W ramach rozwoju biznesu optycznego Medicover dokonuje akwizycji spółki Bellevue Polska, prowadzącej w Polsce salony Lynx Optique. W ramach inwestycji firma przejmie 20 punktów Lynx Optique, dzięki czemu potroi liczbę swoich lokalizacji w Polsce.
Medicover w ramach biznesu optycznego (znanego pod marką Medicover Optyk) do tej pory rozwijał swoje portfolio salonów i usług optycznych poprzez otwarcia nowych salonów. Firma miała w Polsce 12 lokalizacji, w których oferowano m.in. profesjonalne badania optometryczne, doradztwo w zakresie doboru szkieł korekcyjnych, opraw okularowych i soczewek kontaktowych, a ostatnio również aparatów słuchowych.
Równolegle do otwierania własnych salonów Medicover chce rozwijać biznes optyczny poprzez akwizycje i konsolidację rynku. Przejęcie Bellevue Polska sp. z o.o. to pierwsze ważne przejęcie i pozyskanie top marki z rynku.
W ramach akwizycji Medicover pozyskuje 20 salonów optycznych działających pod marką Lynx Optique w modelu franczyzowym. Salony Lynx Optique istnieją w Polsce od ponad 20 lat i cieszą się renomą czołowego gracza w segmencie premium, współpracującego z wiodącymi producentami oprawek, soczewek okularowych i soczewek kontaktowych. W nowocześnie wyposażonych salonach, oprócz możliwości skorzystania z szerokiej oferty produktowej (od średniej półki do premium), klienci mogą wykonać kompleksowe badanie wzroku oraz dobrać okulary i soczewki kontaktowe. Salony Lynx Optique znajdują się na terenie popularnych galerii handlowych w dużych miastach.
Medicover w wyniku akwizycji przejmuje salony Lynx Optique zlokalizowane w Warszawie (9), Krakowie (3), Wrocławiu (2), Poznaniu (2), Bydgoszczy (2), Gdyni (1) i Rumii (1).
Transakcja to także odpowiedź na rosnące potrzeby pacjentów i pogarszający się u nich stan wzroku.
Szacuje się, że co druga osoba w naszym kraju ma wadę wzroku wymagającą okularów korekcyjnych lub soczewek. W okresie pandemii doniesienia dotyczące problemów okulistycznych jasno wskazują, że zapotrzebowanie na efektywną diagnostykę i leczenie chorób oczu jest i będzie coraz większe. Dlatego przejęcie tak renomowanej sieci optycznej jak Lynx Optique jest naturalnym krokiem w rozwoju naszej firmy, jak i odpowiedzią na potrzeby pacjentów – mówi Magdalena Lipczyńska, Dyrektor Medicover Optyk.
Pozyskanie sieci Lynx Optique to także zwiększenie dostępności do usług optometrycznych dla pacjentów abonamentowych Medicover, ponieważ nasi pacjenci w ramach opieki Medicover będą mogli odbyć wizytę u optomerysty zarówno w salonach Medicover Optyk, jak i Lynx Optique
– dodaje.
Oferta salonów Lynx Optique będzie także – jak dotychczas – adresowana do klientów indywidualnych.
Lynx Optique przez 20 lat działania w Polsce zbudował bazę lojalnych klientów. Po dołączeniu do Medicover baza ta powiększy się istotnie o pacjentów objętych opieką medyczną Medicover, którzy zyskają możliwość zbadania wzroku i doboru okularów i soczewek w 20 atrakcyjnych lokalizacjach, głównie galeriach handlowych w dużych miastach. To, co pozostanie niezmienne, to szeroka oferta produktów i usług oraz najwyższy standard obsługi klienta – zapowiada Magdalena Lipczyńska.
Maria Pistre, dotychczasowa współwłaścicielka i członkini zarządu Bellevue Polska, zwraca uwagę na przywiązanie do jakości i wspólne wartości reprezentowane przez obie strony transakcji. Ze względu na wieloletnie zaangażowanie w rozwój salonów Lynx Optique jej ambicją było przekazanie biznesu podmiotowi o określonej renomie i doświadczeniu.
Filozofią naszych salonów od zawsze była pasja do produktu, indywidualne podejście do każdego klienta i najwyższy standard obsługi. Jest to podejście reprezentowane również przez Medicover, który dodatkowo dysponuje wieloletnim know-how w zakresie opieki zdrowotnej. Można więc mówić o obietnicy, że klienci Lynx Optique pozostaną w dobrych rękach – komentuje Maria Pistre.
Po transakcji Maria Pistre będzie nadal posiadała jeden salon w Warszawie współpracujący z Medicover.
Maria Pistre dotychczas jako współwłaścicielka Bellevue Polska prowadziła salony pod licencjonowaną francuską marką Lynx Optique. Medicover planuje kontynuację tego modelu funkcjonowania sieci.
Wzrost kosztów operacyjnych o 11,3% do 229,4 mln zł
Wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) na poziomie 56,3% w skali roku
Wypłata dywidendy w wysokości 104,9 mln zł (tj. 2,50 zł dywidendy na akcję)
Przyjęcie „Strategii ESG Grupy Kapitałowej GPW 2025” przez GK GPW
Grupa Kapitałowa GPW (GK GPW) może zaliczyć rok 2021 do udanych w wymiarze wyników finansowych. GK GPW wypracowała rekordowe przychody ze sprzedaży w wysokości 407,6 mln zł, zysk EBITDA na poziomie 215,2 mln zł oraz jeden z najwyższych w historii zysków netto w wysokości 161,3 mln zł. Koszty operacyjne w 2021 r. wyniosły 229,4 mln zł, a wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) ukształtował się na poziomie 56,3%.
W samym IV kw. 2021 r. GK GPW wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie 107,5 mln zł, zysk EBITDA wyniósł 55,2 mln zł, a zysk netto ukształtował się na poziomie 41,4 mln zł. Koszty operacyjne wyniosły 63,2 mln zł, a wskaźnik C/I wyniósł 58,8%.
Marek Dietl, prezes Zarządu GPW
– Już po raz czwarty mam przyjemność przedstawić sprawozdanie finansowe, w którym zysk netto Grupy Kapitałowej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie przekracza 150 mln złotych. Po raz drugi z rzędu udało się nam wypracować ponad 400 mln złotych przychodów. Poprzedni rok był również bardziej łaskawy dla wdrażania naszej strategii #GPW2022 niż rok 2020, kiedy pandemia opóźniała nasze prace. Dzięki rozwojowi głównych linii biznesowych mamy silną pozycję finansową, która umożliwia nam wchodzenie w nowe obszary biznesowe – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.
W 2021 r. wciąż były odczuwalne skutki pandemii, które stymulowały zmienność na globalnych rynkach finansowych. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na GPW wzrosła o 5,5% rdr do rekordowego poziomu 313,5 mld zł. W stosunku do obrotów z 2019 roku oznacza to wzrost o 63,7%.
W 2021 r. na Głównym Rynku akcji zadebiutowało 16 spółek (w tym miały miejsce cztery przeniesienia notowań z NewConnect) oraz 32 spółki na rynku NewConnect. Wśród spółek debiutujących na rynku NewConnect dominowały spółki z branży gamingowej
oraz biotechnologicznej. Największym debiutem na GPW był debiut grupy Pepco, którego IPO osiągnęło wartość 3,2 mld zł (a uwzględniając opcję dodatkowego przydziału akcji – 3,7 mld zł.).
Rok 2021 był kolejnym rokiem napływu na rynek inwestorów indywidualnych. Na koniec
2021 r. KDPW prowadził ponad 1,374 mln rachunków vs. 1,329 mln na koniec 2020 r. W ciągu roku przybyło 44,85 tys. rachunków, co oznacza wzrost o 3,4%.
W 2021 r. odnotowano rekordowy wolumen na rynku spot energii elektrycznej – 36,2 mln TWh oraz najlepszy w historii rezultat obrotu gazem ziemnym – 180,8 TWh (łącznie na rynku terminowym oraz spot). Rekordowy był również wolumen transakcji w rejestrze gwarancji pochodzenia, który wyniósł 30,3 TWh.
O potencjale GK GPW świadczy również wypłacana rokrocznie, od momentu debiutu spółki
na giełdzie, dywidenda dla akcjonariuszy. W sierpniu 2021 r. wypłacono 104,9 mln zł dywidendy, co daje 2,50 zł na akcję i stanowi 77,3% skonsolidowanego zysku netto za 2020 r. (skorygowanego o udział w jednostkach stowarzyszonych). Ubiegłoroczna stopa dywidendy osiągnęła poziom 5,23%.
Realizacja strategii #GPW2022
Rok 2021 był okresem realizacji poszczególnych inicjatyw strategicznych w ramach Strategii #GPW2022. Konsekwentnie realizowano kolejne kamienie milowe, rewizje odbywały się miesięcznie na posiedzeniach Zarządu Giełdy oraz kwartalnie na posiedzeniach Rady Giełdy.
Największym i najważniejszym produktem, nad którym pracuje GK GPW jest nowy system transakcyjny Warsaw Automated Trading System (WATS). Realizacja projektu odbywa się zgodnie z harmonogramem. Na koniec 2021 r. WATS był na etapie prototypu. GPW podjęła decyzję o rozpoczęciu projektu migracji z obecnego systemu transakcyjnego UTP na nowy system WATS. Jest to bardzo złożone przedsięwzięcie, w które, oprócz Członków Giełdy i dystrybutorów danych giełdowych, zaangażowane będą również izby rozliczeniowe, KDPW, dostawcy rozwiązań informatycznych oraz banki. Proces zmiany zainicjuje i przeprowadzi GPW, koordynując nie tylko samą zmianę technologiczną, ale również organizacyjną, regulacyjną i proceduralną.
GPW Tech była odpowiedzialna za komercjalizację trzech produktów i narzędzi technologicznych. Pierwszy to TCA Tool, który służy do analizy makro i mikro struktury rynku. Jest to produkt, który może być sprzedawany innym giełdom, ale też domom maklerskim. W oparciu o TCA Tool GPW Tech świadczyła w minionym roku usługi dla giełdy w Kuwejcie. Drugi produkt o nazwie GPW Stork służy do wykrywania nieprawidłowości związanych z handlem na giełdzie. Jest on już wykorzystywany przez GPW w obszarze nadzoru rynku. Potencjalnymi użytkownikami tego narzędzia mogą być domy maklerskie oraz instytucje nadzorujące, także poza Polską. Trzeci produkt to nowy Kalkulator Indeksów, czyli narzędzie do obliczania w czasie rzeczywistym indeksów giełdowych, które zastąpiło dotychczasowe, o wiele mniej wydajne i elastyczne. Od 24 września ubiegłego roku z nowego narzędzia korzysta GPW Benchmark.
W marcu 2021 r. GPW przyjęła nowe zasady ładu korporacyjnego dla spółek notowanych na Głównym Rynku GPW – „Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2021”. Jest to kolejna wersja zbioru zasad ładu korporacyjnego, którym od 2002 roku podlegają spółki notowane na Głównym Rynku GPW. Dobre Praktyki 2021 weszły w życie 1 lipca 2021 r. Wraz z wejściem w życie nowego zbioru zasad ładu korporacyjnego Giełda udostępnia na swojej stronie internetowej Skaner Dobrych Praktyk Spółek Notowanych (Skaner Dobrych Praktyk, Skaner DPSN) – narzędzie prezentujące publikowane przez spółki informacje na temat stosowania zasad, zapewniające uczestnikom rynku łatwy i kompleksowy dostęp do tych informacji.
W listopadzie 2021 r. spółki GPW oraz Artinfo.pl podpisały memorandum o partnerstwie, będące podstawą do rozpoczęcia prac nad stworzeniem ram biznesowych umożliwiających tokenizację dzieł sztuki.
W grudniu 2021 r. GPW, Towarowa Giełda Energii (TGE), Narodowy Bank Węgier i Budapest Stock Exchange podpisały Porozumienie Term Sheet, w którym zadeklarowały powołanie spółki Central Post-trade Solutions (CPS), działającej w obszarze post transakcyjnym na rynkach towarowych.
W 2021 r. kontynuowano Program Wsparcia Rozwoju Technologii, którego beneficjentami były biura i domy maklerskie. W lipcu ruszył Giełdowy Program Wsparcia Pokrycia Analitycznego 3.0 na lata 2021–2023. W Programie uwzględniono nowe założenia, których celem jest zwiększenie liczby spółek i podmiotów przygotowujących analizy oraz uelastyczniono zasady doboru spółek do programu. Program obejmuje 65 emitentów.
W drugiej połowie 2021 r. GPW uruchomiła prace nad dwoma projektami: Polski Cyfrowy Operator Logistyczny (PCOL) oraz Telemetria Operator (TeO). PCOL oraz TeO stanowią kolejny element dywersyfikacji działalności GPW.
Celem projektu PCOL jest usprawnienie i ułatwienie procesów dla branży TSL (Transport-Spedycja-Logistyka) oraz zapewnienie bezpieczeństwa polskiego rynku transportowego. Jego uruchomienie jest odpowiedzią na zapotrzebowanie branży o kluczowym znaczeniu dla polskiej gospodarki.
TeO to nowe rozwiązanie, które ma zostać opracowane w ramach grantu z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR). Będzie przeznaczone do profilowania użytkowników odbiorników telewizyjnych oraz sprzedaży i wyświetlania targetowanych reklam w telewizji linearnej.
W 2021 r. działalność kontynuowała Akademia GPW Growth, unikalny program edukacyjno- rozwojowy adresowany do małych i średnich przedsiębiorstw. W październiku 2021 r. GPW rozpoczęła trzecią edycję Akademii GPW Growth.
Ważnym elementem ubiegłorocznych działań rozwojowych, było przyjęcie przez GK GPW w grudniu „Strategii ESG Grupy Kapitałowej GPW 2025”, która określa ambicje i cele w obszarze zrównoważonego rozwoju na lata 2022-2025. W Strategii znalazły się główne kierunki działań z obszaru ESG i zrównoważonego rozwoju dla wszystkich spółek wchodzących w skład Grupy Kapitałowej GPW.
– ESG to jeden z kluczowych trendów na rynku kapitałowym. GPW jako spółka publiczna, a zarazem organizator platformy obrotu dla wielu emitentów giełdowych, chce być drogowskazem w zakresie jak najlepszego uwzględniania w swojej działalności biznesowej kryteriów ESG oraz wysokich standardów raportowania niefinansowego. Przyjęta i ogłoszona w grudniu 2021 roku „Strategia ESG Grupy Kapitałowej GPW 2025” nakreśliła ambicje oraz kierunki działań w trzech filarach: środowiskowym, społecznym i ładu korporacyjnego. Wdrażając Strategię ESG, GK GPW będzie wnosiła realny wkład w realizację Globalnych 17 Celów Zrównoważonego Rozwoju 2030 wytyczonych przez ONZ i przyjętych przez wszystkie państwa członkowskie ONZ. Postępy w realizacji Strategii ESG będą co roku prezentowane za pomocą konkretnych wskaźników w raporcie zintegrowanym Grupy Kapitałowej GPW – mówi Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW.
Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za IV kw. 2021 r. i cały 2021 r.
Zysk netto
Zysk netto Grupy GPW w IV kw. 2021 r. wyniósł 41,4 mln zł, w porównaniu do 47,6 mln zł w IV kw. 2020 r. i 36,0 mln zł w III kw. 2021 r. W całym 2021 r. Grupa wypracowała zysk netto na poziomie 161,3 mln zł vs. 152,3 mln zł w 2020 r. Na wzrost całorocznego zysku netto, złożył się efekt wyższych przychodów na rynku towarowym (+3,9% rdr), przy jednoczesnym spadku przychodów na rynku finansowym (-0,9%) oraz wzrost kosztów operacyjnych (+11,3% rdr). Należy również przypomnieć, że zysk netto za 2020 r. był obciążony rezerwą z tytułu potencjalnego zobowiązania wynikającego z podatku VAT w spółce zależnej IRGiT w kwocie 11,4 mln zł (rezerwa została utworzona w ciężar kosztów finansowych). Z kolei zysk netto za 2021 r. został obciążony analogiczną rezerwą z tytułu potencjalnego zobowiązania IRGiT w kwocie 1,9 mln zł. W 2021 r. skonsolidowane przychody GK GPW ze sprzedaży sięgnęły 407,6 mln zł vs. 404,0 mln zł w 2020 r.
RYNEK FINANSOWY
Przychody z rynku finansowego
W IV kw. 2021 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 66,3 mln zł, względem 78,8 w IV kw. 2020 r. oraz 54,4 mln zł w III kw. 2021 r. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 61,7% całkowitych przychodów Grupy GPW, w porównaniu do 67,7% w IV kw. 2020 r. oraz 60,0 % w III kw. 2021 r.
W całym 2021 r. przychody z rynku finansowego wyniosły 254,7 mln zł, w porównaniu
do 256,9 mln zł w 2020 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW stanowił 62,5%, wobec 63,6% rok wcześniej.
Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji.
Obsługa obrotu na rynku finansowym
W IV kw. 2021 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 47,4 mln zł, w porównaniu do 58,8 mln zł w IV kw. 2020 r. oraz 35,5 mln zł w III kw. 2021 r.
W całym 2021 r. przychody z obsługi obrotu w segmencie finansowym wyniosły
177,9 mln zł, wobec 185,3 mln zł w 2020 r. Spadek przychodów z obsługi obrotu na rynku finansowym w ujęciu rocznym, jest w znacznym stopniu wynikiem spadku przychodów
z obrotu akcjami oraz instrumentami pochodnymi.
Obsługa emitentów
W IV kw. 2021 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 4,3 mln zł, w porównaniu do 6,2 mln zł w IV kw. 2020 r. i 5,5 mln zł w III kw. 2021 r. W całym 2021 r. przychody z obsługi emitentów stanowiły 5,3% całkowitych przychodów GK GPW i wyniosły 21,6 mln zł, wobec 20,3 mln rok wcześniej. Na wysokość przychodów z tej linii biznesowej składają się: opłaty roczne za notowanie i opłaty za wprowadzenie
oraz inne opłaty. Przychody są więc w głównej mierze wypadkową aktywności na rynku IPO/SPO, liczby emitentów oraz kapitalizacji spółek.
W 2021 r. łącznie na obu rynkach akcji GPW odbyło się 48 debiutów giełdowych (z uwzględnieniem czterech spółek, które przeniosły notowania z NewConnect na Główny Rynek), wobec 21 debiutów w roku poprzednim. Łączna wartość ofert IPO na obu rynkach akcji wyniosła w 2021 r. 9,4 mld zł (vs. 9,6 mld zł w 2020 r.), a wartość SPO
to 1,9 mld zł (vs. 4,7 mld zł w 2020 r.). Łączna kapitalizacja spółek krajowych
i zagranicznych na obu rynkach akcji GPW wyniosła na koniec 2021 r. 1 331,5 mld zł
vs. 1 068,7 mld zł na koniec 2020 r.
Sprzedaż informacji
Przychody ze sprzedaży informacji w IV kw. 2021 r. osiągnęły najwyższy w historii poziom 14,6 mln zł, względem 13,8 mln zł w IV kw. 2020 r. oraz 13,4 mln w III kw. 2021 r. W całym 2021 r. przychody z tego segmentu biznesowego, kolejny rok z rzędu, ukształtowały się na rekordowym poziomie – 55,2 mln zł, wobec 51,4 mln zł w 2020 r. (wzrost o 6,9%) i stanowiły 13,6% skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży GK GPW.
W 2021 r. GK GPW podpisała szereg nowych umów na dane GK GPW z użytkownikami z różnych segmentów rynku. Ponadto pozyskano trzech nowych odbiorców danych przetworzonych (w tym na dane GPW i BondSpot). W IV kw. 2021 r. odnotowano rekordową liczbę abonentów danych spółek z GK GPW.
RYNEK TOWAROWY
Przychody z rynku towarowego
W IV kw. 2021 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 40,0 mln zł, o 9,4% więcej niż rok wcześniej i o 11,6% więcej niż w III kw. 2021 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy w IV kw. 2021 r. wyniósł 37,2%. W całym 2021 r. przychody z rynku towarowego wyniosły 150,0 mln zł, co oznacza wzrost o 3,9% w stosunku do roku 2020 i przekłada się na 36,8% udziału w całkowitych przychodach Grupy. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia, rozliczenia transakcji oraz sprzedaży informacji.
Obsługa obrotu na rynku towarowym
Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w IV kw. 2021 r. wyniosły 20,2 mln zł, co oznacza wzrost o 11,4% rdr oraz wzrost o 9,7% kdk. W całym 2021 r. przychody z obrotu na rynku towarowym wyniosły 74,7 mln zł odnotowując wzrost o 3,3% rdr. Przychody z obrotu energią wyniosły 5,4 mln zł w ostatnim kw. 2021 r., co oznacza wzrost o 1,6% rdr i o 1,0% kdk. W całym 2021 r. przychody z tego tytułu wyniosły 19,1 mln zł, o 0,6% więcej niż rok wcześniej.
W IV kw. 2021 r. przychody z obrotu gazem wzrosły o 5,0% rdr i jednocześnie spadły o 30,6% w stosunku do III kw. 2021 r. kształtując się na poziomie 3,6 mln zł. W 2021 r. przychody z obrotu gazem sięgnęły 15,0 mln zł, co oznacza wzrost w stosunku do roku ubiegłego o 18,3%.
W IV kw. 2021 r. przychody z tytułu obrotu prawami majątkowymi wyniosły 6,8 mln zł,
co oznacza wzrost o 11,6% rdr i jednocześnie wzrost o 61,3% kdk. Wzrost przychodów
w IV kwartale 2021 r. jest wynikiem wyższego wolumenu obrotu prawami majątkowymi
dla OZE. Przychody z tego obszaru spadły w 2021 r. o 7,8% rdr i wyniosły 25,1 mln zł.
Przychody Grupy z tytułu obrotu towarami rolno-spożywczymi wyniosły w 2021 r. 22 tys. zł. Całość przychodów została wygenerowana w I kw. 2021 r. i były to pierwsze przychody osiągnięte przez Grupę z tego tytułu.
W IV kw. 2021 r. przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego wyniosły 4,4 mln zł, co oznacza wzrost o 33,2% rdr i jednocześnie wzrost o 20,3% kdk. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w 2021 r. wyniosły 15,6 mln zł, w porównaniu do 13,5 mln zł w 2020 r., co oznacza wzrost o 15,1% rdr. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od aktywności członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji. Na koniec 2021 r. status członka RTG (Rynek Towarów Giełdowych) miało 78 spółek, 8 spółek posiadało status Członka Giełdy na RIF (Rynek Instrumentów Finansowych), a 50 spółek posiadało status Członka OTF (Zorganizowana Platforma Obrotu).
Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia
W IV kw. 2021 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 5,6 mln zł, o 1,4% więcej niż rok wcześniej i 14,9% więcej niż w III kw. 2021 r. W całym 2021 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 23,8 mln zł, o 2,2% mniej niż rok wcześniej.
Rozliczenie transakcji
Przychody z rozliczenia transakcji w IV kw. 2021 r. wyniosły 13,9 mln zł, o 9,6% więcej
niż rok wcześniej i o 12,7% więcej niż w III kw. 2021 r. W całym 2021 r. rozliczanie transakcji przyniosło Grupie 50,4 mln zł przychodów, czyli o 7,8% więcej niż rok wcześniej. Przychody z tego tytułu są pochodną wolumenów obrotu na rynkach prowadzonych
przez TGE.
Sprzedaż informacji Grupy TGE
W IV kw. 2021 r. przychody ze sprzedaży informacji wyniosły 330 tys. zł, o 35,8% więcej niż rok wcześniej i o 34,7% więcej niż w III kw. 2021 r. W całym 2021 r. sprzedaż informacji Grupy TGE przyniosła GK GPW 1,1 mln zł, czyli o 13,7% więcej rdr.
Koszty działalności operacyjnej
W IV kw. 2021 r. koszty działalności operacyjnej GK GPW wyniosły 63,2 mln zł, wobec 55,8 mln zł w analogicznym okresie przed rokiem, co oznacza wzrost o 13,1% rdr i o 27,8% kdk. W 2021 r. koszty operacyjne wyniosły 229,4 mln zł, wobec 206,2 mln zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 11,3% rdr. W 2021 r. wskaźnik C/I wzrósł do 56,3% z 51,0% w 2020 r.
Koszty osobowe i inne koszty osobowe łącznie w IV kw. 2021 r. wyniosły 32,3 mln zł wobec 28,5 mln zł w IV kw. 2020 r. co stanowi wzrost o 3,8 mln zł (+13,2%). W całym 2021 r. koszty wzrosły o 14,6% rdr, tj. o 14,0 mln zł do poziomu 109,6 mln zł. Wzrost kosztów osobowych wynika z wyższego zatrudnienia w związku z realizacją inicjatyw strategicznych.
Koszty usług obcych w IV kw. 2021 r. wyniosły 17,6 mln zł wobec 15,2 mln zł
w IV kw. 2020 r. co stanowi wzrost o 2,4 mln zł (+15,7%). W całym 2021 r. koszty wzrosły o 15,3% rdr, tj. o 7,6 mln zł i wyniosły 57,3 mln zł.
Opłata na KNF wyniosła w 2021 r. 14,5 mln zł, o 0,6 mln zł więcej niż w 2020 r. co stanowi wzrost o 4,6%.
Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności
W IV kw. 2021 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności, wyniósł 5,2 mln zł, w porównaniu do 4,8 mln zł przed rokiem. W 2021 r. zysk z tego tytułu wyniósł 24,4 mln zł, wobec 15,7 mln zł w roku wcześniejszym, co oznacza wzrost rdr o 54,8%. Na wartość tej pozycji w głównej mierze wpływa wynik finansowy uzyskany przez Grupę KDPW. Zysk Grupy KDPW przypadający na GPW wyniósł 24,1 mln zł w porównaniu do 15,3 mln zł rok wcześniej.
Na mocy zawartej umowy Bogusław Marczak, obecnie posiadający ponad 5 proc. akcji Vee, obejmie kolejne 10 proc. udziałów. Z kolei do dotychczasowych inwestorów z TM Sp. z o. o. ma trafić kolejne 5 proc. akcji spółki. Łącznie umowy opiewają na blisko 3 mln EUR.
Vee Ventures, największy akcjonariusz spółki, zadeklarował dalsze finansowanie Vee z funduszy pozyskanych ze sprzedaży pakietu akcji. W najbliższym czasie Vee planuje inwestycje w rozwoju zespołu, produktu i technologii.
W 2021 r. spółka osiągnęła rekordowy roczny wynik MPC (Minutes of Processed Conversations) – ponad 2,6 mln minut, co oznacza wzrost w skali roku o 33 proc.
Nowi i obecni inwestorzy wspierają Vee
W lutym br. Vee podpisało umowę przyrzeczoną z Bogusławem Marczakiem, znanym z inwestycji m.in. w Eurotel – partnera Apple, właściciela iDream Apple Premium Reseller i sieci sprzedaży T-mobile oraz Play. Na jej mocy Marczak obejmie kolejne 10 proc. akcji Vee. Łącznie z już wcześniej pozyskanymi będzie posiadał ponad 15 proc. udziałów i tym samym stanie się drugim największym akcjonariuszem spółki.
– Wierzę, że automatyzacja głosowa jest przyszłością sektora contact center, a na rynku obecnie nie ma podmiotu, oferującego rozwiązania bardziej jakościowe i osiągające wyższą efektywność niż hosty Vee. Dlatego też zdecydowałem się zainwestować w spółkę i planuję wspierać ją w dłuższej perspektywie, wzmacniając swoją pozycję w akcjonariacie – komentuje Bogusław Marczak.
Vee postanowili też wesprzeć dotychczasowi inwestorzy ze spółki TM Sp. z o. o., posiadający obecnie blisko 7 proc. udziałów. Firma zawarła z nimi umowy przyrzeczone dotyczące sprzedaży kolejnych 5 proc. akcji. Łącznie nowe umowy opiewają na kwotę blisko 3 mln EUR.
Pozyskany kapitał wesprze dalszy rozwój Vee
W styczniu br. Vee przeprowadziło konwersję wierzytelności Vee Ventures na akcje. Jednocześnie największy akcjonariusz spółki zadeklarował dalsze finansowanie firmy. Pozyskane środki Vee przeznaczy na inwestycje w dalszy rozwój i technologię. Pierwszą z nich będzie zatrudnienie nowych osób, również obcojęzycznych. Do końca roku w spółce ma pracować ok. 50 osób. W perspektywie 2 lat Vee planuje również zakup technologii, która pozwoli generować syntezę mowy przy użyciu głosu, którym firma posługuje się w większości obsługiwanych procesów. Pozwoli to na szybsze wdrażanie kolejnych realizacji i tym samym skalowanie biznesu, a także budowę pozytywnych skojarzeń z głosem wśród konsumentów, co ma kluczowe znaczenie dla przyjętej przez Vee strategii.
– Rynek jest niezwykle chłonny innowacji. Stąd chcąc być na nim liderem, mamy w planach kolejne inwestycje. W naszym wypadku emisja prywatna okazuje się najpewniejszą oraz najszybszą metodą, by go pozyskać kapitał, a w tym przypadku także zmniejszyć zadłużenie. Co więcej – nasz największy akcjonariusz zadeklarował dalsze finansowanie działalności Vee, co pozwoli nam zrealizować bardzo ambitny plan. W najbliższej przyszłości chcemy przede wszystkim inwestować w zespół, ponieważ to dzięki niemu możemy stawiać kolejne kroki milowe w branży automatyzacji głosowej. Będziemy szukać głównie osób obcojęzycznych, co jest związane z zagranicznym projektem, o którym już niebawem będę mógł powiedzieć więcej. Kolejnym krokiem będzie przeprowadzenie syntezy używanego przez nas we wszystkich procesach głosu, co zapewni nam możliwość skalowania biznesu. Od samego początku bardzo dbamy, aby „nasz” głos był wykorzystywany tylko i wyłącznie w sposób etyczny. Zależy nam, by konsumenci kojarzyli go z naszymi hostami i dzięki temu odróżniali technologię Vee od innych rozwiązań funkcjonujących na rynku. Wierzymy, że w przyszłości stanie się on synonimem wysokiej jakości obsługi w contact center – mówi Dawid Wójcicki, CEO Vee.
Rekordowe roczne MPC efektem wzrostu liczby realizowanych procesów
W ostatnich miesiącach Vee uruchomiło 7 procesów wychodzących i przychodzących dla obecnych klientów, m.in. Blue Media, Enel-Med, Europ Assistance Polska, Rankomatu czy Santander Consumer Banku. Wśród nich znajdują się połączenia pozwalające na umówienie usługi medycznej, cross-sell, zbadanie satysfakcji klientów, animowanie porzuconych formularzy czy prewalidacja leadów. Firmy przekazały również spółce kolejne bazy kontaktów w ramach wcześniej prowadzonych działań. Wszystkie te procesy przełożyły się na osiągniecie rekordowego w historii Vee rocznego wyniku MPC (Minutes of Processed Conversations) wynoszącego ponad 2,6 mln minut, co oznacza wzrost w skali roku o 33 proc.
Co więcej, w październiku 2021 r. Vee z pozytywnym wynikiem przeszło audyt zewnętrzny, przeprowadzony przez firmę SGS, uzyskując certyfikat ISO 27001. Potwierdza on, że wdrożony System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji jest zgodny z najlepszymi światowymi standardami.
– Ubiegły rok był dla nas bardzo pracowity – niemal każdego miesiąca realizowaliśmy nowe procesy, a w międzyczasie ulepszaliśmy naszą technologię, m.in. tworzyliśmy trzecią generację Brilliance, którą niebawem wdrożymy. Znaczące z biznesowego punktu widzenia było również uzyskanie certyfikatu ISO 27001. Zawsze dbaliśmy o bezpieczeństwo informacji przekazywanych nam przez klientów, jednak po potwierdzeniu tego faktu przez niezależnego audytora, mamy szansę na pozyskanie nowych kontraktów. Otwierają się przed nami kolejne drzwi. Patrząc na sukcesy ostatnich 12 miesięcy, to, co obecnie dzieje się w spółce i spływające do nas pozytywne informacje dotyczące kolejnych procesów oraz kontraktów – z dużą pewnością patrzę w przyszłość – podsumowuje Dawid Wójcicki.
Wprowadzenie „pudełek” na rynek zbliża się wielkimi krokami
Już niebawem Vee wprowadzi na rynek zapowiadane „pudełkowe” rozwiązanie dla małych i średnich firm – Vee Host, czyli wirtualną recepcjonistkę. Jako pierwsze z serii będzie dostępne „pudełko” dla podmiotów medycznych, pozwalające na obsługę połączeń przychodzących wychodzących. Kolejne będą dedykowane m.in. zakładom fryzjerskim, kosmetycznym czy warsztatom samochodowym. Vee Host będzie oferować gotowe (commercial off-the-shelf) produkty, dostępne w modelu abonamentowym. Podstawowa wersja ma kosztować ok. 500 zł miesięcznie, a rozszerzona ok. 1500 zł miesięcznie. Spółka zakłada, że wprowadzenie na rynek Vee Host przełoży się na kapitalizację na poziomie 1 mld EUR przy miesięcznych przychodach ok. 6 mln EUR i zysku na poziomie niemal 2,5 mln EUR w perspektywie 2 lat.
W ciągu minionych 5 sesji (do czwartkowego zamknięcia) wśród głównych indeksów giełdowych na świecie WIG-20 ustępował pod względem skali wzrostu (+7,77 proc.) jedynie Dow Jones Transportation Average (+9,6 proc.). Ta zwyżka WIG-u 20 wyniosła wartość tego indeksu do poziomu 2125,29 pkt. na koniec wczorajszej sesji. Taka siła tego polskiego indeksu może chyba nieco zaskakiwać w kontekście tego, co nadal dzieje się na Ukrainie (dziś rano Rosja przeprowadziła atak rakietowy na Lwów).
Pradawna reguła „kupuj, gdy leje się krew” zadziałała, ale obecnie WIG-20 zbliżył się na bardzo niewielką odległość do poziomów swoich dołków z listopada, grudnia, stycznia i lutego (ustanawianych w strefie 2143-2183 pkt.) i dalszy wzrost będzie chyba już znacznie trudniejszy. Zdolność WIG-u 20 do trwalszego naruszenia tej strefy oporu byłaby niewątpliwie sporą sensacją. Dziś w okolicach 9:30 WIG-20 cofał się o 0,56 proc.
Równocześnie wczoraj S&P 500 rosnąc trzecią sesję z rzędu (+1,23 proc.) przełamał opadającą linię oporu poprowadzoną przez szczyty tego indeksu z początku stycznia, początku lutego i początku marca. To największy tego 3-sesyjny wzrost tego indeksu od początku listopada 2020. Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy spadały o mniej więcej o 0,5 proc.
W Azji i Oceanii dziś rano lekko przeważały wzrosty głównych indeksów. Największy notował chiński Shanghai Composite (+1,12 proc.). Lekko – o 0,41 proc. – spadał Hang Seng, który wcześniej po deklaracji chińskich władz, że gotowe są udzielić załamującemu się rynkowi (we wtorek indeks był najniżej od 2012 roku) pomocy, skoczył w górę w środę o +9,08 proc., a w czwartek o +7,04 proc. To najsilniejszy 2-sesyjny wzrost tego indeksu od początku lutego 1998 roku, czyli generalnie końca pierwszej fazy kryzysu azjatyckiego. Kilka miesięcy później rynki akcji ponownie się załamały w konsekwencji bankructwa Rosji.
Na europejskich giełdach dziś rano brak było jakiejś dominującej tendencji (DAX -0,18 proc., CAC 40 -0,44 proc.).
Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych dziś rano lekko rosły, ale nie ustanawiały nowych cyklicznych maksimów.
Ropa lekko dziś drożała (WTI +1,52 proc., Brent +1,26 proc.).
Euro, które umacniało się do dolara od 7 marca, dziś słabło wobec amerykańskiej waluty o 0,25 proc. Podążając tradycyjnie za ruchami euro, złoty lekko słabł względem głównych walut.
Na 37 krajów OECD Polska zajęła przedostatnie miejsce jeżeli chodzi o konkurencyjność systemu podatkowego. Mamy jeden z najbardziej skomplikowanych systemów podatkowych. W ostatnich dekadach nie było w polskim rządzie dążenia do zwiększenia konkurencyjności systemu podatkowego. W kampaniach wyborczych mówiło się o jego potencjalnych uproszczeniach – jednak celem nigdy nie było stworzenie systemu, który zatrzymałby polskich przedsiębiorców w kraju. Od 1 stycznia 2022 roku weszła w życie reforma systemu podatkowego, która jest tak skomplikowana, że nawet pracownicy administracji publicznej nie są w stanie wyjaśniać zawiłości Polskiego Ładu – mimo doświadczenia i obycia z przepisami.
– Do końca 2021 roku mieliśmy mniejszy lub większy bałagan w przepisach podatkowych, a od stycznia tego roku mamy chaos – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Polski rząd mógł i może cały czas odnieść sukces, jeżeli będzie konsekwentny i nie będzie wprowadzał rozwiązań cząstkowych – jak obecnie. Jeżeli w Polskim Ładzie kolejne grupy wiekowe, czy też podmiotowe – jak duże rodziny – wycofywane są z płacenia podatku PIT, to niewiele brakuje, aby uzyskać skok jakościowy systemu przez likwidację podatku PIT dla wszystkich obywateli i znieść jakiekolwiek limity zarobków. Trudno sobie wyobrazić, że cel nadrzędny i strategiczny polskiego rządu, którym jest szybsze doganianie tak zwanego “bogatego Zachodu”, zostanie osiągnięty przy tak nisko ustawionych limitach dla klasy średniej. Świadczy o tym niezwykle humorystyczna ulga i limit, jaki sobie rząd wyobraża jeżeli chodzi o wynagrodzenia. Klasą średnią się jest nie ze względu na wynagrodzenia, tylko na stan majętności – a ta w Polsce jest na bardzo niskim poziomie i trzeba jeszcze pracy kilku pokoleń, aby ten stan rzeczy zmienić. Stąd system, który z góry limituje i karze ludzi za większą aktywność, tej drogi nie skraca. Wręcz przeciwnie – wydłuża. Mamy szansę stworzyć – tak jak wiele innych krajów wcześniej – system bardzo konkurencyjny. Po to, by Polacy, którzy są na emigracji, ale też inni obywatele przybywali do Polski, rejestrowali i prowadzili działalność. Póki co Polacy rejestrują firmy w Czechach, na Słowacji, Litwie, czy w Irlandii. Możemy ten proces odwrócić i stać się tym miejscem, w którym większość Europejczyków będzie chciała zapłacić swój podatek – wskazuje Sadowski.
Jak wynika z analizy Proxi.cloud i UCE RESEARCH, Polacy, którzy po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji zdecydowali się pomagać uchodźcom w okolicach polsko-ukraińskiej granicy, najczęściej przybywali tam z woj. małopolskiego, mazowieckiego i dolnośląskiego. Z raportu wyłączono tylko mieszkańców lubelskiego i podkarpackiego. Te tereny graniczą z Ukrainą. Z kolei uwzględniając wielkość miejsca zamieszkania, widać, że prawie połowa osób udzielających wsparcia dotarła z miast liczących powyżej 100 tys. ludności. Najwięcej z nich przyjechało z Warszawy, Krakowa i Wrocławia.
– Sprawdziliśmy, skąd przyjeżdżały osoby pomagające przy polskiej granicy z Ukrainą. Z naszych obserwacji wynika, że najlepiej pod tym względem prezentuje się woj. małopolskie – 1,03%. To oznacza, że średnio co setna osoba z tej części kraju wybrała się do strefy przygranicznej, aby pomóc uchodźcom – relacjonuje Mateusz Chołuj, szef zespołu Proxi.cloud.
Na kolejnych miejscach w tym zestawieniu widzimy woj. mazowieckie – 0,74%, dolnośląskie – 0,37%, śląskie – 0,31%, a także świętokrzyskie – 0,26%. Z kolei na końcu tej listy widnieje warmińsko-mazurskie – 0,09%, kujawsko-pomorskie – 0,14%, opolskie i lubelskie – po 0,15%.
– 45,7% analizowanych osób spoza woj. lubelskiego i podkarpackiego mieszka w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców. Tu warto podkreślić, że w takich ośrodkach żyje około 28% Polaków, co mówi nam o tym, że mieszkańcy dużych miast ponad dwa razy chętniej angażowali się w pomoc na granicy. Pozostałe 54,3% ludności podróżującej do rejonu granicznego stanowią osoby z mniejszych miejscowości – analizuje Adam Grochowski, analityk z firmy technologicznej Proxi.cloud.
Z kolei jak zaznaczają analitycy z UCE RESEARCH, Polacy z największych miast angażowali się w pomoc ponad dwa razy chętniej niż pozostała część społeczeństwa. Wpływ na to miała nie tylko liczba mieszkańców w większych miastach. Liczyły się też możliwości pomocy, którą mogli ofiarować uciekającym Ukraińcom przed wojną.
– Z badania wiemy też, że najwięcej ludzi trafiło na granicę z województwa mazowieckiego. To aż 33,33% wszystkich osób przebywających tam w analizowanym okresie. Następne jest małopolskie z udziałem 30,99%. Oba obszary sąsiadują z woj. lubelskim i podkarpackim, a ponadto są zamieszkiwane przez jedne z większych populacji w kraju – komentuje Mateusz Chołuj.
Kolejne w tym zestawieniu są woj. dolnośląskie – 9,15%, śląskie – 7,84%, pomorskie – 4,1%, a także wielkopolskie – 4,06%. Z kolei na końcu rankingu widać woj. warmińsko-mazurskie – 0,58%, podlaskie – 0,67%, opolskie – 0,86%, jak również lubuskie – 0,92%. Jak podkreślają eksperci z UCE RESEARCH, Polacy zaangażowali się w pomoc, również mimo znacznej odległości swojego miejsca zamieszkania od samej granicy. Do tego analitycy zwracają uwagę na wyniki woj. dolnośląskiego, pomorskiego czy wielkopolskiego, które miały w wyżej określonym czasie spore udziały w ogólnej grupie pomagających.
– Badanie objęło również podział na miasta. Uwzględniono te powyżej 100 tys. mieszkańców, z których pochodziło 45,7% wszystkich niosących pomoc. Największa liczba Polaków jadących do rejonu przygranicznego podróżowała z Warszawy. To 16,73% ze wszystkich badanych osób. Na drugim miejscu jest Kraków z wynikiem 13,93% – podkreśla Adam Grochowski.
Jak stwierdzają analitycy z UCE RESEARCH, Warszawa i Kraków to największe miasta w Polsce, a mazowieckie i małopolskie sąsiadują z województwami granicznymi. To nie dziwi, ale na kolejnej pozycji znalazł się dalej położony Wrocław. Ze stolicy Dolnego Śląska pochodziło 4,17% wszystkich osób, które dotarły na granicę polsko-ukraińską. Zdaniem Mateusza Chołuja z Proxi.cloud, ten wynik robi wrażenie. Następnie w zestawieniu widać Poznań – 1,55%, Gdańsk – 1,41%, Łódź – 1,23%, a także Katowice – 1,12%. Udział poniżej 1% odnotowały takie miasta, jak Bydgoszcz – 0,55%, Szczecin – 0,44%, Gdynia – 0,43%, Tarnów – 0,34%, Kielce – 0,34%, jak również Gliwice – 0,32%.
Polscy deweloperzy są jedną z najmniej zadłużonych gałęzi budownictwa, w przeciwieństwie do tych, którzy na ich rzecz pracują. 4 644 firm inwestujących we wznoszenie budynków ma zaległości finansowe na prawie 193 mln zł. Jak podaje Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej, w ostatnich miesiącach udało im się jeszcze zmniejszyć zadłużenie do poziomu sprzed pandemii. Jednak na horyzoncie czekają nowe wyzwania: miliardowe długi podwykonawców, rosnące koszty materiałów budowlanych i robocizny oraz spadek popytu na nowe mieszkania.
Polskie firmy deweloperskie budujące domy na sprzedaż od lat utrzymują dobrą kondycję finansową. Ich dług widniejący w KRD wynosi obecnie 192,9 mln zł. Deweloperom szybko udało się więc odbudować straty spowodowane pandemią.
Niskie długi, szybkie odbicie
– Po pojawieniu się koronawirusa w Polsce zadłużenie deweloperów zaczęło przyrastać z miesiąca na miesiąc. Najwyższy jego poziom Krajowy Rejestr Długów odnotował na koniec lutego 2021 roku. Niespłacone należności sięgnęły wtedy niemal 220 milionów złotych. Po kilku miesiącach wahań, od października ubiegłego roku, kwota ta zaczęła już jednak widocznie spadać. Na koniec stycznia bieżącego roku sięgała blisko 193 milionów złotych. Co prawda, dziś liczba zadłużonych deweloperów jest nieco wyższa niż w marcu 2020 roku, jednak suma ich zaległości jest już mniejsza o niemal 3 miliony złotych. Średni dług jednego dewelopera to obecnie 41,5 tysięcy złotych – podaje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Prezes KRD zwraca jednocześnie uwagę, że to nie jest pełen obraz sytuacji. Budownictwo od lat jest branżą, w której moralność płatnicza jest niska, a niepłacenie w terminie lub w ogóle nagminne. Firmy pracujące w tym sektorze gospodarki są niejako przyzwyczajone do tej sytuacji i z tego powodu rzadziej i później podejmują bardziej stanowcze działania wobec swoich dłużników, jak choćby wpisanie długu do Krajowego Rejestru Długów. Bardzo często decydują się na to dopiero wówczas, kiedy same z braku zapłaty zaczną się mocno zadłużać. Problem z zatorami płatniczymi w branży widać szczególnie wśród przedsiębiorstw wznoszących budynki i wykonujących prace wykończeniowe. Łącznie mają one ponad pięciokrotnie wyższe długi niż deweloperzy zlecający im prace. Ich suma przekracza 1 miliard złotych. To jest zresztą miecz obosieczny, bo zadłużeni wykonawcy mogą nie być w stanie realizować kolejnych zleceń, gdy zostaną odcięci od dostaw materiałów budowlanych przez hurtownie, czy stracą pracowników, którzy nie otrzymali pensji.
Mazowsze zbudowało najwięcej długów
Jeśli wziąć pod uwagę długi widniejące w KRD, to najczęściej wierzycielami branży są instytucje finansowe, głównie banki i ubezpieczyciele. Zobowiązania wobec nich stanowią 1/3 kwoty, którą deweloperzy są winni innym. Na uregulowanie 37,4 mln zł liczą też firmy z ich własnej branży, czyli budownictwa. Na niewiele mniej, bo na 31,4 mln zł z kolei czeka sektor handlu.
Pod względem formy prawnej 51 proc. dłużników wśród deweloperów stanowią spółki prawa handlowego, a 49 proc. jednoosobowe działalności gospodarcze. Spółki mają też więcej do oddania, bo 137 mln zł, a więc 71 proc. całego długu inwestorów.
– Najczęściej zadłużonego dewelopera można spotkać na Mazowszu. Tutejsze firmy z tego sektora nie zapłaciły swoim wierzycielom 56 milionów złotych. W pozostałych województwach skala zaległości jest już mniejsza. Śląskie z 20,6 milionów złotych zajmuje tu drugie miejsce, a wielkopolskie z 16,6 milionami plasuje się tuż za nim. Po przeciwnej stronie, czyli z najmniejszym zadłużeniem są przedsiębiorcy z województw podlaskiego, lubelskiego i opolskiego – mówi prezes KRD.
Studzi się hossa mieszkaniowa
Dobra passa deweloperów na krajowym rynku stoi jednak pod znakiem zapytania. Nowe czynniki i trendy mogą wpłynąć na ich sytuację finansową i rynkową.
Jednym z najbardziej rozgrzanych rynków dla deweloperów były w ostatnich latach inwestycje mieszkaniowe. Dynamika wzrostu cen mieszkań w Polsce jest jedną z najwyższych notowanych w Europie. W 2021 r. podwyżki rok do roku w niektórych lokalizacjach były nawet dwucyfrowe. Jednak w obecnym roku rynek nie ma już tak dobrych perspektyw do rozwoju. Według statystyk NBP w trzecim kwartale 2021 r. udział zakupów gotówkowych na tym rynku spadł do 50 proc. W ostatnich latach był on znacznie wyższy, zwykle na poziomie 60-70 proc. Niższy udział gotówki to jednak wynik bardzo dużej wartości wypłaconych kredytów w tym czasie. Pod tym względem trzeci kwartał ubiegłego roku przewyższył nawet wyniki z poprzedniego boomu mieszkaniowego z lat 2005-2007. Jednak czas taniego i łatwo dostępnego kredytu to już przeszłość. Wraz z rosnącymi stopami procentowymi, część chętnych na kupno mieszkania czy domu straciła zdolność kredytową lub nie może uzyskać od banku wystarczającego finansowania. To może mieć duże znaczenie dla poziomu popytu na rynku nieruchomości i potencjalnie wpłynąć na ceny mieszkań, a więc i marże deweloperów.
– Dodatkowo, cały sektor budownictwa musi zmierzyć się z rosnącymi cenami materiałów budowlanych. Zaburzone łańcuchy dostaw i pandemiczne problemy spowodowały ich ogromne podwyżki. Rynek jeszcze się w pełni nie ustabilizował, a nadszedł kolejny kryzys spowodowany wojną na Ukrainie. Z rosyjskiego terytorium Polska importowała ważne surowce, jak żelazo, aluminium, drewno. Z tym samym problemem będą borykały się też inne europejskie kraje, co nieuchronnie doprowadzi do kolejnych podwyżek i utrudni planowanie kosztów inwestycji – zaznacza Adam Łącki.
Trudności mogą wystąpić też z siłą roboczą. Wykonawcy mają coraz większe problemy z zatrudnieniem, muszą mierzyć się z presją na podnoszenie pensji. Mogą też mocniej odczuć brak rąk do pracy. Na budowach w Polsce pracuje wielu Ukraińców. Część z nich pojechała bronić swojego kraju. W przyszłości będzie go też zapewne odbudowywać ze zniszczeń.
Wykonawcy na końcu łańcucha
Według wstępnych danych GUS, w styczniu 2021 r. deweloperzy rozpoczęli o 40 proc. mniej budów mieszkań w ujęciu rok do roku. Może to zwiastować chęć ograniczenia podaży przez inwestorów, co pomogłoby utrzymać satysfakcjonujący poziom cen na rynku oraz wysokość ich marż, nawet przy mniejszym popycie i odpływie klientów kredytowych.
Ważne jest też to, nie ile inwestycji deweloperzy rozpoczną, ale ile uda im się z sukcesem zakończyć. Wpływ na to mogą mieć m.in. problemy finansowe firm wykonawczych i podwykonawczych. Bez ich zaangażowania bowiem żaden duży projekt nie może zostać oddany do użytku. Niestety, obecnie właśnie one zmagają się z ponad miliardowym zadłużeniem. Większość tej kwoty, bo 623 mln zł, należy do drobnych przedsiębiorców zajmujących się instalatorstwem i tzw. wykończeniówką.
– Te prace wykończeniowe są najczęściej realizowane przez najmniejsze przedsiębiorstwa budowlane: mikrofirmy zatrudniające do 9 pracowników. Niestety bardzo często to właśnie one znajdują się na samym końcu łańcucha wynagrodzeń. I chociaż muszą wcześniej zakupić materiały niezbędne do przeprowadzenia prac, zatrudnić fachowców i zainwestować w sprzęt lub maszyny, to zapłatę za wykonaną pracę otrzymują dopiero po realizacji projektu. Dlatego w ostatnim czasie obserwujemy wzmożony wzrost zainteresowania faktoringiem zaliczkowym. W ramach tego faktoringu przedsiębiorca uzyskuje wypłatę na poczet przyszłej wierzytelności, czyli takiej, do której faktura zostanie dopiero wystawiona. W lutym bieżącego roku wartość udzielonych przez nas zaliczek o 32 proc. przewyższała wartości ubiegłoroczne. Widać więc wyraźnie, że mikrofirmy mają coraz większe problemy z utrzymaniem płynności finansowej i szukają rozwiązań, które umożliwiłyby im pozyskanie środków finansowych przed rozpoczęciem kontraktu – komentuje Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG.
Odkąd zaczęła się pandemia, świat wokół nas mocno zawirował. Wiele sklepów, które do tej pory działały głównie stacjonarnie, przeniosły część swojego biznesu do sieci. W czasie pandemii powstało również wiele nowych sklepów internetowych. Podczas tak rewolucyjnych zmian w naszej firmie, niezbędny jest system WMS, który pomoże ci zarządzać wieloma sprawami.
WMS – co to jest?
System WMS, czyli Warehouse management software, to oprogramowanie zarządzające magazynem. Innymi słowami jest to narzędzie informatyczne, którego używa się do kontroli, koordynacji i optymalizacji działań i procesów wykonywanych w magazynie. Dzięki systemowi WMS możemy zarządzać przyjęciami, lokalizacją oraz kontrolować stan magazynowy.
Rozwój e-commerce
W trzecim kwartale 2020 roku zdecydowanie zwiększyła się powierzchnia magazynowa poszczególnych sklepów. Wzrost ten miał związek z rozpoczęciem się pandemii, co wiązało się z tym, że znaczna część sklepów swoją działalność przeniosła do sieci. Polski rynek e-commerce do 2019 roku rósł średnio o 18 %, natomiast w ciągu ostatniego czasu wzrosła o 35 %. Zmiany, które wpłynęły na nasze życie, odbiły się również na tym, w jakiej formie robimy zakupy. W momentach dużych zachorowań sklepy w galeriach handlowych zostały zamknięte. Najemcy powierzchni handlowych w galeriach musieli szukać innych rozwiązań, które przyniosłyby im zysk. Najprostszą formą sprzedaży były właśnie sklepy internetowe. Firmy, które do tej pory nie zdecydowały się na sprzedać w sieci, nagle nie mając wyboru, musiały na szybko takie sklepy zakładać. Podczas pandemii wiele biur było zamkniętych, a praca przeniosła się w domowe zacisze. To również zmieniło formę, w jakiej robiliśmy zakupy. Sprzedaż przeniosła się do sieci i tam odnosiła zdecydowane sukcesy. Na zwiększenie sprzedaży internetowej nie bez znaczenia jest też chroniczny brak czasu. Większość z nas wiele godzin w tygodniu pracuje, często poświęcając również czas weekendowy na pracę. Jeśli weekend zostawiamy jednak wolny to zazwyczaj, nie mamy ochoty ganiać po marketach. Tutaj naprzeciw wychodzi również sklep internetowy.
WMS – przyspieszenie procesu sprzedaży
Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów, których w ostatnich dwóch latach zdecydowanie przybyło w sklepach internetowych, sprzedawcy starają się jak najbardziej skrócić ścieżkę od zamówienia do transportu. Skracają łańcuch dostaw, minimalizują dystans między jego poszczególnymi ogniwami. Automatyzują również jak największą ilość procesów podczas sprzedaży.
Kiedy wdrożyć system WMS?
Momentem, kiedy należy się zastanowić nad wdrożeniem systemu WMS jest ten kiedy liczba zamówień przekracza możliwości zatrudnionych osób. Należy zwrócić uwagę na, to gdy w sklepie internetowym pojawia się coraz więcej zamówień, a oferta jest na bieżąco rozbudowywana. Dzięki systemowi WMS nie tylko przyspieszysz rozwój firmy, ale wprowadzisz standardy magazynowe, dzięki czemu zwiększysz wydajność zatrudnionych pracowników. Wprowadzenie tego systemu pozwoli również zachować standardy wobec klientów, skracając ścieżkę zamówień.
Przy wzroście cen ropy tegoroczna polska inflacja może osiągnąć wzrost do 12-13%. Rynek wycenia już wzrost stóp procentowych w okolice 6%. Przed nami efekt niespodzianki inflacyjnej.
Inflacja CPI zmniejszyła się w lutym do 8,5% wobec 9,4% w styczniu. obniżyła się po raz pierwszy od czerwca 2021 r., choć i tak wzrost cen był wyższy od konsensusu analityków (8,3%).
Przyczyną obniżenia inflacji była niższa dynamika cen paliw, miała na to wpływ rządowa tarcza antyinflacyjna. Jej oddziaływanie jest jednak ograniczone, obniżka VAT na podstawowe produkty żywnościowe nie znalazła pełnego odzwierciedlenia w cenach.
– Inflacja w Polsce spadła nie dlatego, że presja inflacyjna zmalała – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Spadek inflacji był sztuczny, stało się tak, ponieważ przejściowo obniżono podatki. Scenariusz dla polskiej inflacji byłby pozytywny, gdyby doszło do zakończenia rosyjskiej agresji w Ukrainie i światowe ceny ropy naftowej spadały, a złoty stałby się mocniejszą walutą.
Bez wydłużenia okresu ochronnego, związanego z „tarczą”, do końca roku, inflacja przekroczy 10%, przewidują analitycy. Jednak nawet przy jej ochronie nie sposób wykluczyć wzrostu cen powyżej granicy 10%. Jeżeli dojdzie do odbudowania tendencji do wysokich wzrostów cen ropy inflacja może znaleźć się nawet w okolicach 12-13%.
– Sytuacja z inflacją jest trudna, to nie tylko efekt wzrostu cen na świecie, ale również błędów RPP i banku centralnego, zbyt długo czekaliśmy z pierwszą podwyżką stóp procentowych – dodaje ekspert XTB.
Czy przy tak wysokiej inflacji RPP zakończy cykl podwyżek stóp procentowych przy stopie referencyjnej na poziomie 4,25%, bo takie przewidywania analityków dominowały do niedawna?
– Rynek wycenia już wzrost stóp procentowych w okolice 6%, jednak w mojej ocenie rynki niedoszacowują tego, że wszystko co się wokół dzieje osłabi wzrost gospodarczy przez co zmniejszy się presja inflacyjna – mówi P.Kwiecień. – Dlatego widzę jeszcze szansę, że wzrost stóp procentowych zatrzyma się w okolicach 5%.
Prawdopodobnie przed nami tzw. efekt niespodzianki inflacyjnej. Zaczniemy się zastanawiać czy przy tak wysokich cenach paliw ograniczyć podróże własnym samochodem, czy ograniczyć niektóre własne wydatki. Spadek popytu konsumpcyjnego osłabi wzrost gospodarczy, jednak jednocześnie będzie dławił presję inflacyjną. Ryzyko jest jednak też takie, że przy dużym osłabieniu konsumpcji wzrośnie zagrożenie w postaci stagflacji.
Połowa dorosłych Polaków w reakcji na wojnę w Ukrainie dokonała zmian w sposobie gospodarowania pieniędzmi, tak żeby zadbać o bezpieczeństwo w zakresie żywności i finansów – wynika z badania SW Research.
Prawie połowa dorosłych Polaków zmieniła swoje zachowania zakupowe, a 20 proc. w obszarze finansów. Przy czym aż 58% najzamożniejszych badanych dokonało zmian w zakresie gospodarowania pieniędzmi.
Konsumenci ograniczają wydatki i zabezpieczają się na przyszłość
Najzamożniejsi w największym stopniu zadbali o swoje bezpieczeństwo finansowe, nie tylko zakupowe. Aż 58 proc. z nich po 24 lutego, dniu napaści Rosji na Ukrainę, wypłaciło znaczą ilość gotówki lub kupiło obce waluty, głównie euro i dolar amerykański, czy też zainwestowało w złoto.
Na liście zachowań do wyboru była też likwidacja lokat, sprzedaż akcji i obligacji, transfer środków za granicę. Wśród całej badanej populacji, choćby jedno z wyżej wymienionych zachowań, wykonało jedynie 20 proc. Najzamożniejsi to respondenci deklarujący subiektywną ocenę swojej sytuacji materialnej jako „bardzo dobrą”.
Sytuacja dot. oszczędności i decyzji o zmianie ich przeznaczenia wygląda bardzo ciekawie: gotówka, bezpieczne aktywa, waluty obce. Część gospodarstw domowych zdecydowała się na wydzielenie super-bezpiecznego, żelaznego zasobu oszczędności na wszelki wypadek. W normalnych warunkach ekonomiści mówią, że oszczędności pozwalają na wygładzanie wahań konsumpcji. Ale nie żelazne oszczędności, bo one przeznaczone są na coś innego. Obsługują sytuacje skrajne, są gromadzone naprawdę na czarną godzinę i pewnie gromadzący je nie mają w zamierzeniu aspektów ekonomicznych. To oznacza, że tych „zwykłych” oszczędności, które mogą posłużyć do wygładzania konsumpcji, jest po prostu mniej, a to dodatkowe ryzyko dla konsumpcji, zwłaszcza przy wysokiej inflacji, która znacząco ogranicza wzrosty realnej siły nabywczej – komentuje dr Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku.
Drugim ważnym czynnikiem skłaniającym do zachowań z obszaru bezpieczeństwa finansowego jest posiadanie w rodzinie lub wśród przyjaciół obywateli Ukrainy. Osoby takie również częściej niż cała badana próba deklarowały wykonanie działań z obszaru zakupowego i finansowego.
Prawie połowa dorosłych Polaków deklaruje ograniczenie wydatków, w tym szczególnie na przyjemności i rozrywkę, a także: zatankowanie samochodu i rzadsze jego używanie, zakup produktów spożywczych o dłuższym terminie przechowywania i higienicznych jak również rezygnuje z wakacji za granicą.
W badaniu widać, że dotychczasowo słabe już nastroje konsumpcyjne jeszcze bardziej się obniżą. Można zatem śmiało zakładać, że konsumpcja krajowych gospodarstw domowych będzie hamowała i będzie hamowała bardziej niż można było spodziewać się jeszcze przed wojną (ograniczenia wydatków, ograniczenia podróży samochodem). Co ciekawe jednak – i w badaniu tym też to widzę – zanim będzie sporo wolniej, będzie chwilowo szybciej i będziemy widzieć to w marcowych danych, które GUS opublikuje w kwietniu. W wynikach widać bowiem wyraźnie, że przynajmniej cześć gospodarstw domowych zdecydowała się na zakupy na zapas. To podbija konsumpcję teraz, i jednocześnie dodatkowo obniża w przyszłości (schodzenie z zapasów to nie to samo, co „nowe” zakupy) – uzupełnia dr Mazurek.
Uchodźcy – czy napędzą konsumpcję?
Ponad połowa Polaków (53%) ocenia, że większość uchodźców pozostanie w Polsce ponad pół roku. Co dziesiąta osoba sądzi, że pozostaną oni w Polsce na zawsze. Tylko niecałe 10% uważa, że sytuacja na tyle się poprawi, że Ukraińcy będą mogli wrócić do swojego kraju w ciągu 3 miesięcy. W tym kontekście zasadne wydaje się pytanie, czy tak istotny i nagły przyrost populacji będzie miał wpływ na podstawowe wskaźniki konsumpcyjne.
Od dnia wybuchu wojny do Polski przybyło prawie 2mln uchodźców (a to jeszcze nie koniec). To potężna, nowa siła konsumpcyjna. Oczywiście oni nie będą konsumowali tak samo jak ankietowani przedstawiciele polskich domostw, ale konsumpcji tej wystarczy naszym zdaniem do załatania dziur zarówno w konsumpcji rodzimych gospodarstw domowych, jak i eksporcie. Dlatego nie zdecydowaliśmy się na korektę prognoz PKB na ten rok: nadal oczekujemy, że gospodarka urośnie o 4,1%. – odpowiada dr Mazurek.
Emocje i zachowania wobec wojny w Ukrainie
Zdecydowana większość badanych dwa tygodnie po wybuchu wojny odczuwa niepokój i napięcie. W 7-stopniowej skali powiedziało tak pięciu na sześciu badanych. Postawę neutralną wybrała ponad jedna dziesiąta respondentów. Jedynie 2 proc. badanych osób wskazało spokój i odprężenie.
Emocje, które odczuwają badani, to obawa, niepokój, współczucie, lęk, strach, smutek, przygnębienie, złość, gniew i wściekłość.
Negatywne emocje rozkładają się w podobnym stopniu na całą populację, jednak są też pewne różnice. Grupa badanych z najwyższym statusem materialnym także wyrażała obawy i inne negatywne emocje, ale w zdecydowanie mniejszym stopniu niż pozostali badani.
Osoby najzamożniejsze znacznie częściej niż populacja wskazały na tzw. samopomoc psychologiczną lub instytucjonalną jako sposoby radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Pozwalają one sobie uzewnętrznić negatywne emocje, stosują techniki relaksacji, jak również zażywają środki na uspokojenie i korzystają z pomocy psychologów.
Inną grupą, która w mniejszym stopniu podziela negatywne emocje, są osoby młode oraz mężczyźni. Również osoby bardzo źle oceniające swoją sytuację materialną rzadziej wskazują negatywne emocje.
Największe natężenie obaw i lęków zaobserwowano wśród emerytów i rencistów. Ta grupa w największym stopniu ponadprzeciętnie często wyraża takie obawy.
To nasza sytuacja materialna w największym stopniu wpływa na to jak reagujemy na wojnę
Wyniki badania wskazują, że im wyższy status materialny tym zdecydowanie mniej współczucia dla uchodźców z Ukrainy (58% w całej badanej populacji vs 20% w grupie badanych, którzy ocenili swój status materialny jako „bardzo dobry”, czyli aż 38% różnicy). Dużo mniej wśród najzamożniejszych takich emocji jak lęk (o 26% mniej niż w całości badanej populacji), niepokoju (22% mniej) i złości (o 19% mniej). Wygląda na to, że wysoki status materialny stanowi emocjonalną tarczę ochronną przed sytuacją wojenną.
Można przypuszczać, że wolność finansowa daje najzamożniejszym poczucie, że są w jakiś sposób zabezpieczeni i poradzą sobie w każdej sytuacji, bo mają świadomość stojących przed nimi możliwości. Jednocześnie jest to grupa, która aktywnie dba o siebie sięgając po „samopomoc psychologiczną i instytucjonalną”. Dużo częściej niż pozostali korzysta bowiem ze wsparcia psychologów, jak również z leków lub środków uspokajających (różnica 13% w stosunku do średniej). Częściej też stosuje techniki relaksacyjne czy medytacje (tu różnica wynosi 8%).
Komentuje Ewa Stelmasiak, ekspertka ds. kultury dobrostanu.
Nota metodologiczna:
Badanie zostało zrealizowane w dniach 09-10.03.2021 r. przez agencję badawczą SW Research na reprezentatywnej próbie n=1004 dorosłych Polaków. Metoda: wywiady online, CAWI. Źródło próby: panel badawczy SW PANEL.
Zgodnie z przewidywaniami, Europejski Bank Centralny nie podniósł dziś stóp procentowych. Inflacja w strefie euro we wrześniu wyniosła 3,4 proc. r/r, wstępne dane za październik poznamy jutro – rynki spodziewają się wzrostu do 3,7 proc. EBC cały czas uważa, że wzrost cen ma charakter tymczasowy. Rynki są jednak odmiennego zdania i nie spodziewają się znaczącego ich spadku w najbliższym czasie. Długoterminowe oczekiwania inflacyjne wyrażone w postaci notowań 5-letnich stawek swap dla strefy euro wynoszą obecnie 2,1 proc., czyli powyżej 2 proc. celu inflacyjnego EBC. Jest to też najwyższy poziom notowań od 2014 roku. Zmian w zakresie polityki EBC możemy się spodziewać za miesiąc, kiedy zostanie przedstawiona nowa prognoza dotycząca inflacji. Wtedy też mogą zostać zapowiedziane przez EBC zmiany w programie skupu aktywów.
Wczoraj stopy procentowe o 1,5 p.p., powyżej wynoszących 1 p.p. rynkowych oczekiwań, podniósł bank centralny w Brazylii. Od początku roku podstawowa stopa w tym kraju wzrosła już z 2 do 7,75 proc. Natomiast kanadyjski bank centralny, zakończył swój program skupu aktywów, będący w mniejszej skali, odpowiednikiem takiego programu w USA. Przedstawiciele banku zasygnalizowali, że podwyżki stóp w Kanadzie mogą mieć miejsce w 2 połowie 2022 roku. Rynek zareagował na to przeceną kanadyjskich akcji wynoszącą poniżej 1 proc.
W następnym tygodniu – 3 listopada – czeka nas posiedzenie FED, który prawdopodobnie ogłosi przyspieszone ograniczenie programu skupu aktywów, z obecnej wartości 120 miliardów dolarów miesięcznie do zera w połowie 2022 roku. Wtedy też dojdzie najprawdopodobniej do pierwszych podwyżek stóp w USA. Jest to decyzja na jaką rynek czekał od miesięcy i jej podjęcie powinno zostać odebrane przez rynek z ulgą, jako eliminację dodatkowej niepewności.
Także 3 listopada czeka nas kolejne posiedzenie polskiej Rady Polityki Pieniężnej. Na październikowym posiedzeniu podniosła ona podstawową stopę procentową z 0,1 do 0,5 proc. Także teraz istnieje wysokie prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki o 0,25 p.p. Wynika to z dalszego wzrostu inflacji w Polsce, która w październiku przekroczy prawdopodobnie poziom 6 proc.
Cena ropy brent oscyluje w okolicach 100 USD za baryłkę. Od początku marca jej notowania podlegają bardzo dużym wahaniom – w ciągu pierwszych 8 dni wzrosła o 40%, osiągając w szczytowym momencie 140 USD, aby w kolejnych w pełni skorygować ruch wzrostowy
Mamy do czynienia z nietypową sytuacją, odwrotną do tej z początków pandemii, a więc w okolicach marca 2020 r. Wtedy wahania cen ropy mieliśmy gigantyczne, a ropa potaniała ze względu na załamanie popytu.
– Teraz mamy sytuację odwrotną, ponieważ nastąpiło znaczne ograniczenie podaży – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets. – Po nałożeniu sankcji na Rosję poszukiwanie szans na wzrost wydobycia może dotyczyć Iranu i Wenezueli. Pozostaje jeszcze także OPEC.
W przypadku Iranu wzrost podaży byłby wynikiem podpisania porozumienia USA-Iran, dotyczącego umowy antynuklearnej. Natomiast embargo na wenezuelską ropę, nałożone przez Stany Zjednoczone, może być zdjęte nawet przed końcem marca. Z kolei kraje OPEC utrzymują swoją decyzję sprzed kilku miesięcy o zwiększaniu wydobycia (o 400 tys. baryłek dziennie), jednak nie decydują się na większe podwyższenie dynamiki podaży.
Pojawiła się daleko idąca prognoza JP Morgan, że ceny ropy mogą w tym roku wzrosnąć aż do 180-200 USD.
– Przed dziesięciu laty JP Morgan też oceniał, że jej cena osiągnie poziom 200 USD, a stało się inaczej i ropa zaczęła tanieć – komentuje ekspert CMC Markets. – I oby powtórzył się ten scenariusz. Jednak nie wykluczam też scenariusza, że cena ropy będzie podążać „na północ”, czyli w kierunku 180 USD za baryłkę.
Z powodu wzrostu cen ropy na rynkach światowych efekty wprowadzenia rządowej tarczy antyinflacyjnej były krótkotrwałe, ceny spadły na kilka dni.
– Widziałem już stację paliw z ceną powyżej 8 zł za olej napędowy, benzyna była nieco tańsza – dodaje M.Leściorz. – Ropa jest droga, dolar jest drogi, a złoty jest bardzo słaby, mamy więc kombinację czynników skrajnie niekorzystnych dla cen paliw. Szansą na poprawę nastrojów konsumentów przy dystrybutorach byłoby umocnienie się polskiej waluty, do czego w pierwszej kolejności niezbędna jest poprawa sentymentu globalnego.
Dziś rano PKP ogłosiło potężną awarię kilku lokalnych centrów sterowania, i choć w oficjalnym komunikacie kolei nie ma informacji o ataku hakerskim, to niepokoić może pilne zwołanie zespołu ds. incydentów krytycznych przez ministra Janusza Cieszyńskiego. Ledwie dwa dni wcześniej Polski rząd podjął decyzję o przedłużeniu obowiązującego stopnia alarmu CRP na poziomie CHARLIE do końca miesiąca i w wprowadzeniu alarmu terrorystycznego BRAVO na terenie województw podkarpackiego i lubelskiego. Tymczasem, jak wynika z danych Check Point Research, polskie organizacje atakowane są już blisko 1000 razy w tygodniu.
Wprowadzenie alarmu CHARLIE-CRP było wyraźnym sygnałem, że prawdopodobieństwo ataków na polskie systemy i instytucje państwowe jest wysokie i nadal może rosnąć. Z danych Check Point Research wynika, że w zeszłym tygodniu dochodziło średnio do 943 prób ataków na polską organizację.
Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point Software w Polsce
– Początkowoporanny incydent, wskazywał na atak cyberprzestępców, choć nadal trwają wyjaśnienia i analizy. W związku z wojną rosyjsko-ukraińską oraz masową migracją Ukraińców do Polski, transport wydaje się bowiem strategicznym celem dla zaangażowanych w konflikt hakerów, którzy destabilizując go wpływają przede wszystkim na nastroje społeczne. Nie wykluczam, że w najbliższej przyszłości będzie można się spodziewać kolejnych incydentów bezpieczeństwa. Szczególnie narażone na ataki są sektory wojskowe, rządowo-administracyjne i finansowe, które jeż od dłuższego czasu są w Polsce najczęściej obieranymi przez hakerówcelami. Zagrożona może być również infrastruktura krytyczna – mówi Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający firmy Check Point Software Technologies w Polsce.
Pod koniec lutego Komisja Nadzoru Finansowego ostrzegała instytucje finansowe przed potencjalnymi atakami, w związku z rozwijającym się konfliktem rosyjsko-ukraińskim. Analizy Check Point Research potwierdzają wysokie i nadal rosnące zagrożenie dla sektora bankowo-finansowego – w lutym średnia liczba ataków w tym sektorze sięgała 987 na organizację w tygodniu. W połowie marca liczba ta wzrosła do przeszło 1060. Sektor rządowo-wojskowy doświadczył w ostatnim czasie 813 ataków, natomiast sektor użyteczności publicznej około 750 ataków na organizację w tygodniu.
W przedstawionym sprawozdaniu finansowym za 2021 rok Grupa Kapitałowa Platige Image poinformowała, że zrealizowała łączne przychody ze sprzedaży w wysokości ponad 106 mln 455 tys zł. W porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego przychody te wzrosły o 15,3 mln zł, tj. o 17 %. Oznacza to przekroczenie historycznej bariery 100 mln zł. Również pozostałe wskaźniki finansowe, w tym zysk operacyjny oraz zysk netto ukształtowały się na najwyższych historycznie poziomach.
W 2021 r. Grupa Platige Image osiągnęła 6,6 mln zł zysku ze sprzedaży, podczas gdy w 2020 r. Grupa odnotowała zysk ze sprzedaży w wysokości 2,6 mln zł co oznacza wzrost o 153%. EBITDA Grupy za 2021 r. wyniosła 12,4 mln zł i była wyższa od EBITDA za 2020 rok o 3,5 mln zł.
W 2021 r. Grupa odnotował zysk netto w wysokości 6,9 mln w porównaniu z zyskiem na poziomie 2,9 mln zł w 2020 r., a zysk netto skorygowany o jednorazowe rezerwy i odpisy, na które składają się m.in. niegotówkowe koszty programu motywacyjnego wyniósł 8,0 mln zł, w porównaniu z 1,4 mln zł skorygowanego zysku w roku 2020 (wzrost o 464%).
W lutym ubiegłego roku Grupa Kapitałowa Platige Image ogłosiła nową Strategię Rozwoju na najbliższe 5 lat. Zakłada ona ewolucję modelu biznesowego spółki do modelu hybrydowego, łączącego działalność serwisową z rozwojem produktów własnych w dwóch obszarach – gier komputerowych oraz filmów i seriali. Efektem tych decyzji było rozpoczęcie produkcji dwóch gier w ramach powołanych z partnerami Grupy Kapitałowej spółek Image Games SA oraz PJ Games sp. z o.o. Platige Image w III kwartale 2021 roku ogłosiło podjęcie decyzji o budowie nowego studia w technologii MoCap, które w przyszłości pozwoli na efektywniejszą pracę nad produkcjami, a także świadczenie nowych usług dla sektora game dev.
„W tym roku planujemy rozpoczęcie kolejnych projektów gamingowych w ramach Grupy Platige. Przygotowujemy także portfel projektów filmowych i serialowych”– powiedział Karol Żbikowski Prezes Zarządu Platige Image.
Rok 2021 dla Grupy Kapitałowej był czasem pokonywania barier i wdrażania nowych rozwiązań. Dział Animacji realizował największy w historii Platige kontrakt na produkcję cinematików dla Activision Publishing Inc do kultowego tytułu gier z serii Call of Duty. Spółka zmierzyła się także z wieloma wyzwaniami, związanymi m.in. z globalizacją rynku pracy w branży. Odpowiedzią na zaistniałą sytuację był dalszy rozwój sprzedaży na rynkach zagranicznych m.in. w USA, gdzie Grupa Kapitałowa Platige Image utworzyła nową spółkę – Platige US LLC. Świetne wyniki uzyskane w 2021 roku to również efekt rekordowej sprzedaży, przy jednoczesnej kontroli realizowanych marż na poszczególnych projektach.
„Przekroczenie historycznie najwyższych przychodów ze sprzedaży Grupy, czyli bariery ponad 100 milionów złotych oraz rekordowe wyniki finansowe, to efekt intensywnych działań sprzedażowych poszczególnych działów oraz przygotowania zespołów produkcyjnych i wsparcia do obsłużenia większej skali produkcji. Zeszły rok był dla Grupy Kapitałowej rekordowy, równocześnie liczmy, że najbliższe kilkanaście miesięcy, które wiąże się z obchodami 25-lecia studia Platige Image będzie czasem jeszcze bardziej intensywnego rozwoju naszej działalności.” – powiedział Karol Żbikowski Prezes Zarządu Platige Image.
Mimo sytuacji pandemicznej i niskiej aktywności najemców w I poł. 2021 r., popyt na biura w Łodzi w skali całego roku utrzymał się na poziomie przekraczającym 51,5 tys. mkw. Według danych Colliers, wiodącej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych, blisko 70% transakcji na łódzkim rynku najmu stanowiły renegocjacje.
– Dominująca część klientów postanowiła przedłużyć umowy najmu i pozostać w dotychczasowych lokalizacjach. W dobie dynamicznych zmian w otoczeniu finansowym, firmy decydowały się na ustabilizowanie swojej sytuacji związanej z lokalizacją – mówi Marcin Włodarczyk, Dyrektor Regionalny łódzkiego biura Colliers.
Największymi transakcjami odnotowanymi w 2021 r. na łódzkim rynku biurowym były poufna umowa najmu w budynku Green Horizon na blisko 24 tys. mkw., ChilliSpaces – operatora biur serwisowanych na 3,5 tys. mkw. w React oraz ZF Automotive Systems na ponad 2,5 tys. mkw. w budynku Symetris, w której najemcy doradzał Colliers.
Wyhamowanie trendu na podnajmy
O ile I poł. 2021 r. upłynęła pod znakiem sukcesywnie zwiększającej się liczby ofert podnajmu powierzchni biurowej, o tyle w II poł. roku trend ten nieco wyhamował. Część najemców wraz z podejmowaniem decyzji o powrocie do biur wycofała się z podnajmowania swoich powierzchni.
– Podnajem okazywał się często sporym wyzwaniem, z jednej strony ze względu na niski popyt na tego typu powierzchnie, z drugiej – na konieczność dostosowania jej do potrzeb nowych najemców. Koszty przebudowy były częstokroć niewspółmierne do potencjalnych korzyści. Każda firma ma swoją unikalną specyfikę i rzadko kiedy biuro jednej organizacji odpowiada innej w 100% – mówi Marcin Włodarczyk.
Duże zróżnicowanie w powrotach do biur
Widoczna jest korelacja pomiędzy falami zachorowań a obecnością pracowników w biurach. Wraz ze wzrostem liczby zakażonych więcej osób przechodzi na pracę zdalną. Frekwencja nie wróciła do poziomu sprzed marca 2020 r.
– Widoczna jest zależność między wielkością firmy a odsetkiem ludzi w biurach. W dużych firmach obserwujemy najniższą frekwencję, w małych natomiast często już 100% załogi wróciło z pracy zdalnej. Zauważalne są również różnice pomiędzy krajami, z których pochodzą firmy. Inną politykę dotyczącą modelu pracy mają niektóre firmy amerykańskie, a inną skandynawskie czy polskie – mówi Marcin Włodarczyk.
Inwestorzy doceniają Łódź
Home office z pewnością wpłynął na wielkość i wolumen transakcji rynkowych, przez co statystyki rynku biurowego nie biły kolejnych rekordów, jak to było w poprzednich latach. Należy jednak podkreślić bardzo dużą liczbę nowych firm, które ulokowały swój biznes w Łodzi. Zagraniczni inwestorzy doceniają dobrą jakość i nowoczesność oferty biurowej miasta, a także szybkie dojrzewanie i stabilizowanie się tutejszego rynku. Również utrzymujący się trend na nearshoring nie pozostaje bez wpływu na zainteresowanie inwestorów miastem.
– Firmy z całego świata optymalizują łańcuchy dostaw usług, w szczególności dotyczy to firm IT. Beneficjentem tego zjawiska jest wiele polskich miast, wśród których Łódź jest jedną z najlepszych lokalizacji inwestycyjnych. Dowodem na to jest wyraźnie wzmożona liczba nowych inwestorów w mieście. Ogromną rolę w sukcesach Łodzi w przyciąganiu nowych inwestorów w 2021 r. odegrała aktywność Urzędu Miasta Łodzi – zarówno Biura Rozwoju Gospodarczego i Współpracy Międzynarodowej, jak i władz miasta – mówi Marcin Włodarczyk. Łódzka komórka obsługi inwestorów jest jedną z najprężniej działających tego typu jednostek w kraju.
Nowe firmy w pierwszej kolejności postawiły na przestrzenie elastyczne, gdzie rozpoczynają budowę swoich struktur lokalnych.
– Część z nich na długo może pozostać przy tym modelu pracy, inni zdecydują się na najem tradycyjnych biur. Ten trend już jest zauważalny, możemy spodziewać się więc, że może on przybierać na sile, co w przyszłości przełoży się na zwiększenie popytu na powierzchnię biurową. Nie możemy mieć jednak pewności co do tego, jak konflikt zbrojny w Ukrainie wpłynie na najbliższe miesiące na rynku nieruchomości i decyzje inwestorów – mówi Marcin Włodarczyk.
Nowa podaż z opóźnieniem
Choć w ubiegłym roku do użytku oddano raptem 3,6 tys. mkw. biur, 2022 r. pod względem nowej podaży może być znacznie lepszy.
– Boom na rynku budowlanym i ograniczona dostępność materiałów wpłynęła na spowolnienie oddania niektórych projektów, które planowo miały być ukończone w zeszłym roku. Należą do nich m.in. kolejne etapy kompleksów Monopolis (blisko 8,5 tys. mkw.) i REACT (15 tys. mkw.). Zostaną one oddane do użytku w 2022 r. W II kw. bieżącego roku zakończyć ma się również budowa biurowej części kompleksu Fuzja, która dostarczy na rynek blisko 22 tys. mkw. – mówi Andrzej Szczepanik, Senior Associate w łódzkim biurze Colliers i dodaje: – Niski poziom nowej podaży przyczynił się do spadku wskaźnika pustostanów na koniec 2021 r. w porównaniu do 2020 r., z 16,4% na 15,8%.
Flota samochodów całkowicie elektrycznych w Polsce, pomimo trudnej sytuacji na polskim i europejskim rynku motoryzacyjnym, w ciągu trzech kolejnych lat powiększy się ponad 14-krotnie, z 20 tys. do 290 tys. Udział pojazdów zeroemisyjnych w sprzedaży wszystkich nowych pojazdów osobowych może przekroczyć 10% już w 2024 r. – wynika z najnowszej edycji raportu „Polish EV Outlook”, opracowanego przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA).
„Polish EV Outlook 2022” na prawie 240 stronach przedstawia aktualny stan oraz prognozy rozwoju polskiego rynku zero- i niskoemisyjnego transportu. Raport zawiera niedostępny w żadnym innym źródle zbiór wiedzy na temat elektromobilności w wymiarze zarówno ogólnokrajowym jak i lokalnym, w miastach i powiatach. Według danych IBRM Samar, będącego partnerem merytorycznym raportu w obszarze pojazdów, na koniec 2021 r. skumulowana liczba rejestracji samochodów z napędem elektrycznym w Polsce wynosiła 40 307 szt. osobowych i dostawczych BEV oraz PHEV. Od 2020 r. flota takich pojazdów powiększyła się dwukrotnie. Na koniec ubiegłego roku liczba pojazdów całkowicie elektrycznych (BEV) wynosiła 19 326 szt. (48% parku EV), zaś hybryd typu plug-in – 20 981 585 szt. (52% parku EV). W 2021 r. w Polsce zarejestrowano 16 955 nowych samochodów z napędem elektrycznym (czyli o 104% więcej niż w 2020 r.), jak również 3184 pojazdów tego typu pochodzących z importu (+91% r/r).
EV w polskich miastach
Z „Polish EV Outlook 2022” wynika, że najwięcej samochodów z napędem elektrycznym – niemal 23% całej polskiej floty – zarejestrowano w Warszawie. W 2021 r. stolica odpowiadała za ponad 21% sprzedaży BEV i PHEV w Polsce. Ok. 28% polskiego parku EV zarejestrowano w miastach liczących od 300 tys. do 1 mln mieszkańców – Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku, Szczecinie, Bydgoszczy i Lublinie. W mniejszych ośrodkach miejskich, o liczbie mieszkańców od 150 tys. do 300 tys., zarejestrowano 12,6% łącznej liczby samochodów z napędem elektrycznym w Polsce. Ich udział w ostatnich miesiącach nieznacznie wzrósł. Trend wzrostowy odnotowano również w miastach, których liczba mieszkańców wynosi od 50 do 150 tys. osób – jeździ w nich 12,7% wszystkich EV.
– Samochody z napędem elektrycznym zarejestrowano już w każdym polskim powiecie, jednak aż w ponad 3/4 z nich liczba EV nie przekracza 50. Najwięcej samochodów z napędem elektrycznym na 1 tys. mieszkańców jest w dalszym ciągu zarejestrowana w Warszawie (5,17). W ciągu pół roku stolica zanotowała pod tym względem wzrost o ponad 1/3. Kolejne miejsca w tej kategorii zajmują Poznań, Katowice, Kraków oraz Kalisz, który w pierwszej piątce zastąpił Wrocław. W rankingu województw, największa flota BEV i PHEV została zarejestrowana w mazowieckim, które odpowiada za ok. 1/3 całego parku samochodów z napędem elektrycznym w Polsce. Na przeciwległym biegunie znajdują się województwa świętokrzyskie, opolskie i warmińsko-mazurskie, których łączny udział wynosi ok. 3% – mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSPA.
Najchętniej kupowane modele
„Polish EV Outlook 2022” zawiera również zbiór szczegółowych informacji na temat oferty BEV i PHEV dostępnych na polskim rynku. Na podstawie raportu, Polacy mogą wybierać spośród 81 modeli samochodów całkowicie elektrycznych (55 osobowych i 12 dostawczych) oraz 114 hybryd typu plug-in (www.elektromobilni.pl/baza-pojazdow). Podane liczby stają się jeszcze wyższe przy uwzględnieniu wszystkich wariantów akumulatorowych oraz napędowych. W okresie do końca czerwca do końca grudnia 2021 r. w polskiej ofercie pojawiło się 13 nowych modeli BEV i 32 nowe modele PHEV. Pojazdy z napędem elektrycznym są już dostępne w praktycznie każdym segmencie rynku: od pojazdów miejskich i kompaktowych po samochody sportowe i dostawcze. Z raportu PSPA wynika, że najpopularniejszymi markami BEV pod względem łącznej liczby rejestracji są Nissan, BMW oraz Tesla (bez zmian względem poprzedniej edycji „Polish EV Outlook”). Z kolei w segmencie PHEV na podium uplasowały się BMW, Mercedes-Benz, a także Volvo.
– Wśród najchętniej kupowanych przez Polaków modeli BEV w 2021 r. znalazły się Tesla Model 3, KIA e-Niro oraz Nissan Leaf. Z kolei najpopularniejszymi hybrydami typu plug-in były zelektryfikowane wersje KIA Xceed, Toyoty RAV4 oraz Mercedesa GLC. Warto zaznaczyć, że w 2021 r. przedsiębiorcy utrzymali swoją zdecydowanie wiodącą pozycję wśród nabywców samochodów z napędem elektrycznym na polskim rynku.Nawet bez uwzględnienia osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą ich udział wyniósł 75%. Wśród firm najwięcej EV (prawie 35% całego wolumenu) zarejestrowali leasingodawcy – mówi Albert Kania, Senior New Mobility Manager PSPA.
Z „Polish EV Outlook 2022” wynika, że w latach 2014-2021 udział dostawczych oraz osobowych samochodów z napędem elektrycznym w sprzedaży nowych pojazdów w Polsce wzrósł z 0,04% do 3,67%. Park EV w tym czasie powiększył się prawie 115 razy. PSPA prognozuje kolejne rekordy rejestracji BEV i PHEV w najbliższych latach.
Prognoza rozwoju
Na potrzeby „Polish EV Outlook 2022” opracowano różne scenariusze rozwoju rynku samochodów elektrycznych, w wariantach zakładających kontynuację dopłat, jak również brak wsparcia ze strony państwa. Prognozy uwzględniają ponadto dziesiątki różnych czynników, takich jak wiodące trendy w sektorze motoryzacji, unijne, krajowe i lokalne regulacje prawne, rozwój technologii i postępujące zmiany w nawykach konsumentów, specyfikę rynku polskiego oraz analizę rynków wysokorozwiniętych. Z raportu PSPA wynika, że, niezależnie od danego scenariusza, sprzedaż samochodów elektrycznych w ciągu obecnej dekady z roku na rok będzie wzrastać, co gwarantuje polityka Unii Europejskiej jak i stymulowane przez nią inwestycje koncernów motoryzacyjnych.
– W scenariuszu realistycznym, zakładającym kontynuację subsydiów w postaci dotacji z NFOŚiGW z programu „Mój Elektryk”, polski park samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) w roku 2025 może liczyć ok. 290 tys. szt. Na rynek wciąż negatywnie oddziałuje niedobór półprzewodników oraz podwyżki cen surowców takich jak stal, aluminium, miedź, grafit czy nikiel. CFM sygnalizują również, że procedury udzielania dopłat dla leasingobiorców mogłyby przebiegać sprawniej. Niemniej w kolejnych latach polska elektromobilność będzie się rozwijać coraz bardziej dynamicznie. Już w 2024 r. udział BEV na rynku nowych pojazdów osobowych osiągnie poziom ponad 10%, czyli będzie wyższy niż średnia unijna w 2021 r. Oczywiście na sprzedaż samochodów elektrycznych może mieć wpływ ewentualna eskalacja wojny na Ukrainie. Docelowo spodziewać należy się jednak intensyfikacji działań na rzecz ograniczenia udziału importowanych paliw kopalnych w sektorze transportu – podsumowuje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.
Obok danych dotyczących rynku samochodów, „Polish EV Outlook 2022” zawiera również kompleksową analizę sieci infrastruktury ładowania w Polsce, jak również prognozy jej rozbudowy do 2040 r. W raporcie w szczegółowy sposób opisano także regulacje prawne kształtujące polski rynek elektromobilności. Treść „Polish EV Outlook” obejmuje również przygotowaną we współpracy z IGKM analizę floty autobusów elektrycznych w polskich miastach, jak również prognozę wzrostu zapotrzebowania energetycznego związanego z rozwojem elektromobilności w Polsce.
Samorząd Warszawy, wykorzystując tzw. in-house, chce przekazać samorządowej spółce bez przetargu odbiór odpadów z ponad 50 % rynku. Jest to działanie przeciwko interesowi mieszkańców oraz przeciwko lokalnym małym i średnim przedsiębiorcom, zaburza uczciwą konkurencję i może doprowadzić do podwyżek cen i obniżenia jakości tych usług. Wyeliminowanie z rynku licznych przedsiębiorców z sektora MŚP będzie groziło monopolem z tragicznymi skutkami dla mieszkańców, np. w przypadku strajku pracowników przedsiębiorstwa komunalnego.
Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, korzystając ze swoich uprawnień wystąpił do Minister Klimatu i Środowiska Pani Anny Moskwy oraz Ministra Rozwoju i Technologii Pana Piotra Nowaka – o podjęcie działań zmierzających do skutecznej ochrony praw przedsiębiorców w kontekście stosowania przez jednostki samorządu terytorialnego trybu in-house w sferze zamówień publicznych.
Rzecznik MŚP staje w obronie przedsiębiorców napotykających trudności w uzyskaniu zamówienia publicznego w dziedzinie obioru odpadów komunalnych na skutek częstego stosowania przez zamawiających trybów niekonkurencyjnych, w szczególności trybu udzielenia zamówienia z wolnej ręki podmiotowi zależnemu od zamawiającego, czyli tzw. in-house. Zamawiający mogą korzystać z tego trybu i realizować swoje zadania i cele w oparciu o in-house, gdy jest to uzasadnione obiektywnymi przesłankami.
Nasuwa się jednak pytanie, czy samorządy korzystając z in-house, w sytuacji, kiedy na rynku lokalnym istnieje wiele podmiotów gwarantujących należyte wykonanie zamówienia, działają w interesie publicznym. Usprawiedliwianie takiego zachowania argumentem, że samorząd posiada spółkę zajmującą się odbiorem odpadów i w związku z tym trzeba zapewnić tej spółce przychód bez względu na cenę, którą zaproponuje spółka, jest działaniem przeciwko interesom mieszkańców oraz przeciw lokalnym małym i średnim przedsiębiorcom, co z kolei może wpływać na ich realne wykluczenie na skutek zaburzenia uczciwej konkurencji. Niezwykle bulwersująca jest próba objęcia trybem bezprzetargowym większości rynku odpadów w Warszawie. Gdy to się uda, wielu mieszkańców stolicy będzie płacić za odbiór odpadów nierynkowe, zawyżone stawki. Wyeliminowanie z rynku licznych przedsiębiorców z sektora MŚP będzie groziło monopolem z tragicznymi skutkami dla mieszkańców, np. w przypadku strajku pracowników przedsiębiorstwa komunalnego.
Powyższy przykład ilustruje in-house, jako zjawisko mogące skutkować trwałym zachwianiem zasad uczciwej konkurencji na skutek działań jednostek samorządu terytorialnego, przejawiające się w pomijaniu trybów konkurencyjnych w zamówieniach publicznych lub powoływaniu odrębnych podmiotów zależnych, podczas gdy na danym obszarze lokalnym istnieje rozwinięty, konkurencyjny rynek usług w adekwatnej dziedzinie.
Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wskazuje, iż usuwanie barier w dostępie mikro-, małych i średnich przedsiębiorców do rynku zamówień publicznych powinno być jednym z głównych i rzeczywistych celów strategicznych polityki zakupowej sektora publicznego, natomiast nadużywanie trybu in-house’u przez zamawiających prowadzi do naruszeń podstawowych zasad prawa zamówień publicznych – zachowania uczciwej konkurencji oraz równego traktowania wykonawców.
Sondaż ogólnopolski przeprowadzony przez Great Place to Work® Polska na początku 2022 roku pokazuje, że ludziom pracującym w Polsce nadal pracuje się nie najlepiej.
51 proc. uczestników sondażu oceniło swoje firmy jako „świetne miejsca pracy”. To spadek oceny o 3 punkty procentowe w stosunku do sondażu przeprowadzonego w roku ubiegłym. Obecnie już prędzej można mówić o tym, że „szklanka jest do połowy pusta”. Na ogólną ocenę firmy – świetnej lub niekoniecznie świetnej – składa się wiele czynników. Uwagę zwraca stopniowy, ale systematyczny od 2018 roku spadek satysfakcji z poziomu wynagrodzeń wypłacanych pracownikom przedsiębiorstw w Polsce. Tylko 34 proc. pracowników wyraziło opinię, że otrzymują uczciwe wynagrodzenie za swoją pracę. W roku 2018 było to 39 proc., a więc wtedy było o 5 proc. więcej osób zadowolonych.
Widać, że rosnące niezadowolenie z wysokości wynagrodzeń jest zjawiskiem powszechnym i nie dotyczy tylko pracowników sfery budżetowej, o czym często informują nas media. Wpływ na obecną ocenę poziomu wynagrodzeń mogły mieć różne czynniki, w tym rosnąca inflacja oraz niejasności po wprowadzeniu Polskiego Ładu, wywołujące wiele niepokoju. Ponadto, dzięki swobodnemu przepływowi informacji, ludzie pracujący w Polsce mogą porównywać swoje zarobki do wynagrodzeń otrzymywanych przez osoby wykonujące pracę w innych krajach. A wtedy niektórzy mogą mieć poczucie niesprawiedliwości.
Na zastrzeżenia dotyczące wysokości wynagrodzeń wskazuje też nagłe zachwianie się oceny dotyczącej decyzji firm o sposobie dzielenia generowanych zysków. 45 proc. uczestników sondażu uznało, że firmy dzielą zyski uczciwie, pozwalając także pracownikom partycypować w firmowych sukcesach finansowych. Ale rok temu 51 proc. pracowników tak uważało, a więc spadek oceny w ciągu jednego tylko roku wyniósł 6 punktów procentowych.
Nie wszyscy pracownicy mogli też potwierdzić, że firmy zapewniają im bezpieczne warunki pracy. Wątpliwości co do tego zgłosiło aż 23 proc. pracowników. Aż, bo mowa o podstawowych, higienicznych warunkach pracy. W ubiegłym roku mniej, bo 19 proc. ankietowanych miało takie zastrzeżenia.
„Pracownicy firm w Polsce mogą z różnych powodów mieć opory przed wystawianiem pozytywnej, „świetnej” oceny swoim pracodawcom i chwaleniem się na zewnątrz tym, gdzie pracują. Nie chodzi tylko o podstawowe bezpieczeństwo, czy pieniądze. Więcej niż połowa ankietowanych (54 proc.) zgłosiła problemy z samopoczuciem emocjonalnym i psychicznym w pracy, a także problemy z godzeniem życia zawodowego z prywatnym.” – komentuje wyniki sondażu Maria Zakrzewski, Prezes Zarządu Great Place to Work® w Polsce.
W czasie pandemii zapewnienie bezpiecznych i komfortowych warunków pracy w aspekcie zarówno fizycznym, jak i psychologicznym, było szczególnie istotne i stanowiło spore wyzwanie. Nie zawsze firmom udawało się zapewniać swoim ludziom takie warunki pracy.
Sondaż został przeprowadzony w dniach 25 stycznia – 11 lutego 2022 r. na zlecenie Great Place to Work® Polska przez firmę Norstat metodą CAWI na reprezentatywnej próbie 1463 pracowników firm działających w Polsce.
PZU nabędzie 100 proc. akcji Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych Energia od PGE. W wyniku tego zakupu aktywa znajdujące się pod zarządzaniem spółek z Grupy PZU wzrosną o blisko miliard złotych. To kolejny krok w realizacji Strategii Grupy PZU na lata 2021-2024, która zakłada m.in. wzrost zarządzanych aktywów o prawie 82 proc. – do 60 mld zł. To również element realizacji Strategii Grupy PGE do 2030 r., która zakłada koncentrację na działalności podstawowej związanej z wytwarzaniem, dystrybucją i sprzedażą energii elektrycznej. Podpisanie umowy przedwstępnej pomiędzy PZU a PGE nastąpiło 17 marca 2022 r. Finalizacja transakcji planowana jest na połowę roku, po uzyskaniu zgód KNF i UOKiK.
Jestem przekonana, że połączenie wyjątkowych relacji z klientami i potencjału TFI Energia z wielkim doświadczeniem i skalą działalności Grupy PZU w obszarze inwestycji, zarządzania aktywami czy programów emerytalnych zapewni klientom obu podmiotów wysokie stopy zwrotu i dodatkowe korzyści – mówi dr hab. Beata Kozłowska-Chyła, prezes zarządu PZU.
PGE konsekwentnie dąży do koncentracji na działalności podstawowej Grupy, którymi są wytwarzanie, dystrybucja i sprzedaż energii elektrycznej. Sprzedaż akcji Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych Energia na rzecz PZU to kolejny krok na drodze do uporządkowania struktury Grupy PGE – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.
TFI Energia to towarzystwo funduszy inwestycyjnych, specjalizujące się w zarządzaniu programami PPE dla pracowników energetyki. Zarządzane przez nie aktywa po połowie stanowią środki klientów instytucjonalnych oraz środki zgromadzone w ramach Pracowniczych Programów Emerytalnych. Grupa PZU jest wieloletnim partnerem w zakresie prowadzenia PPE dla ponad 800 przedsiębiorstw w Polsce. Zaufało jej i powierzyło do zarządzania swoje pieniądze na przyszłe emerytury m.in. ponad 15 tys. pracowników zatrudnionych w wielu spółkach Grupy PGE. Jak zapowiada prezes PZU, dzięki wspólnemu know-how TFI Energia i Grupy PZU zostanie im zaoferowany szerszy wachlarz produktów emerytalnych na atrakcyjnych warunkach.
Rynek zarządzania aktywami jest jednym z tych, na których przewidujemy budowanie wartości i rozwój biznesu także w sposób nieorganiczny, w drodze akwizycji. Do każdej tego rodzaju transakcji podchodzimy indywidualnie, badając bardzo uważnie skład przejmowanego portfela, możliwe do uzyskania efekty synergii oraz przełożenie na wartość dodaną dla Grupy PZU. W przypadku TFI Energia ta analiza wypadła pozytywnie – wskazuje prezes PZU.
PGE Polska Grupa Energetyczna jest największym przedsiębiorstwem elektroenergetycznym i dostawcą energii elektrycznej oraz ciepła w Polsce. Grupa PGE gwarantuje bezpieczne i stabilne dostawy energii elektrycznej oraz ciepła do ponad 5 milionów klientów. Jednostki wytwórcze Grupy PGE wytwarzają blisko 40 proc. energii elektrycznej w Polsce. Z 10 proc. udziałem w rynku OZE w Polsce Grupa PGE jest największym krajowym producentem energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych.
Grupa PZU to największy konglomerat finansowy w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej, o aktywach sięgających blisko 400 mld zł. Tylko w Polsce ma ok. 22 mln klientów. Jest liderem rynku ubezpieczeniowego oraz znajduje się w ścisłej czołówce rynków usług bankowych, inwestycyjnych, opieki zdrowotnej. Marka PZU należy też do najlepiej rozpoznawalnych, znanych praktycznie każdemu Polakowi oraz najcenniejszych polskich marek.
Na całym świecie trwają liczne zbiórki pieniężne na rzecz Ukrainy i jej obywateli dotkniętych wojną. Sporym zainteresowaniem cieszą się datki przekazywane w kryptowalutach. Wg założyciela kijowskiej giełdy kryptowalutowej “Kina” ukraiński rząd zebrał już przeszło 26 mln dolarów w cyfrowych walutach. W ostatnich tygodniach zbiórki pieniężne trafiły również do Darknetu, pozwalającego na dokonanie w pełni anonimowych transakcji. I choć znajdziemy tam reklamy kierujące do oficjalnych zbiórek, to większość ogłoszeń jest sposobem na wyłudzenie pieniędzy – ostrzegają eksperci Check Point Research.
Badacze Check Point Research, którzy regularnie skanują i analizują aktywności w tzw. Darknecie, czyli części Internetu, która nie jest dostępna dla wyszukiwarek i wymaga dostępu ze specjalnej przeglądarki, zauważyli liczne reklamy ze zbiórkami pieniężnymi na rzecz Ukrainy. Wzbudziły one szczególne zainteresowanie, jako że na co dzień ukryta sieć – poza anonimową komunikacją – służy m.in. do czarnorynkowych transakcji – zakupu numerów kart kredytowych, narkotyków czy broni (zarówno palnej jak i cybernetycznej).
Niektóre z reklam czy ogłoszeń rzeczywiście wyglądają na wiarygodne i wskazują na znane witryny internetowe organizujące pomoc m.in. dla ukraińskiego wojska (np. defendukraine.org). Niestety, zdecydowaną większość można określić jako co najmniej wzbudzającą wątpliwości, jeśli nie fałszywą.
Jedno z odnalezionych ogłoszeń jest prośbą o darowiznę na rzecz Ukrainki o imieniu Marina. Wg opisu Marina i jej dzieci próbują uciec z Ukrainy i proszą o wsparcie finansowe, mające umożliwić im migracje. Dołączone jest również w zdjęcie kobiety z dziećmi. Po szybkim dochodzeniu analitycy Check Pointa odkrywają, że fotografia wydaje się pochodzić z artykułu opublikowanego w Deutsche Welle.
– W Check Point Research zawsze uważnie przyglądamy się Darknetowi. W zeszłym roku znaleźliśmy reklamy fałszywych usług związanych z koronawirusem. Teraz, wraz z nasileniem się konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, pojawiają się oszustwa związane z darowiznami. Reklamy te wykorzystują fałszywe nazwiska i osobiste historie, aby skłonić ludzi do przekazywania darowizn. W jednym przykładzie widzieliśmy kogoś, kto twierdzi, że nazywa się „Marina”, wyświetlając osobiste zdjęcie z dziećmi w ręku. Okazuje się, że fotografia pochodzi z niemieckiej gazety. – mówi Oded Vanunu, szef działu badań podatności produktów w firmie Check Point Software.
Chociaż do tej pory udało się zebrać na rzecz Ukrainy ponad 26 mln dolarów w kryptowalutach, a pewna część środków mogła zostać przesłana dzięki ogłoszeniom publikowanym w darknecie, to specjaliści nie mają złudzeń, że ukryta sieć nie jest najlepszym miejscem dla tego typu aktywności i ostrzegają przed działaniami oszustów.
– Pojawiają się również reklamy darowizn na pomoc Ukraińcom, z odnośnikami do legalnych zbiórek. W ten sposób w Darknet są mieszane legalne i fałszywe reklamy. Gorąco zachęcam każdego, kto chce przekazać darowiznę, do korzystania z zaufanych źródeł i mediów. CPR będzie monitorować Darknet przez całą trwającą wojnę i zgłaszać wszelkie podejrzane aktywności – dodaje ekspert Check Pointa.
Komentarz Sławomira Stępniewskiego, CEO dentsu Polska i CEE:
W dentsu jednoznacznie opowiadamy się za Ukrainą i globalną społecznością, która nawołuje do przywrócenia pokoju. Zdecydowanie potępiamy działania agresora i robimy wszystko by pomóc naszym kolegom i koleżankom z Ukrainy. Potępiamy wojnę i wszelkie akty przemocy.
W związku z tym dentsu international podjęło decyzję o wycofaniu się z Rosji.
W naszym oddziale w Moskwie pracowało 1500 pracowników, a w podległym im oddziale w Kijowie 500 osób. Aktualnie koncentrujemy się na zapewnieniu bezpieczeństwa i ciągłości wynagrodzeń zespołowi ukraińskiemu. Jednocześnie ich zdrowie i bezpieczeństwo jest naszym najwyższym priorytetem. Dotąd udało się nam również pomóc w ewakuacji i osiedleniu się w Polsce oraz innych krajach, wszystkich osób z ukraińskiego oddziału, które zdecydowały się opuścić swój kraj.
Współpracujemy też z naszymi klientami, którzy chcą wstrzymać swoją działalność w tym krytycznym czasie w celu wdrożenia odpowiednich działań. Aktywnie wspieramy wszelkie działania naszych pracowników, które odzwierciedlają wartości, które społeczność dentsu podziela i wyznaje oraz jako denstu angażujemy się w szereg działań pomocowych.
Wsparcie pomocowe dla Ukrainy jakie prowadzimy jako denstu:
Nasze zespoły dentsu na całym świecie, natychmiast podjęły działania, udzielając wielu form wsparcia naszym współpracownikom.
dentsu international przekazało łącznie 900 000 funtów darowizny na fundusz Czerwonego Krzyża w Ukrainie
Zapewniamy wsparcie humanitarne naszym współpracownikom w Ukrainie, zapewniamy relokację członków zespołu i ich rodzin z granic Ukrainy do Polski i innych krajów, zapewniamy mieszkania i wsparcie prawne, przygotowujemy miejsca pracy w ramach naszej sieci.
Ponadto nasz zespół w Polsce uruchomił 4U Hub, inicjatywę, w ramach której lokalne zespoły przekształcają części swojego biura w dedykowaną przestrzeń dla matek z dziećmi, miejsce do pracy i zabawy z dodatkowym wsparciem wolontariuszy w różnych obszarach.
Amerykańska rezerwa kontynuuje passę przejrzystej komunikacji z rynkiem. Tak jak zapowiadali, podnieśli stopy procentowe o 0,25%. Rynek niemal nie reagował.
Amerykanie podnoszą stopy
W USA nie było niespodzianek. Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe wzrosły o 0,25% i ich docelowy przedział to teraz 0,25-0,5%. Ten niestandardowy zapis wynika z tego, że Amerykanie posługują się przedziałem, gdzie chcą utrzymywać stawkę rynkową. Biorąc pod uwagę inflację na poziomie 7,9%, problemy ze wzrostem cen za oceanem są znacznie większe niż obecnie w Polsce. Rynek pomimo podwyżki stóp sprzedawał dolara. Wynikało to z faktu, że wzrost o 0,25% był już od dawna w cenach. Inwestorzy liczyli za to na coś więcej na konferencji prasowej po samej decyzji. Przeliczyli się, więc byliśmy świadkami powrotu na wyższe poziomy euro względem dolara.
Kiedy podwyżki w Europie?
Teoretycznie na razie planowane przez EBC są tylko ograniczenia skupu aktywów. Na podwyżki przyjdzie nam jeszcze poczekać. Widać na rynku jednak pierwsze oznaki przygotowywania się inwestorów pod te decyzje. Pewnym wskaźnikiem nadchodzących zmian jest rentowność 10-letnich obligacji skarbowych państw strefy euro. Oczekiwania wzrostu stóp procentowych powodują, że inwestorzy oczekują wyższych premii za przetrzymywanie tych papierów. Obligacje niemieckie, które w styczniu tego roku pierwszy raz od dawna zaczęły generować zyski, obecnie atakują już 0,4% rocznie. To najwięcej ile można na nich zarobić od 2018 roku.
Kryptowaluty podejrzanie stabilnie
Gdy pojawiły się informacje o odcinaniu Rosji od systemu SWIFT, od razu entuzjaści cyfrowych pieniędzy przewidywali gwałtowny wzrost popytu na bitcoina. Początkowo widzieliśmy jednak spadki, potem odbicie w górę i w szczycie byliśmy świadkami wzrostu z okolic 39 tysięcy dolarów do 45 tysięcy. Obecnie jednak cena regularnie wraca do wspomnianych 39 tysięcy dolarów. Mamy co prawda odbicie do 41 tysięcy obecnie, aczkolwiek nie widać tego gwałtownego wzrostu wartości. Długookresowo kryptowalutom mogą szkodzić również rosnące stopy procentowe. Bitcoin nie płaci odsetek, co przy odpowiednim wzroście stóp może zacząć być pewnym problemem.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
12:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,
13:30 – USA wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl
Nowy zakład produkcji akumulatorów w hrabstwie Bibb wspiera przygotowania Mercedes-Benz do przejścia na napędy całkowicie elektryczne
W fabryce akumulatorów Mercedes-Benz powstanie nawet 600 miejsc pracy
Nawiązanie nowego partnerstwa ze specjalistą od produkcji akumulatorów, firmą Envision AESC,
z myślą o otwarciu fabryki ogniw w USA
Ujawnienie wyglądu wnętrza nowego luksusowego SUV-a EQS; trwają przygotowania do zwiększenia produkcji w zakładzie w Tuscaloosa
Wysoce elastyczny i cyfrowy system produkcyjny umożliwia Mercedes-Benz budowę aut elektrycznych i konwencjonalnych na tej samej linii
Na kilka miesięcy przed rozpoczęciem produkcji całkowicie elektrycznych pojazdów Mercedes-EQ w Stanach Zjednoczonych, Mercedes-Benz otwiera w hrabstwie Bibb w stanie Alabama nową fabrykę akumulatorów. Najcenniejsza luksusowa marka motoryzacyjna na świecie przygotowuje się do przejścia na zasilanie w 100% elektryczne, uruchamiając produkcję aut na prąd na trzech kontynentach. Nowa amerykańska fabryka akumulatorów podkreśla rolę Stanów Zjednoczonych w globalnej sieci produkcyjnej Mercedes-Benz oraz status Alabamy jako centrum eksportu luksusowych SUV-ów – również w epoce elektromobilności.
Mercedes-Benz będzie produkować nowe SUV-y z rodziny EQS i EQE w swoich zakładach w Alabamie w ramach globalnego dążenia do wytwarzania pojazdów całkowicie elektrycznych w siedmiu lokalizacjach na trzech kontynentach. Akumulatory do nowego SUV-a EQS i SUV-a EQE będzie dostarczać najnowocześniejsza fabryka akumulatorów w hrabstwie Bibb.
Ola Källenius, Prezes Zarządu Mercedes-Benz Group AG: „Otwarcie nowej fabryki akumulatorów w Alabamie to kamień milowy na naszej drodze do przejścia na napędy całkowicie elektryczne. Realizując nasze kompleksowe podejście, obejmujące strategię lokalnego pozyskiwania i recyklingu ogniw, podkreślamy znaczenie Stanów Zjednoczonych, gdzie Mercedes-Benz od dziesięcioleci odnosi sukcesy. Z dumą tworzymy nowe, przyszłościowe miejsca pracy przy produkcji całkowicie elektrycznych SUV-ów w fabryce, która od 25 lat jest jednym z podstawowych ogniw naszej sieci produkcyjnej”.
Fabryka Mercedes-Benz w Tuscaloosa w stanie Alabama produkuje duże SUV-y spod znaku trójramiennej gwiazdy od 1997 r. Teraz zakłady „przestawiają się” na napęd elektryczny – dzięki uruchomieniu produkcji SUV-a z rodziny EQS. Przy okazji Mercedes-Benz po raz pierwszy prezentuje przestronne, progresywne i cyfrowe wnętrze tego nowego modelu przed jego oficjalną światową premierą, która odbędzie się 19 kwietnia br.
Mercedes-Benz wyprodukowany w Ameryce
Od lat 90. Mercedes-Benz zainwestował w Alabamie łącznie ponad 7 mld dolarów. Jedną siódmą tych środków przeznaczono na stworzenie fabryki akumulatorów, centrów logistycznych i modernizację linii montażowej na potrzeby produkcji pojazdów elektrycznych. Dziś Mercedes-Benz U.S. International (MBUSI) zatrudnia
ok. 4500 osób, a także zapewnia ok. 11 000 dodatkowych miejsc pracy u dostawców i usługodawców w regionie. Od 1997 r. fabrykę w Tuscaloosa opuściło już ok. 4 mln pojazdów, a w samym 2021 r. z tamtejszej linii produkcyjnej zjechało ok. 260 000 SUV-ów. Około dwie trzecie rocznej produkcji trafia na eksport, co czyni MBUSI jednym z największych eksporterów samochodów z USA.
Wysoce elastyczny system produkcji Mercedes-Benz umożliwia budowę różnych modeli i układów napędowych na jednej linii, dzięki czemu zakłady są w stanie dostosować się do zmieniających się preferencji klientów. Oprócz modeli GLE, GLE Coupé, GLS i Mercedes-Maybach GLS na taśmie produkcyjnej będą teraz powstawać dwa nowe samochody elektryczne, wyposażone w akumulatory z pobliskiej fabryki w hrabstwie Bibb.
„Globalna sieć produkcyjna Mercedes-Benz jest zrównoważona, wydajna i elastyczna. Teraz kluczowym elementem naszego planu wdrażania aut elektrycznych staje się nowa fabryka akumulatorów, z jej wysoko wykwalifikowaną i zmotywowaną kadrą. Amerykański zespół będzie odgrywał kluczową rolę w dalszym sukcesie Mercedes-Benz. Jesteśmy dumni, że nasze nowe elektryczne SUV-y na światowe rynki będą produkowane właśnie tutaj, w Alabamie” – powiedział Jörg Burzer, członek zarządu Mercedes-Benz Group AG odpowiedzialny za zarządzanie produkcją i łańcuchem dostaw.
W ceremonii otwarcia fabryki akumulatorów w hrabstwie Bibb wzięli udział Kay Ivey, gubernator stanu Alabama, oraz inni wysokiej rangi goście z regionu i z zagranicy. „25 lat temu, wraz z uruchomieniem produkcji przełomowej Klasy M, Mercedes-Benz pomógł naszemu stanowi awansować do czołówki przemysłu motoryzacyjnego” – powiedział gubernator Kay Ivey. „Dzisiaj, dzięki uruchomieniu nowej fabryki akumulatorów, Alabama pomaga Mercedesowi przyspieszyć produkcję wiodących w branży samochodów elektrycznych.
Z dumą nazywamy Mercedesa partnerem i cieszymy się na myśl o przyszłości, którą tu wspólnie budujemy”.
Hrabstwo Bibb na mapie globalnej sieci produkcji akumulatorów
Produkcja wysokowydajnych akumulatorów litowo-jonowych do SUV-ów z rodziny EQS i EQE jest od początku neutralna pod względem emisji CO2. Kompletne baterie są montowane na linii produkcyjnej o długości około 300 metrów, z ponad 70 stanowiskami roboczymi. W ramach w pełni cyfrowego procesu produkcyjnego łączy się tu różne komponenty, w tym do 12 modułów ogniw oraz tzw. przedział EE służący do inteligentnej integracji energoelektroniki. Fabryka pozwoli stworzyć nawet 600 nowych miejsc pracy.
System akumulatorów montowany w 7-osobowym SUV-ie EQS wykorzystuje modułową konstrukcję stosowaną już w modelach EQS i EQE. Na zaawansowaną chemię ogniw składają się nikiel, kobalt i mangan w stosunku 8:1:1. Redukcja zawartości kobaltu do około 10% to kolejny czynnik, który – obok neutralnej w zakresie emisji CO2 produkcji baterii – zwiększa potencjał zrównoważonego rozwoju.
Dzięki nowej fabryce hrabstwo Bibb dołącza do globalnej sieci produkcji akumulatorów Mercedes-Benz, która obejmuje zakłady na trzech kontynentach, w tym w Kamenz i Stuttgarcie w Niemczech, Pekinie w Chinach, Bangkoku w Tajlandii oraz Jaworze w Polsce. Poszczególne fabryki zaopatrują lokalną produkcję samochodów, a w razie potrzeby są gotowe na eksport baterii. W rozwój globalnej sieci produkcji akumulatorów Mercedes-Benz inwestuje ponad 1 mld euro.
Dla pracowników zakładu opracowano nowe koncepcje bezpieczeństwa oraz formuły szkoleń. Szczególną wagę Mercedes-Benz przywiązuje do szkoleń z zakresu bezpieczeństwa pracy. Na przykład każdy członek zespołu, który ma wstęp do fabryki akumulatorów, musi ukończyć kompleksowe szkolenie dotyczące bezpieczeństwa przy obcowaniu z wysokimi napięciami. Mercedes-Benz poświęca na te szkolenia wiele czasu i wysiłku, są one też regularnie powtarzane.
Nowe silne partnerstwo w zakresie produkcji akumulatorów pozwala na uruchomienie produkcji SUV-ów Mercedes-EQ w Tuscaloosie
Do końca dekady Mercedes-Benz będzie gotowy do przejścia na napędy w pełni elektryczne wszędzie tam, gdzie pozwolą na to warunki rynkowe. Aby osiągnąć ten cel, producent wspólnie ze swoimi partnerami planuje zbudować w tym czasie na całym świecie 8 fabryk ogniw o łącznej zdolności produkcyjnej 200 gigawatogodzin. Plany zakładają poszerzanie współpracy z wiodącymi firmami zajmującymi się technologią akumulatorów.
W lokalizacji ważnych dostawców pomaga firma Envision AESC – jedno z wiodących na świecie przedsiębiorstw zajmujących się technologią akumulatorów. Envision AESC będzie zaopatrywać fabrykę baterii Mercedes-Benz w hrabstwie Bibb w wysokowydajne moduły akumulatorowe z nowego zakładu w USA; ich dostawy rozpoczną się w połowie bieżącej dekady.
„Aby być wiodącą marką luksusową również w całkowicie elektrycznej przyszłości, Mercedes-Benz przyspiesza wprowadzanie swoich modeli EQ. W tym roku nasze światowe portfolio będzie obejmować 9 w pełni elektrycznych modeli Mercedes-EQ, a w przygotowaniu są już kolejne ekscytujące nowości. Stworzenie silnej sieci partnerów w dziedzinie ogniw akumulatorowych zgodnie z naszą globalną strategią produkcyjną to bardzo ważny kamień milowy na naszej drodze do neutralności pod względem emisji CO2” – powiedział Markus Schaefer, członek zarządu Mercedes-Benz Group AG, szef ds. technicznych odpowiedzialny za rozwój i zaopatrzenie.
„W nadchodzących latach Envision AESC będzie naszym głównym dostawcą, zapewniając nam moce produkcyjne dla kolejnych generacji naszych modeli Mercedes-EQ produkowanych w USA. Nasze partnerstwo z Envision AESC – dzięki ich zeroemisyjnym rozwiązaniom i technologii akumulatorów – podkreśla holistyczne podejście Mercedesa do zrównoważenia łańcucha wartości, pozwala nam zabezpieczyć dostawy, wykorzystać efekt skali i zapewnić naszym klientom doskonałą technologię”.
MO360: cyfrowa i elastyczna produkcja
Mercedes-Benz jest przygotowany do uruchomienia i zintegrowania wytwarzania modeli Mercedes-EQ z seryjną produkcją w swoich istniejących fabrykach – to zasługa elastyczności i wszechstronnej cyfryzacji, jakie zapewnia ekosystem produkcyjny MO360. Przykład: tzw. małżeństwo, czyli połączenie nadwozia samochodu z układem napędowym. Na tzw. w pełni elastyczne małżeństwo składa się kilku modułowych stacji, które umożliwiają łączenie różnych wariantów zespołu napędowego i odpowiadających im nadwozi na wspólnej linii montażowej.
Dzięki kompleksowej cyfryzacji z wykorzystaniem MO360 znacząco wzrosła wydajność produkcji. Połączony w sieć ekosystem produkcyjny sprawia, że usprawnienia procesów i jakości można monitorować oraz wdrażać we wszystkich fabrykach osobowych Mercedesów na świecie.
To nie wszystko: MO360 w czasie rzeczywistym dostarcza każdemu pracownikowi odpowiednie informacje i instrukcje, zapewniając członkom zespołu najlepsze możliwe wsparcie w ich codziennych obowiązkach. Odpowiednie kwalifikacje są szczególnie ważne przy pracach z wysokonapięciową technologią.
„Nasz zespół w Tuscaloosa odgrywa ważną rolę w globalnym sukcesie Mercedes-Benz. Jesteśmy dumni, że są tu budowane nie tylko nowe, całkowicie elektryczne SUV-y EQS i EQE przeznaczone na rynki całego świata, ale także ich wysokowydajne akumulatory” – powiedział Michael Goebel, szef produkcji w Ameryce Północnej oraz prezes i dyrektor generalny Mercedes-Benz US International.
Nowy EQS SUV
Nowy SUV z rodziny EQS będzie świętować swoją globalną premierę 19 kwietnia 2022 r. To pierwszy całkowicie elektryczny luksusowy SUV i trzeci model bazujący na specjalnej architekturze Mercedes-Benz dla pojazdów zasilanych prądem. Model na nowo zdefiniuje cały segment wysokiej klasy SUV-ów. Jego wnętrze łączy progresywny design, wyrafinowanie i komfort, które klienci zdążyli docenić już w limuzynie EQS, z przestrzenią oraz wszechstronnością popularnej koncepcji dużego SUV-a. Okazały wygląd i styl nowego modelu łączą cyfrowy luksus z innowacyjnymi elementami wykończenia, podczas gdy wykorzystanie architektury pojazdu stricte elektrycznego pozwoliło wygospodarować w kabinie wyjątkową przestrzeń. W połączeniu z elektrycznie regulowanym drugim rzędem siedzeń oraz opcjonalnymi fotelami w trzecim rzędzie zapewnia to poziom elastyczności dopasowany do pełnego spektrum potrzeb klientów ceniących luksus i wysmakowany styl.
Design wnętrza nowego SUV-a realizuje spójną wizję cyfryzacji, którą w najbardziej imponującej formie wyraża opcjonalny MBUX Hyperscreen, wprowadzony po raz pierwszy w limuzynie EQS. Ten zakrzywiony wyświetlacz o przekątnej 56 cali obejmuje niemal całą szerokość kokpitu – zestaw wskaźników, system informacyjno-rozrywkowy oraz wyświetlacz dla pasażera. Całość doskonale komponuje się z charakterystycznymi otworami wentylacyjnymi oraz pozornie swobodnie „unoszącą się” konsolą środkową.
Zrównoważony rozwój
Kompleksowy zrównoważony rozwój stanowił główne kryterium planowania nowej fabryki – począwszy od energooszczędnego projektu samego budynku. Na przykład do podgrzewania wody służy tu energia słoneczna, a cenne zasoby naturalne pomaga chronić wychwytywanie i wykorzystywanie wody deszczowej. Dalsze zrównoważone działania obejmują inteligentne, szczególnie wydajne sterowanie oświetleniem LED
i wentylacją w sekcjach montażu akumulatorów. Uzupełniają je systemy klimatyzacji wykorzystujące przyjazne dla środowiska czynniki chłodnicze oraz nowoczesne, energooszczędne procesy. Wózki widłowe nie są zasilane olejem napędowym, lecz wodorem.
Zgodnie ze strategią Mercedes-Benz, polegającą na zwiększeniu produkcji energii odnawialnej w swoich zakładach, całe zapotrzebowanie na prąd w fabryce w hrabstwie Bibb będzie od 2024 r. zaspokajane przez odnawialne źródła energii – gdy tylko zatwierdzone zostaną planowane projekty fotowoltaiczne.
Mercedes-Benz konsekwentnie koncentruje się zarówno na gospodarce o zamkniętym obiegu i utrzymaniu wartości, jak i na recyklingu. Z myślą o przyszłym odzysku systemów akumulatorów litowo-jonowych z pojazdów Mercedes-EQ producent rozszerza swoją globalną strategię w zakresie recyklingu akumulatorów i rozpoczyna w Niemczech budowę własnego zakładu recyklingu baterii. Będzie on bazować na hydrometalurgii. Równocześnie firma planuje „domknąć” obieg materiałów nadających się do recyklingu w Chinach i USA, gdzie współpracuje w tym celu z partnerami wyspecjalizowanymi w zaawansowanym technicznie recyklingu akumulatorów.
Ponadto Mercedes-Benz wspiera program Working Woodlands w północno-wschodniej Alabamie. W tym celu producent nawiązał 5-letnie, opiewające na kwotę ponad 600 000 dolarów partnerstwo z The Nature Conservancy. Working Woodlands angażuje się w przywracanie potencjału i promowanie zrównoważonego leśnictwa, w tym w ochronę dzikiej przyrody. Ten długoterminowy projekt również przyczynia się do realizacji zrównoważonej strategii biznesowej Mercedes-Benz „Ambition 2039”, która zakłada, że do 2039 r. flota pojazdów producenta będzie neutralna pod względem emisji CO2.
W Polsce pierwsza wśród 100 najbardziej widocznych witryn marketingowych w Google według rankingu Senuto. W Europie jedna z najdynamiczniej rozwijających się platform do dystrybucji i promocji treści. W 2019 polski startup WhitePress® zapowiadał wejście na zagraniczne rynki, ale chyba nikt nie spodziewał się, że w tak krótkim czasie z sukcesem zbuduje swoją pozycję na 21 z nich. Spółka w 2021 roku odnotowała sprzedaż na poziomie blisko 54 milionów zł, co stanowiło wzrost o ponad 70 proc. względem poprzedniego roku. Sprzedaż za granicą wzrosła niemal 5-krotnie. W 2021 przejęty w całości przez globalną spółkę AdTech, RTB House, zapowiada dalsze umacnianie w Europie, ale też start w krajach azjatyckich i obu Amerykach. Na jakich rynkach polskie i zagraniczne firmy mogą prowadzić działania marketingowe za pomocą platformy?
Era WhitePress® International rozpoczęła się tak naprawdę już pod koniec 2018 roku, kiedy spółka oddała do użytku platformę w wersji 2.0. Jakie funkcjonalności zyskała w nowej odsłonie? Przede wszystkim możliwość przeprowadzania transakcji w wielu językach, walutach i pomiędzy firmami z różnych krajów. W tym czasie rozpoczęła się również dokładna analiza zagranicznych rynków pod kątem branży marketingowej i tworzenie dedykowanego zespołu, na którego czele stanął Tomasz Domański.
– WhitePress® w Polsce regularnie odnotowywał wzrosty obrotów na poziomie kilkudziesięciu procent. Dlatego też decyzja o rozszerzeniu działalności spółki o nowe rynki była w tamtym czasie naturalną konsekwencją. Dodatkowo widzieliśmy, że polskie przedsiębiorstwa coraz śmielej wychodzą poza granice kraju i pojawiła się potrzeba wsparcia ich działań na rynku europejskim. Oczywiście przygotowanie się do tych działań wymagało od nas wiele czasu i przeprowadzenia gruntownych analiz rynków, na które chcieliśmy wejść w pierwszej kolejności. Na tej podstawie wybraliśmy 4 kierunki: Czechy, Słowację, Węgry i Rumunię. To tutaj otworzyliśmy lokalne spółki – córki, powstały pierwsze zagraniczne zespoły i rozpoczęliśmy budowanie naszej międzynarodowej obecności – mówi Paweł Strykowski, CEO WhitePress®.
Istotnym z punktu widzenia rozwoju działań na zagranicznych rynkach było także umożliwienie polskim reklamodawcom poruszanie się po wymienionych krajach za pomocą swojego konta, bez zagłębiania się w kwestie walut, przeliczników czy certyfikatów rezydencji. Jednocześnie od 2019 roku polskie portale otworzyły się również na zagranicznych marketerów.
Od Zachodu po Wschód: 21’ i 21 europejskich rynków
Z końcem roku 2020 spółka była obecna już na 11 rynkach. Do państw, gdzie polski startup debiutował ze swoją usługą, dołączyło aż 7 europejskich krajów – m.in. Wielka Brytania, Niemcy, Bułgaria, Holandia czy Ukraina. Jednak niewątpliwie to rok 2021 okazał się najbardziej dynamiczny pod względem ekspansji zagranicznej.
WhitePress® w przeciągu 12 miesięcy zbudował swoją obecność na 9 rynkach, czyli niemal tyle ile łącznie uzyskano w poprzedzających 2 latach. W ramach działania platformy pojawiło się też wiele nowych funkcjonalności jako Content Premium, czyli moduł do zamawiania treści wysokiej jakości u wyspecjalizowanych dziennikarzy.
– Zbudowaliśmy naszą obecność w kolejnych ważnych krajach, czyli we Włoszech, Grecji, Hiszpanii, Francji, Słowenii, Litwie, Łotwie, Portugalii i Turcji. Co ważne, to nie jest tylko symboliczna obecność w tych miejscach. WhitePress® przez 12 miesięcy sukcesywnie tworzył struktury biznesowe we wskazanych regionach. Stawialiśmy zespoły, poszukiwaliśmy wydawców i podpisywaliśmy tysiące umów. W każdym włączonym do platformy kraju, lokalni pracownicy działają zgodnie z polskimi założeniami, ale komunikują się w języku swojego państwa. Zespoły stanowią wsparcie językowe i koordynują działania przy publikacjach, dzięki czemu mamy pewność, że portale są starannie selekcjonowane i sprawdzane pod kątem merytoryki – tłumaczy Patrycja Górecka – Butora,Head of Marketing & PR, WhitePress®.
I dodaje, że rok 2021 był dla spółki przełomowy, nie tylko ze względu na dynamikę, z jaką budowali obecność na kolejnych nowych rynkach czy nowości, które pojawiły się wokół platformy, ale także z powodu przejęcia międzynarodowej platformy WhitePress® przez globalną spółkę AdTech, RTB House.
– Nabycie 100 proc. udziałów w naszej platformie przez RTB House dało nam nowe możliwości i przede wszystkim pozwoliło utrzymać, a nawet zwiększyć to tempo wzrostu, które sobie założyliśmy jeszcze w 2019 roku. Tak dynamiczna ekspansja zawsze jest obarczona dużą odpowiedzialnością i jednocześnie ryzykiem, a każdy kolejny krok musi być dobrze przemyślany. Dzięki wsparciu RTB House mogliśmy w bezpieczny sposób budować naszą pozycję na coraz to nowych obszarach, poszerzać bazę wydawców, a także podjąć decyzję o kolejnych śmielszych działaniach w Azji czy obu Amerykach. W rezultacie właśnie startujemy z działaniami w jednym z największych państw świata, czyli Brazylii. Kompletujemy zespół i podpisujemy pierwsze umowy z wydawcami – komentuje Paweł Strykowski.
– Kluczowe zagraniczne rynki dla nas pod względem wartości sprzedaży to na ten moment zdecydowanie Czechy, Rumunia, Węgry i Słowacja, czyli te kraje, którymi zapoczątkowaliśmy ekspansję zagraniczną spółki. To właśnie tam siatka wydawców, z którymi współpracujemy jest największa. Dla przykładu w Rumunii na ten moment pracujemy z ponad 2000 wydawcami. Biorąc pod uwagę rynki pod względem dynamiki wzrostu spółki – to są to m.in. Holandia, Grecja, Niemcy i Wielka Brytania. W Holandii odnotowaliśmy gigantyczny wzrost na poziomie kilku tysięcy proc. – dodajeTomasz Domański, Head of International Growth.
Ostatecznie, na koniec 2021 roku platforma potroiła liczbę publikacji na obcojęzycznych stronach, co sprawiło, że aż 1/4 przychodów w 2021 pochodziła ze spółek zagranicznych. Ponad 120-osobowy zespół z centralą w Polsce obsługuje 21 języków i współpracuje z ponad 41 000 portali, co plasuje go również na pierwszym miejscu wśród tego typu platform.
Rok 2022 pod znakiem egzotyki?
Jak tłumaczy CEO międzynarodowej platformy, Paweł Strykowski – Trudno jednoznacznie przewidzieć cały rok, ponieważ dynamika spółki jest bardzo duża, jednak z początkiem 2022 rozpoczęliśmy działania w Skandynawii, jako ostatni duży region, który jeszcze nie był zagospodarowany i wkrótce będzie otwarty do sprzedaży. Będziemy też podejmować działania w kierunku krajów, które mogą na ten moment wydawać się zaskakujące, czyli rejony Ameryki Północnej i Południowej, a także Azja. To zupełnie odmienna kultura, specyfika pracy, inna strefa czasowa i wiele czynników, które musimy wziąć pod uwagę zanim skierujemy działania na te rynki.
Ponadto WhitePress® zamierza dalej udoskonalać platformę pod kątem dodatkowych funkcji z obszaru content i influencer marketingu oraz SEO. Z tego względu 5 maja organizuje konferencję SEO & Content CAMP. Jednocześnie pracuje nad Akademią WhitePress®, w ramach której organizuje szkolenia z content marketingu, influencer marketingu, SEO oraz obsługi platformy, a także webinary, porady wideo. Tworzy artykuły eksperckie, raporty i badania przygotowane we współpracy z partnerami Akademii takimi jak: Senuto, Newspoint, SEMSTORM, Devagroup, czy Aplikuj.pl.
Polska wchodzi do gry jako potencjalny użytkownik LauncherOne, technologii do wynoszenia w przestrzeń kosmicznąobiektów za pomocą rakiety podczepionej do specjalnie przystosowanego samolotu. POLSA będzie analizowała możliwość startów z terytorium Polski. 16 marca br., w Los Angeles, w obecności ministra gospodarki i technologii Piotra Nowaka, prezes POLSA prof. Grzegorz Wrochna i prezes Virgin Orbit Dan Hart podpisali list intencyjny w tej sprawie.
– Dzisiejsze wydarzenie to kolejny etap w budowaniu przez Polskę suwerennego systemu satelitarnego. Jest to szczególnie ważne w obecnej sytuacji geopolitycznej. Rozwój nowych technologii, w tym nawigacja, zobrazowania Ziemi, czy telekomunikacja są niezastąpione m. in. w zapewnianiu bezpieczeństwa kraju i rozwiązywaniu sytuacji kryzysowych – powiedział minister rozwoju i technologii Piotr Nowak.
Podpisany list zakłada, że POLSA przeprowadzi szczegółową analizę przydatności LauncherOne dla potrzeb m. in. polskiej nauki i gospodarki, w kontekście ewentualnego wyboru Virgin Orbit jako partnera w przyszłych przedsięwzięciach obejmujących starty tego typu obiektów z obszaru naszego kraju.
Przedmiotem dalszych studiów wykonalności mogą być także koncepcje misji, doprecyzowanie założeń technicznych i organizacyjnych, jak również swoista „mapa drogowa”, mająca na celu maksymalne wykorzystanie całego przedsięwzięcia jako impulsu rozwojowego dla polskiego przemysłu w szeroko rozumianym obszarze STEM (Science, Technology, Engineering & Maths).
Virgin Orbit zadeklarowało gotowość dostarczenia rozwiązania sprofilowanego pod określone przez POLSA potrzeby i wymagania, obejmujące wsparcie naziemne oraz odpowiedni samolot.
Prezes Polskiej Agencji Kosmicznej Grzegorz Wrochna podkreślił, że podpisany list wieńczy kilkumiesięczny okres intensywnych negocjacji, prowadzonych w ścisłej koordynacji z Ministerstwem Rozwoju i Technologii. – Zainteresowanie oraz złożone konkretne deklaracje, pokazują, że Polska może być atrakcyjnym partnerem dla globalnych graczy, do których zalicza się Virgin Orbit. Jeszcze istotniejsze jest budowanie pozycji naszego sektora kosmicznego w coraz bardziej konkurencyjnym segmencie międzynarodowego rynku kosmicznego, jakim jest upstream. Dzięki technologii LauncherOne, Polska będzie mogła świadczyć usługi wynoszenia na orbitę również dla innych krajów regionu, w szczególności z obszaru Trójmorza – dodał prezes POLSA.
– Dzisiejsze porozumienie stanowi ważny krok w kierunku zapewnienia Polsce i jej sąsiadom dostępu do przestrzeni kosmicznej, służąc polskiemu przemysłowi, nauce i bezpieczeństwu – mówił dyrektor generalny Virgin Orbit, Dan Hart. – Wizjonerskie podejście Polski stanowi inspirację w tym krytycznym dla Europy momencie i jesteśmy zaszczyceni mogąc służyć wsparciem oraz współpracując z polskim sektorem kosmicznym, aby otworzyć przestrzeń kosmiczną – dodał.
LauncherOne to system składający się ze specjalnie przystosowanego samolotu tzw. „nosiciela” (odrzutowiec klasy Boeing 747) oraz uruchamianej z jego pokładu na wysokości około 10-11 km rakiety, zdolnej umieścić na niskiej orbicie okołoziemskiej ładunek o łącznej masie do 300 kg. Pierwszy zakończony powodzeniem start LauncherOne przeprowadzono 17 stycznia 2021 r. Niespełna 12 miesięcy później, podczas trzeciej udanej komercyjnej misji z użyciem opisywanego systemu, dwa z siedmiu wyniesionych małych satelitów były wykonane przez polską spółkę SatRevolution.
Według danych z końca lutego 2022 r., w Polsce było zarejestrowanych łącznie 42 711 osobowych i użytkowych samochodów z napędem elektrycznym. Od początku br. ich liczba zwiększyła się o 3 177 sztuk, tj. przybyło o 71% więcej niż w analogicznym okresie 2021 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.
Pod koniec lutego 2022 r. po polskich drogach jeździły 40 904 elektryczne samochody osobowe. W pełni elektryczne auta (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 49% (20 167 szt.) tej części floty pojazdów, a pozostałą część (51%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 20 737 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 1 807 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec lutego składała się z 10 696 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 346 324 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 665 szt.
Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec lutego 2022 r. w Polsce funkcjonowały 2 034 ogólnodostępne stacje ładowania pojazdów elektrycznych (3 963 punkty). 30% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 70% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W lutym uruchomiono 42 nowe, ogólnodostępne stacje ładowania (70 punktów).
– Ostatnie wyniki rejestracji elektrycznych samochodów bateryjnych wskazują, że program dofinansowania – co wielokrotnie podkreślaliśmy – jest niezbędny do rozwoju tego sektora rynku. Niestety istnieją poważne obawy, że kryzys półprzewodnikowy i konsekwencje wojny w Ukrainie negatywnie wpłyną na branżę motoryzacyjną – także na rozwój rynku pojazdów niskoemisyjnych – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.
– Dzięki coraz większej liczbie firm leasingowych, które podpisały umowy z BOŚ Bankiem, dystrybuującym dopłaty ze środków NFOŚiGW, liczba beneficjentów programu „Mój Elektryk” systematycznie rośnie. Mimo że procedura udzielania wsparcia mogłaby być krótsza i wbrew coraz trudniejszej sytuacji na rynku motoryzacyjnym, zarówno w styczniu jak i w lutym procentowy wzrost sprzedaży rok do roku samochodów całkowicie elektrycznych (objętych dofinansowaniem) był znacznie wyższy niż w segmencie hybryd typu plug-in oraz zwykłych hybryd. W kolejnych tygodniach i miesiącach rosnące ceny paliw staną się kolejnym argumentem przemawiającym za zakupem pojazdu zeroemisyjnego, wpływając na jeszcze szybsze wyrównanie TCO (całkowitego kosztu posiadania) modeli elektrycznych i spalinowych – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.
Menedżerowie na wysokich stanowiskach w dużych, międzynarodowych korporacjach, oprócz niezbędnego, najczęściej kilkunastoletniego doświadczenia, mają również kompetencje, które umożliwiają im efektywne zarządzanie zespołami i projektami. O jakich kompetencjach mowa i jak ambitni menedżerowie, którzy marzą o zajmowaniu w przyszłości najwyższych stanowisk, mogą rozwijać swoje umiejętności?
Współczesny menedżer: umiejętność zarządzania to nie wszystko
Aby móc skutecznie zarządzać zespołem, menedżer musi mieć odpowiednie kompetencje w wielu obszarach. Po pierwsze powinien umieć efektywnie organizować pracę zespołu, identyfikować zarówno bieżące problemy jak i potencjalne zagrożenia, a dodatkowo mieć wiedzę, jak motywować pracowników oraz jaka forma komunikacji i współpracy z nimi jest najskuteczniejsza. Oprócz tego menedżerowie muszą umieć tworzyć zespoły, dobierać umiejętnie pracowników i właściwie delegować zadania. Ważna jest także umiejętność oceny pracowników i zapewnienie im możliwości rozwoju. Obecnie coraz więcej menedżerów musi też radzić sobie z zarządzaniem zespołami rozproszonymi. To częsty problem na najwyższych stanowiskach kierowniczych koordynujących pracę zespołów z różnych krajów.
Menedżerowie muszą też posiadać umiejętność samodzielnego wyznaczania priorytetów, celów oraz mieć wizję rozwoju zespołu, dopasowaną do wizji rozwoju całej organizacji. Ponadto menedżer musi wiedzieć, jak postępować w sytuacjach kryzysowych i co robić, by minimalizować negatywne skutki niektórych działań i decyzji.
Jest to możliwe jednak tylko wtedy, gdy menedżer łączy wiedzę i umiejętności zarówno z obszaru zarządzania, jak i HR, a często również administracji, prawa, finansów, a nawet marketingu.
Studia MBA dla menedżerów, którzy stawiają na rozwój
Osoby na stanowiskach kierowniczych, które ambitnie podchodzą do rozwoju swojej kariery zawodowej, mogą rozważyć studia MBA. To okazja nie tylko do usystematyzowania i uzupełnienia posiadanej już wiedzy czy podniesienia swoich kompetencji, ale przede wszystkim do zdobycia cennego know-how, które może okazać się kluczowe przy zarządzaniu zespołami i projektami na najwyższym szczeblu. Uczestnicy programu MBA mają też szansę na wymianę doświadczeń z innymi osobami pracującymi na stanowiskach kierowniczych. Menedżerowie w dużych organizacjach powinni szczególnie zainteresować się programem Executive MBA (studia EMBA prowadzi m.in. Wyższa Szkoła Bankowa w Poznaniu i Wrocławiu – o programach przeczytać więcej na https://www.studiamba.wsb.pl/oferta). Na studia Executive MBA mogą bowiem aplikować jedynie osoby z kilkuletnim doświadczeniem zawodowym w obszarze zarządzania.
Dzięki wymianie doświadczeń menedżerowie zyskują perspektywę osób pracujących na co dzień w innych branżach, ale mierzących się z podobnymi problemami.
Warto też pamiętać, że studia MBA czy EMBA to też doskonała okazja do rozwoju i stworzenia swojej sieci kontaktów biznesowych. Networking nierzadko odgrywa kluczową rolę także przy zmianie miejsca zatrudnienia czy przy awansie. Tym samym ambitni menedżerowie, chcący rozwijać się i w przyszłości zajmować wyższe stanowiska, powinni poważnie rozważyć udział w studiach MBA.
Zgodnie z oczekiwaniami, Rezerwa Federalna podniosła dziś podstawowe stopy procentowe o 25 punktów bazowych. Jednocześnie Fed podtrzymał perspektywę całej serii dalszych podwyżek stóp i zapowiedział, że na najbliższym posiedzeniu rozpocznie redukcję swojego bilansu.
Wielkiego zaskoczenia nie było. Fed podniósł kluczową stopę procentową o 25 bps do przedziału 0,25-0,50 proc. Bardziej jastrzębi był jedynie James Bullard – prezes Fed z St. Louis, który optował za ruchem dwukrotnie wyższym. Wczorajsza decyzja to pierwsza podwyżka od 2018 roku. Fed rozpoczyna cykl. W oświadczeniu zostało klarownie przedstawione, że konieczne będą dalsze ruchy normalizacyjne politykę pieniężną. Dodatkowo Rezerwa Federalna planuje od następnego posiedzenia rozpocząć redukcje swojego bilansu. Pamiętajmy, że zakupy obligacji zakończyły się dopiero na początku marca. Fed obawia się wojny i widzi zagrożenia w niższym wzroście gospodarczym, jednak jeszcze bardziej boi się inflacji, która zostanie podbita wydarzeniami, którymi żyje obecnie cały świat.
Aktualne projekcje makro Fed-u wyraźnie pokazują te obawy. Spodziewany jest niższy wzrost gospodarczy w 2022 roku i znacznie wyższa dynamika inflacji. W górę mocno poszła mediana oczekiwań członków FOMC, która została przedstawiona na wykresie kropkowym. Na koniec 2022 możemy spodziewać się, że stopy wzrosną do poziomu 1,9 proc. czyli o całe 100 bps. więcej niż w ostatniej projekcji z grudnia. Oznacza to, że możemy się spodziewać, że na każdym posiedzeniu dojdzie do ruchu w górę.
Podczas konferencji prasowej Powell wielokrotnie powtarzał, że rynek pracy jest napięty. Jego zdaniem stosunek liczby otwartych miejsc pracy do liczby bezrobotnych (ostatnio na każdego bezrobotnego przypadało ponad 1,7 otwartych miejsc pracy) jest wręcz niezdrowo wysoki. Ponadto usłyszeliśmy, że znaczny spadek inflacji prawdopodobnie potrwa dłużej, niż początkowo oczekiwano. Prezes Fed zaznaczył, że nadszedł więc czas na podniesienie głównych stóp procentowych i zmniejszenie portfela papierów wartościowych banku centralnego USA. Padały słowa, że gospodarka amerykańska jest wystarczająco silna, by wytrzymać takie zacieśnienie polityki pieniężnej. Została również poruszona kwestia ryzyka recesji. Powell określił je jako nie szczególnie wysokie. Zostało podkreślone, że warunkiem dalszego ożywienia jest stabilność cen. Powell nie wykluczył, mocniejszych działań Fed-u. Zatem ruchy w przyszłości o więcej niż 25 punktów bazowych są jak najbardziej realne. Jeśli chodzi o redukcję bilansu – proces ten będzie szybszy niż normalizacja jego w poprzednim cyklu.
Dolar w pierwszej reakcji zyskał na wartości. Jednak w późniejszym czasie stracił a główna para walutowa ponownie wyszła nad poziom 1,10. Indeksy na chwilę spadły, żeby następnie silnie zyskać. Powell nie przestraszył rynków. Można powiedzieć, że jak na razie udaje mu się skutecznie żonglować między walką z inflacją a dbaniem o dobre nastroje wśród inwestorów.
Choć zarządcy nieruchomości boleśnie odczuli negatywne skutki pandemii, to wydaje się, że większość z nich najgorsze ma już za sobą. Łączne zadłużenie sektora spada do poziomu sprzed dwóch lat. Jest to więc sygnał, że firmy zajmujące się obsługą nieruchomości komercyjnych powoli wychodzą na prostą. Pandemiczne obostrzenia pogorszyły jednak trudną sytuację finansową tych firm, które już wcześniej sygnalizowały problemy z wypłacalnością. Ponad 2,2 tys. z nich wciąż ma problem z uregulowaniem zobowiązań wobec swoich kontrahentów.
Rynek nieruchomości komercyjnych jako pierwszy odczuł negatywne skutki pandemii. W marcu 2020 r., z dnia na dzień, niemal wszystkie biura, centra handlowe i hotele musiały wprowadzić w życie natychmiastowe zalecenia sanitarne. Obowiązkiem zarówno zarządców nieruchomości, jak i najemców, stało się zapewnienie bezpieczeństwa zdrowia nie tylko swoich pracowników, ale też wszystkich użytkowników obiektów. Wypracowanie odpowiednich procedur polegało m.in. na stworzeniu nowych zasad sprzątania, podzieleniu budynków na strefy, ograniczeniu liczby osób przebywających w częściach wspólnych przy jednoczesnym zachowaniu zasad reżimu sanitarnego i ciągłości działania obiektów. W wielu budynkach pojawiły się jednorazowe maseczki, termometry do mierzenia ciała, stojaki do dezynfekcji rąk lub stacje dezynfekujące. Wprowadzono też kampanie edukacyjne o zachowaniu dystansu, zakrywaniu ust czy dokładnym myciu rąk.
– To naturalnie znalazło swoje odbicie w wydatkach. Według badania Krajowego Rejestru Długów z grudnia 2020 r., trzy czwarte polskich przedsiębiorców poniosło w związku z pandemią dodatkowe koszty. Dla 91 proc. z nich stanowiły one do 25 proc. wydatków firmowych i zostały przeznaczone głównie na środki i czynności sanitarne, jak: maseczki, przyłbice, rękawiczki, płyny do dezynfekcji rąk, odkażania pomieszczeń i tym podobne – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Dla zarządców nieruchomości sporym wyzwaniem była więc w tym czasie optymalizacja kosztów: renegocjacja umów i podpisywanie tzw. aneksów covidowych, racjonalizacja wydatków związanych z funkcjonowaniem obiektów, takich jak np. zużycie mediów czy dostosowywanie wentylacji i klimatyzacji, a także reorganizacja pracy służb porządkowych w obiektach. Choć wielu zarządcom udało się ograniczyć te koszty nawet o 15-20 proc., to innych nie uchroniło przed utratą płynności finansowej. Zdaniem analityków Krajowego Rejestru Długów, pandemia i związane z nią obostrzenia, pogłębiły trudną sytuację finansową tych firm, które już wcześniej sygnalizowały problemy z wypłacalnością.
Pandemia punktem zwrotnym
Jak pokazują dane KRD, łączne zadłużenie firm związanych z obsługą nieruchomości w zakresie wynajmu i zarządzania, wynosi 146,3 mln zł. Ale jeszcze niedawno osiągało rekordowe wartości. Wybuch pandemii miał kluczowy wpływ na wzrost zadłużenia w tym sektorze.
– Do roku 2020 sytuacja była w miarę unormowana. Zadłużenie zarządców nieruchomości utrzymywało się na stałym poziomie około 130 mln zł. W 2020 roku nastąpił gwałtowny skok zadłużenia z 131,9 mln zł do 157,9 mln zł, a obecnie obserwujemy, że powoli zmierza ono do poziomu sprzed pandemii – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Zdecydowanie najtrudniejszymi dla branży miesiącami okazały się kwiecień i maj 2020 r., a następnie czerwiec 2020 r. Wtedy zadłużenie rosło skokowo. Rekordowy poziom, czyli 157,9 mln zł, osiągnęło na koniec listopada 2021 r. potem znów zaczęło powoli spadać, do 146,3 mln zł obecnie.
Do KRD wpisanych jest 2211 zadłużonych zarządców nieruchomości. Średnie zadłużenie jednego zarządcy to 66 209 zł. Większość, bo 66 proc. wszystkich dłużników, stanowią spółki prawa handlowego. Należy do nich 83 proc. całego zadłużenia w tym sektorze. Ponad 1/3, czyli 34 proc. zadłużonych, to jednoosobowe działalności gospodarcze. Mają do oddania 24,3 mln zł (17 proc. łącznego zadłużenia).
Analizując dane przez pryzmat mapy Polski, najwyższe zadłużenie mają firmy zlokalizowane w województwach: mazowieckim – 49,4 mln zł, śląskim – 38,7 mln zł, łódzkim – 18,3 mln zł oraz pomorskim – 10,1 mln zł. Po drugiej stronie, czyli z najmniejszym zadłużeniem są zarządcy z województw: podlaskiego – 392 tys. zł, opolskiego – 897 tys. zł i warmińsko-mazurskiego – 953 tys. zł. Najwyższe średnie zadłużenie mają firmy z woj. śląskiego – 121 tys. zł i łódzkiego – 117 tys. zł.
Kto jest komu winien
Największymi wierzycielami zarządców nieruchomości są instytucje finansowe: przede wszystkim banki i firmy ubezpieczeniowe. Zarządcy zalegają im na 61,3 mln zł. Kolejne 28,7 mln zł są winni dostawcom energii elektrycznej, gazu, gorącej wody i powietrza do układów klimatyzacyjnych. Mają też po 12 mln zł zobowiązań wobec firm budowlanych i administracji publicznej.
– Zarządcy nieruchomości sami borykają się z niesolidnymi płatnikami. Niemal trzy czwarte całego swojego zadłużenia mogliby spłacić, gdyby tylko ich dłużnicy uregulowali przeterminowane należności. A są im winni ponad 105,7 mln zł. To bardzo jaskrawy przykład tego, jak problemy jednych firm mogą wpływać na finanse innych przedsiębiorstw. Napędzają zjawisko zatorów płatniczych, finalnie doprowadzając do długów. Wielu tych problemów można by uniknąć, gdyby zarządcy częściej włączali stały monitoring swoich kontrahentów. To są umowy długoterminowe, często wieloletnie, nie wystarczy proste sprawdzenie czy nowy klient nie jest dłużnikiem przed podpisaniem umowy. Dzisiaj może nie mieć żadnych niezapłaconych zobowiązań, ale za kilka miesięcy to się może zmienić. Lepiej trzymać cały czas rękę na pulsie, wtedy można odpowiednio wcześniej zareagować – wyjaśnia Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy, partnera Krajowego Rejestru Długów.
W tym gronie najwięcej jest firm z branży handlowej, które nie zapłaciły za obsługę nieruchomości 34,1 mln zł. Blisko 10 mln zł muszą uregulować firmy przemysłowe, 8 mln zł – transportowe, a 7 mln zł – gastronomiczne. Kolejne 12 mln zł są im winne różne firmy prowadzące szeroko rozumianą działalność administracyjną: agencje zatrudnienia, biura podróży, agencje detektywistyczne, firmy porządkowe i wiele innych.
Przyszłość pod znakiem zapytania
Kolejne miesiące mogą przynieść poprawę w sektorze firm obsługujących nieruchomości komercyjne, choćby z tego względu, że od marca zniesionych zostało wiele obostrzeń covidowych w Polsce. Niemniej jednak nowe zagrożenia dla całej polskiej gospodarki jak rosnąca inflacja, wysokie ceny energii czy wojna na Ukrainie, mogą wpłynąć negatywnie także na sytuację ekonomiczną zarządców.
Inżynierowie budowy, kierownicy budowy czy wreszcie osoby gotowe do podjęcia pracy przy budowaniu domów czy realizowaniu inwestycji deweloperskich czy drogowych – branża budowlana rekrutuje na potęgę. Sektor ten od wielu miesięcy boryka się z wieloma problemami – najpierw koronawirus, następnie problemy z dostarczaniem surowców i materiałów budowlanych, potem wzrost cen mediów, gazu i kosztów pracowniczych, a teraz wojna na Ukrainie, która dosłownie zmiotła pracowników z placów budowy. – Firmy budowlane przyjmują do pracy z otwartymi ramionami. Przed nami sezon wiosenny i letni, gdzie prace na budowach powinny jeszcze mocniej przyspieszać po zimie. Tymczasem mamy wizję poważnych braków kadrowych – mówi Anna Sudolska, ekspert rynku pracy, członek zarządu Idea HR Group.
W wielu firmach budowlanych nawet 100% składu pracowników to osoby z Ukrainy. Zdarza się, że 50-60% zespołu decyduje się na powrót na Ukrainę
Opuszczenie placów budowy przez pracowników z Ukrainy wiązać się będzie z opóźnieniami w realizacjach zadań oraz ze wzrostem presji płacowej ze strony pozostałych i nowozatrudnionych pracowników
Największy problem będzie mieć sektor deweloperski, który w czasie pandemii otwierał inwestycje za inwestycją, opierając się w dużej mierze na pracownikach z zagranicy
Nawet połowa pracowników odchodzi z pracy. Idą walczyć o ojczyznę i opiekować się rodziną
Nie da się ukryć, że trwająca od kilkunastu dni agresja rosyjska na Ukrainę spowodowała wielkie zmiany na rynku pracy. Najsilniej odczuwalne są one w transporcie oraz w branży budowlanej. Przedsiębiorcy obawiają się, że nie będą w stanie dokończyć swoich inwestycji. Na wojnę często ruszyły ogromne ilości mężczyzn, którzy dotychczas głównie pracowali w budowlance.
– Zgłaszają się do nas osoby, które straciły nawet 50% składu swojego dotychczasowego zespołu z powodu wojny. Pracownicy z Ukrainy mówią, że walka o ojczyznę i ochrona rodziny jest ich obowiązkiem. Wyjeżdżają więc i porzucają pracę albo proszą o to, by szefowie udzielili im bezterminowego wolnego, by mogli ściągnąć swoje rodziny i uspokoić sytuację życiową. Przedsiębiorcy wiedzą, że mamy do czynienia z sytuacjami z którymi nie należy dyskutować. Muszą więc szybko łatać kadrowe dziury i jeszcze mocniej dbać o pracowników, którzy zostali lub są gotowi do podjęcia pracy. Presja płacowa w budowlance urośnie jeszcze bardziej – mówi Anna Sudolska.
– Mówiono, że branża budowlana jest odporna na Covid-19 i z pandemii koronawirusa wyszła nie tylko nieosłabiona, ale i wzmocniona. Spodziewamy się, że braki na rynku pracy mogą spowodować, że niektóre zlecenia będą droższe niż przewidywano oraz zrealizowane później niż w harmonogramach. Pracodawcy i zleceniodawcy wydają się jednak być świadomi, że wojna zachwiała fundamentem kadrowym sektora gospodarki jakim jest budownictwo – mówi Anna Sudolska.
Trudne wyzwanie pracodawców: zwiększyć rekrutację i zatrzymać pracowników z Ukrainy, którzy pozostają w Polsce
Co więc muszą zrobić pracodawcy, by utrzymać możliwie duże tempo inwestycji? Pod kątem kadrowym sprawa wydaje się oczywista. – Im większe wynagrodzenie, tym większa szansa na dobrą rekrutacje Polaków do realizacji inwestycji budowlanych. Poza tym pracodawcy muszą zadbać o pracowników z Ukrainy, którzy pozostali na miejscu. Oni pewnie mają rodziny, które będą wymagać wsparcia finansowego, psychologicznego i ogólnie życiowego. To okazja dla pracodawcy do wykazania się i pokazania swojej odpowiedzialności społecznej. Taki pracodawca będzie mieć wierniejszych i mniej skłonnych do odchodzenia pracowników – mówi Anna Sudolska.
– Możliwe jest też zawiązywanie komityw gospodarczych i outsourcing pracowników do realizacji niektórych zadań, ale to w czasie kryzysu kadrowego na rynku budowlanym i w czasie wojny może być niezwykle trudne. Polska buduje swój rynek pracy na osobach z Ukrainy. Ich brak to wstrząs z którym musimy sobie poradzić. Jaka będzie skala problemu dowiemy się w najbliższych tygodniach – mówi ekspertka rynku pracy.
Wartość nieruchomości inwestycyjnych zwiększyła się do 3,4 mld zł, +46% r./r.
Umowy najmu w 2021 r. na blisko 310 tys. m2, +50% r./r.
NAV na akcję wyniósł 85,36 zł, +40% r./r.
Wskaźnik FFO wyniósł 54,7 mln zł, + 17% r./r.
Dynamiczny rozwój na rynku polskim, niemieckim, austriackim i rumuńskim oraz planowane wejście na rynek Beneluksu i na Węgry
Zabezpieczone portfolio gruntów pod nowe inwestycje
Stabilność operacyjna poprzez zminimalizowane ryzyka wzrostu stóp procentowych, inflacji, wahań kursów walut
Grupa Kapitałowa MLP Group utrzymuje bardzo dobrą kondycję finansową, co potwierdzają opublikowane wyniki za 2021 rok. W minionym roku Grupa powiększyła wartość aktywów netto (NAV) o 51% do poziomu 1,82 mld zł. Wartość nieruchomości inwestycyjnych wzrosła o 46% do około 3,4 mld zł. Skonsolidowane przychody z tytułu umów najmu (tj. podstawowej działalności Grupy) wyniosły 196 mln zł, co oznacza wzrost w ujęciu r./r. o prawie 15%. Grupa wypracowała 632,3 mln zł zysku na działalności operacyjnej, czyli o 112% więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie niemalże potroiła wynik netto do 480,5 mln zł.
Strategicznym celem MLP Group pozostaje rozwój w Polsce oraz na rynku niemieckim, austriackim oraz rumuńskim. W najbliższym czasie planowana jest również ekspansja w krajach Beneluksu i na Węgrzech. MLP Group oferuje powierzchnie magazynowe w formacie magazynów big box oraz obiektów typu Business Park (Urban / City Logistics).
Dla MLP Group miniony 2021 rok był bardzo udany. Znalazło to odzwierciedlenie w naszych całorocznych wynikach, które obejmują wzrost wyceny portfela do 3,4 miliarda złotych, osiągnięcie ponad 480 mln złotych zysku netto i rekordowy wolumen umów najmu. Portfel wszystkich zawartych umów najmu na koniec zeszłego roku wygeneruje, w następnych okresach, przychód z czynszów na poziomie ok. 36 mln EUR w skali rocznej, co stanowić będzie ponad 40% przyrost względem minionego roku. Dynamika popytu w sektorze przemysłowym i logistycznym pozostaje bardzo dobra. Przyczyniają się do tego długoterminowe trendy rozwoju handlu elektronicznego i cyfrowej ekonomii, skracanie łańcuchów dostaw oraz coraz większy nacisk na zrównoważony rozwój. W najbliższych latach w jeszcze większym stopniu będziemy koncentrować się na projektach z zakresu logistyki miejskiej mających wysoki potencjał wzrostu na rynkach, odpowiadając na potrzeby wynikające z ewolucji handlu detalicznego (e-commerce). Nasza ugruntowana pozycja w Europie oraz wieloletnie doświadczenie zespołu, wraz z ciągle rozbudowanym portfolio projektów, zapewnia nam silne podstawy do dalszego, bardzo dynamicznego wzrostu skali działania w następnych latach, aczkolwiek nie wiemy, jak przełoży się na sytuację ekonomiczną inwazja rosyjska na Ukrainie – powiedział Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.
W 2021 r. Grupa prowadziła realizację projektów o łącznej powierzchni ponad 310 tys. m2. W trakcie budowy i w przygotowaniu pozostawało ponad 210 tys. m2. W minionym roku wynajętych zostało łącznie blisko 310 tys. m2 powierzchni magazynowej, co jest wynikiem lepszym o około 50% niż w roku poprzedni roku. Dodatkowo, w pierwszych miesiącach 2022 roku obserwujemy na wszystkich rynkach dużą aktywność najemców. MLP Group na koniec grudnia 2021 r. posiadało blisko 1 mln m2 powierzchni magazynowej. Poziom pustostanów w ramach istniejących obiektów pozostawał na bardzo niskim poziomie poniżej 3%. Grupa ma zawartych szereg umów rezerwacyjnych na zakup nowych gruntów pod planowane kolejne parki logistyczne w Polsce i na terenie Zachodniej Europy. Bazując na posiadanych i objętych rezerwacją gruntach MLP Group ma zabezpieczony potencjał rozwoju na kolejne około 1 mln m2, a powierzchnia gruntów objętych rezerwacją sięga około 150 ha.
Zgodnie z celami strategicznymi w 2022 roku wydatki na inwestycje (CAPEX) sięgną około 200 mln euro, z czego na zakup gruntów przeznaczone będzie około 30%, a na realizację inwestycji pozostałe 70%. W zakresie leasingu planowane jest podpisanie umów na łącznie 250 tys. m2.
– Uwzględniając aktualną sytuację geopolityczną i dużą zmienność w gospodarce jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do wyzwań w najbliższym czasie. Wszystkie umowy najmu są indeksowane do wskaźników inflacji europejskiej. Wzrost inflacji powoduje zatem automatyczne zwiększenie przychodów. Czynsze najmu są denominowane w euro lub są wyrażone bezpośrednio w tej walucie. Mamy dzięki temu bardzo ograniczoną ekspozycję na ryzyko wahań kursowych. Niemalże 100% kwoty kredytów jest zabezpieczona instrumentem IRS na najbliższy okres 5 lat, stąd mamy bardzo małą ekspozycję na ryzyko wzrostu stóp procentowych. Z kolei zdywersyfikowane geograficznie na kilka krajów, a także zróżnicowane branżowo portfolio klientów, wraz ze średnią długością umów najmu wynoszącą ponad 8 lat, daje nam dużą stabilność operacyjną. Oczywiście bardzo istotna jest dla nas również dywersyfikacja źródeł energii. Realizowana instalacja paneli fotowoltaicznych na naszych wszystkich obiektach magazynowych powinna nam pozwolić wyprodukować w 2024 r. od 12 do 14 GWh zielonej energii. Do tego czasu chcemy również osiągnąć poziom zerowej emisji CO2. Naszą mocną stroną jest zabezpieczone portfolio działek umożliwiające nam szybki rozwój w najbliższych latach na rynkach europejskich, a tym samym osiągnięcie założonych celów strategicznych – dodał R. T. Krochta.
Zgodnie ze strategią „build & hold” MLP Group po zakończeniu budowy parków logistycznych utrzymuje je w swoim portfelu i samodzielnie nimi zarządza. Wszystkie projekty realizowane przez Grupę wyróżnia również bardzo atrakcyjna lokalizacja parków logistycznych, stosowanie rozwiązania typu built-to-suit oraz wsparcie najemcy w trakcie trwania umowy najmu.
W związku z wojną w Ukrainie, rosyjska cyberinwazja służąca dezinformacji w sieci pokazała jak realnym problemem są braki wśród specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa. By lepiej się bronić, światowa branża cybersecurity potrzebuje zastrzyku tysięcy nowych profesjonalistów. Gdzie najlepiej się przebranżowić i gdzie szukać pracy?
Cybersecurity to prestiżowa i dobrze płatna branża, w której nie brakuje zatrudnienia, szczególnie w obecnych czasach. Z analizy ogłoszeń pracy na portalu Pracuj.pl wynika, że zarobki dla specjalistów od cyberbezpieczeństwa zaczynają się od 6 tys. zł. dla juniora, poprzez 15 tys. zł. dla specjalistów, po 26 tys. zł. brutto na umowie o pracę dla seniora.
Jak w ubiegłym roku szacował raport o rynku pracy w branży cybersec opracowany przez HackerU i HRK, w Polsce wciąż mamy ponad 17,5 tys. nieobsadzonych stanowisk dla pracowników ds. cyberbezpieczeństwa. Aktualna sytuacja za naszą wschodnią granicą tylko ten niedobór zwiększa.
Brak odpowiednio wykwalifikowanych specjalistów to globalny problem – specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa poszukiwani są również za granicą. Na świecie zapotrzebowanie na ekspertów cybersec sprawia, że o kompetencje polskich specjalistów rywalizują firmy z całej Europy, gdzie, jak podaje raport Cybersecurity workforce study 2021 organizacji (ISC)2, brakuje ponad 199 tys. specjalistów cybersec. Kuszące okazują się zarobki, które na stanowisku Cybersecurity Specialist w poszczególnych krajach zachodnioeuropejskich są znacznie wyższe niż w Polsce – w zależności od doświadczenia pracownika, wahają się one między 39 tys. a 133 tys. euro rocznie. Coraz więcej pracodawców szuka także specjalistów poza granicami kraju, w którym operuje, z czego spora liczba ofert dotyczy pracy całkowicie zdalnej, możliwej z dowolnego miejsca na świecie (lub w Unii Europejskiej). To atrakcyjna perspektywa dla polskich specjalistów, którzy w ten sposób mogą zarabiać w silniejszej w dzisiejszych czasach walucie.
Praca w cybersecurity nie dla każdego?
Według raportu Barometr cyberbezpieczeństwa. COVID-19 przyspiesza cyfryzację firm opracowanego przez KPMG, co druga firma deklaruje, że największym wyzwaniem w zapewnieniu odpowiedniego poziomu zabezpieczeń są trudności w zatrudnieniu oraz utrzymaniu wykwalifikowanych pracowników. Czego wymaga się od kandydatów?
W ogłoszeniach o pracę na stanowiskach w cybersec najczęściej pojawiają się takie kompetencje, jak: znajomość technologii security, a także wiedza w zakresie aktualnych cyberzagrożeń, mechanizmów i wektorów ataków oraz profilowania zagrożeń. Niemalże każde ogłoszenie wzmiankuje także zaawansowaną znajomość języka angielskiego, która umożliwia czytanie dokumentacji technicznej, raportów oraz analiz.
Cenione, jednak rzadziej wymieniane, są doświadczenie na podobnych stanowiskach oraz wykształcenie wyższe, z informatyką i cyberbezpieczeństwem jako preferowanymi kierunkami. Sporadycznie wymaga się od kandydatów certyfikatu CISSP, CISA lub CISM.
Od specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa poza przygotowaniem merytorycznym oczekuje się także krytycznego myślenia, zdolności analitycznych, umiejętności interpersonalnych, pracy pod presją czasu, wysokich standardów etycznych oraz ciekawości, cierpliwości i kreatywności.
Na czym polega praca specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa?
Większość specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa szkolona jest pod kątem pracy w zespołach Red Team lub Blue Team. Ten pierwszy skupia się na cyberbezpieczeństwie ofensywnym i symuluje ataki na swoją organizację, aby upewnić się, że jest ona odporna na realne zagrożenia z zewnątrz. Cyberspecjaliści Red Team wcielają się w etycznych hakerów, których zadaniem jest znalezienie luk w systemach i zachowaniach pracowników, by następnie sprawdzić możliwości włamania się do wewnętrznej sieci.
Z drugiej strony, Blue Team to zespół cyberbezpieczeństwa defensywnego. Monitoruje on poziom zagrożenia, reagując na incydenty i zabezpieczając infrastrukturę. Specjaliści niebieskiego zespołu wyszukują luki we własnych systemach zabezpieczeń, sprawdzą ich odporność na zagrożenia oraz przeprowadzają analizy po atakach. Poza kompetencjami merytorycznymi, na tym stanowisku wymaga się umiejętności analitycznych, komunikacyjnych i odporności na stres. To szczególnie ważne umiejętności w kontekście ataków prorosyjskich hakerów szerzących dezinformacje w sieci.
Jak zostać specjalistą cybersec?
Podczas gdy zarobki specjalisty ds. cyberbezpieczeństwa poza Polską są nieporównywalnie lepsze od tych, które oferują firmy nad Wisłą, samo przebranżowienie i edukacja w kierunku cyberbezpieczeństwa są znacznie bardziej opłacalne w Polsce.
Już w drugiej połowie marca rusza rekrutacja na kurs Blue Team organizowany we współpracy Uniwersytetu Jagiellońskiego i globalnego lidera EdTech, firmy HackerU. Kurs Blue Team będzie pierwszym kompleksowym programem nauczania cyberbezpieczeństwa defensywnego na polskim rynku. Zajęcia będą odbywały się online, a od przyszłych uczestników nie wymaga się doświadczenia w branży IT. Co ważne, o ile językiem wykładowym zajęć będzie polski, wszelkie materiały edukacyjne, z których będą korzystali uczestnicy kursu są w języku angielskim. Dzięki temu osoby, które ukończą program szkoleniowy Blue Team bez problemu będą w stanie podjąć pracę w międzynarodowym zespole cyberbezpieczeństwa również poza Polską.
Jak przekonują ekonomiści, w najbliższych miesiącach inflacja w Polsce utrzyma się na wysokim poziomie, wynoszącym ok. 10%. Jednak nie brakuje opinii, że nie unikniemy dwucyfrowego wskaźnika. Z rosyjsko-ukraińską wojną związane są głównie takie ryzyka, jak wzrost cen energii na świecie oraz osłabienie naszej waluty. Ponadto pewne towary nie zostaną wyeksportowane do Rosji, co ma związek z sankcjami. Ale napływ ludności zza wschodniej granicy może złagodzić presję na wzrost wynagrodzeń. Eksperci wyjaśniają też, czy w obecnej sytuacji potrzebne będą zmiany podatkowe.
Dwucyfrowa inflacja
W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się pytania, czy wojna Rosji z Ukrainą spowoduje dalszy wzrost inflacji w Polsce. Jak prognozuje prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów, ta sytuacja zwiększy inflację i zmniejszy wzrost PKB. Jednak wiele zależeć będzie od tego, jak długo potrwa ten konflikt. Zdaniem eksperta, w I oraz II kw. br. wskaźnik wyniesie 8-9%. Ale niezależnie od tego, co się dzieje w Ukrainie, w pewnym momencie przestaną działać rządowe tarcze antyinflacyjne. Prawdopodobnie dojdzie do tego w trzecim kwartale, a pod koniec roku możemy mieć wynik w relacji rok do roku powyżej 10%.
– Zgodnie z najnowszą projekcją NBP, inflacja znacząco wzrośnie. W br. roczna dynamika cen znajdzie się, z 50% prawdopodobieństwem, w przedziale 9,3-12,2% wobec 5,1-6,5% w projekcji z listopada 2021 roku. Jednak jest to projekcja przygotowana przy założeniu niezmienionych stóp procentowych. Wiele wskazuje na to, że one mogą nadal rosnąć, co działać może antyinflacyjnie. Stąd też z niektórych analiz wynika, że inflacja w całym 2022 roku nie przekroczy 10%, a w kolejnych latach będzie stopniowo spadać. Zarazem wielu analityków prognozuje inflację dwucyfrową. W związku z napadem Rosji na Ukrainę wszelkie tego typu prognozy obecnie obarczone są ogromną niepewnością. Na pewno im silniejsza będzie skala agresji, tym większe będzie ryzyko wzrostu inflacji oraz zakłóceń w łańcuchach dostaw – komentuje prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.
Z kolei prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, zwraca uwagę na ryzyko ukształtowania się płacowo-cenowej spirali inflacyjnej. Ono było bardzo poważne już przed rozpoczęciem problemu ukraińskiego, częściowo skutkiem prowadzonej od lat polityki gospodarczej promowania wzrostu płac i konsumpcji kosztem oszczędności i inwestycji. Według eksperta, mimo wielu niewiadomych, dwucyfrowej inflacji raczej nie unikniemy. Taki wskaźnik może być już w pierwszej połowie roku. Natomiast, jak długo się utrzyma dwucyfrowa inflacja, zależy od bardzo wielu czynników, o których dzisiaj nie mamy pojęcia. Ale jednym z nich z pewnością będzie polityka banku centralnego. Pojawia się pytanie, czy wreszcie przypomni sobie, że jego głównym obowiązkiem jest dbanie o wartość waluty, nawet jeśli to obniża popularność rządu.
– Inflacja utrzyma się na wysokim, blisko dwucyfrowym poziomie przez kilka miesięcy, chyba że nastąpi deeskalacja konfliktu, co na chwilę obecną wydaje się mało prawdopodobne. Uważam również, że głównym czynnikiem wzrostu inflacji będą ceny ropy i gazu, ale również ogromna fala uchodźców przyniesie przecież wzrost spożycia indywidualnego, wzrosną też wydatki państwa – stwierdza prof. Paweł Wojciechowski, były minister finansów.
Elementy ryzyka
Mówi się, że konflikt zbrojny będzie rodził procesy inflacyjne. Jak zaznacza prof. Witold Orłowski, są 2 elementy poważnego ryzyka. Pierwszy to już widoczny potężny wzrost cen energii na świecie. Tutaj rząd nie ma manewru, bowiem niedawno czasowo obniżył do zera akcyzę czy podatki nałożone na paliwa. A w pewnym momencie trzeba będzie to powrócić do poprzedniego stanu. Natomiast drugi element ryzyka to kurs walutowy. Póki co złoty nie uległ jeszcze bardzo silnemu osłabieniu, ale na dniach sytuacja może się pogorszyć.
– Możliwie najostrzejsze sankcje wobec Rosji są w obecnej sytuacji absolutnie uzasadnione, niezbędne, ale to niestety broń obosieczna. Zatrzymanie polskiego eksportu do Rosji przynajmniej częściowo dotknie naszych producentów, pomniejszy ich przychody. Będą musieli poszukiwać innych rynków zbytu. Jeżeli zechcą zwiększać sprzedaż na rynku krajowym, niewykluczone, że będą zmuszeni obniżać ceny. One mogą spadać, ponieważ zwiększać się będzie podaż. Zarazem eksporterzy z pewnością podejmować będą też działania ukierunkowane na pozyskiwanie nowych rynków zagranicznych, ale to wymaga dodatkowych nakładów i czasu – mówi prezes PTE.
Natomiast prof. Wojciechowski podkreśla, że wojna będzie również silnie osłabiała wzrost gospodarczy. Ostatnia podwyżka stóp procentowych o 0,75 pkt. proc. – w obliczu nowej prognozy NBP zakładającej bardzo wysoką inflację – świadczy o tym, że Rada nadal nie jest gotowa na bardziej agresywne podwyżki stóp procentowych. Oznacza to, że choć nie wpadniemy w recesję w tym roku, to również nie uda się zdusić inflacji. Zdaniem prof. Gomułki, na skutek obecnych turbulencji dojdzie do znacznego podwyższenia rynkowych stóp procentowych (WIBOR i marża), chociaż realne rynkowe stopy procentowe będą nadal ujemne. Główny ekonomista BCC przekonuje, że ważną kwestią będzie to, co się stanie z płacami. One wpływają bezpośrednio na koszty produkcji i w związku z tym na inflację mierzoną przez PPI (Production Price Index), która z czasem przekłada się na inflację CPI. Duży napływ pracowników z Ukrainy obniży nieco obecną presję płacową.
– Sytuacja na rynku pracy jest jednym z czynników proinflacyjnych. Pracodawcy mają bowiem problemy z pozyskiwaniem pracowników o odpowiednich kwalifikacjach. Brakuje ludzi. To w połączeniu z inflacją i rosnącą fluktuacją na rynku pracy skutkuje większą presją na wzrost płac. Ale nawet gdyby inflacja nie wzrastała, to i tak wielu pracodawców musiałoby podnosić wynagrodzenia, aby móc pozyskiwać nowych pracowników. Wiemy, że od wybuchu wojny przybyło z Ukrainy grubo ponad milion osób, głównie kobiet i dzieci. To z kolei może złagodzić napięcia na rynku pracy, a tym samym zmniejszyć presję na wzrost wynagrodzeń – dodaje prof. Mączyńska.
Czas na zmiany
Do tego wszystkiego rodzą się pytania, czy w związku z obecną sytuacją Polska potrzebuje pilnych zmian w polityce makroekonomicznej i czy rząd nie powinien podnieść podatków oraz zmienić struktury wydatków. Prof. Orłowski podkreśla, że podatków dochodowych w naszym kraju nie można podnosić w ciągu roku. Ale istnieją inne rozwiązania, jak np. wprowadzenie dodatkowych danin czy podniesienie VAT-u. Ekspert przypomina swoje słowa, które wypowiedział ok. 2 miesiące przed rozpoczęciem wojny. Wtedy zaznaczył, że potrzebna jest pilna zmiana strategii polityki makroekonomicznej. I cały czas to stanowisko podtrzymuje.
– Wyższa inflacja przekłada się na większe dochody podatkowe VAT, CIT oraz PIT. W styczniu Ministerstwo Finansów poinformowało o wyjątkowo wysokich dochodach. Ale równocześnie zauważyło, że to są krótkoterminowe wzrosty i już w drugim kwartale nie będą tak duże. Na razie sytuacja w finansach publicznych nie jest zła. Tu ważne są koszty obsługi długu prywatnego i publicznego. Rosną one teraz z racji osłabienia złotego oraz dużego wzrostu wymaganych przez inwestorów rentowności. Od kilku kwartałów mamy też problem w postaci ujemnego bilansu handlowego obrotów bieżących, import jest większy niż eksport. Nie ma więc możliwości budowy rezerwy w postaci złota i większych zasobów dolarowych, tym bardziej że NBP uznało za konieczną wyprzedaż części rezerw w celu obniżenia spadku wartości złotego – analizuje prof. Gomułka.
Z kolei zdaniem prof. Mączyńskiej, jeszcze nie wiemy, czy konieczne będzie zwiększanie podatków. To zależy m.in. od tego, jak poradzimy sobie z imigrantami na rynku pracy. Ich zatrudnienie dostarczy podatkowych wpływów do budżetu. Ale równocześnie, w związku z wojną jaka ogarnęła Ukrainę, istnieje konieczność zwiększenia wydatków zbrojeniowych. Jak podkreśla prezes PTE, przejściowo może dojść do zwiększenia zadłużenia w budżecie państwa. Ale Polska wciąż jeszcze ma, jak to określił Międzynarodowy Fundusz Walutowy, przestrzeń do zwiększania długu publicznego.
– Widmo stagflacji wydaje się coraz bardziej prawdopodobne. Wobec takiego scenariusza, jeszcze bardziej potrzebne są działania wspierające inwestycje. Dlatego rząd powinien jak najszybciej powrócić na ścieżkę praworządności, zażegnać konflikt z UE oraz uruchomić środki z KPO – podsumowuje prof. Wojciechowski.
Wojna w Ukrainie to nie tylko dramatyczny kryzys humanitarny, ale także bardzo konkretne skutki gospodarcze. Będą to nie tylko wyższe ceny w sklepach, czy spowolnienie wzrostu PKB – ale również szereg sytuacji będących konsekwencją wyjazdu wielu obywateli Ukrainy z powrotem do ojczyzny.
– Odpływ Ukraińców, którzy w bardzo dużej liczbie pracowali na polskich budowach powoduje, że terminy umowne w bardzo wielu przypadkach nie będą mogły być dotrzymane. To z kolei oznacza, że również nie będą mogły być dotrzymane terminy wynikające z umów dofinansowania. W ostateczności Polska nie będzie mogła w sposób pełny rozliczyć się z finansowania unijnego, które było zaplanowane na poprzednią perspektywę finansową i które teraz właśnie wchodzi w etap ostateczny zamknięć, rozliczeń, a w niektórych przypadkach również realizacji projektu – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich(FPP). – Dlatego Federacja Przedsiębiorców Polskich zwraca się i postuluje, aby rząd polski zawarł porozumienie z Komisją Europejską. W takich nadzwyczajnych sytuacjach trzeba przesunąć możliwość rozliczenia środków unijnych – zwłaszcza w sektorze infrastrukturalnym. W tym sektorze, w przeciwieństwie na przykład do wielu miękkich projektów, to właśnie odpływ Ukraińców powoduje, że umowy nie mogą być wykonane w pierwotnie przewidywanym terminie – analizuje Lang.
Obowiązujące od 1 stycznia nowe reguły naliczania składki zdrowotnej od dochodu przedsiębiorców obciążają w szczególności te firmy, które zarabiają „za dużo”. Rozwiązaniem tej sytuacji dla prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą jest zmiana formy prowadzenia działalności w jednoosobową spółkę komandytowo-akcyjną. Nie zapłacą wówczas składki, jednocześnie rezygnując jednak z ubezpieczenia zdrowotnego. Dla tych przedsiębiorców, którzy chcieliby je zachować, lepszym wyjściem będzie wybór spółki komandytowej.
Nowy porządek
Wprowadzone Polskim Ładem naliczanie 4,9% lub 9% składki zdrowotnej od osiąganych dochodów z podwójną, a nawet potrójną, mocą uderza w najlepiej zarabiających przedsiębiorców. Prócz konieczności obciążenia swoich zysków wyższą składką zdrowotną (im wyższe dochody tym wyższa składka), państwo jednocześnie odebrało im możliwość odliczanie jej od podatku. Dobrze zarabiający przedsiębiorcy nie są też adresatami-beneficjentami samego Polskiego Ładu, stworzonego przecież pod hasłem sprawiedliwości społecznej i mającego poprawić sytuację zarabiających najmniej. Nie obejmuje ich tzw. ulga dla klasy średniej, czyli państwowa próba rekompensaty odbierania jednym i dawania drugim. Czy bardziej zaradni, dobrze prosperujący, prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą przedsiębiorcy muszą się na to godzić?
Polski Ład zabiera tylko niektórym formom działalności
To, że prowadzimy firmę w formie jednoosobowej działalności gospodarczej (dalej: JDG), w którą nowy ład uderza ze zwielokrotnioną siłą nie oznacza, że trzeba w tej formie prowadzić działalność do grobowej deski. To tak jak z wprowadzeniem opłat za jednorazowe torby, czy podatek cukrowy. Jeśli ktoś nie chce płacić za reklamówkę w markecie wystarczy, że zacznie chodzić na zakupy z torbą wielorazowego użytku, a co do podatku cukrowego – pić napój bez cukru. Jaka struktura biznesu będzie więc najlepszą alternatywą dla dobrze prosperujących JDG, które mogą najsilniej odczuć straty majątkowe wskutek wprowadzenia Polskiego Ładu?
Odpowiedzią jest jednoosobowa spółka komandytowo-akcyjna, bowiem funkcjonujący w jej strukturach wspólnik nie jest uznawany przez ustawę o systemie ubezpieczeń społecznych za podmiot prowadzący pozarolniczą działalność, podlegający obowiązkowemu oskładkowaniu ZUS. Jednak co zrobić w przypadku, gdy przedsiębiorca nie chce rezygnować z opłacania składki zdrowotnej, by pozostać ubezpieczonym na wypadek utraty zdrowia?
Spółka komandytowa a Polski Ład
Wtedy najlepszym wyborem będzie zmiana JDG w spółkę komandytową i przyjęcie w niej funkcji komplementariusza. Zgodnie bowiem z art. 102 Kodeksu spółek handlowych, spółką komandytową jest spółka osobowa mająca na celu prowadzenie przedsiębiorstwa pod własną firmą, w której wobec wierzycieli za zobowiązania spółki co najmniej jeden wspólnik odpowiada bez ograniczenia (komplementariusz), a odpowiedzialność co najmniej jednego wspólnika (komandytariusza) jest ograniczona.
Choć z brzmienia tego przepisu wynika wyraźnie znaczenie większa odpowiedzialność komplementariusza, to przyjęcie tego ryzyka rekompensuje fakt, że osiągane przez komplementariusza dochody z tytułu udziału w zyskach spółki mogą korzystać z prawa do pomniejszenia ciężaru opodatkowania. Jednocześnie, w odróżnieniu od jednoosobowej spółki komandytowo-akcyjnej, w przypadku spółki komandytowej wspólnik podlega oskładkowaniu ZUS, a więc zachowa ubezpieczenie.
Niższe opodatkowanie dochodu
Wypracowane przez spółki, wypłacane wspólnikom zyski generalnie opodatkowane są podwójnie: na poziomie spółki 9% CIT (dla nowo założonych oraz spółek, które nie przekroczyły 2 000 000 euro przychodu w poprzednim roku podatkowym) oraz na poziomie wspólnika 19% PIT. Po odjęciu od osiągniętego przez spółkę dochodu 9% opodatkowania CIT i opodatkowaniu tak wyliczonego dochodu spółki 19% PIT (100 000 zł dochodu x 9% = 9 000 zł CIT; 91 000 zł x 19% = 17 290 zł PIT), realna stawka opodatkowania wypłacanego ze spółki zysku wynosi 26,29%.
Zgodnie natomiast z art. 30a ust. 6a ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, zryczałtowany podatek od przychodów uzyskiwanych przez komplementariusza z tytułu udziału w zyskach spółki pomniejsza się o kwotę odpowiadającą iloczynowi jego procentowego udziału w zysku i podatku należnego od dochodu spółki. W kolejnych pięciu latach podatkowych komplementariusz spółki komandytowej będzie mógł więc pomniejszyć swój podatek o kwotę podatku zapłaconego przez spółkę. Podsumowując, z tytułu wypłaconego ze spółki udziału w zysku może on w ogóle nie zapłacić PIT, natomiast podatek dochodowy CIT zapłaci tylko spółka.
Ryczałtowa składka zdrowotna
W nowym porządku prawnym Polskiego Ładu komplementariusz spółki komandytowej przy wypłacie ze spółki zysku, do ww. 9% opodatkowania będzie musiał doliczyć jedynie 559,89 zł miesięcznej składki zdrowotnej. Skąd ta kwota? Polski Ład pozostawił wspólnikom spółki komandytowej możliwość opłacania składki zdrowotnej w formie ryczałtu. Podstawę obliczenia stawki zdrowotnej stanowi przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw, włącznie z wypłatami z zysku, w czwartym kwartale 2021 r. Wynosiło ono 6 221,04 zł (9% od tej kwoty to właśnie 559,89 zł).
Podsumowując, działając w formie spółki komandytowej, nawet pomimo konieczności ponoszenia ciężaru składki zdrowotnej (która nie jest liczona od dochodu a ryczałtowo, więc i tu komplementariusz zyskuje), jego obciążenia podatkowe wypracowanego zysku będą i tak namacalnie mniejsze niż przy rozliczeniach w innych formach prowadzenia działalności. Do tego przedsiębiorca zachowuje ubezpieczenie zdrowotne.
Podsumowanie
– Dla przedsiębiorców, którzy rozważają zmianę formy działalności i chcą zachować ochronę ubezpieczeniową, działanie w formie spółki komandytowej to ciekawe rozwiązanie. Do tego zaletą tej struktury jest łatwość wyjścia z niej. W odróżnieniu bowiem od jednoosobowej spółki komandytowo-akcyjnej, którą trzeba likwidować, i to zgodnie z przepisami o spółkach akcyjnych, spółkę komandytową można zamknąć bez przeprowadzania likwidacji – komentuje radca prawny Kamil Nagrabski, szef zespołu ds. doradztwa gospodarczego dla przedsiębiorców w Kancelarii Prawnej Skarbiec. – Oprócz tego, prowadzenie działalności w formie spółki komandytowej niesie ze sobą dodatkowe benefity, tj.: brak konieczności przeprowadzania walnych zgromadzeń akcjonariuszy u notariusza, brak wymogu prowadzenia księgi akcyjnej, a zyski spółki komandytowej nie wliczają się do progu dochodowego, którego przekroczenie rodzi ciężar daniny solidarnościowej.
Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
7 marca 2022 r. NSA podjął uchwałę w składzie 7 sędziów w sprawie o sygn. akt I FPS 4/21. Przyczyną podjęcia uchwały była naganna praktyka organów podatkowych, które nie stosowały się do gwarancji procesowych dotyczących sposobu doręczeń.
Wcześniej organy podatkowe uznawały, że jakiekolwiek doręczenie stronie wywołuje skutki prawne nawet, jeśli miała ona pełnomocnika w postępowaniu, zwłaszcza gdy strona złożyła środek zaskarżenia. Naczelny Sąd Administracyjny stanął na wysokości zadania i uznał, że niedopuszczalne jest pomijanie pełnomocnika w postępowaniu. Podkreślił, że każdy błąd w doręczeniach obciąża organ podatkowy.
Naczelny Sąd Administracyjny podkreślił, że niezwykle istotne znaczenie ma czynność doręczania aktów administracyjnych. Prawidłowe doręczenie decyzji, czy też postanowienia, powoduje, iż takie rozstrzygnięcie wchodzi do obrotu prawnego a organ jest nim związany. Z momentem doręczenia strona poznaje treść decyzji lub postanowienia.
– W przypadku, gdy strona ma ustanowionego pełnomocnika jedynie doręczenie tego pisma pełnomocnikowi jest prawnie skuteczne – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Radosław Bulejak, Senior Associate, Kancelaria Ożóg Tomczykowski. – Pominięcie pełnomocnika i doręczenie pisma bezpośrednio stronie nie wywołuje skutków prawnych, czynność doręczenia w takiej sytuacji jest bezskuteczna.
NSA zwrócił uwagę, że w przypadku postanowień o nadaniu rygoru natychmiastowej wykonalności decyzji ich prawidłowe doręczenie jest bardzo ważne. Wniesienie zażalenia na takie postanowienie nie wstrzymuje wykonania decyzji. Po doręczeniu postanowienia o nadaniu rygoru natychmiastowej wykonalności wierzyciel od razu może zainicjować postępowanie egzekucyjne, co z kolei może doprowadzić do przerwania biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego.
W takiej sytuacji tylko prawidłowe doręczenie do rąk pełnomocnika można uznać za bezskuteczne. Inny pogląd sprawia, że regulacje o doręczeniach stają się zbędne. Wywołanie skutku prawnego zależałoby jedynie od tego, czy strona lub pełnomocnik dowiedzieli się w jakiś sposób o rozstrzygnięciu.
– Słusznie NSA nie zgodził się z linią orzeczniczą, że doręczenie decyzji z pominięciem pełnomocnika jest skuteczne, jeżeli nie wywołuje dla stron ujemnych skutków procesowych. I jak podkreślił, w przypadku doręczeń sytuacja jest zero-jedynkowa – komentuje R.Bulejak z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.
Każde naruszenie przepisów o doręczeniach będzie powodować, że decyzja lub postanowienie nie weszło do obrotu prawnego. Słusznie również NSA nie zgodził się z poglądem, że złożenie środka zaskarżenia od rozstrzygnięcia błędnie doręczonego może konwalidować doręczenie. NSA dobitnie podkreślił, że podatnik powinien mieć zawsze pewność co do skuteczności doręczenia. Inna sytuacja jest nie do zaakceptowania.
Uchwała jest zatem bardzo ważna, gdyż wpisuje się w nowy trend orzeczniczy nastawiony na całkowitą i zupełną ochronę praw strony a neguje naruszenia prawa przez organ podatkowy. NSA nie zgodził się z profiskalną wykładnią przepisów Ordynacji podatkowej. Podatnik nie może w żadnej mierze ucierpieć wskutek naruszenia prawa przez organy podatkowe.
Temat współpracy Rosji z Chinami jest bardzo trudny i bardzo wielowątkowy. Z jednej strony można wskazać wiele wspólnych celów tych dwóch państw – ale z drugiej strony należy pamiętać o tym, że są w innej fazie rozwoju. Rządzący w Rosji zdawali sobie sprawę z tego, że przed Rosją jest tak naprawdę kilka lat, aby zbudować większe zamieszanie na świecie – świecie, w którym odchodzi się powoli od węglowodorów. Ponadto Rosjanom wyczerpują się niektóre źródła ropy, a eksploatacja nowych wymagałaby dużych pieniędzy oraz bardzo dobrych technologii. Przedział czasowy Rosji na istotne zmiany na arenie międzynarodowej jest niezbyt długi, czego byli świadomi rządzący. Chińczycy są w zupełnie innej sytuacji – z każdym rokiem rosną i zaczynają przeganiać resztę świata.
– Tak naprawdę mogliby rosnąć i nic specjalnie nie robić, aż w pewnym momencie świat przestałby nadążać – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG). – Z punktu widzenia Chin rozsądnie byłoby spokojnie się rozwijać, spokojnie pokazywać swoją moc i zwiększać swoje wpływy – a w pewnym momencie stałoby się jasne, że to Chiny teraz rządzą. Jest to zupełnie inny rodzaj polityki i może się okazać, że Chiny wcale nie są zadowolone z obecnych działań Rosji. Po wojnie na Ukrainie Rosja będzie osłabiona zarówno militarnie, jak i gospodarczo – niezależnie od sposobu zakończenia konfliktu. Chińczycy mogą wykorzystać tę sytuację, aby jeszcze taniej kupować rosyjskie surowce i jeszcze bardziej zwasalizować Rosję. Śmiałe posunięcie władz rosyjskich może się okazać dramatyczne dla samej Rosji – podkreśla Soroczyński.
Twarda reakcja Europy spowodowała istotne problemy w Rosji. Jak się jednak okazuje przy odpowiednich rabatach, Rosja jest w stanie znaleźć odbiorców swoich surowców w Azji. Pytanie, ile będzie ją to kosztowało.
Złoty coraz mocniejszy
Kolejne dni pozwalają polskiej walucie odrobić coraz więcej poniesionych ostatnio strat. Dzisiaj po raz kolejny euro miało momenty, kiedy kosztowało poniżej poziomu 4,70 zł. Powodem jest uspokajanie się sytuacji. Nie można jej oczywiście mylić z uspokojeniem. Na Wschodzie dalej trwa wojna, również sankcje są realnym tematem. Po prostu nie jest aż tak źle jak jeszcze tydzień temu. W rezultacie inwestorzy starają się jeszcze na całym tym zamieszaniu zarobić. Do tego najwyraźniej dobrym miejscem był polski złoty. Wyraźną poprawę widać również na giełdach. WIG zbliża się właśnie do najwyższych poziomów od początku inwazji.
Indie uratują Rosję?
Na arenie międzynarodowej widać wyraźne zbliżenie pomiędzy Indiami a Rosją. Hindusi na razie starają się utrzymać neutralność w sprawie rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Wstrzymali się nawet od głosu w sprawie potępienia Rosji na forum ONZ. Obecnie kraj ten rozważa poważnie zakupy rosyjskiej ropy. Byłaby to duża pomoc dla reżimu Putina, który w ostatnich dniach ma olbrzymie problemy ze sprzedażą swojego surowca. Dzieje się to pomimo stosowania dodatkowych rabatów sięgających 20 dolarów na baryłce. W wypowiedzi indyjskiego ministra ropy i gazu oczywiście pojawia się informacja o możliwych zakupach ze wspomnianym dyskontem.
Dane z Chin znów w górę
Poznaliśmy wczoraj wzrosty produkcji przemysłowej oraz sprzedaży detalicznej z Chin. Na razie jest to jeszcze poziom osiągalny w innych państwach, ale widać już wyraźną poprawę. Produkcja przemysłowa rośnie o 7,5% przy oczekiwaniach na poziomie 4%, za to sprzedaż detaliczna wzrosła o 6,7% przy spodziewanym wzroście o 3%. Chiny są jednak w tej komfortowej sytuacji, że najprawdopodobniej jako jedno z niewielu państw wyjdą wzmocnione gospodarczo na inwazji Rosji na Ukrainę.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
19:00 – USA – decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl
Systemy klasy TMS w realny sposób odpowiadają na codzienne problemy firm działający w branży transportowej i logistycznej. Brak zintegrowanego narzędzia wspierającego w procesie zarządzania zasobami to najprostsza droga do utraty rynków zbytu, generowania nadmiernych strat oraz nieefektywnego zarządzania flotą i pracownikami. W jaki sposób wygląda przebieg procesów z wykorzystaniem systemu TMS?
Procesy związane z planowaniem zleceń transportowych
Na samym początku zajmijmy się jedną z największych bolączek przedsiębiorstw z branży transportowej, jaką jest kwestia planowania dużej liczby zleceń w jednym czasie. Firmy rozwijające się oczywiście dążą do tego, by wolumen pracy był jak największy, jednak brak odpowiednich narzędzi ułatwiających alokację pracy, odpowiednie zaplanowanie ładunku, a także optymalizacji trasy sprawia, że początkowa radość może szybko zmienić się w panikę spowodowaną brakiem możliwości realizacji wszystkich zleceń w przewidywanym terminie.
System klasy TMS na bieżąco monitoruje wszystkie zasoby w firmie, włączając w to pracowników, flotę oraz ładunek, i na podstawie danych optymalizuje każde zlecenie w taki sposób, by usługa przebiegła możliwie jak najszybciej i z wykorzystaniem maksymalnej przestrzeni ładunkowej. To niezwykle ważny proces, który minimalizuje ryzyko pustych przebiegów pojazdów, które generują straty. Wdrożenie narzędzia TMS ułatwi cały proces i automatyzuje pracę działu planistycznego.
Procesy związane z koordynacją pracy kierowców
Sama realizacja zleceń transportowych to także spore wyzwanie dla osób koordynujących przebieg transportu. Planowanie trasy, przewidywanie wszelkich trudności, wszelkie formalności związane z dokumentacją to tylko nieliczne z wyzwań, na jakie natrafiamy podczas realizacji zlecenia.
W tych aspektach TMS również jest w stanie odciążyć pracowników, zarządzając flotą nawet w momencie, gdy wyjechała ona z bazy. Dzięki specjalnym modułom TMS Nawigator umożliwia przewidywanie wszelkich opłat drogowych i sytuacji bieżącej, a w przypadku trudności w automatyczny sposób zmieni trasę, informując o tym kierowcę. Moduł brama pozwala na ciągłe monitorowanie i rejestrowanie wjazdów i wyjazdów floty, co także pomaga w koordynacji i daje możliwość szybkiego zrealizowania zleceń w kolejce.
Procesy związane z rozliczaniem zleceń oraz kierowców
Rozliczanie i fakturowanie zrealizowanych zleceń to integralna część aktywności firmy transportowej. W tym aspekcie często dochodziło do błędów ludzkich lub braku odpowiedniej kontroli nad niezapłaconymi jeszcze fakturami. System TMS posiada dedykowany system do fakturowania, który zapewnia szybką możliwość wystawienia faktury pojedynczej bądź zbiorczej, a także monitoruje stan płatności za zrealizowane już zlecenia. Dużą korzyścią wynikającą z wykorzystania narzędzia, jakim jest system spedycyjny od mbis.pl, jest możliwość zautomatyzowania czynności, które w przeszłości były realizowane ręcznie. A zatem jeśli już kiedyś wystawiliśmy fakturę danemu klientowi, następnym razem faktura ta zostanie wypełniona automatycznie.
To jednak tylko jedna strona związana z rozliczaniem. W dobie pakietu mobilności każda firma transportowa boryka się z problemem skomplikowanego naliczania wynagrodzenia kierowców, którzy często pracują poza granicami Polski. System TMS ułatwia wykonanie prawidłowego rozliczenia, co znacznie odciążą dział księgowy.
Zarządzanie danymi w firmie za pomocą systemu TMS
W dzisiejszych czasach to informacja i dane stanowią najcenniejszy zasób każdego przedsiębiorstwa, a kluczem do sukcesu i zdobycia odpowiedniej przewagi konkurencyjnej na rynku jest odpowiednie wykorzystanie tych informacji. W dużych firmach transportowych niestety przepływ informacji kuleje, szczególnie gdy działania w ramach jednego zlecenia są podzielone na odpowiedzialność wielu działów – planistycznego, księgowego, działu zaopatrzenia i kierowców.
System TMS od mbis.pl całkowicie eliminuje wszelkie problemy z przepływem danych, a dzięki jednemu systemowi i jednej bazie danych wszyscy posiadają takie same informacje o zleceniu i są w stanie w znacznie bardziej efektywny sposób realizować wszystkie procesy biznesowe.
Tylko 40 proc. przedsiębiorców weryfikuje, czy dostaje zapłatę od kontrahentów, korzystając z programu księgowego lub sprzedażowo-magazynowego. 45 proc. robi to „ręcznie”, sprawdzając samemu firmowe konto. Aż 40 proc. kontroluje płatności tylko z doskoku, w tym blisko 1/3 dopiero wtedy, gdy zaczyna brakować pieniędzy – wynika z badania „Audyt windykacyjny”, przeprowadzonego na zlecenie Kaczmarski Inkasso. Tymczasem najnowsze dane Krajowego Rejestru Długów pokazują, że polskie firmy są zadłużone u kontrahentów na 9,03 mld.
Podejście do dbania o finanse, widoczne w badaniu, nie pomaga w rozładowaniu zatorów płatniczych, które blokują polską gospodarkę. Brak terminowej zapłaty od partnerów biznesowych jest bowiem problemem dla prawie 60 proc. przedsiębiorstw. Doświadczają go głównie małe firmy, z sektora usług oraz działające na wschodzie Polski (woj. lubelskie, podkarpackie i podlaskie). Ważne jest więc zachowanie płynności finansowej, która pozwoli przedsiębiorstwom na regulowanie bieżących zobowiązań, takich jak raty kredytów, faktury od dostawców, pensje pracowników, podatki czy ZUS.
Średni dług polskiej firmy to ponad 33 tys. zł
Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że obecnie firmy są zadłużone na 9,03 mld zł. Ponad 272 tys. przedsiębiorstw ma przeterminowane zobowiązania finansowe, a ich średni dług wynosi 33,2 tys. zł. Rekordzista jest winien prawie 25 mln zł. Patrząc przez pryzmat branż, największe problemy mają firmy z sektora handlowego, gdzie zaległości wynoszą 2,25 mld zł. Następne są przedsiębiorstwa budowlane z 1,46 mld zł długów, a także branża transportowo-spedycyjno-logistyczna, gdzie uzbierało się 1,14 mld zł niezapłaconych zobowiązań. W trudnej sytuacji jest także przemysł, który ma do oddania kontrahentom 1 mld zł.
Wśród województw dominują przedsiębiorstwa z Mazowsza, gdzie długi wynoszą 1,97 mld zł. Składają się na nie nieuregulowane zobowiązania 53 774 podmiotów. Drugie miejsce zajmuje Śląsk, gdzie uzbierało się 1,17 mld zł zaległości. Ma je 34 325 firm. Trzecia jest Wielkopolska z 915 mln niezapłaconych faktur i 26 832 dłużników.
Sprawdzają na piechotę
Badanie „Audyt windykacyjny”, przeprowadzone przez TGM Research w styczniu 2022 r. na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso, pokazuje, że sprawdzanie płatności za faktury wystawione kontrahentom jest stałą praktyką w 59,5 proc. firm z sektora MŚP. Robią tak głównie mikrofirmy (63 proc. wskazań), działające w branży budowlanej (67 proc.) i funkcjonujące w północno-zachodniej Polsce (woj. lubuskie, wielkopolskie i zachodnio-pomorskie) – 63 proc. Ale reszta, tj. 40,5 proc. przedsiębiorstw robi to tylko, gdy zachodzi taka potrzeba.
Przedsiębiorcy kontrolują płatności od klientów, głównie samodzielnie weryfikując stan konta bankowego (45 proc. wskazań). Nieco mniejszy odsetek – 40 proc. – stosuje gotowe, zautomatyzowane rozwiązania w programach księgowych, sprzedażowych lub magazynowych. Tylko 16 proc. korzysta z pomocy biur rachunkowych.
Firmy najczęściej sprawdzają, czy pieniądze od kontrahenta wpłynęły, gdy zbliżają się terminy opłacenia firmowych rachunków lub trzeba rozliczyć się z dostawcami i podwykonawcami. Wskazuje tak 58,5 proc. z nich. Prawie 1/3 bierze się za sprawdzanie konta, kiedy nadchodzą daty płatności podatków PIT, CIT i VAT, a 30 proc. przed planowanym rozpoczęciem większych inwestycji.
– Niestety niepokojące jest to, że aż 32 procent przedsiębiorstw zaczyna interesować się stanem rachunku bankowego dopiero, gdy zaczyna brakować pieniędzy na bieżące opłaty i grozi im utrata płynności. Taka postawa świadczy o nieodpowiedzialnym podejściu do zarządzania firmowymi finansami. Stan konta jest kluczową kwestią, pozwalającą na realne oszacowanie możliwości firmy odnośnie planowania przyjęcia nowych zleceń oraz wywiązania się ze zobowiązań wobec partnerów biznesowych. Gospodarka to obieg zamknięty, gdzie jedna duża niezapłacona faktura może zablokować kolejne, a w efekcie sparaliżować działanie wielu przedsiębiorstw– zauważa Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
Jakie aktualne/doraźne potrzeby powodują, że Państwa firma sprawdza płatności za faktury wystawione kontrahentom?
Czas reakcji
Najczęściej przedsiębiorcy reagują na brak zapłaty tydzień po zapadalności faktury. Deklaruje tak 46 proc. z nich. Prawie co 4. upomina się o pieniądze po miesiącu, ale 17 proc. monituje u kontrahentów już po jednym dniu opóźnienia.
Jednak 8,5 proc. firm zwleka aż trzy miesiące, a prawie 3 proc. czeka pół roku, zanim podejmie kroki wobec niesolidnych kontrahentów.
– Z naszej praktyki w obsłudze długów we wszystkich branżach gospodarki wynika, że im szybciej niezapłacone faktury trafią do windykacji, tym większa szansa na ich odzyskanie. Prognozujemy, że w obecnej sytuacji ekonomicznej, kiedy mamy wysoką inflację oraz zakłócenia, jakie wywołała w gospodarce pandemia, a w perspektywie także wojna na Ukrainie, przedsiębiorstwa będą chciały mocniej zadbać o swoją płynność finansową. Małe i średnie firmy będą szybciej podejmować decyzje o uruchomieniu działań windykacyjnych, aby odzyskać pieniądze za swoją pracę i mieć środki na bieżącą działalność – przewiduje Jakub Kostecki.
Odzyskać pieniądze i dofinansować firmę
Gdy dojdzie do przekroczenia terminu zapłaty, a pieniądze nie pojawiają się na firmowym koncie, przedsiębiorcy podejmują próby ich odzyskania. W 43. proc firm z sektora MŚP zajmuje się tym dział księgowy, a w 29 proc. właściciel lub dyrektor zarządzający. Są też inne modele – 7 proc. przedsiębiorstw ma własny dział windykacji, który dba o wpływy od dłużników, 6 proc. zleca to działowi prawnemu, natomiast w 5,5 proc. podmiotów zwrotem należności zajmuje się dział handlowy. Ponad 2 proc. firm nie wyznaczyło nikogo do dbania o zapłatę od kontrahentów.
Zamrożone w fakturach pieniądze nie pracują, więc w konsekwencji część firm musi wspierać się zewnętrznym finansowaniem, aby uniknąć sparaliżowania własnej działalności.
– Nasze niedawne badanie pokazuje, że opóźnianie płatności przez kontrahentów jest największą barierą w prowadzeniu działalnościwśród firm z sektora MŚP. Z kolei najważniejsze czynniki rozwoju to możliwość skorzystania z zewnętrznych źródeł finansowania i z rozwiązań wspierających płynność finansową. W przypadku mikrofirm ma to kolosalne znaczenie, ponieważ im mniejsze przedsiębiorstwo, tym gorzej radzi sobie w sytuacji, gdy musi czekać na pieniądze. Ma mniejszą poduszkę finansową i słabszą pozycję negocjacyjną w umowach z większymi firmami. Stąd w mikrofirmach coraz większe zainteresowanie faktoringiem jawnym, który jest jednym z najbardziej skutecznych i bezpiecznych narzędzi wspierających płynność przedsiębiorstwa, ale też mobilizuje kontrahenta do terminowej zapłaty oraz zapewnia przedsiębiorcy wsparcie w postaci silnego partnera biznesowego – mówi Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG.
Gdy dojdzie do takiego przekroczenia terminu płatności, którego firma nie akceptuje, ponad połowa z nich, tj. 56 proc., wysyła klientowi wezwanie do zapłaty. Popularnym sposobem mobilizowania do spłaty jest także kontakt z kontrahentem i prowadzenie z nim negocjacji, na co decyduje się prawie 40 proc. wierzycieli. Ponad 1/5 przekazuje sprawę do firmy windykacyjnej. Natomiast 21 proc. kieruje ją do sądu, zaś co 4. przedsiębiorstwo powierza kancelarii prawnej.
Badanie „Audyt windykacyjny” zostało przeprowadzone przez TGM Research na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso w styczniu 2022 r. metodą CAWI na 422 firmach, tj. podmiotach gospodarczych wystawiających faktury z odroczonym terminem płatności.