Kontrakty na amerykańskie indeksy spadły, dolar osłabł, a obligacje skarbowe i złoto zyskały po napływie wyników wyborów połówkowych w Stanach Zjednoczonych. Według prognoz przytaczanych przez Reutersa Demokraci odbiorą Republikanom większość w obu izbach Kongresu. Dla inwestorów oznacza to trudniejszą drogę do realizacji programu Donalda Trumpa i większą niepewność wokół branży sztucznej inteligencji. Pierwsza przecena nie przesądza jednak o kierunku giełdy w kolejnych miesiącach.
W jednej z porannych aktualizacji Reuters informował o spadku kontraktów na S&P 500 o 0,6 proc. Kontrakty na Nasdaq traciły wcześniej ponad 2 proc., po czym ograniczyły zniżkę do 0,8 proc. Rentowność amerykańskich obligacji dziesięcioletnich obniżyła się o 6 punktów bazowych, do 4,906 proc. Spadek rentowności oznacza wzrost cen tych papierów. Są to odczyty z handlu przed otwarciem środowej sesji na Wall Street, a nie jej końcowy wynik.
Rynek reaguje na skalę zmiany
Dla notowań znaczenie ma nie tylko zwycięzca wyborów, lecz także różnica między wynikiem a wcześniejszymi oczekiwaniami. Odzyskanie Izby Reprezentantów przez Demokratów było szeroko przewidywane. Perspektywa przejęcia również Senatu oznacza większą zmianę warunków, w których Trump będzie sprawował drugą połowę kadencji.
Jeżeli ceny akcji uwzględniały korzystne dla biznesu decyzje, trudniejsza droga do ich uchwalenia może obniżać wyceny. Nie musi przy tym dojść do natychmiastowej zmiany prawa. Wystarczy, że inwestorzy zmniejszą prawdopodobieństwo dodatkowych ulg, przyspieszenia deregulacji lub kolejnych wydatków wspierających gospodarkę.
Tak pierwszą reakcję interpretowała cytowana przez Reutersa Charu Chanana z Saxo. Jej zdaniem rynek uwzględniał możliwość mocniejszego od oczekiwań wyniku Demokratów, który ograniczałby perspektywę dalszego pobudzania gospodarki przez politykę fiskalną.
Dlaczego pod presją znalazły się spółki AI?
Obawy dotyczą przede wszystkim warunków dalszej rozbudowy infrastruktury sztucznej inteligencji. Inwestorzy rozważają, czy zmiana układu politycznego przyniesie większą kontrolę nad branżą i utrudni realizację części inwestycji w centra danych. W komentarzach zebranych przez Reutersa analitycy wskazywali również na znaczenie wyborów władz stanowych, które mogą wpływać na lokalne warunki prowadzenia projektów.
To istotne dla całego łańcucha dostaw: producentów półprzewodników, dostawców serwerów, firm energetycznych i wykonawców infrastruktury. Jeżeli budowa centrum danych zostanie odłożona, część zamówień także może przesunąć się na później. Przy wysokich oczekiwaniach dotyczących wzrostu przychodów nawet opóźnienie, bez rezygnacji z projektu, może wpływać na wycenę spółki.
Nie oznacza to jednak, że wyborcy zdecydowali o zatrzymaniu inwestycji w AI. Na razie mowa o ryzyku, które inwestorzy próbują wycenić. Nowe przepisy, działania administracji i decyzje dotyczące konkretnych projektów będą dopiero pokazywać, czy te obawy były uzasadnione.
Dlaczego dolar osłabł, skoro inwestorzy szukają bezpieczeństwa?
Ucieczka od akcji nie zawsze oznacza umocnienie dolara. Tym razem kupowane były amerykańskie obligacje, a ich malejąca rentowność towarzyszyła osłabieniu waluty. W jednym z porannych odczytów indeks dolara tracił 0,37 proc., natomiast euro zyskiwało 0,5 proc., do 1,1249 dolara.
Możliwym wyjaśnieniem jest zmiana oczekiwań dotyczących gospodarki i stóp procentowych. Jeżeli inwestorzy zakładają mniejszą skalę przyszłego wsparcia fiskalnego, mogą również oczekiwać słabszej presji na wzrost cen i niższych rentowności. To ogranicza przewagę odsetkową amerykańskich aktywów i może osłabiać dolara.
Nie jest to jednak jedyny mechanizm. Gdyby polityczny konflikt doprowadził do silniejszej, globalnej ucieczki od ryzyka, popyt na dolara mógłby ponownie wzrosnąć. Dlatego pojedynczy poranny ruch nie wystarcza do stwierdzenia, że wybory rozpoczęły trwały trend spadkowy amerykańskiej waluty.
Złoto zyskuje po pierwszych wynikach wyborów
Złoto zyskiwało wraz z napływem pierwszych wyników wyborów. W środę o godz. 5.15 czasu polskiego cena kruszcu na rynku spot rosła o 0,5 proc., do 3947,49 dolara za uncję.
Dodatkowym wsparciem jest niepewność dotycząca reakcji Białego Domu na wynik wyborów. Cytowany przez Reutersa Chris Weston z Pepperstone wskazywał, że część inwestorów kupuje złoto jako zabezpieczenie przed bardziej konfrontacyjną i trudniejszą do przewidzenia polityką administracji Trumpa.
Trump zapowiada weta, a później negocjacje
Według relacji Reutersa z wypowiedzi dla Fox News Trump zapowiedział wetowanie ustaw Demokratów, które uzna za nieakceptowalne. Przewidywał, że po kilku miesiącach sporów druga strona będzie gotowa do negocjacji, a następnie możliwa stanie się współpraca. To zapowiedź sposobu prowadzenia polityki, nie gotowe porozumienie gospodarcze.
Dla rynków powstaje więc układ wzajemnych ograniczeń. Demokratyczny Kongres może utrudniać realizację nowych inicjatyw prezydenta, ale Trump zachowuje możliwość blokowania ustaw opozycji. Sama większość parlamentarna nie oznacza swobody przebudowy polityki gospodarczej.
Przed wyborami Charles Schwab wskazywał, że przejęcie obu izb przez Demokratów zwiększyłoby znaczenie kontroli nad administracją oraz sporów o nominacje i regulacje. Podzielona władza może ograniczać duże zmiany ustawowe, ale jednocześnie utrudniać uzgadnianie wydatków i rozwiązywanie konfliktów wokół finansów federalnych.
To właśnie odróżnia przewidywalny podział władzy od paraliżu decyzyjnego. Firmom może pomagać stabilność przepisów. Nie pomaga im natomiast niepewność, czy politycy uzgodnią finansowanie administracji i warunki realizacji publicznych programów.
Cła nie znikną wraz ze zmianą większości
Wynik wyborów nie oznacza automatycznego odwrotu od protekcjonizmu. W przedwyborczej analizie Reuters wskazywał, że Demokraci mogą organizować przesłuchania i podejmować próby ograniczania ceł, ale ich działania napotkają prezydenckie weto. Administracja przygotowywała się również do szerszego wykorzystywania uprawnień wykonawczych.
Biały Dom deklarował podtrzymanie programu obejmującego ochronę amerykańskiego przemysłu, obniżki podatków i deregulację. Zwycięstwo opozycji zmienia zatem możliwości realizacji tych zamierzeń, ale samo w sobie nie oznacza rezygnacji prezydenta z programu.
Pozostaje również ryzyko geopolityczne. Przed wyborami Trump nie wykluczał wznowienia większych działań bojowych przeciwko Iranowi. Ewentualna eskalacja mogłaby wpływać na ceny energii, inflację i oczekiwania dotyczące stóp procentowych. Taki impuls byłby w stanie zdominować giełdową reakcję na sam podział mandatów.
Historia: po wyborach często przychodziły wzrosty
Dotychczasowe doświadczenia nie potwierdzają prostego założenia, że polityczna porażka urzędującego prezydenta musi zapowiadać słabszą giełdę.
Według obliczeń Charles Schwab, obejmujących wybory połówkowe od 1974 r., S&P 500 zyskiwał średnio 5,7 proc. w ciągu trzech miesięcy po głosowaniu. Dodatni wynik wystąpił w 11 z 13 analizowanych przypadków. W perspektywie sześciu miesięcy średni wzrost wynosił 12,4 proc., a dodatnie wyniki odnotowano we wszystkich 13 przypadkach. Obliczenia dotyczą zmian indeksu cenowego, bez dywidend.
Fidelity, analizując dłuższą historię, podaje, że od 1938 r. S&P 500 odnotował wzrost w ciągu 12 miesięcy po wyborach połówkowych w 95 proc. przypadków. Firma podkreśla jednak, że dla długoterminowych wyników większe znaczenie niż polityczna przynależność zwycięzców miały zyski przedsiębiorstw, inwestycje i stan gospodarki.
Tych statystyk nie należy traktować jako prognozy. Liczba wyborów jest niewielka, a każde odbywały się w innych warunkach gospodarczych. Późniejsze wzrosty mogły wynikać między innymi ze zmian polityki pieniężnej, poprawy koniunktury lub wcześniejszej przeceny. Samo następstwo zdarzeń nie dowodzi, że to wybory wywołały hossę.
Co może przesądzić o kolejnych miesiącach?
Korzystny dla akcji scenariusz zakłada, że spory polityczne nie zatrzymają inwestycji przedsiębiorstw, a mniejsza niepewność dotycząca nowych ustaw i niższy koszt finansowania poprawią warunki prowadzenia biznesu. W takim otoczeniu pierwsza wyprzedaż mogłaby okazać się krótkotrwała.
Słabszy scenariusz to połączenie opóźnień inwestycji, konfliktów budżetowych i utrzymującej się presji inflacyjnej. Szczególnie niekorzystne byłoby pogorszenie perspektyw zysków przy jednocześnie wysokich stopach procentowych. Wtedy historyczna skłonność giełdy do wzrostów po wyborach nie stanowiłaby wystarczającego wsparcia.
Materiał ma charakter informacyjny i analityczny. Nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej.



