Amerykanie wybierają dziś Kongres, ale skutki tego głosowania odczują także inwestorzy w Polsce. Wynik zdecyduje o tym, jak dużą swobodę w polityce gospodarczej zachowa Donald Trump przez ostatnie dwa lata swojej kadencji. Paradoksalnie ograniczenie tej swobody może być dobrą wiadomością dla światowych giełd. Dla naszych portfeli znaczenie będą miały jednak także rentowności amerykańskich obligacji i kurs dolara. Aż 58 proc. polskich inwestorów indywidualnych zmieniło swoje inwestycje z powodu amerykańskich wyborów lub planuje takie zmiany.
Dzisiejsze wybory odbywają się w połowie kadencji prezydenta i rozstrzygną, czy Demokratom uda się uzyskać większość w jednej lub obu izbach Kongresu. Według ogólnoamerykańskich sondaży Demokraci mają 8-9 proc. przewagi w całych USA. A to przekłada się na wysokie szanse na zwycięstwa kandydatów tej partii w poszczególnych okręgach. Według Polymarket obecne szanse na przejęcie Senatu wynoszą około 74 proc., podczas gdy szanse na większość demokratyczną w Izbie Reprezentantów to aż 95 proc. To oznacza, że inwestorzy muszą brać pod uwagę zarówno podział kontroli nad izbami, jak i przejęcie całego Kongresu przez obecną opozycję.
Zdobycie przez Demokratów choćby jednej izby oznaczałoby blokadę części programu Donalda Trumpa i utrudniłoby wprowadzanie kolejnych obniżek podatków dla firm, szerokiej deregulacji i dużych zmian budżetowych. Z perspektywy inwestorów mogłoby jednak częściowo zmniejszyć poziom nieprzewidywalności, jaką cechowały się ostatnie dwa lata rządów administracji prezydenta Trumpa. W takim otoczeniu firmom łatwiej byłoby planować inwestycje, gdy maleje ryzyko gwałtownych zmian prawa. A ograniczenie możliwości dalszego obniżania podatków mogłoby zmniejszyć obawy o narastanie amerykańskiego długu.
Nie oznacza to jednak, że polityczna blokada automatycznie uspokoi rynki. Przy ograniczonych możliwościach działania w Kongresie Trump może mocniej skoncentrować się na polityce zagranicznej i handlowej, wykorzystując uprawnienia administracji oraz rozporządzenia wykonawcze. Nowe cła i konflikty handlowe zwiększałyby koszty działalności firm i utrudniały planowanie. To mogłoby osłabić korzyści wynikające z większej stabilności prawa. Szczególnie odczułyby to przedsiębiorstwa zależne od importu i międzynarodowych łańcuchów dostaw.
Utrzymanie obu izb przez Republikanów dałoby prezydentowi większe możliwości realizacji programu podatkowego i deregulacyjnego. W takim scenariuszu krótkoterminowo mogłyby zyskać między innymi banki oraz część spółek energetycznych, technologicznych i zbrojeniowych. Jednak rozwiązania korzystne dla zysków firm nie muszą być równie dobrze przyjęte na rynku obligacji. Duże obniżki podatków bez ograniczenia wydatków lub znalezienia innych dochodów mogłyby powiększyć deficyt budżetowy. A to zwiększałoby potrzeby pożyczkowe USA i mogłoby podnieść rentowności amerykańskich obligacji.
Inwestorzy indywidualni już przygotowują się na te scenariusze. Według badania etoro Puls Inwestora Indywidualnego aż 58 proc. polskich inwestorów zmieniło swoje inwestycje z powodu amerykańskich wyborów lub planuje takie zmiany. 33 proc. zadeklarowało, że już dokonało zmian lub zrobi to jeszcze przed głosowaniem, a 25 proc. badanych chce poczekać z decyzjami do ogłoszenia wyników. Nie jest to wyłącznie ucieczka w bezpieczniejsze aktywa. Wśród osób zmieniających strukturę portfela 34 proc. zwiększa zaangażowanie w akcje, a 30 proc. w kryptowaluty, a inni powiększają rezerwy gotówki. Zagraniczne akcje według badania posiada w swoich portfelach 36 proc. polskich inwestorów. Dla polskich inwestorów znaczenie będzie miał także wpływ wyborów na kurs dolara, bowiem jego wahania mogą zwiększać lub zmniejszać zyski z inwestycji na rynku USA.
W czasie głosowania i w okresie liczenia głosów możemy spodziewać się większej zmienności na rynku. Część dużych inwestorów może zabezpieczać portfele lub odkładać większe zakupy do ogłoszenia wyników. Po wyborach możliwy jest wzrost kursów wynikający z samego ustąpienia niepewności. Nie musi on zależeć wyłącznie od tego, która partia wygra. Ważne będzie także, na ile wynik zaskoczy inwestorów, bo scenariusz powszechnie oczekiwany może być już w dużej części uwzględniony w cenach.
Historia daje inwestorom pewne powody do optymizmu po wyborach połówkowych. Według J.P. Morgan Asset Management od 1950 roku S&P 500 zyskiwał w ciągu dwunastu miesięcy po wyborach połówkowych średnio około 15 proc. Nie oznacza to jednak, że samo głosowanie wywoływało te wzrosty ani że podobny wynik powtórzy się tym razem. Natomiast lepsze nastroje na Wall Street mogłyby pomóc także europejskim giełdom, w tym GPW. Nowe bariery handlowe mogłyby jednak ograniczyć ten efekt.
W dłuższym terminie o wartości naszych inwestycji będą decydować przede wszystkim ceny ropy, inflacja, stopy procentowe i zyski spółek. Dlatego wynik wyborów warto traktować jako element oceny ryzyka, a nie powód do przebudowy całego portfela pod jeden polityczny scenariusz. Dobrze zdywersyfikowany portfel ogranicza zależność od takiej prognozy. A już po samych wyborach ważne będzie to, czy nadchodzące zmiany w polityce gospodarczej rzeczywiście poprawią wyniki firm i jaką cenę za ich realizację zapłaci amerykański budżet.



