Nowy Business Development Manager w BPi Polska

Wojciech Skrobisz dołączył do zespołu BPi Polska jako Business Development Manager.  W zespole belgijskiego dewelopera należącego do międzynarodowej grupy CFE  będzie odpowiadać za pozyskiwanie gruntów pod nowe inwestycje, w czym posiada wieloletnie doświadczenie zawodowe.

Wojciech Skrobisz
Wojciech Skrobisz

Wojciech Skrobisz jest absolwentem Akademii Ekonomicznej  w Krakowie oraz Politechniki Warszawskiej. Z branżą  nieruchomości związany jest już od 1998 roku. W ostatnich latach (2014 – 2015) pracował dla Home Invest Sp.zo.o. Wcześniej, kolejno w firmach  Apsys Polska SA (2011-2014), Plaza Centers Poland Sp.zo.o. (2007-2011), Dom Development SA (2006-2007) oraz Bouygues Immobilier Polska Sp. z o.o. (2005-2006) jako Development Manager i odpowiednio Land Purchase Manager odpowiadał za zakup terenów pod nowe inwestycje zarówno komercyjne jak i mieszkaniowe przeprowadzając cały proces od due diligence po finalizację transakcji. Pracował również dla Leader Price Polska Sp.zo.o (2003-2005), Skańska-Exbud SA (2000-2003) oraz Echo Investment SA (1998-2000). Nowy Business Development Manager w BPI Polska posiada również wieloletnie doświadczenie w komercjalizacji projektów, w tym centrów handlowych , parków biznesowych oraz w wynajmie lokali biurowych i usługowych. Odpowiadał także za administrację nieruchomości oraz obsługę najemców.

Prywatnie interesuje się motocyklami i zabytkowymi samochodami (obecnie sam restauruje Jaguara), jeździ na rowerze, nartach i na motocyklu enduro.

Polacy zbankrutowali z kredytami na miliard złotych

Niemal 1 miliard złotych, tylko w bankach wyniosły zobowiązania osób, które ogłosiły upadłość konsumencką w latach 2015 i 2016 r. Przeciętny dług kredytowy osoby bankrutującej w 2016 r. prawie 181 tys. zł, a w 2015 r. 232 tys. zł – wynika z danych BIK oraz BIG InfoMonitor. Co czwarta bankrutująca osoba nie miała kredytów wcale.

W 2016 r. upadłość konsumencką ogłosiło 4450 osób, niemal dwukrotnie więcej niż w pierwszym roku obowiązywania zliberalizowanego prawa o upadłości konsumenckiej, kiedy to liczba ta sięgnęła 2113*.

Jak sprawdziliśmy, same bankowe zaległości osób, które zbankrutowały w latach 2015 i 2016 wyniosły 980,2mln zł**. Ponad 408 mln zł przypadło na 2015 r., a 572 mln zł na 2016 r. – informuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.  – Największy udział w tej dwuletniej puli mają kredyty mieszkaniowe – 60 proc., choć najczęściej upadłość ogłaszają posiadający wyłącznie kredyty na konsumpcję – dodaje Sławomir Grzelczak.

Wykres

W minionym roku wyłącznie z kredytami konsumpcyjnymi po ostateczność jaką jest upadłość sięgnęło prawie 57 proc. osób. Kolejnych blisko 26 proc. nie miało jakichkolwiek zobowiązań w bankach – wynika z analizy Biura Informacji Kredytowej i BIG InfoMonitor. W przypadku tych osób może wchodzić w grę nadmierne zadłużenie konsumpcyjne w niebankowych firmach pożyczkowych oraz zaległości z tytułu różnego rodzaju płatności pozakredytowych, a także zobowiązań w ZUS czy Urzędach Skarbowych, pozostałe po prowadzonej wcześniej firmie.

Mimo, zastrzeżenia w ustawie, że wniosek o ogłoszenie upadłości osoby uprzednio prowadzącej działalność gospodarczą, która w stosownym czasie nie złożyła wniosku o upadłość firmy może zostać oddalony i nie będzie ona mogła ogłosić upadłości konsumenckiej, sądy ze względów słuszności lub humanitarnych mogą postępowanie upadłościowe przeprowadzić.

Kredyty mieszkaniowe, które pod względem wartości dominują, miało wśród bankrutujących w 2016 r., niecałe 18 proc. osób. – 4,4 proc. posiadało wyłącznie zadłużenie mieszkaniowe, a 13,2 proc. poza kredytami na nieruchomości spłacało też konsumpcyjne.

Prawie 600 mln zł stanowią kredyty mieszkaniowe

Choć kwota kredytów osób bankrutujących rośnie z roku na rok to średnia zaległość jednej osoby znacząco się obniżyła – z 230 709 zł w 2015 r. spadła w 2016 r. do 180 876 zł, czyli o niemal 50 tys. zł.Tabela2

Powód? Znacznie niższy odsetek bankrutujących z kredytami mieszkaniowymi. Gdy w pierwszym roku prawie co czwarta ogłaszająca upadłość osoba (23 proc.) miała kredyt mieszkaniowy, to w 2016 r. odsetek ten wyniósł 18 proc. Można również zaobserwować, że w pierwszej fali orzeczeń dotyczących upadłości konsumenckiej, bankrutowały osoby z wyższymi kwotami kredytów mieszkaniowych. Średnie zadłużenie z tytułu kredytu mieszkaniowego w 2015 r. przekraczało 539 tys. zł, wobec 424 tys. zł w 2016 r. Co nie zmienia faktu, że kwota ta wciąż mocno odstaje od rynkowej średniej pożyczanej na mieszkanie. Według danych raportu AMRON- SARFiN od lat Polacy pożyczają na ten cel ok. 210-220 tys. zł. Jedną z przyczyn wysokiego poziomu długów z tytułu kredytów mieszkaniowych jest jednak liczba tych kredytów. Na 1265 bankrutujące w latach 2015-2016 osoby z zadłużeniem na mieszkanie: 1 036 miało jeden kredyt, 188 – dwa, a 39 – od trzech do sześciu. W ostatnim przypadku, posiadających od trzech do sześciu kredytów mieszkaniowych, zadłużenie z tego tytułu warte było przeciętnie 1,1 mln zł.

Dominującą walutą w kredytach mieszkaniowym osób bankrutujących w minionych dwóch latach jest złoty. Zadłużenie w rodzimej walucie stanowiło 69 proc., 28 proc. były to kredyty frankowe, a niecałe 3 proc. w euro.

Sumy zaległości osób posiadających wyłącznie kredyty konsumpcyjne to średnio na osobę 84 732 zł w 2015 r. i 82 190 zł w 2016 r.

Portret bankruta

Kto najczęściej ogłasza upadłość? Kobieta, która ma niewiele ponad 49 lat oraz dwa do czterech kredytów konsumpcyjnych, zamieszkująca w województwie mazowieckim – wynika z danych BIG InfoMonitor i BIK.

Tabela3

Panie od początku obowiązywania nowych przepisów dotyczących upadłości dominują wśród ogłaszających bankructwo. W 2015 r. udział kobiet wynosił ponad 57 proc., by w zeszłym roku spaść o 1 pkt. proc.

Udział osób z ogłoszonym bankructwem według liczby posiadanych kredytów

Jeśli chodzi o liczbę umów kredytowych bankrutujących Polaków, to zdecydowanie najczęściej są to osoby, które mają od dwóch do czterech kredytów. W ub.r. w takiej sytuacji była ponad jedna trzecia. Więcej niż jedna czwarta nie miała żadnego kredytu w banku, jedna piąta miała jedno zobowiązanie, a blisko jedna piąta od pięciu do nawet kilkunastu.

W ujęciu geograficznym niekwestionowanym liderem, kolejny rok jest województwo mazowieckie. Na Mazowsze przypada co trzecia złotówka z kwoty kredytów spłacanych przez ogłaszających upadłość, stąd też wywodzi się co piąta osoba, która zdecydowała się na bankructwo, choć udział dorosłych mieszkańców Mazowsza w populacji całej Polski wynosi niecałe 14 proc.

Na drugim miejscu znalazł się Śląsk, skąd pochodzi ponad 11 proc. osób spośród 4 430 bankrutujących w 2016 r. Dalej jest Wielkopolska oraz woj. kujawsko-pomorskie.

*zestawienie pokazujące liczbę dłużników kredytowych w BIK oraz pozakredytowych w BIG InfoMonitor
*zestawienie pokazujące liczbę dłużników kredytowych w BIK oraz pozakredytowych w BIG InfoMonitor

Wciąż niemal niezauważalna pozostaje instytucja upadłości konsumenckiej w województwach opolskim i lubelskim, gdzie w ciągu 2016 r. upadłość ogłosiło poniżej 100 osób.

Liczba osób ogłaszających upadłość w dużej mierze odzwierciedla rozkład terytorialny osób posiadających zaległości w obsłudze rat kredytów i bieżących rachunków. Prezentowane w Raporcie InfoDług dane pokazują, że najwięcej osób z problemami w obsłudze bieżących zobowiązań mieszka na Śląsku i Mazowszu i to w tych województwach miało miejsce najwięcej upadłości w minionym roku. W rankingu województw, pod względem liczby upadłości konsumenckich w 2016 r. stosunkowo nisko, bo na szóstej pozycji znalazł się Dolny Śląsk, który pod względem liczby nierzetelnych dłużników jest trzeci. Wysoko natomiast, bo na piątym miejscu widać Małopolskę, która w Raporcie InfoDług, w liczbie niesolidnych dłużników jest dopiero dziewiąta. Podobnie sytuacja przedstawia się z woj. podkarpackim i świętokrzyskim, którym liczba mieszkańców z kłopotami w obsłudze zobowiązań daje końcowe miejsca w InfoDługu, natomiast na liście największej liczby ogłoszonych upadłości konsumenckich zajmują one odpowiednio 9. i 11. miejsce.

109 osób ma kredyty za ponad 1 mln zł

11 najbardziej zadłużonych w bankach bankrutów z 2016 r. ma zobowiązania przekraczające 3 mln zł i nie w każdym przypadku, jak miało to miejsce u rekordzistów w 2015 r., na milionowe zaległości składa się kredyt mieszkaniowy. Rekordzista, 42-letni mężczyzna ma kredyty o wartości 10,19 mln zł, z czego dwa mieszkaniowe na sumę 2,35 mln zł, pozostałe zobowiązania na blisko 8 mln zł zostały zaciągnięte na konsumpcję. Druga osoba, w zestawieniu, 40 letnia kobieta ze Śląska z pięcioma kredytami, cztery zaciągnęła na nieruchomości a jeden na konsumpcję. Jej zaległość budują głównie kredyty mieszkaniowe o wartości 4,9 mln zł, bo jeden konsumpcyjny wart jest ok. 200 tys. zł. Na trzecim miejscu znalazło się małżeństwo z woj. łódzkiego, które wspólnie ogłosiło upadłość konsumencką. Kobieta ma 54 lata, a mężczyzna 58 lat. Winni są bankom 4,6 mln zł z tytułu dwóch kredytów: konsumpcyjnego oraz mieszkaniowego, dominuje konsumpcyjny na ponad 4,4 mln zł. Piąty jest 48 latek z Warszawy z jednym kredytem mieszkaniowym wartym nieco ponad 4 mln zł. Kolejna osoba to również mężczyzna ze stolicy, ma 38 lat, a pięć jego kredytów składa się na 4 mln zł, z czego 3,9 mln zł przypada na trzy mieszkaniowe. Z kolei m.in. trzy kredyty, wyłącznie konsumpcyjne, na kwotę 3,3 mln zł doprowadziły do upadłości małżeństwo 50-latków z Małopolski. Kredytów mieszkaniowych nie ma również, dziewiąty na liście osób ogłaszających upadłość w 2016 r., 60 latek z Mazowsza. Zbankrutował z jednym kredytem konsumpcyjnym na kwotę 3,2 mln zł. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja kolejnej osoby – 44 latki z Mazowsza. Na sumę jej zobowiązań bankowych – 3,1 mln zł – składa się 7 kredytów, w tym trzy mieszkaniowe warte 3 mln zł. Kwotę nieznacznie przewyższającą 3 mln zł kredytów ma jeszcze jedenasty z rekordzistów – 47 latek z Mazowsza, jeden na nieruchomość na blisko 3 mln zł i drugi konsumpcyjny na prawie 100 tys. zł . Kolejne osoby z zestawienia mają zobowiązania nieprzekraczające 3 mln zł, co nie oznacza, że są niskie. Na liście bankrutujących w 2016 r. 109 osób ma zaległości w bankach wyższe niż 1 mln zł.

Osoba, która ogłosi upadłość konsumencką przez 10 lat nie będzie mogła powtórzyć tej procedury. Musi się również liczyć z tym, że informacje o upadłości znajdą się w BIK i będą podawane w raportach do momentu pojawienia się ponownej możliwości ogłoszenia upadłości.

*dane na podstawie publikacji orzeczeń sądowych w Monitorze Sądowym i Gospodarczym

**W danych tych zadłużenie w pełnej kwocie przypisywane jest do każdej osoby oddzielnie. Jeśli, więc upadłość ogłaszają dwaj współkredytobiorcy np. małżonkowie z kredytem mieszkaniowym, którym do wspólnej spłaty pozostało 300 tys. zł, to do każdej osoby oddzielnie przypisywana jest kwota 300 tys. zł.  

Przeplatanka Trumpa

Rynki finansowej pozostają pod wpływem przeplatanki serwowanej przez prezydenta Trumpa, co finalnie hamuje wykrystalizowanie solidniejszego kierunku. EUR/USD i USD/JPY pozostają na huśtawce. Przegranym środy na razie jest AUD. Tymczasem polski rząd dostał „OK” od agencji Fitch, ale PLN pozostaje bez reakcji.

Pierwsze dni działalności prezydenta Trumpa przynoszą na przemian informacje, które przez rynki są dobierane negatywnie lub pozytywnie. Chcąc określić jednym hasłem ostatnie dni, to dla poniedziałku byłoby to „Protekcjonizm”, a dla wtorku „Infrastruktura”. Wczoraj prezydent Trump skupił się na podpisywaniu aktów wykonawczych dotyczących „budowania Ameryki”.

Przyspieszenie prac nad kolejnymi fazami rurociągów Keystone XL i Dakota Access oznacza więcej miejsc pracy i wzmocnienie USA. Decyzje zostały też dobrze odebrane przez CAD, gdyż rurociągi transferują ropę naftową z Kanady – miłe zaskoczenie po tym, jak jeszcze w poniedziałek Trump zapowiedział renegocjację porozumienia NAFTA. Trochę zaskakujące, że FX przemilczał przekaz Trumpa, że „samochody sprzedawane w Ameryce, muszą być budowane w Ameryce”, co powinno generalnie negatywne dla CAD i MXN. USD/CAD jest teraz podatny na odreagowanie wczorajszego spadku.

Meksykańskie peso dalej pozostaje pod presją, gdyż słówkiem dnia na środę jest „Mur”. Prezydent Trump już zapowiedział (na Twitterze), że będzie to główny temat dzisiejszych decyzji. Stad też wspomniana na początku przeplatanka i dzisiejsze informacje mogą przyczyniać się do mniejszego optymizmu pośród uczestników rynku. W ten sposób otrzymujemy zamknięcie wahań kursów w dotychczasowych ograniczeniach, gdyż inwestorzy są bardziej chętni do krótkoterminowego (kilkugodzinnego) handlowania, niż budować pozycje na dłuższy termin. W nocy USD/JPY został zatrzymany przed 114; EUR/USD odbija do 1,0710.

W nocy otrzymaliśmy pierwsze rysy na idealnym obrazie AUD, który utrzymywał się od początku roku. W IV kw. inflacja CPI wzrosła mniej od oczekiwań (0,5 proc. k/k vs 0,7 proc.) i tylko 1,5 proc. r/r (prog. 1,6 proc.). Inflacja bazowa także wypadła słabiej (0,4 proc. vs 0,5 proc.) i tyle samo co w III kw., stąd nie widać oznak wzmocnienia presji inflacyjnej. Oczekiwania reflacji w Australii jeszcze się nie materializują i tylko bańka na rynku nieruchomości pompuje ogólne wskaźniki. Gospodarka boryka się ze spowolnieniem konsumpcji i RBA nie ma powodów do zadowolenia. Nie przewidujemy, aby w najbliższym czasie bank centralny miałby ciąć stopy procentowe, ale tak samo jest za wcześnie, by rozważać start podwyżek.

Rynek wycofuje z wyceny oczekiwania podwyżki pod koniec 2017 r., co dziś ciąży na wykupionym AUD. Jedyne powody, że AUD/USD nie spada szybciej, to brak przekonania inwestorów do odbudowy siły USD oraz najwyższe od czerwca 2015 r. ceny miedzi. Utrzymujemy krótką pozycję w AUD/JPY, gdyż dalej widzimy ryzyko redukcji długich pozycji w AUD oraz pogorszenia globalnego sentymentu przez niepewność o politykę USA.

Złoty pozostaje w zapomnieniu globalnych inwestorów i EUR/PLN dryfuje spokojnie blisko 4,37. Dzisiejsza publikacja stopy bezrobocia za grudzień prawdopodobnie pokaże sezonowy wzrost do 8,3 proc. z 8,2 proc. w listopadzie, ale nie będzie to żaden impuls do pobudzenia handlu.

We wtorek analityk agencji ratingowej Fitch Arnaud Louis powiedział, że agencja nie zamierza się spieszyć z pochopną oceną warunków gospodarczych w Polsce. Choć agencja widzi, że niższa przewidywalność sceny politycznej może zaciążyć na atrakcyjności inwestycyjnej Polski, ale agencja chce poczekać na faktyczne dowody wpływu na inwestycje. Fitch spodziewa się przyspieszenia wydatkowania funduszy unijnych, co podbije dynamikę inwestycji. Ostrzega jednak, że jeśli nie zobaczy oczekiwanego zacieśnienia fiskalnego po 2017 r., będzie to negatywny czynnik dla ratingu. Wygląda na to, że o Fitchu można zapomnieć na pół roku, choć na razie napięte otoczenie zewnętrzne nie pozwoli, aby ta opinia mogła podsycić umocnienie złotego. Poziom 4,35 wciąż pozostaje barierą dla silniejszej aprecjacji.

W kalendarzu dane makro pozostaną na drugim planie z główną uwagą utrzymywaną na terminarzu prezydenta Trumpa. EUR czeka na przełożony z wczoraj wyrok Sądu Konstytucyjnego we Włoszech, gdzie zatwierdzenie prawa wyborczego może skutkować przyspieszonymi wyborami w tym roku. Po południu dane o zapasach ropy naftowej DoE mogą zakręcić cenami WTI. Wieczorem CPI z Nowej Zelandii podda testowi sentyment na NZD. Po rozczarowaniu danymi z Australii większym zaskoczeniem będzie wynik lepszy od prognozowanych 0,3 proc. k/k (1,2 proc. r/r).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prognozy Coface na 2017. Aktualizacja ocen ryzyka 15 krajów

Rok 2017 pod znakiem ryzyka politycznego i bankowego w krajach rozwijających się. Pomimo ostatniego przyspieszenia gospodarczego, niepewność będzie nadal cechowała globalny klimat gospodarczy w tym roku.

Światowy handel po groźbą protekcjonizmu

Po dwóch następujących po sobie latach wolniejszego światowego wzrostu gospodarczego, rok 2017 powinien przynieść lekką poprawę prognoz (z 2,5% do 2,7%). Będzie ona wynikać z odbicia w biznesie, obserwowanego w krajach rozwijających się (wzrost 4,1%), spowodowanego ożywieniem w Brazylii i Rosji, wyrównującym spowolnienie w Chinach. Wzrost w krajach rozwiniętych będzie stabilny i wyniesie 1,6%.

Poziom rozwoju światowego handlu nie jest zadowalający (prognoza na 2017 r. na poziomie 2,4% w porównaniu do średniej 2,2% między 2008 a 2015 r. i średniej 7,0% między 2002 a 2007 r.). Do pogorszenia sytuacji może przyczynić się pojawienie środków protekcjonistycznych po wyborze Donalda Trumpa. W perspektywie krótkoterminowej środki te będą miały mniejszy wpływ na gospodarkę Stanów Zjednoczonych pod koniec cyklu (+1,8%) niż na państwa eksportujące intensywnie do USA: Amerykę Środkową (szczególnie Honduras, Salwador, Meksyk i Ekwador) oraz niektóre państwa azjatyckie (takie jak Wietnam i Tajlandia).

Z uwagi na silną zależność Meksyku od eksportu do Stanów Zjednoczonych (stanowiącego 7% jego PKB) oraz w kontekście wyższej inflacji i spadającego poziomu inwestycji, Coface obniża ocenę kraju do B. Z kolei Argentyna pozostanie stosunkowo odporna na „efekt Trumpa” i po trudnym roku powinna zacząć czerpać korzyści z przeprowadzonych reform. Coface podnosi zatem ocenę kraju w przypadku Argentyny do poziomu B.

2017 pod znakiem rekordowo wysokiego globalnego ryzyka politycznego

W 2017 roku ryzyko polityczne będzie nadal głównym powodem do niepokoju. Spośród gospodarek rozwiniętych to Europa stoi przed największymi politycznymi znakami zapytania, ponieważ czeka ją szereg decydujących starć wyborczych, jak również informacja o dokładnych warunkach Brexitu. Przez ostatni rok europejski wskaźnik ryzyka politycznego Coface wzrósł średnio o 13 pkt w przypadku Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Jeżeli doszłoby do kolejnego wstrząsu na scenie politycznej, o skali podobnej do brytyjskiego referendum, europejski wzrost mógłby zwolnić średnio o 0,5 pkt.

Ryzyko polityczne w krajach wschodzących jest wyższe niż kiedykolwiek za sprawą niezadowolenia społecznego i zwiększonego zagrożenia bezpieczeństwa. W gronie najważniejszych gospodarek wchodzących najwyższy poziom ryzyka odnotowuje się we Wspólnocie Niepodległych Państw (za sprawą Rosji, której wynik to 63proc. na 100 proc. w 2016 r.) oraz w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie (gdzie Turcja i Arabia Saudyjska odnotowują wynik 62 proc.). Wzrost poziomu frustracji politycznej i społecznej w Republice Południowej Afryki przyczynił się – jako jeden z czynników – do obniżenia oceny tego państwa do C, co następuje w klimacie bardzo słabego wzrostu.

Zagrożenie bezpieczeństwa, uwzględniające ataki terrorystyczne, konflikty i zabójstwa, to nowy czynnik wskaźnika wyłaniającego się ryzyka politycznego. Jak można się spodziewać, najwyższy jest on w Rosji i Turcji.

Ryzyko kredytowe: wysoki poziom zadłużenia przedsiębiorstw zagrożeniem dla sektora bankowego w krajach wschodzących

Zwiększone ryzyko kredytowe może przybierać różną postać w zależności od państwa. Poziom niewypłacalności przedsiębiorstw w gospodarkach rozwiniętych powinien nadal spadać. Negatywnym aspektem jest jednak to, że liczba nowych przedsiębiorstw jest często niższa niż przed kryzysem (zmiana -19,8 proc. w Niemczech, -5,1 proc. w USA i -4,1% proc. we Włoszech między rokiem 2015 a najwyższymi poziomami przed kryzysem). Pożyczki i kredyty udzielane mocno zadłużonym przedsiębiorstwom nadwyrężają zasoby dostępne dla szybko rozwijających się, młodych przedsiębiorstw.

Nadmierne zadłużenie firm to także problem krajów rozwijających się. Przedsiębiorstwa w Chinach mają najwyższy poziom zadłużenia (równy ponad 160 proc. PKB), które wzrosło o 12 pkt PKB między II kw. 2015 r. a II kw. 2016 r. Poziom nieściągalnego zadłużenia w sektorze bankowym gwałtownie rośnie w Rosji, Indiach, Brazylii i Chinach, a warunki uzyskania kredytów są coraz bardziej rygorystyczne.

Poprawa w Europie i Afryce Subsaharyjskiej

Po raz pierwszy od połowy 2015 r. Coface przy ocenie ryzyka kraju dokonał większej liczby podwyższeń ocen niż obniżeń. Ocenę Hiszpanii podniesiono do A3, a Islandii i Cyprowi (gdzie spada ryzyko związane z kontrolą przepływu kapitału) nadano teraz odpowiednio oceny A2 i B. Państwa Europy Środkowej nadal poprawiają swoją pozycję w rankingu 160 państw ocenianych przez Coface. Estonia (A2), Serbia (B) oraz Bośnia i Hercegowina (C) odnotowały poprawę środowiska biznesowego, a wzrost w tych państwach osiąga bezpieczny poziom. Bułgaria (A4) potwierdziła powrót do formy dzięki umiarkowanemu wzrostowi i dalszej konsolidacji sektora bankowego.

W Afryce Subsaharyjskiej mniejsze państwa radzą sobie zdecydowanie lepiej niż większe gospodarki. Dwa państwa osiągające najlepsze wyniki to Ghana (B), która w grudniu zdała sprawdzian z dojrzałości demokratycznej i w której obecnie obserwuje się dobre zarządzenia finansami publicznymi, a także Kenia (A4), gdzie odnotowano gwałtowny wzrost turystyki i zwiększony poziom inwestycji publicznych.

Insurtech wkracza w nowe obszary ubezpieczeń w Polsce

Innowacje w ubezpieczeniach koncentrowały się do tej pory głównie w obszarach związanych ze sprzedażą (np. pojawiają się ubezpieczenia peer-to-peer) lub optymalizacją wewnętrznych procesów zakładów ubezpieczeń. Bacca, kojarzona do tej pory głównie z wdrożenia na polskim rynku płatności miesięcznych w ubezpieczeniach, wkracza z BRI w nowy obszar oceny ryzyka ubezpieczeniowego.

Wzrost cen ubezpieczeń OC skłania zarówno klientów, jak i przedstawicieli towarzystw ubezpieczeniowych do poszukiwania bardziej satysfakcjonujących rozwiązań. Jednym z postulatów podnoszonych zarówno przez ubezpieczycieli, jak i ich klientów, jest większe różnicowanie stawek ubezpieczeń tak, aby składka była lepiej dopasowana do faktycznego ryzyka związanego z danym kierowcą. W efekcie bezwypadkowi kierowcy powinni być premiowani, a podwyżki dotykać powinny kierowców bardziej ryzykownych.

– Opieranie kalkulacji składki na standardowych parametrach daje standardowe wyniki. Dopiero sięgnięcie po nowe informacje pozwoli zakładom ubezpieczeń na zaoferowanie klientom bardziej dopasowanej usługi i ceny zauważa Cezary Świerszcz, prezes Bacca. Oczywiście, sięganie po nowe informacje musi być wygodne i łatwe do wdrożenia. Dlatego stworzyliśmy Bacca Risk Index.

Bacca uruchomiła nową usługę dla towarzystw ubezpieczeniowych, w ramach której będzie wspierać zakłady w procesie oceny ryzyka ubezpieczeniowego w ubezpieczeniach komunikacyjnych, dostarczając wskaźnik bazujący na informacjach, jakich do tej pory ubezpieczyciele nie posiadali i nie uwzględniali przy kalkulacji składki.

Lepsza wycena ryzyka – tańsze ubezpieczenia?

Istnieje wiele badań potwierdzających powiązanie ryzyka ubezpieczeniowego z ryzykiem kredytowym w ubezpieczeniach komunikacyjnych. Osoby, które mają problemy z regularną spłatą swoich zobowiązań finansowych znacznie częściej powodują wypadki. Badanie UFG
i BIK przeprowadzone w 2014 roku wykazało, że zachowania płatnicze klienta mogą być istotne dla oceny ryzyka ubezpieczeniowego. W uproszczeniu: osoby terminowo regulujące swoje zobowiązania rzadziej powodują wypadki, a osoby mające problemy z płatnościami częściej powodują szkody ubezpieczeniowe.

Wg Cezarego Świerszcza: Gdyby w momencie obliczania składki towarzystwo ubezpieczeniowe posiadało całościową analizę informacji o historii płatniczej klienta, to mogłoby lepiej wycenić ryzyko, jakie niesie zawarcie z nim umowy ubezpieczeniowej, a klient, który posiada pozytywną historię kredytową, cieszyłby się z dodatkowej zniżki np. polisy OC .

BRI pozwala zróżnicować cenę ubezpieczenia w oparciu o prawdziwe, wieloletnie dane o kliencie i z grona podobnych kierowców wskazać na tych, którzy niosą wyższe lub niższe ryzyko spowodowania wypadku. BRI ma zatem szansę skrócić formularze zbieranych przez ubezpieczycieli danych o te, które ubezpieczycielom trudno zweryfikować i które łatwo poddają się manipulacjom (np. miejsce garażowania pojazdu). BRI nie jest deklaratywne, w przeciwieństwie od podawanego we wniosku o ubezpieczenie przebiegu, czy nawet koloru pojazdu.

Klienci chcą być badanymi, Towarzystwa powinny badać

Analiza historii płatniczej na potrzeby ubezpieczeń jest praktyką na rynkach rozwiniętych. Ponad 90% amerykańskich ubezpieczycieli korzysta ze scoringu kredytowego do oceny ryzyka powstania szkód komunikacyjnych (Car Insurance & Your Credit, credit.com 2014).

Badania klientów przeprowadzone przez instytut badawczy IBRIS na zlecenie Bacca wskazują, że 52% kierowców poddałoby się ocenie kredytowej, gdyby mogli skorzystać z miesięcznych składek i ewentualnych zniżek w składce za dobrą historię kredytową.insurtech

Prostota dzięki technologii i dopasowaniu do sprzedaży ubezpieczeń

Bacca agreguje szereg źródeł danych o historii płatniczej klienta: bazy biur informacji gospodarczych, baza BIK SA, scoring kredytowy BIK, baza Bacca, baza danego ubezpieczyciela oraz inne dostępne dane wskazujące na rzetelność płatniczą klienta. Następnie przetwarza dane w jeden zintegrowany wskaźnik. Bacca Risk Index jest wskaźnikiem przyjmującym wartości od 1 do 100, co ułatwia jego interpretację i umożliwia wplecenie w tradycyjną kalkulację bonus malus. Ubezpieczyciel otrzymuje BRI online w trakcie trwania standardowej kwotacji składki, dzięki czemu proces z punktu widzenia klienta i pośrednika nie ulega wydłużeniu.

Zgromadzenie danych jest oczywiście uzależnione od zgody klienta, której pozyskaniem zajmuje się Bacca oraz ponosi odpowiedzialność za ich zebranie i weryfikację.

BRI jest samodzielną usługą, ale może być oferowana również z obsługą płatności ratalnych za ubezpieczenia. Miesięczne raty są dobrym argumentem skłaniającym klienta do wyrażenia zgody na obliczenie BRI twierdzi Cezary Świerszcz.

Współpraca ubezpieczyciela z Bacca jest szybsza do wdrożenia i korzystniejsza niż samodzielne budowanie mechanizmów sięgających do wielu źródeł po rozproszone dane.

Oczywiste korzyści dla klienta i ubezpieczyciela

Z punktu widzenia klienta możliwość wykazania się wysoką wartością BRI jest oczywistą szansą na udowodnienie ubezpieczycielowi, że jest się tzw. „dobrym ryzykiem”, czyli klient może liczyć na zniżkę w składce. Tym bardziej, że większość Polaków terminowo płaci swoje zobowiązania, a tylko relatywnie niewielka część ma z tym problemy i znajduje to odzwierciedlenie w publicznych rejestrach.

Ubezpieczycielom zaś zależy na wyselekcjonowaniu właśnie tej niewielkiej grupy osób z niskim BRI, ponieważ to oni niosą ze sobą podwyższone ryzyko ubezpieczeniowe.

Ubezpieczyciel stosujący BRI może oferować lepszą taryfę lepszym klientom i zniechęcać ryzykownych klientów do swojej oferty. W efekcie taki ubezpieczyciel dysponować będzie portfelem klientów, którzy powodują mniej szkód i są zadowoleni z poziomu składki.

Terminem insurtech określa się nowoczesne rozwiązania technologiczne zmieniające branżę ubezpieczeń. Bacca dzięki połączeniu technologii i znajomości procesów sprzedaży ubezpieczeń od lat rozwija tę ideę na polskim rynku.Bacca_BRI_Szkodowość_OC_wg_scoringu_kierowcówscoring kredytowy

Kurs złotego zyskuje do euro, franka i funta

W środę rano złoty lekko zyskuje na wartości. W ciągu dnia proces ten może jeszcze nieco się pogłębić, ale na przełom się nie zanosi. Większej zmienności należy oczekiwać dopiero w przyszłym tygodniu.

O godzinie 09:02 kurs EUR/PLN testował poziom 4,3688 zł, CHF/PLN 4,0684 zł, GBP/PLN 5,0980 zł, a USD/PLN 4,0752 zł. Tym samym złoty nieznacznie zyskuje do euro, franka i funta, jednocześnie w równie śladowy sposób traci do dolara, co w tym ostatnim przypadku jest pochodną osunięcia się kursu EUR/USD.

Utrzymujące się pozytywne nastroje na rynkach globalnych mogą w środę lekko wspierać notowania złotego. Jednak nie na tyle mocno, żeby doszło do przełomu. Dlatego też obserwowany od ponad dwóch tygodni trend boczny w notowaniach euro i szwajcarskiego franka powinien zostać utrzymany. Dolar pozostanie słaby, ale szanse na jego dalszą przecenę będą maleć. Notowania GBP/PLN zaś będą podążać w ślad za zmieniającym się sentymentem do brytyjskiej waluty na świecie, co w praktyce oznacza zmieniające się oczekiwania inwestorów wobec konsekwencji BREXIT-u.

Kolejne godziny mają szansę przynieść jeszcze nieznaczne umocnienie polskiej waluty. Sprzyjać temu będą utrzymujące się pozytywne nastroje na rynkach globalnych. W tym, wczorajsze rekordy na Wall Street, które już zaprocentowały wzrostami indeksów giełdowych w Azji, a które powinny też przynieść podobną reakcję europejskich parkietów. Szczególnie, że nastroje na rynkach dodatkowo powinna wspierać publikacja indeksu monachijskiego instytutu Ifo dla Niemiec (godz. 10:00). W styczniu oczekuje się jego wzrostu do 111,2 pkt. z poziomu 111 pkt. na koniec 2016 roku, co będzie kolejnym potwierdzeniem przyspieszenia gospodarczego obserwowanego w Niemczech.

Większych emocji nie powinna natomiast wywołać publikacja przez GUS biuletynu statystycznego (godz. 10:00), który m.in. będzie zawierał najnowsze dane nt. stopy bezrobocia w Polsce. Zgodnie z przewidywaniami resortu pracy, ale też i rynkowym konsensusem, grudzień przyniósł sezonowy skok bezrobocia do 8,3% z 8,2%. Takie dane jednakże potwierdzają dobą sytuację na rodzimym rynku pracy, a inne dane z biuletynu powinny potwierdzić przyspieszenie gospodarcze i towarzyszący temu skok inflacji. W tym układzie więc tworzą one układ korzystny dla złotego.

Dziś inwestorzy, zarówno ci globalni, jak i krajowi, powinni jeszcze zwrócić uwagę na wystąpienie Jensa Weidmanna, szefa niemieckiego Bundesbanku. Wygłosi on słowo powitalne na rozpoczęcie konferencji G20 w Wiesbaden. Jego ewentualna krytyka luźnej polityki monetarnej ECB w świetle ostatniego przyspieszenia gospodarczego i skoku inflacji w Europie, mogłaby wywołać silniejszą reakcję wspólnej waluty, co pośrednio skutkowałoby nieco większymi wahaniami złotego.

W scenariuszu bazowym jednakże Weidmann nie poruszy tej kwestii, przez co złoty dziś tylko w nieznacznym stopniu umocni się do koszyka walut, co nie zagrozi konsolidacji notowań na wykresach EUR/PLN i CHF/PLN. Na ewentualne wybicie przyjdzie nam zaczekać więc przynajmniej do przyszłego tygodnia, gdy zostaną opublikowane wstępne szacunki polskiego PKB za 2016 rok (prognoza: spadek do 2,8% z 3,9%) oraz dane o inflacji CPI (prognoza: skok do 1,8% z 0,8%) i indeksie PMI dla przemysłu za styczeń (prognoza: 54,2 pkt.), a ze świata napłyną potencjalne impulsy w postaci posiedzenia Fed i Banku Anglii, styczniowej inflacji w Niemczech i Eurolandzie, a także seria danych z amerykańskiego rynku pracy. W to wszystko zaś dodatkowo jeszcze z pewnością wmiesza się temat BREXIT-u i ewentualne niespodzianki ze strony prezydenta Trumpa. Stąd też przyszły tydzień na rynku walutowym zapowiada się na dużo bardziej ciekawy, niż ten obecny.

Marcin Kiepas, niezależny analityk 

Informatyzacja firm skutecznym rozwiązaniem nie tylko dla korporacji, ale również dla MŚP

Brak odpowiednich rozwiązań informatycznych wspomagających procesy na styku klient-przedsiębiorstwo to obecnie jeden z największych hamulców rozwoju i ekspansji zagranicznej polskich małych i średnich firm – oceniają eksperci Deloitte Digital. Tymczasem, według badania Salesforce „Customer Relationship” z 2016 r., firmy, które wdrożyły systemy informatyczne podniosły poziom zadowolenia klientów średnio o 28 proc. oraz podwyższyły przychody o 20 proc. Dodatkowo, zwiększyły efektywność sprzedaży i zwrot z inwestycji marketingowych o odpowiednio 31 proc. i 18 proc.

Mimo upowszechniającej się transformacji cyfrowej i dostępności coraz bardziej udoskonalanych programów, które wspomagają obsługę klienta, pomagają optymalizować koszty czy zwiększać sprzedaż, implementacja systemów CRM nadal często bywa postrzegana przez mniejsze i średnie firmy, jako „zbędny wydatek”.

Jan Michalski, Salesforce Practice CE Leader, Partner w Deloitte Digital
Jan Michalski, Salesforce Practice CE Leader, Partner w Deloitte Digital

Kilkadziesiąt nieuszeregowanych plików w Excelu z powielającymi się danymi, niepraktyczny CRM, z którego nikt nie korzysta lub „system karteczkowy”, – czyli rozproszone notatki z ważnymi informacjami – to częste praktyki w polskich przedsiębiorstwach z sektora MŚP. Wiele firm nadal nie docenia wartości, jaką niesie wdrożenie odpowiednich rozwiązań informatycznych. Tymczasem nieefektywna organizacja pracy nie pozwala na realizację potencjału sprzedażowego przedsiębiorstwa, utrudnia dotarcie do klientów i praktycznie uniemożliwia konkurowanie z firmami, które przeszły już cyfrową transformację. – mówi Jan Michalski, Salesforce Practice CE Leader, Partner w Deloitte Digital.

Jak zauważają eksperci Deloitte Digital, wdrożenie systemu CRM jest szczególnie ważne w „erze aplikacji mobilnych”, które odpowiadają na potrzeby konsumentów natychmiast i pozwalają na dostęp do spersonalizowanych, precyzyjnie dobranych treści, zgodnych z zainteresowaniami odbiorcy. Przyzwyczajeni do wygody użytkownicy aplikacji oczekują od firm podobnego tempa i sprawności działania. Widać to na przykładzie Ubera, który swój sukces zawdzięcza właśnie zrozumieniu tego mechanizmu i odpowiadaniu na potrzeby swoich odbiorców.

– Przedsiębiorstwa, które nie wychodzą naprzeciw interesom klientów, budzą wśród nich coraz większą irytację. Współczesny konsument nie rozumie dlaczego niektóre firmy rozumieją jego potrzeby, a inne je ignorują. Jest przyzwyczajony do wygody i indywidualnego traktowania. Gdy sprzedawcy z tej samej firmy dzwonią do klienta kilkukrotnie w tej samej sprawie, nie znając ustaleń z wcześniejszych rozmów, konsument ma prawo czuć się poirytowany. Wie przecież, że to nie jest reguła i może być inaczej. To jeden z wielu przykładów, gdzie o sukcesie firmy w zakresie sprzedaży decyduje podejście do obsługi klientów. – mówi Jan Michalski.
Choć nie jest łatwo sprostać tym wymaganiom, z pomocą przychodzą systemy informatyczne, które automatyzują i wspomagają procesy na styku klient-organizacja w zakresie pozyskania oraz utrzymania klienta.

– Wdrożenie systemów dla działu obsługi klienta pozwala na zlokalizowanie w jednym miejscu wszystkich informacji na temat klientów i firm, a także na pogrupowane ich w dowolny sposób. Zwiększa to efektywność pracy i pozwala uporządkować relacje z klientami oraz pracownikami, a także umożliwia poznanie odbiorców i zaproponowanie usług, które naprawdę ich interesują. – dodaje Jan Michalski.

Kompleksowe rozwiązania informatyczne służą nie tylko klientom, ale również pracownikom. Jak pokazują badania Salesforce, ich implementacja podnosi produktywność kadry o 30 proc. i pozwala podejmować decyzje średnio o 35 proc. szybciej. Ponadto wpływa na szybsze rozwiązywanie problemów przez pracowników i podnosi ich zaangażowanie.

Jak zauważają eksperci Deloitte Digital, zdarza się, że gdy firmy w końcu zdecydują się na implementację CRM, okazuje się on być nieskuteczny i mało praktyczny. Dlatego istotne jest, aby był dopasowany do charakteru firmy – jej wielkości, branży, w której działa oraz otoczenia, w którym funkcjonuje.

– Rozwiązania wspomagające zarządzenie relacjami z klientami powinny pozwalać na wymianę informacji między różnymi działami, tak, aby zespół mógł wspólnie pracować na dobro klienta. Jednym z problemów, który często się pojawia jest silosowość zaimplementowanego systemu. Zamiast jednego kanału, w którym zebrane są wszystkie dane, wprowadzonych jest kilka osobnych. System przestaje być funkcjonalny i uzyskujemy efekt odwrotny do zamierzonego – niesprawny CRM i niesatysfakcjonujące połączenie między kanałami sprzedaży, a co za tym idzie – niezadowolonych konsumentów, a także pracowników. – podsumowuje Jan Michalski.

Mimo, że sprzedaż i obsługa klientów to obszary wspólne dla firm niezależnie od tego, w jakiej branży działa firma, przy wdrożeniu systemów klasy CRM istnieją znaczne różnice. Dlatego przy ich wyborze ważne jest, by zwrócić uwagę czy oferują one dedykowane aplikacje przeznaczone dla branży, w której działa przedsiębiorstwo.

Przy wdrażaniu narzędzi informatycznych przedsiębiorstwa borykają się także z kwestią ich mobilności. Wiele proponowanych rozwiązań to systemy „przypięte do biurka”. Takie rozwiązania są bezużyteczne np. dla pracowników sprzedaży, którzy często podróżują służbowo. Wybierając CRM odpowiedni dla danego biznesu, należy zatem zwrócić uwagę na to, czy mobilni pracownicy będą mogli korzystać z niego w dowolnym czasie i miejscu.

Informatyzacja firmy to nie tylko rozwiązanie dla dużych korporacji, ale również dla firm z sektora MŚP. Systemy informatyczne, które jeszcze kilka lat temu byłyby poza zasięgiem małych i średnich przedsiębiorstw ze względu na wymagane inwestycje w infrastrukturę, obecnie dzięki modelowi SaaS (Software as a Service) dają im możliwość dostępu do najlepszych rozwiązań i systemów. Jest to istotne w perspektywie rozwoju polskich firm poza granicami, bowiem brak odpowiednich systemów i procedur to jedna z barier w ekspansji zagranicznej MŚP.

– Choć taniejący złoty, wielkość i pojemność rynków zagranicznych, a także niższe koszty pracy stwarzają dobre okoliczności do ekspansji, polskie firmy często nie wykorzystują szansy na rozwój poza granicami kraju. Przed wejściem na zagraniczne rynki powstrzymuje je brak odpowiednich narzędzi, bez których trudno zapewnić im ten sam poziom obsługi klienta w wielu lokalizacjach. Firmom brakuje danych o klientach, ulokowanych w wielu miejscach – nie mają narzędzi, by je zbierać. – mówi Jan Michalski.

Chcąc konkurować z zachodnimi graczami potrzebna jest automatyzacja procesów i łatwy dostęp do danych klientów ze wszystkich lokalizacji dla całego zespołu sprzedaży i obsługi klienta. Dopiero wtedy można myśleć o szybkim skalowaniu działalności na wielu rynkach. Inaczej istnieje ryzyko, że wzrost będzie kosztem, jakości procesów sprzedaży i obsługi klienta.

Badanie Salesforce “Customer Relationship Survey”, zostało przeprowadzone wśród ponad 1100 respondentów, zakończyło się w sierpniu 2016 r.

X-Trade Brokers: zatwierdzenie taryf za energię elektryczną otwiera drogę do wzrostu indeksu WIG-Energia. Nie wszystkie spółki jednak na tym skorzystają

X-Trade Brokers: zatwierdzenie taryf za energię elektryczną otwiera drogę do wzrostu indeksu WIG-Energia. Nie wszystkie spółki jednak na tym skorzystają 1

Zatwierdzenie przez Urząd Regulacji Energetyki tegorocznych taryf za energię elektryczną otworzyło drogę do wzrostu notowań akcji spółek wchodzących w skład indeksu WIG-energia. Jednak zdaniem Michała Dąbrowskiego z Domu Maklerskiego X-Trade Brokers skorzystają na tym przede wszystkim największe przedsiębiorstwa.

– W grudniu ubiegłego roku poznaliśmy nowe ceny energii elektrycznej, co pozwoliło spółkom z tego sektora na odbicie – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Michał Dąbrowski, analityk rynków finansowych w X-Trade Brokers Dom Maklerski. – Nie wszystkie spółki startują jednak z tego samego miejsca, dlatego możemy raczej liczyć na wzrosty Tauronu czy PGE niż innych spółek.

W połowie grudnia ubiegłego roku prezes Urzędu Regulacji Energetyki zatwierdził w całości taryfy energii elektrycznej dla Operatora Systemu Przesyłowego oraz czterech największych przedsiębiorstw dystrybucyjnych: PGE Dystrybucja, Tauron Dystrybucja, Enea Operator sp. z o.o. oraz Energa Operator (taryfa innogy Stoen Operator została zaakceptowana częściowo, wyłącznie w zakresie kosztów, które nie są zależne od przedsiębiorstwa).

Średni wzrost stawek opłat dystrybucyjnych dla każdej z grup taryfowych wyniósł 5,6 proc. Jak informuje URE, wszystkie wnioski przedłożone przez operatorów zawierały kwoty wyższe i różniły się znacząco od uznanych oraz zatwierdzonych przez regulatora. Jednocześnie prezes URE zatwierdził trzem przedsiębiorstwom pełniącym funkcję sprzedawców z urzędu taryfy w obrocie dla gospodarstw domowych tzw. grupy taryfowe G. Spadek cen w obrocie dla odbiorców wyniósł 4,6 proc. i wynikał głównie z niższych kosztów zakupu energii oraz tzw. zielonych certyfikatów.

– Spółki energetyczne, których akcje są notowane na giełdzie, chodzi o Energę, PGNiG, Tauron, czy Eneę, zdecydowanie schodziły w dół przynajmniej od kwietnia 2015 roku – przypomina Michał Dąbrowski. – To one też są odpowiedzialne w dużej mierze za spadki całego indeksu giełdowego.

Spółki energetyczne wchodzą w skład obliczanego od 31 grudnia 2009 roku indeksu sektorowego WIG-energia. Podczas pierwszego notowania jego wartość wynosiła 3998,6 punktów, a w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy stracił na wartości przeszło 10 proc. W połowie stycznia 2016 roku jego wartość wynosiła nieco ponad 2867 punktów, a ostatnie jego notowania oscylują wokół 2560.

Na wycenę indeksu WIG20, benchmarkowego (najlepiej obrazującego stan krajowej gospodarki) wskaźnika warszawskiej giełdy, spośród spółek energetycznych składają się notowania PGE, Tauronu, Enei oraz Energii. Nie są nim objęte papiery CEZ, Kogeneracji, firm ZE PAK, PEP, Interaolt oraz Będzin.

Fachowcy.pl wychodzą na zagraniczne rynki. Spółka chce pozyskać do 6 mln zł z emisji obligacji

Fachowcy.pl wychodzą na zagraniczne rynki. Spółka chce pozyskać do 6 mln zł z emisji obligacji 2

Notowana na NewConnect spółka Fachowcy.pl zajmująca się kompleksową obsługą przedsiębiorstw w internecie, zamierza rozszerzyć działalność na rynki zagraniczne. Ekspansję rozpoczyna od Wielkiej Brytanii. Nie zamierza jednak budować swoich struktur na tamtejszym rynku, a sprzedaż i obsługa klienta będą prowadzone zdalnie. Aby pozyskać środki, spółka wyemituje dwuletnie obligacje, z których planuje pozyskać do 6 mln zł na sfinansowanie zagranicznej działalności.

– Chcemy pozyskać z obligacji 6 mln zł. To kwota, z jaką możemy spokojnie zacząć ekspansję na brytyjskim rynku. Emisja obligacji zaczyna się 12 stycznia, a zapisy kończą się 26 stycznia i jest to emisja obligacji publicznych, które później będziemy chcieli notować na Catalyst – mówi Piotr Surmacki, prezes zarządu firmy Fachowcy.pl.

Z ostatniego raportu za III kwartał ubiegłego roku wynika, że na koniec września spółka świadczyła usługi 1816 klientom. Skonsolidowane przychody Grupy Kapitałowej Fachowcy.pl wyniosły 1 422 tys. zł, co stanowiło wzrost o 101 proc. w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej. W przedostatnim kwartale spółka zreorganizowała swój dział sprzedaży, co poskutkowało podpisaniem liczby umów zwiększonej o 62 proc. w ujęciu kwartalnym.

W ubiegłym roku spółka zdecydowała się rozpocząć ekspansję zagraniczną. Pierwszym rynkiem zagranicznym, na którym zaoferuje swoje usługi, będzie Wielka Brytania.

– Zrobiliśmy wstępne analizy dotyczące wejścia na ten rynek. Mamy przeanalizowany cały model od strony prawnej. Co ciekawe, w krajach anglosaskich naprawdę da się zawrzeć umowę z klientem na odległość, bez czytania mu całej litanii regułek prawnych przez telefon – mówi Piotr Surmacki, prezes zarządu firmy Fachowcy.pl.

Aby sfinansować zagraniczną ekspansję, spółka chce pozyskać do 6 mln zł w ramach publicznej oferty obligacji, na które zapisy ruszyły 12 stycznia i potrwają do 26 stycznia bieżącego roku. 2-letnie obligacje serii A o wartości nominalnej 1000 zł każda będą oprocentowane na 8,5 proc. w skali roku. Obligacje będą wprowadzone na rynek Catalyst, a oferującym jest Polski Dom Maklerski SA.

Spółka nie planuje na razie budować swoich struktur w Wielkiej Brytanii. Sprzedaż będzie prowadzona zdalnie, a klienci pozyskani na zagranicznych rynkach będą obsługiwani przez polskie call center.

– Na samym początku będziemy chcieli się skupić na sprzedaży zdalnej. Zamierzamy pozyskiwać leady z kampanii reklamowych prowadzonych w internecie, czyli potencjalnych klientów zainteresowanych naszymi usługami. Te leady będą już obdzwaniane przez nasze call center, które znajduje się w Polsce. Tutaj mamy native speakerów, którzy przejmą obsługę tych klientów i dopną z nimi umowę na odległość – tłumaczy Piotr Surmacki, prezes zarządu Fachowcy.pl.

Mimo że spółka Fachowcy.pl świadczy usługi głównie na terenie polski, to z raportu za III kw. 2016 r. wynika, że prowadzone przez nią działania na rzecz klientów wykraczają poza granice kraju. W swoim portfolio ma klientów prowadzących działalność m.in. w Anglii, Hiszpanii i w Tanzanii.

Fachowcy.pl Ventures to notowana na rynku NewConnect spółka zajmująca się kompleksową obsługą małych i średnich firm w internecie. Oferuje m.in. usługi tworzenia i obsługi stron internetowych oraz promowania ich w wyszukiwarkach, mediach społecznościowych czy katalogach biznesowych przy wykorzystaniu zaawansowanych narzędzi marketingowych. Zapewnia również przedsiębiorcom narzędzia służące do optymalnego pozyskiwania w internecie zleceń i nowych klientów.

DM EFIX: Obecny rok powinien być korzystny dla surowców. Drożeć mają zwłaszcza miedź i srebro

DM EFIX: Obecny rok powinien być korzystny dla surowców. Drożeć mają zwłaszcza miedź i srebro 3

Rynek towarowy po dobrym 2016 roku ma jeszcze potencjał wzrostu. Jednak o ile w przypadku ropy i złota jest on już ograniczony, o tyle zdaniem Tomasza Marka z Domu Maklerskiego EFIX ciekawymi aktywami na bieżący rok powinny być miedź i srebro.

– Ubiegły rok był rokiem, kiedy rynek towarowy, rynek surowcowy dynamicznie wzrastał. W wielu segmentach były to techniczne odbicia, w wielu były to potężne fale wzrostowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Tomasz Marek, członek zarządu EFIX Domu Maklerskiego. – Naszym zdaniem istnieje jeszcze potencjał wzrostowy dla rynku miedzi, aczkolwiek będzie to bardzo uzależnione od tego, co będzie działo się w Chinach. Chiny dla przypomnienia są największym odbiorcą miedzi, odpowiadają mniej więcej za 40 proc. zużycia światowego.

Cena miedzi w ciągu ostatniego roku wzrosła o niemal jedną trzecią, dochodząc do cen z połowy 2015 roku, przy czym gros wzrostu przypadło na ostatni kwartał roku, zwłaszcza na listopad. Perspektywy dla tego rynku wydają się optymistyczne, bo zarówno w Chinach, jak i w Stanach Zjednoczonych spodziewane są inwestycje w infrastrukturę. Obecnie miedź kosztuje ok. 5,8 tys. dolarów za tonę. Według Tomasza Marka może jeszcze podrożeć, co pozytywnie wpłynie na finanse i notowania KGHM-u.

– W optymistycznym scenariuszu poziomy 6400–6700 dolarów za tonę miedzi są realne do osiągnięcia – szacuje. – Widzimy jeszcze potencjał wzrostowy na akcjach KGHM-u, wspierają to zarówno fundamenty, czyli cena miedzi, jak i też wysoki kurs pary dolar–złoty. Moim zdaniem w perspektywie najbliższych tygodni poziomy 120–125 zł za akcję na KGHM są możliwe do osiągnięcia. W bardzo optymistycznym scenariuszu mogą być osiągnięte nawet jeszcze w tym roku okolice szczytów z przełomu 2012 i 2013 roku. Na ten moment nie widać żadnych sygnałów odwrócenia na rynku miedzi, żadnego przesilenia, jeśli mowa o KGHM-ie.

Akcje Polskiej Miedzi są obecnie warte ok. 114 zł. Jednak do rekordowych poziomów z kwietnia 2011 roku, gdy ich cena przekroczyła 200 zł, sporo jeszcze brakuje. Trzy lata temu cena akcji prawie powtórzyła ten wynik, przekraczając 190 zł. Rok temu jednak papiery KGHM-u były warte zaledwie 54 zł, czyli połowę obecnej wartości.

Mniejszy potencjał ma wciąż niepewny rynek ropy. Wprawdzie kraje OPEC i niezrzeszeni w kartelu wydobywcy, np. Rosja, zgodzili się na ograniczenie wydobycia, co już przełożyło się na wzrost cen czarnego złota, jednak realna skala ograniczenia wciąż nie jest pewna. Zgodnie z ustaleniami produkcja ma spaść o 1,8 mln baryłek dziennie i sygnatariusze porozumienia są na dobrej drodze do osiągnięcia tego poziomu. Już w ciągu ostatniego roku cena ropy teksańskiej wzrosła o niemal 80 proc. do 53 dolarów za baryłkę. Jednak to wciąż o 45 proc. mniej niż jeszcze trzy lata temu.

– Rynek ropy to nie tylko OPEC, lecz także Stany Zjednoczone, które stały się w ostatnim czasie największym państwem, wydobywcą ropy naftowej. Ceny ropy powinny w najbliższej przyszłości rosnąć, aczkolwiek widzimy, że potencjał nie jest zbyt duży – mówi członek zarządu EFIX Domu Maklerskiego. – Mieliśmy szereg sygnałów technicznych – pokonanie okolic 50 dol. za baryłkę, jeśli chodzi o ropę WTI, której poziom był technicznym oporem. Przetestowaliśmy wówczas pierwszy zasięg w okolicach 55 dol., w ostatnich dniach mamy znowu zwiększenie zmienności na tym rynku. W optymistycznym scenariuszu cena ropy WTI powinna w bieżącym roku sięgnąć okolic 62–65 dol. za baryłkę, większy potencjał byłby już naszym zdaniem myśleniem życzeniowym.

Z kolei złoto miało bardzo dobrą pierwszą połowę ubiegłego roku, gdy podrożało o ponad jedną czwartą. Potem przyszła jednak korekta i uncja potaniała o 200 dol. do poziomów z przełomu stycznia i lutego 2016 roku. Od połowy grudnia trwa jednak odbicie i kruszec odrobił 100 dol. na uncji do poziomu przekraczającego 1200 dol. Zdaniem Tomasza Marka potencjał tego rynku nie jest już duży.

– W ostatnich tygodniach złoto znacząco znowu zaczęło zyskiwać na wartości, sprzyjają temu m.in. czy moim zdaniem głównie czynniki techniczne – zastrzega Tomasz Marek. – Natomiast fundamenty są słabe, m.in. przez problemy w Indiach itd., aczkolwiek widzimy jeszcze potencjał przynajmniej w pierwszej części bieżącego roku dla rynku złota. Szacujemy, że złoto ma szansę wzrosnąć do około 1,28 tys. za uncję w pierwszej części roku. W bardzo sprzyjającym scenariuszu te wzrosty mogłyby sięgnąć 1,3–1,35 tys. dol. za uncję, aczkolwiek jest to wariant naprawdę mocno optymistyczny.

Wskazuje tu na inny kruszec, pozostający zwykle w cieniu złota, a mający także wpływ na wyniki KGHM-u, czyli srebro. Tak samo jak złoto miało ono dobrą pierwszą połowę ubiegłego roku i odczuło spadki w drugiej, by ponownie ruszyć w górę przed świętami. W ciągu miesiąca zyskało już ponad 7 proc.

– Naszym zdaniem o wiele ciekawszym surowcem z tej grupy jest srebro, które ma o wiele więcej zastosowań przemysłowych, jego cena jest o wiele mocniej wspierana przez fundamenty – uzasadnia członek zarządu EFIX DM. – Obecnie notowane jest w okolicach 17 dol. za uncję, naszym zdaniem potencjał, jeśli chodzi o srebro, to około 23 dol. za uncję na ten rok, a w wariancie optymistycznym możemy mówić nawet o cenach 25–28 dol. za uncję.

Więcej obowiązków w dokumentowaniu cen transferowych. Im wyższe przychody lub koszty, tym więcej obowiązków

Więcej obowiązków w dokumentowaniu cen transferowych. Im wyższe przychody lub koszty, tym więcej obowiązków 4

Nowe przepisy o dokumentowaniu transakcji transferowych nakładają na przedsiębiorców obowiązek przygotowania nowych dokumentów. Im większe przychody lub koszty w poprzednim roku podatkowym, tym więcej obowiązków. Przedsiębiorcy o przychodach powyżej 10 mln euro muszą dodatkowo przygotować analizę porównawczą, w której uzasadnią ekonomicznie marżę. Nawet jeśli nie jest to dla danej firmy obowiązkowy dokument, może stanowić skuteczne narzędzie obrony w trakcie kontroli – podkreśla Agnieszka Płachecka z Kancelarii Galt.

– W związku z nowelizacją przepisów o podatku dochodowym od osób fizycznych i osób prawnych od stycznia 2017 roku zostały wprowadzone znaczące zmiany w zakresie regulacji dotyczących cen transferowych. Dotyczą one przedsiębiorstw powiązanych. To ceny, jakie przedsiębiorstwa zawierają pomiędzy sobą w przypadku świadczenia usług czy sprzedaży dóbr – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Agnieszka Płachecka, starszy konsultant podatkowy w Kancelarii Galt.

Od stycznia 2017 roku zmieniła się sama definicja podmiotów powiązanych kapitałowo. Podwyższony został próg powodujący powstanie powiązań kapitałowych między dwoma podmiotami (wzrost z 5 proc. do 25 proc.). Nowelizacja przepisów niesie też ze sobą zmiany w obowiązkowej dokumentacji, jaką mają przygotować przedsiębiorcy.

– Jedną z kluczowych zmian jest wprowadzenie obowiązku przygotowania oświadczenia składanego wraz z deklaracją podatkową. Zakładając, że spółka ma rok podatkowy taki jak kalendarzowy, to oświadczenie będzie składane w marcu 2018 roku za 2017 rok. Osoby zarządzające spółką będą w nim potwierdzały, że wszystkie dokumentacje za poprzedni rok podatkowy zostały rzeczywiście przygotowane – zaznacza ekspertka Kancelarii Galt.

Eksperci oceniają, że ceny transferowe obok podatku VAT będą pozostawały w centrum zainteresowania resortu finansów. Zwłaszcza że mogą przynieść budżetowi dodatkowe miliardy złotych. Jak wskazuje Płachecka, od II kw. 2016 roku kontrole podatkowe zostały wzmożone, dlatego firmy muszą być przygotowane. Od stycznia obowiązek dokumentacyjny zależy – nie tak jak poprzednio – od wartości transakcji, lecz od przychodów i kosztów w poprzednim roku podatkowym.

– Zależnie od progów, im więcej mamy przychodów lub kosztów w poprzednim roku podatkowym, tym więcej obowiązków dokumentacyjnych. Pierwszy próg został ustalony przez ustawodawcę na poziomie 2 mln euro. Jeżeli spółka przekracza ten próg, będzie musiała przygotować dokumentację local file, dokumentację lokalną, czyli dokument znany już przedsiębiorcom, rozszerzony m.in. o kwestie związane z uzgadnianiem danych księgowych i podatkowych – tłumaczy Płachecka.

Podatnicy o przychodach lub kosztach od 2 mln do 10 mln euro, będą zobowiązani obok sporządzenia oświadczenia jedynie do sporządzania local file, dokumentu mającego na celu przedstawienie szczegółowych informacji dotyczących transakcji zachodzących pomiędzy nim a innymi podmiotami w grupie. Powinny się w nim znaleźć m.in. dane finansowe, identyfikacja podmiotów czy opis sposobu kalkulacji dochodów. Więksi przedsiębiorcy, powyżej 20 mln euro, będą musieli przedstawić dokumentację grupową (master file).

– Interesująca jest kwestia studium porównawczego. Dotychczas nie było obowiązkowym dokumentem, teraz benchmark będzie obowiązkowy dla podatników, którzy przekroczą próg 10 mln euro przychodów lub kosztów w poprzednim roku podatkowym. Studium porównawcze to dokument, dzięki któremu spółka uzasadnia ekonomicznie swoją marżę albo narzut, czyli jest w stanie udowodnić, że marża lub narzut stosowane w transakcjach między podmiotami powiązanymi są ustalona na poziomie rynkowym, takim jaki ustaliłyby między sobą podmioty niepowiązane – mówi konsultant podatkowy.

Analiza porównawcza (benchmarking study) musi być aktualizowana co najmniej co 3 lata, chyba że zmiana warunków ekonomicznych będzie uzasadniać dokonanie przeglądu częściej. Eksperci zaznaczają, że przy przygotowaniu analizy potrzebny jest dostęp do komercjalnych baz danych, na ich podstawie można ocenić stosowaną marżę.

Nie zmienia się natomiast termin, w którym podatnik ma obowiązek przedstawić kompletną dokumentację od wezwania przez organ podatkowy (7 dni). Jeśli nie dotrzyma terminu, może się spodziewać sankcji podatkowych i karno-skarbowych.

– Szacowany dochód będzie opodatkowany sankcyjną stawką 50-proc. w przeciwieństwie do 19-proc. regularnej stawki. Dodatkowo czekają sankcje karno-skarbowe, dotkliwe zwłaszcza dla osób zarządzających, czyli dla dyrektora finansowego i członków zarządu – wskazuje ekspertka.

Celem wprowadzenia nowych przepisów jest pozyskanie informacji, które pozwolą na identyfikację ryzyka zaniżenia dochodów w transakcjach. Ponadto dzięki nowym przepisom możliwe będzie lepsze typowanie takich przedsiębiorstw do kontroli podatkowych. Płachecka radzi, by dokumentację cen transferowych przygotowywać na bieżąco, nie z kilkuletnim opóźnieniem, jak miało to często miejsce dotychczas.

– Warto się zastanowić nad studium porównawczym. Nawet jeżeli nie jest to obowiązkowy element, gdy firma nie przekracza progu 10 mln euro, to warto go przygotować. Stanowi skuteczne narzędzie obrony w trakcie kontroli i w zakresie obrony rynkowości naszych cen transferowych – przekonuje Agnieszka Płachecka.

Cyfrowa rzeczywistość pomaga w nauce prawa. Na zajęciach z kryminalistyki studenci dokonują oględzin wirtualnego miejsca zbrodni

Cyfrowa rzeczywistość pomaga w nauce prawa. Na zajęciach z kryminalistyki studenci dokonują oględzin wirtualnego miejsca zbrodni 5

Coraz częściej w edukacji i szkolnictwie wykorzystywana jest wirtualna rzeczywistość. Na zajęciach z kryminalistyki studenci prawa Akademii Leona Koźmińskiego przy użyciu gogli VR będą dokonywać oględzin miejsca zbrodni. – Prawo to nauka praktyczna, trudno więc skutecznie uczyć tej dziedziny tylko z podręczników – przekonuje prof. Monika Całkiewicz z warszawskiej uczelni. Cyfrowa rzeczywistość wykorzystywana jest na razie podczas zajęć, ale w przyszłości może się też stać częścią egzaminu.

 Wydawałoby się, że wirtualna rzeczywistość i prawo nie pasują do siebie. Doszliśmy jednak do wniosku, że jesteśmy w stanie odtworzyć prawdziwe miejsce zdarzenia w wirtualnej rzeczywistości, wprowadzić do niego studenta i poprosić o przeprowadzenie oględzin – mówi agencji Newseria Biznes prof. Monika Całkiewicz, prorektor ds. studiów prawniczych w Akademii Leona Koźmińskiego i autorka scenariuszy w wirtualnej grze edukacyjnej.

Zajęcia na studiach prawniczych w rzeczywistości wirtualnej to pierwsze tego typu zajęcia na tym kierunku na polskiej uczelni. Dzięki goglom Virtual Reality (VR) student trafia do wirtualnego miejsca zbrodni. Jego zadaniem jest zabezpieczenie śladów i dowodów rzeczowych tak, aby ustalić, co faktycznie się wydarzyło.

 Tylko zabezpieczenie wszystkich ważnych śladów w odpowiedni sposób i w odpowiedniej kolejności, oczywiście pod opieką wykładowcy, pozwoli na ustalenie, czy doszło do zabójstwa, samobójstwa czy może nieszczęśliwego wypadku – wskazuje prof. Całkiewicz.

Uczestnicy zajęć wcielają się w rolę śledczego, wykładowca analizuje ich pracę i wskazuje ewentualnie popełnione błędy. Student ma się poczuć tak, jakby uczestniczył w realnych oględzinach miejsca zbrodni. Obecnie do dyspozycji są dwa scenariusze gry, ale projekt ma być rozwijany.

– Trwają intensywne prace nad trzecim scenariuszem. Myślę, że zakończą się one w najbliższym czasie – podkreśla autorka scenariuszy.

Dzięki specjalnej grze edukacyjnej studenci prawa podczas zajęć z kryminalistyki nie opierają się tylko na wiedzy teoretycznej. Wirtualna rzeczywistość daje im możliwość praktycznych zajęć, których często brakuje na uczelniach. Dotychczas techniki wirtualnej rzeczywistości wykorzystuje m.in. Politechnika Wrocławska czy Wydział Matematyki i Nauk Informacyjnych Politechniki Warszawskiej.

 Bardzo trudno jest skutecznie, efektywnie nauczyć studentów prawa tylko z podręczników. Dlatego nasi studenci już od pierwszego roku są zmuszani do pracy praktycznej. Rozwiązują casusy, uczestniczą w symulacjach rozpraw sądowych, udzielają porad prawnych osobom, których nie stać na pomoc radcy prawnego czy adwokata, przeprowadzają oględziny, także wirtualne – tłumaczy prorektor w Akademii Leona Koźmińskiego.

Gra edukacyjna może służyć nie tylko studentom, lecz także aplikantom czy prokuratorom. Zwłaszcza że nawet specjalistom zdarza się popełniać błędy. Wirtualna rzeczywistość może zarówno być wykorzystywana jako element nauki, jak i stanowić część egzaminu.

 Studenci mogliby w ramach zaliczenia zajęć z kryminalistyki dostać zadanie polegające na zabezpieczeniu śladów w wirtualnej rzeczywistości – ocenia prof. Całkiewicz. – Wyobrażam sobie, że wykładowca i student znajdują się w pomieszczeniu. Wykładowca jest bierny i tylko patrzy, jak pracuje student, a następnie komentuje i ocenia.

Podczas zadania student w goglach dokonuje oględzin miejsca zbrodni, ale angażuje się w to również reszta grupy, która widząc obraz z gogli na ekranie, pomaga w rozwikłaniu zagadki.

Kobiety zarabiają w Polsce średnio o 19 proc. mniej niż mężczyźni. Wciąż winne są stereotypy

Kobiety zarabiają w Polsce średnio o 19 proc. mniej niż mężczyźni. Wciąż winne są stereotypy 6

Statystyki pokazują, że luka płacowa w zarobkach kobiet i mężczyzn sięga w Polsce blisko 20 proc. Dysproporcje w wynagrodzeniach są widoczne na wszystkich szczeblach kariery i niezależne od wielkości przedsiębiorstwa. Przyczyniają się do tego wybory odnoście wykształcenia i ścieżki kariery zawodowej, ale również stereotypy i przerwy w pracy spowodowane urlopami macierzyńskimi i życiem rodzinnym – wskazują eksperci.

– W wielu krajach prawo zabrania dyskryminacji płacowej ze względu na płeć, ale na rynku pracy wciąż występują różnice w zarobkach kobiet i mężczyzn. W Polsce w ubiegłym roku mężczyźni zarabiali średnio o tysiąc złotych więcej niż kobiety. Największa rozpiętość przeciętnych wynagrodzeń występowała wśród 25 proc. najwyżej opłacanych kobiet i mężczyzn. W przypadku szeregowych pracowników mężczyźni zarabiali średnio o 300 zł więcej niż kobiety wykonujące te same obowiązki – mówi agencji Newseria dr Małgorzata Kluska-Nowicka, wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Potwierdzają to dane firmy doradczo-konsultingowej Sedlak&Sedlak, która przeprowadza cyklicznie Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń. Wynika z niego, że rok temu kobiety zarabiały przeciętnie 3,4 tys. brutto miesięcznie, a więc średnio o 800 zł mniej niż mężczyźni (4,2 tys. zł brutto). Luka płacowa wyniosła więc 19 proc. Dysproporcje w zarobkach kobiet i mężczyzn są widoczne na wszystkich szczeblach kariery, niezależnie od stażu pracy.

Przykładowo, dyrektor z co najmniej 10-letnim stażem może liczyć na pensję sięgającą 14 tys. zł brutto. W przypadku kobiety na analogicznym stanowisku, z tym samym doświadczeniem zawodowym średnie wynagrodzenie spada do 10 tys. zł brutto. Z raportu płacowego Sedlak&Sedlak wynika, że różnice w płacach kobiet i mężczyzn występują we wszystkich miastach (największe w Gdańsku i Katowicach), zarówno w firmach polskich, jak i zagranicznych i niezależnie od wielkości przedsiębiorstwa.

Pierwotną przyczyną nierówności płacowych mogą być wybory dokonywane krótko przed rozpoczęciem kariery zawodowej i w okresie życia zawodowego. Wybory te dotyczą przede wszystkim wykształcenia, zawodu, branży czy sektora, a także wielkości firm, w których jesteśmy zatrudnieni – wskazuje dr Małgorzata Kluska-Nowicka.

Na dysproporcję zarobków mogą wpływać przerwy w karierze zawodowej, które częściej dotyczą kobiet ze względu na okres ciąży i wychowania dziecka, szczególnie w pierwszych latach jego życia. Ciągłość zatrudnienia przekłada się z kolei na ścieżkę kariery i w efekcie na wysokość wynagrodzenia. Nawet po powrocie do pracy kobiety dokonują innych wyborów zawodowych niż mężczyźni. Przykładowo, częściej wybierają elastyczne formy zatrudnienia, które łatwiej pogodzić z wymagającym życiem rodzinnym albo pracę w niepełnym wymiarze czasu.  

– Inną kwestią, którą trudno logicznie wytłumaczyć, są również stereotypy. Pomimo wzrostu świadomości nadal funkcjonują one na rynku pracy. Najbardziej widoczne są dysproporcje w usługach związanych z biznesem, w których kobiety zarabiają średnio o 1,4 tys. zł mniej niż mężczyźni. Podobnie ma to miejsce w branży IT i w handlu, gdzie różnice wynoszą 1 tys. zł na korzyść mężczyzn – mówi dr Małgorzata Kluska-Nowicka.

Ze statystyk Sedlak&Sedlak wynika, że w ciągu ostatnich lat dysproporcje w zarobkach kobiet i mężczyzn podlegały minimalnym wahaniom, ale utrzymują się stale na podobnym poziomie. Pod tym względem Polska wypada natomiast lepiej na tle pozostałych państw Europy.

Polska na tle innych krajów Europy Zachodniej wypada bardzo dobrze. Pod względem różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn w krajach Unii Europejskiej najgorzej wypada Estonia, gdzie różnice w płacach sięgają aż 30 proc., nieznacznie mniejsze są one w Austrii i w Niemczech – mówi wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Według Eurostatu w Unii Europejskiej kobiety za godzinę pracy zarabiają średnio o 16,1 proc. mniej niż mężczyźni (dane za 2014 rok). W Polsce stawka godzinowa różni się o 7,7 proc. na korzyść mężczyzn. Pierwsze miejsca zajmują Słowenia i Malta, gdzie dysproporcje w zarobkach obu płci są najmniejsze. Polska znalazła się na czwartej pozycji, natomiast w ogonie państw europejskich uplasowały się Estonia, Czechy i Niemcy, gdzie różnice w płacach są największe.

W Niemczech, gdzie przekraczają one 20 proc., rząd przyjął w połowie stycznia projekt ustawy, która ma odgórnie wyrównać wynagrodzenia obu płci i przeciwdziałać dyskryminacji finansowej. Na mocy nowych przepisów pracownicy będą mogli się domagać od pracodawcy wyjaśnień dotyczących kryteriów systemu wynagradzania w danym przedsiębiorstwie.

Wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu zauważa, że kobiety, które chcą być wynagradzane na rynkowych zasadach, powinny od początku projektować swoją ścieżkę kariery. Ze względu na dynamikę zmian na rynku pracy powinny również zadbać o to, żeby nieustannie się dokształcać i poszerzać swoje kompetencje.

Kobieta może zrobić kilka rzeczy, aby zminimalizować tego typu sytuacje. Ważny jest wybór ścieżki wykształcenia, mając na uwadze przyszłe zatrudnienie. Szukając pracy po zakończeniu kształcenia, warto jest wybrać sektor i branżę, w których zarobki są relatywnie wyższe. Z kolei po powrocie z urlopu macierzyńskiego warto wybrać taką firmę, która oferuje placówki opiekuńcze dla dzieci. Niezależnie od tego na każdym etapie swojej kariery warto negocjować wysokość swojej pensji – mówi dr Małgorzata Kluska-Nowicka. 

Firmy inwestują w rozbudowę działów IT. Bez informatyków rozwój biznesu staje się niemożliwy

Firmy inwestują w rozbudowę działów IT. Bez informatyków rozwój biznesu staje się niemożliwy 7

Ponad 70 proc. firm z listy Global 500 do końca 2017 roku będzie mieć zespoły do zarządzania transformacją cyfrową. To oznacza konieczność rozbudowy działów IT, poszerzenia ich zadań, a także inwestycji w nowe narzędzia do zarządzania zasobami informatycznymi. Takie zmiany czekają również firmy w Polsce. Połowa z nich planuje cyfrową transformację swojego biznesu. Bez wsparcia IT prace nad strategią rozwoju i jej wdrażaniem są dziś niemożliwe.

– Z perspektywy makroekonomicznej możemy już dzisiaj mówić o cyfrowej gospodarce – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ewa Lis-Jeżak z firmy analitycznej IDC. – Z badań przeprowadzonych przez IDC w ubiegłym roku wynika, że połowa polskich firm uwzględnia już cyfrową transformację w swojej strategii. To tak naprawdę dzisiaj kluczowe zagadnienie z perspektywy rozwoju biznesu w najbliższych latach.

Cyfrowa transformacja to zmiana modelu biznesu w oparciu o nowe technologie. Wśród nich są big data, chmura, technologie mobilne i media społecznościowe. To oznacza szereg nowych wyzwań stojących przed działami IT i – co istotne – zmianę ich roli w organizacji.

– Dzisiaj działy IT już nie są dostawcami usług IT wewnątrz organizacji, ale przede wszystkim pozwalają budować w firmie całą strategię wokół technologii, strategię dotarcia do klienta. Do 2018 roku 65 proc. działów IT będzie rozwijać usługi na rzecz zewnętrznych klientów, a nie tylko na wewnętrzne potrzeby organizacji – mówi Ewa Lis-Jeżak. – Dzięki technologiom firma ma niepowtarzalną okazję zdobycia przewagi konkurencyjnej na rynku. Technologie umożliwiają dotarcie do klienta dokładnie tam, gdzie potrzebuje on naszych usług bądź produktów, uzyskanie od niego informacji zwrotnej i wykorzystanie jej do rozwijania produktu w przyszłości.

Według IDC do końca tego roku ponad 70 proc. z największych 500 globalnych firm będzie mieć zespoły do zarządzania transformacją cyfrową. W ramach działów IT powstaną nowe obszary działalności. Ze względu na to, że technologie obejmą wszystkie obszary działania firmy, konieczna będzie także wzmocniona współpraca między IT a pozostałymi działami organizacji.

 Gdy rozmawiam z dyrektorami IT, nie tylko w Polsce, lecz także w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, to widzę wyraźnie, że w ich agendzie wciąż brakuje regularnej współpracy z dyrektorami działów marketingu, sprzedaży czy HR – wskazuje Ewa Lis-Jeżak. – Tymczasem bez pełnego rozumienia, wymiany informacji i współpracy pomiędzy IT a pozostałymi działami trudno sobie dzisiaj wyobrażać zbudowanie skutecznej strategii przedsiębiorstwa na rynku.

Kolejnym zadaniem działów IT będzie zarządzanie kontraktami z zewnętrznymi dostawcami technologii. To będzie coraz trudniejsze, ponieważ – jak ocenia IDC – do końca przyszłego roku ponad połowa firm będzie korzystać z usług co najmniej pięciu dostawców chmury. Wewnętrzny dział IT będzie więc musiał zapewnić bezproblemowe korzystanie z tych usług, zadbać o optymalizację wydatków na nowe rozwiązania oraz sposób przetwarzania i przechowywania danych u zewnętrznych dostawców.

Wyzwaniem dla dyrektorów IT będzie także dynamiczny rozwój aplikacji biznesowych. Działy IT będą musiały nie tylko znaleźć aplikacje, które będą faktycznie usprawniać i przyspieszać pracę, lecz także zadbać o bezpieczeństwo wrażliwych danych, które takie aplikacje wygenerują.

Ze względu na rosnące zainteresowanie tematem cyfrowej transformacji 7 lutego IDC organizuje konferencję IDC Predictions 2017. Odnosi się ona do serii prognoz IDC FutureScapes 2017–2020, których celem jest inspiracja specjalistów ICT poprzez wgląd w kluczowe trendy na rynku IT. Podczas konferencji odbędzie się 6 sesji skupionych wokół chmury, mobilności, IoT, NextGen Security, systemów kognitywnych i mediów społecznościowych. Konferencja jest skierowana do dyrektorów i zarządzających działami IT (CIO), kadry zarządzającej infrastrukturą IT oraz operacyjnej, także szefów działów marketingu i finansów (CMO i CFO) oraz wszystkich tych, którzy zajmują kluczowe stanowiska biznesowe i zdają sobie sprawę ze znaczenia nowych technologii.

Przede wszystkim chcemy umożliwić owocne zderzenie się perspektyw dostawców technologii z użytkownikami tych technologii – wyjaśnia Ewa Lis-Jeżak. – Cyfrowa transformacja dotyczy bowiem także dostawców technologii, którzy muszą nadążyć za zmianą i nowymi potrzebami klientów. Według szacunków IDC, do 2020 roku niemal jedna trzecia obecnych dostawców IT zostanie przejęta, połączy się z konkurencją lub znacznie zmieni swój profil. Do czekających nas zmian każdy więc musi się dostosować.

ZUS przeprowadza w firmach ok. 80 tys. kontroli rocznie

ZUS przeprowadza w firmach ok. 80 tys. kontroli rocznie 8

Zakład Ubezpieczeń Społecznych kontroluje przedsiębiorców. Rocznie przeprowadza około 80 tys. kontroli. Stoją one na straży praw ubezpieczonych, ale pomagają też płatnikom w realizacji ich obowiązków. Płatnicy mogą zgłosić zastrzeżenia do protokołu kończącego kontrolę.

– Kontrole są zadaniem ustawowym Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Musimy sprawdzić, czy dane, które płatnik nam przekazuje, są zgodne z dokumentacją, którą prowadzi – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Elżbieta Żurek z Departamentu Kontroli Płatników Składek w Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Podczas wizyty Zakład może sprawdzić, jak płatnik wywiązuje się z zadań w zakresie ubezpieczeń społecznych. Przedmiotem kontroli jest przede wszystkim zgłoszenie zatrudnionych do ubezpieczeń oraz weryfikacja obliczania i opłacania składek. 

– W czasie kontroli ustalamy, czy wszystkie osoby, które podlegają zgłoszeniu do ubezpieczeń społecznych bądź do ubezpieczenia zdrowotnego, są zgłoszone. W zakresie składek na ubezpieczenia społeczne sprawdzamy, czy płatnik prawidłowo obliczył podstawę ich wymiaru i same składki, czy prawidłowo ustalił prawo do świadczeń z ubezpieczeń społecznych i je rozliczył. Kontrolujemy też, czy płatnik składek poprawnie przygotował wniosek o emeryturę lub rentę – wskazuje Żurek.

Kontrola nie może być przeprowadzona bez wcześniejszego zawiadomienia. Powinna się rozpocząć po upływie 7 dni od dostarczenia zawiadomienia i nie później niż 30 dni od jego doręczenia. Jeśli upłynie więcej czasu, konieczne jest ponownie zawiadomienie. 

– Kontrole ZUS są zapowiadane, by płatnik miał czas na przygotowanie odpowiedniej dokumentacji, zwłaszcza że obejmują one okres co najmniej trzech lat. Na zawiadomieniu o zamiarze przeprowadzeniu kontroli jest podany kontakt do inspektora kontroli. Terminy i kolejność przygotowywania dokumentacji należy ustalić właśnie z nim – mówi Elżbieta Żurek.

Przedsiębiorca może wnieść w ciągu 3 dni sprzeciw wobec podjęcia i wykonywania czynności kontrolnych z naruszeniem przepisów. ZUS w ciągu 3 dni roboczych od dnia otrzymania sprzeciwu rozpatruje go i wydaje postanowienie o odstąpieniu od czynności kontrolnych albo ich kontynuowaniu. Na to postanowienie można wnieść zażalenie (w terminie 3 dni od dnia otrzymania postanowienia). Rozstrzygnięcie zażalenia następuje w ciągu 7 dni od dnia jego wniesienia.

Efektem przeprowadzonej kontroli jest protokół, do którego w ciągu 14 dni płatnik może zgłosić zastrzeżenia. Inspektor kontroli je rozpatruje i może wówczas podjąć decyzję o przeprowadzeniu dodatkowych czynności. Płatnik otrzymuje pismo o sposobie rozpatrzenia zastrzeżeń.

– Od protokołu nie można się odwołać, gdyż nie jest to decyzja administracyjna. Niemniej jednak każdy przedsiębiorca ma prawo w terminie 14 dni od otrzymania protokołu złożyć do niego zastrzeżenia. Istotne, by zastrzeżenia były złożone na piśmie – podkreśla Karolina Stawicka, adwokat w kancelarii Bird & Bird.

Ekspertka podkreśla, że termin 14 dni liczony jest od otrzymania protokołu, tzn. od momentu odebrania protokołu od inspektora kontroli, odebrania go od ZUS czy momentu nadania go na poczcie.

– Istotne jest, by składając zastrzeżenia do protokołu, nie tylko podać, z czym się nie zgadzamy, lecz także przedstawić dowody, które pomogą inspektorowi ZUS zweryfikować, czy rzeczywiście dobrze przeprowadził kontrolę, jakie mamy stanowisko – podkreśla Elżbieta Żurek.

Warto pamiętać, że po otrzymaniu zastrzeżeń, inspektor może je odrzucić. Po upływie terminu do wniesienia zastrzeżeń płatnik musi w terminie 30 dni od otrzymania protokołu złożyć dokumenty korygujące lub brakujące. Jeśli nie wykona tego obowiązku, ZUS wydaje decyzję. Przysługuje od niej odwołanie do sądu w terminie 30 dni.

Sejm pracuje nad przepisami o biegłych rewidentach. Na niektórych propozycjach mogą stracić i biegli, i ich klienci

Sejm pracuje nad przepisami o biegłych rewidentach. Na niektórych propozycjach mogą stracić i biegli, i ich klienci 9

Sejm proceduje projekt ustawy o biegłych rewidentach, która ma pozytywnie wpłynąć na jakość audytów – zwiększyć skuteczność w zapobieganiu i wykrywaniu błędów w sprawozdaniach oraz rozliczeniach podatkowych. W toku prac nad nowymi przepisami pojawiły się jednak propozycje, które mogą zaszkodzić rewidentom i rynkowi – przestrzega Krajowa Rada Biegłych Rewidentów.

Propozycje wyszły na ostatniej prostej prac nad ustawą i pochodzą od osób związanych ze środowiskiem doradców podatkowych. Te propozycje to m.in. zakaz świadczenia przez audytorów jakichkolwiek innych usług audytowanym firmom. W efekcie mogą upaść niewielkie firmy audytorskie, a koszty dla klienta znacznie wzrosną.

– Grupa doradców podatkowych, głównie reprezentująca międzynarodowe firmy doradztwa podatkowego, pod hasłem bezpieczeństwa chciałaby wprowadzić zakaz świadczenia jakichkolwiek dodatkowych usług biegłego rewidenta dla klientów. To wyraźna próba ingerencji w rynek za pomocą regulacji. Trudno wyobrazić sobie, że jako biegły rewident, jeżeli zauważę, że mój klient ma problemy w interpretacji kosztów uzyskania przychodów, nie będę mógł mu pomóc w napisaniu interpretacji podatkowej – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Burnos, prezes Krajowej Rady Biegłych Rewidentów.

Zdaniem KRBR to raczej próby zagwarantowania sobie mniejszej konkurencji na rynku doradztwa. Taka zmiana uderzyłaby w małe i średnie firmy biegłych rewidentów, a ze względu na wyższe koszty – także w klientów.

– Klient zapłaci więcej, bo w miejsce biegłego rewidenta zatrudni innych doradców, którzy będą musieli od nowa poznać specyfikę jego działalności. Odbierze się przedsiębiorcom możliwość skorzystania z wiedzy i doświadczenia biegłych rewidentów zdobytego we współpracy z setkami polskich firm. Klient kupuje od biegłego rewidenta pewność i bezpieczeństwo, a nie ryzykowną optymalizację podatkową – podkreśla Barbara Misterska-Dragan, zastępca prezesa KRBR.

Pracując na rzecz danego klienta, audytor często jest w stanie dostrzec wiele słabości w firmie i pomóc jej wdrożyć rozwiązania. Przykładowo, może wyjaśnić, jak przeprowadzić proces przekształcenia lub podziału przedsiębiorstwa.

Co ważne, proponowane w Sejmie przepisy zawierają już szeroka listę usług zakazanych, których biegły rewident nie może świadczyć. Są to m.in. usługi podatkowe dotyczące przygotowywania formularzy podatkowych, rozliczania podatku od wynagrodzeń czy świadczenia doradztwa podatkowego w zarządzaniu i procesie decyzyjnym. To usługi, których świadczenie miałoby bezpośredni wpływ na badane sprawozdanie finansowe. Dodatkowo biegli rewidenci są zobowiązani prawem do przestrzegania standardów jakości i niezależności zatwierdzanych przez państwo. Prawdopodobnie zostanie też wprowadzony 50-proc. limit wynagrodzeń z usług dodatkowych.

A jak podkreśla Barbara Misterska-Dragan, w najbliższym czasie można się spodziewać wzrostu kosztów usług audytu. Powodem jest konieczność stosowania międzynarodowych standardów badania.

– Pierwsze sprawozdania za 2016 rok są już badane według tych standardów. Będziemy stosować nie trzy, a około 40 standardów badania. Wymagają one większego zaangażowania biegłego rewidenta, co przełoży się na większą czasochłonność, ale i wyższą cenę. Międzynarodowe standardy badania będą jednak skutkowały lepszą jakością audytu, większym bezpieczeństwem i skutecznością procesów rewizyjnych – wskazuje Barbara Misterska-Dragan.

Projekt ustawy o biegłych rewidentach jest w Sejmie. Obecnie nad nowymi przepisami pracują komisje. W opracowaniu ostatecznego kształtu reformy audytu Unia Europejska dała krajom członkowskim dużą swobodę. Obecne brzmienie ustawy to efekt kompromisu między ustawodawcą a uczestnikami konsultacji społecznych, w tym także biegłymi rewidentami.

– Głównym celem ustawy o biegłych rewidentach jest zabezpieczenie gospodarki przed ryzykiem upadku banków, ubezpieczycieli, spółek giełdowych, które mogłyby wprowadzić zakłócenia w gospodarce, ograniczyć zaufanie do rynku kapitałowego. Jednym z celów jest wzmocnienie roli biegłego rewidenta w procesie badania. Zwiększona zostanie też odpowiedzialność zarządów, rad nadzorczych, komitetów audytu oraz właścicieli w procesie badania, dzięki czemu uzyskamy lepszą jakość audytu – podkreśla Krzysztof Burnos.

W Polsce dobiegają końca blisko dwuletnie prace nad nową ustawą o biegłych rewidentach, która wdraża założenia unijnej reformy rynku audytorskiego. Wedle założeń wypracowane w porozumieniu z branżą zmiany mają zwiększyć bezpieczeństwo obrotu gospodarczego oraz bezpieczeństwo audytu.

– Korzyścią dla przedsiębiorców będzie zwiększenie skuteczności w zapobieganiu i wykrywaniu błędów w sprawozdaniach finansowych oraz rozliczeń podatkowych, także w identyfikowaniu słabości organizacyjnych przedsiębiorstwa i ryzyk związanych z działalnością gospodarczą firm – tłumaczy prezes KRBR.

Audytorzy chwalą rozwiązania, które wpłyną na lepszą komunikację biegłego z firmą. Jednocześnie alarmują, że kilka proponowanych zmian może negatywnie wpłynąć na rynek. Jedną z nich jest skrócenie czasu rotacji firm audytorskich do pięciu lat. Taka propozycja pojawiła się na etapie prac w Komitecie Stałym Rady Ministrów, mimo że wcześniej uzgodniono dwa razy dłuższy okres.

 Samorząd biegłych rewidentów zabiega o przywrócenie okresu rotacji do 10 lat. To maksymalny czas, w jakim firma audytorska może współpracować z klientem. Wydłużenie tego okresu pozwoli na wykorzystanie wiedzy i doświadczenia biegłego rewidenta zdobytego w trakcie badania na rzecz rozwoju klienta i realizacji jego strategii – przekonuje Burnos.

KRBR podkreśla, że dłuższa współpraca z audytorem pozwala mu lepiej poznać specyfikę firmy, jej mocne i słabe strony, a także ryzyka związane z daną branżą.

5-letni okres rotacji jest najkrótszym w całej UE. Większość krajów wybrała jednak dwukrotnie dłuższy czas. Jeszcze w 2015 roku wicepremier Mateusz Morawiecki wskazywał, że krótszy okres rotacji może negatywnie wpłynąć na konkurencyjność polskich firm, które dziś funkcjonują w 10-letnim okresie rotacji.

 Kolejny nasz postulat to badanie wspólne, czyli audyt przeprowadzony przez dwie niezależne firmy audytorskie, który umożliwia zwiększenie niezależności firm audytorskich w procesie badania. Zwiększa też odporność na naciski zarządów czy rad nadzorczych i jednocześnie jest bardzo ważnym instrumentem, który w dłuższej perspektywie doprowadzi do dekoncentracji rynku audytorskiego zdominowanego obecnie przez oligopol – mówi Krzysztof Burnos.

Digital Care (ubezpieczenia urządzeń mobilnych) podbija włoski rynek

Digital Care, firma oferująca ubezpieczenia dla urządzeń mobilnych w Polsce, rozpoczął współpracę z Wind Italy. Jej pierwszym owocem jest usługa Screen Protection, którą czołowy włoski operator telekomunikacyjny oferuje swoim klientom od 9 stycznia 2017.

Wind Italy jest kolejnym tak dużym zagranicznym partnerem Digital Care. – W 2017 roku ruszamy z naszym programem w Chorwacji, a w planach mamy  więcej krajów europejskich – mówi Aleksander Wistuba, Członek Zarządu Digital Care i dodaje – w Polsce jesteśmy liderem i jest dla nas jasne, że by zachować tempo i dynamikę wzrostu, ekspansja na rynki zagraniczne musi być wpisana w strategię rozwoju Digital Care.

W połowie 2016 roku Digital Care zaoferował ubezpieczenie wyświetlacza na Litwie i Łotwie wspólnie z operatorem komórkowym Bite oraz międzynarodowym brokerem AON i ubezpieczycielem Sompo Canopius. Ubezpieczenie w krótkim czasie odniosło duży sukces,
a jego popularność wciąż rośnie.

Dotychczasowe międzynarodowe doświadczenia firmy to pasmo sukcesów. – Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów współpracy z zagranicznymi partnerami biznesowymi. Zarówno pod względem wypracowanego wyniku biznesowego, jak również jakości naszych rozwiązań – podsumowuje Mirosław Kościński, Członek Zarządu Digital Care.

Oferowana we Włoszech usługa Screen Protection to kompleksowa ochrona wyświetlacza
z której właściciele telefonów komórkowych mogą skorzystać do 3 razy w okresie kredytowania telefonu. Usługa dostępna jest w wyjątkowo atrakcyjnej cenie 2,49€ miesięcznie, bez ukrytych kosztów i bez udziału własnego. Serwis uwzględnia realizację usługi door-to-door i naprawę urządzenia w terminie maksymalnie 5 dni od odebrania urządzenia od klienta.

Klienci mogą zgłaszać urządzenia do naprawy on-line dzięki dostępowi do webportalu 24h,
7 dni w tygodniu przez cały rok. Naprawy realizowane są w renomowanych, autoryzowanych serwisach przy współpracy z najlepszymi firmami kurierskimi na terenie Włoch.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z usługi którą udało nam się zrealizować wspólnie z Wind Italy. Jest nie tylko bardzo atrakcyjna cenowo, konkurencja oferuje zbliżoną ochronę w cenie ok. 5€ miesięcznie, ale także została skrojona do ściśle zdefiniowanych potrzeb włoskiego konsumenta – dodał Igor Zdziarski, Key Accaount Manager w Digital Care.

Usługa Screen Protection dostępna jest dla klientów Wind Italy od 9 stycznia 2017 roku.

Alkohole premium coraz popularniejsze. Polacy często sięgają po importowaną whisky, cydr i gin

Alkohole premium coraz popularniejsze. Polacy często sięgają po importowaną whisky, cydr i gin 10

Rośnie w Polsce zainteresowanie alkoholami z grupy premium. Systematycznie spada spożycie wódki, rośnie natomiast import whisky. Pod tym względem Polska znajduje się na czwartym miejscu w Europie. W 2016 roku sprowadzono 35 mln butelek tego alkoholu, z czego 75 proc. ze Szkocji. Na popularności zyskuje cydr, zwłaszcza ten z importu. Także polskie alkohole mają szansę zawojować rynek, choć prędzej zagraniczny niż krajowy – prognozuje Jarosław Buss, prezes Tudor House.

– Coraz lepiej będzie się rozwijać segment alkoholi premium. Po pierwsze, klasa średnia rośnie, czyli zamożność społeczeństwa idzie do góry. Po drugie, wielu konsumentów podróżuje za granicę i nabywa tam pewnych nawyków, które próbuje przenieść na rodzimy rynek – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jarosław Buss, prezes Tudor House, jednego z największych importerów i dystrybutorów alkoholi w Polsce.

Z raportu KPMG „Rynek dóbr luksusowych” wynika, że ogólna wartość polskiego rynku luksusowych alkoholi w 2016 roku szacowana była na ponad 670 mln zł, a wedle prognoz w 2020 roku może sięgnąć 900 mln zł. W przeciwieństwie do sektora alkoholi non-premium rynek ekskluzywnych trunków w ostatnich kilku latach nie odnotował spowolnienia, a średni roczny wzrost oscyluje wokół 5 proc. Rekordzistą na polskim rynku jest whisky.

W 2016 roku Polska zaimportowała 35 mln butelek whisky, w Europie wyprzedzają nas tylko Niemcy, Hiszpania i Francja. Blisko 75 proc. sprzedanej whisky pochodziło ze Szkocji. Duży wzrost, ok. 30 proc. w ujęciu ilościowym i 38 proc. pod względem wartości zanotowała ekskluzywna single malt, jeszcze większe notuje blended malt (700 proc. pod względem ilości).

 Wszystko wskazuje na to, że whisky przez najbliższe lata będzie się miała dobrze. Kolejnym segmentem, na który należy zwrócić uwagę i który wedle projekcji będzie rósł bardzo szybko jest cydr, zwłaszcza importowany. W przeciągu 5 lat wzrost importu zdubluje się. Polski cydr jakością jeszcze nie dorównuje temu importowanemu – mówi Buss.

Na popularności może zyskiwać cydr. Kilka lat temu był w Polsce alkoholem niszowym, a już w 2015 roku sprzedaż sięgnęła 12 mln litrów. Prognozy firmy International Wine & Spirit Research wskazują, że łącznie w latach 2013–2019 sprzedaż cydru w Polsce ma rosnąć o ok. 30 proc. rocznie. W 2016 roku wzrost mógł sięgnąć 28 proc.

 Trzecim segmentem, na który mało kto zwraca uwagę, jest gin z segmentu premium, do którego uciekają klienci znudzeni dotychczasowym trunkiem, czyli wódką. Wódka traci z roku na rok bardzo dużo, w 2016 roku w stosunku do 2015 roku to utrata rzędu miliona 12-butelkowych kartonów, czyli w Polsce sprzedano 12 mln butelek wódki mniej niż rok wcześniej – podkreśla prezes Tudor House.

Rosnąca sprzedaż alkoholi premium to nie tylko efekt bogacenia się społeczeństwa, ale i większej świadomości konsumentów.

 Wiemy coraz więcej na temat trunku, który spożywamy, w związku z tym interesuje nas jego historia i sposób produkcji. Staliśmy się bardziej wybiórczy wobec tego, po co sięgamy. Segment premium jest w stanie nam trochę więcej zaoferować w tym zakresie – tłumaczy Buss. – W przeciwieństwie do segmentu podstawowego segment premium oznacza delektowanie się alkoholem, rozmowa na temat tego, co pijemy, co wyczuwamy, jakie aromaty.

Częściej sięgamy po alkohol importowany, nie tylko w przypadku whisky i wina, ale też piwa, również cydru. Jak podkreśla Buss, polscy konsumenci nie są przywiązani do krajowych marek.

– Sprzedaż polskiego piwa spada, rośnie sprzedaż importowanego, bardzo powoli rośnie albo utrzymuje się na stałym poziomie cydr polski, natomiast ostro w górę idzie cydr importowany. Nie jestem przekonany, czy istnieje jakiekolwiek przywiązanie do trunków polskich. Jeżeli jest, to jest ono związane z ekonomiczną ceną. Jeżeli przestaje być ekonomiczna, kończy się lojalność klienta – ocenia ekspert.

Jego zdaniem polski alkohol może jednak podbić zagraniczne rynki. Wartość eksportu w 2016 roku mogła sięgnąć 170 mln euro. Choć wciąż hitem eksportowym jest wódka, niedługo mogą do niej dołączyć nowe alkohole.

– Segment produktów rzemieślniczych zaczyna być bardzo doceniany na całym świecie. Jeżeli pojawi się jakikolwiek projekt, czy to będzie whisky, gin, czy nawet wódka, ale robiona właśnie w ten sposób, to nawet jeżeli polski rynek nie dopatrzy się w tym ciekawego produktu, to tego typu wyroby znajdą zainteresowanie wśród dużych zagranicznych dystrybutorów – prognozuje Jarosław Buss.

Środki z MdM szybko się kończą

Bank Gospodarstwa Krajowego zarezerwował już przeważającą część pieniędzy przeznaczonych na dopłaty do wkładu własnego w ramach programu „Mieszkanie dla Młodych”. Jest już niemal pewne, że w styczniu ta pula całkowicie się wyczerpie.

Na mieszkania w inwestycjach oddawanych do użytku w 2017 r. przeznaczono w programie MdM 746 mln zł. Połowa tej kwoty została rozdysponowana w 2016 r. Od nowego roku Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) odblokował pozostałe 381 mln zł. Ruszyła lawina wniosków – do 19 stycznia 2017 r. BGK zarezerwował już większość tej sumy, a do wykorzystania pozostało 19,4 mln zł. Osoby, które chcą kupić z rządowym wsparciem mieszkanie, które będzie gotowe w tym roku, mają zatem już ostatnią szansę. Warto przy tym pamiętać, że decyzja o przyznaniu dopłaty nie zapada w chwili złożenia wniosku, ale dopiero przy jego rejestracji w systemie BGK. Natomiast na osoby, które nie zdążą, czekają jeszcze środki z puli na mieszkania, które będą gotowe w przyszłym roku.

Raty niższe od najmu

Jak wskazują analitycy Home Broker, po wyczerpaniu środków na 2017 r. kupujący będą mieli do dyspozycji tylko pieniądze na 2018 r., a raczej połowę z nich, ponieważ zgodnie z zasadami programu przed 1 stycznia danego roku można wykorzystać jedynie połowę pieniędzy. – W ustawie na ostatni rok działania MdM (po 2018 r. zostanie on wygaszony) wpisano 762 mln zł, czyli do 1 stycznia 2018 r. wykorzystać można 381 mln zł, z czego 138 mln zł już zostało zablokowane. To oznacza, że w drugiej połowie tego roku program będzie martwy, a potencjalni chętni na dofinansowanie będą musieli czekać na początek 2018 r. – wyjaśnia Marcin Krasoń, przedstawiciel Home Broker.

Niestety po wyczerpaniu się pieniędzy z budżetu roku bieżącego bez wątpienia dynamika wydawania pieniędzy z przyszłego roku wyraźnie przyspieszy. Dziś trudno dokładnie prognozować, na jak długo środków wystarczy, ale najpewniej znowu na krótko. Za miesiąc, dwa lub trzy znowu banki przestaną przyjmować wnioski o dopłaty. Wtedy ostatnią okazją na budżetową dopłatę będzie styczeń 2018 roku. Pieniądze znowu znikną jednak bardzo szybko – najpewniej będzie to kwestia dni lub tygodni – dodaje Bartosz Turek, analityk Open Finance.

By zakwalifikować się do programu MdM, trzeba spełnić szereg kryteriów, z których szczególnie istotna jest cena wybranego mieszkania. Słowem, nasze wymarzone „M” nie może być zbyt drogie. Np. osoby zainteresowane mieszkaniami od dewelopera w Warszawie, muszą szukać ofert o stawkach nieprzekraczających 6,4 tys. zł za mkw. Z kolei w Gdańsku limit ten wynosi 5,2 tys. zł. Oznacza to, że na kupno lokum w stolicy, np. o powierzchni 50 mkw., nie możemy przeznaczyć więcej niż ok. 320 tys. zł, a w Gdańsku mieszkanie o takiej powierzchni musi kosztować maksymalnie ok. 260 tys. zł by jego nabywca mógł skorzystać z rządowej pomocy. Jakie raty zapłacimy kupując mieszkanie ze wsparciem MdM? Według wyliczeń doradcy z Open Finance, przy kredycie zaciągniętym na 30 lat i oprocentowanym na 3,63 proc., zakup dwóch pokoi za ok. 220 tys. zł będzie się wiązał z co miesięczną ratą spłaty zadłużenia na poziomie 848,25 zł. – Natomiast miesięczny najem podobnego, dwupokojowego „M” wynosi, razem z opłatami, ok. 1,4 – 1,5 tys. zł – szacują przedstawiciele Open Finance.

Jak ciepłe bułeczki

Popyt na kompaktowe „dwójki” i „trójki” w limitach MdM jest bardzo duży. – Klienci najchętniej kupiliby funkcjonalne mieszkanie w dobrze skomunikowanej dzielnicy o niezłej infrastrukturze. Takie oferty już od wielu miesięcy bardzo szybko znikają z rynku, zwłaszcza jeśli kwalifikują się do rządowych dopłat – zapewnia Wioletta Kleniewska, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Polnord SA. Według szacunkowych danych, w 2016 r. Polnord sprzedał co czwarte mieszkanie właśnie przy wsparciu funduszy MdM i nadal część lokali w projektach realizowanych przez tego dewelopera jest do kupienia w ramach MdM.
Przykładowo w inwestycji Neptun II w Ząbkach pod Warszawą ceny lokali za m kw. zaczynają się już od 4450 zł. W projekcie w dwóch kameralnych budynkach powstaje łącznie 65 lokali. Termin odbioru I etapu ustalono na III kw. 2017 r., a II etapu – na I kw. 2018 r.

Mieszkania już teraz cieszą się dużym zainteresowaniem – do tej pory właścicieli ma już ponad połowa z nich. – Neptun II to rodzinne, bezpieczne osiedle, realizowane w wysokim standardzie. Jego mieszkańcy będą mieć dostęp do takich udogodnień jak wózkownie i rowerownie. Potrzebę dodatkowej przestrzeni do przechowywania zaspokoją komórki lokatorskie. Okoliczne tereny rekreacyjne będą doskonałym miejscem na rodzinne spacery czy uprawianie sportu – mówi Wioletta Kleniewska. Osiedle powstaje przy ulicy Powstańców w Ząbkach, na granicy lasu i w sąsiedztwie zabudowy jednorodzinnej.

Z kolei osobom, którym nie uda się skorzystać z dofinansowania na tegoroczne inwestycje, deweloper ma do zaproponowania lokale w MdM nawet w swych warszawskich projektach. Na przykład w powstającym w Wilanowie przy ul. Adama Branickiego osiedlu Brzozowy Zakątek można z rządowym wsparciem kupić mieszkania planowane do oddania w II kwartale 2018 r. Na tym etapie inwestycji powstanie 99 lokali o powierzchniach od 32 do 95 mkw.

Program MdM jest ważną odpowiedzią na potrzeby rynku i przez lata funkcjonowania spełnił swoje zadanie. Nie obawiam się jednak o kondycję branży po jego wygaszeniu. Podstawą projektowania inwestycji deweloperskich jest dywersyfikacja oferty, a w konsekwencji zakupy w ramach MdM stanowiły tylko pewien odsetek wszystkich realizowanych przez nas transakcji.  – podsumowuje Dariusz Krawczyk, Prezes Zarządu Polnord SA. – Program MdM zostanie zastąpiony przez inne inicjatywy wspierające stronę popytową, także ukierunkowane na zmniejszenie luki na rynku mieszkaniowym, ale być może w innych jego segmentach. Obecnie uwaga rządu skupia się na popularyzacji wynajmu długoterminowego, w którym Polskę od innych krajów europejskich dzieli duży dystans – dodaje Prezes.

Najlepszy od 16 lat rok dla warszawskiego rynku nieruchomości biurowych

JLL przedstawia podsumowanie najważniejszych wydarzeń i trendów w 2016 r. na warszawskim rynku biurowym.  

Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL, informuje: „To był bardzo intensywny rok na rynku biurowym w Warszawie. Deweloperzy ukończyli ok. 407 000 mkw. nowych biur, najwięcej od czasu boomu w 2000 r. Rynek utrzymuje dynamiczne tempo rozwoju, a w realizacji jest 675 000 mkw. powierzchni, z czego 330 000 mkw. może trafić do użytku w tym roku, jeśli plany ogłoszone przez deweloperów zostaną zrealizowane w terminie. Co szczególnie ważne, za podażą szedł popyt – w Warszawie w ubiegłym roku podpisano umowy najmu na ok. 755 000 mkw., co jest drugim najlepszym wynikiem w historii tego rynku. Nowe projekty przyciągnęły prestiżowych najemców, międzynarodowe firmy rozszerzyły zakres działalności w Warszawie, a liczne korporacje zdecydowały się przedłużyć umowy najmu w obecnych lokalizacjach”.

Najwięcej powierzchni wynajęto w Centrum (Centralny Obszar Biznesowy i Obrzeża Centrum) – 239 000 mkw., a następnie na Mokotowie (155 100 mkw.) oraz w strefie South West (151 800 mkw.)

Największe umowy najmu w Warszawie, w 2016 r.

Firma Budynek Powierzchnia (mkw.)
BGŻ BNP Paribas Budynek przy ul. Kasprzaka 22 000
Poufny najemca, sektor usług medycznych Park Postępu 12 300
Poufny najemca, sektor informatyczny Warsaw Financial Center 8 300

Źródło: JLL, PORF, 2016

Anna Młyniec, JLL
Anna Młyniec, JLL

Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL, komentuje: „Do najbardziej aktywnych najemców na warszawskim rynku biurowym należały firmy usługowe, produkcyjne, z sektora informatycznego oraz bankowego. To właśnie na te branże przypadło łącznie 74% zapotrzebowania na powierzchnie biurowe w 2016 r. Warto również zauważyć, że w ostatnim czasie wzrosła rola Warszawy jako atrakcyjnej lokalizacji dla firm z sektora nowoczesnych usług biznesowych. W ostatnich dwóch latach swoje centra usług zdecydowały się uruchomić w mieście takie marki jak m.in. Credit Suisse, Dentons, DLA Piper, William Demant czy Bain & Company”.

Podaż

Spośród ok. 407 000 mkw. biur oddanych do użytku w Warszawie w ubiegłym roku najwięcej przypadło na Obrzeża Centrum (ponad 123 000 mkw.), strefę South West (87 600 mkw.) oraz Centralny Obszar Biznesowy (COB; 72 100 mkw.).

Największe biurowce oddane do użytku w Warszawie w 2016 r.

Budynek Deweloper
Warsaw Spire A Ghelamco Poland
Q22 Echo Investment
Gdański Business Center D HB Reavis

Źródło: JLL, PORF, 2016

Co ciekawe, na Mokotowie oddano zaledwie jeden projekt – Wołoską 24, co jest wynikiem zdecydowanie niższym od długookresowej średniej dla tej dzielnicy. Natomiast aktywność budowlana w tej strefie kształtuje się na poziomie 100 000 mkw.

Z 675 000 mkw. nowoczesnych powierzchni biurowych obecnie w budowie 46% realizowane jest w Centrum, a 54% poza nim.

Największe biurowce w budowie w Warszawie

Budynek Powierzchnia biurowa Deweloper
The Warsaw Hub 78 000 Ghelamco Poland
Mennica Legacy Tower 61 000 Golub GetHouse
Business Garden III-VII 55 000 Vastint

Źródło: JLL, PORF, 2016

Poziom pustostanów

Poprzedni rok przyniósł duże wahania współczynnika pustostanów w Warszawie. Na koniec roku wskaźnik ten wyniósł 14,2%. Można spodziewać się spadku tego parametru w nadchodzących kwartałach. Z około 718 800 mkw. powierzchni dostępnej na wynajem, 32% znajduje się na Mokotowie (prawie 226 900 mkw.).

Czynsze

W 2016 r. najwyższe czynsze transakcyjne pozostały względnie stabilne. Obecnie, miesięczne czynsze w Centrum kształtują się na poziomie od 20,5 do 23,5 euro za mkw., a poza nim wahają się w przedziale 11-17 euro za mkw.

Polski Związek Faktorów podsumował 2016 rok – wzrost o 20%

Faktorzy zrzeszeni w Polskim Związku Faktorów odnotowali na koniec 2016 roku obroty o łącznej wartości 158 157 milionów złotych (131 146 milionów złotych w 2015 roku). Wynik osiągnięty w 2016 roku jest o 20,6% wyższy od wyniku poprzedniego roku.

Z faktoringu skorzystało w 2016 roku 7 853 klientów (7 046 w roku 2015). Faktorzy sfinansowali 7 i pół miliona faktur (6,5 mln w roku 2015).

Struktura obrotów według rodzajów usług faktoringowych przedstawia się następująco:

forma usługi 2016 2015 zmiana
mln zł mln zł %
faktoring pełny (krajowy) 64 842 51 969 25
faktoring niepełny (krajowy) 60 060 49 667 21
faktoring pełny (eksportowy) 18 872 14 390 31
faktoring niepełny (eksportowy) 12 795 12 908 -1
faktoring importowy 1 633 1 751 -7

Struktura obrotów w ujęciu sektorowym przedstawia się następująco:

faktoring 2016Wykorzystanie faktoringu wg sektorów gospodarki (2016 rok, mln zł)

Udziały w rynku po 2016 roku.

faktorzy

„W roku 2016 najszybciej rozwijał się faktoring eksportowy, z dynamiką 31%. Silnie wzrosły obroty faktoringu pełnego, wzrost o 25%. Te dwie odmiany faktoringu zapewniły tak znaczący wzrost branży. Wzrost obrotów w tych formach usług, potwierdza odnotowany trend – klienci coraz częściej sięgają po usługę, która skutecznie rozwiązuje problem bezpieczeństwa obrotów handlowych. Wysokiej dynamice wzrostu obrotów towarzyszy wzrost liczby klientów, do prawie 8 tysięcy (wzrost o 11,5%). Faktorzy sfinansowali też więcej faktur, o 16% więcej niż w roku poprzednim. Klienci lepiej wykorzystują swoje limity przyznanych środków, średnie obroty klienta wynosiły w 2016 roku nieco ponad 20 milionów złotych (wzrost o 10%)” – mówi Dariusz Steć, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

Poniższa tabela przedstawia wartości obrotów odnotowanych przez faktorów w ujęciu rok do roku:

l.p. FAKTOR 2016 2015 zmiana
mln zł mln zł %
1 ING CF 24 356 18 911 29
2 BZ WBK Faktor 19 030 17 017 12
3 Raiffeisen Polbank 18 267 17 784 3
4 Bank Millennium 14 640 13 462 9
5 Pekao Faktoring 13 777 14 479 -5
6 Coface Poland 12 808 11 290 13
7 BGŻ BNP Paribas Faktoring 12 247 5 085 141
8 mFaktoring 11 607 10 412 11
9 PKO Faktoring 9 757 6 308 55
10 Alior Bankx 5 330 2 142 149
11 HSBC 3 106 2 972 5
12 BOŚ Bank 2 638 2 378 11
13 Bibby Financial Services 2 215 2 120 4
14 IFIS Finance 2 099 1 783 18
15 UBI Factor 1 710 1 949 -12
16 Eurofactor Polska 1 206 493 145
17 KUKE Finance 1 064 260 309
18 BPS Faktor 774 735 5
19 Arvato Bertelsmann 768 894 -14
20 Pragma Faktoring 553 490 13
21 Faktorzy 204 181 13
SUMA 158 157 131 146 21
x do 4 listopada 2016 roku, jako Bank BPH

Wyniki branży faktoringu za 2016 r. – duży wzrost

  • W 2016 roku faktorzy zanotowali 158 mld zł obrotów, przy rocznym wzroście o 20%
  • Liczba przedsiębiorców, którzy w ubiegłym roku skorzystali z faktoringu to blisko 8 tys.
  • 7 na 10 firm w Polsce skarży się na problemy z odroczonymi płatnościami – to jedna z ważniejszych przyczyn rosnącej popularności usługi.

Dane o branży opublikował dzisiaj Polski Związek Faktoringu: w 2016 roku branża faktoringowa w Polsce odnotowała obroty w wysokości 158,2 mld złotych. To wzrost o jedną piątą w stosunku do roku 2015. Faktoring staje się coraz popularniejszym narzędziem finansowania przedsiębiorstw.

W minionym roku z faktoringu skorzystało blisko 7,9 tys. firm, a do faktorów zgłoszono 7,5 mln faktur (6,5 mln rok wcześniej). Poza klasycznym faktoringiem niepełnym rośnie popularność pełnego (zabezpieczający faktoranta w przypadku nie zrealizowania płatności ze zgłaszanej faktury przez kontrahenta) i eksportowy wspierający zagraniczną ekspansję polskich przedsiębiorców.

– Faktoring to narzędzie finansowania, które sprawdza się zarówno w czasach kryzysu jak i hossy. Polska gospodarka rozwija się dobrze, ale utrzymujące się napięcia w obszarze sektora bankowego nie sprzyjają zwiększaniu akcji kredytowej. Taka sytuacja stwarza szanse dla spółek faktoringowych i zachęca przedsiębiorców do szerszego korzystania z ich usług. Istotną motywacją jest też specyfika polskiego biznesu – 7 na 10 firm w Polsce skarży się na problemy z odroczonymi płatnościami. W takich realiach zapewnienie ciągłości finansowej dla wielu przedsiębiorców oznacza być albo nie być. Stąd rosnąca popularność faktoringu – mówi Piotr Gąsiorowski – Prezes Zarządu eFaktor S. A.

Wśród największych faktorów na rynku są bankowe spółki dedykowane tej działalności. Dysponują potrzebnym kapitałem i korporacyjnymi strukturami. Przewagą mniejszych faktorów jest natomiast ich elastyczność i możliwość współpracy z firmami z każdej branży, nawet tam, gdzie z terminowością płatności jest szczególnie trudno, jak w budowlance czy transporcie.

– Nie unikamy współpracy z firmami z trudnych branż. Każdego kontrahenta analizujemy indywidualnie, elastycznie podchodzimy do jego możliwości i potencjału. Najważniejsze są dla nas niekwestionowane, funkcjonujące w obrocie gospodarczym faktury jakie wystawia i partnerzy biznesowi z jakimi kooperuje. Takie założenia sprawdzają się, bo w 2016 roku rozwijaliśmy się dużo szybciej niż rynek – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor S. A.

Faktoring jako bardziej elastyczne źródło finansowania bardzo często jest remedium na problemy firm z uzyskaniem kredytowania, sam nie obciąża rachunków firmy tak, jak ma to miejsce w przypadku zobowiązań kredytowych. Podstawą finansowania za pomocą faktoringu jest wystawianie udokumentowanych faktur, mających podstawy w obrocie gospodarczym.

Wicepremier szuka rozwiązań na PKB. Trump nie chce mocnego dolara

Wicepremier szuka rozwiązań na niską dynamikę PKB. Nowy prezydent USA flirtuje z protekcjonizmem. Kluczowa decyzja w sprawie Brexitu.

Jak duża jest nasza gospodarka?

Nie milkną echa po wypowiedzi Mateusza Morawieckiego z piątku na temat rewizji wzrostu PKB w latach 2014 – 2015. Wicepremier stwierdził, że w tych latach wzrost był znacznie przeszacowany, na co miały wpływ tzw. puste faktury VAT. Problem z eksportem oraz karuzelami VAT jest znany już od wielu lat, jednak według ministra rozwoju jego skala jest znacznie większa, niż do tej pory przypuszczano. Kwoty, które wymienia pan Morawiecki (między 20 a 30 mld złotych!), faktycznie robią wrażenie i czysto ze statystycznego punktu widzenia musiały mieć wpływ na ostateczny wynik PKB. Problem polega na tym, że coraz więcej ekspertów wątpi w te wyliczenia. Szacowana luka podatkowa w Polsce wynosi około 50 mld złotych, co by oznaczało, że za jej połowę odpowiada tylko i wyłącznie problem opisany przez wicepremiera. Inne wątpliwości dotyczą samej konstrukcji karuzeli VAT, która zakłada, że produkt, który teoretycznie wyjeżdża z kraju, zawyżając eksport, najpierw musi w jakiś sposób się w nim znaleźć. Oznaczałoby to, że również import musi być zawyżony a to implikuje, że potencjalny wpływ na wartość PKB byłby jednak mniejszy. Od pewnego czasu odczyty dotyczące wzrostu PKB mocno rozczarowują a kolejne prognozy są rewidowane w dół. A że są to dane nie tylko prestiżowe, ale również mające realny wpływ na budżet, powodują że rząd stoi pod presją, by je różnymi metodami poprawić.

Ameryka wybierze izolacjonizm?

Coraz więcej niepokojących sygnałów dociera ze Stanów Zjednoczonych. Świeżo zaprzysiężony prezydent wrócił do tematu podatków granicznych. Wygląda na to, że era walki z cłami i otwierania się na handel globalny powoli się kończy. Amerykanie, którzy przez wiele lat stali na czele wszelkich zmian otwierających rynkom granice, teraz sami budują mury. Jedną z pierwszych decyzji Trumpa było wycofanie się z układu handlowego TPP. Ameryka również ma zacząć odgrywać bardziej aktywną rolę w wojnie walutowej. Do tej pory krytykowała wszelkie działania mające sztucznie osłabiać wybrane waluty. Oczywiście większość tej krytyki była skierowana na Pekin. Ostatnie wypowiedzi zarówno nowego prezydenta, jak i kandydata na sekretarza stanu Stevena Mnuchina jasno sugerują, że nowa administracja będzie walczyć ze zbyt mocnym dolarem. Już teraz skutecznie zatrzymała ruch aprecjacyjny, a euro w stosunku do dolara podrożało od dołka już o 4 centy.

W dzisiejszym kalendarzu dominują odczyty PMI. Do tego dochodzą decyzję w sprawie stóp procentowych w Turcji i na Węgrzech. Dla funta kluczową informacją z kolei będzie decyzja Sądu Najwyższego w sprawie Brexitu. SN uznał, że rząd Theresy May potrzebuje zgody brytyjskiego parlamentu.

Krzysztof Adamczak – analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Stanowisko ZPP ws. finansowania dostawców szpitali publicznych

Problem uiszczania przez szpitale płatności na rzecz dostawców usług i sprzętu, choć ostatnio nieco częściej podnoszony, ma o wiele dłuższą historię, niż mogłoby się to wydawać. Okazuje się bowiem, że nieterminowe płatności po stronie szpitali, stanowiły jeden z głównych bodźców dla rozwoju rynku windykacyjnego w latach 90.

Przed wejściem w życie Ordynacji podatkowej, wymagalne i bezsporne wierzytelności wobec placówek służby zdrowia, były potrącane z podatkowymi zobowiązaniami przedsiębiorców na podstawie art. 28 ustawy z dnia 19 grudnia 1980 roku o zobowiązaniach podatkowych. Dzięki temu, opóźnienia w płatnościach nie były na tyle dotkliwe, ponieważ wierzytelność wobec ZOZ-ów można było potrącić ze zobowiązaniami podatkowymi. W 1993 roku wprowadzono jednak pewien warunek możliwości dokonania potrącenia – wraz z deklaracją podatkową, trzeba było przedstawić pisemne potwierdzenie istnienia zobowiązania ZOZ, opatrzone podpisami dyrektora jednostki i głównego księgowego.

To właśnie z tego powodu, do gry weszły firmy finansujące, które zaczęły finansować przedsiębiorcom wierzytelności. Z punktu widzenia dostawców, sytuacja była relatywnie dogodna – należne pieniądze mogli odzyskać w zasadzie natychmiast, chociaż oczywiście nie w pełnej wysokości. W 1997 roku uchwalono Ordynację podatkową. Zgodnie z jej art. 64, zobowiązania i zaległości podatkowe wraz z odsetkami, w podatkach stanowiących dochód budżetu państwa, podlegają wzajemne, bezsporne i wymagalne wierzytelności podatnika wobec Skarbu Państwa z tytułu m.in. prawomocnego wyroku sądu wydanego na podstawie art. 417 lub 417 ze zn. 2 kodeksu cywilnego, nabycia przez Skarb Państwa nieruchomości na cele uzasadniające jej wywłaszczenie, czy odszkodowania za niesłuszne skazanie. W zdefiniowanym w Ordynacji katalogu na próżno szukać wierzytelności wynikających z dokonania dostaw na rzecz publicznych zakładów opieki zdrowotnej.

Wskutek powyższych zmian, przedsiębiorcy rozpoczęli coraz częściej korzystać z możliwości dokonywania cesji wierzytelności wobec szpitali. Było to jednak możliwe do czasu – w 2011 roku uchwalono ustawę o działalności leczniczej. W myśl jej art. 54 ust. 5, czynność prawna mająca na celu zmianę wierzyciela samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej może nastąpić po wyrażeniu zgody przez podmiot tworzący. Podmiot tworzący wydaje zgodę albo odmawia jej wydania, biorąc pod uwagę konieczność zapewnienia ciągłości udzielania świadczeń zdrowotnych oraz w oparciu o analizę sytuacji finansowej i wynik finansowy SPZOZ za rok poprzedni. Zgodę wydaje się po zasięgnięciu opinii kierownika SPZOZ. Czynność prawna dokonana z naruszeniem tego przepisu, jest – zgodnie z ust. 6 – nieważna. O znaczeniu tego przepisu najlepiej świadczą dane dot. stosowania go w praktyce. Według badania Stratera MED Związku Pracodawców na rzecz Równości Stron w Postępowaniach o Zamówienia Publiczne, w 2015 roku dokonano zaledwie ok. 100 cesji. Najczęstszym powodem nieudzielenia zgody był „brak potrzeby”. Dane są o tyle alarmujące, że zgodnie z tym samym badaniem, w przypadku aż 63% szpitali powiatowych, podmiot tworzący nie monitoruje średnich terminów płatności. Problem jest zatem bardzo realny, a mimo to podmioty tworzące wyjątkowo rzadko udzielają zgody na cesję wierzytelności.

Wskutek wejścia w życie art. 54 ust. 5, zdecydowanie trudniejsze stało się włączenie zewnętrznych podmiotów finansowych w relację między dostawcami, a szpitalami. Tym samym, dostawcy znaleźli się w fatalnej sytuacji. Tym gorszej, że zgodnie z ustawą o terminach zapłaty w transakcjach handlowych z 2013 roku, o ile podmioty publiczne powinny rozliczać się z przedsiębiorcami w ciągu 30 dni, o tyle szpitale zostały z tego obowiązku wykluczone – dla nich obowiązuje sześćdziesięciodniowy termin. Reasumując, dostawcy szpitali znaleźli się w następującej sytuacji – na płatność od zamawiającego mogą czekać nawet dwa miesiące, ale to dopiero początek. Jeżeli należność nie zostanie w tym czasie uregulowana, pozostają im dwa wyjścia. Albo wejdą na ścieżkę sądową – długotrwałą i kosztowną, albo spróbują swoją wierzytelność sfinansować. Niestety – zgodnie z tym, co napisano powyżej, nie mogą tego zrobić od ręki. Najpierw trzeba uzyskać zgodę podmiotu tworzącego. Podmiotu tworzącego nie obowiązują żadne terminy, zgodę wydaje albo nie na podstawie bardzo niedookreślonych przesłanek (np. „analiza sytuacji finansowej”, która może wskazywać dokładnie wszystko). Dodatkowo, zgoda nie jest decyzją administracyjną, więc dostawcom nie przysługuje żadna możliwość zaskarżenia odmowy wydania zgody.

Rola podmiotów finansowych wspierających relacje między szpitalami, a dostawcami, jest – wbrew temu, co usilnie próbuje się podkreślać w niektórych publikacjach – pozytywna. Między innymi ich działalność spowodowała, że zadłużenie wymagalne szpitali z tytułu dostaw usług i towarów bardzo istotnie zmalało. O ile na koniec 2004 roku wymagalne zobowiązania SPZOZów z tytułu dostaw usług i towarów wynosiły ponad 2,8 miliarda złotych, o tyle na koniec roku 2011 było to już ponad 1,8 miliarda.

Niestety, wprowadzone przez ustawodawcę rozwiązania prawne spowodowały, że finansowe wspieranie dostaw towarów i usług do szpitali, stało się dużo trudniejsze.

Na szczęście, znaleziono skuteczne rozwiązanie – w postaci umowy konsorcjum. Pozwala ona na zapewnienie niezbędnego wsparcia instytucji finansowej dla dostawcy towarów i usług do szpitali, poprzez wspólny udział w przetargu. Taka praktyka pozwala na dokonywaniu koniecznych dostaw do szpitali, przy jednoczesnym zabezpieczeniu praw dostawców. Między innymi dzięki konsorcjom, SPZOZy uzyskują dostęp – pomimo niekiedy fatalnej sytuacji finansowej – do niezbędnych artykułów medycznych. Niestety, orzecznictwo sądów jest w tym zakresie wyjątkowo restrykcyjne. Wyrokiem z dnia 2 czerwca 2016 roku (I CSK 486/15) Sąd Najwyższy rozpatrzył spór, w ramach którego jeden z uczestników konsorcjum dochodził należności od SPZOZu, i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia, uchylając korzystny dla konsorcjanta wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

W rezultacie, w najgorszej sytuacji znajdują się oczywiście dostawcy, dla których bardzo istotna jest oczywiście płynność płatności. Aktualnie, szpitale odwlekają płatności nawet o dwa miesiące, co – szczególnie dla niewielkich podmiotów – może być bardzo krzywdzące. Jeśli taka sytuacja będzie trwała dalej, a w szczególności, jeżeli umowy konsorcjum zostaną wykluczone z rynku, mniejsi krajowi przedsiębiorcy staną przed widmem bankructwa, ponieważ zwyczajnie, bez wsparcia zewnętrznego, nie stać ich na długoterminowe finansowanie szpitali. Na rynku zostaną wobec tego sami duzi gracze, którzy będą w stanie ponieść koszty odroczenia płatności.

Na powyższe problemy zwracają uwagę przedstawiciele dostawców szpitali. Joanna Niedzielska, prezes Arteria, uważa że sytuacja w sektorze usług medycznych jest patologiczna i prowadzi do zawężania asortymentu, braku innowacyjności w branży, oraz stopniowej eliminacji z rynku podmiotów gospodarczych będących nie tylko dostawcami dla szpitali, ale również pracodawcami dla wielu ludzi i płatnikami wysokich zobowiązań podatkowych. „Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, w której SPZOZ-y notorycznie wstrzymują się z zapłatą za dostarczone usługi i towary, wiedząc że ich kontrahenci nie będą spieszyli się ze skierowaniem sprawy do sądu” – twierdzi. „Jest to spowodowane obawą przed wykluczeniem przy kolejnych przetargach, albo prozaicznie – brakiem środków. Tym samym, dostawcy szpitali de facto kredytują ich działalność. Trzeba w końcu zadać pytanie, dlaczego przedsiębiorcy z naszej branży nie mogą sięgać po standardowe i praktykowane w obrocie rozwiązania, takie jak umowy factoringu, forfaitingu, czy też cesja wierzytelności, która w aktualnym stanie prawnym jest w zasadzie niemożliwa” – dodaje.

Podobnego zdania jest Krzysztof Rdest, prezes firmy EMKA S.A. „Organy założycielskie bardzo rzadko wyrażają zgodę na cesję wierzytelności szpitali” – mówi. „Takie postępowanie leży naturalnie w ich interesie, jednak stanowi ono poważne zagrożenie dla płynności finansowej przedsiębiorstw w naszym sektorze. W przypadku opóźnień zapłaty można oczywiście próbować skierować sprawę na drogę sądową, ale z własnej praktyki wiem, że taki proces potrafi trwać nawet trzy lata i generować ogromne koszty. Z praktycznego punktu widzenia jest to zatem rozwiązanie niekorzystne. Uważam, że uwolnienie możliwości dokonywania cesji i obrotu wierzytelnościami szpitali jest konieczne, żeby uratować firmy działające w branży”.

Reasumując, próby wykluczenia podmiotów finansujących z relacji między dostawcami a szpitalami, mogą mieć fatalne skutki. Zakłady opieki zdrowotnej nie mogą pozwolić sobie na przerwanie dostaw, a z kolei dostawcy nie mogą wiecznie kredytować szpitali. Rzeczywistym problemem polskiej służby zdrowia jest drastyczne niedofinansowanie – same szpitale są nierentowne już na poziomie procedur i w tej chwili potrzebują minimum dodatkowych dwóch miliardów złotych. Próby przerzucenia kosztów opieki zdrowotnej na przedsiębiorców, poprzez wymuszanie na nich kredytowania szpitali, nie mogą już dłużej trwać. Konieczna jest gruntowna reforma systemu opieki zdrowotnej, a nie wynajdywanie „kozłów ofiarnych” w postaci podmiotów finansowych, dzięki którym – między innymi – udało się zmniejszyć wartość długów szpitali z tytułu dostaw usług i towarów.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

Z jakich inteligentnych technologii korzystać będą polskie miasta w ciągu najbliższych lat

Inteligentne miasta przyciągają nowych inwestorów i ciekawych świata turystów. Stają się bardziej atrakcyjne do organizacji wydarzeń kulturalnych i biznesowych. Poprawiają również komfort życia mieszkańców. Za terminem „inteligentne” kryje się nie tylko nowoczesna technologia, ale i cały mechanizm społeczny – przyjazny i otwarty urząd, nowe ciekawe miejsca pracy oraz udogodnienia z których na co dzień mogą korzystać obywatele. Ważne, aby już teraz zastanowić się jak będą wyglądać polskie miasta w niedalekiej przyszłości.Smart City

Wyzwania przyszłości

Według informacji zgromadzonych przez ONZ na 2014 r. szacuje się, iż ok. 50 proc. globalnej populacji mieszka na obszarach zurbanizowanych. Do połowy obecnego stulecia, wskaźnik ten ma podnieść się o kolejne dziesięć punktów procentowych. Już teraz na świecie możemy wymienić ponad 28 miast, których populacja przekracza 10 milionów mieszkańców. Tak dynamiczny rozwój tkanki miejskiej rodzi zupełnie nowe wyzwania – redukcja kosztów energii, zaopatrzenie w czystą wodę, opieka zdrowotna itd.

W Polsce do lat 80 ubiegłego wieku ponad 80 proc. naszych rodaków zamieszkiwało obszary wiejskie. Obecnie tendencja uległa odwróceniu i już 60 proc. obywateli mieszka w miastach, zaś wartość ta oczywiście z roku na rok ulega zwiększeniu. Ponadto, polskie metropolie mają wielkie aspiracje dołączenia do światowej rywalizacji w ramach inteligentnych rozwiązań, usprawniających funkcjonowanie przestrzeni miejskiej, ułatwiając życie ich mieszkańcom.

Polskie miasta coraz chętniej inwestują w nowe technologie. Głównym powodem, dla którego lokalne władze są nimi zainteresowane, jest znacząca pula środków unijnych przeznaczonych na takie działania. Program Horyzont 2020 przewiduje ponad 80 mld euro na wsparcie krajów członkowskich w zakresie badań naukowych i innowacji. Ponadto środki na rozwój nowych technologii można pozyskać także z programów: Infrastruktura i Środowisko, Polska Wschodnia, Polska Cyfrowa oraz Wiedza, Edukacja, Rozwój.

Konieczność sprostania wymogom, narzucanym przez unijne przepisy stawia nowe priorytety w tworzeniu lokalnej polityki, dlatego za pieniędzmi musi iść kreatywność i innowacja. Czasu na wykorzystanie kapitału jest niewiele, a to ostatni tak znaczący zastrzyk unijnych finansów dla Polski.

Technologie jutra

Nowe technologie zdominują polską przestrzeń miejską w najbliższej przyszłości. Niektóre z rozwiązań są już obecne i naturalnie wtopiły się w otoczenie, ułatwiając nasze życie. Wystarczy przyjrzeć się choćby inteligentnemu systemowi zarządzania ruchem.

Pomysł przyszedł ze słonecznej Hiszpanii, gdzie Barcelona wykorzystując social-media, geolokację i big data, inteligentnie zarządza przepływem ludzi w mieście. System monitoruje ruch całego transportu miejskiego i steruje sygnalizacją świetlną. Na rodzimym gruncie również możemy pochwalić się takimi realizacjami. Lublin, Szczecin i Rzeszów stworzyły podstawy sprawnego systemu zarządzania ruchem. Mechanizm inteligentnej sygnalizacji szerzej zaczęły wdrażać Łódź oraz Toruń, natomiast największym przedsięwzięciem tego typu w Polsce jest Tristar wdrożony w Trójmieście przez warszawską spółkę Qumak.

Mówiąc o ruchu ulicznym nie sposób nie wspomnieć o tym jak zmienia się nasza mobilność. Przewiduje się, że w najbliższych latach dojdzie do znaczącego wzrostu liczby aut elektrycznych. Ma to decydujący wpływ na środowisko, ale również na infrastrukturę energetyczną i konieczność nowego sposobu zarządzania energią. Aby tego typu samochody mogły się swobodnie poruszać, konieczne jest wybudowanie sieci punktów ładownia dostępnych w różnych miastach. To z kolei wiąże się z jeszcze większym, niż obecnie, obciążeniem sieci energetycznej. Dlatego musimy przygotować cały system energetyczny na te zmiany. Sposobem na bezpieczne funkcjonowanie lokalnych sieci energetycznych mogą być powstające w Polsce magazyny energii. To rozwiązania służące gromadzeniu energii i wykorzystywaniu jej do bilansowania systemu energetycznego oraz poprawy jakości energii elektrycznej  – mówi Tomasz Turczynowicz, ekspert w obszarze Smart Cities w firmie Qumak.

Oczywiście smart cities oznacza również innowację w komunikacji miejskiej. Polska w tej dziedzinie ma ogromne osiągnięcia. Warto wspomnieć chociażby o poznańskim Solaris Urbino, który już w 2008 roku wprowadził rozwiązanie hybrydowe i konsekwentnie rozwija tę technologię. Pojazdy tej marki poruszają się na terenie Poznania i Warszawy, spełniając najbardziej restrykcyjne wymogi dotyczące emisji spalin. Co ciekawe, jest to pierwszy w Europie seryjnie produkowany autobus hybrydowy.

Zmienia się również sposób, w jaki powstaje przestrzeń miejska. Nowe materiały budowlane będą posiadać wiele ciekawych właściwości. Już teraz znajdziemy rozwiązania zdolne pochłaniać dwutlenek węgla, emitowany do atmosfery przez spaliny samochodowe. Jednym z namacalnych przykładów udogodnień może być choćby świecąca ścieżka rowerowa w pobliżu Lidzbarka Warmińskiego, gdzie nawierzchnia wzbogacona o tzw. Luminofory, absorbujące energię słoneczną, by po zmroku oddawać ją w postaci świecenia przez niemal 10 godzin. Na znaczeniu zyskają również nowoczesne systemy pomiaru i redukcji szkodliwych związków w atmosferze, które podłączone do centralnej bazy pomiarów, pozwalają określać stopień zanieczyszczenia powietrza oraz prowadzić działania zapobiegające temu zjawisku, lub umożliwiające lokalizację źródła skażenia  – mówi Michał Wierzbicki, Dyrektor Działu Rozwoju z firmy Qumak. Coraz powszechniejsze stają się także rozwiązania służące monitorowaniu zużycia mediów, tj. ciepła, gazu, wody i  energii w budynkach, badaniu jakości wody, poziomu hałasu a nawet zanieczyszczeń świetlnych w przestrzeniach miejskich – dodaje Wierzbicki.

Kluczem do sukcesu budowy inteligentnego miasta będzie jednak sposób efektywnego zarządzania organizmem miejskim, tak, aby optymalnie wykorzystać jego zasoby. W urbanizacji ważną rolę odegra tzw. internet rzeczy. Do sieci podłączane będą kolejne urządzenia, celem pozyskiwania i przetwarzania informacji. Domy „uczące się” nawyków mieszkańców? Takie rozwiązania są już wprowadzane w życie poprzez systemy automatyki budynkowej. Sprawne zarządzanie to także stopniowa eliminacja biurokracji, poprzez uproszczenie pracy urzędów i przeniesienie wielu czynności do wirtualnej rzeczywistości.

Jednym z priorytetów w XXI wieku jest zagadnienie bezpieczeństwa. Już dziś powstaje pytanie o wykorzystanie algorytmów sztucznej inteligencji w zarządzaniu miastem – kierowanie transportem miejskim lub służbami porządkowymi. Wyobraźmy sobie zwarty system, łączący miejski monitoring, urządzenia mobilne i sieci komputerowe, reagujący w czasie rzeczywistym na wszelkie niebezpieczeństwa od pożarów, zagrożeń zdrowia i życia po ataki terrorystyczne. Opisane przykłady to nie science fiction czy odległa przyszłość a rzeczywistość, która wkracza również do polskich miast.

Nastroje przedsiębiorców w Polsce na początku 2017 r.

Polscy przedsiębiorcy są umiarkowanymi optymistami w swoich długoterminowych prognozach. Połowa z nich uważa, że w ciągu najbliższych 3 lat sytuacja w ich branży nie zmieni się, a 27% oczekuje poprawy. Tylko 4% jest zdania, że będzie gorzej – wynika z raportu EFL „Inwestycje w MŚP. Pod lupą”. Największymi optymistami są firmy produkcyjne (48% odpowiedzi przewidujących poprawę) oraz budowlane (odpowiednio 43%), najmniejszymi zaś – przedsiębiorstwa handlowe (jedynie 14%). Co więcej, im większa firma, tym bardziej optymistyczna.

Z cyklicznie realizowanych przez nas badań oraz obserwacji naszych klientów wynika, że plany inwestycyjne małych i średnich firm pozostają obecnie na obniżonym poziomie w porównaniu z minionymi latami. Taki stan rzutuje również na prognozy dotyczące sytuacji w branży, które na najbliższe trzy lata są bardzo ostrożne. Aż połowa zapytanych firm nie przewiduje żadnych zmian, czyli spodziewa się stagnacji, co nie jest dobrą wiadomością dla całej polskiej gospodarki. Za takimi opiniami kryje się kilka powodów. Między innymi niższa absorpcja środków unijnych pomiędzy dwoma perspektywami unijnymi. Mamy wyraźne opóźnienie w wydatkowaniu środków z perspektywy 2014-2020. Dodatkowym ograniczeniem rozwojowym jest niestabilna, w ocenie firm, sytuacja w kraju i na świecie, w tym zwłaszcza zmiany legislacyjne oddziałujące bezpośrednio na kondycję i zyski przedsiębiorstw. Liczę jednak, że przeszkody te mają charakter przejściowy, a w kolejnych miesiącach będziemy świadkami poprawy nastrojów przedstawicieli MŚP oraz odbicia inwestycyjnego Polski – mówi Radosław Kuczyński, prezes zarządu EFL.

MŚP umiarkowanymi optymistami

Z badania „Inwestycje w MŚP. Pod lupą” wynika, że połowa MŚP prognozuje, że w ich branży w ciągu najbliższych 3 lat nie nastąpi istotna zmiana sytuacji. 27% zapytanych uważa, że sytuacja zdecydowanie lub raczej się poprawi. Pogorszenia spodziewa się jedynie 4% przedsiębiorców. W efekcie MŚP są również ostrożne przy prognozowaniu swojego rozwoju i w najbliższych latach nie przewidują jakichś rewolucyjnych wstrząsów. Pytani o wielkość produkcji, zyski czy nowości w ofercie, zdecydowanie najczęściej odpowiadają, że parametry te pozostaną na niezmienionym poziomie. Konsekwencją będzie brak wzrostu inwestycji. Utrzymanie ich na tym samym poziomie zapowiada ponad 60 proc. firm. Co więcej, tylko co dziesiąty przedsiębiorca planuje wzrost eksportu.

Produkcja i budowlanka w dobrych nastrojach, handel w słabszych

Największymi optymistami w kwestii przewidywania wydarzeń w najbliższych trzech latach są firmy z sektora produkcyjnego, gdzie aż 48% przewiduje poprawę, a także budowlanego – 43% optymistów. To może być związane z nadzieją na ponowny wzrost inwestycji infrastrukturalnych w związku z nową perspektywą unijną.

W ciągu najbliższej perspektywy unijnej przewiduję wzrost naszej firmy i branży. Na razie – podobnie jak cała branża infrastrukturalna – jesteśmy w okresie wyczekiwania na nowe przetargi, które wkrótce powinny się pojawić. W planach mamy przecież dokończenie wielu kilometrów dróg i autostrad właśnie dzięki współfinansowaniu ich ze środków UE – mówi Andrzej Zygmunt, współwłaściciel Klotoida, firmy oferującej usługi projektowe dotyczące budowy oraz przebudowy dróg i obiektów inżynierskich.

Najmniej przedsiębiorców patrzących z nadzieją w przyszłość jest w firmach handlowych – jedynie 14%, co dla odmiany może być związane z ogromną konkurencją panującą w handlu.

Biorąc pod uwagę wielkość firmy, najbardziej pesymistyczne w swoich prognozach na najbliższe 3 lata są podmioty mikro. Tylko co piąte przedsiębiorstwo zatrudniające do 9 pracowników liczy na poprawę sytuacji. Wśród małych firm odsetek optymistów wynosi 29%, a wśród średnich już co trzecia spodziewa się „lepszych czasów” (35%).

Metodologia badania:

Badanie „Inwestycje w MŚP. Pod lupą” zostało zrealizowane przez Ecorys Polska na zlecenie EFL S.A. na reprezentatywnej grupie 500 firm dobranych w sposób losowo-kwotowy, wśród których były mikro-, małe i średnie firmy (zatrudniające do 250 osób). Ogólnopolska próba uwzględnia zróżnicowanie ze względu na zatrudnienie, działalność i liczbę firm przypadających na województwo. Błąd pomiaru wynosi 2, ufność – 0,95. Respondentami były osoby decyzyjne, odpowiedzialne za rozwój firmy (właściciel, wspólnik, prezes, dyrektor zarządzający, dyrektor finansowy, dyrektor ds. rozwoju, szef działu B+R, specjalista ds. inwestycji lub inne z wskazane jako odpowiedzialne za rozwój). Badanie wykonano metodą ilościową, techniką CATI (wywiad telefoniczny) w dniach 3-10 czerwca 2016 roku.

Analiza zachowań zakupowych Polaków na stronach podróżniczych online

Tuż po świętach Bożego Narodzenia Polacy zaczynają myśleć  o następnych wakacjach. Ruch na stronach podróżniczych online wzrasta w pierwszym kwartale roku i utrzymuje się na wysokim poziomie aż do połowy marca. Jak najlepiej wykorzystać ten gorący sezon zakupowy? Oto główne wnioski z raportu Travel Seasonality przygotowanego przez Criteo, analizującego transakcje na stronach wiodących dostawców usług turystycznych i biur podróży w Polsce w ciągu ostatnich 14 miesięcy.

Criteo analizuje zachowania zakupowe Polaków na stronach podróżniczych online

Q1: Koszyki zapełniają się, a zakupy rosną

W trakcie pierwszego kwartału zmienia się zachowanie użytkowników przeglądających internetowe oferty. Tuż po świętach Bożego Narodzenia internauci masowo porównują propozycje na stronach podróżniczych i zapełniają koszyki. Na początku stycznia ruch na stronach biur podróży wzrasta o ponad 60% i utrzymuje się na wysokim poziomie aż do połowy marca. Podczas gdy po świętach Bożego Narodzenia oraz na początku nowego roku użytkownicy głównie porównują oferty i ceny wakacyjnych wyjazdów, od 8 stycznia liczba konwersji wzrasta o 35% w porównaniu do wyników z grudnia. Szczyt sprzedaży zostaje osiągnięty w lutym i utrzymuje się do połowy marca. Od 8 marca ruch na stronach internetowych serwisów podróżniczych zaczyna spadać i wraca do standardowego poziomu.

 

Kiedy, jak i jak długo Polacy odpoczywają?

Najwięcej rezerwacji dokonywanych na przełomie roku dotyczy wyjazdów w jego pierwszej połowie, szczególnie na ferie zimowe. W drugiej kolejności Polacy szukają miejsc na spędzenie weekendu majowego oraz planują wyjazdy w trakcie świąt wielkanocnych. Dość dużą grupę stanowią użytkownicy, którzy już na początku roku myślą o wakacyjnych wyjazdach. Badania wykonane przez Criteo pokazują, że Polacy wybierają oferowane przez biura podróży pakiety, gdy ich wyjazdy trwają co najmniej tydzień. Z kolei przy krótszych urlopach zazwyczaj organizują wyjazdy i wynajem hoteli samodzielnie. Polacy wybierają także dłuższe, trwające minimum siedem dni wakacje od czerwca do sierpnia, a także od października do listopada. Przeciętna przerwa w trakcie pozostałych miesięcy wynosi 3-5 dni.

„Rynek turystyczny staje się coraz bardziej konkurencyjny i wyprzedza inne branże. Dlatego dobre zrozumienie zachowań konsumenckich podczas zakupów wakacyjnych wyjazdów i precyzyjnie zaplanowane kampanie remarketingowe stanowią klucz do wdrożenia odpowiedniej strategii pozwalającej na wyprzedzenie konkurencji” – mówi Alexander Gösswein, Managing Director Central Europe w Criteo.

Criteo analizuje zachowania zakupowe Polaków na stronach podróżniczych onlineWskazówki dla dostawców usług turystycznych i biur podróży

Chociaż w grudniu win rate utrzymuje się na stabilnym poziomie, w styczniu zaczyna spadać z powodu rosnącej konkurencji. Dlatego też dla biur podróży, które chcą najlepiej wykorzystać ten gorący okres ważnym jest, aby na początku stycznia zwiększyć CPC (cost-per-click) o co najmniej 15%. W trakcie lutego, aż do początku marca reklamodawcy powinni zachować spokój i utrzymywać ustalony poziom CPC. Badania przeprowadzone przez Criteo pokazują, że tylko klienci, którzy zwiększyli poziom CPC są w stanie utrzymać wysoką win rate i do końca sezonu wakacyjnego wyprzedzić konkurencję.

Biuro podróży Itaka wyróżnia się na tle polskich firm dobrym zrozumieniem potrzeb swoich klientów oraz korzystaniem z udanych kampanii remarketingowych. Tomasz Szagdaj, Manager Departamentu eCommerce Itaki powiedział „Od 2015 roku Criteo proponuje zmiany, wysyła nowe propozycje rozwiązań zwiększających konwersję. Otrzymujemy także dużą liczbę analiz, które pomagają zwiększyć sprzedaż nie tylko w kampaniach remarketingowych”.

Smog opanował media

W ostatnich tygodniach cała Polska żyła sprawą smogu. Media na każdym kroku informowały nas o wzrastającym stężeniu zanieczyszczenia powietrza w całym kraju. Oczywiście temat stał się także numerem jeden w sieci. Jak wygląda internetowa dyskusja na temat smogu? Prezentują to statystyki zebrane przez Mint Media na podstawie danych z Brand 24.

Jak smog kłębił się nad Internetem?

Jak smog kłębił się nad Internetem? Infografika Mint Media i Brand24Facebook, Twitter, Instagram, serwisy informacyjne – temat smogu został wielokrotnie poruszony w mediach opiniotwórczych i społecznościowych. Liczba wpisów, komentarzy i interakcji rosła z dnia na dzień.

Na różnorodność źródeł internetowych i ich siłę zwraca uwagę Marcin Żukowski z Mint Media. Facebook, mimo że jest zasięgowo największy, w tym przypadku nie jest najbardziej opiniotwórczy. Temat smogu dominuje na Twitterze, Instagramie czy Wykopie. Pokazuje to jasno, że w sieci jest miejsce dla wielu mediów i Facebook wcale nie musi być monopolistą. Wszystko zależy od specyfiki tematu, osób, które się w nim wypowiadają a także zainteresowania problemem przez opinię publiczną. To ostatnie jest kluczowe – z jednej strony sieć reaguje na popularne tematy, a z drugiej sama je tworzy i buduje popularność – dodaje.

Z kolei Mikołaj Winkiel z Brand24 zwraca uwagę na media społecznościowe i aplikacje mobilne. Temat smogu w mediach społecznościowych stał się bardzo nośny. Duży wpływ na to ma oczywiście popularyzacja aplikacji mobilnych, które pokazują stan zanieczyszczenia powietrza, bo przecież problem znany jest już od dawna. Dzięki przekazom w mediach społecznościowych zwiększyła się jego świadomość, w drugim tygodniu stycznia informacja o smogu dotarła do ponad 23 mln internautów – czyli do wszystkich w Polsce, którzy mają dostęp do Internetu. Dzięki temu świadomość problemu się podnosi i prawdopodobnie wpłynie to na szybszą reakcję władz. A przynajmniej chciałbym aby tak było – komentuje.

Różnorodność źródeł i ich siła

Jak smog kłębił się nad Internetem? Infografika Mint Media i Brand24W zestawieniu wpisów najbardziej popularnych autorów znajdziemy wysokozasięgowe profile takie jak Radio Eska Demotywatory, Tvn24 czy Kwejk. Jednak na tej liście, swoją obecność podkreślają mocniej influencerzy. Jak się okazuje, nie zawsze najwięksi mają najlepszą siłę przebicia. W temacie smogu wyłonili się influencerzy, którzy angażują się w ten problem przez długi czas i w całej tej dyskusji stają się tymi najbardziej opiniotwórczymi, niezależnie od tego, że duże media oraz marki wykorzystują temat i budują wokół niego zasięgi. Jak widać wiele się zmieniło i teraz to oni nadają ton dyskusji – oni ją rozpoczynają, budują i kończą – komentuje Żukowski.

Interaktywnie o smogu

Jak smog kłębił się nad Internetem? Infografika Mint Media i Brand24W zestawieniu najbardziej interaktywnych wpisów króluje Kwejk, którego wpisy zajmują zarówno pierwsze jak i trzecie miejsce. Warto zauważyć, że podobnie Kwejk jak i inni autorzy wpisów potraktowali temat smogu na wesoło. Zauważa to także Marcin Żukowski, którego zdaniem w tym przypadku zaciera się granica między informacją a rozrywką. Wystarczy spojrzeć na popularne dyskusje o smogu – te, które cieszą się największym zainteresowaniem najczęściej nawiązują do tematu w zabawnym kontekście. To ciekawy trend, bo pokazuje jak działają media społecznościowe, gdzie rozrywka i informacja tworzą tzw. infotainment – specyficzne połączenie wiadomości z rozrywką. W mediach tradycyjnych też można zaobserwować zanik granicy między tymi obszarami, jednak internet jest o krok do przodu – dodaje.

Smog jest nie tylko problemem, o którym można usłyszeć wszędzie ale także idealnym przykładem pokazującym siłę Internetu. To właśnie dzięki mediom społecznościowym dowiadywaliśmy się najwięcej na ten temat. W połączeniu z mediami tradycyjnym przekaz bardzo sprawnie docierał do wszystkich Polaków. To nie pierwszy raz, gdy Internet pokazuje swoją siłę.

Co jest ważniejsze dla Polski? Ratowanie górnictwa czy budowa elektrowni atomowej

Trudno ustalić co jest najważniejsze dla polskiej energetyki. Budowanie nowych elektrowni węglowych, wbrew polityce innych państw Unii Europejskiej, aby ratować kopalnie? Czy raczej wybudowanie elektrowni atomowej? Ministerstwo Energii chciałoby też, żeby firmy energetyczne zaangażowały się w budownictwo. Na tak wiele inwestycji branży nie stać.

Wybudowanie 4-5 nowych elektrowni węglowych będzie kosztować 40-50 mld zł. Nakłady finansowe na rozpoczęcie inwestycji jaką jest elektrownia atomowa, to kolejne 45 mld zł.

– Ministerstwo Energii ma też pomysł, aby firmy energetyczne zaangażowały się w budownictwo, poprzez objęcie udziałów w Polimexie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Justyna Piszczatowska z WysokieNapiecie.pl. – W co powinna inwestować energetyka? Jak na razie ministerstwo proponuje zbyt wiele priorytetów. Branży nie starczy pieniędzy na realizację tych inwestycji, nawet gdyby państwo zrezygnowało z pobierania dywidendy ze spółek energetycznych.

Dni dolara policzone. Kurs funta najwyżej od pięciu tygodni

Dolar amerykański znalazł się wczoraj pod presją ze strony administracji Białego Domu, bowiem nowe kierownictwo potwierdziło zeszłotygodniowy komentarz Donalda Trumpa o zbyt silnej walucie krajowej.

Kandydat na Sekretarza Skarbu, Steven Mnuchin powiedział wczoraj, że będzie chętnie korzystać z interwencji słownych w celu osłabienia waluty i zbudowania przewagi w dziedzinie handlu międzynarodowego. Mnuchin potwierdził, że zbyt silny dolar może być negatywnym czynnikiem w krótkim terminie dla gospodarki Stanów Zjednoczonych.

Dolar należycie zareagował na słowa nowego kandydata na Sekretarza Stanu, doprowadzając do chwilowego osłabienia, lecz później ten ruch został w całości oddany. Obecnie para EUR/USD traci 0,2 proc. i jest notowana w okolicach poziomu 1,0745.

Dolar w stosunku do jena japońskiego odbija się od strefy wsparcia na poziomie 112,50. Para ta zyskuje 0,4 proc. i jest notowana na poziomie 113,16.

Funt brytyjski wzrósł do najwyższego poziomu od pięciu tygodni w oczekiwaniu na wyrok Sądu Najwyższego, który poznamy dzisiaj o godzinie 10:30. Jest to ostatnia przeszkoda przed rozpoczęciem negocjacji Londynu z Brukselą. W ubiegłym roku sąd stwierdził, że przed rozpoczęciem negocjacji rząd musi  uzyskać zgodę parlamentu. Rząd zaskarżył tą decyzję do Sądu Najwyższego a wyrok poznamy o 10:30. Para GBP/USD lekko oddala się od wczorajszego szczytu, tracąc 0,4 proc. i jest notowana na poziomie 1.2480. Niewątpliwie decyzja Sądu Najwyższego będzie miała ogromny wpływ na notowania funta, ponieważ to na jakich warunkach nastąpi Brexit ma kolosalne znaczenie dla tej waluty.

Maciej Boruc
Manager KOI Capital

Zatrudnianie cudzoziemców w Polsce – idą zmiany prawne w zezwoleniach na pracę

Szykują się nowe przepisy dotyczące kwestii zatrudniania cudzoziemców przez polskich pracodawców. Projektowana ustawa, zgodnie z pierwotnym planem, miała być podpisana jeszcze w ubiegłym roku. Niestety, dziś jest dostępny tylko kolejny projekt tego dokumentu z 24 października 2016 roku. Eksperci IPF Group podkreślają, że w pierwszym kwartale 2017 roku zasady oświadczeń wydawanych przez Urzędy Pracy pozostają bez zmian. Jeśli jednak wszystko pójdzie zgodnie z optymistycznym scenariuszem, nowe rozwiązania zostaną wprowadzone od kwietnia tego roku. A co konkretnie?

Dziś

Obecnie, jak i w latach ubiegłych, cudzoziemcy byli zatrudniani w firmach w Polsce na podstawie jednej z kilku podstaw prawnych:

  • Pierwszą jest zatrudnienie na podstawie zezwolenia na pracę. We wniosku o jego wydanie czytamy, iż dotyczy „cudzoziemca zamierzającego wykonywać pracę na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej na podstawie umowy z podmiotem, którego siedziba lub miejsce zamieszkania albo oddział, zakład lub inna forma zorganizowanej działalności znajduje się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”. Ta podstawa odnosiła się do wszystkich cudzoziemców spoza Unii Europejskiej, niezwolnionych z obowiązku posiadania takiego zezwolenia.
  • Po drugie, cudzoziemiec może pracować na podstawie „Karty Polaka”. W takiej sytuacji obywatel jednego z krajów byłego Związku Radzieckiego, który legitymuje się Kartą Polaka, musi mieć otwartą ważną wizę, z reguły na 365 dni – może wówczas pracować bez ograniczeń w ciągu trwania wizy.
  • Po trzecie, cudzoziemiec może świadczyć pracę na podstawie tzw. karty czasowego pobytu, której najpopularniejszą formą jest jednolite zezwolenie na pobyt czasowy i pracę, „przywiązujące” cudzoziemca do danego pracodawcy i stanowiska.
  • Po czwarte, posiadacz karty stałego pobytu może pracować bez ograniczeń jak obywatel Polski.
  • Kolejne rozwiązanie dotyczy małżonków obywateli polskich, którzy nie posiadają naszego obywatelstwa. Takie osoby mogą pracować w Polsce na podstawie karty pobytu czasowego lub stałego z adnotacją, iż posiadają dostęp do rynku pracy. Daje to możliwość wykonywania dowolnej pracy.
  • Z możliwości zatrudnienia w Polsce może skorzystać student lub absolwent studiów stacjonarnych na podstawie zaświadczenia z uczelni oraz dokumentu zezwalającego na legalny pobyt na terenie RP (wiza lub karta pobytu).
  • W ostatnim przypadku, obywatele sześciu krajów – Ukrainy, Rosji, Mołdawii, Armenii, Gruzji i Białorusi – mogą pracować bez zezwolenia na pracę, na podstawie „Oświadczenia o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi”. Powiatowy Urząd Pracy wydaje je na 6 miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy.

W przyszłości

Zapowiadane zmiany mają dotyczyć w szczególności ostatniego z wyżej wymienionych punktów, czyli zatrudnienia obywateli Ukrainy, Rosji, Mołdawii, Armenii, Gruzji i Białorusi. Projektowana ustawa ma na celu wdrożenie do polskiego porządku prawnego dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/36/UE z dnia 26 lutego 2014 roku w sprawie warunków wjazdu i pobytu obywateli państw trzecich w celu zatrudnienia w charakterze pracownika sezonowego[1] – mówi Magdalena Żołędziejewska, ekspert ds. zatrudniania cudzoziemców w IPF Group.

Mają zostać wprowadzone dwa rodzaje zezwoleń.

  • Pierwsze to zezwolenie na pracę sezonową, wydawane do ośmiu miesięcy. W przypadku zezwolenia na pracę sezonową, będą się mogli o nie ubiegać obywatele wszystkich państw trzecich. Takie rozwiązanie stanowi znaczne rozszerzenie zakresu w stosunku do wykorzystywanego obecnie systemu oświadczeń obejmującego obywateli tylko sześciu krajów.[2]
  • Drugie to zezwolenie na pracę krótkoterminową – wydawane do sześciu miesięcy w ciągu roku przez starostę. Zastąpią obecne oświadczenia. Aby takie zezwolenie uzyskać, będzie trzeba spełnić kilka warunków. Będą mogły je otrzymać podmioty, które prowadzą gospodarstwo rolne, lub osoby fizyczne, jeśli praca jest wykonywana na rzecz ich gospodarstwa domowego, zwłaszcza dotyczy to prac pielęgnacyjno-opiekuńczych, lub osoby prowadzące działalność gospodarczą przez okres 12 miesięcy. Jeśli podmiot prowadzi działalność gospodarczą bądź rolniczą przez okres krótszy niż 12 miesięcy, wymagane będzie, aby w momencie złożenia wniosku zatrudniał co najmniej jednego pracownika przez co najmniej 3 miesiące albo żeby ten podmiot prowadził działalność statutową.[3]

Czemu przyszedł czas na zmiany?

Celów wprowadzonych zmian jest kilka. Pierwszym jest gromadzenie informacji i udostępnienie w systemie informatycznym danych konsulom. Po drugie, nowe typy zezwoleń na pracę umożliwią dokonywanie szczegółowej weryfikacji podmiotów wnioskujących o zgodę na pracę krótkoterminową. Po trzecie, po wprowadzeniu zmian zostanie wprowadzona opłata w wysokości 30 zł za wniosek, podczas gdy do tej pory oświadczenia były bezpłatne, co nierzadko było główną przyczyną nadużyć w rejestracji. W nowych przepisach pojawi się również nowa przesłanka wydania zezwolenia na pracę, jaką ma być kryterium minimalnego wynagrodzenia za pracę cudzoziemca. I w końcu, w przypadku wydawania zezwoleń na pracę sezonową i krótkoterminową zostanie wprowadzona procedura administracyjna.

Za i przeciw

Z pewnością za nowymi przepisami przemawia fakt, że będzie możliwa szczegółowa weryfikacja dokumentów oraz podmiotów powierzających pracę cudzoziemcom, w celu ograniczenia „handlu” oświadczeniami.

– W systemie rejestracji oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy zdarzały się przypadki rejestrowania tych dokumentów przez osoby bezrobotne, osoby bardzo młode lub po prostu tzw. firmy „krzaki” – zauważa ekspertka IPF Group.

Poza tym nowe regulacje oznaczają łatwiejszą procedurę wnioskowania o pobyt czasowy i pracę. Między innymi z uwagi na fakt, że ma pojawić się możliwość kontynuowania pracy u tego samego pracodawcy nawet po ustaniu trwania wizy, na podstawie stempla w paszporcie potwierdzającego złożenie wniosku na pobyt czasowy i pracę. Co więcej, plusem jest także większe przywiązanie cudzoziemca do pracodawcy wystawiającego dokument, który zainwestował w szkolenie pracownika.

Minusem proponowanych rozwiązań jest natomiast decyzja administracyjna, która może wydłużać proces wydawania zezwoleń krótkoterminowych. Co do zasady, decyzje administracyjne wydaje się w ciągu 30 dni, a w przypadkach bardziej skomplikowanych 60 dni. Istotnie pojawiają się również obawy związane z decyzjami Parlamentu Europejskiego dotyczącymi zniesienia wiz dla obywateli Ukrainy i Gruzji.

Planowane jest zniesienie wiz w celach biznesowych, turystycznych i rodzinnych wydawanych do 90 dni w ciągu roku dla Ukraińców i Gruzinów. To w konsekwencji może spowodować wzrost imigracyjny z tych dwóch państw i problem wśród pracodawców z Polski z pozyskaniem pracowników z tych krajów, którzy w coraz większym procencie zapełniają braki kadrowe w polskich spółkach. Polska może stać się dla nich tylko krajem tranzytowym w celu znalezienia pracy w innym kraju Unii Europejskiej – podsumowuje Magdalena Żołędziejewska.

[1]  Za uzasadnieniem ze strony rządowej https://www.mpips.gov.pl/bip/projekty-aktow-prawnych/projekty-ustaw/rynek-pracy/projekt-ustawy-o-zmianie-ustawy-o-promocji-zatrudnienia-i-instytucjach-rynku-pracy-i-niektorych-innych-ustaw/)

[2] Za stroną https://www.emn.gov.pl/esm/aktualnosci/13832,Planowane-zmiany-w-dostepie-cudzoziemcow-do-polskiego-rynku-pracy.html

[3] Za stroną https://www.emn.gov.pl/esm/aktualnosci/13832,Planowane-zmiany-w-dostepie-cudzoziemcow-do-polskiego-rynku-pracy.html

28 stycznia będziemy obchodzić Europejski Dzień Ochrony Danych Osobowych

28 stycznia będziemy obchodzić Europejski Dzień Ochrony Danych Osobowych. Z tej okazji BIK zapytał Polaków o poczucie bezpieczeństwa związane z danymi osobowymi. Aż 44% osób w wieku 15-65 lat doświadczyło jakiejkolwiek formy zagrożenia bezpieczeństwa danych w trakcie swojego życia. Co druga osoba słyszała medialne doniesienia związane z wyciekiem danych z bazy PESEL, a informacja o tym wywołała poczucie lęku i obawy o własne dane. Aż 40% badanych zadeklarowało, że informacja ta wpłynęła na ich zachowanie związane z ochroną tożsamości.

28 stycznia obchodzimy Europejski Dzień Ochrony Danych Osobowych, ustanowiony przez Radę Europy, by przypominać o wartościach, takich jak prawo do prywatności, zaufania i bezpieczeństwa. Dzień ten to przede wszystkim okazja do zwrócenia uwagi na kwestie związane z potrzebą stałego podnoszenia poziomu wiedzy w zakresie ochrony swoich danych osobowych.

Polacy o bezpieczeństwie swoich danych

– Jak wynika z badania Biura Informacji Kredytowej* aż 44% Polaków w wieku 15-65 lat zetknęło się w swoim życiu z sytuacjami bezpośrednio bądź potencjalnie zagrażającymi bezpieczeństwu danych. –twierdzi Marcin Gozdek, dyrektor odpowiedzialny w BIK za rynek klientów detalicznych. – Najczęściej były to zdarzenia powiązane z utratą dokumentów tożsamości – z ich zgubieniem (16%), bądź kradzieżą (10%). Co dziesiąty badany doświadczył próby podszycia się pod niego w sieci internetowej – dodaje Marcin Gozdek. Stosunkowo często wskazywano także na problemy związane z kradzieżą haseł do skrzynki mailowej, portali społecznościowych (9%). Ze statystyk wynika, że najbardziej narażeni na kradzież danych są mężczyźni, osoby o ponadprzeciętnych zarobkach oraz osoby z wyższym wykształceniem.

Ochrona przed wyłudzeniem kredytu

O kradzieży tożsamości mówimy w sytuacji, w której ktoś wejdzie w posiadanie naszych danych osobowych i wykorzysta je wbrew naszej woli, podszywając się pod nas. – Od ponad roku prowadzimy akcję edukacyjną „Nieskradzione.pl”, w ramach której tłumaczymy, że nasz dowód, a przede wszystkim dane na nim zawarte, mogą stać się łupem przestępcy i zostać wykorzystane w celu wyłudzenia kredytu – zauważa Marcin Gozdek.  – Nasze badania wskazują, że Polacy mają coraz większą świadomość, jak ważny jest ich podstawowy dokument tożsamości. Blisko ¾ badanych potwierdziło, że nie udostępnia dowodu osobistego osobom do tego nieuprawnionym oraz nie pozostawia go poza zasięgiem wzroku.

Obawę o nieuprawnione wykorzystanie skradzionej tożsamości wzbudziły też medialne doniesienia o podejrzeniach wycieku danych osobowych z bazy PESEL. Dla co drugiej osoby, która słyszała o tym wydarzeniu, sprawa ta wywołała poczucie lęku i obawy o własne dane, a 40% badanych deklaruje, że informacja ta wpłynęła na ich zachowanie związane z ochroną tożsamości. 16% badanych deklarowało zmianę swojej postawy twierdząc, że aktualnie zwracają baczną uwagę na to komu przekazują swoje dane lub wcale ich nie podają.

„Lepiej zapobiegać niż leczyć”

Prewencyjne działanie jest najlepszym rozwiązaniem we wszystkich sytuacjach, w których niepokoimy się o bezpieczeństwo naszych danych osobowych. Na polskim rynku jest narzędzie zapewniające ochronę – Alerty BIK.  O tej usłudze wie już 39% osób, a ponad 1/4 spośród badanych, doceniając ochronną rolę Alertów BIK, skłonna jest z nich skorzystać.

– Alerty BIK to narzędzie, które zabezpiecza przed wyłudzeniem kredytu na nasze dane oraz tych pożyczek, które udzielane są przez firmy pożyczkowe korzystające z zasobów BIK – mówi Marcin Gozdek. – Alert przesłany za pomocą maila i SMS-a powiadamia nas za każdym razem, gdy w BIK pojawi się pytanie o naszą historię kredytową, będące częścią procesu kredytowego. Jeśli sami nie składaliśmy żadnych wniosków o kredyt, nic nie kupowaliśmy na raty ani nie poręczaliśmy kredytu, jak również nasz własny bank nie przygotowuje oferty dla nas, to pojawienie się alertu może oznaczać, że ktoś próbuje wziąć kredyt na nasze nazwisko. Dzięki informacji z BIK i podjęciu właściwych działań mamy szansę szybko i skutecznie zareagować na niepokojące sygnały. Więcej informacji o tym, jak w pełni chronić swoje kredyty znajduje się na portalu BIK.

Upowszechnianie wiedzy o skutkach zagrożeń

O potrzebie propagowania idei bezpiecznej tożsamości z pewnością przypomina Dzień Ochrony Danych Osobowych, jednak pomocą do popularyzowania tej wiedzy na co dzień jest platforma edukacyjna Nieskradzione.pl. To adres, który zainteresuje osoby z różnych pokoleń, bo każdy znajdzie na stronie proste patenty na bezpieczeństwo na co dzień, a także zbiór praktycznych porad, m.in. wskazówki  co do zastrzegania zagubionego dowodu osobistego, również poza granicami kraju, czy możliwości zabezpieczenia się przed kradzieżą danych osobowych.

Strona powstała w 2015 roku w odpowiedzi na rosnące zagrożenia związane z kradzieżą tożsamości, we współpracy Biura Informacji Kredytowej i Komendy Głównej Policji w ramach inicjatywy ogólnopolskiej akcji edukacyjnej Nieskradzione.pl.

* Badanie zrealizowane na zlecenie BIK przez ARC Rynek i Opinia, na grupie 15-65 lat, CAPI i CAWI, N=1000, listopad 2016 r.

Średnie spółki nie boją się Trumpa

Inauguracyjna mowa Donalda Trumpa nie wniosła niczego nowego, do tego co inwestorzy znają już z jego wcześniejszych deklaracji. Reakcja rynków była więc w piątek niemal niewidoczna.

Jednak w poniedziałek dało się zaobserwować nerwowość, związaną z niepewnością co do konkretnych działań nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Niepokoi zwłaszcza powtarzanie zapowiedzi sygnalizujących politykę protekcjonistyczną i konfrontacyjną wobec państw „kradnących” Ameryce miejsca pracy oraz konkurujących z nią w sposób uznany przez Donalda Trumpa za nieuczciwy. Zamieszanie w globalnej wymianie handlowej najbardziej zabolałoby Chiny, ale także i Niemcy, stąd spore poniedziałkowe poranne spadki na giełdzie we Frankfurcie, spotęgowane umacniającym się euro.

WIG20, zmrożony piątkową informacją o zwiększeniu kontroli Skarbu Państwa w PKN Orlen, zmuszony został do obrony przed spadkiem poniżej 2000 punktów, który mógłby pogorszyć nastroje w segmencie dużych spółek oraz sprowokować głębszą korektę. Na tym tle uwagę zwraca bardzo dobre zachowanie wskaźnika średnich firm. mWIG40 w poniedziałek kontynuował rajd, głównie za sprawą wzrostu kursów akcji mocnych fundamentalnie spółek. To dobry znak, pozwalający z optymizmem patrzeć na perspektywy tego segmentu rynku, niezależnie od ewentualnych zawirowań na świecie.

Mariusz Skwaroń
AgioFunds TFI S.A.

Dzień sądu dla kursu funta, ale też dla euro

Prezydent Trump przechodzi od słów do czynów i wycofywanie się z paktów handlowych oraz zapowiedzi wysokich ceł ciążą na sentymencie rynkowym, zwiększając popyt na obligacje skarbowe i uderzając w USD. Dziś uwaga przenosi się GBP i wyrok Sądu Najwyższego w sprawie Brexitu. Europa ma odczyt PMI, ale też ważą się losy wyborów we Włoszech.

Coraz gorsze są warunki na aktywach powiązanych z USD. Renegocjacja NAFTA i wycofanie USA z TPP nie były zaskoczeniem i wątpliwe, aby ktoś zakładał, że Trump nie spełni swoich obietnic wyborczych, ale i tak oficjalna informacja w tej kwestii przyniosła wstrząs rynków. Kolejny impuls do spadku rentowności obligacji skarbowych USA i przeceny USD pojawił się wraz z publikacją komentarzy Sekretarza Skarbu Mnuchina podczas przesłuchania w Kongresie.

Mnuchin stwierdził, że „przesadnie silny dolar w krótkim terminie może mieć negatywne implikacje dla gospodarki”. Jednak taka zajawka w serwisach informacyjnych uderzyła w USD, mimo że całkowity przekaz Mnuchina był dużo bardziej łagodny i w ogólnie niewskazujący, jakoby nowa administracja miała w swojej agendzie czynny wpływ na kurs walutowy. Podobnie, jak na przesłuchaniu w ubiegłym tygodniu, Mnuchin nie zaznaczył, że obecnie dolar jest za silny. Jednak mleko się już rozlało. Łącząc te komentarze z wypowiedziami samego Trumpa o dolarze, rynek stał się przewrażliwiony i to tylko w jedną stronę – słowo „dolar” w ustach przedstawiciela administracji to zły znak. Choć USD odreagował nocną słabość po słowach Mnuchina, nie można oprzeć się wrażeniu, że waluta dalej pozostaje na krawędzi i jeszcze jeden impuls podażowy jest przed nią.
Wydarzeniem dnia jest wyrok brytyjskiego Sądu Najwyższego w sprawie konieczności aprobaty parlamentu dla uruchomienia procedury Brexitu. Generalnym przekonaniem jest, że Sąd zdecyduje na rzecz poddania pod głosowanie parlamentu uruchomienia Artykułu 50. Traktatu Lizbońskiego. Świadczą o tym doniesienia prasowe Guardiana, że rząd brytyjski już przygotował odpowiedź na negatywny wyrok, ale także sama premier May w wystąpieniu przed tygodniem starała się umniejszyć rangę dzisiejszego wyroku informując, że rząd z własnej woli podda pod głosowanie parlamentu finalne porozumienie z UE ws. wyjścia. Konieczność głosowania nie stanowi problemu, gdyż rząd ma większość w obu izbach. Biorąc pod uwagę rajd funta sprzed tygodnia w reakcji na przemówienie May wydaje się, że wyrok na korzyść głosowania jest już zdyskontowany, więc jakakolwiek pozytywna reakcja GBP może szybko spotkać się z tzw. „sprzedażą faktów”. Jednak możliwe są elementy wyroku, które mogą zaważyć na finalnym zachowaniu rynku. Jeśli Sąd uzna, że parlament powinien posiadać większą władzę nad procesem negocjacyjnym, będzie to odebrane jako większa szansa na unikniecie „twardego Brexitu” i podsyci kupowanie funta. Nie muszę wspominać, jakim szokiem byłby wyrok odrzucający postulaty parlamentu.

Również EUR może być wyczulone na wyrok, ale ten ogłoszony przez Sąd Konstytucyjny we Włoszech w sprawie tamtejszego prawa wyborczego. Sąd może zdecydować o konieczności reformy prawa przed kolejnymi wyborami w 2018 r., albo wymusić przyspieszone wybory jeszcze w tym roku. W tym drugim przypadku wzbogacenie kalendarza wyborczego w Europie o kolejne zagrożenie dojścia do władzy populistów (Ruch 5 Gwiazd) może obudzić ryzyka polityczne wokół EUR, które jeszcze nie mają wpływu na walutę, ale za kilka miesięcy będą głównym rozgrywającym. Poza tym EUR może obserwować wstępne szacunki PMI pod kątem wskazania, czy dokonuje się dalsza poprawa aktywności biznesu.
Po decyzji banku centralnego Węgier nie oczekuje się zaskoczeń. Dane o sprzedaży domów na rynku wtórnym USA są drugorzędne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

2017 rok będzie okresem rozwoju rynku pracy mniejszych miast

W 2017 roku – podobnie jak w ubiegłym – rynek pracy będzie należał do kandydata. Największe i najbardziej zróżnicowane możliwości kariery zawodowej dostępne są dla osób w dużych miastach. Potwierdzają to wyniki specjalistów i managerów na rynku pracy. Wynika z nich, że Wrocław jest najatrakcyjniejszym miejscem pracy i relokacji – wskazało go 40% badanych respondentów. Inne miasta, tj. Gdańsk, Kraków czy Poznań są atrakcyjnym miejscem pracy dla co 3 pracownika.

– Napływ nowych inwestycji do Polski pozwala sądzić, że 2017 rok będzie dynamicznym okresem rozwoju mniejszych miast – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl Agnieszka Wójcik, Market Research Manager w Antal Polska – Miasta – przykładowo Rzeszów – spodziewają się nawet 18 tysięcy miejsc pracy w 2017 roku. Opole w tym roku zawiadomiło o 3 nowych inwestycjach – mają one zapewnić 200 nowych miejsc pracy. Dobra sytuacja na rynku pracy będzie dotyczyła niemal każdego regionu w Polsce – powiedziała Wójcik.

Roszkowski: Polskie spółki zbrojeniowe powinny odpowiadać za modernizację armii

Bezpieczeństwo militarne Polski powinno opierać się na Sojuszu Północnoatlantyckim, ale także na własnym potencjale zbrojeniowym. Polska Grupa Zbrojeniowa – jako główna siła zbrojeniowa – bardzo mało eksportuje, jednak powinna kreować warunki dla krajowych firm do zwiększania możliwości sprzedaży za granicą – przez zakup oraz promocję polskiego sprzętu i wyposażenia.

– Poprzedni rząd rozpisał przetargi na ponad 100 miliardów złotych na zakupy i modernizacje obronne – powiedział agencji eNewsroom.pl Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego – Znalezienie formuły umożliwiającej wykorzystanie polskiego przemysłu byłoby idealne – przykładowo w przemyśle lotniczym lub elektronicznym. Wygląda na to, że duża część tego budżetu niestety zostanie przeznaczona na zakupy za granicą.

Decyzja MON-u o konstrukcji zamówień i angażu podmiotów polskich wpłynie na rozwój inwestycji i zdobywanie zagranicznych rynków przez polskie spółki zbrojeniowe. Mamy strzeliste projekty, które bardzo często – w rozumieniu MON-u – są polityczne, np. Caracalle przy mocnym zaangażowaniu Francuzów. Każdy duży zakup zagraniczny jest realizowany u jednego z naszych dużych sojuszników. MON zajmuje się polityką zagraniczną, zamiast koncentrować się na własnej gospodarce. Budżet modernizacyjny traktuje jako Ministerstwo Spraw Zagranicznych, a nie jako Ministerstwo Rozwoju, które patrzyłoby na zyski polskich firm – ocenił Roszkowski.

Wyzwania stojące przed firmami w 2017 roku

Nowe przepisy dotyczące prawa i podatków, procesy HR oraz te, związane z zarządzaniem kapitałem ludzkim a także cyberbezpieczeństwo. Na co powinni przygotować się przedsiębiorcy w 2017 roku?  

Eksperci prognozują, że największymi wyzwaniami stojącymi przed firmami w Polsce, w 2017 roku jest przyciąganie talentów i zatrzymywanie wartościowych pracowników, zmiany demograficzne w gospodarce (np. generation gap), alternatywne formy zatrudnienia i outsourcing oraz outsourcing personalny, wysoka rotacja pracowników i związana z tym ochrona danych, wirtualizacja i elektronizacja w relacjach pracowniczych. Ważnym aspektem,  na który niewątpliwie należy zwrócić szczególną uwagę jest cyberbezpieczeństwo przedsiębiorstw.  Eksperci podatkowi natomiast przewidują wzrost kontroli oraz przypadków doszacowania dotyczących cen transferowych.

HR i prawo pracy – czego powinien spodziewać się pracodawca?

Zmiany prawne, które weszły w życie w styczniu br. dotyczyły aspektów takich jak zwolnienie małych przedsiębiorców zatrudniających mniej niż 50 osób z obowiązku tworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych (Ustawa z dnia 4 marca 1994 r. o zakładowym funduszu świadczeń socjalnych). Natomiast nowelizacja ustawy z dnia 16 grudnia 2016 r. o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego przedsiębiorców znosi obowiązek dotyczący wydawania świadectwa pracy, wprowadza zmianę minimalnego wynagrodzenia za pracę i minimalną stawkę godzinową w wysokości 13 zł brutto, obowiązek wypłaty wynagrodzenia przynajmniej raz w miesiącu (w przypadku umów zlecenia oraz umów o świadczenie usług zawartych na okres dłuższy niż jeden miesiąc) oraz związane z tym kary, a także obowiązek potwierdzania liczby godzin wykonywania zlecenia lub świadczenia usług oraz przechowywania odpowiedniej dokumentacji przez okres trzech lat.

Obok szeregu zmian prawnych, które weszły w życie w styczniu 2017 roku wyzwaniem dla pracodawców będą również aspekty „miękkie”. Kluczowa zmiana zajdzie w sposobie postrzegania procesu rekrutacji i negocjowania warunków zatrudnienia. Nie można mieć bowiem wątpliwości, że od jakiegoś czasu mamy do czynienia z rynkiem pracownika i trend ten nie słabnie zwłaszcza w obszarze stanowisk specjalistycznych.

„Dotychczasowe doświadczenia pracodawców pokazują, że coraz trudniej jest pozyskać wartościowych pracowników i utrzymać ich w strukturze firmy. Wyzwaniem dla pracodawców będzie z pewnością budowanie wizerunku firmy atrakcyjnej dla potencjalnych kandydatów do pracy. Co więcej, kandydat w zasadzie nie szuka pracy, on sonduje otoczenie, a najbliższe jest mu to wirtualne. Stąd konieczność wejścia z procesami wizerunkowymi i rekrutacyjnymi do mediów społecznościowych.

Z drugiej strony wyzwaniem będzie tworzenie warunków pracy sprzyjających rozwojowi, zdobywaniu wiedzy i nowych doświadczeń przez pracowników, aby utrzymać tych wartościowych i nie „oddać” ich konkurencji. Tym bardziej, że obecna konkurencja, w świecie rynku pracy, nie ogranicza się do branży, lecz definiowana jest przez umiejętności pracownika” – mówi Marta Walędziak-Skowrońska, Senior Associate w kancelarii TGC Corporate Lawyers, siostrzanej spółce Crowe Horwath.

Doświadczenia pokazują, że wynagrodzenie samo w sobie przestaje być głównym atraktorem przyciągającym talenty – stają się nimi wartości firmy, atmosfera, możliwość rozwoju, niestandardowe formy motywowania pracowników, jak np. workcation – zorganizowanie pracownikom biura w egzotycznym kraju, co w zeszłym roku uczyniła jedna z wrocławskich firm.

Kolejne miesiące pokażą, czy sposobem na pozyskanie talentów okażą się programy stypendialne fundowane przez pracodawców dla uczniów i studentów, a lojalność i zaangażowanie będzie wzmacniane przez akcjonariat pracowniczy.

Podatki – Nowelizacja ustawy o VAT

Nowelizacja ustawy o VAT z 1 grudnia 2016 roku wprowadza kilka istotnych zmian do systemu podatkowego. Stawki VAT 23% i 8%  będą obowiązywały, zgodnie z decyzją Ustawodawcy do końca 2018 roku. Ustawa przewiduje nowe warunki zwrotu VAT w ciągu 25 dni. Eksperci twierdzą, że uzyskanie zwrotu w tym terminie będzie utrudnione. Wprowadzone zostały także  kryteria odmowy rejestracji podmiotu jako płatnika VAT oraz wyrejestrowania z VAT. Limit dla zwolnienia podmiotowego z VAT wzrósł ze 150 000 zł do 200 000 zł.  Rozszerzony został katalog towarów i usług objętych mechanizmem odwrotnego obciążenia. W życie weszły także przepisy dotyczące dodatkowych zobowiązań podatkowych w przypadku nieprawidłowości w rozliczeniach VAT. Zeznania podsumowujące można składać za pomocą poczty elektronicznej wyłącznie co miesiąc. Od stycznia 2017 roku niektórzy podatnicy zostali niejako zobligowani do składania deklaracji VAT w formie elektronicznej. Zamiarem ustawodawcy było „uszczelnienie” poboru VAT oraz zaostrzenie kar przewidzianych w Kodeksie karnym skarbowym za wystawianie fałszywych faktur.

„Nowelizacja ustawy o VAT doprowadzi z dużym prawdopodobieństwem do jeszcze większej komplikacji rozliczeń VAT oraz zwiększy ryzyko prowadzenia działalności. Wprowadzane przepisy były przygotowywane z perspektywy zwalczania oszustów podatkowych, jednakże negatywne skutki odczują wszystkich podatnicy. W szczególności w zakresie weryfikacji zwrotu nadwyżki podatku naliczonego nad należnym oraz dodatkowych sankcji za błędy w rozliczeniach” – komentuje Paweł Turek, Manager w dziale podatków w Crowe Horwath.

Cyberbezpieczeństwo firmy

Cyberbezpieczeństwo firmy polega na wdrożeniu, utrzymaniu i ciągłym udoskonalaniu systemu, którego elementami są procesy, organizacja, ludzie i narzędzia w celu ciągłej kontroli i zmniejszaniu ryzyka do akceptowalnego przez zarząd firmy poziomu. Zagrożeniem prawidłowego funkcjonowania firmy mogą być niekontrolowane wycieki i kradzieże danych oraz wykorzystanie ich na szkodę przedsiębiorstwa, kontrahentów, czy osób w nich pracujących. Niekontrolowana utrata ciągłości działania, która może mieć skutek w ciągłości świadczenia usług dla klientów spowodowana utratą danych, błędami w kodzie aplikacji, awariami sprzętu, niewystarczającym poziomem i jakością usług dostawców są kolejnym wymienianym przed ekspertów zagrożeniem.

Jak się przed tym ustrzec?

W celu umiejętnej ochrony przed zagrożeniami należy rozpocząć ocenę sytuacji w przedsiębiorstwie od analizy ryzyk, które są charakterystyczne dla branży, wielkości oraz specyfiki firmy oraz przetwarzanych w niej danych. Wynik tej analizy pozwoli nam ocenić i wyznaczyć plan wdrażania zabezpieczeń oraz odpowiedzieć na pytanie, od czego należy zacząć. Jeżeli, na przykład okaże się, że największym ryzykiem i wyzwaniem są odejścia pracowników oraz wycieki kluczowych i wartościowych danych z firmy, należy zastanowić się nad systemem szkoleń pracowników, a może nawet wdrożeniem i skonfigurowaniem zaawansowanych narzędzi typu DLP (Data Leakage Prevention). Jeżeli natomiast okaże się, że największym ryzykiem są różnego rodzaje przerwy w dostępności usług wynikające z awarii, należy przeprowadzić dalszą analizę przyczynowo-skutkową. Ustalić co jest przyczyną tych awarii oraz jak zapobiegać im w przyszłości.  Celem tych wszystkich działań jest przejście z zarządzania reaktywnego, po wystąpieniu incydentu w systemowe zarządzanie proaktywne.

20 stycznia 2017 r. o godzinie 10:00 w Centrum Prasowym PAP w Warszawie przy ul. Brackiej 6/8, odbyło się śniadanie prasowe zorganizowane przez Crowe Horwath. Powyższe podsumowanie jest wynikiem tego spotkania i wniosków wysuniętych przez ekspertów.

W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele mediów oraz specjaliści z Crowe Horwath: Wojciech Marczyszyn, CEO w TGC Corporate Lawyers; Bernard Delemonie, Dyrektor Crowe Horwath International na Europę; Maciej Krzekotowski, business consulting director w Crowe Horwath, Agnieszka Frommholz, IT Group director w Crowe Horwath, TGC i Contract Administration, Marta Walędziak-Skowrońska, senior associate, legal adviser w TGC Corporate Lawyers,
Paweł Turek, doradca podatkowy w Crowe Horwath.

Marcin Kiepas: Złoty czeka na nowe impulsy

Złoty pozostaje stabilny w relacji do euro i szwajcarskiego franka, jednocześnie reagując tylko na zmieniające się notowania dolara i funta na świecie. Potrzebne są nowe silne impulsy, żeby wyrwać rynek walutowy z tych zależności.

Wtorkowy poranek przynosi niewielkie wahania głównych walut w relacji do złotego. O godzinie 08:16 kurs EUR/PLN 4,3717 zł, USD/PLN 4,0695 zł, CHF/PLN 4,0750 zł, a GBP/PLN 5,0750 zł.

Złoty od ponad dwóch tygodni pozostaje pod głównym wpływem rynków globalnych, ignorując tym samym pozytywne wieści płynące z polskiej gospodarki. W efekcie notowania EUR/PLN i CHF/PLN obecnie stabilizują się odpowiednio wokół 4,37 zł i 4,08 zł, czemu towarzyszy spadek USD/PLN w ślad za słabnącym na świecie dolarem oraz obserwowana od tygodnia zwyżka notowań GBP/PLN w reakcji na analogiczne umocnienie funta.

Te wzajemne zależności nie powinny ulec dziś zmianie. Złoty pozostanie pod głównym wpływem czynników globalnych. Oznacza to, że uwaga inwestorów skoncentruje się przede wszystkim na publikacji wstępnych odczytów styczniowych indeksów PMI dla Francji, Niemiec, Strefy Euro i USA. Oczekiwana jest ich stabilizacja na wysokich poziomach z poprzedniego miesiąca, z szansą na nieco lepsze od konsensusu odczyty. Takie dane wsparłyby wspólną walutę. W tym również w relacji do złotego, ale bez perspektywy zakończenia dwutygodniowej konsolidacji EUR/PLN.

W nocy analogiczny indeks PMI dla sektora przemysłowego został opublikowany dla Japonii. W styczniu, jak wynika ze wstępnych szacunków, indeks ów wzrósł do 52,8 z 52,4 pkt., przekraczając rynkowe prognozy na poziomie 52,3 pkt. Był to też najlepszy wynik od marca 2014 roku. Dane nie spotkały się z silną reakcją rynku walutowego.

Dziś większych emocji nie wzbudzą natomiast, publikowane po południu i ignorowane ostatnio, dane z amerykańskiego rynku nieruchomości. Oczekuje się, że w grudniu sprzedaż domów na tamtejszym rynku wtórnym spadła o 2% w relacji miesięcznej. Stąd też podstawowym wyznacznikiem zachowania dolara wciąż będą zmieniające się oczekiwania co do przyszłej polityki gospodarczej administracji prezydenta Donalda Trumpa.

W dzisiejszym kalendarzu mamy jeszcze decyzje węgierskiego i tureckiego banku centralnego ws. stóp procentowych. Jednakże również to nie będzie mieć pośredniego wpływu na zachowanie złotego.

Potencjalny wpływ na funta, w tym na notowania GBP/PLN, może za to mieć wyrok brytyjskiego Sądu Najwyższego ws. tego, kto ma zdecydować o formalnym rozpoczęciu procedury wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Czy może to zrobić rząd? Czy też musi o tym zdecydować parlament? Wyrok ten powinien być znany o godzinie 10:30. Oczekuje się, że Sąd podtrzyma wcześniejszą decyzję Trybunału, że potrzebna jest decyzja parlamentu. To już częściowo jest w cenach. Nie mniej jednak i tak może wesprzeć funta. Należy jednak mieć na uwadze, że wyrok ten nieco stracił na znaczeniu po tym, jak przed tygodniem premier May zapowiedziała, że to parlament zatwierdzi wyniki negocjacji z Unią. W tym układzie samo rozpoczęcie całej procedury traci na znaczeniu. Inwestorzy do końca mogą wierzyć, że ostatecznie nie dojdzie do tzw. twardego BREXIT-u.

W kolejnych dniach złoty wciąż będzie pozostawał pod głównym wpływem rynków globalnych. Uwaga inwestorów będzie się więc koncentrować wówczas przede wszystkim na doniesieniach z obozu prezydenta Trumpa, a także na publikacji niemieckiego indeksu Ifo (środa) oraz wstępnych szacunków brytyjskiego (czwartek) i amerykańskiego (piątek) PKB za IV kwartał 2016 roku. Zignorowane zaś zostaną publikowane w środę dane o grudniowej stopie bezrobocia w Polsce (prognoza: 8,3%) oraz czwartkowy protokół z ostatniego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Obie te „figury” bowiem nie wniosą nic innego do obrazu kondycji polskiej gospodarki i spojrzenia na politykę monetarną. Realna szansa na widoczną reakcję rynku walutowego na krajowe dane pojawi się dopiero w przyszły wtorek, gdy GUS opublikuje szacunkowe dane nt. dynamiki PKB za cały 2016 rok (prognoza: spadek do 2,8% z 3,9%) oraz szacunki styczniowej inflacji CPI (prognoza: wzrost do 1,8% z 0,8% R/R).

Marcin Kiepas, niezależny analityk 

Polski sektor kosmiczny stanowi zaledwie 1 proc. europejskiego rynku. Jego rozwój zależy głównie od rządu

Polski sektor kosmiczny stanowi zaledwie 1 proc. europejskiego rynku. Jego rozwój zależy głównie od rządu 11

Polski sektor kosmiczny, choć dynamicznie się rozwija, to stanowi zaledwie 1 proc. europejskiego rynku. Inwestycje w tym sektorze sięgają 30 mln euro. Dalszy rozwój rynku na tym etapie zależy w dużej mierze od decyzji inwestycyjnych rządu – ocenia Aleksandra Bukała, dyrektor generalny firmy Sener. Szansą dla polskiego przemysłu jest znalezienie niezagospodarowanych nisz, ale do tego potrzebne są doświadczone i wyspecjalizowane kadry.

Polski sektor kosmiczny rozwija się bardzo dynamicznie. Chcielibyśmy, żeby ta dynamika wzrostu została utrzymana i żebyśmy za 10 lat pełnili istotniejszą rolę na rynku globalnym czy europejskim. Obecnie wszystko jeszcze zależy od inwestycji rządowej w sektor – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Aleksandra Bukała, dyrektor generalny Sener, firmy z branży kosmicznej. – Dziś inwestycje Polski w sektor kosmiczny wynoszą nieco ponad 30 mln euro rocznie.

Polski sektor kosmiczny zaczął się rozwijać po przystąpieniu Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) w 2012 roku. Początkowo nasza składka wynosiła 21 mln euro, obecnie to 30 mln euro rocznie. Składka wpłacana na tzw. programy opcjonalne na lata 2017–2020 wzrosła zaś o 9 mln – z 36 do 45 mln euro.

To jednak tylko inwestycja w technologie stricte kosmiczne, głównie związane z dostępem do przestrzeni kosmicznej. Natomiast największy udział w globalnym rynku kosmicznym ma rynek usług oferowanych na bazie systemów satelitarnych – zaznacza Bukała. – Tę wielkość w Polsce trudno oszacować, bo jest na to zbyt wcześnie. Branża przemysłowa ma dopiero cztery lata. W innych krajach szacuje się, że rynek usługi jest cztero-, pięciokrotnie większy niż twarde inwestycje w sektorze.

Od momentu dołączenia do ESA polscy przedsiębiorcy otrzymali finansowanie w wysokości prawie 42 mln euro, dzięki czemu polski sektor kosmiczny dostał impuls do dynamicznego rozwoju. Raport „Gwiezdny biznes” firmy Grant Thornton wskazuje, że w Polsce wartość rynku kosmicznego tylko w 2014 roku, w zależności od podejścia, wyniosła między 7 a 12,5 mld zł. W 2015 roku mogło to być blisko 14 mld zł.

Całkowity roczny budżet Europejskiej Agencji Kosmicznej to ok. 5 mld euro, stąd nasze 30 mln euro stanowi niecały 1 proc. Dla porównania wielkość inwestycji NASA to prawie 20 mld dol. rocznie, jesteśmy więc jeszcze niewielkim rynkiem. Dopiero stopniowe zwiększanie inwestycji poprzez rząd pozwoli polskim firmom bardziej spektakularnie zaistnieć w tej branży – tłumaczy dyrektor generalny firmy Sener.

Jak wskazuje resort rozwoju, jeszcze w 2012 roku na specjalnym portalu internetowym ESA było zarejestrowanych nieco mniej niż 50 polskich podmiotów zainteresowanych udziałem w przetargach. Obecnie jest ich już ponad 300.

Polska przeznacza na sektor kosmiczny zaledwie 0,01 proc. PKB. Kraje rozwinięte znacznie więcej, m.in. Rosja 0,25 proc. PKB, podobnie Stany Zjednoczone. W Europie Zachodniej rynek ten rozwija się znacznie dłużej niż w Polsce Dlatego jak wskazuje Aleksandra Bukała, Polska powinna znaleźć niezagospodarowaną niszę.

To klasyczna strategia w sektorach, które dopiero powstają. Mamy nadzieję, że uda nam się przekonać rząd i podatników, że inwestycja w ten sektor się opłaca i będzie ona stabilnie rosła. Wówczas w przyszłości, mamy nadzieję, w Polsce powstanie kilka firm, które będą w stanie wziąć odpowiedzialność za zaprojektowanie całych systemów satelitarnych – prognozuje Aleksandra Bukała.

Rządowa Polska Strategia Kosmiczna zakłada, że polskie firmy powinny się szczególnie zainteresować małymi satelitami i nanosatelitami. Ich koszt jest niższy od dużych (ok. 30–50 mln dol., przy 150 mln dol. dużego satelity). Na rynku małych i mikrosatelitów o wartości 90 mld dol. konkuruje 110 podmiotów. Rynek nanosatelitów (do 10 kg) jest rozdrobniony, za blisko połowę satelitów umieszczanych na orbicie odpowiada 10 największych graczy.

Jak podkreśla, krajowy sektor ma dobre perspektywy także pod względem kadrowym. Nie brakuje wysoko wykwalifikowanych inżynierów, dodatkowo Polacy dobrze znają języki obce, są pomysłowi i kreatywni. Aby jednak móc rywalizować na światowym rynku, potrzebni są doświadczeni pracownicy, którzy mogliby wziąć odpowiedzialność za konkretny projekt.

Brakuje nam profili specjalistycznych. W branży kosmicznej są pewne ściśle określone sposoby realizacji projektów, gdzie potrzebne są profile wspomagające, np. zarządzanie jakością. To osoby, które są w stanie zarządzać łańcuchem poddostawców. W przypadku prostego systemu satelitarnego oznacza to zarządzanie kilkuset dostawcami, a w większych systemach kilkoma tysiącami dostawców. To wymaga naprawdę unikalnych kompetencji – przekonuje Aleksandra Bukała.

W branży elektroodpadów kwitnie szara strefa. Tylko 30 proc. sprzętów poddawanych jest recyklingowi

W branży elektroodpadów kwitnie szara strefa. Tylko 30 proc. sprzętów poddawanych jest recyklingowi 12

Tylko jedna trzecia zużytych elektrośmieci zostaje poddana recyklingowi. Pozostała część trafia na złomowiska albo jest przetwarzana nielegalnie, a w branży kwitnie szara strefa. Sytuację miały zmienić wprowadzone w ubiegłym roku przepisy, ale ich efekt jest znikomy. Dlatego w tym roku zostanie zaostrzony audyt nad przedsiębiorcami i organizacjami, które zajmują się zbiórką i przetwarzaniem elektroodpadów. To konieczne, ponieważ zgodnie z unijną dyrektywą poziom recyklingu zużytego sprzętu musi przekroczyć 60 proc.

– Zmiany w przepisach, które zostały wprowadzone w 2016 roku, w zasadzie nie wpłynęły na funkcjonowanie rynku zużytego sprzętu. Ustawa nie wprowadziła zmian systemowych, dlatego nie spowodowała żadnej poprawy – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Skrzypczak, prezes zarządu Organizacji Odzysku ElektroEko SA.

Zgodnie z wprowadzonymi w ubiegłym roku przepisami ustawy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym producenci sprzętu i dystrybutorzy, którzy wprowadzają go na rynek, muszą zadbać o jego późniejszą zbiórkę i prawidłowe przetworzenie elektrośmieci. Według szacunków do zakładów przetwarzania trafia jednak tylko około 30 proc. zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego (ZSEE). Tymczasem unijna dyrektywa WEEE nakłada na Polskę wymóg, aby do 2020 roku poziom zbiórki i przetwarzania elektroodpadów przekroczył 60 proc. Jeżeli Polska nie dostosuje się do unijnych regulacji, to grożą jej kary finansowe.

Prezes Organizacji Odzysku ElektroEko zwraca jednak uwagę na to, że bez wprowadzenia audytu i ścisłej kontroli nad systemem zbiórki elektroodpadów w dalszym ciągu powszechne będą działania na granicy prawa. Branża dzieli się bowiem na legalnie działających przedsiębiorców (którzy podpisują umowy z producentami sprzętu i pośredniczą w przetwarzaniu elektroodpadów) oraz szarą strefę, w której powszechne są praktyki takie jak handel wirtualnymi elektroodpadami i przetwarzanie ich poza legalnymi zakładami. Często zdarza się, że na elektrośmieci, które zamiast do przetworzenia trafiają na złomowisko, wystawiane są fałszywe zaświadczenia. Branża szacuje, że dotyczy to nawet 40 proc. zaświadczeń potwierdzających zbiórkę i recykling zużytego sprzętu.

– Audyt z pewnością spowoduje trochę strachu wśród tych, którzy działają na granicy prawa. Nie można jednak zapominać, że podmiot audytowany sam sobie wybiera audytora i pokrywa jego koszty. Zauważyć można również tendencję, że podmioty audytowane także szkolą audytorów. Czyli po procederze, polegającym na wystawianiu sobie samemu dokumentów potwierdzających wykonanie obowiązków, teraz dodatkowo mamy zupełnie irracjonalny system audytów. Niewątpliwie też sami producenci sprzętu zaczynają dostrzegać to, że muszą bardzo ostrożnie wybierać organizacje odzysku, z którymi podpisują umowy. Jeżeli bowiem taka organizacja nie wywiąże się ze swojej części umowy, to może to producenta kosztować ogromne pieniądze – mówi Grzegorz Skrzypczak.

Rozporządzenie w sprawie audytu, które weszło w życie z początkiem 2017 roku, ma uregulować rynek elektroodpadów, ale pierwsze jego efekty będą widoczne dopiero w przyszłym roku. Ekspert ElektroEko zwraca jednak uwagę na to, że nadal nieznane są szczegółowe wymagania, jakie będą stawiane audytorom. Nie wiadomo też, jaka grupa podmiotów będzie uprawniona do prowadzenia audytu.

– Obawiam się, że nie będzie ich zbyt dużo. Ponieważ jest to niszowa branża, nie jest ona atrakcyjna dla tych podmiotów, które zawodowo zajmują się audytem – mówi Grzegorz Skrzypczak.

Miniony rok nie był łatwy dla branży, przede wszystkim ze względu na bardzo niskie ceny surowców na rynkach światowych. To spowodowało, że z rynku częściowo wycofali się zbieracze, którzy nielegalnie handlowali elektrośmieciami. Niższe ceny surowców spowodowały, że ten proceder przestał być dla nich opłacalny.

 Można się spodziewać, że w 2017 roku sytuacja na rynku będzie podobna do ubiegłorocznej. Natomiast w 2018 roku na skutek zmiany grup kosztowych zużytego sprzętu prawdopodobnie wzrośnie popyt na zużyty sprzęt chłodniczy – mówi Grzegorz Skrzypczak.

Zgodnie z nowym prawem, które obowiązuje od ubiegłego roku, konsumenci przy zakupie nowego sprzętu AGD lub elektroniki mogą się domagać bezpłatnego odbioru elektroodpadów, zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i internetowych. Zużyte sprzęty można również oddawać do punktów zbiórki selektywnej, prowadzonych przez gminy i zakłady przetwarzania elektrośmieci.