W 2015 roku najwięcej zyskali sponsorzy Open’er Festival. Doniesienia medialne były warte 36 mln złotych

Letnie festiwale muzyczne to świetna zabawa, a ze względu na dużą ich popularność także doskonała okazja do promowania marek. W 2015 roku najwięcej zyskali sponsorzy Open’er Festival. Doniesienia medialne opublikowane w nawiązaniu do wydarzenia były warte 36 mln złotych.

We wrześniu zakończył się sezon letnich festiwali muzycznych. „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” podsumował obecność medialną największych z nich w okresie od 1 czerwca do 13 września 2015 r. Pod względem promocji najbardziej zyskał Open’er Festival. Wartość ekwiwalentu reklamowego oszacowano na 36 mln złotych. Na blisko 10 mln złotych mniej wycenione zostały materiały na temat Przystanku Woodstock. Na podium znalazł się także OFF Festival – AVE publikacji nawiązujących do wydarzenia wyniosło prawie 18 mln złotych.

Wykres 1. Ekwiwalent reklamowy materiałów opublikowanych na temat letnich festiwali muzycznych (1.06-13.09.2015 r.)
Wykres 1. Ekwiwalent reklamowy materiałów opublikowanych na temat letnich festiwali muzycznych (1.06-13.09.2015 r.)

Open’er został liderem także pod względem wskaźnika dotarcia. Zasięg materiałów wyrażony w potencjalnej liczbie kontaktów odbiorców z informacjami mógł wynieść aż 2,9 mld! Kolejne miejsca zajęli Przystanek Woodstock z wynikiem 2,2 mld oraz OFF Festival – 1,3 mld.

– Wyniki raportu „Letnie festiwale muzyczne” za okres VI-IX plasują  Open’er Festival na pierwszym miejscu po zliczeniu wartości ekwiwalentu reklamowego. Przodujemy również w liczbie unikalnych informacji na pierwszych stronach gazet. Te dane bardzo nas cieszą i po raz kolejny potwierdzają szczególną pozycję i wartość Open’era w Polsce. Należy również dodać, że 14. edycja festiwalu okazała się dla nas rekordową pod względem wartości  AVE oszacowanej przez PRESS-SERVICE Monitoring Mediów w dłuższym okresie –  od stycznia do września i wyniosła blisko 70 mln zł netto! Liczba artykułów dedykowanych Open’erowi przekroczyła 24 tys. Te ostatnie wyniki pokazują, że wielomiesięczne działania promocyjne, silna współpraca z partnerami i patronami – tymi sprawdzonymi i nowymi oraz dywersyfikacja kanałów informacyjnych pozwoliła nam osiągnąć zamierzony efekt promocyjny – tłumaczy Mikołaj Ziółkowski, Prezes Alter Art.

Woodstock liderem pod względem liczby publikacji

Zdecydowanie najczęściej w mediach można było spotkać doniesienia odnośnie festiwalu organizowanego przez Jurka Owsiaka. Jedna trzecia ogółu przekazu na temat analizowanych wydarzeń należała właśnie do Przystanku Woodstock – 19,4 tys. materiałów. Najwięcej materiałów w nawiązaniu do tej imprezy ukazało się na portalu Gazetalubuska.pl (137 publikacji) i w Programie Trzecim Polskiego Radia (120).

Open’er tym razem uplasował się na drugim miejscu (11,3 tys. materiałów), przed Off Festival (6,7 tys.). W pierwszej dziesiątce najpopularniejszych eventów muzycznych znaleźli się także Jarocin Festiwal (4,7 tys.), Orange Warsaw Festival (4,2 tys.), Kraków Live Festival (4 tys.), Tauron Nowa Muzyka (2,3 tys.), Impact Festival (1,4 tys.), Audioriver (1,4 tys.) i Festiwal Legend Rocka (1,2 tys.).

Wykres 2. Liczba publikacji na temat letnich festiwali muzycznych (1.06-13.09.2015 r.)
Wykres 2. Liczba publikacji na temat letnich festiwali muzycznych (1.06-13.09.2015 r.)

Audioriver w mediach regionalnych, Kraków Live Festival w ogólnopolskich

Biorąc pod uwagę wszystkie analizowane informacje dotyczące letnich imprez muzycznych największą przewagę w mediach regionalnych odnotowały Audioriver (58 proc. przekazu), Open’er Festival (24,9 proc.) oraz Tauron Nowa Muzyka (20 proc.).

Z kolei w mediach o zasięgu ogólnopolskim dominowały wydarzenia Kraków Life Festival (94,4 proc. informacji), Impact Festival (93,6 proc.) i Jarocin Festiwal (92,9 proc.).

 

 

 

Za co Polacy płacą SMS-ami?

Polacy wspierają akcje charytatywne SMS-ami – wynika z raportu „Komunikacja SMS w Polsce 2014” realizowanego przez platformę SerwerSMS.pl. Blisko 25 proc. wysyłających SMS Premium przyznaje, że zasila w ten sposób konta organizacji pożytku publicznego. Wśród innych funkcji, popularne są również płatności i transakcje finansowe. Korzysta z nich co piąty badany.

SMS-y Premium to wiadomości tekstowe wysyłane na krótkie numery, obciążone są specjalną opłatą. Usługa ta chętnie wykorzystywana jest do organizowania różnego rodzaju pomocowych akcji charytatywnych, gdyż dzięki niej wsparcie ich nie jest wymagające i daje możliwość szybkiego działania. – W trakcie ostatniego finału WOŚP za pomocą płatności online i SMS-ów zebraliśmy ponad 13 mln złotych – mówi Anna Orzech z fundacji WOŚP. Widać, że popularność tego typu płatności znacznie rośnie – dodaje.

Zastosowań dla SMS-sów Premium jest jednak znacznie więcej. Blisko ¼ respondentów za pomocą SMS realizuje płatności i transakcje finansowe. 15 proc. ankietowanych płaci za bilety komunikacji miejskiej lub parkingowe, a 14 proc. za usługi rozrywkowe – wynika z badania przeprowadzonego przez Platformę SerwerSMS.pl. – Dzięki takiemu rozwiązaniu wiele płatności możemy dokonać wprost z domowego fotela. Jego ogromną przewagą nad przelewami bankowymi lub płatnościami internetowymi jest szybkość. Doskonale sprawdza się przy płatnościach na małe kwoty – mówi Daniel Zawiliński z firmy, która prowadziła badanie.Cele SMS Premium

SMS-y Premium to ciągle ważna (ilościowo i kwotowo) oraz szybka i prosta forma zbiórek na cele charytatywne. Praktycznie w każdej komunikacji takiej akcji pojawia się informacja, że operatorzy rezygnują z należnych im kwot, dzięki czemu kanał ten jest bardzo efektywny i powszechny – komentuje Łukasz Makowski Prezes Zarządu LookSoft Sp. z o.o. – Oczywiście obserwowany jest  wzrost innych form płatności jednak brak jednolitego standardu w tej materii i dostępność wielu możliwości sprawia, że SMS-y Premium nadal są najbardziej zrozumiałym narzędziem dla standardowego użytkownika telefonu – dodaje Łukasz Makowski.

SMS w zamian za rozrywkę

Na kolejnych miejscach znalazły się płatności za dzwonki, tapety, gry (8 proc.), udział w konkursach audiotele/ quizach (7 proc.) oraz głosowaniach w programach telewizyjnych/ radiowych/ internetowych (7 proc.). Co piąty ankietowany opłaca krótkimi wiadomościami tekstowymi dostęp do mobilnych wersji gazet i czasopism.

Blisko 1/3 osób, które wzięły udział w badaniu „Komunikacja SMS w Polsce 2014” Platformy SerwerSMS.pl deklaruje, że wysyła krótkie wiadomości tekstowe o podwyższonym koszcie. 2/3 robi to kilka razy do roku, a aż 12 proc. kilka razy w tygodniu. – Dużo  osób (aż 68 proc.) przeznacza na SMS Premium do 5 zł miesięcznie. Co ciekawe, 17 proc. respondentów deklaruje, że wydaje na nie nawet 15 zł miesięcznie – dopowiada Daniel Zawiliński.

Miesieczne kwoty SMS PremiumPremium SMS jest bardzo wygodnym i popularnym sposobem realizowania drobnych transakcji. Łączna wartość tego rynku w 2013 roku była szacowana przez firmę badawczą PMR na około 15 mld złotych.

Kontrola kosztów

Zdarza się jednak, że z informacji na temat zasad funkcjonowania usługi, niekiedy rodzi ona u niektórych obawy. Brak wiedzy zasygnalizowało aż 24 proc. badanych. – Nie wszyscy wiedzą ile kosztuje wysłanie danego SMS-a. Tymczasem wystarczy poznać kilka zasad, które dadzą nam taką informację – komentuje Daniel Zawiliński. Numery SMS Premium bazują na określonym schemacie i w bardzo łatwy sposób można sprawdzić ich koszt. Wystarczy szybka analiza informacji zawartych w numerze SMS, na który planowana jest wysyłka wiadomości. SMS-y na numery rozpoczynające się od cyfry 7, kosztują mniej niż 10 złotych. O dokładniej cenie informuje cyfra znajdująca się po 7. Przykładowo, numer zaczynający się od 75XX(X), oznacza że koszt SMS-a wynosi 5 zł netto (bez VAT). Na rynku funkcjonują również numery SMS rozpoczynające się od cyfry 9. W tym przypadku koszt usługi wynosi ponad 10 złotych. O koszcie rzeczywistym SMS-a można dowiedzieć się dzięki dwóm cyfrom zamieszczonym po 9. Analogicznie, numer zaczynający się od 915XX(X), oznacza, że koszt SMS-a wynosi 15 zł netto (bez VAT).

 

Informacje o badaniu:

Badanie „Komunikacja SMS w Polsce 2014” zostało przeprowadzone za pomocą ankiety zamieszczonej na specjalnym serwisie internetowym wśród ponad 1400 respondentów metodą CAWI.

Opracowanie „Komunikacja SMS w Polsce 2014” podsumowuje zakrojone na szeroką skalę badanie konsumenckie przeprowadzone w Polsce w 2014 roku i przedstawia preferencje komunikacyjne Polaków. Podsumowuje również, jak wygląda sytuacja na rynku SMS-ów Premium. Warto się z nim zapoznać, ponieważ klasyczny SMS, ma już ponad 20 lat. Wydawać by się mogło, że po tak długim czasie, w świecie szybko zmieniających się nowych technologii, usługa ta straci na ważności. SMS ma się jednak bardzo dobrze, nie tylko w swojej klasycznej formie, ale również właśnie w wersji Premium.

Podwyżka stóp w USA jeszcze w tym roku

Japonii znów grozi deflacja. Janet Yellen potwierdziła oczekiwania wobec podwyżki stóp procentowych jeszcze w tym roku. Lepsze dane z Niemiec i neutralny odczyt z USA.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

W Japonii opublikowano wskaźniki zmian cen. O ile w przypadku inflacji konsumenckiej mamy wynik +0,2%, to w przypadku inflacji bazowej mamy do czynienia z deflacją. Jest to wskaźnik oczyszczony o składniki o dużej zmienności, np. świeże jedzenie. Dane te osłabiły jena wobec innych walut. Spowodowane jest to oczekiwaniami powiększenia i tak największego obecnie na świecie programu luzowania ilościowego. Jak widać w dalszym ciągu wiara w słuszność drukowania pieniędzy jako metoda wychodzenia z kryzysu jest silna na świecie. Należy mieć nadzieję, że z deflacji Japonia nie przejdzie w stagflację.

Odwrotne podejście prezentują obecnie Stany Zjednoczone. Kraj ten co prawda ma za sobą gigantyczne programy luzowania ilościowego. Obecnie jednak mówi się tam zdecydowanie głośniej o potrzebie podniesienia stóp procentowych niż o kolejnym druku dolarów. Janet Yellen prezes FED podczas wypowiedzi na Uniwersytecie Massachusetts wyraziła opinie, że dobrze gdyby taka decyzja zapadła jeszcze w tym roku. Zwróciła uwagę na dobór odpowiedniego momentu. Zbyt szybkie zaciskanie polityki monetarnej (podwyżka stóp) grozi zduszeniem wzrostu gospodarczego. Z drugiej strony, za długo trzymane niskie stopy procentowe tworzą ryzyko baniek spekulacyjnych do czego zachęca tani pieniądz w rosnącej gospodarce. W wyniku tej deklaracji dolar ponownie umacniał się względem euro. Przełożyło się to na osłabianie się złotówki wobec dolara i umacnianie się względem euro.

Wczorajszy indeks instytutu IFO w Niemczech okazał się lepszy od oczekiwań. Jest to ważny sygnał, gdyż ostatnie dane od naszych zachodnich sąsiadów były raczej słabsze. Różnica nie była na tyle duża by wstrząsnąć rynkami. Zgodnie z oczekiwaniami Czeski Bank Narodowy nie zmienił stóp procentowych. Wynoszą one w dalszym ciągu 0,05%. Jak widać, jeżeli mają być nadal dodatnie nie ma tu już miejsca na manewry. Dane z USA okazały się neutralne. Zamówienia na dobra są delikatnie niższe, ale za to lepiej wypadły wnioski o zasiłek dla bezrobotnych i sprzedaż nowych domów.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

  • 14:30 – USA – wzrost PKB,
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla Usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

ERNE VENTURES rozwija segment gier komputerowych

ERNE VENTURES S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2008 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną, otrzymała informację od spółki portfelowej QubicGames Sp. z o.o. o rozpoczęciu przez nią sprzedaży na rynku japońskim gry „Geki Yaba Runner”. Ogólnoświatowa premiera tej produkcji jest planowana na czwarty kwartał tego roku.                  

W sierpniu br. ERNE VENTURES nabyła 326 udziałów w założonej w 2007 r. spółce QubicGames Sp. z o.o. stanowiących 21,11% udziału w jej kapitale zakładowym i ogólnej liczbie głosów za kwotę blisko 750 tys. zł. Podmiot ten specjalizuje się w produkcji gier mobilnych, a pozyskanie inwestora finansowego pozwoli mu realizować przyjętą strategię rozwoju, m.in. poszerzyć skalę działania i w najbliższych miesiącach wprowadzić na rynek szereg produktów zarówno na platformy mobilne iOS/Android, konsole przenośne PS Vita/Nintendo 3DS, a także komputery PC/Mac.

Gra „Geki Yaba Runner” – najważniejsza obecnie produkcja QubicGames – trafiła wczoraj do sprzedaży na rynku japońskim w sklepie Apple Store. Będzie ona dystrybuowana w modelu Free2Play przez Chillingo – spółkę zależną od Electronic Arts. QubicGames przewiduje, że ogólnoświatowa premiera tej produkcji nastąpi w czwartym kwartale br. W ocenie Zarządu ERNE VENTURES sprzedaż gry „Geki Yaba Runner” będzie miała istotny wpływ na wyniki finansowe tego podmiotu oraz całej Grupy Kapitałowej ERNE VENTURES.

Współpraca inwestycyjna z ERNE VENTURES to kolejny krok w rozwoju założonej w 2007 roku QubicGames. Do roku 2012 firma specjalizowała się w tworzeniu gier na platform Nintendo – DS, DSi, Wii, 3DS. W latach 2012-2014 Spółka realizowała wspólnie z Politechniką Warszawską i przy wsparciu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju projekt wieloplatformowego silnika C-Way, a budżet całego przedsięwzięcia wynosił łącznie 2 mln zł. Aktualnie trwają prace nad przygotowaniem tego silnika do szerokiej komercjalizacji w 2016 roku.

„Dzięki ERNE VENTURES QubicGames uzyska silne wsparcie merytoryczne i finansowe, które pozwoli na kilkukrotne zwiększenie potencjału sprzedażowego najważniejszej obecnie produkcji – Geki Yaba Runner. Jest to gra w modelu sprzedaży Free2Play, która będzie wydana przez jednego z największych globalnych Wydawców na rynku mobile. Geki Yaba jest grą typu runner o wysokim poziomie trudności, bardzo silnie angażującym gracza. Premiera światowa została przewidziana na listopad 2015 r. Gra zostanie także wydana w przeciągu najbliższych miesięcy na platformy Nintendo 3DS, PS Vita, Pc/Mac oraz Web.” – komentuje Arkadiusz Kuich, Prezes Zarządu Spółki ERNE VENTURES.

Oprócz produkcji gier silnym aktywem QubicGames jest innowacyjny projekt w postaci silnika do produkcji gier o nazwie C-Way, który jest jedynym na rynku tak rozbudowanym rozwiązaniem do tworzenia – przede wszystkim – gier 2D i 2.5D. W chwili obecnej silnik umożliwia tworzenie gier na platformy mobilne (iOS, Android), konsole (Nintendo 3DS, Wii U, PS Vita) oraz komputery PC/Mac. W najbliższym czasie planowane jest rozszerzenie wsparcia o konsole PS4 i XBOX One.

ERNE VENTURES  jest również udziałowcem innej spółki z branży gier komputerowych – Huckleberry Studio Sp. z o.o. – w której posiada 39,02% udziałów. Podmiot ten pracuje nad produkcją wieloosobowej gry typu MMORPG o nazwie „Edengrad”. Jej planowana premiera ma nastąpić do końca 2015 r.

ERNE VENTURES była także przez długi czas znaczącym akcjonariuszem notowanej na rynku NewConnect spółki The Farm 51 Group, produkującej gry wideo na komputery PC, oraz konsole.

„Ponieważ inwestycja w The Farm 51 Group okazała się bardzo udana, a ERNE VENTURES nabyła dużo kompetencji w dziedzinie gier wideo, w sposób wręcz naturalny pojawiły się w portfolio ERNE VENTURES kolejne spółki growe. W obydwu przypadkach – Huckleberry Studio oraz QubicGames – przewidywany jest debiut na NewConnect, co ma pozwolić na dalszą ekspansję tych podmiotów na rynkach światowych.” – dodaje Kuich.

ERNE VENTURES jest notowanym na rynku NewConnect funduszem kapitałowym, który jako inwestor krótkoterminowy lub średnioterminowy nastawia się na inwestycje w produkty i usługi charakteryzujące się potencjałem rozwoju na rynku globalnym.

Konsekwentna realizacja Strategii Spółki została zauważona i doceniona przez inwestorów giełdowych: od początku tego roku kapitalizacja Spółki wzrosła ponad trzykrotnie, a kurs urósł z 0,90 zł na początku stycznia do 3,40 zł we wrześniu. Nadzwyczaj wysokie obroty dzienne na akcjach ERNE VENTURES zostały także zauważone przez GPW, która w dniu 24.09.2015 r. podjęła uchwałę o włączeniu akcji Spółki w skład indeksu NCIndex30, który to obejmuje swoim portfelem 30 najbardziej płynnych spółek spośród blisko 440 notowanych na NewConnect.

Realizacja nowych Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ będzie wyzwaniem dla Polski

Organizacja Narodów Zjednoczonych przyjmie dziś Cele Zrównoważonego Rozwoju do 2030 r, które zastąpią dotychczasowe Milenijne Cele Rozwoju. Według ekspertów firmy doradczej Deloitte w Polsce osiągnięcie tych celów nie będzie łatwym zadaniem m. in. ze względu na ich kompleksowy zakres, który dotyczy zarówno sfery społecznej, środowiskowej, jak i gospodarczej. Choć to rządy będą odpowiedzialne za ich realizację, bez większego zaangażowania biznesu może to być trudne czy wręcz niewykonalne. W Polsce platformą współpracy sektora prywatnego i administracji publicznej na rzecz zrównoważonego rozwoju jest projekt „Wizja zrównoważonego rozwoju dla polskiego biznesu 2050”.

Milenijne Cele Rozwoju zastąpią Cele Zrównoważonego Rozwoju do 2030 r Cele Zrównoważonego Rozwoju (z ang. Sustainable Development Goals – SDGs) to 17 celów, 169 zadań i 304 wskaźników, dzięki którym w 2030 r. ludziom ma się żyć lepiej, zdrowiej i bezpieczniej zarówno pod względem społecznym, środowiskowym, jak i gospodarczym. Od 2016 r. cele zastąpią dotychczasowe 8 celów milenijnych (MDGs), które m.in. przyczyniły się do wyprowadzenia ze skrajnego ubóstwa ponad 1 miliarda osób, eliminacji nierówności między kobietami i mężczyznami w dostępie do edukacji oraz zapewnienia 91 proc. mieszkańców świata dostępu do źródła wody pitnej. Co szczególnie istotne, SDGs będą miały bardziej uniwersalny zasięg i w większym stopniu dotyczyć także krajów wysoko rozwiniętych, a nie jak MDGs odnosić się przede wszystkim do najbiedniejszych części globu.

Realizacja SDGs w Polsce

Poszczególne Cele Zrównoważonego Rozwoju mają prowadzić do bardzo konkretnych wyników. Dlatego ich osiągnięcie będzie uzależnione od mierzenia efektów działań i pozyskiwania wiarygodnych danych. Pomimo stabilnego tempa wzrostu gospodarczego w ostatnich latach, nasz kraj nadal musi się zmierzyć z szeregiem wyzwań społecznych. Np. według celu szczegółowego SDG 1.2. Polska będzie musiała zmniejszyć co najmniej o połowę liczbę osób żyjących w ubóstwie. W 2014 r. wg GUS 2,8 mln ludzi żyło poniżej minimum egzystencji, co stanowiło 7,4 proc. całego naszego społeczeństwa. SDGs kładą też duży nacisk na zmniejszenie poziomu nierówności pomiędzy krajami oraz wewnątrz krajów. W Polsce zasypanie podziału pomiędzy tzw. Polską A i Polską B będzie wyzwaniem. Widać to chociażby po ww. wskaźniku ubóstwa, który na Warmii, Mazurach i w Świętokrzyskiem wynosi powyżej 10 proc., podczas gdy na Śląsku odsetek ten kształtuje się na poziomie 4,7 proc.

Trudnym zadaniem dla naszego kraju będą też cele związane z przestawieniem polskiej gospodarki na bardziej zrównoważony model. Według SDGs powinniśmy do 2030 r. zapewnić powszechny dostęp do taniej, niezawodnej i zrównoważonej energii, wesprzeć zrównoważony przemysł i wprowadzić zrównoważone modele konsumpcji i produkcji

„Cele gospodarcze w dużej mierze oznaczają konieczność zwiększenia efektywności energetycznej, udziału odnawialnych źródeł energii, zmniejszenia ilości odpadów czy też wprowadzania ich w obieg zamknięty (circular economy) oraz wdrożenia nowoczesnych niskoemisyjnych technologii produkcji. Choć efektywność energetyczna polskiej gospodarki poprawia się z roku na rok, a energochłonność Produktu Krajowego Brutto spadła blisko o 1/3 w ciągu ostatnich 10 lat, to wskaźnik ten jest wciąż około 3 razy niższy niż w najbardziej rozwiniętych krajach europejskich i około 2 razy niższy niż średnia unijna” – mówi Irena Pichola, Partner Deloitte, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej.

Większa rola biznesu

„Przyjęcie Celów Zrównoważonego Rozwoju przez 193 państwa tworzące ONZ to bardzo ważny krok w kierunku zapewnienia lepszej jakości życia dla wszystkich mieszkańców naszej planety. Cele są bardzo ambitne, a ich realizacja będzie wymagała ścisłej współpracy państw, biznesu i organizacji pozarządowych. Choć sukces SDGs zależy przede wszystkim od państw, to dużą rolę w finansowaniu zrównoważonego rozwoju będzie musiał też odegrać sektor prywatny” – podkreśla Aleksandra Stanek-Kowalczyk, Starszy Menedżer w zespole Deloitte ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej.

Wiele firm działających w Polsce już od kilku lat wdraża działania, które wspierają zrównoważony rozwój naszej gospodarki, środowiska i społeczeństwa. Od 2011 r. robią to w ramach projektu Wizja Zrównoważonego Rozwoju dla Polskiego Biznesu 2050 (Wizja 2050), którego prace koordynują Ministerstwo Gospodarski, Deloitte i Forum Odpowiedzialnego Biznesu. Wizja 2050 ma zadanie zintegrować biznes wokół idei zrównoważonego rozwoju, wskazać wyzwania w tym obszarze oraz wzmocnić dialog administracji i sektora prywatnego na rzecz realizacji celów rozwojowych Polski. Aktem podsumowującym działania Wizji 2050 jest Deklaracja Polskiego Biznesu na rzecz Zrównoważonego Rozwoju, którą podpisało już 99 polskich firm.

„Forum Odpowiedzialnego Biznesu od 15 lat wspiera polskie firmy w przekładaniu idei zrównoważonego rozwoju na praktyczne rozwiązania. Jako partner projektu Wizja 2050 wierzymy, że polski biznes będzie aktywnym partnerem rządu w realizowaniu Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ” – mówi Mirella Panek-Owsiańska, prezeska Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Wszystkie cele wymienione w Deklaracji Wizji 2050 pokrywają się z większością nowych globalnych Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ. Pod tym względem Polska może pochwalić się nowatorskim podejściem do realizacji krajowej strategii na rzecz zrównoważonego rozwoju. Spodziewam się, że wraz z oficjalnym przyjęciem SDGs przez ONZ liczba sygnatariuszy Deklaracji Wizji 2050 ponownie wzrośnie. Polskie firmy są coraz bardziej świadome faktu, że włączenie działań na rzecz społeczeństwa, środowiska i gospodarki do strategii biznesowej wynika z coraz większej odpowiedzialności sektora prywatnego za przyszłość. Co ważniejsze, takie podejście przynosi korzyści nie tylko społeczeństwu, ale również samym przedsiębiorstwom, które dzięki podnoszeniu się globalnego poziomu rozwoju społecznego zyskują nowe szanse i możliwości biznesowe.

JR HOLDING S.A. realizuje plany rozwoju

JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., zmieniła swoją nazwę, co związane jest z jej większą aktywnością w różnych segmentach biznesowych. Spółka zamierza koncentrować się na branżach stabilnych oraz dochodowych.

Zmiana nazwy odzwierciedla obecne funkcjonowanie Emitenta jako Holdingu, który grupuje podmioty działające w różnych branżach, m.in. nieruchomości oraz Odnawialnych Źródeł Energii. Każda ze spółek wchodzących w skład Grupy Kapitałowej jest rentowna dzięki efektywnemu sposobowi zarządzania. JR HOLDING S.A. będzie koncentrował się obecnie na angażowaniu w projekty inwestycyjne będące stabilnymi oraz posiadającymi dobre perspektywy do osiągania wysokich stóp zwrotu. Zarząd Spółki jest przekonany, że podejmowane działania pozwolą dalej zwiększać wartość rynkową całej Grupy Kapitałowej.

„Nasza obecność w dwóch branżach, a mianowicie w sektorze nieruchomości oraz Odnawialnych Źródeł Energii, skłoniła nas do zmiany nazwy Spółki, która lepiej przedstawia naszą strukturę organizacyjną. Inwestycje w nieruchomości zapewniają nam stabilność biznesową. Natomiast wejście w branżę OZE ma pozwolić na mocny wzrost zysków, dzięki bardzo dobrym perspektywom dla tego sektora. Nadal będziemy oczywiście poszukiwać przedsięwzięć biznesowych, które mogą generować wysokie dochody.” – komentuje January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.

Jedną z najważniejszych przewag konkurencyjnych Emitenta na rynku nieruchomości jest to, że sprzedaje on cały biznes, a nie tylko samą nieruchomość. Wynika to z przyjętego schematu działania, opartego na dokonywaniu pełnej restrukturyzacji kupowanych nieruchomości, co w konsekwencji pozwala ostatecznemu nabywcy na zakup w pełni zorganizowanego przedsiębiorstwa, które wypracowuje wysokie zyski. Taki model biznesowy jest unikalnym w całej branży, a posiadane know-how umożliwia realizację strategii biznesowej.

Zarząd JR HOLDING S.A. wiąże duże nadzieje z wejściem w segment Odnawialnych Źródeł Energii, głównie w rynek fotowoltaiki. Rozwój Spółki Columbus Energy S.A., w której wraz z podmiotami zależnymi Emitent posiada 49,50% udziałów w kapitale zakładowym, przebiega zgodnie z planem, o czym świadczą osiągnięte wyniki finansowe w pierwszych dwóch miesiącach prowadzenia realnej działalności operacyjnej. W lipcu i sierpniu br. podmiot ten wypracował 1,2 mln zł zysku brutto przy przychodach na poziomie 4,6 mln zł brutto. Columbus Energy S.A. prognozuje osiągnięcie w 2015 r. prawie 4,7 mln zł zysku brutto oraz 20,6 mln zł przychodów brutto. W przyszłym roku wartość sprzedaży ma wynieść 145 mln zł brutto.

„Wyniki finansowe wypracowane przez Columbus Energy S.A. w lipcu i sierpniu 2015 r. wskazują na przyjęcie dobrego modelu biznesowego oraz świadczą o trafności naszej decyzji inwestycyjnej. Duże nadzieje wiążę również z połączeniem tego podmiotu z giełdową spółką Columbus Capital S.A. Zamierzamy dobrze wykorzystać nadchodzące świetlane lata dla rynku fotowoltaiki w Polsce, co z pewnością będzie miało swojego odzwierciedlenie w wynikach finansowych Spółki w kolejnych latach. Uważam, że branża OZE pozwoli rosnąć całemu Holdingowi w bardzo wysokim tempie.” – podsumowuje Ciszewski.

Spółka uruchomiła także swój nowy serwis korporacyjny dostępny pod adresem: http://www.jrholding.pl

W skład Grupy Kapitałowej JR HOLDING S.A. wchodzą podmioty działające na rynku nieruchomości komercyjnych. Ich głównym przedmiotem działalności jest nabywanie nieruchomości w atrakcyjnych cenach, a następnie ich modernizacja oraz zmiana struktury najemców, co pozwala na wzrost generowanych przychodów i uzyskiwanie wyższej kwoty ze sprzedaży tak zrestrukturyzowanych budynków. JR HOLDING S.A. poszerzył również prowadzoną działalność poprzez zwiększenie zaangażowania kapitałowego w branżę OZE.

Branżę budowlaną w Polsce czekają jeszcze trzy lata nieprzerwanych wzrostów

Na potrzeby raportu „Sektor budowlany w Polsce, II połowa 2015”, firma PMR przeprowadziła dziewiętnastą edycję badania wśród największych polskich firm budowlanych. Podobnie jak w przypadku wcześniejszych edycji, głównym celem badania było zebranie informacji na temat aktualnej sytuacji polskiego sektora budowlanego, perspektyw rozwoju tego rynku oraz jego poszczególnych segmentów.

Indeks Koniunktury Budowlanej PMR to sumaryczny wskaźnik obrazujący poziom koniunktury w polskiej branży budowlanej. Powstaje on w oparciu o trzy pytania dotyczące ogólnej sytuacji w branży, a także na podstawie ocen firm dotyczących własnej kondycji finansowej i portfela zamówień.

W tegorocznej edycji badania, Indeks Koniunktury Budowlanej PMR osiągnął wartość 19,9 pkt., co oznacza wzrost wartości indeksu o 5,8 pkt w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym. Mamy wiec do czynienia z utrzymaniem się korzystnej tendencji – po trudnych dla branży latach 2012-2013, wartość indeksu już drugi raz z rzędu osiągnęła wartości dodatnie a firmy spodziewają się dalszych wzrostów rynku, choć nie tak dynamicznych jak w latach 2006-2008.

Indeks Koniunktury Budowlanej PMR 2004-2015
Indeks Koniunktury Budowlanej PMR 2004-2015. Źródło PMR

Tempo rozwoju budownictwa w 2015 r. będzie tylko nieznacznie wyższe w stosunku do roku 2014 i wyniesie ok. 6%. Jest to prognoza niższa o 3 p.p. wobec oczekiwań PMR  z początku 2015 r. PMR ocenia, że na wynik w roku 2015 kluczowy wpływ będą miały wyższe wzrosty budownictwa w II półroczu.

Przewidywania na rok 2016 są już bardziej optymistyczne – wzrost wynieść może 8%, a wartość produkcji sięgnie ok. 101 mld zł, a więc jeszcze poniżej rekordowego poziomu z 2011 r. Natomiast dzięki wzrostowi w 2017 r. wartość produkcji budowlanej firm, zatrudniających powyżej 9 pracowników powinna przekroczyć wreszcie poziom z 2011 r., na co największy wpływ będą miały licznie realizowane duże kontrakty drogowe. Niewielki wzrost powinien mieć jeszcze miejsce w 2018 r., natomiast od 2019 r. rozpocząć się może okres jednocyfrowej korekty na rynku budowlanym.

Co ważne, brak silnego bodźca inwestycyjnego, jakim kilka lat temu było Euro 2012, spowoduje bardziej równomierne rozłożone inwestycji w czasie, dlatego w nadchodzącym okresie PMR nie oczekuje gwałtownych zrywów inwestycyjnych, a potem dwucyfrowych spadków, a raczej stabilnej dawki nowych projektów aż do roku 2022.

W podziale według rodzajów obiektów budowlanych zdecydowanie największym segmentem rynku pozostanie budownictwo inżynieryjne. Po wzroście w 2014 roku odpowiadało ono za ponad 55% wartości robót budowlanych. W 2015 r. udział segmentu inżynieryjnego powinien wzrosnąć do poziomu 57%, głównie kosztem budownictwa niemieszkaniowego.

Struktura produkcji budowlano-montażowej w Polsce według segmentów 2008-2015
Struktura produkcji budowlano-montażowej w Polsce według segmentów 2008-2015. Źródło PMR

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Sektor budowlany w Polsce, II połowa 2015.

Autor raportu: Bartłomiej Sosna

Stihl zwiększa liczbę punktów dilerskich i sprzedaż urządzeń z napędem akumulatorowym

0

Mariusz Walter

Sprzęt firmy Stihl, niemieckiego producenta urządzeń do pielęgnacji lasów, parków i ogrodów, dystrybuowany jest przez sieć 700 autoryzowanych dilerów, którzy oprócz sprzedaży zajmują się serwisem i doradztwem. Firma z roku na rok zwiększa liczbę punktów sprzedaży w Polsce mimo konkurencji ze strony sieciowych sklepów wielkopowierzchniowych, które sprzedają dużo tańsze urządzenia, najczęściej pochodzące z Chin. W strukturze przychodów firmy rośnie udział urządzeń akumulatorowych.

Obok pilarek spalinowych sprzedajemy także kosy mechaniczne oraz urządzenia do pielęgnacji zieleni, takie jak dmuchawy spalinowe czy odkurzacze ogrodowe – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mariusz Walter, kierownik działu marketingu i sprzedaży w polskiej spółce firmy Stihl. – Oprócz tego w ofercie mamy narzędzia budowlane, jak np. przecinarki, a od kilku lat coraz większy udział w sprzedaży mają urządzenia akumulatorowe – dodaje.

Obecnie Stihl jest liderem na rynku urządzeń do pielęgnacji parku, lasu i ogrodu w Polsce. Według badań ARC Rynek niemiecki koncern jest w Polsce najbardziej znaną marką ogrodniczą. Następną firmą jest Husqvarna, a na trzecim miejscu plasuje się Bosch.

Stihl w Polsce ma sieć około 700 autoryzowanych dilerów. Jak przekonuje Mariusz Walter każdego roku przybywa kilka kolejnych.

Oczywiście mamy swoje plany. Każdego roku o 2-3 proc. zwiększamy liczbę punktów dilerskich w naszym kraju, co oznacza, że dostępność wyrobów firmy Stihl jest coraz większa – twierdzi Mariusz Walter. – Chcemy cały czas rozwijać sprzedaż, rozwijać sieć autoryzowanych dilerów i obsługę naszych klientów, bo najistotniejsza dla nas jest prawidłowa obsługa naszego klienta ostatecznego przez autoryzowanych dilerów – dodaje.

Od kilku lat coraz większy udział w sprzedaży produktów Stihl zajmują wyroby z akumulatorami.

Myślę, że urządzenia akumulatorowe to będą te produkty, których sprzedaż będzie znacząco rosnąć w najbliższych latach, zarówno pilarki z napędem akumulatorowym, kosy mechaniczne z napędem akumulatorowym, jak i wiele innych urządzeń, choćby kosiarki do trawy – twierdzi Mariusz Walter. – System ten polega na tym, że wystarczy nam tylko jeden akumulator i dowolna ilość urządzeń może na tym jednym akumulatorze pracować – dodaje.

Jak podkreśla, w Polsce dla firmy największą konkurencją pozostają wielkopowierzchniowe sieciowe sklepy, które również oferują sprzedaż urządzeń do pielęgnacji parków, pasów i ogrodów. Jak zaznacza Walter, w tych miejscach najczęściej sprzedawane są tańsze produkty, które pochodzą z rynku chińskiego. Mimo to w ubiegłym roku cały koncern osiągnął rekordowe obroty niemal 3 mld euro, z czego prawie 90 proc. wypracowano poza granicami Niemiec.

Kryzys na wschodzie Europy odciął spółkę Sumy Frunze od największego kontrahenta, czyli rosyjskiego Gazpromu. Ukraińcy szukają dostępu do alternatywnych rynków, w tym do Polski.

Wojciech Krupnik

Trudna sytuacja geopolityczna panująca na Wschodzie odcięła spółkę Sumy Frunze od swojego największego kontrahenta, czyli rosyjskiego Gazpromu. W związku z tym firma zwiększyła swoje zaangażowanie w Europie Środkowej, w tym w Polsce. Problemem dla Ukraińców jest jednak niedobór nowoczesnej infrastruktury technologicznej i inne realia ekonomiczne.

Spółka Sumy Frunze na rynku globalnym jest jednym z największych dostawców urządzeń procesowych do przemysłu naftowego i gazowego. Myślę, że to jest pierwsza czwórka. Świadczyć o tym chociażby ich dotychczasowa struktura sprzedaży. Do momentu konfliktu rosyjsko-ukraińskiego odbiorcą prawie 60 proc. produkcji był Gazprom – mówi Wojciech Krupnik, prezes zarządu firmy TLC Polska, polskiego przedstawiciela spółki Sumy Frunze.

Z powodu napiętej sytuacji geopolitycznej współpraca z rosyjskim kontrahentem została w sposób administracyjny przerwana. W związku z tym spółka Sumy Frunze poszukuje obecnie alternatywnych rynków zbytu.

– Odczuwamy to oczywiście, bo konkurencja doskonale zna potencjał, możliwości, siłę, właściwości i zaawansowanie technologiczne sumskich urządzeń. Nie jest nam lekko wejść na rynek europejski, ale mam nadzieję, że po trzech latach intensywnej i mocnej pracy uda nam się w końcu tutaj zaistnieć – wyjaśnia Krupnik.

Ekspert odnosi się także do sprawy europejskich referencji dla spółki, które do tej pory wykluczały Ukraińców ze wszystkich przetargów prowadzonych w Unii Europejskiej. Od października 2014 roku spółka Sumy Frunze jest członkiem CEEP, czyli organizacji integrującej sektor energetyczny w naszej części Europy i mającej zapewnić jej bezpieczeństwo energetyczne. Otwiera to drogę do zaangażowania w projekty realizowane przez państwa członkowskie UE. Natomiast warunki panujące na rynku europejskim wymuszają na ukraińskiej spółce zmiany optymalizacyjne w strukturze i sposobie działania.

 Na razie jest to olbrzymi kombinat przemysłowy, mogący zajmować się wszystkim – mówi prezes zarządu TLC Polska. – Na pewno z punktu widzenia zarządzania kosztowego nie jest on najbardziej ekonomiczną strukturą. Natomiast co do rynku europejskiego, tych wszystkich urządzeń procesowych, to można go porównać może trochę do rynku samochodowego, gdzie wszystkie procesy są już wyśrubowane do końca.

Rozmówca zwraca uwagę na to, że patrząc zarządzanie kosztami, można powiedzieć, że obecna struktura funkcjonowania ukraińskiego przedsiębiorstw pozostawia jeszcze wiele do życzenia. W odniesieniu do rynku europejskiego spółkę odróżnia niższa efektywność kosztowa, ale za to dużo większa żywotność oferowanych produktów.

Zakład Sumy produkuje urządzenia, które działają latami. Są urządzenia, sami się z nimi spotykamy, które działają praktycznie bezawaryjnie po 50 lat w bardzo trudnych warunkach. Natomiast wiąże się to z używaniem bardzo drogich materiałów, z dużym naddatkiem projektowania – zaznacza Tomasz Krupnik.

Produkcja realizowana jest z dużym zapasem, co generuje wyższe koszty wykonania. Ostatnie doświadczenia, które zebrała spółka, skutkują jednak stopniową optymalizacją produkcji i wykorzystaniem bardziej nowoczesnych technologii. Prowadzi to do obniżki cen i wzrostu konkurencyjności.

Tam (przyp. na Ukrainie) marże sięgały kilkudziesięciu procent, a u nas możemy mówić o kilku procentach. Na Dalekim Wschodzie, na Wschodzie na razie ta cena nie jest tak ważnym elementem handlu, jak to jest u nas, szczególnie przy wszystkich tych przetargach publicznych, gdzie waga ceny to prawie 90 proc. –  zauważa.

Cenatorium planuje szybki rozwój i szuka pracowników. Spółka chce wejść w segment usług dla konsumentów i nie wyklucza aliansów z innymi firmami

0

Mariusz Kurzac

Cenatorium planuje dynamiczny rozwój. Największa polska baza informacji o transakcjach na rynku nieruchomości chce uruchomić rozwiązania dla konsumentów (B2C) i co roku podwajać swoją sprzedaż i zatrudnienie. Spółka szuka informatyków, programistów oraz specjalistów od rynku nieruchomości.

 Dzisiaj działamy na rynku B2B, czyli rynku korporacyjnym, gdzie mamy kilkudziesięciu klientów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mariusz Kurzac, dyrektor generalny Cenatorium. – Plan jest taki, żeby szerzej otworzyć się na rynek konsumenta, czyli rynek B2C, ale o tym powiemy trochę więcej wkrótce, jak tylko będziemy gotowi do startu, a jeszcze parę miesięcy do tego momentu zostało. Każdy Kowalski będzie mógł, mam nadzieję, każda osoba fizyczna będzie mogła zebrać  więcej informacji na temat danej nieruchomości w danej lokalizacji, tam, gdzie będą się te osoby znajdować.

W tym celu spółka poszukuje nowych pracowników, wdraża nowe rozwiązania technologiczne i myśli o współpracy z innymi firmami z branży. Jak informuje Mariusz Kurzac, Cenatorium szuka programistów, szeroko rozumianych informatyków oraz osób, które wiedzą coś o planowaniu przestrzennym.

Zwiększenie zatrudnienia na pewno tak, już dzisiaj zatrudniamy młodych ludzi nie tylko w Warszawie, lecz także chociażby w Olsztynie. Na pewno będziemy się dynamicznie rozwijać, jest to nieuniknione, jeśli chcemy wejść na rynek konsumenta, także alianse strategiczne z partnerami. Co do finansowania, to dzisiaj mamy wystarczająco dużo środków, które już pozyskaliśmy, fundusz, który nas na bieżąco wspiera, więc nie oczekiwałbym, że będziemy poszukiwali nie wiadomo ilu pieniędzy, najpierw musimy wykorzystać to, co mamy.

O ewentualnych aliansach dyrektor generalny Cenatorium obiecuje poinformować, jak tylko spółka zacznie działać na rynku B2C, czyli gdy z jej usług będą korzystać nie tylko inne firmy, lecz także osoby fizyczne. Już teraz mówi natomiast o planach rozwoju technologicznego, bo w ramach usług dla konsumentów w Cenatorium pojawią się nowe produkty.

– Nowe technologie to transparentny dostęp do informacji. Misją naszej firmy jest tworzenie nowych rozwiązań dla całego rynku nieruchomości, więc te technologiczne nowinki, nie tylko dla młodzieży, lecz także dla osób już dojrzałych, to jest to, co chcemy zaoferować. Ogólnie chcemy rosnąć dwa razy więcej każdego roku i najlepiej dwa razy więcej też zatrudniać.

Firma pozyskuje dane z rynku nieruchomości, a następnie przekształca je, by umożliwić ich łatwe wyszukiwanie, filtrowanie i porównywanie. Baza umożliwia wyszukiwanie danych ze źródeł publicznych i komercyjnych w oparciu np. o lokalizację na mapie oraz inne kryteria, dzięki czemu umożliwia m.in. opracowywanie regionalnych oraz ogólnopolskich analiz.

Połowa firm ma oprogramowanie bez ważnej licencji. Przedsiębiorcy muszą liczyć się z karami

Sándor Zsoldos

Braki licencyjne to duży problem polskich firm. Badania wskazują, że połowa firma korzysta z oprogramowania bez ważnej licencji. Jego łączna wartość w Polsce to ok. 2 mld zł rocznie – szacuje IDC. Dodatkowo firmy muszą liczyć się z groźbą kar finansowych za brak licencji. Problem w tym, że nawet 1/3 oprogramowania zainstalowanego na firmowych pecetach jest zbędna. Dzięki zmianie zarządzania w tym zakresie każda z nich mogłaby obniżyć koszty o 30 proc.

Kiedy u dużych klientów korporacyjnych audyt wykryje braki licencyjne, muszą oni, po pierwsze, wykupić brakujące licencje, a po drugie, często muszą zapłacić karę. To oznacza konieczność poniesienia jednorazowo wysokich, niezaplanowanych wcześniej wydatków – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Sándor Zsoldos, dyrektor generalny i założyciel IPR-Insights International, firmy doradzającej w zakresie zarządzania oprogramowaniem i licencjami.

Dane IPR-Insights wskazują, że 25 proc. programów w firmach pochodzi z nieznanego źródła. Jak obliczyła firma IDC, w 2013 roku 51 proc. zainstalowanego oprogramowania nie miało ważnej licencji. Dwa lata wcześniej odsetek ten wynosił 53 proc. Szacowana przez IDC wartość tego software’u to ponad 1,7 mld zł. Firmy zapłaciły już 1,5 mln zł kar za braki licencyjne.

Często zdarza się również, że firmy wykupują licencje na oprogramowanie, które de facto nie jest im potrzebne i nie spełnia ich wymagań – podkreśla Zsoldos. – Firma posiadająca średnio tysiąc komputerów wydaje rocznie miliony euro na licencje na oprogramowanie. Poprzez optymalizację zarządzania oprogramowaniem i licencjami możemy pomóc firmom zaoszczędzić nawet 30 proc. wydatków na ten cel. Szacujemy, że w Polsce ten rynek wart jest kilka milionów euro i ma on ogromny potencjał wzrostu.

Firmy tracą również na braku optymalizacji zakupów – nawet 90 proc. z nich kupuje oprogramowanie po niekorzystnych cenach.

Z obserwacji IPR-Insights wynika, że nawet 30-40 proc. oprogramowania może być przedmiotem działania spółki.

Jest to już teraz dosyć duży rynek i jeżeli z tego będziemy mieli kilka procent, to już są milionowe obroty. Słabym punktem rynku przede wszystkim jest brak świadomości. Jesteśmy na etapie budowania świadomości. Firmy się uczą, że licencje oprogramowania stanowią dosyć pokaźną część aktywów firmy – podkreśla Paweł Marciniak, dyrektor zarządzający IPR-Insights Polska.

Zmiany w tym zakresie firma powinna rozpocząć od inwentaryzacji tego, co posiada, czyli komputerów i oprogramowania na nich zainstalowanego. Jak podkreśla Zsoldos, nie jest to łatwe zadanie, bo brakuje narzędzi, które mogłyby pomóc w weryfikacji. Później trzeba porównać to z licencjami oraz prawami do oprogramowania, które są wykupione przez firmę. Szczególnie dotyczy to firm posiadających kilkaset lub kilka tysięcy pecetów. To nie wielkość przedsiębiorstwa jest tutaj jednak kluczowa.

Dostarczamy narzędzie, które automatyzuje tworzenie procesów, które wychodzą naprzeciw różnym potrzebom firmy w zakresie zarządzania licencjami. Jest ono kierowane głównie do firm, które mają wysoki stopień zinformatyzowania, dla których liczą się informacje w postaci plików i danych komputerowych przetwarzane przez wiele różnych oprogramowań, co stanowi dosyć pokaźną część wartości firmy – wyjaśnia Paweł Marciniak.

Dyrektor polskiego oddziału IPR-Insights podkreśla, że polskie firmy coraz więcej wiedzą o oprogramowaniu i licencjach. Zdają sobie sprawę z tego, że nie tylko ma to duże znaczenie dla bezpieczeństwa danych, lecz także może wiązać się z kontrolą i wysokimi karami. Wciąż jednak najczęściej zamawiają jedynie inwentaryzację, co oznacza, że spodziewają się audytu lub też rozważają dalsze inwestycje. To jednak jest jedynie drobny wycinek w całym procesie Software Asset Management.

To jest tak jak z bezpieczeństwem IT. Jeszcze 15-20 lat temu każdy tylko mówił, że to jest ważne, a w praktyce nikt się tym nie zajmował. Tak samo teraz jest z zarządzaniem licencjami na oprogramowanie. Ten rynek będzie bardzo gwałtownie wzrastał. Jestem przekonany, że eksperci pracujący nad tym w Polsce będą w stanie zmniejszyć koszty naszych klientów – mówi Sándor Zsoldos.

Firma IPR-Insights w ostatnim czasie wprowadziła na rynek Audit Protection Shield, program ochrony przedsiębiorstw przed konsekwencjami audytów. Spółka otworzyła swoje przedstawicielstwo w Warszawie. Jest to pierwsze biuro węgierskiej firmy w Polsce. Obecne kompletowany jest zespołu ekspertów, który będzie odpowiadał za doradztwo klientom na polskiego rynku.

Żeby wytłumaczyć, co dokładnie robimy, często używamy metafory: jesteśmy doradcą podatkowym w obszarze IT, a nasi klienci to podatnicy, którzy narażeni są  na kontrole z urzędu skarbowego i płacenie kar. My jesteśmy po to, żeby im pomagać – zaznacza Sándor Zsoldos.

Samochody używane coraz częściej kupowane w kredycie lub leasingu. Zwiększa się zainteresowanie młodszymi autami

Rafał Gajewski

Klienci kupujący za gotówkę wciąż są większością na rynku samochodów używanych. Polacy poszukują jednak coraz nowszych aut, a więc i droższych, stąd rosnąca popularność takich form finansowania zakupu, jak kredyt czy leasing. Klienci wybierają też programy, które dają im gwarancję zakupu samochodu z pewnego i sprawdzonego źródła.

Większość klientów kupujących samochody używane na polskim rynku to głównie klienci gotówkowi. Dzieje się tak z tego powodu, że 90 proc. samochodów to auta w wieku 6 lat i starsze, z czego 70 proc. tej grupy stanowią samochody w wieku powyżej 10 lat. Są to auta stosunkowo tanie – cena zakupu oscyluje w granicach 10 tys. zł, więc klienci posiłkują się własnymi oszczędnościami lub pieniędzmi pożyczonymi od rodziny czy znajomych – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Gajewski, kierownik strefowy w Toyota Bank Polska.

Zakup nowszych aut, czyli maksimum sześcioletnich, i z lepszym wyposażeniem, to większy wydatek. Dlatego klienci częściej posiłkują się kredytami lub leasingiem, tak jak w przypadku aut nowych. Instytucje finansowe dostrzegają rosnące zapotrzebowanie na tego typu produkty. Klienci Toyota Banku najczęściej szukają samochodu w wieku między 3 a 8 lat.

Dwa miesiące temu uruchomiliśmy produkt dla samochodów i dziś jego udział sięga już 30 proc. finansowania używanych aut. Zakładamy, że w ciągu najbliższego roku uda nam się uzyskać około 50 proc., tak jak udało się to osiągnąć w sprzedaży tego produktu dla samochodów nowych – podkreśla przedstawiciel Toyota Bank Polska.

SmartPlan dla aut używanych to produkt kredytowy, którego cechą jest możliwość wykupu auta w ostatniej racie. Klient, zaciągając zobowiązanie w tej formie, ponosi koszty rzędu 50 proc. wartości samochodu. Kapitał ten rozłożony jest na równe bądź malejące raty, a ostatnia rata, tzw. rata wykupowa, jest zdecydowanie wyższa. Stanowi ona do 40 proc. wartości samochodu, przez co wcześniejsze raty mogą być dużo niższe (10 proc. stanowi wkład własny klienta).

Względem klasycznej formy finansowania miesięczna rata jest niższa o około 60 proc., co pozwala klientom na zakup auta lepiej wyposażonego, czasami nawet z segmentu wyżej. Znacząco zwiększają się również możliwości zakupowe klienta i poprawia jego zdolność kredytową – mówi Gajewski.

Oferta banku ma umożliwić cykliczną wymianę samochodów – w cyklu 3-4-letnim. Założenie jest takie, by klient, zamiast spłacać ostatnią ratę, decydował się na finansowanie kolejnego samochodu. Taką decyzję będzie mógł podjąć tuż przed upływem okresu kredytowania.

Klient zostawia auto w rozliczeniu w wybranej stacji dilerskiej i spłaca pozostały do spłaty kapitał. Bazując na tym, że nasze auta mają bardzo wysoką wartość rezydualną i względem konkurencji mamy tutaj sporą przewagę, klient ma środki na dokonanie kolejnej wpłaty wstępnej na poczet kolejnego cyklu – mówi ekspert. – Obserwujemy, że klienci, którzy raz skorzystali z takiej konstrukcji produktu, przesiadają się w kolejne samochody i są bardzo zadowoleni z tego typu rozwiązania.

Bank liczy na to, że co drugi klient przesiądzie się do kolejnego auta, bez spłacania ostatniej raty.

Jak podkreśla Rafał Gajewski, dla klientów na rynku wtórnym bardzo istotna jest gwarancja, że zakupione auto ma pewne źródło i jest sprawdzone.

W większości przypadków są to auta z wtórnego obiegu z naszej sieci, które mają sprawdzoną historię serwisową. Bardzo aktywnie działa program Pewnego Auta, w ramach którego klienci mają możliwość zakupu samochodu, po pierwsze, sprawdzonego, z wykluczonymi wszelkimi usterkami, a po drugie, z gwarancją. Wspólnie z importerem uczestniczymy w tym programie, przygotowując również dla tych aut specjalną ofertę finansową, z której mogą skorzystać nasi klienci – wyjaśnia Rafał Gajewski.

Dziś 35 proc. finansowanych przez Toyota Bank Polska samochodów pochodzi z rynku wtórnego. Do końca tego roku finansowego spółka chce zwiększyć ten odsetek do 50 proc.

Zakusy importera są bardzo ambitnie. W perspektywie kilku najbliższych lat ta proporcja będzie wyglądała następująco: na dwa samochody używane będzie przypadał jeden nowy samochód – mówi Gajewski.

Rola dyrektorów finansowych w firmach rośnie. Mają wpływ na strategiczne decyzje

Rafał Hiszpański

Analiza wyników finansowych i otoczenia gospodarczego firmy to wciąż główne zadanie dyrektorów finansowych. Jednak ich znaczenie dla rozwoju danej organizacji rośnie. Bez akceptacji dyrektora finansowego nie zapada żadna strategiczna decyzja, a często to on jest jej inicjatorem. Dotyczy to decyzji zarówno o nowych inwestycjach i wychodzeniu na zagraniczne rynki, jak i zwiększaniu zatrudnienia. 

Wyzwania rzucane dyrektorom finansowym są dziś coraz większe. Stanowisko to ewoluuje od funkcji stricte księgowych, sprawozdawczych, raportowych, podatkowych do zarządzania finansami, do znajdowania odpowiedniego finansowania, do współdecydowania czy wręcz podejmowania decyzji w kwestiach wsparcia firmy w jej rozwoju, ekspansji na nowe rynki, we wchodzeniu w nowy rodzaj działalności czy w operacjach związanych z fuzjami i przejęciami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Hiszpański, prezes zarządu Towarzystwa Ubezpieczeń Euler Hermes

Jeszcze kilka lat temu główne zadania dyrektora finansowego wiązały się z działem finansowo-księgowym – miał on dbać o finanse firmy, raportować o jej kondycji, naliczać wynagrodzenia i dbać o kwestie podatkowe. To wciąż jest wymagane, ale obowiązków przybywa.

Teraz ich rola dotyczy też nowych obszarów działalności, jak np. zakupy, optymalizacja podatkowa czy kwestie związane z finansowaniem – mówi Marek Gruszecki, wiceprezes ds. finansów w Quad/Graphics Europe, nagrodzony podczas Kongresu Dyrektorów Finansowych tytułem Dyrektor Finansowy Roku w kategorii Dużych Przedsiębiorstw.

Dyrektor finansowy powinien też dbać o to, żeby firma miała finansowanie związane z nowymi projektami, żeby ich realizacja odbywała się w sposób zaplanowany, czyli o czasie i w budżecie. Nie mówiąc już o tym, że projekty te powinny mieć mocne podstawy ekonomiczne – podkreśla Adam Żołnowski, wiceprezes ds. finansowych DCT Gdańsk, wyróżniony podczas Kongresu Dyrektorów Finansowych w kategorii Dużych Przedsiębiorstw. – Ale chodzi też o to, by poprzez swoje skąpstwo nie wylać dziecka z kąpielą i nie dołować w firmie inicjatyw, które w długiej perspektywie mogą się przyczynić do wzrostu jej konkurencyjności.

Dyrektorzy finansowi mają wspierać długofalowy rozwój firmy, dlatego ich zdanie jest kluczowe przy podejmowaniu najważniejszych decyzji dotyczących m.in. ekspansji zagranicznej czy nowych inwestycji. Muszą oni umieć oceniać zarówno szanse, jakie stwarza rynek, jak i ryzyka, które wiążą się z daną decyzją. To wymaga od nich szerszego spojrzenia na dotychczasowe wyniki firmy oraz prognozy dalszej koniunktury.

Dodatkowo mają również ważne zadanie komunikacyjne, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz firmy.

Dyrektor finansowy jest osobą, która motywuje, wskazuje, czy firma weszła już do pierwszej ligi, czy nasi konkurenci nas prześcigają, czyli tworzy benchmark – wyjaśnia Gruszecki. – Powinien w sposób transparentny pokazywać, jaka jest sytuacja i komunikować to w prosty sposób współpracownikom, inwestorom, bankom i audytorom.

Rola dyrektora finansowego polega na edukacji całego zespołu i uświadomieniu każdemu pracownikowi z osobna, że wszystko, co robi, ma wpływ na wynik firmy i na to, gdzie jesteśmy, kim jesteśmy i jak nas postrzegają – mówi Beata Janowska, dyrektor finansowa Conbelts Bytom, nagrodzona tytułem Dyrektor Finansowy Roku w kategorii Małych i Średnich Przedsiębiorstw.

Stale rosnący katalog zadań i oczekiwania zarządów to poważne wyzwanie dla CFO.

To, że mamy tak zmieniające się otoczenie, że musimy się stale dostosowywać, to nieustające wyzwanie, to coś, co zapobiega wpadnięciu w rutynę, co zmusza do ciągłej nauki, do spotykania się z ludźmi i szukania inspiracji wśród tych ludzi – mówi Beata Janowska.

Dlatego stanowisko to mogą zajmować osoby o określonych predyspozycjach.

Trzeba być otwartym, upartym, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu, trzeba być odpornym psychicznie, ponieważ rola ta związana jest bardzo często z mówieniem: „nie można”, „nie da się”. Trzeba lubić to, co się robi, i lubić ludzi. Jeżeli tej kombinacji cech zabraknie, to człowiek będzie się czuł źle, pełniąc tę funkcję – mówi Adam Żołnowski.

W środę 23 września po raz dziesiąty przyznano tytuły Dyrektor Finansowy Roku. To nagrody dla osób na tych stanowiskach, które wyróżniają się profesjonalizmem, etyką, skutecznością w działaniu i stają się biznesowymi wizjonerami budującymi wartość firmy. Ogłoszenie wyników konkursu odbyło się na Kongresie Dyrektorów Finansowych zorganizowanych z inicjatywy Euler Hermes, ACCA i magazynu „Forbes”.

Prawo holdingowe oraz ustawa o nadzorze właścicielskim mogłyby wzmocnić pozycję spółek Skarbu Państwa. Potrzebne jest też ich odpolitycznienie

0

Siemiątkowski

Doskonalenie kadr zarządczych i maksymalne odpolitycznienie – to warunki wzmacniania pozycji spółek Skarbu Państwa na rynku. Mimo wielu przykładów prężnie działających państwowych koncernów, są też podmioty, którym trudno sprostać konkurencji rynkowej. W skutecznym zarządzaniu i nadzorowaniu spółek pomogłoby prawo holdingowe i ustawa o nadzorze właścicielskim – uważa prof. Tomasz Siemiątkowski, członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego.

 Po pierwsze, czeka nas dużo pracy, po drugie konieczna jest refleksja, co zrobić z tym stanem pośrednim pomiędzy źle zarządzanymi molochami, jak było kiedyś, a najnowocześniejszymi gigantami, jak być powinno i jak jest w starych gospodarkach rynkowych – podkreśla prof. Tomasz Siemiątkowski, przewodniczący rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej, członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego.

Jak podkreśla, kluczowa jest jakość kadry zarządzającej, a więc także kwestie jej doskonalenia. Drugim warunkiem jest ucieczka od polityków, czyli możliwie jak największe odpolitycznienie spółek. Trzecia kwestia to instrumentarium prawne, które te zmiany pozwoli wprowadzić.

Czy potrzebujemy prawa holdingowego i ustawy o nadzorze właścicielskim, która udoskonaliłaby nie tyle nadzór, ile cały system zarządczy? W obu przypadkach odpowiedź brzmi: tak i powinniśmy się za to zabrać jak najszybciej – mówi prof. Siemiątkowski.

Próby stworzenia prawa holdingowego i prawa grup kapitałowych już były, ale sześć lat temu zostały przerwane. Zdaniem prawnika ostatnie lata pokazują, że rynek jednak tego potrzebuje. Wskazują na to również sami zainteresowani, czyli kadra menadżerska stojąca na czele grup kapitałowych.

Z kolei ustawa o nadzorze właścicielskim musi udoskonalić docelowo cały proces: od samej góry, od właściciela, aż do najniższych poziomów grup kapitałowych. To szeroka ustawa, która ma doprowadzić do odpowiednio profesjonalnego doboru kadr zarządzających, również członków rad nadzorczych, czyli to, na co teraz, po 25 latach transformacji, nas stać. My właściwie transformację skończyliśmy, w tej chwili musimy gruntować swoją gospodarkę rynkową – mówi prof. Tomasz Siemiątkowski.

Dobre zarządzanie połączone z racjonalnym nadzorem przynosi efekty. Widać to na przykładzie kilku największych spółek Skarbu Państwa, które mają silną pozycję w Polsce i na rynkach zagranicznych. To m.in. PKN Orlen, Lotos, PGE, KGHM czy Tauron.

Jak wyjaśnia prof. Siemiątkowski, wiele spółek SP ma strategiczne znaczenie i poza celami ekonomicznymi mają również cele publiczne, które są kluczowe dla polityki energetycznej czy obronnej kraju. To w pewnym stopniu uzasadnia ingerencję polityków w ich działalność. W miarę możliwości ich wpływ na spółki powinien być jednak ograniczany.

Wysyłajmy bardzo jasny przekaz do świata ekonomistów i menadżerów, że grupa kapitałowa Skarbu Państwa jest grupą profesjonalną, gdzie polityki jest tylko tyle, ile potrzeba, natomiast nie ma politykierstwa i politycznego kapitalizmu. Wtedy również osiągniemy efekt pozytywny poprzez to, że wielu ciekawych ludzi, dobrych profesjonalistów będzie chciało przechodzić do tych spółek, bo dziś często ich unikają, bojąc się sezonowości – wyjaśnia ekspert.

Jego zdaniem tylko inwestorzy i rynek kapitałowy mają możliwość wywarcia presji na politykach.

Można sobie wyobrazić, choć nie wiem do jakiego stopnia, że pewna presja, presja środowiska, presja rynku, presja rynku kapitałowego, jeżeli chodzi o największe spółki z grupy kapitałowej Skarbu Państwa, czyli spółki giełdowe, musi doprowadzić do tego, że politycy pokażą nam ten efekt, o który nam chodzi. Lekko się opamiętają, zrobią krok do tyłu i będą robić to, co muszą, a nie to, co chcą.

Rynek zamówień publicznych w ubiegłym roku był wart ponad 133 mld zł. Jego elektronizacja może przynieść znaczne oszczędności

0

CEO Magazyn Polska

Do kwietnia 2016 roku Polska powinna zakończyć prace nad przepisami w sprawie e-zamówień publicznych. Zgodnie z wymogami unijnymi cały proces udzielania zamówień będzie się odbywał drogą elektroniczną. To dla zamawiających oszczędność kosztów na poziomie nawet kilkudziesięciu procent. Z tego narzędzia korzystają już duże grupy kapitałowe, w tym spółki Skarbu Państwa, oraz niektóre jednostki administracyjne.

Na rynku zakupów dzieje się w ostatnich latach bardzo dużo. Widzimy, że w polskich korporacjach, w spółkach Skarbu Państwa wdrażane są strategie globalne. W ciągu ostatnich 10 lat ten rynek i świadomość polskich kupujących bardzo się zmieniła – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Matysik, prezes zarządu spółki Marketplanet, dostawcy platformy zakupowej.

Wciąż jednak większość przetargów rozstrzygana jest wyłącznie w oparciu o kryterium cenowe. Wprawdzie zgodnie z prawem zamawiający częściej określają dodatkowe kryteria, ich waga w całym procesie jest jednak niewielka. Zdaniem Matysika to jedna z przeszkód w efektywnym realizowaniu zamówień publicznych. Drugą jest brak ich elektronizacji, dlatego będzie ona w najbliższych latach dużym wyzwaniem dla wszystkich graczy na tym rynku.

Już teraz mamy w Polsce dwie grupy kupujących, tych, którzy wykorzystują narzędzia elektronicznie. Są to bardzo duże grupy kapitałowe, w tym spółki Skarbu Państwa, które dla uporządkowania swoich wewnętrznych procesów już wdrożyły tego typu narzędzia i bardzo powszechnie z nich korzystają – wyjaśnia Matysik. – Jako dostawca tego typu rozwiązań dokonaliśmy wielu wdrożeń. W oparciu o nasz system pracują departamenty zakupowe takich firm, jak PGNiG, PGE czy Tauron, więc firmy strukturalnie są już do tego gotowe.

Drugą grupą są jednostki administracji publicznej. One najczęściej korzystają z aukcji elektronicznych. Zdaniem Matysika brakuje jednak rozwiązań w zakresie elektronicznej komunikacji z dostawcami.

To obszar, w którym jest bardzo dużo usprawnień, dużo potencjału do uwolnienia i dużo nowych możliwości, które spowodują, że będziemy się posługiwali mniejszą ilością papieru, wszystkie postępowania będą prowadzone szybciej, a dostawcy będą mieli lepszy dostęp do informacji o tym, co dzieje się w postępowaniach – wyjaśnia prezes Marketplanet.

Elektronizacja zamówień publicznych oznacza przede wszystkim oszczędności dla zamawiających, szczególnie dla dużych podmiotów, które procedują kilka czy kilkanaście tysięcy postępowań rocznie,  oraz oszczędność czasu.

Czas, który spędzają na przygotowaniu tych dokumentów i ustaleniu warunków zamówienia w formule analogowej, jest bardzo długi. Gdyby zespół projektowy, który tworzy taką specyfikację, mógł pracować na wspólnym dokumencie i mieć pewność, że ten dokument jest jedyną, niepowtarzalną specyfikacją istotnych warunków zamówienia, toby dynamika tego procesu wzrosła – podkreśla Matysik.

Marketplanet szacuje, że przy e-zamówieniach możliwe są oszczędności procesowe na poziomie 10-15 proc.

Wprowadzając elektroniczne narzędzia, możemy również obniżyć koszty zakupu. Kumulując wolumeny i obliczając sobie, ile nasza grupa kapitałowa kupuje, możemy w skali całej organizacji obniżyć koszty, oczywiście w zależności od kategorii zakupowych, o kilka, a nawet kilkadziesiąt procent – mówi Piotr Matysik.

Do października 2018 r. zamówienia publiczne muszą się stać w pełni elektroniczne. Do tego czasu ma rozpocząć działanie platforma e-Zamówienia, dzięki której udzielający zamówień będą mogli przeprowadzić całe postępowanie o udzielenie zamówienia droga elektroniczną. Czas na przygotowanie nowych przepisów w tym obszarze Polska ma do kwietnia przyszłego roku.

Wartość rynku zamówień publicznych, jak wynika ze sprawozdania Urzędu Zamówień Publicznych, w ubiegłym roku wyniosła 133,2 mld zł, co stanowiło 7,72 proc. PKB. Dla porównania w roku 2013 wartość rynku była szacowana na 143,2 mld zł.

Kolejny kraj dotknięty głębokim kryzysem. Co się dzieje w Brazylii?

Niespełna pięć lat temu Dilma Rousseff objęła władzę w Brazylii. Była minister ds. energii oraz szefowa Rady Nadzorczej kontrolowanego przez państwo koncernu naftowego Petrobras wydawała się idealną kandydatką na urząd prezydenta. Dodatkowo miała poparcie uwielbianego przez społeczeństwo, ustępującego po dwóch kadencjach, prezydenta Luiza Inacio Lula da Silva.

Brazylia bez większego uszczerbku przeszła przez światowy kryzys finansowy w latach 2008/2009, a już w 2010 r. jej gospodarka urosła o 8 proc. Wielkość PKB denominowana w dolarze zwiększyła się przez dekadę czterokrotnie. To sprawiało, że wiodący kraj Ameryki Łacińskiej stawał się coraz poważniejszym partnerem na arenie międzynarodowej.
Rozwój państwa był determinowany kilkoma czynnikami. Brazylia korzystała z wysokich cen metali przemysłowych oraz żywności, których jest wiodącym eksporterem. Gospodarka była także stymulowana przez państwowe wydatki infrastrukturalne. Kraj cieszył się również powodzeniem inwestorów zagranicznych, ale ich kapitał był głównie lokowany w sektorze wydobywczym i dóbr konsumpcyjnych.

Z dobrej sytuacji gospodarczej korzystali także sami Brazylijczycy. Pięć lat temu średnie wynagrodzenie przekroczyło 1 tys. dol. amerykańskich. Sprzedaż detaliczna rosła w tempie powyżej 10 proc. r/r, a stopa bezrobocia od 2000 r. do 2010 r., spadła z ponad 14 do 6 proc.

Pierwsze problemy

Rozwój oparty jedynie o eksport surowców, łatwo dostępny kredyt czy inwestycje w infrastrukturę zwykle kończy się jednak bardzo boleśnie. Pierwsze oznaki lekkiej zadyszki gospodarczej były widoczne już cztery lata temu. Porażką okazały się projekty publiczno-prywatne, które miały odciążyć państwo w kreowaniu wzrostu, a tymczasem utknęły w gąszczu biurokratycznych procedur.

Zbyt rozbudzona konsumpcja również spowodowała negatywne konsekwencje. Inflacja w drugiej połowie 2011 r., osiągnęła 7 proc. To zmusiło bank centralny do podniesienia stóp procentowych do 12.5 proc. Wyższe koszty finansowania zbiegły się ze spowolnieniem gospodarczym na świecie, które objawiło się między innymi cięciem wiarygodności kredytowej USA czy kryzysem zadłużeniowym strefy euro.

Tę pierwszą falę spowolnienia Brazylia jednak przetrwała. Utrzymujący się korzystny trend na surowcach oraz wysoki popyt na nie z Chin, pozwalał dalej na rozwój w granicach 2-3 proc. rocznie. Stopa bezrobocia pozostała również na niskim poziomie.

Poważniejsze oznaki kryzysu

Poważne problemy zaczęły się wraz ze spadkami cen na rynku surowców i metali przemysłowych oraz obniżeniem na nie popytu z Azji. Szybko spowodowało to wejście Brazylii w okres recesji. Do tego na wiarygodności kraju coraz bardziej zaczął ciążyć kryzys w Petrobras. W marcu 2014 r. pod zarzutem korupcji został aresztowany jego szef, a miesiąc później powołano komisję śledczą w tej sprawie. Afera dotknęła również Rousseff, która była przewodniczącą rady nadzorczej w momencie wystąpienia przypadków korupcji. Była to jedna z przyczyn spadku jej społecznego poparcia poniżej 10 proc..

Mniejsze przychody z eksportu szybko przełożyły się na realną gospodarkę. Sprzedaż detaliczna zaczęła spadać i obecnie wynosi minus 3.5 proc r/r. Jeszcze gorzej wygląda produkcja przemysłowa, która obniżyła się w lipcu o 8.9 proc. r/r.

Tylko przez pierwsze dwa miesiące roku brazylijska waluta straciła 20 proc. wartości w relacji do dolara. Powoduje to zwiększenie presji inflacyjnej, która zmusiła bank centralny do podniesienia stóp procentowych. W marcu osiągnęły one poziom 12.75 proc. Bardziej restrykcyjna polityka pieniężna ciąży jednak na rozwoju gospodarki, a wyprzedaż waluty powstrzymana została jedynie do lipca.

Prawdziwie załamanie

W ostatnich tygodniach z brazylijskiej gospodarki napływają tylko złe informacje. Kurczy się ona w tempie prawie 3 proc. PKB r/r. Rząd nie jest w stanie porozumieć się z prezydentem w sprawie budżetu i pakietu oszczędności, co było bezpośrednią przyczyną obcięcia przez S&P ratingu Brazylii 9 września z poziomu inwestycyjnego do spekulacyjnego (potocznie zwanego śmieciowym). Przez półtora miesiąca waluta straciła kolejne 20 proc. wartości w relacji do dolara i powiększyła stratę do niespełna 40 proc. od początku roku. W perspektywie ostatnich czterech lat te zmiany wyglądają jeszcze bardziej spektakularnie. W połowie 2011 r. dolar kosztował 1.55 reala, a obecnie jest to 4.17 reala. To oznacza spadek wartości lokalnej waluty o 63 proc.

W rezultacie średnie wynagrodzenie denominowane w dolarach spadło z 1.1 tys. dol. w połowie 2011 r., do jedynie 550 dol. obecnie. Skala brazylijskiego kryzysu zaczyna być w wielu aspektach większa niż ten, który spotkał Rosję. Tak znaczne osłabienie lokalnej waluty i zmniejszenie siły nabywczej konsumentów, może spowodować załamanie popytu i dalszą presję na inflację. Będzie ona musiała być hamowana przez coraz wyższe stopy procentowe, obecnie wynoszące już 14.25 proc.

Rząd ma także niewiele miejsca na stymulację fiskalną. W kolejnych latach deficyt ma wynieść 7-8 proc. PKB, a dług publiczny może sięgnąć ok. 75 proc. PKB. Przy średniej w granicach 45 proc. na rynkach wschodzących to wysoka wartość. Jest więc bardzo prawdopodobne, że Brazylia w kolejnych miesiącach będzie na nagłówkach prasy finansowej, a załamanie największej gospodarki Ameryki Łacińskiej może być nawet powodem obaw o wzrost poziomu PKB na całym świecie.

Popołudniowy komentarz walutowy z 24.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 24.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Teoria wtórnego dołka

?ukasz Bugaj, analityk DM BO?
?ukasz Bugaj, analityk DM BO?

Do minionego czwartku wydawać się jeszcze mogło, że indeksy na głównych parkietach z budowanych wcześniej konsolidacji mogą wybić się górą, dając tym samym sygnał kupna z możliwością dalszego istotnego zredukowania sierpniowych strat. Stało się jednak inaczej, a pierwszym sygnał do odwrotu byków dał Federalny Komitet Otwartego Rynku. Teoretycznie pozostawienie stóp w USA na niezmienionym poziomie było z punktu widzenia inwestorów decyzją pozytywną, przynajmniej tak sądziła większość. Z doświadczenia inwestycyjnego jednak wiadomo, że większość nieczęsto ma rację. Tak też się stało i tym razem. Nie pomógł nawet relatywnie gołębi wydźwięk komunikatu towarzyszącego decyzji monetarnego gremium. Można nawet zaryzykować tezę, że przy silniejszych rynkowych wahaniach Fed jeszcze długo stóp nie podniesie. Inwestorzy nie chcąc ponosić wyższego kosztu finansowania dostarczają więc Rezerwie Federalnej argumentów do dalszej pauzy poprzez giełdowe spadki. W Europie nałożył się na to skandal związany z Volkswagenem, a obawy o globalny wzrost gospodarczy są dalekie od zakończenia. Tym samym na popularności ostatnio zyskała teoria wtórnego jesiennego dołka. Zakłada ona, że zgodnie z często spotykanym wzorcem, po pierwszej dynamicznej fali wyprzedaży przychodzi kolejna, już spokojniejsza, aczkolwiek prowadząca do nowych minimów. Ich pojawienie na tyle psuje sentyment, że położone zostają podwaliny pod trwalsze odreagowanie. Zresztą w obecnym rynkowym układzie dość dobrze korespondowałoby to ze złą sławą początku jesieni. Dopiero od listopada sezonowy wzorzec zaczyna faworyzować trend wzrosty na parkiecie, co w lokalnym przypadku zbiegłoby się z końcem kampanii wyborczej, która dla warszawskiego parkietu okazała się nadzwyczaj wyniszczająca. Zapewniłoby to oddech, który zapowiadać mogą pierwsze rysy w dotychczas twardej postawie partii opozycyjnej wobec sektora bankowego, a nim GPW przecież stoi. Same banki mają też o tyle komfortową sytuację, że w ich strukturze właścicielskiej przeważa kapitał prywatny. Podobnego szczęścia nie mają spółki energetyczne, wokół których problem górnictwa będzie wciąż krążył. Tutaj bardzo pomocna okazałaby się poprawa klimatu wokół surowców, co dałoby ulgę spółkom wydobywczym. Jest to brakujący element układanki, której pozytywna kompilacja wciąż jest możliwa. Chiny bowiem dość konsekwentnie, aczkolwiek małymi fiskalnymi i monetarnymi krokami, swoją gospodarkę wspierają. Na efekty tych działań trzeba jednak poczekać do początku przyszłego roku, co dałoby podwaliny do ostatniego już akordu hossy rozpoczętej w 2009 roku. Tym samym bardzo obawiałbym się kolejnego uderzenia w globalną gospodarkę, gdyż ta po ostatnich wydarzeniach jest dosyć osłabiona i mogłaby jego po prostu nie wytrzymać.

Frankowicze chcą negocjować z Deutsche Bankiem

138 osób liczy grupa frankowiczów, reprezentowana przez adw. dr Daniela Pawluczuka z Kancelarii PZ Capital, która postanowiła negocjować z Deutsche Bankiem usunięcie niedozwolonych zapisów w umowach o kredyty waloryzowane kursem franka szwajcarskiego. Kolejne 260 kredytobiorców Deutsche Banku, sympatyzujących z Pro Futuris i liCHFą.com rozważa podjęcie działań procesowych.

 

Kredytobiorcy domagają się:

  • zwrotu kwoty pobranej tytułem podwyższonej marży za okres od dnia ustanowienia na pierwszym miejscu hipoteki na rzecz banku do dnia faktycznego zaprzestania naliczania podwyższonej marży,
  • zwrotu kwoty pobranej tytułem ubezpieczenia minimalnego wkładu własnego,
  • zwrotu kwoty pobranej tytułem tzw. przewalutowania kwoty kredytu przy wypłacie środków i kwot nienależnie pobranych z tytułu stosowania niekorzystnych kursów z tabeli banków,
  • zwrotu kwot pobranych za prowadzenie rachunków służących obsłudze kredytu i opłat naliczanych od przelewów,

oraz

  • usunięcia z umowy klauzuli waloryzacyjnej, tj. rozliczenia kredytów po kursie CHF/PLN z dnia podpisania umowy, w konsekwencji ustalenia salda zadłużenia i raty na poziomie kursu z dnia podpisania umowy oraz zwrot nadpłaconych kwot (tzw. przewalutowanie)

 

Kredytobiorcy są pewni swoich roszczeń, wielu z nich równocześnie prowadzi postępowania sądowe przeciwko bankowi. Deutsche Bank został ukarany za manipulowaniem stopą LIBOR karą w wysokości   2,5 mld dolarów.

Zdaniem Tomasza Sadlika z Pro Futuris banki w przeciwieństwie do kredytobiorców były świadome konsekwencji sprzedaży tak ryzykownych produktów.

Mec. Daniel Pawluczuk dodaje, że w niektórych przypadkach na wzroście kursu CHF/PLN zarobili właściciele banków. Właściciele banków sprzedali „franki” dużej grupie społecznej po kursie 2 – 2,5 pln a dzisiaj przez te same banki starają się odbierać je po kursie 3,5 – 4 pln. Jest to spekulacja na społeczeństwie polskim przy zupełnie biernej postawie KNF i NBP.

„Biznes w Ruchu” – wywiad z prezesem XTB Jakubem Malým

Nie czyta literatury motywującej, ale uważa, że niektórzy ludzie mają rodzaj aury, która sprawia, że sukces przychodzi im łatwiej. Nie widzi problemu w przeprowadzaniu się do kolejnych krajów z powodu pracy i uczeniu się nowych języków – zna ich już w sumie cztery i coraz lepiej mówi po polsku. Nie byłby dzisiaj prezesem firmy XTB, gdyby nie profil na LinkedIn… Co jeszcze zdradził Magdalenie Bober – Jakub Maly i jakie ma rady dla początkujących biznesmenów?

Zapraszamy na pierwszy wywiad z serii „Biznes w Ruchu”.

Projekt „Biznes w ruchu”- rozmowy o biznesie

Rusza rządowy plan refundacji części kosztów zatrudnienia dla osób do 30. roku życia

Planowany przez rząd projekt ma na celu zachęcenie przedsiębiorców do zatrudniania młodych bezrobotnych do 30. roku życia. Firmy, które przyjmą do pracy takie osoby, już od 1 stycznia 2016 roku mogą liczyć na częściową refundację kosztów zatrudnienia. Dofinansowanie byłoby realizowane przez pierwszych 12 miesięcy, a potencjalni pracodawcy byliby zobowiązani do utrzymywania zatrudnienia przez kolejny rok. Program ma obejmować młodych bezrobotnych i będzie realizowany za pośrednictwem urzędów pracy. Czy możemy liczyć na polepszenie się sytuacji młodych ludzi na rynku pracy?

 „Sytuacja, w której młody i wykształcony człowiek, wchodzący na rynek pracy nie może znaleźć zatrudnienia, może ciągnąć się latami. Niestety, absolwentom uczelni wyższych często odbiera to zapał do działania i wiarę we własne możliwości. Młodzi ludzie, którzy nie dostaną odpowiedniej szansy, w dłuższej perspektywie, mogą stać się trwale wykluczeni z rynku pracy. Przyczyny tego zjawiska możemy upatrywać się chociażby w procesie edukacji potencjalnych pracowników. Obecnie na rynku brakuje specjalistów z konkretnych dziedzin oraz wykwalifikowanych ekspertów, dlatego powinniśmy jak najszybciej zainwestować w aktywizację zawodową i edukację młodych, tak aby w przyszłości stali się oni wartościowymi pracownikami, którzy będą odpowiedzią na oczekiwania rynku. Dzięki temu ich pierwsze zderzenie z rynkiem pracy będzie bezbolesne i udane” – komentuje Bartosz Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Grupy Kapitałowej Loyd.

Wśród osób do 30. roku życia, według szacunków ekspertów, bezrobocie jest blisko dwukrotnie wyższe niż w całym społeczeństwie. Jest to ogromne wyzwanie zarówno dla rządowych programów, jak i polskich przedsiębiorców. Koniecznie jest stworzenie odpowiednich warunków, aby młodzi mieli szansę na płynne wejście na rynek pracy. W najbliższych latach nastąpi przewartościowanie mechanizmów motywacyjnych, niezbędna jest także współpraca z wyspecjalizowanymi agencjami zatrudnienia.

„Do osiągnięcia sukcesu niezbędne jest teraz nieustannie podnoszenie swoich kwalifikacji. Młodzi ludzie powinni myśleć o wykształceniu jako uczeniu się przez całe życie. W Polsce na porządku dziennych są wysokie aspirację odnośnie do wykształcenia, jednak stosunkowo niewiele osób korzysta z dostępnych i często bezpłatnych kursów i szkoleń. Mit o tym, że wykształcenie gwarantuje pracę to już echo minionej epoki. Urzędy pracy wspólnie z wyspecjalizowanymi agencjami pracy powinny wdrażać w życie rozwiązania ułatwiające start młodemu pokoleniu, jednocześnie wykorzystując wszystkie jego atuty” – podsumowuje Bartosz Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Grupy Kapitałowej Loyd.

W Polsce wystąpiło zjawisko nasycenia rynku pracy osobami z wyższym wykształceniem. Dyplom wyższej uczelni otrzymało w 2013 roku już ponad 455 tys. Polaków. Doprowadziła

do tego m.in. powszechność prywatnych uczelni i ich nastawienie na ilość „klientów” jakimi stają się tam studenci. Wykształcenie stało się towarem, który łatwo kupić, jednak trudniej sprzedać, ponieważ jak wynika z badań rynkowych, przedsiębiorcy nie są w stanie zaoferować tym młodym ludziom odpowiednich stanowisk pracy.

Ile musimy pracować na nowego iPhone’a?

Najnowszy raport przygotowany przez szwajcarski bank UBS nie pozostawia złudzeń. Mimo tego, że sytuacja na polskim rynku pracy systematycznie się poprawia, czas pracy w którym mieszkańcy Warszawy muszą pracować na jednego smartfona znacznie odbiega od średniej dla europejskich miast. Zatrudnieni w polskiej Stolicy, aby zarobić na jednego iPhona muszą spędzić w pracy przeciętnie 142 godziny, a więc około 3,5 tygodnia. Średnia dla wyszczególnionych w zestawieniu miast wynosi tylko 77 godzin.

Dla porównania: mieszkańcom Zurycha, Genewy i Luksemburga wystarczy mniej niż 30 godzin, a więc niecały tydzień pracy. Po drugiej stronie bieguna znajduje się Sofia i Bukareszt. Mieszkańcy tych miast, aby zarobić na jednego iPhona, muszą poświęcić na obowiązki zawodowe powyżej 200 godzin.

Cena jednego iPhone w przeliczeniu na godziny pracy w wybranych miastach europejskich w 2015 roku*

Cena jednego iPhone w przeliczeniu na godziny pracy w wybranych miastach europejskich w 2015 roku
*uwzględniono cenę iPhone 6, 16 GB
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie raportu Prices and Earnings

Maria Jodłowska
Sedlak & Sedlak

Analitycy Ebury: kondycja złotego i innych walut rynków wschodzących w latach 2016 i 2017 uzależniona od decyzji FED

Uwaga rynków walutowych ponownie skupia się na lukach w polityce gospodarczej, które są widoczne w głównych obszarach wielu światowych gospodarek. Rezerwa Federalna zadecydowała o wstrzymaniu się z decyzją podwyżki stóp procentowych
w Stanach we wrześniu, jednak wiele wskazuje na to, że główne stopy wzrosną w USA jeszcze w 2015 roku. Bank Anglii podąży zapewne za tym przykładem w lutym 2016 r., natomiast pozostałe banki centralne grupy G10 w przeważającej mierze kontynuują łagodzenie swojej polityki monetarnej.

Oczekiwane zacieśnienie polityki pieniężnej przez Rezerwę Federalną oraz spowolnienie gospodarcze w Chinach, które wyraźnie wpłynęło na rynki finansowe w wyniku dewaluacji juana, spowodowało gwałtowną wyprzedaż większości walut rynków wschodzących, w wielu przypadkach sprowadzając je do najniższych poziomów w historii. Dotknęło to szczególnie krajów eksportujących, gdyż obecne ceny ropy oscylują wokół najniższych od sześciu lat poziomów.

Biorąc pod uwagę powyższe czynniki, kondycja walut gospodarek wschodzących będzie w najbliższych miesiącach zależeć od dwóch czynników:

  • Ich podatności makroekonomicznej na stopniowy wzrost stóp procentowych w USA w ostatnim kwartale 2015
  • Stopnia w jakim ostatnia wyprzedaż walut rynków rozwijających się przyczyniła się do ich dewaluacji oraz zwiększenia konkurencyjności gospodarek wschodzących

Prognoza dla PLN

Narodowy Bank Polski (NBP) spełnił nasze oczekiwania, utrzymując stopę procentową na rekordowo niskim poziomie wynoszącym 1,5%. Polityka pieniężna pozostanie bez zmian w najbliższej przyszłości, być może nawet po 2016 r., aż inflacja nie powróci do zakładanego poziomu 2,5%.

Co prawda poziom inflacji wzrasta, ale nadal pozostaje na wyraźnie ujemnym poziomie 0,7%. Deflacja będzie utrzymywać się ze względu na brak presji kosztowej, jednak solidny wzrost gospodarczy i poprawa na rynku pracy powinny przyspieszyć tempo wzrostu cen.

W drugim kwartale wzrost gospodarczy pozostaje na solidnym poziomie 3,3% dzięki silnemu popytowi krajowemu. Najnowsze prognozy ekonomiczne wskazują, że wzrost powinien utrzymywać się w okolicy 3,5% przez następne osiemnaście miesięcy. Dobrym odczytom gospodarczym pomaga stabilny rynek pracy, który odznacza się najniższym od sześciu lat bezrobociem oraz zwiększeniem poziomu płac, znacznie przekraczającym wskaźnik inflacji. Ponadto saldo obrotów bieżących także ulega poprawie, odnotowując bezprecedensowe nadwyżki przez większość 2015 roku.

Niepewna sytuacja polityczna, która utrzyma się do październikowych wyborów parlamentarnych, może mieć jednak wpływ na walutę. Pomimo tego, biorąc pod uwagę obecną presję na euro, oczekujemy stabilnego kursu złotego wobec wspólnej waluty w latach 2016 i 2017.

Długoterminowa prognoza dla PLN do walut G3

  USD/PLN EUR/PLN GBP/PLN
Na koniec 2015 3,97 4,05 6,10
1 kw. 2016 4,00 4,00 5,95
2 kw. 2016 4,08 4,00 6,05
Na koniec 2016 4,21 4,00 6,20
Na koniec 2017 4,21 4,00 6,20

 

Długoterminowa prognoza dla wybranych walut krajów wschodzących do PLN

  PLN/INR (rupia indonezyjska) PLN/TRY
(turecka lira)
PLN/CNY
(juan chiński)
PLN/ZAR (rand południowoafryk.)
Na koniec 2015 16 0,78 1,61 3,40
1 kw. 2016 16 0,78 1,60 3,30
2 kw. 2016 16 0,77 1,57 3,20
Na koniec 2016 15 0,76 1,52 3,10
Na koniec 2017 16 0,78 1,52 3,10

 

  PLN/THB
(tajski bat)
PLN/HUF
(forint węgierski)
PLN/CZK
(korona czeska)
PLN/BRL
(brazylijski real)
Na koniec 2015 8,8 79 6,9 0,91
1 kw. 2016 8,8 81 7,0 0,88
2 kw. 2016 8,6 81 7,0 0,83
Na koniec 2016 8,3 82 7,0 0,78
Na koniec 2017 8,3 82 7,0 0,78

 

Informacje zawarte w  tej wiadomości służą wyłącznie do celów informacyjnych. Nie stanowią one porady finansowej lub jakiejkolwiek innej porady, mają charakter ogólny i nie są specyficzne dla danego adresata. Przed skorzystaniem z tych informacji w jakichkolwiek celach należy zasięgnąć niezależnej porady.

10 aktualnych trendów w sprzedaży hurtowej

W dzisiejszych czasach innowacje pojawiają się i ewoluują szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Jakie są konsekwencje ostatniej fali nowych technologii dla sektora sprzedaży hurtowej i jak praktycznie wykorzystać je w typowych działaniach biznesowych? Jak maluje się obraz dostaw hurtowych przyszłości? To ważne zagadnienia, które powinien przemyśleć każdy przedsiębiorca z branży. Nie wiesz, od czego zacząć? Eksperci z firmy Exact przedstawiają kluczowe aspekty potrzebne do zrobienia kolejnego kroku naprzód.

Jak zostać dostawcą hurtowym przyszłości? Podążając uważnie za najważniejszymi trendami i starając się rozwijać działalność tam, gdzie istnieje taka możliwość. „Bardzo ważne jest, aby poświęć czas na szczegółowe przeanalizowanie potencjalnych konsekwencji najnowszych rozwiązań dla obecnego modelu biznesowego, partnerów z ekosystemu i wszystkich procesów biznesowych. Sukces odniosą te przedsiębiorstwa, które okażą się wystarczająco elastyczne, aby stworzyć przestrzeń dla pojawiających się nowych szans i możliwości” – mówi Izabela Górecka-Olejniczak, Senior Business Consultant w firmie Exact Software Polska.

  1. Internet Rzeczy – SMAC

Internet Rzeczy (IoT) stał się ideą, która zatacza coraz szersze kręgi. Obejmuje już takie zjawiska jak cyfryzacja, komunikacja M2M, big data, drony, rzeczywistość rozszerzona, technologie wearable (na przykład okulary i zegarki smart), technologie z zakresu robotyki i rozwiązania SMAC (social, mobile, analytics, cloud – społecznościowe, mobilne, analityczne i w chmurze). Wszystkie te technologie napędzają zmiany i stwarzają nowe możliwości. Rozwój Internetu Rzeczy naprawdę już się rozpoczął, a związane z nim nowe trendy stają się coraz bardziej widoczne.

  1. Handel internetowy

Przedstawiciele nowego pokolenia inaczej kupują, inaczej żyją i podejmują inne wybory. Internet zmienił sposób naszego myślenia, zachowania i komunikacji, nawet jeśli wydaje nam się, że wszystko pozostało bez większych zmian – wciąż przecież pracujemy, kupujemy, wciąż istnieją problemy, które pojawiały się w tradycyjnych sklepach i związana z nimi irytacja. Handel internetowy zmusza nas jednak do dokonywania zmian w sposobie myślenia o tym, jak wychodzimy naprzeciw zmieniającym się oczekiwaniom naszych klientów.

  1. Zmieniające się łańcuchy dostaw

Już w najbliższej przyszłości dojdzie do znacznych zmian rynku i samych klientów. Zmiana w zachowaniu konsumentów, zarówno jeśli chodzi o zdobywanie informacji o produktach, jak również sam proces kupowania, odbija się na całym procesie sprzedaży, a więc również na dostawcach hurtowych. Aby przetrwać, sprzedawcy muszą dostosować się do tych odmiennych modeli zachowania. Jesteśmy świadkami tego trendu już teraz – sprzedaż wielokanałowa czy nowe modele biznesowe takie jak Alibaba.com to tylko niektóre z przykładów. Umożliwiają one konsumentom dokonywanie zakupów bezpośrednio u producenta, a tym samym uzyskanie niższej ceny (w niektórych przypadkach nawet o 90%). Płacąc na portalu Alibaba.com, a nie w fabryce, konsument uzyskuje również gwarancję bezpieczeństwa – wytwórca otrzyma zapłatę tylko wtedy, kiedy klient będzie zadowolony z zakupu (po upływie 28 dni od daty transakcji). Temat jest zatem wart przemyślenia. Potrafisz sobie wyobrazić, jak będzie wyglądać Twój łańcuch dostaw za pięć lat?

  1. Globalizacja

Sprzedawcy i pośrednicy już dziś przyznają, że ich łańcuchy dostaw obejmują coraz większą liczbę krajów. Globalizacja, nowi partnerzy międzynarodowi i outsourcing na innych kontynentach stwarzają dziś bardzo wiele atrakcyjnych okazji na rynku.

  1. Przemysł Smart

Na początku tego roku, mówiąc o rozpoczęciu rozwoju przemysłu opartego na technologiach smart w Holandii, tamtejszy minister gospodarki Henk Kamp przedstawił kilka imponujących liczb opisujących przewidywane korzyści płynące z wdrożenia tego typu innowacji: zużycie energii niższe o 60%, zużycie wody niższe o 80%, zużycie tuszu i substancji chemicznych niższe o 90%, a przy tym ograniczenie kosztów związanych z opłacaniem personelu nawet o połowę. Jak wyglądają jednak konkretne zastosowania takich technologii w roku 2015? Czego możesz oczekiwać, decydując się na wprowadzenie takich innowacji?

Typowe nagłówki prasowe skupiają się zazwyczaj na robotyce, Internecie Rzeczy i drukarkach 3D. Z tej trójki technologia druku 3D zdecydowanie przestała być już tylko modną nowinką i istotnie wpływa na funkcjonowanie łańcucha dostaw. Zbliżamy się do punktu, w którym będzie ona stosowana w produkcji masowej, a nie tylko do realizacji wybranych zamówień.

  1. Usługi o wartości dodanej

Zachowanie konkurencyjności w dzisiejszym łańcuchu dostaw niewątpliwie jest wyzwaniem. Dostawcy muszą udowadniać klientom, że ich usługi niosą ze sobą dodatkową wartość, aby uniknąć dezintermediacji („odpośredniczenia”, czyli usunięcia z pozycji pośrednika w łańcuchu dostaw). W rezultacie coraz większa liczba dostawców wprowadza do swojej oferty usługi dodatkowe. Niektóre z przykładów to: system zarządzania zapasami klienta przez dostawcę (VMI – Vendor Managed Inventory), dostawy dropshipping, ponowne etykietowanie, montaż, ulepszona obsługa online, usługi terenowe, gotowe produkty (turnkey), szkolenia i filmy wideo dla klientów, składy konsygnacyjne (consigned inventory), przepakowywanie, usługi lokalizacyjne (LSB), usługi logistyczne oraz programy lojalnościowe dla klientów.

  1. Zgodność z regulacjami handlowymi

Jesteśmy obecnie świadkami znacznego wzrostu liczby ważnych (międzynarodowych) standardów, regulacji i wymogów prawnych w sektorze logistycznym. Dotychczas były one domeną branży spożywczej i farmaceutycznej, lecz dziś odnoszą się do coraz większej liczby sektorów, kładąc nacisk na takie kwestie jak możliwość śledzenia produktu, bezpieczeństwo, elektroniczna wymiana danych, znakowanie i pakowanie. Czy Twoja organizacja zajmuje się importem i eksportem towarów? Jeśli tak, musisz zdawać sobie sprawę z różnorodnych regulacji obowiązujących w krajach, w których prowadzisz działalność. Czy dysponujesz planami i procedurami, które gwarantują zachowanie zgodności z tymi wymogami?

  1. Chmura obliczeniowa i usługi w chmurze

Technologia chmury obliczeniowej sprawia, że oprogramowanie jest dziś nie tyle sprzedawane, ile raczej dostarczane w formie subskrypcji. Trend ten rozwija się jeszcze szybciej w sektorze technologii użytkowych. Wystarczy wspomnieć o takich firmach jak Uber czy Greenwheels. Dziś  – gdy zajdzie taka potrzeba – nie kupuje się już samochodu, lecz płaci za podróż. Prowadzi to do fundamentalnej zmiany sposobu myślenia o własności i tego, jak wydajemy nasze pieniądze.

  1. Big data

Gromadzenie i analizowanie danych w odpowiedni sposób umożliwia identyfikację ukrytych korzyści skali i potencjału wzrostu. Więcej danych oznacza więcej przydatnych raportów, co z kolei prowadzi do usprawnienia procesu decyzyjnego. Efekt? Większa efektywność operacyjna, redukcja kosztów i skuteczniejsze zarządzanie ryzykiem. Obecny trend w obszarze big data polega na selektywnej retencji danych – nie chodzi już o zapisywanie wszystkiego, co tylko się da. Bardziej wydajne jest także prowadzenia analiz podczas fazy operacyjnej, a nie po jej zakończeniu. Najlepsze rezultaty osiąga się, analizując dane pochodzące z wielu różnych źródeł.

  1. Zrównoważony rozwój

Zrównoważony rozwój wymaga zarówno wysokiej jakości, jak i innowacyjności operacji. Dotyczy współpracy i prowadzenia działalności realnie zorientowanej na przyszłość, a także troski o rozwój biznesowy i wysoką jakość życia. Odpowiedzialna przedsiębiorczość oznacza sięganie wzrokiem poza słupki zysków. Chodzi w niej o równoważenie potrzeb populacji i planety oraz przychodów. Te trzy „słowa na P” są ze sobą ściśle powiązane. Zrównoważony rozwój staje się coraz ważniejszy dla coraz większej liczby firm, czy to z powodu regulacji prawnych kładących większy nacisk na społeczną odpowiedzialność biznesu, czy konsumentów, którzy w coraz większym stopniu domagają się prowadzenia działalności w odpowiedzialny sposób.

Programistą być i basta, czyli rośnie popyt na programistów

Powodów dobrej  sytuacji na rynku IT jest kilka. Za pomyślną atmosferą tej branży stoi dobra koniunktura gospodarcza, napływ nowych inwestycji, ale przede wszystkim postępująca automatyzacja i cyfryzacja. Zmieniają się potrzeby dnia codziennego, coraz więcej osób korzysta z wszelkiego rodzaju oprogramowań i rozmaitych aplikacji mobilnych. Czynniki te sprawiają, że rynek IT rośnie niezwykle dynamicznie, a popyt na pracowników znacznie przewyższa ich dostępność. Spośród stanowisk tego sektora na szczególną uwagę zasługują Programiści, na których panuje największe zapotrzebowanie. Wszystko wskazuje na to, że trend ten będzie się utrzymywał, dając pracę coraz większej liczbie osób.

Popyt na programistów w sektorze IT panował zawsze, jednak obecnie obserwujemy jego bardzo dynamiczny wzrost, który w skali ostatnich 2 – 3 lat zwiększył się o około 30%, – komentuje Urszula Mikulska, Lider Zespołu IT w firmie doradztwa personalnego Experis, specjalizującej się w rekrutacji w obszarach IT, inżynierii oraz finansów. – Pośród stanowisk na które rekrutujemy stanowiska programistyczne stanowią 90% wszystkich ofert z obszaru IT. Można nazwać je sercem wielu projektów. To profesje bazowe, niezbędne do tego, by wiele inicjatyw IT mogło się zmaterializować w postaci działającego produktu lub usługi. Na wzrost popytu na programistów w dużej mierze wpływa globalny rozwój i zwiększenie zapotrzebowania na aplikacje mobilne, bez których codziennie na całym świecie wiele osób nie potrafi się już obejść. Można powiedzieć, że programowanie to świetny zawód dla Polaków, bo wiąże się nie tylko z takimi cechami jak zdolność analitycznego myślenia, ale również umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach, wymagających elastycznego podejścia, – mówi przedstawiciel Experis.

Wśród innych poszukiwanych cech znajdują się również dokładność oraz umiejętności komunikacyjne, które są niezbędne do pracy w zespołach programistycznych. Wbrew stereotypowi, to, czy osoba na stanowisku programisty ma zdolności komunikatywne jest bardzo istotne, bo wpływa na ostateczny efekt projektu, nad którym pracuje. Ważne również, by wykonawcy oprogramowania i aplikacji potrafili porozumieć się z klientem, dla którego przygotowują projekt. Poszukiwaną  cechą jest również chęć rozwoju. Programista to zawód, który ewoluuje i pociąga za sobą konieczność rozwoju w zakresie znajomości języków programowania, którymi dany specjalista się posługuje. Znajomość języków obcych również jest wymagana. Pośród nich przoduje angielski, niezbędny m.in. ze względu na charakter pracy, na którą składa się konieczność zapoznawania się z dokumentacjami technicznymi przygotowywanymi w tym języku. Jego znajomość warunkowana jest też dość powszechną koniecznością porozumiewania się z zagranicznym inwestorem lub zespołem współpracowników, który, częściej niż w przypadku innych zawodów, może być międzynarodowy. Również szkolenia oferowane przez pracodawców są zwykle prowadzone właśnie w języku angielskim.

W Polce mamy bardzo dobrze wykwalifikowanych specjalistów ds. programowania. Krajowi fachowcy w niczym nie ustępują swoim konkurentom z Zachodu, a niejednokrotnie są lepsi, – mówi Urszula Mikulska z Experis. – Zagraniczni specjaliści częściej ukierunkowani są na konkretny obszar działania, natomiast programiści z Polski wyróżniają się wszechstronnością. Wprawdzie wynagrodzenia nadal  jak na warunki europejskie są niższe, ale wypłacane stawki powoli gonią zarobki zachodnich kolegów po fachu. Dla przykładu początkujący programista, na stanowisku Juniora, może liczyć na wynagrodzenie rzędu od 5 000 do 7 000 zł brutto. Ekspert, z doświadczeniem dwu-czteroletnim, otrzymuje miesięczną stawkę wahająca się między 8 000 a 11 000 zł brutto. Natomiast na stanowisku zarządzającego zespołem Seniora wynagrodzenia rozpoczynają się od 13 000 zł a kończą na 20 000 zł brutto, przekraczając czasem nawet tę stawkę, – dodaje przedstawiciel Experis.

Pośród pracodawców programistów potrzebują wszyscy, niezależnie od skali czy branży działania danej firmy, choć największe zapotrzebowanie zgłaszają duzi gracze, którzy ze względu na swoją skalę prowadzą liczne rekrutacje na te stanowiska. Niezależnie jednak od tego jaki pracodawca poszukuje programistów, każdy ma narastające problemy w ich pozyskaniu. Dlatego też coraz więcej przedsiębiorstw zwraca się po wsparcie do firm doradztwa personalnego, które specjalizują się w ich pozyskiwaniu. Przy wyborze właściwej placówki ważne jest zrozumienie specyfiki branży IT. Informatycy nie będą chcieli rozmawiać z kimś, kto nie będzie dla nich partnerem w dyskusji. Ważne zatem, by zwracać uwagę na specjalizację danej firmy doradztwa personalnego oraz doświadczenie jej konsultantów.

Wyspecjalizowana firma doradztwa personalnego Experis współpracuje z pracodawcami oraz kandydatami odpowiednio dopasowując i łącząc te dwie grupy na zmieniającym się wciąż rynku pracy. Poszukującym pracy specjalistom wskazuje miejsca zatrudnienia ciekawe dla ich dalszego rozwoju i adekwatne do ich potrzeb. Experis zajmując się rekrutacją, doradza również kandydatom w zakresie budowy ich kariery dostarczając informacji na temat poszukiwanych na rynku kompetencji oraz tego, na co powinni położyć nacisk,
by zrealizować stawiany sobie cel zawodowy.

Poznań – miasto młodych innowatorów

Jeśli któreś z polskich miast miałoby pretendować do tytułu rodzimej Doliny Krzemowej, to Poznań byłby jednym z faworytów. W rankingu przeprowadzanym co roku przez „Forbesa” i Centralny Ośrodek Informacji Gospodarczej badający wskaźnik przyrostu liczby firm na 1000 mieszkańców, Poznań od 2013 roku zajmuje 2. miejsce, od razu za stolicą. Choć inwestycji z branży nowych technologii przybywa we wszystkich największych ośrodkach w kraju, jednak to w stolicy Wielkopolski rodzą się najbardziej rozpoznawalne start-upy. Co sprawia, że firmy z Poznania osiągają ogólnopolski sukces?

Poznaj Poznań

Poznańskie koziołki wiedzą, że w ich mieście dobrze się żyje, pracuje i inwestuje. Choć nie jest to największa, (7. pozycja w kraju), i najludniejsza (5. pozycja w kraju), miejscowość w Polsce, poszczycić może się najniższym wskaźnikiem bezrobocia, na poziomie 7,8% (dane GUS, czerwiec 2015).[1] Blisko 100% wszystkich podmiotów gospodarczych w mieście stanowią mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, a wśród nich coraz więcej jest start-upów.[2] To w Poznaniu powstały m.in. portal informacyjny Wykop.pl wyceniany na 13 mln złotych czy warta półtora miliona złotych platforma transportowa jakdojade.pl.[3] Do tych najbardziej rozpoznawalnych należą również m.in. Polakpotrafi.pl, Lubimyczytać.pl czy Legimi.com oraz serwis Prześwietl.pl, który od kilku lat podbija sektor finansowy.

Zagłębie innowacji

W Poznaniu tkwi ogromy potencjał do tworzenia nowych biznesów – Dobra infrastruktura, wsparcie od władz i instytucji edukacyjnych, to silne elementy decydujące o „być albo nie być” nowo powstałych firm. Wiele start-upów nie rozwija skrzydeł, bo rozpoczynając działalność napotykają na swojej drodze pewne przeszkody m.in. brak wsparcia prawnego, biura, dodatkowego finansowania czy wiedzy jak dotrzeć do nowych klientów i prowadzić dalszą działalność. Nie umieją sobie poradzić z trudnościami, które spotykają na początkowym etapie, choć te nie są najbardziej problemowe. Wejście na kolejny poziom działalności to dopiero duże wyzwanie. Poznań pokazuje jak mu sprostać – w stolicy Wielkopolski aktywnie działają inkubatory i akceleratory technologiczne, a także lokalne czy akademickie ośrodki dedykowane właśnie start-upom m.in.: AIP, InQubator, YouNick. Wspierają młode innowacyjne firmy udostępniając im właśnie przestrzenie do pracy czy wsparcie księgowe – wyjaśnia Piotr Kania, Dyrektor Zarządzający firmą GFT Polska, która w Poznaniu działa od ponad dwóch lat.

– To również miasto konferencji technologicznych, m.in.: Startup Poznań, Hive61 czy Kickass, które dają uczestnikom możliwość skorzystania ze strefy doradczej i networkingu – dodaje Piotr Kania, GFT Polska.

Wsparcie uczelni

Rozwój start-upów wspierają także miejscowe uczelnie. Oferują know-how, a nawet kapitał na rozwój. Przykładem jest platforma jakdojadę.pl, w realizację, której zainwestowali profesorowie Politechniki Poznańskiej.[4] Równie chętnie ośrodki akademickie realizują projekty z działającymi przedsiębiorstwami. – W Poznaniu współpracujemy z dwiema uczelniami wyższymi. Na UAM, trzeciej najlepszej uczelni w kraju[5], nasi specjaliści prowadzą zajęcia z języków programowania. Dedykujemy również studentom programy stażowe, które uczą ich kreatywnego podchodzenia do stawianych wymagań i pozwalają na poznanie międzynarodowego środowiska pracy – opowiada Piotr Kania, GFT Polska.

Aktywność młodych, przedsiębiorczych ludzi, chętnych do działania pokazuje, że to miasto kreatywności i współpracy. – Poznań wyrasta na silny ośrodek technologiczny i jest widoczny na mapie kraju, jako dobra inwestycja dla firm. Miasto obrało odpowiedni kierunek, inwestując w nowe technologie i stwarzając przyjazną atmosferę dla nauki oraz innowacji w biznesie – dodaje Piotr Kania.

  • [1] dane GUS – 261 mkw. powierzchni, ok. 553 tys. mieszkańców
  • [2] http://startup.poznan.pl/projekt/
  • [3] http://www.web-scan.pl/www/wykop.pl/jakdojade.pl
  • [4] http://mamstartup.pl/sukces/7031/5-startupow-ktore-stworzyli-absolwenci-politechniki-poznanskiej
  • [5] http://www.perspektywy.pl/RSW2015/ranking-uczelni-akademickich

Ostatnie dni na licytowanie częstotliwości LTE. Ich łączna cena przekroczyła 7 mld zł

Jacek Czech, dyrektor ds. rozwoju Krajowej Izby Gospodarczej

Aktualizacja 12:22

Minister administracji i cyfryzacji Andrzej Halicki chce w trybie przyspieszonym zmienić zasady przedłużającej się aukcji częstotliwości LTE. Właśnie podpisał rozporządzenie w tej sprawie. Według nowych reguł, jeśli uczestniczy nadal będą podbijać ceny, w 116. dniu dojdzie do automatycznego rozstrzygnięcia. Z decyzją nie zgadza się część operatorów. P4 i Polkomtel uważają, że decyzja MAiC jest niekonstytucyjna. Według Jacka Czecha z KIG rozporządzenie ministra było potrzebne, bo na szybkim zakończeniu aukcji skorzystają zarówno rząd i operatorzy, jak i konsumenci.

Aukcja trwa bardzo długo. Wielu ekspertów zgłaszało ten problem na początku. Niestety, nie zostali wysłuchani. Dziś mamy sytuację, że aukcja trwa i nikt nie wie, kiedy się skończy – mówi agencji informacyjnej Newseria Jacek Czech, dyrektor ds. rozwoju Krajowej Izby Gospodarczej.

Aukcja częstotliwości 800 MHz oraz 2,6 GHz, służących do budowy sieci szerokopasmowego internetu LTE, trwa od lutego. Łączna wartość ofert złożonych przekroczyła już 7 mld złotych. To ponadczterokrotnie więcej niż początkowe deklaracje licytujących i ponaddwukrotnie więcej niż pierwotnie spodziewała się prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Rozumiem ministra Andrzeja Halickiego, że taki krok poczynił. To korzystne dla nas wszystkich, bo musimy wziąć pod uwagę trzy obszary: obywateli, rząd i podmioty, które biorą w tym udział – ekspert KIG

Dla operatorów tak wysokie ceny za częstotliwości oznaczają mniejsze środki na inwestycje. To zaś może opóźnić niezbędne dla cyfrowej gospodarki prace nad infrastrukturą dla szybkiego internetu mobilnego. Bez tego trudno będzie wypełnić założenia Europejskiej Agendy Cyfrowej, co jest zadaniem nie tylko tego rządu, lecz także kolejnego. Sprawne rozstrzygnięcie leży również w interesie obywateli, którym zależy na coraz lepszym dostępie do szybkiego internetu.

Ekspert jest zdania, że pozytywne rozstrzygnięcie aukcji przyniesie korzyści całej gospodarce. W obecnej rzeczywistości dostęp do sieci internetowej jest standardem, zarówno dla dużych przedsiębiorców, jak i lokalnego biznesu.

Szybki dostęp do internetu jest podstawą. Warto zauważyć, że to dotyczy całej Europy. Polska jest jednym z niewielu krajów, która częstotliwości 800 MHz nie rozdysponowała, wiec jesteśmy już bardzo zapóźnieni. Z punktu widzenia Polski to bardzo proces, którego beneficjentami będziemy wszyscy – wyjaśnia Jacek Czech.

Słuszność takiego rozwiązania sprawy podważają Polkomtel i P4, którzy zwrócili się do prezydenta Andrzeja Dudy z prośbą o zbadanie konstytucyjności rozporządzenia MAiC. Jeśli Trybunał podzieliłby wątpliwości operatorów, aukcja może zostać unieważniona.

– To na pewno jest problemem. Pamiętam, że kiedy wypowiadałem się na ten temat rok temu, to starałem się przestrzegać, że wszystko musi być lege artis, bo w grę wchodzą ogromne pieniądze – zaznacza Jacek Czech.

Rozdysponowanie częstotliwości LTE jest niezbędne do realizacji celów stawianych Polsce przez EAC. Jednym z najważniejszych zadań jest objęcie do 2020 roku całej populacji Unii Europejskiej dostępem do internetu o szybkości minimum 30 Mb/s, a co najmniej połowy użytkowników w każdym z krajów – do internetu o szybkości 100 Mb/s.

Kongres chemiczny z międzynarodową obsadą coraz bliżej. ,,Chemical Industry Summit & Awards Gala” już 12 października

Już coraz mniej czasu zostało do  konferencji ,,Chemical Industry Summit & Awards Gala”, która zapowiada się na duże wydarzenie dla branży chemicznej nie tylko w Polsce, ale na świecie. Na kongresie chemicznym pod patronatem międzynarodowych organizacji PlasticsEurope i Fertilizers Europe, z patronatem honorowym Ministerstwa Skarbu Państwa i Ministerstwa Gospodarki, zjawi się w tym roku wyjątkowo dużo gości z zagranicy.

W czasie całodniowej konferencji organizowanej przez Executive Club we współpracy z PwC Polska głos zabiorą: Alexis Brouhns – Dyrektor Generalny, Solvay Europe (Panel I), Karl-H. Foerster – Dyrektor Zarządzający, PlasticsEurope (Panel I, na zdjęciu), An Nuyttens – Prezes Silica Global Business Unit, Solvay (wystąpienie specjalne). Uczestnikami paneli dyskusyjnych na ,,Chemical Industry Summit & Awards Gala”  będą również przedstawiciele czołowych spółek rynku chemicznego w Polsce, m.in.: Paweł Jarczewski – Prezes Zarządu, Grupa Azoty (Panel I), Marek Kapłucha – Wiceprezes Zarządu Grupy Azoty S.A.  i Wiceprezydent Fertilizers Europe (Panel II), Grzegorz Czul – Prezes Zarządu, Dyrektor Generalny FLUOR (Panel III), Patrycja Zielińska – Wiceprezes Zarządu, Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. (Panel III).

Struktura konferencji jest trójpanelowa. Debata w panelach będzie toczyć się wokół najbardziej aktualnych kwestii dla światowego rynku chemicznego. Tradycyjnie w czasie gali wieńczącej konferencję wręczone zostaną ,,Diamenty Polskiej Chemii” dla najbardziej wyróżniających się podmiotów w branży w 10 kategoriach: Inwestycja Roku, Lider Innowacji Roku, Produkt Roku, Lider Ekologii, Lider CSR, Podmiot Finansujący Roku, Doradca Roku, Osobowość Roku, Inwestor w Kapitał Ludzki, Top Executive Roku.

Więcej na temat konferencji: http://www.executive-club.com.pl/konferencje/chemia/12-pazdziernika-2015/

Badanie nastrojów gospodarczych wśród małych i mikroprzedsiębiorstw

W pierwszej połowie 2015 roku mali przedsiębiorcy częściej odczuli pogorszenie swojej sytuacji niż jej poprawę, chociaż pod koniec minionego roku spodziewali się wyraźnej poprawy. Winny jest dalszy spadek cen i popytu na rynku – to wnioski z badania Instytutu Badań i Analiz OSB oraz portalu Firmy.net, dotyczącego nastrojów gospodarczych wśród mikro- i małych firm w pierwszej połowie 2015.

Badanie z grudnia 2014 roku pokazało, że po raz pierwszy od dawna więcej przedsiębiorców odczuło poprawę sytuacji swoich firm niż jej pogorszenie. Stąd optymizm małych firm odnośnie I półrocza 2015 roku, kiedy to większość przedsiębiorców spodziewała się dalszej poprawy. Obecne badania pokazały jednak, że te oczekiwania się nie spełniły. Pomimo że sytuacja ogólna ponad 42 proc. firm pozostała bez zmian (wobec 44,8 proc., które prognozowały taki stan rzeczy), to wśród pozostałych firm częściej nastąpiło pogorszenie sytuacji niż jej poprawa. Do tego znacznie więcej firm, niż przewidywano, doświadczyło recesji, oraz znacznie mniej firm, niż oczekiwano, odnotowało pozytywne zmiany.

Sytuacja firm według sektorów gospodarczych

Występująca w I połowie 2015 roku tendencja zachowania stabilności sytuacji ogólnej firm była charakterystyczna dla 4 sektorów: budownictwa, handlu, rolnictwa i usług, w których prawie połowa właścicieli nie odczuła zmian w ostatnim półroczu. Wśród pozostałych większy odsetek firm dostrzegł pogorszenie sytuacji niż poprawę, z mniejszą lub większą dysproporcją w zależności od sektora. W największym stopniu przewagę spadków nad wzrostami odnotowano w sektorach przemysłu, budownictwa i handlu.

Co wpłynęło na poprawę, a co na pogorszenie sytuacji w firmach?

Firmy, które odczuły poprawę swojej sytuacji ogólnej, przypisały to przede wszystkim wzrostowi popytu i ożywieniu rynku (30,1 proc.) lub wzrostowi rozpoznawalności ich marki (21,4 proc.). Duży wpływ na poprawę sytuacji miały także inwestycje firm w rozwój (16,6 proc.) lub w reklamę (16,1 proc.). Relatywnie nieduży wpływ na wzrost miały zmiany organizacyjne w firmach (7,9 proc.) oraz poprawa jakości (3,4 proc.).

Jako powód pogorszenia się sytuacji swoich firm na rynku, przedsiębiorcy najczęściej wskazywali

zbyt dużą konkurencję cenową (27,5 proc.), a także wzrost kosztów prowadzenia firmy (21,3 proc.) i ogólne spowolnienie rynku (20,7 proc.). Relatywnie mniejszy wpływ miały decyzje rządu i idące za tym zmiany w przepisach oraz utrata klientów (15,4 proc.) czy zatory płatnicze (4 proc.).

Ceny i sprzedaż w dół

W minionym półroczu ceny produktów i świadczonych przez przedsiębiorstwa usług najczęściej pozostały bez zmian (60 proc.). Jednak wśród pozostałych firm znacznie częściej podejmowane były decyzje o obniżeniu cen niż ich zwiększeniu. Najsilniejsza tendencja spadku poziomu cen wystąpiła w sektorze budowlanym.

Spadkowi cen towarzyszyła pogłębiająca się tendencja spadku popytu na rynku krajowym (30 proc. w II połowie 2014 roku wobec 32,8 proc. w I połowie 2015 r.). Również firmy sprzedające na  rynkach zagranicznych odczuły pogorszenie sytuacji. Wprawdzie ponad połowa z nich utrzymała poziom sprzedaży (53,4 proc.), to w grupie pozostałych nieco częściej odnotowano spadek (24,8 proc.) niż wzrost sprzedaży (21,8 proc.). Jest to tendencja odwrotna do tej, która występowała jeszcze w II półroczu 2014 roku.

Wyraźna tendencja spadku wielkości sprzedaży wystąpiła przede wszystkim w sektorze budowlanym. W usługach i przemyśle odnotowano równowagę z nieznaczną tendencją wzrostową. Natomiast w rolnictwie i handlu zaobserwowano wzrost wielkości sprzedaży na rynkach zagranicznych.

Finanse, konkurencyjność i pozycja na rynku

Choć większość przedsiębiorców nie odczuła zmian w swojej sytuacji finansowej (40,6 proc.), to widoczny jest coraz większy odsetek firm, u których nastąpiło pogorszenie sytuacji finansowej (34 proc. w II połowie 2014 roku i 38,4 proc. w I połowie 2015 roku). Najczęściej trudności dotknęły przedsiębiorstwa budowlane, handlowe i przemysłowe.

W minionym półroczu blisko 2/3 przedsiębiorstw utrzymało swoją pozycję wśród konkurencji. W grupie pozostałych firm częściej ich konkurencyjna pozycja poprawiła się (25,7 proc.), niż pogorszyła (13,7 proc.).

Tendencja poprawy pozycji na rynku wystąpiła we wszystkich sektorach gospodarki, jednak najwyższy poziom osiągnęła w przemyśle, usługach i budownictwie (pomimo zanotowania tam niezadowalających wyników z działalności). Nieco słabszą tendencję poprawy konkurencyjnej pozycji zanotowano w firmach działających w handlu i rolnictwie.

Poziom zatrudnienia minimalnie w górę

Przedsiębiorstwa w I połowie 2015 r. przeważnie utrzymały stały poziom zatrudnienia (77,4 proc.). Pozostałe firmy minimalnie częściej decydowały się zatrudniać nowych pracowników (11,4 proc.), niż ich zwalniać (11,1 proc.).

Niewielki wzrost zatrudnienia wystąpił w sektorach przemysłu i usług. Tendencja spadku poziomu zatrudnienia wystąpiła w sektorach budownictwa i handlu.

Informacje o badaniu

Badanie nastrojów gospodarczych zostało przeprowadzone po raz piąty w czerwcu 2015 r. z zastosowaniem techniki CAWI przez Instytut Badań i Analiz OSB. W badaniu wzięło udział 1419 przedstawicieli małych firm (50,3 proc. firm jednoosobowych, 43,2 proc. mikro firm, zatrudniających od 1 do 9 pracowników, oraz 6,5 proc. małych firm, zatrudniających od 10 do 49 osób), które są zarejestrowane w wyszukiwarce firm Firmy.net. Wśród ankietowanych większość zajmuje się działalnością usługową (68,1 proc.), 19,6 proc. – handlową, 6,8 proc. – budowlaną, 5 proc. – przemysłowo-produkcyjną, a około 0,5 proc. działa w branży rolnej. Z uwagi na liczbę i strukturę respondentów wyniki badania mają charakter reprezentatywny.

Kraje wschodzące doświadczają poważnych zakłóceń, kraje rozwinięte mają się dobrze.

Na kraje wschodzące – gdzie ekonomiści Coface prognozują w 2015 r. wzrost o 3,5 proc., a w kolejnym roku aż o 4,2 proc. – cień rzucają niskie ceny surowców oraz spadek kursów walut w stosunku do USD. W Chinach, Turcji i RPA nastąpiło spowolnienie działalności, a w Rosji i Brazylii – recesja. Załamanie na chińskiej giełdzie oraz jego wpływ na ceny surowców jeszcze bardziej spotęgowały te niekorzystne okoliczności.

W znacznie lepszej sytuacji znajdują się gospodarki rozwinięte. Aktywność w Stanach Zjednoczonych znacząco wzrosła w II kwartale br. (prognoza na 2015 r. wynosi 2,5 proc.) dzięki wydatkom konsumenckim i inwestycjom. W strefie euro (1,5 proc.) obserwuje się dalsze stopniowe ożywienie działalności.

Aktualna sytuacja gospodarcza na rynkach światowych przejawia stopniowe ożywienie w krajach rozwiniętych i pogorszenie sytuacji w gospodarkach rozwijających się. Wydaje się jednak, że zawirowania, które dotykają krajów wschodzących nie dotyczą regionu Europy
Środkowo-Wschodniej.

– Nasze ostatnie rewizje ocen potwierdziły stabilną sytuację w krajach regionu, który korzysta nie tylko na poprawiających się perspektywach gospodarczych głównego partnera handlowego – strefy euro, ale przede wszystkim na rosnącym popycie wewnętrznym, który stał się główną siłą napędową wielu gospodarek w regionie. Poprawa sytuacji na rynku pracy, ze stopą bezrobocia osiągającą poziomy nienotowane w ostatnich sześciu latach, rosnące płace i niska inflacja lub nawet deflacja są pozytywnymi czynnikami wspierającymi wzrost konsumpcji prywatnej, jak i całej gospodarki – powiedział Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej.

Poprawa sytuacji gospodarczej na Węgrzech

Węgry z oceną B zostały umieszczone na pozytywnej liście obserwacyjnej ze względu na lepsze perspektywy gospodarcze, które przekładają się na poprawę warunków działalności biznesowej przedsiębiorstw. Solidny wzrost konsumpcji prywatnej jest zasługą znacznego zwiększenia liczby zatrudnionych i tym samym obniżenia stopy bezrobocia, jak również rozwiązania systemowego ryzyka kredytów hipotecznych w walutach obcych. Otoczenie biznesowe ulega poprawie i jest na porównywalnym poziomie do obserwowanego w Polsce lub Czechach. Jednocześnie wzrost gospodarczy pozostaje na solidnym poziomie i nie jest zasługą jedynie czynników jednorazowych. Zgodnie z prognozą Coface wzrost gospodarczy Węgier osiągnie 3 proc. w tym roku i 2,4 proc. w 2016 r.

Pogorszenie sytuacji w krajach wschodzących

  • Ogłoszono perspektywę negatywną oceny A2 dla Malezji. Kraj ten ucierpiał w wyniku spowolnienia gospodarki chińskiej (będącej jednym z jego głównych partnerów) oraz spadku cen surowców, a ponadto uzależniony jest od popytu zewnętrznego. Ryzyko stanowią wysokie poziomy zadłużenia gospodarstw domowych i dług publiczny.
  • Armenia, z oceną C, została objęta perspektywą negatywną z powodu uzależnienia gospodarczego i finansowego od Rosji, niestabilności politycznej i gwałtownego pogorszenia sytuacji w finansach publicznych.
  • Tunezja utraciła perspektywę pozytywną oceny B (od marca 2015 r.). Jest wysoce prawdopodobne, że nastąpi tu recesja z powodu ataków terrorystycznych i ich skutków dla gospodarki, w szczególności dla sektora turystyki. Utrzymujące się ryzyko ze strony terrorystów oraz rosnące napięcia społeczne w sektorach, na które wcześniej wywarł wpływ kryzys gospodarczy, zatarły wcześniejsze pozytywne skutki zmian politycznych.

Ameryka Łacińska: oceny czterech krajów spadły o jeden stopień

W Ameryce Łacińskiej (przewidywany spadek o 0,2 proc. w 2015 r.) nastąpiła nowa fala zmian ocen na niższe.

  • Ocena Brazylii, objętej przez Coface w marcu perspektywą negatywną, została obniżona do poziomu B. Gospodarka tego kraju znajduje się w recesji i perspektywy na kolejne kwartały nie są zachęcające (przewidywany wzrost w 2015 r. wyniesie -2,5 proc.) w kontekście wzmożonej niestabilności politycznej. Spadły zarówno wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych – główny czynnik napędzający wzrost – jak i inwestycje, w szczególności z uwzględnieniem afery Petrobras.
  • Ekwador od marca także objęty jest perspektywą negatywną. Ocena tego kraju została obniżona do poziomu C. Jest to drugi kraj, który najbardziej odczuł spadek ceny ropy naftowej (40 proc. dochodów budżetowych, ponad 50 proc. eksportu). Wpłynęło to negatywnie na wydatki i inwestycje publiczne. Z powodu nieporozumień w sprawie taryf z Kolumbią i Peru pogorszyły się perspektywy lokalnych firm prywatnych. Gospodarka jest w dużym stopniu uzależniona od kapitału chińskiego.
  • Ocena Chile spadła do poziomu A3. Kraj ten cierpi z powodu długotrwałego spadku cen miedzi oraz spowolnienia gospodarczego w Chinach, które są głównym odbiorcą miedzi z Chile. Skandale korupcyjne destabilizują otoczenie biznesowe.
  • Po powrocie do stanu sprzed recesji w 2012 r. i okresie korzystnych warunków gospodarczych, na Trynidad i Tobago – obecnie z oceną A4 – negatywny wpływ wywierają utrzymujące się niskie ceny ropy naftowej. Pozostaje jeszcze inny problem: rozwój dostaw gazu i infrastruktury.

LS Tech-Homes S.A. z kontraktem na dostawę przenośnych obiektów budowlanych do zastosowań militarnych

LS Tech-Homes S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2012 r., podpisała jako członek Konsorcjum wstępne porozumienie odnośnie warunków kontraktu na budowę przenośnych obiektów budowlanych do zastosowań militarnych. Szacowana wartość pierwszej fazy projektu wynosi ponad 72 mln zł.

Spółka jest członkiem Konsorcjum, któremu przewodzi firma AmTech Sp. z o.o. Podpisane wstępne porozumienie odnośnie warunków kontraktu dotyczy budowy pierwszej partii obiektów do montażu przenośnych baraków wojskowych o przeznaczeniu mieszkalnym, sanitarnym, sztabowym itp. Wartość tej fazy przedsięwzięcia została określona na 72 mln zł. Realizacja kontraktu wpłynie w istotny sposób na wyniki finansowe LS Tech-Homes S.A. w kolejnych latach.

„Zastosowane materiały i rozwiązania techniczne dostarczone przez Spółkę i wdrożone w projekcie spełniają bardzo restrykcyjne wymogi klienta, co potwierdzili jego przedstawiciele na testowych i modelowych obiektach. Baraki są demontowalne i przenośne przy użyciu określonych w założeniach do projektu środków transportu. Spełniają one także warunki bezpieczeństwa wymagane przez odbiorcę, w tym ognioodporność i izolacyjność wilgotnościową. Ponadto materiały i rozwiązania techniczne zawierają założone warunki dotyczące konstrukcji, montażu, demontażu  i izolacyjności cieplnej umożliwiającej stosowanie ich w każdych warunkach atmosferycznych.” – komentuje Leszek Surowiec, Prezes Zarządu Spółki LS Tech-Homes S.A.

Emitent opracował pakiet szkoleniowy i montażowy obiektów, dostarczany w postaci elektronicznej w formie specjalistycznego oprogramowania na tabletach. W pierwszej fazie realizacji kontraktu przeprowadzone zostaną również szkolenia u klienta prowadzone przez instruktorów LS Tech-Homes S.A. Jest to unikalne rozwiązanie techniczne umożliwiające otwarcie rynku na tego typu produkty także dla innych klientów. Spółka nadal pracuje nad optymalizacją niektórych rozwiązań zarówno konstrukcyjnych jak i procesu montażu, transportu i demontażu baraków.

„Rozważamy stosowanie podobnych rozwiązań dla domów na terenach katastroficznych, np. po powodziach, huraganach, trzęsieniach ziemi czy konfliktach zbrojnych, a także dla osiedli dla uchodźców. Posiadamy odpowiednie zaplecze produkcyjne do realizacji kontraktu, a wkrótce obecnie budowane nowe hale pozwolą na zwielokrotnienie produkcji i rozszerzenie oferty o obiekty modułowe mieszkalne i komercyjne, a także rekreacyjne, całoroczne domy mobilne.” – ocenia Surowiec.

W sierpniu br. Emitent podpisał umowę inwestycyjną o charakterze intencyjnym z Partnerem, który zadeklarował inwestycję w Spółkę w kwocie nieprzekraczającej 15 mln zł poprzez objęcie akcji nowej emisji oraz udzielenie finansowania dłużnego. Obecnie przeprowadzane jest badanie due diligence, którego pozytywny wynik będzie jednym z warunków koniecznych do podpisania ostatecznej umowy inwestycyjnej. Partner posiada wyłączność na prowadzenie negocjacji do dnia 30.10.2015 r. Nawiązana współpraca ma się przyczynić do zwiększenia wartości Spółki.

LS Tech-Homes S.A. jest Spółką notowaną na rynku NewConnect od czerwca 2012 r. Zajmuje się ona wdrażaniem nowoczesnych technologii kompozytowych dla różnych gałęzi przemysłu. Głównymi produktami Spółki są płyty magnezowe MgO GREEN oraz płyty kompozytowe – SIP MgO GREEN.

Większy wkład własny zmieni rynek nieruchomości?

Od stycznia zwiększy się wkład własny przy zakupie mieszkania na kredyt – minimalna wpłata będzie wynosić 15%. W 2017 roku poprzeczka wzrośnie o kolejne 5 punktów procentowych. Co to oznacza dla kupujących? Czy ostatni kwartał tego roku będzie rekordowy pod względem zakupu nieruchomości?

Jeszcze w 2013 roku niektóre banki udzielały 100-procentowego kredytu na zakup nieruchomości. Światowy kryzys finansowy, którego powodem było rozluźnienie standardów kredytowych i nadmierne zadłużenie części gospodarstw domowych, zmienił nastawienie Komisji Nadzoru Finansowego. Organ nadzorujący rynek finansowy w Polsce postawił wymóg pobierania wkładu własnego, który zmniejszy ryzyko i koszty kredytobiorcy. Zmiany wprowadzane są stopniowo – od 2014 roku minimalna wpłata musi wynosić przynajmniej 5%, a od stycznia 2015 roku – 10%. To nie koniec zmian – w 2016 roku wzrośnie do 15%, a w 2017 roku do 20%.

Zacznij odkładać już teraz

Zmiany wpływają na to, jak dużo osób stać na zaciągnięcie kredytu. O ile jeszcze rok temu przy zakupie mieszkania za 350 tys. zł wystarczyło 17,5 tys. zł, o tyle od stycznia będzie trzeba zgromadzić 52,5 tys. zł, a od 2017 roku 70 tys. zł.

Zdaniem Teresy Witkowskiej dyrektor sprzedaży Alpha Park, inwestycji na warszawskim Ursusie, dla mniej zamożnych klientów oznacza to konieczność przygotowania się do zakupu mieszkania z odpowiednim wyprzedzeniem czasowym: – Nowe przepisy wymagają wcześniejszego odkładania pieniędzy. Zmiany nie były tajemnicą, zostały ogłoszone półtora roku temu, dlatego wielu kredytobiorców zdążyło przygotować się zakupu nieruchomości – dodaje. Ile czasu należy oszczędzać aby zaoszczędzić wymagane 15%?

Zakładając, że kupujemy dwupokojowe mieszkanie o powierzchni 50 mkw. na osiedlu Alpha Park w warszawskim Ursusie (w cenie 6580 zł za mkw.), na wymagany od przyszłego roku wkład własny będziemy potrzebować 49,3 tys. zł. – odkładając 1 tys. zł miesięcznie wymagany limit uzbieramy po czterech latach, 2 tys. zł miesięcznie – po przeszło dwóch larach, a 4 tys. zł miesięcznie po około roku.

MdM na ratunek

Pozytywną wiadomością są zmiany, które zaszły w rządowym programie Mieszkanie dla Młodych. Osoby wychowujące jedno dziecko będą mogły liczyć na pokrycie 15-procentowego wkładu własnego właśnie z MdM. Przy dwójce dzieci pomoc państwa zwiększa się do 20%, a trojgu i większej liczbie do 30%. Osoby bezdzietne, które nie ukończyły 35 roku życia mogą liczyć na 10-procentowe wsparcie, co oznacza, że zamiast 49,3 tys. zł, musza odłożyć 16,5 tys. zł.

MdM to dobry sposób na znaczne zaoszczędzenie na mieszkaniu. Przeglądając oferty warto zwrócić uwagę co jeszcze można zyskać. Na przykład kupując apartament na osiedlu Alpha Park oferujemy kompleksowe wykończenie. Klient oszczędza kilkadziesiąt tysięcy złotych, a w dodatku czas i nerwy, ponieważ od razu wprowadza się do gotowego mieszkania zauważa Teresa Witkowska.

Wkład własny to europejski standard

Jak zmiany wpłyną na rynek nieruchomości? – Trudno powiedzieć, jakie będzie podejście klientów do zakupu nieruchomości. Niewykluczone, że chętniej będą wynajmować mieszkania. Mimo to rynek pierwotny w Polsce nie straci na znaczeniu. Jesteśmy inni niż Hiszpanie czy Amerykanie, którzy chętnie korzystają z wynajmu. W Polsce istnieje bardzo silna potrzeba posiadania własnej nieruchomości. Cena jest ważna, ale nie kupujemy mieszkań, ponieważ są tanie. Decydujemy się na nie, ponieważ ich potrzebujemy – mówi Teresy Witkowskiej dyrektor sprzedaży Alpha Park.

Polskie wymagania związane z kredytem mieszkaniowym nie odbiegają od innych krajów europejskich. 20-procentowy wkład własny jest wymagany między innymi u naszych zachodnich sąsiadów, w Austrii, Francji czy Danii. Mniejsze wymagania dotyczą Francuzów i Słowaków – tam wystarczy 10%. W ciekawej sytuacji są Węgrzy, którzy biorąc kredyt hipoteczny w forintach muszą wpłacić 20%, ale w euro 50%, a w frankach szwajcarskich aż 65%.

Znów będziemy drukować euro?

EBC pozazdrościł FED-owi uwagi jaka spada na niego w związku z potencjalną podwyżką stóp, więc rozpoczął spekulacje na temat kolejnego programu tanich pożyczek. Dane PMI dla Europy okazały się słabsze od oczekiwań. Bezrobocie w Polsce wciąż dwucyfrowe.

Na wczorajszej konferencji prasowej Mario Draghi, szef Europejskiego Banku Centralnego, mówił o możliwości wprowadzenia kolejnego luzowania ilościowego w strefie euro. Zwrócił uwagę na wolniejszą od oczekiwań dynamikę PKB. Powodem rozważań na ten temat był również spadek inflacji, sugerujący spowolnienie gospodarcze. Inflacja jest jednak pochodną cen surowców. Tak długo jak surowce będą tanie, to wytwarzane z nich produkty również powinny być tańsze. Co ciekawe, pomimo tego inflacja była wymieniana jako powód potencjalnego kolejnego luzowania. Jak to wpłynie na rynki walutowe? W wyniku pojawiania się dodatkowego euro na rynku powinno dojść do osłabienia tej waluty. Stanie się tak dlatego, że perspektywy inwestowania dodatkowych miliardów euro wcale się nie poprawią, zatem inwestorzy będą sprzedawać walutę by inwestować ją gdzie indziej. Beneficjentami programu, oprócz oczywiście banków, będą więc kraje naszego regionu i USA gdzie również popłynie strumień pieniędzy.

Wczoraj poznaliśmy wstępne odczyty indeksów PMI dla przemysłu. Dane finalne oczywiście jak to w przypadku wstępnych odczytów mogą się różnić, ale najczęściej ogólna tendencja zostaje utrzymana. Łączny indeks dla strefy euro wyniósł 54 pkt. Jest to solidny wynik, biorąc pod uwagę w jakiej sytuacji jest w dalszym ciągu Europa, ale to mniej niż miesiąc temu i mniej niż oczekiwali analitycy. Głównymi winowajcami spadków są Niemcy. Optymizm menadżerów za Odrą spada. W dalszym ciągu przeważają optymiści, jednakże zbliżamy się do psychologicznej bariery oddzielającej rozwój od recesji. Lepiej za to wypadły dane z Francji, która po wielu miesiącach poniżej 50 pkt znów powróciła powyżej tego poziomu. Jak reagowały rynki? Euro osłabiało się względem zarówno dolara, jak i złotego. Ruch ten nie był silny i jeszcze tego samego dnia został skorygowany.

Oprócz tych danych poznaliśmy jeszcze wskaźnik bezrobocia dla Polski. Wbrew zapowiedziom ministra pracy nie udało się osiągnąć jednocyfrowej wartości, ale poziom 10,0%, biorąc pod uwagę odczyty z ostatnich miesięcy, może cieszyć. Powoli kończy się korzystny wpływ czynników sezonowych na bezrobocie. Jeżeli w kolejnym odczycie nie przełamiemy pułapu 10% bezrobocia, prawdopodobnie przyjdzie nam poczekać w tym celu do przyszłego roku.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

  • 10:00 – Niemcy – indeks instytutu IFO,
  • 14:30 – USA – zamówienia na dobra oraz wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 16:00 – USA – sprzedaż nowych domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wzrost strategicznej roli lidera działu HR. Walka o talenty znowu nabiera tempa

Nowy Globalny Barometr HR Michael Page pokazuje, że branża HR stawia ludzi na pierwszym planie. Następuje wzrost strategicznej roli lidera działu HR, a walka o talenty znowu nabiera tempa.

Globalny Barometr HR międzynarodowej firmy doradztwa personalnego Michael Page śledzi zmiany zachodzące w pełnej wyzwań roli, jaką pełnią działy i liderzy HR. Jego wyniki odzwierciedlają opinie wyrażone przez ponad 2500 menedżerów i dyrektorów HR z 65 krajów świata reprezentujących cały przekrój organizacji z różnych gałęzi gospodarki.

Paweł Wierzbicki, Dyrektor w Michael Page
Paweł Wierzbicki, Dyrektor w Michael Page

– Barometr HR Michael Page obiektywnie wskazuje wyzwania i priorytety jakie stoją przed liderami zarządzania zasobami ludzkimi na świecie. Odpowiada na pytania o ich pozycję w organizacji oraz najbliższe plany i najważniejsze zadania. Wskazuje też, czy w sektorach, w których zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników wciąż rośnie, działy HR są przygotowane do nowej walki o talenty – podsumowuje Paweł Wierzbicki, Dyrektor w Michael Page.

Wzrost strategicznej roli lidera działu HR

Funkcja HR przechodzi obecnie radykalne zmiany w organizacjach. Z pełnienia przede wszystkim roli administracyjnej, staje się strategicznym partnerem biznesu skoncentrowanym na rekrutacji, rozwoju i zarządzaniu talentami, od których zależy sukces organizacji. Swoje działania liderzy HR prowadzą pod bezpośrednim nadzorem prezesów lub dyrektorów generalnych lub zarządzających firm, do których według Barometru HR raportuje prawie 2/3 (63%) wyższej kadry menedżerskiej HR na świecie i niemal 3/4 (72%) w Europie.

Wyścig po talenty rozpoczyna się od nowa

Raport Michael Page dostarcza także przekonujących dowodów na to, że organizacje zmierzają w kierunku nowej „wojny o talenty”. Wyniki badania pokazują bowiem, że:

  • Prawie połowa (48%) liderów HR na świecie oczekuje zwiększenia zatrudnienia w ciągu najbliższych 12 miesięcy
  • Prawie jedna trzecia organizacji zwiększyła budżety na rekrutację w ciągu ostatnich miesięcy
  • Wielka Brytania i Irlandia oraz sektor technologiczny wiodą prym w globalnym zapotrzebowaniu na talenty

Zarządzanie talentami na szczycie priorytetów HR

Poproszeni o wskazanie najpilniejszych priorytetów, liderzy HR raz jeszcze odwołali się do działań związanych z utalentowanymi pracownikami:

  • Zarządzanie talentami – 33% wskazań
  • Szkolenia i rozwój – 33% wskazań
  • Pozyskiwanie talentów/ rekrutacja – 32% wskazań

Zróżnicowany obraz w regionach i branżach

Globalny Barometr HR wydobywa także na światło dzienne regionalne zróżnicowania dotyczące działów zarządzania zasobami ludzkimi. Na przykład w Europie Kontynentalnej mniej liderów HR (44%) niż na świecie (48%) i na Bliskim Wschodzie (75%) spodziewa się wzrostu zatrudnienia w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Różnice pomiędzy Europą a światem widać także na liście priorytetów HR. W naszym regionie otwiera ją zarządzanie zmianą (34%), która globalnie znalazła się na piątym miejscu (27%). Podobnie jest gdy porównamy branże. Znaczenie rekrutacji w branży technologicznej jest znacznie wyższe niż globalnie. Firmy z tego sektora zdecydowanie częściej jako priorytet określają pozyskiwanie talentów/rekrutację – 45% niż ma to miejsce globalnie – 32%.

Wyniki najnowszego Globalnego Barometru HR Michael Page pochodzą z odpowiedzi uzyskanych od ponad 2500 menedżerów HR z 65 krajów świata, w tym ponad 1280 z Europy. Badani reprezentują cały przekrój organizacji z różnych gałęzi gospodarki, w tym m.in.: MSP, organizacje globalne, media, przemysł, dobra konsumenckie, nowoczesne technologie, budownictwo. Raport zatytułowany „Ludzie na pierwszym planie. Branża HR w przededniu zmiany i rozwoju” jest dostępny na stronie internetowej Michael Page:  http://publikacje.michaelpage.pl/globalny-barometr-hr-2015

Główni akcjonariusze Infovide-Matrix podpisali z Asseco Poland umowy o zamiarze zbycia posiadanych akcji

Główni akcjonariusze Infovide-Matrix, spółki notowanej na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, podpisali z Asseco Poland umowy o zamiarze zbycia posiadanych akcji. W związku z tym w dniu wczorajszym firma Asseco Poland opublikowała wezwanie na zakup akcji Infovide-Matrix.

„Sprzedaż spółki inwestorowi strategicznemu to jeden z naturalnych etapów rozwoju firm. W ciągu ostatnich dwóch lat zdobyliśmy silną pozycję na rynkach takich jak finanse, energetyka czy sektor publiczny. Realizujemy więcej ciekawych projektów, i działamy w większej skali niż kiedykolwiek wcześniej w historii firmy. Backlog na lata 2015 i 2016 pokazuje że nasza oferta spotyka się dziś z dobrym przyjęciem na rynku. Uznaliśmy, że wykorzystanie będących efektem tego sukcesu okazji – dużych projektów jakie pojawiają się dziś w naszym zasięgu – wymaga wzmocnienia kapitałowego.” – powiedział Prezes Zarządu Infovide-Matrix, Borys Stokalski.

Do sfinalizowania transakcji Infovide-Matrix będzie funkcjonowało bez zmian, realizując umowy i projekty dla dotychczasowych klientów. Docelowo, zespoły obu firm będą ściśle współpracować, świadcząc usługi dla takich sektorów jak energetyka, bankowość, telekomunikacja oraz administracja publiczna.

„Asseco to jeden z największych graczy europejskich, flagowa grupa polskiego przemysłu IT. Jestem przekonany, że w tym środowisku kompetencje i kultura pracy naszego zespołu zostanie doceniona i stanie się jednym ze źródeł wzrostu wartości grupy.” – powiedział Marek Kobiałka, Przewodniczący Rady Nadzorczej Infovide-Matrix.

Obie strony będą kontynuować realizację swoich dotychczasowych umów z klientami, którzy dzięki tej transakcji zyskają dostęp do pełnej oferty oraz know-how Grupy Asseco. Ponadto, klienci Infovide-Matrix będą mieli po drugiej stronie dużego i stabilnego partnera, który będzie mógł kompleksowo realizować bardziej wymagające projekty.

Finalizacja transakcji uwarunkowana jest zgodą Prezesa UOKiK oraz przekroczeniem w wezwaniu zapisów, dających Asseco minimum 70% udziału w kapitale zakładowym Spółki.

Czy kryzys gospodarczy w Chinach położy się cieniem na pozostałych krajach regionu azjatyckiego?

Chiny starają się znaleźć sposób na osiągnięcie stabilnego wzrostu gospodarczego. Proces ten odbija się jednak negatywnie nie tylko na gospodarce tego kraju, ale i na gospodarkach krajów ościennych. Według szacunków Coface, mało prawdopodobnym jest, by tempo wzrostu gospodarczego przekroczyło 6,7 proc. w 2015 r. i 6,2 proc. w 2016 r. w porównaniu z wynikiem 13,4 proc. osiąganym w latach 2006-2007. Przyczyn takiej sytuacji należy upatrywać przede wszystkim w spowolnieniu procesu doganiania pod względem technologicznym i kapitałowym gospodarek krajów wysoko rozwiniętych przez Chiny.

 

Państwo Środka w obliczu kluczowych zmian 

Zmiany zachodzące obecnie w chińskiej gospodarce ukazują dwie główne tendencje – spadek poziomu konkurencyjności cenowej w stosunku do innych krajów azjatyckich oraz przejście do wzrostu opartego na konsumpcji, a nie na inwestycjach.

Wzrost jednostkowych kosztów pracy, częściowo spowodowany spadkiem liczby ludności w wieku produkcyjnym, prowadzi do zmniejszenia konkurencyjności cenowej. Wolumen bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w Chinach spadł na rzecz bardziej konkurencyjnych krajów regionu (Tajlandii, Malezji, Indonezji i Wietnamu). Udział inwestycji we wzroście gospodarczym stracił na znaczeniu, na co wskazuje stopniowe spowolnienie tempa wzrostu inwestycji w środki trwałe (11,2 proc. w I kw. 2015 r.), spadek poziomu zysków wykazywanych przez spółki oraz spadek poziomu produkcji przemysłowej (średnio 6,3 proc. miesięcznie w okresie od początku roku do lipca 2015 r. w porównaniu z 8,3 proc. w 2014 r.).

Jak duże jest ryzyko wystąpienia efektu domina w innych krajach azjatyckich?

  • Wysokie ryzyko wystąpienia efektu domina na rynkach finansowych

Zarówno Hongkong, jak i Singapur mogą odczuć efekty spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego w Chinach w dwojaki sposób:

  • poprzez rynki finansowe. Giełdy w tych krajach są ściśle powiązane z rynkiem chińskim, a w wyniku udzielania transgranicznych kredytów bankowych ich banki narażone są na pogorszenie wiarygodności kredytowej chińskich spółek;
  • poprzez wymianę handlową. Stosunek ich eksportu do Chin w sektorach wysokiego ryzyka jest znaczący – wynosi 74 proc. PKB w Hongkongu i 15 proc. w Singapurze.

Wolumen eksportu Mongolii do Chin jest również znaczący. Mongolia może odczuć skutki spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego Chin i zostać podwójnie dotknięty negatywnym efektem cenowym (eksport wysokiego ryzyka stanowi 43 proc. PKB). Mongolia, na którą negatywnie wpłyną niższe ceny towarów oraz zmniejszenie wartości chińskich inwestycji w powiązanych sektorach, doświadczy spadku popytu na minerały, metale i paliwa.

  • Umiarkowany efekt domina: Tajlandia, Malezja, Indonezja i Wietnam

Ryzyko finansowe i handlowe w tej grupie krajów jest znaczące – stosunek eksportu do Chin jest  tu wysoki. Jednak eksport wysokiego ryzyka stanowi mniej niż 10 proc. całkowitego PKB. Dlatego też kraje te są wystarczająco stabilne, aby uniknąć sytuacji, w której tempo wzrostu ich gospodarek spadnie, jeśli gospodarce Chin uda się opanować spowolnienie tempa wzrostu. Dziesięcioprocentowy spadek wartości eksportu do Chin w tych krajach doprowadziłby do spadku tempa wzrostu o mniej niż jeden punkt w ich gospodarkach. Ponadto kraje te czerpią korzyści z obniżającego się poziomu konkurencyjności Chin, a co za tym idzie – odnotowują wzrost wartości dokonywanych BIZ.

  • Kraje o największej odporności na efekt domina: Indie i Filipiny

Stosunki handlowe między tymi krajami i Chinami są ograniczone, podobnie jak ograniczone jest ryzyko wystąpienia efektu domina na rynkach finansowych. Kraje te również korzystają na spadku cen towarów. Indie mogą odczuć negatywne skutki z opóźnieniem w wyniku efektu odbicia, jeśli okaże się, że kraje Zatoki Perskiej ucierpiały z powodu spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego w Chinach.

Porównanie majątków najbogatszych Polaków i Chińczyków

Nikogo nie dziwi ogromne zainteresowanie rankingiem najbogatszych ludzi na świecie. Fortuny przyciągają. Takie zestawienie to swoiste kompendium wiedzy, w jaki sposób zarobili inni. Szczególnie interesujące są dynamicznie pomnażane majątki chińskich przedsiębiorców. Chiny, zaliczane niegdyś do krajów trzeciego świata, dziś są tygrysem azjatyckim, pierwszym światowym eksporterem, a drugim importerem.

Tamtejsze społeczeństwo nie jest już oddzielone od świata murem chińskim – staje naprzeciw wyzwań globalizacji. Ekonomiczne reformy Deng Xiao Penga wykreowały nową generację przedsiębiorców. W 1978 roku przeprowadził on Chiny poprzez historyczną transformację, wprowadzając plan „poczwórnej modernizacji” – zreformował rolnictwo, przemysł, obronę narodową, a także naukę i technikę. W czasie długiego panowania Deng zdecentralizował gospodarkę oraz otworzył niegdyś izolujące się Chiny na międzynarodowy handel. Obecnie o tym państwie mówi się, że jest największą „fabryką świata”.

Najbogatsi Polacy i Chińczycy

Porównując łączny majątek stu najbogatszych Polaków i Chińczyków nie sposób nie stwierdzić, że dzieli ich przepaść. Zwykło się postrzegać Chiny jako kraj biedny, komunistyczny, położony gdzieś daleko w Azji, tymczasem wiele osób może być zaskoczonych liczbą chińskich miliarderów i wartością ich majątków. Łączny majątek setki najbogatszych Chińczyków wynosi prawie 423 mld USD, to ponad jedenaście razy więcej niż wynosi suma majątków 100 najbogatszych Polaków.

Wykres 1. Porównanie łącznego majątku 100 najbogatszych Chińczyków i 100 najbogatszych Polaków (w mln USD)*

100 najbogatszych Polaków” i zostały przeliczone z PLN na USD według średniorocznego kursu z 2014 roku
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie rankingów Forbesa
*dane dla Chin pochodzą z rankingu „The World’s Billionaires”, a dla Polski z rankingu „100 najbogatszych Polaków” i zostały przeliczone z PLN na USD według średniorocznego kursu z 2014 roku

W 2014 roku przeciętny majątek najzamożniejszych Polaków wyniósł 288 mln USD. Dla porównania najbogatsi Chińczycy średnio posiadali dobra o wartości 4 228 mln USD. Oznacza to, że bogactwo najzamożniejszej grupy obywateli Chin jest 14,5 razy większe niż Polaków. Podobne różnica występują gdy do porównania majątków użyjemy takiej miary jak mediana.

Wykres 2. Porównanie średniej i mediany majątków 100 najbogatszych Chińczyków i 100 najbogatszych Polaków (w mln USD)*

Wykres 2 Porównanie średniej i mediany majątków
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie rankingów Forbesa
*dane dla Chin pochodzą z rankingu „The World’s Billionaires”, a dla Polski z rankingu „100 najbogatszych Polaków” i zostały przeliczone z PLN na USD według średniorocznego kursu z 2014 roku

W światowym rankingu „The World’s Billoinares” znalazło się jedynie pięciu Polaków. W tym samym zestawieniu było aż 170 Chińczyków. W ubiegłym roku najbogatszym Polakiem był nieżyjący już Jan Kulczyk z majątkiem w wysokości 4,8 mld USD. Najbogatszy Chińczyk Wang Jianlin mógł pochwalić się znacznie większym majątkiem – ponad 24 mld USD. Jest on właścicielem wielu nieruchomości w tym również drugiej co do wielkości sieci kin w USA. W polskiej pierwszej trójce znaleźli się również Zygmunt Solorz-Żak i Michał Sołowow, natomiast w Chinach Jack Ma, założyciel największej chińskiej platformy e-commerce Alibaba (to on osiągnął największy zysk w 2014 roku na świecie) oraz Li Hejun – właściciel firmy zajmującej się energią odnawialną.

Tabela 1. Porównanie wartości majątków Polaków i Chińczyków zajmujących dziesięć najwyższych pozycji w rankingu 100 najbogatszych osób w poszczególnych krajach (w mld USD)*

miejsce w Chinach najbogatsi Chińczycy majątek w mld USD miejsce w Polsce najbogatsi Polacy majątek w mld USD
1 Wang Jianlin 24,2 1 Jan Kulczyk 4,8
2 Jack Ma 22,7 2 Zygmunt Solorz-Żak 3,8
3 Li Hejun 21,1 3 Michał Sołowow 2,4
4 Ma Huateng 16,1 4 Leszek Czarnecki 1,6
5 Robin Li 15,3 5 Dariusz Miłek 1,2
6 Lei Jun 13,2 6 Wiaczesław Smołokowski 1,2
7 Zong Qinghou 10,3 7 Grzegorz Jankilewicz 1,2
8 He Xiangjian 9,9 8 German Efromovich 1,1
9 Wang Wenyin 9,9 9 Anna Woźniak-Starak i Jerzy Starak 1,0
10 Wei Jianjun 8,9 10 Roman Karkosik 0,7

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie rankingów Forbesa
*dane dla Chin pochodzą z rankingu „The World’s Billionaires”, a dla Polski z rankingu „100 najbogatszych Polaków” i zostały przeliczone z PLN na USD według średniorocznego kursu z 2014 roku
Listę stu najbogatszych obywateli Polski zamyka Piotr Nowak, prezes Nowak Holding oraz właściciel spółki Nazwa.pl, z dorobkiem 76 mln USD. Jego mienie jest aż dwudziestojednokrotnie mniejsze niż wynosi majątek ostatnich w zestawieniu Chińczyków – Simona Xie, Tian Ming i Fu Meicheng.

Tabela 2. Porównanie wartości majątków Chińczyków i Polaków zajmujących dziesięć najniższych pozycji w rankingu 100 najbogatszych osób w poszczególnych krajach (w mld USD)*

Lp. Chińczycy wartość majątku

w mld USD

Polacy wartość majątku

w mld USD

91 Jiang Wei 1,70 Zbigniew Bojanowicz 0,092
92 Jiang Zhaobai 1,70 Andrzej Oliszewski 0,086
93 Lin Li 1,70 Mariusz Książek 0,086
94 Huang Zhenda 1,65 Henryk Kania 0,086
95 Shen Wenrong 1,65 Wiesława Herba 0,081
96 Zhou Chengjian 1,65 Kazimierz Herba 0,081
97 Zhou Yahui 1,65 Artur Toronowski z rodziną 0,079
98 Fu Meicheng 1,60 Jerzy Mazgaj 0,079
99 Tian Ming 1,60 Zbigniew Czyż 0,079
100 Simon Xie 1,60 Piotr Nowak 0,076

*dane dla Chin pochodzą z rankingu „The World’s Billionaires”, a dla Polski z rankingu „100 najbogatszych Polaków” i zostały przeliczone z PLN na USD według średniorocznego kursu z 2014 roku
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie rankingów Forbesa


Ewelina Jurczak
Sedlak & Sedlak

 

HB Reavis w ciągu roku planuje zakończenie kilku biurowców w Warszawie

Grzegorz Strutyński

HB Reavis, europejski deweloper, bardzo dobrze ocenia koniunkturę na warszawskim rynku nieruchomości. Polska część firmy się rozwija, powiększa zespół i kończy kilka biurowców w Warszawie. Planuje też rozpoczęcie kolejnych inwestycji.

HB Reavis wybudował dotąd 760 tys. mkw. biur, magazynów i centrów handlowo-rozrywkowych na Słowacji, Węgrzech, w Czechach i Polsce. Tylko w zeszłym roku portfel inwestycyjny firmy powiększył się o 93 tys. mkw., a w planach jest kolejnych 875 tys. mkw. W Polsce koncentruje się na powierzchniach biurowych, m.in. w Warszawie.

Na pewno dosyć istotna jest inwestycja Postępu 14 – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Grzegorz Strutyński, dyrektor handlowy HB Reavis. – To jest budynek, który zaczęliśmy budować około dwóch lat temu, w trochę innych warunkach rynkowych. Niedawno oddany i w połowie wynajęty cieszy się dosyć dużym zainteresowaniem, dlatego mamy nadzieję skomercjalizować znaczną część tej powierzchni jeszcze w tym roku.

Spółka ma więcej inwestycji w zaawansowanej fazie.

– W grudniu tego roku oddamy kolejną fazę Gdański Business Center, my określamy to jako budynek C – około 21 tys. mkw., a w kwietniu przyszłego roku – budynek D liczący 29 tys. metrów. Budynek C będzie siedzibą spółki Aviva, która przeprowadzi się z Mokotowa na Muranów, w pobliżu ulic Pokornej, Inflanckiej. To bardzo ciekawa lokalizacja i wydaje się, że cieszy się dużym zainteresowaniem najemców – mówi Grzegorz Strutyński.

Na przyszły rok spółka planuje kolejne inwestycje, m.in. zamierza zakończyć I etap budowy biurowca przy stołecznym dworcu kolejowym Warszawa Zachodnia. Kolejny etap ma się zakończyć się 2018 w roku, a łączna powierzchnia tych budynków przekroczy 63 tys. mkw.

– Oddajemy budynek West Station, który jest budowany w kooperacji z Polskimi Kolejami Państwowymi, właściwie z ich spółką, która nazywa się Xcity Investment i mamy nadzieję, że rozpoczniemy kolejną fazę West Station i że wystartujemy z nasz flagowy projekt przy ul. Chmielnej – mówi Grzegorz Strutyński

Jak dodaje, jego firma nie tylko buduje, lecz także z sukcesem zapełnia swoje biurowce najemcami.

Wynajęliśmy dotychczas 65 tys. mkw., wydaje się, że to jest bardzo dobry wynik na tle konkurencji. Pierwsze półrocze było dosyć dobre dla całego rynku, ale i w tym pierwszym półroczu byliśmy na jednym z czołowych miejsc wśród deweloperów warszawskich.

Dla samej spółki ostatni okres był bardzo korzystny. Oznaczał nie tylko wiele realizowanych inwestycji, lecz także rozwój strukturalny.

Myślę, że to jest rok dosyć dynamicznego rozwoju – ocenia dyrektor handlowy HB Reavis. – Zachodzą dosyć duże zmiany, powiększamy zespół, firma zatrudnia obecnie około 100 osób, to już jest znacząca liczba. I jesteśmy od paru dni w nowej siedzibie, co jest dla nas dużą zmianą mentalną, bo to jest zupełnie inny styl pracy. Pod kątem biznesu można powiedzieć, że „business as usual” z dużym wzrostem. Natomiast dla nas jako firmy to duże zmiany, bo jesteśmy dużo więksi i w nowym miejscu.

Jak dotąd HB Reavis, która w innych krajach regionu sporo inwestuje w powierzchnie handlowe oraz w mniejszym zakresie w magazynowe, w Polsce buduje tylko biura. Wprawdzie może się to zmienić, ale na razie  – jak zaznacza Grzegorz Strutyński z HB Reavis – plany te nie są mocno sprecyzowane.

Nie byliśmy do tej pory w stanie znaleźć wystarczająco dobrego projektu handlowego, który moglibyśmy rozpocząć. Nie wynika to z jakichś naszych ograniczeń, a raczej z tego, że nie znaleźliśmy jeszcze wystarczająco dobrych okazji na rynku.