanicznie wskazało Hebe jako najbardziej rozpoznawalny sklep z kategorii e-perfumerii lub drogerii, zajmując tym samym drugie miejsce wśród liderów w swojej kategorii. Z kolei Super-Pharm uplasował się na trzeciej pozycji w obszarze aptek internetowych. Dlaczego te marki odnotowały taki wzrost?

W obu przypadkach Future Mind przygotował dla sieci zupełnie nowe aplikacje mobilne. Budowa aplikacji od podstaw pozwoliła na dokładne przeanalizowanie potrzeb i zachowań klientów oraz na uwzględnienie nowych nawyków. Dzięki temu marki zyskały zupełnie nowe narzędzia budowania relacji z klientami, szybkiego odpowiadania na ich potrzeby i dopasowywania się elastycznie do oczekiwań. Ta zmiana bardzo szybko przyniosła efekty, nie tylko w sferze budowy świadomości marki, ale także realnie wsparła codzienną interakcję z użytkownikami.

Wyniki wspomnianego badania jednoznacznie wskazują, jak istotne jest spersonalizowane, a tym samym wielokanałowe dotarcie do klientów.

Czy polskie firmy są gotowe na pakiet Fit for 55? Raport DB Energy

Wymóg dostosowania się do pakietu Fit for 55 sprawia, że przedsiębiorcy muszą zaktualizować swoje długoterminowe strategie biznesowe i choć polskie firmy mają świadomość nałożonego zobowiązania do redukcji emisji CO2, większość wyraża obawy o ich wdrożenie w tak krótkim czasie. Do głównych przeszkód w realizacji w/w założeń zaliczają brak odpowiedniej wiedzy i kompetencji (95% ankietowanych), a także środków finansowych (48,6%) – wynika z raportu „Zeroemisyjność w przemyśle” przygotowanego przez DB Energy.

DB Energy opublikowało raport „Zeroemisyjność w przemyśle”, którego celem jest znalezienie odpowiedzi nt. aktualnej sytuacji polskich przedsiębiorstw w zakresie świadomości dostępnych strategii zeroemisyjnych oraz gotowości na ich wdrożenie.

Publikacja raportu jest odpowiedzią na wdrożony przez Komisję Europejską pakiet Fit for 55, który nakłada m.in. na Polskę zobowiązanie do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych netto o 55% względem 1990 roku. – Transformacja, jaka czeka Polskę, ma być przeprowadzona w niespełna 8 lat, czyli do 2030 roku. To ogromne wyzwanie, biorąc pod uwagę aktualną sytuację geopolityczną, która przekłada się na dużą niepewność w obrębie rynku energetycznego – tłumaczy Krzysztof Piontek, prezes zarządu DB Energy. Jak dodaje: – Jako firma wdrażająca strategie zeroemisyjne i rozwiązania z zakresu efektywności energetycznej, na co dzień wspieramy przedsiębiorstwa edukując, motywując i rozwijając świadomość w zakresie działań i dążeń do neutralności klimatycznej. Przygotowana przez nas publikacja ma być podstawą do dyskusji o tym, jak najlepiej przygotować się transformacji energetycznej w obliczu aktualnej sytuacji na rynku.

Jak wynika z publikacji, dla większości ankietowanych największą przeszkodą we wdrożeniu strategii zeroemisyjnej jest brak możliwości sfinansowania inwestycji. Co czwarta firma przyznała też, że utrudnieniem jest brak wystarczającej wiedzy o możliwościach i sposobach osiągnięcia zeroemisyjności. – Jedną z częstszych obaw powstrzymujących przed wdrożeniem działań mających na celu poprawę efektywności

energetycznej jest brak odpowiednich środków. Tymczasem finansowanie inwestycji energooszczędnych w dostępnym na rynku modelu ESCO pozwala przenieść całość nakładów finansowych oraz większość ryzyk technicznych na generalnego wykonawcę. Po zakończeniu klient od razu uzyskuje część oszczędności, jakie wygeneruje inwestycja. Rozwiązanie to pozwala zmniejszyć emisje, w tym CO2, bez ponoszenia nakładów finansowych, a co za tym idzie, zapoczątkowana inwestycja nie pogarsza wskaźników płynności i nie zwiększa ryzyka kredytowego firmy – dodaje Dominik Brach, wiceprezes DB Energy.

Jak twierdzą eksperci, aktualna sytuacja na rynku energii może sprzyjać wdrożeniu celów określonych w pakiecie. – Jeszcze kilka miesięcy temu z optymizmem odnosiliśmy się do wymogów zawartych w pakiecie Fit for 55. Dziś dużo trudniej wyobrazić sobie konsekwencje związane z dostosowaniem się do tych regulacji. Biorąc jednak pod uwagę sytuację na rynku energii i aktualne koszty paliw, to cele określone w pakiecie Fit for 55 mogą okazać się łatwiejsze do osiągnięcia. Czynnik ekonomiczny wymusza bowiem wprowadzanie rozwiązań służących poprawie efektywności energetycznej, a to z kolei szansa na zmniejszenie skali źródeł potrzebnych do transformacji. Warto podkreślić, że pakiet Fit for 55 będzie wymagał wprowadzenia znaczących zmian. Główne cele nadchodzącej transformacji energetycznej zapewne przesuną się w stronę bezpieczeństwa energetycznego. Niemniej już dziś możemy redukować ryzyka, obniżając emisje i korzystając z nowych technologii, które wykorzystywane są na potrzeby zwiększenia efektywności energetycznej – komentuje Piotr Danielski, wiceprezes DB Energy.

Raport w formie on-line jest dostępny pod linkiem: https://www.dbenergy.pl/publikacje/zeroemisyjnosc-w-przemysle. Partnerami projektu są: Polsko-Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa oraz Związek Pracodawców Polska Miedź.