Ponad 90 proc. Polaków ma próchnicę. Do dentysty chodzimy średnio raz na 15 miesięcy, mieszkańcy UE co 3–4 miesiące

Ponad 90 proc. Polaków ma próchnicę. Do dentysty chodzimy średnio raz na 15 miesięcy, mieszkańcy UE co 3–4 miesiące 1

Niemal połowa osób po 35 roku życia nie ma pełnego uzębienia. To wynik tego, że zbyt rzadko odwiedzamy gabinety dentystyczne. Wiele osób boi się dentystów przede wszystkim ze względu na nieprzyjemne doświadczenia z przeszłości. Coraz częściej pacjenci zwracają uwagą na nie tylko przebieg wizyty i podejście lekarza, lecz także na wyposażenie gabinetu i oferowane usługi. Łączenie się małych gabinetów w sieci daje im większe szanse na ich rozwój i umożliwia inwestycje w nowe technologie.

– Polska jest w ogonie Unii Europejskiej, jeżeli chodzi o częstotliwość wizyt stomatologicznych. Polak przeciętnie odwiedza stomatologa co 15 miesięcy, natomiast mieszkaniec Unii Europejskiej robi to co 3–4 miesiące – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wioletta Januszczyk, dyrektor zarządzająca stomatologii w Grupie Medicover. – Polacy najczęściej korzystają z wizyt stomatologicznych wtedy, kiedy coś ich boli. Natomiast bardzo rzadko chodzą na wizyty kontrolne czy higienizacyjne.

Niemal wszyscy Polacy mają problem z próchnicą. Szacuje się, że 4 proc. osób w wieku 35–44 lata nie ma ani jednego własnego zęba. Połowa 40-latków nosi protezy. Próchnica dotyka najmłodszych – ma ją połowa 3-latków. Co więcej, większość dzieci w tym wieku ani razu nie była u dentysty.

– Polacy unikają dentysty z trzech podstawowych powodów. Pierwszym jest strach przed bólem i wynika on najczęściej ze złych doświadczeń z dzieciństwa. Drugi powód jest taki, że zawód dentysty po prostu źle nam się kojarzy. Trzecim powodem jest to, że nie widzimy potrzeby aktywnego dbania o nasz stan uzębienia. Wynika to z braku świadomości dentystycznej – wyjaśnia Wioletta Januszczyk.

Wpływ na to może mieć także zła sytuacja publicznego rynku stomatologicznego. Obecnie wydatki na takie leczenie stomatologiczne stanowią 2,49 proc. budżetu NFZ. Oznacza to, że na statystycznego Polaka przypada ok. 47 zł, wliczając w to także np. aparaty ortodontyczne.

– W Polsce, w odróżnieniu do krajów anglosaskich i większości rozwiniętych krajów Unii Europejskiej, rynek prywatnych usług stomatologicznych odgrywa ogromną rolę. Usługi prywatne stanowią 70 proc. rynku i jest to prawie połowa wszystkich prywatnych wydatków na zdrowie Polaków – mówi Wioletta Januszczyk.

Świadomość w zakresie dbałości o stan uzębienia stopniowo się zwiększa. Świadczy o tym chociażby sposób wyboru stomatologa, do którego Polacy udają się z problemem. Zwykle nie jest to przypadkowa osoba, bo dla pacjentów najważniejsze jest doświadczenie lekarza i jego kwalifikacje, a także odpowiedni stosunek do pacjentów.

Według badań Medicover 56 proc. pacjentów oczekuje od lekarza, że podejdzie do nich indywidualnie, wsłucha się w ich potrzeby i przygotuje indywidualny plan leczenia. Oczekujemy też podejścia holistycznego, które zagwarantuje, że wszystkie usługi dentystyczne będą dostarczone w jednym miejscu. Na to podejście składa się także otoczenie, w jakim są dostarczane usługi – wymienia dyrektor zarządzająca stomatologii w Grupie Medicover.

Ze względu na oczekiwania pacjentów rynek stomatologiczny zaczyna się konsolidować. Jak wskazuje Januszczyk, pojedyncze gabinety dostrzegają, że aby utrzymać poziom usług, muszą inwestować. Inwestycje są zaś łatwiejsze w grupie gabinetów działających pod jednym brandem.

– Obecnie Polacy mają do swojej dyspozycji ponad 6 tys. gabinetów dentystycznych, z czego sieci stanowią bardzo niewielki ułamek rynku – mówi Wioletta Januszczyk. – Coraz większe znaczenie w dentystyce mają wysokoinwestycyjne rozwiązania technologiczne takie jak CAD/CAM, Digital Smile Design, lasery czy też skanery wewnątrzustne, które pomagają leczyć pacjentów o wiele szybciej, bezstresowo i bez bólu, natomiast nie stać na nie małe gabinety dentystyczne.

Jednym z konsolidatorów rynku jest Grupa Medicover, która w ramach dwóch marek – Medicover Stomatologia i DentaCare – skupia 70 gabinetów stomatologicznych.

O zmianie pracy myśli rekordowo mało Polaków. Nowej posady poszukują głównie przez znajomych i internet

O zmianie pracy myśli rekordowo mało Polaków. Nowej posady poszukują głównie przez znajomych i internet 2

Niecałe 18 proc. Polaków zastanawia się nad zmianą miejsca pracy – wynika z badania Work Service. To rekordowo niski odsetek, co świadczy o tym, że rośnie satysfakcja pracowników. Jeśli już szukamy zatrudnienia, to najczęściej poprzez osobiste kontakty, rodzinę, bliższych lub dalszych znajomych. Rośnie też popularność internetu – blisko 60 proc. kandydatów cyklicznie przegląda oferty na portalach pracy. Coraz mniej osób korzysta za to z pomocy urzędów pracy. Taką formę poszukiwania zatrudnienia wybiera średnio co piąty Polak.

Z opublikowanej siódmej edycji raportu „Barometr Rynku Pracy”, który na zlecenie Work Service opracował instytut badawczy Millward Brown, wynika, że tylko 17,9 proc. Polaków zastanawia się nad zmianą miejsca zatrudnienia. To najniższy wynik w całej historii badania. Eksperci oceniają, że jest on efektem obserwowanego w ostatnich miesiącach wzrostu wynagrodzeń, który przełożył się na większą satysfakcję pracowników.

Pieniądze wciąż pozostają kluczowym czynnikiem motywującym do zmiany posady, ale powoli tracą na znaczeniu. Jak wynika z „Barometru Rynku Pracy”, blisko połowa (45,5 proc.) pracowników chce zmienić posadę z powodu zbyt niskich zarobków. W porównaniu z poprzednim sondażem sprzed pół roku ten odsetek zmniejszył się o 13,6 pkt proc. Na znaczeniu zyskuje za to możliwość awansu, która niemal równie często motywuje do szukania nowej pracy. Ważna jest też chęć samorealizacji, którą wskazało ponad 36 proc. badanych. Z kolei co trzeci Polak (29,3 proc.) zaczyna się rozglądać za inną posadą z powodu nudy i rutyny. Blisko co piąty robi to z powodu złej atmosfery w pracy albo z przyczyn osobistych.

Zmieniają się nie tylko powody, lecz także sposoby poszukiwania nowego pracodawcy.

– Spada znaczenie targów pracy i urzędów pracy w procesie poszukiwania zatrudnienia. Rośnie natomiast wykorzystanie portali internetowych z ofertami pracy. W tej chwili już blisko dwie trzecie Polaków korzysta z tej formy pozyskiwania informacji na temat ofert i rynku pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Ślęzak, wiceprezes Work Service SA. – Networking czy sieć kontaktów, relacje ze znajomymi, przyjaciółmi i rodziną są nadal istotnym źródłem pozyskiwania informacji dotyczących pracy.

Rośnie popularność internetowych portali i wyszukiwarek ofert pracy, z których korzysta ponad połowa Polaków (57,2 proc.). To druga najczęstsza forma poszukiwania zatrudnienia. Na popularność portali rekrutacyjnych wpływa duża liczba i różnorodność ofert pracy oraz możliwość dopasowania ich do oczekiwań kandydata.

– Oferują one dużo większy zakres możliwości i ofert, zarówno samych stanowisk, jak i różnych pracodawców, co jest ich jest niezaprzeczalną zaletą. Pracownicy i kandydaci cenią sobie również możliwość osobistego sprawdzania tych ofert i przeglądania ich pod kątem własnego profilu. Prym wiodą portale internetowe poświęcone stricte rynkowi pracy – mówi Tomasz Ślęzak.

Blisko połowa (45,5 proc.) osób szukających pracy cyklicznie przegląda też zakładki „Kariera” na stronach internetowych firm i korporacji. Ta metoda szukania nowej posady jest dwukrotnie bardziej popularna niż media społecznościowe, z których korzysta 21,8 proc. osób. W porównaniu z poprzednią edycją badania oznacza to spadek o 6,7 pkt proc.

Około jednej trzeciej użytkowników, którzy korzystają z portali rekrutacyjnych, szuka pracy również przez media społecznościowe. W ten sposób poszukiwane są bardzo specjalistyczne oferty, specjalistyczne kierunki czy konkretne profesje – mówi Tomasz Ślęzak.

Z rosnącej popularności internetu jako miejsca poszukiwania zatrudnienia skorzystała agencja doradcza Work Service, która uruchomiła niedawno nową stronę internetową, poprzez którą można w intuicyjny sposób wyszukać ogłoszenia i oferty pracy zamieszczane przez największe firmy działające na polskim rynku. Wyszukiwarka działa też w drugą stronę: kandydat może zostawić swoje podstawowe dane, a agencja skontaktuje się z nim i przedstawi ofertę pracy. Jak podkreśla wiceprezes Work Service, zaletą takiego rozwiązania jest możliwość indywidualnego, precyzyjnego dopasowania oferty pracy do potrzeb konkretnego pracownika i pracodawcy.

Przede wszystkim bardzo dobrze znamy naszego kandydata, dokładnie wiemy, kogo szukamy i kto pracuje na zlecenie naszych klientów. W grupie docelowej kandydatów i pracowników użycie internetu jest powszechne. Urządzenia mobilne, strona internetowa, stacjonarny komputer – to są codzienne narzędzia pracy każdego z naszych pracowników i pozyskiwania informacji na temat rynku pracy. Wykorzystaliśmy ten trend przy koncepcji budowania nowej strony internetowej – mówi Tomasz Ślęzak.

WiseEuropa: Polska gospodarka musi dążyć do ścisłej integracji z Europą. Konieczne rządowe wsparcie dla eksportu i nowych technologii

WiseEuropa: Polska gospodarka musi dążyć do ścisłej integracji z Europą. Konieczne rządowe wsparcie dla eksportu i nowych technologii 3

Jeżeli polska gospodarka ma dogonić światowych liderów, musi dążyć do ścisłej integracji z Europą. Rząd powinien wspierać ekspansję zagraniczną polskich firm, rozwój technologiczny i jak najszybciej stworzyć plan przestawienia gospodarki na niskoemisyjną. Przyjęty w lutym Plan Morawieckiego tylko w części odpowiada na te wyzwania – oceniają eksperci think tanku WiseEuropa.

– Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju dostarcza odpowiedzi na wyzwania związane z rozwojem przemysłu. Niektóre z nich są systemowe, inne fragmentaryczne. Pytanie, na których skupi się rząd: czy będzie promował wybrane produkty, co w skali całej gospodarki nie ma większego znaczenia? Czy skupi się raczej na tworzeniu ogólnych ram, rozwijaniu całych branż i obszarów technologicznych? – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aleksander Śniegocki, kierownik projektu Energia i Klimat w WiseEuropa.

Przyjęta w lutym Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, nazywana Planem Morawieckiego, to sztandarowy dokument obecnego rządu. Zawiera listę 185 projektów dotyczących zarówno konkretnych inwestycji, jak i rozwiązań legislacyjnych. Celem działań zaplanowanych w strategii jest wzrost PKB w przeliczeniu na mieszkańca do poziomu 75–78 proc. unijnej średniej przed 2020 rokiem, zwiększenie przeciętnego dochodu gospodarstw domowych, wzrost zamożności Polaków oraz spadek odsetka osób zagrożonych ubóstwem i wykluczeniem społecznym do 20 proc. Według szacunków do 2020 roku na osiągnięcie tych celów zostanie przeznaczone ponad 2 bln zł.

Podstawowym założeniem strategii, którą Ministerstwo Rozwoju stworzyło przy współpracy z innymi resortami, jest „zrównoważy rozwój całego kraju w wymiarze gospodarczym, społecznym, środowiskowym i terytorialnym”. Plan Morawieckiego opiera się na pięciu filarach, które mają się do tego przyczynić. Są to: reindustrializacja, rozwój innowacyjnych firm, rozwój społeczny i regionalny, kapitał dla rozwoju (więcej inwestycji i budowanie oszczędności Polaków) oraz wsparcie eksportu i ekspansja zagraniczna polskich firm.

– Wsparcie ekspansji zagranicznej polskich firm powinno się skupiać na dwóch elementach. Pierwszym jest budowa solidnych podstaw „w domu”, czyli między innymi rozwój bazy badawczo-rozwojowej, przyjazne otoczenie dla biznesu. Drugim jest rządowe wsparcie ekspansji, szczególnie średnich i mniejszych firm – mówi Aleksander Śniegocki.

Ekspert think tanku WiseEuropa podkreśla, że rząd musi zadbać o spójność polskich regulacji prawnych z europejskimi. W przeciwnym razie rodzime przedsiębiorstwa, wychodząc na zagraniczne rynki, napotkają bariery legislacyjne.

– Przykładem jest polityka energetyczno-klimatyczna. Jeżeli będziemy utrzymywać emisyjny model rozwoju, to paradoksalnie może się okazać on problemem dla polskich firm. Na początku dostosują się do polskiego rynku i krajowych regulacji sprzyjających emisyjnym towarom. Natomiast później, wychodząc na rynek europejski czy globalny, napotkają duże bariery – zauważa Aleksander Śniegocki.

Strategia zakłada, że jednym z impulsów, który wprowadzi polską gospodarkę na wyższy poziom, będzie polityka przemysłowa i reindustrializacja. W najnowszym raporcie „Made in Europe – polityka przemysłowa wobec wyzwań XXI wieku”, opracowanym przez WiseEuropa, eksperci podkreślają, że Polska powinna dążyć do ścisłej integracji z europejskim ekosystemem gospodarczym. Natomiast celem polskiej polityki przemysłowej powinno być umożliwienie polskim firmom włączenie się do europejskiego obiegu gospodarczego.

– Tak naprawdę przemysł przekroczył już granice poszczególnych państw. Mamy zintegrowany przemysł w skali całej Europy. Zamiast próbować tworzyć coś od zera w Polsce, trzeba skupić się na tym, aby polskie firmy dostarczały jak najlepsze rozwiązania w łańcuchu wartości w skali całej Europy – mówi Aleksander Śniegocki.

Rozwój polskiego przemysłu jest w dużym stopniu uzależniony od polityki klimatycznej. Rządowa strategia z jednej strony zakłada przestawienie gospodarki na niskoemisyjną i zauważa konieczność ograniczenia emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. Z drugiej strony nie zawiera żadnych celów redukcyjnych ani nie wskazuje, jakie odnawialne źródła energii chce wspierać rząd, żeby to osiągnąć.

Jak zauważa ekspert WiseEuropa, kompleksowym narzędziem wsparcia polityki przemysłowej może być unijny system handlu emisjami ETS – przede wszystkim pod względem finansowym.

– Wpływy ze sprzedaży uprawnień, którymi dysponuje polski rząd, można przeznaczyć na rozwój niskoemisyjnych rozwiązań, nie tylko w energetyce systemowej, lecz także w innych obszarach, jak termomodernizacja budynków czy rozwój niskoemisyjnego transportu. W ramach tego systemu można też chronić emisyjny, ciężki przemysł, dając mu czas na dostosowanie. Są również przewidziane środki na wsparcie lokalnych rynków pracy – wylicza Aleksander Śniegocki.

Eksperci wskazują, że rząd powinien, jak najszybciej zacząć prace nad długookresową strategią przekształcenia polskiej gospodarki w niskoemisyjną opartą na odnawialnych źródłach. Opracowanie takiego dokumentu zajmuje nawet kilka lat, ale i determinuje inwestycje, które toczą się już teraz.

– Jeżeli wybudujemy teraz elektrownię, to ona będzie musiała stać 20–40 lat, bez żadnej refleksji dotyczącej tego, jak polska gospodarka powinna w przyszłości wyglądać. Bez strategii trudno myśleć poważnie o inwestycjach, czy to w energetyce, czy w transporcie – mówi Aleksander Śniegocki.

Resort infrastruktury i budownictwa kończy prace nad funduszem ziemi. Będzie on budował mieszkania dla niezamożnych Polaków

Resort infrastruktury i budownictwa kończy prace nad funduszem ziemi. Będzie on budował mieszkania dla niezamożnych Polaków 4

W maju rząd zajmie się projektem ustawy o Narodowym Funduszu Mieszkaniowym, który ma budować na państwowych gruntach mieszkania na wynajem dla niezamożnych Polaków. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, pomysłodawca Funduszu, chce, by ustawa weszła w życie na początku II połowy roku.

Ustawa o funduszu ziemi w przyszłym miesiącu trafi do rządu, będzie na Komitecie Stałym i powinna trafić do Sejmu. Mam nadzieję, że Sejm szybko ją uchwali, aby można było jeszcze na początku II połowy roku ją uruchomić – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kazimierz Smoliński, wiceminister infrastruktury i budownictwa. – Chcemy wykorzystać grunty Poczty Polskiej nie tylko pod budowę budownictwa mieszkaniowego, lecz także budynków biurowych, bo państwu polskiemu potrzeba takich powierzchni.

Projekt ustawy o Narodowym Funduszu Mieszkaniowym i przekazywaniu nieruchomości gruntowych Skarbu Państwa na cele budownictwa mieszkaniowego powstał w połowie grudnia. Po fazie uzgodnień i konsultacji publicznych został przekazany do opiniowania.

Fundusz ma wspierać program Mieszkanie Plus – gromadzić grunty należące do Skarbu Państwa, a zarządzane obecnie przez różne podmioty, w tym samorządy, zarządzać nimi i inwestować. W skład portfela miałyby też wejść dotychczas niewykorzystywane grunty Poczty Polskiej. Wiceminister zastrzega, że będą one kupowane po cenach rynkowych, co wesprze samą Pocztę.

Na gruntach tych powstać mają mieszkania na wynajem dla osób, których nie stać na zakup własnego mieszkania, ale stać na płacenie czynszu. Najbardziej potrzebujący będą mieli możliwość ostatecznego wykupienia lokalu.

Nie musimy wyłącznie korzystać z rynku w tym zakresie, ale możemy sami budować. Mamy firmy zarówno deweloperskie, jak i budowlane – tłumaczy Smoliński. – Chcemy, aby te grunty nie były sprzedawane tak jak w ostatnich latach wyłącznie po to, żeby zasypywać dziurę budżetową bez jakiejś polityki. Teraz będzie to związane z polityką państwa, która chce wykorzystać grunty przez kilkadziesiąt lat niewykorzystane i dzięki temu zwiększyć przychody Poczty Polskiej.

Grunty pozostające w gestii funduszu będą mogły być przekazywane w drodze przetargu bezpośrednio pod zabudowę mieszkaniową, jako wkład w inwestycjach w papiery wartościowe podejmowanych w celu zwiększenia poziomu finansowania inwestycji mieszkaniowych, a także sprzedawane (najmowane, dzierżawione), pod warunkiem że zwiększy to możliwość finansowania inwestycji mieszkaniowych.

Wstępna kwerenda zasobów gruntowych przeprowadzona przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa wykazała, że w zasobach Skarbu Państwa, zarządzanych przez wojewodów lub agencje wykonawcze znajduje się ok. 7,7 tys. ha gruntów, które mogą zostać wniesione do Funduszu – napisano w projekcie ustawy.

Do funduszu ziemi wejdą grunty Agencji Nieruchomości Rolnych, czyli grunty rolne, grunty Agencji Mienia Wojskowego, grunty wojskowe i również te grunty, które są bezpośrednio jeszcze administrowane przez państwo, tylko w tej chwili są w gestii starostów, wojewodów – deklaruje Kazimierz Smoliński. – Będziemy te wszystkie grunty starali się przenieść do banku ziemi.

Kobieta w Biznesie – relacja ze spotkania w Warszawie

Kolejny spotkanie z cyklu Kobieta w Biznesie, odbyło się 5 kwietnia w Warszawie. Tym razem, uczestniczki miały okazję posłuchać wykładu prowadzonego przez Anetę Wątor na temat: „Personal branding – 3 filary budowania marki osobistej metodą małych kroków Kaizen”. W wydarzeniu wzięło wiele kobiet, które z ogromnym zaangażowaniem słuchały prelekcji oraz inspirujących historii pozostałych uczestniczek.

Kobieta w Biznesie 3Przed rozpoczęciem spotkania, każdy z obecnych gości miał okazję zapoznać się ze stoiskami partnerów wydarzenia. Motywem przewodnim wydarzenia było budowanie marki osobistej. Aneta Wątor przedstawiła słuchaczom kluczowe wskazówki dotyczące kreowania własnej marki i ich wpływu na rozwój biznesowy.

„Ludzie kupują oczami”

W kreowaniu wizerunku najważniejsza jest wiarygodność, dlatego musimy wyglądać jak autorytet, specjalista w swojej dziedzinie. Marka osobista, jest tym, co inni ludzie myślą o nas. – Niezależnie, czy tego chcemy czy nie, to właśnie od naszej pracy zależy, w jaki sposób będziemy odbierani przez otoczenie. Wszystko, co wyróżnia nas od innych buduje naszą markę osobistą, dlatego powinniśmy „rzucać się w oczy, stworzyć brand” – podkreślała prelegentka.

Zmiany są ważne w naszym życiu, jednak jeśli chcemy coś zmienić, należy zacząć od akceptacji samego siebie. Organizatorka radzi również, aby znaleźć rzecz, którą chcemy robić w życiu i być w tym najlepszym. Dzięki temu będziemy autentyczni, a przede wszystkim szczęśliwi. – Pamiętaj o tym, że nikt nie jest lepszy i mądrzejszy od Ciebie w kwestii Twojego życia i Twoich celów – podsumowuje Wątor.

Kobieta w Biznesie 2

Trenerka Kaizen Aneta Wątor opowiedziała o ważnych krokach, jakie umożliwiają osiągnięcie sukcesu zawodowego:

  1. Określ swój cel.
  2. Komunikuj innym, że dajesz wartość.
  3. Pielęgnuj swoją pasję.
  4. Szukaj ludzi, przy których rośniesz.

Porażki są w naszym życiu nieuniknione, zawsze znajdą się ludzie, którym nie będzie się podobało to, co robimy i będą kłaść kłody pod nogi. Markę osobistą buduje się latami. Natomiast można ją zniszczyć w kilka sekund.

Kobieta w Biznesie„Łatwo jest upaść. Jednak można, zbudować siebie na nowo. Każdy człowiek ma prawo zbłądzić, popełniać błędy. Ważne jest to, co zrobi potem”. Nigdy nie rezygnujmy ze swoich marzeń, róbmy to co sprawia nam przyjemność i bądźmy w tym najlepsi.

Jubileuszowy X POLSKI KONGRES ITS

Stowarzyszenie Inteligentne Systemy Transportowe ITS POLSKA już od dziesięciu lat, wspólnie z dynamicznie rozwijającą się branżą współtworzy rynek ITS w Polsce, czyli niemal od samego początku jego istnienia. Rok 2017 w sposób szczególny zapisze się w kalendarzu branży z uwagi na dwa jubileusze: dziesięciolecie istnienia ITS POLSKA oraz 10. edycja POLSKIEGO KONGRESU ITS – Inteligentnych Systemów Transportowych, który odbędzie się w terminie 16-17 maja 2017 r. w Hotelu Sofitel Victoria, w Warszawie.

Propozycja programowa jubileuszowego POLSKIEGO KONGRESU ITS obejmuje szeroki wachlarz zastosowań ITS. Wśród tematów znajdą się zarówno zagadnienia popularne, wynikające z planów inwestycyjnych w Polsce, takich jak systemy zarządzania ruchem oraz poboru opłat na drogach krajowych, jak i budzące wciąż zainteresowanie zagadnienia takie, jak technologie stosowane w transporcie publicznym.  Rada Programowa ogłosiła program tegorocznej edycji, w ramach którego odbędą się cztery sesje tematyczne oraz 3 debaty. Sesje tematyczne obejmą swoją tematyką zagadnienia związane z rozwiązaniami i systemami pomiarów ruchu oraz badań stanu dróg, zastosowaniem ITS jako narzędzia równoważenia mobilności czy też innowacyjnych rozwiązań w branży ITS lub standaryzacja i architektura ITS.

W ubiegłorocznej IX edycji POLSKIEGO KONGRESU ITS wzięło udział ponad 300 osób: reprezentantów  firm związanych z Inteligentnymi Systemami Transportowymi, organów rządowych, samorządowych, uczelni technicznych i prasy branżowej z całej Polski. Wśród uczestników kongresu ponad 40 % stanowili reprezentanci sektora samorządowego.

POLSKI KONGRES ITS na stałe zagościł w kalendarzu wydarzeń w sektorze transportu w Polsce i Europie. Co roku w wydarzeniu bierze udział wielu mówców i ekspertów zarówno z kraju, jak i z zagranicy. Wierzymy, że najbliższa jubileuszowa edycja zainteresuje i zrzeszy jeszcze większą liczbę reprezentantów świata biznesu, nauki i samorządów i to przyczyni się do ulepszania całego sektora transportu w Polsce.

Szczegółowy program PKITS 2017 wraz z innymi informacjami  znajdą Państwo na www.pkits.pl.

Francuski CAC40 i niemiecki DAX na historycznych szczytach po I turze francuskich wyborów

Inwestorzy powrócili z radością do inwestycji w ryzykowne aktywa po tym jak niezależny, centrowy kandydat Emmanuel Macron i ultraprawicowa kandydatka Marine Le Pen przeszli do drugiej tury wyborów prezydenckich. Sondaże tym razem nie zawiodły i sprawdziła się nieznaczna przewaga Macrona (23,75% głosów) nad Marine Le Pen (21,53% głosów).

Jednak w drugiej turze sondaże wskazują już na zdecydowaną wygraną (ponad 60% głosów ) nastawionego proeuropejsko kandydata z eurosceptyczną kandydatką. Stąd też euforyczna reakcja rynków, które w pełni wyceniają już wygraną Macrona w drugiej turze wyborów, która odbędzie się 7 maja. Według rynków wybór takiego prezydenta będzie pozytywny dla francuskiej gospodarki oraz stabilności ekonomicznej w Unii Europejskiej. Z drugiej strony daje do myślenia porażka kandydatów wystawionych przez dwie główne francuskie partie polityczne. Jest to czerwona kartka wystawiona dla nich przez społeczeństwo za narastające problemy z emigrantami, islamskim terroryzmem oraz lata powolnego wzrostu gospodarczego z utrzymującą się na wysokim poziomie stopą bezrobocia.

Francuski indeks CAC40 umacnia się ponad 4% i osiągnął historyczne maksimum na poziomie 5295 punktów. Niemiecki DAX rośnie ponad 3% i również osiągnął historyczne maksimum na poziomie 12444 punktów. Benchmarkowy indeks europejskich spółek The Stoxx Europe 600 umacnia się 1,7%, co jest najsilniejszym wzrostem od 2015 roku. Również główne amerykańskie indeksy otworzyły się na ponad 1% plusach. Natomiast polski WIG20 zalicza w porównaniu z innymi europejskimi indeksami umiarkowane 1,4% wzrosty, handlując w pobliżu poziomu 2295 punktów. Z europejską, akcyjną euforią kontrastuje dzisiejsze zachowanie chińskiego indeksu The Shanghai Composite, który stracił dziś 1,4% handlując na najniższym poziomie od stycznia. Wynika to z obaw inwestorów, iż chińskie władze zaostrzą procedury dotyczące handlu z użyciem dźwigni finansowej, zmniejszając tym atrakcyjność chińskiego rynku dla inwestorów spekulacyjnych.

Na zgodny z sondażowymi oczekiwaniami wynik francuskich wyborów zareagowało euforycznie euro, które umocniło się w nocy ponad 2% do dolara. Obecnie para EURUSD rośnie 1,5% handlując w pobliżu poziomu 1,0860, a para EURGBP 1,7% handlując w pobliżu poziomu 0.8500. Najmocniej euro zyskuje do „bezpiecznego” jena, bo aż 2,3% wznosząc parę EURJPY powyżej poziomu 119,30. Innym poszkodowanym „bezpiecznym” aktywem jest złoto, które tanieje dziś ponad 1% i handluje poniżej poziomu 1272 dolarów za uncję.
Polski złoty, należący do koszyka walut „emerging markets” nie mógł zareagować inaczej niż większość ryzykownych aktywów na zwycięstwo proeuropejskiego kandydata w I turze francuskich wyborów prezydenckich. Najbardziej złoty zyskał do funta brytyjskiego i dolara. Para GBPPLN traci aż 2,2% handlując znowu poniżej poziomu 5,0, a para USDPLN traci ponad 2% handlując w pobliżu poziomu 3,90. Natomiast za franka szwajcarskiego należy płacić już jedynie 3,92 zł, co jest najniższą wyceną tej waluty od października ubiegłego roku. Złoty umacnia się nawet w stosunku do wygranego dziś euro, a za parę EURPLN należy płacić 4,24 zł, czyli 3 grosze mniej niż na piątkowym zamknięciu rynku.

Ze względu na to iż wygrana Emmanuela Macrona w drugiej turze francuskich wyborów prezydenckich jest już praktycznie w cenie, inwestorzy skupią się w tym tygodniu na decyzjach banków centralnych i kwartalnych wynikach spółek. W czwartek decyzje na temat polityki monetarnej podejmą zarówno Bank Japonii jak i Europejski bank Centralny. Nie należy jednak spodziewać się zmiany polityki pieniężnej ze strony obu banków. Dlatego też uwaga będzie się raczej skupiać na przemówieniu prezesa EBC Mario Draghiego, w celu wyszukiwania jakichkolwiek sygnałów odnośnie dyskusji EBC na temat wyjścia z polityki luzowania pieniężnego. Wcześniej bo już w środę poznamy co kryje się pod „wielką” reformą podatkową Donalda Trumpa, jak wynika z jego sobotniej zapowiedzi na Twiterze. A w piątek poznamy najnowszy odczyt wzrostu PKB w USA w I kwartale roku. Analitycy oczekują anualizowanego wzrostu na poziomie 1,5%, co byłoby najsłabszym odczytem od roku. Również w tym tygodniu mamy wysyp raportów kwartalnych ze strony takich korporacji jak Alphabet Inc. (właściciel Google), Microsoft Corp., Amazon.com Inc., Twitter Inc., Intel Corp., Daimler AG czy Total SA.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Pierwsza runda wyborów we Francji wsparciem dla byków

Realizuje się pozytywny dla rynków finansowych scenariusz wyborów we Francji. Do drugiej tury przechodzą Emmanuel Macron i Marine Le Pen, a sondaże zdecydowanie wskazują zwycięstwo w niej pierwszego z kandydatów na prezydenta. Choć margines niepewności co do wyniku wyborów jednak istnieje, nie powinien on w znaczącym stopniu wpływać na nastroje inwestorów.

Widoczna na rynkach w poniedziałkowy poranek euforia ma szansę przekształcić się w bardziej trwałą tendencję wzrostową, wspierając w szczególności bardziej ryzykowne aktywa. Powinna na tym skorzystać warszawska giełda, której indeksy i tak już wcześniej sygnalizowały chęć kontynuacji zwyżki. W najbliższych tygodniach nic nie powinno przeszkodzić im w ruchu w górę, tym bardziej, że ma on poparcie w postaci solidnych fundamentów zarówno w skali całej gospodarki, jak i sporej części notowanych w Warszawie spółek. Segment największych spółek korzystać będzie z pewnością ze wsparcia ze strony kapitału zagranicznego.

Na temat preferencji rodzimych inwestorów wiele powiedzieć może obserwacja zachowania mWIG40 i sWIG80. W ostatnich miesiącach rozkładają się one w miarę równomiernie między rynki akcji i obligacji korporacyjnych, sygnalizując skłonność do poszukiwania wyższych stóp zwrotu, a jednocześnie nie dając oznak przegrzania koniunktury.

Michał Stanek
AgioFunds TFI S.A.

Komentarz walutowy 24.04.2017 – kurs euro, funta, dolara, franka

Złoty sporo zyskuje po pozytywnych informacjach z Francji. Najwięcej w relacji do polskiej waluty tracą frank, dolar i funt. Nadal nierozwiązany konflikt w Korei może łatwo popsuć nastroje na rynkach. Skomplikowana sytuacja na EUR/USD będzie determinować ruchy na USD/PLN. Złoty odrabia straty do funta po wcześniejszej fali umocnienia brytyjskiej waluty w związku z ogłoszeniem wcześniejszych wyborów. Ulga dla kredytobiorców frankowych, CHF/PLN poniżej ostatniego minimum.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 12.03.2017-24.04.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2090 3,9250 3,8900 4,8600
Maksimum 4,3470 4,0450 4,0960 5,1090

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLN wykresPoczątkowo przed wyborami we Francji złoty dość mocno tracił do euro. Na rynkach było widać sporą nerwowość, która uderzyła rykoszetem w waluty krajów wschodzących. Złotówka bez problemu łamała kolejne opory w postaci zniesień Fibo. Wynik wyborów jednak diametralnie odwrócił sytuację. Na rynkach zapanowała niespotykana euforia, mimo że był to wynik tylko pierwszej tury. Z tym, że druga tura wydaje się przesądzona i prawdopodobnie zwycięży w niej Macron. Z pewnością uspokoi to rynki, gdyż temat wyjścia Francji ze strefy euro kompletnie stanie się nieaktualny. Klimat na rynkach sprzyja w tym momencie złotemu i niewykluczone, że kurs zbliży się do ostatniego minimum w okolicach 4,21. Ale póki co linia trendu wzrostowego po ostatnich minimach jest nadal aktualna. Dopiero sforsowanie tego wsparcia może wywindować kurs nieco niżej. Pamiętać jednak również o obecnych cały czas ryzykach politycznych, choćby Korei, której temat nie został rozwiązany. W takim otoczeniu łatwo o szybką zmianę nastrojów. A poza tym po tak mocnym ruchu korekta jest nawet mile widziana.

Kurs franka CHF/PLN

Kurs franka CHF/PLN wykresDużo silniej niż na EUR/PLN udzieliła się euforia na rynkach parze złotego z frankiem. Przed samymi wyborami kurs testował opór na 4,00. W poniedziałkowy poranek byliśmy już ponad 8 groszy niżej. Waluta szwajcarska uznawana jest za bezpieczną więc jeżeli czynnik ryzyka w postaci wyborów we Francji i rozpadu strefy euro zniknął, inwestorzy skierowali swoje środki w kierunku innych bardziej dochodowych aktywów. Stąd frank szwajcarski tracił na szerokim rynku. EUR/CHF wzrósł ponad 1,08, a więc na dawno niewidziane poziomy. W efekcie również CHF/PLN przebił ostatnie minimum. Wydaje się jednak, że bez jakiejś korekty kurs będzie miał trudno o dalszy marsz w dół. Niemniej jednak gdyby tak się stało silnym wsparciem powinno być 3,90. W środę wypada kolejne Święto w Korei Północnej, i może to być kolejna okazja do zaprezentowania nowej próby rakietowej. Taki wzrost napięcia politycznego może zatrzymać dalsze umocnienie złotego.

Kurs dolara USD

usd kurs dolaraRównież spore ruchy w ostatnich dniach mają miejsce na USD/PLN. Są one w silnym związku z ruchami na EUR/USD. Ostatnie ruchy na południe na głównej parze spowodowały, że USD/PLN testował psychologiczną granicę 4,00. Po opublikowaniu wyników pierwszej tury wyborów z Francji bardzo mocno zyskała euro. Dzięki temu EUR/USD pukał do granicy 1,09. Miało to od razu przełożenie na USD/PLN i kurs ruszył ostro na południe. Obecnie testujemy ostatnie minimum czyli okolice 3,90. Dalszy ruch może być jednak trudny, raz, że to solidne wsparcie a dwa w czwartek mamy posiedzenie EBC, które niekoniecznie musi wesprzeć walutę europejską. A tym samym EUR/USD może wrócić w okolice 1,07. Złoty w tym momencie kilka groszy straci w relacji do dolara. Ale tu znów sprawa nie jest taka oczywista, inwestorzy mogą nie być skłonni do zawierania pozycji długich w dolarze, pamiętając o niewyjaśnionej kwestii podwyższenia limitu zadłużenia dla USA. Pierwszy termin upływa pod koniec tygodnia.

Kurs funta GBP/PLN

Kurs funta GBP/PLN wykresSilny optymizm na rynkach przełożył się również na spory ruch w dół na GBP/PLN. Można powiedzieć, że technicznie zadziałał opór w postaci ostatniego maksimum w okolicach 5,11. Ale w tym momencie zadziałały fundamenty i pozytywny dla rynków finansowych wynik pierwszej tury wyborów we Francji. Tym samym złotemu udało się odrobić sporą część strat. Funt zyskiwał ostatnio na fali zaskakującej informacji premier May o ogłoszeniu wcześniejszych wyborów. Obecnie testujemy psychologiczną wartość 5,00. Pokonanie tego poziomu zaprowadzi kurs kilka groszy niżej do kolejnego wsparcia w postaci zniesienia Fibo. Pamiętać trzeba, że obecny poziom to dość silne wsparcie, bo biegnie tutaj linia trendu wzrostowego. W takich sytuacjach możliwe jest również korekcyjne odbicie.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Banki boją się kopalń węgla kamiennego

Kolejny miliard od państwowych spółek popłynie do Polskiej Grupy Górniczej po połączeniu z Katowickim Holdingiem Węglowym. To połączenie to sposób ratowania najgorszych kopalń przed bankructwem. Rząd zdaje sobie sprawę, że nieuchronne jest ich zamykanie, ale zwleka z ogłoszeniem decyzji. Banki nie chcą już dokładać do górnictwa.

Połączone PGG i KHW dostaną miliard zł – z czego po 300 mln dadzą PGNiG i Enea, po 100 mln Energa i PGE, a 200 mln TF Silesia. Pieniądze mają wpłynąć w trzech transzach do początku 2018 r.

Zmieniony został całkowicie program spłaty zadłużenia wobec banków z tytułu emisji obligacji, które wyemitowały w 2012 r. zarówno PGG jak i KHW. W sumie to ponad 2 mld zł.

Biznesplan przewiduje, że połączona PGG będzie przynosiła zysk już w 2017 r. Pierwotny plan z lutego zakładał, że zysk wyniesie 370 mln zł, z czego 71 miały przynieść kopalnie wchodzące w skład KHW.

Czy nowe plany są realistyczne? PGG kompletnie nie zdołała wykonać planu wydobycia węgla i wskaźników ekonomicznych planowanych na 2016 r. Czy będąca w stanie permanentnej restrukturyzacji i nieuniknionego w takiej sytuacji chaosu spółka zdoła wykonać wskaźniki na 2017 r.?

– Gdyby banki zaangażowały się finansowo w połączenie PGG i KHW, można byłoby mieć nadzieję, że nowopowstała spółka będzie dobrze zarządzana – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Zasuń, ekspert WysokieNapiecie.pl. – Jednak trudno dziwić się bankom, że oceniają, iż wszystkie najważniejsze decyzje podejmowanę będą w ministerstwie

Rolnicy wracają do dobrych nastrojów: w I kwartale wyleasingowali najwięcej maszyn i urządzeń

Po bardzo słabym 2016 roku, leasing maszyn i urządzeń rolniczych na początku tego roku powrócił na ścieżkę wzrostów. Z danych opublikowanych przez Związek Polskiego Leasingu wynika, że w I kwartale br. rolnictwo było branżą, która odnotowała jeden z najwyższych wzrostów na całym rynku leasingu (+22% r/r), a wartość rolniczych inwestycji sfinansowanych poprzez leasing i pożyczki była najwyższa w całym segmencie maszyn i urządzeń. W opinii ekspertów EFL, rolnicy w 2017 roku i kolejnych latach z uwagi na unijne dotacje będą korzystać przede wszystkim z pożyczek oferowanych przez firmy leasingowe.

Polscy rolnicy, od uruchomienia dotacji unijnych i startu Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2007-2013, masowo modernizowali swoje gospodarstwa. Przy tym aktywnie korzystali ze wsparcia firm leasingowych, które odnotowywały w segmencie agro swoje rekordowe wyniki. Wraz z zakończeniem unijnego wsparcia, rolnicy przystopowali z inwestycjami, co widać było po ubiegłorocznych wynikach naszej branży, jednak już pierwsze tegoroczne wyniki wskazują, że okres zastoju nie trwał długo. Spodziewamy się, że w nadchodzących miesiącach tego roku i kolejnych latach, w których będą wydatkowane fundusze z perspektywy 2014-2020, zostanie pobity kolejny rekord wartości udzielonego finansowania na maszyny i urządzenia rolnicze – mówi Artur Hamerlik, Menedżer ds. Rozwoju Rynku w EFL.

Rolnictwo, w I kwartale br. było branżą z największym udziałem w finansowaniu maszyn i urządzeń przez firmy leasingowe – 22%. Wartość inwestycji rolniczych sfinansowanych poprzez leasing i specjalne pożyczki wyniosła aż 833 mln zł i była najwyższa w całym segmencie maszyn i urządzeń. Takie wyniki wskazują na powrót tendencji wzrostowej w segmencie agro, który zarówno I kwartał ub. r., I połowę ub. r. jak i cały 2016 rok kończył pod kreską.

W ubiegłym roku leasing i programy finansowania fabrycznego…

Ponadrynkowym wzrostem finansowania inwestycji rolniczych (+27% r/r) może pochwalić się EFL, który od stycznia do marca br. wyleasingował aktywa rolnicze o wartości 50 mln zł. – Nasze prognozy dotyczące rynku maszyn rolniczych, z których wynikało, że w 2016 roku będziemy mieć do czynienia ze spadkami, ale już od początku tego roku powrócimy na ścieżkę wzrostów, sprawdziły się. W ubiegłym roku producenci maszyn rolniczych, a w związku z tym również branża leasingowa, zanotowali spadki. EFL był jednym z wyjątków, który wypracował na rynku rolniczym kilkuprocentową dynamikę. Wynika to z faktu, że jesteśmy liderem w finansowaniu maszyn rolniczych za pośrednictwem leasingu, a ubiegłoroczny spadek głównie dotknął rynek finansowania maszyn rolniczych pożyczką – mówi Artur Hamerlik z EFL.

Zainteresowanie ofertą firm leasingowych wynika m.in. z coraz częściej pojawiających się ofertach produktowo-finansowych dedykowanych tylko dla tej branży, a przygotowanych przez leasingodawców. Aktywna współpraca z producentami maszyn rolniczych to jedno z najważniejszych założeń strategii dla segmentu agro w EFL. Firma podobnie jak cała Grupa Credit Agricole jest strategicznym partnerem John Deere, jednym z największych producentów maszyn do uprawy ziemi oraz terenów zielonych, w Polsce. EFL prowadzi również program finansowania fabrycznego Lemken (maszyny do uprawy gleby, siewu i ochrony roślin). Ponadto, eksperci podkreślają, że rośnie popyt na finansowanie używanych maszyn rolniczych. W Kamieniu Śląskim, w dniach 9-11 czerwica 2017 r., odbędzie się po raz kolejny Komis Maszyn Używanych w trakcie Opolagry, który w minionych latach cieszył się ogromnym zainteresowaniem.

… w 2017 roku pożyczka i dotacje unijne

Eksperci EFL zwracają uwagę, że rolnicy w 2017 roku i kolejnych latach w zdecydowanej większości będą korzystać z pożyczek oferowanych przez firmy leasingowe. Głównym powodem popularności tego instrumentu jest możliwość skorzystania z rolniczych funduszy unijnych obsługiwanych przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Pożyczka wprowadzona przez firmy leasingowe, głównie z myślą o branży rolniczej, jest alternatywnym w stosunku do leasingu sposobem na finansowanie sprzętu. Finansowanie za jej pomocą może pokrywać zakup zarówno nowych jak i używanych sprzętów rolniczych. Aby ubiegać się o dofinansowanie pożyczką, wymagane jest posiadanie przez rolnika podpisanej umowy o dofinansowanie inwestycji z Agencją Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa, Agencją Rynku Rolnego lub inną jednostką publiczną udzielającą środków unijnych. Struktura pożyczki pozwala na wystawianie faktury bezpośrednio na pożyczkobiorcę, co skutkuje możliwością ubiegania się o jednorazowy zwrot poniesionych kosztów z ARiMR. Dodatkowo, należy zwrócić uwagę, że pożyczkę cechują m.in. długi okres finansowania, zerowy lub niski wkład własny oraz doradztwo specjalistów z firmy leasingowej. Ważny jest również elastyczny harmonogram spłat zobowiązań.

Pożyczka jest bardzo chętnie wybierana przy zakupie środka trwałego, gdyż pożyczkobiorca od początku jest właścicielem nabytego sprzętu. Ponadto, na taki instrument, ze względów podatkowych, decydują się rolnicy, którzy korzystają z unijnych dotacji i nie są podatnikami podatku VAT. Pamiętajmy jednak o tym, że leasing jest również dostępną formą absorpcji funduszy. Podobnie jak w przypadku pożyczki, jego ogromną zaletą jest niskie zaangażowanie środków własnych w inwestycję oraz długi okres spłaty należności – podkreśla ekspert EFL.

Upoważnienia dla pracowników działów HR w zakresie przetwarzania danych osobowych

Osoby mające dostęp i przetwarzające w imieniu pracodawcy dane osobowe pracowników powinny być należycie do takich czynności umocowane. Poniżej przedstawiamy najważniejsze aspekty w zakresie tych upoważnień.

Administratorem danych osobowych pracowników jest pracodawca. Pracodawca jako administrator jest uprawniony do decydowania kogo upoważnia do przetwarzania danych osobowych w danym przedsiębiorstwie. Zgodnie z art. 37 ustawy o ochronie danych osobowych dostęp do danych oraz uprawnienie do ich przetwarzania powinny mieć tylko i wyłącznie osoby do tego upoważnione przez administratora. Upoważnienie powinno szczegółowo określać do jakich danych osoba upoważniona będzie miała dostęp.

Jest to o tyle istotne, że danych nieobjętych upoważnieniem osoba upoważniona nie ma prawa przetwarzać. Pracowników działu HR umocowanych do przetwarzania danych, należy uwzględnić w ewidencji osób upoważnionych. Zgodnie z art. 39 ustawy o ochronie danych osobowych w ewidencji tej wskazać należy imię i nazwisko upoważnionego, datę nadania upoważnienia oraz zakres, a także identyfikator, jeśli dane są przetwarzane w systemie teleinformatycznym.

Pracodawca upoważniający swoich pracowników w zakresie przetwarzania danych powinien sprawować nad nimi kontrolę w zakresie legalności ich działań. W związku z tym, że ustawa o ochronie danych osobowych wyraźnie wymaga, aby osoby mające styczność z gromadzeniem, utrwalaniem czy udostępnianiem danych osobowych miały ku temu odpowiednie umocowanie warto, aby umocowanie było udzielone na piśmie. Dokument taki w razie kontroli PIP lub GIODO stanowić będzie dowód udzielenia umocowania. Ewentualne naruszenia w tym zakresie wiązać się mogą z sankcjami prawnymi w postaci kary grzywny, ograniczenia lub nawet pozbawienia wolności.

Autor: Krystian Stanasiuk, LL.M., radca prawny, partner w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Spora ulga dla rynków finansowych. Znów apetyt na ryzyko więc złoty zyskuje

Wraca wiara w sondaże. Teoretycznie rynki zareagowały tak jakby już zwycięstwo Emmanuel Macrona było przesądzone. Czwartkowa decyzja EBC w centrum uwagi. Inwestorzy mogą zaniechać zajmowania pozycji w dolarze.

W końcu prawdziwe sondaże

Tydzień rozpoczął się pod znakiem bardzo dobrych nastrojów na rynkach. Jest to efekt opublikowania wyników pierwszej tury wyborów we Francji. Tym razem sondaże okazały się bardzo wiarygodne i do drugiej tury przeszli Macron i Le Pen. O tym jaka to była ulga dla rynków mogą świadczyć wzrosty na giełdach a także solidne umocnienie waluty europejskiej.

Zwycięzca już znany

Widać tym samym, że były spore obawy o to, że do finałowego starcia mogą przejść Le Pen i Melenchon czyli eurosceptycy. Jeśli i sondaże będą trafne co do drugiej tury to zwycięstwo powinien odnieść Macron i to by było bardzo dobre rozwiązanie dla stabilności strefy euro. Póki co ma sporą przewagę mniej więcej 62-38%. EUR/USD dotarł więc w okolice 1,09. Póki co ryzyko polityczne odeszło w niepamięć.

Sytuacja na EUR/USD

Dalsze wzrosty na tej parze nie są oczywiste. Bo teraz będziemy patrzeć na fundamenty a tutaj EBC nadal prowadzi luźną politykę. Tym bardziej, że już w czwartek wystąpi Mario Draghi i przedstawi decyzji władz monetarnych o dalszej polityce. Zapewne EBC myśli o stopniowym wyjściu z łagodnej polityki ale też trudno się spodziewać, że zasygnalizuje to już teraz. Tym bardziej, że presja inflacyjna wcale nie rośnie. Wydaje się więc, że Mario Draghi schłodzi nieco optymizm i zaprezentuje gołębie stanowisko, które może osłabić euro. Ale wcale to nie musi oznaczać spadków na EUR/USD. 29 kwietnia może być pierwszym dniem zamknięcia administracji rządowej w USA, jeśli nie uda się przegłosować podwyższenia limitu zadłużenia. Scenariusz mało prawdopodobny ale na pewno nie będzie sprzyjał zajmowaniu pozycji na dolarze.

Dobre nastroje

Oczywiście takie informacje z Francji spowodowały powiew optymizmu na rynki wschodzące. Złoty sporo zyskał szczególnie do dolara, franka i funta brytyjskiego. Nieco mniej polska waluta zyskała do euro ale to zrozumiałe bo waluta europejska była mocna na szerokim rynku. Ale w najbliższych dniach ruch w kierunku 4,23 na EUR/PLN jest możliwy. Na szerokim rynku traciły waluty uznawane za bezpieczne a więc frank, jen.

Pusty kalendarz

Dzisiejszy kalendarz jest niemal pusty, więc rynki będą wyceniać cały czas wynik pierwszej tury wyborów. Pojawił się jedynie indeks IFO mimo, że okazał się nieco wyższy od prognoz niewiele wniósł na rynki.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Pięć wyzwań księgowych dla każdego menedżera

Zagadnienia związane z księgowością zwykle spędzają sen z oczu przedsiębiorców. Podatki, rozliczenia, sprawozdania, limity są odbierane przez nich jako przeszkody w prowadzeniu działalności gospodarczej. Skoro jednak nie można ich uniknąć, warto je poznać i zrozumieć. Oto pięć największych wyzwań księgowych, z którymi przedsiębiorcy muszą się aktualnie mierzyć.

Decydując się na założenie działalności gospodarczej, przedsiębiorcy muszą mieć świadomość, jak wiele trudności czeka na nich już od samego początku. Od niezliczonych formularzy i załączników, które trzeba bezbłędnie wypełnić, po próby zdobywania kapitału, które mogą zakończyć się niefortunnie zaciągniętym kredytem czy utratą dofinansowania unijnego. Niestety, pokonanie pierwszych przeszkód, nie oznacza, że możemy odetchnąć.

Nowe przepisy w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej

W tym roku wyzwaniem dla księgowych jest art. 22 ust. 1 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, którego nowe brzmienie zmieniło od 1 stycznia limity rozliczeń gotówkowych. Zmodyfikowany przepis stanowi, że dokonywanie lub przyjmowanie płatności związanych z wykonywaną działalnością gospodarczą następuje za pośrednictwem rachunku płatniczego przedsiębiorcy, w każdym przypadku gdy stroną transakcji jest inny przedsiębiorca oraz gdy jednorazowa wartość transakcji przekracza równowartość 15 tys. zł (przed zmianą była to kwota 15 tys. euro), przy czym transakcje w walutach obcych przelicza się na złote według kursu średniego walut obcych ogłaszanego przez Narodowy Bank Polski z ostatniego dnia roboczego poprzedzającego dzień dokonania transakcji.

Co ta zmiana oznacza dla przedsiębiorców? – Nowe brzmienie przepisów ma wpływ na kwalifikację kosztów podatkowych. Jeżeli podatnicy dokonali transakcji z naruszeniem przepisu art. 22 ust. 1 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, to nie mogą pomniejszyć przychodu podatkowego o koszt w tej części, w jakiej płatność została dokonana bez pośrednictwa rachunku płatniczego. Niedostosowanie się do nowych przepisów po prostu się nie opłaca – wyjaśnia ekspert z Impel Business Solutions Katarzyna Zielonka.

Korekta JPK

Od stycznia 2017 poszerzyło się też grono podatników przekazujących  JPK_VAT. Przepisy o Jednolitym Pliku Kontrolnym dotyczą już nie tylko dużych, ale także średnich i małych przedsiębiorstw. Wkrótce do tego grona dołączą również mikroprzedsiębiorcy. Sam proces przekazywania danych za pomocą JPK_VAT nie sprawia na razie firmom większych trudności, jednak nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że każdą zmianę w ewidencji trzeba będzie odnotować wysyłając korektę JPK.

– Jeżeli w okresie, od którego zaistniał obowiązek przekazywania JPK_VAT pojawi się korekta spowodowana zmianami w ewidencji, należy pamiętać, że w ślad za korektą deklaracji VAT-7/VAT-7K podatnik jest zobowiązany także do ponownego przesłania JPK_VAT z zaznaczeniem, że jest to JPK korygujący – zaznacza Katarzyna Zielonka.

Odwrotne obciążenie VAT w usługach remontowych i budowlanych

Od stycznia 2017 r. zmieniły się również zapisy dotyczące podatku VAT dla firm budowlanych i remontowych. – Wszystkie usługi remontowe i budowlane świadczone przez podwykonawców zostały objęte „odwrotnym obciążeniem” – mówi Małgorzata Solarewicz z Impel Business Solutions i wskazuje: – Ich szczegółowy wykaz zawarty jest w załączniku 14 ustawy o VAT i co do zasady obejmuje usługi z zakresu PKWiU , których numeracja rozpoczyna się od 41, 42 i 43.

„Odwrotne obciążenie” podatkiem VAT polega na tym, że podatek VAT należny jak i naliczony rozlicza oraz nalicza nabywca tej usługi. Sprzedawca natomiast wystawia fakturę sprzedaży bez podatku VAT z adnotacją „odwrotne obciążenie”.

Jak ustalić, kto jest podwykonawcą? – Na rynku usług budowlanych występują najczęściej inwestor, wykonawca oraz podwykonawca – mówi Dariusz Ochalik i dodaje: – Dla właściwego zidentyfikowania roli podmiotu niezbędne jest ustalenie „łańcuszka transakcji”. Jako podwykonawcę usług budowlanych można uznać w uproszczeniu podmiot, który bezpośrednio nie wykonuje usług dla inwestora, lecz dla wykonawcy lub kolejnych podwykonawców.

Brak płynności finansowej mimo dobrych wyników

W wielu firmach zdarza się, że księgi rachunkowe za miniony rok zostały przeanalizowane, sprawozdanie jest już o krok od zatwierdzenia przez organy zarządzające Spółki, wynik finansowy wygląda okazale… ale nagle okazuje się, że zysk nie przekłada się na płynność finansową. Może się zdarzyć, że mimo wystąpienia zysku, nie mamy do dyspozycji żadnych środków pieniężnych. Dlaczego tak się dzieje?

– Istnieje szereg mechanizmów mających wpływ na tzw.: „kreowanie dodatniego wyniku finansowego”. To m. in. zawiązywanie i rozwiązywanie rezerw w firmie na różne cele, np. odprawy emerytalne albo zarachowane, ale nieotrzymane świadczenia pieniężne (odsetki, dotacje) – wymienia Katarzyna Zielonka. – Dlatego oprócz suchych danych w tabelach warto oprzeć się o wskaźniki bieżącej płynności,  wskaźnik zadłużenia czy też, jeśli to możliwe, pogrupować swoje wpływy i wydatki  miesiącami i sprawdzić kiedy byliśmy na „minusie” – radzi ekspert IBS.

Przekazanie 1% podatku a darowizna

Czy przedsiębiorca może przekazać podatek Organizacji Pożytku Publicznego? Czy raczej powinien skorzystać z przekazania darowizny?

Z przepisów wynika, że prawo do przekazania 1 % podatku na rzecz OPP dotyczy wszystkich podatników, którzy w danym roku osiągnęli przychody podlegające opodatkowaniu, czyli podatnicy rozliczający się poprzez skalę podatkową niezależnie od źródła (np. umowy o pracę, zlecenia), czyli poprzez PIT roczny z opodatkowaniem 18% i 32%, podatnicy opłacający ryczałt od przychodów ewidencjonowanych, podatnicy rozliczający przychody ryczałtowe wskazane w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych – zbycie nieruchomości, kapitały pieniężne, prawa majątkowe oraz podatkiem liniowym.

– Należy pamiętać, że darowizna na rzecz organizacji jest czym innym niż przekazanie 1% podatku. Są to dwie różne instytucje prawne i  urząd skarbowy traktuje te czynności zupełnie inaczej. 1% podatku na rzecz OPP to tylko przywilej dla osób fizycznych, z którego nie mogą korzystać osoby prawne, takie jak spółki, organizacje pozarządowe czy państwowe przedsiębiorstwa – podkreśla Katarzyna Zielonka z IBS.

Wyniki Grupy Concordia Ubezpieczenia za rok 2016

Wynik finansowy Grupy Concordia Ubezpieczenia w 2016 r. wyniósł łącznie +10,3 mln zł, przy sprzedaży w wysokości 424,3 mln zł. Jest to rezultat przekraczający założony plan i zgodny z przyjętą strategią.

WTUŻiR Concordia Capital SA

W roku 2016 Concordia Capital SA wygenerowała przypis na poziomie 60 mln zł, czyli o 3,7 proc. więcej względem roku 2015. Życiowa spółka Concordii zakończyła rok zyskiem wysokości +4,7 mln zł.

Dobre wyniki Concordia zawdzięcza przede wszystkim zwiększonej sprzedaży ubezpieczeń indywidualnych, zarówno terminowych – wzrost o 7,8 proc. względem 2015 r., jak i kapitałowych – wzrost o 18,6 proc. względem 2015 r. – Wyniki Concordii Capital SA są wyższe od planowanych i w pełni nas satysfakcjonujące, biorąc pod uwagę sytuację rynkową ubezpieczeń na życie. Prezentujemy dobrą dynamikę, szczególnie zważywszy na fakt, że cały sektor po 4 kwartałach odnotował spadek przypisu – mówi Jacek Smolarek, Prezes Concordii.

W ramach strategii biznesowej obejmującej lata 2017-2019, Concordia zakłada szybszy niż dotychczas wzrost portfela ubezpieczeń życiowych. Towarzystwo posiada obecnie niezbyt wysoki udział w rynku ubezpieczeń życiowych, jednak sukcesywnie i dynamicznie zamierza go zwiększać. Realizacja tego celu będzie możliwa dzięki współpracy ze sprawdzonymi pośrednikami z kanału bankowego i agencyjnego.

Prostota konstrukcji produktów życiowych Concordii, których zasady działania są zrozumiałe zarówno dla klienta, jak i obsługującego go doradcy, ma stanowić najważniejszy atut, zapewniający realizację założeń przyjętej przez Zarząd strategii.

Concordia Polska TUW

W 2016 r. Concordia Polska TUW utrzymała silną pozycję w sektorze agro, rozwijając dynamicznie pozostałe gałęzie swojej działalności. W ubiegłym roku spółka majątkowa Grupy sprzedała ubezpieczenia za łączną kwotę 364,3 mln zł, czyli o 6,8 proc. więcej w stosunku do 2015 roku, odnotowując zysk netto wysokości +5,6 mln zł.

Pozytywny wpływ na dodatni wynik Concordii miały, w pierwszej kolejności, ubezpieczenia casco, ale również NNW i finansowe. Osiągnięte zyski oceniamy jako bardzo zadowalające, szczególnie biorąc pod uwagę wartość wypłaconych przez firmę odszkodowań oraz fakt, że w segmencie ubezpieczeń majątkowych można zaobserwować znamiona kolejnej wojny cenowej, tym razem w ubezpieczeniach mieszkaniowych i przeznaczonych dla segmentu MŚP – mówi Prezes Smolarek. I dodaje – Concordia nie uczestniczyła, nie uczestniczy i nie będzie uczestniczyć w wojnie cenowej. Przynosi to bowiem duże straty finansowe oraz wizerunkowe dla całej branży ubezpieczeniowej. Naszym celem jest długofalowy i stabilny, rentowny wzrost, a nie jedynie krótkoterminowe patrzenie na udziały rynkowe.

Concordia w 2016 r. po raz kolejny udowodniła, że jest firmą godną zaufania, że wywiązuje się solidnie ze swoich obietnic. Klienci Concordii Polska TUW w 2015 r. otrzymali prawie 300 mln zł odszkodowań, z czego ponad połowę stanowiły te za szkody powstałe wskutek złego przezimowania.

Jak podkreśla Zarząd Concordii, wyniki osiągnięte 2016 r. stanowią dobry punkt wyjścia do realizacji strategii biznesowej na lata 2017-2019. Zakłada ona, między innymi, że w ciągu najbliższych trzech lat sprzedaż produktów skierowanych do klienta indywidualnego oraz małego i średniego biznesu, wzrośnie o ponad 50 proc. – Koncentrować się będziemy na tzw. Polsce powiatowej, gdzie rozpoznawalność marki Concordia jest większa, a potrzeby klientów zaspokojone w mniejszym zakresie niż w dużych miastach. Chcemy być blisko naszych „naturalnych” klientów – dodaje Prezes Smolarek.

Trzy czwarte firm z sektora MŚP uważa, że chmura usprawnia komunikację i daje możliwość pracy zdalnej

Z raportu Onex Group „Chmura w MŚP. Zaufanie czy ostrożność przedsiębiorców?” wynika, że firmy korzystające na co dzień z rozwiązań chmurowych doceniają w nich przede wszystkim: sprawność komunikacji w firmie (77%), możliwość pracy zdalnej (74%) oraz łatwość przechowywania i przetwarzania danych (72%). Niestety nadal istnieje spora grupa przedsiębiorców, którzy nie ufają chmurze z uwagi na bezpieczeństwo – ta zaleta została wskazana przez 45% firm (wzrost o 27 pp. r/r). Eksperci Onex Group zwracają uwagę, że w porównaniu do ubiegłorocznej edycji badania zyskały na znaczeniu wszystkie zalety rozwiązań chmurowych. To natomiast stanowi wyraźny sygnał, że chmura stała się nieodłącznym elementem biznesowej rzeczywistości w Polsce.

Mali i średni przedsiębiorcy w Polsce adaptują usługi chmurowe w tempie, które przekroczyło oczekiwania. Dużą dynamikę widzimy również w krajach zachodnich, co wskazuje, że ten rynek będzie się rozwijał, a tendencja będzie jednoznacznie wzrostowa. Z jednej strony, będzie to ekspansja związana z zastępowaniem własnych serwerowni usługami chmurowymi, bo będą one tańsze, szybsze i bardziej elastyczne. Z drugiej strony, postęp spowoduje, że chmura stanie się prostsza w obsłudze. Dzięki temu sięgną po nią ci, którzy na razie nie korzystają z usług chmurowych, bo wydają im się zbyt skomplikowane – mówi Jakub Hryciuk, dyrektor zarządzający w Onex Group.

raport I

„Misie” coraz bardziej doceniają zalety chmury

Dla wielu małych i średnich firm utrzymanie wewnętrznej infrastruktury IT to spory wydatek w miesięcznym budżecie. Dlatego tak popularne stało się wykorzystanie usług chmurowych, które nie dość, że są niejednokrotnie bezpieczniejsze i tańsze niż wewnętrzna infrastruktura IT, pozwalają też na większą mobilność. Jak pokazuje badanie Onex Group „Chmura w MŚP. Zaufanie czy ostrożność przedsiębiorców?” to właśnie swoboda pracy z dowolnego miejsca i w dowolnym czasie stanowi o wartości chmury. 77% przedsiębiorców docenia łatwiejszą komunikację w firmie, w tym również w momencie przebywania poza biurem – ten element wymieniany jest na pierwszym miejscu zalet rozwiązań chmurowych. Niemniej istotna jest możliwość pracy zdalnej (74%), którą w ubiegłorocznej edycji badania doceniało zaledwie 34% respondentów. Podium domyka łatwość przechowywania i przetwarzania danych (72%).

Wśród pozostałych zalet chmury znalazły się: możliwość pracy ze współpracownikami w tym samym czasie, lecz w różnych miejscach (70%) oraz dostęp do danych na wszystkich urządzeniach mobilnych (65%). Warto tutaj zwrócić uwagę, że ocena ostatniego elementu różnicuje się w zależności od sektora, w którym działa firma. Już trzech na czterech przedsiębiorców z branży usługowej docenia dostęp do danych na wszystkich urządzeniach, ale tylko co drugi z sektora przemysł i budownictwo.

Usługi chmurowe stanowią podstawę komunikacji, gromadzenia czy przepływu informacji w naszej firmie. Bez chmury byłoby nam trudno prowadzić większość projektów. Przede wszystkim wynika to z tego, że w branży PR musimy być mobilni. Często się przemieszczamy, a dzięki chmurze wszystkie informacje mamy pod ręką. Po drugie, gromadzimy mnóstwo dokumentów, które są niezbędne do prowadzenia konkretnego projektu. W końcu, rozwiązania chmurowe dają nam gwarancję zabezpieczenia danych firmowych na bardzo wysokim poziomie przy zachowaniu niskich kosztów – mówi Sławomir Żurek, Dyrektor Zarządzający ZOOM bsc.

Brak zaufania do bezpieczeństwa chmury?

Ważnym elementem z punktu widzenia rozwoju chmury w polskich małych i średnich firmach jest zaufanie do bezpieczeństwa tego rozwiązania. W badaniu Onex Group, już 45% firm wskazało, że większe zabezpieczenie danych to największa zalety chmury. W poprzedniej edycji badania było to zaledwie 18%. Największe obawy związane z bezpieczeństwem mają przedsiębiorcy z sektora handlu – tylko 33% wskazało, że chmura gwarantuje najwyższą jakość zabezpieczenia danych firmowych, w porównaniu do co drugiej firmy z sektora przemysł i budownictwo. To oznacza, że nadal konieczna jest edukacja w zakresie bezpieczeństwa rozwiązań chmurowych, które choć niejednokrotnie wyższe niż w przypadku innych rozwiązań, budzi spore obawy.

Metodologia:

Badanie „Chmura w MŚP 2017. Zaufanie czy ostrożność przedsiębiorców?” zostało przeprowadzone przez instytut badawczy ARC Rynek i Opinia na zlecenie Onex Group na próbie 205 przedsiębiorców z sektora MŚP. Wśród respondentów znaleźli się m.in. administratorzy IT, właściciele firm, specjaliści IT. Badanie zostało zrealizowane za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w lutym 2017 roku.

W 2017 r. ceny nowych mieszkań w stolicy będą nieznacznie rosły

Jak wynika z najnowszej edycji raportu E-VALUER INDEX 2017 firmy Emmerson Evaluation, ceny mieszkań na stołecznym rynku pierwotnym mogą w tym roku jeszcze wzrosnąć, ale na rynku wtórnym pozostaną na obecnym poziomie. Najtańsze mieszkania znajdziemy w Wesołej oraz Rembertowie, najdroższe jest Śródmieście. Z kolei wynajęcie dwupokojowego lokalu w Śródmieściu i sąsiadujących z nim dzielnicach, to przeciętnie wydatek 2440 zł miesięcznie. Najtańsze są pozostałe dzielnice po prawej stronie Wisły, gdzie średni czynsz wynosi 1931 zł miesięcznie.

E-VALUER INDEX 2017 to już czwarta edycja kompleksowego raportu na temat rynku mieszkaniowego w Polsce, przygotowywanego przez ekspertów od wyceny nieruchomości z Emmerson Evaluation. Raport obejmuje mediany[1] cen transakcyjnych mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym oraz stawek czynszu w największych miastach Polski.

Z części poświęconej Warszawie wynika, że mediana cen transakcyjnych za 1 mkw. na stołecznym rynku pierwotnym to 7620 zł, a na rynku wtórnym – 7237 zł. To oznacza, że stołeczny rynek wtórny jest najdroższy w Polsce, a pierwotny ustępuje jedynie Sopotowi, gdzie mediana cen transakcyjnych za nowe mieszkania przekracza 10 tysięcy złotych (10 147 zł/mkw.).

W 2016 roku stolica zdecydowanie nie była liderem wzrostu cen na rynku mieszkaniowym. Wyliczone w raporcie ceny nowych mieszkań wzrosły zaledwie o 2%, a w przypadku lokali z drugiej ręki ceny wręcz spadły o 1%.  – Podobnie jak w reszcie polskich metropolii, w stolicy trwa hossa na rynku pierwotnym. Zainteresowanie nabywców jest ogromne, a deweloperzy ogłaszają kolejne rekordy sprzedaży – komentuje Dariusz Książak Prezes Zarządu Emmerson Evaluation. – Ceny jednak pozostają stabilne, ponieważ deweloperzy, chcąc jak najlepiej wykorzystać rekordowy popyt, zapewniają stołecznym klientom wystarczającą podaż mieszkań. Widać to chociażby po liczbie wydanych pozwoleń na budowę, których wg danych GUS, w 2016 r. wydano aż 21 626, w tym ponad 94% dla inwestycji deweloperskich. To prawie dwa razy więcej niż jeszcze trzy lata temu – dodaje Dariusz Książak.

Emmerson Evaluation przewiduje, że w roku 2017 sytuacja na warszawskim rynku mieszkaniowym nie zmieni się znacząco. Ceny na rynku pierwotnym powinny wzrosnąć, ale nie będą to znaczące podwyżki, podczas gdy ceny na rynku wtórnym pozostaną stabilne.

Co dzielnica, to trend na rynku mieszkaniowym

Mediana cen dla całej Warszawy nie oddaje jednak ważnej dla każdego kupującego specyfiki konkretnych dzielnic. Dlatego E-VALUER INDEX 2017 przedstawia także szczegółowe dane dla każdej z nich. Raport wskazuje, że najdroższe w 2016 roku były nowe mieszkania w Śródmieściu (mediana 14 239 zł/mkw.), Ochocie (8 664 zł/mkw.) i Mokotowie (8 384 zł/mkw.). Lokale z drugiej ręki osiągają najwyższe ceny za mkw. również w Śródmieściu (9 930 zł/mkw.), na Żoliborzu (8 292 zł/mkw.) oraz na Ochocie (7 848 zł/mkw.) i w Wilanowie (7 823 zł/mkw.). Najtańszą ofertę mieszkań z obu rynków kupujący mogą znaleźć w peryferyjnych dzielnicach stolicy, jak Wesoła, Rembertów i Białołęka. Mediana cen mieszkań używanych, a w przypadku Wesołej także mieszkań nowych, nie przekracza w tych dzielnicach kwoty 6 tys. zł/mkw.

Oprócz analizy cen transakcyjnych za mkw. warto przyjrzeć się także rocznym trendom zmian cen w poszczególnych dzielnicach Warszawy przedstawionych w raporcie Emmerson Evaluation. Największy wzrost cen transakcyjnych na rynku pierwotnym odnotowano w 2016 roku na Pradze Północ (+6%) i Targówku (+5%). – W przypadku tych dwóch lokalizacji widać wyraźnie efekt metra. Kupujący dobrze wiedzą, że te dzielnice bardzo mocno zyskają na atrakcyjności po budowie kolejnych etapów drugiej linii – komentuje ekspert Emmerson Evaluation. Z kolei na rynku wtórnym rok 2016 przyniósł stabilizację, a nawet spadki cen. W zdecydowanej większości stołecznych dzielnic mediany cen transakcyjne pozostały na niezmienionym poziomie lub nawet uległy obniżeniu.

Wynajem w stolicy skupiony wokół centrum

wynajem w stolicyJak przystało na największą polską metropolię, również stawki czynszu z tytułu najmu mieszkania w Warszawie należą do najwyższych w Polsce. Najdroższe, ale i najczęściej wynajmowane (62%) są mieszkania w dzielnicach centralnych (Ochota, Mokotów, Śródmieście, Praga Północ i Południe, Wola i Żoliborz). Mediana miesięcznego czynszu netto (bez opłat administracyjnych, za media, miejsce postojowe itp.) wynosi tam 2087 zł za kawalerkę, 2440 zł za lokum dwupokojowe, 3645 zł za trzy pokoje oraz 7019 zł w przypadku mieszkań większych. – Warto jednak dodać, że w przypadku centralnych dzielnic Warszawy stawki czynszu za mieszkania o tej samej liczbie pokoi były mocno zróżnicowane. Tak duży zakres wysokości czynszów był charakterystyczny tylko dla tej części miasta – zauważa ekspert Emmerson Evaluation. Na najniższe stawki miesięcznego czynszu mogą za to liczyć wynajmujący mieszkania po prawej stronie Wisły, gdzie jednocześnie liczba ofert jest najniższa (11%), czyli na Białołęce, Rembertowie, Targówku, Wawrze i Wesołej. Mediana wysokości opłat czynszowych wynosiła tam od 1416 zł miesięcznie za kawalerkę do 3269 zł miesięcznie za lokal powyżej 3 pokoi.

miesięczny czynsz najmu Warszawa

[1] Mediana (tzw. wartość środkowa, dzieląca zbiór na dwie równe części) lepiej odzwierciedla informację na temat cen nieruchomości niż średnia, ponieważ na jej wynik, nie wpływają pojedyncze wartości znacznie odchylające się od większości transakcji typowych w całym zbiorze (takie jak np. zakup jednej nieruchomości luksusowej).

Jak marketing predykcyjny wpływa na performance marketing?

Już podczas zakupów Amazon przewiduje, czy klient kupi wybraną książkę. To magia, a może czytanie w myślach? Nie, to dogłębna znajomość użytkownika wykorzystana przez inteligentne i „uczące się” algorytmy danych, służące do symulowania różnych scenariuszy, w zależności od pozostawionego przez nich „internetowego” śladu aktywności.

Przewidzenie decyzji klienta w zakresie zakupów mogłoby skrócić czas dostawy. Patent na „wyprzedzającą wysyłkę” został zgłoszony przez Amazon już w 2014 roku. Ale skąd gigant internetowy mógłby wiedzieć, jaką książkę zamówi internauta? Wykorzystując marketing predykcyjny (predictive marketing).

Co to jest marketing predykcyjny?

Stale rosnąca ilość danych dostarczanych (świadomie lub nie) przez użytkowników zachęca do ich analizy i systematyzacji, które z kolei pozwalają na rozwój nowych technik targetowania i personalizacji. Dane demograficzne z Google Analytics nie mówią wiele o profilu osobowym naszego potencjalnego klienta. Dopiero like na Facebooku, retweet, komentarz na forum, porzucony koszyk, historia zamówienia, kliknięcia w reklamy, aktywność na blogu, linki afiliacyjne czy też długość przytrzymywania kursora nad danym produktem – mix tych zachowań i aktywności pozwalają na zbudowanie profilu danego użytkownika.

Marketing predykcyjny to strategia bazująca na analizie ogromnej liczbie danych, która ma na celu budowanie relacji pomiędzy marką a potencjalnym konsumentem. Tworzenie głębokich więzi, wynikających z nieograniczonych możliwości personalizacji, otwiera wiele nowych dróg do eksploracji.

Magiczne narzędzie analityka – algorytm

Siła marketingu przewidującego leży nie w zgadywankach, ale w algorytmach, jakie mogą analizować zachowania i nawyki użytkowników przy użyciu danych z różnych źródeł (CRM, DMP, cross-device tracking, dane od osób trzecich itp.). Informacje te jasno wskazują, co danego konsumenta zainteresuje i spowoduje zwiększenie jego zaangażowania, konwersję, a ostatecznie – zwiększy przychody.

Kto już zarobił na takich przewidywaniach?

Najlepszym przykładem na pokazanie korzyści z marketingu przewidującego jest Netflix. Obecnie z serwisu korzysta ponad 100 mln użytkowników na całym świecie[1]. Firma gromadzi więc ogromne ilości danych, które pomagają jej podejmować decyzje, mające wpływ na jakość świadczonych usług.

Netflix na podstawie dnia, daty, lokalizacji, rodzaju urządzenia, ocen filmów lub seriali, wyszukiwania i scrollowania potrafi nie tylko rekomendować, ale w umiejętny sposób zatrzymać klienta i nakłonić go do zakupu abonamentu. Analiza upodobań użytkowników miała kluczowe znaczenie w podjęciu decyzji o rozpoczęciu produkcji pierwszego własnego serialu Netflixa, czyli „House of Cards”. Zainwestowana kwota wynosiła 100 mln dolarów, a serial okazał się fenomenem! W obliczu tych danych (sic!) należałoby go raczej zatytułować „House of Data”.

Oprócz ułatwienia podejmowania decyzji biznesowych, wynikiem zabiegów marketingu predykcyjnego może być więc zwiększenie sprzedaży poprzez proponowanie klientom odpowiednich produktów we właściwym czasie i miejscu, a także poprawa efektywności oraz zasięgu kampanii marketingowej. Spersonalizowana reklama lub stargetowany newsletter będą miały lepszy wpływ na decyzję zakupową, jeżeli zostaną poprzedzone dogłębną analizą profilu klienta. Ten natomiast zwiąże się z marką na dłużej, jeśli poczuje, że jest traktowany w sposób indywidualny i wyjątkowy, bo marka zna go co najmniej tak dobrze, jak pani Zosia z zieleniaka pod blokiem.

Marketing predykcyjny ma coraz większe zastosowanie w działaniach performance marketingu

Dzięki coraz dokładniejszym danym, reklamy stają się precyzyjniejsze i efektywniejsze. W wyniku tego, budżety reklamowe będą mogły być mądrzej inwestowane, aby uzyskać jak największy ROI. Big Data pozwala na budowanie profili użytkowników na podstawie ich zachowań w internecie na desktopie czy urządzeniach mobilnych. Przykładowym profilem może być młoda para z dzieckiem planująca zakup mieszkania, zainteresowana podróżami oraz designem. Do tak zbudowanych i usystematyzowanych profili kierujemy dedykowany przekaz reklamowy w odpowiednim miejscu, czasie oraz formie.

Jesteśmy świadkami zmiany z podejścia ilościowego na jakościowe w afiliacji i performance marketingu.Oznacza to mniej klasycznych bannerów, a więcej formatów natywnych, skierowanych i dopasowanych do wybranych użytkowników o określonych cechach, znajdujących się w określonej sytuacji. Kupując reklamę w modelu programmatic i wykorzystując marketing predykcyjny nie kupujemy już reklamy na określonym portalu, licząc na to, że nasz potencjalny użytkownik może się na nim zjawić. Działamy odwrotnie, czyli emitujemy reklamę na danej stronie, bo właśnie wszedł na nią ktoś, kto idealnie pasuje do profilu naszej buyer presona, czyli osoby posiadającej zestaw cech naszego potencjalnego klienta – mówi Michał Sołtys, Regional Director Central Eastern Europe z Grupy Kwanko, która prowadzi działania Performance Marketingu. Kwanko buduje profile użytkowników wykorzystując dane z własnych kampanii oraz tzw. 3rd party data. – Mamy bardzo zaawansowane kryteria targetowania, a optymalizacja jest możliwa dzięki rozwiniętym algorytmom, które przewidują możliwe scenariusze – dodaje Sołtys.

Nieuchronna przyszłość w życiu codziennym i biznesie

Marketing przewidujący rewolucjonizuje relację pomiędzy konsumentem a marką za pomocą takich funkcji jak: listy rekomendowanych produktów, sugestie na podstawie profilu, kastomizowane linki afiliacyjne i spersonalizowane komunikaty.

Na rozwój predictive marketing wpływ mają różne czynnik, m.in.: kogniwistyka, rozwój sztucznej inteligencji oraz machine learning, czyli zdolności maszyn do uczenia się i komunikacji w naturalnym języku. Wiele wskazuje na to, że będzie on niedługo wszechobecny: w naszym smart domach, w zegarkach, ubraniach czy samochodach. Umiejętne wykorzystanie tej technologii przyniesie niewątpliwe zyski dla biznesu online, a z czasem i offline.

[1] http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/netflix-liczba-uzytkownikow-w-2017-roku-rosnace-przychody

Monika Ciesielska-Rutkowska prezesem międzynarodowej organizacji IMSA International Executive Search

Monika Ciesielska-Rutkowska, założycielka firmy doradczej Carpenter Consulting, na początku kwietnia została wybrana prezesem IMSA International Executive Search. Tym samym stanęła na czele międzynarodowej organizacji, zrzeszającej firmy headhunterskie z 25 krajów świata.

IMSA International Executive Search to powstała w Szwajcarii organizacja, zrzeszająca firmy specjalizujące się w rekrutacji kadry zarządzającej średniego i wyższego szczebla. Obecnie w jej skład wchodzi 25 firm – po jednej z każdego z krajów członkowskich. Od 2010 swojego przedstawiciela w postaci spółki Carpenter Consulting ma także Polska. Wspólne działanie, w ramach bieżących projektów realizowanych dla klientów, pozwala partnerom IMSA identyfikować profesjonalistów na całym świecie.

Przez ostatnie cztery lata Monika Ciesielska-Rutkowska zasiadała w Zarządzie organizacji, aktywnie uczestnicząc w jej kształtowaniu, a także w rozwoju współpracy i wymiany najlepszych praktyk pomiędzy krajami członkowskimi.

Podczas ostatniego spotkania członków organizacji, Spring IMSA Meeting, które odbyło się w dniach 5-7 kwietnia w Marsylii, Pani Monika została wybrana nowym prezesem.

Przyjęcie do IMSA w 2010 roku było dla nas dużym sukcesem. Od początku istnienia firmy dążyliśmy do zbudowania globalnego zasięgu, który pozwoli nam realizować projekty poza granicami naszego kraju. Włączenie nas w szeregi organizacji było potwierdzeniem wysokiej jakości świadczonych usług i pozwoliło nam realizować ten cel – mówi Monika Ciesielska-Rutkowska, Managing Partner Carpenter Consulting. Wybór na Prezesa organizacji to duże wyróżnienie, nie tylko dla mnie, ale i dla Polski, którą nasza firma reprezentuje w IMSA. To wyraz uznania dla dotychczasowej pracy w Zarządzie, a także budowanego od lat doświadczenia. Nowa funkcja pozwoli mi jeszcze aktywniej działać w szeregach IMSA, koordynując jej dalszy rozwój – dodaje.

Monika Ciesielska-Rutkowska jest ekspertem w zakresie rekrutacji i oceny kompetencji kadry zarządzającej. Na swoim koncie może zapisać zakończone sukcesem projekty rekrutacyjne i audyty menadżerskie, realizowane dla międzynarodowych i polskich korporacji. Pełni funkcję prezesa spółki Carpenter Consulting, którą założyła w 2005 roku. Firma dwukrotnie, w 2013 i 2015 roku, zajęła 2 miejsce wśród firm Executive Search w Polsce, w rankingu „The Book of Lists” opublikowanym przez Warsaw Business Journal.

Ciesielska-Rutkowska wcześniej pracowała m.in. w SpenglerFox, Infovide-Matrix czy Monster. Jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej na kierunku zarządzanie oraz finansów na Uniwersytecie Gdańskim.

Carpenter Consulting jest zaufanym doradcą uznanych międzynarodowych i polskich firm, w zakresie rekrutacji i budowy kompetencji kadry zarządzającej i kierowniczej. Realizuje projekty doradcze w ramach każdego obszaru działalności przedsiębiorstwa. Poza rekrutacją, zajmuje się także ewaluacją kompetencji pracowników poprzez audyty kompetencji, a także realizuje procesy outplacementu dla menedżerów.

Emmanuel Macron i Marine Le Pen w drugiej turze wyborów prezydenckich

Do drugiej tury wyborów prezydenckich we Francji dostali się Emmanuel Macron i Marine Le Pen z ogromnymi szansami na końcowe zwycięstwo tego pierwszego. Rynki dostały przyjazny rezultat, który jednak też jest zgodny z oczekiwaniami i wskazaniami sondaży. Stąd, mimo że EUR jest wyżej na domykaniu krótkich pozycji, to z obecnego położeniu nie będzie łatwo wspinać mu się wyżej. Lepszy sentyment sprzyja za to złotemu.

Rok 2017 odbudowuje wiarę w skuteczność agencji sondażowych, który tym razem poradziły sobie lepiej niż w zeszłorocznych przewidywaniach wyniku referendum w Wielkiej Brytanii, czy wyborach prezydenckich w USA. Według ostatecznych wyników Emmanuel Macron zebrał 23,75 proc. głosów przed Marine Le Pen z 21,53 proc. Wyścig łeb w łeb w pierwszej turze nie oddaje jednak szans w bezpośrednim starciu za dwa tygodnie, gdyż nowe sondaże z niedzielnego wieczora wskazują na ponad 60 proc. poparcia dla Macrona. Jeśli sprawdziły się prognozy sprzed pierwszej tury, rynek może bardziej zaufać predykcjom przed drugą turą. I tutaj szukałbym jedynego świeżego impulsu dla optymizmu rynkowego i siły euro. Inwestorzy mogą pokusić się o wycenianie mniejszego ryzyka wygranej Le Pen. Jednak poza tym jedynym aspektem reszta wiadomości z niedzieli jest dość zgodna z wcześniejszymi oczekiwaniami. Z tego względu brak jest elementu zaskoczenia, który przemawiałby za diametralną odmianą obrazu rynku.

Z perspektywy EUR co więksi pesymiści zostali zobligowani do zamknięcia krótkich pozycji w walucie, ale po drugiej stronie panuje zawahanie w otwieraniu świeżych pozycji na kupno. Jeśli odrzucamy na bok ryzyko polityczne, wracamy do fundamentów, a w tym kontekście trzeba myśleć o czwartkowej decyzji Europejskiego Banku Centralnego. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że EBC szykuje się do stopniowego odchodzenia od polityki skupu aktywów, ale jednocześnie nie chce, by rynek zbyt prędko uwierzył w tą strategię. W marcu prezes Draghi zapędził się w swoim optymizmie co do oceny sytuacji w gospodarce, co przysporzyło rajd EUR i rentowności obligacji skarbowych w strefie euro. ECB nie chce przedwczesnego zacieśniania warunków finansowych, więc w czwartek powinien uderzyć w gołębie. Jeśli tak, to dzisiejsza siła EUR może być dla niektórych inwestorów okazja do zajęcia dobrej pozycji przed czwartkiem.

Reszta rynku odczuwa oddech ulgi i poprawę apetytu na ryzyko. Dobrze mają się SEK i NOK, gdyż przyjazny UE prezydent Francji oznacza wcześniejszy koniec luzowania ECB, a w konsekwencji podnosi oczekiwania na normalizację polityki Riksbanku i Norges Banku. Warto o tym pamiętać przed czwartkowa decyzja tog pierwszego. Największym przegranym jest JPY, głównie za sprawą odwracania popularnego przed wyborami trade’u sprzedaży EUR/JPY. Ale też wzrost rentowności obligacji skarbowych USA pcha w górę USD/JPY. Skok oprocentowania 10-latek do 2,31 proc. (+6 pb) może jednak nie wystarczyć, by wyraźnie poprawić pozycję USD w tym tygodniu. Uwagę inwestorów będą rozpraszać wydarzenia w Kongresie USA, gdyż 29 kwietnia może być pierwszym dniem przymusowego zamknięcia administracji rządowej, jeśli nie uda się przegłosować podwyższenia limitu zadłużenia budżetowego. Nie sądzimy, aby miało to nastąpić, ale jest to czynnik, który może mącić nastawienie inwestorów do dolara.

Wynik wyborów we Francji jest pozytywny dla ryzyka i powinien pomóc w ustabilizowaniu notowań złotego. W pierwszej reakcji EUR/PLN spadł ok. 2 grosze do 4,24, a USD/PLN zanurkował o 10 groszy do 3,88, zanim realizacja zysków na tym drugim (przez oddziaływanie EUR/USD) nie wzięła góry. Kiedy jednak techniczne zawirowania osłabną, wyrysuje się obraz mniejszego zagrożenia ze strony czynników zewnętrznych dla złotego, co pozwoli na swobodne opadanie EUR/PLN w stronę 4,23.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Czy załamanie cen może się powtórzyć na rynku mieszkaniowym

Średnie oferowane ceny m kw. mieszkań na rynku pierwotnym w największych miastach Polski były rekordowe w 2007 r. Po hossie zaczął się spadek w następnym roku. Teraz budowana jest rekordowa liczba mieszkań, czy dojdzie ponownie do głębokiej korekty cenowej?

Wzrosty cen są bardzo małe, tylko przy wyjątkowo dobrych lokalizacjach te wzrosty są większe, a sytuacja na rynku jest stabilna, nie widać zagrożeń, o tym w rozmowie z MarketNews24 mówi Jarosław M. Skoczeń z Grupy Emmerson SA.

Poręczyciel może żądać wpisu do księgi wieczystej

Niejednokrotnie mamy do czynienia z sytuacją gdy wierzyciel – np. bank lub instytucja finansowa – ustanawia kilka zabezpieczeń dla swojej wierzytelności – wynikającej np. z umowy kredytu lub pożyczki. Częstą praktyką jest, gdy obok hipoteki ustanowionej na nieruchomości dłużnika dodatkowym zabezpieczeniem jest poręczenie, które zostało udzielone np. przez członka rodziny dłużnika lub członka zarządu, wspólnika spółki. Jednak poręczyciel nie może oczekiwać, iż bank najpierw wyczerpie sposoby egzekucji z majątku dłużnika, zanim zwróci się do niego o spłatę zaciągniętego przez dłużnika kredytu. Wierzyciel może – z czego w praktyce najczęściej korzysta – równolegle dochodzić zapłaty od dłużnika i poręczyciela do czasu całkowitej spłaty długu.

– Poręczyciel, który zaspokoi roszczenie wierzyciela, może dochodzić od dłużnika zwrotu wydatkowanych środków – powiedział agencji eNewsroom.pl Piotr Glonek, adwokat z kancelarii Gardocki i Partnerzy – Gdy poręczyciel spłacił za dłużnika kredyt zabezpieczony hipoteką na majątku dłużnika, jego sytuację może poprawić odwołanie się do tej właśnie hipoteki. Poręczyciel, który zaspokoi roszczenie wierzyciela, może również powołać się na wstąpienie w prawa wierzyciela i dokonać wpisu do księgi wieczystej prowadzonej dla nieruchomości dłużnika. Wstąpienie przez poręczyciela w prawo zaspokojonego wierzyciela następuje z mocy samego prawa – bez konieczności zawierania odrębnej umowy z wierzycielem lub dłużnikiem. Poręczyciel może żądać wpisu do hipoteki nie tylko wtedy, gdy w całości spłaci wierzyciela. Jeżeli dług został przez niego spłacony jedynie w części, to poręczyciel może żądać stosownych zmian dotyczących hipoteki. W takim wypadku – na wskutek jego wniosku – dochodzi do szczególnego rodzaju podziału hipoteki pomiędzy wierzycielem i poręczycielem. Właściwe zadbanie przez poręczyciela o ujawnienie praw, które nabył spłacając wierzyciela, ma istotne znaczenie dla jego sytuacji prawnej i ekonomicznej. Może bowiem znacznie zwiększyć jego szanse na odzyskanie – z majątku dłużnika – środków wypłaconych wcześniej wierzycielowi. Szczególnie w sytuacji majątkowej dłużnika, która stała się dramatyczna na tyle, że dłużnik przestaje regulować swoje zobowiązania. W obliczu kierowanej wobec dłużnika egzekucji – w szczególności z wniosków wielu wierzycieli – lub ogłoszenia upadłości dłużnika zabezpieczenie rzeczowe na nieruchomości – jakim jest hipoteka – może mieć dla poręczyciela kluczowe znaczenie – ocenił Glonek.

Advent International w wyniku wezwania nabędzie ponad 90% akcji Integer.pl S.A.

AI Prime (Luxemburg) Bidco S.a r.l., („AIP”) spółka celowa należąca w całości do funduszy zarządzanych przez Advent International („Advent”), jednego z największych globalnych funduszy private equity, oraz pan Rafał Brzoska (wraz z AIP będący „Wzywającymi”), informują iż w wezwaniu na akcje Integer.pl S.A. („Integer”) złożono zapisy na sprzedaż walorów stanowiących, wraz
z akcjami posiadanymi przez pana Rafała Brzoskę, ponad 90% ogólnej liczby akcji spółki. Tym samym warunki wezwania zostały spełnione i AI Prime, jako jedyny podmiot nabywający, zamierza nabyć wszystkie akcje, na które zostały złożone zapisy w wezwaniu, a następnie przeprowadzić przymusowy wykup akcji w celu wycofania spółki z Giełdy.

Dzięki sukcesowi wezwania Wzywający będą mogli rozpocząć prace związane z wdrożeniem planów strategicznych Grupy oraz z jej dalszym rozwojem jako spółki prywatnej. W dniu 20 kwietnia br. Wzywający otrzymali bezwarunkowe zgody właściwych organów antymonopolowych na nabycie akcji w wezwaniu na Integer.pl i InPost S.A. („Inpost”).

Jako że zakończenie z sukcesem wezwania do sprzedaży akcji w spółce Integer jest warunkiem dojścia do skutku wezwania na akcje InPost, ogłoszonego przez Wzywających w dniu 24 lutego 2017 r. Wzywający poinformują w dniu jutrzejszym, tj. 25 kwietnia br., odpowiednim komunikatem o spełnieniu się powyższego warunku wezwania na akcje InPost. Szersze informacje dotyczące finalizacji obu wezwań oraz planów Advent będą mogły zostać przekazane po oficjalnym komunikacie dotyczącym liczby akcji nabytych przez AIP w wyniku obu wezwań, co jest planowane na środę, tj. 26 kwietnia br.

Komentując wyniki wezwania Peter Nachtnebel, dyrektor w Advent International powiedział:

„Jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani, iż wezwanie zakończyło się sukcesem. Skoncentrujemy się teraz na rozwoju firmy poprzez stworzenie wiodącej sieci paczkomatów w Europie i zapewnienie unikalnej i najwyższej jakości usługi dla klientów Integera”.

Zwycięstwo Macrona wspiera złotego, traci frank, jen i złoto

Zwycięstwo Emmanuela Macrona w pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji istotnie ograniczyło ryzyko inwestycyjne. Jednym z największych beneficjentów jest złoty. Mocno traci natomiast szwajcarski frank, japoński jen i złoto.

W pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji zwyciężył Emmanuel Macron, zdobywając 23,75 proc. głosów. Tuż za nim uplasowała się Marine Le Pen, na którą zagłosowało 21,53 proc. Francuzów. Oboje spotkają się w zaplanowanej na 7 maja drugiej turze. Sondaże wskazują, że zdecydowanym faworytem jest Macron, którego już teraz poparła francuska prawica i lewica.

Wygrana Macrona i drugie miejsce Le Pen było zakładanym przez rynki finansowe scenariuszem na podstawie przedwyborczych sondaży. To, że wspomniane sondaże trafnie wskazały wyniki pierwszej tury, wprowadza duże uspokojenie przed głosowaniem 7 maja. Pozwala bowiem zakładać, że wówczas Macron uzyska poparcie około 60 proc. wyborców, podczas gdy przedstawicielka skrajnego Frontu Narodowego może liczyć na około 40 proc. głosów.

Wyniki pierwszej tury są pozytywnie odbierane przez rynki. Znika znaczna część ryzyka politycznego, jakie do tej pory inwestorzy musieli wkalkulowywać w swoje decyzje. Stąd też nie zaskakuje, że w reakcji na doniesienia z Francji zyskuje wspólna waluta. Kurs EUR/USD w nocy wzrósł do 1,0899 z 1,0726 na zamknięciu tygodnia. Obecnie para ta nieco się cofnęło i za euro trzeba zapłacić 1,0850. Jednocześnie notowania EUR/CHF podskoczyły do 1,0816 z 1,0685, a EUR/JPY do 119,49 z 116,73, a EUR/GBP do 0,8480 z 0,8358.

Jednym z głównych beneficjentów wyborczego zwycięstwa Macrona jest polski złoty, który umacnia się również w relacji do euro. O godzinie 07:25 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2415 zł, spadając o 2,6 gr w stosunku do zamknięcia z piątku. Zdecydowanie mocniej złoty zyskuje do pozostałych głównych walut. Notowania szwajcarskiego franka spadły o 7,8 gr do 3,9210 zł i jest on najtańszy od października 2016 roku. Kurs USD/PLN cofnął się o 8 gr do 3,9090 zł i dolar ponownie atakuje dołek z końca marca br. Funt zaś, po trwającym prawie miesiąc rajdzie w górę, tanieje o 10,4 gr w stosunku do piątkowego zamknięcia i trzeba za niego zapłacić 5,0020 zł.

Powyborcze umocnienie złotego jest wyraźnie większe niż węgierskiego forinta, czy czeskiej korony, do których polska  waluta zyskuje dziś rano odpowiednio 0,3 proc. i 0,4 proc. Wśród innych dużych beneficjentów wyborów we Francji znalazła się jeszcze szwedzka i norweska korona.

Dziś rano zyskują aktywa ryzykowne, co zapowiada mocny start europejskich giełd (w tym giełdy w Warszawie), a jednocześnie tracą te uważane za tzw. bezpieczne przystanie na ciężkie czasy. Taniej więc japoński jen, szwajcarski frank oraz złoto. Kurs tego ostatniego spadł dziś do 1265 z 1284,5 dolara za uncję, żeby rano nieco się cofnąć i testować poziom 1273,9 dolara.

Pozytywna reakcja rynków finansowych na wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji prawdopodobnie ograniczy się tylko do poniedziałku. Nie można zapominać, że scenariusz zgodnie z którym w drugiej turze spotka się Macron z Le Pen był scenariuszem bazowym. Stąd też od jutra inwestorzy będą żyli innymi tematami. Temat wyborów wróci dopiero przed 7 maja.

W kolejnych dniach nastroje na rynkach będą kształtować trzy wydarzenia. Tym głównym będzie zapowiedziana przez prezydenta USA Donalda Trumpa na środę, prezentacja szczegółów „wielkiej reformy i redukcji podatków”. Ponadto w czwartek w centrum uwagi znajdzie się posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (ECB), a w piątek publikacja wstępnych szacunków dynamiki Produktu Krajowego Brutto (PKB) za I kwartał br. dla Francji, Wielkiej Brytanii i USA.

Na giełdach dodatkowo nastroje będą kształtowane przez wyniki spółek. Dotyczy to również GPW, gdzie w tym tygodniu na dobre rusza kolejny sezon publikacji raportów kwartalnych.

Mając na uwadze, że potencjalna reforma podatkowa w USA jest czynnikiem wspierającym dolara, to dzisiejszy wyskok kursu EUR/USD w okolice 1,09 oraz jednoczesny spadek notowań USD/PLN w okolice 3,90 zł, prawdopodobnie będzie wykorzystywany przez inwestorów do kupna amerykańskiej waluty. Nie jest więc wykluczone, że na rynku walutowym szczyt pozytywnej reakcji na niedzielne wybory we Francji mamy już za sobą.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Prof. dr hab. Krzysztof Krygier: w grupie tłuszczów stałych najzdrowszy jest olej palmowy, a najmniej zdrowy olej kokosowy

Prof. dr hab. Krzysztof Krygier: w grupie tłuszczów stałych najzdrowszy jest olej palmowy, a najmniej zdrowy olej kokosowy 5

Na temat tłuszczów spożywczych krąży coraz więcej mitów. Olej kokosowy uważany jest za najzdrowszy. Eksperci zauważają, że w rzeczywistości jest jednak odwrotnie – zawiera on bowiem 90 proc. tłuszczów nasyconych, których wedle oficjalnych rekomendacji instytucji naukowych należy unikać. Mimo złych opinii spośród tłuszczów stałych zdecydowanie zdrowszy jest tłuszcz palmowy. Zawiera niemal dwukrotnie mniej tłuszczów nasyconych. Jest powszechnie stosowany w przemyśle spożywczych, przede wszystkim ze względu na wysoką wydajność, łatwą produkcję i dobre właściwości teksturalne.

– Moda na atakowanie jest zawsze, zawsze trzeba coś pognębić, a coś innego wynieść na piedestał. Z tłuszczami dzieje się tak cały czas. Olej kokosowy z punktu widzenia żywieniowego jest najmniej zdrowy, a uważany jest przez konsumentów za najzdrowszy. Zrobiliśmy ankietę na temat tego, jaki tłuszcz jest najzdrowszy. 80 proc. internautów odpowiedziało, że właśnie olej kokosowy, a to przecież całkowicie bez sensu – powiedział agencji informacyjnej Newseria Biznes podczas prezentacji raportu CSR firmy Ferrero prof. dr hab. Krzysztof Krygier, ekspert w dziedzinie technologii tłuszczów ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Olej kokosowy w Polsce cieszy się dużą popularnością. Często stosowany jest jako kosmetyk, ale stosuje się go także w kuchni ze względu na doniesienia o jego prozdrowotnych właściwościach. Jak jednak tłumaczy prof. Krygier, nauka takich doniesień nie potwierdza. Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że jedną z zasad zdrowego odżywiania jest ograniczenie nasyconych tłuszczów, a to z nich w głównej mierze składa się olej kokosowy.

– Żyjemy tak naprawdę w dwóch światach, naukowym i internetowym, które żyją osobnym życiem. Tracą na tym ci wszyscy, którzy chcą wiedzieć. Obserwuję tłuszcze od wielu lat, zajmuję się nimi i widzę, jak to w tej branży wygląda – ocenia ekspert SGGW.

W przemyśle spożywczym najczęściej stosowane są tłuszcze stałe lub półstałe, które znajdują się w większości produktów. Od kilku lat złą prasę ma olej palmowy, ostatnio przede wszystkim w kontekście Nutelli. Krygier tłumaczy jednak, że w grupie tłuszczów utwardzonych olej palmowy jest najzdrowszą opcją.

– Olej palmowy ma 50 proc. nasyconych kwasów, olej kokosowy blisko 90 proc., czyli niemal dwukrotnie więcej, a tłuszcz maślany 65 proc. – podkreśla Krzysztof Krygier.

Jeszcze kilkanaście lat temu tłuszcz palmowy był stosowany lokalnie, zwłaszcza w krajach południowo-wschodniej Azji. Na świecie w gotowych produktach przeważały tłuszcze utwardzone, główne źródło izomerów trans kwasów tłuszczowych. Ze względu na zdrowie, cenę, dostępność i łatwość produkcji zastąpiono je właśnie olejem palmowym.

– Zaletą oleju palmowego jest jego dostępność. Wydajność z hektara oleju rzepakowego, najlepszego ze wszystkich nasiennych, to jedna tona z hektara, a palmowego do 7 ton z hektara, czyli siedem razy więcej. Jest więc bardzo przydatny technologicznie, łatwo dostępny, tani, łatwy w produkcji, same plusy. Do tego ma bardzo dobre właściwości tekstury – jest gładki, prosty do wyprodukowania, nie trzeba go dalej modyfikować – tłumaczy prof. dr hab. Krzysztof Krygier.

Pracodawcy coraz mniejszą wagę przywiązują do wykształcenia. Liczą się umiejętności techniczne i doświadczenie

Pracodawcy coraz mniejszą wagę przywiązują do wykształcenia. Liczą się umiejętności techniczne i doświadczenie 6

Rośnie zapotrzebowanie na specjalistów z konkretnym fachem w ręku. Pracodawcy coraz mniejszą wagę przywiązują do wykształcenia, dużo bardziej liczą się dla nich umiejętności i doświadczenie – przekonuje Natalia Bogdan, prezes agencji pracy Jobhouse. Dlatego pierwsze kroki na rynku pracy dobrze jest stawiać jeszcze na studiach, podejmując prace dorywcze lub angażując się w wolontariat. Ponad połowa studentów dorabia po zajęciach, czemu sprzyja elastyczny wymiar czasu pracy, jaki oferują pracodawcy.

– Mamy zamówienia na wszystkie typy pracowników – od stanowisk fizycznych po dyrektorskie. Obserwujemy największy deficyt pracowników wykwalifikowanych technicznych niższego szczebla, tzw. osób z fachem w ręku, jak spawacze czy cukiernicy. Takich osób brakuje na rynku pracy –podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Natalia Bogdan, prezes agencji pracy Jobhouse.

Bezrobocie systematycznie spada. Jak szacuje resort pracy, w marcu bezrobocie wyniosło 8,2 proc., czyli o 0,3 pkt proc. mniej niż w lutym. Coraz częściej pracodawcy narzekają na brak wykwalifikowanej kadry. Zdaniem ekspertów można mówić o bezrobociu strukturalnym, bo umiejętności i wykształcenie bezrobotnych nie przystają do potrzeb rynku.

– Mamy teraz do czynienia z rynkiem pracownika, czyli jest większe zapotrzebowanie na pracowników i trudniej znaleźć ich niż pracę. Na pewno będziemy poszukiwać wszelkich pracowników z fachem w ręku, pracowników technicznych z wykształceniem zawodowym w danym kierunku lub z określonymi umiejętnościami twardymi. Myślę, że taki trend utrzyma się przez dłuższy czas na rynku – ocenia Natalia Bogdan.

Jak podkreśla ekspertka, wciąż duże jest zapotrzebowanie na informatyków i specjalistów IT, dlatego przy odpowiednich predyspozycjach dobrze jest kształcić się właśnie w tym kierunku. Pracodawcy coraz mniejszą wagę przykładają jednak do wykształcenia. Bardziej liczą się umiejętności oraz zdobyte doświadczenie. Dobre perspektywy zawodowe mają absolwenci szkół zawodowych i techników.

– Jest przyszłość dla zawodów technicznych. Jeżeli mamy taką możliwość i to nas interesuje, to nie idźmy owczym pędem na studia wyższe, wierząc, że tytuł magistra da nam pracę, bo jest mnóstwo osób po kierunkach ogólnych, które tej pracy nie mogą znaleźć – przekonuje prezes Jobhouse.

Szkoły zawodowe powoli odzyskują dawny prestiż. W 2015 roku niemal połowa gimnazjalistów kontynuowała naukę właśnie w szkole zawodowej lub technikum. Jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku dwie trzecie uczniów szkół podstawowych decydowało się na tego rodzaju naukę. W latach 90. już ok. 40 proc.

Oprócz technicznych umiejętności istotne jest również doświadczenie. Dlatego coraz częściej pierwsze kroki na rynku pracy młodzi ludzie stawiają podczas studiów.

– Wiele firm poszukuje praktykantów i stażystów, także na wakacje. Po pierwsze, takie doświadczenie można wpisać do CV. Po drugie, jeżeli pokażemy się z dobrej strony, to po ukończeniu studiów taki pracodawca przyjmie nas z otwartymi ramionami do grona pełnoprawnych pracowników – tłumaczy Natalia Bogdan. – Cennym doświadczeniem jest też wolontariat. Pokazuje on, że jesteśmy aktywni i pracujemy nie tylko dla pieniędzy, lecz także dla wyższego celu – dodaje.

Jak wynika z badania „Student w pracy 2016”, przeprowadzonego przez agencję SW Research, prawie 60 proc. studentów dorabia po zajęciach. Połowa z tej grupy pracuje dorywczo, przede wszystkim w trakcie wakacji, a 30 proc. studentów ma stałą pracę. Ponad 40 proc. z tych, którzy pracują podczas studiów, zarabiać zaczęło już na pierwszym roku. Nieco mniej niż połowa pracuje w swoim przyszłym zawodzie.

– Agencje pracy tymczasowej oferują pracę w elastycznym wymiarze czasu. Nawet jeżeli ktoś studiuje dziennie, to jest bardzo wiele prac weekendowych, czasami nawet na zmiany nocne. Dużo firm, np. typu shared service, pracuje 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę, więc można dobrać takie godziny, które nie będą kolidowały ze studiami czy wychowaniem dziecka – podkreśla Natalia Bogdan.

Rewolucja cyfrowa zmienia dotychczasowe modele biznesowe. Kluczowe stało się wsparcie firm technologicznych

Rewolucja cyfrowa zmienia dotychczasowe modele biznesowe. Kluczowe stało się wsparcie firm technologicznych 7

Łączenie wcześniej niepowiązanych obszarów wiedzy czy różnych działów w ramach jednej firmy staje się koniecznością. Same firmy w pojedynkę często nie są w stanie tego zrobić. Potrzebne jest wsparcie partnera technologicznego, który przeprowadzi firmę przez tę rewolucję, dostarczając odpowiednie rozwiązania i dostosowując je do wymogów rynku. Dane usługi i produkty znajdą więcej odbiorców, jeśli będą lepiej dopasowane do ich potrzeb. Współpraca jest warunkiem koniecznym – przekonuje David Hazard, wiceprezes Fujitsu w regionie EMEIA odpowiedzialny za współpracę z partnerami.

– Cyfrowa rewolucja zmienia sposób, w jaki prowadzimy biznes. Musimy przyswoić nowe umiejętności i nowe technologie. Sprzedawcy muszą się stać kompetentnymi partnerami, trzeba ich wyszkolić i nauczyć, jak oferować nowe cyfrowe aplikacje i usługi – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes David Hazard, wiceprezes Fujitsu w regionie EMEIA odpowiedzialny za współpracę z partnerami.

Poruszanie się w coraz większej ilości danych, które rosną wraz z rozwojem internetu rzeczy i mediów społecznościowych, przy jednoczesnym wykorzystaniu platform chmurowych wymaga od firm dużej wiedzy i odpowiedniego planowania. Dużym wyzwaniem dla przedsiębiorstw jest zarządzanie dokumentami w erze cyfrowej. Dlatego firma Fujitsu rozwija Imaging Channel Portal, który ma pomóc partnerom lepiej wykorzystywać możliwości, jakie daje rynek rozwiązań do digitalizacji dokumentów.

– Firmy i organizacje przetwarzają dziś dane czasami przechowywane w chmurze, czasami na swoich serwerach, a czasami w modelu hybrydowym. Firmy muszą się przystosować do hybrydowego podejścia do IT. Częścią danych zarządzają sami, a część jest zarządzana z zewnątrz – wskazuje Hazard.

Program Imaging Channel pomaga w prowadzeniu biznesu w czasach cyfrowej transformacji. Jak podkreśla Hazard, kluczowa jest jednak bliska współpraca między partnerem technologicznym a daną firmą.

– W programie Channel staramy się współpracować jak najbliżej partnerów. Chodzi o bliższą relację z użytkownikiem końcowym. Sami nie do końca możemy to robić, ale program Channel pozwala zidentyfikować możliwości, jakie ma klient, my zaś możemy zaoferować ekspertyzę dotyczącą transformacji cyfrowej – tłumaczy szef kanału sprzedaży Fujitsu.

Zmieniający się rynek sprawia, że aby tworzyć innowacje i być konkurencyjnym, potrzebne jest współdziałanie. Nie tylko z partnerem technologicznym, który przeprowadzi przez nowe, cyfrowe wymagania rynku, lecz także współpraca w ramach jednej organizacji między różnymi działami.

– Chodzi o to, by umożliwić partnerom bliższą współpracę nad wspólnym projektem. Także sprzedawca i partner mogą pracować razem nad jednym rozwiązaniem. Współtworzenie istnieje również w ramach jednej firmy. Dzięki cyfrowej transformacji odkrywamy, że dział marketingu, dział IT, a nawet biuro zarządu mogą się wspólnie zaangażować w kształtowanie cyfrowej przyszłości – mówi Hazard.

Połączenie wiedzy technologicznej ze znajomością biznesu organizacji i wymogów rynku pozwalają tworzyć nowe produkty i dostarczać innowacyjne usługi. Jak przekonuje ekspert, tylko współpraca między wydawałoby się autonomicznymi światami umożliwi wprowadzanie innowacji.

– Technologie i usługi, którymi dysponujemy, znajdują najlepsze zastosowanie wtedy, kiedy nasz partner jest zaznajomiony z konkretnymi potrzebami klienta i konkretnymi rozwiązaniami. Warunkiem koniecznym jest współpraca, identyfikacja celów klienta i rozwiązań oraz dobór odpowiednich ludzi do stworzenia takiego rozwiązania – analizuje Hazard.

Współtworzenie jest hasłem przewodnim tegorocznego roadshow Fujitsu World Tour 2017 – „Human Centric Innovation: Digital Co-Creation”. Podczas konferencji organizowanych w ramach roadshow na 6 kontynentach eksperci z branży, przedstawiciele Fujitsu i jej partnerów technologicznych dyskutują o tym, jak odnieść sukces w cyfrowym świecie.

Energia słoneczna mogłaby pomóc ograniczyć problem smogu. Warunkiem dostęp klientów indywidualnych do finansowania

Energia słoneczna mogłaby pomóc ograniczyć problem smogu. Warunkiem dostęp klientów indywidualnych do finansowania 8

Fotowoltaika rośnie w Polsce skokowo. Wartość tego rynku przekroczyła kilkaset milionów złotych, a eksperci prognozują w nadchodzących latach dalszy dynamiczny wzrost. Fotowoltaika będzie rosła wraz z całym rynkiem odnawialnych źródeł energii, który może w przyszłości rozwiązać problem dramatycznie złej jakości powietrza w Polsce. Warunkiem jest jednak dostęp klientów indywidualnych do instrumentów finansowania, których na razie na rynku brakuje.

– Wierzymy, że jeśli będziemy kontynuować politykę wspierania rozproszonej energetyki, to nastąpi wzrost świadomości konsumentów, którzy zaczną inwestować nie tylko w odnawialne źródła energii, lecz także w ocieplenie swoich domów, ponieważ 70 proc. budynków jednorodzinnych w Polsce jest niedostatecznie ocieplonych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dawid Zieliński, prezes zarządu Columbus Energy, notowanej na NewConnect spółki, która zajmuje się projektowaniem i montażem instalacji fotowoltaicznych.

Eksperci pokładają w tego typu działaniach i rozwoju OZE nadzieję na poprawę jakości powietrza, efektywniejszą ochronę środowiska i częściowe rozwiązanie problemu smogu, który zaostrza się w niekorzystnych warunkach atmosferycznych. Jak wynika z informacji ONZ i Światowej Organizacji Zdrowia, Polska znajduje się w europejskim ogonie pod względem jakości powietrza, a smog przyczynia się co roku do przedwczesnej śmierci ponad 50 tys. Polaków.

– Jeżeli zaczniemy inwestować w fotowoltaikę, czyli energię ze słońca, oraz w ocieplenie budynków, spowoduje to, że suma zanieczyszczeń w całej Polsce będzie się zmniejszać. Dodając do tego rozwój elektromobilności w nadchodzących latach, czyli zmniejszanie się liczby tradycyjnych aut na rzecz samochodów elektrycznych, będziemy mieli do czynienia z pewną transformacją energetyczną, która spowoduje oczyszczenie powietrza w znacznym stopniu – ocenia Dawid Zieliński.

Jak wynika z ostatniego raportu Instytutu Energii Odnawialnej „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2016”, całkowita moc zainstalowana w systemach fotowoltaicznych (PV) przyłączonych do sieci energetycznej sięgnęła 119,2 MW. Mikroinstalacje stanowiły 31,5 MW, czyli 26 proc. całkowitej mocy zainstalowanej (dane na koniec 2015 roku). IEO szacuje, że ok. 8,3 MW zainstalowanej mocy to instalacje nieprzyłączone do sieci.

Instytut zwraca uwagę na to, że ostatnimi czasy nastąpił skokowy wzrost: tylko w 2015 roku powstało 77,2 MW instalacji fotowoltaicznych, a wartość rynku wzrosła o 60 proc. do poziomu około 470 mln zł. Fotowoltaika rozwija się w Polsce pomimo dość niejasnej sytuacji prawnej tego sektora.

Podobne, choć nieco niższe dane podaje Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej Polska PV (w raporcie „Rozwój polskiego rynku fotowoltaicznego w latach 2010–2020”). Na koniec 2015 roku skumulowana moc zainstalowana w elektrowniach fotowoltaicznych przekroczyła 95 MW. Lata 2014–2015 to czas skokowego rozwoju fotowoltaiki na polskim rynku. 98 proc. instalacji zostało podłączonych do sieci właśnie w tym okresie. Liczba zainstalowanych i przyłączonych do sieci instalacji fotowoltaicznych sięgnęła 4217 (w samym 2015 roku zainstalowano 3643). Dla porównania jeszcze trzy lata temu było to zaledwie 40 instalacji. Stowarzyszenie podaje, że rynek odnotował w tym czasie wzrost na poziomie 373 proc., a jego wartość przekroczyła 300 mln zł.

Jak prognozuje Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej Polska PV, rozwój mikroinstalacji w Polsce do 2020 roku będzie uwarunkowany kilkoma czynnikami. Zaważy na nim: systemowe wsparcie w postaci taryf gwarantowanych, możliwość preferencyjnego rozliczenia w bilansach półrocznych, realizacja samorządowych projektów finansowanych w ramach RPO i program dla prosumentów inwestujących w mikroinstalacje na własny użytek.

– Dzisiaj na rynku brakującym ogniwem jest sposób finansowania instalacji dla klientów indywidualnych. To musi być bardzo długoterminowe wsparcie, kredyt bądź innego typu finansowanie, tak skonstruowane, że już w pierwszym roku klient oszczędza kilkaset złotych po odliczeniu raty finansowania czy – tak jak w rozwiązaniu Columbus Energy – kwoty abonamentu. Jeżeli firmy i rynek będą wprowadzały takie rozwiązania finansowe, to rzeczywiście ten milion zainteresowanych klientów – według badań CBOS – jest w perspektywie kilkunastu lat do realizacji – mówi prezes spółki.

Rozwiązanie wprowadzone na rynek przez Columbus Energy polega na tym, że właściciele domów jednorodzinnych mogą zakupić montaż paneli fotowoltaicznych i serwisowanie, a płatność odbywa się na zasadzie co miesięcznego abonamentu.

– Dzisiaj na rynku nie mamy zbyt wielu instrumentów finansowania. Transformacja rynku fotowoltaicznego, czyli energetyki słonecznej, będzie postępować bardzo szybko. Myślę, że w przeciągu 2–3 lat największe firmy energetyczne będą wprowadzać takie rozwiązania – prognozuje Dawid Zieliński.

Szybko rośnie liczba nowych rodzajów polis. To wymusza na ubezpieczycielach inwestycje w nowoczesne narzędzia informatyczne

Szybko rośnie liczba nowych rodzajów polis. To wymusza na ubezpieczycielach inwestycje w nowoczesne narzędzia informatyczne 9

Ubezpieczenia zwierząt domowych, sprzętu mobilnego czy polisy od ukąszenia kleszcza – liczba nowych produktów ubezpieczeniowych gwałtownie rośnie. To wynik zmieniającego się rynku i potrzeb klientów. Aby skutecznie wprowadzić je na rynek i nimi zarządzać, ubezpieczyciele potrzebują odpowiednich narzędzi informatycznych – przekonują eksperci Sollers Consulting. Przyszłością są platformy, które umożliwią klientom samodzielny zakup polis. Bez takich narzędzi ubezpieczyciele mogą mieć problem z utrzymaniem się na rynku.

– Nowoczesny rynek ubezpieczeniowy charakteryzuje się gwałtownym wzrostem liczby produktów ubezpieczeniowych. Dlatego też niezbędne dla ubezpieczycieli są narzędzia do szybkiego wprowadzania na rynek nowych produktów, zarządzania nimi i ich testowania. Bez narzędzi wspomagających ten proces ubezpieczyciele zostaną z kilkoma produktami, które nie będą zaspokajały potrzeb klientów, a więc będą mieli problem z utrzymaniem się na rynku – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jarosław Bucoń, starszy menadżer w Sollers Consulting, firmie specjalizującej się w rozwiązaniach IT dla sektora finansowego.

Zmiany w otoczeniu rynkowym, postęp technologiczny i rozwój narzędzi cyfrowych wymuszają na branży ubezpieczeniowej innowacyjne podejście i konieczność szybkiej adaptacji. Stąd od kilku lat w ubezpieczeniach rozwija się nowy segment, tzw. insurtech. Z raportu firmy Gartner wynika, że już 2/3 największych światowych firm ubezpieczeniowych zainwestowało w start-upy, które wykorzystują nowe technologie i oferują całkiem nowe rozwiązania.

– Dzięki temu klienci mają znacznie szerszą ofertę produktową, niż znamy to z dzisiejszego rynku. Na zachodzie Europy widać już, że branża insurtech, która zajmuje się wprowadzaniem innowacji do ubezpieczeń, generuje coraz bardziej pomysłowe produkty. Czy będą to ubezpieczenia dla zwierząt domowych, czy ubezpieczenia od ukąszenia kleszcza, pomysłów jest bardzo wiele. Żeby je wszystkie wprowadzić i przetestować, trzeba naprawdę solidnego zaplecza informatycznego – przekonuje Bucoń.

W Polsce wciąż jeszcze większość ubezpieczeń sprzedawanych jest bezpośrednio przez firmy, agentów czy brokerów. Choć lubimy nowe rozwiązania, a pod względem wykorzystania bankowości internetowej czy mobilnej należymy do czołówki europejskiej, to w internecie kupujemy wciąż mało produktów ubezpieczeniowych. Sytuacja będzie się jednak zmieniać – konieczny jest tylko rozwój narzędzi do ich sprzedaży.

 Nasi ubezpieczyciele nadal jeszcze mają mało narzędzi do kupowania polisy online czy do sprzedaży w sieci ubezpieczeń, które oferują swoim pośrednikom czy klientom. Polacy lubią takie narzędzia, ale ubezpieczyciele jeszcze nie do końca je dostarczają – ocenia Jarosław Bucoń.

Zaprojektowane przez Sollers Consulting narzędzie RIFE (Responsive Integrable Front End) pozwala na szybkie wdrożenie nowych produktów na rynek i dopasowanie ich do potrzeb poszczególnych firm i ich klientów.

– Klient może dzięki temu wybrać produkt, który rzeczywiście w pełni odpowiada jego potrzebom. Jednocześnie dzięki ergonomicznemu zaprojektowaniu tego portalu i licznym podpowiedziom dla sprzedawców klient otrzymuje jednakowe wsparcie, niezależnie od tego, czy współpracuje ze sprzedawcą, który jest doświadczony, czy z takim, który jest zupełnie początkujący – tłumaczy Tomasz Kotecki, starszy konsultant w Sollers Consulting.

Dodatkowo wsparcie to jest możliwe w każdym kanale dystrybucji. Pierwsze wdrożenie systemu na polskim rynku już miało miejsce. Jak wskazuje Tomasz Kotecki, firma skupia się obecnie na pozyskaniu kolejnych klientów w Polsce, ale plany rozwoju są znacznie ambitniejsze.

– Naszym strategicznym celem jest to, żeby system RIFE stał się rozpoznawalny w całej Europie. Wierzymy, że dzięki doświadczeniom z międzynarodowych projektów, które od 17 lat prowadzimy, jesteśmy w stanie z naszym systemem zaproponować wymierną wartość dodaną w każdym europejskim kraju, a przy okazji pokazać, że polskie ubezpieczenia są naprawdę innowacyjne – zapowiada Tomasz Kotecki.

Polska firma stworzyła specjalnego robota do nauki programowania. Trafi do polskich szkół

Polska firma stworzyła specjalnego robota do nauki programowania. Trafi do polskich szkół 10

Do 2020 roku na świecie będzie brakować nawet miliona programistów. Już teraz w Polsce na specjalistów z tej branży czeka nawet 50 tys. miejsc pracy. Naukę programowania najlepiej zacząć od najmłodszych lat. Od września nauka programowania wejdzie do podstawy programowej, a wraz z nią do polskich szkół może trafić innowacyjny robot Photon. To robot, który rozwija się wraz z dzieckiem, ucząc je programowania. Spółka Photon Entertainmnet, twórca robota, podpisała umowę z Grupą MAC, dzięki której wzbogacona wersja edukacyjna robota trafi do szkół i przedszkoli.      

– Nauka programowania w szkole jest obecnie na czasie, nie tylko z uwagi na plany ministerstwa, lecz także ze względu na otaczającą nas rzeczywistość. Programowanie to kluczowa umiejętność, której brakuje. Szacuje się, że w Polsce już 50 tysięcy wakatów czeka na programistów, a co dopiero jeśli mówimy o świecie. Resort edukacji wprowadził do najnowszej podstawy programowej naukę programowania, a robot Photon jest doskonałym sposobem, aby tę naukę rozpocząć – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jarek Rybus z Grupy MAC, do której należy wydawnictwo Mac Edukacja.

Branża IT rozwija się w coraz szybszym tempie. Rośnie zapotrzebowanie na specjalistów, przede wszystkim z umiejętnością programowania. Ponad 100 polskich uczelni oferuje studia informatyczne, a w 2016 roku studia na takim kierunku rozpoczęło ok. 25 tys. osób. Deficyt na rynku stale się jednak pogłębia. Szacuje się, że obecnie w kraju brakuje 30–50 tys. programistów, zaś do 2020 roku w Unii Europejskiej luka na rynku osiągnie wielkość nawet miliona miejsc pracy. Obecnie problem ze znalezieniem wykwalifikowanych programistów ma 40 proc. pracodawców.

– W przyszłości zabraknie osób, które są w stanie rozwijać technologicznie produkty. Wakatów na programistów czeka całe tysiące. Podstawa programowa czy uczenie się w domu nie są do tego dostosowane, stąd też powstał koncept zabawki edukacyjnej, która ma w przyjemny, prosty sposób ułatwić dziecku pierwsze kroki w świecie programowania bez trudnych rzeczy – tłumaczy Marcin Franc z firmy Photon Entertainment, która stworzyła pierwszego na świecie robota edukacyjnego wprowadzającego najmłodszych w świat kodowania.

Na świecie programowanie uważane jest za kluczową nowoczesną kompetencję i uznawane za trzeci język, którego należy uczyć się równolegle z ojczystym i obcym. Dlatego na Zachodzie tego rodzaju zajęcia od lat znajdują się w planie zajęć nawet najmłodszych uczniów. Od tego roku również w Polsce nauka programowania wejdzie do postawy programowej. Do szkół i przedszkoli może też trafić wzbogacona wersja innowacyjnego robota Photon, dzięki umowie podpisanej przez Photon Entertainment z Grupą MAC.

– Wersja edukacyjna robota Photon będzie odznaczała się całym oprzyrządowaniem w sensie merytorycznym – dla nauczyciela. Pedagog otrzyma wraz z robotem gotowe scenariusze lekcji, które pomogą mu w codziennej pracy z robotem, podpowiedzą, w jaki sposób wykorzystać robota poprzez zabawę do nauki programowania już nawet w pierwszej klasie szkoły podstawowej – przekonuje Rybus. – Wersja edukacyjna Photona jest stworzona z myślą o przedszkolach i szkołach podstawowych. Robot został tak skonstruowany, aby móc nauczać programowania od najmłodszych lat – dodaje przedstawiciel Grupy MAC.

Jak wynika z tegorocznego raportu Światowego Forum Ekonomicznego, 65 proc. dzieci rozpoczynających dziś naukę w szkołach podstawowych będzie w przyszłości pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją. Większość z nich będzie związana właśnie z technologią, cyfryzacją albo sztuczną inteligencją. Dlatego istotne jest, by naukę programowania wprowadzić już dla najmłodszych dzieci. Obecnie tylko 8 proc. Polaków deklaruje umiejętności informatyczne.

– Współpraca z grupą MAC pozwoli nam na dotarcie do szkół, czyli tak naprawdę do naszego klienta końcowego. Nauczyciele będą w stanie z robotem uczyć młodzież, dzieci tego, jak uczynić pierwsze kroki w świecie programowania – podkreśla Marcin Franc.

Photon to interaktywny robot, który rozwija się razem z dzieckiem, jednocześnie ucząc je programowania poprzez mieszankę tworzenia swego rodzaju fabuły oraz najnowszej technologii.

– Intencja była taka, że nie oferujemy dziecku i nauczycielowi od razu całego pakietu, którym może nauczyć dziecko programować. Chodzi o to, żeby zaoferować możliwość rozwoju dziecka razem z robotem, czyli robot uczy się razem z dzieckiem, a dziecko razem z robotem. To odmiana względem innych narzędzi edukacyjnych, które są dostępne – przekonuje przedstawiciel Photon Entertainment.

Roboty są wyposażone w sensory, dzięki którym robot widzi, słyszy i reaguje na dotyk. Każdy użytkownik Photona dostaje dostęp do aplikacji na smartfony, dzięki której poznaje historię robota, którego statek kosmiczny po zderzeniu z asteroidą spadł na Ziemię. Dziecko poprzez wykonywanie programistycznych zadań pomaga Photonowi odbudować statek.

– Współpracujemy z resortem nauki, z dydaktykami i pod względem samej merytoryki, czyli tego, czego chcemy dziś nauczać i tego, w jaki sposób chcemy nauczać, jakie umiejętności kształtować. Istotne są również konsultacje z psychologami, współpraca z nauczycielami. Jest cała rzesza osób, które decydują o tym, jak Photon ma wyglądać, ale odbiorcą są dzieci, więc przede wszystkim to z nimi współpracujemy, aby stworzyć robota dokładnie dla nich – tłumaczy Marcin Franc.

Jak opowiada ekspert, prace nad robotem rozpoczęły się dwa lata temu. Obecnie trwa produkcja, a pierwsze roboty pojawią się w sklepach w ciągu kilku miesięcy. Pierwsze dostawy planowane są na wrzesień 2017 roku. Photon we wzbogaconej wersji edukacyjnej dostępnej tylko w Grupie MAC ma kosztować 990 zł. Już teraz prowadzony jest też pilotażowy program z wykorzystaniem robota Photon między innymi w szkołach w Kielcach i Białymstoku.

– Robot zwiedził już chyba całą Polskę, zarówno szkoły, przedszkola, jak i oddziały szpitalne. Pokazywaliśmy, w jaki sposób używać robota, miały z nim kontakt także dzieci, które są odseparowane od codziennej rzeczywistości. Tak więc roboty były testowane praktycznie wszędzie – podsumowuje Marcin Franc.

Tinder – kim są jego użytkownicy?

Pod koniec marca Tinder zapowiedział uruchomienie oficjalnej wersji komputerowej swojej aplikacji. Ma być skierowana przede wszystkim do osób posiadających mniej nowoczesne telefony. W chwili obecnej jest ona w fazie testów w kilku wybranych krajach: Meksyku, Argentynie, Brazylii, Kolumbii, Indonezji, Włoszech, Filipinach i Szwecji. Z tej okazji postanowiliśmy się przyjrzeć ilu jest i kim są użytkownicy Tindera w Polsce?

tinderphotoo

 Z Tindera korzysta 1 na 33 internautów.

Z Tindera w ciągu ostatniego roku korzystało 3,2% polskich internautów. Częściej byli to mężczyźni (55%), osoby z najmłodszej grupy wiekowej 18-24 lata (48%), pochodzące ze średnich i dużych miast. Mieszkańców wsi -w porównaniu do ich 35% udziału w próbie – jest natomiast wśród użytkowników Tindera najmniej, bo zaledwie 13%.

Tylko połowa użytkowników to single

Osób w stanie wolnym jest na Tinderze 58% – 54% to single, a 4% to osoby rozwiedzione/w separacji. Co piąta osoba korzystająca z serwisu zadeklarowała natomiast, że jest w związku partnerskim (19%) lub małżeńskim (22%). Co trzeci użytkownik posiada także dziecko (30%).

tinder1

Ambitni, nowocześni i przywiązani do marek

Użytkownicy Tindera to osoby ambitne i nowoczesne. Lubią uczyć się nowych rzeczy, życie pełne nowości, wyzwań i zmian oraz chcą osiągać więcej niż inni. Żyją w pośpiechu, lubią brać sprawy w swoje ręce i częściej niż ogół internautów deklarują, że pracują przede wszystkim dla pieniędzy. Większość śledzi także nowinki techniczne i stara się podążać za trendami.

Są też skłonni do  próbowania nowych produktów i są w stanie zapłacić więcej za dobrą obsługę. Starają się trzymać sprawdzonych marek, ale nie wyróżnia ich przekonanie, że dobra marka gwarantuje dobry produkt. Jednocześnie jednak starają się kupować tańsze produkty.

 tinder2

Badanie przeprowadzone techniką CAWI w lutym 2017 na reprezentatywnej próbie 2100 polskich internautów.

 

Powraca moda na biżuterię z bursztynu. Polskie wyroby trafiają do Francji, Niemiec, a nawet Chin

Powraca moda na biżuterię z bursztynu. Polskie wyroby trafiają do Francji, Niemiec, a nawet Chin 11

Biżuteria z bursztynu wraca do łask. Niezwykłość tego surowca naturalnego polega na tym, że każdy kawałek jest inny i nie ma możliwości, by stworzyć dwa identyczne produkty. Projektanci biżuterii mają coraz więcej pomysłów na wykorzystanie bursztynu. Jest on łączony na przykład ze złotem, z turkusami czy kryształami górskimi. Wyroby te cieszą się ogromnym zainteresowaniem na zagranicznych rynkach, m.in. w Unii Europejskiej i Chinach. Ekskluzywne modele mogą kosztować nawet kilkaset tysięcy złotych.

Z danych Państwowego Instytutu Geologicznego wynika, że w Polsce mamy złoża ponad 1000 ton bursztynu, a ich wartość jest szacowana na kilkanaście miliardów złotych. Ponad 90 proc. złóż zlokalizowanych jest na Lubelszczyźnie, jednak na chwilę obecną tereny te nie są w zasadzie eksploatowane. Zdecydowania większość rodzimego surowca pochodzi z Pomorza, a dokładniej z Gdańska, który nie bez powodu nazywany jest światową stolicą bursztynu.

Wiele młodych osób kojarzy bursztyn przede wszystkim z kiczowatymi pamiątkami z nadmorskich straganów, z wyrobami dostępnymi w cepeliach albo mało gustownymi naszyjnikami z drugiej połowy ubiegłego wieku.

– Na początku bursztyn kojarzył mi się głównie z koralami babci i takim staromodnym designem. Współczesne formy są przeróżne – od symetrycznych przez totalnie abstrakcyjne. Więc warto zajrzeć do galerii z biżuterią bursztynową i zobaczyć współczesne trendy, bo są one odzwierciedleniem tego, co dzieje się w modzie i w biżuterii. Tym bardziej że obecnie łączymy bursztyn także ze złotem, więc wartość tych wyrobów również rośnie i to sprawia, że ten produkt staje się coraz bardziej ekskluzywny – mówi agencji informacyjnej Newseria Bartosz Kaczmarzyk, menadżer A2 Amber House.

Obecnie modny jest bursztyn łączony z różnymi kamieniami, np. turkusami, koralami, rubinami czy kryształami górskimi. Ponadto barwa jantaru bałtyckiego jest wyjątkowa: od jasnożółtego, przez pomarańcz, zieleń, brąz, aż do koloru wiśniowego. Żaden inny surowiec nie jest tak różnorodny pod tym względem.

– Każdy kamień jest niepowtarzalny, inny, w związku z czym nie ma dwóch takich samych wyrobów. Mimo że design może być podobny, to jednak kamień od kamienia w jakimś stopniu się różni. Poza tym bursztyny mają także pewne właściwości zdrowotne, na które często klienci również zwracają nam uwagę – mówi Bartosz Kaczmarzyk.

Branża jubilerska lubi bursztyn, gdyż podczas procesu obróbki jest on jedynie oczyszczany i szlifowany, natomiast cała struktura bryłki stworzona przez naturę pozostaje niezmienna od ponad 40 milionów lat.

– Średnia cena produktu w dobrej klasie i jakości materiału w połączeniu ze złotem oscyluje w granicach 1–1,5 tys. zł. Rozbieżność jest bardzo duża. Można znaleźć też produkty, np. zawieszki, które są w granicach 100 zł. Są jednak zawieszki w złocie połączone z brylantami i taki produkt może kosztować w granicach kilku czy kilkunastu tysięcy złotych. Najdroższy produkt w naszym sklepie oscyluje w granicach 120 tys. zł. Ale są klienci, którzy właśnie szukają rzeczy unikatowych, w najwyższej jakości i takie produkty także im oferujemy – podkreśla Bartosz Kaczmarzyk.

Najciekawsze i najdroższe wyroby trafiają na rynki zagraniczne, a Gdańsk ma w tym duży udział, bo około 70 proc. światowej produkcji biżuterii z bursztynu powstaje właśnie tutaj. Największym eksportowym odbiorcą są Chiny.

– Nie tylko Polacy, lecz przede wszystkim zagraniczni turyści doceniają produkt, jakim jest bursztyn bałtycki. Ze względu na to, że jakość produktów i design jest coraz lepszy, to zainteresowanie też rośnie. Głównie są to Niemcy i Francuzi, a największe zainteresowanie jest ze strony Chińczyków, jeżeli chodzi o wyroby, zwłaszcza te ekskluzywne. Myślę, że zdecydowanie 80 proc. są to nasi klienci z zagranicy – mówi Bartosz Kaczmarzyk.

Zupełnie inne, nowoczesne oblicze bursztynu ma szansę zainteresować młodszych klientów, którzy cenią sobie ponadczasowy styl i unikalny design.

– Mamy coraz więcej takich klientów. Cieszy nas to, że nie tylko zagraniczni goście, lecz także Polacy zaczynają zmieniać tę mentalność i podejście, że bursztyn to nie tylko korale dla babci, lecz także piękna biżuteria – mówi Bartosz Kaczmarzyk.

Nowe technologie rewolucjonizują rynek opieki zdrowotnej

Aż 55% pacjentów jest gotowych na zastąpienie lekarzy przez zaawansowane technologie oraz roboty wyposażone w narzędzia sztucznej inteligencji. Największe zalety takich rozwiązań to zwiększenie dostępności do opieki zdrowotnej, a także szybkość i trafność diagnozy czy leczenia – wynika z raportu firmy doradczej PwC „Dlaczego sztuczna inteligencja i roboty na nowo zdefiniują opiekę zdrowotną”. 

W badaniu na potrzeby raportu PwC „Dlaczego sztuczna inteligencja i roboty na nowo zdefiniują opiekę zdrowotną” (What doctor? Why AI and robotics will define New Health) wzięło udział ponad 11 tys. osób z 12 krajów Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. W tych regionach ponad połowa respondentów (55%) stwierdziła, że chciałaby korzystać z zaawansowanej technologii komputerowej lub robotów ze sztuczną inteligencją, które mogłyby odpowiadać na pytania dotyczące zdrowia, wykonywać badania, stawiać diagnozę i zalecać leczenie.

Z raportu wynika, że rynki wschodzące są najbardziej otwarte na stosowanie nowych technologii w ochronie zdrowia. W czołówce tych krajów znajdują się Nigeria (94%), Turcja (85%) i RPA (82%). Jednocześnie, znaczący odsetek respondentów z krajów Europy Zachodniej również jest zainteresowany takimi rozwiązaniami, choć już nie w tak dużej skali: Wielka Brytania (39%), Niemcy (41%), Szwecja (48%) i Norwegia (50%).

Badanie PwC wykazało, że prawie połowa aż do nawet 73% respondentów preferowałaby wykonywanie drobnych zabiegów chirurgicznych przez roboty, a nie przez lekarzy. Jednak w przypadku poważnego zabiegu chirurgicznego, takiego jak wymiana stawu kolanowego lub biodrowego, usunięcie guza czy operacja serca, sytuacja była zdecydowanie odmienna. Wciąż jednak znaczący odsetek respondentów był chętny poddać się poważnemu zabiegowi wykonywanemu przez robota: od 27% w Wielkiej Brytanii, przez 40% w Holandii, aż po 69% w Nigerii.

„Narzędzia sztucznej inteligencji mogą w dużym stopniu wesprzeć cały proces diagnostyczny czy leczniczy, a także istotnie obniżyć koszty. Sztuczna inteligencja, np. sieci neuronowe, daje duże możliwości wykorzystania historycznych danych do diagnozowania nowych przypadków, wspierając pracę lekarzy i specjalistów służby zdrowia. Pomimo, że to lekarz był, jest i będzie najważniejszą osobą podejmującą odpowiednie decyzji, wydaje się, że rozwiązania sztucznej inteligencji mogą wesprzeć pracę lekarza, wyeliminować pewne błędy, a na koniec podpowiedzieć optymalną drogę działania oraz efektywniej wykorzystać czas specjalistów” – mówi Szymon Piątkowski, wicedyrektor w PwC, lider doradztwa biznesowego dla sektora ochrony zdrowia.

Respondenci zapytani o główne powody, dla których chcieliby poddać się operacji lub skorzystać z usługi medycznej realizowanej przez sztuczną inteligencję lub robota, wskazywali przede wszystkim na łatwiejszy i szybszy dostęp do usług medycznych (36%) oraz szybkość i trafność diagnozy (33%). Wyzwaniem z kolei jest brak zaufania co do zdolności robotów do podejmowania decyzji (47% wskazań) oraz brak czynnika ludzkiego (41%).

Telemedycyna teraz, sztuczna inteligencja później

O ile wprowadzenie na szeroką skalę sztucznej inteligencji i robotów może wydawać się odległą przyszłością, o tyle telemedycyna, będąca również wynikiem cyfrowej rewolucji, jest już faktem.

Z raportu PwC „Pacjent w świecie cyfrowym” wynika, że niemal 60% pacjentów z Polski i całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej jest zainteresowana rozwiązaniami telemedycznymi. Oznacza to, że ponad 14 mln pacjentów w najbliższej przyszłości będzie korzystać z nowych technologii w procesie leczenia. Wśród usług o największym potencjale wymieniane są: telekonsultacje, telemonitoring, telediagnostyka oraz telerehabilitacja. Eksperci PwC podkreślają, że same usługi telekonsultacji osiągają tempo 110% wzrostu rocznie, co oznacza, że liczba telekonsultacji podwoiła się w okresie zaledwie 12 miesięcy. Liczba telekonsultacji w całej Europie Środkowo Wschodniej wyniosła ok. 110 tys. w 2015 roku.

Pacjenci najchętniej chcieliby korzystać w formie telemedycyny z następujących usług: internista (ponad 50% respondentów), farmaceuta, kardiolog i dermatolog  (niemal 40% badanych).

Jak podkreślają eksperci PwC głównymi czynnikami napędzającymi rozwój telemedycyny są szybko rosnący rynek prywatnej ochrony zdrowia, stosunkowo łatwy dostęp do nowych technologii, a także poszukiwanie bardziej efektywnych i tańszych rozwiązań świadczenia usług.

 „Zmieniający się rynek oraz nowe potrzeby pacjenta powodują, że dostawcy usług medycznych będą musieli wprowadzić szereg zmian w swoich organizacjach. W przeciwnym wypadku będą narażeni na utratę udziału w rynku lub obniżenie rentowności. Zmiany dotkną przede wszystkim te segmenty ochrony zdrowia, w których już dostępne są nowe technologie, a zarazem udział prywatnego finansowania jest największy. W szczególności będą to podstawowa opieka zdrowotna, ambulatoryjna opieka specjalistyczna, a następnie diagnostyka, rehabilitacja i usługi dla seniorów” – wskazuje Szymon Piątkowski, wicedyrektor, lider doradztwa biznesowego dla sektora ochrony zdrowia w Europie Środkowo-Wschodniej w PwC.

Raport: Sytuacja mikro i małych firm w województwie opolskim

Zgodnie z „Raportem o sytuacji mikro i małych firm w roku 2016” Banku Pekao S.A. kwitnie działalność eksportowa na Opolszczyźnie. W przyszłym roku aż 31% przedsiębiorców zamierza eksportować w podregionie opolskim. Co druga mikro i mała firma inwestowała w ubiegłym roku. Przedsiębiorcy z województwa również nieźle wypadają pod względem innowacyjności na tle kraju. Gorzej jest z oceną barier rozwoju biznesu. Kwalifikacje pracowników i wysokie podatki bardziej niż w poprzednim badaniu przeszkadzają przedsiębiorcom.

W 2016 r. 23% mikro i małych przedsiębiorców w województwie opolskim eksportowało (wzrost o 7 pp. w porównaniu z 2015 r.) Jest to drugi najlepszy wynik w kraju po województwie lubuskim, gdzie inwestowało 25% przedsiębiorców. Dla porównania, średnia dla kraju to 18%. Odsetek eksportujących firm jest zdecydowanie wyższy w podregionie opolskim – eksportuje tu aż 28% firm. Natomiast, w podregionie nyskim odsetek ten wyniósł 16%. W przyszłym roku, odsetek eksportujących w województwie wzrośnie do 24% (czyli znacznie powyżej średniej dla kraju, gdzie zamierza eksportować 19% firm). Będzie to spowodowane zdecydowanym wzrostem odsetka eksporterów w podregionie opolskim – zamierza tu eksportować aż 31% firm. Natomiast, w podregionie nyskim eksport planuje 14% firm.

– Badania pokazują, że siłą opolskich mikro i małych firm jest eksport, który jednocześnie pobudza inwestycje. Niestety odnosi się to głównie do rejonu Opola i powiatów wokół niego. Podregion nyski ma wskaźniki eksportu dużo niższe – mówi Agnieszka Michalik, współautorka Raportu Banku Pekao SA.

Na Opolszczyźnie w ubiegłym roku inwestowało 50% mikro i małych firm (średnia dla kraju to 49%). Najwyższy odsetek inwestujących był w podregionie nyskim – 53%. W podregionie opolskim inwestowało 49% firm. Nakłady inwestycyjne były niższe niż średnio w kraju. W przyszłym roku na Opolszczyźnie zamierza inwestować 39% firm (dokładnie tyle samo, co średnio w kraju). Nadal najwyższy odsetek będzie w podregionie nyskim – 43% firm planuje tu inwestycje. W podregionie opolskim, inwestycje zapowiada 37% przedsiębiorców.

W województwie opolskim przedsiębiorcy realizują inwestycje, aby poprawić efektywność (54%), dokonać wymiany środków trwałych (45%) oraz zaspokoić popyt na produkty i usługi firmy na rynku (18%).

W tegorocznym badaniu autorzy zapytali także o inwestycje w kapitał ludzki. Przedsiębiorcy z województwa opolskiego podnoszą swoje kwalifikacje przede wszystkim poprzez samokształcenie oraz kursy i szkolenia. Właściciele firm w przyszłości chcą zwiększać swoje kwalifikacje – zwłaszcza w obszarze języków obcych (26%), specjalistycznej wiedzy związanej z prowadzoną działalnością gospodarczą (25%) oraz marketingu i reklamy (24%).

Odsetek innowacyjnych firm jest wyższy od średniej krajowej, natomiast nakłady na innowacje są do niej zbliżone. Innowacje produktowe w 2016 roku wdrożyło 30% firm (średnia dla kraju to 24%). W podregionie opolskim odsetek innowatorów wyniósł 34%, a w podregionie nyskim 24%. W przypadku innowacji procesowych, odsetek firm, które je wdrażają nie różnił się znacząco pomiędzy podregionami – w podregionie opolskim wyniósł 17%, a w podregionie nyskim 15%.

Jak co roku, w Raporcie Banku Pekao S.A. został wyliczony Ogólny Wskaźnik Koniunktury Mikro i Małych Firm – miernik nastrojów przedsiębiorców. Średnia wartość Wskaźnika dla województwa (wypadkowa ocen ostatnich i kolejnych 12 miesięcy) wyniosła 96 pkt [1]  i była niższa o 1 pp. od średniej dla kraju. Przy czym, ubiegły rok właściciele firm ocenili lepiej niż średnio w kraju (96,0 pkt vs. 95,4 pkt), a perspektywy kolejnych 12 miesięcy gorzej (96,9 pkt vs. 97,9 pkt). W przyszłość z większym optymizmem patrzą przedsiębiorcy z podregionu nyskiego, oceniając ją na 98,3 pkt, a przeszłość lepiej oceniają przedsiębiorcy z podregionu opolskiego – 96,2 pkt.

Ogólny Wskaźnik Koniunktury kalkulowany jest na podstawie ocen przedsiębiorców w ośmiu obszarach: ogólnej sytuacji gospodarczej, sytuacji branży, firmy, przychodów firmy, wyniku finansowego firmy, zatrudnienia, dostępności zewnętrznego finansowania i oczekiwania na zapłatę. Opolscy przedsiębiorcy ogólną sytuację gospodarczą, sytuację firmy oraz jej przychody ocenili lepiej niż ich koledzy w kraju. Natomiast, najwięcej punktów przyznali sytuacji firmy i zatrudnieniu, które to generalnie jest najwyżej oceniane przez przedsiębiorców w tej edycji badania.

Przedsiębiorcy z Opolszczyzny byli proszeni o skwantyfikowanie barier rozwoju biznesu od 1 (brak bariery) do 5 (bardzo ważna bariera). Średnia ocena barier w województwie wynosi 3,03 pkt i jest to najwyższa ocena w kraju (średnia dla kraju to 2,78 pkt). W porównaniu z rokiem 2015 na Opolszczyźnie najbardziej wzrosło znaczenie następujących barier: kwalifikacje pracowników, wysokość podatków, obciążenia biurokratyczne i niska rentowność działalności.

Raport został przygotowany na podstawie wywiadów telefonicznych prowadzonych we wrześniu i październiku 2016 roku z właścicielami prawie 7 tysięcy mikro i małych firm (w tym 208 firm z województwa opolskiego). Raport pokazuje wyniki badania na poziomie krajowym, regionalnym (16 województw) i lokalnym (66 podregionów).

[1] Wskaźniki w ramach badania mogą przyjmować wartości od 50 do 150, przy czym  50 oznacza „dużo gorzej”, 75 – „gorzej”, 100 – „ani lepiej, ani gorzej”, 125 – „lepiej”, 150 – „dużo lepiej”

Polska druga w Europie Środkowo-Wschodniej – wyniki 12. edycji badania koniunktury

Polska zdobyła silną, drugą pozycję, mimo niskich ocen w zakresie stabilności politycznej i społecznej kraju oraz dla przewidywalności polityki gospodarczej – wynika z 12. edycji Ankiety Koniunkturalnej przeprowadzonej z inicjatywy Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej we współpracy z trzynastoma izbami bilateralnymi amerykańską, austriacką, belgijską, brytyjską, francuską, hiszpańską, irlandzką, kanadyjską, niderlandzką, portugalską, szwajcarską, włoską oraz skandynawską, zrzeszonymi w International Group of Chambers of Commerce.

Zaprezentowane podczas konferencji, która odbyła się 20 kwietnia 2017 r. w Warszawie wyniki wskazują, że na czele rankingu państw Europy Środkowo-Wschodniej, preferowanych jako lokalizacje inwestycji przez inwestorów zagranicznych, plasują się: Czechy, Polska, Słowacja i Estonia. Otwierający konferencję Wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński podkreślił znaczenie lokowanych w Polsce inwestycji zagranicznych, zwłaszcza tych, które tworzą dużą wartość dodaną, są oparte na wiedzy i innowacyjności i z których zyski są ponownie lokowane w Polsce.

Polskę oceniono w tegorocznej edycji badania  na 4,09 pkt. z 6 pkt. możliwych do uzyskania. Czechy z wynikiem 4,13 zajęły najwyższą pozycję w europejskiej próbie ankiety. Słowacja (4,0 pkt) podobnie jak w ubiegłym roku wyprzedziła Estonię (3,94pkt.).

Przeważająca większość przedsiębiorców biorących udział w ankiecie w 2017 r. pozytywnie oceniła obecny stan polskiej gospodarki. Ponad połowa (54,3%) wybrała ocenę zadowalającą, a kolejne 32,1% – dobrą. Negatywną opinię wyraziło 13,6% ankietowanych.

Jako najważniejsze wyzwanie dla polityki gospodarczej Polski wskazano poprawę skuteczności administracji publicznej i redukcji biurokracji – na te aspekty zwróciło uwagę 80% ankietowanych skandynawskich przedsiębiorców.

Ocenę krajów przedstawioną w wynikach badania przeprowadzono w oparciu o 21 czynników determinujących ich atrakcyjność w opinii inwestorów. Największe zmiany w rankingu ocenianych pozycji w porównaniu z zeszłoroczną edycją dotyczyły pozytywnej oceny przejrzystości w zakresie zamówień publicznych (z miejsca 17. na 13.), kosztów pracy, warunków do badań i rozwoju, walki z korupcją i przestępczością oraz pracy administracji publicznej.

Po raz kolejny ankietowane firmy najwyżej oceniły Polskę za członkostwo w Unii Europejskiej  a także szeroko rozumiane kwalifikacje kadr. Zyskała także ocena jakości i dostępności  poddostawców  wymieniana jako trzeci najważniejszy czynnik. W dalszej kolejności badani doceniają wykształcenie akademickie, a także efektywność  i motywację pracowników.

Carsten Nilsen, przewodniczący zarządu Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej podkreśla:Skandynawscy inwestorzy są obecni w Polsce od wielu lat i nadal  z optymizmem patrzą w przyszłość, widząc możliwości  rozwoju dla swoich firm w tym kraju. Cenią u polskich pracowników wysoki poziom wykształcenia i zmotywowania. Pracownicy z kolei doceniają skandynawski styl zarządzania, w tym płaską strukturę hierarchii i wagę, jaką pracodawcy przykładają do pracy zespołowej.”

Jednocześnie wyniki badań podkreślają negatywny trend w zakresie dostępności wykwalifikowanych kadr, gdzie odnotowano spadek z  12. na 8. miejsce, w systemie kształcenia zawodowego, a także bezpieczeństwa prawnego i elastyczności prawa pracy.

Na miejscu szóstym znalazła się infrastruktura. Na ostatnich dwóch pozycjach czynników atrakcyjności Polski znalazły się: stabilność polityczno-społeczna (spadek z 6. pozycji w 2015 r. na 20. pozycję w ankiecie z 2016 roku, na której utrzymała się w tegorocznym badaniu) oraz przewidywalność polityki gospodarczej (po spadku z 17. na 21. miejsce w 2015, pozostaje jako ostatnia pozycja rankingu).

Wiceprezes PAIiH Krzysztof Senger, podczas swojego wystąpienia, zauważył, iż krótkoterminowa korekta nastrojów (o 0,06p.) ma związek ze zmianami legislacyjnymi  i niepewnością co do kierunku prowadzonej polityki gospodarczej w przyszłości. Niemal wszyscy przedsiębiorcy biorący udział w ankiecie pozytywnie ocenili obecny stan polskiej gospodarki, chociaż negatywną ocenę wyraziło dwa razy więcej ankietowanych niż w roku poprzednim (13,6% w  porównaniu do 6,3% w 2015).

Tendencję wzrostową wskazują również nastroje wśród inwestorów oceniających perspektywy dla firm. Jak pokazują wyniki 12 edycji ankiety 28,2% firm zamierza zwiększyć eksport ( w porównaniu do 26% w 2016), wzrost liczby pracowników przewiduje zaś 45,3% badanych (43,4% w roku poprzednim).

Dobre wrażenie robi utrzymywanie się Polski na szczycie listy państw, w których warto inwestować oraz wzrost przekonania respondentów, z 94,5% w 2016 roku do obecnych 95,6%, że zainwestowaliby tu po raz drugi.

Skandynawscy inwestorzy w swoich ocenach nieco odbiegali od przedstawionego ogólnego obrazu atrakcyjności inwestycyjnej Polski. Przede wszystkim, bo aż 80% wskazało na konieczność poprawy efektywności  pracy administracji i zmniejszenia  biurokracji. Zachowują jednocześnie optymistyczne nastawienie wobec ogólnej sytuacji ekonomicznej naszego kraju, 36% zauważyło poprawę, dla 42% postała niezmienna w porównaniu do poprzedniej edycji ankiety. Chociaż sytuację w swoich branżach oceniają pozytywnie, to jednak tylko 47% w porównaniu do 68% w 2016 roku przewiduje, że poprawi się sytuacja ekonomiczna i biznesowa w ich firmach. Ocena ta idzie w parze z odsetkiem ankietowanych przewidujących wzrost zysków. W porównaniu do  82% ankietowanych wyrażających przekonanie o wzroście przychodów w 2016 roku, w 2017 wyraziło takie przewidywanie  52 % badanych.

Przeważająca liczba przedsiębiorców skandynawskich, bo aż 84%, w dalszym ciągu wybrałaby Polską ponownie jako dobre miejsce inwestycyjne, mniej entuzjastycznie natomiast wypadła ocena wejścia naszego kraju do stery euro. W 2016 roku pozytywnie wyrażało się o tej perspektywie 48%, zaś w obecnej edycji liczba ta spadła do 31%.

Badanie przeprowadzono w lutym 2017 r. wśród 369 firm z kapitałem zagranicznym prowadzących biznes w naszym kraju. 235 inwestorów pochodziło z Niemiec, 16 ze Skandynawii, 15 – z USA, 13 – z Włoch, po 11 firm z Francji i Austrii oraz 9 – ze Szwajcarii. Pozostałą część respondentów stanowili m.in. inwestorzy z Hiszpanii, Holandii, Belgii i Wielkiej Brytanii.

Pięć obszarów innowacji w dziedzinie cyberzabezpieczeń w 2017 r.

Firmy technologiczne muszą być innowacyjne, aby przetrwać. Jest to szczególnie istotne w branży cyberbezpieczeństwa. W 2017 roku cyberprzestępcy postawią przed dostawcami zabezpieczeń nowe wyzwania. Wielu hakerów to przecież niezwykle błyskotliwi ludzie i aby ich pokonać, trzeba być sprytniejszym od nich.

Dostawcy cyberzabezpieczeń muszą dziś oferować klientom otwarte, zintegrowane technologie ochronne i sieciowe. Za ich pomocą można  dostrzegać zmieniające się techniki ataków, szybko na nie reagować oraz rozwijać system bezpieczeństwa wraz ze wzrostem swojego biznesu.

Oto kilka obszarów, które branża cyberbezpieczeństwa obejmie w tym roku intensywną działalnością badawczo-rozwojową:

  1. Uczenie maszynowe metodą deep learning na potrzeby analizowania ataków

Na przestrzeni lat pojawiały się różne typy technologii wykrywania zagrożeń.

Na początku były to sygnatury – technika porównująca niezidentyfikowany fragment kodu ze znanym szkodliwym oprogramowaniem.

Jako kolejne pojawiły się metody heurystyczne, które próbują zidentyfikować szkodliwe oprogramowanie w oparciu o charakterystykę zachowań w kodzie.

Następnie stworzono wydzielone środowiska uruchamiania aplikacji, czyli sandboxing. W jego ramach nieznany kod jest uruchamiany w środowisku wirtualnym w celu stwierdzenia, czy ma szkodliwy charakter.

Kolejne było uczenie maszynowe, w którym zaawansowane algorytmy są wykorzystywane do klasyfikowania zachowania określonego pliku jako szkodliwego lub nie, zanim analityk — człowiek — podejmie ostateczną decyzję.

Obecnie na rynek wchodzi nowa technologia — deep learning. Deep learning to zaawansowana forma sztucznej inteligencji, której zasada działania przypomina sposób, w jaki mózg człowieka uczy się rozpoznawać obiekty. Może ona wywrzeć duży wpływ na cyberbezpieczeństwo, zwłaszcza w wykrywaniu oprogramowania typu zero-day, nowych odmian malware’u oraz wyrafinowanych zagrożeń APT.

Gdy maszyna nauczy się, jak wygląda złośliwy kod, jest go w stanie w czasie zbliżonym do rzeczywistego zaklasyfikować jako szkodliwy lub nie, z niezwykle dużą precyzją. Na tej podstawie można wprowadzić reguły usuwania lub przenoszenia plików do kwarantanny bądź wykonywania innych zdefiniowanych czynności. Nowe informacje mogą być automatycznie udostępniane w całym środowisku zabezpieczeń.

  1. Wielkie zbiory danych do wyszukiwania korelacji w dziennikach

Im więcej danych ma do dyspozycji dostawca zabezpieczeń, tym większą ma szansę na  wyciągnięcie wniosków, zrozumienie zagrożeń i zapewnienie ochrony. Wykorzystanie wielkich zbiorów danych, mieszczących się w gwałtownie rosnących dziennikach zdarzeń, będzie więc ważnym obszarem badań w 2017 r.

Prace nad udoskonaleniem narzędzi do zarządzania informacjami związanymi z bezpieczeństwem i zdarzeniami (SIEM, ang. Security Information & Event Management) będą z pewnością kontynuowane. Fortinet także chce zwiększyć możliwości swoich rozwiązań, aby lepiej wykorzystywały przygotowywane przez FortiGuard Labs dane na temat zagrożeń. Umożliwi to jeszcze lepszy wgląd w cyberataki.

  1. Wzmacnianie bezpieczeństwa kontenerów

Uruchamianie aplikacji w kontenerach, a nie na maszynach wirtualnych, staje się coraz popularniejsze. Centrum środowisk tego typu są rozwiązania, takie jak Docker — projekt open source, a zarazem platforma, która umożliwia użytkownikom pakowanie, dystrybucję i kontrolę aplikacji Linux w kontenerach.

Technologia Docker ma wiele zalet, do których należą: prostota, szybsza konfiguracja i możliwość sprawniejszego wdrożenia. Ma ona też jednak pewne wady związane z bezpieczeństwem. Oto kilka z nich:

  • Eksploity działające na poziomie jądra

W przeciwieństwie do maszyn wirtualnych jądro jest tu współużytkowane przez wszystkie kontenery i hosta. Zwielokrotnia to wszelkie luki w zabezpieczeniach istniejące w jądrze. Jeśli którykolwiek z kontenerów spowoduje błąd systemowy typu kernel panic, doprowadzi to do wyłączenia całego hosta wraz ze wszystkimi powiązanymi z nim aplikacjami.

  • Ataki typu odmowa usługi (DoS, ang. Denial of Service)

Wszystkie kontenery wspólnie użytkują zasoby jądra. Jeśli jeden z kontenerów zmonopolizuje dostęp do określonych zasobów, może to spowodować odmowę usługi dla innych kontenerów działających na hoście.

  • „Ucieczka” z kontenera

Cyberprzestępca, który przeniknie do kontenera, nie powinien być w stanie uzyskać dostępu do pozostałych kontenerów lub hosta. Domyślnie na platformie Docker nie ma wydzielonych przestrzeni nazw użytkowników. Dowolny proces, któremu uda się ucieczka z kontenera, będzie więc dysponował takimi samymi uprawnieniami w systemie hosta, jakie ma w kontenerze. Może to umożliwić ataki mające na celu rozszerzenie uprawnień (np. administratora).

  • Zainfekowane obrazy

Trudno jest mieć pewność co do bezpieczeństwa używanych obrazów. Jeśli cyberprzestępcy uda się skłonić użytkownika do skorzystania z jego obrazu, zagrożony jest zarówno host, jak i dane użytkownika.

  • Ujawnianie danych poufnych

Aby kontener mógł korzystać z bazy danych lub innej usługi, prawdopodobnie będzie wymagać klucza API lub nazwy użytkownika i hasła. Haker, któremu uda się uzyskać dostęp do tych danych uwierzytelniających, zdobędzie zarazem dostęp do usługi. To problem zwłaszcza w architekturach mikrousług, w których kontenery nieustannie zatrzymują się i uruchamiają. Środowiska te wyraźnie różnią się od architektur obsługujących niewielką liczbę maszyn wirtualnych uruchamianych na długi czas.

Wymienione problemy będą w tym roku istotnym tematem badań. Zajęcie się tymi zagadnieniami jest o tyle ważne, że w kolejnych latach technologia kontenerów może tylko zyskiwać na popularności.

  1. Bezpieczeństwo vCPE

Choć wirtualne urządzenia instalowane u klienta (ang. vCPE — virtual customer premise equipment) pozostają wciąż jeszcze w domenie wirtualizacji i chmury, stanowią kolejny obszar, który warto zbadać dokładniej.

Wymagania biznesowe szybko się dziś zmieniają, a firmy potrzebują elastyczności, by sprawnie i bezpiecznie dostosowywać do nich swoje oddziały. Muszą więc być w stanie uruchamiać nowe usługi na żądanie z poziomu jednej platformy, bez złożoności i kosztów związanych z wdrażaniem dodatkowych urządzeń i zarządzaniem nimi.

Rozwiązania vCPE pozwalają dostawcom usług sieciowych udostępniać firmom np. Firewalle czy połączenia VPN za pomocą oprogramowania, a nie dedykowanego sprzętu. Dzięki wirtualizacji urządzeń końcowych dostawcy mogą uprościć i przyspieszyć świadczenie usług oraz zdalnie konfigurować urządzenia i nimi zarządzać. Technologie tego typu pozwalają też klientom zamawiać nowe usługi lub dostosowywać istniejące już rozwiązania na żądanie.

W oparciu o wirtualizację funkcji sieciowych (NFV, ang. Network Function Virtualization) Fortinet poczynił znaczne postępy w konsolidacji zaawansowanych usług sieciowych i zabezpieczeń w jednym urządzeniu (FortiHypervisor), eliminując w ten sposób konieczność używania licznych urządzeń instalowanych u klienta i umożliwiając udostępnianie usług na żądanie.

  1. Wsparcie przedsiębiorstw w stosowaniu sieci SD-WAN

Coraz więcej firm potrzebuje elastyczniejszych, otwartych i opartych na chmurze technologii WAN. Przedsiębiorstwa nie chcą się już ograniczać do zastrzeżonych czy specjalistycznych instalacji, które często obejmują sztywne układy lub kosztowny, zastrzeżony sprzęt.

Zwiastuje to wzrost popularności definiowanych programowo sieci WAN (SD-WAN, ang. Software Defined Wide Area Network), które eliminują drogi sprzęt przekierowujący, udostępniając połączenia i usługi za pośrednictwem chmury. Technologia SD-WAN sprawia również, że połączenia można w elastyczny sposób kontrolować za pomocą oprogramowania w chmurze.

Sieci SD-WAN mogą zoptymalizować bezpieczeństwo sieciowe na wiele sposobów:

  • Technologia SD-WAN umożliwia łatwe szyfrowanie ruchu sieciowego.
  • Rozwiązanie SD-WAN pozwala segmentować sieci, co ogranicza skutki naruszeń bezpieczeństwa lub ataków do niewielkiego, wydzielonego obszaru.
  • Wzrost intensywności ruchu w chmurze sprawia, że bezpośredni dostęp do Internetu z oddziału jest dziś rzeczywistością. Sieć SD-WAN można wykorzystać nie tylko do udostępnienia połączenia, lecz także do jego ochrony.
  • Przez zapewnienie bardzo dużej przejrzystości w zakresie objętości i typu ruchu sieciowego technologia SD-WAN umożliwia wykrywanie ataków na wcześniejszym etapie.

Michael Xie, założyciel, prezes i dyrektor ds. technicznych Fortinet

IDC : 900% przyrost danych – firmy wyprzedzą konsumentów

Zgodnie z najnowszym raportem IDC, opracowanym na zlecenie Seagate, liczba wygenerowanych globalnie cyfrowych informacji w ciągu najbliższych ośmiu lat sięgnie 163 ZB – to ponad dziesięciokrotnie więcej niż wartość prezentowana przez światowy „licznik” ostatniego dnia 2016 roku: 16 ZB.

Ponad 900-procentowy przyrost na przestrzeni niespełna dziesięciu lat będzie uzależniony od sieciowej aktywności internautów i szerszego wykorzystania urządzeń automatycznie łączących się z Internetem, jednak to nie sektor konsumencki wywrze największy wpływ na tak znaczącą skalę wzrostu generowanych danych – pierwsze skrzypce zagrają przedsiębiorstwa i organizacje.

Firmowe strumienie danych

Analitycy IDC już w zeszłorocznym raporcie opisującym efekty cyfrowej transformacji zapowiadali, że sukces światowych przedsiębiorstw zależny będzie od zdolności tworzenia strumieni danych wpływających do i wychodzących z organizacji. Najnowsza publikacja wspomnianej firmy doradczej zdaje się potwierdzać te założenia, wskazując, że to właśnie biznes będzie w największym stopniu odpowiedzialny za łączny bilans cyfrowych informacji obecnych w globalnej cyberprzestrzeni.

– W 2015 roku firmy przechowywały 30% wszystkich globalnych danych, w tym roku stosunek ten wzrośnie do 48%, by w 2025 roku osiągnąć wartość niemal 60%. Szala będzie systematycznie przechylać się na stronę sektora biznesowego ze względu na coraz szersze wykorzystanie narzędzi Business Intelligence i akcentowanie analityki w czasie rzeczywistym (real-time). Konkurencja na rynkach będzie coraz bardziej zależna od szybkości uzyskiwania wniosków przekładających się na poprawę wydajności biznesowej, czyli m.in. sprawniejsze wprowadzanie nowych produktów i usług, szybsze podejmowanie decyzji czy dokładniejsze profilowanie oferty dla danych grup odbiorców, co będzie możliwe dzięki przetwarzaniu coraz bardziej zasobnych zbiorów gromadzonych danych – dodaje Robert Mikołajski z Atmana, lidera polskiego rynku data center.

Hiperkrytyczność

Zdaniem autorów opracowania wraz z przyrostem ilości danych wzrastać będzie również ich krytyczność, czyli znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania przedsiębiorstw i organizacji, jak również dla porządku publicznego społeczności pojedynczych użytkowników urządzeń połączonych z siecią. Eksperci IDC wprowadzili pojęcie informacji „hiperkrytycznych”, w szczególnym stopniu wymagających utrzymania płynności przepływu, wśród których wyróżnić można m.in. dane z systemów medycznych kontrolujących stan zdrowia pacjentów czy systemów nadzorujących transport przy pomocy autonomicznych pojazdów. Mowa więc tutaj o danych, które mają bezpośredni wpływ na zdrowie i życie – o ile w 2017 roku liczba tego typu informacji nie przekroczy 10 ZB, o tyle w 2025 roku będzie ich już ponad 60 zettabajtów.

Taki stan rzeczy tłumaczy również przewidywana liczba interakcji z urządzeniami IoT. Ich średnia liczba dla jednej osoby w ciągu dnia przed dwoma laty równa była 218, w 2020 roku wynosić będzie 601, zaś w 2025 już niemal 4800.

Bezpieczeństwo „datasfery”

Dynamiczna produkcja danych nie pozostanie bez wpływu na potrzebę zabezpieczania coraz większych fragmentów światowej „datasfery” – analitycy IDC donoszą, że w 2025 roku aż 90% wszystkich danych będzie kwalifikowane jako wymagające ochrony przed dostępem osób i podmiotów trzecich. – Warto przy okazji przypomnieć, że bezpieczeństwo to nie tylko ochrona przez niepowołanym dostępem, ale też zagwarantowanie sobie dostępu do posiadanych danych w przypadku różnego rodzaju zdarzeń i awarii, zwłaszcza jeżeli naszą działalność biznesową można określić jako „data-driven”. Tu z pomocą przychodzi redundantna architektura rozwiązań IT, którą można stworzyć w wielu warstwach, od oprogramowania aż po wykorzystywanie centrów danych oddalonych od siebie geograficznie, a tym samym niepodatnych na te same incydenty – podkreśla Robert Mikołajski z Atmana.

Najwidoczniej nie wszystkie firmy i instytucje będą jednak świadome wagi zapewniania danym wszechstronnego bezpieczeństwa, o czym informuje kolejna prognoza, zgodnie z którą do tego czasu faktycznie chronione będzie jedynie 45% wszystkich globalnych danych.

Wybory we Francji: tąpnięcie na rynkach już w poniedziałek?

Skrajnie lewicowy kandydat Jean-Luc Melenchon jeszcze niespełna miesiąc temu zajmował piąte miejsce w wyścigu do Pałacu Elizejskiego. Jednak dziś traci już tylko 3-4 pkt proc. do dwójki liderów. Jeżeli do drugiej tury Melenchon wszedłby wraz z Marine Le Pen, kandydatką skrajnej prawicy, to już w poniedziałek rynki może ogarnąć strach – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Przez ostatnie miesiące inwestorzy rozważali, jakie konsekwencje wywołałaby wygrana Marine Le Pen w wyborach prezydenckich we Francji. O takiej ewentualności komentatorzy dyskutowali i pisali w znacznym stopniu czysto teoretycznie. Choć kandydatka skrajnej prawicy w wielu sondażach minimalnie wygrywała pojedynek w pierwszej turze, to już w finałowym starciu traciła 15-30 pkt procentowych do spodziewanego przeciwnika.

Nawet biorąc pod uwagę ostatnie wpadki badań opinii publicznej związane z Brexitem czy wyborami w USA, zniwelowanie aż tak dużej różnicy byłoby niezwykle mało prawdopodobne, zatem pokonanie przez Le Pen centro-lewicowego Emmanuela Macrona czy umiarkowanie prawicowego Francois Fillona graniczyłoby z cudem.

Od kilku dni jednak negatywny dla inwestorów scenariusz staje się realnym zagrożeniem. Jean-Luc Melenchon, piąty do tej pory w sondażach wyborczych, zdobywa coraz większe poparcie i dzielą go zaledwie 3-4 pkt proc. od wiodącej dwójki (Macron, Le Pen) oraz osiąga podobne wyniki, co Fillon. Przedstawiane przez niego plany zmian gospodarczych prawdopodobnie zostałyby tak samo negatywnie odebrane na rynkach jak te, które promuje w swojej kampanii Le Pen.

Radykałowie widzą gospodarkę podobnie

Chociaż kandydat skrajnej lewicy oraz przedstawicielka radykalnej prawicy są ideologicznie na przeciwnych biegunach, to ich programy gospodarcze oraz podejścia do Unii Europejskiej wyglądają praktycznie bliźniaczo.

Jean-Luc Melenchon według doniesień “Financial Times” (FT) planuje: skrócenie tygodnia pracy do 32 godzin, zwiększenie wydatków fiskalnych o 250 miliardów euro, obłożenie podatkiem w wysokości 100 proc. rocznego dochodu przewyższającego 400 tys. euro oraz obniżenie wieku emerytalnego do 60. roku życia.

Z kolei Reuters w „Factbox” o kandydatach na urząd francuskiego prezydenta pisze, że Melenchon chce wycofać swój kraj z NATO oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego, pozbawić niezależności Europejski Bank Centralny, zdewaluować euro, oraz renegocjować oszczędnościowe reguły Unii Europejskiej. Jeżeli rozmowy z UE by się nie powiodły, to Melenchon ma zaproponować referendum o wyjściu Francji ze Wspólnoty.

Le Pen, podobnie jak kandydat skrajnej lewicy, także chce obniżyć wiek emerytalny, opuścić NATO oraz strefę euro, a także zwiększyć przestrzeń dla wydatków fiskalnych. Ponadto planuje wprowadzenie ograniczeń w swobodnym przepływie ludzi (rezygnacja z Schengen) oraz, jak pisze Reuters, zmusić właścicieli sklepów, by na półkach utrzymywali ustalony procent produktów pochodzących z Francji.

Niesamowity sprint skrajnej lewicy

Pod koniec marca Melenchon miał poparcie rzędu 11 proc., tracąc blisko 8 pkt procentowych do Fillona i ponad 10 pkt proc. do Macrona i Le Pen. Z tak słabym wynikiem nie był brany pod uwagę w symulacjach drugiej tury wyborów.

Im bliżej było końca kampanii wyborczej, tym poparcie dla skrajnie lewicowego kandydata rosło. W obliczanej przez „FT” średniej ważonej badań opinii publicznej z ostatnich siedmiu sondaży, dziś ma on 19 proc. poparcia, czyli tyle samo, co Fillon. W jednym badaniu (Le Terrain z 13-15 kwietnia) Melenchon otrzymał 22 proc. poparcia i wszedł do drugiej tury. Le Pen i Macron uzyskują bardzo podobne rezultaty – blisko 23 proc.

Interesujący może być także fakt, że w symulacjach drugiej tury Melenchon dość łatwo pokonuje Fillona oraz Le Pen (średnia przewaga 15-20 pkt proc.). Jedynie w bezpośrednim starciu z Macronem kandydat popierany przez francuskich komunistów przegrywa.

Po pierwszej turze: albo ulga, albo strach

Podsumowując, to nie wejście do drugiej tury Le Pen stanowi największe zagrożenie dla rynku akcji czy walut krajów z naszego regionu. Inwestorzy najbardziej nerwowo zareagowaliby na duet Le Pen i Melenchon. Równie negatywnym rozwojem sytuacji dla rynków byłoby finałowe starcie kandydata skrajnej lewicy oraz umiarkowanej prawicy, ponieważ wtedy ten pierwszy miałby dużą szansę na wygraną, a także społeczne poparcie dla wprowadzenia zapowiadanych przez siebie zmian.

Gdyby któryś z powyższych scenariuszy zrealizował się, to już w najbliższy poniedziałek możemy być świadkami silnego wzrostu awersji do ryzyka. W takim środowisku złoty mógłby zauważalnie stracić na wartości zwłaszcza w relacji do franka czy dolara.

Banki zaczynają wierzyć w sukces restrukturyzacji

Chociaż firmy znajdujące się w restrukturyzacji ciągle borykają się z problemem uzyskania finansowania dla swojej działalności, są już pierwsze jaskółki zwiastujące, że banki zaczynają traktować je jak równorzędnych partnerów gospodarczych.

Takim pozytywnym przykładem jest spółka Fiten SA, która znajduje się w trakcie postępowania sanacyjnego od sierpnia 2016 roku. Zarząd spółki wspólnie z zarządcą, którym jest kancelaria PMR Restrukturyzacje SA, zawarł w połowie kwietnia tego roku porozumienie z bankami finansującymi spółkę – ING Bank Śląski oraz mBank. Podpisał z nimi dwie umowy – o kredyt odnawialny na kwotę 3 mln zł oraz kredyt obrotowy na kwotę 500 tys. zł.

Małgorzata Anisimowicz
Małgorzata Anisimowicz – doradca restrukturyzacji, ekonomista i mediator. Syndyk licencjonowany
z ponad 20- letnim doświadczeniem w doradztwie biznesowym i restrukturyzacyjnym. Założycielka
i vice-prezes w PMR Restrukturyzacje S.A.

– Zawarcie porozumienia z bankami oraz uzyskanie dalszego finansowania jest kluczem do powodzenia procesu restrukturyzacji. Świadczy o tym, że instytucje finansowe mają zaufanie do firmy i wierzą, że uda jej się wyjść z kłopotów oraz zrealizować plan restrukturyzacji – uważa Małgorzata Anisimowicz, prezes kancelarii PMR Restrukturyzacje SA.

Jak przyznają doradcy restrukturyzacyjni, wbrew przepisom nowej ustawy o restrukturyzacji banki zamiast pomóc zadłużonej firmie w naprawie, często odmawiają jej udostępnienia wcześniej przyznanych kredytów. Chociaż takie działania nie są zgodne z nowym prawem, przedsiębiorcy nie mają skutecznych narzędzi do obrony przed takimi praktykami.

Jednym z głównych problemów firm, które skorzystały z nowej ustawy o prawie restrukturyzacyjnym, obowiązującej od 1 stycznia 2016 roku, jest uzyskanie refinansowania. Chociaż nowe przepisy nie pozwalają bankom na wypowiadanie umów wobec firm, którym sąd gospodarczy przyznał status firmy w restrukturyzacji, zdarza się często, że banki wypowiadają dotychczasowe umowy, ograniczają limity kredytowe, a pozyskanie nowych funduszy graniczy niemal z cudem.

Taka sytuacja spotkała Hurtownię Farmaceutyczną Intra sp. z o.o., która od 1 grudnia 2016 roku jest w trakcie postępowania sanacyjnego. Po rozpoczęciu procesu restrukturyzacji bank znacznie ograniczył limity w faktoringu, co de facto oznaczało zajęcie środków finansowych na rachunku bankowym i spowodowało dodatkowe trudności w płynności finansowej firmy.

Jak twierdzą doradcy restrukturyzacyjni, takie zachowanie banków nie należy do rzadkości, ale proces, który zgodnie z instrukcją KNF zarządca sanacyjny Hurtowni Farmaceutycznej Intra wytoczył bankowi BZ WBK, będzie precedensowym od czasu obowiązywania nowej ustawy o restrukturyzacji.

W ubiegłym roku był słynny inny spór – pomiędzy spółką Action SA w restrukturyzacji a bankami Societe Generale SA oraz HSBC, które mimo trwającego procesu sanacyjnego nie realizowały obowiązujących umów, a HSBC również odmówił dalszego udostępniania kredytu udzielonego wcześniej w rachunku bieżącym, nie wypowiadając jednocześnie umowy kredytowej. Nieco inaczej zachował się Bank Pekao SA, który co prawda obniżył spółce kwotę przyznanego limitu ważnych gwarancji oraz kwotę przyznanego kredytu do wysokości już wypłaconych środków – jednak w późniejszym okresie przedłużył finansowanie. Wszystkie te działania banków nastąpiły zaraz po tym, jak sąd gospodarczy wydał 1 sierpnia 2016 roku postanowienie o rozpoczęciu procesu sanacyjnego wobec Action SA. Obecnie po kolejnych kilku miesiącach obowiązywania ustawy praktyka nieco się normalizuje, a instytucje finansowe racjonalniej podchodzą do dłużników, choć jest to jeszcze dalekie od oczekiwań firm.

Zielone światło UOKiK dla Abadon Real Estate na przejęcie pakietu kontrolnego akcji AWBUD

Abadon Real Estate S.A. otrzymała zgodę Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta na zakup 100 proc. udziałów Petrofox Sp. z o.o., podmiotu dysponującego obecnie większościowym pakietem akcji AWBUD S.A. Po spełnieniu się pozostałych warunków zawieszających oraz realizacji transakcji, spółka z holdingu Murapol obejmie pośrednio i bezpośrednio kontrolę nad AWBUD S.A.

W styczniu br. Abadon Real Estate S.A. oraz Petrofox Sp. z o.o. i jej wspólnicy zawarli umowę inwestycyjną, na podstawie której spółka z Grupy Murapol przejmie głównego akcjonariusza AWBUD S.A. – Petrofox Sp. z o.o. Realizacja transakcji uwarunkowana była m.in. uzyskaniem pozytywnej decyzji Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta dla planowanego zakupu.

– Cieszy nas, że jesteśmy coraz bliżej finalizacji transakcji przejęcia AWBUD-u, a pierwsze efekty operacyjne zacieśnienia współpracy widoczne są już w trakcie realizacji projektu Murapol Parki Warszawy, podczas której nasze specjalizacje i zasoby doskonale się uzupełniają. Docelowo nasz plan wzrostu dla AWBUD-u zakłada, nie tylko ścisłą kooperację z Murapolem, ale także wsparcie kompetencyjne tej spółki, które w połączeniu z posiadanym potencjałem wykonawczym, pozwoli jej sięgać po większe i bardziej rentowne kontrakty zewnętrzne. – mówi Michał Sapota Prezes Zarządu Murapol S.A. – Po sfinalizowaniu transakcji skupimy się na dopracowaniu wzajemnych relacji i uregulowaniu procesów wewnętrznych w nowo powstałej organizacji. Liczymy, że wyniki połączenia sił całego holdingu Murapol z potencjałem i możliwościami Grupy Awbud będą widoczne w ciągu najbliższych 2-3 lat. – dodaje Michał Sapota

Po sfinalizowaniu transakcji przejęcia pakietu kontrolnego akcji AWBUD S.A. zespół Abadon Real Estate będzie liczył ponad 800 specjalistów posiadających bogate doświadczenie w przygotowywaniu i realizacji zaawansowanych projektów na rynku nieruchomości mieszkaniowych, komercyjnych oraz przemysłowych.

Obecnie Abadon Real Estate S.A. posiada bezpośrednio 9,47 proc. udział w kapitale akcyjnym AWBUD-u, zaś Murapol S.A., dominujący akcjonariusz Abadon Real Estate, dysponuje 4,99 proc. pakietem jej akcji.