Grecja znowu na krawędzi strefy euro

260 miliardów euro przeznaczonych na ratowanie greckiej gospodarki może pójść na marne. Ateny właśnie wracają na nagłówki finansowej prasy. Powody: niewystarczająca skala reform, zbliżające się terminy spłaty pożyczek oraz spór pomiędzy wierzycielami. W tle tkwi grecka katastrofa – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W połowie 2015 r. świat zobaczył, jak wygląda prawdziwy finansowy kryzys państwa. Tysiące ludzi protestujących na ulicach, brak możliwości wykonania przelewów, kolejki przed bankomatami, ograniczenia kwoty jednorazowej wypłaty do kilkudziesięciu euro i paraliż międzynarodowej aktywności gospodarczej, związany z kontrolą przepływu kapitału.

Po wielu tygodniach negocjacji i realnym zagrożeniu opuszczenia przez Grecję strefy euro, wierzyciele i kredytobiorca zgodzili się na trzeci pakiet pomocowy o wartości 86 miliardów euro (wg danych MFW od początku greckiego kryzysu na pomoc Grecji przeznaczono w sumie 260 mld).

Prawdopodobnie nie jest zaskoczeniem, że półtora roku później Grecja znowu znajduje się w centrum zainteresowania. Ciekawszy może się okazać fakt, że piętrzą się nieporozumienia nie tylko pomiędzy Atenami a pożyczkodawcami, ale także wewnątrz obozu wierzycieli.

Miażdżący raport

Głównym powodem powrotu Grecji na nagłówki mediów jest lutowy raport Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Jego lektura pokazuje, w jak trudnej sytuacji tkwi greckie państwo, mimo że dostało olbrzymią pomoc finansową. Według scenariusza bazowego, czyli zakładającego wprowadzenie reform, dług Grecji w 2060 r. osiągnie 275 proc. PKB, a roczne potrzeby pożyczkowe brutto (konieczność zapewnienia finansowania dla nowego i zapadającego w danym roku długu) sięgną 60 proc. PKB. To ok. sześć razy więcej niż bieżące roczne potrzeby pożyczkowe Polski w relacji do PKB.

MFW zwraca również uwagę, że połowa kredytów udzielonych przez sektor bankowy jest zagrożona (spłaty przeterminowane przynajmniej 90 dni). W raporcie czytamy też o olbrzymich nadużyciach podatkowych. Prawie połowa przychodów osób samozatrudnionych (lekarzy, księgowych, inżynierów, prawników) nie jest ewidencjonowana i nie są płacone podatki od ich wynagrodzeń.

Olbrzymie koszty generuje również system emerytalny, gdzie obniżka wypłat głównie dotyczyła nowych emerytów. Dla tych, którzy otrzymali świadczenie wcześniej, stosunek przeciętnej wypłaty do ostatniej pensji wynosi 80 proc. – przy średniej w strefie euro poniżej 50 proc.

Fikcją można nazwać ambitny plan prywatyzacji, z którego Grecja miała spłacać swoje zobowiązania w stosunku do wierzycieli. W 2015 r. uzgodniono, że Grecja sprzeda majątek o wartości 50 mld euro. Do tej pory jednak, według danych MFW, podpisano umowy sprzedaży o wartości 1.5 mld euro. Fundusz prognozuje, że do 2018 r. kwota powinna wzrosnąć do 5 mld.

Ciekawostką mogą być także uwagi MFW dotyczące danych statystycznych przedstawianych przez Grecję. W latach 2001-2014 średnioroczny wzrost PKB był zrewidowany o 0.6 pkt proc. w dół w porównaniu ze wstępnymi danymi. W strefie euro przeciętna rewizja wynosiła 0.2 pkt proc. w górę. Z kolei rewizja pierwotnego deficytu sektora finansów publicznych (przed kosztami obsługi długu) w latach 2001-2015 wynosiła aż 2.4 proc. PKB rocznie, gdy średnia w strefie euro to 0.3 pkt proc.

Fundamentalny spór wierzycieli

W pomocy dla Grecji do tej pory brały udział kraje strefy euro oraz MFW. W trzecim programie finansującym Helladę nie uczestniczy już jednak Fundusz, uznając, że dług jest niestabilny, czyli po prostu niemożliwy do spłaty bez redukcji jego kapitałowej części.

Z kolei państwa obszaru wspólnej waluty uważają, że dług jest stabilny, o ile założenia dotyczące prognoz gospodarczych i pierwotnego deficytu zostaną utrzymane. Jednak to właśnie poważne dysproporcje w założeniach powodują olbrzymie różnice w finalnym odbiorze finansowych możliwości Grecji.

Europejskie instytucje zakładają, że dług Grecji będzie stopniowo spadał z obecnych 180 proc. PKB do 120 proc. PKB w 2030 r. i ok. 100 proc. w latach 2040-2060. Jak podkreśla MFW, powoduje to, że różnica w projekcjach Funduszu i krajów strefy euro wynosi więcej niż 170 pkt proc. PKB.

Z czego ona wynika? Jest przede wszystkim rezultatem olbrzymiego rozdźwięku w nadwyżce pierwotnej sektora finansów publicznych wg funduszu oraz wg europejskich instytucji. Eurogrupa ocenia, że do 2030 r. nadwyżka będzie na poziomie 3.2-3.5 proc., natomiast MFW zakłada 1.5 proc. PKB rocznie. W ubiegłym roku, który jest oceniany jako dobry, było to jednak tylko 0.9 proc., co pokazuje, jak duże ryzyko pomyłki występuje dla bardzo optymistycznych europejskich szacunków, ale także dla tych mniej optymistycznych, z Funduszu.

Eurogrupa przewiduje również, że nominalny wzrost PKB (z uwzględnieniem inflacji) w Grecji wyniesie 3.3 proc. rocznie, aż do 2060 r., czyli o 0.5 pkt proc. więcej niż szacują ekonomiści z MFW. Europejskie instytucje sądzą także, że do 2030 r. 15 miliardów euro napłynie z prywatyzacji, ale – jak podkreśla Fundusz – nie biorą pod uwagę kosztów rekapitalizacji banków w swoim scenariuszu bazowym.

Nieunikniona katastrofa

„Nie możemy przeprowadzić redukcji długu dla członka strefy euro, jest to wykluczone przez Traktat Lizboński” – powiedział Wolfgang Schaeuble, niemiecki minister finansów, w telewizji ARD (wg doniesień agencji Bloomberg z 8 lutego). Niemcy z drugiej strony chcą, by Fundusz dołączył do bieżącego programu finansującego Grecję, sugerując, że w przeciwnym razie nie będą dalej finansować Aten, co zwiększa ryzyko opuszczenia strefy euro przez Grecję.

Fundusz natomiast nie widzi możliwości utrzymania wysokiej nadwyżki pierwotnej greckiego sektora finansów publicznych przez kolejne dziesięciolecia bez redukcji kapitałowej części długu. Teoretycznie zawsze możliwe jest dalsze obniżenie części odsetkowej zadłużenia, choć – jak podkreśla MFW – gdyby deficyt pierwotny utrzymał się blisko obecnych poziomów, to roczne koszty finansowania z programów EFSF (Europejski Instrument Stabilności Finansowej) oraz ESM (Europejski Mechanizm Stabilności) musiałyby zostać zredukowane do 0.25 proc. w perspektywie kolejnych 30 lat.

W perspektywie najbliższych kilku tygodni można się spodziewać, że europejscy wierzyciele zdecydują się na obniżenie odsetek od długu, a Grecja może ogłosić dodatkowe reformy. Obecnie większy kryzys nie jest na rękę strefie euro, zwłaszcza w perspektywie nadchodzących wyborów i konieczności spłaty przez Ateny zadłużenia latem br. w wysokości ponad 6 mld euro.

Gdy jednak zakończy się okres wyborczy w kluczowych krajach strefy euro, temat prawdopodobnie znowu powróci w kolejnych kwartałach. Wtedy jednak kolejny przegląd sytuacji finansowej Grecji będzie pokazywał coraz mniejsze pole do obniżenia kosztów finansowania oraz coraz bardziej rosnącą konieczność redukcji części kapitałowej długu. To będzie moment, gdy ryzyko opuszczenia przez Grecję strefy euro dramatycznie wzrośnie i nie zatrzymają tego już żadne obietnice reform.

Frankowicze do sądów. Ukraina odżywa

Wygląda na to, że temat frankowy skończy się na projekcie prezydenckim. Dobre sygnały płyną od naszego wschodniego sąsiada. Dobre dane z amerykańskiego rynku pracy.

Tematu frankowego ciąg dalszy

W sprawie kredytów frankowych wypowiedział się najważniejszy szeregowy poseł obecnej kadencji Jarosław Kaczyński. Zwrócił on uwagę, że rząd nie powinien powodować zachwiania systemu bankowego. A tym przecież mogą się zakończyć obowiązkowe przewalutowania. Z drugiej strony zachęcił on posiadaczy kredytów wyrażonych w tej walucie do wzięcia spraw w swoje ręce i rozpoczęcia walki w sądach. Wygląda na to, że scenariusz partii na rozwiązanie problemu to projekt prezydencki zwracający większość pobranych marż od przewalutowań rat kredytów. Dobrym dowodem popierającym tą tezę jest wypowiedź Mateusza Morawieckiego, który z jednej strony zapewnił, że rząd nie zapomniał o tych osobach. Z drugiej natomiast przypomniał o drodze sądowej.

Dobre sygnały ze wschodu

PKB Ukrainy w ostatnim kwartale miał wzrosnąć w ujęciu rocznym o imponujące 4%. Kraj ten pomimo nieustabilizowanej sytuacji na Wschodzie kraju zaczyna odzyskiwać dobrą kondycję gospodarczą. Zdaniem ekspertów jest jeszcze wiele do zrobienia, ale już poczynione reformy zaczynają przynosić korzystne efekty. Obecnie jako główne wyzwanie wskazywana jest korupcja oraz zreformowanie systemu podatkowego. Ukraina wciąż bazuje na kredytach z Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Dobre dane z USA

Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych znów spadła. Wynosi ona obecnie 234 tysiące i jest niższa o 13 tysięcy od oczekiwań. Dane te przyczyniły się do niewielkiego umocnienia dolara względem innych walut. Ostatnimi tygodniami dane z USA nie mają tak dużego wpływu na kursy walutowe, gdyż znacznie istotniejsze dla inwestorów są informacje i niepokoje polityczne.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – zmiana zatrudnienia.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

LW Bogdanka S.A. przedstawia strategię rozwoju do 2025 r.

LW Bogdanka S.A., kopalnia węgla kamiennego w Polsce, będąca częścią Grupy Enea, jednego z liderów polskiego rynku energetycznego przedstawiła strategię rozwoju dla Obszaru Wydobycie Grupy Enea do roku 2025, z perspektywą do roku 2030. Ogłoszona strategia jest zgodna ze Strategią Grupy Enea oraz wpisuje się zarówno w Plan na Rzecz

Odpowiedzialnego Rozwoju jak i projekt Programu dla górnictwa węgla kamiennego w Polsce.

Strategia LW Bogdanka Obszar Wydobycie Grupy Enea zakłada dwa scenariusze rozwoju: bazowy, zakładający średnią produkcję na poziomie ok. 8,5 mln ton w latach 2017-2025 oraz elastycznego rozwoju, ze średnioroczną produkcją w tym okresie na poziomie ok. 9,2 mln ton. Mając na uwadze aktualną i przewidywaną sytuację rynkową Spółka zamierza realizować scenariusz elastycznego rozwoju. Prognozowany CAPEX w okresie 2016-2025 (w ujęciu nominalnym) to 3,7 mld zł dla scenariusza bazowego oraz ok. 4 mld zł dla scenariusza elastycznego rozwoju.

LW Bogdanka, odpowiedzialna za Obszar Wydobycie Grupy Enea, za kluczowe inicjatywy uznaje: ścisłą współpracę i realizację synergii w ramach obszaru wydobywczo-wytwórczego Kozienice-Bogdanka-Połaniec, podwojenie bazy zasobów operatywnych a także wdrożenie szeregu kluczowych innowacyjnych inicjatyw strategicznych. Najważniejsze z nich to realizacja, wspólnie z Grupą Enea, studium wykonalności projektu technologii zgazowania węgla dla produkcji energii elektrycznej (IGCC), wykorzystanie nowoczesnego wysokowydajnego kompleksu przodkowego, kontynuacja programu

„Kopalnia Inteligentnych Rozwiązań”, efektywna gospodarka skałą płonną oraz rozwój usług operatorskich LW Bogdanka, oferowanych na bazie wysokich standardów techniczno-zarządczych Spółki. Niezmiennie priorytetowym elementem strategii pozostaje utrzymanie najwyższego poziomu bezpieczeństwa pracy oraz prowadzenie działalności zgodnie z zasadami społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR).

Spółka zakłada, że realizacja scenariusza elastycznego rozwoju zaowocuje zmniejszeniem jednostkowego gotówkowego kosztu wydobycia (Unit Mining Cash Cost) o 10% do 2025 roku (w ujęciu realnym, w porównaniu do 2015 roku). W tym samym okresie wskaźnik rentowności kapitału (ROE) ma wrosnąć do 10,9% (z 8,7% w 2015 roku), wskaźnik rentowności aktywów (ROA) do 8,5% (z 5,3% w 2015 roku) a wartość EBITDA zwiększyć się w ujęciu nominalnym o 44% (w stosunku do wartości wypracowanej w 2015 roku, skorygowanej o odpis aktualizacyjny).

LW Bogdanka SA ogłosiła także politykę dywidendową na najbliższe lata – zakłada ona wnioskowanie o przeznaczanie na wypłatę do 50% zysku netto wykazanego w jednostkowym sprawozdaniu Spółki.

Synergie obszaru wydobywczo-wytwórczego Kozienice-Bogdanka-Połaniec

Grupa Enea podpisała z ENGIE International Holdings B.V. umowę warunkową zakupu 100 proc. akcji spółki ENGIE Energia Polska, która jest właścicielem Elektrowni Połaniec.

Przejęcie oznaczad będzie, że dwóch głównych odbiorców LW Bogdanka znajdzie się w ramach struktur Grupy Kapitałowej Enea. Tym samym powstanie zlokalizowany w południowo-wschodniej Polsce obszar wydobywczo-wytwórczy Kozienice-Bogdanka-Połaniec.

Przyniesie to szereg korzystnych dla LW Bogdanka i Grupy Kapitałowej Enea efektów oraz dalszą poprawę efektywności wytwarzania energii w oparciu o surowiec z Bogdanki. Wzmocni także pozycję

Grupy Enea na rynku jako jednego z wiodących wytwórców energii elektrycznej w kraju. Dla Bogdanki oznaczać to będzie jeszcze większą stabilność funkcjonowania oraz możliwość długoterminowego planowania poziomów produkcji i zatrudnienia.

Rozwój bazy zasobów i przedłużenie żywotności kopalni

LW Bogdanka zamierza podwoić swoje zasoby operatywne w Lubelskim Zagłębiu Węglowym (z 227 mln ton obecnie do ok. 446 mln ton). Przy wydobyciu węgla na poziomie około 9 mln ton rocznie oznacza to przedłużenie żywotności kopalni do ok. 50 lat (obecnie jest to ok. 25 lat).

W perspektywie prezentowanej strategii kluczowe dla Spółki są obszary Puchaczów V (obecnie eksploatowane złoże o zasobach na poziomie ok. 211 mln ton), Stręczyn (obecnie eksploatowane złoże K-3, zasoby operatywne to ok. 16 mln ton) oraz Ludwin (złoże Ostrów, szacowane zasoby operatywne to ok. 186 mln ton).

Spółka planuje uzyskać koncesję wydobywczą na obszar Ludwin (złoże Ostrów) w 2017 roku. Jednocześnie Bogdanka w dalszym ciągu będzie rozważać K-6 i K-7 oraz obszar Orzechów jako potencjalne dalsze obszary eksploatacji.

Społeczna odpowiedzialność biznesu (CSR)

Ze względu na bardzo ważną rolę w regionie, Spółka niezmiennie stawia sobie za cel prowadzenie działalności biznesowej w zgodzie z założeniami strategii społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR), obejmującymi zapewnienie najwyższego poziomu bezpieczeństwa w miejscu pracy, efektywność środowiskową, ochronę lokalnej bioróżnorodności, stymulację rozwoju i zagwarantowanie bezpieczeństwa społeczności lokalnej, a także efektywne zarządzanie relacjami z wszystkimi grupami Interesariuszy, oparte na zasadach zrównoważonego rozwoju.

Innowacje w LW Bogdanka – inicjatywy strategiczne

W ramach prac nad strategią Grupy Enea wypracowano 60 inicjatyw strategicznych, z czego 10 opracowała kadra inżynieryjno-techniczna Bogdanki.

Kluczowe z nich to:

Studium wykonalności budowy instalacji zgazowania węgla (IGCC)

Spółka zamierza, wspólnie z Grupą Enea, wykonać studium wykonalności budowy instalacji zgazowania węgla dla produkcji energii elektrycznej (IGCC) w LW Bogdanka. Ewentualna decyzja o realizacji inwestycji sprawi, że powstanie nowy rynek dla węgla kamiennego, co przyczyni się do zwiększenia niezależności energetycznej polskiej gospodarki.

Nowoczesny wysokowydajny kompleks przodkowy

Projekt wysokowydajnego kompleksu przodkowego wpisuje się, w od lat funkcjonujące w LW Bogdanka, prace nad innowacyjnymi rozwiązaniami poprawiającymi efektywność operacyjną.

Projekt ma na celu skrócenie czasu utrzymania wyrobiska chodnikowego, a także osiągnięcie ponadprzeciętnych postępów robót związanych z drążeniem wyrobisk korytarzowych.

Kopalnia Inteligentnych Rozwiązań

LW Bogdanka już dziś dysponuje unikalnymi w polskim górnictwie podziemnym rozwiązaniami jeśli chodzi o wspomaganie decyzji w procesie przygotowywania złoża do inwestycji, uwzględniającymi najnowsze rozwiązania techniczne w górnictwie światowym.

Spółka zamierza pozostać liderem efektywności i innowacyjnych rozwiązań w górnictwie, między innymi dzięki kontynuacji programu „Kopalnia Inteligentnych Rozwiązań”. Działania w tym zakresie obejmą dalszy rozwój systemu zarządzania gospodarką złoża oraz dalszą informatyzację i automatyzację ciągu produkcyjnego w Spółce.

Efektywna gospodarka skałą płonną

Inicjatywa dotycząca gospodarki skałą płonną ma na celu jeszcze lepsze sterowanie jakością urobku poprzez optymalizację produkcji, począwszy od planowania, poprzez rozcięcie złoża i eksploatację, aż do likwidacji wyrobisk. Rozważane jest m.in. lokowanie skały płonnej pod ziemią oraz jej wykorzystanie w budownictwie drogowym.

Celem programu jest podniesienie jakości węgla surowego w wyniku ograniczenia ilości skały płonnej w urobku, minimalizacja zanieczyszczenia skałą płonną oraz zmniejszenie kosztów związanych z odpadami wydobywczymi, w tym przedłużenie żywotności składowiska tych odpadów.

Usługi operatorskie LW Bogdanka

LW Bogdanka zamierza wykorzystać swoje wysokie standardy techniczno-zarządcze i know-how do rozwoju nowej linii biznesowej – usług operatorskich zakładów wydobywczych, realizowanych na powierzonych aktywach. Usługi takie oferowane byłyby w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Program dalszego zwiększania bezpieczeństwa pracy

Bezpieczeństwo pracy jest niezmiennie od wielu lat jednym z kluczowych priorytetów LW Bogdanka. Również w obecnej perspektywie strategicznej bezpieczeństwo i zdrowie pracowników jest uznane za wartość nadrzędną.

Nakłady inwestycyjne

Zakładany CAPEX w scenariuszu bazowym to 3,7 mld zł w ujęciu nominalnym, w okresie 2016- 2025. W przypadku realizacji scenariusza elastycznego rozwoju nakłady inwestycyjne w tym okresie wyniosłyby ok. 4 mld zł, głównie w związku z planowanymi nakładami na maszyny i urządzenia górnicze.

Przedstawiony powyżej poziom nakładów inwestycyjnych uwzględnia także wstępne prace nad projektem Ostrów koniecznym dla zachowania przez LW Bogdanka zakładanego poziomu wydobycia po 2030 roku.

Łączne wstępnie szacowane nakłady w wartościach realnych związane z rozpoczęciem eksploatacji złoża Ostrów wynoszą 1,2-1,3 mld zł. Nakłady te wiązałyby się z koniecznością powstania zakładu górniczego OG „Ludwin” (na terenie złoża Ostrów), którego rozpoczęcie budowy powinno mied miejsce po 2025 roku, nie są więc ujęte w szacunkach nakładów inwestycyjnych obecnej Strategii (ujęto tylko nakłady początkowe w kwocie 70 mln zł).

Wyżej wymieniony poziom nakładów inwestycyjnych nie zawiera także ewentualnej realizacji inicjatyw strategicznych przez Spółkę.

Polityka dywidendowa

Zamiarem Zarządu LW Bogdanka S.A. jest wnioskowanie w przyszłości do Walnego Zgromadzenia o wypłatę dywidendy na poziomie do 50% zysku netto wykazanego w jednostkowym sprawozdaniu finansowym Spółki, sporządzonym zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej.

Wysokość każdorazowo rekomendowanej przez Zarząd dywidendy będzie uzależniona od:

  • aktualnej sytuacji rynkowej,
  • generowanych przepływów pieniężnych z działalności operacyjnej,
  • planowanych procesów inwestycyjnych,
  • prognozowanego poziomu zadłużenia Spółki.

Strategia LW Bogdanka wpisuje się w ogłoszoną w październiku 2016 roku strategię Grupy Enea, której przewodnim celem jest zbudowanie innowacyjnej grupy surowcowo-energetycznej, mogącej z sukcesem sprostać wyzwaniom rynku. Naszym najważniejszym zadaniem na najbliższe lata jest zbudowanie odpowiedniej synergii aktywów wydobywczo-wytwórczych na bazie Lubelskiego Węgla Bogdanka oraz nowoczesnych mocy wytwórczych Grupy Enea, w tym przejmowanej właśnie przez nas Elektrowni Połaniec. Zlokalizowany w południowo-wschodniej Polsce wydobywczo-wytwórczy obszar Kozienice-Bogdanka-Połaniec przyniesie szereg korzystnych synergii i umocni pozycję Grupy na rynku polskim. Chcemy także nadal wyznaczać trendy, jeśli chodzi o innowacje, zarówno w energetyce jak i

– poprzez LW Bogdanka, odpowiedzialną za Obszar Wydobycie w Grupie – w sektorze górnictwa węgla kamiennego – powiedział Mirosław Kowalik, Prezes Zarządu Enea S.A. i Przewodniczący Rady Nadzorczej LW Bogdanka.

Ogłoszona przez nas strategia to uszczegółowienie kluczowych celów dla Obszaru Wydobycie przedstawionych w strategii Grupy Enea, opublikowanej w październiku 2016 roku. Biorąc pod uwagę zmienność warunków rynkowych w naszej branży, przedstawiliśmy zarówno scenariusz bazowy, zakładający wydobycie na poziomie średnio ok. 8,5 mln ton rocznie w latach 2017-2025, jak i scenariusz elastycznego rozwoju, zakładający średnioroczną produkcję w tym okresie na poziomie ok. 9,2 mln ton. Analiza otoczenia rynkowego skłania nas do realizacji scenariusza elastycznego rozwoju – powiedział Krzysztof Szlaga, Prezes Zarządu Lubelskiego Węgla Bogdanka S.A.

Podstawowymi filarami naszej strategii do roku 2025 będzie aktywne wykorzystanie synergii w obszarze wydobywczo-wytwórczym Kozienice-Bogdanka-Połaniec, jako kolejny etap procesu integracji w ramach Grupy ENEA oraz podwojenie bazy naszych zasobów operatywnych. Niezmiennie stawiamy także na innowacje, które są ważnym elementem DNA Bogdanki. Zamierzamy pozostać liderem efektywności i innowacyjnych rozwiązań w górnictwie, między innymi dzięki kontynuacji programu „Kopalnia Inteligentnych Rozwiązań” czy inicjatywom mającym na celu bardziej efektywną gospodarkę skałą płonną czy wykorzystanie wysokowydajnego kompleksu przodkowego. Planujemy także zrealizować, wspólnie z Grupą Enea, studium wykonalności projektu technologii zgazowania węgla dla produkcji energii elektrycznej (IGCC).– dodał Krzysztof Szlaga.

W perspektywie średnio i długoterminowej chcemy dzielić się wypracowywanymi zyskami z naszymi akcjonariuszami, przeznaczając do 50% jednostkowego zysku netto na wypłatę dywidendy. Oczywiście naszym priorytetem, biorąc pod uwagę zmienne warunki rynkowe w naszej branży, jest zachowanie bezpieczeństwa finansowego i płynnościowego Spółki. Dlatego wysokość rekomendowanej dywidendy będzie przez nas każdorazowo wnikliwie analizowana – kontynuował Prezes Zarządu LW Bogdanka S.A.

Jeszcze przed powstaniem Ministerstwa Energii podkreślałem na każdym kroku, że najlepszym pomysłem na zreformowanie polskiego górnictwa jest powiązanie wydobycia węgla z sektorem energetycznym. Od ponad roku, od kiedy powstało Ministerstwo Energii, jesteśmy konsekwentni w realizacji tego planu. Nasza konsekwencja w działaniu budzi coraz większe zaufanie rynku. Daje nadzieję na stabilizację. Symbioza energetyki z górnictwem jest możliwa i służy ich wzajemnym interesom. Przykład kopalni Bogdanki i koncernu Enea jest tego doskonałym przykładem. Udział właścicielski pozwala energetyce uzyskać dostęp do taniego surowca, a także stabilnych dostaw. Bogdanka także na tych relacjach korzysta, bo ma zagwarantowany zbyt swojego surowca. A planowany rozwój aktywów wytwórczych Enea Wytwarzanie jest gwarancją stabilizacji dla Bogdanki na kolejne lata. Należy także zauważyć, że w planach Enei jest budowa pierwszej w Europie elektrowni w technologii tzw. czystego węgla i to w bliskim sąsiedztwie kopalni Bogdanka. To kolejny przykład na racjonalność synergii energetyki i sektora węglowego. Liczę, że decyzje jaki podejmowane są obecnie w Unii Europejskiej pozwolą nam w dalszym ciągu korzystać z potencjału naszego sektora paliwowo-energetycznego przy produkcji czystej energii z węgla – mówi Grzegorz Tobiszowski, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Energii, Pełnomocnik Rządu ds. Restrukturyzacji Górnictwa Węgla Kamiennego.

Dr Przemysław Kwiecień: proponowane zmiany podatkowe w USA wzmocnią dolara

Na rynku dolara rządzą dziś nietypowe schematy. Czynniki, które z reguły miały ogromne znaczenie, dziś bledną w obliczu potencjalnych decyzji nowej administracji prezydenta Trumpa. Podatek graniczny jest dziś wielką niewiadomą. Przypominać on może znany w Europie podatek VAT. Amerykanie dzięki temu będą mogli podnosić konkurencyjność własnej gospodarki. – Jeśli te rozwiązania zostaną wprowadzone możemy zobaczyć bardzo drogiego dolara – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

BSS – branża dla pracownika, czy pracownik dla branży

Czy w Polsce istnieje rynek pracownika? Zdania są podzielone. O zjawisku tym mówi się coraz częściej w kontekście branży outsourcingu i nowoczesnych usług dla biznesu, w której roczny wzrost Fundacja Pro Progressio szacuje się na blisko 20 000 miejsc pracy. Braki kadrowe i nienajlepszy wizerunek sektora jako pracodawcy przyczyniły się do poważnych zmian w procesie zatrudnienia. Centra operacyjne, kojarzące się niegdyś z „fabrykami” produkującymi usługi, zwracają się ku pracownikowi.

Wyzwania rekrutacyjne

Według badania Plany Pracodawców, przeprowadzanego przez Randstad wśród 1000 firm w Polsce sektor BPO/SSC ma najbardziej ambitne plany zatrudnieniowe w 2017 roku. Niedobory kadrowe sprawiają jednak, że cele te mogą być trudne do zrealizowania. Ze względu na duże zróżnicowanie branży nowoczesnych usług dla biznesu, różne sa także przyczyny problemów z rekrutacją. Z jednej strony mamy sektor ITO czy usługi finansowo-księgowe, w których brakuje wykwalifikowanych specjalistów, z drugiej branżę call contact center, która boryka się z wyzwaniami wizerunkowymi – mówi Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio – Istotnym czynnikiem wpływającym na rynek pracy nie tylko w branży BSS jest także wkroczenie do firm pokolenia Y i związane z tym zmiany kulturowe.

Pracownik uświadomiony

Wraz ze wzrostem popytu na pracownika, zmienia się również jego świadomość dotycząca własnej wartości na rynku pracy. Kandydaci coraz śmielej komunikują swoje potrzeby i oczekiwania nie tylko względem wynagrodzeń. Coraz częściej pierwszym pytaniem podczas rekrutacji nie jest „ile zarobię?”. Kandydaci chcą wiedzieć jaka jest kondycja firmy, możliwości osobistego rozwoju, czy będą pracować przy ciekawych i prestiżowych projektach, czy otrzymają wsparcie mentora, a nawet jak wygląda biuro – mówi prezes Fundacji Pro Progressio. Nowe pokolenie pracowników oczekuje indywidualnego traktowania i nie chce pracować w odhumanizowanym środowisku, z którym kojarzone były duże centra operacyjne. Branża nowoczesnych usług dla biznesu, której siła opiera się na ludziach, musiała odrobić swoją lekcję. Sektor BSS zrozumiał, że w grę wchodzą nie tylko kwestie wizerunkowe, ale też straty biznesowe, związane z dużą rotacją zatrudnienia. Każda zmiana na stanowisku to koszty szkolenia i wdrożenia nowego pracownika oraz zachwianie stabilności w realizowaniu danego procesu – mówi Wiktor Doktór.

Nie tylko pensja

Eksperci spierają się o to, czy w Polsce istnieje rynek pracownika. Coraz częściej jednak określenie to pojawia się właśnie w kontekście branży nowoczesnych usług dla biznesu. Temat ten obecny był podczas międzynarodowej konferencji The BSS Forum, która odbyła się pod koniec stycznia w Lublinie. Zmienia się wiele, począwszy od procesu rekrutacji, który staje się autentyczną rozmową na temat oczekiwań kandydata względem pracy i realną szansą na jego bliższe poznanie. Firmy dostosowują się do zróżnicowanych potrzeb potencjalnych pracowników. Oferują na przykład dzień pilotażowy w biurze potencjalnego pracodawcy, podczas którego to kandydat ma ocenić jak podoba mu się środowisko pracy. A to jest coraz bardziej przyjazne – nowoczesne centra operacyjne wyposażone są w strefy relaksu z kanapami, czasopismami, konsolami wideo. Niektóre firmy idą o krok dalej i organizują „miasteczka”, w ramach których pracownicy mają dostęp do sklepów, punktów usługowych czy stref aktywności bez konieczności oddalania się od biura. Sektor SSC/BPO oferuje również znacznie bogatszą paletę dodatków pozapłacowych niż przedsiębiorcy z pozostałych gałęzi polskiej gospodarki: regularne dostawy świeżych owoców, bezpłatne pakiety medyczne, karty rabatowe na popularne produkty i usługi, finansowanie pasji czy studiów.

Od miękkiej strony

Pracownik nowej generacji nie zadowala się jednak wyłącznie benefitami materialnymi. Niezwykle ważne jest stworzenie mu możliwości rozwoju. Dotyczy to w szczególności firm z branż takich jak  outsourcing contact center, które do niedawna postrzegane były jako miejsca zatrudnienia tymczasowego. W minionym roku, w ramach rekrutacji wewnętrznych prowadzonych przez Teleperformance Polska, jednego z liderów branży, awanse zdobyło aż 50 osób. Pracownicy zwaracją również coraz większą uwagę na kwestie komunikacyjne i kulturowe w firmach. Wyzwaniem dla pracodawców jest umiejętne łączenie coraz częściej spotykanych zespołów miedzypokoleniowych i międzynarodowych, a przez to budowanie spójności w organizacji. Podczas The BSS Forum poruszana była także kwestia utrzymania zangażowania pracowników poprzez dawanie im poczucia wpływu na rozwój firmy. Kluczem do sukcesu jest odpowiednia komunikacja i umiejętność słuchania tego, co zespół ma do powiedzenia. Firmy z sektora BSS są coraz bardziej świadome wartości współpracy: dzielenia się informacjami, integrowania wielu perspektyw, wymiany doświadczeń na linii pracodawca-pracownik. Jest to jedno z bardziej skutecznych narzędzi budowania lojalności zespołu.

 

W Polsce powstał pierwszy Data Science House

Na fali globalnego boomu na Big Data jak grzyby po deszczu rosną firmy specjalizujące się w analityce wielkich zbiorów danych. Przedsiębiorcy wiedzą, że jest się o co bić. Wartość cyfrowych profili internautów z obszaru samej tylko Unii Europejskiej do 2020 roku zbliży się do okrągłego biliona euro – takie wyliczenia przedstawia Boston Consulting Group w raporcie „The Value of Our Digital Identity”. Pod względem finansowym zakodowane w strumieniach danych informacje o użytkownikach Sieci będą zatem stanowiły równowartość blisko 8 proc. PKB, generowanych przez wszystkie państwa Wspólnoty. Samo gromadzenie i przetwarzanie danych w firmach to jednak wciąż za mało. Potrzebna jest wiedza i biznesowe know-how, jak firmy mogą wykorzystać te dane w swoich procesach biznesowych i je zmonetyzować. Lukę w tym zakresie chce wypełnić TogetherData, pierwszy Data Science House w Polsce.

Dom badaczy danych

Pod określeniem „Data Science House” kryją się zintegrowane usługi z zakresu analityki i monetyzacji danych, w tym tzw. data enrichment, czyli wzbogacanie systemów informatycznych firm danymi (zarówno ze świata online jak i offline, w postaci danych zgromadzonych w papierowych dokumentach), data-driven business (optymalizacja procesów firm z wykorzystaniem danych typu 1st i 3rd party) oraz consulting. Badacze danych z warszawskiej firmy TogetherData pomagają przedsiębiorstwom wykorzystywać potencjał drzemiący w Big Data w praktyce. Pokazują na żywym organizmie firmy, jak przekuć zgromadzone przez nią informacje w realny kapitał finansowy.

– Problemem polskich firm nie jest dziś wcale brak dostępu do danych. Przeciwnie: wiemy już, że przedsiębiorstwa zgromadziły już wiele cyfrowych informacji, ale często o biznesowo nieokreślonej wartości. Mimo że są w posiadaniu danych, to nie wiedzą już, jak realnie mogą zaaplikować je w swoim biznesie. Nawet te firmy, które dysponują pokaźnymi zasobami cyfrowymi czy rozbudowanymi systemami CRM, często nie zdają sobie sprawy z tego, jak zoptymalizować działanie procesów przedsiębiorstwa, rozpoznać jego problemy, pozyskać nowych klientów czy lepiej zrozumieć i „sklonować” profile tych najlepiej konwertujących. Z myślą o takich firmach zakładaliśmy TogetherData. Zawieszamy sobie poprzeczkę o poziom wyżej – mówi Michał Grams, prezes zarządu TogetherData i jeden z założycieli pierwszego Data Science House w PolsceNaszym długofalowym celem jest „datyzacja” polskiego biznesu, to znaczy pokazanie mu czarno na białym realnych, finansowych i organizacyjnych korzyści, płynących z odpowiedniego posługiwania się danymi i zarządzania nimi. Można powiedzieć, że naszą pracę zaczynamy tam, gdzie pozostałe firmy ją kończą, pozostawiając biznes z danymi samemu sobie. Dlatego Big Data w postaci gotowego produktu są po prostu niewystarczające, co więcej – nie uwzględnia danych ze świata offline, które zawierają równie cenne informacje dla firm, co dane internetowe. W naszej ocenie o biznesowym IQ firmy świadczy nie tyle wielkość zgromadzonych przez nią danych, co skala i wymiarowość ich praktycznego wykorzystania – dodaje Michał Grams.

Polskie firmy od lat z wielkim trudem przekonują się do analityki danych. Według badań przeprowadzonych przez firmę Intel, raptem co piąte (18 proc.) polskie przedsiębiorstwo wykorzystuje narzędzia z zakresu analityki danych. Pod tym względem zajmujemy jedno z ostatnich miejsc w Europie.

Tymczasem wiedza o zarządzaniu danymi i ich monetyzacji okazuje się motorem napędowym zysków w firmach. Jak wynika z badania „Going beyond the data. Turning data from insights into value”, przeprowadzonego przez firmę KPMG International, 8 na 10 (82 proc.) przebadanych przedsiębiorstw twierdzi, że dzięki zrozumieniu mechanizmów z zakresu analityki wielkich zbiorów danych, udało im się lepiej zrozumieć potrzeby swoich klientów i skuteczniej reagować na nie ofertowo.

Największymi odbiorcami i użytkownikami wielkich zbiorów danych na świecie są dzisiaj 4 sektory: fintech, przemysł, e-sklepy oraz koncerny medyczne. W kolejce po rozwiązania z tego obszaru ustawiają się jednak również małe i średnie przedsiębiorstwa.

Najciemniej pod latarnią

Badacze danych z TogetherData twierdzą, że niski wskaźnik zaangażowania firm w analitykę Big Data jest efektem zaniedbań, jakich dopuściły się spółki koncentrujące się wyłącznie na analizie internetowych strumieni danych oraz dostarczaniu gotowych produktów, bez konieczności wyjaśnienia przedsiębiorstwom, jak powinno się ich używać. Nie potrafią one jednak pomóc zasilonym w dane podmiotom w monetyzowaniu cyfrowych informacji. Sprzedając dane do firm niejako „umywają ręce” od tego, co ich klienci z takimi danymi później zrobią.

Przypomina to trochę sytuację kupowania leku, o którego działalności, sposobie dawkowania czy efektach ubocznych nie zostaliśmy poinformowani przez aptekarza, a w pudełku nie znajdujemy żadnej ulotki – mówi Michał Grams, prezes zarządu TogetherData – Paradoks całej sytuacji polega na tym, że w sektorach, w których danych jest najwięcej, występują również największe trudności z ich wykorzystaniem i monetyzacją. Mam tu na myśli głównie obszar fin-tech, czyli m.in. branżę bankową, ale również windykacyjną. Ta pierwsza może wykorzystać dane m.in. do automatyzacji procesów scoringowych klientów, czyli oceny ich zdolności kredytowej. Tej drugiej dane pozwalają docierać skuteczniej do dłużników i osób zalegających z opłatami, a także pomagają w ocenie nowych portfeli wierzytelności, które firmy windykacyjne zamierzają zakupić. Dlatego nasi badacze danych prowadzą w firmach z tego sektora programy pilotażowe, wdrażając rozwiązania m.in. z zakresu data-driven business czy data enrichment, czyli wzbogacania danymi systemów klasy BI i konwertowania cyfrowych informacji w realne działania i strategie. Szkolą również pracowników tych firm z umiejętności obsługi systemów analitycznych. Już po pierwszym miesiącu takiej współpracy nasi klienci widzą pierwsze, wymierne efekty – dodaje Michał Grams.

Według wyliczeń firmy badawczej IDC globalny rynek wielkich zbiorów danych wart jest obecnie około 130 mld dolarów. To o 18 mld dolarów więcej, niż w roku ubiegłym. Choć tempo wzrostu jest znaczące, to jednak nie odzwierciedla ono jeszcze w pełni potencjału cyfrowego kapitału, który firmy mają do dyspozycji. Powód? Problem z monetyzacją danych. To właśnie on jest dziś największą bolączką wszystkich przedsiębiorstw. Również tych działających w Polsce. We wspomnianym wcześniej badaniu KPMG kłopot ze spieniężeniem czy wykorzystaniem gotowych danych do optymalizacji procesów biznesowych firmy (BPO) zgłasza aż 58 proc. przedsiębiorców. IDC rekomenduje, aby firmy rozpoczęły tworzenie specjalnych działów i zespołów, odpowiedzialnych za analizę potencjału danych w systemach firmy oraz jej aplikacjach. Takie działanie pozwoli ocenić biznesową wartość danych posiadanych przez przedsiębiorstwa pod kątem ich przydatności w strategii firmy oraz możliwości generowanych przez nie zysków. To jednak działanie dość kosztowne i wymagające zatrudnienia wykwalifikowanych specjalistów w tych dziedzinach. Dlatego alternatywą względem wewnętrznych komórek funkcjonujących w firmach i wyspecjalizowanych w działaniach z zakresu data analytics, mogą okazać się zewnętrzni badacze danych, którzy w swojej pracy na co dzień stykają się ze strumieniami danych i je analizują. Są oni w stanie często skuteczniej i szybciej ocenić biznesową wartość firmowych Big Data, a także zaproponować gotowe scenariusze ich wykorzystania i spieniężenia.

Pierwszy krok w kierunku cyfrowej rewolucji danych polski biznes ma już za sobą. Firmy nad Wisłą zdają sobie sprawę, że w cyfrowych strumieniach Big Data mogą znajdować się użyteczne i unikalne informacje, które wpłyną funkcjonalnie zarówno na bieżącą działalność przedsiębiorstwa i jego ofertę, jak i na długofalową strategię rynkową. Skoro powiedzieliśmy już „A”, angażując się w gromadzenie jak największej liczby danych, to teraz pora powiedzieć „B” i przyjrzeć się informacjom, które firmie udało się zgromadzić, aby móc je efektywniej spożytkować. Dlatego prawdziwa rewolucja, związana z monetyzacją danych, z generowaniem przez nie nowych źródeł zysków firmy, z podejmowaniem decyzji w oparciu o model data-driven business, ze skonfrontowaniem informacji z CRM z celami sprzedażowymi – to wszystko dopiero puka do drzwi polskich firm – mówi Michał Grams, prezes zarządu TogetherData.

Murapol FIZ Mieszkaniowy rozliczył się z inwestorami

Ponad 34 mln zł, w tym 2,5 mln zł z tytułu dochodów, trafiło do nabywców umorzonych certyfikatów inwestycyjnych serii C i D Murapol FIZ Mieszkaniowy. To nie tylko pierwszy fundusz inwestycyjny zamknięty, którego aktywami zarządzał Murapol S.A., ale także pierwszy FIZ nieruchomościowy w Polsce, który zrealizował cel inwestycyjny i wywiązał się w terminie ze swoich zobowiązań wobec inwestorów.

Murapol Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Mieszkaniowy został utworzony w listopadzie 2014 roku przez Murapol S.A. we współpracy z Altus TFI S.A. Strategia inwestycyjna MFIZM zakładała lokowanie środków wpłaconych przez inwestorów w udziały i akcje spółek celowych Grupy Murapol, których działalność polega na realizowaniu projektów mieszkaniowych. Nabywcy zewnętrzni dwóch serii certyfikatów inwestycyjnych, wyemitowanych w trybie prywatnym, wpłacili do funduszu blisko 31,4 mln zł. Ze środków tych została sfinansowana realizacja kilku projektów deweloperskich Grupy Murapol, w tym m. in. dwa etapy Murapol Poznańska w Krakowie oraz Murapol Bażantów w Katowicach.

10 stycznia br. Altus TFI, jako organizator MFIZM, wypłacił posiadaczom certyfikatów inwestycyjnych należne środki z tytułu ich umorzenia oraz ostatniej transzy dochodu. Dwie wcześniejsze wypłaty z tytułu dochodu funduszu zostały dokonane po grudniu 2015 roku oraz czerwcu 2016 roku. Likwidacja funduszu rozpoczęła się 26 stycznia i potrwa do 26 kwietnia br.

– Zorganizowanie finansowania inwestycji deweloperskich w formie FIZ pomogło nam rozwinąć skalę działalności, z firmy o zasięgu regionalnym do dewelopera rangi ogólnopolskiej, a wkrótce europejskiej. W zamian, zaoferowaliśmy inwestorom atrakcyjne i bezpieczne 8% rocznie, które w formule stałego dochodu jest nieosiągalne w żadnym z oferowanych na rynku produktów inwestycyjnych. – mówi Michał Sapota Prezes Zarządu Murapol S.A. – Z kolei jako zarządzający portfelem inwestycyjnym MFIZM, wnieśliśmy do projektu wieloletnie doświadczenie w realizacji projektów mieszkaniowych, potwierdzone bogatym portfolio wybudowanych osiedli oraz skuteczny od wielu lat model biznesowy. – dodaje Michał Sapota.

Obecnie Murapol zarządza środkami trzech FIZ-ów stworzonych wspólnie z jednym z wiodących krajowych TFI, do których inwestorzy zewnętrzni wpłacili ponad 153,5 mln zł. W planie na 2017 rok ma utworzenie przynajmniej 2 nowych funduszy o unikatowej na rynku formule inwestycyjnej, która ma przynosić zyski niezależnie od koniunktury na rynku nieruchomości.

Jedno zdanie Donalda Trumpa przywróciło wiarę inwestorów

Błądzenie rynku walutowego zostało wczoraj przerwane przez krótką wiadomość od prezydenta Trumpa, że korzystne zmiany podatkowe są w drodze. O szczegółach zmian cisza, ale rynek nie czeka. USD dostał nowych sił, skok rentowności uderzył w jena, a Wall Street poprawia szczyty.

Donald Trump znowu to zrobił. Wystarczyło jedno zdanie od niego, aby rynki porzuciły wszystkie swoje obawy i teraz przy każdej ocenie danych z gospodarki globalnej szklanka jest do połowy pełna. Wczoraj Trump na spotkaniu z prezesami firm lotniczych obiecał, że w przeciągu 2-3 tygodni zostanie przedstawiony „fenomenalny” plan podatkowy, którego celem będzie obniżenie obciążeń dla biznesu. I to wszystko. Zero szczegółów. Jednak rynki i tak popadły w zachwyt. Bierze się to z dwóch rzeczy. Po pierwsze w ostatnich dniach krążyły plotki, jakoby administracja Trumpa miała zwlekać z reformą podatkową do 2018 r., zatem wczorajsza informacja wymazuje obawy rynku. Po drugie pierwsze dni prezydentury przyniosły więcej rozczarowań niż konfirmacji euforii, jak wystąpiła po wygranej Trumpa w listopadzie, że teraz pusta obietnica działań na rzecz pobudzenia gospodarki jest odbierana jako solidna gwarancja realizacji. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, tak w okresie, kiedy inwestorzy zachowują się, jak ćmy zagubione we mgle, każde źródło światła przyciągnie chmarę. Spojrzenie na EUR/USD za ostatnie trzy dni potwierdza, że rynek nie widział kierunku.

Gdyby się okazało, że Trump nie wywiąże się z obietnicy, będzie to potężny cios w USD, jednak poza tym zagrożeniem, wiatr zaczyna ponownie wiać w żagle dolara. Jeśli reforma podatków będzie przemawiać za przyspieszeniem inflacji, rynek zacznie podnosić oczekiwania na marcową podwyżkę stóp procentowych Fed. W tym tygodniu ze strony członków Fed słyszeliśmy, że marzec nie jest wykluczony, a trzy podwyżki w tym roku nie są nierozsądnym założeniem. Rynek dyskontuje dwie, więc pole do napędzania dolara jest duże. Pomimo tego nie można zapominać, że Trump może też zaskakiwać nie po myśli inwestorów. Dziś startuje spotkanie prezydenta USA z premierem Japonii Shinzo Abe, gdzie dyskusje będą dotyczyć m.in. międzynarodowego handlu i polityki kursowej. Powtórzenie przez Trumpa oskarżeń o manipulację kursem jena lub uderzenie w japońskie koncerny samochodowe może zatrzymać, jeśli nie odwrócić wczorajszego rajdu USD/JPY.

W przypadku EUR/USD sytuacja jest prostsza, gdyż sprzedaż ma podstawy w średnioterminowych oczekiwaniach wzrostu premii za ryzyko polityczne w Europie. Spready rentowności między obligacjami skarbowymi Francji i państw peryferyjnych Eurolandu a niemieckimi odpowiednikami rozszerzają się, sugerując wzrost obaw. W ostatnich dniach przez serwisy informacyjne przewija się ponownie temat Grecji. EUR/USD jeszcze jest zamknięty między 1,06 a 1,08, ale ryzykuje wyjście dołem.

W kalendarzu za nami już bardzo dobre dane z Chin, które pomogły w podtrzymaniu pozytywnego sentymentu. W styczniu eksport wzrósł o 7,9 proc. r/r (prog. 3,2 proc.), a import skoczył o 16,7 proc. (prog. 10 proc.) i dane są mocnym argumentem w debacie o reflacji na świecie. Dalej mamy dane o produkcji przemysłowej i handlu zagranicznym z Wielkiej Brytanii. Rozczarowujące grudniowe dane z przemysłu Niemiec, Hiszpanii i Francji rysują schemat, pod który może podlegać dzisiejszy odczyt na Wyspach. Po południu raport z rynku pracy Kanady będzie analizowany pod kątem, czy sytuacja w zatrudnieniu pozwoli BoC zapomnieć na dobre o obniżkach stóp procentowych, choć solidny przyrost miejsc pracy w grudniu niesie ze sobą ryzyko odreagowania. Indeks Uniwersytetu Michigan ma wskazać na podtrzymanie nastrojów konsumentów blisko 12-letnich szczytów, potwierdzając zadowolenie Amerykanów po pierwszych tygodniach prezydentury Trumpa.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Florek: Pakiet 100 zmian dla firm ochroni polskich przedsiębiorców przed Urzędem Skarbowym

Polski biznes mierzy się z wieloma zagrożeniami. Największe płyną z dużych obietnic, które nie zostają spełnione. Biznes oczekuje zmian i wiele się o tym mówi, lecz wszystko zostaje po staremu. Konstytucja dla biznesu jest ważnym i potrzebnym pakietem, który powinien zostać wprowadzony w życie jak najszybciej. Tak bardzo znaczących zmian nie da się wprowadzić bez poprawienia oraz udoskonalenia.

– Jeżeli będziemy chcieli stworzyć idealną konstytucja dla biznesu, to ona nigdy nie powstanie i zostaniemy w fazie dyskusji – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Ryszard Florek, prezes FAKRO – Rzeczywistość wymaga jak najszybszego wprowadzenia pakietu. Nasiliły się w ostatnim czasie kontrole ze strony Urzędu Skarbowego, które są nastawione na znalezienie błędów i ukaranie przedsiębiorców. Wszystko to, aby zdążyć przed wprowadzeniem pakietu 100 zmian dla firm, który ma pomóc przedsiębiorcom. W tym momencie najważniejsze jest szybkie wprowadzenie konstytucji, a udoskonalaniem zajmiemy się później – podsumował Florek.

Tate Multimedia pracuje nad trzema grami. Polski producent chce zdobyć rynki chiński i amerykański

Tate Multimedia pracuje nad trzema grami. Polski producent chce zdobyć rynki chiński i amerykański 1

Na rynku gier powraca moda na gry wideo nurtu niezależnego, tzw. indie. W odróżnieniu od głównego nurtu drogich gier AAA nie mają one wysokich budżetów na produkcję i promocję, za to przyciągają graczy nietuzinkowymi pomysłami. Producent i wydawca Tate Multimedia zamierza połączyć oba nurty w opracowywanych przez siebie grach. W tej chwili pracuje nad trzema tytułami. Celem jest podbicie nie tylko rynku lokalnego i europejskiego, lecz także Chin oraz Ameryki Północnej.

– Tate Multimedia pracuje na grach, które możemy opisać jako gry indie triple-A. Z gatunku triple-A, który określa gry wysokobudżetowe, bierzemy wysoką jakość produktu, a z indie bierzemy wszystko, co jest powiązane z innowacją, ale też pewne ryzyko, bo to są gry nieszablonowe jak te duże tytuły, które kosztują po 50–60 mln euro – mówi agencji informacyjnej Newseria Paweł Leskowicz, dyrektor zarządzający Tate Multimedia. – Duże produkcje zawsze będą miały swoje miejsce, ale wydaje mi się, że teraz gracze poszukują innowacyjnych rzeczy, bo już prawie wszystko widzieli i chcą zobaczyć coś innego, co ich zaskoczy.

Koronną produkcją studia jest „Urban Trial Freestyle”, gra wydana w 2013 roku. Gracz przenosi się w niej do opuszczonych dzielnic wirtualnego miasta, gdzie bierze udział w wyścigach motocyklowych na różnych trasach. Gra sprzedała się w 150 krajach w ponad milionie egzemplarzy. Teraz trwają prace nad kolejnymi.

Aktualnie pracujemy na trzech tytułach. Ogłosimy te tytuły w 2017 roku, będą one wydane w 2018 i 2019 roku. Za tym idą inwestycje, to nie są tanie gry, kosztują po kilka milionów euro każdy tytuł, to jest marketing, bo jesteśmy też wydawcą, więc chcemy sami wydać te tytuły na cały świat – zapowiada Leskowicz. – Tak zrobiliśmy z poprzednim naszym tytułem, „Urban Trial Freestyle”, który się sprzedał w ponad milionie sztuk, szczególnie bardzo dobrze w Japonii, i chcemy iść dalej tym szlakiem.

Firma przygotowuje m.in. kontynuację gry, która odniosła sukces, a „Urban Trial Freestyle 2” jest jednym ze wspomnianych trzech pozycji, których niebawem można się spodziewać na rynku. W ubiegłym roku wystąpiła też o dotacje unijne na kolejną grę do NCBiR w ramach programu GameINN i spośród 38 projektów, które zostały zakwalifikowane do dofinansowania, zajęła 11. pozycję z identyczną liczbą punktów, co projekt dziewiąty. Przyznana kwota to ponad połowa całkowitego kosztu projektu i 100 proc. sumy, o którą spółka wnioskowała: 1,45 mln zł.

 To też jest produkt bardzo mocno oparty o innowacje powiązane z motorami, tylko nie będzie się przekładał na gry, ale też na inne rzeczy, które dotyczą symulacji, pozwolą osobie, która gra, poczuć prawdziwe doświadczenie motocyklisty – zapowiada dyrektor zarządzający Tate Multimedia. – To może się przełożyć potem na gry samochodowe, na wiele innych rzeczy, które nie są też związane z grami.

Dofinansowany projekt zakłada „opracowanie innowacyjnego projektu i prototypu fizyki motocykla typu stunt wraz z zestawem głównych i pobocznych elementów funkcjonalności gry w sposób wierny odwzorowujących model rzeczywisty”

Szczegółów trzeciego, dużego projektu, nad którym pracuje Tate Multimedia, szef spółki nie chce jeszcze zdradzać. Na swojej stronie umieszczone ma dwa tytuły: „Gasoline Fury” oraz „Fractured Wastes”.

Ostatni nasz tytuł, „Urban Trial Freestyle” został też wydany w Chinach, które są, jak wszyscy wiemy, dosyć hermetycznym rynkiem. Nasz plan to dalej działać w Azji i w Ameryce Północnej, i jak najbardziej w Europie Wschodniej oraz Zachodniej – informuje Paweł Leskowicz. – Nie ukrywam, że interesują nas też Chiny, już mamy jedną nogę na tym rynku, więc chcemy kontynuować rozwój w Azji, gdzie mamy bardzo mocne kontakty z Sony Japonia czy Sony Chiny.

Centra handlowe chcą wykorzystać rosnącą popularność zakupów przez internet. Wprowadzą możliwość odbierania produktów zamówionych online

Centra handlowe chcą wykorzystać rosnącą popularność zakupów przez internet. Wprowadzą możliwość odbierania produktów zamówionych online 2

Wartość rynku e-handlu w tym roku może sięgnąć 40 mld zł. Już prawie co drugi Polak robi zakupy online przynajmniej raz w roku. Rosnąca popularność e-sprzedaży to wyzwanie dla centrów handlowych. Dlatego szukają sposobów, by ten trend przekuć w szansę. Jednym z nich jest możliwość odebrania zamówionych przez internet produktów w galerii, z możliwością przymierzenia i ewentualnego zwrotu na miejscu, bez konieczności wysyłania kurierem. Centra coraz częściej będą też sięgać po nowoczesne technologie, by dotrzeć do najmłodszej grupy klientów.

– To obecnie gorący temat, jak połączyć tradycyjne centra handlowe z zakupami online. Niewątpliwie zakupy e-commerce są teraz bardzo popularne w Polsce i na świecie i jest to rosnący trend – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maria Piedziewicz z Działu Badań Rynku w Knight Frank Poland. – Zakupy online w Polsce rozwijają się w bardzo szybkim tempie, znacznie szybciej niż w Europie Zachodniej. Dlatego uważam, że możemy być w tym zakresie trendsetterami.

Z danych McKinsey wynika, że w 2016 roku wartość rynku e-commerce w Polsce sięgnęła 36 mld zł. W tym roku może wzrosnąć do 40 mld zł. Zakupy w internecie przynajmniej raz w roku robi co drugi Polak. Według TNS Polska 35 proc. wydaje jednorazowo do 250 zł. Popularność zakupów w sieci rośnie, co jest znaczącym wyzwaniem dla centrów handlowych.

 Niektóre galerie handlowe w celu przyciągnięcia klientów oferują nową usługę, czyli możliwość dostarczenia produktów zamówionych online bezpośrednio do galerii handlowej. Jest specjalnie przygotowane miejsce, aby daną rzecz przymierzyć, a jeżeli dany produkt nam nie odpowiada, to możemy go zostawić w miejscu, z którego odebraliśmy zamówienie – tłumaczy Piedziewicz.

Z przekonaniem klientów do tego rozwiązania galerie nie powinny mieć problemu. Tym bardziej że nie wszyscy mogą odebrać przesyłkę kurierską w ciągu dnia w domu albo zamówić ją do miejsca pracy.

Kolejny ważny trend to wykorzystanie nowoczesnych technologii i nowych mediów, m.in. do promocji centrum handlowego. Jak pokazało badanie JLL i Atrium z 2015 roku, ich potencjał nie jest jeszcze w pełni wykorzystany. Strony internetowe galerii klienci odwiedzają najczęściej po to, by sprawdzić godziny otwarcia lub dostępność danej sieci handlowej, a nie po to, by śledzić najnowsze zmiany, promocje czy planowane wydarzenia. Klienci rzadko wchodzą w interakcje online z galeriami handlowymi. Niewielu też ma aplikację mobilną centrów handlowych, mimo że większość osób chciałaby dostawać ofertę danej galerii podczas wizyty.

McKinsey wskazuje, że internet często służy do porównania cen i sprawdzenia opinii o produkcie. Ofertę m.in. odzieży czy obuwia w sieci przegląda 35–65 proc. osób, ale odsetek sprzedaży sięga ok. 20 proc. Zakupy w ten sposób robi coraz więcej millenialsów. Cyfrowi Polacy wciąż chętnie chodzą do sklepu. Ponad połowa zwolenników tradycyjnych sklepów wskazuje jako zaletę możliwość przymierzenia produktów czy dotknięcia materiału.

– To kobiety częściej kupują online, chociaż przymierzają w tradycyjnych sklepach, mężczyźni odwrotnie, najpierw wolą obejrzeć w internecie, a potem dokonać zakupu w tradycyjnych sklepach – wskazuje ekspertka.

Jak ocenia przedstawicielka Knight Frank, odbiór w sklepie zamówionych przez internet produktów może się przyjąć pod warunkiem odpowiedniej promocji. Dla sprzedawców to korzystne rozwiązanie, bo ogranicza koszty związane z dostarczaniem produktów do klienta. Skorzystają na tym klienci, coraz bardziej mobilni i szukający innej możliwości dostawy towaru.

– Biorąc pod uwagę najmłodsze pokolenie wychowane w dobie technologii jest to wyzwanie i trzeba będzie dostosować otaczającą nas rzeczywistość do oczekiwań dorastających klientów – przekonuje Maria Piedziewicz.

Ukraińska gospodarka wychodzi z recesji. Największym zagrożeniem dla kraju brak reform i nasilenie agresji Rosji

Ukraińska gospodarka wychodzi z recesji. Największym zagrożeniem dla kraju brak reform i nasilenie agresji Rosji 3

Niemal równo dwa lata po podpisaniu porozumień mińskich wciąż nie widać końca konfliktu na Ukrainie. W ostatnich tygodniach sytuacja na wschodzie kraju się zaostrzyła, a w obwodzie donieckim toczą się walki z separatystami. W trudnych okolicznościach ukraińska gospodarka zaczyna wychodzić z recesji, a wzrost PKB w ostatnim kwartale przyspieszył. Pilnie potrzebne są jednak głębokie reformy społeczno-gospodarcze – uważa dr Christopher A. Hartwell, prezes CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych.

Podczas styczniowej wizyty w Berlinie prezydent Petro Poroszenko mówił, że gospodarka Ukrainy wykazuje tendencje wzrostowe. Reuters, powołując się na prognozy rządowej agencji SSA, poinformował, że w ostatnim kwartale ubiegłego roku PKB Ukrainy wzrosło o ponad 4 proc. rok do roku.

Ukraina wychodzi z najgorszego stadium recesji. Gospodarka jest bardzo elastyczna. Nawet usunięcie najmniejszych przeszkód wyzwala ducha przedsiębiorczości. W ostatnich latach poluzowano pewne regulacje, wprowadzono kilka dobrych reform, które pod rządami Janukowycza były nie do pomyślenia. Ale trzeba iść dużo dalej – mówi agencji Newseria Biznes dr Christopher A. Hartwell, prezes CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych.

Ocenia, że ukraińska gospodarka jest w dużo lepszej sytuacji niż rosyjska. Ukraina negocjuje całościowe porozumienie handlowe, liberalizację systemu wizowego, nie jest uzależniona od cen ropy, a jej gospodarka jest bardziej zdywersyfikowana. To znacznie mniejszy rynek niż Rosja, ale długoterminowo ma dużo lepsze perspektywy.

Rosja coraz bardziej koncentruje się na wydobyciu surowców. Dużo środków pochłania wojsko i koszty, które pociągają za sobą militarne przygody. Krym przecież nie jest pustynią. Trzeba tam na przykład płacić emerytury, a to odbija się na rosyjskim budżecie – mówi dr Christopher A. Hartwell.

Jednym z priorytetów dla prezydenta Poroszenki i gabinetu premiera Wołodymyra Hrojsmana jest teraz stworzenie zorganizowanego systemu walki z korupcją. Między innymi do tego zobowiązały Ukrainę Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, które wspierają ją finansowo. Wdrażanie systemu antykorupcyjnego skutecznie blokuje jednak opór części klasy politycznej i oligarchów. Zdaniem prezesa CASE wymiar sprawiedliwości jest jednym z kluczowych obszarów, które Ukraina musi zreformować.

Mówiąc o Ukrainie, jestem pełen nadziei, ale nie jestem optymistą. Za poważne problemy Ukrainy uważane są duża korupcja, brak niezawisłości sądów i nierespektowanie prawa własności. To spadek po prezydentach Kuczmie i Krawczuku. Wielu fundamentalnych reform wciąż nie udało się wdrożyć. Do tego dochodzi rosnąca agresja rosyjska w ostatnich tygodniach – mówi prezes CASE.

Kryzys na Ukrainie trwa od 2014 roku, kiedy Rosja zaanektowała Półwysep Krymski, a wspierani przez siły rosyjskie separatyści rozpoczęli zbrojne walki o oderwanie części terytorium Ukrainy. W końcówce stycznia na wschodzie zostały wznowione walki sił rządowych z prorosyjskimi separatystami. Najcięższa sytuacja jest w 25-tysięcznym mieście Awdijiwka w obwodzie donieckim, gdzie ogłoszono stan wyjątkowy. Po ciężkim ostrzale miasto zostało pozbawione elektryczności, ogrzewania i bieżącej wody, a część została mieszkańców ewakuowana. Szef misji OBWE przestrzegł w ubiegłym tygodniu, że miastu grozi katastrofa humanitarna i ekologiczna.

Rosjanie mają poczucie, że ze Stanami Zjednoczonymi pod rządami Trumpa mogą pozwolić sobie na więcej niż za czasów Obamy. To problematyczne, bo Obama tak naprawdę też nic nie zrobił. Nie pomógł Ukrainie, zostawiając to Unii Europejskiej. Problemy Ukrainy w dużej mierze to jej własna wina, ale nadszedł czas, by wspólnota międzynarodowa zreflektowała się i powiedziała: w Europie trwa wojna – mówi dr Christopher A. Hartwell.

Wiceprezydent USA Mike Pence wyraził w tym tygodniu zaniepokojenie eskalacją konfliktu na Ukrainie, ale nie zadeklarował jednoznacznie, czy Stany Zjednoczone utrzymają sankcje wobec Rosji w najbliższych miesiącach. Obecne nałożone na Rosję po aneksji Krymu przez USA i Unię Europejską będą obowiązywać do końca lipca. Podczas ostatniego spotkania w Brukseli ministrowe spraw zagranicznych państw Wspólnoty zapowiedzieli, że UE utrzyma twarde stanowisko wobec Rosji i nie zamierza znosić sankcji.

Sankcje szkodzą Rosji, ale nie poszły tak daleko, jak mogłyby. Bardziej odczuwalny był spadek cen ropy, ale w ostatnim czasie nastąpiło odbicie i Rosja znowu nabrała wiatru w żagle. Owszem, sankcje sprawiły pewien dyskomfort rosyjskiemu przemysłowi, ale na pewno nie Putinowi ani jego najbliższym współpracownikom. Okazały się porażką głównie dlatego, że od początku nie bardzo było wiadomo, jaki jest ich cel. Czy chodzi o zaprzestanie walk w Donbasie, czy o oddanie Krymu? Nie było w tej kwestii jasności – mówi dr Christopher A. Hartwell.

W opinii prezesa CASE sankcje były najlepszym, co Ukraina mogła uzyskać, biorąc pod uwagę wolę i atmosferę polityczną na Zachodzie, ale ich realna korzyść dla tego kraju jest niewielka. Z drugiej strony zaszkodziły Rosji w stosunkowo niewielkim stopniu.

– Teraz NATO i USA urządzają coś w rodzaju demonstracji siły, wysyłając czołgi do Polski i republik bałtyckich. Ale to przypomina teatr kabuki – uważa dr Christopher A. Hartwell.

Eksperci zwracają uwagę na to, że w dwa lata po podpisaniu porozumień mińskich perspektywa końca konfliktu na Ukrainie wciąż jest bardzo odległa. Zawarty w lutym 2015 roku w Mińsku kompromis został wypracowany przez przywódców Ukrainy, Niemiec, Francji i Rosji i zakładał natychmiastowe wstrzymanie ognia, wycofanie ciężkiego sprzętu, utworzenie strefy buforowej i zapewnienie pomocy humanitarnej ludności cywilnej, przywrócenie Ukrainie kontroli nad jej granicami i przeprowadzenie zgodnych z prawem wyborów. Porozumienie miało zostać wykonane do końca ubiegłego roku, ale jak dotąd praktycznie ani jeden z punktów nie został zrealizowany przez żadną ze stron toczącego się konfliktu.

Nie sądzę, aby w tym konflikcie byli jacyś zwycięzcy. Na Ukrainie była kasta ludzi uprzywilejowanych, ale ich czas dobiega końca. Oni nie są wygranymi. Rosjanie też nie, bo rosyjscy żołnierze walczą i giną w Donbasie. Trudno to nazwać sukcesem. Zachód pokazał swoją impotencję. UE się podzieliła, USA umyło ręce. Tu nie będzie zwycięzców – ocenia dr Christopher A. Hartwell.

W opinii prezesa CASE Władimirowi Putinowi udało się jednak to, czego nie zdołali dokonać Ukraińcy przywódcy: obudził w Ukrainie ducha narodowego i stworzył zjednoczony naród.

Jedyna dobra rzecz to fakt, że powstał naród ukraiński, ale naród nie powinien się rodzić we krwi. To, czy uda się go utrzymać, to inna sprawa – mówi dr Christopher A. Hartwell.

Prognozuje, że jedyną drogą zakończenia ukraińskiego konfliktu jest przekonanie Moskwy, że istnienie silnej, ekonomicznie wydolnej Ukrainy na zachodniej granicy Rosji leży w jej najlepszym interesie.

Termomodernizacje domów mogą znacznie poprawić jakość powietrza w Polsce. Potrzebny jest program wsparcia dla takich inwestycji

Termomodernizacje domów mogą znacznie poprawić jakość powietrza w Polsce. Potrzebny jest program wsparcia dla takich inwestycji 4

Większość domów ogrzewana jest przez kotły i piece, często z wykorzystaniem węgla i odpadów. Dodatkowo – ze względu na wiek tych budynków – zużycie energii jest kilkukrotnie wyższe niż w domach budowanych w ostatniej dekadzie. Szkodliwy wpływ domów na środowisko i na zdrowie ich mieszkańców mogłaby zredukować modernizacja budynków. Do tego jednak potrzebny jest system wsparcia finansowego.

 Najbardziej palącym problemem dla jakości powietrza w Polsce jest kwestia domów jednorodzinnych. W naszym kraju jest ponad 5 mln domów jednorodzinnych, z tego 70 proc., czyli około 3,5 mln, jest ogrzewanych za pomocą kotłów i pieców na paliwa stałe, które są głównym źródłem zanieczyszczeń – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jacek Siwiński, dyrektor generalny VELUX Polska.

Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami wskazuje, że ponad połowa (53 proc.) unoszących się w powietrzu pyłów pochodzi z gospodarstw domowych. Szczególnie rakotwórczy jest benzoalfapiren, a za ok. 87 proc. tego związku odpowiadają właśnie domy. W dużej mierze to wina ogrzewania odpadami komunalnymi i węglowymi oraz słabej jakości węglem.

– Oprócz trujących systemów grzewczych jednym z problemów jest niska energooszczędność. Wiele budynków jednorodzinnych to budynki w złym stanie, o niskiej energooszczędności. To powoduje, że aby je ogrzać, trzeba spalić jeszcze więcej węgla, a niestety w wielu przypadkach zwykłych odpadów. To powoduje, że z dnia na dzień oddychamy coraz gorszą mieszanką powietrza i szkodliwych pyłów – tłumaczy Siwiński.

Z danych GUS wynika, że w jednorodzinnych budynkach (łącznie ok. 5,2 mln) mieszka większość Polaków – 90 proc. mieszkańców wsi (3,3 mln domów) i 30 proc. miast (1,7 mln domów). W okresie mrozów oznacza to ponad 5 mln kotłowni pracujących na pełnych obrotach i emitujących do atmosfery mnóstwo trujących pyłów.

 Kluczowe dla rozwiązania problemu czystości powietrza w Polsce będzie stworzenie programu wsparcia dla remontów, zwłaszcza budynków jednorodzinnych – przekonuje dyrektor generalny VELUX Polska. – Tym samym rozwiązalibyśmy kilka problemów społecznych, m.in. ubóstwa energetycznego. W niektórych rodzinach koszt zużycia energii jest niewspółmiernie wysoki w stosunku do ich dochodów. Doprowadzimy również do poprawy zdrowia Polaków, co będzie oznaczać oszczędność pieniędzy prywatnych i publicznych. Będzie to również miało dobry wpływ na środowisko naturalne – wymienia.

Zdecydowana większość spośród 5 mln budynków jest przestarzała i tym samym nieefektywna energetycznie. 22 proc. budynków pochodzi sprzed II wojny światowej, a blisko połowa z lat 19451988. Ich zużycie energetyczne jest odpowiednio trzy- i dwukrotnie większe niż budynków z 2007 roku. Większości mieszkańców nie stać jednak na ich modernizację, bez wsparcia od państwa jakiekolwiek zmiany będą więc niemożliwe.

– Warto w te budynki inwestować. Według prognoz w 2050 roku 90 proc. użytkowanych budynków to będą te, które już stoją – mówi Jacek Siwiński. – Na poprawę energooszczędności wpłynie zadbanie o bardziej sprawne systemy grzewcze, właściwą izolację i minimalizację strat ciepła. Nie należy również zapominać, że dom służy zdrowiu, w budynkach spędzamy 90 proc. naszego czasu. Obecne technologie pozwalają tworzyć budynki energooszczędne i jednocześnie zdrowe dla ludzi.

Jak wynika z badania „Barometr zdrowych domów 2016” przeprowadzonego na zlecenie Grupy VELUX, Polacy częściej niż Europejczycy wyrażają obawy o szkodliwe dla zdrowia warunki domowe. Dlatego istotne są nie tylko czynniki energooszczędności, lecz także te wpływające na zdrowie i samopoczucie mieszkańców. Wśród cech zdrowego domu wskazane zostały m.in. dobre warunki do snu, odpowiednia temperatura pomieszczeń i stały dostęp do dziennego światła.

– Według naszego badania najczęściej remontujemy mieszkania i domy, próbując uzyskać lepszy komfort. Ale 70 proc. respondentów odpowiedziało, że ich motywacją jest uzyskanie większej energooszczędności, a 80 proc. liczy w ten sposób na zmniejszenie rachunków za ogrzewanie. Co drugi Polak wskazał zaś, że interesuje go poprawienie wpływu swojego budynku na otoczenie – podkreśla Jacek Siwiński.

Rozwój polskich start-upów często ograniczają nieznajomość prawa i brak odpowiednich umów

Rozwój polskich start-upów często ograniczają nieznajomość prawa i brak odpowiednich umów 5

Młodym ludziom nie brakuje chęci, kreatywnych pomysłów i zapału, by ruszyć z własnym innowacyjnym start-upem. Utrudnieniem w jego rozwoju może być nieznajomość prawa i przepisów podatkowych oraz często zmieniające się ustawy. Często już na starcie młodzi ludzie źle wybierają formę działalności, co także może spowolnić jej ekspansję. Błędem jest także niestosowanie umów o zachowanie poufności.

– Z uwagi na skomplikowane przepisy i często zmieniające się ustawy start-upy na samym początku często sobie nie radzą z otoczeniem prawnym i podatkowym – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jarosław Ziobrowski, partner w kancelarii Kurpisz i Ziobrowski Spółka Adwokacka i twórca Akademii Prawa dla Start-upów, cyklicznych spotkań dla młodych przedsiębiorców. – W naszej praktyce zauważyliśmy kilka podstawowych błędów, które są często i nagminnie popełniane są przez tego rodzaju firmy.

Zdaniem Jarosława Ziobrowskiego nie do każdego przedsięwzięcia warto zakładać jednoosobową działalność gospodarczą. Z kolei spółka z ograniczoną odpowiedzialnością daje możliwość pozyskania finansowania – inwestora czy pożyczek, ale jest to forma kosztowna dla inwestorów, ponieważ wiąże się z koniecznością prowadzenia pełnej księgowości i obsługi prawnej.

 W dodatku młodzi przedsiębiorcy często nie stosują umów w formie pisemnej albo podpisują taki dokument, w ogóle go nie czytając – przekonuje Jarosław Ziobrowski. – Dotyczy to na przykład najmu powierzchni bez możliwości wcześniejszego rozwiązania umowy. Więc jeżeli start-up nie wypali, są zobowiązani do ponoszenia dodatkowych kosztów.

Jak podkreśla, twórcy start-upów to zwykle zaprzyjaźnieni ze sobą ludzie, dlatego też rzadko kiedy podpisywane są umowy między wspólnikami. Taki dokument to jednak konieczność, by uniknąć niedomówień i konfliktów, które mogą się w przyszłości pojawić.

 W takiej umowie warto zaznaczyć, która osoba za co jest odpowiedzialna. Lepiej planować, spisywać i podpisać, niż umawiać się na później. Wraz ze wzrostem finansowym spółki może się pojawić konflikt między wspólnikami. To może spowodować pat decyzyjny w spółce, dlatego że dwóch wspólników ma po 50 proc. udziałów, więc nikt nie może podjąć decyzji co do dalszego funkcjonowania spółki – przestrzega Ziobrowski.

Start-upy zapominają także o kwestiach praw autorskich i własności przemysłowej. Ziobrowski radzi, by w przypadku toczących się rozmów z potencjalnym inwestorem zadbać o umowę poufności, tzw. NDA (skrót od ang. non-disclosure agreement) lub CDA (skrót od ang. confidential disclosure agreement), której zadaniem jest nałożenie sankcji w przypadku wycofania się z przedsięwzięcia i wykorzystania przez potencjalnego inwestora informacji pozyskanych podczas negocjacji. Warto w niej doprecyzować wysokość kary finansowej za ewentualne jej naruszenie.

Warto poprosić o pomoc prawnika w momencie, kiedy do spółki przychodzi inwestor. Jest różnica pomiędzy podwyższeniem kapitału a na przykład pożyczką. W pierwszym przypadku spółka ma powiększony budżet na realizację określonych celów, a pożyczka jest zwrotna, czyli inwestor po jakimś czasie może się upomnieć o tę pożyczkę razem z odsetkami – mówi ekspert.

Dodatkowo częstym zabiegiem inwestorów jest próba przejęcia kontroli nad spółką i uzyskanie uprawnień osobistych, np. prawa do powoływania zarządu lub uprzywilejowanie w procesie podejmowania decyzji.

– Start-upy popełniają też błędy w obszarze podatkowym. Próbują szukać oszczędności przy wyborze biura rachunkowego, kierując się wyłącznie ceną, a nie jakością czy doświadczeniem – wskazuje Jarosław Ziobrowski. – Zachęcam też do korzystania z interpretacji podatkowych – to zapytanie do ministra finansów odnośnie do skutków podatkowych danej transakcji, tak by zabezpieczyć firmę przed ewentualną kontrolą podatkową lub skarbową. Ponadto start-upy zmagają się też z nierzetelnymi kontrahentami. Dłużnicy czasami wykorzystują młode firmy, odwlekają terminy płatności, nie płacą na czas, co powoduje z kolei konsekwencje finansowe dla start-upów.

Według Jarosława Ziobrowskiego młodym ludziom zaczynającym dopiero swoją przygodę z biznesem, którzy często są właścicielami i udziałowcami start-upów, brakuje podstawowej wiedzy dotyczącej zasad prowadzenia działalności gospodarczej.

 Na rynku jest bardzo dużo fajnych, ciekawych pomysłów, na których można zarobić, ale elementarna wiedza prawna i podatkowa dotycząca działalności gospodarczej nie jest przekazywana ani w liceum ogólnokształcącym, ani na studiach – ocenia Jarosław Ziobrowski. – Tymczasem strony internetowe nie zawsze są w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania. Na pewno warto zaprosić prawnika do współpracy, gdy konstruowana jest umowa podstawowa, czyli na nasze usługi lub towary, aby mieć przynajmniej wzór, który będzie żyć wraz z kolejnymi zamówieniami.

Krajowe start-upy tworzą miejsca pracy, ale większość z nich wciąż to mikroprzedsiębiorstwa – wynika z ostatniego badania przeprowadzonego przez organizację Start-up Poland we współpracy z Politechniką Warszawską. Statystycznie jedna taka firma zatrudnia 6–8 osób. 83 proc. ankietowanych podmiotów zwiększyło w pierwszym półroczu ubiegłego roku liczbę zatrudnionych, przeważnie o 1–3 osób. Najwięcej, bo ponad 10, przyjęły do pracy start-upy w fazie ekspansji.

Obligacje mogą dać w tym roku zarobić. Będzie to jednak wymagało od inwestorów aktywnego zarządzania

Obligacje mogą dać w tym roku zarobić. Będzie to jednak wymagało od inwestorów aktywnego zarządzania 6

Wzrost inflacji, przewidywane podniesienie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i niepewność co do realizacji budżetu państwa prawdopodobnie popchną rentowność obligacji w górę. Choć inwestorzy coraz wyraźniej kierują się w stronę rynków akcji, na obligacjach też będzie można potencjalnie zarobić, pod warunkiem monitorowania inwestycji i reagowania zmianami na bieżące wydarzenia.

– Rynki dłużne w tym roku są dużym wyzwaniem dla zarządzających. Jest to przede wszystkim związane z rosnącą na świecie inflacją spowodowaną oczekiwaniem wzrostu gospodarczego i podwyżkami stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, co na pewno będzie miało miejsce w najbliższych kwartałach – mówi agencji informacyjnej Newseria  Piotr Tukendorf, doradca inwestycyjny Biura Maklerskiego Deutsche Bank Polska. – Kluczowe jest przede wszystkim aktywne podejście do zarządzania na rynkach dłużnych.

W lutym Fed nie zmienił stóp procentowych, co było oczekiwane przez rynek, ale nie zmienił też tonu wypowiedzi, co pozwala nadal zakładać trzy podwyżki stóp w 2017 roku. Po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA rentowność wszystkich obligacji wyraźnie poszła w górę, co oznacza spadek ich ceny. Amerykańskie 10-latki zwiększyły oprocentowanie o 37 proc., do niecałych 2,5 proc., choć w połowie grudnia przekroczyły 2,6 proc. Zdaniem doradcy inwestycyjnego BM Deutsche Bank Polska z zakupami na tym rynku warto jeszcze trochę poczekać.

 Okazji inwestycyjnych w tym segmencie należy szukać na rynku amerykańskich obligacji, ale najlepiej w momencie, gdy poziom rentowności 10-letnich obligacji skarbowych będzie przekraczał poziom 3 proc. Tutaj potencjalne zyski związane są też z oczekiwanym umacnianiem się dolara amerykańskiego – zauważa Piotr Tukendorf. – Okazji można też szukać na rynkach wschodzących, ale właśnie w tym okresie do pewnego ustabilizowania się nastrojów i ogłoszenia, bardziej zdefiniowania, polityki nowego prezydenta Donalda Trumpa.

Z ostatniego raportu Analiz Online o wynikach funduszy inwestycyjnych wynika, że fundusze dłużne polskie uniwersalne straciły średnio 1,1 proc. w ciągu ostatnich trzech miesięcy, zaś dłużne polskie papierów skarbowych nawet 1,4 proc. Na minusie, choć niewielkim, znalazły się też fundusze uniwersalne obligacji globalnych (-0,1 proc.). Poza zdecydowanie najsłabszą kategorią akcji tureckich są to klasy aktywów, które poradziły sobie najgorzej. Zyskały natomiast korporacyjne – globalne 0,6 proc., zaś polskie 0,1 proc.

Na polskim rynku, niestety, należy oczekiwać pewnego wzrostu rentowności na koniec bieżącego roku w stosunku do bieżących poziomów – przewiduje doradca inwestycyjny BM Deutsche Banku. – Będzie on powodowany co najmniej kilkoma czynnikami. Jednym z nich jest przede wszystkim polityka amerykańskiego Fedu w zakresie podwyżek stóp procentowych, zacieśniania polityki pieniężnej. To ma automatyczne przełożenie na poziom rentowności również na rynkach wschodzących, w tym i w Polsce.

Rentowność polskich obligacji 10-letnich wspięła się od amerykańskich wyborów do poziomu 3,8 proc., co oznacza wzrost o ponad 23 proc.

Drugim czynnikiem, który odbije się niekorzystnie na cenie polskich papierów skarbowych, będzie inflacja. W listopadzie po raz pierwszy od dwóch i pół roku średnie ceny towarów i usług w Polsce nie okazały się niższe od tych sprzed roku, a w grudniu odnotowano już inflację na poziomie 0,8 proc.

– Kolejnym elementem są również możliwe napięcia związane z realizacją deficytu budżetowego w tym roku. Po bardzo dobrym wykonaniu deficytu w roku ubiegłym coroczne oddziaływanie pewnych programów stymulacji konsumpcji będzie jednak miało wpływ na poziom tego deficytu – przewiduje Tukendorf. –Konserwatywnie należy też założyć, że może nie udać się zrealizować wszystkich programów związanych ze zwiększeniem ściągalności podatków.

Jak podkreśla, w efekcie może to przełożyć się na problemy z utrzymaniem w ryzach deficytu budżetowego, co obniży wyceny polskich papierów i spowoduje, że rząd za nowe długi będzie musiał płacić inwestorom trochę więcej. Z drugiej strony wysokie rentowności przyciągają inwestorów i rząd nie ma problemów ze znalezieniem chętnych na zakup polskich obligacji. Ze względu na ryzyko dalszego wzrostu oprocentowania nad taką inwestycją trzeba będzie jednak czuwać, by dała zarobić.

– Będzie można osiągnąć dodatnie stopy zwrotu na polskim rynku dłużnym, pewnie w okolicach 3 proc., natomiast będzie to wymagało zdecydowanie aktywnego podejścia do zarządzania w tym roku – przestrzega Piotr Tukendorf.

Moody’s utrzymuje rating dla Energa SA

Agencja ratingowa Moody’s Investors Service utrzymała na dotychczasowym poziomie Baa1 długoterminowe ratingi dla Energa SA oraz dla wyemitowanych przez spółkę zależną Energa Finance AB (publ) obligacji. Perspektywa ratingu jest stabilna.

Agencja uzasadniła utrzymanie ratingów Energa SA wysokim udziałem regulowanego segmentu dystrybucji w zyskach Grupy. Przejrzystość przepływów pieniężnych tego segmentu pozytywnie wpływa na profil kredytowy Energi. Ogranicza również ryzyka wynikające z realizacji zaktualizowanego pod koniec 2016 roku programu inwestycyjnego, skutkującego możliwym wzrostem wskaźników zadłużenia. Jednocześnie Moody’s w swojej ocenie zakłada, iż Grupa Energa nie zaangażuje się w akwizycje, których skala istotnie przekroczy poziom nakładów inwestycyjnych określonych w zaktualizowanej strategii Grupy. Ponadto, rating uwzględnia wyższy profil ryzyka biznesowego segmentów wytwarzania i sprzedaży. Agencja zauważa, iż w dalszym ciągu pozostaje niepewny przyszły kształt rynku energii w Polsce, m.in. z uwagi na planowane wprowadzenie rynku mocy. Stabilna perspektywa ratingu odzwierciedla oczekiwania agencji, iż Energa – pomimo występowania negatywnych czynników rynkowych, m.in. niskich cen energii elektrycznej i zmniejszonego wsparcia dla odnawialnych źródeł energii – utrzyma wskaźniki zadłużenia na bezpiecznym poziomie.

– Stabilny charakter naszego ratingu jest pozytywnym sygnałem, potwierdzającym racjonalne założenia naszej strategii – podkreśla Jacek Kościelniak, prezes zarządu Energa SA. – Zakłada ona realizację projektów, dla których bezpieczeństwo finansowe Grupy będzie zachowane. Spółka postrzega je jako utrzymanie ratingu na poziomie inwestycyjnym i nie przekraczanie kowenantów finansowych. Umożliwi to zrównoważony harmonogram wydatków rozłożony w czasie, partnerstwa strategiczne przy kluczowych inwestycjach, takich jak Ostrołęka C czy drugi stopień na Wiśle, które dodatkowo będą wspierane polityką regulacyjną państwa.

Od 2011 roku Grupa ENERGA podlega corocznej ocenie wiarygodności kredytowej (credit rating) dokonywanej przez agencje Fitch Ratings i Moody’s Investors Service. W listopadzie 2016 roku także Fitch Ratings utrzymał długoterminowe ratingi ENERGA SA na dotychczasowym poziomie BBB. Również w ocenie tej agencji, planowany wysoki udział regulowanego Segmentu Dystrybucji w EBITDA, przekłada się na niższe ryzyko biznesowe i lepszą przewidywalność przepływów pieniężnych niż w przypadku konwencjonalnego wytwarzania.

***

Strategia Grupy na lata 2016-2025 zakłada łączną wartość planowanych nakładów inwestycyjnych Grupy Energa w trzech segmentach: Dystrybucja, Wytwarzanie i Sprzedaż w latach 2016 – 2025 na poziomie ponad 20,6 mld zł. Zgodnie z założeniami 65 proc. nakładów zostanie poniesionych w Segmencie Dystrybucji na budowę wartości regulacyjnej aktywów oraz dotrzymanie wymogów jakościowych pracy OSD. W Segmencie Wytwarzania realizowane będą inwestycje związane z modernizacją aktywów oraz budową nowych mocy, na które przeznaczone zostanie ok. 30 proc. środków. Potencjał infrastruktury wytwórczej Grupy wzmocniony zostanie przez budowę nowoczesnej, wysokosprawnej elektrowni Ostrołęka C o mocy ok. 1000 MWe oraz budowę elektrowni wodnej na drugim stopniu na Wiśle o mocy ok. 80 MWe. Pozostałe nakłady inwestycyjne przeznaczone zostaną m.in. na działalność Segmentu Sprzedaży związane z obsługą klientów, rozwój nowych obszarów aktywności biznesowej oraz działalność wspierającą podstawowe procesy rozwoju Grupy.

GPW najwyżej od 16 miesięcy, spokojny złoty

Nowa fala kupujących zawitała na warszawską giełdę. Indeksy mocno rosną i wyznaczają nowe kilkunastomiesięczne szczyty. Hossa trwa w najlepsze. Znacznie spokojniej jest na złotym, który już nie traci tak mocno jak w ostatnich dwóch dniach.

Czwartkowa sesja na giełdzie w Warszawie upływa pod znakiem dużych wzrostów. O godzinie 15:54 indeks WIG20 zyskiwał 2,1%, testując poziom 2128,6 pkt. Tym samym nie tylko pokonał on psychologiczną barierę 2100 pkt., ale też dynamicznie wybił się górą z 2. tygodniowej konsolidacji, wyznaczając jednocześnie nowe 16-miesięczne maksima.

Z podobną sytuacją mamy do czynienia na wykresie, reprezentującego szeroki rynek, indeksu WIG. Na ponad godzinę przed zamknięciem sesji zyskiwał on 1,8% i testował poziomy nieoglądane od maja 2015 roku.

W obu przypadkach dzisiejsze silne wzrosty wpisują się w obserwowaną od listopada tendencje wzrostową, sugerując jednocześnie jej kontynuację w kolejnych tygodniach. I tak dla indeksu WIG20 potencjalnym celem jest poziom 2300 pkt., co oznacza wzrost o jeszcze 8%.

Indeksy w górę ciągną dziś przede wszystkim banki i spółki paliwowe. Impulsem do zwyżki tych pierwszych stały się opublikowane dziś rano wyniki Pekao SA. Wprawdzie wypracowany w 2016 roku zysk był zbliżony do prognoz (2,28 mld zł wobec 2,27 mld zł), ale bank zaproponował przeznaczenie niemal całego zysku na dywidendę, co daje 8,68 zł na jedną akcję.

Istotne jest również to, że jest to już kolejny bank notowanych na giełdzie, który pozytywnie zaskakuje wynikami, przez co rodzi się przekonanie, iż sektor ten najgorsze ma już za sobą. Dlatego obok zyskujących 2,8% akcji Pekao SA, drożały również walory Alior Banku (+4,9%), mBanku (+4,7%), czy PKO BP (+2,5%).

Liderem zwyżek wśród spółek z indeksu WIG20 są akcje PKN Orlen. Drożeją one o 5%. Tym samym w sposób definitywny zakończyły one rozpoczętą w pierwszych dniach stycznia korektę spadkową i wracają do głównego trendu. Bezpośrednim impulsem do takiego runu na akcje PKN mogło być ostatnie dobre zachowanie Lotosu, którego akcje mocno podrożały w reakcji na poprawę wyników w 2016 roku. Dziś też drożeją. Lotos rośnie o 4,5%, zyskując w ciągu tygodnia już 11,5% i testując poziomy nieoglądane od 2011 roku.

W gronie dobrze spisujących się dużych spółek należy jeszcze wymienić Orange Polska. Jej akcje drożeją o 4,6%. Wzrost popytu to wspólny efekt odbicia się kursu od wsparcia tworzonego przez dołki z listopada i grudnia, złożonej obietnicy pozyskania nowych klientów przez spółkę, a także oczekiwania na publikowane w najbliższy poniedziałek wyniki finansowe.

Dobrze spisuje się też sektor energetyczny. Natomiast na wartości tracą akcje LPP PGNIG.

Dziś znacznie spokojniej niż na GPW jest na rynku walutowym. Po dwóch dniach silnej przeceny, złoty nieznacznie osłabia się do euro i dolara, nieco mocnej do funta oraz zyskuje w relacji do szwajcarskiego franka. O godzinie 15:42 kurs EUR/PLN testował poziom 4,3180 zł, USD/PLN 4,04 zł, CHF/PLN 4,05 zł, a GBP/PLN 5,0735 zł. Do końca dnia układ sił, z uwagi na brak potencjalnych impulsów, nie powinien już się istotnie zmienić. W piątek zaś złoty będzie pozostawał pod głównym wpływem czynników globalnych. Przede wszystkim publikowanych w nocy danych z Chin (bilans handlowy), a także późniejszych raportów nt. produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii oraz indeksu Uniwersytetu Michigan.

Ciekawie na rynku walutowym zrobi się w przyszłym tygodniu. Wówczas zostanie opublikowana cała seria raportów makroekonomicznych z polskiej gospodarki, z inflacją, produkcją i PKB na czele. Na świecie zaś tematem numer jeden będzie półroczne wystąpienie Janet Yellen na forum Kongresu oraz licznie publikowane dane z USA (zwłaszcza raporty o inflacji). I to właśnie wówczas się rozstrzygnie, czy obserwowany w tym tygodniu zwrot euro z poziomu poniżej 4,30 zł oraz dolara i franka z okolic 4 zł, był tylko zwykłą korektą wcześniejszych spadków? Czy może jednak początkiem zmiany trendu? Gdyby na to pytanie próbować odpowiedzieć tylko i wyłącznie analizując sytuację na wykresach polskich par, to scenariusz ze zmianą trendu wydaje się być bardziej prawdopodobny.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Sztuczna inteligencja kolejnym etapem cyfryzacji. Ewolucja czy rewolucja?

Cywilizacja stoi przed problemami związanymi z techniką cyfrową i cyfryzacją, które przeniknęły wszystkie sektory gospodarcze. Stały się one horyzontalne – niezależnie czy mowa o rolnictwie, hutnictwie, budownictwie kolejowym, budownictwie drogowym. Każdy sektor aspirujący do miana innowacyjnego i nowoczesnego nie obejdzie się bez narzędzi techniki cyfrowej. Całkowicie zmieni się model – z hierarchiczno-silosowego na sieciowo-procesowy.

– Wbrew pozorom będzie to wielka rewolucja – powiedział agencji eNewsroom.pl Stefan Kamiński, prezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji KIGEIT – Niewyjaśnioną kwestią pozostaje dojście do tej rewolucji, która zakończy się elementami sztucznej inteligencji – funkcjonującej już w sieciach cyfrowych. Obierzemy drogę ewolucyjną czy rewolucyjną? Wszystkie zmiany w poprzednich wiekach techniki wymagały wielu lat, a obecnie dzięki cyfryzacji technika zmienia się szybciej – niekiedy wystarczy kilka miesięcy. Społeczeństwo i państwo muszą być na to przygotowane. Na państwo zostaną narzucone nowe obowiązki w zakresie tworzenia prawa, edukacji i rozwiązywania problemów społecznych – takich jak prywatność, udostępnianie oraz przetwarzanie informacji. Z tymi nowymi wyzwaniami państwo musi się zmierzyć – podsumował Kamiński.

IT, automatyzacja i motoryzacja – to branże tworzące najwięcej nowych miejsc pracy

Niezmiennie najbardziej pożądanymi pracownikami są osoby z branży IT. Nowoczesne technologie są dla każdej firmy niezbędne, dzięki czemu firmy bardzo chętnie inwestują w te kompetencje. Specjalista lub manager IT otrzymuje średnio nawet 36 ofert pracy w ciągu roku. Kolejną bardzo pożądaną specjalizacją są zawody zajmujące się automatyzacją procesów. Olbrzymie pole do rozwoju w tej dziedzinie mają inżynierowie, osoby zajmujące się projektami rozwojowymi oraz nowymi technologiami. Podobnie w branży motoryzacyjnej kreowane są nowe miejsca pracy. Obszar rynku digitalowego i internetowego jest bardzo istotny na rynku pracy. Specjaliści e-commerce oraz analitycy rynku internetowego także będą mogli liczyć na zróżnicowane i atrakcyjne – w tym finansowo – oferty pracy.

– Dobra sytuacja na rynku pracy przekłada się na atrakcyjne warunki stwarzane przez pracodawców dla swoich specjalistów, managerów czy talentów na rynku pracy – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl Agnieszka Wójcik, Market Research Manager w Antal Polska –

Obserwujemy wzrost wynagrodzeń – podwyżki w skali roku rzędu 6-7%, a nawet 15% w niektórych obszarach – oraz bardziej zróżnicowane benefity, np. dodatkowe dni urlopowe, elastyczne godziny pracy czy możliwość pobytu w SPA. Pracodawcy coraz bardziej dbają o dobre warunki pracy w miejscu pracy, inwestują w atrakcyjne, funkcjonalne przestrzenie biurowe. Zdecydowanie region południowy ma dużo do powiedzenia w kontekście rozwoju nowych technologii. Nowe specjalne strefy ekonomiczne stwarzają bardzo atrakcyjne warunki inwestorom, którzy częściej wprowadzają do Polski bardziej zaawansowane technologie. Przykładem może być uruchomienie produkcji wysoko zaawansowanych technicznie dronów. W tym aspekcie istotne są kompetencje specjalistów i managerów.

Nasze uczelnie kształcą wyjątkowe osoby o wyjątkowych talentach i kompetencjach – bardzo często przewyższających konkurencję na rynkach zagranicznych. Polscy pracownicy są rozchwytywani nie tylko w naszym kraju – poza jego granicami również. Atrakcyjne możliwości rozwoju są stwarzane w całym regionie Europy Środkowej i Wschodniej, np. w Czechach. Należy dodać, że Polacy zajmują pozycję niższego szczebla, ale częściej są mile widziani na pozycjach dyrektorów zarządzających całym naszym regionem – podsumowała Wójcik.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo – Wschodniej z rekordowym wynikiem

Z danych JLL wynika, że w 2016 roku wartość transakcji inwestycyjnych zrealizowanych na rynkach nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej przekroczyła 12,5 mld euro. Liderem jest Polska (36% udziału), przed Czechami (29%), Węgrami (13%), rynkami regionu SEE (8%), Rumunią (7%) oraz Słowacją (7%). 

Kevin Turpin, Dyrektor Działu Badań Rynku w Europie Środkowo-Wschodniej, JLL, informuje: „O 42% wzrosła wartość transakcji inwestycyjnych sfinalizowanych na rynkach nieruchomości komercyjnych w regionie Europy Środkowo – Wschodniej. Ponad 12,5 mld euro to najwyższy wynik inwestycyjny w historii całego regionu. Warto również zauważyć, że Czechy i Słowacja odnotowały rekordowe rezultaty, natomiast w Polsce osiągnięto drugi najwyższy wynik inwestycyjny w historii. Prognozy na rok 2017 dla całego regionu pozostają pozytywne przy założeniu, że podaż obiektów dostępnych na sprzedaż będzie w stanie dorównać zainteresowaniu inwestorów.

Polska– liderem regionu

Agata Sekuła, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Handlowych w Europie Środkowo – Wschodniej, JLL
Agata Sekuła, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Handlowych w Europie Środkowo – Wschodniej, JLL

Agata Sekuła, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Handlowych w Europie Środkowo-Wschodniej, JLL, komentuje: „Po znakomitych wynikach odnotowanych w roku 2015, polski rynek nieruchomości utrzymał tempo również w 2016. Wartość ubiegłorocznych transakcji, których przedmiotem były nieruchomości komercyjne w Polsce przekroczyła 4,5 mld euro – najwięcej w regionie CEE. Na sektor handlowy przypadły umowy kupna/sprzedaży o wartości ok. 1,96 mld euro, na biurowy – ok. 1,8 mld euro, a na magazynowy – ok. 770 mln euro. We wszystkich sektorach aktywni byli inwestorzy o różnej specyfice działalności – zarówno poszukujący najlepszych w swojej klasie obiektów, jak też zainteresowani produktami oportunistycznymi. Przedmiot transakcji stanowiły i pojedyncze aktywa, i portfele nieruchomościowe”.

Największą transakcją inwestycyjną sfinalizowaną na polskim rynku nieruchomości w 2016 r. był zakup przez Redefine 75% udziałów w portfelu nieruchomości komercyjnych Echo Investment w Polsce. Obejmował on 10 obiektów handlowych (Amber w Kaliszu, Galaxy w Szczecinie, Galeria Echo w Kielcach, Galeria Olimpia w Bełchatowie, Outlet Park Szczecin, Pasaż Grunwaldzki we Wrocławiu, CH Echo w Przemyślu i Bełchatowie, Galeria Sudecka w Jeleniej Górze oraz Galeria Veneda w Łomży) i sześć biurowych (A4 Business Park w Katowicach, Astra Park w Kielcach, Malta Office Park w Poznaniu, Oxygen w Szczecinie, Park Rozwoju w Warszawie czy West Gate we Wrocławiu).

Inne znaczące, przykładowe transakcje zawarte na rynku nieruchomości handlowych zostały zrealizowane przez Rockcastle, i należały do nich: zakup Bonarka City Centre w Krakowie od TPG (361 mln euro), Focus Park w Zielonej Górze oraz Focus Mall w Piotrkowie Trybunalskim od Aviva Investors (161 mln euro), a także Galerii Warmińskiej od Galeria Warmińska Sp. z o.o. sp. k. (150 mln euro).

“W 2016 r. najbardziej aktywni w sektorze nieruchomości handlowych byli inwestorzy z Republiki Południowej Afryki, którzy wydali w Polsce ponad 1,45 mld euro. To 75% całkowitej wartości transakcji odnotowanych na rynku handlowym w ubiegłym roku”, dodaje Agata Sekuła.

W sektorze nieruchomości biurowych w Polsce również zawarto wiele dużych transakcji, takich jak na przykład zakup Q22 od Echo Investment przez Invesco (273 mln euro), Gdański Business Center A&B od HB Reavis przez Savills Investment Management (186 mln euro) czy Konstruktorska Business Center przez Golden Star Group od HB Reavis (120 mln euro).

Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych JLL w Polsce
Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych JLL w Polsce

„Pomimo że całoroczna wartość transakcji biurowych w Warszawie wyniosła więcej niż w głównych miastach poza nią, bo prawie 1,15 mld euro w porównaniu do 650 mln euro, to aktywność inwestorów na rynkach regionalnych pozostaje wysoka. Łączny, bardzo dobry wynik transakcyjny zarejestrowany w 2016 r. potwierdza dojrzałość, płynność, a także atrakcyjność siedmiu największych miast w Polsce dla inwestorów biurowych”, wyjaśnia Tomasz Puch, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL w Polsce.

Do największych transakcji na rynku nieruchomości magazynowych w Polsce należy zaliczyć m. in. zakup portfolio logistycznego P3 przez GIC (ok. 285 mln euro), portfolio Hillwood przez CBRE GI (ponad 150 mln euro) a także przejęcie portfela NBGI przez Hines REIT.

JLL – z największym udziałem w rynku inwestycyjnym w Polsce

W 2016 r. Dział Rynków Kapitałowych JLL w Polsce doradzał w transakcjach o łącznej wartości ok. 2,5 mld euro. JLL jest niekwestionowanym liderem i ma najwyższy wśród agencji doradczych udział w rynku transakcyjnym. W 2016 roku, eksperci JLL doradzali w umowach kupna/sprzedaży takich jak np. sprzedaż 75% udziałów w platformie nieruchomościowej Echo w Polsce (doradztwo po stronie sprzedającego – Griffin, Pimco oraz Oaktree; największa transakcja w historii polskiego rynku nieruchomości), sprzedaż Gdański Business Center A&B (186 mln euro, doradztwo po stronie sprzedającego – HB Reavis), sprzedaż Focus Park w Zielonej Górze oraz Focus Mall w Piotrkowie Trybunalskim (161 milionów euro, doradztwo po stronie sprzedającego – Aviva Investors Polish Retail Fund), portfolio Hillwood (ponad 150 mln euro, doradztwo po stronie kupującego – CBRE GI), a także sprzedaż Galerii Warmińskiej w Olsztynie (150 mln euro, doradztwo po stronie sprzedającego – Galeria Warmińska Sp. z o.o. sp. k.), portfolio logistycznego NBGI (doradztwo po stronie sprzedającego – NBGI) oraz Prime Corporate Center w Warszawie (doradztwo po stronie sprzedającego – Golub GetHouse) oraz wiele innych.

Wyniki ogólnopolskich badań przedsiębiorczości wśród młodzieży

Najnowsze wyniki ogólnopolskich badań przedsiębiorczości wśród młodzieży przygotowane przez Akademię Liderów Fundację dr. Bogusława Federa potwierdzają, że młodzi Polacy chcą być niezależni zawodowo. Młodzież chce prowadzić własne firmy, by móc „brać sprawy w swoje ręce” planując swoją karierę, zwiększyć swoje zarobki i rozwijać się na rynku pracy.

Spektakularne sukcesy polskich młodych przedsiębiorców, m.in. Mateusza Macha z Lęborka, twórcy komunikatora dla niesłyszących Five App, pokazują, że w młodym wieku można osiągnąć pozycję na rynku światowym. Przykład 19-latka, wyróżnionego przez amerykańskiego Forbesa, może inspirować i motywować młodzież do tego, aby osiągnąć błyskotliwą karierę. Z raportu przygotowanego przez Akademię Liderów Fundację dr. Bogusława Federa, organizację wspierającą od 2008 rozwój mikro-przedsiębiorczości, wynika, że młodzi Polacy chcą działać[i]:

  • Myślą o prowadzeniu własnej działalności gospodarczej,
  • Chcą samodzielnie podejmować decyzje zawodowe i więcej zarabiać,
  • Są przekonani, że przedsiębiorczości można się nauczyć.

Inwestycja w rozwój młodzieży

Jednym z czynników, które mogą pomóc im zrealizować cele, jest poszukiwanie pomysłów na swoją firmę i wsparcie w zdobywaniu potrzebnej wiedzy. Potrzebuje tego aż 38,4% badanych uczniów, którzy wskazali w ankietach swoje luki edukacyjne oraz brak doświadczenia. Kształcenie młodego pokolenia Polaków w zakresie przedsiębiorczości to zadanie skierowane m.in. do szkół, rodziców, organizacji pozarządowych. A rolą mediów jest pokazywanie dobrych przykładów zrealizowanych pomysłów na firmę.

Głównym powodem urzeczywistnienia idei tego badania są dzisiejsze wyzwania, jakie stawia przed nami współczesny rynek pracy.

– Zmiany społeczno-gospodarcze powodują rozszerzenie wieku aktywności ekonomicznej na osoby coraz starsze, ale również na te coraz młodsze. Polacy, którzy nie ukończyli 25. roku życia, są identyfikowani, jako osoby o szczególnej sytuacji na rynku pracy, co oznacza, że są bardziej zagrożeni bezrobociem niż pozostałe grupy wiekowe. Istniejące formy i ułatwienia prowadzenia działalności gospodarczej powodują, że założenie własnej firmy w młodym wieku jest prostsze. Wreszcie należy wspomnieć o tym, że młode pokolenie zdobyło w ostatnich czasach pewną przewagę związaną ze znajomością nowych technologii. Czynniki te sprawiają, że przedsiębiorczość w tej grupie staje się coraz bardziej zauważalna – mówi prof. UE dr hab. Przemysław Zbierowski z Katedry Przedsiębiorczości Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Czy każdy chce założyć firmę?

Młodzież ma bardzo dużo motywacji do tego, aby rozwijać własną firmę. Największą zachętą jest perspektywa uzyskania wyższych zarobków – tego argumentu używa aż 61,4% ankietowanych. Drugim istotnym powodem jest możliwość samodzielnego podejmowania decyzji – o tym marzy ponad połowa uczniów. Część nastolatków chciałaby mieć swoją firmę poza granicami naszego kraju – potwierdza to jeden na pięciu respondentów. Jednak nie wszystkie osoby biorące udział w badaniu chciałyby założyć swoją działalność gospodarczą. Przeszkodę widzą przede wszystkim w braku pomysłu na nią – ten problem wskazuje 45,3% badanych uczniów oraz w braku pieniędzy na start – podkreśla to ⅓ ankietowanych.

Przedstawiony raport jest próbą omówienia pojmowania idei przedsiębiorczości przez młodych Polaków, którzy dopiero wkroczą na rynek pracy. – Słusznie zauważa dr Bogusław Feder – autor raportu, że analizowane pokolenie, nazywane „generacją Z” jest pierwszym pokoleniem dziedziczącym określony „spadek po rodzicach”. Uzyskany przez młodych ludzi kapitał, w formie inwestycji edukacyjnych, środków finansowych na start, możliwości pracy w rodzinnej firmie, otwartości na świat, zwiększają sukces zawodowy. Brak tego typu wsparcia rodziny na starcie w dorosłe życie zawodowe, lokuje młodych ludzi na zdecydowanie gorszych pozycjach w drodze do osiągnięcia satysfakcji zawodowej i dobrostanu ekonomicznego – podsumowuje dr Krzysztof Lisowski z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Brak wystarczającej wiedzy i doświadczenia nie zniechęca młodzieży do planów związanych z założeniem własnej firmy. Ponad 70% nastolatków uważa, że zdolność przedsiębiorczości nie jest wrodzona, można się jej nauczyć – odpowiedziało tak 37,2% badanych i raczej tak, ale wymaga to wielu lat pracy – 33,6%. Podstawowym zadaniem edukacyjnym m.in. szkół jest pomoc uczniom w zdobywaniu wiedzy na temat przedsiębiorczości, tak aby mogli przybliżyć się do marzeń o sukcesach idoli – ikon przedsiębiorczości wyznaczających ścieżkę kariery zawodowej.

Cały raport z badań Akademia Liderów Fundacji dr. Bogusława Federa można znaleźć na: www.wiedza3g.pl.

[i] Badania zostały przeprowadzone na grupie 2857 uczniów pierwszych klas szkół ponadgimnazjalnych, w wieku 16-17 lat w 39 szkołach w Polsce. Są próbą omówienia pojmowania idei przedsiębiorczości przez młode pokolenie.

*Sfinansowano z 1% Podatku

Transakcje forward alternatywą dla frankowiczów?

Wbrew powtarzanym przez wiele miesięcy obietnicom wprowadzenia ustawowego przewalutowania kredytów we frankach szwajcarskich na złote, rząd wycofuje się z tej opcji, poparty przez KNF i NBP. Tym samym setki tysięcy kredytobiorców znów staną przed pytaniem „co dalej?”. Alternatywą dla nich okazuje się forward walutowy. Jest to opcja, której frankowicze mogą spróbować już teraz, nie czekając na kolejne propozycje NBP czy banków.

Rozwiązanie jest doskonale znane bankom, które same wykorzystywały go do zabezpieczeń swojego ryzyka kursowego. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby skorzystały z niego też osoby spłacające kredyty w obcej walucie. Jest to idealna opcja dla osób, które mają kredyty we frankach, a ich głównym zmartwieniem są wahania kursów walut. Transakcje te pozwalają zarządzać ryzykiem i zabezpieczyć się przed stratami, które mogą powstać w wyniku osłabienia złotego względem szwajcarskiej waluty.

Transakcje forward eliminują niepewność, związaną z kształtowaniem się kursów w przyszłości. Dają klientom możliwość przejęcia kontroli nad ryzykiem walutowym oraz szansę na istotne oszczędności  – komentuje Tomasz Brach z easyMarkets.

Frankowicze korzystający z transakcji forward, czyli decydujący się na zabezpieczenie pozycji na parze CHF/PLN, mogą dowolnie decydować, na jakim poziomie ją zawierają i na jak długo. Mają przy tym zapewniony niski koszt utrzymania pozycji w długim terminie.

Weźmy przykład: Kowalski ma kredyt w kwocie 100 000 CHF, który będzie spłacał jeszcze przez 20 lat. Obecnie kurs CHF/PLN wynosi 4,05, ale Kowalski z doświadczenia wie, że istnieje duże ryzyko, że w przyszłości będzie on mniej korzystny. Aby zabezpieczyć się przed stratą, zawiera na platformie easyMarkets transakcję forward po korzystnym dla siebie kursie CHF/PLN, który gwarantuje mu gotówkowe rozliczenie transkacji bez dostawy waluty – wyjaśnia Tomasz Brach. W takim przypadku wzrost zadłużenia z tytułu kredytu w CHF będzie pokryty zyskami z transakcji na platformie. Bardzo ważną kwestią jest niski koszt takiego zabezpieczenia i elastyczność – klient sam decyduje jaką część kredytu chce zabezpieczyć i w jakim okresie. Dodatkowym atutem tego rozwiązania jest wykorzystanie dzwigni finansowej – oznacza to, iż za pomocą małego depozytu można zabezpieczyć nawet cały swój kredyt – tłumaczy Tomasz Brach.

Inwestorzy wciąż wybierają Polskę – podsumowanie i perspektywy rynku inwestycyjnego

Rok 2016 był rekordowy i miał najlepsze wyniki transakcyjne od czasu kryzysu finansowego w 2009r. Z całkowitym wolumenem inwestycji na poziomie ponad 4,5 miliardów euro, Polska utrzymuje pozycję zdecydowanego lidera w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Aktywność na rynku inwestycyjnym została zdominowana przez kilka dużych transakcji, dotyczących zarówno pojedynczych obiektów jak i całych portfolio nieruchomości. Wolumen transakcji w przygotowaniu pozwala przypuszczać, iż wyniki w 2017 osiągną podobny poziom do tych z 2015 czy 2016 roku.

Polska pozostaje wyraźnym liderem rynku inwestycyjnego w regionie CEEZ najnowszego raportu “Poland Investment Market View 2016” przygotowanego przez CBRE wynika, że w 4 kwartale 2016 wartość inwestycji została uzależniona przede wszystkim od 6 transakcji inwestycyjnych na warszawskim rynku biurowym, które stanowiły 15% całkowitej aktywności inwestorów w Polsce. Największą transakcją roku była jednakże pojedyncza transakcja korporacyjna firmy Redefine, która przejęła udziały w portfolio Echo Investment.

43% udziału w rynku inwestycyjnym w 2016 roku należało do sektora handlowego (1,9 miliarda euro), za nim uplasował się sektor biurowy, który z wynikiem na poziomie 1,8 miliarda euro zyskał 40% udziału w rynku. Najmniej transakcji dotyczyło obiektów magazynowych, łączna wartość transakcji odnotowana w tym sektorze wyniosła 0,8 miliarda euro. Za inwestycje odpowiedzialny był w około 97% kapitał zagraniczny, przede wszystkim z RPA, następnie Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Niemiec.

„Pokaźny wolumen transakcji na rynku inwestycyjnym w 2016 roku pokazuje, iż Polska pozostaje pożądaną lokalizacją wśród zagranicznych inwestorów, pomimo niepewnej sytuacji politycznej oraz dużej liczby planowanych projektów na rynku biurowym oraz magazynowym. Silne podstawy gospodarcze pomogły Polsce podtrzymać dalszy rozwój, który znalazł swoje odzwierciedlenie w rekordowym popycie netto w obydwu sektorach skutkującym wynajęciem praktycznie całej dostępnej powierzchni. Wynik 4,5 miliardów euro to rekord od czasu wielkiego kryzysu finansowego, a zainteresowaniem inwestorów cieszą się wszystkie sektory z dominującymi biurowym oraz handlowym.” skomentował Sean Doyle, Head of Investment Properties, CBRE

Przemysław Felicki Investment Properties Director CBRE, dodaje:

„Spodziewamy się, iż dobra sytuacja na polskim rynku inwestycyjnym utrzyma się w 2017 roku  i będzie głównie stymulowana poprzez konkurencyjność polskiego rynku w stosunku do rynków bardziej rozwiniętych; relatywnie wysokie stopy zwrotu oraz dostępność wysokiej jakości projektów inwestycyjnych. Oprócz kapitału zagranicznego zauważalny jest wzrost zainteresowania ze strony funduszy z regionu CEE, które planują wejść na polski rynek.”

Stopy kapitalizacji utrzymują tendencję zniżkową w praktycznie wszystkich sektorach. Dla najlepszych budynków biurowych w Warszawie są obecnie szacowane na poziomie 5,3%, podczas gdy w miastach regionalnych są wyceniane na poziomie 6,25%.

 

Wzrost roli agencji zatrudnienia w powierzaniu pracy cudzoziemcom

Pracodawcy coraz chętniej zlecają firmom zewnętrznym procesy HR związane z powierzaniem wykonywania pracy, w co doskonale wpisuje się specyfika migracji zarobkowych cudzoziemców do Polski. Po rekordowym 2015 roku ubiegły rok przyniósł polskiemu rynkowi pracy kolejny rekord poziomu deklarowanego zatrudnienia obywateli państw trzecich.

wykres1O tym, jak chętnie polscy pracodawcy sięgają po pracowników z zagranicy, świadczą dane powiatowych urzędów pracy i urzędów wojewódzkich. W 2016 roku w urzędach pracy zarejestrowano rekordową ilość ponad 1,3 milionów oświadczeń (1 314 127), na podstawie których obywatele Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy mogą wykonywać pracę na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w okresie do 6 miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. Dla porównania rok wcześniej w tym samym okresie było ich niecałe 783 tysiące, co oznacza wzrost na poziomie 68 procent w skali roku. Niezmiennie największa część oświadczeń (1 262 845, czyli około 96 procent ogółu) przypada na obywateli Ukrainy.

wykres2Wzrost liczby rejestrowanych oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy jest ściśle skorelowany z rejestracją zezwoleń na pracę, które umożliwiają cudzoziemcom pracę w Polsce przez okres dłuższy niż oświadczenia. Szacuje się, że w ciągu ubiegłego roku urzędy wojewódzkie wdały ich około 123 tysięcy, co oznacza wzrost przekraczający 66 procent w skali roku. W znacznym stopniu wynika to z obowiązujących procedur rejestracji zezwoleń na pracę, w ramach których cudzoziemcy objęci procedurą oświadczeń mają możliwość ubiegania się o zezwolenie na pracę w uproszczonej procedurze, wykluczającej wymóg uzyskania przez pracodawcę opinii starosty na podstawie testów rynku pracy.

„Zatrudnienie obcokrajowców jest doskonałym sposobem na zaspokojenie potrzeb kadrowych, z którego korzysta coraz większa liczba polskich firm. Jednak jest to działanie wymagające, tym samym pracodawcy coraz chętniej powierzają ten wrażliwy proces przedsiębiorstwa firmom zewnętrznym, specjalizującym się w tym zakresie.” – twierdzi Monika Ołów, specjalista ds. legalizacji pobytu w EWL Group, agencji zajmującej się rekrutacją oraz outsourcingiem pracowników z Europy Wschodniej.

Wzrost znaczenia agencji zatrudnienia, ewolucja struktury rynku pracy

Analizując dane dotyczące rejestrowanych oświadczeń, należy zwrócić w pierwszej kolejności uwagę na znaczący wzrost udziału agencji zatrudnienia i pracy tymczasowej w zatrudnianiu obywateli państw trzecich w Polsce. W 2016 roku zarejestrowanych zostało 378 759 oświadczeń przez podmioty świadczące działalność w zakresie usług administrowania i działalności wspierającej, co stanowi trzykrotny wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. W tej grupie pracodawców wyróżniają się w szczególności agencje zatrudnienia i pośrednictwa pracy, świadczące dla pracodawców usługi podwykonawstwa w charakterze outsourcingu pracowniczego. Tylko w 2016 roku zarejestrowanych w Krajowym Rejestrze Agencji Zatrudnienia zostało 211 nowych agencji, co oznacza wzrost o 43 procent w porównaniu do 2015 roku. Rynek agencji świadczących outsourcing i obsługę zatrudnienia cudzoziemców rozwija się dynamicznie, pozostaje jednak rozproszony.

Rosnąca rola agencji zatrudnienia wynika również z specyfiki procesu zatrudniania cudzoziemców. Wyspecjalizowane agencje posiadają już zazwyczaj bogate know-how w zakresie procesów legalizacji pracy i pobytu obywateli państw trzecich, znają również dobrze rynki źródłowe, z których rekrutowani są kandydaci. Ze względu na często sezonowy charakter zatrudniania obywateli państw trzecich, rozwiązania usług zleconych oferowane przez agencje wpisują się w potrzeby pracodawców, zwłaszcza w zakresie zaspokajania potrzeb kadrowych w krótkim okresie.

Dynamicznie rozwija się również obszar zatrudniania cudzoziemców w branży TSL. Obcokrajowcy, głównie z Ukrainy, znajdują powszechnie zatrudnienie w magazynach i centrach logistycznych, gdzie bardzo często na lokalnym rynku pracy pracodawcy nie są w stanie zrekrutować odpowiednich kandydatów, lub ze względu na rynek pracownika występuje bardzo duża konkurencja pomiędzy poszczególnymi miejscami pracy. W efekcie polskie firmy branży transportowej zarejestrowały w 2016 roku 62 587 oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy (wzrost o 111 procent w porównaniu do 2015 roku).

Tradycyjnie największy udział w rejestrowanych oświadczeniach miał sektor rolny (336 723 oświadczeń w 2016), w porównaniu do innych branż przyrost był jednak w ubiegłym roku znacznie niższy (21 procent w stosunku do 2015). Udział rolnictwa w strukturze zatrudniania cudzoziemców w Polsce maleje z roku na rok, w ciągu zaledwie 5 lat spadł on z 59 procent w 2011 roku do 25 procent w roku ubiegłym. Pod względem bezpieczeństwa i legalności zatrudnienia oraz skali potencjalnych nadużyć rolnictwo stanowi jedną z najtrudniejszych branż do efektywnej kontroli przez instytucje kontrolujące i regulujące rynek pracy.

Pod względem najbardziej poszukiwanych zawodów, dominuje nadal tendencja do zatrudniania na podstawie oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy robotników przy pracach prostych – w ramach tej grupy zawodowej rejestrowanych było w 2016 roku aż 57 procent wszystkich oświadczeń. 19 procent ogółu oświadczeń przypadało ponadto na robotników wykwalifikowanych (między innymi murarzy, spawaczy, zbrojarzy) a 9 procent na operatorów maszyn i urządzeń. W przypadku tych dwóch grup liczonych łącznie nastąpił przyrost liczby rejestrowanych oświadczeń aż o 98 procent w stosunku do 2015 roku.

Zauważyć warto, że polscy pracodawcy chętniej niż dotąd decydują się na powierzenie wykonywania pracy wykwalifikowanym cudzoziemcom, również w przypadku prac innych niż fizyczne. Tylko na przestrzeni roku liczba rejestrowanych oświadczeń dla pracowników biurowych wzrosła aż o 140 procent (47 838 w 2016 roku). Bardzo podobnie przyrost kształtuje się również w przypadku stanowisk technicznych wymagających wykształcenia kierunkowego – dla techników zarejestrowano w ubiegłym roku 26 746 oświadczeń (wzrost o 140 procent).

Realny obraz rynku pracy

Przy określaniu realnego wzrostu zatrudnienia cudzoziemców na polskim rynku należy wziąć pod uwagę również specyfikę procedury rejestracji oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy. Krótki okres rejestracji oraz brak opłat administracyjnych sprawiły, że oświadczenia stały się dla wielu podmiotów je rejestrujących nie tylko doskonałym narzędziem do zaspokajania potrzeb kadrowych w krótkim okresie, ale też sposobem na przyspieszenie istniejącej procedury wizowej. Dla niektórych, mniej uczciwych stron stały się one wręcz walutą, wykorzystywaną m.in. w celu uzyskania wizy krajowej, umożliwiającej cudzoziemcom przekroczenie polskiej granicy i swobodne poruszanie się po terytorium Schengen.

Dlatego pomimo rekordowego wzrostu liczby rejestrowanych oświadczeń, należy przyjąć, że realny poziom legalnego zatrudnienia obywateli państw trzecich (w krótkim, jak i długim okresie) jest kilkukrotnie niższy niż podają statystyki powiatowych urzędów pracy. Według danych ZUS, liczba ubezpieczonych, którzy w zgłoszeniu do ubezpieczeń emerytalnych i rentowych podali obywatelstwo inne niż polskie, w III kwartale 2016 roku wyniosła 266 475 osoby, co oznacza wzrost na poziomie 55 procent w stosunku do tego samego okresu w roku poprzednim. Tradycyjnie, najwyższy odsetek osób zgłoszonych do powyższych ubezpieczeń stanowią obywatele Ukrainy (172 721 ubezpieczonych, czyli około 65 procent ogółu), często ubezpieczenie posiadają również obywatele Białorusi (12 835 ubezpieczonych, wzrost o 56 procent) oraz Wietnamu (6 442 ubezpieczonych, wzrost o zaledwie 6 procent). Podsumowując, pomimo że przyrost o ponad połowę stanowi dobry znak, nadal nie jest on adekwatny w stosunku do przyrostu liczby rejestrowanych oświadczeń, pod znakiem zapytania stawiając faktyczny poziom zatrudnienia.

Z drugiej strony, na plus należy przyjąć przyrost udziału umów o pracę zawieranych z cudzoziemcami zatrudnianymi na podstawie oświadczeń, w stosunku do innych umów cywilnoprawnych, w szczególności umów o dzieło. Pracodawcy w 2016 roku zadeklarowali zatrudnienie 262 900 osób na podstawie umowy o pracę (wzrost o 121 procent w porównaniu do 2015 roku), oraz 633 083 na podstawie umowy zlecenia (wzrost o 100 procent). Pozytywnym znakiem jest zauważalne zmniejszenie udziału umów o dzieło (deklarowanych w przypadku 415 116 oświadczeń, wzrost o 20 procent), co może świadczyć o mniejszej skali potencjalnych nadużyć.

Przyszłość cudzoziemców na polskim rynku pracy

Rok 2017 może okazać się ostatnim rekordowym rokiem pod względem prognozowanej skali zatrudnienia cudzoziemców. Wynika to przede wszystkim z przewidywanego na koniec 2017 roku zniesienia procedury oświadczeń. Jej miejsce zajmą dwa nowe typy zezwoleń – na pracę sezonową (których wejście w życie spodziewane jest jeszcze w 2017 roku) i krótkoterminową, wydawane przez starostę na okres odpowiednio ośmiu i sześciu miesięcy w roku kalendarzowym.

Wprowadzenie nowych zezwoleń ma zwiększyć kontrolę PUP oraz nakłada na pracodawcę szereg obowiązków. Nowe przepisy wymagają sprawdzenia warunków wykonywania pracy przez obcokrajowca oraz uprzedniej karalności i wiarygodności osoby powierzającej mu pracę. Ponadto pracownicy sezonowi mają być objęci zasadą równego traktowania m.in. w zakresie zabezpieczenia społecznego, dostępu do poradnictwa zawodowego, kształcenia i szkolenia zawodowego.

Według nowych przepisów pracodawca będzie zobowiązany do przedstawienia umowy lub wiążącej oferty pracy. Umowa musi być zawarta w formie pisemnej oraz przekazana cudzoziemcowi przed jej podpisaniem w języku dla niego zrozumiałym. Wskazane we wniosku wynagrodzenie będzie porównywane z wynagrodzeniem pracowników zatrudnionych na podobnych stanowiskach.

Już wkrótce korzystne zmiany dla cudzoziemców?

Chociaż nowelizacja wchodzi w życie od stycznia 2017 roku, rząd rozważa zmodyfikowanie swojej polityki migracyjnej. Wszystko za sprawą podjętej na początku listopada przez przedstawicieli Unii Europejskiej decyzji o wprowadzeniu ruchu bezwizowego dla obywateli Ukrainy. Nowe przepisy mogą obowiązywać już od 2017 roku.

Aby przeciwdziałać odpływowi cudzoziemców na rynki państw Europy Zachodniej i poprawić konkurencyjność polskiego rynku pracy, polski rząd planuje między innymi wydłużenie okresów pobytów obcokrajowców na terenie naszego kraju bez konieczności uzyskiwania zezwoleń na pracę oraz ułatwienia w jej podejmowaniu w przypadku specjalistów oraz zagranicznych studentów uczących się na naszych uczelniach. Główną zmianą rozważaną przez resort ma być rozszerzenie zakresu zezwoleń na pobyt stały, dzięki którym mieszkańcy Ukrainy mieliby łatwiejszy dostęp zarówno do rynku pracy, jak również usług publicznych.

wykres3Aby usprawnić proces zatrudnienia obcokrajowców resort już teraz wprowadził pewne ułatwienia zachęcające pracodawców do zatrudniania cudzoziemców na podstawie umowy o pracę. Jeżeli pracodawca będzie chciał zatrudniać pracownika z zagranicy i wystąpi dla niego o zezwolenie na pracę, praca wykonywana w trakcie ubiegania się o wydanie stosownego zezwolenia będzie uznawana za legalną, niezależnie od czasu trwania procedury.

Źródło: EWL Group, MRPiPS, PUP, ZUS

Wielka batalia o polskie firmy świadczące usługi za granicą

W Brukseli toczy się kolejna, bardzo ważna, bitwa w walce o swobodę świadczenia usług w Europie. Tylko do dzisiaj można było zgłaszać poprawki do nowelizacji dyrektywy o delegowaniu pracowników. Proces legislacyjny wchodzi w decydującą fazę. Wprowadzenie zmian w obecnym kształcie sprawi, że usługi polskich firm przestaną być za granicą konkurencyjne pod względem ceny, a ich pracownicy prawdopodobnie stracą pracę. Konsekwencje dla polskiej gospodarki mogą być ogromne.

Do 9 lutego w południe można było zgłaszać poprawki do propozycji zmian w dyrektywie o delegowaniu. Chodzi o realizację słów Jean-Claude Junckera, że pracownikom w UE powinna należeć się równa płaca za tą samą pracę w tym samym miejscu. W efekcie polskie firmy działające za granicą zostaną obciążone nowymi ograniczeniami, a ich usługi staną się droższe niż te oferowane przez przedsiębiorstwa lokalne. Jak wynika z badań, już w tej chwili firmy, których pracownicy wykonują usługi w innym kraju niż siedziba pracodawcy ponoszą 29% dodatkowych kosztów[i]. – Propozycja Komisji Europejskiej narusza fundamentalne swobody europejskiego rynku wewnętrznego. Wprowadza zasady, które uniemożliwią firmom usługowym z biedniejszych państw konkurowanie z przedsiębiorstwami z państw starej Unii. Według tej logiki, gdy polskie firmy zaczynają sobie w jakimś sektorze dobrze radzić za granicą, Komisja  Europejska stwierdza, że jest to wynik nieuczciwej konkurencji i zmienia reguły w ten sposób, żeby je z tego rynku wykluczyć – podkreśla Stefan Schwarz, prezes Inicjatywy Mobilności Pracy.

Polska  walczy o złagodzenie propozycji KE zwłaszcza w dwóch obszarach. Pierwszym z nich jest zmiana dotychczasowych zapisów o obowiązku wypłacania pracownikowi delegowanemu co najmniej minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w kraju, w którym czasowo wykonuje on pracę. Ma on być zastąpiony obowiązkiem wypłaty wynagrodzenia według wszystkich zasad obowiązujących w danym kraju, landzie czy nawet miejscowości.  – Pracodawca będzie musiał zapoznać się ze wszystkimi regulacjami danego państwa, także tymi wynikającymi z lokalnych układów zbiorowych. Takie informacje często w ogóle nie są dostępne, a jeśli już są, to rzadko są tłumaczone na język angielski. Tu wcale nie chodzi o wysokość wynagrodzeń. Z badań wynika, że pracownicy delegowani zarabiają w większości znacząco więcej niż miejscowa płaca minimalna. Problemem będzie skomplikowany sposób naliczania tych wynagrodzeń, odnalezienie się w gąszczu przepisów i narażenie się na ogromne kary. To skuteczna droga służąca do pozbycia się zagranicznych konkurentów z rynku –  komentuje dr Marek Benio, autor badań pt. „Koszty pracy w usługach transgranicznych”, przeprowadzonych na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie.

Drugim spornym obszarem jest maksymalny czas, na który pracownik może być delegowany. Komisja zaproponowała, by delegowanie zostało ograniczone do 24 miesięcy, a w niektórych przypadkach nawet do 6 miesięcy. Po jego przekroczeniu pracownik będzie musiał obowiązkowo podlegać prawodawstwu państwa do którego jest delegowany. Nie ma także jasności jak dokładnie liczyć czas delegowania, co może prowadzić do niepewności prawnej – pracodawca i pracownik nie będą wiedzieli prawu którego państwa podlega łącząca ich umowa, a w konsekwencji np. jaki jest okres i zasady wypowiedzenia, czy w przypadku sporu do sądu którego państwa powinni się zwrócić.

Eksperci krytycznie o nowelizacji dyrektywy

31 stycznia w Brukseli, na konferencji najbardziej opiniotwórczych europejskich Think Tanków w tematyce delegowania pracowników, eksperci z różnych krajów krytycznie komentowali propozycje Komisji Europejskiej. Dla przykładu Damjan Kukovec – doktor uniwersytetu Harvarda podkreślał, że projektowane zmiany będą newralgiczne dla przyszłości Europy, wzmocnią bowiem nierówności między krajami biedniejszymi i bogatszymi oraz spowodują efekt „kuli śnieżnej”, prowokując kolejne protekcjonistyczne regulacje. Z kolei Zsolt Darvas z instytutu Bruegel, wskazał, że prawdziwym problemem Europy jest nielegalne zatrudnienie. Delegowanie pracowników powinno być traktowane jako element walki z szarą strefą na rynku pracy. Wszyscy uczestnicy debaty wskazywali, że delegowanie pracowników jest zjawiskiem pozytywnym i bardzo potrzebnym Unii Europejskiej. Inicjatorką Konferencji, a zarazem jej moderatorem była Poseł Danuta Jazłowiecka z frakcji EPP, mocno zaangażowana w obronę polskich interesów w Parlamencie Europejskim, działająca aktywnie w obszarze regulacji dotyczących delegowania pracowników.

Wydarzenie okazało się dużym sukcesem. Opinii ekspertów wysłuchało około 100 osób – sala pękała w szwach. Organizatorzy mają nadzieję, że argumenty zostaną wzięte pod uwagę przez europosłów, sprawozdawczynie i autorów projektu. A także na to, że skutki nowelizacji zostaną przeanalizowane dokładniej niż miało to miejsce w przypadku „żółtej kartki” – uruchomionej przez 11 państw członkowskich procedury ostrzegawczej, które zarzuciły Komisji Europejskiej, że jej projekt narusza postanowienia Traktatu. Obecnie projekt jest dyskutowany w ramach Komisji Zatrudnienia i Spraw Socjalnych Parlamentu Europejskiego (EMPL) oraz równolegle w Radzie Unii Europejskiej. Gdy zostanie zawarty nieformalny kompromis, projekt zostanie przekazany pod głosowanie na zgromadzeniu plenarnym Parlamentu Europejskiego.

Polska deleguje najwięcej pracowników w EU. W 2016 roku było to ponad pół miliona osób. Szacuje się, że zmiany dotkną tysięcy polskich firm usługowych z wielu branż. Od 400 do 800 tysięcy polskich pracowników może stracić pracę.

[i] Koszty pracy w usługach transgranicznych, Dr Marek Benio, Katedra Gospodarki i Administracji Publicznej

Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie, 2016

III Europejski Kongres Jakości 28 marca 2017 r.

W  czym tkwi tajemnica sukcesu firm, jak zainspirować do dalszego działania, w jaki sposób zarządzać ryzykiem oraz skutecznie zadbać o jakość swojego życia – to zagadnienia, które będą poruszane podczas III Europejskiego Kongresu Jakości. To również doskonała okazja, by spotkać się z najlepszymi menadżerami biznesu reprezentującymi najwyższe standardy zarządzania i nawiązać nowe kontakty.

Organizatorem wydarzenia jest Fundacja Qualitas, która od 12 lat zajmuje się wspieraniem idei jakości oraz dobrych praktyk biznesowych. Wydarzenie jest ukoronowaniem realizowanego przez Fundację największego w Polsce projektu promującego jakość –  Certyfikatu JAKOŚĆ ROKU®. Przyznawany jest on firmom, organizacjom, instytucjom naukowo-badawczym, których produkty, usługi czy rozwiązania charakteryzuje wysoka jakość.

Europejski Kongres Jakości po raz kolejny zintegruje przedstawicieli środowiska biznesowego i naukowego z całej Polski. Nie zabraknie również zagranicznych gości. Wystąpienie inauguracyjne wygłosi Kamil Durczok. Główną część wydarzenia stanowić będą panele tematyczne, dyskusje oraz ciekawe case study. Wystąpią przedstawiciele m.in. Grupy Atlas, ZIPP, Rekopolu, Sądeckich Wodociągów oraz organizacji DEKRA, KAIZEN Institute, Quality Austria-Polska i European Organization for Quality . Swój panel poprowadzą także znakomici trenerzy biznesu Magdalena Robak i Jacek Masłowski.

Wydarzenie będzie okazją do poruszenia tematów związanych z kreowaniem kultury jakości w organizacji, dbaniem o jakość życiowego kapitału oraz nowościami i trendami w tym obszarze. Po części merytorycznej Laureaci Certyfikatu JAKOŚĆ ROKU® otrzymają statuetki oraz certyfikaty.

Po raz pierwszy Kongres odbędzie się w Katowicach  – mieście, które doskonale wpisuje się w ideę nowej jakości, doskonalenia i rozwoju.

Partnerami Kongresu są Agencja Kreatywna Public PR, Quendi, John Lemon i Hotel Monopol. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęli European Organization for Quality, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Polski Komitet Normalizacyjny oraz Krajowa Izba Gospodarcza. Patronami merytorycznymi są DEKRA, KAIZEN Institute,  Klub Polskie Forum ISO 9000 oraz Quality Austria-Polska. Wśród patronów medialnych wydarzenia znaleźli się Dziennik Gazeta Prawna, Quality Today, Lean Center, Problemy Jakości, Law Business Quality, ceo.com.pl, radio eM, Silesion, Europerspektywy, Katowice.24.info, radio Silesia, TVS, e-biurowce.pl, hrpolska.pl, biuro-kreacja.info oraz Polskie Radio Katowice.

III Europejski Kongres Jakości pod hasłem „Jakość w praktyce” odbędzie się 28 marca br. w Hotelu Monopol w Katowicach.

Udział w wydarzeniu jest bezpłatny, wymagana jest wcześniejsza rejestracja. Szczegóły oraz zapisy: www.kongres.jakoscroku.pl.

Pokolenia Y i Z na rynku pracy. Czego oczekują od pracodawcy?

Współczesny pracodawca musi sprostać coraz większym oczekiwaniom ze strony pracowników. Dla osób z pokoleń Y i Z wysokie wynagrodzenie nie jest już bowiem najważniejszym kryterium wyboru pracodawcy –  dziś liczy się możliwość rozwoju, docenienie, ale także elastyczność pracy i dostęp do nowoczesnych technologii, usprawniających system wykonywania obowiązków.

Badanie „The 2016 Deloitte Millennial Survey” przeprowadzone na 7,7 tys., przedstawicieli pokolenia Y z 29 krajów świata wykazało, że siedmiu na dziesięciu respondentów ma dostęp do e-maila służbowego w swoich telefonach komórkowych oraz tabletach, a 67 proc. z nich ma elastyczny czas pracy. Mimo to, zaledwie 43 proc. badanych może pracować zdalnie, a aż 3/4 z nich chciałoby mieć taką możliwość. Co ważne, na rynek pracy wkracza pokolenie Z, czyli osoby urodzone po 1990 roku (wg niektórych badaczy po 1995), które są nieustannie online i nie wyobrażają sobie życia bez korzystania z nowych technologii, a świat wirtualny jest dla nich równie rzeczywisty jak ten, który otacza ich w realnym życiu. Czego przedstawiciele pokoleń Y i Z oczekują od swoich pracodawców?

Efektywnie i z dowolnego miejsca

Młodzi ludzie na rynku pracy od swoich pracodawców oczekują elastyczności w zakresie miejsca, godzin oraz formy pracy, ale również nowoczesnych, zaawansowanych technologicznie narzędzi, które wspomogą realizację ich codziennych obowiązków – m.in. usprawnią kontakt z klientami oraz współpracownikami czy zapewnią efektywną pracę grupową i zdalną. Wymagania te spełnią rozwiązania w chmurze, takie jak UCaaS. – Jest to technologia łącząca różne kanały komunikacyjne: sms, czat, e-mail, wiadomości głosowe oraz wideokonferencje, za pomocą której pracownicy komunikują się ze sobą z dowolnego miejsca i urządzenia, zyskując w ten sposób możliwość efektywnej pracy zdalnej oraz zespołowej – mówi Marcin Rusewicz z firmy MCX Telecom. Wymierne korzyści pracownikom przyniosą również nowoczesne systemy Contact Center. – Rozwiązanie to stanowi centrum kontaktu pomiędzy pracownikiem a klientem firmy. Dzięki niemu mogą oni swobodnie komunikować się przez dowolne medium – wideo, wiadomości e-mail czy sms, a także media społecznościowe, z których korzystają na co dzień. Co więcej, pracownicy mogą sami zdecydować skąd będą wykonywać swoje obowiązki, gdyż rozwiązanie to umożliwia efektywną pracę zdalną – dodaje Marcin Rusewicz z firmy MCX Telecom.

Kiedy szybko znaczy dobrze

W dobie cyfryzacji oraz dynamicznego rozwoju firm, pracownicy oczekują również dostępu do narzędzi, które skrócą czas potrzebny na realizację zadań. Dotyczy to także podróży służbowych, które nieraz wymagają od pracowników spędzenia wielu godzin na dojazdach, by na miejscu odbyć krótkie spotkanie. W tym przypadku pomocne są nowoczesne systemy wideokonferencyjne. –  Wideokonferencje mogą z powodzeniem zastąpić wyjazdy w delegacje. Co więcej, dzięki temu, że umożliwiają połączenie 200 rozproszonych geograficznie uczestników jednocześnie, realizacja projektów przebiega znacznie sprawniej i efektywniej, a w czasie zaoszczędzonym na podróżach pracownicy mogą zająć się realizacją innych zadań. Dodatkowo, za pomocą systemów wideokonferencyjnych mogą oni kontaktować się ze sobą również w obrębie jednej placówki, skracając w ten sposób czas realizacji wielu czynności, które wymagałyby konsultacji z innymi osobami – mówi Marcin Rusewicz z firmy MCX Telecom.

Firmy korzystające z nowoczesnych, zaawansowanych technologicznie systemów usprawniających pracę stanowią konkurencyjny wyróżnik, który przyciąga potencjalnych pracowników – w szczególności tych z pokoleń Y i Z, którzy w niedługim czasie zdominują rynek.

Dług Grecji. Nadwyżka Niemiec. Prace nad ustawą frankową

Niemcy ustosunkowały się do pomysłu redukcji greckiego długu zgłoszonej przez MFW. Niemcy z rekordową nadwyżką. Pracę nad ustawą frankową trwają, ale postępów nie widać.

Cięcie długu Grecji?

Wczorajszy postulat obcięcia długu Grecji przez Niemcy szybko doczekał się odpowiedzi głównych zainteresowanych. Minister finansów Wolfgang Schaeuble zauważył, że jest to niezgodne z prawem Unii Europejskiej. Zaznaczył również, że byłoby to możliwe po opuszczeniu przez Greków unii walutowej. Potwierdził również, że Grecy powinni dalej realizować niezbędne reformy by zwiększyć konkurencyjność swojej gospodarki. O ile fundamenty, na których stoi tamtejsza ekonomia, są wątpliwe. O tyle niewykluczone, że reformy o których mowa dadzą pozytywny efekt dopiero z pewnym opóźnieniem. Obcięcie emerytur czy płac w budżetówce owszem stabilizuje budżet, ale w krótkim okresie z pewnością uderzy w konsumpcję.

Nadwyżka handlowa Niemiec

Słaba sytuacja gospodarcza w Europie ma swojego głównego beneficjenta. Są to Niemcy. Słabe euro wspiera eksport tamtejszych przedsiębiorstw. Nie może zatem dziwić, że kraj ten kolejny raz notuje rekordową nadwyżkę handlową. Wynosi ona ponad 20% wartości eksportu. Słabość południa kontynentu powoduje, że pomimo dobrych wyników gospodarczych północy europejska waluta jest wciąż bardzo słaba. Szczególnie widoczna jest relacja względem dolara. Euro pomimo tego, że od 2015 roku znajduje się na wyjątkowo niskich poziomach ostatnio znów spada.

Ministerstwo Finansów o projektach dla frankowiczów

Podkomisja ds. projektów frankowych, bo taki twór powstał w Ministerstwie Finansów, analizował 3 konkurencyjne projekty. Dominującym jest projekt prezydencki. Zakłada on zwrot większości spreadów (a technicznie rzecz biorąc, nie tyle spreadów a marż), które stosowały banki podczas wymiany złotówek na franki. Pozostałe dwa projekty autorstwa PO i Kukiz’15 z racji układu sił w parlamencie mają niskie szanse na wejście w życie. Różnica pomiędzy tymi dwoma projektami jest relatywnie nieduża. Obydwa zakładają przewalutowanie zobowiązań oparte o mechanizm porównania z równolegle zaciąganym kredytem w polskich złotych. Biorąc pod uwagę tempo prac nie należy spodziewać się rychłego rozwiązania problemu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nowelizacja warunków technicznych dla budynków a potrzeby mieszkańców

Jan Jarosławski, prawnik Skanska Residential Development Poland
Jan Jarosławski, prawnik Skanska Residential Development Poland

W maju 2016 roku Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa przygotowało projekt znaczących zmian do rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Nowelizacja w aktualnie proponowanym brzmieniu może niekorzystnie wpłynąć na koszt realizacji inwestycji deweloperskich, a co się z tym wiąże, na ceny mieszkań i miejsc postojowych.

O społecznej doniosłości proponowanych zmian świadczy ogromna liczba opinii do opublikowanego i konsultowanego projektu, które wpłynęły do Ministerstwa od organizacji społecznych i uczestników rynku budowlanego w toku konsultacji.

Większe miejsca, ale i ceny

Jedną z proponowanych przez Ministerstwo zmian jest poszerzenie stanowisk postojowych dla samochodów osobowych w garażach oraz zmniejszenie odległości między dłuższą krawędzią stanowiska postojowego a ścianą lub słupem. Aktualnie stanowiska postojowe powinny mieć co do zasady szerokość 2,3 m i długość 5,0 m, a odległość pomiędzy dłuższą krawędzią stanowiska a ścianą lub słupem powinna wynosić co najmniej 0,5 m. Po nowelizacji szerokość miejsca postojowego ma wynosić 2,5 m, a odległość pomiędzy dłuższą krawędzią stanowiska a ścianą lub słupem 0,3 m. Zmiana tych wymiarów utrudni projektowanie miejsc parkingowych ze względu na stosowane w budownictwie odległości pomiędzy słupami podtrzymującymi strop. Nowelizacja wymusi zmniejszenie tych odległości, co przełoży się na mniejszą liczbę miejsc postojowych możliwych do zaprojektowania w budynkach. Dla zapewnienia odpowiedniej liczby miejsc postojowych, deweloperzy będą musieli zwiększyć powierzchnię garaży, co będzie miało wpływ na cenę realizacji projektów, a w efekcie na ceny mieszkań i miejsc postojowych.

Zabezpieczenia adekwatne do zagrożeń

Ministerstwo proponuje również wprowadzenie dodatkowych zabezpieczeń przeciwpożarowych w garażach zamkniętych, które obejmują więcej niż dwie kondygnacje podziemne lub znajdującymi się poniżej drugiej kondygnacji podziemnej, takich jak samoczynne urządzenia gaśnicze wodne, czyli tzw. tryskacze. Zapewnienie odpowiedniej ochrony przeciwpożarowej jest kwestią kluczową dla ochrony przyszłych nabywców lokali oraz ich mienia. Należy jednak zauważyć, że Ministerstwo nie wskazało w uzasadnieniu do nowelizacji, czy faktycznie istnieje podwyższone zagrożenie pożarowe w takich garażach, które wyjaśniałoby zainstalowanie dodatkowych urządzeń gaśniczych. Ustanawianie rygorystycznych przepisów przeciwpożarowych, które nie są uzasadnione faktycznie istniejącym zagrożeniem wpływa jedynie podniesienie kosztów budowy. Przepisy o ochronie przeciwpożarowej powinny być na tyle wyważone, aby zapewnić poziom ochrony adekwatny do możliwych zagrożeń. Aktualnie obowiązujące regulacje dotyczące ochrony pożarowej w budynkach należy uznać za i tak wymagające, zaś dalsze zaostrzanie rygorów za nieuzasadnione faktyczną potrzebą.

Mniej kawalerek w centach miast

Jedną z bardziej kontrowersyjnych zmian jest nowelizacja dotycząca nasłonecznienia mieszkań jednopokojowych w zabudowie śródmiejskiej. Dotychczas zasady dotyczące minimalnego czasu nasłonecznienia nie miały zastosowania do mieszkań jednopokojowych znajdujących się w zabudowie śródmiejskiej. Po uchwaleniu nowelizacji również takie lokale będą musiały spełnić wszystkie wymogi dotyczące nasłonecznienia. Przyjęcie takiego rozwiązania spowoduje w praktyce, że w strefach zabudowy śródmiejskiej, które są już w miastach w przeważającej mierze zagospodarowane, wymuszone będzie projektowanie dużych mieszkań. Ograniczy to znacznie grupę nabywców, którzy będą mogli pozwolić sobie na zakup mieszkania znajdującego się w centralnych dzielnicach. Należy zauważyć, że mieszkania jednopokojowe w zabudowie śródmiejskiej są bardzo popularne wśród nabywców, pomimo braku standardów dotyczących nasłoneczniania. Ich lokalizacja, bliskość usług, a także cena powodują, że takie lokale są chętnie kupowane, również jako pierwsze mieszkania dla dzieci, czy na wynajem. Proponowana nowelizacja nie jest uzasadniona rzeczową potrzebą i zmierza w przeciwnym kierunku niż postulowała branża deweloperska. Warto podkreślić, że proponowane zmiany spowodują pogorszenie możliwości projektowania mieszkań odpowiadającym popytowi obserwowanemu od długiego czasu na rynku nieruchomości. Wybór mieszkania, które jest mniej doświetlone światłem naturalnym i przez to tańszego, ale za to położonego w atrakcyjnej lokalizacji, powinien być pozostawiony kupującemu. Nie ma potrzeby, aby to ustawodawca podejmował decyzję za kupującego poprzez wprowadzanie surowych regulacji.

Projekt rozporządzenia Ministra Infrastruktury i Budownictwa zmieniającego rozrządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie był szeroko konsultowany, jednak jego ostateczna wersja nie została jeszcze opublikowana. Ministerstwo planuje, aby zmiany weszły w życie w drugiej połowie 2017 roku.

Luigi Lovaglio podsumowuje wyniki Banku Pekao za 2016 rok

Skonsolidowany zysk netto za 2016 rok wyniósł 2 279 mln złotych, pozostając na poziomie z roku poprzedniego, pomimo odprowadzenia 450 milionów złotych podatku bankowego. Zysk netto liczony dla warunków porównywalnych wzrósł o +8,5%. Bank osiągnął zwrot na kapitale ROE 9,8%, przy jednoczesnym utrzymaniu bardzo wysokiego poziomu współczynnika wypłacalności Core Tier 1 wynoszącego 17,6%. Wypracowano dwucyfrowy wzrost zarówno kluczowych kredytów detalicznych o +10,0% r/r, jak i depozytów detalicznych o +10,7% r/r. W 2016 roku wartość nowych kredytów detalicznych osiągnęła rekordowy poziom ponad 14 miliardów złotych.

Skonsolidowany zysk netto wyniósł 2 279 mln złotych, -0,6% r/r, a w warunkach porównywalnych +8,5%.

Zysk operacyjny brutto wzrósł o +7,7% r/r i wyniósł 4 135 mln zł. Wzrost zysku operacyjnego brutto był możliwy dzięki poprawie kluczowych przychodów oraz skutecznej kontroli kosztów, a także dodatkowym wpływom z tytułu transakcji VISA.

Bank odnotował wzrost dochodów operacyjnych o +4,1% r/r do 7 347 mln zł. Kluczowe przychody wzrosły o +2,7% r/r przede wszystkim dzięki poprawie wyniku odsetkowego, który wzrósł o +5,2% do 4 382 mln zł. Poziom marży odsetkowej nie zmienił się i wyniósł 2,77%.

Wynik z tytułu prowizji i opłat osiągnął poziom 1 959 mln zł. Przychody z prowizji w obszarze działalności bankowej były stabilne, natomiast przychody z opłat związanych z rynkiem kapitałowym pozostawały pod presją widoczną na całym rynku.

Kluczowe kredyty detaliczne wzrosły o +10,0% r/r do poziomu 51 576 mln zł. Kluczowe kredyty korporacyjne wzrosły o +1,9% r/r do 45 139 mln zł, co odzwierciedla umiarkowany popyt ze względu na niski poziom inwestycji przedsiębiorstw.

W 2016 roku Bank osiągnął rekordową sprzedaż kredytów gotówkowych, która wyniosła 7 675 mln zł. Sprzedaż nowych kredytów hipotecznych na kwotę prawie 6 884 mln zł pozwoliła na dalszą poprawę udziałów rynkowych. W 2016 roku wartość nowych kredytów detalicznych osiągnęła rekordowy poziom 14 559 mln zł.

Bank osiągnął w 2016 roku dwucyfrowy wzrost depozytów detalicznych o +10,7% r/r do poziomu 70 725 mln zł. Depozyty korporacyjne wzrosły w ciągu roku o 5,9% do poziomu 67 178 mln zł.

Koszty operacyjne wyniosły 3 212 mln zł. Bank poprawił już i tak wysoką efektywność kosztową, zmniejszając wskaźnik koszty do dochodów do 43,7%.

Wszystkie wskaźniki oceny ryzyka kredytowego poprawiły się. Koszty ryzyka obniżono do 45 punktów bazowych, wskaźnik kredytów nieregularnych osiągnął poziom 6,0%, a wskaźnik pokrycia rezerwami wzrósł do 74,5%.

„Jestem bardzo zadowolony z naszych wyników. Mamy wspaniałych ludzi, z którymi jesteśmy gotowi stawić czoło nowym wyzwaniom i osiągnąć nasze cele również w 2017 r.” – powiedział Luigi Lovaglio, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Witold Michalik, autor sukcesu biznesu lodowego Nestlé odchodzi na emeryturę

Witold Michalik, autor sukcesu biznesu lodowego Nestlé, po niespełna 25 latach odchodzi na emeryturę. Jego kariera w branży spożywczej rozpoczęła się w 1993 roku od Nestlé, gdzie piastował różne funkcje zarządcze. W ubiegłym roku stanął na czele FRONERI, spółki joint venture utworzonej na mocy porozumienia między Nestlé i Grupą R&R.

Michalik Witold
Witold Michalik

Witold Michalik rozpoczął pracę w Nestlé w 1993 roku obejmując stanowisko Supply Chain Managera, a dwa lata później – Eksport/ Import Managera. W latach 2000-2005 był szefem Nestlé na Kraje Bałtyckie, gdzie odpowiadał za stworzenie struktur firmy. Po powrocie do Polski w 2005 roku objął stanowisko Dyrektora HR i Komunikacji Nestlé Polska S.A. Od 2008 roku stanął na czele Działu Lodów i odpowiadał m.in. za rozwój obrotów w Regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W 2014 roku powtórnie wprowadził markę Schöller na polski rynek.

Jako Dyrektor Działu Lodów w Nestlé znacząco przyczynił się do zwiększenia udziałów rynkowych wielu kultowych marek. To dzięki opracowanej przez niego strategii firma rok do roku zwiększała sprzedaż, czego dowodem jest ubiegłoroczne rekordowe lato i ogromna popularność lodów marki KAKTUS – w 2016 roku sprzedano ich aż 40 mln sztuk! Biznes lodowy zarządzany przez Witolda Michalika był jednym z najbardziej dochodowych w całej Grupie Nestlé w Europie.

Wraz z utworzeniem FRONERI, nowej globalnej spółki joint venture na rynku lodów i mrożonek w 2016 roku, Witold Michalik został jej prezesem w Polsce, z sukcesem przeprowadzając proces integracji. W związku z jego przejściem na emeryturę zarządzanie FRONERI zostanie powierzone Zbigniewowi Dyśko, obecnemu szefowi Zielonej Budki.

Outsourcing wprowadza się na stałe do instytucji publicznych

Piotr Zięba, członek zarządu Monetia
Piotr Zięba, członek zarządu Monetia

Do niedawna największym klientem usług outsourcingowych były przede wszystkim międzynarodowe korporacje. Jednak od paru lat korzyści, wynikające ze zlecenia części procesów biznesowych na zewnątrz, coraz mocniej kuszą instytucje publiczne. W ciągu zaledwie 24 miesięcy 30% urzędów skarbowych wyoutsoursowała swoje okienka kasowe. Kontrakty są odnawiane na kolejne okresy. Śladem skarbówki poszły urzędy miast i gmin oraz sądy, ale tu proces pozyskiwania dostawców outsourcingu transakcyjnego przebiega jeszcze szybciej. Za outsourcingowym boomem stoją reformy, jakie co chwila serwuje administracja centralna swoim podległym urzędom. Ich celem jest ograniczenie kosztów przy jednoczesnej poprawie funkcjonowania sektora.

W praktyce sprowadza się to do zamrożenia liczby etatów i dokładania kolejnych zadań, np. obsługi Programu 500+. Ograniczone budżety i zasoby kadrowe zmuszają instytucje publiczne do skoncentrowania się na tym, co korporacje określają mianem „core business”. Do tego dochodzą rosnące oczekiwania interesantów, choćby co do czasu pracy okienek w urzędach, poziomu jakości obsługi i kompetencji pracowników. Wszystkie zadania, które nie wynikają wprost ze statutowych działań urzędów, stworzyły więc przestrzeń dla outsourcingu i jednocześnie rynek obejmujący ponad 3 tys. instytucji.

Obecnie outsourcing transakcyjny, zlecany przez sektor public, obejmuje prowadzenie okienek kasowych, systemy zarządzania ruchem interesariuszy w lokalizacji urzędu, czy szeroko rozumianą obsługę i konwojowanie gotówki, codziennie wpłacanej do kas urzędu. Trwają zaawansowane prace nad wprowadzeniem do urzędów akceptacji płatności kartami płatniczymi.

Instytucje, które skorzystały z outsourcingu transakcyjnego, wykazują nawet do 60% oszczędności kosztów w porównaniu z prowadzeniem obsługi kasowej samodzielnie. Jest to możliwe, ponieważ dostawca outsourcingu korzysta z efektu skali przy negocjowaniu finansowych warunków współpracy. Dodatkowo gwarantuje stałe świadczenie usługi, dzięki czemu urząd nie ma problemu z kasami zamkniętymi z powodu choroby czy urlopów pracowników. Jednocześnie dostarcza i opłaca profesjonalistów o wymaganych kompetencjach, co z jednej strony gwarantuje interesantom jakość obsługi wg standardów stosowanych w bankach, z drugiej strony uwalnia urzędowi cenne etaty, które można przesunąć do bardziej merytorycznych zajęć.

Sektor publiczny jest bardzo wymagającym i wrażliwym klientem, dla którego wiarygodność partnera biznesowego jest tak samo istotna jak cena usługi. Firmy chcące z nim współpracować musiały przełamać barierę nieufności i pewnej wstrzemięźliwości urzędniczej. 2 lata temu dostawcy outsourcingu transakcyjnego dopiero badali rynek i popyt na swoje usługi. Obecnie ich oferta jest bardzo elastyczna, pozwalająca zaprojektować świadczenie outsourcingu transakcyjnego zgodnie z potrzebami, możliwościami i oczekiwaniami konkretnego urzędu.

Szósta runda inwestycyjna dla innowacji w sektorze energii – InnoEnergy

Największy europejski akcelerator biznesu w energetyce, InnoEnergy, rozpoczyna właśnie szóstą edycję „Rundy Inwestycyjnej”. Jej celem jest wsparcie oraz promocja innowacyjnych technologii w sektorze energii.

Podsumowanie rund inwestycyjnych InnoenergyNową edycję „Rundy Inwestycyjnej dla projektów innowacyjnych” stworzono z myślą o nowatorskich pomysłach technologicznych oraz modelach biznesowych, dobrze wpisujących się w ewolucję, której obecnie podlega energetyka. InnoEnergy tworzy dla nich warunki rozwoju w ramach swojej ogólnoeuropejskiej sieci, złożonej z przedsiębiorstw, ośrodków akademickich i ekspertów branżowych. Dzięki współpracy, startupy, małe i średnie firmy oraz duże koncerny mają większe szanse na sprostanie wyzwaniom, jakie stawia przed nimi komercjalizacja technologii, a czas, jaki upływa między zakończeniem fazy badań a rynkowym wdrożeniem, ulega istotnemu skróceniu.

„Innowacje w energetyce są istotne w procesach redukowania emisji, ograniczenia zmian klimatu i dostarczania zrównoważonej energii krajom na całym świecie” – stwierdził Diego Pavia, dyrektor wykonawczy InnoEnergy. „Rezultaty naszych wcześniejszych „Rund inwestycyjnych” już mają realny wpływ zarówno na środowisko, jak i na wyniki sprzedaży wspartych przez nas przedsięwzięć, która prognozowana jest na poziomie ponad 3 miliardów euro. To imponujący wynik.”

Od czasów pierwszej „Rundy Inwestycyjnej” w 2011 roku, InnoEnergy z powodzeniem sfinansowało projekty w  łącznej kwocie 1,2 miliarda euro, z czego udział InnoEnergy wyniósł 147 milionów euro. Pozostała część została sfinansowana przez partnerów oraz inwestorów. Ogółem w całej Europie realizowanych jest 250 projektów, w wyniku których wprowadzono na rynek 78 innowacyjnych produktów i usług.

„Współfinansowanie projektu to oczywiście jeden z kluczowych elementów naszej oferty. Jednak to co nas wyróżnia i jest szczególnie atrakcyjne dla firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw to przede wszystkim aktywne wsparcie w wejściu na zagraniczne rynki oraz możliwość współpracy z czołowymi graczami sektora energetycznego w Europie” – powiedział Jakub Miler, dyrektor zarządzający InnoEnergy w Polsce.

„Runda Inwestycyjna” trwa od 1 lutego do 7 kwietnia 2017 roku.

 

 

PWC podsumowało sytuację na rynku ofert pierwotnych w 2016 r.

Wartość ofert pierwotnych (Initial Public Offering – IPO) w Europie w 2016 roku wyniosła 27,9 mld euro, co oznacza spadek w porównaniu do 2015 r. (57,4 mld euro) – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch Europe” przygotowanego przez firmę doradczą PwC. Spadła również liczba debiutów, osiągając najniższy poziom od 2009 r. Na giełdzie w Warszawie w 2016 roku odnotowano zaledwie 28 ofert, a z parkietu wycofano 19 firm. Wartość ofert wyniosła 262 mln euro.

Podsumowanie roku 2016 na GPW w Warszawie

Na giełdzie w Warszawie w 2016 roku odnotowano 28 ofert (spadek o ponad 15% względem 2015 r.) z czego 12 miało miejsce na rynku głównym. Ich wartość wyniosła 262 mln euro, co oznacza spadek o 178 mln euro w porównaniu z rokiem 2015.  Koniec 2016 roku przyniósł widoczne ożywienie na rynku pierwotnym – wartość ofert w IV kwartale wyniosła 147 mln euro, czyli ponad połowę wartości wszystkich emisji w 2016. Wtedy też miały miejsce dwa spośród trzech największych debiutów w ubiegłym roku – spółki farmaceutycznej Celon Pharma (56,9 mln euro) oraz producenta wyrobów drewnianych Stelmet (42,4 mln euro).

Rok 2016 zostanie zapamiętany jako okres wycofania rekordowej liczby spółek z obrotu giełdowego (19). Aktywność na warszawskim parkiecie była w ostatnich 12 miesiącach najsłabsza od wielu lat. Pogłębiające się spadki notowań oraz niski poziom obrotów spowodowały, że rynek pierwotny przyciągnął rekordowo niską liczbę emitentów i inwestorów. Jednocześnie, ostatni kwartał 2016 r., w szczególności grudzień, przyniósł oczekiwaną od dawna poprawę sytuacji na rynku kapitałowym i zwyżki głównych indeksów oraz powrót inwestorów zagranicznych. Obecnie zapowiadane na najbliższe miesiące oferty publiczne dają nadzieję na zwiększenie aktywności na rynku ofert pierwotnych w roku 2017, w tym m.in. powrót emitentów, którzy w poprzednich latach odkładali decyzję o debiucie” – mówi Bartosz Margol, wicedyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

Podsumowanie europejskiego rynku IPO w 2016 r.

Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC, łączna wartość pozyskanych środków zmalała o ok. połowę w porównaniu do roku 2015 – osiągając wartość 27,9 mld euro, natomiast liczba debiutów zmalała o ok. 27%. Największymi ofertami w 2016 roku okazały się IPO Innogy SE – spółki energetycznej zależnej od RWE (4,6 mld euro włączając opcję nadsubskrypcji – Deutsche Börse). Na drugim miejscu uplasowała się oferta spółki energetycznej Dong Energy (2,6 mld euro, Nasdaq OMX). Trzecie miejsce pod względem wartości IPO zajęła działająca w obszarze płatności cyfrowych Nets (2,1 mld euro, Nasdaq OMX).

Aktywność na rynku ofert pierwotnych w Europie w 2016 r. osiągnęła poziom znacząco niższy od rekordowego po kryzysie roku 2015. Pod względem liczby debiutów rok 2016 okazał się najgorszy od 2009 r. Rynek europejski nie jest przy tym odosobniony – światowa aktywność w zakresie debiutów w 2016 r. była również niższa w porównaniu do poprzedniego roku, na co istotny wpływ miały czynniki o zasięgu globalnym – polityczna niepewność (przede wszystkim w UE i USA), obawy inwestorów dotyczące spowolnienia chińskiej gospodarki czy niskie ceny ropy naftowej. W Europie znakomity rok ma za sobą Nasdaq OMX, który okazał się liderem zarówno pod względem wartości IPO, jak i liczby debiutów. Kontynuacja wysokiej aktywność na tym rynku spodziewana jest również w 2017 r., jednak perspektywy dla pozostałych europejskich rynków nie są już tak optymistyczne” – podsumowuje Tomasz Konieczny, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

Aktywność na europejskim rynku IPO od 2008 roku*

Aktywność na europejskim rynku IPO od 2008 roku
* Z wyłączeniem opcji nadsubskrypcji. Dane przed 2011 r. nie uwzględniają giełd w Stambule, Zagrzebiu i Bukareszcie

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2013 roku

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2013 roku

O raporcie IPO Watch Europe

Raport IPO Watch Europe obejmuje wszystkie debiuty na głównych giełdach w Europie (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Islandii, Norwegii, Turcji i Szwajcarii) i jest publikowany kwartalnie. Debiuty podmiotów, które przeprowadzały wcześniej pierwszą ofertę publiczną oraz przeniesienie pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 31 grudnia 2016 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji. Dodatkowe informacje, w tym tabele danych, są dołączone do niniejszej informacji prasowej.

Deweloperzy nieruchomości biurowych zdradzają plany strategiczne na 2017 r.

Jaką strategię przyjęli deweloperzy na najbliższy okres? Czy planują zmianę kierunku rozwoju? W co zainwestują? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl

Jarosław Zagórski, dyrektor handlowy i rozwoju Ghelamco Poland

Jednym z najważniejszych założeń strategicznych a za razem misją, która od lat przyświeca naszym realizacjom, jest miastotwórczość. To dzięki zapoczątkowanemu przez Ghelamco trendowi kreowania użytecznych i przyjaznych przestrzeni miejskich powstał plac Europejski, Fundacja Sztuka w Mieście i wiele innych projektów, które zmieniają oblicze miast i oddziałują na ich mieszkańców. Najbliższe lata dla Ghelamco nie będą się pod tym względem różniły od poprzednich. Mamy w planach kontynuację rozpoczętych już inicjatyw miastotwórczych i kolejne, nowe działania zakładające tworzenie wartościowej i estetycznej tkanki miejskiej.

Strategiczną wagę ma dla nas również innowacyjność realizowanych projektów, która nabrała nowego znaczenia wraz z uruchomieniem inwestycji The Warsaw HUB. Będzie to największe dotychczasowe przedsięwzięcie Ghelamco w Polsce, a jednocześnie najbardziej nowoczesna inwestycja na naszym rynku, wyznaczająca zupełnie nowe trendy w budownictwie komercyjnym. Stworzymy kompleks łączący w sobie wszystko, czego nowoczesna korporacja, start-up, czy scale-up potrzebują do efektywnego rozwoju – przestrzeń biurową, centrum konferencyjne, MeetDistrict – unikatowy format przestrzeni coworkingowej, a także hotele, sklepy, centrum sportu. Pracownik znajdzie więc w naszym kompleksie wszystko, co będzie mu potrzebne do komfortowej pracy, doskonale skomunikowane z resztą miasta. Nowoczesność podejścia Ghelamco widoczna będzie również w unikatowym połączeniu biznesu z najnowszymi technologiami, jakie zaoferuje The Warsaw HUB. Znajdzie się tu bowiem The Heart Warsaw – centrum współpracy korporacji i startupów. Jest to pierwszy w Polsce przykład zaangażowania się dewelopera działającego w obszarze nieruchomości w rozwój biznesu opartego o nowe idee i technologie.

Małgorzata Danek, członek zarządu LC Corp

W tym roku będziemy koncentrować się m.in. na rozwoju w oparciu o dostarczanie dobrze zlokalizowanych budynków biurowych, które wyróżniają się architekturą oraz gwarantują przyjazne i komfortowe warunki pracy. Skupimy się także na zapewnieniu najwyższej jakości usług w procesie zarządzania obiektem. LC Corp jest administratorem i właścicielem budynków biurowych, a bliski kontakt z klientami nie tylko podczas etapu wynajmu jest dla nas kluczowy ze względu na budowanie długotrwałych relacji z naszymi partnerami.

Ewelina Kałużna, dyrektor ds. wynajmu i zarządzania portfelem budynków w Skanska Property Poland

Nasze działania w roku bieżącym będą bardzo silnie zdeterminowane przez strategiczne decyzje biznesowe, jakie podjęliśmy w roku 2016. Założyliśmy, że już za 3 lata – do 2020 roku, biznes deweloperski powinien generować połowę dochodu całej grupy Skanska na świecie. Dla Polski jako jednej z najważniejszych lokalizacji oznacza to znaczne przyspieszenie i dużą dynamikę naszych działań. Chcemy też kontynuować budowanie pozytywnego otoczenia naszych budynków – zgodnie z filozofią, że nasza odpowiedzialność za miasta, w których jesteśmy, nie kończy się na granicach naszych działek.

W tym roku ruszymy między innymi z realizacją części największego naszego projektu placemakingowego w Polsce – tzw. Superścieżki w Krakowie. Inicjatywa ta zaangażowała nie tylko inwestorów prywatnych, ale też publicznych oraz organizacje pozarządowe. Przede wszystkim jednak wzięli w niej udział sami mieszkańcy, którzy wcielili się w rolę architektów m.in. bliskiego otoczenia budynku Axis. Takich inwestycji, tworzonych z ludźmi i dla ludzi w przyszłym roku będzie jeszcze więcej.

Maciej Jankiewicz, prezes zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości S.A.

Ukończyliśmy prace nad nową strategią spółki, która wyznaczy strategiczne kierunki rozwoju Grupy Kapitałowej PHN na lata 2017-2023. Nowy dokument, po zatwierdzeniu przez radę nadzorczą, zostanie przedstawiony do publicznej wiadomości. Zgodnie z nową strategią, zakładamy przebudowę portfela Grupy Kapitałowej PHN w taki sposób, aby każda nieruchomość przynosiła stabilny i wzrastający zysk oraz rosnące miesięczne przepływy. Dążymy również do intensyfikacji programu inwestycyjnego – zarówno na rynku nieruchomości komercyjnych, jak i na rynku projektów mieszkaniowych.

Nasze działania zamierzamy realizować poprzez przebudowę portfela nieruchomości, realizację założonego programu inwestycyjnego, ustabilizowanie bazy efektywnych aktywów poprzez dezinwestycje i akwizycje oraz zapewnienie stabilności finansowej Grupy.

W efekcie realizacji celów strategicznych chcemy być wiodącym inwestorem na rynku nieruchomości komercyjnych oraz istotnym deweloperem na rynku nieruchomości mieszkaniowych. Chcielibyśmy również, aby Grupa Kapitałowa PHN, ze względu na powiązania kapitałowe jak i unikalną wiedzę oraz doświadczenie stała się integratorem rynkowego potencjału nieruchomości, będących w zasobach spółek zwłaszcza z udziałem Skarbu Państwa. Zaktualizowana strategia Grupy Kapitałowej PHN wskazuje, iż realizowane dotychczas kierunki rozwoju firmy zostaną utrzymane.

Mirosław Łoziński, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Wśród naszych kluczowych założeń na najbliższe miesiące i lata znajduje się przede wszystkim dalsza, konsekwentna realizacja projektów mieszkaniowych oraz zakończenie procesu przekazywania powierzchni najemcom biurowca EQlibrium. Patrzymy jednak w przyszłość i prowadzimy intensywne prace nad przygotowaniem kolejnych inwestycji. Nasze działania koncentrować będziemy w segmencie mieszkaniowym, w którym zamierzamy wprowadzić na rynek kolejne projekty w atrakcyjnych lokalizacjach. Nie wykluczamy również inwestycji na rynku biurowym, jednak w tym przypadku będziemy w pierwszej kolejności poszukiwali konkretnego najemcy, dla którego będziemy mogli przygotować budynek skrojony na miarę jego potrzeb.

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki, analityk serwisu Dompress.pl

Jubileuszowy X POLSKI KONGRES ITS 16-17.05.2017 r., Warszawa

Stowarzyszenie Inteligentne Systemy Transportowe ITS POLSKA już od dziesięciu lat, wspólnie z dynamicznie rozwijającą się branżą współtworzy rynek ITS w Polsce, czyli niemal od samego początku jego istnienia. Rok 2017 w sposób szczególny zapisze się w kalendarzu branży z uwagi na dwa jubileusze: dziesięciolecie istnienia ITS POLSKA oraz 10. edycja POLSKIEGO KONGRESU ITS – Inteligentnych Systemów Transportowych, który odbędzie się w terminie 16-17 maja 2017 r. w Hotelu Sofitel Victoria, w Warszawie.

Ten podwójny jubileusz odbywa się w dość szczególnym momencie rozwoju ITS w Polsce. Po pierwsze wchodzimy w nowy okres programowania unijnego w Horyzoncie 2020, który zasili budżetem zarówno nowe projekty, jak i rozbudowę istniejących systemów. Po drugie, wchodzimy w okres większego zrozumienia konieczności budowy własnych, krajowych rozwiązań technologicznych i kompetencyjnych w zakresie inteligentnego transportu. Perspektywa unijna 2020 daje nam więc ogromną szansę na zwiększenie potencjału gospodarczego Polski, w szczególności na to aby ITS stało się naszą narodową specjalnością.

Propozycja programowa jubileuszowego POLSKIEGO KONGRESU ITS obejmuje szeroki wachlarz zastosowań ITS. Wśród tematów znajdą się zarówno zagadnienia popularne, wynikające z planów inwestycyjnych w Polsce, takich jak systemy zarządzania ruchem oraz poboru opłat na drogach krajowych, jak i budzące wciąż zainteresowanie zagadnienia takie, jak technologie stosowane w transporcie publicznym. Będą także kontynuowane dyskusje na temat kolejnictwa, a także poruszane zagadnienia nowe na rynku ITS, takie jak zarządzanie popytem na transport w miastach.

Założono, że referaty dotyczyć będą następujących tematów: Systemy zarządzania ruchem drogowym (ocena wdrożeń, detekcja ruchu, informacja o warunkach ruchu, priorytety dla transportu publicznego, naprowadzanie na wolne, publicznie dostępne  miejsca parkingowe, w tym  przykrawężnikowe), integracja systemów miejskich i krajowych, równoważenie mobilności, transport publiczny (zarządzanie dyspozytorskie transportem publicznym, systemy informacji dla podróżnych, systemy współkorzystania [carsharing, ridesharing], ITS a konkurencyjność transportu publicznego), pobór opłat za korzystanie z dróg i z transportu publicznego (pobór opłat za przejazd autostradami, drogami ekspresowymi, mostami i tunelami, pobór opłat za wjazd do centrum miasta, wspólny bilet kolej& miejski transport publiczny, smart ticketing – nowoczesne systemy biletowe,  mobility as a Service [MaaS]), pojazdy autonomiczne i systemy V2X, telematyka kolejowa oraz prawo i finanse (prawo zamówień publicznych w obszarze ITS, nowe  źródła finansowania wdrażania innowacyjnych rozwiązań w zakresie ITS, Partnerstwo Publiczno Prywatne, normy i standardy w dziedzinie ITS).

W ubiegłorocznej IX edycji POLSKIEGO KONGRESU ITS wzięło udział ponad 300 osób: reprezentantów  firm związanych z Inteligentnymi Systemami Transportowymi, organów rządowych, samorządowych, uczelni technicznych i prasy branżowej z całej Polski. Wśród uczestników kongresu ponad 40 % stanowili reprezentanci sektora samorządowego.

POLSKI KONGRES ITS na stałe zagościł w kalendarzu wydarzeń w sektorze transportu w Polsce i Europie. Co roku w wydarzeniu bierze udział wielu mówców i ekspertów zarówno z kraju, jak i z zagranicy. Wierzymy, że najbliższa jubileuszowa edycja zainteresuje i zrzeszy jeszcze większą liczbę reprezentantów świata biznesu, nauki i samorządów i to przyczyni się do ulepszania całego sektora transportu w Polsce.

Więcej informacji o kongresie znajdą Państwo na www.pkits.pl.

RBNZ skarcił rynek, choć tylko na chwilę

Kiwi potwierdza swoje skojarzenia z nielotem, a RBNZ pierwszy raz od dłuższego czasu poprawnie wykorzystał werbalną interwencję, nawet jeśli na dłuższą metę trudno mu będzie pozostawać obojętnym na poprawę sytuacji w gospodarce. USD coraz słabiej reaguje na spadki rentowności długu USA, ale nie widać jeszcze impulsu za powrotem rajdu. PLN pozostaje w fazie korekty, gdyż w komunikacie RPP próżno szukać jastrzębich wzmianek.

Bank Rezerwy Nowej Zelandii zagrał dziką kartę i skutecznie zbił oczekiwania dotyczące podwyżki stóp procentowych, które zakładały 90-proc. szans na ruch przed końcem tego roku. RBZN zgodnie z oczekiwaniami utrzymał główną stopę OCR na 1,75 proc. Komunikat w większości pozostał neutralny, choć pojawiły się elementy, które mogły zostać odczytane jako gołębie. Po pierwsze bank oddalił prognozę powrotu inflacji do celu z IV kw. ‘18 do II kw. ’19, co jest zaskakujące w obliczu ostatniego skoku oczekiwań inflacyjnych do 1,92 proc. (przy celu inflacyjnym 2 proc.) i odebrało z komunikatu optymistyczny pogląd na przyszłość. Największym ciosem dla kiwi było stwierdzenie, że „polityka pozostanie akomodacyjna przez znaczny okres”, a później na konferencji prezes Wheeler dorzucił, że „rynki zapędziły się z wyceną stopy OCR”, a ryzyka dla zmiany poziomu są zrównoważone. Ogólnie więc RBNZ utrzymał swoje neutralne nastawienie, ale tym samym zgasił jastrzębie oczekiwania rynku. Inwestorzy agresywnie kupujący NZD w ostatnim czasie (głównie względem AUD) znaleźli się po złej stronie rynku i kapitulacja spotęgowała korektę.

Pomimo tego, choć decyzja RBNZ mogła wystraszyć posiadaczy długich pozycji, wcale nie przemawia za odwracaniem się na rzecz gonienia spadków NZD. Bank jest daleko od powrotu do obniżek stopy OCR, a poprawa aktywności gospodarczej w kraju i u głównych partnerów handlowych sugeruje, że następny prawdopodobny ruch i tak będzie podwyżką. Sam bank w swojej prognozie OCR na marzec 2018 r. wskazuje poziom 1,8 proc. RBNZ stara się jednak zahamować budowę wyprzedzających oczekiwań rynku, aby zbyt wczesna aprecjacja kiwi nie zdusiła inflacji. Pod tym kątem wczorajsza decyzja była sukcesem, ale jeśli rynki finansowe będą podtrzymywać pozytywny sentyment przy braku presji na aprecjację USD, NZD szybko znajdzie pierwszych chętnych do kupna po niskich poziomach.

Tymczasem USD zmaga się z nieprzychylnymi powiewami z rynku długu USD. W środę rentowności 10-letnich obligacji skarbowych spadły o 6 pb do 2,33 proc., gdyż rynek skupił się na ryzyku, że reformy podatkowe administracji Trumpa mogą zostać odroczone do 2018 r. Przerzucenie uwagi z ryzyk politycznych z Europy na USA wyciągnęło EUR/USD z powrotem do 1,07, ale USD/JPY broni się przed głębszym zanurkowaniem pod 112. Na marginesie można wspomnieć, że nie widać obaw na rynku akcji – S&P500 zyskał wczoraj 0,07 proc. Ta dyslokacja sugeruje, że rynek walutowy mógł już się oczyścić z nadmiaru długich pozycji w USD, w rezultacie pozostaje teraz mniej wrażliwy na korekty na rynku długu. Warto tutaj pamiętać, że za dolarem stoi też zacieśnianie monetarne Fed, który jeszcze w grudniu sygnalizował gotowość do trzech podwyżek w tym roku i to bez założenia ekspansji fiskalnej. Podsumowując, USD może najgorsze mieć już za sobą, choć nie oznacza to równocześnie, że od razu przejdzie do umocnienia. Przy obudzeniu ryzyk w Europie może być łatwiej sprowadzić niżej EUR/USD, ale potencjalna awersja do ryzyka nie pozwoli na odbicie USD/JPY.

Brak kluczowych danych w kalendarzu skazuje rynek na ślepe szukanie kierunku. Dziś rano już obserwujemy nagłe skoki EUR i GBP, prawdopodobnie po naruszeniu stop lossów. W ciągu dnia wyróżniają się tylko przemówienia Bullarda i Evansa z Fed, które mogą wnieść coś do dyskusji o szansach na marcową podwyżkę stóp procentowych Fed. AUD może być wrażliwy na komentarze prezesa RBA Lowe’a. PLN nie znajduje wsparcia we wczorajszej decyzji RPP, która utrzymuje stopy procentowe bez zmian i nie widzi szans na trwały powrót inflacji do celu 2,5 proc. Rada pozostaje konserwatywna i nie wysyła sygnałów, jakoby miała podnosić stopy procentowe już w tym roku. Złoty ma przestrzeń do korekty ostatniego umocnienia niezależnie od zewnętrznego sentymentu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W co inwestują bogaci

Donald Trump dorobił się na nieruchomościach. Ashton Kuscher ma nosa do spółek technologicznych, a Bono obłowił się na akcjach Facebooka. Polscy celebryci inwestują w gastronomię, budownictwo i transport. Żyłkę do odważnych decyzji ma Robert Lewandowski.

Konrad Grzelec, BGŻOptima
Konrad Grzelec, BGŻOptima

Najpopularniejszym sposobem pomnażania pieniędzy przez najbogatszych ludzi na świecie są inwestycje kapitałowe. Według magazynu „Forbes” 15 proc. multimiliarderów (267 osób z globalnej listy najzamożniejszych ludzi) inwestuje pieniądze na rynku finansowym i na giełdzie. Tu fortuny zbijają takie tuzy świata inwestycyjnego jak Warren Buffet, twórca Berkshire Hathaway, Charles i Rupert Johnsonowie z Franklin Templeton czy George Soros.

221 miliarderów dorobiło się majątku w branży modowej i handlu detalicznym. Znajdziemy tu majątki zbudowane na bazie takich marek jak Home Depot, Wall-mart, Giorgio Armani, czy Ralph Lauren. Trzecim rynkiem, na którym powstaje najwięcej fortun są nieruchomości. Magazyn „Forbes” doliczył się tutaj 163 superbogaczy. Najsłynniejszym miliarderem od nieruchomości jest rozpoczynający urzędowanie prezydent Donald Trump.

Korzyści z naśladowania

„Inwestuj tylko w biznesy, które rozumiesz” – to jedna z dziesięciu złotych myśli Warrena Buffeta, szefa jednego z największych funduszy inwestycyjnych na świecie, który ze względu na trafne decyzje i umiejętność przewidywania zachowań giełdy nazywany jest często Wyrocznią z Omaha. Niektórzy wolą iść na skróty i… kupują akcje spółek, których biznes jest zrozumiały dla prezesa Berkshire Hathaway. Kopiowanie ruchów znanych inwestorów to jedna ze znanych strategii inwestycyjnych. – Badania pokazują, że kupując akcje tych samych spółek, w które zainwestował Warren Buffet w miesiąc od upublicznienia informacji o transakcji przez jego fundusz można było w latach 1979-2006 uzyskać średnio w każdym roku stopę zwrotu 10,75 proc. powyżej wzrostu indeksu S&P500– mówi Konrad Grzelec, ekspert BGŻOptima.

Jednak naśladowanie decyzji finansowych znanych inwestorów nie jest strategią pozbawioną ryzyk. Inny guru inwestycyjny Bill Miller z Legg Mason Value Trust przez 15 lat, od 1991 do 2006 r. rok w rok bił wynik S&P 500. Dobra passa skończyła się jednak w 2007 r., zakończony przez fundusz 7-procentową stratą. Potem było jeszcze gorzej. W 2008 r. spadł o 55 proc. – W 2012 r. Bill Miller zrezygnował z zarządzania funduszem, ponieważ w kolejnych latach osiągał dużo gorsze wyniki niż S&P500, który był dla niego benchmarkiem – mówi Konrad Grzelec. Jeśli ktoś zdecydował się na strategię kopiowania wyborów inwestycyjnych Legg Mason (fundusz miał w portfelu akcje bankrutów jak AIG i Bearn Stearns) w 2006 r. wyszedł na inwestycji jak nasz rodzimy Zabłocki na przysłowiowym mydle.

Inny, mniej drastyczny przykład potwierdzający prawdę, że ślepe zapatrzenie się w guru rynków nie jest najlepszym sposobem inwestowania, to Carl Icahan, kolejny gigant inwestycyjny.  W październiku 2013 r. jego fundusz sprzedał  3 mln akcji Netflixa, zarabiając na nich w rok przeszło trzykrotnie. Kupował po średnio 58 dolarów, sprzedał w granicach 200 USD. Rok później walory Netflixa wyceniano na 327 USD za akcję.

Celebryta inwestor

Wielu inwestorów wierzy zazwyczaj we własny instynkt i rozeznanie rynku i kupuje aktywa na własną rękę. Żyłkę do inwestycji ma np. spora grupa celebrytów z pierwszych stron gazet.
Artysta często bywa postrzegany jako utracjusz, osoba żyjąca chwilą, nie przywiązująca się do dóbr materialnych, raczej wydająca pieniądze niż pomnażająca majątek. Całkowitym zaprzeczeniem tego stereotypu jest Ashton Kutcher, aktor z niezłym nosem do inwestycji. Jako jeden z pierwszych celebrytów zainteresował się spółkami technologicznymi. Kupował papiery Airbnb, Foursquare, Duolingo i Skype’a, wykazując się dobrym wyczuciem czasu i prawdopodobnie uzyskując solidne zwroty z inwestycji.

Justin Timberlake zarobił miliony na inwestycji w Facebooka (mógł więcej, ale Mark Zuckerberg pozbył się go z akcjonariatu). Inna gwiazda pop, Justin Bieber, włożył pieniądze w Spotify oraz w aplikację Tinychat do przesyłania wiadomości. Ta druga inwestycja okazała się niezbyt udanym biznesem – aplikacja przegrała w walce o popularność wśród użytkowników z What’sApp. Wielkiego sukcesu nie odniósł też Mobli, izraelski start-up, w który zainwestował Leonardo DiCaprio, pomimo jego zaangażowania w marketing i promocję aplikacji do robienia zdjęć.

Aniston ma nosa

Jedną z ulubionych spółek celebrytów jest Facebook. Fortunę zbił na nim Elevation Partners, fundusz o aktywach 2 mld USD, w którym Bono ma jedną czwartą udziałów. Lider U2 wraz z partnerami i inwestorami kupili akcje spółki, kiedy jeszcze dopiero rozwijała skrzydła, i sprzedał w momencie debiutu, zgarniając zysk w wysokości 120 mln dolarów.

Wyczuciem odpowiedniego momentu wykazała się też Jennifer Aniston, właścicielka domu w Beverly Hills, który został przez nią zaprezentowany w programie Architectural Digest. Nieruchomość była warta wówczas 13,5 mln dolarów. Po programie, była gwiazda serialu „Przyjaciele” sprzedała posiadłość za 35 mln USD.

Właściciela  funduszu Magic Johnson Enterprise nie trzeba przedstawiać. Były gwiazdor Chicago Bulls inwestuje za jego pośrednictwem głównie w nieruchomości, ale prowadzi również wspólnie przedsięwzięcia z takimi firmami jak Starbucks.

Inni celebryci, jak np. Cindy Crawford, pomnażają pieniądze powierzając je profesjonalnym firmom. W doradztwie dla zamożnych gwiazd specjalizuje się m.in. Flaming Familly and Partners, fundusz założony pierwotnie celem zabezpieczenia spuścizny po autorze serii książek o Jamesie Bondzie. Z czasem fundusz zajął się też zarabianiem pieniędzy dla inwestorów.

Lewandowski łamie stereotypy

Polscy celebryci są  nieco bardziej zachowawczy w inwestowaniu niż gwiazdy Hollywood. Dominującym aktywem w portfelu są nieruchomości, głównie apartamenty w dużych miastach. Zaskakuje wciąż duże zainteresowanie celebrytów branżą gastronomiczną, niezwykle kosztochłonną i ryzykowną. Własne restauracje mają m.in. Czesław Mozil, Sonia Bohosiewicz i Piotr Adamczyk.

Znani ludzie jeśli zdecydują się na inwestycje to wybierają tradycyjne branże. Jerzy Dudek jest współwłaścicielem firmy transportowej, a Michał Milowicz firmy deweloperskiej. Utarte szlaki zmienia natomiast Robert Lewandowski, właściciel wielu nieruchomości, ale też aktywny inwestor na rynku start-upów. Napastnik Bayernu jest partnerem w funduszu Protos Venture Capital, właścicielu szeregu marek internetowych.

W rękach specjalistów

Nie wszystkie inwestycje celebrytów zakończyły się sukcesem, a w niektórych przypadkach przygoda z biznesem o mało nie zakończyła się bankructwem. Na krawędzi wypłacalności znalazł się Nicolas Cage w skutek nietrafionych inwestycji w nawiedzone domy i czaszki dinozaurów. Kim Basinger była o krok od ruiny finansowej, kiedy zbudowane przez nią studio filmowe nie poradziło sobie z konkurencją produkcji hollywoodzkich.

Inwestycje realizowane samodzielnie obarczone są sporym ryzykiem niepowodzenia. Bezpieczniejszą formą pomnażania pieniędzy jest inwestowanie poprzez wyspecjalizowane firmy, fundusze inwestycyjne, które dzięki dywersyfikacji portfela, ograniczają ryzyko poniesienia straty, a zwiększają szanse na ponad przeciętny zysk – mówi Konrad Grzelec, ekspert BGŻOptima

Przykłady celebrytów pokazują też, że pieniądze trzeba powierzać pewnym firmom i nie dawać się omamić oszustom, którzy rzekomo potrafią zarobić krocie na inwestycjach kapitałowych. Boleśnie przekonali się o tym m.in. Steven Spielberg, Kevin Bacon, Zsa Zsa Gabor, czy John Malkowich, którzy zainwestowali w piramidę Madoffa.

Najważniejsza zasada inwestowania jest taka, żeby powierzać pieniądze wyłącznie licencjonowanym, sprawdzonym firmom. Na rynku nie brakuje ofert kuszących ponad standardowymi zyskami. Wraz z rozwojem Internetu będzie ich coraz więcej. Trzeba pamiętać, że chciwość jest najgorszym doradcą, który zabija zdrowy rozsądek mówi Konrad Grzelec.

2017: rok masowej migracji do chmury

5 do 7 – taki procent największych przedsiębiorstw z rankingu Global 2000, w tym polskie firmy takie jak PKN Orlen, PKO BP, PZU czy PGE, korzysta w tej chwili z aplikacji biznesowych w chmurze. To duży skok względem 2013 roku, gdy przyznawało się do tego 1% przedsiębiorstw, a jednocześnie zaledwie zalążek skali migracji, która pod koniec tego roku objąć ma nawet do 20% największych globalnych firm.

Zdaniem jednego z najsłynniejszych analityków rynku IT Davida Linthicuma, eksperta Cloud Technology Partners, w tym roku skala wdrożeń rozwiązań chmurowych typu PaaS i IaaS będzie rekordowa i wyznaczy właściwe tempo migracji w przyszłych latach.

Mechanizmy migracyjne

Głównym czynnikiem, który przyczyni się do takiego przyspieszenia we wdrażaniu aplikacji biznesowych opartych na chmurze, będzie finalizacja planów migracyjnych przez firmy klasyfikowane w Global 2000. Stanowią one wzorzec dobrych praktyk w obszarze metodologii, narzędzi, edukacji personelu czy kluczowych przesłań prezentujących podejście do zmian zarządu i menadżerów.

Większość tych przedsiębiorstw poświęciła ostatnie dwa lata na dobór i adaptację odpowiednich rozwiązań chmurowych oraz przygotowanie swoich organizacji do ich implementacji. Wszystko więc wskazuje na to, że tym roku będziemy obserwować lawinę uruchomień procesów migracyjnych. Ponadto warto wspomnieć także o rosnącym zatrudnieniu specjalistów, takich jak chmurowi architekci, konsultanci czy deweloperzy aplikacji, którzy czuwać będą nad procesami przenoszenia systemów zarządzania firmą do chmury obliczeniowej.

IaaS coraz popularniejszy

Nasze doświadczenia rynkowe pokrywają się z prognozami ekspertów. W Polsce widoczne jest to zwłaszcza w przypadku infrastruktury na wynajem czyli usług IaaS – w trzecim kwartale 2016 roku zanotowaliśmy 12% wzrost sprzedaży usług dzierżawy serwerów dedykowanych względem kwartału poprzedniego oraz ponad 40% rok do roku. Główne powody, dla których firmy decydują się przenosić do chmury, zamiast samodzielnie budować infrastrukturę, to redukcja kosztów i dostęp do wykwalifikowanych opiekunów ich zasobów. Pamiętajmy, że na rynku IT coraz bardziej odczuwalny jest brak rąk do pracy – zwraca uwagę Robert Mikołajski z Atmana.

Gartner na początku ubiegłego roku prognozował, że rynek infrastruktury na wynajem osiągnie wartość 22,4 miliarda dolarów do końca 2016 r. Opublikowany zaledwie kilka dni temu przez Business Insidera raport udowodnił, że prognoza była prawnie trafna – na usługi typu IaaS wydano na świecie 22 mld $. Wzrost względem 2015 roku wyniósł aż 38%, przez co ten model dzierżawy zasobów IT stanowił najszybciej rozwijający się sektor usług świadczonych w modelu chmurowym.

Ubiegły rok akceleratorem chmury

Tegoroczna publikacja Synergy Research Group przekonuje, że w 2016 rok nastąpiło rekordowo wysokie przyspieszenie jeśli chodzi o wykorzystanie chmury w biznesie i skalę przychodów generowanych ze sprzedaży usług opartych na modelu cloud computing. – Nie bez znaczenia dla takiego stanu rzeczy jest fakt, że coraz więcej firm wykazuje zainteresowanie chmurą prywatną i hybrydową. Ich wykorzystanie ma wymierny wpływ na zwrot w kierunku outsourcingu IT przedsiębiorstw, które przetestowały te rozwiązania i przekonały się o ich ekonomiczności. Wysoce korzystny stosunek wydajności do ceny (B/C) jest istotny zwłaszcza w obliczu obecnej stagnacji budżetów przeznaczanych na IT – dodaje Robert Mikołajski z Atmana. Według autorów analizy globalne przychody osiągnęły poziom niemal 150 miliardów dolarów, co pozwoliło na 25-procentowe zwiększenie wartości rynku rozwiązań chmurowych rok do roku.

W 2020 r. algorytmy będą wpływać na działania 1 mld pracowników

W 2020 roku algorytmy będą wpływać na działania 1 mld pracowników – przewiduje Gartner, jeden z najważniejszych technologicznych ośrodków analitycznych na świecie. W efekcie statystyczny konsument będzie miał za sobą więcej interakcji z botami, niż współmałżonkiem. To jedna z wielu prognoz badaczy. Jak dodają, w najbliższych latach firmy będą odważniej inwestować w innowacje, a konsumenci – chętniej korzystać z technologii rozszerzonej rzeczywistości. W 2019 roku swoje zakupy opierać na niej mają już 2 miliardy osób. Natomiast w świecie finansów rozpowszechnią się tzw. płatności blockchain.

Jak podają badacze, w najbliższych latach ważną wartością dla firm stanie się… porażka. Już w tej chwili czołowe organizacje zaczynają pracować w modelu bimodalnym. Oznacza to tyle, że z jednej strony zakładają wprowadzanie bezpiecznych i sprawdzonych rozwiązań, z drugiej dają innowatorom szansę na wcielanie w życie nieszablonowych, a przez to ryzykownych koncepcji. Te, które przejdą fazę testów, mogą wejść na rynek. Sytuacja ta oznacza zwiększenie nakładów firm na realizację pomysłów, które przejdą początkową fazę testów. To kosztowne działania – w 2019 roku 1 dolar przeznaczony na innowacje będzie niósł za sobą wydatek kolejnych siedmiu dolarów na ich wdrożenie. Perspektywa dużych zysków z innowacji powoduje jednak, że firmy w nie inwestują. Do 2018 roku nakłady przeznaczane na modernizację infrastruktury wspierającej transformację cyfrową mają wzrosnąć o przynajmniej 30%.

W nowoczesnych firmach zmiana stała się nowym status quo, generując też nowe wydatki. Co więcej, bezpośrednie koszty przeznaczane na innowacje to tylko niewielka część potrzebnych środków. Każda taka rewolucja niesie za sobą szereg wydatków, np. związanych z modernizacją biznesu, reorganizacją firmy, nowymi stanowiskami pracy, szkoleniami, sprzętem. Budżet na innowacje to jednak konieczna cena, którą trzeba ponieść za rozwój. A jednocześnie jedna z najlepszych inwestycji współczesnej firmy – mówi Edyta Gałaszewska-Bogusz, Dyrektor w Accenture Operations Polska.

Innowacje pozwalają np. skrócić dystans między klientem i dostawcą oferującym usługę. Według tej zasady działa autorska koncepcja firmy Infosys: Zero Distance, będąca rozwinięciem techniki Design Thinking. Koncepcja Zero Distance zakłada możliwie najbardziej kompleksowe i całościowe spojrzenie na biznes klienta ze strony dostawcy i identyfikację z jego potrzebami. Zakłada ona także szukanie wartości dodanej w obszarach biznesu, na które ta usługa, czy też konkretny proces biznesowy, ma wpływ. Firmie Infosys udało się wdrożyć tę metodologię w całej wielotysięcznej społeczności firmy, co przełożyło się na dostarczenie konkretnych, mierzonych w milionach USD, oszczędności wielu jej międzynarodowym klientom.

Roboty pomogą w pracy, zamiast ją zabierać

Badacze przewidują, że w 2020 roku algorytmy będą wpływać pozytywnie na pracę i zachowania 1 miliarda pracowników. Dla przykładu, bank JPMorgan Chase & Co., specjalizujący się w bankowości inwestycyjnej, zaadaptował już w tej chwili program eliminujący wątpliwe etycznie zachowania swoich bankowców. Jego celem jest zmniejszenie liczby ryzykownych giełdowych działań. Zgodnie z analizami firmy McKinsey część stanowisk w bankowości będzie przejmowanych przez maszyny, np. najprostsze procesy tradingowe. Natomiast, jak podkreślają eksperci Gartnera, intensywna komputeryzacja nie będzie miała nic wspólnego ze zbiorowymi zwolnieniami w sektorze finansowym. Co więcej, specjaliści związani z finansami dostrzegają wiele zalet związanych z wprowadzeniem sztucznej inteligencji do świata biznesu. Z badań przeprowadzonych przez Instytut CIMA (Chartered Institute of Management Accountants) wynika, że ponad 4/5 pracowników z tej branży wspiera ideę pracy maszyn, utrzymując że jej rezultatem będzie większa wydajność firm. Ponadto, 47% respondentów wśród jej skutków wymienia generalną poprawę sfery doskonalenia kompetencji, dystansując się tym samym od negatywnych scenariuszy.

– Podczas gdy bardzo łatwo wyobrazić sobie przerażające wizje, w których zaawansowane technologie przyczyniają się do masowych zwolnień, finansiści wolą podchodzić do zjawiska automatyzacji bez zbędnych emocji. Członkowie CIMA są jednak głęboko przekonani, że sztuczna inteligencja, roboty i cudy techniki usprawnią pracę profesjonalistów. Organizacje powinny skrupulatnie przeanalizować swoje modele biznesowe i skorzystać z dobrodziejstw innowacji, zamiast upatrywać w nich zagrożenia – mówi Jakub Bejnarowicz, Szef CIMA w Europie Środkowo-Wschodniej.

Potwierdzają to też badania firmy Accenture „Harnessing Workforce”. 87% spośród 10 000 pracowników, badanych przez nią w skali globalnej twierdzi, że część ich pracy zostanie zautomatyzowana w ciągu najbliższych 5 lat. Jednocześnie jednak aż 85% jest gotowych zainwestować swój czas w zdobywanie nowych umiejętności, potrzebnych na „zautomatyzowanym” rynku. Kształcenie tych kompetencji ma być głównym wyzwaniem dla firm w najbliższych latach.

Nowy wymiar kontraktów i transakcji

W świecie finansów i umów w dość krótkiej perspektywie rozpowszechnią się płatności w trybie blockchain. Umożliwiają one m.in. przechowywanie danych o transakcjach cyfrowych i ich skuteczne uwierzytelnianie oraz tworzenie tzw. inteligentnych kontraktów. W 2020 roku biznes oparty o tę technologię może być wart nawet 10 miliardów USD. Prognozy ośrodka Gartner potwierdza raport Capgemini Smart Contracts in Financial Services: Getting from Hype to Reality. Zdaniem jego twórców automatycznie generowane inteligentne kontrakty mają być popularne w bankowości detalicznej, inwestycyjnej i branży ubezpieczeniowej. Szerokie możliwości zastosowania inteligentnych kontraktów w branży usług finansowych i potencjalne korzyści dla konsumentów już w tej chwili skłoniły wiele organizacji do poświęcenia im szczególnej uwagi.  Znalazł się wśród nich m.in. BNP Paribas.

Inteligentne kontrakty mogą automatycznie inicjować pewne czynności, np. płatności zaraz po spełnieniu uzgodnionych warunków i bez potrzeby dodatkowej ingerencji człowieka. W praktyce oznacza to, że dane będą udostępniane sieci łączącej wszystkie strony umowy. Może to doprowadzić w przyszłości do stworzenia zdecentralizowanych, a tym samym tańszych w utrzymaniu, ekosystemów płatności. Szacuje się, że dzięki wykorzystaniu blockchain banki w USA i UE będą w stanie obniżyć koszty o 3 mld USD – 11 mld USD w skali roku. Z kolei w samej tylko branży ubezpieczeń komunikacyjnych inteligentne kontrakty mogę przynieść ubezpieczycielom około 21 mld USD rocznych, globalnych oszczędności z tytułu obniżenia kosztów przetwarzania – komentuje  Marek Woźny, Dyrektor Zarządzający, Capgemini Polska Application Services.

Oprócz trwałych danych przechowywanych na potrzeby realizacji kontraktów, jak to się dzieje w przypadku ksiąg blockchain, przyszłość należy do danych przejściowych. Istnieją one tylko w czasie wykonywania konkretnego działania. Korzysta z nich już ABAP (Advanced Business Application Programming Objects), czyli język programowania platformy SAP, stworzony do zarządzania korporacjami.

2 miliardy sięgają po rozszerzoną rzeczywistość

Badacze Gartnera twierdzą, że w kolejnych latach użytkownicy będą dokonywać wyborów konsumenckich na podstawie doświadczeń interaktywnych – testowania produktów za pomocą rozszerzonej rzeczywistości. Stabilny wzrost ma osiągnąć 2 miliardy użytkowników dokonujących w ten sposób zakupy w 2019 roku. Dostawcy zaczynają dostrzegać potencjał rozszerzonej rzeczywistości, oferując nie tylko mniejsze przedmioty, ale i całe budynki. W ten sposób swoje kolejne inwestycje chce przedstawiać Skanska Property Poland. Firma, wykorzystując okulary HoloLens, zaprezentuje hologram znajdującego się w trakcie budowy Generation Park – największego jak dotąd kompleksu biurowego Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej.

W sali doświadczeń będzie można obejrzeć bryłę Generation Park, usłyszeć dźwięki Woli, „przespacerować się” po okolicy i doświadczyć przestrzeni między budynkami. Naszych gości przeniesiemy też na dach wieży, żeby mogli zobaczyć panoramę miasta z tarasu. Przeniesiemy się do przestrzeni wirtualnej, pozostając jednocześnie w kontakcie z tym, co się dzieje tu i teraz – mówi Renata Nowakowska, menedżer ds. innowacji w Skanska Property Poland.