Program partnerski eBay już w Polsce

Po serii udogodnień opartych o sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe wprowadzonych z myślą o sprzedawcach platformy, eBay otwiera się także na polskich sympatyków marketingu afiliacyjnego. Już dziś, jeden z największych portali aukcyjnych na świecie, udostępnia możliwość przystąpienia do programu partnerskiego również w Polsce.

„eBay Partnership Network” (ePN) to program partnerski platformy eBay oparty o technikę marketingu afiliacyjnego, który poprzez kontekstowe plasowanie produktów na stronie internetowej, blogu lub innym medium, łączy użytkowników i potencjalnych kupców z platformą sprzedażową. Model ten pozwala na uzyskiwanie korzyści finansowych poprzez tworzenie interesujących, angażujących treści, np. na prowadzonego przez siebie bloga, wraz z promocją artykułów pasujących do przygotowanego materiału, które, dzięki wykorzystaniu spersonalizowanych linków, odsyłają czytelnika na platformę eBay.

Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay
Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay

– Niektóre firmy, oferując rozwiązania z zakresu marketingu afiliacyjnego, korzystają z partnerów zewnętrznych. W trosce o prawidłowy przebieg, eBay od początku do końca samodzielnie nadzoruje cały proces, tym samym zapewniając bezpieczeństwo transakcji. Po ważnych zmianach w sposobie śledzenia ruchu na stronach eBay, ePN jest teraz dostępny także dla polskich partnerów – mówi Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay.

Korzyść dla wszystkich

Dla angażującego funkcjonowania tego modelu marketingowego ważne jest, by promowanie produktów było odpowiednio premiowane. W partnerskim programie eBay, jeśli przekierowany użytkownik w ciągu 24 godzin dokona zakupu danego produktu, w zależności od kategorii produktowej, partner programu zyskuje od 50 do nawet 70% od prowizji eBay ze sprzedaży artykułu. Jedynym warunkiem otrzymania należności jest uzyskanie łącznej sumy przychodów w wysokości 10 dolarów miesięcznie (koszt uczestniczenia w programie partnerskim).

Z kolei dla użytkowników jest to przede wszystkim dotarcie do unikatowych produktów wyszukanych specjalnie dla nich przez partnerów programu. Dodatkowo, jeśli to właśnie dzięki przekierowaniu dokonali swojego pierwszego od roku zakupu na platformie, partner zyskuje dla nich bonus.

Jak przystąpić do programu

Aby dołączyć do programu partnerskiego, należy założyć konto na stronie programu (https://partnernetwork.ebay.com/), a następnie pobrać rozszerzenie Smart Share dla przeglądarki Chrome. To dzięki niemu tworzone są spersonalizowane linki odnoszące na stronę oferty zamieszczonej na eBay.de, a następnie przekierowujące na eBay.pl, w przypadku gdy dany produkt dostępny jest także na polskiej platformie eBay. Jeśli użytkownik dokona zakupu, zostanie to odnotowane na koncie danego partnera programu w ciągu następnego dnia.

Dołączenie do programu to także dostęp dla partnerów do raportów i analiz nastawionych na pomiar i poprawę wydajności, które pomogą w wyborze odpowiednich artykułów. Platforma zapewnia również wsparcie zespołu eBay, kontakt z jej społecznością zebraną wokół forów internetowych oraz szereg narzędzi promocji takich jak na przykład pomoc w tworzeniu kreatywnych banerów reklamowych.

Nowa prognoza kursu korony szwedzkiej

Ebury, firma oferująca rozliczanie transakcji walutowych, po raz kolejny przeanalizowała skandynawskie waluty. Na początek przedstawiamy sytuację korony szwedzkiej. Spodziewane kursy na koniec roku to: USD/SEK 8,45; EUR/SEK 9,80 oraz SEK/PLN 0,43.

Polskie firmy chętnie prowadzą wymianę handlową ze Szwecją. Przedsiębiorstwa z Polski więcej eksportują do Szwecji (najczęściej maszyny i urządzenia) niż z niej importują. Choćby z tego względu warto wiedzieć w jakiej kondycji jest szwedzka gospodarka.

Trudny rok dla korony

Ostatnie miesiące cechowały się sporą zmiennością korony szwedzkiej (SEK). Przez pierwsze cztery miesiące 2018 roku waluta doświadczyła silnych spadków, w maju kurs EUR/SEK osiągnął najwyższy poziom od dziewięciu lat. Od tamtej pory korona odrobiła część strat względem wspólnej europejskiej waluty. Mimo to SEK pozostaje najgorzej radzącą sobie walutą wśród walut G10. Kurs pary EUR/SEK jest obecnie o 5% wyższy niż na początku roku, z kolei kurs USD/SEK w tym samym okresie wzrósł o niemal 10%. Korona szwedzka nadal cechuje się słabością również w parze z polskim złotym

Kurs EUR/SEK (sierpień ’17-sierpień ’18)

Kurs EUR-SEK
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/08/2018

Słabości szwedzkiej korony towarzyszy utrzymująca się gołębia retoryka Riksbanku. Mimo dość dobrej kondycji szwedzkiej gospodarki i rosnącej inflacji CPI, bank centralny od 2011 roku nie podniósł stóp procentowych. Główna stopa procentowa Riksbanku pozostaje ujemna od początków 2016 roku i wynosi (-0,5%). Ujemny koszt pieniądza ma stymulować inflację, która zgodnie z założeniami ma dojść do poziomu 2%, czyli celu inflacyjnego kraju.

Ostatnia (lipcowa) komunikacja banku centralnego była jednak dużo bardziej optymistyczna i nieco odmienna od tej z kwietnia. Tym samym na rynkach pojawiła się nadzieja, że główna stopa procentowa Riksbanku może wzrosnąć w okolicach końca 2018 roku. Decydenci wymieniali silniejszą od oczekiwanej przez konsensus dynamikę cen, rosnącą zmienność na rynku walutowym i groźbę bańki na rynku nieruchomości jako podstawowe czynniki sugerujące potrzebę zmodyfikowania polityki monetarnej. Dwóch z pięciu członków rady decydującej o poziomie stóp procentowych (Henry Ohlsson oraz Martin Floden) odwołało się do potrzeby zaostrzenia polityki pieniężnej przed grudniem. Wraz z upływem czasu coraz więcej decydentów może skłaniać się ku temu poglądowi. Co ważne, bank centralny oficjalnie prognozuje, że na przełomie 2018 i 2019 roku tempo wzrostu cen przekroczy 2-procentowy cel inflacyjny. To kolejny czynnik przemawiający za podwyżkami stóp procentowych.

Dynamika CPI rośnie stabilnie od początku 2018 roku. Preferowanym wskaźnikiem inflacji Riksbanku jest wskaźnik CPIF, który nie uwzględnia wpływu zmian oprocentowania kredytów hipotecznych. W czerwcu indeks CPIF ponownie przekroczył cel inflacyjny i osiągnął poziom 2,1%. Inflacja bazowa nadal jednak rozczarowuje – w tym samym okresie spadła ona do 1,4%, poziomu najniższego od roku. Jesteśmy zdania, że podobnie jak w przypadku strefy euro, również szwedzki bank centralny może być niechętny do natychmiastowej podwyżki stóp procentowych, dopóki inflacja bazowa nie wykaże zrównoważonego wzrostu.

Inflacja w Szwecji (2013-2018)

Inflacja w Szwecji
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/08/2018

Przez ostatnie kilka kwartałów gospodarka Szwecji doświadczała ożywienia, co może zachęcić bank centralny do znormalizowania polityki pieniężnej. W drugim kwartale bieżącego roku wzrost gospodarczy w ujęciu rocznym wyniósł 3,3%, mimo iż pod koniec kwartału część wskaźników rozczarowała. W czerwcu gwałtownie spadła sprzedaż detaliczna. W ujęciu miesięcznym był to drugi największy spadek indeksu od października 2012. Od końca 2017 roku regularnie spadają również wskaźniki zaufania konsumentów – w czerwcu odnotowano siódmy miesiąc spadków z rzędu. Zmalał również wskaźnik aktywności PMI dla sektora przemysłu. Jest on jednak nadal wyższy od historycznych poziomów i utrzymuje się znacznie powyżej wartości 50, co oznacza ekspansję sektora.

Wskaźnik PMI dla sektora przemysłu w Szwecji

Wskaźnik PMI dla sektora przemysłu w Szwecji
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/08/2018

Prognoza Ebury

Pozostajemy optymistyczni względem perspektyw korony szwedzkiej. Wzrost inflacji i nieco bardziej optymistyczny ton banku centralnego sugerują, że istnieje szansa na podwyżkę stóp procentowych przed końcem bieżącego roku. Nawet jeśli niski poziom inflacji bazowej sprawi, że zacieśnienie polityki monetarnej może nadejść dopiero od początku roku, na wyższe stopy w Szwecji trzeba będzie i tak czekać krócej niż na podobną podwyżkę ze strony Europejskiego Banku Centralnego. Ze względu na to oczekujemy umocnienia korony względem euro. Ostatnia wyprzedaż SEK sprawiła, że kurs waluty znalazł się na bardzo niskich poziomach, które nie są uzasadnione przez obecne warunki gospodarcze. Nasze prognozy na koniec roku to: USD/SEK 8,45; EUR/SEK 9,80 oraz SEK/PLN 0,43.

Analitycy Ebury: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Rynek danych rośnie w tempie dwucyfrowym. Dane paliwem cyfrowej gospodarki

Globalny rynek danych rośnie w tempie dwucyfrowym. W tym roku jego wartość wyniesie 20,6 mld dolarów, w przyszłym – wzrośnie o ponad 26% do poziomu 26 mld dolarów. Rozwój rynku danych jest silnie związany z postępującą digitalizacją przedsiębiorstw, jak również z szybko rosnącym rynkiem marketingu online, dla którego cyfrowe informacje o internautach stanowią paliwo. Polski rynek danych potwierdza światowy trend – w tym roku firmy nad Wisłą wydadzą na dane o internautach 21 mln dolarów, a w przyszłym już o 16,2 mln dolarów więcej. 

Cloud Technologies, spółka specjalizująca się w Big Data marketingu, do której należy jedna z największych na świecie hurtowni danych, przeanalizowała 23 kluczowe rynki danych na świecie. Raport „Global Data Market Size 2017 – 2019” to jedyne badanie, które na taką skalę analizuje międzynarodowe wydatki firm na tzw. audience data, czyli cyfrowe informacje o zainteresowaniach i preferencjach internautów. Z raportu wynika, że jeszcze w tym roku globalny rynek danych osiągnie wartość 20,6 mld dolarów, a w 2019 r. będzie on wart już 26 mld, co oznacza wzrost na poziomie 26,6 proc. rdr.

Reklamodawcy głównym odbiorcą danych

Również w Europie analitycy przewidują dwucyfrowe tempo wzrostu. Wartość rynku danych na Starym Kontynencie w 2019 r. ma wynieść 4,2 mld dolarów. To o 1 mld więcej niż rok wcześniej – W debacie publicznej pojawiały się opinie, że RODO gwałtownie zahamuje rozwój rynku danych. Tymczasem okazuje się, że pomimo nowych unijnych regulacji, dynamika jego wzrostu wciąż jest imponująca – zwraca uwagę Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies. Jego zdaniem taki stan rzeczy zawdzięczamy przede wszystkim pogłębiającej się digitalizacji światowej gospodarki. Zastosowanie danych najbardziej jest dziś widoczne w reklamie online realizowanej w modelu programmatic, jak również w marketing automation. Informacje o zachowaniu i zainteresowaniach użytkowników Internetu są paliwem dla tych obszarów cyfrowego marketingu. Potwierdza to rosnący rynek reklamy programmatic, który globalnie osiągnie w tym roku wartość 75 mld dolarów, co daje wzrost o ponad 25% rdr.

– Na skuteczność internetowych kampanii reklamowych składa się wiele czynników. Jednym z najważniejszych jest jakość danych wykorzystywanych do targetowania i personalizacji komunikatów. Im lepiej znamy zainteresowania internautów, wiemy jakie strony odwiedzają i w jaki sposób podejmują decyzje zakupowe, tym kampanie są skuteczniejsze. Kolejnymi driverami wzrostu rynku danych jest sztuczna inteligencja oraz technologia blockchain – mówi Prajsnar.

Europa nie przestraszyła się RODO

25 maja, wraz z wejściem w życie nowych przepisów o ochronie danych osobowych, pliki cookies jeśli nie są poddane procesowi anonimizacji to w niektórych przypadkach mogą być klasyfikowane jako dane osobowe. Portale internetowe posługujące się ciasteczkami zostały zobligowane do wyświetlania tzw. cookie banerów, szczegółowo informujących o tym, w jakim celu pozyskują one dane i jakie podmioty uczestniczą w ich przetwarzaniu. Dla firm specjalizujących się w online marketingu, dostosowanie się do nowych regulacji było sporym wyzwaniem. Szybko jednak okazało się, że unijne regulacje nie zniechęciły reklamodawców do inwestycji w kampanie typu programmatic, których skuteczność uzależniona jest od jakości danych. Miesiąc po wejściu w życie RODO wydatki na kampanie w tym modelu wróciły do poziomu, na jakim były zanim nowa dyrektywa zaczęła oficjalnie obowiązywać, a jak podaje Cloud Technologies, globalne wydatki na programmatic w 2019 r. urosną do 89 mld dolarów.

Nad Wisłą obrót cyfrowymi informacjami również rośnie w szybkim tempie. Jeszcze w 2017 r. wartość polskiego rynku danych szacowano na 11,9 mln dolarów. W tym roku ma ona sięgnąć 21 mln dolarów, a w 2019 – już 37,2 mln, co oznacza wzrost o niemal 77 proc.

– Rosnący rynek danych w Polsce jest skorelowany z rozwojem rynku reklamy online realizowanej w modelu programmatic. Rośnie też świadomość firm związana z przetwarzaniem danych. Nie oznacza to wcale, że możemy spocząć na laurach. Biorąc pod lupę całą polską gospodarkę okazuje się bowiem, że odsetek przedsiębiorstw, które skutecznie monetyzują cyfrowe informacje w porównaniu z rozwiniętymi rynkami wciąż jest niewielki. Istnieje więc duże pole do dalszych wzrostów – uważa Maciej Sawa, CEO OnAudience.com, jednej z największych hurtowni danych na świecie.

Państwo Środka depcze po piętach liderom

Z raportu wynika, że najwięcej cyfrowych informacji o internautach wciąż kupuje się w Stanach Zjednoczonych. Północnoamerykański rynek danych osiągnie w tym roku wartość 12,3 miliardów dolarów, a w przyszłym wzrośnie o kolejne 2,9 mld. Na drugim miejscu znajduje się obecnie Wielka Brytania, gdzie wydatki na dane w br. sięgną niemal 1,9 mld dolarów, a w 2019 r. wzrosną o 25% do 2,4 mld dolarów. Intensywnie rozwija się także rynek chiński, który spośród 5 największych rynków świata charakteryzuje się największą dynamiką wzrostu – w tym roku wyniesie ona 95,5 proc. Wartość chińskiego rynku szacuje się na 1,5 mld dolarów, a w 2019 r. ma wzrosnąć do 2,4 mld. Taki wynik sprawi, że Państwo Środka stanie się drugim co do wielkości rynkiem danych na świecie.

W raporcie „Global Data Market Size 2017-2019” przeanalizowano 23 najważniejsze rynki świata, które łącznie generują około 90 proc. światowych wydatków na dane. Jest to druga edycja raportu przedstawiającego globalne zestawienie w tym obszarze. Raport powstał na podstawie danych firmy Cloud Technologies oraz badań takich podmiotów jak eMarketer czy IAB Europe.

Raport Adecco: Polacy potrafią nie to, czego oczekuje rynek pracy

Kompetencje pracowników nie nadążają za zmianami jakie niesie rozwój technologii – wskazują eksperci Adecco. Brak współpracy między uczelniami i biznesem to problem, który może wyhamować rozwój naszej gospodarki. Jakich umiejętności brakuje Polakom? Jak poprawić efektywność kształcenia?

Czym jest niedopasowanie umiejętności? To luka pomiędzy umiejętnościami zawodowymi danej osoby a wymaganiami rynku pracy. Niedopasowanie staje się głównym wyzwaniem gospodarek Europy Środkowo-Wschodniej, wpływając na produktywność i wydajność przedsiębiorstw oraz szanse na budowanie dobrobytu w przyszłości.

Ze względu na rekordowo niską stopę bezrobocia, pracodawcy mają coraz większy problem ze znalezieniem pracowników. Dotyczy to zarówno wyspecjalizowanych kadr, jak i ludzi o niższych kwalifikacjach. Jednocześnie bez zatrudnienia pozostaje w Polsce ponad milion osób zdolnych do pracy. To, co wydaje się nielogiczne, znajduje swoje uzasadnienie właśnie w niedopasowaniu kompetencji do potrzeb.

Kompetencje jutra

W raporcie „Kompetencje przyszłości – czwarta rewolucja przemysłowa w Europie Wschodniej”[1] wydanym przez Adecco w ramach cyklu Inovantage, eksperci wskazują jakie kompetencje będą kluczowe dla biznesu jutra.

Kluczowe kompetencje twarde
w Europie Wschodniej
Kluczowe kompetencje miękkie
w Europie Wschodniej
  • Zarządzanie strategiczne w IT
  • Inżynieria mechaniczna
  • Obsługa wózka widłowego
  • Marketing i reklama
  • Inżynieria lotnicza
  • Pozycjonowanie w wyszukiwarkach (SEO)
  • Cyberbezpieczeństwo
  • Analityka danych
  • Analiza finansowa
  • Kreatywność
  • Przywództwo i zarządzanie kryzysowe
  • Wytrwałość i odporność
  • Elastyczne rozwiązywanie problemów
  • Wzajemne zrozumienie kulturowe
  • Przedsiębiorczość
  • Umiejętność analizowania danych
  • Zręczność i szybkie uczenie się

 

– Póki co, polska gospodarka boleśnie odczuwa deficyty niektórych spośród tych kompetencji – mówi Anna Wicha. – Jako kluczowy partner HR wielu spośród największych firm w Polsce, na co dzień rekrutujemy na stanowiska każdego szczebla. W branżach inżynieryjnych czy IT, szukanie pracowników staje się coraz bardziej wymagające. Jednocześnie na rynku jest wiele osób, których umiejętności nie pasują do potrzeb pracodawców – dodaje.

Autorzy raportu, na podstawie przeprowadzony badań, przygotowali listy zawodów, w których szczególnie brakuje rąk do pracy i takich, w których jest ich nadmiar. Kogo polskie firmy potrzebują najbardziej? Na szczycie piramidy – co nie powinno dziwić – są specjaliści IT. Na rynku brakuje jednak również specjalistów z dziedziny ochrony zdrowia, managerów, inżynierów, wykwalifikowanych pracowników fizycznych oraz nauczycieli i wykładowców przekazujących wiedzę w kluczowych dla gospodarki obszarach. Na liście zawodów, w których specjalistów mamy aż nadto, znaleźli się m.in. pracownicy przemysłu spożywczego, pracownicy z sektorów obróbki drewna, leśnictwa i rybołówstwa, a także socjologowie i kulturoznawcy.

Ucz się albo rynek pracy o Tobie zapomni

– Konieczność zmian w edukacji jest oczywista – komentuje wyniki badania Anna Wicha. – Trudno jednak w dobie tak szybkich zmian technologicznych wymagać od uczelni, by programy nauczania były idealnie wpasowane w potrzeby gospodarki, które ujawnią się po pięciu latach. To okres jaki statystyczny młody człowiek spędza na studiach. Dlatego, kluczowe jest rozwijanie umiejętności miękkich – przydatnych zawsze, podstaw które posłużą jako baza do dalszego kształcenia oraz kształtowanie otwartości na „lifelong learning” czyli nieustanne poszerzanie swoich kompetencji – wskazuje Anna Wicha.

Podobne zdanie o kluczowych kierunkach edukacji ma Krzysztof Martyniak, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

– Ludzie, widząc co mogą osiągnąć lub stworzyć dzięki już zdobytym informacjom, będą we własnym zakresie poszerzać taką wiedzę – na wszystkich etapach życia – jeśli stanie się ona niewystarczająca. To podstawa zasady  „lifelong learning” – mówi Martyniak. – Kolejne wyzwanie szkolnictwa, to rozwój u młodych osób umiejętności miękkich/społecznych, współpracy w grupie i kreatywności – związanych z kapitałem społecznym i kulturowym. Na świecie nie ma wielu wizjonerów, ale za to mnóstwo fantastycznych osiągnięć było efektem efektywnej pracy grupy ludzi – efekt synergii – dodaje.

Lepszego czasu na zmiany nie będzie?

Autorzy raportu „Kompetencje przyszłości – czwarta rewolucja przemysłowa w Europie Wschodniej” wskazują kilka rekomendacji, które mogą przyczynić się do znacznego ograniczenia niedopasowania umiejętności do potrzeb biznesu. Eksperci Adecco podkreślają istotność:

  • Kształcenia w miejscu pracy i przyuczania do zawodu jako sposobu, by efekt edukacji odpowiadał na potrzeby przedsiębiorstw, dając jednocześnie młodym ludziom cenne pierwsze doświadczenie.
  • Uczenia się przez całe życie, jako niezbędnego w czasach szybkich przemian technologicznych i gospodarczych.
  • Mobilności zawodowej, która umożliwia firmom znalezienie talentów, których potrzebują, mimo niedoborów na lokalnym rynku pracy.
  • Różnorodności pracowników (ze względu na płeć, wiek, pochodzenie geograficzne i kulturowe), a także różnorodności umów o pracę i form zatrudnienia

Bez głęboko idących zmian, gospodarki krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, mogą już wkrótce znaleźć się w pułapce. Panująca na rynku koniunktura nie powinna nas usypiać, bowiem zmiany gospodarcze zachodzą błyskawicznie i to, co dziś wydaje nam się zagrożeniem mało realnym lub odległym może szybko stać się codziennością. By nadążać za światowymi trendami i w dalszym ciągu zmniejszać różnice w poziomie rozwoju i poziomie życia pomiędzy Polską, a krajami Europy Zachodniej, musimy wykorzystać sprzyjające warunki i zmienić sposób myślenia o przygotowywaniu młodych ludzi do wejścia na rynek pracy.

– Optymistycznie wierzę, że jesteśmy w doskonałym momencie do zmian na lepsze w wielu sferach naszego życia – mówi Krzysztof Martyniak. – Z gospodarki płyną dobre dane makroekonomiczne, a stopa bezrobocia jest na rekordowo niskim poziomie. Rynek chłonie pracowników jak gąbka, a w wielu branżach pracodawcy są skłonni na własną rękę przyuczać do zawodu osoby niemal bez doświadczenia, ale z potencjałem nabywania kompetencji. Lepszego czasu na zmiany w szkolnictwie może już długo nie być – podsumowuje ekspert.

[1]  https://bit.ly/2JTWqaG

Ufamy Google i Facebookowi ale swoich danych do bankowości im nie podamy

Niemal połowa badanych Polaków ma zaufanie do technologicznych koncernów, takich jak Google, Apple, Facebook czy Amazon (GAFA). Nie jesteśmy jednak jeszcze gotowi, by skorzystać z ich usług finansowych. Ani udostępnić im swoich danych do bankowości internetowej – wynika z tegorocznej edycji badania Blue Media “Podejście Polaków do fintechu”.

Wchodząca w tym roku w życie unijna dyrektywa PSD2 wprowadza i reguluje podmioty, które po otrzymaniu danych do logowania w bankowości internetowej klienta, będą mogły inicjować w jego imieniu płatność w określonej kwocie do określonego odbiorcy. Takimi podmiotami mogą zostać np. sklepy internetowe czy firmy technologiczne.

Z dużym dystansem podchodzimy do udostępniania swoich danych bankowych podmiotom zewnętrznym. Jest na to gotowych zaledwie 12 proc. badanych Polaków. Choć warto dodać, że w porównaniu do ubiegłego roku wzrósł odsetek osób, które nie mają zdania na ten temat (z 34 do 38 proc. wskazań).

Co trzecia osoba spośród tych, które byłyby gotowe udostępnić swoje dane do logowania deklaruje, że mogłaby je udostępnić innemu bankowi (33 proc.). W dalszej kolejności: zaufanemu sklepowi internetowemu (24 proc.), firmie telekomunikacyjnej (23 proc.), operatorowi płatności (19 proc.). Najmniej chętnie udostępnimy te dane takim podmiotom jak Google czy Facebook (8 proc.) – wynika z badania spółki technologiczno-finansowej Blue Media.Ufamy GAFA, ale swoich danych im nie podamy

Niebankowe usługi finansowe? Wahamy się

Banki wciąż mają w Polsce duży kredyt zaufania. Ufa im 73 proc. badanych, podczas gdy koncernom technologicznym – 44 proc. (wzrost o 3 punkty proc. w porównaniu do ubiegłego roku).

Zaledwie 7 proc. Polaków jest gotowych skorzystać z usług finansowych oferowanych przez inne niż finansowe instytucje. Jest to mniej niż w ubiegłym roku. Ciekawe wnioski płyną jednak z analizy odpowiedzi negatywnych i neutralnych. W ciągu dwóch lat odsetek osób deklarujących, że na pewno nie skorzystają z niebankowych usług finansowych spadł z 81 do 44 proc, a tych niezdecydowanych wzrósł z 13 do 48 proc.

Osoby deklarujące gotowość do korzystania z niebankowych usług finansowych najchętniej skorzystałyby z produktów globalnych firm technologicznych (należy jednak pamiętać o niewielkiej liczebności próby, poniżej 100 osób).

Ufamy GAFA, ale swoich danych im nie podamy 2

Kurs euro konsoliduje się w okolicach 4,27

Rosnący popyt na aktywa ryzykowne na świecie będzie negatywnie wpływać na wyceny polskich obligacji. Dynamika umacniania się złotego wyraźnie wytraciła impet, kurs EUR/PLN konsoliduje się w okolicach 4,27.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Dobre nastroje nie opuszczają rynków finansowych, po tym jak USA podpisały wiążący dokument z Meksykiem dot. stworzenia nowego układu handlowego, który docelowo miałby zastąpić NAFTA. Zawarcie układu zwiększyło optymizm, że być może również z innymi partnerami handlowymi takimi jak np. Chiny uda się również wypracować porozumienie. W oczekiwaniu na publikację indeksu Conference Board, rosnący na rynku apetyt na ryzyko ciążył dolarowi (EUR/USD utrzymywał okolice powyżej 1,17) i wspierał złotego (EUR/PLN stabilizował się w okolicach 4,27). Dane z USA zaskoczyły wyższym odczytem (w sierpniu indeks nastrojów wzrósł do 133,4 pkt.) nieznacznie wspierając dolara. Zmiany kursu EUR/USD były jednak kosmetyczne, choć odczyt wspiera Fed w drodze do dalszej normalizacji polityki monetarnej.

W kraju dynamika spadku EUR/PLN wyraźnie wytraciła impet, co może oznaczać, że przestrzeń do silniejszego umocnienia złotego jest niewielka. Powrotowi do wzrostów notowań EUR/PLN powinny sprzyjać piątkowe krajowe dane inflacyjne, po których oczekuje się, że pokażą lekkie wyhamowanie wzrostu indeksu CPI względem lipcowych 2,0% r/r oraz oczekiwany wzrost eskalacji wojen handlowych jaki prawdopodobnie nastąpi we wrześniu w związku z nową transzą amerykańskich ceł na chińskie produkty. W rezultacie perspektywy dla złotego pozostają nie najlepsze, co wraz ze spodziewanym silniejszym dolarem do euro powinno przełożyć się na ponowny wzrost notowań EUR/PLN w przyszłym miesiącu.

Na krajowym rynku stopy procentowej notowania obligacji skarbowych pozostają stabilne. W tym samym czasie na świecie systematycznie rośnie apetyt na ryzyko. Widać to po dalszych wzrostach indeksów na giełdach akcji, a także po rosnących rentownościach Bundów, czy US Treasuries (w sektorze 10-letnim notowania wspomnianych papierów wzrosły odpowiednio w pobliże 0,4% i 2,90%). Inwestorzy najwyraźniej uznali, że obawy przed wojną handlową pomiędzy Chinami a USA zostały już w wystarczającym stopniu wycenione, a teraz większego znaczenia nabierają nadzieje na zawarcie porozumienia handlowego między USA a Meksykiem.

Utrzymaniu w najbliższych dniach dotychczasowych pozytywnych tendencji na globalnym rynku sprzyjać będzie rosnące również prawdopodobieństwo pozytywnego wyniku negocjacji pomiędzy USA a Kanadą (rozmowy mają być prowadzone w najbliższych dniach). Biorąc pod uwagę, że już wcześniej pojawiły się szanse na zawarcie porozumienia także z Unią Europejską, to inwestorzy mogą dalej zwiększać swoje ekspozycje na giełdach akcji kosztem obligacji skarbowych.

Dotychczas notowania polskich obligacji nie reagowały na informacje napływające ze świata. Niemniej dalsza przecena na rynkach bazowych powinna skutkować wzrostem rentowności długoterminowych krajowych papierów, a tym samym przynieść też wystromienie krzywej.

Wykres dnia: Premia za ryzyko kredytowe Włoch systematycznie zwiększa się. Notowania kontraktów CDS we Włoszech rosną, ponieważ inwestorzy obawiają się ekspansywnej polityki fiskalnej prowadzącej do wzrostu zadłużenia.

Notowania kontraktów CDS we Włoszech rosną
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert, Mirosław Budzicki / PKO Bank Polski

Toyota inwestuje 500 milionów dolarów w autonomiczne samochody Ubera

Toyota Motor Corporation inwestuje pół miliarda dolarów w Uber Technologies, aby wspólnie prowadzić prace nad autonomicznymi samochodami. Obie firmy zintegrują swoje dotychczasowe technologie w specjalnie opracowanych do tego celu samochodach Toyoty, które zostaną włączone do sieci Ubera. Dotychczas Toyota i Uber współpracowały na polu zelektryfikowanych napędów.

Toyota, jeden z największych producentów samochodów, i Uber, operator największego serwisu ride-sharingowego, ogłosiły, że zamierzają rozszerzyć współpracę, aby wprowadzić na rynek zakrojony na dużą skalę autonomiczny ride-sharing. Obie firmy przewidują, że masowo produkowane autonomiczne samochody trafią do floty powołanego do tego celu, odrębnego przedsiębiorstwa.

Początkowo Toyota i Uber stworzy flotę Autono-MaaS (autonomous-mobility as a service). Trafią do niej samochody zbudowane na platformie minivana Sienna. Z systemem Autono-MaaS zostanie zintegrowany Autonomous Driving System Ubera oraz system wsparcia kierowcy w bezpiecznej jeździe, Toyota Guardian. Toyota wykorzysta także swoją Platformę Usług Mobilnych MSPF, infrastrukturę informacyjną dla samochodów połączonych w chmurze. Program pilotażowy rozpocznie się w 2021 roku w sieci Ubera.

„Połączenie sił z Uberem, jednym z największych operatorów ride-sharingu oraz ośrodków badań nad autonomicznym prowadzeniem, sprawi, że w przyszłości mobilność będzie jeszcze bardziej zaawansowana” – powiedział Shigeki Tomoyama, wiceprezydent Toyoty i prezydent Toyota Connected Company. – „To porozumienie to kamień milowy dla naszej transformacji w firmę zajmującą się szeroko rozumianą mobilnością. Chcemy stworzyć ścieżkę do rozwoju usług mobilności takich jak ride-sharing z samochodami i technologiami Toyoty”.

Jak powiedział dr. Gill Pratt, CEO firmy badawczej Toyota Research Institute, system autonomicznej jazdy Ubera oraz system Guardian Toyoty będą niezależnie monitorować otoczenie samochodu w czasie rzeczywistym. Zwiększy to bezpieczeństwo samochodu i jego pasażerów. We współpracę z Uberem będą zaangażowane Toyota Motor Corporation, Toyota Research Institute (TRI) zajmująca się autonomicznym prowadzeniem, robotyką i systemami Guardian i Chauffeur oraz Toyota Research Institute-Advanced Technologies (TRI-AD), rozwijająca oprogramowanie do autonomicznych samochodów.

Rekordowe inwestycje funduszy venture capital na całym świecie w drugim kwartale 2018 r.

W drugim kwartale 2018 r. fundusze venture capital zainwestowały na świecie blisko 70 mld USD, to prawie 75% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Ponad połowa pieniędzy została zainwestowana w Azji. Już ponad 20% transakcji dotyczy późnych faz inwestycji, co pokazuje, że inwestorzy preferują coraz bardziej dojrzałe spółki. Systematycznie wzmacnia się rola korporacyjnych funduszy venture capital w szczególności w przypadku dużych transakcji: takie fundusze odpowiadają za 22% transakcji, ale ich udział wartościowy wynosi prawie 67%. Europa pomimo rekordowych inwestycji w Q2 2018 r. (5,6 mld USD), ma coraz mniejsze znaczenie na globalnym rynku venture capital – wynika z najnowszego badania KPMG.

W II kwartale 2018 r. łączna kwota zainwestowanych środków wyniosła 69,8 mld USD, co oznacza wzrost o 40% w stosunku do poprzedniego kwartału. Największą inwestycję (14 mld USD) zrobiono w chiński fintech Ant Financial. Liczba transakcji na całym świecie maleje, ale znacząco wzrosła średnia wartość inwestycji w pojedynczą spółkę realizowaną przez fundusze: w przypadku finansowania we wczesnej fazie rozwoju (tzw. seed) ogólnoświatowa mediana wyniosła w tym roku 1,4 mln USD (podczas, gdy w 2010 r. było to tylko 0,4 mln USD). 

Ogólnoświatowy rynek venture capital jest coraz bardziej dojrzały.  Doświadczone fundusze venture capital preferują inwestycje w już rozwinięte startupy, mające za sobą pierwsze rundy finansowania, poszukując przede wszystkim spółek, które mają największy potencjał szybkiego wzrostu na największych rynkach – mówi dr Jerzy Kalinowski, doradca zarządu KPMG w Polsce.

W erze cyfrowej fundusze szukają przede wszystkim nowego oprogramowania

Fundusze venture capital koncentrują się przede wszystkim na inwestycjach w spółki produkujące oprogramowanie – blisko połowa środków inwestowanych przez fundusze służy finansowaniu rozwoju firm software’owych. Na całym świecie fundusze również chętnie inwestują w firmy biotechnologiczne – na inwestycje w tej branży fundusze przeznaczyły w Q2 2018 r. ponad 7 mld USD. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się startupy z branży agrtech – w ciągu pierwszych  6-ciu miesięcy 2018 r. spółki z tej branży pozyskały ponad 600 mln USD.

Cyfryzacja jest teraz kluczowym trendem w biznesie. Dlatego tak dużym zainteresowaniem cieszą się spółki software’owe, które rozwijają specjalizowane oprogramowanie dla wszystkich branż włącznie z sektorem publicznym. Dodatkowym impulsem dla rozwoju rynku oprogramowania jest dynamiczny rozwój rozwiązań bazujących na złożonej analityce danych i sztucznej inteligencji – mówi dr Jerzy Kalinowski, doradca zarządu KPMG w Polsce.

Korporacyjne fundusze venture capital odgrywają kluczową rolę przy największych transakcjach

Analizy KPMG pokazują również, że korporacje coraz bardziej interesują się startupami, koncentrując się na największych spółkach. Tzw. korporacyjne fundusze inwestycyjne brały udział w 24% transakcji na całym świecie, jednak ich inwestycje (46 mld USD) stanowiły de facto 2/3 wartości wszystkich transakcji w Q2 2018 r.

Wyścig po innowacje przyspiesza i dlatego coraz więcej korporacji poszukuje startupów, które mają innowacyjne rozwiązania. Korporacje mogą osiągnąć największe korzyści z pozyskania startupów i dlatego też często oferują najwyższe wyceny. Ograniczając swoje ryzyko chętniej inwestują w bardziej dojrzałe spółki, czego wynikiem jest ich tak duża wartość transakcji robionych przez korporacyjne fundusze inwestycyjne – mówi dr Jerzy Kalinowski, doradca zarządu KPMG w Polsce. 

Europa odgrywa coraz mniejszą rolę na globalnym rynku venture capital mimo dość dużego wzrostu wartości inwestycji w regionie

Wartość inwestycji funduszy venture capital w Europie w pierwszych dwóch kwartałach br. wyniosła 5,6 mld USD, o 37% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Jednak było to zaledwie około 8% wszystkich transakcji dokonywanych w tym czasie przez fundusze na całym świecie. Jedną z największych inwestycji w Europie (175 mln USD) zrobiono w estoński startup z branży transportowej – Taxify.

Podobnie, jak na całym świecie, w Europie wzrasta wartość pojedynczych inwestycji (np. 1,2 mln USD w fazie seed podczas, gdy było to tylko 0,8 mln USD w analogicznym okresie zeszłego roku), jednak średnia wartość inwestycji jest mniejsza niż dla innych kontynentów – np. w Ameryce gdzie średnia wartość wyniosła 1,4 mln USD. Podobnie, jak reszta świata, europejskie fundusze inwestują przede wszystkim w spółki tworzące oprogramowanie (36% wartości inwestycji) i biotechnologie (15% wartości inwestycji).

Francja wschodzącą gwiazdą na europejskim rynku venture capital

Od wielu lat Wielka Brytania pozostaje najważniejszym rynkiem venture capital w Europie. W II kwartale 2018 r. fundusze zainwestowały tam ponad 2 mld USD, to jest około 35% wartości całych inwestycji funduszy venture capital w Europie. W zeszłym kwartale zdecydowanie spadła wartość inwestycji w Niemczech (z blisko 1,2 mld w Q1 2018 r. do niecałych 300 mln USD w Q2 2018 r.). Natomiast Francja z inwestycjami przekraczającymi 800 mln USD w ostatnim kwartale znacząco wzmocniła swoją pozycję na europejskim rynku venture capital.

Polski rynek venture capital znajduje się nadal w bardzo wczesnej fazie rozwoju i dla jego przyspieszenia na pewno warto wziąć pod uwagę doświadczenia Niemiec czy Francji, w których w ostatnich latach nastąpiła prawdziwa eksplozja inwestycji robionych przez fundusze i które podobnie jak Polska działają w ramach systemu regulacyjno-prawnego Unii Europejskiej – mówi dr Jerzy Kalinowski, doradca zarządu KPMG w Polsce.

Wysokie koszty dostaw przesyłek hamują rozwój handlu w sieci. Allegro postanowiło na stałe wprowadzić darmowe przesyłki i zwroty

Wysokie koszty dostaw przesyłek hamują rozwój handlu w sieci. Allegro postanowiło na stałe wprowadzić darmowe przesyłki i zwroty 1

Polski rynek e-handlu co roku notuje dwucyfrowe wzrosty liczby transakcji. W tym roku wartość całego rynku może sięgnąć 45 mld zł – szacuje PwC. To efekt większej częstotliwości transakcji i pozyskiwania nowych klientów. Jednocześnie 67 proc. Polaków przyznaje, że gdyby koszty dostawy były niższe, kupowaliby częściej. Platforma zakupowa Allegro wprowadziła rewolucyjną usługę o nazwie Allegro Smart!. Użytkownicy w ramach jednorazowej opłaty otrzymują darmowe dostawy oraz zwroty aż 365 przesyłek. Usługa zwraca się po 6–7 zamówieniach. To rewolucyjna zmiana korzystna dla polskich klientów e-handlu – przekonuje Francois Nuyts, CEO Allegro.

 Dostawa ma ogromne znaczenie dla konsumentów. Dla klientów ważne jest nie tylko to, by mieli dostęp do szerokiej oferty milionów produktów w niskich cenach, lecz także możliwość jak najszybszego i jak najdogodniejszego ich odbioru. I tym się zajęliśmy, tworząc usługę Allegro Smart! – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Francois Nuyts, CEO Allegro.

Raport PwC wskazuje, że rynek e-commerce w Polsce może w tym roku osiągnąć wartość aż 45 mld zł. Co roku liczba transakcji rośnie w dwucyfrowym tempie. To efekt częstszych zakupów robionych przez stałych klientów i przyciągania nowych. Obecnie już ponad połowa Polaków robi zakupy w internecie, jednak z badania Gemius „E-commerce w Polsce 2018” wynika, że ich liczba mogłaby być wyższa – 67 proc. osób kupowałoby więcej, gdyby koszty dostawy były niższe.

 Allegro Smart! zmienia polski rynek e-commerce. Wielu Polaków robi zakupy online, ale jednocześnie mamy świadomość, że jest to wciąż mała część społeczeństwa, mimo że oferta online jest zdecydowanie szersza i tańsza niż offline. Liczymy zatem, że uda nam się przekonać większą liczbę Polaków do zakupów przez internet, a gdy już spróbują, liczymy, że staną się one ich nawykiem – ocenia Francois Nuyts.

Allegro, aby zachęcić do częstszych zakupów, wprowadziło program Allegro Smart!. Obejmuje on 365 dostaw za 49 zł (rok) lub 180 za 39 zł (sześć miesięcy), użytkownicy otrzymują darmowe dostawy oraz zwroty towarów, a także dodatkowe korzyści, jak m.in. dostęp do specjalnych zniżek czy dodatkowych monet. Na start programu dostępnych jest już ponad 30 mln produktów (z ok. 90 mln ofert) od najlepszych sprzedawców na Allegro.

 Każdy klient jest inny i ma różne wymagania. Jednego dnia będzie mu zależało na szybszej dostawie, drugiego – na dostawie do konkretnego punktu. Dlatego wspólnie z naszymi partnerami, firmami logistycznymi, stale opracowujemy innowacje. Chcemy zapewnić konsumentom zróżnicowaną ofertę umożliwiającą najdogodniejszą dostawę każdego rodzaju paczki i każdego dnia. Allegro Smart! to jedna z wielu naszych innowacji, której celem jest maksymalne ułatwienie procesu zakupów i maksymalne przyspieszenie dostawy zakupionych produktów – mówi Francois Nuyts.

Nowa usługa obejmuje dostawę do sieci 15 tys. punktów odbioru: Paczkomaty InPost, placówki Poczty Polskiej, punkty odbioru w kioskach Ruchu, sklepach Żabka, Freshmarket oraz na stacjach Orlen. Obecnie dostawa pojedynczych przesyłek z Allegro przez kuriera to koszt od ok. 11 zł do blisko 16 zł. Za przesyłki realizowane przez Pocztę Polską trzeba zapłacić ok. 8 zł, a w sieci Ruchu ceny zaczynają się od ok. 6–7 zł.

– Usługa Allegro Smart! to nawet 365 dostaw do sieci ponad 15 tys. paczkomatów i punktów odbioru w cenie 49 zł na rok, czyli ok. 4 zł miesięcznie – mówi Grzegorz Czapski, dyrektor ds. rozwoju Allegro. – Na Allegro mamy 17 mln klientów. Kupujący na Allegro wykonują średnio 20 transakcji w trakcie roku. Usługa Allegro Smart! zwraca się już po 6–7 takich transakcjach.

Allegro Smart obejmuje też bezpłatne zwroty i dodatkowe bonusy, m.in. monety, które uprawniają do tańszych zakupów, oraz specjalne oferty.

Na polskim rynku brakuje nawet 30 tys. kierowców. Firmy kuszą wysokimi pensjami, nawet do 7 tys. zł

Na polskim rynku brakuje nawet 30 tys. kierowców. Firmy kuszą wysokimi pensjami, nawet do 7 tys. zł 2

Brak kierowców w połączeniu z niekorzystnymi regulacjami unijnymi może zachwiać mocną pozycją polskich firm transportowych w Europie. Szacuje się, że na rynku jest obecnie ok. 30 tys. wakatów. Przedsiębiorstwa zachęcają wysokimi pensjami – ponad 6 tys. zł zarabia więcej niż 30 proc. kierowców. Oznacza to, że kierowcy wciąż otrzymują wynagrodzenie ponadprzeciętne w porównaniu do innych zawodów na polskim rynku, mimo że wzrost pensji w 2018 roku nie jest tak wysoki jak w roku ubiegłym.

Z danych firmy doradczej PwC wynika, że na polskim rynku pracuje obecnie ok. 650 tys. kierowców zawodowych. Jak pokazuje raport TransJobs.eu, ponad 98 proc. z nich to mężczyźni, zatrudnieni najczęściej w oparciu o umowę o pracę. Ponad 70 proc. kierowców ma mniej niż 40 lat, do największej grupy należą mężczyźni z grupy wiekowej 31–40 lat. Tylko niespełna 8 proc. przekroczyło 51. rok życia. Blisko 80 proc. twierdzi, że lubi swoją pracę, mimo to, jak wynika z danych PwC, co roku z zawodu odchodzi 25 tys. osób. Przyczynia się do znacznych niedoborów kadrowych w branży transportowej.

Myślę, że realną liczbą, która mogłaby zaspokoić istniejące potrzeby przedsiębiorców, jest 30 tys., może trochę mniej, bo rynek został zabezpieczony przez kierowców ze Wschodu, którzy uzupełniają te braki na bieżąco – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Wolak, prezes TransJobs.eu.

Brak kierowców zawodowych stanowi realne zagrożenie dla rozwoju polskich firm transportowych. Już dziś wakaty na tych stanowiskach sprawiają, że posiadane przez przedsiębiorstwa samochody nie są eksploatowane, a tym samym nie zarabiają na siebie. Problem powiększają dodatkowo unijne regulacje dotyczące delegowania pracowników. Chodzi o tzw. pakiet mobilności, narzucający pracodawcy konieczność płacenia kierowcy co najmniej pensji minimalnej kraju, w którym obecnie przebywa, w przypadku jeśli spędza w nim więcej niż trzy dni w miesiącu. Komisja Europejska zmieniła ponadto zasady płacenia składek na ubezpieczenia społeczne.

– To wszystko powoduje, że czynnik ludzki jest bardzo delikatną sprawą i to się przekłada na rotację. Do rotacji najbardziej motywuje kierowców zawodowych fakt, że łatwiej jest im dzisiaj znaleźć nową pracą i tę pracę zmienić w zasadzie z dnia na dzień – mówi Marcin Wolak.

Z raportu TransJobs.eu wynika, że ponad połowa polskich kierowców pracuje w jednej firmie tylko rok, 25 proc. natomiast najwyżej 2 lata. Eksperci nie mają wątpliwości, że w przypadku branży transportowej można mówić o rynku pracownika. Podstawową zachętą do podejmowania pracy w charakterze kierowcy jest pensja, wynosząca nawet 7 tys. zł. Badania pokazują, że powyżej kwoty 6 tys. zł netto zarabia ponad 35 proc. kierowców, przede wszystkim pracujących w ruchu międzynarodowym. Problemem jest jednak brak podwyżek – 42 proc. kierowców deklaruje, że u obecnego pracodawcy jego pensja nie wzrosła, oraz problemy z punktualnym wypłacaniem wynagrodzenia. Tylko nieco ponad 77 proc. pracowników otrzymuje pensję zgodnie z wyznaczonym terminem.

Wiele czynników wpływa na to, czy kierowca jest zadowolony ze swojej pracy. To jest atmosfera w pracy, jakość taboru, system pracy czy relacje z przełożonymi. Jeżeli tego typu rzeczy są pozytywne, to warto się dwa razy zastanowić, czy dla kilkuset złotych obiecanych przez innego pracodawcę warto zmieniać pracę, czy może poczekać na lepszy czas u danego pracodawcy – mówi Marcin Wolak.

Prawie połowa ankietowanych przez TransJobs.eu stwierdziła, że w swojej pracy najbardziej lubi możliwość poznawania nowych miejsc. Blisko 40 proc. docenia wysokie zarobki, a ponad 29 proc. – szanse na spotykanie nowych ludzi. Myśląc o zmianie miejsca zatrudnienia, kierowcy koncentrują się przede wszystkim na opiniach, które znajdują w internecie lub uzyskują w bezpośrednich rozmowach z kolegami z branży.

Wśród przyczyn niechęci do wykonywanej pracy ponad połowa respondentów wymieniła długie rozłąki z rodziną i przyjaciółmi, niebezpieczeństwa na drodze i stres. Eksperci nie mają wątpliwości, że praca kierowcy jest dobrym rozwiązaniem dla ludzi młodych, którzy jeszcze nie założyli rodziny i mogą przebywać z dala od domu przez długi czas.

– Na pewno w tej chwili zarobki kierowcy zawodowego dla młodych ludzi są na tyle atrakcyjne, że stanowią realną alternatywę dla emigracji zarobkowej. Lepiej zostać kierowcą w polskiej firmie i często być w trasie niż emigrować w nieznane, gdzie można uzyskać mniejsze lub niewiele większe wynagrodzenie – mówi Marcin Wolak.

Polska rozpoczyna prace nad strategią rozwoju sztucznej inteligencji. W ten sposób ma szansę znaleźć się w gronie najbardziej zaawansowanych technologicznie państw

Polska rozpoczyna prace nad strategią rozwoju sztucznej inteligencji. W ten sposób ma szansę znaleźć się w gronie najbardziej zaawansowanych technologicznie państw 3

Coraz więcej państw decyduje się na wdrażanie strategii rozwoju sztucznej inteligencji. Przykładem mogą być Chiny, które chcą być technologicznym liderem w tej dziedzinie. Do 2030 roku tamtejszy rynek AI ma być wart 150 mld dol. Prognozy dla światowego rynku firmy Markets & Markets mówią o 190 mld dol. w 2025 roku. Eksperci biją na alarm: jeśli Polska chce się znaleźć w gronie najbardziej zaawansowanych technologicznie państw, musi mieć odpowiednią strategię. Prace nad dokumentem nabierają tempa.

Chiny, Stany Zjednoczone, Kanada, Japonia czy ostatnio Francja to przykłady państw, które zdecydowały się na przyjęcie narodowej strategii dotyczącej AI. Francuski rząd do 2022 roku planuje przeznaczyć 1,5 mld euro na rozwój tej technologii i wsparcie nauki. W ocenie prezydenta Francji sztuczna inteligencja przewartościuje wszelkie modele biznesowe i dlatego kraj musi być częścią nadchodzącej rewolucji. W innym przypadku Francja będzie tylko podmiotem, który zamiast kreować nową rzeczywistość, będzie się musiał dostosować do narzuconych przez innych zmian, pozbawiając się możliwości tworzenia na przykład nowych miejsc pracy.

Wielu państwom, jak pokazuje raport przygotowany przez Fundację Digital Poland, tego rodzaju strategia ma przede wszystkim pomóc w osiągnięciu dominującej pozycji na światowym rynku AI. Zgodnie z zapowiedziami wicepremiera i ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina prace nad taką strategią rozpoczyna także Polska.

Nie można powiedzieć wprost o rekomendacjach, bo najpierw powinniśmy pójść krok wstecz, tak jak we Francji, gdzie najpierw dokonano analizy silnych stron, kompetencji, możliwości finansowania, potencjalnych nisz, a dopiero potem przyszły rekomendacje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Mieczkowski, Dyrektor Wykonawczy Fundacji Digital Poland. – Wydaje się, że to, co się dzieje w tej chwili w administracji publicznej, czyli formułowanie tej strategii, wychodzi od dobrej strony.

Prace nad strategią ruszyły już m.in. w Ministerstwie Cyfryzacji, Przedsiębiorczości i Technologii oraz Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Raport przygotowany przez Fundację Digital Poland, który pokazuje, jak inne kraje zaplanowały strategię wspierania AI i z czego ona się de facto składa, przedstawia możliwe drogi dla Polski. Teraz fundacja pracuje nad mapą sztucznej inteligencji w Polsce, która przedstawi pełny i aktualny obraz rozwoju tej technologii w kraju. Bez takiej wiedzy trudno będzie stworzyć strategię, która przyniesie zamierzone efekty.

Taka baza to dopiero początek. Przeprowadzona przez Digital Poland analiza wybranych światowych programów rozwoju AI pozwala dostrzec kolejne kluczowe elementy, jakie powinna posiadać strategia w Polsce. Można wśród nich wyróżnić również zdefiniowanie celu oraz horyzontu czasowego. Przykładowo, Chiny zdefiniowały daty, kiedy gospodarka ma osiągnąć konkretną przewagę rynkową. Podobnie podchodzi do tego Francja. Japonia z kolei opracowała szczegółową mapę drogową wdrożenia AI i jej poszczególnych zastosowań. Strategia określa szczegółowo, kto i na jakim etapie będzie odpowiedzialny za jej realizację.

– Elementem wspólnym dla tych strategii jest np. wiodący ośrodek badawczy. Czasami jest to jeden ośrodek badawczy, jak w Kanadzie CIFAR czy RIKEN w Japonii, czasami jest to sieć instytutów. W Polsce w tej chwili nie mamy takiego wiodącego ośrodka, ewentualnie kilku instytutów, które byłyby partnerem do rozmów na arenie międzynarodowej – mówi Piotr Mieczkowski. – Nie mamy także grantów, konkursów na rozwijanie sztucznej inteligencji w różnych obszarach. Nie chodzi o to, aby przeznaczać miliard złotych na cały obszar, tylko bardziej na konkretne projekty, np. na polskiego asystenta mowy.

Określenie wiodących zastosowań też jest kluczowe. Przykładowo niemiecka dolina cybernetyczna wybrała na specjalizację rozwój autonomicznych pojazdów.

Podczas prac nad strategią, jak uważa ekspert, warto też przeanalizować bariery prawne. Łatwo bowiem w takim przypadku o przeregulowanie rynku.

Paradoksalnie wiele krajów deregulacją uzyskuje przewagę konkurencyjną. Na przykład spółki chińskie testując autonomiczne pojazdy, bardzo często robiły to w USA, bo niektóre stany zezwalały na jeżdżenie autonomicznych pojazdów i badania nad nimi. U nas pojawiła się ustawa, która wstępnie na to pozwala, a mało kto jeszcze o tym wie – mówi Piotr Mieczkowski. – Dodatkowo przydałaby nam się ustawa dotycząca dronów, co by spowodowało, że płynęłyby do nas pieniądze od firm, które chciałby prowadzić w Polsce badania, oczywiście w kontrolowany sposób.

Jak podkreśla, brakuje także jednej spójnej polityki dotyczącej wykorzystywania danych.

Jest wprawdzie RODO, ale nie mamy możliwości łatwego udostępnienia tych danych, więc toczą się dyskusje nad tym, jak je udostępniać, bo bez nich sztuczna inteligencja nie ma się z czego nauczyć. Tutaj Polska zaproponowała na forum europejskim inicjatywę swobodnego przepływ danych. Bardzo możliwe, że tutaj coś się wydarzy, natomiast na chwilę obecną nie mamy platform wymiany do danych publicznych – mówi dyrektor Fundacji Digital Poland.

Większość strategii zakłada ścisłą współpracę świata nauki i biznesu, a także wsparcie sektora badawczego. Ważne jest także rozpoznanie, jakich kompetencji brakuje, by rozwijać segment sztucznej inteligencji, i jak zmieniać w tym celu system edukacji. Z przeprowadzonej przez ekspertów Fundacji Digital Poland analizy wynika, że z rozwojem sztucznej inteligencji wiążą się także znaczące nakłady finansowe sektora publicznego i prywatnego. Suma wsparcia AI w Chinach w samym 2017 roku wyniosła w sumie 28 mld dol.

50 proc. polskich dzieci ma wady wzroku. Rodzice i nauczyciele często lekceważą ich pierwsze oznaki

50 proc. polskich dzieci ma wady wzroku. Rodzice i nauczyciele często lekceważą ich pierwsze oznaki 4

Nawet połowa polskich dzieci cierpi z powodu wad wzroku takich jak krótkowzroczność lub astygmatyzm. Nieskorygowane upośledzenie widzenia powoduje problemy w nauce, obniżenie sprawności fizycznej, a nawet spadek pewności siebie na skutek odrzucenia przez grupę rówieśników. Im szybciej wykryta zostanie wada wzroku, tym dziecko ma większe szanse na normalne funkcjonowanie. Większość rodziców nie zauważa jednak pierwszych symptomów lub nawet je bagatelizuje. Dlatego dużą rolę do odegrania mają tutaj nauczyciele, którzy mogą zauważyć niepokojące objawy podczas lekcji czy przerw i zwrócić na nie uwagę rodziców.

Na całym świecie rośnie liczba osób z wadami wzroku. Według WHO obecnie na choroby narządu wzroku cierpi ponad 250 mln ludzi. W Polsce, jak wynika z danych GUS, problem ten dotyka prawie połowy społeczeństwa, nie tylko seniorów. Zbyt częste używanie smartfonów i komputerów sprawia, że także coraz więcej dzieci cierpi z powodu upośledzenia widzenia. Do najczęstszych problemów należy krótkowzroczność, która zgodnie z danymi Vision Express występuje u 34 proc. polskich dzieci, oraz astygmatyzm dotykający 29 proc. maluchów. Wady wzroku mogą być skutecznie leczone, ale warunkiem sukcesu jest ich wczesne wykrycie. Pomagają w tym kontrole u specjalisty, które warto zacząć już w okresie niemowlęcym.

 Specjaliści rekomendują badanie wzroku u dzieci raz w roku. W przypadku, kiedy dziecko nosi okulary, badania powinny być wykonywane przynajmniej raz na sześć miesięcy, natomiast rzeczywistość jest niestety inna. Według opinii rodziców w przypadku połowy dzieci badania wzroku wykonywane były w odstępie co najmniej roku, natomiast co dziesiąte dziecko badane było co 3–4 lata, a nawet rzadziej – mówi agencji informacyjnej Newseria dr n. biol. Robert Grabowski, dyrektor medyczny Vision Express.

Małe dzieci mają niewielkie potrzeby w zakresie używania narządu wzroku. Zdarza się więc, że rodzice nie wiedzą, że ich pociecha ma jakiekolwiek problemy. Istnieje wiele niepokojących zachowań, które powinny zwrócić uwagę dorosłych. Należą do nich przede wszystkim siadanie zbyt blisko telewizora, monitora, mrużenie oczu przy patrzeniu w dal, problemy z koncentracją, zaczerwienienie i podrażnienie oczu oraz bóle głowy. W wyłapaniu ewentualnych nieprawidłowości mogą pomóc specjalne kolorowanki przygotowane przez Vision Express oraz dostępne bezpłatnie w salonach w całej Polsce.

 Uwagę rodziców powinny zwrócić takie zachowania, jak zbliżanie głowy zbyt blisko książeczki. Jeżeli kolory dobrane przez dziecko różnią się od pierwowzoru, może świadczyć to o problemie z widzeniem kolorów. Z kolei jeżeli dziecko nie dostrzega różnic między obrazkami, może to oznaczać problem z rozróżnianiem kształtów – wyjaśnia dr Robert Grabowski.

Duże możliwości zweryfikowania jakości widzenia dzieci mają także nauczyciele, którzy przebywają z nimi wiele godzin dziennie i obserwują je w różnych sytuacjach.

 Jeśli dany uczeń ma problem ze wzrokiem, to mogę to stwierdzić podczas prowadzenia lekcji przede wszystkim po tym, że mruży on oczy. Gdy potem sprawdzam zadanie bądź temat lekcji, to widzę, że są problemy przy przepisywaniu, pojawiają się błędy. Zwracam także uwagę na takie objawy, jak bóle głowy – mówi Piotr Kania, nauczyciel historii.

Nauczyciele mają wiele możliwości działania. Najbardziej oczywistym jest wysłanie dziecka do szkolnej pielęgniarki, by ustaliła, czy ich podejrzenia są słuszne, i ewentualnie skierowała ucznia do odpowiedniego specjalisty. Warto również poinformować rodziców o występującym u ich pociechy problemie. Jak pokazują badania Vision Express, 79 proc. rodziców twierdzi, że rzadko zdarza się albo nie zdarza w ogóle, aby problem ze wzrokiem dziecka zauważył ktoś ze szkoły lub przedszkola.

 Co drugi z badanej grupy rodziców przyznaje, że dzieci miały ocenianą jakość wzroku na podstawie tablic z literami bądź obrazkami, co w aspekcie jakości badania wzroku było niewystarczające. Badanie powinno być przeprowadzone profesjonalnie, powinno być pełne, co gwarantuje w takim przypadku dobranie właściwej korekcji – mówi dr Robert Grabowski.

Niekorygowane wady wzroku mogą powodować wiele problemów. Borykające się z nimi dzieci szybciej ulegają zmęczeniu, mają kłopoty z utrzymaniem koncentracji, słabiej przyswajają informacje. Upośledzenie widzenia może ponadto negatywnie wpływać na rozwój emocjonalny dzieci i utrudniać im odnalezienie się w towarzystwie kolegów. Maluchy niekorzystające z okularów stają się mniej sprawne fizycznie, poruszają się niepewnie, a to naraża je na ostracyzm w grupie rówieśników.

 Kiedy dziecko ma lat 6, 8 czy 10, jego sprawność w różnego rodzaju grach i zabawach ruchowych bardzo wyraźnie wpływa na to, jakie ma ono notowania towarzyskie, a zatem wzrok wpływa także na to, jak pewne siebie staje się dziecko, jakie jest jego poczucie wartości, samoocena. To są naprawdę bardzo ważne rzeczy – mówi dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy z Uniwersytetu Warszawskiego.

Dobierając okulary dla dziecka, należy zwrócić uwagę przede wszystkim na odpowiedniej jakości soczewki. Powinny one zawierać filtr polaryzacyjny, który poprawia kontrast i ostrość widzenia, oraz filtry chroniące przed promieniowaniem UVA i UVB. Warto wybierać soczewki lekkie, tak by ich noszenie nie powodowało u dziecka dyskomfortu. Drugim, równie istotnym elementem są oprawki.

– Warto mieć na uwadze bezpieczeństwo, więc odpowiedniej jakości materiały, z których oprawy są wykonane, ich odpowiednia elastyczność, a także lekkość, co poprawi bezpieczeństwo przede wszystkim podczas aktywności ruchowych, jakie często dzieci wykonują – mówi dr Robert Grabowski.

Oprawki dla dzieci powinny być także atrakcyjne wizualnie, najlepiej wykonane z kolorowych materiałów, tak aby maluchy chętnie je nosiły.

Krótkoterminowy wynajem mieszkań zyskuje na popularności. Jest bardziej czasochłonny, ale daje więcej zarobić

Krótkoterminowy wynajem mieszkań zyskuje na popularności. Jest bardziej czasochłonny, ale daje więcej zarobić 5

Wynajem krótkoterminowy jest bardziej opłacalny i pozwala właścicielowi mieszkania zarobić więcej niż w przypadku wynajmu na dłuższy czas. W zależności od lokalizacji i standardu mieszkania dobowa stawka za dwupokojowe mieszkanie waha się od ok. 130 do 300 zł. Jeżeli w danym mieście odbywa się duży koncert czy inne popularne wydarzenie, ceny automatycznie idą w górę. Z drugiej strony wynajem krótkoterminowy jest dla właściciela bardzo czasochłonny, dlatego takie zajęcie należy potraktować jak własny biznes na pełen etat albo zlecić profesjonalnej firmie zewnętrznej. 

Wynajem krótkoterminowy – jako alternatywa dla wynajmu długoterminowego – staje się w ostatnich latach coraz popularniejszy. Wynika to z faktu, że jest bardziej opłacalny i pozwala więcej zarobić, przy czym jest również bezpieczniejszy dla właściciela mieszkania.

– Są to krótkie pobyty gości, więc nie ma czegoś takiego jak zasiedzenie. Jest większa kontrola nad mieszkaniem, które jest sprzątane po każdej wizycie gości i sprawdzane pod kątem szkód. Naprawy są wykonywane na bieżąco, w związku z czym stan techniczny mieszkania też jest o wiele lepszy niż przy wynajmie długoterminowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krystian Kowalik, dyrektor zarządzający Homeprime.

Zaletą wynajmu na długi okres jest głównie wygoda i stałość – właściciel i najemca mieszkania podpisują umowę na kilka miesięcy lub lat i za z góry określoną stawkę. Natomiast przy wynajmie krótkoterminowym na cenę wpływa bardzo wiele czynników. Przede wszystkim standard mieszkania, jego lokalizacja oraz dodatkowe czynniki, jak np. imprezy masowe.

– Stawka dobowa za dwupokojowe mieszkanie wynosi od 130 do 300 zł w zależności od lokalizacji i standardu. Ona wzrasta, jeżeli odbywają się jakieś imprezy masowe albo mieszkanie znajduje się w samym centrum, przykładowo blisko Stadionu Narodowego albo ma widok na Pałac Kultury i Nauki. Jest to średnio około 50 proc. więcej miesięcznie niż przy wynajmie długoterminowym, uwzględniając sezony niskie i wysokie – mówi Krystian Kowalik. – Osoby przyjeżdżające zwracają uwagę na cenę mieszkania, jego standard i wygodę. Wymaga to wiele pracy – trzeba takie mieszkanie przygotować, rozmawiać z gośćmi, zachęcać ich i wymyślać cały czas nowe oferty, żeby nie wybrali konkurencji.

Wynajem krótkoterminowy jest bardziej opłacalny, ale z drugiej strony pochłania więcej czasu, ponieważ trzeba m.in. przygotować oferty na portalach dla podróżnych czy obsłużyć komunikację z gośćmi, którzy przed przyjazdem często pytają o różne aspekty dotyczące mieszkania lub okolicy. Przed przyjazdem gości mieszkanie trzeba również posprzątać, przygotować świeżą pościel i ręczniki czy uzupełnić zapasy kawy, herbaty, mydła etc., co też zajmuje właścicielowi sporo czasu. Dlatego osoby, które chcą zająć się tym samodzielnie, powinny być dyspozycyjne 24/7 i traktować wynajem krótkoterminowy raczej jako własny biznes na pełen etat.

– Bardzo często w trakcie pobytu gości wychodzą różne rzeczy, na przykład nie potrafią włączyć telewizora czy obsłużyć zmywarki i trzeba im pomóc. Zdarza się dezinformacja, ponieważ umawiamy się na przekazanie kluczy na przykład o godz. 18.00, ale lot się opóźnia. Goście nie są w stanie nas o tym powiadomić, więc trzeba czekać na nich do późna. Tracimy kilka godzin w mieszkaniu, nie wiedząc, co się dzieje, bo nie ma kontaktu z gośćmi. Niektórzy robią imprezy, zdarza się, że jest wzywana policja, aczkolwiek jest to marginalne zjawisko – mówi Krystian Kowalik.

Wynajem krótkoterminowy można też zlecić zewnętrznej profesjonalnej firmie. Odpowiada ona za stan mieszkania i przyjmowanie gości. Przejmie na siebie wydawanie kluczy w środku nocy czy telefony z informacją, że gość nie może trafić do mieszkania albo że coś nie działa.

– W większych miastach Polski ten rynek staje się coraz bardziej konkurencyjny i trzeba położyć nacisk na profesjonalizm w obsłudze takiego mieszkania. Coraz częściej mieszkania samodzielnie obsługiwane, z doskoku przestają mieć rację bytu na rynku, ponieważ bardzo szybko odbija się to na ocenach gości, opiniach, komentarzach i recenzjach, przez co automatycznie spada zarobek na takim mieszkaniu – mówi dyrektor zarządzający Homeprime.

Tworzywa sztuczne mogą zastąpić stal i aluminium. Dzięki swojej wytrzymałości sprawdzą się przy produkcji samochodów oraz samolotów

Tworzywa sztuczne mogą zastąpić stal i aluminium. Dzięki swojej wytrzymałości sprawdzą się przy produkcji samochodów oraz samolotów 6

W dobie globalnego ocieplenia klimatu próbuje się odchodzić od paliw kopalnych, także w branży transportowej. Firmy motoryzacyjne robią wszystko, aby zminimalizować ilość szkodliwych substancji emitowanych do atmosfery przez samochody. Jest jednak jeszcze zbyt wcześnie, aby całkowicie wyeliminować z rynku pojazdy spalinowe i zastąpić je elektrycznymi. Efektywnym sposobem na redukcję ilości spalin może się okazać zastąpienie tradycyjnych materiałów konstrukcyjnych tworzywami sztucznymi, które obniżą masę pojazdu, a co za tym idzie – zredukują ilość spalanego paliwa.

– Branża motoryzacyjna to jedno z najszybciej rozwijających się zastosowań tworzyw sztucznych. Wynika to z dążenia na całym świecie do jak najmniejszego wpływu tej branży na środowisko, a głównym zagrożeniem dla środowiska jest spalanie paliw opartych na przeróbce ropy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Kazimierz Borkowski, dyrektor Fundacji PlasticsEurope Polska.

Obecne elementy z tworzyw sztucznych stanowią ok. 10–20 proc. masy samochodu osobowego. W samochodach sportowych, zwłaszcza w bolidach Formuły 1, to nawet kilkadziesiąt procent masy pojazdu. Z metalowych karoserii zrezygnowali jednak nie tylko projektanci bolidów F1. Plastikowe elementy nadwozia znajdziemy m.in. w Smartach od koncernu Daimler AG. Dzięki takiemu rozwiązaniu samochód jest lekki, bardziej ekonomiczny i łatwiej wymienić w nim uszkodzone elementy. Jak podkreślają eksperci, dzisiejsze tworzywa sztuczne mogą być nawet bardziej wytrzymałe niż stal czy aluminium, a przy tym wielokrotnie lżejsze.

– Tworzywa są znakomitym materiałem, ponieważ potrafią zastąpić stal czy aluminium w wielu częściach samochodowych czy samolotowych. Tworzywa są bardzo lekkie: ważą 6–7 razy mniej niż stal, 2–3 razy mniej niż aluminium, a jednocześnie mają bardzo dobre właściwości mechaniczne, które predestynują je do zastąpienia np. stali. Potrafimy zrobić dzisiaj takie tworzywa, które są równie wytrzymałe albo bardziej wytrzymałe niż metale – przekonuje Kazimierz Borkowski.

Pomysł stworzenia samochodu z karoserią z tworzywa sztucznego nie jest nowy. Prawdopodobnie po raz pierwszy wpadł na niego sam Henry Ford w 1941 roku. W odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na stal związane z wojną toczącą się w Europie powstał projekt tzw. Soybean car, auta z karoserią wykonaną na bazie konopi oraz soi, które jednak nigdy nie weszło do masowej produkcji.

Dzięki stosowaniu tworzyw firmy motoryzacyjne nie tylko zmniejszają masę pojazdu, lecz także redukują koszty produkcji oraz eksploatacji. Karoserię można wykonać z tworzyw poddanych recyklingowi, a uszkodzone elementy poddać dalszemu przetworzeniu, oszczędzając na ich wymianie.

– Komisja Europejska wzywa do tego, żeby materiały, których używamy, były jak najczęściej zawracane do obiegu, i namawia, żeby nie wyrzucać przedmiotu po zużyciu i kupować nowy, tylko spróbować ten przedmiot naprawić i wykorzystać ponownie. A jeżeli się nie da, to można poddać go recyklingowi i odzyskać materiał, z którego można wyprodukować nowe wyroby – mówi ekspert.

Volvo w ramach walki z zanieczyszczeniem powietrza, chce do 2025 roku montować w swoich samochodach przynajmniej 25 proc. elementów z odzyskanych tworzyw sztucznych. Co więcej, według wstępnych założeń do tego roku co najmniej połowa samochodów sprzedawanych przez ten koncern będzie wyposażona wyłącznie w silnik elektryczny. Obie zmiany mają się przełożyć na drastyczne zredukowanie ilości dwutlenku węgla emitowanego do atmosfery.

Spopularyzowanie tworzyw sztucznych w przemyśle motoryzacyjnym może mieć znacznie szersze konsekwencje. Wraz ze znacznym obniżeniem masy samochodów możliwe stanie się produkowanie pojazdów hybrydowych, poruszających się zarówno po drogach, jak i w powietrzu. Geely Automobile, spółka matka Volvo, zapowiedziała, że wypuści pierwszy taki pojazd na rynek już w 2019 roku. Poszycie Terrafugii będzie wykonane z włókna węglowego, dzięki czemu hybryda wraz ze składanymi skrzydłami będzie ważyć zaledwie 816 kg.

– Zmierzamy do coraz większego obniżenia masy samochodu po to, żeby mniej zużywał paliwa, a stąd już tylko krok do samochodów latających. Im lżejszy samolot, tym mniej paliwa potrzeba, w związku z czym jeżeli powstaną w niedługim czasie latające samochody osobowe, to na pewno będą one zawierały dużo więcej tworzyw niż dzisiejsze samoloty – tłumaczy Kazimierz Borkowski.

Według specjalistów z firmy analitycznej Energias Market Research, wartość globalnego rynku recyclingu tworzyw sztucznych w 2017 roku wyniosła 36,7 mld dol. Do 2024 roku ma wzrosnąć do 57,1 mld dol. przy tempie wzrostu rzędu 6,5 proc. w skali roku.

Z prognoz analityków Research and Markets wynika, że globalny rynek tworzyw sztucznych w branży motoryzacyjnej osiągnie wartość 25 mld dol. w 2023 roku.

Zbudowano pierwszy dom plus-energetyczny. Wytwarza więcej energii niż zużywa, a oszczędności mogą sięgać nawet 10 tys. zł rocznie

Zbudowano pierwszy dom plus-energetyczny. Wytwarza więcej energii niż zużywa, a oszczędności mogą sięgać nawet 10 tys. zł rocznie 7

Prawie co szósty Europejczyk wydaje na koszty związane z zamieszkaniem ponad 40 proc. swoich przychodów. Jednocześnie budynki odpowiadają za 40 proc. całkowitego zużycia energii w Europie i za 36 proc. emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Rozwiązaniem mogą być zaprojektowane przez polski start-up domy samodzielne energetycznie, które same generują więcej energii niż jest jej zużywanej. Wysoko termoizolowane ściany i zamontowane panele fotowoltaiczne sprawiają, że budynek jest praktycznie bezkosztowy. Dla przeciętnej rodziny w Polsce oznacza to oszczędności rzędu nawet 10 tys. zł rocznie.

– Solace House to pierwszy modułowy dom plus-energetyczny, czyli taki, który wytwarza więcej energii niż zużywa, dzięki czemu mieszkańcy, którzy w nim będą mieszkać, nigdy nie zapłacą rachunków za energię, podgrzewanie wody i podgrzewanie powietrza w środku budynku – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Bartłomiej Głowacki, współzałożyciel Solace.

Wydatki na mieszkanie oraz ich udziały w wydatkach gospodarstw domowych stanowią drugą co do wielkości pozycję w ich budżetach. Massachusetts Institute of Technology ocenia, że mieszkalnictwo jest jednym z głównych źródeł nierówności społecznych na świecie, a ponad 15 proc. Europejczyków wydaje nawet 40 proc. przychodów właśnie na koszty związane z zamieszkaniem. Najwięcej pochłaniają wydatki na energię i wodę. Rozwiązaniem może być zaprojektowany przez polski start-up budynek.

– Innowacje, które wykorzystujemy w domu, to przede wszystkim bardzo wysoko termoizolowana ściana, która przy 14 cm grubości pozwala na to, żeby budynek zużywał jedynie 15 kWh energii na rok z metra kwadratowego. Drugą innowacją są panele fotowoltaiczne, dzięki którym cały budynek ma szansę zyskiwać więcej energii niż zużywa, dzięki czemu będzie on zupełnie bezkosztowy dla mieszkającej w nim rodziny – przekonuje Bartłomiej Głowacki.

Jak podkreśla współzałożyciel start-upu, wszystkie potrzeby energetyczne są zaspokajane przez energię ze źródeł odnawialnych wytworzoną przez panele fotowoltaiczne. Dodatkowo, nadwyżka wyprodukowanej w ten sposób energii (Solace zużywa 10 razy mniej energii niż zwykły dom) może być sprzedawana do sieci i w ten sposób generować dochód dla mieszkańców.

– Pod koniec roku rozliczeniowego na rachunkach będzie widniało w naszej opinii 0 zł za energię, podgrzewanie wody, podgrzewanie powietrza i wszystkie urządzenia znajdujące się w mieszkaniu. Będzie to oszczędność dla rodziny 5–10 tys. złotych rocznie, te pieniądze nie będą musiały być wydane na to, żeby ogrzać budynek, zasilić go w urządzenia i ciepłą wodę – twierdzi ekspert.

Tak zaprojektowany dom pozwala nie tylko na znaczne oszczędności, lecz także jest ekologiczny i szybki w montażu. Wszystkie elementy budynku są transportowane w jednym kontenerze, a dom może być zmontowany własnoręcznie w ciągu 72 godzin. Budynek jest całkowicie bezemisyjny, neutralny węglowo i w 80 proc. gotowy do recyklingu.

– Budynek Solace jest głównie skierowany do osób, które chcą być niezależne, które chcą przede wszystkim mieszkać w ciepłym budynku całorocznym, chcą być świadomi środowiskowo, a po trzecie chcą zaoszczędzić pieniądze. Myślimy też, że taki budynek mógłby się bardzo dobrze sprawdzić w sektorach rządowych, w budownictwie socjalnym – ocenia współzałożyciel Solace.

Budynek jest całoroczny i kosztuje ok. 150 tys. zł w zależności od wielkości instalacji fotowoltaicznej. Koszt można zmniejszyć dzięki obowiązującej w Polsce dopłatach – do paneli fotowoltaicznych oraz do kredytu na dom energooszczędny. W cenie zawarte są wszystkie urządzenia, dzięki którym dom jest samowystarczalny energetycznie – panele fotowoltaiczne wraz z dwukierunkowym licznikiem prądu, urządzenia wentylacyjne służące odzyskiwaniu ciepła, pompę ciepła powietrze–powietrze oraz podgrzewacz wody z pompą ciepła.

– Obecnie w budynku Solace znajduje się pięć pomieszczeń: łazienka, kuchnia połączona z dużym salonem oraz dwie sypialnie na górze na antresoli. Obecny model ma 50 metrów kwadratowych. Chcemy wdrożyć w przyszłości większe modele po 75–100 mkw. Obecne rozwiązanie jest jednak optymalne, pozwalające na taką, a nie inną cenę – mówi Bartłomiej Głowacki.

Według wyliczeń założycieli Solace, o ile na tradycyjny dom tej samej wielkości trzeba przeznaczyć 6 tys. zł rocznie, na ich budynek wystarczy ok. 1,5 tys. zł. Start-up planuje dostarczać pierwsze domy swoim klientom na początku 2019 roku.

Według firmy badawczej MarketandMarkets globalny rynek fotowoltaiki w 2020 r. osiągnie wartość 345 mld dol. W najbliższych latach będzie rósł w tempie ponad 18 proc. średniorocznie.

Ukraińcy mocną grupą fokusową przedsiębiorców. Czy polski rynek odpowiada na ich potrzeby?

88 proc. Ukraińców myślących o wyjeździe do Polski w celach zarobkowych deklaruje, że w naszym kraju chciałoby zostać powyżej trzech miesięcy i dłużej, wynika z danych Grupy Progres. Obecnie ich średnia aktywność zawodowa w Polsce wynosi od 3 do 4 miesięcy. Argumentem, który może przekonać Ukraińców do zadomowienia się w naszym kraju mogą być liczne udogodnienia oferowane przez firmy rozumiejące, że obok tej grupy nie można przejść obojętnie.

Ukraińcy nadal chcą przyjeżdżać do Polski. Mimo panującej na rynku tendencji dotyczącej spadku liczby pracowników z Ukrainy, wciąż jesteśmy jednym z najchętniej wybieranych przez nich kierunków migracji zarobkowej – drugim zaraz po Rosji. Do Polski przyciąga ich nie tylko wynagrodzenie, ale też benefity oferowane przez pracodawców i coraz bogatsza oferta produktów oraz usług, będących odpowiedzią na potrzeby Ukraińców pracujących w Polsce.

Pomoc pracodawcy i liczne udogodnienia

Nasze obserwacje pokazują, że Wschodni sąsiedzi doceniają pomoc dyspozycyjnych konsultantów wspierających ich zarówno przed jak i po rozpoczęciu pracy w Polsce. Szczególnie ważna jest dla nich możliwość odbycia rozmowy nie tylko po polsku, ale także posługując się ojczystym językiem ukraińskim lub rosyjskim i to zarówno w Polsce jak i na Ukrainie – mówi Marcin Kołodziejczyk, Dyrektor Rozwoju Projektów Międzynarodowych Grupy Progres.

Do Polski przyciągać może również oferowane przez pracodawców wsparcie w załatwieniu wszelkich niezbędnych formalności i pomoc w zaaklimatyzowaniu.

Standardem przy zatrudnianiu Ukraińców są startery sieci telekomunikacyjnej, pomoc przy zakładaniu konta w banku czy przy wypełnianiu wniosków na kartę pobytu oraz infolinia w języku ukraińskim – mówi Marcin Kołodziejczyk – Kluczową kwestią nadal pozostaje organizacja bezpłatnego noclegu, wynagrodzenie i darmowy transport do pracy. Pozostałe elementy, takie jak odzież robocza, dodatkowe posiłki, zniżki, deputaty są mile widziane, ale nie tak istotne. Zaobserwowaliśmy, że dla Ukraińców ważny jest standard zakwaterowania. Jeżeli mówimy o parach w cenie jest oddzielny pokój – zaznacza Kołodziejczyk.

Benefity od pracodawcy szyte na miarę

Rynek pracownika i najniższe w historii bezrobocie sprawia, że pracodawcy muszą starać się bardziej niż kiedykolwiek by zatrzymać specjalistów w swoich firmach, również tych pochodzących z Ukrainy. – Nasze, wieloletnie obserwacje prowadzone zarówno w Polsce jak i na Ukrainie pokazują, że w tej chwili trudno jest zatrzymać czy pozyskać dobrego pracownika nie tylko w pracy stałej, ale także tymczasowej, co jeszcze kilka lat temu nie było takie oczywiste – mówi Cezary Maciołek, Wiceprezes Zarządu Grupy Progres. – Jak firmy walczą o specjalistów także tych zza wschodniej granicy? Liczy się wysokość wynagrodzenia, ale też coraz częściej w grę wchodzą pozapłacowe czynniki. Z praktyki wiemy, że najlepsze i najbardziej oczekiwane przez pracowników są benefity szyte na miarę, które personalizuje się biorąc pod uwagę narodowość, wiek, płeć czy sytuację rodzinną, ale też branżę oraz strukturę firmy. I pracodawcy, z którymi rozmawiamy mają pełną świadomość tych potrzeb – podkreśla Cezary Maciołek.

Bardzo popularne są obecnie systemy kafeteryjne. Zakres świadczeń jest bardzo szeroki, zasady przejrzyste, a pracownicy sami decydują czy wybierają wejściówki na wydarzenia muzyczne i sportowe, dodatkowe ubezpieczenia, pakiet medyczny, doładowanie telefonu, bilety na podróż do ojczyzny czy karty przedpłacone. – Firmy rozumieją także, że dając pracownikowi szansę zdefiniowania rozwoju ścieżki kariery oraz możliwość wpływu na to jak zostanie ona zaplanowana, mogą zapobiec migracji zatrudnionych osób i są dla nich istotnym argumentem przekonującym do związania się z firmą na dłużej. Z takim podejściem do pracowników polskich i zagranicznych spotykamy się coraz częściej – zaznacza Cezary Maciołek.

Banki, operatorzy, kina i restauracje

Oferty szyte na miarę, czasami wręcz spersonalizowane oferują nie tylko pracodawcy. Specjalne promocje dla obcokrajowców zakładających konto w polskim banku, kredyty na rozmaite wydatki, tańsze przelewy na Ukrainę oraz strona internetowa i infolinia po Ukraińsku to odpowiedź polskich banków na potrzeby zarabiających w naszym kraju Ukraińców. A jest się nad czym pochylić. Z danych Narodowego Banku Ukrainy wynika, że suma przekazów pieniężnych skierowanych na Ukrainę za pośrednictwem systemu transferu środków w pierwszym półroczu 2018 r. wyniosła 1,209 mld dolarów. 7 proc. tej kwoty, czyli ok. 84,630 mln dolarów pochodziło z Polski. Potencjał tej grupy dostrzegli także operatorzy komórkowi, którzy prześcigają się w tworzeniu ofert atrakcyjnych pakietów startowych sieci pozwalających na kontakt z rodziną, która została w ojczystym kraju.

Również coraz więcej restauracji wprowadza menu w języku Ukraińskim, a sieci sklepów tworzą specjalnie oznaczane półki z produktami ukraińskimi. Sektor kulturalny także zareagował na przyjezdnych, w wybranych polskich kinach można oglądać filmy w języku ukraińskim. Podobnie sytuacja ma się na rynku nieruchomości. Z danych Domu Maklerskiego Michael / Ström wynika, że Ukraińcy są na pierwszym miejscu wśród narodowości kupujących największą powierzchnię lokali mieszkalnych w Polsce. W 2017 r. obywatele Ukrainy nabyli mieszkania o powierzchni 70 tys. mkw. Nie dziwi zatem, że również deweloperzy i biura nieruchomości starają się pozyskiwać, do grona swoich klientów właśnie Ukraińców. Stąd też nie tylko strony internetowe w języku ukraińskim, ale także specjalne zniżki, czy bezpłatna pomoc pośrednika w załatwieniu wszystkich formalności. Wsparcie oferują także agencje mieszkaniowe, które w swojej ofercie posiadają w pełni wyposażone mieszkania do wynajęcia wraz z dokumentacją dot. najmu w ojczystym języku wynajmującego.

Lista udogodnień oferowanych Ukraińcom pracującym w Polsce jest różnorodna. Firmy i instytucje coraz częściej rozumieją, że najważniejszy jest nie sam fakt skierowania oferty do Ukraińców, ale jej faktyczna jakość oznaczająca zgodność z ich oczekiwaniami i rzeczywistymi potrzebami. Nasi Wschodni sąsiedzi stają się coraz mocniejszą grupą fokusową braną pod uwagę podczas prowadzonych badań rynku w wielu branżach.

Od kogo Polska może uczyć się elektromobilności?

Polska powinna uczyć się elektromobilności od państw, które bardzo dużo osiągnęły oraz popełniły błędy w tej dziedzinie. Takimi państwami są choćby Wielka Brytania czy Norwegia. W obu państwach prawodawstwo zmienia się bardzo często i odpowiada oczekiwaniom rynku. – Co kilka miesięcy mamy zmiany, które wspierają elektromobilność oraz szeroko pojętą motoryzację – powiedział agencji eNewsroom.pl Maciej Mazur, dyrektor zarządzający w Polskim Stowarzyszeniu Paliw Alternatywnych – W Wielkiej Brytanii kilka dni temu zostało implementowane nowe prawo, które nakazuje instalację punktu do ładowania aut na stacji benzynowej. Dodatkowo inwestuje się tam w ładowanie indukcyjne – nie tylko z danego punktu. Cały czas ma się na uwadze przyszłość – np. programy typu „Vehicle to Grid”, pozwalające stworzyć z samochodu stację magazynową i bateria może stać się elementem bilansowania sieci elektroenergetycznej. Mając na uwadze elektromobilność, należy patrzeć kilka kroków w przód – ucząc się na przykładach, które są już dostępne w innych krajach – dodał Mazur.

Konfederacja Lewiatan proponuje zmiany w ustawie o OZE

Usunięcie przepisu, który rodzi wątpliwości, co do możliwości swobodnej sprzedaży energii w ramach umów bilateralnych, wydłużenie okresu na wytworzenie po raz pierwszy energii elektrycznej po wygranej aukcji w nowych źródłach, wprowadzenie dodatkowych cen referencyjnych dla biogazowni mogących udokumentować odpowiedni wskaźnik zużycia ciepła, zapewnienie obowiązywania zawartych umów o przyłączenie instalacji OZE do sieci dla inwestycji z pozwoleniami na budowę, w okresie ważności tych pozwoleń – proponuje m.in. Rada OZE przy Konfederacji Lewiatan, oceniając projekt ustawy o OZE.

Pracodawcy postulują usunięcie przepisu, który w obecnym brzmieniu rodzi wątpliwości, co do możliwości swobodnej sprzedaży energii w ramach umów bilateralnych, w tym także przez instalacje, którym przysługuje świadectwo pochodzenia lub świadectwo pochodzenia biogazu rolniczego.

Celem projektowanego przepisu było zapewnienie uczestnictwa w systemie wsparcia wytwórców, którzy nie mieli możliwości przystąpienia do aukcji na sprzedaż energii elektrycznej, a którzy mimo to byli zmuszeni wytworzyć energię elektryczną w instalacji odnawialnego źródła energii (np. ze względu na zapisy umów o dotację lub umów przyłączeniowych). Wytwórcy ci mieliby zapewnioną możliwość przystąpienia do aukcji na tożsamych zasadach, jak podmioty, które dopiero wytworzą po raz pierwszy energię po wygraniu aukcji.

Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan
Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan

– Niestety, interpretacja przepisu prowadzi do konkluzji, że cała wytworzona energia powinna być kierowana na Towarową Giełdę Energii i sprzedaż taka miałaby dotyczyć wszystkich wytwórców w nowych instalacjach. Jednocześnie, wytwórcy ci, ze względu na wolumen wytwarzanej energii elektrycznej, nie mają faktycznie możliwości sprzedaży energii elektrycznej przed aukcją na zasadach przewidzianych w przepisie, tj. sprzedaży całej wytworzonej energii na TGE lub rynku regulowanym – mówi Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Rada OZE proponuje też umożliwienie wprowadzenia dodatkowych cen referencyjnych dla biogazowni mogących udokumentować odpowiedni wskaźnik zużycia ciepła. Obecnie takie instalacje korzystają z dodatkowego systemu wsparcia (żółte certyfikaty), który wygasa z końcem 2018 roku. Wprowadzenie dodatkowej, wyższej ceny, umożliwi rozwój wysokoefektywnych projektów, a dodatkowo przyczyni się do urealnienia cen, po których wytwarzają obecne funkcjonujące instalacje, co tym samym umożliwi im migracje do nowego systemu.

Proponowany zapis wprowadza również możliwość określenia dwóch dodatkowych cen referencyjnych dla instalacji biogazowych wtłaczających biogaz do sieci dystrybucyjnej. Wprowadzenie tego zapisu jest istotne ze względu na decyzję notyfikacyjną, w której to polski rząd zobowiązał się do ustalania cen referencyjnych na podstawie realnych kosztów wytwarzania. Należy tym samym podkreślić, iż biogazownie wtłaczające biogaz do sieci dystrybucyjnej opierają swoje działanie na zupełnie innych kosztach inwestycyjnych i operacyjnych niż ich odpowiedniki wytwarzające energię elektryczną.

Inna propozycja pracodawców ma na celu zapewnienie obowiązywania zawartych umów o przyłączenie instalacji OZE do sieci dla inwestycji z pozwoleniami na budowę, w okresie ważności tych pozwoleń. W przeciwnym razie nadal nie będzie możliwe zrealizowanie inwestycji z pozwoleniami na budowę. W świetle obowiązującego brzmienia art. 192 ust. 2, przedsiębiorstwo energetyczne ma prawo rozwiązać umowę o przyłączenie do sieci instalacji odnawialnego źródła energii, którego określony w umowie termin dostarczenia po raz pierwszy energii elektrycznej, jest dłuższy niż 48 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy z powodu niedostosowania harmonogramu realizacji umowy o przyłączenie do sieci do wymagań określonych w ustawie.

– Proponujemy, aby dla instalacji, dla których wydano zaświadczenia o dopuszczeniu do udziału w aukcji nie stosowano przepisów w zakresie maksymalnego terminu 48 miesięcy lub 72 miesięcy w przypadku instalacji odnawialnych źródeł energii wykorzystujących energię wiatru na morzu. Możliwość zmiany harmonogramu przyłączenia i maksymalny termin warunkowane byłyby ważnością pozwolenia na budowę, a w zakresie elektrowni wiatrowych w zakresie maksymalnego terminu wynikającego z przepisów ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych – dodaje Dominik Gajewski.

PKN ORLEN przejmie pełną kontrolę nad Unipetrolem

Walne Zgromadzenie Unipetrolu wyraziło zgodę na przeprowadzenie wykupu akcji tej spółki reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego. Oznacza to, że PKN ORLEN już za około miesiąc, na przełomie września i października br. stanie się wyłącznym akcjonariuszem Unipetrolu.

Cała procedura wykupu realizowana jest zgodnie z przepisami obowiązującymi w tym zakresie w Republice Czeskiej. Decyzję Walnego Zgromadzenia poprzedziło przekazanie wymaganych dokumentów i uzyskanie zgody Czeskiego Banku Narodowego na przeprowadzenie wykupu akcji przy proponowanej cenie 380 CZK/akcję.

Zadeklarowana cena wykupu przymusowego została ustalona na tym samym poziomie, jak cena ogłoszona w wezwaniu z grudnia 2017 r. Jest ona korzystna zarówno z punktu widzenia PKN ORLEN, jak i pozostałych akcjonariuszy mniejszościowych. Najlepsze potwierdzenie, że zaproponowana cena jest atrakcyjna, stanowi uzyskanie 31,04% udziałów już w pierwszym, dobrowolnym wezwaniu.

PKN ORLEN zarządza sześcioma rafineriami w 3 krajach. W ostatnich latach, w ramach procesów optymalizacyjnych, w ramach Grupy ORLEN połączono południowe aktywa w Polsce, aby jeszcze lepiej odpowiadać na wahania w otoczeniu zewnętrznym. Odpowiedzią Koncernu na bieżące i przyszłe wyzwania rynkowe jest przede wszystkim poprawa doskonałości operacyjnej zakładów produkcyjnych i umocnienie pozycji rynkowej w stosunku do konkurentów. To dotyczy również aktywów w Czechach.

Obecnie na rynku czeskim realizowany jest projekt budowy instalacji polietylenu PE3, który ma na celu umocnienie pozycji Grupy ORLEN na chemicznym i petrochemicznym rynku w Europie Środkowej. Realizacja projektu w Litvinovie o mocy około 270 tys. ton/rocznie umożliwi wyższe wykorzystanie instalacji Olefin oraz głębszą integrację produkcji petrochemicznej i rafineryjnej. Sprawna realizacja m.in. tej inwestycji umożliwi wzmocnienie pozycji Unipetrolu w jednej z najbardziej perspektywicznych branż na świecie.

Eksport w lipcu 2018 – prognoza Krajowej Izby Gospodarczej

Dostępne obecnie dane o stanie gospodarki realnej oraz opinie pozyskane od członków KIG pozwalają szacować, że eksport w lipcu 2018 wyniósł 16 778 mln EUR. Zmniejszył się tym samym w stosunku do wartości notowanych dla czerwca o 7,2%, w stosunku zaś do wielkości notowanych przed dwunastu miesiącami wzrósł o 7,6%. Wielkość eksportu w sierpniu może okazać się zbliżona do wypracowanej w lipcu.

Aktywność gospodarcza przemysłu w miesiącach wakacyjnych zazwyczaj ulega istotnemu przygaszeniu. Część firm zmniejsza bowiem produkcję tak ze względu na okres wakacyjny/urlopowy jak i na przestoje związane z przeglądami czy modernizacją ciągów technologicznych. Dotyczy to zwłaszcza firm, w których wysoka temperatura nie sprzyja produkcji oraz dystrybucji towarów oraz tych, w których trudno o utrzymanie produkcji przy niepełnym stanie załogi (warto więc wszystkich pracowników produkcyjnych urlopować w jednym terminie).

Tegoroczna korekta sprzedaży wynosząca między czerwcem a lipcem 7,2% okaże się nieco większa od ubiegłorocznej (5,9%), lecz wyraźnie płytsza od notowanej choćby w roku 2016 (12,3%). Umiarkowanym powinien więc okazać się spadek rocznej dynamiki sprzedaży – do 7,6% w lipcu wobec 9,0% notowanych w czerwcu. Najwyraźniej wchodzimy w okres nieco spokojniejszych statystyk. Wypada przypomnieć, że rok bieżący, podobnie jak poprzedni, obfitował w miesiące, których wyniki istotnie odbiegały od typowego poziomu. Miało to przede wszystkim podłoże w zmieniającej się długości czasu pracy jaki był do dyspozycji producentów. W przypadku części miesięcy ów czas był istotnie dłuższy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego, w przypadku części zaś znacząco krótszy. Skutkowało to naprzemiennym występowaniem wyników uznawanych za bardzo dobre i rozczarowujące. W drugiej połowie roku wahania rocznej dynamiki sprzedaży eksportowej nie powinny być już tak znaczące, a średnia z obserwowanych wartości powinna być nieco wyższa niż w półroczu pierwszym.

Oczekiwane zmiany eksportu 2018 2019
Eksport ogółem 7,5% 7,6%
Niemcy 9% 7,9%
Pozostałe kraje strefy euro 7,2% 7,0%
Kraje UE nie będące w strefie euro 7,0% 7,5%
Pozostałe kraje rozwinięte 6,9% 8,0%
Kraje Europy Środkowo – Wschodniej 9,9% 10,5%
Kraje rozwijające się 2,9% 5,8%

Główną walutą rozliczeniową dla polskiego eksportu pozostaje euro. W lipcu złoty osłabił się wobec euro o 0,6% do 4,3301 i okazał się równocześnie o 2,2% słabszy niż przed rokiem. Osłabienie lipcowe (podobnie jak notowane w dwóch poprzednich miesiącach) miało u swego podłoża przede wszystkim globalny wzrost ryzyka politycznego. W jego wyniku sytuacja finansowa eksporterów, ze względu na kurs, uległa poprawie. Ponownej poprawie uległa też sytuacja eksporterów rozliczających sprzedaż w dolarach. W lipcu złoty osłabił się w stosunku do dolara – o 0,6% do 3,7095. Po tej zmianie złoty okazał się słabszy niż przed rokiem o 0,8%. Był to pierwszy miesiąc deprecjacji złotego w skali rocznej, po wcześniejszych czternastu miesiącach aprecjacji.wycena złotego wobec innych walut

Według Narodowego Banku Polskiego w pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku eksport wyniósł 104 112 mln EUR i okazał się o 5,9% większy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Według sprawozdawczości prezentowanej przez Główny Urząd Statystyczny eksport wynosząc w okresie I – VI 2018 r. 107 600 mln EUR okazał się wyższy niż przed dwunastoma miesiącami o 5,7%.

Zgodnie z aktualnymi założeniami co do stanu światowej i polskiej gospodarki w latach 2018 – 2019 można oczekiwać zwiększenia naszej sprzedaży ze 198,8 mld EUR w roku 2017 do odpowiednio 213,8 mld EUR (o 7,5%) w roku 2018 oraz do 230,0 mld EUR (o 7,6%) w roku 2019.

Praca w nadgodzinach – co na to prawo?

Emilia Wojtczak, ekspert wFirma.pl
Emilia Wojtczak, ekspert wFirma.pl

Pracownicy, którzy są zatrudnieni na podstawie umowy o pracę, mają z góry określony system czasu pracy. Może jednak dojść do sytuacji, w której z różnych przyczyn pracodawcy zlecają pracownikom pracę ponad wymiar. Dochodzi wtedy do pracy w godzinach nadliczbowych.

Nadgodziny – Kodeks pracy

Jak wskazuje Kodeks pracy w art. 151 § 1: Praca wykonywana ponad obowiązujące pracownika normy czasu pracy, a także praca wykonywana ponad przedłużony dobowy wymiar czasu pracy, wynikający z obowiązującego pracownika systemu i rozkładu czasu pracy, stanowi pracę w godzinach nadliczbowych. (…). Należy jednak dodać, że pracodawca może wydać pracownikowi polecenie pracy w godzinach nadliczbowych tylko w dwóch przypadkach:

  • jeśli zajdzie konieczności prowadzenia akcji ratowniczej w celu ochrony życia lub zdrowia ludzkiego, ochrony mienia lub środowiska albo usunięcia awarii;
  • w razie szczególnych potrzeb pracodawcy.

Oczywiście, że w razie potrzeby w nadgodzinach pracują również osoby zarządzające zakładem pracy w imieniu pracodawcy oraz kierownicy wyodrębnionych komórek organizacyjnych. Jednak jak wskazuje Kodeks pracy, im nie przysługuje dodatkowa rekompensata za pracę w tych godzinach nadliczbowych.

Rekompensatą za nadgodziny może być czas wolny

Jeśli pracownik wykonywał pracę w godzinach nadliczbowych, to przysługuje mu za to rekompensata. Zarówno pracodawca, jak i pracownik mogą zdecydować o tym, że będzie ona w formie czasu wolnego. Jednak to, w jaki sposób będzie rozliczany czas wolny za nadgodziny, zależy od tego, kto pierwszy wyjdzie z taką inicjatywą – pracownik czy pracodawca.

Jeśli to pracownik złoży wniosek o udzielenie mu czasu wolnego w zamian za nadgodziny jako pierwszy, wtedy czas wolny będzie udzielony w wymiarze takim samym, ile wynosiły godziny nadliczbowe.

Jednak w sytuacji kiedy jako pierwszy to pracodawca wyjdzie z inicjatywą udzielenia pracownikowi czasu wolnego, wtedy wymiar czasu wolnego powinien być o połowę wyższy niż wymiar nadgodzin.

Przykład 1.

Pani Nowak w lipcu wypracowała 10 godzin nadliczbowych. Pracodawca zwrócił się do niej o udzielenie jej czasu wolnego w zamian za nadgodziny. Tym samym pracownica otrzyma 15 godzin wolnego (10 + (½ x 10) = 15).

To, kto pierwszy zaproponuje czas wolny w zamian za nadgodziny, wpływa również na to, kiedy ten czas wolny może być udzielony. Jeśli jako pierwszy z wnioskiem wystąpi pracownik, wtedy czas wolny może być udzielony w dowolnym momencie wskazanym przez pracownika, oczywiście po akceptacji przełożonego. Natomiast jeśli to pracodawca jako pierwszy wskazuje takie rozwiązanie, to jest on zobowiązany udzielić czasu wolnego do końca okresu rozliczeniowego, który obowiązuje w danym zakładzie pracy. W przeciwnym razie zobowiązany jest wypłacić wynagrodzenie za czas przepracowany ponad wymiar.

Wynagrodzenie za nadgodziny

Organizacja pracy obowiązująca w zakładzie pracy często uniemożliwia pracodawcom oddawanie pracownikom czasu wolnego w zamian za wypracowane nadgodziny. Tu z pomocą przychodzi Kodeks pracy, który wskazuje, że pracodawca może wypłacić pracownikowi odpowiednie wynagrodzenie za czas pracy w godzinach nadliczbowych. Wielu pracodawców korzysta z tego rozwiązania.

Ważne!
Pracownikowi za czas nadgodzin oprócz wynagrodzenia zasadniczego przysługuje dodatek w wysokości 50% lub 100%.

Przepisy Kodeksu pracy wymieniają, kiedy pracownikowi przysługuje dodatek w wysokości 100%, a kiedy 50%.

Art. 151 § 1. Za pracę w godzinach nadliczbowych, oprócz normalnego wynagrodzenia, przysługuje dodatek w wysokości:

  • 100% wynagrodzenia – za pracę w godzinach nadliczbowych przypadających:
    1. w nocy,
    2. w niedziele i święta niebędące dla pracownika dniami pracy, zgodnie z obowiązującym go rozkładem czasu pracy,
    3. w dniu wolnym od pracy udzielonym pracownikowi w zamian za pracę w niedzielę lub w święto, zgodnie z obowiązującym go rozkładem czasu pracy;
  • 50% wynagrodzenia – za pracę w godzinach nadliczbowych przypadających w każdym innym dniu niż określony w pkt 1.

Ponadto pracownik, który przekroczy tygodniową normę czasu pracy w okresie rozliczeniowym, również powinien otrzymać dodatek w wysokości 100%.

Co ważne, jeśli to przekroczenie nastąpiło w wyniku wykonywania pracy w nadgodzinach, za które przysługuje pracownikowi wyżej wymieniony dodatek, to wynagrodzenie stanowiące podstawę obliczania dodatku obejmuje wynagrodzenie pracownika wynikające z jego osobistego zaszeregowania określonego stawką godzinową lub miesięczną, a jeżeli taki składnik wynagrodzenia nie został wyodrębniony przy określaniu warunków wynagradzania – 60% wynagrodzenia.

W celu ustalenia wynagrodzenia, które przysługuje pracownikowi za nadgodziny, w pierwszej kolejności należy ustalić wynagrodzenie podstawowe, poprzez określenie stawki godzinowej. W tym celu należy zsumować wszystkie składniki wynagrodzenia pracownika i podzielić przez liczbę godzin do przepracowania w danym miesiącu, w którym wystąpiły nadgodziny.

Następnie należy ustalić kwotę dodatku za godziny nadliczbowe, ustalając procent dodatku 50% lub 100%. Należy pamiętać, że przy ustalaniu dodatku uwzględnia się jedynie kwotę wynagrodzenia zasadniczego, bez dodatkowych składników wynagrodzenia.

Przykład 2.

Pan Kowalski jest zatrudniony w pełnym wymiarze godzin i z tego tytułu otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 3000 brutto oraz dodatek stażowy w wysokości 350 zł i premię w wysokości 300 zł. W sierpniu pan Kowalski przepracował 8 nadgodzin, za które przysługuje mu 50-procentowy dodatek.

Ustalanie wynagrodzenia za nadgodziny:

  1. podstawowe wynagrodzenie za nadgodziny
  • (3000 zł + 350 zł + 300 zł) : 176 godzin = 3650 zł : 176 zł = 20,74 zł
  • 17,33 zł x 8 godzin = 165,92 zł
  1. dodatek za nadgodziny
  • 3000 zł : 176 godzin = 17,05 zł
  • 17,05 zł x 8 godzin x 50% = 68,20 zł

Wynagrodzenie za nadgodziny pana Kowalskiego będzie wynosiło 234,12 zł (165,92 zł + 68,20 zł).

Emilia Wojtczak, Ekspert wFirma.pl

MeetUp® 2018 już 1 września w Krakowskiej Tauron Arenie

MeetUp® 2018 to szósta edycja największej polskiej imprezy dla YouTuberów i ich fanów. Prócz możliwości interakcji z twórcami, na imprezie będzie można poznać fenomen influencerów w polskiej sieci. Organizatorzy MeetUp® kolejny rok z rzędu, gromadząc w jednym miejscu twórców wraz z ich partnerami pokazują szerszej społeczności, że YouTube to nie tylko dobra zabawa, ale również świetna inwestycja.

MeetUp® 2018 szósta edycja największej polskiej imprezy dla YouTuberówW Krakowskiej Tauron Arenie będzie można spotkać blisko 100 najbardziej wpływowych twórców internetowych. Poprzednia edycja zgromadziła niemal 20 tysięcy osób — w tym roku organizatorzy zamierzają pobić ten rekord. Impreza oprócz umożliwienia spędzenia czasu w obecności influencerów jest doskonałą szansą do poznania twórczości internetowej od zaplecza biznesowego oraz zrozumienia fenomenu tej branży. Tak duża ilość twórców zgromadzonych w jednym miejscu umożliwia spojrzenia na branżę polskiego YouTube’a z wielu stron, dając tym samym możliwość poznania perspektyw rozwoju na wielu płaszczyznach takich jak gaming, lifestyle, beauty i wiele innych.

Twórcy internetowi być może nie są jeszcze tak szeroko rozpoznawalni, jak celebryci z tradycyjnych mediów. Natomiast są rozpoznawalni wewnątrz swojej grupy odbiorców i mają z nią bardzo silną relację, a tym samym duży wpływ – mówi Paweł Kowalczyk, wiceprezes agencji GetHero, organizatora MeetUp®.

Wśród twórców wystąpią jedne z najbardziej wpływowych twarzy rodzimej sceny YouTube, a jednocześnie ambasadorzy MeetUp® – Rezigiusz, Izak oraz Friz. Ich kanały subskrybuje łącznie 6,5 miliona widzów. Poza nimi na krakowskim evencie obecność potwierdziło wielu znanych twórców wideo, między innymi: Multi, Boxdel, Topowa Dycha, Poszukiwacz, WiP Bros, Lachu oraz Jcob. Na imprezie pojawią się również Muserzy, czyli twórcy korzystający z aplikacji TikTok (dawniej Musical.ly), która stała się w ostatnich latach istnym fenomenem wśród nastolatków. Podobnie jak YouTube, TikTok jest medium społecznościowym – użytkownicy sami tworzą i dzielą się filmami. Z aplikacji każdego miesiąca korzysta około 600 milionów użytkowników.

Wśród twórców na MeetUp® będą największe gwiazdy, takie jak Dominik Rupiński, Kinga Sawczuk (Kompleksiara) oraz Julia Kostera. Od strony marketingu aplikacja jest jednym z najlepszych mediów społecznościowych, ponieważ daje możliwość dotarcia do „generacji Z”, która nie zna świata bez internetu i eksploruje go niemal przez całą dobę. Kampanie w TikTok prowadziło już wiele firm obecnych na polskim rynku, w tym partnerzy MeetUp – Garnier i CocaCola.

Fenomen YouTube’a to rzecz nadzwyczajna. Jeszcze kilkanaście lat temu nie do pomyślenia było, że tworzenie filmów na wirtualną platformę mogło być stałym źródłem zarobku. A co więcej zarobku, który wcale nie jest mały. Z naszych badań wynika, że najwięksi YouTuberzy mogą liczyć na dochody wynoszące nawet po 100 tysięcy złotych miesięcznie. Takie kwoty mogą oszałamiać i inspirować młode osoby do podjęcia próby tworzenia internetowego wideo – mówi Tobiasz Wybraniec, prezes zarządu agencji GetHero.

Oprócz samej możliwości spotkania i rozmów z YouTuberami, w trakcie trwania imprezy obecne będą jak co roku specjalne stoiska partnerów. Sponsorzy współpracujący z największymi gwiazdami internetu przygotowali liczne atrakcje, z których będą mogli korzystać uczestników eventu.

Miasto Kraków kolejny raz zostało głównym partnerem i współorganizatorem MeetUp®. Podobnie jak rok wcześniej współpraca ta zaowocowała powstaniem filmów promujących miasto i samo wydarzenie, stworzonych przez jednych z największych polskich YouTuberów –  Izaka, Rezigiusza i Friza. Materiały w ciągu pierwszych 3 dni od publikacji zostały wyświetlone w sumie ponad miliony razy.

  • Izak
  • Rezigiusz
  • Friz

Organizatorem MeetUp® 2018 jest agencja kreatywna GetHero, a współorganizatorem jest Miasto Kraków. Partnerami wydarzenia zostały również marki Garnier, Coca Cola, Monte Snack, Starlink i Wawel oraz Województwo Małopolskie. Agencja GetHero zajmuje się współpracą z twórcami i zrzeszaniem influencerów w ramach sieci partnerskiej YouTube.

Wejście na imprezę jest bezpłatne. Organizatorzy udostępniają jednak możliwość zakupu limitowanych biletów, które dają gwarancję ominięcia kolejek, wcześniejszego wejścia na wydarzenie oraz dostępu do specjalnych stref premium.

Dolar kontynuuje wyprzedaż

Ostatnie tygodnie okresu letniego zazwyczaj cechują się dość spokojnymi sesjami na rynkach finansowych. Miniony tydzień był podobny. Dominującym tematem były informacje polityczne z USA.

Prezydent Donald Trump w dość niepochlebnych słowach wyrażał się w kwestii polityki monetarnej FED, co spowodowało obniżenie rentowności amerykańskich obligacji, jak i osłabienie dolara amerykańskiego. Rosnący apetyt na ryzyko nie pomógł dolarowi, który osłabił się względem każdej z walut G10 za wyjątkiem jena japońskiego, który też stał się ofiarą zmian sentymentu do ryzyka.

Podobnie jak poprzedni, również najbliższy tydzień nie przyniesie zbyt wielu nowych informacji makroekonomicznych. Najistotniejsze będą piątkowe dane o inflacji w strefie euro.  Będziemy obserwować, czy opublikowane szacunki będą sugerować ostateczny wzrost inflacji w stronę celu inflacyjnego EBC.

Kurs złotego PLN

Ubiegły tydzień przyniósł umocnienie polskiego złotego. Polska waluta najmocniej zyskiwała w relacji do dolara amerykańskiego oraz funta brytyjskiego. Złotemu w umocnieniu sprzyjało uspokojenie nastrojów na rynkach wschodzących, słabość dolara amerykańskiego i siła euro.

Dane z ubiegłego tygodnia w większości pozytywnie zaskoczyły. Odczyty produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej były lepsze od oczekiwań i sprzyjają temu, żeby dynamika PKB w trzecim kwartale wyniosła nieco poniżej 5%. Opublikowane „minutki” z ostatniego spotkania RPP pokazały, że w większości członkowie RPP wyrażają opinię, iż utrzymywanie stabilnych stóp procentowych powinno wspierać realizację celu inflacyjnego. Część członków zwraca jednak uwagę, że jeśli presja inflacyjna będzie narastać, może być zasadne rozważenie podwyżek stóp procentowych w kolejnych kwartałach.

Kurs funta GBP

Miniony tydzień cechował się pewną nieprzewidywalnością w zachowaniu funta brytyjskiego. Szterling wprawdzie umocnił się względem dolara, podobnie jak niemal każda z pozostałych walut G10, nie zdołał jednak nadążyć za rosnącym kursem euro, tracił również w parze ze złotym. Informacje dotyczące negocjacji w kwestii Brexitu w ostatnim czasie nie były zbyt pozytywne. Brytyjski rząd sugeruje, że osiągnięcie porozumienia przed wyznaczonym terminem w październiku nie jest możliwe. Udostępnił również szczegółowy plan zakładający scenariusz, w którym Wielka Brytania wystąpi z Unii Europejskiej bez porozumienia.

Kurs euro EUR

Wspólna europejska waluta była najlepiej radzącą sobie walutą wśród gospodarek G10. Wskaźniki aktywności biznesowej PMI w bloku walutowym utrzymywały się powyżej poziomu 54, a niemieckie PKB w drugim kwartale rosło o solidne 0,5%. Uwaga ekonomistów oraz inwestorów skupia się obecnie na zaplanowanej na piątek publikacji danych o inflacji w strefie euro. Jesteśmy zdania, że na wyraźne umocnienie euro z obecnych poziomów prawdopodobnie trzeba będzie poczekać do momentu zarysowania przez EBC planu podwyżek stóp procentowych. Z kolei samo tempo podwyżek w naszej opinii będzie zależne przede wszystkim od tego, czy inflacja bazowa wykaże wyraźny trend wzrostowy.

Kurs dolara USD

Pomijając ostatnie komentarze Donalda Trumpa dotyczące działań Rezerwy Federalnej, niewykluczone, że dolar amerykański w ostatnich dniach mógł być słabszy również z uwagi na wieść o współpracy byłego prawnika Donalda Trumpa ze służbami śledczymi jak i na skazanie menedżera sztabu wyborczego prezydenta za oszustwa i unikanie płacenia podatków, co rzuca negatywne światło na prezydenta USA.

W kontekście minionego tygodnia warto wspomnieć również o tym, że przewodniczący FED, Jerome Powell podczas konferencji Jackson Hole powtórzył, iż popiera stopniowe podwyżki stóp procentowych przez FOMC. Jego słowa w praktyce pieczętują ruch stóp w górę we wrześniu.

Dopóki większość banków centralnych krajów rozwiniętych nie wyklaruje tempa podwyżek stóp procentowych, nie spodziewamy się żadnych zdecydowany ruchów USD, czy to w dół, czy w górę.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury Polska

Dell Technologies Forum 2018 już 11 września w Warszawie

11 września w Warszawie odbędzie się jedno z najważniejszych wydarzeń branży IT w Polsce – Dell Technologies Forum 2018. Uczestnicy konferencji będą mogli na rzeczywistych przykładach przekonać się jakie korzyści niesie ze sobą cyfrowa transformacja biznesu i IT. Gościem honorowym tegorocznej konferencji będzie jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w branży – ikona światowego biznesu z centrali Dell Technologies.

Czwarta rewolucja przemysłowa nabiera rozpędu. Pierwsze trzy związane były z mechanizacją, produkcją masową i automatyzacją. Kolejna, czyli Przemysł 4.0, to połączenie technologii – tych fizycznych i cyfrowych. Co oznacza?

Dariusz Piotrowski, dyrektor generalny Dell EMC w Polsce
Dariusz Piotrowski, dyrektor generalny Dell EMC w Polsce

– Czwarta rewolucja przemysłowa zmienia podejście do biznesu oraz funkcjonowanie przedsiębiorstw. Nowe technologie, takie jak Data analytics czy sztuczna inteligencja, w ciągu najbliższej dekady zmienią nasze codzienne życie, styl pracy i prowadzenia firmy. Dzieląc się swoją wiedzą i doświadczeniem, chcemy wskazać drogę skutecznego przeprowadzenia wejścia w proces cyfryzacji biznesu. Dell Technologies Forum oferuje możliwość spotkania i posłuchania najlepszych ekspertów z branży IT zarówno z Polski jak i z zagranicy. Uczestnicy będą mogli zapoznać się z najnowszymi trendami oraz najlepszymi strategiami wprowadzania innowacji – komentuje Dariusz Piotrowski, Dyrektor Generalny, Dell EMC Polska.

Dell Technologies Forum to największe globalne wydarzenie grupy, podczas którego firmy należące do amerykańskiego lidera IT oraz liczni partnerzy dzielą się swoim know-how, dyskutują nad postępującą transformacją cyfrową oraz wpływie nowoczesnych technologii i systemie ich zależności w biznesie. Tegoroczna, polska edycja Dell Technologies Forum 2018 będzie należała do wyjątkowych, gdyż konferencja zostanie poprzedzona sesją plenarną z wystąpieniem niezwykłego gościa specjalnego.

Make It Real: Dell Technologies Forum 2018

Na uczestników wydarzenia będą czekały niecodzienne spotkania ze specjalistami branży IT, które umożliwią podzielenie się wiedzą, wymianę doświadczeń w zakresie sprzedaży i przeprowadzonych wdrożeń, a także nawiązywanie nowych kontaktów biznesowych. W specjalnie wydzielonej przestrzeni wystawienniczej będzie można zapoznać się z najnowszymi produktami firm z grupy Dell Technlogies (Dell, Dell EMC, VMware, Pivotal, RSA, Secureworks, Virtustream), jak i również skonsultować z ekspertami kwestie związane z zastosowaniami i wdrażaniem prezentowanych rozwiązań. Nie zabraknie też technologicznych atrakcji takich jak symulator gry w golfa czy możliwość wirtualnej przejażdżki bolidem Formuły 1. Każdy uczestnik będzie mógł stworzyć własną, spersonalizowaną agendę, wybierając interesujące tematy spośród 30 sesji podzielonych na cztery bloki tematyczne:

  • Digital Transformation: nowe funkcjonalności aplikacji Agile i wykorzystanie narzędzi analitycznych do budowania lepszych kontaktów z klientem.
  • IT Transformation: najnowsze produkty, które wspierają wszystkie aspekty nowoczesnej infrastruktury, w tym pamięci masowe, serwery, rozwiązania sieciowe, rozwiązania chmurowe i rozwiązania dedykowane do ochrony danych.
  • Workforce Transformation: unikalne rozwiązaniach firmy Dell, które są nagradzane w wielu kategoriach, a zaprojektowane z myślą o różnych wymiarach pracy.
  • Security Transformation: nowości ze świata technologii IT dla bezpieczeństwa biznesu.

Rejestracja na Dell Technologies Forum 2018 odbywa się za pośrednictwem formularza na stronie internetowej wydarzenia.

Fiskus musi określić termin zwrotu VAT

21 marca 2018 r. w Łodzi, zapadł rewolucyjny wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego dotyczący podatku VAT. W wydanym orzeczeniu stwierdzono, iż data określająca nowy termin zwrotu podatku VAT nie może być późniejsza niż data zakończenia prowadzonych postępowań, w tym także kontroli podatkowej. Co to oznacza dla polskich przedsiębiorców? Czy skrócą się terminy zwrotu nadwyżki podatku VAT?

Stan faktyczny

Rozpoznawana sprawa dotyczyła zwrotu nadwyżki podatku VAT naliczonego za marzec 2017 r., na kwotę ponad 400 000 zł. W maju 2017 r. wobec spółki X wszczęto kontrolę podatkową w zakresie prawidłowości rozliczeń z budżetem z tytułu podatku VAT za marzec 2017 r. oraz zasadności zadeklarowanej kwoty nadwyżki z przeniesienia z lutego 2017 r. Termin zakończenia kontroli wyznaczono na 31 października 2017 r. W toku prowadzonych czynności organ podatkowy wystąpił do podatnika o okazanie dokumentacji podatkowej oraz złożenie wyjaśnień. Z uwagi na dokonywanie przez spółkę transakcji kupna-sprzedaży z podmiotami powiązanymi kapitałowo i osobowo, Naczelnik Urzędu Skarbowego wystąpił również z zapytaniami do kontrahentów spółki, a nawet zagranicznych instytucji. Na dzień wydania postanowienia organ I instancji nie miał jednak wszystkich oczekiwanych materiałów, więc wyznaczył termin zwrotu nadwyżki VAT na dzień 2 kwietnia 2018 r., a zatem na 7 miesięcy po zakończeniu kontroli podatkowej. Spółka X odwołała się do Dyrektora Izby Administracji Skarbowej, zarzucając Naczelnikowi US opieszałość oraz naruszenie przepisów Ordynacji podatkowej. Organ II instancji nie znalazł uchybień w postępowaniu Naczelnika US przez co brak było podstaw do uchylenia lub zmiany postanowienia. Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Łodzi.

Zakaz nieograniczonej kontroli

W skardze skierowanej do WSA w Łodzi, spółka X podniosła, że Dyrektor IAS w Łodzi błędnie przyjął, iż przepisy umożliwiające przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego są zgodne z zasadą nieograniczonego (co do terminu i wysokości) zwrotu nadwyżki podatku, którą można wywieść z regulacji wspólnotowych. WSA w Łodzi przyznał rację skarżącej spółce stwierdzając, że przedłużenie terminu zwrotu podatku wskazanego w deklaracji podatkowej może nastąpić do czasu zakończenia czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej lub postępowania podatkowego (art. 87 ust. 2 ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług). Zatem w rozpatrywanej sprawie niezasadne było przedłużenie terminu zwrotu nadwyżki VAT do 2 kwietnia 2018 r. Czynność ta powinna być dokonana do dnia 31 października 2017 r.

Przedłużanie terminu zwrotu nadwyżki VAT – zagrożenia

Podstawowym zagrożeniem dla przedsiębiorców, których środki finansowe utknęły gdzieś w czeluściach biurokracji, jest możliwość utraty płynności finansowej. W przypadku kwot rzędu kilkuset tysięcy, a nawet milionów złotych „zamrożonych” środków, nawet najsilniejsze podmioty gospodarcze mogą tego nie udźwignąć. Straty nie rekompensują ani odsetki ustawowe, ani zakończone wiele lat później batalie sądowe. Dodatkowo polskie prawo nie przewiduje żadnej odpowiedzialności dla opieszałych urzędników. Aparat administracji państwowej, mimo licznych przewinień, pozostaje bezkarny.

Naruszenie zasady neutralności podatku VAT

Opieszałe, sprzeczne z przepisami prawa postępowanie organów podatkowych w zakresie zwrotu nadwyżki podatku VAT, stanowi naruszenie jednej z podstawowych zasad prawa podatkowego – neutralności podatku VAT. Zgodnie z tą zasadą podatek VAT powinien być ekonomicznie neutralny dla podatników. Tymczasem działanie organów podatkowych prowadzi do sytuacji, w której dla wielu firm „zawirowania” w zakresie zwrotu nadwyżki VAT, mogą wpłynąć na „być albo nie być” na rynku. Organy podatkowe pozostają głuche na problemy polskich przedsiębiorców. Przeprowadzane kontrole mają na celu unieruchomienie środków przedsiębiorców na koncie MF. Niezwykle widoczne jest także negatywne nastawienie organów podatkowych do przedsiębiorców, którzy są z góry traktowani jak oszuści podatkowi, uczestniczący w nielegalnym procederze.

Nadzieja w wyroku WSA

Wyrok WSA w Łodzi z 21 marca 2018 r., wprawdzie nie stanowi remedium na problemy polskich przedsiębiorców, ale jest pewnego rodzaju sygnałem i zapowiedzią pozytywnych zmian. Orzeczenie WSA ogranicza w minimalnym zakresie swoistą samowolę organów podatkowych w przedmiocie wyznaczania terminu zwrotu nadwyżki podatku VAT oraz stawia veto w stosunku do dotychczas nieograniczonych i niekończących się kontroli.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Rynek złota w ofensywie

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Impas na rynku złota – najwyższy od niemal dekady – nieco ustąpił w końcówce ubiegłego tygodnia, przynosząc lekkie ożywienie w wycenie tego kruszcu. Stagnację podtrzymywała umacniająca się od wielu miesięcy cena amerykańskiego dolara, jak też odreagowania na rynku EUR/USD.

Według ekspertów Aforti Exchange, złoto może w najbliższym czasie pójść w górę, a to za sprawą prawdopodobnego wyhamowania gospodarki USA i trudności amerykańskiego imperium z utrzymaniem dotychczasowego wzrostu, a co za tym idzie – osłabieniem cyklu podwyżek stóp procentowych. Świadczy o tym chociażby wypowiedź szefa FED z ubiegłego piątku (2018-08-24), który uzależnił kolejne podwyżki od aktualnej sytuacji gospodarczej oraz presji inflacyjnej, która może nieco zmaleć, jeżeli wojna celna z Chinami będzie się dalej rozwijać. Tym samym, inwestorzy mogą liczyć na wzrost cen na rynku złota.

Złoto w trendzie wzrostowym – analiza długoterminowa Aforti Exchange

Mimo problemów z większym odreagowaniem, notowania złota pozostają wciąż w trendzie wzrostowym. Po tym, jak rynek osiągnął poziom 1060 USD w końcówce 2015 roku, pierwsza połowa 2016 roku przyniosła znaczne odbicie, które zatrzymało się na strefie 1350 – 1395 USD. Zakres ten ograniczany jest dodatkowo przez 38.2-proc. zniesienie poprzedniej struktury spadkowej.

Wspomniana strefa była jeszcze raz testowana na początku 2018 roku i ponownie nie udało się jej pokonać. Co prawda lokalne maksimum wypadło nieco niżej niż szczyt z 2016 roku, ale technicznie jesteśmy w innym miejscu.

Dopóki rynek złota kwotowany jest powyżej poziomu 1150 USD, scenariuszem podstawowym jest rozwijanie trzeciej fali wzrostowej. Aktualnie jesteśmy na etapie pierwszej podfali inicjującej, a ostatnie miesiące 2018 roku są jej korektą. Jeżeli sierpień 2018 roku zakończy się w rejonie strefy 1200 – 1230 USD, omawiane założenie będzie wciąż aktualne. Z kolei trwały ruch powyżej poziomu 1230 USD – na przykład we wrześniu 2018 roku – potwierdzi gotowość do kolejnej próby pokonania strefy 1350 – 1395 USD.

2018-08-28 Aforti Exchange - notowania złota w układzie miesięcznym
Źródło: Aforti Exchange – notowania złota w układzie miesięcznym

Hossa w USA. Kurs rubla w dół

Amerykańskie giełdy idą w górę w związku z zapowiadanym porozumieniem handlowym z Meksykiem. Dobre dane z Niemiec. Sankcje gospodarcze osłabiają rubla.

Kolejne szczyty na giełdach w USA

Powodem ostatnich wzrostów jest znalezienie następcy NAFTA. Porozumienie o wolnym handlu pomiędzy USA, Meksykiem i Kanadą zostanie zastąpione osobnymi porozumieniami pomiędzy USA a pozostałymi krajami. Jest to o tyle dziwne, że likwidacja umowy handlowej powinna raczej negatywnie wpływać na rynek. Tym bardziej, że nowa umowa ma być gotowa dopiero w listopadzie. Nie wiadomo zatem czy w ogóle dojdzie do jej podpisania, gdyż w listopadzie kończy się kadencja obecnego prezydenta Meksyku. Stawia to ten kraj w trudniejszej pozycji negocjacyjnej względem silniejszego i tak partnera.

Lepsze dane z niemieckiej gospodarki

Wczoraj poznaliśmy indeks instytutu IFO. Jest to parametr pokazujący nastroje wśród niemieckich przedsiębiorców. Są to badania ankietowe, zatem nie opierają się na żadnych twardych danych, a jedynie na opiniach przedsiębiorców. Pomimo tego jest to jeden z najważniejszych odczytów dostępnych dla niemieckiej gospodarki. Wczoraj tuż po publikacji lepszych od oczekiwań danych euro rozpoczęło ruch umacniający je względem dolara o niemal centa. To właśnie dlatego pomimo tego, że euro było wczoraj w miarę stabilne względem złotego dolar potaniał niemal 3 grosze.

Dalsza słabość rubla

Rosyjska waluta wciąż traci. Powodem są wchodzące w życie sankcje gospodarcze. Jest to o tyle dziwne, że na razie dotyczy to tylko towarów “o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa narodowego”. Gorzej prezentuje się wizja rozwoju sytuacji jeżeli Kreml nie zgodzi się na wizytę obserwatorów z ONZ. Rubel jest obecnie najsłabszy od przełomu lata 2015-2016. Warto zwrócić uwagę, że były to czasy kiedy inflacja wynosiła momentami ponad 15% a w kraju panowała recesja. Obecnie wzrost gospodarczy nie zachwyca, źle sięga już prawie +1%. Inflacja przestała być problemem spadając do 2,5%. W ostatnich latach udało się ponadto zmniejszyć i tak wyjątkowo niskie zadłużenie zagraniczne. Można zatem oczekiwać, że jeżeli uda się ustabilizować sytuację polityczną rubla czekają lepsze czasy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów Conference Board

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Historia pewnego tacho. Jak było i czego mogą się spodziewać w przyszłości polscy kierowcy?

We wrześniu bieżącego roku branżę transportową czeka małe trzęsienie ziemi. Spowodują je dwie ustawy – o transporcie drogowym oraz o tachografach, które będą regulować zasady stosowania tych urządzeń w drobiazgowy sposób. Zmieni się również taryfikator kar. By lepiej zrozumieć obecną sytuację oraz nadchodzące zmiany, warto wiedzieć, jak było kiedyś, a jaka może być przyszłość tachografów i innych rozwiązań wspomagających pracę kierowców. Eksperci nakreślają kierunki tych zmian.

Historia komercyjnego użycia tachografów sięga 1952 roku, kiedy w wyniku znaczącego wzrostu liczby wypadków z udziałem ciężarówek, w Niemczech wprowadzono przepisy zobowiązujące każdy pojazd ważący powyżej 7,5 tony do posiadania takiego urządzenia. Rok później rozszerzono to prawo na każdą nową ciężarówkę i autobus dopuszczony do ruchu. W innych państwach europejskich podobne regulacje były gotowe do wdrożenia już na początku lat 70., ale zunifikowane prawo zaczęło obowiązywać na terenie EWG dopiero w 1985 roku. Poszczególne państwa członkowskie wprowadzały również swoje wewnętrzne zasady, co niekiedy prowadziło do dramatycznych wydarzeń, jak choćby holenderski paraliż transportowy z 1974 roku. Wielu ówczesnych kierowców, w obawie o swoje zarobki, protestowało przeciwko obowiązkowi ich użycia. Protest ten przybrał między innymi formę blokowania przejść granicznych, jak również demonstracyjnego niszczenia tarczek tachografów. W Polsce prawnie uregulowano konieczność używania tych urządzeń na początku lat 90. Co ciekawe, w naszym kraju stało się to i tak stosunkowo wcześnie. W Stanach Zjednoczonych dopiero na początku drugiej dekady XXI wieku zaczęły obowiązywać przepisy dotyczące użycia tachografów w transporcie flotowym, a od stycznia bieżącego roku jego użycie jest obowiązkowe dla wszystkich kierowców ciężarówek.

ZMIANY

Analogowe tachografy, z woskowanymi tarczkami do zapisu danych zaczęły odchodzić do lamusa w maju 2006 roku, gdy weszło w życie unijne rozporządzenie 1360/2002, nakazujące montaż tachografów cyfrowych we wszystkich pojazdach wymienionych we wcześniejszym rozporządzeniu EWG 3821/85. W założeniu miało to wyeliminować próby manipulacji wskazaniami urządzenia, lecz jak zauważa Kamil Wolański z OCRK:

Kamil Wolański
Kamil Wolański

Historię tachografu można porównać do wyścigu zbrojeń. Od momentu rozpowszechnienia się tych urządzeń i pojawienia się regulacji dotyczących ich stosowania, firmy przewozowe, a czasami, co gorsza, sami kierowcy, często szukali sposobu, jak obejść ich wskazania. Wprowadzenie tachografów cyfrowych miało uniemożliwić manipulację przebiegiem trasy. Okazuje się jednak, że sposobów na oszukanie cyfrowego tacho było naprawdę dużo i były bardzo różnorodne – od podkładania magnesów na impulsatorze aż po wykorzystanie nielegalnego, specjalistycznego sprzętu. Problem jest poważny, gdyż jak wynika z ustaleń Komisji Europejskiej, ingerencje w czas pracy miały miejsce w co trzecim pojeździe wyposażonym w ten sprzęt. Nowe regulacje, które wchodzą w życie we wrześniu, mają ukrócić te praktyki i sprawić, by transport drogowy stał się bezpieczniejszy – wyjaśnia ekspert OCRK.

Jednym z dwóch dokumentów opublikowanych niedawno przez sejm, jest ustawa o transporcie drogowym, w której najważniejsze zmiany dotyczą przede wszystkim taryfikatora kar za ingerowanie w pracę tachografu i manipulację czasem pracy kierowcy. Przepisy zostały dostosowane do unijnego rozporządzenia 403/2016 i przewidują między innymi:

  1. Karę 8000 PLN za fałszowanie ewidencji pracy lub odmowę udostępnienia jej do kontroli.
  2. Podniesienie maksymalnej wysokości kary dla przedsiębiorcy, jeśli kontrola drogowa wykaże nieprawidłowości. W takim wypadku należy liczyć się z karą wyższą o 2000 PLN w stosunku do tej obowiązującej poprzednio.
  3. Zmianę trybu nakładania kar dla osób zarządzających transportem – z wykroczeniowego na administracyjny. Maksymalna kara wynosi w tym wypadku 3000 PLN.

Drugim jest ustawa o tachografach, która ma za zadanie doprecyzować zasady instalacji
i napraw tych urządzeń. Nowe rozporządzenie unifikuje również rozproszone do tej pory przepisy. Co ważne, wprowadzono m.in. przepis karalności za dystrybucję urządzeń oraz oprogramowania przeznaczonego do manipulacji danymi z tachografu:

„Art. 50. Kto, wbrew art. 25, produkuje, dystrybuuje, reklamuje, sprzedaje lub w inny sposób udostępnia urządzenia, przedmioty lub oprogramowanie wykonane lub przeznaczone do celów podrabiania lub przerabiania danych rejestrowanych przez tachograf – podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

PRZYSZŁOŚĆ

Ustawa ta otwiera również furtkę do wprowadzenia „inteligentnych tachografów”, których użycie przewiduje unijne rozporządzenie 165/2014. Zakłada ona, że wszystkie samochody ciężarowe zarejestrowane po 15 czerwca 2019 r. będą musiały być wyposażone w tachografy podłączone do systemów pozycjonowania satelitarnego („GALILEO” oraz „EGNOS”). Pojazdy wprowadzone do eksploatacji wcześniej zachowują urządzenia starego typu. Jednak najpóźniej do 2034 roku ich właściciele będą musieli zainstalować w pojeździe, wykorzystywanym w transporcie międzynarodowym, tzw. tacho z funkcją zdalnej kontroli. W Komisji Europejskiej trwają obecnie dyskusje, by skrócić okres wprowadzania „inteligentnych tachografów” do 2025 roku, ta propozycja jest na początku ścieżki legislacyjnej.

Nowe urządzenie dostarczy przewoźnikowi informacji, gdzie znajduje się ciężarówka na początku trasy, na końcu oraz co trzy godziny jazdy. Standardem stanie się także zdalne odczytywanie danych przez ustawione na trasie bramki kontrolne. Pozwoli to na wyselekcjonowanie pojazdów do kontroli, w których możliwe są manipulacje tachografów. Docelowo „inteligentne tachografy” mają też służyć do rozwiązania kontrowersji z delegowaniem pracowników oraz kabotażem. Zgodnie z planami KE, widoczne będą przekroczenia granicy, co ułatwi interpretację danych i przestrzeganie prawa.

Co będzie się zmieniać w przyszłości, by wykonywanie zawodu „za kółkiem” było bezpieczne, wygodne i nowoczesne? – Możliwości są nieskończone. Wiele rozwijanych obecnie technologii ma ogromny potencjał, by wspomóc pracę kierowców. Już w tej chwili w tirach montuje się dużo czujników rejestrujących parametry pojazdu oraz czas pracy, czy przejechane kilometry. Te informacje wysyłane są do firmowej chmury, gdzie na bieżąco poddawane są analizie. Takie rozwiązanie znacznie ułatwia dostęp do danych i kontrolę nad czasem pracy – mówi Mateusz Włoch z Inelo, które dostarcza rozwiązania IT w branży transportowej.

A co nas jeszcze może czekać? – Na przykład wyświetlacze HUD mogłyby wyświetlać kierowcy informacje o tym, ile zostało mu jeszcze czasu jazdy, kiedy powinien odpocząć, za ile kilometrów jest najbliższy parking. Idąc dalej, pomocne będą również urządzenia, które monitorują zmęczenie i skupienie, informując prowadzącego samochód, że czas na przerwę. Dodatkową korzyścią z takich rozwiązań jest ogromny strumień danych, który posłuży firmom do poprawy pracy i jakości usług – dodaje ekspert Inelo.

Dobre dane z Niemiec wsparły kurs euro, na czym skorzystał też złoty

Początek tygodnia nie przyniósł istotniejszych zmian notowań obligacji skarbowych. Wyższy odczyt sierpniowego Ifo nastrojów w niemieckim biznesie wsparł euro, na czym skorzystał też złoty.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Poniedziałkowy handel przyniósł dalsze umocnienie złotego, EURPLN spadł poniżej 4,27. Wsparciem dla PLN nadal pozostaje zachowanie EURUSD. Po nieudanym ataku na wsparcie w okolicach 1,13 w połowie sierpnia para powróciła do strefy 1,15-1,18 której nieprzerwanie trzymała się praktycznie od połowy maja 2018 roku (obecnie notowana bliżej połowy przedziału).

Podczas zeszłotygodniowego sympozjum w Jackson Hole prezes Fed podtrzymał rynkowe oczekiwania na kolejne podwyżki stóp procentowych, pomimo krytyki prezydenta D. Trumpa dot. coraz wyższego kosztu pieniądza w USA. Choć słowa J. Powella nadal brzmiały jastrzębio, po reakcji rynku widać było, że inwestorzy liczyli na coś więcej. O ile nadal dominuje przekonanie co do wrześniowej i grudniowej podwyżki stóp, to już w zakładane wg dot-plot trzy kolejne w 2019 roku rynek nie do końca wierzy. Po Jackson Hole dolar ostatecznie stracił na wartości.

Kurs EURUSD zbliżył się do 1,17 w poniedziałek dodatkowo wspierany przez publikację niemieckiego indeksu Ifo, który w sierpniu wyraźnie pozytywnie zaskoczył ekonomistów wzrostem do 103,8 pkt wobec oczekiwanych 101,9 (po ośmiu miesiącach spadku), jak również spekulacje nt. możliwego porozumienia Meksyku z USA w kwestii NAFTA. Nastroje niemieckiego biznesu najprawdopodobniej poprawiło ożywienie gospodarki w II kw. napędzane oraz najlepszą od zjednoczenia Niemiec kondycją finansów publicznych kraju.

Na krajowym rynku stopy procentowej początek tygodnia nie przyniósł istotniejszych zmian notowań obligacji skarbowych. Mimo, że na świecie wciąż inwestorzy dostrzegają podwyższone ryzyko związane z niepewną sytuacją w Turcji czy we Włoszech, to jednak indeksy na giełdach akcji rosły, a bezpieczne obligacje były raczej sprzedawane. Tym razem prawdopodobnie obawy zostały przyćmione spekulacjami nt. możliwego szybkiego osiągnięcia porozumienia pomiędzy Meksykiem a Stanami Zjednoczonymi w kwestii zasad funkcjonowania NAFTA. I tak przykładowo rentowności 10-letnich Bundów wzrosły w ostatnich dniach w okolice 0,38% podczas gdy jeszcze tydzień temu spadły poniżej 0,3%. W tym przypadku wzrostowi dochodowości pomógł też lepszy od oczekiwań odczyt indeksu Ifo w Niemczech.

Patrząc na pusty kalendarz wydarzeń, należałoby zakładać, że wtorkowa sesja przyniesie stabilizację notowań na rynkach finansowych. Niemniej jednak, nie można wykluczyć, że będziemy obserwować dalszy przynajmniej krótkookresowy powrót popytu na aktywa ryzykowne. W takim scenariuszu spodziewać się można stopniowego dalszego wzrostu rentowności Bundów i US Treasuries, a w ślad za nimi również przeceny polskich papierów. W sektorze 10-letnim rentowności praktycznie przez całe wakacje utrzymują się w wąskim przedziale 3,10%-3,20%. Wspomniane zmiany na rynku mogłyby doprowadzić do wybicia się powyżej wspomnianego górnego ograniczenia kanału.

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Mirosław Budzick / PKO Bank Polski

Składki na ubezpieczenia społeczne wzrosły w pierwszej połowie roku o 9,2% r/r.

ZUS poinformował, że wpłacone do FUS składki na ubezpieczenia społeczne wzrosły w pierwszej połowie roku o 9,2% r/r. Ich wzrost odzwierciedla bardzo dobrą sytuację na rynku pracy – wzrost funduszu płac oraz zmianę charakteru migracji (coraz więcej ubezpieczonych cudzoziemców). Dobra sytuacja finansowa FUS umożliwia rezygnację z części dotacji budżetowej dla funduszu ograniczając deficyt na szczeblu centralnym i w całym sektorze finansów publicznych.

W jaki sposób płacimy za zakupy w Internecie?

Na zlecenie KIR i ZBP, instytut Kantar TNS zapytał klientów banków o ich preferencje dotyczące płatności za e-zakupy*. Z badania wynika, że choć nadal chętnie płacimy gotówką przy odbiorze przesyłki, to duża część badanych korzysta np. z przedpłaty przelewem, chcąc aby pieniądze trafiły bezpośrednio do sprzedawcy lub płaci on-line, szukając na stronie e-sklepu logo swojego banku. Najbardziej popularnym sposobem płacenia w branży e-commerce wśród polskich internautów są przelewy typu pay-by-link[1], np. obsługiwany przez KIR system Paybynet.

Liczba osób kupujących w sieci zwiększa się systematycznie z roku na rok. W 2017 r. zakupy on-line robiło 54 proc. internautów – to ok. 15 mln Polaków.[2] Coraz więcej sklepów stacjonarnych uruchamia równocześnie własne witryny zakupowe on-line. Według badań, w 2018 r. szacowana wartość rynku e-commerce w Polsce przekroczy 50 mld złotych, a w 2020 r. ma wynieść około 70 mld złotych.[3]

W tegorocznym badaniu, zrealizowanym przez Kantar TNS, 40 proc. ankietowanych zadeklarowało, że robi zakupy w Internecie. Wyniki pokazują, że wciąż najwięcej, bo 48 proc. osób wybiera płatność gotówką przy odbiorze towaru. Kolejnymi dwoma najpopularniejszymi odpowiedziami, które wskazało tyle samo badanych (31 proc.) są: płatność on-line na stronie banku lub przedpłata przelewem. Robiąc zakupy w sieci, 14 proc. badanych sprawdza dokładnie na czyje konto wysłany zostanie przelew. Niespełna co dziesiąty badany szuka logo systemu płatności, które zna i dokonuje płatności za zakupy. Natomiast zaledwie 3 proc. badanych płaci za zakupy on-line za pomocą urządzenia mobilnego np. telefonu komórkowego.jak polacy płącą w internecie

– Wyniki badania pokazują, że kupując on-line chcemy mieć pewność, że nasze zakupy zostaną zrealizowane szybko, a płatność trafi bezpiecznie do odbiorcy – komentuje Artur Wojtczuk, dyrektor Linii biznesowej płatności internetowe w KIR. – Płatności wykonane poprzez Paybynet są realizowane bezpośrednio z konta bankowego płatnika na konto bankowe sklepu. KIR na żadnym etapie płatności nie ma styczności ze środkami finansowymi sklepu, co w sposób istotny wpływa na wiarygodność transakcji – zaznacza Artur Wojtczuk.

*) Badanie przeprowadzone zostało w marcu 2018 r. na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie klientów banków w wieku 15 lat i więcej. Liczebność próby: N=400.

[1] https://businessinsider.com.pl/finanse/handel/e-commerce-rozwoj-i-analiza-polskiego-rynku/md43h0s

[2] https://businessinsider.com.pl/finanse/handel/e-commerce-rozwoj-i-analiza-polskiego-rynku/md43h0s

[3] https://businessinsider.com.pl/finanse/handel/e-commerce-rozwoj-i-analiza-polskiego-rynku/md43h0s

Benzyna wreszcie zdetronizowała diesla

Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA wynika, że już nie diesle, ale silniki benzynowe są najchętniej wybierane przy zakupie nowych aut osobowych w Europie Zachodniej. Udział diesli wśród nowo zarejestrowanych aut spadł z 49,9% w 2016 r. do 44,8% w 2017 r., natomiast nowych osobówek na benzynę wzrósł z 45,9% do 49,4%. W Polsce napędy benzynowe dominują już od kilku lat i cały czas obserwujemy trend wzrostowy – w 2017 roku 66,5% udział, podczas gdy w 2016 – 64,3%. Eksperci Exact Systems zwracają uwagę, że rośnie, choć powoli, zainteresowanie napędami alternatywnymi, których udział w europejskim rynku wzrósł do 5,8%. Pozytywny wyjątek stanowi Norwegia, w której w 2017 roku ponad połowa sprzedanych nowych samochodów była z napędem elektrycznym lub hybrydowym.

Paweł Gos, prezes Exact Systems
Paweł Gos, prezes Exact Systems

– Wyniki opublikowane przez ACEA potwierdzają tezę, iż kończy się pewna era w europejskiej motoryzacji i znajdujemy się w momencie przełomowym. Świadczy o tym powrót do łask silników benzynowych i zdetronizowanie diesla, a także bardzo prężny rozwój rynku ekoaut, w czym bezsprzecznym liderem pozostaje Norwegia. Chociaż silniki diesla były w Europie wiodącym napędem przez prawie dwie dekady, a stopniowy odwrót konsumentów od pojazdów na olej napędowy obserwujemy dopiero od 3 lat, to wydaje się, że przechodzenie na silniki niskoemisyjne będzie trwałym trendem, do którego producenci motoryzacyjni muszą dostosować swoje oferty – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.

Benzyna paliwem numer jeden w Europie[1]

Po wielu latach dominacji aut z silnikami na olej napędowy, ich popularność w Europie obecnie spada, na czym zyskuje przede wszystkim benzyna, a w mniejszym stopniu napędy alternatywne. Jak podaje ACEA, w państwach starej Unii (tzw. EU 15) struktura nowo zarejestrowanych samochodów pod względem rodzaju napędu wygląda następująco: benzyna 49,4%, olej napędowy 44,8%, napędy alternatywne, w tym elektryczne i hybrydowe, 5,8%.

W 2017 r. udział diesla zmniejszył się we wszystkich państwach EU 15, a zwłaszcza w Luksemburgu, Grecji i Niemczech. U naszych zachodnich sąsiadów wyraźnie widać tendencję odchodzenia od zakupu diesli (45,8% w 2016, 38,7% w 2017) na rzecz aut benzynowych (52,2% w 2016, 57,9% w 2017). Warto też podkreślić, że w ubiegłym roku w Niemczech podwoiła się liczba aut elektrycznych. Zmniejszenie zainteresowania pojazdami na olej napędowy obserwujemy też we Francji, gdzie również benzyna zdetronizowała diesel i odpowiada już za 47,6% sprzedaży nowych aut nad Loarą, co oznacza wzrost o prawie 4 p.p. r/r.

Bastionami zwolenników silników diesla pozostają kraje, w których rynkowy udział napędów na olej napędowy wciąż przekracza 50%. Do tego grona zaliczają się Irlandia (65,2%), Portugalia (61,5%) oraz Włochy (56,3%).

Norwegia, królowa elektromobilności

Kompletnie na drugim motoryzacyjnym biegunie niż państwa EU 15 znajduje się Norwegia. Norweskie społeczeństwo jest zamożne i bardzo świadome ekologicznie, co przekłada się bezpośrednio na decyzje podejmowane przez Norwegów podczas kupna nowego samochodu. W tym skandynawskim kraju spada udział zarówno diesla jak i benzyny (odpowiednio o 7,7p.p. i 4,3 p.p.), a ich miejsce zajmują napędy alternatywne, w tym głównie elektryczne. Norwegia jest pierwszym krajem na świecie, gdzie liczba aut z napędem alternatywnym przekroczyła połowę wszystkich rejestracji (52,2% w 2017 r. w porównaniu do 40,2% rok wcześniej).

Polska droga do elektromobilności

Jak na tle Europy Zachodniej wypada Polska? Nad Wisłą również spada udział diesla, na czym zyskują benzyna i napędy alternatywne, przede wszystkim hybrydowe. Z danych opublikowanych przez PZPM wynika, że już w tej chwili rejestrujemy znacznie mniej diesli niż wynosi średnia w krajach EU 15 (27,8% vs. 44,8%), lecz jest to skompensowane głównie wysoką sprzedażą aut benzynowych. Ich udział wynosi w Polsce aż 66,5% przy 49,4% dla EU 15. Samochody elektryczne wciąż są rzadkością na polskich drogach. Co prawda ich liczba podwoiła się z 556 w 2016 r. do 1068 w 2017 r., ale do Norwegii jest nam naprawdę daleko. Napędy elektryczne stanowią tylko dwa promile w łącznej sprzedaży nowych aut w Polsce.

[1] Dane ACEA obejmujące Europę Zachodnią (15 krajów): https://www.acea.be/statistics/article/trends-in-fuel-type-of-new-cars-between-2016-and-2017-by-country

Kredytobiorcy frankowi i ich kredyty

Systematycznie maleje liczba zobowiązań mieszkaniowych zaciągniętych w walucie szwajcarskiej – w czerwcu 2018 r., w porównaniu do czerwca 2017 r. w ujęciu liczbowym, ubyło 27 tys. rachunków. Obecnie pozostaje w spłacie już tylko 482 tys. kredytów frankowych. Według danych BIK na koniec czerwca 2018 r. portfel kredytów frankowych wyniósł 110,7 mld zł., a wskutek spłat zobowiązań przez kredytobiorców i umocnienia złotego o 10 gr., jego wartość w ciągu roku obniżyła się o 13,6 mld zł.

Ciekawe liczby

  • o 13,6 mld zł zmniejszyło się zadłużenie we franku szwajcarskim w czerwcu 2018 r., w porównaniu do czerwca 2017 r.
  • 162,2 mld zł to najwyższe zadłużenie w przeliczeniu na PLN w kredytach frankowych w 2011 r.
  • 110,7 mld zł – tyle obecnie wynosi zadłużenie w przeliczeniu na PLN w kredytach frankowych (VI.2018 r.);
  • co piąty (20,4%) czynny kredyt mieszkaniowy jest nominowany we franku;
  • co czwarta (26,4%) obsługiwana złotówka (po przeliczeniu walut na złote po bieżącym kursie) pochodzi z kredytów frankowych.

Liczba zobowiązań hipotecznych obsługiwanych we frankach szwajcarskich stale zmniejsza się, w 2016 r. banki obsługiwały 530,61 tys. kredytów, a obecnie o 9% mniej. W czerwcu 2018 r., w porównaniu do czerwca 2017 r. w ujęciu liczbowym, ubyło 27 tys. rachunków mieszkaniowych zaciągniętych w CHF.

Portfel kredytowy Polaków

Bazy BIK, zawierające informacje o 15,35 mln kredytobiorców w Polsce, odnotowują obecnie 5,5% udział osób spłacających zobowiązania we frankach. Kwota do spłaty wszystkich kredytobiorców bez względu na walutę wynosi w przeliczeniu na złote 608,50 mld zł, z czego 138,56 mld zł to wartość do spłaty wszystkich rodzajów kredytów posiadanych przez kredytobiorców frankowych.

Liczba wszystkich kredytów posiadanych przez frankowiczów wynosi 1,73 mln szt., co stanowi 6,1% spośród 28,30 mln szt. kredytów obsługiwanych przez wszystkich Polaków łącznie. 

Otoczenie wokół USD nie jest korzystne, ale EUR też nie ma za sobą zbyt dobrej prasy

USA i Meksyk wynegocjowały nowe porozumienie handlowe, ale nie ma pewności czy Kanada dołączy do umowy. CAD czeka, a MXN gasi pierwotną euforię, gdyż ryzyko wyrzucenia NAFTA do kosza odbiera pozytywnego uroku z porozumienia i przypomina, że Trump prowadzi ostrą i często nieracjonalną grę.

Wczorajsze ogłoszenie przez Trumpa porozumienia nie obyło się bez gorzkich słów, jakoby NAFTA ma złe konotacje, gdyż prowadziła do rozkradania USA, a on sam preferuje bilateralne umowy. Mimo to Meksyk podtrzymuje, że finalne porozumienie ma być trójstronne i decyzje mają zostać podjęte pod koniec tygodnia. Mimo otrąbionego przez Trumpa sukcesu, źródła donoszą, że kilka ważnych kwestii nie zostało jeszcze uzgodnionych i przy stole negocjacyjnym potrzeba jeszcze obecności Kanady. Minister handlu Kanady Freeland leci dziś do Waszyngtonu z nadzieją na zamknięcie negocjacji. Powściągliwość CAD w reakcji na finalizację rozmów jest zrozumiała, ale też i MXN nie wykazuje większej euforii. Choć Trump wysłał bilateralne porozumienie do zatwierdzenia przez Kongres, ten nie do końca może chcieć działać na rzec pogrzebania trójstronnego NAFTA. Tak samo nie chce przykładać ręki do wywierania presji na Kanadę. Stąd MXN i CAD czekają na rozstrzygnięcia.

Reszta FX wyciąga nieco optymizmu z faktu, że przynajmniej na pewnych frontach wojen handlowych jest bliżej przerwania walk. Apetyt na ryzyko pcha w górę m.in. AUD i NZD, a indeksy na Wall Street biją kolejne rekordy. USD znalazł się w defensywie, gdyż traci atut bezpiecznej przystani. Dodatkową siłą ściągającą dolara niżej są piątkowe słowa prezesa Fed Powella na sympozjum w Jackson Hole. Ponieważ część uczestników rynku liczyła na jastrzębie wzmianki (których nie otrzymała), rozczarowanie prowadzi do wypłaszczania krzywej rentowności w USA, gdyż rynek nie otrzymał zapewnienia, że Fed zamierza przyspieszać tempo podwyżek stóp procentowych. Brak świeżego impulsu z Fed pozostawia USD bez żadnego krótkoterminowego paliwa do wzrostów, co może potęgować realizację zysków na koniec miesiąca.

EUR/USD po dwóch tygodniach solidnych wzrostów testuje górne ograniczenie wakacyjnej konsolidacji przy 1,17, co może być ważnym testem sentymentu, choć ważniejszą barierą są dopiero okolice 1,1750. Otoczenie wokół USD nie jest korzystne, ale EUR też nie ma za sobą zbyt dobrej prasy. Rynek wciąż jest zaniepokojony skutkami kryzysu tureckiego na europejski system bankowy, jak również niejasne perspektywy budżetu Włoch rodzą spekulacje o obniżce ratingu. Jeśli te dwa tematy zostaną podchwycone w tym tygodniu, pierwotny optymizm może zostać łatwo zgaszony, co w szerszym kontekście może przyhamować rynek akcji i waluty ryzykowne, a w zamian pomóc CHF i JPY. Nie zapominajmy też, że w tym tygodniu mierzymy się z końcem miesiąca, a przetasowania w pozycjach prowadzą niekiedy do zaskakujących zmian.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Deloitte: Współpraca firm ubezpieczeniowych ze spółkami z sektora InsurTech jest nieunikniona

Firmy ubezpieczeniowe na całym świecie szukają nowych możliwości wzrostu, ale z każdym rokiem jest to coraz trudniejsze. Rosnące wymagania klientów, którzy wciąż niechętnie kupują ubezpieczenia, a także technologie, takie jak sztuczna inteligencja, mają ogromny wpływ na sektor ubezpieczeniowy. Autorzy raportu „A catalyst for change: How fintech has sparked a revolution in insurance”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, przewidują, że w najbliższych latach branża ubezpieczeniowa przejdzie rewolucję. Chcąc utrzymać dotychczasowych klientów i pozyskać nowych, będzie musiała znacznie uprościć i uelastycznić swoje produkty oraz zainwestować w nowe technologie.

 Po dość długim okresie stabilności, przyszłość branży ubezpieczeniowej stoi pod znakiem zapytania.

Zwiększanie przychodów i zysków przychodzi ubezpieczycielom z coraz większym trudem. Ci, którym się to nadal udaje, działają głównie na rynkach wschodzących, dających szansę na wzrost. Jednak, zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się, istnieje wciąż duża grupa ludzi, którzy nie są zainteresowani zakupem produktów ubezpieczeniowych, a firmy z tego sektora nie mają skutecznego pomysłu, jak ich do tego przekonać. Dlatego ta branża powinna w większym stopniu koncentrować się na klientach i ich potrzebach – mówi Grzegorz Cimochowski, Partner, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Polsce, Deloitte.

To, co zniechęca do ubezpieczania się, to w dużej mierze wysokie koszty, skomplikowane produkty oraz procedury ubezpieczeniowe. Poza tym, w momencie zakupu ubezpieczenia klienci nie otrzymują żadnych realnych korzyści. Są one odczuwalne dopiero w momencie wystąpienia określonych okoliczności. Co więcej, klientom często towarzyszy poczucie, że płacą za coś, z czego być może nigdy nie skorzystają.

Inaczej niż w innych branżach wciąż niewielu ubezpieczycieli przygotowuje produkty skrojone pod potrzeby klientów, a ci coraz częściej szukają spersonalizowanej, mało skomplikowanej oferty oraz szybkiej obsługi – mówi Grzegorz Cimochowski. Nie bez znaczenia jest również to, że konsumenci kwestionują trafność niektórych produktów, w szczególności tych, których zakup nie jest wymagany przez prawo (jak choćby OC komunikacyjne). To wpływa negatywnie na wyniki finansowe ubezpieczycieli.

Konkurencja czy partnerstwo

Dodatkowym czynnikiem, który skutkuje coraz mniej korzystną sytuacją firm ubezpieczeniowych jest rozwój InsurTechów, czyli start-upów ubezpieczeniowych. Zdaniem ekspertów Deloitte, ich wpływ na branżę będzie podobny do tego, którego dokonał się za sprawą Fintechów w sektorze bankowym.

Tomasz Ochrymowicz, Partner Zarządzający Działem Doradztwa Finansowego DeloitteInsurTechy oferują klientom szybszą oraz mniej skomplikowaną obsługę, a także wypuszczają na rynek szereg produktów, które trudno znaleźć w portfolio nawet największych rynkowych graczy. Produkty te nie tylko łatwiej spersonalizować czy kupić, ale również w większym stopniu odpowiadają one na potrzeby ubezpieczających, wynikające m.in. z charakteru pracy, stylu życia, zasobności portfela czy świadczonych przez nich usług – mówi Tomasz Ochrymowicz, Partner zarządzający Działem doradztwa finansowego Deloitte. – Są to choćby ubezpieczenia dla kierowców, którzy jeżdżą samochodami jedynie sporadycznie lub tych, którzy pracują na platformach takich jak Uber. Tych klientów interesują ubezpieczenia OC wykupywane w wyższej kwocie jedynie na okresy świadczonych usług albo mikroubezpieczenia, np. oferujące w sezonie zimowym ochronę przez skutkami zamarznięcia rur. Start-upy ubezpieczeniowe swoją ofertę kierują także do osób, którym tradycyjni ubezpieczyciele nie mają wiele do zaoferowania, na przykład podczas ciężkich problemów zdrowotnych – dodaje. Zdaniem ekspertów Deloitte współpraca pomiędzy tradycyjnymi  firmami ubezpieczeniowymi oraz InsurTechami jest nieunikniona i będzie korzystna dla obu stron. Te pierwsze oferują kapitał, zasięg rynkowy, markę, uznanie, wsparcie prawne oraz infrastrukturę. W zamian sektor InsurTech zapewnia szybką oraz innowacyjną reakcję na zmiany rynkowe.

Technologiczne wyzwania

Raport Deloitte wylicza również zdobycze technologiczne, które mają lub będą miały duży wpływ na kierunek, w którym podąży branża ubezpieczeniowa. Należą do nich m.in. rozszerzona rzeczywistość, internet rzeczy (IoT), który będzie odgrywał rolę chociażby w ubezpieczaniu nieruchomości czy sztuczna inteligencja (AI). Ta ostatnia technologia jest obecnie wykorzystywana przy tzw. underwritingu, czyli procesie oceny i klasyfikacji ryzyka ubezpieczeniowego. Technologie rewolucjonizują inne dziedziny życia, które mają ogromny wpływ na to, jak działa cała branża. Są to m.in. motoryzacja oraz medycyna, w tym w szczególności genetyka. I tak na przykład sztuczna inteligencja, wykorzystywana w samochodach autonomicznych, prawdopodobnie zmieni znacznie model konstrukcji ubezpieczeń komunikacyjnych.

Cztery możliwe scenariusze

Te wszystkie czynniki sprawiają, że branża ubezpieczeniowa znajduje się w momencie, w którym będzie musiała stworzyć nowe modele biznesowe, jeśli chce pozostać na fali wzrostu. Raport Deloitte przedstawia cztery możliwe scenariusze ich rozwoju:

  • Różne kanały sprzedaży – współpraca z partnerami, np. z bankami, to coraz popularniejsza praktyka wśród ubezpieczycieli, którzy chcą pozyskać nowych klientów. Dzięki temu konsumenci mają szansę otrzymać ubezpieczenie „skrojone na miarę”, dostosowane do indywidualnych potrzeb i oczekiwań,
  • Ocena ryzyka w oparciu o technologię – postęp technologiczny, w tym innowacje i algorytmy sztucznej inteligencji, prawdopodobnie zindywidualizują ocenę ryzyka oraz wyznaczanie wartości sum ubezpieczenia, a klienci będą mogli wybierać produkty w oparciu o szerszy zakres cen i opcji ochrony. W tym modelu ubezpieczyciele muszą zainwestować we współpracę z dostawcami technologii.
  • Zwiększenie elastyczności produktu: oferta ubezpieczeniowa będzie ewoluować tak, aby dostosować się do potrzeb klienta, jego stylu życia i zmian, które się w nim dokonują.
  • Proste ubezpieczenie na życie – ubezpieczyciele wprowadzający produkty o elastycznej strukturze i doskonalący dystrybucję kanałami cyfrowymi bez uszczerbku dla underwritingu prawdopodobnie osiągną przewagę konkurencyjną na rynku.

Ubezpieczyciele, którzy wdrożą technologię i będą umieli z niej korzystać, a dodatkowo nauczą się szybko reagować na to, co dzieje się na rynku, okażą się zwycięzcami. Ale chodzi nie tylko o umiejętność wykorzystania technologii – zaznacza Grzegorz Cimochowski. – ­To także kwestia zarządzania złożonymi zmianami i zakłóceniami wewnątrz firmy, jak chociażby pogodzenia ludzi z robotami, a także decyzji czy i jak wejść w partnerstwo z InsurTechami. Rzuciły one wyzwanie tradycyjnym ubezpieczycielom i tylko od nich zależy, czy wykorzystają to jako szansę czy będzie to dla nich zagrożenie – podsumowuje.

Rozwój gospodarczy i wzrost PKB na świecie – czy w 2018 roku szczyt koniunktury jest już za nami?

Euler Hermes, wiodący ubezpieczyciel kredytów na świecie, dokonał przeglądu swojego międzynarodowego scenariusza makroekonomicznego i zaktualizował własne prognozy wzrostu gospodarczego dla poszczególnych kontynentów/regionów. Ekonomiści Euler Hermes zwracają uwagę na fakt, iż pomimo tego, że w 2018 i 2019 r. tempo wzrostu gospodarczego na świecie wciąż powinno utrzymać swoją dynamikę, to jednak cykl gospodarczy dobiega końca. Wpływ na to ma koniec dotychczasowego efektu współwystępowania i wzajemnego wzmacniania się głównych czynników wzrostu.

Kluczowe tezy:

  • Wzrost gospodarczy na świecie w 2018 roku wyniesie +3,3%, a w 2019 r. +3,1%. Koniec obecnego cyklu gospodarczego mogą przyśpieszyć wstrząsy: inflacyjny, stóp procentowych i niepewności co do stabilności polityki gospodarczej.
  • W USA spodziewany jest wzrost gospodarczy w tempie +2,9% w 2018r. oraz +2,4% w 2019r., co pociągnie za sobą podwyżki stóp procentowych, mające zapobiec przegrzaniu gospodarki oraz ograniczenie zadłużenia państwa.
  • Po najwyższej od 10 lat stopie wzrostu w 2017 r. na poziomie +2,6 % gospodarka europejska powinna spowolnić do +2,1 % i +1,9 % w 2018 i 2019 r. Co prawda popyt wewnątrz strefowy zrównoważy mniejszy eksport, jednak rozwojowi gospodarczemu nie sprzyja niestabilność polityczna.
  • Stabilizującą rolę regionu Azji odegrają Chiny, które właśnie przechodzą efektywną transformację modelu swojego wzrostu. Azja powinna urosnąć w tempie bliskim +5% w 2018 i 2019 r.
  • W przypadku Ameryki Łacińskiej wzrost powinien przyspieszyć do +2 % w 2018 r. i +2,4 % w 2019 r. (+1,2 % w 2017 r.), ale w mniejszym stopniu niż początkowo zakładano. Wynika to głównie z korekt wzrostu gospodarczego w Argentynie i Brazylii.
  • Euler Hermes przewiduje, że wzrost gospodarczy w Afryce przyspieszy do +3,9% i +4,3% w 2018 i 2019 r. (+3,4% w 2017 r.), czego przyczyną będzie spodziewane ożywienie na rynku ropy.

Świat: trzy wstrząsy mogą mieć wpływ na obecny cykl wzrostu gospodarczego

W 2018 r. tempo światowego wzrostu gospodarczego powinno przyspieszyć do +3,3%, w porównaniu z +3,2% w 2017 r. Dynamika wciąż jest więc pozytywna, lecz siły napędzające światową gospodarkę mogą w tym roku przestać się zazębiać. W momencie, gdy wzrost gospodarczy w USA powinien w 2018 r. przyspieszyć, w Europie i Chinach spodziewane jest spowolnienie gospodarcze.

Obecny cykl w światowej gospodarce może dosyć szybko osiągnąć swój kres, a przyczyną tego mogą być trzy wstrząsy gospodarcze o globalnym zasięgu: wstrząs inflacyjny – wzrost cen na poziomie światowym w następstwie wzrostu cen ropy naftowej (spodziewany średnio poziom to 72 USD w 2018 r.), wstrząs stóp procentowych – wywołany prawdopodobnym zaostrzeniem polityki pieniężnej Fed w celu powstrzymania ryzyka przegrzania gospodarki amerykańskiej oraz ostatnia przyczyna – szok wynikający ze wzrostu amerykańskiego protekcjonizmu, co powoduje dużą niepewność co do stabilności polityki gospodarczej.

Euler Hermes uważa, że światowa gospodarka jest w stanie zaabsorbować te wstrząsy i ograniczyć ich wpływ. Jako wiodący na świecie ubezpieczyciel transakcji handlowych prognozujemy umiarkowane spowolnienie gospodarcze w 2019 roku, co sugeruje, że szczyt światowego wzrostu jest już za nami. Jednak spowolnienie to powinno być umiarkowane, a tempo wzrostu światowego PKB powinno osiągnąć + 3,1%.

USA: Bodźce budżetowe działają, ale nie może to trwać zbyt długo

Gospodarka Stanów Zjednoczonych bardzo dobrze reaguje na bodźce fiskalne, głównie obniżki podatków wprowadzone przez administrację prezydenta Trumpa. Działania te przynoszą korzyści zarówno przedsiębiorstwom, jak i gospodarstwom domowym i w związku z tym powinny umożliwić przyspieszenie wzrostu gospodarczego w 2018 r. do +2,9 % (+2,3 % w 2017 r.).

Jednakże, aby uniknąć przegrzania gospodarki, bank rezerw federalnych (Fed) z pewnością będzie musiał zacieśnić swoją politykę pieniężną szybciej, niż tego oczekiwano. Euler Hermes spodziewa się dwóch podwyżek stóp procentowych do końca 2018 r. i dwóch kolejnych w 2019 r., co spowolniłoby inwestycje mieszkaniowe i konsumpcję gospodarstw domowych.

Duży wpływ na deficyt publiczny ma również szczodrość budżetowa władz amerykańskich. W 2017 r. deficyt ten wyniósł wprawdzie 3,7% PKB, ale oczekuje się, że w 2018 r. wyniesie już 4%, a w 2019 r. – 4,5 %. W związku z tym w nadchodzących miesiącach priorytetem może być przywrócenie równowagi budżetowej.

Biorąc te wszystkie czynniki pod uwagę Euler Hermes szacuje, że tempo wzrostu gospodarczego w USA powinno w 2019 roku spowolnić do +2,4%.

Europa: wzrost spowolnił, ale i tak jest na wyrost – nadal powyżej potencjału

Po wysokiej stopie wzrostu w 2017 r. (+ 2,6 %, najwyższej od 10 lat) gospodarka europejska powinna spowolnić odpowiednio w 2018 i 2019 r. do +2,1 % i +1,9 %. Handel wewnątrz strefy UE i popyt krajowy na poszczególnych rynkach powinny wystarczająco zrekompensować spodziewane spowolnienie popytu zewnętrznego. Z drugiej strony odrodzenie się protekcjonizmu, nawet jeśli jest on obecnie pod kontrolą, wpływa na pewność prowadzenia biznesu – nastroje wśród przedsiębiorców. Dodatkowo niepewność polityczna wewnątrz Wspólnoty (Włochy, Brexit) zapowiada wysoką zmienność, koniec politycznej stabilności. Wreszcie, EBC zakończy w grudniu program luzowania ilościowego i oczekuje się, że pierwszy wzrost oprocentowania depozytów zostanie ogłoszony we wrześniu 2019 roku. Euler Hermes szacuje, że wzrost o +50pb kluczowej stopy procentowej spowoduje wzrost kosztów odsetkowych o 60 mld euro dla firm w strefie euro i o 14 mld euro tylko dla firm francuskich.

W tym kontekście przyspieszenie reform instytucjonalnych w Europie będzie miało kluczowe znaczenie dla zapewnienia jej zdolności do dalszej integracji.

Niemniej jednak region nadal korzysta z istotnych „poduszek bezpieczeństwa”, które chronią wzrost gospodarczy przed wstrząsami. Są to: (1) polityka budżetowa, która będzie bardziej ekspansywna w 2019 r., w szczególności w Niemczech i we Włoszech, a w trochę mniejszym stopniu w Hiszpanii; (2) konsumpcja, której towarzyszy przyspieszenie płac połączone z jedynie ograniczoną inflacją, co oznacza większą siłę nabywczą już w drugiej połowie 2018 r.; (3) utrzymujące się wysokie marże przedsiębiorstw; (4) wzrost dochodów powyżej poziomu sprzed kryzysu; oraz (5) dostępne rezerwy w gotówce na poziomie ponad 890 mld euro.

Nadwyżki są bardziej zauważalne w Europie Wschodniej, gdzie zrównoważony wzrost przyczynił się do przegrzania gospodarki. Dotyczy to w szczególności Turcji, gdzie oczekuje się, że w 2018 r. wzrost zmniejszy się o połowę, osiągając poziom 3,7 %.

Azja: Transformacja Chin przynosi korzyści całemu regionowi

W Azji Chiny odegrają rolę stabilizującą dzięki kontrolowanej transformacji swojego modelu rozwoju gospodarczego. Transformacja ta przyniesie korzyści całemu regionowi, a stopniowemu spadkowi chińskiej nadwyżki na rachunku obrotów bieżących (spodziewanej na poziomie 1 % PKB w 2018 r. w porównaniu z 10 % w 2007 r.) sprzyjać będzie eksport z krajów sąsiednich. Restrukturyzacji chińskiej gospodarki towarzyszy inteligentna kombinacja różnych działań tworzących razem spójną politykę pieniężną, który pozwala na stopniowe zmniejszanie zadłużenia i nadmiaru mocy produkcyjnych bez poważnego uszczerbku dla popytu krajowego. To miękkie lądowanie chińskiej gospodarki w połączeniu z mnożeniem inicjatyw współpracy handlowej przyniesie korzyści całej Azji, która powinna rosnąć w 2018 jak i w 2019 r. w tempie bliskim +5%.

Z drugiej strony konieczna jest jednak czujność – zwrócenie uwagi na stronę finansową. Zaostrzenie polityki pieniężnej USA może wywrzeć presję na waluty krajów o bliźniaczych deficytach (takich jak Indie czy Indonezja) oraz zachęcić ich banki centralne do przyjęcia proaktywnej polityki podwyższania stóp procentowych. Napięcia kursowe i zaostrzenie stóp procentowych (zewnętrznych i krajowych) mogą zagrozić nie tylko zadłużonym przedsiębiorstwom w regionie, ale w efekcie – także ich dostawcom…

Ameryka Łacińska: Liderzy regionu pod presją finansową i polityczną

W przypadku Ameryki Łacińskiej oczekiwane na koniec ubiegłego roku odbicie nadal się opóźnia. Wzrost powinien przyspieszyć do +2% w 2018 r. i +2,4% w 2019 r. (z +1,2% w 2017 r.), ale nadal – w mniejszym stopniu niż to początkowo można było zakładać. Wynika to głównie z korekt w dół wzrostu gospodarczego w Argentynie i Brazylii. Wzrost stóp procentowych w USA uwypuklił słabości regionu, poczynając od Argentyny, gdzie inflacja powyżej 25% i podwójne deficyty doprowadziły do sankcji rynkowych (argentyńskie peso zostało zdeprecjonowane o 45% od początku roku). Sytuacja powinna pozostać pod kontrolą, a wzrost ma wynieść +1,4% w 2018 r. i +1,7% w 2019 r. ( z +2,9 % w 2017 r.), dzięki wsparciu MFW do 2020 r.

W Brazylii ożywienie gospodarcze będzie wolniejsze niż oczekiwano, niemniej kraj ten powinien oprzeć się niestabilności dzięki korzystnej pozycji zewnętrznej, w 2018 r. spodziewany jest wzrost na poziomie +1,9% (+1% w 2017 r.). Perspektywy średniookresowe nadal ulegają pogorszeniu z powodu dryfujących finansów publicznych. Mimo to, żaden z kandydatów w wyborach prezydenckich nie przewiduje reformy emerytalnej na tym etapie wyścigu. Z kolei Meksyk, pomimo prężnej gospodarki (wzrost o 2,5% w 2018 r. po wzroście o 2 % w 2017 r.), proaktywnej polityki monetarnej oraz odpowiedzialnej polityce fiskalnej nadal będzie pod presją rynków. Niepewność odnośnie renegocjacji traktatu NAFTA w 2019 r. oraz co do przyszłości sektora energetycznego, potencjalnego celu nowego prezydenta Meksyku, będą podsycać przedłużającą się niestabilność.

Bliski Wschód i Afryka: wzrost napędzany przez surowce

Kraje Bliskiego Wschodu pozostają w fazie „rekonwalescencji” – okres niskich cen ropy wymusił masową konsolidację wydatków budżetowych. Jednak wraz z ożywieniem na rynku ropy perspektywy wzrostu ulegają poprawie, jak w przypadku m.in. Arabii Saudyjskiej (+1,7% w 2018 r.).

Oczekiwać można, że niedawny wzrost cen surowców w Afryce będzie miał stabilizujący wpływ na cały region, w szczególności w związku z przewidywanym umocnieniem się wzrostu gospodarczego w Nigerii (+2,5% w 2018 r.). Ogólnie rzecz biorąc, Euler Hermes przewiduje, że wzrost gospodarczy w Afryce przyspieszy w 2018 i 2019r. odpowiednio do +3,9% i +4,3% (z +3,4% w 2017 r.). Problemem nie jest jednak sam wzrost. Projekty infrastrukturalne (zapory wodne, porty, drogi i tory kolejowe) są bardzo liczne, szczególnie w Afryce Wschodniej (Etiopia, Kenia) oraz w Afryce Zachodniej (Wybrzeże Kości Słoniowej, Senegal). Sposób finansowania tych projektów stanowi czasami jednak problem i może prowadzić do nadmiernego zadłużenia.

Elite Performance Summit – Agility by Design 2018 już w październiku w Warszawie

ELITE PERFORMANCE SUMMIT – AGILITY BY DESIGN 2018W nowym środowisku biznesowym to kultura organizacyjna zadecyduje o zdolności przetrwania i rozwoju biznesu. Agility by Design to globalna inicjatywa, która łączy ekspertów biznesowych skupionych na tworzeniu zdrowego, innowacyjnego i dbającego o środowisko przedsiębiorstwa. Tegoroczna edycja Agility by Design pod hasłem Elite Performance Summit odbędzie się w dniach 24-26 października 2018r. w Reducie Banku Polskiego przy ulicy Bielańskiej 10 w Warszawie.

Podczas tegorocznej edycji Agility by Design 12 ekspertów z 4 kontynentów będzie mówić o najnowszych trendach zarządzania w biznesie i o tym jak kreować najbardziej pożądane, w obecnych czasach, kompetencje menedżerskie.

Kluczowe tematy Agility by Design 2018:

  • Jak być liderem w środowisku nowych możliwości rynkowych?
  • Jak budować nowatorską wizję i strategię rynkową?
  • Jak budować kulturę innowacyjności?
  • W jakich sposób przyciągnąć najlepszych pracowników?
  • Jak rozwijać własny potencjał oraz potencjał zespołu?
  • Jak wykorzystać najnowsze badania dotyczące pracy mózgu chcąc uzyskać jego optymalną wydajność?
  • Jak rozwijać nawyki skuteczności?
  • Jakie środowisko służy efektywności pracy i przyciąga najlepszych pracowników?
  • Dlaczego kultura organizacyjna jest coraz ważniejszym elementem budowania marki?
  • W jaki sposób zmienić kulturę organizacyjną przedsiębiorstwa i zwiększyć jego konkurencyjność?
  • Dlaczego kobiety na kluczowych stanowiskach podnoszą zyskowność przedsiębiorstwa?

Spotkanie otworzy Jacek Santorski, który podzieli się z uczestnikami swoim doświadczeniem w radzeniu sobie z wyzwaniami poprzez budowanie wewnętrznej odporności.

Alexander Manu przedstawi najnowsze trendy w projektowaniu wizji, strategii oraz budowaniu platform cyfrowych.

Dr Greg Wells zaprezentuje nowe podejście do zarządzania własnym potencjałem, zespołem oraz wydajnością pracy.

Prab Chandhok zilustruje warsztaty Grega Wellsa praktycznymi przykładami – jak budować zdrowsze i zatem bardziej wydajne środowisko pracy.

Modupe Adeyemo opowie, jak wykreować program Społecznej Odpowiedzialności (CSR), przynoszący wymierne korzyści.

Kama Kaczmarczyk z Digital Factory ScotiaBank w Toronto pokaże, jak stworzyć kulturę organizacyjną, która przyciąga najbardziej utalentowane osoby, z pokolenia millenialsów.

Bianka Siwińska przeniesie temat lepszego gospodarowania potencjałem millenialsów na rodzime podwórko.

Ambasador Australii w Polsce – Pan Paul Wojciechowski – przedstawi globalny i działający już w Polsce projekt działań na rzecz angażowania kobiet w struktury zarządcze.

Olga Kozierowska zainspiruje nas do działania i zilustruje poruszane tematy praktycznymi przykładami z rynku polskiego.

Kamila Wykrota – przedstawi najnowsze techniki pobudzania kreatywności, zwiększania koncentracji i pomoże uczestnikom przekształcić wiedzę z warsztatów w praktyczny plan działania.

Zajęcia zostały opracowane dla liderów rynku, w tym wyższej kadry menedżerskiej, członków zarządów, oraz przedsiębiorców nowej generacji.

Więcej o wydarzeniu i zapisy na www.agility-by-design.com

Kryzys branży budowlanej – Pracodawcy RP ostrzegają Premiera

„ Albo powtórzymy błędy z lat 2010-2012, albo uda nam się uratować przedsiębiorców oraz ich pracowników przed kolejna falą bankructw” – tak oceniają aktualną sytuację branży budowlanej Pracodawcy RP w liście skierowanym do Premiera Mateusza Morawieckiego. Katastrofie może zapobiec wprowadzenie waloryzacji kontraktów na inwestycje publiczne, ale też powstrzymanie Ministerstwa Sprawiedliwości, które forsuje pomysł tzw. „drogowego rachunku powierniczego”.

– Jeśli rosnące problemy finansowe przedsiębiorców wynikające w dużej mierze z coraz bardziej nierentownych – a jednocześnie „nienegocjowalnych” umów nie zostaną szybko rozwiązane, sektor budowlany czekają sądne dni – ostrzegają podpisani pod listem Prezydent Pracodawców RP dr Andrzej Malinowski oraz Przewodniczący Platformy Budowlanej Pracodawców RP Wojciech Trojanowski.

Już dziś skala zatorów płatniczych i strat w branży budowlanej jest największa ze wszystkich sektorów. Firmy budowalne potrzebują pilnych zmian w przepisach tak, by umożliwić waloryzację kontraktów. Procedury przetargowe i realizacja umów trwają tak długo, że przez dynamiczny wzrost kosztów materiałów i niedobór pracowników inwestycje stają się dla wykonawców deficytowe. Ten sam scenariusz zrealizował się w latach 2010-2012 – i przyniósł masowe bankructwa firm budowlanych oraz poważny kryzys całej branży.

Tymczasem znajdujemy się obecnie w momencie kulminacji inwestycji infrastrukturalnych. Choć koniunktura jest bardziej niż dobra, to problemy są bardzo poważne. Wymagają pilnego rozwiązania – inaczej całej branży budowlanej grozić może zapaść. Trudności sektora mogą się zarazem jeszcze bardziej pogłębić za sprawą proponowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości ustawy o zapobieganiu nadużyciom w inwestycjach drogowych. Ustawa teoretycznie miała wyjść naprzeciw trudnej sytuacji branży. Faktycznie jednak jej przepisy mogą stać się przysłowiowym gwoździem do jej trumny.

– Zwracamy się o wstrzymanie prac nad tym projektem oraz wsłuchanie się w postulaty zgłaszane przez branżę budowlaną – apelują do Prezesa Rady Ministrów Prezydent Andrzej Malinowski oraz Przewodniczący Wojciech Trojanowski.

Projekt resortu sprawiedliwości sprowadza się bowiem do nałożenia na przedsiębiorców, w szczególności na generalnych wykonawców, dodatkowych obowiązków biurokratycznych. W efekcie można spodziewać się opóźnień w realizacji inwestycji, w tym tych współfinansowanych z funduszy europejskich, a także problemów z płynnością firm. Generalni wykonawcy otrzymają bowiem swoje wynagrodzenie dopiero po podwykonawcach. Pieniądze zostaną bowiem zamrożone na otwartym rachunku powierniczym, a ich uwolnienie nastąpi dopiero po uzyskaniu „błogosławieństwa” ze strony urzędnika – inspektora drogowego. To on, jednoosobowo, będzie decydował o uwolnieniu środków z rachunku.

Uzasadnieniem dla projektowanych zmian jest rzekoma trudna sytuacja podwykonawców i skargi napływające do prokuratur w całym kraju. Jednak po katastrofie sektora budowlanego po Euro 2012 opracowano rozwiązania, które funkcjonują od dopiero kilku lat, ale zapewniają wysoki poziom ochrony podwykonawców. Są oni zgłaszani inwestorowi przez generalnego wykonawcę, a ten ostatni nie otrzymuje środków od inwestora, jeśli nie udowodni uregulowania zobowiązań wobec podwykonawców.

W ocenie Pracodawców RP branża budowlana oczekuje w pierwszej kolejności na korektę warunków realizacji inwestycji. Oprócz indeksacji cen i waloryzacji trzeba wypracować i wprowadzić wzory równoważonych umów, skrócić okresy rozstrzygania przetargów. Długofalowo należy z kolei wesprzeć rozwój szkolnictwa zawodowego – aby zapewnić dopływ wykwalifikowanych pracowników.

Administracja rządowa oraz samorządowa są współodpowiedzialne za pomyślną realizację zakontraktowanych projektów oraz za rozwój społeczno-gospodarczy całego kraju. Warto dodać, iż troska ze strony o państwa o sprawne funkcjonowanie branży budowlanej jest tym bardziej potrzebna, jeśli plany rządu dotyczące gigantycznych inwestycji w drogi lokalne, budowę mostów oraz mieszkań na wynajem, mają się zmaterializować. Obecna sytuacja sektora w zasadzie uniemożliwia realizację tak wielu inwestycji w oczekiwanym przez decydentów czasie.

13 grudnia 2018 – Pitch-your start-up / Konferencja w Luksemburgu w obszarze Fintech & Regtech

Izba Gospodarcza Luksemburg-Polska (dalej: Luxembourg-Poland Chamber of Commerce “LPCC” – www.lpcc.lu) w ścisłej współpracy z Ambasadą RP w Luksemburgu, Ambasadą Luksemburga w Polsce, Luxembourg House of Financial Technology w Luksemburgu oraz sponsorami i partnerami organizuje 13 grudnia Konferencje Biznesowa Luksemburg-Polska” (dalej: Luxembourg-Poland Business Conference).

LPCC zwraca się z apelem do polskich start-upów działających się w obszarze Fintech & Regtech. Dziesięć najlepszych start-upów z Polski zostanie wybranych spośród zgłoszeń nadesłanych na adres [email protected] najpóźniej do 30 września 2018 roku.

Ważne: LPCC poszukuje start-upów z już istniejącymi klientami i pełnoetatowymi pracownikami. LPCC, dzięki sponsorom będzie w stanie pokryć koszty podróży i zakwaterowania szacowane na 500 EURO dla każdej firmy.

Start-upy które zostaną wybrane i zaproszone do Luksemburga beda mialo mozliwosc „pitchowania” przed inwestorami, zarządcami funduszy inwestycyjnych, aniołami biznesu i sponsorami, aby wygrać pierwsze trzy miejsca.

O Luksemburgu i konferencji:

Luksemburg jest drugim co do wielkości centrum funduszy inwestycyjnych na świecie (po Stanach Zjednoczonych). Ma tutaj siedzibę również ponad 140 banków z całego świata. 50% mieszkańców tego wielojęzycznego kraju to obcokrajowcy z ponad 170 państw.

Wielkie Księstwo Luksemburga jest modelem sukcesu gospodarczego w sektorach niszowych, takich jak space mining, satelity, bankowość i finanse, biotechnologia oraz logistyka.

Luxembourg-Poland Business Conference 2018 skupia się na tematach zarządzania funduszami, bankowości, ubezpieczeń i rynków kapitałowych prezentując najlepsze w tej dziedzinie start-upy z Polski.

Sektor finansowy i związana z nim działalność stanowią ponad 25 % PKB Luksemburga, a rząd Luksemburga wspiera na szeroka skale sektor Fintech & Regtech jako lider rozwoju sektora finansowego.

Celem konferencji jest ułatwienie kontaktów pomiędzy polskimi start-upami z sektora technologii finansowych a luksemburskimi i międzynarodowymi inwestorami i klientami.

Konferencja zaprezentuje możliwości polskich start-upów w tym sektorze, a dzięki dyskusji pomiędzy ekspertami z tej branży, przybliży ten dynamiczny rynek szerokiej publiczności.

Polskie firmy mogą z łatwością rozszerzyć swoją działalność w Europie własnie z Luksemburga, korzystając z wielojęzycznej i wielonarodowej siły roboczej, reputacji Luksemburga jako rynku finansowego, a także bliskości rządu, lokalnych i międzynarodowych firm oraz decydentów. Luksemburg jest jednym z najważniejszych centrów finansowych świata i siedzibą wielu światowych firm z sektora IT oraz nowoczesnych technologii. Według danych NBP skumulowana wartość inwestycji firm luksemburskich w Polsce na koniec 2012 roku wyniosła 18,2 mld euro. Dało to Luksemburgowi 4 pozycję wśród zagranicznych inwestorów w Polsce.

To jednodniowe wydarzenie składa się z dwóch części:

Pierwsza część to przedstawienie polskim start-upom eko-systemu finansowego przez instytucje luksemburskie, takie jak Luxembourg House of Financial Technology, Ministerstwo Gospodarki Luksemburga, LuxInnovation.

Następny punkt to „pitch your start-up” przed inwestorami, funduszami, aniołami biznesu etc.,

Drugą częścią programu to już sama konferencja skupiająca się na wystąpieniach i debatach ekspertów z dziedziny Fintech & Regtech z obu krajów jak i na prezentacji trzech z dziesięciu najlepszych start-upow.

Praca dla kilkuset osób. Rusza rekrutacja do najnowocześniejszej fabryki AGD pod Łodzią

Praca dla kilkuset osób. Rusza rekrutacja do najnowocześniejszej fabryki AGD pod Łodzią 8

Docelowo ponad tysiąc osób może znaleźć zatrudnienie w nowej fabryce niemieckiego koncernu MIELE. Na początku w zakładzie, który kosztem co najmniej 44 mln euro powstaje w Ksawerowie pod Łodzią, pracować będzie ok. czterysta osób. Fabryka ruszy w 2019 roku, a rok później na rynku pojawi się produkowany tylko tutaj nowy model pralki. Okolice Łodzi to nie tylko polskie, lecz także europejskie zagłębie AGD. Działa tu ponad czterdzieści firm z tego sektora, które wśród atutów regionu wskazują na wykwalifikowaną kadrę, centralną lokalizację i konkurencyjne wynagrodzenia. Nowe inwestycje nakierowane są nie tylko na produkcję, to także centra kompetencji i usług wspólnych.

– Firma MIELE po wielu miesiącach analiz zdecydowała się na wybudowanie swojej kolejnej fabryki w Ksawerowie koło Łodzi. Wcześniejsze analizy, które trwały kilka miesięcy, obejmowały też inne kraje. Zdecydowaliśmy się na województwo łódzki, dlatego że jest to centralna Polska, gdzie jest bardzo duże zaplecze podwykonawców oraz zasobów kadrowych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Wolski, prezes zarządu MIELE Technika.

Niemiecki producent AGD, firma MIELE, zbuduje tu swój pierwszy w Polsce zakład produkujący pralki. Zostanie otwarty w 2019 roku, a koszt inwestycji sięga 44 mln euro. Zakład ma produkować 250 tys. pralek rocznie, jednak docelowo, po jego rozbudowie, moce produkcyjne mają wzrosnąć do 800 tys.

 Fabryka w Ksawerowie będzie wytwarzała zupełnie nowy model pralki, którego jeszcze w tej chwili nie ma w ofercie firmy MIELE. Będzie to jedyne miejsce na świecie, w którym ten model będzie wytwarzany. Pralki z Ksawerowa znajdą się na wszystkich naszych rynkach – zaczniemy od Europy Zachodniej, ale już w 2021 roku planowany jest eksport na rynki pozaeuropejskie – zapowiada Grzegorz Wolski.

Początkowo zatrudnienie w nowej fabryce znajdzie kilkaset osób, ale wraz z jej rozbudową ofert pracy będzie przybywać. Docelowo może tu pracować nawet ponad tysiąc osób. Pierwsze rekrutacje już ruszyły.

– Rozpoczęliśmy rekrutację na kilkadziesiąt stanowisk, które są istotne przy uruchamianiu zakładu. To będą pracownicy, którzy będą szkoleni w naszej centrali w Niemczech. Określamy tę grupę około trzydziestu pięciu osób pionierami. Bardzo ważne będą tu znajomość języka angielskiego, idealnie niemieckiego. To stanowiska kierownicze, wysokiego szczebla bezpośrednio pod dyrekcją zakładu, ale też i specjalistyczne, inżynierskie, związane z instalowaniem infrastruktury, budową urządzeń technologicznych i uruchamianiem produkcji – wymienia Grzegorz Wolski.

Okolice Łodzi i Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej określane są nie tylko polskim, lecz także europejskim zagłębiem AGD. Działa tutaj ponad czterdzieści firm z tej branży, z czego połowa w ramach ŁSSE, gdzie zatrudnionych jest ponad pięć tysięcy osób.

– Widzimy w ostatnim okresie, zwłaszcza w Łodzi, zmianę charakteru inwestycji branży AGD. Dotychczas były to przede wszystkim inwestycje nakierowane w głównej mierze na produkcję. Teraz przybywa również inwestycji głównych graczy w centra kompetencji, usług wspólnych, centra badawczo-rozwojowe – przekonuje Adam Binkiewicz, prokurent w DRICON Managing Consultants sp. z o.o., która wspiera inwestycję firmy MIELE pod Łodzią.

Przedstawiciele branży wybierają okolice Łodzi nie tylko ze względu na dogodną lokalizację, lecz także dostęp do wykwalifikowanej kadry. W Łodzi działa ok. trzydziestu uczelni wyższych, na których studiuje ponad sto tysięcy osób. Nawet co czwarty studiuje lub ukończył kierunki techniczne. Przybywa szkół średnich technicznych i zawodowych.

– Rynek pracy stanowi dla wielu producentów w kraju duże wyzwanie. Już ponad połowa firm doświadcza problemów z zatrudnieniem wybranych specjalistów. W Łodzi pod koniec lipca została przekroczona kolejna bariera, bezrobocie spadło poniżej 6 proc. Na pewno będzie to dotkliwie dostrzeżone w świetle dostępności kadry na rynku pracy, ale Łódź ma też wiele miast satelickich, które będą w stanie dostarczać pracowników z okolic do zakładów produkcyjnych – podkreśla Adam Binkiewicz.