Warszawa po raz kolejny została najbardziej medialnym miastem w Polsce. Tylko w IV kwartale 2016 r. zyskała promocję wartą 3 mld złotych! Stolicę goni Kraków i Poznań – wynika z cyklicznego badania „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”. Ostatnie trzy miesiące minionego roku przyniosły stolicom województw łącznie blisko 1,9 mln publikacji, co oznacza, że każdego dnia na ich temat pojawiało się ponad 20 tys. materiałów.
Aż 25 proc. medialnego tortu zagarnęła Warszawa (466,2 tys.). O ponad połowę mniejszy wynik zanotował Kraków (202,2 tys.), a trzecie miejsce zajął Poznań osiągając 175,7 tys. materiałów. Na kolejnych miejscach uplasowały się: Wrocław, Gdańsk, Łódź, Katowice i Szczecin. W TOP 10 znalazły się także Lublin i Białystok.
Wykres 1. Liczba publikacji na temat miast wojewódzkich opublikowana w dniach 1.10.2016-31.12.2016 r. (prasa, Internet, RTV)
Warszawa na pierwszym miejscu
Największy udział w doniesieniach na temat stolicy miały źródła internetowe – 80 proc. przekazu. Najwięcej materiałów ukazało się na portalach Stooq.com, Kulturadostepna.pl oraz Bankier.pl. Drugim najpopularniejszym medium, informującym o mieście, była prasa – 10 proc. Tematykę związaną z Warszawą poruszali przede wszystkim dziennikarze reprezentujący tytuły „Rzeczpospolita”, „Gazeta Wyborcza” i „Gazeta Wyborcza – Warszawa”. 6 proc. stanowiły materiały z radia. Najczęściej o tym mieście można było usłyszeć w stacjach: Polskie Radio 24, Polskie Radio Program 1 i Radio TOK FM. Tylko 4 proc. wzmianek pochodziło z telewizji. Najaktywniejsze kanały to: Polsat News, TVP Info oraz TVN24.
Wykres 2. Liczba publikacji na temat Warszawy w podziale na media, dotyczy 1.10.2016-31.12.2016 r. (prasa, Internet, RTV)
Analitycy „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” obliczyli także wartość ekwiwalentu reklamowego, czyli ilość pieniędzy, jaką należałoby wydać na publikację lub emisję przekazu dla danego miasta. AVE materiałów na temat stolicy województwa mazowieckiego wyniosła 3 mld złotych! Warszawa zdeklasowała tym wynikiem pozostałe miasta. Kraków, który zajął drugie miejsce pod względem liczby publikacji, osiągnął AVE o wartości 1,3 mld złotych. Natomiast Poznań 0,8 mld złotych.
Stolica została także liderem zestawienia pod względem wskaźnika dotarcia. Liczbę potencjalnych odbiorców z informacjami o Warszawie oszacowano na poziomie 202 mld kontaktów. Drugie miejsce ponownie zajął Kraków (72 mld), a kolejne Wrocław (53 mld). Poznań uplasował się tuż za podium (50 mld).
Łódź i Kraków najczęściej w tytułach
Ciekawie prezentuje się zestawienie, prezentujące miasta dominujące w tytułach newsów prasowych i internetowych. Dziennikarze najczęściej wymieniali Łódź, która pojawiła się w tytułach aż 1164 razy. Natomiast stolica znalazła się dopiero na trzecim miejscu, za Krakowem. Warszawa została przywołana w 861 tytułach.
Wykres 3. Liczba publikacji z nazwami miast wojewódzkich w tytule opublikowanych 1.10.2016-31.12.2016 r.
O badaniu
Raport „Stolice Regionów” to kwartalne badanie „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”, które porównuje wizerunek miast wojewódzkich w mediach. Analizie poddano materiał pochodzący z monitoringu ponad 1100 tytułów prasowych, 5 mln źródeł internetowych oraz 100 stacji radiowych i telewizyjnych.
Zakres czasowy: 1.10-31.12.2016 r.
Metoda: ilościowa analiza danych.
Rynek pracy za 15–20 lat będzie zdecydowanie różnił się od tego, który obserwujemy teraz. Pojawią się nowe zawody, do których wykonywania będzie potrzeba odpowiednich kompetencji cyfrowych, a nowoczesna technologia stanie się w pracy jeszcze bardziej wszechobecna niż dzisiaj.
Czy polski system edukacji jest przyszykowany na nadchodzące zmiany i należycie przygotowuje uczniów do wejścia na przyszły rynek pracy?
„Kompetencje cyfrowe to podstawowe umiejętności każdego człowieka. Jeśli ich nie mamy, wykluczamy się z codziennego życia i z uczestnictwa w cyfrowej rzeczywistości, z którą stykamy się na każdym kroku” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Cecylia Szymańska-Ban, dyrektor ds. edukacji z Microsoft Polska. Dzięki znajomości technologii możemy wykonywać wiele codziennych czynności, przykładowo czytać elektroniczne gazety, obsługiwać konto bankowe przez internet czy rozmawiać na odległość z bliskimi.
Oczywiście umiejętności cyfrowych potrzebujemy również w pracy, a z powodu rozwoju technologii w przyszłości będziemy potrzebowali ich jeszcze bardziej. Dlatego tak ważne jest, aby już szkoła dawała uczniom wartościową wiedzę technologiczną. I nie chodzi tu o np. zwykłą naukę korzystania z internetu, ale o przekazywanie takich kompetencji jak między innymi umiejętność współpracy z wykorzystaniem technologii czy umiejętność tworzenia treści cyfrowych i dzielenia się nimi.
A jak wygląda to obecnie? Czy poziom edukacji informatycznej w Polsce jest wysoki?
„Największe firmy technologiczne zbudowały swoje centra badań i rozwoju właśnie w Polsce: we Wrocławiu, w Gdańsku, w Poznaniu, w Warszawie. W związku z tym jakość naszych specjalistów IT jest oceniana na świecie bardzo dobrze. Jedynym problemem, który mamy na dzisiaj, jest to, że kształcimy ich za mało – mamy za mało kierunków studiów, za mało miejsc dla studentów, ale też za mało chętnych. I to jest wyzwanie dla Polski: stworzyć programy zachęcające uczniów do przygotowywania się do wejścia na rynek pracy, a szczególnie rynek pracy IT” – stwierdza ekspertka.
Kiedyś budując elektrownie, nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że bloki trzeba będzie zatrzymywać z innych powodów niż stany awaryjne i remonty. Regulacje zakładano przy zejściu na niższe obciążenia w części bloków podczas tzw. doliny nocnej. Z roku na rok polskie bloki energetyczne znajdują się w coraz gorszym położeniu.
Okres prosperity polityki węglowej skończył się wraz z liberalizacją rynku energii, opierająca się na koncepcji rynkowej sprzedaży, a nie centralnego sterowania produkcją. W związku z tym, bloki energetyczne musiały się przystosować do wymogów kontraktów sprzedażowych, a więc różnego poziomu obciążenia. Następnie, ogłoszono założenia europejskiej polityki klimatycznej idącej w kierunku dekarbonizacji i rozwoju odnawialnych źródeł energii. Wymagania dotyczące wprowadzania energii odnawialnej i preferencje (zielone certyfikaty) skurczyły rynek i gwałtownie zmieniły sposób pracy elektrowni węglowych. Okazało się, że w polskim systemie bloków energetycznych jest za dużo, a na dodatek muszą pracować bardzo regulacyjnie. Typowe obciążenie polskiego bloku energetycznego jest więc bardzo zmienne.
Starsze bloki są bardziej odporne, a im nowsze tym gorzej
Bloki węglowe mają odpowiednią liczbę uruchomień i wcześniej, czy później następują problemy związane z eksploatacją (pęknięcia, awarie). Paradoksalnie, starsze bloki są technologicznie bardziej przystosowane do zmian obciążenia, ponieważ parametry pary nie są wygórowane. Niektóre z bloków są też praktycznie niezniszczalne, jak np. kotły w Elektrowni Połaniec. Jednak, coraz większe wymagania elastyczności i lata eksploatacji, mogą doprowadzić do większej liczby awarii i pogorszenia współczynników dyspozycyjności.
Mogłoby się wydawać, że problem rozwiążą nowobudowane, nowoczesne bloki. Postęp technologiczny doprowadził do znacznego podwyższenia parametrów pary, a dzięki lepszym technikom projektowania optymalizuje się dostawy. Projektuje się więc i dostarcza bloki „szyte dokładnie na miarę”, mające znacznie mniejsze współczynniki bezpieczeństwa, niższe zapasy w grubościach ścianek, czy dopuszczalnych nieprężeniach. Jednak ma to negatywny wpływ na pracę bloków o zmiennych obciążeniach. Wszystkie nowe konstrukcje uruchomione po 2010 roku, cierpią na stosunkowo dużą liczbę awarii. Niewątpliwe ma na to wpływ fakt, że są projektowane na nowe, dużo wyższe parametry i nikt nie przewidywał, że będą zmieniały swoją moc tak często i tak dynamicznie. Czarna seria dotkliwych awarii dotyka zarówno bloku fluidalnego, jak i największego pyłowego. Można więc prawie w ciemno założyć, że każdy nowy blok klasy 1000 MW będzie musiał często pracować częstokroć bardzo nisko i będzie ulegał licznym awariom.
Nowe technologie węglowe wcale nie będą się lepiej zachowywać
Próba zatrzymania dekarbonizacji rodzi nowe pomysły i technologie, a to z kolei ogranicza możliwości pracy na częściowych obciążeniach i gwałtowne zmiany mocy. Przykładowo, wzmiankowana w wypowiedziach Ministerstwa Energii, koncepcyjna technologia wykorzystania gazu ze zgazowania węgla (IGCC) nie nadaje się do dynamicznej pracy. Zarówno technologia chińska, jak i japońska to bloki do pracy w postawie na 100% obciążenia. Mają one jedynie możliwość krótkiego zejścia niżej, ale tylko po to żeby naprawić ewentualne, małe awarie. Dlatego też, nie widać tu żadnej możliwości, aby mogły działać tak jak tego wymaga nowy, polski system energetyczny – zmiennie i szybko. Paradoksalnie wprowadzanie nowych rozwiązań nie pomaga, ponieważ albo taki blok natychmiast będzie miał trudności eksploatacyjne, albo będzie obciążony.
A może jednak silnie regulacyjne jednostki?
Obserwując nowe trendy można rozważać powrót do koncepcji regulacyjnych jednostek, zaprojektowanych właśnie do tego celu. Praca szczytowa, szybkie uruchomienia, zmiany mocy, regulacyjność w szerokim zakresie preferują turbiny i technologie gazowe. Przedstawiona niedawno koncepcja prof. Mielczarskiego, aby nie budować już więcej wielkich bloków, a zwrócić uwagę na jednostki dedykowane do regulacji wydaje się przewidywać nowe trendy. Może więc zamiast bronić nowych, wielkich bloków energetycznych na węgiel, warto uczyć się na historii i wrócić do koncepcji zbudowania porządnych zasobów mocy szczytowej i regulacyjnej. Może nasze, nowe, węglowe jednostki doprowadzić do pracy w podstawie obciążenia, a nie płacić w przyszłości wysokie koszty remontowe?
Zachowanie prywatności w sieci to prawdziwe wyzwanie w dobie wszechobecnych mediów społecznościowych i towarzyszących nam coraz częściej urządzeń z kategorii Internetu rzeczy. Z okazji Dnia Ochrony Danych Osobowych obchodzonego 28 stycznia warto zwrócić uwagę na kwestie gromadzenia i monetyzowania przez firmy prywatnych informacji na temat użytkowników.
Uważam, że dane to nowa ropa naftowa – mówi Mikko Hypponen, dyrektor ds. badań w F-Secure. –Ropa naftowa przyniosła nam zarówno dobrobyt, jak i problemy. Tak samo będzie w przypadku danych.
Ekspert ds. cyberbezpieczeństwa wielokrotnie przestrzegał przed tym, jak wiele informacji gromadzą o użytkownikach tak zwane „darmowe” serwisy. Przykładowo Twitter łączy dane offline z profilami za pośrednictwem numeru telefonu udostępnionego w ramach aktywacji dwuetapowego uwierzytelniania lub odzyskiwania konta: – Twitter przechowuje nawet informacje o tym, że w danej rodzinie za pół roku urodzi się dziecko. Reklamodawcy mogą wykorzystać te szczegóły, żeby odpowiednio dostosować swój przekaz. Naiwnie byłoby wierzyć, ze ta wiedza wynika z tweetów, które udostępniamy czy profili, które obserwujemy. W praktyce informacje kupowane są od firm trzecich gromadzących dane na temat internautów. Twitter jedynie powiązuje te informacje z numerem telefonu, który udostępniliśmy w celu aktywacji dodatkowego uwierzytelniania – mówi Hypponen.
Według Adweeka[1]Snapchat, który obecnie gromadzi wokół siebie najszybciej rosnącą społeczność, będzie wykorzystywał dane offline (zbierane np. w programach lojalnościowych), żeby lepiej dostosowywać przekaz i trafniej wyświetlać reklamy.
Kolejny obszar, który coraz śmielej ingeruje w prywatność, to Internet rzeczy: Wkrótce będziemy kupować sprzęt do domu, nie wiedząc nawet o tym, że nabyliśmy urządzenie IoT. Tostery będą łączyły się z Internetem, nawet jeżeli nie zaoferują żadnych funkcji z tym związanych. Stanie się tak, ponieważ wbudowanie odpowiedniego modułu nie wymaga dużych nakładów finansowych ze strony producenta, a idzie za tym wiele korzyści. Słowo klucz to dane – producent będzie mógł je wykorzystać, aby lepiej dopasować ofertę do grupy docelowej lub sprzedać firmie magazynującej informacje o użytkownikach – zauważa Mikko Hypponen.
Na szczęście, według ostatniego badania The F-Secure Apple Myths Survey przeprowadzonego w trzech krajach na 3 000 respondentów, świadomość użytkowników na temat bezpieczeństwa wzrasta. Wbrew dotychczasowemu przekonaniu posiadacze komputerów Mac i urządzeń z systemem iOS odpowiadali, że ich urządzenie wymaga ochrony antywirusowej równie często jak posiadacze sprzętu z systemem Windows oraz Android.
Należy rozważyć kwestię prywatności podczas korzystania z „darmowych” usług w sieci lub kupując kolejne urządzenie łączące się z Internetem. Równie istotne jest zachowanie ostrożności w publicznych sieciach Wi-Fi: Warto użyć oprogramowania typu VPN szyfrującego komunikację w Internecie, szczególnie kiedy łączymy się z niezabezpieczonym punktem dostępu – i to zarówno na laptopie, smartfonie jak i tablecie. Bez tego cyberprzestępcy połączeni z tą samą siecią mogą z łatwością przejąć nasze dane – podsumowuje Hypponen.
Dzień Ochrony Danych Osobowych — obchodzony co roku 28 stycznia — to międzynarodowa inicjatywa, która ma skłonić do refleksji na temat udostępniania treści w Internecie.
Z tej okazji 27 stycznia Mikko Hypponen pojawi się w serwisie Reddit, gdzie odpowie na dowolne pytania podczas sesji AMA (Ask Me Anything).
Źródła: 1. http://www.adweek.com/news/technology/snapchat-advertisers-can-now-target-apps-users-based-offline-sales-data-175646
2. The F-Secure Apple Myths Survey – badanie przeprowadzone między 9 grudnia 2016 a 1 stycznia 2017 na grupie 3000 respondentów z trzech krajów: Stanów Zjednoczonych, Niemiec oraz Szwecji.
W sobotę 28 stycznia przypada Dzień Ochrony Danych Osobowych. Miniony rok obfitował w ważne dla bezpieczeństwa informacji i ochrony naszej prywatności wydarzenia. Z jednej strony świat opanowały Pokemony, które niezamierzenie spowodowały zainteresowanie regulaminami aplikacji oraz prawem do prywatności ich użytkowników, a z drugiej strony Unia Europejska przyjęła nowe bardzo restrykcyjne regulacje dotyczące ochrony danych osobowych. Dodatkowo emocje wzbudzały informacje o kolejnych spektakularnych wyciekach baz danych.
RODO oraz inne zmiany w prawie
25 maja 2016 roku państwa członkowskie UE przyjęły ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (potocznie nazywane RODO), które rewolucjonizuje dotychczasowe przepisy. RODO wprowadza dużo istotnych zmian oraz nowości, które dotyczą zarówno przedsiębiorców jak i społeczeństwa. Nowe Rozporządzenie ujednolici prawo w zakresie ochrony danych osobowych w całej Unii Europejskiej – mówi Maciej Kaczmarski, Prezes zarządu ODO 24.
W Polsce w lipcu 2016r. rozpoczął się proces rejestracji tzw. przedpłaconych kart SIM. Taki obowiązek na operatorów telekomunikacyjnych nałożyła Ustawa o działaniach antyterrorystycznych. Wzbudził on w społeczeństwie wiele kontrowersji związanych przede wszystkim z ich prawem do prywatności. Nie podniósł znacząco poziomu bezpieczeństwa obywateli, a spowodował walkę o klientów wśród operatorów telekomunikacyjnych.
Na uwagę zasługuje także stwierdzenie przez Trybunał Sprawiedliwości, że adres IP to dane osobowe oraz określenie nowych ram prawnych przepływu danych osobowych z UE do USA, czyli decyzja Privacy Shield. Próba zastąpienia niedziałającego mechanizmu Safe Harbour nowym mechanizmem samokontroli podmiotów znajdujących się w USA znów zakończyła się niepowodzeniem, zaproponowane rozwiązania nie zapewniają odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa dla danych, co potwierdzają opinie zarówno organów nadzorczych jak i firm z państw trzecich – dodaje Maciej Kaczmarski.
Wycieki, wycieki, wycieki
W minionym roku wyszło na jaw wiele kradzieży danych. Do wycieków sprzed kilku lat przyznały się m.in. firma Dropbox oraz amerykański portal Yahoo. Wiele mówiło się również o udostępnionej przez hakerów bazie z hasłami użytkowników portalu MySpace. Ofiarą kradzieży danych użytkowników padł też popularny LinkedIn.
Opinię publiczną w naszym kraju w sierpniu poruszyło masowe pobranie danych przez komorników z systemu PESEL., które określone zostało jako „wyciek”. Dane nie dotyczyły tylko dłużników znajdujących się w rejestrze, ale także ich małżonków oraz rodziców. To wydarzenie naraziło na straty finansowe i wizerunkowe wiele osób. Nadużywanie uprawnień osób, które posiadają dostęp do danych poddało pod wątpliwość bezpieczeństwo znacznej części procesu realizacji orzeczeń sądów. Po incydencie GIODO postanowił przeprowadzić gruntowne czynności sprawdzające wobec komorników sądowych – wskazuje Prezes ODO 24.
Niebezpieczna strona aplikacji i social mediów
Aplikacje Pokemon Go i Prisma zwróciły uwagę społeczeństwa na warunki korzystania z oprogramowania na urządzenia mobilne. Zainteresowanie z nimi związane spowodowało, że zaczęło się więcej mówić o lekkomyślnym dzieleniu się danymi osobowymi i jego konsekwencjach.
W czerwcu 2016 roku miał miejsce atak phishingowy na Facebooku. W ciągu dwóch dni zostały zainfekowane komputery ponad 10 tysięcy użytkowników portalu.
Podsumowując rok 2016 był bardzo ważny dla ochrony danych osobowych ze względu na pojawienie się nowych przepisów rewolucjonizujących prawo do prywatności na terytorium UE. Dodatkowo poprzez szereg incydentów związanych z danymi osobowymi osoby korzystające z usług społeczeństwa informacyjnego przekonały się, że jest również druga ciemniejsza strona ujawniania swoich danych osobowych. Najważniejszym sukcesem minionego roku jest to, że podmioty zaczęły dostosowywać podejmowane działania tak by nie naruszać prawa do prywatności swoich klientów, interesantów, ale również pracowników.
Nowa ustawa o obrocie gruntami rolnymi funkcjonuje już ponad pół roku, jej skutki są coraz bardziej odczuwalne przez sektor magazynowo-produkcyjny. Obserwujemy, że ustawa bezsprzecznie ograniczyła dostępność terenów inwestycyjnych.
Jednym pozytywnym skutkiem ustawy jest to, że na gruntach, które od 2008 roku czekały na nabywców teraz ruszają budowy. A zatem ustawa spowodowała, że działki, które były oceniane do tej pory jako mniej atrakcyjne, znajdują teraz inwestorów. Przykładem są inwestycje w Piotrkowie Trybunalskim lub Błoniach pod Warszawą.
W przeciwieństwie do działek ze starego banku ziemi ustawa zamroziła naturalny obrót najbardziej atrakcyjnymi terenami położonymi na obrzeżach aglomeracji.
Z czego to wynika? Otóż tereny takie często nie są objęte planami zagospodarowania i w praktyce traktowane są jako rolne więc ustawa ogranicza ich sprzedaż na wolnym rynku.
Przykładem jest Łódź, gdzie jest bardzo wielu chętnych inwestorów na grunty o dużych powierzchniach a gotowych działek po prostu w tej chwili brakuje .
W związku z tym już teraz obserwujemy wzrost cen działek objętych planami a w konsekwencji spodziewamy się wzrostu czynszów za powierzchnie magazynowe co niekorzystnie wpłynie na rozwój rynku.
Co w tej sytuacji można zrobić? Naszym zdaniem najlepszym rozwiązaniem jest podjęcie współpracy z gminami i inwestorami przy planowaniu strategii gospodarowania gruntami i uchwalania planów, co w przyszłości zaowocuje nowymi inwestycjami.
MIT Enterprise Forum Poland wybrał 23 polskie startupy technologiczne, które przejdą program akceleracji realizowany w oparciu o know-how jednego z najlepszych na świecie uniwersytetów technologicznych – Massachusetts Institute of Technology. Wśród nich znaleźli się twórcy m.in. telemonitoringu pacjentów z ryzykiem wysięku opłucnowego, metalowych komponentów nadmuchiwanych powietrzem czy długopisu do automatycznej cyfryzacji papierowych dokumentów. Początkujący przedsiębiorcy uzyskają dostęp do laboratoriów, zaplecza technicznego i technologicznego, międzynarodowych mentorów i ekspertów, a także pomoc takich rynkowych gigantów jak PKO Bank Polski, Grupa PGNiG, Grupa KGHM i Grupa Adamed.
Celem programu jest wsparcie innowacyjnych polskich mikro i małych firm rozwijających unikalne technologie w przyspieszeniu procesu komercjalizacji proponowanych rozwiązań. Do projektu zgłosiło się 120 startupów, m.in. z branży finansowej, energetycznej, farmaceutycznej i surowcowej. Dwadzieścia trzy z nich, wyłonione w drodze eliminacji, przejdzie trzymiesięczny proces akceleracji, a pięć najlepszych wyjedzie na tygodniowy Bootcamp do Massachusetts Institute of Technology w Bostonie.
– Dla młodych, innowacyjnych mikro i małych przedsiębiorstw to ogromna szansa. Nie tylko będą miały okazję przejść akcelerację zgodnie z modelem zaczerpniętym z Massachusetts Institute of Technology, ale również, dzięki dofinansowaniu w ramach programu Scale UP, otrzymają środki pieniężne na rozwój swojej działalności w kwocie nawet 200 000 złotych. Ogromną wartością jest też wsparcie dużych korporacji, takich jak PKO Bank Polski, Grupa PGNiG, Grupa KGHM czy Grupa Adamed – mówi Paweł Bochniarz, Prezes MIT Enterprise Forum Poland.
Program MIT Enterprise Forum Poland przewiduje cztery wyspecjalizowane ścieżki akceleracji: Finansową Let’s fintech with PKO Bank Polski! (Partner strategiczny – PKO Bank Polski), Energia (Partner strategiczny – PGNiG), Zdrowie (Partner strategiczny – Grupa Adamed) oraz Surowcową (Partner strategiczny – KGHM Cuprum Centrum Badawczo-Rozwojowe), a także ścieżkę ogólną. Do programu akceleracyjnego zakwalifikowały się następujące startupy:
Coinfirm Blockchain Lab: compliance w oparciu o blockchain do eliminacji nadużyć w obrocie dokumentami online;
IC Solutions: długopis do automatycznej cyfryzacji papierowych dokumentów;
Fenige: błyskawiczne przelewy międzykrajowe;
Moneyfriend: chatbot dla FB Messengera – personalny doradca finansowy dla studentów;
Nu Delta: błyskawiczne rozpoznanie informacji z faktur za pomocą aparatu w telefonie;
SaaS Manager: przyśpieszenie budowy i integracji usług chmurowych poprzez wykorzystanie gotowych mikroserwisów;
SEP Innovation: sensory i oprogramowanie do przetwarzania danych z liczników energii;
Vortex Oil Engineering: zwiększenie wydajności wydobycia ropy naftowej ze złóż poprzez mechaniczną zmianę właściwości wody technicznej i zmniejszeniu jej zużycia na złożu;
Predictail – przewidywanie usterek dużych maszyn za pomocą analizy Big Data;
Medical Simulation Technologies: pierwszy na świecie symulator echokardiografii przezprzełykowej bazujący na rzeczywistych danych z tomografii komputerowej;
Smart Textiles: sensor do monitorowania temperatury produktów wrażliwych, w tym leków, w łańcuchu logistycznym;
Cycle: inteligentny plaster i aplikacja monitorujące cykl owulacyjny kobiet w celu ułatwienia poczęcia dziecka;
Induforce: oprogramowanie przewidujące właściwości nowych materiałów magnetycznych;
Drying Process: technologie wielokrotnie zwiększające efektywność suszenia w przemyśle;
InnovaLab: markery do materiałów, zapobiegające podrabianiu oryginalnych produktów;
NVSONIC: urządzenie do lokalizacji dźwięku w słuchawkach VR w zależności od ruchów głowy;
io: inteligentny asystent dla działów sprzedaży, który zastępuje tradycyjną pracę z systemami typu CRM;
Instytut Formy: metalowe komponenty nadmuchiwane powietrzem;
Waywer: platforma multimedialnej komunikacji z klientami dla korporacji;
Nanoceramics: komponenty dla elektroniki o zwiększonej wydajności;
KSM Vision: technologia do kontroli jakości, umożliwiająca obserwację 360˚ z użyciem jednej kamery;
Createc: produkcja metalowej piany z opiłków.
Partnerami wspierającymi program MITEF są również Visa, Hewlett Packard Enterprise Polska, Intel, Campus Warsaw, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, Stowarzyszenie Organizatorów Ośrodków Innowacji i Przedsiębiorczości w Polsce (SOOIPP) oraz Fundacja Bezpieczna Cyberprzestrzeń. Od strony prawnej startupy wspierane będą przez kancelarie Wardyński i Wspólnicy oraz JWP Rzecznicy Patentowi.
Dane z Wielkiej Brytanii lepsze od oczekiwań analityków, ale gorsze od oczekiwań inwestorów. Problemów Royal Bank of Scotland ciąg dalszy. Po długim oczekiwaniu udało się w końcu przekroczyć 20 000 punktów na Dow Jones Industrial.
Dane z Wielkiej Brytanii
O 10:30 poznaliśmy odczyt wzrostu PKB dla Wielkiej Brytanii. Do samej publikacji od rana funt zyskał 3 grosze na wartości względem złotego. Najprawdopodobniej inwestorzy liczyli, że odczyt znacząco przebije przewidywania analityków. Wzrost o 2,2% w skali roku był co prawda o 0,1% wyższy od oczekiwań, ale nie był tym, czego oczekiwał rynek. W rezultacie w ciągu kwadransa po publikacji większość z tego ruchu wzrostowo została skorygowana. Kurs utrzymał się wyżej niż rano, jednakże wyraźnie inwestorzy mieli nadzieję na większe wzrosty.
Problemy RBS
Zła sytuacja dużych banków jest istotnym elementem wpływającym na kursy walutowe. Słabnący system bankowy przeważnie ciągnie za sobą walutę. Stąd też problemem dla euro jest kondycja Deutsche Bank a dla funta Royal Bank of Scotland. Jest to dość specyficzny bank, gdyż za swoje wyczyny od początku kryzysu zapłacił już 50 miliardów funtów kar. Efektem tego jest również to, że od 2008 roku bank jest na corocznej stracie. Przy życiu trzyma go tylko pomoc państwa, które w wyniku dokapitalizowania banku stało się właścicielem większościowym. Obecnie bank zwiększa rezerwę na stratę jaką będzie ugoda z amerykańskim departamentem sprawiedliwości. Będzie to pierwsze takie porozumienie z nową administracją. Zobaczymy czy czekanie na nowe rozdanie w amerykańskiej polityce okaże się korzystne dla banku. Kara dotyczy oczywiście niewłaściwych praktyk związanych z handel instrumentami opartymi na kredytach hipotecznych.
Dow Jones na poziomie 20 000 punktów
Przez cały grudzień trwały spekulacje kiedy amerykański indeks osiągnie psychologiczną barierę 20 000 punktów. Indeks ten wystrzelił z okolic 18 000 w listopadzie przy okazji wyborów w USA, jednakże bardzo długo opierał się przekroczeniu wspomnianej granicy. Wraz za nim rosły również inne indeksy.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg. CBI,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 – USA – sprzedaż nowych domów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Rynki czekają na dane dotyczące wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych. – Analizując ostatnie dane, myślę, że możemy oczekiwać wzrostu gospodarczego. Powinniśmy spodziewać się wzrostu na poziomie od 2,5 do 2,8 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak z XTB. Jakie znaczenie dla wzrostu gospodarczego największej gospodarki świata będzie miała polityka Donalda Trumpa? Więcej w materiale wideo.
Spółki z sektora energetycznego znajdują się w dziwnej sytuacji. Z jednej strony są niedoceniane. Wartość księgowa wskazuje, że notowania powinny być dużo wyżej. Z drugiej strony pojawia się niepewność ze strony decyzji politycznych. Ścierają się ze sobą dwie siły, które mają ogromny wpływ wysokość notowań. O tym co zdecyduje w rozmowie z MarketNews24 mówił Jakub Stasik z XTB. Więcej w materiale wideo.
Rynek finansowy jest powiązany różnymi zależnościami, co powoduje, że inwestorzy wiedzą, iż zmiana cen jednych instrumentów finansowych przełożyć się może na ceny innych instrumentów. Dlatego też, próbuje się identyfikować takie powiązania, co dodatkowo wzmacnia te zależności poprzez zwiększenie wolumenu transakcji dążących w odpowiednim kierunku.
Podstawowym miernikiem tych zależności jest współczynnik korelacji liniowej Pearsona. Najkrócej mówiąc: jest to współczynnik wyznaczony na podstawie dziennych kursów zamknięcia sesji w określonym czasie, który bada liniową zależność dwóch zmiennych. Jego wartość zawiera się w przedziale od -1 do +1, a zarówno sama liczba, jak i jej znak dają pewną informację. Zależność dodatnia charakteryzuje instrumenty, których zmiany kursów podążają w tym samym kierunku. Współczynnik korelacji w granicach zera oznacza, że między instrumentami nie występują zależności, natomiast zależność ujemna oznacza, że statystycznie wzrost kursu jednego instrumentu oznaczał będzie spadek kursu na drugim instrumencie.
Par instrumentów finansowych, które ze sobą korelują, a wartości jednego przekładają się na wartości drugiego w zadowalającej wysokości współczynnika Pearsona jest na rynku bardzo mało.
Na podstawie naszych analiz rynku złotego zauważyliśmy korelację par indeksowanych do PLN z głównymi parami walutowymi. W naszych rozważaniach przyjęliśmy okres od 2016 roku do połowy stycznia 2017. Wyznaczyliśmy oraz obliczyliśmy współczynniki dla głównych walut indeksowanych ze złotym w porównaniu z głównymi parami.
Z analizy rocznej można zauważyć dwie znaczące korelacje, których wartość współczynnika Pearsona jest ujemna bliska -1, co wskazuje na bardzo silną korelację. Ponieważ wartość wskaźnika jest ujemna – jest to korelacja par odwróconych, to znaczy takich, w której wartość pary podstawowej idzie w innym kierunku niż pary skorelowanej.
Największa wartość współczynnika -0,94 została określona na korelacji pary EURGBP i GBPPLN natomiast minimalnie mniejszą wartość, bo -0,91 odnotowano na korelacji EURUSD do USDPLN. Stosunkowo wysokie wartości współczynnika dobitnie wskazują, iż pary oparte na polskim złotym zachowują się odwrotnie proporcjonalnie do wskazanych głównych par walutowych. Ważnym czynnikiem dla wyznaczenia tych zależności jest także udowodniona gospodarcza zależność pomiędzy parami. W naszej analizie wzięliśmy także pod uwagę czynniki makroekonomiczne i polityczne z roku 2016. Co ciekawe, to czynniki makro napływające ze Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro czy Wielkiej Brytanii zdecydowanie wywierały większy wpływ na kursy walut i współczynnik korelacji niż wydarzenia gospodarcze czy polityczne w Polsce. Ponieważ inwestorzy zaliczają polskiego złotego do koszyka walut wschodzących, dlatego też złotówka jest bardzo wrażliwa na poziom ryzyka rynkowego czy też sentymentu.
Korelacja EURUSD – USDPLN
Korelacja głównej pary walutowej do USDPLN jest widoczna od dłuższego czasu. Na załączonym wykresie liniowym kolorem niebieskim oznaczono wykres pary EURUSD natomiast kolorem czerwonym odwrócony wykres pary USDPLN. Odwrócenie wykresu USDPLN zastosowano dla uwidocznienia bliskości korelacji pomiędzy tymi parami. Bliskość relacji między liniami pokazuje jak reaguje USDPLN w stosunku do zmiany cen EURUSD. Zauważyć można, iż w okresach krótkoterminowych zmian trendów USDPLN ma większe procentowe wahania ceny, jednakże w kilku przypadkach wcześniej wskazał zmianę trendu. Wartość wskaźnika -0,91 dowodzi, iż z dużą dozą prawdopodobieństwa zmiana krótkoterminowego trendu na głównej parze walutowej pociągnie za sobą także zmianę tego trendu na parze USDPLN, co było widoczne przed wyborami w Stanach Zjednoczonych czy też każdorazowo przed posiedzeniem FED-u, gdzie oczekiwania rynku zazwyczaj mają duży wpływ na kierunek rynku.
Korelacja EURGBP – GBPPLN
Podobnie rzecz się ma w przypadku korelacji tych par walutowych. Na wykresie kolorem niebieskim zaznaczono wykres liniowy pary EURGBP natomiast kolorem czerwonym wykres skorelowanej pary GBPPLN. Na pierwszy rzut oka widać, że korelacja tych par jest mocniejsza, a współczynnik wynosi -0,94. W poprzednim roku kurs funta był pod presją referendum dotyczącego Brexit’u, a następnie pod wpływem zmian w rządzie oraz negocjacji dotyczącej wprowadzenia BREXIT’U. Wykresy par wyraźnie wskazują, że GBPPLN podążał za zmianami na EURGBP, a procentowa zmienność cen w krótkoterminowych trendach na parze ze złotym była większa. Podobnie jak poprzednio, sytuacja w Polsce w żaden sposób nie wpłynęła na te korelacje. Ponieważ Brexit był tematem nr 1 w zeszłym roku na rynkach finansowych, ceny niemal wszystkich walut były zależne od wyniku referendum. Wynik referendum wpłynął na postrzeganie ryzyka i sentymentu rynku.
Istotny jest także fakt, iż obie korelacje mają uzasadnienie w relacjach gospodarczych i widzi się spore zależności pomiędzy rynkiem eurodolara a złotówką, jak i relacją euro do funta i funta do złotówki. Wymiana handlowa na tych kierunkach jest bardzo duża, a zmiana sytuacji gospodarczej i politycznej zwłaszcza w Europie i Stanach Zjednoczonych ma decydujący wpływ na relację kursów walut nawet tych skorelowanych.
Według analityka ergokantor.pl: „Decyzję o zakupie bądź sprzedaży waluty należy podjąć po analizie rynku eurodolara i sprawdzeniu sytuacji funta. Informacje makroekonomiczne w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii mają duże znaczenie dla kursu euro, jednakże jeszcze większe znaczenie mają na wartość złotówki do tych walut. Inwestorzy wierząc w siłę danej gospodarki bądź upatrując ryzyka, najpierw reagują sprzedażą bądź zakupem swojej waluty w relacji do EUR, a dopiero potem rozglądają się za ulokowaniem kapitału w waluty wschodzące. Dlatego też główne trendy na parach EURUSD i EURGBP mają duże znaczenie dla ceny walut w Polsce”
Rok 2017 będzie mijał pod znakiem ryzyka politycznego i bankowego w krajach rozwijających się, ocenia Coface w analizie obejmującej 160 państw. Pomimo tego po raz pierwszy od połowy 2015 r. Coface ocenia, że w większej ilości państw ryzyko zmalało niż wzrosło. Wyniki ratingu ogłoszono w tym tygodniu w Paryżu.
Coface zmieniło swą ocenę ryzyka dla 15 państw, przy czym w przypadku 11 jest to zmiana pozytywna. Kraje o najmniejszym ryzyku mają oceny zaczynające się od A1, a o największym opatrzone są literą E. Rating Hiszpanii podniesiono do A3, a Islandii i Cyprowi (gdzie spada ryzyko związane z kontrolą przepływu kapitału) nadano teraz odpowiednio oceny A2 i B. Państwa Europy Środkowej nadal poprawiają swoją pozycję w rankingu 160 państw ocenianych przez Coface. Estonia (A2), Serbia (B) oraz Bośnia i Hercegowina (C) odnotowały poprawę środowiska biznesowego, a wzrost w tych państwach osiąga bezpieczny poziom. Bułgaria (A4) potwierdziła powrót do formy dzięki umiarkowanemu wzrostowi i dalszej konsolidacji sektora bankowego.
Ocena dla Polski nie zmieniła się i jest taka sama, jak po korekcie dla Hiszpanii, czyli A3. A więc Łotwa awansowała do grona krajów lepiej ocenianych od Polski.
– Zmiana dotycząca Hiszpanii jest istotna dla polskich firm, bo Hiszpania jest wśród 10 krajów, do których eksportujemy najwięcej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej.
Z ciekawostek: w Afryce są kraje, których rating jest zbliżony do polskiego. W Afryce Subsaharyjskiej mniejsze państwa radzą sobie zdecydowanie lepiej niż większe gospodarki. Dwa osiągające najlepsze wyniki to Ghana (B), która w grudniu zdała sprawdzian z dojrzałości demokratycznej i w której obecnie obserwuje się dobre zarządzanie finansami publicznymi, a także Kenia (A4), gdzie odnotowano gwałtowny wzrost turystyki i zwiększony poziom inwestycji publicznych.
Pomimo ostatniego przyspieszenia gospodarczego, niepewność będzie nadal cechowała globalny klimat gospodarczy w tym roku.
W pewnym momencie życia przychodzi czas, w którym zaczynamy myśleć o tym, by finansowo zabezpieczyć się na przyszłość. Inwestowanie może być jednym z lepszym sposobów na osiągniecie tego celu. Jak podejść do tematu? Wyjaśnia Bartosz Grejner, analityk Cinkciarz.pl.
Inwestowanie nie jest tak skomplikowane, jak mogłoby się wydawać. Oto 5 wskazówek, o których warto pamiętać.
Nie bać się kredytów, ale nie brnąć w długi na konsumpcję.
Zachować dostęp do części oszczędności na wypadek pilnych potrzeb.
Określić cel i kres inwestowania.
Nie stawiać wszystkiego na jedną kartę.
Kalkulować, czy nakłady mogą się zwrócić.
Dobre nawyki to podstawa
Zanim zaczniemy inwestować, warto wyrobić w sobie dobre nawyki zarządzania pieniędzmi. Pamiętajmy, że dług nie jest naszym wrogiem. Jeżeli pożyczone pieniądze wykorzystamy mądrze, mogą nam pomóc w inwestycjach. Kiedy zadłużamy się, by dokonać zakupów, które mogą przynieść potencjalne korzyści (np. nieruchomość, sprzęt do firmy), rośnie szansa na większy majątek w przyszłości.
Z drugiej strony powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, co się dzieje, jeżeli wykorzystujemy kredyt w celach konsumpcyjnych, np. do zakupów produktów, które bardzo szybko tracą na wartości. Otóż zmniejszamy wtedy nasz przyszły majątek, zostając z kredytem, który wraz z upływem czasu coraz bardziej przekracza wartość zakupionego towaru.
Analogicznie wyglądałaby sytuacja z wydatkami konsumpcyjnymi bez zaciągania kredytu. Wydawanie zgromadzonych pieniędzy na inwestycje wydaje się bardziej uzasadnione niż spełnianie zachcianek. Czy to oznacza, że nowy telewizor, telefon czy samochód to z reguły zbędny i niekorzystny zakup? Nie, ponieważ nie należy popadać w skrajności. Każdy większy wydatek warto jednak rozważyć z perspektywy wpływu na nasz przyszły majątek.
„Fundusz awaryjny” dla większego bezpieczeństwa
Warto zabezpieczyć dostęp do części środków. Ważne, aby móc sprawnie zamienić je na gotówkę. Możemy to zrobić np. inwestując je w krótkoterminowe lokaty. Wskazane jest, aby ta część środków odpowiadała półrocznym lub przynajmniej trzymiesięcznym wydatkom ponoszonym na utrzymanie. Będzie ona stanowić tzw. fundusz awaryjny. Może on nas ochronić przed finansowymi skutkami nieprzewidzianych sytuacji, np. utraty pracy, wypadku czy kradzieży.
“Fundusz awaryjny” przyniesie dodatkowe, w tym psychologiczne, korzyści inwestującym, tworząc formę zabezpieczenia na wypadek niepowodzenia w bardziej ryzykownych przedsięwzięciach. Pozwoli też podejmować decyzje odnośnie finansowej przyszłości w sposób bardziej zdecydowany.
Określ swój cel inwestycyjny
W zależności od naszych planów, a także od naszego wieku zmieniają się m.in. czas inwestycji czy zakres akceptowalnych przez nas zagrożeń. Przykład: 20-letnia osoba, która chce zabezpieczyć finansowo swoją przyszłość na emeryturze, może wykazywać się relatywnie większą skłonnością do bardziej ryzykownych decyzji z uwagi na długi termin inwestycji (kilkuletnie cykle koniunkturalne czy zmiany wartości aktywów mają w perspektywie kilkudziesięciu lat stosunkowo małe znaczenie).
Postawienie sobie jasnych celów, dla których inwestujemy, może zwiększyć prawdopodobieństwo ich osiągnięcia, o ile odpowiednio dobierzemy środki ich realizacji. Jeżeli mamy kilka celów, należy nadać im hierarchię, przypisać odpowiednie horyzonty czasowe i poziomy akceptowalnego ryzyka.
Dywersyfikacja podstawą dobrej strategii
Bez względu na cel czy horyzont czasowy, inwestowanie w różne instrumenty finansowe zmniejsza szanse niepowodzenia całego przedsięwzięcia, ograniczając ryzyko negatywnego wpływu pojedynczych aktywów na cały portfel inwestycyjny. Nie warto stawiać wszystkiego na jedną kartę. Dywersyfikując portfel inwestycyjny możemy również dostosowywać stopień bezpieczeństwa przedsięwzięcia w zależności od naszej skłonności do ryzyka. Większy udział bardziej ryzykownych aktywów może zwiększyć oczekiwaną stopę zwrotu, ale również prawdopodobieństwo niepowodzenia.
Pamiętajmy o tym, że możemy uniknąć zmiany krajowej koniunktury, inwestując w aktywa zagranicznych podmiotów bądź w waluty. Jeśli zdecydujemy się na waluty, warto skorzystać z serwisów internetowych, których oferta jest atrakcyjniejsza niż banków.
Inwestowanie w edukację
Warto rozważyć inwestycję nie tylko w instrumenty finansowe, ale także w edukację. Co prawda specjalistyczne certyfikaty, kursy itp. same w sobie nie przyniosą nam zysku, ale mogą wpłynąć na wzrost naszego wynagrodzenia.
Jeżeli naszym celem jest tylko osiągnięcie zysku finansowego, nawet w tej dziedzinie warto skalkulować, czy będzie to rzeczywiście opłacalne. W takiej sytuacji należy rozważyć w jakim okresie czasu i z jakim prawdopodobieństwem zwrócą się nakłady na edukację.
Inwestowanie na pierwszy rzut oka może wydawać się skomplikowane. Cały proces stanie się jednak o wiele prostszy, jeśli zaczniemy od metodycznego, cierpliwego podejścia i wyrobienia w sobie nawyków, którymi będziemy kierować się w gospodarowaniu pieniędzmi na co dzień. Może to przełożyć się na powodzenie w inwestycjach. Ważne, aby dokładnie analizować, czy dana inwestycja ma szansę przełożyć się na przyszły wzrost wartości kapitału oraz czy ewentualna skala wzrostu na pewno nas zadowoli. Nie warto natomiast inwestować “na siłę”, gdy nie widzimy dobrych ku temu warunków.
W erze transformacji cyfrowej kluczem do sukcesu poszczególnych spółek i całych sektorów gospodarki jest innowacyjność – dla 70% dostawców innowacje w zakresie produktów i usług są elementem, na którym się koncentrują i stanowi wyróżnik na tle konkurencji. Istotną rolę na etapie pozyskiwania innowacyjnych rozwiązań mogą odgrywać nowoczesne działy zakupów, z których aż 59% chce innowacje wypracowywać wspólnie z dostawcami. Proces ten ułatwiają programy rozwoju dostawców, które posiada zaledwie 15% firm w Polsce.
Różne metody pozyskiwania innowacji z zewnątrz organizacji
Dostarczanie i rozwój innowacji postrzegany jest przez dostawców przede wszystkim jako droga do zwiększenia przychodów dla ich klientów. Pozyskiwanie rozwiązań innowacyjnych może zwiększyć sprzedaż produktów lub usług poprzez poprawę ich parametrów użytkowych czy zaspokojenie nowej niszy rynkowej. Według 29% dostawców, którzy wzięli udział w badaniu KPMG, rozwój innowacji jest także metodą redukcji kosztów. Wpływ zakupów innowacji na wynik finansowy jest związany z nabywaniem materiałów i surowców produkcyjnych, które w przedsiębiorstwach produkcyjnych mogą stanowić nawet 60-70% kosztów operacyjnych.
Wszechobecne i narastające zjawisko transformacji cyfrowej (ang. Digital Transformation) sprawia, że na polskim rynku w pierwszej kolejności oczekuje się innowacji organizacyjnych, czyli usprawnień obecnych procesów i struktur organizacyjnych (32% wskazań). Inny istotny obszar (poziom 23-28%) stanowią innowacje produktowo-usługowe i marketingowo-sprzedażowe, wspierające zarządzanie relacjami z klientem oraz sprzedaż produktów i usług – podkreśla Jan Karasek, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.
Jedną z głównych przeszkód spowalniających wdrażanie innowacji są obawy, że ich pozyskanie lub zakup będą zbyt skomplikowane. Z tego względu 59% zarządzających zakupami preferuje współtworzenie projektów innowacyjnych wspólnie z dostawcami (model zaawansowanej współpracy wertykalnej odbiorcy z dostawcą). Rozwiązanie to dobrze komponuje się z opinią kontrahentów – aż 71% badanych dostawców podkreślało innowacyjność swoich produktów i usług jako wyróżnik konkurencyjny. Rolą nowoczesnych jednostek zakupowych pozostaje właściwe zidentyfikowanie, ocena i wykorzystanie potencjału innowacyjnych rozwiązań swoich dostawców.
Możliwość zakupu innowacji z zewnątrz od innej firmy na wczesnym etapie rozwoju tj. koncepcji, wstępnej analizy lub prototypu, wskazywana jest przez ok. 40% zarządzających funkcją zakupów analizowanych przedsiębiorstw w Polsce. Znacznie częściej preferują oni pozyskiwanie innowacji poprzez współpracę z obecnymi dostawcami (blisko 60% wskazań). Zakup innowacji szczególnie na wczesnym etapie rozwoju wiąże się z większym ryzykiem i procesem odbiegającym od standardowych zakupów – mówi Jan Karasek, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.
Relacje kluczem do wypracowania innowacji
Aż 57% dostawców podkreśla, że tak trudno mierzalne elementy jak wzajemne zaufanie i jakość relacji są głównym warunkiem skutecznego angażowania kontrahentów w wypracowywanie innowacyjnych rozwiązań. Powyższe czynniki są istotniejsze niż długoterminowa współpraca, zaangażowanie kadry zarządzającej klienta czy podział ryzyka pomiędzy partnerów. Praktyki innych rynków wskazują wręcz na rosnącą rolę ścisłej współpracy z dostawcami, charakteryzującą się takimi elementami, jak oddelegowywanie pracowników do współpracy operacyjnej celem wymiany wiedzy.
Również kierujący jednostkami zakupowymi w firmach wśród barier wspólnego wypracowywania innowacji wskazywali najczęściej na aspekty komunikacyjne i relacyjne (44% wskazań przedstawicieli działów zakupów) – szczególnie na niewystarczający kontakt i relację biznesową z dostawcą. Inną istotną barierą wskazywaną przez ok. 40% respondentów są sformalizowane, często wielopoziomowe procedury podejmowania decyzji w przedsiębiorstwach.
Ryzyko związane z innowacjami blokuje ich rozwój w firmach
W przypadku zakupu innowacji główne ograniczenie dla zarządzających zakupami w firmach stanowią procesy ukierunkowane na zarządzanie ryzykiem – brak możliwości zagwarantowania sukcesu innowacji (55% wskazań) czy procedury ukierunkowane na standaryzację oraz porównywalność ofert (50%). Ich konstrukcja utrudnia lub wręcz uniemożliwia współpracę z nowymi podmiotami na rynku bez wymaganych referencji czy odpowiedniej skali przychodów. Taką charakterystykę spełniają np. wiodące w rankingach innowacyjności spółki typu startup.
Ciekawym rozwiązaniem wspierającym pozyskiwanie innowacji i docieranie m.in. do interesujących spółek typu startup jest crowdsourcing, czyli wymiana doświadczeń i szukanie rozwiązań bieżących wyzwań w gronie praktyków danej branży, dostawców czy środowisk akademickich. Na rynku polskim największym zainteresowaniem cieszy się forma wymiany doświadczeń z dostawcami i spółkami z branży, wskazana przez 30% uczestników badania – mówi Katarzyna Cichoń, menedżer w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.
Wspieranie innowacyjności
Zewnętrzni dostawcy umacniają swoją pozycję jako podstawowego źródła rozwiązań innowacyjnych dla przedsiębiorstw. Wykorzystanie tak zdefiniowanego potencjału innowacji wymaga od działów zakupów i zarządzających spółkami systemowego podejścia do zarządzania bazą dostawców. Na rynku polskim przeważają (38% analizowanych przedsiębiorstw) metody i narzędzia właściwe dla ugruntowanych, ale niezaawansowanych praktyk SRM (ang. Supplier Relationship Management). Etap wspólnego wypracowywania innowacji jest dopiero jednym z najbardziej zaawansowanych stadiów tego modelu.
Kompletne i dojrzałe zarządzanie dostawcami powinno stanowić zbiór praktyk uwzględniających wartość dodaną wnoszoną przez dostawców, natomiast tylko 30% badanych firm wypracowujących rozwiązania innowacyjne z dostawcami deklaruje posiadanie jasno zdefiniowanych wskaźników KPI w tym obszarze. Również programy rozwoju dostawców są stosowane obecnie przez zaledwie 15% organizacji.
Zapytania o informację i angażowanie dostawców w wypracowywanie specyfikacji to najczęściej stosowana obecnie praktyka angażowania dostawców w innowacyjne inicjatywy, stosowana przez 93% jednostek zakupowych. Częstotliwość ich wykorzystania jest silnie skorelowana z kategoriami zakupów. Wśród dostawców w proces RFI (ang. Request for Information) najczęściej angażowali się przedstawiciele branży technologicznej i budowlanej – podkreśla Katarzyna Cichoń, menedżer w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.
Przyszłość organizacji zakupowych
Opinia dotycząca strategicznej przyszłości funkcji zakupów („Zakupy 2035”) w firmach jest mocno zróżnicowana, jednak zarządzający tym obszarem są przekonani, że ich zespoły będą nadal funkcjonowały w przedsiębiorstwie przyszłości. Aż 36% badanych wskazało na wzrost strategicznej roli działu zakupów w organizacji do poziomu, który miałby doprowadzić do tzw. „prymatu funkcji zakupów” w organizacji. Powyższy scenariusz podkreśla rolę nowoczesnych zespołów zakupowych jako łącznika innowacyjnego rynku dostawców i wewnętrznych zespołów operacyjnych. Określając potencjalne kierunki rozwoju funkcji zakupów, respondenci wskazali również na „agencję kreatywną” (30%), tj. kształtowanie nowych modeli operacyjnych i zarządzanie trendami oraz model „zarządzania przez projekty”, gdzie jednostka zakupowa jest elastyczną strukturą projektową składającą się głównie z wyspecjalizowanych, niezależnych doradców (tzw. zewnętrznych kontraktorów).
Czynnikiem sukcesu w budowaniu organizacji zakupowych przyszłości będzie również właściwe zdefiniowanie profilu jej pracownika. Według 74% badanych wizja profilu kompetencyjnego pracownika zespołu zakupów przyszłości najbliższa jest roli „wewnętrznego konsultanta”. Jako inne wspierające go role, podkreślające istotność budowania relacji pomiędzy dostawcami i przedsiębiorstwem, zostały wskazane profile „mediatora zarządzającego relacjami” i „coach dla dostawców – mówi Jan Karasek, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.
Jednym z czynników kształtujących przyszłą rolę funkcji zakupów będzie rozwój technologii cyfrowych. Jako wiodące technologie silnie oddziaływujące na kierunek rozwoju zakupów zostały wskazane wykorzystanie platform i aplikacje mobilne (75% respondentów) oraz techniki zawansowanej analizy danych (ang. Data & Analytics – 36%). Wysoko ocenione zostało znaczenie m.in. robotyki procesów biznesowych (ang. RPA –Robotic Process Automation), zaś nisko oceniona została rola druku 3D (jedynie 2% wskazań).
Ważne jest, aby adresując w spółkach strategię innowacji, dobrze zdefiniować jej przełożenie na funkcje zakupowe. Właściwie zdefiniowanie zasady współpracy z dostawcami, programy rozwoju dostawców czy wykorzystanie narzędzi crowdsourcingu to obecnie domena nowoczesnych, nastawionych na usprawnienia zespołów zakupowych. Na polskim rynku ten potencjał nie jest jeszcze w pełni wykorzystany – dodaje Katarzyna Cichoń, menedżer w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.
O RAPORCIE:
Raport KPMG w Polsce pt. „Procurement Innovation Challenge – jak kupować innowacje, kupując innowacyjnie” został przygotowany na podstawie badania przeprowadzonego wśród 54 dyrektorów i kierowników obszaru zakupów w firmach działających na polskim rynku, a także przedstawicieli dostawców. Celem badania był przegląd trendów dotyczących działania zespołów zakupowych w firmach w Polsce oraz określenie kierunku ich rozwoju pod kątem pozyskiwania innowacji. Badanie zostało przeprowadzone w listopadzie i grudniu 2016 roku metodą kwestionariusza on-line i wywiadów pogłębionych. Próba obejmowała największe polskie organizacje ze wszystkich sektorów gospodarki, z których 40% zadeklarowało w ostatnim roku wartość wydatków zakupowych na poziomie przekraczającym 500 mln PLN.
„Noworoczne wyprzedaże” co roku zachęcają konsumentów do zakupów. Jak wynika z trzeciej edycji „Świątecznego barometru cenowego”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, to czy faktycznie oszczędzimy na zakupach w tym okresie zależy od kategorii produktów, które planujemy nabyć. Analiza ofert 800 podmiotów branży e-commerce przeprowadzona przez Deloitte we współpracy z firmą Dealavo pokazała, że po świętach Bożego Narodzenia sprzedawcy internetowi znacząco obniżyli ceny kosmetyków, a w drugiej połowie stycznia telewizorów i smartfonów. Jednocześnie w górę poszły ceny drobnego AGD i niektórych gier komputerowych.
Eksperci analizowali w okresie 21 listopada 2016 r. – 16 stycznia 2017 r. ceny produktów, które Polacy wskazywali jako najczęściej wybierane przez nich prezenty świąteczne w międzynarodowym badaniu Deloitte. Po Świętach Bożego Narodzenia analiza skupiła się na ogłaszanych przez sprzedawców e-commerce wyprzedażach. „Niektóre sklepy internetowe w swojej komunikacji marketingowej ogłaszały, że obniżki cen sięgają 50 i więcej procent. Z naszych analiz wynika jednak, że faktycznie ofert w ramach których kupujący mógł liczyć na tak wysokie przeceny było niewiele. Takie obniżki dotyczyły czasem zaledwie jednego lub kilku wybranych produktów z asortymentu. To jednak wystarczyło, aby sprzedawcy on-line mogli używać tak atrakcyjnego przekazu” – mówi Magdalena Jończak, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte.
Do badania zostało wybranych dziesięć najpopularniejszych produktów świątecznych z poniższych kategorii: gry, konsole, AGD drobne, kosmetyki, książki, muzyka, okulary VR, perfumy, gry planszowe, słodycze, smartfony, telewizory, zabawki oraz zegarki. Za pomocą oprogramowania Dealavo Smart Prices konkretne oferty tych produktów zostały wyszukane i podłączone do codziennego monitoringu. Ocenie podlegała tylko cena bez np. jakości serwisu, warunków zwrotu towaru, siły marki sklepu czy kosztów transportu.
Jak wynika z przeprowadzonej analizy aż siedem na dziesięć produktów z kategorii drobne AGD osiągnęło najwyższe ceny 2 stycznia 2017 r. Tydzień później było to już dziewięć produktów. „Oznacza to, że nie tylko nie było żadnych wyprzedaży w tej kategorii, ale ceny wręcz wzrosły. Ich lekkie spadki nastąpiły dopiero po 15 stycznia. Najniższe ceny w tej kategorii zanotowaliśmy na początku grudnia. Wtedy najbardziej opłacało się je kupować” – mówi Jakub Kot, Prezes Dealavo. I tak na przykład golarka męska Braun Series 3 3030s w dniu 21 listopada 2016 r. kosztowała średnio 259 zł, podczas gdy w styczniu było to już średnio blisko 333 zł. Z kolei średnia cena masażera do stóp Beurer FB 50 w tym samym okresie wzrosła z 383,59 zł do około 505 zł (przy minimalnej cenie od 145,94 zł do 355 zł).
Inną kategorią, która miała najwyższe ceny w trakcie „noworocznych wyprzedaży” są konsole do gier. W dniach 9 i 16 stycznia aż pięć na dziesięć takich produktów było najdroższych. Z kolei największe obniżki dotyczyły kosmetyków (sześć na dziesięć produktów w tej kategorii było najtańszych właśnie w styczniu) i telewizorów (cztery na dziesięć analizowanych artykułów).
Okazuje się jednak, że telewizory, podobnie jak smartfony tanieją dopiero w drugiej połowie stycznia. Na najbardziej atrakcyjne ceny w tych kategoriach klienci mogli liczyć w trzecim tygodniu roku. „Sklepy dzielą produkty na wizerunkowe, które reklamują, na przykład jak telewizory czy smartfony oraz na tzw. generatory marży, do których należy m.in. drobne AGD. Ich ceny nie spadały, bo muszą gwarantować sprzedawcom zysk” – wyjaśnia Mariusz Chmurzyński, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.
Minimalne ceny na wybrane produkty w okresie 21 XI – 16 I (na zielono zaznaczono najniższą cenę minimalną, a na czerwono
najwyższą cenę minimalną)
Kategoria
Produkt
21 XI 2016
28 XI 2016
5 XII
2016
12 XII 2016
19 XII 2016
26 XII 2016
2 I
2017
9 I
2017
16 I
2017
AGD drobne
Beurer FB 50 Masażer do stóp
182,25
336,00
180,00
145,94
349,00
352,99
355,00
355,00
355,00
AGD drobne
Suszarka do włosów Remington D 5220 Pro-Air Turbo
89,00
88,98
86,99
86,99
86,99
88,98
94,69
94,69
94,69
AGD drobne
Trymer Philips QT 4015/16 Series 3000
129,00
129,00
125,00
129,00
129,00
129,99
129,99
141,50
141,20
Gry
Forza Horizon 3 (XBOXONE)
168,91
169,00
164,99
165,00
179,00
185,00
199,00
189,00
228,80
Gry
Titanfall 2 (PC)
148,00
99,00
98,40
98,41
98,41
89,91
89,91
95,00
95,00
Konsole
Sony Playstation 4 SLIM 1TB czarny
1 225,00
1 249,00
1 249,00
1 269,00
1 086,63
1 106,10
1 052,10
1 249,00
1 052,10
Konsole
XBOX ONE 500GB
799,00
979,00
979,00
979,00
999,00
979,00
999,00
999,00
Okulary VR
Okulary LG 360 VR
802,60
802,60
816,97
807,99
809,78
611,52
612,88
610,15
610,15
Okulary VR
Samsung Gear VR 2 SMR323
398,00
398,00
398,00
349,00
349,00
389,00
349,00
349,00
349,00
Perfumy
Calvin Klein In2U Woman – woda toaletowa 150 ml
88,00
87,95
86,29
88,29
55,00
55,00
90,45
85,82
85,99
Perfumy
Versace Bright Crystal woda toaletowa 90ml
162,61
149,00
149,00
160,00
165,00
167,50
172,00
137,00
155,00
Smartfony
Smartfon Apple iPhone 5S 16GB Szary
1 299,00
1 240,00
1 240,00
1 240,00
1 259,00
1 277,00
1 249,00
1 249,00
1 151,10
Smartfony
Smartfon Samsung Galaxy S6 32GB czarny
1 707,00
1 699,00
1 687,00
1 687,00
1 685,00
1 685,00
1 685,00
1 685,00
1 619,10
TV
Telewizor Panasonic TX-55C320E
2 575,60
2 580,00
2 580,00
2 580,00
2 580,00
2 199,00
2 199,00
2 199,00
2 199,00
TV
Telewizor Sony KD65XD8505B
7 987,00
7 949,00
7 940,00
7 931,00
7 919,89
7 877,00
7 798,80
7 782,00
7 688,00
Zegarki
Emporio Armani AR2461
839,00
740,00
1 399,00
899,00
899,00
899,00
899,00
710,00
710,00
Zegarki
Timex Classic TW2P66900
275,00
294,00
294,00
298,00
314,00
349,00
314,00
279,00
395,28
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych dostarczonych przez firmę Dealavo.
W styczniu, czyli w czasie największych wyprzedaży z dnia na dzień coraz więcej sklepów internetowych obniżało ceny swoich produktów. 2 stycznia br. 22 proc. produktów miało najniższą cenę w całym dwumiesięcznym analizowanym okresie, 9 stycznia było to już 24 proc., a tydzień później 26 proc. Przykładowo 2 stycznia br. najwięcej cen minimalnych zanotowano w kategorii smartfonów, okularów VR oraz gier komputerowych, a najmniej w kategorii drobnego AGD. Tydzień i dwa tygodnie później coraz większe obniżki dotyczyły również elektroniki, czyli telewizorów i smartfonów. Z kolei w drugiej połowie miesiąca zaczęły drożeć gry komputerowe. „Sklepy internetowe nie stosują jedynie prostych mechanizmów marketingowych, takich jak obniżki. Niektóre z nich naliczają klientom rabaty, ale dopiero po zakupie dodatkowych akcesoriów lub za kupno większej liczby produktów. Z punktu widzenia sprzedawców jest to dobra praktyka, bo dzięki temu bardziej angażują klientów w proces zakupowy i sklepy zyskują większą marżę” – mówi Krzysztof Boś, Starszy Konsultant w Dziale Konsultingu Deloitte.
Indeks Dow Jones pierwszy raz w historii przełamał 20 000 pkt., co ustawiło pozytywny sentyment na globalnym rynku kontynuowany dziś rano w Europie. Spośród trzech beneficjentów wygranej Trumpa w wyborach, do wzrostów powracają Wall Street i rentowności obligacji skarbowych USA. Tymczasem USD zdaje się oderwany.
Dow Jones i S&P500 zyskały wczoraj po 0,8 proc., a rentowności 10-latek USA wróciły ponad 2,50 proc., za to indeks dolarowy wciąż pozostaje blisko półtoramiesięcznych dołków. Najbardziej wrażliwy na sygnały z rynku akcji i długu USD/JPY nie jest w stanie złamać 114,00. EUR/USD utknął przy 1,0750. W normalnych warunkach można byłoby się spodziewać, że dolar szybko nadgoni pozostałe klasy aktywów. Odnoszę jednak wrażenie, że tym razem może być to trudniejsze, gdyż „efekt Trumpa” ma niejednoznaczne konsekwencje dla waluty. Budowa muru i zamykanie się na import może i wspiera rozwój małych i średnich przedsiębiorstw w USA nastawionych na rynek krajowy, ale zaburzenia po stronie handlu mogą mieć negatywne konsekwencje dla waluty. A ponieważ pozytywne impulsy z danych makro, czy jastrzębi przekaz Fed giną obecnie w cieniu decyzji prezydenta USA, przez co USD nie może zbudować podstawy do dobicia.
Po drugie otoczenie zewnętrzne nie pozwala się wyróżnić dolarowi. W przeszłości było łatwiej premiować dolara za postawę gospodarki USA, kiedy wszędzie dookoła utrzymywały się ponure prognozy rozwoju. Teraz globalna gospodarka pokazuje oznaki przyspieszenia, a odbicie inflacji hamuje gołębie zapędy banków centralnych. Trudniej zauważyć zalety USD i przymykać oko na przewidywalność Trumpa. W średnim terminie fundamenty będą wspierać dolara, ale na ten moment USD po prostu nie jest aż tak atrakcyjny.
Wyrok włoskiego Sądu Konstytucyjnego przyniósł dobre i złe wibracje dla EUR. Sąd podtrzymał stare praw wyborcze, dzięki czemu przyspieszone wybory mogą mieć miejsce jeszcze w tym roku, jeśli tak zarządzi prezydent kraju. Z drugiej strony utrzymane zostało prawo tzw. „premii zwycięzcy”, które dawało większość miejsc (54 proc.) w izbie niższej parlamentu tej partii, która w wyborach zdobyła ponad 40 proc. głosów, co jest mało prawdopodobne przy rozdrobnionym poparciu dla obecnych partii. Jednak jednocześnie tworzy to zachęty dla partii do zawiązywania sojuszy przedwyborczych, a biorąc pod uwagę, że anty-establishmentowy Ruch Pięciu Gwiazd jest przeciwny nawiązywaniu współpracy z innymi partiami, jego szanse na zwycięstwo maleją.
Czwartek zapowiada się gorącym dniem dla funta. Otrzymamy pierwsze szacunki PKB za IV kw. z Wielkiej Brytanii, gdzie oczekuje się kwartalnego tempa na poziomie 0,5 proc. Z danych miesięcznych wiemy, że produkcja ma się dobrze (wysokie odczyty PMI), a konsumpcja zaczęła słabnąć dopiero w grudniu (rozczarowanie w sprzedaży detalicznej). Niewiadomą pozostaje stan inwestycji, które mogą zostać zahamowane jako konsekwencja referendum w sprawie Brexitu. Jeśli dane nie przyniosą dużego negatywnego zaskoczenia, funt pozostanie mocny. Na rynku jest utrzymywanych sporo krótkich pozycji w GBP/USD, które nie znajdują wsparcia w ostatnich wydarzeniach w Wlk. Brytanii (ani też w postawie USD), stąd są podatne na wycofywanie.
Od strony ryzyka politycznego już dziś rząd Wielkiej Brytanii może przedstawić projekt uchwały poddającej pod głosowanie parlamentu aprobatę dla uruchomienia Artykułu 50. (wystąpienie z UE). Premier May ma także przedstawić dokument przedstawiający propozycje aktów prawnych związanych z Brexitem, który rząd chce przeforsować na etapie negocjacji z UE.
W kalendarzu z USA najistotniejsze będą dane o sprzedaży nowych domów, gdzie w grudniu oczekuje się skromnego odreagowania silnych wyników z poprzedniego miesiąca (-0,7 proc. m/m, poprz. 5,2 proc.). Indeks wskaźników wyprzedzających, PMI dla usług i liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych będą stanowić tło.
Mamy coraz częściej do czynienia z projektami ustaw, które dotyczą warunków działalności przedsiębiorców, a nie pochodzą z resortu odpowiedzialnego za regulacje gospodarcze. Jednym z tego typu przykładów może być propozycja Ministerstwa Sprawiedliwości, która zmienia kodeks prawny w zakresie udzielania pożyczek – nie tylko od firm specjalizujących się w np. „chwilówkach”, lecz również pożyczek bankowych. Limity maksymalnego oprocentowania i kosztu pożyczki wprowadza się w kodeksie karnym – a nie w regulacji dotyczącej prowadzenia działalności gospodarczej kwalifikowanej lub rejestrowej. Użycie wyższego – niż ustalone maksymalne – oprocentowania wiązać się ma z karą pozbawienia wolności.
– Jest to pewien wyłom, który jest niebezpieczny – powiedziała agencji eNewsroom.pl Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej – Regulacje dotyczące prowadzenia działalności gospodarczej powinny mieć charakter administracyjny i publiczno-prawny – nie karny. Jeżeli celem jest ograniczenie kosztów poza pożyczkowych i jasny wskaźnik kosztu pożyczki pobranej przez konsumenta, należy zobowiązać firmy pożyczkowe do wykazywania takich kosztów w określony sposób. Pomocne będą wzorcowe formularze, wymogi, umowy. Nie należy od razu karać i penalizować.
Spotykamy się także z projektami legislacyjnymi, które są forsowane bez obliczonego skutku gospodarczego. W ostatnim czasie pojawiło się wiele rozwiązań promowanych przez Ministerstwo Zdrowia na temat OTC (leki dostępne bez recepty lekarskiej). Jedno z nich dotyczy całkowitego zakazu reklamy suplementów diety oraz środków OTC. Kolejnym pomysłem jest zakaz sprzedaży pewnych substancji czynnych w handlu powszechnym – dostępne byłyby wyłącznie w aptekach. W naszej ocenie są to zbyt daleko idące regulacje. Zdajemy sobie sprawę z nadużyć, wprowadzania w błąd przez reklamy oraz ze statystyk potwierdzajacych, że Polacy kupują – w pewnych zakresach – zbyt dużo leków.
W Polsce jest jednak szeroki wachlarz działań administracyjnych – na czele z radami oraz kolegiami, które to oceniają i mogą zakazać emisji reklam. Można również podjąć dialog z branżami zainteresowanymi, tak aby one ograniczyły używanie danych określeń oraz form reklamy. To samo można zrobić w przypadku leków – zwiększając kontrolę ich sprzedaży w sklepach. Bez ograniczania ich dostępności dla konsumentów – podsumowała Durlik.
Dolar amerykański spada dziś do 7-tygodniowego minimum w odpowiedzi na obawy inwestorów, wynikające ze zwiększonego protekcjonizmu nowej amerykańskiej administracji. Donald Trump dał wczoraj zielone światło do budowy muru na granicy amerykańsko-meksykańskiej oraz zapowiedział kary dla miast, które akceptują nielegalnych imigrantów. Według amerykańskich mediów, w najbliższych dniach nowa ekipa w Białym Domu planuje wprowadzenie kolejnych aktów, które m. in. zawieszą procedury wydawania wiz obywatelom określonych krajów (Syria, Irak, Iran, Libia, Somalia, Sudan i Jemen).
Indeks dolara amerykańskiego, który śledzi jego siłę wobec koszyka głównych walut podczas sesji azjatyckiej znajdował się poniżej bariery 100 punktów, osiągając minimum na poziomie 99,793. Był to najniższy poziom od 8 grudnia. Obecnie indeks dolara zyskuje 0,15 proc. i jest handlowany na poziomie 100,06.
Dolar był ogólnie słabszy, mimo rajdu na amerykańskich indeksach, gdzie Dow Jones Industrial Average po raz pierwszy w historii osiągnął i zakończył sesję powyżej 20 000 punktów. Dobre nastroje na giełdzie amerykańskiej udzieliły się również giełdzie warszawskiej. WIG20 wzrósł o 3,28 proc., odbijając się od długo bronionego poziomu 2 000 punktów. Notowania zamknęły się na poziomie 2 079 punktów, najwyżej od 14 miesięcy.
Funt brytyjski rośnie w stosunku do dolara o 0,1 proc. i para ta jest handlowana obecnie przy poziomie 1,2650. Wielka Brytania zapowiedziała, że opublikuje w czwartek projekt ustawy, który uzyska aprobatę parlamentu, aby rozpocząć formalne rozmowy o wyjściu z Unii Europejskiej. Funt jest również wspomagany przez oczekiwania dotyczące szybkiego porozumienia o wolnym handlu pomiędzy Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi. Premier Theresa May powiedziała w środę, że „umieści interesy Wielkiej Brytanii i brytyjskich wartości w pierwszej kolejności”, co można porównać z amerykańskim sloganem Donalda Trumpa „America First”.
Ciekawą sytuację możemy obserwować na rynku złota, gdzie widać formację podwójnego szczytu. Wczorajsze wzrosty na rynkach akcji przełożyły się na spadek wartości metali szlachetnych, takich jak złoto i srebro. Widać mocne znaczenie poziomu 1 200 dolarów za uncję, które wczoraj było wsparciem, a dziś jest już oporem. Utrzymanie się sytuacji rynkowej przekłada się na możliwość realizacji negatywnego scenariusza dla złota i kontynuację spadków. Obecnie złoto traci 0,1 proc. i jest handlowane przy poziomie 1 196 dolarów za uncję.
Maciej Boruc, Dyrektor Departamentu Relacji Inwestorskich w KOI Capital
Polski sektor pozabankowy ugruntował swoją pozycję na rynku, stając się dla wielu Polaków, w obszarze pożyczek i kredytów niskokwotowych -do 4 tys. zł – alternatywą finansowania bankowego. Jak wynika z analizy BIK wśród pożyczkobiorców, mających co najmniej jedno czynne zobowiązanie w sektorze bankowym, w pierwszym półroczu 2016 r., 73% z nich nie miało żadnych opóźnień ze spłatą kredytów w bankach w momencie ubiegania się o pożyczkę.
Z usług Grupy BIK korzysta obecnie większość instytucji pożyczkowych, niezależnie od modelu biznesowego poszczególnych firm. W bazie Biura Informacji Kredytowej znajdują się informacje dotyczące zobowiązań kredytowych 24 mln osób fizycznych. Natomiast baza BIG InfoMonitor posiada dodatkowo informacje o regulowaniu przez konsumentów i firmy płatności dotyczących różnych branż – oprócz niebankowych instytucji finansowych, takich jak: instytucje pożyczkowe, leasing, faktoring, ubezpieczenia, również z rynku usług telekomunikacyjnych i dostawców mediów, firm windykacyjnych, transportowych, budowlanych a także informacji przekazywanych przez sektor MSP.
Segment firm pożyczkowych w BIK
W bazie BIK znajdują się informacje już o 4,3 miliona pożyczek udzielonych łącznie 703 tys. pożyczkobiorcom. Czynne pożyczki posiada obecnie 387 tys. klientów na łączną kwotę 1,4 mld zł. BIK obserwuje przenikanie się klientów sektora pożyczkowego i bankowego, jak wynika z analiz aż 80% pożyczkobiorców posiada jednocześnie kredyty w sektorze bankowym.
Sami konsumenci przyznają*, że chętnie korzystają jednocześnie z usług banków i firm pożyczkowych. Osoby, które częściej korzystają z pożyczek, charakteryzują się większą spontanicznością. Dla 39% z nich główną motywacją jest natychmiastowy dostęp do pieniędzy. Wynika to także z łatwiejszego, szybszego procesu udzielania pożyczki.
Z kolei ze statystyk BIK wynika, że w okresie styczeń – listopad 2016 r. banki i firmy pożyczkowe udzieliły finansowania w kredytach konsumpcyjnych i pożyczkach na łączną kwotę 74,6 mld zł. Udział pożyczek w tak zdefiniowanym consumer finance wyniósł 4,2%.
– Analizując finansowanie na kwoty do 4 tys., a więc transakcje w obszarze których aktywnie działają firmy pożyczkowe, udział firm pożyczkowych w łącznym finansowaniu w tym segmencie kwotowym wyniósł 25,5%. Banki i firmy pożyczkowe przekazujące dane do BIK udzieliły finansowania na łączną kwotę 9,0 mld zł., biorąc pod uwagę tylko transakcje na kwoty do 4 tys. zł. – mówi Sławomir Grzelczak, wiceprezes BIK i prezes BIG InforMonitor. – Natomiast w przypadku finansowania do kwoty 1 tys. zł udział rynkowy pożyczek zbliża się do połowy łącznego finansowania banków i firm pożyczkowych i wynosi już 45,5% – dodaje prezes Grzelczak.
Dobra historia kredytowa w BIK – lepsza jakość spłacanej pożyczki
W pierwszym półroczu 2016 r., wśród pożyczkobiorców mających co najmniej jedno czynne zobowiązanie w sektorze bankowym, 73% nie miało żadnych opóźnień ze spłatą kredytów w bankach w momencie ubiegania się o pożyczkę.
Warto jednak wspomnieć, że klienci firm pożyczkowych reprezentują wyższe ryzyko kredytowe niż klienci banków. Potwierdza to np. punktacja BIKSco Credit Risk 3 – punktowa ocena ryzyka wyznaczana przez BIK na podstawie danych kredytowych. Klienci aktywni w bankach przeciętnie otrzymują 583 punkty (dokładniej, 75% klientów bankowych zdobywa od 498 do 677 punktów). Natomiast klienci otwierający rachunki w firmach pożyczkowych przeciętnie otrzymują 423 punkty (75% klientów firm pożyczkowych otrzymuje od 354 do 533 punktów).
Motywy kredytowania i pożyczania*
Polacy zapytani o główne motywy korzystania z kredytów czy pożyczek wskazali na zbyt małe zarobki oraz brak oszczędności. Osoby zaciągające zarówno kredyty, jak i pożyczki istotnie częściej mają problemy z utrzymaniem dyscypliny finansowej, planowaniem wydatków oraz oparciem się pokusie zakupów. O preferencjach wyboru instytucji finansowej decydują jeszcze inne czynniki. Dla osób korzystających z oferty firm pożyczkowych główną motywacją jest natychmiastowy dostęp do pieniędzy. Na tę formę decyduje się praktycznie co piąta osoba ze względu na brak możliwości uzyskania kredytu w banku. Z kolei osoby korzystające z kredytu w banku kierują się w swoim wyborze jakością oferty oraz brakiem zaufania do firm pożyczkowych.
Z pewnością czas pokaże, jaki będzie popyt na kredyty konsumpcyjne i jaki obraz rynku ukształtują firmy pożyczkowe wraz z bankami. Jedno jest pewne, że pozytywna historia kredytowa otwiera drogę do korzystania i uzyskania wsparcia finansowego z wiarygodnych źródeł.
* Badanie POLACY NA RYNKU KREDYTOWYM zrealizowane przez ARC Rynek i Opinia, na zlecenie BIK, sierpień 2016 r. CAWI, 18 – 65 lat/ N=812 oraz booster/ N=203.
W 2016 r. PKN ORLEN wypracował rekordowy wynik EBITDA LIFO na poziomie 9,4 mld zł, przed uwzględnieniem odpisów wartości aktywów w wysokości 0,2 mld zł. Do wzrostu wyniku o 0,7 mld zł (12M/12M) przyczyniły się wszystkie segmenty działalności. Na przestrzeni minionego roku PKN ORLEN konsekwentnie realizował kluczowe zadania inwestycyjne – w fazę realizacji weszły instalacja Metatezy w Płocku i Polietylenu w czeskim Litvinowie. W minionym roku Koncern także znacząco poprawił i zróżnicował strukturę dostaw surowca na potrzeby swoich zakładów produkcyjnych, zarówno w Polsce, jak i za granicą, m.in. poprzez pierwszy historii długoterminowy kontrakt z Saudi Aramco. W tym czasie zabezpieczone zostało również zapotrzebowanie na paliwo gazowe dzięki pięcioletniej umowie z PGNiG. Z kolei w ramach realizowanych przez PKN ORLEN projektów wydobywczych łączne zasoby gazu i ropy (2P) na koniec 2016 roku wzrosły do ok. 114 mln boe, z 97 mln boe na koniec 2015 roku. Pod koniec roku Koncern zaprezentował wizję rozwoju zapisaną w nowej strategii na lata 2017-2021.
W 2016 roku PKN ORLEN:
• Wypracował wynik na poziomie 9,4 mld zł EBITDA LIFO (zysk operacyjny powiększony
o amortyzację z wyłączeniem niegotówkowych efektów przeszacowania zapasów oraz odpisów aktualizujących majątek trwały)
• Zwiększył łączny wolumen sprzedaży o 2%
• Osiągnął rekordową sprzedaż paliw na poziomie 10 miliardów litrów
• Wypłacił po raz kolejny dywidendę, która wyniosła 2 zł na akcję, realizując zapowiedź jej wzrostu r/r
W IV kwartale 2016 roku Koncern odnotował wzrost wyniku EBITDA LIFO o 0,8 mld zł (r/r), do poziomu 2,65 mld zł. Na osiągnięty rezultat złożyły się wzrost wolumenów sprzedaży, marż paliwowych i pozapaliwowych w detalu, odszkodowanie z tytułu pożaru Steam Cracker w Litvinowie oraz osłabienie PLN względem walut obcych. Pozytywny efekt został z kolei ograniczony przede wszystkim przez ujemny wpływ niższych marż handlowych na produkty rafineryjne (r/r). W tym czasie poziom modelowej marży downstream utrzymał się na stabilnym r/r poziomie 12 USD/bbl, przy wzroście średniej ceny ropy o 5 USD/bbl (r/r), do poziomu 49 USD/bbl. Na wszystkich rynkach, na których obecny jest Koncern, z wyjątkiem Niemiec, w IV kwartale 2016 roku odnotowano wzrost konsumpcji oleju napędowego i benzyn, przy czym na rynku polskim wzrost konsumpcji oleju napędowego wynosił 24% (r/r).
– Historyczne wyniki osiągnięte w 2016 roku to niewątpliwy sukces całej firmy. Rezultaty finansowe pokazują siłę Koncernu i mają w nim udział wszystkie segmenty oraz rynki macierzyste firmy. Podsumowując rok nie sposób nie wspomnieć o olbrzymim sukcesie walki z szarą strefą, która w końcu przyniosła wymierne efekty i sprawiła, że konkurencja na rynku paliw po latach stała się uczciwsza. Koncern doskonale wykorzystał tę szansę i jestem przekonany, że dalsze zmiany legislacyjne w tym zakresie, wraz z konsekwentną realizacją przyjętej niedawno strategii, będą przekładać się również na umacnianie naszej pozycji na rynku – powiedział Wojciech Jasiński, Prezes Zarządu PKN ORLEN.
Dla segmentu detalicznego IV kwartał 2016 roku okazał się kolejnym rekordowym okresem, z wynikiem EBITDA LIFO na poziomie 440 mln zł. Rezultat został osiągnięty przy wyższych o 1% (r/r) łącznych wolumenach sprzedaży, w tym wzroście (r/r) w Polsce o 4%, Czechach o 15% i na Litwie o 8% i spadku w Niemczech o (-) 8%. W tym okresie odnotowano wzrost marż paliwowych na rynku polskim i niemieckim przy niższych marżach na rynku czeskim i litewskim (r/r), a także wzrost marż pozapaliwowych na rynku polskim, niemieckim i czeskim (r/r). Koncern kontynuował rozwój oferty pozapaliwowej otwierając w IV kwartale 2016 roku 39 punktów Stop Cafe i Stop Cafe Bistro. Na koniec roku łącznie funkcjonowało 1691 punktów, w tym 1500 w Polsce, 168 w Czechach i 23 na Litwie.
Wynik EBITDA LIFO segmentu downstream w ostatnim kwartale 2016 roku wyniósł 2,3 mld zł i był wyższy o 0,7 mld zł w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Rezultat ten został osiągnięty między innymi dzięki wyższemu o 7% (r/r) przerobowi ropy po uruchomieniu po postojach awaryjnych instalacji FKK i Steam Cracker w Unipetrolu oraz wzrostowi łącznych wolumenów sprzedaży o 7% (r/r), w tym wyższej sprzedaży (r/r) oleju napędowego o 13%, poliolefin o 32%, nawozów o 12% oraz PCW o 5%. Wynik segmentu został również wsparty o 0,3 mld zł (r/r) wpływem odszkodowania z tytułu pożaru Steam Cracker w Litvinowie oraz o 0,2 mld zł (r/r) wpływem netto przeszacowania zapasów (NRV) oraz niższych marż handlowych na produkty rafineryjne. Wynik segmentu ograniczyły niższe marże na produktach petrochemicznych i nawozach sztucznych oraz niższa sprzedaż (r/r) benzyny o (-) 3%, olefin o (-) 38% oraz PTA o (-) 2%.
W IV kwartale 2016 roku Koncern kontynuował projekty energetyczne. W ramach prac związanych z blokiem parowo-gazowym we Włocławku, obecnie trwają prace montażowe po naprawie turbiny gazowej. Ponowny rozruch bloku zaplanowano na pierwszy kwartał 2017 roku, a przejęcie bloku do eksploatacji na drugi kwartał 2017 roku. Z kolei w ramach podobnej inwestycji w Płocku, której oddanie do eksploatacji przewidywane jest w ostatnim kwartale 2017 roku, wszystkie moduły technologiczne zostały dostarczone na budowę i podjęte zostały intensywne prace montażowe. W IV kwartale 2016 roku uzyskano również 100% służebności dla linii blokowej 400kV.
W obszarze wydobycia, kontynuowane były prace na polskich i kanadyjskich aktywach. W ramach krajowych koncesji prowadzono akwizycję danych sejsmicznych oraz wykonano test produkcyjny otworu na obszarze Bieszczady. Jednocześnie uruchomiono produkcję z nowego otworu w ramach wspólnych operacji z PGNiG (Kopalnia Karmin). W ramach działań na aktywach kanadyjskich w minionym kwartale oddano do użytkowania instalację uzdatniania gazu na obszarze Ferrier/Strachan i rozpoczęto wiercenie 7 otworów. Podłączono także do produkcji 2 odwierty oraz wykonano 1 zabieg szczelinowania. Segment wydobycia odnotował w IV kwartale 2016 roku EBITDA na poziomie 128 mln zł oraz nakłady inwestycyjne w wysokości 125 mln zł.
W 2016 roku Koncern utrzymywał bardzo dobrą sytuację finansową m.in. obniżając poziom długu netto i dźwigni finansowej, a także dywersyfikując źródła finansowania. Na koniec 2016 roku zadłużenie netto Koncernu wynosiło 3,4 mld zł, a jego spadek o (-) 1,6 mld zł (kw/kw) odnotowano w efekcie dodatnich wpływów z działalności operacyjnej 2,5 mld zł, pomniejszonych o wydatki inwestycyjne (-) 0,8 mld zł oraz (-) 0,1 mld zł głównie z tytułu ujemnych różnic kursowych z przeszacowania kredytów walutowych i wyceny zadłużenia. Poziom dźwigni finansowej wyniósł 11,5%.
– W minionym roku utrzymaliśmy bardzo dobre wskaźniki finansowe, nie zapominając jednocześnie o ciągłym rozwoju Koncernu. W ramach 4,1 mld zł nakładów inwestycyjnych wydanych w 2016 roku, realizowaliśmy między innymi takie inwestycje jak instalacja polietylenu w Czechach, instalacja metatezy w Płocku, czy przejęcie części czeskich aktywów OMV w segmencie detalicznym. Dzięki konsekwencji w działaniach prorozwojowych nasza pozycja konkurencyjna stale się umacnia i jesteśmy świetnie przygotowani na wyzwania przyszłości – powiedział Sławomir Jędrzejczyk, Wiceprezes Zarządu PKN ORLEN ds. Finansowych.
2016 rok był dla Koncernu okresem dalszego wzmacniania kultury korporacyjnej wspierającej innowacyjność. W ramach realizowanych działań PKN ORLEN uruchomił internetową platformę współpracy i wymiany wiedzy z zakresu nowych rozwiązań technologicznych pod nazwą „Innowacje, Startupy”. Z kolei zakończony w 2016 roku globalny konkurs crowdsourcingowy, na technologię pozwalającą na odzysk i zagospodarowanie niskotemperaturowego ciepła, cieszył się dużym zainteresowaniem innowatorów z całego świata.
W 2016 roku Koncern niezmiennie cieszył się dużym zaufaniem wśród licznych gremiów eksperckich – po raz trzeci z rzędu PKN ORLEN, jako jedyna polska firma, uzyskała prestiżowy tytuł The World’s Most Ethical Company. Koncern wyróżniono również jako najlepszego pracodawcę w konkursie Top Employer Polska. Z kolei Raport Zintegrowany Koncernu za 2015 rok otrzymał historycznie najwyższą liczbę punktów i cztery nagrody w konkursie The Best Annual Report.
O 3,1 proc. wzrośnie polska gospodarka w 2017 roku zdaniem Banku Światowego, który szacuje tempo rozwoju PKB naszego kraju za 2016 rok na 2,5 proc. Wprawdzie prognoza na bieżący rok została obniżona z wcześniejszej na poziomie 3,4 proc., jednak zdaniem ekonomistki tej instytucji inwestycje w Polsce, zarówno publiczne, jak i prywatne, powinny w tym roku nadać rozpędu gospodarce.
– Oczekujemy przyspieszenia polskiej gospodarki. Rok 2016 był szczególnie słaby, szacujemy, że wzrost wyniósł 2,5 procent, co było po części efektem niskich inwestycji i słabego eksportu – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Franziska Ohnsorge, ekonomistka Banku Światowego odpowiedzialna za flagowy raport tej instytucji na temat perspektyw dla światowej gospodarki. – Oczekujemy, że w szczególności inwestycje przyspieszą, konsumpcja nadal będzie się rozwijać dynamicznie, w związku z czym na 2017 rok zakładamy wzrost na poziomie 3,1 procent.
W 2016 roku polska gospodarka miała się rozwijać w tempie 3,8 proc., jednak osiągnięcie tego poziomu już po drugim kwartale wydawało się mało prawdopodobne, zaś po niespodziewanie słabym trzecim stało się pewne, że jest niemożliwe. Wstępne dane na ten temat GUS poda ostatniego dnia stycznia. Prognozy ekonomistów oscylują wokół 2,7–2,8 proc. wobec 3,9 proc. w 2015 roku. Bank Światowy jest ostrożniejszy i przewiduje wzrost na poziomie 2,5 proc. Na obecny rok, choć obniżył prognozy o 0,3 pkt proc., prognozuje tempo zdecydowanie szybsze.
– Jednym z powodów spowolnienia w 2016 było niewątpliwie słabe wykorzystywanie funduszy unijnych z przyczyn instytucjonalnych. Ekonomiści spierają się, czy inwestycje publiczne wypychają prywatne, czy raczej je stymulują. Z naszych ustaleń na rynkach wschodzących i w gospodarkach rozwijających się wynika, że na przestrzeni przynajmniej dwóch lat inwestycje publiczne stymulują te prywatne – mówi Ohnsorge. – Każde zwiększenie inwestycji publicznych o jeden procent skutkuje wzrostem inwestycji prywatnych o 1,3 procent.
W III kwartale 2016 roku nakłady brutto na środki trwałe spadły o 7,7 proc. Na wzrost gospodarczy w efekcie negatywny wpływ miała akumulacja brutto (-0,3 pkt proc.), jak również eksport netto (kolejne -0,3 pkt proc.). Wzrosła natomiast konsumpcja, choć ekonomiści przewidują, że wpływ programu Rodzina 500 plus na spożycie mocniej odciśnie się na gospodarce od grudnia 2016 r.
– Polska jest zdecydowanie blisko związana z Unią Europejską. A więc wszystko co się dzieje w Unii, włączając w to niepewność polityczną, będzie miało reperkusje w Europie wschodzącej, w tym w Polsce – mówi Franziska Ohnsorge. – Zapewne głównym powiązaniem są łańcuchy dostaw do krajów twardego rdzenia Europy: Niemiec, Austrii, Szwajcarii. Tam widać ożywienie w produkcji, co może być korzystne z punktu widzenia przyspieszenia polskiego wzrostu.
Niemcy pozostają największym partnerem eksportowym Polski. Między styczniem a listopadem 2016 roku odpowiadały za 27,3 proc. polskiego wywozu, o 0,1 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. Następne w kolejności Czechy odpowiadają za 6,6 proc. Pod względem importu z Niemiec pochodzi 23,5 proc. wartości produktów, z kolejnych Chin – 12,1 proc. Tymczasem ze wstępnych danych wynika, że PKB Niemiec zwiększył się o 1,9 proc. w 2016 roku, mocniej od oczekiwań.
– Wzrost w Polsce jest wspierany przez konsumpcję prywatną czy konsumpcję w ogóle. To był filar wzrostu w ubiegłym roku. Teraz dodatkowy bodziec powinien przyjść ze strony inwestycji. Po części publicznych, ponieważ dojdzie do przyspieszenia rozdzielania funduszy unijnych, ale również za sprawą ożywienia inwestycji prywatnych – przewiduje ekonomistka Banku Światowego. – Dodatkowo spodziewamy się wzrostu w strefie euro mniej więcej na takim samym poziomie jak w ubiegłym roku. Jeżeli więc weźmiemy pod uwagę tę redystrybucję i fakt, że wzrost w Niemczech jest wciąż dynamiczny, to dobrze wróży to polskiej gospodarce na przyszłość.
Rynek wierzytelności rośnie w siłę. Według ostatnich danych firmy biorące udział w badaniu na koniec III kwartału ubiegłego roku zarządzały łącznie 14,7 mln sztuk wierzytelności, o łącznej wartości aż 85,4 mld zł. Zdaniem Marka Sokolnickiego z firmy Suisse Légiste w tym roku nie powinno być problemów z podażą portfeli. Długi wciąż będą sprzedawać między innymi firmy energetyczne, pożyczkowe, banki i telekomy. Stopy zwrotu natomiast utrzymują się prawdopodobnie na ubiegłorocznym poziomie.
– Zdecydowanie w tym roku nie będzie żadnych problemów z podażą portfeli wierzytelności – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Sokolnicki, wiceprezes zarządu w firmie Suisse Légiste. – Spółki pożyczkowe, telekomunikacyjne, energetyczne czy banki zdecydowanie przyspieszyły wyprzedaż niepracujących z ich punktu widzenia aktywów, więc podaż jest duża, a myślę, że nawet przyspieszy.
Według ostatniego raportu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF) pod koniec trzeciego kwartału ubiegłego roku czternaście największych firm, będących członkami KPF, zarządzało łącznie 14,7 mln sztukami wierzytelności, o łącznej wartości aż 85,4 mld zł. Średnia wartość pojedynczego obsługiwanego przez te przedsiębiorstwa długu osiągnęła wartość 5,8 tys. zł. Pod koniec roku firmy należące do KPF zatrudniały w sumie 6,06 tys. osób. Rozpiętość rynkowej wartości wierzytelności, jak zauważa Marek Sokolnicki, w 2016 roku była dość duża.
– W ubiegłym roku, w zależności od typu portfeli masowych, tzn. B2C (business to consumer, czyli należności osób fizycznych – red.) o saldzie jednostkowym niewielkim były to ceny na poziomie mniej więcej 8–9 proc. – przypomina Marek Sokolnicki. – Ale w niektórych przypadkach dochodziły nawet do poziomu 45 proc. Myślę, że w br. będzie podobnie, większych zmian nie oczekujemy.
Stopy zwrotu z obrotu wierzytelnościami w br. zdaniem Marka Sokolnickiego powinny być zbliżone do ubiegłorocznych. Wskazuje na to z jednej strony podaż obligacji na rynku Catalyst, która tylko ze strony spółek windykacyjnych powinna wynieść około miliarda zł. Poza tym na rynku można zaobserwować swego rodzaju kompresję, tzn. dużą podaż portfeli, które następnie są kupowane od spółek komunikacyjnych, telekomunikacyjnych, bankowych, pożyczkowych czy energetycznych. Może to spowodować według Marka Sokolnickiego presję na stopy, ponieważ ceny prawdopodobnie będą rosły.
– Jeśli chodzi o podaż, to myślę, że będzie to rok rekordowy, a uzyskiwane stopy zwrotu ukształtują się na podobnym poziomie co rok wcześniej – przewiduje Marek Sokolnicki. – Jeśli chodzi o konkurencję, to widać wyraźnie, że ona wzrasta, przybywa firm mających wiedzę, know-how dotyczące nabywania portfeli wierzytelności. Sporo spółek koncentruje się już wyłącznie na tym odchodząc od zleceń, czyli rynku inkaso.
Istniejąca od 2011 roku spółka Suisse Légiste jest jedną z większych, krajowych firm windykacyjnych. W jej skład wchodzi grupa przedsiębiorstw specjalizujących się w windykacji (profesjonalne zarządzanie długami), skupem wierzytelności masowych oraz obsługą prawną. Firma działa na rzecz przedsiębiorstw z sektorów między innymi telekomunikacyjnego, energetycznego czy finansowego. Współpracuje z bankami, SKOK-ami, innymi podmiotami pożyczkowymi, funduszami poręczeniowymi oraz przedsiębiorstwami sprzedającymi w systemie ratalnym.
Eksperci zauważają, że szukanie oszczędności w kosztach funkcjonowania firmy przy zakupie systemów informatycznych czy wymianie oświetlenia powinno uwzględniać długoterminowe korzyści, a nie jak najniższe koszty zakupu. Ograniczanie kosztów najskuteczniejsze jest w firmach, które dobrze sobie radzą na rynku i które mają wysokie koszty. Ostatnio trend ku optymalizacji kosztowej widać m.in. w sektorze medycznym czy finansowym.
– Optymalizacje kosztów, przede wszystkim zakupowych, są skuteczne w firmach, które wydają dużo, czyli w każdej firmie produkcyjnej i w każdej firmie handlowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor prezes świadczącej usługi analizy i doradztwa zakupowego dla firm firmy OptiBuy Mateusz Borowiecki. – Jeśli mamy przedsiębiorstwo, w którym wydaje się 70 proc. przychodów na koszty zakupowe, i takie przedsiębiorstwo obniży te wszystkie koszty o 5 proc., to możemy sobie wyobrazić, jaki to jest wpływ na zyskowność. Całe te 5 proc. wpadają do zysku, więc zysk może zostać podwojony, potrojony w bardzo krótkim czasie.
Jak dodaje, w ostatnim czasie zwracać uwagę na koszty zaczęły firmy z sektora medycznego czy finansowego. W przypadku tego ostatniego przyczyniły się do tego zarówno regulacje KNF-u, jak i nowe obciążenia, takie jak podatek od aktywów bankowych. W 2016 roku z jego tytułu banki odprowadziły do budżetu ok. 3 mld zł mniej, niż pierwotnie przewidywano. Ale też miały lepsze niż w 2015 roku wyniki: po listopadzie zarobiły na czysto 13,04 mld zł wobec 10,82 mld zł w tym samym okresie przed rokiem.
– Dużo łatwiej jest oszczędzać, optymalizować koszty, jeśli nasza sytuacja jest dobra, dużo łatwiej jest wtedy rozmawiać z dostawcami, dużo łatwiej jest inwestować po to, aby w przyszłości te długofalowe koszty były niższe. Jeśli nasza sytuacja finansowa jest trudna, mamy problemy z płynnością, to naprawdę jest już trudno, jest już trochę za późno i niestety takie przedsiębiorstwa często wpadają właśnie w spiralę rosnących kosztów – ocenia Mateusz Borowiecki. – Ponieważ trudna sytuacja powoduje, że mają skrócone terminy płatności, że muszą płacić więcej, bo oczywiście ich dostawcy kalkulują ryzyko związane np. z upadłością klienta i tym trudniej uzyskiwać dobre warunki.
Podaje, że jego firma w ubiegłym roku przeprowadzała projekty ograniczania kosztów zakupowych dla przedsiębiorstw, które generują 20–30 proc. zysku EBITDA w stosunku do przychodów i mając bardzo dobre wyniki finansowe, dalej pracują nad ich zoptymalizowaniem i obniżką kosztów. Gwarantuje im to lepszą pozycję w stosunku do konkurencji.
– Najczęstszym błędem jest patrzenie na koszty w sposób krótkowzroczny. Często przedsiębiorcy nadal wolą kupić coś, co jest tańsze dzisiaj w cenie jednostkowej zakup, nie patrząc na to, jak przełoży się ten zakup na koszty funkcjonowania przedsiębiorstwa w perspektywie 2–3 lat w przyszłości. Są nawet takie banalne przykłady – oświetlenie, możemy zainwestować w lepsze lub gorsze, tańsze lub droższe. Z reguły jest tak, że to oświetlenie, które jest trochę droższe, np. LED-owe, będzie dużo tańsze już w perspektywie nawet pierwszego pół roku funkcjonowania w stosunku do np. świetlówek.
OptiBuy zajmuje się doradztwem przy zakupach, wspomaganiem firm we współpracy z zewnętrznymi partnerami na światowych rynkach i stosowaniem nowoczesnych narzędzi informatycznych w celu utrzymania trwałości zastosowanych rozwiązań. Największym błędem, jaki obserwuje wśród firm, jest oszczędzanie na jednorazowym wydatku inwestycyjnym zamiast patrzenia na oszczędności, jakie w trakcie funkcjonowanie może przynieść zakupiony element wyposażenia czy system.
– Tego typu błędy są najczęściej popełniane przez przedsiębiorców, zwłaszcza jeśli chodzi o zakupy dużo bardziej zaawansowane – zauważa prezes OptiBuy. – Do nich należą np. zakupy systemów informatycznych, zakupy inwestycyjne, gdzie tak naprawdę koszty początkowe stanowią czasami jedynie kilka, kilkanaście procent całkowitych kosztów wykorzystania systemu IT czy jakiegoś budynku, który został zakupiony.
Technologia LED ma coraz większy udział w globalnym rynku oświetlenia. Według szacunków do 2020 roku wartość segmentu oświetlenia LED-owego sięgnie 64 mld euro. Ekologiczna i energooszczędna technologia jest coraz chętniej wybierana przez konsumentów ze względu na wygodę, możliwość sterowania światłem, nowoczesny design i niższe koszty utrzymania instalacji oświetleniowej.
– Ludzie coraz częściej dostrzegają zalety korzystania z oświetlenia LED, takie jak wysoka efektywność energetyczna, czyli ograniczenie kosztów ponoszonych na użytkowanie instalacji oświetleniowej. Istotna jest również jakość oświetlenia technologii LED oraz wzrost funkcjonalności i łatwość obsługi tego typu instalacji oświetleniowych. Wszystko to sprawia, że oświetlenie LED-owe jest kupowane coraz częściej – mówi agencji Newseria Biznes Bogdan Skorupka, dyrektor segmentu oświetlenia przemysłowego ES-SYSTEM, polskiej firmy z branży oświetlenia, notowanej od dziesięciu lat na warszawskiej giełdzie.
Ekologiczna i energooszczędna technologia LED szybko wypiera klasyczne oświetlenie. Z informacji grupy LUG wynika, że jeszcze w 2010 roku wartość rynku oświetlenia LED-owego była szacowana na ok. 9 mld euro, natomiast do 2020 ma sięgnąć już 64 mld euro. McKinsey & Company prognozuje, że do tego czasu wartość segmentu oświetlenia ogólnego w ramach technologii LED wyniesie 57 mld euro. Europa jest największym światowym rynkiem oświetlenia LED.
– W ujęciu globalnym udział oświetlenia LED w sprzedaży całości oświetlenia wynosi obecnie około 60 proc. – informuje Bogdan Skorupka.
Eksperci są zgodni, że ze względu na postępującą urbanizację oraz coraz większy nacisk na dbałość o ochronę środowiska i ekologię sprzedaż żarówek i opraw LED-owych będzie w kolejnych latach dynamicznie rosła. Zwłaszcza że oświetlenie LED jest w tej chwili najbardziej innowacyjną technologią na rynku oświetleniowym. Ten rodzaj instalacji jest często wybierany przez klientów ze względu na oszczędność kosztów i możliwość dowolnego sterowania światłem, oraz przez architektów – jako nowoczesny element wystroju wnętrza.
– Myślę, że w ciągu kilku najbliższych lat nic nie zagrozi tej technologii. Jest szereg czynników, które uzasadniają zakup takiej instalacji. Przykładowo, z punktu widzenia architektów bardzo istotna jest korzystna zmiana designu opraw poprzez minimalizację źródeł światła albo elastyczność zastosowanych źródeł światła – mówi Bogdan Skorupka.
Dyrektor segmentu oświetlenia przemysłowego w ES-SYSTEM prognozuje, że wiodącym w nadchodzących latach trendem będzie wzrost funkcjonalności instalacji oświetleniowych oraz coraz częstsze stosowanie układów sterowania, łącznie ze sterowaniem adaptacyjnym – czyli takim, które ogranicza konieczność ingerowania użytkownika w działanie instalacji.
Pod względem wielkości sprzedaży instalacji LED-owych Polska nie odbiega obecnie od innych państw europejskich. Różnica pomiędzy rynkami zachodnimi a polskim rynkiem jest niewielka i sięga kilku procent.
– Wynika to z większej świadomości dotyczącej niższych kosztów utrzymania instalacji oświetleniowych z zastosowaniem technologii LED. Koszty pracy na Zachodzie są wciąż istotnie wyższe niż w Polsce, dlatego tam świadomość niższych kosztów związanych z utrzymaniem instalacji oświetleniowej jest lepiej zauważalna, a technologie LED-owe chętnie stosowane, mimo że są droższe w zakupie – mówi Bogdan Skorupka.
Zgodnie z ustawą antyterrorystyczną do końca stycznia trzeba zarejestrować karty pre-paid. Z dostępnych na polskim rynku 56 mln kart, ponad 27 mln to karty pre-paid, z czego aktywnych jest niemal 19 mln. Wiele osób obowiązek rejestracji zostawiło na ostatnią chwilę, więc można się spodziewać dużych kolejek. Widać już pierwsze efekty nowych regulacji. Z dnia na dzień w sieci przybywa ofert sprzedaży zarejestrowanych kart telefonicznych.
– Po wejściu w życie ustawy antyterrorystycznej każdy abonent, który używa karty przedpłaconej, do tej pory anonimowej, musi ją zarejestrować, czyli podać swoje dane, jako właściciela i osoby odpowiedzialnej za użycie karty SIM. Mamy czas do końca stycznia. Z informacji przekazywanych przez operatorów wynika, że jest jeszcze bardzo mało zarejestrowanych kart. Te niezarejestrowane z końcem stycznia przestaną działać – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Papiński, dyrektor ds. rozwoju w Infobip Polska.
Ustawa antyterrorystyczna zakłada obowiązek rejestracji kart pre-paid, czyli podania imienia, nazwiska, numeru PESEL (lub paszportu) oraz złożeniu podpisu. Osoby, które nie podadzą operatorom swoich danych do 1 lutego, muszą się liczyć z wyłączeniem telefonów.
– Nikt do końca nie wie, jak operatorzy to rozwiążą, natomiast zgodnie z prawem ta karta nie powinna działać. To jest też prawo obowiązujące w wielu krajach Europy, nie jesteśmy pod tym względem wyjątkowi – mówi Papiński.
Zdaniem eksperta tuż przed końcem terminu rejestracji karty można się spodziewać dużych kolejek.
– Zazwyczaj wystarczyło się zalogować na swoje konto, kliknąć coś na stronie i wszystko było załatwione. Tutaj trzeba jak do urzędu skarbowego wybrać się z dokumentami i kartą. Trzeba też mieć umowę, jeśli jest to rejestracja na firmę. Jest to więc nieco bardziej skomplikowane i trzeba poświęcić na to część dnia – wskazuje dyrektor Infobip.
Dane Urzędu Komunikacji Elektronicznej wskazują, że na polskim rynku dostępnych jest ponad 56,2 mln kart SIM, z czego 27,6 mln to karty pre-paid. Liczba aktywnych kart przedpłaconych jest nieco mniejsza i sięga 18,8 mln.
– Operatorzy bardzo walczą, żeby te karty zarejestrować, bo nie chcą stracić tych klientów. Spodziewamy się, że będzie dużo mniej kart pre-paidowych, niż było do tej pory. Dotychczas cała łatwość polegała na tym, że można było je kupić w kiosku, mogli to zrobić nawet turyści, którzy odwiedzają Polskę. Teraz, po wejściu w życie ustawy antyterrorystycznej, sytuacja się komplikuje – przekonuje Papiński.
Do tej pory zagraniczni turyści, którzy chcieli uniknąć wysokich cen roamingu, decydowali się na zakup karty pre-paid. Od 25 lipca 2016 roku zakup karty SIM jest niemożliwy bez podania swoich danych osobowych. Z punktu widzenia rynku telekomunikacyjnego wymóg rejestracji może się przełożyć na spadek liczby wysyłanych SMS-ów.
– W innych krajach, w Hiszpanii czy we Włoszech, musimy rejestrować kartę po zakupie, nie można tak sobie po prostu kupić i używać karty, trzeba ją w jakiś sposób zarejestrować. Czasami jest to uproszczone, bo można to zrobić nawet w kiosku – zaznacza ekspert.
Obowiązek rejestracji kart pre-paid istnieje już w 10 z 28 krajów Unii Europejskiej, a także w Rosji, Turcji czy Australii.
W internecie rośnie liczba ofert sprzedaży zarejestrowanych już kart. Po spełnieniu formalności związanych z rejestracją, kartę można sprzedać z kilkukrotnym zyskiem.
– Wiem, że powstaje podziemny rynek zarejestrowanych kart, nie bardzo jednak wiadomo, po co i dlaczego na rynku panuje taka panika – ocenia ekspert.
Kwitnący handel zarejestrowanymi kartami pokazuje słabość tego rozwiązania. Również to, że dużym problemem będzie aktualizacja bazy danych zarejestrowanych użytkowników. Teoretycznie nowe regulacje mają zwiększyć bezpieczeństwo, jednak zdaniem dyrektora Infobip zmieni się niewiele.
– Operatorzy muszą trzymać bazę swoich klientów, pytanie, do czego te dane będą wykorzystywane, bo to jest wprowadzone po raz pierwszy. To ma zwiększyć nasze bezpieczeństwo, natomiast my jako użytkownicy nie wiem, co tak naprawdę się z tymi danymi będzie działo – zaznacza Marcin Papiński.
Dobra passa koncernu motoryzacyjnego Volvo na polskim rynku. W ciągu ostatnich trzech lat sprzedaż samochodów tej marki zwiększyła się o ponad 50 proc. W ubiegłym roku tempo wzrostu sprzedaży Volvo w Polsce było ponaddwukrotnie wyższe od tego, które koncern wypracował globalnie. To sprawiło, że Polska awansowała do pierwszej dziesiątki największych europejskich rynków dla Volvo Cars z wynikiem 7,8 tys. sprzedanych aut w 2016 roku. W tym roku motoryzacyjny gigant zapowiada kontynuację ofensywy nowych modeli.
– To był rekordowy rok. Sprzedaliśmy 7,8 tys. samochodów, czyli o 13 proc. więcej niż w roku poprzednim. W ciągu ostatnich trzech lat zanotowaliśmy ponad 50-procentowy wzrost, co oznacza, że sprzedajemy teraz o połowę więcej samochodów. To bardzo dobry trend – mówi agencji Newseria Biznes Arkadiusz Nowiński, prezes Volvo Car Poland.
Ubiegły rok był kolejnym z rzędu, w którym szwedzka marka odnotowała rekordowe wyniki sprzedaży. W 2016 roku zarejestrowano w Polsce dokładnie 7741 nowych samochodów Volvo, co stanowiło wzrost o 13,5 proc. rok do roku. Dobrą passę marki pokazują statystyki: począwszy od 2007 roku, Volvo podwoiło sprzedaż swoich samochodów. Najbardziej dynamiczne wzrosty koncern motoryzacyjny wypracował w ciągu trzech ostatnich lat: w 2016 roku sprzedaż Volvo była wyższa o 57 proc. niż jeszcze trzy lata temu. Tak duża dynamika wzrostów przełożyła się na to, że Polska awansowała w tym roku do pierwszej dziesiątki największych europejskich rynków dla Volvo Cars.
Dobre wyniki koncernu na krajowym rynku są zasługą XC60. Ten model od chwili debiutu cieszył się największą popularnością zarówno za granicą, jak i w Polsce, gdzie był najpopularniejszym modelem w segmencie premium siódmy rok z rzędu. Na polskim rynku sprzedano 3202 sztuki tego modelu.
– Jesteśmy obecnie wiceliderem w porównywalnych kategoriach modelowych najdroższych aut. Jeżeli bierzemy pod uwagę wszystkie modele w segmencie premium, to zajmujemy pozycję numer cztery – dodaje Mariusz Nycz, dyrektor marketingu Volvo Car Poland.
Ubiegły rok był też pierwszym pełnym rokiem sprzedaży modelu XC90, który stał się drugim pod względem popularności modelem Volvo w Polsce (1063 nowe rejestracje). Na trzecim miejscu znalazł się model V40 (1011 rejestracji). Motoryzacyjny koncern zaznacza, że dobre wyniki ubiegłorocznej sprzedaży były zasługą ofensywy modelowej, która w tym roku przybierze na sile.
– W tym roku mamy kilka nowości produktowych. Już teraz wprowadzamy nowy model Volvo V90 Cross Country. Natomiast w połowie roku szykujemy dużą nowość, czyli Volvo XC60, które zastąpi lidera sprzedaży premium w Polsce. Wiążemy z tym modelem duże nadzieje. Natomiast pod koniec roku pokażemy samochód Volvo XC40 w segmencie małych SUV-ów. To zupełnie nowe auto, a dla naszej marki to będzie nowy segment – mówi Arkadiusz Nowiński.
Dyrektor marketingu Volvo Car Poland prognozuje, że 2017 rok będzie okresem kolejnych wzrostów w branży motoryzacyjnej. W skali roku rynek może zyskać 5–10 proc. względem 2016 roku.
– O rozwoju rynku i wzrostach sprzedaży będą decydowały przede wszystkim nastroje konsumentów i to, czy będą chcieli kupować samochody. Znaczący wpływ ma także tani pieniądz i korzystne formy finansowania. Powoli przechodzimy z modelu posiadania samochodu na model użytkowania samochodu. Instrumenty leasingowe, które pozwalają długoterminowo, przez 2–3 lata, użytkować samochód, są coraz bardziej popularne – mówi Mariusz Nycz.
Arkadiusz Nowiński jest przekonany, że dobra kondycja rynku przełoży się na kolejne rekordy sprzedaży. Portfel zamówień już dziś obejmuje rekordową liczbę samochodów, które trafią do klientów w I i II kwartale tego roku.
– Jestem pewien, że w tym roku pobijemy w Polsce kolejny rekord sprzedaży. Już dzisiaj w portfelu mamy rekordową liczbę zamówień, bardzo wielu klientów czeka na nasze samochody – mówi Arkadiusz Nowiński.
Ubiegłoroczne tempo wzrostu sprzedaży Volvo w Polsce było ponaddwukrotnie wyższe od tempa wypracowanego w skali globalnej. W 2016 roku na całym świecie sprzedano ponad 534,3 tys. aut (503 tys. w 2015 roku), co stanowi wzrost o 6,2 proc. rok do roku. Był to już drugi rok z rzędu, w którym Volvo Cars przekroczyło barierę pół miliona sprzedanych samochodów.
Koncern zanotował w ubiegłym roku wzrosty na wszystkich najważniejszych rynkach, a w Chinach i Stanach Zjednoczonych sprzedaż wzrosła dwucyfrowo (odpowiednio o 11,5 proc. oraz 18,1 proc.). W Europie zwiększyła się o 4,1 proc. rok do roku, głównie dzięki dużemu zainteresowaniu samochodami w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji i we Włoszech. Łącznie w Europie koncern sprzedał ponad 206 tys. swoich aut. Motorem napędowym zwiększonej dynamiki sprzedaży na całym świecie był model XC90, którego sprzedaż wzrosła aż o 125 proc. rok do roku.
– Wraz z końcem 2015 roku Volvo przekroczyło po raz pierwszy barierę pół miliona sprzedanych samochodów rocznie. Miniony rok był wspaniały dla całej korporacji, sprzedano ponad 534 tys. aut. Teraz ta bariera jest daleko za nami, Volvo się rozpędza. Myślimy o sprzedaży sięgającej 800 tys. w 2020 roku i jesteśmy na dobrej drodze, aby ten cel został osiągnięty – mówi prezes Volvo Car Poland.
W ubiegłym roku koncern ogłosił również, że w bliskiej przyszłości wszystkie serie modelowe samochodów Volvo mają być dostępne w wersjach plug-in hybrid. W 2019 roku ma zostać zaprezentowany całkowicie elektryczny samochód. Natomiast do 2025 roku koncern zamierza sprzedać łącznie milion samochodów elektrycznych i hybrydowych.
Nowe sposoby nadzoru nad wykonywaniem funkcji biegłego rewidenta i ograniczenia dla firm audytorskich, które ma wprowadzić ustawa o biegłych rewidentach, mogą doprowadzić do podniesienia kosztów prowadzenia audytu – ocenia Piotr Kamiński, wiceprezydent Pracodawców RP. Zgodnie z nowymi propozycjami jedna firma audytorska będzie mogła maksymalnie przez pięć lat badać jedno przedsiębiorstwo. Skrócenie czasu rotacji może ograniczyć firmom dostęp do audytorów, a także otworzyć polski rynek dla zagranicznych podmiotów.
– Nowa ustawa o biegłych rewidentach prawdopodobnie spowoduje wzrost kosztów prowadzenia audytu, szczególnie w jednostkach zaufania publicznego. Wprowadza ona zupełnie nowe sposoby nadzoru nad wykonywaniem funkcji biegłego rewidenta i ograniczenia dla firm audytorskich – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Kamiński, wiceprezydent Pracodawców RP. – Pomysły dotyczące wspólnego audytu dwóch podmiotów, zakazu wszelkich dodatkowych usług, skrócenia czasu rotacji do 5 lat, gdy w całej Europie jest 10, wcale nie poprawiają sytuacji, tylko pogarszają ją dla polskiego przedsiębiorcy. Po tych zmianach podwyżki kosztów będą jeszcze większe.
Prace nad nowymi przepisami trwały blisko dwa lata. Mają one wdrożyć do polskiego porządku prawne unijne regulacje dotyczące rynku audytorskiego. Wypracowanemu przez ten czas kompromisowi zagrażają jednak ostatnio dodane propozycje. Wśród nich jest skrócenie z 10 do 5 lat okresu rotacji. To oznacza, że jedna firma audytorska może badać konkretną firmę maksymalnie przez pięć lat.
– Ta propozycja może spowodować jeszcze wyższą presję cenową na usługi. Krótszy czas i mniej podmiotów, które będą mogły sobie poradzić z badaniem, mogą spowodować, że dostęp do usług audytorskich będzie mniejszy, za tym pójdzie zaś duży wzrost cen – ocenia wiceprezydent Pracodawców RP.
To znacznie krótszy okres niż obowiązuje w całej Unii Europejskiej.
– Będziemy jedynym krajem z pięcioletnim okresem w Europie, bo w większości państw jest 10 lat. A ponieważ jesteśmy ważnym krajem europejskim, będzie dysonans z całym systemem rynku finansowego UE – podkreśla Kamiński. – To spowoduje też problem w międzynarodowych grupach kapitałowych, które będą miały wyższe koszty związane z częstszą rotacją w Polsce, oraz pewne niezrozumienie polskich przepisów przez pozostałe kraje. Co więcej, może spowodować otwarcie polskiego rynku dla zagranicznych biegłych rewidentów i firm audytorskich.
Pod koniec prac nad ustawą pojawiły się także propozycje zakazu świadczenia przez audytorów jakichkolwiek innych usług audytowanym firmom. W efekcie może upaść część firm audytorskich, przede wszystkich tych mniejszych, wzrosną zaś koszty dla klienta, którzy będą musieli opłacić nie tylko audytorów, lecz także innych doradców.
Jak podkreśla Kamiński, przepisy bardzo rygorystycznie regulują to, jakie usługi może świadczyć audytor na rzecz badanej firmy. Wśród zakazanych usług (z tzw. czarnej listy) są m.in. usługi podatkowe dotyczące przygotowywania formularzy podatkowych, rozliczania podatku od wynagrodzeń czy świadczenia doradztwa podatkowego w zarządzaniu i procesie decyzyjnym. Dodatkowo nad prawidłowościami w tym zakresie czuwa nadzór.
– Są specjalne procedury, według których firma audytorska może wykonywać pewne usługi dla badanej firmy, natomiast są one bardzo mocno obwarowane świadomością lub zgodami Komitetu Audytu. Jest nad tym jeszcze nadzór Komitetu Nadzoru Audytu i kontrolerów nadzoru. Czyli doradztwo zostało bardzo mocno ograniczone – tłumaczy wiceprezydent Pracodawców RP.
Dodatkowo – według nowych przepisów – wynagrodzenie firmy audytorskiej z dodatkowych usług doradczych nie może przekroczyć 50 proc. przychodu z trzyletniego audytu. W UE ten próg został wyznaczony na poziomie 70 proc. Zdaniem Kamińskiego takie obwarowania należy mimo wszystko ocenić pozytywnie, bo zwiększą przejrzystość rynku i świadczonych usług.
– To rozwiązania powszechnie akceptowane przez przedsiębiorców, firmy audytorskie i całe środowisko. Niestety, pojawiły się propozycje, by całkowicie zakazać tych usług. Dla większości polskich przedsiębiorców to ogromna zmiana. Często to właśnie audytor jest najlepszą osobą, którą można zapytać o to, czy coś firma robi dobrze – zaznacza Piotr Kamiński.
Po pierwszym czytaniu w Sejmie projekt ustawy został skierowany do prac w sejmowej Komisji Finansów Publicznych.
Polski rynek opon na tle reszty Europy rośnie dynamicznie, a sprzedaż utrzymuje się na plusie. Kierowcy mają coraz większą świadomość dotyczącą tego, jakie znaczenie dla bezpieczeństwa na drodze mają odpowiednio dobrane opony. Dlatego już nie cena, ale jakość decyduje o wyborze opon. Na rosnącej świadomości korzystają producenci opon. Continental Opony Polska w ciągu dwóch dekad funkcjonowania na krajowym rynku pięciokrotnie zwiększył paletę produktów i osiągnął obroty na poziomie ponad 1 mld zł rocznie.
–Polski rynek jest stabilny. Od kilku lat liczba sprzedawanych opon osobowych i ciężarowych utrzymuje się mniej więcej na stałym poziomie. Trzeba przy tym powiedzieć, że zadowoleni z tego rynku są w większym stopniu producenci, a w mniejszym dystrybutorzy, ponieważ obecne marże realizowane przez dystrybutorów opon są bardzo niskie – mówi agencji Newseria dr Piotr Zielak, dyrektor generalny firmy Continental Adria Pnevmatike i były dyrektor generalny Continental Opony Polska.
Stabilność polskiego rynku opon potwierdzają wyniki za cały 2015 rok, który zakończył się wzrostem sprzedaży łącznie o 3,1 proc. Sprzedaż opon do samochodów osobowych zwiększyła się o 1 proc., natomiast w kategorii samochodów ciężarowych wzrosła o 3 proc. rok do roku – wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego.
Dla branży oponiarskiej lepszy okazał się miniony rok. W ciągu trzech pierwszych kwartałów 2016 roku sprzedaż opon w wiodącej kategorii samochodów osobowych wzrosła o 11 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. Continental Opony Polska – obchodząca właśnie 20-lecie obecności na polskim rynku – jest w czołowej trójce sprzedawców na krajowym rynku opon i dostawców dla sektora motoryzacyjnego. W ciągu dwóch dekad koncern przekroczył pułap 2 mln sprzedanych opon, dzięki czemu stał się jedną z najlepiej rozpoznawalnych marek na rynku.
– Zaczynaliśmy od nie do końca wygodnej sytuacji, dlatego że Continental był jedną z niewielu firm nieprodukujących w Polsce. Producenci lokalni byli w trochę lepszej sytuacji, bo rozpoznawalność polskich brandów była większa. Przez 20 lat udało nam się udowodnić, że nasze produkty są najwyższej jakości i gwarantują bezpieczeństwo na drogach – mówi dr Piotr Zielak.
W ciągu dwóch dekad funkcjonowania w Polsce firma osiągnęła rekordowy obrót na poziomie ponad 1 mld zł rocznie i potroiła liczbę marek w ofercie. Jak podkreśla Zielak, są wśród nich produkty dopasowane zarówno do powszechnych, jak i do specyficznych, indywidualnych wymagań klientów.
– Nasza paleta produktów zwiększyła się pięciokrotnie w ciągu 20 lat naszej obecności na polskim rynku. Rozrosła się również firma, ponieważ zatrudniamy teraz pięciokrotnie więcej pracowników. Rynek jest trudniejszy, musimy się bardziej starać o klientów, przekonywać ich o właściwościach technicznych naszych produktów i podkreślać ich bezpieczeństwo – mówi Piotr Zielak.
Wynika to z rosnącej świadomości klientów. Zmiana opon w sezonie zimowym albo letnim stała się powszechnym standardem. To istotne o tyle, że stosowanie opon zimowych może zmniejszyć liczbę wypadków spowodowanych utratą przyczepności w warunkach zimowych o 46 proc. – wynika z kampanii Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego. Coraz ważniejszym czynnikiem, którym kierują się kierowcy przy zakupie opon, jest nie tylko cena, lecz także jakość, która wpływa na bezpieczeństwo.
– W tej chwili o klienta trzeba walczyć, przekonywać go do swojego produktu, udowadniać, że jest on bezpieczny i godny zaufania. Opony to nie jest produkt szczególnie atrakcyjny dla kierowców i posiadaczy samochodów. To raczej materiał eksploatacyjny, który kupuje się raz na jakiś czas, a potem zapomina. Natomiast kluczowym elementem przy wyborze kompletu opon jest przede wszystkim bezpieczeństwo – mówi dyrektor generalny Continental Adria pnevmatike.
Na tle reszty Europy polski rynek dynamicznie rośnie i jest szósty pod względem wielkości sprzedaży. Ubiegłoroczne wzrosty sprzedażowe w Europie były ledwo zauważalne. W ciągu pierwszych trzech kwartałów ubiegłego roku sprzedaż opon w kategorii samochodów osobowych urosła zaledwie o 1 proc. rok do roku. Z kolei sprzedaż opon do motocykli i skuterów poprawiła się w tym okresie o 5 proc., a w segmencie opon ciężarowych spadła o 3 proc. w ujęciu rocznym.
Piotr Zielak zwraca uwagę na to, że polski rynek jest dojrzały i nie różni się zbytnio od niemieckiego, francuskiego czy włoskiego, czyli wiodących rynków europejskich.
– Zmiany, które zachodzą rok do roku na polskim rynku, nie są już duże. Wolumen przesunięcia udziałów w rynku poszczególnych producentów jest mniej więcej znany i przewidywalny. Jeden procent na plus to już obecnie duże osiągnięcie. To nie są już czasy, w których można było uzyskiwać dużą przewagę poprzez działania marketingowe czy sprzedażowe – mówi dr Piotr Zielak.
Prognozy dla polskiego rynku opon na 2017 rok są stabilne. Branża nie spodziewa się większych wahań w wolumenach sprzedaży.
– W ciągu trzech ostatnich lat rynek był stabilny, a liczba opon sprzedawanych na polskim rynku oscylowała wokół 10 mln sztuk. Myślę, że w tym roku tak pozostanie – prognozuje dr Piotr Zielak.
Z analiz ekonomistów DNB Banku i Deloitte wynika, że w przypadku kryzysu większość analizowanych sektorów nie odczułaby dużego spadku przychodów. Wyjątkiem byłby handel detaliczny, na który potencjalny krach wpłynąłby najmocniej. Eksperci podkreślają, że największym zagrożeniem dla polskiej gospodarki są ekonomiczne wstrząsy w Chinach i USA. Za to najbardziej prawdopodobne w tym roku są negatywne impulsy z rynku we Włoszech i Hiszpanii.
– Wydaje się, że polska gospodarka jest dzisiaj lepiej przygotowana na kryzys podobny do tego z lat 2008–2009. Większość branż zanotowałaby mniejszy spadek dynamiki sprzedaży niż w czasie poprzedniego krachu. Dotyczy to przede wszystkim branży motoryzacyjnej, telekomunikacyjnej i informatycznej, handlu hurtowego i branży związanej z ochroną zdrowia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Tomaszewski, prezes zarządu DNB Bank Polska.
Jak wynika z najnowszego raportu „Negatywne szoki gospodarcze. Stress-testy polskiej gospodarki w 2017 roku” przygotowanego przez bank korporacyjny DNB i ekspertów firmy doradczej Deloitte, niemal wszystkie branże w gospodarce wydają się bardziej odporne na pogorszenie koniunktury niż w czasie poprzedniego kryzysu. Nie dotyczy to jednak produkcji żywności i handlu detalicznego.
– Wyjątkiem jest produkcja artykułów spożywczych, której dynamika w 2009 r. uległa poprawie, ale przy obecnej strukturze gospodarki miałoby miejsce jej lekkie osłabienie. Działem, który straciłby najwięcej, jest handel detaliczny, który musiałby się liczyć z pogorszeniem dynamiki sprzedaży o blisko 13 punktów procentowych. Z symulacji wynika, że przynajmniej część polskiej gospodarki w zakresie analizowanych sektorów wydaje się odporniejsza niż w momencie ostatniego kryzysu – prognozuje Artur Tomaszewski.
– Zrobiliśmy symulację, aby sprawdzić, jak wybrane branże poradziłyby sobie w przypadku kryzysu podobnego do tego, który wystąpił w 2009 roku. Otóż w większości analizowanych branż pogorszenie dynamiki przychodów byłoby mniejsze, niż miało to miejsce wówczas. Odzwierciedla to fakt, że polskie przedsiębiorstwa zwiększały produktywność, zmniejszały koszty, lepiej zarządzały swoją działalnością. Model ekonometryczny wychwytuje to, że są dziś lepiej przygotowane na potencjalny kryzys – potwierdza Katarzyna Piętka-Kosińska, ekonomistka Deloitte Consulting SA.
Autorzy raportu zwracają uwagę na to, że blisko dekadę od wybuchu globalnego kryzysu sytuacja gospodarcza, społeczna i polityczna na świecie staje się coraz bardziej nieprzewidywalna. Rosną napięcia zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się. Tylko w ostatnim roku miało miejsce referendum w sprawie brexitu, wybory prezydenckie w USA. Wiosną i jesienią odbędą się kolejno wybory prezydenckie we Francji i wybory parlamentarne w Niemczech.
W UE trwają spory dotyczące federalizacji, napływu imigrantów, zwłaszcza z państw islamskich, i stosunków z Rosją. Obserwatorzy sceny politycznej oceniają, że rozpoczął się proces dezintegracji Unii i to samo może czekać strefę euro. Niepokój budzą zapowiedzi nowego prezydenta USA Donalda Trampa dotyczące wojny handlowej z Chinami oraz zmiany w strategii militarnej i politycznej tego państwa. Wciąż trwają też konflikty na Ukrainie i w Syrii oraz związane z nimi napięcia w polityce międzynarodowej. To istotne o tyle, że sytuacja polityczna jest pochodną sytuacji ekonomicznej – podkreślają eksperci.
– Decyzje polityczne wynikają częściowo z sytuacji ekonomicznej. Niektóre gospodarki europejskie nie odrobiły jeszcze strat wywołanych recesją. Mam na myśli zwłaszcza Włochy i Hiszpanię. Pozostałe mają niski wzrost gospodarczy. Podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych mogą być dla nich testem. Będzie to również ważne dla Polski, ponieważ wszystko, co się dzieje wokół, ma – z uwagi na handlową i kapitałową ekspansję polskich firm – coraz większy wpływ na naszą gospodarkę – mówi Katarzyna Piętka-Kosińska, ekonomistka Deloitte Consulting SA.
Z symulacji „Stress-testy polskiej gospodarki w 2017 roku” wynika, że polska gospodarka jest dziś najbardziej wrażliwa na ekonomiczne wstrząsy w Chinach i USA oraz w największych państwach europejskich: w Niemczech, Włoszech, Francji, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Negatywne impulsy z tych rynków mogłyby się przełożyć na największe spadki dynamiki polskiego PKB. Zarówno najbardziej prawdopodobny, jak i jednocześnie dotkliwy dla polskiej gospodarki byłby kryzys we Włoszech lub w Hiszpanii.
– Gospodarki Chin i Stanów Zjednoczonych miałyby największy wpływ na Polskę. Jednocześnie w tych dwóch gospodarkach prawdopodobieństwo kryzysu jest relatywnie niskie. Nie ma takich ewidentnych zagrożeń. Bardziej prawdopodobne są kryzysy w kilku gospodarkach europejskich, zwłaszcza w Hiszpanii, Włoszech i na Ukrainie. W tym przypadku siła rażenia byłaby mniejsza, aczkolwiek wciąż spora – mówi Katarzyna Piętka-Kosińska.
Ekonomiści wskazują, że kryzys w Europie uderzyłby w Polskę głównie poprzez eksport i inwestycje zagraniczne, ale też rynki finansowe. Statystyki pokazują, że eksport stanowi obecnie 51 proc. polskiego PKB, z czego niemal 80 proc. trafia na rynki państw Wspólnoty. Natomiast z bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Polski napływa rokrocznie około 40 mld zł – wynika z danych NBP. Dlatego kryzys w Niemczech czy Francji, które są największymi inwestorami, przełożyłby się również na odpływ kapitału z Polski.
– Od wejścia do UE otrzymaliśmy w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych ponad 500 mld zł. To więcej niż środki unijne strukturalne i spójności. W coraz większym stopniu są to reinwestowane zyski, a więc firmy obecne na polskim rynku reinwestują osiągane tutaj zyski. Potencjalny kryzys w danym kraju mógłby wpłynąć na to, że te zyski byłyby transferowane za granicę, co oczywiście uszczupliłoby kapitał dostępny w Polsce – wyjaśnia Katarzyna Piętka-Kosińska.
Artur Tomaszewski, prezes zarządu DNB Bank Polska, podkreśla, że wpływ globalnego kryzysu lub negatywnego szoku gospodarczego na polską gospodarkę, w szczególności na poszczególne jej sektory, jest trudny do oszacowania, ponieważ nigdy do końca nie wiadomo, jak zachowają się podmioty gospodarcze, a zwłaszcza konsumenci.
– Wyniki raportu są oparte na skomplikowanym modelu ekonometrycznym, który wiąże dynamikę przychodów ze sprzedaży w danej branży z agregatami makroekonomicznymi. Natomiast nie ma oczywiście pewności co do tych scenariuszy, ponieważ kryzysy są jak wirusy: mutują i za każdym razem atakują niespodziewanie i z innej strony – zaznacza Artur Tomaszewski.
Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland
Ponad 180 000 metrów kwadratowych wynajętej powierzchni magazynowej to wynik, jaki osiągnął Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych BNP Paribas Real Estate Poland na koniec 2016 roku. Na tę liczbę składają się m.in. takie transakcje jak: DTS (łącznie ponad 6 000 m kw. powierzchni magazynowej), K-Flex (ponad 10 000 m kw.) czy Clipper (prawie 10 000 m kw).
To był doskonały rok dla całego sektora nowoczesnych powierzchni magazynowych w Polsce. Całkowita podaż przekroczyła barierę 11 milionów metrów kwadratowych i wciąż się zwiększa. Rekordowo duża ilość oddanej w tym roku do użytku powierzchni, niska stopa pustostanów i wolumen inwestycji będących w trakcie realizacji są najlepszym świadectwem dobrej kondycji tej części rynku. Rekordowa liczba 180 000 m kw. sprawia, że BNP Paribas Real Estate Poland może pochwalić się ugruntowaną pozycją w czołówce ekspertów w dziedzinie powierzchni magazynowych – ocenia Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland.
Naszym celem strategicznym na nadchodzący rok jest ekspansja na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej oraz wzmocnienie sieci regionalnych agencji. Jest to solidna podstawa do tego, aby kolejny rok zakończył się jeszcze bardziej spektakularnym wynikiem – dodaje Katarzyna Pyś-Fabiańczyk.
Środa na rynkach akcji upływa w szampańskich nastrojach. Amerykański indeks Dow Jones pierwszy raz w historii przekroczył poziom 20000 pkt., natomiast indeks WIG20 testuje poziomy nieoglądane od listopada 2015 roku.
Na niespełna godzinę przed zamknięciem notowań na giełdzie w Warszawie indeks WIG20 rósł o 3% i testował 2073,8 pkt., co jest poziomem nieoglądanym od listopada 2015 roku. W tym samym czasie na Wall Street amerykański indeks DJIA pierwszy raz w historii przekroczył psychologiczną barierę 20000 pkt.
Równie dobre nastroje można dziś zaobserwować także na wielu europejskich parkietach. I tak giełda we Frankfurcie rosła 1,7%, w Paryżu o 1,1%, w Madrycie o 1,9%, a w Atenach o 2,1%. Ta globalna poprawa nastrojów, to z jednej strony efekt odrodzenia się na nowo nadziei na to, że polityka nowej administracji prezydenta Donalda Trumpa doprowadzi do przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Z drugiej, pomagają lepsze od oczekiwań raporty kwartalne spółek z Wall Street. W wielu przypadkach giełdom też pomogła, ostatecznie zmaterializowana dziś już na początku notowań w USA, wizja przekroczenia przez indeks DJIA bariery 20000 pkt. Wprawdzie to tylko psychologiczny opór, ale jego pokonanie może być traktowane jako swoisty sygnał do kupna akcji.
W środę indeks WIG20 w górę ciągnie przede wszystkim sektor bankowy. Akcje mBanku drożeją o ponad 8%, wybijając się na ponad 4. miesięczne maksimum. Akcje PKO BP rosły o 6%, testując poziomy nieoglądane od lipca 2015 roku. Notowania BZ WBK, wspierane przez bardzo dobre wyniki kwartalne, rosły o 5,5% i znalazły się najwyżej od maja 2015 roku. Akcje Pekao SA i Alior Banku drożały natomiast po ponad 4%. Inwestorzy rzucili się również do kupna, korygujących ostatnio, akcji CCC, które podrożały o 4,1%. Swój marsz w górę kontynuował KGHM, co było reakcją na ostatni wzrost cen miedzi. Walory tej spółki drożały dziś o 3% do ponad 121 zł, co jest najwyższym ich kursem od maja 2015 roku.
Indeks WIG20, który jeszcze w poniedziałek dość nieoczekiwanie spadł poniżej bariery 2000 pkt, obecnie ma otwartą drogę w kierunku poziomu 2300 pkt. Na taki scenariusz wskazuje nie tylko analiza wykresu indeksu, gdzie na początku stycznia doszło do wybicia górą z rocznej konsolidacji, ale też za takim scenariuszem przemawiają utrzymujące się dobre nastroje na globalnych rynkach akcji, nadzieje na stymulację fiskalną w USA, luźna polityka prowadzona przez większość głównych banków centralnych (poza Fed) oraz widoczne ożywienie gospodarcze w Europie, USA i Polsce.
W mniejszym stopniu zyskał dziś segment małych i średnich spółek. Na godzinę przed końcem notowań w Warszawie indeks sWIG80 zyskiwał 1%, a mWIG40 niecałe 2%. W obu przypadkach jednak oznacza to nie tylko kontynuację, ale też przyspieszenie trwającej hossy. W obu też przypadkach, podobnie jak to ma miejsce na WIG20, takie zachowanie zapowiada kontynuację zwyżki w kolejnych tygodniach.
Poprawa nastrojów na rynkach globalnych wspiera złotego, który dziś zyskuje do euro, dolara i szwajcarskiego franka. O godzinie 15:40 kurs EUR/PLN testował poziom 4,3570 zł wobec 4,3710 we wtorek na koniec dnia. Szwajcarski frank taniej o 1 gr do 4,0585 zł. Tyle samo traci dolar, za którego trzeba zapłacić 4,0635 zł. Jedynym wyjątkiem jest brytyjski funt, który kosztuje 5,1050 zł, czyli nieznacznie drożej niż wczoraj.
W czwartek, po tym dzisiejszym dynamicznym przyspieszeniu, warszawska może dalej rosnąć, ale już z mniejszą dynamiką. Na dobrych nastrojach wciąż będzie też korzystał złoty, ale podobnie jak dziś, umocnienie to raczej nie przyjmie dużych rozmiarów. Rynek walutowy wydaje się bowiem czekać na nowe silne impuls. Te pojawią się dopiero w przyszłym tygodniu, gdy w Polsce zostaną opublikowane wstępne szacunki PKB za 2016 rok (prognoza: spadek do 2,8% z 3,9%) oraz dane o inflacji CPI (prognoza: skok do 1,8% z 0,8%) i indeksie PMI dla przemysłu za styczeń (prognoza: 54,2 pkt.). Na świecie zaś będzie mieć miejsce posiedzenie FED i Banku Anglii, a także zostaną opublikowane inflacyjne dane z Niemiec i Eurolandu oraz comiesięczna seria danych z amerykańskiego rynku pracy.
Przeciwdziałanie nieuczciwym praktykom niektórych sieci handlowych, modyfikacja banderol na wino, uregulowanie prawnych aspektów internetowego handlu winem, to część z zadań, jakie postawił przez sobą Związek Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. Priorytety na 2017 rok ustalono na Walnym Zgromadzeniu Członków, które odbyło się w Warszawie.
Pierwsze w nowym roku zebranie Członków było okazją do dyskusji, wymiany doświadczeń i określenia problemów branży, których rozwiązanie przedsiębiorstwa członkowskie uznały za priorytetowe w najbliższym czasie.
W 2017 roku postanowiono położyć duży nacisk na rozwój Rady, szczególnie w obszarze dotyczącym przedsiębiorstw importujących i dystrybuujących wina gronowe. Z myślą o nich powołany został Komitet ds. Rynku Win, ustalający zadania i kierunki działania Polskiej Rady Winiarstwa na tradycyjnym rynku winiarskim. Sprawy producentów innych napojów fermentowych, w tym miodów pitnych, win owocowych i cydrów reprezentowane będą przez Komitet ds. Rynku Napojów Fermentowanych. Podczas Zgromadzenia zdecydowano o rozszerzeniu składu Rady Głównej PRW o Martini Polska, Dom Wina, Polska Dystrybucja Alkoholi oraz Warwin, które dołączyły do dotychczasowych członków Rady Głównej – Henkell Polska, Jantoń i Bartex Bartol.
Na Zgromadzeniu ustalono priorytety działalności ZP PRW, wskazując na przeciwdziałanie nieuczciwym praktykom niektórych sieci handlowych wobec dostawców, zmianę formy znaków akcyzy na wyroby winiarskie. Postanowiono także wypracować rozwiązanie kwestii braku dostatecznej regulacji prawnej odnośnie internetowego handlu wyrobami winiarskimi.
Przypomniany niedawno przez media wyrok NSA z kwietnia 2016 r. w sprawie internetowego handlu alkoholem budzi poważne zastrzeżenia. Konsekwentnie odczytany pogląd trzyosobowego składu NSA prowadzi do absurdalnych wniosków, że sprzeczne z ustawą są także dostawy wina do domu klienta, który osobiście nabył trunek w sklepie, a nawet wiele z dostaw alkoholu, dokonywanych przez hurtownika do sklepu detalicznego – mówi Jerzy Kwaśniewski, Prezes Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa.
Podjęto również decyzję o kontynuacji działań komunikacyjnych mających na celu edukację społeczeństwa w zakresie kultury winiarskiej i odpowiedzialnego spożycia alkoholu.
Posiadanie statusu uzdrowiska nie gwarantuje, że dany obszar spełniał i nadal spełnia wymogi wyznaczone dla uzdrowiska. Dotyczy to również właściwości leczniczych klimatu lub wykorzystywania surowców naturalnych. Brak odpowiedniej dbałości gmin o stan środowiska naturalnego może prowadzić do utraty statusu uzdrowiska, a w konsekwencji ograniczenia pacjentom dostępu do lecznictwa uzdrowiskowego. Należy podjąć natychmiastowe działania, by uzdrowiska mogły nadal utrzymać swój status. Tylko niektóre z nich mają na to czas do końca 2021 r.
Żadna z kontrolowanych miejscowości nie spełniała wymogów określonych dla uzdrowisk. W 10 miejscowościach (z 11 badanych) przekroczono dopuszczalne normy hałasu, w jednej nie przeprowadzono pełnego zakresu badań klimatu. Oceny jakości powietrza nie odzwierciedlały rzeczywistego poziomu jego zanieczyszczeń. Badania jednej lub dwóch (z pięciu) wymaganych substancji, przeprowadzano na obszarze powiatu, a nie w uzdrowiskach. Zastrzeżenia dotyczące jakości powietrza sformułowano w odniesieniu do pięciu miejscowości. Mimo ustawowego obowiązku gminy nie monitorowały stanu środowiska w uzdrowiskach (z wyjątkiem doraźnych działań gmin Muszyna i Rabka-Zdrój). Ponadto, w dwóch uzdrowiskach nie wykorzystywano w lecznictwie uzdrowiskowym surowców znajdujących się na ich obszarach.
Gminy nie korzystały z podstawowego narzędzia przeciwdziałającego naruszaniu zakazów określonych dla uzdrowisk, tj. nie podejmowały uchwał w sprawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Miało to wpływ na wybudowanie, wbrew ustawowym zakazom, sklepu wielkopowierzchniowego, parkingu, domów jednorodzinnych oraz turystycznych w jednym uzdrowisku (Dąbki).
Nadzór Ministra Zdrowia nad lecznictwem uzdrowiskowym był nieskuteczny. Minister nierzetelnie weryfikował spełnianie wymogów określonych dla uzdrowisk, a także nie monitorował zachowania warunków leczniczych i środowiskowych na ich obszarze. Nie monitorował również realizacji zaleceń zawartych w decyzjach uzdrowiskowych dotyczących spełniania wymaganych norm środowiskowych oraz wykorzystywania surowców naturalnych w lecznictwie uzdrowiskowym.
Status uzdrowiska ma w Polsce 45 miejscowości. Ze względu na położenie geograficzne lub występujące na obszarze uzdrowisk naturalne surowce lecznicze wyróżnia się następujące rodzaje uzdrowisk:
Źródło: opracowanie własne NIK
Żadna ze skontrolowanych przez NIK miejscowości nie spełniała wszystkich pięciu wymogów określonych dla uzdrowisk. W aż 10 – z 11 badanych – miejscowościach (Kamień Pomorski, Kołobrzeg, Krasnobród, Muszyna, Nałęczów, Połczyn-Zdrój, Rabka-Zdrój, Wapienne, Złockie i Żegiestów) przekroczono np. dopuszczalne normy hałasu (przekroczenia w porze dziennej sięgały od 3 proc. do 42 proc, w porze nocnej od 8 do 29 proc, a w uzdrowisku Dąbki w ogóle nie przeprowadzono takich badań). W dwóch uzdrowiskach (Dąbki i Krasnobród), nie wykorzystywano w lecznictwie uzdrowiskowym surowców naturalnych (borowiny), znajdujących się na ich obszarach. Minister Zdrowia potwierdził możliwość prowadzenia lecznictwa uzdrowiskowego we wszystkich 11 miejscowościach, mimo że nie spełniły one wszystkich wymogów określonych dla uzdrowisk.
Źródło: opracowanie własne NIK
Podawane przez gminy oceny jakości powietrza nie odzwierciedlały rzeczywistego poziomu zanieczyszczeń. W żadnym ze skontrolowanych uzdrowisk nie prowadzono bowiem kompleksowych badań jakości powietrza, a niektóre badania (np. benzenu i tlenku węgla) przeprowadzono na obszarach powiatów i odnoszono do miejscowości uzdrowiskowych (np. obecnie stacje pomiarowe w województwie zachodniopomorskim zlokalizowane są w odległości od kilkunastu nawet do 100 km od uzdrowisk). W związku z tym w operatach uzdrowiskowych przedstawiano oceny stanu sanitarnego powietrza (opracowane przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska), które odnosiły się do obszaru całego powiatu, a nie danego uzdrowiska, chociaż zgodnie z ówczesnymi przepisami gminy powinny przedstawić wyniki badań wszystkich dopuszczalnych poziomów substancji w powietrzu przeprowadzonych na obszarze uzdrowiska.
Podmioty uprawnione do wydawania świadectw potwierdzających właściwości lecznicze klimatu i surowców naturalnych sformułowały uwagi dotyczące jakości powietrza w blisko połowie skontrolowanych przez NIK uzdrowisk (5 z 11 badanych). Związane to było m.in. z powodu przekroczenia 24-godzinnych stężeń pyłu zawieszonego PM10 wynoszące nawet o ponad 200% dopuszczalnej normy 50 µg/m3 (przy zachowaniu dopuszczalnych częstotliwości tych przekroczeń w roku kalendarzowym). Pomimo tych przekroczeń, gminy otrzymały świadectwa potwierdzające lecznicze właściwości klimatu. W rocznych raportach Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (WIOŚ) dot. oceny jakości powietrza za 2014 i 2015 rok we wszystkich strefach, w których zlokalizowano uzdrowiska, stwierdzono przekroczenia dopuszczalnych norm pyłu PM10 (w tym stężeń 24-godzinnych) oraz pyłu PM2,5 (poza woj. zachodniopomorskim), a także docelowych poziomów benzo(a)pirenu.
Z opinii sporządzonej na potrzeby niniejszej kontroli NIK (pt. „Status i niektóre aspekty funkcjonowania uzdrowisk w wybranych państwach członkowskich Unii Europejskiej”, autor: prof. dr hab. Artur Nowak-Far, Instytut Prawa, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie) wynika, że w Austrii, Czechach, Niemczech i Słowacji podmiotami odpowiedzialnymi za prowadzenie stosownych badań i uzyskanie atestów są właściwe gminy/landy, a badania przeprowadzają kompetentne laboratoria. Koszty badań ponoszą zobowiązane podmioty lub składające wnioski o uznanie szczególnych właściwości uzdrowiskowych.
Gminy uzdrowiskowe, mimo ustawowego obowiązku, nie monitorowały stanu środowiska na terenie swoich uzdrowisk (z wyjątkiem doraźnych działań gmin Muszyna i Rabka-Zdrój). Także badania przeprowadzone przez WIOŚ w ramach Państwowego Monitoringu Środowiska (PMŚ) w latach 2014-2015 w kontrolowanych miejscowościach uzdrowiskowych były wybiórcze. Nie przeprowadzono wszystkich wymaganych badań, w tym m.in. badań poziomu natężenia hałasu oraz sprawdzenia dopuszczalnych oraz docelowych poziomów substancji szkodliwych w powietrzu. Monitoringiem objęto tylko niektóre substancje zanieczyszczające powietrze w pojedynczych gminach (np. w Rabce-Zdroju i Muszynie), a poziom hałasu zbadano jedynie w uzdrowisku Nałęczów.
Gminy mają obowiązek prowadzenia monitoringu środowiska i powinny przeznaczać na te zadania środki pochodzące z opłaty uzdrowiskowej. Organy państwa odpowiedzialne za ochronę stanu środowiska i nadzór nad lecznictwem uzdrowiskowym prezentują odmienne stanowiska w sprawie podmiotów uprawnionych do przeprowadzania wymaganych badań w uzdrowiskach. NIK podziela stanowisko Ministra Zdrowia, że gminy powinny mieć możliwość prowadzenia monitoringu oraz przeznaczać na te zadania również środków z dotacji uzdrowiskowej.
Żadna z kontrolowanych gmin nie prowadziła ewidencji wydatków pokrywanych z opłaty uzdrowiskowej, pomimo że gminy mogą pobierać tę opłatę wyłącznie w celu realizacji zadań związanych z zachowaniem funkcji leczniczych uzdrowisk.
Ustawa o lecznictwie uzdrowiskowym i przepisy wykonawcze nie określają charakteru dotacji uzdrowiskowej i sposobu jej rozliczania. Miało to wpływ na odmienne podejście gmin uzdrowiskowych i wojewodów do charakteru tej dotacji. Odmienna była również procedura przyznawania i jej rozliczania w poszczególnych województwach.
Dochody z opłaty uzdrowiskowej i dotacji uzdrowiskowej
Uzdrowisko
2014 r. (tys. zł)
2015 r. (tys. zł)
opłata uzdrowiskowa
dotacja uzdrowiskowa
razem
opłata uzdrowiskowa
dotacja uzdrowiskowa
razem
Darłowo (Dąbki)
2147,4
1443,3
3590,7
2404,6
1953,1
4357,8
Kamień Pomorski
181,5
154,2
335,7
227,4
162,2
389,7
Kołobrzeg
10529,4
8233,3
18762,7
11983,3
8539,2
20 522,6
Krasnobród
68,8
39,3
108,1
81,5
62,7
144,2
Muszyna
846,4
770,8
1617,2
927,7
855,0
1782,7
Nałęczów
1036,6
974,1
2010,7
1014,1
1019,9
2034,0
Połczyn-Zdrój
1188,9
1246,9
2435,8
1006,9
1267,1
2274,0
Rabka-Zdrój
697,5
618,0
1315,5
682,4
636,0
1318,4
Sękowa (Wapienne)
18,00,0
18,0
20,3
11,6
31,8
razem
16714,4
13480,0
30194,3
18348,3
14506,8
32855,1
Źródło: opracowanie własne NIK
Według opinii prof. dr hab. Artura Nowaka-Fara, w Austrii, Czechach, Niemczech i Słowacji dotacje albo subwencje dla uzdrowisk pochodzące z zasobów budżetowych państwa nie są gwarantowaną prawnie formą finansowania działalności uzdrowisk. W przypadku ich przyznania stosowane są zasady udzielania pomocy publicznej przez państwo. Natomiast opłaty uzdrowiskowe są pobierane od gości przebywających w miejscowościach uzdrowiskowych. Dodatkowo w Austrii opłaty pobierane są także od podmiotów wykonujących działalność zarobkową w danej miejscowości.
Kontrolowane gminy wykonywały zadania związane z zachowaniem funkcji leczniczych uzdrowisk. W ramach tych zadań tylko niektóre z nich ponosiły wydatki inwestycyjne z zakresu infrastruktury komunalnej i technicznej.
Rozbieżne interpretacje przepisów dotyczących wyłączenia z obowiązku poboru opłaty uzdrowiskowej osób przebywających w szpitalach sprawiły, że nie wszystkie gminy jednakowo traktowały pacjentów szpitali uzdrowiskowych. Nawet pomimo interpretacji Ministra Finansów z 2014 r., w której wskazano, że organ podatkowy gminy nie powinien pobierać opłaty uzdrowiskowej od osób przebywających w szpitalach uzdrowiskowych, inkasenci z dwóch gmin (Kołobrzeg i Kamień Pomorski) pobierali opłaty uzdrowiskowe od takich osób jeszcze w roku 2015 (kwota pobranych opłat wyniosła 216,5 tys. zł). NIK zwraca uwagę, że dochody te mogą zawyżyć kwoty dotacji z budżetu państwa przeznaczonej dla uzdrowisk w 2016 r. i 2017 r., gdyż przyznawane są one w wysokości równej wpływom z tytułu opłaty uzdrowiskowej, pobranej w uzdrowisku dwa lata wcześniej.
Nadzór Ministra Zdrowia nad lecznictwem uzdrowiskowym był nieskuteczny. Minister nierzetelnie weryfikował spełnianie wymogów określonych dla uzdrowisk, a także nie monitorował zachowywania warunków leczniczych i środowiskowych na ich obszarze. Nie monitorował również realizacji zaleceń zawartych w decyzjach uzdrowiskowych, dotyczących spełniania wymaganych norm środowiskowych i norm wykorzystywania surowców naturalnych w lecznictwie uzdrowiskowym. O nieskutecznym nadzorze Ministra świadczył również brak aktualizacji do dnia 05.10.2016 r. rozporządzenia z dnia 13 kwietnia 2006 r. w sprawie zakresu badań niezbędnych do ustalenia właściwości leczniczych naturalnych surowców leczniczych i właściwości leczniczych klimatu, kryteriów ich oceny oraz wzoru świadectwa potwierdzającego te właściwości. Wojewodowie na ogół prawidłowo sprawowali nadzór nad lecznictwem uzdrowiskowym w zakładach lecznictwa uzdrowiskowego.
Wnioski i uwagi NIK
Brak dbałości o stan środowiska naturalnego może prowadzić do obniżenia walorów uzdrowiskowych gmin oraz stanowić barierę w ich rozwoju, a w konsekwencji ograniczyć dostęp pacjentów do lecznictwa uzdrowiskowego. NIK zwraca uwagę, że gminy uzdrowiskowe, które nie będą spełniać warunków dotyczących m.in. natężenia hałasu, zanieczyszczenia powietrza, czy wykorzystywania surowców naturalnych mogą utracić status uzdrowiska.
Wyniki kontroli wskazują na konieczność podjęcia działań systemowych, mających na celu zawarcie porozumienia pomiędzy Ministrem Zdrowia i Ministrem Środowiska w sprawie objęcia wymaganych badań jakości środowiska w uzdrowiskach wieloletnimi programami PMŚ, tak, aby zapewnić gminom uzdrowiskowym weryfikację spełniania wymagań m.in. w zakresie dopuszczalnych norm zanieczyszczenia powietrza, natężenia hałasu i emisji pól elektromagnetycznych.
Ponadto, zasadne – w ocenie NIK – byłoby zobowiązanie gmin uzdrowiskowych do finansowania badań jakości środowiska z dochodów z tytułu opłat uzdrowiskowych i dotacji. NIK wskazuje przy tym także na konieczność prowadzenia przez gminy uzdrowiskowe ewidencji wydatków finansowanych z dochodów z tytułu opłaty uzdrowiskowej.
NIK zwraca uwagę, że w latach 2017-2021 wszystkie uzdrowiska powinny przedłożyć Ministrowi Zdrowia operaty uzdrowiskowe w celu potwierdzenia utrzymania statusu uzdrowiska. Oceny właściwości leczniczych klimatu należy dokonać na podstawie udokumentowanych badań, z co najmniej ostatnich trzech lat poprzedzających złożenie wniosku o potwierdzenie właściwości leczniczych klimatu (od 31.10.2016 r. – z okresu 24 miesięcy przed złożeniem wniosku).
Wnioski de lege ferenda
Mając na uwadze zapewnienie skuteczności nadzoru nad lecznictwem uzdrowiskowym oraz spełnianie przez gminy uzdrowiskowe warunków określonych dla uzdrowisk, konieczne jest podjęcie działań legislacyjnych:
przez Ministra Zdrowia w celu zmiany ustawy o lecznictwie uzdrowiskowym, uzdrowiskach i obszarach ochrony uzdrowiskowej oraz o gminach uzdrowiskowych, poprzez wprowadzenie zasad ustalania kierunków działalności uzdrowisk w zakresie lecznictwa uzdrowiskowego lub odstąpienia od takiego wymogu,
przez Ministra Zdrowia, w porozumieniu z Ministrem Finansów:
zmiany ustawy o lecznictwie uzdrowiskowym i aktu wykonawczego poprzez wskazanie charakteru dotacji dla gmin uzdrowiskowych, uszczegółowienie celu wydatkowania oraz określenie sposobu jej rozliczenia,
zmiany rozporządzenia Ministra Finansów w sprawie trybu i terminów ustalenia oraz przekazania dotacji z budżetu państwa gminie uzdrowiskowej poprzez wprowadzenie mechanizmu zobowiązującego do korekty wysokości dotacji uzdrowiskowej o równowartość opłaty uzdrowiskowej pobranej nienależnie.
„Część strategii na podstawie której analizujemy rynek walut oraz nakreślamy swoje scenariusze, jest oparty na kształtowaniu się rynku opcji walutowych. Oczywiście jak każdy wskaźnik na rynku forex również i dane opcyjne nie dają nam pewności co do zakładanego scenariusza, jednakże w przypadku mniejszej zmienności na rynku danej pary walutowej, mogą mieć one wpływ na krótkoterminowy ruch pary walutowej” wyjaśnia analityk ergokantor.pl.
Analiza rynku pod względem rynku opcji nie jest jednak taka prosta jak mogłoby się wydawać. Opcja to instrument pochodny, który pozwala nabyć lub sprzedać określony instrument finansowy (w tym przypadku walutę) po z góry określonej cenie. Analizę opcji opiera się na podstawie opcji waniliowych, dla których to należy odróżnić kupującego opcję od wystawcy opcji. Niestety dane publikowane z rynku opcji określają tylko rodzaj pary walutowej, wartość po jakiej cenie wygasa opcja oraz wartość ceny wygasającej opcji, natomiast nie otrzymujemy informacji o tym, czy opcja jest typu CALL czy też PUT. Ważną informacją jest także to, iż opcje walutowe wygasają o godzinie 16.00 czasu polskiego.
Przeanalizujmy zatem sytuację otrzymania informacji, iż na rynku EURUSD w danym dniu wygasają opcje na poziomie 1,06 o wartości 1,2bln EUR. W przypadku kiedy kalendarz wydarzeń makroekonomicznych jest ubogi, a implikowana zmienność cen oparta na cenach kontraktów opcyjnych nie zakłada znacznych ruchów ceny, wtedy możemy się spodziewać „walki” w okolicach ceny wygaśnięcia opcji pomiędzy posiadającymi opcję a wystawcami opcji. Jest to spowodowane faktem, iż posiadający opcję CALL chcą by cena była niższa niż wspomniane 1,06 ,zaś posiadacze opcji PUT chcą by cena była wyższa niż 1,06. Ważną rolę odgrywają także wystawcy opcji, którym oczywiście zależy by cena instrumentu bazowego w chwili wygasania opcji była niższa od ceny jej wykonania w przypadku opcji CALL lub wyższa w przypadku opcji PUT. Zatem realizując taki kontrakt nabywca opcji poniósłby stratę, dlatego też wykorzystując przysługujące mu prawo – nie realizuje jej.
Bardzo istotna jest wartość opcji oraz jej wartość rynkowa. Dla głównych par walutowych by jeszcze bardziej zwiększyć prawdopodobieństwo istotności danej opcji warto brać pod uwagę tylko większe wielkości tj. powyżej 1 bln. Dla par powiązanych z polskim złotym nawet 10% tej wartości może mieć znaczenie dla rynku. Jeśli chodzi o cenę wygaśnięcia opcji to dla rynku mogą mieć znaczenie opcje, których poziom wykonania jest stosunkowo blisko aktualnej ceny rynkowej tj. 40-70 pp. Relatywnie niewielka różnica sprawi, że zarówno nabywcy jak i wystawcy opcji będą “walczyć” na rynku by uzyskać korzyść dla siebie. W przypadku par opartych na złotym to odchylenie ceny opcji od ceny rynkowej może być większe i wynosić ok 150 pp. Aby racjonalnie ocenić czy rynek ma szanse zrealizować cenę zamknięcia opcji należy uwzględnić implikowaną zmienność na danym instrumencie oraz średnią zmienną ceny w czasie.
Jeśli zatem analizujemy rynek EURPLN należy bacznie przyjrzeć się na jakich poziomach są zawarte ceny wygaśnięcia opcji i jakie jest odchylenie tych cen od ceny rynkowej. Ponieważ pary walutowe powiązane z polskim złotym są traktowane przez inwestorów jako tzw. egzotyki, dlatego też lokalne informacje makro nie mają, aż tak dużego znaczenia dla kursu jak to ma miejsce przy głównych parach walutowych. Określając to odchylenie, biorąc pod uwagę średnią zmienność ceny w czasie oraz implikowaną zmienność cen opcji walutowych dla tej pary można określić czy cena rynkowa ma szanse zbliżyć się do ceny wygaśnięcia opcji w dniu zakończenia kontraktu. Dla omawianej pary EURPLN ta różnica w cenach nie może być duża, ponieważ zmienność cen tej pary historycznie nie jest duża. Trochę inaczej wygląda to na parach USDPLN i GBPLN, gdzie nawet kilkugroszowa różnica pomiędzy ceną rynku a ceną wygaśnięcia opcji w krótkim okresie czasu jest do osiągnięcia, nawet przy niewielkiej płynności rynku. Dla par walutowych opartych na polskim złotym właśnie ta płynność rynku ma duże znaczenie dla możliwości osiągnięcia targetu stawianego przez jedną czy drugą stronę zaangażowaną w kontrakt opcyjny.
„W swojej strategii inwestycyjnej oceniając szanse na realizację ceny wygaśnięcia opcji w czasie „one day” na parach powiązanych z polskim złotym, prócz wyżej opisanej analizy rynku, analizujemy pod tym kontem także główne pary walutowe, które wyznaczają poprzez korelacje główne trendy także na polskim złotym” wyjaśnia analityk ergokantor.pl.
Autor: Michał Bartos, Główny Analityk Walutowy ergokantor.pl
Michał Gajewski, Prezes Zarządu Banku Zachodniego WBK
W 2016 r. Grupa Kapitałowa Banku Zachodniego WBK wypracowała zysk należny akcjonariuszom w wysokości 2,167 mln zł, tj. 7% niższy r/r. Wyłączając jednorazowe zyski oraz obciążenia ustawowe (tj. podatek bankowy w wysokości 387 mln zł), zysk należny akcjonariuszom wzrósł o 12,5% r/r.
Bank Zachodni WBK zakończył rok dobrym wynikiem finansowym w wysokości 2,167 mln zł., realizując założony cel finansowy. Poradziliśmy sobie z wyzwaniami, przed jakimi stał sektor, jak choćby wprowadzenie podatku bankowego czy podniesienie wysokości wpłat do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Preferencje klientów przesuwają się w kierunku bankowości elektronicznej, wzrasta również transakcyjność w kanałach zdalnych, a liczba lojalnych klientów stabilnie rośnie. To potwierdza, że przyjęta przez Bank Zachodni WBK strategia rozwoju jest słuszna. To jednak nie koniec wyzwań i widać wyraźnie, ze nadal przyjdzie nam radzić sobie nie tylko z presja regulacyjną, ale przede wszystkim ze zmieniającymi się oczekiwaniami naszych klientów.
Aby realizować nasze długoterminowe cele, zdecydowaliśmy o przeprowadzeniu programu transformacji cyfrowej w Banku, który skupia się na wzroście efektywności i rozwoju innowacyjnych produktów i usług tak, aby być bankiem pierwszego wyboru dla naszych klientów. Wykorzystamy szanse i możliwości związane z cyfryzacją, aby zaoferować klientom jak najlepsze rozwiązania, produkty i usługi, które – zgodnie z misją banku – pomogą im w rozwoju. Chcemy ten cel osiągnąć poprzez oferowanie najwyższej jakości, podniesienie satysfakcji klientów i uproszczeniu procesów oraz udostępnieniu ich we wszystkich kanałach zdalnych. Bank Zachodni WBK docenia znaczenie transformacji cyfrowej, która na naszych oczach zmienia rzeczywistość społeczno-gospodarczą. Dlatego będziemy w awangardzie zmian związanych z rozwojem technologii, które przyniosą korzyści naszym klientom oraz akcjonariuszom.
Grupa Kapitałowa Banku Zachodniego WBK wypracowała zysk należny akcjonariuszom w wysokości 2,167 mln zł, co oznacza 7% spadek w porównaniu z 2015 r. Spadek ten wynika z wprowadzenia podatku bankowego w lutym 2016 roku oraz niższych zysków jednorazowych ujętych w 2016 r.
Wyniki
W 2016 r. dochody ogółem Grupy Banku Zachodniego WBK wyniosły 7,6 mld zł, tj. były o 0,9% wyższe r/r. W ujęciu porównywalnym (z wyłączeniem jednorazowych transakcji powstałych w 2015 r. i 2016 r.), dochody ogółem były o 3,9% wyższe r/r. Generalnie, przychody ogółem wzrosły pod wpływem wyższych przychodów z działalności komercyjnej, głównie dochodów odsetkowych oraz wyniku na pozostałych instrumentach finansowych. Grupa zanotowała wzrost pozycji „wynik na pozostałych instrumentach finansowych” dzięki zyskom z transakcji dotyczącej VISA.
Wynik z tytułu odsetek osiągnął poziom 4,8 mld zł, tj. zwiększył się o 11% r/r. Marża odsetkowa netto Grupy ukształtowała się na poziomie 3,79% (wzrost o 6 bp k/k) ,a średnioroczna w 2016 r. wyniosła 3,68% (13 bp r/r)
W 2016 r. wynik z tyt. opłat i prowizji ukształtował się na poziomie 1,9 mld zł, i był niższy o 1% r/r.
W 2016 r. Grupa Banku Zachodniego WBK otrzymała dywidendę w wysokości 80 mln zł od spółki Aviva oraz odnotowała jednorazowy zysk w wysokości 316 mln zł z transakcji dotyczącej VISA. Finansowy skutek obu zdarzeń ujęto w I półroczu.
Koszty operacyjne wyniosły 3,4 mld zł, tj. spadły o 6% r/r. Spadek kosztów wynika z wprowadzenia nowych technologii w Grupie, niższych kosztów transmisji danych, marketingu, kosztów regulacyjnych. Z wyłączeniem obowiązkowych wpłat na FOŚG, koszty operacyjne ogółem utrzymały się na stałym poziomie.
Wskaźnik koszty/dochody na poziomie 46%. Grupa Banku Zachodniego WBK zapłaciła podatek bankowy w wysokości w 387 mln zł obejmujący 11 miesięcy 2016 r. począwszy do lutego i liczony na podstawie wartości aktywów wg. miesięcznej stawki 0,0366%.
Odpisy aktualizacyjne z tytułu kredytów oraz pożyczek wyniosły 785 mln zł, a roczny koszt ryzyka osiągnął poziom 75pb i był znacznie niższy r/r (0,85% w 2015 r.), co odzwierciedla poprawę jakości portfela kredytowego (wskaźnik kredytów niepracujących na poziomie 6,84%; wobec 7,26% w 2015 r.) oraz realizowaną przez Grupę politykę proaktywnego zarządzania ryzykiem w sprzyjających warunkach ekonomicznych.
Bank Zachodni WBK wypłacił dywidendę w wysokości 1 290 mln (13 zł za akcję) w maju 2016 r.
Bankowość detaliczna BZ WBK w 2016 r.:
Rozwój aplikacji mobilnej jako portfela cyfrowego agregującego różne typy płatności i usługi dodatkowe
Android Pay w ofercie płatności
Wysoki roczny wzrost salda na kontach osobistych (o 22%) oraz wysoki wzrost sald na kontach oszczędnościowych (o 22%)
W 18 oddziałach wprowadzono model obsługi gotówkowej prowadzonej wyłącznie w urządzeniach samoobsługowych
W 2016 roku we wpłatomatach nastąpił ponad 50% przyrost ilości i ponad 70% przyrost wartości transakcji.
Wzrost wartości sprzedaż produktów kredytowych w bankowości mobilnej i internetowej o 45% r/r.
Wzrost liczby transakcji mobilnych o 90% r/r, ponad 4,1 mln transakcji w IV kwartale.
Bardzo dobre wyniki sprzedaży kredytów hipotecznych – 5,5 mld złotych kredytów hipotecznych,30% wzrost wartości r/r.
Wzrost portfela kredytów gotówkowych w 2016 o 8%.
Wzrost wartość depozytów klientów detalicznych o 8% r/r.
MŚP w 2016 r.:
Wzrost akwizycji oraz aktywności klientów
Wzrost wolumenu depozytów r/r o 1,3 mld zł tj. o 12%.
Wzrost wartości portfela kredytowego MŚP o 4% r/r.
Rozwój strategii pozafinansowego wspierania firm – nowy program stażowy dla klientów, warsztaty edukacyjne, szkolenia on-line dla pracowników klientów.
II edycja programu „Firmowe Ewolucje” i platformy internetowej realizującej ideę wsparcia pozafinansowego dla firm, będących klientami banku
VIII edycja „Akademii Przedsiębiorcy”, 3000 uczestniczących firm.
Bankowość Biznesowa i Korporacyjna w 2016 r.:
Wzrost salda depozytów o 9% r/r, wyraźnie powyżej dynamiki rynku w porównywalnym okresie
Wzrost dynamiki portfela kredytów pracujących do poziomu +5% r/r w segmencie Bankowości Korporacyjnej i Large
Rozwój finansowania eksportu – wzrost o 8 r/r, w tym akredytywy o 35 % r/r
Wzrost aktywów klientów o 23% r/r w segmencie food&agri
Rozwój biznesu w bankowości transakcyjnej (wzrost o 10% r/r przychodów prowizyjnych)
Globalna Bankowość Korporacyjna w 2016 r.:
Znaczące umowy kredytowe (m.in. z międzynarodowym koncernem samochodowym, klientami z sektora telekomunikacyjnego, spożywczego, nieruchomości i finansowego;
Znacząca gwarancja zabezpieczająca międzynarodowy kontrakt dla klienta z sektora paliwowo-gazowego (IV kw. 2016 r.);
Znaczące emisje obligacji, transakcje na rynku kapitałowym oraz doradztwo w zakresie fuzji i przejęć;
Zwiększenie liczby kanałów dystrybucji produktów skarbowych, rozwój narzędzi e-commerce;
Nowe funkcjonalności w platformie e-FX.
Leasing w 2016 r.:
W 2016 roku BZ WBK Leasing sfinansował środki trwałe o najwyższej w historii wartości netto ponad
4 mld PLN. Rekordowe wyniki odnotowano zarówno w segmencie MŚP, jak i segmencie korporacyjnym. Wzrost sprzedaży wyniósł +13 % r/r, a na rynkach pozarolniczych +24% r/r.
Na koniec 2016 roku wartość portfela leasingowego osiągnęła 6,8 mld zł, tj. +22% r/r utrzymując wysoką jakość.
W 4 kwartale 2016 r. BZ WBK Leasing wprowadził program finansowania dla przedsiębiorczych kobiet „Sukces kobiet w biznesie”.
Faktoring w 2016 r.:
Obroty spółki faktoringowej wyniosły 19 mld zł i były wyższe o 12% r/r
Portfel kredytów wzrósł o 16% r/r i osiągnął poziom 3,4 mld zł.
Spółka zajęła drugą pozycję na rynku, z udziałem na poziomie 12%.
Sprzedaż w 2016 roku wyniosła 2 mld zł.
Santander Consumer Bank w III kw. 2016 r.:
Zysk netto wyniósł 476 mln zł, 9% więcej r/r
Portfel kredytowy wzrósł o 8% r/r i wyniósł 15,7 mld zł, a wartość depozytów wzrosła o 17% do 8,2 mld zł
SCB utworzyło joint venture (50/50) z Grupą PSA poprzez nabycie PSA Finance Polska sp. z o.o. – leasingowej firmy motoryzacyjnej (od 1 października 2016 r.)
Bezrobocie w Polsce dalej spada. Fitch ostrzega i maluje wizję zmian w Polsce. Brytyjski Sąd Najwyższy potwierdził, że Brexit wymaga zgody parlamentu.
Bezrobocie w Polsce
W grudniu bezrobocie w Polsce wyniosło 8,3%. To o 0,1% więcej niż w listopadzie ale 1,5% mniej niż rok temu. Jest to oczywiście bardzo dobry wynik. Warto natomiast wziąć pod uwagę, że wzrost w grudniu jest zjawiskiem typowym dla naszej gospodarki i miał miejsce również w poprzednich latach. Miesiące zimowe to mniejsza ilość pracowników sezonowych. Warto zwrócić uwagę, że te 1,5% redukcji bezrobocia wcale nie jest niespodziewanie dobrym rezultatem. W 2014 i 2015 bezrobocie spadało szybciej. Nie zmienia to faktu, że znajdujemy się na najniższych poziomach od czasu opuszczania fikcji pełnego zatrudnienia minionego systemu. Rynki przyjęły ten odczyt neutralnie spodziewając się takiego wyniku. W długim okresie jednak spadające bezrobocie działa wyraźnie na korzyść złotego.
Fitch na temat Polski
Agencja ratingowa Fitch wypowiedziała się na temat perspektyw naszego kraju w najbliższym roku. Zwrócono uwagę na fakt, że spadek inwestycji w 2016 roku mógł być również pochodną końca cyklu w wydatkowaniu pieniędzy unijnych. Nie wyklucza oczywiście pewnego spowolnienia, szczególnie biorąc pod uwagę podatki sektorowe. Dodatkowo agencja przewiduje zacieśnienie polityki fiskalnej w ciągu roku. Jej zdaniem będzie to konieczny manewr w obliczu rosnącej inflacji. Podobny scenariusz przedstawił również prezes NBP, aczkolwiek scenariusz ten dotyczy jego zdaniem dopiero 2018 roku. Bardzo niskie bezrobocie, rekordowo niskie stopy procentowe i rosnąca inflacja – jest to idealne zjawisko do powstania bańki spekulacyjnej.
Co z Brexitem?
Brytyjski Sąd Najwyższy podjął decyzję, że do procedury opuszczenia Unii Europejskiej wymagana jest zgoda parlamentu. Powodem jest fakt, że rząd bez zgody parlamentu może wypowiedzieć tylko te umowy, które nie zmieniają prawa. Z drugiej strony to samo postanowienie mówi, że do opuszczenia Unii Europejskiej nie jest wymagana zgoda autonomicznych parlamentów Szkocji, Irlandii Płn. czy Walii. Takie werdykt działa na korzyść funta. W pierwszym odruchu inwestorzy wycofywali się z brytyjskiej waluty, gdyż tuż przed werdyktem kupowali funta licząc na jeszcze korzystniejszy rezultat jakim był wymóg zgody parlamentów lokalnych. Każda kolejna instancja, która musi wyrazić zgodę zmniejsza szansę na tzw. twardy Brexit. Powolne opuszczenie wraz z pełnymi negocjacjami to coś co znacznie bardziej podoba się rynkom finansowym.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych nie ma ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
W 2016 roku zarejestrowano w Europie ponad 15 mln nowych samochodów, z czego jedną czwartą stanowiły SUV-y. Popularność tego typu pojazdów rośnie również na innych rynkach, przede wszystkim – podobnie jak w Polsce – dzięki zakupom na firmę.
Miniony rok był jednym z najlepszych dla branży motoryzacyjnej. Analitycy z JATO Dynamics podkreślają, że liczba rejestracji w 2016 roku jest drugim najlepszym wynikiem osiągniętym od 2007 roku. Spośród 29 europejskich rynków 27 odnotowało wzrosty, z czego 14 na dwucyfrowym poziomie.
Dane płynące z rynku europejskiego pokazują również, że rok 2016 okazał się najlepszy dla modeli typu SUV. Podczas gdy inne segmenty wzrosły średnio o około 2,2 procent, ten odnotował wzrost na poziomie 21,4 procent – oznacza to zwiększenie sprzedaży tego rodzaju samochodów z 3,2 mln w 2015 roku do 3,9 mln w 2016 roku.
– Wyniki za rok 2016 pokazują, że jedną z ważniejszych grup klientów na rynku motoryzacyjnym są firmy. W Polsce zarejestrowano w ubiegłym roku ponad 416 tys. samochodów osobowych, z czego 282 tys. rejestracji było na REGON. Oznacza to wzrost rok do roku o prawie 22 procent – komentuje Łukasz Kania, prezes zarządu Fleet Partners. – Udział klientów instytucjonalnych w całkowitej liczbie rejestracji zwiększył się w porównaniu do 2015 roku z 65,2 procent do 67,7 procent, a najsilniejszą grupę nabywców stanowiły firmy zajmujące się leasingiem CFM i RC, których udział w rynku wyniósł 44,9 procent i charakteryzował się wzrostem o 2,1 procent. Warto również zwrócić uwagę na rosnącą popularność hybryd i samochodów elektrycznych. Chociaż ich udział w rynku wciąż jest niewielki i wynosił odpowiednio 2,4 procent. i 0,1 procent, to liczba ich rejestracji wzrosła o ponad 65 procent, głównie za sprawą aut z napędem hybrydowym.
Raport przygotowany przez Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar pokazuje ponadto, że w Polsce największy udział w rynku samochodów hybrydowych niezmiennie ma Toyota (78,35 procent), a dane sprzedaży koncernu pokazują, że na świecie połowa egzemplarzy RAV4 wybierana jest właśnie z takim napędem. Na drugim miejscu znalazł się Lexus z udziałem na polskim rynku wynoszącym 15 procent. Dalsze miejsca przypadły marce KIA (1,86 procent), Volvo (1,44 procent) i Fordowi (0,93 procent).
Źródłem finansowania transportu ekologicznego mogą okazać się środki unijne. Jest to bardzo istotne w kontekście finansowania projektów transportu ekologicznego. Inną możliwość stwarzają bardzo atrakcyjne linie kredytowe, które udzielają banki europejskie, np. Europejski Bank Odbudowy czy EBI, które zamierzają w ten sposób pobudzić rynek pojazdów ekologicznych.
– Banki chcą, aby firmy inwestowały w rozwój zaplecza produkcyjnego dla ekologicznego transportu – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Karol Zarajczyk, prezes zarządu Ursus S.A. – Kolejną zachętą umożliwiającą rozwój tej gałęzi mogłyby być dotacje na zakup takich pojazdów. Mowa o ulgach podatkowych czy zwolnieniach z podatku VAT dla użytkowników pojazdów elektrycznych.
Według ekonomisty Łukasza Białka, Trump, znosząc sankcje dla Rosji, dałby impuls krajom UE, które po zamknięciu rynków odniosły straty rzędu 45 mld dolarów. W Polsce duże pieniądze ubywają przez to m.in. firmom transportowym. Tymczasem prof. S. Gomułka twierdzi, że Rosjanie nie są dla nas ważnymi partnerami handlowymi.
Nowy prezydent Stanów Zjednoczonych obejmuje urząd w sytuacji, gdy jego poprzednik przedłużył sankcje wobec Rosji o kolejny rok. Jednak ekonomiści przewidują, że zgodnie ze swoimi wcześniejszymi zapowiedziami, Donald Trump cofnie decyzję Baracka Obamy w tej sprawie, choć nie zrobi tego od razu. W rozmowie z serwisem agencyjnym MondayNews, prof. Stanisław Gomułka, Główny Ekonomista Business Centre Club, przypuszcza, że nowy prezydent USA zacznie zabiegać o to, aby nie przedłużać sankcji. Celem tego będzie poprawa stosunków międzynarodowych z Rosją i w konsekwencji, realizacja wspólnych strategii.
– Niedawna zapowiedź Donalda Trumpa o gotowości zakończenia sankcji wobec Federacji Rosyjskiej jest, wbrew pozorom, dobrą informacją dla Europy. Zawarcie porozumienia pomiędzy USA i Rosją może spowodować, że kraje członkowskie UE, które dotąd zachowywały neutralną retorykę w tej kwestii, zaczną coraz bardziej akcentować potrzebę złagodzenia polityki wobec państwa, kierowanego przez prezydenta Putina. To z kolei, pozwoliłoby na powrót współpracy gospodarczej Unii Europejskiej z Federacją Rosyjską sprzed 2014 roku – twierdzi warszawski ekonomista Łukasz Białek.
Prof. Gomułka przyznaje, że ograniczenia w handlu z Federacją Rosyjską w Europie mogą nie przetrwać do końca 2017 roku. Jeżeli Stany Zjednoczone rozpoczną współpracę z Rosją, a jest wysoce prawdopodobne, że spełni ona ich oczekiwania w zakresie wspólnej walki z terroryzmem, to Unia Europejska okaże solidarność z USA. Będzie chciała uniknąć konfrontacji z państwem rządzonym przez Trumpa. W opinii ekonomisty, zawarcie jakichkolwiek porozumień z Putinem będzie miało jednak bardzo ograniczony wpływ na gospodarkę Starego Kontynentu, w tym Polski.
– Należy pamiętać, że udział Rosji w światowych rynkach wynosi zaledwie ok. 1%. Pod względem ekonomicznym ten kraj nie odgrywa poważnej roli w Europie. Jest też stosunkowo niewielkim partnerem handlowym dla Polski, mimo że może mieć znaczenie dla przedstawicieli sektora rolno-spożywczego. Dla nas wielokrotnie ważniejsi są Niemcy, Wielka Brytania, Francja oraz Włochy. Sankcje gospodarcze zdecydowanie mają charakter symboliczny. Są po prostu wyrazem dezaprobaty polityków i opinii publicznej krajów UE i Stanów Zjednoczonych wobec napaści Federacji Rosyjskiej na Ukrainę – podkreśla prof. Stanisław Gomułka.
Zupełnie innego zdania jest Łukasz Białek. Jak informuje, Francuskie Centrum Badawcze Gospodarki Światowej wyliczyło, że od 2014 roku kraje członkowskie UE straciły na wprowadzeniu sankcji wobec Rosji aż 45 mld dolarów. Na ten wynik wpłynęło m.in. to, że w 2015 roku import z Unii Europejskiej spadł o 40%. Dla słabszych gospodarczo krajów i mniejszych, międzynarodowych firm, ograniczenia w wymianie handlowej z Federacją Rosyjską, mają ogromne znaczenie i dotkliwe skutki. Dlatego, ekspert uważa, że warto jednak walczyć o odnowienie współpracy, zarówno na poziomie politycznym, jak i ekonomicznym.
– Następstwem zniesienia sankcji może być powolna odbudowa międzynarodowych stosunków gospodarczych Federacji Rosyjskiej, ale do poziomu nadal bardzo skromnego. Zdolności płatnicze Rosji są bowiem, przy obecnych cenach surowców energetycznych, niewielkie, więc kraj ten nadal będzie stosunkowo małym rynkiem zbytu dla eksporterów UE. Zaufanie inwestorów zagranicznych do Rosji jest teraz, częściowo w wyniku sankcji, także dość mocno ograniczone i nie oczekuję dużej zmiany w tym zakresie – ocenia prof. Gomułka.
Niemniej, w wyniku zniesienia sankcji, ekspert z BCC spodziewałby się jednak dużej poprawy w relacjach między obywatelami Rosji i UE. To znaczy, przybysze ze Wschodu przyjeżdżając do Europy Zachodniej, przestaliby czuć silną obecnie dezaprobatę wobec polityki realizowanej przez ich rząd. Z kolei, tamtejszy konsument mógłby kupować m.in. polskie jabłka, niemieckie samochody czy włoskie sery. Usunięcie sankcji poprawiłoby też klimat w relacjach politycznych Unii Europejskiej z Federacją Rosyjską.
– Trzeba zwrócić uwagę na to, że przed wprowadzeniem sankcji, eksport polskich towarów do Rosji, w cenach bieżących, wynosił ok. 7,5 mld dolarów. Spadek do poziomu 4,5 mld dolarów w 2015 roku oznacza, że nasi przedsiębiorcy mogli nie sprzedać produktów za ok. 3 mld dolarów. Pytanie brzmi, czy znaleźli inne rynki zbytu. Ale nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Dane GUS-u wskazują, że w 2016 roku nastąpił wzrost do 5,1 mld dolarów. Jednak część firm mogła nie zbilansować utraty rynku rosyjskiego – wyjaśnia Białek.
Tylko te przedsiębiorstwa, które miały utrwaloną, mocną pozycję w Europie, mogły poradzić sobie w tak trudnych warunkach. Walczyły np. o rozszerzenie swoich wpływów w Azji. Sankcje nałożone na sąsiedni kraj, uderzają bezpośrednio w polskich producentów żywności. Ponadto, rosyjskie embargo ma negatywny wpływ na nasze firmy transportowe, które są liderem w przewozach towarów do Rosji. Problem jest poważny, ponieważ szacowana wartość ich przychodów, z tego tytułu, osiągała przed 2014 rokiem co najmniej 700-800 mln zł rocznie. Obecnie, przy braku nowych zleceń, dla niektórych z nich działalność stoi już na krawędzi opłacalności.
– Kraje UE wielokrotnie akcentowały potrzebę złagodzenia kursu wobec państwa, kierowanego przez Putina. Wśród nich można wymienić Francję, Niemcy, Włochy, Słowację i Czechy. Nasz udział w eksporcie towarów do Rosji jest wprawdzie niewielki, bo stanowi ok. 2,9%. Ale, według danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny w połowie stycznia 2017 roku, Rosja znalazła się na 8. miejscu wśród rynków eksportowych Polski i na 3. – w imporcie. Porównując ostatnie dane z wynikami z 2014 roku, straciliśmy zarówno w 2015 jak i 2016, po około 2,5 mld dolarów – dodaje na koniec Łukasz Białek.
Michał Ajchel, Wiceprezes Pion Energy, Schneider Electric Polska
Miniony rok to kolejne zmiany na rynku energii. Ponowna groźba blackoutu, ograniczenia emisji CO2, plany budowy nowych bloków czy inwestycje w modernizację sieci energetycznych to sprawy, którymi polska energetyka musi się zająć. W 2017 roku należy spodziewać się utrzymania obecnego kursu – komentuje Michał Ajchel, Wiceprezes Pion Energy, Schneider Electric Polska.
Sytuacja na rynku energetycznym w 2016 roku
2016 rok potwierdził, że na polskim rynku energii jedyną stałą jest zmiana. Wbrew założeniom pakietu klimatycznego wyznaczającego kierunki związane z dekarbonizacją, rozwojem energetyki odnawialnej i obniżeniem emisji CO2, przyniósł wzrost znaczenia węgla kamiennego kosztem OZE, a w szczególności energetyki wiatrowej. Świadczą o tym zaplanowane w minionym roku inwestycje w nowe moce wytwórcze oparte głównie na węglu, takie jak na przykład zaplanowana budowa nowego bloku energetycznego w Ostrołęce. Jednocześnie, wsparcie sektora energetyki odnawialnej ograniczone zostało do zagwarantowania minimalnego udziału energii odnawialnej, wymaganego przez regulacje pakietu klimatycznego. Ubiegłoroczne zmiany dotknęły w szczególności polski rynek energii wiatrowej, a to za sprawą ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych, nazywanej przez branżę „antywiatrakową”, która według analityków może spowodować trudności w osiągnięciu przez Polskę celu 15 proc. energii z OZE do 2020 roku.
Latem ubiegłego roku polska energetyka znalazła się ponownie w trudnej sytuacji związanej z niedoborem mocy. W czerwcu pobiliśmy historyczny rekord zapotrzebowania na moc i choć dzięki lekcji wyciągniętej z 2015 roku, ostatecznie udało się uniknąć najczarniejszego scenariusza, to widmo „blackoutu” w dalszym ciągu istnieje. Przypomnijmy, że w perspektywie 2025 r. w Polsce wycofanych zostanie ok. 10 GW mocy wytwórczych, a problemy ze zbilansowaniem systemu energetycznego mogą wystąpić już w 2020 roku. Remedium na rosnące zapotrzebowanie na moc i postępujący trend spadku jej rezerw, ma być przedstawiony w grudniu 2016 r. projekt ustawy o rynku mocy. Mechanizm ten ma zapobiec niedoborom mocy wytwórczych poprzez wspieranie inwestycji w wysokosprawną energetykę konwencjonalną i wynagradzać spółki za utrzymywanie dyspozycyjności, co z kolei wspierać będzie inwestycje. Niestety, projekt musi jeszcze zostać zaaprobowany przez Brukselę, a tam łatwo nie będzie, gdyż polski projekt jest w sprzeczności z proponowanym przez Komisję Europejką, tak zwanym Pakietem Zimowy. Według proponowanych przez KE zapisów, wsparciem mechanizmami rynku mocy mogą być objęte tylko instalacje o emisyjności mniejszej niż 550 g CO2/kWh, a do tego progu nie zbliża się dzisiaj żadna instalacja węglowa, nawet dopiero planowana, bardzo nowoczesna instalacja w Ostrołęce.
Prognozy na 2017
Należy się spodziewać, że w 2017 roku rynek energii utrzyma kurs z ubiegłego roku, co oznacza główną rolę węgla w polskim sektorze energetycznym i zahamowanie rozwoju energetyki odnawialnej. Ważnym tematem pozostanie rynek mocy i towarzyszące mu prace związane z bilansowaniem rynku. Niewątpliwie w dalszym ciągu będziemy zwiększać bezpieczeństwo energetyczne oraz poprawiać efektywność energetyczną. W tym przypadku na pewno znajdziemy sprzymierzeńca w KE, która wręcz narzuca takie działania w zaproponowanym Pakiecie Zimowym. Z pewnością czekająca nas dynamika zmian wymusi wdrażanie coraz bardziej wydajnych i niezawodnych rozwiązań. Jako Schneider Electric jesteśmy przekonani, że jedyną odpowiedzią na te wyzwania jest wykorzystanie nowoczesnych technologii. To oznacza, że podmioty działające na polskim rynku energii będą musiały inwestować w przyszłościowe technologie i wdrażać innowacje na każdym poziomie swojej działalności. Dlatego, już dziś oferujemy inteligentne rozwiązania, które są wynikiem połączenia dziedzin IT, OT i Internetu Rzeczy i pozwalają kontrolować zapotrzebowanie i konsumpcję energii w zupełnie nowy i efektywny sposób. Rynek energii musi postawić na innowacje, dlatego, należy się spodziewać, że w 2017 r. na znaczeniu zyskają inwestycje w wysokowydajne technologie, urządzenia i systemy pozwalające obniżać zużycie oraz koszty energii. Sprzyjać będą temu środki z funduszy unijnych na lata 2014-2020, których znaczna część ma być przeznaczona na gospodarkę niskoemisyjną. Wzrost takich inwestycji będzie również wymuszony przez zapowiadane przez Komisję Europejską podniesienie celu efektywności energetycznej do poziomu 30 proc. do 2030 r.
Obszarem, który będzie wymagał szczególnej uwagi jest obszar dystrybucji energii. Wydaje się, że jest on czasami pomijany w świetle dyskusji toczonych na temat generacji, czy dekarbonizacji, a to właśnie od sektora dystrybucji może zależeć bezpieczeństwo energetyczne Kowalskiego i to właśnie tutaj mamy ogromny potencjał na poprawę efektywności energetycznej. Jednym z głównych celów inwestycyjnych na 2017 rok pozostanie automatyzacja sieci i poprawa niezawodności, związana z poprawą współczynników SAIDI, czy SAIFI. Ponad 1,3 mld zł rocznie kosztują polską gospodarkę wyłączenia dostaw prądu z powodu awarii sieci. Średni czas przerw dostawach energii w Polsce wynosi 272 minuty i jest ponad ośmiokrotnie dłuższy niż np. w Danii czy Niemczech. Celem jest skrócenie tego czasu do 136 minut w roku 2020, ale realizacja tego celu wymaga zastosowania najlepszych, dostępnych dzisiaj technologii. Takim rozwiązaniem jest Self Healing Grid (SHG), który już dzisiaj zdobywa duże uznanie w polskich spółkach energetycznych i jako jedyny pozwala na przywracanie zasilania w czasie poniżej 30 sekund.
Kolejnym istotnym problemem, z którym w 2017 roku będzie musiała się zmierzyć branża energetyczna, będą wciąż powstające straty na drodze pomiędzy elektrownią, stacjami transformatorowymi, a odbiorcami końcowymi. To właśnie w sieciach dystrybucyjnych powstają największe straty, które stanowią 84 proc. strat w całym systemie sieci energetycznych w Polsce. Ich przyczyną jest w większości przypadków przestarzała i nieefektywna infrastruktura sieci, która wymaga modernizacji, ale także brak systemów do optymalizacji pracy sieci. Z doświadczeń Schneider Electric wynika, że dzięki zastosowaniom zaawansowanego systemu zarządzania siecią dystrybucyjną ADMS SE można zaoszczędzić nawet 3% wolumenu dystrybuowanej energii, a biorąc pod uwagę, że w 2016 roku przez polskie sieci przepłynęło 164TWh energii, mówimy tutaj o naprawdę dużych pieniądzach.