Kolejny tydzień rentowność polskich obligacji dziesięcioletnich utrzymywała się tuż poniżej granicy 6,5 proc. Inwestorom długo udawało się ignorować poprawę nastrojów na światowym rynku. Stała za tym nieustępująca podaż obligacji ze strony resortu finansów.
W środę MF przeprowadził kolejny przetarg, tym razem na 12 mld zł. Popyt przekroczył 18,5 mld zł, co jest dobrą wiadomością, która ma jednak także negatywne strony. Rentowność obligacji skarbowych jest obecnie tak wysoka (2,4-2,5 pkt proc. powyżej stawek WIBOR i 2,65-2,75 pkt proc. powyżej stopy referencyjnej NBP), że dla banków ich zakup może być atrakcyjniejszy niż udzielanie kredytów np. inwestycyjnych. To częściowo tłumaczy, dlaczego mimo utrzymującej się podaży wyniki przetargów działają uspokajająco, a na resort finansów wręcz zachęcająco. MF pokrył już tegoroczne potrzeby pożyczkowe (stało się to w połowie października) i obecnie refinansuje przyszłoroczne potrzeby, co nie jest niczym niezwykłym w polityce zarządzania płynnością państwa, ponieważ podobnie wyglądało to także w poprzednich latach. Drugim motorem popytu, choć także ze strony banków, jest zapowiedź zmniejszenia podaży na krajowym rynku w przyszłym roku, na rzecz skierowania większej wartości emisji do inwestorów międzynarodowych. Choć dziś ten scenariusz może budzić wątpliwości, to jednak wciąż jest tym obowiązującym. W rezultacie banki mogą być zainteresowane budowaniem pozycji w obligacjach skarbowych zanim podaż nieco zmaleje w przyszłym roku. Czynnikiem wspierającym są także dobre lub bardzo dobre wyniki sektora bankowego w III kwartale, które wsparły bilanse banków, a więc także i ich zdolność do zakupów obligacji.
W końcówce tygodnia posiadaczom długoterminowych obligacji mocniej zaświeciły się oczy – wstępny odczyt inflacji (3,5 proc.) wypadł poniżej oczekiwań rynkowych, co sprowadziło rentowność o 10 punktów bazowych niżej. Nie był to to jednak przełom. Rentowność spadła wprawdzie do najniższego poziomu od dziesięciu dni, ale od szczytowych wartości oddalamy się wyraźnie wolniej niż papiery amerykańskie czy niemieckie (za to szybciej niż francuskie).
W najbliższych dniach rynki podporządkują się kalendarzowi politycznemu, z wyborami połówkowymi w USA na czele. Inwestorzy oczywiście antycypują przyszłość i uwzględniają w wycenach zwycięstwo Demokratów, które ograniczyłoby polityczną swobodę prezydenta Donalda Trumpa. Nie można jednak wyciągnąć z tego wniosku, że urzeczywistnienie wyborczych prognoz umocniłoby obligacje – na początku miesiąca prognozy dla Republikanów były tak samo złe, a obligacje taniały. Natomiast warto odnotować, że przynajmniej chwilowo notowania ropy nie przekładają się już jeden do jednego na nastroje na rynku długu. Baryłka wyceniana jest w pobliżu maksimów trendu, ale obligacje nie reagują, co tylko potwierdza wcześniejsze obserwacje – największym zagrożeniem dla rynku długu są zbyt wysokie wydatki budżetowe i zbyt szybko rosnące koszty obsługi zadłużenia.
Krajowy rynek korporacyjny przechodzi przez okres wyciszenia, zwłaszcza gdy mowa o dużych emisjach (powyżej 500 mln zł). W tym tygodniu Best poinformował o uplasowaniu publicznej emisji na kwotę 103,4 mln zł, a deweloper 7R rozpoczął program publicznych emisji od oferty na 75-125 mln zł, ale rynek instytucjonalny milczy. Murapol pozyskał wprawie 150 mln zł, ale pozbędzie się ich za kilka dni, gdy wykupi przedterminowo starszą serię. Wysoka rentowność obligacji skarbowych chwilowo odbiera chleb oferującym papiery korporacyjne dla instytucji – w październiku na rynek trafiły tylko emisje zapowiedziane na początku miesiąca. Zamiar przeprowadzenia emisji wartej 2,5 mld zł zapowiedziała Enea, która celuje jeszcze w ten kwartał. Będzie to zapowiedź zwiększonej aktywności koncernów energetycznych, które muszą finansować wielomiliardowe inwestycje, a plany te zderzą się z wciąż wysokimi rentownościami obligacji skarbowych. Wynik tego starcia będzie ważny dla całego rynku korporacyjnego w Polsce.



