Luty przyniósł kolejny szok cenowy. Niektóre towary w sklepach rok do roku zdrożały nawet o ponad 90 proc.

Monitoring blisko 30 tys. cen detalicznych wykazał, że w lutym br. w sklepach było drożej średnio o 10% w porównaniu z analogicznym okresem 2021 roku. Na 12 analizowanych kategorii aż 10 podrożało, a tylko 2 potaniały. Największe podwyżki w skali roku objęły produkty tłuszczowe – prawie 67%, mięso – ponad 25%, nabiał – powyżej 15%, warzywa – 13,5%, a także chemię gospodarczą – 8,5%. Natomiast biorąc pod uwagę konkretne towary, w lutym rdr. najmocniej wzrosły ceny oleju – o przeszło 90%, kapusty – o 69%, cukru – o ponad 53%, margaryny do pieczenia – o więcej niż 40%, a także masła – o ok. 36%.

Cykliczny raport pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Hiper-Com Poland, wskazuje, że w lutym 2022 roku w sklepach było drożej o średnio 10% w porównaniu z analogicznym okresem 2021 roku. Na 12 badanych kategorii 10 podrożało, a 2 potaniały (używki i napoje).

– W relacji rocznej luty wypadł lepiej niż styczeń. Miesiąc wcześniej podwyżki w sklepach sięgnęły 17,6% rok do roku. I wówczas na 12 badanych kategorii zdrożały wszystkie. Teraz trend lekko się odwraca, co może wynikać z obniżki VAT-u na żywność. Jednak, moim zdaniem, to tylko pozory. Prawdziwą przyczynę widziałbym w przygotowaniu sieci handlowych do zmiany podatkowej. Media przecież szeroko donosiły, że sklepy podnosiły ceny w połowie stycznia, by później je opuszczać. To oznacza, że broniły się w sytuacji masowo drożejących surowców. Faktycznie nie miały też przestrzeni do zastosowania tak widocznych dla konsumentów obniżek – mówi dr Krzysztof Łuczak, współautor badania z Grupy BLIX.

Z zebranych danych wynika również, że w lutym br. najbardziej podrożały rdr. produkty tłuszczowe, bo aż o 66,9%. Szczególnie widoczne jest to w przypadku oleju, który zdrożał o 90,2%. Z kolei ceny margaryny do pieczenia poszły w górę o 40,3%, a masła – o 36,1%. Jak twierdzą eksperci z UCE RESEARCH, w kolejnych miesiącach należy spodziewać się jeszcze większych podwyżek w obrębie najmocniej drożejącej kategorii. Wojna między Rosją i Ukrainą wpłynie m.in. na podniesienie cen produktów pochodzenia roślinnego i zwierzęcego.

– Jak już wielokrotnie się mówiło, problem rosnących cen oleju jest globalny. Na świecie maleje ilość rzepaku, który służy m.in. do produkcji oleju rzepakowego. Producentów dotknęły też duże susze, przez co zbiory mocno się zmniejszyły. W lutym sytuację pogorszył wybuch wojny za naszą wschodnią granicą. Ukraina to przecież istotny gracz na rynku zbóż i roślin oleistych, a Rosja jest największym eksporterem pszenicy na świecie – wyjaśnia dr Łuczak.

Na drugim miejscu zestawienia obejmującego największe podwyżki w skali roku znajduje się mięso – 25,2%. Ceny wołowiny poszły w górę o 34,8%, a drobiu – o 26,1%. Z kolei wieprzowina podrożała o 6,4%. Jak tłumaczy Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland, przez utrudnione uprawy, susze i powodzie jest mniej surowca paszowego, który w efekcie podrożał. Do tego wzrosły ceny paliwa i energii, a także koszty transportu, magazynowania i pracy. W zawiązku z tym wytworzenie, przewiezienie i przechowywanie mięsa jest dużo droższe, co wpływa na cenę produktu końcowego.

– Od dłuższego czasu prognozuję, że ceny mięsa będą sukcesywnie rosły z powodu wzrostu drożejących surowców energetycznych, większych kosztów pracowniczych, a skończywszy na podnoszeniu podatków. Do tego dochodzą też czynniki klimatyczne, których wcześniej zupełnie nie brano pod uwagę. Szacuję się, że produkcja zwierzęca odpowiada za ok. 15% światowych emisji gazów cieplarnianych. Konsumenci będą coraz częściej ten aspekt zauważać, co już teraz odbija się negatywnie na cenach. Skutki tego widzimy na półkach sklepowych, na których ceny naprawdę mocno poszły w górę. I to nie jest koniec złych wiadomości. Uważam, że prawdziwe podwyżki są dopiero przed nami, a połowa roku będzie pod tym względem najgorsza – przewiduje ekspert z Grupy BLIX.

Trzecią pozycję w zestawieniu zajmuje nabiał – 15,3%. W obrębie tej kategorii najbardziej podrożał ser żółty – o 25,9%. W przypadku pięciu innych produktów wzrosty sięgają od 3,6% do 13%.

– Branżę mleczarską mocno dotknęły m.in. podwyżki cen ropy, gazu, pasz i środków ochrony roślin. Ponadto wojna Rosji z Ukrainą może doprowadzić do tego, że światowe ceny surowego mleka będą rosnąć jeszcze szybciej niż dotychczas. Dlatego konsumenci muszą przygotować się na kolejne podwyżki w tej kategorii – ostrzegają eksperci z UCE RESEARCH.

Na czwartym miejscu w zestawieniu znajdują się warzywa – 13,5%. Tu zdecydowanie najmocniej podrożała kapusta – aż o 69%. Ceny ogórków poszły w górę o 33,9%, a cebuli – o 28,8%. Natomiast 2 towary spośród 7 analizowanych z tej kategorii potaniały – papryka – o 9,8%, a ziemniaki – o 6,6%.

– W ubiegłym roku pogoda była dla upraw niezwykle niesprzyjająca. Rolnicy sygnalizowali, że wegetacja roślin była opóźniona, co w ogromnym stopniu przełożyło się na cykl produkcyjny. Widać też było większe zainteresowanie krajowymi produktami, szczególnie tymi świeżymi, co finalnie przełożyło się na wzrosty cen – zaznacza ekspert z Grupy BLIX.

Na piątym miejscu zestawienia znalazła się chemia gospodarcza – 8,5%. Jak podają analitycy z UCE RESEARCH, największy skok cenowy dotyczył papieru toaletowego – 16,1%. Pozostałe podwyżki mieściły się w przedziale od 4,5% do 10,5%.

– Można powiedzieć, że przez ostatni rok ceny chemii gospodarczej rosły symbolicznie, bo producenci mieli sporo surowców i komponentów do produkcji, jeszcze ze starych zapasów. Natomiast zaczęły się one mocno kurczyć, a nowe niestety były już dużo droższe. Dlatego też uważam, że produkty z tej kategorii będą nadal sukcesywnie drożały – przewiduje dr Łuczak.

Biorąc pod uwagę produkty ze wszystkich badanych kategorii, w lutym rdr. najmocniej wzrosły ceny oleju – o 90,2%, kapusty – o 69%, cukru – o 53,3%, margaryny do pieczenia – o 40,3%, a także masła – o 36,1%. Eksperci z UCE RESEARCH uważają, że w kolejnych miesiącach najbardziej pójdą w górę ceny art. pochodzenia oleistego, pieczywa, mięsa oraz nabiału. Globalizacja rynków rolnych sprawia, że wartość cenowa surowców w Polsce zależy od ich cen wyrażanych w euro lub w dolarach na głównych giełdach. Osłabienie złotego wymusi więc podwyżki towarów oferowanych w naszej walucie.

– W marcu br. ceny w sklepach będą podbijane przez kolejne czynniki, w tym przez zakłócenia łańcuchów dostaw czy rosnące koszty wytwórcze i pracownicze. Do tego niestety dojdą obustronne sankcje gospodarcze, zastosowane w związku z wojną w Ukrainie. W perspektywie dalszych kilku miesięcy będzie drożej średnio nawet o 12-15% rok do roku. Tak długo, jak będzie trwał konflikt zbrojny, na półkach sklepowych nie będzie spokojnie. Jednak wysokość podwyżek i przede wszystkim skoki cenowe w ogromnej mierze mogą zależeć od konsumentów. Robienie zapasów w panice dodatkowo pogorszy sytuację na rynku. I do tego za wszelką cenę jako społeczeństwo nie możemy dopuścić – podsumowuje dr Krzysztof Łuczak.

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, opracowanego przez UCE RESEARCH i Hiper-Com Poland. Pokazuje on średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. Autorzy przedstawiają wyniki z lutego 2021 roku w porównaniu do analogicznego okresu w 2022 roku. Przedmiotem analizy było 12 kategorii (pieczywo, nabiał, mięso, owoce, warzywa, produkty sypkie, produkty tłuszczowe, dodatki spożywcze, używki, napoje, chemia gospodarcza i Inne art.) oraz 45 produktów. Zestawiono ze sobą dane prawie 1,4 tys. marek, w tym blisko 29,3 tys. cen detalicznych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry, działające w 16 województwach.

Chińskie władze próbują wzmocnić swe rynki akcji

W trakcie apogeum wczorajszej wyprzedaży Hang Seng spadł minimalnie poniżej swojego dołka z lutego 2016 i znalazł się na najniższym poziomie od 2012 roku. Wczoraj po południu chińskie władze zdecydowały się na – werbalna na razie – interwencję obiecując udzielenie wsparcia chińskim rynkom akcji. Dziś rano Hang Seng rósł o ponad 9 proc. Shanghai Composite, który zaliczył dziś rano swe 1,5 roczne minimum również później rósł (+3,48 proc.). Poza głównym indeksem giełdy w Nowej Zelandii (-0,13 proc.) drożały dziś również indeksy pozostały giełd w Azji i Oceanii.

Już wczoraj amerykański rynek akcji, który w poniedziałek flirtował ze swoimi cyklicznymi minimami z lutego również zamknął się na wyraźnych plusach (S&P 500 +2,14 proc., DJIA +1,82 proc., Nasdaq Composite +2,92 proc.).

Oczywiście po takim odbiciu w USA i Azji również europejskie rynki otwierały się dziś na plusach (około 9:30 WIG-20 +2,3 proc. DAX +2,24 proc., CAC 40 +2,22 proc.). Wśród składników WIG-u 20 najsilniej – o ponad 8 proc. – zwyżkowały dziś rano akcje Allegro. Polskie indeksy mniejszych spółek również zwyżkowały, ale w mniejszym stopniu niż WIG-20.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA i wielu krajów euro ustanawiały dziś swe kolejne nowe cykliczne maksima.

W środę amerykański Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego rynku podejmie decyzję na temat wysokość podstawowych stóp procentowych w USA. Spodziewana jest pierwsza podwyżka o 0,25 pkt. proc.

Wczoraj ceny kontraktów na węgiel kamienny w Rotterdamie spadły o ponad 10 proc. Dziś rano kontrakty na ropę naftową lekko odbijały w górę (Brent +2,93 proc., WTI +2,2 proc.).
Euro umacniało się dziś rano ostrożnie względem dolara trzeci dzień z rzędu. Również nadal umacniał się względem głównych zagranicznych walut złoty.

Bitcoin drożał dziś nieznacznie względem amerykańskiego dolara trzeci dzień z rzędy (+0,96 proc.).

Według wczorajszych danych ZEW za marzec wskaźnik oczekiwań gospodarczych w Niemczech zanotował największy miesięcy spadek w historii osiągając najniższy poziom od marca 2020.

Wczoraj pojawiły się informacje, że być może prezydent USA Joe Biden odwiedzi w przyszłym tygodniu Polskę.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Przed nami podwyżka stóp procentowych w USA

Wszystko wskazuje na to, że Rezerwa Federalna w środę po raz pierwszy od wybuchu pandemii COVID-19 podniesie stopy procentowe – przewidujemy ruch o 25 pb. Spodziewamy się, że reakcja dolara będzie zależeć przede wszystkim od komunikatów Fedu dotyczących inflacji oraz od projekcji makroekonomicznych i dot plotu. Projekcja sześciu lub więcej podwyżek stóp w 2022 r. prawdopodobnie wywołałaby natychmiastową, gwałtowną aprecjację amerykańskiej waluty.

Podczas swojego copółrocznego sprawozdania przed Kongresem na początku marca przewodniczący FOMC Jerome Powell niemal potwierdził, że Fed podniesie stopy procentowe w tym miesiącu, mimo ryzyk dla wzrostu gospodarczego związanych z inwazją Rosji na Ukrainę. Zaznaczył, że „przy inflacji znacznie powyżej 2% i silnym rynku pracy spodziewamy się, że właściwym będzie podniesienie docelowego przedziału stopy funduszy federalnych na naszym posiedzeniu w dalszej części miesiąca”. W związku z tym uważamy, że główna niepewność przed zebraniem dotyczy wysokości środowej podwyżki i komunikatów banku na temat przyszłości prowadzonej polityki monetarnej.

Przed inwazją Rosji na Ukrainę przewidywaliśmy, że Fed podniesie w tym tygodniu stopy o 50 pb. Rozwój wydarzeń w ostatnich tygodniach złagodził jednak nieco nasze oczekiwania i obecnie uważamy, że ruch o więcej niż 25 pb. jest mało prawdopodobny. Rynki finansowe wydają się z tym zgadzać – fed funds futures obecnie w pełni wyceniają podwyżkę o 25 pb. przy znikomej szansie na podwyżkę o 50 pb. Łącznie przewidujemy obecnie sześć ruchów o 25 pb. do końca tego roku, nieco mniej niż wycenia rynek.

Sam Jerome Powell wskazał, że jest skłonny poprzeć ruch o 25 pb. w marcu, choć zaznaczył, że będzie „przygotowany do bardziej agresywnych kroków”, jeśli inflacja nie spadnie tak szybko, jak jest to oczekiwane. Spodziewamy się zatem, że reakcja dolara na zebranie będzie zależeć przede wszystkim od komunikatów Fedu dotyczących inflacji oraz od projekcji makroekonomicznych i stóp procentowych.

W swoich ostatnich, grudniowych projekcjach stóp procentowych (tzw. dot plot) członkowie FOMC wskazali, że spodziewają się trzech podwyżek w 2022 r. Od tamtego czasu presja inflacyjna narastała i uważamy, że gwarantuje to rewizję w górę mediany oczekiwań. Inflacja CPI osiągała w USA w ostatnich miesiącach kolejne najwyższe od dekad poziomy, wzrastając w lutym do najwyższego od 40 lat pułapu 7,9% (Wykres 1).

Wojna Rosji i Ukrainy ma dodatkowe implikacje inflacyjne, w dużej mierze przez globalny wzrost cen surowców i zakłócenia łańcuchów dostaw. Spodziewamy się, że dot plot pokaże, że członkowie FOMC oczekują co najmniej pięciu podwyżek stóp w 2022 r., a retoryka Komitetu będzie otwierać drogę do nawet bardziej agresywnego tempa podwyżek, jeśli będzie to uzasadnione. Niższa mediana prawdopodobnie będzie postrzegana jako negatywna dla dolara, zaś projekcja sześciu lub więcej podwyżek jako pozytywna i prawdopodobnie wywołałaby natychmiastową, gwałtowną aprecjację amerykańskiej waluty.

Wykres 1: Inflacja CPI w USA (2012 – 2022)

Inflacja CPI w USA
Źródło: Refintiv Datastream Data: 15.03.2022

Spodziewamy się m.in. niewielkiej rewizji w dół wzrostu PKB. Gospodarka USA doświadczyła mocnego ożywienia po okresie niepewności związanej z Omikronem, lecz wiele ryzyk dla wzrostu jest wciąż aktualne, w szczególności poważne zakłócenia łańcuchów dostaw spowodowane przez inwazję Rosji na Ukrainę. Uważamy jednak, że USA zostaną nimi dotknięte w mniejszym stopniu niż Europa dzięki względnej izolacji od globalnego popytu i ograniczonej zależności od Rosji pod względem importu ropy i gazu (tylko ok. 8%).

 

Jednocześnie uważamy, że rewizja w górę projekcji inflacji jest nieunikniona ze względu na kolejne zaskoczenia w górę odczytami, wzrost cen surowców i dalszy globalny brak równowagi między podażą a popytem spowodowany przez wojnę w Ukrainie. Zapewne podobnie jak w przypadku Europejskiego Banku Centralnego inwestorzy najuważniej będą się przyglądać projekcjom inflacji. Większa niż oczekiwana rewizja w górę prawdopodobnie byłaby korzystna dla dolara.

 

Komentarze prezesa Rezerwy Federalnej podczas jego konferencji prasowej będą jak zawsze uważnie śledzone przez uczestników rynku. Mimo że Jerome Powell nie zobowiąże się w środę do podwyżek na konkretnych posiedzeniach, spodziewamy się, że zostawi możliwość agresywnego tempa podwyżek w pozostałej części roku.

Komentarze Powella dotyczące redukcji ogromnego bilansu Fedu, wynoszącego niemal 9 bln dolarów, również będą interesujące. Uważamy, że jest zbyt wcześnie, by przedstawił konkretną datę rozpoczęcia zacieśniania ilościowego, lecz sygnał, że może się to wydarzyć w II kwartale, może wywołać umocnienie amerykańskiej waluty. Nawet w przypadku jastrzębiego zaskoczenia, dla którego poprzeczka jest jednak raczej dość wysoko, zyski waluty mogą być ograniczone – kurs dolara jest stosunkowo silny. Względem głównych podobnych walut sięga niemal maksimów z maja 2020 r. (Wykres 2).

Wykres 2: Indeks USD (2021 – 2022)

Indeks USD
Źródło: Refintiv Datastream Data: 15.03.2022

FOMC ogłosi decyzję w sprawie polityki pieniężnej o 19:00 w środę 16.03, konferencja prasowa przewodniczącego Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Spółki technologiczne z najwyższą rotacją pracowników

Temat „wielkiej rezygnacji” był szeroko omawiany w amerykańskich mediach, jednak ten problem dotyczy nie tylko Stanów Zjednoczonych, a globalnego rynku pracy, w tym również Polski. Dlaczego obecnie tak wiele osób rezygnuje z pracy lub decyduje się na zmianę ścieżki kariery? Czy dotyczy to wszystkich branż? A może są pracodawcy odporni na te zmiany?

Dlaczego Wielka rezygnacja zaczęła się w USA?

Rynek pracownika w Stanach Zjednoczonych nie należy do najłatwiejszych. Historie o zawrotnych karierach nie są regułą, a jeśli się zdarzają, to są często przepłacane kompletnym poświęceniem się karierze zawodowej. Kilkunastogodzinny dzień pracy nikogo nie dziwi, a tzw. “wyścig szczurów” jest normą nie tylko w największych korporacjach i zagłębiach technologicznych gigantów. Co więcej, w Stanach Zjednoczonych nie ma tak rozwiniętego systemu socjalnego, choć w niewielkim stopniu przypominającego ten europejski. Pracodawcy oferują zwykle nie więcej niż 10-14 dni urlopu w roku, a urlop macierzyński praktycznie nie istnieje – w większości stanów wynosi do 12 tygodni i jest bezpłatny. W takich warunkach nietrudno o szybkie wypalenie zawodowe i poszukiwania miejsca, które zapewni odrobinę większe bezpieczeństwo i możliwości rozwoju. Choć kryteria wskazywane przez pracowników dotyczące zmiany pracodawcy i standardów zatrudnienia, są zupełnie inne niż nasze.

Według badań Gallupa przeprowadzonych na 13 000 amerykańskich pracownikach  najważniejsze przy podejmowaniu decyzji o przyjęciu nowej oferty pracy jest sześć czynników, podsumowuje Ben Wigert, dyrektor ds. badań i strategii w zakresie praktyki zarządzania miejscem pracy w firmie Gallup.

Pierwszym powodem jest znaczny wzrost dochodów lub świadczeń socjalnych, kolejnym większa równowaga między życiem zawodowym a prywatnym, tzw. work-life balance, co bezpośrednio wiąże się z lepszym samopoczuciem. Respondenci podkreślali również możliwość robienia tego, na czym się najbardziej znają i co sprawia im największą satysfakcję. Kolejne czynniki to większa stabilność i bezpieczeństwo pracy, oraz polityka szczepień przeciwko COVID-19, która jest zgodna z ich przekonaniami, a także polityka różnorodności i inkluzywności organizacji.

Europejskie standardy są nieco inne i wychodzą daleko poza amerykańskie. Oprócz szerokiego pakietu socjalnego, który uzupełniają dodatkowe pakiety medyczne, rekreacyjne czy kulturalne, elastyczne warunki pracy są nową normą, a nie benefitem podkreślanym w ofercie pracy.

Wielka rezygnacja w Polsce głównie w technologiach i branży medycznej

Powody rosnącej rotacji pracowników w Polsce są zgoła inne. Oprócz oczywistego wpływu pandemii i panującego od kilku lat rynku pracy skupionym na pracowniku – pojawiają się coraz bardziej konkurencyjne oferty pracy. Według Róży Szafranek, CEO HR Hints, która zajmuje się wsparciem startupów w obszarze ludzi, rekrutacją i zarządzaniem zmianami, sytuacja osób z depresją jest najgorsza w historii. Szacuje się, że już ok. 1,5 mln osób w Polsce mierzy się z tą chorobą. Z czego aż 80 proc to ludzie w połowie kariery, którzy pomimo dobrych perspektyw nie chcą poświęcać się pracy w takim samym stopniu jak wcześniej. Pandemia zatarła granice pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym. Praca w weekendy, długie i często zbędne calle, maile otrzymywane w nocy i poczucie braku odseparowania spraw prywatnych od tych służbowych, wywołały u wielu ludzi w depresję. Dodatkowy wpływ na obecną sytuację ma przewidywany przez wielu koniec pandemii. W związku z nim zarządy spółek zaczynają dokręcać śrubę i wymagać dostarczania założonych budżetów sprzedażowych i realizacji ustalonych wcześniej celów, już bez taryfy ulgowej. Wysokie obciążenie osób z mid-level managementu odbija się na ich zdrowiu psychicznym, a co za tym idzie powoduje wzrost rotacji w wielu firmach. Wszystkie te elementy bezpośrednio wpływają na długie zwolnienia lekarskie, kilkumiesięczne przerwy od pracy i przebranżowienia się na inne zawody, często odległe od wcześniej obejmowanych stanowisk.

Róża dodaje, że rynek rekrutacyjny nie jest jednorodny – zdrowa rotacja w firmach powinna oscylować w granicach 10%. Obecnie ta mediana jest zachwiana przez firmy technologiczne i pracowników branży medycznej, za to obszar finansów i produkcyjny jest odporny na zmiany kadrowe i utrzymuje się w okolicach wspomnianej średniej. Widać to również po liczbie opublikowanych ofert pracy w technologiach, która konsekwentnie wzrasta +30% q1 vs q4 2021. W obszarze sprzedaży, marketingu, czy operations, liczba zmieniła się o +20% ww okresie.

Zaskakujące jest również to, że pokolenie Z, pracownicy w wieku 20-25 lat, nie podbijają tych statystyk. Wcześniej typowi “skoczkowie” zaczęli zapuszczać korzenie i często rozwijają swoje kariery w ramach jednej organizacji. W czasach wielkiej rezygnacji są raczej stabilnymi pracownikami z kilku względów. Jednym z nich jest podejmowanie świadomych wyborów miejsca pracy, nie tylko pod względem finansowym, ale też pod kątem możliwości rozwoju zawodowego, ale przede wszystkim work-life balance i wartości jakie reprezentuje przyszły pracodawca. Nowe pokolenie bardziej świadomie i dokładniej sprawdza swoich przyszłych pracodawców, dzięki czemu lepiej dopasowuje organizacje do swoich oczekiwań.

Wielka rezygnacja a automatyzacja pracy

Największą zmianą jaką przyniesie Wielka Rezygnacja jest przyspieszenie procesu automatyzacji pracy. Róża Szafranek dodaje, że dotyczy to przede wszystkim funkcji technicznych, w szczególności osób zajmujących się prostymi elementami programowania czy podstawowymi działaniami w tworzeniu systemów. Ich obowiązki będą coraz częściej automatyzowane, a co za tym idzie wycena stanowisk na rynku pracy będzie konsekwentnie spadać.

Róża podkreśla, że role których nie da się zautomatyzować – przede wszystkim w obszarach sprzedaży, marketingu, czy HR będą z czasem wyceniane coraz wyżej. Choć jest to perspektywa długoterminowa, bo co najmniej 10-letnia, to już widzimy początki tego trendu.

W co inwestować pieniądze krótkoterminowo?

Krótkoterminowe inwestowanie pieniędzy może pomóc w pozyskaniu kapitału do długoterminowych działań. Przez pojęcie to rozumie się utrzymywanie instrumentów finansowych przez okres nie dłuższy niż 12 miesięcy. Takie działania cechują się wyższym poziomem ryzyka, ale również umożliwiają wypracowanie w znacznie krótszym czasie wysokich zysków. W co najlepiej inwestować pieniądze krótkoterminowo? Podpowiadamy.

Krótkoterminowe akcje

Inwestując krótkoterminowo w akcje, warto posiadać już choćby niewielką wiedzę na temat rynku. W takim przypadku dobrze jest zastanowić się, kiedy dana spółka będzie cechowała się największą zmiennością. Może to być na przykład upadłość podobnej firmy, premiera nowego produktu, publikacja danych lub wyników finansowych bądź inne wydarzenie, które istotnie zmieni wartość akcji danego przedsiębiorstwa.

Tutaj można działać dwutorowo — albo inwestować w akcje firm, które obecnie przeżywają kryzys, ale wiemy, że odbiją się od dna. Wydarzenie takie miało miejsce w przypadku banków i ustawy frankowej. Na chwilę ich akcje straciły na wartości, by później ponownie zyskać. Drugim sposobem jest inwestowanie jeżeli wiemy, że spółka zanotuje wzrosty. Może się to wydarzyć na przykład po publikacji sprawozdania finansowego. W takim przypadku najlepiej kupić akcje przed ogłoszeniem takiego raportu.

Kryptowaluty

Obecnie najbardziej popularne krótkoterminowe inwestycje, które umożliwiają spory zarobek to kryptowaluty. Aby rozpocząć działania w tej dziedzinie, warto wcześniej zrozumieć specyfikę tego rynku. Ze względu na to, że kryptowaluty cechują się dużą zmiennością cen i mogą wygenerować zarówno wysokie zyski jak i straty, warto sprawdzić, jaki potencjał ma dana kryptowaluta. Żeby ograniczyć ryzyko, można sukcesywnie inwestować niewielkie kwoty.

Warto mieć też na uwadze analizę techniczną i fundamentalną, a przede wszystkim unikać nabywania aktywów tuż po silnych wzrostach. Kryptowaluty to dobre rozwiązanie dla osób, które nie posiadają dużego kapitału. Minimalna wartość transakcji jest uzależniona od konkretnej giełdy i kryptowaluty, jednak zazwyczaj nie przekracza kilku dolarów.

Inwestowanie w waluty

Międzynarodowy rynek walutowy, czyli Forex cechuje się dużą zmiennością kursów poszczególnych par walutowych. Inwestycja taka polega na kupnie jednej a sprzedaży drugiej waluty. Są to dynamiczne, krótkoterminowe inwestycje dostępne 24 godziny na dobę. Dodatkowo zarabianie w ten sposób nie wymaga dużego wkładu finansowego. Jednak również tutaj trzeba odpowiedniej wiedzy, by osiągnąć sukces. Istnieje wiele książek, szkoleń czy webinarów, dzięki którym można rozpocząć zarabianie na walutach.

Zuckerberg zapowiada: Instagram z własną kolekcją NFT

Popularyzacja technologi NFT wchodzi na kolejny poziom. Już wkrótce tokeny NFT mają być dostępne na Instagramie. Właściciel Mety jeszcze nie zdradza, jak będzie można używać tej technologii w popularnej aplikacji, ale eksperci są zgodni – Instagram i NFT to połączenie niemal idealne.  Tym samym Mark Zuckerberg stawia kolejny krok do stworzenia własnego Metaverse.

South by Southwest (SXSW) jest corocznym konglomeratem równoległych festiwali i konferencji filmowych, muzycznych oraz technologicznych, które odbywają się w połowie marca w amerykańskim Austin. SXSW jest zatem idealnym miejscem, żeby ogłaszać nowości, którymi będzie żył świat nowych technologii.

NFT na Instagramie – okazja do zarobku?

Okazji nie przepuścił Mark Zuckerberg, który poinformował, że jego firma  w najbliższym czasie planuje wprowadzić NFT na Instagram. Założyciel Facebooka (dziś Mety) nie przedstawił wielu szczegółów, ale podkreślił, że integracja niezamiennych tokenów z aplikacją do udostępniania zdjęć i filmów, to jedno z wyzwań przed którym stoi jego firma.

Publikacja filmów, grafik i zdjęć dość dobrze współgra z możliwościami jakie daje NFT, a połączenie technologii opartej na blockchain z Instagramem wydaje się dość naturalnym procesem. Nadal jednak nie jest do końca jasne, co oznaczałaby obecność NFT na Instagramie. Czy można będzie sprzedać popularny post jako NFT?  A może Meta pójdzie nieco dalej i udostępni opcję tworzenia cyfrowych biletów wstępu do wydarzeń, a zatem będzie okazją do zwiększenia możliwości zarobkowania w tym medium społecznościowym – zastanawia się Bartosz Bilicki założyciel i CEO startupu SmartVerum, który tokenizuje sztukę i tworzy „artystyczny” metaverse.

Przypomnijmy, że tokeny NFT pozwalają kupować i sprzedawać własność unikalnych cyfrowych przedmiotów i śledzić, kto jest ich właścicielem, korzystając z technologii blockchain. NFT oznacza „niezamienny token” i technicznie może zawierać wszystko to, co jest cyfrowe – w tym rysunki, animowane GIF-y, piosenki lub elementy w grach wideo.

NFT – kolejny krok do Metaverse

Informacja o pojawieniu się NFT na Instagramie to kolejny sygnał, że Zuckerberg chce być jednym z pionierów propagowania tej technologii. Już zeszłego lata Instagram zorganizował „Tydzień twórców”, wirtualną, ale też dostępną tylko na specjalne zaproszenie, konferencję dla osób wybijających NFT.

Jeszcze wcześniej Zuckerberg zapowiedział stworzenie własnego metaverse, którego skróconą nazwę przyjął Zuckerberg dla swojej firmy. Jego zdaniem będzie to nowe oblicze internetu, wirtualna przestrzeń, w której ludzie będą mogli wchodzić ze sobą w interakcje za pomocą różnych technologii. Dzięki temu doświadczanie ma być jeszcze głębsze i odbywać się to poprzez połączenie człowieka, sprzętu i oprogramowania. W skrócie metaverse jest pomyślany jako symulacja rzeczywistego świata, w którym możesz pracować, uczyć się, komunikować, odpoczywać, brać udział w wirtualnych koncertach, ale też, zanim wybierzemy się na realny urlop, to za pomocą gogli sprawdzimy, czy wybrany przez nas hotel spełnia nasze wymagania.

Pomimo tego, że Metaverse to świat otwarty, dostępny dla każdego, nie oznacza jednak, że będzie całkowicie darmowy. Dziś wiele wskazuje na to, że możliwości, które nam otworzy, opłacać będziemy wirtualną walutą. Jaką? Każdy metaverse ma na to własną odpowiedź – w Decentraland jest $MANA, w Sandboksie – $SAND. Czym zapłacimy w świecie Marka Zuckerberga? Być może odpowiedzi trzeba szukać w projekcie Diem (była Libra) lub np. we Flow, którego z Diem wiele łączy. Z pewnością jednak możemy liczyć na to, że wdrożone rozwiązanie będzie prosty dla użytkowników Instagrama i nie będzie wymagało instalowania dodatkowych rozszerzeń do przeglądarki (jak np. Metamask) – podkreśla Bartosz Bilicki założyciel i CEO startupu SmartVerum.

Rynek biurowy zaczyna wychodzić na prostą

Wynajmowanych i budowanych jest wciąż mniej biur niż przed dwoma laty, ale w sektorze biurowym widać tendencję wzrostową. W ubiegłym roku niektóre rynki regionalne odnotowały spory wzrost popytu, nawet w porównaniu do 2019 roku.

W 2021 roku na warszawski rynek trafiło 325 tys. mkw. powierzchni biurowych. Tak wysoki wynik ostatnio notowany był w 2016 roku. Oddanych zostało między innymi kilka spektakularnych obiektów, których realizacja rozpoczęła się przed pandemią. Ukończony został zlokalizowany w okolicy ronda Daszyńskiego Skyliner, Warsaw Unit, Generation Park Y i Fabryka Norblina. Na Mokotowie zakończyła się budowa budynku X20 oraz Moje Miejsce II. Warszawskie zasoby biurowe, które przekraczają już 6,15 mln mkw. powierzchni, wzbogaciły też dwa biurowce w kompleksie Centrum Praskie Koneser oraz budynek EQ2 i Baletowa Business Park.

Warszawa ze znikomą ilością nowych projektów

W budowie w Warszawie jest natomiast o ponad połowę biur mniej niż w ostatnich latach, kiedy rocznie powstawało około 700-800 tys. mkw. powierzchni. W realizacji, jak podaje Walter Herz, pozostaje niespełna 330 tys. mkw. biur. Tak niewiele budowało się ich w mieście ostatnio przed dekadą. Większość z inwestycji zostanie ukończonych w tym i przyszłym roku. Wśród biurowców w budowie jest między innymi Varso Tower, SkySawa, The Bridge, P180, czy Bohema.

Wysoki poziom nowej podaży w 2021 roku i niższy popyt spowodował, że współczynnik pustostanów podskoczył na warszawskim rynku o 2,8 pp. do 12,7 proc. i jest najwyższy od sześciu lat.

– Aktywność najemców na rynku biur jest nadal mniejsza niż przed pandemią, jednak zauważalny jest jej stopniowy wzrost. Całkowity wolumen najmu w sektorze biurowym w Polsce w 2021 roku był o kilka procent większy w porównaniu z rokiem poprzednim. W Warszawie wielkość transakcji najmu wzrosła rok do roku o ponad 7 proc. Wynajęte zostało 646 tys. mkw. powierzchni. To wynik znacząco niższy niż w latach 2015-2019, kiedy do najemców trafiało średnio około 830 tys. mkw. biur – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz. – Biura wciąż pozostają jednak ważnym elementem działalności biznesowej firm oraz interesującymi aktywami dla inwestorów. Stawki czynszowe jak dotąd kształtują się na takim samym poziomie, jak wcześniej, ale poważny wzrost kosztów budowy powoduje presję na podwyżki – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

Trójmiasto z największą ilością nowych biur

W regionach największy przyrost zasobów zarejestrowany został w Trójmieście. Dzięki ukończeniu budowy 73 tys. mkw. biur w projektach 3T Office Park, Palio, LPP Fashion Lab i Gato, oferta czwartego w kraju, trójmiejskiego rynku biurowego sięgnie niedługo 1 mln mkw. powierzchni.

Krakowski, drugi co do wielkości rynek biurowy w Polsce zwiększył w minionym roku ofertę do przeszło 1,6 mln mkw. powierzchni. Podaż wzrosła o ponad 60 tys. mkw. powierzchni za sprawą oddanych budynków Equal Business Park D, Ocean Office Park A, Tertium Business Park B i Aleja Pokoju 81.

Na poznański rynek biurowy trafiło ponad 37 tys. mkw. biur w budynku Nowy Rynek D, dzięki czemu zasoby przekroczyły poziom 620 tys. mkw. powierzchni.

We Wrocławiu oddane zostały inwestycje Krakowska 35 i Nowa Strzegomska łącznie z 22 tys. mkw. powierzchni, w wyniku czego oferta wzrosła do 1,25 mln. mkw. W Katowicach (600 tys. mkw.) na rynek weszło w zeszłym roku ponad 13 tys. mkw. powierzchni, a w Łodzi (583 tys. mkw.) – 3,6 tys. mkw.

Katowicki rynek w największej rozbudowie

Katowice wyraźnie wybijają się w regionach ilością biur pozostających w budowie. Na katowickim rynku w realizacji jest aż 200 tys. mkw. powierzchni, co stanowi blisko jedną trzecią zasobów, jakimi dysponuje miasto. Większość projektów ma zostać ukończonych w tym roku.

Wzrasta też rynek krakowski, na którym w budowie znajduje się 165 tys. mkw. powierzchni biurowych. – Jeśli warunki makroekonomiczne i sytuacja gospodarcza będzie sprzyjająca, wartość ta może się jeszcze zwiększyć w nadchodzących kwartałach o projekty, które w Krakowie przygotowywane są do realizacji – zauważa Mateusz Strzelecki, Head of Tenant Representation/Partner w Walter Herz. – Kolejnymi rynkami biurowymi, które również się rozbudowują jest Wrocław z 150 tys. mkw. powstającej powierzchni m.in. w projekcie Brama Oławska, Quorum Office Park i kolejnym budynku w kompleksie Centrum Południe oraz Trójmiasto ze 120 tys. mkw. biur, które realizowane są głównie na terenie w Gdańska – informuje Mateusz Strzelecki.

W Poznaniu w fazie budowy jest blisko 80 tys. mkw. powierzchni biurowych, a w Łodzi prawie 90 tys. mkw. biur. Największą inwestycją na poznańskim rynku jest Andersia Silver, która po ukończeniu dostarczy najwyższy budynek w mieście. Łódź zaoferuje natomiast w najbliższym czasie nowoczesne powierzchnie w Manufakturze Widzewskiej, Fuzji i projekcie React.

Popyt w regionach na niezłym poziomie

Poziom najmu na rynkach regionalnych, jak podaje Walter Herz, był w zeszłym roku o kilkanaście procent niższy od notowanego w 2019 roku. – Choć w drugiej połowie 2021 roku w sektorze biurowym widać było znaczne ożywienie, roczna wartość transakcyjna plasuje się nadal poniżej średniej sprzed pandemii. Na uwagę zasługuje jednak wysoki popyt na biura zarejestrowany w ubiegłym roku we Wrocławiu, Trójmieście i Poznaniu, gdzie zakontraktowanych zostało więcej powierzchni niż w 2019 roku – podaje Mateusz Strzelecki.

Największe zapotrzebowanie na biura w minionym roku mogliśmy obserwować w Krakowie, gdzie wynajęte zostało około 156 tys. mkw. powierzchni oraz we Wrocławiu, który wykazał chłonność na poziomie 153 tys. mkw. O ile na rynku krakowskim popyt był nieco niższy niż w latach poprzednich, we Wrocławiu wynik był o kilka procent wyższy, tak w porównaniu z 2020, jak i 2019 rokiem.

Ubiegłorocznym wzrostem popytu wykazał się również rynek trójmiejski i poznański. W Trójmieście wolumen najmu wyniósł 108 tys. mkw. powierzchni biurowych i był o 23 proc. wyższy niż rok wcześniej oraz o blisko 7 proc. niż w 2019 roku. Poznań natomiast, gdzie podpisane zostały umowy najmu na 73 tys. mkw. biur, odnotował aż ponad 80 proc. wzrost zapotrzebowania na biura w porównaniu z 2019 rokiem.

Popyt na rynku katowickim spadł do poziomu 53 tys. mkw. powierzchni, był niższy niż rok wcześniej o 16 proc. W Łodzi zakontraktowane zostało 51 tys. mkw. biur, także mniej niż w latach poprzednich.

W ciągu minionego roku współczynnik pustostanów na rynkach regionalnych nieznacznie wzrósł, tylko w Poznaniu ze względu na skok popytu lekko się obniżył. Kształtuje się obecnie na poziome od 10,5 proc. w Katowicach do 16,7 proc. we Wrocławiu.

Eksperci zwracają uwagę, że zmianie ulega model aranżacji przestrzeni biurowej. Projektowanych jest teraz więcej sal do spotkań i organizowania wideokonferencji. Większa ilość biurek funkcjonuje też jako stanowiska pracy, które w zależności od potrzeb mogą być wykorzystywane przez różne osoby w systemie hybrydowym.

Chętnych na kupno nowego mieszkania jest coraz mniej

Rok temu koniunktura na rynku nowych mieszkań była bardzo dobra. Obecnie sytuacja wygląda już inaczej. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak bardzo zmniejszył się wskaźnik popytu na nowe lokale.

Mniej więcej rok temu, eksperci portalu RynekPierwotny.pl informowali o rekordowo dobrej koniunkturze na rynku nowych mieszkań. Wiele wskazuje na to, że ówczesne ożywienie wynikało z realizacji popytu wstrzymanego podczas pierwszej części pandemii i wpływu rekordowo niskiego oprocentowania „hipotek”. Warto sprawdzić, jak sytuacja popytowa wygląda dzisiaj w największych polskich miastach.

Najnowsze dane z systemu BIG DATA RynekPierwotny.pl mogą nam powiedzieć, jak bardzo w ujęciu rocznym zmienił się wskaźnik popytu na nowe mieszkania. Wspomniany wskaźnik informuje, jaki udział sprzedane oferty deweloperów mają w liczbie nadal dostępnych mieszkań i sprzedanych „M” z danej lokalizacji. Wskaźnik popytu z lutego 2022 r. na terenie największych miast przedstawiał się następująco:

  • Warszawa – 10% (rok wcześniej – 19%)
  • Kraków – 9% (rok wcześniej – 17%)
  • Łódź – 7% (rok wcześniej – 12%)
  • Wrocław – 7% (rok wcześniej – 12%)
  • Poznań – 12% (rok wcześniej – 11%)
  • Gdańsk – 9% (rok wcześniej – 20%)

Powyższe wyniki wskazują na przykład, że w Warszawie sprzedane nowe mieszkania z lutego br. stanowiły 10% ogólnej liczby ofert deweloperów. Rok wcześniej analogiczny wynik był około dwa razy większy. Wynik dotyczący Poznania potwierdza natomiast niedawny wzrost zainteresowania ofertą tamtejszych deweloperów.

Warto oczywiście pamiętać, że pierwszy kwartał 2021 r. był rekordowy i stanowił jeden z najlepszych trzymiesięcznych okresów sprzedaży w historii rynku pierwotnego. Jeżeli chodzi o obecną sytuację, to na razie informacje z ostatnich 3 miesięcy nie wskazują na powstanie dużej nierównowagi rynkowej. Można to łatwo wyjaśnić. Mianowicie, na skutek wcześniejszej wyprzedaży nowych lokali, skurczyła się ich oferta.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Warta z rekordem sprzedaży w 2021 r.

  • Spółka majątkowa i życiowa Warty wypracowały łącznie w 2021 r. niemal 8,2 mld zł składki przypisanej brutto (+13,3 proc. r/r). To najwyższy wynik w historii działalności tej grupy.
  • W ubiegłym roku obie spółki Warty łącznie osiągnęły 627,8 mln zł zysku netto i 535,4 mln zł wyniku technicznego.
  • Warta utrzymuje pozycję lidera pod względem jakości obsługi klienta (sprawozdanie Rzecznika Finansowego) i awansuje na pozycję lidera w obszarze współpracy z brokerami (badanie KNF).
  • W 2022 r. Warta przeznaczy na dalszy rozwój 130 mln zł, które zostaną wykorzystane na realizację 90 projektów, dotyczących głównie dalszej cyfryzacji obu spółek.
  • Wojna w Ukrainie będzie kolejnym po pandemii istotnym wyzwaniem dla całej branży ubezpieczeniowej, którego skutki trudno jeszcze prognozować. Firma jednak postanowiła niezwłocznie nieść pomoc potrzebującym, oferując uchodźcom za darmo 30-dniowe OC komunikacyjne oraz zakładając fundusz pomocy w wysokości 11 mln zł.

Kolejny rok z rzędu udowodniliśmy, jak dobrze Warta radzi sobie w trudnych i dynamicznie zmieniających się warunkach. Efektem wprowadzanych zmian w obszarze sprzedaży, obsługi klienta, a także wdrażanych innowacji jest rekordowa sprzedaż wynosząca niemal 8,2 mld zł, przy wyjątkowym, na tle rynku, poziomie rentowności. Ten wynik to także rezultat wyśmienitej pracy naszego zespołu i pośredników, którzy w czasach pandemii stanęli na wysokości zadania, za co im bardzo dziękuję. W efekcie naszych wspólnych działań osiągnęliśmy wzrost sprzedaży na poziomie 12,5 proc. w majątku i 18,3 proc. w ubezpieczeniach na życie, co jest wyjątkowym osiągnięciem przy tej skali biznesu – mówi Jarosław Parkot prezes zarządu Warty i dodajeUbiegły rok kończyliśmy w naszej nowej siedzibie, która zapewnia nam komfortowe warunki i efektywniejsze wykorzystanie potencjału całego zespołu. Liczne miejsca do spotkań projektowych i koncepcyjnych, wysoki standard wyposażenia czy innowacyjne rozwiązania technologiczne idealnie komponują się z naszą kulturą pracy i wspierają nas w realizacji m.in. innowacyjnych projektów. Tylko w 2022 r. zamierzamy wykorzystać na ten cel 130 mln zł. Planujemy m.in. dalszy rozwój kompleksowej automatyzacji obsługi klienta, rozwój systemów sprzedażowych dla agentów i brokerów, a także dalszy rozwój oferty produktowej. Celem naszych działań jest zapewnienie klientom Warty najlepszego doświadczenia z naszą ofertą bez względu na to, z jakich kanałów kontaktu, zakupu czy obsługi korzystają.

Warta z wyjątkową jakością obsługi

W 2021 r. obie spółki Warty zlikwidowały łącznie ponad 580 tys. szkód majątkowych i obsłużyły niemal 400 tys. świadczeń z polis na życie, wypłacając klientom 4,2 mld zł w formie odszkodowań i świadczeń.

Jednym z priorytetów działalności Warty pozostaje zapewnienie najwyższej jakości obsługi klienta. Po raz kolejny pozycja Warty jako lidera rynku w tej dziedzinie została potwierdzona w sprawozdaniu Rzecznika Finansowego – jedynego w pełni obiektywnego zestawienia dla rynku ubezpieczeń. W tym obszarze Warta wykonała jednak kolejny istotny krok, rozpoczynając w 2021 r. projekt kompleksowej automatyzacji procesów. Dzięki wykorzystaniu zaawansowanego silnika decyzyjnego, w zintegrowaną całość połączone zostaną procesy związane z likwidacją szkód i obsługą posprzedażową. Nowy system i powiązane z nim rozwiązania technologiczne usprawnią i przyspieszą realizację spraw klientów. Projekt ten wykorzystuje także wcześniej wdrożone innowacje, które już przynoszą efekty:

  • Wirtualny asystent, który wspiera konsultantów na infolinii, obsłużył w 2021 r. ponad 424 tys. rozmów, przyjmując od klientów zgłoszenia szkód drogą telefoniczną lub przedstawiając im status szkody,
  • Technologia rozpoznawania obrazu wspiera rzeczoznawców w weryfikacji kosztorysów przygotowywanych przez warsztaty samochodowe. Tylko w ubiegłym roku sztuczna inteligencja zweryfikowała 65 tys. wycen naprawy samochodów.

Liczba naszych klientów i wystawionych polis z roku na rok dynamicznie rośnie. Przekłada się to również na większą liczbę szkód i operacji, które musimy obsłużyć. W tym zadaniu nasz zespół wspierają zaawansowane technologie, które automatyzują i znacząco przyśpieszają coraz bardziej skomplikowane procesy. Dzięki wdrożeniu na szeroką skalę innowacyjnych rozwiązań, skracamy czas likwidacji szkód, natomiast nasi opiekunowie mają zdecydowanie więcej czasu na jakościową i empatyczną obsługę spraw klientów – tłumaczy Jarosław Parkot. Cyfryzacja przynosi korzyści nie tylko dla samych klientów. Zautomatyzowanie ponad 100 procesów w firmie pozwoliło nam zaoszczędzić czas pracy rzędu 30 tys. godzin miesięcznie. Został on między innymi przeznaczony na prace rozwojowe w firmie i obsługę skomplikowanych szkód. W tym roku będziemy kontynuowali kluczowe projekty, a przede wszystkim dalej rozwijali kompleksową automatyzację procesów w firmie, która zmienia standard obsługi klientów na polskim rynku ubezpieczeń.

Rekordowe wyniki w ubezpieczeniach komunikacyjnych, duży wzrost w ubezpieczeniach korporacyjnych oraz wyjątkowa dynamika sprzedaży polis na życie ze składką regularną

– Ubiegły rok ponownie okazał się wymagającym czasem zarówno dla klientów indywidualnych, jak i firm. Wszyscy musieli radzić sobie z wieloma ograniczeniami w działalności gospodarki. Dla nas bezpieczeństwo pracowników, pośredników i klientów pozostawało priorytetem. Natomiast praca i sprzedaż zdalna z pewnością odegrały istotne znaczenie w ograniczaniu wskaźników zachorowania, które w naszej firmie były na relatywnie niskim poziomie. Sprawnie dostosowywaliśmy się do panujących warunków, a nasz zespół ponowie bardzo dobrze poradził sobie w nowych realiach. Nasza przedsiębiorczość i zaangażowanie zapewniły firmie wypracowanie rekordowego wyniku sprzedaży przy zachowaniu wyjątkowej na tle rynku rentowności. Obie spółki Warty zebrały łącznie w 2021 r. składkę w wysokości 8,2 mld zł, co stanowi wzrost o 13,3 proc. w porównaniu do 2020 r. Jest to wyjątkowy wynik, które potwierdza, jak sprawną organizacją jest Warta – tłumaczy Jarosław Parkot.

W 2021 r. przypis składki brutto spółki majątkowej wyniósł 7,0 mld zł i był wyższy o 12,5 proc. względem 2020 r. Firma odnotowała wzrosty w każdym segmencie produktowym: sprzedaż ubezpieczeń dla klientów indywidualnych zwiększyła się o 10,8 proc. r/r osiągając poziom 4,9 mld zł. Z kolei składka z ubezpieczeń korporacyjnych wzrosła o 16,9 proc. r/r osiągając poziom 2,1 mld zł.

Duże doświadczenie we wdrażaniu nowych technologii pozwoliło firmie dostosować w krótkim czasie procesy do wyzwań związanych z pandemią. Wykorzystanie zdalnej sprzedaży polis przez agentów czy możliwość zakupu ubezpieczenia komunikacyjnego poprzez stronę www zapewniło klientom Warty stały dostęp do oferty ubezpieczeń.

– Po raz pierwszy w historii przekroczyliśmy 7 mld zł w ubezpieczeniach majątkowych, podwajając wynik jaki zanotowaliśmy 9 lat temu. Co jest kluczowe, osiągnęliśmy ten rezultat utrzymując zdrowy balans między wzrostem sprzedaży i rentownością. W naszych działaniach koncentrowaliśmy się na stopniowym wzroście liczby klientów, zapewnieniu im szerokiej oferty jakościowych produktów oraz wdrażaniu prostych, cyfrowych rozwiązań. Jednym z przykładów tego działania była skuteczna integracja z bazą CEPiK, również z korzyścią dla sieci agencyjnej, czy zapewnienie nowoczesnego systemu sprzedaży ubezpieczeń korporacyjnych dla brokerów. Widzimy, że te zmiany przynoszą efekty. W ubezpieczeniach komunikacyjnych zanotowaliśmy istotny wzrost zapytań agentów o polisy komunikacyjne. Natomiast w obszarze ubezpieczeń korporacyjnych awansowaliśmy na pierwsze miejsce pod względem jakości współpracy z brokerami, co wynika z badania przeprowadzonego przez KNF – mówi Jarosław Parkot i dodaje: – W bieżącym roku skupimy się na dalszym rozwijaniu systemów taryfikacyjnych w kolejnych grupach produktowych. Planujemy również dalszy dynamiczny rozwój w obszarze ubezpieczeń dla MŚP i korporacji. W przypadku dużych firm będziemy kontynuowali przede wszystkim zmianę naszej oferty produktowej. Tylko w zeszłym roku wdrożyliśmy trzy nowe ubezpieczenia. Na ten rok plany są jeszcze bardziej ambitne i będą dotyczyły ochrony dla OZE.

W 2021 r. spółka życiowa Warty ponownie zwiększyła sprzedaż ubezpieczeń na życie, osiągając poziom 1,16 mld zł składki przypisanej brutto, co oznacza wzrost o 18,3 proc. r/r. W przypadku sprzedaży produktów ze składką regularną spółka kolejny rok z rzędu notuje wyjątkową na tle rynku dynamikę wzrostu na poziomie aż 15,3 proc. osiągając 1,03 mld zł przypisu składki.

– W obszarze ubezpieczeń na życie ponownie udowodniliśmy, że istnieje potencjał na polskim rynku dla dynamicznego rozwoju tej linii produktów. Z pewnością na osiągnięty wynik miała przełożenie atrakcyjna oferta, jak też rosnące zainteresowanie klientów ochroną na życie w kontekście trwającej jeszcze pandemii. W 2022 r. skupiamy naszą uwagę na wprowadzaniu kolejnych produktów oraz dalszej automatyzacji procesów obsługowych – mówi Jarosław Parkot.

Wynik finansowy – rekordowa sprzedaż

Kolejny rekordowy rok pod względem poziomu sprzedaży przełożył się również na bardzo dobre wyniki finansowe obu spółek Warty i wysoką rentowność działalności. Wynik finansowy netto spółki majątkowej wyniósł w 2021 r. 603,7 mln zł, co na tle rynku jest wyjątkowym rezultatem. Wynik techniczny w ubiegłym roku wyniósł 496,6 mln zł. Wskaźnik ROE utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie i wyniósł w 2021 r. 19,6 proc.

Wynik finansowy netto spółki życiowej wyniósł 24,1 mln zł, a wynik techniczny był na poziomie 38,8 mln zł, na co złożyła się m.in. znacząco większa liczba świadczeń, jakie firma wypłaciła klientom w 2021 r.

Warta skutecznie utrzymuje wysoki poziom bezpieczeństwa finansów klientów, czego dowodem są wskaźniki wypłacalności, znajdujące się powyżej ustawowego poziomu. Na wysokim poziomie A+ z perspektywą stabilną utrzymuje się również rating, przyznany przez Standard & Poor’s. Warta jest jedyną firmą ubezpieczeniową w Polsce z tak wysoką oceną.

Develia sprzedała Sky Tower za 84,27 mln euro

Grupa Develia zawarła ze spółką należącą do funduszu inwestycyjnego zarządzanego przez Adventum Group umowę sprzedaży wszystkich należących do niej udziałów w projekcie Sky Tower we Wrocławiu. Cenę sprzedaży ustalono na 84,27 mln euro.

– Konsekwentnie realizujemy poszczególne cele strategii ogłoszonej na początku 2021 r. i wzmacniamy pozycję rynkową i finansową grupy Develia. Szybsza od pierwotnych założeń finalizacja sprzedaży Sky Tower jest jednym z kluczowych elementów strategii, który zwiększa możliwości inwestycyjne w najbardziej perspektywicznych obszarach – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.

Stronami transakcji są Sky Tower, spółka należąca do Develii i Olimp Investment, spółka kontrolowana przez Adventum Group. Przedmiotem sprzedaży są wszystkie należące do grupy Develia udziały w prawie własności nieruchomości Sky Tower (79,55%). Pozostałe udziały pozostaną w posiadaniu właścicieli wydzielonych lokali.

– Około 170 mln zł, które pozostanie po spłacie kredytu związanego z projektem Sky Tower, będziemy chcieli przeznaczyć na dający wyższe zwroty na kapitale rozwój działalności w segmencie deweloperskim i PRS oraz wypłatę dywidendy – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii.

Sky Tower jest najwyższym budynkiem we Wrocławiu i jednym z najwyższych w Polsce.

Milowy krok dla branży konopnej: Komisja Europejska przyjęła maksymalne limity dla zawartości THC żywności i oleju z nasion konopi

Unia Europejska przyjmuje maksymalne limity zawartości THC w żywności z nasion konopi dla wszystkich krajów członkowskich, tym samym wprowadzając długo wyczekiwane przez branżę zmiany.

Po  wydaniu pozytywnej opinii przez Stały Komitet ds. Środków Spożywczych, Komisja Europejska znowelizowała rozporządzenie (WE) nr 1881/2006 w odniesieniu do najwyższych dopuszczalnych poziomów delta-9-tetrahydrokanabinolu (Delta-9-THC) w nasionach konopi i produktach z nich otrzymanych. Wartości te będą miały zastosowanie do suchej żywności pochodzącej z nasion oraz oleju z nasion konopi i będą obowiązkowe dla wszystkich państw członkowskich.

Zgodnie z wprowadzonymi zmianami, normy delta-9 THC w oleju z nasion konopi mają zostać ustalone na poziomie 7,5 mg/kg, podczas gdy poziom THC w suchej żywności konopnej (mąka, białko w proszku, nasiona, przekąski) będzie wynosić 3,0 mg/kg.

Jak komentuje Jacek Kramarz, Wiceprezes spółki Green Lanes, innowacyjnej spółki działającej w branży konopnej, która opracowała m.in. zamienniki mięsa na bazie teksturyzowanego białka konopi włóknistych – do tej pory nie było regulacji, które precyzowałyby jaka jest dopuszczona zawartość THC w produktach spożywczych pochodzących z konopi.

Do tej pory w ocenie bezpieczeństwa żywności pochodzącej z konopi, Główny Inspektorat Sanitarny powoływał się na rekomendację Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności, który ustalił dzienną ostrą dawkę referencyjną THC na poziomie  1 mikrogram  na kilogram masy ciała. Tym samym, aby ocenić bezpieczeństwo produktów obecnych na rynku, GIS każdorazowo dokonywał indywidualnej oceny każdego produktu. Ten model miał wiele wad. Po pierwsze, opierał się on na dziennej spożywanej dawce, której kontrola w przypadku żywności jest trudna – producent nie jest w stanie przewidzieć ile porcji produktu przyjmie konsument w ciągu dnia. Ponadto, za każdym razem wprowadzając produkt spożywczy do obrotu producent miał niepewność co do tego, w jaki sposób zostanie ocenione jego bezpieczeństwo ze względu na to, że wytyczne Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności były jedynie rekomendacją i nie miały charakteru prawnie wiążącego. Dodatkowo praktyka w tej kwestii była różna w różnych krajach, co ograniczało możliwość handlu na innych unijnych rynkach – podsumowuje Jacek Kramarz.

Wprowadzone, jednolite standardy nie spełniają jednak ambicji Europejskiego Stowarzyszenia Konopi Przemysłowych, które wezwało do podniesienia limitu delta-9 THC dla wszystkich produktów spożywczych z konopi do 10 mg/kg, powołując się na liczne badania przeprowadzone w tym kierunku od 2017 roku. Jak tłumaczą eksperci EIHA, pozwoliłoby to na zrównanie producentów z Europy i Kanady, gdzie limit 10 mg/kg dotyczy zarówno żywności olejowej, jak i suchej; Australii i Nowej Zelandii, które mają limit 10 mg/kg dla olejów i 5 mg/kg dla suchej żywności; Szwajcarii, która nie jest członkiem UE, ale ustala limity dla olejów i suchej żywności odpowiednio na 20 mg/kg i 10 mg/kg.

Wprowadzone przepisy będą bezpośrednio stosowane we wszystkich państwach członkowskich 20 dni po opublikowaniu rozporządzenia i załączników do niego w Dzienniku Urzędowym. Aby umożliwić podmiotom gospodarczym podmiotom gospodarczym przygotowanie się do nowych przepisów, w rozporządzeniu przewidziano również okres przejściowy przed zastosowaniem maksymalnych poziomów, umożliwiający wykorzystanie i sprzedaż już istniejące zapasy mogą być wykorzystane i sprzedane.

Podsumowanie roku 2021 w handlu tradycyjnym

Rok 2021 był kolejnym rokiem wciąż trwającej pandemii. W przeciwieństwie do roku poprzedniego, nie przyniósł on jednak trzęsień ziemi w postaci niespodziewanych zmian w zachowaniach konsumenckich czy konieczności błyskawicznej implementacji modyfikacji wynikających z wprowadzanych obostrzeń. Rok 2021 przyniósł natomiast zmiany, które można było w znacznie większym stopniu przewidzieć.

W związku z jeszcze większą troską o zdrowie, ważnym trendem pozostał trend powiązany ze zrównoważonym rozwojem. Dla części konsumentów jakość produktów, ich pochodzenie czy zweryfikowane certyfikaty wciąż mają i będą miały duże znaczenie przy wyborach przy półce. Mając na względzie rosnące koszty życia, zaczęliśmy ponownie więcej gotować w domu, a co za tym idzie kupować więcej produktów służących przygotowywaniu domowych posiłków. W związku z rosnącą inflacją, która wg danych GUS średnio w roku 2021 wyniosła 5,1%, zaś w grudniu 2021 aż 9,3%, co stanowiło najwyższy odczyt od 21 lat, polscy konsumenci stali się także dużo bardziej wrażliwi na ceny, a co za tym idzie dużo częściej poszukiwali promocji.

Na podstawie danych z M/platform mogliśmy zobserwować, iż przeciętny koszyk zakupowy w tradycyjnym sklepie spożywczym w Polsce nie uległ znaczącej zmianie pod względem liczby znajdujących się w nim produktów, jednak od połowy roku wyraźnie rosła jego średnia wartość.

Na jakie produkty musieliśmy wydać więcej?

Pod względem wartości sprzedaży w handlu tradycyjnym, niezmiennie królują produkty świeże (mięsa, wędliny, sery, owoce, warzywa, wyroby piekarskie i cukiernicze itp.), używki, nabiał, napoje bezalkoholowe, słodycze, słone przekąski, kawa, herbata i kakao czy gotowe posiłki. To głównie na te kategorie polscy konsumenci wydają swoje pieniądze w tym kanale sprzedaży.

Jeśli porównamy nasze średnie wydatki na wspomniane kategorie w roku 2021 i zestawimy je z wydatkami w roku 2020, możemy z łatwością dostrzeć, iż w większości przypadków (z wyjątkiem słonych przekąsek i słodyczy) musieliśmy wydać na nie w ostatnim roku więcej niż wcześniej. W szczególności wzrosły nasze wydatki na jedną z największych kategorii w handlu tradycyjnym – kategorię wódki (+13,9%). Podobnie wzrosły nasze wydatki na kategorię alkoholi mocnych, jak whisky, rum, gin czy likiery (+11,3%). Kilkuprocentowym wzrostem charakteryzowały się zaś napoje bezalkoholowe, kawa, herbata i kakao, piwo czy wyroby tytoniowe.Podsumowanie roku 2021 w handlu tradycyjnym

Jak zmieniały się ceny?

W rankingu najszybciej drożejących kategorii zdecydowanym liderem była kategoria oleje i oliwy, w przypadku której w grudniu 2021 roku podwyżki cen przekroczyły 40%. Od 1 stycznia 2022 roku weszły w życie przepisy podnoszące poziom akcyzy na używki (alkohole i papierosy), ale już w ostanich miesiącach ubiegłego roku mogliśmy zaobserwować kilkunastoprocentowe wzrosty cen alkoholi mocnych, takich jak wódka, ale także whisky, rum, gin czy likiery. O blisko 12% wzrosły w grudniu 2021 vs analogiczny miesiąc sprzed roku ceny produktów nabiałowych. W przypadku nabiału podwyżki cen rosły w sposób znaczący w listopadzie i grudniu 2021 roku. Dość blisko przekroczenia granicy 10% podwyżki cen pod koniec roku znalazły się wyroby tytoniowe.Jak zmieniały się ceny

Nieco mniejsze, ale wciąż dotkliwe podwyżki mogliśmy zaobserwować także w obrębie innych kategorii spożywczych. W grudniu 2021 vs grudzień 2020 o 7,6% wzrosły ceny napojów bezalkoholowych, a o 6,1% kawy, herbaty i kakao. Słodycze, których cena nie zmieniała się znacząco przez większość roku, odnotowały wzrost cen o 5,2% w ostatnim miesiącu 2021 roku. Blisko 5% sięgnęły grudniowe podwyżki win. Podwyżki w granicach 1,8-3,8% towarzyszyły zaś takim kategoriom, jak gotowe posiłki, piwo czy środki czystości.

O ile wyraźne podwyżki cen nie zostały odnotowane już we wcześniejszych miesiącach, w przeważającej części przypadków przyniósł je grudzień 2021 roku. Można więc założyć, iż kolejne miesiące wzrostowy trend cen jedynie umocnią.

Ewa Rybołowicz, Dyrektor ds. analiz rynkowych, M/platform

Hines i Kajima wkraczają na polski rynek PRS

Hines, globalna firma działająca na rynku nieruchomości i Kajima, ogólnoeuropejska firma z branży aktywów nieruchomościowych, poinformowały o zawarciu porozumienia w zakresie realizacji wspólnych przedsięwzięć deweloperskich w Polsce w sektorze mieszkań na wynajem (PRS).

Transakcja jest następstwem niedawnego otwarcia biura Kajima w Warszawie, zarządzanego przez Jana Trybulskiego, dyrektora generalnego na Polskę, który mówi: – Wspólne przedsięwzięcie to połączenie sił dwóch globalnych inwestorów i deweloperów w jednej z najszybciej rozwijających się gospodarek Europy. Polska ma doskonałe podstawy i prężnie rozwijający się sektor PRS. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że możemy połączyć nasze dotychczasowe osiągnięcia w tym kraju z osiągnięciami firmy Hines, aby zrealizować ambitną listę projektów.

Strony reprezentowali Krzysztof Cipiur i George Lewis z Knight Frank, doradzając w zakresie warunków kontraktu. Obydwa podmioty mają docelowo zawrzeć umowę joint-venture. Podpisanie kontraktu odbędzie się przy okazji podejmowania zobowiązań finansowych związanych z pierwszą wspólną inwestycją. Wśród przedsięwzięć budzących zainteresowanie partnerów znajdują się projekty w Warszawie oraz największych miastach Polski.

– Hines Polska ma doświadczenie zarówno w realizacji projektów mieszkaniowych przeznaczonych na sprzedaż, jak i wynajem. Z dużym zainteresowaniem przyglądamy się rozwojowi sektora PRS. – komentuje Wojciech Rumian, prezes zarządu Hines Polska. Postępujący wzrost gospodarczy, urbanizacja oraz zmiany pokoleniowe będą długofalowo siłą napędową tego sektora. Celem jest dostarczenie wyróżniającego się produktu i całego wachlarza usług, które mają wpływ na pozytywne doświadczenia przyszłych najemców – dodaje Wojciech Rumian.

Hines i Kajima planują rozpoczęcie wspólnych projektów w drugiej połowie 2022 roku, a następnie powiększanie portfela. Ich strategia ma obejmować realizację projektów czysto deweloperskich oraz projekty typu value-add, a także przebudowę obiektów istniejących ze zmianą sposobu użytkowania. Połączony zespół będzie ponadto poszukiwał wspólnych rozwiązań w ramach zarządzania operacyjnego portfelem inwestycyjnym, korzystając ze swoich rozległych doświadczeń w Polsce i na rynkach zachodnich.

Dobry system kaucyjny. Skala, powszechność, dostępność, jeden operator i jednolita kaucja

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że uchwalenie ustawy o systemie kaucyjnym jest jednym z ważniejszych elementów w zakresie wypełnienia obowiązków recyklingu odpadów opakowaniowych. Ważne, aby Ministerstwo Klimatu zaprojektowało system powszechny i łatwo dostępny dla obywateli. Takie założenia wypełniają zawarte w projekcie ustawy obowiązek pobierania kaucji przez placówki handlowe, brak konieczności paragonu, wymogi sprawozdawczości, organizacja systemu przez wprowadzających oraz zwolnienie zużytych opakowań zebranych w systemie z obciążeń finansowych przewidzianych w ustawie o ROP. FPP postuluje, by rozszerzyć zakres opakowań o puszkę metalową oraz wprowadzić jednolity poziom kaucji, która nie powinna być opodatkowana VAT.

Elementy, które FPP rekomenduje wprowadzić do projektu ustawy:

  • Jeden operator – formuła non-for-profit w celu wyeliminowania prowadzenia działalności biznesowej dla zysku.
  • Wprowadzenie obowiązku uczestniczenia w systemie dla wszystkich wprowadzających.
  • Własności opakowań – operator powinien być właścicielem zebranych zużytych opakowań. Zgodnie z zasadą kosztu netto – dochody z ich sprzedaży, obok nieodebranej kaucji, powinny obniżać opłaty wprowadzających.
  • Jednolita wysokość kaucji.
  • Zakres produktowy – wyłączenie opakowań po produktach mlecznych z powodu zagrożeń mikrobiologicznych.
  • Zakres opakowań – uwzględnienie puszki metalowej.
  • Pozostawienie obrotu opakowaniami wielokrotnego użytku wyłącznie w gestii wprowadzających.

„Bardzo ważne jest, aby system kaucyjny miał jednego operatora, był zorganizowany przez wprowadzających i miał charakter non-profit. Oznacza to, że wszystkie środki finansowe powinny utrzymywać funkcjonowanie systemu i nie mogą być elementem kreowania zysków czy budowania przewag konkurencyjnych. Dlatego postulujmy, by system był zarządzany przez jednego operatora, a nie kilku konkurujących ze sobą. Obowiązkowość i powszechność systemu – zapewniona m.in. dzięki braku wymogu paragonów – powinna jednocześnie zapewniać łatwość operacyjną dla placówek handlowych. Priorytetem systemu powinna być efektywność i konkretne korzyści dla obywateli oraz środowiska. Dlatego postulujemy, by rozszerzyć zakres opakowań o puszkę metalową oraz wprowadzić jednolity poziom kaucji,” – podkreśla Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich.

STRABAG SE: Główny akcjonariusz – Prywatna Fundacja Rodziny Haselsteiner – rozwiązuje umowę syndykatu. Rosyjska spółka Rasperia bez dywidendy

Haselsteiner Familien-Privatstiftung rozwiązuje umowę syndykatu z rosyjską spółką Rasperia i grupą UNIQA Raiffeisen.

Notowany na giełdzie koncern budowlany STRABAG SE został w dniu dzisiejszym powiadomiony przez swojego głównego akcjonariusza, fundację Haselsteiner Familien Privatstiftung [Prywatna Fundacja Rodziny Haselsteiner], o rozwiązaniu przez nią umowy syndykatu wiążącej ją z grupami UNIQA Raiffeisen oraz z Rasperia Trading Ltd., po tym jak zawiodły wszelkie podjęte starania zmierzające do przejęcia przez nią rosyjskich udziałów. Umowa syndykatu obowiązywała od 2007 r. i oprócz nominacji członków Rady Nadzorczej, obejmowała także koordynację wyników głosowań podczas Walnego Zgromadzenia.

Zarząd koncernu z zadowoleniem przyjmuje podjętą przez głównego akcjonariusza – Haselsteiner Familien-Privatstiftung, decyzję o stworzeniu przejrzystości dzięki rozwiązaniu umowy syndykatu. Jako zarząd jesteśmy gotowi podjąć wszelkie prawnie dopuszczalne kroki, służące ochronie przedsiębiorstwa przed poniesieniem jakiejkolwiek szkody. W aspekcie nałożonych aktualnie przez Wielką Brytanię i Kanadę sankcji odnosi się to w szczególności do wypłaty dywidendy. Co do aktywności firmy STRABAG na terenie Rosji, która przy 0,3% udziale w produkcji koncernu ma obecnie podrzędne znaczenie, zarząd podjął decyzję o zakończeniu tam działalności, oświadczył Thomas Birtel, Prezes Zarządu STRABAG SE.

W obliczu nieskończenie wielkiej tragedii dotkniętego wojną ukraińskiego społeczeństwa, firma STRABAG SE podjęła i sfinansowała szeroko zakrojone działania pomocowe, głównie na terenie najbardziej dotkniętych tym kryzysem krajów koncernu: w Polsce, Czechach, Słowacji oraz Republice Mołdawii. Zgodnie z kodeksem wartości firmy, inicjatywy te będą kontynuowane również w przyszłości przez akcjonariuszy, zarząd oraz pracowników grupy STRABAG SE.

SpeedUp Energy Innovation inwestuje w niemiecką spółkę Solytic

Berliński startup Solytic rozwijający technologię monitoringu oraz diagnostyki małych i średnich instalacji fotowoltaicznych pozyskał blisko 2 miliony euro finansowania od polskiego, należącego do SpeedUp Group, funduszu SpeedUp Energy Innovation powered by PGE Ventures. Środki zostaną przeznaczone na dalszy rozwój produktu i opracowanie technologii opieki nad instalacjami fotowoltaicznymi, wykorzystującej AI. Rozwiązanie nie tylko pomaga lepiej dbać o bezpieczeństwo swojej instalacji, ale również ułatwia  zarządzanie jej naprawami, zwiększając dzięki temu zwrot z inwestycji.

Solytic działający od 2017 roku zbudował silną pozycję na niemieckim rynku fotowoltaicznym, tworząc system do monitorowania i analizy paneli PV. Dzięki rozwiązaniu berlińskiego zespołu zarówno firmy oferujące instalacje, jak i ich klienci, mają dostęp do analizy instalacji w czasie rzeczywistym, a także mogą zwiększyć samą żywotność paneli. Firma współpracuje z takimi międzynarodowymi markami jak Kostal czy Vaillant. Wspólnie z partnerami Solytic monitoruje już ponad 180 000 instalacji fotowoltaicznych,w trybie ciągłym przetwarzając ogromną ilość danych. W najbliższych miesiącach spółka planuje rozpocząć działalność w naszym kraju, a już teraz aktywnie poszukuje partnerów wśród firm instalujących panele fotowoltaiczne.

Rozwiązanie Solytic opierające się o monitoring PV staje się szczególnie przydatne po kilku latach działania instalacji. Wówczas kilkuprocentowe spadki efektywności mogą się szybko kumulować w wieloprocentowe spadki zwrotów z inwestycji. Jest to wyzwanie, które możemy w tym momencie szczególnie zaobserwować na rynkach zachodnich, jak np.  Niemcy, gdzie instalacje fotowoltaiczne stały się popularnym źródłem energii nieco wcześniej, niż w Polsce. Na naszym rodzimym rynku problem ten stanie się istotny i uporczywy  na przestrzeni kilku najbliższych lat, lecz już teraz staje się sporym wyzwaniem dla części właścicieli instalacji

Spółka w pierwszej kolejności rozwijała system monitoringu oferowany w modelu SaaS. W chwili obecnej intensywnie rozwijana jest platforma Solytic 2.0, w której zautomatyzowany został proces przyłączania, a większy nacisk  przełożony został na rozwój narzędzia analitycznego celem wprowadzenia i udoskonalanie systemu rozpoznania usterek. Obecnie zespół Solytic pracuje nad budową systemu AI, który, z uwzględnieniem uwarunkowań indywidualnych takich jak np. model inwertera, typ instalacji, czy szerokość geograficzna i nasłonecznienie, potrafi automatycznie wskazać czy instalacja funkcjonuje prawidłowo i czy można dokonać jej usprawnień.

Producenci zyskają przede wszystkim na platformie analitycznej w systemie white-label co podniesie ich atrakcyjność w oczach klientów oraz zlikwiduje potrzebę opracowywania tego typu rozwiązania wewnątrz ich podmiotów. Z drugiej strony, odbiorca końcowy instalacji otrzyma system redukujący straty i pomagający kontrolować efektywność, a także tworzony przez spółkę marketplace zapewniający łatwość serwisowania instalacji.

Nasze rozwiązanie zyskuje ogromną przewagę ze względu na szerokie korzyści oferowane zarówno producentom, jak i ich klientom. Obecnie najpopularniejszymi narzędziami do monitoringu są systemy oferowane przez producentów paneli PV lub komplementarnych do paneli inwerterów. Są to systemy o ograniczonej funkcjonalności, które dostarczają głównie podstawowe parametry efektywności instalacji. Producenci hardware nie posiadają kompetencji i silnej ekspertyzy w rozwoju oprogramowania. W związku z tym stosowanie systemu Solytic, zamiast ich podstawowego systemu, pozwala zwolnić firmę z konieczności budowy skomplikowanego oprogramowania jedynie na własne potrzeby, a przy tym zapewnić odbiorcom końcowym produkt lepszej jakości. Warto wspomnieć, że w trakcie rozwoju systemu do monitoringu i analizy paneli PV ponosimy koszty nie tylko budowy narzędzia,  lecz także znacznie przewyższające je koszty utrzymania. – wylicza korzyści rozwiązania Johannes Burgard CEO & Co-Founder Solytic

Firmy budujące duże instalacje fotowoltaiczne mogą sobie pozwolić na zatrudnienie  analityków monitorujących działania instalacji i rozumiejących kiedy należy dokonać odpowiednich napraw. Dla mniejszych instalacji PV, o mocy od kilku do kilkudziesięciu KWP, jest to oczywiście działanie całkowicie nieekonomiczne. To do tego typu klientów oraz instalatorów którzy się nimi opiekują kierujemy nasze narzędzie. Dzięki naszemu rozwiązaniu, które działa w tle, właściciele instalacji otrzymują inteligentne powiadomienia na temat sprawności działania systemu i sugestie gdy należy dokonać napraw lub usprawnień. Można więc powiedzieć, że Solytic dostarcza usługę analityka PV w postaci oprogramowania. Warto tutaj też dodać, że Niemczech samych instalacji mniejszych niż 10KWP jest kilkaset tysięcy i liczba ta cały czas rośnie. Z dużym zainteresowaniem zaczęliśmy spoglądać na rynek Polski, który choć mniejszy, staje się porównywalny do niemieckiego pod kątem liczby małych instalacji. Partnerstwo ze SpeedUp doskonale wpisuje się w naszą strategię i dostarcza nam nie tylko kapitału na dalszą ekspansję, ale też wiedzy na temat rynków Europy Centralnej i Wschodniej. – komentuje Johannes Burgard CEO & Co-Founder Solytic. W chwili obecnej największy nacisk kładziemy na prace związane z rozwojem modelu analityki funkcjonowania instalacji paneli. Monitorujemy ponad 180 000 niezależnych, rozproszonych instalacji PV, co przekłada się na ogromną, przekraczającą 70 TB bazę danych, które w czasie rzeczywistym dostarczane są do systemu analizującego. Liczymy więc oczywiście również na możliwość powiększenia naszego zespołu o specjalistów z Polski w takich obszarach jak inżynieria oprogramowania oraz  data science –  dodaje Burgard.

Podstawowym zadaniem oprogramowania Solytic jest zwiększanie efektywności instalacji PV. W efekcie przekłada się to na zwiększoną ilość wyprodukowanej czystej energii. Rozwiązanie wpisuje się w założenia Komisji Europejskiej ze względu na ograniczanie emisji gazów cieplarnianych poprzez usprawnianie działania systemów produkujących energię elektryczną bezemisyjnie. Dodatkowym celem niemieckiej spółki jest popularyzacja instalacji fotowoltaicznych poprzez zmniejszenie niedogodności związanych z jej posiadaniem. Dzięki temu Solytic chce zachęcić nowych klientów, a tym samym podnieść liczbę instalacji fotowoltaicznych w Europie, wspierając rozwój produkcji energii elektrycznej przyjaznej dla środowiska.

Solytic operuje na szybko rozwijającym się rynku rozproszonej fotowoltaiki. Rynek ten przez ostatnie lata przynosił coraz większe zyski dla producentów oraz instalatorów paneli PV. Dzięki temu na rynku powstało wiele firm software’owych jak np. Aurora Solar, której wartość szacowana jest nawet na 2 miliardów dolarów, a która pomaga zautomatyzować proces projektowania instalacji PV. Co więcej, według BloombergNEF[1] całkowity koszt wytworzenia jednej 1 MWh energii elektrycznej z nowego projektu (biorąc pod uwagę koszty rozwoju, budowy i wyposażenia, finansowania, surowców, eksploatacji i utrzymania – eng. levelized cost of energy) jest globalnie najniższy dla PV solar i zmniejszył się ponad pięciokrotnie przez ostatnie dziesięć lat. – komentuje Bartłomiej Gola, Partner Zarządzający SpeedUp Energy Innovation. Co prawda instalacje fotowoltaiczne wymagają mniejszego wysiłku utrzymania niż np. instalacje wiatrowe. Natomiast już po pierwszych kilku latach, brak monitoringu i prac utrzymaniowych nawet w przypadku najmniejszych instalacji może znacznie zmniejszyć zwrot z inwestycji. Solytic wywodzi się z rynku Niemieckiego, gdzie ten problem stał się już niezwykle istotny. U naszych zachodnich sąsiadów dużą dynamikę powstawania nowych instalacji odnotowano w latach 2010-2015, a co za tym idzie wiele instalacji ma już wiek wynoszący przynajmniej 5 lat. Z tego powodu Niemcy były doskonałym miejscem do rozwoju tego typu technologii. W Polsce i innych krajach regionu problem ten będzie stawał się coraz istotniejszy w ciągu najbliższych lat i wierzymy, że Solytic będzie posiadał najlepsze możliwe na rynku rozwiązanie – dodaje Gola.

W ciągu najbliższego roku spółka planuje dojść do poziomu  260 000 jednostek PV przyłączonych do platformy. Solytic jest w trakcie procesu pozyskiwania rundy B finansowania, które ma jej pozwolić na dalsze skalowanie globalnie. Spółka obecnie jest liderem na rynku niemieckim i planuje wzmocnić swoją obecność na innych rynkach, szczególnie w UE i USA.

[1] https://about.bnef.com/blog/scale-up-of-solar-and-wind-puts-existing-coal-gas-at-risk/#_ftnref1

Stanowisko ZPP w sprawie dywersyfikacji źródeł dostaw ropy naftowej

Rosyjska agresja na Ukrainę każe zadawać coraz więcej pytań o suwerenność energetyczną Polski i Europy, a zatem również o poziom uzależnienia krajowej gospodarki od dostaw surowców z Rosji. W tym kontekście decyzja, by w ramach fuzji Orlenu z Lotosem nawiązać partnerstwo z saudyjskim koncernem Saudi Aramco jest jak najbardziej godna poparcia.

Plany dotyczące fuzji Orlenu z Lotosem stają się coraz bliższe realizacji. W 2020 r. w wyniku negocjacji przedstawicieli polskiego koncernu z Komisją Europejską określone zostały tak zwane środki zaradcze, które połączony koncern musi spełnić, aby nie posiadał zbyt dominującej pozycji na rynku, a tym samym, aby mogła zostać wydana zgoda na połączenie polskich koncernów paliwowych. Dla realizacji warunków przedstawionych przez Unię Europejską konieczne było znalezienie odpowiednich partnerów i negocjacje korzystnych warunków kontraktów. Orlen ogłosił, że jednym z tych partnerów zostanie Saudi Aramco.

Saudyjski koncern nabędzie przede wszystkim 30% udziałów w Rafinerii Gdańskiej i będzie partnerem Orlenu w spółce joint venture będącej operatorem rafinerii. Saudi Aramco otrzyma także prawo do połowy zysków z produkcji oleju napędowego i benzyny, jednak to Orlen zachowa kontrolę nad prowadzeniem spraw spółki. Saudyjczycy przejmą także produkcję paliwa lotniczego, a także spółkę Lotos Asfalt.

Najważniejsze jest jednak, że Saudyjczycy zobowiązali się przekazywać do wszystkich rafinerii należących do Orlenu (nie tylko do Gdańska) regularne dostawy ropy. Surowiec ten ma trafić do Polski w ilości 200-337, a docelowo nawet 400 tysięcy baryłek dziennie. Ilość ta zapewni blisko połowę zapotrzebowania polskiego koncernu, pozwoli na zdywersyfikowanie dostaw i uniezależnienie się od Rosji, która w obliczu ostatnich wydarzeń związanych z napaścią na Ukrainę nie może być postrzegana jako partner biznesowy dla Polski.

Saudi Aramco ma także współpracować z Orlenem w zakresie badań i rozwoju oraz w tworzeniu nowoczesnych rozwiązań petrochemicznych, co pozwoli na budowanie innowacyjności polskiego koncernu i zwiększenie jego konkurencyjności.

Saudyjska spółka jest największym koncernem świata pod względem wydobycia ropy i zaspokaja 10% światowego zapotrzebowania. Może być zatem skuteczną alternatywą dla Rosjan, wobec czego podjęcie omawianej współpracy powinno przyczynić się do budowania suwerenności energetycznej Polski.

Rosną ataki na sektory rządowo-wojskowe poza Ukrainą. Na celowniku hakerów również Polska

  • Na Ukrainie Check Point Research udokumentował 20-procentowy wzrost ogólnych cyberataków na wszystkie branże od początku konflikt
  • W Rosji zaobserwowano 1% wzrost cyberataków na wszystkie branże od początku konfliktu.
  • Zdecydowanie wyraźniej wzrosły ataki na sektory rządowo-wojskowe poza Ukrainą i Rosją (21% w porównaniu do okresu sprzed konfliktu)
  • W zeszłym tygodniu przeciętna polska organizacja atakowana była średnio 943 razy w tygodniu (+12%)
  • Check Point Research udostępnia również dane dla innych regionów: Europa (+14%), Ameryka Północna (+17%), APAC (+11%), Ameryka Łacińska (+17%) i Afryka (-2%)

W ciągu pierwszych trzech dni walki cyberataki na rząd i sektor wojskowy Ukrainy wzrosły aż o 196 proc. W ostatnim tygodniu odnotowano jednak 50-proc. spadek, a eksperci Check Point Research podejrzewają, że hakerzy dokonali zwrotu, atakując rządy innych państw skupionych na konflikcie. Ofiarami stają się jednak również korporacje i organizacje pozarządowe, a rekordowe w 2022 roku wskaźniki infekcji odnotowano praktycznie w każdej branży.

Check Point Research (CPR) zaktualizował swoje statystyki dotyczące cyberataków obserwowanych wokół konfliktu ukraińsko-rosyjskiego. Ostatnie 7 dni wykazało najwyższą ogólną liczbę cyberataków, nie tylko od początku konfliktu, ale także od początku roku.

Na Ukrainie średnia tygodniowa liczba ataków na organizację w zeszłym tygodniu wyniosła 1466, czyli o 20 proc. więcej niż przed rozpoczęciem konfliktu i o 13 proc. więcej niż w pierwszych dwóch tygodniach konfliktu. W tym czasie liczba aktywnych sieci w kraju z spadła aż o 27 proc. z powodu sytuacji awarii lub decyzji technicznych. W Rosji tygodniowa liczba cyberataków sięgnęła 1274. Był to jednoprocentowy wzrost w stosunku do okresu przed konfliktem oraz 4-proc. względem pierwszych dwóch tygodniach konfliktu.

W skali globalnej liczby są niewiele niższe, bowiem w ostatnim tygodniu zaobserwowano średnio 1266 ataków na organizację. Porównując tę wartość do innych okresów 2022 roku, odnotowano o 14 proc. więcej cyberataków niż przed rozpoczęciem konfliktu i 15 proc. więcej niż przez pierwsze dwa tygodnie konfliktu.

Również w Polsce zauważono zintensyfikowane działania hakerskie. W zeszłym tygodniu przeciętna polska organizacja atakowana była średnio 943 razy w tygodniu, o 12 proc. częściej niż w tygodniu poprzedzającym. To jednak wynik niższy niż wyniosła średnia dla Europy, czyli 1068 ataków na organizację w tygodniu.

– Wygląda na to, że hakerzy na początku bardzo mocno skupili się na konflikcie, natomiast po dwóch tygodniach zrozumieli, co mogą, a czego nie mogą zrobić. Innymi słowy, hakerzy powrócili do swojego „typowego biznesu”. Widzimy również skoncentrowany wysiłek na atakowaniu celów rządowych/wojskowych, być może w ramach dyplomatycznego wpływu otaczającego wojnę. W nadchodzącym czasie będziemy nadal monitorować cyberataki w Rosji, na Ukrainie i innych krajach – mówi Omer Dembinksy, Data Group Manager w Check Point Software

Sektory rządowo-wojskowe na całym świecie doświadczyły w zeszłym tygodniu średnich wzrostów ataków na poziomie 21 proc. w porównaniu do stanu sprzed rozpoczęcia konfliktu i 19 proc. niż w pierwszych dwóch tygodniach konfliktu. Na ukraiński sektor rządowo-wojskowy przeprowadzono jednak aż 59-proc. ataków mniej, co – wg analityków Check Point Research – świadczy o zmianie preferencji niektórych grup hakerskich, które obierały za cel instytucje innych państw lub międzynarodowe firmy.

Tląca się nadzieja

Wojna w Ukrainie trwa bezustannie, a sytuacja pozostaje krytyczna. Mimo to w ostatnich dniach na rynkach finansowych nastąpiło ożywienie. Ceny ropy naftowej znacznie spadły, a waluty krajów Europy Wschodniej, które szczególnie ucierpiały, zdołały nieco odreagować.

Odreagowanie wynika po części z nadziei, że rozmowy między rosyjskimi i ukraińskimi negocjatorami mogą mimo wszystko doprowadzić do rychłego i pokojowego rozwiązania. Mimo, że wczorajsze negocjacje zostały przerwane, mają być dziś wznowione. Rynki pozostaną nerwowe i będzie zauważalna podwyższona zmienność.

Bez wątpienia rozwiązanie konfliktu i zakończenie wojny byłoby korzystne dla EUR. Jednak pytanie zasadnicze brzmi jak bardzo EUR byłoby w stanie umocnić się w ostatecznym rozrachunku. W tym tygodniu amerykański bank centralny prawdopodobnie rozpocznie cykl podwyżek stóp procentowych, dzięki czemu po raz kolejny okaże się, że między polityką pieniężną Fed i EBC utrzymuje się dość duża różnica. Powell jest gotowy do walki z inflacją już teraz, podczas gdy Pani Lagarde wciąż się waha.

Nawet jeśli w ubiegłym tygodniu EBC zaskoczył jastrzębim tonem, to jedynie zasygnalizował, że jeszcze w tym roku może dojść do podwyższenia stóp procentowych. Krok ten oczywiście może nastąpić w III kwartale. Jednak do tego czasu może się wiele wydarzyć, co wpłynęłoby na opóźnienie rozpoczęcia procesu podnoszenia stóp procentowych w strefie euro. Oznacza to, że o ile odwrócenie tendencji w stopach procentowych w USA jest względnie pewne (a w środę możemy być tego absolutnie pewni), o tyle w strefie euro stoi to pod ciągłym znakiem zapytania.

W najbliższy czwartek dojdzie również prawdopodobnie do kolejnej podwyżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii. Dzisiejsze dane z rynku pracy (stopa bezrobocia 3,9 proc.) potwierdzają, że rynek pracy jest napięty, a w związku z tym ryzyko uporczywej inflacji spowodowanej ewentualnymi efektami drugiej rundy jest wysokie. Jest oczywiste, że BoE (Bank of England) będzie musiał nadal podejmować środki zaradcze. Ostatnie dane o inflacji pokazały wysokie odczyty. CPI za styczeń wyniósł 5,5 proc. a bazowy wskaźnik uplasował się na poziomie 4,4 proc. Publikacje za luty poznamy dopiero w przyszłym tygodniu. Zmienność na EUR/GBP powinna być jednak nadal wywoływana w większym stopniu wydarzeniami w Ukrainie.

Złoty wczoraj kontynuował aprecjację. EUR/PLN przełamał na moment poziom 4,72. Aktualnie jest w okolicach 4,73. Notowania tym samym znalazły się poniżej technicznego wsparcia wyznaczonego przez szczyt z listopada 2021.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Inflacja jeszcze nie dwucyfrowa

Pomimo obaw części analityków okazało się, że inflacja w Polsce nie tylko nie jest dwucyfrowa, ale wręcz spada. Z drugiej strony nie znaczy to wcale, że nie stanie się to w kolejnych miesiącach.

Inflacja w Polsce

Ceny rosną w Polsce obecnie o 8,5%. Z jednej strony to dobrze, bo rosły już 9,4%. Z drugiej strony analitycy oczekiwali wzrostu o 8,1%. Należy pamiętać, że są to dane za luty, zatem efekt rosyjskiej napaści na Ukrainę jest bardzo mało widoczny w obecnym wskaźniku. Widoczne za to będą zmiany podatkowe w ramach tarczy antyinflacyjnej. Zobaczymy, jak długo będzie ona obowiązywać, bo powrót do starych cen może być mocno bolesny. Z drugiej strony obecne problemy z cenami surowców będą widoczne dopiero w odczycie za marzec.

Ropa znów po 100 dolarów za baryłkę

Kolejny dzień i kolejne spadki cen ropy powodują, że ponownie wracamy w okolice 100 dolarów za baryłkę. Jesteśmy już zatem blisko poziomów sprzed inwazji rosyjskiej. Zmiany widać też w przypadku hurtowych cen paliw. Tylko wczoraj w hurcie cena diesla spadła o 22 grosze na litrze, 95-tka spadła z kolei o 17 groszy. Oznacza to, że powinniśmy się właśnie żegnać z ostatnią falą podwyżek na stacjach benzynowych. Patrząc na zachowanie cen na rynku, kuriozalnie brzmią ostatnie ogłoszenia prezesa Orlenu o obniżce cen. Czasy się zmieniają, ale za podwyżki cen paliw zawsze odpowiadają czynniki zewnętrzne, za to spadki to sukcesy rządu.

Inflacja nadal wzrasta

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu cen w kolejnych krajach. W Szwecji ceny rosną już o 4,3% w skali roku. To o 0,6% więcej niż jeszcze miesiąc temu. Należy pamiętać, że Szwecja wciąż utrzymuje zerowe stopy procentowe. Od początku roku szwedzka korona była w wyraźnym odwrocie względem euro, stąd pomimo korekty w trakcie rosyjskiej inwazji, wracają oczekiwania podwyżek stóp procentowych. Drugi ważny odczyt to Rumunia, która pokazała wzrost cen o 8,5%. To mniej niż oczekiwania analityków, ale i tak więcej niż miesiąc temu. Dodatkowo poznaliśmy wzrost cen w Indiach. Tam dynamika zmian jest mniejsza, ale wzrost cen przyspieszył z 6% na 6,1%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Co warto wiedzieć o transformacji cyfrowej w branży e-Commerce?

Cyfrowa transformacja firmy to zadanie, z którym niekiedy muszą się zmierzyć tradycyjni sprzedawcy. Niestety plany rozwoju okazują się być dla wielu koszmarem.

Poniższy artykuł ma na celu wyjaśnienie typowych, choć niezbyt oczywistych dla nowicjuszy błędów przy transformacji cyfrowej.

  • Nie wszystkie systemy CMS są jednakowo skalowalne

Wybór platformy do zarządzania e-sklepem ma fundamentalne znaczenie, ponieważ to ona określa skalowalność działalności. Wiele firm e-Commerce woli jednak przedkładać oszczędności nad rozwój.

Jeśli dany CMS nie jest skalowalny, to wraz z rozwojem możliwości maleją. Z drugiej strony, skalowalność umożliwia optymalizację doświadczeń klientów oraz pozwala na lepszą obsługę klienta, a tym samym konwersję i zatrzymanie klienta. Warto pamiętać, że skala korzyści płynących z tych działań może nie być odczuwalna w pierwszych latach istnienia firmy.

  • Zwrot z inwestycji w reklamę jest powolnym procesem. 

Badanie opłacalności reklamy na Google to temat pojawiający się przy transformacji cyfrowej. Problem pojawia się, gdy uwierzymy, że baza klientów przeniesie się do nowego ekosystemu cyfrowego. Może tak się nie wydarzyć, ponieważ nawyki konsumentów warunkują intencje zakupowe.

Jak zminimalizować straty? Trzeba zdefiniować nowych potencjalnych klientów przed rozpoczęciem inwestycji w reklamę. Warto zatem przeprowadzić kampanie testowe, przeanalizować nisze w sieciach społecznościowych oraz prześledzić trendy głównych słów kluczowych w każdym sektorze.

Warto wykorzystać e-mail marketing w kontaktach z klientami, aby dowiedzieć się, jakie rodzaje newsletterów przyniosły największy sukces, dzięki czemu stworzysz profil użytkownika docelowego.

  • Cyfryzacja finansów nie dotyczy tylko dużych firm.

Pełna transformacja cyfrowa nie jest możliwa, jeśli działania mające na celu zarządzanie zasobami firmy nie są oparte na bardziej holistycznym podejściu.

Konsekwencją jest ograniczenie możliwości podejmowania decyzji ze względu na niedostatek informacji i dokumentacji. Warto pamiętać, że nie wszystkie rozwiązania do wybrania najlepszego kierunku rozwoju firmy, będą dostępne. Co więcej, prace związane z zarządzaniem będą wolniejsze i niedokładne, jeśli nie dokonamy odpowiednio cyfryzacji finansowej.

  • Logistyka wysyłek w e-Commerce może być bardzo kosztowna, jeśli nie zostanie zautomatyzowana

Panuje przekonanie, że transakcja kończy się w momencie sprzedaży. Jednak jest dokładnie na odwrót. Brak wiedzy logistycznej jest głównym powodem, dla którego wiele firm eCommerce rezygnuje ze swojej działalności. Ilość powstałych błędów powoduje, że projekt staje się zbyt drogi.

Warto przeprowadzić optymalizację: zarządzania zapasami i zwrotami, przygotowania przesyłek oraz kontaktu z kurierami. Sprawna i niedroga realizacja wszystkich procesów wymaga niekiedy oprogramowania do automatyzacji i zarządzania wysyłkami.

Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest Outvio. Platforma centralizuje etap posprzedażowy e-sklepów w interfejsie zarządzania, dzięki czemu można automatycznie realizować wysyłki na cały świat, drukować masowo etykiety, wybierać opłacalne wysyłki, automatyzować zwroty, śledzić przesyłki międzynarodowych itp.

Można również wykonywać te zadania własnoręcznie, choć jest to możliwe tylko wtedy, gdy przepływ zadań w firmie jest należyty. Dlatego integracja odpowiedniego oprogramowania jest wysoce zalecana.

Wojna rujnuje polski transport

Branża TSL zarówno w Polsce, jak i na świecie poniosła znaczące straty w wyniku globalnej pandemii. Kiedy już można było przypuszczać, że sytuacja powoli się stabilizuje, na ten sektor gospodarki spadł kolejny cios w postaci agresji Rosji na Ukrainę. Jaką cenę za tę sytuację zapłaci polski transport? – Na pewno będzie ona bardzo wysoka – twierdzi Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.

Konsekwencje konfliktu zbrojnego na Ukrainie napawają przedsiębiorców transportowych lękiem o przyszłość. Skutki tej sytuacji są odczuwane oczywiście nie tylko przez tę branżę – jak podkreśla Północna Izba Gospodarcza ogólnie dla 40 proc. firm w Polsce, wojna może stanowić poważne zagrożenie. Jednak to właśnie sektor TSL i budowlany  odczuwają największy niepokój, tutaj  wskaźniku lęku przekraczają 50 proc.[1]. Śmiało można stwierdzić, że to logistyka jest sektorem gospodarki, który został jako pierwszy dotknięty zmianami rynku międzynarodowego, a przedsiębiorcy czują się teraz tak, jak na początku pandemii – nie wiadomo co nas czeka, jak dalej działać i co przyniesie przyszłość.

Problemy z wymianą towarową

W logistyce wymiana towarów jest podstawą jej sprawnego funkcjonowania, jednak teraz liczy się logistyka wojenna, a nie ta znana nam z czasów pokoju. Zacznijmy od tego, że przejścia graniczne na wschodzie nie pozwalają na zwykły ruch towarowy, ze względu na to, że wszystkie siły zostały przekierowane na dostarczanie sprzętu wojskowego, pomoc humanitarną, a także ewakuację uchodźców. Oczywiście wymiana międzynarodowa z Rosją została wstrzymana, a ta z Białorusią mocno ograniczona. Takie wyłączenie eksportu na rynki Ukrainy, Białorusi i Rosji bezpośrednio wpływa na spowolnienie produkcji w wielu fabrykach, lub jej całkowite zaprzestanie.  Jesteśmy w momencie, w którym należy szybko przeorganizować łańcuchy dostaw – coraz więcej firm rezygnuje z dostaw do krajów agresorów, przedsiębiorstwa pozbywają się rosyjskich inwestorów, sankcje gospodarcze nałożone przez UE na Rosję i Białoruś postępują podobnie jak i bunt obywateli Unii przeciwko towarom pochodzących z tych krajów. Również niebo nad Europą zostało zamknięte dla rosyjskich i białoruskich samolotów, dodajmy do tego zawirowania w kursach walut i na giełdach i wiele innych czynników, a jasnym okaże się, że nie możemy już funkcjonować w dotychczasowym trybie dostaw. W tym całym kryzysie i chaosie nie zapominajmy o Chinach. Sankcje nałożone na Rosję przez UE i USA, w tym bezpośrednio na koleje rosyjskie, skomplikowały łańcuchy dostaw i transport ładunków między Europą i Chinami. Niestety, nie jest to jedyna ściana, na którą natknął się polski transport – ciężko  tutaj nie wspomnieć o wzrostach cen…

Koszty transportu

Zamknięta strefa lotów w obszarze Rosji związana jest ze znacznym wzrostem kosztów transportu lotniczego z Chin. Podobna sytuacja spotkała przewozy morskie – stawki do Europy drastycznie skoczyły w górę. Dodatkowo wiele linii żeglugowych odmawia obsługi rosyjskiego kierunku głównie w obawie o załogę i transportowane mienie. Notowane są również znaczne opóźnienia w transporcie kontenerami – firma FourKites, badająca opóźnienia w łańcuchu dostaw, oblicza, że w transporcie drobnicy czas dostawy do wszystkich europejskich portów jest dłuższy o 25 proc. w porównaniu do danych z 17 lutego[2]. Jednak kwestią, która budzi największe emocje w polskim transporcie, są ceny paliw. W związku z obecną sytuacją przewoźnicy nie otrzymują już rabatów na stacjach, a zamówione przed przedsiębiorstwa cysterny nie docierają na czas. W takim wypadku trzeba się liczyć z koniecznością korzystania ze stacji paliw i mierzenia się z obowiązującymi limitami tankowania. Obserwowane w ostatnim czasie horrendalne ceny i ich duża zmienność mogą zweryfikować dotychczas stosowane korekty paliwowe i zmusić przewoźników do podwyżek frachtów. Sytuacja jest mocno napięta, a zwiększenie dostaw ropy z innych miejsc i przebieg konfliktu na Ukrainie w dalszym ciągu będą wpływały na przyszłe ceny paliw. Jakby tego było mało, nie możemy zapomnieć o postanowieniach pakietu mobilności, które również odbijają się na sytuacji finansowej firm transportowych.

Poważne braki kadrowe

Obywatele Ukrainy stanowią jedną trzecią kierowców transportu międzynarodowego – teraz kilkadziesiąt tys. spośród nich wyjechało, aby walczyć o ojczyznę lub opiekować się swoimi rodzinami. W konsekwencji z wielu firm transportowych odeszła nawet połowa kierowców. Przewoźnicy zmuszeni są odwoływać kursy lub ratować sytuację zatrudnianymi szybko kierowcami – to wielkie wyzwanie, które będzie mieć poważne konsekwencje dla całej branży, a także zwykłych obywateli. Na dodatek problemy z obsadzeniem samochodów mogą pogłębić formalności z wizami niezbędnymi do jazdy na obszarze Schengen, ponieważ aby je przedłużyć, trzeba udać się do polskiego konsulatu na terenie kraju, w którym mieszka dany kierowca. W przypadku obywateli Ukrainy śmiało możemy spodziewać się wprowadzenia ułatwień w tym zakresie, problem pojawia się w kwestii drugiej pod względem liczebności grupy kierowców w polskim transporcie, czyli Białorusinów. Oni najprawdopodobniej, tak jak dotychczas, będą musieli pojechać po wizę do Mińska, a w obecnej sytuacji mogą mieć później problemy z powrotem do Polski. Konsekwencje tego stanu rzeczy będą bez wątpienia mocno odczuwalne, a w czarnym scenariuszu powtórzy się u nas sytuacja, która miała miejsce w Wielkiej Brytanii na skutek brexitu – wówczas towarów nie miał kto rozwozić.

Przyszłość

Wojna to zawsze zło, również dla gospodarki – ponieważ kraje Europy są  mocno powiązanym organizmem gospodarczym, rosyjska agresja zagraża dotychczasowej formule współpracy pomiędzy państwami członkowskimi. Przedsiębiorcy poruszają się po omacku i nie są w stanie poczynić długofalowych prognoz funkcjonowania swoich firm. Jednak ze wszystkich gałęzi gospodarki, to właśnie sektor TSL może być tym, który najmocniej odczuje skutki rosyjskiej agresji na Ukrainę, szczególnie ma to odniesienie do sytuacji Polski. Z uwagi na bezpośrednie sąsiedztwo naszego kraju z Białorusią, Rosją oraz Ukrainą, Polska przestaje być postrzegana jako kraj bezpieczny do długofalowych inwestycji dla kapitału zagranicznego. W konsekwencji coraz więcej firm wycofuje się z wcześniej zaplanowanych inwestycji… i może dalej się wycofywać.

Ciężko  w obecnej sytuacji silić się na jakikolwiek optymizm i prognozy dotyczące przyszłości polskiej branży TSL. Jedno jest pewne – skutki napaści Rosji na Ukrainę wszyscy będziemy odczuwać jeszcze bardzo długo… i boleśnie.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

[1] https://logistyka.rp.pl/praca-w-logistyce/art35817351-branza-logistyczna-przerazona-skutkami-wojny-tak-samo-jak-budowlana

[2] https://logistyka.rp.pl/morski/art35809751-wojna-wystraszyla-armatorow-i-nadawcow-ceny-za-wysylke-kontenerow-wystrzelily

Monitoring sieciowy – budowa i zasada działania kamer IP

Monitoring IP działa z wykorzystaniem istniejącej sieci internetowej (skrót IP pochodzi od zwrotu Internet Protocol). Poszczególne urządzenia (routery, switche, kamery) komunikują się ze sobą za pomocą internetu. W prostym monitoringu domowym może być to sieć wi-fi. Bardziej rozbudowane systemy dla stabilności działania mogą potrzebować okablowania – wykorzystuje się tutaj lekkie kable ethernetowe (skrętkowe). W dawnych analogowych sieciach CCTV wykorzystywano kable koncentryczne.

Dzięki temu, że kamery działają z wykorzystaniem internetu, obraz można podglądać na żywo, a także zapisywać go na dysku lub w aplikacjach chmurowych (np. na Dropboxie, czy Google Drive). Największą przewagą monitoringu IP jest jednak jakość obrazu (oferowana rozdzielczość). Typowy monitoring CCTV nie zapewniał odpowiedniej szczegółowości. Kamery IP mogą rejestrować obraz w rozdzielczości Full HD i wyższej, dzięki czemu są znacznie bardziej praktyczne. Dokładając do tego niską cenę oraz możliwość połączenia z urządzeniami smart home, otrzymujemy idealne rozwiązanie do zabezpieczenia posesji.

Z czego powinien składać się zestaw IP?

Na rynku dostępnych jest wiele rozwiązań, od bardzo prostych zestawów do domu, po rozbudowane systemy przeznaczone do ochrony większych inwestycji. W standardowym zestawie znajdą się kamery, rejestrator oraz niezbędne akcesoria, takie jak na przykład wtyk sieciowy.

Elementem zestawu może być także switch PoE, czyli przełącznik, który zapewnia bezstratną przepustowość, lub też zasilacz. Jak działają poszczególne elementy?

  • Rejestrator – umożliwia komunikację wszystkich urządzeń tworzących zestaw do monitoringu IP. Przetwarza sygnał z kamer, pozwala także na zapisywanie obrazu na dysku. Jest swego rodzaju jednostką zarządzającą. W zależności od modelu może mieć różną liczbę wejść, a także pracować z urządzeniami różnych technologii (oprócz IP, na przykład AHD/CVI/TVI/CVBS/).
  • Kamery – może być to jedno urządzenie lub cały zestaw. Dostępne na rynku rozwiązania różnią się między sobą także typem kamer (obok tradycyjnych, mogą być to także rozwiązania obrotowe lub wyposażone w funkcje inteligentnej analizy obrazu, widzenie nocne i wiele innych udogodnień). Wybierając zestaw do monitoringu, warto zwrócić uwagę na rozdzielczość kamer oraz ich kąt widzenia.

Elementem zestawu może być także dysk, dzięki któremu rejestrowany obraz może być zapisany na wypadek konieczności ponownego odtworzenia. Kompletne zestawy do monitoringu IP kupisz (również online) w sklepie z elektroniką Eltrox: https://www.eltrox.pl/monitoring/monitoring-ip/zestawy-ip.html.

Jakie kamery będą najlepsze do domu?

W zależności od tego, jakie kamery i rejestratory wybierzemy, możemy korzystać z dodatkowych funkcji, zwiększających funkcjonalność i bezpieczeństwo. Będzie to na przykład IVS, czyli inteligentna analiza obrazu. Kamery automatycznie wykrywają niecodzienne zdarzenie (np. przekroczenie wyznaczonej linii, zniknięcie obiektu) i mogą włączyć nagrywanie lub wysłać powiadomienie o zagrożeniu, a nawet uruchomić alarm. Kamera powinna zapewniać także możliwość rejestrowania obrazu w ciemności (za sprawą diod podczerwieni). Nowoczesne rozwiązania pozwalają osiągnąć wysoką jakość obrazu – szczegółowość i kontrast.

Kamery powinny dodatkowo być wykonane z materiałów zapewniających ochronę przed czynnikami zewnętrznymi i celowym zniszczeniem. Istotny jest także kąt widzenia – należy go dobrać w taki sposób, by rejestrować odpowiednio dużą powierzchnię (np. całą strefę wejścia – sylwetkę osoby dzwoniącej oraz jej otoczenie). W sklepie Eltrox znajdziesz kamery z wszystkimi wymienionymi funkcjonalnościami, w wielu wariantach budowy (na przykład obrotowe, kopułkowe, sufitowe i inne). 

Przedsiębiorcy chcą kończyć współpracę z firmami z Rosji i Białorusi. Jako argument podają… „siłę wyższą”

Jak zakończyć prowadzenie biznesu z Rosją albo Białorusią? O to coraz częściej przedsiębiorcy pytają prawników. Jak wyjaśniają eksperci firm prowadzących wymianę handlową z Państwami zaangażowanymi w wojnę jest całkiem sporo. To głównie firmy produkcyjne, przetwórcy, firmy budowlane oraz sektor TSL, który dość często wykonywał kursy na trasie Polska – Białoruś. Zmiany gospodarcze dotykają nie tylko eksporterów, ale i importerów.

Wojna opóźni realizację wielu inwestycji? Powodem może być brak surowców i brak rąk do pracy

Prawnicy przyznają, że mają pełne ręce roboty jeżeli chodzi o konsultowanie klientów, którzy dotychczas prowadzili wymianę handlową z krajami objętymi wojną. Handel z Ukrainą jest niemożliwy z powodu strat wojennych i trwającej tam wojny, a z Rosją i Białorusią wiele firm po prostu nie chce mieć już żadnych relacji. Obecna sytuacja gospodarcza jest trudna dla wielu polskich przedsiębiorców z kilku powodów.

– Już teraz pojawiają się wśród naszych klientów problemy, które wymagają szybkiej reakcji i szybkiego rozwiązania. Kontrakty nie mogą być realizowane albo ich realizacja jest utrudniona. Wiele firm do produkcji potrzebuje surowców, a te pochodziły z Ukrainy. Brak dostaw oznacza brak realizacji kontraktu w terminie, kary umowne i poważne straty dla przedsiębiorców. Podobnym problemem jest odpływ pracowników z firm budowlanych i transportowych. Szacuje się, że wynosi n w tej chwili ok. 30%, a może to być dopiero początek zmian. Firma pozbawiona pracowników nie jest w stanie wykonywać swoich bieżących zobowiązań, co generuje naliczanie kar – mówi mec. Marek Jarosiewicz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

– Przedsiębiorca musi wykazać, że to nie on ponosi winę za opóźnienie realizacji inwestycji. Powinien on prowadzić dialog z inwestorem, by zmienić treść umowy lub zapisać konkretne zmiany terminów, które będą optymalne dla obu stron – mówi dalej ekspert.

Handel z agresorami to skaza na wizerunku. Czy to może być powód zerwania współpracy gospodarczej?

Inna sprawa to sytuacje, gdy kontrahenci mają siedzibę w Rosji czy na Białorusi. Wiele firm zdecydowało o tym, że nie będzie kontynuować wymiany handlowej z tymi krajami, co rodzi również określone konsekwencje gospodarcze i prawne.

– Najłatwiejsza sytuacja będzie, gdy przedsiębiorca będzie w stanie wykazać, że z powodu sankcji realizacja umowy będzie utrudniona. Wygaszenie stosunku umowy przy „nadzwyczajnej zmianie okoliczności” będzie najbardziej oczywiste, a przedsiębiorca będzie mógł twierdzić, że to nie jego zła wola, a po prostu brak możliwości stoi na przeszkodzie do realizacji kontraktu – mówi mec. Jarosiewicz. Taka sytuacja może objąć firmy transportowe, energetyczne czy handlowe jeżeli przedsiębiorca udowodni, że sytuacja wojenna uniemożliwia mu realizacje kontraktu.

Trudniej będzie gdy argumenty przedsiębiorcy, by zaprzestać działalność z krajami zaangażowanymi w wojnę, będzie mieć charakter wizerunkowy. – Tutaj należy przygotować szerszą argumentację prawną. Umowa formalnie wiąże nas z przedsiębiorcą po stronie rosyjskiej czy białoruskiej i należy spodziewać się, że tamta strona będzie dążyć do tego byśmy zrealizowali swoje zobowiązania. Wyobrażam sobie sytuacje, że starta wizerunkowa dla firmy będzie tak poważna, że stanie się to argumentem, by powołać się na „siłę wyższą” jako uzasadnienie zaniechania takiej współpracy – mówi mec. Marek Jarosiewicz. – Wojna w nauce prawa jest klasykiem, jako przykład siły wyższej. Nieprzewidywalna, dynamiczna, uzasadniająca wszelkie zmiany relacji gospodarczej. Jeżeli umowa zawarta była przed rozpoczęciem inwazji to, co do zasady można powołać się na „siłę wyższą” jeżeli strona wykaże, że nie jest w stanie realizować zapisów kontraktu – wyjaśnia mec. Jarosiewicz.

Polski złoty to trzecia najsłabsza waluta świata od początku roku

Złoty od początku roku jest trzecią najbardziej osłabiająca się wobec dolara walutą świata. Bardziej osłabił się tylko rosyjski rubel i turecka lira. Jednym ze skutków wojny na Ukrainie jest mocny spadek wartości wszystkich walut z naszej części Europy.

Od początku konfliktu na Ukrainie złoty mocno traci na wartości. 7 marca, w momencie jego największej słabości, 1 euro kosztowało 5 zł, a 1 dolar 4,61 zł. W kolejnych dniach złoty się umacniał, za sprawą kolejnej podwyżki stóp procentowych w Polsce oraz pewnej stabilizacji sytuacji międzynarodowej, dziś za 1 euro płacimy 4,73 zł, a za dolara 4,30 zł. Jednak pomimo tego, złoty pozostaje trzecią najsłabszą od początku roku walutą świata (spośród istotnych walut) tracąc wobec dolara 7 proc. Bardziej osłabiły się tylko rosyjski rubel (-39 proc.) oraz lira turecka (-10 proc.). Widać, że na osłabienie waluty wpływa bliskość konfliktu na Ukrainie, bo osłabiły się także forint węgierski (-5 proc), korona czeska, lej rumuński (oba po -4 proc.). Waluty Polski i tych trzech krajów osłabiły się, mimo podwyżek stóp procentowych. Średnia wysokość stóp procentowych w tych krajach wynosi 3,5 proc, czyli tyle, ile obecnie podstawowa stopa w Polsce. Dla porównania, euro także osłabiło się od początku roku wobec dolara o 4 proc., choć w strefie euro stopy nie zostały podniesione i wynoszą 0 proc.

Fundamenty ekonomiczne krajów naszego regionu są stabilne. Choć prognozy wzrostu gospodarczego są obecnie rewidowane w dół – S&P Global Ratings obniżył prognozę wzrostu PKB w Polsce w tym roku z 5 do 3,6 proc. To jednak ryzyko recesji w regionie wydaje się niewielkie. Szczególnie, że niskie kursy walut wpływają na uatrakcyjnienie eksportu. Wzrost gospodarczy może być też wyższy z powodu zwiększonych wydatków związanych z uchodźcami oraz wzrostem wydatków na armię. Region musi sobie radzić natomiast z bardzo wysoką inflacją. Rekordowy jest wzrost zanotowano w Czechach, gdzie inflacja w lutym wyniosła aż 11,2 proc. W Polsce natomiast inflacja, za sprawą obniżki podatków na żywność i paliwa, spadła w lutym do 8,5 proc. (z 9,2 proc. w styczniu).

Słabość w tym roku okazała także szwedzka korona, tracąc 6 proc. wobec dolara. Szwecja także utrzymuje cały czas stopy procentowe na poziomie 0 proc. Funt brytyjski stracił wobec dolara 4 proc., a frank szwajcarski 3 proc. To raczej efekt już samej siły dolara, który wzmacnia się w przededniu pierwszej podwyżki stóp procentowych w USA. Najprawdopodobniej dojdzie do niej już jutro. Dolar zyskuje także w wyniku odpływu aktywów z rynków ryzykownych na rynki bezpieczne. Ten stan może się dalej utrzymywać, jeśli nie dojdzie do deeskalacji sytuacji na Ukrainie.

Chiński juan utrzymał od początku roku swoją wartość wobec dolara. Jest z jednej strony także uważany za bezpieczną przystań w trudnych czasach, ale jednocześnie rząd Chin stara się go obecnie osłabić w obliczu narastających gospodarczych skutków kolejnych lockdownów. Najbardziej wobec dolara zyskały waluty krajów, które są ważnymi producentami drożejących surowców. O 6 proc. wobec dolara umocnił się rand południowoafrykański, a aż o 9 proc. real brazylijski.Złoty to trzecia najsłabsza waluta świata od początku roku

Paweł Majtkowski – analityk eToro

Sebastian Proć objął funkcję prezesa zarządu HB Reavis w Polsce

HB Reavis, międzynarodowa firma specjalizująca się w tworzeniu przestrzeni pracy, powołała Sebastiana Procia, do tej pory członka zarządu, na stanowisko prezesa polskiego oddziału. Doświadczony menadżer pokieruje dalszym rozwojem dewelopera w Warszawie, gdzie HB Reavis realizuje obecnie wielofunkcyjne projekty Varso Place i Forest.

Sebastian Proć jest związany z HB Reavis od 13 lat – od początku działalności firmy na polskim rynku nieruchomości pełnił w niej funkcje kierownicze, nadzorując rozwój biznesu, akwizycje oraz działalność deweloperską. Wcześniej był związany z firmą doradczą DTZ, a także Premiumred Real Estate Development (grupa Investkredit / Volksbank), Budimex Nieruchomości oraz Unikat Commercial Properties.

Nominacja dla doświadczonego i doskonale znającego firmę eksperta na stanowisko prezesa zarządu, potwierdza dążenie HB Reavis do umocnienia pozycji w Warszawie poprzez zakup gruntów w atrakcyjnych lokalizacjach i przygotowanie kolejnych projektów. Strategia HB Reavis zakłada tworzenie budynków, u podstaw których leży dobrostan, zdrowie i dostosowanie do potrzeb użytkowników. Dzięki zróżnicowanym liniom biznesowym, firma specjalizuje się w planowaniu przestrzeni pracy, wprowadzaniu technologicznych innowacji oraz rozwiązań elastycznych w biurach, a także zarządzaniu nieruchomościami.

HB Reavis jest jednym z największych deweloperów biurowych działających w Polsce – do tej pory w Warszawie firma zrealizowała lub obecnie realizuje budynki o łącznej powierzchni 475 tys. mkw. do wynajęcia. Tylko w 2021 roku polski oddział HB Reavis podpisał umowy z klientami na prawie 50 tys. mkw. powierzchni biurowej.

Sebastian Proć zastąpił na stanowisku prezesa dotychczas sprawującego tę funkcję Marcina Klammera, który opuścił szeregi firmy.

Przedsiębiorcy rezygnowali z liniówki na rzecz ryczałtu

21 lutego minął termin na zmianę formy opodatkowania dla tych przedsiębiorców, którzy pierwszy przychód w tym roku uzyskali w styczniu. Był to więc termin graniczny dla większości podatników prowadzących działalność gospodarczą w Polsce. Publikujemy pierwsze analizy zmian na podstawie decyzji klientów inFaktu.

Zamieszanie wokół Polskiego Ładu, liczne błędy i luki w ustawie powodowały, że środowiska biznesowe apelowały o przedłużenie terminu na zmianę formy opodatkowania. Nie zgodził się na to ustawodawca. Jego zdaniem nie było to możliwe m.in. ze względu na to, aby można było właściwie obliczyć składkę zdrowotną za styczeń. Przedsiębiorcy nie byli w stanie dokonać optymalnego wyboru sposobu opodatkowania, ponieważ wszystko mogło się jeszcze zmienić w toku nowelizacji ustawy podatkowej Polskiego Ładu.

Wzrosła popularność ryczałtu i skali podatkowej

W listopadowym badaniu przeprowadzonym przez inFakt chęć zmiany opodatkowania deklarowało 30,6% przedsiębiorców, a zastanawiało się nad nią 54,2% podatników prowadzących JDG. Ostatecznie zmiany dokonało 37% naszych klientów.

Zgodnie z naszymi przewidywaniami, wśród podatników zmieniających sposób rozliczania się z fiskusem, największym zainteresowaniem cieszył się ryczałt ewidencjonowany. Pomimo trudności z wyznaczeniem właściwej stawki wybrało go 84% przedsiębiorców. Jest to odsetek zbieżny z wynikami listopadowego badania inFaktu, kiedy chęć przejścia na tę formę opodatkowania zadeklarowało 80,7% przedsiębiorców.  Ryczałt był najczęstszym kierunkiem ucieczki podatników z liniówki – ponad 65% wszystkich zmieniających formę opodatkowania na ten rok przeszło na nią właśnie z niej. Zainteresowanie ryczałtem wzrosło o 80,5% w stosunku do roku 2021.

Zanotowaliśmy również wzrost zainteresowania skalą podatkową. W 2022 r. wybrało ją ponad 11% przedsiębiorców zmieniających formę opodatkowania, co pokrywa się z listopadowymi deklaracjami klientów inFaktu (9,9%). Również w tym wypadku największy przypływ podatników nastąpił z liniówki. Z powodu podwyższenia pierwszego progu oraz kwoty wolnej przy stawce podatku 17%, stała się ona kusząca dla przedsiębiorców, którzy osiągają dochód pomiędzy 85 tys. zł a 120 tys. zł.

Maleje zainteresowanie liniówką

Podatek liniowy wybrało zaledwie 4% zmieniających formę opodatkowania, co bliskie jest wynikowi 3,3% wśród deklarujących chęć zmiany z końcem roku w naszym badaniu. Ciekawy natomiast jest trend na przestrzeni ostatnich lat. Od czasów zmian, jakie nastąpiły w podatku liniowym z 2019 r. (m.in. wprowadzenia daniny solidarnościowej), notujemy systematyczny spadek zainteresowania nim. Rok 2022 był pod tym względem rekordowy. W porównaniu do 2021 aż 41% mniej przedsiębiorców wybrało liniówkę, jest to też o 84% mniej niż w 2020 roku. Może być to związane z niejasnościami wokół wyliczenia składki zdrowotnej oraz pozytywnymi zmianami w skali podatkowej, które objęły część lepiej zarabiających podatników.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w inFakt

Polski Ład: wysokość składki zdrowotnej dla ryczałtowców

Marzec 2022 to pierwszy miesiąc, w którym podatnicy będą musieli zmierzyć się z ustaleniem wysokości składki zdrowotnej. W jaki sposób mogą ją obliczyć ryczałtowcy?

W świetle nowych przepisów Polskiego Ładu od stycznia 2022 zmianie uległa wysokość składki zdrowotnej. Choć w latach ubiegłych była ona stała, obecnie uzależniona jest ona od formy opodatkowania, a także wysokości przychodu. Z racji tego, iż zmiana objęła również przedsiębiorców na ryczałcie ewidencjonowanym, wielu z nich zastanawia się, jak obliczyć wymiar tejże składki.

Procent składki zdrowotnej dla tej formy opodatkowania nie ulega zmianie i wciąż wynosi 9 proc. Niemniej jej wysokość uzależniona jest obecnie od innej podstawy wymiaru. Tu bowiem wyznacznikiem jest przychód danego przedsiębiorcy, dla którego ustalono trzy limity – do 60 tys. złotych, pomiędzy 60 a 300 tys. złotych oraz powyżej 300 tys. złotych – mówi Teresa Warska, specjalista ds. księgowości w Systim.pl.

Trzy odrębne podstawy wymiaru składki to jednak nie koniec zmian, które czekają na ryczałtowców. Jak bowiem wskazuje art. 81 ust. 2e ustawy o ubezpieczeniu zdrowotnym, koniecznym stało się ustalanie rocznej wysokości składki zdrowotnej, która będzie porównywana do sumy miesięcznych składek.

Na mocy nowych przepisów wprowadzono mechanizm dwukrotnego obliczania składki zdrowotnej za dany rok kalendarzowy. Sprawia to, że ustalenie wymiaru składki zdrowotnej składa się z dwóch etapów. Jednym z nich jest bieżące obliczanie miesięcznej wysokości składki na ubezpieczenie zdrowotne, drugim zaś jest określenie wysokości tejże składki za cały poprzedni rok po zakończeniu roku bieżącego – tłumaczy Warska z Systim.pl

Co istotne,  jeśli suma miesięcznych składek będzie mniejsza od rocznej składki, przedsiębiorca będzie zobligowany do dopłaty różnicy, zaś w przypadku, gdy składka będzie większa niż suma miesięcznych składek, wtedy nastąpi zwrot różnicy.

Jak wskazuje ustawa o Polskim Ładzie, za podstawę ustalenia wysokości składki zdrowotnej dla ryczałtowców należy przyjąć przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw z IV kw. poprzedniego roku, które – zgodnie z obwieszczeniem GUS – wyniosło w tym okresie 6221,04 złotych. To właśnie ta kwota jest obowiązującą przy wyliczeniach wymiaru powyżej wspomnianej składki. Co jednak w sytuacji, gdy przedsiębiorca przekroczy próg dochodowy w danym miesiącu?

W takiej sytuacji podatnik rozlicza składkę na ubezpieczenie zdrowotne od podstawy wymiaru, która obowiązuje dla kolejnego progu. Jeśli zdarzy się jednak, że przekroczone zostaną kwoty przychodu albo 60 tysięcy bądź 300 tysięcy, wtedy przedsiębiorca nie koryguje rozliczeń za poprzednie miesiące – dodaje ekspertka.

Na koniec warto nadmienić, że przy obliczaniu wymiaru składki na ubezpieczenie zdrowotne można odliczyć – od podstawy wymiaru – opłacone przez podatnika składki na ubezpieczenie społeczne. Przedsiębiorca nie uwzględnia również przychodów osiągniętych w okresie zawieszenia działalności.

Kontener budowlany – nowoczesne o komfortowe schronienie dla pracowników budowlanych

Praca na budowie jest niezwykle wymagająca. Budowlańcy niejednokrotnie wykonują swoją pracę w niesprzyjających warunkach atmosferycznych. Obecnie podmioty realizujące inwestycje coraz częściej inwestują w nowoczesne kontenery budowlane. Dzięki nim budowniczowie, kierowcy czy operatorzy maszyn zyskują miejsce, w którym mogą schronić się przed deszczem, zjeść posiłek czy przebrać się. W poniższym artykule przedstawiamy kompendium wiedzy na temat kontenerów budowlanych.

Kontenery budowlane – co warto o nich wiedzieć? 

Kontenery budowlane to pojedyncze moduły kontenerowe, które są zlokalizowane w bliskiej odległości od placu budowy. Mogą to być także moduły połączone ze sobą w jeden budynek modułowy. Jest to nowoczesne rozwiązanie, dzięki któremu można stosunkowo niskim kosztem zabezpieczyć dla pracowników komfortowe miejsca pracy oraz schronienia na budowie.

Kontenery zazwyczaj dzieli się na poszczególne przestrzenie niezbędne pracownikom:

  • kuchnie,
  • jadalnie,
  • szatnie,
  • gabinety,
  • biura,
  • magazyny,
  • archiwa,
  • mobilne toalety.

Tym samym możliwe jest zabezpieczenie potrzeb socjalnych wszystkich zatrudnionych pracowników, co jest szczególnie ważne zwłaszcza, gdy praca budowlańców jest przerywana z powodu niesprzyjających warunków atmosferycznych – gwałtownych opadów śniegu czy bardzo wysokich temperatur. 

Aby przestrzenie zorganizowane w ramach kontenera budowlanego gwarantowały jeszcze wyższy poziom satysfakcji pracowników, możliwe jest również podłączenie do nich mediów: prądu, kanalizacji i wody. Wiele firm instaluje także w kontenerach budowlanych klimatyzację, co doceniają pracownicy zwłaszcza w okresie letnim.  

Atutem kontenerów budowlanych jest także wysoka jakość wykonania. Moduły, z których tworzone są kontenery, zapewniają wysoką jakość i wytrzymałość postawionej konstrukcji. Bardzo istotną zaletą kontenerów budowlanych jest również ich mobilność. W stosunkowo krótkim czasie kontener budowlany można przetransportować na kolejne miejsce budowy, gdzie ponownie będzie służył pracownikom. 

Gdzie najczęściej stawiane są kontenery budowlane? 

Kontenery budowlane stawia się przede wszystkim na terenie strategicznych inwestycji budowlanych realizowanych nieopodal największych miast, przy dużych zakładach produkcyjnych, budowanych autostradach czy liniach kolejowych. 

Jakie wymiary mają standardowe kontenery budowlane? 

Standardowe wymiary kontenerów budowlanych – biurowych, socjalnych czy sanitarnych, są następujące:

  • długość kontenera – 6058 mm,
  • szerokość kontenera – 2438 mm,
  • wysokość kontenera – 2800 mm.

Postawienie kontenera a pozwolenie na budowę 

W przypadku, gdy planujemy postawić kontener magazynowy lub budowlany, uzyskanie pozwolenia na budowę nie jest konieczne. Trzeba jednak pamiętać o tym, że zgodnie z obowiązującymi przepisami należy zgłosić chęć postawienia budynku tymczasowego przed rozpoczęciem prac. 

Urząd ma 30 dni na rozpatrzenie wniosku. Jeśli zostanie on rozpatrzony pozytywnie, można przystąpić do postawienia kontenera na placu budowy. Istnieją jeszcze dwa dodatkowe wymogi – kontener nie może być stale połączony z gruntem i powinno się użytkować go w danym miejscu przez maksymalnie 120 dni. 

Od czego uzależniona jest cena kontenera budowlanego? 

Cena kontenera budowlanego uzależniona jest od różnych czynników – przede wszystkim od typu, standardu wykończenia oraz stanu technicznego. Na ostateczny koszt instalacji wpływa także obecność wyposażenia dodatkowego, np. klimatyzacji, infrastruktur IT, schodów kontenerowych, przeszkleń, krat zabezpieczających w oknach oraz wielkości całego obiektu. 

Jedną ze znanych firm zajmujących się wynajmem oraz sprzedażą kontenerów jest Mobilbox.pl. Specjalizuje się ona w projektowaniu i wznoszeniu obiektów modułowych opartych o technologię kontenerową, takich jak: biurowce, zaplecza budów, kontenery mieszkalne, obiekty socjalne, szatnie, obiekty sanitarne, kontenery techniczne.

Pora na Fed

Po Rezerwie Federalnej spodziewamy się podwyżki stóp procentowych o 25 pb. oraz jednoznacznie jastrzębiego komunikatu, niewykluczona jest także rewizja w górę dot plotu. Choć posiedzenie Fedu może być korzystne dla dolara, zachowanie złotego będzie w dalszym ciągu zależeć głównie od informacji z Ukrainy. Polską walutą może zachwiać także pogorszenie sentymentu do ryzyka ze względu na sytuację covidową w Chinach.

Po panicznym początku ubiegłego tygodnia rynek odzyskał nieco spokoju. Zaobserwowaliśmy znaczne odbicie walut regionu CEE, na czele ze złotym, wspierane przez agresywne podwyżki stóp w regionie lub bezpośrednie interwencje banków centralnych w celu wsparcia emitowanych przez nie walut. Jednocześnie trwały okazał się wzrost walut surowcowych krajów oddalonych od wojny, takich jak nasz długotrwały faworyt – real brazylijski.

Wieści ekonomiczne nadal ustępują miejsca wiadomościom dotyczącym wojny i reakcji głównych światowych banków centralnych na nowy szok podażowy. W tym tygodniu, w środę 16.03, pora na Fed. Rynkowe oczekiwania podwyżki o 25 pb. wydają nam się słuszne. Spodziewamy się także jednoznacznie jastrzębiego komunikatu, ponieważ Fed nie nadąża za zmieniającą się sytuacją. Podobne oczekiwania mamy wobec Banku Anglii, który decyzję ws. stóp procentowych podejmie dzień później.

PLN

Po osłabieniu na początku zeszłego tygodnia do najniższego poziomu w historii złoty zaczął odrabiać straty, a kurs EUR/PLN znalazł się ok. 30 groszy poniżej szczytu (spadek z 5,00 do blisko 4,70).

Umocnienie złotego nastąpiło w kontekście dwóch kluczowych kwestii. Po pierwsze, rynek przestał w paniczny sposób reagować na wojnę w Ukrainie. Wydaje się, że brak istotnych postępów Rosji lub silnej eskalacji, jak też, mimo wszystko, pewne przejście do porządku dziennego nad wojną przełożyło się na uspokojenie nastrojów inwestorów. Po drugie, NBP wysłał silne sygnały sugerujące, że będzie dość agresywnie zacieśniał politykę pieniężną i dbał o stabilność kursu. Obecnie za podstawowy scenariusz uznajemy wzrost stóp do ok. 5% w perspektywie kilku kolejnych miesięcy, rynek wycenia z kolei nawet ok. 6%.

W kolejnych dniach będziemy nadal skupiali się przede wszystkim na informacjach dotyczących wojny w Ukrainie. Oprócz tego w tym tygodniu z uwagą obserwować będziemy odczyty krajowej inflacji w lutym (wtorek: CPI, środa: bazowa CPI). Pewien niepokój budzi pogarszająca się sytuacja covidowa w Chinach – niewykluczone, że i ona odbije się na sentymencie do ryzyka.

EUR

Biorąc pod uwagę jednoznacznie jastrzębie sygnały z Europejskiego Banku Centralnego po posiedzeniu w zeszłym tygodniu, wydaje się, że bank centralny w końcu zrobił zwrot w kierunku odbudowy swojej wiarygodności inflacyjnej. Rynek jednak obecnie skupia się na generowanych przez wojnę ryzykach dla europejskiej gospodarki, a euro wydaje się nie móc przebić poziomu 1,10 w relacji do dolara amerykańskiego. Ze słabością mierzą się też inne europejskie waluty, lecz uważamy, że jakakolwiek istotna pozytywna wiadomość (szczególnie dotycząca zawieszenia broni czy zakończenia walk w Ukrainie) mogłaby doprowadzić do odbicia nadmiernie wyprzedanego euro. W czwartek 17.03 czeka nas seria przemówień członków EBC, co powinno nieco rozjaśnić to, jak bank centralny będzie podnosił stopy procentowe.

USD

Inflacja w USA w lutym osiągnęła kolejny rekordowy, najwyższy od kilkudziesięciu lat poziom i wyniosła niemal 8%, lecz przynajmniej nie przekroczyła oczekiwań rynkowych. Niemniej istotna z punktu widzenia polityki pieniężnej bazowa miara również mocno wzrosła (do 6,4%).

W tym tygodniu kalendarz ekonomiczny dla Stanów Zjednoczonych nie obfituje w kluczowe publikacje, czeka nas jednak wyjątkowo istotne posiedzenie Fedu. Zasadniczo jastrzębi komunikat, którego oczekujemy, powinien być korzystny dla dolara, lecz nie jest pewne, czy działanie banku centralnego będzie wystarczające, aby istotnie wpłynąć na wycenę waluty. Nieudany wzrost euro po jastrzębim komunikacie EBC w zeszłym tygodniu sugeruje, że inwazja Rosji na Ukrainę mogła zmniejszyć wrażliwość walut na komunikaty banków centralnych. Biorąc pod uwagę, że wzrost stóp procentowych o 25 pb. jest w pełni wyceniany przez rynek, będziemy zwracać szczególną uwagę na zaktualizowane projekcje banku dotyczące stóp procentowych – dot plot. Jesteśmy zdania, że ze względu na wpływ wojny Rosji i Ukrainy możliwa jest istotna rewizja w górę.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Inflacja przeraża prawie wszystkie firmy

Inflacja wciąż rośnie i przeraża nie tylko konsumentów, ale też firmy. Niemal 8 na 10 przedsiębiorstw obawia się, że niepohamowany wzrost cen przełoży się na opóźnienia w płatnościach w relacjach B2B, przeszkadzając w przywróceniu obrotów do poziomu sprzed pandemii – wynika z badania zrealizowanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

W styczniu inflacja konsumencka wyniosła 9,2 proc. i jest najwyższa od 20 lat, dziś poznamy wyniki lutowe.

Wzrost cen nakręcają przede wszystkim surowce energetyczne, takie jak gaz, ropa naftowa i węgiel, ale także spowodowane przez pandemię kłopoty z łańcuchami dostaw. Rozpoczęta 24 lutego wojna w Ukrainie jeszcze wzmocniła te trendy i dodała kolejne powody podwyżek – zwiększoną ostrożność inwestorów wobec tej części Europy i m.in. polskiego rynku co już przekłada się na osłabienie naszej waluty, a może też wpłynąć na inwestycje. Powagę sytuacji pokazuje projekcja inflacji Rady Polityki Pieniężnej, z której wynika, że w tym roku najpewniej będzie ona dwucyfrowa. Rada na ten rok przewiduje z 50-proc. prawdopodobieństwem wzrost cen w przedziale 9,3-12,2 proc. W 2023 roku między 7,0 a 11,0 proc., a w 2024 roku 2,8-5,7 proc.

Jak wynika z danych GUS za styczeń 2022 r., od stycznia zeszłego roku najbardziej poszły w górę ceny energii 18,2 proc. oraz paliw 23,8 proc. Ale rachunki za energię i gaz dla biznesu podwyższyły się jeszcze bardziej.

W takich warunkach nie zaskakuje fakt, że przedsiębiorcy mocno obawiają się skutków inflacji. Jeszcze przed wybuchem wojny w Ukrainie 77 proc. reprezentantów sektora MŚP, głównie firm, których klientami są inne podmioty gospodarcze, było przekonanych, że dalszy wzrost cen przełoży się na większy problem zatorów płatniczych, inaczej uważało jedynie 15 proc.

– Przedsiębiorcy obawiają się, że partnerzy z powodu inflacji popadną w problemy finansowe i nie będą w stanie zapłacić za otrzymany towar czy usługi. Oczywiście konsekwencje funkcjonowania w warunkach podwyższonej inflacji nie są dla wszystkich jednoznaczne negatywne, co było widać po rosnącej w zeszłym roku rentowności średnich i dużych przedsiębiorstw (zatrudniających co najmniej 50 pracowników). Dane GUS pokazały, że część firm dzięki inflacji zaczęła zarabiać więcej, wyprzedzająco podnosząc ceny i tym samym zwiększając swoje marże. Ale nie jest to scenariusz dla wszystkich. Nie każdy podmiot może sobie pozwolić na podwyżki i przenoszenie wzrostu kosztów na swoich odbiorców – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Inflacja znalazła się też wysoko na liście obaw dla działalności gospodarczej w 2022 r. Przedstawiciele biznesu wymienili ją na drugim miejscu (31 proc. wskazań) po zmianach podatkowych jakie wprowadza m.in. Polski Ład (45 proc.). Inflacja jest dla przedsiębiorców znacznie bardziej stresująca niż podwyżki składek na ZUS (21 proc.), czy niepewność otoczenia prawnego (16 proc.) i wzrost kosztów pracy 14 proc.), które znalazły się dalej. Dwa lata wcześniej, tuż przed pandemią biznes straszyły najbardziej zmiany podatkowe, podwyżki składek na ZUS i wzrost kosztów zatrudnienia.

Inflacja przeraża prawie wszystkie firmy
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Obawy, że wzrost cen zamawianych towarów i usług, a także kosztów jakie niesie za sobą inflacja utrudni działalność gospodarczą, towarzyszą zarówno mikro (do 9 pracowników), małym (10-49 pracowników), jak i średnim firmom (od 50 do 249 zatrudnionych), ale im większy biznes, tym czarniejsze wizje dotyczące skutków wzrostu cen i ich przełożenia na rozliczenia. Jeśli chodzi o branże, to przełożenie wzrostu cen na terminy spływu należności najbardziej niepokoją handel i przemysł, gdzie inflację postrzega to jako zagrożenie odpowiednio 80 proc. i 79 proc. respondentów. Budownictwo, transport i usługi obawiają się nieco mniej, nieznacznie powyżej 70 proc. wskazań.

Inflacja przeraża prawie wszystkie firmy 2
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Co zrobić w warunkach rosnącej inflacji? Firmy w większości przypadków nie podejmują specjalnych działań (52 proc.). Pozostali skupiają się na robieniu zapasów i wstrzymywaniu się z inwestycjami, odpowiednio 18 i 17 proc. odpowiedzi. Niektórzy zmieniają też umowy wprowadzając do nich gwarancje cen (5 proc.), inni podnoszą ceny (5 proc.) i zawierają porozumienia z pracownikami w celu zamrożenia płac (3 proc.).

– Nie ma wątpliwości, że wciąż narastająca niepewność sytuacji gospodarczej sprawi, że firmy będą zmuszone poświęcać coraz więcej uwagi dopilnowaniu spływu należności, chyba że uda się im sprzedawać za przedpłaty. Jak wynika z realizowanych dla nas badań wykorzystanie przedpłat wciąż rośnie i w opnii więcej niż co trzeciego przedsiębiorstwa jest skuteczne. Co jeszcze zdaniem biznesu jest pomocne w zwalczaniu zatorów płatniczych? Aktywne działanie, przypominanie się, wysyłanie wezwań do zapłaty m.in. z zapowiedzią wpisu do rejestru dłużników BIG, a także współpraca z kancelariami prawnymi i firmami windykacyjnymi – mówi Sławomir Grzelczak.

Niekończące się perturbacje gospodarcze sprawiają jednak, że wciąż jedna trzecia firm nie odzyskała poziomu obrotów sprzed pandemii – wynika z badań dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Badanie „Skaner MŚP – Podsumowanie roku”, zrealizowane przez Instytut Keralla Research, wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: grudzień 2021 r., luty 2022 r.

Tąpnięcie na polskim rynku pracy spowodowane wojną – efekt nożyc i wyczekiwanie na rozwój sytuacji

Od początku wojny w Ukrainie do naszego kraju przyjechało prawie 1,8 mln osób. To niemal tyle, ile w całym I półroczu 2021 r. wyniosła liczba przekroczeń granicy cudzoziemców wjeżdżających do Polski z Ukrainy (1,905 mln). Pracodawcy, mimo wcześniejszych deklaracji, nie są w stanie zatrudnić wszystkich przybywających do nas kobiet, które chcą lub będą chciały podjąć pracę. Wielu z nich wstrzymuje rekrutacje, inni nie rekrutują wcale, bo obserwują sytuację i czekają na jej rozwój.

  • Liczba Ukraińców, którzy przyjechali do Polski (od 24 lutego do 13 marca br.), jest niewiele mniejsza od liczby obcokrajowców wjeżdżających do Polski z Ukrainy w całym I półroczu 2021 r.
  • Mimo prognoz i deklaracji wielu pracodawców nie jest w stanie przystosować „męskich” miejsc pracy do kobiet.
  • Przełożeni obserwują sytuację i są ostrożni, jeśli chodzi o plany rekrutacyjne.
  • Efekt nożyc już występuje – zajęć brakuje i nie każda kobieta z Ukrainy, która chce lub będzie chciała podjąć pracę, może liczyć na etat.
  • Na rynku panuje chaos – brakuje informacji dot. potencjału kadrowego Ukrainek tzn. posiadanych umiejętności, znajomości języka polskiego czy chęci do pracy.

Od 24 lutego do 14 marca br. do Polski przyjechało 1 783 000 osób uciekających przed wojną trwającą u naszych wschodnich sąsiadów, wynika z danych straży granicznej. Ruch na przejściach granicznych Ukrainy z Polską jest tak duży, że w ciągu 18 dni liczba obcokrajowców wjeżdżających do Polski była tylko o ok. 122 tys. mniejsza od liczby obcokrajowców, który wjeżdżali do Polski z Ukrainy w całym I półroczu 2021 r. – było ich w sumie 1 905 259.

Konserwatyzm na polskim rynku pracy

Wybuch wojny w Ukrainie zmobilizował wiele firm – przedsiębiorcy ruszyli z pomocą obywatelom Ukrainy i oferowali m.in. etaty oraz deklarowali przygotowanie i przekształcenie męskich stanowisk na takie, które będą mogły zająć kobiety. Z upływem czasu, część pracodawców nie zaczęła nawet przyjmować do pracy, a już wstrzymuje rekrutacje, wielu nie rekrutuje wcale, bo obserwuje sytuację i czeka na jej rozwój.

Duża liczba przedsiębiorców nie jest w stanie dostosować męskich stanowisk dla kobiet. Nie tylko z uwagi na specyfikę pracy wymagającą siły fizycznej, ale też ze względu na to, że jest to proces czasochłonny i niejednokrotnie wiążący się ze sporymi nakładami finansowym, na które nie stać wielu firmmówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres.Z prowadzonych przez nas rozmów z pracodawcami wynika też, że wielu z nich wstrzymuje rekrutacje z pobudek konserwatywnych, zaczynają analizować sytuację firmy, kontrakty, łańcuchy dostaw i na tej podstawie podejmują decyzje biznesowe i kadrowe. Część wycofuje się z rekrutacji, bo dochodzi do wniosku, że nie musi lub nie może na siłę zatrudniać kobiet, którym na dłuższą metę nie jest w stanie zagwarantować pracy. Inni nie rekrutują, bo rodzima branża zwalnia i czekają ich przestoje, widoczne już w sektorze automotive dodaje Cezary Maciołek.

„Seksmisji” na rynku pracy nie będzie

Niecałe trzy tygodnie wystarczyły, żeby na rynku zaczął być widoczny efekt nożyc – popyt na kandydatki chętne do pracy nie nadąża za ich podażą. Obecnie potęguje go fala migracji wywołana atakiem Rosji na Ukrainę. Do początkowej mobilizacji dołącza teraz wyczekiwanie pracodawców na rozwój sytuacji. W połączeniu z rosnącą falą migracji oznacza ono „korek”, w którym staną kandydatki z Ukrainy chętne do podjęcia pracy w Polsce.

Sytuacja jest trudna i pogorszy się, gdy ze Wschodu przyjadą kolejne kobiety chętne do podjęcia pracy, a te, które już tu są, również zaczną jej szukać. Nasz rynek potrzebuje do pracy kobiet, jak również mężczyzn, dotychczas około 70 proc. rekrutowanych kandydatów było płci męskiej, aktualnie zdecydowana większość osób to panie. Ta nierównowaga na rynku pracy z pewnością dotknie wiele branżmówi prezes Grupy Progres.

Trudną sytuację kobiet potwierdzają dane GUS – pod koniec IV kw. 2021 r. liczba wolnych miejsc pracy wynosiła 137,4 tys. (niemal 1/4 dot. nowych etatów) wśród nich najwięcej profesji dedykowanych było panom np. robotnicy przemysłowi czy rzemieślnicy. Niestety w parze z popytem na panów chętnych do pracy nie szła ich podaż.

Braki kadrowe w branżach, w których przeważają mężczyźni, prognozowane były m.in. w ogólnopolskim Barometrze zawodów. W 2022 r. większość profesji deficytowych dedykowana jest najczęściej mężczyznom. Wśród nich znajdują się m.in. betoniarze, zbrojarze, brukarze, cieśle, stolarze budowlani, dekarze, blacharze budowlani, elektrycy, elektromechanicy i elektromonterzy, magazynierzy, kierowcy samochodów ciężarowych i autobusów, mechanicy pojazdów samochodowych, monterzy instalacji budowlanych, murarze, tynkarze, operatorzy i mechanicy sprzętu do robót ziemnych, robotnicy budowlani, robotnicy obróbki drewna, stolarze, spawacze oraz ślusarze.

Praca w kilka godzin

Na portalu pracuj.pl liczba ofert skierowanych także do osób z Ukrainy i opublikowanych w ciągu ostatnich 14 dni wyniosła 12 772. W analogicznym okresie w Centralnej Bazie Ofert Pacy oferowano 40 566 etatów. W lutym br. pracodawcy zgłosili do urzędów pracy 116,5 tys. wolnych miejsc pracy i miejsc aktywizacji zawodowej (dane Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej). Ukrainki mogą liczyć na zarobek w sektorze HoReCa, handlu, przemyśle spożywczym, usługach, rolnictwie czy logistyce, gdzie część z nich pracę dostanie praktycznie od ręki. Jednak biorąc pod uwagę wszystkie wolne stanowiska, to nadal jest ich za mało.

–  Obecnie bardzo duży problem kadrowy ma m.in. sektor budowlany, transportowy, stoczniowy czy magazynowy, które bazują głównie na mężczyznach. Te branże nie są w stanie zmodyfikować stanowisk na taką skalę i w tak dużym zakresie, żeby móc otworzyć się w pełni na rekrutację samych kobietmówi Cezary Maciołek.Sytuacji nie ułatwia fakt, że fala migracji spowodowała ogromny harmider. Wiemy, ile osób do nas przyjeżdża, ale szybkie rozpoznanie ich potencjału kadrowego to ogromne wyzwanie. Dużym znakiem zapytania są ich kompetencje, znajomość języka polskiego, chęć do podjęcia pracy oraz lokalizacja, w której będą przebywały dłużej. Jeszcze rok temu taka wiedza nie stanowiła problemu, bo proces rekrutacji często zaczynał się w Ukrainie i pozwalał poznać kandydatów przed ich przyjazdem do Polski. Obecnie są oni już na miejscu, pracodawcy nic o nich nie wiedzą, przez co nie są w stanie oszacować, czy i jakie stanowiska mogą zająć w ich firmie panie z Ukrainy. To duży problem zwiększający chaos, którego mogą nie opanować nawet kolejne przepisy dot. legalizacji pobytu i pracy obcokrajowcówpodsumowuje Cezary Maciołek.

Bioinformatyczny Intelliseq z Krakowa komercjalizuje technologię w Azji i szykuje pre-IPO

  • Krakowska spółka Intelliseq umożliwia laboratoriom i ośrodkom badawczym skalowanie analiz genomowych oraz poszerzenie oferty diagnostycznej. Pozyskała właśnie klientów z Azji.
  • Najbliższe plany firmy, założonej przez ekspertów z dziedziny genetyki, biologii molekularnej i genomiki obliczeniowej, obejmują również rundę pre-IPO oraz ewentualny debiut na jednej z europejskich giełd.
  • Intelliseq od 2014 r. tworzy narzędzia bioinformatyczne dla diagnostyki, terapii i prewencji w oparciu o dane genetyczne. Najnowsza technologia spółki – IntelliseqFlow – wykorzystująca AI i własne modele obliczeniowe, umożliwia kompleksową analizę danych genetycznych i sporządzanie na ich podstawie szczegółowych raportów klinicznych.

Sekwencjonowanie pierwszego ludzkiego genomu zajęło 15 lat i kosztowało 3 mld dolarów. Dziś proces ten trwa zaledwie jeden dzień, a cena spada poniżej 1 tys. dolarów. By jednak analiza tak dużych zbiorów danych była kompleksowa, realnie podnosząc skuteczność w diagnozowaniu chorób, ich leczeniu i profilaktyce – potrzeba odpowiednich narzędzi i nowoczesnych metod bioinformatycznych, wykorzystujących nie tylko wiedzę wykwalifikowanych naukowców, ale i kompetencje zespołów IT.

To stwarza rosnącą niszę dla polskiego Intelliseq, z sukcesem rozwijającego i wdrażającego rozwiązania mające zautomatyzować analizę DNA. Najnowszy produkt spółki to platforma chmurowa IntelliseqFlow. Jej ścieżki analityczne implementowane są właśnie w największej sieci laboratoriów klinicznych w Indonezji – Prodii. Rozwiązania Polaków odpowiadają potrzebom globalnego rynku – diagnostyka genetyczna jest jednym z najszybciej rosnących sektorów biotechnologii, a rynek analiz NGS (tj. sekwencjonowanie nowej generacji) ma wzrosnąć w tempie CAGR na poziomie 20,4 proc. i osiągnąć wartość ok. 14,1 mld dol. do 2028 r.

– Stworzenie indywidualnego profilu genetycznego, tzw. “paszportu genetycznego”, umożliwia zarówno precyzyjną diagnozę i dobór właściwej terapii, jak i podjęcie działań prewencyjnych w oparciu o indywidualne predyspozycje genetyczne. Kluczem jest jednak umiejętność przetwarzania skomplikowanych danych genomowych i ich dogłębna interpretacja. Okazuje się niestety, że nie tak oczywiste jest przeniesienie wiedzy naukowej do praktyki klinicznej. Dziś laboratoria zajmujące się diagnostyką molekularną często borykają się z problemem analizy zsekwencjonowanych surowych danych. Brakuje personelu specjalizującego się w tym obszarze bioinformatyki czy specjalistycznych narzędzi IT. Proces analizy jest skomplikowany, kosztowny i czasochłonny. Często po prostu niepełny, a przez to wymagający dodatkowej wiedzy eksperckiej z zewnątrz. Nam udało się ten problem kompleksowo rozwiązać  –  wyjaśnia dr Klaudia Szklarczyk-Smolana, CEO Intelliseq, i dodaje, że platforma analityczna IntelliseqFlow to produkt zaprojektowany na globalne rynki: trafi zarówno do dużych laboratoriów i ośrodków badawczych, jak i mniejszych podmiotów, zajmujących się diagnostyką molekularną.

Kolejna runda w drodze

Mając gotowy produkt, Intelliseq zamierza przeznaczyć 5 mln zł na rozwój biznesu i nowe wdrożenia. Jednocześnie spółka przeprowadzi rundę pre-IPO, rozmawiając z wybranymi inwestorami. Następnym krokiem może być debiut na jednej z europejskich giełd. Potencjał bioinformatycznej firmy z Krakowa dostrzegł m.in. fundusz Venture INC, wspierający projekty z obszaru nowych technologii, w tym także medtech i biotech.

– Firmy z sektora genetyki należą do najszybciej rozwijających się, stąd mogą przynieść ponadprzeciętne zyski. Ewoluuje sama technologia sekwencjonowania, co może być szansą dla spółek takich jak Intelliseq, które chcą realizować ambitne i rewolucyjne projekty. Perspektywy są obiecujące. Dostępność sekwencjonowania pełnogenomowego rośnie, a jego cena spada. Dziesięć lat temu koszt odczytania pełnej sekwencji DNA genomu człowieka wynosił ok. 8 tys. dolarów. Dziś to przynajmniej ośmiokrotnie mniej. Rozwiązania bioinformatyczne, ułatwiające proces analizy danych, są po prostu pożądane. Między innymi dlatego angażujemy się w Intelliseq – mówi Jakub Sitarz, prezes zarządu Venture INC.

Do tej pory firma pozyskała w sumie ponad 10 mln zł finansowania. Część tej kwoty pochodziła z publicznych dotacji na realizację projektów B&R w obszarach chorób genetycznych, farmakogenomiki i genetyki konsumenckiej. Spółka była zasilana także kapitałem ze źródeł prywatnych – pieniądze w rozwój biznesu włożył znany anioł biznesu Konrad Pankiewicz czy Marcin Mańdziak, prezes Europejskiego Funduszu Medycznego.

Konsekwencja w działaniu

Intelliseq stale rozbudowuje sieć kontaktów i dystrybutorów na rynkach europejskich i w Stanach Zjednoczonych, realizując równolegle projekty badawczo-rozwojowe. Dla amerykańskich klientów krakowska spółka stworzyła m.in. modele obliczeniowe do testów genetycznych sprawdzających predyspozycje do trudności w nauce czytania i pisania, czy ryzyko wystąpienia pewnych cech, jak np. nietolerancji pokarmowych. Na koncie Intelliseq jest też dedykowany medycynie precyzyjnej system analizy i interpretacji wyników sekwencjonowania genomu dla diagnostyki chorób rzadkich oraz innowacyjna technologia wytwarzania aplikacji mobilnych dla genetyki konsumenckiej.

Firma specjalizuje się w modelu sprzedaży B2B, oferując rozwiązania dopasowane do potrzeb odbiorców na rynku medycyny opartej o dane genomowe.

Zakładamy udostępnianie usług nie tylko największym graczom, których stać na korzystanie z zewnętrznych firm bioinformatycznych. Oferujemy m.in. produkt, za który nie pobieramy opłat na wstępie – użytkownik płaci za konkretną analizę danych. To koresponduje z naszą misją wspierania też małych i średnich podmiotów. Istotnie zwiększa również szanse na masową komercjalizację naszych rozwiązań w niedalekiej przyszłości – dodaje dr Marcin Piechota, CTO Intelliseq.

W planach spółki na najbliższe lata jest rozszerzenie międzynarodowej sieci sprzedaży i dalsza realizacja projektów wdrożeniowych oraz badawczo-rozwojowych. Docelowo, krakowski Intelliseq planuje do swojej oferty włączyć indywidualne rozwiązania dla firm farmaceutycznych i CRO oraz firm ubezpieczeniowych.

Columbus planuje ambitnie zakończyć pierwszy kwartał

Firma Columbus Energy osiągnęła prawie 66 mln zł przychodów w lutym i chce zamontować 40 000 kWp do końca pierwszego kwartału.

W minionym miesiącu Columbus osiągnął szacunkowe przychody w wysokości 65,8 mln zł, czyli o 64% wyższe niż w styczniu br.

– Mamy ambitny plan, aby dostarczyć Klientom indywidualnym i biznesowym ponad 40 000 kWp fotowoltaiki w samym pierwszym kwartale 2022 r. – tak, aby każdy miał możliwość skorzystania ze starego prawa prosumenckiego, które od 1 kwietnia br. zmienia ekonomię fotowoltaiki – wyjaśnia Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Warto przypomnieć, że Spółka przygotowała alternatywę do nowej ustawy o OZE – usługę Prąd Jak Powietrze 2.0, która działa tak samo jak stare bilansowanie (system opustów), z tą różnią, że Columbus nie zatrzymuje 20% energii. Usługa jest dostępna dla nowych Klientów firmy już od 2 marca br., co pozwoli przyszłym prosumentom utrzymać tak samo jak przy starej ustawie korzystny okres zwrotu z inwestycji nawet po zmianie przepisów.

– Pierwsze efekty wdrożenia usługi są bardzo obiecujące i mam nadzieję, że nasza praca, a także kolejne planowane innowacje pozwolą nam zwiększyć skalę działania – dodaje Dawid Zieliński.

Eksperci: Przez wojnę w Ukrainie drożyzna w sklepach nas nie ominie. Jak przyjdzie panika, sprawy przyjmą dużo gorszy obrót

Opinie ekspertów są podzielone odnośnie wpływu wojny toczącej się u naszych wschodnich sąsiadów na ceny żywności w Polsce. Z uwagi na wahania kursów walutowych i niepewność na rynkach, art. spożywcze będą ewidentnie drożeć. Podwyżkom w sklepach może też sprzyjać rosnący koszt transportu, przez idące w górę paliwa. Jednocześnie znawcy tematu dostrzegają możliwość stabilizacji cen z powodu zwiększonego popytu, wywołanego rosnącą liczbą osób przebywających w naszym kraju. Obroty sklepów będą szybko rosły. Eksperci przekonują też, że towarów nam nie zabraknie, gdyż polski rynek jest nadproduktywny i mało powiązany z Rosją oraz Ukrainą. Natomiast sieci handlowe absolutnie powinny o tym informować i uspokajać klientów, aby nie dochodziło do paniki.

Jak stwierdza ekonomista dr Krzysztof Łuczak z Grupy BLIX, w najbliższych tygodniach ceny żywności w sklepach mogą pójść w górę, m.in. przez niepewność na rynkach i wahania kursów walutowych, wywołane konfliktem zbrojnym. Kolejnym czynnikiem podbijającym drożyznę w sklepach mogą być rosnące ceny paliw, z uwagi na niedawną panikę na stacjach benzynowych. Do tego mogą dojść jeszcze ewentualne utrudnienia w transporcie.

– Wielość czynników oddziaływania oraz ich duża dynamika nakazują ostrożne podchodzenie do przewidywania przyszłych zdarzeń, w tym kształtowania się cen żywności w Polsce. Sytuacja zależna będzie od natężenia i okresu oddziaływania wojny na naszą gospodarkę. Konsekwencją konfliktu będzie przyspieszenie poszukiwania innych niż Rosja źródeł pozyskania gazu i ropy. Z badań przeprowadzonych 1 marca tego roku, na potrzeby Miesięcznego Indeksu Koniunktury, który Polski Instytut Ekonomiczny realizuje we współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, wynika, że już teraz wzrost cen energii jest dużym problemem dla 80 proc. polskich firm produkcyjnych . A wiadomo, że jeszcze pójdą one w górę na unijnym rynku – komentuje dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Zespołu Foresightu Gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Oprócz ryzyka wzrostu cen żywności, dr Łuczak dostrzega też możliwość obniżenia ich w związku ze spodziewanym podwyższeniem sprzedaży. Już teraz konsumenci kupują więcej produktów w celu zapewnienia posiłków uchodźcom, którzy napływają do naszego kraju na niespodziewaną dotąd skalę. W kolejnych tygodniach obroty sieci handlowych będą rosły, bo coraz więcej osób przebywających w Polsce będzie potrzebowało wyżywienia. I to może ostatecznie doprowadzić do stabilizacji cen, oczywiście jeśli handel zdecyduje się na taką strategię, chcąc zyskać wizerunkowo.

– Nie tylko handel detaliczny wpływa na ceny żywności. Są one silnie zależne od sytuacji w wytwórstwie. Wzrost cen surowców i kosztów produkcji, wynikających m.in. z rosnących wynagrodzeń pracowników, sprawia, że sklepy coraz drożej kupują produkty – dodaje dr Urszula Kłosiewicz-Górecka.

Z kolei dr Andrzej Maria Faliński ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego przekonuje, że polski rynek konsumpcyjny jest mało powiązany z Rosją i Ukrainą. Według eksperta, głównie sprowadzane są stamtąd tłuszcze roślinne – tylko 5-6% naszego wolumenu. W przypadku ich całkowitego braku mogą nastąpić jedynie kilkuprocentowe wzrosty cen w Polsce. Ponadto znaczenie mogłoby mieć ewentualne przeniesienie produkcji słodyczy z Ukrainy do Polski, najprawdopodobniej we współpracy z tamtejszymi firmami. Jednak to również nie spowodowałoby rewolucji cenowej. Podwyżki nastąpiłyby w ramach ogólnej inflacji.

– Do rosnących kosztów zakupu żywności prawdopodobnie przyczyni się również wzrost cen importowanych środków ochrony roślin. Szacuje się, że artykuły konsumpcyjne mogą zdrożeć o ponad 12 proc. rok do roku. Będzie to najbardziej widoczne w przypadku olejów roślinnych, masła, mięsa, w tym drobiowego, a także chleba – przewiduje ekspert z PIE.

Natomiast dr Faliński stanowczo podkreśla, że ukraińskie nieszczęście nie jest w stanie wstrząsnąć polskim rynkiem. Jest on obecnie wystarczająco elastyczny i nadproduktywny, czyli produkuje więcej, niż jest w stanie wchłonąć. I nie grozi mu załamanie, np. z powodu wycofania ze sklepów kilku rosyjskich produktów. Ma to znaczenie symboliczne i pozostaje bez wpływu na ceny płacone przez konsumentów. W ocenie eksperta, wielki i mały handel w tym kontekście bardzo przyzwoicie się zachowuje, nie tracąc na tym biznesowo, a wręcz zyskując wizerunkowo.

– W mojej ocenie, w obecnej sytuacji handel powinien przede wszystkim skoncentrować się na uspakajaniu konsumentów. Od ich zachowań będzie w dużej mierze zależało kształtowanie się cen w sklepach. Jeśli zaczną wpadać w panikę, to drożyzna poszybuje. Należy szerzyć rzetelne informacje o tym, że produktów w małych i dużych sklepach, we wszystkich miastach i miejscowościach, nie zabraknie. Klienci nie odczują też specjalnie braku rosyjskich towarów, w tym zagranicznej wódki, kawioru czy orzeszków pinii – zauważa ekspert z Grupy BLIX.

Jak podsumowuje dr Kłosiewicz-Górecka, ważną kwestią są działania zapewniające harmonijność i sprawność dostaw, aby ewentualny, nawet gwałtowny, wzrost popytu nie spowodował czasowego braku towarów w sklepach, zwykle niekorzystnie wpływającego na poziom cen. Chcąc powstrzymać podwyżki, firmy handlowe mogą też podejmować decyzje o utrzymaniu lub zmniejszeniu marży, co już się dzieje. Dla przykładu, jedna z sieci w wybranych sklepach przy wschodniej granicy obniżyła o 30 proc. ceny 40 podstawowych produktów. Są to krótkoterminowe opcje. Kontynuowanie ich w dłuższej perspektywie mogłyby hamować rozwój firmy.

Kevin Turpin Dyrektorem ds. Rynków Kapitałowych w Colliers na Europę Środkowo-Wschodnią

Colliers, wiodąca firma doradcza na rynku nieruchomości oraz zarządzania inwestycjami, awansował Kevina Turpina na stanowisko Regionalnego Dyrektora ds. Rynków Kapitałowych w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE).

Kevin Turpin pełnił wcześniej funkcję dyrektora ds. badań Colliers w regionie CEE. Jego 17-letnie doświadczenie pozwoliło mu na zdobycie szerokiej wiedzy na temat rynków kapitałowych. Nowatorskie podejście Kevina wsparte tradycyjnymi, dogłębnymi analizami rynku i trendów pomogło klientom inwestycyjnym w podejmowaniu świadomych decyzji dotyczących nieruchomości, szczególnie w ciągu ostatnich dwóch trudnych lat. Kevin jest również uznanym prelegentem na najważniejszych międzynarodowych wydarzeniach poświęconych nieruchomościom, podczas których dzieli się swoją wiedzą na temat rynków kapitałowych i badań oraz szerokim spojrzeniem na trendy rynkowe.

W nowej roli Kevin skupi się na dalszym rozwoju oferty firmy w zakresie rynków kapitałowych w Europie Środkowo-Wschodniej. Colliers świadczy szerokie spektrum usług inwestycyjnych, w tym doradztwo zarówno po stronie kupującego, jak i sprzedającego, obejmujące komercyjne i techniczne badania due diligence, w ramach oferty strategicznych usług inwestycyjnych.

— Nominacja Kevina to ważny krok dla Colliers w Europie Środkowo-Wschodniej, jak i na całej arenie europejskiej. Jestem przekonany, że jego obecne relacje biznesowe oraz znajomość rynków pomogą naszym klientom w rozwijaniu działalności i podejmowaniu właściwych decyzji strategicznych, a także w pozyskiwaniu nowych możliwości inwestycyjnych. Wspólnie stworzymy bardziej kompletną i unikalną regionalną platformę dla inwestorów z różnych segmentów rynku nieruchomości — mówi Luke Dawson, Dyrektor Zarządzający ds. Transgranicznych Rynków Kapitałowych w Colliers w regionie EMEA.

— Cieszę się, że mogę powitać Kevina w tej nowej roli. Jego imponujące doświadczenie w zakresie analiz strategicznych, klas aktywów i regionów geograficznych pozwoli na zapewnienie naszym klientom unikalnej i szerokiej oferty — powiedziała Monika Rajska-Wolińska, Dyrektor Generalna Colliers na region  Europy Środkowo-Wschodniej.

Kevin będzie ściśle współpracować z Dorotą Wysokińską-Kuzdrą, Senior Partner Colliers w Polsce i Dyrektor Działu Corporate Finance & Living Services na Europę Środkowo-Wschodnią. Jej zespół wspiera klientów w zakresie doradztwa, transakcji i operacji dotyczących szeroko pojętego sektora living, a także finansowania dłużnego i kapitałowego.

— Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę objąć nowe stanowisko właśnie w tym momencie mojej kariery. Colliers już teraz ma najwyższej klasy ekspertów inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednak stale rozwijamy nasze kompetencje, aby zapewnić klientom najlepsze możliwe rezultaty. Cieszę się, że przy okazji pełnienia nowych obowiązków będę mógł wykorzystać swoje bogate doświadczenie w doradztwie na rynkach nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej, które nabyłem zarówno w okresie hossy, jak i bessy — mówi Kevin Turpin, Regionalny Dyrektor ds. Rynków Kapitałowych w Colliers w Europie Środkowo-Wschodniej.

Region Europy Środkowo-Wschodniej w Colliers obejmuje obecnie Bułgarię, Czechy, Węgry, Polskę, Rumunię i Słowację.

Wejście w spółkę z o.o. pozwoli nie zapłacić składek ZUS i gwarantuje niski CIT?

Polski Ład odbiera przedsiębiorcom możliwość odliczania od podatku wydatków na obowiązkowe składki zdrowotne. Wynagrodzenia innych, działających na podstawie powołania, okraja o wartość 9% składki, której przed 1 stycznia 2022 roku nie mieli obowiązku odprowadzać. W tym kontekście, zwłaszcza w przypadku wysokich dochodów z biznesu, warto rozważyć wejście w spółkę z0020o.o. Przedsiębiorca będący wspólnikiem takiej spółki nie zapłaci składki na ZUS i skorzysta z niskiego opodatkowania CIT.

Przystąpienie do spółki z o.o. remedium na oskładkowanie

Prowadzenie biznesu w formie spółki z o.o. pozwala jej wspólnikowi nie płacić składki zdrowotnej, jak i w ogóle składek ZUS, i jedynie 9% podatku CIT. Warunek? Nie może to być spółka jednoosobowa. Zgodnie z art. 6 ust. 1 pkt 5 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, obowiązkowi ubezpieczenia społecznego podlegają osoby fizyczne prowadzące na terytorium Polski pozarolniczą działalność oraz osoby z nimi współpracujące. Natomiast za osobę prowadzącą działalność w art. 8 ust. 6 pkt 4 i 4a ustawa uznaje:

  • wspólnika jednoosobowej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz wspólników spółki jawnej, komandytowej lub partnerskiej;
  • akcjonariusza prostej spółki akcyjnej wnoszącego do spółki wkład, którego przedmiotem jest świadczenie pracy lub usług.

Przepis nie obejmuje więc wspólnika wieloosobowej spółki z o.o.

Niższe podatki dochodowe

Zasadniczo działalność w spółkach podlega podwójnemu opodatkowaniu podatkiem dochodowym: PIT-em na poziomie wspólników i CIT-em na poziomie spółki. Zarówno nowo założone spółki jak i te, które nie przekroczyły progu 2 mln euro przychodu w poprzednim roku podatkowym mogą korzystać z 9% stawki opodatkowania CIT (np. od dochodu 1 mln zł = 90 tys. zł). Na wspólnikach ciąży jednak jeszcze 19% PIT liczony od wypłaconego wspólnikom zysku, czyli po opodatkowaniu CIT-em (1 mln zł – 90 tys. zł = 910 tys. zł; 910 tys. x 19% =172,9 tys. zł). Łącznie więc w prezentowanym przykładzie ciężary podatkowe wynoszą 262,9 tys. zł, a więc realna stawka opodatkowania podatkami dochodowymi zysków wypracowanych przez spółkę wynosi 26,29%.

Dla porównania przedsiębiorca rozliczający się 19% podatkiem liniowym, który płaci minimalną składkę zdrowotną i pozostałe składki ZUS zapłaci co najmniej 23,9 % z wypracowanego dochodu.

Na tym jednak koniec. Część przedsiębiorców, spełniających określone kryteria, np. mających poniżej 100 mln zł rocznego przychodu, może korzystać z tzw. Estońskiego CIT. W jego ramach łączne opodatkowanie CIT i PIT wynosi tylko 20%. Te preferencje dotyczą małych podatników oraz przedsiębiorców dopiero rozpoczynających działalność gospodarczą. Duzi, generujący od 100 mln przychodu rocznie podatnicy, których obciążenie łączne PIT i CIT wynosi 34,39%, w Estońskim CIT zapłacą tylko 25%.

Do grona podmiotów uprawnionych do przystąpienia do Estońskiego CIT należą właśnie spółki z o.o. Co ważne, w tym systemie obowiązek podatkowy powstaje dopiero w momencie wypłaty zysku. Dopóki więc spółka tego nie zrobi, a np. dystrybuuje go na cele inwestycyjne, to nie zapłaci podatku dochodowego.

Bez daniny solidarnościowej

Prowadzenie działalności w formie wieloosobowej spółki z o.o. nie obarcza również jej wspólników ciężarem daniny solidarnościowej. – Zgodnie z art. 30h ustawy o PIT, osoby fizyczne są obowiązane do jej zapłaty w wysokości 4% podstawy obliczenia, którą stanowi nadwyżka ponad 1 000 000 zł sumy dochodów podlegających opodatkowaniu na zasadach określonych w art. 27 ust. 1, 9 i 9a, art. 30b, art. 30c oraz art. 30f. Wśród źródeł podlegających tej daninie ustawa nie wymienia dywidend uzyskiwanych przez wspólników spółki z o.o. – zauważa Paweł Chmielowiec, szef zespołu podatkowego w Kancelarii Prawnej Skarbiec.

Spółka z o.o. dla członka zarządu?

Od 1 stycznia 2022 r. obowiązkowi ubezpieczenia zdrowotnego podlegają również osoby powołane do pełnienia funkcji na mocy aktu powołania, które z tego tytułu pobierają wynagrodzenie. Od nowego roku spółki jako płatnicy składek z tytułu wypłat pensji prezesów i innych członków zarządu, zobowiązane są do pobierania od nich 9 proc. składki na ubezpieczenie zdrowotne. Podstawą obliczenia składki jest dochód osiągnięty przez członka zarządu w spółce, a zapłacona składka nie podlega już odliczeniu od podatku dochodowego. Realna strata na wynagrodzeniu wyniesie więc jeszcze więcej. Pytanie kto te ok. 10-procentowe obniżenie wynagrodzenia zgodzi się przyjąć na siebie – członek zarządu, czy spółka?

– Prowadzenie działalności w formie wieloosobowej spółki z o.o. pozwala osłonić się przed negatywnymi skutkami rewolucji podatkowej Polskiego Ładu i prowadzić biznes bez składek ZUS i przy korzystnym opodatkowaniu. Zaletą spółki z o.o. jest również uproszczona procedura i formalności związane z jej założeniem, umożliwiające uruchomienie działalności w tej formie w zaledwie kilka dni – podsumowuje radca prawny Kamil Nagrabski, szef działu doradztwa gospodarczego w warszawskiej Kancelarii Prawnej Skarbiec. – Jednak pamiętajmy, że podejmując decyzję o formie prowadzenia działalności, należy zawsze rozważać konkretny przypadek i indywidualną sytuację przedsiębiorcy tak, by dobrać najbardziej adekwatne i optymalne rozwiązanie – dodaje.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kurs euro poniżej 4,75 zł

Dzielna postawa Ukraińców w wojnie obronnej, zmuszająca Rosjan do szukania rozwiązań dyplomatycznych, powoduje coraz większe uspokojenie na rynkach. Beneficjentem jest polski złoty, który znacząco stracił na rosyjskiej inwazji.

Euro najtańsze od 2 marca

Spokojniejszy niż oczekiwano, weekend przyniósł nam poranne umocnienia złotego. W piątek rynki zamykały się, wyceniając euro na 4,78 zł, dzisiaj jesteśmy już 4 grosze niżej i nie wykluczone, że to nie ostatnie słowo. Ciekawiej jest na dolarze, który od rana spadł z okolic 4,39 zł na 4,32 zł. Tutaj powodem jest odreagowanie na głównej parze walutowej. Jeszcze w piątek dolar wyraźnie zyskiwał, gdy inwestorzy chcieli schować swoje środki bezpiecznie na weekend. Dzisiaj od rana mamy korektę i kapitał wraca na naszą stronę oceanu. W dalszej perspektywie można oczekiwać lepszej passy dolara, biorąc pod uwagę bardzo prawdopodobną podwyżkę stóp procentowych na najbliższym posiedzeniu FED.

Ropa znów wraca na niższe poziomy

Dzisiaj od rana czarne złoto ponownie stara się ustabilizować poniżej granicy 110 dolarów za baryłkę. Wraz z opuszczeniem przez ropę okolic 130 dolarów i korektą kursu dolara widać też wyraźny spadek cen paliw w hurcie. To z kolei powinno się wkrótce przełożyć na spadek cen na stacjach paliw. Z drugiej strony nie wiadomo, jak uda się ustabilizować rynek. Jeżeli nie powiedzie się przywrócenie eksportu ropy z Wenezueli i Iranu, w dłuższym okresie możemy znów oglądać wzrosty. Jest to możliwe, gdyż świat obecnie stoi na rozdrożu, zastanawiając się, od których dyktatorów jeszcze można ropę importować, a od których już nie.

Czy giełdę w ogóle trzeba otwierać?

Patrząc na sytuację, w której znajduje się obecnie rosyjska giełda, wiele osób zastanawia się, jak długo to może potrwać. Pytanie jest zdecydowanie słuszne, tym bardziej że pierwotne kilka dni rozciąga się obecnie na trzeci pełny tydzień. Wiadomo, otwarcie giełdy w tej chwili pozwoli ludziom zrealizować w panice sprzedaż akcji. Pytanie, czy przetrzymanie zamkniętego rynku przez kolejne dni spowoduje, że ludzie nagle postanowią kupować akcje, zamiast je sprzedawać? Zdaniem części analityków Rosjanie chcą wyczekać porozumienie pokojowe, by ograniczyć skalę spadków. Z drugiej strony przy tak drogich surowcach otwarcie tej giełdy będzie dobrym momentem dla władz i zaprzyjaźnionego kapitału, by zwiększyć kontrolę nad rosyjską gospodarką.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Ceny nieruchomości mieszkaniowych na świecie w ciągu roku wzrosły o 10,3%

Firma Knight Frank opublikowała kolejny Global House Price Index – indeks śledzący zmiany cen nieruchomości mieszkaniowych w 56 krajach i regionach na świecie. Już po raz kolejny, biorąc pod uwagę rosnącą inflację, w indeksie uwzględniliśmy procentową zmianę cen nieruchomości w ujęciu nominalnym i realnym (skorygowaną o inflację). Indeks pokazuje procentową  zmianę cen na koniec 2021 roku w stosunku do końca 2020 roku.

Najważniejsze wnioski:

  • Turcja zanotowała najwyższy wzrost cen w ujęciu r/r na koniec 2021 roku. Ceny nieruchomości wzrosły średnio o 59,6% w ujęciu nominalnym, czyli po uwzględnieniu inflacji.
  • Australia zanotowała najwyższy wzrost cen w ujęciu realnym, czyli pomniejszonym o inflację. Australijczycy na koniec 2021 roku musieli zapłacić realnie 17,5% więcej za nieruchomości.
  • Ceny nieruchomości mieszkaniowych na świecie w ciągu roku wzrosły o 10,3%.
  • W grudniu 2021 w Stanach Zjednoczonych za nieruchomości mieszkaniowe trzeba było zapłacić średnio 64,500 USD więcej niż w grudniu 2020 roku.
  • Spośród badanych krajów tylko 3 zanotowały spadek cen – Malezja (-0,7%), Malta (-3,1%), Maroko (-6,3%).
  • Polska uplasowała się na 31 miejscu zestawienia, z rocznym wzrostem cen na poziomie 8,9% w ujęciu nominalnym i 2,8% w ujęciu realnym.

Haptology chce pozyskać do €2 mln, by zrewolucjonizować rynek gier VR

Warszawa, 14 marca 2022 r. Haptology, krakowski startup specjalizujący się w technologii dotykowej, planuje w tym roku pozyskać do €2 mln finansowania na rozwój i komercjalizację swojego flagowego produktu – pierścienia haptycznego Hapling. Hapling umożliwia symulację wrażeń dotykowych i ma szansę zrewolucjonizować szybko rosnący rynek gier VR.

Założona na początku 2020 roku spółka zakończyła w lutym testy laboratoryjne pierścienia, który pozwala przenosić doznania dotykowe do świata cyfrowego. Hapling umożliwia bezdotykową interakcję z graficznymi treściami, tworząc wrażenia dotykowe w przestrzeni wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości.

Z sukcesem zakończyliśmy fazę laboratoryjną Haplinga i rozpoczynamy testy operacyjne we współpracy z ponad 300 partnerami, głównie z branży gamingowej – mówi dr Brygida Dzidek, założycielka i prezeska Haptology.

Po okularach VR, które umożliwiają graczom przeniesienie się do alternatywnego świata, pierścień Hapling ma szansę być kolejnym urządzeniem zwiększającym doznania graczy i tym samym atrakcyjność gier VR. Popularność gier VR rośnie i według prognoz Counterpoint Research popyt na gogle i okulary tego typu zwiększy się w ciągu kilku lat prawie dziesięciokrotnie. W 2021 roku na świecie sprzedano 11 mln takich zestawów.

– Przewagą Haplinga nad innymi urządzeniami haptycznymi, jakie testowane są obecnie na świecie, np. rękawic czy kamizelek, jest jego niewielki rozmiar i fakt, że jest bardzo wygodny w użyciu – mówi Brygida Dzidek.

Hapling posiada rozbudowana bibliotekę wrażeń dotykowych i rozpoznaje dziewięć różnych gestów. Wtyczka aplikacyjna pierścienia jest dostosowana do silnika gier, co sprawia, że można łatwo dodać wrażenia dotykowe z pierścienia do interakcji w niemal każdej grze.

Obserwując wzrost popytu na gry VR i urządzenia do obcowania z rzeczywistością wirtualną, Haptology chce przyspieszyć rozwój produktu i poszukuje finansowania, które pozwoliłoby na skalowanie produkcji oraz wejście na międzynarodowe rynki. Nowe środki mają wzmocnić kompetencje sprzedażowe i umożliwić rozbudowę zespołu, który obecnie liczy dziewięć osób. Plany spółki przewidują, że w ciągu trzech lat pierścień trafi do masowej produkcji, która w 2025 roku osiągnie 50-100 tys. sztuk rocznie.

Prowadzimy już rozmowy z potencjalnymi inwestorami na temat kolejnego finansowania. Szukamy partnera, który nie tylko wesprze nas finansowo, ale także pomoże zwiększyć nasze kompetencje w rozwijaniu zrównoważonej produkcji i sprzedaży zagranicznej – mówi Brygida Dzidek. – Potrzebujemy w tej chwili około 1,5-2 mln euro, by wprowadzić Hapling na rynek.

Do tej pory spółka pozyskała 5,4 mln złotych finansowania, z czego 4 mln złotych pochodziło z programu sektorowego GameINN realizowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR) oraz ze środków inwestorów prywatnych, m.in. Grzegorza Polanieckiego, dyrektora generalnego Enter Air, który jest obecnie jednym z udziałowców Haptology.

Branża gamingowa jest pierwszą, w której pierścień haptyczny będzie testowany na szeroką skalę. Urządzenie opracowane przez Haptology znajdzie także zastosowanie poza branżą rozrywkową, np. w sterowaniu robotów w przemyśle i diagnostyce medycznej. Prowadzone są już pierwsze testy operacyjne w tym zakresie.