Rynek elastycznych biur w Polsce przeżywa rozkwit. W Warszawie działa już ponad 100 takich miejsc

Rynek elastycznych biur w Polsce przeżywa rozkwit. W Warszawie działa już ponad 100 takich miejsc 1

Rynek elastycznych biur to jeden z najsilniejszych trendów w sektorze nieruchomości biurowych – wynika z raportu firmy doradczej Savills. W tym modelu firma, w zależności od jej profilu i wielkości, może wybrać odpowiednie dla siebie rozwiązanie, mieszczące się w jej budżecie – wynająć biurko na godziny, salę na spotkanie biznesowe albo większe biuro z podziałem na gabinety dostępne 24/7. Popyt napędzają głównie start-upy, firmy z branży IT i korporacje, które lokują w nich swoje krótkoterminowe projekty. Ekspansję na szybko rosnącym polskim rynku planuje IWG – globalny lider, który zrzesza takie marki jak Regus czy Spaces.

Nasze plany ekspansji w Polsce są dość ambitne. W tym roku planujemy otworzyć do dwanaście lokalizacji, w przyszłym roku będzie to podobna liczba. Wprowadzamy też na rynek dodatkowe brandy z naszej grupy. Do tej pory na polskim rynku istniała marka Regus, w tym roku wprowadzamy również markę Spaces. Pierwszą lokalizację Spaces już niebawem otwieramy w Warszawie, ale w planach są także inne miasta regionalne – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rafał Gabteni, dyrektor regionalny Grupy IWG w Polsce.

Regus jest największym na świecie dostawcą elastycznych przestrzeni biurowych i coworkingowych. Zarządza siecią obejmującą w sumie ponad 3 tys. centrów biznesowych w 900 miastach i 120 krajach, a w gronie klientów ma zarówno znanych przedsiębiorców, jak i korporacje o obrotach sięgających miliardów dolarów. Oferuje w pełni obsługiwane powierzchnie biurowe, biura wirtualne, usługi coworkingu lub sale konferencyjne. W zależności od profilu i wielkości firma może więc wybrać odpowiednie rozwiązanie, mieszczące się w jej budżecie – wynająć biurko na godziny, salę na spotkanie biznesowe albo większy moduł biurowy dostępny 24/7.

Jak podkreśla dyrektor regionalny IWG w Polsce, to, co wyróżnia markę Regus od konkurencji, to oferowany klientom dostęp do globalnej sieci placówek. W praktyce oznacza to, że firma, która podpisuje umowę najmu przestrzeni biurowej, automatycznie zyskuje dostęp do wszystkich centrów biznesowych Regus w 120 krajach. W ramach umowy członkostwa może z nich skorzystać i przenieść biuro do innego miasta albo kraju, jeżeli zdecyduje się na przykład na ekspansję albo przeniesienie działalności na inny rynek.

Firmy wymagają dziś elastyczności i różnorodności. Świat pędzi bardzo szybko, dotyczy to również inwestycji i działalności firm. Dlatego dostęp do innych rynków też musi być szybki, bezpieczny i elastyczny. Nasza ekspansja nie ogranicza się tylko do tych państw, w których już jesteśmy obecni, cały czas wchodzimy na nowe rynki, realizując globalny plan poszerzania sieci IWG – mówi Rafał Gabteni.

Regus w I połowie roku otworzył nowe biura m.in. w Krakowie (Equal Park) i w Warszawie (Solec Business Center i Villa Metro Wilanowska). Do końca 2018 roku chce otworzyć jeszcze pięć nowych lokalizacji w głównych miastach Polski (Warszawie, Krakowie i Gdańsku).

Grupa IWG, do której należy marka Regus, w tym roku wystartuje na polskim rynku z kolejny swoim konceptem – Spaces, który działa już w 25 krajach, na 6 kontynentach. Pierwszą lokalizacją tej sieci w Polsce będzie Warszawa. W listopadzie biuro Spaces o powierzchni 4,2 tys. mkw. otworzy się w stołecznym Centrum Marszałkowska – to prestiżowa inwestycja, która powstaje w samym centrum miasta, u zbiegu ulic Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, w miejscu dawnego domu handlowego Sezam.

Uważamy Polskę za perspektywiczny rynek. Porównując ją do innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, polski rynek jest jednym z najbardziej obiecujących dla naszej branży – także jeżeli chodzi o dojrzałość biznesową i stabilność. Wiadomo, że w biznesie ważne jest bezpieczeństwo. Ryzyko nie jest zbytnio wskazane. W porównaniu do innych państw w regionie Polska jest rynkiem bezpiecznym, stąd nasze podejście i ambitne plany rozwoju –mówi dyrektor regionalny IWG w Polsce.

Jak wynika z tegorocznego raportu firmy doradczej Savills, rynek elastycznych miejsc pracy w Polsce przeżywa rozkwit. W pięciu przeanalizowanych miastach działają 174 elastyczne biura serwisowane i coworki, oferujące ponad 129 tys. mkw. powierzchni. W marcu kolejne 52 tys. mkw. elastycznych biur w 16 lokalizacjach było przygotowywanych do otwarcia.

Z raportu „Elastyczne miejsca pracy w Polsce” wynika też, że tego typu biura to jeden z najsilniejszych trendów w sektorze nieruchomości biurowych w ostatnim czasie. W ubiegłym roku ich udział w całkowitym wolumenie najmu w Warszawie wyniósł prawie 4 proc. (32,3 tys. mkw.). Stołeczny rynek zdecydowanie wiedzie prym (dalej plasują się kolejno Kraków, Poznań i Wrocław), oferując ok. 100 tys. mkw. elastycznej powierzchni biurowej w 110 lokalizacjach (dane na koniec I kwartału 2018  roku), z czego ponad 80 proc. w nowoczesnych biurowcach. Motorem napędowym popytu na elastyczne powierzchnie w Warszawie jest między innymi niewielka podaż nowej powierzchni biurowej w rejonie centralnego obszaru, jaka zostanie dostarczona w najbliższym czasie.

Elastyczne powierzchnie są wykorzystywane zarówno przez duże korporacje, które lokują w nich swoje krótkoterminowe projekty, jak i młode, rozwijające się przedsiębiorstwa. Szczególnie popularne są wśród start-upów i firm z branży IT.

Rynek w Polsce będzie zmieniał się w kierunku, który widzimy na przykładzie Europy Zachodniej bądź USA, gdzie część biur tzw. serwisowanych, outsourcingowanych będzie się zwiększać. Według ostatnio przeprowadzonych badań do 2030 roku stopień ich wykorzystywania przez firmy wyniesie około 30 proc. W Polsce, kiedyś z naszych usług korzystało więcej firm zagranicznych, teraz to się zmienia. Zauważalnym trendem jest to, że coraz więcej firm lokalnych dostrzega korzyści płynące z tego typu rozwiązań – mówi Rafał Gabteni.

Analitycy Savills zwracają uwagę na to, że podział pomiędzy biurami serwisowanymi a coworkami nieco się zaciera, jednak – ze względu na większą prywatność, ochronę poufnych danych i kulturę korporacyjną niektórych firm – część klientów w dalszym ciągu będzie preferowała bardziej tradycyjny układ gabinetowy w biurach serwisowanych. W tym modelu firma otrzymuje w ramach najmu w pełni umeblowane i wyposażone biuro z dostępem do wszystkich usług, takich jak internet, całodobowa recepcja, wyposażenie kuchni, sprzęt biurowy i ochrona budynku.

Systemy antydronowe są coraz bardziej zaawansowane. Mają walczyć z przemytnikami, terrorystami oraz nierozważnymi pilotami

Systemy antydronowe są coraz bardziej zaawansowane. Mają walczyć z przemytnikami, terrorystami oraz nierozważnymi pilotami 2

Drony coraz częściej są wykorzystywane w niewłaściwy sposób lub niezgodnie z prawem. Sięgają po nie przemytnicy i terroryści, a nierozważni piloci stwarzają zagrożenie dla ruchu lotniczego, wypuszczając je zbyt blisko lotnisk. W odpowiedzi na te zagrożenia pojawiły się systemy antydronowe, które mają bezpiecznie sprowadzać pojazdy na ziemię lub neutralizować je w powietrzu. Polska firma rozwija własny system antydronowy Jastrząb, który konkuruje z rozwiązaniami z całego świata.

– Opracowaliśmy system, który wykrywa drona na terenie chronionym, śledzi i neutralizuje go. Na system składa się radar obrotowy, który wykonuje jeden obrót na sekundę i ma zasięg około 5 km. Dedykowany jest specjalnie pod małe obiekty latające, z bardzo dużą precyzją rozróżnia drona od ptaka, pokazując go na specjalnym zobrazowaniu na mapie. Dyspozytor może wówczas użyć neutralizatora z zasięgiem do 1,5 km, który blokując systemy pozycjonowania GNSS i łączność z operatorem, zmusza takiego drona do lądowania – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Zygmunt Rafał Trzaskowski, założyciel Hertz Systems.

Systemy antydronowe działają wielofazowo. Ich głównym zadaniem jest zlokalizowanie i precyzyjne namierzenie położenia dronów na obszarze objętym monitoringiem. Następnie pojazdy nieuprawnione do lotu w strefie chronionej są śledzone i neutralizowane w taki sposób, aby nie zagrażały bezpieczeństwu osób postronnych. Arsenał firm antydronowych nie ogranicza się tylko do systemów zakłócania sygnałów GNSS. Dzięki tej metodzie można zmusić drona do zawiśnięcia w powietrzu lub automatycznego wylądowania w miejscu startu, zmniejszając w ten sposób zagrożenie z jego strony. Ze względów bezpieczeństwa niekiedy operatorzy muszą jak najszybciej sprowadzić pojazd na ziemię.

W takich sytuacjach można np. zastosować metodę spoofingu, czyli przejęcia pełnej kontroli nad dronem. Bardziej inwazyjne metody zakładają wykorzystanie działek lub karabinów laserowych do uszkodzenia kluczowych elementów drona lub wystrzelenie sieci, która zablokuje wirniki i natychmiast unieszkodliwi pojazd. Wykorzystuje się także klasyczną broń do zestrzelenia drona. Wybór odpowiedniej metody zależy od zastanych okoliczności.

– W ramach systemu mamy również drona, który może realizować czynności przechwytywania, również łapania dronów w siatkę i sprowadzania w bezpieczne miejsce. To rozwiązanie można idealnie stosować do ochrony imprez masowych, gdzie trzeba takiego drona zagrożonego przenieść w miejsce bezpieczne, gdzie nawet jeżeli będzie miał jakiś ładunek wybuchowy, będzie można bezpiecznie go zneutralizować – tłumaczy Zygmunt Rafał Trzaskowski.

W rozwój systemów antydronowych inwestują największe światowe gospodarki. W ramach „Ustawy o upoważnieniu wydatków na obronę narodową” Stany Zjednoczone przeznaczyły środki na opracowanie systemu antydronowego, który powstanie we współpracy z ekspertami z Izraela i ma poprawić bezpieczeństwo obu krajów. Nad własnym zabezpieczeniem antydronowym pracuje również chiński rząd, który planuje stworzyć zarówno system zakłócania sygnału, jak i broń laserową do zestrzeliwania bezzałogowych pojazdów latających.

– System antydronowy z powodzeniem można projektować na obiekty cywilne, rządowe, infrastrukturę krytyczną i lotniska, czyli tam, gdzie mamy duże zagrożenie. Oczywiście system jest już używany na imprezach masowych do ochrony ludzi, gdzie także jest duże zagrożenie. Jeżeli chodzi o neutralizatory, zgodnie z prawem tylko specjalistyczne służby mogą ich używać i powoli zaczynamy zaopatrywać je do ochrony m.in. obiektów tajnych – przekonuje założyciel Hertz Systems.

Polskie służby również interesują się takimi systemami. Policja w połowie roku rozpisała przetarg na „dostawę systemu antydronowego do neutralizacji małych bezzałogowych statków powietrznych”, z kolei Inspektorat Uzbrojenia MON ogłosił, że chce pozyskać „system zdolny do wykrywania i zwalczania z powietrza bezzałogowych systemów powietrznych (BSP) przeciwnika, w tym przy wykorzystaniu własnych bezzałogowców”.

– Drony są coraz bardziej dostępne, są coraz tańsze, rynek się zwielokrotnia z roku na rok. Są one wykorzystywane już nie tylko w celach, do których są głównie przeznaczone, lecz także przez środowiska przestępcze czy terrorystyczne. Powstało w związku z tym nowe zagrożenie, praktycznie obiekty od strony powietrznej są otwarte. Już widzimy od dłuższego czasu, że terroryści np. w Afganistanie wykorzystują takie ogólnodostępne małe drony, podczepiając odpowiednie ładunki wybuchowe – twierdzi ekspert.

Analitycy Grand View Research oszacowali, że do 2024 roku wartość rynku systemów antydronowych wzrośnie do 1,85 mld dol. przy średniorocznym wzroście na poziomie 24,1 proc.

Technologia zaczerpnięta od NASA pozwala na uprawę roślin i warzyw w domu. Wyhodować można m.in. zioła, przyprawy, truskawki czy pomidorki

Technologia zaczerpnięta od NASA pozwala na uprawę roślin i warzyw w domu. Wyhodować można m.in. zioła, przyprawy, truskawki czy pomidorki 3

Najnowsze rozwiązania pomagają zautomatyzować uprawę roślin. Na rynku są urządzenia, które automatyzują pracę nad wzrostem roślin – automatycznie podlewają rośliny, tworzą specjalny mikroklimat do ich upraw dzięki lampom LED, i umożliwiają sterowanie całością za pomocą aplikacji. Urządzenia wykorzystują technologię wymyśloną i użytkowaną przez naukowców z NASA. 

– Plantui opiera się na fotosyntezie roślin. Wykorzystujemy najnowszą technologię opartą na specjalistycznych lampach LED, a system sterowany jest przez komputer zintegrowany z urządzeniem. Urządzenia, które produkujemy, ułatwiają uprawę roślin i ich pielęgnację w okresie wzrostu – mówi agencji Newseria Innowacje Kari Vuorinen, dyrektor ds. technologii, Plantui.

Inteligentny ogródek pozwala na uprawę świeżych warzyw w mieszkaniu nawet przez okrągły rok. Zadba o ich prawidłowy wzrost poprzez automatyczne nawadnianie oraz naświetlanie roślin. Od użytkownika wymaga jedynie, by raz na kilka dni uzupełnił pojemnik na wodę. Taką metodą można w domowych warunkach wyhodować rośliny o giętkich korzeniach, takie jak zioła, przyprawy (oregano, tymianek, bazylię), jarmuż, szpinak, miętę, ale także truskawki czy pomidorki cherry. Urządzenie pobiera rocznie energię równą 32-calowemu telewizorowi LED, czyli roczny koszt jego użytkowania to ok. 35 zł. Kapsułki z nasionami to natomiast koszt ok. 30 zł.

Niezależne laboratorium Eurofins Scientific Finland wykazało, że rośliny Plantui zawierają trzykrotnie więcej witaminy C oraz dwukrotnie więcej betakarotenu niż warzywa kupione w sklepie.

– W fazach wzrostu rośliny na początku jest kiełkowanie, podczas którego roślina wymaga innego oświetlenia i nieco innej intensywności oświetlenia. Następnie pojawia się siewka, która znowu wymaga innego rodzaju oświetlenia i jego natężenia, jak również innego rodzaju nawodnienia. Funkcje urządzenia dopasowane są więc do faz wzrostu rośliny, co pozwala na uzyskanie możliwie najlepszych efektów, jakie możemy sobie wymarzyć – przekonuje Kari Vuorinen.

Według wyników badania Uniwersytetu Łódzkiego blisko połowa Polaków sięga po produkty oznaczone jako ekologiczne. Polacy cenią w żywności organicznej przede wszystkim jej wysoką jakość (76,5 proc.), lepszy smak i ekologiczne metody produkcji. Możliwości uprawy własnych roślin jest około 45 procent osób, taka liczba Polaków – według danych Eurostatu – mieszka w blokach i nie ma własnego ogródka.

– Można mieć własny ogródek przez cały rok, w dowolnym miejscu, także w dużym mieście, gdzie powietrze jest zanieczyszczone, a wnętrze budynku jest bezpieczniejszym miejscem do uprawy wszelkiego rodzaju roślin. Co ważne, uprawa nie wymaga żadnego rodzaju pestycydów – twierdzi ekspert.

Na uprawianie roślin w domu pozwala także LEAF. Urządzenie wielkości małej lodówki jest w stanie stworzyć odpowiednie środowisko do wzrostu prawie każdej roślinie. Podłącza się je do domowej sieci Wi-Fi i można nim sterować za pomocą aplikacji przygotowanej na Androida i iOS. Autorzy przygotowali nawet odpowiednie ustawianie wybranego gatunku hodowanej rośliny. LEAF tworzy odpowiedni mikroklimat, karmi i podlewa roślinę, wodę pobierając wprost z sieci wodociągowej.

Z kolei własny ogród na ścianie proponują twórcy Herberta. To 15 niewielkich pojemników zamontowanych w jednej skrzyni. Do konstrukcji raz na tydzień wlewamy wodę i nawóz. Dzięki dużej lampie LED domowy ogród będzie też odpowiednio naświetlony, a całością można sterować za pośrednictwem aplikacji na telefon. Rozwiązań do domowej uprawy roślin pojawia się na rynku coraz więcej.

– Jest to w pewnym sensie rozwiązanie przyszłościowe, które wpisuje się w nowoczesne zastosowania mieszkań, ponieważ ludzie osiedlają się w miastach, gdzie nie ma możliwości uprawy roślin – podsumowuje dyrektor ds. technologii, Plantui.

Pomysł na uprawianie roślin w domowych warunkach zaczerpnięto od NASA. Agencja opracowała podobny system do produkcji warzyw na stacjach kosmicznych. Veggie jest urządzeniem wspomagającym produkcję roślin sałatkowych. System zapewnia oświetlenie, dostarcza składniki odżywcze oraz wykorzystuje środowisko kabiny do kontroli temperatury i jako źródło dwutlenku węgla. NASA stosuje ów system w laboratorium kosmicznym.

Jak pokazał raport „Żywność ekologiczna w Polsce” firmy IMAS International, ceny produktów ekologicznych w sklepach są o wiele wyższe od produktów konwencjonalnych, przeważnie o 50 proc.

Według Research and Markets do 2022 roku globalny rynek technologii do domowej uprawy roślin osiągnie wartość co najmniej 40 mld dol.

Polska Grupa Porcelanowa połączy potencjał trzech wiodących fabryk porcelany w Polsce

Ćmielów, Lubiana, Chodzież, trzy polskie fabryki produkujące wyroby porcelanowe – łączą swoje struktury handlowe i marketingowe. W lipcu 2018 roku powstała Polska Grupa Porcelanowa, której ideą jest zwiększenie dostępności wysokiej jakości produktów z wielopokoleniową tradycją. W ramach Grupy w dalszym ciągu funkcjonować będą cztery odrębne marki: Ćmielów, Lubiana, Chodzież oraz Ćmielów Design Studio, które różnicuje rodzaj oferty, a łączy chęć realizacji potrzeb klientów, dla których fabryki szczycące się długoletnią tradycją produkują najwyższej jakości zastawę stołową.

Polska Grupa Porcelanowa powstała pod wpływem zmieniającego się otoczenia rynkowego i potrzeb klientów trzech wiodących producentów porcelany.      Jako grupa łącząca tradycję ze współczesnością, chcemy wyróżniać się nie tylko doskonałym wzornictwem i jakością, ale także sprawnością organizacji i nowoczesnymi systemami współpracy z dynamicznie zmieniającym się rynkiem – mówi Piotr Witkowski, Dyrektor Handlowy Polskiej Grupy Porcelanowej.

W tym celu nastąpiła synergia potencjału dwóch firm: Polskich Fabryk Porcelany „Ćmielów” i „Chodzież” S.A. oraz Zakładów Porcelany Stołowej Lubiana S.A., skupiających cztery wiodące na polskim rynku marki. Daje ona możliwość budowy silnej, jednolitej organizacji handlowej mogącej sprostać coraz wyższym oczekiwaniom stawianym przed producentami w zakresie kreatywnego podejścia do rynku i innowacyjności. 

Miarą sukcesu Polskiej Grupy Porcelanowej będzie zadowolenie i zaspokojenie potrzeb klientów dzięki wspólnej dystrybucji dla czterech marek. Możliwość korzystania i wysyłania produktów z pięciu Centrów Dystrybucji w całej Polsce znacznie wpłynie na dostępność towaru i szybkość realizacji zamówień. Stawiamy na różnorodne platformy sprzedażowe i wykwalifikowany, kompetentny zespół, który zapewni profesjonalną obsługę klienta i serwis po zakupowy – mówi Piotr Witkowski.

Polska Grupa Porcelanowa to cztery marki w portfelu jednego inwestora grupy Wistil. Od lat podbijają one serca Polaków i z powodzeniem reprezentują rękodzielniczą tradycję poza granicami kraju. Marki Polskich Fabryk Porcelany „Ćmielów” i „Chodzież” S.A., które swoją działalność prowadzą od 1790 roku, lokowane są w segmentach Premium i Prestige. Firma PFP produkuje obecnie 420 ton porcelany miesięcznie, z czego aż 60% wyrobów trafia na rynek krajowy. Zakłady Porcelany Stołowej Lubiana S.A. swoją działalność prowadzą nieprzerwanie od 1969 roku. Długoletnie doświadczenie w obsłudze zagranicznych rynków sprzyja rozwojowi eksportu – obecnie prowadzi sprzedaż w ponad 40 krajach na całym świecie. Fabryka charakteryzuje się wysoką wydajnością produkując około 3 500 000 sztuk wyrobów miesięcznie.

Zakłady Porcelany Stołowej Lubiana S.A. wraz z Polskimi fabrykami Porcelany „Ćmielów” i „Chodzież SA”, tworzą jedną z największych Grup Kapitałowych w branży.

Lubiana S.A. to nowoczesna marka oferująca porcelanę stołową na najwyższym, światowym poziomie. Specjalizuje się w produkcji porcelany o wysokich parametrach jakościowych, która doskonale sprawdza się w gastronomii, hotelach, ale też w użytku domowym. Klienci biznesowi oraz indywidualni mogą wybierać spośród wielu fasonów i dekoracji.  Systematycznie wprowadzając nowe produkty, często nowatorskie, o nieregularnych kształtach, „Lubiana” nie tylko dąży do zaspokojenia oczekiwań coraz bardziej wymagających klientów, a – przede wszystkim – wyprzedza je. Produkty z „Lubiany” w 70% to eksport, dzięki czemu można je spotkać na stołach całego świata.

Kolekcje Ćmielowa to powrót do źródeł poprzez odtwarzanie najstarszych, jedynych w swoim rodzaju, kolekcjonerskich fasonów tradycyjnej porcelanowej zastawy. Ta klasyczna i tradycyjna marka słynie z historycznych zestawów porcelany stołowej w nowym ekskluzywnym wydaniu. Ćmielowskie produkty trafiają do monarchów i głów państw na całym świecie.

Chodzież to ukochana marka polskich rodzin, od lat towarzysząca podczas celebrowania rodzinnych uroczystości. Kolekcje z roku na rok zmieniają się, aby odpowiadać na aktualne potrzeby kolejnych pokoleń. Elegancka i funkcjonalna porcelana z „Chodzieży” to kilkanaście fasonów zaprojektowanych przez twórców zakładowego Ośrodka Wzornictwa, którego korzenie sięgają początków działalności firmy.

Ćmielów Design Studio to marka dedykowana osobom poszukującym dobrego, współczesnego wzornictwa. Kolekcje wychodzące spod rąk designerów prezentują nowe oblicze porcelany łączącej w sobie tradycyjny kunszt produkcji oraz nowoczesne podejście do estetyki. Studio projektowe marki kierowane jest przez cenionego na całym świecie artystę ceramika Marka Cecułę.

Projekt nowelizacji ustaw podatkowych z 24 sierpnia 2018

Stanowisko ZPP ws. exit tax, zmian w zakresie rozliczania leasingowanych samochodów i innych zmian wprowadzanych projektem nowelizacji ustaw podatkowych z 24 sierpnia 2018 r.

Przedstawiony projekt ustawy zawiera szereg bardzo istotnych z punktu widzenia podatników zmian. Jest również wyjątkowo obszerny – dokument, łącznie z uzasadnieniem, liczy dużo ponad 300 stron. Zdumienie musi budzić zatem fakt, że na proces konsultacji publicznych przeznaczono zaledwie 14 dni. Zwłaszcza, że dokładnie tego samego dnia upływał termin konsultacji innego – wielce obszernego – aktu, a mianowicie nowej Ordynacji Podatkowej. Jest to czas, w którym niemożliwe jest dokonanie wnikliwej analizy wszystkich zaprojektowanych przepisów, określenie ich potencjalnych skutków i realne odniesieni się do całości tekstu projektu. Ciężko jest zatem nazwać kończący się 7 września proces rzeczywistymi konsultacjami publicznymi, w ramach których projektodawca mógłby zgromadzić kompleksowe uwagi wszystkich interesariuszy. Czas trwania konsultacji publicznych zawarty jest nie tylko w dokumencie Rządowego Centrum Legislacji pt. „Wytyczne do przeprowadzania oceny wpływu oraz konsultacji publicznych w ramach rządowego procesu legislacyjnego”, lecz również w Regulaminie pracy Rady Ministrów, którego paragraf 129 stanowi, że wyznaczenie terminu do zajęcia stanowiska w ramach konsultacji publicznych krótszego niż 21 dni od udostępnienia projektu, wymaga szczegółowego uzasadnienia. Uzasadnienia, które zostało przedstawione w piśmie przewodnim, w żadnym wypadku nie można uznać za „szczegółowe”. Wskazano jedynie na konieczność szybkiego uchwalenia przepisów, w związku z zamiarem ustawodawcy, by zaczęły one obowiązywać od 1 stycznia 2019 roku.

Jest to wytłumaczenie absolutnie nieprzekonujące – poszczególne elementy zawarte w projekcie były w ciągu ostatnich miesięcy przynajmniej kilkukrotnie sygnalizowane przez przedstawicieli rządu w mediach. Oznacza to, że konkretne propozycje, które ostatecznie zawarte zostały w projekcie ustawy, były przedmiotem prac ministerialnych na długo przed udostępnieniem projektu ustawy. Zgodnie z powoływanym już dokumentem Rządowego Centrum Legislacji, jedną z siedmiu naczelnych zasad konsultacji, jest zasada dobrej wiary, o której świadczy m.in. zapewnienie zainteresowanym podmiotom odpowiedniego czasu na zebranie argumentów i przedstawienie odpowiedzi. Dodatkowo, również zgodnie z dokumentem, wszelkie propozycje legislacyjnych nowości powinny być konsultowane już na jak najwcześniejszym etapie ich rozwoju. Wziąwszy pod uwagę poziom skomplikowania regulowanej w projekcie materii, liczbę postulowanych zmian, a także czas przyznany partnerom społecznym na wyrażenie swojej opinii, należy jednoznacznie stwierdzić, że w przypadku tych konsultacji trudno byłoby uzasadnić twierdzenie, o istnieniu dobrej woli po stronie organizatora. Proces konsultowania omawianego dokumentu w istotnym stopniu odbiega od standardów legislacyjnych, do których dążenie  – jak się wydaje – deklaruje rząd, jest on także sprzeczny z podstawowymi zasadami angażowania partnerów społecznych do wypracowywania jak najlepszych rozwiązań prawnych.

Jeśli zaś chodzi o merytoryczną zawartość projektu, ZPP pragnie przedstawić uwagi wyszczególnione poniżej.

W projekcie zaproponowano preferencyjne opodatkowanie dochodów uzyskiwanych przez podatnika z praw własności intelektualnej, których podatnik jest właścicielem, współwłaścicielem, użytkownikiem lub posiada prawa do korzystania z nich na podstawie umowy licencyjnej, i które są chronione na podstawie obowiązującego prawa krajowego lub międzynarodowego kwalifikowanymi prawami własności intelektualnej. Preferencja polega na wprowadzeniu obniżonej stawki w wysokości 5 proc. Podatnik mógłby skorzystać z opodatkowania tą stawką również wówczas, gdy dokona zakupu kwalifikowanych praw własności intelektualnej, pod warunkiem, że poniesie koszty związane z rozwojem lub ulepszeniem nabytego prawa. Aby skorzystać z takiej możliwości, konieczne jest prowadzenie przez podatnika działalności badawczo-rozwojowej bezpośrednio związanej z wytworzeniem, komercjalizacją, rozwojem lub ulepszeniem kwalifikowanego prawa własności intelektualnej. Samą propozycję wprowadzenia preferencyjnego opodatkowania dochodów generowanych przez prawa własności intelektualnej trzeba co do zasady ocenić pozytywnie – wpisuje się ona w założenia Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, może się także skutecznie przyczynić do budowania w Polsce gospodarki opartej na wiedzy. Jednocześnie, chcielibyśmy zaproponować kilka elementów doprecyzowujących przepisy regulujące „innovation box”. Postulujemy poszerzenie katalogu kwalifikowanych praw własności intelektualnej o prawa z rejestracji produktu leczniczego i weterynaryjnego dopuszczonego do obrotu lub prawo do rejestracji produktu leczniczego i weterynaryjnego, na podstawie którego inny podmiot może uzyskać dopuszczenie produktu leczniczego i weterynaryjnego do obrotu. Wprowadzenie tej zmiany przyczyni się do poszerzenia możliwości stosowania preferencyjnych zasad opodatkowania przez polskie podmioty, tym samym pomoże spełnić założenia leżące u podstaw propozycji projektodawcy.

Proponujemy także doprecyzowanie przepisów w zakresie zasad określania dochodu z kwalifikowanego prawa własności intelektualnej, poprzez stworzenie katalogu elementów niestanowiących składnika dochodu pochodzącego z prawa własności intelektualnej. Katalog taki mógłby zawierać na przykład: koszty wytworzenia produktu (jest to koszt produkcji lub zużycia materiałów i surowców, bez związku z własnością intelektualną), koszty marketingu i reklamy, oraz koszty ogólnego zarządu. Analogiczne elementy należałoby uwzględnić w regulacji dotyczącej straty z własności intelektualnej.

Nie widzimy potrzeby ograniczenia prawa do skorzystania z proponowanego rozwiązania do podatników prowadzących działalność badawczo-rozwojową bezpośrednio związaną z wytworzeniem, komercjalizacją, rozwojem lub ulepszeniem kwalifikowanego prawa własności intelektualnej. Zgodnie z założeniami innowacyjnej gospodarki  różne patenty mają być tworzone – i tak często dzieje się na Świecie – przez firmy celowe, powołane do opracowania innowacyjnych rozwiązań i ich komercjalizacji, a nie do wdrażania ich produkcji.

Co do zasady pozytywnie należy ocenić również propozycję obniżenia preferencyjnej stawki podatku CIT dla małych podatników do 9 proc. Uznajemy, że jest to krok w stronę upowszechniania spółek prawa handlowego jako podmiotów prowadzących działalność gospodarczą dla zysku. Generalnie uważamy bowiem, że formuła jednoosobowej działalności gospodarczej pozostaje właściwa dla osób, których działalność ma charakter alternatywny wobec zatrudnienia na podstawie umowy o pracę, a także które prowadzą drobne zakłady usługowe albo małe sklepy. Innymi słowy, jednoosobowa działalność gospodarcza powinna być formą niejako zarezerwowaną dla tych, którzy wykonują działalność w celu utrzymania siebie i rodziny, a nie mnożenia majątku i rozwijania przedsiębiorstwa. Podmioty prowadzące działalność dla zysku i mające na celu rozwijanie firmy, powinny generalnie funkcjonować na rynku jako spółki prawa handlowego. W tej chwili powstrzymują je przed tym przede wszystkim skomplikowane przepisy (problem, który nie jest adresowany w omawianym projekcie), lecz obniżenie stawki CIT dla małych podatników stanowi krok w dobrą stronę i poważną zachętę dla przedsiębiorców, by zakładać spółki.

Bardzo ważna, z punktu widzenia przedsiębiorców funkcjonujących na rynku finansowym, jest propozycja wprowadzenia szczególnych rozwiązań odnoszących się do nabywania przez podmioty gospodarcze pakietów wierzytelności. Ministerstwo uzasadnia konieczność wprowadzenia zmian, brakiem możliwości rozpoznania pełnej bazy kosztowej nabycia wierzytelności, skutkującym dużo wyższym efektywnym poziomem opodatkowania działalności polegającej na ich windykacji. W związku z tym, że projektodawca niejako sam poruszył ten temat w uzasadnieniu, pragniemy przy tej okazji zaznaczyć, że w dalszym ciągu mamy do czynienia z nierównym traktowaniem podmiotów sektora finansowego w zakresie podatkowego traktowania nieściągalnych wierzytelności. W ubiegłym roku, w odniesieniu do projektu nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, toczyła się szeroka dyskusja dotycząca przyznawania możliwości rozpoznawania w kosztach uzyskania przychodu nieściągalnych kredytów i pożyczek, tylko niektórym podmiotom funkcjonującym na rynku finansowym. Innymi słowy, nieściągalne kredyty i pożyczki mogą rozpoznawać jako koszty uzyskania przychodu w istocie jedynie banki i spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe.

Możliwości takiej pozbawione są instytucje pożyczkowe, mimo że również zajmują się profesjonalnie udzielaniem pożyczek – w rezultacie, efektywna stopa opodatkowania ich działalności jest istotnie wyższa, niż w przypadku podmiotów, które mogą zaliczyć nieściągalne wierzytelności do kosztów uzyskania przychodu. Chcemy zwrócić uwagę na fakt, że instytucje pożyczkowe zostały, tak jak banki i SKOK-i, objęte podatkiem od niektórych instytucji finansowych, a niektóre z nich są podatnikami tego podatku. Postulujemy, by prawodawca był konsekwentny i, tak samo jak w ramach regulacji dot. podatku od niektórych instytucji finansowych, zrównał sytuację podatkową analogicznych podmiotów funkcjonujących na tym samym rynku finansowym. Skoro bowiem przyjął on jednolite zasady opodatkowania sektora finansowego nowym podatkiem od aktywów, podobna konsekwencja powinna znaleźć odzwierciedlenie w regulacjach dotyczących opodatkowania dochodów uzyskiwanych przez te podmioty. Apelujemy zatem o zaprzestanie nierównego traktowania podmiotów na rynku finansowym i wzięcie pod uwagę naszego postulatu. Zwracamy jednocześnie uwagę na fakt, że utrzymanie stanu aktualnego, tj. dalsze przyznawanie korzyści podatkowych określonym podmiotom, z pominięciem innych uczestników rynku, jako że ma charakter selektywny i oderwane jest od jakichkolwiek prawnych lub ekonomicznych przesłanek, stanowi naruszenie zaleceń OECD, a także budzi poważne wątpliwości z punktu widzenia przepisów dot. niedopuszczalnej pomocy publicznej.  Szczegółowe propozycje konkretnych przepisów, które można byłoby uwzględnić przy okazji procedowania omawianego projektu ustawy, załączamy do niniejszego stanowiska. Ich głównym celem jest zagwarantowanie równego traktowania podatkowego wszystkich podmiotów zajmujących się profesjonalnie udzielaniem kredytów oraz pożyczek, będących jednocześnie faktycznymi podatnikami podatku od niektórych instytucji finansowych.

Zdecydowanie sprzeciwiamy się wprowadzeniu projektowanych zmian dotyczących zasad rozliczania kosztów używania samochodów osobowych wykorzystywanych dla celów działalności gospodarczej i innych. Wprowadzenie ograniczenia możliwości zaliczania do kosztów uzyskania przychodu do zaledwie 50 proc. wydatków związanych z korzystaniem z samochodu osobowego służącego podatnikowi także do innych celów niż działalność gospodarcza, wydaje się być całkowicie nieracjonalne i sprzeczne z realiami ekonomicznymi. Zwracamy uwagę na fakt, że auta służbowe wykorzystywane są w ogromnej większości dla celów pracodawcy, natomiast możliwość wykorzystania samochodu służbowego do celów prywatnych przez pracownika, stanowi formę dodatkowego benefitu. Jest to tym bardziej istotne w bieżącej sytuacji na rynku pracy, w ramach której jednym z głównych problemów podnoszonych przez przedsiębiorców jest kwestia niedostatecznej podaży pracy. Ograniczenie przy braku prowadzenia ewidencji (który jest jak najbardziej uprawniony, wszak niemal niemożliwe jest precyzyjne wyodrębnienie przejazdów prywatnych od przejazdów służbowych, zwłaszcza że pewna część z tych pierwszych odbywa się „przy okazji” realizowania obowiązków służbowych) do 50 proc. wydatków uznajemy za całkowicie nieuzasadnione.

Apelujemy zatem o całkowitą rezygnację z wprowadzania zaproponowanych przepisów, a w wariancie minimalnym – o podwyższenie progu wydatków możliwych do zakwalifikowania jako koszty uzyskania przychodu do 80 proc. Jednocześnie, zdecydowanie negatywnie oceniamy propozycję wprowadzenia ograniczenia możliwości zaliczania w koszty uzyskania przychodu rat leasingowych do 150 tys. zł. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców już wypowiadał się w tej sprawie na łamie jednego z poprzednich stanowisk – podniesione tam argumenty uznajemy za wciąż aktualne. Uważamy, że zmiana zasad podatkowego rozliczania leasingu na mniej korzystne, stanowi swoisty sabotaż na znakomicie rozwijającej się gałęzi gospodarki. Na dotychczasowych zasadach zyskiwali nie tylko dealerzy aut i przedsiębiorcy, którzy mogli stosunkowo tanio uzyskać dostęp do nowej floty, były one korzystne również generalnie dla gospodarki – zaoszczędzone bowiem w ten sposób środki, przedsiębiorcy mogli zainwestować w inne aktywa albo przedsięwzięcia. Tym samym, również w zakresie zmian dotyczących leasingu, apelujemy do projektodawcy o wycofanie się z przedstawionych propozycji.

Jedną z kluczowych zmian zaproponowanych w projekcie jest konstrukcja tzw. exit tax, tj. podatku od dochodów z tytułu niezrealizowanych zysków. Jak zaznacza w uzasadnieniu projektodawca, istotą przepisów o exit tax jest opodatkowanie niezrealizowanych jeszcze zysków kapitałowych, w związku z przeniesieniem przez podatnika do innego państwa aktywów, w tym wchodzących w skład zagranicznego zakładu lub ze zmianą rezydencji podatkowej. Wprowadzenie do polskiego porządku prawnego exit tax jest według uzasadnienia do projektu ustawy konsekwencją implementacji Dyrektywy ATAD.

Zgodnie z projektowanym art. 30j ust. 2 u.p.d.o.f. i art. 24f ust. 2 u.p.d.o.p. opodatkowaniu podlegać będzie:

1) przeniesienie składnika majątku poza terytorium Polski, w wyniku którego Polska w całości lub w części traci prawo do opodatkowania dochodów ze zbycia tego składnika majątku, przy czym przenoszony składnik majątku pozostaje własnością tego samego podmiotu,

2) zmiana rezydencji podatkowej przez podatnika podlegającego w Polsce nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu, w wyniku czego Polska w całości lub w części traci prawo do opodatkowania dochodów ze zbycia składnika majątku będącego własnością tego podatnika, w związku z przeniesieniem jego miejsca zamieszkania do innego państwa.

Przeniesienie składników majątku po za terytorium kraju ma objąć sytuacje, w których:

1) polski rezydent przenosi do swojego zagranicznego zakładu składnik majątku dotychczas związany z działalnością prowadzą na terytorium kraju,

2) osoba niebędąca polskim rezydentem podatkowym przenosi do państwa swojej rezydencji lub innego niż Polska kraju, w którym prowadzi działalność poprzez zagraniczny zakład, składnik majątku dotychczas związanego z działalnością prowadzoną na terytorium Polski poprzez zagraniczny zakład,

3) osoba niebędąca polskim rezydentem podatkowym przenosi do innego państwa całość lub część działalności prowadzonej dotychczas na terytorium Polski.

Planowane jest przy tym rozszerzenie zakresu przedmiotowego przepisów o zagranicznych spółkach kontrolowanych (CFC – od ang. controlled foreign corporation).

Podatek ma objąć również nieodpłatne przekazanie majątku innym podmiotom położonym poza terytorium Polski, jeżeli Polska utraci w związku z tym w całości lub w części prawo do opodatkowania dochodów ze zbycia takiego składnika majątku. Podatkowi mają podlegać także dochody fundacji i trustów. W ich przypadku obowiązek podatkowy ma obciążyć fundatorów i beneficjentów.

Uderzy to w szczególności w firmy rodzinne, które mają już dziś problemy z sukcesją pokoleniową wykluczając możliwość przekazania kontroli i własności nad majątkiem takich firm. Główną przyczyną powoływania prywatnych fundacji nie jest agresywna optymalizacja podatkowa tylko zapobieżenie rozproszeniu majątku zgromadzonego przez założycieli tych firm. Jeżeli wartość jego majątku wynosi 100 mln zł, to musiałby on zapłacić z góry 19 mln zł od majątku, który sam wypracował, nie mając bynajmniej pewności, czy nadal będzie generował on dochody, gdy zabraknie założyciela firmy.

Projektodawcy albo nie mają zielonego pojęcia jak od wieków działają fundacje albo celowo starają się przy pomocy restrykcji nakładanych na polskich przedsiębiorców uprzywilejować zagraniczne fundusze inwestycyjne. Przyjęcie proponowanych rozwiązań uniemożliwi bowiem wielu nestorom polskiej przedsiębiorczości zapewnienie dalszego funkcjonowania stworzonych przez nich firm i zachęci do ich zwykłej sprzedaży, przy której dokonanie „oszczędności” podatkowych, na przykład  przy pomocy wypłacania części ceny w rajach podatkowych, będzie banalnie proste.

Fundacje nie są spółkami prowadzącymi działalność gospodarczą. Wypłacane przez nie, zgodnie z ich statutami, benefity – na przykład po uzyskaniu przez beneficjentów jakich określonych dyplomów bądź – nawet – spłodzenia określonej liczby dzieci – będą opodatkowane. Tymczasem fiskus ma zamiar opodatkować samą możliwość uzyskania takiego benefitu, bez względu na to czy beneficjent spełni warunki jego otrzymania i czy go otrzyma!

Należy ponadto poczynić trzy uwagi. Po pierwsze – jak słusznie zauważa sam projektodawca w uzasadnieniu, dyrektywa wyznacza pewne minimalne granice ingerencji ustawodawcy, innymi słowy – krajowy prawodawca nie może uczynić mniej, niż jest to napisane w dyrektywie. Dlatego też, z uwagi na potrzebę realizacji zasady EU+0, którą uznajemy za kluczową z punktu widzenia dostosowywania polskich przepisów do regulacji wypracowywanych na poziomie Unii Europejskiej, zwracamy uwagę na fakt, że polski projektodawca wykracza poza poziom minimalny określony dyrektywą, obejmując „podatkiem od wyjścia” nie tylko osoby prawne, ale też osoby fizyczne – mimo że nie ma takiego obowiązku. Co prawda w przypadku tych drugich, opodatkowanie nowym podatkiem zależne jest od kilku czynników (opodatkowane mają być aktywa o wartości powyżej 2 mln zł, a poza tym w ramach majątku osobistego działanie regulacji ograniczone ma być do określonych jego składników, tj. ogółu praw i obowiązków w spółce osobowej, udziałów w spółce, akcji i innych papierów wartościowych, pochodnych instrumentów finansowych oraz tytułów uczestnictwa w funduszach kapitałowych). Niemniej jednak, polski ustawodawca wyraźnie wykroczył poza minimalną granicę wyznaczoną dyrektywą, należy więc zaznaczyć, że optymalnym sposobem transponowania dyrektyw unijnych jest przyjęcie zasady EU+0, stąd też zasadna wydaje się modyfikacja przepisów w tym zakresie. Po drugie, sam exit tax był już wprowadzony przez szereg innych państw członkowskich i był przedmiotem wielu orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, niektóre z nich przywołuje sam projektodawca w uzasadnieniu.

TSUE wskazywał niejednokrotnie na sprzeczność przyjętych przez państwa członkowskie regulacji w zakresie exit tax, z podstawowymi wartościami Unii Europejskiej, takimi jak swoboda przedsiębiorczości obywateli (zakaz jej ograniczania umieszczony jest w art. 49 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej). TSUE uznał z tego powodu za niezgodne z prawem unijnym m.in. duńskie, czy hiszpańskie regulacje dotyczące exit tax. Z orzecznictwa jednoznacznie wynika, że proponowane regulacje muszą mieć charakter proporcjonalny. Jednocześnie, w orzecznictwie TSUE pojawiają się wątpliwości dotyczące zgodności konstrukcji exit tax ze swobodą przepływu ludności oraz kapitału. Z tego też powodu, należy kwestię implementacji dyrektywy ATAD w tym zakresie, głęboko przemyśleć i poddać rzetelnej debacie. Po trzecie bowiem, czas na jej transpozycję mamy do końca 2019 roku. Z uwagi na powyższe wątpliwości, uważamy że pośpiech w zakresie wprowadzania regulacji dot. exit tax jest całkowicie niepotrzebny, nieuzasadniony i nie służy jakości potencjalnie wprowadzonych rozwiązań. Mamy ponad rok na rozważenie kształtu, w jakim moglibyśmy zaimplementować dyrektywę, w tym w zakresie podatku od wyjścia, a jest to kwestia na tyle istotna, że umieszczanie dotyczących jej przepisów w tak obszernym projekcie, z dramatycznie krótkim terminem na przygotowanie opinii, wydaje się być niepoważne. Apelujemy zatem o odstąpienie od regulowania exit tax w omawianym projekcie i rozpoczęcie poważnych, osobnych prac legislacyjnych, z szerokim udziałem partnerów społecznych, dedykowanych wypracowaniu adekwatnych rozwiązań tylko w zakresie tego zagadnienia. Wprowadzenie exit tax, jako że wiąże się z pewnym ograniczeniem swobody korzystania z wolności przysługujących w ramach uczestnictwa w Unii Europejskiej, w oczywisty sposób budzi wątpliwości i niepewność, zarówno po stronie przedsiębiorców, jak i prywatnych inwestorów, którzy mogliby zostać objęci tym podatkiem po zmianie rezydencji podatkowej. Dlatego też ponownie prosimy o rozważenie usunięcia z projektu przepisów dotyczących exit tax i poddanie tej kwestii osobnym pracom w ramach rzetelnego procesu legislacyjnego, uwzględniającego właściwie przeprowadzone konsultacje społeczne.

Niepokojące są proponowane zmiany dotyczące interpretacji podatkowych. Dla przykładu, projektodawca postuluje, by Szef Krajowej Administracji Skarbowej dysponował uprawnieniem do uchylenia wydanej interpretacji indywidualnej, jeśli stwierdzi, że elementy stanu faktycznego lub zdarzenia przyszłego opisane we wniosku spełniają definicję unikania opodatkowania. W ten sposób po raz kolejny ogranicza się moc ochronną interpretacji indywidualnych, już w tej chwili dalece niezadowalającą. Rezultatem wprowadzanych zmian w systemie jest coraz mniejsza liczba wydawanych interpretacji – aktualnie nie spełniają one po prostu swojej podstawowej roli, którą jest zabezpieczanie podatnika przed często zmieniającymi się, niezrozumiałymi przepisami prawa podatkowego. Dokonywane od jakiegoś czasu zmiany doprowadzają w istocie do tego, że interpretacje indywidualne stają się – zamiast rozwiązaniem – częścią problemu. Podatnik, stosując się do wydanej interpretacji, nie może mieć żadnej pewności, że w jakimkolwiek stopniu ochroni go to przed negatywnymi skutkami jej uchylenia albo zmiany. Wskutek wejścia w życie proponowanej regulacji, Szef KAS w każdej chwili będzie mógł stwierdzić, ze wydana interpretacja, umożliwiająca zmniejszenie wysokości zobowiązania podatkowego, została wydana wskutek rozpoznania wniosku złożonego w celu uniknięcia opodatkowania. W ten sposób, ustawodawca po raz kolejny podkopuje zasadę bezpieczeństwa prawnego w szczególnie newralgicznym obszarze, jakim jest prawo podatkowe.

Jeśli chodzi o kwestię unikania opodatkowania, kontrowersyjnym postulatem jest również propozycja wprowadzenia dodatkowego zobowiązania podatkowego – w myśl nowych przepisów, organ podatkowy, korzystając z regulacji dot. unikania opodatkowania, zastosowania środków ograniczających umowne korzyści lub przepisów o cenach transferowych, będzie ustalał dodatkowe zobowiązanie podatkowe odpowiadające ułamkowi stwierdzonej w postępowaniu korzyści podatkowej. O ile na aprobatę zasługuje cel ograniczenia stosowania agresywnych schematów optymalizacji podatkowej, o tyle wydaje się niebezpieczne wprowadzenie do porządku prawnego konstrukcji umożliwiającej nakładanie dodatkowych sankcji finansowych. Powstaje bowiem uzasadniona obawa, że głównymi podmiotami narażonymi na obciążenie takimi sankcjami, będą stosunkowo niewielkie firmy, dokonujące obniżenia wysokości zobowiązania podatkowego w sposób niesprzeczny z prawem. Jednocześnie można przypuszczać, że najwięksi gracze, dysponujący dużymi środkami, dzięki którym mogą zaangażować profesjonalne kancelarie i najlepszych specjalistów, z powodzeniem omijają – i będą omijać dalej – przepisy dotyczące klauzuli, w związku z tym nawet trzykrotność dodatkowego zobowiązania podatkowego, o której jest mowa w projekcie, ich nie dotknie.

Duży niepokój budzą proponowane regulacje dotyczące obowiązku raportowania o schematach podatkowych. Przez schemat podatkowy rozumie się generalnie zestaw pewien ogólnych rozwiązań, opracowanych w oparciu o znajomość przepisów prawa podatkowego i praktykę jego stosowania. Wprowadzenie obowiązku raportowania administracji skarbowej takich schematów, do którego zresztą zobowiązani byliby nie tylko sami podatnicy, ale czasami „promotorzy” (tj. doradcy podatkowi, czy adwokaci) albo „wspomagający” (np. biegli rewidenci), budzi poważne wątpliwości, odnoszące się przede wszystkim do ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa, a także swobód wynikających wprost z konstytucji. Nie ulega bowiem wątpliwości, że możliwość planowania podatkowego w taki sposób, by minimalizować wysokość zobowiązania podatkowego w sposób zgodny z prawem, stanowi element funkcjonowania na konkurencyjnym rynku i rolą państwa jest tutaj raczej upraszczanie systemu podatkowego tak, by było w nim jak najmniej możliwych do wykorzystania luk, a nie ograniczanie opisanej wyżej swobody w celu pozyskania dodatkowych środków do budżetu. Planowanie podatkowe, czy też elementy strategii biznesowej, pozostają natomiast z reguły tajemnicą przedsiębiorstwa, która podlega prawnej ochronie, a którą – zgodnie z nowymi przepisami – przedsiębiorcy będą musieli „dzielić się” z administracją skarbową, niejako samemu składając o sobie pełną informację dotyczącą planowanych aktywności wiążących się z określonymi skutkami podatkowymi. Dodatkowo, uznajemy że obowiązek wprowadzenia i stosowania wewnętrznych procedur w zakresie przeciwdziałania niewywiązywaniu się z obowiązku przekazywania informacji o schematach podatkowych, stanowi niepotrzebne dodatkowe obciążenie formalne i sprawozdawcze, w stopniu znacznym dla przedsiębiorców dokuczliwe. Usztywnienie relacji biznesowych i wzmacnianie formalizmu wewnątrz firm, w prosty sposób doprowadza do spowolnienia ich rozwoju. Uważamy ponadto, że przewidziane sankcje karne za niedopełnienie obowiązku wprowadzenia i stosowania tychże procedur, są zdecydowanie zbyt wysokie i niewspółmierne do szkodliwości penalizowanego czynu. Zaznaczamy jednocześnie, że również przepisy dotyczące raportowania schematów podatkowych stanowią implementację dyrektywy unijnej, i również w tym przypadku termin jej transpozycji mija dopiero 31 grudnia 2019 roku. Analogicznie zatem jak w przypadku regulacji dot. exit tax, apelujemy o rozpoczęcie osobnych prac legislacyjnych poświęconych wypracowaniu odpowiednich rozwiązań w zakresie raportowania schematów. Zaznaczamy jednocześnie, że za niewskazane uznajemy wprowadzanie obowiązku wprowadzania wewnętrznych procedur, a tym bardziej dokuczliwe penalizowanie nieprzestrzegania go.

Podobnie krytycznie odnosimy się do proponowanych regulacji dotyczących pobierania podatku u źródła. W kształcie zaproponowanym przez projektodawcę, nowe przepisy nakładają na przedsiębiorców dodatkowe obowiązki w postaci monitoringu płatności należności kontrahentom zagranicznym, co w oczywisty sposób doprowadziłoby do znacznego zwiększenia kosztów personalno-administracyjnych. Jednocześnie, po raz kolejny ustawodawca planuje objąć przedsiębiorcę obowiązkiem ustalenia i dochodzenia określonego faktu, w sytuacji w której nie został wyposażony w żadne umożliwiające mu to narzędzia. Z takim przypadkiem mamy do czynienia np. w zakresie solidarnej odpowiedzialności przy podatku VAT (gdzie na przedsiębiorcy ciąży de facto obowiązek ustalenia, czy jego kontrahent jest uczciwy), analogiczne rozwiązanie przewiduje się w projektowanych przepisach – zgodnie z nimi to przedsiębiorca ma ustalać, kto jest uprawniony do otrzymania wynagrodzenia, podczas gdy pozbawiony jest możliwości egzekwowania od kontrahentów jakichkolwiek szczegółowych potwierdzeń i dokumentów. Dodatkowo, to na przedsiębiorcy ciążyć ma obowiązek dochodzenia zwrotu nienależnie odprowadzonego podatku. Uznajemy, że projektowane rozwiązania zdecydowanie zbyt daleko ingerują w swobodę gospodarowania i prowadzenia działalności, w związku z tym apelujemy o pozostawienie regulacji dot. pobierania podatku u źródła bez zmian.

Ostatecznie, zwracamy uwagę na potrzebę modyfikacji przepisów przejściowych zawartych w art. 19 projektu dot. możliwości skorzystania z preferencyjnej stawki podatki w przypadku poniesienia wydatków związanych z kwalifikowanymi prawami własności intelektualnej. Proponujemy doprecyzowanie projektowanych przepisów przez dodanie do art. 19 ust. 3, w którym potwierdzone zostanie prawo podmiotu powstałego w wyniku połączenia spółek, które wcześniej wchodziły w skład podatkowej grupy kapitałowej, a które ponosiły wydatki na prace badawczo-rozwojowe, do uwzględnienia wydatków dla potrzeb kwalifikacji współczynnika i ustalenia dochodu kwalifikowanego. Doprecyzować należy również, przez jaki czas prawo do 5 proc. stawki CIT będzie przysługiwać – czy za okres nieprzedawniony podatkowo, czy też bez limitu czasowego.

Dodatkowo ZPP uważa, że planowane zmiany opodatkowania sprzedaży dziedziczonych lub nabywanych w drodze nieruchomości, które są ewidentnie pokłosiem dostrzeżenie skrajnych wręcz absurdów związanych z tym opodatkowaniem, opierają się na mylnym przekonaniu, że dominująca dziś linia orzecznictwa sądów administracyjnych, wspierana przez przedstawicieli doktryny prawa podatkowego, jest prawidłowa. A nie jest. Zważywszy, że opiera się ona na wadach wykładni prawa podatkowego – takich samych z powodu których często cierpią przedsiębiorcy – ZPP przedstawi oddzielnie swoje stanowisko w tej sprawie.

Reasumując, przedstawiony projekt ustawy oceniamy negatywnie, zwracając uwagę przede wszystkim na całkowicie nieprzystający do jego objętości, jak i wagi opisywanej w nim materii, czas konsultacji społecznych. Duża część przepisów, szczególnie istotnych dla przedsiębiorców, wcale nie musi wchodzić w życie 1 stycznia 2019 roku, bowiem termin implementacji dyrektywy mija dopiero za ponad roku. Tym samym, omawiane przepisy mogłyby zostać poddane rzetelnej analizie i konstruktywnej debacie. Jeśli chodzi o inne rozwiązania, dominują te, które budzą bardzo duże wątpliwości i obawy, a co do których zakresu ryzyk i zagrożeń żaden partner społeczny nie był w stanie precyzyjnie opisać w tak krótkim czasie przeznaczonym na składanie opinii do projektu. Jednocześnie, należy zastanowić się, czy nowelizowanie w tak dużym zakresie aktualnie obowiązującej Ordynacji podatkowej ma jakiekolwiek logiczne uzasadnienie, i czy jest spójne z zasadą zapewniania poczucia bezpieczeństwa prawnego, w sytuacji w której aktualnie konsultowany jest projekt całkowicie nowej Ordynacji.

Załącznik (propozycja zmiany przepisów w zakresie zaliczania nieściągalnych wierzytelności do kosztów uzyskania przychodu):

Propozycja zmian do projektu ustawy z dnia 24 sierpnia 2018 r.  – o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy – Ordynacja podatkowa oraz o zmianie niektórych innych ustaw

Art. 2

Proponowane brzmienie przepisów dotyczących wierzytelności nieściągalnych:

W ustawie z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz. U. z 2016 r. poz. 1888, z późn. zm.) wprowadza się następujące zmiany:

1) w art. 4a dodaje się pkt 36 w brzmieniu:

36) instytucji pożyczkowej – oznacza to instytucję pożyczkową, o której mowa w art. 4 pkt 9 ustawy z dnia 15 stycznia 2016 r. o podatku od niektórych instytucji finansowych (Dz. U. z 2016 r. poz. 68 z późn. zm.), która wykazywała nadwyżkę sumy wartości aktywów, o której mowa w art. 5 ust. 3 tej ustawy przez co najmniej 6 miesięcznych okresów rozliczeniowych w ciągu 12 miesięcy bezpośrednio poprzedzających rozpoczęcie roku podatkowego.

2) art. 12 ust. 1 pkt 6  otrzymuje brzmienie:

6) kwota stanowiąca równowartość:

a) w bankach – rezerwy na ryzyko ogólne, utworzonej zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Prawo bankowe, rozwiązanej lub wykorzystanej w inny sposób,

b) w bankach i instytucjach pożyczkowych – rozwiązanych lub zmniejszonych rezerw, o których mowa w art. 16 ust. 1 pkt 26, zaliczonych uprzednio do kosztów uzyskania przychodów, z zastrzeżeniem ust. 4 pkt 15 lit. b;

c) w bankach i instytucjach pożyczkowych stosujących MSR – rozwiązanych lub zmniejszonych odpisów na straty kredytowe, o których mowa w art. 16 ust. 1 pkt 26c, zaliczonych uprzednio do kosztów uzyskania przychodów, z zastrzeżeniem ust. 4 pkt 15 lit. b;

3) art. 12 ust. 4  pkt 15 wprowadzenie do wyliczenia otrzymuje brzmienie:

15) w bankach i instytucjach pożyczkowych:

4) art. 15 ust. 1h otrzymuje brzmienie:

1h) Kosztem uzyskania przychodów są także:

1) w bankach – rezerwa na ryzyko ogólne tworzona w roku podatkowym, zgodnie z art. 130 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Prawo bankowe,

2) w bankach i instytucjach pożyczkowych – strata ze zbycia funduszowi sekurytyzacyjnemu albo towarzystwu funduszy inwestycyjnych tworzącemu fundusz sekurytyzacyjny wierzytelności z tytułu kredytów (pożyczek), stanowiąca różnicę pomiędzy kwotą uzyskaną ze zbycia a wartością wierzytelności z tytułu udzielonego przez bank lub instytucję pożyczkową kredytu (pożyczki) – do wysokości kwoty udzielonego kredytu (pożyczki), z wyłączeniem odsetek, prowizji i opłat, jeżeli opóźnienie w spłacie kapitału tego kredytu (pożyczki) lub odsetek przekracza 12 miesięcy

3) w bankach i instytucjach pożyczkowych – przekazane funduszowi sekurytyzacyjnemu albo towarzystwu funduszy inwestycyjnych tworzącemu fundusz sekurytyzacyjny:

a) pożytki z sekurytyzowanych wierzytelności,

b) kwoty główne z sekurytyzowanych wierzytelności,

c) kwoty uzyskane z tytułu realizacji zabezpieczeń sekurytyzowanych wierzytelności

– objęte umową o subpartycypację;

4) w bankach i instytucjach pożyczkowych – zwrócone funduszowi sekurytyzacyjnemu albo towarzystwu funduszy inwestycyjnych tworzącemu fundusz sekurytyzacyjny kwoty uzyskane ze zbycia tym podmiotom praw do strumienia pieniądza z sekurytyzowanych wierzytelności z tytułu kredytów (pożyczek) objętych umową o subpartycypację w przypadkach gdy następuje zwrotne przeniesienie praw do takich wierzytelności, jeżeli bank lub instytucja pożyczkowa wykazała przychód na podstawie art. 12 ust. 4f i nie zaliczyła do kosztów uzyskania przychodów kapitału kredytu (pożyczki) na podstawie pkt 3 lit. b lub c.

5) w art. 16 ust. 1:

1. pkt 10 lit. e otrzymuje brzmienie:

e) z tytułu przekazania przez bank, spółdzielczą kasę oszczędnościowo-kredytową lub instytucję pożyczkową funduszowi sekurytyzacyjnemu albo towarzystwu funduszy inwestycyjnych tworzącemu fundusz sekurytyzacyjny środków pochodzących ze spłat kredytów (pożyczek), objętych sekurytyzacją wierzytelności;

2.  pkt 25 lit. b otrzymuje brzmienie:

b)    wymagalnych a nieściągalnych kredytów (pożyczek) pomniejszonych o kwotę odsetek, opłat i prowizji oraz o równowartość rezerw lub odpisów na straty kredytowe albo odpisów aktualizujących wartość należności utworzonych na te kredyty (pożyczki), zaliczonych uprzednio do kosztów uzyskania przychodów – w przypadku, gdy te kredyty (pożyczki) udzielone zostały przez bank, spółdzielczą kasę oszczędnościowo-kredytową lub instytucję pożyczkową,

3.    pkt 26 otrzymuje brzmienie:

„26) rezerw tworzonych na pokrycie wierzytelności, których nieściągalność została uprawdopodobniona, z wyjątkiem tych rezerw na należności z tytułu udzielonych przez bank i instytucje pożyczkowe kredytów (pożyczek) oraz na należności z tytułu udzielonych przez bank gwarancji (poręczeń) spłaty kredytów i pożyczek, pomniejszonych o wartość rezerw dotyczącą odsetek, prowizji i opłat, które zostały utworzone na pokrycie:

a) w bankach i instytucjach pożyczkowych, z zastrzeżeniem lit. c:

– wymagalnych a nieściągalnych – udzielonych kredytów (pożyczek),

– wymagalnych a nieściągalnych należności z tytułu udzielonych przez bank po dniu 1 stycznia 1997 r. gwarancji (poręczeń) spłaty kredytów i pożyczek,

– udzielonych kredytów (pożyczek), zakwalifikowanych do kategorii wątpliwe, na podstawie przepisów, o których mowa w ust. 3 – do wysokości nie większej niż 25% tej kwoty kredytu (pożyczki), na którą została utworzona rezerwa,

–  należności z tytułu udzielonych przez bank po dniu 1 stycznia 1997 r. gwarancji (poręczeń) spłaty kredytów i pożyczek, zakwalifikowanych do kategorii wątpliwe, na podstawie przepisów, o których mowa w ust. 3 – do wysokości nie większej niż 25% tej kwoty należności, na którą została utworzona rezerwa,

b) w bankach hipotecznych:

–  wymagalnych a nieściągalnych nabytych wierzytelności banku hipotecznego,

–  nabytych wierzytelności banku hipotecznego, zakwalifikowanych do kategorii wątpliwe, na podstawie przepisów, o których mowa w ust. 3 – do wysokości nie większej niż 25% kwoty tej nabytej wierzytelności banku hipotecznego, na którą została utworzona rezerwa,

c)  w bankach, udzielonych przedsiębiorcom realizującym program restrukturyzacji na podstawie odrębnych ustaw:

–  kredytów (pożyczek) zakwalifikowanych do kategorii stracone, na podstawie przepisów, o których mowa w ust. 3,

–  należności z tytułu udzielonych przez bank po dniu 1 stycznia 1997 r. gwarancji (poręczeń) spłaty kredytów i pożyczek zakwalifikowanych do kategorii stracone, na podstawie przepisów, o których mowa w ust. 3,

– kredytów (pożyczek) zakwalifikowanych do kategorii wątpliwe, na podstawie przepisów, o których mowa w ust. 3 – do wysokości nie większej niż 50% tej kwoty kredytu (pożyczki), na którą została utworzona rezerwa,

– należności z tytułu udzielonych przez bank gwarancji (poręczeń) spłaty kredytów i pożyczek zakwalifikowanych do kategorii wątpliwe, na podstawie przepisów, o których mowa w ust. 3 – do wysokości nie większej niż 50% tej kwoty należności, na którą została utworzona rezerwa;

4. pkt 26c otrzymuje brzmienie:

„26c) odpisów na straty kredytowe utworzonych na pokrycie wierzytelności, których nieściągalność została uprawdopodobniona, z wyjątkiem tych odpisów na straty kredytowe utworzonych na należności z tytułu udzielonych przez bank lub instytucję pożyczkową kredytów (pożyczek) oraz na należności z tytułu udzielonych przez bank gwarancji (poręczeń) spłaty kredytów i pożyczek, pomniejszonych o wartość odpisów na straty kredytowe dotyczącą odsetek, prowizji i opłat, które zostały utworzone na pokrycie:

a) w bankach i instytucjach pożyczkowych, z zastrzeżeniem lit c:

– wymagalnych a nieściągalnych – udzielonych kredytów (pożyczek),

– wymagalnych a nieściągalnych należności z tytułu udzielonych przez bank po dniu 1 stycznia 1997 r. gwarancji (poręczeń) spłaty kredytów i pożyczek,

– udzielonych kredytów (pożyczek), których opóźnienie w spłacie kapitału lub odsetek przekracza 6 miesięcy i nie przekracza 12 miesięcy – do wysokości nie większej niż 25% tej kwoty kredytu (pożyczki), na którą został utworzony odpis na straty kredytowe,

– należności z tytułu udzielonych przez bank po dniu 1 stycznia 1997 r. gwarancji (poręczeń) spłaty kredytów i pożyczek, których opóźnienie w spłacie kapitału lub odsetek przekracza 6 miesięcy i nie przekracza 12 miesięcy – do wysokości nie większej niż 25% tej kwoty należności, na którą został utworzony odpis na straty kredytowe,

b) w bankach hipotecznych:

– wymagalnych a nieściągalnych nabytych wierzytelności banku hipotecznego,

– nabytych wierzytelności banku hipotecznego z tytułu kredytów (pożyczek), których opóźnienie w spłacie kapitału lub odsetek przekracza 6 miesięcy i nie przekracza 12 miesięcy – do wysokości nie większej niż 25% tej kwoty nabytej wierzytelności banku hipotecznego, na którą został utworzony odpis na straty kredytowe,

c)  w bankach, udzielonych przedsiębiorcom realizującym program restrukturyzacji na podstawie odrębnych ustaw:

–  wymagalnych, a nieściągalnych kredytów (pożyczek),

–  wymagalnych a nieściągalnych należności z tytułu udzielonych przez bank po dniu 1 stycznia 1997 r., gwarancji (poręczeń) spłaty kredytów i pożyczek,

–  kredytów (pożyczek), których opóźnienie w spłacie kapitału lub odsetek przekracza 6 miesięcy i nie przekracza 12 miesięcy – do wysokości nie większej niż 50% tej kwoty kredytu (pożyczki), na którą został utworzony odpis na straty kredytowe,

–  należności z tytułu udzielonych przez bank gwarancji (poręczeń) spłaty kredytów i pożyczek, których opóźnienie w spłacie kapitału lub odsetek przekracza 6 miesięcy i nie przekracza 12 miesięcy – do wysokości nie większej niż 50% tej kwoty należności, na którą został utworzony odpis na straty kredytowe;”,

5. dodaje się ust. 3g1 o następującym brzmieniu;

3g1) Przepisy ust. 2a-3g stosuje się odpowiednio do instytucji pożyczkowych.

MatchBeta – Aplikacja AI autorstwa dr Magdaleny Kaczmarek pomaga wybrać właściwą ścieżkę kariery

Rozwijana przez PwC od prawie 2 lat platforma MatchBeta, wykorzystująca sztuczną inteligencję w doradztwie kariery, pomaga młodym ludziom w wyborze ścieżki zawodowej dopasowanej do ich kompetencji, wykształcenia i zainteresowań. Do tej pory aplikacja została zasilona danymi od ponad 4 tys. profesjonalistów, a z jej pomocy skorzystało już ok. 16 tys. studentów.

Pierwszym etapem tworzenia aplikacji MatchBeta było wypracowanie wspólnie z Centrum Innowacji Uniwersytetu SWPS w Warszawie testu, autorstwa dr Magdaleny Kaczmarek, badającego predyspozycje zawodowe. W kolejnym kroku ważne było zebranie jak największej ilości danych od osób, które są już aktywne na rynku pracy od kilku lat. Profesjonaliści wypełniają test badający zainteresowania, preferencje odnośnie środowiska pracy, inteligencję werbalną, inteligencję logiczną, pamięć, szybkość uczenia się oraz cechy osobowości oraz wypełniają krótką metryczkę określając np. swój poziom zadowolenia z wykonywanej pracy (happiness index). Aplikacja wykorzystująca sztuczną inteligencję na bazie analizy danych od profesjonalistów, wyciąga odpowiednie wnioski i rekomenduje studentowi/absolwentowi wchodzącemu na rynek pracy ścieżkę kariery najbardziej dopasowaną do jego naturalnego potencjału, a także wskazuje mocne strony i potencjalne obszary do rozwoju.

Od momentu uruchomienia projektu MatchBeta test dla profesjonalistów uzupełniło ponad 4 tys. osób, a z doradztwa zawodowego skorzystało już ponad 16 tys. studentów. Dla młodych osób dopiero wchodzących na rynek pracy rekomendacja, jaką otrzymali po wypełnieniu ankiety, pomogła wybrać ścieżkę zawodową najlepiej dopasowaną do ich naturalnych predyspozycji i uniknąć pomyłki czy przypadkowego doboru pierwszej pracy. MatchBeta jest aplikacją samouczącą się – ważne jest wypełnianie testu przez kolejnych profesjonalistów z różnych branż, aby sztuczna inteligencja zasilana była kolejnymi danymi. Samo wypełnienie testu nie zajmuje więcej niż 10 minut. – Izabela Szczurska, koordynator projektu MatchBeta w PwC.

Istotną część aplikacji stanowi także Karieroteka, w której zamieszczane są porady dotyczące wejścia na rynek pracy i opisy konkretnych zawodów. Dodatkowo, na platformie znajdują się oferty praktyk i staży od pracodawców zarejestrowanych w MatchBeta, dzięki czemu studenci po wypełnieniu ankiety mogą otrzymać dopasowaną do swoich oczekiwań propozycję zatrudnienia.

Jak dokładnie działa MatchBeta? Dzięki zaawansowanym algorytmom przygotowanym przez zespół PwC Data Analytics analizuje wszystkie udzielone przez profesjonalistów odpowiedzi i znajduje niewidoczne dla człowieka powiązania pomiędzy wieloma elementami tworząc charakterystyki poszczególnych grup zawodowych funkcjonujących na polskim rynku pracy. W efekcie jest w stanie stworzyć precyzyjne profile i podpowiedzieć studentom wypełniającym ten sam test co profesjonaliści, do jakiego zawodu dana osoba ma największe predyspozycje.

Co ważne, system umożliwia wygenerowanie takiego podsumowania w osobnym pliku, stając się wartościowym załącznikiem do CV, wyróżniającym kandydata spośród innych osób aplikujących na dane ogłoszenie. Informację zwrotną w pliku PDF można pobrać po zalogowaniu się na swoje konto w aplikacji.

MatchBeta łączy tradycje klasycznego testu psychologicznego z rozwiązaniami nowoczesnej analityki i AI. Dzięki zaawansowanym analizom można zauważyć związki, które nie są widoczne gołym okiem, a niekiedy są wprost nieintuicyjne. Dzięki oparciu się o funkcjonujące i sprawdzone modele teoretyczne oraz twierdzenia klasycznej psychometrii, poszukiwania te stają się znacznie bardziej efektywne: nie szukamy po omacku, mapujemy rzeczywiście przydatne w pracy kompetencje i analizujemy związki, które nie są przypadkowe i chwilowe, tylko faktycznie mówią coś o predyspozycjach w różnych zawodach i na różnych stanowiskach. – dr Magdalena Kaczmarek, psycholog, Uniwersytet SWPS w Warszawie

Informacja zwrotna generowana przez system MachBeta to ważny punkt wyjścia dla młodej osoby wchodzącej na rynek pracy. Świadomość swoich naturalnych predyspozycji, mocnych stron i potencjału intelektualnego jest podstawą podejmowania decyzji zawodowych i edukacyjnych dla kandydata. Ułatwia wyszukiwanie adekwatnych ofert pracy oraz wzmacnia proaktywną postawę. – Olga Kożuchowska, Biuro Karier Uniwersytetu SWPS w Warszawie

Platforma MatchBeta jest dostępna na stronie www.matchbeta.pl.
Test dla profesjonalistów: https://matchbeta.pl/matchowanie.

Analiza techniczna: kurs dolara, euro, funta, franka 10.09.2018

Kiepski czas złotego. Krajowa waluta słabnie do większości głównych walut i jest jedną z najsłabszych w koszyku EM. Kredytobiorcy frankowi znów pełni obaw o dalsze losy franka. Groźba nałożenia ceł na cały import z Chin przez USA coraz bliższa. Dane z USA znów pokazują, która gospodarka jest numerem jeden. Ciekawe dni dla wspólnej waluty i funta. W perspektywie posiedzenia banków centralnych EBC i BoE.

Krzysztof Pawlak - dealer walutowy w Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Walutomat.pl

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 06.08.2017-10.09.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2530 3,6770 3,6353 4,6990
Maksimum 4,3340 3,8540 3,8300 4,8580

 

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLNDzisiejszy dzień złoty znów nie zaliczy do udanych. EUR/PLN znów zbliża się do ostatnich maksimów. Krajowa waluta jest dzisiaj jedną ze słabszych walut globalnie, gorzej wygląda tylko lira turecka więc nie ma się czym chwalić. I wydaje się, że złoty nie wykorzystuje tutaj chwilowego impasu w wojnie handlowej, który mógłby skutkować jego umocnieniem. Tym bardziej, że układ na parze EUR/USD powinien sprzyjać umocnieniu złotówki. Po piątkowych bardzo mocnych danych z USA na dolarze trwa realizacja zysków. Często się tak dzieje gdy już tak naprawdę wszystko wiemy czyli, że USA gospodarczo jest numerem 1. Nieco zmalały także obawy o konflikt handlowy. Oczywiście to tylko chwilowe bo pakiet olbrzymiej kwoty objętej cłami na Chiny, który ma być nałożony na Chiny wisi w powietrzu. W piątek Trump powiedział, że zamiast 200 mld ma to być 267 mld USD. W tym jednak momencie rynki bardziej się cieszą, że nawet ta mniejsza kwota nie została wprowadzona. Technicznie kurs EUR/PLN jest teraz w ważnym miejscu. W tym momencie testujemy wsparcie linii krótkoterminowego trendu wzrostowego. Złamanie tego poziomu z pewnością skierowało by kurs kilka groszy na południe. Z drugiej strony jednak jeśli nastroje na szerokim rynku znów staną się kiepskie szybko zobaczymy kurs 4,35.

Kurs franka CHF/PLN

Kurs franka CHF/PLNKredytobiorcy frankowi na pewno znów nie mają lekkiego życia. Kurs CHF/PLN znajduje się dość wysoko choć do granicy 4,00 jeszcze sporo brakuje. Ale z drugiej strony patrząc na to co się dzieje na świecie to i tak sytuacja nie wygląda najgorzej. Utarty już temat wojen handlowych i próby walki Trumpa tak naprawdę z całym światem, kłopoty większości krajów wschodzących powinny spowodować dużo większą ucieczkę kapitału do bezpiecznych przystani. I zapewne się tak dzieje z tym, że frank szwajcarski już takie monopolu nie ma. Siła amerykańskiej gospodarki plus wyższe stopy procentowe przyciągają kapitał do dolara. Mimo to jednak EUR/CHF znajduje się w okolicach 1,12 a więc sporo niżej niż granica 1,20 do której jeszcze niedawno pukał. Taki poziom wynika jednak również z niskiego kursu EUR/USD, który świadczy o słabości wspólnej waluty. W konsekwencji obrywa się złotemu w relacji do franka. Mimo wszystko póki co obserwujemy lekkie odreagowanie wynikające z nieudanego testu przebicia ostatniego maksimum. W tym tygodniu poza oczywiście informacjami w sprawie nowych ceł na Chiny ważne będzie posiedzenie EBC. Draghi w obliczu kiepskich danych makro w krajach strefy euro musi niejako być gołębi co poskutkuje osłabieniem wspólnej waluty. Prezes EBC jednak nie lubi być przewidywalny więc można oczekiwać zaskoczenia. W kontekście pary CHF/PLN warto więc obserwować notowania EUR/CHF.

Kurs dolara USD/PLN

Kurs dolara USD/PLNPo lekkim odreagowaniu kursu USD/PLN i spadku w okolice 3,65 znów mkniemy do góry. Dzisiaj rano po raptem 10 dniach testowaliśmy już poziom 3,75. Fakt niemal wszystko jest na korzyść amerykańskiej waluty. Najlepiej radząca sobie gospodarka. Argument? Piątkowe wyśmienite dane z rynku pracy. Polityka pieniężna na drodze zacieśniania. Przykład? Praktycznie przesądzone dwie podwyżki stóp jeszcze w tym roku. Splot tych dwóch czynników już może śmiało wskazywać na to by odbierać dolara jako pierwszy wybór lokaty kapitału w trudnych czasach. Do tego najbliższy prawdy scenariusz w wojnie handlowej czyli nałożenie ceł na cały import z Chin przez USA jeszcze umocni dolara. Rozum podpowiada więc, że USD/PLN ma otwartą drogę w kierunku nawet 3,90 a może i wyżej w perspektywie kilku tygodni. Sytuacja więc teoretycznie klarowna. Ale jednak zapominamy o osobie Trumpa czyli prezydencie USA. Jego kontrowersyjna postawa i walka o dobro Ameryki z niemal całym światem powoduje, że dolar może stracić miano waluty numer jeden. Dlaczego? W końcu cały świat się sprzysięży przeciwko Trumpowi. Już widać oznaki patrząc choćby na to, że część krajów wymienia dolary na złoto dla przykładu Rosja i Turcja. Z czasem zaczną zwaśnione kraje denominować swój dług choćby na juany. I wykluczać dolara z obrotu w handlu. Perspektywa może na ten moment abstrakcyjna ale wydaje się coraz bardziej realna. Mimo to i tak wygranym będzie Trump bo nie chce on mocnej waluty. Wracając do USD/PLN to na ten moment trend wzrostowy wydaje się niezagrożony.

Kurs funta GBP/PLN

Kurs funta GBP/PLNBez wątpienia poza dolarem wygranym ostatnich dni pozostaje funt brytyjski. Tutaj decydujące są pertraktacje dotyczące Brexitu. Każde informacje oddalające widmo twardego Brexitu działają in-plus dla brytyjskiej waluty. Ostatnie umocnienie to zasługa przede wszystkim słów Barniera czyli negocjatora z ramienia UE o możliwej nowej granicy z Irlandią, a także doniesienia o porozumieniu Wielkiej Brytanii z Niemcami, które grają jedną z głównych ról w UE. Do tego brak doniesień o problemach w rządzie May i mamy solidne wzmocnienie. Na GBP/PLN utworzył się solidny trend wzrostowy, który początek ma w końcówce sierpnia. w dwa tygodnie kurs więc wzrósł o prawie 15 groszy! Sporo ale brytyjska waluta przyzwyczaiła nas już do większych perturbacji. Ważne w kontekście funta może być posiedzenie BoE. Jeśli Carney zasygnalizuje postęp w negocjacjach z UE i wspomni o dalszej chęci normalizacji polityki pieniężnej to brytyjska waluta może jeszcze zyskać. Kurs GBP/PLN powinien bez problemu wtedy pokonać opór w postaci ostatniego maxa.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Zakaz handlu w niedziele wyhamował sprzedaż elektroniki konsumenckiej

W okresie od stycznia do lipca 2018 roku rynek elektroniki konsumenckiej odnotował wzrost o 4 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Do końca lutego br., czyli momentu wprowadzenia ograniczenia handlu w niedziele, wzrost ten znajdował się na poziomie 5 proc.

Analizowany rynek elektroniki konsumenckiej obejmuje produkty z kategorii RTV, AGD, IT i Telecom.

Rynek elektroniki konsumenckiej nadal znajduje się w fazie wzrostu. Jednak dynamika tego wzrostu zauważalnie słabnie, czego bezpośrednią przyczyną jest wprowadzone w marcu br. ograniczenie handlu w niedziele.

Tygodnie z niedzielami niehandlowymi wygenerowały w analizowanym okresie sprzedaż o 1 proc. wyższą niż w analogicznym przedziale czasu w roku ubiegłym. Z kolei pełne tygodnie handlowe zanotowały 7-procentowy wzrost. Zjawisko to jest widoczne we wszystkich segmentach rynku elektroniki użytkowej.

Maciej Piekarski, analityk GfK w zakresie rynku elektroniki konsumenckiej, komentuje: „Przyczyną spowolnienia wzrostów na polskim rynku elektroniki konsumenckiej jest zmniejszenie dynamiki sprzedaży we wszystkich rodzajach sklepów, zarówno stacjonarnych, jak i internetowych. O ile e-sklepy wyraźnie zyskują w tygodniach z niedzielami niehandlowymi, to w pełnych tygodniach lepiej niż na początku roku radzą sobie sklepy tradycyjne.”

Sklepy internetowe należące do sieci handlowych są największymi beneficjentami zmian w prawie. Przed wejściem nowych regulacji ich sprzedaż rok do roku zwiększyła się o 15 proc. W okresie od marca do lipca br. dynamika wzrosła do niemal 20 proc. W tygodniach obejmujących niedziele niehandlowe sklepy te zwiększyły obroty o 25 proc. wobec 15 proc. w pozostałych tygodniach. Oznacza to, iż duże sieci handlujące elektroniką konsumencką dobrze przygotowały się do zmian, koncentrując się na sprzedaży w internecie.

Segmentem, który najbardziej odczuł skutki wprowadzenia ograniczeń handlu w niedziele, jest duże AGD. Do końca lutego br. widoczny był ponad 10-procentowy wzrost obrotów liczony rok do roku. Po wprowadzeniu nowych regulacji rynek rośnie o połowę wolniej. Sprzedaż w pełnych tygodniach utrzymała 10-procentowy wzrost, jednak w pozostałych tygodniach wzrosty obrotów wyniosły jedynie 4 proc.

Maciej Piekarski dodaje: „Przyczyną tego zjawiska jest fakt, że konsumenci kupujący pralki i lodówki zazwyczaj przed zakupem oglądają je w sklepach stacjonarnych. Nie było zatem możliwości przerzucenia sprzedaży w wolne niedziele kanału online.”

Waluty rynków wschodzących nadal nie mają lekko

Ubiegły tydzień przyniósł kontynuację wyprzedaży walut ryzykownych, na czym ucierpiał również polski złoty. A co przyniesie nowy tydzień?

W zeszłym tygodniu słabe dane gospodarcze z Chin i RPA zainicjowały kolejną wyprzedaż walut gospodarek wschodzących. Mimo znaczących spadków w pierwszej części tygodnia, większość istotnych walut była w stanie ustabilizować się w jego drugiej części. Największymi „przegranymi” zeszłego tygodnia były rubel rosyjski i rand południowoafrykański, chociaż tym razem masową wyprzedaż odczuły również waluty Azji. Polski złoty również był poddany presji z tego powodu.

Najistotniejszą wiadomością spoza rynków wschodzących była publikacja raportu z rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. Zgodnie z nowymi danymi tempo wzrostu wynagrodzeń w USA przyspieszyło do 2,9% w ujęciu rocznym. W efekcie rentowności 10-letnich obligacji Stanów Zjednoczonych osiągnęły poziom najwyższy od miesiąca, nie przełożyło się to jednak na istotną słabość walut EM.

Bieżący tydzień przyniesie sporo nowych odczytów makroekonomicznych – inwestorzy powinni jednak zwracać uwagę szczególnie na spotkania banków centralnych. Szczególną zmiennością może cechować się najbliższy czwartek. Tego dnia bowiem spotykają się zarówno Bank Anglii, jak i Europejski Bank Centralny.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł lekkie osłabienie polskiego złotego. Polskiej walucie w minionym tygodniu nie sprzyjał m.in. powrót obaw o sytuację w krajach EM, kwestie związane z wojną handlową oraz spadek kursu EUR/USD.

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, Rada Polityki Pieniężnej podczas spotkania we wrześniu utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie – ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Istotnie nie zmienił się również ton prezesa Glapińskiego i przewodzonej przez niego RPP. Prezes powtarza, że zarówno obecnie, jak i w przewidywalnej przyszłości (do końca 2019 r.) nie widzi szans na podwyżki stóp procentowych.

W tym tygodniu warto zwrócić uwagę w szczególności na wyliczenia inflacji bazowej w Polsce w sierpniu, które poznamy w czwartek oraz na piątkową rewizję ratingu Polski, którą przeprowadzić ma agencja Moody’s. W kontekście tego, iż od ostatniej zmiany ratingu ze strony Moody’s nie wydarzyło się nic przełomowego oraz tego, że agencja już teraz ocenia nas najlepiej spośród wszystkich agencji tzw. „Wielkiej Trójki”, nie spodziewamy się zmiany ratingu, czy jego perspektywy.

GBP

W zeszłym tygodniu otrzymaliśmy dość mieszane odczyty indeksów aktywności biznesowej PMI dla Wielkiej Brytanii. Funt brytyjski ignoruje jednak większość wieści dotyczących gospodarki – zamiast tego zmiany kursu szterlinga wynikają głównie z wiadomości i plotek na temat stanu negocjacji ws. Brexitu. Pod koniec tygodnia funt utrzymał się mniej więcej na tym samym poziomie, na jakim znajdował się on w zeszły poniedziałek. Zaczynamy jednak obserwować pozytywne sygnały ze strony Unii Europejskiej, która wydaje się przyjmować łagodniejsze podejście wobec negocjacji. Utrzymujemy również opinie, że rynki finansowe przeceniają prawdopodobieństwo tzw. twardego Brexitu.

Podstawowym źródłem zmienności funta w najbliższym tygodniu będzie wrześniowe posiedzenie Banku Anglii. Konsensus nie oczekuje zmiany w polityce monetarnej (obserwowany będzie jedynie rozkład głosów w komitecie ds. polityki monetarnej). Pod lupę zostaną natomiast wzięte „minutki” ze spotkania banku centralnego.

EUR

Dane dotyczące indeksów aktywności biznesowej PMI były niemal zgodne ze wstępnymi wskazaniami. Kurs euro względem większości istotnych walut znajdował się w wąskim korytarzu wahań i pod koniec tygodnia znalazł się na mniej więcej tym samym poziomie co w zeszły poniedziałek.

W czwartek odbędzie się spotkanie Europejskiego Banku Centralnego. Podobnie jak w przypadku BoE, również i tam nie powinna nastąpić żadna zmiana w polityce monetarnej. Będziemy jednak bardzo uważnie słuchać wystąpienia przewodniczącego EBC, Mario Draghiego. Istotną wagę przywiązujemy do następujących kwestii: konfliktu instytucji unijnych z rządem Włoch, a także problemu inflacji bazowej, która nadal nie jest w stanie wykazać wyraźnego trendu wzrostowego.

USD  

Opublikowane w zeszłym tygodniu dane makroekonomiczne w ujęciu ogólnym potwierdzają dobrą kondycję amerykańskiej gospodarki. Jest to widoczne, zwłaszcza jeśli spojrzymy na comiesięczny raport z rynku pracy. Liczba nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych wprawdzie zaskoczyła in minus, a bezrobocie niespodziewanie nieco wzrosło. Najistotniejszy jest jednak wzrost wynagrodzeń, który osiągnął imponujący poziom 2,9% w ujęciu rocznym. Jeżeli wysoki wzrost płac utrzyma się również w kolejnych miesiącach, będzie to mogło oznaczać, że dobra kondycja rynku pracy w Stanach Zjednoczonych wreszcie zmusza pracodawców do zwiększania płac, co ma na celu utrzymanie siły roboczej. To z kolei może oznaczać szybsze tempo podwyżek stóp procentowych Rezerwy Federalnej, a także silniejszego dolara.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury Polska

Lidl i Biedronka stawiają na kosmetyki, słodycze i chemię gospodarczą

Liderzy rynku dyskontowego stosują wręcz te same strategie zarządzania standami w swoich placówkach. Różni je tylko kolejność udziałów 3 najważniejszych grup towarowych. Podczas gdy w Biedronce kosmetyki mają najwięcej ekspozycji – 27%, w Lidlu zajmują 22%. Z kolei dla niemieckiej sieci najważniejsze są słodycze – 31%. Portugalski konkurent przeznacza na nie 18%. Natomiast chemia gospodarcza pozostaje na poziomie 20% w dyskontach Grupy Jeronimo Martins i 19% w sklepach należących do Schwarz Group. Do takich wniosków doszli specjaliści z platformy TakeTask.

Jak podkreśla Andrzej Wojciechowicz, ekspert rynku FMCG, kosmetyki, słodycze i chemia gospodarcza są czołowymi kategoriami produktów w generowaniu efektywnej, skumulowanej marży brutto. Wpływ na ich aprecjację mają nie tylko sieci, ale też producenci, gotowi dodatkowo wynagradzać detalistę za ekstra miejsce sprzedaży. Jest to szczególnie widoczne w branżach o znaczących budżetach promocyjnych. Efekt to stosunkowo wysoki zysk sprzedawcy na danym towarze.

– Tego typu artykuły kupują i to dosyć często praktycznie wszyscy konsumenci. Dlatego sieciom opłaca się wystawiać je na dodatkowych ekspozycjach. Ponadto takie umieszczenie asortymentu zwykle jest połączone z promocją w gazetce. Zatem sklep i producent obniżają swoje marże, ale liczą na większą sprzedaż ilościową. W całościowym rozrachunku zysk, liczony w złotówkach, a nie jako procent, jest zwykle większy niż w tygodniach bez rabatów – komentuje Arkadiusz Cybulski, Dyrektor Zarządzający platformą TakeTask.

Według Andrzeja Wojciechowicza, inna kolejność udziałów w ekspozycjach jest wynikiem różnej efektywności promowanych kategorii produktów w każdej sieci. To w sposób pośredni wskazuje również na presję negocjacyjną, wynikającą z przyjętej polityki asortymentowej danego detalisty. Jego motywacją może być chęć poprawy całościowej marży brutto dla określonej grupy towarów w celu wypełnienia założeń przyjętej strategii.

– Sama kolejność udziału kategorii w sieci wynika z wewnętrznej kalkulacji opłacalności promocji oraz jej wpływu na liczbę klientów odwiedzających sklepy. W Lidlu słodycze są na pierwszym miejscu, a w Biedronce – na trzecim. Należy jednak zwrócić uwagę na to, że sama chemia gospodarcza jest na bardzo zbliżonym poziomie 20% vs 19% – dodaje Arkadiusz Cybulski.

W Biedronce kolejne miejsca zajęły takie kategorie produktowe, jak m.in. artykuły spożywcze suche – 8%, a także kawy, herbaty i zioła – łącznie 5%. Natomiast w Lidlu zaraz za TOP 3 znalazły się napoje – 8% oraz art. dla dzieci – 5%. I tu widać już pewne zróżnicowanie. Zdaniem ekspertów, udziały ww. towarów w standach mogą zmieniać się sezonowo. Jednak nie mają szansy zdeklasować kosmetyków, słodyczy czy też chemii gospodarczej, gdyż to są stałe elementy koszyków.

– Dla przykładu, w okresie letnim nikt specjalnie nie promuje napojów. Obrót i tak jest bardzo wysoki, a jeśli detalista dopuści dodatkową ekspozycję, to raczej z powodów czysto operacyjnych. Producent może mu zaproponować za to wyjątkową cenę, aby np. pozbyć się zapasów z nadprodukcji i wykorzystać pik sezonowej sprzedaży – zwraca uwagę Andrzej Wojciechowicz.

Jak podsumowuje ekspert z platformy TakeTask, w niektórych tygodniach mogą pojawić się grupy produktów, które będą mocno promowane. Jednak TOP 3 są znacznie szerszymi kategoriami niż pozostałe rodzaje artykułów, np. karmy dla zwierząt – 1% w Biedronce i 2% w Lidlu. Prawie każdy kupuje słodycze, kosmetyki i chemię gospodarczą. Ale nie wszyscy mają psy albo koty. Podobnie jest z asortymentem dla dzieci, który interesuje głównie rodziców, dziadków i oczywiście najmłodszych konsumentów.

Badanie odbyło się na przełomie czerwca i lipca br. w 55 placówkach Biedronki, gdzie były wystawione 993 zapełnione standy, a także w 54 sklepach Lidla. Tam było 1016 tego typu ekspozycji.

Dynamika płac w USA najszybsza od 9 lat

Zatrudnienie poza rolnictwem w USA wzrosło w sierpniu o 201 tys., silniej od oczekiwań (kons. 187 tys.) i wbrew wskazaniom płynącym z niskiego odczytu ADP. Dane za ostatnie dwa miesiące zostały zrewidowane w dół o 50 tys., co wynikało z uwzględnienia nowych danych i rekalkulacji współczynników sezonowych. Tradycyjnie większość miejsc pracy została utworzona w prywatnym sektorze usługowym, spadło natomiast zatrudnienie w przemyśle.

dynamika płac w USA

Alternatywna miara zatrudnienia, na podstawie badania gospodarstw domowych, wskazała na spadek liczby pracujących o 423 tys. w ciągu miesiąca, co przy niewielkim ograniczeniu liczby bezrobotnych, utrzymało stopę bezrobocia na poziomie 3,9%, przy niższej niż przed miesiącem stopie aktywności zawodowej (62,7% vs 62,9%).

Jednoznacznie pozytywną wymowę miały dane o wynagrodzeniach. Przeciętna płaca godzinowa wzrosła w sierpniu silniej od oczekiwań, o 2,9% r/r, po wzroście o 2,7% r/r w lipcu. Był to najsilniejszy wzrost płac od 2009. Najszybciej płace rosły w sierpniu w sektorze usług komunalnych, finansowych i budownictwie. Wyraźny wzrost dynamiki wynagrodzeń objął szeroką gamę sektorów (m.in. przetwórstwo, handel hurtowy, usługi transportowe) wskazując, że narastające momentum wynagrodzeń odzwierciedla czynniki strukturalne (przewaga popytu na pracę nad podażą), a nie sektorowe.

Dane potwierdzają pozytywny obraz rynku pracy. Zatrudnienie (wg miary NFP) nie przestaje rosnąć, pomimo bardzo niskiego bezrobocia. Przyspieszenie płac, w połączeniu z odczytem stopy bezrobocia poniżej poziomu uważanego przez Fed za neutralny, sugeruje dalsze przyspieszenie inflacji bazowej i jest wystarczającym argumentem za kontynuacją cyklu podwyżek stóp procentowych w USA. Kolejnej podwyżki o 25 pb. oczekujemy już na najbliższym posiedzeniu FOMC 26 września.

Źródło: PKO Bank Polski

PR Manager Netii – Karol Wieczorek o zaletach Internetu światłowodowego

Coraz więcej osób decyduje się na zmianę tradycyjnego Internetu na światłowodowy, z prędkością nawet do 900 Mb/s. Poprzednio stosowane rozwiązania nie były dostosowane do transmisji tak wielu danych, dlatego obecnie kluczowa jest modernizacja sieci i budowa nowych, które sprostają teraźniejszym oczekiwaniom użytkowników Internetu. To wszystko zapewnia właśnie sieć światłowodowa, w budowę której intensywnie inwestują operatorzy telekomunikacyjni.

Nowoczesny światłowód to przede wszystkim zwiększona szybkość (zarówno pobierania, jak i wysyłania danych liczone w setkach megabitów na sekundę) i stabilność transmisji danych. Światłowód jest też bardziej ekologiczny, gdyż urządzenia w sieci światłowodowej pobierają o wiele mniej prądu niż tradycyjne systemy.

– Jeżeli już ktoś zmieni Internet na światłowodowy nie będzie chciał wrócić do starego. Szybkość Internetu jest nieporównywalnie większa, obecnie nawet ponad 900 Mb/s. Nie ma też limitów ilości pobieranych i wysyłanych danych, a opóźnienia liczone są w pojedynczych milisekundach. To tylko przykłady korzyści, jakie otrzymamy zmieniając Internet na światłowodowy. Zalety te docenią zarówno zwykli użytkownicy Internetu, jak i osoby lubiące gry komputerów – podkreśla Karol Wieczorek PR Manager Netia.

Wykorzystywane światłowody są bardzo cienkie i elastyczne, dzięki czemu łatwe w instalacji. Dlatego podczas montażu światłowodu praktycznie nie ma potrzeby większych ingerencji, które wymuszałby remont w mieszkaniu.

– Często zarządy spółdzielni i wspólnot obawiają się inwestycji w modernizację lub budowę sieci światłowodowych. Do głównych obaw należą zniszczenie klatek schodowych, dodawanie nowych skrzynek, układanie mikrokanalizacji. Zawsze jednak staramy się minimalizować te potencjalne niedogodności. Instalacja w dogodnych warunkach pozwala na bezproblemowe zamienienie okablowania i nie jest w żaden sposób negatywnie odczuwalna dla klienta – zaznacza Karol Wieczorek PR Manager Netia.

Dotychczas Netia zmodernizowała sieć w około 50 tys. budynków, wykorzystując do tego celu tysiące kilometrów kabli światłowodowych.

Czas modernizacji jednego budynku – w zależności od liczby klatek i pięter – wynosi od 8 godzin do 3 dni. Jednak sam proces inwestycyjny to nawet kilka miesięcy, co wynika z konieczności stworzenia dokumentacji oraz pozyskania zgód.

Jak zapewniają przedstawiciele operatora, raz poczyniony wysiłek będzie procentował przez wiele lat, gdyż dalsze przyspieszanie łączy światłowodowych do nawet dziesiątek czy setek gigabitów na sekundę będzie wymagało jedynie wymiany urządzeń sieciowych, a nie samej sieci. Dzięki temu można szacować, że obecnie układane światłowody posłużą nawet 30 lat.

Pracodawcy RP apelują do Premiera o wstrzymanie „drogowego rachunku powierniczego”

Grozi nam fala bankructw, z jakimi mieliśmy do czynienia w latach 2010-2012. Katastrofie może zapobiec wprowadzenie waloryzacji kontraktów na inwestycje publiczne, ale też powstrzymanie Ministerstwa Sprawiedliwości, które forsuje pomysł tzw. „drogowego rachunku powierniczego”. Stąd apel do Premiera Mateusza Morawieckiego o interwencję w tej sprawie.

Już dziś skala zatorów płatniczych i strat w branży budowlanej jest największa ze wszystkich sektorów. Firmy budowalne potrzebują pilnych zmian w przepisach tak, by umożliwić waloryzację kontraktów. Procedury przetargowe i realizacja umów trwają tak długo, że przez dynamiczny wzrost kosztów materiałów i niedobór pracowników inwestycje stają się dla wykonawców deficytowe. Ten sam scenariusz zrealizował się w latach 2010-2012 i przyniósł masowe bankructwa firm budowlanych oraz poważny kryzys całej branży.

Tymczasem znajdujemy się obecnie w momencie kulminacji inwestycji infrastrukturalnych. Choć koniunktura jest bardziej niż dobra, to problemy są bardzo poważne. Wymagają pilnego rozwiązania – inaczej całej branży budowlanej grozić może zapaść. Trudności sektora mogą się zarazem jeszcze bardziej pogłębić za sprawą proponowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości ustawy o zapobieganiu nadużyciom w inwestycjach drogowych. Ustawa teoretycznie miała wyjść naprzeciw trudnej sytuacji branży. Faktycznie jednak jej przepisy mogą stać się przysłowiowym gwoździem do jej trumny.

Projekt resortu sprawiedliwości sprowadza się bowiem do nałożenia na przedsiębiorców, w szczególności na generalnych wykonawców, dodatkowych obowiązków biurokratycznych. W efekcie można spodziewać się opóźnień w realizacji inwestycji, w tym tych współfinansowanych z funduszy europejskich, a także problemów z płynnością firm. Generalni wykonawcy otrzymają bowiem swoje wynagrodzenie dopiero po podwykonawcach. Pieniądze zostaną bowiem zamrożone na otwartym rachunku powierniczym, a ich uwolnienie nastąpi dopiero po uzyskaniu zgody ze strony urzędnika – inspektora drogowego. To on, jednoosobowo, będzie decydował o uwolnieniu środków z rachunku.

Ten projekt spowoduje, że wiele firm będzie eliminowanych z roli głównego wykonawcy, bo nie będzie ich zwyczajnie na to stać. Paradoksalnie argument, że zagraniczne firmy zostaną wzięte za cugle i powściągnięte może zadziałać  przeciw skutecznie, ponieważ te zagraniczne firmy będą dysponowały tym kapitałem, a polskie przedsiębiorstwa niestety zostaną za drzwiami. – mówi Piotr Wołejko, Ekspert Pracodawców RP ds. infrastrukturalnych i gospodarczych.

Uzasadnieniem dla projektowanych zmian jest rzekoma trudna sytuacja podwykonawców i skargi napływające do prokuratur w całym kraju. Jednak po katastrofie sektora budowlanego po Euro 2012 opracowano rozwiązania, które funkcjonują od dopiero kilku lat, ale zapewniają wysoki poziom ochrony podwykonawców. Są oni zgłaszani inwestorowi przez generalnego wykonawcę, a ten ostatni nie otrzymuje środków od inwestora, jeśli nie udowodni uregulowania zobowiązań wobec podwykonawców.

Auta elektryczne w Polsce: 80% wzrost sprzedaży i 2. miejsce w regionie CEE to wciąż za mało

Europejskie Stowarzyszenie Producentów Pojazdów ACEA podało, że w I półroczu 2018 w Polsce zarejestrowano 672 samochody elektryczne (zasilane akumulatorem i hybrydy plug-in), co oznacza prawie 80% wzrost r/r. Pomimo znaczącej dynamiki, taki wolumen sprzedaży plasuje Polskę zaledwie na 15. miejscu wśród państw Unii Europejskiej. Nasz kraj wyróżnia się na tle CEE, gdzie jedynie Węgrzy zarejestrowali więcej aut elektrycznych. Eksperci Exact Systems zwracają uwagę, że już wkrótce możemy zostać przegonieni przez inne kraje z naszego regionu, charakteryzujące się wyższą dynamiką sprzedaży niż polski rynek.

Auta elektryczne w Polsce– Trend odchodzenia od silników diesla na rzecz napędów benzynowych i alternatywnych będzie w najbliższym czasie wzmacniany  przez restrykcyjne normy unijne, obowiązujące od 1 września br. Wdrożenie w życie normy Euro 6d TEMP wraz z towarzyszącymi jej nowymi procedurami badania emisji zanieczyszczeń oznacza wzrost kosztów produkcji pojazdów z silnikami spalinowymi, zwłaszcza tych napędzanych na olej napędowy. Producenci muszą dostosować produkcję wybranych modeli do nowych wymogów, żeby otrzymać na nie homologację. Klienci w najbliższych miesiącach zapewne odczują wzrost cen samochodów z napędem spalinowym, ale pojazdy z silnikami elektrycznymi nadal pozostaną wyraźnie droższe. Dlatego rewolucja elektryfikacyjna wymaga wsparcia ze strony władz. Przykładem wartym odnotowania jest pionierski program dopłat do aut elektrycznych, wprowadzony w Szczecinie. Jest to forma pożyczki do 150 tys. zł., z której ok. 10-20% zostaje umorzone. W ramach programu dofinansowano także powstanie 10 stacji ładowania na terenie Szczecina. Obecnie jest to jedyne miasto w Polsce wspierające na taką skalę rozwój elektromobilności, lecz jeśli tam program okaże się sukcesem, inne ośrodki powinny chętnie korzystać z ich doświadczeń – podsumowuje Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.

Długa droga Polski do elektromobilności

W I półroczu br. na polskie drogi wyjechały 672 nowe auta z napędem elektrycznym, z czego 279 to pojazdy w pełni elektrycznych, a 393 hybrydy plug in – wynika z najnowszych danych ACEA. Optymizmem napawa dynamika wzrostu sprzedaży obu typów aut elektrycznych, wynosząca odpowiednio 123% oraz 58%. Niestety ich łączny udział w rejestracji wszystkich nowych samochodów osobowych w Polsce to zaledwie kropla w morzu, a dokładnie 0,2% (dwa promile). Dla porównania średnia unijna jest zdecydowanie wyższa i wynosi 1,7%, przez co plasujemy się dopiero na 15. miejscu wśród wszystkich krajów Unii Europejskiej.

Norwegia wzorem dla Europy

W Unii Europejskiej liderami pod względem liczby zarejestrowanych aut elektrycznych są Niemcy, Wielka Brytania i Francja – w każdym z tych państw w I półroczu 2018 r. sprzedano ich ponad 20 tysięcy. W tym okresie ponad 10 tysięcy sztuk znalazło nabywców także w Szwecji i Holandii. Niekwestionowaną królową elektromobilności w całej Europie pozostaje Norwegia. W tym skandynawskim państwie od stycznia do czerwca br. zarejestrowano 35 789 aut elektrycznych (+32% r/r), czyli ¼ tego co w 25 krajach Unii Europejskiej łącznie!

Polska  nr 2 w regionie CEE

Pod względem łącznej liczby zarejestrowanych aut elektrycznych (akumulatorowe + plug in) Polska dobrze wypada na tle regionu CEE, gdzie zajmuje 2. lokatę za Węgrami. Za nami znajdują się m.in. Czechy, Słowenia, Rumunia i Słowacja. Niestety dynamika wzrostu sprzedaży na poziomie 80% r/r nie jest najlepszym wynikiem w regionie. Będący przed nami Węgrzy mogą się pochwalić wzrostem o 121% r/r, natomiast peleton krajów, które nas gonią przyspiesza coraz bardziej. Rumunii zaliczyli rekordowy skok rejestracji o 1191% r/r, Czesi o 152%, Słowacy o 104%, zaś Słoweńcy o 94%. Przy takim tempie rozwoju polskiej elektrofloty wkrótce możemy spaść zdecydowanie niżej w naszym regionie, ponieważ pozostałe państwa odnotowują znacznie większe dynamiki wzrostu.

Tę tendencję już widać w sprzedaży samochodów elektrycznych zasilanych akumulatorami. W tym segmencie oprócz Węgier wyprzedzają nas także Czechy i Rumunia, a tuż za nami znajdują się Słowenia i Słowacja. Trend zwyżkowy w regionie CEE nie jest przypadkiem – te kraje nareszcie wybudziły się z elektryfikacyjnego letargu i coraz mocniej wchodzą w elektromobilność.

Polacy stawiają na hybrydy

Od początku roku w Polsce zarejestrowano 15 807 aut z alternatywnym napędem (+13% r/r), co stanowi 6% całkowitej sprzedaży samochodów osobowych w I półroczu br. i jest wynikiem zbliżonym do średniej unijnej (6,7%). Polacy najchętniej wybierają klasyczne hybrydy, których w 2018 r. kupili już 10 805, czyli o 27% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Taki wolumen sprzedaży daje nam 8. miejsce wśród państw UE, za plecami Holandii i Szwecji. Udział aut hybrydowych w łącznej liczbie rejestracji wynosi 4% i jest wyższy niż średnia dla UE (3,5%).

Diesel traci na popularności

Z danych ACEA za I półrocze 2018 r. wynika, że w Polsce wciąż zmniejsza się udział diesli (z 27,8% w IH 2017 r. do 24,2%), a zwiększa silników benzynowych (z 66,5% do 70%). Analogiczną sytuację obserwujemy na całym rynku unijnym, gdzie udział diesla spadł z 45,33% do 36,88%, a benzyny wzrósł z 48,94% do 55,75%.

Modern-Expo Group pozyskał 15 mln USD kredytu z EBOR-u na rozwój działalności

  • Modern-Expo Group, wiodący na rynku producent wyposażenia przestrzeni handlowych, uzyskał 15 mln dolarów wsparcia z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.
  • Pieniądze zostaną przeznaczone na wschodnie inwestycje firmy związane z produkcją, innowacjami i sprzedażą eksportową.

Modern-Expo Group, producent i dostawca nowoczesnego wyposażenia dla branży retail, otrzymał 15 mln USD w postaci siedmioletniej pożyczki inwestycyjnej od Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. – Środki przeznaczymy na automatyzację i robotyzację produkcji w naszych dwóch zakładach na Białorusi i Ukrainie oraz wsparcie Centrum Innowacji. Pożyczka pozwoli na rozwój nowoczesnych technologii w handlu detalicznym, w tym prace nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji, neuromarketingu i big data, które także pomogą lepiej dopasować naszą ofertę do potrzeb klientów – mówi Bogdan Łukasik, właściciel Modern-Expo Group. Tak zagospodarowane pieniądze w krótkim czasie pozwolą umocnić pozycję firmy jako lidera branży pod względem wykorzystania najnowocześniejszych technologii w produkcji oraz kreatora trendów rynku rozwiązań dla handlu.

– Usprawnienie procesów oraz zwiększenie skali produkcji pozytywnie wpłynie na konkurencyjność naszej oferty, a to umożliwi nam ekspansję na nowe rynki. Już dziś nasze produkty trafiają do ponad 60 krajów, a udział sprzedaży eksportowej w przychodach wynosi ponad 70% – dodaje Bogdan Łukasik. Modern-Expo dostarcza swój asortyment do głównych międzynarodowych sprzedawców detalicznych takich jak Auchan, Carrefour, TESCO, Żabka Polska, British American Tobacco, CCC i wielu innych. Dalsze zagraniczne inwestycje, w tym planowane utworzenie dwóch kolejnych zakładów do 2021 roku, będą owocować geometrycznym przyrostem zatrudnienia w nowych rejonach. Pozwoli to trwale zapisać firmę wśród globalnych przedstawicieli branży.

Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju to największy międzynarodowy inwestor promujący rozwój sektora prywatnego. Od początku swojej działalności Bank wsparł finansowo ponad 400 projektów w Polsce na łączną kwotę 9 mld euro, ok. 400 projektów na Ukrainie w łącznej wysokości prawie 12,1 mld EUR oraz ponad 2 mld EUR w 95 projektach w różnych sektorach gospodarki Białorusi.

Agnieszka Dejneka Dyrektorem Zarządzającym Progres Permanent Recruitment oraz Consulting

Agnieszka DejnekaAgnieszka Dejneka – doświadczona ekspertka w branży biznesu i HR objęła stanowisko Dyrektora Zarządzającego w jednej z największych polskich spółek kapitałowych sektora nowoczesnych usług dla biznesu – Grupie Progres. Pozyskanie lidera to realizacja długofalowej strategii budowania przez Grupę Progres dwóch silnych marek: Progres Permanent Recruitment oraz Progres Consulting.

Nowa Dyrektor Zarządzająca posiada kilkunastoletnie doświadczenie na rynku usług rekrutacyjnych i zarządzania zasobami ludzkimi. Znajomość wielu sektorów gospodarki i obszarów biznesowych poparta gruntownym doświadczeniem sprawiła, że jest cenionym za swój profesjonalizm i efektywność ekspertem. Dejneka w Grupie Progres będzie odpowiedzialna za opracowanie i wdrożenie strategii rozwoju dwóch podległych sobie marek – Permanent Recruitment i Consulting.

Ludzie są największym kapitałem firmy, a skuteczne zarządzanie ich potencjałem stanowi o rozwoju i sukcesie organizacji – mówi nowa Dyrektor Zarządzająca. – W nowej pracy skupię się na wdrożeniu strategicznych zmian, tak by w perspektywie dwóch lat rozwijane przeze mnie linie biznesowe posiadały jak największy udział w rynku – dodaje Agnieszka Dejneka.

Wartość  polskiego rynku agencji zatrudnienia to obecnie 7,3 mld zł (dane według raportu Polskiego Forum HR), oznacza to 6% wzrost w stosunku do roku poprzedniego. Dane PFHR oraz MRPiPS wskazują, że w 2017 roku pracę za pośrednictwem agencji znalazło w Polsce aż 1,2 mln osób.

– Niska stopa bezrobocia (5,8% w sierpniu br.) przy jednocześnie intensywnym rozwoju polskiej gospodarki determinuje zwiększone zapotrzebowanie na pracowników, głównie specjalistów branżowych oraz usługi doradczo-szkoleniowe. Stąd decyzja o powołaniu w naszych strukturach nowego Dyrektora Zarządzającego odpowiedzialnego za rozwój linii biznesowych Progres Permanent Recruitment oraz Progres Consulting. To też kolejny krok w realizacji naszych celów strategicznych, które założyliśmy na lata 2017-2020. Dzisiejszy biznes i rynek pracy wymagają holistycznego spojrzenia i niestandardowych rozwiązań, nad którymi stale pracujemy, generując dodatkową wartość dla naszych klientów i kandydatów – mówi Cezary Maciołek, Wiceprezes Zarządu Grupy Progres.

Kiedy świadek staje się podejrzanym?

Osoba składająca zeznania w sprawie w charakterze świadka może stać się podejrzanym. W takim przypadku występuje konwersja roli procesowej tej osoby. Czy podejrzany posiada jakieś uprawnienia oraz, czy jego wcześniejsze zeznania mogą być wykorzystane przeciwko niemu?

Konwersja roli procesowej

Nie we wszystkich sprawach karnych organ śledczy posiada od samego początku dowody wskazujące na winnego danego czynu. Często w celu ich zgromadzenia konieczne jest przesłuchanie świadków zdarzenia. W toku postępowania przygotowawczego i zgromadzonych dowodów może okazać się, że jeden z przesłuchiwanych świadków staje się podejrzanym. Wówczas dochodzi do zmiany roli procesowej tej osoby. Aby dana osoba stała się podejrzanym, muszą zostać jej przedstawione zarzuty popełnienia określonego czynu. Poza tym świadek, który stał się podejrzanym, musi zostać ponownie przesłuchany. Uzyskując status podejrzanego, osoba ta nabywa również szereg dodatkowych uprawnień, z których nie mogła skorzystać posiadając status świadka.

Zeznania świadka a wyjaśnienia podejrzanego

Zasadniczą różnicą pomiędzy świadkiem a podejrzanym jest charakter jego wypowiedzi w sprawie. Świadek składa zeznania, a tym samym obowiązuje go art. 233 § 1 kodeksu karnego: „Kto, składając zeznanie mające służyć za dowód w postępowaniu sądowym lub w innym postępowaniu prowadzonym na podstawie ustawy, zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”. Powyższy zapis oznacza, że osoba przesłuchiwana w charakterze świadka podlega karze pozbawienia wolności w przypadku składania fałszywych zeznań.

Sytuacja wygląda zupełnie inaczej w momencie, kiedy świadek otrzymuje status podejrzanego. Wówczas nabywa prawo do obrony. Poza tym jego wypowiedzi nie będą miały charakteru zeznań. Podejrzany ma prawo do złożenia bądź odmówienia składania wyjaśnień. Co więcej, w przypadku składania fałszywych wyjaśnień nie jest on pociągany do odpowiedzialności karnej z tego tytułu.

Inne uprawnienia podejrzanego

Oprócz prawa podejrzanego do obrony i odmowy składania wyjaśnień, posiada on również inne dodatkowe uprawnienia. W toku prowadzonego postępowania ma on prawo do odmowy udzielenia odpowiedzi na konkretne pytania. Poza tym ma prawo m.in. do obrońcy, wglądu w akta sprawy czy do składania wniosków o dopuszczenie jego osoby do innych czynności dowodowych niż przesłuchanie świadków w postępowaniu przygotowawczym. Podejrzany może żądać również zapoznania się ze zgromadzonym materiałem dowodowym ukończonego dochodzenia bądź śledztwa.

Co z poprzednimi zeznaniami?

Świadek, który staje się podejrzanym, zastanawia się, w jaki sposób będą mogły być wykorzystane jego poprzednie zeznania. Z tego względu, że nabywając status podejrzanego, zmieniła się rola procesowa danej osoby, jej poprzednie zeznania uznaje się za niebyłe. Tym samym prawnie one nie istnieją i nie odgrywają żadnej roli w toczącym się postępowaniu. Nie mogą być więc podstawą do wydania jakiegokolwiek wyroku.

Jak wygląda kwestia wcześniejszych zeznań podejrzanego (w charakterze świadka) w praktyce polskich sądów? Mimo zmiany roli procesowej osoby, jej wcześniejsze zeznania nie są wyłączane z akt, przez co z ich treścią może zapoznać się chociażby sędzia prowadzący sprawę. Wprawdzie te zeznania nie mogą być podstawą żadnej decyzji procesowej, tym niemniej niejednokrotnie sugerują one chociażby składanie fałszywych wyjaśnień przez podejrzanego (do których ma prawo).

Odpowiedzialność podejrzanego za fałszywe zeznania w charakterze świadka

Skoro zeznania w charakterze świadka uznaje się za niebyłe w momencie przedstawienia zarzutów podejrzanemu, to czy ten może ponieść konsekwencje za składanie wcześniejszych nieprawdziwych zeznań? Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego składanie fałszywych zeznań w takiej sytuacji jest traktowane jako przyjęcie linii obrony przez daną osobę (chociaż nie posiadała ona jeszcze statusu podejrzanego). Warunkiem jest, że nieprawdziwe zeznania dotyczą osoby podejrzanego. Jeśli nie były one powiązane z jego linią obrony i są chociażby pomówieniem osoby trzeciej, wówczas wcześniejszy świadek, a obecny podejrzany może zostać ukarany za fałszywe zeznania.

Prawo do obrony a kontrowersyjny art. 233 § 1a KK

Chociaż prawo do obrony podejrzanego wydaje się oczywiste, to wiele kontrowersji budzi wprowadzony w 2016 r. zapis do kodeksu karnego dotyczący odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania. Zgodnie z art. 233 § 1a: „Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę z obawy przed odpowiedzialnością karną grożącą jemu samemu lub jego najbliższym, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”. Wprawdzie ten zapis dotyczy zeznań, które może składać jedynie świadek, jednak przepis ten może być zastosowany wobec świadka, który później otrzymał status podejrzanego. Taka możliwość staje w zupełnym przeciwieństwie do prawa podejrzanego do nieobciążania samego siebie, które tak naprawdę przysługuje mu w momencie popełnienia czynu, a nie przedstawienia zarzutów i otrzymania statusu podejrzanego. Argument wprowadzenia powyższego artykułu w celu uskutecznienia działania wymiaru sprawiedliwości nie powinien odgrywać tu żadnej roli.

Prawo do obrony winno być istotniejsze niż skuteczność wymiaru sprawiedliwości. Dlatego otrzymując status podejrzanego po złożeniu zeznań w charakterze świadka, warto sięgnąć po specjalistyczne doradztwo prawne. Doświadczeni prawnicy zbadają słuszność ewentualnej odpowiedzialności karnej podejrzanego za złożone wcześniej fałszywe zeznania. Zadbają również o prawo do obrony podejrzanego oraz poszanowanie jego innych uprawnień. Takie wsparcie może okazać się bezcenne w momencie przedstawienia zarzutów osobie, która dotąd odgrywała rolę świadka w postępowaniu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Wolfs Technology Fund S.A. rozważa skup akcji własnych

Wolfs Technology Fund S.A. (dawniej Graphic S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się obrotem i zarządzaniem nieruchomościami oraz prowadzeniem projektów inwestycyjnych, rozważa uruchomienie programu skupu akcji własnych. Emitent podpisał również dwie umowy przedwstępne nabycia nieruchomości gruntowych w Gdyni, na których zamierza zrealizować inwestycję deweloperską.

Akcjonariusze Spółki podczas NWZA zwołanego na 02.10.2018 r. podejmą decyzję w sprawie wyrażenia zgody na skup akcji własnych. Szczegółowe warunki programu buy-back zostaną ustalone przez Akcjonariuszy podczas najbliższego NWZA.

Nowym Prezesem Zarządu Wolfs Technology Fund S.A. został Pan Leszek Forytta będący zarazem głównym akcjonariuszem Spółki. Leszek Forytta posiada bardzo duże doświadczenie zarówno na rynku kapitałowym, jak i w obszarze zarządzania przedsiębiorstwami oraz pozyskiwania kapitału. Jest on również jednym z twórców sukcesu Wolfs Technology Fund S.A. Nowy Prezes Zarządu Spółki zamierza kontynuować przyjęty kierunek jej rozwoju w oparciu o nowy segment biznesowy, jakim jest realizowanie projektów inwestycyjnych w obszarze nieruchomości.

„Zarządzanie tak szybko rozwijającą się Spółką to duże wyzwanie, ale fakt, że jestem jednocześnie głównym udziałowcem, daje mi pewność, że firma idzie w dobrym kierunku. Ostatni rok uważam za szczególnie owocny w podejmowaniu trafnych decyzji inwestycyjnych. Zaangażowanie Spółki w rynek nieruchomości to była właśnie jedna z tych najbardziej słusznych. Wykup akcji ma na celu głównie wzmocnić filary naszego przedsięwzięcia i tego kierunku będziemy się trzymać. Jestem pewien, że przez zrównoważony rozwój i bezpieczne inwestycje jesteśmy w stanie osiągnąć nasze cele bardzo szybko.” – komentuje Leszek Forytta, Prezes Zarządu Spółki Wolfs Technology Fund S.A.

Emitent nadal rozwija segment inwestycji deweloperskich i podpisał dwie przedwstępne umowy nabycia nieruchomości gruntowych położonych w Gdyni. Wolfs Technology Fund S.A. planuje zrealizować na nich inwestycję mieszkaniową wielorodzinną o PUM wynoszącym ok. 650 m2, która będzie obejmowała 11-12 mieszkań. Nowy projekt deweloperski zlokalizowany będzie w sąsiedztwie terenów zielonych oraz bardzo blisko Obwodnicy Trójmiejskiej, co stanowi istotny atut tej lokalizacji. Zarząd Spółki szacuje, że planowana inwestycja mieszkaniowa ma bardzo wysoki potencjał sprzedażowy oraz pozwoli na dalsze umacnianie pozycji rynkowej w branży inwestycji deweloperskich w Gdyni.

„Lokalizacja nowej inwestycji w tej dzielnicy pozwoli nam uzyskać satysfakcjonującą cenę przy sprzedaży lokali mieszkaniowych. Parametry tego projektu są zbieżne ze strategią Spółki w zakresie inwestowania w małe, kameralne i przyszłościowe lokalizacje. Obecnie przygotowywane są dokumenty do rozpoczęcia procesu projektowania, a po uzyskaniu pozwolenia na budowę planowane jest rozpoczęcie inwestycji.” – dodaje Prezes Forytta.

Wolfs Technology Fund S.A. wypracowała w 2 kw. 2018 r. zysk netto w kwocie 25 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 137 tys. zł. W całym pierwszym półroczu 2018 r. zysk netto Spółki wyniósł prawie 83 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 266 tys. zł wobec straty netto w analogicznym okresie ub. roku na poziomie 163 tys. zł. Osiągnięte przez Emitenta wyniki finansowe wykazują wyraźną poprawę w ujęciu rdr., co związane jest z reorganizacją działalności oraz jej rozszerzeniem o segment nieruchomości. Aktualnie podstawowym strumieniem przychodowym Spółki jest najem powierzchni biurowych i lokali mieszkalnych oraz zarządzanie nieruchomościami i świadczenie usług doradztwa na rzecz podmiotów zewnętrznych.

Creamfinance Poland na drodze sądowej z byłym prezesem

Spółka Creamfinance Poland pozywa byłego prezesa Adama Dąbrowskiego o zaniechanie czynów nieuczciwej konkurencji. Zdaniem Creamfinance Dąbrowski namawiał pracowników spółki do rozwiązania umów z firmą. Spółka wystąpiła już z żądaniem złożenia oświadczenia oraz zapłaty 50.000 zł na cel społeczny.

Creamfinance Poland Sp. z o.o. (Creamfinance lub Spółka) wystąpiła przeciwko Adamowi Dąbrowskiemu oraz Funeda Sp. z o.o. (Funeda) o zaniechanie czynów nieuczciwej konkurencji polegających na nakłanianiu pracowników Spółki do rozwiązania umów z Creamfinance. Ponadto Spółka wystąpiła z żądaniem złożenia oświadczenia oraz zapłaty kwoty 50.000 zł na wskazany cel społeczny.

Jak przekazało Creamfinance Poland, spółka kładzie duży nacisk na kierowanie się zasadami etyki biznesowej. “Uczciwa konkurencja to podstawa dla Creamfinance, a relacje pomiędzy przedsiębiorstwem i jego klientami, partnerami handlowymi, pracownikami oraz konkurencją są niezwykle ważne” – czytamy w informacji przesłanej przez Creamfinance. Jak dodają przedstawiciele firmy, etyka zawodowa jest dla nich drogowskazem, niejednokrotnie wyznaczającym kierunek działań.

Adam Dąbrowski to były prezes zarządu i dyrektor zarządzający Creamfinance Poland, który pełnił funkcje do lutego 2018 roku. Po odejściu z Creamfinance, w marcu 2018 roku, Adam Dąbrowski został wspólnikiem i prezesem zarządu konkurencyjnej spółki Funeda. Zdaniem Creamfinance Adam Dąbrowski i Funeda podejmują czyny nieuczciwej konkurencji w celu przejęcia kluczowych pracowników Creamfinance. Spółka złożyła w tej sprawie pozew do sądu.

Creamfinance Poland to spółka z pierwszej piątki działających w Polsce firm pożyczkowych i część międzynarodowej grupy finansowej, specjalizującej się w udzielaniu mikropożyczek. Grupa jest obecna w 8 krajach i planuje dalszą ekspansję. W Polsce, która jest dla Grupy bardzo istotnym rynkiem, Creamfinance oferuje swoje produkty poprzez trzy marki: Lendon, Extraportfel oraz Efino, adresowane do różnych grup klientów.

Wszystkie oczy znów zwrócone na Trumpa

Dolar pozostaje silny po mocnym raporcie z rynku pracy. Prezydent USA po raz kolejny grozi Chinom. Niemniej jednak cła w wysokości 200 mld USD nie zostały ogłoszone. Trump nieuchronnie zmierza do oclenia całego importu z Państwa Środka. Punktem kulminacyjnym tego tygodnia posiedzenia EBC i BoE.

Trump grozi ocleniem całego importu z Chin

Cła na Państwo Środka w kwocie 200 mld USD nadal nie zostały wprowadzone. Prezydent USA późnym popołudniem powiedział, że ich wprowadzenie może nastąpić bardzo szybko. Co oznacza, że póki co tego tematu używa tylko jako straszaka i czeka na reakcję Chin. W kolejnych zdaniach mocno jednak zaostrzył ton mówiąc, że pozostały import w kwocie 267 mld USD jest również gotowy do oclenia. Waszyngton cały czas zarzuca Chinom nieuczciwe praktyki handlowe i kradzież amerykańskich technologii.

Chiny absolutnie nie wymiękają

Państwo Środka nie zamierza jednak oddawać pola i również w agresywnym tonie odpowiadają na słowa Trumpa. Wydaje się więc, że cła na 200 mld USD szybko zostaną wprowadzone z tym, że spotkają się z ripostą chińskich władz. Tym bardziej odwagi by odpowiedzieć na kolejne cła dodają twarde dane makro. W sierpniu deficyt w handlu USA z Chinami urósł o kolejne 3 mld USD. W całym roku 2018 mamy już wzrost o 15%. Wydaje się więc, że działania Trumpa na ten moment nie przynoszą spodziewanych efektów. To tylko może rozwścieczyć prezydenta USA i w niedalekiej przyszłości objęty cłami będzie cały import z Chin.

Tydzień pod znakiem EBC i Banku Anglii

W czwartek poznamy decyzje dwóch kluczowych banków centralnych. Decyzja obu instytucji w sprawie parametrów polityki pieniężnej nie powinna przynieść żadnych zmian. Wielka Brytania cały czas ma problemy z płynnym wyjściem z UE. I właśnie problemy z Brexitem BoE uważa za główne zagrożenie. Stąd zarówno stopa procentowa jak i wartość skupu aktywów do momentu zakończenia rozmów z UE powinny pozostać bez zmian. W wypadku EBC istotna może być konferencja Draghiego. Przecena walut krajów wschodzących związana z pogorszeniem parametrów gospodarki musiała zasmucić prezesa. Tym bardziej, że oznaki hamowania ożywienia gospodarczego widać także w lokomotywie strefy euro czyli Niemczech. Stąd można się spodziewać nieco gołębiego tonu szefa EBC, które wpłynie na osłabienie europejskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarium mało danych

O 10.30 poznamy PKB z Wielkiej Brytanii. Ostatnio brytyjska waluta ma niezłą passę i dzisiejsze dane mogą w tym kontekście dodatkowo pomóc. Tym bardziej, że oczekiwania analityków są dość niskie i wynoszą zaledwie 0,2% m/m. Dzisiaj dojdzie także do spotkania producentów ropy. Większa zmienność na notowaniach ropy naftowej więc gwarantowana.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Spadek wskaźnika dobrobytu polskiego społeczeństwa o 0,8 pkt

Spadł wskaźnik dobrobytu polskiego społeczeństwa. Choć nie jest to duża zmiana, to jednak zaskakująca i najwyższa od dwóch lat.

Wskaźnik dobrobytu, który odzwierciedla ekonomiczną kondycję polskiego społeczeństwa, spadł o 0,8 pkt m/m w sierpniu br., jak podało Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC). Do spadku przyczynił się słabszy przyrost zatrudnienia oraz wyższa inflacja w porównaniu do sytuacji sprzed roku.

-Ten wskaźnik systematycznie rośnie od 2012-2013 – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – I osiągnął wysoki poziom, a spadek jest niewielki.

Przez ostatnich 5-6 lat wskaźnik wzrósł do wysokiego poziomu. Obecne korekty są niewielkie, zamożność Polaków nieco zmalała choćby z powodu wzrost cen ropy naftowej na świecie i osłabienie złotego.

-Gdyby miało dojść do dużego osłabienia, to z powodu zmian koniunktury gospodarczej na świecie, bo jak na razie polska gospodarka prezentuje się dobrze – dodaje ekonomista.

Gospodarka USA daje silne zaplecze dla rajdu USD

Rynkowe konwersacje dalej krążą wokół sporów handlowych, szczególnie gdy prezydent Trump rzuca nowe groźby w stronę Chin. Pozostajemy w stanie podwyższonego napięcia, ale bez silnych reakcji aktywów. Jednak cechy rynku pozostają niezmienne: silny USD, słaby AUD i waluty rynków wschodzących. Nie jest to też dobry czas na wzrost indeksów i złota.

Miniony tydzień był najgorszy dla światowych indeksów od niemal sześciu miesięcy, a kotwicą dla akcji pozostają podtrzymywane spory handlowe. Szczególnie na linii USA-Chiny sprawy idą w złym kierunku, gdyż prezydent Trumpa grozi nałożeniem ceł na towary z Chin warte 267 mld USD. Jest to kolejna pula taryf po 50 mld USD już działających i 200 mld USD póki co rozważanych, co razem obejmie cały eksport Chin do USA. Pekin ostrzegł o gotowości do odwetu, ale strategia oko za oko nie jest możliwa przez nadwyżkę w handlu z USA. Rodzi to obawy, że Chiny zastosują inne środki zaradcze, w tym manipulację kursem juana lub bezpośrednimi sankcjami na amerykańskie firmy działające na terenie Chin. Prezenty Trump zdaje się naciskać coraz bardziej, dopóki Chiny nie ulegną jego warunkom, co jednak prędko się nie stanie. Przepychanki mogą potrwać jeszcze wiele tygodni, a to zła wiadomość dla świata emerging markets, ale też AUD, który w przestrzeni walut G10 jest „ambasadorem” Chin.

USD jest silny przez status waluty pierwszego wyboru w okresach skoku awersji do ryzyka, ale pomaga też fakt, że ma za sobą solidne dane makro. W sierpniu zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrosło o 201 tys., a płace zwiększyły się o 0,4 proc. m/m, wypychając dynamikę roczną na 2,9 proc. – najwyżej od 9 lat. Tylko stopa bezrobocia nieoczekiwanie pozostała bez zmian na 3,9 proc., choć spodziewano się spadku do 3,8 proc. Mimo że siła rynku pracy nie jest dla nikogo niespodzianką, to razem z lepszymi od oczekiwań odczytami indeksów aktywności ISM dostaliśmy obraz gospodarki, która nie zwalnia tempa. W efekcie uciszone zostały głosy zwątpienia w politykę Fed i spekulacje, że bank centralny wkrótce zrobi sobie przerwę w podwyżkach. Gospodarka USA daje silne zaplecze dla rajdu USD, a dodatkowo ma to miejsce w czasie, kiedy dane z innych gospodarkę G10 są co najwyżej przeciętne. Trudno zrzucić dolara z najwyższego stopnia podium.

Nowy tydzień zaczynamy z lekkim kalendarzem, co pozwoli na spokojnie ocenić wpływ eskalacji wojen handlowych i implikacje raportu NFP. Najważniejszym dniem będzie czwartek z posiedzeniami EBC, Banku Anglii i CPI z USA. EBC przedstawi nowe prognozy, które będą uwzględniać skutki opóźnień w odbiciu ożywienia. Ścieżka PKB powinna nieco się obniżyć, ale prognozy inflacji raczej pozostaną bez zmian. Jeśli mimo tego prezes Draghi podtrzyma optymistyczny język co do perspektyw dla ożywienia, posiedzenie powinno być neutralne. Z Banku Anglii dostaniemy tylko komunikat, a do czasu wykrystalizowania porozumienia z UE polityka monetarna pozostaje na autopilocie. W USA inflacja prawdopodobnie utwierdzi rynek w przekonaniu, że w tym miesiącu Fed dokona podwyżki stóp procentowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Gomułka: Brak pracowników i inwestycji spowolni dynamikę PKB nawet do 2%

Przyśpieszenie tempa wzrostu gospodarczego w ostatnich kilku kwartałach jest związane z uruchomieniem projektów inwestycyjnych – finansowanych w dużym stopniu przez Unię Europejską. Jeszcze jakiś czas temu był z tym problem, jednak obecnie inwestycje publiczne znacznie wzrosły.Inwestycje prywatne rosną w bardzo umiarkowanym tempie, a udział wszystkich inwestycji w dochodzie narodowym należy do najniższych w UE. Wynosi obecnie ok. 17,5% PKB – podczas gdy nawet w okresie transformacji było to średnio ok. 20% PKB. Dalej mamy dużą niepewność przyszłości inwestycji. Rząd ma nadzieję, że udział inwestycji w dochodzie narodowym będzie rósł i za 2-3 lata będzie wynosił nawet 20% PKB. Stoi to pod dużym znakiem zapytania – teraz nawet w okresie dobrej koniunktury inwestycje nie są specjalnie wysokie, a zbliżamy się do konfliktu z UE o finansowanie inwestycji unijnych. Zaufanie inwestorów zagranicznych do Polski nie jest specjalnie wysokie.

– Biorąc to wszystko pod uwagę, należy oczekiwać spowolnienia tempa wzrostu z 4,5% do ok. 4%. Sam rząd przewiduje spowolnienie w okolice 4%, a nawet poniżej tego wyniku – powiedziałserwisowi eNewsroom Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club – W najbliższych 2-3 latach trzeba będzie spodziewać się obniżki nawet do poziomu 3% – a z czasem niższego. Stanie się tak ze względu niski udział inwestycji w dochodzie narodowym oraz brak siły roboczej. Przedsiębiorcy mierzą się z brakami pracowniczymi i wiele projektów inwestycyjnych jest wycofywanych z tego powodu. Brak pracowników ma wpływ na wykonywanie bieżących umów – 30% kontraktów nie jest realizowanych z uwagi na brak siły roboczej. Połączenie problemu zasobów ludzkich i niedostatecznej liczby inwestycji jest receptą na spowolnienie wzrostu gospodarczego do poziomu 3% lub nawet 2% – stwierdził Gomułka.

Giełdowy Indeks Produkcji odrabia straty, na przekór niepokojącym sygnałom z rynku

W sierpniu Giełdowy Indeks Produkcji wzrósł o kolejne 3.16% do poziomu 983.56 punktów. Dwa miesiące wzrostów wartości GIP60 nie wystarczyło jednak, aby indeks znalazł się powyżej swojej wartości bazowej z początku 2016 roku.

Słaba pierwsza połowa tego roku doprowadziła do tego, że GIP60 zanurkował poniżej wartości bazowej 1000 punktów wyznaczonej w okresie prezentacji Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR). Jednym z działań pozwalających uniknąć licznych pułapek rozwojowych, które zagrażają naszej gospodarce, miała być reindustrializacja polegająca m.in. na silnym wsparciu dla strategicznych działów polskiego przemysłu. Niestety, ponad trzydzieści miesięcy po ogłoszeniu SOR wartość 60 największych polskich producentów notowanych na WGPW jest niższa niż przed jej ogłoszeniem.

Duża część spadku wartości GIP60 przypada na rok bieżący, który jest wyjątkowo nieprzyjazny dla rynków wschodzących czym można tłumaczyć przynajmniej część spadków wycen polskich producentów – uważa Maciej Zaręba z DSR, firmy wspierającej producentów przemysłowych w informatyzajci.

Na GPW sierpień słabszy od lipca

Wakacyjne miesiące przyniosły polskim producentom chwilę wytchnienia i po 2.85% wzroście w lipcu, indeks GIP60 dołożył kolejne 3.16%, co było jednym z najlepszych wyników na GPW w tym miesiącu. Indeks dwudziestu największych spółek WIG20 zyskał w tym czasie symboliczne 1.6%, a mniejsze spółki poradziły sobie jeszcze słabiej – mWIG40 spadł o -2.6% m/m, a sWIG80 o -3.7% m/m.

Oprócz największych spółek z GPW i polskich producentów, sierpień za udany mogą uznać również spółki z branży mediów (WIG-MEDIA +6,9% m/m), producenci paliw (WIG-PALIWA +6.1% m/m) i spółki farmaceutyczne (WIG-LEKI +5.4% m/m). Zgoła odmienne nastroje w tym czasie panowały w spółkach z branży energetycznej (WIG-ENERGIA -8.2% m/m) i chemicznej (WIG-CHEMIA -6.3% m/m), również górnicy i budowlańcy nie zaliczą tego miesiąca do udanych (WIG-GÓRNICTWO -5.0% m/m, a WIG-BUDOW -3.8% m/m).

KOPEX wraca do łask inwestorów

Sierpniowy ranking GIP60 wygrała spółka KOPEX, która ze wzrostem na poziomie 82.8% m/m ustanowiła najwyższą miesięczną stopę zwrotu w historii badań GIP60. Miejsce drugie dla spółki POLSKA GRUPA ODLEWNICZA za miesięczny wzrost wartości na poziomie 38.9%. Najniższy stopień podium dla ZAKŁADY MAGNETYZOWE ROPCZYCE za miesięczny wzrost o 27.8%.

Analizując przyczyny tak imponującego wzrostu cen akcji spółki KOPEX warto przypomnieć sobie, że w lipcu była to spółka, która zanotowała najgłębszy spadek wartości ze wszystkich spółek GIP60 (50.5%). Inwestorzy bardzo negatywnie ocenili plany sprzedaży pakietu 95,01% akcji Przedsiębiorstwa Budowy Szybów (PBSz) doprowadzając do spadku kursu KOPEXU z 4 zł do 0,75 zł w trzy miesiące. Jednak ogłoszone w połowie lipca warunki zakupu przez JSW spółki PBSz rzuciły nowe światło na tak krytycznie ocenianą umowę i inwestorzy doszli do wniosku, że korekta wartości KOPEXU była przesadzona. Dużą rolę odegrała w tym miejscu również aktywna postawa zarządu katowickiej spółki, który bronił swojej decyzji w mediach.

Miejsce drugie zajęła POLSKA GRUPA ODLEWNICZA, a więc kolejna spółka z siedzibą w Katowicach. Specjalizuje się ona w produkcji odlewów oraz odkuwek i zrzesza cztery zakłady produkcyjne o wieloletnich tradycjach hutniczych. Imponujący wzrost cen akcji w sierpniu pozwolił tej spółce  odbudować wartość rynkową z początku roku. Dobre zarządzanie grupą, doskonała koniunktura na rynku odlewniczym oraz bardzo dobry pierwszy kwartał spowodowały, że kurs PGO wzrósł jeszcze przed ogłoszeniem wyników za drugi kwartał.

ZAKŁADY MAGNETYZOWE ROPCZYCE, które mogą pochwalić się trzecim co do wielkości wzrostem cen akcji w minionym miesiącu, produkują materiały ogniotrwałe – zasadowe i glinokrzemianowe – stanowiące podstawowy element wyłożeń pieców i urządzeń cieplnych pracujących w wysokich temperaturach. Jest to także jedyna spółka na podium GIP60, która ma już za sobą publikację finansowego raportu za pierwszą,  połowę 2018 roku. Wyniki podkarpackiego producenta w pierwszym półroczy były wyższe od oczekiwań, a na uwagę zasługują przede wszystkim wzrost przychodów do poziomu 182.4 mln zł (+37.57%) oraz wzrost zysku operacyjnego o imponujące 170% do 26.7 mln zł. W takiej sytuacji szybkie upublicznienie raportu nie może dziwić, tak samo jak wysoki wzrost wartości rynkowej spółki.

Fundamenty kruszeją

Mimo wzrostu polskiej produkcji przemysłowej w sierpniu nastąpił kolejny spadek indeksu PMI® dla polskiego przemysłu – z poziomu 52.9 do 51.4 pkt. Mimo, że wartość PMI znajduje się ciągle powyżej granicznej wartości 50 punktów, to jest to wynik, który zaskoczył niemalże wszystkich analityków i sygnalizuje spowolnienie w polskim sektorze przemysłowym. Rozczarowanie jest tym większe, że PMI zacumował na poziomie najniższym od listopada 2016 roku. Innym niepokojącym sygnałem jest spadek zamówień eksportowych do poziomu z lipca 2014 roku.

W tym samym czasie J.P.Morgan Global Manufacturing PMI będący wypadkową nastrojów w globalnym przemyśle spadł z 52.8 do 52.5 pkt., co stanowi najniższą wartość od 21 miesięcy. Podobną tendencję przyjął PMI obliczany dla strefy euro, który spadł z 55.1 w lipcu do 54.6 punktów w sierpniu. Spadki nastrojów zanotowano m.in. w największych gospodarkach Eurostrefy, czyli w Niemczech (55.9) i Francji (53.5), ale mimo korekty wszystkie kraje Eurolandu ciągle utrzymują poziom PMI powyżej 50 pkt, dotyczy to nawet Włoch (50.1 w sierpniu).

PKB Polski za drugi kwartał podtrzymał wysokie tempo wzrostu na poziomie 5.1% r/r, co było najlepszym wynikiem w całej Unii Europejskiej. Jednak struktura tego wzrostu nie jest już tak optymistyczna. Najwyższy wpływ na realny wzrost PKB tradycyjnie miało spożycie w sektorze gospodarstw domowych, które odpowiadało za wzrost PKB  2.9%. Po raz kolejny zawiodły inwestycje, które wzrosły w II kwartale jedynie o 4.5% r/r, co stanowi nieco ponad połowę wzrostu zanotowanego w pierwszym kwartale. Jak obliczyli analitycy mBanku gdyby nie przedwyborcze inwestycje samorządowe (wzrost o blisko 90%) to wzrost inwestycji w drugim kwartale tego roku byłby niemal zerowy. Sumarycznie nakłady brutto na środki trwałe dołożyły do dynamiki PKB w drugim kwartale 0.7%.

Mieszane nastroje w sektorze przemysłowym i wzrost gospodarczy oparty na konsumpcji mogą negatywnie odbić się na wycenie polskich producentów. Jednak obecnie kursy akcji spółek produkcyjnych odrabiają straty z pierwszej połowy roku i miejmy nadzieję, że to początek dłuższego trendu wzrostowego, a nie tylko korekta tegorocznych spadków – ocenia Maciej Zaręba, pomysłodawca i współtwórca Giełdowego Indeksu Produkcji.

***

Giełdowy Indeks Produkcji to wspólne przedsięwzięcie firmy DSR, serwisu analitycznego „Produkcja.Expert” oraz Wydziału Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej.

Indeks obejmuje 60 spółek produkcyjnych notowanych na Rynku Podstawowym GPW i pokazuje zmianę nastrojów inwestorów w stosunku do spółek z branży produkcyjnej. Ze względu na precyzyjną analizę wyników poszczególnych przedsiębiorstw produkcyjnych indeks GIP może stanowić wiarygodny barometr faktycznego stanu sektora produkcyjnego.

Giełdowy Indeks Produkcji jest indeksem typu cenowego, więc przy jego kalkulacji nie uwzględnia się dochodów z tytułu dywidend. Za dzień bazowy (pierwszy dzień publikacji, w którym indeks przyjął wartość 1000) został uznany dzień 1 stycznia 2016 roku.

Prawa do emisji CO2 najdroższe od siedmiu lat

Prawa do emisji CO2 są najdroższe od siedmiu lat, a to może nie być koniec. Ich wysoka wycena to zła wiadomość dla polskiej energetyki, która opiera produkcję na węglu.

Od początku roku uprawnienia EUA zdrożały nawet o 10 euro. Ostatnia wycena przekraczająca 17 euro za tonę jest ponad trzy razy wyższa niż przed rokiem. Jak to się przekłada na cenę polskiego prądu? Jeżeli przyjmiemy, że na początku roku cena energii elektrycznej ok. 165 zł/MWh, odzwierciedlała realny koszt, to dzisiejsza wycena na poziomie 230 zł/MWh jest według obliczeń portalu WysokieNapiecie.pl dokładnym odzwierciedleniem wzrostu cen dwóch elementów: węgla i CO2. Wzrosty cen węgla (wg indeksu ARP) i uprawnień do emisji CO2 przekładają się na wzrost cen wytwarzania w elektrowniach domykając merit order o 65 zł/MWh. Ale może być jeszcze drożej.

Analitycy spodziewają się ceny 21,88 euro za tonę CO2 w 2021 r., czyli prawie 30 proc. powyżej obecnych notowań EUA. Według Point Carbon w 2030 roku możemy spodziewać się ceny EUA na poziomie ok. 29 euro, co w cenach realnych (uwzględniając inflację) będzie odpowiadało poziomowi 23,5 euro.

-Prawa do emisji drożeją jak bitcoin, podbijając cenę energii – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Szwajcarski bank UBS, spodziewa się, że w przyszłym roku prawa do emisji CO2 będą wyceniane na 15-20 euro. W ciągu następnej dekady widzi możliwość zarówno wzrostu, jak i spadku cen EUA. W czarnym scenariuszu zakładającym, że miks energetyczny nie zmieni się zasadniczo, cena praw do emisji doszłaby do 50-60 euro za tonę.

Czarny scenariusz: niemiecki bank Berenberg nie wyklucza, że cena może dojść do 100 euro za tonę w 2030 r. W przyszłym roku miałoby to być przynajmniej 25 euro, a w 2020 r. nawet 30 euro za tonę. Eksperci obstawiają, że firmy nie zdąża się przystosować do nowych regulacji unijnych. Zażegnują się przy tym, że za obecnymi trendami nie stoi spekulacja.

Branża motoryzacyjna nakręca gospodarkę

– Branża motoryzacyjna w Europie Środkowo-Wschodniej korzysta na dobrych perspektywach wzrostu i na wysokiej dynamice sprzedaży samochodów – zauważa główny ekonomista Coface Grzegorz Sielewicz, nawiązując do wniosków z opracowanego przez tę firmę rankingu największych przedsiębiorstw regionu.

W tegorocznym zestawieniu Coface TOP 500 CEE dominują firmy z branży motoryzacyjnej – z całej „pięćsetki” aż 101 przedsiębiorstw działa w tej dziedzinie.
– Jest to branża, która w znacznym stopniu wspiera wzrost gospodarczy w całym regionie – tłumaczy w rozmowie z MarketNews24 Sielewicz.

Wśród najważniejszych inwestycji wymienia fabrykę Jaguar Land Rover na Słowacji, niedawno ogłoszoną inwestycję BMW na Węgrzech oraz planowaną fabrykę jednostek napędowych Mercedesa w naszym kraju.

Sielewicz zwraca uwagę na dużą rolę państwa w budowaniu dobrej kondycji sektora motoryzacyjnego. Wsparcie rządowe oraz zachęty inwestycyjne mocno przyczyniły się do realizacji dużych inwestycji u naszych południowych sąsiadów.

– Mniejsze od nas kraje – Czechy i Słowacja – produkują znacznie więcej samochodów, choć Polska była w tej dziedzinie liderem jeszcze w 2008 r. – przypomina ekonomista.

W Polsce powstaje nowy system reagowania na cyberzagrożenia. Walka o bezpieczną sieć będzie znacznie skuteczniejsza

0

W Polsce powstaje nowy system reagowania na cyberzagrożenia. Walka o bezpieczną sieć będzie znacznie skuteczniejsza 4

Ponad 90 proc. polskich przedsiębiorców doświadczyło co najmniej kilkudziesięciu ataków hakerskich w ciągu roku. Zarówno udanych, jak i nieudanych – wynika z raportu firmy Check Point. Według danych Interpolu na świecie wpływy z cyberprzestępczości przekroczyły te z narkobiznesu i szacuje się je na 500 mld dol. rocznie. W wielu krajach koszty ponoszone w wyniku działań cyberprzestępców stanowią 1 proc. PKB. W walce z tym zjawiskiem w Polsce pomóc ma ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, która pod koniec sierpnia weszła w życie. Tworzy ona prawne podstawy współpracy przy zwalczaniu cyberzagrożeń. Między innymi o tym dyskutowano podczas tegorocznego Forum Ekonomicznego w Krynicy.

– Ta ustawa tworzy system instytucjonalny w Polsce i dzieli odpowiedzialność za poszczególne sfery pomiędzy ministrów, ale przede wszystkim pomiędzy poszczególne jednostki. Ministerstwo Obrony Narodowej ma kompetencje, żeby odpowiadać za sferę obronności, ABW powinno pilnować krytycznej infrastruktury rządowej, a minister cyfryzacji w tym podziale będzie odpowiadał za coraz ważniejszy obszar cywilny, czyli systemy, które nie są infrastrukturą krytyczną, ale mają wielki wpływ na funkcjonowanie państwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

– Ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa stanowi systemowe podejście do bezpieczeństwa teleinformatycznego w Polsce. Dokument wprowadza zupełnie nowe instytucje na poziomie krajowym, jak Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa czy Pełnomocnik Rządu ds. Cyberbezpieczeństwa oraz zupełnie nowe mechanizmy, takie jak obowiązek zgłaszania poważnych incydentów, które spowodują, że wiedza o tym, jak jest naprawdę z cyberbezpieczeństwem, będzie skokowo rosła – mówi Krzysztof Silicki, p.o. dyrektora NASK.

Polska ustawa implementująca dyrektywę NIS nakłada na organy właściwe ds. cyberbezpieczeństwa obowiązek utworzenia do 9 listopada listy podmiotów, które zostaną wpisane do rejestru operatorów usług kluczowych. Będą oni wyznaczani w takich sektorach, jak transport, ochrona zdrowia, bankowość, transport kolejowy i lotniczy, energetyka. Ustawa nałożyła na operatorów obowiązki wdrażania szeregu działań nakierowanych na zwiększenie poziomu cyberbezpieczeństwa. Ich działania będą kontrolowane, a w wypadku niewłaściwego postępowania będą mogły być nałożone na nich sankcje. Ustawa nakazuje wyższe starania o bezpieczeństwo i daje instrumenty bardziej skutecznego ich egzekwowania oraz wdrażania działań naprawczych.

– Do tej pory nie było żadnej ustawy dotyczącej cyberbezpieczeństwa. Dzisiaj mamy narzędzia. Powstały odpowiednie instytucje, w sumie trzy CSIRT-y [Computer Security Incident Response Team – red.], czyli centra reagowania, do których muszą być zgłaszane incydenty i które będą na te incydenty reagować. To te instytucje będą podejmować działania chroniące. Jeden CSIRT będzie zlokalizowany w MON, drugi w ABW, a trzecim będzie NASK – mówi Marek Zagórski.

Operatorzy usług kluczowych na mocy ustawy będą zobowiązani do niezwłocznego zgłaszania poważnych naruszeń cyberbezpieczeństwa do jednego z trzech CSIRT-ów, z których każdy ma swój obszar działania.

– Ich rolą jest to, aby przetworzyć tę informację, skorelować z innymi informacjami pozyskiwanymi z najróżniejszych źródeł, ostrzegać inne podmioty w sektorze, z którego przychodzi zgłoszenie, ale też inne sektory w Polsce, a czasem też za granicą – mówi Krzysztof Silicki.

Dzięki współpracy między sobą oraz z organami właściwymi ds. cyberbezpieczeństwa CSIRT-y mają pomóc w budowaniu spójnego obrazu cyberzagrożeń i systemu zarządzania ryzykiem. Umożliwi to nie tylko reagowanie na zaistniałe incydenty, lecz także przeciwdziałanie kolejnym.

– Krajowe CSIRT-y oferują pomoc w tych najpoważniejszych sytuacjach, poradę, koordynację, natomiast to po stronie podmiotu zgłaszającego jest odpowiedzialność za to, żeby się zająć sprawą – wyjaśnia Krzysztof Silicki.

– Czasami się nam wydaje, że mówimy o bardzo abstrakcyjnych rzeczach, ale dzisiaj sterowanie automatyczne powoduje, że np. wodociągi też już są zagrożone atakami. Wtedy ta infrastruktura już jest bardzo krytyczna – mówi minister cyfryzacji. – Dlatego jasne uporządkowanie tej sfery instytucjonalnie, wskazanie odpowiedzialności, utworzenie koordynacji na poziomie rządowym, będzie powołany specjalny pełnomocnik i specjalne Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa. To wszystko razem nie zapewnia samo z siebie bezpieczeństwa, ale da podstawę do tego, żeby to bezpieczeństwo budować i wzmacniać.

Dlaczego warto zainwestować w branding?

Dlaczego warto zainwestować w branding?Bez dobrego brandingu, czyli budowania świadomości marki, w dzisiejszych realiach rynkowych mało która firma jest w stanie osiągnąć sukces. W czasach ogromnej konkurencji w każdej branży ta technika marketingowa nie tylko pomaga wyróżnić się spośród wielu innych marek, ale też sprawia, że produkt czy brand zostają w głowie konsumenta na dłużej, a to już połowa sukcesu. Dlatego branding z powodzeniem stosują zarówno wielkie korporacje, jak i małe firmy, wiedząc, że płynące z niego korzyści są nie do przecenienia.

Czym jest branding?

Wszyscy chętniej sięgamy po produkty firm, które znamy. Rzadko kiedy zdajemy sobie jednak sprawę z tego, skąd znamy daną markę czy produkt i że stoi za tym branding – strategia polegająca na uświadamianiu konsumentom faktu istnienia marki oraz na utrwalaniu jej pozytywnego obrazu. Niezmienne od lat logo czy charakterystyczny kształt opakowania to elementy brandingu, które mają ogromne przełożenie na powodzenie produktu na rynku. A to tylko część składowych tej techniki marketingowej. Oprócz nich branding zakłada choćby dobór odpowiedniej nazwy marki, wymyślenie wpadającego w ucho hasła reklamowego, zaprojektowanie atrakcyjnych ulotek, plakatów i innych materiałów marketingowych. Wszystkie te działania muszą być ze sobą spójne, gdyż od tego zależy, czy marka wystarczająco silnie utrwali się w umysłach klientów.

Jak wybierają klienci?

Konsumenci najczęściej podejmując decyzje zakupowe, nie kierując się długimi przemyśleniami ani szczegółowym porównaniem wielu produktów różnych firm, ale emocjami. I właśnie tu pole do popisu ma branding – to od niego zależy, czy dana marka i jej produkt wywoła w nas pozytywne emocje, czy też nie wzbudzi żadnych. Dlatego tak ważne jest choćby przemyślane logo czy spójna szata graficzna opakowań danej marki – to te elementy klient dostrzega w pierwszej kolejności, kiedy stoi przed półką sklepową. Jeśli spodoba mu się to, co widzi, jest ogromna szansa, że sięgnie po daną rzecz i włoży ją do koszyka. Stąd już tylko krok do wytworzenia przywiązania do marki, które zaowocuje w przyszłości kolejnymi zakupami, a także wybieraniem innych produktów z oferty firmy.

Branding – inwestycja, która się zwróci

Jak w każdą dobrą usługę marketingową, tak i w branding trzeba zainwestować, ale są to koszty, które na pewno się zwrócą. Tym bardziej, że budowanie świadomości marki jest istotnym punktem startowym dla pozostałych działań marketingowych i od niego w dużej mierze zależy ich powodzenie. Skuteczność brandingu zostanie szybko zweryfikowana na uginających się od towarów półkach sklepowych, gdzie zawsze wygrywa ta marka, która zapadła w pamięć i wywołała pozytywne emocje.

 Artykuł powstał we współpracy z Tango – Agencja Brandingowa

Kontrowersje związane z ACTA2 wracają. Unijna reforma prawa autorskiego trafi pod obrady Europarlamentu 12 września

Kontrowersje związane z ACTA2 wracają. Unijna reforma prawa autorskiego trafi pod obrady Europarlamentu 12 września 5

Unijna reforma prawa autorskiego, zwana ACTA2, wraca pod obrady na najbliższej sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego 12 września. Europosłowie po licznych apelach, protestach i tysiącach petycji odrzucili pierwszą wersję projektu dyrektywy. Eksperci przestrzegają, że w aktualnym kształcie zagraża ona interesom internautów, biznesu, branży nowych technologii, a nawet samych wydawców. Koalicja polskich przedsiębiorców i organizacji pozarządowych wystosowała do eurodeputowanych list, w którym apeluje o zmiany w projekcie. Jego przyjęcie może oznaczać koniec internetu, jaki znamy.

– Procedowana właśnie przez Parlament Europejski dyrektywa o prawie autorskim ma na celu uregulowanie istotnej kwestii, jaką jest prawo autorskie, funkcjonowanie twórczości, kultury i artystów na cyfrowym rynku, który rządzi się innymi prawami. Trzeba dopasować regulacje prawno-autorskie do tej cyfrowej rzeczywistości. Niestety, w ramach tego projektu pojawiły się trzy zapisy, które wzbudzają bardzo wiele kontrowersji po stronie społeczeństwa, konsumentów oraz biznesu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Kanownik, prezes zarządu Związku „Cyfrowa Polska”.

Na początku lipca Parlament Europejski odrzucił w głosowaniu dyrektywę o prawach autorskich w obecnym kształcie. Projekt jest w tej chwili przedmiotem dalszej debaty i poprawek. Pod kolejne głosowanie zostanie poddany 12 września, w trakcie kolejnej sesji plenarnej. ACTA2 – zwłaszcza trzy artykuły w projekcie dyrektywy – budzi od początku wiele kontrowersji.

– Artykuł 11. mówi o tzw. podatku od linków. Generalnie chodzi o ograniczenie możliwości swobodnego wykorzystywania linków do artykułów w internecie i licencjonowanie tych treści – wyjaśnia Michał Kanownik.

Jak podkreśla, artykuł 11. dyrektywy jest szczególnie niebezpieczny dla małych, lokalnych wydawców, ponieważ wprowadza preferencyjne traktowanie dla dużych podmiotów. Tym będzie łatwiej funkcjonować na medialnym rynku w kontekście wprowadzanego przez dyrektywę prawa pokrewnego. Podkreśla również, że prawa pokrewne dla wydawców prasowych nie funkcjonują nigdzie indziej na świecie i nawet eksperci Komisji Europejskiej i JURI uważali ten zapis za zbyt daleko idący.

Mamy na to twarde dowody w postaci doświadczeń hiszpańskiego rynku, który takie regulacje wprowadził w prawie krajowym. W praktyce oznaczało to, że lokalni wydawcy prasowi nie wytrzymywali, ruch internetowy im bardzo szybko spadał, ponieważ konsumenci w pierwszej kolejności mieli dostęp do „bogatszych” tekstów, jeśli chodzi o reklamy i ich pozycjonowanie w internecie – mówi Michał Kanownik.

Dla lokalnych wydawców prasowych przepisy w aktualnym kształcie mogą oznaczać duże problemy z pozyskiwaniem czytelników i rozwijaniem choćby małych, lokalnych portali informacyjnych, które siłą rzeczy nie będą w stanie technologicznie i finansowo sprostać wymogom dotyczącym monitorowania treści w internecie, które wprowadzi unijna dyrektywa. 

Jak podkreśla prezes Związku „Cyfrowa Polska”, z polskiego punktu widzenia bardzo ważny jest również artykuł 3. dyrektywy, tzw. text and data mining, który określa możliwości wykorzystywania danych komercyjnie do celów badawczych, naukowych.

Ma to istotne znaczenie w kontekście centrów badawczo-rozwojowych i dużych korporacji, które działają w Polsce. Jeżeli wyjątek nie zostanie o nie rozszerzony – podobnie jak o instytucje naukowe, to oznacza de facto koniec rozwoju części badawczo-rozwojowych światowego biznesu na terenie UE – mówi Michał Kanownik.

Polska stała się w ostatnich latach atrakcyjną lokalizacją dla centrów badawczo-rozwojowych światowych korporacji. Jeżeli zapis artykuł 3. pozostanie niezmieniony, może to oznaczać, że wiele takich placówek zacznie rozważać ograniczenie lub przeniesienie działalności ze względu na niską opłacalność.

W dłuższej perspektywie dla Polski może to oznaczać bardzo duże trudności z pozyskiwaniem inwestycji w branży nowych technologii, gdyż rynek UE stanie się mało przyjazny technologiom. To jest wysyłanie bardzo sprzecznego sygnału do inwestorów, ponieważ UE od wielu miesięcy mocno promuje się chociażby sztuczną inteligencję i rozwój robotyki jako jeden z filarów rozwoju europejskiej gospodarki, a z drugiej strony wprowadza się taki zapis w tej dyrektywie, który de facto oznacza zamknięcie możliwości rozwoju. Dla światowego biznesu oznacza to chaos i niezrozumienie sytuacji. Siłą rzeczy inwestor wybierze bardziej stabilne, bezpieczniejsze miejsce pod tym względem, czyli raczej Azję niż Europę – mówi Michał Kanownik.

Prezes Związku „Cyfrowa Polska” zaznacza, że ACTA2 dotyczy nie tylko twórców kultury, dziennikarzy czy wydawców prasowych, a w obecnym kształcie stwarza zagrożenie dla interesów konsumentów, biznesu i branży nowych technologii.

Artykuł 13. jest najbardziej kontrowersyjny z punktu widzenia konsumentów i użytkowników internetu. Nakłada on obowiązek filtrowania treści w internecie pod kątem ewentualnych naruszeń prawa autorskiego, co w oczywisty sposób budzi skojarzenia z cenzurą. To de facto zakończy etap internetu w takiej formie, jaką obecnie znamy i jakiej używamy – ocenia Michał Kanownik. – Każdy operator będzie musiał najpierw weryfikować, monitorować, co każdy z nas będzie pisać w internecie, czy wolno to opublikować, czy też wzbudza to wątpliwości prawno-autorskie. W ten sposób stwarzamy możliwość wyrzucenia z internetu każdej treści, każdego zdania i komentarza, uzasadniając to kwestiami prawno-autorskimi.

Ze względu na powyższe zagrożenia i wątpliwości koalicja przedsiębiorców, organizacji pozarządowych, studentów i konsumentów wystosowała do eurodeputowanych list, w którym apelują o zmiany w projekcie dyrektywy o prawach autorskich. Podpisały się pod nim m.in. Federacja Konsumentów, Krajowa Izba Gospodarcza, Fundacja Startup Poland i Związek „Cyfrowa Polska”.

Apelujemy do europosłów, aby powrócili do propozycji kompromisowych, które były zgłaszane w trakcie prac nad tą dyrektywą. W kontekście artykułu 11. proponujemy powrót do tego, co polski rząd bardzo trafnie zaproponował na samym początku prac – mianowicie nie prawa pokrewne, a domniemanie prawa autorskiego dla wydawców prasowych. Jeżeli zgadzamy się, że prawo autorskie jest chronione, ale mamy problemem z dochodzeniem tychże praw, – to stwórzmy narzędzia, żeby to ułatwić. Domniemanie jest takim narzędziem, ale prawo pokrewne jest pójściem już o krok za daleko – podkreśla Michał Kanownik.

A w artykule 13. dyrektywy koalicja proponuje powrót do kompromisu wypracowanego w ramach komisji parlamentarnych. Zaproponowały one wyważony model filtrowania, który nie wprowadzi cenzury i nie będzie ograniczał swobody wypowiedzi ani dostępu do treści i informacji w internecie. Natomiast w artykule 3. – szczególnie istotnym dla polskiej gospodarki – eksperci proponują, aby umożliwić państwom członkowskim wprowadzanie własnych wyjątków w trakcie wdrażania zapisów dyrektywy do prawa krajowego. 

PGNiG chce przyciągać najlepsze start-upowe pomysły z uczelni i rynków Europy Zachodniej. Już teraz wdraża kilkanaście innowacyjnych projektów, które zmieniają polskie gazownictwo

0

PGNiG chce przyciągać najlepsze start-upowe pomysły z uczelni i rynków Europy Zachodniej. Już teraz wdraża kilkanaście innowacyjnych projektów, które zmieniają polskie gazownictwo 6

700 mln zł – taką kwotę Grupa Kapitałowa Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo zamierza przeznaczyć na innowacje do 2022 roku. Plany w tym zakresie obejmują m.in. współpracę ze start-upami na jak najwcześniejszym etapie. Koncern już prowadzi 18 projektów pilotażowych, a będzie ich znacznie więcej – poszukiwania innowacyjnych pomysłów obejmą bowiem również szkoły ponadpodstawowe i uczelnie. PGNiG zależy na nowoczesnych rozwiązaniach praktycznie w każdym aspekcie działalności, a to – w końcowym efekcie – ma się przełożyć na tańsze paliwo dla odbiorców końcowych.

– Nasza aktywność w obszarze innowacji obejmuje między innymi InnVento, Warsztaty Innowacyjnych Pomysłów, współpracę z PARP, ARP, Polskim Funduszem Rozwoju i NCBiR. Wszystko to służy podnoszeniu kwalifikacji, poziomu rozwoju technologicznego całej Grupy Kapitałowej. PGNiG Termika to prąd i ciepło, Polska Spółka Gazownictwa to dystrybucja i ponad 180 tys. km gazociągów, PGNiG Obrót Detaliczny to 7 mln klientów, a centrala odpowiada za obszar poszukiwań i wydobycia. W zasadzie zajmujemy się energetyką od A do Z, stąd mnóstwo aktywności związanych z innowacjami – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Kroplewski, wiceprezes zarządu ds. rozwoju PGNiG.

Gigant z branży energetycznej stawia na innowacje w obszarach takich, jak nowe produkty i usługi dla klientów oparte o internet rzeczy, nowe technologie wydobycia gazu ziemnego, innowacje ułatwiające pracę swoich specjalistów czy rozwiązania na rzecz ochrony środowiska. Zapotrzebowanie na nowe technologie dotyczy właściwie każdego z segmentów działalności grupy – od wydobycia po obszar konsumencki. Do wyłuskania i wdrożenia najlepszych rozwiązań ma przyczynić się współpraca ze start-upami i budżet na działalność badawczo-rozwojową, który zakłada, że co roku spółka będzie przeznaczać na B+R+I około 100 mln zł.

Sztandarowy program w ramach innowacyjnej działalności grupy PGNiG to InnVento – pierwszy w Polsce inkubator dla start-upów pracujących nad rozwiązaniami dla sektora naftowego i energetycznego, uruchomiony w czerwcu ubiegłego roku.

– Na dzisiaj mamy ponad 100 zgłoszeń od start-upów. Połowa z nich miała okazję do 2–3-minutowych wystąpień w ramach tzw. pitch days. Wybraliśmy spośród nich 7 start-upów, z którymi współpracujemy na co dzień. To pilotaże dedykowane poszczególnym spółkom w Grupie Kapitałowej PGNiG. Oprócz tego współpracujemy z MIT Enterprise Forum Poland w ramach rządowego programu ScaleUP – Start in Poland, gdzie prowadzimy 11 pilotaży. Łącznie mamy więc 18 projektów pilotażowych ze start-upami w ramach całej grupy na różnym etapie wdrożenia – mówi Łukasz Kroplewski.

PGNiG chce jednak sięgnąć po innowacyjne pomysły jeszcze głębiej.

Chcemy rozmawiać ze szkołami ponadpodstawowymi i uniwersytetami o pomysłach, które mogą w jakikolwiek sposób przynieść korzyści grupie kapitałowej czy zmniejszyć stronę kosztową. Early-stage startup to będzie nowe przedsięwzięcie, z którym za chwilę ruszamy w ramach naszego centrum start-upowego InnVento – mówi Łukasz Kroplewski.

Jak informował na początku tego roku wiceprezes PGNiG, budżet na działalność innowacyjną do 2022 roku wyniesie blisko 700 mln zł, a uwzględniając finansowanie zewnętrzne – ponad 1 mld zł.

Kolejny projekt, w który zaangażowała się spółka, to rządowy program Poland Prize polegający na akceleracji zagranicznych start-upów w Polsce.

Za moment będziemy ściągać do naszego kraju pomysły i start-upowców również z zachodniej Europy. Udało się przy tym skorzystać z puli środków, którymi dysponuje PARP i będziemy prowadzić ten program wespół z naszym partnerem Startup Hub Poland – mówi Łukasz Kroplewski.

Są już wyniki pierwszego konkursu INGA, który jest wspólnym przedsięwzięciem PGNiG SA, Gaz-System SA i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju z rekordowym budżetem przekraczającym 400 mln zł. Na granty mogą liczyć nowatorskie projekty z ośmiu obszarów, m.in. wydobycie węglowodorów i produkcja paliw gazowych, pozyskanie metanu z pokładów węgla, sieci gazowe, użytkowanie, obrót i nowe zastosowania LNG i CNG, technologie wodorowe i ochrona środowiska. Celem jest pilotażowe wdrożenie i komercjalizacja zwycięskich innowacyjnych projektów.

– Dedykowane grupie kapitałowej projekty mają spowodować, że będziemy liderem na rynku gazu. To dotyczy CNG, LNG i innych paliw jak wodór i hel, budowy gazociągów z innych tworzyw aniżeli do tej pory, przedeksploatacyjnego wydobycia metanu z pokładów węgla, wykorzystania technologii smartmeteringu czy analizy big data. Spośród 64 projektów konkursowych wybraliśmy 34, a po konsultacjach z naszymi ekspertami – 7. Za chwilę podpisujemy umowy na łączną pulę ponad 60 mln zł, z czego połowa pochodzi z naszej kieszeni, a 30 mln ze strony NCBiR. Liczymy, że dzięki tym przełomowym projektom technologicznym będziemy znacząco wyprzedzać konkurencję, a gaz będzie tańszy – mówi wiceprezes zarządu ds. rozwoju PGNiG.

Do tej pory energetyczny gigant zorganizował również trzy edycje WIP-ów, czyli Warsztatów Innowacyjnych Pomysłów, które stwarzają małym firmom możliwość zaprezentowania swoich pomysłów oraz znalezienie większego partnera. Dzięki warsztatom duże przedsiębiorstwo nie musi budować nowego dużego zespołu B+R, aby znaleźć konkretne innowacyjne rozwiązanie, a mała firma zyskuje szansę na sprzedaż swoich rozwiązań.

– Byliśmy także pierwszą grupą energetyczną, która wykorzystała możliwość, jaką dają doktoraty wdrożeniowe – mówi Łukasz Kroplewski.

PGNiG ma też ambicję, żeby w nadchodzących latach zrewolucjonizować w Polsce rynek tzw. LNG małej skali. W tej chwili jest on ograniczony wyłącznie do tych odbiorców, którzy są w stanie odebrać pełny ładunek cysterny. Inżynierowie z Centralnego Laboratorium Pomiarowo-Badawczego PGNiG SA zaprojektowali mobilne stanowisko SMOK, dzięki któremu z autocysterny przewożącej skroplony gaz ziemny można będzie dokładnie odmierzyć żądaną część ładunku. Urządzenie zaprojektowane przez specjalistów z PGNiG można w każdej chwili przetransportować w dowolne miejsce w kraju, co oznacza, że do grona odbiorców będą mogły dołączyć nawet osiedla domów jednorodzinnych, szkoły, duże gospodarstwa rolne czy małe zakłady produkcyjne.

– Możliwość odmierzania partii LNG z cystern jest tym, czego jeszcze do niedawna nie mogliśmy robić. To przełom w ramach naszej działalności w obszarze LNG małej skali. W tej chwili dostarczamy na ten rynek 60 tys. ton LNG. Z naszych obliczeń wynika, że w ciągu kilku najbliższych lat może to być już 200 tys. ton LNG. Widzimy znaczący wzrost możliwości w tym segmencie – podkreśla Łukasz Kroplewski.

Branża leasingowa korzysta z dobrej koniunktury. W tym roku może sfinansować inwestycje firm za co najmniej 80 mld zł

0

Branża leasingowa korzysta z dobrej koniunktury. W tym roku może sfinansować inwestycje firm za co najmniej 80 mld zł 7

2018 rok może się zakończyć inwestycjami sfinansowanymi leasingiem na poziomie co najmniej 80 mld zł – prognozuje prezes Santander Leasing (wcześniej BZ WBK Leasing) Szymon Kamiński. Dla branży bardzo udane było już minione półrocze, w którym wartość sfinansowanych inwestycji była wyższa o prawie 20 proc. niż w I połowie 2017 roku. Dobrze zapowiadają się również kolejne kwartały. Rynek leasingu korzysta ze wzrostu gospodarczego, ale są obawy o dobrą koniunkturę w budownictwie.

– Na rynku leasingu mamy za sobą kolejny dobry kwartał. Od początku roku obserwujemy właściwie nieprzerwaną, dobrą passę z dużymi wzrostami – nawet wyższymi, niż spodziewała się tego branża. Przewidujemy, że III kwartał będzie co najmniej tak dobry jak poprzedni. Mówimy tu o wzrostach około 20 proc. w zależności od kategorii aktywów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Szymon Kamiński, prezes Santander Leasing.

Według prognoz Narodowego Banku Polskiego wzrost PKB ma wynieść w tym roku 4,6 proc., a nie – jak wcześniej prognozowano – 4,2 proc. Komisja Europejska również podwyższyła prognozę tegorocznego tempa rozwoju gospodarczego, z czym zgadza się większość unijnych analityków. Na dobrej koniunkturze korzysta rynek leasingu – w I półroczu łączna wartość przedmiotów sfinansowanych przez leasingodawców była o 19,7 proc. wyższa niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

– Wszystkie prognozy wskazują na to, że ten rok zakończy się dla branży leasingowej wartością sfinansowanych inwestycji na poziomie 80 mld zł, być może nawet nieco powyżej tej kwoty. W zależności od kategorii aktywów, jest to niemal trzykrotny wzrost na przestrzeni ostatnich 10 lat. Branża leasingowa to zdecydowanie jedna z najlepiej, najstabilniej i najszybciej rozwijających się branż w polskiej gospodarce – podkreśla Szymon Kamiński.

Według Związku Polskiego Leasingu (ZPL) w 2008 roku firmy leasingowe sfinansowały środki trwałe o łącznej wartości 33,1 mld złotych, a w 2018 roku szacuje się, że będzie to już ponad 83 mld zł. ZPL podaje również, że w I połowie tego roku największy udział w wartości przedmiotów sfinansowanych leasingiem miały pojazdy. To efekt hossy w branży motoryzacyjnej – w tym okresie z salonów wyjechało ponad 273 tys. nowych samochodów osobowych, czyli o 10,5 proc. więcej niż przed rokiem. Druga kategoria, która wpłynęła na bardzo dobre wyniki branży, to maszyny i urządzenia.

– Obecnie jedyną branżą, co do której mamy pewne wątpliwości, jest budownictwo. Jeżeli realizowane będą programy infrastrukturalne i duże inwestycje, to może oznaczać, że branża ta będzie miała przed sobą kilka bardzo dobrych kwartałów. Ale o tym zapewne przekonamy się niebawem – mówi prezes Santander Leasing

Wyniki Santander Leasing w pierwszej połowie roku były lepsze niż dla całego rynku. Wartość przedmiotów sfinansowanych przez spółkę przekroczyła 2,4 mld zł, co stanowiło ponad 20-proc. wzrost rok do roku. Głównymi czynnikami tego wzrostu były maszyny rolnicze (+24,9 proc. w skali roku) i maszyny budowlane (+55,5 proc.).

Obecnie jeden z rynkowych liderów szykuje się do dużej zmiany. Z początkiem września nazwa spółki BZ WBK Leasing zmieniła się na Santander Leasing, formalnie przejmując nową markę (BZ WBK należał do Grupy Santander od siedmiu lat). To samo dotyczy też innych spółek: BZ WBK F24 oraz BZ WBK Finanse (odpowiednio Santander F24 i Santander Finanse).

Ujednolicenie wizerunku jest naturalne, zwłaszcza że chodzi o mocną, globalną firmę, jaką jest Grupa Santander. Przez siedem lat firma działała na rynku w ramach lokalnego brandu, teraz będziemy mogli działać spójnie z całą grupą, również w sferze przekazu wizualnego. Dla klientów oznacza to same dobre rzeczy, przy czym nasz sposób działania, transparentność i rzetelność pozostaną bez zmian. W ostatnich miesiącach widzimy na rynku, że klienci przywiązują do tych cech coraz większą wagę. Patrząc na ostatnie dwa, trzy lata, od kiedy ukazują się niezależne porównania i rankingi transparentności zapisów umów leasingu, jesteśmy w nich liderem. Zamierzamy to kontynuować, a proces rebrandingu będzie dodatkową platformą komunikacji z rynkiem – mówi Szymon Kamiński.

Jak podkreśla, zmiana nazwy jest dla spółki szansą na rozwój i skorzystanie z globalnego doświadczenia Grupy Santander. Nie będzie to mieć natomiast żadnego przełożenia na klientów. Niezmienione zostaną też wszystkie dotychczasowe umowy.

Dla klientów i dla naszych partnerów proces zmiany marki nie wiąże się z potrzebą żadnych dodatkowych działań. Wszystkie umowy, porozumienia i programy będą realizowane bez zmian. Jeżeli zajdzie taka potrzeba, oczywiście dostarczymy klientom wszelkich informacji. Wierzymy, że w ciągu miesiąca zaobserwujemy pozytywne efekty rebrandingu – mówi Szymon Kamiński.

Najbliższe miesiące mogą być trudne dla rynku złota. Długoterminowo powinna to być wciąż opłacalna inwestycja

0

Najbliższe miesiące mogą być trudne dla rynku złota. Długoterminowo powinna to być wciąż opłacalna inwestycja 8

Od kwietnia ceny złota na światowych rynkach spadają. Zdaniem Doroty Sierakowskiej z Domu Maklerskiego BOŚ wygląda na to, że obecna cena w okolicach 1200 dol. za uncję utrzyma się jednak na dłużej. Surowcowi szkodzi mocny dolar i jastrzębia polityka amerykańskiego banku centralnego oraz stłumiony popyt w Chinach. Zdaniem ekspertów w perspektywie 2–3 lat złoto to jednak wciąż korzystna inwestycja.

W ostatnim czasie notowania złota dotarły do bardzo ważnego poziomu 1200 dol. za uncję. Jest to psychologiczna bariera, która zatrzymała zniżki, a jednocześnie doprowadziła do konsolidacji i wielu spekulacji, czy jest to dopiero początek większego ruchu spadkowego, czy może ten poziom to już jest próg bólu, za którym ceny zaczną rosnąć z powrotem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorota Sierakowska, analityk rynków surowcowych DM BOŚ. – Głównym czynnikiem, który wpływa na ceny złota, pozostaje amerykański dolar, a wiele wskazuje na to, że waluta ta jednak pozostanie w miarę mocna, przynajmniej patrząc na jej fundamenty.

Złoto jest najtańsze od przełomu 2016 i 2017 roku, czyli od niemal dwóch lat. Po ubiegłorocznych wzrostach cen w tym roku przez pierwsze miesiące cena trwała na poziomie około 1320–1350 dol. za uncję, by od kwietnia sukcesywnie spadać do obecnych ok. 1200 dol. Tymczasem stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych wzrosły w tym roku dwukrotnie i obecnie pozostają w przedziale 1,75–2 proc. Rynek spodziewa się kolejnych dwóch podwyżek, najbliższej na posiedzeniu, które odbędzie się 25 i 26 września, a kolejnej w grudniu, i to pomimo otwartej krytyki tej polityki ze strony prezydenta Donalda Trumpa.

Przedstawiciele Fed zapowiadają, że dalsze zacieśnianie polityki monetarnej będzie w USA postępować, natomiast cała reszta istotnych gospodarek światowych jednak prowadzi wciąż łagodną politykę monetarną – zauważa Dorota Sierakowska. – To każe przypuszczać, że dolar raczej znacząco nie osłabi się w najbliższym czasie, a to ma negatywne przełożenie na notowania złota. Mamy też do czynienia z nadwyżką na globalnym rynku złota, czyli tego złota produkowane jest więcej, niż wynosi popyt.

Najważniejszy popyt na złoto fizyczne jest w Azji – Indiach oraz Chinach. Tymczasem ostatnio jest on mniejszy, zwłaszcza w Państwie Środka. Tamtejsi inwestorzy i konsumenci w ostatnich latach wielokrotnie kupowali złoto po okresach bardzo dynamicznych spadków, czyli takich jak obecnie, a mimo to nie prowadziło to do wzrostów cen. W efekcie mogą oni czekać na kolejne doniesienia dotyczące rynku złota, patrzeć, co się wydarzy, i nie reagować zbyt pochopnie, czyli nie kupować złota zbyt prędko.

– Na pytanie, czy złoto pozostaje dobrą inwestycją, trzeba odpowiedzieć: to zależy – ocenia Dorota Sierakowska. – Jeżeli mamy do czynienia z nastawieniem długoterminowym, to z pewnością można liczyć na to, że złoto będzie trzymało swoją wartość. Najbliższe kilka miesięcy może być jednak dla złota trudne, czyli możemy zobaczyć jeszcze kontynuację zniżek. Jednak jeżeli inwestor ma nastawienie na rok, dwa czy nawet kilka lat, to nie powinny go takie krótkoterminowe wahania cenowe obchodzić.

Polski dron mogący zawisać w powietrzu to przełom w sprzęcie dla wojsk mundurowych. Pozwala patrolować duży obszar i śledzić obiekty

Polski dron mogący zawisać w powietrzu to przełom w sprzęcie dla wojsk mundurowych. Pozwala patrolować duży obszar i śledzić obiekty 9

Drony, które potrafią długo latać, potrzebują mało miejsca, bo startują i lądują pionowo i mają szybki dolot do punktu obserwacji to przyszłość rynku. Taki bezzałogowiec może też zawisnąć w czasie lotu, tym samym jest doskonałym sprzętem dla wojska i służb cywilnych. Opracowany przez Polaków Hybrydowy Bezzałogowy Statek Powietrzny DracoX może patrolować nawet rozległy obszar, a dzięki kamerze z 30-krotnym zoomem optycznym pozwoli dokładnie obejrzeć niemal każdy obiekt. Możliwości wykorzystania nowej maszyny są praktycznie nieograniczone.

– Klienci dzisiaj potrzebują rozwiązania, które pozwala latać długo, tzn. 2-3 godziny. Bezzałogowca, który może zawisnąć, startować i lądować pionowo, czyli potrzebuje bardzo mało miejsca. Nie potrzebuje też takiej infrastruktury jak wyrzutnia, spadochron i może lądować bezpiecznie. Mimo wszystko ma połączenie wielowirnikowca, tzn. bezpieczny start, lądowanie, zawis w miejscu, z możliwością szybkiego dolotu do punktu obserwacji, rzędu 80-120 km/h. To jest odpowiedź na rynek, tzn. nie jest to produkt wymyślony na półkę – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje mgr inż. pil. Wojciech Lorenc z Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych.

Drony już od lat są wykorzystywane przez liczne służby. Bezzałogowce uczestniczą w akcjach ratowniczych, są niezbędne w monitoringu. Problemem zazwyczaj jest krótka żywotność baterii, która pozwala na loty kilkunastominutowe. Rozwiązanie ITWL, czyli Hybrydowy Bezzałogowy Statek Powietrzny DracoX ma kilkukrotnie dłuższy czas pracy, a dodatkowo posiada nowoczesne funkcje znane z komercyjnych dronów służących do filmowania i fotografowania.

– Bezzałogowiec może startować i lądować pionowo, może zawisnąć w trakcie lotu. Lata do 2,5h w trybie mieszanym, tzn. startujemy pionowo, wykonujemy lot samolotowy i lądujemy z powrotem pionowo. Mamy zainstalowaną głowicę trzyosiową z dalmierzem laserowym, który do 4 km potrafi wskazać współrzędne celu, który obserwujemy z dokładnością do 0,5 m – wskazuje ekspert.

Wyjątkowe właściwości drona wynikają z unikatowej konstrukcji – czterowirnikowego układu napędowego połączonego z górnopłatem ze śmigłem ciągnącym i statecznikiem w układzie „T”. Dzięki temu bezzałogowiec może latać na pułapie 4 tys. metrów z dużą prędkością. Dzięki temu  może stanowić przełom w monitorowaniu przestrzeni. Dotychczas drony, które zauważyły dany obiekt, musiały kilkukrotnie zawracać, aby go sfotografować. DracoX zatrzymuje się w powietrzu, a dzięki kamerze z 30-krotnym zoomem szybko przesyła dokładny obraz. Głowice optoelektroniczne są wyposażone m. in. w układy automatycznego śledzenia i stabilizacji obrazu, wskazują też dokładne położenie.

Możliwości zastosowania takiego drona są praktycznie nieograniczone.

– Bezzałogowiec hybrydowy jest głównie przeznaczony do rozpoznania i poszukiwania. Jego zadania to obserwowanie celów wojskowych, wskazywanie współrzędnych i koordynat dla artylerii, natomiast w wykonaniu cywilnym poszukiwanie osób, obserwacja celów, np. obserwacja samochodu z podejrzanym czy obserwacja źródła ciepła w przypadku straży pożarnej, co pozwala zdecydowanie szybciej ugasić pożar. W straży pożarnej można gasić pożar i kilka dni, a wystarczy ugasić źródło ognia i zdecydowanie szybciej wygasza się zewnętrzną część – przekonuje Wojciech Lorenc.

Goldman Sachs szacuje, że światowy rynek dronów będzie do 2020 roku wyceniany na 100 mld dolarów.

Rozwiązania Internetu Rzeczy wkraczają do medycyny i transportu. Będą kontrolować czystość rąk lekarzy, a także zlokalizują zagubiony bagaż

Rozwiązania Internetu Rzeczy wkraczają do medycyny i transportu. Będą kontrolować czystość rąk lekarzy, a także zlokalizują zagubiony bagaż 10

Rozwiązania z zakresu internetu rzeczy są już dostępne w wielu dziedzinach, takich jak m. in. medycyna czy transport. Stają się coraz bardziej zaawansowane, dzięki czemu mogą wykonywać coraz bardziej skomplikowane zadania. Urządzenia Internetu rzeczy wykorzystywane są już w inteligentnych fabrykach, systemach zarządzania energią, inteligentnych miastach czy rozwiązaniach dla służby zdrowia. Inteligentne rozwiązania IoT sprawdzają się np. w transporcie, przy sprawdzaniu lokalizacji bagaży. W szpitalach natomiast specjalne czujniki monitorują, czy personel odpowiednio myje ręce.

– Zajmujemy się projektowaniem urządzeń elektronicznych. Jeżeli firma ma ciekawy pomysł, pomagamy jej dobrać odpowiednią technologię, komponenty, zaprogramować to urządzenie, zaprojektować i wdrożyć do produkcji. Ostatnio zaprojektowaliśmy urządzenie dedykowane do szpitali, do monitorowania czy personel szpitala odpowiednio myje ręce – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Robert Otręba z firmy Grinn.

Medycyna jest jednym z najważniejszych odbiorców rozwiązań z zakresu internetu rzeczy. Pozwalają one na nie tylko na skuteczniejsze leczenie i opiekę nad pacjentem, m.in. poprzez spersonalizowane programy terapeutyczne, ale także pozwalają utrzymać higienę w szpitalach. Dzięki specjalnej platformie i czujnikom, możliwe jest kontrolowanie częstości mycia rąk przez personel.

– Urządzenie do monitorowania higieny w szpitalach wyposażone jest w kilka technologii radiowych, wyposażone jest też w czujnik ruchu, który wykrywa aktywność w danej strefie, co uaktywnia komunikację z plakietką z imieniem i nazwiskiem danej osoby. Informacja przetwarzana jest w urządzeniu i w sposób zaszyfrowany trafia do oprogramowania w chmurze – tłumaczy Robert Otręba.

Innym przykładem wykorzystania Internetu rzeczy w medycynie jest lodówka firmy WEKA, służąca do przechowywania szczepionek. Monitoruje ona warunki, w jakich znajdują się szczepionki, ale również pozwala na zdalne zalogowanie się lekarza i zarezerwowanie konkretnej fiolki, która następnie zostanie mu automatycznie wydana. Dzięki temu lodówka otwierana jest znacznie rzadziej, co pozwala utrzymać temperaturę przechowywania.

Medycyna to jednak nie jedyny przykład zastosowania rozwiązań inteligentnych na dużą skalę. W Kielcach inteligentny system wspiera organizację selektywnej zbiórki śmieci. Każda śmieciarka jest wyposażona w czujniki rejestrujące, jaki śmietnik jest na nią założony. Wszystkie pojemniki są zlokalizowane w terenie i przypisane do określonego właściciela nieruchomości. Dzięki temu obsługa wie, który pojemnik i o jakiej godzinie został opróżniony, a nawet to, ile ważyły śmieci. To szczególnie istotne, ponieważ bardzo często pojemniki są przeciążone. Powodem tego jest najczęściej składowana w nich ziemia lub gruz.

Inteligentne rozwiązania sprawdzają się też w transporcie, np. do sprawdzania lokalizacji bagaży.

– W trackerze do walizek również wykorzystaliśmy kilka technologii radiowych, jest tam zarówno GPS do lokalizacji, WiFi i Bluetooth do lokalizacji wewnątrz budynków, ale to co jest unikalne, to odbiornik sygnałów lotniczych. Jeżeli walizka znajdzie się już w samolocie, wiemy konkretnie w jakim samolocie leciała – przekonuje ekspert.

Według analityków firmy Bain, globalny rynek internetu rzeczy ma w 2021 r. osiągnąć wartość 520 mld dol.  

Regulacje prawne handlu sklepów internetowych – Prawa e-konsumenta

Jak wynika z raportu „E-commerce 2018”[1], już blisko 55 proc. polskich internautów, czyli ok. 14 mln osób kupuje w sieci, a wartość rodzimego rynku handlu on-line na koniec tego roku może wynieść nawet 50 mld zł. Zakupy w sklepach internetowych są szybkie i wygodne, dlatego decyduje się na nie coraz więcej konsumentów. Jednocześnie, blisko 4 na 10 kupujących ankietowanych przez Gemius[2] przyznaje, że takie transakcje wiążą się z ryzykiem. Problemy z realizacją zamówienia, np. możliwość otrzymania przesyłki po ustalonym czasie, wadliwy towar lub trafienie na nieuczciwego sprzedawcę, który uchyla się od wysyłki mimo zapłaty, są ciemną stroną zakupów on-line i podobne „przygody” mogą spotkać każdego e-klienta. Warto wiedzieć, jakie prawa przysługują w takich sytuacjach kupującemu, by nie narażać się na straty finansowe i nie płacić za zakupy dwa razy.

Regulamin sklepu internetowego: lektura obowiązkowa

Gdy robimy zakupy w sklepie stacjonarnym, możemy dokładnie obejrzeć każdy produkt, a jeżeli mamy wątpliwości co do jakości czy specyfiki oferowanego towaru, możemy od razu skonsultować się ze sprzedawcą. Specyfika zakupów przez Internet sprawia, że nie możemy wykonać wspomnianych kroków, dlatego warto składać zamówienia wyłącznie w tych e- sklepach, które przy każdym artykule zamieszczają jego dokładny opis. Przykładowo, w przypadku sprzętu elektronicznego będą to wszelkie niezbędne parametry techniczne urządzenia, które pozwolą nam ocenić jego funkcjonalność. Z kolei, gdy kupujemy odzież, niezbędne jest podanie informacji o rozmiarze i materiale, z którego zostało wykonane ubranie. Sprzedawca ma również obowiązek poinformować kupującego o warunkach złożenia zamówienia oraz sposobie dostawy zakupionego towaru.

– Szukajmy tych istotnych informacji w regulaminie sklepu internetowego, który sprzedawca powinien zamieścić w serwisie. Każdy przedsiębiorca ma możliwość dowolnej redakcji tego dokumentu, ale jego treść powinna być zgodna z ustawą o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz ustawą o prawach konsumenta. W regulaminie e-sklepu znajdziemy szczegółowe wytyczne dotyczące sposobu składania zamówienia, metod płatności za zakupiony towar, możliwych opcji dostawy, a także informacje o procedurze zgłaszania reklamacji, czy dokonaniu ewentualnego zwrotu. Szczególnie warto zwrócić uwagę na zapisy dotyczące tych ostatnich kwestii. Jeżeli będą one opisane mało starannie i tym samym będą wprowadzać klienta w błąd, powinniśmy zrezygnować z zakupów. W innym przypadku bowiem, z powodu nierzetelności sprzedawcy, możemy nie tylko narazić się na straty finansowe, ale i konieczność dochodzenia swoich praw przed sądem – podpowiada Izabela Kędzierska-Woźniak, ekspert Intrum.

Jak dodaje ekspert, warto również pamiętać, że kupując przez Internet, zawieramy ze sprzedawcą umowę na odległość, a to daje nam prawo do odstąpienia od niej w ciągu 14 dni bez podania przyczyny. Jeżeli sklep nie poinformuje kupującego o takiej możliwości, wspomniany termin wydłuża się do 12 miesięcy. – Każdy klient, który kupuje w e-sklepie, ma prawo się rozmyślić i zwrócić towar lub wycofać się z umowy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Decydując się na taki krok, należy poinformować o tym fakcie sprzedawcę w ciągu 14 dni, licząc od daty zawarcia umowy, najlepiej w formie pisemnego oświadczenia przesłanego poczta tradycyjną, a następnie w ciągu następnych dwóch tygodni odesłać kupiony przedmiot[3]. To, czy w takim przypadku będziemy musieli zapłacić za przesyłkę zwrotną, najczęściej określa regulamin danego sklepu, dlatego szukajmy wiadomości na ten temat na stronie sprzedawcy – mówi Izabela Kędzierska-Woźniak i zaznacza, by uważać na zapisy, które nie zawsze są zgodne z prawem:

– Dla przykładu, jeżeli chcemy zrezygnować z zakupu, sprzedawca nie może odmówić zwrotu nieużywanego towaru, jeżeli nie posiadamy oryginalnego opakowania. Kwestią sporną bywa także zwrot kosztów zakupu, dlatego warto pamiętać o tym, że sklep powinien zwrócić nam środki w ciągu 2 tygodni, licząc od daty poinformowania o odstąpieniu od umowy, ale może również wstrzymać się z tym krokiem do czasu otrzymania zwracanej rzeczy albo dowodu jej wysłania. Co istotne, zwrot nie zostanie uznany, jeśli kupiliśmy przedmiot, który został wykonany specjalnie na nasze zamówienie – zauważa Izabela Kędzierska-Woźniak.

Sposoby na „grzeszki” e-sprzedawców

Z badania zrealizowanego na zlecenie Trusted Shops, analizującego „grzechy” e-sklepów wynika, że aż co piąty kupujący narzeka na niedotrzymywanie terminu dostawy przez internetowych sprzedawców, 11 proc. ankietowanych przyznaje, że otrzymało uszkodzoną przesyłkę, a 7 proc. nigdy nie dostało zakupionych przedmiotów. – Warto wiedzieć co robić w sytuacji, gdy przesyłka nie dociera na czas. Paczka powinna trafić pod nasze drzwi nie później niż w ciągu 30 dni od zakupu, chyba że regulamin sklepu mówi inaczej lub sprzedawca zastrzegł, że potrzebuje więcej czasu na dostawę, bo np. zamawiamy przedmioty z zagranicy. Jeżeli podany termin się wydłuża, klient może w porozumieniu ze sprzedawcą wyznaczyć nową datę, ale kupujący może również odstąpić od umowy – wyjaśnia Izabela Kędzierska-Woźniak, Intrum.

Z takiego „przywileju” możemy także skorzystać, gdy otrzymamy inny przedmiot, niż ten, który zamówiliśmy. Zdarza się bowiem, że sklepy wysyłają towar w tej samej cenie i o podobnych parametrach, gdy zamówionego przez klienta produktu np. zabrakło w magazynie lub przestał być produkowany. – W takiej sytuacji sklep może zaoferować zamiennik, ale sprzedawca powinien jednocześnie poinformować kupującego o tym, że ma prawo zrezygnować z zakupu, co skutkuje zwrotem kwoty wpłaconej za zamówienie. Od umowy możemy odstąpić również wtedy, gdy zastępczy produkt został już do nas wysłany, na co w takim przypadku mamy 10 dni – mówi Izabela Kędzierska-Woźniak.

Kiedy możemy zgłosić reklamację

Kupując w sieci, warto także wiedzieć, co zrobić, gdy zamówiony towar trafia do nas uszkodzony lub niekompletny. W takim przypadku należy zapoznać się z procedurą zgłaszania reklamacji, opisaną w regulaminie sklepu internetowego i sprawdzić czy, i w jakich przypadkach będzie obowiązywać gwarancja. Nie każdy bowiem wie, że reklamacji podlega nie tylko uszkodzony towar posiadający wady, ale także taki, który jest niezgodny ze specyfikacją przedstawioną na stronie sprzedawcy lub nie spełnia funkcji, które obiecywał producent.

Zdarza się, że po złożeniu reklamacji sprzedawca kieruje klienta prosto do producenta, ale warto pamiętać o tym, że kupujący ma prawo reklamować nabyty przedmiot bezpośrednio w sklepie, w którym zrobił zakupy. Przeważnie mamy na to 2 lata, chyba że producent sam określa czas obowiązywania gwarancji. – Reklamację należy złożyć na piśmie i zawrzeć w niej takie informacje jak: datę nabycia towaru i jego otrzymania – i co ważne – szczegółowy opis usterki ze wskazaniem, w jakich okolicznościach dana wada się ujawniła. Reklamując zakup, możemy domagać się naprawienia nabytej rzeczy, otrzymania nowego egzemplarza lub zwrotu pieniędzy. Pamiętajmy jednak, że spełnienie naszych oczekiwań może zależeć od decyzji sklepu, charakteru wady czy polityki producenta – wyjaśnia Kędzierska-Woźniak.

Felerny towar należy odesłać wraz z przygotowanym pismem. Co do zasady, gdy reklamacja jest uzasadniona, za przesyłkę zapłaci sprzedawca, jeśli jednak zostanie ona odrzucona – koszt ponosi kupujący. Po zgłoszeniu sprawy, sklep powinien w ciągu 14 dni udzielić odpowiedzi, czy przyjmuje reklamację, czy też nie. Jeżeli w tym czasie nie wywiąże się ze swojego obowiązku, uznaje się, że wymagania klienta zostają spełnione.

Gdy pojawią się problemy z realizacją zamówienia i wyegzekwowaniem naszych praw, możemy skorzystać z pomocy instytucji, które pomagają konsumentom w takich sytuacjach. W pierwszej kolejności warto zwrócić się do Rzecznika Konsumentów i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Z kolei w przypadku, gdy natrafiliśmy na nieuczciwego sprzedawcę, który mimo zapłaty zwleka z wysyłką towaru i unika z nami kontaktu, warto zgłosić taki fakt na Policję. Pamiętajmy, że będzie nam łatwiej dochodzić swoich praw w ewentualnym sporze z e-sprzedawcą, jeżeli będziemy zachowywać wszelkie dowody dokonywanych transakcji, np. wiadomości mailowe z potwierdzeniem zamówień, poświadczenia wpłat i wszelką korespondencję ze sklepem.

[1] Interaktywnie.com, Raport „E-commerce 2018”, 2018.

[2] Raport „E-commerce w Polsce 2017” – Gemius dla e-Commerce Polska”.

[3] 14 dni roboczych.

Czym są kontrakty różnic kursowych CFD?

Kontrakty CFD to pochodne instrumenty finansowe wykorzystujące działanie dźwigni finansowej, czyli narzędzia, które pozwala obracać większym kapitałem niż inwestor rzeczywiście posiada. Czy CFD pozwalają na zarabianie tylko na wzrostach, czy również spadkach kursów? Dlaczego warto zainteresować się tym sposobem inwestowania? Jakie ryzyko się z nim wiąże?

Jak działają kontrakty CFD?

Kontrakty CFD (Contract for Difference) to umowy oparte na różnicach kursowych, czyli różnicach wynikających z ceny otwarcia i ceny zamknięcia danej pozycji. CFD działają na zasadzie dźwigni finansowej (zwanej również lewarem, z ang. leverage), co pozwala na inwestowanie środków po wpłaceniu ułamkowej części wartości transakcji. W praktyce oznacza to, że nawet niewielki depozyt może pozwolić na osiągnięcie dużej stopy zwrotu. Wysoka dźwignia finansowa wykorzystywana jest w celu zwiększenia potencjalnego zysku. Jeśli inwestor używa lewara 1:50, oznacza to, że może korzystać z depozytu 50 razy większego niż rzeczywiście posiadane środki. Należy jednak zaznaczyć, że dźwignia finansowa działa w obie strony, a straty mogą przewyższyć wartość depozytu, kontrakty CFD są więc w praktyce ryzykownymi instrumentami finansowymi.

Dzięki CFD możliwe jest inwestowanie na rynkach działających na całym świecie – zarówno giełdach, jak i rynkach pozagiełdowych. Platformy obsługujące kontrakty CFD zapewniają dostęp do konta inwestora przez 24 godziny na dobę.

Zarabiaj na wzrostach i spadkach cen

Dzięki kontraktom różnic kursowych można zarabiać nie tylko na wzrostach, ale także spadkach cen akcji, kursów walutowych (na rynku Forex), towarów, surowców, indeksów, stóp procentowych czy obligacji. Kontrakty CFD umożliwiają osiąganie zysku przy otwarciu krótkich i długich pozycji. Co to oznacza? Krótkie i długie pozycje nie mają nic wspólnego z okresem trwania danej transakcji. W przypadku pozycji krótkiej mamy na myśli sprzedaż instrumentu i osiągnięcie zysku przy jednoczesnym spadku ceny. Przykładowo, inwestor, który oczekuje wzrostu cen, otwiera długą pozycję (kupuje), natomiast pozycję krótką (sprzedaż), gdy oczekuje spadku kursów. Zajęcie krótkiej pozycji umożliwia skompensowanie ewentualnych strat. To jednak nie wszystko – kontrakty różnic kursowych pozwalają również na osiągnięcie wysokiego zwrotu przy niskich spreadach i prowizjach.

Kontrakty CFD a inwestowanie w akcje – podstawowe różnice

Inwestorzy działający w oparciu o kontrakty różnic kursowych nie stają się w rzeczywistości posiadaczami danego instrumentu finansowego, jak jest to w przypadku osób inwestujących np. w akcje. Obie strony umowy – kupujący i sprzedający – spekulują jedynie nad tym, czy akcje odnotują wzrost, czy spadek wartości. Jak wspominaliśmy, unikalność tego rozwiązania polega również na tym, że w przypadku CFD zysk można osiągnąć nie tylko na wzroście, ale też spadku cen – taka sytuacja nie ma miejsca przy inwestowaniu w akcje spółek giełdowych.

Kontrakty różnic kursowych są też bardzo elastycznymi instrumentami finansowymi (pochodnymi), dzięki którym możliwe jest osiągnięcie wysokiego zysku nawet przy niskiej kwocie inwestycji. Decydując się na skorzystanie z kontraktów CFD należy jednak pamiętać o tym, że jak w przypadku każdej inwestycji, także tutaj istnieje ryzyko strat.

Chcesz zacząć inwestować na rynkach giełdowych lub pozagiełdowych w oparciu o CFD? Jeżeli interesują Cię dodatkowe informacje na temat kontraktów różnic kursowych, już teraz wejdź na stronę https://www.cmcmarkets.com/pl-pl/edukacja-cfd/czym-sa-cfd.

Przegląd wydarzeń nadchodzącego tygodnia

Chociaż niepokoje o kondycję gospodarek wschodzących i przyszłość wojen handlowych powinny skraść główną uwagę, to w kolejnych dniach niektóre raporty makro i wydarzenia mogą przebić się na pierwszy plan. Z USA inflacja i sprzedaż detaliczna prawdopodobnie utwierdzą rynek w przekonaniu, że w tym miesiącu Fed dokona podwyżki stóp procentowych. Dla odmiany posiedzenia EBC i Banku Anglii powinny przejść bez fajerwerków. Ponadto pod lupą będą odczyty CPI z Norwegii, Polski i Szwecji, raporty z rynku pracy z Wielkiej Brytanii i Australii oraz dane z Chin.

Przyszły tydzień: CPI/produkcja/sprzedaż z USA, EBC, ZEW, BoE, CPI z Polski, CPI/produkcja/sprzedaż z Chin, rynek pracy z Australii, NAFTA

USA

Sierpniowe raporty o inflacji (czw), sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej (pt) nie zmienią nastawienia Fed i zagrożą przesądzonej podwyżce stóp procentowych 26 września. CPI i inflacja bazowa są powyżej celu 2 proc., a dynamiki produkcji i sprzedaży tylko potwierdzą mocną postawę ożywienia. To nic nowego, by móc rozpędzić rajd USD, ale już negatywne niespodzianki mogą utemperować dobrą passę dolara. Poza tym USD pozostanie walutą pierwszego wyboru, jeśli retoryka wojen handlowych przybierze na znaczeniu. W powietrzu wisi eskalacja sporów z Chinami i Japonią.

Strefa euro

W strefie euro mamy produkcję przemysłową (śr), posiedzenie EBC (czw) i niemiecki ZEW (wt). Największym zainteresowanie będzie się cieszyć decyzją banku centralnego, gdzie jednak nie oczekuje się zmian parametrów polityki. Otrzymamy natomiast nowe prognozy gospodarcze, które będą uwzględniać skutki opóźnień w odbiciu ożywienia. Ścieżka PKB powinna nieco się obniżyć, ale prognozy inflacji raczej pozostaną bez zmian. Jeśli mimo tego prezes Draghi podtrzyma optymistyczny język co do perspektyw dla ożywienia, posiedzenie powinno być neutralne. EUR pozostaje walutą bez argumentów za większym umocnieniem i kontynuuje swój dryf.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii odczyty produkcji przemysłowej (pon) i wynagrodzeń (wt) raczej pozostaną w cieniu informacji o postępach negocjacji Brexitu. Posiedzenie Banku Anglii (czw) może przyciągnąć większą uwagę, choć dostaniemy tylko komunikat, a do czasu wykrystalizowania porozumienia z UE polityka monetarna pozostaje na autopilocie. Rynek wciąż jest sceptyczny co do tego, jak sprawnie pójdą dalsze negocjacje umowy rozwodowej z UE, jednak z tego położenia nowe informacje mają większy potencjał do windowania funta.

Polska

Kalendarz w Polsce zawiera odczyt inflacji CPI (czw) i bazowej (pt) i saldo rachunku bieżącego (czw). Nie spodziewamy się, aby odczyty mogły mieć wpływ na złotego. Przy złej prasie wokół emerging markets wyprzedaż nie omija PLN, ale ogólnie jednak nie widać, aby presja była wyjątkowo silna i trwała. Trudno spodziewać się, aby Polska ze swoimi solidnymi fundamentami była wrzucana do tego samego koszyka co np. Turcja, Argentyna, czy RPA, ale trend to trend.

Japonia

Dane z Japonii powinny potwierdzać umiarkowane tempo ożywienia bez silnych implikacji dla polityki monetarnej. Rewizja PKB za II kw. (pon) powinna przynieść korektę w górę na bazie wyższych wydatków inwestycyjnych firm, co uwidoczniły inne raporty. Produkcja przemysłowa za lipiec (pt) może wypaść słabo, czemu winne są jednak wahania sezonowe. JPY w większym stopniu będzie reagował na nastroje rynkowe, gdyż wzmacnia się jego znacznie jako bezpiecznej przystani.

Chiny

W obliczu trwającej dyskusji o rozszerzeniu listy towarów chińskich objętych cłami, dane z Państwa Środka będą w centrum uwagi. Dane z handlu zagranicznego prawdopodobnie wskażą na wzrost dynamik importu i eksportu, co jednak będzie związane z przyspieszeniem realizacji zamówień na wypadek objęcia cłami. Produkcja przemysłowa (pt) może wpaść słabo, co sugerują niskie odczyty PMI. Jeśli do tego dojdzie osłabianie dynamiki inwestycji miejskich, negatywna reakcja chińskiego rynku akcji może nadać ton dla ucieczki od ryzyka na zewnętrznych rynkach.

Australia

W Australii interesującym będzie, jak wypadają nastroje konsumentów (śr) po zapowiedziach podwyższenia oprocentowania kredytów hipotecznych przez trzy czołowe banki w kraju. Negatywna reakcja gospodarstw domowych może rzutować na przyszłą skłonność od konsumpcji i perspektywy wzrostu PKB. Raport z rynku pracy (czw) prawdopodobnie pokaże kontynuowaną poprawę, ale nie powinno to być dla nikogo niespodzianką. Przy podtrzymaniu obecnego klimatu dobre dane będą okazją do sprzedaży AUD po lepszej cenie. Aussie stał się barometrem sentymentu względem azjatyckich emerging markets, a dodatkowo nieprzychylne są fundamenty (pasywny RBA, rynek nieruchomości). Kalendarz z Nowej Zelandii jest pusty, a NZD znalazł się w krzyżowym, gdyż choć presja na azjatyckie rynki wschodzące jest negatywna, to jednak kiwi znajduje przeciwwagę w nasileniu sprzedaży na AUD/NZD.

Kanada

To będzie spokojny tydzień w Kanadzie pod kątem danych, gdyż jedynymi ważniejszymi danymi są rozpoczęte budowy domów (wt). Więcej ekscytacji zapewni finalizacja negocjacji porozumienia NAFTA (o ile do nie dojdzie). Utrzymanie umowy handlowej zdejmie z Kanady istotną premię za ryzyko i otworzy Bankowi Kanady drogę do kolejnej podwyżki stóp procentowych. Rynek już jest dość optymistycznie nastawiony do finału rozmów, więc potencjał aprecjacyjny CAD może być ograniczony. Przeszkodą może być ewentualnie pogorszenie globalnego sentymentu, na co CAD jest wrażliwy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polska Grupa Maspex zainwestowała 500 mln złotych w rozwój

Grupa Maspex zrealizowała program inwestycyjny – objął on rozbudowę zakładów, automatyzację centrów logistycznych, a także większe przetwórstwo owoców i warzyw – co jest dedykowane otoczeniu rolnemu, firmom i grupom produkcyjnym, z którymi Maspex współpracuje w zakresie dostawy produktów. Małopolska to kolebka Grupy Maspex. Firma powstała w samym jej sercu, czyli Wadowicach. Obecnie znajduje się tu jeden z wiodących zakładów wytwórczych. Drugi zlokalizowany jest w Tymbarku, w powiecie limanowskim. To na nich opiera się większość biznesu grupy. Z nimi też związany jest długi łańcuch kooperacji i cały ekosystem, który działa wokół firmy.

– W ostatnich latach firma zainwestowała gigantyczne pieniądze w rozwój mocy wytwórczych w całej Polsce. To zakończony już program na 500 milionów złotych, który obejmował rozbudowę zakładów w Lublinie, Łowiczu oraz wyposażenie placówek w Tychach i Tymbarku – powiedział serwisowi eNewsroom Krzysztof Pawiński, prezes Grupy Maspex – To największy program inwestycyjny, jaki został zrealizowany w historii grupy. Teraz będziemy wytwarzać więcej – przy bardzo wydajnej, zdyscyplinowanej logistyce. Jesteśmy obecni na Śląsku, w województwach lubelskim i warmińsko-mazurskim czy łódzkim.  Niezależnie jednak od rozrastania się naszego przedsiębiorstwa i biznesu Małopolska ma dla nas szczególnie znaczenie. To miejsce, w którym zaczynaliśmy i tutaj najlepiej się czujemy – dodał Pawiński.

Brexit – najważniejsze daty. Kurs funta co dalej?

Ostatnich kilka tygodni na rynku walutowym było dość nieprzewidywalnych. Inwestorzy z coraz większym niepokojem patrzą na możliwość nieosiągnięcia przez Wielką Brytanię umowy określającej relację Zjednoczonego Królestwa z Unią Europejską po Brexicie.

Według harmonogramu ustalonego przez rząd Theresy May, Torysi powinni uzgodnić treść porozumienia dotyczącego Brexitu przed październikowym szczytem Unii Europejskiej – w marcu 2019 roku, zgodnie z uruchomionym przez Wielką Brytanię w zeszłym roku artykułem 50, kraj ten ma oficjalnie wystąpić z UE. Czas mija nieubłaganie, a brytyjski rząd jest w coraz większym pośpiechu, aby uzgodnić wszystkie szczegóły z reprezentantami Unii Europejskiej. Kluczowe spotkanie głów państw członkowskich UE odbędzie się bowiem za nieco ponad miesiąc.

Wśród obserwatorów europejskiej sceny politycznej rośnie obawa, że Wielka Brytania nie zdąży osiągnąć porozumienia z UE przed październikowym szczytem Unii Europejskiej. Coraz częściej pojawia się również pytanie – czy takie porozumienie zostanie w ogóle osiągnięte przed wyjściem Królestwa z Unii Europejskiej? Brytyjski rząd zaczął już publikować serię dokumentów opisujących możliwy wpływ tzw. no deal (Brexitu bez porozumienia) na przedsiębiorstwa, jak i osoby prywatne. Główny negocjator ze strony Unii Europejskiej, Michel Barnier, ostrzegał już wcześniej, że porozumienie z Wielką Brytanią może nie zostać osiągnięte przed spotkaniem głów państw członkowskich w październiku. Zdaniem konsensusu członków brytyjskiego parlamentu prawdopodobieństwo braku porozumienia wynosi mniej więcej 50-50. Z kolei bukmacherzy wyceniają w 60% prawdopodobieństwo tego, że przed 1 kwietnia 2019 roku nie zostanie osiągnięte porozumienie między Wielką Brytanią a Unią Europejską. W sierpniu przewodniczący Banku Anglii, Mark Carney, również zwracał uwagę na to, że ryzyko nieosiągnięcia porozumienia jest „niepokojąco wysokie”.

Kurs GBP/USD & GBP/PLN (wrzesień ’17-wrzesień ’18)

Kurs GBP
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 06/09/2018

O ile jesteśmy zdania, że skala niepokoju związanego z ryzykiem braku osiągnięcia porozumienia Wielkiej Brytanii z Unią Europejską jest przesadzona, to bez wątpienia niepewność wokół Brexitu zaważyła w ostatnich tygodniach nad kursem funta brytyjskiego. Od połowy kwietnia szterling osłabił się względem dolara amerykańskiego o ponad 9%, ostatnio wyraźnie tracił również w parze ze złotym. Niedawne wypowiedzi Michela Barniera sugerowały bardziej pojednawcze podejście Unii Europejskiej do negocjacji, dzięki czemu GBP rozpoczął umocnienie. Komentarze Barniera wzmocniły również oczekiwania względem łagodnej wersji Brexitu, którą większość analityków zgodnie ocenia jako lepszą alternatywę dla brytyjskiej gospodarki niż tzw. twardy Brexit.

Warto zwrócić uwagę na najważniejsze daty w kalendarzu związanym z Brexitem.Warto zwrócić uwagę na najważniejsze daty w kalendarzu związanym z Brexitem

Najważniejszą datą jest bez wątpienia 18 października, czyli początek dwudniowego spotkania Rady Europejskiej. Szczyt ten miał stanowić ostateczny termin na osiągnięcie przez Wielką Brytanię porozumienia o stosunkach Królestwa z Unią Europejską po Brexicie. Data ta wydaje się jednak nieosiągalna, zważywszy na obecny stan negocjacji. Nic nie zostało jeszcze ogłoszone oficjalnie, jednak powszechnie spekuluje się o możliwości przesunięcia ostatecznego terminu na osiągnięcie porozumienia.

Innym potencjalnym terminem na osiągnięcie porozumienia, którego rynki wydają się nie dostrzegać, jest 13 grudnia, czyli początek kolejnego dwudniowego szczytu Rady Europejskiej. Część analityków uważa tę datę za opcję zapasową – jeżeli obie strony negocjacji nie opracują warunków porozumienia przed szczytem w październiku. Istnieje również pewne prawdopodobieństwo ogłoszenia sesji nadzwyczajnej w listopadzie.

Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z założeniami, Wielka Brytania weźmie udział w swoim ostatnim szczycie Unii Europejskim – jako członek – 21 i 22 marca 2019 roku. Tydzień później kraj ten opuści ugrupowanie. Rozpocznie się wtedy trwający 21 miesięcy okres przejściowy. Oficjalnie Zjednoczone Królestwo wyjdzie z Unii Europejskiej 31 grudnia 2020 roku.

Jakie są możliwe wyniki negocjacji ws. Brexitu?

1)      Wielka Brytania opuszcza Unię Europejską bez porozumienia

Prawdopodobieństwo takiego scenariusza wyraźnie wzrosło po tym, jak reprezentanci Unii Europejskiej odrzucili znaczną część założeń umowy, które Theresa May zaprezentowała w lipcu. Przez kilka tygodni dyskusja na temat potencjalnego braku porozumienia określającego relacje handlowe Królestwa oraz UE zdominowała media. W takim wypadku stosunki handlowe Wielkiej Brytanii z Unią Europejską określałyby wytyczne Światowej Organizacji Handlu (WTO). Zabraknie wtedy również okresu przejściowego wyjścia ze Wspólnoty. Wzrosną cła na towary, które dotychczas były bardzo nisko opodatkowane przez Unię; niemalże natychmiast wzrosną ceny żywności, a cały wskaźnik dynamiki cen może poszybować w górę, jeszcze bardziej oddalając się od 2-procentowego celu inflacyjnego banku centralnego. Istnieje również zagrożenie dla aktywności sektora przemysłu – wiele firm może przenieść działalność operacyjną poza granicę Wielkiej Brytanii, aby uniknąć uciążliwości związanej z kontrolami granicznymi. Dalsze stosunki Królestwa z Unią Europejską pozostaną niejasne. Okres niepewności z dużym prawdopodobieństwem wpłynie negatywnie na poziom zaufania przedsiębiorstw i konsumentów, co może doprowadzić do dość gwałtownego spowolnienia aktywności wewnętrznej.

Inflacja w Wielkiej Brytanii (2013-2018)

Inflacja w Wielkiej Brytanii
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 05/09/2018

W kontekście wpływu braku porozumienia na rynki finansowe, spodziewalibyśmy się ostrej wyprzedaży funta. Taki scenariusz mógłby wywołać awersję do ryzyka, co powinno sprzyjać dolarowi amerykańskiemu, jenowi japońskiemu oraz frankowi szwajcarskiemu, szkodzić natomiast walutom takim jak polski złoty. Uważamy jednak, że prognozy 10-procentowego osłabienia funta względem USD są dość przesadzone. Nie można bowiem pominąć tego, że obecna wycena funta zawiera w sobie pewne prawdopodobieństwo braku osiągnięcia porozumienia Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. Oceniamy, że dużo bardziej prawdopodobny byłoby spadek kursu GBP względem USD o ok. 5%. Z kolei spadek kursu GBP/EUR powinien przypominać skalą ten, który nastąpił zaraz po ogłoszeniu wyników referendum o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, w naszej opinii powinien być jednak o ok. 25% mniej dotkliwy. Spadek w relacji do polskiego złotego powinien być jeszcze mniejszy (ze względu na lekki wzrost kursu EUR/PLN, który może nastąpić w takiej sytuacji).

2)      Zostanie zawarte porozumienie w sprawie Brexitu

Prawdopodobieństwo Brexitu bez porozumienia jest w naszym odczuciu znacznie przeszacowane. Jesteśmy zdania, że umowa o przyszłych relacjach Wielkiej Brytanii z Unią Europejską zostanie zawarta przed końcem 2018 roku – niezależnie od tego czy stanie się to w październiku, grudniu (co wydaje się najbardziej prawdopodobne), albo na nadzwyczajnym posiedzeniu w listopadzie. Bez wątpienia obu stronom zależy na tym, żeby umowa została zawarta. Międzynarodowy Fundusz Walutowy sugeruje, że efektem Brexitu bez porozumienia może być odjęcie z PKB krajów Unii Europejskiej 1,5% do 2030 r. Dość rozsądny wydaje się pogląd, który zakłada, że brytyjski rząd stara się poprzez wypowiedzi o akceptacji możliwości wyjścia z UE bez porozumienia wywrzeć presję, która ma raczej zapewnić Wielkiej Brytanii bardziej korzystne porozumienie, niż pogodzić Brytyjczyków z wizją braku porozumienia z Unią Europejską.

Negatywny wpływ Brexitu bez porozumienia na PKB do 2030 r. [%]

Negatywny wpływ Brexitu bez porozumienia na PKB do 2030
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 05/09/2018

Jesteśmy zdania, że zawarcie porozumienia w kwestii Brexitu będzie zdecydowanie pozytywną wiadomością dla brytyjskiej waluty. Powinno przełożyć się na najpewniej długotrwałe wzmocnienie funta brytyjskiego, który w naszej opinii jest obecnie niedowartościowany.

 

Skala umocnienia szterlinga w długim terminie zależałaby oczywiście od warunków umowy. Łagodny Brexit, zapewniający Wielkiej Brytanii dostęp do jednolitego rynku europejskiego, z pewnością zwiększy potencjalne zyski funta. Waluta Wielkiej Brytanii mogłaby wrócić do poziomów z początku drugiego kwartału bieżącego roku, czyli zanim niepokój związany z ryzykiem nieosiągnięcia porozumienia zaczął mieć tak wyraźny wpływ na kurs szterlinga.

 

3)     Ogłoszone zostaje drugie referendum

 

Innym scenariuszem jest ogłoszenie przez brytyjski rząd drugiego referendum ws. członkostwa w Unii Europejskiej. Pojawiły się zakłady, które szacują prawdopodobieństwo kolejnego głosowania przed kwietniem 2019 roku na jedną czwartą. Niektórzy analitycy szacują na 15% prawdopodobieństwo tego, że Brexit w ogóle nie nastąpi. Zwołanie drugiego referendum mogłoby być pozytywne dla funta, gdyż oznaczałoby, że szanse na pozostanie w UE rosną do ok. 50%.

 

Niemniej, jesteśmy zdania, że w rzeczywistości prawdopodobieństwo ogłoszenia kolejnego referendum jest bliższe zeru.

 

4)      Brexit zostaje opóźniony

 

Naszym zdaniem istnieje również czwarta możliwość, zakładająca opóźnianie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, co pozwoliłoby uzyskać czas na dokończenie negocjacji. Informacje z czerwca sugerują, że UE przygotowywała się na taką ewentualność, jednak wydaje się to obecnie mało prawdopodobne.

W naszej opinii opóźnienie Brexitu mogłoby wywołać krótkoterminowe wzmocnienie funta, jednak o mniejszej skali niż w przypadku osiągnięcia porozumienia.

Co stanie się z funtem brytyjskim?

Tak jak już wspominaliśmy, jesteśmy zdania, że inwestorzy przeceniają prawdopodobieństwo opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej bez porozumienia. Prawdą jest, że negocjacje były dotychczas dość wyboiste, a sytuacji nie sprzyjała rezygnacja kluczowych członków brytyjskiego Gabinetu.
Niemniej, osiągnięcie porozumienia przed marcem 2019 roku, kiedy Wielka Brytania ma opuścić Wspólnotę, leży w interesie obu stron.

Nie zaprzeczamy jednak, że ryzyko braku porozumienia określającego relację Wielkiej Brytanii z Unią Europejską po Brexicie istnieje. Taki wynik negocjacji mógłby naszym zdaniem zdecydowanie osłabić funta, w pewnym stopniu zaszkodzić również euro, a także polskiej walucie. Niemniej, pozostajemy przy opinii, że obu stronom zależy na tym, żeby nie doszło do realizacji tego scenariusza, tym samym naszym zdaniem Zjednoczone Królestwo powinno osiągnąć porozumienie z UE.

Szacowane przez analityków Ebury prawdopodobieństwo wystąpienia danego scenariusza

Rezultat Szacowane prawdopodobieństwo
Brak porozumienia 25%
Porozumienie 60%
Ponowne referendum 5%
Opóźnienie Brexitu 10%

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Informacje zawarte w niniejszym dokumencie służą wyłącznie do celów informacyjnych. Nie stanowią one porady finansowej lub jakiejkolwiek innej porady, mają charakter ogólny i nie są skierowane dla konkretnego adresata. Przed skorzystaniem z informacji w jakichkolwiek celach należy zasięgnąć niezależnej porady. CEO Magazyn Polska / Ebury nie ponoszą odpowiedzialności za konsekwencje działań podjętych na podstawie informacji zawartych w raporcie.

 

Śmierć mediacji w postepowaniu sądowoadministracyjnym

Nowa Ordynacja podatkowa, której wejście w życie przewidziano na 1 stycznia 2020 r., ma być prosta, przejrzysta, a przede wszystkim przyjazna podatnikowi. To właśnie z myślą o nim ustawa podatkowa jest rewolucjonizowana. To jemu, w celu lepszego dialogu z fiskusem, służyć mają nowe regulacje i instytucje, wśród których znalazła się m.in. mediacja.

Instytucja mediacji została przewidziana w projekcie ustawy z 6 października 2017 r., gdzie ujęto ją w art. od 375 do art. 384 nowej Ordynacji podatkowej (www.mf.gov.pl). Komisja Kodyfikacyjna Ogólnego Prawa Podatkowego dostrzegła potrzebę „ochrony prawa podatnika w jego relacjach z organami podatkowymi (…) m.in. poprzez złagodzenie nadmiernego rygoryzmu ordynacji podatkowej w odniesieniu do podatników” (Projekt uzasadnienia ustawy – Ordynacja podatkowa z dnia 6 października 2017 r., www.mf.gov.pl).

Mediacja a umowa podatkowa

Ta niewładcza forma załatwienia sprawy podatkowej ma być dopuszczalna we wszystkich tych przypadkach, gdzie możliwe jest zawarcie umowy podatkowej, której poświęcono w projekcie osobny rozdział (art. 373 i 374). Mediacja może być zawierana pomiędzy podatnikiem a organem podatkowym w większości spornych spraw poza tymi, których przedmiotem jest ustalenie wysokości podatku. Zgodnie z uzasadnieniem projektu mocą umowy podatkowej będzie można np. ustalić wartość nieruchomości, co pozwoli uniknąć związanych z tym kosztów, jak np. powołania biegłego i bez konieczności przeprowadzania czasochłonnego postępowania podatkowego lub sądowego. Zawarcie porozumienia drogą umowy podatkowej ma ograniczyć koszty przy jednoczesnym zwiększeniu efektywności załatwienia sprawy podatkowej.

Jedna sprawa na 3 lata

Przeprowadzenie mediacji może również wywołać skutek odwrotny od zamierzonego. Jak potwierdził WSA w Rzeszowie w wyroku z 9 maja 2017 r.: „…prowadzenie w takiej sytuacji mediacji pomiędzy stronami byłoby bezcelowe i tylko wydłużyłoby prowadzone w sprawie postępowanie…” (II SA/Rz 1177/17). Szybkość załatwienia sprawy, przy jednoczesnym braku zaufania jej uczestników do organów podatkowych czy organów administracji publicznej, jest prawdopodobnie czynnikiem odpowiedzialnym za „śmierć mediacji” w postępowaniu sądowoadministracyjnym (art. 115-118 ustawy – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, dalej p.p.s.a., Dz.U. 2002, poz. 1270 z późn. zm.).

12 marca 2018 r. Naczelny Sąd Administracyjny zaprezentował „Informację o działalności sądów administracyjnych w 2017 r.” (www.nsa.gov.pl). Według opublikowanych danych w 2017 r. wszczęto zaledwie jedno postępowanie mediacyjne, a liczba załatwionych spraw wyniosła zero. Rok wcześniej na podjętych osiem postępowań mediacyjnych sukcesem nie zakończono ani jednego, a w 2015 r. na osiem takich przypadków skutecznie załatwiono tylko jedną sprawę.

Postępowanie uproszczone zamiast mediacji

To właśnie 2015 r. był dla mediacji w postępowaniu sądowoadministracyjnym decydujący. Ustawą z dnia 9 kwietnia 2015 r. o zmianie ustawy – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz.U. 2015, poz. 658) rozszerzono bowiem katalog spraw, które mogą być rozpatrzone w trybie uproszczonym. Od 15 sierpnia 2015 r., czyli od dnia wejścia w życie nowelizacji, do postępowania uproszczonego mogą trafiać m.in. sprawy dotyczące decyzji lub postanowień organu dotkniętych wadą nieważności, lub też skargi, których przedmiotem jest bezczynność lub przewlekłe prowadzenie postępowania (art. 119 pkt. 1 i 4 p.p.s.a., Dz.U. 2002, poz. 1270 z późn. zm.).

Wspomniane wcześniej dane NSA wskazują, że od 2015 r. odnotowano znaczny wzrost ilości spraw załatwionych przez wojewódzkie sądy administracyjne w postępowaniu uproszczonym. Jeszcze w 2009 r. ich liczba wyniosła zaledwie 36, w 2010 r. – 154, w 2011 r. – 440, w 2012 r. – 413, w 2013 r. – 475, w 2014 r. – 331, ale w 2015 r. już 1738. Podczas gdy wskaźniki efektywności postępowania mediacyjnego na przestrzeni ostatnich 3 lat pikowały do zera, te same wskaźniki postępowania uproszczonego ulegały wielokrotnemu pomnożeniu. W 2016 r. WSA załatwiły w trybie uproszczonym 7440 spraw, a w 2017 r. aż 10281.

Postępowanie mediacyjne w k.p.a.

W celu zatrzymania postępującej co najmniej od 13 lat degradacji znaczenia i funkcjonalności instytucji mediacji w postępowaniu sądowoadministracyjnym, podjęto decyzję o jej wprowadzeniu do Kodeksu postępowania administracyjnego (Ustawą z dnia 7 kwietnia 2017 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania administracyjnego oraz niektórych innych ustaw, Dz.U. 2017, poz. 935). Jak wówczas argumentowano: „Celem wprowadzenia postępowania mediacyjnego jest zbliżenie administracji do społeczeństwa…” (Uzasadnienie Rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy – Kodeks postępowania administracyjnego oraz niektórych innych ustaw, druk nr 1183).

Pudrowanie trupa

Mimo iż zaprezentowane przez NSA statystyki dotyczące mediacji w postępowaniu sądowoadministracyjnym pokazują dobitnie, że jest to instytucja umierająca, ustawodawca chce w nowej Ordynacji podatkowej „przypudrować trupa”, by udawał żywego w postępowaniu podatkowym. Rosnąca w szybkim tempie liczba spraw rozpatrywanych przez sądy w postępowaniu uproszczonym pokazuje, że podatnicy, a zwłaszcza prowadzący działalność gospodarczą, są coraz bardziej świadomi „zagrożeń”, jakie po ich stronie generuje status przedsiębiorcy w stosunkach z fiskusem. Obrony swoich racji w sporach z organami podatkowymi, zwłaszcza gdy w grę wchodzi ochrona majątku firmy, wolą więc dochodzić przed sądem.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.