Cena ropy naftowej wzrosła od początku lipca o ponad 30 proc., a sytuacja na światowym rynku surowców pozostaje wyjątkowo napięta. Notowania ropy Brent, które na początku miesiąca znajdowały się w pobliżu 70 dolarów za baryłkę, 23 lipca zbliżyły się do poziomu 100 dolarów.
Rosnące ceny są przede wszystkim efektem eskalacji konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Iranem oraz obaw o bezpieczeństwo najważniejszych szlaków transportu ropy. Dodatkowym źródłem niepewności stały się ataki na tankowce w rejonie Morza Czerwonego i cieśniny Bab al-Mandab.
Cena ropy może zmieniać się o kilkanaście dolarów
Rynek pozostaje wyjątkowo podatny na informacje polityczne i militarne. Każdy komunikat dotyczący Iranu, działań administracji Donalda Trumpa albo przepustowości szlaków morskich może wywołać gwałtowne zmiany notowań.
– W każdej chwili sytuacja może się zmienić, a cena ropy może być o 10 dolarów za baryłkę wyższa lub niższa – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB.
W czasie rozmowy baryłka ropy Brent kosztowała około 95 dolarów. W kolejnych godzinach notowania zbliżyły się do granicy 100 dolarów.
Rozpiętość możliwych scenariuszy pozostaje bardzo szeroka. W przypadku uspokojenia sytuacji cena ropy mogłaby wrócić w okolice 70 dolarów. Dalsze ograniczenie dostaw może natomiast skierować notowania powyżej 100 dolarów.
Analitycy Goldman Sachs wskazują, że przy utrzymujących się zakłóceniach w transporcie przez kluczowe cieśniny ropa Brent mogłaby przekroczyć 120 dolarów za baryłkę. Jest to jednak scenariusz ryzyka, uzależniony od dalszego rozwoju konfliktu i skali ograniczeń podaży.
Cieśnina Ormuz pozostaje kluczowa
Jednym z najważniejszych czynników dla rynku pozostaje sytuacja w Cieśninie Ormuz. Przed rozpoczęciem konfliktu przez ten szlak przepływało około 20 proc. światowych dostaw ropy. Obecnie transport odbywa się w ograniczonym zakresie, a część tankowców wybiera dłuższe i droższe trasy.
Niepewność wzrosła po załamaniu się tymczasowego porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Dodatkowym zagrożeniem są działania Huti w rejonie Morza Czerwonego. Utrudnienia w cieśninie Bab al-Mandab ograniczałyby alternatywny szlak wykorzystywany przez eksporterów z regionu Zatoki Perskiej.
Wydłużenie tras transportowych oznacza wzrost kosztów frachtu i ubezpieczeń, a także opóźnienia w dostawach. W skrajnym przypadku może prowadzić do niedoborów surowca i paliw w części regionów świata.
Rekordowe marże rafinerii
Problemy dotyczą nie tylko samej ropy, ale również gotowych paliw. Marże rafineryjne w Stanach Zjednoczonych osiągnęły rekordowe poziomy. Benchmarkowa marża określana jako spread 3-2-1 wzrosła w połowie lipca do blisko 70 dolarów za baryłkę. Na początku roku wynosiła około 20 dolarów.
Wysokie marże oznaczają, że ceny benzyny i oleju napędowego mogą rosnąć szybciej niż sama ropa. Wynika to między innymi z ograniczonej dostępności paliw, niskiego poziomu zapasów oraz problemów części rafinerii na Bliskim Wschodzie i w Rosji.
Sytuacja szczególnie mocno uderza w konsumentów. Rosną koszty tankowania, transportu oraz produkcji, co może stopniowo przekładać się również na ceny innych towarów i usług.
Koniec programu CPN zwiększa ryzyko wzrostu cen
Dodatkowym czynnikiem dla polskich kierowców jest zakończenie programu Ceny Paliwa Niżej. Obniżona stawka VAT na benzynę, olej napędowy i część pozostałych paliw obowiązywała do 30 czerwca 2026 roku. Od początku lipca ponownie stosowana jest standardowa stawka podatku.
Program CPN łagodził wpływ wysokich cen surowców na ceny detaliczne. Jego wygaśnięcie zbiegło się z ponownym wzrostem notowań ropy, co zwiększa prawdopodobieństwo podwyżek na polskich stacjach.
Rządowy program kosztował około 4,7 mld zł. Jego ewentualne wznowienie oznaczałoby kolejne znaczące obciążenie dla finansów publicznych.
Inflacja może ponownie przekroczyć 3 proc.
Inflacja konsumencka w Polsce wyniosła w czerwcu 2,5 proc. w ujęciu rocznym, wracając dokładnie do celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego. Wzrost cen ropy i paliw może jednak szybko zmienić sytuację.
– Przekroczenie przez inflację poziomu 3 proc. w lipcu wydaje się obecnie nieuniknione – ocenia Michał Stajniak.
Wyższe ceny paliw wpływają na inflację bezpośrednio, poprzez wydatki kierowców, oraz pośrednio – przez wzrost kosztów transportu, logistyki i produkcji. Ostateczna skala wpływu będzie zależała od czasu utrzymywania się wysokich notowań ropy oraz kursu dolara do złotego.
Dobre dane z gospodarki mogą nie wystarczyć
Wzrost ryzyka inflacyjnego następuje w momencie, gdy dane z polskiej gospodarki wskazują na poprawę konsumpcji.
Sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła w czerwcu o 6,2 proc. rok do roku oraz o 1,4 proc. w porównaniu z majem. W cenach bieżących obroty zwiększyły się o 6,8 proc. rok do roku wobec wzrostu o 4,4 proc. w maju.
Poprawiły się również nastroje konsumentów. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej wzrósł w czerwcu, choć nadal pozostawał poniżej zera, co oznacza przewagę ocen pesymistycznych nad optymistycznymi.
Dobre dane o sprzedaży i konsumpcji wspierają wzrost gospodarczy, ale w połączeniu z drożejącą energią mogą utrudnić dalsze łagodzenie polityki pieniężnej.
– We wrześniu nie ma mowy o obniżce stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej – ocenia ekspert XTB. – Bardzo możliwe, że rynek zacznie wkrótce wyceniać podwyżki stóp, chociaż na dziś jest jeszcze zbyt wcześnie, aby uznać taki scenariusz za podstawowy.
Dalsze decyzje RPP będą zależały przede wszystkim od skali wzrostu cen paliw, nowych prognoz inflacyjnych oraz tego, czy szok na rynku ropy okaże się przejściowy, czy utrzyma się przez kolejne miesiące.




