Pozew o wysoki czynsz: teraz to będzie częstsze?

Coraz częściej pojawiają się informacje o lokatorach pozywających właścicieli „M” w związku z czynszem. Wyjaśniamy, kiedy zasadny jest pozew o wysoki czynsz.

Krajowe media około rok temu poinformowały o pozwach około 2000 mieszkańców lokali zarządzanych przez TBS Wrocław. Natomiast kwiecień 2023 r. przyniósł pierwszy wyrok korzystny dla lokatorów kwestionujących podwyżki czynszu. Można przypuszczać, że w obecnych warunkach pozew o wysoki czynsz będzie coraz popularniejszym rozwiązaniem, ponieważ koszty użytkowania mieszkań i czynsze mocno wzrosły. Główny Urząd Statystyczny mówi w tym kontekście o podwyżce czynszów wynoszącej aż 17% od marca 2022 r. do marca 2023 r. Warto zatem wyjaśnić, kiedy pozew o wysoki czynsz będzie możliwy i zasadny. Pod tym pojęciem niektóre osoby mogą rozumieć również powództwo dotyczące wysokich zaliczek płaconych przez właścicieli lokali ze wspólnoty mieszkaniowej. Poziom wspomnianych zaliczek również można kwestionować. Za każdym razem warto jednak zastanowić się, czy nasze powództwo jest dobrze uzasadnione. Przegrana oznacza bowiem poniesienie kosztów procesu, a na sam wyrok trzeba poczekać dość długo.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

Pozew lokatorów wrocławskiego TBS-u miał inną podstawę prawną niż ustawa o ochronie praw lokatorów. W przypadku podwyżek czynszu z TBS-ów oraz SIM-ów, zastosowanie znajdują przepisy ustawy z dnia 26 października 1995 r. o społecznych formach rozwoju mieszkalnictwa (Dz.U. 1995 nr 133 poz. 654).

Jednak najczęściej pozew o wysoki czynsz znajduje oparcie w przepisach ustawy o ochronie praw lokatorów. Ten akt prawny przewiduje konieczność uzasadnienia podwyżek czynszu wyższych od ubiegłorocznej stopy inflacji.

Pod pojęciem czynszu czasem potocznie rozumiane są też opłaty eksploatacyjne na rzecz spółdzielni oraz zaliczki dla wspólnoty mieszkaniowej. Takie opłaty również można kwestionować przed sądem.

Pozew o wysoki czynsz musi być jednak dobrze przygotowany. Trzeba brać pod uwagę fakt, że rozstrzygnięcie sprawy w pierwszej instancji czasem trwa nawet ponad jeden rok.
Poniżej prezentujemy więcej informacji o tym, kiedy możliwy i skuteczny będzie pozew o wysoki czynsz.

W przypadku TBS-ów obowiązują trochę inne przepisy

Na samym wstępie warto nawiązać do sprawy lokatorów wrocławskiego TBS-u, którzy zakwestionowali podwyżkę czynszu. Ta sprawa stanowi bowiem dobrą okazję do przypomnienia, że w przypadku towarzystw budownictwa społecznego (TBS) oraz nowszych SIM-ów (społecznych inicjatyw mieszkaniowych) zastosowanie znajdują nieco inne przepisy niż tylko regulacje z ustawy o ochronie praw lokatorów. „O poziomie czynszów w budownictwie społecznym mówi nam ustawa z dnia 26 października 1995 r. o społecznych formach rozwoju mieszkalnictwa (Dz.U. 1995 nr 133 poz. 654)” – informuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wspomniany akt prawny informuje, że czynsz z TBS-u/SIM-u ustala zgromadzenie wspólników, walne zgromadzenie akcjonariuszy albo walne zgromadzenie biorąc pod uwagę koszty eksploatacji budynku, koszt planowanych remontów i spłatę kredytów zaciągniętych na budowę. „Czynsz z TBS/SIM rocznie nie powinien przekraczać 4% lub 5% wartości odtworzeniowej mieszkania (obliczonej według przepisów ustawy o ochronie praw lokatorów)” – przypomina Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Podwyżka większa od inflacji musi być uzasadniona …

W przypadku najmu prywatnych lokali oraz wynajmu mieszkań komunalnych i socjalnych, zastosowanie znajdują natomiast przepisy ustawy z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. 2001 nr 71 poz. 733). Ten akt prawny wskazuje, że uzasadnienia nie wymaga podwyżka czynszu najmu nieprzekraczająca w skali roku wskaźnika inflacji z minionego roku (limit dla 2023 roku: 14,4%). „Możliwość łatwego indeksowania czynszu o inflację to wyjątek od ogólnej zasady, zgodnie z którą właściciel musi uzasadnić podwyżkę skutkującą przekroczeniem przez czynsz 3% wartości odtworzeniowej lokalu rocznie lub następującą z wyższego poziomu” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wartość odtworzeniowa to iloczyn powierzchni użytkowej mieszkania i aktualizowanego co pół roku wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 mkw. Jeśli najemca uzna, że właściciel nieprzekonująco uzasadnił podwyżkę czynszu powołując się na koszty utrzymania lokalu, zwrot nakładów i godziwy zysk, to taki lokator ma prawo w ciągu dwóch miesięcy złożyć pozew o wysoki czynsz. Kwestionować przed sądem można również podwyżkę czynszu w najmie instytucjonalnym i okazjonalnym, ale w tym przypadku znaczenie mają tylko klauzule z umowy. „Najem okazjonalny oraz instytucjonalny nie podlega bowiem limitom podwyżek czynszu z ustawy o ochronie praw lokatorów (patrz art. 8a i 9 tego aktu prawnego)” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Członkowie wspólnoty mogą zakwestionować zaliczkę …

Pod pojęciem czynszu czasem (niesłusznie) rozumiane są również opłaty eksploatacyjne pobierane przez spółdzielnię mieszkaniową oraz zaliczki na rzecz wspólnoty mieszkaniowej. Warto zatem nadmienić, że właściciel lokalu lub posiadacz spółdzielczego prawa do mieszkania może zakwestionować podwyżki wspomnianych kosztów eksploatacji, które uzna za niezasadne. „Członkowie wspólnot mieszkaniowych powinni korzystać z możliwości zaskarżenia w ciągu 6 tygodni uchwały wprowadzającej nowy poziom zaliczek (zobacz artykuł 25 ustawy z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali – Dz.U. 1994 nr 85 poz. 388)” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Pozew o wysoki czynsz: na wyrok poczekamy dość długo

Niezależnie od podstawy prawnej swojego roszczenia, osoba składająca pozew o wysoki czynsz powinna odpowiednio przygotować powództwo (najlepiej z udziałem dobrego prawnika). Należy bowiem zdawać sobie sprawę, że przegrana w sądzie będzie skutkowała koniecznością pokrycia kosztów procesu. W przypadku roszczeń dotyczących czynszów, takie koszty często podwyższa wynagrodzenie dla biegłego. Poza tym trzeba pamiętać o przewlekłości spraw sądowych. „Najnowsze dostępne dane Ministerstwa Sprawiedliwości wskazują, że procesowe postępowanie w sądzie cywilnym pierwszej instancji średnio trwa około rok” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

DLA Piper: Polski rynek nadal atrakcyjny dla funduszy private equity

22 maja 2023Ograniczony dostęp do finansowania bankowego dla mniejszych przedsiębiorstw otwiera nowe możliwości dla inwestorów private equity (PE) w Polsce, oceniają eksperci kancelarii prawnej DLA Piper. Szczególną uwagę funduszy PE przyciągają takie sektory takie jak ochrona zdrowia, nowe technologie, nieruchomości i logistyka oraz energetyka odnawialna ze względu na potencjał wzrostu i oczekiwane wysokie stopy zwrotu z inwestycji.

Po znacznym spowolnieniu w ostatnich dwóch kwartałach, sytuacja na polskim rynku private equity ulega stopniowej poprawie. Wzrasta liczba transakcji zarówno po stronie kupujących jak i wyjść z inwestycji, choć w głównej mierze dotyczą one sektorów bardziej odpornych na zawirowania gospodarcze.

Dostęp do finansowania bankowego jest utrudniony, a procedury udzielania kredytów złożone i długotrwałe. W takiej sytuacji inwestycja private equity może być bardziej kusząca dla spółki niż tradycyjny kredyt. Fundusze są często gotowe zaakceptować wyższe ryzyko i mogą mieć większe zrozumienie dla biznesu w specjalistycznych branżach – mówi Mariusz Hyla, partner w DLA Piper Poland kierujący praktyką finansów, projektów i restrukturyzacji. – Fundusze są także w stanie zaproponować bardziej elastyczne warunki finansowania niż banki, co ma duże znaczenie dla firm z innowacyjnych sektorów i dynamicznie rosnących.

Z powodu spadających wycen w sektorze IT i technologicznym oraz kłopotów amerykańskich banków regionalnych spowolnienie w największym stopniu dotknęło rynek venture capital inwestujący w innowacyjne przedsiębiorstwa. Kryzys bankowy negatywnie przełożył się na płynność na globalnym rynku, choć jego wpływ na region Europy Środkowo-Wschodniej jest na tę chwilę ograniczony, uważają eksperci DLA Piper. Głównym wyzwaniem dla funduszy pozostaje wysoka inflacja, która zwiększa koszty finansowania.

Pandemia COVID-19, wojna w Ukrainie, a także wysoka inflacja i rosnące koszty kapitału wymusiły na funduszach zmiany i konieczność dostosowania się do szybko zmieniających się warunków zewnętrznych – mówi Jakub Marcinkowski, partner w DLA Piper Polska kierujący zespołem private equity. – Dostrzegamy większą segmentację polskiego rynku private equity, jednak kluczową kwestią jest fakt, że nadal jest na nim wiele atrakcyjnych celów inwestycyjnych.

Jednym z sektorów, który przyciąga uwagę inwestorów PE, jest branża ochrony zdrowia i life sciences. Powodem zainteresowania jest spodziewany wzrost zapotrzebowania na usługi medyczne w Polsce w najbliższych latach, możliwość konsolidacji i poprawy działalności operacyjnej oraz tworzenie innowacyjnych rozwiązań.

Fundusze liczą na znaczny wzrost sektora ochrony zdrowia i life sciences wynikający z rosnącego zapotrzebowania na innowacyjne terapie i technologie. Wraz z postępami w takich obszarach jak telemedycyna, technologie mRNA/sRNA, leczenie chorób rzadkich czy rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji w medycynie i farmacji pojawia się wiele okazji do inwestycji w pionierskie firmy, które mogą przynieść znaczące stopy zwrotu – komentuje dr Andrzej Balicki, partner w DLA Piper, kierujący praktyką life sciences w Warszawie.

Kolejnym obszarem zainteresowania funduszy w Polsce są nieruchomości i logistyka, w tym powierzchnie magazynowe czy mniejsze parki handlowe. Fundusze coraz częściej inwestują także w nowe obszary rynku, często postrzegane przez banki jako bardziej ryzykowne, jak centra danych, placówki zdrowotne czy domy opieki dla seniorów.

Inwestycje w nieruchomości zapewniają stały strumień przychodów i wzrost wartości kapitału w długim terminie. Inwestycjom w logistykę sprzyja rozwój branży e-commerce i odbudowa łańcuchów dostaw. Ponadto, nieruchomości i logistyka pozwalają na lepszą dywersyfikację portfeli, ponieważ wyniki firm z tych branż nie są tak ściśle powiązane z rynkiem publicznym – wyjaśnia Agnieszka Lehwark, partner w zespole nieruchomości DLA Piper w Polsce.

Rynek odnawialnych źródeł energii również jest od dawna celem inwestycji private equity. W ostatnich latach Polska stała się jednym z najważniejszych rynków w Europie przyciągającym czołowe fundusze dysponujące znaczącym kapitałem na inwestycje.

Spodziewamy się, że w perspektywie krótko i średnioterminowej na polskim rynku OZE nastąpi rozwój projektów fotowoltaicznych średniej wielkości i lądowych farm wiatrowych – mówi Oskar Waluśkiewicz, partner i szef praktyki energetycznej w DLA Piper w Warszawie. – W dłuższym terminie inwestycje skupią na budowie dużych farm wiatrowych i fotowoltaicznych, magazynów energii i rozwoju nowych technologii. Wyzwaniem dla inwestorów pozostaną dynamiczne zmiany regulacyjne, a także potrzeba rozbudowy i modernizacji infrastruktury sieciowej oraz jej współpracy z odnawialnymi źródłami energii.

Startuje budowa infrastruktury przesyłowej dla morskiej farmy wiatrowej Baltic Power

Grupa ORLEN i Northland Power rozpoczęły w Gminie Choczewo budowę lądowej stacji elektroenergetycznej. Inwestycja umożliwi odebranie energii wytwarzanej na morzu przez farmę wiatrową Baltic Power.  Zgodnie z harmonogramem farma rozpocznie produkcję zeroemisyjnej energii w 2026 roku.

– Jako pierwsza firma w Polsce rozpoczynamy budowę infrastruktury umożliwiającej dostarczenie do sieci energii elektrycznej produkowanej na morzu. Rozpoczęliśmy też prace na terenie terminala instalacyjnego dla morskich farm wiatrowych w Świnoujściu. Nie zwalniamy tempa, bo inwestycje w nowoczesną, zeroemisyjną energetykę są filarem naszej strategii. Morskie farmy wiatrowe, obok małych reaktorów jądrowych, będą kluczem do transformacji polskiego systemu elektroenergetycznego i wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego naszego regionu. Jesteśmy w pełni przygotowani do realizacji inwestycji na Bałtyku, która już w 2026 roku będzie zapewniała czystą, dostępną energię milionom Polaków – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Cała infrastruktura towarzysząca farmie Baltic Power została zaprojektowana tak, aby zminimalizować wpływ inwestycji na środowisko. Stacja elektroenergetyczna, stanowiąca lądową część farmy wiatrowej Baltic Power,  będzie pełnić funkcję węzła dla linii kablowych przesyłających energię elektryczną z oddalonych o blisko 30 km morskich stacji elektroenergetycznych. Niemal cała trasa liczącego ok. 7 km odcinka lądowego kabla zostanie poprowadzona pod ziemią. Dotyczy to również plaży – dzięki zastosowaniu tzw. przewiertu sterowanego, wyjście mocy na ląd zostanie poprowadzone na głębokości ok. 10 metrów pod ziemią. Dzięki temu będzie ono niewidoczne i nie wpłynie na możliwość korzystania z plaży. Przebieg lądowej trasy kablowej zaprojektowano tak, aby inwestycja w minimalnym stopniu ingerowała w środowisko naturalne i omijała cenne przyrodniczo obszary.

– Baltic Power to przykład inwestycji, która kładzie szczególny nacisk na ochronę środowiska, zrównoważony rozwój i szacunek dla lokalnych społeczności, czyli aspekty, które są tak ważne zarówno dla Northland Power, jak i naszego partnera. Tym bardziej cieszymy się, że projekt Baltic Power osiąga kolejny tak ważny kamień milowy. Nasza farma, której budowa rozpocznie się w 2024 roku zgodnie z planem, zapewni w nadchodzących latach pierwsze dostawy zielonej energii dla Polski – podsumowuje Mike Crawley, Prezes Zarządu Northland Power.

Za projekt, budowę oraz dostarczenie niezbędnych komponentów do lądowej stacji elektroenergetycznej odpowiada konsorcjum firm GE i Enprom. GE wykonał projekt instalacji elektrycznej i dostarczy komponenty elektroenergetyczne wysokiego napięcia. Polska spółka Enprom przygotowała projekt i odpowiada całościowo za budowę stacji.

Baltic Power to obecnie najbardziej zaawansowany projekt budowy morskiej farmy wiatrowej w Polsce. Spółka zakończyła 2022 rok pełnym zabezpieczeniem umów na wszystkie kluczowe komponenty niezbędne do powstania farmy wiatrowej w ramach zaplanowanego łańcucha dostaw. W roku 2023, wraz z zabezpieczaniem wszystkich decyzji środowiskowych oraz pozwoleń na budowę, Baltic Power rozpoczyna pierwsze prace budowlane na lądzie. Zgodnie z harmonogramem pierwsze prace instalacyjne na morzu rozpoczną się w roku 2024. Jednocześnie w 2022 r. Grupa ORLEN podjęła strategiczną decyzję o budowie pierwszego w Polsce terminala instalacyjnego morskich farm wiatrowych. Inwestycja realizowana jest w porcie Świnoujście i po zakończeniu budowy na przełomie 2024/2025 roku będzie jednym z najnowocześniejszych terminali w Europie. Jego nabrzeża i place składowe pozwolą na transport i montaż najnowocześniejszych turbin wiatrowych o mocy 15MW i większych.

Morską farmę wiatrową Baltic Power będzie tworzyło 76 turbin o jednostkowej mocy 15 MW i wysokości ponad 200 metrów pracujących na obszarze ok. 130 km2. Farma zostanie zlokalizowana około 23 km od brzegu, na wysokości Choczewa oraz Łeby, gdzie powstanie port serwisowy farmy. Po zakończeniu budowy farma będzie w stanie zasilić czystą energią ponad 1,5 miliona gospodarstw domowych.

Oddech przed kolejną górką na rynku najmu

Po wielu miesiącach dynamicznych zmian widać, że rynek najmu się stabilizuje. Na koniec kwietnia stan oferty mieszkań na wynajem utrzymał się na zbliżonym do poprzedniego miesiąca poziomie. Średnie czynsze ofertowe nieznacznie wzrosły – o 1,4%. Równocześnie, spadek liczby nowych ogłoszeń o 20% i niższa rotacja ofert wskazują na pewne spowolnienie. Jest ono jednak najpewniej chwilowe i zmieni się wraz z nadejściem lipca i początkiem szczytu “akademickiego” na rynku najmu – wynika z najnowszego, kwietniowego “Raportu z rynku najmu” Otodom.

Na koniec kwietnia 2023 roku liczba aktywnych ofert najmu w serwisie Otodom utrzymywała się na stabilnym poziomie. Największy przyrost względem poprzedniego miesiąca zauważalny był w Szczecinie (7%) i w Łodzi (6%). Baza ogłoszeń zmniejszyła się natomiast o 22% w Trójmieście oraz o 7% w Poznaniu i 1% we Wrocławiu. Eksperci Otodom wskazują, że spadek liczby aktywnych ofert w tych miastach może być związany z rozpoczynającym się sezonem turystycznym i przekierowaniem części mieszkań do najmu krótkoterminowego.

Migracja ogłoszeń pomiędzy najmem krótko a długoterminowym jest widoczna szczególnie w miastach turystycznych. W drugiej połowie poprzedniego roku największe miasta w Polsce obudowywały ofertę mieszkań na wynajem stopniowo, natomiast w Gdańsku liczba ogłoszeń na początku września była prawie 2-krotnie wyższa niż przed wybuchem wojny w Ukrainie. Z pewnością ten efekt częściowo został wywołany przez powrót mieszkań z najmu krótkoterminowego do długoterminowego po sezonie wakacyjnym – komentuje Karolina Klimaszewska, analityczka Otodom.

Liczba nowych ofert wynajmu spada

Wynajmujący dodali w kwietniu o jedną piątą mniej nowych ofert mieszkań na wynajem niż w marcu. W Trójmieście odnotowano spadek o 35%, w Warszawie i Krakowie o 18 %, a w Łodzi o 7%. Obrót na rynku najmu wyraźnie spowolnił względem ubiegłego miesiąca. Świadczy o tym rotacja ofert (liczba nowych w stosunku do marca ofert, ale zamkniętych przed upływem końca kwietnia), która była o jedną trzecią niższa niż w marcu i kształtowała się na poziomie 5,5 tys.

Historycznie drugi kwartał roku to czas spowolnienia na rynku najmu wynikający z jednej strony z zaspokojenia potrzeb najemców noworocznym ożywieniu, a z drugiej  oczekiwaniem na większy wybór oferty spowodowany zwolnieniem mieszkań przez studentów na sezon wakacyjny – zauważa Karolina Klimaszewska.

Czynsze ofertowe nieznacznie rosną

W kwietniu 2023 roku uśredniona cena czynszów ofertowych w miastach wojewódzkich wzrosła o 1,4% względem poprzedniego miesiąca. Najwyższy skok odnotowano w Olsztynie (7,8%) i Lublinie. (4,6%). W Białymstoku, Łodzi i Poznaniu ceny utrzymały się prawie na takim samym poziomie. Natomiast tendencję spadkową z marca 2023, gdy średnie stawki czynszu malały we wszystkich miastach, utrzymał w kwietniu tylko Wrocław.

Niższe zainteresowanie kategorią najmu w kwietniu nie wywierał presji na rynku, nie stwarzając podstaw do podwyżek ofertowych kwot najmu u wynajmujących. W kwietniu zanotowano bowiem spadek liczby wyszukiwań w tej kategorii o 10% względem poprzedniego miesiąca, do czego z pewnością przyczynił się czas świąteczny, jak i początek długiego weekendu majowego – podkreśla Karolina Klimaszewska.

W analogicznym okresie ubiegłego roku obserwowaliśmy dynamiczny wzrost cen najmu w miastach, do których kierowali się uchodźcy z Ukrainy. Jednak widać, że w ujęciu rocznym trend ten nie utrzymał się na jednorodnym poziomie we wszystkich tych miastach. W Rzeszowie i Lublinie stawki najmu  były wyższe w kwietniu tego roku o odpowiednio 36% i 22%. Łódź i Kraków zanotowały umiarkowaną dynamikę na poziomie 17% i 10%, a Warszawa i Wrocław – poniżej 10%.

Więcej szczegółów w “Raporcie z rynku najmu” Otodom za kwiecień 2023 oraz na stronie https://www.otodom.pl/wiadomosci/

Ponad ¼ firm w Polsce jest zarządzana przez czterdziestolatków(-tki)

Pierwszy raz przeanalizowano pod kątem wieku 811 tys. prezesów(-ek) i członków(-iń) zarządów, zajmujących ponad milion stanowisk, z firm zarejestrowanych w Polsce. Z danych wynika, że statystyczna osoba na stanowisku prezesa to czterdziestoletni mężczyzna z dużego miasta zarządzający firmą powstałą w latach 1995-2005. Według KRS ponad ⅕ firm zarejestrowanych jest w rękach trzydziestolatków(-tek), ponad ¼ – czterdziestolatków(-tek), a niemal co szósty prezes(-ka) ma ponad 70 lat. Wiek jest jedną z kluczowych kwestii budowania różnorodnego świata biznesu. Premierowe narzędzie Living Library Klubu Champions of Change zrzeszającego liderów i liderki działające w Polsce stworzy przestrzeń do dialogu z grupami, które często w biznesie mierzą się ze stereotypami i uprzedzeniami.

Jedno z pierwszych praktycznych narzędzi Diversity, Equity & Inclusion

Podczas wydarzenia z okazji 5-lecia Klubu Champions of Change odbędzie się premiera narzędzia Living Library, wspierającego politykę Diversity & Inclusion w biznesie. Projekt, realizowany poprzez partnerstwo kilkunastu firm, jest fenomenem nie tylko na skalę polską, lecz także europejską. Celem inicjatywy jest zmierzenie się Czytelników twarzą w twarz ze stereotypami i własnymi uprzedzeniami. Spotkanie z człowiekiem, pełniącym rolę Żywej Książki, inicjuje dialog między ludźmi różnymi od siebie oraz pozwala budować zrozumienie dla inności, jednocześnie redukując niechęć wobec tego, co obce.

Pierwsza analiza KRS pod kątem wieku prezesów(-ek) firm zarejestrowanych w Polsce

Klub Champions of Change zrzesza liderów i liderki dużych firm działających w Polsce. Jego ideą jest wspólne działanie na rzecz wspierania różnorodności w biznesie, działań włączających, które wyrównują szanse kobiet i mężczyzn na rynku pracy oraz inspirowanie do zmian innych. Jednym z kontekstów najczęściej różnicujących w biznesie jest wiek pracowników. Na zlecenie Fundacji Sukcesu Pisanego Szminką i jej inicjatywy – Klubu Champions of Change, wywiadownia gospodarcza Dun & Bradstreet Poland zbadała skład osobowy polskich firm. Analizie poddano ponad 811 tys. osób zajmujących ponad milion stanowisk. Na potrzeby badania przyjęto siedem przedziałów wiekowych, od 14 do 23 lat i kolejno: 23-30, 31-40, 41-50, 51-60, 61-70 i powyżej 70 lat.

Ponad ¼ firm w rękach czterdziestolatków(-ek)

Z danych wynika, że podczas, gdy udział osób w wieku do 23 roku życia pełniących kluczową rolę w firmie nie przekracza 1 proc., tak już w wieku od 23 do 30 lat ten odsetek stanowi 4,7 proc. Udział trzydziestolatków(-ek) na kluczowych stanowiskach w firmach zarejestrowanych w Polsce stanowi 21,5 proc., a czterdziestolatków(-ek) – aż 28,4 proc. W kolejnych grupach wiekowych odsetek ten zaczyna spadać: udział pięćdziesięciolatków(-ek) w kadrach kierowniczych to 22,9 proc., sześćdziesięciolatków(-ek) – 14,14 proc., a osób powyżej 70 lat – 7,5 proc.

Profil statystycznego prezesa – czterdziestoletni mężczyzna z dużego miasta

Z pierwszej analizy KRS pod kątem wieku zarządzających firmami wynika, że w Polsce statystyczna osoba na stanowisku prezesa to mężczyzna w wieku 40 lat, kierujący przedsiębiorstwem produkcyjnym, przemysłu ciężkiego lub firmą budowlaną, z dużych aglomeracji miejskich dobrze prosperujących województw: Warszawy, Wrocławia, Trójmiasta, Poznania, Krakowa czy Katowic. Zarządza on firmą założoną w latach 1995-2005.

Niemal co szósty dyrektor(-ka) ma powyżej 70 lat

Blisko 14 proc. członków(-iń) zarządów w branży usługowej to osoby mające 70 lat i więcej. Ta grupa wiekowa ma także swoją silną reprezentację w administracji publicznej i obronie narodowej (11 proc.), leśnictwie, łowiectwie i rolnictwie (8,2 proc.) oraz obsłudze rynku nieruchomości (6 proc.). W przypadku funkcji prezesa(-ski) także jest to sektor leśnictwa, łowiectwa i rolnictwa (9,3 proc.), a dodatkowo górnictwo i wydobywanie (8,7 proc.), przetwórstwo przemysłowe (6,4 proc.) oraz pozostała działalność usługowa (7,1 proc.).

Analiza wykonana przez wywiadownię gospodarczą Dun & Bradstreet Poland obejmowała ponad 811 tys. osób zajmujących ponad milion stanowisk. Na potrzeby badania przyjęto siedem przedziałów wiekowych, od 14 do 23 lat i kolejno: 23-30, 31-40, 41-50, 51-60, 61-70 i powyżej 70 lat.

Mieszkaniowa inflacja wciąż nie spowalnia

Wiemy już, jak szybko drożało użytkowanie mieszkania w I kw. 2023 r. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl sytuacja dotycząca opału się ustabilizowała, ale inne zmiany mogą niepokoić.

Szybko rosnące koszty użytkowania lokali i domów to problem, który już od ponad roku dręczy Polaków. Warto zatem sprawdzić, co o skali tego niekorzystnego zjawiska mówią dane GUS z I kw. 2023 r. Wspomniane informacje pokazują bowiem wyraźnie, że tempo wzrostu czynszów spowolniło, a opał zaczął nawet tanieć. Niestety, widzimy jednocześnie inne, bardzo niepokojące zmiany. Główny Urząd Statystyczny podaje, że I kw. 2023 r. przyniósł wzrost kosztów użytkowania lokali i domów o 21,3% względem I kw. 2022 r. Kwartalna dynamika wzrostu kosztów mieszkaniowych (w stosunku do IV kw. 2022 r.) była bardziej niepokojąca. Mówimy bowiem o wyniku na poziomie 8,0%. Złożyły się na niego następujące zmiany kosztów:

  • Opłaty na rzecz właścicieli (czynsze) – wzrost o 17,6% względem I kw. 2022 r./wzrost o 3,5% względem IV kw. 2022 r.
  • Zaopatrywanie w wodę – wzrost roczny o 4,8%/wzrost kwartalny o 2,8%
  • Wywóz śmieci – wzrost roczny o 8,2%/wzrost kwartalny o 4,7%
  • Usługi kanalizacyjne – wzrost roczny o 9,9%/wzrost kwartalny o 3,4%
  • Energia elektryczna – wzrost roczny o 22,6%/wzrost kwartalny o 22,3%
  • Gaz – wzrost roczny o 18,5%/wzrost kwartalny o 17,5%
  • Opał – wzrost roczny o 48,2%/spadek kwartalny o 13,2%
  • Energia cieplna – wzrost roczny o 39,0%/wzrost kwartalny o 13,4%

Spowolnienie dynamiki czynszów może cieszyć najemców. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zwracają uwagę też kwartalny spadek kosztów opału kupowanego przez właścicieli domów. Duży wzrost w I kw. 2023 r. kosztów dotyczących prądu, gazu, zaopatrywania w wodę, wywozu śmieci, usług kanalizacyjnych i ciepła sieciowego to zapewne efekt zmian taryfowych oraz podwyżek z początku bieżącego roku. Dlatego dane GUS dla II kw. 2023 r. powinny wyglądać lepiej pod względem poziomu mieszkaniowej inflacji. Nie należy oczywiście zapominać, że podwyżki z I kw. 2023 r. będą w kolejnych miesiącach nadwyrężały budżety gospodarstw domowych.Tab. 1 - Koszty użytkowania lokali i domów

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Idzie kryzys w transporcie. Firmy alarmują: „Spada zapotrzebowanie na pracę kierowców. Część taboru odstawiona na parking”

Firmy transportowe oraz eksperci zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie są zgodni – pierwszy raz od lat spadł popyt na pracę kierowców samochodów. To nowość, bo jeszcze w 2022 roku szacowało się, że na rynku może brakować nawet 100 tysięcy kierowców. – Ten rynek nadal jest bardzo chłonny. Brakuje młodych kierowców, nie ma wymiany pokoleniowej. Musimy kształcić młodych kierowców, którzy będą zainteresowani zajmowaniem miejsc kierowców zawodowych, którzy przechodzą na emeryturę – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.  – Pierwszy raz od wielu lat mamy oferty pracy od kierowców.  Tutaj sytuacja jest bardzo złożona – cena paliw spadła, cena frachtów morskich jest mniejsza niż rok temu, dywersyfikacja logistyki mocno się zmieniła. Transport drogowy ma alternatywę, więc nie ma takiego popytu na pracę kierowców – mówi ekspertka rynku pracy Katarzyna Opiekulska.

Przedsiębiorcy załadowali magazyny na zapas. To musiało ograniczyć transport w I półroczu roku 2023

Eksperci zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej przyznają, że sytuacja jest skomplikowana i pierwsze półrocze roku 2023 na nowo definiują sytuację transportu i całego sektora TSL. Z jednej strony długofalowo brakuje kierowców. Z drugiej jednak, w ostatnich miesiącach drastycznie spadł popyt na pracę kierowców, szczególnie na trasach międzynarodowych. To powoduje, że z jednej strony przedsiębiorcy martwią się o bieżącą pracę dla swoich załóg, a z drugiej obawiają się odchodzenia kierowców i braku możliwości zastąpienia ich młodymi kadrami.

– W ostatnim czasie od początku roku sytuacja z kierowcami unormowała się ze względu na obecny stan zmniejszenia wolumenu przewożonych ładunków w Europie. Ceny paliwa spadają a zarazem frachty za przewóz wraz z nimi. Wpływa to na wynagrodzenia kierowców.  Odnotowuje się nawet niewielki spadek wynagrodzeń dla kierowców szacunkowo 15-20% w dół – mówi Eryk Grykień, menadżer logistyki Uniwersytet WSB Merito Szczecin.

– Transport  i logistyka to sektor gospodarki, który z jednej strony jako pierwszy odczuwa zmiany w gospodarce, tak było w przypadku pandemii i wojny, ale z drugiej strony musi patrzeć na opłacalność inwestycji i skalowanie zatrudnienia długoterminowo. Wiele firm transportowych martwi się słabnącym popytem na usługi transportowe, co jest spowodowane spowolnieniem rozwoju sektora e-commerce, spadkiem zapotrzebowania na wiele towarów i usług. Prawda jest taka, że wiele firm zatowarowało się na zapas, zapełniając w 2022 roku magazyny dosłownie po sufit. Takie firmy w tym półroczu nie mają już zapotrzebowania na regularne transporty. Do łask wraca też transport morski – dodaje prezes Grupy CSL Laura Hołowacz.

„Firmy są zmuszone do odstawienia części taboru na parking”

Również Jerzy Gębski z firmy Enterprise Logistics przyznaje, że sytuacja związana z poszukiwaniem kierowców i kompletowaniem obsady kierowców jest w tym momencie zupełnie inna niż w 2022 roku.

– Jeśli więc idzie o obsadzenie załóg ciężarówek, to mamy do czynienia z chwilowa ulgą, która jest jednak marnym pocieszeniem. Albowiem spadek popytu na usługi transportowe przy niemalejącej ich podaży, powoduje presję na obniżanie stawek przewozowych. To zaś, w połączeniu z wciąż rosnącymi kosztami prowadzenia działalności transportowej, odbija się w sposób niekorzystny w wynikach rentowności operatorów transportu. Mając to na uwadze należy stwierdzić, że bieżący rok to będzie rok próby dla wielu przedstawicieli branży. Już teraz, zarówno z powodu niedoborów kadrowych, jak i przez słabnący popyt, firmy zostają zmuszone do odstawienia części taboru na parking w oczekiwaniu na poprawę koniunktury – komentuje Jerzy Gębski.

Czy to generuje odejścia kierowców z firm transportowych?

– Mamy do czynienia z pewną wzmożoną fluktuacją, jednak jestem daleki od optymizmu w ocenie tej sytuacji. Ostatecznie gdy poprawi się sytuacja gospodarcza, to problem braku kierowców powróci ze wzmożoną siłą – dodaje Jerzy Gębski z firmy Enterprise Logistic.

ZPPHiU: Kim jest uprzywilejowany najemca w centrum handlowym?

To właściciel centrum powinien ponosić koszty pozyskania i utrzymania tzw. anchors.

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) zwraca uwagę, że najemcy w centrach handlowych – negocjując umowy – nie są informowani o liczbie uprzywilejowanych najemców (tzw. anchors), ani długości trwania ich umów. Tacy najemcy mają preferencyjne warunki czynszu i opłat wspólnych. Jedynie właściciel lub zarządca centrum wie, kiedy najemca uprzywilejowany może skorzystać z opcji zakończenia umowy, jakich warunków oczekuje przy ich przedłużeniu i jak zmieni się w wyniku tych zmian charakter centrum. Zapisy mówiące, że anchorem może być każdy najemca, którego wynajmujący uzna za takiego, są jak najbardziej zasadne. Naturalną konsekwencją takiego stwierdzenia jest akceptacja konieczności poniesienia przez właściciela centrum kosztów pozyskania i utrzymania najemców uprzywilejowanych.

Anchorem w funkcjonującym centrum może być mały powierzchniowo oryginalny butik – otwarty jako jedyny w mieście lub kilka sklepów obsługujących wymagających klientów o zbliżonych potrzebach. O znaczeniu tych konceptów dla u unikalności oferty centrum wie tylko właściciel oraz zarządca centrum. Anchorami mogą być placówki bankowe czy urzędów miast albo placówki Zarządu Transportu Miejskiego – zajmujące relatywnie niewielkie powierzchnie, ale otwarte w godzinach otwarcia centrum, czyli dłużej niż w tradycyjnych lokalizacjach, a zatem atrakcyjne dla klientów.

Sąd Najwyższy wydał wyrok, w którym stwierdził, że nierówne traktowanie najemców w galerii handlowej jest czynem nieuczciwej konkurencji. Wynajmujący nie może pobierać od jednych najemców zawyżonych kosztów operacyjnych w związku ze zwolnieniem z takich opłat innych. Sprawa dotyczyła kosztów wspólnych, które są co do zasady pokrywane proporcjonalnie przez wszystkich najemców. Takie obniżki mogą być proponowane przez wynajmującego – ale to on sam musi wówczas pokryć różnicę, a nie żądać jej od innych najemców.

„Od kilku tygodni najemcy centrów handlowych dostają informacje o rozliczeniach kosztów wspólnych za 2022 r. Jak można było się spodziewać, wartości niektórych faktur wywołały sprzeciw i wzburzenie adresatów. Termin anchor pojawił się w przestrzeni publicznej dzięki informacji o sentencji Sądu Najwyższego i wyrokowi Sądu Apelacyjnego w sprawie nieuprawnionego przeniesienia kosztów wspólnych, które przypadały na powierzchnie najemców uprzywilejowanych na inny podmiot, reprezentowany przez mec. dr Tomasza Henclewskiego. Najemcy uprzywilejowani ponieśli mniejszą część kosztów utrzymania centrum, niż wynikałoby to z udziału ich sklepów do powierzchni najmu całego obiektu, a właściciel w nie pokrył deficytu z własnych środków, lecz przeniósł je między innymi na najemcę, który wytoczył proces. Ponieważ termin anchor/ najemca uprzywilejowany nie jest potocznie znany – warto zastanowić się kogo i według jakich kryteriów można uznać za anchora, czyli najemcę, który poniekąd współdecyduje o sukcesie centrum. Oferta anchora wyróżnia centrum na tle konkurencji i przyciąga do niego klientów. Sprawa jest jednoznaczna w przypadku centrów handlowych pierwszych generacji. Centra były wówczas nieliczne, bardzo dzięki temu atrakcyjne – a hipermarket zajmujący znaczącą cześć powierzchni był bezdyskusyjnym najemcą uprzywilejowanym. Warto zaznaczyć, że na rynku nie funkcjonowały wówczas dyskonty i nie były znane centra convenience, ani retail parki. Anchorami były także wszystkie pierwsze, nieznane wcześniej w Polsce sklepy wielkopowierzchniowe o zdecydowanym charakterze i zróżnicowanej ofercie. W nowszych obiektach handlowych sytuacja nie jest już jednoznaczna. Centrów jest bardzo wiele. Znaczna liczba dużych konceptów sieciowych decyduje się na szeroką dystrybucję nie tylko w obiektach wiodących, ale i zdecydowanie mniejszych. Duża powierzchnia wynajmowana przez jeden podmiot przyspiesza i ułatwia proces komercjalizacji oraz pozwala na pełną ekspozycję kompleksowej oferty anchora – ale nie wyróżnia zasadniczo centrum. Ryzyko prawidłowej, a zatem także opłacalnej finansowo dla właściciela, komercjalizacji centrum spoczywa wyłącznie na tym, który o niej decyduje. Nie akceptujemy prób antagonizowania najemców, widocznych w niektórych mediach. To wyłącznie wynajmujący przesądzają jaki jest tenant mix stosowny dla zapewnienia założonej atrakcyjności centrum handlowego. Dlatego to oni powinni ponosić konsekwencje biznesowe swoich wyborów” – mówi Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

W kwietniu 2023 roku zapadł przełomowy, prawomocny wyrok Sądu Apelacyjnego, przyznający najemcy ponad 100 tys. zł od galerii handlowej w związku z nieuczciwymi praktykami w obliczaniu kosztów wspólnych. To efekt korzystnego dla najemców wyroku Sądu Najwyższego z dnia 28.10.2022 r. (sygn. akt II CSKP 456/22), prowadzonego przez Kancelarię Henclewski Wyjatek. To pierwszy wyrok nakazujący zwrot Najemcy nienależnie pobranych opłat wspólnych przez Wynajmującego. Najemcę w sprawie przed Sądem Najwyższym oraz Sądem Apelacyjnym w Warszawie z ramienia Kancelarii Henclewski Wyjatek prowadził adw. dr Tomasz Henclewski i adw. dr Karol Szadkowski.

Sąd Najwyższy stwierdził, że „Analizowany czyn nieuczciwej konkurencji związany z nierównym – bez należytego usprawiedliwienia tego zróżnicowania – traktowaniem kontrahentów wymaga określenia poziomu referencyjnego, poziomu „równego traktowania”. Ten zaś winien być poziomem tożsamym dla wszystkich kontrahentów”.

Obecnie najemcy nie mogą przewidzieć, ile będą musieli zapłacić za koszty wspólne w większości galerii handlowych. Właściciele i zarządzający takimi obiektami zawierając umowę przedstawiają wartość zaliczkową kosztów eksploatacyjnych. Jednak na koniec każdego roku oczekują dopłat, nie przedstawiając szczegółowego rozliczenia ani dokumentacji poniesionych kosztów. Dlatego ZPPHiU apeluje, aby wartość kosztów wspólnych była w pełni przewidywalna i określona z góry jako jedna, niezmienna kwota. Najlepiej, jeśli byłaby ona stałym, określonym w umowie, elementem czynszu. Do kosztów wspólnych wynajmujący zaliczają: utrzymanie powierzchni poza sklepami i punktami usługowymi – takich jak korytarze, toalety, parkingi, wejścia, schody, windy etc. Najemcy ponoszą opłaty za personel i biura zarządcy, sprzątanie, oświetlenie, ochronę – oraz podatek od nieruchomości należny od wynajmującego. Najemcy muszą też pokrywać kary administracyjne nałożone na wynajmującego, koszty odzyskiwania należności, ubezpieczenia, itp.

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) wspólnie z Polskim Stowarzyszeniem Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) podczas Pierwszego Kongresu ZPPHiU i PSNPH przedyskutowały najistotniejsze kwestie poruszane przez Kodeks Najlepszych Praktyk w umowach najmu według najemców. Przygotowany przez PSNPH Kodeks, uaktualniający dokument powstały w 2011 roku, wskazuje na oczekiwane przez najemców standardy współpracy i komunikacji z właścicielami oraz zarządcami centrów handlowych. Zasady proponowane przez Kodeks mają właściwie rozłożyć ryzyka biznesowe obu stron umowy.

Prawie połowa Polaków wierzy, że ich sytuacja finansowa polepszy się w ciągu najbliższych pięciu lat

Od zimy 2020 r. żyjemy w ciągłym stresie. Pandemia, wojna w Ukrainie każdego dnia pokazują nam, jak kruche jest ludzkie życie. Dodatkowo, silne wahania cen paliwa i brak stabilności powodujące rosnącą inflację oraz spowolnienie gospodarki wpływają na osłabienie naszego poczucia bezpieczeństwa.

Niebezpieczny optymizm

Na zlecenie Prudential w Polsce (działającego pod szyldem marki Pru) na przełomie 2022 i 2023 roku powstało badanie Prudential Family Index, w którym zapytaliśmy o postawy Polaków wobec ubezpieczeń na życie, oszczędzania i emerytur. Mimo deklarowanego spadku przychodów i obaw o utrzymanie statusu materialnego co druga osoba oczekuje polepszenia swojej sytuacji finansowej w ciągu najbliższych pięciu lat. Jednak przesadny optymizm może być złudny, a rozsądnym rozwiązaniem jest regularne oszczędzanie połączone z ubezpieczeniem na życie.

– Musimy pamiętać, że ostatnie lata były wyjątkowo korzystne pod względem gospodarczym. Już teraz jednak widać, że dochody realne na skutek inflacji spadają, obciążenia kredytowe rosną, wobec niepewności na rynkach firmy wstrzymują się z inwestycjami, co odbije się na rynku pracy. Możliwość „poradzenia sobie” w sytuacji nieszczęśliwego zdarzenia w rodzinie (utrata życia lub możliwości zarobkowania członka rodziny albo poważna choroba) będzie więc trudniejsza niż parę lat temu – mówi prof. Jacek Tomkiewicz, dziekan Kolegium Finansów i Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego.

Praca, choroba i wypadki

Co w takim razie są najbardziej skłonni ubezpieczać Polacy? Najwięcej odpowiedzi zyskało ubezpieczenie na wypadek utraty zdolności do pracy (74 proc.), na drugim miejscu – od poważnego zachorowania (68 proc.), a na trzecim – od nieszczęśliwych wypadków (66 proc.).

– Postawy wobec ubezpieczeń na życie zmieniają się powoli. Większość badanych deklaruje, że ma zgromadzone oszczędności na nie więcej niż trzy miesiące życia, więc w przypadku zdarzeń losowych sytuacja gospodarcza naszego gospodarstwa domowego może się szybko pogorszyć – dodaje prof. Jacek Tomkiewicz.

Eksperci podkreślają, że minimalna kwota zebranych oszczędności powinna być równa przynajmniej rocznej pensji, aby dawała poczucie bezpieczeństwa i umożliwiała na przykład poszukiwanie nowej pracy.

Bardzo podzielone zdanie Polaków

37 proc. Polaków biorących udział w badaniu Prudential Family Index uważa, że w obecnej sytuacji ubezpieczenie na życie okazuje się bardzo potrzebne. Jednak niemal taka sama grupa (39 proc.) wskazuje, że ubezpieczenie na życie w niczym nie pomaga. Co czwarty badany nie ma zdania w obecnej sytuacji. 27 proc. respondentów, którzy nie posiadają ubezpieczenia indywidualnego, wierzy, że jeśli coś im się stanie, to pomogą inni – państwo, rodzina, znajomi.

Wiara w solidarność społeczną, więzy krwi i pomoc państwa są bardzo budujące. Jednak należy brać pod uwagę rzeczywistość i to, że każdy z nas znajduje się obecnie w trudniejszej sytuacji. Dlatego najlepiej polegać na wsparciu doświadczonych ubezpieczycieli. W takich sytuacjach sprawdzają się ubezpieczenia o charakterze ochronno-oszczędnościowym. Warto wziąć je pod uwagę, zastanawiając się, zwłaszcza teraz, nad przyszłością finansową swoją i całej rodziny – podkreśla Sławek Bełz, dyrektor sprzedaży agencyjnej Prudential Polska, firmy oferującej ubezpieczenia pod marką Pru.

Informacje o Prudential Family Index: Badanie zostało przeprowadzone przez agencję badawczą Beyond w listopadzie 2022 metodą CAWI (kwestionariuszowych wywiadów prowadzonych przez internet) na panelu firmy Norstat Polska, na próbie reprezentatywnej Polaków wieku 25-45 lat posiadających przynajmniej jedno dziecko. Badana próba liczyła 500 osób.

Firmy remontowe wychodzą z cienia szarej strefy, lepsza pozycja w bankach

  • W szczycie sprzedaży kredytów hipotecznych branża remontowo-wykończeniowa wynagrodzenie dostawała tuż po wykonanej pracy, a nawet przed. Nie zawsze na fakturze.
  • Teraz, po spadku liczby zleceń indywidualnych, znalazła zatrudnienie przy przebudowie starych budynków biurowych, które wymagają zmniejszenia energochłonności i modernizacji zgodnej z ESG.
  • Wykończeniowcy na zapłatę z takich zleceń czekają dłużej, ale ich pozycja w negocjacjach z bankami i instytucjami finansowymi jest lepsza.

W 2022 roku rozpoczęto budowę tylko 200 tys. nowych mieszkań. To o 27,8% mniej niż w 2021 roku. W przypadku deweloperów spadek liczby rozpoczętych budów przekroczył nawet 30% (30,7% mniej niż w 2021 roku). Podobne uwarunkowania utrzymują się w pierwszych miesiącach tego roku -pozwoleń na budowę lub zgłoszeń wydano o 34,3% mniej niż w analogicznym okresie 2022 roku (dane GUS). To oczywiście efekt wysokich stóp procentowych i drogich kredytów, na które gwałtownie spadło zapotrzebowanie. W 2022 r. banki udzieliły 126 tys. kredytów mieszkaniowych, a więc o 50,8% mniej niż w roku 2021. Także pod względem wartości udzielonych kredytów w roku 2022 spadek sięgnął ponad 49% (dane Związek Banków Polskich).

Firmy wykończeniowe schodzą z mieszkań, pukają do biur

Dwa lata temu na ekipę wykończeniową czekało się dłużej niż na rehabilitację z ZUS. Powstało setki nowych firm remontowo-budowlanych, które korzystały na hossie w branży. To już jednak przeszłość. Zmniejszone zapotrzebowanie na wykańczanie mieszkań i domów spowodował, że budowlańcy zmuszeni są, szukać nowych zleceniodawców. Są duże szanse, że ich znajdą.

Z naszych rozmów z mikro i małymi firmami budowlanymi wynika, że zapotrzebowanie na ich usługi ciągle jest duże, zmienili się jednak główni zleceniodawcy. Nie są to już Kowalski z Nowakiem, którzy wykończają mieszkanie i płacą od ręki, a nawet dużą część prac zaliczkują. Teraz dużą grupę zleceniodawców stanowią zarządzający biurami. Ci jednak negocjują stawki bardziej asertywnie, nie są też skłonni płacić zaraz po wykonaniu zlecenia. Wolą przez miesiąc, a czasem nawet dłużej przetrzymać pieniądze. Powstaje czasowa luka pomiędzy wykonanym zleceniem, a przelewem. To powoduje, że wielu przedsiębiorców budowalnych szuka finansowania pomostowego, które pozwoli im przetrwać do przelewu – mówi Marek Sikorski z Finea, firmy mikrofaktoringowej.

Luka podażowa napędzi modernizacje w starszych budynkach

Wg raportu CBRE w Warszawie współczynnik pustostanów w obiektach biurowych sprzed 2010 roku, czyli liczących 13 i więcej lat wynosi 15,5% wobec 4,5% w obiektach z lat 2015-19. Podobnie jest w innych miastach. Mniejsza skala oddawanej w ostatnich miesiącach powierzchni biurowej (w Warszawie w tym roku do użytku nie oddano jeszcze żadnego biurowca – CBRE) powoduje wzrost zainteresowania starszymi obiektami. Je trzeba jednak przebudować, podnieść standard, ale i dostosować do bardziej energooszczędnego funkcjonowania. Na spory boom w modernizacjach starszych budynków wpływają również regulacje ESG, które są ważne dla coraz większej grupy najemców. Ci, których nie przekonują kwestie zrównoważonego rozwoju potrafią liczyć pieniądze i maja świadomość, że za energię i ogrzewanie starszego, niedostosowanego budynku trzeba płacić więcej. Poprawa efektywności jest możliwa, ale do tego potrzebni są budowlańcy.

– Zleceniodawcy biznesowi twardo negocjują umowy, a prace są fakturowane i rozliczane zgodnie z obowiązującymi przepisami. Na przelew z takich kontraktów czeka się dłużej, warto jednak zwrócić uwagę, że taka sytuacja ma też pozytywne konsekwencje. Firma budowlana realizująca dużo małych zleceń wykończeniowych w prywatnych domach jest mało wiarygodna dla instytucji bankowych. Brak długoterminowych umów powoduje, że nie mają szans na kredyt. W przypadku realizacji zleceń dla parków biurowych umowy są rozpisane na wiele miesięcy, a płatnikiem jest duża i często solidna firma. To powoduje, że łatwiej jest uzyskać finansowanie faktoringowe, bo zasadą jego udzielania jest analiza przyszłych zleceń i umów podpisanych z solidnymi płatnikami. To, że chcą płacić miesiąc czy dwa po zakończeniu pracy nie jest kłopotem, tak działa duża część polskiej gospodarki i mało kogo to (niestety) dziwidodaje Marek Sikorski z Finea.

Ekspert eFaktor twierdzi, że po finansowanie przychodzą nie tylko małe, kilkuosobowe firmy, które po przejściu na pracę dla właścicieli biur muszą wprawdzie dłużej czekać na pieniądze, ale stali się też bardziej wiarygodni dla instytucji finansowych.

Zdarzają się też coraz częściej średnie firmy, które kładą na stole duże kontrakty na przebudowy biur. Wcześniej realizowały dwa – trzy takie zlecenia rocznie, teraz dwukrotnie lub trzykrotnie więcej. Oczywiście w tej sytuacji ich pozycja w negocjowaniu finansowania jest lepsza – Mateusz Skowronek z eFaktor, firmy faktoringowej.

Wg eksperta jest to pewna forma cywilizowania zasad współpracy firmy z branży budowlanej i docenienia ich wkład w PKB.

W Polsce jest obecnie około 13 mln m kw. biur, zaś średni współczynnik pustostanów wynosi około 13,5%. To w dużej mierze spośród nich będą w najbliższych 2-3 latach czerpać potencjalni najemcy. Stanie się to jednak po przebudowie i podniesieniu efektywności energetycznej. Odświeżenia i dostosowania do standardów rynkowych wymaga niemal 2 mln m kw. powierzchni.

Tanieje pszenica, drożej kakao, WIG-20 najwyżej od 13 miesięcy

WIG-20 rosnąc w piątek o 2,7 proc. (najsilniej od 27 kwietnia br.) osiągnął swój najwyższy poziom od kwietnia ub.r. Również najwyżej od 13 miesięcy był w piątek WIG. Dziś rano te dwa główne indeksy GPW próbowały kontynuować wzrosty (WIG-20 +0,3 proc., WIG +0,2 proc. ok. godz. 9:50). Najwyżej od kwietnia 2022 był dziś rano również mWIG-40.

Wśród indeksów sektorowych GPW najwyższy od ponad roku poziom osiągnęła dziś rano WIG-Media. Wśród składników WIG-u 20 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś kursy akcji PZU, Santander Bank Polska i Allegro. Jeśli chodzi o akcje wchodzące w skład mWIG-u, to dziś do swego najwyższego poziomu od 1,5 roku dotarła cena akcji PKP Cargo. Najniżej od 14 lat była dziś cena akcji spółki Kernel Holding. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś kursy akcji spółek Apator, Rainbow Tours, Synektik i Comp.

Poranne zmiany wysokość kontraktów na główne amerykańskie indeksy były kosmetyczne (S&P 500 -0,06 proc. ok. godz. 9:50).

DAX i CAC 40 notowały rano niewielkie spadki (odpowiednio -0,17 proc. i -0,07 proc. ok. godz. 9:50).

Rentowność 10-letnich obligacji rządu Stanów Zjednoczonych osiągnęła w piątek swój najwyższy poziom od ponad 2 miesięcy, ale dziś rano lekko spadała (3,664 proc.). Odwrotnie zachowywała się rentowność 10-latek polskiego rządu, która w piątek spadła, a dziś rano lekko rosła (5,969 proc. ok. godz. 9:40).

Po wczorajszym osłabieniu amerykański dolar dziś rano notował minimalne zmiany w stosunku do euro (EUR/USD -0,03 proc., USD/JPY -0,04 proc. ok. godz. 9:25). W oczekiwaniu na drugą turę wyborów prezydenckich w Turcji, która odbędzie się 28 maja, kursy euro i amerykańskiego dolara względem tureckiej liry osiągnęła swe historyczne maksima.

Lekko umacniał się dziś rano polski złoty (EUR/PLN -0,2 4proc., USD/PLN –0,21 proc. ok. godz. 9:30).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara utrzymywał się poniżej poziomu 27000 USD. Kluczowy poziom wsparcia na tym instrumencie wyznaczany przez przełamane w górę w marcu br. szczyty ceny z sierpnia ub.r. i lutego br. znajduje się w okolicach 25000 USD.

Najniższy poziom od końca 2020 roku osiągnęła dziś rano cena kontraktów na pszenicę notowanych na CBOT. Kurs tego instrumentu od marca 2020 przebywa w obrębie kanału średnioterminowego trendu spadkowego, a pod koniec lutego br. wyłamał się w dół z kilkunastomiesięcznej formacji „głowy z ramionami”, której rozmiary sugerują istnienie tu dalszego sporego potencjału spadkowego. Kontrakty na kakao na ICE były dziś rano najdroższe od 2016 roku. Cena kakao wyłamała się w ostatnich tygodniach w górę z trwającego od 2011 roku kanału trendu spadkowego. Zdaje się to dobrze wróżyć kursowi tego kontraktu w długoterminowego perspektywie. Cena kontraktów na ropę naftową notowanych na NYMEX-ie i ICE lekko – o 0,6-0,8 proc. – spadała dziś ok. godz. 9:15. Kontakt na gaz ziemny na NYMEX-ie był dziś najwyżej od marca br. (+3,91 proc. ok. godz. 9:15). Wczoraj najniższy poziom od prawie 2 lat osiągnęła cena kontraktów na gaz ziemny w Wielkiej Brytanii. Po wczorajszych wzrostach taniała dziś rano miedź (-0,82 proc. ok. godz. 9:20) i metale szlachetne (złoto -0,2 proc., srebro -0,64 proc., platyna -0,33 proc., pallad -1,03 proc.).

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Top 5 firm, w których najłatwiej wziąć pożyczkę

Jak wiadomo, uzyskanie pożyczki jest dość problematycznym zadaniem, zwłaszcza jeśli chodzi o finansowanie biznesu lub chwilówek online. W przeszłości tylko banki udzielały pożyczek, ale teraz istnieje wiele firm (stowarzyszeń finansowych, podmiotów, organizacji i pożyczkodawców) gotowych zapewnić ci usługę, której potrzebujesz. Możesz spojrzeć na ranking chwilówek i wybrać firmę, która najlepiej odpowiada Twoim potrzebom.

Najpopularniejszym sposobem finansowania są oczywiście kredyty bankowe. Trudność polega na problematyczności samej pożyczki (nie każdy przedsiębiorca może ją otrzymać), co wynika z trudnej sytuacji gospodarczej. Firma, na którą zaciągany jest kredyt, musi od dłuższego czasu dobrze sobie radzić i nie może mieć żadnych problemów z historią finansową.

Aby uzyskać pożyczkę, należy również przedstawić płynne zabezpieczenie. Warto zauważyć, że najłatwiejsze do uzyskania finansowanie pod zastaw są nieruchomości (jak np. mieszkanie z jedną lub dwiema sypialniami, które szybko się sprzedaje) oraz lokaty. Trudniej jest rozwiązać ten problem mając do dyspozycji pojazd, działkę lub specjalistyczny sprzęt.

Kredyt bankowy

Wybierając bank, należy zwrócić uwagę nie tylko na to, gdzie najłatwiej będzie uzyskać pilne pieniądze, ale także na akceptowalne warunki, które będą dla nas korzystne oraz na wiarygodność instytucji finansowej. Można wymienić banki, które gwarantują stabilność i wiarygodność:

  • Bank Pekao;
  • Millenium;
  • Santander Bank Polska;
  • PKO Bank Polski;
  • NG Bank Śląski.

Warto podkreślić zalety współpracy z określonymi firmami i określić, gdzie najłatwiej jest pożyczyć.

Bank Pekao

Jeden z najbardziej znanych i najstarszych banków w kraju od 1929 roku. Posiada dużą bazę klientów, w tym zarówno Polaków, jak i obcokrajowców. Wśród zalet wymienia się możliwość uzyskania dowolnej kwoty do 250 tys. zł, bez określania celu wniosku.

Dostępna i wygodna bankowość elektroniczna pozwala na wymianę walut i ustawienie automatycznych przelewów pieniężnych. Bez problemu można płacić za różne zakupy, usługi i komunikację miejską. Możliwe jest zaciągnięcie kredytu hipotecznego przy niewielkim depozycie.

Millenium

Jeden z pierwszych w Polsce banków komercyjnych od 1989 r. Posiada wygodną bankowość internetową i świadczy wiele usług dla osób prywatnych i firm. Wszystkie rodzaje transakcji odbywają się z mobilną autoryzacją, a wszelkiego rodzaju usługi są wygodnie świadczone online. Słynie z pouczających i troskliwych porad we wszystkich sprawach.

Santander Bank Polska

Bank ma około 600 placówek w całym kraju, a jego kapitał wynosi około 1 mld zł. Oferowane są usługi kredytów konsolidacyjnych online. Zaletą jest to, że otrzymane środki można przeznaczyć na spłatę istniejących kredytów w innych bankach. Wszystkich płatności można dokonać wygodnie online lub automatycznie. Istnieje również możliwość założenia lokaty.

PKO Bank Polski

Kolejny staromodny bank z historią sięgającą 1919 roku. Jedna z najbardziej wszechstronnych, świadczy usługi dla osób fizycznych i firm oraz finansuje wszelkiego rodzaju przedsiębiorstwa i korporacje. Posiada liczne oddziały na terenie całego kraju oraz około 3000 bankomatów, z których większość jest dostępna bez ograniczeń przez całą dobę. Ma około 9 milionów klientów, zarówno Polaków, jak i obcokrajowców. Posiada specjalne usługi kredytowe dostępne w celu finansowania projektów każdej wielkości i przedsiębiorstw, a także wydaje elitarne karty kredytowe dla swoich klientów. Niezwykle wygodna bankowość internetowa.

NG Bank Śląski

Bank powstał w 1988 roku jako wydzielony z Narodowego Banku Polskiego. Udziałowcem jest międzynarodowa firma holenderska. W całym kraju zainstalowane są liczne bankomaty zbliżeniowe. Liczba klientów to około 4 mln osób fizycznych i pół miliona klientów korporacyjnych.

Pożyczki udzielane są na szerokie kwoty, od 5 000 zł do 200 000 zł, co zależy głównie od rodzaju karty kredytowej. Kredyt gotówkowy można przedłużyć nawet na trzy lata przy niezmienionym oprocentowaniu. Istnieje możliwość otwarcia karty wielowalutowej.

Enefit wprowadza na polski rynek ładowarki do samochodów elektrycznych

Enefit wprowadza na polski rynek ładowarki do samochodów elektrycznych i będzie rozwijał publiczną sieć ładowania.

Enefit, spółka należąca do estońskiej, państwowej grupy Eesti Energia, jednego z największych producentów energii w krajach bałtyckich, zaoferuje swoim klientom biznesowym w Polsce zarówno zakup, jak i wynajem nowoczesnych ładowarek do e-samochodów. Firma będzie też rozwijać publiczną sieć ładowania dostępną dla rosnącej floty samochodów elektrycznych w Polsce, których liczba przekroczyła już 67 tys. pojazdów[1].

Nowa oferta Enefit w Polsce umożliwi klientom biznesowym zakup oraz wynajem inteligentnych ładowarek do samochodów elektrycznych. Firma zajmie się również instalacją, zapewni pełne wsparcie techniczne i konserwację oraz umożliwi zarządzanie stacją online.  Użytkownicy będą mogli monitorować stację i sterować ładowaniem za pomocą aplikacji mobilnej.

Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający w firmie Enefit Polska
Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający w firmie Enefit Polska

Liczba pojazdów elektrycznych w Polsce rośnie coraz szybciej, co zwiększa zapotrzebowanie na stacje ładujące. Co więcej, rozwój tego rynku wymuszają regulacje. Obowiązująca ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych zobowiązuje dużych przedsiębiorców, których nieruchomości dysponują ponad 20 stanowiskami postojowymi, aby do 2025 roku stworzyli tam infrastrukturę do ładowania elektryków. W praktyce wymóg ten dotyczyć będzie większości budynków biurowych, handlowo-usługowych, zakładów produkcyjnych, czy hoteli. – mówi Maciej Kowalski, prezes Zarządu Enefit w Polsce i dodaje: – Będzie to duże wyzwanie dla przedsiębiorców. Nasza usługa inteligentnego ładowania ma jednak wspierać naszych klientów nie tylko w spełnieniu wymogów regulacyjnych, ale i w ich drodze do zielonej transformacji i czystego transportu.

Budowa publicznej sieci ładowarek

Enefit rozpoczął także budowę publicznej sieci ładowarek, przeznaczonej dla wszystkich kierowców samochodów elektrycznych w Polsce. – Na koniec marca 2023 r. po polskich drogach jeździło ok. 67 tys. aut z napędem elektrycznym, natomiast punktów ładowania było jedynie ok. 5300[2]. Na jeden punkt przypada więc średnio 12,6 pojazdów, podczas gdy na najbardziej rozwiniętym rynku w Holandii samych ładowarek jest pond 90 tys.[3], przy ponad 300 tys. zarejestrowanych elektryków. Widać więc jak wielki jest potencjał wzrostu. – komentuje Maciej Kowalski i dodaje: – Naszym celem jest instalacja 450 ładowarek publicznych w Polsce w ciągu najbliższych dwóch lat. Mamy wiedzę i doświadczenie zaczerpnięte z krajów bałtyckich, gdzie marka Enefit VOLT jest liderem i wierzymy, że uda nam się z sukcesem przenieść je na polski rynek i zbudować tu silną pozycję.

Enefit wdroży na polski rynek model biznesowy działający już na rynkach bałtyckich. Spółka zaoferuje pokrycie kosztów inwestycji w infrastrukturę na terenie nieruchomości klienta, w zależności od proponowanej lokalizacji i jej potencjału. Usługa Enefit VOLT zapewni kompleksową obsługę i serwis ładowarki, a także miesięczne opłaty za dzierżawę gruntu. W ramach publicznej sieci ładowania kierowcy pojazdów elektrycznych będą mieli do dyspozycji trzy typy ładowarek: o mocy do 22 kW, o mocy do 50 kW oraz o mocy powyżej 150 kW. Typy ładowarek w danej lokalizacji będą dopasowane do lokalnych potrzeb i natężenia ruchu. Firma przygotowała także aplikację na urządzenia mobilne, za pomocą której możliwe jest znalezienie punktu ładowania, rezerwacja sesji, opłacenie usługi, przejrzenie statystyk ładowania czy generowanie faktur. Aplikacja Enefit VOLT dostępna jest w sklepach AppStore oraz Google Play.

Publiczne punkty sieci Enefit VOLT w czasie ładowania będą w stu procentach wykorzystywać zieloną energię dostarczaną przez Enefit. To kolejne rozwiązanie mające na celu wspieranie klientów firmy we wdrażaniu zielonej rewolucji oraz zmniejszaniu ich wpływu na środowisko. Enefit w Polsce oferuje również inne usługi z zakresu produkcji energii z OZE, modernizacji oświetlenia, a także wspiera w zwiększaniu efektywności energetycznej.

Publiczna sieć ładowania Enefit VOLT działa od 2020 roku. Funkcjonuje już w  Estonii, Litwie, Łotwie, a od teraz usługa będzie rozwijana także w Polsce. Usługa otrzymała także dofinansowanie z unijnego instrumentu finansowego CEF (Connecting Europe Facility) w wysokości 2 mln euro, dzięki czemu do końca przyszłego roku w 20 lokalizacjach w 4 krajach zostanie udostępnionych łącznie 40 ultraszybkich ładowarek o mocy co najmniej 150 kW. W zależności od pojazdu, ładowanie do 100 km zasięgu będzie możliwe w ciągu zaledwie kilku minut. Dzięki wsparciu CEF Enefit zbuduje punkty ładowania na trasie Transeuropejskiej Sieci Transportowej (TEN-T), umożliwiając przejazd pojazdem elektrycznym z Tallina, przez Rygę, Wilno i Warszawę, aż do Krakowa.

[1] Licznik Elektromobilności, I kw. 2023, PSPA

[2] Ibidem.

[3] ACEA, Czerwiec 2022

Inwestorzy chcą dalszych wzrostów

Politycy amerykańscy wywołali kolejną falę wzrostów na Wall Street. Wypowiedzi Kevina McCarthy – spikera Izby Reprezentantów oraz Chucka Schumera wystarczyły, żeby na rynku ponownie włączyć tryb „risk – on” Inwestorzy ponownie kupują „ryzyko” co jest odzwierciedlone w rosnących indeksach giełdowych. Technologiczny Nasdaq100 znalazł się najwyżej od kwietnia ubiegłego roku a szeroki SP500 od sierpnia 2022 r. W Europie sprawy również nabrały wyrazistego koloru. Popularny wśród traderów Dax wyrównał a następnie przekroczył (choć minimalnie) poziom ATH (all time high). Powrót na historyczne szczyty zajął niemieckiemu benchmarkowi niespełna 8 miesięcy.

W przypadku dolara mieliśmy w ostatnich dniach kontynuację aprecjacji. Kurs EURUSD zdecydowanie oddalił się od poziomu 1,11, który był w ostatnich tygodniach trzykrotnie testowany. Za każdym razem próba wyjścia powyżej kończyła się niepowodzeniem. Ostatnie dni przyniosły lekki wzrost prawdopodobieństwa kolejnej podwyżki stóp w USA na czerwcowym posiedzeniu. Wcześniej przeważała opinia, że w maju nieoficjalnie został zakończony cykl lub zobaczymy przynajmniej pauzę w kolejnych decyzjach. Prezeska z Dallas Fed – Logan – wypowiedziała się w sposób mocno jastrzębi. To napędziło kupujących dolara. Notowania głównej pary walutowej znalazły się poniżej linii trendu wzrostowego, co sugeruje, że to nie koniec umocnienie „zielonego”.

Dane makro stanowiły pewnego rodzaju tło. Tygodniowe dane z amerykańskiego rynku pracy wypadły przyzwoicie a regionalne wskaźniki koniunktury wykazały spore odbicie. To wpisuje się w scenariusz dalszego zacieśniania monetarnego przez Fed.

Przyszły tydzień będzie zdominowany przez wskaźniki PMI dla Europy oraz USA. Inwestorzy z pewnością będą oceniać w jaki sposób wysokie stopy procentowe wpływają na koniunkturę gospodarczą. Będą to dane wstępne za maj, więc mogą wywoływać większą zmienność rynkową. Dla dolara jednak bardziej istotny będzie zaplanowany na przyszły piątek raport na temat wydatków Amerykanów, a w szczególności wskaźnik PCE core – preferowana przez Fed miara inflacji. Nie zapominajmy o protokole z ostatniego posiedzenia FOMC (środa), które może dostarczyć dodatkowych wskazówek.

W kolejnych dniach poznamy również paczkę danych z Polski: ceny produkcji, produkcję przemysłową, sprzedaż detaliczną oraz dane z rynku pracy. Jeśli jednak USD będzie kontynuował aprecjację, wówczas złoty może dalej oddawać wypracowany zysk z poprzednich tygodni. Publikacje makro będą miały prawdopodobnie drugorzędne znaczenie.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Dopłata pomimo nadpłaty? Już tylko kilka dni na rozliczenie rocznej składki zdrowotnej

Do 22 maja przedsiębiorcy muszą rozliczyć składkę zdrowotną za 2022 rok. Na kontach ZUS wielu osób, zwłaszcza ryczałtowców, może pojawić się obowiązek dopłaty do jej wysokości. Ekspert inFakt wyjaśnia, że taka sytuacja może zaistnieć nawet wtedy, gdy przedsiębiorca wcześniej opłacił miesięczne różnice w składce.

Na koniec każdego roku przedsiębiorcy muszą zweryfikować swoje rozliczenia. W systemie progresywnym, który obowiązuje w przypadku ryczałtu, składki są obliczane stopniowo. Za zeszły rok wynoszą 335,94 zł, 559,89 zł lub 1007,81 zł. Jeżeli podatnik rozliczający się na ryczałcie osiągnął najwyższy próg (jego przychód przekroczył 300 tys. zł), musi opłacić 1007,81 zł składki zdrowotnej za każdy miesiąc. Jeżeli przedsiębiorca rozpoczął rok z niższą składką, na przykład 335,94 zł, a następnie przekroczył drugi próg dochodowy 60 tys. zł, to od tego momentu musi płacić składkę w wysokości 559,89 zł. Jeśli w kolejnych miesiącach przekroczył próg 300 tys. zł, składka wynosiła już 1007,81 zł.

Część przedsiębiorców, przede wszystkim ryczałtowcy, może mieć niedopłaty wynikające z obowiązujących trzech progów przychodowych. Jeśli ktoś „wskoczył” w wyższy próg w trakcie roku, a płacił składkę według niższego, musi dopłacić różnicę. Mogą być jednak też sytuacje odwrotne: z rozliczenia za cały rok może wyjść nadpłata. Jej zwrot następuje tylko na wniosek płatnika, bo ZUS automatycznie ich nie robi – tłumaczy Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.

Wielu przedsiębiorców pod koniec roku zdaje sobie sprawę, że składka zdrowotna jest obliczana na podstawie całorocznego przychodu. Miesiące, w których płacili niższą składkę, muszą więc zostać uwzględnione w rozliczeniu rocznym. – Dlatego wielu podatników postanowiło nie czekać na rozliczenie roczne i wcześniej dopłacić różnic w miesięcznych opłatach składki zdrowotnej do ZUS bez składania dokumentów DRA, czyli formularzy, w których wykazuje się wszystkie składki i pobrane świadczenia. . Niestety, nie było to możliwe w przypadku pierwszych okresów rozliczeniowych, kiedy płacili niższe składki – dodaje Piotr Juszczyk.

Konieczność dopłaty pomimo nadpłaty

Przy dokonywaniu teraz rozliczenia rocznego może pojawić się konieczność dopłacenia do składki zdrowotnej. Jednak ta niedopłata została już wcześniej uregulowana, na przykład w grudniu 2022 roku. ZUS w swoich oficjalnych odpowiedziach na zapytania podatników wskazuje, że przedsiębiorcy powinni wpłacić składkę zdrowotną wynikającą z rozliczenia rocznego do 22 maja – w tym ewentualną niedopłatę, nawet jeśli już wcześniej została opłacona.

Na koncie podatnika w ZUS widnieją nadpłaty, ale i tak ZUS wymaga opłacenia wszelkich niedopłat. Jest to kuriozalna sytuacja, bo dodatkowe środki zapłacone już przez podatnika powinny zostać wykorzystane do uregulowania właśnie tych niedopłat w rozliczeniu rocznym. Dopiero po złożeniu rozliczenia rocznego zobaczymy, jak ZUS ustosunkuje się do podatników, którzy nie zapłacili dodatkowych kwot i czy w jakiś sposób będzie egzekwował wartość niedopłaty – podkreśla Piotr Juszczyk.

Zarząd Mex Polska rekomenduje wypłatę 1,07 mln zł dywidendy

Zarząd notowanej na GPW spółki holdingowej Mex Polska przyjął uchwałę, zgodnie z którą zarekomendował przeznaczenie na dywidendę 1,07 mln zł, co oznacza 35 proc. jednostkowego zysku netto za 2022 rok (3,1 mln zł). Dywidenda na jedną akcję wyniesie 0,14 zł. Propozycja wypłaty oznacza powrót do zapoczątkowanej kilka lat temu praktyki dywidendowej Mex Polska oraz wiąże się z coraz lepszymi wynikami finansowymi, a to oznacza wyraźny powrót Grupy Kapitałowej do stanu sprzed pandemii.

Biorąc pod uwagę aktualną sytuację ekonomiczną, cieszę się, że udaje nam się wyraźnie powracać do stanu sprzed pandemii, widoczne to było w wynikach finansowych za 2022 r. Okres ten zamknęliśmy z ponad 80 mln skonsolidowanych przychodów netto ze sprzedaży oraz 7,2 mln skonsolidowanego zysku netto. To dobry moment by powrócić do zapoczątkowanej kilka lat temu praktyki dywidendowej. Dzięki stabilnej sytuacji finansowej jesteśmy w stanie wspierać dalszy wzrost Grupy i dzielić się zyskami z naszymi Akcjonariuszami, równocześnie doceniając ich zaufanie i wsparcie. – mówi Dariusz Kowalik,  członek zarządu i Dyrektor Finansowy w Mex Polska. –  Miło mi więc poinformować, że Zarząd Mex Polska podjął dzisiaj uchwałę rekomendującą wypłatę 1,07 mln zł dywidendy z jednostkowego zysku netto wynoszącego w 2022 roku 3,1 mln zł. Cena za jedną akcję wyniesie 0,14 zł. Liczę, że Akcjonariusze będą usatysfakcjonowani naszą decyzją, która ostatecznie zostanie podjęta w późniejszym terminie, podczas Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy – dodaje.

Mex Polska SA wraz ze spółkami powiązanymi organizacyjnie i kapitałowo tworzą grupę kapitałową, która zarządza obecnie 44 lokalami gastronomicznymi. Aktualnie w portfolio Grupy znajduje się 5 popularnych i rozpoznawalnych konceptów: Pijalnia Wódki i Piwa, The Mexican, PanKejk, Prosty Temat oraz Chicas&Gorillas.

Na odpowiednią dynamikę naszej sprzedaży wpływa przemyślana oferta poszczególnych konceptów, w dużej mierze Pijalni Wódki i Piwa. Pozytywny wpływ ma również częściowe działanie Grupy w modelu franczyzowym. Nie zwalniamy jednak tempa i robimy wszystko by dalej odpowiednio skalować nasz biznes, poprzez równoległy rozwój kilku niezależnych i rentownych konceptów gastronomicznych, zlokalizowanych na terenie całego kraju. – mówi Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu Mex Polska S.A.

Mex Polska chce na bieżąco pozyskiwać nowe atrakcyjnie zlokalizowane lokale, których budowa będzie finansowana ze środków własnych, kredytów lub środków pochodzących od franczyzobiorców w ramach umów franczyzowych. Biorąc pod uwagę ciągły rozwój Grupy, Spółka spodziewa się tendencji wzrostowej także w przyszłych okresach rozliczeniowych. Zarząd wskazuje, że już teraz widzi wzrost przychodów ze sprzedaży w I kwartale 2023 roku vs I kwartał 2022 r. Jak podano w raporcie okresowym za rok obrotowy 2022, spółka po I kwartale 2023 r. osiągnęła przychody  na poziomie 19,2 mln zł vs 14,3 mln zł w I kwartale 2022 roku (wzrost rr o prawie 34 proc.).

Comperia kończy kwartał ze wzrostami i pierwszy raz raportuje wyniki Comfino

Prawie 12 mln zł przychodu i ponad 950 tys. EBITDA osiągnęła Grupa Comperia.pl SA w pierwszym kwartale 2023 r. W raporcie kwartalnym, poza reklamą efektywnościową i dystrybucją ubezpieczeń, po raz pierwszy wyodrębniono segment e-commerce, czyli platformę Comfino.

19 maja Grupa Comperia.pl SA opublikowała skonsolidowany raport za pierwszy kwartał bieżącego roku. Przychody, w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego, wzrosły o 17 proc. i wyniosły 11,967 mln zł. EBITDA wzrósł o 2 proc. rok do roku do poziomu 951 tys. zł.

Comfino – trzeci filar działalności

W 2022 r. spółka wiele uwagi poświęciła rozwojowi swojej bramki płatności i finansowania zakupów Comfino. W tym czasie nawiązano współpracę z szeregiem banków i fintechów (m.in. BLIK, Santander Consumer Bank) oraz z czołowymi platformami typu SaaS, dostarczającymi rozwiązania do sklepów internetowych (np. PrestaShop, Shoper, SOTE).

Pozwoliło to na wejście w etap komercjalizacji Comfino, a w związku z tym wydzielenie go jako oddzielnego segmentu działalności Grupy Comperia.pl SA. Przychody z tego tytułu wyniosły w raportowanym okresie 177 tys. zł.

Paweł Szukalski, członek zarządu Comperia.pl SA
Paweł Szukalski, członek zarządu Comperia.pl SA

– Dotychczas zawarliśmy ze sklepami internetowymi kilkaset umów na dostarczanie usług finansowania zakupów za pośrednictwem platformy Comfino – mówi Paweł Szukalski, członek zarządu Comperia.pl SA, odpowiedzialny m.in. za rozwój Comfino. – W kolejnych kwartałach będziemy skupiać się na akwizycji sklepów, jak również na rozwoju dostępności i funkcjonalności naszej bramki płatniczej. Planujemy pozyskiwać nowych partnerów w postaci platform SaaS – dostawców oprogramowania dla sklepów e-commerce, a także wzbogacić grono podmiotów dostarczających finansowanie klientom Comfino o nowe banki i fintechy – zapowiada Paweł Szukalski.

Wzrosty w reklamie i ubezpieczeniach

W swoim głównym segmencie operacyjnym – reklamie efektywnościowej, spółka zanotowała 28 proc. wzrost EBITDA. Na poprawę wyników wpłynęła strategia spółki polegająca na dywersyfikacji źródeł przychodów. Wobec ograniczonego popytu na produkty kredytowe, zintensyfikowano sprzedaż innych produktów bankowych, w szczególności kont osobistych.

Przychody z reklam generuje również należący do Grupy portal Telepolis.pl. Należy on do czołowych serwisów technologicznych w Polsce. Miesięcznie odwiedza go ponad 5 mln użytkowników.

Nowa strategia sprzedaży produktów ubezpieczeniowych oraz ogólna sytuacja na tym rynku spowodowały, że w segmencie również osiągnięto wyniki lepsze niż przed rokiem. Przychody wzrosły o 26 proc., a EBITDA o 9 proc.

– W najbliższym czasie w obszarze ubezpieczeń koncentrować się będziemy na zwiększaniu efektywności rosnącej sieci sprzedaży oraz rozwoju wielokanałowego dotarcia do klienta – zapowiada Szymon Fiecek, prezes Grupy Comperia.pl. – Planujemy też poszerzenie oferty i wprowadzenie produktów kolejnych towarzystw ubezpieczeniowych – dodaje.

Grupa Comperia.pl SA to działający od 2007 roku fintech, którego misją jest dostarczanie dopasowanych rozwiązań finansowych i ubezpieczeniowych. Od 2011 roku spółka notowana jest na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Laureat licznych prestiżowych nagród, w tym Deloitte Technology Fast 50. W skład Grupy Comperia.pl SA wchodzi kilka serwisów i produktów, w tym Comperia.pl, ComperiaRaty, Comfino, Comperia Ubezpieczenia, Compero.pl oraz Telepolis.pl.

Platyna drożeje 10-krotnie szybciej niż złoto. Czy może przegonić cenę złota?

Przez wiele lat platyna była droższa od złota. Teraz jest niemal dwukrotnie tańsza, jednak szybko drożeje i są perspektywy dla jej coraz wyższych cen, przybliżających ją blisko do złota.

Przez 30 dni platyna podrożała o 10%, jej cena na zakończenie pierwszej dekady maja przekroczyła 1 100 USD za uncję. W tym samym okresie złoto drożało o 1%, a więc 10-krotnie wolniej. Kolejne dni maja wprawdzie przyniosły korektę cen obu metali szlachetnych o ponad 50 USD, dla inwestorów istotne jest jednak czy platyna powinna drożeć znacznie szybciej niż złoto, tym bardziej że przez wiele lat była droższym metalem.

– Nic w tym dziwnego, że platyna drożeje skoro ma potencjał wzrostu o 1 tys. USD do historycznych szczytów z przełomu 2007/2008 r., natomiast w przypadku złota znajdujemy się blisko historycznych szczytów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Na moment nawet zostały one naruszone 4 maja, gdy Fed zdecydował o być może ostatniej podwyżce stóp procentowych. Złoto na kontraktach terminowych osiągnęło nowy historyczny rekord 2 078 USD za uncję, natomiast na rynku spotowym rekordu nie było, ceny wzrosły o kilka dolarów.

Przy tak wysokich notowaniach cen złota trudno w krótkim czasie, na kilku sesjach o wzrost 10-procentowy. Inaczej jest z platyną i srebrem, które są daleko od swych historycznych szczytów.

To jednak właśnie przed platyną są perspektywy dużego odbicia ze względu na wzrost popytu ze strony przemysłu motoryzacyjnego i sektora zielonej energii. Jednocześnie może wystąpić problem z podażą, związany z wydobyciem w RPA, która odpowiada za 70% światowej podaży.

– Pod względem fundamentalnym platyna ma duże szanse na wzrosty – komentuje ekspert XTB. – Jest potencjał dojścia w najbliższym czasie do ceny 1 300 – 1 400 USD za uncję. – Złoto ma natomiast perspektywy na nowe historyczne szczyty w tym roku 2 100 – 2 200 USD.

Platynie jednak nadal bardzo daleko do wspominanych rekordów, gdy była droższa od złota. Przed kilkunastu laty, gdy cena złota przebiła cenę platyny uznano to nawet za anomalię. Natomiast dziś trudno sobie wyobrazić, że to platyna będzie droższa od złota. To różni oba metale, że o cenie platyny decyduje popyt przemysłowy, a o cenie złota inwestycyjny i jubilerski.

– Transformacja energetyczna może zmienić wiele, popyt na platynę może zmienić wiele – dodaje M.Stajniak.

Inwestowanie z perspektywy polskiego inwestora musi uwzględniać kurs złotego. Polska waluta mocno wzmocniła się, przez pięć tygodni aż o 20 gr. Czy opłacało się inwestować w złoto i platynę? Rok 2022 był pod tym względem bardzo zmienny, gdy złoty się wzmacniał polscy inwestorzy tracili. A teraz raczej powinniśmy przygotować się na stabilizację złotego. Inwestując w złoto czy platynę powinniśmy myśleć o tym długoterminowo, wyjaśnia M.Stajniak z XTB.

Ile kosztuje własne centrum handlowe

Najważniejsza jest cena działki, centra handlowe mają jednak taką swoją specyfikę, że w biznesplanie ważna jest cena za powierzchnię wynajmowalną, jaką uda się zbudować na określonej powierzchni terenu.

– W mniejszych miastach cena 1 m kw. powierzchni wynajmowalnej to ok. 1 tys. zł – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Mroczek, wiceprezes Cream Property Advisors.

Natomiast koszt budowy retail parku to ok. 4 300 zł za m kw. takiej powierzchni.

Wysokość uzyskiwanego czynszu to 9-14 euro miesięczne za 1 m kw. Różnica jest więc duża, a zdecydowanie zależy od dobrze trafionej lokalizacji. Często retail parki maja 4 tys. m kw. powierzchni wynajmowalnej, a więc 1 euro różnicy zmienia wiele.

– Kontrakty koniecznie powinniśmy podpisywać w euro – wyjaśnia G.Mroczek z Cream Property Advisors. – To wtedy taki produkt staje się atrakcyjny na rynkach międzynarodowych i jest płynny.

Zwrot z inwestycji może różnić się o 20-30%, zależnie od sposobu jej finansowania.

Dolar zyskuje mimo danych

Rynek pracy nie pogrąża dolara. W Czechach gwałtowny spadek wzrostu cen producentów. Gaz najtańszy od dwóch lat, ciekawe, kiedy odczujemy te ceny w naszych portfelach.

Rynek pracy w USA niby dobrze

Wczorajszy odczyt liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych za Oceanem był wyraźnie lepszy od oczekiwań. Problem w tym, że osiągnięty wynik 242 tysięcy wcale nie jest dobry. Od kilku tygodni co prawda liczba wniosków oscyluje w okolicach 240 tysięcy, ale trzeba też pamiętać, że jeszcze w marcu średnio byliśmy w okolicach 200 tysięcy. Nie zmienia to faktu, że obecny poziom nie jest alarmujący. Jest on raczej typowy dla stabilizacji na amerykańskim rynku pracy. To są mniej więcej okolice, przy których przestaje spadać bezrobocie, ale jeszcze nie rośnie. Uzyskiwane wcześniej rezultaty sugerowały dalszą poprawę. Rynek pracy ma pewną bezwładność względem reszty wskaźników, stąd najprawdopodobniej dopiero teraz widzimy pewien strach przed rozpoczęciem ewentualnego spowolnienia gospodarczego. Problemy z limitem zadłużenia i konfliktem politycznym tylko czynią tę sytuację ciekawszą. Co jeszcze bardziej interesujące nadchodzące zakończenie wspomnianego problemu zadłużenia wyraźnie pomaga dolarowi, który ma właśnie bardzo dobrą passę.

Dobre dane z Czech

Jeszcze rok temu inflacja producencka w Czechach przekraczała 25%. Dzisiaj mamy wynik 6,4%, to nie tylko lepszy od oczekiwań rezultat, ale też spadek z 10,2% miesiąc temu. Co to zmienia w gospodarce? Zmniejsza się presja na podwyżki cen wywoływana wzrostem kosztów producentów. Jest to zatem kolejny element, który w dłuższej perspektywie może korzystnie wpływać na walkę naszych południowych sąsiadów ze wzrostem cen. Inflacja w Pradze spadła w kwietniu do 12,7%, co oczywiście wciąż jest wynikiem wyraźnie przekraczającym tamtejszy cel inflacyjny. Dane te nie miały jednak większego wpływu na koronę czeską, która w przeciwieństwie do złotego ma ostatnio wyraźnie słabszą passę.

Ceny gazu najniższe od 2 lat

Ku wielkiemu zaskoczeniu wielu osób na rynkach odcięcie się Europy od rosyjskiego gazu przebiegło bardzo gładko, a przynajmniej dużo spokojniej niż można było oczekiwać. Najlepszym dowodem są ceny tego surowca. Od początku roku staniał on o imponujące 61%. Od szczytów z sierpnia wywołanych nakładanymi sankcjami na Rosję ponad 90%. Megawatogodzina kosztuje obecnie 30 euro i jest najtańsza od czerwca 2021. Tak duży spadek kosztu gazu jest jednym z elementów działających na spadek inflacji. Szczególnie mocno będzie to odczuwane w czasie letnich wakacji, gdyż w poprzednim roku mieliśmy wysokie ceny pod koniec sezonu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wyniki GK GPW w I kwartale 2023 r.

  • Przychody na poziomie 112,3 mln zł – drugie najwyższe kwartalne przychody w historii GK GPW
  • Przychody z nowych linii biznesowych (GPW Logistics, GPW Tech oraz AMX) wyniosły łącznie 9,5 mln zł
  • Zysk netto w wysokości 27,0 mln zł pod presją wyższych kosztów operacyjnych związanych z inicjatywami strategicznymi oraz presją inflacyjną
  • Wniosek Zarządu GPW w sprawie wypłaty dywidendy w wysokości 113,3 mln zł (2,70 zł dywidendy na akcję) – stopa dywidendy na poziomie 7,35%
  • Finalizacja prac nad nową strategią rozwoju GK GPW obejmującą lata 2023-2027

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GK GPW) wypracowała w I kwartale 2023 r. przychody w wysokości 112,3 mln zł (wzrost o 1,8% rok do roku).

–  Rok 2023 dobrze rozpoczął się dla naszej Grupy – po względem przychodów pierwszy kwartał był drugim najlepszym w historii GK GPW. Zawdzięczamy to między innymi zauważalnym przychodom z nowych linii biznesowych takich jak GPW Logistics, GPW Tech oraz Armenia Securities Exchange, które odpowiadały za około 10 proc. naszej sprzedaży. Możemy tylko żałować, że pandemia opóźniła komercjalizację naszych inicjatyw strategicznych o kilkanaście miesięcy – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Wyniki za pierwszy kwartał 2023 r. jasno pokazują, że wykorzystanie naszych kluczowych kompetencji w nowych obszarach biznesowych było właściwym posunięciem. Dzięki temu stopniowo zmniejsza się nasze uzależnienie od koniunktury na światowych rynkach finansowych. Wzrost sprzedaży oraz zwiększanie udziału powtarzalnych przychodów to priorytety również w nowej strategii, nawet jeśli przejściowo może to prowadzić do spadku rentowności – dodał Prezes Zarządu GPW. 

Przychody z rynku finansowego wyniosły 66,5 mln zł i były najwyższe od I kw. 2022 r., kiedy zmienność na giełdach została podwyższona przez inwazję wojsk rosyjskich na Ukrainę. Przychody
z rynku towarowego wzrosły w I kw. 2023 r. o 15,3% rdr do 41,4 mln zł, co stanowi najwyższy kwartalny wynik od II kw. 2019 r. Łączne przychody ze sprzedaży informacji z rynku finansowego
i towarowego były w minionym kwartale najwyższe w historii GK GPW i po raz pierwszy przekroczyły 15 mln zł.

Zysk netto GK GPW w ubiegłym kwartale wyniósł 27,0 mln zł i był o 29,0% niższy niż przed rokiem, na co wpłynęły w największym stopniu wyższe koszty działalności operacyjnej. Wzrost kosztów był efektem zwiększonej liczy etatów (zwłaszcza w spółce GPW), wyższych wynagrodzeń związanych m.in. z podwyższoną inflacją oraz wyższych kosztów usług obcych, głównie kosztów IT oraz doradztwa. Tak jak w poprzednich latach, w I kw. 2023 r. Grupa zawiązała rezerwę z tytułu rocznych opłat za nadzór nad rynkiem kapitałowym, która wyniosła 15,5 mln zł, o 0,8 mln zł więcej niż rok wcześniej.

Zarząd GPW przedstawił rekomendację dotyczącą wypłaty dywidendy za 2022 r. w wysokości 113,3 mln zł, co daje 2,70 zł na akcję i stanowi 78,17% zysku skonsolidowanego (97,09% zysku netto przypadającego akcjonariuszom jednostki dominującej skorygowanego o udział w zyskach jednostek stowarzyszonych).

Spółki wchodzące w skład GK GPW kontynuują realizację inicjatyw rozwojowych w ramach Strategii #GPW2022. Jednocześnie dobiegają końca prace związane z przyjęciem nowego wieloletniego planu rozwoju i funkcjonowania GK GPW.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za I kw. 2023 r.

RYNEK FINANSOWY

Przychody z rynku finansowego

W I kw. 2023 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 66,5 mln zł, względem 73,7 mln zł w I kw. 2022 r. oraz 57,4 mln zł w IV kw. 2022 r. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 59,2% całkowitych przychodów Grupy GPW, w porównaniu do 66,9% w I kw. 2022 r. oraz 62,7 % w IV kw. 2022 r.

Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji.

  • Obsługa obrotu na rynku finansowym

W I kw. 2023 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 44,4 mln zł, w porównaniu do 53,7 mln zł w I kw. 2022 r. oraz 37,2 mln zł w IV kw. 2022 r.

Spadek przychodów z obsługi obrotu na rynku finansowym w ujęciu rocznym jest wynikiem niższych przychodów z obrotu akcjami (30,2 mln zł, -28,6% rdr) przy jednoczesnym wzroście innych opłat od uczestników rynku (5,8 mln zł, +148,3% rdr). Sesyjne obroty akcjami na Głównym Rynku GPW w I kw. bieżącego roku wyniosły 69,8 mld zł i były
o 29,1% niższe niż przed rokiem – ubiegłoroczna wysoka baza wynikała z podwyższonej zmienności na rynkach finansowych po inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Aktywność inwestorów na rynku akcji w I kw. 2023 r. była jednocześnie znacząco wyższa niż w porównywalnych kwartałach w latach poprzedzających pandemię.

  • Obsługa emitentów

W I kw. 2023 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 6,3 mln zł, tyle samo ile w I kw. 2022 r. w porównaniu z 5,6 mln zł w IV kw. 2022 r.
Na wysokość przychodów z tej linii biznesowej składają się opłaty roczne za notowanie i opłaty za wprowadzenie oraz inne opłaty. Przychody są więc w głównej mierze wypadkową aktywności na rynku IPO/SPO, liczby emitentów oraz kapitalizacji spółek.

W I kw. 2023 r. na Głównym Rynku GPW zadebiutowały cztery spółki (przejścia z rynku NewConnect), natomiast do obrotu na NewConnect trafiły dwa nowe podmioty. Łączna wartość ofert publicznych i wtórnych na obu rynkach wyniosła 545 mln zł wobec 231 mln zł w I kw. 2022 r. Łączna kapitalizacja spółek krajowych i zagranicznych na obu rynkach akcji GPW wyniosła na koniec marca br. 1 258,7 mld zł vs. 1 267,3 mld zł na koniec marca 2022 r.

  • Sprzedaż informacji z rynku finansowego

Przychody ze sprzedaży informacji z rynku finansowego w I kw. 2023 r. osiągnęły rekordowy poziom 14,8 mln zł, względem 13,7 mln zł w I kw. 2022 r. oraz 14,6 mln w IV kw. 2022 r.

Liczba abonentów danych GPW na koniec marca br. wynosiła 566,6 tys. wobec 503,5 tys. rok wcześniej.

RYNEK TOWAROWY

Przychody z rynku towarowego

W I kw. 2023 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 41,4 mln zł, o 15,3% więcej niż rok wcześniej i o 25,7% więcej niż w IV kw. 2022 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy w I kw. 2023 r. wyniósł 36,8%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia, rozliczenia transakcji oraz sprzedaży informacji.

  • Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w I kw. 2023 r. wyniosły 20,3 mln zł, co oznacza wzrost o 20,6% rdr oraz 20,8% kdk.

Przychody z obrotu energią wyniosły 5,7 mln zł w I kw. 2023 r. wobec 3,8 mln zł w I kw. 2022 r. i 2,8 mln zł w IV kw. 2022 r.

W I kw. 2023 r. przychody z obrotu gazem wzrosły o 22,6% rdr oraz o 15,9% w stosunku do IV kw. 2022 r. kształtując się na poziomie 4,2 mln zł.

Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowymi w I kw. 2023 r. wyniosły 5,2 mln zł, co oznacza spadek o 3,1% rdr i jednocześnie wzrost kdk (+4,7%).

W I kw. tego roku r. przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego wyniosły 5,3 mln zł, co oznacza wzrost o 22,3% rdr i spadek o 4,7% kdk.

  • Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W I kw. 2023 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 6,9 mln zł, o 10,5% więcej niż rok wcześniej i 44,3% więcej niż w IV kw. 2022 r.

  • Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji w I kw. 2023 r. wyniosły 13,7 mln zł, o 10,6% więcejniż rok wcześniej i o 25,9% więcej niż w IV kw. 2022 r. Przychody z tego tytułu są pochodną wolumenów obrotu na rynkach prowadzonych przez TGE.

  • Sprzedaż informacji Grupy TGE

W I kw. 2023 r. przychody ze sprzedaży informacji wyniosły 356 tys. zł, o 17,9% więcej niż rok wcześniej i o 5,6% więcej niż w IV kw. 2022 r.

Koszty działalności operacyjnej

W I kw. 2023 r. koszty działalności operacyjnej GK GPW wyniosły 86,2 mln zł, wobec 68,8 mln zł w analogicznym okresie przed rokiem, co oznacza wzrost o 25,2% rdr. Koszty były o 34,2% wyższe
niż w IV kw. 2022 r.

  • Łączne koszty osobowe w I kw. 2023 r. wyniosły 34,3 mln zł wobec 27,6 mln zł w I kw. 2022 r. co stanowi wzrost o 6,6 mln zł rdr (+24,1%) oraz o 6,6 mln zł kdk (+23,7%). Wzrosty są efektem podwyżek wynagrodzeń w drugim półroczu 2022 r. oraz wzrostu liczby etatów, szczególnie w spółce GPW, podyktowanego realizacją inicjatyw strategicznych.
  • Koszty usług obcych w I kw. 2023 r. wyniosły 23,1 mln zł wobec 13,9 mln zł w I kw. 2022 r. co stanowi wzrost o 9,2 mln zł rdr (+66,3%). Wyższe koszty są wynikiem wzrostu łącznych wydatków na IT (10,5 mln zł vs. 6,8 mln zł), wyższych kosztów doradztwa (3,9 mln zł vs. 2,0 mln zł) oraz znacznego wzrostu kosztów wynikających z rozwoju działalności GPW Logistics (3,3 mln zł). W porównaniu z IV kw. 2022 r. koszty usług obcych GK GPW spadły o 1,3%.
  • W I kw. 2023 r. GK GPW zawiązała wyższą o 5,7% w porównaniu do analogicznego kwartału 2022 r. rezerwę z tytułu opłat za nadzór nad rynkiem kapitałowym na poziomie
    15,5 mln zł. Kwoty ujmowane w wynikach pierwszych kwartałów poszczególnych lat obrotowych dotyczą całego roku i nie są równomiernie rozkładane w czasie. Grupa nie ma wpływu na wysokość opłat na rzecz KNF. Rzeczywista opłata za nadzór za 2023 będzie opublikowana przez KNF w III kwartale 2023 r.

Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności

W I kw. 2023 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności wyniósł 4,3 mln zł, w porównaniu do 4,6 mln zł przed rokiem. Na wartość tej pozycji w głównej mierze wpływa wynik finansowy uzyskany przez Grupę KDPW. Zysk Grupy KDPW przypadający na GPW wyniósł 4,5 mln zł w porównaniu do 4,3 mln zł rok wcześniej. Udział w stracie Centrum Giełdowego wyniósł natomiast 147 tys. wobec udziału w zysku na poziomie 302 tys. zł przed rokiem.

Cyberbezpieczeństwo priorytetem Inicjatywy Trójmorza

Cyberbezpieczeństwo priorytetem Inicjatywy Trójmorza. Władze i sektor prywatny regionu przyjrzały się zagrożeniom cyfrowym w Bukareszcie.

Ścisła współpraca polityczna i biznesowa w państwach Trójmorza jest niezbędna w obliczu rosnących zagrożeń. Cyberbezpieczeństwo stanowi dziś priorytet dla Inicjatywy Trójmorza. Praca nad odpornością cyfrową powinna stanowić wspólny wysiłek sektora publicznego i prywatnego w regionie – argumentowali uczestnicy konferencji na temat cyberbezpieczeństwa w Europie Środkowo–Wschodniej, zorganizowanej przez Ambasadę RP w Bukareszcie i Związek Cyfrowa Polska.

Przedstawiciele władz Rumunii i Polski, dyplomaci oraz eksperci z sektora prywatnego państw Europy Środkowo-Wschodniej spotkali się, by przyjrzeć się wyzwaniom stojącym przed Inicjatywą Trójmorza w związku z rosnącą liczbą ataków cyfrowych. Podjęto rozmowy o bezpieczeństwie cyfrowym infrastruktury krytycznej, stanu świadomości społecznej na temat cyberzagrożeń i szansom na współpracę nad poprawą odporności regionu w ramach platformy Trójmorza.

Cyberbezpieczeństwo priorytetem Trójmorza

Rumunia sprawuje obecnie prezydencję w Inicjatywie Trójmorza i będzie gospodarzem nachodzącego szczytu Inicjatywy w Bukareszcie. Jak wskazywali przedstawiciele rządu, zagrożenia dla bezpieczeństwa cyfrowego dotyczą dziś wszystkich obywateli, a odpowiedź na nie wymagać będzie ścisłej współpracy międzynarodowej. – Od wybuchu wojny w Ukrainie wzrasta cyberprzestępczość w Polsce i pozostałych państwach regionu. Musimy chronić naszych obywateli m.in. nieustającymi atakami ze strony finansowanych przez Rosję grup hakerskich. Aby walka z cyberprzestępczością była skuteczna, musimy współpracować i dzielić się informacjami. Potrzebujemy też skutecznych narzędzi do walki z dezinformacją – powiedział w nagraniu zaadresowanym do gości spotkania w Bukareszcie Janusz Cieszyński, Sekretarz stanu ds. cyfryzacji w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Zdaniem władz zapewnienie cyberbezpieczeństwa jest jednym z największych wyzwań i priorytetem dla państw regionu.Cyberbezpieczeństwo priorytetem Inicjatywy Trójmorza

– Cyberbezpieczeństwo ma dziś kluczowe znaczenie dla Europy Środkowo-Wschodniej. Musimy promować powstające w Trójmorzu rozwiązania z zakresu cyberbezpieczeństwa na arenie globalnej. Ścisła współpraca sektorów IT naszych państw powinna być wspierana, by osiągnąć regionalne cele z zakresu cyberbezpieczeństwa – mówił Paweł Jabłoński, Podsekretarz stanu ds. współpracy rozwojowej oraz polityki afrykańskiej i bliskowschodniej i Pełnomocnik Rządu RP ds. Inicjatywy Trójmorza w swoim wystąpieniu skierowanym do uczestników konferencji.

Sektor prywatny

W konferencji udział wzięli reprezentanci branży cyfrowej regionu, m.in. dostawcy usług cyberbezpieczeństwa i inni przedstawiciele trójmorskiego sektora prywatnego. Eksperci podkreślali, że choć skala zagrożeń cyfrowych w regionie stale rośnie, to sektor prywatny, a szczególnie małe i średnie przedsiębiorstwa wciąż często nie zdają sobie sprawy z ryzyka i nie posiadają niezbędnych kompetencji z zakresu cyberbezpieczeństwa.

– Choć w całym regionie notuje się drastyczny wzrost liczby ataków cyfrowych na podmioty sektora prywatnego i publicznego, to zaledwie co piąta firma sektora MŚP w Europie informowała lub szkoliła swoich pracowników z zakresu cyberzagrożeń. Firmy spoza sektora ICT i powiązanych branży nadal często nie są świadome ryzyka i nie dysponują umiejętnościami i kompetencjami- mówił Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska i współorganizator wydarzenia.

Eksperci byli zgodni, że współpraca pomiędzy państwami Europy Środkowo-Wschodniej musi mieć wymiar nie tylko polityczny, ale również biznesowy. – Warto wykorzystać platformę Trójmorza do budowy regionalnego, jednolitego rynku, na którym mogłyby rozwijać się ambitne, międzynarodowe projekty cyfrowe, również z zakresu bezpieczeństwa cyfrowego – dodał Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Polacy na lokatach nadal tracą około 10 proc. rocznie

wyniosła nawet 14,5 proc. Inflacja jeszcze przez długi czas pozostanie wysoka, co przy niższym poziomie stóp procentowych oznacza dalsze straty posiadaczy bankowych depozytów.

W kwietniu inflacja wyniosła 14,7 proc. r/r, czyli prawie 2 p.p. poniżej szczytu z lutego br., który wynosił 18,4 proc. r/r. Trend spadku inflacji jest wyraźny, jednak jest praktycznie pewne, że do celu inflacyjnego NBP (wynoszącego 2,5 proc. r/r) dojdziemy dopiero w roku 2025 lub później. Wysoka inflacja nadal będzie stanowić problem dla gospodarki i inwestorów. Wskazują na to odczyty inflacji bazowej, która w kwietniu wyniosła 12,2 proc. (spadła tylko nieznacznie z 12,3 proc. w marcu). Inflacja bazowa wskazuje na coraz mocniejsze zakorzenienie się inflacji w gospodarce, co znacznie utrudni walkę z nią w najbliższych miesiącach. W związku z wyborami, dojdą do tego zwiększone wydatki budżetu, pobudzające wewnętrzny popyt a związane z realizacją obietnic wyborczych, takie jak np. zmiana świadczenia 500 Plus na 800 Plus.

Wysoka inflacja (14,7 proc) przy znacznie niższym poziomie stóp procentowych (6,75 proc.) oznacza, że Polacy tracą sporo na bankowych lokatach. Na rocznej lokacie bankowej, założonej na początku maja 2022 roku i zakończonej w kwietniu 2023 roku, realna strata jej posiadacza wyniosła 9,71 proc. Wynika to z faktu, że według NBP, średnie oprocentowanie lokat zakładanych w maju 2022 r. na okres od 6 do 12 miesięcy wyniosło 3,6 proc. Nawet wybierając najlepsze lokaty na rynku w tamtym okresie – oprocentowane na 5,5 proc. – straciliśmy aż 8 proc.

Mimo prawie 10 proc. straty na lokatach kończących się w kwietniu 2023, straty posiadaczy kończących się 12-miesięcznych lokat bankowych sukcesywnie w kolejnych miesiącach maleją. Wynika to ze spadku inflacji, a także z faktu wzrostu stóp procentowych i poprawy oprocentowania lokat w pierwszej połowie 2022 roku. Rekordową stratę zagotowały lokaty 12-miesięczne założone w październiku 2021 i kończące się we wrześniu 2022 roku, które przyniosły swoim posiadaczom aż 14,51 proc. straty. Od tego czasu, straty na lokatach sukcesywnie maleją, choć nadal pozostają wysokie. Jeszcze w 2020 roku, realna strata posiadacza rocznych lokat wynosiła 1-2 proc. rocznie.

Inflacja stanowi obecnie poważny powód do niepokoju dla inwestorów, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego, w którym ankietowanych było 6000 inwestorów indywidualnych w 12 krajach, wynika, że ze wszystkich nacji, to Polacy najbardziej boją się inflacji (w perspektywie najbliższych 12 miesięcy). W pierwszym kwartale 2023 roku, jako najważniejszy powód do niepokoju rosnącą inflację wskazuje 26 proc. badanych inwestorów z Polski, podczas gdy we wszystkich badanych krajach, inflacja budzi obawy 20 proc. ankietowanych.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Dlaczego dokumenty cyfrowe są bardziej ekologiczne niż papierowe?

Digitalizacja dokumentacji papierowej w polskich przedsiębiorstwach staje się coraz popularniejsza. Firmy decydują się na cyfrowe odpowiedniki tradycyjnych dokumentów ze względu na większą oszczędność zarówno czasu jak i pieniędzy, a także z powodu ich ekologicznego charakteru.

Co zamiast dokumentów papierowych?

Obecnie coraz więcej firm decyduje się na wprowadzenie elektronicznej dokumentacji w swoim przedsiębiorstwie. To rozwiązanie gwarantuje znacznie więcej korzyści, niż papierowa dokumentacja. Ponadto, sprzyja ekologicznemu podejściu, które obecnie jest bardzo cenione w biznesie.

Czym są dokumenty cyfrowe?

Dokumentami cyfrowymi nazywa się wszystkie pliki tekstowe, graficzne, muzyczne, filmowe albo mieszane, które zostały utworzone na komputerze lub innych urządzeniach elektronicznych, można je zapisać, a następnie odczytać w formie cyfrowej.

Najczęściej przetwarzanymi elektronicznie dokumentami firmowymi są faktury, umowy, korespondencja, dokumenty kadrowe, rachunki, zamówienia, paragony, a także inne zapotrzebowania.

Jakie są zalety elektronicznych dokumentów w firmie?

Istnieje wiele powodów, które przemawiają na korzyść wprowadzenia cyfrowych dokumentów w przedsiębiorstwie. Jeśli jeszcze się wahacie, to sprawdźcie poniższą listę:

Kosztują znacznie mniej – digitalizacja dokumentów w firmie pozwala na odejście od tradycyjnych, papierowych, form. Tym samym, odchodzą koszty papieru, drukarek, tuszów, skanerów, a do tego przechowywania papierowej dokumentacji w zabezpieczonych miejscach.

Pozwalają zaoszczędzić mnóstwo czasu – dokumenty cyfrowe nie wymagają takiego nakładu pracy, jak ich papierowe odpowiedniki. Digitalizacja dokumentacji firmowej usuwa koszt podwójnej pracy, związanej z segregacją, przechowywaniem i archiwizacją. Pozwala również na lepszą organizację czasu pracy pracowników, którzy nie muszą angażować się w żmudną papierkową pracę.

Sprzyjają lepszemu zagospodarowaniu przestrzeni w biurze – dzięki wprowadzeniu cyfrowej dokumentacji można pozbyć się szaf i półek uginających się od segregatorów i teczek w papierowymi dokumentami. Również z biurek znikną niepotrzebne sterty papieru, co znacznie wpłynie na poprawę wizualnej strony biura.

Usprawniają pracę na wszystkich stanowiskach – cyfrowe dokumenty umożliwiają pracownikom szybki wgląd i wymianę pomiędzy sobą, bez konieczności skanowania tradycyjnych, papierowych, form. Dzięki temu proces przebiega znacznie szybciej i wygodniej, a każdy pracownik może mieć dostęp do ważnych dokumentów, nawet jeśli pracuje zdalnie.

Poprawiają bezpieczeństwo – elektroniczna dokumentacja, sposób jej przechowywania i dostęp gwarantują znacznie większy poziom bezpieczeństwa informacji oraz danych, aniżeli w przypadku tradycyjnej, papierowej dokumentacji.

Elektroniczny obieg dokumentów ma na celu zastąpienie tradycyjnych procesów, których bazą są papierowe dokumenty. To znacznie przyspiesza procesy biznesowe, zwiększa efektywność pracy, a do tego zmniejsza ryzyko utraty danych lub nieautoryzowanego dostępu do poufnych informacji.

W jaki sposób cyfrowe dokumenty poprawiają bezpieczeństwo?

Cyfryzacja dokumentów firmowych jest znacznie bezpieczniejszym rozwiązaniem, dzięki licznym i łatwym we wdrożeniu rozwiązaniom IT, które przyczyniają się do poprawy bezpieczeństwa.

Mowa m.in. o szyfrowaniu dokumentów, kontrolowaniu dostępu do serwerów, na których przechowywane są dokumenty, dwuetapowej weryfikacji tożsamości, a także tworzeniu kopii zapasowych.

Czy cyfrowe dokumenty są ekologiczne?

Zdecydowanie tak! Wyprodukowanie 1 tony papieru wiąże się z koniecznością wycięcia 15 drzew, a do tego zanieczyszczeniem 440 tys. litrów wody. Z jednego drzewa powstaje przeciętnie 10 tys. kartek papieru. Przypominacie sobie, ile papierowych kartek pojawiało się u Was w firmie w ciągu jednego tygodnia?

Zrezygnowanie z papierowych dokumentów realnie przyczyni się do poprawy kondycji środowiska, a do tego wzmocni wizerunek firmy w oczach klientów, jako odpowiedzialnej i nowoczesnej.

Ponadto, zrównoważone działania stanowi obecnie bardzo silny trend biznesowy, który zostanie z nami jeszcze przez kolejnych kilka lat. Wprowadzenie działań, które wpisują się w myśl ekologiczną w przedsiębiorstwie wzmocni jego pozycję na rynku i wyróżni na tle konkurencji.

Jak cyfrowo podpisywać dokumenty?

Jedną z możliwości digitalizacji dokumentów papierowych, jest wdrożenie elektronicznego podpisu, który umożliwia cyfrowe podpisywanie ważnej dokumentacji.

Tegoroczne badania KIR oraz ZBP wykazują, że zainteresowanie kwalifikowanym podpisem elektronicznym rośnie zarówno wśród indywidualnych użytkowników oraz przedsiębiorców. W latach 2018-2022 odsetek użytkowników elektronicznego podpisu zwiększył się o 38%.

E-podpis gwarantuje bezpieczeństwo cyfrowego dokumentu, a także ustala tożsamość osoby, która go podpisuje. Jest równorzędny z odręcznym podpisem, a także regulowany przez unijne rozporządzenie eIDAS, co powoduje że dokument uwierzytelniony elektronicznym podpisem, jest respektowany we wszystkich krajach UE.

Cyfrowy podpis można wykorzystywać do podpisywania umów cywilnoprawnych, ofert handlowych, kontraktów, zamówień, a nawet w kontaktach z podmiotami administracyjnymi czy urzędowymi.

„Rajd ulgi” na Wall Street

Optymizm na rynku widoczny jest gołym okiem. Od dwóch dni mamy coś na kształt „rajdu ulgi” ponieważ ryzyko niewypłacalności USA zostało oddalone, a przyczyniły się do tego słowa amerykańskich polityków. Po kilkutygodniowym marazmie na Wall Street, rozpoczął się kolejny impuls wzrostowy. Nasdaq 100 znalazł się najwyżej od kwietnia 2022 roku. Dobre nastroje udzielają się również w Europie. Obrazuje to indeks Dax, który „zaatakował” historyczne szczyty.

Inwestorzy otrzymali to czego chcieli, czyli uspokajające słowa Kevina McCarthy, który w wywiadzie podkreślił, że negocjacje są w „znacznie lepszym miejscu” i „porozumienie może zostać osiągnięte”. Do tego doszła wypowiedz Chucka Schumera – lidera większości w Senacie. Wspomniał on, że rozmowy w sprawie pułapu zadłużenia robią postępy i dodał, że Senat zajmie się ustawą po przejściu przez Izbę.

Wall Street rośnie pomimo faktu, że zwiększyło się prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych przez Fed na czerwcowym posiedzeniu. Po majowej decyzji i słowach Powella konsensus był taki, że dalsze zacieśnianie jest mnie realne. Oczywiście nie otrzymaliśmy oficjalnego komunikatu w tej sprawie. Zostały jednak usunięte pewne stwierdzenia, które w przeszłości sugerowały podwyżki.

Giełdy rosną bo inwestorzy cieszą się, że temat zadłużenia zostanie wkrótce rozwiązany. Dolar z kolei zyskuje a rentowności obligacji amerykańskich rosną – bo czerwcowy ruch w górę na stopach procentowych staje się bardziej realny. Ta zmiana oczekiwań wynika głównie z „jastrzębich” komentarzy prezeski Fed z Dallas – Lorie Logan, która przyznała, że argumenty za pauzą w podwyżkach nie są jasne. Dodała wprost, że będzie głosować za ruchem o 25 bps jeśli dane makro nie będą wskazywały, że gospodarka mocno hamuje. A tak się składa, że wczorajsze dane dotyczące rynku pracy były lepsze od oczekiwań (niższa liczba wniosków o zasiłek oraz mocne odbicie regionalnego wskaźnika Fed z Filadelfii).

Indeks SP500 znalazł się finalnie powyżej szczytów z tego roku. Opór na 4200 pkt. został pokonany, więc z technicznego punktu widzenia otrzymaliśmy sygnał kontynuacji wzrostów. Notowania są najwyżej od sierpnia 2022 roku, choć do szczytów wszechczasów jeszcze daleka droga. Poziom ATH został „zaatakowany przez niemiecki indeks Dax, a wybicie nastąpiło z rzadko widzianej na rynku formacji „diamentu”. Kluczowe będą najbliższe dni. Jeśli nie zobaczymy mocnej realizacji zysków, wówczas wzrosty powinny być utrzymane.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Inflacja PPI w Niemczech

Inflacja producencka PPI w Niemczech w ujęciu rocznym spadła z 6,7% w marcu do 4,1% w kwietniu. PPI jest teraz o 3,1 p.p. poniżej CPI. Wskaźnik PPI może być traktowany jako wyprzedzający względem CPI, z tego względu w kolejnych miesiącach możemy również obserwować dalszy spadek inflacji CPI. W ujęciu miesięcznym zaobserwowaliśmy jednak pierwszy od pół roku dodatni odczyt wskaźnika PPI. Ceny wzrosły o 0,3% m/m, podczas gdy konsensus rynkowy oczekiwał spadku o -0,5%.

W danych rocznych widać postępującą dezinflację, jednak po uwzględnieniu danych miesięcznych można zauważyć, że jej dynamika może się zmniejszać.

Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Państwo musi zapewnić lepszy dostęp do służby zdrowia i opiekę nad osobami starszymi

W przyszłości będziemy mieli do czynienia ze spadkiem podaży pracy – co być może w jakimś stopniu będzie kompensowane przez większą automatyzację i technologię. Dlatego trzeba pomyśleć o lepszej opiece zdrowotnej i lepszej opiece nad osobami niedołężnymi, które wymagają pomocy ze strony członków rodziny – a być może w przyszłości coraz większej pomocy ze strony wyspecjalizowanych instytucji. Dlatego, że zarówno liczba rodzin, jak i wielkość rodziny niestety według prognoz demograficznych będzie się zmniejszać.

– To powoduje, iż osoby w wieku przedemerytalnym, które mają rodziców zaawansowanych wiekiem, niestety będą w coraz większym stopniu obciążeni koniecznością opieki nad nimi – powiedział serwisowi eNewsroom.pl prof. Paweł Strzelecki ze Szkoły Głównej Handlowej. – To oznacza, że te pokolenia, które będą w przyszłości zmagać się z tymi obowiązkami, będą coraz mniej liczne, a problem będzie narastał w zdecydowanie większym stopniu niż w przeszłości. Zatem powinniśmy pomyśleć nie tylko o podnoszeniu dzietności, nie tylko o rynku pracy i wzroście aktywności zawodowej – ale także o rozwiązywaniu problemów życia codziennego wszystkich Polaków. Należy do nich również dostęp do służby zdrowia czy zapewnienie opieki nad osobami niesamodzielnymi – przekonuje Strzelecki.

Polacy wciąż skazani na prywatne leczenie zębów. Dentystom nie opłaca się pracować dla NFZ-u

Według danych NFZ-u, w ub.r. łączne koszty świadczeń stomatologicznych sfinansowanych ze środków publicznych przekroczyły 2,2 mld zł. Głównie pokryły płukanie kieszonek dziąsłowych i aplikowanie leków, leczenie próchnicy powierzchownej oraz lakierowanie zębów. Najwięcej środków przypadło na Mazowiecki Oddział Wojewódzki NFZ – 324,8 mln zł, a najmniej – na Lubuski – 39,1 mln zł. W tym roku plan finansowy NFZ zakłada większą kwotę, bo bliską 2,7 mld zł. Komentujący te dane eksperci podkreślają, że ww. wydatki są wciąż niewspółmierne z kosztami ponoszonymi przez lekarzy. Dlatego wielu z nich rezygnuje z podpisywania kontraktów z NFZ-em, a pacjenci mają coraz mniejszy dostęp do państwowego leczenia.

Najczęściej finansowane świadczenia i koszty

Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) udostępnił dane dot. najczęściej wykonywanych świadczeń stomatologicznych w ub.r. finansowanych ze środków publicznych. Zestawienie otwiera płukanie kieszonki dziąsłowej i aplikacja leku – 13,7 mln zabiegów. Dalej widać leczenie próchnicy powierzchownej – 10,6 mln, lakierowanie zębów 1/4 łuku zębowego – 10 mln, usunięcie złogów nazębnych z 1/2 łuku zębowego – 5,8 mln, a także kontrolne badanie lekarskie – 4,2 mln.

– Płukanie kieszonki dziąsłowej z aplikacją leku oraz leczenie próchnicy powierzchownej  może dotyczyć każdego zęba. Dorosły pacjent może mieć 32 zęby, więc podane procedury mogą teoretycznie zostać wykonane aż 32 razy na jednej wizycie. Z kolei lakierowanie zębów dotyczy 1/4 jednego łuku zębowego, czyli procedura może być liczona 4 razy dla szczęki i 4 razy dla żuchwy. Z kolei badanie lekarskie kontrolne przysługuje jednorazowo podczas wizyty. I w ciągu całego roku pacjent może je mieć tylko trzy razy. Nigdy więc nie osiągnie ono takich statystyk, jak inne ww. procedury – wyjaśnia dr Irena Przybylska z kliniki IMPLANT MEDICAL.

Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika też, że w ub.r. koszty świadczeń stomatologicznych sfinansowanych ze środków publicznych wyniosły ponad 2,2 mld zł. Najwięcej z nich przypadło na Mazowiecki Oddział Wojewódzki NFZ – 324,8 mln zł, Małopolski – 263,3 mln zł, Śląski – 214,4 mln zł, Lubelski – blisko 173 mln, a także Wielkopolski – 164,1 mln zł. Na końcu zestawienia widać Lubuski Oddział Wojewódzki NFZ – 39,1 mln zł, Opolski – 42,7 mln zł, jak również Świętokrzyski – 67,3 mln zł.

– Zróżnicowanie kosztów wynika z różnej liczby świadczeniodawców w poszczególnych oddziałach. Tak zwana wartość etatu przeliczeniowego na jednego lekarza na miesiąc w przybliżeniu wynosi 20 tys. zł. Należy zaznaczyć, że to nie jest wynagrodzenie lekarza, a należność za leczenie pacjentów. Ta kwota musi pokryć koszty funkcjonowania całego gabinetu, tj. czynsz, media, wynagrodzenia, wydatki laboratoryjne prac protetycznych, zakup wszelkich materiałów, amortyzację itp. – podkreśla lek. dent. Rafał Kiełkowski, Przewodniczący Komisji Stomatologicznej przy Okręgowej Radzie Lekarskiej w Katowicach.

Niewystarczające czy optymalne finansowanie?

Natomiast dr Przybylska szacuje, że z sumy przeszło 2,2 mld zł na jednego obywatela Polski przypada niecałe 60 zł. W takiej dziedzinie medycyny, jaką jest stomatologia, koszty materiałów, sprzętu i jego eksploatacji oraz zatrudnienia personelu pomocniczego są niezwykle wysokie. Środki przekazywane przez państwo są zatem niewspółmierne z faktycznymi kosztami, jakie ponoszą dentyści. Dlatego też od dłuższego czasu wielu lekarzy rezygnuje z podpisywania kontraktów na świadczenie usług stomatologicznych w ramach NFZ-u.

– Wartości bezwzględne ww. kwot wydają się duże. Jednak udział świadczeń stomatologicznych w całym budżecie NFZ od lat maleje – z 4,4% w 2002 r. do 1,87% w 2023 r. Do tego stale ubywa lekarzy współpracujących z Funduszem. Dla pacjenta oznacza to ograniczanie dostępu do leczenia w ramach NFZ-u – zaznacza Rafał Kiełkowski.

Uniwersyteckie Centrum Stomatologii w Lublinie zdołało zamknąć 2022 rok z nieznacznym zyskiem. Dr Wojciech Brakowiecki, rzecznik prasowy UM w Lublinie, uważa, że świadczy to o optymalnym finansowaniu przez NFZ – Wprowadzenie m.in. bezlimitowego finansowania świadczeń udzielonych świadczeniobiorcom do ukończenia 18. roku życia ze środków subfunduszu terapeutyczno-innowacyjnego Funduszu Medycznego pozytywnie wpłynęło na wynik finansowy Centrum. Dodatkowo, wpływ na zwiększenie przychodu miała ponadlimitowa realizacja świadczeń chirurgii stomatologicznej i periodontologii w Poradni Chirurgii Stomatologicznej i Implantologii – informuje dr Brakowiecki.

Jak podaje NFZ, w planie finansowym na 2023 rok wpisano blisko 2,7 mld zł. To nieco większa kwota niż w ub.r. – W tym roku na każdego Polaka przypadnie z tych środków ok. 71 zł. Sam wzrost to dobra wiadomość, biorąc pod uwagę fakt, że w poprzednich latach wycena kosztów stała w miejscu. Jednak, patrząc na stałe podwyżki cen materiałów stomatologicznych, jest to wciąż niewystarczająca wartość. Co więcej „zjadana” przez inflację, więc – w mojej ocenie – pacjenci tego raczej nie odczują – alarmuje ekspertka.

NFZ zaznacza, że nakłady na świadczenia stomatologiczne wciąż rosną. Oddziały wojewódzkie systematycznie ogłaszają konkursy uzupełniające. Niemniej zainteresowanie nimi stomatologów od lat utrzymuje się na podobnym poziomie. – Podstawową kwestią jest wycena poszczególnych procedur. Biorąc pod uwagę stale rosnące koszty materiałów, potrzebny sprzęt, media, utylizację odpadów medycznych oraz rosnące pensje pracowników medycznych, okazuje się, że praca stomatologów w ramach NFZ nie jest satysfakcjonująca finansowo. Dlatego lekarze nie chcą korzystać z tej opcji – zauważa dr Przybylska.

Kolejnym aspektem jest ograniczona możliwość wykorzystywania nowych technologii, na co dodatkowo zwraca uwagę ekspertka. Wskazuje również, że lekarze pracujący w ramach NFZ-u nie są w stanie zaproponować rozwiązań w zakresie tzw. nowoczesnej stomatologii, takich jak skanery wewnątrzustne, lasery czy pracę w powiększeniu np. podczas leczenia kanałowego. Wielu dentystów, chcąc świadczyć usługi na wysokim poziomie, zgodnie z najnowszymi trendami stomatologicznymi, proponując do tego wysokiej jakości materiały stomatologiczne, rezygnuje z pracy w ramach kontraktu z NFZ-em.

Za mały koszyk świadczeń, za duże kolejki

Dodatkowo NFZ informuje, że lista świadczeń gwarantowanych i finansowanych ze środków publicznych wynika z treści rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie świadczeń. Pozostałe kwestie nie mogą być finansowe w tej procedurze.

– Obecnie wydaje się nierealnym, aby do aktualnych świadczeń wprowadzić nowe procedury z listy wysokospecjalistycznych, jak np. implanty czy aparaty stałe, co wpłynęłoby na wzrost zainteresowania pacjentów. Zmiany powinny opierać się raczej na umożliwieniu wykonywania aktualnych świadczeń specjalistycznych szerszej grupie osób, tzn. przede wszystkim na skracaniu istniejących kolejek w sektorze protetyki i ortodoncji – stwierdza dr Irena Przybylska.

Ekspertka dodaje również, że czas oczekiwania na refundowane protezy zębowe dla dorosłych czy aparaty zdejmowane dla dzieci jest wciąż zbyt długi. Młody pacjent, czekając kilka lat na swoją kolej, często ma już na tyle zaawansowaną wadę zgryzu, że lekarz nie jest w stanie wyleczyć go wyłącznie refundowanym do 12. roku życia aparatem ruchomym. Do tego, w wyniku długiego oczekiwania, wielu pacjentów zostaje ostatecznie skreślanych z powodu przekroczenia limitu wieku.

– W przypadku protetyki też nie jest ciekawie. Pacjent najpierw ma problem ze sprawnym umówieniem pierwszej wizyty u specjalisty, a potem czeka wiele miesięcy na wykonanie protezy. W przypadku rozległych braków zębowych ma trudności z podstawową funkcją konieczną do przeżycia, a mianowicie ze spożywaniem  pokarmów. Absurdalnym wydaje się więc to, aby pacjenci musieli tyle czekać na wykonanie najprostszych uzupełnień protetycznych – podsumowuje ekspertka z IMPLANT MEDICAL.

Zarząd Big Cheese Studio podjął uchwałę w sprawie wypłaty rekordowej 11 mln dywidendy

Zarząd notowanej na GPW spółki Big Cheese Studio, w dn. 18  maja br. zarekomendował wypłatę ponad 11 mln zł dywidendy z zysku netto za rok obrotowy 2022. To jak dotąd największa dywidenda w historii spółki, wynosząca 65 proc. zysku netto, liczącego w ub. roku 16,7 mln zł (wzrost rdr o 34%). Dywidenda na jedną akcję wynieść ma 2,67 zł, dając stopę dywidendy na poziomie 5,5 proc. Ostateczna decyzja w tej sprawie zapadnie w późniejszym terminie, podczas zwołania Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Big Cheese Studio.

– W 2022 roku osiągnęliśmy dobre wyniki finansowe. To zasługa niesłabnącej popularności naszego flagowego tytułu Cooking Simulator. Prócz wysokiej monetyzacji gry, nie bez znaczenia był także odpowiedni dobór kanałów dystrybucyjnych. Wdrożona dywersyfikacja, podykotowana odpowiednio obraną strategią rozwoju, przynosi nam oczekiwane korzyści. Po rekordowych wynikach, przychodzi czas na rekordową wypłatę dywidendy. Wczoraj nasz Zarząd podjął uchwałę w tej sprawie. Zarekomendowana została wypłata dywidendy dla naszych akcjonariuszy z zysku netto za 2022 rok o wartości ponad 11 mln zł (65 proc. zysku). Dywidenda na jedną akcję liczyć ma 2,67 zł, daje to stopę dywidendy na poziomie 5,5 proc. Pozostała część zysku, o wartości 5,7 mln zł zostanie przeznaczona na kapitał zapasowy. – informuje Jakub Rafał, Dyrektor Finansowy w Big Cheese Studio.

Big Cheese Studio to polski producent i wydawca gier wideo. Spółka specjalizuje się w tworzeniu gier symulacyjnych z elementami ekonomii i strategii. W 2019 roku na rynku zadebiutowała pierwsza, autorska produkcja studia – Cooking Simulator. Obecnie to najlepsza gra o gotowaniu na świecie. Projekt doczekał się już wersji VR, która równie szybko zyskała uznanie graczy, otrzymując z początkiem zeszłego roku miano najlepszej gry VR roku 2021 platformy Steam. Studio nie zwalnia tempa i w najbliższych planach ma zarówno odsłonę podstawki na platformie PlayStation VR 2, jak i rozpoczęcie sprzedaży Cooking Simulatora na rynku chińskim – możliwe, że nawet w tym półroczu.

Obecnie łódzki zespół koncentruje swoje siły nad kilkoma projektami jednocześnie, trzy z nich są priorytetowe. Mowa o wyczekiwanym Cooking Simulatorze 2, Pizza Empire oraz Underdose. Trzecia gra to nowo ogłoszony tytuł, który do tej pory znany był jako Project X. Jest to gra narracyjna inspirowana Blade Runner, stawiająca gracza przed trudnymi wyborami moralnymi.

Wszystkie trzy tytuły zostaną zaprezentowane na tegorocznym Gamescom za tzw. zamkniętymi drzwiami. Wydarzenie odbędzie się w dniach 23-27 sierpnia w Kolonii w Niemczech.

Aktualnie trwają zaawansowane prace nad trzema kluczowymi dla nas projektami. Jednym z nich jest sequel do Cookinga. To dla nas bardzo ważny produkt. Z jego premierą w dalszym ciągu celujemy na 2023 rok, choć dajemy sobie pewien ew. zapas czasu na dodatkowe doszlifowanie. We wrześniu tego roku odbędą się zamknięte testy, po którym to czasie będzie nam najłatwiej ocenić ostateczną datę debiutu. Nie chcemy się spieszyć, by nie zmarnować wielkiego potencjału gry – naszą ambicją jest by sequel przebił jego podstawkę, a to naprawdę ambitny cel. Robimy więc wszystko by produkt finalnie był atrakcyjny dla jak najszerszej grupy odbiorców i jednocześnie przyniósł nam kolejne zyski – mówi Łukasz Dębski, CEO w Big Cheese Studio.

USA mogą zbankrutować?

Formalnie USA mogą zbankrutować, jeżeli politycy przeciągną „linę” za daleko, jakieś odsetki od zadłużenia nie zostaną spłacone przez rząd i będziemy mieli panikę na rynku, rozpocznie się krótkotrwała i dynamiczna wyprzedaż na rynkach.

Teoretycznie bankructwo jest możliwe, praktycznie jest jednak mało prawdopodobne. Od początku tego roku dyskutuje się na temat potrzeby podniesienia limitu zadłużenia w USA, ale w ostatnich dniach intensyfikuje się narracja potrzeby podniesienia limitu zadłużenia, aby amerykański rząd nie zbankrutował. Czy w zasadzie jest to jednak możliwe?

Patrząc na liczby związane z zawieszeniem prac amerykańskiego rządu oraz podnoszeniem limitu zadłużenia wydaje się wręcz nieprawdopodobne, aby teraz amerykańskie władze postanowiły nie walczyć o „utrzymanie się na powierzchni”.

Od 1976 prace rządu były wstrzymywane 22 razy! Czasami na godziny, czasami na całe tygodnie, ale zawsze ostatecznie udawało się zwiększać limit zadłużenia, który pozwalał na zaciąganie nowego długu i zwiększania wydatków.

– Stany Zjednoczone mają takie rozwiązanie prawne, jakim jest limit zadłużenia wprowadzony w 1917 r. na potrzeby finansowania I wojny światowej i wówczas każda emisja nowego długu musiała uzyskać zgodę Kongresu – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Takiej sytuacji chyba nie ma już nigdzie na świecie, bo trudno sobie wyobrazić, że np. w Polsce Ministerstwo Finansów emituje nowe obligacje 5-letnie i musi na to uzyskać zgodę Sejmu i Senatu.

Jest to bardzo niepraktyczne, ale wydatki rządowe w USA są w ten sposób bardzo kontrolowane. Jeśli w oczekiwaniu na zwiększenie limitu zadłużenia zamykano np. parki publiczne, biblioteki i muzea, to jednak nie oznaczało to niewypłacalności USA.

Dług już dawno przekroczył 30 bln USD, zwiększał się bardzo w czasach pandemii, gdy zdecydowano się na dodatkowy dodruk pieniędzy na wyjątkową skalę. Teraz można zastanawiać się ile można jeszcze zwiększyć zadłużenie? Odpowiedź brzmi: w nieskończoność. Stany Zjednoczone działają w ciągłym deficycie, dlatego w celu zaspokojenia wszelkich potrzeb – zwykłego prowadzenia państwa jak zapłata urzędnikom, budowa dróg czy zapłata emerytur wojskowych, a do tego spłacanie wcześniejszych zobowiązań, jest potrzeba zaciągania nowego zadłużenia.

Oczywiście można proces zaciągania nowego długu spowolnić, tego chce obecnie Partia Republikańska, na co nie chcą zgodzić się Demokraci, którzy już teraz szykują się do kolejnych wyborów, przede wszystkim prezydenckich. Z drugiej strony Republikanie przedstawili już swój plan budżetowy, który tak naprawdę pozwoli na obsługę każdego finansowego zobowiązania, ale będzie wymagał pewnych cięć wydatkowych. Obecne władze będą tak naprawdę mogły dalej działać bez ustanowienia nowego limitu zadłużenia, ale będą musiały jeszcze mocniej ściąć wydatki, aby spłacać odsetki i zapadające obligacje. Wydaje się wobec tego, że nawet techniczny upadek Stanów Zjednoczonych wydaje się mocno wątpliwy. W ostateczności Republikanie prawdopodobnie i tak ulegną, aby nie być oskarżanym przez Demokratów o potężne cięcia wydatków, które mogą uderzyć w najsłabszych Amerykanów.

Formalnie Stany Zjednoczone mogą zbankrutować, jeżeli politycy przeciągną „linę” za daleko, jakieś odsetki od zadłużenia nie zostaną spłacone przez rząd i będziemy mieli panikę na rynku, rozpocznie się krótkotrwała i dynamiczna wyprzedaż na rynkach. Krótkotrwała, bo politycy przestraszą się skutków swych decyzji i w pięć minut ten limit podniosą.

Co nader istotne, sytuacja USA jest odmienna od innych krajów. Nie da się porównać sytuacji Stanów do tego co choćby zdarzyło się w Grecji. Stany Zjednoczone mają zadłużenie w dolarach, nie potrzebują kupować obcych walut płacąc coraz drożej za sfinansowanie zadłużenia.

– Imperia upadają powoli, może się zdarzyć w przyszłości, że Stany Zjednoczone nie będą mogły bardziej się zadłużać, ale nie jest to sytuacja na dziś – komentuje ekspert XTB. – Może dojść jedynie do technicznej niewypłacalności, gdy Departament Skarbu Stanów Zjednoczonych (Treasury) nie wypłaci jakichś odsetek, ale bez długotrwałych konsekwencji.

Wobec tego istnieje szansa na to, że nie będziemy mieli wcale skokowego wzrostu rynkowych stóp procentowych, tak jak jest obecnie oczekiwanie w przypadku bankructwa USA. Jest szansa nawet na to, że rentowności spadną! Nowego długu nie będzie przybywało, a stary dalej będzie spłacany. Oczywiście niekoniecznie może się to przyczynić do wzrostów na Wall Street, choć obecnie obserwujemy dosyć jasną korelację: spadek rentowności równa się wzrosty na indeksach.

– Na ten moment inwestorzy nic nie obstawiają w związku z potrzebą podniesienia zadłużenia rządu, ponieważ zachowują zdrowy rozsądek zakładając, że nic złego się nie stanie – dodaje P.Kwiecień z XTB. – Byłbym jednak ostrożny z inwestowaniem w amerykańskie obligacje, lepiej przez chwile poczekać.

Prezes ZUS: system emerytalny w Polsce jest bezpieczny

Kobiety w Polsce są lepiej wykształcone, ale jednak poziom ich wynagrodzeń jest zdecydowanie niższy niż mężczyzn. Mamy do czynienia z luką płacową, która wynika historycznie z takiej segmentacji – choć są też branże, zawody, w których kobiety dominują. Tak jest też w sektorze publicznym. Dlatego potrzebne są takie zmiany, które będą uwzględniały wyższy stopień aktywności zawodowej kobiet związany z unowocześnieniem gospodarki, z awansami, z digitalizacją. Nie bez znaczenia jest także dyskurs wokół systemów emerytalnych związanych z demografią, a zwłaszcza wejście w ten dyskurs z różnymi poglądami – które niekoniecznie mają uwarunkowania naukowe, badawcze, ekonomiczne czy prawne.

– System emerytalny w Polsce obecnie jest bardziej bezpieczny dla państwa nawet wobec wyzwań demograficznych niż system emerytalny, który w Polsce obowiązywał przed styczniem 1999 roku – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl Gertruda Uścińska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. – Ten nowy system emerytalny jest absolutnie bardziej odporny na kryzysy demograficzne i szereg innych – ale wymaga również zobowiązań ze strony obywateli. Emerytura jest uzależniona od tego, kim jesteśmy, jak długo pracujemy, kiedy przechodzimy na emeryturę. System wprost mówi, że trzeba długo pracować, gromadzić kapitał emerytalny i później przechodzić na emeryturę. Wtedy stopa zastąpienia, czyli wysokość relacji między emeryturą a przeciętnym wynagrodzeniem jest wyższa – wyjaśnia Uścińska.

Złoty niespodziewanie traci

Polska waluta przyjmuje właśnie bardzo silne ciosy. W ciągu niecałych dwóch dni polski złoty stracił już 1% na wartości względem euro. Pytanie, jak daleko zajdzie ten ruch.

Spadki inflacji bazowej w Europie

Ostatnie dane dają nadzieję na wyjście z problemów inflacyjnych. We wtorek w Polsce zobaczyliśmy spadek inflacji bazowej. Swoją drogą, pierwszy od połowy 2021 roku. Wczoraj dołożyliśmy do tego jeszcze spadek inflacji bazowej w strefie euro. Dlaczego to takie ważne? Inflacja bazowa pokazuje nam, jak zachowują się ceny w danym regionie po odjęciu żywności i energii. Podejście to spowodowane jest chęcią wyeliminowania elementów najbardziej zmiennych z koszyka inflacyjnego. Pozwala to lepiej obserwować trend. Obecny spadek inflacji konsumenckiej był bowiem mocno wspierany spadkami cen ropy, która w zeszłym roku została wywindowana w górę z powodu rosyjskiej inwazji na terytorium Ukrainy. Należy pamiętać, że spadek to tylko początek drogie. Poziomy, na których jest inflacja, są nadal mimo spadku nieakceptowalnie wysokie.

Korekta na złotym

Od dwóch dni jesteśmy świadkami silnego ruchu osłabiającego polską walutę. Jeszcze w nocy z wtorku na środę za jedno euro płacono poniżej 4,49 zł. Dzisiaj nad ranem mamy już 4,54 zł za euro. Większość analityków łączy to odbicie z korektą techniczną, tylko złośliwi starają się to łączyć z licytacją opozycji z rządem, kto bardziej zweryfikuje, czy budżet nie jest z gumy. Ruch umacniający złotego trwał bez większych odbić od połowy lutego. Po takim czasie i zyskaniu imponujących na rynku walutowym przeszło 6% korekta nie jest niczym nadzwyczajnym. Jest to wręcz urealnienie ceny. Patrząc na siłę ruchu, może to oczywiście budzić strach. Ciężko zresztą powiedzieć, jak głęboko sięgnie taki ruch korekcyjny. Najprawdopodobniej czeka nas ciekawy koniec tygodnia.

Rynek nieruchomości wciąż mocny

Pomimo wysokich stóp procentowych amerykański rynek nieruchomości wciąż ma się dobrze. Wczorajsze dane pokazują, że liczba wydawanych pozwoleń na budowy domów, jak również rozpoczętych budów wciąż pozostaje na relatywnie wysokich poziomach. Nie są to absolutnie żadne szczyty, ale raczej niskie normalne poziomy. W gospodarce USA problem rynku nieruchomości ma pewną specyfikę. Jeżeli pojawia się problem spadku cen, banki zaczynają domagać się zwiększenia zabezpieczeń kredytów. To z kolei u niektórych kredytobiorców wymusza szybką sprzedaż nieruchomości i pogłębia problem na rynku. Z tego właśnie powodu dane te są dość uważnie monitorowane.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Tani dolar = drogie złoto?

W obliczu niepewności na globalnych rynkach finansowych, złoto, jak zawsze, staje się bezpiecznym schronieniem dla inwestorów. W ostatnich tygodniach, kiedy dolar amerykański znacznie stracił na wartości, cena kruszcu poszybowała w górę, pobijając kolejne rekordy. Co jest przyczyną takiej sytuacji i czemu złoto nazywane jest bezpieczną przystanią?

Złoto jako bezpieczna przystań

Złoto jest uznawane za istotny składnik majątku od tysięcy lat. Jego wartość nie jest związana z konkretnym rządem ani walutą, co sprawia, że jest atrakcyjnym aktywem w czasach niepewności geopolitycznej. Jest też często uznawane za ochronę przed inflacją. W momencie, kiedy siła nabywcza waluty spada, wartość złota często rośnie. To czyni kruszec atrakcyjnym aktywem dla inwestorów, którzy chcą zachować wartość swojego kapitału w obliczu rosnącej inflacji.

Co więcej, metal ten jest surowcem, którego nagłe zwiększenie wydobycia nie wchodzi w grę. Ograniczona podaż złota pomaga utrzymać jego wartość, zwłaszcza w porównaniu do walut papierowych, które mogą być drukowane w dużych ilościach przez rządy.

Ponadto, złoto często ma niską korelację z innymi aktywami, takimi jak akcje czy obligacje. To oznacza, że jego cena nie zawsze porusza się w tą samą stronę co innych aktywów. Może to pomóc inwestorom zdywersyfikować swoje portfele i zmniejszyć ryzyko.

Warto również wiedzieć, że jego wartość jest podtrzymywana przez samych inwestorów. W czasach niepokoju gospodarczego lub politycznego, często szukają oni rozwiązań mniej ryzykownych i wówczas zwracają się właśnie ku złotu, co zwiększa na nie popyt.

Inwestując w złoto, ważne jest zrozumienie tego aktywa i jego świadomy zakup. Na samym początku warto zapoznać się z analizą aktualnych notowań oraz wykresem cen z ostatnich lat. Analizując taki wykres, możemy utwierdzić się w przekonaniu, że inwestycja w kruszec to rozwiązanie długofalowe, a nie sposób na szybki zysk. Przykładowo, jeżeli pod koniec 2013 roku kupiliśmy 1 uncję, musieliśmy za nią zapłacić około 3600 zł, obecnie jej koszt wynosi ponad 8000 zł – kalkulacja jest więc prosta – wskazuje Aleksander Pawlak, prezes firmy Tavex.

Jak na wycenę złota wpływa dolar?

Wzrost popytu na złoto jest odpowiedzią na obecne turbulencje na światowych rynkach. Niepokoje geopolityczne, zwłaszcza w strategicznych dla gospodarki obszarach, powodują, że inwestorzy dywersyfikują swój portfel, przede wszystkich nabywając złoto jako inwestycję ochronną. Jego wartość wyrażona w złotówkach od początku roku wzrosła o prawie 5%, a w dolarach amerykańskich o około 10%.

Często możemy usłyszeć, że dolar i złoto utrzymują odwrotną korelację – kiedy wartość amerykańskiej waluty spada, cena złota zazwyczaj rośnie. Jednak warto wiedzieć, że faktycznie wyceny złota – w długofalowej perspektywie – odzwierciedlają utratę siły nabywczej dolara – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. W obecnej sytuacji kluczem będą decyzje Fedu. Wprowadzając pauzę w dotychczasowym cyklu podwyżek stóp procentowych, co rynek wycenia już na posiedzeniu czerwcowym, może to dać inwestorom sygnał do kontynuacji wyprzedaży dolara, na czym korzystałoby m.in. złoto, dyskontujące w ten sposób możliwość odrodzenia się po kilku kwartałach od takowej pauzy ponownie presji inflacyjnej. W takim otoczeniu mogłoby to oznaczać zielone światło dla scenariusza definitywnego rozbicia obszaru 2100 USD na złocie i zdynamizowania ruchu na nowe, nieznane do tej pory obszary cenowe – wskazuje.

Badanie EY Polska: Młodzi w internecie – bez kontroli, bez ograniczeń, bez świadomości zagrożeń

  • Z badania przeprowadzonego na zlecenie EY Polska przez Kantar Public wśród osób w wieku 10-17 lat, wynika, że rodzice często nie wiedzą, co ich dzieci robią w internecie, a nastolatkowie nie są do końca świadomi wirtualnych zagrożeń.
  • Oprogramowania do kontroli rodzicielskiej nie ma zainstalowanego 60 proc. ankietowanych, zaś 14 proc. nie było nawet w stanie stwierdzić, czy je posiada.
  • Młodzież nie zawsze przestrzega podstawowych zasad bezpieczeństwa. Co czwarty ankietowany otworzył plik z nieznanego źródła lub kliknął w link wysłany od nieznajomego użytkownika. Natomiast do rozmowy z osobami poznanymi jedynie w sieci przyznało się 48 proc. nastolatków.
  • Internet jest przez młodzież wykorzystywany głównie do komunikacji i rozrywki – zwłaszcza do rozmowy za pomocą komunikatorów (58 proc.) i gier (51 proc.). Co trzeci badany (31 proc.) wykorzystuje świat wirtualny do nauki i odrabiania lekcji. Jedynie 9 proc. czyta w sieci artykuły i informacje.
  • Coraz powszechniejszym zjawiskiem jest przesiadywanie wielu godzin przed ekranem. W tygodniu minimum 4 godziny dziennie surfuje w sieci 34 proc. nastolatków. W weekendy odsetek ten wzrasta do 60 procent, a dodatkowo prawie 20% badanych spędza online ponad 8 godzin.
  • Mimo dużej ilości czasu poświęcanego na świat wirtualny, 39 proc. ankietowanych przyznaje, że rodzice nie wyznaczają im żadnych ograniczeń czasowych na korzystanie z internetu.

Współcześni nastolatkowie dorastają w pełni scyfryzowanym społeczeństwie, w którym dostęp do internetu jest łatwy i szybki. Nie znaczy to jednak, że potrafią omijać zagrożenia występujące w wirtualnym świecie. Z badania EY Polska „Ostrożni w Sieci” wynika, że wielu młodych ludzi nie identyfikuje niebezpiecznych sytuacji, a rodzice zbyt mało uwagi przywiązują do tematu wirtualnych zagrożeń.

17 maja przypadał Światowy Dzień Społeczeństwa Informacyjnego, który podkreśla wpływ nowych technologii na rozwój społeczny i gospodarczy. Ostatnie lata to dynamiczny rozwój cyfryzacji. Niesie one za sobą jednak nie tylko szanse, ale również zagrożenia. Na te drugie warto zwrócić szczególną uwagę. Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie EY Polska wśród osób w wieku 10-17 lat wskazują, że poziom świadomości na temat wirtualnych ryzyk pozostaje wśród polskich nastolatków na niskim poziomie. Dodatkowo nie zawsze mogą oni liczyć na wsparcie rodziców, którzy wyjaśniliby, jak ustrzec się przed niebezpiecznymi sytuacjami w sieci.

Jednym z głównych problemów jest to, że dorośli, często mało doświadczeni w świecie cyfrowym, przeważne nie wiedzą, co ich dzieci robią w internecie. Opiekunów mogłoby wesprzeć w nadzorze m.in. oprogramowanie do kontroli rodzicielskiej. Tymczasem 60 proc. ankietowanych młodych ludzi nie ma go zainstalowanego, a 14 proc. nie jest nawet w stanie stwierdzić, czy je posiada. Brak kontroli jest szczególnie niepokojący w kontekście niebezpiecznych treści, które pojawiają się na najpopularniejszych platformach społecznościowych czy rozrywkowych.

Ignorowanie cyberzagrożeń

Monitorowanie zachowań nastolatków w sieci jest niezwykle ważne. Wychowywanie się w scyfryzowanym świecie znacząco ograniczyło obawy przez technologicznymi nowinkami, które miało jeszcze pokolenie X. Jednocześnie ten proces nie był wystarczająco uzupełniany o wiedzę z zakresu bezpieczeństwa. W efekcie młodzi ludzie często nie mają wiedzy ani świadomości czyhających problemów – mówi Piotr Ciepiela, Partner EY, Globalny Lider Bezpieczeństwa Architektury i Nowoczesnych Technologii.

Z badania EY wynika, że co czwarty ankietowany otworzył plik z nieznanego źródła lub kliknął w link wysłany od nieznajomej osoby, narażając się na phishing lub zainfekowanie swojego urządzenia. Co więcej, niemal co drugi nastolatek (48 proc.) przyznał, że rozmawiał z kimś poznanym jedynie w sieci. W przypadku ankietowanych w wieku 14-17 lat pozytywnie odpowiedziało aż 62 proc. młodych kobiet i 55 proc. młodych mężczyzn.

– Choć nastolatkowie imponują swoją internetową biegłością, są w dużym stopniu podatni na zagrożenia czyhające w wirtualnym świecie. Wynika to przede wszystkim z coraz bardziej podstępnych mechanizmów hakerskich i zaawansowanych technologii. O fake newsach słyszał już niemal każdy i mamy coraz lepsze sposoby, jak się przed nimi bronić. Ale już manipulacje wideo w formie deep fake’ów czy naśladowanie głosu są trudne do wykrycia. Wciąż duże zagrożenie stanowi phishing nakierowany na wyłudzenie danych osobowych czy haseł i loginów do kont bankowych. Młodzież jest szczególnie narażona na przechwytywanie kont ze względu na stosowanie zbyt słabych haseł, korzystania z tego samego hasła w wielu miejscach czy brak ustawionej podwójnej weryfikacji przy logowaniu – dodaje Piotr Ciepiela.

Wątpliwe źródła informacji

Co do zasady, polskie nastolatki znają narzędzia obrony przed rozprzestrzenianiem się fake newsów, ale robią to niezwykle rzadko. Z badania EY wynika, że 69 proc. z nich przynajmniej raz sięgnęło do innego źródła, aby zweryfikować prawdziwość internetowych treści. Niemniej, za każdym razem robi to jedynie 7 proc. ankietowanych. Jednocześnie 31 proc. młodzieży nigdy nie sprawdza podejrzanych informacji, a w przypadku osób w wieku 10-13 lat odsetek ten sięga 36 proc.

Dlatego też młodzi użytkownicy internetu mogą przyczyniać się do rozpowszechniania fałszywych wiadomości, zwłaszcza ze względu na ich skłonność do szybkiego dzielenia się informacjami z rówieśnikami. Drugim czynnikiem większej podatności na fake newsy jest fakt, że nie czerpią z sieci wiarygodnych informacji o świecie. Tylko 9 proc. nastolatków przyznało, że czyta online wiadomości
i artykuły. Zdecydowana większość konsumuje treści, które pojawiają się w mediach społecznościowych i to one stanowią dla nich główne źródło aktualności.

Internet źródłem rozrywki

Większość ankietowanych wykorzystuje internet głównie do rozmów za pomocą komunikatorów (58 proc.) oraz rozrywki – gier online (51 proc.), słuchania muzyki (46 proc.) i korzystania z serwisów społecznościowych (43 proc.). Szczegółowe wyniki pokazują, że dziewczynki w wieku 10-13 oraz 14-17 lat częściej w sieci rozmawiają lub piszą ze znajomymi i rodziną (odpowiednio 69 i 61 proc.) oraz słuchają muzyki (51 i 55 proc.). Młode respondentki chętniej korzystają również z serwisów społecznościowych (44 i 51 proc.). Domeną chłopców są za to gry online – sięga po nie aż 72 proc. ankietowanych w wieku 10-13 lat i 62 proc. w wieku 14-17 lat. Ciekawą informacją stajest to, że tylko 5 proc. respondentów działa jako aktywni twórcy prowadzący swoje blogi lub kanały.

Młodzież nie jest aż tak skłonna do czytania treści w internecie, jak mają to w zwyczaju dorośli, ponieważ szuka w sieci przede wszystkim rozrywki. W ten sam sposób można wytłumaczyć niski odsetek internetowych twórców wśród nastolatków, mimo że wielu z nich marzy o byciu influencerem i czerpaniu z tego tytułu korzyści finansowych. Jednak rozwój własnego internetowego medium i zbudowanie wokół niego zaangażowanej społeczności wymaga ogromnego nakładu czasu, którego wielu młodym ludziom po prostu brakuje z uwagi na obowiązki szkolne.

Równocześnie okres pandemii i nauki zdalnej miały wpływ na większą skłonność młodzieży do korzystania z sieci nie tylko w celu spędzania wolnego czasu. Co trzeci badany (31 proc.) wchodzi do świata wirtualnego, aby odrobić lekcje albo czegoś się nauczyć, np. języka obcego.

Długie godziny w sieci

Oprócz namacalnych wirtualnych zagrożeń, jakimi są chociażby wycieki danych czy nieświadome zainstalowanie złośliwego oprogramowania, na nastolatków czekają w internecie także inne pułapki. Jedną z głównych jest długotrwałe przesiadywanie w świecie wirtualnym kosztem realnego życia. Ten trend potwierdzają wyniki badania EY – 34 proc. młodzieży spędza w ciągu tygodnia minimum cztery godziny dziennie surfując w sieci. Co ciekawe, od poniedziałku do piątku najczęściej online bywają dziewczynki w wieku 14-17 lat – 54 proc. z nich przeznacza na internet cztery godziny dziennie lub więcej.

W weekendy odsetek młodzieży spędzającej w sieci minimum cztery godziny sięga już 60 proc., z czego 13 proc. ankietowanych zaszywa się w świecie wirtualnym na osiem godzin lub więcej. Wyniki badania wskazują, że czas poświęcany na konsumpcję cyfrowych treści rośnie wraz z wiekiem. Minimum osiem godzin dziennie online w soboty i niedziele jest 19 proc. osób w przedziale od 14 do 17 lat. Mimo dużej ilości czasu spędzanego przed ekranem, 39 proc. nastolatków przyznaje, że rodzice nie wyznaczają im żadnych limitów na korzystanie z internetu.

O badaniu
Badanie „Ostrożni w Sieci” zostało przeprowadzone przez firmę Kantar Public w dniach 10-14 marca 2023 r. na ogólnopolskiej reprezentacyjnej próbie 585 osób w wieku 10-17 lat. Zastosowaną techniką badawczą były wywiady internetowe wspomagane komputerowo (CAWI).

Analiza danych Premier League: zróżnicowane międzynarodowo zespoły osiągają lepsze wyniki

  • W ciągu ostatnich 20 lat 65 proc. wszystkich zawodników klubów Premier League to międzynarodowi piłkarze – pochodzący z innych krajów niż Anglia
  • Zagraniczni zawodnicy strzelili większość bramek zdobytych w ciągu ostatnich dwudziestu lat ligi – łącznie 64,8 proc.
  • 83 proc. zawodników nagrodzonych Złotym Butem to gracze międzynarodowi
  • W badanym okresie w Premier League grało 18 Polaków

Analiza danych Premier League z ostatnich 20 lat pokazuje, że drużyny bardziej zróżnicowane międzynarodowo osiągają lepsze rezultaty

Nowa, kompleksowa analiza ostatnich 20 lat Premier League dowodzi, że receptą na sukces są międzynarodowe talenty. Globalna firma HR Deel wspólnie z doświadczonym statystykiem piłkarskim, Jonnym Blainem, przeanalizowała wyniki ligi od początku XXI wieku. Celem było ocenienie, w jakim stopniu międzynarodowa różnorodność, gole i osiągnięcia zespołu idą ze sobą w parze. Badania wykazały wyraźną korelację pomiędzy wielonarodowym składem drużyn a ich sukcesem pod wieloma aspektami — liczby zdobytych bramek i wygranych meczów oraz ostatecznej pozycji w lidze.

W badaniu analizowany był udział zagranicznych zawodników w każdej drużynie Premier League od sezonu 2002/2003 do sezonu 2021/2022. Porównując wyniki, Blaine ustanowił coroczny „współczynnik zawodników zagranicznych” — czyli średnią proporcję zawodników z innych państw w odniesieniu do graczy z Anglii.

Korzystając z tego punktu odniesienia, Blain był w stanie zilustrować, w jakim stopniu różnorodność składu korelowała z sukcesem drużyny. Wniosek? Zespoły zróżnicowane międzynarodowo osiągają lepsze wyniki.

  • 15 z ostatnich 20 zwycięskich drużyn Premier League – w tym 12 z ostatnich 13 – miało „współczynnik zawodników zagranicznych” powyżej średniej w danym sezonie.
  • W 19 z 20 uwzględnionych w badaniu sezonów średnia liczba zwycięstw drużyn o wysokim „współczynniku zawodników zagranicznych” przekroczyła średnią liczbę zwycięstw dla zespołów o średniej poniżej tego wskaźnika.
  • Zespołem z najwyższym „współczynnikiem zawodników zagranicznych” był Arsenal, z wynikiem 96 proc. w sezonie 2006/2007. Drużyna zajęła wtedy ostatecznie 4. pozycję w tabeli. W każdym objętym badaniami roku, w którym Arsenal kończył rozgrywki w pierwszej czwórce, przekraczał „współczynnik zawodników zagranicznych” wliczając w to zwycięski sezon 2003/2004, gdy 77 proc. drużyny stanowili zawodnicy międzynarodowi.

Zagraniczni gracze odegrali znaczącą rolę w sukcesie największych drużyn Premier League w ciągu ostatnich 20 sezonów. Od bramkostrzelności Manchesteru United, który regularnie zdobywał mistrzostwa pod wodzą Sir Alexa Fergusona, po praktycznie niepokonany skład zbudowany przez Arsene’a Wengera w sezonie 2003/2004, to właśnie gracze z innych państw byli filarem tych i wielu kolejnych osiągnięć, przez co większość kibiców uważa Premier League za najlepszą ze wszystkichmówi Jonny Blain, statystyk piłkarski.

Międzynarodowi zawodnicy strzelają (i bronią) gole

Z badań Deel oraz Blain’a wynika, że w ciągu ostatnich 20 lat istnienia Premier League, 6 922 z 10 590 zawodników pochodziło z innych państw, stanowiąc 65 proc. wszystkich graczy. Najwyższy poziom współczynnika osiągnięty został w sezonie 2013/2014 i wyniósł 69,7 proc. Odsetek międzynarodowych zawodników, którzy wystąpili przynajmniej raz w całym sezonie, był najniższy w pierwszych czterech latach objętych badaniem, co sugeruje, że zespoły stają się coraz bardziej zróżnicowane.

Zagraniczni zawodnicy są również w dużej mierze odpowiedzialni za strzelanie goli. W ciągu ostatnich 20 sezonów Premier League zawodnicy z zagranicy zawsze zdobywali większość bramek (64,8 proc.). Wskaźnik ten osiągnął szczyt w sezonie 2018/2019 na poziomie 72 proc. i nigdy nie spadł poniżej 59%.

W przypadku zdobywców tytułów Premier League tendencja ta jest jeszcze bardziej wyraźna. W 19 z 20 badanych sezonów odsetek bramek zdobytych przez zagranicznych zawodników w mistrzowskiej drużynie był wyższy niż średnia dla całej ligi. Najwyższy odsetek bramek strzelonych przez zawodników zza granicy w najlepszej drużynie w ciągu ostatnich 20 sezonów wyniósł 94,1 proc. i został osiągnięty przez Manchester City w sezonie 2013/2014. Tuż za nim uplasował się Arsenal z wynikiem 93,2 proc. w sezonie 2003/2004.

Drużyna Sezon % bramek strzelonych przez zawodników zagranicznych
Manchester City 2013/2014 94,1%
Arsenal 2003/2004 93,2%
Chelsea 2014/2015 90,4%
Chelsea 2016/2017 89,4%
Manchester City 2011/2012 83,9%

W tym zestawieniu warto wspomnieć o zawodnikach z Polski – od broniącego bramki Liverpool FC Jerzego Dudka, z niezapomnianym „Dudek Dance” w finale Ligi Mistrzów 2005, kolejnych bramkarzy – Wojciecha Szczęsnego, Tomasza Kuszczaka i Artura Boruca, przez zdobywcę bramki dla Leicester City FC Marcina Wasilewskiego po zaliczających asysty Kamila Grosickiego, Grzegorza Krychowiaka, Mateusza Klicha, Jana Bednarka czy Matty’ego Casha.

W ostatnich 20 sezonach Premier League 24 zawodników* otrzymało Złotego Buta – nagrodę dla najlepszego strzelca sezonu. Spośród tych zawodników 83 proc. (20) to gracze zagraniczni. Jedynymi wyjątkami są Harry Kane, który wygrał trzy razy, oraz Jamie Vardy, który wygrał raz. Francuz Thierry Henry zdobył Złotego Buta cztery razy, więcej niż jakikolwiek inny zawodnik.

Co więcej, tylko trenerzy spoza Anglii wygrali Premier League od momentu jej powstania, udowadniając, że znaczenie międzynarodowych talentów rozciąga się na kierownictwo wyższego szczebla. Szkoccy szkoleniowcy Sir Alex Ferguson i Kenny Dalglish zdobyli trofeum, ale żaden zwycięski menedżer nie pochodził z Anglii ani z Walii.

– Jestem zagorzałym fanem Paris Saint-Germain, ale zawsze uwielbiałem oglądać Premier League, a jedną z jej największych zalet jest sama liczba międzynarodowych zawodników. W sporcie i nie tylko, zatrudnianie bez granic i korzystanie z prawdziwie globalnej puli talentów daje pracodawcom najlepsze szanse na zebranie różnorodnych umiejętności oraz doświadczeń w jeden skuteczny zespół – komentuje badania, Alex Bouaziz, współzałożyciel i dyrektor generalny Deel. – Niektóre z największych drużyn na świecie zawdzięczają swój sukces międzynarodowym talentom. Doskonałym przykładem jest piłka nożna, ale widzimy to również w innych sektorach. Te wyniki potwierdzają moje (i Deela) przekonanie, że istnieje korelacja między globalną różnorodnością a sukcesem zespołu.

*W niektórych latach nagroda była dzielona.

Metodologia badań

Badanie analityczne ukazuje proporcje międzynarodowych zawodników każdej drużyny Premier League, począwszy od sezonu 2002/2003 do sezonu 2021/2022. Porównując te wyniki, Blain ustalił roczny „współczynnik zawodników zagranicznych”, czyli proporcję w każdej z drużyn zawodników z innych państw do tych pochodzących z Anglii.

Korzystając z tego punktu odniesienia, Blain był w stanie zilustrować, w jakim stopniu globalna różnorodność korelowała z sukcesem – pod względem strzelonych bramek, wygranych meczów i ostatecznej pozycji w lidze.

Uwaga: dla celów tego badania „zagraniczny” lub „międzynarodowy” jest zdefiniowany jako każda osoba, która nie jest Anglikiem.

Start będzie trudny. W nowej ustawie o fundacjach rodzinnych zastawiono kilka „pułapek podatkowych”

Ustawa o fundacji rodzinnej wejdzie w życie 22 maja br. Jednak już dokonano jej nowelizacji. Zmiany zasad opodatkowania w większości są korzystne. Ale jedna z koncepcji może poważnie skomplikować prowadzenie fundacji. Jeśli fundator, beneficjent lub podmioty z nimi powiązane zdecydują się odpłatnie nią zarządzać, to powstanie tzw. ukryty zysk, który trzeba będzie opodatkować. Z kolei nieodpłatne świadczenie fundatora przyniesie przychód. I tak każda forma jego zaangażowania w zarząd wpłynie na opodatkowanie jej CIT-em. Wprowadzane zmiany z pewnością uszczelnią ustawę, ale budzą też szereg wątpliwości interpretacyjnych. Zdezorientowani przedsiębiorcy mogą wstrzymać się z decyzjami inwestycyjnymi lub biznesowymi. Może też dojść do sytuacji, w których zaczną szukać luk w niejasnych i trudnych do zastosowania przepisach.

Ustawa pełna zaskoczeń

Po podpisaniu przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę ustawy o fundacji rodzinnej, ku ogólnemu zaskoczeniu, okazało się, że prace nad jej ostateczną treścią wciąż trwają. I w ostatnim czasie dokonano nowelizacji tej ustawy, która dopiero za kilka dni zacznie obowiązywać. Wprowadzone zmiany dotyczą przede wszystkim zasad opodatkowania fundacji rodzinnej oraz jej fundatorów i beneficjentów. Większość z nich można ocenić pozytywnie, zwłaszcza umożliwienie stosowania obniżonego, 10-proc. PIT dla wypłat także dla beneficjentów z nieco dalszej rodziny, czyli należących do I i II grupy podatkowej w podatku od spadków i darowizn. Krokiem w dobrą stronę jest też likwidacja bariery dotyczącej estońskiego CIT-u, która nie pozwalała na jednoczesne bycie beneficjentem fundacji rodzinnej i udziałowcem tak opodatkowanej spółki.

Jednak wiele trudności może spowodować to, że nowa regulacja przewiduje opodatkowanie fundacji rodzinnej 15% CIT-em w przypadku świadczenia w postaci ukrytych zysków. Regulacja ta ma na celu doprecyzowanie zakresu zdarzeń podlegających opodatkowaniu na poziomie fundacji oraz zapobieganie wykorzystywaniu instytucji fundacji wbrew celowi ustawy, w szczególności dla optymalizacji, tj. poprzez dystrybucję majątku z fundacji do fundatora lub beneficjentów bez opodatkowania z tytułu wypłaty świadczeń.

Ukryte zyski to konstrukcja znana z przepisów dotyczących estońskiego CIT-u, gdzie stanowi źródło licznych wątpliwości i sporów interpretacyjnych. Można się zatem spodziewać, że również na gruncie ustawy o fundacjach rodzinnych będzie przedmiotem niepewności podatników, a w konsekwencji – powodem wielu wniosków o interpretacje indywidualne.

Z literalnej treści przepisów o fundacjach rodzinnych wynika, że wynagrodzenie za świadczenie usług zarządzania i kontroli przez beneficjenta, fundatora czy podmiot powiązany (z nimi lub z fundacją) będzie stanowiło ukryty zysk podlegający opodatkowaniu. I z tą kwestią trudno będzie polemizować.

Skomplikowane zarządzanie

Wprowadzane zmiany oczywiście mają uszczelnić ustawę przed użyciem fundacji rodzinnej jako podmiotu do optymalizacji podatkowej i powinny rzeczywiście spełnić tę funkcję. Niemniej jednak, z perspektywy fundatorów, znacznie komplikują prowadzenie takiego podmiotu. Przepisy przestają być tak jednoznaczne i jasne, jak planowano, co może zniechęcić wielu przedsiębiorców do zakładania fundacji. Zawarta w ustawie koncepcja ukrytych zysków wymaga większej uwagi przy projektowaniu fundacji i planowaniu, jakie aktywa zostaną wniesione i jak będzie wyglądało ich funkcjonowanie. Konieczne staje się przeprowadzenie dokładniejszej analizy prawno-podatkowej, aby uniknąć nieporozumień i problemów związanych z nowymi przepisami.

W przypadku przepisów ogólnych ustawy o CIT, wartość rzeczy i praw otrzymanych nieodpłatnie lub częściowo odpłatnie, a także innych nieodpłatnych lub częściowo odpłatnych świadczeń stanowi przychód podatkowy. Wydaje się zatem, że w takim przypadku fundacja rodzinna nie może skorzystać ze zwolnienia podmiotowego i podlega w tym zakresie opodatkowaniu CIT-em na zasadach ogólnych.

Sposób sformułowania definicji ukrytych zysków może prowadzić do sytuacji, w której fundacje rodzinne nie będą zainteresowane odpłatnym pełnieniem funkcji przez beneficjenta, fundatora czy podmioty powiązane. Należne im wynagrodzenie będzie uznane za ukryty zysk, który podlega opodatkowaniu. Rozwiązanie to nie będzie zatem opłacalne. W związku z tym fundacje rodzinne mogą zdecydować się na zatrudnianie osób niepowiązanych, co jednak wpłynie na poziom zaangażowania ludzi związanych z podmiotem, czyniąc go mniej rodzinnym.

Gdy zmiany zaczną obowiązywać, zarządzanie fundacją stanie się dużym problemem. Jeśli fundator, beneficjent lub podmioty z nimi powiązane zdecydują się na odpłatne zarządzanie fundacją, to powstanie ukryty zysk, który będzie musiał być opodatkowany. Jedynym sposobem uniknięcia tego byłoby nieodpłatne zarządzanie fundacją przez fundatora. Jednak to z kolei prowadziłoby do powstania przychodu z tytułu nieodpłatnego świadczenia. W rezultacie każda forma zaangażowania fundatora w zarząd fundacji rodzinnej wpływa na opodatkowanie jej podatkiem CIT. Trudno ocenić, czy odsunięcie w ten sposób fundatora lub beneficjentów i osób powiązanych od zarządu fundacji było celem ustawodawcy czy tylko przejawem jego nieuważności.

W przypadku spółek nieodpłatne świadczenia na rzecz członka zarządu, który jest jednocześnie wspólnikiem lub akcjonariuszem, nie stanowią problemu. Nie są przychodem podatkowym spółki. Koncepcja ta wywodzi się z prawa wspólników do uzyskania w przyszłości dywidendy. Uznaje się bowiem, że świadczenie de facto nie ma charakteru nieodpłatnego (świadczenie na poczet uzyskania późniejszego, większego zysku).

Bardziej skomplikowana jest sytuacja beneficjenta fundacji rodzinnej, który świadczy nieodpłatnie usługi na jej rzecz. Nie ma pewności, czy organy podatkowe zastosują takie samo podejście jak do członków zarządu spółek. Zasadne byłoby przyjęcie analogicznego podejścia w odniesieniu do beneficjenta fundacji rodzinnej, gdyż sama sytuacja jest analogiczna. Beneficjent (podobnie jak wspólnik i akcjonariusz spółki) jest uprawniony do otrzymywania od fundacji rodzinnej świadczeń. Trudno znaleźć argument, który podważyłby to rozumowanie. Nie sposób jednak przewidzieć, czy organy podatkowe ją zaakceptują. Trzeba czekać na pierwsze stanowiska w tej kwestii.

Potencjalne scenariusze

Charakterystyczny dla polskiego ustawodawcy sposób wprowadzenia przepisów nie zasługuje na zaufanie podatników oraz uznanie sztuki prawodawstwa. Po pierwsze, dokonywanie zmian w ustawie, która jeszcze nie weszła w życie, utrudnia zainteresowanym dostosowanie się do nowych regulacji. Jest to szczególnie problematyczne w przypadku złożonych kwestii prawnych, takich jak powołanie fundacji rodzinnej. Przedsiębiorcy potrzebują czasu, aby dokładnie zbadać nowe przepisy, skonsultować się z prawnikami i podjąć decyzję, czy powołanie fundacji jest dla nich odpowiednie.

Po drugie, nowelizacja może wprowadzać przepisy, które nie są dostatecznie przemyślane. To może prowadzić do niepożądanych konsekwencji. Brak wnikliwej analizy może skutkować wprowadzeniem niejasnych regulacji, które trudno będzie interpretować lub zastosować w praktyce. To z kolei może zwiększyć ryzyko nieporozumień między przedsiębiorcami a organami regulacyjnymi, a nawet prowadzić do sporów sądowych.

Konsekwencje rynkowe tej sytuacji mogą być różne. Przede wszystkim przedsiębiorcy mogą czuć się zdezorientowani i niepewni co do przyszłości swojego biznesu, ponieważ nie wiedzą, jakie będą skutki wprowadzenia nowych przepisów. Mogą więc wstrzymać się z podejmowaniem decyzji inwestycyjnych lub biznesowych, co może wpłynąć na rozwój rynku. Ponadto, wprowadzenie niejasnych lub trudnych do zastosowania przepisów może skłonić przedsiębiorców do szukania luk w prawie lub stosowania działań, które nie są zgodne z duchem przepisów. To może natomiast prowadzić do wzrostu nieprawidłowości na rynku.

Chociaż obraz fundacji rodzinnej, jaki wyłania się z przepisów w obecnym kształcie, nie jest perfekcyjny, to trzeba wskazać, że jest to zasadniczo pożądana instytucja. Pozwoli ona na kumulację kapitału, przy jednoczesnym zapewnieniu należytej ochrony bliskim fundatora. Zasady opodatkowania fundacji rodzinnej, jej fundatorów i beneficjentów, jakie były proponowane i wprowadzane na przestrzeni prac nad projektem ustawy, zasadniczo zmierzały do uatrakcyjnienia tej instytucji. I tak się stało. Oferuje ona bardzo korzystne zasady opodatkowania, mimo że pojawienie się koncepcji ukrytych zysków skomplikowało zasady rozliczania i zarządzania fundacją.

Na ten moment trudno przewidzieć, czy instytucja fundacji rodzinnej straci na zainteresowaniu przedsiębiorców. Z pewnością jednak kwestia ukrytych zysków może być czynnikiem, który będzie zniechęcał podatników do jej powoływania. Być może podzieli los estońskiego CIT-u, który początkowo nie cieszył się popularnością, ze względu na brak utrwalonej linii interpretacyjnej i skomplikowanie przepisów. Jednak z czasem i dzięki poznaniu korzyści instytucji, podatnicy przekonują się do nowego rozwiązania. Z fundacją rodzinną może być podobnie. W tej chwili zawiera niejasności. Podatnicy mogą wstrzymać się przed jej zakładaniem, oczekując na wyrobienie praktyki stosowania przepisów.

Wydaje się również, że trudno cofnąć wprowadzane zmiany. Pomocne w tej sytuacji może być jedynie wyrozumiałe i jednolite podejście organów podatkowych. Potrzebne są też jasne i dostępne informacje w zakresie opodatkowania fundacji rodzinnych, a w razie potrzeby – zrozumiałe i pełne objaśnienia podatkowe.

Autorem komentarza jest doradca podatkowy Ewa Flor

Jak nowe przepisy wpłyną na rynek pożyczkowy? „Spóźnialskim klientom pozostanie szara strefa”

18 maja wchodzi w życie kolejna faza regulacji rynku pożyczkowego. Wygląda na to, że dla legalnych firm pożyczkowych nie oznacza to rewolucji. Gorzej sprawa wygląda z punktu widzenia klientów, którym zdarzało się sięgać po pożyczki i spóźniać się ze spłatą zobowiązań. „Klientom, którzy mieli duże opóźnienia, pozostaną tylko lombardy lub szara strefa” – ocenia Jerzy Kachnowicz, prezes CreamFinance Poland, właściciela marek LendOn.pl i Extraportfel.pl

18 maja wchodzi w życie kolejna faza regulacji rynku pożyczkowego. Co najważniejszego zmienia się dla firm, a co dla klientów?

Zmiany z 18 maja 2023 w bardzo podobny sposób dotykają zarówno klienta, jak i firmę pożyczkową. Najważniejszą ze zmian jest obowiązek badania zdolności kredytowej na podstawie danych od „zaufanego dostawcy” oraz odbieranie od konsumenta oświadczenia o jego dochodach i wydatkach. Z naszego punktu widzenia zmiana ma charakter administracyjny i usztywnia zasady w tym zakresie, co w naszej ocenie nie ma sensu, ale oczywiście dostosujemy się do wymagań ustawowych. Nikt nie jest bardziej zainteresowany tym, żeby dokonać prawidłowej oceny zdolności klienta do spłaty zobowiązania, niż firma pożyczkowa. I jest to jedna z naszych kluczowych kompetencji.

Druga bardzo ważna rzecz to wprowadzenie obowiązku raportowania do Biura Informacji Kredytowej danych o udzieleniu kredytu konsumenckiego oraz o zaległościach w spłacie. CreamFinance Poland jest w korzystnej sytuacji, ponieważ już wcześniej współpracowaliśmy z BIK-iem i mamy wypracowane procedury oraz zakres przekazywanych informacji. Natomiast podmioty, które nie współpracowały do tej pory z BIK-iem, są w ekstremalnie trudnej sytuacji – z uwagi na brak jakichkolwiek przepisów wykonawczych. Firmy wiedzą, że mają raportować do BIK, a ustawa mówi co mają raportować, ale nie mówi, jak to zrobić.

Samo rozwiązanie zobowiązujące do raportowania do jednej wskazanej z nazwy instytucji jest kuriozalne. To tak jakby wskazać, że każdy kto prowadzi działalność finansową w Polsce musi otworzyć konto w PKO BP. Proszę nie zrozumieć mnie źle, BIK to dobre biuro informacji, a PKO BP to dobry bank, ale narzucanie takiego partnera w ustawie nie wydaje się właściwe, szczególnie że sam ustawodawca wprowadza termin „zaufanego dostawcy” danych.

Pierwsza część zmian dotknęła najsłabsze podmioty, część z nich zniknęła z rynku. Czy teraz należy spodziewać się podobnej sytuacji?

Zmiany, które wchodzą właśnie w życie niosą za sobą dodatkowe koszty, a nie generują żadnych dodatkowych korzyści, więc będą miały wpływ na pogorszenie wyników spółek pożyczkowych. Proces konsolidacji rynku firm pożyczkowych jeszcze na pewno się jeszcze nie zakończył, ale ta zmiana raczej nie spowoduje większych roszad wśród podmiotów. Największe przetasowanie na rynku nastąpi prawdopodobnie na przełomie 2023/2024, kiedy wejdą kolejne obowiązki dla firm pożyczkowych związane z podniesieniem kapitału zakładowego, objęciem spółek pożyczkowych nadzorem i kosztami z tym związanymi.

Taka rynkowa weryfikacja to dla klientów dobra czy zła wiadomość?

Dla klientów, którzy mają przyzwoitą historię kredytową, nie będzie to miało znaczenia. Klientom, którym historycznie zdarzały się duże opóźnienia, pozostaną tylko lombardy lub szara strefa.

Jak po dotychczasowych zmianach ma się CreamFinance Poland (wraz z markami konsumenckimi LendOn.pl i Extraportfel.pl)?

Marże spadały średnio o 40% i jest to potężny cios. Mówiąc wprost – nasza sytuacja finansowa jest znacznie gorsza niż w 2022 i 2021 roku. Z pozytywnych zdarzeń, wymuszone przez zmiany ustawowe odrzucanie klientów najbardziej ryzykownych, spowodowało znaczna poprawę jakości „portfela”.

Odpady poubojowe znikną z diety zwierząt? Jest na to szansa

Białko jest czworonogom niezbędne, ale czy stosowanie w ich diecie „świeżego mięsa”, które jest najczęściej odpadem poubojowym wciąż będzie praktykowane przez producentów karm? Wiele wskazuje na to, że obecne trendy całkowicie zdominują w niedalekiej przyszłości branżę pet food. Dziś za jego idealny zamiennik uważa się białko owadzie, z powodzeniem stosowane w karmach mokrych i suchych oraz tzw. treatsach.

Produkt uzyskany z owadów nie zawiera żadnych konserwantów chemicznych, jest całkowicie hipoalergiczny i możliwy do spożycia przez koty i psy z nietolerancją pokarmową lub alergią. HiProMeat to zmielone larwy owadów, które producenci karm wykorzystują jako zamiennik mokrych i suchych komponentów, stosując jako dodatek poprawiający smakową atrakcyjność i wprowadzający uzupełniające walory prozdrowotne.

– Zmielone larwy owadów znajdziemy także w treatsach, czyli przekąskach i smakołykach wykorzystywanych jako nagrody w szkoleniu psów – wyjaśnia Sebastian Gołębiewski, Business Development Manager, HiProMine. – Stosowanie tego produktu jest dla zwierząt zdrowsze. Pamiętajmy, że mięso wykorzystywane do produkcji karm to najczęściej odpady poubojowe, które nie są idealnym rozwiązaniem jeśli chodzi o zdrowie zwierząt. Wiedzą o tym hodowcy, którzy od dawna sięgają po karmy z dodatkiem insektów. Stąd też czołowi producenci karm mają coraz bogatszą ofertę produktów na bazie owadów – tłumaczy.

Jednym ze światowych liderów produkcji białka owadziego jest HiProMine, do podpoznańskiej spółki ustawiają się długie kolejki producentów karm. Białko z insektów, będące kluczowym składnikiem larw, może być dostarczane w wielu formach.

– Poza HiProMeat, porównywalnym pod kątem wartości odżywczych z mięsem mięśniowym, kolejną popularną formą jest mączka odtłuszczona (HiProMeal), o zawartości białka ok. 55% w suchej masie – informuje Sebastian Gołębiewski. – Jest to postać najbardziej zbliżona do wysokiej jakości mączek rybnych oraz monogatunkowych mączek ze zwierząt hodowlanych, takich jak króliki, kaczki czy indyki. Mączka z insektów może być stosowana jako składnik suchej karmy wszystkich czołowych producentów pet foodu na świecie – dodaje.

Prace nad hodowlą Hermetia illucens (czarna mucha) w podpoznańskim Robakowie zaczęły się wiele lat temu. Dziś, obok szeroko zakrojonych badań naukowych, w Polsce prowadzona jest produkcja białka owadziego. Mączka z insektów może być bezpośrednio stosowana w ramach tradycyjnych metod produkcji karmy suchej, ma właściwości hipoalergiczne i antydrobnoustrojowe.

– Ogromne znaczenie ma wysoka zawartość kwasu laurynowego, niewystępującego w tak wysokich stężeniach w innych tłuszczach zwierzęcych, a mogącego mieć szczególne znaczenie dla zdrowia zwierząt w fazie rozwoju szczeniąt i kociąt – zdradza dr Krzysztof Dudek, Koordynator Projektów Badawczo-Rozwojowych, HiProMine – Kwas laurynowy jest naturalnym składnikiem mleka ssaków, np. karmiących suk, wykazuje on ogólne działanie przeciwzapalne i immunostymulujące, np. przyspiesza gojenie się ran oraz wpływa pozytywnie na zapobieganie infekcjom.

Zapotrzebowanie na białko owadzie jest tak duże, że spółka HiProMine podjęła decyzję o budowie kolejnego zakładu produkcyjnego, proces inwestycyjny już się rozpoczął. Fabryka powstanie na terenie Ziemi Lubuskiej.

– Nie jesteśmy jedyni, którzy mocno inwestują w tej branży na terenie Europy – mówi Krzysztof Dudek. – Produkcja białka owadziego czy też tłuszczu z owadów, jak również ekologicznego nawozu z domieszką chityny, zawartej w pancerzykach owadów, to przyszłość. Hodowla owadów w przeciwieństwie do trzody chlewnej pozostawia znikomy ślad węglowy, jest także znacznie bardziej etyczna. Dodając do tego walory prozdrowotne, jakże ważne w przypadku karmienia zwierząt domowych, można się pokusić o stwierdzenie, że mięso kręgowców będzie coraz bardziej ustępować temu owadziemu – dodaje.

Rekomendacje Business Centre Club dotyczące reformy systemu emerytalnego

Eksperci Business Centre Club opracowali rekomendacje dotyczące usprawnienia polskiego systemu emerytalnego. Reforma jest trudna, ale konieczna dla zapewnienia bezpieczeństwa ekonomicznego osób w wieku emerytalnym, a także stabilności rynku pracy oraz finansów publicznych.

Eksperci BCC, w tym główny ekonomista Business Centre Club prof. Stanisław Gomułka twierdzą, że:

  1. System emerytur pomostowych powinien być traktowany jako wygasający. Dopuszczamy jednak – zakładając, że to wyjątek od reguły – utrzymywanie systemu w bardzo ograniczonym zakresie.
  2. Wprowadzenie do systemu emerytalnego tzw. emerytur stażowych bez ograniczeń może prowadzić do nieracjonalnie nadmiernego obniżenia przeciętnego wieku emerytalnego, który w Polsce jest już niski – szczególnie w przypadku kobiet. Aby temu zapobiec, należałoby wprowadzić minimalny staż jako warunek otrzymania tego typu świadczenia.
  3. W Unii Europejskiej formalny wiek emerytalny kobiet i mężczyzn jest taki sam we wszystkich krajach z wyjątkiem Polski i Rumunii. BCC rekomenduje zrównanie wieku kobiet i mężczyzn jako obowiązującej zasady. Taka zmiana podwyższy emerytury kobiet, teraz przeciętnie bardzo niskie, poprawi finanse FUS i zwiększy aktywność zawodową w obszarze 55+, również obecnie będącą na bardzo niskim poziomie.
  1. Należy zlikwidować tzw. okres ochronny, wymuszający zatrudnienie przez 4 lata przed dojściem do formalnego wieku emerytalnego. Takie wymuszanie zmniejsza bowiem zainteresowanie pracą w tym okresie i czasem zmusza do wcześniejszych zwolnień z pracy.

Ponadto BCC rekomenduje:

  1. eliminację podatku PIT od dochodów z pracy po przekroczeniu formalnego wieku emerytalnego.
  2. eliminację składek emerytalnych przez pracowników i przedsiębiorców po przekroczeniu przez pracowników formalnego wieku emerytalnego pod warunkiem, że są to osoby, które zdecydowały się skorzystać z przysługującego im świadczenia emerytalno-rentowego.

Columbus zaczyna działać w Słowacji

Słowacja to trzeci z kolei kraj, do którego Columbus wprowadza swoją ofertę. Spółka będzie dostarczać produkty OZE dla klientów indywidualnych i biznesowych.

Spółka Columbus Energy S.A. realizuje zapowiadaną ekspansję na rynki zagraniczne. W połowie kwietnia br. Spółka rozpoczęła działalność w Ukrainie, gdzie będzie dostarczać i montować produkty ze swojej oferty, a teraz przygotowuje się do sprzedaży na rynku słowackim. Zarząd Columbus podpisał dziś umowę typu joint-venture, na podstawie której w Słowacji zostanie utworzona spółka, z 52-procentowym udziałem Columbus.

– W ciągu niespełna rocznej działalności w Republice Czeskiej znaleźliśmy się w top 5 firm tamtejszego rynku fotowoltaicznego. Wraz z naszymi czeskimi partnerami kontynuujemy strategię rozwoju regionu o rynek słowacki. Tamtejszy rynek, podobnie jak w Polsce, jest wspierany dopłatami do zakupu fotowoltaiki, przy czym szacuje się, że rynek jest jeszcze w bardzo wczesnej fazie rozwoju. Stwarza to znakomitą okazję do wykorzystania naszych kompetencji i sprawdzonych rozwiązań. W Czechach mamy już własne ekipy instalatorskie i silne zespoły sprzedażowe, które będą wspierały słowackich kolegów. Nasi czescy współpracownicy zajmują się też kompleksową organizacją działalności w Słowacji, dlatego z dużym zaufaniem i optymizmem otwieramy naszą filię na kolejnym rynku – twierdzi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Przypomnijmy, że w czerwcu 2022 r. Columbus rozpoczął działalność w Republice Czeskiej, a 18 kwietnia br. powołał spółkę w Ukrainie, gdzie wkrótce uruchomi sprzedaż i montaż fotowoltaiki, pomp ciepła i magazynów energii.