Od maja przyszłego roku instytucje publiczne będą powoływać własnych inspektorów ochrony danych osobowych. To nowy unijny wymóg

Od maja przyszłego roku instytucje publiczne będą powoływać własnych inspektorów ochrony danych osobowych. To nowy unijny wymóg 1

Za nieco ponad rok wejdą w życie unijne przepisy dotyczące ochrony danych osobowych. Nowe prawo nałoży szereg wymogów na podmioty, które gromadzą i przetwarzają takie dane. Część z nich będzie zmuszona powołać w swoich strukturach własnego inspektora danych osobowych. Będzie on m.in.: nadzorował i monitorował przetwarzanie danych, kontaktował się z konsumentami i organami nadzorującymi. Inspektor będzie niezależną jednostką, powołaną na kilkuletnią kadencję i podległą tylko najwyższemu kierownictwu.

– Inspektorem danych osobowych powinna być osoba, która posiada fachową wiedzę nie tylko w zakresie polskiego prawa i praktyk, ale również w zakresie rozwiązań unijnych. Ponadto, istotne są nie tylko przepisy dotyczące ochronnych danych osobowych, ale również przepisy sektorowe. To oznacza, że inne wymogi powinien spełniać inspektor powołany na to stanowisko w szpitalu, a inne – inspektor w urzędzie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Edyta Bielak-Jomaa, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych.

W przyszłym roku część podmiotów, które gromadzą i przetwarzają dane osobowe będzie musiała powołać wewnętrznego inspektora danych osobowych.

Część instytucji będzie musiała powołać inspektora ochrony danych osobowych. Ten obowiązek będzie dotyczył organów publicznych i podmiotów publicznych oraz tych administratorów, którzy na duża skalę przetwarzają dane osobowe i wrażliwe – wyjaśnia Edyta Bielak-Jomaa.

Inspektor zastąpi obecnego administratora bezpieczeństwa informacji (ABI). Obecnie utworzenie stanowiska ABI wewnątrz organizacji jest dobrowolne. Jednak w przyszłym roku część podmiotów prywatnych oraz wszystkie organy i podmioty sektora publicznego będą już zmuszone obowiązkowo powołać swojego inspektora danych osobowych. Ten wymóg nałoży na nie Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, które w Polsce zacznie obowiązywać w maju 2018 roku.

Przepisy rozporządzenia nie określają konkretnych warunków kwalifikacyjnych inspektora ochrony danych osobowych Są sformułowane w sposób dosyć ogólny – mówi Edyta Bielak-Jomaa.

Inspektor ochrony danych osobowych ma być niezależną jednostką, podległą jedynie kierownictwu na najwyższym szczeblu.

Inspektor będzie wspierać administratora w procesie prawidłowego przetwarzania danych osobowych w całej organizacji. Będzie również odpowiedzialny za współpracę z organem nadzorczym – mówi Edyta Bielak-Jomaa.

Inspektor danych osobowych ma być powoływany na kilkuletnią kadencję. Może on być pracownikiem organizacji albo wykonywać swoje zadania na podstawie umowy o świadczenie usług. Jednak w każdym z tych przypadków podmiot, który powołuje inspektora, jest zobowiązany zapewnić mu „odpowiednie zasoby” niezbędne do wykonywania jego pracy i podtrzymania wiedzy fachowej.

Nowe unijne przepisy mogą być kłopotliwe zwłaszcza dla małych podmiotów publicznych, na przykład takich jak placówki oświatowe. Jednak rozporządzenie przewiduje, że kilka podmiotów może powołać wspólnego inspektora, jeżeli każdy z nich będzie miał z nim zapewniony swobodny kontakt.

Ponadto, każdy podmiot będzie musiał podać do publicznej wiadomości i udostępnić swoim klientom dane kontaktowe swojego inspektora ochrony danych osobowych. W przypadku pytań albo wątpliwości dotyczących swoich danych, konsumenci będą mogli kontaktować się z nim bezpośrednio.

Inspektor ochrony danych osobowych będzie bardzo istotną osobą w organizacji. Podejrzewamy, że z czasem przekształci się w osobny zawód – przewiduje Edyta Bielak-Jomaa.

Nowe unijne prawo ujednolici przepisy dotyczące ochrony danych osobowych we wszystkich państwach członkowskich Wspólnoty. Z jednej strony, ma ono na celu zwiększenie kontroli osób fizycznych nad ich danymi. Dlatego unijne regulacje przyznają konsumentom nowe przywileje, takie jak prawo do bycia zapomnianym i prawo do przenoszenia swoich danych osobowych. Z drugiej strony, nakładają szereg nowych wymogów na instytucje, które takie dane przetwarzają.

Będą nowe inwestycje w transport publiczny związane z rozbudową II linii metra. Miasto planuje rozbudowę węzłów komunikacyjnych i linii tramwajowych

Będą nowe inwestycje w transport publiczny związane z rozbudową II linii metra. Miasto planuje rozbudowę węzłów komunikacyjnych i linii tramwajowych 2

Zgodnie z harmonogramem, w 2019 roku mają być gotowe dwa kolejne odcinki II linii warszawskiego metra. Po trzy stacje na Woli i Targówku powstaną łącznym kosztem 2,2 mld zł. Stołeczny Ratusz pracuje obecnie nad zintegrowaniem miejskiej komunikacji z nowym środkiem transportu. W zachodniej części stolicy planowane są węzły komunikacyjne, które umożliwią mieszkańcom dojazd do metra, natomiast na Pradze rozbudowana zostanie sieć tramwajowa. 

Wokół centralnego odcinka metra bardzo rozwinęła się infrastruktura naziemna. Właściwie w okolicy każdej stacji toczą się procesy inwestycyjne w zakresie powierzchni handlowo-usługowo-biurowych i budownictwa mieszkaniowego. Miasto pracuje w tej chwili nad tym, żeby odpowiednio zintegrować komunikację miejską – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Kostaniak, członek zarządu Metra Warszawskiego do spraw inwestycji.

Centralny odcinek II linii warszawskiego metra został oddany do użytku niemal równo dwa lata temu i od tego czasu przewozi średnio 110 tys. pasażerów dziennie. Rynkowi eksperci zgodnie zauważają, że metro spowodowało ożywienie na stołecznym rynku nieruchomości, a wokół powstało wiele nowych inwestycji mieszkaniowych. Rozwinął się również rynek biurowy. W ubiegłym roku oddano do użytku dwie sztandarowe inwestycje biurowe: Warsaw Spire położony w pobliżu stacji metra Rondo Daszyńskiego oraz  wieżowiec Q22 niedaleko Ronda ONZ. Deweloperzy wciąż aktywnie poszukują terenów pod zabudowę biurową położonych w sąsiedztwie II linii metra.

W listopadzie rozpoczęła się z kolei rozbudowa II linii metra na zachód. Nowy odcinek podziemnej kolejki powstaje na Woli, a w ciągu najbliższych trzech lat turecka firma Gulermak wybuduje nieco ponad 3,4 km trasy i trzy nowe stacje podziemne (Płocka, Młynów i Księcia Janusza). Z kolei na warszawskim Targówku od kwietnia ubiegłego roku trwa budowa przedłużenia II nitki metra w kierunku północno-wschodnim. Na długości 3,12 km trasy powstaną kolejne trzy podziemne stacje (Szwedzka, Targówek i Trocka), które wybuduje włoski koncern Astaldi. Obie firmy wchodziły poprzednio w skład konsorcjum, które wybudowało odcinek centralny podziemnej kolejki.

Po wykonaniu i oddaniu do użytku siedmiu stacji odcinka centralnego, w realizacji jest obecnie kolejnych sześć. Natomiast w fazie przygotowań projektowych jest jeszcze pięć stacji oraz zakończenie trzema ostatnimi przystankami metra na Woli i stacją postojową – mówił Dariusz Kostaniak w wywiadzie udzielonym podczas konferencji Infrastruktura Polska & Budownictwo, którą Executive Club zorganizował w ubiegłym tygodniu w warszawskim hotelu Westin.

Członek zarządu spółki Metro Warszawskie informuje, że stołeczny Ratusz pracuje obecnie nad zintegrowaniem miejskiej komunikacji z II linią metra.

– Planowany jest rozwój sieci tramwajowej na Pradze. Natomiast po zachodniej stronie w dużej części będą to inwestycje w węzły komunikacyjne, które stworzą mieszkańcom możliwość dojazdu do stacji metra i w marę możliwości ograniczą transport indywidualny. Warszawa stawia niezmiennie na transport zbiorowy – zaznacza Dariusz Kostaniak.

Termin realizacji wschodniego odcinka metra na Targówek to 38 miesięcy od daty podpisania umowy, czyli zgodnie z planem inwestycja powinna być gotowa w maju 2019 roku. Natomiast zachodnia nitka metra na Woli powinna zostać ukończona pół roku później, w październiku 2019 roku.

Biorąc pod uwagę konieczność wprowadzenia dodatkowych badań związanych z samym transportem, czyli wprowadzeniem pociągów metra, potrzebujemy prawdopodobnie od trzech do pięciu dodatkowych miesięcy na to, żeby włączyć wszystkie sześć stacji do ruchu pasażerskiego – zaznacza Dariusz Kostaniak.

Budowane obecnie odcinki podziemnej kolejki to inwestycja warta łącznie 2,2 mld zł, z czego część środków Warszawa pozyskała z unijnego dofinansowania. Budowa zachodniego odcinka na Targówku będzie kosztować 1,46 mld zł, natomiast 1,04 mld zł to kwota kontraktu na budowę wolskiej nitki metra.

– Kompletna II linia metra będzie liczyć dokładnie 21 stacji, podobnie jak pierwsza. Budowa kolejnych stacji będzie kosztować jeszcze około 4 mld zł – informuje Dariusz Kostaniak.

Operatorzy telekomunikacyjni do 2020 r. zainwestują 23,2 mld zł w technologie mobilne. To może przyspieszyć wzrost gospodarczy

Operatorzy telekomunikacyjni do 2020 r. zainwestują 23,2 mld zł w technologie mobilne. To może przyspieszyć wzrost gospodarczy 3

Wkład sektora telefonii komórkowej w polską gospodarkę sięga nawet 3,2 proc. całego PKB – wynika z szacunków raportu PwC przygotowanego na zlecenie Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji (PIIT). Operatorzy komunikacyjni planują w najbliższych latach inwestycje warte łącznie 23,2 mld zł, dzięki którym konkurencyjność polskiej gospodarki może znacząco wzrosnąć. Usługi mobilne oprócz wpływu na gospodarkę mają przede wszystkim duże przełożenie na procesy społeczne i budowanie cyfrowej administracji.

– Mobilność przenika całą gospodarkę. Szacuje się, że jej wpływ będzie rósł o 70–80 mld dolarów rocznie. W Polsce mamy w tej chwili 56 milionów aktywnych kart SIM, a z sieci stacjonarnej korzysta już tylko 5 milionów ludzi. To pokazuje, jaką przepaść pokonaliśmy w ciągu zaledwie kilku lat. Około 96 procent dużych przedsiębiorstw, prawie 80 procent średnich i 70 procent małych firm wykorzystuje obecnie usługi mobilne do prowadzenia biznesu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Streżyńska, minister cyfryzacji.

Z danych raportu PwC wynika, że wkład operatorów telekomunikacji mobilnej w polskie PKB to ponad 26,5 mld zł rocznie. Technologie mobilne nie tylko podnoszą produktywność rodzimych przedsiębiorstw, lecz także przyczyniają się do powstawania nowych produktów, usług i branż.

Mobilność wpływa na rozwój sektora energetycznego, branżę transportową i logistykę, umożliwia rozwój inteligentnych miast i regionów. Jest wykorzystywana w wielu gałęziach gospodarki i w podmiotach użyteczności publicznej, takich jak e-zdrowie czy edukacja. Przykładowo, technologie mobilne pozwalają na bieżące monitorowanie zdrowia publicznego albo prowadzenie działalności edukacyjnej poza siedzibami ośrodków szkolnych – wylicza minister cyfryzacji.

Technologie mobilne będą w najbliższych latach kluczowe dla rozwoju gospodarczego. Do 2020 roku operatorzy telekomunikacyjni planują inwestycje na łączną kwotę 23,2 mld zł, które mają na celu zapewnienie Polakom dostępu do nowoczesnych usług mobilnych. Do 2023 roku zasięg sieci mobilnej obejmie cały kraj, a dostęp do szerokopasmowego internetu będą mieć wszystkie gospodarstwa domowe. Dzięki tym inwestycjom znacząco wzrośnie konkurencyjność polskiej gospodarki, a powszechny dostęp do technologii mobilnych może podnieść polskie PKB nawet o 2 proc. – szacują ekonomiści.

– Sektor telefonii mobilnej to bardzo istotna część polskiej gospodarki, która umożliwia wzrost innym branżom i wprowadzanie nowych, innowacyjnych produktów i usług. Na ten element postawiono akcent w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, można więc powiedzieć, że bez sieci telekomunikacyjnych i technologii mobilnych prognozy gospodarcze będą trudne do zrealizowania – zauważa Ireneusz Piecuch, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

Eksperci PwC podkreślają fakt, że sektor telefonii mobilnej tworzy w tej chwili 137 tys. miejsc pracy, z których ponad 40 tys. przypada na nowoczesny przemysł. Pod względem wielkości zatrudnienia jest to liczba porównywalna do całej branży motoryzacyjnej w Polsce. Ponadto mobilne technologie wpływają na rozwój innych branż i przyspieszają cyfryzację gospodarki. W ciągu najbliższych pięciu lat odsetek przedsiębiorstw, które będą musiały wykazać się wysokim poziomem cyfryzacji, żeby skutecznie konkurować na rynku, urośnie z obecnych 33 do 72 proc. Eksperci zaznaczają, że aby uczestniczyć w globalnym wyścigu technologicznym polskie firmy muszą mieć zapewniony dostęp do infrastruktury mobilnej.

Usługi mobilne są również kluczowe z punktu widzenia nowoczesnego państwa i e-administracji. Według rządowych założeń w 2020 roku około połowa Polaków i blisko 95 proc. firm będzie załatwiać większość spraw urzędowych za pośrednictwem internetu. Cyfryzacja usług publicznych wymaga dobrze rozwiniętej infrastruktury mobilnej.

– Uruchomiliśmy środki, które w programie operacyjnym Polska Cyfrowa są przeznaczone na szerokopasmowy internet. W odróżnieniu od pierwszego naboru teraz usługi komórkowe i usługi mobilne są równouprawnione, czyli inwestorzy mogą pozyskiwać dotacje, a ostatnio uruchomiliśmy też instrumenty zwrotne – mówi Anna Streżyńska.

Piotr Arak, główny badacz ośrodka analitycznego Polityka Insight, które zorganizowało spotkanie przedstawicieli branży telekomunikacyjnej z minister Anną Streżyńską, wiceministrem rozwoju Jerzym Kwiecińskim oraz prezesem UKE Marcinem Cichym, zauważa, że polskie firmy wciąż jeszcze w niewielkim stopniu korzystają z nowoczesnych, zaawansowanych technologii mobilnych i nadal nie wykorzystują w pełni możliwości, które stwarza powszechny dostęp do internetu i sieci mobilnej. Dlatego jednym z kluczowych wyzwań Ministerstwa Cyfryzacji w najbliższych latach będzie budowanie kompetencji cyfrowych wśród przedsiębiorców.

– O ile korzystanie ze smartfonów jest powszechne, o tyle polscy przedsiębiorcy wciąż w niewielkim stopniu korzystają z zaawansowanych funkcji, które stwarzają technologie mobilne i nowoczesne usługi hardware’owe. Kompetencje cyfrowe są na niskim poziomie i trzeba się zastanowić, jak zachęcić przedsiębiorców, aby w większym stopniu korzystali z możliwości technologii, szukali klientów w social media, oferowali swoje usługi w internecie – mówi Piotr Arak.

Analityk Polityka Insight zwraca również uwagę na to, że większa obecność polskich firm w sieci i lepsze wykorzystanie mobilnych technologii może dodatnio wpłynąć na eksport.

– W momencie, w którym dany produkt czy usługa oferowana na polskim rynku trafi do internetu, równie dobrze będzie można je sprzedawać za granicą. To niestety nadal jest w Polsce mało popularne – mówi Piotr Arak.

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. podsumowuje 2016 r.

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., zajmująca się świadczeniem usług ekonomiczno-finansowych, zakończyła 2016 r. zyskiem netto na poziomie 671 tys. zł, a wartość jej przychodów netto ze sprzedaży przekroczyła 771 tys. zł. Emitent kontynuuje proces rozwoju segmentu doradczego oraz inwestycyjnego.

W 2015 r. Spółka zanotowała 444 tys. zł zysku netto przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 643 tys. zł, więc wyniki finansowe osiągnięte w 2016 r. wykazały istotną progresję w ujęciu rdr. W samym 4 kw. 2016 r. Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. wypracowało zysk netto w kwocie 636 tys. zł, a poziom przychodów netto ze sprzedaży wyniósł ponad 100 tys. zł, podczas gdy w analogicznym okresie 2015 r. Emitent miał stratę netto w wysokości 36 tys. zł. Poprawa wyników finansowych Spółki była rezultatem rozwoju jej segmentu doradczego i wzrostu osiąganych przychodów ze świadczenia usług, a także optymalizacji kosztów działalności. Emitent dostrzega wyraźny wzrost liczby naborów na dofinansowania projektów z funduszy pochodzących ze środków Unii Europejskiej w ramach Perspektywy 2014-2020, co z pewnością wpłynie korzystnie na zwiększenie wartości uzyskiwanych przez niego przychodów w nadchodzących kwartałach.

„W ostatnim kwartale Spółka przygotowała kilka nowych projektów dla podmiotów gospodarczych oraz rozliczała projekty dla klientów, którzy dofinansowanie mają już przyznane. Ważne, że pod koniec 2016 r. zakontraktowanych zostało też kilka projektów na rok 2017. W ostatnich tygodniach minionego roku wzrosła także liczba zleceń dotyczących wycen wartości niematerialnych i prawnych oraz opracowania studiów wykonalności dla projektów z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Spółka przygotowała również plan restrukturyzacji części kosztów operacyjnych, czego efekty widoczne będą w pierwszych miesiącach 2017 roku.” – wyjaśnia Bogdan Pukowiec, Prezes Zarządu Spółki Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A.

Prognoza finansowa Spółki na 2016 r. zakładała, że jej zysk brutto wyniesie od 800 tys. zł do 1.000 tys. zł, a głównym źródłem jej przychodów będzie sprzedaż usług doradczych związanych z pozyskiwaniem dotacji, pełnieniem roli Autoryzowanego Doradcy oraz realizowaniem specjalistycznych usług doradczych, m.in. przygotowywaniem wycen, business planów oraz analiz. W 2016 r. zysk brutto Beskidzkiego Biura Consultingowego S.A. wyniósł prawie 733 tys. zł, co stanowi blisko 91,58% dolnej granicy prognozy finansowej. Nieosiągnięcie przewidywanego wyniku finansowego było związane przede wszystkim z przesunięciem naboru na Działanie 3.2 Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2014-2020, który zgodnie z przedstawionym harmonogramem miał się rozpocząć najpóźniej w listopadzie bądź grudniu 2016 r., a wystartował dopiero w dniu 29.12.2016 r. Przychody, które Emitent osiągnie z tytułu przygotowywania dokumentów aplikacyjnych dla klientów w ramach tego Działania, zostaną odnotowane w pierwszej połowie 2017 r.

Bardzo dobrze rozwija się także segment inwestycyjny BBC, a saldo na tej działalności wyniosło w 4 kw. 2016 r. blisko 815 tys. zł i miało istotny wpływ na wyniki finansowe Spółki. Całkowita wartość portfela inwestycyjnego Emitenta na koniec grudnia ub. roku wynosiła ponad 6.199 tys. zł, a w jego skład wchodziło 13 spółek, w tym 9 notowanych i 4 niepubliczne. Budowa stabilnego portfela inwestycyjnego opartego na angażowaniu środków w perspektywiczne i działające w niszowych branżach podmioty jest zgodna z przyjętą strategią rozwoju w tym obszarze. Spółka utrzymuje również niski poziom zobowiązań, które na koniec 2016 r. sięgnęły 916 tys. zł.

„Segment inwestycyjny jest istotnym źródłem przychodów, który pozwala dywersyfikować działalność, zwłaszcza w perspektywie ograniczenia funduszy strukturalnych w najbliższych latach. W związku z realizacją projektów unijnych dla przedsiębiorców obserwowane jest mniejsze zainteresowanie dofinansowaniami, a kryteria wyboru projektów są bardziej rygorystyczne. Poziomy dofinansowania w nowej perspektywie budżetowej UE również uległy zmniejszeniu, co z kolei może przełożyć się na mniejsze przychody z działalności stricte consultingu unijnego dla BBC. Działalność inwestycyjna będzie więc rozwijana jak dotychczas, ale prowadzona jest również intensywna analiza potencjalnych możliwości i ocena szans rynkowych dla nowych linii biznesowych.” – dodaje Prezes Pukowiec.

Analiza walutowa: kurs funta, franka dolara i euro

EUR/PLN i CHF/PLN cały czas w trendach spadkowych. Szereg ryzyk na szerokim rynku dla walut krajów wschodzących. USD/PLN i GBP/PLN przebijają opory w postaci linii trendu spadkowego. Kolejne dni istotne dla waluty amerykańskiej, które mogą się odbić na rodzimej walucie.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 15.12.2016-13.02.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2750 4,0035 3,9800 4,9600
Maksimum 4,5040 4,1500 4,2600 5,3330

Kurs EUR/PLN

Kurs Euro / Złoty analiza wykres

Początek tygodnia przynosi nam nieznacznie słabszą polską walutę. Tym samym impuls aprecjacyjny z piątku nieco wyhamował. W piątek rano prezes PiS stwierdził w wywiadzie, że nie będzie podejmował żadnych działań które spowodowałyby turbulencje w sektorze bankowym. Tym samym sprawa przewalutowania kredytów frankowych raczej utknęła w martwym punkcie. To był pozytywny sygnał dla rodzimej waluty, stąd znów zeszliśmy poniżej 4,30. Dzisiaj złotówka nieco traci, ale mimo wszystko po lepszych wskazaniach makro sentyment pozostaje dobry. Krajowa waluta od początku grudnia zyskała do euro niemal 20 groszy więc potencjał do dalszych wzrostów jest nieco mniejszy. Dzisiaj poznamy dane na temat inflacji CPI z Polski i to może być sygnał do obrania jakiegoś kierunku. Tym bardziej, że oczekiwania są dość spore. A trzeba przyznać, że większość odczytów inflacji z krajów europejskich w styczniu rozczarowało. Stąd i w naszym kraju może mieć to miejsce i tym samym EUR/PLN może dalej powędrować na północ. Niezmiennie trzeba obserwować działania Trumpa ponieważ obecny dobry klimat wokół krajów wschodzących może się bardzo łatwo popsuć. W przypadku ruchu w górę opór stanowić będzie górne ograniczenie kanału spadkowego.

Kurs CHF/PLN

Kurs Frank Szwajcarski / Złoty analiza wykres

Słowa prezesa PiS o braku chęci na przewalutowanie kredytów frankowych z pewnością zachwiały nieco sytuację tych kredytobiorców. Niemniej jednak wywołały pozytywny ruch na CHF/PLN i tym samym rata kredytu jest sporo niższa niż jeszcze na końcu 2016 roku. Dzisiaj złotówka nieco traci ale cały czas utrzymuje się w trendzie spadkowym. Trzeba jednak zauważyć, że sporo czynników ryzyka może się pojawić. Szczególnie mogą wzrosnąć obawy o stabilność polityczną UE, do tego powoli wypływa znów temat Grecji. To spowoduje, że inwestorzy mogą zacząć szukać bezpiecznych przystani, a wtedy CHF/PLN podąży znów na północ. Do tego znów zaczynają rosnąć rentowności obligacji USA co jest negatywnym scenariuszem dla krajów rynków wschodzących. Oporem dla wzrostów będzie linia trendu spadkowego.

Kurs USD/PLN

Kurs Dolar / Złoty analiza wykres

Na USD/PLN doszło do wybicia z kanału spadkowego. Obecnie testowany jest opór w postaci 23,6% zniesienia Fibonacciego. Dolar w ostatnich dniach jest nieco mocniejszy szczególnie do euro, stąd i mamy wzrosty na USD/PLN. Wiele może się zmienić po publikacji wstępnego odczytu PKB zarówno z Niemiec jak i całej strefy euro. Bo to będzie istotny wskaźnik dla przyszłych podejmowanych działań EBC. Słabsze dane spowodują wzrost spekulacji o dalszym trwaniu programu QE a nawet możliwości jego wydłużenia co przeceni wspólną walutę. W efekcie USD/PLN może nieco pójść wyżej. Bardzo ważne będzie również wystąpienie Janet Yellen przed Komisją Bankową Senatu i Komisją ds. Usług Finansowych Izby Reprezentantów USA. Będzie to raport na temat ostatniego półrocza w polityce monetarnej. Jastrzębi ton wzmocni dolara do większości walut w tym i złotego. Czynnikiem niekorzystnym dla dolara w najbliższych dniach będą kolejne głosy o tym, że reforma podatkowa się opóźnia. Rynki mogą znów zwątpić w ekspansję fiskalną i sprzedawać dolara to przełożyłoby się na powrót do kanału spadkowego na USD/PLN.

Kurs GBP/PLN

Kurs Funt / Złoty analiza wykres

Na GBP/PLN również doszło do przebicia oporu w postaci linii trendu spadkowego. Aktualnie kurs zmierza do kolejnego oporu w postaci 38,2% zniesienia Fibonacciego i tym samym okrągłej wartości 5,10. Po otrzymaniu zielonego światła ze strony parlamentu brytyjski rząd otrzymał zielone światło na rozpoczęcie Brexitu. Zaskoczenia na pewno być nie mogło, niemniej jednak był to pozytywny sygnał dla GBP. Inwestorzy nie lubią niepewności a taka była od dłuższego czasu w sprawie Brexitu i powodowała solidna przecenę funta. Po otrzymaniu zielonego światła z parlamentu procedura rozpoczęcia Brexitu stała się faktem, stąd powrót do wzrostów na parach funtowych. Jest to jasny drogowskaz dla inwestorów, bo odwrotu od tej procedury nie ma. Wiadomo sporo jeszcze będzie perturbacji z tym związanych ale kierunek został już obrany. Obecnie Wielka Brytania zmaga się choćby z brakiem rąk do pracy, ponieważ imigranci zaczęli masowo uciekać do innych krajów. Mimo wszystko wygląda jednak, że słabsze dni brytyjska waluta ma już za sobą.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Miedź najdroższa od 1,5 roku – winny strajk w największej kopalni świata

Ceny miedzi znajdują się na najwyższym poziomie od maja 2015 roku przez rozpoczęty w czwartek strajk w największej kopalni miedzi na świecie.

2500 członków związków zawodowych strajkuje w należącej do BHP Billiton Ltd. kopalni Escondida w Chile. Dodatkowo, według władz spółki, 300 zamaskowanych ludzi wtargnęło na teren kopalni w sobotę i poprzez włączanie alarmów przeciwpożarowych sabotowało pracę pracowników kontraktowych. W wyniku strajku ceny miedzi urosły w piątek o ponad 4 proc., co jest największym dziennym wzrostem od prawie 4 lat. W dniu dzisiejszym ceny rosną o około 0,5 proc., a za tonę miedzi na Londyńskiej Giełdzie Metali należy już płacić ponad 6100 dolarów. Dodatkowo, wzrost cen wspiera rosnący import metalu ze strony największego światowego odbiorcy, czyli Chin. Z tego samego powodu ruda żelaza jest najdroższa od sierpnia 2014 roku. Co więcej, Rio Tinto Group uważa, iż ceny mogą dalej rosnąć, gdyż chiński wzrost gospodarczy znowu zaczął przyspieszać i rośnie popyt na surowiec dobrej jakości.

Komisja Europejska obniżyła swoje prognozy wzrostu gospodarczego dla strefy euro, natomiast podwyższyła prognozę inflacji Europejskiego Banku Centralnego na poziomie 2,0 proc.

Wzrost gospodarczy w tym roku powinien wynieść 1,6 proc. wobec 1,7 proc. wzrostu w 2016 roku. Z kolei inflacja powinna wynieść 1,7 proc. w obecnym roku, czyli wciąż poniżej celu inflacyjnego Europejskiego Banku Centralnego na poziomie do 2 proc. Z drugiej strony, w listopadzie ubiegłego roku, Komisja prognozowała jedynie 1,4 proc. wzrost inflacji w 2017 roku. Zastrzega ona jednak, iż wzrost inflacji, nie uwzględniający cen energii i żywności, będzie znacznie mniejszy. Komisja ostrzegła również, iż ożywienie gospodarcze jest narażone na ryzyka związane brakiem obranej ścieżki wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej oraz brakiem jasnej polityki nowej amerykańskiej administracji w stosunku do Unii Europejskiej. Z drugiej strony raport Komisji wskazał na niższe od spodziewanych koszty ogłoszenia Brexitu dla brytyjskiej gospodarki. Para EURUSD traci obecnie 0,3 proc. handlując w pobliżu poziomu 1,0600. Para EURGBP traci 0,4 proc., handlując w pobliżu poziomu 0,8480. Do głównych walut traci natomiast polski złoty. Za euro trzeba już płacić ponad 4,31 zł, za dolara prawie 4,07 zł, a za franka szwajcarskiego niecałe 4,05 zł.

Wydarzeniem tygodnia będzie rozpoczynające się jutro 2-dniowe wystąpienie prezes Fed-u Janet Yellen przed amerykańskim Kongresem.

Wystąpienie odbywa się co pół roku. Prezes Fed-u odpowiada na pytania kongresmenów odnośnie kształtu amerykańskiej polityki pieniężnej. Inwestorzy oczywiście będą oczekiwali na sugestie dotyczące terminu kolejnej podwyżki stóp procentowych oraz stanowiska Fed-u odnośnie narastającej ostatnio presji inflacyjnej. Dodatkowo w środę poznamy odczyt inflacji CPI za styczeń. Oczekuje się jej wzrostu aż do poziomu 2,4 proc. rok do roku. Fed nie powinien więc pozostać obojętnym na tak skokowy wzrost inflacji, więc marcowa podwyżka stóp procentowych jest coraz bardziej realna.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Tesla, szybsza niż niedźwiedzie?

Pomimo swojego przewartościowania notowania Tesli od 2014 roku poruszają się w szerokiej konsolidacji. Amerykańskie przedsiębiorstwo zrewolucjonizowało rynek motoryzacyjny, ale w dalszym ciągu nie jest rentowne oraz zadłuża się na potęgę.

notowania Tesli od 2014 roku

Źródło: Admiral Markets

Powyższy wykres przedstawia notowania Tesli. Od paru ostatnich tygodni mamy do czynienia z dużym optymizmem na rynku, niektórzy analitycy wyceniają coraz wyższe poziomy. Patrząc techniczne, oscylator stochastyczny wskazuje na wykupiony rynek, a opór w postaci 293 USD za akcje zdaje się być nie do przebicia. Niemniej jednak krótka pozycja w akcjach nie powinna być oparta jedynie na analizie technicznej. Zarabianie na spadkach jest o wiele trudniejsze niż nam się wydaje. Za każdym razem powinniśmy porównać przedsiębiorstwo na tle całej branży.

notowania Tesli od 2014 roku

Źródło: Bloomberg

W powyższej tabeli zamieszczono porównanie kilku najważniejszych wskaźników finansowych Tesli, Fiata, GM oraz Forda.

P/E – inaczej cena/zysk, najbardziej popularny wskaźnik w ocenie atrakcyjności przedsiębiorstwa. Uogólniając- czym niższy, tym akcje są bardziej atrakcyjne dla inwestorów. Dla Tesli P/E wynosi 365, natomiast odczyty wskaźnika powyżej 20 informują o bańce spekulacyjnej.

P/BV – inaczej cena rynkowa/wartość księgowa. Wskaźnik wynoszący 1 oznacza, że należy zapłacić 1USD za 1USD majątku firmy. W przypadku Tesli jest to 15. Dla przedsiębiorstwa motoryzacyjnego jest to wartość, której nie widzieliśmy od dawna.

Szybka analiza fundamentalna wskazuje, że akcje Tesli są przewartościowane, zatem analiza techniczna została potwierdzona. Niemniej jednak nie możemy pominąć analizy korelacji pomiędzy szerokim rynkiem akcji, a notowaniami Tesli. Korelacja w prosty sposób może zostać obliczona za pomocą dodatku do platformy MetaTrader 4 Supreme Edition.

Tesla, szybsza niż niedźwiedzie? 4

Źródło: Admiral Markets

Przez ostatnie dwa lata korelacja pomiędzy Teslą, a indeksem S&P 500 wyniosła 15%, czyli nie powinniśmy się nią przejmować. Niemniej jednak warto spojrzeć na miesięczne stopy zwrotu tych dwóch instrumentów.

notowania Tesli od 2014 roku

Źródło: Bloomberg

Na powyższym wykresie zobrazowano równanie regresji liniowej oraz stopy zwrotu S&P 500 i Tesli. Na lewej skali znajdują się miesięczne stopy zwrotu Tesli, na dolnej – S&P 500. Przez ostatnie 36 miesięcy równanie regresji liniowej wynosi:

Y=1.558 X + 0.448, gdzie

Y = zmienna zależna od X (Tesla)

X= zmienna niezależna (S&P 500)

Reasumując, gdy S&P 500 spadnie o 2 punkty procentowe to Tesla notowania Tesli powinny spaść o:

Y= 1.558 x (-2) +0.448

Y = -2,68%

W przypadku korekcji na indeksie S&P 500 spadki na Tesli powinny być o wiele szybsze. Podsumowując, w mojej opinii opór na poziomie 293 dolarów amerykańskich powinien zostać obroniony. Jeżeli jesteś zainteresowany tego typu analizami, to zapraszam na najbliższe szkolenie Smart Inwestor.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Tom Listowski o rynku powierzchni magazynowych w Polsce w 2016 r.

Przeszło 3 mln m kw. wyniósł w 2016 r. popyt na powierzchnie magazynowe w Polsce. To najwyższy wynik w historii. Duży udział w jego osiągnięciu miały firmy z sektora logistycznego, handlowego, motoryzacyjnego, produkcyjnego i e-commerce. Najwięcej powierzchni wynajęto w rejonie Warszawy i na Górnym Śląsku. Zapotrzebowanie na magazyny rośnie także na rynku szczecińskim, bydgoskim czy toruńskim.

Na koniec 2016 r. łączna powierzchnia magazynowa w Polsce liczyła już ponad 11 mln m kw. Podaż nowych powierzchni w całym ubiegłym roku wyniosła blisko 1,2 mln m kw. Oznacza to drugi najwyższy wynik w historii, a w porównaniu do roku poprzedniego – wzrost o prawie 25%. Najwięcej powierzchni oddano do użytku w okolicach Warszawy, na Górnym Śląsku, w Polsce centralnej i w rejonie Poznania. Ponadto przeszło 1,3 mln m kw. powierzchni pozostawało na koniec grudnia zeszłego roku w budowie, głównie w okolicach Warszawy i Poznania.

W ubiegłych 12 miesiącach wzrósł też nieco współczynnik pustostanów, który pod koniec roku wynosił 6,7%, co stanowiło 740 tys. m kw. powierzchni. W przypadku głównych rynków magazynowych najwyższe współczynniki pustostanów odnotowano w rejonie Warszawy i Krakowa, natomiast najniższy – w Polsce centralnej.

Jeśli chodzi o czynsze nominalne, pozostały one na takim samym poziomie lub nieznacznie się obniżyły. Najwyższe stawki są w strefie miejskiej Warszawy: od 4 do 5,25 euro za m kw. W pozostałych regionach wynoszą średnio od 2,40 do 4 euro za m kw.

Duża liczba finalizowanych obecnie znaczących projektów pozwala przypuszczać, że w 2017 r. wolumen transakcji najmu utrzyma się na bardzo wysokim poziomie. Coraz lepsza infrastruktura i dostępność siły roboczej sprawiają, że nowe inwestycje będą powstawać zarówno w rejonach dużych miast, jak i na mniejszych rynkach.

„Od kilku lat Polska zajmuje wysokie pozycje w rankingach najlepszych lokalizacji świata, co zawdzięcza rekordowo dużej aktywności w sektorze przemysłowym. Oznacza to, że Polska nie tylko skutecznie przyciąga nowe firmy zainteresowane otwarciem zakładów produkcyjnych na krajowym rynku, lecz także oferuje dogodne warunki do ekspansji globalnych przedsiębiorstw o ugruntowanej pozycji” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Tom Listowski, partner, dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych w Polsce oraz Relacji z Klientami Korporacyjnymi na Europę Środkowo-Wschodnią z firmy Cushman & Wakefield.

Mercedes-Maybach G 650 Landaulet – limitowana edycja 99 szt.

Klasa G, jakiej jeszcze nie było: Mercedes-Maybach prezentuje nowe arcydzieło motoryzacyjnej inżynierii – G 650 Landaulet. To pierwszy samochód terenowy sygnowany przez markę Mercedes-Maybach i kolejny jej model po limuzynie Klasy S oraz kabriolecie S 650 Cabriolet. Wyśmienity silnik V12, osie portalowe, elektrycznie sterowany miękki dach i ekskluzywne wyposażenie w tylnej części kabiny sprawiają, że ten specjalny pojazd – którego produkcję ograniczono do 99 egzemplarzy – spełnia wymagania klientów, którzy oczekują od swojego auta najwyższych standardów.

Limitowana edycja Mercedes-Maybach– G 650 Landaulet 2017

Historia Klasy G obfituje w kamienie milowe i epokowe modele. Nowy Mercedes-Maybach G 650 Landaulet dowodzi, że definicję luksusu można zawsze awansować na kolejny poziom. I nie tylko: off-roadowa ikona po raz kolejny odkrywa siebie na nowo i dostarcza jeszcze więcej dowodów na potencjał, jaki ciągle w niej drzemie – nieprzerwanie od 1979 r., gdy rozpoczęto jej produkcję.

„Nazwa Maybach wywodzi się z samych początków motoryzacji. To symbol najwyższego luksusu i tradycji połączonych z zaawansowaną technologią. W 2015 r. otworzyliśmy nowy rozdział w klasie luksusowej, wprowadzając markę Mercedes-Maybach. Od tamtej pory wyprodukowaliśmy ponad 15 000 aut spod znaku Mercedes-Maybach. Jeden na dziesięć samochodów sprzedanych w segmencie Klasy S to właśnie Mercedes-Maybach. Wraz z wprowadzeniem Klasy G Landaulet poszerzamy ofertę tej marki o najbardziej ikoniczny i prestiżowy samochód terenowy na świecie. Piąty model po Klasach S z nadwoziem limuzyna, Pullman i Cabriolet oraz prototypie Vision 6 podkreśla znaczenie marki Mercedes-Maybach w rodzinie marek Mercedes-Maybach” – mówi dr Jens Thiemer, szef marketing Mercedes-Benz Cars.

Przy długości 5345 mm, rozstawie osi 3428 mm, wysokości 2235 mm i niemal półmetrowym prześwicie oraz obszernej, komfortowej kabinie z miejscem dla 4 osób G 650 Landaulet przekracza wszelkie standardy. To unikalna kombinacja luksusowej limuzyny z szoferem i auta terenowego. Podczas gdy kierowca i pasażer z przodu mają nad głowami zamknięty dach, podróżujący na osobnych fotelach z tyłu mogą cieszyć się maksymalnym komfortem również pod gołym niebem: duży miękki dach składa się elektrycznie za naciśnięciem przycisku. Na życzenie elektrycznie sterowana szklana przegroda może oddzielić przednią i tylną część kabiny. Co więcej, szkło można przyciemnić – wystarczy wcisnąć odpowiedni klawisz.

Fotele rozkładane do pozycji leżącej

Limitowana edycja Mercedes-Maybach– G 650 Landaulet 2017Dzięki wydłużonemu o 578 mm rozstawowi osi pasażerowie Mercedesa-Maybacha G 650 Landaulet korzystają z dużej swobody. Pierwszoklasowe fotele z Klasy S znacząco zwiększają komfort i poczucie przestrzeni: elektrycznie regulowane w wielu płaszczyznach indywidualnie siedzenia można rozłożyć do pozycji całkowicie leżącej. Aktywne, wielokonturowe fotele z funkcją masażu ENERGIZING mają nadmuchiwane komory powietrzne dla zapewnienia wysokiego komfortu podróży i doskonałego trzymania bocznego. Dostępne programy masażu zapewniają lepsze samopoczucie – zgodnie z zasadą relaksującego masażu gorącymi kamieniami, w tym na gorąco. Koncepcję tylnych foteli uzupełniają podpórki pod nogi o regulowanej długości i nachyleniu.

Pozostałe wyposażenie G 650 Landaulet również nie pozostawia nic do życzenia. Podróżujący na tylnych fotelach mają do dyspozycji dużą konsolę biznesową z termicznymi uchwytami na kubki, pozwalającymi podgrzewać lub schładzać napoje przez długi czas. Za nimi znajdują się przyciski do sterowania szklaną przegrodą. Podobnie jak w przypadku siedzeń lotniczych konsolę centralną wyposażono w dwa łatwo rozkładane stoliki. Ich blaty mają skórzane pokrycie zapewniające wygodne pisanie i korzystanie z tabletów lub notebooków.

System indywidualnej rozrywki z dwoma monitorami z tyłu

Limitowana edycja Mercedes-Maybach– G 650 Landaulet 2017Przed pojemnikami na napoje umiejscowiono panel sterowania klimatyzacją. Dalej znajduje się „kokpit G” zaprojektowany w stylu panelu wskaźników z trzema charakterystycznymi przełącznikami. Nie służą one jednak do włączania blokad dyferencjałów, lecz do sterowania oświetleniem kabiny oraz otwierania i zamykania dachu. „Kokpit G” wyposażono też w dwa schowki oraz typowe dla Klasy G uchwyty, przydatne podczas jazdy w terenie. Poprzeczna belka szklanej przegrody posłużyła również do montażu dwóch 10-calowych ekranów o wysokiej rozdzielczości.

Dwutonowa tapicerka designo w czterech wersjach kolorystycznych

Limitowana edycja Mercedes-Maybach– G 650 Landaulet 2017Luksusowy, wysmakowany charakter G 650 Landaulet podkreśla wysokiej próby dwutonowa tapicerka designo z diamentowymi przeszyciami, dostępna w czterech wersjach kolorystycznych. Klienci mogą wybierać spośród trzech dopasowanych odcieni miękkiego dachu oraz czterech atrakcyjnych lakierów designo, w tym matowego. Emblematy „V12 BITURBO” na przednich błotnikach wskazują na mocarne źródło napędu – 12-cylindrowy silnik widlasty. Wlot powietrza zdobi chromowana, podwójna żaluzja z chromowaną osłoną. Na rantach ceramicznie polerowanych 22-calowych lekkich obręczy z pięcioma podwójnymi ramionami znajdują się napisy „LANDAULET”. Elektrycznie rozkładane podpórki pomagają wygodnie wsiadać do samochodu. Pakiet ekskluzywnych elementów nadwozia uzupełniają przednie i tylne osłony podwozia, poszerzone nadkola wykonane z włókna węglowego oraz zamontowane z tyłu koło zapasowe ze zintegrowanym uchwytem trzeciego światła stop.

Osie portalowe i ogumienie 325/55 R 22

Limitowana edycja Mercedes-Maybach– G 650 Landaulet 2017Jak przystało na ikonę off-roadu, „Gelenda” nieustannie podbija nowe terytoria: w przeciwieństwie do poprzednich wersji Landaulet, bazujących na prestiżowych limuzynach, Mercedes-Maybach G 650 Landaulet ma wszystko, czego potrzeba do zdobycia niezapomnianych wrażeń także podczas jazdy w terenie. Znane z modeli AMG G 63 6×6 oraz G 500 4×42 osie portalowe zapewniają imponujący prześwit równy 450 mm i pozwalają w mistrzowski sposób pokonywać nawet ekstremalne przeszkody. W przeciwieństwie do konwencjonalnych sztywnych osi piasty kół nie znajdują się tu na wysokości mechanizmu różnicowego, ale z uwagi na przekładnie portalowe są umieszczone znacznie niżej. Opony w rozmiarze 325/55 R 22 zapewniają idealną podstawę dla pewnego prowadzenia zarówno na asfalcie, jak i poza utartymi szlakami. Oczywiście najnowsze wydanie Klasy G dysponuje 100-procentowymi blokadami dyferencjałów, które można uruchamiać podczas jazdy, jak również przełożeniem redukcyjnym. Połączenie takiej technologii napędu na wszystkie koła, unikalne w segmencie pojazdów terenowych, wyróżnia G 650 Landaulet na tle wszystkich innych aut 4×4. Wysoki komfort jazdy zapewnia również najmocniejszy dostępnych silnik – Mercedes-AMG V12 biturbo, generujący moc 463 kW (630 KM) oraz 1000 Nm maksymalnego momentu obrotowego*.
*średnie zużycie paliwa: 17,0 l/100 km, średnie emisje CO2: 397 g/km

Modele Landaulet ze Stuttgartu – ponad 100 lat tradycji

Pojazdy z nadwoziem landaulet firmowane przez producenta ze Stuttgartu mają bardzo długie tradycje. Reprezentuje je m.in. Benz 25/45 PS z 1910 r. Inne słynne przykłady tego ekskluzywnego gatunku to: Mercedes-Benz 300 d Landaulet (rok 1960), Mercedes-Benz 600 Pullman Landaulet (rocznik 1964) oraz Maybach Landaulet (rok 2008).

Limitowana produkcja, premiera rynkowa jesienią 2017 r.

Podobnie jak wszystkie pozostałe warianty G także Mercedes-Maybach G 650 Landaulet będzie wytwarzany w zakładach Magna Steyr w austriackim Graz. Jego światowa premiera odbędzie się podczas marcowych targów motoryzacyjnych w Genewie. Rynkowy debiut specjalnej edycji, której produkcja zostanie ograniczona do 99 egzemplarzy, nastąpi jesienią.

Big Data: Miłość, kłamstwa i algorytmy czyli „analityka miłości”

Big Data to coś więcej niż fenomen marketingowy. Z analityki danych korzysta dziś nawet telewizja, tworząc popularne programy o tematyce miłosnej. Jest ona również silnikiem, napędzającym portale i aplikacje randkowe. Miłość zapisana w megabitach stała się domeną społeczeństwa informacyjnego. Spośród 54 mln singli w Stanach Zjednoczonych blisko 40 mln zarejestrowanych jest na najpopularniejszych serwisach randkowych. Co roku walentynki świętuje większy odsetek par, które nie poznały w barze, na studiach czy w pracy, lecz przez Internet.

Dzięki wykorzystaniu danych rynek aplikacji i serwisów odpowiedzialnych za randkowanie online z upływem 2016 roku miał przekroczyć poziom 2,3 mld dolarów. Spośród 54 mln singli w Stanach Zjednoczonych, blisko 40 mln zarejestrowanych jest na najpopularniejszych serwisach randkowych, takich jak Match.com, OKCupid czy eHarmony. Średnio na randkowaniu online spędzają 12 godzin w ciągu tygodnia. W Stanach Zjednoczonych z analityki Big Data do odszukania swojej drugiej połówki regularnie korzysta 1 na 18 dorosłych osób. 41 proc. Amerykanów ma w swoim otoczeniu znajomego, który korzystał z e-randek, a niemal co trzeci (29 proc.) zna parę, która poznała się przez Internet i jest ze sobą w dłuższym związku.

Te statystyki przytacza amerykańska firma Match.com, wykorzystująca wielkie zbiory do parowania ze sobą szukających miłości użytkowników. Proces ten jest możliwy dzięki analizie profili behawioralnych osób zarejestrowanych w serwisie. Pod uwagę bierze się informacje o ich zainteresowaniach, wieku, płci, pochodzeniu, a także wyobrażeniu idealnego partnera. Przetwarza je specjalny algorytm, który następnie podsuwa propozycje odpowiednich kandydatów na „drugą połówkę”.

Największym graczem na rynku randkowych aplikacji jest Tinder z ponad 100 mln użytkowników. Doskonale radzą sobie również klasyczne portale przeznaczone do nawiązywania znajomości. Dominująca w Polsce Sympatia.pl posiada ponad 4,7 mln użytkowników. Według badania Megapanel PBI/Gemius z grudnia 2015 roku serwis miesięcznie odwiedza 1,1 mln internautów.

Z zagranicznych serwisów na uwagę zasługuje eHarmony.com. Platforma zebrała całkiem pokaźną liczbę danych: ponad 4 Terabajty informacji o zakochanych (nie wliczając w to zdjęć), które odpowiednio przetwarza i wykorzystuje do swatania ludzi. W efekcie, średnio 542 użytkowników eHarmony bierze ślub każdego dnia, a ponad 565 tysięcy par pozostaje w szczęśliwych związkach małżeńskich od momentu poznania się na portalu. Dzięki analityce danych oraz algorytmom typu „compatibility matching” serwis chwali się, że znalezienie idealnego partnera zajmuje tu mniej niż 12 godzin.

Zdaniem Łukasza Kapuśniaka z Cloud Technologies, największej w Europie hurtowni danych o preferencjach i zainteresowaniach internautów, wszystkie wymienione wyżej serwisy korzystają z dużych zbiorów danych oraz mniej lub bardziej zaawansowanych algorytmów do ich przetwarzania. – Mamy tu do czynienia z mechanizmami doskonale znanymi analitykom Big Data. Serwisy randkowe w swoich analizach używają tzw. profili behawioralnych. Z tak połączonych danych korzysta się również, by np. dopasować reklamę internetową do odbiorcy, który ma dzięki temu większą szansę się nią zainteresować niż pozostali internauci do których trafia reklama nieprofilowana. Hurtownie Big Data zbierają np. anonimowe dane o użytkownikach sieci i gromadzą informacje o ich aktywności online, zainteresowaniach czy decyzjach zakupowych. Ze zgromadzonych danych tworzy się profile, które pozwalają firmom dokładnie poznać swoich klientów a następnie kierować do nich precyzyjne komunikaty marketingowe. Różnica pomiędzy randkami a reklamą jest taka, że jednego banneru nie przypisuje się do odbiorcy na całe życie, a ślub nawet z najlepiej dopasowaną kreacją reklamową, choć niewątpliwie kuszący, byłby światowej skali ewenementem. Jednak relacja klient-marka może czasem przypominać romans. Tak jak w stosunkach międzyludzkich, wierność i zaangażowanie są wysoce pożądane. – tłumaczy żartobliwie Kapuśniak.

Analityka miłości trafiła już na ekrany

Elementy Big Data zostały wykorzystane również w programie „Ślub od pierwszego wejrzenia”, firmowanym przez TVN. Show wzbudza poważne kontrowersje w konserwatywnych środowiskach, z powodu oryginalnej formuły: para po raz pierwszy spotyka się ze sobą „przed ołtarzem”, gdzie ma powiedzieć sobie „tak”. Za dobór przyszłych małżonków odpowiada grono trzech specjalistów: psycholog, antropolog i seksuolog, którzy – na podstawie rozmów oraz danych zgromadzonych o kandydatach – dopasowują do siebie dwie, ponoć idealne, połówki. W opisie programu czytamy: „Profil psychologiczny, względy charakterologiczne, aktywność i sprawność seksualna, ale też pomiary antropologiczne i ogólna atrakcyjność, a nawet zapach ciała i tembr głosu miały wpływ na ostateczne wyniki badań naukowców. Po uzyskaniu wyników wszystkich skrupulatnych analiz i dociekliwych testów, w czasochłonnej i trzymającej w napięciu ostatecznej debacie ekspertów, zostały dopasowane trzy pary, które z punktu widzenia nauki, mogą zmienić się w trwałe i szczęśliwe małżeństwa”.

„Analitykę miłości” uprawia również MTV w programie „Dopasowani” (angielski tytuł: „Are you the one?”). Amerykańska stacja telewizyjna, (która kiedyś była stacją muzyczną), zebrała grupę 10 kobiet i 10 mężczyzn. Każdy z nich został dobrany w taki sposób, że idealnie pasuje tylko do 1 partnera. To tytułowe dopasowanie gwarantują dane z kwestionariuszy wypełnianych przez uczestników przed programem, na etapie selekcji. Spowiadali się w nich ze wszystkich swoich pragnień, preferencji, gustów i zainteresowań. Później twórcy programu dobierali profile z niemal 100 procentową zbieżnością. Zadaniem uczestników jest ustalenie, kto i dla kogo jest idealnym partnerem. Mają na to 10 randek, a na randkę mogą zabrać oczywiście tylko 1 partnera z dziesiątki. Jeśli wszyscy znajdą swoją drugą połówkę – grupa wygrywa określoną pulę pieniędzy.

We wszystkich wspomnianych wyżej programach nie ma mowy o jakimkolwiek przypadku podczas dobierania par. Ich twórcy, korzystając z analityki danych zadbali o to aby partnerzy mogli znaleźć wspólny język. W tym celu starannie zbadano profile zainteresowań kandydatów, dopasowując do siebie ludzi pod kątem największej kompatybilności między ich cechami. Z kwestionariuszy i wywiadów stworzono profile behawioralne, czyli wzorce ich zachowań i zainteresowań.

Dane to nie wszystko

Big Data pomaga w znalezieniu drugiej połówki, lecz bazowanie wyłącznie na samych danych może okazać się zbyt narcystycznym posunięciem. To, czego nie da się w ludziach zaprogramować, to wolność wyboru oraz prawo do działania wbrew samym sobie.

Użytkownicy zarejestrowani na Match.com zaznaczają listę preferowanych cech, których oczekują od przyszłego kandydata. Gdy jednak popatrzymy, z kim faktycznie rozmawiają na portalu, to okazuje się, że łamią swoje wybory i zasady. Przykładowo – na liście zaznaczyli atrybut “pieniądze” jako ważną cechę ich przyszłego partnera, ale w rzeczywistości wymieniają wiadomości z domorosłymi artystami czy gitarzystami basowymi – twierdzi Amarnath Thombre, dyrektor zarządzający w Match.com

Według Thombrela, deklarować i zaznaczać to jedno, a wybierać – to drugie. Wolności i nieracjonalnego zachowania nie da się zawrzeć w algorytmie.

Dzięki analityce danych można natomiast wyłuskać kilka zwrotów, których wykorzystanie podreperuje szanse na drugą randkę. Match.com, analizując działania swoich użytkowników w raporcie „Singles in America”, zwraca uwagę na trzy takie zachowania. Zaproszenie kogoś na sushi – podnosi szansę na drugą randkę o 170 proc. Rozbawienie kogoś podczas rozmowy, skutkujące reakcjami typu „LOL” czy „haha” – to wzrost szans na spotkanie z tą osobą o 255 proc. Nie wolno natomiast pozwolić na przestoje w komunikacji. Statystyczny mężczyzna na Match.com czeka średnio 11 dni na wiadomość zwrotną od partnerki. Natomiast statystyczna kobieta czeka raptem tydzień. Jeśli odpowiedź nie nadchodzi – obie płci rozpoczynają miłosne łowy na nowo.

Miłość, kłamstwa i algorytmy

Analityka Big Data pozwala również łatwo zdiagnozować kłamstwa i kłamstewka, po jakie najczęściej sięgamy w procesie czarowania drugiej osoby. Według raportu badaczy danych z Uniwersytetu w Berkeley, 60 proc. osób randkujących online kłamie o ich wadze, 48 proc. dodaje sobie kilka centymetrów do wzrostu, a 19 proc. podaje nieprawdziwe informacje o wieku. Kłamiemy również w kwestii naszych przychodów (podając z reguły pensję o 20 proc. wyższą niż faktycznie jest), kłamstwo fotografii (zamieszczamy stare zdjęcia, na których jesteśmy młodsi, szczuplejsi i piękniejsi) oraz kłamstwo orientacji seksualnej (użytkownicy deklarujący się jako biseksualiści często interesują się tylko jedną, konkretną płcią).

Problem z nieprawdziwymi danymi lub przestarzałymi danymi to dla analityków żadna nowość. Jeśli np. Tinder korzysta z profili użytkowników na Facebooku, by dopasować do nich odpowiednich kandydatów, to należy wziąć pod uwagę element autokreacji w mediach społecznościowych. To samo tyczy się profili na portalach randkowych. Ich twórcy chcą zaprezentować się jak najlepiej, naginając rzeczywistość lub kreując się na osoby, którymi zwyczajne nie są. Dlatego ważne jest, by czerpać dane z wielu źródeł i aktualizować je tak często, jak to tylko możliwe. Analiza takich zbiorów wykonana przy pomocy inteligentnych algorytmów daje nadzwyczajne rezultaty. Przede wszystkim w biznesie, choć w miłości również okazuje się całkiem pomocna – tłumaczy Łukasz Kapuśniaki z Cloud Technologies.

Menadżerowie logistyczni oceniają sytuację na rynkach wschodzących

Populizm i stagnacja w światowym handlu mogą wpłynąć na sytuację rynków wschodzących w 2017 roku – to jeden z głównych wniosków wynikających z ankiety przeprowadzonej wśród 800 menadżerów z branży logistycznej w ramach Indeksu Logistycznego Rynków Wschodzących Agility na rok 2017 (Agility Emerging Market Logistics Index 2017).

​Opublikowany po raz ósmy Indeks Logistyczny Rynków Wschodzących Agility na rok 2017 klasyfikuje 50 czołowych światowych gospodarek wschodzących w oparciu o wielkość rynku, warunki biznesowe, infrastrukturę i połączenia transportowe, czyli te czynniki, które są atrakcyjne z punktu widzenia operatorów logistycznych, spedytorów, armatorów, przewoźników lotniczych i dystrybutorów. Indeks opiera się na wynikach ankiety przeprowadzonej wśród menadżerów branży logistycznej i łańcuchów dostaw.

Indeks Logistyczny Rynków Wschodzących Agility na rok 2017 – najważniejsze wnioski

W 2017 roku menadżerowie logistyczni obawiają się dalszego rozwoju sytuacji na rynkach wschodzących. 69% ankietowanych przyznało, że Brexit oraz załamanie wielu globalnych i regionalnych negocjacji handlowych, może doprowadzić do odejścia od zasad wolnego handlu. Dla 43% ankietowanych prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, przewidujące w 2017 roku wzrost na rynkach wschodzących na poziomie 4,6%, są zbyt optymistyczne. Na stagnację w handlu światowym oraz turbulencje na rynkach wschodzących wskazują też wyniki rankingu – w przypadku 24 spośród 50 krajów (w tym 7 z pierwszej 10) nastąpił spadek wyników Indeksu rok do roku.

Pierwsze miejsce w rankingu ogólnym po raz kolejny zajęły Chiny, druga co do wielkości gospodarka świata. To właśnie kierunek rozwoju chińskiej gospodarki będzie głównym czynnikiem napędzającym wzrost ekonomiczny i handel międzynarodowy w 2017 roku. Wprawdzie 76% badanych menadżerów przyznało, że chińska gospodarka zwalnia, ale tylko 17% uznało, że to spowolnienie będzie miało znacząco negatywny wpływ na sektor logistyki i transportu. 66% ankietowanych zaznaczyło też, że wolniejszy wzrost nie zmieni ich planów ekspansji na tym rynku. Według ankietowanych menadżerów rynkiem wschodzącym o największym potencjale logistycznym, gdzie można spodziewać się najwięcej nowych inwestycji, są Indie. Stabilny wzrost oraz reforma podatków spowodowały, że kraj ten awansował w rankingu na 2. miejsce za Chinami, wyprzedzając Zjednoczone Emiraty Arabskie. Jak zaznaczyli ankietowani, tym, co jednak może zakłócić rozwój tej gospodarki w 2017 roku, jest niespodziewana decyzja rządu indyjskiego o wycofaniu z obiegu banknotów o wysokim nominale i promowanie transakcji bezgotówkowych.

Zjednoczone Emiraty Arabskie (pozycja 3. w ogólnym rankingu), po raz kolejny zajęły najwyższe miejsce pod względem klimatu dla biznesu, infrastruktury i połączeń transportowych. Kraje Zatoki Perskiej (ZEA, Katar, Oman, Bahrajn, Arabia Saudyjska i Kuwejt) znalazły się też w pierwszej dziesiątce krajów z najlepszymi warunkami dla biznesu.

Po raz kolejny menedżerowie wskazali Brazylię jako jeden z rynków o największym potencjale logistycznym, ustępujący tylko Indiom i Chinom. Pomimo recesji i wszczęcia procedury impeachmentu wobec prezydent Dilmy Rousseff, kraj ten utrzymał 7 pozycję. Blisko 75% ankietowanych spodziewa się w 2017 roku wzrostu cen towarów, ale ich zdaniem, nie będzie on znaczący.

Państwem, które odnotowało największy awans wśród wszystkich krajów objętych badaniem, jest Iran. W ogólnym rankingu kraj ten zajął 18 pozycję, awansując aż o 8 miejsc. Iran znalazł się też na 9 miejscu (awansując z 15) w rankingu rynków wschodzących, które zdaniem menedżerów mają największy potencjał wzrostu w dziedzinie logistyki. Ankietowani zwrócili też uwagę na Kazachstan, który dzięki poprawie warunków prowadzenia biznesu, awansował o 4 miejsca na pozycję 14.

Z gospodarczymi skutkami nieudanej próby zamachu stanu oraz zamachów terrorystycznych poradziła sobie Turcja, która awansowała z pozycji 10 na 9. Swoją pozycję (miejsce 28) poprawiła Argentyna, próbująca zakończyć kilkuletni okres izolacji ekonomicznej. W rankingu nieznacznie natomiast spadła pozycja Rosji, z miejsca 9 na 10, co było efektem utrzymania zachodnich sankcji oraz niskich cen energii.

Jeśli chodzi o Afrykę, to wśród krajów, które zanotowały największy spadek w Indeksie znalazły się Nigeria i RPA. Swoje pozycje poprawiły natomiast mniejsze rynki, takie jak Uganda, Etiopia, Tanzania i Kenia.

Essa Al-Saleh, prezes i CEO Agility Global Integrated Logistics, stwierdził, że operatorzy logistyczni i ich klienci obawiają się upowszechnienia tendencji antyglobalizacyjnych oraz populistycznych, które już pojawiły się w Wielkiej Brytanii i USA. A to utrudni wymianę handlową z rynkami wschodzącymi, w dużym stopniu uzależnionymi od eksportu. „Wskaźniki wzrostu rynków wschodzących są wciąż najwyższe na świecie, ale niezwykle trudno jest ocenić ich faktyczną siłę w globalnych łańcuchach dostaw” dodaje Al-Saleh. „Indeks oraz badanie mogą być bardzo przydatne dla określenia najważniejszych silnych i słabych stron poszczególnych rynków.”

Indeks Logistyczny Rynków Wschodzących Agility na 2017 rok został opracowany przez Transport Intelligence (Ti), jedną z czołowych firm badawczych w branży logistycznej.

John Manners-Bell, dyrektor zarządzający Ti, podsumowuje: „W 2016 roku na wielu rynkach wschodzących panowała niepewność i brak stabilności, wzmacniane przez zmiany polityczne w Europie i Stanach Zjednoczonych, które mogą mieć wpływ na wymianę handlową z Ameryką Łacińską, Azją i Afryką. Można jednak dostrzec wiele pozytywnych sygnałów, na przykład świetne wyniki osiągane przez Indie. Bardziej jednak niż kiedykolwiek wcześniej, Indeks pokazuje dziś różnice między rynkami prosperującymi a tymi, które są najbardziej zagrożone i osiągają najsłabsze wyniki.”

„Wyniki Indeksu Logistycznego są również istotne z punktu widzenia naszych klientów.  Wiele polskich firm jest zainteresowanych rozwojem działalności biznesowej na rynkach wschodzących. Dlatego śledzimy, co się dzieje w poszczególnych krajach, w jakim kierunku zmierza ich gospodarka i jak to przełoży się na nasze usługi i serwis dla klientów” mówi Karolina Gasińska-Byczkowska, Branch Manager Agility Logistics w Polsce.

Grupa Recykl z 2,5 mln zł zysku netto w 2016 r.

Grupa Recykl, największy w Polsce producent granulatów gumowych, w minionym roku wypracował najlepsze wyniki finansowe od rozpoczęcia działalności. Przychody ze sprzedaży wzrosły do 39,2 mln zł, przy zyskach EBITDA i netto na poziomach 8,9 i 2,5 mln zł. Spółka sukcesywnie obniża zadłużenie finansowe i przygotowuje się do inwestycji w zakresie istotnego wzrostu mocy produkcyjnych paliwa alternatywnego z przerobu opon.

W stosunku do 2015 r., w ubiegłym roku sprzedaż firmy wzrosła o 9,3%, przy niezmiennym zysku EBITDA i wzroście zysku netto o 7,8%. W IV kwartale 2016 roku, przychody wzrosły do 9,8 mln zł (+2,7%), EBITDA do 2,2 mln zł (+2,7%), a zysk netto do 364 tys. zł wobec 62 tys. zł straty rok wcześniej.

2016 rok kolejny okres wzrostu wyników i skali działalności. Warto odnotować wzrost wolumenów sprzedaży wysokomarżowych czystych granulatów gumowych i kordu stalowego, a także 2,5-krotnie wyższe przychody w ramach wykonywania usług recyklingu i odzysku opon. Na rynku paliw alternatywnych przeznaczonych dla cementowni obserwowaliśmy spadek cen rynkowych. Tu jednak od pewnego czasu łączymy surowiec z domieszką paliw komunalnych, co pozwala zwiększać wolumeny przy zadowalającej rentowności, a efekt skali poparty wzrostem mocy produkcyjnych także w tym segmencie może przyczyniać się do dalszej poprawy wyników, czego oczekujemy w 2017 r. – powiedział Roman Stachowiak, Prezes Zarządu Grupy Recykl S.A.

Sprzedaż produktów z przerobu opon w Grupie w 2016 r. odpowiada za 60% sprzedaży (23,6 mln zł). Dalsze największe pozycje dotyczą wykonywania usług odzysku i recyklingu opon (6,3 mln zł), prowadzenia zbiórki opon na zlecenie (2,7 mln zł) oraz usług transportowych (2,5 mln zł).

Od listopada ub. roku Centrum Utylizacji Opon (organizacja powołana przez koncerny oponiarskie w celu zarządzania procesem odzysku i recyklingu) wprowadziło system opłat za odbiór opon od użytkowników detalicznych, co korzystnie wpływa na model biznesowy Grupy Recykl, będącej partnerem strategicznym dla CUO.

– W IV kwartale wprowadzono opłaty za odbiór odpadów ze zużytych opon, dzięki czemu nasz rynek rozwija się w kierunku modeli obecnych w krajach Europy Zachodniej. Dla nas to korzystna zmiana, wynikająca z nadpodaży surowca, która dla Grupy oznacza dodatkowe przychody – dodał Maciej Jasiewicz, Wiceprezes Zarządu Grupy Recykl S.A.

Przedsiębiorstwo sukcesywnie redukuje zadłużenie finansowe, które na koniec 2016 r. stanowiło 15,3 mln zł (spadek o ponad 15% w stosunku do momentu sprzed roku). Na uwagę zasługują istotnie niższe koszty finansowe, poprawiające cash-flow i wynik netto. Coraz lepsza sytuacja płynnościowa i zadłużeniowa pozwoliła Zarządowi w listopadzie 2016 r. uchwalić założenia polityki dywidendowej, zakładającej wypłaty do 30% skonsolidowanego zysku netto, począwszy od wyniku dotyczącego 2017 r.

Z kolei w grudniu Spółka porozumiała się z partnerem branżowym, funkcjonującym na rynku paliw alternatywnych. Oczekiwane dodatkowe przychody wynikające ze współpracy, Zarząd szacuje na ok. 0,3 mln zł miesięcznie,  począwszy od połowy bieżącego roku.

„Finanse w związkach” – 20% Polaków ukrywa wydatki przed swoim partnerem

Badanie „Finanse w związkach”, zrealizowane na zlecenie BIK ujawniło, że ponad jedna trzecia Polaków ukrywa wydatki przed swoim partnerem. Częściej zdarza się to kobietom (41%) i osobom w wieku 25-34 lata (43%). 12% respondentów przyznało, że wzięło kredyt bez wiedzy swojej drugiej połówki.

Blisko ¾ Polaków mieszkających razem z partnerem dokładnie zna jego sytuację finansową, a 64% par posiada wspólny budżet domowy, z którego pokrywa wszystkie wydatki – tak wynika z badania przeprowadzonego przez instytut badawczy ARC Rynek i Opinia* na zlecenie Biura Informacji Kredytowej. Prawie połowa badanych stwierdziła, że ma wspólne konto ze swoim partnerem, częściej jednak dotyczy to osób w związkach formalnych.

Jak kredyt mieszkaniowy to we dwoje

Jak wynika ze struktury kredytobiorców BIK, obecnie w Polsce kredyt mieszkaniowy najczęściej zaciągany jest przez dwie osoby (65%), bez względu na to, czy żyją w związku małżeńskim czy partnerskim. Osoby, które łączą swoje dochody zwiększają swoją zdolność kredytową i potencjalnie mogą uzyskać atrakcyjniejsze warunki umowy.

Dochody uzyskiwane przez dwóch kredytobiorców są zabezpieczeniem dla banku terminowej spłaty kredytu. To oznacza, że nawet w przypadku utraty dochodów przez jednego z nich np. w wyniku utraty pracy, choroby czy innego zdarzenia losowego, pozostają dochody drugiej osoby, które mogą być przeznaczane na spłatę raty – mówi Alina Stahl, dyrektor Biura Komunikacji BIK. – Trzeba przy tym pamiętać, że obydwie osoby ponoszą solidarną odpowiedzialność przed bankiem w sytuacji problemów z terminowym wywiązywaniem się z zobowiązania. Oznacza to, że bank może oczekiwać zwrotu zadłużenia od każdego z nich.

Ufać znaczy sprawdzać…

Jeśli by założyć, że dla większości par ich związek opiera się na akceptacji, bliskości i zaufaniu, to gdy chodzi o kwestie finansowe nie zawsze jest to regułą. Część par unika rozmów o pieniądzach – aż jedna piąta respondentów nie zawsze wie, w jakiej kondycji finansowej jest ich partner. 13% osób będących w związku twierdzi również, że do tej pory nie stworzyła wspólnie z partnerem zadowalającego systemu podziału wydatków. Ponad jedna trzecia Polaków ukrywa wydatki przed swoim partnerem. Częściej zdarza się to kobietom (41%) i osobom w wieku 25-34 lata (43%). – Być może właśnie dlatego ponad połowa Polaków (51%) sprawdza historię konta swojego partnera. Jednocześnie aż 2/3 badanych twierdzi, że ich partner nie sprawdza ich własnej historii konta. Z jednej strony Polacy postępują więc w myśl zasady „ufać znaczy sprawdzać”, z drugiej zaś wierzą, że partnerzy obdarzają ich znacznie większym zaufaniem – komentuje Alina Stahl z BIK.

Biometria, kryptowaluty, podskórny chip – trendy w płatnościach przyszłości

Branża FinTech to jedna z bardziej dynamicznie rozwijających się gałęzi związanych z nowymi technologiami. Ten mariaż z usługami finansowymi przynosi wiele innowacyjnych rozwiązań, które wpływają na to w jaki sposób przechowujemy i posługujemy się pieniądzem. Zmienia się również sam pieniądz. Powoduje to znaczące przekształcenia roli tradycyjnych instytucji finansowych oraz powstawanie nowych, co sprawia, że współczesny styl życia i funkcjonowanie na co dzień każdego z nas także wygląda zgoła inaczej niż nawet kilka lat temu. Zresztą jest duża szansa, że w niedalekiej perspektywie będziemy jeszcze wielokrotnie zaskakiwani.

Rozwiązania technologiczne, które jeszcze kilka lat temu nie istniały lub dopiero raczkowały, obecnie są na porządku dziennym i zastanawiamy się jak mogliśmy w sumie bez nich funkcjonować wcześniej. Dziś w przypadku płatności przelewy internetowe są normą – wiele osób zdążyło już zapomnieć, że jeszcze stosunkowo niedawno płaciło za rachunki w supermarkecie czy na poczcie.

Ostatnie lata charakteryzuje także zdecydowane poszerzenie sposobu dokonywania płatności. Przelew bankowy czy płatność kartą kredytową to nadal najbardziej popularne metody, ale nowe rozwiązania są w stanie zaoferować większą wygodę, szybszą realizację zamówienia, bezpieczeństwo na najwyższym poziomie, a przy tym są tańsze. Konsumenci mają obecnie dostęp do różnego rodzaju e-portmonetek, dostawców metod przelewów bezpośrednich (m.in. SOFORT), czy płatności odroczonych.

Ponadto nowa dyrektywa w sprawie usług płatniczych (PSD2) dostosuje prawo do nowej zdigitalizowanej rzeczywistości. Dzięki temu faktyczny ład w obszarze płatności będzie odpowiednio uregulowany, co pozwoli na dalszy rozwój usług płatniczych, a także zadba o bezpieczeństwo konsumentów. PSD2 w pełni usankcjonuje istnienie nowych, innowacyjnych graczy, obejmując ich takimi samymi wymogami, jak w przypadku banków czy innych tradycyjnych dostawców usług finansowych. Chodzi tu o firmy, niezależnych dostawców, określanych jako TTP (third party provider). Dzielą się one na dwa typy: PIS (Payment Initaition Service) – jak SOFORT, oraz AIS (Account Information Service). AIS to podmioty oferujące agregację finansowych danych użytkownika, np. z kilku różnych banków. Dzięki temu za pomocą jednego panelu mogą oni szybko i łatwo kontrolować swoją sytuację na rachunkach, a także zarządzać nimi. Z kolei firmy typu PIS są technicznymi pośrednikami w internetowych przelewach. W efekcie będzie to oznaczać niższe koszty dla konsumentów, większą konkurencję, ale jednocześnie wygodę, pełne bezpieczeństwo i kolejny bodziec do jeszcze dynamiczniejszego rozwijania handlu internetowego. Ale to z pewnością nie wszystko co nas czeka. Można powiedzieć, że przyszłość jest u nas już dziś.

Science fiction?

Coraz częściej można natknąć się na informacje związane z różnymi ciekawostkami dotyczącymi tego, jak będziemy płacić za zakupy w niedalekiej przyszłości. Część z nich to czysta futurologia, ale niektóre – to rzeczywiste testowanie nowych technologii mających diametralnie zmienić nasze codzienne życie. Biometria jest jednym z nich.

Testują ją liczne instytucje na całym świecie w obszarze uwierzytelniania płatności. W ramach tej techniki identyfikuje się tożsamość za pomocą analizy naczyń krwionośnych, skanu oka (czy całej twarzy), a także głosu. Jeden z polskich banków nawet wykorzystywał przez chwilę technologię tzw. finger vein. Trzeba też dodać, że różne firmy w naszym kraju regularnie informują o znacznych postępach w tej dziedzinie, co daje bardzo duże prawdopodobieństwo, że już w niedalekiej przyszłości biometria szybko stanie się czymś powszechnym, także w bankowości elektronicznej. W tym przypadku wykorzystanie tej metody na szeroką skalę oznacza de facto przeniesienie do lamusa loginów i haseł do naszego konta bankowego.

W czasach, gdy coraz częściej operujemy pieniędzmi siedząc przed komputerem, rzadziej monetami czy banknotami, na popularności zyskują kryptowaluty, takie jak Bitcoin. Z jednej strony mówi się, że jest to po prostu kolejny wymysł wirtualnego świata, a z drugiej w interesujący sposób pokazuje jaką drogę przeszły tradycyjne waluty. Czy nadejdzie moment kiedy dolar, jen, euro czy funt będą występować tylko w muzeach i szkolnych podręcznikach, a wszyscy będziemy się rozliczać w jednostce w pełni wirtualnej? Bardzo wątpliwe, choć zjawisko cyfryzacji pieniądza stale się rozwija i w niektórych obszarach kryptowaluty są bardzo popularnym rozwiązaniem płatniczym, dopuszczonym w wielu krajach, choć nie podciąganych pod definicję prawną waluty czy pieniądza. Póki co, tego typu rozwiązania określa się bardziej ogólnikowo jako „kapitał”.

Kolejny istotny obszar innowacji to płatności telefonem (lub np. zegarkiem). To rozwiązanie funkcjonuje już w polskiej rzeczywistości i najprościej mówiąc polega na „podpięciu” karty płatniczej z aplikacją, która pozwala na uiszczenie rachunku (na takiej samej zasadzie jak w przypadku zbliżeniowych kart płatniczych). Być może nie robi to już takiego wrażenia na polskich konsumentach, ale należy zdać sobie sprawę, że tego rodzaju płatności w Polsce należą do jednych z najbardziej rozwiniętych na świecie. Krok dalej stanowią cybernetyczne „tatuaże”, które jako nośnik danych finansowych, będą spełniać tę samą rolę co karta czy telefon. Okazuje się, że opracowane początkowo w celach medycznych (np. do mierzenia funkcji życiowych), takie „naklejki” mogą z powodzeniem również służyć jako nośnik i przekaźnik danych finansowych. To rozwiązanie być może okazać się jedynie mało praktyczną ciekawostką – ze względu na mocno ograniczoną żywotność „tatuażu”, ale podskórny chip brzmi zdecydowanie bardziej realnie. Co więcej, są osoby, które nomen omen, na własną rękę, zdecydowały się na wszczepienie niewielkiego urządzenia, na które wgrano aplikacje płatnicze. Być może jest to nasza przyszłość? Podobnie może zresztą się stać z innymi istotnymi danymi na nasz temat – dowodem osobistym, paszportem, informacji o stanie zdrowia etc.

Czy to oznacza koniec gotówki?

Materialny pieniądz towarzyszy człowiekowi od wieków. Ze względu na jego użyteczność w wymianie dóbr i usług wydawało się, że jest to rozwiązanie optymalne. Wobec rewolucji informacyjnej i jej konsekwencji dla życia gospodarczego, materialny pieniądz zaczął być kwestionowany. Po co nosić w portfelu banknoty i monety, skoro mamy karty płatnicze, a coraz więcej transakcji dokonujemy przy ekranie monitora komputerowego czy przez telefon? W związku z tym od paru lat mówi się, że w krajach skandynawskich rozważa się rezygnację z pieniądza materialnego (niektóre banki nawet już odmawiają transakcji gotówkowych). Główne argumenty optujące za takim rozwiązaniem to: niższe koszty, wygoda, bezpieczeństwo oraz ograniczanie przestępstw gospodarczych.

To rzeczywiście rzeczowe i racjonalne uzasadnienie, lecz należy pamiętać, że Skandynawia to światowy wyjątek. W skali globu zdecydowana większość transakcji nadal odbywa się za pomocą gotówki. Według raportu Capgemini i McKinsey jeszcze niedawno było to 85%[1]. Aktualnie ten odsetek może być trochę niższy, ale „śmierć” gotówki to bardzo odległa przyszłość, która może zresztą bardzo możliwe w ogóle nie nadejdzie. Jeśli już, to w jedynie w kilku przypadkach jak np. Norwegia lub Szwecja. Należy jednakże liczyć, że rozwój sektora FinTech będzie systematycznie przynosić kolejne nowe, ciekawe rozwiązania, które będą ułatwiać nasze życie, a także sprawiać, że obrót pieniądza będzie szybszy, wygodniejszy i bezpieczniejszy.

Dagmara Sobańska, Country Manager SOFORT GmbH w Polsce

[1] MasterCard Advisors analysis, 2013; BIS CPSS, 2011; McKinsey Global Payments Map, 2008

W styczniu niewypłacalnych firm było o 44% więcej niż przed rokiem

W styczniu opublikowano informacje o niewypłacalności 69 polskich przedsiębiorstw wobec 48 w styczniu 2016 roku, czyli nastąpił wzrost ich liczby o 44% (niewypłacalność – czyli niezdolności do regulowania zobowiązań wobec dostawców w różnych formach prawnych, upadłości czy postępowań restrukturyzacyjnych).

  • Nie ma jednego sektora, który „pogrążałby” całą gospodarkę – liczba firm tracących płynność finansową jest stosunkowo wysoka zarówno w budownictwie, produkcji, jak i usługach. Nie oznacza to oczywiście wspólnego mianownika dla problemów każdej z tych gałęzi g Nie, to nie jest oznaką kryzysu, ale efekt równoczesnego wystąpienia przyczyn kłopotów w poszczególnych sektorach.
  • Budownictwo – problemy z płynnością dotykają zarówno firmy wyspecjalizowane w pracach infrastrukturalnych, jak i w budownictwie ogólnym. Geograficzna koncentracja niewypłacalności na południu kraju.
  • Przemysł – rosnąca koncentracja odbiorców eksportowych, a więc i większa od nich zależność wpływa na rentowność, ponadto przyczyną problemów była sytuacja odbiorców w górnictwie i w budownictwie.
  • Handel – kroplówka wydatków socjalnych zmniejsza siłę tendencji konsolidacyjnych, ale ich nie niweluje. Polepszeniu rentowności sektora może pomóc inflacja.
  • Wciąż największa zmiana in plus w liczbie niewypłacalnych firm ma miejsce w południowo-wschodnich województwach.

Procentowo największy wzrost liczby niewypłacalności w porównaniu do stycznia ub. roku był w budownictwie. Nie można jednak powiedzieć, iż to jedynie budownictwo stoi za wyższą aż o 44% w stosunku do stycznia 2016 roku liczbą opublikowanych przypadków niewypłacalności firm.

niewypłacalne firmy w styczniu 2017
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
Tomasz Starus Dyrektor Biura Oceny Ryzyka Towarzystwo Ubezpieczeń Euler Hermes SA.
Tomasz Starus Dyrektor Biura Oceny Ryzyka Towarzystwo Ubezpieczeń Euler Hermes SA.

Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka zauważa: „Ich liczba była wysoka aż w trzech sektorach gospodarki – oprócz budownictwa także w sektorze wytwórczym oraz usługowym. Dotychczas problemy w nich (wspomnianych sektorach) – sygnalizowane zwiększoną do ok. 20 przypadków w skali miesiąca liczbą niewypłacalnych firm przeplatały się, a obecnie wystąpiły równolegle. Nie świadczy to o wspólnych przyczynach tej skomasowanej liczby niewypłacalności – czyli czymś na kształt ogólnego kryzysu, a raczej o ich nałożeniu się. Były to m.in. koniec i tak niezbyt udanego sezonu w budownictwie a w handlu szybsze niż w latach ubiegłych „sprawdzam”: kto zarobił a kto stracił na świątecznym szczycie zakupowym w IV kwartale.”

Firmy produkcyjne – problemy m.in. sektora metalowo-maszynowego

Produkcja – tutaj sytuacja nie jest tak jednoznaczna, ale warto zwrócić uwagę na wyniki w eksporcie. Trochę dogłębniej niż tylko na nadwyżkę, która pojawiła się w 2015 roku i udało się ją ponownie zachować w ub. roku. Gdy popatrzymy na strukturę łatwo zauważymy, iż handel zagraniczny zamiast coraz bardziej się dywersyfikować, ulega koncentracji. „Zmniejsza się m.in. liczba krajów, z którymi osiągnęliśmy nadwyżkę handlową. Świadczyć to może o barierze konkurencyjnej w wychodzeniu na dalsze, poza unijne rynki – niekoniecznie po stronie samych producentów. Przegrywać może nie ich produkt, jego innowacyjność, jakość czy cena, ale cała oferta – której elementem są np. warunki finansowania kontraktu, czyli de facto wsparcia przez różne agendy rządowe czy silny krajowy sektor finansowy. To się zmienia także w Polsce, czekać będziemy na efekty. Jak na razie polscy dostawcy są bardziej uzależnieni od dotychczasowych rynków i odbiorców na nich, a więc także od dyktowanych im warunków cenowych i poziomu zamówień” – ocenia Tomasz Starus.

sektory – niewypłacalne firmy w styczniu 2017
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy – dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Zachowując dodatni bilans, widać jednak efekty koncentracji odbiorców – wśród niewypłacalnych w styczniu producentów było m.in. pięć firm z branży metalowo-maszynowej: produkcji i obróbki części, profili, konstrukcji, maszyn. Stricte więc związane m.in. z rynkiem niemieckim i niemieckim handlem zagranicznym – również mającym w ub. roku rekordową nadwyżkę, ale m.in. już mniejszą dynamikę wzrostu głównie za sprawą zmniejszającego się na świecie popytu na wyroby inwestycyjne, w tym produkty przemysłu maszynowego. W mniejszym stopniu przyczyną problemów sektora (chociaż nie można jej całkowicie pominąć) jest kryzys finansowy przemysłu wydobywczego.

Budownictwo – problemy równomiernie uderzają w sektor wyspecjalizowany w infrastrukturze, jak i w budownictwie ogólnym. Nierównomierny jest za to geograficzny rozkład występowania niewypłacalności w budownictwie

Budownictwo – problemy, które zakończyły się ogłoszonymi w styczniu niewypłacalnościami, dotykały na równi firmy budownictwa ogólno-mieszkaniowego jak i specjalistycznego. Mniej jednolity, a nawet dosyć skoncentrowany był za to geograficzny rozkład tych przypadków. Aż pięć z nich dotyczyło firm z Małopolski, trzy ze Śląska, ponadto były to firmy z innych województw południowej i zachodniej Polski, z rzadkimi odstępstwami od tej reguły. Czy to oznacza, iż właśnie na tym obszarze był największy w ostatnich miesiącach deficyt publicznych prac infrastrukturalnych? Niewykluczone, ponieważ niewypłacalne firmy miały z reguły lokalną, co najwyżej regionalną skalę działalności – obroty do kilku, maksymalnie 16 milionów złotych.

zmiana niewypłacalne firmy w styczniu 2017
Źródło: GUS, Monitor Sądowy i Gospodarczy – dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Co prawda liczba przypadków niewypłacalności w handlu hurtowym już nie rośnie, ale jak na razie również nie spada – można więc powiedzieć, iż zwiększona programami socjalnymi konsumpcja nie odwróciła trendu konsolidacji w handlu i problemów mniejszych podmiotów, ale dopływ środków na rynek nieco zmniejszył ich skalę. Problem niskiej rentowności handlu nie znajdzie więc szybkiego rozwiązania – przez dłuższy okres czasu będziemy mieli do czynienia z podobną sytuacją, gdy kroplówka wydatków konsumenckich ratować będzie handel przed całkowitą zapaścią, ale też nie wystarczy ona hurtownikom i dostawcom do zwiększenie rentowności. Większą szansę na to stwarza rosnąca inflacja – pozwalająca szybciej podnieść marże wielu dystrybutorom…

Postępowania naprawcze – nadal często wykorzystywane, stanowią 1/3 wszystkich przypadków niewypłacalności, chociaż nie we wszystkich branżach

Dokładnie 1/3 niewypłacalności polskich przedsiębiorstw spośród opublikowanych w styczniu przypadków miała formę postępowań restrukturyzacyjnych. Co trzeba zaznaczyć były to zarówno firmy produkcyjne, jak i handlowe – a bardzo sporadycznie budowlane. Potwierdza to jako przyczynę ich problemów przede wszystkim podaż prac budowlanych, a nie niskie ceny realizowanych prac (co swoją drogą też ma miejsce, ale gdy nie ma zleceń trudno mówić o rentowności…).

Co miesiąc mamy do czynienia z kilkoma-kilkunastoma przypadkami wygaszenia postępowania naprawczego i jego zmiany na upadłość (co nie jest już uwzględniane w statystyce niewypłacalności – dotyczy to bowiem podmiotów, które wcześniej się w niej znalazły, zmienia się jedynie klasyfikacja prawna niewypłacalności tych firm).

„Nie wszystkie postępowania naprawcze kończą się powodzeniem. Sama zmiana prawa do tego nie wystarczy – gdyż pomimo uproszczenia procedur, wytyczenia kilku gotowych scenariuszy, de facto zmniejszenia w stosunku do poprzedniego prawa naprawczego możliwości obstrukcji ze strony wierzycieli, to… ostatecznie o powodzeniu i tak decyduje nie prawo, ale realia ekonomicznie w danym przypadku. Także to, czy znajdą się chętni i środki na finansowanie kosztów tego postępowania” – ocenia Tomasz Starus.

Wzrost liczby niewypłacalności w skali roku w województwach Polski południowo-wschodniej

Największa liczba omawianych przypadków niewypłacalności opublikowanych w styczniu miała miejsce w woj. mazowieckim, małopolskim i śląskim. Warto jednak spojrzeć na zmianę w stosunku do roku ubiegłego – gdzie ich najwięcej przybyło (oraz oczywiście – ubyło, bo tak było w sześciu województwach). Tutaj niewątpliwie o jakimś lokalnym zjawisku narastania problemu niewypłacalnych firm można mówić w odniesieniu do województw Polski południowej i południowo-wschodniej, a przede wszystkim małopolskiego (+8), śląskiego (+6), podkarpackiego (+6), czy lubelskiego (+5). W województwach tych problemy z płynnością finansową miały równie często firmy produkcyjne i budowlane, często handlowe, dużo rzadziej natomiast usługowe. Całkowicie odmienną charakterystykę miały niewypłacalności firm w woj. mazowieckim – zdecydowanie dominowały tu przypadki firm usługowych, także handlowych – a sporadycznie produkcyjnych. Na przeciwnym biegunie od województw południowo-wschodnich, nie tylko geograficznie było województwo warmińsko-mazurskie, gdzie w stosunku do stycznia 2016 roku przypadków niewypłacalności lokalnych firm było obecnie o 6 mniej.

województwa – niewypłacalne firmy w styczniu 2017
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
województwa w polsce – niewypłacalne firmy w styczniu 2017
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Pod pojęciem niewypłacalności rozumiemy stan faktyczny – niezdolność do regulowania zobowiązań na rzecz wierzycieli. Do końca ubiegłego roku były to upadłość likwidacyjna, jak i układowa. Po zmianie prawa, w tym roku, postępowanie układowe oddzielono, dla podkreślenia zmiany wyodrębnione postępowania naprawcze nie mają już w nazwie „upadłości”. Dla zachowania porównywalności danych bieżących z tymi z lat ubiegłych (gdy postępowanie układowe było rodzajem upadłości) nadal traktujemy łącznie wszystkie przypadki postępowań upadłościowych i naprawczych, jako niewypłacalność przedsiębiorstw. Ponadto nadal otworzenie tych postępowań oznacza dla dotychczasowego dostawcy de facto brak bieżącej płatności – z tego powodu Euler Hermes na całym świecie, pod pojęciem niewypłacalności, rozumie zarówno przypadki likwidacji firm, jak i wszczęcia w ich przypadku procesów naprawczych (jak np. objecie w USA firmy ochrona przed wierzycielami z tytułu Chapter 11).

Polski rynek magazynowy – przegląd regionalny

ofensywa deweloperów na rynku magazynowym

Warszawa I

Podzielony na dwie podstrefy warszawski rynek magazynowy odpowiada za 28,6 proc. całkowitych zasobów kraju.

Warszawa I – klaster obejmujący obszary wewnątrz granic administracyjnych stolicy powiększył się w IV kwartale 2016 roku o 4 500 m kw. i osiągnął poziom 655 700 m kw. W ciągu ostatnich trzech miesięcy 2016 roku znacząco spadła stopa pustostanów i wynosi obecnie 8,5 proc., w porównaniu do 9,8 proc. na koniec września. Jednak w dalszym ciągu jest to jeden z najwyższych wskaźników w kraju. Znaczący udział wolnej powierzchni nie przekłada się na zakres stawek czynszów, które pozostają na niezmiennie wysokim poziomie.

Warszawa II

Na obszarze w promieniu 50 km od stolicy zasoby powierzchni przemysłowo-logistycznych wynoszą 2 543 000 m kw. Jedynym obiektem oddanym do użytku w IV kwartale był Panattoni BTS TNT Janki o powierzchni 15 900 m kw. W kolejnych miesiącach tempo rozwoju tego rynku znacząco przyspieszy, gdyż w trakcie realizacji znajduje się ponad 278 500 m kw.

W IV kwartale odnotowano wysokie zainteresowanie najemców. Odzwierciedla to stopa pustostanów, która w ciągu ostatnich 3 miesięcy 2016 roku spadła o 1.4 p. p. i wynosi obecnie 6.7 proc.

Górny Śląsk

Górnośląski rynek przemysłowo-logistyczny powiększył się w IV kwartale o 14 200 m kw. za sprawą oddania projektu Segro Industrial Park Tychy II. Obecnie całkowita powierzchnia w klastrze wynosi 1 933 800 m kw. Kolejne 288 600 m kw. znajduje się w budowie, co jest drugim najwyższym wynikiem w Polsce pod względem nowobudowanej podaży. Stopa pustostanów nie zmieniała się w stosunku do III kwartału i na koniec roku wyniosła 5,7 proc.

W IV kwartale zaobserwowano zainteresowanie deweloperów miastami Konurbacji Górnośląskiej, które dotąd za ośrodki magazynowe. Pojawiają się też nowe projekty w bardziej oddalonych lokalizacjach jak Bielsko-Biała czy Opole.

Poznań

Poznań z jest trzecim największym rynkiem przemysłowo-logistycznym w Polsce. Na koniec 2016 roku całkowite zasoby tego obszaru osiągały niespełna 1 663 000 m kw. W ciągu ostatniego kwartału do użytku nie został oddany żaden nowy projekt.

Mimo braku nowej podaży stopa pustostanów nieznacznie wzrosła w porównaniu do III kwartału z 8,3 proc. do 8,6 proc. Jest to najwyższy wskaźnik wśród głównych klastrów przemysłowo-logistycznych oraz drugi najwyższy wynik w Polsce.

Jednym z elementów ryzyka, który w przyszłości może hamować rozwój rynku, jest jedna z najniższych w kraju stopa bezrobocia oscylująca wokół 2 proc. Mimo to, deweloperzy nie obawiają się jednak relatywnie wysokiego odsetka niewynajętych powierzchni oraz potencjalnych trudności ze znalezieniem pracowników. Poznań należy do jednego z 4 ośrodków logistycznych, których wielkość powierzchni w budowie na koniec 2016 roku przekroczyła poziom 200 000 m kw. Najwyższą aktywność odnotowuje zachodnia część aglomeracji w okolicach autostrady oraz lotniska, gdzie zaczyna przenosić się środek ciężkości tego rynku przemysłowo-logistycznego.

Wrocław

Wrocławski rynek zawdzięcza swój rozwój dobrze rozwiniętej infrastrukturze transportowej oraz bliskości południowej i zachodniej granicy kraju. Całkowita podaż w klastrze powiększyła się w IV kwartale o ponad 35 000 m kw. i osiągnęła poziom 1 485 000 m kw. Obiektami oddanymi do użytku były hale kompleksów Panattoni Park Wroclaw IV (25 000 m kw.) oraz Panattoni Park Wrocław VII (10 300 m kw.). W trakcie budowy pozostaje 87 000 m kw., a w następne projekty znajdują się w fazie przygotowania.

Stopa pustostanów zmniejszyła się w stosunku do poprzedniego kwartału o 0,6 p. p. i wynosi obecnie 5,6 proc. Świadczy to o niesłabnącym zainteresowaniu najemców wrocławskim rynkiem magazynowym. Potwierdzają to również planowane rozbudowy kolejnych parków logistycznych.

Polska Centralna

W IV kwartale Polska Centralna odnotowała najwyższy w Polsce wzrost wolumenu powierzchni magazynowej. Łącznie do użytku oddanych zostało 114 500 m kw., a największe ukończone projekty to Hillwood Stryków (50 540 m kw.) oraz drugi budynek Prologis Park Piotrków II (42 200 m kw.). Mimo znacznego wolumenu nowej powierzchni, stopa pustostanów spadła w stosunku do III kwartału o 0,4 p.p. i wynosi obecnie 2.7 proc. Potwierdza to wysokie zainteresowanie tym rynkiem. W ostatnich miesiącach odnotowano znaczący niedobór powierzchni magazynowych w samej Łodzi.

Dominacja wielkopowierzchniowych projektów w obrębie klastra powoduje utrzymywanie się stawek czynszów na stałym niskim poziomie. Obecnie koszty wynajęcia metra kwadratowego na tym obszarze wahają się między 2,0€/m kw., a 3,1€/m kw.

Trójmiasto

Rynek przemysłowo-logistyczny w regionie Trójmiasta powiększył się w IV kwartale o ok. 21 000 m kw.
Z podażą na poziomie 394 400 m kw., rejon ten jest największym Klastrem Rozwojowym. W trakcie budowy znajduje się kolejne 35 700 m kw.

Wielkość stopy pustostanów zmniejszyła się w porównaniu do III kwartału o 2,7 p.p. i wynosi obecnie 5,5 proc.

W obrębie klastra deweloperzy zabezpieczyli wiele gruntów pod budowę inwestycji przemysłowo-logistycznych, co w przyszłości może wpłynąć na szybki rozwój rynku.

Kraków

Łączne zasoby powierzchni przemysłowo-logistycznych w rejonie Krakowa pozostały niezmienione od III kwartału i na koniec wyniosły 2016 roku 284 800 m kw.

Stopa pustostanów zwiększyła się o 3,4 p.p., osiągając pod koniec grudnia poziom 9,8 proc. Warto nadmienić, że jeszcze w połowie 2016 roku nie było w okolicach Krakowa żadnych dostępnych powierzchni. Tak duże wahania w krótkim czasie świadczą o płytkości rynku. Wzrost dostępności   wpłynął na nieznaczne obniżenie wywoławczych stawek czynszów, które wynoszą obecnie 2,9€/m kw./mies.- 3,9€/m kw./mies.

Aktywność deweloperska w obrębie klastra dostrzegalna jest głównie wzdłuż autostrady A4 w takich lokalizacjach jak Skawina czy Kokotów, gdzie obecnie w budowie znajduje się 19 000 m kw. powierzchni przemysłowo-logistycznych.

Szczecin

Tylko w ciągu ostatnich trzech miesięcy 2016 roku szczeciński rynek przemysłowo-logistyczny powiększył się o 6,5 proc. za sprawą oddania do użytku 11 400 m kw. w Panattoni Park Szczecin I. W kolejnych latach rynek ten urośnie znacznie bardziej. Obecnie w trakcie realizacji znajduje się 313 000 m kw., z czego dominujący udział mają dwa duże projekty typu BTS: BTS Amazon Szczecin (161 000 m kw.) oraz BTS Zalando (130 000 m kw.). Po oddaniu do użytku tylko tych dwóch kompleksów szczeciński rynek magazynowy powiększy się o ponad 150 proc.

Ze względu na specyfikę projektów typu BTS, oddanie tych obiektów nie wpłynie znacznie na stopę pustostanów, która wynosi obecnie 3,0 proc. i stawki czynszów, osiągające przedział między 2,8€/m kw., a 3,5€/m kw.

Lublin/Rzeszów

Klaster Lublin Rzeszów powiększył się w IV kwartale o 15 200 m kw. za sprawą oddania do użytku drugiego budynku kompleksu Panattoni Park Lublin.  Dzięki temu całkowita podaż przemysłowo-logistyczna w południowo-wschodniej Polsce osiągnęła poziom 314 700 m kw. 4,3 proc. tej powierzchni pozostaje niewynajęte, a kolejne 51 300 m kw. jest w trakcie budowy.

Zakres stawek czynszów za powierzchnie magazynowe w okolicach Lublina i Rzeszowa kształtuje się w granicach 3,2€/m kw./mies.- 3,3€/m kw./mies.

Toruń Bydgoszcz

Najmniejszy z klastrów osiągnął na koniec 2016 roku wielkość 151 400 m kw., z czego jedynie 1,1 proc. pozostawało niewynajęte. W trakcie budowy znajduje się ponad 129 000 m kw. Większość realizowanej powierzchni stanowią projekty typu Built-To-Suit: BTS Kaufland (45 650 m kw.) i BTS Carrefour (38 000 m kw.). Jednak budowane są również inne znaczące projekty jak Waimea Logistic Park Bydgoszcz, planowany do oddania w pierwszej połowie 2017 roku, czy trzeci budynek Panattoni Park Bydgoszcz.

Stawki czynszów utrzymują się na stabilnym poziomie i wahają się w przedziale 2,4 €/m kw./mies.- 3,1 €/m kw./mies.

Risk-on na warszawskiej giełdzie. Banki rosną jak na drożdżach

Na warszawskiej giełdzie trwa okres risk-on. Inwestorzy wykupują polskie akcje, dyskontując to, co może wydarzyć się za rok, a nawet później.

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI.
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI.

Na GPW najbardziej wyróżniającym się sektorem są obecnie banki. W tym roku indeks WIG-banki urósł już o kilkanaście procent. I to pomimo faktu, że opublikowane dotąd wyniki finansowe banków za IV kwartał 2016 roku są tylko nieznacznie lepsze od oczekiwań.

Bankom sprzyja globalny sentyment

Wzmożone zainteresowanie akcjami banków obserwujemy nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Dlaczego? Inwestorzy oczekują, że w obliczu dynamicznie rosnącej inflacji banki centralne zaczną podnosić stopy procentowe. To z kolei przełoży się na wzrost marży odsetkowej banków, a w rezultacie na ich przyszłe zyski.

Dobre perspektywy to nie wszystko. Inwestorów kuszą też ceny. Akcje liderów hossy z ostatnich lat – w tym spółek high-tech, IT czy producentów dóbr luksusowych, są już bardzo drogie. Na ich tle banki są wycenione relatywnie atrakcyjnie.

Lokalne czynniki też na plus

Dynamiczne wzrosty cen akcji banków z GPW mają również swoje lokalne źródło. Bankom sprzyja dobra kondycja polskiej gospodarki, która idzie w parze z relatywnie wysokim poziomem udzielanych kredytów. Nie bez znaczenia jest też spadek ryzyka związanego z radykalnym rozwiązaniem kwestii kredytów we frankach szwajcarskich. Obecnie najbardziej prawdopodobny jest łagodniejszy scenariusz – zwrot spreadów klientom. Koszty takiej operacji dla całego sektora bankowego wyniosą kilka miliardów złotych.

Inflacja w Polsce. Dane z Japonii. Nowy prezydent w Niemczech

Dzisiaj poznamy dane na temat inflacji w Polsce. Wygląda na to, że w końcu będzie ona dążyć do celu RPP. Nowy prezydent Niemiec. Wzrost gospodarczy w Japonii poniżej oczekiwań.

Inflacja w Polsce

Dzisiaj o godzinie 14:00 poznamy pakiet danych z kraju. Analitycy spodziewają się, że dane styczniowe będą lepsze niż przed rokiem. Styczeń 2017 miał więcej dni roboczych niż rok wcześniej. Drugim ważnym elementem jest ciągła poprawa sytuacji na rynku pracy. W ciągu ostatniego roku bezrobocie spadło o kolejny punkt procentowy. Do tego warto dodać jeszcze jeden element przemawiający za możliwym rychłym wzrostem poziomu wzrostu cen. Ostatnie lata miały bardzo niski poziom inflacji. W rezultacie szansa, że to się wyrówna jest dość duża. Cel inflacyjny RPP wynosi 2,5% zatem wyraźnie powyżej tego co oglądaliśmy w ostatnich latach. Nie znaczy to wcale, że za kilka miesięcy go nie ujrzymy. Do momentu kiedy inflacja będzie rosła w te regiony będą to dobre dane dla złotego. Dopiero perspektywa wzrostu powyżej tego pułapu jest zagrożeniem.

Nowy prezydent w Niemczech

Frank Walter Steinmeier został 12 prezydentem RFN. Poparły go niemal wszystkie największe ugrupowania polityczne. Polityk w ostatnich latach dwukrotnie piastował funkcję szefa dyplomacji. Warto również przypomnieć rolę w reformach gospodarczych, które na początku lat 2000 uzdrowiły gospodarkę między innymi ograniczając świadczenia socjalne. Prezydent pełni co prawda głównie rolę reprezentacyjną, ale w obecnych czasach i problemach w strukturach unijnych brak istotnych podziałów w głównym kraju Unii jest bardzo dobrym sygnałem.

Wzrost gospodarczy w Japonii

W nocy poznaliśmy wyniki wzrostu PKB w kraju kwitnącej wiśni. Są to na razie wstępne dane, zatem mogą jeszcze ulec zmianie. W ujęciu rocznym tamtejsza gospodarka rośnie o 1,7% i jest to niemalże godne z oczekiwaniami rynków wynoszącymi 0,1% więcej. Inwestorzy w reakcji na te dane sprzedawali jena względem innych walut, aczkolwiek ruch ten podobnie jak odchylenie od oczekiwań nie był duży.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – inflacja konsumencka,
  • 14:00 – Polska – Bilans płatniczy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kredyt kupiecki – tak. Terminowość płatności – to nie w Polsce?

Coface przeprowadził badanie płatności wśród polskich przedsiębiorstw. Na jego podstawie uzyskano potwierdzenie, że tzw. kredyt kupiecki jest powszechnie stosowany przez polski biznes. Sprzedaż z odroczonym terminem płatności jest praktykowana przez firmy ze wszystkich branż, a średni termin płatności oferowany przez polskie przedsiębiorstwa wynosi 44 dni. Dłuższe terminy płatności są oferowane przez sektor budowlany i – zwłaszcza – transportowy. Mimo, że firmy są hojne w oferowaniu długich terminów płatności, nie ochrania to ich przed opóźnieniami w płatnościach.

Większość polskich firm doświadczyło opóźnienia w płatnościach, które średnio wynosi 51,5 dnia. Branże, gdzie opóźnienia są najdłuższe to – ponownie – budownictwo oraz transport. W budownictwie poślizg sięga 84 dni, natomiast w przypadku transportu mowa o 112 dniach. Sumując te dane widać, że spływ należności następuje po ponad 3 miesiącach, a sytuacja jest niepokojąca – najbardziej we wspomnianych sektorach. W budownictwie należności spływają dopiero po ponad 5 miesiącach, natomiast w sektorze transportowym firmy muszą czekać na swoje płatności ponad pół roku.

– Te dwie branże wyłaniają się jako negatywni bohaterowie z naszego badania płatności – powiedział agencji eNewsroom.pl Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej – Sektor budowlany ucierpiał w znacznym stopniu na wolniejszym angażowaniu środków z nowego budżetu unijnego. Naszym zdaniem poprawa perspektyw tego sektora zajmie trochę czasu. Większość firm w Polsce spodziewa się stabilizacji – a nawet poprawy – w przypadku nieterminowych płatności oraz spadku ich wartości.

Negatywnie wyróżnia się sektor budowlany, gdzie ponad połowa firm przewiduje, że wartość należności będzie wzrastała na przestrzeni 2017 roku. Opóźnienia w płatnościach pociągają szereg szkód dla firm i ich sytuacji finansowej. Firmy biorące udział w naszym badaniu potwierdziły, że następuje ograniczenie rozwoju przedsiębiorstwa, zatrudniania pracowników, nawet – w skrajnych przypadkach – zwalnianie pracowników oraz ograniczenie działalności.

W skali makroekonomicznej może dochodzić do ograniczania inwestycji przedsiębiorstw – obecnie jest to bolączka naszego wzrostu gospodarczego i stoi to pod znakiem zapytania. Jeżeli opóźnienia w płatnościach nadal będą się utrzymywały na dosyć wysokim poziomie, to może to znaleźć odzwierciedlenie w niższym poziomie inwestycji polskich przedsiębiorstw – podsumował Sielewicz.

Agnieszka Góźdź i Piotr Krawczyk awansowali w MLP Group

MLP Group wzmacnia zespół odpowiedzialny za komercjalizację parków logistycznych oraz rozwój nowych projektów BTS. Agnieszka Góźdź została powołana na stanowisko Head of Leasing Department. Z kolei Piotr Krawczyk objął funkcję Manager of BTS Projects.

MLP Group wzmacnia dział odpowiedzialny za najem powierzchni komercyjnych oraz rozwój projektów dedykowanych indywidualnym najemcom. Pani Agnieszki Góźdź awansowała na stanowisko Head of Leasing Department, a Piotra Krawczyka objął funkcję Manager of BTS Projects.

Agnieszka Góźdź na stanowisku Head of Leasing Department odpowiada za komercjalizację parków logistycznych. Dołączyła do zespołu MLP Group dwa lata temu. Dotychczas na stanowisko Development Manager była odpowiedzialna za wynajem powierzchni magazynowych w regionie Warszawy, Polski Centralnej i Lublina. Posiada wieloletnie doświadczenie w wynajmie powierzchni komercyjnych. Przed rozpoczęciem pracy w MLP Group była ekspertem u wiodących doradców nieruchomościowych w tym m.in. Cushman & Wakefield, CA IMMO Real Estate Management Poland, AXI IMMO GROUP, King Sturge.  Jest absolwentką Prywatnej Wyższej Szkoły  Biznesu i Administracji w Warszawie. Ukończyła również podyplomowe studia w zakresie zarządzania nieruchomościami komercyjnymi na Politechnice Warszawskiej.
Piotr Krawczyk, Manager of BTS Projects w MLP Group
Piotr Krawczyk, Manager of BTS Projects w MLP Group

Piotr Krawczyk jako Manager of BTS Projects odpowiada za rozwój projektów dedykowanych indywidualnym najemcom. Z  MLP Group związany jest również od blisko dwóch lat. Dotychczas w ramach Działu Development pełnił funkcję Managera odpowiedzialnego za rejon Górnego Śląska. Ma wieloletnie doświadczenie w zakresie logistyki i transportu oraz sprzedaży. Przed dołączeniem do zespołu MLP Group pracował w ROHLIG SUUS Logistics SA. Wcześniej doświadczenie zdobywał m.in. w firmie DHL, Raben, SKAT Transport, Kimberly-Clark oraz SmartWay Logistics B.V.

Rynek magazynowy nie zwalnia tempa

Według najnowszego raportu At a Glance – Industrial (Q4 2016), ostatni kwartał minionego roku na rynku powierzchni magazynowych i logistycznych stał pod znakiem utrzymującego się na wysokim poziomie popytu, który po raz kolejny przekroczył milion m kw w ostatnim kwartale, a w całym roku wyniósł 3,29 mln m kw. Na koniec 2016 roku całkowite zasoby powierzchni logistycznych i magazynowych w Polsce wynosiły 11,181 mln m kw., co oznacza wzrost podaży o 12,8 proc. r/r.

Dobra passa na krajowym rynku powierzchni logistycznych i magazynowych trwa i będzie trwać. O potencjale wzrostu świadczą nie tylko rosnąca ilość powstających czy w pełni wynajętych obiektów, ale także bardzo stabilne fundamenty rozwoju tego sektora. Nie bez znaczenia jest również zaufanie, jakim krajowy rynek darzą inwestorzy – komentuje Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Magazynowych na Europę Środkowo-Wschodnią.

Perspektywę rozwoju rynku powierzchni logistycznych będą kształtować decyzje geopolityczne, w tym Brexit. Uważnie analizujemy jego potencjalne konsekwencje i staramy się definiować potrzeby tej części firm z Europy Zachodniej, która z uwagi na optymalizację kosztów może się zdecydować na relokowanie swoich centrów i usług do Polski – dodaje Katarzyna Pyś-Fabiańczyk.

Budowa, podaż i szybka komercjalizacja

Krajowy sektor magazynowo-logistyczny z roku na rok bije rekordy. Na koniec IV kwartału 2016 roku wolumen powierzchni w budowie przekroczył 1,5 mln m kw. Oznacza to wzrost o 24 proc. w stosunku do ubiegłego, też rekordowego kwartału, oraz aż o 47 proc. w ujęciu rocznym.

Trzy ostatnie miesiące 2016 roku były również rekordowe pod względem dostarczenia na rynek nowych powierzchni magazynowych i logistycznych, których zasoby powiększyły się o około 250 tys. m kw., a w całym 2016 roku o 1,33 mln m kw. Autorzy raportu podkreślają, że pomimo utrzymującego się od kilku lat wzrostu aktywności deweloperów – czego skutkiem jest dynamiczny wzrost podaży – nowe kompleksy magazynowe stosunkowo szybko znajdują najemców. O dynamice rynku może świadczyć to, że często projekty spekulacyjne w momencie zakończenia budowy są w znacznym stopniu wynajęte.

Wysoki poziom popytu w IV kwartale 2016 roku wpłynął również na wskaźnik pustostanów, który wyniósł 6,1 proc. i był niższy od wskaźnika z III kwartału o 0,5 p. p.

Pod klienta

Jednym z czynników wpływających na utrzymywanie się niskiej stopy pustostanów jest niesłabnąca popularność projektów realizowanych w formule BTS (Built To Suit). Przykładem tego typu realizacji jest klaster przemysłowo-logistyczny w rejonie Szczecina. Jeszcze w połowie 2016 roku, na tym relatywnie niewielkim rynku, nie było żadnego nowego projektu w procesie budowy. Tymczasem pod koniec IV kwartału podaż w trakcie realizacji wyniosła ponad 313 tys. m kw., a 93 proc. planowanej powierzchni skupionych jest w dwóch projektach typu BTS. Ten wynik plasuje szczeciński rynek na pierwszym miejscu pod względem budowanej powierzchni.

Kierunek – zachód

W obszarze największych aglomeracji coraz trudniej o atrakcyjne lokalizacyjnie i cenowo grunty. Deweloperzy zwracają również uwagę na spadek dostępności wykfalifikowanych pracowników i wzrost kosztów pracy, czego efektem jest wzrost zainteresowania i rozwój rynków alternatywnych. – Przed szansą stoją mniejsze rynki magazynowe. W drugiej połowie roku obserwowaliśmy wyraźny wzrost zainteresowania terenami blisko zachodniej granicy. Poza dynamicznie rozwijającym się rynkiem szczecińskim, deweloperzy i najemcy wzięli na celownik rejon województwa lubuskiego, który poza naturalnym atutem związanym z lokalizacją charakteryzuje również bardzo dobrze rozwinięta infrastruktura komunikacyjna. To argumenty, które przemawiają do firm z Europy Zachodniej, dążących do optymalizacji kosztów – wyjaśnia Anna Staniszewska, Dyrektor Działu Badań i Konsultingu na Europę Środkowo-Wschodnią.

Przemysł meblarski w dobrej kondycji finansowej, ale ma długi

Tysiące ludzi na całym świecie siedzą przy polskich stołach i na polskich kanapach. W meblach Polska jest eksportową potęgą. Branży sprzyjają też rosnące zakupy rodaków. Niezłą kondycję finansową producentów mebli potwierdza wywiadownia gospodarcza Bisnode Polska. Mimo, tego część firm i tak nie płaci terminowo swoich zobowiązań. Szczególnie niesolidne są duże przedsiębiorstwa, do których należy większość z ponad 150 mln zł zaległości na rzecz kontrahentów i banków – wynika z danych BIG InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowych.

Na branżę producentów mebli składa się w  Polsce ponad 31,7 tys. firm, zatrudniających ok.  150 tys. osób. Kolejnych ponad 90 tys. osób pracuje w powiązanej z producentami mebli, branży drzewnej. Nasz kraj z prawie 5 proc. udziałem znajduje się na czwartej pozycji wśród eksporterów mebli, tuż za Chinami, Niemcami i Włochami.  Wiele wskazuje, że pod względem sprzedaży, miniony rok okaże się dla branży rekordowy.

Wśród polskich producentów mebli zaległości ma co szósta duża firma i co 22. mała

Wśród  ok. 31,7 tys. firm produkujących meble – 1 878 stanowią spółki prawa handlowego, reszta to firmy jednoosobowe lub spółki cywilne. – Oczywiście to głównie pierwsza grupa firm stoi za potęgą eksportową Polski, ale również jak wynika z danych BIG InfoMonitor oraz BIK za większością przeterminowanych o co najmniej 60 dni płatności rat kredytów oraz zobowiązań wobec kontrahentów na kwotę powyżej 500 zł – zwraca uwagę Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor. Na 150,1 mln zł niesolidnie spłacanych długów producentów mebli – 78,4 mln zł to zaległości największych firm. Odpowiadają za nie 293 większe przedsiębiorstwa czyli 15,6  proc. Średnio wypada na jedno 267,5 tys. zł zaległości. W puli prawie 30,17 tys. małych firm, 71,7 mln zł zaległości należy do 1338 producentów, nie płaci więc na czas 4,4 proc. Przeciętna zaległość małej firmy producenckiej to 53,57 tys. zł. Ciekawym zjawiskiem jest fakt, że wśród dużych firm 15 na 100 nie reguluje swoich zobowiązań  terminowo a wśród małych jedynie 4 na 100.

Znacznie wyższy odsetek niepłacących na czas dużych firm, potwierdza  dominujące na rynku przekonanie, że duży może więcej, a mały może na pieniądze poczekać. Co niestety często dla małych podmiotów kończy się sporymi problemami, a w ostateczności upadłością  – mówi Mariusz Hildebrand.

Producenci mebli
Wielkość firmy Liczba firm ogółem Liczba dłużników Udział dłużników Kwota zaległości (zł) Przeciętna zaległość (zł)
spółki prawa handlowego 1 878 293 15,6% 78 377 574 267 500
firmy z CEIDG oraz spółki cywilne 30 164 1 338 4,4% 71 682 597 53 574

*firmy zarejestrowane w KRS, **firmy zarejestrowane w CEIDG

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK

Niemal dwóch na trzech producentów mebli jest w dobrej kondycji finansowej

Z danych wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska wynika, że branża meblarska ma się całkiem  nieźle. Z analizy przeprowadzonej na 5,6 tys. firm widać, że w bardzo dobrej i dobrej kondycji finansowej jest niemal dwie trzecie producentów mebli. W słabej sytuacji jest jedna trzecia, a w bardzo  słabej – 4,5 proc.

kondycja finansowa firm meblarskich
Źródło: Bisnode Polska, analiza objęła 5,6 tys. firm

Sytuacja wyglądałyby gorzej gdyby nie odnotowana w ostatnich latach poprawa. Przemysł meblarski narażony jest bowiem na wahania koniunktury zarówno w kraju, jak i na świecie, czego konsekwencje mocno odczuwał w okresie po globalnym kryzysie finansowym, w latach 2009-2013. Załamanie popytu było przyczyną wielu negatywnych zjawisk, od spadku marż, pogorszenia się płynności finansowej, wzrostu zadłużenia, wydłużenia okresu rotacji zapasów i należności, po nasilenie się liczby upadłości firm. Przełom nastąpił dopiero w trakcie 2013 r. – Obecnie dobrze rokują: sięgający około 10 proc. wzrost eksportu, wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych oraz niskie notowania złotego. Zagrożeniem mogą być rosnące koszty pracy,  dostęp do surowców a także niewysokie marże – mówi Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor. Znaczna część eksportowanych mebli realizowana jest bowiem pod marki zagraniczne – dla zagranicznych sieci handlowych i producentów mebli, to przekłada się na niższą rentowność produkcji. Ilustracją tego zjawiska jest fakt, że choć w eksporcie wartościowo plasujemy się na czwartym miejscu, to pod względem ilości eksportowanych mebli ustępujemy jedynie Chinom –  kilogram polskich mebli jest o około połowę tańszy, niż niemieckich, czy włoskich.

80% eksportu mebli trafia do Niemiec, miłośników polskiego wzornictwa znajdziemy też w Katarze i Singapurze

Polscy producenci najwięcej eksportują do Niemiec (80 proc. produkcji), następnie do Wielkiej Brytanii,  Czech, Francji, Holandii, Stanów Zjednoczonych, Szwecji, Hiszpanii, Belgii oraz Włoch*. Na Europie jednak nie poprzestają, bo nasze meble eksportowane są także do tak egzotycznych krajów jak: Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska, Singapur, Mongolia czy Katar.

Jak uzupełnia Bisnode, na ocenę kondycji finansowej firm z sektora produkującego meble bezpośredni wpływ miały takie wskaźniki jak płynność, wysokość zadłużenia i rentowność. Dodatkowo wzięta została pod uwagę zdolność finansowa podmiotu, poziom zarejestrowanych, przeterminowanych płatności, zarejestrowane wnioski z sądów gospodarczych o upadłość lub postępowanie naprawcze, ogłoszenie upadłości, rozpoczęcie procesu likwidacji oraz negatywne sygnały prasowe.

Ocena kondycji finansowej branży odbywała się na podstawie danych finansowych nie starszych niż dwa lata. W przypadku spółek prawa handlowego za podstawę do oceny brano bilans i rachunek wyników. W przypadku podmiotów nieprowadzących pełnej księgowości oparto się na danych o przychodach, kosztach i wyniku finansowym podmiotu zadeklarowanych przez właścicieli firm.

*źródło raport Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli

Co dalej z kursem dolara?

Rynki finansowe w dalszym ciągu wykazują oznaki zagubienia w szumie informacyjnym, gdzie ryzyka polityczne odgrywają główną rolę. Szczyt Trump-Abe zakończył się bez niespodzianek, co uspokaja USD/JPY. Dolar w optymizmie czeka na „fenomenalny” plan podatkowy. W Europie ryzyko polityczne ma coraz więcej twarzy.

Podczas weekendowych rozmów z premierem Japonii Abe prezydent USA Trump nie pokazał swojego nieprzewidywalnego oblicza, a za to porzucił retorykę z kampanii wyborczej, gdzie podkreślał walkę o miejsca pracy utracone na rzecz zagranicznej produkcji. Spotkanie obyło się bez ekscesów z podkreśleniem silnych więzi (nie tylko handlowych), jak również bez bezpośredniego doniesienia się dla słabości jena. Rezultat spotkania wydaje się idealny dla Japonii, która zdaje się nie być na krótkiej liście problemów USA (na której już są Meksyk i Chiny). Efekty ulgi dał wsparcie dla wzrostów USD/JPY na otwarciu tygodnia przy dodatkowym udziale słabszych danych o PKB z Japonii. Ogólnie jednak zmiany są niewielkie, gdyż rynek wyraźnie czeka na rozstrzygnięcia w ważniejszych kwestiach. W zeszłym tygodniu Trump otworzył spekulacje o reformie podatkowej, co do której wciąż brak konkretów. Inwestorzy kolejny raz dają Trumpowi kredyt zaufania, co widać w lepszym sentymencie względem USD, ale tym razem (w odróżnieniu od listopada) są ostrożniejsi. Ponadto bogaty kalendarz skłania, by poczekać na większy zestaw informacji.

We wtorek w Kongresie przemawia prezes Fed Yellen, a w środę poznamy ważne dane z USA: CPI, sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa. USD największe zagrożenie paniczną ucieczką z długich pozycji ma już za sobą, ale powrót do wzrostów nie będzie łatwą drogą.

Dla przyszłości dolara dobrym drogowskazem mogłyby być spadki EUR/USD, o które może być łatwiej teraz, kiedy ryzyka polityczne Europy atakują na wielu frontach. We Francji jeszcze do niedawna główny kandydat na prezydenta Francois Fillon dalej walczy z oskarżeniami o fałszywe zatrudnienie swojej żony, a Reuters donosi, że prokuratura chce podjąć dalsze kroki prawne. Tym samym inwestorzy nie mogą pozbyć się całkowicie ryzyka, że Marine Le Pen nie zgarnie większego poparcia w kwietniowym głosowaniu. We Włoszech premier Renzi ma się dziś spotkać z członkami swojej partii, by omówić temat przyspieszonych wyborów. Jeśli Francji udałoby się wybrać władzę gotową do wyjścia z UE, we Włoszech mogą obudzić się podobne głosy zdolne zdobyć większość w nowych wyborach. Wreszcie wracamy do tematu Grecji, która jak zwykle chce pieniędzy od pożyczkodawców, ale nie spełnia ich warunków. Razem wszystkie te kwestie czynią EUR wrażliwym na powrót sprzedających, a EUR/USD łatwym celem na ekspresję siły dolara.
W kalendarzu danych makro dziś tylko publikacje z Polski. Po CPI za styczeń spodziewamy się przyspieszenia inflacji do 1,5 proc. w oparciu o korzystne efekty bazy. Konsensus ustawiony jest wyżej (1,7 proc.), więc ryzyka dla złotego widzimy po negatywnej stronie. Dane o saldzie na rachunku bieżącym będą drugorzędne. EUR/PLN wykazuje wyraźne problemy z kontynuacją spadków pod 4,30, podnosząc ryzyko korekty do 4,35. Jeśli europejskie ryzyka polityczne będą wychodzić na pierwszy plan, dla złotego nie będą to sprzyjające warunki.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

MADKOM S.A. w 4 kw. 2016 r. osiąga ponad 0,25 mln zł zysku netto

MADKOM S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2012 r., zajmująca się produkcją systemów IT dla samorządów, wypracowała ponad 251 tys. zł zysku netto w 4 kw. 2016 r. przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 1.838 tys. zł. Spółce udało się zwiększyć w ub. roku przychody z tytułu świadczenia usług serwisowych do rekordowego poziomu 2.023 tys. zł.

Porównywalnie w 4 kw. 2015 r. Emitent zanotował stratę netto na poziomie 303 tys. zł, a wartość jego przychodów ze sprzedaży sięgnęła 1.787 tys. zł. MADKOM S.A. konsekwentnie realizował w ostatnich miesiącach ub. roku aktywne działania handlowe, które pozwoliły na pozyskanie w ostatnim kwartale 2016 r. istotnych zamówień o wartości ok. 1,8 mln zł brutto. Widoczne ożywienie na rynku IT w segmencie publicznym przejawiające się wzrostem liczby konkursów oraz przetargów wynika z dopływu finansowania z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej, a Spółka bardzo efektywnie wykorzystuje obecną sytuację rynkową. Warto również dodać, że Emitentowi udało się zwiększyć w 2016 r. przychody z tytułu świadczenia usług serwisowych do poziomu blisko 2.023 tys. zł, co stanowi 41% łącznych przychodów netto ze sprzedaży za 2016 r. i jest najlepszym wynikiem w jego historii. Zarząd Spółki planuje okresową zwiększanie pozytywnego trendu co w efekcie znacząco wpłynie na kondycję finansową w nadchodzących kwartałach.

„Ostatni kwartał ubiegłego roku był odwróceniem trendu historii przychodów Spółki, a kolejne miesiące powinny utrzymać podobną dynamikę, jeśli nawet nie wyższą. To, na co zwracamy także uwagę, to fakt wypracowania znaczącego zysku netto wobec porównywalnego okresu 2015 roku, który zakończył się stratą. Spółka jest w optymalnej formie do dalszego zwiększania przychodów, na co mają także wpływ podpisywane nowe umowy serwisowe. Klienci pozyskani w ubiegłym roku zaczynają podpisywać swoje pierwsze umowy w tym roku i liczymy w związku z tym na prawie 50% wzrost wpływów z umów rok do roku.” – wyjaśnia Grzegorz Szczechowiak, Prezes Zarządu Spółki MADKOM S.A.

W styczniu br. MADKOM S.A. osiągnęła prawie 991 tys. zł przychodów ze sprzedaży, podczas gdy w analogicznym miesiącu 2016 r. było to odpowiednio 483 tys. zł. Wyraźny, ponad 105% wzrost w ujęciu rdr. stanowi bardzo dobry prognostyk na kolejne miesiące. Na uwagę zasługuje także fakt, że Spółka zanotowała w pierwszym miesiącu 2017 r. wysokie przychody ze sprzedaży usług serwisowych w kwocie 631 tys. zł wobec 426 tys. zł rok wcześniej.

„Styczeń był kolejnym bardzo dobrym miesiącem, który jednocześnie stanowił bardzo dobre otwarcie kolejnego kwartału. Ten wynik w szczególności jest zasługą wysokich wpływów z umów serwisowych, jak i pierwszych wpływów z realizacji zamówień pozyskanych w ubiegłym kwartale.” – dodaje Prezes Szczechowiak.

W styczniu 2017 r. Spółka wygrała kolejne postępowania przetargowe na dostawę własnego oprogramowania o całkowitej wartości przekraczającej 988 tys. zł brutto. Z kolei oferty Konsorcjum MADKOM S.A., Madkom Sp. z o.o. oraz spółki wchodzącej w składy Grupy Kapitałowej MADKOM S.A. na przeprowadzenie specjalistycznych szkoleń w zakresie e-administracji dla pracowników Jednostek Samorządu Terytorialnego zostały wybrane jako najkorzystniejsze, a łączna kwota pozyskanych zamówień wyniosła 352 tys. zł brutto.

Zaktualizowana Strategia Rozwoju MADKOM S.A. na lata 2015-2020 przewiduje zwiększenie wartości przychodów stałych z umów serwisowych oraz maksymalnie efektywne wykorzystanie fundusze unijne. Plany Emitenta zakładają zdobycie nowych kontraktów na kwotę minimum 10 mln zł oraz pozyskanie zamówień na dostawy systemów Elektronicznego Zarządzania Dokumentami u nowych klientów w liczbie co najmniej 100 urzędów w 2017 r. Dzięki temu Emitent będzie mógł zwiększyć swoje rentowności w zakresie wpływów ze stałych umów serwisowych, a generowane z nich przychody będą pokrywały koszty działalności. MADKOM S.A. ma również zamiar zdobyć zamówienia z funduszy RPO województw, które zakończyły oceny w konkursach i przyznały już dofinasowania na lata 2016-2018. Celem Spółki jest pozyskanie w tym segmencie zamówień o wartości co najmniej 6 mln zł netto i ich realizacja w latach 2017-2018.

Akcje PKN ORLEN w FTSE4Good Emerging Index

​Akcje PKN ORLEN zostały zakwalifikowane do FTSE4Good Emerging Index, który skupia spółki z ponad 20 krajów, wyróżniające się w działaniach z zakresu „Ochrony środowiska”, „Odpowiedzialności społecznej” i „Ładu korporacyjnego” (ESG – Environmental, Social, Governance).

Indeksy FTSE4Good Series są tworzone by wspomóc inwestorów w wyborze spółek o najlepszych praktykach ESG. Indeks FTSE4Good jest jednym z indeksów giełdy w Londynie od 2001 r., a utworzony w grudniu 2016 roku FTSE4Good Emerging Index stanowi jego rozwinięcie o grupę spółek z krajów rozwijających się.

Naszą działalność, zarówno produkcyjną, jak i biznesową czy społeczną zawsze staramy opierać się na najwyższych standardach. Zakwalifikowanie naszych akcji do londyńskiego indeksu giełdowego to potwierdzenie, że robimy to skutecznie, a wysoki poziom zaangażowania Koncernu w obszarze ESG jest nie tylko dostrzegany, ale też doceniany – powiedział Sławomir Jędrzejczyk, Wiceprezes Zarządu PKN ORLEN ds. Finansowych.

Kryteria oceny ESG oparte są wyłącznie na dostępnych publicznie informacjach z pominięciem prywatnych źródeł dostarczania danych. Takie podejście gwarantuje wiarygodność i przejrzystość danych.

Model tworzenia indeksu opiera się na ponad 300 wskaźnikach zawartych w 14 blokach tematycznych i wyodrębnionych w trzech kategoriach – „Ochrony środowiska”, „Odpowiedzialności społecznej” i „Ładu korporacyjnego”. Ocenie podlegają miedzy innymi: wykorzystanie zasobów wodnych, wpływ na zmiany klimatyczne, przejrzystość podatkowa, odpowiedzialność w stosunku do klientów czy prawa człowieka. Oceną spółek i kwalifikowaniem do składu indeksu zajmuje się kapituła składająca się z przedstawicieli inwestorów, firm, organizacji pozarządowych oraz związków zawodowych i środowisk akademickich.

Wyniki finansowe ABS Investment S.A. za 2016 r.

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną oraz doradczą, zakończyła 2016 r. zyskiem netto w wysokości 3.216 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży w kwocie ponad 1 mln zł. Emitent zrealizował tym samym swoje prognozy finansowe.

W samym 4 kw. 2016 r. Spółka wypracowała 3.470 tys. zł zysku netto, co było najlepszym kwartalnym wynikiem w jej historii, podczas gdy w analogicznym okresie 2015 r. zysk netto wyniósł 390 tys. zł. Prognoza finansowa ABS Investment S.A. na 2016 r., zakładała osiągnięcie zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 – 0,55 zł. Emitent zanotował w minionym roku zysk brutto w łącznej wysokości 4.019 tys. zł, a więc w przeliczeniu na 1 akcję było to ponad 0,50 zł, czyli 100% dolnej granicy prognozy finansowej. Natomiast prognozowana wartość aktywów Spółki (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów) na 1 akcję miała wynieść na koniec 2016 r. od 3,60 zł do 4,00 zł, co udało się zrealizować z sukcesem, bowiem sięgnęła ona poziomu 3,97 zł, a więc ponad 110% dolnej granicy prognozy. Zarząd ABS Investment S.A. bardzo dobrze ocenia wypracowane wyniki finansowe i liczy na podtrzymanie pozytywnego trendu w kolejnych kwartałach oraz latach.

„Jestem bardzo z zadowolony z wyników uzyskanych w dwóch ostatnich latach. Wyznaczanie sobie ambitnych celów i dążenie do ich realizacji to kwintesencja biznesu. Publikacja prognoz i ich realizacja jest bardzo pozytywnie odbierana przez uczestników rynku kapitałowego. Jest również formą komunikacji z rynkiem i Akcjonariuszami, którzy tak samo jak zarządzający wiedzą, czego się można spodziewać po Spółce. Umożliwia to także weryfikacją i oceną sposobu zarządzania, przez wszystkich tych zainteresowanych. Zapewniam, że plany na kolejne lata będą równie ambitne i trudne do realizacji, jak te w latach poprzednich.” – komentuje Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

W 2016 r. Spółka bardzo intensywnie pracowała nad rozbudową i efektywnym zarządzaniem swoim portfelem inwestycyjnym, co przyniosło oczekiwane rezultaty. Podmioty znajdujące się w jego składzie cechuje bardzo wysoka jakość oraz niezwykle dobre perspektywy rozwoju, które powinny pozwolić na osiąganie ponadprzeciętnych stóp zwrotu z inwestycji. ABS Investment S.A. posiada własną, unikalną strategię inwestycyjną, opartą na bardzo rygorystycznych kryteriach doboru spółek portfelowych, dzięki czemu możliwe jest wypracowanie bardzo dobrych wyników finansowych na tle konkurencji. Na koniec grudnia 2016 r. w skład portfela inwestycyjnego Emitenta wchodziły akcje 25 spółek publicznych oraz udziały i niepubliczne serie akcji 12 podmiotów, a jego całkowita wartość przekroczyła 26.349 tys. zł.

„Jeszcze bardziej od realizacji prognozy na rok 2016 cieszy mnie jakość portfela i dobre wyniki spółek portfelowych. Potwierdza to słuszność przyjętego kryterium wyboru oraz ich modelu współpracy z ABS. W 2016 roku zrealizowaliśmy 12 nowych inwestycji, czyli przeciętnie jedną miesięcznie. Wstępnej weryfikacji poddaliśmy ponad 300 projektów, z czego ok. 50 zostało wyselekcjonowanych do dalszej weryfikacji. Staramy się wspierać spółki portfelowe zarówno finansowo, jak i strategicznie oraz zarządczo. W maksymalny sposób dążymy do wykorzystywania synergii działania pomiędzy spółkami z grupy. W dalszym ciągu chcemy się specjalizować w projektach inwestycyjnych do 5 mln zł, gdzie wydaje się, że jesteśmy jednym z liderów rynku. Istotny jest również fakt poszerzenia bilansowych strumieni wpływów dla ABS, które w 2016 r. przekroczyły łącznie 10 mln zł, a na które składają się: przychody ze świadczonych usług, działalność handlowa, dywidendy, odsetki od pożyczek i obligacji, sprzedaż akcji i przeszacowanie wartości akcji notowanych. Ogromny, ukryty potencjał, drzemie w wartości aktywów nienotowanych, które również w kolejnych latach powinny się przyczynić do znacznego wzrostu wyników finansowych. W 2016 roku 5 z 12 zrealizowanych inwestycji dotyczyła tej grupy aktywów. Od 5 lat ABS nie pozyskiwał środków z emisji akcji, bowiem inwestycje są realizowane ze środków własnych oraz w małym zakresie z kapitału obcego i to pomimo przeznaczenia sporych środków na dywidendy i skup akcji własnych.” – zakończył Prezes Jarosz.

Niezwykle dobre wyniki finansowe Spółki w 4 kw. 2016 oraz w całym ubiegłym roku wpłynęły pozytywnie na jej wskaźniki fundamentalne. Wskaźnik Cena/Zysk kształtuje się, przy obecnym kursie akcji w wysokości 1,65 zł, na poziomie 4,1. Z kolei wskaźnik Cena/Wartość księgowa wynosi aktualnie 0,55.

ABS Investment S.A. wypłacił w minionym roku dywidendę z zysku za 2015 r. w kwocie 0,06 zł na akcję. Emitent realizuje dwa programy skupu akcji własnych – skup A prowadzony poprzez transakcje sesyjne na rynku NewConnect oraz skup B realizowany w ramach umów cywilnoprawnych poza rynkiem.

Macrologic SA przedstawia wyniki finansowe za 2016

Macrologic SA przedstawiła wyniki finansowe za rok 2016, które potwierdzają jej dobrą kondycję oraz stabilny i stały wzrost. Skonsolidowane przychody spółki wyniosły łącznie ponad 56,3 mln zł.  Mimo turbulentnych czasów, słabszych niż zapowiadane wzrostów PKB, niższych nakładów na inwestycje,  spółka ta w porównaniu do zeszłego okresu poprawiła wyniki finansowe o 3% oraz utrzymała nakłady własne na R&D na poziomie 10%. Stabilną pozycję firma zawdzięcza m.in. rosnącym potrzebom firm w zakresie informatyzacji procesów zarządzania oraz rosnącym wymogom w zakresie raportowania ze strony legislatora.

Macrologic SA to firma działająca na terenie Polski i adresująca swoją ofertę do  dużych i średnich przedsiębiorstw. W chwili obecnej w jej polu zainteresowań znajduje się około 30 00 podmiotów, w tym wiele polskich firm, które do tej pory nie zdecydowały się na wdrożenie w swojej firmie wspieranych informatycznie, zintegrowanych systemów zarządzania. „Biorąc pod uwagę możliwości konkurencyjne, jakie daje informatyzacja tego typu procesów, jak również  dążenie polskiego rządu do informatyzacji  informacji finansowych w celu eliminacji przestępstw podatkowych, rok 2017 wygląda dla firmy Macrologic bardzo obiecująco” – tłumaczy prezes zarządu Macrologic SA Barbara Skrzecz-Mozdyniewicz.

Dla Macrologic rok 2016 był przełomowy. Spółka, na bazie swoich już 30-letnich doświadczeń w informatyzacji systemów zarzadzania w polskich firmach, zdecydowała się na wprowadzenie na rynek innowacyjnego produktu ERP – Macrologic Merit – który w pełni oparty został na zarzadzaniu procesowym. Produkt ten w 2016 otrzymał szereg wyróżnień, w tym nagrodę Gazety Finansowej, jako  „Najlepszy Produkt dla Biznesu 2016” w kategorii oprogramowanie. Macrologic Merit znalazł sie także w zestawieniu 15 najbardziej innowacyjnych produktów i usług w rankingu „Innowacyjna Firma 2016” magazynu Home&Market.

„Nasze nakłady na inwestycje w 2016 były znaczące, jednak udało nam się zagwarantować spółce wzrost przychodów i to pomimo braku wsparcia dotacyjnego i niższego niż oczekiwany wzrostu PKB”  – podkreśla Barbara Skrzecz-Mozdyniewicz. „Myślimy perspektywicznie, ale działamy konserwatywnie z myślą o interesariuszach” – kontynuuje.

Rok 2017 zapowiada się dla branży ERP, a więc również dla Macrologic, szczególnie interesująco, gdyż niesie ze sobą wiele możliwości. „Od początku roku małe i średnie firmy, które korzystają z systemów ERP, muszą dostosować się do nowych przepisów. Zapisy o Jednolitym Pliku Kontrolny obligują je do prowadzenia elektronicznej ewidencji finansowej, co wiąże się z koniecznością uaktualnienia systemów IT. My możemy im w tym pomóc — podkreśla Skrzecz-Mozdyniewicz i dodaje – W planach Ministerstwa Finansów jest również wprowadzenie Centralnego Rejestru Faktur, a nasze rozwiązania informatyczne to odpowiedź na ten wymóg”.

Zdaniem prezes spółki przyszłe wyniki Grupy będą oczywiście zależeć w dużej mierze od koniunktury gospodarczej. Im większe inwestycje i im wyższy wzrost PKB, tym częściej przedsiębiorcy decydują się na zakup i wdrażanie nowych rozwiązań IT. Na 2017 rok prezes Macrologic patrzy jednak optymistycznie wskazując na takie czynniki, jak zapowiedź realizacji planu premiera Morawieckiego i programu Ministerstwa Cyfryzacji „Od Polski papierowej do cyfrowej”, które według niej mogą zwiększyć innowacyjność polskich przedsiębiorstw, a tym samym wpłyną na rozwój branży IT w Polsce.

Tymczasem, jak podkreśla Barbara Skrzecz-Mozdyniewicz, „osiagniete w 2016 roku wyniki pozwolą Zarządowi na rekomendowanie Walnemu Zgromadzeniu wypłaty dywidendy w wysokosci zgodnej z ogłoszoną polityką dywidendową” co dla akcjonariuszy jest zdecydowanie pozytywną informacją.

Publikacja niektórych treści w mediach społecznościowych może naruszać autorskie prawa majątkowe i osobiste. W części przypadków sprawa trafia do sądu

Publikacja niektórych treści w mediach społecznościowych może naruszać autorskie prawa majątkowe i osobiste. W części przypadków sprawa trafia do sądu 5

Umieszczanie czyjejś twórczości w internecie w sposób nieuprawniony może naruszyć nie tylko autorskie prawa majątkowe, lecz także dobra osobiste – przypomina Przemysław Lech, radca prawny Antyplagiat24. Za naruszanie prawa autorskiego można również ponieść sankcje karne. Często jednak wystarczy usunąć nielegalne treści, aby zakończyć spór na drodze  przedsądowej i w takich przypadkach do procesów dochodzi stosunkowo rzadko. Na wokandę trafiają przede wszystkim te sprawy, w których odszkodowania sięgają kilku lub więcej tysięcy złotych.

– Jeżeli umieszczamy w mediach społecznościowych jakiekolwiek informacje, dane, które mogą być postrzegane jako utwór w rozumieniu prawa autorskiego, to możemy powoływać się na tzw. dozwolony użytek osobisty i w tym zakresie takie treści umieszczać. Z tak rozpowszechnionych utworów można w ramach dozwolonego użytku osobistego korzystać, przy założeniu, że nie narusza to normalnego korzystania z takiej twórczości – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Przemysław Lech, radca prawny w Antyplagiat24 – Kancelarii Radcy Prawnego Przemysław Lech.

Dozwolony użytek daje możliwość korzystania z chronionego utworu bez zgody uprawnionego, jednak pod licznymi warunkami. W takim przypadku dozwolone jest udostępnianie danego dzieła uprzednio rozpowszechnionego, podając źródło wyłącznie wąskiej grupie osób, np. rodzinie czy zamkniętemu gronu osób w mediach społecznościowych. Jeśli jednak treści wrzucane są do sieci w sposób niekontrolowany, dla ogółu użytkowników internetu, może dojść nie tylko do naruszenia prawa autorskiego.

– Korzystanie z utworów to nie tylko naruszenie praw majątkowych i osobistych, lecz także praw do wizerunku czy w kontekście prawa cywilnego naruszenie dóbr osobistych, do którego może dojść w przypadku korzystania z portali społecznościowych – tłumaczy Lech.

Jak wskazuje ekspert, w większości takich przypadków wystarczy usunięcie danej treści z portalu społecznościowego. Inaczej wygląda jednak sytuacja, gdy osoba, która umieszcza twórczość innej osoby, czerpie z tego korzyść majątkową. Wówczas taka osoba może ponieść również sankcje karne oraz na gruncie cywilnoprawnym w szczególności odpowiedzialność odszkodowawczą za naruszenie autorskich praw osobistych lub majątkowych.

– W przypadku, gdy mamy do czynienia jednak z naruszeniem praw w kontekście zawodowym poprzez wykorzystywanie kont w portalach społecznościowych firmowych, wówczas często dochodzi również do procesów i sprawy kończą się odszkodowaniami albo ugodami – mówi radca prawny.

W przypadku naruszania praw autora w mediach społecznościowych działania przedprocesowe są wystarczająco skuteczne. Jak podkreśla ekspert, takie sytuacje zdarzają się nie tylko na najpopularniejszych portalach.

– To również różnego rodzaju serwisy aukcyjne, w których dochodzi do naruszenia praw autorskich, osobistych czy majątkowych, ale i dóbr osobistych w kontekście prowadzonej działalności i umieszczanych często negatywnych i nieprawdziwych komentarzy – zaznacza Lech.

Jeśli usunięcie nie satysfakcjonuje osoby poszkodowanej, a dowody są wystarczająco mocne, sprawy trafiają do sądu. Jak jednak przekonuje radca prawny, takich spraw jest stosunkowo niewiele i zależą od wysokości roszczeń majątkowych, które pokryją koszty sądowe i obsługi prawnej.

– Jeżeli mamy do czynienia z odszkodowaniami rzędu kilku tysięcy, to takie sprawy już trafiają na wokandę. Na ogół sprawa jest zamykana na etapie ugodowym, ale również przechodzi przez obie instancje. Takich spraw jest coraz więcej również ze względu na utwory, które są wykorzystywane i ich wartość. Ta wartość często jest dosyć wysoka, w związku z tym to automatycznie przekłada się na dosyć solidne odszkodowania w tym zakresie – mówi Przemysław Lech.

Biedronka po raz trzeci wyda książkę dla dzieci. W konkursie „Piórko” można wygrać 100 tys. zł

Biedronka po raz trzeci wyda książkę dla dzieci. W konkursie „Piórko” można wygrać 100 tys. zł 6

Jeronimo Martins, właściciel sieci Biedronka, po raz trzeci organizuje konkurs na najlepszą książkę dla dzieci skierowany do debiutujących autorów tekstów i ilustratorów. To element budowania polityki odpowiedzialnego biznesu firmy i odpowiedź na malejące czytelnictwo, zwłaszcza wśród dzieci. Zwycięzcy obu kategorii konkursu otrzymają po 100 tys. zł, a ich prace zostaną wydane w formie książki, która trafi do sprzedaży w sklepach Biedronka. Publikacje nagrodzone przez jury w dwóch poprzednich edycjach rozeszły się w łącznym nakładzie 65 tys. egzemplarzy.

– Organizujemy konkurs literacki na najlepszą książkę dla dzieci, wychodząc naprzeciw dużemu problemowi, jakim jest niski poziom czytelnictwa w Polsce. Zwyczaj czytania zanika, w coraz większym stopniu przeważają inne rozrywki, a przecież książka jest niezwykle ważna w rozwoju dziecka: rozwija i oswaja jego emocje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anetta Jaworska-Rutkowska, kierownik ds. relacji zewnętrznych i CSR w Jeronimo Martins Polska.

Celem konkursu jest zachęcenie rodziców i dzieci do lektury oraz wsparcie debiutujących pisarzy i ilustratorów.

– Konkurs przeznaczony jest dla utalentowanych amatorów – literatów i grafików. W tym roku nieco rozszerzyliśmy formułę i w konkursie mogą wziąć udział nie tylko osoby mieszkające na terenie Polski, lecz także Polonia poza krajem. Konkurs ogłaszamy poprzez stronę internetową, tą drogą należy również wysłać aplikację – mówi Anetta Jaworska-Rutkowska.

W konkursie Biedronki mogą startować osoby pełnoletnie, których prace literackie lub graficzne nie były dotychczas publikowane drukiem lub w wydawnictwach oznaczonych numerami ISBN lub ISSN. W tegorocznej edycji udział mogą wziąć również osoby, które startowały w poprzednich, ale nie znalazły się w gronie laureatów.

– Uznaliśmy, że wśród kilku tysięcy nadsyłanych co roku prac jest bardzo wiele dobrych książek. Wybieramy tylko jedną, tę najlepszą. Daliśmy jednak szansę autorom, którzy do tej pory nadsyłali swoje aplikacje, a ich książka nie wygrała, choć była równie atrakcyjna i dobra merytorycznie. W tym roku mogą po raz kolejny złożyć na konkurs tę samą pracę i może tym razem będą mieli więcej szczęścia – mówi Anetta Jaworska-Rutkowska z Jeronimo Martins Polska.

W tegorocznej edycji organizatorzy kładą akcent na rozwój emocjonalny dziecka poprzez czytanie. Kierownik Muzeum Książki Dziecięcej w Warszawie Ewa Gruda zwraca uwagę, że już we wczesnych latach książka może być elementem zabawy, ale jednocześnie może pomóc rodzicom w kształtowaniu charakteru dziecka i wesprzeć ich w procesie wychowawczym.

– Dziecko zadaje tysiące pytań. Jest w jego życiu taki okres, w którym te pytania są wręcz utrapieniem dla rodziców. Nie zawsze mamy też w głowie gotową odpowiedź na każde z tych pytań. Im więcej książek, które odpowiadają na dziecięce pytania, jest w zasięgu naszej ręki, tym jest nam łatwiej. Zawsze można odwołać się do książki, poczytać wspólnie z dzieckiem – mówi Ewa Gruda.

Renata Piątkowska, autorka książek dla dzieci i młodzieży oraz juror konkursu „Piórko”, radzi, aby debiutujący autorzy pisali przede wszystkim o tym, na czym się dobrze znają i co jest im bliskie. Książka dla dzieci powinna również być napisana krótkim, zwięzłym językiem i zawierać pewną dozę humoru.

– Młody czytelnik uwielbia się śmiać. Bardzo ważny jest też początek, bo jeżeli nie chwycimy uwagi czytelnika w pierwszych zdaniach, to prawdopodobnie nie zechce się wgłębić w książkę. Szukamy tekstów oryginalnych, tekstów niezwykłych. Jeżeli na konkurs spływają tysiące prac, to z pewnością przebije się ta, która nie będzie kolejnym powieleniem bardzo znanego wątku – mówi Renata Piątkowska.

W pierwszym etapie – do 21 marca – za pośrednictwem strony internetowej http://piorko2017.biedronka.pl/ można nadsyłać teksty (o objętości od 20 do 60 tys. znaków). Zwycięskie prace zostaną ogłoszone 8 czerwca. Tego samego dnia wystartuje również drugi etap konkursu, skierowany do grafików. Ich zadaniem będzie przygotowanie ilustracji do wybranej przez jury książki. Najlepsza zostanie wyłoniona 24 sierpnia.

Oceną prac nadesłanych na konkurs „Piórko” w obu kategoriach zajmą się specjalnie w tym celu powołane kapituły, w których znalazły się osoby związane z literaturą dziecięcą i grafiką. W pierwszej z nich znaleźli się: autorka książek dla dzieci Renata Piątkowska, dziennikarz Jarosław Gugała, współtwórczyni portalu CzasDzieci.pl Agnieszka Karp-Szymańska, popularny autor dziecięcy Rafał Witek oraz ubiegłoroczna laureatka konkursu Monika Radzikowska. Natomiast prace graficzne ocenią eksperci – ilustratorzy i wydawcy książek dla dzieci: Katarzyna Nowowiejska, Bohdan Butenko, Aleksandra Krzanowska, Elżbieta Śmietanka-Combik oraz Monika Biała, laureatka z ubiegłego roku. Autorzy zwycięskiego tekstu i ilustracji  otrzymają nagrody po 100 tys. zł. Ich prace zostaną wydane w formie książki, która pod koniec listopada znajdzie się na półkach sklepów Biedronka.

Poprzednie edycje konkursu „Piórko”, organizowanego przez właściciela sieci Biedronka, cieszyły się bardzo dużym zainteresowaniem. Nadesłano w nich w sumie 10 tys. prac tekstowych i graficznych. Zwycięskie zostały opublikowane – powstałe w ten sposób dwie książki: „Szary domek” i „Córka bajarza” sprzedały się dotychczas łącznie w ponad 65 tys. egzemplarzy.

Leasing napędza inwestycje mikro- i małych firm. W ten sposób coraz częściej finansują zakupy oprogramowania albo sprzętu IT

Leasing napędza inwestycje mikro- i małych firm. W ten sposób coraz częściej finansują zakupy oprogramowania albo sprzętu IT 7

Branża leasingowa sfinansowała w ubiegłym roku aktywa warte 58,1 mld zł. Popularność tej formy finansowania inwestycji rośnie, a leasing jest wybierany najczęściej przez mikro- i małe przedsiębiorstwa. Oprócz samochodów czy ciężkich maszyn można nim objąć również komputery, notebooki, serwery, urządzenia mobilne i oprogramowanie. Leasing sprzętu IT stanowi wciąż nie więcej niż 2 proc. całego rynku, ale jego wartość rośnie. Polskie firmy w odróżnieniu od zachodnich przeważnie decydują się na tradycyjny model i wykupienie sprzętu po zakończeniu umowy.

W Polsce wciąż jeszcze dominuje leasing operacyjny. Jest to forma tradycyjnego leasingu, który kończy się wykupem, co oznacza, że klient z czasem staje się właścicielem sprzętu. Natomiast na rynkach europejskich dominuje leasing nowoczesny – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Świętochowski, dyrektor do spraw handlowych warszawskiego oddziału Grenkeleasing, firmy specjalizującej się w leasingu IT i oprogramowania.

To najczęściej wybierany model finansowania nowych technologii, który w praktyce przypomina wynajem. Firma używa sprzętu IT, płacąc za niego miesięczne lub kwartalne raty, a po zakończeniu umowy może wymienić go na lepszy, nowszej generacji.

Różnica wynika przede wszystkim ze świadomości przedsiębiorstw. Te na zachodnich rynkach chcą korzystać ze sprzętu, ale niekoniecznie chcą być jego właścicielem. Leasing nowoczesny jest bardzo popularny na Zachodzie, a firmy korzystają z niego i regularnie, co kilka lat, wymieniają sprzęt na nowszy technologicznie. Natomiast na polskim rynku widzimy, że na ogół po zakończeniu umowy leasingowej firmy chcą być właścicielami sprzętu i korzystać z niego bardzo długo, przez co tracą szansę na innowacyjność – mówi Jakub Świętochowski.

Obok kredytu bankowego leasing jest jedną z dwóch najczęstszych form zewnętrznego finansowania inwestycji. Z informacji Związku Polskiego Leasingu wynika, że jego popularność rośnie w dwucyfrowym tempie. W ubiegłym roku firmy leasingowe sfinansowały inwestycje warte 58,1 mld zł, co oznacza 16,6 proc. wzrost rok do roku. Branża leasingowa napędza przede wszystkim rozwój sektora MŚP, ponieważ ponad trzy czwarte jej klientów to mikro- i małe przedsiębiorstwa.

Oprócz samochodów i ciężkich maszyn leasingiem można sfinansować także inne środki trwałe, takie jak serwery, komputery czy oprogramowanie. Segment leasingu sprzętu IT na razie nie przekracza 2 proc. całego rynku, ale jego wartość wzrasta. Z informacji Europejskiego Funduszu Leasingowego, który powołuje się na dane ZPL, wynika, że w I półroczu 2016 roku wartość wyleasingowanego sprzętu IT wzrosła rok do roku o 14 proc., sięgając 351 mln zł. Eksperci EFL spodziewają się, że w najbliższych latach rynek leasingu sprzętu IT będzie rósł o kilkanaście procent dzięki wszechobecnej informatyzacji i środkom z perspektywy unijnej 2014–2010 przeznaczonym na programy podnoszące innowacyjność polskiej gospodarki.

Firmy leasingują najczęściej sprzęt mobilny albo całe infrastruktury IT, wyposażenie serwerowni czy oprogramowanie. Wszystko uzależnione jest od specyfiki i potrzeb konkretnego klienta. Przykładowo, architekci i firmy projektowe potrzebują do pracy sprzętu IT i wysoko specjalistycznego oprogramowania. Z kolei firmy komputerowe wymagają sprzętu o wyśrubowanych parametrach, który regularnie wymieniają – mówi Jakub Świętochowski.

Przedsiębiorstwa i duże firmy, które korzystają z opcji leasingu sprzętu IT, najczęściej decydują się na tradycyjny rodzaj umowy leasingowej z opcją lub obowiązkiem wykupu. To oznacza, że po zakończeniu umowy firma może za określoną kwotę odkupić przedmiot leasingu, który staje się jej własnością.

Z szacunków Związku Polskiego Leasingu wynika, że z usług firm leasingowych korzysta w Polsce już ponad pół miliona firm, z których większość stanowią mikro- i małe przedsiębiorstwa. 80 proc. z nich jest zadowolonych z tej formy finansowania, która jest łatwiej dostępna i bardziej elastyczna niż kredyt bankowy, a przy tym daje korzyści prawno-finansowe. Na koniec ubiegłego roku wartość aktywnego portfela branży leasingowej wyniosła 105,1 mld zł i była zbliżona do salda kredytów inwestycyjnych udzielonych firmom przez banki (114,5 mld zł).

Orange ma 100 tys. klientów światłowodu. Kolejnych chce pozyskać nową ofertą z telewizją 4K i zostawić konkurencję w tyle

Orange ma 100 tys. klientów światłowodu. Kolejnych chce pozyskać nową ofertą z telewizją 4K i zostawić konkurencję w tyle 8

Największy telekom w Polsce skupia się na rozwoju sieci światłowodowej i sprzedaży łączonych usług, z których korzysta już ok. 850 tys. klientów. Operator właśnie wprowadził na rynek nową ofertę, która ma ugruntować jego pozycję i przyciągnąć nowych klientów. Usługi w Orange Love zostały dobrane tak, żeby wzajemnie się uzupełniały. Firma stawia na telewizję w rozdzielczości 4K i internet światłowodowy do 600 Mb/s.

 Chcemy przyciągnąć nowych klientów i wyjść naprzeciw potrzebom dotychczasowych. Dlatego wprowadziliśmy Orange Love. To cztery usługi w jednym prostym pakiecie: internet światłowodowy, telefonia stacjonarna i komórkowa z internetem mobilnym w technologii 4G oraz telewizja z dekoderem w rozdzielczości 4K. To pakiet łączący w jedno wszystko to, co najlepsze w Orange  mówi agencji Newseria Biznes Jean-François Fallacher, prezes Orange Polska.

Orange Polska konsekwentnie realizuje przyjętą w ubiegłym roku strategię szybkiego rozwoju sieci światłowodowej i mobilnej oraz usług konwergentnych (łączonych). Ze światłowodu Orange korzysta już 100 tys. klientów, a w zasięgu jest 1,5 miliona gospodarstw domowych. Pod względem oferty konwergentnej, która zapewnia kilka zintegrowanych usług w ramach jednego pakietu, Orange jest liderem rynku.

Kompleksowa oferta Orange Love uwzględnia kluczowe usługi dostarczane przez operatora. Klienci w ramach jednego pakietu mają szybki internet, w tym światłowód nawet do 600 Mb/s, telefonię komórkową i stacjonarną (VoIP) oraz telewizję z nową, rozbudowaną listą kanałów. Nowe pakiety Orange są dostępne w czterech wariantach cenowych, z których najtańszy kosztuje 69 zł miesięcznie.

W nowej ofercie telekom postawił mocny akcent na rozrywkę. W cenie zestawu klienci dostają telewizję z ok. setką kanałów, z czego 33 w jakości HD oraz kilkaset filmów na życzenie w wypożyczalni VoD. Ci, którzy wybiorą światłowód, otrzymają dekoder telewizyjny Samsung, który umożliwia oglądanie filmów w jakości 4K. Nowością jest aplikacja mobilna Orange TV Go, umożliwiająca oglądanie telewizji nawet po wyjściu z domu, w dowolnym miejscu, na ekranie tabletu lub smartfona.

 Nasza oferta to nowa jakość oglądania telewizji. Obraz będzie tak ostry, że czasem wydaje się wręcz ostrzejszy niż w rzeczywistości. Do tego możliwość zabrania telewizji ze sobą tam, gdzie akurat jesteśmy na tablecie lub telefonie. To wszystko w atrakcyjnej cenie – dodaje Jean-François Fallacher.

Wiceprezes Orange Polska Mariusz Gaca zauważa, że nowa oferta Orange została pomyślana tak, żeby poszczególne usługi uzupełniały się wzajemnie. Ponadto decydując się na zintegrowane usługi w ramach Orange Love, klient dostaje jedną umowę i  rachunek, a formalności są uproszczone do minimum.

 Ten pakiet ma jedną umowę, jeden rachunek do przelewów i jedną obsługę. Znając doświadczenia naszych klientów, pozwalamy im raz wybrać to, co jest im w domu potrzebne i zająć się innymi sprawami  mówi Mariusz Gaca.

Z przeprowadzonych przez Orange badań wynika, że poza ceną dla klientów najbardziej liczą się: atrakcyjne treści TV, szybkość internetu, zaufanie do marki i jakość urządzeń.

 Pod względem technologicznym jest to oferta, której nie można nic zarzucić. Staraliśmy się, żeby komfort użytkownika był na maksymalnym poziomie od momentu zakupu  mówi Mariusz Gaca.

Usługi łączone w ramach jednego pakietu są obecnie filarem oferty Orange i motorem rozwoju nowych technologii. Jednym z przykładów jest VoLTE, czyli wprowadzona jesienią ubiegłego roku usługa rozmów głosowych za pośrednictwem internetu mobilnego 4G. Dzięki rozwijanej technologii światłowodowej Orange jest pierwszym ogólnopolskim operatorem, który ma w ofercie telewizję 4K.

Dziś nie trzeba jechać do kina, żeby obejrzeć film, bo równie dobrze można go zobaczyć chociażby w kinie domowym, na ekranie komputera albo na smartfonie. Moim życzeniem jest to, żeby móc oglądać filmy wszędzie, żeby połączenie mobilne było szybkie, dostępne w każdym miejscu i bez limitu mówił krytyk filmowy Tomasz Raczek podczas wczorajszej konferencji prezentującej nową ofertę Orange.  Życzyłbym sobie dostępu do treści elektronicznych w jednym, mobilnym strumieniu, który umożliwi mi „wejście do filmu”, stanie się jego częścią. To nie jest futuryzm, połączenie gier komputerowych i filmu jest na wyciągnięcie ręki. I taką możliwość stworzy dostęp do szybkiego i nielimitowanego wirtualnego świata. 

Przed firmami maraton zmian prawnych związanych z ochroną danych

Przed firmami maraton dostosowywania się do zmian prawnych, związany z ochroną danych, cyberbezpieczeństwem i kodeksem łączności elektronicznej. Zmian będzie bardzo wiele, a kto się spóźni, ten zapłaci karę.

O zmianach prawnych, ale także technologicznych i organizacyjnych, wprowadzanych w krajach UE, w rozmowie z MarketNews24 mówi Paweł Gruszecki, partner w kancelarii prawniczej Kochański Zięba i Partnerzy.

Wzrost cen przyspieszy. Rosną zamówienia i koszty produkcji

Wzrost cen przyspieszy. Rosną zamówienia i koszty produkcji 9

W najbliższym czasie można się spodziewać dobrych styczniowych danych o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej, zarówno ze względu na większą liczbę dni roboczych niż w styczniu 2016 roku, jak i lepszą sytuację na rynku. Zwiększony popyt i rosnące koszty produkcji mogą się przełożyć na szybszy od zakładanego wzrost cen. Zdaniem ekonomisty Jarosława Janeckiego cel inflacyjny, czyli 2,5 proc., zostanie osiągnięty dość szybko.

– Sądzę, że dwa rodzaje danych będą bardzo istotne dla inwestorów w lutym. Pierwsza grupa to dane z sektora realnego, czyli o produkcji przemysłowej i dynamice sprzedaży detalicznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Janecki, główny ekonomista Société Générale. – Te dane będą dosyć optymistyczne przede wszystkim z uwagi na to, że mamy do czynienia z pozytywnym efektem kalendarza. W styczniu 2017 roku były dwa dni robocze więcej niż w styczniu 2016 roku. A to oznacza, że dynamika zarówno sprzedaży detalicznej, jak i produkcji przemysłowej powinna być większa niż w ubiegłym roku.

W styczniu 2016 roku sprzedaż detaliczna liczona w cenach stałych wzrosła o 3,2 proc., zaś w cenach bieżących – o 0,9 proc. w ujęciu rocznym. Produkcja przemysłowa w cenach stałych zwiększyła się o 1,3 proc., a budowlano-montażowa spadła o 8,6 proc. Obecnie spodziewany jest wzrost tej pierwszej o ponad 8 proc., ta druga wciąż jeszcze będzie spadać, ale już tylko o 1 proc.

– Mamy bardzo niską bazę, punkt odniesienia. Sytuacja, jaka miała miejsce w I kwartale 2016 roku, była dosyć niekorzystna. Teraz mamy do czynienia z sytuacją nieco inną, wskaźniki wyprzedzające, wskaźnik PMI, jak również skala nowych zamówień krajowych, eksportowych oraz popyt konsumpcyjny, który jest widoczny już od kilku miesięcy w gospodarce, to wszystko zapowiada, że te dane powinny być rzeczywiście lepsze niż w ubiegłym roku – przekonuje Janecki.

Indeks PMI dla przemysłu wspiął się w styczniu do niewidzianego od prawie dwóch lat poziomu 54,8 proc., co oznacza rozwój w sektorze. Tempo wzrostu wielkości produkcji było najwyższe od niemal trzech lat, a szybkość, z jaką rosła liczba nowych zamówień, była najwyższa od lipca 2015 roku. Ten wzrost popytu w połączeniu z wyższymi cenami paliw, a więc i transportu, przełożył się jednak na wzrost kosztów produkcji, które w styczniu rosły w drugim najszybszym tempie od pięciu lat.

– Ceny producentów również będą rosły z uwagi na wzrost cen paliw. Wzrost, który notowaliśmy przez cały rok, był na tyle widoczny, że będziemy widzieć również rosnącą presję kosztową wśród producentów. Zresztą producenci od dłuższego czasu już o tym mówią – wyjaśnia główny ekonomista Société Générale. – W sytuacji dość wysokiego popytu, co oznacza, że w porównaniu z poprzednimi kwartałami łatwiej jest sprzedawać, producentom jest również nieco łatwiej podnosić ceny – mogą więc uwzględniać w nich rosnące koszty produkcji.

Wskaźniki cen produkcji sprzedanej zaczęły rosnąć we wrześniu ubiegłego roku po raz pierwszy od października 2012 r., przyspieszając w kolejnych miesiącach. W grudniu były już wyższe o 3,0 proc. od tych z grudnia 2015 roku. Coraz szybciej mają też drożeć towary i usługi konsumpcyjne, po tym, jak inflacja powróciła w grudniu, wskakując od razu na poziom 0,8 proc. W styczniu prognozowana jest na poziomie 1,7–1,8 proc. Jeśli nie zwolni, to cel inflacyjny zbliży się w mgnieniu oka.

– Rosnące koszty producentów będą się przekładać w kolejnych miesiącach na podstawowy wskaźnik inflacji CPI, który prawdopodobnie wzrośnie po raz pierwszy od wielu lat powyżej podstawowej stopy procentowej – typuje Jarosław Janecki. – Ceny konsumpcyjne będą niestety rosły, a to oznacza, że będziemy coraz bliżej 2,5-procentowego celu inflacyjnego, o którym członkowie Rady Polityki Pieniężnej cały czas mówią. Sądzę, że ten cel będzie osiągnięty dosyć szybko. I to może mieć w kolejnych miesiącach przełożenie na oczekiwania inflacyjne.

400 szpitali może stracić kontrakty z NFZ z powodu zmian w prawie. Dostęp do świadczeń i specjalistów zostanie ograniczony

400 szpitali może stracić kontrakty z NFZ z powodu zmian w prawie. Dostęp do świadczeń i specjalistów zostanie ograniczony 10

Projekt ustawy o sieci szpitali jest katastrofą dla Polski – przestrzega Andrzej Mądrala, wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych. Ustawa zakłada, że tylko placówki zakwalifikowane do sieci będą mogły liczyć na umowę z NFZ. Eksperci krytykują tempo wprowadzania zmian i wskazują, że nowe przepisy mogą zmniejszyć dostępność świadczeń. Według szacunków kontrakt z NFZ może stracić nawet 400 szpitali.

Ustawa dotycząca sieci szpitali 14 lutego trafi pod obrady rządu. Nowe przepisy zakładają stworzenie sieci szpitali, czyli systemu podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej (PSZ).

Projekt ustawy, której finalna wersja właśnie się ukazała, będzie katastrofą dla naszego kraju. Podczas spotkań prowadzonych przez Ministerstwo Zdrowia zapoznawaliśmy się z jej założeniami, dyskutowaliśmy, ale nie zostaliśmy wysłuchani. Obawiamy się, że najbardziej na nowej ustawie ucierpią pacjenci – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Mądrala, wiceprezydent Pracodawców RP i wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych.

Według projektu ustawy do sieci szpitali mają zostać zakwalifikowane szpitale publiczne. Pozostałe placówki będą musiały spełnić szereg warunków: prowadzić na podstawie kontraktu z NFZ izbę przyjęć lub szpitalny oddział ratunkowy przez ostatnie 2 lata, dodatkowo mieć oddziały wskazane w ustawie. Takich warunków nie spełnia nawet duża część placówek publicznych. To oznacza, że część oddziałów może zostać zamknięta, a niektóre placówki mogą przestać istnieć.

Ustawa powoduje, że będziemy musieli zrobić restrukturyzację, a to oznacza zwolnienia. Sieć szpitali mówi o tym, że szpital wchodzi do sieci, ale to nie znaczy, że wchodzi ze wszystkimi swoimi oddziałami. Dlatego może się okazać, że część z nich będziemy musieli przekształcić czy nawet zlikwidować. Nawet jeśli sięgniemy w postępowaniu konkursowym o kontrakty dla tych oddziałów, to mogą się one okazać mało intratne – tłumaczy Dorota Gałczyńska-Zych, dyrektor Szpitala Bielańskiego w Warszawie.

Placówki, które trafią do sieci, mają zostać przyporządkowane sześciu poziomom zabezpieczenia. Sposób finansowania miałby zależeć od grupy, do której zostanie przypisany konkretny szpital. Do sieci trafi 91 proc. środków przeznaczonych na leczenie szpitalne. O pozostałe 9 proc. środków inne placówki mają walczyć w konkursach. Eksperci oceniają, że w efekcie zmian, które mają wejść w życie w lipcu tego roku, kontrakt z NFZ może stracić 400 szpitali.

Są województwa, w których kilkadziesiąt szpitali nie wejdzie do sieci. W województwie mazowieckim też będzie wiele takich szpitali i placówek, w których do sieci nie trafią poszczególne oddziały. To przekłada się na dostępność świadczeń. Będzie duże zamieszanie, nawet jeśli zostanie to wyprostowane, będzie wymagało, niestety, bardzo dużo czasu – wskazuje Gałczyńska-Zych.

Eksperci podkreślają, że ucierpią na tym przede wszystkim pacjenci.

Pacjenci, którzy są już zapisani do lekarzy konkretnych specjalności na dość odległe terminy, bo już teraz są kolejki, nagle będą musieli się przenieść do innych, nieznanych im szpitali, być może bardzo odległych. Będą zmuszeni robić to chaotycznie i szybko – przekonuje Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej.

Teoretycznie tacy pacjenci mają mieć zagwarantowane przyjęcie w tym samym terminie w innym szpitalu, w praktyce może być z tym jednak znacznie trudniej. Dostępność do świadczeń może więc zostać ograniczona, bo ograniczona zostanie liczba szpitali, które realizują poszczególne procedury.

Eksperci przestrzegają, że ograniczone zostaną świadczenia jednodniowe i szpitale monospecjalistyczne, które nie zmieszczą się w sieci. Tym samym mniejsza będzie możliwość wyboru placówki. Dotychczas pacjenci kierowali się nie tylko jakością opieki, lecz także odległością, zwłaszcza przy ciężkich schorzeniach, np. onkologicznych.

Podczas konferencji zwołanej przez Pracodawców RP, Naczelną Izbę Lekarską oraz przedstawicieli szpitali i pacjentów krytykowano nie tylko same zapisy ustawy, lecz także tempo wprowadzania zmian i brak dialogu między resortem zdrowia a służbą zdrowia.

Wciąż nie znamy jeszcze listy szpitali, które wejdą do sieci. Ustawa ma działać już w lipcu, ale ani pacjenci, ani nawet szpitale nie do końca wiedzą, jak to ma wyglądać. Projekt ustawy był co prawda poddany do konsultacji, braliśmy w nim udział, sugerowaliśmy pewne rzeczy, ale niestety nie były one słyszane – zaznacza prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej.

Najlepszym przykładem była sytuacja z 19 stycznia, kiedy przygotowywaliśmy się bardzo mocno do spotkania w ramach Rady Dialogu Społecznego, podczas którego przedstawialiśmy swoje uwagi. Jak zwykle spotkania z ministrem zdrowia kończyły się na tym, że nie odpowiadał wprost na pytania albo robił to w sposób wymijający. Na wiele wątpliwości nie otrzymałem ani jednej rozsądnej odpowiedzi – mówi Andrzej Mądrala.

LiveChat Software z wysoką dynamiką wzrostów w III kwartale roku finansowego 2016/17

Wzrost zysku netto o 66,2%, wyniku EBITDA o 57,5% i przychodów o 46,7% – to dynamiki wzrostów zanotowane przez LiveChat Software w III kwartale roku finansowego 2016/17 (czyli okresie październik – grudzień).

Spółka z Wrocławia zanotowała w III kwartale 20,17 mln zł skonsolidowanych przychodów i 15,41 mln zł wyniku EBITDA. Skonsolidowany zysk netto wyniósł 12,05 mln zł.

„Nadal bardzo dynamicznie zwiększamy przychody. Równocześnie utrzymujemy, a nawet poprawiamy, naszą efektywność biznesową. Nasz model biznesowy pozwala nam osiągać bardzo wysokie marże i generować wysokie przepływy finansowe, dzięki czemu finansujemy rozwój. Potwierdzamy też naszą politykę, która zakłada, że przeznaczamy na dywidendę cały zysk pod warunkiem, że nie pojawią się inwestycje, które zagwarantowałyby akcjonariuszom osiągnięcie wyższej stopy zwrotu” – powiedział prezes Mariusz Ciepły.

W samym III kwartale LiveChat wygenerował pozytywne przepływy pieniężne netto na poziomie 11,23 mln zł. Na koniec tego okresu Grupa dysponowała środkami pieniężnymi w wysokości ponad 17 mln zł.

Od początku roku, w ciągu trzech kwartałów roku finansowego (kwiecień – grudzień) skonsolidowane przychody LiveChat Software wyniosły 54,72 mln zł i były o 46,2 proc. wyższe niż przed rokiem. Wynik EBITDA wzrósł o 51,5% do 39,57 mln zł, a skonsolidowany zysk netto o 54,7% do 30,88 mln zł. Spółka kończy bieżący rok finansowy 31 marca.

Rozwiązania polskiej firmy, dostępne przez serwis www.livechatinc.com, wykorzystują m.in. takie marki jak: Orange, Adobe, Samsung, Pizza Hut, Ryanair, Macy’s, PBS, NetApp i wiele innych, urzędy (w tym amerykański Departament Stanu), uczelnie (Stanford University), a nawet kluby sportowe (m.in. Tottenham Hotspur, Vancouver Canucks). W ostatnim czasie do tej grupy dołączyły takie marki jak Sony Mobile, Stripe, Hulu, BenQ, telewizja CBS, IKEA (sieć w Kanadzie), Generali, Citrix, czy D-Link.

Efektywność biznesową LiveChat Software potwierdzają wysokie marże, których poziom został jeszcze poprawiony w bieżącym roku finansowym. Rentowność sprzedaży brutto wyniosła w okresie trzech kwartałów 2016/17 r. obr. 85% wobec 84,7% w analogicznym okresie poprzedniego roku. Rentowność EBITDA wzrosła do 72,3% wobec 69,8% przed rokiem, rentowność operacyjna do 70,1% wobec 67,4%. Marża netto wyniosła 56,4% wobec 53,3% przed rokiem.

Najdroższe jest posiadanie samochodu w Norwegii, kosztuje prawie dwa razy tyle, co na Węgrzech

  • Norwegia to zdecydowanie najdroższy kraj dla kierowcy samochodu z silnikiem benzynowym; co miesiąc musi on wyłożyć z własnej kieszeni 708 euro, podczas gdy węgierskiego kierowcę prowadzenie samochodu kosztuje364 euro miesięcznie.
  • W Holandii właściciele samochodów z silnikiem diesla płacą nawet 695 euro miesięcznie, co stanowi najwyższy koszt związany z posiadaniem pojazdu w całej Europie, natomiast najniższy koszt w wysokości 369 euro miesięcznie, ponoszą Węgrzy.
  • Średni koszt związany z posiadaniem samochodu może różnić się aż o 344 euro miesięcznie, porównując najdroższe i najtańsze pod tym względem objęte badaniem kraje.
  • W Europie koszty amortyzacji (37%) stanowią największy wydatek wynikający z posiadania samochodu; kolejne wysokie opłaty stanowią podatki – drogowy oraz VAT (20%).

Na tle innych właścicieli samochodów w Europie, Norwegowie płacą najwięcej za możliwość prowadzenia samochodu. Kierowcy norwescy wydają miesięcznie na pojazdy z silnikiem benzynowym ok. 708 euro. Dla porównania Węgrzy ponoszą prawie dwukrotnie mniejszy koszt (364 euro). Z kolei Holandia to najdroższy kraj dla kierowców samochodów z silnikiem diesla. Właściciele pojazdów  w Holandii przeciętnie wydają 695 euro miesięcznie na swoje zasilane olejem samochody. Tu znów pod tym względem najtańsze okazują się być Węgry (369 euro).

To tylko niektóre z wniosków płynących z LeasePlan CarCost Index 2016 – badania, którego celem była analiza kosztów związanych z posiadaniem i korzystaniem z samochodów w 24 krajach europejskich.

Raport LeasePlan CarCost Index zapewnia wgląd w części składowe kosztów wynikających z tytułu posiadania pojazdów w segmencie małych i średnich samochodów, takich jak Renault Clio, Opel Corsa, Volkswagen Golf czy Ford Focus. Badanie porównuje najważniejsze elementy ponoszonych opłat związanych z posiadaniem samochodu, takich jak cena zakupu, koszty amortyzacji, naprawy i serwis pojazdu, ubezpieczenie, podatki oraz wydatki na paliwo, opony zimowe w przypadku, gdy wymagają tego przepisy prawa. Analiza została przygotowana na podstawie  kosztów ponoszonych w okresie pierwszych trzech lat użytkowania pojazdu, którego  roczny przebiegiem  wynosi 20 000 km.

Europejski podział: różnice regionalne

koszty samochodu w europieBiorąc pod uwagę całą Europę, średni miesięczny koszt użytkowania małego lub średniego samochodu może różnić się nawet o 344 euro w poszczególnych krajach. Trzy najdroższe Państwa, pod tym względem dla kierowców pojazdów z silnikiem benzynowym, to Norwegia (708 euro), Włochy (678 euro) oraz Dania (673 euro). Wśród krajów najdroższych dla kierowców pojazdów z silnikiem diesla prym wiedzie Holandia (695 euro), a tuż za nią plasują się Finlandia (684 euro) oraz Norwegia (681 euro). Warto zauważyć, że w krajach Europy Wschodniej takich jak Węgry, Czechy i Rumunia, koszty użytkowania samochodu zarówno z silnikiem benzynowym, jak i diesla są zdecydowanie niższe i zaczynają się od 369 euro miesięcznie.

Właściciele samochodów mają niewielki wpływ na koszty

koszty samochodu w europie grafikaOd momentu zakupu do momentu sprzedaży samochodu głównym kosztem w wydatkach TCO (Total Cost of Ownership) jest utrata wartości pojazdu.  W Europie średni koszt amortyzacji w przypadku małych i średnich samochodów stanowi 37% kosztów ogółem. Na Węgrzech stosunkowo niskie całkowite koszty, przypisać można głównie niskiej cenie zakupu pojazdu, co pozytywnie wpływa na koszt amortyzacji. Podatek drogowy i podatek VAT stanowią 20%, podczas gdy paliwo ma 16% udział w całości ponoszonych co miesiąc kosztów. To oznacza, że właściciele samochodów mają stosunkowo niewielki wpływ na wysokość kosztów, jako że 84% wszystkich opłat stanowią koszty stałe.

W sześciu na dwadzieścia cztery badane kraje europejskie, posiadanie pojazdu z silnikiem diesla jest droższe niż w przypadku silnika benzynowego.  Mimo, że sama cena oleju napędowego na stacji jest niższa niż cena benzyny, szereg innych czynników takich jak wyższe podatki, ubezpieczenie lub koszty utrzymania pojazdu, mają wpływ na zwiększone całkowite koszty korzystania z pojazdów z silnikiem wysokoprężnym.

koszty samochodu

Duża rola podatków związanych z ochroną środowiska

Badanie pokazuje także, iż koszt posiadania samochodu jest ściśle związany z wysokością podatków i jest on najwyższy w  tych krajach , gdzie podatki  (drogowe oraz VAT)  stanowią największe obciążenie- Włochy, kraje nordyckie, Holandia.  Może to stanowić odzwierciedlenie stosunkowo silnych „zielonych” ruchów w droższych krajach[1], co przekłada się na środowiskowe regulacje i opodatkowanie. Na przykład w Holandii udział podatku VAT i podatku drogowego stanowi 31% całkowitych kosztów użytkowania samochodu z silnikiem diesla. Jeśli chodzi o pojazdy z silnikiem benzynowym, Norwegia jest niekwestionowanie najdroższym krajem  pod względem wysokości podatków, które stanowią aż do 29% kosztów ogółem.

Tex Gunning, CEO LeasePlan: „Amortyzacja i brak kontroli nad kosztami samochodu to dwa główne czynniki, które stawiają znak zapytania o korzyści płynące  z posiadania samochodu versus korzyści, które oferuje leasing lub inne formy mobilności takie jak np. car sharing. Obecność naszej firmy w całym łańcuchu wartości przemysłu motoryzacyjnego – połączona z  globalną skalą działalności – pozwala nam  zarządzać  pojazdami w sposób niezwykle konkurencyjny cenowo dzięki czemu leasing i wynajem samochodu są dla klientów  rozwiązaniem znacznie tańszym niż zakup pojazdu  na własność.

[1] Environmental Taxes in Europe, source Göteborg University, Sweden.

W 2016 r. w Polsce podpisano umowy najmu na ponad 3 miliony mkw. nieruchomości magazynowo – przemysłowych

Firma doradcza JLL podsumowała 2016 r. na rynku nieruchomości magazynowo – przemysłowych w Polsce.

Tomasz Olszewski JLL
Tomasz Olszewski

Tomasz Olszewski, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo – Przemysłowych JLL w Europie Środkowo – Wschodniej, JLL, informuje: „W 2016 r. popyt na powierzchnie magazynowo – przemysłowe w Polsce osiągnął najlepszy wynik w swojej historii. Podpisano umowy najmu na ponad 3 mln mkw., z czego na popyt netto przypadło 2,2 mln mkw. Wzrost PKB, jak również wzrost znaczenia Polski jako ośrodka obsługi firm z branży e-commerce na potrzeby krajów Europy Zachodniej stanowią istotny czynnik stymulujący popyt. Dodatkowo, jedne z najniższych na kontynencie stawek czynszowych oraz niskie stopy procentowe sprzyjają umacnianiu się wizerunku Polski jako jednej z najbardziej atrakcyjnych lokalizacji w Europie”.

Wybrane największe transakcje najmu w 2016 r.

Najemca   Region Park Powierzchnia (mkw.)
Amazon Szczecin Panattoni BTS Amazon Szczecin 161 000
Zalando Szczecin Goodman BTS Zalando 130 000
Kaufland Kujawy Panattoni Park Bydgoszcz 45 000
Agata Meble Polska Centralna Prologis Park Piotrków I 42 900
Raben Okolice Warszawy Panattoni Park Grodzisk III 42 500
Carrefour Kujawy Panattoni BTS Bydgoszcz II 38 200
H&M Okolice Warszawy Panattoni Park Grodzisk III 35 000
IFA Powertrain Opole Panattoni BTS IFA 34 000
Trio Line Poznań Panattoni Park Poznań V 32 300

Źródło: JLL, magazyny.pl, IV kw. 2016

W 2016 r. najbardziej aktywnym rejonem pod kątem popytu były okolice Warszawy (745 000 mkw.). Co ciekawe, Szczecin zanotował znaczący wzrost zapotrzebowania na magazyny dzięki dwóm transakcjom podpisanym przez Amazon i Zalando, które łącznie wynajęły 291 000 mkw. w projektach realizowanych pod swoje zamówienie (tzw. BTS – build-to-suit).

„Tradycyjnie już sieci handlowe i operatorzy logistyczni byli najbardziej aktywni na rynku, a przypadło na nie 59% popytu netto zarejestrowanego w ubiegłym roku. Warto zauważyć, że wzrósł wolumen powierzchni wynajmowanej przez firmy z sektora lekkiej produkcji i motoryzacyjnego”, dodaje Tomasz Olszewski.

Pustostany

W ubiegłym roku wskaźnik pustostanów na polskim rynku magazynowym ustabilizował się poziomie 6,1%.

Jan Jakub Zombirt JLL
Jan Jakub Zombirt

„Warto zauważyć, że oddanie do użytkowania 1,2 mln mkw. nowej powierzchni nie miało większego wpływu na ogólny wskaźnik pustostanów, co świadczy o wysokiej chłonności rynku. W dużej mierze spowodowane było to faktem, że znaczący udział projektów był realizowany w formule BTS. Całkowita dostępna powierzchnia magazynowa w Polsce to aktualnie blisko 700 000 mkw.”, wyjaśnia Jan Jakub Zombirt, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Największy spadek wolnej powierzchni odnotowano w rejonie warszawskim (o 63 400 mkw.), pomimo oddania do użytkowania blisko 217 500 mkw. nowych zasobów. Aktualnie w Okolicach Warszawy współczynnik powierzchni niewynajętej wynosi 5,5%. Znaczny wzrost pustostanów odnotowano na rynku poznańskim (z 1,9% do 7,2%).

Z danych dostępnych na portalu www.magazyny.pl wynika, że najwyższy poziom wakatu rejestrowany jest w Trójmieście (14,1%), Lublinie (9,6%), Warszawie Miasto (9,4%) oraz Krakowie (9%). W Polsce Centralnej jedynie 3,0% powierzchni pozostaje bez najemcy.

Aktywność deweloperów – w górę

W 2016 r. aktywność budowlana była bardzo wysoka. Zasoby powierzchni magazynowej i przemysłowej wzrosły o 1,2 mln mkw. sięgając tym samym 11,2 mln. mkw. Deweloperzy realizowali inwestycje głównie na Górnym Śląsku (oddając do użytku 0,24 mln mkw.), w Okolicach Warszawy (0,21 mln mkw.), w Polsce Centralnej (0,19 mln mkw.) i Poznaniu (0,18 mln mkw.). Najwięcej – aż 775 000 mkw. nowej powierzchni – oddał do użytku Panattoni.

Największe projekty oddane do użytku w 2016 r.

Park Powierzchnia (mkw.) Lokalizacja Deweloper
Panattoni Park Stryków II 85 200 Polska Centralna Panattoni
Panattoni Park Warszawa-Konotopa 46 700 Okolice Warszawy Panattoni
Panattoni Park Sosnowiec III 41 400 Górny Śląsk Panattoni
Panattoni Park Sosnowiec II 41 400 Górny Śląsk Panattoni
Panattoni Park Grodzisk 41 000 Okolice Warszawy Panattoni

Źródło: JLL, magazyny.pl, IV kw. 2016 r.

„Obecnie w trakcie realizacji pozostaje ok. 1,45 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. To wartość porównywalna z rejestrowaną w okresie boomu lat 2006-2007. Znacząca aktywność deweloperów jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie firm na powierzchnie logistyczne i produkcyjne”, dodaje Jan Jakub Zombirt.

75% realizowanej obecnie powierzchni magazynowej jest już zabezpieczona umowami najmu. Prawie 300 000 mkw. powstaje w ramach dwóch projektów BTS w Gryfinie pod Szczecinem – na potrzeby Amazona i Zalando.

Największe projekty w budowie w IV kw. 2016 r.

Park Powierzchnia (mkw.) Lokalizacja Deweloper
Panattoni BTS Szczecin Amazon 161 000 Szczecin Panattoni
Goodman BTS Szczecin Zalando 130 000 Szczecin Goodman
Panattoni Park Grodzisk III 66 100 Okolice Warszawy Panattoni
P3 Błonie 47 500 Okolice Warszawy Menard Doswell
Panattoni Park Poznań VIII 47 300 Poznań Panattoni

Źródło: JLL, magazyny.pl, IV kw. 2016 r.

Pomimo poprawy infrastruktury nowe lokalizacje nie rozwijają się już tak szybko jak miało to miejsce jeszcze w ostatnich 2-3 latach. Większość z nich odnotowuje spowolnienie po okresie krótkiej, ale gwałtownej dynamiki początkowego okresu wzrostu, np. Lublin, Podkarpacie, Trójmiasto i Kraków.

Czynsze – stabilne

W okresie ostatnich pięciu lat, na głównych rynkach odnotowywano nieznaczne lub brak zmian stawek czynszów bazowych i efektywnych (uwzględniających ulgi i zachęty od właścicieli). W 2016 r. czynsze bazowe pozostawały stabilne w Okolicach Warszawy (2,7 – 3,6 euro / mkw. / miesiąc), na Górnym Śląsku (2,7 – 3,5 euro / mkw. / miesiąc), Poznaniu (2,8 – 3,5 euro / mkw. / miesiąc), Polsce Centralnej (2,6–3,2 euro / mkw. / miesiąc) oraz w Trójmieście (3,0–3,3 euro / mkw. / miesiąc). Nieznaczny spadek rzędu 0,1 – 0,2 euro / mkw. / miesiąc odnotowano w strefie miejskiej Warszawy oraz we Wrocławiu. Pod względem czynszów efektywnych najbardziej konkurencyjnymi regionami były Górny Śląsk (1,9 – 3,1 euro / mkw./ miesiąc), Okolice Warszawy (2,0 – 2,8 euro / mkw. /miesiąc), Polska Centralna (2,0 – 2,8 euro / mkw./ miesiąc) oraz Poznań (2,1 – 3,0 euro / mkw./ miesiąc).

Grunty przemysłowe – kluczem infrastruktura

W 2016 r. zainteresowanie deweloperów w zakresie pozyskiwania nowych działek pod zabudowę obiektami magazynowymi i przemysłowymi było skupione głównie na regionach i miastach, które znacząco skorzystały po zrealizowaniu nowych projektów infrastruktury drogowej.

Agata Zając JLL
Agata Zając

Agata Zając, Dyrektor w Dziale Powierzchni Magazynowo – Przemysłowych, JLL, komentuje: „Otwarcie centralnego odcinka autostrady A1 (Stryków – Tuszyn) wzmocniło zainteresowanie gruntami przemysłowymi zlokalizowanymi po wschodniej stronie Łodzi. Stopniowa rozbudowa drogi ekspresowej S8 w południowo-zachodnich przedmieściach aglomeracji warszawskiej wpłynęła na aktywność deweloperów w tym rejonie. Pojawiają się również coraz to nowsze, interesujące lokalizacje położone wzdłuż stopniowo przedłużanej drogi ekspresowej S3 w zachodniej Polsce. Korytarz transportowy biegnący od Szczecina do granicy z Czechami stworzy tym samym szereg możliwości inwestycyjnych na nowych podstrefach, takich jak Zielona Góra, Nowa Sól czy Świebodzin. Warto jednak zwrócić uwagę na wyzwania związane z rynkiem pracy. Tak kluczowe rynki magazynowe jak Poznań czy Wrocław notują obecnie bardzo niski poziom bezrobocia, co może ograniczyć dalsze inwestycje w tym miastach. Dlatego też inwestorzy zaczynają coraz odważniej spoglądać na kilka mniejszych lokalizacji”.

Ceny gruntów pod inwestycje magazynowo – przemysłowe w 2016 r.

Region Cena (PLN / mkw.)
Warszawa Miasto 350 – 550
Okolice Warszawy 50 – 300
Polska Centralna 65 – 180
Poznań 140 – 200
Wrocław 120 – 220
Górny Śląsk 80 – 200
Kraków 80 – 300
Trójmiasto 120 – 240

 Źródło: JLL, magazyny.pl, IV kw. 2016

Transakcje inwestycyjne – aż 770 mln euro

Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL
Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

„W 2016 r. właścicieli zmieniły obiekty magazynowe o łącznej wartości ok. 770 mln euro – to historycznie najlepszy rezultat w tym segmencie rynku nieruchomości. Największe transakcje to zakup portfolio logistycznego P3 przez GIC, portfolio Hillwood przez CBRE GI, przejęcie portfela NBGI przez Hines REIT i kupno przez GLL centrum obsługi zamówień Amazon w Poznaniu. Z uwagi na toczące się transakcje portfelowe 2017 rok może zakończyć się kolejnym rekordowym wynikiem”, komentuje Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych JLL.

Struktura własnościowa nadal jest skoncentrowana w rękach pięciu głównych graczy (Prologis & JV Partnerzy, SEGRO & JV Partnerzy, Panattoni & JV Partnerzy, Blackstone/Logicor, Goodman) kontrolujących na koniec 2016 r. łącznie ponad 56% powierzchni magazynowej w Polsce.

Prognozy

Ubiegłoroczna rekordowa aktywność rynkowa – zarówno po stronie najemców, jak i deweloperów – pozwala z ostrożnym optymizmem spoglądać w 2017 r. Pomimo, że planowana nowa podaż w I poł. 2017 r. będzie znacząca, nie powinno to w większym stopniu wpływać na wskaźnik pustostanów, ponieważ już pod koniec ubiegłego roku realizowana powierzchnia była zabezpieczona w 75% umowami najmu. Aktywność największych graczy także w 2017 r. będzie skupiona na głównych regionach.

„Warto zauważyć, że w najbliższych latach zakończy się budowa kolejnych ważnych odcinków tras ekspresowych. Wśród nich jest S3, która stanie się ważnym korytarzem transportowym w Polsce. Większość odcinków tej trasy będzie oddawana do użytkowania na przełomie 2017/18 r. stwarzając tym samym doskonałe okazje inwestycyjne wzdłuż zachodniej granicy kraju, dodaje Tomasz Olszewski.

Relacja z konferencji „Infrastruktura Polska & budownictwo” 2017 r.

Infrastruktura Polska & budownictwoZakończyła się VIII edycja konferencji „Infrastruktura Polska & Budownictwo” pod honorowym patronatem Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa, podczas której przedstawiciele najważniejszych spółek sektorów debatowali o najważniejszych kwestiach dotyczących branży. W konferencji udział wzięli między innymi Jerzy Szmit – Wiceminister Infrastruktury i Budownictwa, który uroczyście zainaugurował konferencję,  Krzysztof Kondraciuk – Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad, Przemysław Gorgol – Dyrektor, Centrum Unijnych Projektów Transportowych, Jan Styliński – Prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, Dariusz Blocher – Prezes Zarządu Budimex S.A czy Geoff Haley – Założyciel i Dyrektor Generalny International Project Finance Association, którego przemówienie poprzedziło drugi panel. Podczas wieczornej Gali poznaliśmy laureatów „Diamentów Infrastruktury i Budownictwa”, podczas której uhonorowano podmioty, które wyróżniły się działaniami na rzecz sektora w 2016 roku.

Głównym tematem pierwszego panelu były kwestie związane z zamówieniami publicznymi. Panel moderował Jan Roliński, Adwokat, starszy partner w kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr, a dyskutowano o możliwościach poprawy sytuacji wykonawców oraz
o pozytywnych zmianach systemowych, o których opowiedział Wiceminister Infrastruktury
i Budownictwa, Jerzy Szmit. Paneliści, wśród których była między innymi przedstawiciel Urzędu Zamówień Publicznych, Dr Izabela Fundowicz, mówili również o efektywnym wykorzystaniu środków UE, odpowiednim wdrażaniu kryteriów pozacenowych w przetargach oraz o konieczności wprowadzenia możliwości elektronicznego składania ofert i komunikacji
z zamawiającym. Paneliści byli zgodni; nowelizacja ustawy Prawo Zamówień Publicznych była dobrym krokiem, atmosfera pomiędzy wykonawcą a zamawiającym poprawia się, a kwestią kluczową jest odpowiednie korzystanie z innych aspektów wyboru odpowiedniego wykonawcy.

Kolejny panel skupił się na kwestii dotyczącej dróg, w szczególności tych inwestycji, które zostały już ukończone.  Stanisław Żmijan – Zastępca Przewodniczącego Sejmowej Komisji Infrastruktury zaapelował o korzystanie z dostępnych, alternatywnych środków finansowania oraz o długofalowe myślenie i zastanowienie się gdzie znaleźć środki potrzebne na realizacje projektów. Zdaniem posła choćby częściowa realizacja Programu Drogowego w sposób znaczny wpłynie na rozwój gospodarczy.

Dyrektor Krzysztof Kondraciuk mówił o potrzebie prostych konstrukcji, które przyniosą wymierne korzyści i pozwolą na oszczędność na obiektach inżynierskich, wspomniał również
o wysokich kosztach środowiskowych niektórych inwestycji.  Uczestnicy panelu drogowego zwracali także uwagę na niejasne kryterium pomiaru, jakim jest jakość oraz na potrzebę silnej konkurencji jako czynnika stymulującego rozwój.

Stołeczna infrastruktura była osią debaty w trzecim panelu, moderowanym przez Macieja Ziomka – Senior Managera w dziale doradztwa transakcyjnego EY. Wśród podejmowanych tematów była konsekwentna polityka długofalowa jako priorytet dla transportu zbiorowego,
o której mówił Mieczyslaw Reksnis – Dyrektor Biura Drogownictwa i Komunikacji Urzędu
w Urzędzie M. St. Warszawy. W panelu mówiono także o sposobach na usprawnienie przepustowości w komunikacji miejskiej, głównych obawach przed PPP takimi jak kultura prawna, która nie pozwala zaufać negocjacjom oraz o planach rozbudowy metra warszawskiego nie tylko jako o czynniku wspierającym rozwój infrastruktury transportowej, ale też aktywizującym deweloperów i inwestorów. Warszawa porównana została do filozofii infrastruktury londyńskiej, wskazano również na potrzebę łączenia kolei z systemem komunikacji miejskiej. Stan rozwoju kolei uznano za optymistyczny, choć ogromny skok jeszcze daleko przed nami. Debatę podsumował moderator stwierdzeniem, że kluczowe jest długoterminowe planowanie sposobu finansowania inwestycji, długoterminowe kontrakty, które pozwalają operatorom zapewnić środki oraz monokultura – integracja różnych środków komunikacji w jeden spójny system.

Wydarzenia wzbogaciły wystąpienia indywidualne Mieczysława Reksnisa – Dyrektora Biura Drogownictwa i Komunikacji Urzędu m. st. Warszawy oraz Dariusza Kostaniaka – Członka Zarządu ds. Inwestycji Metra Warszawskiego Sp. z o.o.

Ostatni panel poświęcony był budownictwu. Moderator, Marek Michałowski – Przewodniczący Rady Nadzorczej Budimex SA zaproponował debatę nad sytuacją polskiego mieszkalnictwa – choć jesteśmy w czołówce ceny i liczby budowanych mieszkań, to trudno przewidzieć prognozy na dalsze lata biorąc pod uwagę niewiadomą liczbę ludności. Maciej Runkiewicz – Członek Zarządu, Kajima Poland zauważył, że Polska jest kierunkiem bardzo otwartym na zagraniczny kapitał, a Maciej Kopański z ENGIE Polska wspomniał o dużym rynku budowlanym z dużą swobodą w kształtowaniu działalności firm, stąd zagraniczne firmy-matki chętnie otwierają siedziby w Polsce. Omawiano również kwestie środowiskowe jako element potrzebny w polskim budownictwie, choć technologie uznano za bardzo drogie, a efekty nie przychodzą szybko. Paneliści podkreślali także konieczność wdrażania innowacji oraz aktywności na polskim rynku wewnętrznym w obliczu rosnącej świadomości przedsiębiorców.

Punktem kulminacyjnym była wieczorna gala rozdania „Diamentów Infrastruktury
i Budownictwa”, uroczyście zainaugurowana wystąpieniem Włodzimierza Szymczaka – Prezesa Europejskiej Rady Inżynierów Budownictwa 2014-2016.

LAUREACI „DIAMENTÓW INFRASTRUKTURY I BUDOWNICTWA”

  • Lider Innowacji Roku – Strabag Sp. z o.o. i Unibep S.A.
  • Lider Odpowiedzialności Społecznej – LafargeHolcim
  • Podmiot Wspierający Roku – Euler Hermes S.A.
  • Doradca Roku – Deloitte i Domański Zakrzewski Palinka sp. k.
  • Inwestycja Roku – Metrostav Spółka Akcyjna Oddział w Polsce (Wykonawca), Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (Inwestor) za rozbudowę mostu Gen. Stefana Grota Roweckiego w Warszawie
  • Efektywność w Zarządzaniu – Budimex SA
  • Top Executive  Roku – Jerzy Lejk – Prezes Zarządu Metra Warszawskiego Sp. z o.o.
  • Osobowość Roku – Marek Stefański – Przewodniczący Rady Nadzorczej IDS-BUD S.A.
  • Nagroda Specjalna – Obiekt Roku – Projekt Nowa Łódź Fabryczna zbudowany na zlecenie PKP PLK i Miasto Łódź
  • Patron honorowy: Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa

Patronat: Polska Izba Inżynierów Budownictwa, Business & Prestige, Polski Związek Pracodawców Budownictwa, The International Project Finance Association, Europejska Rada Inżynierów Budownictwa, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad

Partner Premium: Metro Warszawskie Sp. z o.o.

Dolar umacnia się po podatkowych zapowiedziach Trumpa

Donald Trump w swoim najnowszym wystąpieniu zapowiedział przedstawienie w ciągu dwóch lub trzech tygodni „fenomenalnego” planu obniżenia podatków dla przedsiębiorstw.

To jedno zdanie wystarczyło, aby dolar mógł kontynuować zapoczątkowane wczoraj umacnianie się względem koszyka głównych walut. Para EURUSD i GBPUSD tracą obecnie 0,25 proc. i handlują w pobliżu poziomu 1,0630 oraz 1,2460. Para USDJPY zyskuje 0,3 proc. i handluje w pobliżu poziomu 113,60. W dniu dzisiejszym inwestorzy oczekują na nowe propozycje inwestycji w amerykańską infrastrukturę, które mają pojawić się podczas wieczornego spotkania premiera Japonii Shinzo Abe z Donaldem Trumpem w Waszyngtonie. Również pożyczkodawcy mogą przedstawić dziś greckiemu rządowi propozycje fiskalne warte 2 proc. PKB w ramach rewizji planu ratunkowego dla tego po uszy zadłużonego kraju. Natomiast agencja ratingowa Moody’s powinna dokonać dziś rewizji oceny wiarygodności kredytowej Francji i Włoch.

Ropa naftowa rośnie 1,4 proc. handlując w pobliżu poziomu 53,90 dolarów za baryłkę, a ropa naftowa Brent rośnie 1,6 proc. handlując w pobliżu poziomu 56,60 dolarów za baryłkę w oczekiwaniu na dzisiejszy i poniedziałkowy raport odnośnie produkcji ropy w styczniu.

Już dziś poznamy dane odnośnie światowej produkcji ze strony International Energy Agency, a w poniedziałek swój styczniowy raport przedstawi kartel OPEC. Ceny rudy żelaza wzrosły dziś aż 3,8 proc. wsparte przez dobre dane odnośnie bilansu handlowego z Chin.

Indeks WIG20 rośnie dziś około 1 proc. handlując w pobliżu poziomu 2150 punktów.

Od początku tygodnia indeks zyskał 3,75 proc. Motorem napędowym są dziś banki wsparte przez wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, który zwrócił uwagę, iż rząd nie powinien powodować zachwiania systemu bankowego. Zachęcił on też posiadaczy kredytów zaciągniętych we frankach szwajcarskich, do wzięcia spraw w swoje ręce i rozpoczęcia walki w sądach. Po tej wypowiedzi bank BZWBK i PKO BP zyskują ponad 3 proc., a mBank oraz PEKAO SA ponad 2 proc. Będący w koszyku mWIG40, najbardziej zaangażowany w „kredyty frankowe”, Getin Noble Bank – aż 12 proc.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

2017 w reklamie online pod znakiem wygody użytkownika

Rok 2017 w branży reklamy online będzie stał pod znakiem rozwoju narzędzi i technologii zwiększających wygodę korzystania ze stron internetowych. Wydawcy internetowi pracują nad zmniejszeniem latencji, czyli czasu potrzebnego na ładowanie witryn – oceniają eksperci z firmy Yieldbird.

Objawieniem w branży reklamy programatycznej w ubiegłym roku stała się technologia header bidding. Pozwoliła wydawcy wybierać w modelu aukcyjnym najlepiej płatną kampanię, minimalizując jednocześnie  negatywne skutki podpięcia wielu reklamodawców do strony.

Header bidding będzie dalej intensywnie rozwijał się w 2017 roku wypierając starsze rozwiązania waterfall. Spopularyzuje się też jego zastosowanie dla formatów wideo – mówi Grzegorz Kubrakiewicz, Head of Technology w zespole Yieldbird – Należy jednak spodziewać się, że technologia będzie ewoluować w stronę modelu server-to-server.

Zarówno header bidding, jak i waterfall, pozwalają znacząco poprawić wskaźniki CPM. Jednak w porównaniu do sytuacji, kiedy na stronie internetowej nie ma żadnych reklam, czas potrzebny na wyświetlenie witryny korzystającej z jednego z tych rozwiązań jest dłuższy. Choć zazwyczaj zajmuje to ułamki sekund, wpływa jednak na wygodę użytkownika. Technologia header bidding wysyła zapytania jednocześnie do kilku SSP. Czas potrzebny na załadowanie reklamy jest krótszy, lecz także w niektórych przypadkach może spowodować niewielkie opóźnienie w działaniu strony w porównaniu do sytuacji, gdy reklam nie ma wcale.

– Tymczasem w systemie server-to-server, przy utrzymaniu modelu aukcyjnego, zapytania do poszczególnych źródeł popytu na reklamę są przekazywane z serwera reklamowego, a użytkownikowi zwracany jest gotowy wybór – tłumaczy ekspert Yieldbird. – Tym samym zostaje ograniczana liczba akcji realizowanych z poziomu przeglądarki użytkownika, co prowadzi do skrócenia czasu ładowania strony i zmniejsza ryzyko wyświetlenia spamu.

Nad tego typu rozwiązaniami pracuje wiele firm, m.in. Google. Funkcja zwana exchange bidding w narzędziu Dynamic Allocation giganta z Mountain View wykorzystuje podobny mechanizm działania. Ciekawie zapowiada się też szykowany produkt Amazona, który będzie opierał się na chmurze obliczeniowej.

Responsywność 2.0 dla mobile czyli AMP

W kolejnych miesiącach można spodziewać się dalszej popularyzacji technologii Accelerated Mobile Pages, która przyśpiesza ładowanie mobilnych wersji stron. Według Google’a, który stoi za tym projektem, AMP skraca wgrywanie stron na urządzeniach mobilnych nawet o 85 proc. Google ogłosiło już, że obejmuje projektem AMP także reklamy, które będą emitowane i optymalizowane w podobny sposób jak cała witryna.

Obserwujemy rosnące zainteresowanie wydawców tą technologią. Pozwala ona już na etapie tworzenia kodu strony przewidzieć, jakie elementy mają pokazywać się na danym typie urządzeń. AMP działa na istniejącej witrynie dostosowując ją do wariantu mobile. Nie ma więc potrzeby przeprojektowania jej w modelu responsywnym – komentuje Grzegorz Kubrakiewicz z Yieldbird.

Według deklaracji Google’a, stosowanie technologii AMP wpłynęło na wzrost oglądalności reklam (viewability rate) u 80 proc. wydawców, zaś u 85 proc. przełożyło się na większe zaangażowanie użytkowników mierzone klikalnością o ponad 90 proc. W przypadku treści wideo klikalność wzrosła do 200 proc.

Reklama natywna – w Europie lepiej, ale wciąż daleko do US

Na wielu rynkach reklama natywna ciągle jest nowością. W porównaniu do tradycyjnych formatów, liczba transakcji w open market jest dużo mniejsza. Nawet tacy giganci jak Google rozwiązania dedykowane temu formatowi testują na razie są w wersji beta. Jednak niektórzy znaczący wydawcy w USA większość  swojego przychodu reklamowego czerpią właśnie z tego formatu, np. DailyBeast – 90 proc. czy The Atlantic – 75 proc.

– Świadomość korzyści z reklamy natywnej po stronie marketerów oraz samych wydawców cały czas rośnie. Jednak ograniczenia w kreacji, jakie niesie za sobą ten format, może wpłynąć na czas, jaki marki będą potrzebować, by w pełni wykorzystać jego potencjał. Im szybciej dostrzegą w tym szanse dla siebie, tym więcej mogą zyskać.  – mówi Tomasz Kryń, Head of Programmatic Premium w firmie Yieldbird.

Programmatic bez aukcji i precyzyjniejsze targetowanie, czyli Progrmmatic Guaranteed

Co jeszcze? Od dawna dużą popularnością cieszy się typ sprzedaży zwany Preferred Deal, w którym reklamodawca otrzymuje stałą cenę, lecz bez gwarancji liczby odsłon, którą kupuje. To się nie zmieni. Jednak na znaczeniu zyskuje Programmatic Guaranteed, czyli automatyczny zakup powierzchni reklamowego bez elementu aukcji. Wcześniej prawie w ogólnie nie był obecny na rynku, teraz silnie rośnie zainteresowanie tą metodą.

– Wzrost transakcji w modelu Programmatic Guaranteed wynika ze wzrostu świadomości tego, jak wiele oferuje zakup reklamy programatycznej, a także wzrostu budżetów na nią przeznaczonych. Zaletą Programmatic Guaranteed jest stała cena oraz pewność co do powierzchni reklamowych, które reklamodawca kupuje. Natomiast jego przewaga nad kampaniami kupowanymi tradycyjnie to rozszerzone możliwości wykorzystywania danych. Dzięki temu przekaz dociera do potencjalnie najbardziej zainteresowanych osób – wyjaśnia Tomasz Kryń z firmy Yieldbird.