Czy język polski jest potrzebny do pracy w Polsce? – wyniki badania

Tylko 8 proc. badanych cudzoziemców stwierdziło, że język polski jest im niezbędny w codziennej pracy. Jednocześnie aż 64 proc. potrzebuje go w prywatnych kontaktach z ludźmi. Cudzoziemcy zgodnie twierdzą, że nauka to nie lada wyzwanie!

– Pamiętam swój drugi tydzień w Polsce. Wracałem z kursu języka polskiego. Tego dnia opanowałem dwa nowe słowa „daleko” – „blisko”. Wsiadłem w autobus, który miał zawieźć mnie z Foksal na Stare Miasto. Okazało się, że tego dnia autobus miał objazd i zjechał z trasy. Pamiętam, że wysiadłem w nieznajomym miejscu. Wtedy po raz pierwszy przydały mi się słówka z lekcji języka. Zacząłem pytać przechodniów: „Stare Miasto daleko – blisko?” Pamiętam, że patrzyli ze współczuciem, pokazywali drogę i mówili „daleko, nie blisko”. To był dla mnie sygnał, że choć nie potrzebuję języka polskiego w pracy, bo posługuję się językiem angielskim, to jest niezbędny na co dzień – opowiada Giancarlo z Włoch, który jest w Polsce już pięć lat i większość spraw w urzędzie, na poczcie czy w sklepie załatwia sam.

Język polski przepustką do aktywnego życia

To właśnie brak znajomości języka polskiego jest głównym wyzwaniem, z jakim obcokrajowcy muszą sobie radzić w związku z mieszkaniem w Polsce. Brak znajomości języka utrudnia im codzienne życie – taki wniosek płynie z badań „Skuteczne sposoby na rekrutacje językowe”, które wykonał PMR Consulting & Research na zlecenie Monster Talent Sourcing Services. W badaniu ilościowym wzięli udział obcokrajowcy z 20 krajów m.in. z Danii, Finlandii, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch.

Aż 64 proc. badanych stwierdziło, że język polski jest im potrzebny do prywatnych kontaktów z ludźmi, a 51 proc. – potrzebuje go w codziennych sytuacjach np. w sklepie, urzędzie. Dla 42 proc. znajomość języka pozwoliłaby brać udział w wydarzeniach kulturalno-rozrywkowych. Tylko 8 proc. uważa, że język polski jest im potrzebny w pracy.

Wsparcie językowe w pakiecie na start

Firmy zatrudniające cudzoziemców doskonale zdają sobie sprawę, że pracownicy zza granicy potrzebują językowego wsparcia, aby poczuć się w Polsce swobodniej. Badania to potwierdzają, gdyż okazuje się, że 41 proc. obcokrajowców na początku drogi zawodowej otrzymało wsparcie w postaci kursu językowego.

Większość respondentów deklaruje, że obecnie uczy się polskiego (39 proc.) lub zamierza rozpocząć naukę w przyszłości (23 proc. odpowiedzi). Z badań wynika, że 20 proc. się waha, a 18 proc. nie ma w planach nauki języka polskiego.

Jak obcokrajowcy oceniają swoją znajomość polskiego? Tylko 8 proc. przyznaje, że nie mówi po polsku, 22 proc. – zna kilka słów. Aż 32 proc. ocenia, że ich język polski jest na poziomie średniozaawansowanym lub wyższym, a 37 proc. – poziomie podstawowym.

– Firmy decydujące się na zatrudnianie cudzoziemców wiedzą, że język polski jest wyjątkowo trudny. Z reguły nie wymagają więc deklaracji, że cudzoziemiec będzie uczył się polskiego, choć jest to mile widziane. Wyjątkiem są stanowiska kierownicze, które obligują szefów do opanowania polskiego na komunikatywnym poziomie, zwłaszcza gdy zespół tylko w części składa się z cudzoziemców. W momencie gdy team jest międzynarodowy, dominującym językiem jest angielski – mówi Aleksandra Pocheć z Monster Talent Sourcing Services. – W praktyce cudzoziemcy raczej dążą do znajomości języka polskiego. Im większa chęć nauki, tym większe prawdopodobieństwo, że obcokrajowiec myśli o pozostaniu w Polsce, a więc i w firmie – dodaje.

Z badań wynika, że choć Polska nie jest krajem pierwszego wyboru, to większość cudzoziemców deklaruje pozostanie tu przez kilka lat.

Dynamika brytyjskiego PKB rozczarowała. Kurs funta traci

Dzisiejsze dane o dynamice brytyjskiego PKB w I kwartale br. wywołały negatywną reakcję szterlinga. Prawdopodobnym jest, iż w kontekście słabych odczytów, bank centralny dłużej będzie chciał utrzymywać akomodacyjną politykę monetarną, aby nie zagrozić perspektywom wzrostu brytyjskiej gospodarki.

Nowe informacje brytyjskiej gospodarki mocno zaskoczyły rynek. Konsensus ekonomistów liczył na to, że brytyjska gospodarka w I kwartale br. urośnie o 1,4% w ujęciu rocznym, tymczasem wstępne szacunki sugerują, że ekspansja PKB wyniosła zaledwie 1,2%, tym samym była najniższa od 2013 r. W ujęciu kwartalnym brytyjska gospodarka rosła zaledwie o 0,1%. W reakcji na dane, brytyjska waluta doświadczyła gwałtownej wyprzedaży, tracąc ponad 0,7% w relacji do polskiego złotego na przestrzeni kilkudziesięciu minut.

Reakcja szterlinga nie była tak ostra z uwagi na sam fakt publikacji słabszych danych gospodarczych, ale raczej ze względu na to, co one oznaczają w kontekście polityki monetarnej. Inwestorzy od pewnego czasu oczekiwali, że Bank Anglii podczas spotkania decyzyjnego w maju dokona kolejnej podwyżki stóp procentowych, jednak ich oczekiwania wyraźnie spadły w następstwie publikacji ostatnich słabszych danych inflacyjnych, jak i gołębiej wypowiedzi prezesa BoE, który zasugerował, że podwyżka w maju wcale nie jest pewna. Tym samym rynek zaktualizował swoje oczekiwania względem działań Banku, szacując, iż jest około 50% szans na podwyżkę w kolejnym miesiącu. Obecnie, w następstwie publikacji bardzo słabych danych o dynamice PKB, rynki po raz kolejny obniżyły szacunki majowej podwyżki, której prawdopodobieństwo spadło do ok. 25%.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,22-4,24. W czwartek euro zakończyło dzień osłabieniem w relacji do głównych walut. Para EUR/USD przebiła wsparcie w okolicy poziomu 1,22 i obecnie znajduje się w okolicy 1,21, kierując się na południe w pierwszych godzinach europejskiego handlu.

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, Europejski Bank Centralny podczas spotkania w kwietniu utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ze stopą refinansową w wysokości 0% oraz ze stopą depozytową na poziomie -0,4%. Bank centralny nie dokonywał również zmian w programie luzowania ilościowego (QE). EBC stwierdza, że może skupować obligacje ponad obecny horyzont zakończenia programu QE (wrzesień), jeśli zajdzie taka potrzeba. Stopy procentowe mają z kolei pozostać niezmienione „znacznie dłużej” niż wyznacza zakończenie  programu QE.

Ton Mario Draghiego podczas spotkania był stosunkowo optymistyczny. Prezes EBC odniósł się do kwestii ostatnich słabszych danych gospodarczych, stwierdzając, iż skala spadku niektórych indeksów była zaskakująca, jednak ostatecznie rolę w tym przypadku odegrały czynniki przejściowe, takie jak pogoda, strajki pracownicze oraz kwestie kalendarzowe. Ponadto zwrócił uwagę, iż wskaźniki gospodarcze znajdują się powyżej historycznych średnich. Prezes EBC zwrócił uwagę na niski poziom inflacji, informując jednak, że EBC jest przekonany, że inflacja powróci do celu. Wskazywał on na pewne sygnały z rynku pracy mogą sugerować poprawę perspektyw inflacji.

GBP

Kurs GBP/PLN  w czwartek umocnił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,83-4,87. We wczorajszej wypowiedzi główny negocjator ws. Brexitu z ramienia UE, Michel Barnier stwierdził, że wyjście Wielkiej Brytanii jest scenariuszem w którym obie strony “przygrywają”, jednak koszt dla Zjednoczonego Królestwa będzie zdecydowanie większy niż dla UE. Barnier stwierdził dodatkowo, że UE nie potrzebuje brytyjskiego City, sugerując, iż brytyjski sektor finansowy nie otrzyma preferencyjnych warunków podczas wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Kolejne negatywne komentarze ze strony francuskiego negocjatora ostatecznie nie wpłynęły w istotny sposób na kurs szterlinga, który wczorajszy dzień zakończył na niemal niezmienionym poziomie w relacji do koszyka walut.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek umocnił się o 0,4%, wahając się w widełkach 3,47-3,50.  Dolar amerykański wczoraj umocnił się w relacji do głównych walut i złotego, wspierany przez dobre dane makroekonomiczne i słabość EUR. Rentowności amerykańskich obligacji 10-letnich wczoraj dość istotnie spadały, ponownie schodząc poniżej psychologicznego poziomu 3%.

Wczorajsze, bardzo dobre dane o zamówieniach środków trwałych sugerują ożywienie inwestycji w USA. Cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA pobiły kolejny rekord schodząc do najniższego poziomu od 48 lat.

W dniu dzisiejszym poznamy wstępne dane o bazowej inflacji PCE w USA w I kwartale br. (14:30), dane o dynamice amerykańskiego PKB w I kwartale br (14:30) oraz indeks Michigan, opisujący nastroje wśród konsumentów w USA w kwietniu (16:00). Z paczki dzisiejszych danych najistotniejszym odczytem będzie oczywiście dynamika amerykańskiego PKB w I kwartale, która zgodnie z oczekiwaniami ekonomistów ma wynieść 2% w ujęciu zanualizowanym.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – wstępne dane o bazowej inflacji PCE w USA w I kwartale 2018 r.
  • 14:30 – dynamika PKB w USA w I kwartale 2018 r.
  • 16:00 – przemawia Mark Carney z Banku Anglii
  • 16:00 – indeks Michigan opisujące nastroje wśród konsumentów w USA w kwietniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Co się zmieni po wejściu w życie Konstytucji biznesu?

Sejm uchwalił pakiet ustaw, które składają się na Konstytucję biznesu. Zmiany mają na celu uproszczenie formalności i ułatwienie firmom prowadzenie działalności.

Na Konstytucję biznesu składają się ustawy: Prawo przedsiębiorców, o Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców, o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy, o zasadach uczestnictwa przedsiębiorców zagranicznych i innych osób zagranicznych w obrocie gospodarczym na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz przepisy wprowadzające ustawę Prawo przedsiębiorców.

W myśl Prawa przedsiębiorców przedsiębiorca nie będzie musiał udowadniać swojej uczciwości, a wątpliwości w danej sprawie będą rozstrzygane na korzyść przedsiębiorcy. Przy wyznaczaniu przedsiębiorcy terminu na dokonanie określonej czynności będzie uwzględniany nie tylko ważny interes publiczny, lecz także słuszny interes przedsiębiorcy. Urząd nie będzie mógł odmówić przyjęcia od przedsiębiorcy pisma, które nie jest kompletne.

Ministrowie będą wydawali z urzędu lub na wniosek nowego organu – Rzecznika Praw Przedsiębiorcy – wyjaśnienia przepisów dotyczących wykonywania i zakończenia działalności gospodarczej, z uwzględnieniem orzecznictwa sądów.

Rzecznik Praw Przedsiębiorców będzie się również zajmował wydawaniem opinii dotyczących aktów prawnych dla przedsiębiorców. Będzie mógł m.in. występować do Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego o rozstrzygnięcie wątpliwości związanych z interpretacją przepisów oraz wnosić skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego. Ponadto będzie uprawniony do wszczęcia postępowania administracyjnego, wniesienia skargi i skargi kasacyjnej do sądu administracyjnego oraz uczestnictwa w postępowaniu przed sądem administracyjnym na prawach, które przysługują prokuratorowi.

Interpretacje indywidualne dotyczące prawa podatkowego i składek na ubezpieczenie społeczne nie będą wiążące dla przedsiębiorcy. Nie będzie go można karać w zakresie, w jakim zastosował się do wydanej interpretacji w wysokości wyższej niż wynikająca z otrzymanej interpretacji.

Jeżeli przychody z działalności nie przekroczą w żadnym miesiącu połowy minimalnego wynagrodzenia, działalność taka nie będzie uznawana za gospodarczą (opodatkowaną na zasadach ogólnych), a co za tym idzie, nie trzeba będzie jej rejestrować w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej.

Nowe przepisy wprowadzają dla nowych przedsiębiorców zwolnienie od obowiązku płacenia składek na ubezpieczenie społeczne przez 6 miesięcy. Nadal będzie można przez następne 2 lata płacić obniżone składki ZUS (nie obejmie to składek na ubezpieczenie zdrowotne, których płacenie będzie obowiązkowe).

Możliwe będzie zawieszenie prowadzenia działalności gospodarczej dla przedsiębiorców, którzy zatrudniają pracowników na urlopie macierzyńskim lub wychowawczym.

REGON będzie wycofywany na rzecz numeru NIP.

Większość przepisów omawianych ustaw ma wejść w życie po upływie 30 dni od dnia opublikowania w Dzienniku Ustaw.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Rynek sztucznej inteligencji (SI) powiększy się prawie czterokrotnie z 21,5 mld dolarów w 2018, do 75 mld dolarów w 2023

Eksperci z ośrodka badawczego Markets & Markets szacują, że w ciągu pięciu lat rynek sztucznej inteligencji (SI) powiększy się prawie czterokrotnie z 21,5 mld dolarów w 2018, do 75 mld dolarów w 2023 roku. Najszybsze tempo wzrostu zanotują technologie dla przemysłu. Sztuczna inteligencja dedykowana firmom produkcyjnym do 2023 roku będzie rosła w tempie 52,4% rok do roku.

Według analityków, obecnie wartość globalnych wydatków na SI jest równa 21,5 mld dolarów. Jak szacują eksperci, w ciągu pięciu lat rynek urośnie o 53 mld dolarów i w 2023 roku będzie wart aż 75 mld dolarów. W latach 2017 – 2023 wartość technologii opartej na sztucznej inteligencji będzie rosła 36,2% rok do roku, szacuje Markets & Markets.

Sztuczna inteligencja to rewolucja technologiczna, która już wkroczyła w nasze życie i z roku na rok będzie przyspieszać. Technologie oparte na SI zmieniają i zmieniać będą coraz to nowsze dziedziny życia i gospodarki – tłumaczy Lucjan Giza z BPSC i dodaje – Dzięki rosnącym wydatkom algorytmy są znacznie bardziej dokładne niż było to jeszcze kilka lat temu. Doskonale obrazuje to przykład PepsiCo – w rosyjskim oddziale firmy rozmowy kwalifikacyjne z kandydatami przeprowadza robot wykorzystujący sztuczną inteligencję.

Pozycja lidera niezagrożona

Globalnym liderem w wydatkach na sztuczną inteligencję są Stany Zjednoczone. Największa gospodarka świata w 2017 roku odpowiadała za 80% wydatków na całym globie, podaje IDC. Według prognoz ekspertów wspomnianej firmy do roku 2021 na pozycji lidera nie nastąpi zmiana. Spadnie tylko procentowy udział, za 3 lata Stany Zjednoczone będą odpowiadały z 75% wydatków w SI. Pozostałe kraje świata są daleko w tyle za Ameryką. Europa, Azja i Australia oraz Afryka odpowiadać będą łącznie za 15% nakładów.

Przemysł inwestuje najszybciej

Wydatki na sztuczną inteligencję najszybciej będą rosły w przemyśle. Według danych z kwietnia 2018 roku skumulowana roczna stopa wzrostu dla sztucznej inteligencji w przemyśle wyniesie aż 52,4%

Inwestycje w rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwach produkcyjnych są i będą napędzane ideą czwartej rewolucji przemysłowej – wyjaśnia Lucjan Giza, Dyrektor ds. Rozwoju z firmy BPSC.

Jak wynika z prognozy ekspertów, za pięć lat wartość rozwiązań technologii opartej na sztucznej inteligencji dla przemysłu sięgnie 4,9 mld dolarów. Będzie to ponad siedmiokrotny wzrost w porównaniu do jego obecnej wartości, która wynosi 633 mln dolarów.

Dzięki SI przedsiębiorstwa mogą nie tylko usprawnić procesy zarządzania działalnością, ale zredukują też koszty związane z rozwojem produktów. Dzięki cyfrowemu połączeniu systemów producentów i dostawców, możliwe będzie prawidłowe zarządzanie łańcuchem dostaw. Mechanizmy sztucznej inteligencji dostarczą przedsiębiorcom dokładnych informacji na temat dostępności mocy produkcyjnych oraz dyspozycyjności lub awarii maszyn dostawców.

Technologie oparte na SI będą pomocne m.in do analizy ogromnych ilości danych w czasie rzeczywistym. To poprawi dokładności prognoz i kontroli w procesach operacyjnych, szczególnie tych służących do poprawy wydajności produkcji – kończy Giza

Kierowcy zapłacą za słabość złotego

Już za kilka dni benzyna i olej napędowy na polskich stacjach wyraźnie podrożeją. Jednak tym razem nie będzie to efekt wyższej wyceny paliw na świecie. Głównym winowajcą jest złoty, wyraźnie słabnący w relacji do dolara – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Od dobrych kilku dni notowania ropy naftowej czy paliw na światowych rynkach pozostają względnie stabilnie. Dotyczy to niestety tylko wyceny wyrażonej w dolarze. Ponieważ jednak amerykańska waluta w ciągu nieco ponad tygodnia zdrożała do złotego o 15 groszy (ok. 4,5 proc.), diesel oraz benzyna bezołowiowa osiągają nowe wielomiesięczne maksima.

Kierowcy odczują osłabienie złotego

W europejskim hurcie (rynek Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia), który stanowi także poziom odniesienia dla krajowych rafinerii, litr diesla kosztuje już 1,98 zł. Ostatni raz był tak drogi w listopadzie 2014 r. Podstawowa benzyna bezołowiowa jest natomiast wyceniania na poziomie 1,93 zł /litr. Poza epizodem w lipcu 2015 r., kiedy krótkotrwałe zaburzenia w podaży oraz popycie na benzynę spowodowały silne wzrosty ceny, benzyna jest także najdroższa od jesieni 2014 r.

Prawidłowością na rynku surowców wycenianych w dolarze jest fakt, że gdy amerykańska waluta zyskuje na wartości, to ropa tanieje. Tym razem takiego procesu nie obserwujemy, gdyż czynniki fundamentalne wspierające ceny ropy (kwestie geopolityczne, wzrost popytu na świecie, ograniczenia podaży w związku ze współpracą Rosji z OPEC) mają znacznie silniejsze oddziaływanie niż kwestie walutowe. Ta „poduszka bezpieczeństwa” jest więc w tym momencie pusta.

W rezultacie umocnienie USD w całości przekłada się na wyższe ceny paliw dla konsumentów rozliczających się w innych walutach niż w dolarze. Indeks amerykańskiej waluty zyskał od połowy kwietnia dwa procent. Dodatkowo do zdecydowanej większości walut osłabił się złoty, który jest pod presją odpływu kapitału z rynków wschodzących, wycofaniu się RPP z podwyżek stóp procentowych oraz gorszych danych o handlu zagranicznym. Nałożenie się na siebie kwestii globalnych oraz krajowych powoduje, że dolar kosztuje 3,5 zł, podczas gdy na początku drugiej połowy kwietnia było to o 15 gr mniej.

Podwyżki rzędu kilkunastu groszy

W ciągu najbliższych kilku dni należy oczekiwać znacznych podwyżek cen paliw. W przypadku benzyny sięgną one ok. 10 gr. To spowoduje, że średnia cena popularnej „95” będzie kształtować się blisko granicy 5 zł. Oznacza to również, że na wielu stacjach ten niewidziany od lat poziom zostanie przekroczony.

Jeszcze większych podwyżek można oczekiwać w przypadku diesla. Olej napędowy w pierwszych dniach maja może być o kilkanaście groszy droższy niż wynosiła średnia cena tego paliwa (4,74 zł) w cotygodniowym raporcie Komisji Europejskiej z 23 kwietnia. Można oczekiwać, że przy dystrybutorach za diesla zapłacimy przeciętnie ok. 4,90 zł/litr, a na niektórych stacjach zobaczymy nawet wartość 4,99 zł/litr.

Konstytucja biznesu – domniemanie uczciwości przedsiębiorcy

Katarzyna Podyma, Radca Prawny
Katarzyna Podyma, Radca Prawny

Najbardziej istotną zmianą w sferze relacji między przedsiębiorcą, a urzędami jaką przewiduje „Ustawa prawo przedsiębiorców” jest wprowadzenie zasady tzw. domniemania uczciwości przedsiębiorcy.  To ogromna zmiana przede wszystkim w sferze mentalności i postrzegania polskich przedsiębiorców przez przedstawicieli urzędów. Dotychczas relacja ta nie była najlepsza w dużej mierze ze względu na ograniczone zaufanie urzędów do przedsiębiorców i wynikającą z niego podejrzliwość.

Oczywiście, sama zmiana zapisów Ustawy nie spowoduje automatycznie zmiany mentalności urzędników w podejściu do przedsiębiorców, ale jestem przekonana, że ma szansę stać się pierwszym krokiem na drodze w tym kierunku. Dla przedsiębiorców z pewnością jest już realną normą ustawową, do której mogą się odwoływać podczas załatwiania spraw w urzędach. Celem wprowadzenia tej regulacji jest zmierzanie w kierunku bardziej przyjaznej dla przedsiębiorców administracji i partnerskiej relacji co miejmy nadzieję znajdzie teraz odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Ponadto Ustawa zakłada sprecyzowanie głównych zasad wzmacniających prawa i gwarancje przedsiębiorców, które wyznaczą standardy działań urzędów w sprawach przedsiębiorców.

Jedną z naczelnych zasad, które zostały sprecyzowane z nowej ustawie jest zasada prowadzenia spraw przez organy w sposób budzący zaufanie przedsiębiorców do władzy publicznej, kierując się zasadami proporcjonalności, bezstronności i równego traktowania. Innymi słowy, organy przy rozstrzyganiu indywidualnych spraw przedsiębiorców powinny dokonywać „przyjaznej” interpretacji przepisów kierując się zasadami ogólnymi, które gwarantują poszanowanie praw przedsiębiorców. Ponadto niejasne przepisy będą interpretowane na korzyść przedsiębiorcy.

Ponadto zgodnie z założeniami Ustawy prawo przedsiębiorców kontrole przedsiębiorców mają być rzadsze i mniej uciążliwe. Kontrola działalności gospodarczej przedsiębiorców ma być przeprowadzana na zasadach określonych w Ustawie, zaś w zakresie nieuregulowanym w tej ustawie stosuje się w odniesieniu do kontroli przepisy ustaw szczególnych.

Postępowania kwalifikacyjne na Członków Zarządu GPW

  • Rada Nadzorcza Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. podjęła decyzję o wszczęciu postępowań kwalifikacyjnych na Członków Zarządu GPW w związku z upływem kadencji
  • Zgłoszenia w postępowaniu można składać w terminie do 11 maja 2018 roku

Postępowania kwalifikacyjne mają wyłonić kandydatów na stanowiska Członków Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. ds. finansów, ds. informatycznych, ds. operacyjnych i regulacyjnych oraz ds. rozwoju biznesu i sprzedaży.

Kandydaci na wyżej wymienione stanowiska powinni:

  • posiadać wykształcenie wyższe lub wykształcenie wyższe uzyskane za granicą uznane w Rzeczypospolitej Polskiej, na podstawie przepisów odrębnych
  • posiadać co najmniej 3-letni staż pracy na stanowisku kierowniczym w instytucjach rynku finansowego lub podmiotach świadczących usługi na rzecz instytucji rynku finansowego w zakresie podstawowej działalności tych instytucji
  • posiadać co najmniej 5-letni okres zatrudnienia na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru, mianowania, spółdzielczej umowy o pracę, lub świadczenia usług na podstawie innej umowy lub wykonywania działalności gospodarczej na własny rachunek
  • posiadać nieposzlakowaną opinię w związku ze sprawowanymi funkcjami
  • spełniać inne niż wymienione wymogi określone w powszechnie obowiązujących przepisach prawa, a w szczególności nie naruszać ograniczeń lub zakazów zajmowania stanowiska członka organu zarządzającego w spółkach handlowych

Otwarcie i kwalifikacja zgłoszeń do dalszego etapu postępowania nastąpi do 18 maja 2018 roku w siedzibie GPW.

Zarząd Giełdy kieruje bieżącą działalnością Giełdy, dopuszcza do obrotu giełdowego papiery wartościowe, określa zasady wprowadzania papierów wartościowych do obrotu, nadzoruje działalność maklerów giełdowych i członków giełdy w zakresie obrotu giełdowego. Obecnie, w skład Zarządu wchodzi Marek Dietl – Prezes Zarządu, Jacek Fotek – Wiceprezes Zarządu oraz Dariusz Kułakowski – Członek Zarządu.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W podziurawionym świętami pierwszym tygodniu maja (we wtorek Święto Pracy obchodzi większość Europy, czwartek wolny w Polsce) nie zabraknie jednak istotnych wydarzeń i publikacji makro. Główna uwaga będzie na komunikacie FOMC i raporcie z rynku pracy USA, które mogą nadać dalszy kierunek dla dolara. W strefie euro inflacja i PKB rzucą więcej światła na stan gospodarki. Poza tym mamy wysyp indeksów PMI/ISM, decyzję RBA oraz dane z rynku pracy Nowej Zelandii.

Przyszły tydzień: FOMC, NFP, PMI/ISM, PKB/HICP z Eurolandu, CPI z Polski, rynek pracy z Nowej Zelandii, RBA

Analiza danych z gospodarki USA sprowadza się do dwóch rzeczy: reakcji na rozczarowania i implikacji dla Fed. Wciąż widać asymetrię w bezpośredniej reakcji USD na odczyty z USA, więc publikacje indeksów ISM będą miały znaczenie tylko, gdyby zaskoczyły wyraźnym spadkiem. Bez tego utrzyma się przeświadczenie, że gospodarka radzi sobie lepiej niż resztą świata, co w mijającym tygodniu stało się dominującym tematem dla zmian na FX. W drugiej kwestii, jeśli Fed chce dowodów nasilenia presji inflacyjnej, potrzebuje wzrosty płac, które w dalszym ciągu pozostają kluczowym elementem raportu z rynku pracy (pt). Oczekiwania dla dynamiki wynagrodzeń są umiarkowane (0,2 proc. m/m, co utrzyma dynamikę roczną na 2,7 proc.), co jednak ustawia nisko poprzeczkę dla pozytywnych zaskoczeń. Biorąc pod uwagę, że posiedzenie FOMC (wt-śr) ma miejsce przed publikacją raportu NFP, nie spodziewamy się, aby na podstawie obecnie dostępnych informacji miałoby dojść do istotnych zmian w komunikacie (w maju nie ma konferencji prasowej prezesa Fed). W międzyczasie USD pozostaje beneficjentem domykania krótkich pozycji, choć w kolejnych dniach efekt ten powinien zelżeć.

Wnioskując po konferencji prasowej prezesa Draghiego, EBC nie jest na razie zaniepokojony sytuacją gospodarczą w strefie euro (ostatnia fala słabszych odczytów makro). Więcej światła na to, czy jest się czym martwić (i czy rzutuje to na przyszłą ścieżkę polityki monetarnej), rzucą przyszłotygodniowe dane: PKB (śr) i HICP (czw). Wzrost gospodarczy ma spowolnić, ale zbyt niski odczyt może być trudny do zignorowania. Rozczarowanie w odczycie inflacji będzie miało silniejsze implikacje, gdyż podkopanie zaufania w powrót inflacji do celu może oddalić termin zakończenia QE. W efekcie dane zadecydują, czy dołek na EUR/USD zostanie wyznaczony nad, czy pod 1,20.

W Wielkiej Brytanii wskaźniki PMI (wt-czw) powinny pozostać na przyzwoitych poziomach, ale wątpliwe jest, aby mogło to ożywić dyskusję o majowej podwyżce stóp procentowych po tym, jak fatalny odczyt PKB za I kw. pogrzebał ostatnie nadzieje. Ponadto w przyszłym tygodniu startuje nowa runda negocjacji Brexitu, więc zmienność GBP może dodatkowo się podnieść pod wpływem prasowych rewelacji.

W Polsce po PMI dla przemysłu (śr) spodziewamy się solidnego odczytu na 54, ale CPI prawdopodobnie dalej się osłabi do 1,2 proc. r/r, co ugruntuje przekonanie, że jeszcze przez wiele kwartałów polityka pieniężna nie ulegnie zmianie. Złoty pozbawiony wsparcia ze strony czynników lokalnych pozostaje na łasce globalnego sentymentu, a ten uległ wyraźnemu pogorszeniu w ostatnich dniach. Jeśli rajd dolara wyhamuje, także i złoty powinien na tym skorzystać, choć korekta EUR/PLN powinna wyhamowywać przed 4,20.
Japonia święta państwowe zaplanowane są na poniedziałek, czwartek i piątek, a w pozostałych dniach nie ma istotnych publikacji. Nieco gołębi przekaz BoJ w tym tygodniu blokuje aprecjację jena, podczas gdy presja ze strony rosnących rentowności długu USA podtrzymuje apetyt na wzrosty USD/JPY w stronę 110.

W przyszłym tygodniu posiedzenie RBA (wt) oraz Raport Polityki Monetarnej (pt) mają nikłe szanse być katalizatorem dla AUD. Komunikat powinien pozostać neutralny i zbliżony do przekazu sprzed miesiąca. Choć RBA jako kolejny krok wskazuje podwyżkę, to panuje duża niepewność odnośnie terminie, toteż i rynek nie wychyla się z oczekiwaniami z 6 pb wycenionymi na koniec roku. W Nowej Zelandii raport z rynku pracy (śr) będzie w centrum uwagi, gdzie ryzyko leży w słabości presji płacowej, co podkopałoby szanse na przyspieszenie inflacji i zaostrzenie polityki RBNZ. Ogólnie AUD i NZD pozostają najbardziej wrażliwe na przecenę w dobie siły USD i czynniki lokalne mają marne szanse zaburzyć ten schemat.

Kalendarz z Kanady zawiera lutowy odczyt PKB (wt) oraz bilans handlowy (czw). Ważniejsze mogą jednak finalne postanowienia w sprawie umowy nafta, gdyż spekulacje rynkowe sugerują, że decyzja może być podjęta na dniach. Biorąc pod uwagę ostatnie zmiany na FX, z USD/CAD wyparowało sporo krótkich pozycji, co otwiera na nowo potencjał na pozytywną reakcję w przypadku zdjęcia premii niepewności wokół Nafta.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Orlen zwiększa dostawy ropy naftowej z Zatoki Perskiej

Zarząd PKN ORLEN podjął decyzję o podpisaniu aneksu do obowiązującej długoterminowej umowy z Saudi Aramco, zwiększając wolumeny dostaw ropy naftowej o 100 tys. ton miesięcznie. Dzięki aneksowi, ponad 20 % surowca przerabianego przez rafinerie Grupy ORLEN będzie pochodziło z Arabii Saudyjskiej.

Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN
Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN

– Tak jak zapowiadałem, Zarząd PKN ORLEN konsekwentnie wdraża politykę dywersyfikacji dostaw surowców. Zwiększenie wolumenu z Arabii Saudyjskiej to kolejny krok naprzód. Dywersyfikując kierunki zwiększamy bezpieczeństwo dostaw zarówno dla PKN ORLEN, jak i polskiej gospodarki. Zatoka Perska nadal będzie obiektem naszego zainteresowania i monitoringu w zakresie planów dalszej dywersyfikacji.  Ważne jest to, że ropa dostarczana przez koncern Saudi Aramco jest stabilnej i wysokiej jakości, co gwarantuje wysoki uzysk produktów z jej przerobu. To pozwala na osiągnięcie bardzo zadawalających efektów ekonomicznych – podkreśla Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Zgodnie z nowymi warunkami umowa będzie realizowana od 1 maja  do 31 grudnia 2018 roku  z opcją przedłużenia na kolejne lata. Oznacza to, że do rafinerii z Grupy ORLEN, na mocy zawartego Aneksu, będzie trafiać co miesiąc ok. 300 tys. ton surowca z Zatoki Perskiej.

PKN ORLEN zamierza wykorzystać surowiec do przerobu w rafineriach w Polsce, Czechach i na Litwie.

PKN ORLEN aktywnie prowadzi politykę różnicowania puli dostaw surowców, dążąc do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego GK ORLEN, a także Polski.  Obecnie zaopatrzenie Koncernu w ropę naftową odbywa się poprzez długoterminowe umowy Saudi Arabian Oil Company, Rosneft Oil Company, Tatneft Europe AG. Pozostałe wolumeny zabezpieczone są poprzez kontrakty terminowe z różnych kierunków, m.in. z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Nigerii, Wenezueli, czy Stanów Zjednoczonych. W kwietniu br. PKN ORLEN sprowadził kolejny ładunek ropy z perspektywicznego pod kątem dalszych dostaw kierunku irańskiego. Dzięki aktywnej polityce dywersyfikacyjnej PKN ORLEN obecnie  sprowadza 30 procent ropy naftowej spoza kierunku rosyjskiego.

Najnowsze dane o sprzedaży kredytów w Polsce – Marzec 2018 r.

W marcu 2018 r., w porównaniu do analogicznego okresu 2017 r. zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, instytucje finansowe udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych, konsumpcyjnych, oraz przyznały limitów kredytowych. Największy wzrost wartościowy odnotowano w przypadku kredytów mieszkaniowych (+15,3%) oraz limitów kredytowych (+13,3%). W ujęciu liczbowym, najwyższy wzrost w stosunku do marca 2017 r. dotyczył limitów kredytowych (+9,5%) oraz kredytów mieszkaniowych (+6,6%). Styczniowe zwiększenie sprzedaży kart kredytowych niestety miało charakter incydentalny. W marcu, podobnie jak w lutym 2018 r., sprzedaż kart kredytowych – w stosunku do marca 2017 r. ponownie ma tendencję negatywną. Spadła zarówno liczba wydawanych kart kredytowych (-13,5%), jak i wartość przyznawanych limitów (-14,1%).

Jak informują analitycy BIK, po pierwszym kwartale 2018 r., o ile nie wystąpią nieprzewidziane zdarzenia, to na rynku kredytów mieszkaniowych można oczekiwać dobrej sprzedaży w ujęciu wartościowym w całym 2018 r., tym bardziej, że oddala się widmo podwyżek stóp procentowych, a kredyty zaciągane są na coraz wyższe kwoty (efekt rosnących cen mieszkań).

Kredyty mieszkaniowe

W marcu 2018 r. banki udzieliły łącznie 21,3 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną wartość 5,06 mld zł. Stanowi to wzrost o 6,6% w ujęciu liczbowym i wzrost o 15,3% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2017 r.

– Marzec 2018 r. jest już kolejnym wzrostowym miesiącem dla kredytów mieszkaniowych zarówno pod względem liczby, jak i wartości udzielanych kredytów. Na rynku kredytów mieszkaniowych nadal panuje więc duży optymizm. Dwucyfrowa dynamika w ujęciu wartościowym, po części wynika ze struktury udzielanych kredytów mieszkaniowych. 55,4% wartości udzielonych w 2018 r. kredytów mieszkaniowych przypada na kredyty powyżej 250 tys. zł (25,7% z przedziału 250 – 350 tys. zł i 29,7% powyżej 350 tys. zł). Ponadto dynamika udzielanych kredytów mieszkaniowych w poszczególnych przedziałach kwotowych jest zróżnicowana – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

W 2018 r. liczba udzielonych kredytów wysokokwotowych w przedziale 250 – 350 tys. zł, w porównaniu do I kwartału 2017 r. wzrosła o 21,5%, zaś kredytów powyżej 350 tys. aż o 29,3%.

– Po wynikach trzech pierwszych miesięcy br. można z optymizmem patrzeć na cały 2018 r. na rynku kredytów mieszkaniowych tym bardziej, że deweloperzy prognozują rekordy sprzedaży, a widmo podwyżek stóp procentowych istotnie się oddala, co z jednej strony zachęca do zaciągania kredytów, z drugiej zniechęca do nisko oprocentowanych depozytów bankowych i skłania do inwestowania w inwestycje alternatywne, do których niewątpliwie należą nieruchomości szczególnie pod wynajem – uzupełnia prof. Rogowski i dodaje, że należy jednak uważnie obserwować rynek mieszkaniowy.

– Rynek warto obserwować pod względem rodzaju nabywców, czy oprócz osób nabywających nieruchomość w celu zamieszkania w niej oraz osób kupujących nieruchomość w celu jej wynajmowania, nie pojawią się „inwestorzy spekulacyjni”, liczący na wzrost wartości nieruchomości w krótkim okresie, co mogłoby oznaczać, że na rynku nieruchomości zaczyna rosnąć speculative bubble – dodaje prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Kredyty konsumpcyjne (kredyty gotówkowe i ratalne)

W marcu 2018 r. banki SKOK-i udzieliły łącznie 635,3 tys. kredytów konsumpcyjnych na kwotę 7,51 mld zł. Stanowi to wzrost o 1,7% w ujęciu liczbowym i o 1% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca ubiegłego roku.

– W trzech pierwszych miesiącach 2018 r. dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów konsumpcyjnych dotyczyły kredytów we wszystkich przedziałach kwotowych. 5,8% dynamikę odnotowały kredyty niskokwotowe (w przedziale do 1 tys. zł.), a najwyższe dodatnie dynamiki wzrostu dotyczyły kredytów wysokokwotowych powyżej 20 tys. zł (10,4%) – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

– W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i udzieliły w okresie styczeń – marzec 2018 r. kredytów konsumpcyjnych na kwotę o 7,6% wyższą niż w tym samym okresie 2017 r. Wzrost odnotowano w każdym z sześciu przedziałów kwotowych – najwyższy wśród kredytów > 20 tys. zł (+9,8%) oraz na kwoty z przedziału 3,5 – 7 tys. zł – (+10,0%). Co ciekawe, o 5,8% wzrosła również wartość kredytów do 1 tys. zł, który to segment był od kilku lat silnie eksplorowany przez firmy pożyczkowe. Czyżby banki ponownie zainteresowały się tym segmentem rynku kredytów konsumpcyjnych? Po udanym pierwszym kwartale 2018 r. wydaje się, że można z lekkim optymizmem patrzeć na cały rok w aspekcie wartości udzielanych kredytów konsumpcyjnych, pod warunkiem jednak, że nie wystąpią negatywne zdarzenia zarówno o charakterze globalnym jak i lokalnym, które zmniejszyłyby apetyt banków na ryzyko, a gospodarstwa domowe zniechęciły do zaciągania kredytów konsumpcyjnych, należy więc uważnie analizować otoczenie globalne i makroekonomiczne – stwierdza główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Należy zaznaczyć, że sprzedaży kredytów konsumpcyjnych nie towarzyszy istotny wzrost ryzyka kredytowego, pomimo zaciągania kredytów na coraz wyższe kwoty. Dane BIK potwierdzają, że jakość portfela kredytowego utrzymuje się na bezpiecznym poziomie.

Karty kredytowe

W marcu 2018 r. banki wydały 85,7 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 470 mln zł. Stanowi to spadek o 13,5% w ujęciu liczbowym i spadek o 14,1% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2017 r.

– Podobnie jak w lutym, tak i w marcu br. odnotowaliśmy powrót negatywnej tendencji, z którą mieliśmy do czynienia już od dłuższego czasu, a pozytywne efekty sprzedażowe odnotowane w styczniu 2018 r. były tylko jednorazowymi zdarzeniami, a nie trwałym odwróceniem, obserwowanego od wielu miesięcy negatywnego trendu w kartach kredytowych, związanego z wydawaniem coraz mniejszej liczby kart. Liczba wydanych kart kredytowych w całym pierwszym kwartale 2018 r. jest o 10,5% niższa niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Najwyższy spadek dynamiki przyznawanych limitów kart kredytowych r/r aż o 41,6% odnotowaliśmy w przypadku kart o limicie od 2 do 3,5 tys. zł. – mówi prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Limity kredytowe w kontach osobistych

W marcu 2018 r. przyznano łącznie 54,1 tys. limitów kredytowych w kontach osobistych na łączną kwotę obejmującą przyznane limity 256 mln zł. Stanowi to wzrost o 9,5% w ujęciu liczbowym i wzrost o 13,3% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2017 r.

– W marcu 2018 r. nadal obserwujemy widzianą już od kilku kwartałów kilkuprocentową dodatnią dynamikę liczby przyznanych limitów kredytowych w kontach osobistych (+9,5%) w porównaniu z marcem ubiegłego roku. Już od początku 2017 r. obserwujemy wzrost zainteresowania limitami kredytowymi w kontach osobistych. Zjawisko to jeszcze wyraźniej widać w pierwszych trzech miesiącach 2018 r. Analizując przyznawane limity w określonych przedziałach kwotowych widzimy, że w I kwartale 2018 r. 64% wartości przyznanych limitów w kontach osobistych koncentruje się w przedziale > 7 tys. zł. Wydaje się, że utrzymuje się popularność limitów kredytowych jako alternatywy do kredytów gotówkowych w zakresie finansowania bieżących potrzeb konsumpcyjnych gospodarstw domowych – dodaje prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Q-ODO w HR, czyli 4 elementy wsparcia dla administratora danych osobowych

Dane osobowe są uznawane za walutę współczesnego świata, nic więc dziwnego, że coraz więcej podmiotów włącza się w światową walkę o te dobra. Wejście w życie głośnych ostatnio przepisów RODO ma na celu uporządkowanie tych kwestii i ochronę obywateli Unii Europejskiej przed niepowołanym przetwarzaniem ich danych osobowych. Nowe przepisy są oczywistym wyzwaniem dla pracodawców. Zdaniem 89 procent ankietowanych firm nowe wytyczne dotyczące ochrony danych osobowych wiążą się z większym obciążeniem działów HR – wynika z raportu „RODO w rekrutacji 2018”[1].

RODO[2] było w ostatnich czasach jednym z częściej poruszanych tematów w Internecie. Nic dziwnego – większa część gromadzonych danych osobowych pochodzi właśnie z tego źródła i to zmian związanych z pozyskiwaniem danych w ramach działalności e-commerce najczęściej dotyczą analizy. Rzadziej jednak omawiane są wyzwania, z jakimi muszą poradzić sobie pracodawcy, którzy także przetwarzają dane osobowe.

Tymczasem połowa z nich obawia się problemów, które mogą pojawić się wraz ze zwiększeniem zakresu obowiązków i odpowiedzialności HR. W badaniu „RODO w rekrutacji 2018” zapytano pracodawców o to, który obszar ich zdaniem jest kluczowy, aby rekrutacje były zgodne z nowymi przepisami. Wskazali odpowiednio: dostosowanie wewnętrznych procedur (33 proc.), dostosowanie systemu rekrutacyjnego (32 proc.), a także zarządzanie klauzulami i zgodami (27 proc.)[3].

„Przede wszystkim trzeba pamiętać, że każdy pracodawca ponosi odpowiedzialność za ochronę danych osobowych jako administrator tych danych. To na nim ciąży zapewnienie odpowiednich procedur gromadzenia i zarządzania zbiorami danych oraz opracowanie odpowiedniej polityki informacyjnej firmy, zgodnej z wymaganiami RODO” – wyjaśnia Paweł Wysocki, Prezes Zarządu Quercus, firmy specjalizującej się we wdrożeniach SAP w zakresie HR. „Pamiętajmy, że z wprowadzeniem RODO wiąże się także kwestia kar za nieprzestrzeganie przepisów. A są to kary wysokie – nawet do 20 mln euro lub 4% rocznego obrotu firmy. Nic zatem dziwnego, że pracodawcy – jako ADO (Administratorzy Danych Osobowych) – poszukują rozwiązań, które ułatwią im realizację obowiązków określonych w tych przepisach, a jednocześnie zapewnią bezpieczeństwo danych i możliwość ich bieżącej weryfikacji” – dodaje.

Obowiązki administratora danych osobowych to m.in.

  1. ustalenie zakresu danych osobowych i celów ich zbierania w różnych obszarach HR;
  2. identyfikacja podzbiorów danych (np. obecni pracownicy, byli pracownicy, kandydaci do pracy, pracownicy sezonowi, stażyści, podwykonawcy itp.);
  3. wprowadzenie procedur dotyczących zabezpieczenia danych osobowych, zasad rozpatrywania żądań do bycia zapomnianym (nie w każdym przypadku kadrowym można je zrealizować), polityki informacyjnej firmy dotyczącej RODO, okresu przechowywania danych;
  4. opracowanie i podpisanie umów powierzenia danych z podmiotami, którym dane, w związku z realizacją bieżącej działalności firmy, będą udostępniane.

#1 Ewidencja zgód na przetwarzanie danych osobowych

Im bliżej terminu wejścia w życie przepisów RODO, tym większa presja na wdrożenie rozwiązań wspomagających ADO. „Administrator musi być w stanie wykazać, że podmiot udzielił zgody na przetwarzanie swoich danych osobowych, a także danych osobowych członków rodziny. W systemie Q-ODO, który stworzyliśmy z myślą o odciążeniu administratorów danych, w profilu danego pracownika przechowywane są informacje o przekazanym upoważnieniu i zgodzie na przetwarzanie danych dodatkowych, m.in. dotyczących członków rodziny” – wyjaśnia ekspert Quercus, Paulina Kopcińska. Twórcy rozwiązań informatycznych wspierających ADO biorą pod uwagę fakt, że w różnych organizacjach procedury i zakres przetwarzania danych mogą się różnić. Dlatego są to zazwyczaj narzędzia elastyczne, z uprawnieniem generowania upoważnień i klauzul do umów w uzgodnionym wcześniej z pracodawcą-zleceniodawcą zakresie.

#2 Obowiązek udostępniania i prawo do przenoszenia danych

Na ADO ciąży także obowiązek informacyjny, czyli obowiązek udostępniania pracownikom informacji o zakresie przechowywanych danych osobowych na ich temat, na temat członków ich rodzin oraz o planowanym czasie przechowywania tych danych. Sporym ułatwieniem dla ADO jest, gdy system, z którego korzysta, pozwala na automatyczne wygenerowanie raportu dotyczącego zakresu tych danych oraz terminu, w jakim będą one przechowywane/archiwizowane. W przeciwnym wypadku konieczne jest czasochłonne, ręczne przygotowywanie takiego zestawienia.

Zgodnie z RODO każda osoba, której dane zgromadziliśmy, będzie mogła zażądać kopii tych danych oraz zrealizować swoje prawo do ich przenoszenia. W praktyce zazwyczaj oznacza to konieczność przygotowywania specjalnych zestawień. „Rozwiązania systemowe pozwalają na automatyzację tych procesów, zapewniając jednocześnie bezpieczeństwo przetwarzania danych, oszczędzając czas ADO i umożliwiając eksport danych do plików csv, xlix i PDF” – podkreśla Paulina Kopcińska.

#3 Prawo do bycia zapomnianym

Uprawnienie do żądania usunięcia danych osobowych z bazy danych, czyli tzw. prawo do bycia zapomnianym, to jedna z szerzej omawianych zmian wprowadzanych nowymi przepisami. Uprawnienie to może być zrealizowane, gdy zaistnieje jedna z poniższych przesłanek:

  • dane osobowe nie są już niezbędne do celów, w których zostały zebrane lub w inny sposób przetwarzane;
  • osoba, której dane dotyczą, cofnęła zgodę, na której opiera się przetwarzanie (…) i nie ma innej podstawy prawnej przetwarzania;
  • osoba, której dane dotyczą, wnosi sprzeciw wobec przetwarzania i nie występują nadrzędne, prawnie uzasadnione podstawy przetwarzania
  • lub osoba, której dane dotyczą, wnosi sprzeciw na mocy art. 21 ust. 2 wobec przetwarzania jej danych w ramach marketingu bezpośredniego (w tym profilowania);
  • dane osobowe były przetwarzane niezgodnie z prawem;
  • dane osobowe muszą zostać usunięte w celu wywiązania się z obowiązku prawnego przewidzianego w prawie Unii lub prawie państwa członkowskiego, któremu podlega administrator;
  • dane osobowe zostały zebrane w związku z oferowaniem usług społeczeństwa informacyjnego, o których mowa w art. 8 ust. 1. [4]

W praktyce HR przepisy te mają zastosowanie przede wszystkim w przypadku rekrutacji. Nie ma bowiem możliwości, aby pracownik zażądał usunięcia swoich danych z teczki osobowej, gdyż są to informacje przetwarzane w związku z realizacją innych obowiązków prawnych i przepisów szczególnych (m.in. prawa pracy).

Jednakże rzeczywiście zdarzają się sytuacje, kiedy będziemy poproszeni o wykasowanie danych osoby, która ubiegała się o pracę. Pamiętajmy, że informacje takie trzeba usuwać nie tylko z danych bieżących, ale także z kopii zapasowych i archiwum. „Narzędzia takie jak Q-ODO umożliwiają zaplanowanie archiwizacji danych w określonych terminach oraz określenie zakresu danych, które powinny znajdować się w systemie (w tym również określenie czasu ich przechowywania). Po upływie „terminu ważności” danych można je wygodnie usunąć za pomocą raportu do usuwania danych” – tłumaczy Paulina Kopcińska, ekspert Quercus.

#4 Rejestry czynności pod kontrolą

Zgodnie z RODO organizacje mają obowiązek prowadzenia tzw. rejestru czynności przetwarzania danych osobowych. Prowadzenie takiego rejestru jest wyzwaniem organizacyjnym, zwłaszcza przy przetwarzaniu dużego wolumenu danych. Tym bardziej, że przepisy, a konkretnie art. 30 RODO, obejmują dość długą listę informacji[5], jakie należy objąć raportem. „Z tego właśnie powodu prowadzenie rejestru dobrze jest zautomatyzować. Rozwiązania informatyczne to nie tylko oszczędność czasu, ale przede wszystkim odciążenie administracji, rzetelne raporty, pewność danych oraz możliwość sprawnego zarządzania nimi. Posiadają na przykład funkcje pozwalające na sprawdzanie aktywności użytkowników (logi aktywności) z wykazem czynności, jakie były wykonywane w rekordach z danymi osobowymi pracowników. Dużym plusem jest także funkcjonalność umożliwiająca definiowanie ról i uprawnień poszczególnym osobom posiadającym dostęp do systemu. Usprawnia nie tylko zarządzanie danymi, jest też dodatkową formą zabezpieczenia przed niepowołanym przetwarzaniem danych osobowych” – podsumowuje Paulina Kopcińska z Quercus.

 

Nowe przepisy RODO dotyczą praktycznie każdego aspektu naszego życia. I choć najczęściej omawia się je z punktu widzenia jednostki (konsumenta, pracownika, użytkownika Internetu), stanowią przede wszystkim wyzwanie dla organizacji, w tym dla pracodawców. Dlatego oprócz wnikliwej analizy przepisów dobrze jest wyposażyć się w narzędzia, które ułatwią ich realizację.

[1] https://erecruiter.pl/centrum-prasowe/pracodawcy-zbroja-sie-rodo/

[2] Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46 WE.

[3] https://erecruiter.pl/centrum-prasowe/pracodawcy-zbroja-sie-rodo/

[4] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/?uri=CELEX%3A32016R0679, art. 17

[5] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/?uri=CELEX%3A32016R0679, art. 30

Gołębi EBC osłabił kurs euro. Złoty pozostaje słaby

Korekta spadkowa rentowności zagranicą wspiera również polską krzywą dochodowości. Gołębi EBC osłabił euro. Kurs EURUSD spadł do 1,21. Złoty stabilny w okolicach 4,23 na EURPLN.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Złoty pozostaje słaby. W czwartek kurs EURPLN notowany był blisko 4,23. Brak perspektyw w kwestii zmiany stóp w Polsce, powoduje, że PLN reaguje przede wszystkim na zachowanie rynku głównej pary walutowej. EURUSD schodzi na coraz niższe poziomy, w czwartek, testując wsparcie na poziomie 1,21 USD. W ostatnich dniach do skracania krótkich pozycji w USD zachęcał wzrost rentowności długu amerykańskiego na bazie rosnących oczekiwań inflacyjnych nasilanych wysokimi cenami ropy naftowej. W czwartek dolara dodatkowo wspierały lepsze od oczekiwanych dane z USA (zamówienia na dobra trwałe i tyg. raport z rynku pracy), a przede wszystkim gołębi wydźwięk posiedzenia EBC.

Bank zachował stopy procentowe bez zmian i potwierdził utrzymanie programu QE do końca września br. lub dłużej (do momentu aż zauważy trwałe dostosowanie ścieżki inflacji). EBC podtrzymał też zamiar utrzymania stóp na obecnych poziomach poza horyzont programu skupu aktywów. Posiedzenie zbiegło się z publikacją serii słabych danych z gospodarki EZ wspierających łagodną politykę banku, co dało komfort władzom EBC w podtrzymaniu gołębich poglądów.

Podczas konferencji prasowej, prezes Mario Draghi unikał zapewnień czy w czerwcu podane zostaną dalsze szczegóły wychodzenia z programu skupu aktywów twierdząc, że Rada Prezesów EBC nie dyskutowała o zagadnieniach polityki monetarnej. Draghi zwrócił uwagę na spowolnienie aktywności gospodarczej, jednak jego zdaniem rozwój EZ powinien pozostać solidny. Oczekuje też powrotu inflacji do celu w średnim terminie.

Posiedzenie EBC nie przyniosło nowych informacji w kwestii polityki monetarnej w strefie euro, co dało pole do odreagowania ostatnich wzrostów rentowności obligacji w Europie. Niemieckie 10-letnie Bundy odsunęły się od granicy 0,60%, a w ostatnich dwóch dniach cała tamtejsza krzywa dochodowości przesunęła się o blisko 5pb w dół. Wzrost cen papierów dłużnych wspierała również sytuacja w USA, gdzie papiery 10-letnie po naruszeniu poziomu 3% na razie nie wykazują potencjału do kontynuacji tego ruchu, biorąc pod uwagę bardzo płaskie nachylenie krzywej UST.

Polskie papiery skarbowe podążały w czwartek za notowaniami zagranicą. Spadki dochodowości obligacji były widoczne we wszystkich tenorach, co dodatkowo wspierał fakt niskiej podaży papierów na piątkowej aukcji. W piątek MF opublikuje też plan podaży obligacji skarbowych w maju, gdzie planowana sprzedaż powinna pozostać na relatywnie niskich poziomach i nie przekraczać tej z kwietnia. W takiej sytuacji oczekujemy, iż w najbliższych dniach rentowności polskich papierów 2-letnich powinny pozostać przy 1,50%, 5-letnie w przedziale 2,30%-2,40% a 10-letnie blisko 3,0%. Spread dochodowości polskich instrumentów dłużnych nad zagranicznymi również powinien utrzymać się na relatywnie niskich poziomach, gdzie w odniesieniu do krzywej amerykańskiej jest on już tylko nieznacznie dodatni na dłuższym krańcu.

Wykres dnia: Gołębia polityka EBC na tle jastrzębiego FOMC wywiera presję na euro (obecnie EURUSD notuje najniższe poziomy od stycznia br.).

gołębia polityka EBCAutorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / Źródło: PKO Bank Polski

Szwedzki Bank Narodowy odsuwa podwyżki stóp procentowych w czasie

Riksbank nie zmienił parametrów polityki pieniężnej, pozostawiając główną stopę procentową poniżej zera. Jednocześnie Riksbank odsunął w czasie moment pierwszej w cyklu podwyżki stóp procentowych na 4q18 (obniżając prognozowaną ścieżkę stóp procentowych). Decyzja nie była jednomyślna (1 z głosujących opowiedział się za podwyżką stóp). Prognozy inflacji Riksbanku zostały skorygowane nieznacznie w dół jedynie w 2018, a w dłuższym horyzoncie nie zmieniły się. Choć Riksbank ma już dużo argumentów za podwyżkami stóp (m.in. ostatnia deprecjacja SEK, wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych), to jednak naszym zdaniem czynniki te nie będą wystarczające, aby wygenerować wyraźny impuls inflacyjny. Ograniczający wpływ na procesy cenowe powinny mieć jeszcze globalny brak presji inflacyjnej a także przecena na rynku nieruchomości, która może istotnie osłabić konsumpcję i wzrost gospodarczy.

Biorąc pod uwagę, że oba te czynniki mogą odcisnąć się wyraźnie na bieżących odczytach inflacji i wzrostu PKB, zmieniamy naszą prognozę stóp procentowych Riksbanku. Prognozujemy, że w tym roku nie będzie podwyżek stóp procentowych w Szwecji (wobec poprzednio oczekiwanych 2 podwyżek) a pierwszej podwyżki można spodziewać się dopiero w 2h19, wraz z początkiem normalizacji polityki pieniężnej EBC.

Centrum Analiz PKO Bank Polski

EBC nie zmienił stóp procentowych

EBC nie zmienił głównych stóp procentowych (refinansowa: 0,00%, stopa kredytu w EBC: 0,25%, depozytowa: -0,40%), zgodnie z oczekiwaniami.

Komunikat pozostał w kształcie przyjętym po marcowym posiedzeniu, gdy usunięto stwierdzenie o możliwości wydłużenia lub zwiększenia programu QE, gdyby perspektywy gospodarcze pogarszały się. Nie zmieniła się także część dotycząca zmienności kursu euro. Bank wciąż ocenia bilans ryzyk dla wzrostu gospodarczego jako zrównoważony, ale zwraca uwagę na wzrost zagrożeń dla światowej gospodarki ze względu na ryzyko protekcjonizmu.

Rada Prezesów zastanawiała się nad przyczynami osłabienia wzrostu gosp. w większości gospodarek strefy. Wskazano na dwa główne źródła: 1) normalizację wzrostu po długim okresie „przyspieszonej” dynamiki oraz 2) efekty przejściowe (pogoda, strajki i przesunięcie terminu Świąt Wielkanocnych).

Podczas konferencji Mario Draghi stwierdził, że członkowie Rady Prezesów nie dyskutowali o zmianach w polityce pieniężnej. Prezes EBC uzasadnił to ostrożnością banku i chęcią poznania większego zakresu danych przed podjęciem decyzji o dalszym kształcie polityki (w tym programu QE). Oznacza to, że EBC nie jest pewny przyczyn wyhamowania wzrostu gospodarczego na początku roku, tj. tego, czy są one permanentne czy przejściowe, oraz czy wynikają ze strony podażowej czy popytowej. Naszym zdaniem należy to odbierać jako gołębi akcent wskazujący na ryzyko przesunięcia zmian w polityce komunikacyjnej na lipiec (wciąż jednak, w scenariuszu bazowym, decyzji w tym zakresie oczekujemy w czerwcu).

M. Draghi wskazał również na pojawienie się sygnałów rosnącej presji płacowej, które wspierają prognozy narastania presji inflacyjnej. W jego ocenie europejska inflacja wciąż potrzebuje jednak „pomocy” ze strony EBC, aby osiągnąć cel banku. Dlatego EBC powinien pozostać ostrożny i cierpliwy.

Podsumowując, nadal zakładamy, że program QE (z wyłączeniem reinwestycji) zostanie wygaszony w 2018, po ograniczeniu jego skali w 4q18. Jednocześnie, uważamy, że podwyżki stóp procentowych są odległą przyszłością i nie spodziewamy się ich wcześniej niż w 2h19.

Źródło/Autor: PKO Bank Polski

Czym charakteryzuje się najlepszy hosting strony WWW?

Konkurencja na polskim rynku hostingowym jest bardzo duża. Klienci często zmieniają usługi, na których trzymają swoje strony internetowe. Według danych DNS w drugim kwartale 2016 roku hosting zmieniany był średnio 467 razy dziennie. To aż o 48 razy więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Szukamy usług, które spełnią nasze oczekiwania. W jaki sposób znaleźć najlepszy hosting i czym powinien się on charakteryzować?

Poszukiwania w najlepsze

Polski webmaster może przebierać w ofertach usług hostingowych, ale znalezienie tej najlepszej w praktyce oznaczałoby konieczność testowania wszystkich usług. Oczywiście – nie jest to rozsądne rozwiązanie, ale warto jednak na podstawie kilku kryteriów wybrać parę usług hostingowych, a następnie je przetestować w celu wskazania takich, które spełniają nasze oczekiwania.

  1. Darmowy okres testowy – można powiedzieć, że na polskim rynku darmowy okres testowy jest już standardem. Oferują go i mniejsi, i więksi gracze. Np. hosting WWW na AZ.pl pozwala na 14 dni okresu testowego, ale wiele firm oferuje np. tylko 7 dni na taki test. Oczywiście im dłużej, tym lepiej, gdyż mamy więcej czasu na dokładniejsze sprawdzenie usługi.
  2. Ograniczenie do jednej domeny – w dalszym ciągu istnieją hostingi WWW, które oferują konta, gdzie możemy korzystać wyłącznie z jednej domeny i tylko jednej bazy danych. Korzystanie z takiej oferty nie ma sensu, gdyż zdecydowana większość firm nie stawia takich ograniczeń.
  3. Uptime – oznacza czas nieprzerwanej pracy serwera. Jeden z wyjątkowych wyników pod tym względem należy do firmy Stratus Technologies, której serwer nie był resetowany przez… 24 lata. Skonstruowano go tak, że można w nim wymieniać części bez jego resetowania. W praktyce jednak warto szukać serwerów, które mają uptime od 99,95% wzwyż. 100 % jest trudne do osiągnięcia m.in. ze względu na konieczność aktualizowania oprogramowania.
  4. BOK – to, jak działa biuro obsługi klienta, ma ogromne znaczenie. Warto sprawdzić, w jakich godzinach możecie korzystać z pomocy, czy jest ona dostępna w soboty i niedziele, a także, jaka jest jej jakość. Ową jakość możemy sprawdzić, po prostu wysyłając kilka pytań. Na tej podstawie jesteśmy w stanie ocenić szybkość odpowiedzi i to, czy są one wartościowe. Czy BOK rozwiązał nasz problem?
  5. Panel administracyjny – cPanel i Direct Admin to dwa najbardziej popularne panele zarządzania serwerem. Niektóre hostingi oferują klientom również całkowicie autorskie rozwiązania. Tak naprawdę każde z wymienionych rozwiązań ma swoje plusy i minusy, a najlepszym sposobem oceny jest po prostu sprawdzenie tych paneli podczas okresu testowego.
  6. Jakie usługi w cenie – firmy hostingowe oferują klientom przeróżne pakiety. Co można otrzymać w cenie? Np. certyfikat SSL, darmową domenę na 12 miesięcy, do dyspozycji instalator CMS, SSH, bazy danych PostgreSQL, cykliczne zadania CRON, najnowszą wersję PHP. Tak naprawdę jednak klient musi ocenić, jakie usługi będą mu rzeczywiście potrzebne. Opcją dodatkową może być również rozszerzony backup z możliwością przywrócenia wersji strony sprzed np. 30 dni.
  7. Kopie zapasowe – hosting musi zapewniać kopie zapasowe danych. Klient powinien mieć możliwość odtworzenia swojego konta np. sprzed 3 czy 7 dnia, a często poszczególne firmy umożliwiają odtworzenie nawet starszej wersji konta użytkownika.
  8. Ograniczenia dla konta klienta – każde konto hostingowe wiąże się z pewnymi ograniczeniami. W przypadku panelu Direct Admin użytkownik po zalogowaniu widzi m.in. poniższe informacje. Tzw. Max jest uzależniony od wykupionego pakietu. W tym przykładzie widzimy m.in. limit plików, limit wiadomości e-mail, ale z drugiej strony nie mamy limitu kont FTP czy baz danych.limit wiadomości e-mail

9. Opinie o usłudze – o każdej popularnej usłudze można znaleźć w sieci wiele opinii. Warto brać je pod uwagę, ale zachowując zdrowy rozsądek. Pamiętajmy, że firmy hostingowe mają tysiące klientów, a w sieci opinie wystawiają najczęściej osoby niezadowolone. Najlepszą rekomendacją jest pozytywna ocena znajomego z branży, szczególnie osoby, która korzysta z danej usługi hostingowej od wielu lat.

Najlepszy odnaleziony?

Jak już wspominaliśmy, nie da się wskazać najlepszego hostingu na rynku, ale zaproponowane przez nas kryteria powinny pozwolić wybrać kilka usług, które warto przetestować. Wśród nich na pewno znajdzie się hosting WWW, który pozytywnie zaskoczy użytkownika.

Grupa Kapitałowa GPW publikuje wyniki za I kwartał 2018 r.

  • Zysk netto Grupy Kapitałowej GPW uplasował się na solidnym poziomie 28,5 mln zł w I kw. 2018 r. pomimo niesprzyjającej aktywności na rynku finansowym
  • Przychody ze sprzedaży wyniosły 85,9 mln zł w I kw. 2018 r.
  • Zarząd GPW rekomenduje wypłatę dywidendy na poziomie 92,3 mln zł (2,20 zł na akcję)

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) w I kw. 2018 r. wypracowała 85,9 mln zł przychodów ze sprzedaży i osiągnęła 28,5 mln zł zysku netto. Zysk EBITDA w tym okresie wyniósł 42,6 mln zł. Przychody ze sprzedaży spadły o 5,6% wobec I kw. 2017 r. i o 6,8% wobec IV kw. 2017 r. Spadek przychodów w ujęciu rocznym wynika z niższej aktywności inwestorów, natomiast kwartalnie jest efektem niższych wolumenów osiągniętych w pierwszych trzech miesiącach tego roku na rynku finansowym, zwłaszcza porównując wolumeny z rekordowym I kw. 2017 r. Niższe przychody kwartał do kwartału to także efekt spadku aktywności uczestników na rynkach finansowych i przede wszystkim towarowym wobec IV kw. 2017 r.

Marek Dietl, prezes Zarządu GPW
Marek Dietl, prezes Zarządu GPW

– Za kilka tygodni Zarząd GPW przedstawi aktualizację strategii na lata 2014-20, w której przedstawimy konkretne inicjatywy strategiczne zorientowane na poprawę pozycji konkurencyjnej i wzrost EBITDA. Nasze prace idą w parze z pracami nad rządową strategią rozwoju rynku kapitałowego, która pod lupę weźmie kwestie regulacyjne i instytucjonalne. Ten rok jest zatem kluczowy dla wytyczenia kierunków rozwoju naszego parkietu – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Koszty operacyjne w I kw. 2018 r. wzrosły o 4,0% w porównaniu z tym samym okresem przed rokiem i spadły o 1,3% wobec poprzedniego kwartału 2017 r. do 48,4 mln zł. Wskaźnik kosztów do przychodów ukształtował się na poziomie 56,3% wobec 51,1% w I kw. 2017 r. oraz 53,1% w IV kw. 2017 r. W kosztach I kwartału 2018 r. ujęta jest rezerwa 9,0 mln zł z tytułu opłaty rocznej na rzecz KNF na poziomie Grupy Kapitałowej, wobec 11,4 mln zł w I kw. 2017 r. Na wzrost kosztów I kw. 2018 r. w ujęciu rocznym wpłynęły przede wszystkim wyższe koszty amortyzacji w związku z wdrożeniem dwóch nowych systemów TGE w 2017 r. oraz koszty osobowe łącznie w związku z wyższym zatrudnieniem i wyższymi rezerwami na nagrody roczne w 2018 r.

Zarząd GPW rekomenduje przeznaczenie na wypłatę dywidendy 92,3 mln zł, co wyniesie 2,20 zł na akcję i stanowi 63,3% skonsolidowanego zysku netto spółki GPW za rok obrotowy 2017 przypadającego akcjonariuszom GPW i skorygowanego o udział w jednostkach stowarzyszonych. Rekomendacja jest zgodna z obowiązującą polityką dywidendową GPW.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za I kw. 2018 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w I kw. 2018 r. wyniósł 28,5 mln zł, więcej o 2,7% niż rok wcześniej i mniej o 27,7% niż w IV kw. 2017 r. Spadek zysku netto w ujęciu kwartalnym to efekt niższych przychodów z rynku finansowego o 10,9%, a także wyższych o 4,0% kosztów w I kw. 2018 r. Na wynik netto wpłynął także spadek o ponad połowę udziału w zyskach jednostek stowarzyszonych w stosunku do ubiegłego roku – do 0,7 mln zł.

Przychody z rynku finansowego

W I kw. 2018 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 49,6 mln zł, co oznacza spadek względem poprzedniego roku o 10,9% oraz o 4,4% kwartał do kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 57,7% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW w porównaniu do 61,1% w I kw. 2017 r. i 56,3% w IV kw. 2017 r. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, emitentów i sprzedaży informacji.

Obsługa obrotu na rynku finansowym

W I kw. 2018 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 32,9 mln zł w porównaniu do 38,8 mln zł rok wcześniej. Jest to spadek o 15,3% rdr i 5,0% kdk. Na wynik największy wpływ miał spadek przychodów z obrotu akcjami i innymi instrumentami udziałowymi – o 17,6% rdr i 8,5% kdk do 24,9 mln zł. Z kolei w I kw. 2018 r., w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej, znaczący wzrost przychodów odnotowano na pozycji przychodów z tytułu obrotu instrumentami pochodnymi o 20,9% do 3,2 mln zł.

Obsługa emitentów

W I kw. 2018 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,9 mln zł w porównaniu do 6,3 mln zł zarówno w I kw. 2017 r., jak i IV kw. 2017 r. Przychody z tytułu opłat za notowania osiągnęły 5,1 mln zł w I kw. 2018 r. (-1,9% kdk i 2,2% rdr). Wyższa kapitalizacja spółek na koniec 2017 r. wobec osiągniętej rok wcześniej, będąca podstawą przy wyliczeniu opłat za notowanie, nie zrekompensowała spadku liczby spółek w ujęciu rocznym (482 vs. 487 spółek). Niższe aktywności na rynkach IPO i SPO w I kw. 2018 r. wobec I kw. i IV kw. 2017 r. przyczyniły się do spadku do 0,8 mln zł przychodów z tytułu wprowadzenia w I kw. 2018 r. wobec 1,2 mln zł w I kw. 2017 r. i 1,3 mln zł w IV kw. 2017 r.

Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w I kw. 2018 r. osiągnęły poziom 10,8 mln zł, co oznacza wzrost o 3,1% rok do roku i jednocześnie spadek o 2,1% względem IV kw. 2017 r. Przychody z tej linii stanowiły 12,5% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW.

Przychody z rynku towarowego

W pierwszym kwartale 2018 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 36,2 mln zł, o 3,1% więcej niż rok wcześniej i o 9,9% mniej niż w IV kw. 2017 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW w I kw. 2018 r. wyniósł 42,1%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w I kw. 2018 r. wzrosły o 13,9% rdr oraz spadły o 12,1% kdk, do 17,7 mln zł. Przychody z obrotu energią wyniosły 3,1 mln zł w I kw. 2018 r., wzrosty o 71,0% rdr i o 9,0% kdk. Natomiast w I kw. 2018 r. przychody z obrotu gazem spadły o 10,4% rdr i o 25,3% kdk do 2,3 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia wzrosły w pierwszym kwartale 2018 r. o 9,9% rdr i spadły o 16,6% kdk do 9,5 mln zł. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w I kw. 2018 r. wyniosły 2,8 mln zł w porównaniu do 2,6 mln zł w I kw. 2017 r. i 2,9 mln zł w IV kw. 2017 r. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od liczby i aktywności Członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji.

Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W I kw. 2018 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 7,1 mln zł, co oznacza spadek o 21,8% rdr i o 10,5% mniej niż w IV kw. 2017 r. Znaczny spadek przychodów z tytułu prowadzenia RŚP wynika ze spadku liczby umorzonych praw majątkowych (wolumeny spadły o 84,9% rdr i o 62,0% kdk).

Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji w I kw. 2018 r. wyniosły 11,3 mln zł, o 8,9% mniej niż rok wcześniej i o 6,2 % więcej niż w IV kwartale 2017 r. Na zmianę przychodów z tego tytułu wpływ mają wolumeny obrotu na wszystkich rynkach prowadzonych przez TGE.

Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji na rynku towarowym w I kw. 2018 r. osiągnęły poziom 98 tys. zł wobec 85 tys. zł w I kw. 2017 r. i 92 tys. zł w IV kw. 2017.

Koszty działalności operacyjnej

W I kw. 2018 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 48,4 mln zł, czyli 4,0% więcej niż w analogicznym okresie w 2017 r. i 1,3% mniej niż w IV kw. 2017 r. W I kwartale tego roku wskaźnik kosztów do przychodów ukształtował się na poziomie 56,3% w porównaniu do 51,1% w I kw. 2017 r. i 53,1% w IV kw. 2017 r.

Porównując koszty pomiędzy kwartałami należy zwrócić uwagę na niższy poziom opłaty Grupy GPW za nadzór nad rynkiem kapitałowym niż przed rokiem, zaksięgowany na poziomie 9,0 mln zł w I kw. 2018 r. wobec 11,4 mln zł w I kw. 2017 r. oraz niższe koszty usług obcych w I kwartale tego roku wynoszące 9,9 mln zł w I kw. 2018 r. i 9,0 w I kw. 2017 r. wobec 20,3 mln zł w IV kw. 2017 r.

Łączne koszty osobowe wyniosły 17,4 mln zł w I kw. 2018 r., o 11,3% więcej rdr i o 1,3% więcej kdk. Wzrost kosztów rok do roku wynika z większego zatrudnienia oraz wyższych rezerw zawiązanych na niewykorzystane urlopy. Wzrost kosztów amortyzacji o 22,4% rdr oraz o 3,4% kdk do 7,8 mln zł wynika z amortyzacji dwóch nowych systemów wprowadzonych w 2017 r.: X-Stream (maj) i Sapri (listopad). W I kwartale 2018 r. GK GPW odnotowała spadek kosztów czynszów o 3,9% rdr i wzrost o 19,4% kdk w wyniku ujęcia w kosztach I kw. 2018 r. opłat czynszu za siedzibę TGE w 2017 r. i za I kw. 2018 r. w rezultacie późniejszego niż planowano zakończenia umowy dzierżawy tej powierzchni.

Udział w zyskach jednostek stowarzyszonych

W I kw. 2018 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek stowarzyszonych wyniósł 0,7 mln zł w porównaniu do 1,5 mln zł w I kw. 2017 r. oraz 1,9 mln zł w IV kw. 2017 r. Na udział w zyskach jednostek stowarzyszonych miały wpływ przede wszystkim wyniki Grupy KDPW i Aquis Exchange. W I kw. 2018 r. zysk KDPW przypadający na GPW wyniósł 1,6 mln zł w porównaniu do 2,0 mln zł rok wcześniej. Platforma obrotu Aquis Exchange wygenerowała w I kw. 2018 r. stratę, z której 0,9 mln zł przypadło na Grupę GPW, w porównaniu do 0,8 mln zł straty w I kw. 2017 r.

Jeszcze tylko jeden

Ekscytujący tydzień powoli dobiega końca. Rentowność 10-letnich obligacji USA zakończyła czwartek poniżej 3 proc., co może być pierwszą oznaką stabilizacji. Ponadto, jeśli świeży kapitał maczał palce w umocnieniu USD, przed weekendem może być zainteresowany redukcją ryzyka. W szerszym kontekście dalej jesteśmy w fazie przebudowy nastawienia wobec USD, co nakazuje ostrożność w odniesieniu do pozostałych walut G10.

EUR/USD pierwszy raz od stycznia zawitał pod 1,21. Wczorajszy przekaz z EBC nie był jasnym pretekstem do sprzedaży euro, ale jednocześnie nie dał wystarczających powodów dla kupujących, by stanąć na drodze generalnej aprecjacji dolara. W komunikacie po decyzji wszystko oprócz daty pozostało bez zmian w porównaniu z marcowym posiedzeniem. Na konferencji prasowej prezes Draghi był gdzieś pomiędzy neutralnym a gołębim. Z jednej strony nie wykazał większego niepokoju ostatnią serią słabszych danych makro. W jego ocenie przyhamowanie tempa ekspansji i normalizacja w danych była oczekiwana, choć osłabienie niektórych wskaźników było niespodziewane, ale zwrócił też uwagę na wpływ czynników jednorazowych. EBC wyraża zaufanie dla kontynuacji wzmocnienia inflacji, co jest wsparte przez zadowalające oznaki wzrostu płac. Z drugiej strony Draghi dorzucił nieco wątpliwości w kontekście tempa normalizacji, gdyż powiedział, że Rada Prezesów nie dyskutowała o przyszłości QE, ani o tym, co zrobi na kolejnym posiedzeniu w czerwcu. To w ocenie rynku pozostawia otwarta drogę dla pozostawienia tej decyzji na później (np. na lipiec).

Jeśli Draghiemu zależało nie dać żadnego sygnału kierunkowego dla EUR, to myślę, że to się udało. Jednak „zero” dla EUR i „plus” dla USD skutkował zjazdem eurodolara w akompaniamencie spadków innych crossów z dolarem. Nawis krótkich pozycji w USD, gromadzonych od IV kw. 2017 r., jest spory, a w przypadku EUR/USD – największy, i jeśli przekonanie do dolara ulega drastycznemu odwróceniu, to równoważenie pozycji nie zakończy się w jeden tydzień. Ale najbardziej brutalna część handlu zdaje się być już za nami i z ewentualną następną falą inwestorzy mogą chcieć poczekać na świeży impuls w danych. W tym kontekście nie liczyłbym jednak na wskazówki w dzisiejszym odczycie PKB za I kw. Tradycyjnie początek roku jest słaby (prog. 2 proc., poprz. 2,9 proc.), a występując w tym okresie burze śnieżne bez wątpienia nie dają podstaw dla pozytywnych zaskoczeń. Co wyjdzie słabiej w tym kwartale, zostanie odrobione w kolejnych z dodatkową pomocą efektów reformy podatkowej. Jeśli już szukać sygnałów z danych makro, to prędzej w przyszłym tygodniu (ISM, NFP).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Grupa Budimex publikuje wyniki za 1 kwartał 2018 r.

Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA
Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA

Grupa Budimex zakończyła pierwszy kwartał 2018 dobrymi wynikami – o 27% wyższą rok do roku sprzedażą, satysfakcjonującą rentownością i wynikiem netto na poziomie 63 milionów złotych.

Wzrost sprzedaży miał miejsce zarówno w segmencie budowlanym (17%), jak i deweloperskim (106%). Istotny wzrost sprzedaży w segmencie deweloperskim wynika z przekazania aż 688 mieszkań w stosunku do 409 mieszkań w pierwszym kwartale ubiegłego roku. Przychody ze sprzedaży w segmencie budowlanym wzrosły o 17% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego i były na najwyższym historycznie odnotowanym poziomie w pierwszym kwartale. W tym samym czasie produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 28,2%. Aktualny portfel zamówień pozwala nam patrzeć optymistycznie na sprzedaż, w związku z tym spodziewamy się utrzymania pozytywnej dynamiki w kolejnych kwartałach.

Wzrostowi przychodów Grupy Budimex w pierwszym kwartale 2018 towarzyszył spadek rentowności. Grupa osiągnęła rentowność zysku brutto przed podatkiem na poziomie 6,0%, przy czym w segmencie budowlanym było to 4,4%. Postrzegamy ten wynik jako bardzo dobry, w szczególności w odniesieniu do rentowności całego sektora budowlanego. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego już w 2017 roku branża odnotowała spadek rentowności zysku brutto do 3,8% wobec 5,0% w roku 2016. Jest to konsekwencja obserwowanej od kilku kwartałów rosnącej presji cenowej ze strony podwykonawców oraz istotnego wzrostu płac i cen materiałów. Wskaźniki indeksacji zawarte w aktualnych zapisach kontraktowych nie oddają rzeczywistości, w konsekwencji całe ryzyko kosztowe jest po stronie generalnych wykonawców. Dlatego też rozpoczynamy negocjacje z inwestorami odnośnie waloryzacji wynagrodzenia, których celem jest pokrycie strat wynikających z ponadprzeciętnych wzrostów cen kluczowych asortymentów. Ze względu na ambitne plany inwestycyjne kluczowych inwestorów, rok 2018 najprawdopodobniej nie przyniesie stabilizacji. Pomimo tego, w kolejnych kwartałach będziemy pracować nad utrzymaniem stabilnej rentowności, powyżej wskaźników rynkowych.

Na koniec marca 2018 roku portfel zamówień Grupy Budimex osiągnął 10,4 miliarda złotych i był zbliżony do poziomu z grudnia roku 2017. W ciągu trzech miesięcy 2018 roku podpisaliśmy kontrakty o wartości 1,1 miliarda złotych. Ze względu na coraz trudniejszą sytuację na rynku podchodzimy selektywnie do nowych kontraktów i nie planujemy dalszej rozbudowy portfela zamówień. Widoczna jest zmiana podejścia do nowych ofert u większości wykonawców. Coraz częściej na rynku obserwujemy sytuacje, w szczególności w segmencie kolejowym, gdzie najniższe oferty istotnie przekraczają budżet zamawiającego. Rynek jest coraz bardziej nasycony, a ryzyko dalszej presji kosztowej skłania branżę do szczególnie ostrożnego i rozważnego podejścia do kalkulacji nowych kosztorysów.

W pierwszym kwartale 2018 roku odnotowaliśmy charakterystyczny dla tego okresu spadek poziomu gotówki. Mimo to, na koniec pierwszego kwartału 2018 roku Grupa Budimex utrzymuje pozycję gotówkową netto na satysfakcjonującym poziomie 1,55 miliarda złotych.

W pierwszym kwartale 2018 roku przedsprzedaż mieszkań w segmencie deweloperskim osiągnęła poziom 270 mieszkań w porównaniu do 392 mieszkań w analogicznym okresie roku poprzedniego. Obecnie w budowie jest blisko 3 tysiące mieszkań, a na klientów oczekuje jeszcze 957 lokali.

W trakcie roku Budimex Nieruchomości planuje rozszerzyć ofertę o kolejne około 3 tysiące mieszkań, co powinno zaowocować przyspieszeniem przedsprzedaży w drugiej połowie roku. Aktualnie posiadany bank ziemi pozwala nam na wybudowanie kolejnych 7,6 tysięcy mieszkań.

Kumulacja podpisanych aktów notarialnych w pierwszym kwartale tego roku przełożyła się na istotny wzrost przychodów ze sprzedaży. Oddaliśmy w ręce klientów 688 lokali m.in. w ramach kolejnych etapów inwestycji Wiślany Mokotów, Nowe Czyżyny oraz Osiedle przy Rolnej. Zysk operacyjny segmentu deweloperskiego wyniósł 27 milionów złotych i był o 128% wyższy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Jednocześnie rentowność operacyjna uległa poprawie i osiągnęła poziom 12,7%.

W związku z dobrymi wynikami roku 2017 i bezpiecznym poziomem środków pieniężnych, Zarząd zarekomendował wypłatę rekordowej dywidendy wynoszącej 17,61 złotych brutto na akcję. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy podejmie ostateczną decyzję w tej sprawie w dniu 17 maja 2018 roku. Budimex SA wchodzi w skład indeksu WIGdiv obejmujący spółki, które regularnie wypłacają dywidendy na przestrzeni ostatnich 5 lat. Budimex SA wypłaca dywidendę nieprzerwanie od roku 2009.

Kontynuując obrany w ubiegłym roku kierunek minimalizacji ryzyka braku dostępności siły roboczej, konsekwentnie zwiększamy liczbę zatrudnionych pracowników fizycznych. W pierwszym kwartale 2018 roku zatrudnienie w Grupie Budimex wzrosło o ponad 300 osób na rynku krajowym (z czego ponad 200 to pracownicy fizyczni), a łączna liczba zatrudnionych w Grupie przekroczyła 6900 pracowników.

Rozpoczynamy rok 2018 z rekordowym portfelem zamówień, co powinno się przełożyć na utrzymanie pozytywnej dynamiki sprzedaży w kolejnych kwartałach. W trakcie roku będziemy musieli zmierzyć się z obserwowanym dynamicznym wzrostem cen materiałów i kosztów usług podwykonawców. Dlatego też minimalizujemy ryzyko nowo podpisywanych kontraktów oraz zmniejszamy ekspozycję na segmenty, które charakteryzują się dużą zmiennością cen robocizny oraz usług podwykonawczych. Jednocześnie będziemy koncentrować się na optymalizacji i szczególnej dbałości o koszty na kontraktach realizowanych, tak, aby utrzymać stabilną rentowność w nadchodzących miesiącach.

Jesteśmy spółką, która pomimo trudnych warunków rynkowych dotrzymuje zobowiązań kontraktowych i realizuje powierzone zadania zgodnie z zapisami, dbając przy tym o najwyższą jakość. Uważamy jednak, że bez rozwiązania problemu realnej indeksacji cen oraz wprowadzenia ułatwień w zatrudnianiu pracowników z zagranicy, realizacja programu inwestycyjnego opartego o finansowanie unijne może być zagrożona.

Grupa BUDIMEX

Wybrane dane finansowe ze skonsolidowanego sprawozdania Grupy Budimex sporządzonego zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej (MSSF) za I kwartał 2018 roku oraz porównywalne dane za I kwartał 2017 roku.

Wyniki segmentów sprawozdawczych za I kwartał 2018 roku (w tysiącach złotych):

Segment budowlany Segment deweloperski Pozostała działalność Wyłączenia Dane skonsolidowane
Przychody netto ze sprzedaży  produktów, towarów i materiałów 1 159 465 210 781 37 187 (68 602) 1 338 831
Zysk brutto ze sprzedaży 99 134 37 320 6 242 (2 455) 140 241
Koszty sprzedaży (2 376) (3 608) (1 378) (7 362)
Koszty ogólnego zarządu (49 554) (6 807) (1 569) 4 327 (53 603)
Zysk/(strata) z działalności operacyjnej 51 904 26 790 3 326 1 897 83 917
Zysk/(strata) brutto 50 705 27 557 824 1 813 80 899
Zysk/(strata) netto 39 372 22 266 237 1 468 63 343
Zysk (strata) przypadający akcjonariuszom Jednostki Dominującej 39 372 22 265 211 1 472 63 320

Wyniki segmentów sprawozdawczych za I kwartał 2017 roku (w tysiącach złotych):

Segment budowlany Segment deweloperski Pozostała działalność Wyłączenia Dane skonsolidowane
Przychody netto ze sprzedaży  produktów, towarów i materiałów 990 566 102 298 40 259 (80 383) 1 052 740
Zysk brutto ze sprzedaży 140 117 20 127 4 786 (2 020) 163 010
Koszty sprzedaży (2 447) (3 967) (1 224) 14 (7 624)
Koszty ogólnego zarządu (49 003) (4 933) (1 410) 2 579 (52 767)
Zysk/(strata) z działalności operacyjnej 95 459 11 731 2 587 573 110 350
Zysk/(strata) brutto 93 617 12 561 112 573 106 863
Zysk/(strata) netto 75 005 10 169 (385) 464 85 253
Zysk/(strata) przypadający akcjonariuszom Jednostki Dominującej 75 005 10 129

Profilowanie w internecie – jak zapewnić zgodność z RODO?

Firmy, które promują się w sieci wykorzystują dane użytkowników do zwiększania efektywności działań marketingowych. Przewidywanie zachowań i preferencji potencjalnych klientów  stanowi istotę praktycznego wykorzystania technik profilowania w internecie. Co to oznacza?

Profilowanie i zautomatyzowane podejmowanie decyzji

Przez „profilowanie” należy rozumieć dowolną formę zautomatyzowanego przetwarzania danych osobowych, które polega na ich wykorzystywaniu do oceny niektórych czynników osobowych osoby fizycznej, w szczególności do analizy lub prognozy aspektów dotyczących efektów jej pracy, sytuacji ekonomicznej, zdrowia, preferencji, zainteresowań, wiarygodności, zachowania, lokalizacji lub przemieszczania się.

Paweł Mielniczek, specjalista ds. ochrony danych z firmy, ODO 24
Paweł Mielniczek, specjalista ds. ochrony danych z firmy, ODO 24

Upraszczając jest to zautomatyzowany proces prowadzący do wnioskowania o posiadaniu przez człowieka określonych cech. Przykładem może być aplikacja bankowa, która na podstawie pozyskanych informacji automatycznie ocenia, że osoba nie powinna dostać kredytu ze względu na jej niskie wynagrodzenie i liczną rodzinę – mówi dr Paweł Mielniczek, ekspert ds. ochrony danych, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.

Na szerszą skalę jest to wykorzystywane przez brokerów baz danych, którzy sprzedają je spółkom chcącym skuteczniej docierać do osób zainteresowanych ich produktami czy usługami. Z perspektywy RODO, profilowaniem będzie także zwykła klasyfikacja osób ze względu na ich wiek, płeć czy wzrost.

Natomiast zautomatyzowane podejmowanie decyzji to proces, w wyniku którego system informatyczny lub inne rozwiązanie techniczne może wpłynąć na sytuację osoby, której dane dotyczą uwzględniając określone czynniki, które mogą być wprowadzone przez dowolną osobę lub zebrane automatycznie przez system, sama decyzja jest podejmowana bez interwencji ludzkiej.

Dzięki śledzeniu użytkowników, portale społecznościowe mogą proponować im lepiej dostosowane treści. Samo reklamowanie czy sugerowanie spersonalizowanych treści nie jest jeszcze decyzją. Będzie nią dopiero np. uzależnianie ceny czy jakości oferowanego produktu od czynników dotyczących konkretnej osoby np. oferowanie kobietom różnej jakości kosmetyków w zależności od ich koloru skóry. Zautomatyzowane decyzje mogą być jednak podejmowane bez profilowania np. mandaty wystawiane na podstawie pomiarów fotoradarów – wskazuje dr Paweł Mielniczek, ekspert ds. ochrony danych, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.

Jak dowiadujemy się z art. 22 RODO: osoba, której dane dotyczą ma prawo do tego, by nie podlegać decyzji, która opiera się wyłącznie na zautomatyzowanym przetwarzaniu, w tym profilowaniu i wywołuje wobec niej skutki prawne. Chodzi o to, aby osoby miały prawo nie zgodzić się na to, że zostanie ona podjęta wyłącznie przez automat.

Jak zapewnić zgodność z RODO?

W Polsce automatyczne przetwarzanie danych obecne jest już od dawna. RODO jedynie uszczegółowia cały proces i warunki, w jakich może do niego dochodzić. Jeżeli profilowanie odbywa się w celu marketingu bezpośredniego – który do tej pory stanowił w polskim prawie tzw. usprawiedliwiony prawnie cel przetwarzania, RODO zaś określa go jako tzw. cel wynikający z uzasadnionych interesów administratora – można zgłosić sprzeciw w związku z takim wykorzystaniem danych. Niekorzystny wpływ tej zmiany na firmy łagodzi możliwość korzystania z profilowania, o ile jest niezbędne do zawarcia umowy – tak będzie zapewne w przypadku np. ubezpieczeń.

O profilowaniu firmy powinny  informować na etapie zbierania danych osobowych, a także na wniosek osoby fizycznej. Spowoduje to z pewnością konieczność modyfikacji istniejących formularzy, zatem aby przygotować się do wdrożenia zasad opisanych w rozporządzeniu należy przede wszystkim ocenić, w jakich procesach „szufladkuje” się klientów oraz gdzie na takiej podstawie podejmowane są automatyczne decyzje. Pytanie brzmi zatem, czy strony internetowe mogą domyślnie gromadzić informacje o korzystających z nich użytkownikach, czy też mogą to robić dopiero po uzyskaniu ich zgody.

Krótka odpowiedź jest taka, że z braku innej podstawy prawnej, należy przetwarzać dane dopiero po uzyskaniu zgody. Szczegółową podstawę prawną oraz ramy, z jakich można korzystać z plików cookie, ma zapewnić dopiero rozporządzenie o prywatności i łączności elektronicznej (e-privacy), które nadal jest w fazie konsultacji.– podsumowuje dr Paweł Mielniczek, ekspert ds. ochrony danych, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.

Chiny dyktują warunki na światowym rynku wieprzowiny; niskie ceny cukru

Zboża: Ceny rzepaku na rynku krajowym kontynuują tendencję spadkową pod wpływem taniejących olejów. Jedną z przyczyn spadków jest nasilający się import biodiesla z Argentyny. Niska jest również dynamika cen zbóż w Polsce, choć w kierunku wzrostów cen kukurydzy oddziałują informacje o słabej produkcji w Ameryce Płd.

Mleko: Rola Polski na unijnym rynku mleka zwiększa się. W 2018 wzrost produkcji mleka w Polsce pod względem wolumenu będzie największy wśród krajów UE. Możliwy jest również dalszy wzrost eksportu – silnie wzrasta sprzedaż mleka płynnego do Chin.

Mięso: Na początku kwietnia Chiny wprowadziły dodatkowe cła na mrożoną wieprzowinę z USA. Może to krótkoterminowo wpłynąć na wzrost popytu na mięso z UE, choć oddziaływanie ceł w dłuższym okresie będzie prawdopodobnie ograniczone. W 2018 możliwy jest dalszy spadek popytu w Chinach, co będzie miało odzwierciedlenie w spadkach cen wieprzowiny w warunkach zwiększonej produkcji w UE.

Owoce i warzywa: Wysoki popyt na jabłka w UE sprawił, że istotnie zmieniła się struktura eksportu jabłek z Polski w sez. 2017/18. Mniejsza dostępność tych owoców przekłada się na wzrost zainteresowania innymi owocami. Do rekordowego poziomu wzrósł polski import bananów. Utrzymują się wysokie ceny warzyw korzeniowych, tanieją natomiast warzywa kapustne z uwagi na słaby popyt eksportowy.

Pozostałe:

Ceny cukru w Polsce w lutym osiągnęły najniższy poziom w ostatniej dekadzie. Z uwagi na niższą produkcję w 2018 w UE oraz w Brazylii możliwe jest odbicie cen w sez. 2018/19, choć wciąż pozostaną one na niskim poziomie.

Sytuacja finansowa branży przetwórstwa spożywczego pogorszyła się w 4q17. Decydujący wpływ miały gorsze wyniki branży przetwórstwa mlecznego (branża odnotowała stratę w 4q17), przetwórstwa owoców i warzyw, a także producentów cukru.ceny produktów rolnych marzec 2018

Źródło: PKO Bank Polski

Chwilówka pozabankowa – kiedy opłaca się po nią sięgnąć?

Nie ulega wątpliwości, że wzięcie chwilówki pozabankowej to dość korzystny sposób na podratowanie domowego budżetu – szczególnie wtedy, gdy pożyczka z banku nie wchodzi w grę. Zawsze warto jednak dobrze rozważyć jej zalety i wady. Zobaczmy, kiedy warto zdecydować się na chwilówkę, a kiedy lepiej z niej zrezygnować!

Chwilówka – pieniądze na już

Na korzyść chwilówek przemawia przede wszystkim łatwość i szybkość ich otrzymania, jak również znacznie mniejsza ilość formalności. Wystarczy tylko wybrać odpowiednią ofertę i podpisać umowę, a środki zostaną przekazane na nasze konto najczęściej jeszcze tego samego dnia. Od klasycznej pożyczki bankowej odróżnia ją zatem znacznie skrócony proces weryfikacji. Warto więc sięgnąć po chwilówkę w sytuacji, gdy pieniądze są nam potrzebne dosłownie na już – na nagłą inwestycję lub szybkie pokrycie niespodziewanych wydatków.

Chwilówka pozabankowa

Kiedy jeszcze warto wziąć chwilówkę?

Szybkie pożyczki chwilówki warto też wziąć w sytuacji, gdy nasza historia kredytowa uniemożliwia otrzymanie wsparcia finansowego z banku – np. wtedy, gdy mamy zbyt niskie dochody lub wysłaliśmy zbyt dużą liczbę zapytań do BIK. Bez znaczenia jest również wcześniejsza historia kredytowa. Wszystko za sprawą zredukowania potrzebnych formalności do niezbędnego minimum – bardzo często już sam dowód osobisty wystarczy do tego, by otrzymać pozytywnie rozpatrzony wniosek o pożyczkę.

Pożyczka typu chwilówka jest również wyjątkowo wygodnym rozwiązaniem. Najczęściej wniosek o jej uzyskanie składa się internetowo, a więc bez wychodzenia z domu – wystarczy tylko kilka kliknięć myszką. W Internecie znajdziemy także szereg porównywarek, które umożliwią nam zebranie wszystkich niezbędnych informacji o dostępnych możliwościach pożyczek – dzięki temu wybranie najkorzystniejszej oferty nie powinno nam sprawić trudności. Pożyczki chwilówki stanowią więc świetną opcję dla osób zabieganych, które bardzo cenią sobie swój czas – w ten sposób można oszczędzić sobie uciążliwego chodzenia po bankach i samodzielnego porównywania ich ofert.

Dla kogo są chwilówki i czy warto z nich korzystać

W jakiej sytuacji lepiej zrezygnować z chwilówki?

Łatwa dostępność pożyczek chwilówek często sprawia, że zapominamy o ostrożności. Pierwsza zasada bezpiecznego korzystania z takiej pomocy finansowej przestrzega przed zaciąganiem kredytu wtedy, gdy znajdujemy się w wyjątkowo ciężkiej sytuacji i nie jesteśmy w stanie spłacać rat w terminie. W tej sytuacji łatwo wpaść w spiralę długów – zaczniemy zaciągać kolejne pożyczki na spłacenie poprzednich, a nasze długi zamiast się zmniejszać, będą coraz większe.

Nie warto sięgać po nie również wtedy, gdy potrzebujemy pieniędzy na spłatę bieżących, regularnych wydatków. Pożyczki chwilówki nie są najtańszym rozwiązaniem – opłaca się wziąć je jednorazowo, lecz korzystanie z nich co miesiąc może znacznie nadszarpnąć domowy budżet. Znacznie lepsze wyjście z tej sytuacji stanowi wzięcie standardowej pożyczki bankowej z ratami na takim poziomie, by ich co miesięczne spłacanie nie stanowiło trudności.

Najlepsze samorządy nagrodzone. IV Europejski Kongres Samorządów

Znamy samorządy, które najlepiej w Polsce zarządzają pieniędzmi. Wyróżniono je na IV Europejskim kongresie Samorządów w Krakowie. Zwycięzcy wyjechali z Krakowa w poczuciu spełnionej misji, ale jednocześnie ze świadomością, że trzeba wciąż ciężko pracować, aby pozostać na szczycie.

Najlepszą wiejską gminą zostały Kobierzyce. Tytuł najlepszej miejsko-wiejskiej gminy trafił do gminy Dziwnów. Nagroda dla najlepszego powiatu powędrowała do powiatu pruszkowskiego. Najlepszym miastem na prawach powiatu zostały Gliwice, a najlepszym miastem Legionowo.

Gala podsumowująca pierwszy dzień IV Europejskiego Kongresu Samorządów to także goście najwyższego szczebla. W Krakowie pojawili się między innymi wiceprezes Rady Ministrów – Beata Szydło czy sekretarz stanu, pełnomocnik rządu ds. samorządu Terytorialnego – Paweł Szefernaker. Wicepremier do spraw społecznych Beata Szydło powiedziała, że samorządy jak i władza centralna są od siebie zależne i wspólnie tworzą Polskę.

Kolejność samorządów ustalono na podstawie szczegółowego Rankingu Finansowego Samorządu Terytorialnego w Polsce. Został on przygotowany przez Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie oraz Fundację Instytut Studiów Wschodnich.

Dodatkowo wręczone zostały jeszcze trzy nagrody. Najlepszym startupem została firma KreaTech, która za pomocą zabawy uczy dzieci programowania. Szczególne wyróżnienie trafiło do startupu Hyper Poland. Dzięki temu ta druga firma będzie mogła zaprezentować swoją kapsułę do szybkiego podróżowania zaprezentować podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Specjalna nagroda – Złoty Klucz tygodnika „Wprost” powędrowała do Nowej Soli. W emocjonalnym wystąpieniu prezydenta tego miasta – Wadima Tyszkiewicza, najmocniej wybrzmiały słowa o obronie samorządu, jego kompetencji i roli w systemie państwa. Szczególnie w setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.

Start-upowe regiony Polski

Warszawa, Kraków, Poznań, Trójmiasto, a może Wrocław – polskie aglomeracje miejskie to często siedziby większych przedsiębiorstw, w tym korporacji. W przypadku startupów sytuacja wygląda zgoła odmiennie – okazuje się, że lokalizacja w obrębie tych ośrodków wcale nie jest konieczna, by odnieść światowy sukces.

Start-upowe regiony PolskiOstatnia dekada to nie tylko okres szybkiego rozwoju polskich innowacyjnych przedsiębiorstw, ale też czas wzmożonej dyskusji wokół ich bieżącego funkcjonowania oraz perspektyw. Jaki jest dzisiejszy rynek startupów? Czy do dalszego rozwoju potrzebujemy Polskiej Doliny Krzemowej? A może lokalizacja to kwestia drugorzędna?

Startup – kiedyś i dziś

Młody rynek polskich startupów w ciągu ostatnich lat notuje zauważalne wzrosty. W latach 2014-16 innowacyjnie przedsiębiorstwa przemysłowe oraz usługowe stanowiły odpowiednio 20,3% oraz 14,5% ogólnej liczby tych podmiotów (wobec 18,9% i 10,6% w latach 2013-2015, skala wzrostu to odpowiednio 1,4 oraz 3,9%). Ponadto wokół polskich startupów panuje dobry klimat – aż 65% właścicieli polskich firm już współpracuje lub rozważa współpracę ze startupami (badanie PwC „Kierunek innowacje”).

– Wraz z rozwojem startupów, zmienia się również postrzeganie młodych inwestorów z sektora innowacyjności. Dziś to już nie tylko grupa młodych pasjonatów z pomysłem i zapałem, często trudnym do przekucia w realny biznes – a raczej wciąż młodzi, ale już bardziej doświadczeni, prężnie działający przedsiębiorcy z konsekwentnie realizowanym planem mówi Michał Sędzielewski, współwłaściciel startupu Voucherify, dostarczającego praktyczne narzędzia do automatyzacji i personalizacji kampanii promocyjnych.

Potwierdzają to liczby – według aktualnych danych fundacji Startup Poland aż 58% budujących dzisiaj w Polsce startupy to trzydziestolatkowie (53% w roku ubiegłym). Co więcej, wśród założycieli startupów udział grupy 20-latków i młodszych wyraźnie spadł – dziś to tylko 26% (33% rok wcześniej). Warto też zauważyć, że około 35% badanych to tzw. seryjni przedsiębiorcy. To z kolei pokazuje, że rośnie profesjonalizm i doświadczenie polskich innowacyjnych przedsiębiorców, co może mieć wpływ na ich wymierne wyniki.

Wyraźna decentralizacja

Młodzi, ale już jednocześnie doświadczeni Polacy, znaleźli swoją niszę, dzięki czemu nie muszą bezpośrednio konkurować z sąsiadami ze Słowacji czy Czech. Specjalizujemy się głównie w tworzeniu rozwiązań big data, do analityki, internet of things, dostarczeniu narzędzi dla programistów czy marketingu. Z kolei specjaliści zza naszej południowej granicy stali się mistrzami głównie w rozwiązaniach Saas, aplikacjach i technologiach mobilnych.

Na Słowacji i Czechach 2/3 startupów swoje siedziby ma w stolicach. Rynek polskich startupów dotychczas nie doczekał się stworzenia jednego silnego ośrodka, w którym zostałyby scentralizowane najważniejsze nowopowstałe innowacyjne przedsiębiorstwa. Dziś największym nasyceniem startupów może cieszyć się Warszawa (25%), Wrocław (12%), Kraków i Poznań (po 7%) oraz Trójmiasto (6%).

Widoczny jest za to silny trend decentralizacji lokalizacji siedzib – pozostałe miasta stanowią aż 43% lokalizacji polskich startupów. Fachowcy podkreślają, że taki stan rzeczy wynika z dwóch czynników. Po pierwsze, uczelnie kształcące inżynierów będących motorem napędowym innowacji znajdują się zarówno w dużych aglomeracjach, jak i nieco mniejszych ośrodkach, a po drugie liczy się otwartość instytucji wspierających startupy, a nie tylko lokalizacja.

– Zarówno centralizacja, jak i decentralizacja mają swoich fanów. Myślę, że nie wydarzy się już druga Dolina Krzemowa, bynajmniej nie na Ziemi.  Oczywiście, wiodący ośrodek np. w stolicy musi być mocny, jest to ważne dla efektywnych prac w obszarze legislacji czy planowania makroekonomicznego dla branży. I choćby z tego powodu pełna decentralizacja nie sprzyjałaby budowaniu gospodarki opartej o innowacje – tłumaczy Wojciech Bachta, Ambasador Fundacji Startup Poland.

Śląsk z dobrym klimatem startupowym

Oprócz pięciu głównych ośrodków startupowych, warto zwrócić uwagę na coraz dynamiczniej rozwijające się regiony: łódzki, kujawsko-pomorski czy śląski, gdzie nie brakuje obiecujących i już prężnie działających projektów.

– W ostatniej dekadzie przeprowadzka do większego ośrodka, np. stolicy przestała być koniecznością, szczególnie, gdy miejsce nie ma znaczenia dla codziennego funkcjonowania startupu. Firmy technologiczne, które sprzedają swoje usługi dla klientów globalnych przez Internet jak np. branża SaaS, nie wymagają lokalizacji siedziby w jednym z pięciu największych ośrodków. Postępująca cyfryzacja pozwala firmom takim jak nasza na zdalną współpracę z ludźmi z całego świata. To prawda, że Śląsk, czyli rynek pracy liczący 2 mln ludzi, pomógł nam zbudować bazę naszego zespołu. Natomiast nowoczesne narzędzia komunikacji oraz nasza kultura pracy zespołu pozwoliły nam sięgnąć po pracowników z Krakowa, Berlina, ale też z tak odległych miejsc jak Sao Paulo czy Szanghaj – dodaje Michał Sędzielewski.

Właśnie Śląsk wskazywany jest przez ekspertów jako jeden z prężniej rozwijających się ośrodków startupowych w kraju i bardzo atrakcyjny region to rozpoczęcia nowego przedsięwzięcia. – To bardzo ciekawy obszar. Górnośląski Okręg Przemysłowy z rozwiniętą społecznością przedsiębiorców ułatwia budowanie relacji biznesowych, pozyskiwanie partnerów i kontrahentów. Z drugiej strony już 50 km na południe można znaleźć Bielsko-Białą, wybitne miasto pod kątem zrównoważonego rozwoju, oferujące mieszkańcom świetne warunki do życia, odpoczynku, sportu, relaksu, ale też rozwoju biznesu – uzupełnia Wojciech Bachta.

Przypadek przedsiębiorców z Katowic pokazuje, że wręcz nie warto kurczowo trzymać się większego ośrodka, a lepiej poszukać miejsca, które sprawi, że bez problemów znajdziemy wykwalifikowanych pracowników, gdzie będzie można sprawnie realizować cel lub gdzie po prostu panuje dobry klimat dla rozwijania konkretnego biznesu.

Źródło:

  • Raporty Fundacji Startup Poland
  • Raporty Global Entreprenurship Monitor i Polskiej Akademii Rozwoju Przedsiębiorczości
  • Raporty GUS
  • Raport PwC „Kierunek Innowacje”

Roboty edukacyjne już w ponad 300 polskich szkołach. Rozwijają się wraz z dzieckiem podczas nauki programowania

Roboty edukacyjne już w ponad 300 polskich szkołach. Rozwijają się wraz z dzieckiem podczas nauki programowania 1

Nauka programowania na stałe zagościła w edukacji. Już w ponad 300 polskich szkołach dzieci uczą się programowania przy pomocy robota Photon. To urządzenie, które rozwija się wraz z dzieckiem i jest przeznaczone dla dzieci nawet w wieku przedszkolnym. Na rynku pojawia się coraz więcej tego typu inicjatyw. Producenci dostarczają urządzenia, które dzieci mogą samodzielnie złożyć i zaprogramować je z użyciem aplikacji, najczęściej opartych na języku programowania Scratch.

– Przedstawiamy dzieciom historię, że robot z innej planety podróżował w kosmosie i w wyniku zderzenia z asteroidą musiał wylądować na Ziemi. W wyniku tego wypadku zapomniał wszystko, więc dzieci muszą po kolei rozwiązywać zadania, by rozwijać swojego robota za pomocą zbieranych punktów, czyli np. zwiększać mu szybkość, odkrywać nowe czujniki, kolory, czyli zdejmować ograniczenia, które są nałożone na robocie na początku – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Grześ z Photon Entertainment.

Photon to interaktywny, programowalny robot, który rozwija się razem z dzieckiem. Uczy programowania, logicznego myślenia oraz rozwiązywania problemów poprzez interaktywną aplikację. Łącznie dziecko ma do wykonania ponad 150 zadań, w ramach których komunikuje się z robotem poprzez programowanie. Oprócz wersji konsumenckiej, dostępnej w sklepach, producent dostarcza swoje roboty także do szkół.

– Mamy również wersję edukacyjną, która poprzez specjalne scenariusze uczy dzieci w szkole programowania, logicznego myślenia, a zatem rozwija te umiejętności, które wydają się w dzisiejszych czasach naturalnie kluczowe. Photon jest aktualnie dostępny w ponad 300 szkołach w Polsce – twierdzi Michał Grześ.

Photon nie jest jedynym robotem wspierającym w szkołach naukę programowania. Mindstorms EV3 od Lego pozwala tworzyć z klocków i dodatkowych elementów zautomatyzowane istoty, pojazdy, maszyny i wynalazki, wyposażone w silniki i różnego rodzaju czujniki. Z klocków Lego mogą powstawać roboty chodzące, strzelające, chwytające, a nawet mówiące. Kontrola podstawowych czynności zbudowanych urządzeń odbywa się z poziomu pilota, a bardziej zaawansowane funkcje otwierają się przed użytkownikiem po ściągnięciu specjalnej aplikacji.

Chiński producent Makeblock oferuje z kolei szereg gotowych robotów edukacyjnych czekających na zaprogramowanie. Są one dostępne w różnych wersjach. Na przykład Airblock jest modułowym dronem, którego konstrukcję uczeń może samodzielnie przekształcać, łącząc silniki i moduł sterujący. Specjalna aplikacja obsługiwana na urządzeniach z Androidem oraz iOS pozwala sterować urządzeniem i programować je.

Pomysł gdańskiej firmy LOFI zakłada stworzenie alternatywnego systemu do robotyki. Lofi Robot to prosty i łatwo dostępny system do konstruowania robotów oparty o narzędzia open source, takie jak platforma Arduino i język programowania Scratch. Przy pomocy robota z wycinanych laserowo drewnianych klocków, płytki Arduino i elektronicznych modułów można łatwo i szybko skonstruować robota.

Cena robotów edukacyjnych i zestawów do tworzenia ich waha się od kilkuset do prawie dwóch tysięcy złotych, w zależności od stopnia zaawansowania technologicznego i funkcjonalności urządzenia.

Według analiz Markets and Markets światowy rynek programowalnych robotów do 2020 roku osiągnie wartość 2,4 mld dol.

Polscy kierowcy tracą nawet 40 minut dziennie na znalezienie miejsca parkingowego. Inteligentny system pomoże im w jego zlokalizowaniu

Polscy kierowcy tracą nawet 40 minut dziennie na znalezienie miejsca parkingowego. Inteligentny system pomoże im w jego zlokalizowaniu 2

Wieloczujnikowy inteligentny neuronowy system parkingowy pomoże kierowcom znaleźć wolne miejsce postojowe. Problem niewystarczającej liczby parkingów dotyczy wszystkich krajów Unii Europejskiej. Polscy kierowcy tracą dziennie nawet 40 minut na znalezienie miejsca. Warszawscy strażnicy miejscy dziennie przyjmują nawet ponad tysiąc zgłoszeń dotyczących parkowania w niedozwolonych miejscach. Sposobem na rozwiązanie problemów ze znalezieniem miejsca parkingowego może być wieloczujnikowy inteligentny system parkingowy.

– Neuropark to projekt badawczy, którego celem jest przygotowanie odpowiedniej infrastruktury umożliwiającej zarządzanie miejscami parkingowymi w miastach i wzdłuż autostrad oraz usprawnienie całej procedury pobierania opłat za tego typu usługi. System składa się z kamer, które umożliwiają identyfikację pojazdów, skanerów laserowych, które wzmacniają procedurę identyfikacji i detekcji pojazdów, oraz kamer PTZ, które umożliwiają dokładną lokalizację danych miejsc parkingowych i weryfikację, czy dane miejsce jest zajęte – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Janusz Wróbel prezes zarządu spółki Neurosoft.

Z informacji udostępnionych przez warszawską Straż Miejską wynika, że stołeczni strażnicy dziennie przyjmują ponad tysiąc zgłoszeń dotyczących nieprawidłowego parkowania. Kierowcy, nie mogąc znaleźć miejsca parkingowego, bardzo często zostawiają samochody w miejscach niedozwolonych, na przykład na chodnikach z wyłącznym ruchem pieszych. Problemy ze znalezieniem miejsca postojowego dotyczą wszystkich większych miast w Polsce.

Z danych Ministerstwa Energii wynika, że w Warszawie na 1 km2 powierzchni przypada niemal 2,5 tys. zarejestrowanych samochodów. W Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu wskaźnik ten oscyluje wokół wartości 1,5 tys. Statystyka ujmuje jednak tylko pojazdy zarejestrowane w konkretnym mieście, nie dodając do niej tych, które pojawiają się w centrach wraz z osobami przyjeżdżającymi do pracy, turystami lub załatwiającymi sprawy urzędowe.

– W tej chwili kierowcy tracą co najmniej 30–40 minut dziennie w poszukiwaniu miejsc parkingowych. Skutkuje to zwiększeniem zanieczyszczenia środowiska, które i tak w naszym kraju jest już drastycznie wysokie. Dzięki zastosowaniu tego typu systemów kierowca otrzyma informację, gdzie jest wolne miejsce, i trafi od razu w to miejsce, oczywiście jeżeli ktoś go nie uprzedzi. Kierowca musi wskazać lokalizację, w której szuka miejsca parkingowego, a następnie system, zbierając informacje z tych miejsc parkingowych, wskaże, gdzie jest największe prawdopodobieństwo znalezienia wolnego miejsca –tłumaczy Janusz Wróbel.

Z brakiem miejsc postojowych zmaga się jednak cała Unia Europejska. Szczególnie istotne są problemy związane z parkingami dla ciężarówek.

– W tej chwili w Unii codziennie brakuje około 100 tys. miejsc parkingowych dla ciężarówek. To gigantyczny problem, z którym walczą wszystkie kraje unijne, również Polska. W samych Niemczech codziennie brakuje 26 tys. miejsc parkingowych. W zeszłym roku z powodu tych brakujących miejsc, i ciężarówek, które stały na pasie dojeżdżającym do parkingu, wydarzyło się mnóstwo wypadków. Zginęło w nich trzydzieści osób. Istnieje więc wielka konieczność wdrożenia tego typu systemów – przekonuje prezes Neurosoftu.

Zlecenia na wdrożenie systemu już spływają. Niestety mimo że opracowała go polska firma, to klienci pochodzą jak na razie tylko z Niemiec.

– Na autostradzie A61 wyposażamy pierwsze 19 parkingów przyautostradowych w tego typu systemy oraz mamy jedną dużą instalację na granicy austriacko-niemieckiej, gdzie instalujemy dosyć spory projekt. Poprzez zastosowanie naszej technologii liczby pojazdów, które zmieszczą się na tym parkingu, wzrośnie o 50 proc. – mówi Janusz Wróbel.

Zapotrzebowanie jest duże również w Polsce, jednak wdrożenie systemu skutecznie opóźniają przepisy związane z prawem zamówień publicznych, a także to, że rodzimi inwestorzy w zdecydowanej większości realizują takie projekty przy wsparciu środków unijnych.

– Mamy już pierwszy system pilotażowy dla systemów zarządzania parkingami przy autostradach w okolicach Wrocławia, na autostradzie A4, w miejscowości Witowice – informuje prezes zarządu Neurosoft.

Wartość projektu NEUROPARK opiewała na niemal 3,2 mln zł. 70 proc. tej kwoty stanowiła dotacja z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Bank przyszłości będzie w telefonie klienta. W aplikacji kupią wszystkie produkty finansowe, a dzięki biometrii logowanie będzie bezpieczniejsze

Bank przyszłości będzie w telefonie klienta. W aplikacji kupią wszystkie produkty finansowe, a dzięki biometrii logowanie będzie bezpieczniejsze 3

Digitalizacja to priorytet polskiego sektora bankowego. Pod względem dojrzałości cyfrowej, zarówno w kanale mobilnym, jak i online, polskie banki plasują się w europejskiej czołówce. Rywalizacja z fintechami sprawia, że aby utrzymać klientów, muszą inwestować w nowe technologie. W niedalekiej przyszłości bankiem dla klienta stanie się telefon komórkowy, a oferta mobilna będzie poszerzona o bardziej skomplikowane produkty. Digitalizacja następuje także w obszarze bezpieczeństwa. Przyszłością logowania jest biometria.

– Najważniejszy trend, który widzimy w sektorze bankowym, to digitalizacja. Klienci chcą załatwiać wszystkie swoje sprawy, nie tylko prywatne, lecz także finansowe, poprzez aplikacje mobilne i kanały cyfrowe, nie tracąc czasu na wizytę w placówkach bankowych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Humiński, wiceprezes zarządu eurobanku.

Usługi bankowe zostały w dużej mierze zdominowane przez cyfrowe technologie. Banki coraz więcej usług przenoszą do sieci i ten sposób kontaktu coraz częściej jest wybierany przez klientów. Z raportu NetB@nku wynika, że w IV kwartale 2017 roku z bankowości internetowej korzystało blisko 16 mln Polaków. To o blisko 4 proc. więcej niż rok wcześniej. Według Narodowego Banku Polskiego jedynie 8 proc. klientów wybiera wizytę w tradycyjnym oddziale banku. To zaś skutkuje zmianami w strukturze oddziałów. Tylko w 2017 roku zamknięto 526 placówek bankowych (dane PRNews). To ogólnoświatowy trend. Badanie „Digital Banking Expert Survey” przeprowadzone przez GFT Technologies pokazuje, że w najbliższych latach 5 proc. banków planuje całkowicie zrezygnować ze stacjonarnych placówek, a 23 proc. analizuje możliwość stworzenia w pełni samoobsługowych oddziałów bankowych.

Z raportu Asseco Poland wynika, że w tym roku na znaczeniu w bankowości będzie zyskiwać sztuczna inteligencja, która w coraz większym stopniu będzie odpowiadać za bezpośrednią komunikację z klientem (wirtualny asystent, czatboty) oraz za personalizowanie ofert dla poszczególnych klientów. Kolejny kierunek rozwoju bankowości to technologia blockchain służąca do bezpiecznego przechowywania i przesyłania informacji o transakcjach zawieranych online.

– Banki potrzebują dużych inwestycji w technologie oraz w procesy, które muszą być digitalizowane, które muszą się pozbyć obsługi papierowej – przekonuje Wojciech Humiński.

Inwestycje w innowacje to konieczność ze względu na rosnącą konkurencję ze strony fintechów, innowacyjnych start-upów z sektora finansowego, które opierają się na sieci i nowych technologiach. Tym bardziej że dzięki dyrektywie PSD2 zyskują one większy dostęp do usług finansowych dla klientów.

– Bank przyszłości to bank, który będzie się znajdował w telefonie komórkowym klienta. Klienci mogą zapomnieć kluczy czy portfela, ale telefon to jedyna rzecz, którą zawsze ze sobą mają i przez którą chcą załatwiać wszystkie swoje sprawy, również finansowe – podkreśla wiceprezes eurobanku.

Według PwC z bankowości mobilnej korzysta w Polsce 61 proc. posiadaczy telefonów komórkowych. To jeden z wyższych wskaźników w Unii Europejskiej. Mobilny system płatności BLIK aktywowało ponad 6 mln użytkowników. W 2017 roku w systemie odnotowano 33 mln transakcji – niemal czterokrotnie więcej niż rok wcześniej.

– Już dzisiaj klienci mogą kupić większość produktów bankowych i zlecać swoje operacje finansowe czy dokonywać płatności za pomocą telefonu. W przyszłości ta oferta zostanie poszerzona o inne produkty, takie jak fundusze inwestycyjne, ubezpieczenia czy bardziej wyrafinowane produkty kredytowe – ocenia Wojciech Humiński.

Rosnącej popularności bankowości mobilnej sprzyja coraz większe bezpieczeństwo płatności. Banki coraz częściej rozwijają biometrię. Brytyjski Lloyds Banking Group oferuje klientom dostęp do kont za pomocą odcisków palców lub rozpoznawania twarzy. KB Kookmin Bank z Korei w urządzeniach mobilnych wykorzystuje skaner tęczówki.

– Obecnie najbardziej bezpieczną metodą autoryzacji jest autoryzacja mobilna, natomiast wydaje się, że przyszłością jest biometria, a więc wykorzystanie indywidualnych cech klienta, takich jak wygląd, głos czy kształt oka – analizuje Wojciech Humiński.

Coraz lepsza sytuacja polskiej branży AGD w Polsce. Rośnie produkcja i zapotrzebowanie na pracowników

Coraz lepsza sytuacja polskiej branży AGD w Polsce. Rośnie produkcja i zapotrzebowanie na pracowników 4

W 2017 roku producenci sprzętu sprzedali sieciom handlowym niemal 6 mln sztuk dużego AGD. Bardzo dobrą koniunkturę na rynku chce wykorzystać Electrolux. Firma zapowiada zwiększenie zatrudnienia i mocy produkcyjnych oraz wprowadzenie na rynek nowych innowacyjnych produktów. Zamierza także w ciągu najbliższych dwóch lat zainwestować w fabryki w Polsce około 50 mln zł. Planowane są również inwestycje w laboratoria badań produktowych przy fabrykach. Problemem branży jest jednak brak pracowników, przede wszystkim w segmencie średnim, wśród techników i osób z wykształceniem zawodowym.

Electrolux na polskim rynku działa już od dawna. Kilka lat temu uczyniliśmy zasadnicze kroki w rozwoju naszego biznesu. Obecnie mamy 5,5 tys. pracowników. Kolejne lata to dalszy rozwój firmy: zwiększenie produkcji, mocy produkcyjnych, wprowadzenie na rynek nowych produktów, które chcemy sprzedawać głównie na rynkach europejskich, bo produkcja trafia na eksport. Dalsze planowane działania to projekty typu R&D czy centrum badań produktowych przy fabrykach – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Cich, dyrektor generalny Electrolux w Europie Środkowo-Wschodniej, Rosji i Centralnej Azji.

Z danych, które zebrał CECED Polska, związek pracodawców AGD, wynika, że w 2017 roku do krajowych sieci handlowych trafiło blisko 6 mln sztuk sprzętu gospodarstwa domowego (przy 5,8 mln rok wcześniej). Polska należy do jednych z większych w Europie producentów sprzętu gospodarstwa domowego.

Dobra koniunktura sprzyja szwedzkiej firmie Electrolux. W 2017 roku koncern kupił od grupy Broan-NuTone firmę Best, polskiego producenta okapów kuchennych. Fabryka w Zabrzu, gdzie obecnie zatrudnionych jest ok. 450 osób, ma najwięcej zyskać na inwestycji Electroluksa. Na podniesienie zdolności wytwórczych firmy ma trafić blisko 30 mln zł, a liczba linii produkcyjnych ma się zwiększyć dwukrotnie – z pięciu do nawet dziesięciu. W efekcie moce produkcyjne wzrosną do 2020 roku nawet o 60 proc. Dodatkowo do fabryki w Siewierzu ma trafić 20 mln zł. Środki te zostaną przeznaczone na zmianę technologii i zwiększenie zdolności produkcyjnych. Te inwestycje wymuszą także wzrost zatrudnienia.

– Planujemy produkować coraz więcej, a z tym wiąże się zatrudnienie większej liczby pracowników – mówi Adam Cich. – Globalne centrum usług finansowych, które mamy w Krakowie, zmieniło się zasadniczo. Zaczynaliśmy od trzystu osób, teraz jest ich siedemset. To osoby z różnych krajów, które pracują dla Europy, Stanów Zjednoczonych, również dla Egiptu.

Electrolux ma w Polsce kilka centrów – oprócz finansowego w Krakowie, także logistyczne w Oławie i magazyn w Pruszkowie.

Wśród najbardziej atrakcyjnych miejsc pracy produkcja AGD zajmuje trzecie miejsce. W badaniu Randstad Employer Brand Research wskazało na nią 47 proc. ankietowanych. Mimo to branża narzeka na brak rąk do pracy. W dużej mierze to efekt obecnego systemu edukacji i stosunkowo małej liczby osób, które decydują się na szkoły zawodowe. Z danych Ministerstwa Edukacji Narodowej wynika, że jeszcze w 2008 roku na naukę w szkołach zawodowych decydowało się ponad 20 proc. uczniów. W roku szkolnym 2016/2017 już tylko 16,2 proc., a w obecnym – zaledwie 15,3 proc. gimnazjalistów.

– Mamy problemy z pozyskaniem kadr, ale nie są one na tyle poważne, żeby to wpływało na nasz rozwój. Największy kłopot jest w segmencie średnim, gdzie potrzebujemy techników – to jest bardzo mocno związane z edukacją, którą mamy w Polsce. Brakuje nam techników oraz absolwentów szkół zawodowych. Oczywiście, rozmawiamy też o przyszłości i myślimy o wszelkich dziedzinach, typu connectivity, internet, a więc będziemy również poszukiwać wysoko wykwalifikowanych specjalistów z branży IT – podkreśla Adam Cich.

Polski standard leczenia szpiczaka niższy niż w Rumunii. Pacjenci apelują o pozostawienie ważnego leku na liście refundacyjnej i wprowadzenie nowych

Polski standard leczenia szpiczaka niższy niż w Rumunii. Pacjenci apelują o pozostawienie ważnego leku na liście refundacyjnej i wprowadzenie nowych 5

Polscy pacjenci mogą stracić dostęp do lenalidomidu, czyli podstawowego leku stosowanego w terapii nawrotowego szpiczaka plazmocytowego. Preparat ten, refundowany od 2013 roku, nie trafił do projektu nowej listy refundacyjnej mającej obowiązywać od maja. Chorzy apelują do ministra zdrowia o zmianę decyzji, która ogranicza ich szanse na skuteczną walkę z chorobą.

Szpiczak plazmocytowy to jeden z najczęściej diagnozowanych nowotworów krwi, a liczba nowych zachorowań sukcesywnie rośnie. Jest to schorzenie o charakterze nawrotowym, przy czym czas trwania remisji jest różny i może wynosić od kilku miesięcy do kilku lat. Szpiczak pozostaje chorobą nieuleczalną, możliwe jest jednak spowolnienie jego rozwoju i znaczne przedłużenie życia pacjentów. Na świecie w standardzie leczenia powracającego szpiczaka dostępnych jest sześć innowacyjnych cząsteczek – w Polsce żadna z nich nie została dotąd objęta refundacją mimo starań środowisk pacjenckich i lekarskich.

– To jest żyć albo nie żyć. Mamy pacjentów, którzy znają i przyjmują te leki, potrzebują ich. Odstawienie tych leków byłoby tragedią, natomiast jeden z nowych leków, pomalidomid, jest dla tych pacjentów, dla których inne opcje terapeutyczne się skończyły – mówi agencji informacyjnej Newseria Jacek Gugulski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Przewlekłą Białaczkę Szpikową.

W ostatnich latach medycyna zanotowała ogromny postęp w zakresie leczenia szpiczaka plazmocytowego – nowoczesne leki umożliwiły nawet pięciokrotne wydłużenie życie chorych oraz uwolnienie ich od uciążliwych skutków ubocznych. Dzięki temu pacjenci są w stanie doczekać kolejnej, jeszcze bardziej skutecznej terapii, a w niektórych przypadkach nawet prowadzić normalne życie, także zawodowe. Polscy lekarze nie mają nadziei na wprowadzenie wszystkich sześciu nowoczesnych cząsteczek, liczą jednak na to, że refundacją uda się objąć przynajmniej część z nich.

– Nie powinniśmy mówić, że jesteśmy na łasce państwa, bo państwo powinno nam to zagwarantować. Jeżeli we wszystkich krajach ludzie z tą chorobą żyją nawet po 20 lat, wracają do pracy, leczenie jest na takim poziomie, że nie powoduje tak wielu skutków ubocznych, to dlaczego my w Polsce nie możemy tego leczenia dostać? – mówi Anna Leoniuk, członek Fundacji Carita – Żyć ze szpiczakiem.

 Nasi lekarze, mając olbrzymią wiedzę na ten temat, mogą dzisiaj pokazywać chorym te leki przez szybkę. Niestety, dzisiaj wyprzedziły nas Rumunia i Bułgaria, jesteśmy na szarym końcu, jeżeli chodzi o dostęp do nowoczesnych leków – dodaje Jacek Gugulski.

Za przełom w leczeniu szpiczaka plazmocytowego uznaje się m.in. wprowadzenie lenalidomidu, leku stymulującego organizm chorego do walki z komórkami rakowymi. Od 2013 roku preparat ten był dostępny dla polskich chorych w ramach programu lekowego z przeznaczeniem do terapii nawrotowej postaci nowotworu. Nie znalazł się jednak na zaprezentowanym niedawno projekcie nowej listy refundacyjnej, która ma wejść w życie w maju.

– Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby ministerstwo nie przedłużyło refundacji leków, które pacjenci dzisiaj dostają. To jest dosyć spora grupa, bo ponad tysiąc osób. Gdyby oni tego nie dostali, to muszą dostać zwykłą chemię, a to może ich zabić – mówi Jacek Gugulski.

Nawrotowa postać szpiczaka plazmocytowego leczona jest kilkoma różnymi lekami lub kombinacją kilku preparatów w tym samym czasie. Każdy kolejny nawrót choroby może jednak skutkować wytworzeniem odporności organizmu na konkretny lek, a tym samym zmniejszenie jego skuteczności. Uszczuplenie wachlarza terapeutycznego nawet o jeden preparat obniża więc możliwości leczenia dla onkologów i zmniejsza szanse pacjentów na skuteczną walkę z chorobą.

 Dziś mam nawrót choroby, bardzo źle się czuję i liczyłam, że dostanę lenalidomid. Dzisiaj się dowiedziałam, że tego lenalidomidu nie dostanę, jest mi źle, przykro, z tego miejsca chciałabym apelować o to, żeby u wszystkich w ministerstwie obudziły się ludzkie instynkty. Jak mam sobie wytłumaczyć, że muszę umrzeć? – mówi Anna Leoniuk.

Resort zdrowia zapewnia, że upubliczniona w końcu kwietnia lista refundacyjna jest tylko projektem i może przyjąć inny kształt. Hematolodzy nie wykluczają, że usunięcie lenalidomidu z programu lekowego może być elementem strategii negocjacyjnej państwa.

Obecnie w procesie refundacyjnym znajdują się trzy leki. Na najbardziej zaawansowanym poziomie wydawał się pomalidomid, dla wielu pacjentów lek ostatniej szansy. Jesienią resort zdrowia nie wykluczał, że preparat ten zostanie objęty refundacją na początku 2018 roku. Pomalidomid nie trafił jednak na listę styczniową, nie znalazł się także w projekcie listy majowej. Dostęp do tego leku mają niemal wszyscy chorzy w Europie, nawet w krajach o niższym PKB niż Polska, jak Rumunia i Bułgaria.

Kolejne miesiące przyniosą wiele nowych obowiązków dla przedsiębiorców. Wymuszą inwestycje w narzędzia IT

Kolejne miesiące przyniosą wiele nowych obowiązków dla przedsiębiorców. Wymuszą inwestycje w narzędzia IT 6

2018 rok to rekordowa skala zmian prawnych dla przedsiębiorców. Od tego roku obowiązkiem prowadzenia rejestru elektronicznego w postaci JPK zostali objęci, po dużych i średnich, także mali przedsiębiorcy. Również sprawozdania do KRS będą musiały być przekazywane w formie elektronicznej. W kolejnych miesiącach firmy czeka również wdrożenie przepisów, które mają uszczelnić systemu podatku VAT, a także zmiany w raportowaniu leasingu. Nowe przepisy oznaczają konieczność zmian organizacyjnych w firmach oraz dostosowanie systemów IT.

– W 2018 roku przedsiębiorcy będą musieli się zmierzyć z wieloma zmianami, które zostaną wprowadzone głównie przez Ministerstwo Finansów. Od początku roku zmiany dotknęły mikroprzedsiębiorców – mają obowiązek składania JPK. Więksi przedsiębiorcy będą zobligowani od 1 października również składać sprawozdania finansowe w tym formacie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Karol Ratajczak, starszy konsultant w dziale finansów i kontrolingu w Hicron.

Obowiązek comiesięcznego sporządzania elektronicznego Jednolitego Pliku Kontrolnego, który zawiera ewidencję zakupu i sprzedaży VAT (JPK_VAT), od początku tego roku dotyczy już wszystkich przedsiębiorców, także tych najmniejszych, zatrudniających do dziesięciu osób, o obrotach do 2 mln euro rocznie  – w tym prowadzących jednoosobową działalność. Wcześniej,  w lipcu 2016 roku, taki obowiązek wprowadzono dla największych firm, a w styczniu 2017 roku – także dla małych i średnich przedsiębiorców. Dodatkowo, od października tego roku, raporty elektroniczne zastąpią papierowo sprawozdania składane do Krajowego Rejestru Sądowego oraz urzędów skarbowych.

– Od początku 2018 roku wszedł też szereg zmian w podatku CIT, częściowo to zmiany podyktowane implementacją dyrektywy unijnej ATAD skierowanej przeciwko unikaniu opodatkowania. Od 1 lipca uruchomiony zostanie system split payment, czyli podział płatności na część netto oraz podatek VAT. Będzie to zmiana opcjonalna, do wyboru przez płatnika, jednak ministerstwo przygotowało szereg udogodnień dla tych, którzy zdecydują się korzystać z systemu – mówi Karol Ratajczak.

Split payment, czyli mechanizm płatności podzielonej, oznacza, że przedsiębiorca będzie mógł podzielić należność wynikającą z faktury na dwa konta – wartość sprzedaży na rachunek bankowy, a część odpowiadająca za podatek VAT – na rachunek VAT prowadzony nieodpłatnie przez banki. System będzie dobrowolny, ale przedsiębiorcy, którzy zdecydują się z niego korzystać, będą mogli liczyć m.in. na szybszy zwrot podatku VAT (do 25 dni). Fiskus będzie mógł też odstąpić od części ewentualnych kar.

– Od 2019 roku więksi przedsiębiorcy, którzy są zobligowani do sporządzania sprawozdań finansowych w formacie IFRS, będą się musieli zmierzyć z koniecznością zmiany w rejestracji leasingu do tej pory sklasyfikowanego jako operacyjny. Teraz będą musiały być przedstawiane jako finansowe – mówi ekspert Hicron.

Nowe zasady rejestracji leasingu to efekt opublikowania przez Radę Międzynarodowych Standardów Rachunkowości nowego standardu MSSF 16. Zgodnie z nowymi przepisami znika pojęcie leasingu operacyjnego. Wszystkie leasingi i najmy będą traktowane jako leasing finansowy, czyli wykazywane w bilansie. Dotychczas był to elementem pozabilansowym.

W najbliższych miesiącach zmiany dotyczące raportowania dotkną też branżę farmaceutyczną.

– Przemysł farmaceutyczny, zarówno ten zarejestrowany w Polsce, jak i za granicą, od 1 czerwca będzie musiał raportować w tzw. Zintegrowanym Systemie Monitorowania Obrotu Produktów Leczniczych. Jest to zmiana o tyle trudna, że nie do końca wszystkie aspekty prawne są wyjaśnione. Sam system jest przekładany od ponad roku – mówi Karol Ratajczak.

Wprowadzenie Zintegrowanego System Monitorowania Obrotu Produktami Leczniczymi ma zapobiegać nielegalnemu wywozowi leków z terytorium Polski. Wartość nielegalnie wyprowadzonych medykamentów szacuje się na ponad 2 mld zł. Firmy, które prowadzą obrót produktami leczniczymi, będą musiały składać elektroniczne raporty z przeprowadzonych transakcji oraz przesunięć magazynowych, a dane będą przetwarzane w systemie ZSMOPL.

– Nowe przepisy pociągają za sobą konieczność zmian zarówno organizacyjnych, jak i w samych systemach IT. Mikroprzedsiębiorcy będą musieli nauczyć się korzystania z darmowego oprogramowania, które służy do składania JPK. Więksi przedsiębiorcy będą musieli włożyć mnóstwo pracy, by dostosować swoje systemy oraz samą organizację do nowych wymagań, zwłaszcza do IFRS w wersji 16, czyli zmian w przestawianiu leasingu operacyjnego na finansowy. Jeśli chodzi o opcjonalny system płatności split payment, to firmy będą musiały z zmienione narzędzia oraz rejestracja wyciągów bankowych i generowanie plików z płatnościami – wymienia ekspert.

O ile oprogramowanie do składania JPK dla małych firm zostało dostarczone przez resort finansów, o tyle w przypadku pozostałych zmian, na przedsiębiorców spada więcej obowiązków.

– Więksi przedsiębiorcy będą musieli dostosować swoje systemy do nowych wymagań. Szczególnie branża farmaceutyczna zostanie dotknięta koniecznością implementacji od zera narzędzia do raportowania do ZSMOPL. Niektórzy dostawcy proponują zmiany w systemach, które dostarczają. Jednak systemy, które zostały stworzone specjalnie pod dużych klientów, będą musiały zostać zmienione pod konkretne zmiany podyktowane przez prawo – wskazuje Karol Ratajczak.

W maju Polaków czekają spore wydatki. Na organizację komunii dziecka muszą przeznaczyć średnio 3,6 tys. zł

W maju Polaków czekają spore wydatki. Na organizację komunii dziecka muszą przeznaczyć średnio 3,6 tys. zł 7

Maj to miesiąc kumulacji wydatków – wyjazdów majówkowych, przyjęć z okazji pierwszej komunii świętej, zakupu prezentu z okazji Dnia Matki i Dnia Dziecka. Sporym wydatkiem okazuje się być komunia. Najwięcej wydadzą rodzice na organizację przyjęcia. Całość kosztów pochłonie równowartość średniej klasy komputera, czyli ponad 3,6 tys. zł – wynika z Barometru Providenta. Ponad 1 tys. zł wydadzą rodzice chrzestni, a około 600 zł inni goście. W ramach prezentu komunijnego najczęściej wręczamy gotówkę i sprzęt elektroniczny.

– Maj to miesiąc, w którym Polaków czekają spore wydatki. Począwszy od długiego weekendu, poprzez zaplanowane przyjęcia komunijne, następnie takie okazje, jak Dzień Dziecka, Dzień Matki, kończąc na planach wakacyjnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magda Maślana z Provident Polska.

Maj to w wielu rodzinach okres sporego obciążenia dla domowego budżetu. Odczują to zwłaszcza rodziny, w których dziecko przystępuje do pierwszej komunii świętej. Jak wynika z badania Providenta, takie uroczystości są kosztowne – w tym roku średnio zostanie na to wydane ok. 1,7 tys. zł. Najwięcej zapłacą rodzice – nieco ponad 3,6 tys. zł. Kosztem jest przede wszystkim zorganizowanie przyjęcia w restauracji czy hotelu (w ostatnich latach 32 proc. badanych uczestniczyło w przyjęciu tam zorganizowanym). Tylko co piąty rodzic zamierza zaprosić gości na rodzinny obiad.

Z badań wynika, że jeżeli jesteśmy rodzicami chrzestnymi, wydamy około 1,2 tys. zł. Jeżeli jesteśmy zaproszeni jako goście, musimy się liczyć z wydatkiem około 600 zł. Zawiera się w tym prezent dla naszego bohatera ceremonii, jak również przygotowanie, np. wizytę u fryzjera czy zakup nowego stroju – podkreśla Magda Maślana.

Najbardziej hojni dla dziecka są rodzice chrzestni – co drugi decyduje się na zakup komputera, smartfona lub wręcza pieniądze. Rodzice, oprócz gotówki, kupują rower, smartfon lub pamiątkowy medalik. Także inni goście najczęściej decydują się wręczyć kopertę z pieniędzmi. Zdecydowanie rzadziej niż jeszcze kilka lat temu wręczają łańcuszki (12 proc.), zegarki (11 proc.) czy książki (2 proc.).

– Pierwsza komunia to wydarzenie, o którym wiemy już z dużym wyprzedzeniem, dlatego większość, bo 55 proc. Polaków, zadeklarowała w badaniu Barometr Providenta, że sfinansuje ją z oszczędności, a 45 proc. będzie się posiłkować bieżącymi dochodami. Niewielki odsetek badanych wskazał, że zaciągnie na ten cel pożyczkę bądź poprosi o pomoc rodzinę – wskazuje przedstawicielka Provident Polska.

Na pożyczkę z banku lub firmy pożyczkowej zdecyduje się ok. 3 proc. badanych, przy czym 6 proc. rodziców. Niewiele ponad 2 proc. wesprze się pożyczką od rodziny lub znajomych.

– Pierwsza komunia święta to dla rodziców i dla dziecka bardzo ważne wydarzenie. Przywiązujemy dużą wagę do oprawy tego wydarzenia. Pamiętajmy jednak, że maj to miesiąc bardzo wielu wydatków. Zaplanujmy je z głową i rozsądkiem – przypomina Magda Maślana.

Jakie są zalety pracy na produkcji?

W dużych i średnich miastach coraz prężniej rozwijają się zakłady produkcyjne. Co ciekawe, nie są to tylko firmy polskie, ale również takie, które mogą pochwalić się zagranicznym zasięgiem. Ze względu na charakter branży i specyfikę pracy, tego typu przedsiębiorstwa stale potrzebują nowych pracowników. I choć na temat pracy na produkcji narosło wiele mitów, to pomimo niekorzystnych opinii praca w takich miejscach może mieć wiele zalet.

Zdobycie doświadczenia

Kto powinien pomyśleć o pracy na produkcji? Przede wszystkim osoby, które nie mają doświadczenia zawodowego (lub mają niewielkie). Dlaczego? Zatrudnienie w tego typu miejscach jest doskonałym sposobem na nabycie cennych umiejętności oraz cenionych na rynku pracy kompetencji. Nie od dziś wiadomo, że praca w dużym zespole przyczynia się do nabycia umiejętności pracy w grupie, a tym samym sprzyja kształtowaniu umiejętności interpersonalnych. Jest też okazją do zdobycia nowych kontaktów zawodowych, które mogą okazać się pomocne w przyszłości. Praca w fabrykach wiąże się też z koniecznością nauczenia się radzenia sobie ze stresem oraz zarządzania własnym czasem.

Stabilne zatrudnienie

Jednym z powodów, dla których praca w miejscach takich jak http://bridgestone-poznan.pl to dobre rozwiązanie, jest stabilność zatrudnienia. Firmy specjalizujące się w produkcji oferują umowę o pracę, dzięki czemu ich pracownicy nie muszą obawiać się, że z dnia na dzień stracą stanowisko. Co więcej, ze względu na rozmiar, charakter, ale przede wszystkim kapitał, zakłady produkcyjne, w odróżnieniu od niewielkich firm i mikroprzedsiębiorstw, nie upadają z dnia na dzień. Przyczynia się to do tego, że pracownicy mogą czuć się komfortowo i nie muszą się obawiać zaciągania większych zobowiązań finansowych, np. kredytów czy różnego rodzaju pożyczek.

Premie i szkolenia

Oprócz stałej pensji pracownicy produkcji mogą również liczyć na dodatki, np. pakiety medyczne czy możliwość zdobycia dofinansowania na udział w imprezach sportowych. Ze względu na pojawiające się nadgodziny, przy odrobinie chęci i poświęceniu dodatkowego czasu, można zyskać dodatek do pensji. W wielu zakładach produkcyjnych istnieje też system premiowy. Wysokość premii uzależniona jest od wypracowania określonej normy i nierzadko jest zdecydowanie większa niż ustalona w umowie podstawa. Choć aspekty finansowe są bardzo ważne, nie można zapomnieć też o szansie na rozwój. Pracownicy produkcji już na starcie korzystają ze szkoleń niezbędnych do dalszej pracy, a wraz z nabywaniem doświadczenia mogą liczyć na uczestnictwo w kolejnych kursach, które ułatwiają awans w przyszłości.

Wynagrodzenia Polaków. Ile zarabiamy, a ile oddajemy na ZUS i podatki

Wynagrodzenie netto, czyli kwota, jaką otrzymuje pracownik po odjęciu wszystkich obowiązkowych podatków i składek, w Polsce wynosi 71% pełnej pensji w przypadku przeciętnie zarabiającego singla i 77% w przypadku przeciętnie zarabiającej rodziny. To poniżej średniej dla wszystkich krajów Unii Europejskiej – wynika z najnowszej edycji raportu PwC „Praca w UE – podatki i składki 2018”.

Z analizy przeprowadzonej przez ekspertów PwC wynika, że przeciętnie zarabiający singiel otrzymuje 71% swojego pełnego wynagrodzenia (średnia UE 73%). Pozostała część to podatek PIT oraz obowiązkowe składki odprowadzane w imieniu pracownika przez pracodawcę: na ubezpieczenie emerytalne i rentowe oraz chorobowe (ZUS), a także na ubezpieczenie zdrowotne (NFZ). Oznacza to, że w zestawieniu z pozostałymi krajami UE zajmujemy 15. lokatę (ex aequo z Chorwacją, Łotwą i Rumunią). Pierwsze trzy miejsca należą do Cypru (91%), Malty (81%) oraz ex aequo Estonii, Irlandii i Wielkiej Brytanii (80%).

W nieco gorszej sytuacji pod tym względem znajdują się polskie rodziny. Co prawda, przy przeciętnych dochodach mogą one liczyć na 77% wynagrodzenia (średnia UE wynosi 79%), ale to zaledwie 18. miejsce w zestawieniu wszystkich 28 krajów Unii Europejskiej (ex aequo ze Szwecją). Analiza uwzględnia popularne ulgi na dziecko i rozliczenie małżeńskie.

Zmiany, które zaszły w podatku PIT w Polsce w ostatnich kilkunastu miesiącach, nie wpłynęły znacząco na wysokość wynagrodzenia netto przeciętnej rodziny. Podniesienie kwoty wolnej od podatku odczuła niewielka grupa osób o najmniejszych dochodach. Z kolei dyskutowane zniesienie limitu składek ZUS i tym samym zwiększenie kosztów zatrudnienia nie będzie pozytywnie stymulować rynku pracy. W tym kontekście pod znakiem zapytania stoi wzrost konkurencyjności naszego wynagrodzenia na europejskim rynku. – Mariusz Ignatowicz, partner w dziale prawno-podatkowym PwC

Jak wynika z danych zebranych w raporcie PwC, mimo podwyżki kwoty wolnej od podatku do 6600 zł w 2017 r., Polska nadal znajduje się w końcówce zestawienia krajów unijnych (21. miejsce). Spośród państw, które posiadają kwotę wolną za nami znajdują się tylko Włochy (22.), Łotwa (23.), Czechy (24.) i Rumunia (25.). W poprzednim roku największy wzrost kwoty wolnej nastąpił w Chorwacji, o niemal 2000 euro.

Eksperci PwC przeprowadzili także analizę dotyczącą wynagrodzenia netto dla osób zamożnych, to jest takich, które otrzymują pięciokrotność przeciętnego wynagrodzenia. W przypadku singla zarobki netto wynoszą 67% (10. pozycja ex aequo z Węgrami), a w przypadku rodziny to 73% (6. lokata).

Zmiany w PIT i ZUS w krajach Unii Europejskiej

W minionym roku w 3 krajach Unii Europejskiej (Dania, Holandia, Luksemburg) nieznacznie podwyższono stawki podatkowe. Z kolei na Łotwie, gdzie do tej pory obowiązywał 23% podatek liniowy, w 2018 r. wprowadzono progresywną skalę podatkową od 20% do 31,4%. W Rumunii stawka podatku liniowego została w 2018 r. obniżona z 16% do 10%.

W krajach UE nadal dominują stawki progresywne (dotyczy to zwłaszcza państw tzw. „starej Unii”). Stawki liniowe są w zdecydowanej mniejszości i obowiązywały w 2017 r. w zaledwie 6 państwach, a od tego roku już tylko w 5 (bez Łotwy). W ponad połowie krajów Unii Europejskiej stawka podatkowa dla najlepiej zarabiających waha się w granicach 40-57%. Aż 8 państw ma najwyższą stawkę podatkową równą lub wyższą niż 50% (Szwecja, Portugalia, Austria, Holandia, Dania, Belgia, Słowenia, Grecja).

Łączna składka na ZUS w Polsce to ponad 35% wynagrodzenia

Łączna składka na ZUS w Polsce to ponad 35% wynagrodzenia, co w tym aspekcie sytuuje nas w połowie zestawienia państw Unii Europejskiej. W kilku krajach przekroczony jest próg 40% (Słowacja, Czechy, Rumunia, Węgry, Grecja, Belgia, Holandia, Niemcy), a w przypadku Francji nawet 60%. W minionym roku na podwyżkę składek na ubezpieczenie społeczne zdecydowały się Niemcy, a na Cyprze i w Holandii obniżono składki pracodawcy z tego tytułu. – Joanna Narkiewicz-Tarłowska, dyrektor w dziale prawno-podatkowym PwC.

Jak będzie wyglądała cyfrowa przyszłość branży leasingowej?

Cyfryzacja sektora leasingowego, mobilne kanały dostępu, szanse i zagrożenia wynikające z „uberyzacji branży leasingowej”, dyrektywa PSD2, elektroniczny podpis czy niezakłócony dostęp do rejestrów danych – to wybrane tematy, które pojawiły się podczas pierwszej edycji „E-Leasing Day”, konferencji zorganizowanej przez Związek Polskiego Leasingu pod koniec kwietnia.

Konferencja „E-Leasing Day” to wydarzenie mające na celu umożliwienie wymiany doświadczeń i stymulujące poszukiwanie inspiracji dla rozwoju sektora leasingowego. Ta nowa inicjatywa Związku Polskiego Leasingu zgromadziła w Warszawie ponad 100 osób. Wśród uczestników konferencji znaleźli się przedstawiciele firm leasingowych i firmy wynajmu, eksperci rynku oraz partnerzy, dostarczający innowacyjne rozwiązania. Tematem przewodnim spotkania była przyszłość branży leasingowej w kontekście cyfrującego się otoczenia gospodarczego.

Ewa Łuniewska, Wiceprzewodnicząca Komitetu Wykonawczego ZPL, witając uczestników „E-Leasing Day” podkreśliła, że leasingodawcy chcą być nie tylko odbiorcą trendów, które są na rynku, ale także sami je wyznaczać. Marcin Balicki, Wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego ZPL dodał, że u źródeł pomysłu związanego z digitalizacją, leżała wiara w to, że mimo, iż technologia jest źródłem przewagi konkurencyjnej dla każdej z firm leasingowych, to branża będzie rozwijać się szybciej, jeśli znajdzie wspólne inicjatywy.

Myślenie o digitalizacji ma – w opinii Marcina Balickiego – także wymiar czysto związkowy, ponieważ ZPL zrzesza zarówno firmy bankowe, mające duże zaplecze, jak i podmioty nie bankowe, a digitalizacja jest obszarem, w którym wszyscy mogą zyskać.  Marcin Balicki podkreślił także, że wprowadzenie dyrektywy PSD2 może oznaczać dla sektora leasingowego pojawienie się na rynku silnej konkurencji. Wiceprzewodniczący KW ZPL w perspektywie od 3 do 5 lat widzi zagrożenie, które nazwał „uberyzacją branży leasingowej”. Jedną z inicjatyw branży, mających m.in. sprostać tego typu zagrożeniom jest Grupa ds. Digitalizacji, która powstała w ramach Związku Polskiego Leasingu, pod koniec ubiegłego roku.

Spotkanie otworzyła debata, dotycząca „Przyszłości branży leasingowej w cyfryzującym się otoczeniu gospodarczym”. Do dyskusji zostali zaproszeni: Anna Streżyńska – była Minister Cyfryzacji, Prezes Zarządu MC2 Solutions Sp. z.o.o, Andrzej Dopierała – Prezes Zarządu Asseco Data Systems S.A., Kamil Portka – Agile Leasing Division Director, Ailleron S.A., Sławomir Szopa – Prezes Zarządu Big Consulting Sp. z o.o., Łukasz Wojcieszak – Partner Enxoo Sp. z o.o. oraz Łukasz Wróbel – Wiceprezes i CBDO WEBCON Sp. z o.o. Rozmowę moderował Marcin Balicki, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego ZPL. Głównym  wyzwaniem „E-Leasing Day” było znalezienie pomysłów, które mogą być istotne dla branży leasingowej w ciągu 2-3 lat.

Anna Streżyńska zauważyła, że dzisiejszemu klientowi zależy na mobilnych kanałach dostępu, co wiąże się z dążeniem do rozwijania technologii mobilnych, stosowaniem dużych uproszczeń, dążeniem do dostępu do elektronicznej tożsamości, wykorzystania jej w całym procesie transakcyjnym, wreszcie do tego – jak zauważyła Anna Streżyńska – aby cały proces transakcyjny mógł odbyć się poza światem realnym. Była Minister Cyfryzacji zaznaczyła też, że to, co się dzieje w świecie cyfrowym nie zmienia tylko branży leasingowej. Dodała, że ten proces należy rozpatrywać w kategorii szans jak i zagrożeń, kiedy inne firmy, także spoza sektora finansowego, będą zainteresowane wejściem na rynek cyfrowych usług finansowych, dzięki dyrektywie PSD2 i rozwiązaniom sprzyjającym cyfryzacji tych procesów.

Anna Streżyńska podkreśliła też, że „uberyzacja” branży leasingowej może być szansą, jeżeli zostanie rozpatrzona jako ucieczka do przodu i będzie oznaczała gotowość na nowe technologie, wcześniej niż zrobią to inni.

Anna Streżyńska przedstawiła także analizę procesu leasingu, z punktu widzenia elementów, których będzie dotyczyła cyfryzacja (począwszy od identyfikacji tożsamości stron umowy, poprzez podpisanie tej umowy, w sposób bezpieczny i bez wad prawnych, a skończywszy na poszczególnych etapach jej realizacji).  Anna Streżyńska odnalazła aż 20 korzyści wynikających z cyfryzacji tego procesu i 20 miejsc, których cyfryzacja dotyka. Według niej każdy etap podlega intensywnej cyfryzacji i ma ewidentne korzyści wynikające z zastosowań rozwiązań cyfrowych. Zdaniem ekspertki najczęściej nie będą to klasyczne rozwiania informatyczne, ale wyzwania takie jak sztuczna inteligencja, blockchain czy internet rzeczy.

Andrzej Dopierała, prezes Asseco Data Systems, zapytany o to dokąd zmierza branża leasingowa i w jakim miejscu będzie za 3 lata zauważył, że działalność nowego zespołu w ramach ZPL, może być  dobrym fundamentem, który pozwoli wszystkim podmiotom współpracującym w ramach branży leasingowej, osiągnąć podobny pułap rozwoju. Dalsze doskonalenie tego procesu będzie już indywidualną sprawą firm i będzie zależało od kreatywności, pomysłów, inwencji i ciężkiej pracy każdej z firm leasingowych.

Podczas swojego wystąpienia, prezes Asseco Data System zwrócił uwagę na fakt, że już dzisiaj umowa leasingowa nie musi być zawarta w formie pisemnej, gdyż europejska dyrektywa eIDAS powoduje, że dokument elektroniczny, opatrzony elektronicznym podpisem, jest tożsamy z podpisem na papierze. Prezes Dopierała podał przykład firmy produkującej drzwi, która za pośrednictwem systemu informatycznego umożliwia klientowi spersonalizowanie zamówienia drzwi, które są gotowe do odbioru w ciągu dwóch – trzech dni. Zdaniem prezesa Dopierały w bliskiej perspektywie podobna usługa będzie także możliwa, w przypadku zamówienia samochodu ze pośrednictwem systemu firmy leasingowej. Zaznaczył jednocześnie, że z uwagi na specyfikę transakcji leasingowej jest to dużo bardziej skomplikowany proces i wymaga przejścia przez cały łańcuch, jednak  ten proces będzie możliwy.

Kamil Portka, szef zespołu Agile Leasing Division w firmie Ailleron, zauważył obecność na rynku silnych polskich firm leasingowych, które technologicznie wyprzedzają firmy z pozostałych krajów Europy Środkowej. Zdaniem Kamila Portki, nawet najlepsze technologie, które mogą się pojawić w związku z wejściem na rynek leasingu „Ubera”, nie zastąpią lat doświadczeń. Dodatkowo – w opinii eksperta – firmy leasingowe mają świetną obsługę klienta, a nowoczesna technologia może obniżyć jej koszty. Już dziś część firm leasingowych przejawia technologiczną gotowość do wydania decyzji kredytowej w ciągu kilku sekund.

Prowadzący debatę, Marcin Balicki stwierdził, że jeśli jakiś podmiot wejdzie na rynek bankowy, wykorzystując PSD2 i zbuduje tam masę krytyczną, będzie miał bazę danych o klientach mikro-biznesowych, to zbudowanie na tej podstawie modelu scoringowego, który będzie w stanie automatycznie przyznać rating tego klienta, który ubiega się o finansowanie, będzie bardzo proste. Według niego przewaga konkurencyjna w tym segmencie wynika wyłącznie z posiadanych danych. Ktoś, kto chciałbym zbudować przykładowego „Ubera”, w formule leasingu i od niego zacząć jest bez szans. Natomiast jeśli zacznie z drugiej strony  – ta przewaga zniknie.

Ekspert Ailleron, jako rozwiązanie dla branży, zaproponował wirtualizację kanałów sprzedaży i obsługi. Wirtualizacja oddziału zapewnia kontakt z klientem poprzez stronę internetową, poprzez portal obsługi klienta na urządzeniu stacjonarnym lub mobilnym klienta lub w placówce banku, gdzie udostępnione zostanie mu takie urządzenie.  Pracownik firmy leasingowej – według Kamila Portki – w dalszym ciągu będzie potrzebny, ponieważ zajmie się dokończeniem sprzedaży oraz doradztwem posprzedażowym. Wirtualizacja na początku ma być przedłużeniem ręki handlowca – poprzez czaty, czatboty. Kolejnym etapem będzie pojawienie się awatara, znającego odpowiedz na najbardziej nurtujące pytania.

Zadaniem Sławomira Szopy, Prezesa Zarządu Big Consulting, cyfryzacja powoduje, że ogólne koszty transakcji maleją, a proces leasingowy przyspiesza. Klient, oczekujący szybkiej obsługi, wymusza na firmie leasingowej przeprowadzenie w bardzo krótkim czasie procesu weryfikacji klienta, który pozwoli go poznać i odpowiedzieć na pytanie czy nie jest wirtualny, co oznaczałoby ryzyko sprzedaży produktu nieistniejącemu podmiotowi. Zadaniem eksperta Big Consulting, mała ilość czasu powoduje, że dla firm leasingowych kluczowy jest sprawny dostęp do danych, a rejestry – szczególnie te państwowe – nie pozwalają dzisiaj w kilka sekund zebrać wszystkich informacji na temat podmiotu gospodarczego, który stara się o finansowanie.

W trakcie dalszej dyskusji panelowej pojawiły się wątki odnoszące się do CRM, RODO czy gotowości firm do wdrażania nowych technologii. Łukasz Wojcieszak, Partner w Enxoo zauważył, że dzisiaj konsument może ściągnąć aplikację mobilną, dzięki niej wsiąść do samochodu, który stoi na ulicy i nim odjechać. Przy czym ekspert podkreślił, że tego typu rozwiązania nie będą funkcjonować bez integracji z wewnętrznymi systemami informatycznymi firmy. Zdaniem Łukasza Wojcieszaka, nie każdy system wymaga samodzielnej budowy lub budowy wspólnie z dostawcą od podstaw, ponieważ na świecie są dostępne technologie, z których można skorzystać, m.in. po to, aby cyfryzację w branży leasingowej popchnąć do przodu.

Łukasz Wróbel, Wiceprezes i CBDO Webcon, podsumowując dotychczasową dyskusję stwierdził, że w jej trakcie pojawiły się takie rozwiązania jak blockchain, chmura, podpis i cyfryzacja dokumentów, aplikacje mobilne, internet of things. Według eksperta Webcon nie jest to lista skończona, co stanowi największe wyzwanie, nie tylko dla branży leasingowej, ale dla każdej branży. Tempo zmian i tempo pojawiania się nowych technologii powodują, że firmy stają przed nieco innymi, niż dotychczas, wyzwaniami. Zdaniem Łukasza Wróbla dużo większym wyzwaniem – niż wybór technologii – jest wewnętrzna restrukturyzacja firm, która pozwoli pracownikom nieustannie wdrażać nowe rozwiązania. Zdaniem eksperta, zmiana i to, w jaki sposób firma jest w stanie na zmianę reagować, jest największym wyzwaniem dla firm.

Interesujące ujęcie dyrektywy RODO zaprezentowała Anna Streżyńska. Według słów byłej Minister Cyfryzacji, RODO poddaje się cyfryzacji i może zostać zneutralizowanie, poprzez rozwiązania blockchainowe, poprzez zaszyfrowanie danych klienta, w taki sposób, aby profil cech był rozpatrywany bez identyfikacji z konkretną osobą z imienia i nazwiska i pozostałych cech tożsamości. Jak wytłumaczyła Anna Streżyńska, dopiero na poziomie decyzji leasingowej, następowałoby ponowne przypisanie tej tożsamości do ocenianego wzorca.

Podsumowując dyskusję, dotyczącą cyfryzacji w branży leasingowej, Anna Streżyńska stwierdziła, że musimy uwolnić się od myślenia o cyfryzacji tych procesów, które znamy. Według ekspertki, w przyszłości, cyfryzacji nie będą poddawane duże ilości dokumentów. Wymiana informacji między różnymi jednostkami administracji i biznesu, biurami informacji kredytowej, bankami, administracją, ZUS czy urzędami skarbowymi będzie odbywała się z wykorzystaniem platform wymiany informacji i usług. Dane pozyskiwane w bardzo krótkim czasie staną się częścią całego procesu. Według Anny Streżyńskiej ten proces będzie wyglądał całkowicie inaczej, niż obecnie funkcjonujący model.

Konferencja „E-Leasing Day” odbyła się 19 kwietnia w Hotelu DoubleTree by Hilton w Warszawie. Organizatorem wydarzeniem był Związek Polskiego Leasingu, a partnerami głównymi: Asseco Data Systems S.A. oraz Enxoo Sp. z o.o. Partnerzy: Ailleron S.A, Big Consulting Sp. z o.o., SI- Consulting Sp. z o.o., WEBCON Sp. z.o.o.

Konflikt w firmie – czy można na nim skorzystać?

Mniejsze lub większe konflikty między ludźmi to nic zadziwiającego, także w świecie biznesu. Mogą pojawić się wśród członków zespołu czy też na spotkaniach z kontrahentami. Niektóre osoby starają się za wszelką cenę unikać sporów, inne dążą do kompromisu bądź wręcz przeciwnie – walczą. W jakich sytuacjach najlepiej sprawdzą się poszczególne style rozwiązywania konfliktów?

Unikać jak ognia?

Unik to tak naprawdę tylko odroczenie rozwiązania konfliktu. Takie podejście bywa korzystne na przykład, gdy brakuje nam argumentów, nie czujemy się najlepiej lub chcemy wyciszyć emocje. – Przełożony, będąc świadkiem sporu pracowników lub samemu w nim uczestnicząc, może np. zaproponować powrót do tematu, kiedy emocje opadną. Nie należy jednak odkładać tego w nieskończoność, bo sytuacja sama się nie rozwiąże. Przykładowo, gdy dwóch handlowców trafia do tego samego klienta i oferuje te same produkty, nietrudno o konflikt między nimi, prędko może dojść do emocjonujących prób dowiedzenia, kto był pierwszy. Konsekwencją utrzymywania takiego stanu może być ogromna strata ich energii, którą mogliby zainwestować w pozyskiwanie kolejnych klientów. Dlatego też warto jak najszybciej wyjaśnić tę kwestię – zauważa Marek Małkowicz, prezes firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland.

Za zakończenie takich problematycznych sytuacji odpowiada w pierwszej kolejności menedżer. Jego otwarta postawa, chęć zrozumienia przyczyn sporu i „chirurgiczne” rozwiązanie może nie tylko zaoszczędzić mnóstwo energii wspomnianych w przykładzie handlowców i całego działu. – Ostateczne wyjaśnienie konfliktu i jego przyczyn pomaga też w ustalaniu sposobów zapobiegania podobnym sytuacjom w przyszłości. To dobra nauka dla firmy nie tylko w kontekście pogłębiania wiedzy i wzrostu biznesowego doświadczenia, ale i w aspekcie społecznym. Pozwala uczestnikom sporu na doskonalenie lub nabycie nowych umiejętności, np. negocjacyjnych oraz poczucie silniejszej więzi emocjonalnej w grupie i wzrost optymizmu, burząc pozorny spokój. Może też przynieść stronom satysfakcję z porozumienia się, ulgę oraz poczucie skuteczności – zauważa Marek Małkowicz. Co zrobić, żeby tak było?

Współpraca czy walka o swoje?

Aby osiągnąć harmonijne partnerstwo, warto, aby menadżer najpierw zebrał wszystkie potrzebne informacje i ustalił przyczyny konfliktu. Można wyróżnić pięć ich typów. Pierwszy – strukturalny – dotyczy głównie podziału zadań i definicji zakresu obowiązków, rozwiązuje się go więc przez ich zdefiniowanie. Spory mogą pojawić się też w obszarze danych (wówczas należy zadbać o to, by informacje na dany temat dotarły do wszystkich zainteresowanych) lub relacji, np. gdy osoba przejawia tendencje do przekraczania granic, udowadniania swojej wyższości, menedżer powinien porozmawiać z obiema stronami i pomóc im w przezwyciężaniu np. osobistej niechęci. Kolejny typ to konflikt interesów – odwołując się do wcześniejszego przykładu, jeden z handlowców za wszelką cenę chce pozyskać klienta, gdyż pomoże mu to zrealizować plan miesięczny. W takiej sytuacji do rozwiązania najlepiej dojść poprzez negocjacje. Za to gdy sprzedawca chce działać w myśl wyuczonej u poprzednich pracodawców zasady „kto pierwszy, ten lepszy”, będziemy mieli do czynienia z konfliktem wartości. Wówczas należy starać się uzgodnić wspólne przekonania uczestniczących w sprzeczce. – Warto dać wypowiedzieć się każdej ze stron, nieco ostudzić emocje i następnie zaproponować rozwiązanie lub wypracować je wspólnie. Przy czym pamiętać należy, że najtrudniejszymi do zażegnania są w firmach konflikty dotyczące relacji i wartości one wymagają najwięcej działań ze strony menedżera – komentuje Marek Małkowicz z Integra Consulting Poland. Gdy przełożony w trakcie rozmów z pracownikami występuje w roli rozjemcy lub mediatora, dobrze skupić się na tym, co łączy, a nie dzieli, pracować nad korzyściami obu stron – niezbędna jest jednak do tego współpraca. – To najtrudniejszy styl rozwiązywania konfliktów, wymaga bowiem inteligencji, także tej emocjonalnej, czyli sporej otwartości i umiejętności słuchania, elastyczności i zaangażowania, tolerancji, a ponadto twórczego myślenia, wychodzenia poza schematy. Potrzebna jest także chęć obu stron, prawdziwe porozumienie nie będzie bowiem możliwe, jeśli nasz rozmówca, mimo wielu zachęcających sygnałów i konkretnych propozycji, nie chce lub nie umie wspólnie działać. W takiej sytuacji kompetencje te powinien posiadać szef, który pomoże je rozwinąć u wchodzących w konflikt podwładnych, będąc wzorem – mówi Marek Małkowicz z Integra Consulting Poland.

Dla niektórych jedynym znanym stylem rozwiązywania konfliktów jest walka. Najczęściej stosują ją osoby, które mają potrzebę udowadniania własnej przewagi, naśladujące dawne, agresywne wzorce bądź próbujące ukryć własną słabość. Umiejętność prowadzenia batalii o swoje racje może pomóc w zdobyciu społecznego autorytetu, jednak na dłuższą metę jest wyczerpująca zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie i negatywnie oddziałuje na relacje w zespole. Wiąże się często z tzw. cyklem odwetowym, który polega na tym, że na wybuch niekontrolowanej agresji rozmówca odpowiada atakiem, co z kolei prowadzi do kontrataku. Takie błędne koło funkcjonuje do momentu, w którym ktoś dojrzalszy emocjonalnie nie przerwie go, np. poprzez tzw. „gesty zgody”, czyli m.in. przeproszenie czy adekwatne nazwanie sytuacji (np. „Wiesz, chyba oboje tracimy energię, gdy się kłócimy”). Te zachowania jednak czasem są mylone z uległością.

Cienka granica między uleganiem a kompromisem

Elementy uległości przejawiane przez członków zespołu, którzy zwykle dominują, są zazwyczaj bardzo dobrze odbierane przez rozmówców. W przypadku osób nieśmiałych i niepewnych siebie oraz przyjacielsko nastawionych ten styl rozwiązywania konfliktów daje natomiast oparcie i poczucie bezpieczeństwa, ale pod warunkiem, że postawa drugiej strony będzie taka sama. Jeśli jednak natrafią na „twardego” partnera, będą narażone na eksploatację, lekceważenie czy poczucie krzywdy. To natomiast grozi przegraną co najmniej jednej ze stron, kumulacją napięcia i niekontrolowanym wybuchem emocji. – Konformizm i dążenie do „świętego spokoju” okazują się czasem pułapką. Jeśli więc ulegamy, powinniśmy dokładnie wiedzieć, dlaczego to robimy i decydować się na taką postawę tylko wtedy, gdy sytuacja zdecydowanie tego wymaga, a nie dlatego, że nie potrafimy w inny sposób zareagować na spór – mówi Marek Małkowicz. Kiedy za to ustępujemy, dążąc do znalezienia „złotego środka”, mowa już o kompromisie. Takie rozwiązanie jest korzystne, gdy rezygnujemy z mniej istotnych dla nas kwestii. Jeśli jednak zbyt łatwo odstąpimy od ważnych dla nas spraw, trudno będzie mówić o satysfakcji i korzyściach z porozumienia, całkiem możliwe więc, że w takiej sytuacji konflikt wybuchnie ze zdwojoną siłą.

Brak koniecznych wyjaśnień często prowadzi do eskalacji nieporozumień i zwiększa prawdopodobieństwo pojawienia się kolejnych. Dlatego też tak ważne jest to, aby przełożeni oraz partnerzy biznesowi kierowali konfliktami tak, aby przynosiły one pozytywne efekty. – Każdy z wymienionych stylów rozwiązywania sporów ma zalety i wady, o ich skuteczności decyduje jednak ich elastyczne stosowanie – adekwatnie do sytuacji. Wówczas sprzeczka może służyć rozwojowi zespołu i firmy, sprzyja bowiem otwartemu postawieniu ukrywanych wcześniej różnic i problemów. Konflikty wymuszają zdefiniowanie, które z nich są ważne, czyli określenie przez strony priorytetów. Jeżeli odpowiednio je rozwiążemy, mogą stanowić impuls do pozytywnych zmian w przedsiębiorstwie dzięki temu, że wspólnie udoskonalamy nie tylko procedury, ale także sposoby komunikacji – podsumowuje Marek Małkowicz z Integra Consulting Poland.

Szwecja przyznała obywatelstwo Irańczykowi skazanemu za szpiegostwo na rzecz Mossadu

Irański naukowiec Ahmadreza Djalali, który w Iranie został skazany na śmierć za rzekomą pomoc Izraelowi w zabiciu irańskich naukowców nuklearnych, otrzymał od rządu Szwecji obywatelstwo. 45-letni Djalali mieszkał od kilku lat w Szwecji i pracował tam w słynnym Instytucie Karolinska. Nauczał również jako profesor medycyny katastroficznej na Uniwersytecie Vrije w Brukseli i we Włoszech.

Djalali został aresztowany w Iranie w 2016 r. podczas swojej wizyty w tym kraju, a rok później otrzymał wyrok śmierci za pomoc w zgładzeniu czterech fizyków nuklearnych w latach 2010–2012 i w sabotowaniu programu nuklearnego. Większość fizyków zginęła w wyniku eksplozji bomb magnetycznych umieszczonych w pojazdach. Teheran uważa, że zabójstwa dokonał Mossad przy pomocy osób związanych z irańskim programem nuklearnym.

Irańska prokuratora stwierdziła, że Djalali przyznał się do odbycia kilku spotkań z Mossadem, podczas których rzekomo dostarczył wrażliwe informacje o irańskich instalacjach wojskowych i nuklearnych. Ponadto miał przekazać Izraelowi nazwiska i adresy co najmniej 30 osób zaangażowanych w program jądrowy tego kraju. W zamian Izraelczycy pomogli mu w uzyskaniu stałego pobytu w Szwecji i sfinansowali przeprowadzkę. W liście napisanym w więzieniu Djalali oświadczył, że został skazany na śmierć po tym, jak odmówił udziału w irańskiej operacji szpiegowskiej.

Rzecznik MSZ Szwecji oświadczyła, iż rząd tego kraju przyznał Djalalemu obywatelstwo po decyzji krajowego Komitetu Imigracyjnego. Ministerstwo pozostaje w kontakcie z władzami Iranu i poprosiło o dostęp do uwięzionego naukowca. Rząd Szwecji żąda rezygnacji z wykonania kary śmierci.

Źródło: portal intelNews.org, 19.02.2018 r.

Wywiady zachodnie szpiegowały irański program nuklearny przy pomocy jaszczurek?

Szef sztabu sił zbrojnych Iranu w latach 1989–2016, a obecnie doradca wojskowy duchowego przywódcy ajatollaha Ali Chamenei, Hassan Firouzabadi, w wywiadzie udzielonym irańskiej agencji ILNA (Iranian Labor News Agency) ujawnił, że obce rządy wykorzystywały różne gatunki jaszczurek, w tym kameleony, do szpiegowania irańskiego programu nuklearnego.

W wypowiedzi nawiązywał do samobójczej śmierci wybitnego irańsko-kanadyjskiego obrońcy środowiska prof. Kavousa Seyeda Emamiego, który 24 stycznia 2018 r. został aresztowany z siedmioma swoimi kolegami i oskarżony o szpiegostwo. Rodzina Emamiego i liczni aktywiści ochrony środowiska podważają wersję, że mężczyzna popełnił samobójstwo.

Zdaniem Firouzabadiego kilka lat temu władze Iranu aresztowały grupę cudzoziemców, którzy odwiedzali Iran, by zebrać fundusze na palestyńskich więźniów politycznych. Wśród rzeczy aresztowanych znaleziono „gatunki pustynnych gadów, w tym kameleona”. Po przeprowadzeniu badań wyciągnięto wniosek, że skóra jaszczurek przyciąga fale radioaktywne. W związku z tym uznano, iż byli faktycznie „szpiegami nuklearnymi”, którzy przybyli do Iranu, aby lokalizować kopalnie uranu i miejsca, gdzie prowadzone są eksperymenty z energią jądrową.

Zachodni naukowcy i publicyści naukowi odrzucili twierdzenia Firouzabadiego jako fantastyczne. John Timmer, redaktor naukowy amerykańskiej strony internetowej Ars Technica, zajmującej się technologią i nauką, nazwał jego rewelacje „szaleństwem” – nie ma bowiem naukowych dowodów na to, że gady mają właściwości licznika Geigera.

Źródło: portal intelNews.org, 16.02.2018 r.

Rok przełomu dla kryptowalut

Ankieta agencji informacyjnej Reuters przeprowadzona wśród ponad 400 instytucji finansowych pokazuje że 20 proc. z nich planuje wprowadzić obrót kryptowalutami w ciągu najbliższego roku – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Dziś nie obserwujemy astronomicznego wzrostu ani też dużych wahań cen bitcoina. Najpopularniejsza z kryptowalut kosztuje obecnie o połowę mniej niż w połowie grudnia.

Taki jest efekt m.in. wprowadzania i zaostrzenia regulacji. Ich poziom oraz transparentność rynku mogą sprawiać, że o nieustannych skokowych wzrostach cen bitcoina możemy raczej zapomnieć. Czy to oznacza, że kończy się czas kryptowalut? Prawdopodobnie nie. “Na ratunek” mogą przyjść instytucje finansowe, które wcześniej były do kryptowalut nastawione sceptycznie.

Z najnowszej, anonimowej ankiety Reutersa wynika, że z ponad 400 instytucji finansowych średnio 1 na 5 planuje wprowadzić obrót kryptowalutami w ciągu najbliższego roku. Co ciekawsze, aż 70 proc. z firm zainteresowanych implementacją kryptowalut chce to zrobić najbliższym półroczu.

To była pierwsza tego typu ankieta przeprowadzona przez Reutersa wśród tylu instytucji finansowych, stąd ciężko ocenić, jak to zainteresowanie zmieniało się w czasie. Jeżeli jednak określone przez te instytucje plany doczekają się realizacji, może wywołać to pozytywny efekt domina dla rynku kryptowalut. Inne instytucje finansowe nie będą chciały zostać w tyle za konkurencją i także wprowadza obrót kryptowalutami.

Informacje o wprowadzaniu możliwości handlu kryptowalutami najprawdopodobniej pozytywnie odbiłyby się na cenie bitcoina, ale także innych kryptowalut. Ich wartość jest wszak funkcją zainteresowania. Im ono jest większe, tym bardziej rosną popyt i ceny. Biorąc jednak pod uwagę, że proces ten będzie raczej stopniowy, również potencjalne zwyżki cen mogą być coraz bardziej “wypłaszczone”, tzn. rozłożone w czasie.

Kurs dolara cały czas zyskuje

Dolar amerykański zakończył wczorajszy dzień na plusie w relacji do większości głównych walut, jak i walut krajów rozwijających się. Aprecjację dolara wspierał wzrost rentowności amerykańskich papierów dłużnych, który był kontynuowany w środę.

Po tym jak rentowności amerykańskich obligacji 10-letnich po raz pierwszy od ponad 4 lat przebiły poziom 3%, wczoraj dobiły do poziomu 3,02%. Istotnie wzrosły zanotowały również rentowności krótkoterminowych papierów dłużnych.

Ostatni wzrost rentowności jest związany m.in. ze zmianą otoczenia inflacyjnego i wzrostem oczekiwań względem podwyżek stóp procentowych ze strony Rezerwy Federalnej. Rynki nieśmiało zaczęły wyceniać 4 podwyżki stóp procentowych w 2018 r. Wspomniane zmiany na rynku obligacji nie są pozytywne dla aktywów ryzykownych, takich jak globalne akcje, jak i waluty (czy ogólnie – aktywa) EM.

Amerykańskie obligacje dają więcej zarobić, co ma przełożenie na zmianę światowego profilu ryzyka na rynkach finansowych. Inwestorzy mają mniej motywacji, żeby inwestować w bardziej ryzykowne akcje, które mogą dać podobną (ale dużo bardziej niepewną) stopę zwrotu. Mogą również przenosić kapitał z krajów EM, które (tak jak Polska) nie podnoszą stóp procentowych, a wysokie rentowności w ich przypadku odpowiadają w istotnej mierze właśnie premii za ryzyko inwestowania w kraju EM.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę umocnił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,20 – 4,24.  Euro umacniało się w parze ze słabszym złotym, jednak istotnie traciło w parze z dolarem amerykańskim i funtem brytyjskim.

W dniu dzisiejszym odbędzie się spotkanie decyzyjne Europejskiego Banku Centralnego. Istotniejsza od decyzji banku (którą powinno być utrzymanie parametrów polityki pieniężnej na niezmienionym poziomie) będzie jednak konferencja prasowa. Biorąc pod uwagę serię rozczarowujących odczytów z europejskich gospodarek spodziewamy się, że Mario Draghi uzna pogorszenie otoczenia gospodarczego w krajach strefy euro, jednocześnie wyrażając obawy związane z brakiem wyraźnej presji inflacyjnej we wspólnym bloku walutowym. Prawdopodobnie Draghi nie odniesie się wprost do wyczekiwanego przez rynki zakończenia programu QE, które – jak sądzimy, w kontekście ostatnich, słabszych odczytów i braku presji inflacyjnej – zostanie przesunięte na koniec roku.

Wspólna waluta w ostatnich dniach jest stosunkowo słaba, negatywny ton Draghiego mógłby jej jednak jeszcze zaszkodzić. O ile oczywiście retoryka prezesa EBC będzie bardziej gołębia niż obecnie szacują rynki.

GBP

Kurs GBP/PLN  w środę umocnił się o 0,6%, wahając się w widełkach 4,80 – 4,85. Brytyjska waluta umacnia się względem słabszego PLN, jednak jest wyraźnie słabsza w relacji do głównych walut. Inwestorzy czekają na piątkowe dane dotyczące brytyjskiej dynamiki PKB w I kwartale oraz w dłuższej perspektywie – na majowe spotkanie Banku Anglii wobec którego rynek ma mieszane oczekiwania. Z jednej strony, część inwestorów liczy na podwyżkę kosztów pieniądza, z drugiej – rynek podchodzi do tej kwestii ostrożnie. Ostatnie słabe odczyty z gospodarki Zjednoczonego Królestwa i gołębia wypowiedź prezesa BoE skutecznie wpłynęły na spadek oczekiwań inwestorów względem spotkania.

USD

Kurs USD/PLN w środę umocnił się aż o 1%, wahając się w widełkach 3,44 – 3,48. Oprócz kwestii zmian na rynkach finansowych, które przekładają się na cenę amerykańskiej waluty, uwaga mediów i obserwatorów rynku zaczyna również w większym stopniu skupiać się na kwestiach geopolitycznych, które zyskują na znaczeniu.

Jutro bowiem odbędzie się szczyt obu Korei, który będzie „wstępem” do spotkania Donalda Trumpa & Kim Jong Una, zaplanowanego na kolejny miesiąc. Denuklearyzacja półwyspu jest celem prezydenta USA, a ostatnie działania Korei Północnej (w tym zawieszenie prób jądrowych i rakietowych) sugerują, że reżim liczy na dialog z USA.

Co nie mniej istotne, w Stanach Zjednoczonych powróciła debata o potencjalnej renegocjacji porozumienia nuklearnego z Iranem. Prezydent Donald  Trump uważa, że kształt umowy nuklearnej z 2015 r. jest nieodpowiedni. Dyskusja w kwestii nowej umowy grozi eskalacją napięć między państwami. Biorąc pod uwagę, iż Iran jest jednym z największych producentów ropy naftowej na świecie, pogorszenie sytuacji może przełożyć się na cen surowca, które w ostatnich dniach rosły właśnie m.in. z uwagi na wzrost niepokoju w kwestii relacji Iranu i USA.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:45 – decyzja EBC w sprawie stóp procentowych
  • 14:30 – konferencja prasowa EBC po spotkaniu decyzyjnym
  • 14:30 – bazowe zamówienia środków trwałych w USA w marcu
  • 14:30 – liczba zadeklarowanych wstępnych bezrobotnych w USA w marcu

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Polacy rocznie marnują aż 9 mln ton żywności

Temat marnowania żywności jest w ostatnim czasie szeroko omawiany publicznie i w mediach. Dlaczego nagle ta problematyka stała się taka ważna i pilna? Czyżby ruszyły nas wyrzuty sumienia, że wciąż problem głodu na Ziemi nie został rozwiązany? Czy może zdaliśmy sobie sprawę, że jako społeczeństwo nie stać nas na wyrzucanie takich ilości jedzenia? 

Marnowanie żywności jest zjawiskiem powszechnym i obserwowanym w cyklu powstawania, dystrybucji, sprzedaży i konsumpcji, choć jego skala na poszczególnych etapach jest różna. Podobnie przyczyny marnotrawienia produktów spożywczych są różne, dlatego warto przyjrzeć się tematowi i zastanowić, gdzie leży problem i jak najlepiej sobie z nim radzić.

Ile żywności marnujemy?

To pytanie, na które trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Patrząc na prawną klasyfikację odpadów nie ma w naszych regulacjach definicji odpadu żywnościowego. Na etapie produkcji będzie to odpad przemysłowy, w naszych domach jest to część frakcji biologicznej odpadu komunalnego. Agregowane i zestawiane dane mówią o 9 mln ton w Polsce w skali roku. To całkiem sporo, tylko trochę mniej niż całkowita masa odpadów komunalnych wygenerowanych w gospodarstwach domowych rocznie w naszym kraju. Najwięcej marnuje się żywności na etapie produkcji oraz w gospodarstwach domowych. Na poziomie dystrybucji i sprzedaży udział ten jest istotnie mniejszy (około 5 proc. całkowitej masy marnowanej żywności).

Przyczyny marnowania żywności po stronie biznesowej

Jak powyżej wspomniałam, przyczyny marnowania żywności są różne na poszczególnych etapach cyklu życia produktu. Faza produkcji charakteryzuje się umiarkowanym marnotrawstwem żywności, co wynika z naturalnej konieczności ograniczania kosztów w dobrze funkcjonujących przedsiębiorstwach. Na tym etapie przede wszystkim powstają odpady żywnościowe, których nie dałoby się uniknąć. Są to np. niejadalne części produktów spożywczych (kości, niektóre narządy w produktach pochodzenia zwierzęcego, łodygi, liście, etc.). Tutaj ciężko mówić o istotnych możliwościach zmian na lepsze, oczywiście nie wchodząc w szczegóły, czy bardziej ekonomicznie i środowiskowo uzasadnione jest wyprodukowanie jednego kilograma mięsa czy też jednego kilograma fasoli lub ziemniaków.

Nieco więcej przyczyn marnowania żywności znajdziemy w fazie dystrybucji i sprzedaży, choć wciąż skala udziału nie jest istotnie duża. Tutaj mamy już do czynienia z nie zawsze dopasowaną podażą produktu do aktualnego popytu. Występuje też brak efektywności pomiędzy dystrybutorami, co może wpływać na ryzyko przerwania cyklu chłodniczego czy np. zbyt długiego narażenia towaru na promienie słoneczne. Na szczególną uwagę zasługują strategie sprzedażowe detalistów oraz sezonowość niektórych produktów, co powoduje, że w przypadku przeszacowania potrzeb klientów sieci dystrybucji zostają z ogromnymi ilościami artykułów spożywczych, których finalnie nie sprzedadzą. To z tymi rodzajami marnotrawstwa przede wszystkim chce walczyć polski ustawodawca. Propozycja regulacji w tym zakresie jest obecnie w Sejmie. Wprowadza ona pod groźbą sankcji finansowych konkretne zasady przekazywania żywności organizacjom pożytku publicznego.

Obywatel marnotrawny

Wydaje się jednak, że najwięcej mamy do nadrobienia w naszych domach. Z jednej strony mamy w Polsce całkiem dobre nawyki, wypracowane przez lata niedoborów, gdzie nic nie mogło się zmarnować. Tutaj zdecydowanie ukłon w stronę starszego pokolenia, które pamięta ciężkie czasy pustych półek i potrafi lepiej gospodarować produktami spożywczymi. Ale z drugiej strony, szybkie bogacenie się społeczeństwa, dostępność produktów, uleganie marketingowym kampaniom sprzedażowym oraz relatywnie niska ocena wartości żywności powodują, że szybko zmieniają się nasze nawyki i to niestety na gorsze.

Na podstawie badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii szacuje się, że tylko około 20 proc. wyrzucanej żywności nie dałoby się inaczej zagospodarować (np. części warzyw i owoców, których nie jemy). Oznacza to że aż 80 proc. można uchronić od wyrzucenia, jeśli zmienimy sposób postępowania. I tak dochodzimy do sedna, gdzie to przede wszystkim świadomość konsumenta decyduje o jego zachowaniu. Świadomość, która pozwala lepiej planować zakupy i dostosowywać je do aktualnych potrzeb, świadomość ponoszonych kosztów związanych z marnotrawieniem. Nie tylko kosztów, które możemy odczuć w naszej kieszeni, ale także tych zewnętrznych, środowiskowych.

Koszty marnotrawstwa

Analizując koszty marnowania żywności trzeba wziąć pod uwagę nie tylko strumień produktów spożywczych, który staje się odpadem i w związku z tym musi zostać zagospodarowany, ale także wszystkie poniesione koszty w całym cyklu produkcji i dystrybucji. W zakresie poniesionego kosztu finansowego i finalnie utraconego, pewną uproszczoną kwotą może być cena produktu (zakładając, że pokrywa ona koszty wyprodukowania i dystrybucji tego produktu), powiększona o dodatkowe koszty odbioru i zagospodarowania odpadu (500-800 zł za tonę). Koszty związane z marnowaniem żywności w krajach UE oszacowano na około 143 mld euro w 2012 r1. Warto jeszcze zwrócić uwagę na koszty środowiskowe, których już tak łatwo oszacować się nie da. Z pomocą przychodzi przelicznik odnoszący się do emisji gazów cieplarnianych, bowiem każdy proces produkcyjny można takim wskaźnikiem zmierzyć. Badania przeprowadzone w 2010 r. na zlecenie DG ENVIRO wskazały, że tona zmarnowanej żywności to co najmniej 1,9 t dodatkowej emisji CO2.

Problem ekonomiczny

A zatem, jakkolwiek możemy wykorzystywać etyczny aspekt marnotrawstwa żywności do podnoszenia świadomości konsumentów, moim zdaniem ważniejsze jest zagadnienie ekonomiczne. Dobrze, że próbujemy podejść systemowo do problemu, planując regulacje (zwłaszcza, że doświadczenia z innych krajów, np. Francji, są obiecujące), jednak bez zwiększenia świadomości społecznej, możemy nie osiągnąć zamierzonych skutków.

Tym samym, obok propozycji zmian regulacyjnych powinna pojawić się wspólna odpowiedzialność producentów, dystrybutorów i regulatora, za podejmowanie działań zwiększających świadomość, przybliżających zagadnienia związane z marnotrawstwem żywności. Ciekawą inicjatywą, z której możemy czerpać przykłady i implementować je na naszym rynku, jest międzynarodowa organizacja Forum Dóbr Konsumenckich (The Consumer Goods Forum), która skupia na całym świecie detalistów i producentów dóbr konsumenckich. Forum zachęca, we współpracy z innymi kluczowymi interesariuszami, do podejmowania pozytywnych zmian w obszarze ograniczania marnotrawienia żywności. W efekcie coraz więcej firm współpracuje ze społecznościami lokalnymi – 85 proc. spółek działających w branży dóbr konsumenckich twierdzi, że przystąpiło do partnerstwa z przedstawicielami społeczności lokalnych – wynika z badania „Health & Wellness Progress 2018” przygotowanego przez The Consumer Goods Forum we współpracy z Deloitte.

Dodatkowo warto zastanowić się nad edukacją młodych konsumentów choćby w szkole, co w dalszej przyszłości przełoży się na ograniczenie kosztów związanych z marnotrawstwem.

1 Dane Komisji Europejskiej http://ec.europa.eu/environment/eussd/pdf/bio_foodwaste_report.pdf

Czy kwietniowe wzrosty na rynkach akcyjnych są trwałe?

  • Przejściowe uspokojenie nastrojów na rynkach akcyjnych
  • Mieszany obraz z danych makro
  • Hossa na rynku surowców

Po silnych perturbacjach rynkowych w marcu, kwiecień przyniósł przejściowe uspokojenie na rynkach akcyjnych. Na przełomie miesięcy uwaga rynków skupiona była wokół kwestii groźby wojny handlowej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Kolejne dni i pojednawcze komunikaty ze strony Państwa Środka, jak również brak nowych deklaracji prezydenta USA Donalda Trumpa przyniósł poprawę nastrojów. Inwestorzy mogli zwrócić swoją uwagę z powrotem ku fundamentom, a te w dalszym ciągu wydają się być dobre. Na pierwszy plan wysunął się trwający obecnie sezon wyników amerykańskich spółek. W pierwszych 3 tygodniach kwietnia ponad trzy czwarte opublikowanych rezultatów było lepszych od oczekiwań analityków, co przełożyło się na wzrosty indeksów na Wall Street, indeks S&P 500 zyskał 1,14%, po spadkach o 2,6% w marcu. Równocześnie niemiecki DAX wzrósł 3,6%. Dobre nastroje przeniosły się również na warszawski parkiet. Indeks WIG w analogicznym okresie zyskał 3,03%, przede wszystkim dzięki wzrostom dużych spółek, które urosły o 3,98%. Krajowy rynek akcji w kolejnych tygodniach napędzany będzie rozpoczętym już sezonem wyników za I kwartał, które jak dotychczas są mocno mieszane, jak również ogłaszanymi przez spółki deklaracjami odnośnie wypłat dywidendy z zysku za 2017 rok. Nie bez znaczenie pozostawać będą nastroje inwestorów na rynkach bazowych, które uległy nieznacznemu pogorszeniu w ostatnim pełnym tygodniu kwietnia. Powodem do realizacji kwietniowych zysków są nieco słabsze wyniki kwartalne takich spółek, jak Alphabet (Google), obawy o wyniki kwartalne Apple (po słabszych wynikach Taiwan Semiconductor Manufacturing’s., jednego z ważniejszych dostawców giganta z Cupertino) oraz przede wszystkim zachowanie się amerykańskiego rynku długu. Rentowności amerykańskich dziesięcioletnich obligacji przekroczyły psychologiczną barierę 3%, do której w ostatnim czasie zbliżyły się na przełomie 2013 i 2014 roku. Wzrost kosztów amerykańskiego kredytu to jednoznacznie zła wiadomość dla rynków akcyjnych. Może on skłonić inwestorów do transferu środków z tego rynku na rynek obligacji, który oferuje coraz bardziej atrakcyjne stopy zwrotu. Stąd powstają uzasadnione obawy o trwałość kwietniowych wzrostów i dalsze zachowanie się rynków akcyjnych w kolejnych tygodniach.

Mieszany obraz z danych gospodarczych

Opublikowane w kwietniu odczyty gospodarcze były niejednoznaczne dla oceny perspektyw rynków. W Polsce poznaliśmy m. in. dużo słabsze od oczekiwań odczyty inflacji, której dynamika rok do roku spadła z 1,4%, do 1,3%, wobec oczekiwań na poziomie 1,6-1,7%. Potwierdziło to ostatnią retorykę RPP odnośnie utrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie w dłuższym okresie. Pozytywną informacją było utrzymanie przez agencję S&P ratingu kredytowego Polski na poziomie BBB+, przy jednoczesnym podniesieniu perspektywy ze stabilnej na pozytywną, co znacząco zwiększa prawdopodobieństwo podniesienia ratingu przy kolejnej rewizji. Do optymistycznych zewnętrznych czynników wpływających na krajową gospodarkę zaliczyć należy również podniesienie prognoz tempa wzrostu gospodarczego dla Polski przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy z 3,3% na 4,1% w roku 2018 oraz 3,5% w 2019 (wcześniej 3,0%). Jako czynniki wzrostu wskazywana jest mocna konsumpcja wewnętrzna oraz szybsza absorpcja środków unijnych. Potwierdzają to ostatnie odczyty sprzedaży detalicznej, która wzrosła w marcu o 8,8% w skali roku (wobec prognoz na poziomie 7,8%).

Co może budzić niepokój, to słabsze odczyty wskaźników wyprzedzających w Europie Zachodniej. Wstępne odczyty PMI dla sektora przemysłowego w Niemczech wyniosły 58,1 punktów, wobec 58,2 pkt. miesiąc wcześniej i oczekiwań na poziomie 57,5 pkt. Dla całej strefy euro analogiczny odczyt to 56 punktów wobec oczekiwań wyniku 56,6 w marcu i oczekiwań na poziomie 56,1. Są to w dalszym ciągu dane wskazujące na silny wzrost gospodarczy, ale daleko im do rekordowych poziomów obserwowanych jeszcze w grudniu ubiegłego roku. Do podobnych wniosków skłaniają odczyty nastrojów niemieckich przedsiębiorców IFO, który to wskaźnik spadł do poziomu 102,1, co jest wartością najniższą w ostatnich 5 latach. Z uwagi na silne powiązania Polski z Europą Zachodnią, szczególnie z naszym zachodnim sąsiadem, ewentualne spowolnienie tempa wzrostu w tym regionie może przełożyć się negatywnie na naszą gospodarkę i wyniki uzyskiwane przez spółki z dużym udziałem eksportu w przychodach.

Czy można już mówić o hossie na rynku surowców?

Ostatnie tygodnie przyniosły zauważalne wzrosty na rynku surowców. Nałożyły się na to napięcia geopolityczne związane z kwestią ceł oraz sytuacją na bliskim wschodzie, jak również polityka państw OPEC. Notowania ropy naftowej gatunku WTI wzrosły od początku roku o 12,3%. W ostatnim okresie mogliśmy obserwować dobre zachowanie się cen miedzi i niklu. Podobne wyniki notowały surowce rolne. Utrzymanie się tego trendu w dłuższym okresie może w zauważalny sposób zmienić oczekiwania inflacyjne na kolejne miesiące, co przełoży się na przyspieszenie normalizacji polityki monetarnej w perspektywie globalnej i przynajmniej w krótkim okresie przyśpieszenie dynamiki wzrostu światowego PKB. Jest to czynnik pozytywnie oddziałujący przede wszystkim na rynki wschodzące, do których w dalszym ciągu, wg większości metodologii, zaliczana jest Polska.

Kamil Hajdamowicz, Doradca Inwestycyjny Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group

Z Vienna Life związany od 2018 r. Posiada licencję maklera papierów wartościowych nr 2927 oraz doradcy inwestycyjnego nr 603. W trakcie uzyskiwania tytułu CFA. Absolwent Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Karierę zawodową rozpoczął w banku Citihandlowy. Przez wiele lat związany z BGŻ BNP Paribas na stanowisku analityka, gdzie był odpowiedzialny za analizę i wycenę spółek, jak również usługę doradztwa inwestycyjnego. W ostatnim okresie współpracował z Polskim Domem Maklerskim na stanowisku zarządzającego portfelami.