Polacy na majówkę zostają w domu

Niemal co trzeci Polak nie ma jeszcze planów na majówkę – wynika z najnowszej edycji cyklicznego badania Barometr Providenta. Wśród tych, którzy wiedzą już, jak spędzą długi weekend, przeważają domatorzy.

Dalsze wyjazdy nie należą do popularnych sposobów spędzania tych kilku wolnych dni – mówi Karolina Łuczak, Rzeczniczka Prasowa Provident Polska. – Zaledwie 5,6 proc. przepytanych Polaków deklaruje, że na początku maja zamierza wyruszyć za granicę. Natomiast podróże w obrębie Polski to plan 13,1 proc. – dodaje.

Ci którzy nie myślą o wojażach, ale zdążyli już podjąć decyzję co do majówki, spędzą ją w domu  swoim lub należącym do osób z bliskiego grona. Co trzeci Polak odpoczywać będzie sam lub z domownikami, co piąty odwiedzi rodzinę lub znajomych, a co ósmy zaprosi ich do siebie.

–  Co ciekawe, to wcale nie najmłodsi respondenci są amatorami majowych wyjazdów – niemal 40 proc. badanych w wieku 18-24 lat wolne spędzi w domu – zauważa Karolina Łuczak. – W Polskę najchętniej ruszają ankietowani w wieku 25-43 lat, a zagraniczne podróże najczęściej planują osoby w wieku 55-64 lata.

Majówka w plenerze

Dla 22,4 proc. badanych, początek maja wiąże się z dniem urlopowym – przy czym co piąty respondent decyduje się na wzięcie wolnego 2 maja. Długi weekend majowy to wydatek rzędu średnio 1274 złotych. Wyższy średni budżet planują kobiety (1363 zł vs 1173 zł wśród mężczyzn). Aż 27,4 proc. ankietowanych twierdzi, że nie zamierza wydać żadnej dodatkowej sumy w związku z początkiem maja, a około 20 proc. nie chce przekroczyć kwoty 500 zł. Dwóch na trzech Polaków planuje sfinansować majówkę z bieżących dochodów, a około 1/3 sięgnie do oszczędności.

– W długi weekend chcemy skorzystać z wiosennej pogody i spędzić te dni na świeżym powietrzu. Niemal 61 proc. Polaków planuje odpoczynek w plenerze, 51 proc. ma zamiar spacerować, a 42,5 proc. spędzić czas przy grillu – komentuje Karolina Łuczak. – Majówka to także okazja, by wykorzystać czas na czynności, na które nie mamy wystarczającej przestrzeni na co dzień – co trzeci badany wolne przeznaczy na integrację z bliskimi, a niemal co czwarty nadrobi zaległości kulturalne czytając książki lub oglądając filmy.

Wśród respondentów nie brakuje także amatorów zwiedzania (22,5 proc.) czy aktywności fizycznej (19 proc.). Zwolennikami odpoczynku w plenerze okazali się najmłodsi badani. Około 70 proc. ankietowanych poniżej 35 roku życia ma zamiar spędzić czas na świeżym powietrzu, a ok 55 proc. wybrać się na spacer. Nieco węższa grupa wiekowa (25-34 lata) przewodzi w grillowaniu – na tak sporządzone specjały ochotę ma niemal 60 proc. wśród nich. Najmłodsi natomiast najczęściej marzą o majówce z książką i filmem – wskazało tak niemal 65 proc. z nich, podczas gdy wśród innych grup odsetek ten nie przekracza dwudziestu kilku procent.

O badaniu:

Barometr Providenta to cykliczne badanie Polaków, które pozwala na lepsze rozumienie zachowań i decyzji finansowych konsumentów. Badanie zostało zrealizowane przez Danae sp. z o.o. metodą CAWI na próbie N=1000 dorosłych Polaków, w kwietniu 2024 r.

Długi polskich teatrów rosną

Nawet dla co piątego Polaka wyjście do teatru jest atrakcyjną formą spędzania wolnego czasu, wynika z opublikowanych przez CBOS danych. To, wydawać by się mogło, dość spore zainteresowanie publiczności nie uchroniło jednak instytucji kultury przed ogromnym wzrostem zaległego zadłużenia. W zaledwie rok podmioty prowadzące działalność twórczą związaną z kulturą i rozrywką zwiększyły swoje nieopłacone w terminie zobowiązania zarejestrowane w bazie BIG InfoMonitor i BIK o niemal dwie trzecie do blisko 63 mln zł.

Według prowadzącego rejestr dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK, na koniec lutego zeszłego roku zaległości firm prowadzących działalność twórczą związaną z kulturą i rozrywką wynosiła 38,5 mln zł, po roku jest to 62,6 mln zł. Liczba niesolidnych dłużników, uwzględniająca aktywne, zawieszone i zamknięte przedsiębiorstwa wzrosła z 984 do 1038. Nadal największy udział w długach (niemal 23 mln zł wobec 17 mln zł przed rokiem) ma grupa firm związana z wystawianiem przedstawień artystycznych, czyli m.in. działalność orkiestr, zespołów muzycznych oraz działalność indywidualnych artystów takich jak: aktorzy, tancerze, piosenkarze, lektorzy lub prezenterzy. Najbardziej jednak poszły w górę, z 2,2 do 16 mln zł, zaległości obiektów kulturalnych: teatrów i sal koncertowych, galerii i salonów wystawienniczych, domów i ośrodków kultury czy świetlic.

Dramatyczne koszty działalności

Powodem tak znaczącego pogorszenia się ich sytuacji są przede wszystkim rosnące koszty działalności. Te, jak wielokrotnie podnosili właściciele obiektów kulturalnych (najczęściej samorządy) rosły w ostatnich latach w ogromnym tempie. Gaz, prąd, ogrzewanie, ale też koszt utrzymania porządku czy drobnych remontów wzrosły nawet o kilkaset procent. – Drożyzna dotknęła m.in. Teatr Dramatyczny w Płocku, gdzie koszty energii elektrycznej wzrosły (w stosunku do 2021 r.) o ok. 125 proc., a ogrzewania o 50 proc. – można było przeczytać już w 2022 r. w serwisie samorządu województwa mazowieckiego. W tym roku sytuacja w wielu miejscach jest podobna. W Poznaniu już w listopadzie 2023 r. podczas omawiania uchwały budżetowej na 2024 rok było wiadomo, że z powodu zbyt wysokich kosztów stałych związanych z funkcjonowaniem, zarówno Teatr Polski, jak i Teatr Ósmego Dnia mimo dotacji, będą musiały ograniczyć plany na działalność artystyczną.

– Jednostki kultury znalazły się w ostatnich latach w swoistym imadle. Z jednej strony ogromy wzrost kosztów utrzymania obiektów i wysoka presja płacowa w wyniku wysokiej inflacji. Z drugiej strony ograniczenie kwot subwencji i dotacji od samorządów, które same borykały się z utratą dochodów m.in. w wyniku zmian w sposobie redystrybucji dochodów z podatku PIT a także ograniczenia wydatków na kulturę w wielu budżetach domowych. Należy jednak zauważyć, że sytuacja poszczególnych jednostek jest bardzo zróżnicowana. Część prywatnych teatrów i znanych publicznych nawet w tych trudnych warunkach radzi sobie dość dobrze. Na drugim biegunie znajdują się instytucje kultury w mniejszych miejscowościach, które znajdują się pod dużą presją finansową, która często uniemożliwia terminową spłatę posiadanego zadłużenia – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Z kolei zaległe zobowiązania 254 firm i podmiotów wspomagających wystawianie przedstawień artystycznych (reżyserów, scenografów, producentów, oświetleniowców itd.) na koniec lutego 2024 r. przekroczyło 12 mln zł (24 proc. więcej niż rok wcześniej).

Zarówno raporty CBOS jak i GUS potwierdzają, że zainteresowanie kulturą w Polsce wzrasta. W 2022 r. teatry i instytucje muzyczne wystawiły ponad 53 tys. spektakli i koncertów, w których uczestniczyło 9,3 mln widzów (96,2 proc. więcej niż w trudnym ze względu na restrykcje covidowe 2021 r.). A, co warto podkreślić, przez część sezonu obowiązywało jeszcze związane z pandemią ograniczenie wypełnienia widowni do 50 proc. Wg raportów CBOS w 2022 roku wizytę w teatrze zadeklarowało 19 proc. respondentów, a na koncercie był co trzeci badany. W minionym roku wskaźnik ten wzrósł już w przypadku teatrów do 22 proc., z czego blisko połowa (10 proc.) to osoby, które w ciągu roku odwiedziły teatr kilkukrotnie. Na koncercie w 2023 r. było natomiast 42 proc. Polaków.

W latach 2022 i 2023 instytucje kultury odnotowały też wzrost przychodów ogółem, odpowiednio 17,7 proc. i 16,2 proc. r/r. Koszty ogółem podwyższyły się natomiast o 17,7 proc. w 2022 i 15,7 proc. w 2023 r. W ogólnych kosztach instytucji kultury w minionym roku największy udział miały koszty podmiotów prowadzących działalność obiektów kulturalnych – 40,8 proc.

Patrząc na różnice procentowe, wzrost zaległego zadłużenia we wszystkich kategoriach podmiotów prowadzących działalność twórczą jest wyjątkowo wysoki. Warto jednak spojrzeć na liczby, a te nie wyglądają już tak groźnie. Np. te 14 mln wzrostu zaległych zobowiązań obiektów kultury, to bowiem jeden nieduży remont czy wyższe rachunki kilku teatrów.

– Analizując tendencje, m.in. wzrost liczby widzów i szybko wyprzedawane premiery, teatry i inne instytucje kultury powinny w najbliższym czasie wyjść z dołka. Ich sytuację powinno poprawić też bardziej realne planowanie budżetów przez miasta i gminy odpowiedzialne za instytucje kultury – podsumowuje prezes Sławomir Grzelczak.

Źródła:

https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2024/K_011_24.PDF
https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2023/K_018_23.PDF
https://mazovia.pl/pl/dla_mediow/informacje_prasowe/drozyzna-uderza-w-kulture-koszty-utrzymania-instytucji-moga-sie-nawet-podwoic.html
https://www.poznan.pl/mim/bm/news/budzety-instytucji-kultury-a-ich-potrzeby,217961.html
GUS: Dzialalnosc_teatrow_i_instytucji_muzycznych_w_2022_r.
GUS: Wyniki_finansowe_instytucji_kultury_w_2023_r.__dane_wstepne

Ruch i liczba klientów w galeriach oraz centrach handlowych wciąż są na minusie. Jednak sytuacja się poprawia

Obserwacja zachowań 450 tys. konsumentów w ponad 710 obiektach wykazała, że w I kwartale br. ruch w galeriach spadł o blisko 5% rdr. Natomiast odwiedzających było o niecały 1% mniej niż rok wcześniej. Częstotliwość wizyt zmniejszyła się rok do roku o ponad 4%, za to zwiększył się czas spędzany w tego typu placówkach. Ostatnio był średnio dłuższy o ponad 2 minuty w ramach jednej wizyty. Natomiast łącznie wydłużył się o 8,5 min. Zmiany na przestrzeni całej Polski są niewielkie, ale w podziale na województwa widać większe odchylenia. Największy spadek ruchu zanotowano w woj. śląskim – o ponad 12% rdr. Z kolei najmocniejszy wzrost zaobserwowano w woj. opolskim – o przeszło 10% rdr.

Jak wynika z badania firmy technologicznej Proxi.cloud i platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH, dynamika ruchu w galeriach i centrach handlowych w I kwartale br. wyglądała bardzo podobnie, jak rok wcześniej. Wprawdzie nieco ubyło wizyt (o prawie 5% rdr.) i odwiedzających (o niecały 1% rdr.), ale autorzy raportu przekonują, że tego typu placówki wciąż przyciągają wielu klientów. A same wyniki świadczą o ich popularności.

– Pandemia zakończyła się już jakiś czas temu, a zachowania zakupowe Polaków zdążyły się od tego czasu ponownie unormować. Wydaje się, że najtrudniejszy czas galerie i centra handlowe mają już za sobą. Być może odpowiada za to rozwój oferty usługowej uzupełniającej doświadczenie zakupowe lub wyższy poziom dostosowania sklepów do wymagań dzisiejszych konsumentów. Niezależnie od powodu, początek tego roku przyniósł galeriom i centrom handlowym powiew optymizmu – mówi dr Nikodem Sarna, jeden ze współautorów badania z Proxi.cloud.

Z raportu wynika również, że choć spadła nieco częstotliwość wizyt (o ponad 4% rdr.), to zwiększył się czas spędzany w tego typu placówkach. W I kw. br. trwał średnio prawie 44 min. w trakcie jednej wizyty (czyli o 2 min. i 21 sek. dłużej niż rok wcześniej) oraz blisko 6 i pół godz. (tj. o 8 min. i 32 sek. dłużej niż w I kw. ub.r.).

– Wzrost średniego czasu wizyty faktycznie może być pewnym sygnałem. W niektórych przypadkach ponad 2 min. pozwalają na upewnienie się co do jakości materiałów czy też pobieżne sprawdzenie kroju produktu. Wynik może też sugerować, że konsumenci są bardziej rozważni, porównując większą liczbę produktów offline, dokonując następnie ich zakupów online, korzystając przy tym z promocji i ze zniżek – komentuje Miłosz Sojka, drugi ze współautorów badania z Proxi.cloud.

Dr Sarna zaznacza, że nieco rzadsze zakupy konsumenci rekompensują sobie ilością czasu, który na nie poświęcają. Nie bez znaczenia wydaje się też coraz częściej stosowane przez marki łączenie kanałów w jedno spójne doświadczenie. – Dzięki temu w galeriach i centrach handlowych można nie tylko kupować, ale też odbierać zamówienia złożone przez Internet albo zamawiać produkty z dostawą do domu. To nieco wydłuża czas pojedynczych wizyt, które mogą odbywać się rzadziej – dodaje ekspert.

Analiza pokazuje też, że zmiany na poziomie całej Polski są niewielkie, ale w podziale na województwa widać większe odchylenia. O ile różnice w liczbie klientów pomiędzy badanymi kwartałami mieściły się w przedziale od ponad -2% do blisko +3% rok do roku, o tyle w przypadku liczby odwiedzin był to przedział od ponad -12% do przeszło +10%. W opinii Miłosza Sojki, względnie nieduże spadki lub wzrosty liczby klientów potwierdzają tezę o niezmiennej popularności galerii i centrów handlowych. Analitycy z UCE RESEARCH podkreślają, że dynamika ruchu była zróżnicowana lokalnie. Niektóre województwa zaliczyły solidne spadki, a inne odnotowały duże skoki.

– Przyczyn można doszukiwać się w lokalnych inwestycjach lub remontach, które mogły zablokować funkcjonowanie wybranych galerii i centrów przez jakiś czas. Na wyniki poszczególnych województw mogła też wpłynąć dynamika lokalnych rynków. Weryfikacja obu tych hipotez wymagałaby jednak dodatkowych badań – stwierdza dr Sarna.

Największe spadki ruchu zanotowano w województwie śląskim (o ponad 12% rdr.), zachodniopomorskim (o blisko 11% rdr.) i pomorskim (o prawie 11% rdr.). Natomiast najmocniejsze wzrosty zaobserwowano w woj. opolskim (o ponad 10% rdr.), świętokrzyskim (o prawie 10% rdr.) oraz łódzkim (o blisko 2% rdr.).

– W większości województw nastąpił niewielki spadek częstotliwości odwiedzin. To jest zgodne z dynamiką całego rynku. Niemniej w kilku przypadkach zanotowano jej zwiększenie. Biorąc pod uwagę, że jest to pochodna liczby klientów i liczby wizyt, potencjalne przyczyny zróżnicowania stanowią lokalne inwestycje. Może to być np. otwarcie nowych galerii lub sklepów w już obecnych centrach. Znaczenie może mieć też nieco lepsza koniunktura miejscowych rynków – analizuje dr Nikodem Sarna.

Według autorów badania, niewielkie spadki w liczbie klientów oraz wizyt w galeriach i centrach handlowych, przy nieco wydłużonym czasie trwania zakupów, pozwalają sądzić, że w badanym okresie sytuacja tej części rynku detalicznego była dość stabilna. Wizyt było nieco mniej, ale czasu spędzonego – więcej. Analitycy z UCE RESEARCH uważają, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju rekompensaty. To może sugerować, że w dobie przeplatania się świata cyfrowego z fizycznym i łączenia kanałów sprzedaży póki co ww. obiekty wychodzą obronną ręką.

– Pomimo dużej popularności i szerokiej oferty sklepów online, istnieje małe ryzyko, że w perspektywie lat galerie i centra handlowe stracą na popularności. Są one bowiem miejscem, gdzie konsumenci nie tylko dokonują zakupów, ale spędzają również wolny czas – w kinach, na siłowniach czy w restauracjach. Ponadto w dalszym ciągu rzesza ludzi preferuje bezpośredni kontakt z produktem przed jego zakupem. Weryfikowana jest przy tym np. jego jakość – zwraca uwagę Miłosz Sojka.

Jak zastrzega dr Sarna, pojedynczy kwartał to za mało, żeby wyciągać wnioski w szerszym horyzoncie czasowym. Niemniej obecnie nic nie wskazuje na to, żeby coś miało zakłócić stabilny rytm odwiedzin w galeriach i centrach handlowych. Jeśli faktycznie dotychczasowa dynamika utrzyma się, większa część polskiej populacji nadal będzie regularnie odwiedzać tego typu obiekty.

– Już nie pierwsze nasze badanie pokazuje, że – pomimo wahań w specyficznych okresach – ruch i liczba klientów galerii handlowych pozostają na stabilnym poziomie. Jeżeli na rynku nie wydarzy się nic spektakularnego, możemy zakładać, że w najbliższym czasie nie zmieni się sytuacja tych obiektów. W kolejnych kwartałach w dalszym ciągu powinniśmy obserwować nieduże różnice. Galerie i centra handlowe zawsze były, są i będą popularne ze względu na swoją szeroką ofertę usług. Jednak jak pokazały minione lata, spory wpływ potrafią mieć czynniki zewnętrzne, które bywają nieprzewidywalne – twierdzi Miłosz Sojka.

Podsumowując badanie, autorzy raportu zauważają, że obecnie ww. wyniki wskazują na to, iż sytuacja galerii i centrów handlowych znacznie się poprawiła. I przypominają, że jeszcze nie tak dawno temu, bo w czasach pandemii, z podobnych analiz wychodziło, że spadki rok do roku są mocno dwucyfrowe. Dzisiaj widać, że sytuacja się stabilizuje, co dobrze wróży na przyszłość. Nadal jednak trudno mówić o całkowitym odbiciu. Niemniej patrząc na obecną sytuację gospodarczą w kraju, wyniki dla branży mogą być zadowalające.

***
Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH w oparciu o dane z pierwszego kwartału 2024 roku z odniesieniem do analogicznego okresu w poprzednim roku (IQ 2023 r.), z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych. Analiza obejmuje zachowania konsumentów odwiedzających galerie i centra handlowe.

Wielkość próby wyniosła ponad 450 tys. unikalnych konsumentów. Wejście badanej osoby w geofence było rejestrowane jako wizyta klienta w danej galerii lub centrum handlowym, gdy wizyta trwała co najmniej 2 minuty i nie więcej niż 2 godziny. Finalnie zbadano ruch w ponad 710 placówkach, których lokalizacje zostały pozyskane ze stron internetowych sieci handlowych oraz z Google Maps.

Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych. Rozwiązanie pozwala zbierać dane pasywnie oraz cechuje się dużą dokładnością lokalizowania użytkownika (dokładność od 2 do 20 metrów zależna jest od metody ustalania pozycji przez urządzenie mobilne). Technologia ta zapewnia pełną kontrolę nad dokładnością lokalizacji, a promień każdego geofencingu dostosowany jest do wielkości poszczególnych budynków. Ponadto, znany jest również czas przebywania użytkowników w danej lokalizacji, co stanowi dodatkowy poziom ochrony przed zliczaniem okolicznego ruchu pieszego czy ruchu pracowników badanych punktów.

Obligacje korporacyjne rozchodzą się jak ciepłe bułeczki

Popyt zgłoszony przez inwestorów kolejny miesiąc z rzędu wyraźnie przewyższył kwoty emisji i wyniósł 304,1 mln zł. W marcu emitenci przeprowadzili 6 emisji obligacji korporacyjnych na łączną kwotę prawie 165 mln zł. Średni poziom redukcji wyniósł 34,7 proc.

W marcu królowały emisje sięgające 20-25 mln zł, a ich wartość – w porównaniu z dużym popytem – w większości przypadków przesądzała o sporych redukcjach. Chemiczna spółka PCC Rokita w emisji na 25 mln zł przyciągnęła inwestorów skorych do zainwestowania ponad 86 mln zł. PragmaGo, działająca w branży finansowej, pozyskała z emisji 25 mln zł, podczas gdy inwestorzy złożyli zapisy na prawie 60 mln zł. Z kolei deweloperska Victoria Dom zaoferowała „większą” emisję publiczną o wartości 50 mln zł, ale nawet w tym przypadku wystąpiła prawie 50-procentowa redukcja, ponieważ zanotowano zapisy na kwotę 85 mln zł.

 

  Emitent Wartość emisji (mln) Oprocentowanie Tenor (lata) Wielkość zapisów (mln) Redukcja (proc.) Liczba Inwestorów
1 PCC Rokita 25 2,80%+WIBOR3M 5,25 86,43 71,07 1042
2 Cavatina Holding 21,65 6,00%+WIBOR6M 3,5 25,86 16,29 198
3 Arche 21,5 WIBOR3M 3 21,66 0,77 225
4 Victoria Dom 50 5,25%+WIBOR6M 3 85,43 47 867
5 Kredyt Inkaso 4,9999 EUR 5,20%+EUBIRBOR3M 4 5,91 EUR 15,40 232
6 PragmaGo 25 5,00%+WIBOR3M 3 59,3 58 1101
Średnia           34,78 611
Suma   164,654     304,098   3665

 

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne (kurs euro z dnia 29.03.2024r. 4,301).

W 6 emisjach udział wzięło 3665 Inwestorów, co oznacza, że średnio w emisji uczestniczyło 610 osób. Jedyna w marcu (i jednocześnie w tym roku) emisja publiczna, która zakończyła się bez większej redukcji pomimo względnie niskiej kwoty dotyczyła grupy Arche, działającej w branży dewelopersko-hotelarskiej.

Zapał inwestorów nieco ostygł

Pod względem liczby emisji marzec był podobny do poprzednich miesięcy tego roku. Pod każdym innym względem – marzec okazał się słabszy. Przeprowadzone emisje publiczne osiągnęły wartość „jedynie” 164 mln zł – wobec 235 mln zł w styczniu i 360 mln zł w lutym. Popyt zgłaszany przez inwestorów w ostatnim miesiącu kwartału był ponad 2 razy mniejszy niż w styczniu i 3 razy mniejszy niż w lutym. Podobnie kształtują się dane dotyczące średnich poziomów redukcji i liczby inwestorów.

  Emitent Wartość emisji Oprocentowanie Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln) Redukcja (proc.) Liczba Inwestorów
1 GPM Vindexus 21,8 6,00%+WIBOR3M 3 styczeń 74,22 70,70 1154
2 PragmaGo 25 5,15%+WIBOR3M 3 styczeń 53,77 53,50 815
3 Ghelamco 125 5,00%+WIBOR6M 4 styczeń 366,68 66,00 1604
4 Kredyt Inkaso 20 5,50%+WIBOR3M 4 styczeń 71,05 71,85 947
5 Kruk (EUR) 10M EUR 43,43 4,00%+EURIBOR3M 5 styczeń 99,12 56,19 457
6 Kruk 60,47 4,00%+EURIBOR3M 5 luty 86,03 29,70 449
7 Olivia Fin 30,23 5,30%+EURIBOR3M 3,5 luty 36,63 17,45 106
8 Ronson 60 3,85%+WIBOR6M 3,5 luty 155,00 61,26 1074
9 Echo Investment 70 4,00%+WIBOR6M 4 luty 193,28 64,00 1074
10 Kruk 70 4,00%+WIBOR6M 5 luty 284,25 75,37 2244
11 Echo Investment 70 4,00%+WIBOR6M 4 luty 157,61 56,00 795
12 PCC Rokita 25 2,80%+WIBOR3M 5,25 marzec 86,43 71,07 1042
13 Cavatina Holding 21,65 6,00%+WIBOR6M 3,5 marzec 25,86 16,29 198
14 Arche 21,5 4,40%+WIBOR3M 3 marzec 21,66 0,77 225
15 Victoria Dom 50 5,25%+WIBOR6M 3 marzec 85,43 47,29 867
16 Kredyt Inkaso 21,50 5,20%+EUBIRBOR3M 4 marzec 25,42 15,40 232
17 PragmaGo 25 5,00%+WIBOR3M 3 marzec 59,30 57,83 1101
Średnia             48,9 846
Suma   760,587       1881,731   14384

 

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne (kurs euro z dnia 29.03.2024r.: 4,301, 29.02.2024r.: 4,319, 31.01.2024 r.: 4,343).

Powodem marcowego „ostudzenia” rynku może być nadzwyczaj mocny styczeń i luty. Na początku roku emitenci przeprowadzili liczne, duże emisje (np. Ghelamco – 125 mln zł, Echo Investment – 140 mln zł, Kruk – ponad 170 mln zł), a przecież potrzeby finansowe każdej, nawet największej firmy są ograniczone. Istnieje zatem prawdopodobieństwo, że emitenci w dużej mierze są już nasyceni. Pamiętajmy jednak, że względnie słabsze wyniki marca, rozpatrywane w oderwaniu od stycznia czy lutego, nie wypadają źle. Jednostkowo nadal mieliśmy sporo emisji i dość duży popyt ze strony inwestorów.

Intensywny pierwszy kwartał

W trzech pierwszych miesiącach 2024 roku emitenci przeprowadzili aż 17 emisji publicznych na kwotę ponad 760 mln zł. Dla porównania w analogicznym okresie rok wcześniej mieliśmy jedynie trzy emisje na łączną kwotę 174,5 mln zł, a to oznacza wzrost o 335 proc. r/r. W całym roku 2023 zostały przeprowadzone emisje publiczne na kwotę 1,353 mld zł, co oznacza, że po pierwszym kwartale 2024 roku emitenci zrealizowali 56 proc. zeszłorocznego wyniku. Bardzo podobnie jest również w przypadku liczby emisji, których w całym 2023 roku było 37 – wobec 17 w pierwszym kwartale 2024 r. Wydaje się więc, że rynek idzie po rekord.

Warto również odnotować, że w samym marcu do funduszy obligacji korporacyjnych napłynęło netto 684 mln zł, a od początku roku ponad 2 mld zł. Jeszcze na koniec 2023 r. aktywa funduszy obligacji korporacyjnych nie przekraczały 11 mld zł, a obecnie wynoszą ponad 13,2 mld zł (po wzroście o 784 mln zł w marcu). Wpływ na taki stan rzeczy mają napływy środków od inwestorów, ale i bardzo dobre wyniki inwestycyjne. Średnia stopa zwrotu funduszy obligacji korporacyjnych na koniec pierwszego kwartału tego roku wyniosła 10,30 proc., a w samym marcu pozwoliły one zarobić 0,60 proc.

Rynek nie zwalnia

W kwietniu mamy już pierwszą emisję publiczną w ramach świeżo zaakceptowanego przez KNF prospektu spółki Marvipol na 150 mln zł. W tym miesiącu wygasa również prospekt emisji publicznych spółki Dekpol o pozostałej wartości 80 mln zł. Prospekty pozostają ważne w spółkach Kruk, Ronson, Victoria Dom, PCC Rokita i PCC Exol. Złożone do akceptacji KNF są natomiast prospekty spółek takich jak Cavatina Holding, Best, Kredyt Inkaso, Olivia Fin.

W pierwszym kwartale 2024 r. doświadczyliśmy prawdziwego „boomu” na rynku obligacji korporacyjnych. Może to przesądzić o tym, że bieżący rok będzie rekordowy. Wpływ na to mogą mieć przede wszystkim:

  • względnie wysokie oprocentowanie obligacji korporacyjnych,
  • zadowalająca płynność rynku Catalyst,
  • brak materializacji ryzyka kredytowego = brak default-ów (upadków emitentów),
  • utrzymywany wysoki poziom stóp procentowych (większość emisji oparta o WIBOR),
  • duża liczba emitentów i emisji pozwalająca zbudować zdywersyfikowany portfel inwestycyjny,
  • rosnąca świadomość emitentów, którzy widzą coraz większy potencjał w finansowaniu swojej działalności poprzez obligacje,
  • rosnąca świadomość inwestorów indywidualnych, którzy coraz częściej patrzą na rynek kapitałowy,
  • a także rosnące aktywa u inwestorów instytucjonalnych.

Autor: Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Certified International Investment Analyst (CIIA) Michael / Ström Dom Maklerski

ZASTRZEŻENIE PRAWNE

Wszelkie przedstawione analizy, komentarze i konkluzje stanowią osobiste poglądy autora wyrażone w oparciu o posiadaną fachową wiedzę dotyczącą funkcjonowania rynku finansowego.

Branża automotive otwiera się na kobiety. Brakuje talentów, a firmy szukają nowych rozwiązań

Branża motoryzacyjna zawsze była i wciąż jest zdominowana przez mężczyzn. Tendencja ta utrzymuje się również w firmach IT, zajmujących się najnowocześniejszymi technologiami motoryzacyjnymi. Jak się okazuje, to właśnie niska reprezentacja kobiet w sektorze, zniechęca je do podjęcia pracy1. Dziś, w dobie niedoboru talentów na rynku pracy, wiele firm z tej branży doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że bez otwarcia się na kobiety, nie będą mieć szansy na rozwój. Aż 80% z nich deklaruje podejmowanie działań na rzecz zachęcania kobiet do podjęcia pracy2. Wygląda na to, że najlepszy czas dla kobiet na odważne wejście do branży automotive jest właśnie teraz.

Branża motoryzacyjna, podobnie jak wiele innych, boryka się z niedoborem talentów technologicznych. Gdy firmy motoryzacyjne dążą do transformacji cyfrowej i branża coraz bardziej skupia się na oprogramowaniu i cyfryzacji, zmieniają się również potrzeby dotyczące zatrudnienia. Działy HR nie skupiają się już wyłącznie na stanowiskach inżynierskich i mechanicznych, ale poszukują również osób specjalizujących się w data science, analizie biznesowej, SAP czy programowaniu. Często zdarza się nawet, że różne działy tej samej firmy konkurują o te same talenty. W końcu np. wiedza o chmurze i SAP jest tak samo ważna dla działów zakupów i HR, jak i dla produkcji oraz logistyki.

Problem branży motoryzacyjnej polega na tym, że jej potrzeby rekrutacyjne nie są wyjątkowe. Prawie wszystkie sektory biznesowe przechodzą przez podobną transformację i wymagają tych samych umiejętności. Oznacza to, że firmy automotive muszą się postarać i aktywnie zmienić swoją kulturę organizacyjną, aby przyciągnąć osoby, które tradycyjnie nie biorą jej pod uwagę, szukając miejsca do rozwijania kariery, np. kobiety.

– Z pewnością nie powinniśmy interpretować obecnej sytuacji jako takiej, gdzie kobiety są zatrudniane i promowane jedynie z powodu ogólnego niedoboru talentów. Wręcz przeciwnie, mamy do czynienia z ogólnym deficytem wysoko wykwalifikowanych specjalistów technicznych i multidyscyplinarnych. To właśnie ten brak otwiera drzwi dla każdego, kto ma odpowiednie kwalifikacje, niezależnie od płci – mówi Justyna Musioł, Talent Acquisition Operations Specialist w Capgemini Polska.

Różnorodne zespoły działają skuteczniej

W miarę wzrostu konkurencji firmy z branży automotive muszą przemyśleć, w jaki sposób zwiększyć swoją wydajność. Korzystanie z najnowszych rozwiązań technologii jest jednym z głównych rozwiązań, jednak kluczowe znaczenie mają ludzie. Obserwacje wskazują, że zespoły zróżnicowane, czyli składające się z osób różnych narodowości, etniczności, doświadczeń zawodowych, profili poznawczych, grup wiekowych, jak również płci, osiągają lepsze rezultaty. Jak pokazują dane Gartnera, często zdarza się, że zróżnicowane zespoły przewyższają wynikami te jednorodne aż o 50%3.

Różnorodność wpływa na poprawę efektywności poprzez wprowadzanie wielu perspektyw do rozwiązywania problemów. Takie podejście ma znaczenie, zarówno na poziomie pojedynczych zadań i projektów, jak i na szerszym, organizacyjnym oraz zespołowym poziomie. Dostęp do szerokiego spektrum doświadczeń, sposobów myślenia oraz umiejętności wzmacnia całą grupę. Różnorodność może również przyczyniać się do tworzenia zdrowszego środowiska pracy, co bezpośrednio przekłada się na wydajność zarówno pracowników i pracownic, jak i całej organizacji.

Trendy w mobilności nie są już męskocentryzczne

Branża motoryzacyjna przechodzi przez największą transformację w swojej historii. Elektryfikacja, cyfryzacja, pojawienie się pojazdów definiowanych przez oprogramowanie oraz wyścig w dostarczaniu mobilności autonomicznej to tylko niektóre z wyzwań napędzających tę zmianę. Dodatkowo konkurencja jest silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej, a ugruntowane firmy OEM muszą usprawnić i wzmocnić swoją działalność. A jakby tego było mało, rośnie również potrzeba stabilizacji łańcuchów dostaw oraz realizacji celów zrównoważonego rozwoju.

Jak więc widać, branża automotive nie skupia się już głównie na inżynierii mechanicznej. W tym obszarze potrzebni są naukowcy i naukowczynie, którzy opracują nowe generacje baterii do pojazdów elektrycznych, eksperci i ekspertki z zakresu sztucznej inteligencji oraz specjaliści i specjalistki danych, którzy są w stanie przewidywać i zaradzić problemom w łańcuchach dostaw. Poszukiwani są projektanci i projektantki UX i UI oraz programiści i programistki do tworzenia nowych funkcji samochodów. Działy HR szukają osób z wizją ekologiczną, które będą projektować produkty i usługi z myślą o obiegu zamkniętym i zrównoważonym rozwoju.

– Wraz z rozwojem technologii, zapotrzebowanie na nowe rozwiązania i funckjonalności w branży automotive rośnie. Jest to idealna ścieżka rozwoju dla osób, które potrzebują wyzwań oraz ciągłego poszerzania swojej wiedzy, aby nadążać za trendami i normami automotive. Dodatkowo na każdym etapie procesu wytwarzania oprogramowania, praca wygląda inaczej, wpływa to na zróżnicowanie w obowiązkach poszczególnych stanowisk oraz zwiększa możliwość dopasowania się do zadań, ze względu na indywidualne predyspozycje. Wybrałam branżę automotive, ze względu na dostępność wielu tematów, w których mogę się rozwijać oraz możliwość wykorzystania analitycznego, kreatywnego oraz systemowego myślenia w codziennej pracy – mówi Patrycja Irzykowska Senior Software Engineer, Capgemini Engineering.

Dzisiejsza branża motoryzacyjna wymaga znacznie szerszego zakresu umiejętności, profili i perspektyw niż jeszcze 10 czy 15 lat temu. W miarę jak produkty i usługi stają się bardziej skomplikowane, coraz ważniejsze jest posiadanie interdyscyplinarnego zestawu umiejętności w zróżnicowanych zespołach.

1 https://www.gigroupholding.com/polska/wp-content/uploads/sites/9/2023/11/Automotive-Globalne-trendy-HR-2024-wersja-skrocona_PL_.pdf
2 Ibidem

Ceny materiałów budowlanych tanieją 7. miesiąc z rzędu. Kiedy koniec spadków?

W marcu po raz kolejny, siódmy już z rzędu, stawki ogromnej większości grup towarowych zanotowały regres. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, tym razem średni poziom ujemnej dynamiki cen w relacji rok do roku wyniósł 3,2 proc., z kolei miesiąc do miesiąca spadek osiągnął poziom -0,8 proc. Takie wielkości utrwalają stan stabilizacji przeceny na względnie stałym i dość umiarkowanym poziomie.

Korekcyjny constans cen materiałów budowlanych czwarty już miesiąc z rzędu na poziomie w okolicach -3 proc. oznacza brak przesłanek do pogłębienia przeceny, ale najprawdopodobniej również sytuację oczekiwania na ewentualne przesilenie koniunktury rynkowej już w przewidywalnej przyszłości. W najnowszym raporcie Grupy PSB dynamika cen w kanale hurtowym wyniosła -4,1 proc. oraz detalicznym -2,6 proc., czyli także bez większych zmian.Wyk.1 Średnia dynamika cen materiałów budowlanych

Odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych autorstwa Grupy PSB w marcu br. wskazuje na systematyczną eliminację pozycji drożejących, których wolumen spadł do zaledwie dwóch pozycji. Pozycje lidera wzrostów utraciło cement-wapno z dynamiką 2 proc., czyli aż 10 pp. mniej licząc miesiąc do miesiąca, na rzecz farb i lakierów drożejących o 3,3 proc. Z kolei stolarka i chemia budowlana wyzerowały swoją dynamikę, a 16 grup asortymentowych obniżyło ceny.

Wśród materiałów najszybciej taniejących niezmiennie od miesięcy przodują płyty OSB z drewnem, taniejące w ciągu roku o blisko 23 proc., a następnie wykończenia oraz dachy-rynny, z regresem w obu przypadkach rzędu niespełna 8 proc.Tab.1 Średnia dynamika cen materiałów budowlanych

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl wciąż brak jest jednoznacznych przesłanek, zapowiadających ewentualne przesilenie umiarkowanej tendencji spadkowej cen materiałów budowlanych już w najbliższej przyszłości. Za to wydaje się całkiem prawdopodobne, że już kolejne dane Grupy PSB mogą zakomunikować pełen komplet dwudziestu grup towarowych z ujemną dynamiką, co najlepiej potwierdziłoby rozwojowy charakter obowiązującej tendencji. Ta jednak raczej prędzej niż później skazana jest na utratę inicjatywy.

Powody są dość oczywiste i już opisywane w tym miejscu parokrotnie. Chodzi więc o środki z KPO, których pozyskanie przez Polskę wydaje się już tylko kwestią czasu, o rozwojowe perspektywy budownictwa deweloperskiego w związku z nowym programem dopłat do hipotek, czy wreszcie nieodległą już „wielką falę renowacji” związaną z przyjętą ostatnio przez Parlament Europejski dyrektywą budowlaną.

Tymczasem z rodzimego rynku budowlanego docierają już pierwsze niepokojące sygnały, wynikające z obaw o coraz bardziej realną perspektywę zakończenia wojny w Ukrainie. Nietrudno sobie bowiem wyobrazić, jakie perturbacje w krajowej budowlance może wywołać wynegocjowanie pokoju za naszą wschodnią granicą, co może nastąpić w jak najbardziej przewidywalnej przyszłości. Niewyobrażalny wręcz wzrost popytu na wszelkiego rodzaju materiały budowlane, wygenerowany przez uruchomienie wieloletniego procesu odbudowy, przy jednoczesnym odpływie dziesiątków tysięcy Ukraińców z rodzimych placów budów, wreszcie powszechny eksport na wschód usług krajowych firm budowlanych to zespół czynników, które mogą mieć trudny do oszacowania, niestety głęboko negatywny skutek dla krajowego rynku budowlanego.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Wojna za wschodnią granicą ostudziła zapał cudzoziemców do kupowania mieszkań w Polsce

W 2023 r. w ręce cudzoziemców trafiło nieco ponad 14,3 tys. mieszkań, czyli minimalnie mniej niż rok wcześniej. Portal GetHome.pl ustalił, że najwięcej kupili ich obywatele Ukrainy. Jednak najszybciej rosnącą grupą cudzoziemców kupujących mieszkania w Polsce obywatele Białorusi.

Od czasu przystąpienia Polski do UE właściwie nieprzerwanie rosła liczba transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców. Spadek zainteresowania mieszkaniami odnotowaliśmy w covidowym roku 2022, ale już w kolejnych dwóch latach nastąpił potężny wzrost, który dość nieoczekiwania zatrzymał się w ubiegłym roku. Widać więc wyraźnie, że wojna ostudziła zapał cudzoziemców, szczególnie obywateli Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych do kupowania mieszkań w Polsce – mówi  Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Przypomina, że nasz rynek mieszkaniowy jest dla cudzoziemców niemal całkowicie otwarty. Zezwolenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) wymaga jedynie zakup nieruchomości w strefie nadgranicznej. Ograniczenie obejmuje więc m.in. Trójmiasto, Szczecin, Świnoujście czy Zakopane. Oczywiście takiego zezwolenia nie potrzebują obywatele UE.

Jednak to nie oni, a obywatele Ukrainy kupują najchętniej mieszkania w naszym kraju. Warto przypomnieć że ta tendencja utrzymuje się już od od aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. W kolejnych latach obywatele Ukrainy stali się największą grupą kupujących mieszkania z obcym paszportem. Szczególnie po najeździe Rosji na Ukrainę w 2022 r. MSWiA odnotowało gwałtowny wzrost transakcji z udziałem Ukrainców.

Trzeba przyznać, że jak na tak potężny napływ uchodźców z tego kraju, tych transakcji jest wciąż stosunkowo niewiele. MSWiA podało, że w 2023 r. obywatele Ukrainy kupili w naszym kraju niespełna 6,9 tys. mieszkań, czyli tylko o ok. 10% więcej niż rok wcześniej. Do tej liczby można dodać 263 lokale nabyte na podstawie zezwolenia w strefie przygranicznej. Problem w tym, że MSWiA nie precyzuje, ile z nich ma charakter użytkowy, a ile mieszkalny.

Już w ubiegłym roku zwracaliśmy uwagę, że potrzeba więcej czasu zanim znacznie więcej ukraińskich rodzin, które zostaną u nas na dłużej, będzie sobie mogło pozwolić na zakup mieszkania. Tym bardziej, że wiąże się to z ogromnym wydatkiem, a oprocentowanie kredytów jest wciąż wysokie – komentuje Marek Wielgo. Zwraca ponadto uwagę na ogromny, bo aż 46% wzrost liczby transakcji mieszkaniowych z udziałem obywateli Ukrainy. W ubiegłym roku stali się posiadaczami niemal 2 tys. lokali, nie licząc kupionych na podstawie zezwolenia MSWiA (ok. 70). Za to mniej mieszkań niż rok i dwa lata temu kupili w Polsce obywatele Rosji. Ponadto – co warto podkreślić – nie dostali oni ani jednej zgody na zakup mieszkania w rejonie przygranicznym.Wyk. 1 - Sprawozdanie MSWiA-2023-sąsiedzi ze wschodu

Z najnowszego sprawozdania MSWiA dotyczącego aktywności cudzoziemców na naszym rynku nieruchomości wynika, że w 2023 r. osoby z zagranicznym paszportem kupiły u nas 14346 mieszkań oraz 2545 lokali użytkowych. Tych drugich było aż o 17% mniej niż rok wcześniej.Wyk 2. - Sprawozdanie MSWiA-2023-transakcje-lokale

Pod względem metrażu Ukraińcy kupili więcej mieszkań, niż łącznie obywatele kolejnych 30 krajów, w tym m.in. Niemiec, Białorusi, Rosji, Włoch, Francji i Wielkiej Brytanii. Przy czym kupili oni wyraźnie mniej mieszkań niż rok wcześniej.Wyk. 3 - Sprawozdanie MSWiA-2023-powierzchnia mieszkań

Większy apetyt na nie mieli za to obywatele Indii, Hiszpanii czy Turcji. Ci pierwsi zaczęli kupować u nas mieszkania w 2005 r., czyli po przystąpieniu naszego kraju do UE. Jednak od pięciu lat robią to coraz śmielej, np. w 2023 r. kupili mieszkania o łącznej powierzchni 10,2 tys. m kw., co daje im miejsce w pierwszej dziesiątce krajów, których obywatele kupują najwięcej lokali.Wyk 4. - Sprawozdanie MSWiA-2023-transakcje-miasta

Widać też wyraźnie, że cudzoziemcy najchętniej kupują mieszkania tam, gdzie najłatwiej jest o pracę, czyli w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu. Przy czym w stolicy MSWiA odnotowało wyraźny spadek transakcji. Mniej niż rok wcześniej było ich też we Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi. Wzrosło natomiast zainteresowanie cudzoziemców mieszkaniami w Krakowie i Gdańsku, bo tam transakcji mieszkaniowych było więcej.

Autor: GetHome.pl

Software Mansion przeznaczy ponad 10 mln zł na wypłatę dywidendy

Zarząd Software Mansion zarekomendował 10.156.397,61 zł z zysku netto za 2023 rok na wypłatę dywidendy. Rekomendowana dywidenda to 0,97 zł na akcję i jest większa o ponad 21% w stosunku do roku poprzedniego. Jej wysokość to prawie 92% procent zysku netto za 2023 rok. Data wypłaty dywidendy nie jest jeszcze znana.

— Jesteśmy w bardzo dobrej kondycji finansowej, znacznie lepszej niż mogłoby wynikać ze sprawozdania finansowego – mówi Marcin Skotniczny, Prezes Zarządu Software Mansion S.A. – Duża część kosztów przedstawionych w sprawozdaniu za 2023 jest wirtualna i wynika z programów motywacyjnych. Dodatkowo udało nam się osiągnąć sukces w jednym z projektów, dzięki czemu właśnie otrzymaliśmy tokeny StarkNet o wartości oscylującej między 6 a 9 milionów złotych, a drugie tyle otrzymamy przez kolejne dwa lata. Ten zastrzyk gotówki nie był uwzględniony w naszym modelu biznesowym i zapewni nam dodatkowe bezpieczeństwo związane z płynnością operacyjną na rok-dwa naprzód. W związku z tym chcemy wypłacić najwyższą formalnie możliwą kwoty dywidendy – limituje ją art. 396. KSH, nakazujący nam wpłacać 8% zysku netto na kapitał zapasowy.

Wypłata dywidendy odbędzie się według akcjonariatu uwzględniającego emisję akcji serii G oraz wykonania praw z warrantów subskrypcyjnych serii A i B w ramach programów motywacyjnych w spółce i dotyczyć będzie 10 470 513 akcji.

Develia prezentuje nową strategię – celem jest roczna sprzedaż ponad 4500 mieszkań

Develia opublikowała nową strategię na lata 2024-2028. Priorytetem dewelopera jest dalszy dynamiczny rozwój w sektorze mieszkaniowym i zwiększenie udziału rynkowego w miastach, w których obecnie działa do 7-8%. Będzie to możliwe dzięki osiągnięciu rocznej sprzedaży ponad 4500 lokali. W ramach dywersyfikacji działalności Develia będzie również rozwijać się w segmentach PRS oraz akademików. Grupa dąży także do dokończenia do 2028 r. procesu dezinwestycji aktywów komercyjnych.

– W związku z osiągnięciem większości celów ze strategii na lata 2021-2025, a także przejęciu w ubiegłym roku grupy polskich spółek Nexity, które istotnie umocniło pozycję Develii na rynku mieszkaniowym, prezentujemy nową strategię na lata 2024-2028. Jej celem jest zwiększenie wartości przedsiębiorstwa oraz potencjału dywidendowego z równoczesnym zapewnieniem bazy pod dalszy dynamiczny rozwój spółkimówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Dążymy do zwiększenia skali działalności w segmencie mieszkaniowym z poziomu sprzedaży blisko 2700 lokali do 4500 w 2028 r. Zakładamy, że to pozwoli nam osiągnąć wzrost udziału do 7-8% na rynkach, na których działa spółka. Chcemy, by w perspektywie czterech lat Develia stała się liderem rynku mieszkaniowego w Polsce i mamy niezbędne zasoby, w tym doświadczony zespół, know-how oraz warunki finansowe, by ten cel zrealizować – dodaje Andrzej Oślizło.

W ramach strategii na lata 2024-2028 grupa Develia planuje:

  • Osiągnąć roczną sprzedaż ponad 4500 lokali i zwiększyć udział w rynku mieszkaniowym do 7-8% na obecnych rynkach działalności.
  • Systematycznie uzupełniać i zabezpieczać bank gruntów zapewniający średnio ponad 4-letnią sprzedaż mieszkań. Zwiększyć bazę gruntów zabezpieczanych warunkowo.
  • Kontynuować rozwój biznesu poprzez nawiązywanie partnerstw joint venture z właścicielami gruntów, jak i partnerami kapitałowymi w celu realizacji nowych projektów Develii oraz kolejne transakcje M&A.
  • Dywersyfikować działalność poprzez realizację projektów PRS oraz akademików.
  • Rozwój własnych kompetencji generalnego wykonawcy.
  • Zwiększyć rozpoznawalność i świadomość marki Develia oraz aktywnie budować markę atrakcyjnego pracodawcy.
  • Wdrożyć strategię ESG i modelowe rozwiązania w tym zakresie w budownictwie mieszkaniowym.
  • Zakończyć dezinwestycje aktywów komercyjnych (obiektu Arkady Wrocławskie i nieruchomości przy ul. Kolejowej we Wrocławiu) oraz zrealizować projekt magazynowy w Malinie w ramach joint venture.
  • Utrzymać bezpieczną strukturę finansowania na poziomie benchmarków branży
    (dług netto/kapitały własne 0,20-0,40).
  • Wypracować dywidendę na poziomie ok. 1,35 mld w okresie lat 2024-2028, czyli 75% skorygowanego zysku netto.

Develia będzie nadal dążyć do dynamicznego rozwoju na rynku mieszkaniowym, w tym dalszego umacniania pozycji w miastach, w których aktualnie prowadzi działalność z opcją wejścia na wybrane nowe rynki – najchętniej poprzez partnerstwa lub M&A. Niezbędnym elementem do realizacji tych celów jest systematyczne uzupełnianie banku ziemi. Develia dąży do zbudowania banku gruntów na poziomie ok. 16 tys. lokali w 2028 r., uwzględniając grunty zabezpieczone warunkowo. Deweloper planuje przeznaczać na zakupy działek pod nowe projekty i M&A ponad 500 mln zł średniorocznie.

Podstawowym segmentem w ramach działalności mieszkaniowej Develii pozostanie segment popularny z zamiarem wyraźnego podkreślenia wartości dodanej produktu poprzez zastosowanie proekologicznych rozwiązań, funkcjonalność, nowoczesność i harmonijne wpisanie się w otoczenie. W portfolio Develii znajdą się także inwestycje w segmentach podwyższonym oraz premium, co pozwoli deweloperowi odpowiedzieć na różnorodne potrzeby nabywców.

Develia będzie dalej rozbudowywać kompetencje w segmentach PRS (ang. Private Rented Sector) i PBSA (ang. Purpose-Built Student Accommodation), czyli mieszkań na wynajem oraz akademików z opcją aktywnego uczestnictwa operacyjnego w budowie i zarządzania platformą PRS/PBSA. Deweloper przygotowuje kilka scenariuszy rozwoju tych segmentów, w tym pozyskanie partnerów biznesowych do wspólnych przedsięwzięć o większej skali, współpracę z funduszami wyspecjalizowanymi w tych obszarach rynku lub realizację inwestycji we własnym zakresie. Założeniem jest realizacja minimum dwóch projektów PRS oraz akademików średniorocznie.

Do 2028 r. Develia zamierza zakończyć proces dezinwestycji aktywów w segmencie biurowym i handlowym, w tym Arkad Wrocławskich i nieruchomości przy ul. Kolejowej we Wrocławiu, oraz zrealizować pierwsze etapy projektu magazynowego w Malinie w ramach joint venture.

– Dzięki systematycznej i skutecznej realizacji dotychczasowej strategii Develia ma bardzo dobrą sytuację finansową. W ciągu ostatnich trzech lat istotnie zwiększyliśmy skalę działalności, w tym sprzedaż, bank gruntów i ofertę, dzieliliśmy się zyskiem z akcjonariuszami przy stopie dywidendy na poziomie 11% i jednocześnie zapewniliśmy sobie środki na dalszy rozwój, m.in. poprzez wykorzystywanie szans rynkowych, na które pozostajemy otwarci. Zgodnie z nową strategią naszym celem jest zapewnienie atrakcyjnych zwrotów na kapitale przy utrzymaniu bezpiecznej struktury finansowania na poziomie benchmarków branży – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii. – W najbliższych latach chcemy zapewnić akcjonariuszom atrakcyjny potencjał dywidendowy, planujemy wypracowanie w latach 2024-2028  około 1,35 mld zł dywidendy – dodaje Paweł Ruszczak.

W ciągu ostatnich lat Develia istotnie zwiększyła skalę działalności z ok. 1400 mieszkań rocznie w 2020 r. do blisko 2700 w 2023 r., dzięki czemu znajduje się obecnie w czołówce największych deweloperów mieszkaniowych w Polsce. Osiągniecie celu sprzedażowego wyznaczonego w strategii na lata 2021-2025 jest spodziewane na rok przed planowanym terminem. Dzięki skutecznej realizacji poprzedniej strategii spółka osiągnęła wzrost udziału w rynku mieszkaniowym z 2,6% w 2020 r. do 4,7% w 2023 r. na obecnych rynkach działalności. Develia przeprowadziła także dezinwestycje w segmencie komercyjnym, w tym sprzedała Sky Tower we Wrocławiu i Wolę Retro w Warszawie pomimo trudnego otoczenia rynkowego, oraz reinwestowała pozyskany kapitał w segment mieszkaniowy. Spółka istotnie poprawiła efektywność działania, co potwierdza wskaźnik ROE, który wzrósł z 7% w 2020 r. do ok. 18% w 2023 r.

Ergonomiczne stanowisko pracy – jak je stworzyć?

W pracy większość z nas spędza co najmniej 8 godzin dziennie. Dlatego tak ważne jest, aby mijały one szybko i bez bólu pleców. Ergonomiczne meble biurowe, a w szczególności biurko elektryczne, stają się nie tylko modnym dodatkiem do nowoczesnego biura, ale przede wszystkim niezbędnym narzędziem zapewniającym zdrowie i dobrostan pracowników. Jak więc stworzyć stanowisko pracy, które będzie spełniało zasady ergonomii?

Ergonomia na pierwszym planie

Ergonomia w miejscu pracy to nie tylko moda – to konieczność. Niewłaściwie zaprojektowane stanowisko pracy może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych, takich jak dolegliwości bólowe kręgosłupa, zespół cieśni nadgarstka czy chroniczne zmęczenie. Ergonomiczne meble biurowe to odpowiedź na te wyzwania. Meble te są nie tylko funkcjonalne, ale również zaprojektowane z myślą o zdrowiu użytkowników.

Biurko elektryczne – serce ergonomicznego biura

Biurko z regulacją wysokości to prawdziwa podstawa każdego ergonomicznego biura – zarówno tego korporacyjnego, jak i domowego. Dzięki elektrycznej regulacji wysokości, użytkownicy mogą w łatwy sposób zmieniać pozycję z siedzącej na stojącą, co jest zalecane przez w celu uniknięcia problemów zdrowotnych związanych z długotrwałym siedzeniem. Biurka te wyposażone są w intuicyjne panele sterowania, które umożliwiają szybką i precyzyjną regulację, dostosowaną do indywidualnych potrzeb każdego pracownika.Ergonomiczne stanowisko pracy

Wejdź na stronę https://www.motiondesk.pl/ i wybierz idealne biurko regulowane dla siebie!

Zalety ergonomicznych mebli biurowych

Ergonomiczne meble biurowe, a w szczególności biurko elektryczne, oferują szereg korzyści, które przekładają się nie tylko na zdrowie, ale i na wydajność pracy:

  • poprawa postawy ciała – regularna zmiana pozycji z siedzącej na stojącą pomaga w utrzymaniu prawidłowej postawy, co minimalizuje ryzyko dolegliwości bólowych pleców i szyi.
  • zwiększenie koncentracji i produktywności – badania wykazały, że pracownicy korzystający z biurek umożliwiających pracę na stojąco wykazują wyższy poziom energii oraz koncentracji.
  • personalizacja stanowiska pracy – regulacja wysokości biurka pozwala na dopasowanie mebli do indywidualnych potrzeb użytkownika, co zwiększa komfort pracy.

Design i funkcjonalność idą w parze z troską o zdrowie

Ergonomiczne meble biurowe łączą w sobie wysoką jakość wykonania z nowoczesnym designem. Estetyka tych mebli wpisuje się w najnowsze trendy w projektowaniu wnętrz biurowych, oferując nie tylko funkcjonalność, ale również styl, który inspiruje i motywuje do pracy. 

Inwestycja w ergonomiczne meble biurowe, a szczególnie w biurko elektryczne od Motiondesk, to krok w stronę zdrowszego i bardziej produktywnego środowiska pracy. Dzięki połączeniu profesjonalizmu, pasji i zrozumienia dla potrzeb użytkowników, Motiondesk ustanawia nowe standardy w projektowaniu ergonomicznych przestrzeni pracy. Warto pamiętać, że ergonomia nie jest już tylko opcją – to konieczność dla każdego, kto ceni sobie zdrowie, komfort i efektywność w pracy.

Chiny kontra Niemcy – fala handlowa odwraca się

Od komplementarności do zastępowania: produkty chińskie wypierają niemieckie nie tylko z rynków światowych, ale i ich kosztem znajdują odbiorców w Europie. Nie chodzi przy tym wyłącznie o motoryzację, ale też maszyny i urządzenia, chemikalia, komputery i telekomunikację, elektronikę i sprzęt gospodarstwa domowego

  • Pomimo podróży kanclerza Niemiec do Chin ich historycznie partnerskie stosunki handlowe mogą być zagrożone. Udział Chin w globalnym eksporcie w kluczowych sektorach, takich jak maszyny, chemikalia i sprzęt elektryczny, przewyższył Niemcy, podczas gdy zależność Niemiec od chińskiego importu znacznie wzrosła z 6% w 2004 r. do 22% w 2022 r.
  • Pomimo pięciokrotnego wzrostu niemieckich inwestycji bezpośrednich w Chinach w latach 2010-2022, firmy (inwestujące) odnotowały w 2022 roku obroty niższe o -6,2 mld EUR i zwroty z inwestycji niższe o -24,8 mld EUR (niż w scenariuszu działania bez inwestycji i transferu technologii). Aby sprostać tym wyzwaniom, firmy nie cofają się, ale reinwestują zyski w Chinach, ale jednocześnie borykają się z trudnościami gospodarczymi na macierzystym rynku, co prowadzi do redukcji zatrudnienia w Niemczech.
  • Niemiecki eksport maszyn do krajów BRICS (z wyłączeniem Chin) i krajów ASEAN spadł w ciągu trzech lat odpowiednio o -23% i -14% w porównaniu z 2019 r., Podczas gdy chiński eksport maszyn do tych regionów odnotował w tym czasie znaczny wzrost o +89% i +31%.
  • Niemcy tradycyjnie były największym dostawcą towarów przemysłowych na rynek wspólnotowy – i nadal są. Jednak zarówno w ostatniej pięciolatce, a nawet w ostatniej dekadzie spadł udział niemieckich najbardziej zaawansowanych sektorów produkcji przemysłowej w rynku unijnym (w 10 na 11 sektorów).

Pomimo podróży kanclerza Niemiec do Chin można zaryzykować stwierdzenie, że stosunki handlowe pomiędzy tymi państwami mogą być zagrożone, nawet jeśli krytyczna zależność Niemiec od Chin wyraźnie wzrosła. Podczas gdy w przeszłości oba kraje cieszyły się silnym, uzupełniającym się partnerstwem, nasilająca się konkurencja przemysłowa zagraża niemieckiej produkcji w sektorach, w których kiedyś dominowała. Z analiz Allianz Trade wynika, że struktura handlu między Niemcami a Chinami zmienia się, a udział eksportu do Chin w PKB spadł o prawie jedną trzecią od szczytowego poziomu w IV kwartale 2020 roku. Bilans handlowy Niemiec z Chinami od dłuższego czasu był przechylony, ale niemiecki deficyt handlowy nasilił się w ciągu ostatnich dwóch lat (wykres na następnej stronie). Ponadto stwierdzamy, że krytyczna zależność Niemiec od Chin wzrosła z 6% importu w 2004 roku do 22% w 2022 roku. Obejmuje to 212 rodzajów produktów, z których 74 należą do sektorów komputerów i telekomunikacji, elektroniki i sprzętu gospodarstwa domowego, podczas gdy 44 produkty należą do tekstyliów, a 33 do chemikaliów. Z biegiem lat podział sektorowy tej zależności Niemiec przesunął się w kierunku branż o wyższej wartości dodanej.

Deficyt handlowy Niemiec z Chinami, trzymiesięczna średnia ruchoma w mld USDDeficyt handlowy Niemiec z Chinami, trzymiesięczna średnia ruchoma w mld USD

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Chiny pną się w górę globalnych łańcuchów wartości, a ich udział w światowym rynku eksportowym w kluczowych sektorach przewyższa Niemcy. Chińska strategia importowania wiedzy poprzez współpracę i inwestowanie w wysoce innowacyjne przedsiębiorstwa produkcyjne za granicą okazała się skuteczna. Chiny stale pięły się w górę łańcucha wartości i zdobyły udział w rynku w zaawansowanych sektorach przemysłowych, jednocześnie wypierając produkty europejskie z rynku krajowego. Wpływ ten jest widoczny w zmieniających się wzorcach handlowych. Udział Chin w globalnym rynku eksportowym stale wzrastał z mniej niż 4% w 2000 r. do 14% w 2022 r. Tymczasem udziały Niemiec w globalnym rynku eksportowym przez długi czas utrzymywały się na poziomie około 10%, a w 2022 r. ustabilizowały się na poziomie 8%. Co ważniejsze, globalny udział Chin w eksporcie przewyższył udział Niemiec w trzech z czterech głównych sektorów eksportowych (tabela poniżej): 1) maszyny i urządzenia, 2) chemikalia i 3) komputery i telekomunikacja, elektronika i sprzęt gospodarstwa domowego.

Tabela: Udział w globalnym rynku eksportowym (%) w 2022 r., Chiny vs. Niemcy, ogółem i w kluczowych sektorachUdział w globalnym rynku eksportowym

Źródła: Bank Światowy (WITS), Allianz Research. Uwaga: „Eksport związany z globalnym łańcuchem wartości” oznacza eksport związany z globalnym łańcuchem wartości. Odpowiada to towarom, które przekraczają więcej niż jedną granicę, tj. uczestniczą w różnych etapach łańcucha dostaw. Tradycyjny eksport przekracza tylko jedną granicę z kraju źródłowego bezpośrednio na rynek końcowy.

Wysoko wyspecjalizowane niemieckie firmy maszynowe, producenci pojazdów z silnikami spalinowymi i producenci specjalistycznych chemikaliów stoją w obliczu silnej konkurencji ze strony chińskich rywali, którzy są wspierani przez konkurencyjność cenową i wsparcie polityczne ze strony Pekinu. Niemcy utrzymują przewagę w zakresie producentów i dostawców samochodów oraz sprzętu transportowego, ale w ostatnich latach nieznacznie się ona zmniejszyła. Stąd gdy niemiecki eksport samochodów osobowych do Chin wzrósł o +38% w ciągu ostatniej dekady, w ciągu ostatnich dwóch lat gwałtownie spadł o -10%. Interesujące jest również rozróżnienie między eksportem związanym z globalnymi łańcuchami wartości („Eksport związany z GVC” w tabeli), a tym, który trafia bezpośrednio na rynek końcowy („Tradycyjny eksport” w tabeli). Wydaje się, że Chiny znacznie szybciej zyskują na popularności w eksporcie tradycyjnym, co prawdopodobnie odzwierciedla dwa trendy. Z jednej strony, na wcześniejszych etapach industrializacji, eksport towarów, które wymagają mniejszej wartości dodanej i mniej wyrafinowanych łańcuchów dostaw, rozwija się szybciej. Z drugiej strony, w ostatnim czasie Chiny były w stanie zintegrować długie sekwencje łańcuchów wartości w kraju, dostarczając w ten sposób towary, które wymagają mniejszego udziału innych krajów. Ten ostatni punkt jest dodatkowo poparty dowodami w handlu produktami pośrednimi między Niemcami a Chinami, który drastycznie spowolnił w 2022 i 2023 r.[1] .

Z analiz Allianz Trade wynika, że okno możliwości dla niemieckiej produkcji zawęża się, ponieważ stosunki gospodarcze między Niemcami a Chinami zmieniają się z komplementarności na substytucję – nawet w UE. Niemiecki eksport maszyn do krajów BRIS (z wyłączeniem Chin) i krajów ASEAN spadł odpowiednio o -23% i -14% w porównaniu z 2019 r., Podczas gdy chiński eksport maszyn do tych regionów odnotował znaczny wzrost o +89% i +31%. W Europie, która odpowiada za dwie trzecie niemieckiego eksportu, Chiny również zyskały udział w rynku kosztem Niemiec. Podczas gdy Niemcy historycznie były głównym źródłem importu na rynku UE, szczególnie w zaawansowanych sektorach produkcyjnych, takich jak pojazdy silnikowe i maszyny, ich udział w rynku spada. W ciągu ostatnich pięciu jaki 10 lat, 10 z 11 zaawansowanych sektorów produkcyjnych odnotowało spadek udziału w rynku, przy czym jedynymi wyjątkami były metale podstawowe (+0,3 punktu procentowego w latach 2018-2023) i produkty farmaceutyczne (+0,6 punktu procentowego w latach 2013-2023) (wykres część a poniżej). Sprzęt transportowy, z wyłączeniem pojazdów silnikowych, odczuł najbardziej znaczącego spowolnienie, ze spadkami o -5,3 punktu procentowego i -8,4 punktu procentowego. Z kolei Chiny odnotowały znaczny wzrost na rynku UE we wszystkich sektorach (wykres część b poniżej). Jedynie produkty komputerowe, elektroniczne i optyczne odnotowały niewielki spadek (-0,4%). Dynamika jest szczególnie silna w przypadku sprzętu elektrycznego, który wzrósł o 5,1 punktu procentowego w latach 2018-2023 i o 7,0 punktu procentowego w latach 2013-2023. Tendencja ta podkreśla rosnącą konkurencyjność Chin i wyzwania, jakie stanowią one dla tradycyjnych mocnych stron Niemiec na rynku.

Wykres: Zmiana udziału Niemiec i Chin w imporcie UE według działalności gospodarczej

(a)    Udział Niemiec w imporcie do UE   (b)    Udział Chin w imporcie do UE
Udział Niemiec w imporcie do UE   Udział Chin w imporcie do UE

Źródła: Eurostat, Allianz Research . Uwaga: Wyroby metalowe gotowe nie obejmują maszyn i urządzeń.

Malejące przychody i udział w rynku wywierają presję na zyski niemieckich firm działających w Chinach. Podczas gdy niektóre niemieckie firmy zraziły się do chińskiego rynku, pozostaje on atrakcyjnym miejscem dla inwestycji dużych korporacji. W latach 2010-2022 niemieckie inwestycje bezpośrednie w Chinach wzrosły pięciokrotnie, zwłaszcza w sektorze motoryzacyjnym, i czterokrotnie w sektorze chemicznym (wykres poniżej). Jednak niemieckie inwestycje osiągnęły gorsze wyniki na całym świecie w porównaniu do swoich konkurentów. W rezultacie niemieckie firmy odnotowały niższe obroty w Chinach o -6,2 mld EUR i mniejszy zwrot z inwestycji bezpośrednich o -24,8 mld EUR w 2022 r. w porównaniu ze scenariuszem alternatywnym bez transferu wiedzy i technologii.[2] Aby zachować konkurencyjność, firmy reinwestują swoje zyski osiągnięte w Chinach z powrotem w kraju, zmniejszając fundusze, które mają być wysyłane do Niemiec. Dalsze wyzwania gospodarcze w kraju macierzystym związane z wysokimi cenami energii i rosnącą biurokracją zwiększają presję na firmy działające na arenie międzynarodowej. Doprowadziło to do redukcji zatrudnienia w kraju, skłaniając do wezwań do wprowadzenia środków protekcjonistycznych i zmniejszających ryzyko. Jednak niemieckie firmy prawdopodobnie skorzystałyby bardziej na polityce, która zmniejszyłaby ich obciążenia regulacyjne i podatkowe w kraju oraz usunęła przeszkody dla innowacji. Pomogłoby to firmom odzyskać konkurencyjność na arenie międzynarodowej.

Niemieckie inwestycje bezpośrednie i pośrednie w Chinach, w mld EURNiemieckie inwestycje bezpośrednie i pośrednie w Chinach, w mld EUR

Źródła: Deutsche Bundesbank, Allianz Research

[1] Niemiecki eksport półproduktów do Chin wzrósł o +45% w ciągu ostatniej dekady, ale spadł o -7% w ciągu ostatnich dwóch lat. Podobnie niemiecki import półproduktów z Chin wzrósł ponad dwukrotnie w ciągu ostatniej dekady, ale spadł o -34% w latach 2022-2023.

[2] Elastyczności pochodzą z Hunnekes, F., Konradt, M., Schularick, M., Trebesch, C. i J. Wingenbach, 2023. Exportweltmeister- Germany’s Foreign Investment Returns in International Comparison, JIE, w przygotowaniu.

Przedsiębiorcy ocenili projekt ustawy o sygnalistach

Business Centre Club przeprowadziło wśród przedsiębiorców ankietę na temat przyjętego przez Radę Ministrów projektu ustawy o ochronie sygnalistów, której większość przepisów stanowi implementację dyrektywy 2019/1937.

Wyniki ankiety opracowanej przez BCC pokazują, że w większości poruszanych zagadnień opinie ankietowanych znacząco się różnią, co może świadczyć o braku pogłębionej wiedzy na ten nowy w polskim prawie temat.

Na pytanie: Czy jesteś za tym, aby podmiot prawny mógł rozpoznawać anonimowe zgłoszenia od sygnalisty? Ankietowani odpowiedzieli 50:50. Analogiczne wyniki uzyskano w przypadku pytania: Czy sygnalista powinien mieć prawo zgłoszenia naruszenia prawa do Rzecznika Prawa Obywatelskich bez wyczerpania procedury wewnętrznej w podmiocie prawnym, w którym istnieje podejrzenie naruszenia prawa? Połowa ankietowanych wskazała też, że sankcje za naruszanie praw sygnalistów powinny być cywilne.

W trybie autopoprawki Rząd zmienił przepisy w stosunku do wersji projektu z dnia 26 lutego 2024 r. Przede wszystkim obniżono wysokość odszkodowania przysługującego sygnaliście, wobec którego dopuszczono się działań odwetowych z dwunastokrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w poprzednim roku do jednokrotności takiego wynagrodzenia.

-Tak wysokie minimalne odszkodowanie, które było przewidziane w projekcie tej ustawy w poprzedniej wersji było rozwiązaniem niespotykanym dotychczas w polskim systemie prawnym. Sankcja ta, która mogła spotkać przedsiębiorców była oderwana od realnej szkody, jaką mógłby ponieść sygnalista.podsumowuje Artur Rycak – ekspert prawa pracy BCC, Przewodniczący Komisji Pracy BCC.

Link do wyników ankiety:

Głos przedsiębiorców w sprawie projektu ustawy o ochronie sygnalistów.

Wilanowski salon Audi GCZ zamienia się w garaż najszybszych modeli RS w Polsce

Najmocniejsze i najbardziej zaawansowane technologicznie modele AUDI w sportowych wersjach RS wkrótce wypełnią cały warszawski salon Audi Wilanów Cichy-Zasada. Prezentacja wielu modeli kultowej serii RS zbiega się z pożegnaniem z modelem R8 oraz specjalnym pokazem mody Art Deco Anny Krzyżanowskiej.

To wydarzenie jakiego nie było dotąd w Polsce i Europie – salon z „cywilnymi” pojazdami zmieni się w jedyny w swoim rodzaju showroom prezentujący sportowe wersje RS – tłumaczy Justyna Grudzińska, dyrektor marketingu Grupy Cichy-Zasada.  Wydarzenie jest częścią przygotowań do pożegnania kultowego, sportowego modelu Audi R8, którego produkcja została zakończona w 2024. Jednocześnie w salonie odbędzie się pokaz mody Art Deco uznanej, polskiej projektantki Anny Krzyżanowskiej. Weekendowe święto Audi RS Days rozpocznie się w 18 kwietnia w Wilanowskim salonie Audi Cichy-Zasada przy ul. Łukasza Drewny 24.

Obecni na pokazie goście będą mieli okazję nie tylko podziwiać najmocniejsze wersje serii Audi Sport, poznać ich historię i specyfikację, ale również (po umówieniu wizyty) przetestować wybrany przez siebie model, by zrozumieć na czym polega fenomen pojazdów ze znaczkiem RS. Zainteresowani będą mieli okazję porozmawiać z ludźmi, którzy znają wszystkie podzespoły samochodów Audi RS od podszewki. To cenna okazja, ponieważ wiedza na temat zaawansowanych technologicznie konstrukcji pozwala lepiej wykorzystać potencjał, jaki drzemie w tych wyjątkowych samochodach i zrozumieć ich filozofię – dodaje Justyna Grudzińska.

W tym roku Audi obchodzi 30. rocznicę produkcji modeli z serii RS. W 1994 roku do sprzedaży trafił protoplasta linii – RS 2 Avant. Do dziś powstało 25 modeli typu RS. W 2023 roku producent stworzył jubileuszowy model RS6 w specjalnej kolorystyce, upamiętniającej pierwsze modele tej sportowej marki.

Jubileuszowy model RS6
Jubileuszowy model RS6

Audi z serii RS to modele budzące najwięcej emocji wśród fanów marki z Ingolstadt. Napęd na cztery koła oraz duże i mocne silniki to znaki rozpoznawcze sportowych odmian modeli Audi. Do dziś Audi Sport GmbH (dawniej quattro GmbH) zaprezentowało aż 25 modeli typu RS. Grupa Cichy-Zasada to największa grupa dealerska w Polsce (Ranking Top 50 dealerów)

Inflacja poniżej 2% nie dla nas

Kolejny spadek inflacji w Polsce nie był tak silny, jak oczekiwano. Dobre dane z USA i dalsze odsuwanie terminu wzrostu stóp procentowych umacniają dolara. Pakiet ważnych danych z Chin pokazuje, co dzieje się w ramach tej gospodarki.

Inflacja dalej spada

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji konsumenckiej w Polsce. Oczekiwania mówiły o pierwszym od marca 2019 roku wyniku poniżej 2%. To co prawda nie miało miejsca, ale biorąc pod uwagę ostatnie lata, czy naprawdę możemy narzekać na 2% wzrostu cen w skali roku? Jeszcze nie tak dawno widywaliśmy tego typu rezultaty w ujęciu miesięcznym. Teraz inflacja miesięcznie rosła o 0,2%. Warto zwrócić uwagę, że inflacja w Polsce ma cel na 2,5% z tolerancją 1%. Pozostaje pytanie otwarte, czy nie powinien on być trochę obniżony, biorąc pod uwagę rozwój polskiej gospodarki od czasów, gdy został ustanowiony. Co obecny odczyt zmienia na rynkach? Wbrew pozorom niewiele. Potencjalne obniżki stóp procentowych będą wynikać z danych za kwiecień i maj, jeżeli wtedy nie będzie efektu jojo, powinniśmy spodziewać się przyspieszenia terminu obniżek stóp procentowych, czyli osłabienia złotego. Z drugiej strony odbicie w górę nie powinno silnie umocnić złotego, gdyż już teraz rynki nie bardzo wierzą w obniżenie stóp w tym roku.

Dane z USA

Rynki obecnie weszły w tryb, w którym szukają powodów, by racjonalizować ucieczkę do dolara. Powodem są oczywiście oddalające się perspektywy obniżek stóp procentowych. Jeszcze tydzień temu z kontraktów terminowych wynikało około 40% na utrzymanie stóp procentowych w czerwcu. Obecnie są to już okolice 75%. Przy takich szansach realnie można nie oczekiwać na decyzję Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Pytanie, na którym z kolejnych posiedzeń spodziewać się zmiany stóp. Obecnie analitycy wskazują raczej wrzesień, ale nie wiadomo, czy do tego na pewno dojdzie. Oprócz oddalania obniżek stóp procentowych, które umacniają dolara, mamy również dane zza oceanu. To one przyspieszają kolejne umocnienia amerykańskiej waluty.

„Lepsze” dane z Chin

W nocy poznaliśmy dane z Chin. Interpretując te dane, należy pamiętać, że chińskie dane statystyczne nie zawsze są szczególnie wiarygodne. Słabiej od oczekiwań wypadała produkcja przemysłowa, która rosła o 4,5% wobec oczekiwanych 6% oraz sprzedaż detaliczna, która rosła o 3,1%, zamiast oczekiwanych 4,6%. W skali roku spadły również ceny nieruchomości o 2,2% – tak, są kraje, gdzie mieszkania tanieją czasem, niestety nie należy do nich Polska. Patrząc na te dane cząstkowe, wydaje się, że wskaźnik wzrostu PKB powinien również być złą wiadomością. Nic bardziej mylnego. PKB miało wzrosnąć o 4,6%, a wzrosło o 5,3%. Na juanie było widać dużą zmienność od rana. Rozpoczęła się sporą przeceną, ale po tych danych kurs odrobił większość strat.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Polska – inflacja bazowa,
14:30 – Kanada – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – budowy domów,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Coraz więcej zwolnień grupowych w Polsce. Zwalniają giganci i przemysł, sektor IT też niepewny

Widmo zwolnień grupowych wisi nad gospodarką. „Sytuacja niepokojąca”.

Tylko w marcu 2024 roku do Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Szczecinie zamiar zwolnień grupowych zgłosiły cztery duże firmy z regionu. Do jesieni pracę może stracić ponad 500 osób. Dla porównania w całym 2023 roku w ramach zwolnień grupowych pracę straciło 600 osób. W ostatnim czasie coraz więcej słyszy się, że światowi giganci oraz firmy zajmujące się głównie przemysłem i sektorem IT prowadzą przeglądy zapotrzebowania kadrowego. – Zwolnienia nigdy nie są zwiastunem czegoś dobrego. Sytuacja może być niepokojąca, szczególnie gdy mamy do czynienia ze zwolnieniami w przemyśle – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Przemysł, branża metalowa, a nawet… offshore. To nie są dobre czasy dla „twardej gospodarki”

Zwolnienia grupowe o których poinformował w ubiegłym tygodniu Wojewódzki Urząd Pracy w Szczecinie budzą niepokój wśród przedsiębiorców. Na ten moment trudno jednak na wysnucie tezy, czy zbliżają się trudne czasy dla gospodarki i czy zgłoszone cztery przypadki zwolnień grupowych są poważnym problemem czy incydentalną sytuacją.

– Firmy, które zgłosiły plan zwolnień grupowych działają w przemyśle, w mniejszych miejscowościach regionu, w prężnie działających strefach ekonomicznych. Nie martwię się o pracowników, bo na pewno zostaną szybko zagospodarowani przez innych pracodawców. Musimy jednak być bardzo czujni, bo zwolnienia zwiastują, że na rynku pracy coś się dzieje i to nie są dobre tendencje. Widzimy, że przemysł, branża metalowa, branża drzewna, produkcja podzespołów i elementów konstrukcyjnych wciąż jest w bardzo trudnej sytuacji – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Najgorzej jeżeli firma nie dywersyfikowała swojego portfela, a bazowała na klientach np. tylko z Niemiec. Takie firmy są dzisiaj w trudnym położeniu – dodaje Hanna Mojsiuk.

Duże firmy prowadzą obecnie przegląd kadr.

– Takie przeglądy są charakterystyczne dla momentu, gdy następuje pewien gospodarczy spokój i można przyjrzeć się temu, gdzie można zoptymalizować działalność. Widzimy, że zwalniają światowi giganci, firmy wykazujące rekordowe obroty. Tutaj nie zawsze chodzi o oszczędności, a czasem o uprządkowanie struktury i optymalizację procesów. Nie bez znaczenia jest tu technologizacja, zastosowanie sztucznej inteligencji czy rosnące koszty pracy – dodaje Hanna Mojsiuk.

„Decyzje związane z redukcją zatrudnienia, związane są bowiem często z globalną polityką danej firmy”

Niepokojąca zdaje się być również sytuacja poszczególnych sektorów gospodarki.

– Przemysł do 2022 roku działał siłą rozpędu i zleceniami pozyskiwanymi jeszcze przed pandemią. Obecnie widzimy, że agregacja nowych kontraktów jest dużo mniejsza. Poważne problemy może mieć tu np. branża drzewna, papiernicza czy produkcja skierowana na eksport. Nie bez znaczenia są tutaj także bieżące koszty, które często przerażają przedsiębiorców np. koszt energii czy kaskadowy wzrost płacy minimalnej – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspertka rynku pracy IDEA HR Group.

– Zatrzymały się także rekrutacje w IT. Nie mamy jednak informacji o zwolnieniach w tej branży – dodaje ekspertka.

Wiele firm może więc przygotowywać zwolnienia grupowe, ale nie wszystkie muszą zostać zrealizowane. Wiele firm weryfikuje swoje zamiasry np. gdy uda się pozyskać nowych klientów lub na rynku pojawi się lepsza koniunktura. Przedsiębiorcy uważają, że trudno jeszcze mówić o fali zwolnień grupowych. Bezrobocie wciąż jest niskie, a eksperci pożądani.

– Trudno jednak jednoznacznie uznać, że mamy do czynienia ze stałym trendem zwolnień pracowniczych, który będzie się nasilał. Decyzje związane z redukcją zatrudnienia, związane są bowiem często z globalną polityką danej firmy, w kontekście chociażby szukania oszczędności w obliczu rosnących kosztów pracowniczych czy też reakcją na istotny spadek zamówień w określonej branży. Co ciekawe pewne ujemne ruchy kadrowe można zauważyć w szeroko rozumianej branży IT czy innych obszarach usług on-line, gdzie okres pandemii istotnie podbił poziom zatrudnienia a teraz obserwujemy pewnego rodzaju korektę w tym zakresie – mówi Łukasz Żak, prawnik i ekspert rynku pracy.

Mariusz Michałek – nowym prezesem PTEZ

Mariusz Michałek, wiceprezes zarządu PGE Energia Ciepła S.A., został wybrany na stanowisko prezesa Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych (PTEZ). Wyboru dokonano w trakcie Nadzwyczajnego Zgromadzenia Członków PTEZ, którego odbyło się 15 kwietnia w Warszawie.

Nowy prezes Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych podziękował za zaufanie, którym obdarzyli go przedstawiciele PTEZ. Wskazał na istotną rolę, jaką Towarzystwo odgrywa w procesie współpracy z administracją rządową i instytucjami europejskimi, we wprowadzeniu zmian legislacyjnych w obszarze elektroenergetyki i ciepłownictwa, które mają istotny wpływ na działalność przedsiębiorstw branżowych. Zadeklarował także kontynuację wspólnych działań w najbliższej przyszłości.

Mariusz Michałek zaznaczył, że w obliczu przyspieszającej transformacji energetycznej rola PTEZ w działaniach na rzecz wypracowania narzędzi pozwalających na jej skuteczną realizację ma kluczowe znaczenie. Towarzystwo jest istotnym głosem branży w ogólnopolskiej i międzynarodowej debacie na temat przyszłości energetyki i ciepłownictwa w najbliższych dekadach. Jednym z priorytetów nowego prezesa jest dalsza merytoryczna i bliska współpraca z administracją rządową, samorządową i przedstawicielami branży elektroenergetycznej oraz ciepłowniczej.

Przed sektorem ciepłownictwa systemowego szereg wyzwań, w tym realizacja projektów inwestycyjnych i modernizacyjnych, które pozwolą na osiągnięcie kolejnych kamieni milowych wyznaczanych przez politykę klimatyczno-energetyczną Unii Europejskiej. W tym procesie rola PTEZ – organizacji zrzeszającej czołowe przedsiębiorstwa sektora energetycznego, pozostaje kluczowa. Towarzystwo aktywnie działa w obszarze otoczenia regulacyjnego wspierającego proces dekarbonizacji i transformacji energetycznej w naszym kraju – podkreśla Mariusz Michałek, nowy Prezes PTEZ.

Nadzwyczajne Zgromadzenie Członków PTEZ podjęło również decyzję o uzupełnieniu składu zarządu Towarzystwa. Stanowiska członków zarządu objęli:

  • Wojciech Dobrak – PGE Energia Ciepła S.A.
  • Katarzyna Dziurska –PGE Energia Ciepła S.A.
  • Wojciech Jabłoński – Enea Ciepło sp. z o.o.
  • Marcin Staniszewski –Tauron Ciepło sp. z o.o.

Mariusz Michałek posiada ponad 24-letnie doświadczenie zawodowe w zakresie kreowania, kierowania i zarządzania podległym mu obszarem w przemyśle i energetyce, zarówno w międzynarodowych koncernach, jak i spółkach prawa handlowego z udziałem Skarbu Państwa. Jest absolwentem Wydziału Elektrycznego Politechniki Częstochowskiej. Równolegle ukończył również Fakultatywne Studium Przygotowania Pedagogicznego na Politechnice Częstochowskiej, ponadto Menedżerskie Studia Podyplomowe w WSB Dąbrowa Górnicza, Podyplomowe Studia w zakresie Prawo Gospodarcze i Handlowe na Uniwersytecie Śląskim oraz studia Executive MBA organizowane przez Instytut Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Uczestniczył także w wielu szkoleniach i seminariach z obszaru zarządzania, finansów, komunikacji i perswazji. Obecnie pełni funkcję wiceprezesa zarządu PGE Energia Ciepła S.A. W trakcie kariery zawodowej m.in. ponad 4 lata pracował na stanowisku dyrektora PGE Energia Ciepła Oddziału nr 1 w Krakowie, 6 lat w Grupie Tauron, m.in jako wiceprezes zarządu Tauron Wytwarzanie Serwis oraz jako dyrektor operacyjny – prokurent w Tauron Serwis, 14 lat w Danfoss Poland – części duńskiego koncernu Danfoss w okresie rozwoju sprzedaży oraz produkcji na rynku polskim. Uczestniczył w realizacji inwestycyjnych projektów w energetyce, strategicznych projektów związanych m.in. z poprawą efektywności biznesowej oraz projektów realizowanych w ramach Funduszy norweskich i EOG.

Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych założone zostało w październiku 1991 roku i działa na podstawie prawa o stowarzyszeniach. Członkami PTEZ są osoby zawodowo związane z wytwarzaniem i wykorzystaniem energii cieplnej i elektrycznej. Działalność Towarzystwa obejmuje swoim zakresem wszystkie najważniejsze obszary elektrociepłownictwa, i przede wszystkim skupia się na realizacji swojego statutowego zadania tj. promocji rozwoju kogeneracji w Polsce. Głównym celem Towarzystwa jest wskazywanie sposobów rozwiązywania problemów związanych z wytwarzaniem i wykorzystaniem energii elektrycznej i cieplnej, wykraczających poza jednostkowe interesy członków Towarzystwa, z uwzględnieniem interesów ogólnospołecznych i ochrony środowiska naturalnego oraz inspirowanie kierunków rozwoju źródeł wytwarzania energii w gospodarce skojarzonej.

MCI wesprze globalną ekspansję Profitroom – kupiło 65 proc. akcji tej spółki

MCI nabyło 65 proc. akcji Profitroom przy wycenie spółki 290 mln zł. Profitroom to największy regionalny dostawca rozwiązań systemów rezerwacji on-line dla hoteli oferujący oprogramowanie w modelu SaaS.

Profitroom od kilku lat systematycznie zwiększa swoją globalną sprzedaż. Spółka zatrudnia blisko 300 osób, działa w blisko 50 krajach i dostarcza swoje produkty do ponad 3 tys. hoteli. MCI chce wesprzeć Profitroom w osiągnięciu pozycji globalnego lidera w segmencie „hotel online booking engine”.

– Jesteśmy pod wrażeniem pozycji, którą Profitroom osiągnął w Polsce oraz uznania, jakie ich produkt zyskał na świecie. Spółka przez ostatnie 5 lat blisko 4-krotnie zwiększyła swoje przychody i odnotowała ponad kilkunastokrotny wzrost przychodów zagranicznych. Widzimy bardzo duży potencjał w dalszym skalowaniu produktu w wybranych regionach zagranicznych – mówi Filip Berkowski, partner inwestycyjny w MCI.

Profitroom oferuje kompleksowe rozwiązanie umożliwiające efektywną i zautomatyzowaną obsługę rezerwacji, zarządzanie kanałami sprzedaży, relacjami z klientem oraz obsługę płatności. Umożliwia to hotelom budowę niezależnego – od dużych platform bookingowych – kanału sprzedaży.

– MCI posiada duże doświadczenie w rozwijaniu spółek B2B oferujących własne oprogramowanie, jak i we wspieraniu firm w ekspansji zagranicznej. W obecnym portfelu posiadamy takie podmioty B2B SaaS jak: IAI, lidera w obszarze rozwiązań e-commerce w Polsce, Focus Telecom, lidera w segmencie CPaaS, czy Webcon, lidera w segmencie low-code BPA w Polsce. Teraz będziemy mogli wspierać również Profitroom w globalnym skalowaniu rozwoju – dodaje Tomasz Czechowicz, partner zarządzający MCI.

– Cieszymy się, że sprzedajemy nasz pakiet akcji w Profitroom funduszowi MCI. Wierzymy, że będzie to bardzo dobry partner na kolejne lata, który umożliwi dalsze globalne skalowanie spółki. Jesteśmy zadowoleni z procesu transakcyjnego: przebiegł on sprawnie i bez zaskoczeń. Równocześnie chcemy podziękować całemu zespołowi Profitroom za ostatnie 4 lata wspólnej podróży i osiągnięte wyniki w tym okresie – mówi Jakub Dwernicki, prezes oraz założyciel Cyber_Folks.

– W czasie naszej przygody z Cyber_Folks udało nam się rozszerzyć działalność na szereg nowych regionów zagranicznych i obecnie zaczynamy być zauważani jako globalny gracz w branży Hotel-Tech. Poza ekspansją rynkową wchodzimy również w nowe segmenty klientów coraz większych sieci hotelowych – mówi Marcin Dragan, prezes oraz założyciel Profitroom. – Takie szybkie skalowanie Profitroom wymaga od nas nieustającej transformacji organizacji i pokonywania kolejnych barier. Szukaliśmy więc inwestora, który wesprze naszą ambicję dalszego wzrostu. O wyborze MCI zdecydowało doświadczenie funduszu z podobnymi, ale większymi od nas spółkami technologicznymi, które są na dalszych etapach rozwoju – dodaje Dragan.

Sprzedającym, czyli założycielom oraz spółce Cyber_Folks doradzał EY oraz kancelaria Dentons.

MCI przy transakcji doradzała kancelaria DJM, firmy Deloitte, Bain & Company oraz Vienna Capital Partners.

MCI Capital jest wiodącym regionalnym funduszem Private Equity specjalizującym się w inwestycjach w obszarze technologicznym. Obecnie pod zarządzaniem posiada blisko 700 mln euro kapitału. Do ostatnich inwestycji MCI należą zakupy większościowych udziałów w takich spółkach jak Focus Telecom i Webcon w roku 2023, czy eSky w 2022 roku.

Dolar umacnia się, złoty traci. Jak głęboka będzie korekta na giełdach?

Poniedziałkowa sesja przyniosła kontynuację wyprzedaży na amerykańskim rynku akcji. Rentowności obligacji skarbowych USA wzrosły po lepszych niż oczekiwano danych o sprzedaży detalicznej, które potwierdzają pogląd, że Fed nie będzie spieszyć się z obniżkami stóp procentowych. Utrzymujące się napięcia geopolityczne spowodowały, że „indeks strachu” VIX ponownie wzrósł powyżej 19 pkt. Dolar zyskał a kurs EUR/USD dziś rano jest blisko poziomu 1,06. Złoto po początkowym spadku odzyskało wigor. Ropa zakończyła dzień na minusie.

Spadki na giełdach to po części efekt dobrych danych z USA, które oddalają perspektywę obniżek stóp procentowych. Rynek wciąż pamięta ostatnie wysokie dane o inflacji za marzec a także solidny raport NFP. Wczoraj doszły dobre odczyty sprzedaży detalicznej, która wzrosła o 0,7 proc. m/m a wynik lutowy został zrewidowany w górę do 0,9 proc. z 0,6 proc. początkowo. Jeśli do tego wyłączymy samochody oraz paliwa wynik był jeszcze lepszy i wyniósł 1 proc. a sprzedaż jedynie bez auto uplasowała się na poziomie 1,1 proc. Wyniki zatem okazały się wyższe od tych miesiąc wcześniej oraz wypadły zdecydowanie lepiej od prognoz.

Oczywiście dane makro to jedno, drugim elementem rynkowej układanki są wydarzenie geopolityczne. Wczoraj Izraelski dowódca zapowiedział odwet za weekendowy atak, który przeprowadził Iran. Nie otrzymaliśmy żadnych szczegółów, ale z pewnością zapowiedź eskalacji nie będzie wpływać pozytywnie na nastroje i po prostu część inwestorów zaczyna pomału wycofywać się z ryzykownych aktywów. Sojusznicy Izraela, w tym USA i UE, wezwali do powściągliwości. Tymczasem kraje G7 pracują nad pakietem skoordynowanych środków przeciwko Iranowi.

Z Fed-u głos zabrał John Williams, który oczekuje obniżek stóp proc. w USA w tym roku. Nie padły jednak żadne konkrety co do tempa oraz startu luzowania polityki monetarnej. Przedstawiciel Rezerwy Federalnej podkreślił, że instytucja bacznie obserwuje to co dzieje się na Bliskim Wschodzie i aktualnie nie postrzega tych wydarzeń jako głównego czynnika ryzyka mogącego wpłynąć na perspektywy wzrostu USA.

Na rynku doszło wczoraj do lekkiego wzrostu rentowności amerykańskich obligacji rządowych. 2-latki osiągnęły poziom 5,00 a dzień zakończyły w okolicy 4,92 proc. Z kolei 10-latki po wzroście i wyjściu nad poziom 4,66 proc. w kolejnych godzinach lekko spadły do 4,61 proc. Indeksy z Wall Street coraz mocniej są przeceniane i oddalają się od swoich rekordów. Kontrakt CFD oparty o notowania indeksu Dow Jones znalazł się najniżej od 19 stycznia, ten odwzorowujący zachowanie SP500 od 7 marca a naśladujący indeks Nasdaq100 od 22 lutego bieżącego roku. Obecna korekta jest obecnie jeszcze dużo mniejsza pod katem zasięgu od tej, która wydarzyła się w ubiegłym roku. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zniżki osiągnęły rozmiar spadków z 2023 roku. Dla traderów może to stanowić pewnego rodzaju punkt odniesienia. Dolar zyskiwał kolejny dzień z rzędu co spowodowało, że kurs głównej pary walutowej znajduje się bardzo blisko poziomu 1,06. Para USD/JPY wyznaczyła nowy rekord w okolicy 154,40. Siła dolara powoduje, że dynamicznie traci złoty. Kurs EUR/PLN jest we wtorek rano na poziomie 4,3150 a USD/PLN wskazuje 4,0644.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Jedynie w co 10. polskiej spółce giełdowej kobieta stoi na czele rady nadzorczej

Udział kobiet w radach nadzorczych i zarządach nadal pozostaje za niski, a tempo zmian jest zbyt wolne. Najnowsza edycja raportu firmy doradczej Deloitte pt. Women in the boardroom. Budowanie kultury równości i włączającego przywództwa w radach nadzorczych i zarządach wskazuje, że liczba kobiet na stanowiskach nadzorczych i zarządczych w Polsce wzrosła jedynie o 2 punkty procentowe między 2021 r. a 2023 r. Na blisko 400 zbadanych rad nadzorczych w składzie aż w 120 z nich występuje tylko jedna kobieta. Sytuacja nie wygląda lepiej w zarządach. W 103 spółkach w zarządzie zasiada tylko jedna kobieta, a jedynie 19 ma prezeskę.

Najnowszy raport Deloitte omawia sytuację reprezentacji kobiet w zarządach i w radach nadzorczych, na kilku płaszczyznach: społecznej, ekonomicznej, wymogów ustawodawczych i parytetów płci. Ekspertki i eksperci cytowani w raporcie wskazują, nie tylko wyzwania, które stoją przed polskimi organami zarządczymi, ale również przykłady działań na rzecz równości i różnorodności, które mogą podejmować organizacje.

Badanie ilościowe przeprowadzone przez Deloitte obejmuje 393 spółki z ponad 400 notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Analiza dotyczy blisko 3,5 tys. osób zasiadających w radach nadzorczych i zarządach spółek. Aż 300 z nich pełni swoje funkcje w spółkach notowanych w indeksie WIG20, który stanowi elitę polskiego rynku kapitałowego. Dodatkowo, raport uwzględnia ponad 750 osób zasiadających w radach nadzorczych i zarządach spółek notowanych w indeksie sWIG80, ponad 443 osób z indeksu mWIG40 oraz ponad 2 tysiące osób związanych z firmami z innych indeksów.

Jak się okazuje, pomiędzy 2021 a 2023 r., odnotowano niewielki wzrost udziału kobiet na kluczowych stanowiskach decyzyjnych do poziomu 17 proc., czyli o 2 p.p. W ciągu 2 lat odnotowano wzrost obecności kobiet w radach nadzorczych o 3 punkty procentowe, który obecnie wynosi 19 proc. W badanym okresie nie uległ zmianie udział kobiet na stanowisku przewodniczących rad nadzorczych i pozostał na poziomie 12 proc. Z kolei w zarządach utrzymał się wynik 14 proc., a na stanowisku prezeski zarządu 5 proc.

Musimy działać już teraz, jeśli chcemy zobaczyć odpowiednią reprezentację kobiet w organach zarządczych i nadzorczych w ciągu najbliższych kilku lat. Żeby przyśpieszyć zmiany – nie tylko w Polsce – nie wystarczą jedynie dyrektywy unijne o jawności wynagrodzeń i równej reprezentacji. Na poziomie organizacji istnieje potrzeba, aby wprowadzać rozwiązania systemowe, takie jak konkretne cele równościowe czy sprecyzowane ścieżki sukcesji – mówi Iva Georgijew, przewodnicząca rady dyrektorów Deloitte Central Europe, założycielka i liderka Klubu SheXO Deloitte.

Kobiety na rynku kapitałowym

Wśród przewodniczących rad nadzorczych zauważono spadek zarówno w indeksie WIG 20 (-4 p.p. do poziomu 28 proc.), jak i w mWIG40 (-5 p.p. do poziomu 9 proc.). Może to świadczyć o pewnych wyzwaniach związanych z osiągnięciem równości płci na najwyższych szczeblach decyzyjnych. Natomiast w sWIG80 odnotowano wzrost do 18 proc. (+3 p.p.). Z kolei przyglądając się ogólnemu udziałowi kobiet w radach nadzorczych, zauważalne są pozytywne zmiany we wszystkich indeksach. W WIG 20 i mWIG40 wzrost wyniósł odpowiednio o 4 i 5 punktów procentowych (do 27 proc. i 21 proc.), podobnie jak w sWIG80 (+5 p.p. do 19 proc.). W kategorii prezesek zarządów, indeksy WIG 20 i sWIG80 zanotowały istotne spadki odpowiednio o 5 oraz 2 p.p., a udział kobiet wynosi 11 proc. i 1 proc. Równocześnie w mWIG40 i innych indeksach odnotowano wzrost o 2 i 1 p.p. do poziomów 5 proc. i 6 proc. Badanie wykazało również pozytywne zmiany pod względem ogólnego udziału kobiet w zarządach, w indeksach WIG 20, mWIG40 i innych indeksach, gdzie wzrost wyniósł po 1 p.p. – odpowiednio do 18 proc., 16 proc. i 15 proc.). Natomiast w indeksie sWIG80 spadł o 1 p.p. do 11 proc.

Analiza Deloitte wskazuje, że w 120 z blisko 400 analizowanych rad nadzorczych zasiada tylko jedna kobieta. Co więcej, jedynie 40 radom przewodniczy kobieta, a w zarządzie 103 spółek zasiada tylko jedna kobieta i tylko 19 ma prezeskę.

Regulacje okazją do strategicznych zmian

Wspomniana unijna dyrektywa o równowadze płci zakłada, że do 30 czerwca 2026 r. spółki giełdowe powinny postarać się, by osoby należące do niedostatecznie reprezentowanej płci zajmowały minimum 40 proc. stanowisk dyrektorów niewykonawczych lub co najmniej 33 proc. wszystkich stanowisk dyrektorskich (wykonawczych i niewykonawczych).

Niektóre z państw członkowskich wprowadziły natomiast regulacje wewnątrzkrajowe. Hiszpania, Francja czy Belgia zdecydowały się na określenie minimalnego udziału niedoreprezentowanej płci w radach nadzorczych i zarządach spółek. Inny model został wdrożony przez Finlandię, Austrię i Danię, gdzie zmiany dotyczą w pierwszej kolejności tych spółek, w których państwo posiada co najmniej 50 proc. udziałów.

Wdrożenie nowych regulacji dotyczących jawności wynagrodzeń, raportowania niefinansowego i równego reprezentowania to nie tylko obowiązek. To również okazja do wprowadzenia trwałych strategicznych zmian, umożliwiających odpowiedź na zmieniające się społeczno-kulturowe realia oraz oczekiwania pracowników i otoczenia biznesowego, w tym inwestorów. W ostatnich latach punkt widzenia tych ostatnich uległ znacznemu poszerzeniu. Patrzenie jedynie przez pryzmat wyników finansowych firmy jest już niewystarczające – zauważa Malwina Choińska, partnerka w Dziale Audit & Assurance, Deloitte.

Demografia i ekonomia za wzmocnieniem kobiet

Osiągnięcie odpowiedniego udziału kobiet w radach nadzorczych i zarządach to nie tylko kwestia społecznej sprawiedliwości, ale również strategiczny ruch dla przedsiębiorstw. Wymaga to zdecydowanych działań, ale przynosi też znaczne korzyści zarówno dla organizacji, jak i dla społeczeństwa jako całości. Szereg badań znajduje pozytywny wpływ silniejszej reprezentacji kobiet na najwyższych stanowiskach na wyniki finansowe firm.

Nie jest to kwestia czysto ekonomiczna – równie ważny jest aspekt społeczny, gdzie rosnąca reprezentacja kobiet jest wartością samą w sobie. Nie należy również zapominać o polskim kontekście demograficznym – liczba osób w wieku produkcyjnym się kurczy, co oznacza mniejszą pulę talentów. W tej sytuacji, w interesie firm będzie leżało, aby szukać kandydatów na najwyższe stanowiska możliwie szeroko i otwierać się na różnorodność.

Równość płci to proces wymagający długotrwałych zmian. Potwierdza to badanie „Women in the boardroom” oraz nasze własne doświadczenie. W Deloitte wciąż jesteśmy w drodze ku równości na najwyższych stanowiskach w naszej firmie znajduje się obecnie ok. 24 proc. kobiet. Jednym z naszych strategicznych celów jest zwiększenie udziału liderek i podejmujemy w tym celu konkretne kroki, takie jak: wprowadzenie programu sponsoringowego dla top talentów wśród menedżerek i dyrektorek WAVE”, tzw. global panel promise”, czyli zobowiązanie się do udziału jedynie w panelach i dyskusjach (wewnętrznych i zewnętrznych), w których jest zróżnicowanie płci, mentoring rodzicielski czy wspieranie pracowniczej Sieci Gender Balance – mówi Joanna Świerzyńska, prezeska Deloitte Polska i partnerka zarządzająca Deloitte w Polsce, Krajach Bałtyckich i Ukrainie.

O badaniu

Dane obejmują rady nadzorcze i zarządy 393 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie na indeksach WIG20, sWIG80, mWIG40 i innych, które w 2023 r. publikowały raporty giełdowe. Dane zostały zebrane w październiku 2023 r. Dodatkowo na potrzeby raportu przeprowadzono wywiady i zebrano opinie ekspertek i ekspertów wewnętrznych Deloitte oraz zewnętrznych działających jako prezesi, prezeski, członkinie i członkowie zarządów oraz rad nadzorczych.

FH DOM podsumował rok 2023. Firma zarządza 260. nieruchomościami o wartości 100 mln zł

Nieruchomości, które są przedmiotem umów o dożywocie lub umów renty, zawartych pomiędzy seniorami a Funduszem Hipotecznym DOM, przekroczyły wartość 100 mln zł. Instytucja zarządzała na koniec minionego roku 260 nieruchomościami zlokalizowanymi głównie w dużych i średnich miastach. Łączny metraż tych nieruchomości przekracza 13 tys. m kw.

Fundusz Hipoteczny DOM, najstarsza i największa instytucja oferująca rentę dożywotnią w Polsce, podsumowała rok 2023. Liczba świadczeń wypłaconych seniorom (z tytułu renty dożywotniej) przekroczyła 24 mln zł. Wartość zarządzanych nieruchomości zbliżyła się do 100 mln zł, a z początkiem bieżącego roku ten poziom przekroczyła.

– Wolumen nieruchomości jest coraz większy nie tylko ze względu na coraz większą liczbę obsługiwanych umów, ale również ze względu na rosnące ceny mieszkań. Większość nieruchomości, którymi zarządzamy to małe mieszkania (średni metraż to ok. 50 m kw.) zlokalizowane w dużych i średnich miastach. Pandemia zmieniła rynek nieruchomości, a wprowadzenie w ubiegłym roku preferencyjnego kredytu na zakup pierwszego mieszkania odbiło się również na cenach na rynku wtórnym. W naszym portfelu wartość niektórych nieruchomości wzrosła o kilkanaście procent, a w Gdańsku nawet o 20 proc. Widzimy również, że wraz z upływem lat klienci, którzy zgłaszają się do Funduszu są posiadaczami coraz większych nieruchomości, co poza wzrostem cen dodakowo wpływa na wartość nieruchomości, którymi zarządzamy – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Najwięcej umów fundusz podpisuje w województwie mazowieckim, następnie w pomorskim, śląskim, dolnośląskim, małopolskim i wielkopolskim. Najmniejsza liczba zawartych umów (a co za tym idzie nieruchomości) jest w województwach: podkarpackim i podlaskim.

13 tysięcy metrażu

Na koniec 2023 roku suma metrów kwadratowych  mieszkań zarządzanych przez Fundusz przekroczyła 13 tys. Suma lat wszystkich klientów przekroczyła 20 tys. lat (średni wiek seniora przekracza 77 lat).

Warto przypomnieć, że hipoteka odwrócona działa w Polsce od ponad 15 lat. Funkcjonuje ona w dwóch modelach: sprzedażowym (jest to renta dożywotnia oferowana m.in. przez fundusze hipoteczne) oraz kredytowym (jest to odwrócony kredyt hipoteczny, który mogłyby w Polsce oferować banki, ale żaden z nich nie wprowadził do swojej oferty takiego rozwiązania). Senior, który podpisuje z funduszem umowę o dożywocie lub umowę renty przekazuje prawo własności do nieruchomości świadczeniodawcy, może dożywotnio korzystać z nieruchomości, a fundusz wypłaca mu świadczenia pieniężne (miesięcznie, ale również większe kwoty jednorazowo).

Rynek można podzielić na ten profesjonalny i P2P, czyli umowy zawierane pomiędzy osobami prywatnymi. Warto przypomnieć, że rynek profesjonalny stanowi mniej niż 1 proc. wszystkich umów. Większość umów, to kontrakty zawierane indywidualnie. Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w Polsce w ubiegłym roku podpisano ok. 16 tys.  umów o dożywocie. Dla porównania, w Wielkiej Brytanii, która jest rozwiniętym rynkiem, podmioty profesjonalne zawierają rocznie ok. 40-50 tys. nowych umów hipoteki odwróconej (w większości w modelu kredytowym), a liczba seniorów, którzy skorzystali z tego produktu przekroczyła milion osób.

PSPA to teraz PSNM – Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności

PSPA, największa organizacja branżowa kreująca rynek zrównoważonego transportu w Polsce i w regionie CEE, zmieniło nazwę na PSNM – Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności. PSNM zrzesza ponad 250 podmiotów z całego łańcucha wartości e-mobility w Polsce i Europie. Łącznie zatrudniają one ponad 500 tys. osób i generują 16% polskiego PKB. 

PSNM (Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności), do tej pory szeroko znane jako PSPA (Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych), powstało w 2016 r. Naczelnym celem organizacji od samego początku był rozwój zrównoważonego transportu, w szczególności elektromobilności, oraz różnych form nowej mobilności. Po prawie 8 latach od założenia organizacji, zarząd Stowarzyszenia zadecydował o zmianie nazwy organizacji.

– Decyzja o zmianie nazwy PSPA na PSNM to naturalny efekt rozwoju naszej organizacji. Sektor zrównoważonego transportu cały czas ewoluuje, a my zmieniamy się wraz z nim. Mimo zmiany nazwy, pozostajemy wierni naszym wartościom. Cały czas koncentrujemy się na popularyzacji zeroemisyjnego transportu, a także na rozwoju mobilności intermodalnej, autonomicznej, współdzielonej oraz zrównoważonej mobilności miejskiej. Cele PSNM niezmiennie obejmują wspieranie transformacji krajowego przemysłu oraz wzrost innowacyjności i konkurencyjności polskiej gospodarki. Biorąc to wszystko pod uwagę, nazwa Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności najlepiej oddaje naszą wizję i priorytety – mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSNM.

W 2016 r., kiedy powstawała organizacja, po światowych drogach jeździło ok. 1,2 mln samochodów całkowicie elektrycznych, dziś jest ich już ponad 20 razy więcej. Udział rynkowy EV w Unii Europejskiej wzrósł w tym czasie z ok. 1% do niemal 25%.

– Obecnie PSNM jest największą organizacją sektora nowej mobilności w Polsce i w regionie CEE, jak również jedną z największych w Europie. Do grona ponad 250 członków wspierających PSNM należą m.in. wiodący producenci pojazdów zeroemisyjnych, operatorzy i dostawcy stacji ładowania, wytwórcy baterii litowo-jonowych, instytucje finansowe, operatorzy usług nowej mobilności, przedsiębiorstwa z branży TSL oraz retail, koncerny energetyczne i paliwowe, kancelarie prawne i firmy doradcze. Podmioty zrzeszone w PSNM zatrudniają ok. 500 tys. osób. Przychód firm członkowskich Stowarzyszenia w 2022 r. wyniósł ponad 500 mld zł, co stanowiło 16% polskiego PKB. PSNM współpracuje również z ponad 100 partnerów instytucjonalnych: samorządami, uczelniami wyższymi oraz NGO – mówi Aleksander Rajch, członek zarządu PSNM.

Od 2016 r. PSNM zrealizowało kilka tysięcy działań i projektów, których celem był rozwój rynku pojazdów zeroemisyjnych. Organizacja wydała ponad 500 raportów merytorycznych, analiz i opinii, w tym cykliczny „Polish EV Outlook”. Przeprowadziła także ok. 400 szkoleń i wydarzeń branżowych, jak również zrealizowała kilkadziesiąt projektów badawczych i pilotażowych.

– Nowa nazwa, nowa energia, nowa mobilność, ale te same wartości i ta sama dynamika działania. Jesteśmy świadomi naszej pozycji, jako wiodącej organizacji z otoczenia biznesu i instytucji w Polsce i będziemy wypełniać naszą misję. Naszym celem jest zapewnienie jak najlepszych warunków do stabilnego i zrównoważonego rozwoju rynku nowej mobilności w Polsce i w Europie, przy korzystnym ukształtowaniu otoczenia prawnego oraz gospodarczego. Stowarzyszenie nadal będzie wspierać konkurencyjność nowej mobilności w wymiarze rynkowym i przemysłowym, tak aby sprostała ona współczesnym wyzwaniom gospodarczym, społecznym i klimatycznym – mówi Łukasz Witkowski, wiceprezes PSNM.

PSNM pozostaje członkiem AVERE, największej i najstarszej organizacji kreującej rynek zrównoważonego transportu w Unii Europejskiej, na której czele, jako Prezydent, od 2023 stoi dyrektor zarządzający PSNM, Maciej Mazur.

Masz firmę spedycyjną? To narzędzie dla Ciebie

Planowanie i organizacja transportu w Twojej firmie może być jeszcze łatwiejsza. Wszystko dzięki TMS Nawigator. To narzędzie, które usprawnia i przyspiesza pracę. Jest przy tym nowoczesne, intuicyjne i w pełni funkcjonalne.

TMS Nawigator – korzyści dla spedytorów

TMS Nawigator pomaga między innymi w ustalaniu tras kierowców, dobieraniu odpowiedniej do zapotrzebowania floty, kontakcie z kierowcami czy pozyskiwaniu zleceń. Ale nie tylko.

Dzięki narzędziu TMS Nawigator znacznie zmniejszysz nakłady pracy niezbędne do zarządzania zleceniami. Otrzymasz też dokładną analizę rentowności przyjmowanych zleceń. Więcej? Narzędzie daje możliwość tworzenia dowolnych zestawień i analiz, szybkiego rejestrowania i rozliczania zleceń oraz automatycznego wystawiania dokumentów przychodowych.

Co ciekawe, TMS Nawigator może zostać zintegrowany z zewnętrznymi systemami pozyskiwania zleceń od załadowców, producentów czy giełd internetowych.

TMS Nawigator to także możliwość szybkiego księgowania dzięki integracji z systemami FK i biurami rachunkowymi. Daje możliwość sprawnej weryfikacji poprawności faktur kosztowych. Narzędzie umożliwia minimalizację strat i nadużyć podczas realizowania usług.

W jednym miejscu otrzymujesz bazę kontrahentów. TMS Nawigator to korzyści dla Twojego biznesu, zarówno pod kątem oszczędności czasu, jak i pieniędzy.

Funkcjonalne narzędzie dla transportu

Jest bardzo dużo korzyści, które pozytywnie wpłyną na rozwój Twojej firmy spedycyjnej dzięki wprowadzeniu TMS Nawigator. Jakie funkcjonalności otrzymujesz w samym narzędziu?

Przede wszystkim rozbudowany system CRM i mechanizmy zabezpieczeń zgodne z RODO. Masz możliwość szybkiej komunikacji z kierowcami wieloma kanałami: SMS, aplikacją mKierowca czy urządzeniem telematycznym. W TMS Nawigator możesz przechowywać istotne dokumenty, kartotekę kierowców i pojazdów obcych. Ponadto narzędzie umożliwia analizę kosztów, przychodów, zleceń. Możesz generować dokumenty w wielu wersjach językowych, a także dystrybuować je w formie elektronicznej albo za pośrednictwem przesyłek pocztowych.

TMS Nawigator składa się z czytelnych modułów. To narzędzie kompletne, które świetnie sprawdzi się w Twoim biznesie.

Po więcej informacji zapraszamy na stronę: https://mbis.pl/dla-kogo/spedycja/.

Ukraińska Ustawa mobilizacyjna wpłynie na rynek pracy w Polsce

Rada Najwyższa Ukrainy większością głosów przyjęła ustawę o mobilizacji w ubiegły czwartek. Przepisy określają nowe zasady rekrutacji poborowych i wchodzą w życie po miesiącu od podpisania przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Największym novum jest rozszerzenie uprawnienia władz do wydawania wezwań do wojska za pomocą systemu elektronicznego. Wszyscy obywatele zarejestrowani do służby wojskowej muszą zaktualizować swoje dane w systemie w ciągu 60 dni. Wiek poboru został obniżony z 27 do 25 lat, a z ustawy wykreślono przepis o demobilizacji żołnierzy po 36 miesiącach służby w czasie wojny obronnej z Rosją.

Dla Ukraińców mieszkających za granicą oznacza to znaczne ograniczenia w dostępie do usług konsularnych. Osoba, której kończy się data ważności paszportu, prawa jazdy czy jakiegokolwiek innego dokumentu wymagającego wizyty w ukraińskim konsulacie będzie musiała zaktualizować swoje dane. Ustawa w założeniu miała pomóc w oszacowaniu jaką skalą rezerwy dysponuje państwo.

Teoretycznie ustawa ma na celu aktualizację danych wszystkich poborowych i ich rejestrację. Dotyczy to również obywateli przebywających za granicą. Dokument przewiduje, że mężczyźni w wieku 18-60 lat mają obowiązek zaktualizować swoje dane uwierzytelniające w ciągu 60 dni. Ukraińcom przebywającym za granicą bez wojskowych dokumentów rejestracyjnych nie będzie można wydać paszportu, nie będą mogli skorzystać z usług konsularnych. Doniesienia medialne mówią, że “za brak aktualizacji tych danych będą grozić wysokie kary”, ale w ustawie nic o tym nie ma, choć już pierwszego dnia po przyjęciu ustawy przez parlament w służbach paszportowych „Dokument”, gdzie można wystawić ukraiński paszport zagraniczny, utworzyły się ogromne kolejki, bo każdy chce otrzymać zaktualizowany dokument przed wejściem ustawy w życie czyli w maju. – komentuje Yuri Orłow, dyrektor zarządzający Gremi Germany.

W tej ustawie występują także niuanse, o których milczą ustawodawcy i ukraińska prasa – przewiduje on zniesienie praw i wolności ukraińskich mężczyzn – obywateli Ukrainy i stanowi naruszenie art. 157 Konstytucji Ukrainy, który wskazuje, że konstytucji nie można zmienić, jeżeli zmiany polegają na unieważnieniu lub ograniczenie praw i wolności człowieka i obywatela. Konstytucji Ukrainy nie można zmienić w czasie stanu wojny lub stanu nadzwyczajnego. Tak nierozsądne działania państwa na rzecz poprawy sytuacji mobilizacyjnej w Ukrainie spowodują, że nawet ci, którzy rozważają powrót na Ukrainę, nie zrobią tego w najbliższej przyszłości. – dodaje Orłow.

Może się okazać, że raptem kilku tysiącom Ukraińców w Polsce data ważności paszportu kończy się za pół roku, innym za rok. Osoby, którym paszport kończy się np. w 2030, a są już długo w Polsce, mogą zdążyć spełnić warunki, żeby ubiegać się o obywatelstwo. – komentuje Yuriy Grygorenko, dyrektor ds. sprzedaży i główny analityk Gremi Personal – Ukraina boryka się z brakiem żołnierzy, po ponad dwóch latach krwawej wojny nie wystarcza już rezerwa żołnierzy zawodowych i trzeba zmobilizować dodatkowe pół miliona osób. Jeśli komuś skończy się paszport i będzie musiał zaktualizować swoje dane w systemie podając adres zamieszkania w Polsce, możliwe, że spotka się z odmową wydania nowego paszportu. Ale jak to będzie się odbywało? Na zasadzie deklaracji? Zaświadczenia o zameldowaniu? Kto to będzie weryfikował i jak, nie wiemy, wiadomo na pewno, że część osób poda adresy z sufitu, żeby uniknąć mało prawdopodobnych kłopotów. Jeśli to nie wystarczy, poszerzy się szara strefa i wiele osób będzie przebywało tu nielegalnie. Polska przecież nie może deportować nielegalnie przebywających ludzi na teren trwającej wojny. Obniżenie wieku poboru to działanie fikcyjne, obecnie każdy 18 latek jest brany na naukę, po miesięcznym szkoleniu jest już na froncie. Zapis o zniesieniu daty granicznej demobilizacji wzbudza wiele kontrowersji, ale takie osoby i tak nie mogą wyjechać za granicę, mogą jedynie spróbować ułożyć cywilne życie w Ukrainie albo zaciągnąć się do wojska zawodowego. Słowem, jeśli okaże się, że ustawa wejdzie w obecnym kształcie w życie, może się okazać, że po upływie stosunkowo krótkiego czasu wiele osób będzie w Polsce nielegalnie, co uniemożliwi im legalne zatrudnienie.

Przedsiębiorcy o składce zdrowotnej: czas na konkrety i przyspieszenie prac związanych z „odkręcaniem Polskiego Ładu”

Przedsiębiorcy oczekują konkretnych decyzji i zarysowanej perspektywy czasu, gdy składka zdrowotna wróci do stanu sprzed Polskiego Ładu. Jesteśmy otwarci na dyskusje i konsultacje z Rządem. Chcemy aby  przedsiębiorcy nie tracili ogromnych pieniędzy  i nie wkręcali się w spirale zadłużenia na skutek wprowadzenia tego parapodatku przez poprzedni rząd – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

  • 12 kwietnia ze szczecińskimi przedsiębiorcami spotkał się Rzecznik MŚP Adam Abramowicz
  • W ramach dyskusji przedsiębiorcy mogli się wypowiedzieć na temat proponowanych przez rząd zmian w składce zdrowotnej a także zawartej w umowie koalicyjnej obietnicy, iż zwolnienie chorobowe pracownika od pierwszego dnia będzie opłacane ze środków ZUS.
  • Przedsiębiorcy są gotowi do rozmowy o poszukiwaniu optymalnych rozwiązań w zakresie „odkręcania Polskiego Ładu”. Takie działanie musi się jednak opierać na konkretach, a nie na teoretycznych propozycjach
  • Zmiany w składce zdrowotnej powinny mieć miejsce jak najszybciej. Wizja „styczeń 2025” dla wielu przedsiębiorców nie jest satysfakcjonująca

Dobre symptomy i niepokojące symptomy

Obecna Składka Zdrowotna jest parapodatkiem, który silnie dotyka sektor MŚP i powoduje nadmierne obciążenie wielu firm, szczególnie małych. Północna Izba Gospodarcza jako jeden z priorytetów przedsiębiorców dla nowego Rządu RP wskazała zmiany w składce zdrowotnej.

– Proponowane przez Ministerstwo Finansów w porozumieniu z Ministerstwem Zdrowia zmiany w składce zdrowotnej obniżały ją do kwoty stałej 9% z 75% płacy minimalnej w przypadku opodatkowania podatkiem wg. zasad ogólnych. W przypadku wyboru podatku liniowego 19% składka ta miałaby być taka sama jak w przypadku opodatkowania wg. skali do osiągnięcia dwukrotności przeciętnego wynagrodzenia a powyżej płacona w wysokości 4,9% składki zdrowotnej – mówi Agnieszka Zamaro-Wiśniewska, ekspert podatkowy.

Takie zmiany zostały przyjęte pozytywnie w przypadku podatku wg. zasad ogólnych – oraz jako idące w dobrym kierunku w pozostałych formach opodatkowania.  Przedsiębiorcy mają jednak swoje sugestie.

– Postulaty jakie wysunięto na spotkaniu dotyczyły uproszczenia wyliczeń składkowych dla wszystkich form opodatkowania tak by przewidywalność obciążeń pozwoliła obniżyć koszty obsługi biznesu. Złożona w kampanii wyborczej obietnica przywrócenia składki ryczałtowej 2 / 2 mogłaby zostać spełniona, gdyby wszystkie formy rozliczeń podatkowych zostały obciążone w taki sam sposób – mówi Agnieszka Zamaro-Wiśniewska.

– Pojawiające się zarzuty, że przedsiębiorcy płacą niższe składki na ubezpieczenie zdrowotne niż najniżej zarabiający jest argumentem chybionym, bowiem w przypadku wynagrodzenia minimalnego składka na ubezpieczenie zdrowotne jest liczona po potrąceniu składek na ubezpieczenie emerytalne, rentowe i chorobowe płacone przez pracownika. Wynagrodzenie brutto jest pomniejszane o 13,71% i dopiero od tej kwoty pobierana jest składka zdrowotna. Redystrybucję dochodów najwyżej zarabiających można zaś realizować innymi metodami np. podnosząc stawki podatku ryczałtowego a nie manipulując przy zwiększaniu oprocentowania składki zdrowotnej – mówi Agnieszka Zamaro-Wiśniewska.

Problemem pozostaje także tempo prac nad zmianami w składce zdrowotnej

-Chcemy przyspieszenia prac nad zaproponowanymi zmianami, bowiem przepisy sankcjonujące powinny być ogłoszone jeszcze w bieżącym roku, tak by mogły obowiązywać od 1 stycznia 2025 roku. Obecnie poza ogłoszeniem propozycji nie pojawiły się projekty ustaw. Mając na uwadze proces legislacyjny zmiany mogą nie być procedowane przed przerwą wakacyjną. My już po prostu nie mamy czasu na tak długie oczekiwanie na zmiany – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie podpisuje się pod postulatami Rzecznika MŚP Adama Abramowicza w temacie składki zdrowotnej. W najbliższych tygodniach przygotujemy pismo do Ministra Finansów oraz Ministra Zdrowia w sprawie oczekiwań przedsiębiorców w tym zakresie.

Branża IT redukuje zatrudnienie i zwiększa długi

O 1/3 wzrosło w ciągu dwóch lat zadłużenie branży IT – pokazują najnowsze dane Krajowego Rejestru Długów. Sektor, który z założenia jest skazany na rozwój, powoli zaczyna być ofiarą własnego sukcesu. Jego długi wynoszą obecnie 264 mln zł, ale jeszcze więcej, bo prawie 400 mln zł, firmy informatyczne muszą odzyskać od swoich klientów.

Według wyliczeń firmy analitycznej Fitch Solutions w 2024 r. sektor IT wzrośnie o 19,2 proc. w stosunku do ub.r. To więcej niż w 2023 r., gdy rynek IT w naszym kraju powiększył się o 12,4 proc. wobec poprzedniego roku. Coraz istotniejsze będzie także znaczenie sektora IT dla rodzimej gospodarki. W 2022 r. odpowiadał on za ok. 3,5 proc. PKB. W 2025 r. będzie to już 4,5 proc. Jednak na tych optymistycznych prognozach cieniem kładą się bieżące problemy branży. 

Rozdmuchana bańka informatyczna

Informatyczna bańka zaczyna pękać. Firmy zwalniają w Polsce coraz więcej pracowników – w ostatnim czasie zatrudnienie straciły kilkusetosobowe grupy w różnych przedsiębiorstwach. Firma rekrutacyjna Devire podaje, że w Polsce pracuje ok. 580 tys. specjalistów IT. W tym gronie popularną formą zatrudniania są kontrakty B2B. Obecnie wiele podmiotów prowadzi zwolnienia grupowe, ale przy zgłaszaniu takiego zamiaru do urzędów pracy nie uwzględnia osób na kontraktach. Rzeczywista skala redukcji jest więc znacznie większa.

Bańka rosła w pandemii, kiedy konieczność przestawienia się na pracę i naukę zdalną napędzała wzrost całego sektora. Ogromny popyt na usługi IT, wspomagany pieniędzmi przeznaczanymi na cyfrową transformację, spowodował, że przedsiębiorstwa informatyczne zwiększały liczbę pracowników, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na usługi. Teraz wiele projektów, które rozpoczęto w tamtym czasie, zostało zakończonych lub zbliża się do finału. Firmy dostosowują więc zatrudnienie do warunków rynkowych. W Polsce w 2023 r. liczba ofert pracy w sektorze IT w stosunku do poprzedniego roku spadła o 30 proc.

Obecnie zaległości finansowe sektora IT, widniejące w Krajowym Rejestrze Długów, sięgają 264 mln zł, a średnie zadłużenie jednej firmy to 38 tys. zł. Problemy z płatnościami ma blisko 7 tys. podmiotów.

Najbardziej zadłużone firmy działają w województwach: mazowieckim (87,8 mln zł), wielkopolskim (31,6 mln zł) i śląskim, (27,2 mln zł). Rekordzistką jest firma z Poznania, która ma 8,4 mln zł długu wobec funduszu sekurytyzacyjnego.

Większość zaległości, czyli 198,9 mln zł, firmy IT mają do oddania instytucjom finansowym: bankom, firmom leasingowym i ubezpieczeniowym czy funduszom sekurytyzacyjnym, które przejęły długi od pierwotnych wierzycieli. 17,6 mln zł to nieuregulowane rachunki za abonament telefoniczny, Internet i telewizję. 13,7 mln zł to długi wobec handlu. Natomiast ponad milion zł są winne innym podmiotom z branży IT.

Branża skazana na rozwój

Przed branżą stoi wiele wyzwań. To z jednej strony ostra konkurencja na rynku i wyścig technologiczny, wzmacniany rozwiązaniami opartymi na sztucznej inteligencji. Z drugiej – postępująca inflacja i kryzys gospodarczy, które wymusiły na klientach oszczędności. Dodatkowym problemem tego sektora są faktury z odroczonym terminem płatności i drogie, ale niezbędne, wydatki firmowe.

Długie okresy rozliczeniowe z kontrahentami, wysoka konkurencja i presja cenowa, konieczność inwestowania w sprzęt komputerowy, licencje, oprogramowanie, szkolenia, a także trudności w uzyskiwaniu kredytów to największe problemy, jakie zgłaszają nam przedsiębiorcy z sektora IT. Ta branża, jak żadna inna, skazana jest na rozwój. Ale szybkie tempo innowacji wymusza ciągłe nakłady finansowe, a podstawą stabilności i konkurencyjności na rynku jest utrzymanie nowoczesnej infrastruktury. Nie byłoby to możliwe bez zewnętrznego finansowania – mówi Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Choć branża IT jest postrzegana przez pryzmat dużych koncernów, to rynek tworzy także wiele mniejszych podmiotów. W trudnej sytuacji finansowej są jednoosobowe działalności gospodarcze. Ich zaległości, wynoszące 116,1 mln zł, stanowią prawie 45 proc. długu całej branży. Kolejne 147,9 mln zł to nieopłacone faktury spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, branża technologiczna lokuje się w pierwszej piątce upadłości i w pierwszej dziesiątce pod względem liczby restrukturyzacji w kraju. W 2023 r. upadłość ogłosiło 21 firm z tego sektora, a restrukturyzację 96. Zachowanie płynności finansowej jest więc, zdaniem ekspertów, wciąż palącym problemem firm świadczących usługi informatyczne.

Jeśli firma zajmująca się dostarczaniem usług programistycznych zawiera przykładowo umowę na projekt o wartości 50 tysięcy złotych, a termin płatności wynosi 60 dni od realizacji usługi, to de facto musi ona czekać 2 miesiące na płatność od klienta. Dla dużych lub średnich spółek nie jest to żaden problem, ale dla mikro czy małej firmy jest to być albo nie być. W tej sytuacji faktoring pozwala na dużo szybsze finansowanie bieżących działań i inwestycji bez konieczności czekania na płatność od kontrahenta – zauważa Emanuel Nowak.

Klienci zamawiają i nie płacą

Gros zaległości stanowią nieuregulowane zobowiązania firm zajmujących się oprogramowaniem. To 2/3 długu widniejącego w KRD – 169 mln zł. Swój udział mają też hurtownie sprzętu IT – prawie 35 mln zł, a także firmy zajmujące się serwisem sprzętu – 26,7 mln zł.

– Przyczyn zadłużenia należy szukać zarówno w aktualnej sytuacji na rynku, jak i w braku zapłaty ze strony klientów. Są oni winni firmom informatycznym blisko 400 mln zł, a więc o wiele więcej niż przedsiębiorstwa IT same powinny oddać swoim wierzycielom. Mimo licznych wyzwań, z którymi mierzy się teraz branża informatyczna, perspektywy pozostają nadal dobre. Inwestycje w rozwój kompetencji pracowników, innowacje technologiczne oraz elastyczne podejście do zmieniających się warunków rynkowych zawsze były mocną stroną tego sektora. W dłuższym okresie pomoże mu to przetrwać przejściowe trudności – ocenia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Na kwotę 396,7 mln zł, którą branży IT są winni partnerzy biznesowi, składają się zaległości firm
z różnych segmentów rynku. Najwięcej, bo 99,7 mln zł, powinni oddać kontrahenci z sektora handlowego. Przedsiębiorstwa budowlane nie zapłaciły 57,3 mln zł, transportowe – 47,7 mln zł,
a przemysłowe – 34,4 mln zł.

Rynki walutowe pod znakiem zmienności i geopolityki

Środowy raport dotyczący marcowej inflacji CPI w USA – kolejne nieprzyjemne zaskoczenie dla Rezerwy Federalnej – wsparł dolara, co odbiło się na kursie USD/PLN. Zmienność obserwowaliśmy również na kursie EUR/PLN, który w początkach tygodnia spadł do poziomu 4,25, by w piątek odbić w górę do 4,29. Spadki w ubiegłym tygodniu przypomniały o tym, że złoty należy do grupy walut ryzykownych, którym grożą nagłe wyprzedaże. Mimo to jesteśmy coraz bardziej optymistyczni względem perspektyw polskiej waluty w średnim terminie.

Rentowności obligacji skarbowych znacznie wzrosły, inwestorzy odsunęli oczekiwania dotyczące cięć stóp procentowych, a dolar umocnił się względem pozostałych głównych walut. Biorąc to pod uwagę, możliwe, że inflacja i polityka monetarna w USA będą odbiegać od tych w pozostałych głównych gospodarkach. Niepokój związany z konfliktem na Bliskim Wschodzie dolewa oliwy do ognia. Szczególnie mocno odczuły to waluty europejskie – rosnące ceny surowców oznaczają pogorszenie terms of trade dla kontynentu.

Ten tydzień w kontekście publikacji danych powinien należeć raczej do spokojnych. Głównymi punktami będą odczyty inflacji CPI w Wielkiej Brytanii (środa 17.04) i Japonii (czwartek 18.04), przemawiać będzie również szereg oficjeli Europejskiego Banku Centralnego i Rezerwy Federalnej. Z ciekawością spojrzymy także na dane dot. inflacji bazowej w Polsce (wtorek 16.04) oraz na odczyty sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych i produkcji przemysłowej w strefie euro (oba w poniedziałek 15.04). Spodziewamy się, że rynek w dalszym ciągu trawić będzie ostatni amerykański raport inflacyjny oraz możliwość odsunięcia cięć stóp procentowych Fedu bliżej końca roku (wcześniej spodziewano się cięcia w czerwcu). Na zmienność mogą wpłynąć także wiadomości z Bliskiego Wschodu.

PLN

Zeszły tydzień był dla złotego bardzo zmienny. Początkowo kurs EUR/PLN spadł do najniższego od lutego 2020 r. poziomu 4,25, w piątek polska waluta doświadczyła jednak silnej wyprzedaży, związanej z obawami o sytuację na Bliskim Wschodzie. Kurs USD/PLN wzrósł zaś powyżej poziomu 4,00, na co wpływ miały nie tylko wspomniane obawy, ale też środowy odczyt amerykańskiej inflacji.

Jeśli zaś chodzi o dane makroekonomiczne, ubiegłotygodniowy odczyt dotyczący rachunku bieżącego wykazał mniejszą od oczekiwań nadwyżkę, jednocześnie rewizja danych za styczeń całkowicie to zrekompensowała. W skali 12 miesięcy nadwyżka skurczyła się jednak nieznacznie, co wpisuje się w oczekiwania, że po odbiciu w 2023 r. w tym roku będzie ona mniejsza. Wszystko, w tym bilans płatniczy, wraca do normy. Uważamy, że nie powinno to zbytnio wpłynąć na złotego. W tym tygodniu uwaga w dalszym ciągu skupiona będzie na geopolityce, warto jednak spojrzeć również na publikowany we wtorek (16.04) odczyt inflacji bazowej w marcu (miara główna została dziś zrewidowana w górę do 2%) oraz zaufanie konsumentów w czwartek (18.04).

EUR

Kwietniowe posiedzenie EBC przebiegło zgodnie z oczekiwaniami – nie przyniosło zmian w zakresie polityki monetarnej, zapowiedziano jednak cięcie stóp na najbliższym, czerwcowym posiedzeniu. W razie gdyby komunikaty nie były wystarczająco jasne, powiązane z bankiem źródła od razu je potwierdziły. Prezeska Christine Lagarde zwróciła szczególną uwagę na różnice w presji inflacyjnej, które mogą umożliwić EBC obniżenie stóp procentowych przed Fedem.

Obserwowane przez nas półroczne opóźnienie cyklu inflacyjnego w strefie euro względem amerykańskiego oznacza naszym zdaniem, że może być jeszcze zbyt wcześnie, by bank ogłaszał ostateczne zwycięstwo w walce z inflacją. Czerwcowa obniżka wydaje się jednak praktycznie przesądzona. Wobec tego kluczowe jest obecnie pytanie, jakie będzie tempo dalszych cięć. Lagarde nie zająknęła się na ten temat w ubiegłym tygodniu, powiązane z bankiem źródła zasygnalizowały jednak możliwą pauzę w lipcu. Sugeruje to, że bezpiecznym założeniem jest oczekiwanie cięć na co drugim posiedzeniu.

USD

Marcowy raport dotyczący inflacji CPI potwierdził, że zatrzymała się ona na zbyt wysokim poziomie. Miara bazowa po raz trzeci z rzędu wyniosła 0,4% w ujęciu miesięcznym, co pokrywa się z tempem niemal 5% w ujęciu zanualizowanym.

Gospodarka jest w stanie pełnego zatrudnienia, stopy procentowe są tylko nieznacznie wyższe od inflacji, a ogromny deficyt fiskalny nie skłania zbyt silnie do ich obniżania. Rynki, które kilka tygodni temu wyceniały sześć cięć w 2024 r., obecnie spodziewają się zaledwie dwóch, co doprowadziło do zmiany wycen na całej krzywej i aprecjacji dolara. Przemówienia członków Rezerwy Federalnej będą w tym tygodniu kluczowe do oceny, w jakim stopniu poglądy Fedu uzasadniają tak silne zmiany.

GBP

Dobry, zgodny z konsensusem odczyt lutowego PKB (+0,1% m/m) zaowocował optymistycznym przekonaniem, że brytyjska gospodarka w dalszym ciągu będzie radzić sobie lepiej niż w ponurych oczekiwaniach. Zrewidowano również w górę dane o PKB za styczeń – z +0,2% do +0,3% m/m. Oznacza to, że jeżeli marcowy odczyt nie przyniesie bardzo gwałtownego spadku, ubiegłoroczna techniczna recesja okaże się płytka i krótkotrwała.

Funt, podobnie jak inne waluty, doświadczył deprecjacji względem dolara, poradził sobie jednak nieco lepiej niż euro. Ten tydzień będzie kluczowy dla oceny terminu rozpoczęcia cięć stóp procentowych Banku Anglii, który w wycenach rynkowych odsuwany jest niemal tak silnie jak w przypadku Rezerwy Federalnej. Informacje o płacach (wtorek 16.04) i inflacji (środa 17.04) pokażą, czy dezinflacja w Wielkiej Brytanii dalej trwa, czy też zaczyna zamierać podobnie jak w USA.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Zielone światło dla przebudowy ul. Suwak!

To obiecujące wieści dla użytkowników biur i mieszkańców biznesowej części Służewca! Wkrótce ruszy ważna inwestycja drogowa, która połączy ul. Suwak z ul. Cybernetyki. Modernizacja ta znacząco zoptymalizuje płynność ruchu kołowego i pieszego oraz zwiększy komfort dojazdów do domu i pracy tysięcy osób. Porozumienie inwestorów prywatnych finansujących inwestycję – spółki Adgar Poland, Syrena Real Estate wspólnie z PineBridge Benson Elliot, AFI Europe oraz Miasta st. Warszawy, przekazującego grunty pod przebudowę, zostało osiągnięte. Koszt inwestycji wyniesie 15 mln złotych, a pierwsze prace rozpoczną się jeszcze w kwietniu 2024!

Po jednym pasie w każdą stronę, chodnik i ścieżka rowerowa oraz nowe miejsca parkingowe – tak wyglądać będzie finalna, ponad 600-metrowa inwestycja drogowa, łącząca ul. Suwak i ul. Cybernetyki na warszawskim Służewcu. Dodatkowo, przy samej stacji SKM Służewiec powstaną dwa przystanki autobusowe. Według dostępnych analiz, przedłużenie ul. Suwak znacząco zmniejszy natężenie ruchu samochodów
w obrębie ulic Postępu, Marynarskiej, Domaniewskiej i Konstruktorskiej, co przełoży się na codzienny komfort dojazdu mieszkańców i pracowników tutejszych, licznych biurowców.

Zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami, stroną finansującą przebudowę, której koszty oszacowano na 15 mln złotych, będzie spółka Adgar Poland, a także Syrena Real Estate z PineBridge Benson Elliot oraz AFI Europe. Miasto st. Warszawa już przekazało część gruntów pod planowaną inwestycję, zachowując ją we władaniu po zakończeniu prac inwestycyjnych oraz oddaniu drogi do dyspozycji tysięcy jej przyszłych użytkowników.

„Inwestorów oraz Miasto Warszawa jednoczy w tym projekcie wspólny cel – konsekwentne zwiększanie atrakcyjności tej części Mokotowa oraz tworzenie przestrzeni do harmonijnego rozwoju urbanistyki łączącej mieszkalną tkankę miejską z funkcjami biznesowymi. Cieszymy się bardzo, że wieloletnie wysiłki o uruchomienie tej inwestycji doprowadziły do porozumienia i wkrótce będziemy mogli przystąpić do prac z korzyścią dla wszystkich, przyszłych beneficjentów przedłużenia ul. Suwak” – mówi Robert Włoszek, Dyrektor Operacyjny w Adgar Poland.

Zgodnie z obecnymi założeniami inwestycyjnymi, zakończenie prac planowane jest na przełomie 2024 i 2025 roku.

przebudowy ul. Suwak na warszawskim Służewcu

Wizualizacja przebudowy

Więcej o Adgar Poland: https://www.adgar.pl/

Iran nie zatrząsł rynkami

Dużo się wydarzyło w ostatnich dniach na Bliskim Wschodzie. Wydawać by się mogło, że atak militarny Iranu na Izrael to coś, co spowoduje, że rynki oszaleją. Delikatnie mówiąc, tak się nie stało. W weekend rynki były zamknięte, a emocje do dzisiejszego poranka udało się uspokoić.

Lęk przed atakiem Iranu

W weekend media żyły najpierw potencjalnym, a potem dokonanym atakiem Iranu na Izrael. Pierwsze reakcje, gdy wystrzelono setki dronów i pocisków, były mocno paniczne. Na szczęście dla rynków, które są zamknięte w weekend. W rezultacie inwestorzy nie mogli na bieżąco w panice sprzedawać. Obrona Izraela straciła niemal wszystkie pociski. Ostatecznie straty jak na atak tej skali były relatywnie bardzo małe. Do tego Iran zapowiedział, że to była jego odpowiedź na działania Izraela. Jeżeli strona Izraelska nie będzie eskalować, można oczekiwać wygaszenia emocji. To z kolei powodowało, że dzisiaj na otwarciu rynków nie widać szczególnego niepokoju. Co więcej, raczej mamy powrót po strachu, który zagościł przed piątkowym zamknięciem.

Inflacja w Niemczech

W piątek poznaliśmy inflację z Niemiec. Ceny zgodnie z oczekiwaniami rosną o 2,2%. Nie jest to nadal wynik do 2%, którego oczekuje EBC. Niemniej w przypadku głównej gospodarki strefy euro jest już bardzo blisko, co powinno pomóc średniej dla całego regionu. Pewnym utrudnieniem będzie wzrost cen ropy naftowej za miesiąc, bo wejdziemy w sytuację, gdzie rok temu mieliśmy dołki niemal 20 dolarów na baryłce niższe niż obecne poziomy. Z drugiej strony eskalacja na Bliskim Wschodzie wbrew obawom wielu analityków nie powoduje skokowego dalszego wzrostu cen ropy naftowej. Dzisiaj od otwarcia notowań ropa naftowa staniała o około 1%, wpisując się w ogólne uspokojenie nastrojów po weekendzie.

Korekty na rynku

W piątek pod koniec dnia rozpoczęło się realizowanie zysków na kilku instrumentach, które w ostatnich tygodniach dawały dobrze zarobić. Było to widać między innymi na metalach szlachetnych, które obsunęły się pod koniec dnia po tym, jak wybiły kolejne wieloletnie lub historyczne maksima. O ile w przypadku tych instrumentów weekend przyniósł zawieszenie notowań, o tyle w przypadku cyfrowych pieniędzy handel trwał cały czas. W weekend użytkownicy zdecydowanie preferowali sprzedawanie najpopularniejszej z kryptowalut. W piątek cena bitcoina spadła z 70 000 USD na 67 000 USD, pomimo tego, że przez kilka godzin sięgała 71 000 USD. W weekend jednak przez chwilę otarła się o zaledwie 61 000 USD.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wyniki sprzedaży detalicznej,
14:30 – USA – indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

1/3 CEO planuje fuzje i przejęcia w ciągu roku. Aż 2/3 stawia na partnerstwa strategiczne

Po słabym 1 kwartale 2024 roku, jedna trzecia rodzimych CEO planuje fuzje i przejęcia w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Dwa razy więcej polskich dyrektorów generalnych stawia na partnerstwa strategiczne. Biznesową transformację przedsiębiorstw napędzają zmiany geopolityczne i minimalizacja ryzyka poprzez migrację do krajów o podobnym światopoglądzie.

W trudnym otoczeniu geopolitycznym i makroekonomicznym, dyrektorzy generalni ankietowani przez EY-Parthenon pozostają optymistyczni co do perspektyw rozwoju, wykorzystując sztuczną inteligencję (AI) oraz skupiając się na poprawie zarządzania kapitałem w celu zwiększenia efektywności. Jednak organiczna transformacja biznesu to tylko część biznesowego obrazka. Dyrektorzy generalni analizują równolegle skład swojego portfela w oczekiwaniu na ożywienie na rynku fuzji i przejęć (M&A). CEO oraz liderzy PE ankietowani na poziomie globalnym są entuzjastycznie nastawieni do perspektyw rynku M&A w 2024 roku, odpowiednio 79% i 71% oczekuje powrotu megatransakcji w kolejnych miesiącach, wynika z badania CEO Outlook Pulse.

Rynek fuzji i przejęć w ostatnich latach przechodzi silne perturbacje, naznaczony pandemią koronawirusa, wojną w Ukrainie, a w ostatnich miesiącach – nasileniem ryzyk geopolitycznych. W efekcie procesy transakcyjne trwają dłużej i mniejszy odsetek z nich kończy się podpisaniem umowy. Wciąż jednak mamy do czynienia z silnym zainteresowaniem firm transakcjami. Spodziewam się, że w obliczu pozytywnych sygnałów makroekonomicznych, w kolejnych miesiącach będzie przybywało udanych transakcji na polskim rynku – mówi Paweł Bukowiński, Partner Zarządzający w Dziale Strategia i Transakcje EY Polska, Lider Doradztwa Dezinwestycyjnego w regionie CESA.

Z badania CEO Outlook Survey wynika, że 33% rodzimych CEO planuje fuzje i przejęcia w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Z danych Dealogic wynika, że rodzimy rynek fuzji i przejęć zanotował w ub. roku spadek o 45% w ujęciu wartościowym i 16% w ujęciu ilościowym. W 1 kwartale tego roku z kolei zawarto w Polsce 60 transakcji o wartości 530 mln USD, co oznacza spadek rok do roku odpowiednio o 30% i 65%, wynika z danych Dealogic.

Mała ilość domykanych transakcji w pierwszym kwartale to pokłosie słabego 2023 roku, w którym rozbieżności pomiędzy wycenami kupujących i sprzedających były zbyt duże ze względu na słabą koniunkturę gospodarczą. Spodziewam się jednak stopniowego odbicia w liczbie i wartości finalizowanych transakcji w kolejnych kwartałach 2024 roku, biorąc pod uwagę projekty, które realizujemy w tym momencie. Chodzi nie tylko o liczbę transakcji, ale przede wszystkim o jakość aktywów i możliwość ich sprzedaży po cenie atrakcyjnej dla obecnego właściciela. Liczę też na wzmożoną aktywność funduszy private equity, z których wiele ma aktywa gotowe do sprzedaży – mówi Michał Płotnicki, Partner EY Polska, Leader Zespołu Fuzji i Przejęć w dziale Strategia i Transakcje.

Na kluczowy instrument finansowania transformacji portfela biznesowego dla CEO w Polsce wyrastają partnerstwa strategiczne i przedsięwzięcia typu joint-ventures, które planuje 67% polskich CEO.

Liderzy biznesu w Polsce stawiają na strategiczne partnerstwa, które stanowią ważne narzędzie dla firm pragnących zrównoważyć ryzyko i jednocześnie zyskać dostęp do nowych rynków, technologii czy zasobów. Właściwie skonstruowane sojusze strategiczne mogą przynieść duże korzyści zarówno w krótkim, jak i długim terminie, włączając w to wzrost konkurencyjności, synergie z partnerem oraz skuteczne zarządzanie ryzykiem. Z jednej strony, wybór strategii partnerstw pokazuje podejście liderów do ostrożnej ekspansji, z drugiej natomiast, proces ten wymaga od prezesów pewnego podjęcia ryzyka, związanego z przekazaniem kontroli nad częścią zasobów partnerowi. W obliczu utrudnionego dostępu do kapitału, wyważone strategiczne sojusze stają się jednym z kluczowych elementów modelu biznesowego, pozwalając na rozłożenie ryzyka inwestycyjnego i zwiększenie efektywności –mówi Jacek Byrt, Partner EY-Parthenon, z zespołu Strategia i Transakcje w EY Polska.

fuzje i przejęcia w ciągu kolejnych 12 miesięcy

Na dywersyfikację przyjdzie czas

Liderzy biznesu w Polsce skupiają się na swojej macierzystej działalności i ewentualne przejęcia oraz dezinwestycje dotyczą ich flagowego biznesu. 90% z nich zadeklarowało, że chce przejmować aktywa z macierzystego sektora (vs. 96% na świecie). Jednocześnie, aż 89% ankietowanych zamierza dokonywać zbycia aktywów w branży, która stanowi główny obszar działalności organizacji pozbywającej się części dotychczasowego biznesu.fuzje i przejęcia w ciągu kolejnych 12 miesięcy - sektoryNa świecie we własnym sektorze przeprowadzanych jest zaledwie 61% transakcji zbycia. Jednocześnie CEOs w Polsce deklarują, że najczęstszym powodem przypadku dezinwestycji jest pozbywanie się aktywów, które nie pasują już do przyszłej strategii portfelowej. Powołuje się na nią 2/3 prezesów zapytanych przez EY-Parthenon.

Transformację portfela planują w głównej mierze liderzy deklarujący wycofywanie się z rynków, które stały się zbyt ryzykowne ze względu na zmiany na mapie politycznej świata. Coraz bardziej gwałtowne perturbacje na poziomie geopolitycznym skłaniają CEO do minimalizacji ryzyka poprzez migrację biznesów do krajów o podobnym światopoglądzie. W Polsce, w której położenie geograficzne i dotychczasowe kierunki ekspansji międzynarodowej skutkowały stosunkowo wysoką eskpozycją na ryzykowne geopolitycznie przedsięwzięcia, trend deinwestycji z tych obszarów jest bardziej nasilony niż w innych regionach świata. Widać to było wyraźnie w momencie wybuchu wojny w Ukrainie, gdy szereg firm wycofał się z Rosji. Na świecie beneficjentem tego trendu jest USA, które staje się coraz bardziej atrakcyjnym miejscem dla fuzji i przejęć. Na drugim biegunie są Chiny, które – pomimo swojej rosnącej potęgi gospodarczej, coraz częściej są liderem dezinwestycji z powodu rosnącego ryzyka politycznego – komentuje Paweł Bukowiński.

fuzje i przejęcia w ciągu kolejnych 12 miesięcy 2024Na czele wyzwań ze zbyciem aktywów pojawiają się potencjalne negatywne skutki podatkowe takiej transakcji. Z jednej strony może to być efekt istotnych zmian w polskim systemie podatkowym wprowadzonych w 2022 roku, które nie posiadają jeszcze wieloletniego orzecznictwa ułatwiającego prognozowanie decyzji organów podatkowych. Z drugiej strony z dynamiki regulacyjnej na świecie, której efektem jest m.in. unijna dyrektywa wprowadzająca minimalny CIT od ponadnarodowych korporacji. W okresie tak dynamicznych zmian jeszcze bardziej istotne niż zwykle jest korzystanie z usług doradców podatkowych integrujących w swojej praktyce różne systemy podatkowe.

Na koniec warto dodać, że ostateczny sukces transakcji (zarówno nabycia nowego podmiotu, zbycia aktywów czy nawiązania partnerstwa strategicznego) zależy nie tylko od uzgodnionych warunków finansowych, ale też skutecznie przeprowadzonej integracji lub wydzielenia. Sukces fuzji i przejęć w dużej mierze zależy od efektywnego procesu integracji, który jest kluczem do pełnej realizacji potencjału połączonych aktywów. Dla urzeczywistnienia zakładanych synergii pomiędzy łączącymi się firmami kluczowe jest strategiczne podejście do planowania tego procesu jeszcze przed samym efektem transakcji – konkluduje Jacek Byrt.

O badaniu
Badanie CEO Outlook Pulse Survey zostało przeprowadzone na zlecenie EY w okresie grudzień 2023 – Styczeń 2024 r. przez FT Longitude, specjalistyczny dział badań i marketingu treści Financial Times Group. Wśród respondentów znalazło się 1200 prezesów dużych firm z 21 krajów, którzy wzięli udział w anonimowej ankiecie online. Reprezentowali następujące kraje: Brazylię, Meksyk, Kanadę, Stany Zjednoczone, Belgię, Luksemburg, Holandię, Francję, Niemcy, Włochy, Danię, Finlandię, Norwegię, Szwecję, Wielką Brytanię, Australię, Chiny, Indie, Japonię, Singapur i Koreę Południową.

Prawie jedna piąta (dokładnie to 19%) badanych organizacji osiąga roczne, globalne przychody poniżej 500 mln USD. Kolejne 19% wykazuje przychody w przedziale od 500 mln do 999,9 mln USD. Z kolei 30% firm ma przychody w wysokości od 1 mld do 4,9 mld USD, a ostatnia grupa (32%) – powyżej 5 mld USD.

Aktualna edycja obejmuje również opinie 300 liderów inwestycyjnych z branży private equity z 21 krajów, odzwierciedlając podejście tego sektora do pozyskiwania firm, ich restrukturyzacji i wprowadzania na ścieżkę szybszego rozwoju.

W polskiej edycji badania wzięło udział 30 prezesów polskich spółek działających międzynarodowo lub globalnie.

Jak rynki zareagowały na wzrost napięć na Bliskim Wschodzie?

Przez weekend byliśmy świadkami odwetowego ataku ze strony Iranu w stronę Izreaela, który miał miejsce po tym, jak 1 kwietnia Izrael zaatakował ambasadę Iranu w Damaszku. Odwet ten był od samego początku zapowiadany, natomiast niewiadomą pozostawała jego skala i moment przeprowadzenia. Warto dodać, że był to pierwszy taki przypadek w historii, bowiem Iran jeszcze nigdy otwarcie nie zaatakował Izraela, nawet w kroku odwetowym.

W ostatnich dniach szczegóły tego odwetu były jednak komunikowane państwom regionu, które to z kolei przekazały je także Izraelowi, stąd tak dobre przygotowanie i strącenie ok. 99% dronów i pocisków balistycznych. Na chwilę obecną mówi się tylko o jednej osobie rannej.

Według pierwszych ocen specjalistów od geopolityki Iran odpowiedzieć musiał, aby „wyjść z twarzą” po ataku na ambasadę w Damaszku. Natomiast zakomunikowanie szczegółów tejże odpowiedzi i danie możliwości przechwycenia praktycznie większości pocisków może sygnalizować, że z jego strony nie jest to chęć eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, co zresztą sam wczoraj oświadczył, stwierdzając, że atak ten „wyrównuje rachunki”.

Czy będzie odpowiedź Izraela? Na co pozwolą Amerykanie?

Klucz do kwestii dalszej eskalacji tego konfliktu, która to eskalacja miałaby się prawo rozlać na cały Bliski Wschód, wciągając w to również stojące za plecami poszczególnych stron największe mocarstwa, leży teraz w dużej mierze w gestii samego, znajdującego się pod wpływami Amerykanów Izraela. Premier Netanjahu sygnalizował bezpośrednio po weekendowym ataku, że w ciągu 48 godzin dojdzie do odpowiedzi, natomiast wczoraj miał już tonować to oświadczenie, zapewne po naciskach z Białego Domu.

W tym kontekście warto pamiętać, że Amerykanom wikłanie się w ten konflikt byłoby bardzo nie na rękę, zwłaszcza na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi, które odbędą się tam w listopadzie. Spora część Amerykanów nie popiera tego typu operacji, zwłaszcza mając doświadczenia związane z osobowymi oraz finansowymi kosztami z poprzednich tego typu przypadków w krajach Bliskiego Wschodu.

Jak zareagowały rynki?

W poniedziałek rano na rynkach panował względny spokój, co również może sugerować, że kryzys na chwilę obecną został zażegnany, a Izrael nie zdecyduje się na odpowiedź, która siłą rzeczy podbiłaby ten konflikt na drabinie eskalacyjnej. Ceny głównych walut niespecjalnie zmieniły się względem piątkowych. Niewiele dzieje się także na kontraktach terminowych na główne, amerykańskie indeksy na Wall Street. O delikatnym podbiciu ryzyka geopolitycznego świadczyć może jedynie mocniejsze zachowanie złota, którego dolarowa wycena od rana rośnie (dziś ponad 0,5%), osiągając 2355 USD. Z kolei u polskich dealerów za uncję kruszcu, a więc 31,1 g, trzeba obecnie zapłacić ponad 10000 PLN.

Jedno co jest w tej chwili oczywiste, to że rynki dostały właśnie nowy obiekt zainteresowania i w najbliższym czasie każda kolejna informacja z Bliskiego Wschodu może od razu podbijać zmienność cen aktywów finansowych, z naciskiem na aktywa będące zwyczajowo tzw. bezpieczną przystanią, a więc dolara, franka szwajcarskiego, amerykańskich obligacji oraz złota.

E-faktury a zgodność z przepisami podatkowymi

Wprowadzenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF) jest jednym z najważniejszych kroków w procesie cyfryzacji polskiego systemu podatkowego. Jest to odpowiedź na rosnące potrzeby biznesu oraz administracji podatkowej, mająca na celu uproszczenie oraz przyspieszenie obiegu dokumentów faktury elektronicznej.

E-faktury Ministerstwo Finansów: podstawa prawna i zasady działania

KSeF to system wprowadzony przez ministerstwo finansów, którego celem jest centralizacja procesu wystawiania i odbierania faktur elektronicznych. Jest to odpowiedź na potrzeby nowoczesnej gospodarki i próba ułatwienia przedsiębiorcom zarządzania obowiązkami podatkowymi. System ten, zgodnie z dyrektywami Unii Europejskiej, pozwala na efektywniejszą kontrolę nad obiegiem dokumentów i zapewnia ich większą transparentność. Jedną z głównych zalet e-faktur jest ich pełna zgodność z obowiązującymi przepisami podatkowymi. E-faktury, generowane i przesyłane za pośrednictwem KSeF, automatycznie spełniają wszystkie wymogi prawne, co znacząco upraszcza proces ich weryfikacji i akceptacji.

Czym są e-faktury ustrukturyzowane?

Krajowy System e Faktur operuje na e-fakturach ustrukturyzowanych. To oznacza, że każda faktura elektroniczna wystawiana i otrzymywana przez system ma jednolitą strukturę, co znacznie ułatwia automatyczne przetwarzanie tych dokumentów. Struktura ta jest zgodna z międzynarodowymi standardami, co pozwala na łatwiejszą integrację z systemami księgowymi działającymi w różnych krajach.

Od kiedy KSeF będzie obowiązkowy i dla kogo?

Początkowo, wprowadzenie systemu KSeF miało charakter dobrowolny, jednak zgodnie z planami Ministerstwa Finansów, system ma stać się obowiązkowy dla wszystkich przedsiębiorców. Dla nowych przepisów wprowadzających obowiązek korzystania z KSeF określono przejściowy okres, aby firmy miały czas na dostosowanie swoich systemów księgowych i informatycznych. KSeF prawdopodobnie stanie się rozwiązaniem obligatoryjnym od początku 2025 roku.

Krajowy Rejestr e-Faktur a korzyści i wyzwania dla firm

Przejście na e-faktury w ramach KSeF niesie za sobą szereg korzyści dla przedsiębiorstw, takich jak:

  • Zmniejszenie kosztów związanych z przechowywaniem dokumentów w formie papierowej.

  • Przyspieszenie procesu księgowania i płatności dzięki automatyzacji.

  • Lepsza kontrola nad obiegiem dokumentów i łatwiejsze wykrywanie błędów.

Jednakże, wprowadzenie e-faktur wiąże się również z wyzwaniami, głównie związanymi z koniecznością adaptacji istniejących systemów IT i szkolenia pracowników. Dla wielu przedsiębiorstw może to oznaczać konieczność inwestycji w nowe rozwiązania informatyczne lub aktualizację obecnych systemów.

Jeśli jeszcze nie zdecydowałeś się na przystąpienie do Krajowego Systemu e-Faktur, teraz jest najlepszy moment, aby to zrobić. Korzystanie z KSeF ułatwi Ci zgodność z przepisami podatkowymi, ale także przyniesie szereg korzyści operacyjnych dla Twojej firmy. Odwiedź oficjalną stronę Krajowego Rejestru e-Faktur, aby dowiedzieć się więcej o procesie rejestracji i zacznij korzystać z nowoczesnego systemu fakturowania już dziś.

Debiuty giełdowe nabierają tempa. Inwestorzy liczą na obniżkę stóp procentowych

Obecnie, pomimo ograniczonej ogólnej aktywności rynkowej w poprzednich latach, obserwowany jest duży wzrost entuzjazmu zarówno wśród emitentów, jak i inwestorów. Wskazuje to na zmieniającą się dynamikę rynku i bardziej przyjazny klimat dla giełdowych debiutów. W tym roku doszło do znaczących zmian w ich strukturze geograficznej. Region EMEIA pozostał światowym liderem odnotowując w pierwszym kwartale imponujący wzrost odpowiednio o 40 proc. i 58 proc. rok do roku. Było to możliwe dzięki 116 IPO o łącznej wartości 9,5 mld USD. W tym czasie Ameryka Północna i Południowa z 52 transakcjami i 8,4 mld USD wpływów zanotowały wzrost odpowiednio o 21 proc. i aż o 178 proc. Pomimo, że wolumeny transakcji spadły o 7 proc to w regionie EMEIA oraz obu Amerykach uzyskano zwiększone o 7 proc. wpływy z pierwszych ofert publicznych. W Azji i Pacyfiku miało miejsce 119 transakcji, które przyniosły 5,8 mld USD wpływów. Oznacza to spadek odpowiednio o 34 proc. i 56 proc. Był on szczególnie dotkliwy w Chinach kontynentalnych i Hongkongu, gdzie liczba transakcji zmniejszyła się o ponad połowę, a ich wielkość spadła o prawie dwie trzecie. Globalnie odnotowano w tym czasie 287 transakcji o wartości 23,7 mld USD – wynika z najnowszej edycji EY Global IPO Trends Q1 2024.

Według raportu na większości kluczowych rynków znaczna liczba nowo notowanych spółek osiągnęła wyższe ceny za wyemitowane akcje. Sektory przemysłowy, konsumencki i technologiczny to trzy największe filary wzrostu pod względem liczby debiutów i znaczącej poprawy wyników finansowych na rynku wtórnym. Natomiast sektor finansowy odnotował znaczny spadek liczby dobrze prosperujących dotąd pierwszych ofert publicznych. Nastąpiła zmiana oczekiwań dotyczących wyceny między kupującymi a sprzedającymi. Z jednej strony obniżyli oni swoje oczekiwania wobec wycen uwzględniając restrykcyjną politykę pieniężną prowadzoną przez banki centralne. Z drugiej, rynki akcji w niektórych dużych gospodarkach przeżywają boom ponieważ inwestorzy już dyskontują potencjalną obniżkę stóp procentowych. Daje to nadzieję na zmniejszenie luki powstałej w związku z wyceną dokonaną między kupującymi a sprzedającymi. Rośnie jednocześnie dynamika wyjść z IPO wspieranych przez fundusze private equity (PE), przy czym średnia wielkość transakcji w I kwartale 2024 r. wzrosła o 26 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Entuzjazm inwestorów giełdowych wynikający z oczekiwanych przez rynki obniżek stóp procentowych przez banki centralne oraz perspektywy uzyskania krociowych zysków świadczą o przyjaznym klimacie dla fali debiutów, które są w tym roku dopiero przed nami. Firmy rozważające IPO powinny mieć na pierwszym planie kwestie związane z ESG skupiając się na dokładnym przygotowaniu tego złożonego procesu biorąc przy tym pod uwagę takie czynniki zewnętrzne jak zmieniające się regulacje, polityka pieniężna, napięcia geopolityczne oraz rozwój i zastosowanie AI – mówi Anna Zaremba, Partner EY.

Fundusze private equity w czołówce globalnych IPO

Tylko w piewrszym kwartale 2024 r. na rynku pojawiło się dziesięć nowych ofert publicznych wspieranych przez fundusze private equity. Pięć z nich znalazło się w pierwszej dziesiątce globalnych IPO. W tym prestiżowym gronie są m.in. Douglas AG z Niemiec oraz Brightspring Health Services z USA. Mediana wyceny przewyższyła zarówno IPO wspierane przez VC, jak i niewspierane finansowo odpowiednio 2,5-krotnie i aż 31-krotnie. Te lepsze wyniki, w połączeniu z prognozowanym wzrostem aktywności firm private equity w zakresie wychodzenia z IPO, wskazują, że dynamika wykorzystania tego rynku przez firmy private equity szybko zyskuje na popularności w pierwszych miesiącach 2024 r.

Pomimo spadku liczby wyjść z IPO w ciągu ostatnich dwóch lat z powodu różnych czynników makroekonomicznych i geopolitycznych globalne debiuty uzyskały średnio o ponad 40 proc. wyższe mnożniki EV/EBITDA niż ma to miejsce np. podczas strategicznych przejęć. W związku z ciągłym spadkiem globalnej inflacji i oczekiwaną obniżką stóp procentowych przez banki centralne klimat związany z wyjściem z IPO na 2024 r. wydaje się stabilizować, a dwie trzecie firm private equity przewiduje w tym roku wzrost aktywności z tym związanej.

Nieodległa giełdowa przyszłość należy do firm private equity oraz branży związanej ze sztuczną inteligencją. Szczególnie ta ostania odnotowuje znaczny wzrost i ma ogromny potencjał, ale zdecydowana większość przedsiębiorstw z tego sektora wciąż znajduje się na początku drogi do IPO. Potencjalne liczne debiuty będą miały miejsce w przyszłych latach, gdy firmy te osiągną biznesową dojrzałość. Tak jak wszystkie przedsiębiorstwa wyczekują one właściwego momentu na rozpoczęcie tego wymagającego procesu – mówi Hubert Rogoziński, Partner EY.

Sztuczna inteligencja na szczycie listy priorytetów producentów maszyn i urządzeń

Producenci maszyn i urządzeń mogą zwiększyć produktywność o 30-50 proc. dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji, narzędzi cyfrowych i wdrażaniu rozwiązań wspierających gospodarkę obiegu zamkniętego i redukcję odpadów, wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Bain & Company.

Przemysł maszynowy na świecie znajduje się w trudnej sytuacji ze względu na utrzymujące się problemy łańcuchów dostaw, rosnące oczekiwania klientów i zwiększoną konkurencję. By sprostać nowym wyzwaniom, wiele firm z branży wciąż stosuje tradycyjne metody optymalizacji operacyjnej i oszczędnego gospodarowania zasobami (lean manufacturing). Kluczowe jednak staje się wdrażanie narzędzi cyfrowych i technologii Przemysłu 4.0, takich jak sztuczna inteligencja czy robotyka, twierdzą eksperci Bain & Company.

 

– Choć w firmach istnieją zespoły badające, w jaki sposób wprowadzić nowe technologie i zwiększyć produktywność, to często nie są one odpowiednio zintegrowane z głównym obszarem produkcyjnym – mówi Marcin Szczuka, partner w Bain & Company. – By w pełni wykorzystać potencjał drzemiący w technologii, firmy muszą dostosować nowe rozwiązania do swoich standardów i filozofii produkcji, a także skutecznie wprowadzić innowacje do działań operacyjnych.

Sztuczna inteligencja znajduje się obecnie na szczycie listy priorytetów firm przemysłowych. Jak pokazało badanie Bain & Company, aż 75 proc. spółek z sektora, korzystających z zaawansowanych technologii, twierdzi, że wdrażanie innowacyjnych rozwiązań, takich jak sztuczna inteligencja, jest ich głównym celem w obszarze inżynierii oraz badań i rozwoju.

Producenci wykorzystują technologie oparte na sztucznej inteligencji przede wszystkim do rozwiązywania problemów w obszarze zakupów, produkcji, utrzymania ruchu, kontroli jakości czy też logistyki.

Sztuczna inteligencja ma potencjał, by całkowicie zrewolucjonizować sektor produkcyjny, a wprowadzane obecnie rozwiązania stanowią jedynie wierzchołek góry lodowej. Spodziewamy się, że szczególnie generatywna AI całkowicie zmieni proces analizy danych, drastycznie poprawi możliwości obsługi klienta i wpłynie na wyniki finansowe producentów – twierdzi Marcin Szczuka.

By spełnić rosnące oczekiwania klientów, producenci w coraz większym zakresie wdrażają zaawansowane rozwiązania cyfrowe. W efekcie sektor przemysłowy wykorzystuje obecnie więcej chipów i rozwiązań z zakresu Internetu rzeczy (IoT) niż jakakolwiek inna branża. Jak wynika z analiz Bain & Company, firmy z branży maszynowej, które są już liderami pod względem rozwiązań cyfrowych, odnotowują dwa razy wyższe stopy zwrotu dla swoich akcjonariuszy w porównaniu ze średnią w branży.

Obserwujemy rosnący popyt na zaawansowane rozwiązania cyfrowe, a spółki, które jako pierwsze zagospodarują ten obszar, zyskają przewagę konkurencyjną – mówi Marcin Szczuka.  – Coraz więcej producentów tworzy produkty szyte na miarę dla konkretnych branż, kierując do wybranych klientów kompleksową ofertę odpowiadającą na potrzeby w całym łańcuchu dostaw.

Istotną kwestię dla poprawy wydajności firm z branży stanowi także wdrażanie rozwiązań związanych z gospodarką obiegu zamkniętego i jej integracja z technologią Internetu rzeczy (IoT). Według ekspertów Bain & Company, prawie połowa firm (47 proc.) z sektora maszynowego podjęła już to wyzwanie, choć większość inicjatyw dotyczy wąskiego zakresu i jest związana głównie z recyklingiem oraz zmniejszeniem ilości wsadu i odpadów.

Wiele spółek traktuje wdrażanie rozwiązań związanych z obiegiem zamkniętym jako kwestię głównie regulacyjną. Jednak niektóre z nich zaczęły postrzegać je jako szansę na zwiększanie wartości poprzez generowanie nowych źródeł przychodów, poprawę odporności łańcucha dostaw, czy też zbudowanie bliższej relacji z klientem i dotarcie do nowych grup odbiorców – dodaje Marcin Szczuka.

Rynek kosmetyczny ma się dobrze

Przed rynkiem artykułów kosmetycznych w Polsce rysują się dobre perspektywy rozwoju. Kolejne lata upłyną pod znakiem umacniania się pewnych trendów oraz dominacji wybranych kategorii produktowych. W sprzedaży internetowej coraz więcej zależeć będzie od sztucznej inteligencji.

Z niedawno opublikowanego raportu PMR wynika, że w latach 2024-2029 rynek kosmetyczny w Polsce będzie rósł w tempie około 5% rocznie, a jego dalszy rozwój będzie stymulowany przez konkretne zachowania konsumenckie. Ten, kto dostosuje się zmian i trendów rynkowych, odniesie sukces – uważa Jędrzej Karasek z Primavera Parfum.

Kosmetyki do pielęgnacji ciała i twarzy na czele

Zdecydowanie największymi i najprężniej rozwijającymi się kategoriami produktowymi są kosmetyki do pielęgnacji ciała oraz do pielęgnacji twarzy. Te drugie mogą już wkrótce przejąć fotel lidera, w czym może im pomóc szereg czynników rynkowych. Jednym z nim jest zmieniająca się demografia naszego społeczeństwa. Na koniec 2022 r. liczba osób w wieku 60 lat i więcej wyniosła 9,8 mln, czyli o 0,7 proc. więcej niż w 2021 r. Według prognozy GUS, liczba ludności w tej kategorii wiekowej w roku 2030 ma jeszcze wzrosnąć do poziomu 10,8 mln, a w 2050 r. wynieść 13,7 mln. Osoby starsze będą stanowiły około 40% ogółu ludności Polski.

To bez wątpienia jeden z głównych czynników napędzających e-sprzedaż w tym sektorze. Okazuje się, że obecni seniorzy to pokolenie coraz bardziej świadome możliwości, jakie daje e-commerce. W czasie pandemii część z nich była zmuszona zacząć korzystać z zakupów przez Internet. Szybko przekonali się do tej formy nabywania produktów z uwagi na jej tempo i wygodę – przekonuje Jędrzej Karasek, CEO w Primavera Parfum, hubie e-commerce dla marek kosmetycznych.

Wzrosty w kategorii produktów do pielęgnacji twarzy to również zasługa coraz większej świadomości dbania o urodę wśród mężczyzn, którą mocno wspiera coraz większa oferta produktowa, jak również coraz bardziej powszechna reklama produktów sygnowanych nazwiskami celebrytów i znanych osób.

Kosmetyki luksusowe szybko rosną

W segmencie produktów kosmetycznych dużą dynamikę wzrostów odnotowują również artykuły klasy Premium. Mimo wyraźnego spowolnienia gospodarczego rynek dóbr luksusowych, w tym również ekskluzywnych kosmetyków, ma się dobrze zarówno na świecie, jak i w Polsce. Według raportu stworzonego przez korporację McKinsey i The Business of Fashion, jego potencjał nie został jeszcze w pełni wykorzystany. Luksusowe kosmetyki tworzą obecnie rynek o wartości około 20 mld dolarów. Według szacunków segment ten urośnie od 15% do 20% do 2027 roku. Wzrosty prognozowane są również w Polsce. Wartość rynku dóbr luksusowych w naszym kraju w 2022 roku wyniosła 37 mld złotych i była o blisko 19% większa niż rok wcześniej. Przeprowadzone przez KPMG analizy potwierdziły, że w czasach kryzysów rynek kosmetyków luksusowych zachowuje się znacząco lepiej od podobnych produktów w segmencie masowym oraz od całego rynku.

Od wielu lat liczba bogatych i zamożnych Polaków systematycznie rośnie, a jak wiadomo status finansowy przekłada na decyzje i preferencje zakupowe. Często działa również efekt tzw. szminki. W czasach wysokiej inflacji czy niepewnej sytuacji gospodarczej część z nas rezygnuje z drogich wydatków takich jak zakup domu czy samochodu, ale w zamian szukamy drobnych, ale luksusowych przyjemności. Często nasz wybór pada właśnie na kosmetyki w Internecie – dodaje Karasek z Primavera Parfum.

AI kluczem do sukcesu również w segmencie kosmetyków

Dziś najlepszym narzędziem do podnoszenia satysfakcji i lojalności użytkowników sklepu internetowego jest personalizacja. Sztuczna inteligencja personalizuje oferty w e-commerce poprzez analizowanie danych użytkowników, takich jak poprzednie zakupy i preferencje, aby w czasie rzeczywistym rekomendować produkty i usługi dopasowane do indywidualnych potrzeb każdego klienta. Servion Global Solutions zauważa, że do 2025 r. sztuczna inteligencja będzie wpływać na 95% wszystkich naszych interakcji z klientami. Nic więcej dziwnego, że e-sklepy, również w segmencie beauty, chętnie sięgają po narzędzia oparte o AI.

Uważam, że w najbliższym czasie ciężko będzie znaleźć dużą firmę czy sklep internetowy, która nie będzie korzystać z rozwiązań sztucznej inteligencji. Tyczy się to również branży kosmetycznej, gdzie różnorodność produktowa jest naprawdę bardzo duża – kończy swoją wypowiedź zarządzający z Primavera Parfum.

Handel detaliczny: inflacja i rosnące koszty to wciąż główne problemy, ale firmy patrzą w przyszłość z optymizmem

Chociaż inflacja i wysokie koszty funkcjonowania nadal stanowią główne wyzwania dla firm detalicznych, to branża zdaje się z optymizmem patrzeć w najbliższą przyszłość. Jak wynika z raportu “Global Retail Outlook 2024”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte siedmiu na dziesięciu badanych spodziewa się wzrostu marż w trakcie najbliższych miesięcy. Kluczową kwestią z punktu widzenia zdolności firm do generowania wartości będzie umiejętność wykorzystania sztucznej inteligencji w codziennej działalności.

Pod koniec 2023 r. Deloitte przeprowadził ankietę wśród 200 przedstawicieli sektora detalicznego pochodzących z Europy, Stanów Zjednoczonych oraz krajów Azji i Pacyfiku. W ramach badania pytano o nastroje, kluczowe wyzwania oraz prognozy dotyczące najbliższej przyszłości branży. Wnioski zostały zaprezentowane również podczas tegorocznej edycji konferencji „Poland & CEE Retail Summit”.

Optymizm mimo inflacji

Według uczestników badania obszarem, który stwarza obecnie najwięcej wyzwań dla sektora detalicznego jest inflacja. Konieczność zarządzania rosnącymi kosztami przy jednoczesnej presji na obniżenie cen stanowi priorytet na 2024 r. dla co trzeciego ankietowanego. Uczestnicy badania w najbliższym miesiącach zamierzają się także skupić na zwiększeniu odporności łańcuchów dostaw (23 proc. odpowiedzi). Z kolei 22 proc. badanych planuje podjąć działania na rzecz transformacji w stronę zrównoważonego rozwoju. Taki sam odsetek stanowią odpowiedzi wskazujące na dążenie do zwiększenia udziału w rynku. Równo co piąty ankietowany w 2024 r. zamierza skupić się na utrzymaniu bądź zwiększeniu swojej marży operacyjnej.

Mimo wielu wyzwań i niepewności przedstawiciele sektora detalicznego optymistycznie patrzą w najbliższą przyszłość. Na pytanie dotyczące oczekiwań w obszarze przychodów 90 proc. badanych stwierdziło, że spodziewa się wzrostów w tym obszarze. Najczęściej wskazywanym poziomem przyrostu wpływów był zakres od 1 do 4 proc. (średnio 67 proc. odpowiedzi). Co więcej, znaczna część przedstawicieli firm detalicznych zakłada również wzrost w obszarze marży operacyjnej – tego typu odpowiedzi udzieliło trzech na czterech ankietowanych. W zależności od regionu od 18 do 26 proc. badanych zakłada brak zmian w tym obszarze.

– Po latach funkcjonowania w warunkach wysokiej inflacji sektor detaliczny nauczył się jak skutecznie działać w środowisku rosnących cen. Przykładem dostosowania się branży do czynników zewnętrznych jest zwrot w stronę e-handlu, jak również rozwój segmentów zapewniających najwyższe marże. W połączeniu z prognozowaną poprawą sytuacji gospodarczej sektor wyraża optymizm co do najbliższej przyszłości. Branża powinna jednak pamiętać, że długofalowo kluczowym czynnikiem z punktu widzenia konkurencyjności jest zdolność do tworzenia innowacji, mających na celu poprawę doświadczeń zakupowych klienta – mówi Bartek Bobczyński, partner, Consumer Industry, Deloitte.

AI szansą dla sektora

Roli nowoczesnych technologii w rozwoju sektora detalicznego poświęcone zostało jedno z wystąpień ekspertów Deloitte biorących udział w ostatniej edycji konferencji „Poland & CEE Retail Summit”. W ramach wystąpienia otwierającego wydarzenie Irena Cerovina, dyrektor, lider sektora CE Retail, Deloitte opowiadała o generatywnej sztucznej inteligencja i jej wpływie na przyszłość branży.

Ekspertka podkreśliła, że AI powinno się obecnie postrzegać nie jako wschodzący trend, ale jako czynnik, który obecnie w największym stopniu determinuje konkurencyjność firm detalicznych. W jej ocenie nowa technologia oferuje szereg możliwości w zakresie rozwiązywania problemów specyficznych dla danej branży, takich jak m.in. poprawa doświadczeń konsumentów czy generowanie cyfrowych treści. Podkreślony został także wpływ nowej technologii na takie czynniki jak produktywność firm detalicznych czy możliwości w zakresie tworzenia treści. Zaznaczając rolę, jaką generatywna AI odgrywa w procesie automatyzacji procesów prelegentka przytoczyła szereg przykładów wskazujących na największą zaletę nowej technologii, jaką jest jej znaczenie w procesie tworzenia innowacji produktowych.

Perspektywa sektora detalicznego jako branży kształtowanej przez sztuczną inteligencję to nie kwestia przyszłości, a obecna rzeczywistość. Możliwości jakie oferuje sprawiają, że te firmy, które jako pierwsze postawią na rozwój narzędzi opartych o AI w niedalekiej przyszłości mogą stać się faktycznymi liderami branży. Detaliści nie powinni więc poprzestawać na teoretycznych rozważaniach dotyczących sposobu wykorzystania tej technologii, ale także podjąć faktyczne działania w zakresie wykorzystania AI. Tylko w ten sposób będą oni bowiem w stanie dołączyć do grona liderów w zakresie innowacji, efektywności operacyjnej czy doświadczeń konsumenckich – mówi Irena Cerovina.

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej mogą stać się cyfrowymi liderami Unii Europejskiej

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej mają środki i możliwości, aby zdecydowanie przyspieszyć rozwój sektora ICT i stać się cyfrowym liderem w Unii Europejskiej – wynika z najnowszego raportu PwC i CEE Digital Coalition. Autorzy analizy podkreślają, że w wielu cyfrowych obszarach państwa naszego regionu wypadają znacznie lepiej niż te z zachodniej Europy: procentowo mamy więcej firm działających w sektorze cyfrowym i więcej osób w nim zatrudnionych. Coraz więcej też wydajemy na badania i rozwój technologiczny. Eksperci podkreślają, że motorem napędowym dla regionu w najbliższych latach będzie sztuczna inteligencja oraz rosnące zapotrzebowanie na rozwiązania oraz usługi z zakresu cyberbezpieczeństwa.

Czy region Europy Środkowo-Wschodniej może być przyszłym liderem zmian technologicznych? Nie jest to wykluczone: średnia liczba firm z sektora ICT na 1000 mieszkańców wynosi 4,35 w krajach naszego regionu i tylko 2,13 w państwach Europy Zachodniej. Sam eksport komercyjnych usług ICT w regionie wzrósł od 2005 do 2021 roku ponad sześciokrotnie. To oznacza, że w naszej cyfrowej gospodarce drzemie innowacyjność, pomysłowość i chęć tworzenia własnych rozwiązań na szeroką skalę – wynika z analizy przeprowadzonej w 11 krajach Europy Środkowo-Wschodniej przez firmę konsultingową PwC przy współpracy z ekspertami CEE Digitial Coalition. Wyniki badania opisano w raporcie Sektor nowych technologii w krajach Europy Środkowo-Wschodniej jako regionalny czynnik wzrostu”, który po raz pierwszy zaprezentowano podczas szczytu państw Trójmorza (Three Seas Summit & Business Forum), który w czwartek (11 kwietnia) odbywał się w Wilnie na Litwie.

– W Europie Środkowo-Wschodniej obserwujemy wysokie przedsiębiorcze nastawienie, a nawet pewnego rodzaju cyfrowy optymizm.  Kraje tego regionu dysponują także szeroką pulą utalentowanych specjalistów IT, co powoduje, że firmy z branży tech coraz częściej tu lokują swoje nie tylko fabryki, ale i  centra badawczo-rozwojowe. Do tego dochodzi solidna i ciągle rozbudowywana cyfrowa infrastruktura, zwłaszcza widoczne są inwestycje w szybki internet, chmurę oraz centra danych, a usługi cyfrowe są ciągle rozbudowywane. Czynniki te powodują, że sektor ICT w tym regionie rozwija się coraz szybciej i ma szansę w ciągu kolejnych lat stać się cyfrową lokomotywą dla całej Unii Europejskiej – uważa dr Paweł Oleszczuk, wicedyrektor PwC Polska w zespole doradztwa dla sektora publicznego i analiz ekonomicznych, jeden z autorów badania.

Wyzwaniem cyfryzacja przedsiębiorstw oraz zwiększanie kompetencji cyfrowych

Jest jedno zastrzeżenie. By jednak tak się stało, państwa Europy Środkowo-Wschodniej muszą zmierzyć się z cyfrowymi wyzwaniami, które przed nimi stoją – podkreślają autorzy raportu. Największe to transformacja cyfrowa przedsiębiorstw i administracji publicznej, z którą jesteśmy w tyle w porównaniu z krajami zachodnimi. Dla przykładu, odsetek firm stawiających w codziennej pracy na nowoczesne rozwiązania chmurowe jest o 14 proc. większy w Europie Zachodniej (39,7 proc. vs 53,5 proc.). Słabsze wyniki firmy naszego regionu odnotowują także, jeśli chodzi o wysokość sprzedaży w handlu elektronicznym czy wykorzystywanie danych. Według opinii Michała Kanownika, prezesa Związku Cyfrowa Polska i jednego z założycieli CEE Digital Coalition, by poprawić opóźnienia w cyfryzacji przedsiębiorstw, konieczne są inwestycje, wspierane przez państwa regionu: – Musimy więcej inwestować w sektor małych i średnich przedsiębiorstw, szczególnie w obszary związane z cyberbezpieczeństwem i takie, które zwiększą konkurencyjność firm z naszego regionu na całym rynku unijnym. Istotną rolę powinna tu odegrać również międzynarodowa współpraca sektorowa ­– mówi ekspert.

Kluczowa jest także budowa kompetencji cyfrowych, zwłaszcza wśród młodych ludzi wchodzących lub mających za parę lat wejść na rynek pracy. Jak czytamy w raporcie PwC i CEE Digital Coalition, tylko cztery kraje z Europy Środkowo-Wschodniej cechują się co najmniej podstawowym poziomem wiedzy technologicznej wykraczającym nieznacznie ponad średnią unijną: to Chorwacja, Czechy, Estonia i Słowacja. Polska znajduje się zdecydowanie bliżej końca stawki, niż jej początku. Kwestia ta – w opinii ekspertów – staje się coraz bardziej problematyczna. Za rosnącym szybko sektorem ICT w regionie, nie nadąża edukacja nowych specjalistów – już brakuje inżynierów robotyki, operatorów czy specjalistów ds. bezpieczeństwa cyfrowego. Problemem jest również mniejsza niż w Europie Zachodniej produktywność pracowników zatrudnionych w sektorze ICT – wynika z analizy PwC.

Eksperci  podkreślają również znaczenie poziomu wydatków na badania i rozwój w krajach regionu. Te z roku na rok rosną, ale wciąż poniżej średniej unijnej. Najwyższy procentowy udział wydatków na ten cel ma Słowenia (2,11 proc. PKB), w tym obszarze wyróżniają się również Czesi i Estończycy (powyżej 1,5 proc. PKB).  Polska plasuje się w środku tej stawki. Najmniej z krajów regionu wydaje Rumunia (zaledwie 0,46 proc. PKB).

Rozwiązania i szanse dla cyfrowej Europy Środkowo-Wschodniej

Jak wzmocnić cyfrowy rozwój regionu? W opinii autorów opracowania, kluczowe jest opracowanie konkretnych priorytetów oraz koordynacji działań na poziomie regionalnym w obszarze technologii. Państwa więcej też powinny inwestować w rozwój start-upów, małych i średnich przedsiębiorstw oraz tworzyć przyjazne środowisko prawne, które będzie zachęcało globalne firmy do inwestowania w regionie.  Eksperci mówią również o konieczności współpracy sektora publicznego i prywatnego, by lepiej dostosowywać rozwiązania do rzeczywistych potrzeb biznesowych. – Na poziomie Unii Europejskiej w wielu dziedzinach funkcjonujemy we wspólnym europejskim obszarze prawnym.  Jednak realia nie są dla wszystkich równe. Dlatego branża cyfrowa z naszego regionu walczy także o wyraźniejszy głos regionu na poziomie unijnym – mówi Michał Kanownik. Jego zdaniem najbliższe wybory do Parlamentu Europejskiego stanowią sporą szansę dla całego regionu, by ten głos wzmocnić. –  Decyzje w sprawach cyfrowych, które podejmą nowe władze Unii Europejskiej będą miały olbrzymi wpływ na to, w jaki sposób będzie rozwijać się także gospodarka cyfrowa w krajach  Europy Środkowo-Wschodniej. Musimy zatem zadbać o to, aby w nowej kadencji państwa naszego regionu miały większy wpływ na decyzje podejmowane w Brukseli w tych sprawach. Do tego konieczna jest zawalczenie o kluczowe stanowiska w Komisji Europejskiej – dodaje Michał Kanownik. W jego opinii ważne jest też, aby państwa regionu prowadziły wspólną skoordynowaną politykę w zakresie projektowanych w Brukseli regulacji dotyczących rynku cyfrowego.

Eksperci PwC i CEE Digital Coalition postrzegają również trzy trendy technologiczne jako te, które będą motorem wzrostu dla cyfrowej gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej. Pierwszy to sztuczna inteligencja. W opinii autorów raportu, pod warunkiem odpowiedniego wsparcia, technologia AI może zwiększyć produktywność w tym regionie, rewolucjonizując rynek pracy i przyczyniając się do tworzenia nowych stanowisk. Drugi trend, który wpłynie na rozwój cyfrowy regionu to rosnące znaczenie chmury – z badań PwC wynika, że aż 87 proc. przedsiębiorców działających w Europie Środkowo-Wschodniej, którzy obecnie nie korzystają z chmury, w ciągu najbliższych 2 lat przeniesie tam część swojej działalności. A to w efekcie ma wpłynąć na ich większość konkurencyjność.

Rosnące znaczenie cyberbezpieczeństwa będzie również miało wpływ na rozwój gospodarki cyfrowej regionu. Eksperci przewidują zwiększone zapotrzebowanie na tego typu usługi, w tym takich jak uwierzytelnianie danych. To z kolei będzie napędzało firmy tego sektora działające w państwach Europy Środkowo-Wschodniej.

Nierówne zasady odpowiedzialności członków zarządu za zobowiązania spółki

Czy to nie dyskryminacja, że jeden członek zarządu może się uwolnić od odpowiedzialności za zobowiązania spółki przez zgłoszenie w porę wniosku o ogłoszenie jej upadłości, podczas gdy inny nie może tego zrobić tylko dlatego, że spółka miała jednego wierzyciela? Czy organy mogą dochodzić zapłaty podatków od takiego członka zarządu bez wcześniejszego wykazania, że działał on w złej wierze albo w sposób niedbały? Z takimi pytaniami do Trybunału Sprawiedliwości UE wystąpił niedawno polski sąd.

Odpowiedzialność członka zarządu a wniosek o ogłoszenie upadłości

Zgodnie z art. 116 Ordynacji podatkowej, jeśli egzekucja z majątku spółki okaże się bezskuteczna, za jej zobowiązania podatkowe solidarnie odpowiadają członkowie zarządu spółki całym swoim majątkiem. Ustawa przewiduje, że członek zarządu może się uwolnić od tej odpowiedzialności jeżeli wykaże, że we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie upadłości spółki lub otwarto postępowanie restrukturyzacyjne albo zatwierdzono układ w postępowaniu o zatwierdzenie układu, albo że niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości nastąpiło nie z jego winy. Taki skutek wywoła też wskazanie majątku spółki, z którego egzekucja umożliwi zaspokojenie jej zaległości podatkowych w znacznej części.

Zasadniczo członek zarządu odpowiada swoim majątkiem za zobowiązania podatkowe, których termin płatności upływał w trakcie jego kadencji, a także za niektóre należności podlegające zwrotowi, które w tej kadencji powstały. Powyższe regulacje stosuje się również do byłych członków zarządu, a także byłych pełnomocników lub wspólników spółki w organizacji.

Upadłość tylko gdy kilku wierzycieli

Jednak w oparciu o regulacje polskiego prawa upadłościowego, przedsiębiorca może ogłosić upadłość tylko wtedy, gdy posiada co najmniej dwóch wierzycieli. W art. 1 ust. 1 pkt 1 ustawa Prawo upadłościowe wyraźnie stanowi, że przedmiotem jej regulacji są zasady wspólnego dochodzenia roszczeń wierzycieli od niewypłacalnych dłużników będących przedsiębiorcami. Użycie liczby mnogiej przemawia za tym, że postępowanie upadłościowe może toczyć się tylko wobec dłużnika, który ma więcej niż jednego wierzyciela. Również sama instytucja upadłości służyć ma równemu, sprawiedliwemu zaspokojeniu wszystkich wierzycieli. W przypadku gdy wierzyciel jest jeden, ta przesłanka wszczynania i prowadzenia postępowania upadłościowego odpada.

Milionowe zaległości

W 2021 r. naczelnik jednego z urzędów skarbowych wydał decyzję o solidarnej odpowiedzialności członka zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością za jej zobowiązania w podatku dochodowym od osób prawnych, z uwagi na to, że postępowanie egzekucyjne wobec spółki okazało się bezskuteczne. Naczelnik wskazał, że odpowiedzialność ta ciąży na tym członku zarządu, bowiem nie złożył on w porę wniosku o ogłoszenie upadłości i nie udowodnił, że w tym czasie zostało otwarte postępowanie restrukturyzacyjne albo zatwierdzono układ w postępowaniu o zatwierdzenie układu. Organ podnosił również, iż w trakcie kadencji tegoż managera istniały przesłanki do ogłoszenia upadłości. W żaden sposób w toczącym się postępowaniu pociągnięty do odpowiedzialności członek zarządu  nie wykazał niezależnych od niego okoliczności, z powodu których nie mógł tego zrobić. Suma zaległości spółki w VAT, CIT i PIT sięgała 3 mln zł. Nie sposób więc w tych okolicznościach mówić o braku jego zawinienia w dochowaniu obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości.

Skoro nie mógł złożyć wniosku, to na jakiej podstawie chcecie go karać?

Jednak obarczony odpowiedzialnością członek zarządu nie zgodził się z takim rozstrzygnięciem. Podniósł, że nie można było we właściwym czasie złożyć przedmiotowego wniosku, bowiem w okresie, którego dotyczy sprawa, spółka miała tylko jednego wierzyciela. Był nim urząd skarbowy. A warunkiem ogłoszenia upadłości jest istnienie wielu wierzycieli.

Z tym stanowiskiem zgodził się Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu. Potwierdził, że na gruncie przepisów ustawy Prawo upadłościowe, jak i wcześniej obowiązujących ustawy Prawo upadłościowe i naprawcze, złożenie przez członka zarządu wniosku o ogłoszenie upadłości było niedopuszczalne w sytuacji gdy jest tylko jeden wierzyciel. W efekcie, skoro członek zarządu nie miał takiej możliwości, to nie można było tego od niego wymagać, a więc i nie można wobec niego stosować sankcji za niezłożenie przedmiotowego wniosku. (Wyrok WSA we Wrocławiu z 21 grudnia 2023 r., sygn. akt I SA/Wr 337/22).

Nierówne traktowanie

Niewiele ponad miesiąc później, 31 stycznia 2024 r., wrocławski sąd po rozpoznaniu podobnej sprawy ze skargi innego członka zarządu zdecydował się zwrócić do Trybunału Sprawiedliwości UE z pytaniem, czy w tych okolicznościach nie dochodzi do nierównego traktowania członków zarządu, którzy nie mogli skutecznie złożyć ww. wniosku, bo spółka miała tylko jednego wierzyciela.

Rozpoznając sprawę odpowiedzialności członka zarządu spółki za jej zaległości w podatku VAT, sąd wystąpił do TSUE z pytaniem, czy przepisy unijne, w tym zasada równości wobec prawa i zasada niedyskryminacji, pozwalają na to, by polskie prawo dopuszczało nierówne traktowanie członków zarządu osób prawnych, w ten sposób, że członek zarządu spółki posiadającej więcej niż jednego wierzyciela, może uwolnić się od odpowiedzialności za jej zobowiązania przez złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości, podczas gdy członek zarządu spółki posiadającej wyłącznie jednego wierzyciela nie ma takiej szansy, co w efekcie pozbawia go możliwości uwolnienia się od odpowiedzialności oraz prawa do wniesienia skutecznego środka zaskarżenia? (Postanowienie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu z 31 stycznia 2024 r., sygn. akt I SA/Wr 966/22).

Czy organy nie powinny aby badać istnienie dobrej lub złej wiary po stronie managera?

Wrocławski sąd zadał TSUE jeszcze jedno ważne pytanie: czy organy skarbowe mogą dochodzić zapłaty zaległych podatków od takiego członka zarządu, bez wcześniejszego wykazania, że działał on w złej wierze, albo że jego zachowaniu można było zarzucić zawiniony błąd lub też niedbalstwo? Odpowiedź na to pytanie może mieć fundamentalne znaczenie dla wyniku przyszłych procesów w sprawach o odpowiedzialność managerów. Jeśli będzie negatywna, wówczas organy skarbowe nim następnym razem obarczą członka zarządu odpowiedzialnością, będą musiały zbadać, czy nieuregulowanie zobowiązań podatkowych spółki było wynikiem zawinionego działania bądź zaniechania managera, czy też wynikiem okoliczności, na które nie miał on wpływu.

Skierowanie do TSUE pytań powinno zawiesić toczące się już postępowania w sprawach odpowiedzialności członków zarządu za zobowiązania podatkowe spółki, jeśli wynik tych postępowań może zależeć od udzielonej przez Trybunał odpowiedzi. Ale już teraz można założyć, że powstałe wątpliwości wrocławskiego sądu będą mieć wpływ na poprawę pozycji procesowej członków zarządu pociągniętych do odpowiedzialności za zobowiązania podatkowe spółek.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Fabrity Holding chce skupić 192,5 tys. akcji własnych po 40 zł

Do sprzedaży 192,5 tys. akcji, reprezentujących 7,83% kapitału zakładowego, zaprosiła akcjonariuszy giełdowa spółka Fabrity Holding. Inwestorzy mogą odpowiedzieć w dniach 15-22 kwietnia br., a rozliczenie ma nastąpić 25 kwietnia.

Realizujemy właśnie uchwałę Walnego Zgromadzenia z 3 stycznia br., która jest elementem dystrybucji zysków do akcjonariuszy. W poprzednich latach wypłacaliśmy wysokie dywidendy, natomiast w tym roku ze względów formalnych wykorzystujemy zarówno skup akcji o wartości 7,7 mln zł, jak również dywidendę, aby łącznie do akcjonariuszy trafiło zapowiedziane wcześniej około 15 mln zł. Uchwałę w sprawie finalnej kwoty dywidendy i terminu jej wypłaty podejmie Walne Zgromadzenie mówi Artur Piątek, Wiceprezes Zarządu Fabrity Holding S.A.

Spodziewana wypłata 15 mln zł do akcjonariuszy za rok 2023 to w przeliczeniu około 6 zł na akcje. Z kolei za lata 2021-2022 trafiło do nich tytułem dywidendy łącznie 12,4 zł na akcję. Jest to efektem skutecznego rozwoju i dochodowości biznesów grupy oraz sprzedaży spółki Oktawave w czerwcu 2022. Tegoroczna dystrybucja środków do akcjonariuszy jest związana m.in. z sukcesem sprzedaży biznesów marketingowych we wrześniu zeszłego roku. Poza dynamicznie rosnącym software house’m Fabrity (spółka zależna), w portfolio notowanej na GPW Fabrity Holding pozostaje też PerfectBot – czatbot nowej generacji, który komercjalizuje produkt oparty na rozwiązaniach sztucznej inteligencji (GPT). W lutym br. Grupa Fabrity Holding przejęła pakiet kontrolny w poznańskiej spółce Panda Group, specjalizującej się w rozwiązaniach e-commerce, jednak o ile jest to zdarzenie pozytywne w kontekście potencjału rozwoju biznesu segmentu software, o tyle jednocześnie jest to zdarzenie neutralne dla zdolności dywidendowych i skupu akcji własnych.

Szczegółowe informacje na temat skupu akcji własnych Fabrity Holding znajdują się w Zaproszeniu do składania ofert sprzedaży. Podmiotem pośredniczącym w przeprowadzeniu i rozliczeniu skupu akcji własnych jest Biuro Maklerskie PKO BP.

EKIPA Holding powołała nową spółkę EKIPA Events

EKIPA Holding poinformowała o utworzeniu nowej spółki – EKIPA Events. Nowy podmiot będzie odpowiedzialny za organizację eventów i koncertów na rzecz twórców zrzeszonych w naszej Grupie Kapitałowej oraz oferowanie usług zewnętrznym klientom.

Spółka została powołana 11 kwietnia 2024 r., a na jej czele stoi Karol „Friz” Wiśniewski – pomysłodawca i główny akcjonariusz EKIPA Holding, która posiada w nowej spółce 100% udziałów.

– W ostatnim czasie bardzo rozwijamy się w branży eventowej. Za nami 2 duże trasy koncertowe Genzie i wiele koncertów innych twórców. Nowa spółka powstała aby zaopiekować ten obszar naszej działalności i nadać mu odpowiednich struktur i sprofesjonalizować działania. Jednym z pierwszych wielkich wydarzeń, jakie szykujemy w nowej spółce, jest EKIPA Festiwal, który odbędzie się już 16 czerwca w TAURON Arena Kraków. To niepowtarzalna okazja, by uczestniczyć w koncertach wszystkich naszych gwiazd. Na jednej scenie wystąpią: Genzie, Wersow, Mortal i 3 Króli. A koncerty to tylko jedna z licznych atrakcji jakie przygotowaliśmy. – mówi Karol „Friz” Wiśniewski prezes nowo powołanej spółki EKIPA Events.

EKIPA Festiwal odbędzie się 16 czerwca w krakowskiej TAURON Arenie. Poza występami influencerów w trakcie wydarzenia czekać będą na uczestników liczne atrakcje, takie jak spotkania Meet&Greet z artystami, specjalne strefy tematyczne, stoiska ze specjalnym merchem oraz sety DJ-skie, które dodadzą energii całej imprezie.

EKIPA Events wychodzi naprzeciw oczekiwaniom najbardziej wymagających fanów rozrywki. Nowa  spółka łączy kreatywność, profesjonalizm i pasję do tworzenia niezapomnianych doświadczeń. Skupi się nie tylko na organizacji koncertów dla twórców działających w ramach EKIPA Management, ale także oferuje swoje usługi dla szerokiej gamy twórców i firm, pragnących wnieść coś wyjątkowego do swoich wydarzeń.

EURUSD nurkuje i przełamuje poziom 1,07

Wczorajsza sesja na Wall Street przyniosła znaczne wzrosty technologicznego indeksu Nasdaq Composite, który zyskał 1,7 proc. Dzień na plusie zakończył również SP500. Z kolei notowania Dow Jones kształtowały się płasko. Krzywa rentowności amerykańskich obligacji skarbowych stała się bardziej stroma do czego przyczyniła się zwyżka na długim jej końcu. Kolejni przedstawiciele Fed opowiedzieli się za ostrożnym i cierpliwym podejściem do obniżek stóp procentowych w tym roku. Złoto wyznaczyło nowy rekord podczas gdy dolar lekko zyskał. Notowania EUR/USD wyznaczyły nowy lokalny dołek na 1,07. EBC pozostawił stopy procentowe bez zmian.

Wczoraj miała miejsce kolejna decyzja Europejskiego Banku Centralnego w sprawie stóp procentowych. Pozostały one bez zmian. Refinansowa wciąż wynosi 4,5 proc. a depozytowa 4 proc. Prezeska Christine Lagarde zakomunikowała, że instytucja pozostanie zależna od danych i nie zobowiązuje się z góry do określonej ścieżki stóp proc. W pewnym stopniu została zasygnalizowana obniżka w czerwcu. Cześć Rady Prezesów popiera łagodzenie warunków monetarnych już teraz, jednak zdecydowana większość chce poczekać na kolejne publikacje makro, które rozświetlą obraz obecnej sytuacji.

Z oświadczenia można było wyczytać, że bank zauważa, że większość miar inflacji bazowej łagodnieje, wzrost płac stopniowo spowalnia a firmy absorbują część wzrostu kosztów pracy w swoich marżach. Ważnym komunikatem był ten, który sugeruje, że jest możliwe zmniejszenie restrykcyjności polityki pieniężnej pod warunkiem, że zaktualizowana ocena Rady Prezesów dotycząca perspektyw inflacji oraz siły transmisji polityki monetarnej jeszcze bardziej zwiększy jej przekonanie, że miary dynamiki wzrostu cen zbliżają się do celu w sposób trwały. Można to zdanie uznać jako zapowiedź czerwcowej zmiany.

Euro na koniec dnia straciło a kurs głównej pary walutowej obniżył się do okrągłego poziomu 1,0700 a dziś rano ten poziom jest przełamywany. Nastawienie EBC oraz Fed-u coraz mocniej zaczyna się różnić, Europejski Bank Centralny staje się bardziej „gołębi”, Rezerwa Federalna ma coraz więcej argumentów za tym by być wciąż mocno restrykcyjną instytucją. W ostatnim czasie dywergencja ta pogłębiła się co jest uwidocznione w niższych poziomach głównej pary walutowej.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers