Bezpieczeństwo na drogach. Co udało się już zrobić?

W latach 2004–2013 wypadki drogowe w Polsce pochłonęły życie ponad 47 tysięcy osób. Dalsze 554 tysiące osób zostały ranne. Koszty ekonomiczne zdarzeń drogowych wynoszą ponad 28 mld zł rocznie. I choć liczba zabitych i rannych w ostatnich latach spada, to Polska, w porównaniu do innych państw Unii Europejskiej, wciąż pozostaje krajem o niskim poziomie bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Stan bezpieczeństwa na polskich drogach w ciągu ostatnich dziesięciu lat ulegał poprawie. Jest to niewątpliwie efekt szeregu działań podejmowanych przez organy państwa, samorządy terytorialne, instytucje naukowe, organizacje pozarządowe, przedstawicieli mediów, a także osoby prywatne. Na przestrzeni ostatnich 10 lat liczba śmiertelnych ofiar wypadków spadła o 41 procent, a liczba osób rannych o 31 procent. Tendencja spadkowa utrzymuje się w całym 10-letnim okresie i to pomimo stałego wzrostu liczby pojazdów poruszających się po polskich drogach.

Do wyraźnego spadku liczby ofiar śmiertelnych i rannych w wypadkach drogowych, w ocenie  NIK, przyczyniły się przede wszystkim:

1) Rozbudowa i modernizacja infrastruktury drogowej

Budowa nowych odcinków autostrad i dróg ekspresowych powoduje przeniesienie ruchu z niebezpiecznych dróg jednojezdniowych na drogi dwujezdniowe.  Przyczynia się to do ograniczenia liczby najgroźniejszych w skutkach wypadków, zwłaszcza zderzeń czołowych i bocznych.

Kolejnym czynnikiem poprawiającym bezpieczeństwo w ruchu drogowym była:

2) Modernizacja dróg lokalnych

Pozytywne zmiany w sieci dróg samorządowych, powstanie nowych odcinków i modernizacja dotychczasowych poprawiły infrastrukturę dróg lokalnych służącą bezpieczeństwu w ruchu drogowym. W wielu małych miejscowościach wzdłuż jezdni wybudowano chodniki, skrzyżowania zostały poprzedzone wysepkami rozdzielającymi pasy ruchu. W miejscu niebezpiecznych skrzyżowań powstały ronda. Oznakowano przejścia dla pieszych, w ich pobliżu w wielu miejscach stanęły fotoradary i niekiedy sygnalizacja świetlna. Załatane zostały niebezpieczne dziury, zlikwidowano głębokie koleiny. Wszystko to zdaniem NIK w istotny sposób wpłynęło na spadek liczby wypadków, ofiar śmiertelnych i rannych.

Na poprawę stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego istotny wpływ miał też:

3) Wzrost aktywności Policji

NIK w swoich kontrolach oceniła pozytywnie nasilenie działań podjętych przez  Policję, zwłaszcza wzrost liczby policjantów ruchu drogowego, pełniących służbę bezpośrednio na drodze. Szczególnie istotne znaczenie mają działania zmierzające do eliminowania z ruchu kierowców zagrażających innym uczestnikom ruchu drogowego, w tym zwłaszcza kierowców prowadzących pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Liczba wypadków z udziałem nietrzeźwych kierowców spadła o blisko 40 proc. na przestrzeni  ostatnich 5 lat. NIK doceniła też zwiększenie aktywności policjantów w dziedzinie eliminowania z ruchu piratów drogowych. Z naszych kontroli wynika, że radiowozy oznakowane i nieoznakowane z wideorejestratorami dokumentującymi różnego rodzaju wykroczenia, w tym m.in. przekroczenia prędkości, były przez policję dyslokowane na odcinki dróg rzeczywiście niebezpieczne, gdzie wcześniej dochodziło do groźnych wypadków.

Do spadku liczby wypadków niewątpliwie przyczyniła się:

4) Budowa automatycznego systemu nadzoru nad ruchem drogowym

W ocenie NIK działania Głównego Inspektora Transportu Drogowego w zakresie wykorzystania i rozbudowy sieci fotoradarów stacjonarnych były prawidłowe. NIK poświadcza, że maszty fotoradarów stanęły w miejscach, w których rzeczywiście wcześniej dochodziło do niebezpiecznych wypadków.  Z bazy danych prowadzonej w Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym wynika, że w 2013 r. w większości miejsc, w których zainstalowano stacjonarne fotoradary, w porównaniu do 2012 r., odnotowano poprawę stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Niewątpliwie na spadek liczby ofiar śmiertelnych miał wpływ także:

5) Rozwój służb ratowniczych

Działania ratownicze w stosunku do ofiar wypadków drogowych podejmowane są przez jednostki działające w ramach Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego oraz Państwowego Ratownictwa Medycznego.

Stale wzrasta liczba jednostek należących do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Na przestrzeni ostatnich 10 lat skrócił się czas dojazdu do miejsc wypadków. W 2004 roku w ciągu 15 minut jednostki ratowników docierały do 90 proc. zdarzeń, obecnie do ponad 97 proc.  Strażacy zazwyczaj pierwsi na miejscu wypadku w kompetentny sposób udzielali pomocy medycznej osobom poszkodowanym do czasu dotarcia jednostek Państwowego Ratownictwa Medycznego.

System ratownictwa medycznego w Polsce  zapewniał szybkie udzielenie pomocy na miejscu zdarzenia osobom w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego oraz transport i leczenie w szpitalnych oddziałach ratunkowych. Stworzono ponadto 12 specjalistycznych centrów urazowych służących leczeniu osób, które doznały ciężkich obrażeń ciała , a zakup nowoczesnych śmigłowców w znaczący sposób poprawił operacyjny zasięg Śmigłowcowej Służby Ratownictwa Medycznego oraz wpłynął na zwiększenie liczby lotów, w tym lotów realizowanych w nocy.

Pozytywnie, w aspekcie poprawy bezpieczeństwa na drogach, NIK oceniła też:

6) Działania w zakresie  planowania strategicznego

Narodowy Program Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego na lata 2013-2020 trafnie określa cele oraz kierunki polityki państwa w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Kierunki działań określone w programie odpowiadają międzynarodowym zaleceniom w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Polskie drogi wciąż jednak należą do jednych z najbardziej niebezpiecznych w Unii Europejskiej. Polska jest na przedostatnim miejscu w Europie pod względem liczby ofiar śmiertelnych w przeliczeniu na milion mieszkańców.

Umowa z EBI na dofinansowanie sektora B+R i infrastruktury

Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) udzielił Polsce kredytu na realizację kluczowych inwestycji w dziedzinie badań, rozwoju i innowacji, wspierających gospodarkę opartą na wiedzy oraz rozwój administracji cyfrowej. Część środków zostanie przeznaczona także na rozbudowę infrastruktury transportowej we wschodniej Polsce. Kredyt EBI pomoże Polsce w jeszcze lepszym wykorzystaniu funduszy strukturalnych UE.

Umowę kredytową pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a EBI pod nazwą „EU Funds Co-financing 2014-2020″ podpisali 5 listopada 2014 r. w Warszawie podsekretarz stanu w MF Artur Radziwiłł oraz wiceprezes EBI László Baranyay. Obecnie podpisana umowa na lata 2014-2020 stanowi drugi taki projekt dla Polski po podobnej umowie dla lat 2007-2013. Projekt ma współfinansować wkład budżetu państwa do wybranych programów/priorytetów w ramach nowej perspektywy finansowej na lata 2014-20 i będzie obejmować zadania z obszaru programów operacyjnych – Polska Cyfrowa, Inteligentny Rozwój, Wiedza – Edukacja – Rozwój, a także Polska Wschodnia. Założenia projektu skupiają w sobie cele strategii Europa 2020, są również spójne ze strategią dla państw bałtyckich (EU Baltic Regional Strategy) oraz Krajowym Programem Reform 2020. Kwota kredytu 1,3 mld EUR jest kwotą ramową, do wykorzystania do roku 2020.

Bank na obecnym etapie okresu programowania udostępnia Skarbowi Państwa 700 mln EUR kredytu, który zostanie wypłacony w transzach. Okres kredytowania – do 15 lat. Kredyt udzielony przez EBI przyniesie Polsce wymierne korzyści finansowe, wynikające z długiego okresu zapadalności i atrakcyjnych warunków cenowych, a także ułatwi szybką dystrybucję środków na konkretne inwestycje realizowane w ramach programów operacyjnych. Właśnie ze względu na istotne korzyści finansowe dla budżetu państwa, kredyty z EBI zaciągane przez Skarb Państwa stanowią obecnie istotne dla Ministra Finansów źródło finansowania potrzeb pożyczkowych budżetu państwa.

Będzie wspólne stanowisko pracodawców w sprawie umów terminowych

Organizacje pracodawców jeszcze w tym miesiącu wypracują wspólne stanowisko dotyczące umów terminowych. Konfederacja Lewiatan krytykuje propozycję Ministerstwa Pracy, żeby można było podpisać maksymalnie tylko trzy umowy o pracę na czas określony, a łączny ich czas nie mógł być dłuższy niż 33 miesiące.

Zdaniem pracodawców okres na który mogą być zawarte umowy powinien wynosić 48 miesięcy bez określania ich liczby. Wprowadzenie okoliczności, w których umowy mogą być zawarte na dłuższy okres niż zaproponowane 33 miesiące nie jest wystarczające. Tym bardziej, że wskazano tu konieczność zgłaszania takich przypadków do Państwowej Inspekcji Pracy.

– To niepotrzebna i nadmierna restrykcja – mówi dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy Konfederacji Lewiatan.

Pracodawcy zgłosili wiele uwag do projektu nowelizacji kodeksu pracy przedstawionego przez resort pracy dotyczących, m.in. liczenia stażu pracy u danego pracodawcy, długości okresów wypowiedzenia, powiadamiania Inspekcji Pracy o stosowaniu dłuższych umów na czas określony, umów na okres próbny, czy wykonania pracy.

Konfederacja Lewiatan

Inwestycje w papiery skarbowe są coraz mniej atrakcyjne. Chcąc zarobić, trzeba zaakceptować większe ryzyko

CEO Magazyn Polska

Spada rentowność polskich obligacji. Wciąż rekordowo niskie stopy procentowe NBP obniżają oprocentowanie najbezpieczniejszych papierów dłużnych. Większe zyski mogą dać obligacje korporacyjne.

Na listopadowym posiedzeniu RPP utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, co nieco zaskoczyło część ekonomistów. Mimo to wciąż pozostają one najniższe w historii. Stopa referencyjna, która ma największy wpływ na oprocentowanie papierów skarbowych, wynosi 2 proc.

Jeżeli inwestorzy są zainteresowani inwestycjami w papiery dłużne, to w tej chwili stopy zwrotu będą trochę gorsze niż te osiągnięte w ostatnim roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marek Warmuz, zarządzający funduszami obligacji Union Investment TFI. Mieliśmy bardzo dobry okres dla obligacji. Stopy zwrotu funduszy obligacyjnych kształtują się na poziomie 6-7 proc., czyli znacząco wyżej niż stopa interwencji Narodowego Banku Polskiego.

Teraz jednak stopa zwrotu z obligacji znacząco spadła. Jeśli NBP zdecyduje się na dalsze obniżki stóp – co nie jest wykluczone – spadnie jeszcze bardziej.

– W tej chwili 5-letnia obligacja skarbowa daje rentowność około 2 proc., 10-letnia – 2,5 proc. W środowisku niskich stóp procentowych z natury rzeczy zwroty z inwestycji w obligacje będą niższe. W najbliższym czasie inwestorzy muszą zweryfikować swoje oczekiwania, gdyż w obecnych warunkach rynkowych trudno będzie powtórzyć tegoroczne rezultaty – ocenia Marek Warmuz.

Inwestorzy staną więc przed dylematem. Malejące, choć bezpieczne zyski, czy potencjalnie większe, ale obarczone pewnym ryzykiem straty. Jak podkreśla zarządzający funduszami obligacji Union Investment TFI, nie ma czegoś takiego jak optymalna polityka inwestycyjna dla każdego inwestora, bo każdy ma inną akceptację ryzyka.

Wydaje się, że dla tych, którzy chcieliby jednak wziąć troszeczkę więcej ryzyka, ciekawą klasa aktywów mogą być obligacje korporacyjne – sugeruje Marek Warmuz. Ten rynek w ostatnim okresie dosyć dynamicznie się rozwija, pojawiają się nowe emisje i wybór spośród tych instrumentów może dawać wyższe stopy zwrotu niż inwestowanie w obligacje skarbowe.

Transakcje między podmiotami należącymi do jednej grupy pod ściślejszą kontrolą resortu finansów

CEO Magazyn Polska

Fiskus bardziej szczegółowo zbada, czy transakcje i zmiany organizacyjne w ramach jednej grupy mają uzasadnienie biznesowe, czy służą jedynie korzyści podatkowej. Na kontrolę najbardziej narażone są firmy, które dokonują transakcji z podmiotami zagranicznymi, w szczególności mającymi siedzibę lub zarząd w krajach, gdzie obowiązują niższe stawki podatkowe niż w Polsce.

Ceny transferowe to jeden z kolejnych obszarów, któremu przygląda się Ministerstwo Finansów. Poprzez nieprawidłowe stosowanie cen transferowych pomiędzy podmiotami powiązanymi można w łatwy sposób obniżyć globalną podstawę opodatkowania, a w efekcie zaniżyć dochody dla fiskusa – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Szwed, menadżer w firmie doradztwa podatkowego Accreo.

Ministerstwo Finansów od 2013 roku wdraża przepisy, które uszczegóławiają zasady kontroli cen transferowych, czyli transakcji miedzy podmiotami powiązanymi. W lipcu ub.r. wydało nowelizację rozporządzenia w tej sprawie. Jedna z nowszych regulacji dotyczy kontroli restrukturyzacji biznesowych.

Przepisy mają pomóc w weryfikacji tego, czy przedsiębiorcy, którzy prowadzą działalność w grupach kapitałowych i dokonują zmian w ramach tych grup, nie tylko mają na celu osiągnięcie korzyści podatkowych, lecz także stoi za tym racjonalność biznesowa, a korzyść, którą przedsiębiorcy chcą osiągnąć jest zorientowana na zyski dla całej grupy kapitałowej – podkreśla Michał Szwed.

Jego zdaniem nieprawidłowości nie muszą dotyczyć tylko firm powiązanych z podmiotami zagranicznymi, lecz również wewnątrz kraju.

Można wyobrazić sobie taką sytuację, że podmiot, który działa na przykład w specjalnej strefie ekonomicznej (SSE) byłby również potencjalnie zainteresowany transferowaniem dochodów pomiędzy spółkami – argumentuje Szwed. – Ministerstwa chce sprawdzić, czy transakcje, których dokonują podmioty powiązane, nawet krajowe, nie prowadzą do zaniżenia dochodu.

Celem zmian jest zwiększenie efektywności kontroli. Dlatego sama dokumentacja cen transferowych, której kontrola wynika z przepisów, nie jest wystarczająca dla kontrolujących. Potrzebne będzie również uzasadnienie dokonania danych transakcji, rozliczeń czy zmian w grupie kapitałowej. Jak wynika z informacji Accreo, kontrolujący intensywnie weryfikują procesy restrukturyzacyjne, także te z minionych lat. Są już także przypadki skutecznego zakwestionowania restrukturyzacji.

Regulacje w zakresie cen transferu mówią, że rozliczenia pomiędzy podmiotami powiązanymi powinny być dokonywane na zasadach rynkowych i nie powinny faworyzować podmiotów działających w grupie.

W pierwszej kolejności na szczegółową weryfikację narażone są przedsiębiorstwa, które dokonują transakcji z podmiotami zagranicznymi, w szczególności z krajów, w których obowiązują dużo niższe stawki podatkowe – mówi szef działu doradztwa TP w Accreo. – W grupie wysokiego ryzyka są również firmy, które na przykład osiągają stratę w Polsce, a jednocześnie mają wiele transakcji z krajami bardziej liberalnymi pod względem fiskalnym.

Ryzyko kontroli można ograniczyć, stosując przed dokonaniem transakcji uprzednie porozumienia cenowe, które określają zestaw kryteriów (m.in. metodę, obiekty porównań, korekty do nich oraz założenia dotyczące przyszłych zdarzeń). Podstawową karą w razie nadużycia, jak informuje Michał Szwed, jest doszacowanie dochodu.

Jeżeli nastąpiło rozliczenie między podmiotami bez uwzględnienia stawek rynkowych, organ podatkowy w pierwszej kolejności może zarządzić doszacowanie dochodu, czyli skorygować podstawę opodatkowania po to, by odzyskać niezapłacony podatek – twierdzi Michał Szwed.

Od stycznia 2015 r. regulacje w zakresie cen transferowych w pełni obejmą także spółki osobowe, co wpłynie na możliwość weryfikacji alokacji dochodów pomiędzy wspólnikami. Zdaniem Szweda może to być następny obszar, któremu przyjrzą się urzędnicy.

Polskie firmy ruszają na podbój Arktyki. To atrakcyjny kierunek m.in. dla firm wydobywczych i transportowych

0

Wraz z ociepleniem klimatu rośnie dostępność Arktyki oraz jej znaczenie ekonomiczne. Ministerstwo Gospodarki chce zachęcić polskie przedsiębiorstwa do inwestowania na tym terenie m.in. w ramach planowanego programu Go Arctic. Na Grenlandii działa już spółka KGHM Polska Miedź, która przygotowuje się do wydobycia molibdenu ze złoża Malmbjerg. Szansą jest też obsługa w tych rejonach szlaków morskich, które będą zyskiwać na znaczeniu.

Ocieplenie klimatu, które w Arktyce następuje dwa razy szybciej niż wynosi średnia w pozostałych częściach świata, powoduje większą dostępność tego regionu oraz wzrost jego znaczenia ekonomicznego.

Polskie firmy są już obecne w Arktyce. Mamy chociażby inwestycje KGHM-u na Grenlandii. Słyszałam, że PCC planuje być na Islandii albo prowadzi rozmowy na ten temat – mówi Ilona Antoniszyn-Klik, wiceminister gospodarki.

We wschodniej Grenlandii, charakteryzującej się ekstremalnymi warunkami klimatycznymi (całkowity brak światła dziennego zimą), KGHM International przygotowuje się do uruchomienia wydobycia molibdenu ze złoża Malmbjerg. Jak szacują naukowcy, znajdują się tam jedne z największych złóż tego metalu na świecie. Natomiast Grupa PCC planuje budowę nowoczesnej instalacji do produkcji żelazokrzemów (składnik stopów aluminium stosowany w przemyśle chemicznym m.in. do produkcji siloksanów oraz silikonów) na Islandii. Instalacja o wydajności 32 tys. ton rocznie ma rozpocząć działalność w 2016 roku.

Są też inne firmy, które specjalizują się przede wszystkim w wydobywaniu oraz transporcie – wskazuje Ilona Antoniszyn-Klik. – W związku z eksploatacją tych obszarów chcemy także znaleźć odbiorców na polskie statki i usługi logistyczne.

Jak podkreśla, wraz z odbudową polskiego przemysłu stoczniowego w Gdańsku dużą aktywność w zakresie ewentualnego prowadzenia działalności na terenach arktycznych wykazują przedsiębiorstwa pomorskie.

Chcielibyśmy także wesprzeć nasz przemysł stoczniowy, żeby ruch, który będzie generowany przez Arktykę z racji ocieplania się klimatu w najbliższych 20-30 latach, był także obsługiwany przez polskie statki – zapowiada wiceminister gospodarki.

Chodzi m.in. o Przejście Północno-Wschodnie, czyli drogę morską łączącą Europę z Pacyfikiem biegnącą wzdłuż północnych brzegów Eurazji, przez m.in. Morze Barentsa, Morze Karskie, Cieśninę Wilkickiego, Morze Łaptiewów, Wschodniosyberyjskie, Cieśninę De Longa, Morze Czukockie i Cieśninę Beringa.

Arktyka jest terenem, który potrzebuje nieco innego rodzaju ekspansji, wyczulonej ekologicznie – zauważa Antoniszyn-Klik. – Sądzę, że nasz pakiet GreenEvo może być elementem wspierającym.

Akcelerator Zielonych Technologii GreenEvo to projekt resortu środowiska, który wspiera polskie technologie służące ochronie środowiska w walce o rynki zagraniczne.

Obok Holandii, Niemiec i Wielkiej Brytanii Polska jest stałym obserwatorem w Radzie Arktycznej, międzynarodowej organizacji powołanej w 1996 r. i mającej największy wpływ na kształtowanie decyzji dotyczących problemów tego regionu. Jej stałymi członkami jest osiem państw arktycznych (Dania, Finlandia, Islandia, Kanada, Norwegia, Rosja, Szwecja oraz Stany Zjednoczone).

Do tej pory jesteśmy jednym z najdłużej istniejących zespołów badawczych na terenie Arktyki – zauważa Ilona Antoniszyn-Klik. – Polska nauka będzie, jak sądzę, także jednym z lepszych partnerów dla polskiego rządu w zakresie wsparcia gospodarczego w ramach programu Go Arctic.

CI Games znowu triumfuje. Gra „Lords of the Fallen” może powtórzyć sukces „Snajpera”

Lords of the FallenGiełdowa spółka CI Games, jeden z największych polskich producentów gier komputerowych, znowu triumfuje. Wypuszczona pod koniec października gra ma szansę powtórzyć międzynarodowy sukces „Snajpera”, flagowego produktu spółki. W ciągu 10 dni od premiery sprzedano 200 tys. gier. Jak oceniają analitycy, ta najdroższa w historii spółki produkcja zwróci się po sprzedaży ok. 530 tys. egzemplarzy.

Pierwsza część „Lords of the Fallen” dostała dobre oceny. Amerykański portal Metacritic, publikujący recenzje filmów, płyt i gier, przyznał jej 7 na 10 punktów. Magazyn CD Action dał nawet 9. Są to najlepsze wyniki w historii spółki.

Myślę, że gra spełnia oczekiwania graczy i recenzentów – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Łukasz Kosiarski, analityk DM BZ WBK. – Według mnie powinna w miarę szybko sprzedaż tyle, by osiągnąć próg rentowności, czyli około 530 tys. sztuk według moich wyliczeń. Szacujemy, że w tym roku sprzedaż gry wyniesie jakieś 750-800 tys. sztuk, co da firmie całkiem dobry zarobek.

Po 10 dniach od premiery spółka poinformowała o sprzedaży 200 tys. sztuk gry z 700 tys. nakładu. Pozytywny odbiór „Lords of the Fallen” może zapewnić producentowi zysk w całym 2014 roku.

Wyniki CI Games z I półrocza nie wyglądają korzystnie. Przychody netto ze sprzedaży to zaledwie 25,8 mln zł. Przy 92,4 mln zł osiągniętych w podobnym czasie rok wcześniej nie dziwi, że zamiast 44,7 mln zysku netto z I półrocza 2013 rok firma wykazała 13,4 mln zł straty. Wpływ na ten wynik miała zapewne słaba sprzedaż innego z produktów, gry „Enemy Front”. Dane za III kwartał spółka opublikuje 14 listopada.

Wynik IV kwartału powinien być na plus mimo nawet potencjalnych rezerw, które spółka może zawiązać z tytułu poprzedniej gry „Enemy Front” – uważa Łukasz Kosiarski. – Jeszcze część kosztów nie była spisana, sprzedaż gry była słaba. Według mnie nie ma szans na osiągnięcie w przypadku tej gry break even.

„Lords of the Fallen” ma dobre recenzje i można oczekiwać sprzedaży znacznie przewyższającej koszty produkcji. Dla spółki oznacza to niemal czysty zysk.

Koszt produkcji gry jest w miarę stały. Po prostu każdy przychód dodatkowy powyżej break even wpływa na EBITDA. Im większa sprzedaż, tym wyższa marża – podkreśla analityk DM BZ WBK.

CI Games jest firmą, która produkuje gry komputerowe ze średniej półki. Znana jest z tego, że dobrze planuje budżety i trzyma w ryzach koszty. Jej najważniejszym produktem jest „Snajper”, który zdobył popularność na świecie. Spółka podaje, że sprzedała ponad 3 mln egzemplarzy tej gry. Obecnie na rynku dostępna jest II część „Snajpera”, a trwają prace nad trzecią.

CI Games ma prostą strategię: utrzymać te dwie główne franczyzy, czyli „Snajpera” i „Lords of the Fallen”. Raczej nie będą szukali kolejnej, tylko skupią się na tym, co już mają – prognozuje Łukasz Kosiarski. Niebawem będą ogłaszali kolejnego „Snajpera” i drugą część Lords of the Fallen”, bo prezes twierdził, że to jest gra przygotowana na trylogię. 

Kontrola koncentracji: sześć decyzji

0

UOKiK wydał sześć zgód na koncentrację. Transakcje dotyczą sprzedaży artykułów codziennego użytku, samochodów ciężarowych, wyrobów kosmetycznych, zakładów bukmacherskich, branży medycznej oraz gospodarki odpadami

Pierwsza decyzja dotyczy przejęcia części mienia Bernard Trucks przez Volvo Polska. Przejmująca spółka jest właścicielem dwóch fabryk: autobusów oraz koparkoładowarek. Ponadto zajmuje się m.in. handlem samochodami ciężarowymi Volvo Trucks oraz Renault Trucks. Przejmowana część mienia Bernard Trucks  to nieruchomości  w Poznaniu, Zielonej Górze i ewentualnie Gdyni, w których Bernard Trucks  sprzedaje samochody ciężarowe marki Renault.

Zielone światło otrzymali również przedsiębiorcy zajmujący się sprzedażą artykułów codziennego użytku. Są to Piotr i Paweł, Bać-Pol (sieć sklepów Słoneczko i Spar), Przedsiębiorstwo Handlowo-Usługowe Topaz oraz POLOmarket. W lutym 2014 r. trzej pierwsi otrzymali zgodę na utworzenie  spółki  GH PL Plus, która ma m.in. udzielać licencji na wspólną markę i logo oraz pełnić funkcję agencyjną przy zawieraniu umów handlowych. Obecna decyzja wyraża zgodę na przystąpienie POLOmarket do wspólnego przedsiębiorcy.

Zgodę otrzymała także spółka Eneris Polska, która  może przejąć Veolia Usługi dla Środowiska. Eneris Polska nie prowadzi obecnie żadnej działalności operacyjnej. Przejmowany przedsiębiorca zajmuje się przede wszystkim przetwarzaniem, odbieraniem oraz unieszkodliwianiem odpadów.

Kolejna decyzja dotyczy zakupu spółki Polbita przez Corporation of European Pharmaceutical Distributors. Przejmujący przedsiębiorca należy do grupy kapitałowej Pelion, której spółki zajmują się dystrybucją produktów farmaceutycznych. Polbita  prowadzi drogerie działające pod marką Drogerie Natura.

Urząd wydał również zgodę na zakup spółki Milenium, która prowadzi działalność w zakresie oferowania zakładów wzajemnych, w tym bukmacherskich. Kontrolę nad nią przejmie osoba fizyczna.

Ostatnia z decyzji dotyczy branży medycznej. Life Healthcare International oraz ABC Medicover Holdings mogą utworzyć wspólnego przedsiębiorcę. Pierwsza ze spółek należy do grupy kapitałowej Life Healthcare Group Holdings z siedziba w Republice Południowej Afryki. W Polsce podmiotem pośrednio zależnym grupy jest Scanmed Multimedis. ABC Medicover Holdings należy do grupy kapitałowej Medicover, która jest właścicielem dwóch szpitali i 30 wyspecjalizowanych placówek medycznych. Wspólny przedsiębiorca ma m.in. zarządzać projektami inwestycyjnymi wspólników z zakresu opieki szpitalnej.

Zgodnie z przepisami, transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Decyzje wyrażające zgodę na dokonanie koncentracji wygasają, jeżeli połączenie nie zostanie dokonane w terminie 2 lat od ich wydania. Na stronie internetowej Urzędu zamieszczane są informacje na temat wszystkich prowadzonych przez Urząd postępowań antymonopolowych w sprawach koncentracji. Więcej informacji o zasadach łączenia przedsiębiorców w przygotowanym specjalnie opracowaniu.

 

BGŻ – wyrok sądu

0

Umowa rachunku bankowego powinna precyzyjnie określać okoliczności w jakich bank może dokonać jej jednostronnej zmiany ­– Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów podtrzymał decyzję Prezesa UOKiK

Wzorce umowne stosowane przez banki powinny być jasne i precyzyjne. Potwierdza to wyrok SOKiK dotyczący decyzji UOKiK z lipca 2012 roku. Urząd zbadał praktyki Banku Gospodarki Żywnościowej w ramach ogólnopolskiej kontroli wzorców umów indywidualnych kont emerytalnych.

W wyniku postępowania ustalono m.in., że wzorce umowne BGŻ dotyczące prowadzenia indywidualnych kont emerytalnych nie precyzowały sytuacji, w jakich kontrakt może być jednostronnie zmieniony przez bank. Jeżeli konsument nie godzi się na taką zmianę, ma możliwość wypowiedzenia umowy. Modyfikacja umowy w przypadkach nieokreślonych w jej treści jest możliwa jedynie pod warunkiem wyrażenia zgody zarówno przez bank jak i konsumenta. W razie braku takiej zgody kontrakt powinien być kontynuowany na dotychczasowych warunkach. W opinii Urzędu bank powinien ściśle określić w jakim zakresie umowa może podlegać jednostronnym zmianom.

Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Warszawie podzielił stanowisko Urzędu potwierdzając zasadność nałożenia na BGZ kary pieniężnej w łącznej wysokości 1 373 973 zł. Wyrok z 28 października 2014 r. (XVII AmA 39/13) nie jest prawomocny. Przedsiębiorcy przysługuje apelacja.

 

Pomoc publiczna w 2013 roku – Raport UOKiK

Ponad 20 mld zł – to kwota pomocy publicznej udzielonej w 2013 roku – tak wynika z najnowszego raportu Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Najwięcej udzielono pomocy regionalnej

Prezes UOKiK jest odpowiedzialny za monitorowanie pomocy publicznej oraz sporządzanie corocznego raportu. Zgodnie z najnowszym ogólna wartość pomocy w 2013 roku wyniosła 20,62 mld zł. To mniej w porównaniu z 2012 rokiem, kiedy udzielono pomocy w kwocie 21,80 mld zł. Podana ogólna kwota pomocy uwzględnia pomoc udzieloną w sektorze transportu, która w 2013 r. wyniosła 4,05 mld zł – czyli ok. 300 mln więcej niż rok wcześniej (w 2013 ok. 57 proc. tej kwoty przyznano spółkom kolejowym). W raporcie i komunikacie prasowym analizę udzielonego wsparcia dokonano z wyłączeniem pomocy udzielonej w sektorze transportu.

Najczęściej stosowaną formą pomocy były, podobnie jak w latach poprzednich, ulgi podatkowe i dotacje (97,8 proc. wartości pomocy).

Wśród instytucji udzielających najwięcej pomocy w 2013 roku udzielił Prezes Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych –3,23 mld zł (w 2012 r. – 2,97 mld zł) – wsparcie to niemal w całości zostało przeznaczone na dofinansowani do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych. Następnie: Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości – 2,72 mld zł (w 2012 r. – 2,27 mld zł) i marszałkowie województw – 2,48 mld zł (w 2012 r. – 2,52 mld zł). O 0,75 mld zł mniej pomocy udzielił Minister Gospodarki – 1,33 mld zł (w 2012 r. – 2,08 mld zł).

W ramach pomocy horyzontalnej rozdysponowano 4,99 mld zł– w 2012 r. było to 5,81 mld zł. Największe środki przeznaczono na zatrudnienie– 3,37 mld zł (w 2012 r. – 3,07  mld zł), prace badawczo-rozwojowe 0,93 mld zł (w 2012 r. – 1,27 mld zł), na szkolenia – 0,40 mld zł (w 2012 r. 0,44 mld zł). Najbardziej zmniejszyła się pomoc na ochronę środowiska – 0,04 mld zł (w 2012 r. – 0,28 mld zł).

W przypadku pomocy sektorowej nastąpił znowu spadek – do 1,71 mld zł z 3,09 mld zł w 2012 r. Najbardziej w tym okresie zmniejszyła się pomoc w sektorze energetyki z tytułu dobrowolnego rozwiązania umów długoterminowych sprzedaży mocy i energii elektrycznej o 0,92 mld zł. Pomoc udzielona podmiotom działającym w sektorze gazu wyniosła 0,47 mld zł – najwięcej pieniędzy zostało przeznaczonych na budowę terminalu regazyfikacyjnego dla spółki Polskie LNG (0,27 mld zł). Wsparcie w sektorze górnictwa wyniosło 0,39 mld zł – największym beneficjentem była Spółka Restrukturyzacji Kopalń (0,37 mld zł).

Wartość pomocy regionalnej wyniosła 9 mld zł (2012 – 8,25 mld zł) – wzrost wynika głównie z większej ilości środków udzielanych na wspieranie nowych inwestycji. Najwięcej pomocy o tym przeznaczeniu udzielili: Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości – 2,60 mld zł, marszałkowie województw – 2,40 mld zł, organy skarbowe – 1,33 mld zł.

Wsparcie według województw

Największa średnia wartość pomocy w przeliczeniu na jednego zarejestrowanego przedsiębiorcę została udzielona w województwie podkarpackim – 8,8 tys. zł, następnie w województwie łódzkim – 6 tys. zł, śląskim – 5,5 tys. zł oraz lubuskim i warmińsko mazurskim – po 4,5 tys. zł. Najmniej pomocy w przeliczeniu na jednego przedsiębiorcę udzielono przedsiębiorcom z województwa opolskiego – 2,3 tys. zł, zachodniopomorskiego i małopolskie – po 2,9 tys. zł.

Wsparcie według beneficjentów

W 2013 roku duże przedsiębiorstwa otrzymały mniej pomocy (6,5 mld zł) – w 2012 trafiła do nich ponad połowa środków, rok później – 40 proc. ogólnej wartości pomocy. Natomiast, średnim przedsiębiorcom udzielono około 4,34 mld zł (26,2 proc. ogólnej wartości pomocy), małym 3,43 mld zł (20,7 proc.), mikro – 2,29 mld zł (13,8 proc.).

Największym beneficjentem pomocy (z uwzględnieniem pomocy w transporcie) były Przewozy Regionalne – 0,96 mld zł, PKP Intercity – 0,60 mld zł. Następnie: Spółka Restrukturyzacji Kopalń (0,37 mld zł), PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna (0,32 mld zł), Telewizja Polska (0,28 mld zł).

Sprawozdawczość

Zgodnie z prawem, podmioty udzielające pomocy są zobowiązane do sporządzania i przedstawiania Prezesowi UOKiK sprawozdań o udzielonej pomocy publicznej albo informacji o nieudzieleniu takiej pomocy w danym okresie sprawozdawczym. Należy to zrobić za pomocą aplikacji SHRIMP (System Harmonogramowania, Raportowania i Monitorowania Pomocy). SHRIMP umożliwia wprowadzanie danych o udzielonej pomocy bezpośrednio przez organ udzielający pomocy w systemie on-line. Dodatkowe informacje i wyjaśnienia związane z rejestracją i użytkowaniem systemu SHRIMP zamieszczone są na stronie UOKiK w zakładce: Pomoc Publiczna – Sprawozdawczość – Sporządzanie sprawozdań z wykorzystaniem aplikacji SHRIMP. Więcej informacji o zasadach przyznawania pomocy publicznej znajduje się w publikacji UOKiK.

Sprostowanie

Informujemy, że w poprzedniej wersji raportu oraz komunikatu prasowego podaliśmy błędną informację dotyczącą wielkości pomocy publicznej, którą otrzymała spółka Przewozy Regionalne. Zamiast, jak podaliśmy, 1,77 mld zł, spółka ta otrzymała 961,5 mln zł. Informacja ta została poprawiona zarówno w raporcie jaki i w komunikacie prasowym.

 

Międzysektorowa wymiana informacji

Dane Biura Informacji Kredytowej mogą o 20% zwiększyć trafność przewidywań dotyczących szkodowości w obszarze ubezpieczeń komunikacyjnych OC – wynika z badania przeprowadzonego we współpracy z UFG. Badanie pokazało wysoką, nawet na poziomie blisko 80%, korelację pomiędzy pewnymi kategoriami informacji kredytowej a szkodowością w zakresie ubezpieczeń OC. Znaczenie międzysektorowej wymiany informacji dla bezpieczeństwa transakcji ubezpieczeniowo-bankowych było głównym tematem konferencji prasowej, która odbyła się podczas IX Kongresu Ryzyka Bankowego – wydarzenia, które BIK organizuje dla szerokiego grona firm sektora finansowego i instytucji zainteresowanych ograniczaniem ryzyka w swoich działaniach biznesowych.

– Badanie przeprowadzone z Biurem Informacji Kredytowej pokazało, że UFG jako integrator danych dla sektora ubezpieczeń w Polsce może brać czynny udział w międzysektorowej wymianie danych. Z takiej wymiany korzyści powinny odnieść nie tylko instytucje, ale również klienci indywidualni, uzyskując dodatkowe benefity w związku z pozytywną historią kredytową czy ubezpieczeniową. Zastosowanie  zaawansowanych narzędzi analitycznych i aktuarialnych wykazało ponadto duży potencjał informacyjny bazy Ośrodka Informacji UFG możliwy do wykorzystania w przyszłości – powiedziała Małgorzata Ślepowrońska, Dyrektor Zarządzający Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego.

Korelację potwierdzają również dane Federalnej Komisji Handlu (FTC), wskazujące, że wiarygodność finansowa jest dobrym wyznacznikiem prawdopodobieństwa zgłaszania roszczeń  z tytułu ubezpieczenia. Ludzie z dobrymi nawykami kredytowymi na co dzień zachowują się uważniej – wykazują staranność w zachowaniu bezpieczeństwa wobec siebie i składników swojego majątku.

W krajach wysokorozwiniętych funkcjonują już modele scoringowe do przewidywania ryzyka ubezpieczeniowego oparte na danych kredytowych. Uzyskane wyniki wskazują, że również w Polsce istnieją statystyczne podstawy do wymiany danych między sektorem ubezpieczeniowym i bankowym na potrzeby ryzyka ubezpieczeniowego. Dla ubezpieczycieli oznacza to możliwość wzmocnienia oceny klienta i lepszego identyfikowania ryzyka klientów, co pozwoli w efekcie zaproponować lepsze warunki ubezpieczenia i zatrzymać dobrych klientów, charakteryzujących się ryzykiem niższym od przeciętnego – powiedział dr Mariusz Cholewa, Prezes  Zarządu Biura Informacji Kredytowej S.A.

Gościem specjalnym IX Kongresu Ryzyka Bankowego był Neil Munroe, Prezes Stowarzyszenia Rejestrów Kredytowych (ACCIS), organizacji zrzeszającej 45 biur kredytowych w 34 krajach. Doświadczenie biur kredytowych z wielu krajów w obszarze wymiany międzysektorowej wciąż jest dla BIK przykładem dobrych praktyk w tym obszarze – Międzysektorowe dzielenie się danymi to liczne korzyści dla instytucji finansowych, firm udzielających kredytów konsumenckich i klientów. Uwzględnienie informacji dotyczących wiarygodności finansowej ze wszystkich sektorów pozwala nie tylko na lepszą ocenę zdolności kredytowej, ale również na lepsze zarządzanie relacjami z konsumentem poprzez wcześniejszą identyfikację napięć finansowych u klienta i ewentualną interwencję odnośnie do zredukowania zaległości w płatnościach oraz możliwości zaoferowania odpowiednio dopasowanych limitów kredytowych. Możliwe jest także rozszerzenie oferty na nowe kategorie pożyczkobiorców, którzy bez informacji o zachowaniach płatniczych w innych sektorach, nie byliby w stanie uzyskać kredytu – powiedział Neil Munroe.

BIK od lat prowadzi działania edukacyjne mające na celu uświadomienie korzyści wynikających z międzysektorowej wymiany informacji. W efekcie coraz więcej firm podejmuje współpracę z Biurem Informacji Kredytowej – w ostatnim czasie firmy pożyczkowe, ale również branża leasingowa oraz faktoringowa. W ramach Grupy BIK, poprzez spółkę zależną BIG InfoMonitor, w międzybranżową wymianę informacji zaangażowały się również firmy infrastrukturalne, jednostki samorządu terytorialnego, sektora publicznego, firmy windykacyjne oraz telekomunikacyjne, dostawcy mediów oraz małe, średnie i duże przedsiębiorstwa.

Dane o spłacalności zobowiązań wobec banków, a więc wiarygodność finansowa, mają kluczowy wpływ na wydajność procesów oceny ryzyka dokonywanych zarówno przez instytucje finansowe, jak również firmy spoza sektora. Zapewnienie dostępu do pełnej informacji prowadzi do automatyzacji kontroli i monitoringu bieżącej aktywności kredytowo-finansowej klientów, co przeciwdziała nadmiernemu zadłużaniu się.

Międzysektorowa wymiana informacji to kierunek współpracy wszystkich uczestników rynku finansowego, który w systemowy sposób pozwoli zapewnić standardy bezpieczeństwa, w tym także chronić  inne branże przed wyłudzeniami.

Finansiści dobrze opłacani przez pracodawców

Jak pokazują dane serwisu zarobki.pracuj.pl, w 2014 roku doradca korporacyjny ds. średnich i dużych przedsiębiorstw zarobił przeciętnie 7 664 złotych netto. Wpływ na zarobki finansistów, przekraczające średnią krajową, ma wiele czynników. Jednym z nich może być fakt, że – jak wynika z raportu Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu” – 50% z nich samodzielnie podejmuje z szefem rozmowy o podwyżce.  

Ile można zarobić w finansach?

Jak pokazują dane serwisu zarobki.pracuj.pl, dotyczące wysokości zarobków w obszarze finansów w 2014 roku, najlepiej opłacane były osoby na stanowisku doradcy korporacyjnego ds. średnich i dużych przedsiębiorstw w bankowości. Miesięczne wynagrodzenie na tym stanowisku wyniosło przeciętnie 7 664 złotych netto. Z kolei osoby na stanowisku business controllera zarabiają przeciętnie 6 840 złotych netto. W pierwszej trójce najlepiej zarabiających jest także dealer walutowy w bankowości, z przeciętnymi zarobkami w wysokości 6 667 złotych netto miesięcznie.

 Aż połowa finansistów inicjuje rozmowy o podwyżkach z szefem

Jak pokazują dane przedstawione w raporcie Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu”, finansiści potrafią nie tylko świetnie kalkulować, ale i doskonale negocjować swoje własne wynagrodzenie. Połowa z nich (50%) podejmuje rozmowy o podwyżce z własnej inicjatywy. To duży odsetek w porównaniu do całej populacji pracujących Polaków, gdzie tylko 38% osób samemu zaczyna taką rozmowę. Wyniki raportu pokazują, że 55%finansistów deklaruje podjęcie tematu podwyżki z szefem w momencie, gdy wzrośnie zakres ich obowiązków, a27% gdy dowie się, że inna osoba na ich stanowisku zarabia więcej. Niewiele mniej, bo 24%, idzie do szefa z prośbą o wzrost wynagrodzenia zaraz po osiągnięciu sukcesu w pracy. Stres towarzyszący finansistom w ich codziennej pracy nie odpuszcza także w momencie rozmowy o podwyżce. Jak pokazują wyniki raportu „Podwyżka bez tabu”, prawie 60% finansistów odczuwa zdenerwowanie podczas rozmowy o podwyżce.

Jakie benefity otrzymują specjaliści ds. finansów?

Najnowsze dane serwisu zarobki.pracuj.pl dotyczące benefitów oferowanych przez pracodawców pokazują, że aż66% finansistów otrzymuje dodatkowe świadczenia. To duży odsetek w porównaniu do całej populacji aktywnych zawodowo Polaków, gdzie 55% deklaruje otrzymywanie benefitów. Prawie połowa finansistów (45%) otrzymuje prywatną opiekę medyczną. Drugim, najczęściej deklarowanym przez nich benefitem są kupony sportowo-rekreacyjne (26%). Pierwszą trójkę najczęściej ofererowanych przez pracodawców usług dodatkowych zamyka ubezpieczenie na życie – otrzymywanie tego benefitu deklaruje 24% badanych finansistów.

Finansiści poszukiwani

Analizując ilość ofert pracy dla finansistów, jakie pojawiły się na portalu Pracuj.pl, można powiedzieć, że zainteresowanie specjalistami z tego obszaru utrzymuje się wciąż na bardzo wysokim poziomie. W trzecim kwartale bieżącego roku na Pracuj.pl pojawiło się aż 16 170 ofert pracy dla finansistów. Najczęściej poszukiwani są księgowi, zaraz po nich specjaliści od analiz finansowych i ekonomicznych. Pierwszą trójkę najczęściej poszukiwanych pracowników zamyka specjalista ds. bankowości detalicznej. Stale wzrasta zapotrzebowanie na analityków od kwestii ryzyka w bankowości (7% więcej ofert w III kwartale niż w II) i kontrolingu (8% więcej ofert pracy w III kwartale).

Dane dotyczące benefitów i zarobków pochodzą z serwisu zarobki.pracuj.pl. Serwis zarobki.pracuj.plumożliwia sprawdzenie, czy nasza pensja jest odpowiednia do naszego doświadczenia i stanowiska.

Raport Pracuj.pl: „Podwyżka bez tabu” został opracowany na podstawie badań przeprowadzonych przez TNS na zlecenie Pracuj.pl w dniach 10-15 września 2014 r. na reprezentatywnej grupie pracujących Polaków (n=1000). Metodologia: wywiady telefoniczne wspomagane komputerowo (CATI).

Informatycy nie boją się rozmów o podwyżce

Jak powszechnie wiadomo, praca w IT jest dochodowym zajęciem. Potwierdzają to najnowsze dane serwisu zarobki.pracuj.pl, według których Software Architect zarabia przeciętnie 8 280 złotych netto miesięcznie. Oprócz zarobków, informatycy posiadają także wysokie umiejętności negocjacyjne – jak wynika z raportu Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu”, prawie połowa z nich samodzielnie inicjuje rozmowy o podwyżce.

Ile można zarobić w IT?

Jak pokazują dane serwisu zarobki.pracuj.pl, Software Architect zarabia przeciętnie 8 280 złotych netto miesięcznie. Niewiele mniej otrzymuje Starszy Programista C++. Przeciętne zarobki na tym stanowisku oscylują w okolicach  7 200 zł netto. Wśród stanowisk, które są najlepiej opłacane w tym obszarze, znajduje się również Architekt Sieci, z wynagrodzeniem przeciętnym w wysokości 6 880 zł netto miesięcznie.

Informatycy często rozmawiają o podwyżkach

Specjaliści od IT znają swoją wartość i potrafią negocjować, o czym świadczą dane przedstawione w raporcie Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu”. Prawie połowa z nich (47%) podejmuje rozmowy z pracodawcą na temat podwyżki z własnej inicjatywy. To duży odsetek w porównaniu do całej populacji pracujących Polaków, gdzie tylko 38% osób aranżuje takie rozmowy. Z kolei aż 58% z biorących udział w badaniu pracowników IT deklaruje inicjowanie takich rozmów, gdy wzrośnie zakres ich obowiązków, a 26%, gdy dowie się, że inna osoba na ich stanowisku zarabia więcej.

Jakie benefity otrzymują specjaliści ds. IT?

Najnowsze dane serwisu zarobki.pracuj.pl dotyczące benefitów oferowanych przez pracodawców pokazują, że aż67% informatyków otrzymuje dodatkowe świadczenia. Pracownicy w obszarze IT otrzymują najczęściej prywatną opiekę medyczną – deklaruje to aż 48% z nich. Drugim najczęściej otrzymywanym przez nich benefitem są kupony na usługi sportowo-rekreacyjne (30%). W pierwszej trójce najczęściej ofererowanych przez pracodawców usług dodatkowych znajduje się także ubezpieczenie na życie – otrzymywanie tego benefitu deklaruje 25% pracujących w obszarze IT.

Pracy w branży IT coraz więcej

Jak pokazują dane Pracuj.pl, świadczące o ilości ofert pracy publikowanych na portalu, w trzecim kwartale 2014 roku na rynku pojawiło się aż 14 370 ofert dla osób z sektora IT, o 4% więcej niż w II kwartale. Najczęściej poszukiwani są programiści, do nich skierowana jest ponad połowa ofert pracy dla IT. Często poszukiwanymi pracownikami z obszaru IT są również specjaliści od administracji w IT, testerzy oprogramowania i architekci IT.

Dane dotyczące zarobków i benefitów pochodzą z serwisu zarobki.pracuj.pl. Serwis zarobki.pracuj.plumożliwia sprawdzenie, czy nasza pensja jest odpowiednia do naszego doświadczenia i stanowiska.

Raport Pracuj.pl: „Podwyżka bez tabu” został opracowany na podstawie badań przeprowadzonych przez TNS na zlecenie Pracuj.pl w dniach 10-15 września 2014 r. na reprezentatywnej grupie pracujących Polaków (n=1000). Metodologia: wywiady telefoniczne wspomagane komputerowo (CATI).

Zawody najbardziej uprzywilejowane w Polsce

Najbardziej uprzywilejowane grupy zawodowe w Polsce kosztują nas rocznie co najmniej 46 mld zł. Statystycznie, każdy podatnik dokłada do nich 1194 złote rocznie – pisze portal Money.pl.

Parlamentarzyści

Ranking uprzywilejowanych otwierają parlamentarzyści. Utrzymanie Sejmu i Senatu rocznie kosztuje nas blisko 515 mln złotych. Blisko 30 procent tej kwoty – ponad 150 mln złotych – to koszt przeróżnych dodatków, na jakie mogą liczyć i z jakich chętnie korzystają. Oprócz tego parlamentarzyści mogą też korzystać z niskooprocentowanych (3-4 proc. rocznie) pożyczek: 20 tys. zł na remont lub 25 tys. zł na zakup domu lub mieszkania.

Nauczyciele

Największą grupą zawodową cieszącą się licznymi przywilejami są nauczyciele. Mimo dziury w kasie państwa i samorządów, dzięki silnym związkom zawodowym 660-tysięczna rzesza pedagogów zdołała utrzymać przywileje wynikające z Karty Nauczyciela. Ich koszt to – jak podaje Money.pl – co najmniej miliard złotych rocznie. Karta jest nadrzędna w stosunku do Kodeksu pracy. Zgodnie z nią, oprócz wynagrodzenia zasadniczego, nauczycielom przysługują dodatki za wysługę lat, motywacyjne, funkcyjne, za szkodliwe warunki pracy, mieszkaniowe oraz za pracę na wsi i w miastach poniżej 5 tys. mieszkańców.

Oszacowanie wartości wszystkich przywilejów przysługujących nauczycielom – szczególnie dłuższych urlopów czy krótszego czasu pracy (pensum)  –  jest praktycznie niemożliwe. Samorządy ujawniły jednak, że urlopy na podratowanie zdrowia kosztuje je rocznie miliard złotych. Liczba nauczycieli korzystających z tego przywileju to już blisko 20 tys. osób.

Sędziowie i prokuratorzy

Państwo jest niezwykle hojne dla przedstawicieli Temidy, czyli sędziów i prokuratorów. Z naszych pieniędzy płaci za nich składki i w rzeczywistości funduje im emerytury i renty. Rocznie, jak szacuje Money.pl,  te przywileje kosztują budżet 1,3 mld złotych. To aż 30 proc. tego, co wydaje się na system sprawiedliwości w Polsce. Wynagrodzenie zasadnicze sędziów w danym roku oblicza się jako iloczyn przeciętnego wynagrodzenia w II kwartale roku poprzedniego oraz mnożnika dla poszczególnych stanowisk. Bazą do ustalania wynagrodzenia zasadniczego w 2014 roku jest kwota 3612,51 zł. Od wynagrodzenia sędziów nie odprowadza się składek na ubezpieczenie społeczne (ZUS). Oznacza to, że sędziowie zarabiający tę samą kwotę, co przeciętny obywatel, dostają na rękę znacznie więcej.

Jeżeli chodzi o wysokość zarobków prokuratorów, im wyższą funkcję piastują – tym są one wyższe. Prokurator Generalny osiąga miesięczne zarobki w wysokości nawet 17 tys. zł miesięcznie. Z kolei wynagrodzenie prokuratora rejonowego zaczyna się już od 7,5 tys. zł miesięcznie. Prokuratorzy otrzymują dwa rodzaje dodatków: funkcyjny oraz za wysługę lat. Przykładowo, Prokurator Generalny do pensji zasadniczej otrzymuje dodatkowo ponad 4,3 tys. zł.

Duchowni

Dochody z tacy, za udzielanie ślubów, chrztów, za pogrzeby, stanowią dochody z niegospodarczej działalności Kościołów są zwolnione od podatku dochodowego od osób prawnych oraz VAT i w tym zakresie kościelne osoby prawne nie mają obowiązku prowadzenia ewidencji. To tylko początek przywilejów. Konkordat zagwarantował dodatkowo Kościołowi katolickiemu swobodę w prowadzeniu zbiórek pieniędzy. Z tacy i z co łaska w całym kraju do kiesy Kościoła katolickiego wpływa rocznie ponad 6 mld zł. W ubiegłym roku duchowni zapłacili w formie zryczałtowanego podatku dochodowego około 13,3 mln zł  Gdyby musieli odprowadzać podatek dochodowy jak pozostali płatnicy – płacący normalnie PIT czy CIT, do kasy państwa wpłynęło by co najmniej 1,1 mld zł.

Państwo zapewnia nie tylko ulgi, ale też płaci. Najwięcej wykłada przy okazji finansowania Funduszu Kościelnego, współfinansowania szkół katolickich, współfinansowania kościelnych zabytków sakralnych, uposażenia katechetów szkolnych i kapelanów. To w sumie blisko 2 mld zł rocznie. Łącznie przywileje kleru kosztują nas rocznie około 3,1 mld złotych.

Górnicy

Najwięcej pieniędzy z budżetu idzie na  dodatki do górniczych rent i emerytur. Tylko w ubiegłym roku wypłacono w ich ramach 4,6 mld złotych. Pod koniec ubiegłego roku prawo do emerytury górniczej miało już ponad 206 tys. osób. W ubiegłym roku przeciętna emerytura górnicza wynosiła blisko 3800 zł. przy średniej emeryturze nieprzekraczającej 2 tysięcy zł. Górnicy nie są w stanie zgromadzić kapitału wystarczającego na wypłatę tak wysokich świadczeń. Finansują je pozostali składkowicze. Górnik pobiera emeryturę średnio przez 20 lat, a składki opłaca co najwyżej przez 25 lat. Na swoje przyszłe świadczenie odprowadza tylko niecałe 20 proc. swojej pensji. W efekcie około 70 procent świadczenia górniczego jest finansowana z podatków.

Górnik za swoją pracę dostaje na rękę średnio 4,4 tysiące złotych. Może też liczyć  na wiele dodatków. Raz w roku – w grudniu – otrzymuje Barbórkę, czyli równowartość jednej pensji, oraz czternastą pensję, czyli nagrodę wypłacaną w lutym. Oprócz tego, we wrześniu, pracownicy kopalni dostają ołówkowe. Około 500 zł na dziecko i tak zwane deputaty węglowe, czyli 8 ton węgla rocznie. Zamiast opału, może to być ekwiwalent pieniężny.

Mundurowi

Co prawda od 2013 obowiązują ich nowe przepisy emerytalne, ale i tak na emerytury, renty, zasiłki i wszelkie dodatki dla funkcjonariuszy mundurowych w tym roku z budżetu państwa pójdzie blisko 8,3 mld złotych – szacuje Money.pl. Funkcjonariuszy służy teraz w Polsce blisko 180 tysięcy. Najliczniejsi są policjanci, jest ich blisko 98 tysięcy. Tymczasem emerytów i rencistów czyli byłych funkcjonariuszy jest teraz ponad 200 tysięcy. Przeciętne świadczenie, czyli emerytura lub renta, sięga 3,2 tys. złotych miesięcznie.

Prawo do emerytury nabywają funkcjonariusze po łącznym spełnieniu dwóch warunków: wieku oraz stażu służby. Minimalny wiek emerytalny to 55 lat, a minimalny staż służby to 25 lat, a nie jak wcześniej 15 lat. Dopiero połączenie 25 lat stażu służby i 55 lat zagwarantuje prawo do emerytury. Podstawę wymiaru emerytury mundurowej stanowi średnie uposażenie z 10 kolejnych lat służby wraz z nagrodą roczną i dodatkami stałymi. Ważne jest, że funkcjonariusz może sam wybrać najbardziej korzystny dla siebie okres, który będzie podstawą do wyliczenia przyszłego świadczenia.

Żołnierze

Około 25 procent budżetu MON stanowią wydatki na emerytury, renty i inne świadczenia dla żołnierzy, takie jak dodatki do służbowych mieszkań czy zakupu mundurów. Rocznie te cele pochłaniają co najmniej 8,7 mld złotych. Płace w wojsku są bardzo zróżnicowane. Goła pensja szeregowego to około 2,6 tys. zł brutto miesięcznie. Zarobki rosną wraz z szarżą. Podoficerowie otrzymują 3,2 tys. zł brutto, a oficerowie co najmniej 4,5 tys. Generałowie mogą liczyć na pensje przekraczające 10 tys. zł.

Do nich dochodzą różne dodatki: dodatkowa pensja – trzynastka, nagrody jubileuszowe, dodatek za wysługę lat, dodatek funkcyjny, dodatek za stopień służbowy, dodatek służbowy lub motywacyjny, gratyfikacje urlopowe dla każdego członka rodziny i dodatek mundurowy.

Rolnicy

To co państwo dokłada z pieniędzy podatników do KRUS, zdecydowanie przebija pozostałe wydatki na emerytalne przywileje. W tym roku emerytury, renty i zasiłki dla rolników, będą nas kosztować 16,1 mld złotych. Dla porównania, sami rolnicy wpłacą do KRUS w ramach obowiązkowych składek niewiele ponad 1,5 mld złotych. Oznacza to, że każdy Polak dokłada rocznie do rolniczych świadczeń blisko 420 złotych.

Rolnicy mogą przechodzić na emeryturę o pięć lat wcześniej (60 lat mężczyźni, 55 lat kobiety), ale pod warunkiem, że płacili składki przez 30 lat i przestali pracować w zawodzie. Na przykład przepisali gospodarkę na dziecko. Jednak trzeba zaznaczyć, że rolnicy na emeryturze nie dostają wysokich wypłat. Średnie świadczenie z KRUS to niewiele ponad tysiąc złotych brutto. System generuje więc kolejne osoby, które nie mogąc się same utrzymać sięgają po dodatkowe pieniądze w formie zasiłków lub dotacji.

Ranking województw Bankier.pl

Wzrost mobilności Polaków spowodowany rozwojem technologicznym oraz zmianami zachodzącymi w społeczeństwie sprawia, że coraz częściej zadajemy sobie pytanie, gdzie najlepiej się żyje? Zwykle odpowiedzi prowadzą nas do dalekich krajów. 

Nie każdy Polak chce żyć na obczyźnie, ale trudno oszacować, który region jest najbardziej przyjazny w sensie ekonomicznym dla przeciętnego Polaka. Właśnie do tych celów porównawczych zespół Działu Analiz Bankier.pl przygotował prosty ranking województw oraz raport: Co się zmieniło w samorządach od 2010 roku?

– Różnice w rozwoju i potencjale gospodarczym polskich regionów w niektórych przypadkach są tak wielkie, że – przekraczając granice danego województwa – można odnieść wrażenie, że wjechało się na teren innego państwa. Polska to nie tylko bogate okolice Warszawy, czy Wrocławia. To również prowincja ze stolicami województw, których populacja czasem ledwo przekracza 100 tys. mieszkańców, a średnia pensja stanowi niecałe 80% przeciętnej krajowej.  Ocena sukcesu gospodarczego państwa nie może opierać się jedynie na widocznych osiągnięciach najbogatszych, ale powinna być również oceniana przez pryzmat „najsłabszego ogniwa”, a niestety skupia ono 2/3 ludności kraju – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Mazowsze, Śląsk i Wielkopolska – trzy najbardziej przyjazne mieszkańcom województwa

Na pierwszym miejscu znalazło się woj. mazowieckie. Chociaż są tutaj bardzo drogie mieszkania, to mimo wszystko rekompensują je stosunkowo wysokie zarobki. Na drugim miejscu znalazło się województwo Śląskie, które cechuje wysoka przeciętna pensja i w miarę niskie ceny transakcyjne (w porównaniu do większych metropolii) metra kwadratowego mieszkania na rynku pierwotnym. Miejsce na podium zajęło jeszcze woj. wielkopolskie, gdzie mamy bardzo niską stopę bezrobocia. Dużym zaskoczeniem jest 4. pozycja woj. lubuskiego. Tutaj decydujące znaczenie miały bardzo tanie mieszkania, nawet jak na poziom stosunkowo niskiego przeciętnego wynagrodzenia.

Raport Bankier.pl „Regiony 2014: co się zmieniło w samorządach od 2010 roku?” to opracowanie najistotniejszych danych gospodarczych dotyczących wszystkich województw. Zwykły pracujący Kowalski zwykle nie ma czasu, sił i energii, by przeanalizować ponad 1000 stron raportów GUS-u, Banku Światowego czy OECD, które zwykle zawierają kilkanaście tysięcy danych. Dlatego  stworzyliśmy możliwie najprostszą syntezę zrozumiałą dla przeciętnego Polaka, który na co dzień nie jest zainteresowany ekonomią, a gdy przychodzi czas wyborów, chciałby wiedzieć, co tak naprawdę się zmieniło.

Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o nieobniżaniu stóp procentowych

Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o nieobniżaniu stóp procentowych. Decyzja nie była jednomyślna – podał NBP.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan.

Referencyjna stopa procentowa pozostaje zatem po dzisiejszej decyzji RPP na poziomie 2 proc., a stopa lombardowa na poziomie 3 proc. Prezes NBP Marek Belka i członkowie Rady obecni na konferencji prasowej po posiedzeniu stwierdzili, że dla decyzji Rady ważniejszy jest teraz wzrost gospodarczy a nie inflacja, bowiem prognozy (NBP) dotyczące zmian cen wskazują, że w 2016 r. CPI może znaleźć się (z 50 proc. prawdopodobieństwem) w przedziale 0,6-2,3 proc., czyli poniżej celu inflacyjnego. A wg członków Rady osłabienie tempa wzrostu gospodarczego obserwowane w 3. kwartale br. może być przejściowe. Czyli nie ma dzisiaj przesłanek do obniżki stóp procentowych, ale nie są one wykluczone w przyszłości. Rozumiem, że przesłanką do pozytywnej oceny sytuacji w polskiej gospodarce był październikowy wskaźnik PMI (51,2 pkt.). Bo ostatnio żadnych innych informacji wskazujących na poprawę w polskiej gospodarce nie było.

Obniżenie stóp procentowych zapewne nie zwiększyłoby skłonności przedsiębiorstw do inwestycji, bo o niej decyduje dzisiaj nie koszt pieniądza a perspektywy wzrostu popytu wewnętrznego i zewnętrznego. A te, nawet patrząc na październikowy PMI, ciągle nie są na tyle optymistyczne, aby rozpoczynać większe inwestycje. Co prawda, firmy leasingowe wskazują na dość silny, bo ponad 20 proc. wzrost w 2014 r. inwestycji przez nie finansowanych, jednak należy pamiętać, że leasing to instrument finansowy przede wszystkim dla mniejszych firm, skierowany na finansowanie mniejszych inwestycji (średnia inwestycja to 80 tys. zł). Ale w bankach rosnącej skłonności do inwestycji nie widać, bowiem we wrześniu 2014 r. depozyty przedsiębiorstw były wyższe o 20 mld zł niż we wrześniu 2013 r., a należności firm wobec banków – o 25 mld zł.

Rzeczywiście dzisiaj stymulowanie gospodarki przez politykę pieniężną jest trudne i mało skuteczne. Ale jest jeszcze jeden aspekt decyzji RPP ważny dla gospodarki, ważny dla przedsiębiorstw. Przewidywalność. A o tę w decyzjach RPP trudno. Wydaje się, że Radzie sprawia przyjemność bawienie się z rynkiem w kotka i myszkę. Pytanie tylko, czy o to powinno chodzić.

Konfederacja Lewiatan

Prezes Krezusa przechodzi do centrali Chevronu w Houston

0

CEO Magazyn Polska

Paweł Konzal, dotychczasowy prezes spółki Krezus dołączy z końcem listopada do głównego zespołu odpowiedzialnego za rozwój biznesu Chevronu na świecie. Ma się zajmować wsparciem długoterminowego wzrostu i wyników Chevronu poprzez przejęcia i sprzedaż aktywów związanych z ropą i gazem.

Pracując w Houston, Paweł Konzal będzie członkiem zespołu odpowiedzialnego m.in. za strategię globalnego rozwoju firmy, wycenę oraz zarządzanie portfelem aktywów spółki, a także za negocjacje przejęć i sprzedaży aktywów oraz spółek na całym świecie. Zajmować się będzie także oceną ekonomiczną, analizą decyzji, rozwoju i podtrzymywania relacji z zewnętrznymi partnerami oraz wsparciem dla transakcji aż do ich zamknięcia. Pierwszy rok będzie skupiony na wdrożeniu w firmę i uczestnictwie w treningu obejmującym wzmocnienie i budowę kompetencji koniecznych do dalszej działalności w rozwoju biznesu.

Konzal od wielu lat zajmuje się działaniami skupionymi wokół kwestii energetycznych. W Krezusie przeprowadził proces zmiany profilu spółki z funduszu inwestycyjnego skoncentrowanego na polskim rynku na firmę poszukiwawczo-wydobywczą aktywną na rynkach zagranicznych. W Republice Gwinei, gdzie umiejscowione są główne projekty (boksyty i złoto), Krezus został pierwszą spółką płacącą lokalne podatki w transparentny sposób przy współudziale społeczności lokalnych i władz regionalnych.

Za mną ważny okres dla Krezusa w Afryce – mówi Paweł Konzal – Zakończyłem etap pozyskiwania koncesji i reprofilowania spółki. Na tym moja rola się zakończyła. Jestem przekonany, że firma jest gotowa do dalszego dynamicznego rozwoju, zarządzana już przez nowe władze.

Ustępujący prezes Krezusa reprezentował też polski rząd, a później PGNiG w grupach roboczych poświęconych kwestiom sektora energii, a także bezpieczeństwu dostaw gazu ziemnego na forum europejskim.

Chevron jest drugą największą amerykańską firmą paliwową o rocznych przychodach rzędu 230 miliardów dolarów i  zysku w wysokości 21,5 miliarda dolarów, co dało mu trzecie miejsce na liście Fortune 500 w 2014 r.

Benefit Systems: nasze przychody rosną o 20 proc. rocznie. Z karnetów pracowniczych korzystają firmy, sądy, a nawet kurie

0

CEO Magazyn Polska

Przychody Benefit Systems, spółki działającej na rynku pozapłacowych świadczeń dla pracowników, rosną o ok. 20 proc. rocznie. Marża utrzymuje się na poziomie 21 proc. Jak przekonuje Tomasz Józefacki, prezes spółki, obecny rok pod tym względem nie będzie wyjątkiem. Z oferty spółki korzystają przede wszystkim firmy, ale także uczelnie, sądy czy kurie.

Rynek zmienia się wraz z pracownikami, którzy dołączają do przedsiębiorstw – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Józefacki, prezes Benefit Systems. – Widzimy wyraźnie strumień wchodzących właśnie na rynek pracy osób z tzw. pokolenia Y  – wyżu demograficznego, urodzonych między 1980 i 1995 rokiem, które są zainteresowane naszymi produktami, zachowaniem równowagi między pracą i spędzaniem czasu wolnego. To one przede wszystkim zwiększają zainteresowanie naszymi produktami.

Jak wynika z ostatniego raportu „Świadczenia dodatkowe w oczach pracowników w 2014 roku” zajmującej się analizą rynku pracy firmy Sedlak & Sedlak, 75,2 proc. zatrudnionych deklaruje, że ich firma oferuje tego rodzaju benefity. To o ok. 8 proc. więcej niż w 2012 roku. Potencjał rynku pozafinansowych świadczeń pracowniczych – zdaniem Tomasza Józefackiego – jest więc duży. W ostatnich latach przychody Benefit Systems rosną o ok. 20 proc. rocznie. Marża utrzymuje się na poziomie 21 proc.

Na razie nie przesłanek, by myśleć, że kolejny rok będzie inny – zapewnia Józefacki.

Jak wynika z analizy firmy Sedlak & Sedlak, zatrudnieni dzisiaj oczekują od swoich pracodawców w ramach pozapłacowych benefitów pracowniczych przede wszystkim świadczeń medycznych (52 proc.), ubezpieczenia na życie (52 proc.), telefonu służbowego do prywatnego użytku (43 proc.) oraz zajęć sportowych (43 proc.). Jednak, jak zauważa Józefacki, nie zawsze wymagania pracowników pokrywają się z zakresem świadczeń kupowanych przez zatrudniające ich organizacje.

Jeżeli patrzymy z perspektywy firm, to najważniejsze są świadczenia ubezpieczeniowe, urlopowo-wakacyjne, oferta kolonijna dla dzieci i ubezpieczenie zdrowotne – wylicza prezes zarządu Benefit Systems. – Pracownicy natomiast przede wszystkim oczekują świadczeń medycznych i sportowych. Właśnie takim przykładem jest karta MultiSport. To dzisiaj najbardziej pożądane przez zatrudnionych świadczenia.

Do grupy klientów spółki należy obecnie ponad 6,5 tys. firm i instytucji zatrudniających ponad dwa miliony pracowników. Z samych produktów sportowych korzysta blisko pół miliona osób, które mają do dyspozycji niemal 4 tys. obiektów sportowo-rekreacyjnych w 650 miastach Polski. Największym klientem spółki, jak informuje Tomasz Józefacki, jest Poczta Polska. Swoje usługi firma kieruje jednak zarówno do instytucji, korporacji, jak i małych firm lokalnych, zatrudniających więcej niż dziesięciu pracowników.

W gronie naszych klientów mamy wiele instytucji: od sądów, prokuratur, poprzez szkoły podstawowe, uczelnie wyższe, aż po kurie – zauważa Józefacki. – Grono odbiorców i instytucji, które korzystają i kupują tego typu świadczenia dla swoich pracowników, jest więc bardzo szerokie.

W zakresie budowy oferty produktowej firma współpracuje z kilkoma tysiącami firm w całej Polsce.

Przede wszystkim skupiamy się dzisiaj na rozwoju oferty sportowo-rekreacyjnej oraz rozbudowujemy nowe produkty o oferty kinowe, teatralne, wydarzenia kulturalno-rozrywkowe, np. koncerty czy festiwale. Cały czas zwiększamy liczbę partnerów, którzy zapewniają nam dostęp do unikalnej oferty.

Spółka, jak przekonuje Tomasz Józefacki, sama motywuje swoich pracowników, realizując liczne programy motywacyjne.

Firma rozwija się bardzo dynamicznie, w związku z tym chcemy odpowiednio motywować nasz zespół – tłumaczy Józefacki. – Robimy to na dwa sposoby: jednym jest plan akcyjny, skierowany do 35 kluczowych menadżerów, szefów i pracowników spółki, mamy również gotówkowe plany motywacyjne. Staramy się w tym zakresie działać bardzo aktywnie i w szybkim trybie. Nasze plany są ustawiane na pół roku, żeby jak najlepiej realizować założone wyniki.

Hawe planuje zwiększyć dochody i nie wyklucza przejęć. Nowe władze modyfikują strategię spółki

0

CEO Magazyn Polska

Telekomunikacyjna spółka Hawe pracuje nad zwiększeniem dochodów i zysków, a także chwilowo ogranicza inwestycje. Nowy zarząd deklaruje chęć konsolidowania rynku. Spółka nie wyklucza zainteresowania przejęciem TK Telekom od PKP.

Na pewno trzeba w tej chwili bardziej skoncentrować się na bieżącej działalności operacyjnej i uzyskiwaniu szybkiego dochodu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Kubaszewski, prezes zarządu Hawe. Spółka do niedawna słynęła z takich projektów jak FTTH. Nie odkładamy tego projektu na półkę, cały czas chcemy go realizować z naszymi partnerami biznesowymi. Oni też podtrzymują swoje zainteresowanie, ale chcemy jeszcze bardziej skoncentrować się na uzyskiwaniu przychodów i przede wszystkim dochodów.

Z raportu opublikowanego po I półroczu wynika, że przychody Grupy Hawe przekroczyły 138,1 mln zł i były wyższe od zeszłorocznych o 68 proc. Zysk netto spadł jednak w tym czasie z 39,3 do 17,7 mln zł.

Poza FTTH, czyli projektem dostarczania szerokopasmowych usług internetowych do gospodarstw domowych, spółki z Grupy Hawe realizują projekty budowy sieci szerokopasmowych w województwach warmińsko-mazurskim i podkarpackim, których łączna wartość wynosi 627 mln zł. Wydzierżawiają też partnerom biznesowym sieć ciemnych włókien, czyli łączy światłowodowych.

– Spółka jest postrzegana przez partnerów jako bardzo solidna – podkreśla jej prezes. – Nie tylko dobrze sprzedaje, ale też bardzo dobrze wykonuje serwis swojej sieci, kiedy umawia się, dotrzymuje słowa. Dlaego muszę powiedzieć, że w mojej ocenie to, jak ona wygląda, budzi szacunek. Jestem zadowolony z tego, co się dzieje w spółce, i mam nadzieję, że ten rozwój będzie cały czas przyspieszał.

Spółka czeka też na zastrzyk pieniędzy z budżetu Unii Europejskiej, która zamierza wspierać w Polsce budowę tzw. ostatniej mili, czyli przyłączenia gospodarstw domowych do sieci. Zgodnie z Europejską Agendą Cyfrową do roku 2020 każdy obywatel Unii ma mieć dostęp do szerokopasmowego internetu.

Wiemy, że na to mają być przeznaczone fundusze unijne, i liczymy, że to będą projekty podobne do tych realizowanych teraz – zaznacza prezes Hawe.

Spółka deklaruje, że w planach ma jeszcze kilka projektów, które ma nadzieję sfinalizować jeszcze w tym roku. W przyszłym roku zamierza podpisać następne kontrakty i umowy. Trwa też restrukturyzacja grupy.

Aktualnie kończymy wezwanie na akcję Mediatela [zakończyło się 4 listopada – red.] – przypomina Piotr Kubaszewski. W tym momencie będziemy posiadali ponad 99 proc. akcji tej firmy. Planujemy połączenie jej z Hawe Telekom. Hawe SA będzie więc właścicielem świetnego, nowoczesnego podmiotu z branży telekomunikacyjnej, który jest w tej chwili wysoko wyceniamy przez Giełdę Papierów Wartościowych.

W ocenie prezesa konsolidacji jest nieunikniona na polskim rynku telekomunikacyjnym. Te podmioty, które pozostaną, powinny stać się dużym graczami. Hawe deklaruje, że ma zamiar brać aktywny udział w tym procesie.

Może nie mamy takiego potencjału, żeby samemu integrować i konsolidować wszystkich, ale jeżeli słyszymy o takich przetargach, jak w tej chwili na zakup TK Telekom, to jesteśmy nim zainteresowani – deklaruje prezes Piotr Kubaszewski. Nie chcę składać żadnych obietnic, ale omawiamy szczegóły z partnerami finansowymi i biznesowymi, żeby ewentualnie brać udział w takich przetargach.

PKP chce sprzedać 100 proc. TK Telekom. Oferty wstępne zbiera do 19 listopada, a due diligence przewidywane jest na przełom 2014 i 2015 roku.

Niska rentowność obligacji skarbowych utrzyma się jeszcze przez przynajmniej dwa lata

CEO Magazyn Polska

Obligacje skarbowe pozostaną na obecnym lub nawet niższym poziomie rentowności przynajmniej przez najbliższe dwa lata – przewiduje Jacek Rzeźniczek, główny analityk Secus Asset Management. Przyczyną są spadające stopy procentowe i luzowanie ilościowe w krajach strefy euro. Odbicie nastąpi dopiero wtedy, gdy inflacja ruszy w górę.

Rentowność polskich obligacji 10-letnich jest obecnie na poziomie nieco powyżej 2,5 proc. Tak niski poziom oznacza, że są one najdroższe w historii.

 Przypominam sobie, że kiedy rentowność spadała do poziomu 3 proc., wydawało się, że jest bardzo nisko i że już niżej nie ma prawa zejść. Okazuje się, że takiego twardego dna na rynku jednak nie ma – mówi Jacek Rzeźniczek, główny analityk Secus Asset Management.

Taka sytuacja utrzyma się – według eksperta – przez najbliższe 2 lata, co wynika z zapowiedzi Europejskiego Banku Centralnego dotyczących programów upłynniania rynku. Przez dłuższy czas utrzyma się też bardzo niski poziom inflacji w Polsce i krajach strefy euro.

 Niski wzrost gospodarczy przy tej niskiej inflacji otwiera bankom centralnym drogę do dalszego luzownika  u nas luzowania stóp procentowych,  krajach strefy euro do luzowania ilościowego – ocenia rozmówca agencji informacyjnej Newseria Inwestor. – To są działania, które w długim okresie czasu prowadzą do tego, że rentowności obligacji będą się utrzymywały nisko.

Na wczorajszą nieco zaskakującą, choć przewidywaną przez część ekonomistów, decyzję RPP o niezmienianiu stóp procentowych obligacje nie zareagowały. Taki stan rzeczy będzie trwał, jeśli nie dojdzie do jakichś spektakularnych wydarzeń. Te trudno jednak przewidzieć, ale w Polsce nawet zawirowania polityczne mają krótkotrwały wpływ na rynek długu. W długim terminie – jak ocenia Rzeźniczek – rentowności utrzymają się na obecnym poziomie lub nawet jeszcze spadną.

Wadliwe opodatkowanie użytkowania aut służbowych

Przepisy uchwalone przez Sejm, a dotyczące opodatkowania użytkowania samochodów służbowych do celów prywatnych nie są pozbawione wad, ponieważ obejmują wyłącznie świadczenia nieodpłatne. Pominięto sytuację, w której pracownik, może użytkować auto również odpłatnie lub częściowo odpłatnie – uważa Konfederacja Lewiatan.

Podczas trwającego posiedzenia Senatu rozpatrywany jest projekt ustawy o ułatwieniu wykonywania działalności gospodarczej. Zawiera kilkadziesiąt propozycji mających na celu zmniejszenie obowiązków administracyjnych związanych z prowadzeniem biznesu. Wprowadza również oczekiwane przez przedsiębiorców ryczałtowe opodatkowanie nieodpłatnego świadczenia z tytułu użytkowania przez pracownika samochodu służbowego do celów prywatnych, zwolnienie z opodatkowania dojazdów do pracy organizowanych przez pracodawcę oraz wiążącą informację akcyzową.

– Niestety, przepisy uchwalone przez Sejm są źle skonstruowane, bowiem zakładają, że ułatwienie (czyli określenie przepisami wartości świadczeń) dotyczyć będzie wyłącznie świadczeń nieodpłatnych. Pominięto sytuację, w której pracownik, może użytkować pojazd również odpłatnie lub częściowo – odpłatnie. Jak wynika z praktyki są pracodawcy, którzy stosują mechanizm pobierania odpłatności od pracowników z tytułu prywatnego użytkowania samochodów. Zatem w sytuacji pobierania płatności za udostępnienie samochodu służbowego do celów prywatnych pracownika wysokość świadczenia ustalana będzie według cen rynkowych. Oznacza to, że regulacja nie jest pełna i różnicuje podmioty w zależności od sposobu udostępnienia samochodu, co oczywiście nie było celem ustawodawcy – mówi Przemysław Pruszyński, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Odesłanie w nowym przepisie do przypadków, w których samochód udostępniony jest nieodpłatnie spowoduje konieczność szacowania przychodu według cen rynkowych świadczeń częściowo odpłatnych. Zatem wszyscy pracodawcy, którzy odpłatnie udostępniają samochody, dalej będą narażeni na spory co do wysokości świadczenia. Obecny zapis doprowadzi do absurdalnej sytuacji, w której gdy pracodawca udostępni pracownikowi samochód i nie pobierze żadnej opłaty, pracownik uzyska przychód w wysokości 400 zł, natomiast, gdy pobierze 100 zł, organ uzna, że wysokość nie odpowiada wysokości rynkowej (jednocześnie nie zastosuje ryczałtu, gdyż będzie on miał zastosowanie tylko dla świadczeń nieodpłatnych) i wartość pomiędzy kwotą zapłaconą przez pracownika a wartością całego świadczenia oszacuje wg. cen rynkowych.

W celu wyeliminowania wskazanego problemu, niezbędne jest określenie, że w przypadku świadczenia odpłatnego lub częściowo-odpłatnego, z tytułu użytkowania samochodu służbowego do celów prywatnych, pomniejsza się wartość świadczenia o wysokość odpłatności ponoszonej przez pracownika.

Propozycję zmiany Konfederacja Lewiatan zgłosiła senatorom, którzy mogą jeszcze wpłynąć na kształt przepisu i usunąć jego wadliwość. Brak doprecyzowania w znacznej mierze zniweczy pozytywny skutek tej regulacji, gdyż utrzyma obecny, niekorzystny stan prawny
w stosunku do tych przedsiębiorców (ok. 20%), którzy dzisiaj pomimo trudności i ryzyka dokładają należytej staranności, aby nieodpłatne świadczenia z tytułu użytkowania samochodów służbowych opodatkowywać. Stanowić to będzie sankcję dla uczciwych przedsiębiorców co stoi w sprzeczności z zasadami demokratycznego państwa prawnego.

Wprowadzenie mechanizmu zryczałtowanego opodatkowania nieodpłatnego świadczenia przysługującego pracownikowi z tytułu wykorzystywania samochodu służbowego do celów prywatnych jest rozwiązaniem oczekiwanym przez środowisko przedsiębiorców. Nie ze względu na korzyści podatkowe, gdyż de facto ryczałt wprowadza, a nie likwiduje opodatkowanie. Przedsiębiorcy zyskają pewność prawa, która uchroni ich przed sporami z organami podatkowymi o sposób i wysokość ustalania tych świadczeń.

Konfederacja Lewiatan

I. Morawski: Włochy największym zagrożeniem stabilności strefy euro. Działania EBC w najlepszym przypadku okażą się umiarkowanie skuteczne

CEO Magazyn Polska

Włochy mają istotny wpływ na stabilność strefy euro, dlatego brak reform i utrzymująca się recesja są ciężarem dla innych krajów. Te jednak też nie radzą sobie najlepiej, czemu ma przeciwdziałać rozpoczęty w październiku przez EBC program skupu aktywów. Pieniądze z niego mają posłużyć do finansowania pożyczek dla firm, te jednak pożyczać nie chcą, bo nie widzą możliwości inwestowania. Dlatego – zdaniem głównego ekonomisty BIZ Banku – efektywność działań EBC będzie niewielka.

Sytuacja w poszczególnych krajach PIIGS (Portugalia, Włochy, Irlandia, Grecja, Hiszpania) jest skrajnie różna. Najlepiej ma się Irlandia, z kryzysu również powoli wychodzi Hiszpania. Na drugim biegunie są Grecja i Włochy. Ta pierwsza nie powinna raczej już niczym zaskoczyć – musi realizować założone reformy, bo od nich zależy zagraniczne finansowanie.

– Grecja jest uzależniona od zagranicznego finansowania. Otrzymała kredyty od Unii Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Europejskiego Banku Centralnego i prędko tych kredytów nie spłaci. Także Grecja jest uzależniona od pomocy zagranicznej na długie lata – mówi Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku.

Jego zdaniem kluczowa dla Europy jest sytuacja Włoch, które są jedną z największych gospodarek Unii Europejskiej i – w odróżnieniu od mniej istotnej Portugalii – mają duży wpływ na stabilność całej strefy euro. Od lat nie mogą sobie jednak poradzić z rosnącym długiem publicznym i recesją.

Irlandia jakoś sobie radzi, Hiszpania jakoś będzie sobie radzić, Grecja jest na zewnętrznym finansowaniu, podczepiona pod pomoc zagraniczną jak pod kroplówkę, czyli to nie jest tak istotne, poza tym to jest mały kraj – mówi Morawski. – Włochy to jest duży kraj, który ma rosnący dług publiczny, jest w recesji, a reformy strukturalne idą bardzo wolno, dlatego wydaje mi się, że mogą one zagrażać stabilności strefy euro.

Eurolandowi pomóc ma świeżo rozpoczęty program skupu aktywów opartych o kredyty, co ma ożywić rynek pożyczek dla małych i średnich firm, które stanowią fundament gospodarki. EBC ma jednak znikomy wpływ na niechęć banków do udzielania takich kredytów i firm – do ich zaciągania.

– Po pierwsze, banki wciąż naprawiają swoje bilanse, podziurawione po ostatnim kryzysie finansowym. Po drugie, jest niski popyt na kredyt, firmy nie chcą inwestować. EBC ma małe możliwości wpływania na chęć firm do inwestowania, natomiast ma wpływ na podaż kredytów.

To może być jednak za mało, by ruszyć z miejsca gospodarkę strefy euro. Dlatego – zdaniem Morawskiego – powodzenie tego programu będzie dość umiarkowane.

Lepszy ten program niż nic, natomiast najlepiej byłoby, gdyby Europejski Bank Centralny kupował bezpośrednio długookresowe obligacje skarbowe krajów znajdujących się w kryzysie i żeby z emisji tych obligacji kraje mogły sfinansować cięcia podatków lub wzrost inwestycji publicznych. Krótko mówiąc – żeby doszło do finansowania deficytów przez Europejski Bank Centralny.

To jednak stoi w sprzeczności z traktatami europejskimi, więc pozostają działania wspierające podaż kredytów. Morawski podkreśla jednak, że aby ten program zadziałał, firmy muszą zacząć sięgać po kredyty na inwestycje.

Kampanie wyborcze i wybory mogą opóźnić modernizację polskiej energetyki o kilkanaście miesięcy

CEO Magazyn Polska

Niezbędna modernizacja sektora energetycznego i wydobywczego może odsunąć się w czasie. Polska weszła w kilkunastomiesięczny okres wyborczy, kiedy politycy są bardziej skłonni iść na ustępstwa, a związki zawodowe to wykorzystują – podkreślają eksperci Instytutu Jagiellońskiego. Branża energetyczna jest zdominowana przez firmy państwowe, gdzie pozycja związkowców jest nadal bardzo silna.

To jest, niestety, bardzo zły dla Polski moment – przekonuje Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Zainteresowani wyborami politycy podejmują nieracjonalne i niedobre dla całego kraju decyzje. Jeżeli chodzi o górnictwo i dużą konwencjonalną energetykę, to wciąż dominują tam koncerny państwowe. Związkowcy są w stanie, wywierając nacisk, wynegocjować na przykład bardzo wysokie wynagrodzenia, dlatego bez wstrzymania się i zastanowienia restrukturyzacja energetyki będzie niemożliwa.

Problem związków zawodowych, jak zauważa Roszkowski, występuje przede wszystkim w firmach państwowych, które wymagają działań naprawczych. Tymczasem pozycja i wpływy syndykatów pracowniczych od lat skutecznie uniemożliwiają ich przeprowadzenie.

Zawsze w krytycznych momentach, takich jak na przykład prywatyzacja Jastrzębskiej Spółki Węglowej, związki zawodowe wstawały, podnosiły głowę i mówiły: „Zróbcie rezerwę, z której nam jeszcze coś wypłacicie” – mówi Roszkowski. – Każdy proces w państwowych spółkach może zostać wypaczony albo dramatycznie spowolniony właśnie przez to, że mamy takie dodatkowe grupy interesów.

Według Instytutu Jagiellońskiego problemem jest samo usytuowanie związków zawodowych w systemie.

Nieuczciwość polega na tym, że nie ma symetryczności – argumentuje Roszkowski. – Jeżeli jest dobrze, to związkowcy mówią, że pracownicy chcieliby mieć większy udział w zysku, a jeśli jest źle, to umywają ręce, bo to nie jest już ich odpowiedzialność, tylko państwa, które powinno ratować zakład, albo właściciela, który musi coś dopłacić czy zrestrukturyzować. Niestety, w krytycznych momentach takie struktury bardzo przeszkadzają i nie służą Polsce, tylko poszczególnym osobom, które załatwiają sobie i swojemu otoczeniu jakiś bonus, a nie wpływają na efektywność całej gospodarki.

Tymczasem, jak wskazuje Instytut Jagielloński w swojej analizie, sektor energetyczny i wydobywczy wymagają gruntownej modernizacji. Bez niej niemożliwe będzie sprostanie zagranicznej konkurencji i efektywnej realizacji kluczowych dla bezpieczeństwa energetycznego Polski zadań. Tym bardziej że 90 proc. polskiej energetyki pochodzi ze spalania węgla czarnego i brunatnego. Wysoka cena surowca, na którą wpływ ma np. utrzymywanie nierentownych zakładów z powodu weta związkowców, obniża efektywność całej gospodarki.

Jeżeli chodzi o pakiet klimatyczny, to Polska będzie wydawała teraz pieniądze na restrukturyzację w przyspieszonym tempie, bo potencjalny sprzeciw wobec jego zapisów czy w ogóle niechęć do realizacji wynikają z tego, że po prostu nas na to w dużej części nie stać – zauważa Roszkowski. – Tutaj konieczne są odważne kroki, ponieważ im dłużej będzie to trwało, tym drożej za to zapłacimy.

Według ekspertów Instytutu Jagiellońskiego związkowcy branży energetycznej powinni patrzeć na restrukturyzację nie tylko jako na zagrożenie, lecz także jako na szansę. Przykładem może być PKP Cargo, spółka, która dziś stoi mocno na nogach, jeszcze kilka lat temu była symbolem upadku polskiej kolei. Związki zawodowe, rozumiejąc, że brak zgody na radykalne zmiany będzie oznaczał likwidację spółki, wypracowały tam kompromis, który okazał się dla przedsiębiorstwa kołem ratunkowym. Pozytywnym przykładem jest także działalność Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia. Zostało ono uratowane przed upadkiem m.in. dzięki konstruktywnej postawie syndykatów pracowniczych, które znalazły inwestora.

Spekulacja ziemią rolną przez cudzoziemców będzie utrudniona

CEO Magazyn Polska

Od maja 2016 roku cudzoziemcy zyskają możliwość zakupu ziemi. Nowa ustawa, która będzie regulować obrót ziemią, nie będzie nikogo dyskryminować, ale resort rolnictwa chce, by przy nabywaniu gruntów pierwszeństwo mieli rolnicy, którzy zamieszkują na terenie tej samej gminy lub miejscowości. Zdaniem Marka Sawickiego odpowiedni zapis w ustawie ma zabezpieczyć przed zakupem ziemi rolnej do celów inne niż produkcyjne.

1 maja 2016 roku przestaną obowiązywać ograniczenia w sprzedaży ziemi rolnej obcokrajowcom. W Sejmie na zatwierdzenie przez parlamentarzystów czeka nowa ustawa, która będzie regulowała obrót tymi gruntami.

To jest ustawa, która ma uregulować zasady obrotu ziemią rolniczą w Polsce, nie dyskryminując nikogo z zewnątrz. Chcemy po prostu, żeby pierwszeństwo zakupu gruntów mieli sąsiedzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Sawicki.

Według niego ustawa ma także uwzględniać możliwość kształtowania wielkości gospodarstw. Oznacza to, że gospodarstwa małe, do 300 ha, będą miały pierwszeństwo zakupu. Znaczenie mieć będzie także wiek kupującego grunt rolnika.

Jeśli mamy dwóch kupujących: jeden ma 25 lat, a drugi 64, to trudno decydować się na sprzedaż temu starszemu. Chcemy, żeby izby rolnicze wzmocnione samorządem terytorialnym wybierały nabywcę, a niekoniecznie, by o zakupie decydowała cena – wyjaśnia Marek Sawicki.

Dodaje, że cena powinna być określona przez rzeczoznawcę. Natomiast wybór nabywcy powinien prowadzić do poprawy struktury agrarnej w Polsce.

Jeśli wprowadzimy mechanizmy na wzór francuskich czy niemieckich, to rzeczywiście ziemię kupią sąsiedzi, czyli lokalni mieszkający. Jeżeli tych zabezpieczeń nie wprowadzimy, to kupią ją bogatsi – dodaje minister rolnictwa.

We Francji każdą transakcję związaną z gruntami rolnymi kontroluje Stowarzyszenie Zagospodarowania Ziemi i Urządzania Obszarów Wiejskich. Ma ona również prawo pierwokupu. Jak podają krajowe media, średnia cena gruntów rolnych we Francji, dzięki działalności Stowarzyszenia, jest niższa niż w Polsce.

Zdaniem Marka Sawickiego w Polsce zdarzają się przypadki spekulacji ziemią rolniczą, choć nie jest to zjawisko częste.

Dlatego rozwiązania, które są już przygotowane w projekcie ustawy, jak również te, nad którymi pracujemy w ministerstwie rolnictwa, o charakterze poprawek do tej ustawy, mają przede wszystkim zabezpieczyć przed spekulacją ziemią rolniczą – dodaje Sawicki.

O zapisach w ustawie mówił również niedawno w mediach Leszek Świętochowski, prezes Agencji Nieruchomości Rolnych. Jeśli kupującym lub sprzedającym grunty rolne nie będzie rolnik, obywatel Polski, wtedy w obrocie ziemią pośredniczyć będzie ANR. Agencja przymierza się również do stworzenia rejestru gruntów rolnych. W 2013 roku cudzoziemcy kupili od ANR 61 ha ziemi rolnej, a od 2004 roku – niecałe 1 800 ha.

Badanie BIK i UFG: Rzetelni kredytobiorcy są mniej szkodowymi klientami firm ubezpieczeniowych

CEO Magazyn Polska

Wymiana informacji pomiędzy różnymi instytucjami rynku finansowego może w znaczący sposób pomoc w ocenie wiarygodności kontrahentów. Dzięki informacjom o rzetelności kredytowej klientów sektor ubezpieczeniowy mógłby o jedną piątą zwiększyć trafność przewidywań dotyczących ich szkodowości.

Z badań wynika, że ludzie z dobrymi nawykami kredytowymi na co dzień zachowują się uważniej i wykazują staranność w zachowaniu bezpieczeństwa wobec siebie i składników swojego majątku. Połączenie historii zdarzeń ubezpieczeniowych, którą gromadzi UFG, z informacjami o spłacalności kredytów, które posiada Biuro Informacji Kredytowej, pozwoliłoby lepiej prognozować ryzyko ubezpieczeniowe.

– Z jednej strony oznacza to dla instytucji finansowych, że mogą lepiej zarządzać ryzykiem i dopasowywać ofertę do klientów w zależności od profilu ryzyka – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Mariusz Cholewa, prezes zarządu Biura Informacji Kredytowej. – Dla klientów byłaby to okazja do tego, by ci, którzy odpowiedzialnie zarządzają finansami i odpowiedzialnie zachowują się na rynku ubezpieczeniowym, mogli skorzystać z lepszych ofert.

Biuro Informacji Kredytowej gromadzi komplet informacji o historii kredytowej klientów indywidualnych w bankach, SKOK-ach, również w bankach spółdzielczych. Obecnie łączy te dane z informacjami z kolejnych sektorów: firm pożyczkowych, firm leasingowych oraz firm faktoringowych.

– Często klienci indywidualni, którzy prowadzą działalność gospodarczą, mieszają swoje prywatne źródła finansowania z biznesowymi – tłumaczy prezes BIK. – Instytucje finansowe powinny więc mieć pełny obraz zachowań tych klientów na rynku finansowym.

Dlatego Biuro Informacji Kredytowej przez swą spółkę córkę BIG InfoMonitor zbiera informacje pozytywne i negatywne o tych klientach, którzy zalegają z płatnością za energię, gaz czy telefon komórkowy, oraz informacje o wzajemnych relacjach firm, jeżeli nie płacą swoich faktur.

– Takim obszarem, który ma duży potencjał, jest sektor ubezpieczeniowy. Potwierdza to sytuacja na rynkach światowych, gdzie już taka wymiana informacji istnieje – podkreśla dr Mariusz Cholewa. – W Polsce ze względu na ochronę tajemnicy bankowej i ubezpieczeniowej nie można się w bezpośredni sposób wymieniać danymi, niewątpliwe jednak jest to ogromny potencjał.

Informacje zebrane przez Biuro Informacji Kredytowej mogą znacząco – aż o 1/5 – zwiększyć trafność przewidywań dotyczących szkodowości w obszarze ubezpieczeń komunikacyjnych OC – wynika z badania przeprowadzonego we współpracy z UFG.

– Razem z Ubezpieczeniowym Funduszem Gwarancyjnym BIK zrobił taki projekt badawczy, w którym szukaliśmy zależności między zachowaniami klientów na rynku kredytowym i ubezpieczeniowym – mówi prezes zarządu Biura Informacji Kredytowej. – Badanie to przeprowadziliśmy na bazie statystycznej w oparciu o kody pocztowe. I tylko na tej podstawie wyszło nam, że zależność między zachowaniami klientów na rynku kredytowym a ubezpieczeniowym jest bardzo duża, prawie 79 proc.

Polski handel czeka na przedświąteczny boom. Początek już w listopadzie

CEO Magazyn Polska

Z początkiem listopada zaczyna się jeden z najlepszych w roku okresów dla handlu detalicznego. Polacy zaczynają coraz intensywniejsze zakupy, które swój szczyt osiągają tuż przed świętami. Na większe obroty liczy również branża odzieżowa.

Sprzedaż przedświąteczna, czyli IV kwartał każdego roku, to jest najbardziej dochodowy okres dla branży odzieżowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Dworczak, prezes CDRL, do której należy marka Coccodrillo.

Z publikowanego przez brytyjską firmę Experian plc indeksu FootFall Indeks Polska wynika, że koniec października to czas, gdy handel w Polsce notuje bardzo słabe wyniki. Indeks, którym mierzona jest liczba klientów odwiedzających centra handlowe, spada do poziomu, który osiąga w okresie wakacyjnych wyjazdów, gdy polskie sklepy świecą pustkami. W tym roku, w ostatnim tygodniu października, FootFall spadł o 16,9 proc, porównując z połową miesiąca (w ujęciu rocznym wzrósł o 2,7 proc.).

To jednak chwilowy trend, bo jak pokazują doświadczenia poprzednich lat, wraz z początkiem listopada liczba kupujących zaczyna rosnąć.

We wrześniu, zgodnie z danymi GUS, sprzedaż detaliczna w Polsce wzrosła o 1,6 proc. w ujęciu rocznym, ale spadła o 0,9 proc. w ujęciu miesięcznym. Wyniki z grudnia ubiegłego roku pokazują, że końcówka roku dla handlu jest znacznie lepsza niż początek jesieni. Sprzedaż wzrosła o 5,8 proc. rok do roku, ale aż o 17,3 proc. w porównaniu z listopadem 2013 roku.

I w tym roku właściciele sklepów liczą na przedświąteczną zakupową gorączkę. Jednocześnie wprowadzają do sklepów nową ofertę przygotowaną właśnie z tej okazji.

– Nam najbardziej zależy na tym, żeby stworzyć taką ofertę, dzięki której klient, który kupi u nas w tym roku, będzie chciał potem wrócić, bo będzie zadowolony z tych towarów. Przede wszystkim są to ubiory okazjonalne, czyli typowo świąteczne. Mniej mamy oferty sportowej, w której też się bardzo dobrze czujemy, ale staramy się zadowolić klienta ofertą typowo przedświąteczną. – deklaruje prezes CDRL. Przygotowujemy szereg niespodzianek związanych z tym okresem. Będą to najróżniejsze wycinanki, bombki, kolorowanki, które mają wzmocnić sprzedaż. Oczywiście pojawią się także różne promocje, które będą uzależnione od wartości zakupu. Wszystko po to, by zapewnić naszym klientom jak najlepszą dostępność do naszych towarów.

Jak podkreśla, klienci poszukują w tym okresie nieco innych rzeczy niż w pozostałych miesiącach. Również w samym okresie przedświątecznym potrzeby klientów się zmieniają.

– Na Mikołaja, czyli w momencie, gdy zaczynamy sprzedaż przedświąteczną, klienci szukają drobnych, okazjonalnych prezentów – ocenia prezes CDRL SA. Przed samymi świętami zaczynamy sprzedawać bardziej eleganckie rzeczy, jak sukienki czy marynarki.

Benefit Systems w ciągu dwóch lat chce otworzyć do 70 klubów fitness

0

CEO Magazyn Polska

Zajęcia sportowe jako segment rynku pozapłacowych świadczeń pracowniczych mają ogromny potencjał wzrostu – uważają przedstawiciele Benefit Systems. Dlatego spółka inwestuje w kluby fitness. Do końca 2016 roku we współpracy z Calypso, Fitness Academy, Fabryką Formy oraz firmą Zdrofit chce utworzyć do 70 takich placówek w całej Polsce. Karty sportowe MultiSport, które wydaje spółka, ma już prawie 500 tys. użytkowników.

W najbliższych latach skupimy się na rozwoju kart MultiSport – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Tomasz Józefacki, prezes zarządu Benefit Systems SA. – W październiku przekroczyliśmy próg 500 tys. użytkowników kart sportowych. Nie tyczy się to tylko MultiSportu, ale ma on w tym największy udział.

Miesięczny karnet do zwykłego klubu fitness to wydatek rzędu 150-200 zł. Kartę MultiSport pracownicy mogą mieć za kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych. Resztę ceny pokrywa pracodawca, głównie z funduszu świadczeń socjalnych. Dlatego spółka nadal będzie inwestować w kluby fitness w największych miastach. Tam bowiem widzi największe grono odbiorców swoich produktów.

– Kluby są istotnym elementem naszej strategii, ponieważ pozwalają budować powierzchnię, z której później mogą korzystać użytkownicy naszych kart, a tych dynamicznie przybywa – wskazuje Józefacki. – Planujemy do końca 2016 roku, czyli w ciągu najbliższych dwóch lat, stworzyć do 70 klubów.

Placówki powstają za pośrednictwem kilku sieci w Polsce: Calypso i Zdrofit (głównie Warszawa i okolice), Fitness Academy (Dolny i częściowo Górny Śląsk) i Fabryka Formy (Wielkopolska).

Jeżeli chodzi o plany inwestycyjne całej grupy, to jesteśmy także zainteresowani tworzeniem nowych produktów i rozwiązań – informuje Józefacki. – Staramy się być firmą, która oferuje pełną gamę różnego rodzaju rozwiązań, pozwalających pracownikom w odpowiedni i atrakcyjny sposób wykorzystać wolny czas. Inwestujemy w różne narzędzia do dystrybucji oraz ofertę na platformach. Mam na myśli MultiBilet (kino), MultiTeatr (teatr), MultiWypoczynek (oferta wypoczynkowa i turystyczna) oraz BenefitLunch, czyli ofertę posiłków w godzinach pracy dla zatrudnionych.

Ważną częścią strategii rozwoju spółki, jak zapewnia szef Benefit Systems SA, są plany związane z eksportem świadczonych usług.

Od ponad trzech lat jesteśmy w Czechach, przyglądamy się też innym rynkom, w których widzimy potencjał rozwoju podobnych produktów – wskazuje Tomasz Józefacki.

W najbliższej przyszłości spółka chce skupić się na rozwijaniu już udostępnionej oferty.

Staramy się wzbogacać naszą ofertę w ramach tych produktów i kategorii, które już posiadamy, takich jak np. MultiWypoczynek – tłumaczy Józefacki. – Tę usługę chcemy rozszerzyć nie tylko o wyjazdy weekendowe, lecz także o urlopy, ferie i kolonie dla dzieci.

Benefit Systems notowana jest na warszawskiej giełdzie od 21 kwietnia 2011 roku. Jej akcje od tej pory zdrożały o 130 proc. Cały WIG zyskał w tym czasie niespełna 8 proc., a WIG20 stracił ponad 15 proc.

Firmy, które wysyłają pracowników w niebezpieczne regiony świata, mogą ubezpieczyć się od porwań i okupów

0

CEO Magazyn Polska

Na polskim rynku pojawiła się możliwość wykupu polisy od porwań i okupów. To oferta skierowana do wszystkich firm, ze szczególnym naciskiem na podmioty, które wysyłają pracowników do miejsc o wysokim ryzyku porwań dla okupu. To m.in. Kongo, Pakistan, Libia, Nigeria, niektóre regiony Meksyku i Rosji.

Firmy rzadko wiedzą, że taka polisa w ogóle istnieje, że można zakupić taki produkt ubezpieczeniowy. Natomiast oczekiwania często są takie, aby to były polisy „pod konkretny wyjazd”, i to realizujemy. Spółka wysyła swojego pracownika na negocjacje handlowe do Pakistanu i w tym momencie zawieramy polisę na tydzień czy dwa, w zależności od potrzeb. Istnieje również możliwość zawarcia polisy rocznej – wyjaśnia Adam Gmurczyk, dyrektor w Dziale Ubezpieczeń Financial Lines w spółce AIG, która oferuje takie polisy.

Polisę chroniącą od ryzyka uprowadzenia, okupu i wymuszeń (K&R) wprowadził polski oddział firmy ubezpieczeniowej AIG. Oferta jest adresowana do klientów korporacyjnych, którzy prowadzą działalność na rynku międzynarodowym. Jak informują przedstawiciele ubezpieczyciela, zmienione w ostatnim czasie warunki ubezpieczeń K&R wynikają z rosnącej liczby ognisk zapalnych na całym świecie, w tym konfliktów zbrojnych i ryzyka porwań.

Oczekiwania są takie, aby w sytuacji kryzysowej byli uruchamiani konsultanci, którzy zapewnią koordynację odpowiednich działań, i aby polisą był objęty okup płacony porywaczom. Dla klientów ważne są również dodatkowe rozszerzenia, jak pokrycie kosztów medycznych po zdarzeniu, kosztów związanych z operacjami plastycznymi czy też roszczeń odszkodowawczych rodzin wobec spółki – mówi Gmurczyk agencji Newseria Biznes. – Polisa może również objąć koszty ewakuacji, gdy organ państwowy w danym kraju wyda stosowne ogłoszenie i wezwie obywateli innych państw do wyjazdu.

Oferta skierowana jest do wszystkich przedsiębiorców, jednak przede wszystkim dotyczy firm wysyłających pracowników w delegacje do krajów o dosyć wysokim ryzyku porwań dla okupu czy wymuszeń, takich jak Kongo, Pakistan, Libia, Nigeria, a także niektórych regionów Meksyku czy Rosji. Ubezpieczenie obejmuje zarówno koszt okupu, jak i usługi konsultantów z firmy NYA International – partnera biznesowego AIG, który specjalizuje się w zarządzaniu kryzysowym w tego rodzaju sytuacjach.

Konsultanci kontaktują się z ubezpieczonymi, firmą, rodzinami i jadą w miejsce, w którym zdarzyło się porwanie oraz do siedziby ubezpieczonego. Doradzają, jak negocjować z porywaczami. Profesjonalne wsparcie w tak trudnej sytuacji jest bardzo pożądane, aby porywacz po otrzymaniu okupu nie czuł się zachęcony do tego, by ponownie porywać pracowników danej organizacji i znowu zażądać okupu – wyjaśnia ekspert.

W przypadku takiej polisy, jak wskazuje Gmurczyk, składka zależy przede wszystkim od wielkości przedsiębiorstwa, liczby objętych nią podróży służbowych oraz kraju, do którego ma się udać objęta ochroną osoba.

Najniższe składki oferowane są najmniejszym organizacjom wysyłającym pracownika w mniej ryzykowne regiony. Natomiast firmy z trudniejszych branż, jak wydobywcza, paliwowa, naftowa, lotnicza czy zbrojeniowa, przy wielu podróżach służbowych w zagrożone rejony świata płacą składki odpowiednio wyższe – mówi Gmurczyk.

NYA International rocznie odnotowuje ok. 80-100 przypadków porwań wysyłanych w delegację pracowników, żądania okupu i wymuszeń.

Elektronika noszona coraz popularniejsza. Może jednak zagrażać prywatności użytkowników

CEO Magazyn Polska

Elektronika noszona, czyli wearables, to wygodne rozwiązanie dla użytkowników. Niestety mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że dość poważnie zagraża ona prywatności. Urządzenia tego typu gromadzą dane osobowe, te zaś mogą być przesyłane do firm partnerskich producenta danego sprzętu lub paść łupem cyberwłamywaczy – przestrzegają eksperci.

Dostęp do naszych danych mogą uzyskać największe światowe koncerny – mówi Marek Porzeżyński, prawnik z kancelarii Chałas i Wspólnicy. – Dane tego typu są szczególnie cenne dla przeróżnych firm reklamowych, które – dysponując nimi – mogą kierować swoje reklamy do odpowiedniej grupy odbiorców. Bazy danych osobowych mają bardzo dużą wartość rynkową i są chętnie kupowane przez firmy zajmujące się marketingiem.

Większość użytkowników nabywających gadżety elektroniczne nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że producent nie tylko gromadzi ich dane osobowe, lecz także ma dostęp do zapisów aktywności, jakie rejestruje dane urządzenie. Wielu użytkowników nieświadomie nie wyłącza swoich urządzeń w momencie, kiedy nie chcieliby, aby ich aktywność była monitorowana, co jest możliwe dzięki wbudowanym elementom nagrywającym zarówno dźwięk, jak i obraz, a także parametry medyczne (np. rytm pracy serca, tętno itp.).

Jak jednak podkreśla Porzeżyński, sama sprzedaż danych osobowych koncernom reklamowym nie jest największym zagrożeniem, jakie niesie za sobą używanie elektroniki noszonej. O wiele groźniejsza i brzemienna w skutkach może okazać się działalność hakerów, którzy włamując się do bazy danych na serwerach producenta, mogą uzyskać wszelkie zapisane tam informacje o użytkowniku. Kradzież tego typu informacji nie jest dla specjalistów trudnym wyzwaniem.

Jeżeli już decydujemy się na korzystanie z takich urządzeń, bardzo trudno zabezpieczyć się przed zhakowaniem. Takie włamanie może nastąpić dosłownie w każdym momencie, a użytkownik może nawet o tym nie wiedzieć – ostrzega Marek Porzeżyński. – Urządzenia tego typu są nowymi gadżetami, więc nie ma jeszcze wyspecjalizowanej technologii czy oprogramowania, które mogłyby skutecznie zapobiegać takim naruszeniom. Jak jednak pokazuje rozwój technologii komputerowych, nawet mając już takie zabezpieczenia, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co hakerzy mogą z nimi zrobić, kiedy uda im się je złamać.

Wraz z pojawieniem się elektroniki noszonej pojawiają się także związane z nią implikacje prawne dotyczące ochrony danych osobowych. Co prawda nie było jeszcze żadnych spraw tego typu ani w Polsce, ani na świecie, należy jednak pamiętać o tym, że jest to dopiero początek upowszechniania się takich gadżetów. Jak wykazały to ostatnie badania, w samych Stanach Zjednoczonych już 20 proc. społeczeństwa dysponuje takim sprzętem elektronicznym. W Polsce nie przeprowadzano jeszcze na ten temat sondy, nie ma również żadnych statystyk dotyczących wearables, jednak Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych zaapelował o rozsądek podczas używania takiego sprzętu.

Media społecznościowe przyspieszają proces rekrutacji i pomagają zweryfikować dane z CV

CEO Magazyn Polska

Blisko połowa pracodawców prowadzi rekrutację przez media społecznościowe, żeby ją przyspieszyć – wynika z badania Adecco Poland. Serwisy takie, jak Facebook czy LinkedIn, stały się już powszechnym narzędziem wykorzystywanym do poszukiwania pracowników służą m.in. do zamieszczania ofert pracy, weryfikowania danych z CV czy promowania pracodawcy. Często korzystają z nich także firmy rekrutacyjne – 60 proc. z nich przyznaje, że w ich organizacjach jest to obowiązkowe lub przynajmniej rekomendowane.

Z badania przeprowadzonego przez Adecco Poland w krajach Europy Środkowo-Wschodniej wynika, że to polscy pracodawcy najczęściej korzystają z social media w procesie rekrutacji.

– Polska wiedzie prym w porównaniu z innymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej. Portal, który najczęściej jest wymieniany przez rekruterów, czyli LinkedIn, jest stworzony przede wszystkim dla kadry średniego i wyższego szczebla. Takie portale służą najczęściej do weryfikacji kompetencji i doświadczenia zawodowego kandydatów – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Posachowicz, konsultant departamentu rekrutacji stałych Adecco Poland, firmy świadczącej usługi z zakresu zarządzania kapitałem ludzkim oraz doradztwa personalnego.

Do tych celów social media są wykorzystywane przez ponad połowę rekruterów. Ankietowani częściej wskazywali, że media społecznościowe służą im do publikowania ofert pracy (ponad 70 proc. wskazań) i pozyskiwania pasywnych kandydatów, czyli osób, które mają zatrudnienie i nie poszukują pracy (68,3 proc.).

Posachowicz zwraca uwagę, że główną korzyścią dla rekruterów jest szybsze dotarcie do poszukiwanych kandydatów.

– Kandydaci pozyskani z portali społecznościowych to osoby pasywne na rynku pracy, które nie odpowiadają aktywnie na ogłoszenia o pracę i tym samym to my musimy do nich dotrzeć. Są to pracownicy, którzy najczęściej dobrze wywiązują się ze swoich obowiązków – tłumaczy konsultant Adecco Poland.

Najchętniej wykorzystywanym do tego portalem jest LinkedIn. Drugim najpopularniejszym jest Facebook.

– Portal ten więcej mówi jednak o kompetencjach miękkich, sposobie życia, zachowania czy spędzania wolnego czasu przez danego kandydata – mówi Posachowicz.

Najbardziej kandydatom zaszkodzić mogą ich komentarze, które świadczą o tym, że naruszali zasady obowiązujące w miejscu pracy lub na uczelni. Nieco mniejszy wpływ na ocenę rekrutera mają publikowane przez kandydata kontrowersyjne poglądy, a jeszcze mniejszy – prywatne zdjęcia.

Okazuje się także, że prowadzenie działań rekrutacyjnych w mediach społecznościowych nie jest domeną jedynie najmniejszych firm, zatrudniających mniej niż 10 osób. Najczęściej używanie portali społecznościowych w rekrutacji wymuszają lub rekomendują firmy mające 10-50 pracowników (aż 66,1 proc.). W przypadku firm zatrudniających 50-250 osób odsetek ten wyniósł 47,4 proc., a wśród firm zatrudniających powyżej 250 osób – 51,8 proc.

Badanie wykazało, że największy nacisk na używanie mediów społecznościowych w procesach rekrutacyjnych kładą firmy rekrutacyjne. 60 proc. z nich przyznało, że w ich organizacjach jest to obowiązkowe lub rekomendowane.

Branżami, w których najczęściej wykorzystujemy portale social media, są logistyka, manufacturing oraz sektor finansowy. Innym obszarem jest shared service center [centra usług wspólnych – red.]. Jest to branża, która przewija się przez wszystkie sektory: sprzedaż, obsługę klienta, logistykę i sektor finansowy – wymienia Posachowicz.

Blisko połowa badanych przyznała, że korzystanie z social media zwiększa liczbę podań o pracę. Nieco ponad połowa podkreśliła, że przyspiesza to proces rekrutacji.

Z pewnością czas rekrutacji skraca się do minimum. Czasami w ciągu kilku dni pracodawcy potrafią zidentyfikować docelowych pracowników – podsumowuje Paweł Posachowicz.

W Polsce dużo groźniejsza od eboli jest grypa sezonowa. Wiążą się z nią poważne powikłania

CEO Magazyn Polska

Główny Inspektor Sanitarny uspokaja – osoby, które nie miały kontaktu z chorymi na ebolę i nie przebywały w rejonie zagrożenia, w Polsce nie mają możliwości zakażenia się. Lekarze radzą, by zamiast drżeć przed afrykańskim wirusem, zabezpieczyć się przed tym, który wywołuje grypę sezonową i może zaatakować w każdym miejscu.

Grypa szerzy się drogą kropelkową, czyli jej zakażalność jest z tego względu dużo większa, bo już przebywanie w pobliżu takiej osoby może spowodować zakażenie. W przypadku wirusa ebola do zakażenia dojdzie dopiero przez bezpośredni kontakt. Czyli chodzi tu o kontakt z wydzielinami, wydalinami, płynami ustrojowymi lub krwią chorego – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Marek Posobkiewicz, Główny Inspektor Sanitarny.

Wirusem grypy bardzo łatwo się zarazić, a gdy dostanie się do organizmu, szybko się namnaża i daje gwałtowne objawy. Nie można jej lekceważyć, bo to nie jest zwykłe przeziębienie. Nieleczona wiąże się z poważnymi powikłaniami: zapaleniem mięśnia sercowego, astmą czy zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych.

Jeżeli ktoś będzie miał takie objawy, jak wysoka temperatura, bóle mięśni, bóle stawów czy biegunka, powinien zgłosić się do lekarza i jeżeli będzie diagnozowany, to z pewnością w kierunku grypy, nie eboli –  tłumaczy dr Marek Posobkiewicz.

Co roku z powodu grypy umiera w Polsce kilkaset osób, ale takie przypadki zwykle nie są nagłaśniane. Kiedy zaś padają nazwy „świńska grypa” czy „wirus gorączki krwotocznej ebola” – wybucha panika. Doktor Marek Posobkiewicz uspokaja, że nie ma powodów do obaw, ale ostrożności nigdy za wiele. Dlatego osoby, które w ostatnim czasie były w Gwinei, Sierra Leone czy Demokratycznej Republice Konga, powinny się przebadać.

Jeżeli ktoś nie miał kontaktu z osobą chorą na ebolę i nie był w rejonie zagrożenia, to nie ma możliwości zarażenia się wirusem ebola. Gdyby chora osoba trafiła do Polski, byłaby poddana obowiązkowej hospitalizacji w warunkach izolacji. Wszystkie osoby z bezpośredniego kontaktu będą poddane trzytygodniowej kwarantannie – wyjaśnia dr Marek Posobkiewicz.

Śmiertelność w przypadku zakażenia wirusem ebola jest bardzo wysoka. Niestety, nie ma szczepionki ani skutecznych leków przeciw eboli.

Grupa Kapitałowa MCI po III kwartale 2014 r.: 240,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto

0

 

  • 240,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto po trzech kwartałach 2014 r. (wzrost o 45,8% r/r)
  • Wskaźnik aktywów netto na akcję (NAV/akcję) wyniósł na 30.09.2014 16,10 zł (wzrost o 35,3% r/r) względem prognozowanych 16,50 zł na koniec 2014 r.
  • Łączne aktywa wyniosły na 30.09.2014 r. 1 mld 194 mln zł (o 247,5 mln zł więcej niż na 31.12.2013 r.)
  • Aktywa pod zarządzaniem (AUM) wyniosły 1 mld 589 mln zł (wzrost o 51,2% r/r)
  • Fundusze z Grupy MCI dokonały w trzecim kwartale trzech inwestycji: MyBaze.com, LepszaOferta.pl i Travelata.ru (druga runda finansowania)
  • Oferta publiczna akcji Private Equity Managers S.A. (PEManagers) przygotowana na IV kw. 2014 r. lub I kw. 2015 r., w zależności od warunków rynkowych i decyzji KNF

Po 9 miesiącach 2014 r., Grupa MCI wypracowała wynik netto na poziomie 240,5 mln zł, czyli o blisko 46% wyższy niż w porównywalnym okresie poprzedniego roku. Największy udział w zysku netto miał wzrost wartości certyfikatów inwestycyjnych funduszy MCI.TechVentures i MCI.EuroVentures (166,6 mln zł), zysk na transakcji dekonsolidacji PEManagers (62 mln zł) oraz zysk z zarządzania aktywami zrealizowany przez PEManagers do dnia dekonsolidacji (22,4 mln zł). Skonsolidowane aktywa wyniosły 1 mld 194 mln zł – o 247,5 mln zł więcej niż na dzień 31.12.2013 r. AUM wyniosły na koniec września 2014 r. 1 mld 589 mln zł, co oznacza wzrost o 51,2% (538 mln zł) w stosunku do końca trzeciego kwartału 2013 r. Wskaźnik NAV/akcję, który najlepiej opisuje kondycję funduszy typu Private Equity, wzrósł w ciągu roku o 35,3% do poziomu 16,10 zł względem 11,9 zł na koniec trzeciego kwartału ub. r.

Od czasu ogłoszenia w grudniu 2013 r. prognozy na 2014 r., konsekwentnie realizujemy nasz plan. Efekty widać w opublikowanych wynikach finansowych. W czasie 9 miesięcy wypracowaliśmy 240,5 mln zł zysku netto – najwięcej w historii MCI. Aktywa pod zarządzaniem przekroczyły wartość 1,5 mld zł a wskaźnik aktywów netto na akcję, który daje najlepsze wyobrażenie o działalności funduszu inwestycyjnego, osiągnął poziom 16,10 zł. Oznacza to że jest o 35,3% wyższy niż przed rokiem. Jesteśmy na dobrej drodzy, by zrealizować nasze tegoroczne założenia – skomentował Cezary Smorszczewski, Prezes Zarządu MCI Management S.A.

Inwestycje/ Exity/ Fundraising

W czasie III kwartału 2014 r. fundusze z Grupy MCI zrealizowały trzy nowe inwestycje. Dwie przeprowadził fundusz Internet Ventures: wsparł kwotą ponad 2 mln zł rozwój serwisu LepszaOferta.pl, platformy online umożliwiającej optymalizację rachunków gospodarstw domowych, oraz sfinansował kwotą do 4 mln zł ekspansję geograficzną serwisu MyBaze.com, platformy online integrującej projektantów, artystów oraz młode marki w branży design. Trzecią inwestycją z przeprowadzonych przez fundusze z Grupy MCI w III kwartale 2014 r. jest udział MCI.TechVentures w drugiej rundzie finansowania dla spółki Travelata, która jest liderem rosyjskiego rynku e-travel.

– W czasie trzech ostatnich kwartałów zrealizowaliśmy inwestycje o łącznej wartości przekraczającej ponad połowę naszego rocznego planu, który zakłada 305 mln zł nowych inwestycji do marca 2015 r. Obecnie kolejne projekty inwestycyjne są w toku – komentuje Tomasz Czechowicz, Wiceprezes Zarządu i Chief Investment Officer MCI Management

W ciągu 9 miesięcy 2014 r. Grupa MCI pozyskała 39 mln zł z tytułu exit’ów. Na kwotę złożyły się dywidendy otrzymane od ABC Data S.A., Indeks i Netia S.A. Plan na 2014 r. zakłada pozyskanie co najmniej 100 mln zł z tytułu wyjść z inwestycji.

Wyróżnienia

Ze stopą zwrotu na poziomie 825% MCI zajęło II miejsce w kategorii MiS80 w rankingu biznes.pl najlepszych spółek giełdowych, które najwięcej dały zarobić inwestorom w czasie ostatnich 10 lat.
Z kolei Gazeta Finansowa przyznała MCI tytuł najbardziej dynamicznej pod względem wzrostu przychodów instytucji finansowej w Polsce.

Grupa Wind Mobile zaprezentowała raport za III kwartał 2014 r.

Grupa Wind Mobile, dostawca innowacyjnych rozwiązań technologicznych dla branż finansowo-bankowej, telekomunikacyjnej i hotelarskiej, zaprezentowała raport za III kwartał 2014 r.

W trzech kwartałach 2014 Grupa osiągnęła przychody netto ze sprzedaży w wysokości 30.186.475 zł, co jest poziomem blisko 4,5-krotnie wyższym niż sprzedaż zrealizowana w tym samym okresie roku 2013. Przychody netto ze sprzedaży za trzeci kwartał 2014 wyniosły 11.779.482 zł. EBITDA w ujęciu narastającym osiągnęła poziom dwukrotnie wyższy od porównywalnego okresu w roku ubiegłym, a jej wartość bezwzględna wyniosła 4.617.895 zł. Zysk netto w tym samym czasie ukształtował się na poziomie 2.529.660 zł.

Cieszymy się, że po trzech kwartałach możemy pochwalić się tak dużym wzrostem sprzedaży, będąc jednocześnie na dobrej drodze osiągnięcia zaprezentowanych prognoz. Trzeci kwartał był dla nas bardzo pracowity, zarówno w ujęciu produktowym, jak i inwestorskim. Z sukcesem wdrażamy LiveBank w polskich bankach, a także prowadzimy pierwsze projekty w Niemczech i zaawansowane ustalenia z największymi instytucjami finansowymi na rynkach Europejskich i Bliskiego Wschodu. Uruchomiliśmy również nowatorskie wersje internetowego i mobilnego dostępu do usług bankowych w Biz Banku i Bank Smart. We wrześniu podpisaliśmy kontrakt na pierwsze wdrożenie sytemu iLumio w hotelach Hilton. Otwiera nam to drogę do dalszych wdrożeń iLumio w tej sieci hoteli. Dział Ringback Tones z powodzeniem prowadzi kampanie reklamowe i osiąga rewelacyjne wyniki w pozyskiwaniu nowych abonentów usługi. Jednym słowem, cały czas intensywnie pracujemy, aby pod koniec roku móc Państwu przedstawić jeszcze lepsze informacje o realizacji obranej przez nas strategii – mówi Rafał Styczeń, Prezes Zarządu Wind Mobile SA. oraz Software Mind SA.

Grupa Wind Mobile cały czas bardzo aktywnie zaznacza swoja obecność na Bliskim Wschodzie. Software Mind wziął udział w jednej najbardziej prestiżowych targów branży hotelarskiej The Hotel Show Dubai, gdzie zaprezentował flagowe rozwiązanie – iLumio. Na targach zaprezentowało się ponad 500 wystawców z 45 krajów, a tegoroczna edycja ściągnęła 17.000 gości z branży hotelarskiej. Z kolei, zespół LiveBanku był uczestnikiem konferencji Middle East Banking Innovation Summit 2014 w Dubaju, która jest największą tego typu konferencją innowacyjnych technologii dla sektora finansowego w regionie Zatoki Perskiej. Jednocześnie w ramach akwizycji w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Software Mind przedłożył arabskim partnerom kompleksowa umowę SPA (Sale and Purchase Agreement) dotyczącą kwestii przeniesienia własności i bezpieczeństwa transakcji.

Sektor finansowy krajów muzułmańskich rozwija się w roku 2014 w tempie dwucyfrowym, a same inwestycje w innowacyjne technologie IT szacowane są na ponad 32 mld USD. W rezultacie jest on jednym z najbardziej atrakcyjnych, pod względem inwestycji, regionów świata. Analizy trendów wskazują na wysokie zapotrzebowanie na nowoczesne rozwiązania z dziedziny telekomunikacji, informatyki czy bankowości, które idealnie wpisują się w aktualną ofertę Grupy Wind Mobile – zaznacza Grzegorz Młynarczyk, Wiceprezes Wind Mobile SA i Software Mind SA.

Trwają również intensywne prace nad przejściem Grupy Wind Mobile na główny rynek warszawskiej GPW.

W celu przyspieszenia przeniesienia notowań Spółki na rynek regulowany GPW, Zarząd podjął decyzję o podziale postępowania prospektowego przed Komisją Nadzoru Finansowego na dwa etapy. Część rejestracyjną prospektu, która w ciągu najbliższych dni zostanie złożona do KNF, oraz niezależnie część ofertową, obejmującą swoim zakresem potencjalną nową emisją – informuje Tomasz Kiser, Wiceprezes Wind Mobile SA i Software Mind SA.

W sierpniu tego roku miały też miejsce ważne zmiany w najwyższych władzach Spółki Wind Mobile. Na stanowisko Prezesa Zarządu Wind Mobile Rada Nadzorcza powołała Rafała Stycznia, dotychczasowego Wiceprezesa Zarządu. Grzegorz Młynarczyk powołany został natomiast na stanowisko Wiceprezesa Zarządu. Dotychczasowego Prezesa Zarządu Igora Bokuna, Rada Nadzorcza powołała na stanowisko Przewodniczącego Rady Nadzorczej Wind Mobile SA.

Polskie obligacje wciąż atrakcyjne dla inwestorów. Na papierach w euro zaczyna się tracić

CEO Magazyn Polska

Mimo spadku stóp procentowych NBP inwestorzy nie rezygnują z polskich obligacji. Choć są nisko oprocentowane, to i tak są znacznie bardziej atrakcyjne niż przynoszące straty obligacje w euro. 

Stopa oprocentowania depozytów w Europejskim Banku Centralnym wynosi -0,2 proc, a w Narodowym Banku Polskim stopa depozytowa to 1 proc. To oznacza, że na rynku niemieckim, bezpiecznym i stabilnym, zarobić się jednak nie da.

– Bo trzeba pamiętać, że w przypadku Niemiec 2-letnia obligacja daje rentowność ujemną, czyli po zakończeniu inwestycji inwestor będzie miał mniej środków pieniężnych, niż wpłacił na początku – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Warmuz, zarządzający funduszami obligacji Union Investment TFI. –  Takie są realia, takie są efekty tego, że EBC skupuje aktywa i zapowiada dalsze ich skupowanie. Papiery 10-letnie dają rentowność roczną na poziomie 0,85 proc. Czyli z punktu widzenia długoterminowego inwestowania, nie są to stopy zwrotu, które by były z jakiegoś punktu widzenia atrakcyjne.

Polskie papiery nie dają już tak znaczącego zarobku jak w ubiegłych latach, a złoty nadal nie jest tak stabilną i pewną walutą jak euro. Na dodatek wszyscy oczekują kolejnych obniżek stóp procentowych NBP. Mimo to obligacje ciągle jeszcze dają zarobek i inwestorzy to doceniają.

– Różnica stóp procentowych między Polską a innymi krajami Europy pozwala wygenerować premię z tytułu inwestowania w polskie papiery skarbowe, co – przy dosyć jednak niedużym ryzyku Polski, jeśli chodzi o podstawowe parametry makroekonomiczne – zachęca inwestorów zagranicznych do utrzymywania tej pozycji w obligacjach w Polsce mówi Marek Warmuz.

Dobrej ocenie polskich obligacji sprzyja zarówno przyzwoite tempo rozwoju gospodarczego, jak i dość powszechna ocena, że jest to trwała tendencja.

– Nie przewidujemy jakiejś znaczącej utraty wartości złotego – uważa zarządzający funduszami obligacji Union Investment TFI. – Gospodarka wydaje się rozwijać w sposób stabilny, nie ma tutaj jakichś baniek, które groziłyby nagłym pęknięciem. Oczywiście należy pamiętać o tym, że nie jesteśmy gospodarką zamkniętą. Na to, co się dzieje na naszym rynku kapitałowym, na rynku pieniężnym mają wpływ również czynniki zewnętrzne, takie jak stopy procentowe w strefie euro i Stanach Zjednoczonych, a także działania banków centralnych, w tym EBC.

Na razie jednak polityka Europejskiego Banku Centralnego raczej sprzyja polskim inwestorom. W rezultacie nie widać istotnej sprzedaży papierów dłużnych przez inwestorów zagranicznych, co mogło być konsekwencją osłabienia złotego.

– Widać, że inwestorzy zagraniczni trzymają polskie papiery – komentuje  Marek Warmuz. – Jeżeli chodzi o EBC, to mamy w tej chwili bardzo luźną politykę pieniężną. EBC mówi o skupowaniu aktywów, czyli będzie generowało popyt na instrumenty dłużne. I to spowoduje pewien efekt wypychania, tzn. część inwestorów, którzy byli posiadaczami instrumentów w euro, ze względu na to, że te stopy procentowe w euro są bardzo niskie, zdecyduje się na zainwestowanie części środków w krajach, które dają wyższą rentowność, i tutaj celem jest na przykład Polska.

Trwają zapisy na akcje VIGO System. Spółka obiecuje wysokie dywidendy

CEO Magazyn Polska

Zainwestowanie pozyskanych pieniędzy w nowe technologie i przeznaczenie dużej części zysku na dywidendy obiecuje inwestorom szykująca się do giełdowego debiutu spółka VIGO System.

Zapisy na jej akcje rozpoczęły się 3 listopada i potrwają do końca tygodnia. Prowadzą je biura maklerskie Alior Banku, mBanku, BZ WBK oraz Banku Ochrony Środowiska.

Z 694 tys. akcji VIGO System wystawia na sprzedaż ponad 294 tys. papierów (w tym 35 tys. nowej emisji). Inwestorzy instytucjonalni mogą się zapisywać na  254 tys. akcji, a indywidualni – na ponad 40 tys. Cena jednego waloru spółki została ustalona na 180 zł.

Potencjalnym udziałowcom zarząd obiecuje przeznaczenie co najmniej połowy zysku na dywidendę, tak jak spółka robiła to do tej pory.

Rozwój realizuje się z kredytów bądź ze środków pozyskanych z innych źródeł – deklaruje agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mirosław Grudzień prezes zarządu VIGO System. – Tylko firmy początkujące i firmy, które zaczynają się rozwijać, z natury rzeczy nie posiadając zdolności kredytowej, reinwestują praktycznie całe zyski w rozwój. My jesteśmy firmą dojrzałą, która istnieje od 27 lat, dlatego uważamy, że akcjonariuszom też się coś od życia należy.

W zeszłym roku spółka miała 20,6 mln zł przychodów oraz 6,9 mln zł zysku netto. Obecnie, w I półroczu jej przychody przekraczały 11,1 mln zł, a zysk bliski był 4 mln zł.

– Nasze marże możemy porównać z marżami największych potentatów elektronicznych na świecie, takich jak Apple czy Samsung –  informuje Mirosław Grudzień. – Wprawdzie skala naszej działalności daleko odbiega od ich skali, ale przeciętna marża od kilku lat wynosi u nas 40 proc.

Ze sprzedaży akcji spółka ma szansę pozyskać ok 53 mln zł,  z czego znaczną część planuje przeznaczyć na rozwój nowych produktów.

Przewidujemy podjęcie ważnych badań związanych z uruchomieniem zupełnie nowej technologii wytwarzania warstw półprzewodnikowych, z których produkujemy detektory podczerwieni – mówi prezes VIGO System. To jest bardzo poważne przedsięwzięcie. Tworzymy nowe laboratorium warte około 11 mln złotych. Żeby opanować nową technologię, nad którą już pracujemy, musimy wydać jeszcze około 4 mln złotych.

VIGO System produkuje detektory podczerwieni własnej konstrukcji. Mają one zastosowanie m.in. w medycynie, kolejnictwie oraz urządzeniach wojskowych.

Ponadto pracujemy nad nowym modelem dalekozasięgowych kamer termowizyjnych dla wojska, licząc na to, że w ramach modernizacji naszej armii będziemy mieli w tym przedsięwzięciu spory udział – podkreśla prezes Mirosław Grudzień.

Benefit Systems do 2016 roku chce utworzyć 70 klubów fitness. Myśli też o ekspansji zagranicznej

0

CEO Magazyn Polska

Benefit Systems, spółka giełdowa działająca na rynku pozapłacowych świadczeń pracowniczych, największy potencjał rozwoju tego rynku widzi w segmencie zajęć sportowych, dlatego inwestuje w kluby fitness. Do końca 2016 roku we współpracy z Calypso, Fitness Academy, Fabryką Formy oraz firmą Zdrofit chce utworzyć 70 takich placówek w całej Polsce. Spółka rozwija też ofertę wypoczynkową, turystyczną oraz żywieniową. Zarząd przygląda się także rynkom zagranicznym i myśli o zwiększeniu eksportu usług.

Jeżeli chodzi o plan rozwoju firmy na najbliższe lata, to oczywiście skupiamy się na MultiSporcie, bo widzimy tu nadal ogromny potencjał rozwoju – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Józefacki, prezes zarządu Benefit Systems SA. – W październiku przekroczyliśmy próg 500 tys. użytkowników kart sportowych. Nie tyczy się to tylko MultiSportu, ale ma on w tym największy udział.

Miesięczny karnet do zwykłego klubu fitness to wydatek rzędu 150-200 zł. Tymczasem kartę MultiSport pracownicy mogą mieć za kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych. Resztę ceny pokrywa pracodawca, głównie z funduszu świadczeń socjalnych. Dlatego spółka nadal będzie inwestować, jak zapewnia Józefacki, w kluby fitness w największych miastach. Tam bowiem widzi największe grono odbiorców swoich produktów.

Kluby są istotnym elementem naszej strategii, ponieważ pozwalają budować powierzchnię, z której później mogą korzystać użytkownicy naszych kart, a ich dynamicznie przybywa – wskazuje Józefacki. – Czynimy więc tego typu inwestycje. Planujemy do końca 2016 roku, czyli w ciągu najbliższych dwóch lat, stworzyć do 70 klubów.

Placówki powstają za pośrednictwem kilku sieci w Polsce: Calypso i Zdrofit (głównie Warszawa i okolice), Fitness Academy (Dolny i częściowo Górny Śląsk) i Fabryka Formy (Wielkopolska).

Jeżeli chodzi o plany inwestycyjne całej grupy, to jesteśmy także zainteresowani tworzeniem nowych produktów i rozwiązań – informuje Józefacki. – Staramy się być firmą, która oferuje pełną gamę różnego rodzaju rozwiązań, pozwalających pracownikom w odpowiedni i atrakcyjny sposób wykorzystać wolny czas. Inwestujemy w różnego rodzaju narzędzia do dystrybucji oraz ofertę na platformach. Mam na myśli MultiBilet (kino), MultiTeatr (teatr), MultiWypoczynek (oferta wypoczynkowa i turystyczna) oraz BenefitLunch, czyli ofertę posiłków w godzinach pracy dla zatrudnionych.

Ważnym częścią strategii rozwoju spółki, jak zapewnia szef Benefit Systems SA, są plany związane z eksportem świadczonych usług.

Od ponad trzech lat jesteśmy w Czechach, przyglądamy się też innym rynkom, w których widzimy potencjał rozwoju podobnych produktów – wskazuje Tomasz Józefacki.

Jego zdaniem spółka oferuje obecnie bardzo szeroką gamę produktów, dlatego w najbliższej przyszłości chce skupić się na rozwijaniu już udostępnionej oferty.

Staramy się wzbogacać naszą ofertę, ale w ramach tych produktów i kategorii, które już posiadamy, takich jak np. MultiWypoczynek – tłumaczy Józefacki. – Tę usługę chcemy rozszerzyć nie tylko o wyjazdy weekendowe, lecz także o urlopy, ferie i kolonie dla dzieci.

Benefit Systems notowana jest na warszawskiej giełdzie od 21 kwietnia 2011 roku. Jej akcje od tej pory zdrożały o 130 proc. Cały WIG zyskał w tym czasie niespełna 8 proc., a WIG20 stracił ponad 15 proc.

Polska gospodarka o 1/5 bardziej energochłonna niż niemiecka. Jej szybki rozwój może to zmienić

CEO Magazyn Polska

Energochłonność polskiej gospodarki od 1995 roku spadła o połowę. W tym czasie PKB Polski się podwoił, a zużycie energii praktycznie pozostało bez zmian. Wciąż jednak zapotrzebowanie na energię jest o 1/5 wyższe niż na przykład w Niemczech. Zdaniem banku DNB oraz firmy doradczej Deloitte szybszy wzrost gospodarczy do 2030 roku sprawiłby, że popyt na energię, szczególnie ze strony przemysłu, spadałby szybciej niż w wariancie wolniejszego wzrostu. Nowe inwestycje są energooszczędne.

Według rządowej prognozy zawartej w dokumencie „Polityka energetyczna Polski do 2030 roku” zapotrzebowanie na energię pierwotną do 2030 roku miało wzrosnąć z 93,3 Mtoe (milionów ton ekwiwalentu ropy naftowej) w roku 2010 do 118,5. Wstępne wyniki prognozy z 2014 r. zakładają praktycznie zerowy wzrost zapotrzebowania, co wynika ze zwiększenia efektywności energetycznej gospodarki.

Jak w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes zauważa Artur Tomaszewski, prezes zarządu DNB Bank Polska SA, zapotrzebowanie na energię można jednak jeszcze bardziej ograniczyć poprzez rozsądne inwestycje.

Przemysł poradził sobie z obniżeniem konsumpcji energii i na tle krajów rozwiniętych wypada pod tym względem przyzwoicie – wskazuje Artur Tomaszewski. – Sytuacja wygląda gorzej w sektorze usług, komunikacji oraz w transporcie.

Z opracowanego przez bank DNB i firmę doradczą Deloitte modelu zużycia energii finalnej wynika, że im wyższy wzrost gospodarczy Polska będzie notować w kolejnych latach, tym wolniej będzie rosło zapotrzebowania na energię.

Wzrost gospodarczy na poziomie średnio 3 proc. rocznie może spowodować, że więcej będziemy inwestować w technologie energooszczędne. Paradoksalnie zatem większy wzrost PKB spowoduje mniejszy popyt na energię elektryczną niż wolniejszy rozwój, na poziomie 1,5 proc. średnio co roku – zauważa Tomaszewski.

Jak przekonuje prezes zarządu DNB Bank Polska, sektor energetyczny reinwestuje prawie dwukrotnie więcej niż wynosi średnia w polskim przemyśle.

Robi to konsekwentnie od co najmniej pięciu lat, każdego roku obserwujemy wzrost inwestycji w tym sektorze – precyzuje Tomaszewski. – W najbliższych latach proces ten będzie kontynuowany, chociażby w energetyce odnawialnej. Pojawia się bowiem wymóg, by do 2020 roku jedną piątą miksu energetycznego stanowiły źródła odnawialne. Będzie to oznaczało więcej niż podwojenie mocy produkcyjnych.

Rentowność sektora – zdaniem Artura Tomaszewskiego – powinny natomiast zapewnić stabilne koszty surowców. Jak wynika z prognozy DNB i Deloitte, cena ropy naftowej ustabilizuje się na poziomie nieco wyższym niż obecnie.

Poziom ok. 80 dolarów nie powinien zostać obniżony. W kolejnych latach przewidujemy bardzo niewielki wzrost cen ropy naftowej do poziomu około 85-86 dolarów – prognozuje Tomaszewski. – Ceny gazu w ostatnim czasie rosły, chociaż rewolucja łupkowa w Stanach Zjednoczonych i przygotowanie amerykańskiej infrastruktury do eksportu, który może nastąpić w perspektywie najbliższych trzech lat, powinny przyczynić się do światowego spadku cen tego surowca.

Na rentowność branży, a w rezultacie efektywność energetyczną polskiej gospodarki, jak wskazuje Tomaszewski, wpływ będą także miały decyzje polityczne związane z prawami do emisji dwutlenku węgla. W bilansie Polski najważniejszym surowcem energetycznym wciąż jest węgiel, który pokrywa ok. połowy zapotrzebowania na energię pierwotną (ropa naftowa daje ok. 25 proc., a gaz ziemny ok. 15 proc.).

Polska energetyka w dającej się przewidzieć perspektywie oparta będzie w znacznym stopniu na węglu, choć jego udział będzie malał – przekonuje Tomaszewski. – Zasadniczy wpływ na koszty produkcji oraz cenę energii będzie miał więc system ETS (Europejski System Handlu Emisjami – red.) i cena uprawnień do emisji dwutlenku węgla.

Polska gospodarka o 1/5 bardziej energochłonna niż niemiecka. Szybki rozwój gospodarki może to zmienić

CEO Magazyn Polska

Energochłonność polskiej gospodarki od 1995 roku spadła o połowę. W tym czasie PKB Polski się podwoił, a zużycie energii praktycznie pozostało bez zmian. Wciąż jednak zapotrzebowanie na energię jest o 1/5 wyższe niż na przykład w Niemczech. Zdaniem banku DNB oraz firmy doradczej Deloitte szybszy wzrost gospodarczy do 2030 roku sprawiłby, że popyt na energię, szczególnie ze strony przemysłu, spadałby szybciej niż w wariancie wolniejszego wzrostu. Nowe inwestycje są energooszczędne.

Według rządowej prognozy zawartej w dokumencie „Polityka energetyczna Polski do 2030 roku” zapotrzebowanie na energię pierwotną do 2030 roku miało wzrosnąć z 93,3 Mtoe (milionów ton ekwiwalentu ropy naftowej) w roku 2010 do 118,5. Wstępne wyniki prognozy z 2014 r. zakładają praktycznie zerowy wzrost zapotrzebowania, co wynika ze zwiększenia efektywności energetycznej gospodarki.

Jak w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes zauważa Artur Tomaszewski, prezes zarządu DNB Bank Polska SA, zapotrzebowanie na energię można jednak jeszcze bardziej ograniczyć poprzez rozsądne inwestycje.

Przemysł poradził sobie z obniżeniem konsumpcji energii i na tle krajów rozwiniętych wypada pod tym względem przyzwoicie – wskazuje Artur Tomaszewski. – Sytuacja wygląda gorzej w sektorze usług, komunikacji oraz w transporcie.

Z opracowanego przez bank DNB i firmę doradczą Deloitte modelu zużycia energii finalnej wynika, że im wyższy wzrost gospodarczy Polska będzie notować w kolejnych latach, tym wolniej będzie rosło zapotrzebowania na energię.

Wzrost gospodarczy na poziomie średnio 3 proc. rocznie może spowodować, że więcej będziemy inwestować w technologie energooszczędne. Paradoksalnie zatem większy wzrost PKB spowoduje mniejszy popyt na energię elektryczną niż wolniejszy rozwój, na poziomie 1,5 proc. średnio co roku – zauważa Tomaszewski.

Jak przekonuje prezes zarządu DNB Bank Polska, sektor energetyczny reinwestuje prawie dwukrotnie więcej niż wynosi średnia w polskim przemyśle.

Robi to konsekwentnie od co najmniej pięciu lat, każdego roku obserwujemy wzrost inwestycji w tym sektorze – precyzuje Tomaszewski. – W najbliższych latach proces ten będzie kontynuowany, chociażby w energetyce odnawialnej. Pojawia się bowiem wymóg, by do 2020 roku jedną piątą miksu energetycznego stanowiły źródła odnawialne. Będzie to oznaczało więcej niż podwojenie mocy produkcyjnych.

Rentowność sektora – zdaniem Artura Tomaszewskiego – powinny natomiast zapewnić stabilne koszty surowców. Jak wynika z prognozy DNB i Deloitte, cena ropy naftowej ustabilizuje się na poziomie nieco wyższym niż obecnie.

Poziom ok. 80 dolarów nie powinien zostać obniżony. W kolejnych latach przewidujemy bardzo niewielki wzrost cen ropy naftowej do poziomu około 85-86 dolarów – prognozuje Tomaszewski. – Ceny gazu w ostatnim czasie rosły, chociaż rewolucja łupkowa w Stanach Zjednoczonych i przygotowanie amerykańskiej infrastruktury do eksportu, który może nastąpić w perspektywie najbliższych trzech lat, powinny przyczynić się do światowego spadku cen tego surowca.

Na rentowność branży, a w rezultacie efektywność energetyczną polskiej gospodarki, jak wskazuje Tomaszewski, wpływ będą także miały decyzje polityczne związane z prawami do emisji dwutlenku węgla. W bilansie Polski najważniejszym surowcem energetycznym wciąż jest węgiel, który pokrywa ok. połowy zapotrzebowania na energię pierwotną (ropa naftowa daje ok. 25 proc., a gaz ziemny ok. 15 proc.).

Polska energetyka w dającej się przewidzieć perspektywie oparta będzie w znacznym stopniu na węglu, choć jego udział będzie malał – przekonuje Tomaszewski. – Zasadniczy wpływ na koszty produkcji oraz cenę energii będzie miał więc system ETS (Europejski System Handlu Emisjami – red.) i cena uprawnień do emisji dwutlenku węgla.

Ciech zwiększa możliwości produkcyjne sody w Rumunii. W przyszłym roku odda do użytku pierwszą część inwestycji w Polsce

0

CEO Magazyn Polska

Dzięki nowym inwestycjom Ciech będzie produkować w Rumunii rocznie o 60 tys. ton sody więcej. W przyszłym roku zakończy się również pierwszy etap inwestycji w zakładach sodowych w Polsce. Do 2016 r. zdolności produkcyjne spółki w tym segmencie wzrosną o co najmniej 260 tys. ton sody rocznie.

W tym tygodniu w naszych zakładach sodowych w Rumunii będzie miała miejsce uroczystość uruchomienia nowego kalcynatora, który umożliwi zwiększenie zdolności produkcyjnych tego zakładu o 60 tys. ton produktu rocznie. W I kwartale przyszłego roku będziemy z kolei uruchamiać pierwszą część inwestycji w fabryce w Inowrocławiu, będzie to 60 tys. ton dodatkowych zdolności produkcyjnych sody. W kolejnym roku dołożymy 140 tys. ton – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Krawczyk, prezes zarządu Ciechu.

Obecnie zdolności produkcyjne spółki w zakładach w Inowrocławiu i pobliskim Janikowie to 1,2 mln ton sody rocznie, a rumuńskiego zakładu Uzinele Sodice Govora (Ciech ma 93,2 proc. udziałów) – 430 tys. ton. Po inwestycjach wartości te wzrosną odpowiednio do 1,4 mln ton i 490 tys. ton, czyli odpowiednio o 17 i 14 proc.

Do grupy w 100 proc. należą także zakłady Sodawerk Stassfurt w Niemczech. Spółka nie planuje tam jednak zwiększać mocy produkcyjnych, chce za to poprawić wydajność operacyjną, obniżyć koszty oraz rozpocząć produkcję nowych typów sody.

Nie przewidujemy w tej chwili zwiększenia zdolności produkcyjnych ze względu na uwarunkowania, które panują w spółce niemieckiej – podkreśla Krawczyk. – Dwa lata temu, kiedy nie mieliśmy środków finansowych, podjęliśmy decyzję o rozwoju produkcji sody w Sodzie Polskiej Ciech i w Rumunii poprzez wybudowanie nowych instalacji, co wtedy było bardzo odważnym krokiem. Teraz wiemy, że była to bardzo dobra decyzja.

Dodaje, że Grupa będzie stawiać na rozwój organiczny, bo perspektywy rynku sody są bardzo dobre. Wdrożony dwa lata temu plan restrukturyzacji przynosi owoce, a sytuacja finansowa spółki się poprawia. Zwiększenie mocy produkcyjnych w Polsce i Rumunii powinno jeszcze bardziej polepszyć kondycję Ciechu.

W 2013 r. Ciech wypracował zysk netto w wysokości ponad 39 mln zł (wobec 438 mln zł straty netto w 2012 r.) przy przychodach przekraczających 3,5 mld zł (spadek o 20 proc. rok do roku). EBITDA rok temu wyniosła 356 mln zł i była aż o ponad 800 proc. lepsza niż rok wcześniej. Spółka obniżyła również poziom zadłużenia. Na koniec 2013 r. wynosiło ono ok. 1,2 mld zł i było o 18 proc. niższe niż rok wcześniej.