Polski przemysł kosmiczny przyspiesza. W Toruniu powstaje kosmiczne laboratorium z interaktywną makietą Marsa

Polski przemysł kosmiczny przyspiesza. W Toruniu powstaje kosmiczne laboratorium z interaktywną makietą Marsa 1

Jeszcze w 2016 roku działało w Polsce zaledwie 30 przedsiębiorstw prowadzących działania w sektorze kosmicznym. Obecnie jest ich niemal dziesięciokrotnie więcej. Choć daleko nam wciąż do europejskich potęg, to coraz więcej firm działa na tym rynku. Wkrótce polski sektor kosmiczny może znacznie przyspieszyć. Dzięki powstającemu Space Lab w Toruniu przedsiębiorcy będą mogli opracowywać i testować swoje pomysły bezpośrednio w kraju. To szansa przede wszystkim dla mniejszych firm, które w inny sposób nie mogłyby przygotować prototypu swoich wynalazków – przekonuje Anna Dziczek z Urzędu Miasta Torunia.

– Space Lab to infrastruktura wybudowana od podstaw dla małych i średnich przedsiębiorstw, które będą tam mogły korzystać z wyposażenia i infrastruktury, jaka tam będzie, przez co będą mogły się rozwijać. Nastawieni jesteśmy głównie na wysokie technologie związane z kosmosem – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Anna Dziczek z Wydziału Rozwoju Programowania Europejskiego w Urzędzie Miasta Torunia.

Polski przemysł kosmiczny przyspieszył wraz z przystąpieniem Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej w 2012 roku. Wcześniej praktycznie nie istniał, w 2016 roku na rynku działało już ok. 30 firm identyfikujących się z tym sektorem. Obecnie ich liczbę szacuje się na około trzysta. Problemem jednak jest niewystarczająca liczba miejsc, gdzie zwłaszcza mniejsze firmy mogłyby testować swoje rozwiązania, budować prototypy, sprawdzać ich zachowanie w warunkach zbliżonych do przestrzeni kosmicznej. Mniejsze firmy bez odpowiedniego finansowania mogą nigdy nie wyjść ze strefy projektowania. Powstające w Toruniu Space Lab to dla nich szansa.

– Tworzymy infrastrukturę dla małych i średnich przedsiębiorstw, które mają bardzo dużo pomysłów, ale czasami spotykają się z barierą finansową. Nie mają środków, żeby przetestować swój produkt, żeby zobaczyć, czy będzie na niego popyt, żeby spytać się konsumenta, czy kupi jego produkt. Tam będzie można porozmawiać właśnie z tą drugą stroną, z innym przedsiębiorcą albo już z konsumentem końcowym – wskazuje Dziczek.

Polska branża kosmiczna ma już na swoim koncie duże sukcesy. W misji InSight, pierwszej w historii poświęconej badaniom wnętrza Marsa, polska firma wykonała mechanizm Kreta HP3, który zagłębi się na głębokość kilku metrów w Czerwoną Planetę. Pod koniec 2018 roku na orbitę okołoziemską wyniesiono dwa satelity: polski PW-Sat2 i fińsko-polski ICEYE-X2 oraz satelitę ESEO/S-50, dla którego system telekomunikacji został przygotowany na jednej z polskich uczelni. Polskie przedsiębiorstwo opracowało też prototyp rakiety suborbitalnej, która może się okazać przełomowa w badaniach w stanie mikrograwitacji. Polscy studenci od lat wygrywają lub zajmują miejsca w ścisłej czołówce w międzynarodowych zawodach łazików marsjańskich.

To wszystko sprawia, że Polska ma szansę, aby zaistnieć w światowym przemyśle kosmicznym, a miejsca takie jak powstające Space Lab w Toruniu mają to znacznie ułatwić. Według zapowiedzi toruńskie Space Labs będzie się składać z trzech budynków. W pierwszym ma się znaleźć teleskop do obserwacji nieba. W hali o powierzchni 460 mkw. mają być prowadzone prace nad prototypami. W trzecim powstanie centrum demonstracyjne, gdzie będą testowane rozwiązania.

W ośrodku powstaną m.in. laboratoria prototypowania elektroniki, sztucznej inteligencji i big data, demonstracji i obserwacji nieba, opracowania i testowania technik rozszerzonej i mieszanej rzeczywistości czy laboratorium IoT.

– Chcemy zrobić miasteczko związane z wysokimi technologiami. Planujemy przygotowanie laboratoriów dla małych i średnich przedsiębiorstw, które nie mają środków, żeby takie laboratoria z własnych środków budować i przeprowadzać tam badania, przygotować prototyp do wdrożenia już do masowej produkcji. Będziemy mieli także budynek sferyczny z makietą Marsa, po której będą jeździły łaziki – wymienia Anna Dziczek.

W Toruniu działa już kilka firm, które zajmują się kosmicznymi technologiami. To m.in. ABM Space Education, która wykorzystuje łaziki marsjańskie przy projektach dla ESA. Sybilla Technologies tworzy zaś technologie wykorzystywane w nowoczesnych teleskopach. Dzięki Space Labs Toruń może przyciągnąć kolejne firmy tak, aby stworzyć kosmiczne centrum Polski. Sprzyja temu także bliskość uczelni z kierunkami technicznymi, które mogą zapewnić kadry w powstającym centrum.

– Toruń liczy na więcej kosmicznych inwestorów. Próbujemy zrobić na jednym terenie obszar, gdzie będą współpracowali ze sobą przedsiębiorcy. Miasto będzie poszukiwać pracowników do obsługi zautomatyzowanych maszyn, np. drukarek 3D, które będą drukować części do prototypów czy same prototypy. Natomiast przestrzeń wypełnią mali i średni przedsiębiorcy, bo do nich głównie skierowany jest ten projekt – mówi Anna Dziczek.

Space Lab w Toruniu zostanie oddany do użytku w 2020 r.

W sklepach przyszłości nie będzie pracowników. Obsługą klienta zajmie się sztuczna inteligencja

W sklepach przyszłości nie będzie pracowników. Obsługą klienta zajmie się sztuczna inteligencja 2

Handel detaliczny chętnie wdraża innowacje technologiczne, które pomagają zoptymalizować obsługę klientów. Ci zaś oczekują od sklepów przede wszystkim wysokiej dostępności towarów i przekazania kompleksowej wiedzy na temat oferowanych towarów. Z zebraniem jej nie radzą sobie jednak pracownicy. Już niebawem wyręczyć ich mogą wirtualni doradcy. Na świecie działają już pierwsze sklepy bez kasjerów.

– Dzięki wirtualnemu doradcy klient będzie mógł, a w wielu wypadkach już może, uzyskać bezpośrednio w sklepie informację o produkcie, jego cenie, ofercie promocyjnej, a także o jego lokalizacji. Będzie mógł go zamówić przy użyciu smartfona i zapłacić za niego np. za pośrednictwem swojego selfie, bez kontaktu bezpośredniego ze sprzedawcą – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Kwiatkowski, ekspert ds. implementacji RFID w Sescom.

Z jednej strony, klienci podczas zakupów często potrzebują pomocy. Z drugiej zaś, wielu z nich irytuje obecność doradcy, który swoją pomoc oferuje w sposób, który może być odczytany jako nachalny. W rezultacie w wielu przypadkach ostatecznie nie dochodzi do zakupu.

Z raportu sporządzonego przez Zebra Technologies wynika, że klienci chcą od sklepów detalicznych przede wszystkim dostępności produktów. W drugiej zaś kolejności wciąż liczą na pomoc kompetentnych doradców. Ci jednak przyznają, że nie dysponują kompleksową wiedzą na temat oferowanych w sklepie towarów. Ponad jedna czwarta pracowników stwierdza, że ma problemy ze znalezieniem towaru w sklepie. Jedna trzecia twierdzi, że ma szczegółową wiedzę o zaledwie połowie produktów oferowanych w sprzedaży. Idealnym rozwiązaniem może się okazać więc doradca wspierany sztuczną inteligencją.

– Technologia pozwala klientowi przebywającemu w sklepie dokonywać zapytań za pomocą smartfona o produkt, jego lokalizację, wybór konkretnego towaru. Aplikacja w telefonie podpowiada klientowi miejsce, w którym dana rzecz się znajduje, dobiera do jego preferencji zakupowych optymalne rozwiązanie czy asortyment. To jest kolejny duży i bardzo dynamicznie rozwijający się obszar – wskazuje Marek Kwiatkowski.

Handel detaliczny bardzo mocno stawia na wdrażanie nowych technologii, dzięki którym zakupy staną się łatwiejsze i przyjemniejsze dla kupujących, a sprzedawcy będą mogli liczyć na wyższe przychody. Jednym z głównych obszarów, w których dochodzi do implementacji innowacyjnych rozwiązań, jest tzw. customer experience, czyli wszystko to, co wiąże się z doświadczeniami kupujących w procesie zakupowym.

– Są to rozwiązania, które wspierają tzw. omnichannel. Pozwalają na zakup produktu w każdym momencie w różnych miejscach, czy to w domu za pośrednictwem przeglądarki internetowej, czy za pośrednictwem smartfona w sklepie, czy w sklepie z opcją wysyłki bezpośrednio do domu – wymienia Marek Kwiatkowski.

Zdaniem eksperta jedną z branż, w których te technologie mają szczególnie dużą szansę na odniesienie sukcesu, jest sektor modowy. To centra handlowe, w których dominują sklepy odzieżowe mają być miejscami, w których klient już od wejścia będzie obsługiwany przez wirtualnego asystenta. Dzięki analizie preferencji zakupowych, zbieranych np. w oparciu o historyczne transakcje czy odczyty z beaconów, wskaże on, które sklepy warto odwiedzić i jakie produkty objęte są promocją. W samym sklepie w wyborze ubrania pomoże mu inteligentne lustro wspierane technologią rozszerzonej rzeczywistości, dzięki któremu można wirtualnie przymierzyć odzież, której fizycznie nie ma nawet na magazynie. Zakupu będzie natomiast można dokonać za pośrednictwem aplikacji mobilnej.

Nowe technologie pomogą również w efektywnym zarządzaniu magazynem i ekspozycją.

– W przyszłości sklepy zostaną prawdopodobnie pozbawione sprzedawców. W wybranych obszarach biznesowych nowe technologie będą miały olbrzymie zastosowanie w procesach zarządczych sieciami sklepów. Sztuczna inteligencja, systemy predykcji, m.in. RFID, będą pozwalały na podejmowanie natychmiastowych decyzji w czasie rzeczywistym o zmianach w wyglądzie sklepu, sposobie prezentacji produktu, który jest kluczowy, przesunięciach towaru czy jego wysyłkach do wybranego punktu – przewiduje ekspert.

W ubiegłym roku Amazon uruchomił w USA swoje sklepy stacjonarne bez linii kas i kasjerów. Klienci, aby dokonać zakupów, muszą skorzystać z aplikacji Amazon Go, a następnie wejść do sklepu, wziąć z półki to, czego potrzebują, i wyjść. Przedmioty automatycznie są dodawane do koszyka w aplikacji. Jeszcze wcześniej sklepy bez kasjerów pojawiły się w Chinach. Amazon w automatyzacji zakupów korzysta z algorytmów uczenia maszynowego i technologii rozpoznawania obrazów. Chińskie start-upy stawiają zaś na tagi RFID.

Zgodnie z raportem sporządzonym przez Acumen Research and Consulting rynek handlu detalicznego wspieranego przez sztuczną inteligencję osiągnie do 2026 roku wycenę na poziomie 59,4 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu wyniesie 24,4 proc.

Precedensowa wygrana grudziądzkiego przedsiębiorcy przed Sądem Najwyższym

Aż 9 lat przedsiębiorca z Grudziądza musiał czekać na zakończenie sprawy dotyczącej rozliczeń w podatku VAT. 4 czerwca 2019 r., w wyniku wniesionej przez Kancelarię Prawną Skarbiec kasacji, Sąd Najwyższy umorzył toczące się przeciwko niemu postępowanie.

To precedensowa wygrana przed najwyższą instancją sądową w Polsce.

Deklaracja VAT za 2010 rok

W czerwcu 2017 r., grudziądzki przedsiębiorca, członek tamtejszej Izby Handlowej, Jerzy Przerwa stanął przed sądem jako oskarżony o zaniżenie kwoty należnego podatku od towarów i usług w złożonej deklaracji VAT-7 za okres od marca do października 2010 r. Deklaracja dotyczyła firmy AZERPOL spółki z o.o., prowadzącej działalność w branży paliwowej. Oskarżony był w spółce jedynie prokurentem. Nie pełnił funkcji członka zarządu. Mimo to, organy skarbowe przypisały mu odpowiedzialność za zobowiązania podatkowe spółki, którą zatwierdziły wyrokami sąd rejonowy i sąd okręgowy w Bydgoszczy.

Organy miały 5 lat na dochodzenie ukarania przedsiębiorcy

W kwietniu 2018 r., występująca w roli obrońcy Kancelaria Prawna Skarbiec, wniosła w imieniu przedsiębiorcy kasację od powyższych wyroków do Sądu Najwyższego. W jej uzasadnieniu podniesiono, że chcąc obarczyć odpowiedzialnością osobę niebędącą nawet członkiem zarządu spółki należy w pierwszej kolejności ustalić, czy jest to w ogóle dopuszczalne.

Zgodnie z przepisami Kodeksu karnego skarbowego na dochodzenie ukarania przedsiębiorcy w niniejszej sprawie organy miały 5 lat – licząc od końca roku, w którym upłynął termin płatności należności publicznoprawnej. Okres ten organy mogły wydłużyć o kolejne 5 lat, wszczynając przed końcem 2015 r. postępowania w sprawie przestępstwa karnego skarbowego przeciw sprawcy. Kancelaria Prawna Skarbiec wykazała, że organy nie wszczęły tego postępowania skutecznie. Nie zostały bowiem spełnione łącznie trzy niezbędne do tego warunki: sporządzenie postanowienia o przedstawieniu zarzutów, ogłoszenie zarzutów podejrzanemu oraz przesłuchanie podejrzanego.

Błędy organów w dochowaniu procedur

Pomimo sporządzenia postanowienia przed upływem terminu przedawnienia karalności, nie doszło w tym terminie do skutecznego wszczęcia postępowania przeciwko osobie podejrzanego, z uwagi na niedochowanie pozostałych wymogów. Inspektor kontroli skarbowej wezwał bowiem Pana Jerzego Przerwę do osobistego stawiennictwa w urzędzie 18 września 2015 r., a zatem nie uwzględniając procedury podwójnej awizacji. Ten fakt skrupulatnie dostrzegli i podnieśli obrońcy z Kancelarii Prawnej Skarbiec wskazując, że pomiędzy datą wysłania wezwania, a datą wyznaczonego przesłuchania istniała różnica mniej niż 14 dni.

Oskarżony sam stawił się w urzędzie

Organy kontroli skarbowej miały także problem z dokonaniem skutecznego doręczenia wezwania przedsiębiorcy, pomimo, że on sam wskazywał miejsce swego pobytu. Jak wykazała Kancelaria Prawna Skarbiec, dyrektor urzędu kontroli skarbowej w dniu 23 grudnia 2015 r. oświadczył, że dysponuje co najmniej dwoma adresami oskarżonego, zatem przy dołożeniu należytej staranności winien skierować wezwania na wszelkie znane sobie miejsca jego ewentualnego pobytu.

Uwagę sądu zwrócono także na fakt, że oskarżony w dniu 23 września 2015 r. osobiście stawił się w urzędzie kontroli skarbowej, celem złożenia zeznań w charakterze świadka w innej sprawie. Pojawił się w urzędzie już po wszczęciu postępowania, w którym był uznany za osobę podejrzaną, jak i po dniu wysłania do niego pierwszego wezwania do stawiennictwa. Nie było więc tego dnia żadnych przeszkód ku temu, by skutecznie postawić podejrzanemu zarzuty, zwłaszcza że jest on w tym urzędzie osobą rozpoznawalną.

Sąd Najwyższy umorzył postępowanie przeciw przedsiębiorcy

4 czerwca 2019 r., Sąd Najwyższy przyznał w całości rację reprezentującej przedsiębiorcę Kancelarii Prawnej Skarbiec i uchylił wyroki sądów obu instancji. Sąd w ustnych uzasadnieniach wyroku wskazał, że to na urzędzie spoczywa obowiązek dochowania wszelkiej staranności w zawiadomieniu obywatela o toczącym się postępowaniu, zaś brak takiego działania nie może obciążać nikogo poza organem (sygn. akt III KK 216/18).

Postępowanie w sprawie, to nie to samo co postępowanie przeciw osobie. Aby jego wszczęcie dokonało skutecznego zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego, musi zostać przekształcone z postępowania w fazie in rem w fazę ad personam.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Gołębi FED sprzyja rynkom

W środę amerykański FED utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Jednak oświadczenie po posiedzeniu oraz konferencja prezesa J. Powella potwierdziły gołębie nastawienie decydentów. Rynki przyjęły ten przekaz entuzjastycznie, drożały zarówno obligacje amerykańskie, jak i akcje, które w piątek zanotowały historyczne szczyty. Ten sielankowy obraz został zmącony przez rosnące ryzyko konfliktu zbrojnego między USA i Iranem. W efekcie w minionym tygodniu wyraźnie rosły również ceny złota, którego cena wzrosła do poziomów najwyższych od blisko 6 lat.

W tym tygodniu głównymi wydarzeniami w kalendarzu makroekonomicznym jest odczyt Inflacji w Niemczech, który poznamy w czwartek. Tego dnia również będzie miał miejsce finalny odczyt PKB w USA za I kw. Z kolei w piątek publikacja danych o inflacji w Polsce. Inwestorzy przez cały tydzień z uwagą będą śledzić doniesienia w sprawie rozwoju sytuacji między USA i Iranem bo ta kwestia wyrosła obecnie na główne ryzyko, które może położyć się cieniem na rynkach akcji na całym świecie.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Technologie SmartHome w opinii Polaków

Smartfony stają się komponentem wyższych kategorii SmartHomu, jako interfejs pozwalający na zdalne komunikowanie się z urządzeniami i zarządzanie nimi na odległość. Jednocześnie następuje zmiana w zakresie komunikowania się z urządzaniami AGD, ogrzewania, oświetlenia, z manualno-smartfonowego na głosowy. Świadomość klientów w obszarze najnowszych technologii (Asystent Googla, Alexa, AI, VR) jest nadal bardzo słaba.

42 procent ludzi jest niezainteresowanych SmartHomem

Rozwiązania SmartHome potrzebują silnego wsparcia komunikacyjnego i edukacji klientów – aż 42 proc. osób zapytanych o używanie bądź zainteresowanie konkretnymi produktami z tego obszaru deklaruje brak zainteresowania. Warto jednak zauważyć, że pytając o korzyści wynikające z użytkowania konkretnych technologii SmartHome (bez odnoszenia się do konkretnych produktów) wskaźnik niezainteresowanych spada do 26 proc. co pokazuje, że klienci rozumieją lepiej język korzyści, niż język technologii – komentuje Marcelin Matusiak Strategic Insight Manager w dziale Sales Effectiveness & Consumer Insights GfK.

SmartHome ma przyszłość podobną do smartfonów

Według GfK przyszłość szeroko pojętej kategorii SmartHome jest równie świetlana jak kariery smartphone, który zrewolucjonizował nasze codzienne zwyczaje, wzajemne interakcje, sposób podejmowania decyzji zakupowych, oraz kontakt z reklamą i mediami. Udziały wartościowe kategorii smart na rynku chińskim stanowią już 34%. Głównym czynnikiem wzrostu jest chęć posiadania prestiżowych produktów, co akurat na rynkach azjatyckich, które bez wątpienia kształtują globalne trendy jest niezwykle istotne – komentuje Agnieszka Sora, Managing Director w GfK.

Korzyści urządzeń SmartHome

Wśród licznych korzyści, których źródłem są rozwiązania SmartHome, respondenci dostrzegają głównie oszczędność czasu (33 proc.), poprawę komfortu/standardu życia/mieszkania (23 proc.), umożliwienie odpoczynku (20 proc.), oszczędność pieniędzy (20 proc.), oszczędność energii i postawy ekologiczne (18 proc.). Wśród kolejnych wymienianych korzyści respondenci wskazują na dostarczanie rozrywki (16 proc.), uproszczenie i zmniejszenie liczby codziennych, domowych obowiązków np. sprzątania, prania, etc. (16 proc.), możliwość bycia nowoczesnym, innowacyjnym i postępowym (16 proc.), zapewnienie bezpieczeństwo domu i rodziny (13 proc.), możliwość zdobywania wiedzy (12 proc.) oraz ochronę zdrowia własnego i rodziny (10 proc.). Zatem widać, że nawet wśród respondentów niezainteresowanych (w wielkościach bezwzględnych to niemal 14 mln osób) występuje grupa osób świadomych i jest to grupa konsumentów o ogromnym potencjale biznesowym, stąd głównym problemem i wyzwaniem dla producentów i dystrybutorów tego typu rozwiązań w nadchodzącym czasie będzie pozyskanie tej właśnie grupy potencjalnych klientów.

Technologie z potencjałem dla gospodarstw domowych

Według naszych szacunków i prognoz w perspektywie gospodarstwa domowego aktualnie największy potencjał spośród różnych kategorii urządzeń i technologii SmartHome mają roboty odkurzające, kolejny zakup planuje 300 tys. obecnych użytkowników, a nowi klienci szacowani są na 2,5 mln gospodarstw domowych – podkreśla Marcelin Matusiak z GfK. Kolejnym w rankingu jest programator ogrzewania domu, który aktualnie wykorzystywany jest w 400 tys. gospodarstw, 200 tys. planuje zakup kolejnego, a 1,7 mln gosp. to potencjał do zagospodarowania. Następne urządzenia i technologie wzięte pod uwagę przez analityków GfK to: programator oświetlenia w domu (wykorzystywane w 0,2 mln gosp. dom., 0,1 mln gosp. dom. planuje zakup kolejnego, potencjał – 1,6 mln. gosp. dom.), sterowanie urządzeniami w domu za pomocą komend głosowych – uruchamianie i wyłączanie urządzeń AGD, ogrzewania, oświetlenia, etc. za pomocą komend głosowych (odpowiednio 0,2 mln, 0,1 mln, 1,5 mln), system sztucznej inteligencji podpowiadający i rekomendujący zachowania w domu pomagające w oszczędności: czasu, energii, pieniędzy, wody (0,2 mln, 0,1 mln, 1,5 mln), aplikacje umożliwiające zdalne sterowanie przez internet/smartfona urządzeniami w domu np. uruchomienie aplikacją robota odkurzającego, pralki, kamer, etc. (0,3 mln, 0,1 mln, 1,4 mln), sprzęt RTV/ AGD wysyłający do smartfona informację o potrzebie serwisu (0,3 mln, 0,1 mln, 1,1 mln), jeden zintegrowany system zarządzania wszystkimi urządzaniami i funkcjonalnościami całego domu (0,2 mln, 0,1 mln, 1,3 mln), programator wentylacji i/lub klimatyzacji (0,2 mln, 0,1 mln, 1,1 mln), podgląd przez smartfona zawartości lodówki (0,1 mln, 0,0 mln, 1,0 mln).

Technologie z potencjałem dla konsumentów indywidualnych

W perspektywie indywidualnego konsumenta aktualnie największy potencjał spośród różnych kategorii urządzeń i technologii SmartHome ma pisanie maili i SMS’ów za pomocą komend głosowych wykorzystywane dziś przez 1,8 mln konsumentów, przez kolejne 0,7 mln osób planowany jest kolejny zakup w tym zakresie, a potencjał technologii szacowany jest na następne 2,6 mln osób – zdradza Marcelin Matusiak. Kolejnymi technologiami lub urządzeniami w rankingu są: system sztucznej inteligencji rekomendujący zmianę trasy przejazdu samochodem w celu ominięcia korków (odpowiednio 1,0 mln, 0,6 mln, 3,2 mln), smartwatch (1,5 mln, 0,5 mln, 2,8 mln), przeglądanie stron internetowych za pomocą komend głosowych (1,3 mln, 0,4 mln, 2,5 mln), system sztucznej inteligencji rekomendujący zachowania w czasie jazdy samochodem w celu poprawienia ekonomiki jazdy i oszczędność paliwa (0,7 mln, 0,4 mln, 3,0 mln). Historia pokazuje nam jak rozpowszechnienie się epokowych technologii takich jak Internet, czy smartfony, zmieniło społeczeństwa i świat. Obecnie stoimy u progu kolejnej przełomowej technologii, jaką jest SmartHome napędzany przez AI. Technologie SmartHome wchodzą w nasze życie czasem zupełnie niepostrzeżenie, a czasem uświadamiają nam fundamentalną zmianę w korzystaniu z produktów i usług. Potencjał stojący przed produktami SmartHome jest ogromny i różnoraki w zależności od tego, o jakiej kategorii produktów mówimy. W Polsce nadal mamy do przebycia ogromną drogę, gdyż 42% Polaków nie jest obecnie zainteresowane nowymi technologiami. Jednak potencjał tkwiący w tej części klientów, która zanurza się w technologię jest gigantyczny, a kierunek rozwoju wydaje się nieunikniony – podsumowuje Marcelin Matusiak.

Informacje o badaniu
Badanie zostało zrealizowane na ogólnopolskiej reprezentatywnej losowej próbie 2000 respondentów w wieku 15+ pomiędzy lutym a marcem 2019 roku.

Małe firmy kontra wielkie przedsiębiorstwa – gdzie możemy liczyć na lepszą obsługę klienta?

Zadowoleni klienci są kluczem do sukcesu każdego biznesu, niezależnie od tego, czy chodzi o małą firmę czy międzynarodowego giganta. Cel zawsze jest taki sam, ale drogi do jego osiągnięcia mogą się różnić. To, co wielkie przedsiębiorstwa osiągają dzięki ekonomicznym możliwościom, dla małych i średnich firm często stanowi abstrakcję. Czy to oznacza, że są na straconej pozycji? Nie, ich tajną bronią może być spersonalizowana obsługa i możliwość skupienia się na każdej interakcji. Która taktyka wygrywa?

Różnice w podejściu do klienta

Obsługa klienta korporacyjnego koncentruje się głównie na wydajności i optymalizacji kosztów. Customer Care postrzegane jest jako niezbędna funkcja, ale także jako koszt. Dużym graczom łatwiej jednak dążyć do optymalizacji, chociażby ze względu na możliwości budżetowe. Akceptowalny poziom obsługi klienta uzyskiwany jest np. poprzez zapewnienie szerokiego wachlarza usług, koncentrację na analizie trendów czy umożliwienie samoobsługi.

Dla małych i średnich firm, klient stanowi bardziej centralną część modelu biznesowego. W tych firmach pracownicy często wykazują bardziej praktyczne podejście do obsługi klienta, angażując się w zapewnienie spersonalizowanego kontaktu i rozwijanie relacji.

Nie oznacza to, że przedsiębiorstwa nie dbają o jakość, relacje i wartość, a małe i średnie firmy nie dbają o koszty. Różnica polega na tym, że inaczej koncentrują swoje wysiłki. Małe i średnie firmy dostrzegają większą wartość zindywidualizowanego podejścia, podczas gdy korporacje dostrzegają większą wartość dzięki wykorzystaniu ekonomii skali – tłumaczy Robert Slavecki, ekspert ICERTIAS, międzynarodowej organizacji zajmującej się badaniami rynku.

Jakość obsługi klienta. Kto wygrywa?

Bez względu na obraną politykę, trudno samodzielnie ocenić efekty działań Customer Care. Tajemniczy klient, analiza wartości liczbowych, takich jak liczba zamówień, skarg i pozytywnych opinii, w końcu anonimowe ankiety, w których klienci oceniają poszczególne aspekty związane z oferowanym produktem lub usługą (np. w skali od 1 do 5), najlepiej takie, gdzie pozostawiono pole na wpisywanie sugestii – wszystko to wskazuje, czy kierunek, który obraliśmy jest dobry czy zły. Ale skąd wiedzieć jak wypadamy na tle innych?

Organizacje takie jak Daymaker czy ICERTIAS od lat prowadzą badania satysfakcji konsumentów na szeroką skalę. W tym roku ICERTIAS po raz pierwszy będzie przyznawał certyfikat Customers’ Friend firmom działającym na polskim ryku.

To co brane jest pod uwagę podczas oceny jakości obsługi klienta to reputacja, komunikacja i social media, user experience i zaufanie. Klienci doceniają wysoką kulturę relacji, profesjonalizm i indywidualne podejście, a te można wdrażać w każdej organizacji – mówi Robert Slavecki. – Co ciekawe, nasze dotychczasowe badania przeprowadzone w krajach całego świata potwierdzają, że jeżeli chodzi o jakość obsługi klienta, wielkość firmy nie ma znaczenia – dodaje.

Ma znaczenie kogo krytykujemy

Im mniejsza firma, tym krytyka boli bardziej. Zadowolony klient może podzielić się swoimi doświadczeniami z zaledwie kilkoma innymi osobami, niezadowolony ze znacznie szerszym gronem. W dzisiejszej kulturze opinii online i dzielenia się doświadczeniami w mediach społecznościowych zjadliwe recenzje publikowane przez niezadowolonych klientów mogą dotrzeć nawet do wielu tysięcy potencjalnych klientów. Negatywnie odbija się to na reputacji.

W przypadku dużego przedsiębiorstwa dopuszcza się pewien niewielki procent negatywnych recenzji – w końcu od prowadzących interesy na szeroką skalę trudno oczekiwać, że sprostają oczekiwaniom wszystkim. Jeśli ogólna ocena klientów jest pozytywna, korporacja może czuć się wygraną. Tak jednak nie jest w przypadku drobniejszych rynkowych gracy. Dla małych i średnich firm, które konkurują ze sobą w oparciu o zindywidualizowane usługi, negatywne opinie mają znacznie większy wpływ.

Wielkość firmy w znaczący sposób decyduje więc o tym, jak ocenia się obsługę klienta i ewentualne niepowodzenia na tym polu. Warto, aby małe przedsiębiorstwa zwróciły na to uwagę.

Pivot w życiu zawodowym

Grzegorz Święch – Wiceprezes i Partner Grupy Nowe Motywacje
Grzegorz Święch – Wiceprezes i Partner Grupy Nowe Motywacje

Praca jest na całe życie – to stereotyp, funkcjonujący w Polsce, ale również w innych, nie tylko wschodnioeuropejskich krajach. Stereotyp, który przez wiele dekad panował na rynku pracy i funkcjonował w świadomości kilku pokoleń. Wraz ze zmianą stylu życia oraz jego drastycznym przyspieszeniem, a także rozwojem technologii, które tak jak robotyzacja czy sztuczna inteligencja, niebawem zastąpią wiele miejsc pracy, odchodzi on jednak w zapomnienie. Aktualnie zmianie ulega bowiem również podejście przedstawicieli różnych pokoleń osób pracujących do wykonywanego zawodu i budowania ścieżki kariery. Wypalenie zawodowe, a często również świadomość braku określonych i pożądanych przez pracodawców umiejętności oraz chęć ich posiadania, by utrzymać się na rynku powodują, że widzimy coraz więcej osób dokonujących pivotu zawodowego, czyli decydujących się na całkowitą zmianę wykonywanego zawodu lub dalszej ścieżki kariery. Część postanawia porzucić dotychczasowe zajęcie i inwestuje energię w projekt, w którym to pasja staje się pracą, a część zdobywa kolejny zawód i rozpoczyna nową ścieżkę kariery. Każda radykalna zmiana powoduje jednak, że czas po jej nastaniu może być trudny, nie tylko ze względu na konieczność zdobycia nowej wiedzy i umiejętności, ale również odnalezienia się w nieznanej dotychczas rzeczywistości, często wymagającej ogromnego zaangażowania czasu i pracy, niezbędnych jednak do osiągnięcia sukcesu. Czy warto zatem ryzykować i zmieniać swoją zawodową rzeczywistość? Czy pivot to rozwiązanie pozwalające na dokonanie zwinnej zmiany i dalszy rozwój bez obawy o zawodową przyszłość?

Od dekad poprzez system edukacji próbuje się wpajać młodym ludziom określony schemat:

ucz się pilnie + zdobywaj edukację = zyskasz zawód i będziesz miał „fach w ręku”

Przy jego użyciu wzmacnia się stereotyp pracy na całe życie, pozbawiając jednocześnie młodych ludzi wiedzy na temat zmiany, jako naturalnej konsekwencji rozwoju i radzenia sobie z taką sytuacją. Nie uczy się ich, że wyuczony zawód nie musi być tym, który będą wykonywać do emerytury, oraz że nie zawsze robienie przez wiele lat tego samego, prowadzi do wypracowania pozycji eksperckiej, ale często powoduje pojawienie się nudy, a w konsekwencji niejednokrotnie wypalenia zawodowego. Nie wspomina się również o tym, że stały rozwój jest nie tylko koniecznością (by móc łatwo adaptować się co zmieniających się wymagań współczesnego świata i rynku), ale również pozytywnie wpływa na stymulację mózgu, zapobiega starzeniu się i daje ogromną satysfakcję oraz buduje poczucie własnej wartości.

Spora część pracujących, którzy nawet mają odwagę, by dokonać zawodowego pivota, boryka się jednak z poczuciem straty, który paraliżuje ich często przy podejmowaniu decyzji o zmianie. Zadają sobie pytania: Po co uczyłem się tego wszystkiego przez tyle lat? Czy porzucić zawód w zdobycie którego włożyłem tyle pracy? Tracę kilka lat, czy może tracę resztę życia pozostając w swoim dotychczasowym zawodzie? Katalog pojawiających się u nich wątpliwości nie jest jednak zamknięty i do tych zadawanych na początku, przy okazji rozmyślań o zmianie, dochodzą również następujące: Czy sobie poradzę? Ile czasu i pracy będzie mnie to kosztować? Czy na pewno się uda? A co jeśli się nie uda? Każda zmiana niesie ze sobą wiele niepewności, ale zawsze warto podjąć ryzyko, by później móc cieszyć się z wyników i nigdy nie żałować, że nie zmierzyło się z własnym strachem.

Czym jest pivot w życiu zawodowym?

Pivot to nic innego jak radykalna zmiana kierunku działania. Jest to określenie potocznie używane w odniesieniu do startupów i młodych biznesów. W obszarze tym pivot jest zwinną zmianą podejścia/założeń dotyczących oferowanego produktu lub usługi, które po fazie testów i weryfikacji potrzeb klientów nie cieszą się oczekiwanym zainteresowaniem, co w efekcie nie przekłada się na ich sprzedaż. Na podstawie danych uzyskanych z różnych źródeł oraz zachowań użytkowników, a także ich opinii, podejmowana jest decyzja o wprowadzeniu radykalnych zmian i rozpoczęciu prac nad produktem lub usługą niemal od nowa. Takich radykalnych zmian założeń czy nowego spojrzenia często potrzebują nie tylko początkujące biznesy, ale również duzi i funkcjonujący na rynku od wielu lat gracze.

Określenie „pivot” zostało zaczerpnięte z języka startupów również do języka używanego w odniesieniu do życia zawodowego współczesnych zatrudnionych. Pivot w życiu zawodowym jest zatem niczym innym jak radykalną zmianą początkowej koncepcji wykonywanego zawodu lub rozwoju, co w efekcie doprowadzić ma do polepszenia sytuacji, poprzez rozpoczęcie działalności w innym obszarze lub rozwinięcie takich kompetencji, które pozwolą oderwać się od dotychczasowej codzienności zawodowej, poprzez wejście na wyższy poziom. Zwykle jednak określenie to stosowane jest w odniesieniu do podjęcia pracy w innej branży lub obszarze, niż miało to miejsce dotychczas. Pivotem jest na przykład zmiana pracy w gastronomii, sprzedaży czy komunikacji na zawód związany z branżą IT – takich zmian, ze względu na stale rosnące zapotrzebowanie rynku, można w ostatnich latach obserwować bardzo wiele. Może być nim również jednak podniesienie kwalifikacji przez specjalistę IT, który dzięki odpowiednio dobranym szkoleniom przechodzi na stanowisko menadżera zarządzającego projektami zgodnie z popularną metodyką lub zarządzanie całym zespołem.

Bo praca nie jest już na całe życie

Wybór jednego zawodu, jego wyuczenie i zdobywanie doświadczeń tylko w określonym obszarze coraz częściej okazuje się być rynkowym niedopasowaniem. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich zawodów. Na możliwość pozostania w jednej profesją przez całe życie nadal pozwolić mogą sobie np. lekarze, nauczyciele, prawnicy, czy przedstawiciele służ mundurowych, choć i oni często podejmują decyzję o zwinnej zmianie. Współczesny świat i rynek pracy wymuszają już niemal na wszystkich wejście w nieustanny proces kształcenia i dostosowywania się do zmian, a tym samym często podejmowania decyzji o radykalnej zmianie zawodu. By zatem przetrwać na wymagającym rynku należy dostosowywać się do panujących trendów i otworzyć się na zmianę – na możliwość przejścia do innego zawodu co kilka lat, na zdobywanie nowych kwalifikacji i doświadczeń, na pracę w nowym środowisku, branży czy nawet kraju, na nieustanny proces edukacji. Poza umiejętnościami twardymi (technicznymi) warto zatem stale rozwijać również umiejętności podstawowe (miękkie), które są świetną bazą do dokonania pivotu i późniejszego rozszerzenia wiedzy merytorycznej z danego obszaru. Skoro otaczający nas świat daje nam takie możliwości, należy z nich korzystać, zmieniać, uczyć się i żyć ciekawiej. Warto jednak przede wszystkim uświadomić sobie, że praca nie jest już na całe życie, a dodatkowo to od nas samych zależy, czy całe życie chcemy podporządkować pracy, jednej pracy.

Pivot zawodowy nie musi być jednorazowym zrywem na wieloletniej ścieżce kariery. Coraz częściej spotkać można bowiem osoby, które mają już za sobą nawet kilka radykalnych zmian. Nie musi on również następować tylko u osób młodych, które po kilku czy kilkunastu latach pracy poszukują odmiany, ale także u przedstawicieli starszych pokoleń. Za przykład osób mi osobiście znanych, które nawet już w jesieni życia podejmują decyzję o zmianie zawodowej koncepcji, niech posłużą chociażby: Prof. dr hab. Jan D. Antoszkiewicz czy DJ Wika. Osoby, po których można by spodziewać się raczej poszukiwania spokoju w życiu, niż nowego zajęcia. Częściej jednak na pivoty decydują się oczywiście osoby młodsze, które po kilku latach pracy poszukują dla siebie nowego miejsca na rynku pracy. Spora ich część decyduje się na realizację pomysłów odkładanych na półkę przez wiele lat, doprowadza do sytuacji, w której to hobby staje się pracą, czy opierając się na swoich doświadczeniach i realnych potrzebach, uruchamia biznes, który rozwiązuje nie tylko ich problemy, ale także problemy innych osób.

Skąd biorą się zawodowe pivoty?

Żyjemy obecnie w czasach wielu możliwości i nieustannych zmian. W czasach dostępności różnych narzędzi, technologii, wiedzy, form świadczenia pracy oraz powstawania nowych zawodów, wynikających z dynamicznego rozwoju poszczególnych branż. Współczesność stawia jednak przed zatrudnionymi wiele wyzwań związanych m.in. z tempem pracy, jej efektywnością, przeładowaniem, permanentnym stresem, presją czasu czy presją wywieraną przez przełożonych, rywalizacją, nieustanną zmianą i gonieniem za sukcesem. Wszystkie one (i wiele innych) powodują, że coraz więcej osób nie może odnaleźć się w tej nowej zawodowej rzeczywistości, lub czuje się nią zmęczona, zatem szuka dla siebie nowych rozwiązań, które nie tylko pozwolą im się realizować, ale również dadzą im stabilną i przyjemną pracę, dającą również możliwość uzyskiwania odpowiednich dochodów. Najczęściej jednak powodem radykalnej zmiany w życiu zawodowym jest zmęczenie wywoływane przez jeden lub wiele czynników zewnętrznych. Przyczyną zmian i decyzji o pivotach zawodowych powinny bowiem być nie tylko przymus i konieczność, ale również chęć jednostki, która do swojej codzienności chce wprowadzić nową jakość, dającą jej większą swobodę i satysfakcję.

Każdy zatrudniony to wyjątkowa jednostka posiadająca zestaw określonych cech, umiejętności, doświadczeń, życiowej energii, nastawienia do zmian i sposobów na radzenie sobie z nimi. Każdy jednak może pozwolić sobie na zmianę, na zawodowy pivot, który może nie tylko odmienić płaszczyznę życia związaną z pracą, ale również wprowadzić pozytywne zmiany do innych jego obszarów. Warto otworzyć się na dostępne aktualnie możliwości i czerpać ze świata (który zmusza nas do zmian), to czego potrzebujemy do ich przeprowadzenia. Trzeba wyjść poza stereotypowe myślenie, że wyuczony zawód jest na całe życie, szczególnie w czasach, gdy w tym wyuczonym zawodzie większość ludzi nigdy nie podejmuje zatrudnienia. Należy otworzyć się na zmiany, nie planować swojej kariery na wiele dekad do przodu. Warto raczej inwestować w uniwersalne i podstawowe umiejętności, które są przydatne w wielu branżach i zawodach, i które są bazą do skutecznego działania z niewielkim tylko przygotowaniem merytorycznym. Zwinne zmiany życia zawodowego nie są uzależnione ani od wieku, ani od płci, ani też od statusu społecznego czy materialnego. Pivotu może dokonać każdy, kto tylko ma odwagę do wprowadzenia w swoje życie zmian – zmian, które zwykle wychodzą na dobre.

W budownictwie mieszkaniowym bez zmian, czyli optymizmu ciąg dalszy

Czerwcowa informacja GUS, komunikująca wstępne wyniki budownictwa mieszkaniowego w maju oraz w okresie pierwszych pięciu miesięcy bieżącego roku, to prosta kontynuacja optymistycznych wieści z segmentu inwestycyjnego pierwotnego rynku mieszkaniowego. Czyżby sprzedaż mieszkań miała znowu wystrzelić?

W ostatnich kwartałach do najmocniejszych stron gusowskich danych sygnalnych budownictwa mieszkaniowego należały statystyki dotyczące nowych pozwoleń na budowę bądź zgłoszeń z projektem budowlanym. Jednak z uwagi na bardzo wysoką zeszłoroczną bazę, przedmiotowe statystyki notują w br. minimalnie niższe wartości r\r. Tym razem jednak okazały się one absolutnym hitem gusowskich danych.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl w maju padł absolutny miesięczny rekord w pozyskiwaniu nowych pozwoleń przez inwestorów na poziomie bardzo bliskim 27 tys. jednostek, wyższym rok do roku o prawie 23 proc. To głównie zasługa deweloperów, którzy w ubiegłym miesiącu pozyskali historycznie rekordową liczbę tych decyzji administracyjnych na poziomie 16,7 tys., czyli o 29 proc. wyższym rok do roku. Jest to wynik nie tylko budzący respekt, ale i potwierdzający tezę, że deweloperskie banki ziemi, pomimo sygnalizowanych problemów z pozyskiwaniem nowych działek, wciąż mają się całkiem nieźle.

Pomimo tak optymistycznych danych wolumen pozwoleń uzyskanych ogółem od stycznia do maja br. wciąż jest niższy niż w analogicznym okresie ub. roku o 3 tys. czyli nieco ponad 2 proc. Również sami deweloperzy zgromadzili w tym okresie mniej decyzji licząc r/r o ponad 6 proc. Wynik majowy jednak jest bardzo optymistycznym sygnałem, w znacznym zakresie negującym obserwowaną od początku roku lekko spadkową tendencję i bardzo dobrze rokującym na przyszłość.

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są jak wiadomo podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów, a także najlepszym barometrem optymizmu inwestorów reprezentujących wszystkie formy budownictwa. Bieżące dane GUS wciąż więc sygnalizują oczekiwania nie tylko utrzymania pozytywnych trendów rozwoju koniunktury pierwotnego segmentu mieszkaniówki w dłuższym terminie, ale wręcz dalszą eskalację rekordowego od kilku lat popytu na mieszkania z pierwszej ręki. Pytanie, czy nie są to zbyt optymistyczne przewidywania.

Wg portalu RynekPierwotny.pl tradycyjnie największą wagę z punktu widzenia bieżącego stanu rynkowej koniunktury należy przypisać gusowskim statystykom prezentującym wolumen mieszkań, których budowę rozpoczęto. W maju inwestorzy ogółem ruszyli z budową 20,6 tys. lokali, co oznacza wynik niemal identyczny w relacji rok do roku i o ponad 6 proc. gorszy licząc m/m.  Z kolei ilość mieszkań, których budowę rozpoczęto ogółem (indywidualne, przeznaczone na sprzedaż, spółdzielcze oraz pozostałe) w pierwszych pięciu miesiącach br., zamknęła się liczbą 96,5 tys., co oznacza progres względem wyniku osiągniętego w analogicznym okresie ub. roku o 5,5 proc.

Z kolei miesięczne statystyki mieszkań oddanych do użytkowania od około roku oscylują w zakresie 15 – 20 tys. lokali, czyli zdecydowanie zadowalającym. W tegorocznym maju przedmiotowy wolumen osiągnął dolny poziom ograniczenia wahań. Natomiast ogółem od początku roku oddano bez mała 80 tys. lokali, co jest rezultatem lepszym od uzyskanego w analogicznym okresie 2018 roku o prawie 13 proc. Liczba mieszkań oddanych ma tendencję rosnącą z prostej przyczyny rosnących wolumenów inwestycji rozpoczynanych w poprzednich okresach. Stąd wniosek, że ta kategoria danych GUS jeszcze dość długo utrzyma swój pozytywny wydźwięk.

Powoli zbliża się koniec drugiego kwartału. Już niedługo poznamy więc wyniki sprzedażowe deweloperów za kolejne 3 miesiące tego roku i całe pierwsze półrocze. Na ich podstawie prawdopodobnie będzie można nieco więcej powiedzieć o bieżącym stanie koniunktury rynkowej oraz jej perspektywach w bliższej i dalszej przyszłości. Przede wszystkim jednak oczekiwane dane sprzedażowe powinny potwierdzić lub zanegować wciąż bardzo optymistyczną wymowę comiesięcznych danych sygnalnych GUS dotyczących budownictwa mieszkaniowego.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Bank Pekao S.A. liderem rekordowej transakcji w sektorze energetycznym

Bank Pekao S.A. w konsorcjum z 8 instytucjami finansowymi podpisał umowę kredytu odnawialnego ze spółką PGNIG S.A. Bank Pekao pełni w tej transakcji rolę agenta kredytu i kredytodawcy z wiodącym udziałem w finansowaniu. Jest to największa transakcja finansowania korporacyjnego w Polsce w pierwszym półroczu 2019 roku.

Umowa 5-letniego, konsorcjalnego kredytu odnawialnego ma wartość 10 mld zł. PGNIG S.A. przeznaczy uzyskane w ten sposób środki na bieżące potrzeby finansowe spółki, w tym na realizację planów inwestycyjnych.

Misją Banku Pekao jest wspieranie kluczowych inwestycji w strategicznych branżach polskiej gospodarki, dlatego współfinansujemy ten projekt. To kolejna transakcja w sektorze energetyczno-paliwowym z wiodącym udziałem Pekao, która potwierdza naszą pozycję lidera rozwiązań dla korporacji. Jest ona także potwierdzeniem dużego zaufania, jakim obdarzają bank liderzy tej branży – mówi Tomasz Styczyński, Wiceprezes Zarządu Banku Pekao odpowiedzialny za bankowość korporacyjną.

Finansowanie potrzeb inwestycyjnych lidera rynku gazu ziemnego w Polsce jest kolejnym projektem z sektora paliwowo-energetycznego, współfinansowanym przez Bank Pekao S.A. W ostatnich trzech latach bank udzielił finansowań dla największych podmiotów z tej branży w łącznej kwocie 3 mld zł – z przeznaczeniem głównie na ich rozwój i inwestycje.

Do 2024 roku 6 na 10 pracowników magazynów otrzyma wsparcie w postaci automatyzacji

Zebra Technologies Corporation (NASDAQ: ZBRA) zaprezentowała wyniki badania 2024 Warehousing Vision Study. W raporcie przeanalizowano strategie menadżerów operacyjnych i IT w obszarze modernizacji magazynów i centrów dystrybucyjnych.

Wyniki badania pokazują, że współcześnie strategie firm przyjmują perspektywiczny cel dostosowania organizacji do wymogów gospodarki „na żądanie”. Zarówno rozwiązania w zakresie automatyzacji, jak i zwiększania liczby pracowników będą kluczowym elementem planów decydentów w ciągu najbliższych pięciu lat. Ponad trzy czwarte (77 proc.) respondentów uważa, że zwiększenie liczby pracowników wyposażonych w nowoczesne rozwiązania technologiczne jest najlepszym sposobem na wprowadzenie automatyzacji w magazynie, ale tylko 35 proc. ma jasną wizję, jak przeprowadzić taki proces. Aż 87 proc. firm jest w trakcie powiększania swoich magazynów lub planuje ich zwiększenie do 2024 r., z czego 82 proc. przewiduje w tym czasie wzrost liczby magazynów.

GŁÓWNE WNIOSKI

Do 2024 r. automatyzacja nie zastąpi pracowników, ale zwiększy ich wydajność.

  • 61 proc. decydentów planuje częściową automatyzację pracy lub wyposażenie pracowników w technologie wspomagające ich pracę.
  • Trzy czwarte respondentów uważa, że interakcje międzyludzkie są częścią optymalnego obiegu pracy. 39 proc. wskazuje częściową automatyzację (pewne zaangażowanie człowieka), a 34 procent wyposażenie pracowników w zaawansowane technologie brzegowe jako preferowany model.
  • Decydenci przewidują wykorzystanie botów i robotów do zarządzania zasobami w magazynie (24 proc.), wsparcia pakowania towarów do wysyłki (22 proc.) i przyjmowania towarów (20 proc.) do 2024 roku.

Priorytetem pozostaje przeanalizowanie strategii i jej wdrożenie pod kątem sprostania pojawiającym się wyzwaniom związanych z magazynowaniem.

  • Wykorzystanie nowych technologii zostało wskazane jako największe wyzwanie operacyjne przez 61 proc. ankietowanych.
  • 59 proc. respondentów wskazało ograniczoną dostępną przestrzeń magazynów jako wyzwanie, któremu planuje sprostać poprzez jej powiększenie.
  • 60 proc. organizacji wskazało rekrutację do pracy oraz wydajność pracowników jako jedne z największych wyzwań.
  • W miarę jak magazyny będą się powiększać, zwiększy się również liczba kategorii przechowywanych produktów. Konieczne będzie również zwiększenie szybkości wysyłki.
  • Decydenci będą dążyć do zwiększenia przejrzystości i wydajności systemu poprzez usprawnienie zarządzania zwrotami (81 proc.), usprawnienie podziału zadań (80 proc.) oraz zaangażowanie zewnętrznych podmiotów (83 proc.).

Inwestowanie i wdrażanie nowych technologii ma kluczowe znaczenie dla zachowania konkurencyjności w gospodarce na żądanie.

  • Prawie połowa (46 proc.) ankietowanych wskazała szybszą dostawę do klientów końcowych jako główny czynnik napędzający ich strategię rozwoju magazynu.
  • Ponad trzy czwarte decydentów (77 proc.) zgadza się, że by pozostać konkurencyjnym na rynku muszą zmodernizować systemy zarządzania magazynem, jednak wdrażanie nowych urządzeń i technologii mobilnych postępuje powoli.
  • 73 proc. firm modernizuje obecnie swoje magazyny, wdrażając lub wymieniając stare urządzenia mobilne, takie jak komputery mobilne, tablety i skanery kodów kreskowych.
    • Do 2024 r. proces modernizacji będzie się opierał na mobilnych komputerach działających na o platformie Android (83 proc.), systemach lokalizacji w czasie rzeczywistym (RTLS) (55 proc.) oraz magazynowych systemach informatycznych (WMS) (54 proc.).
  • 60 proc. respondentów wymieniło system etykiet z kodami kreskowymi oraz drukarki termiczne jako kluczową inwestycję w ramach planów modernizacji w ciągu najbliższych trzech lat.

Zmiany w Europie

  • Przewiduje się, że w Europie powierzchnia przeciętnego magazynu wzrośnie w przeciągu najbliższych 5 lat o 26 proc. – więcej niż w jakimkolwiek innym regionie.
  • W Europie do 2024 r. wzrośnie także wykorzystanie technologii RFID i lokalizacji. W co piątym magazynie będą one wykorzystywane w procesach pakowania (25 proc.), zarządzania zasobami (20 proc.) i komplementacji zamówień (19 proc.).

KONTEKST I METODOLOGIA BADANIA

W 2024 Warehousing Vision Study wzięło udział 1403 osób odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji operacyjnych, działających w sektorach produkcji, transportu i logistyki, handlu detalicznego oraz spedycji. Respondenci pochodzili z krajów w Ameryce Północnej, Ameryce Łacińskiej, Azji oraz w Europie. Badanie przeprowadziła firma Qualtrics.

Dolar traci po gołębim spotkaniu FOMC

Rezerwa Federalna nie obniżyła stóp procentowych podczas spotkania w czerwcu, ale wyraźnie przymierza się do realizacji tego scenariusza w kolejnych miesiącach. Jak może to wpłynąć na rynek walutowy?

Rynkowy konsensus dostał dokładnie to, czego się spodziewał – czerwcowe spotkanie Rezerwy Federalnej przyniosło „gołębi” zwrot w retoryce członków amerykańskiego banku centralnego. Decydenci wskazali jasno, że w USA nadchodzi czas luzowania polityki monetarnej. Obecnie w tym kontekście kluczowe są dwa pytania. Pierwsze z nich to – ile razy FOMC planuje obciąć stopy procentowe? A drugie – jak szybko to nastąpi?

Trudno żeby sentyment w stosunku do USD był bardziej „niedźwiedzi”. Konsensus polityczny w USA liczy na niższe stopy procentowe Fedu, wyższe deficyty i słabszego dolara. Jednocześnie nie wydaje się, żeby gospodarka światowa miała zmierzać w kierunku recesji. O ile obecne warunki nie sprzyjają zatem USD, o tyle powinny one być korzystne dla walut gospodarek wschodzących. Widać to było zwłaszcza po zachowaniu rynku walutowego w ubiegłym tygodniu. W ostatnich dniach dolar doświadczył deprecjacji w parze ze wszystkimi istotnymi walutami świata – największe straty odnotował zwłaszcza w relacji do walut rynków wschodzących.

W tym tygodniu rynki finansowe skupią się na dwóch ważnych wydarzeniach. We wtorek będziemy obserwować wystąpienie przewodniczącego FOMC, Jerome’a Powella, a w piątek poznamy wstępny odczyt danych o inflacji w strefie euro. W ostatnim czasie wszystkie ważniejsze banki centralne uzasadniają „gołębią retorykę” brakiem presji inflacyjnej, dlatego tym bardziej należy pilnować publikacji o dynamice wzrostu cen w największych gospodarkach świata.

PLN

Miniony tydzień charakteryzował się umocnieniem polskiej waluty, szczególnie w relacji do dolara amerykańskiego, w czym pomogła słabość amerykańskiej waluty. Ostatnie dni przyniosły w większości dobre dane makroekonomiczne, które współgrają z obrazem utrzymującego się wysokiego poziomu ekspansji gospodarczej w Polsce. Nieco rozczarowały dane o dynamice zatrudnienia, w połączeniu z bardzo dobrymi danymi o płacach wskazując przede wszystkim na ograniczenia po stronie podaży pracy.

Ten tydzień również przyniesie kilka odczytów, wśród których najistotniejsza będzie piątkowa publikacja wstępnych danych o inflacji CPI w Polsce w czerwcu.

GBP

Podczas ostatniego spotkania Banku Anglii decydenci sygnalizowali swoje rosnące zaniepokojenie w związku z ryzykiem Brexitu bez umowy. O ile bazowy scenariusz banku centralnego zakłada, że Wielka Brytania ostatecznie dojdzie do porozumienia z Unią Europejską (w takim przypadku należałoby stopniowo wycofywać się z prowadzonej ekspansywnej polityki monetarnej), BoE jest również przygotowany na „no-deal”. W przypadku wyjścia ze Wspólnoty „bez umowy” bezpośrednią reakcją banku centralnego będzie gwałtowne cięcie stóp procentowych.

Bezpośrednio po spotkaniu BoE funt brytyjski nie radził sobie najlepiej. Niemniej w ostatnich dniach szerokie osłabienie dolara amerykańskiego pozwoliło również na aprecjację szterlinga w relacji do dolara amerykańskiego. Kalendarz ekonomiczny dla Wielkiej Brytanii w tym tygodniu świeci pustkami, stąd tym, co powinno mieć największy wpływ na zachowanie funta brytyjskiego będą jakiekolwiek oświadczenia dotyczące Brexitu ze strony Borisa Johnsona, który jest zdecydowanym liderem w wyścigu o fotel premiera Wielkiej Brytanii.

EUR

Podczas konferencji o polityce monetarnej w portugalskiej Sintrze prezes Europejskiego Banku Centralnego, Mario Draghi, uderzył w mocno „gołębi” ton, co pociągnęło euro w dół. Jednak już w środę zaraz po spotkaniu decyzyjnym FOMC wspólna europejska waluta ponownie zaczęła zyskiwać w parze z dolarem amerykańskim. Rynki finansowe wyceniają bowiem co najmniej kilka obniżek stóp procentowych Rezerwy Federalnej, a także zdecydowane zwężenie różnicy w poziomie stóp między USA a strefą euro. Poprawiły się również odczyty indeksów aktywności w strefie euro, co potwierdza nasze dotychczasowe prognozy. Zgodnie z nimi, recesja w strefie euro w obecnym momencie nie wydaje się prawdopodobna oraz w najważniejszych gospodarkach bloku walutowego jest nadal sporo „miejsca” na kreację miejsc pracy, a także na wzrost konsumpcji wewnętrznej.

USD

Ostatnie spotkanie FOMC pozostawiło bardzo mało miejsca na wątpliwości – w lipcu niemal na pewno dojdzie do cięcia stóp procentowych Fedu. Komunikaty ze strony Rezerwy Federalnej zostały odebrane przez rynek jako jednoznacznie „gołębie”. Obecnie kontrakty fed fund futures wyceniają pełen cykl cięcia stóp procentowych, cztery obniżki o 25 punktów bazowych każda. Naszym zdaniem taka wycena rynku jest zdecydowania przeszacowana; uważamy, że znów pojawia się wyraźna różnica między oczekiwaniami rynku, a oczekiwaniami decydentów wyrażonymi w „dot plocie” FOMC.

Ciężko jednak zaprzeczyć temu, że obecny klimat polityczny i makroekonomiczny względem USD jest nadzwyczaj „niedźwiedzi”. Konsensus oczekuje niższych stóp procentowych w USA, wyższych deficytów i słabszego dolara za wszelką cenę. Tym bardziej umacnia nas to w naszych oczekiwaniach: nadal zakładamy umocnienie europejskich walut oraz aprecjację walut gospodarek wchodzących w 2019 r.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury Polska

Mazurska Manufaktura Alkoholi pozyskała niemal 1,7 mln zł na produkcję kraftową. To ostatnie dni zapisów na akcje Spółki

To już ostatni tydzień zbiórki crowdfundingowej realizowanej przez Mazurską Manufakturę Alkoholi – rodzinną firmę, która chce podbić rynek alkoholi mocnych wódką i nalewkami kraftowymi. Spółka planuje do końca 2022 roku debiut giełdowy na New Connect. Jak dotąd firma pozyskała niemal 1,7 mln zł od ponad 760 akcjonariuszy. Wśród inwestorów znalazła się m.in. Magda Gessler.

Mazurska Manufaktura Alkoholi specjalizuje się w produkcji alkoholi mocnych, w tym przede wszystkim wyrobów premium. W maju br. firma rozpoczęła produkcję wódki i nalewek kraftowych – są one tworzone metodami rzemieślniczymi, z najwyższej jakości spirytusu pszeniczno-żytniego i wody z mazurskich źródeł, w oparciu o tradycyjne receptury. W ramach niespodzianki dla obecnych i potencjalnych akcjonariuszy Spółka wskrzesza ponadto kultowe na Warmii i Mazurach piwo Jurand, które kiedyś było produkowane w siedzibie Mazurskiej Manufaktury Alkoholi – zabytkowym browarze w Szczytnie. Pojawi się ono na półkach sklepowych już w lipcu.

Kampania crowdfundingowa Mazurskiej Manufaktury Alkoholi jest realizowana od początku kwietnia za pośrednictwem platformy Beesfund. Celem firmy jest zebranie 4 mln zł, co stanowi 12,5 proc. akcji przedsiębiorstwa. Cena jednej akcji to 29,95 zł. Pozyskany kapitał zostanie przeznaczony na doposażenie zakładu, zwiększenie skali produkcji oraz rozwój gamy produktów kraftowych. W ciągu kilku kolejnych lat firma chce uzyskać 1 proc. udziałów w rynku w dwóch kategoriach: wódka oraz likiery, nalewki i smakowe napoje spirytusowe. Mazurska Manufaktura Alkoholi zapowiada również do końca 2022 roku debiut na New Connect, co umożliwi zyskowne wyjście z inwestycji po maksymalnie 3,5 roku od daty nabycia akcji Spółki.

Jak dotąd pozyskaliśmy niemal 1,7 mln zł, dzięki czemu osiągnęliśmy prawie 40 proc. zakładanego celu, co już na tym etapie jest dla nas sukcesem. Jesteśmy bardzo zadowoleni z pozytywnego odbioru naszej oferty wśród inwestorów, cieszy nas także tak liczna grupa osób, w które nas uwierzyły – mówi Jakub Gromek, główny akcjonariusz i pomysłodawca Mazurskiej Manufaktury Alkoholi. Wśród ponad 760 akcjonariuszy Spółki znalazła się m.in. znana restauratorka Magda Gessler, która nabyła akcje o wartości 400 tys. zł.

Dodatkowe korzyści dla Akcjonariuszy

Na nowych akcjonariuszy Mazurskiej Manufaktury Alkoholi czeka szereg benefitów. Zakup jednej akcji o wartości 29,75 zł upoważnia do udziału w corocznym, walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. Z kolei nabycie pakietu akcji o większej wartości (od 250, 500, 1000, 2000 i 5000 zł) wiąże się z dodatkowymi niespodziankami – m.in. limitowanymi, dedykowanymi alkoholami z oferty Spółki. Osoby, które zainwestują co najmniej 2000 zł, zostaną uhonorowane imienną cegiełką w „hall of fame” stworzonym w historycznym browarze w Szczytnie, gdzie firma ma swoją siedzibę. Z kolei nabywcy akcji o największej wartości (od 12 000 i 25 000 zł) otrzymają m.in. nowości produktowej Mazurskiej Manufaktury Alkoholi oraz zaproszenie na zwiedzanie zakładu połączone z degustacją. Na Inwestorów, którzy zakupią akcje o wartości co najmniej 100 000 zł czeka spersonalizowany, indywidualnie wypracowany pakiet korzyści.

Zbiórka planowana jest do 1 lipca. Więcej informacji na jej temat można znaleźć na: https://mazurskamanufaktura.beesfund.com/

Wyższe cele i zysk nie muszą się wykluczać. 89 proc. kadry zarządzającej uważa, że firmy muszą spojrzeć ponad swoje podstawowe wyniki, aby zwiększyć wydajność

Zdaniem większości liderów biznesu (niemal 9-ciu na 10-ciu), organizacje muszą w większym stopniu skupić się na aspektach szeroko rozumianego tworzenia wartości, wykraczających poza czyste wyniki finansowe – wskazuje projekt Purpose and Profit, w ramach którego powstał raport „Value of Value: Board-level Insights”. Aspekty te obejmują wartość tworzoną dla społeczeństwa i współtworzoną poprzez relacje zewnętrzne.

Raport przygotowany przez Association of International Certified Professional Accountants (Międzynarodowe Stowarzyszenie Dyplomowanych Specjalistów ds. Rachunkowości) we współpracy z Black Sun oraz International Integrated Reporting Council (IIRC) ma na celu przeanalizowanie trendów i wyzwań w pomiarze i zrozumieniu pojęcia, jakim jest tworzenie wartości przez firmy.

Wyniki projektu Purpose and Profit wskazują, że zdaniem liderów biznesu, sukces można osiągnąć jedynie poprzez większe zaangażowanie w kwestie dotyczące interesariuszy i środowiska. Jednakże by to zrobić skutecznie, poza danymi finansowymi potrzebują oni więcej informacji zarządczych i sprawozdawczych, by móc zrozumieć i zinterpretować prawdziwe czynniki, które wpływają na tworzenie wartości.

Potrzebne jest przy tym – ich zdaniem – przyjęcie długofalowej perspektywy. Tymczasem w rzeczywistości tylko 30 proc. kadry kierowniczej korzysta z horyzontu strategicznego planowania przekraczającego trzy lata, mimo że 82 proc. badanych uważa, że uwzględnienie jeszcze dłuższej perspektywy poprawiłoby potencjał tworzenia wartości w ich organizacji.

– Krótkoterminowy kapitalizm musi zmienić się w długoterminowy, zrównoważony wzrost, a przedsiębiorstwa muszą w tym procesie przodować – powiedział Dominic Barton, przewodniczący, IIRC.

Dodatkowe wnioski, jakie płyną z raportu:

  • Tylko 11 proc. ankietowanych kierowników wyższego szczebla uważa, że ​czynniki niefinansowe są szeroko badane i znacząco wpływają na podejmowanie decyzji strategicznych w ich organizacji. Dobrą wiadomością jest to, że prawie połowa z nich opracowuje obecnie narzędzia i techniki, aby lepiej zrozumieć niefinansowe lub szerzej rozumiane czynniki lub włączyć je do procesu podejmowania strategicznych decyzji.
  • Trzy najważniejsze czynniki, które liderzy biznesu uznają za ważne dla sukcesu organizacji, to: spełnienie oczekiwań i potrzeb klientów (97 proc.), inspirowanie i angażowanie pracowników (90 proc.) oraz rentowność i zwrot finansowy dla inwestorów (89 proc.).
  • Popularną koncepcją staje się zintegrowane myślenie (integrated thinking). Potrzebuje ono jednak wsparcia zarządu w celu dalszego rozwoju w organizacjach. Podczas gdy 74 proc. kadry kierowniczej uważa, że ​zintegrowane raportowanie pomoże w promowaniu bardziej spójnego podejścia, tylko 35 proc. czuje, że otrzymuje niezbędne wsparcie na poziomie zarządu potrzebne do wdrożenia go.

– Nic dziwnego, że oprócz spełniania zwiększonych wymogów regulacyjnych, coraz więcej firm stara się poprawić swoją komunikację, aby pokazać przejrzystość. Kluczową korzyścią płynącą z jasnej i przejrzystej komunikacji jest większe zaufanie interesariuszy, a co za tym idzie społeczna licencja do działania – powiedział David Christopherson, CEO, Black Sun.

Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Central and Eastern Europe, Association of International Certified Professional Accountants
Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Central and Eastern Europe, Association of International Certified Professional Accountants

– Wyższe cele i zysk nie muszą się wykluczać i mogą być wzajemnie osiągalne. Nasze badanie ilustruje jak dużą wagę dla liderów biznesu mają aspekty dotyczące wartości wykraczających poza przynoszenie czystego zysku dla akcjonariuszy. Takie zintegrowane myślenie jest konieczne w dzisiejszym środowisku biznesowym – powiedział Jakub Bejnarowicz, dyrektor regionalny na Europę, Association of International Certified Professional Accountants.

– Dowody wskazują, że przejście na raportowanie zintegrowane to nie tylko właściwa rzecz, ale najlepsza rzecz, jaką organizacja może zrobić dla swojej długoterminowej rentowności. 72 proc. kierowników wysokiego szczebla uważa, że ​zmniejszy ono krótkoterminowe myślenie w organizacjach, wspierając podejmowanie decyzji i działania, które koncentrują się na zrównoważonym tworzeniu wartości w krótkim, średnim i długim okresie – powiedział Richard Howitt, CEO, IIRC.

Pełna treść raportu dostępna jest na stronie: https://www.cgma.org/resources/reports/purpose-and-profit-value-of-value.html

Dodatkowe informacje:

Purpose and Profit to projekt koordynowany przez Association of International Certified Professional Accountants, Black Sun Plc i International Integrated Reporting Council (IIRC). Raport „Value of Value: Board-level Insights” powstał na podstawie ankiety przeprowadzonej w marcu 2019 r. wśród niemal 100 członków AICPA i CIMA, zajmujących m.in. stanowiska CEO, CFO i COO. 78 proc. respondentów pełni funkcje finansowe w organizacjach, a 62 proc. pracuje w prywatnych firmach. Ankieta miała na celu zobrazowanie poglądów liderów biznesu, by móc przeanalizować, w jaki sposób informacje o tworzeniu wartości są mierzone i rozumiane. Jest to aktualizacja informacji o obecnym środowisku biznesowym, odwołująca się do wyników wcześniejszych edycji raportów „Value for Value”, by zilustrować zmiany w postrzeganiu tego zagadnienia, jakie nastąpiły z biegiem czasu.

Co ważne, raport zawiera także 10 pytań, które kadra zarządzająca może wykorzystać do oceny aktualnego stanu gotowości własnych organizacji do tworzenia wartości w przyszłości i wskazania obszarów wymagających większej uwagi. Pytania dotyczą zdolności i kompetencji organizacji, środowiska biznesowego, w którym organizacja operuje, mocnych i słabych stronach jej modelu biznesowego, kierunku rozwoju, strategicznych zasobów i relacji kluczowych dla przyszłego sukcesu, systemu motywacyjnego oraz zdolności do myślenia i podejmowania decyzji w zintegrowany sposób.

Półrocze pod znakiem ekspansji. KiK jeszcze w 2019 roku otworzy około 40 sklepów

Chojna, Miechów, Elbląg – to bilans ostatnich otwarć sieci sklepów KiK, a w planach także Ciechanów i Pabianice, które przyjmą klientów jeszcze w czerwcu. To przedsmak tego, co KiK zamierza w drugim półroczu – do grona sklepów KiK dołączy około 40 nowych lokalizacji. Dodatkowo, sieć planuje zmiany w koncepcji wizualnej – każdy z otwieranych sklepów zostanie urządzony w nowej aranżacji.

Tylko w ostatnich tygodniach marka KiK do swojego portfela dołączyła około 2.000 mkw. w postaci 3 nowych sklepów, a na ostatni tydzień czerwca zaplanowano jeszcze dwa kolejne otwarcia. Wtedy to otworzy się też kolejny etap w historii KiK w Polsce – sklep w Ciechanowie (otwarcie zaplanowane na 27.06) będzie pierwszym sklepem prezentującym zupełnie nową koncepcję wizualną. Jej głównym założeniem jest jeszcze lepsze połączenie poszczególnych grup asortymentowych KiK, co ma wpłynąć na customer journey i zwiększyć doświadczenia zakupowe klientów.

Adam Puk, expansion manager sieci sklepów KiK
Adam Puk, expansion manager sieci sklepów KiK

– W ostatnim czasie lista naszych sklepów powiększyła się o 3 sklepy, a dwa otwarcia nastąpią jeszcze w czerwcu. Kolejne miesiące przyniosą intensyfikację działań ekspansyjnych. W planach mamy przekroczenie liczby 300 sklepów do końca 2019 roku, czyli otworzenie około 40 nowych lokalizacji. Każda z nich będzie zgodna z naszymi standardami, co oznacza, że można się spodziewać nowych sklepów KiK w galeriach handlowych, retail parkach, ale i przy głównych ulicach czy deptakach. Będą to miejsca komfortowe i przestronne – średnia powierzchnia naszych sklepów to ok. 650 mkw. Odpowiednia przestrzeń, dogodna lokalizacja i parking to kanon, którym kierujemy się w wyborze nowych lokalizacji i do którego przyzwyczailiśmy naszych klientów. Tym razem jednak będzie na nich czekać pewne novum – nowa koncepcja wizualna sklepów KiK – komentuje Adam Puk, expansion manager sieci sklepów KiK.

Pierwszy sklep KiK w nowej aranżacji zostanie otwarty 27.06 w Ciechanowie, w Galerii Bonus, przy ulicy Harcerskiej 3.

BPO/SSC: rewolucja czy transformacja? Nowy wymiar sektora usług biznesowych w Polsce

Globalne firmy zmuszone do ciągłych zmian i adaptacji oraz do szybko zmieniających się zasad rynkowych, poszukują jakości, którą znajdują w centrach biznesowych w kraju. Przykładem jest Shell Business Operations w Krakowie, gdzie w ostatnich latach znacznie wzrosła liczba pracowników, a także stanowisk menedżerskich o znaczeniu międzynarodowym. To efekt jakości pracy reprezentowany przez wykwalifikowanych specjalistów o różnorodnych talentach, którzy chcą pracować w Polsce i realizować globalne projekty. Czy możemy już mówić o sektorze nowoczesnych usług biznesowych w wersji 3.0?

Przez ostatnie 20 lat, centra usług biznesowych (BPO/SSC) bardzo dynamicznie się rozwijały. Z danych ABSL, Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych, wynika, że aż 85% firm działających w tym sektorze planuje zwiększyć zatrudnienie już w perspektywie najbliższych 12 miesięcy i może przekroczyć 340 tys. miejsc pracy do 2020 roku. To oznacza, że Polska stanie się trzecią spośród najważniejszych lokalizacji dla nowoczesnych usług biznesowych na świecie, po Indiach i Filipinach. Zmiana ilościowa wiąże się też z jakościową. Coraz wyraźniej widać trend związany z poszukiwaniem w Polsce jakości pracy i kadr, tak potrzebnych w modelach biznesowych globalnych graczy. Według ABSL, 79% firm z tego sektora znacznie poszerzyło swój zakres działania w ostatnich 12 miesiącach i aż 87% z nich planuje znaczący rozwój w kolejnym roku, także pod względem otwierania nowych lokalizacji.

Rewolucja 3.0 w sektorze BPO/SSC?

SHELL ENERGY CAMPUS KRAKÓW fot Przemysław KucińskiCentrum operacji biznesowych Shell w Krakowie, czyli Shell Business Operations (SBO) powstało w 2006 roku i jest jednym z pięciu tego typu ośrodków koncernu na świecie. Krakowski zespół tworzy obecnie ponad 3,8 tys. specjalistów w zakresie m.in. finansów, prawa, zasobów ludzkich, zarządzania projektami, księgowości, komunikacji czy logistyki. Pod względem liczby pracowników krakowskie centrum usług biznesowych Shell rozwija się bardzo dynamicznie: już w tej chwili zrównało się z podobnym ośrodkiem Shell w Manili i jest drugim co do wielkości po największym z nich, w Bangalore, stając się jednocześnie jednym z największych pracodawców w Małopolsce.

– Wkroczyliśmy w nowy etap działalności, znacznie wychodzący poza klasyczne role w sektorze nowoczesnych usług biznesowych – mówi Agnieszka Pocztowska, Dyrektor Generalna Shell Business Operations w Krakowie. – Przez ostatnie lata rośliśmy bardzo dynamicznie, na poziomie prawie tysiąca nowych pracowników każdego roku. Jednak to, co jest kluczowe, to zmiany jakościowe. Widzimy wyraźny trend związany ze zmianą roli, jaką pełni SBO w Krakowie dla Shell globalnie. To efekt dostępności do odpowiednich kadr, specjalistów o różnorodnych talentach, którzy chcą pracować w Krakowie i rozwijać się razem z firmą przez kolejne lata. Eksperci podkreślają, że kilkanaście lat temu globalne firmy szukały w Polsce optymalizacji kosztów zatrudnienia. Dzisiaj możemy śmiało powiedzieć, że inwestują w wysokiej klasy specjalistów, którzy dostarczają bardzo dużą wartość dodaną do organizacji.To wymaga od nas ciągłej pracy, ale jest to wysiłek, dający widoczne rezultaty – podkreśla.

Zachodzące zmiany w sektorze usług biznesowych są dobrze widoczne na przykładzie ewolucji  zakresu i poziomu stanowisk w tej branży.

Takie przykłady można znaleźć w SBO Kraków już teraz.  Chociażby w dziale prawnym, gdzie firma zatrudnia prawników i radców prawnych świadczących usługi dla Shell globalnie. Ponadto rozszerza się zapotrzebowanie  na stanowiska komercyjne (nie procesowe) jak np. role z obszarów marketingowych. Przykładem takich ról może być osoba odpowiedzialna za kampanie marketingowe w obszarze olejów czy smarów; lub osoba w dziale lotniczym, która zarządza portfolio klientów biznesowych. Prowadzone są także rekrutacje na stanowiska związane z kształtowaniem cen i polityki cenowej dla poszczególnych linii biznesowych.

Również w obszarze finansowym zachodzą istotne zmiany. Shell w Krakowie zatrudniło w ostatnim czasie finansistów specjalizujących się w zagadnieniach związanych z zarządzania kapitałem w projektach inwestycyjnych, trwających kilka lat. Osoby te nie zajmują się obsługą operacji czy procesów, jak w typowym modelu sektora usług, a pełnią rolę doradczą przy projektach o wartości kilkudziesięciu milionów dolarów. Zadaniem osoby na tym stanowisku jest zaproponowane najbardziej efektywnego modelu finansowego i doradztwo w zakresie optymalnych zabezpieczeń lewarujących zmiany kursów walut.

Bardzo istotne zmiany widać w obszarze komunikacji. To właśnie w Shell w Krakowie powstał dział External Relations, który tworzy grupa ekspertów w dziedzinie zarządzania i realizacji strategii komunikacyjnej w globalnych strukturach Shell. Komunikacja przygotowywana jest  m.in. dla działów wydobycia, nowych energii, dystrybucji, gazu ziemnego.

Praca w BPO/SSC jako laboratorium wiedzy?

Sukces Shell Business Operations w Krakowie i nowa jakość nie byłaby możliwa bez odpowiednich pracowników oraz kultury organizacyjnej wspierającej różnorodność, międzynarodowy charakter pracy, rozwój zawodowy, a także tworzenie przyjaznej atmosfery pracy, dającej możliwość realizacji potrzeb społecznych.

– Różnorodność w przypadku Shell wiąże się z szeregiem działań w ramach naszych programów Diversity&Inclusion, ukierunkowanymi m.in. na wsparcie kobiet w technologiach czy równe prawa społeczności LGBT+ w miejscu pracy, o czym dyskutowaliśmy chociażby podczas ostatniej konferencji ABSL – mówi Agnieszka Pocztowska. – W tym wątku zawarte jest także zapewnienie różnorodnych możliwości rozwoju poprzez szeroki dostęp do wiedzy czy międzynarodową mobilność. Miejsce pracy staje się swoistym „laboratorium wiedzy”, gdzie pracownik działu HR może odnaleźć się w logistyce, dzięki umiejętnościom miękkim, a osoba z logistyki – w finansach, ze względu na talent logicznego zarządzania procesami – dodaje.

Przykładem takiego współdziałania Shell w Krakowie jest aktywne uczestnictwo w tzw. „networkach profesjonalistów”, czyli społecznościach ekspertów specjalizujących się w określonej dziedzinie. Dzięki współpracy z takimi organizacjami jak The Chartered Institute of Management Accountants (CIMA ) czy The Chartered Institute of Procurement & Supply (CIPS), zgodnie z modelami stosowanymi w dynamicznie zmieniających się obszarach biznesowych, pracownicy wymieniają  się wiedzą z innymi ekspertami pod względem najlepszych praktyk np. w dziale finansów czy zakupów. W ten sposób wzmacnia się kompetencje poszczególnych organizacji, co ma przełożenie na rozwój całego regionu i kraju.

Shell w Krakowie czerpie znaczne korzyści z potencjału dużej organizacji. Dla wielu pracowników praca w SBO w Krakowie to unikatowa możliwość rozwijania umiejętności na wielu płaszczyznach poprzez możliwość uczestniczenia w wielu projektach o różnych charakterze. Model ten jest zbliżony do wniosków z badania „Workforce 2020” przeprowadzonego przez Oxford Economics, w którym aż 83% menedżerów stwierdziło, że planuje budować zespoły z osób, będących tylko w części ich bezpośrednimi pracownikami. Dodatkowo, członkowie zespołu Shell kształcą się na zasadzie „on-the-job learning” – oznacza to, że blisko 70% procesu nabywania nowych umiejętności odbywa się podczas pracy, 20% poprzez interakcje – uczestnictwo w programach mentoringowych, społecznościach w miejscu pracy czy otrzymywanie informacji zwrotnych na temat pracy, a tylko 10% to tradycyjne szkolenia, kursy czy korzystanie z ustrukturyzowanych źródeł wiedzy.

– Sektor nowoczesnych usług biznesowych przechodzi transformację w kierunku nowej jakości – mówi Agnieszka Pocztowska. – Mamy tę szczególną okazję, aby wykorzystać sprzyjające warunki ekonomiczne, społeczne i demograficzne i nadal rozwijać w Polsce wsparcie dla globalnego biznesu. Przykład Shell w Krakowie pokazuje, że możemy osiągnąć bardzo wiele, dzięki sprawnemu wykorzystaniu potencjału tej chwili – podsumowuje.

Z dnia na dzień ciekawiej. Co nas czeka?

Handel powoli budzi się z weekendowego snu. Na rynkach nie widać jeszcze większych ruchów, jednak z upływem tygodnia za sprawą odczytów makroekonomicznych powinno być coraz bardziej interesująco.

Złotówka w poniedziałek

Początek tygodnia nie przynosi zaskoczenia w notowaniach naszej waluty. Złotówka kontynuuje ruchy z końca poprzedniego tygodnia i nieznacznie umacnia się w stosunku do głównych walut. Z samego rana za dolara amerykańskiego zapłacimy 3,74 zł. Frank szwajcarski wyceniany jest na 3,82 zł. Z kolei cena wspólnej europejskiej waluty wynosi 4,25 zł, a funta brytyjskiego 4,75 zł. Przed południem możemy spodziewać się nieznacznych zmian w wycenie złotówki. O godzinie 10:00 Główny Urząd Statystyczny opublikował bowiem dynamikę produkcji budowlano-montażowej oraz wyniki sprzedaży detalicznej za maj.

Rynki obserwują ruchy banków centralnych

W poniedziałek, poza odczytami z polskiej gospodarki, z istotniejszych danych przewidziana jest publikacja niemieckiego instytutu Ifo. Dlatego też w pierwszej części tygodnia handel prawdopodobnie będzie przebiegał pod dyktando zeszłotygodniowych informacji banków centralnych. Dla przypomnienia, Mario Draghi zadeklarował, że Europejski bank Centralny gotowy jest powrócić do programu skupu aktywów, bądź też dokona zmiany poziomu stóp procentowych. Również po ostatnim spotkaniu członków amerykańskiej Rezerwy Federalnej możemy stwierdzić, że są oni gotowi do podjęcia odpowiednich kroków, czyli obniżki stóp, której już od pewnego czasu spodziewają się rynki.

Co nas czeka?

W kolejnych dniach inwestorzy nie będą mogli narzekać na nudę. Ekscytująco powinno zrobić się od środy. Właśnie wtedy zaczną napływać ważniejsze informacje ze Stanów Zjednoczonych. Poznamy m.in. dynamikę zamówień na dobra, dynamikę PKB czy raport dotyczący wydatków Amerykanów. Z kolei w Europie poznamy niektóre odczyty inflacyjne i nastroje w gospodarce.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

8 startupów z obszaru MarTech w II edycji akceleracji [m]spark

14 czerwca zakończył się pierwszy etap II edycji programu akceleracyjnego [m]spark, realizowanego we współpracy z GroupM. Po raz kolejny zostały wyłonione startupy rozwijające innowacyjne narzędzia z zakresu marketingu i nowych technologii, których rozwiązania mogą powiększyć ofertę największych agencji mediowych w Polsce. W tej edycji o szansę na współpracę i wsparcie stara się 8 projektów.

Pierwsza odsłona programu akceleracyjnego [m]spark spotkała się z pozytywnym odbiorem zarówno wśród zgłaszających się startupów, jak i klientów GroupM. Spośród 16 innowacyjnych projektów, zakwalifikowanych do I edycji akceleracji, wyłoniono 3 zwycięzców, którzy otrzymali nagrody pieniężne. Finalnie, startupy PushAd, Web2metrics, SaveCart oraz Chatbooster nawiązały współpracę z klientami GroupM, w tym m.in. z markami Biedronka, Ford i mBank.

Kolejna edycja akceleracji również wzbudziła zainteresowanie środowiska startupowego. W trakcie majowego Pitch Day, poprzedzającego start programu, spośród 20 projektów wyłoniono 8.

W ramach akceleracji [m]spark odbyły się 4 spotkania, na których swoją wiedzą i doświadczeniem z uczestnikami dzielili się eksperci z wieloletnim doświadczeniem z zakresu digital marketingu oraz rozwoju biznesu. Startupy przeszły cykl spotkań, które miały formę zarówno warsztatów, jak i prelekcji prowadzonych przez ekspertów GroupM, mentorów z funduszu KnowledgeHub oraz trenerów z firmy szkoleniowej. Uczestnicy zyskali dużą dawkę wiedzy na temat tego, jak na dzisiejszym, szybko zmieniającym się rynku rozwijać biznes oraz co zrobić, aby skutecznie wdrożyć i sprzedać swój produkt u znaczących na rynku klientów.

Dla GroupM projekt [m]spark jest niezwykle istotny. Dzięki niemu możemy trzymać rękę na pulsie i wychwytywać nowości z rynku, a następnie prezentować je jak najszybciej naszym klientom – wyjaśnia Michał Bielecki, Project Manager, plista, GroupM.

Obszary, które zwróciły naszą szczególną uwagę w drugiej edycji programu, to te budujące customer engagement. Równie interesujący jest również gaming czy call tracking – otwierający nowy obszar w wykazywaniu efektywności domów mediowych – mówi Tomasz Szulkowski, COO [m]spark.

Uczestnicy nadal mogą liczyć także na indywidualne konsultacje z mentorami i weryfikację ich modeli biznesowych. W tej edycji programu udało się zaangażować silne grono ekspertów, w tym m.in. Izabelę Albrychiewicz – CEO GroupM, Tomasza Kuisza – Dyrektora Zarządzającego [m]platform Polska, Agnieszkę Parfienowicz – Partner Digital, Mindshare czy Tomasza Piątkowskiego – Partnera w KnowledgeHub.

Zdecydowałem się na udział w programie, aby poznać bliżej zasady działania dużej agencji mediowej takiej jak GroupM. Zależy mi też na możliwości współpracy z dużymi klientami wyjaśnia swój udział w akceleracji Wojciech Grześkowiak z Trustisto.

Pies i kot w firmie? Opinie pracowników o zwierzętach w pracy

Pies i kot w firmie? Otwartość pracodawcy na zwierzęta w miejscu pracy potrafi zarówno przyciągać kandydatów, jak i ich odstraszać. Według badań Pracuj.pl, 56% pracowników dopuszcza obecność pupili w firmie, a co trzeci uznałby ją za dodatkową motywację do udziału w rekrutacji. Entuzjazm wykazują szczególnie młodsi pracownicy. W pierwszym materiale serii Pracuj.pl „Zawodowy styl życia” sprawdzamy, czy zwierzęta w pracy to pomysł dla każdego.

Zawodowy styl życia: start

Przychodząc do pracy, przynosimy ze sobą przyzwyczajenia i postawy z życia prywatnego. Szukamy miejsc zatrudnienia, które są bliskie naszemu sposobowi funkcjonowania. Czy wiemy jednak właściwie, jakie style pracy i życia w zespole najczęściej odpowiadają Polakom? Chcąc temu się przyjrzeć, zespół Pracuj.pl przygotował raport „Zawodowy styl życia”. Zapytaliśmy pracowników w Polsce o kilkanaście zagadnień, związanych z codziennym życiem i stylami funkcjonowania w pracy. Zbadaliśmy także ponad 50 postaw badanych.

W najbliższych miesiącach będziemy prezentować kolejne wyniki raportu. Opowiemy o tym, jak pracownicy postrzegają m.in. nowoczesne biura (hot-desking, open space), zasady pracy (praca zdalna, dress code), kulturę firmową (zwierzęta w firmie, CSR, wspólne obiady) czy relacje międzyludzkie (przyjaźnie i związki w firmie). Na koniec zaprezentujemy cały raport i przedstawimy rekomendacje ekspertów, dotyczące stylu życia w pracy w Polsce.

Otwartość na zwierzęta w pracy

Według badań Pracuj.pl, pracownicy są podzieleni w ocenie obecności zwierząt w miejscach pracy. 38% z respondentów podchodzi do tematu z entuzjazmem, jednak z niechęcią – tylko nieco mniej, bo 36%. Co czwarty pracownik zachowuje w tym temacie neutralną postawę. Jednocześnie, myśląc o idealnym miejscu pracy, w ponad połowie przypadków badani widzą firmę, w której istnieje możliwość przyprowadzania pupili do miejsca zatrudnienia.Pracuj.pl_Zwierzęta w pracy_3

Stosunek do obecności zwierząt w miejscach pracy dobrze pokazuje zmiany, które zachodzą obecnie w świecie zawodowym. Niegdyś przyprowadzanie pupili do firm mogło uchodzić za ekstrawagancję. Dziś rośnie liczba miejsc, w których otwartość na zwierzęta jest ważną częścią kultury firmowej. Jednocześnie jednak to zjawisko wciąż dzieli pracowników. 56% wszystkich badanych dopuszcza jakąś formę obecności zwierzaków w pracy, a 44% zupełnie ją odrzuca. Motorami zmiany mogą być najmłodsi pracownicy. W grupie 18-24 widać największą otwartość na obecność zwierząt w biurach. Dużym wyzwaniem dla pracodawców jest więc pogodzenie interesów różnych grup osób w tak wrażliwych tematach. Zwłaszcza w kontekście współpracy osób reprezentujących różne generacje pracowników – komentuje Konstancja Zyzik, Manager ds. Pozyskiwania Talentów i Rozwoju Umiejętności w Grupie Pracuj.

Badania potwierdzają, że otwartość na pupili w firmie może równie często przyciągać, jak i zniechęcać kandydatów do pracy w danym miejscu. 34% badanych twierdzi, że ich chęć rekrutacji do danej firmy zmalałaby, gdyby się dowiedzieli obecności zwierząt tym w miejscu pracy. 33% – byłoby silniej zmotywowanych do starań o pracę.

Pupil w pracy? Młodzi na „tak”

Aż 52% z badanych pracowników w wieku 18-24 lat jednoznacznie pozytywnie ocenia ideę obecności zwierząt w pracy, a tylko co czwarty jest jej zupełnie przeciwny. Jednocześnie większość z badanych w tej grupie podchodzi do kwestii realistycznie – 53% z osób w wieku 18-24 dopuszcza obecność zwierząt w wybrane dni lub przy specjalnych okazjach, a tylko 25% – bez ograniczeń.

Co ważne, tylko 8% z badanych osób w wieku 18-24 lat byłoby mniej chętnych do podjęcia pracy w danej firmie jeśli dowiedzieliby się, że „wpuszcza” ona zwierzęta do biura.zwierzęta w pracy

Firmy otwarte na zwierzęta

Z jakimi firmami kojarzymy najczęściej możliwość przyprowadzania zwierząt do pracy? Według badanych zdecydowanie częściej są to pracodawcy prywatni, niż państwowi. To marki działające w specyficznych branżach, których sposób działania zwiększa możliwości wspólnej obecności ze zwierzętami. Badani kojarzą również obecność zwierząt w biurze z niedawno powstałymi firmami, zazwyczaj pochodzącymi z zagranicy.

Pracuj.pl_Zwierzęta w pracy_1Te przekonania potwierdza, a jednocześnie im zaprzecza przypadek firmy Brand24, do której należy jedno z najbardziej popularnych narzędzi monitoringu sieci. Firma działa na styku branż IT i digital, charakteryzujących się własną wyraźną specyfiką. Jednocześnie jednak powstała i jest rozwijana w Polsce, trudno nazwać ją także rynkową debiutantką – istnieje od 2011 roku. Emilia Harabień, Team Leader w Brand24, decydując się na przygarnięcie golden retrievera Chandlera od razu zakładała chęć przyprowadzania go do pracy.

Zależało mi na możliwości przyprowadzania go do biura zwłaszcza na samym początku, gdy buduje się najbliższą więź ze zwierzakiem. Dlatego przed kupnem psa skonsultowałam swoją decyzję z zarządem i współpracownikami. Powodzenie ze zwierzakiem w biurze zależy w dużym stopniu od zespołu i charakteru firmy. Istotna jest też konsekwencja i przeszkolenie. Pierwsze dni z Chandlerem w biurze nie należały do najbardziej produktywnych. Z każdą wizytą coraz lepiej dostosowywał się do biurowych zwyczajów. Gdy firma się rozrosła, zaczęłam przyprowadzać go jednak rzadziej. Obecność 40 osób w jednym miejscu jest bardzo silnym bodźcem dla zwierzaka. Mimo to świadomość, że mam możliwość go przyprowadzić w każdej chwili do pracy, daje mi duży spokój. Najczęściej robię to w spokojniejsze dni, np. w okresie urlopowym, gdy bodźców w środowisku pracy jest najmniej – mówi Emilia Harabień, Team Leader w Brand24.

Na inny pomysł godzenia otwartości z komfortem osób mniej przyjaznych zwierzętom wpadło Nestle, które w ramach projektu Pets at Work (PAW) otworzyło swoje biuro na… psich pracowników. Każde ze zwierząt, które otrzymują „paszport” uprawniający do wejścia do wybranych siedzib firmy, musi jednak przejść proces autoryzacji. To trzymiesięczny okres próbny, w trakcie którego zwierzę uczestniczy m.in. w ćwiczeniach z behawiorystą czy badaniach u weterynarza. W samej brytyjskiej siedzibie firmy w Gatwick takich zwierząt jest obecnie ponad 100. Akcja wprowadzona została np. w warszawskim biurze Nestle Purina.

Zalety i wady zwierząt w pracy

Różnorodność postaw wobec zwierząt w pracy dobrze widać na przykładzie zalet i wad tego rozwiązania. Zapytani o ocenę obecności pupili w firmach, respondenci Pracuj.pl niemal tak samo często dostrzegają w niej okazję do wprowadzenia bardziej miłej atmosfery i redukcji stresu w zespole, jak i pole do potencjalnych konfliktów czy wprowadzenia dyskomfortu dla części zatrudnionych. Stąd tak ważne jest, by – jeśli firma decyduje się na „zaproszenie” zwierząt do biura – pracownicy mieli świadomość, że każdy pupil będzie wymagał innego przygotowania do obecności w nowym środowisku. Powinno zostać także jasno określone, o jakie zwierzęta chodzi – najczęściej mowa jest oczywiście o psach.Pracuj.pl_Zwierzęta w pracy_2

Warto zastanowić się, jaki charakter ma nasz pies. Pamiętajmy, nic na siłę – nie każdy zwierzak będzie dobrze czuć się w przestrzeni naszego biura. Czy dla samego psa to będzie komfortowa sytuacja i dzień bez niepotrzebnego stresu? A jeśli tak to czy należy do odważnych czworonogów, które zaczepiają wszystkich dookoła, co może być uciążliwe dla współpracowników? Czy jest strachliwy i będzie obawiał się obcych osób? W pierwszej sytuacji trzeba będzie wyciszyć emocje i nauczyć go kontrolowanych zachowań, w drugiej – zadbać o spokojniejszą przestrzeń i zachowanie odpowiednich zasad bezpieczeństwa – komentuje behawiorysta Piotr Wojtków, specjalista marki John Dog.

Jak dodaje ekspert, ważną rolę w całym procesie pełni także rozmowa ze współpracownikami, zarówno tymi uwielbiającymi czworonogi, jak i dla nich niechętnymi, W przypadku obu mogą występować problematyczne sytuacje, jeśli nie znają zwyczajów zwierzaka. Zwraca jednak uwagę, że obecność zwierząt w pracy coraz częściej pozytywnie wpływa na zespoły.

Obecność psa w biurze przynosi korzyści, które stopniowo odkrywamy. Spokojna głowa, która wpływa na produktywność właściciela, chwila przerwy na spacer i zresetowanie umysłu, więcej ruchu, czy też poczucie harmonii, czyli tzw. life-work balance, to tylko niektóre z nich. Firmy testują takie możliwości, a z każdym takim przypadkiem wiemy coraz więcej o tym, jak aranżować miejsca pracy, by pogodzić obecność zwierzaków z różnorodnymi postawami pracowników – mówi Piotr Wojtków.

Jakie wnioski z badań Pracuj.pl powinni wyciągnąć pracodawcy? Jak podkreślają eksperci, możliwość przyprowadzania zwierząt do pracy jest jednym z bardziej „wrażliwych” spośród dostępnych na rynku benefitów i trzeba go wprowadzać ostrożnie.
Podobnie, jak wiele innych zmian w świecie HR, zwyczaj ten zdecydowanie szybciej zaczął się przyjmować w dwóch zupełnie różnych typach firm: młodych markach IT czy startupach rywalizujących o specyficzną grupę pracowników oraz międzynarodowych organizacjach, przenoszących do Polski zwyczaje już sprawdzone na Zachodzie. Jednak i w nich obecność zwierząt zazwyczaj związana jest z ograniczeniami lub jest efektem ogólnego konsensusu. Dlatego firmy rozważające wprowadzenie zwyczaju przyprowadzania pupili do pracy powinny realizować te projekty w porozumieniu z zespołem, w systematyczny i przemyślany sposób – podsumowuje Konstancja Zyzik.

Liczba Ukraińców szukających ofert pracy w Polsce przez Internet wzrosła trzykrotnie

Kijów, Dniepr, Charków, Lwów, Zaporoże to pierwsza piątka ukraińskich miast, z których pochodzi najwięcej osób zainteresowanych pracą w Polsce wynika z badania Grupy Progres „Jeden telefon i masz pracę”. Ukraińcy nie rezygnują z przyjazdów do naszego kraju, a zatrudnienia poszukują w Internecie, którego są aktywnymi użytkownikami. Według raportu „Digital in 2019” aż 40,91 mln Ukraińców korzysta z sieci, co stanowi 93 proc. ludności kraju.

Polscy pracodawcy stanęli przed nowym wyzwaniem, jeśli chcą zatrudniać Ukraińców muszą bardzo aktywnie komunikować się z nimi w sieci. Nasi wschodni sąsiedzi tam bowiem szukają pracy. Liczba użytkowników Internetu na Ukrainie rośnie lawinowo – od 2018 r. zwiększyła się ona o 15 mln i obecnie wynosi niemal 41 mln.* Z najnowszej edycji badania Grupy Progres „Jeden telefon i masz pracę” wynika, że liczba Ukraińców szukających pracy w Polsce online (w I kw. 2019 r.) wzrosła trzykrotnie (w porównaniu z I kw. 2018 r).

Internetowe piki rekrutacyjne

Ukraińców szukających pracy w sieci jest coraz więcej. Występują jednak piki rekrutacyjne, które z pewnością wpływają także na ich aktywność w wirtualnym świecie. Pod koniec 2018 r. aż 83 proc. Ukraińców chciało przyjechać do Polski na krótki czas, jednak nie deklarowali, że zostaną u nas po Nowym Roku i szukając pracy brali pod uwagę oferty niemieckich firm.

– Sytuacja zmieniła się w styczniu, gdy poznaliśmy warunki, które niemiecki rząd postawił przed chętnymi do przyjazdu emigrantami zarobkowymi. Wtedy też wśród Ukraińców zaobserwowaliśmy wzrost zainteresowania pracą w Polsce. Spadek nastąpił w kwietniu, kiedy Ukraińcy wyjechali na święta. Obecnie znowu jesteśmy w fazie wzrostu rekrutacyjnego tej narodowości i pierwszy kontakt odbywa się często właśnie w sieci – mówi Justyna Lach, Dyrektor ds. Rozwoju Projektów Międzynarodowych w Grupie Progres.

Kijów szuka pracy w Polsce

W grupie ukraińskich miast, których mieszkańcy najczęściej myślą o przyjeździe do Polski w celach zarobkowych dominuje Kijów (63 proc. osób szukających pracy w sieci). Kolejne miejsca zajmują Dniepr (14 proc.), Charków (10 proc), Lwów (8 proc.) i Zaporoże (5 proc.).

Ukraińscy internauci najczęściej szukają pracy w dużych miastach – Warszawa, Wrocław, Kraków, Poznań, Gdańsk i Lublin. W stolicy zdominowali rynek pracy tymczasowej. Popularność województwa mazowieckiego wciąż rośnie co potwierdzają m.in. analizy Głównego Urzędu Statystycznego – liczba wydanych zezwoleń na pracę zwiększała się z prawie 23 tysięcy w 2011 r. do niemal 80 tysięcy w 2018 r.

– Mazowsze było jednym z pierwszych regionów, w którym do pracy tymczasowej zatrudniano obcokrajowców. Większość zezwoleń, które zostały przyznane w ubiegłym roku dotyczyła obywateli Ukrainy, o wiele mniej było Nepalczyków oraz Białorusinów, jednak już niebawem ta sytuacja może się zmienić. Prognozowany napływ pracowników z Azji jest najlepszym powodem do tego, by już teraz myśleć o zaplanowaniu aktywnej, wielojęzykowej komunikacji z potencjalnymi pracownikami właśnie w Internecie – zaznacza Łukasz Żuber, Kierownik Makroregionu w Grupie Progres.

W informacji wykorzystano dane z kampanii „Jeden telefon i masz pracę” analizujące 20 150 Ukraińskich internautów.

*„Digital in 2019” We Are Social

Spadła liczba osób podlegających dobrowolnie ubezpieczeniu emerytalnemu i rentowemu

Według danych ZUS-u, w ciągu roku spadła liczba osób podlegających dobrowolnie ubezpieczeniu emerytalnemu czy rentowemu. Jednocześnie nieznacznie powiększyła się grupa, która wybrała świadczenie zdrowotne. Zdaniem ekspertów, główną przyczyną takiego stanu rzeczy może być fakt, że część rodaków zwyczajnie nie wierzy w system. Woli gromadzić środki na przyszłą emeryturę np. w banku, bo to w przyszłości ma dać lepszy efekt. Jednocześnie specjaliści zauważają, że nie każdy Polak jest w stanie ponosić tak duże koszty związane z tego typu aktywnością.

Na koniec grudnia 2018 roku 6,6 tys. osób podlegało dobrowolnie ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowemu. 12 miesięcy wcześniej grupa ta liczyła 7,5 tys. Maria Kuźniar z biura prasowego ZUS-u zaznacza, że wówczas, a także w listopadzie, było najmniej dobrowolnie ubezpieczonych w ciągu całego 2017 roku. Najwięcej, tj. 7,9 tys., doliczono się ich w lutym i marcu. Z kolei w 2018 roku minimalna liczebność tej grupy wyniosła 6,6 tysięcy (listopad i grudzień), a maksymalna – 7,4 tys. (styczeń i luty).

Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu PKPP Lewiatan
Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu PKPP Lewiatan
– W Polsce jest 16,5 miliona pracujących. Zatem te 6-7 tysięcy osób można nazwać marginesem. Gdyby ta grupa była liczniejsza, to moglibyśmy dostrzec pewne reguły. W tym przypadku mamy do czynienia z indywidualnymi wyborami. Jeżeli ktoś nie ma obowiązku ubezpieczenia się, to zazwyczaj tego nie robi – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Nikłe zainteresowanie tymi rozwiązaniami wynika z dwóch powodów, co podkreśla ekonomista Marek Zuber. Pierwszy to brak wiary w system. Potencjalni płatnicy uważają, że w przyszłości nie odzyskają pieniędzy w wysokości, która ich satysfakcjonuje. Wolą więc odkładać środki np. w banku, a za 30-40 lat efekt będzie zdecydowanie lepszy. Drugą istotną kwestią jest wysokość składek. Nie każdego stać, aby przeznaczać na ten cel ok. 900 zł miesięcznie. Dotyczy to zarówno zarabiających legalnie, jak i w szarej strefie.

– Przyczyn niskiego udziału w dobrowolnym ubezpieczeniu społecznym należy upatrywać w powszechności zasad obowiązkowego ubezpieczenia społecznego. Ze względu na mnogość tytułów do tego typu ubezpieczeń, w sposób dobrowolny podlegają głównie osoby, które nie mają innej opcji – stwierdza dr Antoni Kolek, prezes Instytutu Emerytalnego.

Z danych ZUS wynika, że w grudniu ub. roku przypis składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe wyniósł 3,723 mln zł, a 12 miesięcy wcześniej – 3,713 mln zł. W ciągu całego 2018 roku wartości te zmieściły się w przedziale od 3,674 mln zł (październik) do 4,178 mln zł (styczeń). Z kolei w 2017 roku były to wielkości właśnie od 3,713 mln zł (grudzień) do 4,452 mln zł (luty). Wówczas łącznie dały 49,916 mln zł, czyli więcej niż rok później, kiedy wyniosły 46,214 mln zł.

Marek Zuber, ekonomista
Marek Zuber, ekonomista
– Te środki nie mają kompletnie żadnego znaczenia dla funkcjonowania systemu. Dziura w FUS w zeszłym roku wyniosła 54 miliardy zł, a nie miliony. Oczywiście, gdyby wszyscy ci płacili, którzy powinni to robić, czyli również pracujący w szarej strefie, to wówczas mówilibyśmy już o poważnych pieniądzach. Samych osób, które mają legalne umowy, ale bez odprowadzanych składek, jest ponad milion. W ten sposób ZUS miałby dodatkowe miliardy złotych, ale to już inna kwestia – analizuje Marek Zuber.

Na koniec grudnia ub.r. 18,7 tys. osób podlegało dobrowolnie ubezpieczeniu zdrowotnemu. Jak informuje Maria Kuźniar, w ciągu dwunastu miesięcy nastąpił więc nieznaczny wzrost, z 18,4 tys. W całym 2017 roku grupa ta liczyła od 17,7 tys. (październik) do 18,7 tys. (kwiecień). W kolejnym roku również były to wartości od 17,7 tys. (wrzesień i październik) do 18,7 tys. (grudzień).

– Większa popularność dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych wynika z możliwości otrzymania świadczeń krótkoterminowych. Jednak dane te nie są kompletne. Prawo do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego mają także osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą. Korzysta z niego 1,2 mln z 1,5 mln osób – mówi prezes zarządu Instytutu Emerytalnego.

Z kolei osoba, która nie pracuje, może zarejestrować się w urzędzie pracy i tym samym zyskać prawo do ubezpieczenia zdrowotnego. Jeremi Mordasewicz zaznacza, że nie każdy, chociażby ze względów ambicjonalnych, chce iść do tzw. pośredniaka. Alternatywą jest więc dobrowolne opłacanie składki ubezpieczeniowej.

– To jest inne podejście niż do dobrowolnego ubezpieczenia społecznego. Ludzie widzą sens ponoszenia kosztów, żeby być ubezpieczonym w przypadku jakiejś procedury medycznej. Ale są też osoby, które to ewidentnie obchodzą. Wykonują u kogoś z rodziny czy znajomego drobne prace, często nawet fikcyjne – wyjaśnia Marek Zuber.

ZUS informuje, że w grudniu ub. roku przypis składek na ubezpieczenie zdrowotne wyniósł 5,406 mln zł, a 12 miesięcy wcześniej – 4,880 mln zł. Natomiast za cały 2018 r. mówimy o 61,537 mln zł, przy wartościach od 4,756 mln zł (czerwiec) do 5,468 mln zł (styczeń). Z kolei na 58,499 mln zł za 2017 rok złożyły się kwoty od 4,540 mln zł (listopad) do 5,227 mln zł (wrzesień). Jak zaznacza dr Kolek, w br. wydatki NFZ-u mają wynieść 100 mld zł. Zatem wpływy w wysokości 4-5 mln zł należy uznać za mało istotne dla całego systemu.

– Współpłacenie, którego poza polityką lekową w Polsce w zasadzie nie ma, przyniosłoby istotne środki do systemu. Jednocześnie spełniałoby taką funkcję zapobiegania nadkonsumpcji usług zdrowotnych. To jednak wymaga śmiałych decyzji politycznych. Ponadto jest jednym z warunków powszechności dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Drugi to określona pula świadczeń gwarantowanych i niegwarantowanych, a także koszyk jakości obsługi hotelowej w szpitalu – podkreśla prof. Krzysztof Krajewski-Siuda, ekspert Instytutu Sobieskiego w dziedzinie ochrony zdrowia.

Jak prognozuje Marek Zuber, liczba osób dobrowolnie opłacających składki będzie utrzymywać się mniej więcej na podobnym poziomie. Jednak nie jest wykluczone powiększenie się tej grupy, ponieważ Polacy mają coraz więcej pieniędzy. Ekspert zaznacza, że wybieraniu ubezpieczeń społecznych nie sprzyjają kolejne zmiany w systemie, w tym zapowiedziana likwidacja OFE. Ponadto, wszelkie analizy z ostatnich lat wskazują, że realne emerytury będą o połowę niższe od obecnych.

– Są plany dalszego uszczelniania systemu ubezpieczeń społecznych i obowiązkowego objęcia ubezpieczeniami następnych grup, np. kolejne umowy zlecenia czy umowy o dzieło. Można stwierdzić, że liczba dobrowolnie ubezpieczonych będzie spadać. Z kolei Rzecznik MŚP proponuje, aby osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą miały prawo wybrać, czy chcą podlegać ubezpieczeniom. Jeśli skorzystałby z dobrowolności, wówczas nie będą odprowadzać składek, a tym samym nie będą mieć prawa do świadczeń – podsumowuje prezes Instytutu Emerytalnego.

Słaby dolar

Start tygodnia w bloku G-10 to nadal słaby dolar amerykański. Najskrupulatniej wykorzystuje to dolar australijski. Wypowiedzi władz monetarnych wskazujące na ograniczone pole do luzowania i jego spadającą efektywność pozwalają na piąty kolejny dzień wzrostów AUD/USD. Odnośnie do trwałości tego ruchu pozostajemy jednak bardzo sceptycznie nastawieni ze względu przede wszystkim na nierozstrzygniętą kwestię wojen handlowych.

Bardzo silna jest też lira turecka a to z kolei wynik powtórki wyborów samorządowych w Stambule. Kandydat opozycji ponownie zwyciężył, a tym razem margines porażki obozu władzy nie pozostawia za wiele pola do kontestacji demokratycznych rozstrzygnięć. Lira zyskuje dziś około 1,7 proc., ale czerwcowe minima USD/TRY nie są jeszcze przebijane. Do kontynuacji umocnienia po tym rajdzie ulgi należy podchodzić z rezerwą, przede wszystkim ze względu na słabość makroekonomiczną i gigantyczną skalę nierównowag, ale również nieprzewidywalność Erdogana.

Rynkowy sentyment poprawił się w ubiegłym tygodniu wraz z przekonaniem o proaktywnym luzowaniu polityki czołowych banków centralnych. Jednak trwałość apetytu na ryzyko będzie uzależniona od szans na wygaszenie ryzyk związanych z relacjami handlowymi USA-Chiny. Spotkanie prezydentów Trumpa i Xi podczas szczytu G20 pod koniec tego tygodnia może być punktem zwrotnym dla rynków. W danych inwestorzy będą szukać oznak szkód z tytułu niepewności odnośnie do perspektyw ożywienia.

Ten tydzień powinien upłynąć pod znakiem wyczekiwania spotkania prezydentów USA Trumpa i Chin Xi podczas szczytu G20 w japońskiej Osace (pt-sb). Jakkolwiek rezultat rozmów będzie punktem wyjścia dla handlu w pierwszym tygodniu lipca, spekulacje na temat tego, co może zostać ustalone, mogą być źródłem zmienności w najbliższych dniach. Wcześniej (pon) wiceprezydent USA Pence wygłosi przemówienie na temat Chin, dostarczając wglądu w obecne nastawienie administracji w odniesieniu do relacji handlowych między krajami. Nie spodziewamy się przełomu po spotkaniu Trumpa z Xi, więc ryzyka dla sentymentu w dniach poprzedzających rozmowy przeważają po negatywnej stronie.

Spośród danych z USA zamówienia na dobra trwałe (śr) pozwolą ocenić nastroje w biznesie i apetyt na inwestycje – ważny czynnik dla przyszłych decyzji Fed. Indeks nastrojów konsumentów (wt) ukaże konsumpcyjną stronę gospodarki. Indeks PCE Core jest preferowaną przez Fed miarą inflacji i kolejny słaby odczyt wzmocni pozycję gołębi. Biorąc pod uwagę, że rynek jest przekonany co do rychłego luzowania polityki Fed, gorsze odczyty dostarczą argumentów za głębszą obniżką o 50 pb, osłabiając USD.

W Eurolandzie indeks Ifo z Niemiec (pon) prawdopodobnie potwierdzi, że odbicie aktywności gospodarczej w największej gospodarce bloku opóźnia się, ale problemy sektora przemysłowego nie pogłębiają się. Wstępne szacunki inflacji (pt) będą ważne, gdyż słabość będzie stanowić argument za luzowaniem polityki EBC. EUR może mieć trudności z wykorzystaniem słabej pozycji USD dla globalnym rynku.

Funta może czekać cichy okres po tym, jak wyłoniono dwóch kandydatów w wyścigu o przywództwo w Partii Konserwatywnej (Boris Johnson i Jeremy Hunt), których czeka miesiąc agitacji członków partii w terenie. Temat brexitu może ustąpić miejsca innym czynnikom zewnętrznym, a funtowi dać pole do oddechu. W kwestii danych finalny szacunek PKB za I kw. (czw) powinien przejść bez echa.

Z Polski otrzymamy ostatnie raporty o majowej aktywności gospodarczej: sprzedaż detaliczną (pon), podaż pieniądza (wt) i stopę bezrobocia (śr) oraz wstępny szacunki CPI za czerwiec (pt). W danych o sprzedaży zakładane jest odreagowanie okołoświątecznego wzrostu zakupów, a stopa bezrobocia powinna obniżyć się wraz ze wzrostem zapotrzebowania na prace sezonowe. Po CPI spodziewane jest nasilenie presji inflacyjnej. Dla złotego większe znaczenie powinien mieć klimat zewnętrzny, w którym widzimy więcej zagrożeń z ryzykiem osłabienia w stronę 4,28 za euro.

Oczekujemy, że RBNZ pozostawi stopę OCR na 1,5 proc. (śr). Po ostatniej obniżce o 25 pb w marcu bank pozostaje w ostrożnym nastawieniu, ale nie spieszy się do dalszego luzowania. Lepszy odczyt PKB za I kw. daje swobodę, by poczekać na więcej danych. Mimo to przekaz w komunikacie powinien skręcać w gołębią stronę, by nie budować niepotrzebnej premii umocnienia NZD. W Australii przyszły tydzień nie przynosi istotnych danych. Mamy wątpliwości, ile jeszcze AUD może skorzystać na ucieczce inwestorów od USD przy negatywnych ryzykach dla sentymentu. Eskalacja napięć handlowych USA-Chiny może szybko uderzyć w Aussie.

W Kanadzie kwietniowy PKB (pt) będzie w centrum uwagi. Przy danych ogólnie potwierdzających odbicie po słabym przełomie roku, CAD może być jedną z niewielu walut nieobawiających się gołębiego zwrotu banku centralnego. Przy pośrednim wsparciu ze strony rosnących cen ropy naftowej utrzymujemy konstruktywne nastawienie wobec loonie przy założeniu kontrastu w polityce monetarnej BoC względem Fed.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Pekao Faktoring liderem wzrostu rynku faktoringu w Polsce

Faktoring to coraz bardziej popularny sposób finansowania działalności bieżącej firm. Jego atrakcyjność wynika z bardzo prostych i przejrzystych zasad uzyskania środków finansowych, które mogą być przeznaczone przez przedsiębiorców na dowolny cel. W I kwartale br. rynek przyrósł o 18 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego, a firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów (PZF) osiągnęły w tym okresie obroty w wysokości blisko 63 mld PLN. Liderem wzrostu faktoringu w Polsce w I kwartale 2019 r. był Pekao Faktoring Sp. z o.o. Ta należąca do Banku Pekao S.A. spółka zanotowała ponad 90-procentowy wzrost nabywanych wierzytelności r/r, co pozwoliło jej osiągnąć udział w rynku na poziomie 13 proc.

To już drugi rok z rzędu, kiedy Pekao Faktoring może poszczycić się największym przyrostem obrotów. Także w 2018 r. spółka była pod tym względem liderem, ze wzrostem r/r na poziomie 86 proc. Jednocześnie przyrost całego rynku (wg danych Polskiego Związku Faktorów) wyniósł 27 proc. r/r. Co więcej, wstępne dane spółki za maj 2019 r. potwierdzają utrzymanie tej znaczącej dynamiki przyrostu wyników r/r.

Głównym motorem wzrostu był w ostatnim okresie faktoring pełny (w kraju i eksporcie), w którym to Pekao Faktoring jest liderem polskiego rynku z 20-procentowym udziałem (wg danych Polskiego Związku Faktorów za I kwartał br.). Spółka specjalizuje się także w faktoringu importowym, obsługując aż 35 proc. rynku.

Faktoring pełny jest dziś najszybciej rozwijającym się rodzajem faktoringu, ponieważ poza standardowymi korzyściami, tj. szybkim finansowaniem, zarządzaniem portfelem wierzytelności i weryfikacją wiarygodności dłużników, zapewnia także ochronę klienta przed niewypłacalnością dłużników. Stanowi to znaczącą wartość dodaną dla coraz większej grupy klientów.

Jednak faktoring pełny to nie jedyne źródło rozwoju spółki – jej wzrost widoczny jest również w innych aspektach działalności. Pekao Faktoring prowadzi obecnie rozliczenia dla ponad 15 tys. podmiotów, utrzymując strumień finansowania swoich klientów w kwocie ponad 2 mld PLN.

Magdalena Ciechomska-Barczak, Prezes Zarządu Pekao Faktoring
Magdalena Ciechomska-Barczak, Prezes Zarządu Pekao Faktoring

Osiągnięcie takich przyrostów oraz pozycji rynkowej było możliwe dzięki aktywnemu wsparciu Banku Pekao i uwzględnieniu naszej specjalizacji w celach strategicznych Grupy Pekao. Wdrożone przez nią narzędzia wspierające faktoring powodują, że optymistycznie patrzymy również w przyszłość. Planujemy dalej się rozwijać i odpowiadać na potrzeby klientów – mówi Magdalena Ciechomska-Barczak, Prezes Zarządu Pekao Faktoring.

Nowe unijne ramy dla europejskiego sektora budowlanego – RICS wspiera inicjatywę Construction 2050

RICS wraz z innymi stronami Europejskiego Forum Budowlanego przedstawił Komisji Europejskiej propozycję nowych unijnych ram politycznych dla europejskiego sektora budowlanego ujętych we wspólnej inicjatywie pod nazwą: “Construction 2050: Building tomorrow’s Europe today”.

Nowe ramy rozszerzają już istniejący program UE, „Construction 2020”, celem umocnienia procesu dostosowania branży budowlanej do najważniejszych współczesnych wyzwań oraz promowania zrównoważonej konkurencyjności europejskiego przemysłu.

Sektor budowlany reprezentuje średnio ok. 10% europejskiego PKB oraz ok. 7% całkowitego zatrudnienia, czyli ok. 30% zatrudnienia w całym sektorze przemysłowym. Mieszkańcy Europy spędzają ponad 90% swojego czasu w budynkach, co oznacza, że ich zdrowie i samopoczucie jest w dużym stopniu uzależnione od sposobu budowania, konserwacji i modernizacji nieruchomości.

Według RICS i partnerów projektu, dzięki optymalizacji działalności sektora budowlanego w drodze realizacji nowych ram politycznych, życie Europejczyków ulegnie poprawie poprzez dostarczenie wyższej wartości przy jednoczesnym wykorzystaniu mniejszej ilości zasobów naturalnych, jak również zapewnienie wyższej jakości aktywów właścicielom i użytkownikom nieruchomości.

W ramach podjętej wspólnej inicjatywy RICS oraz inni liderzy europejskiego sektora budowlanego określili najważniejsze wyzwania stojące przed sektorem wysuwając jednocześnie propozycje ich konkretnych rozwiązań. RICS wspomógł ponadto realizację zainicjowanego przez Komisję Europejską badania opinii zainteresowanych podmiotów na temat obecnego programu Unii Europejskiej, „Construction 2020 and beyond”, podkreślając potrzebę upowszechnienia międzynarodowych standardów.

Sander Scheurwater, dyrektor ds. korporacyjnych w RICS Europe
Sander Scheurwater, dyrektor ds. korporacyjnych w RICS Europe

Brak spójnych rozwiązań ponad granicami znacząco utrudnia walkę z problemami związanymi z wydajnością budynków i hamuje rozwój cyfrowego, zrównoważonego budownictwa” – twierdzi Sander Scheurwater, dyrektor ds. korporacyjnych w RICS Europe.

Wspierając badanie Komisji Europejskiej RICS podkreślił m.in.:

  • znaczenie standaryzacji pomiarów w sektorze budowlanym oraz standardów, takich jak International Construction Measurement Standards (ICMS), umożliwiających porównywanie kosztów budowlanych w spójny i przejrzysty sposób, a w konsekwencji podejmowanie uzasadnionych decyzji, których efektem jest zwiększenie wydajności budynków;
  • istotę inicjatyw takich jak książki budowlane dla zapewnienia rynkom jednolitego zestawu informacji oraz ograniczenia ryzyka inwestycyjnego;
  • pilną potrzebę poprawy oceny cyklu życia budynków;
  • potrzebę utrzymania ramowych warunków sprawozdań mających na celu podniesienie zrównoważonego charakteru budynków poprzez zapewnienie wspólnego, unijnego podejścia do oceny wyników w zakresie wpływu nieruchomości na środowisko.

Wkład RICS w badanie KE odzwierciedla działanie tej organizacji na rzecz interesu publicznego oraz zrównoważonej przyszłości europejskiego sektora budowlanego.

Kompleksowe ramy powinny zostać w pełni wdrożone przez wszystkie podmioty ekosystemu budowlanego, kraje członkowskie oraz instytucje europejskie. Podstawą nowych warunków ramowych, bazujących na wynikach obecnej inicjatywy Construction 2020, powinny być następujące założenia:

  • Konkretne, ukierunkowane podejście do aktywności budowlanej ponieważ sektor ten znajduje się na przecięciu różnych łańcuchów wartości, a jego unikatowy charakter wymaga równie unikatowego podejścia.
  • Elastyczne ramowe ramy polityczne w związku ze zmieniającym się ekosystemem budowlanym oraz transformacją sektora budowlanego.
  • Holistyczne podejście do kształtowania polityki w celu realizacji spójnych, wyważonych polityk oraz regulacji.
  • Solidna współpraca między instytucjami europejskimi, państwami członkowskimi i społecznymi partnerami budowlanymi oraz zainteresowanymi podmiotami w związku z potrzebą kształtowania procesu transformacji sektora budowlanego za pomocą jak najbardziej odpowiednich polityk i narzędzi.

Eugenio Quintieri, Sekretarz Generalny Europejskiej Konfederacji Budowlanej: „Sektor budowlany potrzebuje solidniejszych ramowych warunków politycznych aby zapewnić Europie zrównoważoną przyszłość. Nasze wspólne propozycje mają kluczowe znaczenie dla transformacji tego sektora, umożliwiając lepszą koordynację między instytucjami publicznymi oraz prywatnymi interesariuszami oraz gwarantując szerszą realizację unijnych inicjatyw politycznych na poziomie krajowym, regionalnym oraz lokalnym”.

Z Polski co roku znikają leki o wartości 2 miliardów złotych

Problem nielegalnego wywozu leków jest bardzo szeroki. Dotyczy nie tylko Polski, ale także wielu innych państw europejskich. Każdego roku z naszego kraju znikają leki o wartości nawet 2 miliardów złotych. Są to głównie preparaty z kategorii specjalistycznych, wykorzystywane w leczeniu nowotworów, astmy, czy przeciwzakrzepowe. Resort Zdrowia i Ministerstwo Sprawiedliwości wprowadziło nowelizację przepisów, której celem jest zaostrzenie kar za nielegalny wywóz leków. Teraz za ten proceder będzie groziło nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Jest on traktowany jako udział w zorganizowanej grupie przestępczej. W toku legislacji doszło jednak do pewnego nieporozumienia. Placówki takie, jak domy pomocy społecznej, fundacje, czy szkoły nie mogą obecnie kupić do swoich apteczek popularnych leków OTC (ang. over-the-counter drug) – dostępnych bez recepty.

– To duży problem. Podmioty te w świetle prawa traktowane są jak przestępcy. Farmaceuta, który wyda im lek, jak i sami przedstawiciele placówek, którzy chcą zaopatrzyć je w aptece mogą zostać skazani w związku z tym nawet na 5 lat więzienia – powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Leleno, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Aptekarskiej. – Należy jak najszybciej skorygować prawo tak, aby te grupy leków wyłączyć spod sankcji karnej. Farmaceutyki te nie są objęte nielegalnym wywozem. Dotyczy on preparatów specjalistycznych, a nie tych dostępnych bez recepty. Tymczasem obie te grupy zostały zrównane. W efekcie wiele podmiotów nie może nabyć w aptece legalnie na fakturę wielu niezbędnych dla nich leków. Przedstawiciele Naczelnej Izby Aptekarskiej uczestniczyli w obradach komisji sejmowej, która miała miejsce 3 kwietnia. Tam skierowano szereg uwag dotyczących tej regulacji. Niestety wbrew oczekiwaniom, nie zostały one dotychczas uwzględnione. Powody, dla których je zbagatelizowano nie są znane. Niemniej obecna sytuacja wymaga natychmiastowej poprawy – apeluje Leleno.

Od lipca duże firmy dołączą do pracowniczych planów kapitałowych. Ponad 400 przedsiębiorców wybrało inne rozwiązanie

Od lipca duże firmy dołączą do pracowniczych planów kapitałowych. Ponad 400 przedsiębiorców wybrało inne rozwiązanie 3

1 lipca przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej 250 pracowników zostaną automatycznie włączone do pracowniczych planów kapitałowych (PPK). Na alternatywną wersję, czyli wdrożenie pracowniczego programu emerytalnego (PPE), zdecydowało się dotąd 411 firm. Wśród nich są m.in. spółki Grupy VELUX, które zatrudniają łącznie ponad 1,8 tys. osób. Firma podkreśla, że PPE to rozwiązanie korzystniejsze dla samych pracowników, bo w całości finansowane przez pracodawcę. Od momentu uruchomienia programu w spółkach grupy dołączyło do nich już 75 proc. zatrudnionych.

Pracodawcy mają dzisiaj do wyboru wdrożenie systemu PPK, który wymaga kontrybucji zarówno od pracodawcy, jak i pracowników, albo wejście do PPE. Ten jest skonstruowany w taki sposób, że całe koszty tego programu są po stronie pracodawcy, który musi co miesiąc odkładać dla pracownika równowartość 3,5 proc. jego wynagrodzenia. Moim zdaniem taki system będzie miał przewagę nad systemem PPK – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jacek Siwiński, prezes VELUX Polska.

W PPE to firma ma obowiązek opłaty składki w wysokości co najmniej 3,5 proc. wynagrodzenia pracownika brutto. Z kolei w przypadku pracowniczych planów kapitałowych pracodawca płaci podstawową składkę w wysokości 1,5 proc., zaś z pensji pracownika pobierane jest 2 proc. jego wynagrodzenia.

Wdrożeniem PPK nie muszą się martwić firmy, w których co najmniej 25 proc. załogi uczestniczy w pracowniczych programach emerytalnych. Pracodawcy do końca ubiegłego roku mogli wybrać tę alternatywną wersję. Według danych KNF 3 czerwca br. aktywnych było 1 537 PPE. Natomiast od momentu uchwalenia ustawy o PPK w PPE zostało zarejestrowanych 411 firm. Wśród nich są m.in. spółki Grupy VELUX, które zatrudniają łącznie ponad 1,8 tys. osób.

Dyskutowaliśmy wewnątrz o tym, jakie rozwiązanie będzie dla pracowników najlepsze i wybraliśmy PPE. Program ten nie obciąża pracowników i pozwala im elastycznie korzystać ze zgromadzonych środków. Z punktu widzenia pracownika jest to program bardziej elastyczny i przyjazny – mówi Jacek Siwiński.

Jak podkreśla, PPE i PPK spełniają podobne funkcje, ale zasadniczą różnicą jest fakt, że pierwszy z programów nie obciąża pracowników, a całe koszty przerzucone są na pracodawcę. Poza tym środki w PPE są własnością pracownika, podlegają dziedziczeniu, a po ukończeniu 60. roku życia można je wypłacić w całości, bez 19-proc. podatku. Natomiast w przypadku PPK w wieku 60 lat bez podatku można wypłacić 25 proc. jednorazowo, a 75 proc. otrzymywać w ratach przez 10 lat.

W PPK ciekawą opcją jest to, że budżet państwa dopłaca pracownikowi do oszczędności w postaci opłaty powitalnej i premii rocznych [200 zł opłaty powitalnej i 240 zł premii rocznej – red.]. Jednak – biorąc pod uwagę wszystkie aspekty, a przede wszystkim większą elastyczność inwestowania i korzystania ze zgromadzonych środków – wybraliśmy PPE i uznaliśmy, że to będzie bardziej korzystne dla naszych pracowników – mówi Jacek Siwiński.

Uczestnikiem PPE może być każdy pracownik Grupy VELUX zatrudniony na umowę o pracę przez okres co najmniej 6 miesięcy. W tym celu musi wypełnić deklarację uczestnictwa i zadecydować, na jaki fundusz inwestycyjny będą przelewane jego składki podstawowe w ramach PPE.

Jak podkreśla prezes Grupy VELUX, pracownicy potraktowali pracownicze programy emerytalne jako kolejny benefit oferowany przez firmę. Od momentu startu PPE w spółkach Grupy VELUX deklarację uczestnictwa wypełniło już ponad 75 proc. pracowników.

PPE to jeden z możliwych programów wsparcia oszczędności emerytalnych pracowników. W dzisiejszych czasach, kiedy wskaźniki demograficzne są, jakie są, systemowo nasze przyszłe emerytury będą dość niskie. Trzeba oszczędzać, żeby zapewnić sobie godne życie. Programy takie jak PPE mają właśnie taki cel, wspierają pracowników w ich oszczędzaniu na przyszłą emeryturę – podkreśla Jacek Siwiński.

Duże firmy, które nie zdecydowały się na PPE, stopniowo przygotowują się do nowego obowiązku uczestniczenia w PPK.

Wielu pracodawców już rozpoczęło prace projektowe i bardzo poważnie podchodzi do tematu uruchomienia PPK, choć wśród naszych członków mamy i takich, którzy jeszcze się zastanawiają i nie rozpoczęli żadnych prac. Czekają na 1 lipca, żeby zacząć się rozglądać i orientować w temacie – mówi Dorota Dula, ekspert Business Center Club ds. ubezpieczeń i planów emerytalnych.

Największe firmy są zobowiązane do 25 października zawrzeć umowy o zarządzanie z instytucjami finansowymi i wprowadzić pracowników do systemu PPK. Od stycznia 2020 roku taki obowiązek obejmie też podmioty zatrudniające przynajmniej 50 osób, a pół roku później także firmy z co najmniej 20-osobową załogą. Ostatnie do systemu dołączą pozostałe podmioty i jednostki sektora publicznego (od stycznia 2021 roku).

– Czasu jest jeszcze sporo, nie ma potrzeby wykonywania nerwowych ruchów. Należy dobrze przygotować organizację i przeprowadzić proces wyboru –podkreśla ekspert BCC.

Jak podkreśla, wdrożenie PPK jest dla pracodawców dużym wyzwaniem logistycznym i administracyjnym, w które zaangażowane są zarówno działy finansowe, HR-owe, jak i komunikacja wewnętrzna. Firmy muszą nie tylko wprowadzić zmiany w organizacji, wybrać instytucję zarządzającą, lecz także zadbać o rzetelną informację skierowaną do pracowników. Ci będą włączani do programu automatycznie i staną się uczestnikami PPK, jeżeli nie złożą rezygnacji.

Pracodawca powinien dostarczyć rzetelnej, obiektywnej informacji, która pomoże zatrudnionym samodzielnie podjąć decyzję, poinformować ich o wszystkich prawach i obowiązkach, jakie ma uczestnik – mówi Dorota Dula.

Jak podkreśla, w interesie pracodawców jest to, żeby jak największa liczba pracowników już na starcie podjęła świadomą, przemyślaną decyzję o pozostaniu bądź wypisaniu się z PPK. W przeciwnym razie później firmy czeka chaos organizacyjny.

Polska w krótkim terminie nie powinna negatywnie odczuć wznowienia wojny handlowej między USA a Chinami. Sytuacja może nawet sprzyjać rodzimemu eksportowi

Polska w krótkim terminie nie powinna negatywnie odczuć wznowienia wojny handlowej między USA a Chinami. Sytuacja może nawet sprzyjać rodzimemu eksportowi 4

Po półrocznym zawieszeniu w maju wybuchła kolejna odsłona bitwy na cła między Stanami Zjednoczonymi a Chinami – prezydent Donald Trump podniósł stawki dla chińskich towarów o wartości 200 mld dol. i zagroził wprowadzeniem kolejnych opłat. Na cenzurowanym znalazł się chiński koncern Huawei, z którym na skutek dekretu Trumpa amerykańscy potentaci zrywają współpracę. Choć Polska znajduje się na peryferiach tego konfliktu, może on skutkować m.in. osłabieniem złotego, co jest korzystne dla eksporterów.

W trakcie konfliktów światowych kapitał płynie do tak zwanych safe haven, czyli na przykład do franka szwajcarskiego, jena japońskiego, dolara amerykańskiego, złota, a waluty rynków wschodzących się osłabiają. Jeżeli ten konflikt wejdzie w fazę ostrą, spowoduje osłabienie złotego, co przełoży się na efekt łagodzenia dla polskiej gospodarki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Świder z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. – Co prawda, produkty importowane z innych krajów będą dla nas droższe, natomiast poprawi to konkurencyjność naszego eksportu i zadziała łagodząco, dlatego ważne jest, żeby polski złoty w razie czego te szoki amortyzował.

Na razie kursy dolara i złotego są stabilne – po wyraźnym umocnieniu się dolara w pierwszej połowie ub.r. wartość amerykańskiej waluty waha się między 3,70 a 3,85 zł. Także w przypadku euro, w którym Polska prowadzi większość rozliczeń, relacja jest stabilna, choć lekko spadkowa w przeciwieństwie do dolara. Choć Donald Trump grozi wprowadzeniem kolejnych ceł na chińskie towary (nawet do wartości 325 mld dol.), to o ile chiński przywódca Xi Jinping nie spotka się z nim na szczycie G20 w Osace, zaplanowanym na 28–29 czerwca, Polska w krótkim terminie nie powinna odczuć skutków tego konfliktu.

Ograniczenia handlu na świecie działają negatywnie na dobrobyt i wzrost gospodarczy, ponieważ wiele firm kupuje podzespoły i różne składniki produkcji w różnych miejscach na świecie. Ograniczanie tego przepływu sprawia, że produkcja zachodzi mniej wydajnie, przez co produkty mogą być nieco droższe –tłumaczy Wojciech Świder. – Natomiast jeśli chodzi o wpływ na gospodarkę Polski, to moim zdaniem będzie on ograniczony, ponieważ ani ze Stanów, ani z Chin nie importujemy tak dużo jak np. z Niemiec. Dlatego myślę, że ten konflikt nie będzie dla Polski szczególnie dotkliwy.

W ocenie wielu komentatorów z punktu widzenia strategicznego Donald Trump słusznie rozpoczął kolejną odsłonę walki o ochronę rynku, dopóki jeszcze Stany Zjednoczone mają nad Chinami przewagę gospodarczą i technologiczną, a do wyborów prezydenckich zostało półtora roku. Stany Zjednoczone zarzucają Chinom nielegalne praktyki handlowe, takie jak kradzież technologii czy wymuszanie transferów technologii na firmach, które wchodzą na rynek chiński z bezpośrednimi inwestycjami zagranicznymi. Same natomiast, mimo przynależności od 2001 roku do WTO, starają się ograniczać możliwości inwestowania na swoim rynku. Manipulują także kursem swojej waluty, osłabiając ją, dzięki czemu zwiększa się nadwyżka handlowa Chin.

Jeśli chodzi o bilans zysków i strat, to w krótkim terminie Chiny już zyskały. W 2018 roku nadwyżka handlowa Chin była rekordowa i wynosiła ponad 350 mld dol. Było to też efektem tego, że amerykańscy importerzy nagle zaczęli realizować ogromne zamówienia z Chin, żeby zdążyć przed cłami – zastrzega ekonomista UEP. – Natomiast w długim okresie walka toczy się o pozycję hegemona światowego. Jeżeli konflikt będzie się zaostrzał, to możemy wejść w fazę zimnej wojny 2.0, już nie USA – Związek Radziecki, tylko USA – Chiny i będzie to wojna na płaszczyźnie handlowej.

Jak tłumaczy, dzięki międzynarodowemu charakterowi dolara Stany Zjednoczone mogą się bezkarnie zadłużać na światowych rynkach, emitując kolejne obligacje w celu spłacenia tych, których termin wygasa. W lutym 2019 roku amerykański dług przekroczył już 22 bln dol., a to oznacza, że w ciągu dekady niemal się podwoił. Z tego obligacje o wartości 1,15 bln dol. znajdują się w rękach Chin.

Tu trzeba pamiętać o jednej rzeczy: Trump musi myśleć w kategoriach 4-letnich, bo są wybory, a prezydent Xi Jinping nie. On ma władzę i może planować ten konflikt na 20 lat – zwraca uwagę Wojciech Świder. – I to jest właśnie przewaga Chin. Ogólnie USA militarnie i gospodarczo jeszcze są dużo silniejsze niż Chiny, ale z punktu widzenia politycznego demokracja paradoksalnie jest słabością USA. Jeżeli Trump doprowadziłby do przejściowych problemów w roku wyborczym, miałby bardzo małe szanse na ponowne wybranie.

Wcześnie wykryty rak piersi może być uleczalny. W Polsce brakuje jednak dostępu do nowoczesnej terapii i wiedzy na temat tej choroby

Wcześnie wykryty rak piersi może być uleczalny. W Polsce brakuje jednak dostępu do nowoczesnej terapii i wiedzy na temat tej choroby 5

Zastosowanie terapii celowanej z wykorzystaniem podwójnej blokady na wczesnym etapie rozwoju HER2-dodatniego raka piersi może doprowadzić do całkowitego wyleczenia. W Polsce refundacji podlega jednak tylko jeden z dwóch wykorzystywanych w tej terapii leków. Eksperci podkreślają, że problemem jest także to, że kobiety, które słyszą diagnozę „wczesny rak piersi”, są pozostawione same sobie, bez dostępu do informacji i wsparcia w pierwszym, bardzo trudnym etapie leczenia. Tego typu wsparcie chcą zaoferować twórcy kampanii „Wylecz raka piersi HER2+”.

Rak piersi to najczęściej diagnozowany nowotwór wśród kobiet, a jednocześnie jedna z najczęstszych przyczyn zgonu pacjentów onkologicznych. W Polsce chorobę tę co roku diagnozuje się u blisko 18 tys. kobiet, przy czym od blisko 8 lat liczba zachorowań stale wzrasta. Zwiększa się także śmiertelność. Według Krajowego Rejestru Nowotworów w 2012 roku z powodu nowotworu piersi zmarło 5 350 kobiet, obecnie liczba ta zwiększyła się do ponad 6 tys. Medycyna wyróżnia trzy podtypy raka piersi: hormonozależny (luminalny), dotyczący aż 70 proc. zdiagnozowanych kobiet, HER2-dodatni występujący u ok. 18–20 proc. chorych oraz najrzadziej diagnozowany potrójnie ujemny rak piersi.

 Te podtypy biorą się stąd, że od wielu lat oznaczamy u chorych, u których stwierdzono raka piersi, receptory estrogenowe, progesteronowe, HER2 i współczynnik Ki-67. Na podstawie kompilacji tych czterech czynników ustalamy podtyp biologiczny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr n. med. Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld, onkolog kliniczny z Centrum Onkologii w Warszawie.

Rak piersi HER2-dodatni to szczególnie agresywna postać choroby, ponieważ szybko się rozwija i częściej daje przerzuty do węzłów chłonnych. HER2 to białko receptorowe zaangażowane w proces kontroli nad wzrostem i funkcjonowaniem komórek. Zbyt duża liczba tych receptorów prowadzi do przekazywania większej liczby sygnałów stymulujących nadmierny podział i wzrost komórek nowotworowych. Dzięki postępowi w nauce rak piersi HER2-dodatni nie musi dziś oznaczać wyroku śmierci – pacjentki żyją znacznie dłużej, zwiększa się czas wolny od progresji choroby, w niektórych przypadkach możliwe jest nawet całkowite wyleczenie. Warunkiem jest jednak wczesne wykrycie nowotworu.

– Wczesny rak piersi to taki rak, który da się radykalnie wyleczyć. Jest ograniczony do piersi, a jeśli dał przerzuty, to tylko i wyłącznie do węzłów chłonnych pachowych. Wtedy możemy taką chorą całkowicie wyleczyć z tego raka – mówi dr Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld.

Terapia HER2-dodatniego raka piersi powinna się rozpocząć od leczenia systemowego, a więc chemioterapii połączonej z leczeniem celowanym farmaceutykami blokującymi działalność receptora HER2. Odkrycie terapii celowanej, które nastąpiło prawie dwie dekady temu, stanowiło przełom w leczeniu tego rodzaju nowotworu – obecnie jest ono standardem, znacząco przedłużając życie pacjentek. Niedawno dla chorych na wczesnego HER2-dodatniego raka piersi pojawiła się nowa opcja terapeutyczna – do znanego już leku dodaje się kolejny, tworząc podwójną blokadę agresywnego receptora HER2. Takie połączenie sprawia, że terapia jest jeszcze bardziej skuteczna.

– Niestety, w Polsce refundowany jest w tej chwili tylko jeden z tych leków, czyli generalnie pacjentki nie mają dostępu do tej podwójnej blokady, jeżeli oczywiście same sobie go nie zapewnią z własnych środków. To się najbardziej przekłada na losy pacjentek, u których stwierdzono przerzuty do węzłów chłonnych lub duży guz, powyżej 5 centymetrów, i u których stwierdzono właśnie raka HER2-dodatniego – mówi dr Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld.

Mimo że HER2-dodatni rak piersi występuje u blisko 20 proc. wszystkich pacjentek z nowotworem piersi, wiedza na jego temat jest wciąż bardzo niska. Zwiększenie tej świadomości jest celem kampanii „Wylecz raka piersi HER2+”, w ramach której uruchomione zostały strona internetowa i profil na Facebooku dla kobiet z tym podtypem nowotworu oraz ich bliskich. Pacjentki znajdą tam informacje dotyczące przebiegu choroby, diagnostyki, możliwości leczenia, a także listę ośrodków specjalizujących się w leczeniu raka piersi oraz kontakty do organizacji pacjentów wspierających osoby chore na nowotwory.

– Kampania „Wylecz raka piersi HER2+” ma na celu uwrażliwienie chorych na temat tego, jak ważne jest wczesne podjęcie leczenia, bo jak już mamy zdiagnozowanego raka, to możemy w uzgodnieniu z lekarzem podjąć takie leczenie, które da nam szansę na zatrzymanie nawrotu choroby, który często w tym przypadku się zdarza – mówi Krystyna Wechmann, prezes Federacji Stowarzyszeń Amazonki oraz prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.

 Dla pacjentek z takim wczesnym nowotworem nie było do tej pory kampanii informacyjnej, a potrzeba wiedzy u kobiet, które dowiadują się, że mają nowotwór, jest ogromna. Niezmiernie ważne jest, żeby pacjentka wiedziała, że choruje na raka piersi HER2-dodatniego. A po co jej ta wiedza? Wtedy może wspólnie z lekarzem podejmować decyzje dotyczące tego, jaki rodzaj leczenia może u niej być zastosowany i jaki rodzaj leczenia jest zgodny z aktualną wiedzą medyczną na świecie – uzupełnia Anna Kupiecka, prezes Fundacji „OnkoCafe – Razem Lepiej”.

Organizatorzy kampanii zachęcają kobiety, które wyleczyły wczesnego raka piersi, do dzielenia się swoimi historiami na stronie kampanii, gdyż daje to motywację do leczenia i siłę nowo zdiagnozowanym pacjentkom.

Eksperci podkreślają, że pacjentki często nie mają świadomości, jaka forma leczenia przyniesie w ich przypadku optymalne efekty. W przekonaniu znacznej części chorych jedyną skuteczną opcją jest operacyjne usunięcie guza. W przypadku HER2-dodatniego raka piersi znacznie lepsze rezultaty przynosi jednak przedoperacyjne leczenie systemowe. Wykonanie operacji z pominięciem tego rodzaju terapii zmniejsza szanse na całkowite wyleczenie nawet o kilkanaście procent.

 Kobieta, która wie, że ma HER-2 dodatniego raka piersi, nie powinna naciskać na chirurga. Spotykam się czasami z taką sytuacją, że pacjentka jest niezadowolona, że chirurg nie chce jej zoperować i szuka kogoś innego, bo ma poczucie, że jak pozbędzie się guza, to pozbędzie się problemu – mówi dr Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld.

– Wiedza o tego rodzaju przypadłości jest bardzo ważna. Pacjentka świadoma, która wie, jakie zagrożenia na nią czyhają, jest daleko bardziej nastawiona na leczenie, które przynosi satysfakcję i jest skuteczne – uzupełnia Elżbieta Kozik, prezes stowarzyszenia Polskie Amazonki Ruch Społeczny.

– Dlatego nasza organizacja Amazonki ma bardzo dużo ochotniczek, które wspierają kobiety tuż po diagnozie lub po leczeniu, kiedy są jeszcze w szoku i myślą, że ich życie legło w gruzach. Dzielimy się z nimi naszym doświadczeniem. To je uspokaja, bo jesteśmy dla niej wiarygodne – mówi Krystyna Wechmann.

W ramach kampanii „Wylecz raka piersi HER2+” na stronie internetowej publikowane są historie osób z wczesnym HER2-dodatnim, które dzielą się swoim doświadczeniem z choroby. Pacjentki będą mogły także skorzystać z cyklu warsztatów psychologicznych, które zorganizuje PARS. Pierwsze warsztaty dla chorych właśnie zdiagnozowanych z Warszawy odbędą się we wrześniu.

Małym i średnim firmom trudno pozyskać pieniądze na rozwój. Coraz częściej finansują go dzięki emisji obligacji skierowanej do konkretnych inwestorów

Małym i średnim firmom trudno pozyskać pieniądze na rozwój. Coraz częściej finansują go dzięki emisji obligacji skierowanej do konkretnych inwestorów 6

Małe i średnie firmy mają często problem z dostępem do finansowania zewnętrznego, ponieważ banki wolą mniej ryzykowne inwestycje, giełda preferuje większe podmioty, a rynek obligacji korporacyjnych wciąż odczuwa skutki afery GetBacku. Alternatywą może być emisja obligacji skierowana do konkretnych inwestorów.

– Finansowanie w formule private debt charakteryzuje się bardzo dużą elastycznością, w związku z tym może służyć zarówno finansowaniu bieżącej działalności przedsiębiorstwa, np. wsparciu finansowania kapitału obrotowego czy nakładów inwestycyjnych, jak i transakcjom kapitałowym, jak przejęcia innych przedsiębiorstw, również za granicą, a także np. do wykupu wspólników – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Lis, partner zarządzający CVI Domu Maklerskiego. – Ze względu na brak ograniczeń formalnych czy ekonomicznych w zależności od apetytu na ryzyko danego funduszu private debt może służyć bardzo szerokiemu spektrum celów.

Małe i średnie przedsiębiorstwa w Polsce stanowią bardzo istotną część polskiej gospodarki. Z raportu PARP 2018 wynika, że w ostatnich latach rośnie udział przedsiębiorstw w tworzeniu PKB – z 71,1 proc. w 2008 r. do 74 proc. w 2015 r. Firmy z sektora MSP generują co drugą złotówkę PKB (49,9 proc.). Jednak ze względu na mniejszą skalę działalności postrzegane są jako bardziej ryzykowne m.in. przez sektor bankowy. Z tego powodu najczęściej finansują rozwój swojej działalności ze środków własnych, co ogranicza tempo tego wzrostu. Jednocześnie jednak korzystanie z funduszu private debt nie wyklucza wsparcia bankowego, a nawet może uwiarygodnić firmę w oczach banku.

Obie te kategorie inwestorów mają swoje ograniczenia. Banki, finansując swoją akcję kredytową przede wszystkim z depozytów, mają naturalnie ograniczony apetyt na ryzyko, muszą dbać przede wszystkim o bezpieczeństwo deponentów i w związku z tym zakres projektów, które mogą sfinansować, jest ograniczony – tłumaczy Rafał Lis. – W przypadku funduszy inwestycyjnych, gdzie środki z założenia mogą być wystawione w pewnej mierze na ryzyko, zakres projektów może być szerszy, oczywiście w zamian za oczekiwania wyższej stopy zwrotu. W związku z tym w praktyce te formy finansowania bardzo dobrze koegzystują, można powiedzieć wręcz, że są komplementarne.

W ciągu ponad 7 lat zarządzania portfelami przez CVI wielokrotnie zdarzały się projekty prowadzone we współpracy z bankami, dzięki czemu finansowane przedsiębiorstwa mogły otrzymać kompleksową ofertę spełniającą ich potrzeby inwestycyjne. Dodatkowo, dzięki działalności w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej fundusze oferują także możliwości rozwoju poza granicami Polski, jeśli firma szuka finansowania ekspansji zagranicznej.

Rocznie przeprowadzamy około 100 transakcji w formule private debt. W przypadku pojedynczej transakcji jest to skala na poziomie od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów złotych, co oznacza, że jesteśmy w stanie sfinansować większość potrzeb inwestycyjnych mniejszych czy średnich przedsiębiorstw – zapewnia partner inwestycyjny CVI Domu Maklerskiego.

W ciągu 7 lat działalności firma zrealizowała ponad 800 projektów finansowania przedsiębiorstw na kwotę ponad 12 mld zł. Inwestycje zrealizowane zostały przez 6 funduszy inwestycyjnych, których portfelami zarządza CVI Dom Maklerski na zlecenie Noble Funds TFI.

Tylko 3 proc. biletów komunikacji miejskiej kupowane jest przez aplikacje mobilne. W przyszłości systemy biletowe będą łączone z programami lojalnościowymi

Tylko 3 proc. biletów komunikacji miejskiej kupowane jest przez aplikacje mobilne. W przyszłości systemy biletowe będą łączone z programami lojalnościowymi 7

Przyszłość sprzedaży biletów komunikacji miejskiej należy do mobilności i połączenia z programami lojalnościowymi. Choć wartość kupowanych biletów przez aplikacje mobilne w ciągu 2 lat wzrosła niemal trzykrotnie, Polacy wciąż częściej korzystają z biletomatów i punktów sprzedaży stacjonarnej. W kolejnych latach miasta będą coraz chętniej łączyć bilety z programami lojalnościowymi. – Jeżeli pasażer zobaczy, że nowe rozwiązanie jest dla niego lepsze, wygodniejsze, szybsze i bezpieczniejsze, to przejdzie do nowych rozwiązań – podkreśla Marcin Ruciński z Thales Polska.

– Aplikacje mobilne są niewątpliwie najwygodniejszą formą sprzedaży biletów. Praktycznie każdy pasażer ma smartfon, w którym może je zainstalować i zakupić bilet w sposób szybki i wygodny. Aczkolwiek nie do końca funkcjonalny – w większości rozwiązań trzeba najpierw założyć konto i zasilić je środkami finansowymi – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Ruciński, menadżer ds. rozwoju biznesu w Thales Polska odpowiedzialny za rozwój biznesu w zakresie systemów biletowych, systemu pobierania opłat na terenie Polski i Europy Środkowo-Wschodniej.

Tylko w Warszawie wartość wszystkich sprzedanych biletów ZTM w 2018 roku przekroczyła 995 mln zł. Te kupowane przez smartfonowe aplikacje stanowią niewielki odsetek wszystkich, w sumie nieco ponad 3 proc. (29,8 mln zł), jednak udział tego kanału sprzedaży dynamicznie rośnie – w ciągu roku o ponad 77 proc. W dziesięciu największych miastach w Polsce w ciągu dwóch lat wartość sprzedaży biletów przez aplikacje mobilne wzrosła niemal trzykrotnie (z 8,2 mln zł w I kwartale 2017 roku do blisko 24,3 mln zł na koniec 2018 roku).

 Innymi popularnymi punktami sprzedaży są automaty mobilne zainstalowane w pojazdach czy automaty stacjonarne znajdujące się w punktach przesiadkowych. To bardzo dobre rozwiązanie, tylko trzeba pamiętać o tym, że jest ograniczona liczba tych punktów i zdarzają się sytuacje, że w danym miejscu automatu nie ma bądź jest uszkodzony. Automaty są rozdzielone na płatności kartami płatniczymi bądź też gotówką. Kolejny kanał to tradycyjne punkty sprzedaży biletów – wymienia Marcin Ruciński.

Mieszkańcy stolicy najchętniej kupują bilety, korzystając z biletomatów. W stacjonarnych kupiono bilety o wartości 605 mln zł, a w tych mobilnych, w pojazdach, za ok. 122 mln zł. Blisko 111 mln zł były warte bilety sprzedane w kioskach, a ok. 86 mln – w Punktach Obsługi Pasażera. Choć warszawiacy mają do dyspozycji już kilka systemów do płatności przez telefon, z tej opcji korzystają jeszcze rzadko. Niedługo powinno się to jednak zmienić.

– Przyszłość należy do mobilności. Sprzedaż mobilna, zakup biletu przez internet i możliwość korzystania z niego mobilnie to nasza przyszłość – przekonuje ekspert Thales Polska.

Zdaniem Rucińskiego dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie na wzór innych krajów biletów połączonych z systemem lojalnościowym czy programami proponowanymi przez samorządy. Już teraz w stolicy Karta Warszawiaka umożliwia skorzystanie z wielu atrakcji kulturalnych i sportowych w niższych cenach.

– Jest to na razie raczkujący temat. Mało jest wdrożonych rozwiązań, które udostępniają mieszkańcom taką funkcjonalność. Dużo też zależy od technologii, które są wykorzystywane w danych regionach czy samorządach. Jeśli jest stary system biletowy, to technologia nas ogranicza. Jeżeli natomiast jest technologia nowoczesna, to ogranicza nas tylko wyobraźnia – podkreśla Marcin Ruciński.

Warszawa już pracuje nad nową, zintegrowaną kartą miejską. Dzięki niej będzie można nie tylko skorzystać z transportu publicznego, obiektów sportowych i placówek kulturalnych, lecz także załatwić sprawy w urzędzie. Według zapowiedzi na karcie pojawi się cyfrowy asystent podróży, który wskaże najszybszą podróż do danego miejsca z wykorzystaniem nie tylko komunikacji miejskiej i podmiejskiej, lecz także rowerów miejskich, wypożyczalni i stacji ładowania samochodów elektronicznych. Przykładem może być Seul, gdzie jedną kartą można zapłacić za przejazd, zrobić zakupy, a przy okazji skorzystać z rabatów w restauracjach czy najpopularniejszych turystycznych atrakcjach.

– Ludzie bardzo często korzystają z nowych rozwiązań wtedy, kiedy widzą w nich korzyść dla siebie. Najprostszą jest korzyść finansowa. Ale nie należy się kierować tylko tym, żeby dawać rabaty, ale również wygodę i funkcjonalność. Jeżeli pasażer zobaczy, że nowe rozwiązanie jest dla niego lepsze, wygodniejsze, szybsze, bezpieczniejsze, to wtedy zacznie z niego korzystać – przekonuje Marcin Ruciński.

Cyberprzestępcy sięgają po sztuczną inteligencję do łamania zabezpieczeń. Zagrożone są nie tylko komputery, lecz także sprzęt AGD i samochody

Cyberprzestępcy sięgają po sztuczną inteligencję do łamania zabezpieczeń. Zagrożone są nie tylko komputery, lecz także sprzęt AGD i samochody 8

Dynamiczny rozwój rozwiązań z zakresu uczenia maszynowego oraz analizy big data doprowadził do wykształcenia się wysoce zaawansowanych algorytmów sztucznej inteligencji. Po tę technologię coraz częściej sięgają cyberprzestępcy, widząc w niej wartościowe narzędzie do łamania zabezpieczeń oraz wykradania danych. Źródłem ataku mogą się stać nie tylko nasze komputery, zagrożone są wszystkie urządzenia podłączone do sieci i komunikujące się bezprzewodowo: sprzęt gospodarstwa domowego, gadżety do noszenia, a nawet inteligentne samochody.

Sztuczna inteligencja wciąż nie jest wykorzystywana przez cyberprzestępców na masową skalę, jednak już dziś pojawiają się pierwsze próby wykorzystania technologii SI w atakach hakerskich. Firma Darktrace zidentyfikowała złośliwe oprogramowanie, które jest w stanie imitować sposób wypowiadania się konkretnego człowieka, aby zwiększyć wiarygodność e-maili zachęcających do pobrania trojana. Wspomniany atak podzielony był na dwie fazy. W pierwszej cyberprzestępcy włamali się na stację roboczą firmy po tym, jak jeden z pracowników otworzył zainfekowanego e-maila. Następie bot wykorzystujący technologię sztucznej inteligencji przeskanował komputer ofiary, aby nauczyć się jej stylu wypowiedzi. W ten sposób przygotował się do rozesłania e-maili do kolejnych ofiar, które na pierwszy rzut oka wyglądały tak, jakby były napisane przez człowieka, a nie maszynę.

– Cyberprzestępczość w obszarze sztucznej inteligencji dopiero raczkuje. Progres adopcji tej technologii będzie jednak bardzo szybki. Same zabezpieczenia używają sztucznej inteligencji, nauczania maszynowego, co się świetnie sprawdza w cyberbezpieczeństwie i przez to hakerzy mają utrudnione zadanie i muszą dużo manualnych, powtarzalnych czynności wykonać, aby złamać te zabezpieczenia. I oni też używają sztucznej inteligencji i innych rozwiązań tego typu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Wojciech Maciejewski, dyrektor rozwoju firmy Grey Wizard.

Coraz częściej zwraca się uwagę na zagrożenia związane z rozwojem sztucznej inteligencji. Komisja Europejska postanowiła wyjść naprzeciw potencjalnym zagrożeniom i rozpoczęła prace pilotażowe w zakresie etycznego rozwoju narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję. Na jesieni ruszą prace nad stworzeniem sieci ośrodków innowacji cyfrowych, które pomogą badać potencjał i zagrożenia związane ze sztuczną inteligencją.

Jednym z najważniejszych celów ataków cyberprzestępców w najbliższych latach mogą być nie komputery, a urządzenia wchodzące w skład internetu rzeczy, które komunikują się ze sobą przy wykorzystaniu algorytmów sztucznej inteligencji. Według badań przeprowadzonych przez firmę analityczną Bain & Company w latach 2017–2021 średnioroczne tempo wzrostu branży IoT wyniesie aż 50 proc., a w 2021 roku ten segment gospodarki będzie warty aż 520 mld dol. Upowszechnienie się sieci 5G może przyspieszyć rozwój tej branży, a co za tym idzie – zachęcić cyberprzestępców do łamania zabezpieczeń IoT, aby przejąć kontrolę nad inteligentnymi asystentami i uzyskać dostęp do wszystkich urządzeń działających w danej odnodze internetu rzeczy.

– Uruchomienie sieci 5G wpłynie na przepustowość i na to, że będzie więcej urządzeń typu IoT podłączonych do sieci. Jeżeli te wszystkie urządzenia będą zarażone przez hakerów, a tak się dzieje z reguły na świecie, tak samo jak komputery są zarażane, to skala ataków będzie coraz większa. Bo dzisiaj nie atakują już normalne komputery, żeby sparaliżować jakąś sieć, tylko atakują lodówki, kamery, mikrofalówki, wszystko, co jest podłączone do internetu i jest małym komputerem – wskazuje ekspert.

Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa zwracają także uwagę na to, że na ataki ze strony hakerów nie są przygotowani producenci samochodów wykorzystujących systemy SI. Inżynierowie z Pen Test Partners odkryli w inteligentnych systemach alarmowych Pandora oraz Viper groźne luki bezpieczeństwa. Hakerzy mogliby je wykorzystać, aby przejąć zdalną kontrolę nad pojazdem sparowanym z aplikacją.

– Autonomiczne samochody będą bezpieczniejsze niż te kierowane przez ludzi. Tak jak powiedział Elon Musk, te samochody muszą być bezpieczniejsze, bo inaczej nie będą się sprzedawać. Obecnie w tych samochodach jest trochę za dużo zautomatyzowanych części. Ostatnio np. klamki nie otworzyły się podczas pożaru. Niestety, jest to proces prób i błędów, który musimy przejść – twierdzi Wojciech Maciejewski.

Według analityków z firmy Allied Market Research wartość globalnego rynku cyberbezpieczeństwa w 2017 roku wyniosła niemal 105 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie ona do 259 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 12 proc.

Aplikacje do nawigacji samochodowej coraz bardziej zaawansowane. Pozwala to na prezentowanie informacji o sytuacji na drogach w czasie rzeczywistym

Aplikacje do nawigacji samochodowej coraz bardziej zaawansowane. Pozwala to na prezentowanie informacji o sytuacji na drogach w czasie rzeczywistym 9

Kierowcy coraz częściej oczekują błyskawicznej informacji o sytuacji na drodze i kompleksowych rozwiązań, pozwalających nie tylko poprowadzić trasę, lecz także zarządzać całą podróżą, łącznie z wnoszeniem opłat parkingowych. Dostawcy otwierają się na ich sugestie, ale testują też innowacyjne ułatwienia, takie jak rozszerzona rzeczywistość, która ma ułatwić odnalezienie się w przestrzeni. Przyszłość branży nawigacyjnej należy jednak najprawdopodobniej do idei connected cars.

– Najważniejsza jest świeżość informacji. Jeśli jest korek tu i teraz, to chcę wiedzieć o tym korku tu i teraz, a nie za 15 minut. Jeśli jest wypadek na drodze, chcę o nim wiedzieć z odpowiednim wyprzedzeniem, a nie dopiero jak dojadę na miejsce. Dzięki budowaniu społeczności rzędu kilku milionów użytkowników, świeżość tej informacji, którą przekazujemy czy też ułatwiamy przekazywanie między kierowcami, jest bardzo ważna – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jakub Wesołowski, członek zarządu Neptis.

Natychmiastowa informacja o sytuacji na drodze i brak konieczności stałego aktualizowania map to główne wymagania, jakie kierowcy stawiają systemom nawigacji GPS. Coraz częściej to sami kierowcy przekazują informacje o tym, co dzieje się na drodze. Tworzą oni komunikującą się ze sobą społeczność. Po stronie dostawcy technologii leży natomiast dostosowywanie funkcjonalności do zmieniających się oczekiwań i potrzeb użytkowników.

– Mając kilka milionów użytkowników mamy specjalny dział, który tylko odpowiada na ich pytania. Każdy ma oczywiście swoje pomysły na funkcjonowanie rozwiązania, które wszyscy wspólnie budujemy. Okazuje się, że nie wszystkie rozwiązania są przydatne dla wszystkich. Zawsze musimy wyważyć, która funkcjonalność jest rzeczywiście potrzebna. Nie można rozbudowywać menu aż do tego stopnia, żeby klikanie czy zgłaszanie było dla kierowcy wieloetapowe czy skomplikowane, bo powoduje to później pewne niebezpieczeństwo – mówi ekspert.

Yanosik zapewnia obecnie kierowcom dostęp do wymiany informacji związanych z natężeniem ruchu, wypadkami, fotoradarami, warunkami panującymi na drodze czy patrolami drogówki. Podobną funkcjonalność ma aplikacja Waze, dostarczana przez Google. Oprócz nawigowania i informowania o aktualnej sytuacji na drogach stanowi ona źródło danych, na podstawie których trasę najszybszego przejazdu ustala Google Maps.

W Google Maps od niedawna można też znaleźć mapę fotoradarów. Testowana jest w niej także rozszerzona rzeczywistość. Na mapę nakładana jest warstwa, która umożliwia orientację w przestrzeni, po której przemieszcza się użytkownik. Oczekiwania kierowców wobec tego typu rozwiązań sprowadzają się jednak głównie do tego, by nawigacja stała się zarazem centrum zarządzania podróżą.

– Kierowcy chcą mieć kompleksowe rozwiązania, które pozwolą nie tylko się nawigować, być informowanym o tym, co czeka nas na drodze, zgłaszać zdarzenia, lecz także np. płacić za parkingi. Chcą mieć tę informację skumulowaną w jednym narzędziu, tak żeby to był pewien kombajn, pewne środowisko do poruszania się samochodem, ale też coraz częściej poza samochodem – mówi Jakub Wesołowski.

Rynek nawigacji samochodowych znacząco zmienił się technologicznie na przestrzeni ostatnich lat. Obecnie osobne urządzenia są już wypierane z rynku przez aplikacje mobilne. W rezultacie coraz mniej producentów oferuje standardowe nawigacje. Jeżeli na rynek wypuszczane jest takie urządzenie, to coraz częściej jest one wyposażone w kartę SIM i stały dostęp do sieci, by mogło informować na bieżąco o sytuacji na drodze. Duże nadzieje rynek pokłada też w rozwoju internetu rzeczy i wdrażaniu rozwiązań z tego zakresu w nowych samochodach.

– Największe perspektywy związane są z branżą motoryzacyjną, a w szczególności producentami, ponieważ rozwój Google Android Auto czy Apple CarPlay powodują, że wbudowane nawigacje przestają być potrzebne i wygodne, bo ich aktualizacja wymaga płatnej wizyty w serwisie. Tymczasem pojawiają się rozwiązania ogólnodostępne wyświetlane właśnie na konsoli samochodów – wskazuje Jakub Wesołowski.

Według analityków z Grand View Research rynek nawigacji samochodowych do 2025 roku osiągnie wartość ponad 146 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu wyniesie 18,4 proc.

Co wyróżnia brokera FXGM?

fxgmmainlogoZnalezienie odpowiedniego brokera bywa kluczowe, jeśli chcemy zadbać o nasze inwestycje. Najlepiej wybrać spółkę, która posiada licencję od dawna i jest ceniona na rynku.

Takim brokerem jest FXGM, który działa od 2012 roku i wciąż udoskonala swoją ofertę. Obecnie usługi są dostosowane do potrzeb początkujących, jak i zaawansowanych graczy. W sieci krążą różne opinie na temat FXGM. W poniższej recenzji przedstawiamy naszą analizę oferty brokera.

Akademia Handlu

fxgm-forex

Inwestorzy, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z rynkiem inwestycyjnym powinni przyjrzeć się udogodnieniom proponowanym przez FXGM. Broker zadbał o Akademię Handlu, czyli miejsce gdzie użytkownicy mają szansę na zdobycie dużej wiedzy o rynku forex. Podstawą jest słownik kluczowych pojęć oraz historia rynku.

Oprócz tego spółka oferuje dostęp do wykresów. To jedno z najlepszych źródeł informacji na temat par walutowych. Dzięki Akademii Handlu inwestorzy mają szansę na lepsze zrozumienie zasad funkcjonowania rynku oraz podejmowanie przemyślanych, korzystniejszych działań.

Narzędzia handlowe

Osoby, które zdecydują się na współpracę z brokerem mogą liczyć na codzienne informacje obejmujące analizę rynku oraz kalendarz ekonomiczny. Darmowa usługa SMS pozwala na tworzenie oraz ulepszanie strategii inwestycyjnej w oparciu o bieżące, rzeczywiste dane. W celu aktywacji usługi wystarczy kontakt z Działem Obsługi Klienta. Sygnały SMS to uzupełnienie dla wykresów, które pozwalają na komfortowe i pewne wybory dotyczące inwestycji.

Kolejnym narzędziem oferowanym przez brokera jest Trading Insider. Ta funkcja mierzy trendy wśród inwestorów w oparciu o otwarte pozycje w danym kierunku. Ta dodatkowa usługa zbiera w jednym miejscy dane statystyczne, linki oraz inne treści. Informacje są dostarczane przez osoby trzecie i z reguły nie są poddawane żadnej weryfikacji. Trading Insider ma służyć wygodzie klienta i inwestor nie powinien traktować tej funkcji jako bezpośrednich zaleceń dla zarządzania swoją działalnością.

fxgm-platform

Trading Central jest międzynarodową organizacją, która zapewnia usługi w zakresie badań finansowych. Dzięki temu możemy liczyć na analizy techniczne oraz strategie inwestycyjne, które są podparte wskaźnikami zweryfikowanymi w czasie.

Odniesienie do danych historycznych pozwala na wyznaczenie stałego trendu w kontekście różnych ram czasowych. Trading Central cieszy się uznaniem inwestorów, ponieważ zapewnia precyzyjne dane. Analitycy wykorzystują tu matematyczne podejście i szczegółowe analizy giełdowe.

Kompleksowa treść od Trading Central jest łatwa do przyswojenia oraz wdrożenia we własnej strategii inwestycyjnej. Wszystko dzięki nowoczesnej, ulepszonej platformie badawczej. Znajdziemy tu spersonalizowaną tablicę, szkolenia oraz edukację w zakresie analiz technicznych, listę ulubionych produktów, szybkie wyszukiwanie oraz inne ciekawe udogodnienia.

Platformy handlowe

fxgm

FXGM zapewnia przyjazne użytkownikom, intuicyjne platformy. Pierwsza z nich to wersja komputerowa, czyli WebProfit. Ta funkcja jest kompatybilna z różnymi przeglądarkami, a oprogramowania nie trzeba pobierać na komputer. Każdy użytkownik otrzymuje wiadomości finansowe oraz analizy w czasie rzeczywistym. To pozwala na handel towarami, walutami oraz kontraktami CFD.

Druga wersja platformy to opcja mobilna. Ta wersja działa podobnie do tradycyjnej platformy. To pozwala na bieżące edytowanie pozycji, przeglądanie wykresów, a nawet składanie zleceń. Dzięki Mobile PROfit możemy podejmować działania w każdym momencie, używając telefonu lub tabletu.

Konta dla użytkowników

Rozpoczęcie współpracy z brokerem jest bardzo proste, a każdy inwestor może liczyć na ochronę 10 pierwszych transakcji. Pierwsze konto detaliczne założymy składając depozyt w wysokości 250 USD. Kolejne opcje dają dostęp do większych udogodnień oraz kolejnych zniżek.

fxgm-poland

Dla osób zaawansowanych, planujących handel z wyższą dźwignią, broker zapewnił konta profesjonalne. W zamian za rezygnację z części zabezpieczeń, użytkownicy mogą liczyć na lepsze warunki i atrakcyjne promocje. O konto profesjonalne mogą ubiegać się traderzy z dużym doświadczeniem oraz wiedzą na temat handlu.

Inwestorzy powinni spełnić dwa z następujących warunków:

  •      portfel instrumentów finansowych o wartości co najmniej 500 000 euro,
  •      minimum roczne doświadczenie w pracy w sektorze finansowym,
  •      transakcje o znacznej wartości, przeprowadzane w ilości przynajmniej 10 na kwartał.

Klienci profesjonalni mogą handlować z maksymalną dźwignią na poziomie 1:200. W przypadku kont dla klientów detalicznych górny poziom dźwigni to 1:30. Przed dokonaniem wyboru konta, warto przemyśleć te różnice oraz przyjrzeć się korzyściom oferowanym przez konta detaliczne:

1. Podstawowe

Zakładając konto Podstawowe możemy liczyć na darmowe szkolenia, materiały oraz webinary. Dodatkowo mamy dostęp do wykresów, wiadomości rynkowych, czy Trading Insider. Każdy inwestor FXGM otrzymuje Osobistego Managera Konta, a także dostęp do różnych funkcji, takich jak Tryb jednego kliknięcia. Konto podstawowe jest najlepsze, dla każdego, kto zaczyna przygodę z rynkiem forex.

2. Odkrycie

Konto Odkrycie założymy wpłacając depozyt o wysokości 2000 USD. Tutaj możemy liczyć na pierwsze zniżki na poziomie 5%.

3. Srebrne

Konto Srebrne przysługuje od momentu wpłaty depozytu o wielkości 5 000 USD. Zniżka rośnie tutaj do 10%, a użytkownik dostaje dostęp do usługi Trading Central.

4. Złote

Po wpłacie depozytu o wartości 10 000 USD inwestor otrzymuje Złote konto obejmujące wszystkie usługi oraz zniżkę 15%.

5. Diamentowe

Konto Diamentowe otworzymy po wpłacie 15 000 USD. Inwestorzy z takim kapitałem mogą liczyć na 20% zniżki.

6. VIP

Najlepsze warunki zapewnia konto VIP. Zniżka ceny oraz Roll Over wynosi tutaj aż 25%. Oprócz tego inwestorzy mogą liczyć na wszystkie udogodnienia dostępne dla klientów detalicznych.

Produkty finansowe

fxgm-polski

FXGM zapewnia różnorodność, jeśli chodzi o produkty finansowe. Dzięki temu inwestor ma możliwość handlu takimi towarami jak złoto, srebro, czy ropa naftowa. Szczegółowe informacje na temat tego, czym można obracać znajdują się w dokumencie (KID) zawartym na stronie brokera.

Dokumentacja jest zgodna z rozporządzeniem Unii Europejskiej i ma pomóc w lepszym zrozumieniu oferowanych produktów. Ponadto ma informować inwestorów o ryzyku i kosztach, jakie wiążą się z handlem.

Kontrakty CFD

Kontrakty CFD to instrumenty pochodne, które oferuje się na transakcje Forex, akcje, towary i wskaźniki. Kontrakty są uzależnione od wartości aktywa. Osoby, które zdecydują się na inwestycje na tym polu, nigdy nie wchodzą w fizyczne posiadanie danego aktywa.

Traderzy inwestują wyłącznie w zmiany ceny, co jest uznawane za ryzykowne i złożone działanie. Jeśli w czasie trwania kontraktu wartość aktywa wzrośnie, to zysk odnosi kupujący. Jeśli maleje – korzyść odnosi osoba sprzedająca.

FXGM zaleca dokładne zapoznanie się z Oświadczeniem na temat ryzyka. Kontrakty FXGM wiążą się z dużą niepewnością i są przeznaczone jedynie dla doświadczonych traderów. W związku z dbałością o interesy klienta, broker odradza inwestowanie osobom, które są dopiero na etapie nauki handlu.

System wpłat i wypłat

Problemy z depozytami oraz wypłatami to wada wielu brokerów działających na rynku. Jednak firma FXGM zadbała o klientów również w tej kwestii. Inwestorzy mogą wybierać spośród najbardziej popularnych, dostępnych metod płatności. Jedynie użycie karty kredytowej wymaga nieco więcej formalności. Tutaj konieczny jest kontakt z Działem Wsparcia i podanie wymaganych informacji.

W przypadku FXGM depozyty są bezpieczniejsze dzięki 3D Secure. System stworzony przez Visa oraz MasterCard chroni przed nieautoryzowanym użyciem karty. W praktyce przed każdą płatnością konieczna jest weryfikacja, czyli wprowadzenie odpowiedniego kodu. Osoby, które dokonują wpłaty na konto handlowe FXGM każdorazowo są proszone o hasło i kod 3D Secure.

FXGM zapewnia szybkie polecenia wypłat. Wszystko co należy zrobić, to wejść na konto inwestycyjne i utworzyć zlecenie. Dział Back Office rozpoczyna procedurę wypłaty już pierwszego dnia roboczego. Środki trafiają na konto użytkownika tą samą drogą, co wcześniejsza wpłata. Ewentualne opóźnienia są związane z wybraną metodą.

Margin Close-Out

Broker stosuje zasadę MCO, która ma chronić przed ponoszeniem zbyt dużego ryzyka. Jeśli na rachunku klienta margines spadnie do poziomu poniżej 50% zabezpieczającego depozytu początkowego, to spółka zamyka jedną lub kilka otwartych pozycji, Dzięki temu margines nie ulegnie zlikwidowaniu. Domyśla zasada mówi o tym, że zamknięta zostaje pozycja o najniższym wolumenie. Ta zasada działa za każdym razem, gdy MCO zostaje uruchomiona. Istnieje również możliwość zamiany domyślnej pozycji na przeciwstawną.

Opinie o FXGM

FXGM dba o interesy swoich klientów w wielu aspektach. Zadbano o najwyższej klasy zabezpieczenia chroniące dane oraz środki klientów. Ponadto zapewniono wysoki poziom wsparcia inwestorów.

Obsługa klienta jest możliwa poprzez różne kanały. Użytkownicy mogą liczyć na szybką i profesjonalną pomoc, niezależnie od problemu. Takie podejście do klienta połączone z nowoczesnymi narzędziami handlowymi stwarza duże szanse dla inwestorów.

Przeglądając internet natrafimy zarówno na pozytywne, jak i negatywne opinie o FXGM.

Z naszej analizy wynika, że broker działa zgodnie z prawem i zapewnia bogatą ofertę dla różnych inwestorów. Licencja przyznana w 2012 roku nigdy nie została cofnięta lub zawieszona. Broker zyskuje coraz większe grono zadowolonych użytkowników. Na tej podstawie, można przypuszczać, że negatywne recenzje są wynikiem działań firm konkurencyjnych.

Czym kierować się wybierając środki czystości dla gastronomii?

Czym kierować się wybierając środki czystości dla gastronomiiUtrzymanie czystości to podstawa sukcesu w branży gastronomicznej. Niezależnie od tego, jaki konkretnie lokal prowadzisz, nie możesz oszczędzać na higienie – klienci szybko zauważą wszystkie niedociągnięcia.

Każdy punkt gastronomiczny musi spełniać wymagania dwóch surowych „sędziów”: Sanepidu i klienta. Szczegółowe wymagania dotyczące warunków higieniczno-sanitarnych w gastronomii określa rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 26 kwietnia 2004 r. w sprawie wymagań higieniczno-sanitarnych w zakładach produkujących lub wprowadzających do obrotu środki spożywcze (Dz. U. z dnia 1 maja 2004 r.). Podczas kontroli sanepidowskiej (przeprowadzonej np. na wniosek gościa lokalu) urzędnik sprawdzi m.in. stan czystości WC, podłóg i sprzętów kuchennych. Co zrobić, by mieć pewność, że nie odnotuje żadnych nieprawidłowości?

Profesjonalne środki czystości w gastronomii – dlaczego warto?

Profesjonalne środki czystości działają skuteczniej niż chemia przeznaczona do sprzątania w domu. Ich przewaga wynika z tego, że są bardziej skoncentrowane – niewielka ilość produktu wystarczy, żeby doczyścić dużą powierzchnię. Wysoka skuteczność chemii przeznaczonej dla gastronomii oznacza dla ciebie jako właściciela mniejsze koszty utrzymania czystości w lokalu. Profesjonalne środki chemiczne to też oszczędność czasu – ponieważ są silnie skoncentrowane, pracownicy odpowiedzialni za czystość szybciej poradzą sobie z porządkami.

Środki czyszczące do gastronomii – na co zwrócić uwagę?

Środki do czyszczenia używane w lokalach gastronomicznych powinny być przede wszystkim przystosowane do tego celu. To gwarancja ich skuteczności i tego, że mogą być bezpiecznie używane na powierzchniach mających kontakt z żywnością. Może się wydawać, że zwykły płyn do zmywarki spełnia swoje zadanie, bo czyści naczynia z pozostałości jedzenia. W gastronomii to jednak za mało – nieprofesjonalny środek może pozostawić na zastawie białe smugi. Zanim kupisz chemię czyszczącą danego producenta, zwróć uwagę, czy ma on doświadczenie w wytwarzaniu środków przeznaczonych dla gastronomii – profesjonalne marki mogą się pochwalić certyfikatem jakości ISO 9001. Jedną z nich jest Clinex – linia produktów spełniających wszystkie wymagania Sanepidu. Więcej informacji na temat marki znajdziesz pod adresem clinex.com.pl.

Profesjonalna chemia czyszcząca w gastronomii – w co się zaopatrzyć?

W lokalach gastronomicznych nie powinno zabraknąć skoncentrowanych płynów do mycia naczyń – zarówno ręcznego, jak i w zmywarkach. Należy też zakupić profesjonalny preparat do usuwania zabrudzeń z różnego typu podłóg. Do czyszczenia odmiennych typów powierzchni zmywalnych (szklanych, drewnianych, plastikowych itd.) również warto zastosować profesjonalne produkty. Z trudnymi do usunięcia zabrudzeniami można poradzić sobie za pomocą środków do mycia pianowego. Więcej na temat przeczytasz w artykule „Mycie pianowe w gastronomii – czy jest skuteczne?”.

Wszyscy właściciele lokali gastronomicznych powinni dążyć do utrzymania w nich nienagannej czystości. Najlepsze jedzenie nie będzie smakowało w zaniedbanym wnętrzu. Profesjonalne środki do czyszczenia pomogą ci zrobić dobre wrażenie na nawet najbardziej wymagających klientach.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Sentyment rynkowy poprawił się wraz z przekonaniem o proaktywnym luzowaniu polityki czołowych banków centralnych. Jednak trwałość apetytu na ryzyko będzie uzależniona od szans na wygaszenie ryzyk związanych z relacjami handlowymi USA-Chiny. Spotkanie prezydentów Trumpa i Xi podczas szczytu G20 pod koniec przyszłego tygodnia może być punktem zwrotnym dla rynków. W danych inwestorzy będą szukać oznak szkód z tytułu niepewności o perspektywy ożywienia.

Przyszły tydzień: szczyt G20, zamówienia na dobra trwałe/nastroje konsumentów/PCE Core z USA, Ifo z Niemiec, CPI z Eurolandu, RBNZ, PKB z Kanady

Stany Zjednoczone

Tydzień powinien upłynąć pod znakiem wyczekiwania spotkania prezydentów USA Trumpa i Chin Xi podczas szczytu G20 w japońskiej Osace (pt-sb). Jakkolwiek rezultat rozmów będzie punktem wyjścia dla handlu w pierwszym tygodniu lipca, spekulacje na temat tego, co może zostać ustalone, mogą być źródłem zmienności w najbliższych dniach. Wcześniej (pon) wiceprezydent USA Pence wygłosi przemówienie na temat Chin, dostarczając wglądu w obecne nastawienie administracji w odniesieniu do relacji handlowych między krajami. Nie spodziewamy się przełomu po spotkaniu Trump/Xi, więc ryzyka dla sentymentu w dniach poprzedzających rozmowy przeważają po negatywnej stronie.

Spośród danych z USA zamówienia na dobra trwałe (śr) pozwolą ocenić nastroje w biznesie i apetyt na inwestycje – ważny czynnik dla przyszłych decyzji Fed. Indeks nastrojów konsumentów (wt) ukaże konsumpcyjną stronę gospodarki. Indeks PCE Core jest preferowaną przez Fed miarą inflacji i kolejny słaby odczyt wzmocni pozycję gołębi. Biorąc pod uwagę, że rynek jest przekonany co do rychłego luzowania polityki Fed, gorsze odczyty dostarczą argumentów za głębszą obniżką o 50 pb, osłabiając USD.

Strefa euro

W Eurolandzie indeks Ifo z Niemiec (pon) prawdopodobnie potwierdzi, że odbicie aktywności gospodarczej w największej gospodarce bloku opóźnia się, ale problemy sektora przemysłowego nie pogłębiają się. Wstępne szacunki inflacji (pt) będą ważne, gdyż słabość będzie stanowić argument za luzowaniem polityki EBC. EUR może mieć trudności z wykorzystaniem słabej pozycji USD dla globalnym rynku.

Wielka Brytania

Funta może czekać cichy okres po tym, jak wyłoniono dwóch kandydatów w wyścigu o przywództwo w Partii Konserwatywnej (Boris Johnson i Jeremy Hunt), których czeka miesiąc agitacji członków partii w terenie. Temat brexitu może ustąpić miejsca innym czynnikom zewnętrznym, a funtowi dać pole do oddechu. W kwestii danych finalny szacunek PKB za I kw. (czw) powinien przejść bez echa.

Polska

Z Polski otrzymamy ostatnie raporty o majowej aktywności gospodarczej: sprzedaż detaliczną (pon), podaż pieniądza (wt) i stopę bezrobocia (śr) oraz wstępny szacunki CPI za czerwiec (pt). W danych o sprzedaży zakładane jest odreagowanie okołoświątecznego wzrostu zakupów, a stopa bezrobocia powinna obniżyć się wraz ze wzrostem zapotrzebowania na prace sezonowe. Po CPI spodziewane jest nasilenie presji inflacyjnej. Dla złotego większe znaczenie powinien mieć klimat zewnętrzny, w którym widzimy więcej zagrożeń z ryzykiem osłabienia w stronę 4,28 za euro.

Australia i Nowa Zelandia

Oczekujemy, że RBNZ pozostawi stopę OCR na 1,5 proc. (śr). Po ostatniej obniżce o 25 pb w marcu bank pozostaje w ostrożnym nastawieniu, ale nie spieszy się do dalszego luzowania. Lepszy odczyt PKB za I kw. daje swobodę, by poczekać na więcej danych. Mimo to przekaz w komunikacie powinien skręcać w gołębią stronę, by nie budować niepotrzebnej premii umocnienia NZD. W Australii przyszły tydzień nie przynosi istotnych danych. Mamy wątpliwości, ile jeszcze AUD może skorzystać na ucieczce inwestorów od USD przy negatywnych ryzykach dla sentymentu. Eskalacja napięć handlowych USA-Chiny może szybko uderzyć w Aussie.

Kanada

W Kanadzie kwietniowy PKB (pt) będzie w centrum uwagi. Przy danych ogólnie potwierdzających odbicie po słabym przełomie roku, CAD może być jedną z niewielu walut nieobawiających się gołębiego zwrotu banku centralnego. Przy pośrednim wsparciu ze strony rosnących cen ropy naftowej utrzymujemy konstruktywne nastawienie wobec loonie przy założeniu kontrastu w polityce monetarnej BoC względem Fed.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jak znaleźć najlepszych pracowników i zatrzymać ich w firmie?

Jak znaleźć najlepszych pracowników i zatrzymać ich w firmie?Rynek pracy rozwinął się na tyle, że sama oferta i możliwość zatrudnienia w danej firmie nie są już najważniejsze. Pracownicy poszukują dodatkowych korzyści. Zwłaszcza gdy mówimy o specjalistach, dla których nie tylko wysokość wynagrodzenia jest ważna, lecz dodatkowe udogodnienia związane z pracą w danej firmie. Jak w takim razie znaleźć najlepszych pracowników i zatrzymać ich w firmie?

Jak znaleźć najlepszych specjalistów na rynku?

Znalezienie najlepszych specjalistów na szerokim rynku pracy nie należy do łatwych zadań. Zapotrzebowanie na nowych pracowników jest ogromne, miejsc pracy coraz więcej, jednak osób z doświadczeniem w branży, mogących przynieść wiele korzyści dla firmy zawsze  będzie brakować. Związane jest to z wykształceniem, odpowiednimi kwalifikacjami oraz praktyką zawodową. Skąd pozyskać specjalistę? Najlepszym rozwiązaniem będzie korzystanie z profesjonalnych i renomowanych serwisów z ofertami pracy jak np. www.aplikuj.pl. Tego typu serwisy przyciągają pracowników, którzy szukają wyselekcjonowanych ofert; łatwiej więc będzie pozyskać pracownika o ściśle określonym profilu. Trzeba również pamiętać, że świadomość rynku pracy wśród kandydatów zwiększa się. Uczniowie już w szkołach średnich i na studiach wybierają określoną ścieżkę kariery zawodowej, dążąc do jak najlepszych wyników w nauce, po to by w przyszłości zbudować dobrą pozycję na rynku pracy. Warto sprawdzić publikację na ten temat: „Praca w Krakowie – co studiować by dobrze zarabiać?”

Jak zatrzymać w firmie najlepszych pracowników?

Istnieją branże, w których firmy muszą prześcigać się, by móc zatrzymać najlepszych pracowników. Osoby z bogatym doświadczeniem, fachowcy są pożądani na rynku pracy, przez co nie grozi im wizja bezrobocia. To sprawia, że specjaliści próbują polepszyć swoją sytuację nie tylko finansową, ale szukają pracy spełniającej ich dodatkowe oczekiwania. Na pewno jednym z elementów mających wpływ na zatrzymanie pracownika w firmie, jest głęboka struktura i jasna ścieżka rozwoju zawodowego. Wtedy pracownik może ułożyć plan rozwoju zawodowego, dzięki czemu chęć zmiany pracy nie będzie zbyt mocna.

Pakiety i benefity dla pracownika

Dobrą metodą na zatrzymanie pracownika będzie oferta pakietów i benefitów. Popularne są karty Benefitsystems typu Multisport lub bilety do kina, teatru. Nie samą pracą człowiek żyje – jeśli pracodawca wyznaje taką dewizę, musi poprzeć ją odpowiednimi działaniami – czyli ofertą kart sportowych. Ważnym elementem podnoszącym renomę firmy i stawiającym ją w pozytywnym świetle będzie przyznanie pracownikowi i jego rodzinie pakietów darmowej opieki medycznej.  

Elastyczne godziny pracy

Elastyczne godziny pracy mogą być dla wielu pracowników bardzo ważnym argumentem przemawiającym za pozostaniem w firmie. Sztywny grafik nie pozwala załatwić innych obowiązków jak np. wizyty u lekarza, mechanika, fryzjera. Przesunięcie godzin pracy jest bardzo komfortowe. Dodatkowo, jeśli pracodawca prowadzi biznes online, sporym atutem okaże się możliwość pracy zdalnej.

Szkolenia kończące się certyfikatem

Szkolenia, które zakończą się otrzymaniem certyfikatu, konferencje branżowe, uczestnictwo w targach – to wszystko buduje dodatkowe argumenty świadczące na korzyść pracodawcy, który dba o rozwój pracowników. Nie tylko nacisk na podnoszenie kwalifikacji powinien się liczyć. Warto również zainwestować w wyjazdy integracyjne, aby podnieść morale zespołu lub w organizowanie pikników rodzinnych.

Najtańsze mieszkanie w mieście – ile kosztuje u dewelopera?

Ile kosztują najtańsze mieszkania w ofercie deweloperów w poszczególnych miastach? Jaki mają metraż? W których osiedlach można je znaleźć? Sondę prezentuje serwis nieruchomości dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Ceny najtańszych mieszkań, które oferujemy zaczynają się od 170 tys. zł. Lokale w tej kwocie można kupić w inwestycji Słoneczne Miasteczko w Krakowie. W Warszawie, Wrocławiu, czy Gdańsku, z uwagi na specyfikę lokalizacji danych inwestycji, ceny mieszkań zaczynają się od 250 tys. zł.

W Warszawie najkorzystniejsze cenowo oferty mamy w osiedlu Miasto Moje, położonym na Białołęce. Kawalerkę można kupić w nim za 210 tys. zł, mieszkanie dwupokojowe za 271 tys. zł, a ceny mieszkań trzypokojowych zaczynają się od 299 tys. zł. Bardzo atrakcyjne ceny oferujemy też w naszym nowym projekcie Ursus Centralny, gdzie ceny mieszkań dwupokojowych zaczynają się od 292 tys. zł. W Poznaniu już od 267 tys. zł dostępne są trzypokojowe minidomy w osiedlu Chilli City, natomiast w szczecińskiej Panoramice najtańsza kawalerka kosztuje 191 tys. zł.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Ceny wrocławskich mieszkań w naszej ofercie zaczynają się od nieco ponad 250 tys. zł. W tej kwocie dostępne są lokale dwupokojowe o powierzchni 35 mkw. w osiedlach społecznych Cztery Poru Roku, Forma i Słoneczne Stabłowice. W cenie, poza samym lokalem, klienci zyskują liczne dodatkowe walory, jak własny, osiedlowy klub fitness i klub mieszkańca, sąsiedztwo rzeki, czy w pełni zagospodarowane miejsca do wypoczynku i rekreacji na świeżym powietrzu.

Mieszkania w bardzo przystępnych cenach oferujemy także w Łodzi i Poznaniu. Przykładowo, 45-metrowy lokal w poznańskiej inwestycji Przylesie Marcelin można kupić za niespełna 300 tys. zł.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

W inwestycji Apartamenty Przy Arsenale, zlokalizowanej w centrum Warszawy przy alei Solidarności najmniejsze mieszkanie ma powierzchnię 26 mkw. i kosztuje 452 tys. zł. Na warszawskim Tarchominie w projekcie Moja Północna, położonym przy ulicy Kościeszów mieszkanie o najmniejszej powierzchni 35 mkw. można kupić w kwocie 281 tys. zł. W projekcie Wolne Miasto w Gdańsku Ujeścisko można nabyć lokal o metrażu 33 mkw. w cenie 255 tys. zł.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Najtańsze mieszkania w naszej ofercie można znaleźć na Targówku w inwestycji Warszawski Świt, zlokalizowanej przy ulicy Poborzańskiej, gdzie lokal dwupokojowy o powierzchni 39 mkw. kosztuje ponad 309 tys. zł brutto. W budynku Willa Ochota przy ulicy Mszczonowskiej w Warszawie, którego budowa dobiega końca, mieszkanie dwupokojowe o powierzchni 33 mkw. można z kolei nabyć w cenie 382 tys. zł brutto. Aby zostać właścicielem lokalu jednopokojowego o metrażu ponad 41 mkw. w warszawskiej inwestycji Apartamenty Okopowa 59A, zlokalizowanej na pograniczu warszawskiej Woli i Śródmieścia, trzeba dysponować kwotą 483 tys. zł brutto.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

W Osiedlu Łomianki oferujemy mieszkania 51 metrowe w cenie 297 tys. zł. Z kolei w Osiedlu Natura w Wieliszewie ceny naszych największych mieszkań zaczynają się od 3890 zł za mkw. i bez wątpienia należą do najniższych na rynku stołecznym i podwarszawskich nieruchomości, nie wspominając o obrzeżnych dzielnicach Warszawy, gdzie na zakup mieszkania trzeba wydać często znacznie więcej.

W Osiedlu Natura w Wieliszewie dostępne są lokale o powierzchni od 27 mkw. do 67 mkw., zaś w Łomiankach metraże mieszkań zaczynają się od 36 mkw., a kończą na rodzinnych i przestronnych lokalach 102-metrowych.

Marta Drozd – Piekarska, pełnomocnik zarządu w Allcon Osiedla

W naszej aktualnej ofercie najtańsze opcje możemy zaproponować w inwestycji NEXO w Pucku. To wakacyjne mieszkania jednopokojowe w metrażu 26 mkw. w cenie od 220 tys. zł brutto. W Trójmieście dobrą ofertą jest Osiedle Gdyńskie z mieszkaniami dwupokojowymi w cenie od 300 tys. zł brutto. Ciekawe propozycje lokali mamy też w Kamienicach Malczewskiego w Gdańsku, gdzie ceny mieszkań dwupokojowych o powierzchni 46- 58 mkw. kształtują się w przedziale 415 tys. zł do 550 tys. zł brutto.

Wojciech Duda, wiceprezes Duda Development

W tej chwili najtańsze spośród mieszkań w naszej ofercie to 31-metrowa kawalerka w poznańskim Fyrtlu Wilda, którą można kupić w cenie nieco ponad 269 tys. zł oraz 25-metrowa kawalerka w Diasferze Łódzkiej, której cena wynosi 194 tys. zł.

Autor: Dompress.pl

W Warszawie potaniały mieszkania na wynajem, po raz pierwszy od wielu lat

Wynajmowanie mieszkań potaniało. Zmiana nie jest duża, ale istotne jest, że przez kilka lat mieliśmy duże wzrosty. To może być kolejny symptom, że na rynku mieszkaniowym pojawia się niepewność.

Przez trzy lata średni czynsz za wynajmowane mieszkania w Warszawie zwiększył się o ok. 1 tys. zł. Jednak pierwsze miesiące tego roku przyniosły dużą obniżkę, o ponad 250 zł miesięcznie.

Wtórny rynek mieszkaniowy ma oczywiście swoją specyfikę regionalną, ale zmiany w Warszawie traktowane są jako istotny trend, przenoszący się na inne, duże miasta.

Ważnym wskaźnikiem są ceny najmu za m kw. Mieszkania. Te bardzo szybko wzrosły pomiędzy 2016 i 2017 rokiem, z 44 zł do 53 zł. Kolejny rok przyniósł już niewielki ich wzrost, do 55 zł.

– W tym roku mamy po raz pierwszy od kilku lat spadek stawek czynszu, do 54 zł, czyli jest niewielki, ale warto zwrócić uwagę, że po 2015 r. aż 60 proc. podpisywanych nowych umów najmu dotyczyło mieszkań wybudowanych w ostatnich dwóch latach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jerzy Sobański, ekspert Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Ostatnie dwa lata, to był okres dużego wzrostu cen nowych mieszkań, czyli 2019 r. może przynieść poważny spadek rentowności inwestycji w mieszkania na wynajem.

Moody’s i Fitch nadal nie doceniają polskiej gospodarki?

Obniżenie prognozy wzrostu PKB dla Polski okazało się błędem, do którego przyznała się Moody’s, co nie zmienia tego, że agencje ratingowe nie doceniają odporności polskiej gospodarki na ogólnoświatowe osłabienie gospodarcze.

Agencja Moody’s poinformowała w środę, że nie obniżyła w poniedziałek prognoz wzrostu PKB dla Polski. Poprzednia informacja – o obniżce prognoz – miała wynikać z błędnych danych zawartych w raporcie z 17 czerwca.

W poniedziałkowym raporcie Moody’s błędnie podano, że wzrost PKB dla Polski wyniesie 4,2 proc., prognoza wzrostu o 4,4 proc. pozostaje aktualna. Najnowsze prognozy Moody’s i Fitch są więc takie same.

Wcześniejsze podnoszenie prognoz dla polskiej gospodarki jest ciekawe także z tego względu, że ocena innych gospodarek była sceptyczna.

– W agencjach ratingowych zwykle dominuje ostrożność i nie doceniają one odporności polskiej gospodarki na światowe spowolnienia gospodarcze – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Amerykański Fed obniżył perspektywę wzrostu stóp procentowych

Najważniejszym wydarzeniem dla rynków walutowych w tym tygodniu było posiedzenie amerykańskiego Fedu. Zgodnie z przewidywaniami stopy procentowe nie zostały zmienione. Jednak jest możliwe, że już podczas następnego posiedzenia zostaną one obniżone. Nasilają się oczekiwania rynku w tym kierunku, ponieważ ryzyka dla gospodarki światowej wprowadzają nerwową atmosferę w wielu bankach centralnych, i to nie tylko w Ameryce. Ryzyka globalne są jednym z powodów rozważania przez EBC uwolnienia polityki pieniężnej – warto zwrócić uwagę, że w strefie euro, w przeciwieństwie do Ameryki, jest znacznie mniej miejsca na działania tego typu. Retoryka amerykańskich banków centralnych została oceniona jako gołębia, a fundamenty się znacznie nie zmieniły. Niemniej jednak posiedzenie przyczyniło się do lekkiego osłabienia dolara w stosunku do euro. Stało się bowiem jasne, że kończy się okres dużych różnic stóp procentowych między dolarem i euro. W efekcie w piątek rano kurs wynosił 1,13 EUR/USD.

W Polsce z kolei warte uwagi są wyniki rynku pracy. Sytuacja dla polskich pracowników nadal się poprawia. Płace w kwietniu br. wzrosły o 7,7% r/r. Zatrudnienie w porównaniu z majem ubiegłego roku jest o 2,7% większe. Kurs złotego w mijającym tygodniu zasadniczo się nie zmienił i w piątek rano wynosił 4,26 EUR/PLN.

AKCENTA CZ a.s.

Jak rynki zareagowały na FED? Spór Włochów z Komisją Europejską

Przeciwnikiem Borisa Johnsona w wyborach na szefa konserwatystów będzie Jeremy Hunt. Amerykanie nie zmieniają stóp procentowych, ale dają sygnały, że w przyszłości najprawdopodobniej będą je obniżać.

Jaki komunikat dał FED

Rezerwa Federalna nie zmieniła co prawda stóp procentowych, ale dała rynkom kilka ważnych wskazówek. Analitycy zwracają uwagę, że nie ma już komunikatu o cierpliwości w sprawie zmian stóp procentowych. Warto zwrócić uwagę, że z 17 członków FED-u obecnie 8 jest zwolennikami utrzymania stóp do końca roku na niezmienionym poziomie, a 8 ich obniżek, w tym 7 dwukrotnie. Jak zareagowały rynki? Najszczęśliwsza był giełda. Indeks S&P ustanowił historyczne maksimum. Nie może to dziwić. W końcu niższe stopy procentowe to tańsze kredyty oraz przepływ pieniędzy z rynku obligacji na giełdę. Ciekawa była reakcja rynków, na których pomimo braku obniżki stóp dolar tracił na wartości. Jak widać, potwierdzenie kierunku zmian miało silniejszy efekt niż brak zmiany.

Finałowa para u Konserwatystów

Po serii głosowań deputowanych konserwatywnych poznaliśmy nazwiska dwóch kandydatów, którzy zmierzą się w walce o głosy wszystkich członków partii. Boris Johnson nie jest żadną niespodzianką. Jego kontrkandydatem będzie natomiast Jeremy Hunt, który nieznacznie wyprzedził Michaela Gove’a. Bukmacherzy jasno wskazują na zwycięstwo Borisa Johnsona. W prasie pojawiły się nawet spekulacje, że część zwolenników Borisa Johnsona poparła w głosowaniu Jeremy’ego Hunta, gdyż ma on mniejsze szanse w bezpośrednim starciu. Poglądy obu Panów są zbliżone w kwestii Brexitu. Co prawda Jeremy Hunt do referendum nie był zwolennikiem opuszczenia struktur unijnych. Kolejnym krokiem jest rozdanie kart głosowania członkom partii. Muszą one zostać zwrócone do 22 lipca. Czeka nas zatem jeszcze miesiąc niepewności. Rynki walutowe znów zareagowały strachem przed twardym Brexitem i po wyborach funt tracił na wartości.

Włoski spór z Komisją Europejską

Giuseppe Conte, premier Włoch zapowiedział, że jego rząd dokona oszacowania budżetu. Ponadto zapewnił, że stan finansów jest lepszy niż przewidywano. W ten sposób broni się przed objęciem jego kraju procedurą nadmiernego deficytu. Deklaruje, że deficyt wyniesie 2,1%, a nie jak uważają Unijni urzędnicy 2,5%. Patrząc na łączne zadłużenie Włoch nawet ta wartość jest nieracjonalnie wysoka. W czasach, gdy pokaźna część członków Unii zapożycza się na 10 lat z ujemną rentownością, Włosi w dalszym ciągu muszą dać zarobić inwestorom przeszło 2% rocznie. Jeśli konflikt będzie eskalował, zaufanie rynków może dalej spadać.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl