Cena kakao bije rekordy

Wtorkowa sesja przyniosła niewielkie zmiany głównej pary walutowej, która wczoraj lekko zniżkowała ale wciąż notowania oscylują pomiędzy poziomem 1,0850 a 1,08. Indeksy z Wall Street zamknęły dzień na umiarkowanych minusach. Dow Jones, SP500 oraz Nasdaq Composite spadły o odpowiednio 0,1 proc., 0,3 proc. oraz 0,4 proc. W Europie sesja wyglądała lepiej, DAX zyskał 0,7 proc. a CAC40 zwyżkował i osiągnął wynik na poziomie 0,4 proc. Złoty stracił względem euro oraz dolara amerykańskiego, ale zmiana ta jest symboliczna. Dziś brakuje istotnych danych makro z USA. Interesująco jest natomiast na rynku kakao. Kontrakty na giełdzie NYMEX osiągnęły wczoraj pierwszy raz w historii wartość 10 tys. USD. Imponujący rajd ceny rozpala zmysły inwestorów.

Kiedy na większości rynków niewiele się dzieje w okresie przedświątecznym, rynek kakao jest rozgrzany do czerwoności. Wczoraj po raz pierwszy w historii cena tego surowca osiągnęła wartość 10 tys. USD za tonę metryczną. Oznacza to, że w tym roku notowania urosły już o ponad 130 proc. Oczywiście tak silna reakcja ceny nie wzięła się znikąd. Z reguły tak się dzieje, kiedy występują znaczne zakłócenia w relacji podaży i popytu. Tym razem imponujący rajd to pokłosie trudnych warunków pogodowych oraz występujących chorób w Afryce Zachodniej, która odpowiada za mniej więcej 70 proc. globalnych dostaw tego surowca. Intensywne opady a następnie silne upały nawiedziły Wybrzeże Kości Słoniowej oraz Ghanę.

Według listopadowego raportu Międzynarodowej Organizacji Kakao, pod koniec ubiegłego roku ulewne deszcze i rozprzestrzenianie się choroby czarnych strąków (wywołanej przez patogen, który może zniszczyć całe uprawy) w tych dwóch krajach wpłynęły na rolnictwo. Słabe warunki drogowe utrudniły również dostarczenie dostępnych ziaren do portu. Z racji tego, że te dwa kraje odgrywają kluczową rolę w globalnej produkcji, jakiekolwiek utrudnienia w rolnictwie znacząco wpływają na rynek kakao, głównie na cenę.

Według lutowego raportu ICCO, liczba przylotów do portów w Wybrzeżu Kości Słoniowej i Ghanie spadła odpowiednio o 28 proc. i 35 proc. od początku sezonu w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku.

Szacunki wskazują, że podaż kakao spadnie o 8 proc. w sezonie 2023-2024 w porównaniu z poprzednimi dwunastoma miesiącami. Oczekuje się, że zbiory pośrednie, które rozpoczną się w kwietniu, będą również niższe niż w ubiegłym roku. Drzewa dotknięte wirusem muszą zostać ścięte, podczas gdy nowo posadzone potrzebują od trzech do pięciu lat, aby powstały nowe ziarna, dlatego podaż w ciągu najbliższych latach będzie prawdopodobnie niższa niż średnia z ostatnich 15-20 lat.

Oczywiście rajd ceny w tej formie w której widzimy obecnie jest nie do utrzymania w długim terminie i prawdopodobnie niebawem zobaczymy korektę spadkową. Sytuacja fundamentalna wskazuje jednak, że podwyższone ceny utrzymają się jeszcze przez jakiś czas.

Na rynku kontraktów futures doszło do zjawiska „backwardation”, czyli takiego, w którym cena spot jest wyższa od poziomu instrumentu pochodnego, co wskazuje na niedobór podaży.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

W 2023 roku Lokum Deweloper odnotował 451,3 mln zł przychodu, zysk wyniósł 100,7 mln zł, marża 22,3%

W 2023 roku Lokum Deweloper przekazał klientom 774 lokale, dzięki czemu  odnotował 451,3 mln zł przychodu, co przełożyło się na 100,7 mln zł zysku przypadającego akcjonariuszom podmiotu dominującego z działalności stricte deweloperskiej. Oznacza to marżę w wysokości 22,3%. Całkowity zysk spółki został dodatkowo wsparty przez zdarzenia jednorazowe.

Lokum Deweloper w 2023 wydał klucze do 774 lokali. Przychody sięgnęły 451,3 mln zł, czyli o 23% więcej r/r. Zysk przypadający akcjonariuszom podmiotu dominującego z działalności deweloperskiej (nie obejmujący zdarzeń jednorazowych) osiągnął 100,7 mln zł, co oznacza rentowność w wysokości 22,3%, zaś całkowity wyniósł 138,0 mln zł.

Grupa zwiększyła też kontraktację mieszkań. Od stycznia do końca grudnia zawarto 706 umów deweloperskich i przedwstępnych, a więc o 62% więcej niż rok wcześniej.

W 2023 r. Lokum Deweloper wypłacił dywidendę za 2022 r. w wysokości 30,42 mln zł, 1,69 zł na akcję.

Miniony rok wiązał się z zakończeniem realizacji kilku projektów dewelopera. Do użytku oddano III etap Lokum Verde, etapy IV-V Lokum Porto we Wrocławiu oraz etap IIIb osiedla Lokum Vista w Krakowie – łącznie 685 lokali. W drugiej połowie 2023 r. Lokum Deweloper rozpoczął budowę nowego osiedla Lokum la Vida oraz kolejnych etapów Lokum Porto we Wrocławiu – łącznie 388 lokali. Na koniec 2023 r. Grupa miała 392 lokale w realizacji. Rok 2024 deweloper otworzył z ofertą obejmującą 361 mieszkań, w tym 274 gotowe do odbioru.

– Rok 2023 był powrotem do normalności na rynku mieszkaniowym. Już od pierwszego kwartału widoczna była duża poprawa nastrojów, jak i możliwości finansowych naszych   klientów. Korzystali oni ze spadku inflacji, wzrostu wynagrodzeń, obniżenia stóp procentowych, a także od połowy roku z programu wsparcia w postaci Bezpiecznego Kredytu 2%. Na rynku dostępne jeszcze były gotowe mieszkania, w stosunkowo niskich cenach. Dzięki temu wielu klientów mogło zrealizować swoje potrzeby mieszkaniowe, odroczone przez trudną sytuację poprzedniego roku. Nasza spółka była dobrze przygotowana na te potrzeby dysponując zarówno dużą pulą lokali gotowych, jak i takich, których realizacja finalizowana była w drugiej połowie roku. Przełożyło się to na dobre wyniki spółki, redukcję zadłużenia, czyli umocnienie fundamentów finansowych dla realizacji nowych osiedli – mówi Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper.

W minionym roku Lokum Deweloper dokonał wykupu wszystkich nieumorzonych obligacji serii F, G i H, spłacił też kredyty zaciągnięte na poczet realizacji prowadzonych inwestycji, łącznie na kwotę 168 mln zł, oraz wyemitował nową serię obligacji o łącznej wartości nominalnej 53 mln zł z terminem zapadalności w czerwcu 2027 r. W lutym br. przeprowadził przedterminowy wykup obligacji serii I w wysokości 50 mln zł. Redukcja zadłużenia miała wpływ na poprawę struktury bilansu.

– Dobra sprzedaż i wyniki 2023 roku zarówno naszej spółki, jak i całego rynku, nie powinny przesłaniać dominującego obrazu trudności, z jakimi się mierzymy. Działalność deweloperska jest mocno ograniczana przez niewydolność systemu  administracji publicznej i liczne nieuzasadnione protesty stron postępowań administracyjnych. Grunty, na których można w krótkim czasie uruchomić inwestycje mieszkaniowe są dziś niedostępne, a czas przygotowania inwestycji stale wzrasta. Lokale przekazane klientom przez naszą spółkę w bieżącym roku zostały zrealizowane na gruntach zakupionych średnio 7,5 roku temu – większość czasu zajmuje przygotowanie inwestycji, podczas gdy sama budowa trwa ok. 1,5 roku. Nowelizacje prawa dotyczące zagospodarowania przestrzennego oraz warunków technicznych w jeszcze większym stopniu pogłębią problem niedostępności mieszkań w kolejnych latach – zarówno przez wydłużenie czasu na przygotowanie inwestycji, jak i ograniczenie intensywności zabudowy, przekładające się na wzrost kosztów wytworzenia. Naturalnie spowoduje to dalszy znaczny wzrost cen mieszkań ponoszony przez klientów. Aby tego uniknąć, konieczne wydaje się naprawienie źle przygotowanych przepisów ograniczających podaż mieszkań. Pierwszymi krokami powinna być nowelizacja specustawy mieszkaniowej w zakresie oddania samorządom możliwości bardziej elastycznego kształtowania zabudowy – głównie w zakresie wyznaczania zabudowy śródmiejskiej, oraz wskaźników parkingowych, które są kluczowe zarówno dla kosztów wytworzenia mieszkań, jak i jakości życia mieszkańców. Konieczne wydaje się też wprowadzenie długofalowych programów wsparcia nabywców kredytami o stałym i niskim oprocentowaniu, aby mogli oni racjonalnie podejmować decyzje o zakupie mieszkań, mające wieloletni wpływ na ich życie – komentuje prezes zarządu Lokum Deweloper.

Ciemne chmury nad branżą transportu, logistyki i motoryzacji: prognozy zatrudnienia na II kwartał 2024 r.

Po optymistycznych dla obszaru transportu, logistyki & motoryzacji poprzednich kwartałach nadeszły ciemne chmury. Od kwietnia do końca czerwca więcej pracodawców tej branży zapowiada konieczność redukcji zatrudnienia (34%) niż wzmacniania zespołów (29%). W tym czasie 36% firm tego sektora nie chce żadnych zmian w liczbie pracowników, a 2% organizacji nie zna planów rekrutacyjnych na najbliższy czas. To dane płynące z najnowszego raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany rekrutacyjne na II kwartał tego roku.

Dane zaprezentowane w raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” wskazują na to, że plany rekrutacyjne firm z branży transportu, logistyki & motoryzacji są zdecydowanie mniej optymistyczne niż dotychczas. Prognoza netto zatrudnienia, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, wynosi tutaj bowiem -5%. To jeden z najniższych wyników spośród 8 analizowanych sektorów. Wskaźnik ten spadł o 23 punkty procentowe w porównaniu do I kwartału 2024 roku, a także jest mniejszy o 24 punkty procentowe w ujęciu rocznym. Oznacza to, że firmy chcą zmniejszać liczbę pracowników, a po wielomiesięcznych wzrostach nadszedł dla nich czas stabilizacji.

Jak mówi Bartłomiej Deleżyński, ekspert rynku pracy z ramienia Manpower ujemna prognoza zatrudnienia jest rezultatem wielu czynników. – Po pierwsze, globalna niepewność gospodarcza może powodować ostrożność w inwestycjach i planach rozwoju, co w konsekwencji prowadzi do ograniczenia zatrudnienia. Należy zaznaczyć, iż mowa tutaj o inwestycjach w obszarze motoryzacji, bowiem sama branża logistyczno-magazynowa rozwija się rok do roku. Dodatkowo, zmieniające się trendy konsumenckie, regulacje dotyczące emisji oraz rosnące koszty operacyjne mogą wymuszać restrukturyzację firm, stawiających między innymi na automatyzację procesów. A to jak wiadomo znacznie przekłada się na poziom zatrudnienia – podkreśla ekspert.

Według danych Job Market Insights w obszarze transportu i logistyki od stycznia do połowy marca tego roku najczęściej poszukiwani byli kandydaci na stanowiska magazyniera, operatora wózka widłowego, kierowcy, pracownika magazynu, spedytora międzynarodowego oraz kierowcy zawodowego z prawem jazdy kat. C+E. Na najwięcej możliwości zmiany pracodawcy mogli liczyć kandydaci z okolic Warszawy, Wrocławia, Krakowa, Gdańska, Poznania oraz Łodzi.

– Warto zauważyć, że regiony, w których ofert pracy dla kandydatów obszaru transportu i logistyki było najwięcej są tymi, w których skumulowane jest 80% branży logistyczno-magazynowej. To sektory rynku, które wciąż się rozwijają, powiększając powierzchnię magazynową w poszczególnych regionach. Natomiast wraz ze zmieniającymi się potrzebami rynku, rosnącą automatyzacją, pożądani mogą być również inni kandydaci jak specjaliści ds. e-logistyki, analitycy danych logistycznych, czy eksperci ds. zrównoważonego transportu – dodaje ekspert Manpower.

Dane zebrane przez ManpowerGroup prezentują także plany rekrutacyjne organizacji w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). Pracodawcy branży transportu, logistyki & motoryzacji tego obszaru deklarują wzrosty zatrudnienia. Prognoza netto zatrudnienia w tym sektorze dla regionu EMEA na kwietnia do końca czerwca wyniosła bowiem +13%. Nowe rekrutacje planuje 37% organizacji, 24% liczy się z koniecznością redukcji etatów, a 2% firm nie zna planów rekrutacyjnych na nadchodzące miesiące. 37% pracodawców branży transportu, logistyki & motoryzacji w EMEA chce pozostawić zatrudnienie na niezmienionym poziomie.

– Ten rok przynosi wyzwania dla polskiej branży transportui logistyki, z widocznymi spadkami prognoz i niestabilnością zatrudnienia. Pojawiają się jednak szanse dla tych, którzy są gotowi dostosować się do zmieniających się potrzeb rynku oraz rozwijać nowe umiejętności. Warto więc śledzić rozwój sytuacji oraz elastycznie reagować na zmieniające się warunki, aby wykorzystać możliwości rozwoju zawodowego w tej dynamicznej branży – podsumowuje Bartłomiej Deleżyński.

Przychody Grupy Vantage w 2023 roku wyniosły 275,2 mln zł, a marża brutto 87,8 mln zł

Grupa Vantage – należąca do TAG Immobilien, aktywnie działająca na rynku instytucjonalnego najmu mieszkań w Polsce (PRS) – zanotowała w 2023 roku przychody na poziomie 275,2 mln zł, podczas gdy marża brutto wyniosła 87,8 mln zł. EBIT wyniósł 106,7 mln zł, a wynik netto wyniósł 189,1 mln zł. W ramach marki Vantage Rent Grupa oferuje wynajem długoterminowy i rozwija rynek PRS. Vantage ma w wynajmie ponad 2500 mieszkań w całej Polsce.

W 2024 roku Vantage pozyskał 90 mln euro na refinansowanie części portfela mieszkań na wynajem na okres 5 lat. Finansowanie zostało zapewnione przez ERGO Group – jedną z kluczowych grup ubezpieczeniowych w Niemczech i w Europie. VICTORIAPARTNERS pełniła funkcję doradcy finansowego Vantage Group.

Vantage posiada lokale we Wrocławiu, Poznaniu i w Łodzi – łącznie w 12 inwestycjach. Ponadto w budowie ma kolejnych 1200 lokali na wynajem w miastach, w których Grupa działa, ale także na nowych rynkach – m.in. w Trójmieście. Grupa TAG – wraz z Vantage – oferuje łącznie ponad 87.000 mieszkań na wynajem w Europie.

W sierpniu 2023 roku Vantage zakończył z sukcesem emisję obligacji serii AA i pozyskał łącznie 24 mln euro. Termin zapadalności wyemitowanych obligacji wynosi do 4 lat od dnia emisji. Oferującym w ramach Programu Emisji Obligacji był Haitong Bank.

„Rynek instytucjonalnego wynajmu mieszkań w Polsce dopiero się rozwija – ważne jest, aby kluczowe pozycje na nim zajęły odpowiedzialne, wiarygodne podmioty. Rozwiązania PRS wypełniają lukę na rynku mieszkaniowym w kraju i pozwalają na większą dostępność mieszkań – zwłaszcza dla tych grup społecznych, które mają utrudnione możliwości zakupu, w tym także ogromnej rzeszy cudzoziemców mieszkających i pracujących w Polsce. Ważne jest, że Vantage jest stabilnym, wiarygodnym partnerem, finansowanym przez znane, europejskie instytucje i zarządzanym przez doświadczony, profesjonalny zespół. Dzięki temu możemy planować rozwój Grupy w długim terminie pokazując bardzo dobre wyniki i inwestując w kolejne projekty na wynajem. W 2023 roku potwierdziliśmy, że Vantage cieszy się zaufaniem inwestorów – uplasowaliśmy znaczącą emisję obligacji w wysokości 24 mln euro. Była to pierwsza tego typu emisja obligacji na rynku PRS i wyjątkowa, bo denominowana w euro. W bieżącym roku zawarliśmy również umowę finansowania z ERGO Group – jedną z największych firm ubezpieczeniowych w Niemczech i Europie – na 90 mln euro. Pozwoli to nam na skokowy wzrost i umacnianie pozycji jednego z liderów na rynku PRS w Polsce” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG i Vantage.

Ogromnym atutem Vantage jest doświadczenie i wsparcie naszego akcjonariusza – Grupy TAG Immobilien. W oparciu o to w naszej działalności najmowej wdrażamy najlepsze standardy, sprawdzone na rynkach Europy Zachodniej. Mamy duży, zdywersyfikowany geograficznie portfel mieszkań na wynajem – umożliwia nam to sprawne zarządzanie i dalszy rozwój Grupy. Dzięki temu byliśmy w stanie uzyskać bardzo satysfakcjonujące wyniki operacyjne jak i finansowe za 2023 rok (przychody na poziomie 275 mln złotych, marża brutto ze sprzedaży wynosząca niemal 88 mln złotych). Dzięki zaufaniu inwestorów w naszą działalność w 2023 roku uplasowaliśmy obligacje na kwotę 24 mln. euro, a z początkiem 2024 roku pozyskaliśmy finansowanie z ERGO Group, co umożliwiło nam refinansowanie istotnej części naszego portfela mieszkań na wynajem we współpracy z międzynarodowym graczem finansowym o ugruntowanej pozycji. Doceniamy zaufanie, które otrzymujemy zarówno od naszych klientów, jak i od inwestorów – pozyskane finansowanie i współprace nawiązane z międzynarodowymi instytucjami potwierdzają, że jesteśmy wiarygodnym partnerem. – powiedziała Marta Hejak, wiceprezes zarządu i CFO ROBYG oraz Vantage.

„Polski rynek PRS budujemy już od niemalże 3 lat – to czas intensywnego rozwoju, w którym dzięki pełnemu zaangażowaniu całego Zespołu możemy cieszyć się bogatą, różnorodną ofertą lokali na wynajem w 3 dużych miastach, a także obiecującymi perspektywami na dalszy rozwój. Jako jeden z liderów polskiego sektora najmu instytucjonalnego oferujemy najwyższą jakość obsługi, dzięki czemu poziom wynajęcia lokali w 2023 roku sięgnął blisko 98% (z wyłączeniem projektów wprowadzonych do oferty w 2H 2023). Oferujemy mieszkania w 12 inwestycjach, a w budowie mamy kolejnych 1200 lokali. Nasi klienci cenią naszą elastyczną ofertę i dobre lokalizacje, ale także pełne pakiety wsparcia, jakie proponujemy. Dotyczy to przede wszystkim pomocy w zakresie dokumentacji i wymaganych formalności, co jest standardem naszego działania. Przed nami dalszy rozwój, który pozwoli nam rozbudować ofertę w miastach, w których już działamy, jak i w zupełnie nowych lokalizacjach” – dodał Dariusz Pawlukowicz, wiceprezes zarządu Vantage.

Kluczowe wydarzenia w Grupie Vantage w 2023 roku:

  • Uzyskano pozwolenia na użytkowanie trzech projektów na wynajem obejmujących łącznie 625 lokali:
    • we Wrocławiu – Madalińskiego 1 (Pułaskiego) (101 mieszkań + 3 lokale usługowe),
    • w Poznaniu – Piątkowska 92 (237 mieszkań + 6 lokali usługowych),
    • w Łodzi – Rembielińskiego 4 (272 mieszkania + 6 lokali usługowych).
  • Do oferty najmu (po zakończeniu prac wykończeniowych i wyposażeniu) trafiły 1264 lokale (stan oferty na koniec 2022 – 1 153, na koniec 2023 – 2 417), co oznacza przyrost o blisko 110%.
  • W czerwcu 2023 licznik wynajętych mieszkań wskazał okrągłe 2000. Od tamtego momentu liczba sukcesywnie rośnie.
  • Poziom wynajęcia w ustabilizowanych projektach (z wyłączeniem tych wprowadzonych do oferty w 2H 2023) sięgnął blisko 98%.
  • Kontynuowano budowy projektów sprzedażowych przede wszystkim w Porcie Popowice, ale i na Legnickiej 36.
  • Pozyskano 24 mln euro to pierwsza tego typu emisja obligacji na rynku PRS, denominowana w euro.
  • Jako pierwszy PRS w Polsce Vantage wprowadził pełny program dodatkowych benefitów dla najemców – Vantage Club, w którym mieszkańcy mogą korzystać z: programu rabatowego (partnerami są lokalne biznesy w pobliżu naszych inwestycji), eventów i indywidualnych konsultacji z ekspertami.
  • Opublikowano drugi raport ESG podsumowujący rok 2022.
  • Inwestycja w Łodzi, Tuwima 64 nominowana do nagrody Prime Property Prize 2023.
  • PoPoPark, czyli przestrzeń zielona pomiędzy Parkiem Zachodnim a osiedlem Port Popowice zdobyła I nagrodę w kategorii Przestrzeń Publiczna w XXXII edycji konkursu Piękny Wrocław.

W 2022 roku ROBYG i VANTAGE rozpoczęły budowę synergii w ramach Grupy TAG Immobilien, a ROBYG przejął kompetencje nadzorcze i zarządcze w Vantage. Na stanowisko prezesa zarządu (CEO) obu spółek został powołany Eyal Keltsh. Oscar Kazanelson, przewodniczący Rady Nadzorczej ROBYG od ponad 20 lat, przejął dodatkowo funkcję przewodniczącego Rady Nadzorczej Vantage. Niezależnie od połączonego zarządu oraz nadzoru każda ze spółek kontynuuje swoją dotychczasową działalność. ROBYG buduje i sprzedaje mieszkania, a także zarządza generalnym wykonawstwem oraz sprzedażą inwestycji Vantage. Vantage Rent prowadzi działalność w segmencie PRS – czyli mieszkań na wynajem. Każda ze spółek jest finansowana niezależnie.

W 2023 roku Grupa TAG sprzedała łącznie 3600 lokali mieszkalnych i komercyjnych. Grupa TAG zrealizowała i przekazała 4300 lokali, z czego 3800 lokali zostało przekazanych klientom indywidualnym, a 500 lokali powiększyło portfel na wynajem. Portfolio mieszkań na wynajem Vantage to 2400 lokali na koniec 2023 roku i około 2500 obecnie.

Centrum-Zachód: Nowe serce biznesowe Warszawy

Podstrefa biurowa Centrum-Zachód, wokół Ronda Daszyńskiego, to najdynamiczniej rozwijający się obszar na biurowej mapie Warszawy, gdzie koncentruje się 70% nowo powstającej powierzchni biurowej. Na koniec 2023 r. całkowita podaż tej lokalizacji wyniosła około 1,12 mln mkw., podczas gdy popyt osiągnął wartość niemal 170 000 mkw. Jakie znaczenie dla Warszawy ma dziś ta podstrefa biurowa? Jakie wydarzenia i decyzje wpłynęły na szybki rozwój tej lokalizacji? Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO prezentuje specjalną publikację „Co nadaje rytm biurowej Warszawie?”.

Podstrefa biurowa Centrum-Zachód, zlokalizowana wokół Ronda Daszyńskiego, stanowi obecnie najdynamiczniej rozwijający się obszar na biurowej mapie Warszawy. Pod koniec 2023 roku, aż 70% nowo powstającej powierzchni biurowej w Warszawie koncentrowało się właśnie tutaj. Decyzja o planie przebiegu II linii warszawskiego metra, wraz z otwarciem centralnego odcinka w marcu 2015 roku, przyspieszyła inwestycje deweloperskie i uczyniła Bliską Wolę nowym centrum biznesowym stolicy.

Mikro obszar wyznaczają ulice: Koszykowa od południa, Karolkowa od zachodu i Al. Solidarności od północy, z kolei od wschodu podstrefa graniczy z Centralnym Obszarem Biznesu (Al. Jana Pawła II i ul. Chałubińskiego). Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Centrum-Zachód wynoszą około 1,12 mln mkw., co stanowi 18% całkowitej podaży w Warszawie. Na ok. 570 nowoczesnych budynków  biurowych w stolicy ok. 60 zlokalizowanych jest na Bliskiej Woli. Dla porównania w drugiej największej strefie biurowej w Warszawie (1,07 mln mkw.) tj. na Służewcu znajduje się 75 obiektów.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań Rynkowych AXI IMMO, mówi: „Bliska Wola to przede wszystkim niezwykle udany projekt biurowy, który swoją skalą dorównuje niektórym miastom regionalnym. Gdybyśmy zestawili ze sobą całkowitą podaż biur w obszarze Ronda Daszyńskiego z podażą na poszczególnych rynkach regionalnych, tzw. Bliska Wola uplasowałaby się za Krakowem i Wrocławiem, natomiast przed Trójmiastem i Katowicami. Odnosząc się do rynku warszawskiego, niemal 1/5 całkowitej podaży biurowej stolicy skupiona jest właśnie w podstrefie Centrum-Zachód. Na 15 projektów znajdujących się obecnie w budowie siedem z nich powstaje w okolicach Ronda Daszyńskiego, a kolejne nowe inwestycje wydają się tylko kwestią czasu”.

W ostatniej dekadzie podstrefa przeszła intensywny rozwój, z punktem zwrotnym stanowiącym ukończenie Warsaw Spire w latach 2014-2016. Na koniec 2016 roku podaż biurowa w tym obszarze wynosiła 510 000 mkw., aby w ciągu siedmiu kolejnych lat zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej podwoiły się (+118%), wprowadzając do panoramy miasta wiele nowych obiektów, w tym Mennica Legacy Tower, The Warsaw Hub, Generation Park Y, Skyliner czy Warsaw Unit.

Na koniec 2023 roku w Centrum-Zachód budowało się niemal 210 000 mkw. nowej powierzchni biurowej. Największe projekty to The Bridge, V Tower, Office House w ramach kompleksu Towarowa 22 oraz The Form. W badanej strefie aktywni są również deweloperzy Skanska i Yareal, a planowane są kolejne projekty, takie jak Chopin Tower czy Skyliner II.

Jakub Potocki, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, komentuje: „Ostatnie 10 lat jest modelowym przykładem, jak powinna rozwijać się nowoczesna strefa biurowa, będąc niejako uzupełnieniem innych ważnych funkcji miejskich tj. mieszkaniowej, rozrywkowej, a przede wszystkim z uwzględnieniem wydajnej komunikacji zbiorowej. Planując tak dużą strefę, zadbano, aby najemcy mieli dostęp do wszystkich możliwych usług w pobliżu miejsca pracy. Bliska Wola stanowi niejako idealną definicję dla nowoczesnego biznesowego centrum miasta, a także świetną wizytówkę dla stolicy. To tu dzieje się biznes”.

Pomimo dużego zasobu relatywnie nowych projektów deweloperskich dostępność powierzchni biurowej w podstrefie Centrum-Zachód pozostaje ograniczona. Na koniec 2023 r. współczynnik pustostanów wyniósł 7,1% i był tym samym znacznie niższy niż średnia dla Warszawy, tj. 10,4%. Wynik ten przekłada się na ok. 80 000 mkw. powierzchni biurowej dostępnej na wynajem od zaraz.

Bartosz Oleksak, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, dodaje: „Rondo Daszyńskiego staje się kluczowym obszarem inwestycyjnym dla deweloperów, przyciągając ich korzystnymi warunkami i doskonałą lokalizacją. Bliska Wola rozwija się jako nowoczesne centrum biznesowe Warszawy,  co stanowi alternatywę dla historycznie tradycyjnych dzielnic biurowych, takich jak np. Mokotów-Służewiec. Przyszłość lokalizacji zależy od wielu czynników, przy czym podjęte kilka lat temu decyzje administracyjne i plan zagospodarowania dla tej części stolicy okazały się trafione. Zachowany balans pomiędzy różnymi funkcjami sprawił, że dziś Bliska Wola to zarówno miejsce do pracy, jak i życia”.

Popyt brutto na biura w 2023 roku wyniósł niemal 170 000 mkw., co stanowiło 22% udział w całym warszawskim popycie. Podstrefa Centrum-Zachód była najaktywniejszym mikro obszarem pod względem podpisanych umów, z wyższym udziałem nowych umów i ekspansji niż średnia dla całej Warszawy. Najaktywniejszą branżą w analizowanym obszarze były usługi dla biznesu (28% popytu w 2023 roku), następnie sektory publiczny i produkcyjny (po 15%).

Liczne zalety posiadania biura w badanym rejonie powodują, że Centrum-Zachód jest jedną z najdroższych lokalizacji na biurowej mapie Warszawy. Czynsze ofertowe oscylują między 14,75 EUR/mkw./mies. a 25,50 EUR/mkw./mies., natomiast opłaty eksploatacyjne wynoszą aktualnie od 23,00 PLN/mkw./mies. do 39,00 PLN/mkw./mies. i wykazują tendencję wzrostową.

Sereni Polska i nowe podejście do usług pogrzebowych – wywiad z Jakubem Rondudą

W kontekście dynamicznie zmieniającego się rynku usług pogrzebowych w Polsce, rozmawiamy z Jakubem Rondudą, dyrektorem zarządzającym i członkiem zarządu spółki Sereni Polska. Firma niedawno wkroczyła na polski rynek, wprowadzając świeże spojrzenie na branżę funeralną. W wywiadzie przedstawiciel Sereni Polska dzieli się przemyśleniami na temat czynników, które zmotywowały Sereni do ekspansji w Polsce, opisuje unikatowy model współpracy z lokalnymi domami pogrzebowymi, oraz przedstawia wizję rozwoju i konsolidacji sektora.

Jakie czynniki zdecydowały o ekspansji Sereni na polski rynek usług pogrzebowych? Czy były jakieś specyficzne aspekty rynku polskiego, które przyciągnęły Waszą uwagę?

Zdecydowaliśmy się na ekspansję Sereni na polski rynek usług pogrzebowych z uwagi na trzy główne czynniki. Pierwszym z nich jest atrakcyjne otoczenie makroekonomiczne w porównaniu z innymi krajami europejskimi, wyróżniające się dużym rynkiem z populacją sięgającą prawie 40 milionów, co stawia kraj w czołówce pod względem wielkości. Dodatkowo, obserwujemy szybki rozwój gospodarczy, zapowiadający długoterminowy wzrost jakości oraz cen usług pogrzebowych. Przy czym poziom konsolidacji rynku pogrzebowego w Polsce jest także porównywalny do krajów Europy Zachodniej sprzed 20-30 lat. Drugi czynnik to zaobserwowana przedsiębiorczość w branży pogrzebowej, równie dynamiczna jak w innych sektorach w polskiej gospodarce. W ciągu ostatnich 30 lat wiele firm rozwijało się, budując imponującą infrastrukturę i wciąż szukając nowych możliwości do dalszego wzrostu. Poszukujemy partnerów, którzy mają właśnie takie podejście i mentalność. Trzeci czynnik to zmiana generacyjna wśród właścicieli zakładów pogrzebowych. Wielu przedsiębiorców, którzy zakładali pierwsze domy pogrzebowe w latach 90., obecnie osiąga wiek emerytalny. W związku z tym część z nich przekazuje biznesy swoim dzieciom, a pozostali szukają sukcesji. Oferta Sereni stanowi atrakcyjne rozwiązanie dla obu tych grup.

Jak dokładnie wygląda model współpracy oferowany przez Sereni Polska domom pogrzebowym? Jakie są główne korzyści dla właścicieli tych firm z decyzji o wejściu w struktury Sereni?

Model współpracy bazuje na elastycznym podejściu do inwestycji w przedsiębiorstwa oraz długoterminowej współpracy z ich właścicielami. Nasza strategia zakłada dostosowanie się do specyfiki i rozmiaru każdego przedsiębiorstwa, co gwarantuje indywidualne podejście i maksymalizację korzyści dla obu stron. Dla właścicieli większych firm oferujemy zaawansowane narzędzia i technologie, które przy ich, najczęściej wciąż lokalnej, skali są nieosiągalne, takie jak nowoczesne rozwiązania IT czy wszechstronne strategie marketingowe. Dzięki naszemu wsparciu kapitałowemu, możliwa jest również szybsza ekspansja i zdobywanie nowych rynków lokalnych. Z kolei mniejszym przedsiębiorcom proponujemy współpracę z innymi firmami w ramach naszej sieci, co umożliwia efektywniejsze wykorzystanie zasobów, takich jak flota pojazdów czy zespół pracowników. Taka synergia przekłada się na zwiększenie efektywności operacyjnej i redukcję kosztów. Ponadto, nasze wsparcie znacząco odciąża wszystkich naszych partnerów, niezależnie od rozmiaru, od codziennej administracji, księgowości i logistyki, dzięki czemu mogą oni skupić się na kluczowych aspektach swojej działalności, czerpiąc jednocześnie z korzyści ekonomii skali. Dodatkowo, udostępniamy autorską platformę dla otwartej wymiany wiedzy i doświadczeń, co katalizuje innowacje i rozwój, tworząc silną wspólnotę przedsiębiorców. Nie zapominając przy tym o właścicielach myślących o przejściu na emeryturę, którym oferujemy również możliwość spieniężenia ich długoletniego wysiłku i przekazania biznesu w ręce firmy, która z największą starannością będzie dbała o ich dziedzictwo.

Jakie są główne cele Sereni Polska w kontekście rozwoju i konsolidacji rynku funeralnego w Polsce? Czy macie określone cele liczbowe dotyczące liczby zakładów pogrzebowych w sieci na najbliższe lata?

Naszym głównym celem w kontekście rozwoju i konsolidacji rynku funeralnego w Polsce jest współdzielenie wizji rozwoju i podejścia do biznesu pomiędzy Sereni a jej partnerami. Dlatego preferujemy zakup 1-2 biznesów z właścicielami o ambicjach wzrostu, profesjonalizacji i innowacji, zamiast masowego nabywania większej liczby firm, które niekoniecznie są dopasowane do naszych standardów. Branża pogrzebowa jest bardzo regionalna i bez silnego partnera na poziomie lokalnym znającego charakterystykę rynku bardzo ciężko rosnąć. To jest główny element, który nas wyróżnia na tle konkurencji europejskiej i który pozwala nam wygrywać na innych rynkach – partnerstwo i współpraca z lokalnymi przedsiębiorcami. Dużo łatwiej i szybciej jest oczywiście kupić całą firmę i pożegnać się z właścicielem w dniu transakcji albo zatrudnić go jedynie jako managera, niemniej z naszych doświadczeń wynika, że w tej branży taki model całkowicie się nie sprawdza. Tak więc w skrócie – jakość ponad ilość. Niemniej co do liczb i konkretnych celów, perspektywie długoterminowej dążymy do osiągnięcia 10% udziału w rynku, co oznacza obsługę około 40 tysięcy usług pogrzebowych rocznie. W przypadku rynków, na których już jesteśmy obecni, proporcjonalnie do ich rozmiaru, ten poziom był osiągalny w ciągu 5-7 lat.

W jaki sposób Sereni Polska zapewnia, że dołączające do sieci domy pogrzebowe mogą zachować swoje unikalne DNA i wartości, mimo bycia częścią większej struktury?

Dbamy o zachowanie unikalnego charakteru i wartości lokalnych domów pogrzebowych poprzez pozostawienie im swobody działania w ramach określonych standardów jakościowych. Dodatkowo, nasi przedsiębiorcy zachowują udziały w swoich przedsiębiorstwach, co sprawia, że dodatkowo zależy im na sukcesie firmy. Każdy rejon Polski posiada własne standardy i oczekiwania względem branży pogrzebowej. Organizacja pogrzebu jest skomplikowanym procesem wymagającym finezji oraz znajomości lokalnego rynku. Przekłada się to zarówno na poziom organizacyjny, jak i obsługi klienta. Dla lepszego zobrazowania przedstawię przykład obejmujący płaszczyznę organizacyjną i administracyjną. W Warszawie domy pogrzebowe prowadzą współpracę z kilkunastoma cmentarzami komunalnymi oraz wyznaniowymi, mającymi własne procedury i wymagania. Czasami jednego dnia, domy pogrzebowe mogą odpowiadać za organizację trzech pogrzebów w trzech różnych częściach miasta. Z kolei w innym mieście, o stu tysięcznej populacji możemy mieć przedsiębiorstwo podobnych rozmiarów, ale współpracujące z jedynym szpitalem i cmentarzem na tym terenie, co wymaga zupełnie innego podejścia i organizacji. Ponadto według naszych danych w Warszawie poziom kremacji wynosi ok. 60% wszystkich pochówków, notujemy również wzrost pogrzebów o charakterze świeckim, co jest przeciwieństwem danych zebranych na oddalonym o 150 kilometrów na południe terenie województwa świętokrzyskiego, gdzie poziom kremacji jest aż 3 krotnie niższy, a pogrzeby świeckie pozostają w przytłaczającej mniejszości. Rozwój wszystkich przedsiębiorstw w sieci według jednej procedury i jednego podejścia przy tak różnych warunkach jest niemożliwy. Dzięki temu nasz model biznesowy sprawdza się lepiej niż modele konkurencyjne, choć wiąże się to z pewnymi wyzwaniami finansowymi, gdyż ujednolicenie operacji i procedur zapewnia znaczne oszczędności. Podsumowując, lokalny charakter przedsiębiorstw będzie zawsze kluczowym elementem naszego modelu biznesowego, teraz i w przyszłości.

Jakie główne wyzwania rynkowe identyfikujecie w polskim sektorze usług pogrzebowych? W jaki sposób Sereni planuje je adresować, aby spełniać rosnące oczekiwania klientów?

Koncentrując się na krótkoterminowych wyzwaniach, które są najbardziej widoczne i przewidywalne na rynku, wymieniłbym rosnące koszty działalności w obliczu ograniczonego budżetu klientów spowodowanego wzmożoną inflacją oraz niezaktualizowanym zasiłkiem pogrzebowym. Dodatkowo oczywiście rosnące wymagania klientów. Jednak w tych warunkach dostrzegamy dla naszej firmy nie tyle wyzwania, co raczej szansę na wyróżnienie się i zbudowanie przewagi konkurencyjnej. Biorąc pod uwagę, że wszystkie podmioty na rynku mierzą się z podobnymi trudnościami, nasza zdolność do efektywniejszego wykorzystywania zasobów i oferowania klientom bardziej elastycznych rozwiązań finansowych, niedostępnych dla mniejszych przedsiębiorstw, stawia nas w uprzywilejowanej pozycji. Dzięki działaniu w ramach większej grupy, nie tylko zoptymalizujemy koszty, ale też będziemy w stanie proponować innowacyjne usługi, dokładnie odpowiadające aktualnym oczekiwaniom konsumentów, co pozwoli nam skutecznie reagować na zmieniające się warunki rynkowe.

Jak Sereni Polska podchodzi do kwestii tożsamości firmowych i nazewnictwa po przejęciu lokalnych domów pogrzebowych? Czy każda przejmowana firma zachowuje swoją nazwę i indywidualność, czy też są one integrowane pod jedną marką Sereni? Jakie są zalety wybranej strategii dla identyfikacji marki i relacji z klientami?

Przedsiębiorstwa pozostają pod swoją nazwą, z czasem ewentualnie dodajemy na jej początek literę „S” jako znak naszej jakości, jednak nie jest to zabieg dążący do jednolitej identyfikacji. Strategia ta pozwala zachować lokalne DNA i indywidualność pozyskanych firm, co jest istotne zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, gdzie nazwa przedsiębiorstwa może być synonimem usług pogrzebowych. Dzięki takiemu podejściu utrzymujemy silną identyfikację marki na lokalnym rynku i budujemy trwałe relacje z klientami, którzy cenią sobie stabilność i znajomość lokalnego dostawcy usług pogrzebowych.

Jak Sereni Polska podchodzi do kwestii cen swoich usług. Czy stosuje jeden cennik czy każda z firm ustala ceny niezależnie.

Stosujemy sugerowane ceny i dokładnie monitorujemy marżę, przy jednoczesnym umożliwieniu naszym firmom pewnej swobody w ustalaniu własnych stawek. Nasze podejście do regionalnych dyrektorów jest oparte na partnerstwie i jedynie wspieramy ich kompetencje za pomocą zaawansowanej analityki. W kontekście dążenia do długoterminowego sukcesu naszej firmy, który jest wspólnym celem wszystkich stron, stosowanie wskaźników KPI skoncentrowanych na marży jest najbardziej adekwatne. Dodatkowo, argumentem za dostosowaniem cennika do warunków lokalnych są zróżnicowane koszty działalności w różnych regionach.

W jakim stopniu przejęte przez Sereni Polska domy pogrzebowe mają autonomię w podejmowaniu decyzji dotyczących działań marketingowych i komunikacji? Czy istnieją centralnie ustalane wytyczne i strategie, do których muszą się one stosować, czy też mogą swobodnie kształtować własne podejście w tych obszarach?

Pozostawiamy naszym partnerom pewien stopień autonomii w prowadzeniu działań offline, jednocześnie oferując nasze doświadczenie i narzędzia do efektywniejszego monitorowania skuteczności tych inicjatyw. Szczególnie skupiamy się na rozwoju ich obecności w internecie, co w długoterminowej perspektywie przekłada się na znaczące korzyści. Branża usług pogrzebowych charakteryzuje się stosunkowo niskim poziomem zaawansowania w zakresie działań marketingowych w internecie, co otwiera przed nami szansę na wyraźne odróżnienie się poprzez wdrażanie rozwiązań dostosowanych do specyfiki tej działalności.

Branża usług pogrzebowych wymaga szczególnej empatii i wrażliwości. Jak Sereni dba o jednolitą jakość usług.

Dbamy o jednolitą jakość usług poprzez szkolenia, wprowadzone wytyczne, audyty oraz badania satysfakcji klienta. Jednak są to bardziej wskazówki niż sztywne zasady i skrypty. Kluczowym elementem tej działalności jest czynnik ludzki – nasi pracownicy zajmujący się obsługą klienta posiadają unikatowe umiejętności i niesamowitą empatię wobec swoich klientów. Każdy ma swój sposób pracy i podejście do obsługi, jednak wszystkich łączy jedna misja – bycia przewodnikiem i wsparciem dla naszych klientów w trudnych chwilach. Poprzez wymianę doświadczeń, szkolenia i wytyczne promujemy pozytywne zachowania, a negatywne kontrolujemy poprzez audyty, które wyrywkowo weryfikują proces obsługi klienta. Niemniej, dzięki starannemu doborowi partnerów rzadko kiedy musimy interweniować co do obsługi klienta. Nasi partnerzy osiągają jedne z najwyższych wskaźników satysfakcji klientów, jakie kiedykolwiek zaobserwowałem podczas pracy w wielu innych branżach. W niektórych oddziałach utrzymują się nawet długoterminowo wyniki NPS na poziomie 95-100%.

Edukacja i rozwój: Jakie inicjatywy lub programy są oferowane w tym zakresie?

Oferujemy różnorodne inicjatywy i programy edukacyjne oraz rozwojowe. Dzięki międzynarodowej strukturze organizacji, regularnie organizujemy szkolenia i sesje służące wymianie wiedzy na poziomie krajowym i europejskim. Dużym benefitem jest możliwość swobodnej wymiany informacji bez podejrzliwości i nieufności jak w przypadku konkurentów. Ponadto oferujemy unikalne szanse rozwoju kariery, takie jak migracja w obrębie organizacji – od poziomu oddziału do nadzoru regionalnego lub biura głównego. Oferowane przez nas ścieżki rozwoju są bogatsze niż w przeciętnej firmie z tej samej branży. Ta elastyczność kariery i otwartość organizacyjna razem z dynamicznym wzrostem umożliwiła nam dotychczas w Belgii i Niemczech rekrutację młodych i ambitnych ludzi oraz prawdziwych ekspertów w swoich dziedzinach.

Jakie są Wasze przewidywania dotyczące przyszłości branży funeralnej w Polsce i globalnie? W jaki sposób Sereni Polska chce kształtować tę przyszłość?

Spodziewamy się rozwoju w stronę jeszcze bardziej kompleksowego wsparcia klientów w żałobie oraz empatycznego i intymnego podejścia w ich obsłudze. Tą samą tendencję zaobserwowaliśmy na przestrzeni ostatnich lat zarówno w Belgii, jak i w Niemczech. Wydaje się to bardzo naturalne – z naszej perspektywy jak największe odciążenie klienta i uzyskanie jego zaufania jest ostatecznym potwierdzeniem jakości naszych usług i naszej wiarygodności. Będzie za tym szło również rozszerzenie oferty domów pogrzebowych – od organizacji pożegnania, przez przygotowanie konsolacji, po wsparcie w kwestiach administracyjnych oraz pomoc psychologiczną. Dodatkowo, będziemy obserwowali stopniowo dalszą digitalizację zarówno operacji wewnętrznych domów pogrzebowych, jak i kontaktu z klientem. Są to główne filary, na których opiera się nasze podejście do branży usług pogrzebowych, wierzymy, że pozwolą nam one przewodzić w nadchodzących zmianach na rynku.

Rynek walutowy: Dolar królem, złoty słabnie, frank szwajcarski zaskakuje

Ubiegły tydzień obfitował w decyzje banków centralnych, z których nie wszystkie były zgodne z oczekiwaniami. Wśród głównych walut zdecydowanie najjaśniej błyszczał dolar, mimo że nie otrzymał istotnego bezpośredniego wsparcia ze strony Rezerwy Federalnej. W otoczeniu mocnego dolara gorzej radziły sobie waluty takie jak złoty. Pomimo osłabienia polska waluta odnotowała lepsze wyniki od bliskich jej walut regionu.

Najistotniejsze było prawdopodobnie oświadczenie Banku Japonii, który we wtorek podniósł stopy procentowe po raz pierwszy od 17 lat – to historycznych ruch, który zakończył trwający 8 lat okres ujemnych stóp procentowych. Jen doświadczył jednak wyprzedaży względem podobnych walut, ponieważ komunikaty banku były podszyte gołębim nastawieniem. Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) przyjął przeciwną postawę, zaskakując rynki obniżką stóp procentowych, w obliczu czego frank szwajcarski natychmiast doświadczył deprecjacji. Funt również nie radził sobie najlepiej, do czego przyczyniły się kolejne oznaki dezinflacji w Wielkiej Brytanii i gołębi zwrot Banku Anglii (BoE).

Ten tydzień powinien być na rynkach trochę spokojniejszy, niemniej przemówienie prezeski EBC Christine Lagarde (wtorek 26.03), zrewidowane dane o wzroście gospodarczym w USA i Wielkiej Brytanii (czwartek 28.03) i najnowszy odczyt inflacji PCE w USA (piątek 29.03) bez wątpienia będą warte uwagi.

PLN

Waluty CEE mają za sobą trudny tydzień, co można do pewnego stopnia łączyć z siłą dolara. Poza mnogością posiedzeń banków centralnych ekonomistów zajmowały liczne publikacje danych. W Polsce zaobserwowaliśmy nieznaczną poprawę zaufania konsumentów, silny wzrost płac (imponujące 9,8% w ujęciu realnym) i przyzwoity wzrost sprzedaży detalicznej (6,1% r/r w ujęciu realnym). Pozwala to mieć nadzieję na ożywienie wydatków konsumenckich i solidny wzrost gospodarczy w 2024 r. – wciąż pod znakiem zapytania stoi jednak to, w jakim stopniu wyższe zarobki przełożą się na konsumpcję, w jakim zaś na oszczędności.

Na tapet powrócił również temat wniosku o postawienie prezesa NBP Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu – zgodnie z wypowiedziami przedstawicieli rządu ma on zostać złożony w najbliższych dniach. Dotychczasowe wiadomości nie wpłynęły silnie na rynek walutowy, lecz pozostaje to pewnym ryzykiem dla złotego, mimo że znaczne zwiększenie zmienności w kontekście tej kwestii wydaje się mało prawdopodobne.

Uwaga w tym tygodniu skupi się również na inflacji. Spodziewamy się, że marcowy odczyt wykaże kolejny jej spadek (konsensus Bloomberga to 2,3%). Istnieją pewne obawy dotyczące dalszej jej ścieżki, jest jednak nadzieja, że wzrost inflacji w II kwartale nie będzie tak znaczący, jak przewidywano wcześniej (warto przywołać wojnę cenową między głównymi detalistami i oświadczenie, że część z nich zrezygnuje z podniesienia cen mimo powrotu 5-procentowego VAT-u na żywność).

EUR

Kilka ostatnich tygodni cechowało się powrotem optymizmu względem gospodarki strefy euro, co zapewniło solidne wsparcie wspólnej walucie. Wydaje się, że odczyty makroekonomiczne z bloku rzeczywiście zaczęły zmierzać w dobrą stronę. Marcowe wskaźniki PMI pozostały na stagnacyjnych poziomach, miara zbiorcza znalazła się jednak tuż poniżej granicznego poziomu 50 pkt, najwyżej od dziewięciu miesięcy. Należy odnotować, że również wskaźnik dla usług był na poziomie wyższym niż w lutym.

Dobrym indykatorem tej poprawy jest Indeks zaskoczeń ekonomicznych Citigroup dla strefy euro, który nie tylko po raz pierwszy od maja znajduje się na dodatnich poziomach, ale jest także wyższy od analogicznych wskaźników dla USA i Wielkiej Brytanii. W tym tygodniu nie zostaną opublikowane istotne odczyty ze wspólnego bloku, inwestorzy będą jednak uważnie przysłuchiwać się przemówieniom prezeski EBC Christine Lagarde i głównego ekonomisty Philipa Lane’a.

USD

Marcowe oświadczenie Rezerwy Federalnej wywołało w pierwszej chwili osłabienie dolara. FOMC podkreślił, że zanim zdecyduje się na obniżenie stóp procentowych, potrzebuje więcej dowodów na trwały spadek inflacji, niespodziewanie utrzymał jednak swoje stanowisko dotyczące trzech cięć w tym roku, podczas gdy rynki przygotowywały się na wskazującą tylko dwa ruchy w dół w 2024 r. zmianę mediany w dot plocie.

Spadek dolara był jednak krótkotrwały. Można to łączyć zapewne z rewizją w górę długoterminowych projekcji Fedu dotyczących stóp procentowych – szczególnie w kontekście mediany na 2025 r., która wskazuje obecnie na tylko trzy obniżki zamiast czterech. Gołębie zwroty wielu innych banków centralnych, szczególnie BoE i SNB, wsparły atrakcyjność dolara, szczególnie ze względu na wysokie nominalne stopy fed funds i dobre wyniki amerykańskiej gospodarki. Oczekuje się, że czwartkowa (28.03) rewizja PKB w IV kwartale nie przyniesie zmian, większa aktywność może jednak towarzyszyć piątkowemu (29.03) raportowi dotyczącemu inflacji PCE, która jest dla Fedu najważniejszą miarą dynamiki cen.

GBP

Ostatni tydzień był dla funta dość trudny. Przed czwartkową decyzją Banku Anglii wszystko wskazywało na gołębi zwrot po tym, jak lutowy odczyt inflacji rozminął się z rynkowymi oczekiwaniami. Zarówno główna, jak i bazowa miara dynamiki cen były niższe, niż przewidywano – pierwsza spadła do najniższego poziomu od września 2021 r., druga zaś od stycznia 2022 r.

Funt ucierpiał także w końcówce tygodnia za sprawą komunikatów ze strony BoE. Nie dość, że oba jastrzębie zagłosowały za utrzymaniem stóp na niezmienionym poziomie (rynki oczekiwały takiej zmiany tylko od jednego z nich), to bank zaskoczył wszystkich, dodając do oświadczenia zdanie, zgodnie z którym sprawy „podążają we właściwym kierunku”. To wyraźne wskazanie, że BoE uważa obniżki stóp za niezbyt odległe, w wyniku czego rynki niemal w pełni wyceniają początek rozluźniania polityki banku w czerwcu.

CHF

W znacznej mierze niespodziewane cięcie stóp procentowych Szwajcarskiego Banku Narodowego osłabiło franka, w wyniku czego kurs EUR/CHF wzrósł do najwyższego od wczesnego lipca poziomu tuż poniżej 0,98. Zwracając uwagę na postępy w walce z inflacją i aprecjację waluty w ujęciu realnym, SNB postanowił obniżyć swoją stopę procentową o 25 pb. do 1,5%, w wyniku czego stał się pierwszym bankiem centralnym G10, który w obecnym cyklu zdecydował się na taki ruch. Ścieżka inflacji w nowej projekcji jest mniej więcej o 0,5 pp. niższa w horyzoncie prognozy i sięga maksymalnie 1,5%. Sugeruje to, że decydenci są przekonani o wygranej w walce z inflacją, i nie pozostawia wątpliwości, że nadchodzą dalsze cięcia.

Rynki spodziewają się w tym roku jeszcze 50 pb. obniżek ze strony SNB. Uważamy te oczekiwania za całkiem realistyczne, nie bylibyśmy też zaskoczeni, gdyby bank zdecydował się na jeszcze większe rozluźnienie. Wszystko zależy oczywiście od przyszłych odczytów makro, szczególnie dotyczących dynamiki cen.

Ten tydzień będzie obfitował w znacznie mniej publikacji niż poprzedni, warto jednak zwrócić uwagę na dane SNB dotyczące transakcji walutowych w IV kwartale i wyprzedzający wskaźnik KOF (oba w czwartek 28.03). Pierwsze z nich dadzą lepszy wgląd w postawę banku wobec franka. Marcowa komunikacja banku w tej sprawie była powtórzeniem tej z grudnia – jeśli będzie taka potrzeba, SNB jest gotów do interwencji na rynku walutowym.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Polacy wydadzą na Wielkanoc średnio 200-300 zł na osobę

W tym roku 17,3% Polaków zamierza wydać 200-300 zł na wielkanocną żywność w przeliczeniu na jedną osobę. To najczęściej wskazywana kwota w sondażu UCE RESEARCH i Grupy Offerista. Przeważnie deklarują ją konsumenci zarabiający 3000-4999 zł netto miesięcznie. Na drugim miejscu w zestawieniu znalazł się najwyższy próg finansowy w badaniu, wynoszący ponad 500 zł. Został zapowiedziany przez 13,9% rodaków. Prawie tyle samo osób, tj. 13,4%, jeszcze nie wie, jaki poniesie koszt. Z kolei najmniej wskazań mają najniższe wydatki, będące poniżej 50 zł – 2,3%.

Wyniki sondażu UCE RESEARCH i Grupy Offerista pokazują, ile pieniędzy zamierzają wydać Polacy na świąteczną żywność, w tym m.in. na napoje bezalkoholowe, w przeliczeniu na jedną osobę. 17,3% ankietowanych deklaruje 200-300 zł. To najwyższy odsetek w badaniu.

– To wskazanie stanowi polski średni wydatek na jedną osobę przy świątecznym stole. Według mnie, to ani dużo, ani mało. Wszystko oczywiście zależy od tego, na ile osób są organizowane święta. Liczy się też indywidualne podejście do obchodzenia Wielkanocy. Natomiast na podstawie ww. wyniku można wyciągnąć wniosek, że statystyczna czteroosobowa rodzina wyda w tym roku na świąteczne produkty spożywcze średnio ok. 800-1200 zł. Zresztą w zeszłym roku bardzo podobnie to wyglądało – komentuje Robert Biegaj, współautor badania i ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista.

Jak informują analitycy z UCE RESEARCH, w tym roku więcej Polaków będzie chciało wydać ww. kwotę niż w ub.r. Widać kilkuprocentowy wzrost w deklaracjach konsumentów. – Moim zdaniem, świadczy to o tym, że Polacy wciąż oszczędzają. Nie zmieniła tego nawet spadająca inflacja. Ekonomiści mówią, że w drugiej połowie roku inflacja znowu pójdzie w górę. Słysząc to, statystyczny Kowalski nieco wyhamowuje z wydatkami na święta, bo nie wiadomo, co będzie dalej. I taka ostrożność może być dłużej widoczna, bo konsumenci potrzebują stabilniej się poczuć w dłuższym okresie, żeby szerzej otworzyć portfele – podkreśla Biegaj.

O kwocie 200-300 zł częściej mówią mężczyźni niż kobiety. Takiego wyboru dokonują przede wszystkim osoby w wieku 75-80 lat, z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 3000-4999 zł i z wyższym wykształceniem. Dotyczy to głównie mieszkańców miast liczących od 50 tys. do 99 tys. ludności.

– Dla osób o takich dochodach ww. wydatek może być znaczący w domowym budżecie. Niemiej jednak mogą to być respondenci, którzy są mocno przywiązani do tradycji i samej idei Wielkanocy. Zatem dla nich akurat wysoki koszt będzie zasadny i konieczny, nawet jeśli musieliby zrezygnować z realizacji innych potrzeb – wyjaśniają analitycy z UCE RESEARCH.

13,9% ankietowanych wskazuje, że wyda ponad 500 zł w przeliczeniu na jedną osobę przy świątecznym stole. Jest to najwyższy próg finansowy w sondażu i znalazł się on na drugim miejscu w zestawieniu. Natomiast 13,4% badanych jeszcze nie wie, jaki poniesie koszt. 12,5% respondentów podaje 150-200 zł, 10,7% – 300-400 zł, 9,7% – 400-500 zł, a 9,3% – 100-150 zł.

– Odsetek osób podających kwotę powyżej 500 zł jest o kilka punktów procentowych wyższy od tego, jaki był odnotowany rok temu. To pokazuje, że zamożniejsza grupa konsumentów bardziej poluzowuje w tym roku swoje wydatki na święta. Z kolei przedział 150-200 zł jest mniej więcej tak samo często wskazywany, jak rok temu. Jest on poniżej średniej liczonej dla klasycznego koszyka konsumenckiego. Natomiast zakres kwotowy 300-400 zł wykazał delikatną zmianę, która dla rynku w ogóle nie będzie zauważalna – stwierdza ekspert z Grupy Offerista.

Według autorów badania, wskaźnik niezdecydowanych konsumentów mówi o tym, że wciąż wielu Polaków zastanawia się nad swoimi wielkanocnymi wydatkami. – Osoby wahające się zapewne w większości poniosą niższe koszty. Będzie to spowodowane jakąś życiową niepewnością bądź wyraźnymi trudnościami, bo mało kto chce oszczędzać na Wielkanocy, jeśli oczywiście nie musi i ją świętuje. Z reguły Polacy kochają więcej kupować z takiej okazji, bo duże święta są raptem tylko dwa razy w roku – zauważa Robert Biegaj.

Z kolei najmniej wskazań mają wydatki poniżej 50 zł – 2,3%. To najniższa wartość, jaką mogli podać ankietowani. 2,8% zadeklarowało, że nic nie zapłaci za wielkanocną żywność, bo np. nie obchodzi świąt albo wyjeżdża na ten czas. Natomiast 8,1% ankietowanych zapowiedziało, że poniesie koszt w wysokości 50-100 zł.

– Wydatki poniżej 50 zł na osobę to raczej domena Polaków, którzy obchodzą święta bardzo symbolicznie bądź są na skraju ubóstwa. Jak widać po wynikach, rok do roku ten poziom jest mniej więcej podobny. Przedział 50-100 zł można potraktować jak ww. wartość, bo tego typu wydatki przy obecnych cenach w sklepach są raczej skromne. To wskazanie rdr. zyskało kilka punktów procentowych, co może świadczyć o tym, że najubożsi Polacy oszczędzają jeszcze bardziej niż rok wcześniej – podsumowuje Robert Biegaj.

***
Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 13-14.03.2024 roku metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Grupę Offerista na próbie 1007 dorosłych Polaków.

Piątkowe wystąpienia prezesów banków centralnych nie poruszyły rynków

Pakiet wystąpień decydentów z FED i EBC miał duże szanse zmienić poziomy wielu par walutowych. Tak się jednak nie stało. W tle tanieje ropa naftowa, a sprzedaż detaliczna w Kanadzie się lekko poprawia.

Dużo zamieszania bez wpływu na rynek

Piątek miał upłynąć pod dyktando wystąpień członków gremiów decyzyjnych. Pomimo pokaźnej liczby przemówień niewiele się wydarzyło na rynku. Najważniejsze wydają się oczekiwania względem pierwszej obniżki stóp procentowych w USA. Szansa na utrzymanie się stóp na niezmienionym poziomie po czerwcowym posiedzeniu wynosi obecnie nadal około 25%. Są to poziomy, przy których można zakładać, że czerwcowa obniżka stóp procentowych powinna dojść do skutku. Patrząc na rentowność jednorocznych obligacji, rynek zakłada, że stopa rynkowa powinna w tym czasie być niemal 0,5% niższa niż obecnie. Oznacza to nie tylko czerwcową obniżkę, ale również pójście za ciosem jeszcze 2 do 3 razy w tym roku. Taki ruch powinien przekładać się docelowo na osłabianie dolara amerykańskiego. O ile oczywiście nic się nie zmieni, czego wykluczyć nie można.

Pełzająca korekta ropy

Jeszcze we wtorek trwał silny ruch wzrostowy na ropie naftowej. Baryłka ropy Brent, czyli tej notowanej w Londynie, kosztowała wówczas 87,5 dolara. Od tego czasu rozpoczął się jednak ruch powrotny. Od tego momentu ropa naftowa staniała o około 2 dolary na baryłce. Warto zwrócić uwagę, że obecny poziom 85 dolarów, to coś, co w marcu oglądamy regularnie, aczkolwiek nie zawsze było tak drogo. Od początku listopada do początku marca ropa była bowiem cały czas tańsza. Warto zwrócić uwagę, że rosną prognozy konsumpcji na świecie ze względu na oddalające się spowolnienie gospodarcze. Widać to chociażby po piątkowych danych z USA, gdzie znów wzrasta liczba wież wiertniczych na rynku ropy.

Sprzedaż detaliczna w Kanadzie

W piątek poznaliśmy dane z Kanady na temat sprzedaży detalicznej. Sam odczyt wyniósł minus 0,3%, co i tak jest lepszym wynikiem od oczekiwań, bo oczekiwano większego spadku. Warto natomiast zwrócić uwagę, że podobnie jak w USA, lepiej wypadają dane po wykluczeniu samochodów. Sprzedaż aut mocno spadła w Ameryce Północnej. Wskaźnik bez nich za styczeń pokazuje 0,5% wzrostu, co jest wyraźnie lepszym wynikiem. Pomimo tych trochę lepszych danych w piątek, kurs dolara kanadyjskiego tracił na wartości względem dolara amerykańskiego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Zastosowanie pojemników PET w różnych branżach

Pojemniki PET, znane również jako opakowania PET to wszechstronne rozwiązanie, które znalazło zastosowanie w wielu branżach. Dzięki swojej trwałości, lekkości i możliwości ponownego przetworzenia, pojemniki PET stały się niezastąpionym elementem wielu procesów produkcyjnych. W poniższym artykule przyjrzymy się różnym branżom, w których opakowania PET odgrywają kluczową rolę, oraz dowiemy się, dlaczego warto rozważyć ich wykorzystanie również w Twoim biznesie.

Opakowanie PET w branży spożywczej

W branży spożywczej opakowania PET zdobywają coraz większą popularność ze względu na swoje liczne zalety. Pojemniki PET są lekkie, co ułatwia transport i przechowywanie produktów spożywczych. Ponadto ich transparentność pozwala na atrakcyjne prezentowanie zawartości, co przyciąga uwagę klientów. Dzięki doskonałym właściwościom izolacyjnym, pojemniki PET chronią produkty przed działaniem czynników zewnętrznych, zachowując świeżość i smak na dłużej.

Zastosowanie pojemników PET w branży kosmetycznej

W branży kosmetycznej opakowania PET są cenione za swoją elegancję i funkcjonalność. Pojemnik PET producent posiada szeroką opakowań, odnośnie ich wielkości i kształtu, co doskonale sprawdza się w kosmetykach. Pojemniki te doskonale sprawdzają się jako opakowania dla różnego rodzaju kosmetyków, od kremów po żele pod prysznic. Ich wytrzymałość i odporność na uszkodzenia zapewniają bezpieczne przechowywanie i prezentację produktów kosmetycznych. Ponadto fakt, że pojemniki PET można wielokrotnie przetwarzać, doskonale wpisuje się w koncepcję zrównoważonego rozwoju, co jest coraz bardziej istotne dla świadomych konsumentów.

Opakowanie PET w branży farmaceutycznej

W branży farmaceutycznej bezpieczeństwo i higiena są kluczowe, dlatego opakowania PET są wybierane ze względu na swoją niezawodność. Pojemniki PET zapewniają odpowiednią ochronę leków, chroniąc je przed wilgocią, światłem i innymi czynnikami mogącymi wpłynąć na ich skuteczność. Transparentność opakowań PET ułatwia identyfikację produktów, co jest istotne w przypadku leków o podobnych opakowaniach.

Zastosowanie pojemników PET w branży napojów

W branży napojów opakowania PET są powszechnie stosowane ze względu na swoją wygodę i funkcjonalność. Pojemniki PET są lekkie i łatwe w transporcie, co sprawia, że napoje mogą być szybko i sprawnie dostarczane do klientów. Dodatkowo, opakowania PET są odporne na uszkodzenia mechaniczne, co gwarantuje bezpieczeństwo podczas transportu. Dzięki różnorodnym kształtom i rozmiarom, pojemniki PET pozwalają na kreatywne i atrakcyjne prezentowanie napojów.

Opakowanie PET w branży e-commerce

W branży e-commerce opakowania PET odgrywają istotną rolę w procesie pakowania i wysyłki produktów. Pojemniki PET są łatwe w użyciu i zapewniają skuteczną ochronę towarów podczas transportu. Ich lekkość przekłada się na niższe koszty wysyłki, co jest korzyścią zarówno dla sprzedawców, jak i klientów. Ponadto, opakowania PET są ekologiczne, co jest istotne w kontekście rosnącej świadomości ekologicznej konsumentów.

Zastosowanie pojemników PET w różnych branżach przynosi liczne korzyści zarówno producentom, jak i konsumentom. Dzięki swojej wszechstronności i funkcjonalności, opakowania PET stały się nieodłącznym elementem wielu procesów produkcyjnych. Rozważając wykorzystanie pojemników PET w swoim biznesie, warto zwrócić uwagę na ich trwałość, estetykę i ekologiczność, które mogą przyczynić się do zwiększenia efektywności i atrakcyjności oferowanych produktów.

Czeko-flacja: Ceny kakao gwałtownie rosną

Już trzeci rok z rzędu produkcja kakao jest mniejsza niż popyt – dlaczego ona nie rośnie oraz czy (i jak) wpłynie to na marże producentów słodyczy?

  • Czy „czeko-flacja” to tylko kolejny pretekst do podnoszenia cen czekoladowych jajek, króliczków i kurczaczków przed Wielkanocą? Ceny kontraktów terminowych na kakao gwałtownie wzrosły do poziomu powyżej 6000 USD za tonę, ponieważ 2024 to trzeci rok z rzędu, gdy podaż nie będzie w stanie zaspokoić popytu.
  • Perspektywy rentowności producentów czekolady pozostają jednak solidne, co sugeruje, że to konsumenci (w całości) zapłacą za to wyższą cenę. Ponieważ wzrost cen słodyczy wciąż jeszcze pozostaje w tyle za wzrostem cen kakao, miłośników czekolady spotkać może jeszcze wiele przykrych niespodzianek przy kasie.
  • Aby zrównoważyć rynek kakao – zwiększyć jego produkcję w odpowiedzi na popyt, także rolnicy z Afryki Zachodniej skorzystać muszą na jego wyższych cenach, aby zachęcić ich do większej i lepszej produkcji.

Ceny kakao gwałtownie rosną, ponieważ 2024 r. to trzeci z rzędu rok, gdy podaż nie jest w stanie zaspokoić popytu. Z analiz Allianz Trade wynika, że cenę za to będą płacić konsumenci. W latach 2015-2019 tona kakao kosztowała średnio około 2500 USD. Obecnie ceny kontraktów terminowych na kakao pobiły 46-letni rekord, przekraczając 6000 USD za tonę, ponieważ oczekiwać można, iż konsumpcja przewyższy produkcję i w efekcie niedobór kakao wyniesie 374 000 ton.

Nadwyżka/deficyt na rynku kakao (w tys. ton)

Nadwyżka deficyt na rynku kakao

Źródła: ICO, Allianz Research

Aby chronić marże, producenci słodyczy prawdopodobnie będą poszukiwać oszczędności, takich jak zmniejszenie zawartości kakao w swoich produktach, zastąpienie kakao tańszymi alternatywami lub zmniejszenie wielkości/gramatury produktów (shrinkflation – tj. inflacja skurczowa). Alternatywnie mogą po prostu podnieść ceny lub wdrożyć strategiczne przesunięcie profilu swoich produktów w kierunku produktów premium – o wysokiej marży, równoważąc w ten sposób rosnące koszty nakładów. Na dzień dzisiejszy perspektywy rentowności głównych producentów słodyczy/czekolady pozostają solidne, przy czym oczekiwać można, iż zysk na akcję nieznacznie wzrośnie średnio o +1% w przypadku największych spółek giełdowych. Sugeruje to, że bezpośrednie konsekwencje rosnących cen kakao odczują konsumenci, a firmy (ich zyski) – producenci słodyczy. Allianz Trade stwierdza, że warto zauważyć, że wzrost cen detalicznych jest obecnie wciąż jeszcze znacznie niższy niż wzrost cen kakao, co sugeruje, że miłośników czekolady czeka jeszcze dużo przykrych podwyżek jej cen.

Ceny kakao a wskaźniki CPI (wskaźnik cen towarów i usług konsumenckich) dla czekolady/słodyczy (styczeń-2022=100)

Ceny kakao a wskaźniki CPI

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Niedobór podaży uwydatnia utrzymujące się od dłuższego czasu strukturalne wyzwania w przemyśle kakaowym

Globalna produkcja kakao zależy od kilku krajów Afryki Zachodniej – Wybrzeża Kości Słoniowej, Ghany, Kamerunu i Nigerii – które łącznie odpowiadają za prawie 75% światowej produkcji. Sektor ten w dużej mierze działał na plecach drobnych rolników, których ceny sprzedaży zawsze pozostawały na niskim poziomie – niezależnie od warunków rynkowych – ponieważ mechanizmy cenowe w skupie od producentów ziarna są zazwyczaj kontrolowane przez rządy tych krajów i kształtują się poniżej wartości rynkowej kakao. W międzyczasie z powodu ograniczonej podaży korzystali handlowcy, przetwórcy i producenci wyrobów czekoladowych osiągali w tych warunkach wyższe marże. Sytuacja ta doprowadziła do wykreowania pewnego mechanizmu ubóstwa, niedoinwestowania i spadku plonów u rolników uprawiających kakao. Z analiz Allianz Trade wynika, że trwający niedobór powinien być sygnałem alarmowym dla sektora i rządów, aby zająć się odwiecznymi kwestiami niedoinwestowania i nieodpowiednimi praktykami rolniczymi. Wyższe ceny uzyskiwane przez rolników zachęciłyby do niezbędnych inwestycji w nasadzenia i modernizację upraw kakao, zapewniając tym samym zrównoważoną produkcję kakao i zaspokajając rosnący globalny popyt na czekoladę.

To już nie jest rynek ani pracodawcy, ani pracownika. Eksperci o średniej krajowej w sektorze przedsiębiorstw

Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego pensje w sektorze przedsiębiorstw znowu wzrosły i średnio zbliżają się do psychologicznego pułapu ponad 8 tysięcy złotych brutto na etat. Eksperci rynku pracy z jednej strony przyznają, że to dobra wiadomość, bo przedsiębiorcy żywo reagują na sytuację na rynku pracy, ale z drugiej wyrażają zaniepokojenie. – Pensje rosną na tyle, na ile mogą pozwolić sobie na to przedsiębiorcy. Obawiam się, że dalszy skokowy wzrost płacy minimalnej może spowodować, że przedsiębiorców nie będzie stać na podnoszenie wynagrodzeń. Mamy obecnie płace na sterydach, a niektóre branże odnotowują spowolnienie – przyznaje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

  • Według aktualnych informacji GUS pensje w Polsce w sektorze przedsiębiorstw wynoszą 7978 złotych brutto
  • Rok do roku to wzrost o blisko 13%, a miesiąc do miesiąca o ok. 3%
  • Wciąż najwięcej zarabia się w sektorze IT, ale także w transporcie i budownictwie
  • Eksperci rynku pracy przyznają, że bieżące rekrutacje trwają także w sektorze TSL, sektorze magazynowym oraz w handlu. Brakuje także np. księgowych
  • Eksperci rynku pracy nie mają także wątpliwości, że możliwe jest, że bezrobocie minimalnie wzrośnie

Wzrost płacy i wynagrodzeń Polaków jest bardzo mocno odczuwalny przez rynek pracy i pracodawców.

– Z naszych obserwacji wynika, że najwyższe wzrosty wynagrodzeń są niewątpliwie zauważalne w księgowości i finansach oraz na stanowiskach  inżynierskich i wszystkich tych  związanych z obsługą produkcji. Bardzo wzrosły też wynagrodzenia handlowców, czy osób pracujących w branży usługowej. Są oczywiście sektory w których ten wzrost jest niewielki. Mowa o obszarach, w których koniunktura ma się gorzej – logistyka, czy branża e-commerce. Dynamika wzrostu wynagrodzeń spada również w branży IT – mówi Marta Cichecka, manager działu rekrutacji w firmie LSJ HR Group.

– Nie mamy obecnie ani rynku pracownika, ani rynku pracodawcy. Mamy rynek kompetencji. Wiele firm wstrzymuje masową rekrutację, ale chętnie przyjmie do pracy osoby posiadające niezbędną im wiedzę. Osoby posiadające wyspecjalizowane kompetencje w danej branży, dodatkowo znające języki obce otrzymują najwięcej ofert i najszybciej rosną ich wynagrodzenia – dodaje Marta Cichecka.

W jaki sposób wzrost płacy minimalnej wpływa na wysokość wynagrodzeń w sektorze prywatnym?

– Nie da się ukryć, że to zestaw naczyń połączonych. Zawsze wzrost płacy w sektorze publicznym generuje podania o podwyżkę w sektorze prywatnym. W roku 2024 wzrost jest bardzo widoczny z 3600 złotych brutto do 4242 złotych brutto. W sektorze komercyjnym pensje w styczniu rosły wolniej, ale już w lutym ta dynamika była większa – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspertka rynku pracy z firmy IDEA HR Group.

Eksperci rynku pracy nie spodziewają się, że w najbliższych miesiącach wzrośnie bezrobocie. Nie można jednak wykluczyć, że tempo rekrutacji się zmieni.

– To jest, być może, chwilowa przerwa złotego czasu w sektorze IT. Mniej jest rekrutacji także w usługach, ale to również zależy od regionu, a bardzo często także od pory roku. Hale logistyczne chętnie rekrutują, ale tutaj widzimy coraz większe dysproporcje w ilości pracowników z Polski i z Ukrainy. Mniej jest rekrutacji także w transporcie – dodaje Dorota Siedziniewska – Brzeźniak.

Mimo spadku inflacji, nadal większość Polaków chce oszczędzać na świątecznych zakupach

Według najnowszego sondażu, w tym roku, ze względu na malejącą inflację, 28% Polaków zamierza zwiększyć swoje świąteczne wydatki w porównaniu z ubiegłorocznymi. 52,7% rodaków nie planuje tego. W pierwszej grupie dominują osoby z miesięcznymi dochodami netto w wysokości 5000-6999 zł, a w drugiej – z zarobkami na poziomie 1000-2999 zł. Badanie też pokazuje, na co konsumenci chcą wydać teraz więcej pieniędzy niż rok temu. 49,7% ankietowanych podaje art. spożywcze, a 33% – prezenty dla rodziny. Z kolei 30,5% respondentów zamierza poluzować wydatki na wszystkim po trochu. Do tego 17,4% uczestników sondażu wymienia napoje alkoholowe, a 15,6% – ozdoby i gadżety świąteczne.

Jak wynika z badania UCE RESEARCH i Grupy Offerista, w tym roku, ze względu na odpuszczającą inflację, 28% Polaków zamierza zwiększyć swoje świąteczne wydatki w porównaniu z zeszłorocznymi. 52,7% rodaków zajmuje przeciwne stanowisko. Z kolei 12,2% jeszcze nie wie, jak postąpi. Natomiast 7,1% nie potrafi się określić.

– Konsumenci od dłuższego czasu czekali na spadek inflacji, który w końcu przyszedł. W mojej ocenie, spowodowało to, że Polacy trochę odpuścili oszczędzanie, ale nie wszyscy. Widać to nie tylko po tym sondażu. Wskazują też na to inne rynkowe opracowania oraz dane samych sklepów. Natomiast fakt, że blisko co czwarta badana osoba chce poluzować wydatki świąteczne, jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Jednak trzeba mieć na uwadze to, że wciąż ponad połowa Polaków nie myśli o tym. To oznacza, że wielu rodaków nadal musi liczyć się z każdym groszem. I to akurat jest zły sygnał. Oczywiście część osób zaciska pasa z daleko posuniętej ostrożności – mówi Robert Biegaj, współautor badania i ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista.

Z kolei analitycy z UCE RESERCH zwracają uwagę na to, że Polacy są zmęczeni skutkami wysokiej inflacji. A w okresach przedświątecznych zawsze chętniej sięgali do kieszeni. – Jeżeli inflacja nadal będzie spadać i Polacy odczują to w dłuższej perspektywie, to przed Bożym Narodzeniem będą jeszcze mniej oszczędni niż teraz. Oczywiście tak może być, jeśli nic złego nie wydarzy się znowu w gospodarce lub geopolityce, w tym nie pogłębi się konflikt w Ukrainie i nie rozszerzy się on na inne kraje – dodaje Robert Biegaj.

O zwiększeniu świątecznych wydatków częściej mówią mężczyźni niż kobiety. Dotyczy to głównie Polaków w wieku 75-80 lat. Przeważnie tak twierdzą osoby z miesięcznymi dochodami netto w wysokości 5000-6999 zł i z wykształceniem zasadniczym zawodowym. Najczęściej deklarują to mieszkańcy miast liczących 200-499 tys. ludności.

– To nie jest zaskakujące, że o tzw. luzowaniu świątecznych wydatków częściej mówią mężczyźni niż kobiety. W zasadzie wynika to z faktu, że to właśnie one najczęściej zarządzają budżetami domowymi, przez to ostrożniej podchodzą do zakupów. Ponadto patrzą na tego typu kwestie z dużo szerszej perspektywy – wyjaśnia współautor badania.

Częściej nie zamierzają zwiększać świątecznych wydatków kobiety niż mężczyźni. Głównie zapewniają o tym osoby w wieku 65-74 lat, z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 1000-2999 zł i z wyższym wykształceniem. Dotyczy to przede wszystkim mieszkańców miejscowości liczących 50-99 tys. ludności.

– Patrząc na strukturę wykształcenia, wyraźnie widać, że z dużo większą powściągliwością podchodzą do wydatków osoby najlepiej wykształcone. To z pewnością wynika z faktu, że potrafią one lepiej przewidzieć przyszłe skutki niekontrolowanych zakupów. Mają z reguły też większą wiedzę ekonomiczną, co pozwala im rozsądniej podchodzić do tego typu spraw – uważa ekspert z Grupy Offerista.

Respondenci wskazują również obszary, w których głównie zamierzają zwiększyć swoje wydatki. 49,7% Polaków podaje art. spożywcze, a 33% – prezenty dla rodziny. – Ten wybór w ogóle nie powinien dziwić, ponieważ przez cały okres wysokiej inflacji Polacy musieli najbardziej oszczędzać właśnie na art. spożywczych. Teraz ci, którzy zdecydowali się na poluzowanie wydatków, będą chcieli odetchnąć w tym obszarze. I czym inflacja będzie niższa, tym ten odsetek będzie coraz większy – nie tylko podczas świąt. Podobnie sprawa może wyglądać z prezentami dla najbliższych – przewiduje Biegaj.

Z kolei 30,5% rodaków (z ww. grupy) deklaruje, że wyda więcej pieniędzy na wszystko po trochu. – Trzecie wskazanie może świadczyć o tym, że wcześniej ta grupa osób najbardziej oszczędzała i teraz chce ten stan odwrócić. Jednak odpuszczanie oszczędzania na wszystkim po trochu i tak z reguły – w dużej części – będzie kończyło się na art. spożywczych – stwierdza ekspert rynku retailowego.

Natomiast 17,4% ankietowanych twierdzi, że zwiększy wydatki na napoje alkoholowe. 15,6% badanych wskazuje na ozdoby i gadżety świąteczne, a 15,3% deklaruje prezenty dla przyjaciół. – Przy nieco lepszej koniunkturze nie powinien też dziwić fakt, że na czwartym miejscu Polacy wskazali alkohol. W czasach wysokiej inflacji, po żywności, była to pierwsza w kolejce kategoria do oszczędzania – komentuje Robert Biegaj.


***
Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 13-14.03.2024 roku metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Grupę Offerista na próbie 1007 dorosłych Polaków.

Mieszkanie w mieście czy pod miastem?

W największych miastach ceny nowych mieszkań mogą przyprawiać o zawrót głowy. Dla tych, którzy nie chcą lub po prostu nie mogą płacić bajońskich sum, tańszą alternatywą może okazać się zakup własnego M w lokalizacji podmiejskiej. Portal RynekPierwotny.pl prześwietlił pod tym kątem ofertę deweloperów działających w okolicach 10 metropolii. 

Pod miastem taniej nawet o 1/3!

W metropoliach ceny mieszkań osiągnęły poziom, który stawia wiele osób przed trudnym wyborem: najem mieszkania w lokalizacji, w której zakup wymarzonego lokum jest poza ich zasięgiem finansowym albo przeprowadzka, do którejś z miejscowości okalających metropolię. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że mieszkania są tam wciąż dużo bardziej dostępne cenowo.

Najdroższą metropolią jest oczywiście Warszawa, gdzie w lutym bieżącego roku średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie przekroczyła 17 tys. zł. Z kolei w Krakowie średnia przebiła pułap 16 tys. zł, a w Trójmieście – 15 tys. zł. Najmniej w przeliczeniu na metr kwadratowy – średnio poniżej 10 tys. zł – zapłacą kupujący nowe mieszkania w Bydgoszczy. Nieco droższe są nieruchomości w Olsztynie, Łodzi i Lublinie. W tych miastach zapłacimy ok. 11 tys. zł za metr kwadratowy nowego M.

Tymczasem w okolicach tych metropolii nowe mieszkania w ofercie deweloperów są tańsze przeciętnie o jedną trzecią. Różnice potrafią być jednak dużo większe. Na przykład w okolicach Krakowa średnia cena metra kwadratowego lokali jest niższa niż w mieście aż o 46%! Różnice sięgające 40% występują też w aglomeracjach: warszawskiej, wrocławskiej, lubelskiej i poznańskiej. mapka - srednia cena mieszkań w miastach i okolicach

Z czego wynikają tak duże różnice w cenach? Kluczowe znaczenie ma podaż i cena gruntów. W miejscowościach okalających największe miasta są one po prostu dużo tańsze. Ponadto w lokalizacjach podmiejskich dominują mieszkania z segmentu popularnego. W metropoliach z kolei średnią cenę metra kwadratowego windują bardzo drogie mieszkania z segmentu premium, wprowadzane przez deweloperów na rynek z myślą o zamożnych nabywcach.

Z tego względu na zakup mieszkania w podmiejskiej lokalizacji coraz częściej decydować się będą ludzie młodzi, którzy muszą posiłkować się kredytem. Dla nich często szczytem możliwości jest kwota 500 tys. zł – ocenia Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Własne M2 – ile kosztuje takie marzenie?

Jak wynika z danych portalu RynekPierwotny.pl, dużą popularnością cieszą się mieszkania dwupokojowe. W stolicy za M2 trzeba obecnie zapłacić średnio ok. 767 tys. zł. Natomiast pod miastem przeciętna cena takiego lokum wynosi ok. 498 tys. zł. Z kolei w Krakowie deweloperzy życzą sobie za dwupokojowe mieszkania średnio 737 tys. zł, a za rogatkami miasta – niespełna 400 tys. zł. Różnica jest więc gigantyczna!

Oczywiście część osób kupuje mieszkania w lokalizacjach podmiejskich ze względu na większy metraż. Dysponując kwotą 767 tys. zł, można bez problemu kupić w okolicach Warszawy czteropokojowe M.

Trzeba mieć jednak na uwadze, że zarówno w obrębie danego miasta, jak i aglomeracji ceny mieszkań są bardzo zróżnicowane. Oznacza to, że przykładowo na stołecznym Śródmieściu średnia cena lokali oferowanych przez deweloperów to ponad 38 tys. zł za metr kwadratowy. Natomiast na obrzeżach miasta, głównie w takich dzielnicach jak Wesoła, Wawer czy Białołęka, metr kwadratowy nowego mieszkania kosztuje średnio mniej niż 13 tys. zł.

Z kolei w okolicach Warszawy można znaleźć nowe mieszkania przeciętnie po 8,5 tys. zł za metr kwadratowy (np. w Mińsku Mazowieckim), ale też i takie, które kosztują średnio 10-11 tys. zł za metr (w Pruszkowie, Legionowie czy Piasecznie). Zdarza się, że pod miastem nowe mieszkania mogą być nawet droższe niż w mieście. Kluczowa jest w tym przypadku komunikacja, bliskość przedszkoli, szkół, punktów usługowych i sklepów. Na obrzeżach miast infrastruktura jest najsłabiej rozwinięta, więc ceny lokali mogą być niższe.

Mieszkanie do 9 tys. zł za metr kwadratowy? Pod miastem tak, ale już nie w każdej metropolii

Szerszy obraz rynków przedstawiają dane dotyczące struktury cenowej oferty deweloperów. W okolicach Warszawy 28% oferty stanowią mieszkania z ceną poniżej 9 tys. zł za m kw. W samej stolicy tak tanich lokali praktycznie już nie ma. Co więcej, przeszło 9 na 10 mieszkań w ofercie kosztuje w przeliczeniu na metr kwadratowy więcej niż 12 tys. zł. W miejscowościach okalających stolicę przeważają lokale poniżej tej kwoty. Odsetek przekraczających ją wynosi tylko 13%.

Bardziej spektakularne różnice widoczne są np. w aglomeracji łódzkiej. Aż 98% dostępnych tam mieszkań ma cenę nieprzekraczającą 9 tys. zł za metr kwadratowy. W samej Łodzi natomiast takie lokale stanowią już tylko 24% oferty.

Są też lokalizacje podmiejskie – wokół Bydgoszczy i Lublina – w których taką cenę ma 100% nowych mieszkań.struktura cenowa mieszkan w ofercie deweloperówCo ważne, często na korzyść miejscowości okalających największe miasta przemawia nie tylko udział w ofercie, ale i sama liczba stosunkowo tanich mieszkań. W stolicy niemal z cudem graniczy znalezienie lokum z ceną metra kwadratowego poniżej 9 tys. zł. W podwarszawskich miejscowościach ten warunek spełnia jeszcze ponad 700 lokali z ujawnioną ceną.

Z podobną sytuacją, choć oczywiście nie na tak dużą skalę ze względu na dużo mniejszą podaż, mamy do czynienia w okolicach Krakowa, Wrocławia, Poznania i Olsztyna.

Ratujmy przemysł chemiczny. Nawozy z Rosji trafiają wciąż na Polski rynek

Ratujmy polski przemysł chemiczny. Krytyczna sytuacja polskiej chemii wynika z napływu na europejski rynek rosyjskich surowców i komponentów.

– Naszym obowiązkiem jako samorządu gospodarczego województwa zachodniopomorskiego jest głośne zwracanie uwagi na problemy, które zagrażają miejscom pracy i gospodarce w regionie. Otrzymujemy niepokojące sygnały od strony społecznej w sprawie sytuacji Zakładów Chemicznych Police. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że sytuacja globalna powoduje, że jedna z największych firm w regionie, a jednocześnie narodowy gigant sektora chemicznego znaleźli się w trudnym położeniu w wyniku wojny w Ukrainie. Niewyobrażalne jest dla nas, by dopuszczać do tego, by nietestowane i trudne do kontroli nawozy ze wschodu, w tym z Rosji trafiały na polski rynek. Musimy zrobić wszystko, by ten proceder zdusić i odbudować nasz przemysł. Dzisiaj bijemy na alarm – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Musimy sprzeciwić się napływowi nawozów spoza Unii Europejskiej na nasz rynek”

Apel Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie jest pokłosiem rozmowy Prezes Hanny Mojsiuk z p.o. prezesa Grupy Azoty ZCH Police Anną Tarocińską oraz z zapoznaniem się ze stanowiskiem strony społecznej, która bardzo jasno i wyraźnie nakreśliła problemy z jakimi boryka się chemiczny gigant, jeden z największych pracodawców w naszym regionie. Problemem jest to, że polski i europejski rynek jest zalewany nawozami oraz składnikami do produkcji nawozów ze wschodu. Te surowce trafiają do Polski przez europejskie porty. Są poza kontrolą jakościową Unii Europejskiej, co powoduje, że ich cena jest niższa niż w przypadku nawozów  produkowanych w Polsce.

– Grupa Azoty Zakłady Chemiczne Police SA od dłuższego czasu zmaga się ogromnym problemem jaki jest import nawozów do Polski, zwłaszcza zza wschodniej granicy. Napływ nawozów wieloskładnikowych oraz mocznika widzimy w polskich portach. Producenci nawozów azotowych oraz wieloskładnikowych  zza wschodniej granicy mają dostęp nie tylko do znacznie tańszego gazu, ale także posiadają własne, tanie surowce takie jak: apatyt (źródło fosforu) czy  sól potasowa. Dodatkowo należy podkreślić, że ich produkcja nie jest obciążona opłatami środowiskowymi wynikającymi z szeregu uregulowań UE, którym podlegamy my troszcząc się o ochronę środowiska – mówi Anna Tarocińska, p.o prezesa Grupy Azoty Zakładów Chemicznych Police.

Oficjalne dane Eurostat wskazują na bardzo niebezpieczny dla polskich fabryk trend wzrostu importu nawozów z Rosji. W 2022 roku suma importu mocznika wynosiła 1.008  mln ton  w tym 154 tys. ton z Rosji (15%). Import mocznika w 2023 roku był także dużym ciosem dla polskich producentów nawozów azotowych. W sumie zaimportowano aż 1.015 mln ton mocznika z czego aż 344 tys. pochodziło z terytorium Federacji Rosyjskiej (33%).

– Polscy rolnicy nie mają problemów z dostępem do nawozów z Rosji czy Białorusi. Producent rolny poszukuje najtańszego źródła składników pokarmowych. Dalsza ekspansja rosyjskich producentów nawozowych w Polsce i Unii Europejskiej to sytuacja, której musimy się przeciwstawić, póki mamy jeszcze taką możliwość – mówi Anna Tarocińska.

– Oczekujemy wprowadzenie ceł zaporowych przez Unię Europejską , które spowodują, że produkty sprowadzane spoza Unii Europejskiej będą się równoważyć kosztami. Dbamy o środowisko, mamy narzucone bardzo poważne restrykcje środowiskowe, a w innych krajach spoza UE nie ma takich restrykcji. Sprowadzając do Unii Europejskiej tanie produkty, gdzie nie są przestrzegane zasady i restrykcje unijne, możemy oczekiwać, że produkcja będzie na takich zasadach jak nasza rodzima produkcja – dodaje Anna Tarocińska.

Pełniąca obowiązki Prezesa Grupy Azoty Zakłady Chemiczne Police dodaje również, że liczy na współpracę w tym zakresie z Ministerstwem Rolnictwa oraz agendami odpowiedzialnymi za sytuację przemysłu chemicznego w Polsce.

„To jest czas, gdy należy podnieść alarm”

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie popiera apel strony społecznej Zakładów Chemicznych Police, by jak najpilniej zająć się sytuacją regulacji sytuacji na europejskim rynku chemicznym. W opinii prezes Hanny Mojsiuk należy zaangażować parlamentarzystów, europarlamentarzystów, samorządowców i autorytety świata gospodarki w dyskusję na temat tego, jak to możliwe, że rosyjskie surowce trafiają na europejski rynek mimo embarga.

– Jako Północna Izba Gospodarcza uważamy, że obrona Zakładów Chemicznych Police jest naszą zachodniopomorską racją stanu. Musimy walczyć o to, by kondycja naszych narodowych firm była możliwie silna. Zakłady Chemiczne to jeden z najważniejszych pracodawców w regionie, a wiadomości o kondycji zakładu nie brzmią optymistycznie. Doceniamy zaangażowanie prezes Anny Tarocińskiej i deklarujemy pełne wsparcie w działaniu zwracającym uwagę na problemy polskiego przemysłu – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– To jest czas, gdy należy podnieść alarm. Na rynku dzieją się rzeczy, które nie powinny mieć miejsca i osłabiają kondycje jednego z głównych pracodawców w regionie. Oczekujemy działania zanim będzie trzeba wdrożyć np. program dobrowolnych odjeść czy nawet zwolnienia grupowe. Pamiętam jakim wstrząsem była dla Zakładów Chemicznych taka sytuacja w 2011 roku. Nie możemy do niej dopuścić ponownie – mówi Hanna Mojsiuk.

Analitycy przewidują tłumy w sklepach przed Wielkanocą

Analitycy z Proxi.cloud prognozują, jak w tym roku może wyglądać ruch w sklepach, galeriach i centrach handlowych przed świętami. W ub.r. zarówno w dyskontach, jak i w hipermarketach zaobserwowano największą dzienną liczbę wizyt w Wielki Piątek. Z kolei w przypadku galerii i supermarketów odnotowano ją ponad tydzień przed świętami. W tym roku nie warto odkładać zakupów na ostatnią chwilę, bo można utknąć w naprawdę długich kolejkach. W związku z poprawą sytuacji finansowej Polaków, mogą oni chcieć odbić sobie poprzednie „chudsze” święta. I jeżeli rzeczywiście tak się stanie, to wówczas natężenie w sklepach i galeriach mocno wzrośnie.

Dzięki najnowszemu raportowi firmy technologicznej Proxi.cloud, wiemy, jak kształtowała się liczba wizyt w placówkach handlowych na trzy tygodnie przed ubiegłoroczną Wielkanocą. Badanie zostało przeprowadzone w oparciu o dane zbierane od 20 marca ub.r. do samych świąt. Generowano je poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących technologię opartą o geofencing. W ten sposób zbadano ruch w ponad 7,1 tys. dyskontach, blisko 7,9 tys supermarketach, 509 hipermarketach i 710 galeriach i centrach handlowych. Wielkość próby wyniosła ponad 602 tys. unikalnych konsumentów. Dla poprawności, w badaniu uwzględniono jedynie wizyty w sklepach, które trwały co najmniej dwie minuty i nie więcej niż dwie godziny.

– Opracowane przez nas dane idealnie przydadzą się konsumentom. Pozwalają one określić, jak w tym roku będzie wyglądał ruch w sklepach, galeriach i centrach handlowych. Dzięki temu klienci sami będą mogli rozładować ruch w sklepach, a przede wszystkim – skutecznie ominąć jego epicentrum – komentuje dr Nikodem Sarna z Proxi.cloud.

W przypadku dyskontów spożywczych dynamika ruchu w badanym okresie była względnie stabilna. Widzimy nieco mniejszą liczbę odwiedzin w ciągu pierwszych dni tygodnia, a większą – w piątki i soboty. W ostatnim tygodniu przed świętami pojawiła się tendencja zwyżkowa. Największa dzienna liczba wizyt przypadła w Wielki Piątek. Jak stwierdza dr Krzysztof Łuczak, ekspert rynku retailowego z Grupy BLIX, Polacy od lat zostawiają zakupy na ostatnią chwilę, licząc na to, że zrobią je szybko i sprawnie. Niestety, jest to dość złudne przekonanie.

– Na pierwszy rzut oka zdziwienie może budzić drastyczny spadek ruchu 2 kwietnia. Ale nie jest to zaskakujące. Wypadła wówczas niedziela handlowa, ale też rocznica śmierci Jana Pawła II. Do tego Polacy nieco odwykli od niedziel handlowych i być może część nawet nie wiedziała, że w tym dniu można w ogóle zrobić zakupy – mówi dr Sarna.

Z kolei dynamika ruchu w hipermarketach była bardzo podobna do tej w dyskontach. Największe dzienne liczby wizyt notowane były na koniec tygodnia. W tym przypadku również maksimum przypadło na Wielki Piątek, ale za to nie zanotowano równie dużego spadku w niedzielę handlową 2 kwietnia.

– Ruch w hipermarketach cechuje większa zmienność ze względu na dzień tygodnia. Różnica pomiędzy dniami roboczymi a weekendami była większa niż w przypadku supermarketów. Natomiast ogólnie do hipermarketów częściej przyjeżdża się w weekend, na duże rodzinne zakupy. Niemiej jednak przed świętami ta tendencja może się odwracać. Wszystko zależy od tego, jak układa się kalendarz i jakie dni wypadają w same święta – podkreśla ekspert z Grupy BLIX.

Natomiast analizując dane dotyczące galerii handlowych i supermarketów, widać, że liczba wizyt w nich również zwyżkowała pod koniec tygodnia. Jednak w obu tych przypadkach największy dzienny wolumen ruchu przypadł ponad tydzień przed świętami. I jak tłumaczy dr Nikodem Sarna, to głównie wynikało z tego, że Polacy w dużej części lubią, a czasami wręcz muszą, zostawiać niektóre zakupy na ostatnią chwilę.

– Trzeba jednak zaznaczyć, że różnica pomiędzy rekordowymi dniami a Wielkim Piątkiem była nieznaczna. Supermarkety zaliczyły duży spadek ruchu w niedzielę handlową 2 kwietnia. Dla galerii handlowych nie był on aż tak dotkliwy – analizuje dr Łuczak.

Jak informuje dr Nikodem Sarna, na podstawie zebranych danych uzasadnione jest postawienie tezy, że w ubiegłym roku znaczna część Polaków robiła zakupy świąteczne na ostatnią chwilę. Największa liczba wizyt w dyskontach i hipermarketach przypadła w Wielki Piątek. W pozostałych placówkach była ona tego dnia niewiele mniejsza niż w poprzedzające go piątki.

– Jednocześnie spora dynamika ruchu tydzień i dwa tygodnie przed Wielkanocą sugeruje, że wielu konsumentów planuje przygotowania do świąt z większym wyprzedzeniem. Moim zdaniem, ta grupa osób chce przede wszystkim uniknąć kolejek – dodaje ekspert z Grupy BLIX.

Dr Sarna przewiduje, że sytuacja z zeszłego roku może się powtórzyć przed nadchodzącą Wielkanocą, ponieważ nic nie wskazuje na zmianę zwyczajów zakupowych Polaków. Niemniej w tym roku nieco poprawiła się sytuacja finansowa Polaków, a do tego spadła inflacja. Przez to rodacy będą chcieli sobie odbić poprzedni „chudszy” dla nich czas. I jeżeli to wszystko się sprawdzi, to wówczas natężenie ruchu w sklepach i galeriach się zmieni. To znaczy, będą większe kolejki i zatory. Dlatego tym bardziej nie warto odkładać zakupów na ostatnią chwilę.

Savills rozszerza działalność Operational Capital Markets na Polskę

Firma doradcza Savills z dniem 1 marca br. rozszerzyła działalność Operational Capital Markets (OCM) o Polskę, który będzie świadczyć usługi doradcze dla inwestorów, deweloperów i zarządców we wszystkich sektorach nieruchomości wymagających istotnego zaangażowania operacyjnego.

Dział OCM firmy Savills doradza klientom w sektorach mieszkań na wynajem, domów jednorodzinnych, co-living, domów studenckich, mieszkalnictwa senioralnego, opieki zdrowotnej, hoteli i samoobsługowych magazynów na terenie Wielkiej Brytanii i rynkach Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). Dział OCM posiada mocną pozycję na rynkach międzynarodowych, gdzie w ciągu ostatnich trzech lat doradzał przy transakcjach o wartości ponad 20 miliardów funtów.

Na czele nowego działu w Polsce stanie Jacek Kałużny, awansując na stanowisko dyrektora i Head of Operational Capital Markets w Polsce. Jacek to ekspert z 15-letnim doświadczeniem zawodowym w obszarze doradztwa w zakresie transakcji nieruchomościowych, zarządzania inwestycjami, transakcji fuzji i przejęć oraz finansów przedsiębiorstw. W trakcie swojej dotychczasowej kariery uczestniczył w przygotowaniu i realizacji kilkudziesięciu projektów inwestycyjnych w segmencie najmu instytucjonalnego (PRS) oraz dostępnego budownictwa (affordable housing).

„Segmenty prywatnych domów studenckich (PRSA), najmu instytucjonalnego (PRS), a z czasem również budownictwo senioralne, to wschodzące sektory na polskim rynku nieruchomości z ogromnym potencjałem wzrostu. Savills globalnie posiada bardzo silną sieć specjalistów i bogate doświadczenie w obsłudze tych klas aktywów. Również w Polsce z sukcesami doradzaliśmy naszym klientom w ich pierwszych transakcjach w tych sektorach” – powiedział Jacek Kałużny, Head of Operational Capital Markets, Savills w Polsce.

Rozwój Savills OCM w Polsce będzie oparty o sukcesy dotychczas działającego zespołu, który na rynku polskim w ostatnich latach doradzał w transakcjach kupna i sprzedaży projektów o wartości ponad 230 mln EUR (ponad 1 mld PLN).

Savills OCM działa na terenie Wielkiej Brytanii i EMEA, dostarczając klientom kombinację usług doradztwa nieruchomościowego i bankowości inwestycyjnej, przy współpracy z ekspertami z dziedziny doradztwa kapitałowego (finanse przedsiębiorstw,, strukturyzacja joint venture, pozyskiwanie kapitału, fuzje i przejęcia, doradztwo w zakresie finansowania dłużnego).

„Gratuluję Jackowi nowej roli i nie mogę się doczekać naszej współpracy nad dalszym  rozwojem platformy Operational Capital Markets w Polsce. Jego bogate doświadczenie będzie wspierać wzrost OCM, ponieważ sektory mieszkaniowe w Polsce nadal zyskują na znaczeniu. Oprócz naszej specjalizacji sektorowej i szerokiej oferty usług, wykorzystujemy sieć Savills obejmującą ponad 700 międzynarodowych biur, aby zapewnić naszym klientom wiedzę o lokalnym rynku, wiodącą inteligencję sektorową i globalny zasięg inwestorów” – powiedział Peter Allen, Head of Operational Capital Markets, UK & EMEA.

Ponad 1/3 pracowników w największych miastach w Polsce pracuje hybrydowo

Cztery lata po rewolucji wywołanej wybuchem pandemii widać, że praca w modelu hybrydowym, chociaż nie jest dominująca, to pozostanie z nami na długo. Jak pokazały wyniki badania międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, 27% Polaków łączy pracę w biurze z home office, a odsetek ten w miastach pow. 500 tys. mieszkańców wynosi aż 36%. Tymczasem pracodawcy i zarządcy nieruchomości szukają sposobów, aby zachęcić pracowników do częstszego korzystania z biur. Jak pokazał raport „Biuro czy dom? Co przyciąga Polaków do pracy w biurze?”, osoby korzystające w ciągu tygodnia z obu lokalizacji najbardziej cenią sobie biuro za dobrze wyposażone przestrzenie do pracy w skupieniu oraz możliwość współpracy i budowania pozytywnych relacji w zespole. Jednocześnie 47% z nich jest przeciwnych odgórnemu narzucaniu liczby dni spędzanych w biurze.

Co trzeci pracownik biurowy w Polsce w miastach pow. 200 tys. mieszkańców korzysta z możliwości pracy w modelu hybrydowym, wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Cushman & Wakefield. Widać też, że rynek pracy po 2020 roku dostosował się do nowych oczekiwań części kandydatów. W serwisie Pracuj.pl w połowie lutego 2024 roku, podobnie jak i trzy miesiące wcześniej, co piąta oferta zatrudnienia umożliwiała pracę hybrydową, a co czwarta – hybrydową lub zdalną.

Dane rynkowe potwierdzają, że zwłaszcza w największych miastach w Polsce jest znacząca grupa osób, które dzielą pracę pomiędzy biuro a dom. Wielu pracodawców dopuszcza taki model, chociaż z punktu widzenia organizacyjnego i budowania kultury korporacyjnej preferowaliby zwiększyć obecność pracowników w biurze. Dlatego zapytaliśmy „u źródła”, jakie aspekty faktycznie przyciągają osoby pracujące hybrydowo do siedziby firmy. Dla 44% ankietowanych jest to możliwość spotkań twarzą w twarz z większą liczbą współpracowników. Jednocześnie bardzo istotne są dla nich kwestie związane z logistyką – 45% wskazało jako ważny czynnik przestronny parking, a 28% – lokalizację biura przy przystanku komunikacji miejskiej, mówi Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Jak wynika z danych Cushman & Wakefield prezentowanych w ramach serii raportów okresowych “Marketbeat Polska” na aktywność najemców biurowych w Warszawie w ostatnich 12 miesiącach w dużym stopniu wpłynął widoczny trend optymalizacji i redukcji zajmowanej przez nich powierzchni. Wskazuje na to liczba zawartych transakcji, która była o blisko 18% wyższa niż w rekordowym pod względem ilości wynajętej powierzchni 2019 roku. Jednocześnie w 2023 roku strukturę popytu zdominowały relokacje, które stanowiły ok. 53% wszystkich zawartych umów. To pokazuje, że pracodawcy dostosowują swój model działania do zmieniających się warunków – niejednokrotnie stawiając jakość biura przed liczbą zajmowanych metrów kwadratowych. Zyskują na tym przede wszystkim właściciele budynków klasy A w centralnych lokalizacjach, spełniających wysokie wymagania w aspektach dotyczących ESG – zarówno tych środowiskowych, jak i dotyczących zdrowia i samopoczucia użytkowników.

Socjalizacja w szerszym gronie i komfortowe warunki do pracy przewagą biura

Jak czytamy w raporcie „Biuro czy dom? Co przyciąga Polaków do pracy w biurze?”, aż 71% Polaków pracujących hybrydowo ceni sobie elastyczny model pracy, jednak też i ponad połowa lubi, gdy spotyka się w biurze z większym gronem współpracowników. Co więcej, tylko 12% preferuje przejście na pracę w pełni zdalną lub wyłącznie w siedzibie firmy. Jednocześnie 28% przyznaje, że praca poza biurem przyczyniła się do pogorszenia ich relacji z zespołem.

Tylko część z nas ma w domu warunki, które mogą pozytywnie wpłynąć na naszą efektywność i dobre samopoczucie w czasie pracy. Nic więc dziwnego, że co trzeci pracownik przyznaje, że siedziba firmy może stanowić dla niego ważne wsparcie w sytuacji, gdy potrzeba jest większego skupienia – np. w obliczu remontu lub innych tymczasowych złych warunków w miejscu zamieszkania, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Zaletami biurowych przestrzeni, na które zwracają uwagę pytani pracownicy, są także kwestie związane z wyposażeniem i jakością – estetyczna i nowoczesna aranżacja zachęca do przychodzenia 38% z nich, a wysokiej jakości łącze internetowe – 35%. Dlatego są oni generalnie otwarci (85%) na przekształcenia biur w sposób lepiej odpowiadający na potrzeby pracy hybrydowej, w tym większy nacisk na działania zespołowe i pokoje do cichej pracy.

Wnioski płynące z naszego badania, dotyczące tego, jak ważne dla pracowników biurowych są kwestie dojazdu do pracy i parkingów, czy też poszczególnych funkcji biura, są niezwykle cenne w momencie podejmowania przez firmę decyzji o pozostaniu w dotychczasowym miejscu czy relokacji. Zwłaszcza, że jeszcze nie wszyscy pracodawcy decydują się na przygotowanie strategii środowiska pracy, bazującej w dużej mierze na analizie potrzeb i opinii pracowników. W takiej sytuacji, w momencie decydowania o kategoriach oceny nowej lokalizacji, warto zwrócić uwagę, że wśród ankietowanych przez Cushman & Wakefield elementami przemawiającymi na korzyść biura są np.: dostęp do różnorodnej oferty gastronomicznej (24%) oraz dobrze oczyszczane i filtrowane powietrze w budynku (24%), tłumaczy Mariola Bitner, Head of Workplace Strategy, Cushman & Wakefield.

Od 25 marca operatorzy telekomunikacyjni będą zobowiązani do blokowania fałszywych SMS-ów

Nie dostaniesz już fałszywego sms-a od skarbówki wzywającego do opłacenia podatku. Nowy system teleinformatyczny zmniejszy liczbę fałszywych SMS-ów od podmiotów publicznych.

Już 25 marca możemy zacząć dostawać mniej SMS-ów od oszustów – przynajmniej tych, którzy będą próbowali podszyć się pod podmioty państwowe. Operatorzy telekomunikacyjni podłączeni do specjalnego systemu, uruchomionego przez NASK, będą mieli obowiązek blokować takie wiadomości. Przepisy wchodzące w życie pod koniec miesiąca (25 marca 2024) ograniczą skalę phishingu SMS-owego (tzw. smishingu), ale eksperci wskazują, że wciąż brakuje analogicznych metod ochrony dla sektora prywatnego.

Nowy system teleinformatyczny służy do wymiany informacji o fałszywych wiadomościach i chronionych nadpisach podmiotów publicznych między operatorami telekomunikacyjnymi, a kluczowymi podmiotami państwowymi dbającymi o cyberbezpieczeństwo: CSIRT NASK, Policją oraz Prezesem UKE.

Tide Software, jeden z wiodących dostawców platform komunikacyjnych CPaaS w Polsce i operator telekomunikacyjny dla klientów biznesowych chroni odbiorców komunikacji  przed próbami wyłudzeń, związanymi m.in. z przekierowaniami do domen o niskiej reputacji, niespełniających kryteriów bezpieczeństwa. Działania te realizuje poprzez autorskie rozwiązania, a blokowane smsy dotyczą głównie firm z sektora e-comm, banków czy podmiotów windykacyjnych.

W Polsce phishing pozostaje najbardziej rozpowszechnionym typem ataku cybernetycznego[1]. Na całym świecie nawet 8 na 10 organizacji było celem przynajmniej jednej próby phishingu[2]. Aż w 4 na 10 przypadkach do tego wykorzystywane są SMS-y[3].

Czym jest smishing?

Ataki typu smishing są socjotechniką, której celem jest wyłudzenie wrażliwych danych. Opierają się na  fałszywych informacjach np. o konieczności uiszczenia dodatkowych opłat za odbiór przesyłek czy odblokowania konta bankowego. Wiadomość zawiera link prowadzący do strony internetowej, która może do złudzenia wyglądać jak prawdziwa strona banku czy kuriera, jednak wcale taką nie jest. Każda informacja, którą się podzielimy na takiej stronie, jak login czy hasło, wpada w ręce przestępców. Mamy autorskie narzędzia jak Tide Protect, które minimalizują ryzyko takich ataków smishingowych, jednak działania regulacyjne jak ustawa o zwalczaniu nadużyć w komunikacji elektronicznej wprowadzają nową przestrzeń i podstawę prawną konieczną do walki z tym szkodliwym zjawiskiem  – tłumaczy Jerzy Klimaszewski, prezes zarządu Tide Software.

W odpowiedzi na ten narastający problem, w Polsce wprowadzono nowe przepisy ustawy o zwalczaniu nadużyć w komunikacji elektronicznej. Na początku roku CSIRT NASK uruchomił system służący do wymiany informacji o fałszywych wiadomościach między kluczowymi organami państwowymi (CSIRT NASK, Policja, Prezes UKE) a przedsiębiorcami telekomunikacyjnymi. Dzięki wprowadzeniu systemu wymiany wzorców i nadpisów, przedsiębiorstwa telekomunikacyjne uzyskały wiedzę umożliwiającą blokowanie wiadomości o charakterze smishingowym.

Blokowanie smishingu obowiązkiem każdego operatora

W poniedziałek 25 marca w życie wchodzi kolejny etap tej ustawy. Mianowicie, dla operatorów telekomunikacyjnych możliwość blokowania fałszywych SMS-ów przerodzi się w obowiązek. Blokowane będą przede wszystkim wiadomości, których nadpisy mogą być myląco podobne do tych używanych przez chronione podmioty publiczne, takie jak Policja, ale również Urząd Skarbowy – co może być szczególnie istotne z uwagi na trwający sezon podatkowy. W ubiegłym roku CSIRT NASK ostrzegało m.in. przed fałszywymi wiadomościami dotyczącymi rzekomych zwrotów nadpłaconych podatków, które w rzeczywistości były próbami wyłudzenia danych osobowych[4].

Jakie mogą być dalsze kroki?

– Nowe obowiązki po stronie operatorów telekomunikacyjnych są ważnym krokiem ze strony ustawodawcy. Brakuje jednak analogicznych możliwości dla sektora prywatnego, pod który przestępcy również chętnie się podszywają. Jak wykorzystać nowe otoczenie regulacyjne? Zachęcamy podmioty publiczne aby wpisywać się na specjalną listę nadpisów. W kolejnych krokach warto rozważyć regulacjyjne rozszerzenie tych możliwości na sektor komercyjny – wskazuje Jerzy Klimaszewski z Tide Software.

W dzisiejszych czasach wyłudzenia różnego rodzaju stają się codzienną zmorą wielu firm i konsumentów. Nowe przepisy stanowią ważny krok w kierunku zwiększenia ochrony przed cyberprzestępczością w Polsce, jednak poszerzenie tych przepisów i adaptacja nowych technologii – takich jak Rich Communication Services – będą kluczowe w długofalowej walce z phishingiem i smishingiem.

[1] https://cyberdefence24.pl/cyberbezpieczenstwo/niepokojace-dane-z-cert-polska-dwa-razy-wiecej-zarejestrowanych-incydentow

[2] https://trustnetinc.com/the-growing-threat-of-phishing-attacks-preparing-for-2024/

[3] https://cyberdefence24.pl/cyberbezpieczenstwo/niepokojace-dane-z-cert-polska-dwa-razy-wiecej-zarejestrowanych-incydentow

[4] https://www.gov.pl/web/baza-wiedzy/uwaga-csirt-nask-ostrzega-przed-kampania-podszywajaca-sie-pod-urzad-skarbowy-i-ministerstwo-finansow

Polski Kongres Klimatyczny: Eksperci debatowali o wyzwaniach i szansach transformacji

Nowe przepisy prawne dążące do poprawy stanu środowiska i klimatu pozostają często niezrozumiałe nie tylko dla osób prywatnych, ale również firm. Niezbędna jest więc edukacja. Podczas Polskiego Kongresu Klimatycznego, który odbył się w dniach 19-20 marca w Warszawie, dyskusja koncentrowała się wokół kwestii regulacji dotyczących ochrony klimatu, konkurencyjności przedsiębiorstw oraz korzyści płynących z osiągnięcia neutralności klimatycznej. Eksperci firmy doradczej Deloitte podkreślali, że dialog między wdrażającymi regulacje klimatyczne a społeczeństwem i biznesem doprowadzi do efektywniejszej współpracy i przyspieszy transformację klimatyczno-energetyczną.

Podczas sesji plenarnej „Zielona Rewolucja. Przyspieszenie transformacji klimatyczno-energetycznej: Reformy, Regulacje, Wyzwania”, skoncentrowano się na analizie działań koniecznych do dokonania potrzebnych zmian, w tym inicjatyw, zasobów oraz regulacji, które będą wspierać proces zielonej transformacji. Dekarbonizacja energetyki nie jest jedynym i największym problemem na drodze do neutralności klimatycznej. Równie duże wyzwania stoją przed m.in. przemysłem, budownictwem i transportem, w związku z czym sektory te powinny być uwzględniane w rządowym finansowaniu transformacji.

– Musimy zdać sobie sprawę, że nasza przyszłość zależy od naszych działań. Zielona rewolucja paradoksalnie wymaga ewolucyjnego działania i przemyślanych decyzji. Natomiast przyspieszenie transformacji sprowadza się do doboru efektywnej strategii, zróżnicowanej w poszczególnych klimatyczno-energetycznych obszarach, tak abyśmy mogli zrobić duży krok naprzód. To właśnie ta ewolucja otwiera nam drogę do wielu możliwości – mówi Piotr Hałoń, starszy menedżer, Risk Advisory, Deloitte.

Transformacja szansą dla biznesu

W ostatnich latach rola odbiorców energii znacząco się zmieniła i stała się kluczowa z perspektywy transformacji. W kontekście finansowania zielonych inicjatyw mamy do czynienia z pewnego rodzaju dwuwymiarowością. Z jednej strony własna transformacja zakłada niezbędną, szybką redukcję, a z drugiej odkrywa potencjał biznesowy i tworzy możliwość budowania przewagi konkurencyjnej.

Nie należy traktować aktywności związanej z ESG jako zagrożenia, bo jest ona po prostu koniecznością. W Polsce istnieje szerokie spektrum odbiorców energii, co wymaga zróżnicowanych działań i ram czasowych. Optymalizacja energii jest w zasięgu wszystkich. Jednakże, aby umożliwić wszystkim odbiorcom indywidualnym korzystanie z energooszczędnych rozwiązań, konieczne jest racjonalne podejście do finansowania publicznego. Wzrastająca popularność projektów termomodernizacyjnych wymaga znalezienia odpowiednich sposobów ich finansowania, co jest istotnym wyzwaniem w kontekście transformacji energetycznej – mówi Jacek Hutyra, dyrektor ds. ESG, Leroy Merlin Polska.

Potrzeba holistycznego podejścia

Podczas debaty zidentyfikowano też szereg wyzwań i przeszkód stojących przed transformacją. Podstawową trudnością pozostaje jej finansowanie oraz mądra strategia podziału środków pomocowych na wdrażanie przemian. Istnieją różne mechanizmy finansowania, takie jak preferencyjne pożyczki, dotacje, fundusze inwestycyjne oraz wsparcie ze strony instytucji europejskich. Problemem na drodze do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku jest obecność tanich alternatyw tradycyjnej gospodarki jak np. gaz łupkowy. Jednocześnie podkreślano rolę decomissioningu oraz zrównoważonego wykorzystania odnawialnych surowców w pełnym cyklu. Niezbędne jest również dostosowanie sieci energetycznych oraz giełd energii do nowych realiów.

Rolę przemyślanego wprowadzanie regulacji dla uzyskania poparcia społecznego dla procesu transformacji podkreślano w debacie „Prawo klimatyczne. Konkurencyjność gospodarki na krawędzi – dlaczego potrzebne nam prawo ochrony klimatu i konsekwentna transformacja energetyczna”.

– W kontekście regulacji klimatycznych widać istotne wyzwania, zwłaszcza jeśli chodzi o brak dialogu oraz niską świadomość społeczeństwa i biznesu. Przekonanie firm do konieczności zmiany jest możliwe, zwłaszcza, gdy regulacje motywują lub wręcz zmuszają do działania. Jednak motywacja ekonomiczna jest znacznie bardziej skuteczna. Regulacje mogą wspierać dyskusje i zachęcać do różnych zachowań, ale muszą być odpowiednio zrozumiane i skomunikowane – mówi Julia Patorska, partnerka, liderka zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce, Deloitte.

Różnice między sektorami, wielkością firm oraz ich pochodzeniem wpływają na odmienne podejście do regulacji. Wpływ na biznes mają różne czynniki, takie jak presja społeczeństwa, relacje z partnerami biznesowymi czy specyfika sektora, w którym dany podmiot działa. Duże firmy, które działają globalnie, są często motywowane do zmian przez swoich kontrahentów.

Rola edukacji i zwiększania świadomości

Podczas Polskiego Kongresu Klimatycznego podkreślano, że edukacja stanowi fundament dla podejmowania odpowiedzialnych decyzji dotyczących kwestii energetycznych. W zwiększaniu świadomości nie chodzi o to, żeby kilku ekspertów mówiło interesariuszom, co mają robić i jak myśleć. Ma to być współpraca. Trzeba pokazać, że zmiana jest możliwa, prawdziwa i co najważniejsze dla korzystna.

Optymalizacja współpracy jest kluczowa. W kontekście regulacji, szczególnie tych związanych z dyrektywą dotyczącą zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialności korporacyjnej, istnieje perspektywa istotnego postępu. W ramach tych przepisów firmy zostaną zobligowane do ujawniania swoich działań w zakresie współpracy z lokalnymi społecznościami. W efekcie, regulacje te nie tylko narzucają pewne standardy, ale również stwarzają warunki sprzyjające dialogowi. Zintegrowana współpraca pomiędzy przedsiębiorstwami, organami samorządowymi oraz społecznościami lokalnymi jawi się jako kluczowy czynnik w realizacji celów związanych z zrównoważonym rozwojem – mówi Julia Patorska.

Podczas debaty dyskutowano na temat ustawy o ochronie klimatu przedstawionej w zeszłym roku przez Fundację Client Earth Prawnicy dla Ziemi. Projekt ustawy skupia się na redukcji emisji, adaptacji do zmian klimatycznych oraz zapewnieniu minimalnego finansowania na ochronę klimatu. Zakłada również ustanowienie Rady Ochrony Klimatu, która będzie odpowiedzialna za monitorowanie i rekomendację działań w zakresie klimatu.

Dyskusja nad potrzebą takiego prawa w Polsce rozpoczęła się w zeszłym roku. W Europie podobne ustawy funkcjonują m. in. w Wielkiej Brytanii, Słowacji, Turcji i od 2023 Szwajcarii. Ustawy klimatyczne mają też Stany Zjednoczone, Nowa Zelandia i Australia.

135 mln zł na innowacje. Rusza konkurs IPCEI EuBatIn

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło kolejny konkurs IPCEI w ramach Programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki. Przed polskimi przedsiębiorcami kolejna szansa na realizację zaawansowanych projektów badawczo-rozwojowych, stanowiących przedmiot wspólnego europejskiego zainteresowania. Wnioskodawcy mogą starać się o łączny budżet 135 milionów złotych.

Projekty IPCEI (Important Projects of Common European Interest) to ważne projekty stanowiące przedmiot wspólnego europejskiego zainteresowania, dla których Komisja Europejska wydała pozytywną decyzję dopuszczającą udzielenie pomocy. Mechanizm ten wspiera realizację polityki gospodarczej oraz polityki konkurencji Unii Europejskiej w celu wzmocnienia potencjału europejskiego przemysłu na tle globalnej konkurencji.

Realizacja projektów IPCEI pozwala polskim przedsiębiorcom gromadzić specjalistyczną wiedzę oraz wpisać się w łańcuchy wartości w zakresie przełomowych technologii. Sprzyjają one internacjonalizacji polskich przedsiębiorstw przez możliwość nawiązania bliskiej współpracy z przedsiębiorcami z innych krajów UE działających w obszarze zaawansowanych technologii. Docelowo, projekty mają pobudzić również eksport produktów wysokich technologii.

Dzięki środkom z Unii Europejskiej – programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki, NCBR ma możliwość wspierać przedsiębiorców w realizacji projektów IPCEI. Projekty, które pomagają udrażniać kanały współpracy pomiędzy dużymi przedsiębiorcami i MŚP oraz środowiskiem naukowym, co jest niezwykle ważne w dalszym zbliżaniu się sektorów biznesu z naukowym powiedział prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, p.o. dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

135 mln na projekty o wysokim poziomie innowacyjności

Wnioskodawcy mogą starać się o łączny budżet 135 milionów złotych, przeznaczony na realizację projektów wpisujących się w co najmniej jedną Krajową Inteligentną Specjalizację oraz w zakres tematyczny „IPCEI EuBatIn – European Battery Innovation”. Każdy z projektów musi obejmować dwa etapy: działalność badawczą, rozwojową i innowacyjną oraz pierwsze zastosowanie w przemyśle. Nabór wniosków o dofinansowanie w konkursie IPCEI EuBatIn rozpocznie się 13 maja i potrwa do 21 czerwca br.

Projekty mogą obejmować rozbudowę instalacji pilotażowych lub opracowanie całkowicie nowej aparatury i urządzeń w ramach etapu następującego po etapie linii pilotażowej (w tym fazę testów), ale nie mogą obejmować produkcji masowej, ani działalności komercyjnej. Zgodnie z założeniami mechanizmu IPCEI, projekty powinny charakteryzować się wysokim poziomem innowacyjności, pozytywnym wpływem na środowisko oraz przyczyniać się do wzrostu konkurencyjności europejskiego przemysłu.

O dofinansowanie mogą starać się podmioty, dla których Komisja Europejska wydała pozytywną decyzję dopuszczającą udzielenie pomocy. Ocena złożonych wniosków o dofinansowanie potrwa do 85 dni od zakończenia naboru. Realizacja wybranych w konkursie projektów musi zakończyć się do końca 2029 roku.

Cechą charakterystyczną konkursów IPCEI jest to, że ich uczestnicy reprezentują pełny łańcuch wartości tj. od materiału, przez ogniwa, po system akumulatorów i końcowy etap recyklingu.

Uczestnicy projektu i ich partnerzy koncentrują swoją pracę na czterech obszarach roboczych:

  • Surowce i zaawansowane materiały: Wiąże się to z rozwojem zrównoważonych innowacyjnych procesów ekstrakcji, rafinacji i oczyszczania rud w celu uzyskania surowców o wysokiej czystości. Celem jest udoskonalenie istniejących materiałów i opracowanie nowych materiałów na innowacyjne ogniwa akumulatorowe.
  • Ogniwa akumulatorowe: opracowywanie innowacyjnych ogniw i modułów akumulatorowych, które spełniają wymagania bezpieczeństwa i wydajności obowiązujące w przemyśle motoryzacyjnym i innych zastosowaniach.
  • Systemy akumulatorów: Obejmuje to opracowanie innowacyjnych systemów akumulatorów, w tym systemów zarządzania akumulatorami (oprogramowanie i algorytmy) oraz innowacyjnych metod testowania.
  • Recykling i zrównoważony rozwój: Celem jest opracowanie bezpiecznych i innowacyjnych metod gromadzenia, demontażu, ponownego użycia, konwersji i rafinacji materiałów nadających się do recyklingu.

Wzrosła liczba zatrzymanych za nielegalny pobyt w Polsce. 57 proc. cudzoziemców wyczekuje uproszczenia procedur legalizujących pobyt i pracę

Co drugi obcokrajowiec (57 proc.) planujący pracę zarobkową w Polsce oczekuje od rządzących uproszczenia procedur legalizujących jego pobyt i zatrudnienie, wynika z badania Grupy Progres. Najbardziej problematyczna jest dla nich czasochłonność formalności do załatwienia i papierologia, które sprawiają, że część obcokrajowców decyduje się na przyjazd do Polski i pracę w szarej strefie. W 2023 r. Straż Graniczna zatrzymała 10 342 osób nielegalnie przebywających w Polsce (w 2021 r. było ich 6 812). Praca na czarno, niezgodne z prawem powierzenie wykonywania pracy i prowadzenie działalności gospodarczej stwierdzono w przypadku 9 964 cudzoziemców.

W ostatnich tygodniach kwestia cudzoziemców przyjeżdżających do Polski stała się tematem gorących dyskusji, głównie z powodu komisji śledczej badającej sprawę wiz przyzwanych obcokrajowcom. Propozycje dotyczące polityki migracyjnej i bezpiecznego przyjmowania do nas ludzi z zagranicy niestety nie były też mocnym punktem w programach wyborczych. Pracodawcy poszukujący kandydatów z innych krajów oraz sami zainteresowani przyjazdem do Polski oraz podjęciem u nas pracy nadal czekają na propozycje polityki migracyjnej i rozwiązań usprawniających rekrutację obcokrajowców. Jak wynika z badania Grupy Progres, 57 proc. cudzoziemców, którzy chcą przyjeżdżać nad Wisłę, oczekuje od rządzących wdrożenia prostszych procedur i krótszego czasu oczekiwania na załatwienie formalności. Wielu chętnych ma długofalowe plany, jeśli chodzi o Polskę. 42 proc. Azjatów i 32 proc. osób z Afryki chcących podjąć etat w naszym kraju ma zamiar zostać nad Wisłą od 5 do 10 lat. O wiele dłużej – od 10 do 20 lat w Polsce przewiduje mieszkać i pracować 37 proc. Azjatów i 27 proc. migrantów z Afryki. Nasz kraj jest dla nich atrakcyjnym kierunkiem, ale oczekują pewnych ułatwień, nie zawsze mają też dobre doświadczenia w kontakcie z urzędnikami.

W badaniu Grupy Progres cudzoziemcy oceniający pracę polskich urzędników w skali od 1 do 5 wystawili im średnią notę wynoszącą 3,75. Twierdzą, że urzędowe informacje, które otrzymują od polskich instytucji, rzadko są w ich ojczystym języku, a to z pewnością ułatwiłoby im załatwienie wszelkich formalności i pozwoliło uniknąć błędów przy ich dopełnianiu. 16 proc. uważa, że polskie urzędy nie są przygotowane do obsługi cudzoziemców – urzędnicy nie znają języków obcych, problemem jest dostępność formularzy, które obcokrajowiec powinien wypełnić, czy tłumaczenie ich treści w momencie, gdy dana osoba przychodzi dopełnić formalności urzędowych i ma dodatkowe pytania. 52 proc. nie ma poważniejszych zastrzeżeń do pracy korpusu służby cywilnej, a 28 proc. nie ma zdania na ten temat. Nie zawsze bywa też przyjemnie – 11 proc. badanych deklaruje, że spotkały ich nieprzyjemności ze strony osób pracujących w służbie cywilnej, z którymi mieli kontakt związany z legalizacją pracy i pobytu w Polsce.

Skomplikowane przepisy, biurokracja i złożony proces podjęcia etatu w Polsce sprawiają, że cudzoziemcy udają się do prawnika. Takiej pomocy najczęściej potrzebują w związku z legalizacją pobytu i pracy (52 proc.). 18 proc. z nich korzysta ze wsparcia prawnego już po podjęciu zatrudnienia, a chętnych do przyjazdu i pracy nie brakuje. W 2023 r. do Polski wjechało 14 031 061 osób, w tym 12 960 221 pochodziło spoza Unii Europejskiej i państw EOG (Europejski Obszar Gospodarczy). W sumie liczba przekroczeń granicy Polski przez obywateli państw trzecich zwiększyła się dwukrotnie – porównując 2023 z 2020 i 2021 r., gdy kolejno było to 5 949 420 i 5 475 544 osób (dane Straży Granicznej).

Jak wynika z danych Grupy Progres, spora część przyjezdnych została u nas na dłużej. Tylko od stycznia do grudnia 2023 r. liczba cudzoziemców podejmujących pracę tymczasową w Polsce wzrosła o 68 proc. Co więcej, w ciągu trzech lat (od 2021) czas, na który wiążą się oni z pracodawcą, również uległ zmianie – zwiększył się o 17 proc.  Niestety skomplikowanie procesu legalnego zatrudniania cudzoziemców i jego czasochłonność od lat pozostają bez zmian, a to woda na młyn dla nieuczciwych pośredników.

– Szara strefa w Polsce jest odporna na kryzysy i zawirowania. Gdy przedsiębiorcy działający zgodnie z przepisami martwią się np. rosnącymi kosztami pracy czy zatrudniania, ci nieuczciwi śpią spokojnie, bo unikają różnych opłat i podatków, działając w szarej strefie.  Na trafienie do niej narażeni są m.in. uchodźcy oraz cudzoziemcy z odległych kierunków, którzy potrzebują środków do życia, ale nie znają dobrze naszego języka, przepisów i nie wiedzą, do kogo zwrócić się o pomoc np. w znalezieniu legalnej pracy czy załatwieniu formalności. W efekcie po przyjeździe, gdy okazuje się, że obiecany im etat wcale na nich nie czeka, podejmują się jakiegokolwiek zajęcia, a ich zaangażowanie i chęć do zarobku wykorzystują nieuczciwi pośrednicy, którzy nie tylko zatrudniają obcokrajowców na czarno, ale też pomagają im w nielegalnym przyjeździe do Polski – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres.   

Według danych Straży Granicznej na granicy zewnętrznej z UE w 2023 r. odmówiono wjazdu w niemal 18 tys. przypadków. Liczba osób zatrzymanych i ujawnionych przez Straż Graniczną za nielegalny pobyt wynosiła 10 342 i była o wyższa niż w latach ubiegłych – w 2022 r. (7 166), 2021 r. (6 812) czy 2020 r. (9 823). Na pracy w szarej strefie, powierzaniu wykonywania pracy niezgodnie z prawem i nieprzepisowym prowadzeniu działalności gospodarczej przyłapano od 2019 r. do 2023 r. w sumie niemal 60 tys. osób niemających polskiego obywatelstwa. W ubiegłym roku było ich 9 964. Co więcej, w analogicznym okresie (2019-2023) Straż Graniczna ujawniła niemal 10 tys. przypadków osób posługujących się fałszywymi dokumentami uprawniającymi do przekroczenia granicy i pobytu na terytorium RP.

– Pamiętajmy, że większość cudzoziemców chce przyjechać do Polski lub już przebywa u nas legalnie. Bez względu na kierunek, z którego pochodzą – są weryfikowani przez polskie organy państwowe, ale też pracodawców, którzy – żeby zatrudnić cudzoziemca – muszą wywiązać się z szeregu formalności i najczęściej weryfikują, kim jest dany kandydat i czy jego dokumenty nie są sfałszowane. Podobne zadanie należy do urzędników, którzy kontrolują procedury i legalność pobytu cudzoziemca w Polsce.  Opinia urzędu powinna być gwarancją wiarygodności danego człowieka i argumentem za tym, by bez obaw przyjąć go do zespołu. Niestety nadal wiele firm skarży się, że nikt z polityków nie pomyślał, w jaki sposób usprawnić ten proces.  Nie mówiąc już o przemyślanej i dostosowanej do aktualnych realiów polityce migracyjnej, która w naszym kraju praktycznie nie istnieje podkreśla Cezary Maciołek.

Przedświąteczny tydzień

W miniony piątek dolar kontynuował umocnienie a kurs głównej pary walutowej spadł w okolice 1,08. Na Wall Street mieliśmy mieszaną sesję. Nasdaq Composite zyskał 0,2 proc., natomiast SP500 oraz Dow Jones straciły odpowiednio 0,1 proc. oraz 0,8 proc. W całym minionym tygodniu benchmarki zyskały jednak ponad 2 proc. co było pokłosiem tego, że Fed dał sygnał, że jest nadal stosunkowo „gołębi” i prawdopodobnie w tym roku obniży stopy procentowe trzy razy. Brakowało danych z USA. Pozytywnie zaskoczył indeks klimatu biznesowego Ifo dla Niemiec. W najbliższych dniach uwaga rynku będzie skupiona na piątkowych danych dotyczących raportu na temat wydatków Amerykanów.

W piątek inwestorzy otrzymali niespodziewany wzrost indeksu klimatu biznesowego Ifo z 85,7 pkt. do 87,8 pkt. Wzrost był spowodowany zarówno lepszą oceną bieżącej sytuacji biznesowej (88,1 pkt., poprzednio 86,9 pkt.), jak i bardziej pewnymi oczekiwaniami biznesowymi na kolejne sześć miesięcy (87,5 vs 84,4). Klimat biznesowy poprawił się również we wszystkich sektorach gospodarki. To ożywienie w klimacie biznesowym Ifo daje nadzieje, zwłaszcza że perspektywiczny indeks menedżerów zakupów dla sektora usług strefy euro wzrósł w ostatnich miesiącach i opuścił strefę recesji. Widać, że efekt gwałtownych podwyżek stóp procentowych przez zachodnie banki centralne, które miały miejsce ponad rok temu, obecnie zanika. Również gospodarki odczuwają ulgę w związku z niższymi cenami energii. Średnia cena dla niemieckich firm zmniejszyła się o około połowę w stosunku do poprzedniego gwałtownego wzrostu, choć nadal są znacznie wyższe niż na przykład w USA.

Być może Niemiecka gospodarka wyjdzie z recesji już latem. Ciężko będzie jednak na impuls, który przyczynił by się do dynamicznego ożywienia. Liczne problemy strukturalne hamują gospodarkę, w szczególności długoterminowa erozja atrakcyjności Niemiec jako lokalizacji dla biznesu.

Wracając do USA, w piątek brakowało danych makro. Dziś poznamy dziś indeks aktywności krajowej Chicago Fed, aktywność produkcyjną Dallas Fed i sprzedaż nowych domów. We wtorek opublikowane zostaną dane na temat zamówień na dobra trwałe oraz ceny domów S&P CaseShiller i zaufanie konsumentów Conference Board. W środę kalendarz makro jest ubogi. W czwartek zostanie zaprezentowany trzeci i ostatni odczyt PKB za czwarty kwartał 2023 roku. Konsensus rynkowy wynosi 3,2 proc. kw/kw w ujęciu rocznym, bez zmian w porównaniu z drugim szacunkiem. Poznamy również liczbę nowych bezrobotnych, sprzedaż domów oraz ostateczny odczyt marcowego nastroju konsumentów Uniwersytetu Michigan.

W piątek, mimo, że będzie to w wielu krajach dzień wolny, pojawi się kilka publikacji danych. Poznamy ważny deflator PCE za luty, a konsensus rynkowy wynosi 0,4 proc. m/m lub 2,5 proc. r/r. Bazowy deflator PCE, który nie obejmuje żywności i energii, ma wynieść 0,3 proc. m/m lub 2,8 proc. r/r. Poznamy również dochody osobiste i wydatki osobiste Amerykanów

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Dlaczego lajki w social mediach są tak ważne?

Facebook, Instagram, TikTok i YouTube to potężne platformy, które nie służą już tylko do celów rozrywkowych. W czasie mocno rozwiniętego Internetu i stale rosnącej konkurencji w sieci, twórcy treści i firmy szukają sposobów na rozwój swoich fanpage’ów na tych platformach. Jedną z opcji jest kupowanie lajków i followersów. Jak kupione lajki mogą wpłynąć na rozwój Twojego konta? Dlaczego warto zwiększyć liczbę polubień?

Zakupione polubienia z polskich kont pomogą zwiększyć Twoje zasięgi w social mediach.

Social media – potężne narzędzie w cyfrowym świecie

Social media bardzo mocno wpływają na nasze codzienne życie. Obecnie ciężko sobie wyobrazić świat bez Facebooka czy Instagrama. Coraz więcej firm opiera swoje marketingowe działania właśnie na social mediach, wpływając na myślenie ogromnej ilości internautów. Kolejne marki zauważają również potencjał, który tkwi w wynajmowaniu popularnych osób do promocji swoich produktów oraz usług. Im większy wpływ ma dana osoba na internautów, im bardziej jest popularna, tym bardziej jest atrakcyjna dla firm oraz organizacji, które chcą wypromować daną ideę albo sprzedawać konkretne produkty. Zatrudnianie znanych influencerów to w tej chwili powszechna praktyka w świecie biznesu.

Wiele osób wspiera rozwój swoich kont w social mediach (Instagram, TikTok, YouTube, Facebook) poprzez kupowanie like. Kupione lajki zwiększają popularność postów i opublikowanych filmów. Aby upewnić się, że widzowie będą chcieli oglądać film do końca, możesz kupić lajki zwiększające jego atrakcyjność. Jeżeli chciałbyś zarabiać na platformie YT, duża ilość polubień jest kluczowa. Jeśli masz więcej like, wyniki wyszukiwania na platformie YT będą Cię klasyfikować wyżej niż inne filmy. Zakup lajków to prawdziwa inwestycja w social media!

Jak zwiększyć swoje szanse w mediach społecznościowych?

Prowadzenie profili w social mediach wymaga dużej cierpliwości i bycia regularnym w publikowaniu treści. Kampanie reklamowe, efektowne zdjęcia i grafiki oraz regularna publikacja postów rozwijają twój biznes. Istnieje jednak kilka rzeczy, które mogą znacznie przyspieszyć żmudny proces budowania popularności profilu. Jedna z nich to „followers Instagram”.

Dla niektórych użytkowników będzie to tylko statystyka, jednak dla większości osób jest to jasny sygnał, że nasz profil wzbudza zainteresowanie bardzo dużej ilości użytkowników. Jest to również szalenie istotny czynnik w trakcie zawierania współpracy z influencerem. Duża ilość wyświetleń, followersów oraz polubień na Instagramie oznacza dla zainteresowanej firmy, że warto z nami nawiązać współpracę. Dlatego kupno followersów to bardzo istotny element rozwijania swojej marki. Dzięki followers Instagram budujemy naszą markę na Instagramie, co przekłada się na zwiększony ruch wokół naszych produktów i świadczonych usług. Im większa liczba osób skupia się wokół naszego fanpage’a, tym algorytmy Instagrama zauważają większą aktywność.

Kupowanie lajków. Dlaczego lajki są tak ważne?

Zakup Instagram like pomaga bardziej wypromować posty, a to z kolei przekłada się na większy ruch wokół naszego profilu. Algorytmy platformy odnotowują większą aktywność w postaci ilości wyświetleń, lajków, komentarzy i przyrostu obserwatorów. Dane dotyczące ilości lajków mają niezwykle duży wpływ na algorytmy, które odpowiadają za zasięg opublikowanych postów. Sztuczna inteligencja w postaci złożonego algorytmu wpływa na polecenie naszych postów innym użytkownikom Instagrama. Podobnie sprawa wygląda w przypadku platform TikTok, YouTube i Facebook.

Negatywnie na nasze konta i ogólną obecność na platformach może wpłynąć kilka czynników, m.in. nieregularne publikowanie postów lub robienie tego o złych godzinach czy posiadanie zbyt małej ilości lajków, by platforma zaczęła nas promować. Warto korzystać ze sprawdzonych metod i sposobów, by poprawiać sytuację naszych kont w social mediach, jednak to kupowanie lajków i followersów jest najszybszym rozwiązaniem.

Jak przebiega proces kupna? W bardzo prosty sposób! Najpierw wybierasz dowolną ilość lajków (np. Facebook like), follow, czy wyświetleń na danej platformie. Określasz pochodzenie i dodatkowe ustawienia. Potem dodajesz odpowiedni link. Wybierasz metodę płatności (w sklepie można płacić BLIKiem, przelewem, kartą czy opcją PayPal). Po dokonaniu płatności poczekaj kilka minut na pojawienie się pierwszych efektów.

Kup lajki i followersów, a Twoje konta zyskają na popularności!

Tydzień banków centralnych i ich wpływ na rynki walutowe

Mijający tydzień przyniósł kilka zaskoczeń ze strony banków centralnych. Największą niespodziankę zaserwował SNB obniżając stopy już teraz, czego rynek w ogóle nie brał pod uwagę. W Japonii koszt pieniądza wzrósł pierwszy raz od 17 lat i tym samym ostatni bank centralny wyszedł z ujemnych stóp procentowych. Fed na moment osłabił dolara wskazując, że wciąż w grze są trzy obniżki stóp procentowych. Dobre dane makro z kolejnego dnia przyczyniły się jednak do aprecjacji USD i ruch wzrostowy na EUR/USD został całkowicie zniesiony z nawiązka. Z kolei Bank Anglii wysłał „gołębi” sygnał i tym samym przyczynił się do osłabienia funta. W Norwegii parametry polityki monetarnej nie uległy zmianie. Na agresywną podwyżkę zdecydował się Bank Turcji podnosząc stopy aż o 500 punktów bazowych co przełożyło się na silniejszą lirę.

Dolar jest w potrzasku. Jednego dnia traci po decyzji Fed-u oraz konferencji Powella, drugiego zyskuje po dobrych danych makro (PMI, Conference Board). Na eurodolarze brak przełomu, choć krótkoterminowo znajdujemy się już poza kanałem wzrostowym i niebawem notowania prawdopodobnie ponownie przetestują wsparcie na 1,08.

Jen osłabił się po decyzji BoJ, co było spowodowane faktem, że rynek nie otrzymał sygnału, że instytucja rozpoczyna cykl zacieśniania a jedynie wykonuje ruch dostosowujący warunki monetarne do aktualnej sytuacji makro. Kurs USD/JPY znalazł się w tym tygodniu ponownie w obrębie historycznych rekordów (powyżej 151,00) co rodzi ryzyko możliwej interwencji walutowej ze strony banku centralnego lub Ministerstwa Finansów.

Fran szwajcarski znalazł się pod presją spadkową na skutek obniżki stóp przez SNB. Zarówno para walutowa EUR/CHF jak i USD/CHF powinna przynajmniej w średnim terminie podążać w trwającym od początku roku kanale zwyżkującym.

Lira była w stanie zyskać po decyzji Banku Turcji ale skala aprecjacji jest symboliczna, jeśli spojrzymy na wykres USD/TRY w szerszym horyzoncie czasowym. Krok podjęty przez instytucję należy traktować jako coś pozytywnego, pokazuje ona bowiem, że bank jest w pewnym stopniu niezależną jednostką. Lira miałaby szanse na mocniejszy ruch aprecjacyjne ale dopiero wówczas, gdyby bank jasno zakomunikował, że jest w stanie podnieść stopy jeszcze wyżej, dopóki inflacja nie zrówna się z celem. Deklaracje CBT, że dynamika wzrostu cen spowolni w drugiej połowie roku mogą być interpretowane w ten sposób, że dalsze zacieśnianie nie będzie mieć miejsca.

Posiedzenie Banku Anglii również osłabiło funta szterlinga. Bank utrzymał stopy procentowe na wysokim poziomie 5,25 proc. a wynik głosowania 8-1 był bardziej gołębi niż oczekiwane 7-1-1. Nikt bowiem nie popierał podwyżki. Ogólnie wczorajsza decyzja nie wniosła niczego nowego. BoE zrobił kolejny krok w kierunku obniżek, ale wciąż jednak nie jest do końca jasne czy nastąpi to szybciej niż oczekiwano dotychczas. Kolejne posiedzenie będzie prawdopodobnie decydujące. Co więcej, w maju poznamy również nowe prognozy. Jeśli inflacja nadal będzie zaskakiwać w dół, wówczas nastroje mogą rzeczywiście zmienić się w kierunku wcześniejszych obniżek kosztu pieniądza. Para EUR/GBP urosła do poziomu najwyższego od 18 stycznia. Kurs znalazł się powyżej teoretycznej linii szyi formacji podwójnego dołka, która widoczna jest na wykresie przedstawiającym dane dzienne. Na uwagę zasługuje również fakt, że została naruszona linia trendu spadkowego łącząca szczyty z listopada i grudnia 2023 roku. Z kolei para GBPUSD nieuchronnie zmierza w kierunku technicznego wsparcia na zlokalizowanego wokół poziomu 1,25.

Przysżły tydzień zapowiada się dość spokojnie. Zmienność będzie wygasać im bliżej bedziemy znajdować się Świąt Wielkanocnych. Z danych makro z USA na uwagę zasługuje piątkowy raport na temat wydatków Amerykanów, który zawiera preferowaną przez Fed miarę inflacji (deflator PCE core).

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Dane o polskiej inflacji są tylko z pozoru optymistyczne

Inflacja zmniejszyła się w lutym do 2,8% r/r. Sukces jest jednak skromny, skoro porównujemy wzrost cen do sytuacji sprzed roku, gdy w lutym 2023 r. inflacja była rekordowa, wynosiła 18,4%. Inflacja będzie znów rosnąć od kwietnia br.

Inflacja CPI zmniejszyła się w lutym do 2,8% r/r wobec 3,7% w styczniu, kształtując się poniżej konsensusu rynkowego (3,2%). Tym samym inflacja po raz pierwszy od marca 2021 r., choć tylko przejściowo, znalazła się poniżej górnej granicy odchyleń od celu inflacyjnego NBP (3,5% r/r).

Główną przyczyną obniżenia inflacji w lutym była niższa dynamika cen w kategorii „żywność i napoje bezalkoholowe” (2,7% r/r w lutym wobec 4,9% w styczniu). Spadek dynamiki cen żywności i napojów bezalkoholowych został odnotowany w większości jej głównych kategorii i wynikał z efektów wysokiej bazy sprzed roku, jak również z obserwowanego w ostatnich kwartałach wyraźnego obniżenia cen surowców rolnych.

Do spadku inflacji przyczyniła się także niższa inflacja bazowa, która wyniosła w lutym 5,3% r/r wobec 6,2% w styczniu. Spadek inflacji bazowej miał szeroki zakres i został odnotowany przez GUS w większości jej kategorii.

– Jesteśmy blisko celu inflacyjnego i cieszmy się tą chwilą, zwłaszcza, że nie potrwa długo – mówi w rozmowie z Market News 24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Wzrost cen znacząco spowolnił, ale ceny są nadal coraz wyższe. Inflacja za marzec prawdopodobnie będzie jeszcze niższa, ale w kolejnych miesiącach będzie już rosnąć.

Przed nami powrót od kwietnia do 5% stawki VAT na żywność, a w kolejnych miesiącach rezygnacji z innej tarczy ochronnej, a dotyczącej sztucznie zaniżanych cen energii.

W ostatnich dniach dużo było danych GUS, które warte są uwagi. Nominalna dynamika sprzedaży detalicznej w firmach zatrudniających powyżej 9 osób zwiększyła się w lutym do 6,7% r/r wobec 4,6% w styczniu, kształtując się poniżej konsensu rynkowego (6,8%). Dynamika sprzedaży detalicznej liczonej w cenach stałych zwiększyła się w lutym do 6,1% r/r wobec 3,2% w styczniu.

Silniejsze od oczekiwań zwiększenia realnej dynamiki sprzedaży ogółem w ujęciu rocznym było większe od oczekiwań skutkiem zwiększonej realnej dynamiki wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw do poziomu najwyższego od 1999 r. Dynamika ta w lutym wynosiła 12.9% rok do roku. W ujęciu realnym, czyli po skorygowaniu o inflację, płace zwiększyły się o 9,9% r/r (wobec 8,6% w styczniu).

– Sprzyjają nam znacznie niższe ceny żywności na świecie i ropy naftowej, a światowe ceny energii też są znacznie poniżej pesymistycznych oczekiwań z jesieni 2022 r. – komentuje ekspert XTB.

W strukturze sprzedaży detalicznej GUS odnotował wzrost realnej dynamiki sprzedaży w kategoriach obejmujących dobra trwałego użytku. Dynamika sprzedaży w kategorii „pojazdy samochodowe, motocykle i części” zwiększyła się z 23,3% r/r w styczniu do 26,6% w lutym. W kategorii „meble, RTV i AGD” dynamika sprzedaży zwiększyła się w lutym do -5,2% r/r wobec -16,8% w styczniu, to poziom najwyższy od stycznia 2023 r.

W lutym indeks koniunktury konsumenckiej dotyczący „obecnego dokonywania ważnych zakupów” wzrósł w porównaniu ze styczniem i ukształtował się na poziomie najwyższym od października 2021 r. Wzrósł również indeks odnoszący się do „przyszłego dokonywania ważnych zakupów”, który był najwyższy od marca 2020 r.

– Poznaliśmy nowy „koszyk” GUS, a przy okazji szczegółowe z nim związane dane za styczeń i luty, okazuje się, że w dobrach dyskrecjonalnych nadal mamy do czynienia z silnym wzrostem cen, a początek roku jest szczególnie istotny bo producenci i usługodawcy właśnie wtedy podejmują decyzje o skali wzrostu cen, wiedząc, że ze względów psychologicznych konsumenci mogą wzrost cen łatwiej zaakceptować – podkreśla P.Kwiecień. – Presja inflacyjna jest nadal mocno zakotwiczona, bo w styczniu i lutym konsumenci zaakceptowali duże wzrosty cen dóbr dyskrecjonalnych.

Dobra dyskrecjonalne są istotne z tego względu, że dotyczą tej części rynku, gdzie konsument ma większą swobodę decydowania o zakresie wydatków. To odzież i obuwie, AGD czy takie usługi jak turystyka, rozrywka i kultura. To są wydatki w takich kategoriach, które możemy przełożyć o kilka miesięcy jeżeli finanse rodzinne nas do tego skłaniają.

– Inflacja wzrośnie i może nawet przekroczy 6% pod koniec roku i bazowy jest dla mnie wariant, że w tym roku nie będzie obniżek stóp procentowych, co będzie sprzyjać wzmocnieniu polskiej waluty – wyjaśnia ekspert. – Jeżeli Fed i EBC będą obniżać stopy procentowe, a w Polsce pozostaną bez zmian, to globalny kapitał będzie chętniej u nas „parkował”.

Firmy optymistyczne, ale kluczowe branże wciąż w opałach

W marcu br. w większości obszarów gospodarki wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury kształtuje się na poziomie zbliżonym lub wyższym niż w lutym – podał GUS.

Nastroje w przedsiębiorstwach w ślad za nastrojami konsumentów w marcu poprawiają się. Dotychczasowe badania obu grup społecznych pokazywały, że to inflacja była czynnikiem, który w największym stopniu psuł nastroje. Inflacja spadła wyraźnie na początku roku i prawdopodobnie w marcu znowu się obniży, co też przełoży się w kwietniu na kolejną poprawę nastrojów.

Przedsiębiorstwa widzą, że sytuacja się ustabilizowała i powoli zaczyna wracać do względnej normy. Większość z branż odnotowuję poprawę wskaźników koniunktury, choć nadal te najważniejsze dla naszej gospodarki: przetwórstwo przemysłowe, budownictwo, transport i gospodarka nadal mają wartości ujemne. Oznacza to przewagę pesymistów nad optymistami.

Dużo ciekawszych danych dostarczają pytania dodatkowe do głównej ankiety GUS. Widać, że przedsiębiorstwa w znaczącej mierze planują utrzymać zatrudnienie, szczególnie wśród pracowników trudnych do zastąpienia. Niewielki odsetek firm planuje redukcję zatrudnienia – średnio około 10% firm w poszczególnych branżach. To tylko potwierdzenie, że rynek pracy jest stabilny i taki pozostanie.

Presja płacowa nie maleje, choć firmy wskazują na przestrzeń do podwyżek w związku z dobrą sytuacją finansową. Jednak decyzje dotyczące zwiększenia wynagrodzeń czy zmiany struktury zatrudnienia będą podejmować na bieżąco. To dowód na nadal pragmatyczne podejście firm do prowadzenia działalności w tych niepewnych czasach.

Mariusz Zielonka, Konfederacja Lewiatan

W 2023 r. ubezpieczyciele wypłacili poszkodowanym 44,2 mld zł – za nami spokojny rok

W 2023 r. Polacy otrzymali 44,2 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). To 0,3 proc. mniej niż rok wcześniej. W 2023 r. ubezpieczonych na życie było 23,9 mln Polaków. Zawarliśmy też 79,3 mln polis majątkowych.

Kluczowe liczby:

  • 44,2 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
    • 16,2 mld zł z ubezpieczeń na życie
    • 17,9 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC)
    • 10,1 mld zł z pozostałych ubezpieczeń
  • Na ubezpieczenia Polacy przeznaczyli (składka przypisana brutto): 78,9 mld zł, o 9,2% proc. więcej niż rok wcześniej.
  • Prawie 96,4 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne.
  • Ponad 17,9 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu.
  • Ponad 1,8 mld zł podatku dochodowego zapłacili ubezpieczyciele.

Ubezpieczenia na życie

W 2023 r. 23,9 miliona Polaków miało ubezpieczenie na życie, w tym 11,7 mln w ramach ubezpieczeń grupowych. To o około 3,6 proc. mniej niż rok temu, mimo to widać utrzymujące się zainteresowanie ubezpieczeniami życiowymi. Ogółem składka z ubezpieczeń na życie wyniosła 22,8 mld zł, co stanowi wzrost o 6,2%. Wypłaty wróciły do poziomu sprzed pandemii i odzwierciedlają aktualną sytuację związaną ze śmiertelnością Polaków.

Sytuacja na rynku ubezpieczeń życiowych jest stabilna, natomiast widać zmiany w strukturze produktów. Produkty ochronne i wypadkowe stają się bardziej popularne. Maleje udział produktów o charakterze oszczędnościowym i inwestycyjnym. W rozwoju tych ostatnich kluczową rolę odgrywają regulacje, ale też obowiązujące podatki. Zapowiadane przez Ministerstwo Finansów zmiany w podatku Belki mogłyby zachęcić Polaków do oszczędzania, w tym w produktach ubezpieczeniowych – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.

Ubezpieczenia komunikacyjne

W ubezpieczeniach majątkowych największą część odszkodowań stanowią ubezpieczenia komunikacyjne. Odszkodowania i świadczenia z obowiązkowego OC komunikacyjnego wyniosły w 2023 r. prawie 10,7 mld zł i były o 8,2 proc. większe niż przed rokiem. Jednocześnie pomimo wzrostu kosztów szkód, średnia składka w ubezpieczeniu OC komunikacyjnym wzrosła jedynie o 2,9 proc. i wyniosła 513 zł. Średnia szkoda z OC ppm wzrosła o 11,4 proc., do 9 980 zł.

Polacy są bardzo wrażliwi na cenę ubezpieczenia komunikacyjnego. Jednak w tym segmencie rynku spodziewamy się korekt. Inflacja, rosnące koszty likwidacji szkód, w tym procedur medycznych muszą znaleźć odzwierciedlenie w składkach, do czego ubezpieczycieli obligują regulacje i nadzór – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Odszkodowania z autocasco wyniosły 7,3 mld zł, czyli o 13,1 proc. więcej niż przed rokiem.

Inne ubezpieczenia majątkowe

Rok 2023 był spokojny pod względem gwałtownych zjawisk pogodowych i katastrof, w przeciwieństwie do rekordowego wręcz pod względem wypłat 2022 r. Odszkodowania związane z żywiołami oraz pozostałymi szkodami rzeczowymi wyniosły 4,2 mld zł, czyli o 0,3 proc. mniej niż rok temu.

To, że 2023 r. był stosunkowo spokojny, nie oznacza, że ryzyko zjawisk związanych z żywiołami możemy pomijać. Ono towarzyszy nam stale w zmiennym natężeniu, co nie powinno uśpić naszej czujności. Obserwowaliśmy nadal duże niedoubezpieczenie. Szacunki rynkowe pokazują, że dotyczy ono nawet 3 na 10 nieruchomości i wynosi nawet kilkadziesiąt procent. Średnio brak aktualizacji sumy ubezpieczenia w ostatnich 2 latach może spowodować, że suma ubezpieczenia jest niedoszacowana o 20 proc. – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

Zyski w 2023 r.

W 2023 r. ubezpieczyciele odprowadzili do budżetu państwa ponad 1,8 mld zł podatku dochodowego. Wypracowali w tym czasie 9,5 mld zł zysku netto, czyli o 67 proc. więcej niż przed rokiem.

Przykłady szkód ubezpieczeniowych z IV kwartału 2023 r.

Rodzaj polisy Składka Zdarzenie Pomoc dla poszkodowanych
Obowiązkowa polisa OC 475 zł (rocznie) Zderzenie czołowe z winy ubezpieczonego z udziałem kilku aut Wypłacone odszkodowanie kierowcom poszkodowanych pojazdów w kwocie: 316 982 zł
Dobrowolna polisa AC 45 000 zł (rocznie, auto luksusowe) Pożar pojazdu na autostradzie Wypłacone odszkodowanie
w kwocie: 790 892 zł
NNW 30 zł (rocznie) Uderzenie pojazdem w drzewo, zakończone śmiercią ubezpieczonego kierowcy Wypłacone świadczenie za zgon
w kwocie: 10 000 zł
Indywidualne ubezpieczenie na życie 221 zł (miesięcznie) Śmierć spowodowana urazem wielonarządowym w wyniku wypadku Wypłacone świadczenia za zgon
w kwocie: 116 000 zł
Obowiązkowa polisa OC 529 zł (rocznie) Wypadek z udziałem rowerzysty Wypłacone osobie poszkodowanej – rowerzyście odszkodowanie: 14 900 zł
Obowiązkowa polisa OC 622 zł (rocznie) Śmierć w wyniku wypadku na motocyklu Wypłacone świadczenie za zgon: 800 000 zł oraz dwie płatne renty dla dzieci poszkodowanego
Ubezpieczenie na życie (grupowe) 528 zł (rocznie) Wypadek komunikacyjny na motorze. Kolizja z innym pojazdem. Urazy wielonarządowe: pęknięcie śledziony, lewego płata wątroby, złamanie kości promieniowej i łokciowej, złamanie lewej łopatki; wstrząśnienie mózgu, liczne złamania odcinka lędźwiowego kręgosłupa i miednicy; głuchota jednostronna, niedowład lewostronny kończyny górnej Świadczenia: z tytułu uszczerbku na zdrowiu – bezsporne 21 450 zł, poszkodowany jest jeszcze w trakcie rehabilitacji. Z tytułu pobytu w szpitalu – 12 320 zł, z tytułu operacji – 7 000 zł

 

Ubezpieczenie na życie (grupowe) 525 zł (rocznie) Wypadek komunikacyjny podczas urlopu – pasażerka motocykla – złamania  żeber, obojczyka, łopatki, kości ramiennej, łokciowej, odma opłucnowa, złamania w obrębie kręgosłupa szyjnego i lędźwiowego Świadczenia: z tytułu uszczerbku na zdrowiu – 80 592 zł z tytułu pobytu w szpitalu – 10 100 zł

 

Kolejne zmiany na stanowiskach redaktorów naczelnych w Polska Press Grupie

W ostatnim czasie Polska Press Grupa ogłosiła istotne zmiany personalne na stanowiskach redaktorów naczelnych w swoich flagowych wydawnictwach. Dotychczasowi liderzy dwóch znaczących dzienników regionalnych – „Głosu Wielkopolskiego” oraz „Nowin” – opuszczają swoje stanowiska, a ich obowiązki przejmują dotychczasowi zastępcy.

Anna Raczyńska, która do tej pory pełniła rolę redaktora naczelnego „Głosu Wielkopolskiego”, kończy swoją karierę w spółce Polska Press. Jej odejście to zakończenie etapu, w którym dziennik ten kształtował lokalną debatę publiczną pod jej redakcyjnym okiem. Leszek Waligóra, dotąd zastępca Raczyńskiej, został mianowany pełniącym obowiązki redaktora naczelnego. Jego doświadczenie i znajomość redakcji zapewne będą kluczowe w płynnym przejściu przez okres zmian i wyzwań, które niesie przyszłość.

Podobny scenariusz rozegrał się w przypadku „Nowin”. Arkadiusz Rogowski, dotychczasowy redaktor naczelny, również rozstaje się ze spółką. Na jego miejsce, jako pełniącego obowiązki redaktora naczelnego, wskazano Marcina Żminkowskiego. Jego zadaniem będzie nie tylko utrzymanie pozycji dziennika jako ważnego głosu w regionalnej przestrzeni medialnej, ale również adaptacja do zmieniającego się krajobrazu mediów i oczekiwań czytelników.

Zmiany na stanowiskach redaktorów naczelnych są naturalnym elementem ewolucji każdej organizacji medialnej. Wyzwania, przed którymi stoją nowi liderzy, dotyczą nie tylko zarządzania zespołami redakcyjnymi, ale również adaptacji strategii wydawniczych do szybko zmieniającego się świata mediów, zwłaszcza w kontekście cyfryzacji i zmian w sposobach konsumpcji treści przez odbiorców.

Nagła siła dolara

Wczorajsze dane makroekonomiczne z obydwóch stron oceanu wsparły dolara. Dane z Polski pomogły złotemu. Z kolei Turcja, podnosząc stopy procentowe, by walczyć z inflacją, doprowadziła do umocnienia liry.

Dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dwa ważne odczyty z Polski. Z jednej strony była to produkcja budowlano-montażowa, która spada o 4,9%, co jest wynikiem słabszym od oczekiwanego spadku 2%. Z drugiej sprzedaż detaliczna, która rośnie o 6,7%. Tutaj oczekiwania mówiły o wzroście o 6,2%. Mamy zatem pozytywną i negatywną niespodziankę opublikowaną w tym samym momencie. Rynki za ważniejszą informację uznały jednak sprzedaż detaliczną. Dowodem tego jest umacnianie się złotego po tych danych.

Dolar odrabia straty

Wczoraj poznaliśmy dwa bardzo ważne odczyty tłumaczące nagły przepływ kapitału za ocean. Pierwszym z nich był niemiecki indeks PMI dla przemysłu. Pesymizm w niemieckiej gospodarce to w sumie nic nowego. Od czerwca 2022 roku nie było tam przewagi pozytywnych odpowiedzi. Skala pesymizmu jednak znów rośnie. Pozytywnych odpowiedzi co do przyszłości udziela już tylko 41,6% ankietowanych (po wykluczeniu odpowiedzi neutralnych). Przy takim nastawieniu ciężko spodziewać się szczególnej poprawy sytuacji. Z drugiej strony w USA pozytywnie wypowiada się 52,5% ankietowanych. Jeżeli dodamy do tego w ramach tła przyzwoite dane z rynku pracy i dobre dane z rynku nieruchomości, nie powinna dziwić nas wczorajsza siła dolara. Amerykańska waluta zyskała na wartości około 0,75% i po dzisiejszych porannych zmianach jest najsilniejsza względem euro od pierwszych dni marca.

Turcja podnosi niespodziewanie stopy procentowe

Turcja od czasu, gdy regularnie dewaluuje lirę turecką względem dolara, zaczęła być bardziej przewidywalna pod kątem walutowym. Nie zmienia to faktu, że nadal decyzje banku centralnego potrafią zaskoczyć. Tak było wczoraj, kiedy podniesiono stopy procentowe z 45% na 50%. Tak, nie ma tutaj brakującego przecinka, naprawdę jest to 50% stopy procentowej. Podwyżka stóp jest związana z dalej bardzo wysoką w tym kraju inflacją, która wzrosła właśnie do 67% i jest to czwarty miesiąc wzrostowy z rzędu. Sama decyzja doprowadziła do około 1,5% umocnienia liry tureckiej względem dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
12:00 – Wielka Brytania – wskaźnik zamówień wg CBI,
13:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

SNB zaskakuje rynki obniżką stóp procentowych. Frank szwajcarski i funt szterling pod presją

SNB jako pierwszy bank centralny z grona krajów G10 obniża stopy procentowe. Rynki zostały zaskoczone, ponieważ wcześniejsze komunikaty banku nie wskazywały na taki ruch w marcu. Frank szwajcarski stracił zarówno do dolara jak i do euro i ta tendencja może się utrzymać w kolejnych tygodniach. Gołebi wydźwięk płynął również z wyników posiedzenia Banku Anglii, mimo, że instytucja utrzymała koszt pieniądza na obecnym poziomie.

Oczywiście biorąc pod uwagę umiarkowanie spadkowy trend inflacyjny w Szwajcarii, cięcie było możliwe. SNB ocenił swoją walkę ze wzrostem cen z ostatnich ponad 2 lat jako skuteczną. Wskaźnik CPI od kilku miesięcy znajduje się poniżej 2 proc., czyli w zakresie, który bank centralny utożsamia ze stabilnością cen. Zgodnie z nową prognozą, inflacja prawdopodobnie utrzyma się w tym przedziale w ciągu najbliższych kilku lat”. Podejmując decyzję SNB wziął pod uwagę oprócz zmniejszonej presji inflacyjnej również aprecjację franka szwajcarskiego w ujęciu realnym w ciągu ostatniego roku. Aktualnie główna stopa procentowa wynosi 1,5 proc.

Bank centralny dodał, że zamierza uważnie monitorować rozwój wskaźników CPI i w razie potrzeby będzie dalej dostosowywał swoją politykę pieniężną aby utrzymać inflację w celu. Teoretycznie może to oczywiście oznaczać działania w obu kierunkach. W końcu inflacja w innych krajach jest uparcie wysoka i może ponownie wzrosnąć w niesprzyjających okolicznościach.

Zasadniczo SNB ma mniejszą swobodę niż inne banki centralne, aby obniżyć główną stopę procentową, ponieważ nie podniósł jej tak gwałtownie. W związku z tym, jeśli okaże się, że EBC dokona kilku obniżek stóp procentowych, a SNB prawdopodobnie zrobił już wystarczająco dużo, aby zagwarantować stabilność cen, frank może nawet zyskać na wartości w dłuższej perspektywie. Na razie jednak presja spadkowa powinna zostać utrzymana.

Wczorajsze posiedzenie Banku Anglii również osłabiło funta szterlinga. Bank utrzymał stopy procentowe na wysokim poziomie 5,25 proc. a wynik głosowania 8-1 był bardziej gołębi niż oczekiwane 7-1-1. Nikt bowiem nie popierał podwyżki. Ogólnie wczorajsza decyzja nie wniosła niczego nowego. BoE zrobił kolejny krok w kierunku obniżek, ale wciąż jednak nie jest do końca jasne czy nastąpi to szybciej niż oczekiwano dotychczas. Kolejne posiedzenie będzie prawdopodobnie decydujące. Co więcej, w maju poznamy również nowe prognozy. Jeśli inflacja nadal będzie zaskakiwać w dół, wówczas nastroje mogą rzeczywiście zmienić się w kierunku wcześniejszych obniżek kosztu pieniądza.

Funt stracił na wartości. Para EUR/GBP urosła do poziomu najwyższego od 18 stycznia. Kurs znalazł się powyżej teoretycznej linii szyi formacji podwójnego dołka, która widoczna jest na wykresie przedstawiającym dane dzienne. Naruszona została linia trendu spadkowego łącząca szczyty z listopada i grudnia 2023 roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Nomagic pozyskuje 8 mln euro od EBI na rozwój zrobotyzowanych rozwiązań magazynowych opartych na sztucznej inteligencji

Nomagic, firma rozwijająca i wdrażająca zrobotyzowane rozwiązania do kompletacji zamówień w magazynach oparte o sztuczną inteligencję, zapewniła sobie 8 mln euro nowego finansowania. Stało się to dzięki podpisaniu umowy z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym (EBI) na finansowanie typu R&D (Research & Development loan). Nowa inwestycja to potwierdzenie rosnącej pozycji rynkowej spółki oraz jej osiągnięć na polu badań i rozwoju AI w obszarze tworzenia rozwiązań magazynowych działających w modelu 99,9%, czyli niemal bez przerwy.

– Umowa z EBI to nie tylko wyraz wiary w nasze prorozwojowe projekty, które zamierzamy zrealizować. To przede wszystkim docenienie naszej dotychczasowej drogi, jaką przeszliśmy od założenia firmy, bowiem tego typu finansowanie trafia wyłącznie do firm z silnym, udokumentowanym popytem rynkowym i mogących pochwalić się wsparciem renomowanych inwestorów. Dzięki niemu będziemy mogli dalej skutecznie konkurować z amerykańskimi firmami – podkreśla Kacper Nowicki, współzałożyciel Nomagic.

– Wspieranie innowacji leży u podstaw strategicznych priorytetów Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Z przyjemnością informujemy o zapewnieniu niezbędnego kapitału dla Nomagic w ramach programu InvestEU. Nasze zaangażowanie finansowe ma na celu wsparcie Nomagic w rozwoju rozwiązań automatyzacji dla sektora magazynowego – zaznacza prof. Teresa Czerwińska, wiceprezydent EBI.

Duży zastrzyk kapitału z przeznaczeniem na badania i rozwój pojawia się w kluczowym momencie dla Nomagic. Polski startup przyspiesza z  komercjalizacją i zdobywa kolejnych chętnych na swoje rozwiązania, szczególnie na flagowe produkty czyli justInduct for Pocket Sorters i justPick for AutoStore. Niedawno ogłoszone partnerstwa z wiodącymi zewnętrznymi firmami logistycznymi (tzw. 3PL), takimi jak Fiege i Arvato, ugruntowały pozycję Nomagic jako lidera w branży zrobotyzowanej obsługi przedmiotów w centrach logistycznych.

Pozyskany od EBI kapitał zostanie przeznaczony na przyspieszenie strategicznych projektów w zakresie badań i rozwoju systemów AI w Nomagic. Znaczna część funduszy zostanie przeznaczona więc na udoskonalenie już i tak wyróżniających się w branży rozwiązań w zakresie zrobotyzowanej kompletacji zamówień, w szczególności technologii React.AI.

React.AI, dzięki opartym na analizie wideo zaawansowanym funkcjom wykrywania anomalii, identyfikuje nawet rzadkie błędy w kompletacji zamówień w magazynie, takich jak podniesienie i spakowanie dwóch przedmiotów np. wówczas gdy przedmioty są sklejone lub niezamknięte pudełka otwierają się podczas działań robotów. Po zidentyfikowaniu problemu React.AI automatycznie reaguje i koryguje te błędy, dzięki czemu operacje są kontynuowane bez konieczności ludzkiej interwencji na miejscu. Nowe fundusze od EBI pozwolą Nomagic wdrożyć tę technologię we wszystkich swoich robotach i umożliwić procesowi kompletacji z ich udziałem wielogodzinną autonomię na nocnych oraz weekendowych zmianach, gdy w magazynach nie ma żadnych operatorów.

– Nomagic zbudował światowej klasy, zwinny zespół ekspertów i praktyków AI, dążący do opracowania rozwiązań o efektywności na poziomie 99,9%. Taki standard zapewniają naszym klientom najlepszą obsługę i pewny zwrot z inwestycji. Oznacza to budowanie platformy i funkcji, które co prawda nie są widoczne gołym okiem podczas obserwowania pracy naszych robotów, ale są niezbędne do zapewnienia klientowi największej wartości biznesowej. Doskonałą próbką naszych możliwości w zakresie wykorzystania AI jest technologia Nomagic React.AI, którą dzięki nowemu finansowaniu wdrożymy we wszystkich naszych robotach produkcyjnych –  podkreśla Marek Cygan, współzałożyciel i Chief AI Officer Nomagic i od niedawna również członek zespołu doradczego ds. AI w Ministerstwie Cyfryzacji.

Aktualnie roboty Nomagic są obecne w kilkunastu centrach logistycznych na świecie m.in. w Niemczech, Szwajcarii i Norwegii. Z właśnie ogłoszonym finansowaniem spółka zebrała 38 mln USD kapitału od inwestorów w USA i Europie.

Dane Research and Markets i Mordor, pokazują, że wartość globalnego rynku automatyki magazynowej do 2025 r. wyniesie 31 mld USD, natomiast rynek robotów do kompletacji zamówień rośnie w tempie 62,5% i do 2026 r. osiągnie wartość 2,9 mld USD.

PZWLP wybrał nowe władze – Prezesem Zarządu po raz trzeci Robert Antczak

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), jedyna w Polsce organizacja branżowa skupiająca firmy wynajmu długoterminowego aut i wypożyczalnie samochodów (Rent a Car) wybrał w marcu nowe władze na kolejną dwuletnią kadencję. Na czele PZWLP, obejmując funkcję Prezesa Zarządu, po raz trzeci z rzędu stanął Robert Antczak, na co dzień Dyrektor Generalny Arval Polska. W skład nowego Zarządu PZWLP wchodzą ponadto Paweł Piórkowski, Prezes Hertz (Motorent sp. z o.o.), Daniel Trzaskowski, Prezes Carefleet, Piotr Wróbel, Dyrektor Handlowy Alphabet Polska oraz Tomasz Kapelko, Prezes 99rent.

Nowy Zarząd został powołany podczas Walnego Zebrania PZWLP na dwuletnią kadencję, która upłynie w marcu 2026 roku. Za sterami organizacji po raz trzeci z rzędu stanął Robert Antczak, Dyrektor Generalny Arval Polska, który funkcję Prezesa Zarządu PZWLP pełni od marca 2020 r.

Robert Antczak jest Dyrektorem Generalnym Arval Service Lease Polska od grudnia 2019 r., a z Grupą BNP Paribas jest związany od 2017 roku. Wcześniej pełnił funkcję Dyrektora Zarządzającego Pionu Rozwoju Biznesu i Organizacji w obszarze MŚP i Bankowości Korporacyjnej. Swoją karierę w bankowości rozpoczął w 2002 r. w Banku Handlowym w Warszawie S.A. (Citigroup). Od 2004 do 2009 r. pracował tam jako Dyrektor Departamentu Leasingu. W latach 2009-2013 był Dyrektorem Zarządzającym w Departamencie Bankowości Przedsiębiorstw w Kredyt Banku S.A. a w latach 2013-2017 Dyrektorem Departamentu Sprzedaży Produktów w Pionie Biznesowo-Korporacyjnym w Santander Bank Polska S.A. i odpowiadał za Bankowość Transakcyjną, Sprzedaż Produktów Finansowania Handlu oraz Obsługę Działu Międzynarodowego.

W składzie nowego pięcioosobowego Zarządu PZWLP, poza Robertem Antczakiem, znaleźli się również Paweł Piórkowski (Członek Zarządu PZWLP), Prezes Hertz (Motorent sp. z o.o.), Daniel Trzaskowski (Członek Zarządu PZWLP), Prezes Carefleet, Piotr Wróbel (Członek Zarządu PZWLP), Dyrektor Handlowy Alphabet Polska oraz Tomasz Kapelko (Członek Zarządu PZWLP), Prezes 99rent.

Paweł Piórkowski - Członek Zarządu PZWLP
Paweł Piórkowski – Członek Zarządu PZWLP

Paweł Piórkowski funkcję Członka Zarządu PZWLP pełni nieprzerwanie od 2017 roku. Ukończył studia magisterskie na kierunku Inżynierii Komputerowej na Politechnice Warszawskiej. Od początku jego kariera zawodowa związana była z obszarami turystyki i wynajmu. Już w trakcie studiów zajmował się tworzeniem systemów zarządzania wynajmem apartamentów w firmie Old Town Apartments. Karierę kontynuował w Nivette Fleet Management, gdzie budował zespół rozwijający systemy informatyczne zarządzające flotą samochodową i wspierał rozwój spółki na wielu obszarach, co przyczyniło się do przejęcia w 2013 roku Orbis Transport (licencjobiorca Hertz). Od 2013 roku Paweł Piórkowski jest Prezesem Zarządu Hertz Polska (Motorent sp. z o.o., wcześniej Orbis Transport sp. z o.o.).

Daniel Trzaskowski Członek Zarządu PZWLP
Daniel Trzaskowski Członek Zarządu PZWLP

Daniel Trzaskowski sprawował już funkcję Członka Zarządu PZWLP w przeszłości, w latach 2014-2019. Karierę w branży motoryzacyjnej rozpoczął w 2001 roku na stanowisku doradcy serwisowego w Opel Nivette. Początkowo odpowiadał za obsługę klientów indywidualnych, a z czasem przeszedł do Centrum Obsługi Firm, gdzie opiekował się dużymi klientami flotowymi. W latach 2003-2008 rozwijał Dział Techniczny w Nivette Fleet Management (NFM). W latach 2008 – 2010 stworzył od podstaw Centrum Techniczne i prowadził Departament Car Fleet Management w ramach Bankowego Funduszu Leasingowego (obecnie PKO Leasing S.A.). Od 2010 roku był zawodowo związany z Volkswagen Financial Services, gdzie jako Dyrektor Biznesu Flotowego odpowiadał za sprzedaż flotową, Centrum Techniczne oraz remarketing. W latach 2021 – 2022 pełnił również funkcję Chief Digital Officera, gdzie odpowiadał między innymi za otwarcie oraz rozwój Volkswagen Financial Services STORE. W 2019 roku zdobył tytuł „Osobowości Flotowej” w ogólnopolskim plebiscycie organizowanym przez magazyn Fleet. Daniel Trzaskowski jest również wykładowcą i członkiem rady programowej Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej. W 2019 zdobył tytuł doktora nauk inżynieryjno-technicznych. Od maja 2023 roku zajmuje stanowisko Prezesa Zarządu w firmie Carefleet S.A.

Piotr Wróbel - Członek Zarządu PZWLP
Piotr Wróbel – Członek Zarządu PZWLP

Piotr Wróbel, na co dzień Dyrektor Handlowy Alphabet Polska, debiutuje w roli Członka Zarządu PZWLP. Jest związany z branżą Car Fleet Management (CFM) od samego początku swojej kariery zawodowej. W tym czasie zdobywał doświadczenie na stanowiskach menadżerskich w strukturach handlowych m.in. takich firm jak Hertz Lease, Daimler Fleet Management Polska czy FCA Poland. Od 2015 roku był związany z LeasePlan Polska gdzie przez ostatnie 5 lat jako Commercial Director odpowiadał za cały pion handlowy. Od czerwca 2023 r. pełni obowiązki Chief Commercial Officer’a (CCO) w Alphabet Polska, będąc odpowiedzialnym za zarządzanie całym obszarem handlowym firmy. Z wykształcenia prawnik z dyplomem International MBA z Warsaw University of Technology.

Tomasz Kapelko - Członek Zarządu PZWLP
Tomasz Kapelko – Członek Zarządu PZWLP

Tomasz Kapelko, Prezes Zarządu 99RENT Sp. z o.o., piąty w składzie nowo powołanego Zarządu PZWLP, również debiutuje we władzach organizacji. Z wykształcenia magister inżynier, absolwent Politechniki Warszawskiej oraz Szkoły Głównej Handlowej. Z branżą motoryzacyjną związany jest od 2004 roku. Karierę zawodową rozpoczął w grupie Auto – Żoliborz, będącej dealerstwem marki Opel w ramach AVAG Holding SE. W 2009 roku dołączył do współzałożycieli i Zarządu startupu 99RENT Sp. z o.o., będąc odpowiedzialnym za obszar handlowy i marketingu, obecnie jednej z największych polskich firm
z branży Rent a Car. Od 2019 roku pełni funkcję Prezesa Zarządu 99RENT Sp. z o.o. oraz spółki Car Hire Poland Sp. z o.o., reprezentującej międzynarodową franczyzę Enterprise/National/Alamo
na lotniskowym rynku usług Rent a Car w całej Polsce. Współzałożyciel 99TRUCK Sp. z o.o., firmy obsługującej rynek wynajmu ciągników siodłowych wraz z naczepami dla branży ubezpieczeniowej oraz assistance w zakresie realizacji usług pojazdów zastępczych.

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów istnieje już blisko 20 lat i obecnie jest jedną z najważniejszych organizacji rynku flotowego w Polsce oraz jedyną reprezentującą branżę wynajmu samochodów. W wynajmie długoterminowym znajduje się już co czwarty kupowany przez firmy w naszym kraju nowy samochód osobowy, w 2023 r. na potrzeby oferowanych usług wynajmu branża nabyła ponad 85 tys. nowych samochodów. Należy podkreślić, że większość z tych aut została zakupiona przez Członków PZWLP, firmy należące do naszej organizacji mają również coraz większy wpływ na rynek wtórny pojazdów, oferując na nim kilkadziesiąt tysięcy pokontraktowych aut używanych rocznie – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP. – W związku z tym, w naturalny sposób nasza organizacja jest obecnie współodpowiedzialna za kształtowanie w Polsce nie tylko rynku flotowego, ale i całego rynku motoryzacyjnego. Nowo powołany Zarząd PZWLP składa się z bardzo doświadczonych ekspertów branży flotowej, zarówno w dziedzinie w wynajmu długoterminowego, jak i krótkoterminowego samochodów. Jesteśmy przekonani, że będzie skutecznie zarządzał organizacją w kontekście wyzwań jakie stoją obecnie przed całą branżą, a więc normalizacją rynku po kryzysie związanym z podażą nowych aut i wzrostem cen pojazdów, wdrażaniem elektromobilności i napędów alternatywnych, edukacją sektora małych przedsiębiorców i firm w zakresie nowych form finansowania pojazdów, czy też wdrażaniem rozwiązań opartych o digitalizację.               

Poza Zarządem PZWLP, organizacja wybrała w marcu na kolejną dwuletnią kadencję także Komisję Rewizyjną. Jej skład pozostał niezmienny, swoją pracę w tym organie będą kontynuować Marcin Nivette, Prezes NFM, Dariusz Tucharz, Dyrektor Departamentu Sprzedaży i Rozwoju Biznesu w mLeasing oraz Hubert Laszczyk, Prezes Express.

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) istnieje od 2005 roku i działa na rzecz rozwoju oraz profesjonalizacji rynku flotowego w Polsce. Skupia największe i najważniejsze w Polsce firmy wynajmu długoterminowego samochodów oraz duże, sieciowe, polskie i międzynarodowe wypożyczalnie aut (Rent a Car). W ramach organizacji działa kilka eksperckich zespołów roboczych zajmujących się najbardziej istotnymi dla branży obszarami tematycznymi – jak np. regulacje prawne i podatkowe, tworzenie standardów branżowych czy rozwój oraz edukacja na temat elektromobilności we flotach. PZWLP jest członkiem zbiorowym Związku Polskiego Leasingu (ZPL), Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP). Organizacja współtworzy ze Stowarzyszeniem Kierowników Flot Samochodowych (SKFS) uruchomione w 2017 roku jako pierwsze w Polsce, pełnowymiarowe podyplomowe studia flotowe „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością” na Wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej. Członkowie PZWLP są nabywcami ok. 40% wszystkich sprzedawanych do firm nowych samochodów w Polsce.

Zmiana w zarządzie spółki zależnej SUNEX

  • David Kalyciok, dotychczasowy zastępca przewodniczącego Rady Nadzorczej SUNEX, od 21 marca 2024 r. będzie pełnił funkcję prezesa spółki Polska Ekologia Przetargi
  • Stery w spółce przejmuje od Romualda Kalycioka, który dotychczas łączył tę funkcję z kierowaniem SUNEX
  • Romuald Kalyciok pozostaje prezesem i wraz z podmiotami zależnymi największym akcjonariuszem SUNEX

SUNEX, czołowy polski producent innowacyjnych rozwiązań bazujących na OZE, poinformował, że do zarządu Polska Ekologia Przetargi, spółki w 100% zależnej od SUNEX, która jest dedykowana do obsługi przetargów, na stanowisko prezesa został powołany David Kalyciok.

„Przed rynkiem OZE, wspieranym przez samorządy, są dobre perspektywy, m.in. w kontekście odblokowania środków z KPO, co może prowadzić do zwiększenia liczby przetargów organizowanych przez samorządy. Dlatego zdecydowałem się powierzyć zarządzanie tą częścią Grupy dedykowanej osobie. David od siedmiu lat jest zaangażowany w rozwój SUNEX i jest gotowy pokierować spółką koncentrującą się na obsłudze przetargów”- mówi Romuald Kalyciok, prezes SUNEX.

Dotychczas David Kalyciok pełnił funkcję zastępcy przewodniczącego Rady Nadzorczej SUNEX, z której to funkcji zrezygnował 20 marca 2024 r. z powodu niemożności łączenia obu funkcji – w radzie nadzorczej emitenta i zarządzie spółki zależnej.

JNT Group finalizuje transakcję zakupu rumuńskiej firmy i prezentuje plany strategiczne

21 marca br., w Bukareszcie, na mocy umowy warunkowej z dnia 20 grudnia 2023, doszło do finalizacji transakcji zakupu większościowego pakietu udziałów rumuńskiej firmy DOMENIILE BOIERU SRL, przez spółkę JNT Group z Dobronia, jednego z największych producentów i dystrybutorów win w Polsce.  JNT Group rozpoczęło budowę silnego podmiotu winiarskiego na rynku rumuńskim, a także planuje rozwój dystrybucji win rumuńskich na międzynarodowych rynkach oraz w Polsce.

JNT Group od wielu lat działa na rynkach międzynarodowych. Eksport opiera na modelu bezpośredniej dystrybucji swoich win do sieci handlowych przez zatrudnionego w danym kraju przedstawiciela firmy. W Rumunii natomiast JNT Group przyjęło inny model działania. W ubiegłym roku firma otworzyła tam nową spółkę Magna Wines SRL i swoją pozycję planuje budować przez inwestowanie w kolejne podmioty, a także tworzenie nowych segmentów rynku oraz rozwój tych o największym potencjale. Jednocześnie firma chce budować silną pozycję win rumuńskich na świecie.

Rumunia należy do naszych strategicznych kierunków rozwoju na rynkach międzynarodowych. To region winiarski z tradycjami, silny, o ogromnych możliwościach rozwoju, który jeszcze nie został doceniony na światowych rynkach. Czas to zmienić – mówi Jakub Nowak, Prezes Zarządu JNT Group. – Zainwestowaliśmy w ten segment rynku, ponieważ mocno wierzymy w potencjał win z Transylwanii, ze względu na ich doskonałą relację jakości do ceny. Chcemy być ich ambasadorem na arenie międzynarodowej.

JNT Group rozpoczęło budowanie świadomości transylwańskich win od rynku polskiego. W ciągu minionych dwóch lat firma sprzedała niemal milion butelek, obecnie jest największym importerem win rumuńskich w Polsce i chce budować pozycje tych win w wielu europejskich krajach. Obecnie eksport rumuńskich win to niecałe 5%, JNT Group planuje wykorzystać swoją pozycję, aby zwiększyć jego udziały. Wina z Transylwanii są już dostępne w największych polskich sieciach, a ich sprzedaży towarzyszy kampania informacyjna.

Jesteśmy przekonani, że zbudujemy silną pozycję tego segmentu win, a podjęte działania pozwolą na jego rozwój przez wiele lat. Nasze doświadczenia i potencjał grupy JNT wykorzystamy do budowania dostępności transylwańskich win również na kolejnych zagranicznych rynkach – wyjaśnia Jakub Nowak. – Z kolei nasze plany strategiczne na rynku rumuńskim w perspektywie długoterminowej obejmują między innymi, budowanie na bazie naszych polskich doświadczeń kategorii win grzanych, w której w kraju utrzymujemy od wielu lat pozycję lidera, a także rozwijanie kategorii win aromatyzowanych.

W skład zakupionej spółki DOMENIILE BOIERU SRL wchodzi między innymi 200 hektarów winnic w Ciumbrud i Sebes w Transylwanii, a także kompaktowy zakład produkcyjny o pojemności 2,9 mln litrów. DOMENILE BOIERU SRL i należąca do JNT Group spółka Magna Wines zostaną obecnie połączone.

Zakup DOMENILE BOIERU SRL niesie ze sobą synergię na wielu poziomach naszej działalności. Z jednej strony planujemy rozwój transylwańskich win na rynku światowym, z drugiej – wykorzystamy nasze doświadczenia z Polski w segmentach, które dopiero raczkują na rynku rumuńskim, jak wina grzane czy wina aromatyzowane. Chcemy kreować trendy oraz budować nowe segmenty rynku – podsumowuje Jakub Nowak.

Zatrzymano Cię bez przedstawienia zarzutów? Nie zobaczysz akt sprawy

Do 72 godzin może potrwać zatrzymanie osoby podejrzanej o popełnienie przestępstwa. Potem organy ścigania mogą Cię zwolnić bez przedstawienia żadnych zarzutów, jednocześnie odmawiając dostępu do akt sprawy.

Zatrzymanie do 72 godzin

Na mocy przepisów Kodeksu postępowania karnego policja ma prawo zatrzymać osobę, co do której istnieje uzasadnione przypuszczenie, że popełniła przestępstwo. Zatrzymanie osoby podejrzanej i jej przymusowe doprowadzenie może również zarządzić prokurator. Zatrzymanie może trwać maksymalnie do 48 godzin. W tym czasie policja musi wystąpić do sądu o tymczasowe aresztowanie zatrzymanego. Jeśli tego nie zrobi, musi go wypuścić. Sąd ma 24 godziny na wydanie postanowienia, w którym zgodzi się na tymczasowe aresztowanie albo nie. W praktyce więc przepisy dopuszczają możliwość zatrzymania osoby na okres do 72 godzin, i to bez postawienia jakichkolwiek formalnych zarzutów. I mowa tu tylko o „osobie podejrzanej” a nie o „podejrzanym”, czy „oskarżonym”. Status podejrzanego otrzymuje bowiem dopiero osoba, co do której wydano już postanowienie o przedstawieniu zarzutów albo postawiono zarzut w związku z przystąpieniem do przesłuchania w charakterze podejrzanego. Z kolei oskarżonym jest ten, przeciwko komu wniesiono oskarżenie do sądu, a także ta osoba, która przyznała się do winy, wobec której prokurator zamiast z aktem oskarżenia wystąpił do sądu z wnioskiem o wydanie na posiedzeniu wyroku skazującego, lub z wnioskiem o warunkowe umorzenie postępowania.

Zatrzymany bez zarzutów nie ma statusu strony

Rzecznik Praw Obywatelskich w marcu 2023 roku wystąpił do ministra sprawiedliwości o odniesienie się do sprawy zatrzymanego, którego zwolniono przed upływem 48 godzin bez postawienia jakichkolwiek zarzutów. Gdy zwolniony chciał się dowiedzieć o przyczynach swojego zatrzymania i zapoznać z aktami sprawy, odmówiono mu, z uwagi na brak podstawy prawnej. Zgodnie bowiem z art. 156 § 5 oraz § 5b K.p.k., jeśli nie zachodzi potrzeba zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania lub ochrony ważnego interesu państwa, w toku postępowania przygotowawczego, a także po jego zakończeniu, stronom, obrońcom, pełnomocnikom i przedstawicielom ustawowym udostępnia się akta. W przypadku niepostawienia zarzutów osobie zatrzymanej, nie zyskuje ona statusu strony postępowania przygotowawczego, zatem nie przysługuje jej zgodnie z ww. przepisami prawo dostępu do akt tego postępowania.

Łamanie prawa do obrony i konwencji praw człowieka

RPO podniósł, że taki stan stanowi naruszenie art. 2 oraz art. 42 ust. 2 Konstytucji RP (prawo do obrony) w związku z jej art. 31 ust. 3 (dopuszczalne ograniczenia wolności). Rzecznik przywołał orzecznictwo Sądu Najwyższego, który stwierdził, że to nie formalne postawienie zarzutów a już pierwsza czynność organów ukierunkowana na ściganie danej osoby czyni tę osobę podmiotem prawa do obrony. Uniemożliwianie dostępu do akt sprawy zatrzymanemu narusza również art. 41 ust. 2 Konstytucji RP, pozbawiając obywatela możliwości kontroli prawidłowości działania organów państwa. Przywołując jeszcze szereg innych naruszeń ustawy zasadniczej, a także Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności oraz unijnej dyrektywy ws. prawa do informacji w postępowaniu karnym, RPO zwrócił się do ministra sprawiedliwości o ustosunkowanie się do sprawy, nakłaniając jednocześnie do podjęcia odpowiednich działań legislacyjnych.

Odpowiedź ówczesnego ministra sprawiedliwości

W opublikowanej na stronie RPO 7 grudnia 2023 r. odpowiedzi (datowanej 24 listopada 2023 r., nr DLPK-I.053.10.2019), ówczesny minister sprawiedliwości odpowiedział, że istniejące rozwiązania w zakresie dostępu do akt postępowania przygotowawczego i akt sprawy sądowej dla osób niebędących stroną postępowania, w tym zatrzymanego, są wystarczające i nie wymagają interwencji legislacyjnej.

Prawa zatrzymanego

Aż do chwili wydania przez sąd prawomocnego wyroku orzekającego o winie, każdego zatrzymanego, a także oskarżonego, uznaje się za niewinnego. Winę dowieść musi oskarżyciel. Choć organy ścigania mogą dokonać zatrzymania na 48 godzin, a w obliczu opisanego stanu prawnego także odmówić dostępu do akt sprawy zatrzymanemu, któremu nie postawiono zarzutów, to organy te nie mają pełnej swobody i całkowitej dowolności w pozbawianiu wolności każdego, kto wyda im się podejrzanym. Stosownie do art. 244 K.p.k., zatrzymanie musi być uzasadnione podejrzeniem popełnienia przestępstwa przez daną osobę, przy jednoczesnym wystąpieniu obawy, że może ona uciec lub utrudniać postępowanie, np. zacierać ślady. Inną z przyczyn uzasadniających zatrzymanie jest niemożność ustalenia tożsamości osoby podejrzanej, lub gdy wystąpią przesłanki do przeprowadzenia wobec niej postępowania przyspieszonego.

W każdym przypadku zatrzymany może zapytać o powód zatrzymania. Przede wszystkim powinien otrzymać odpis protokołu z zatrzymania, w którym ujawnione będzie imię i nazwisko funkcjonariusza, data, godzina i miejsce, a także przyczyna zatrzymania z określeniem przestępstwa o jakie zatrzymanego się podejrzewa. Poza tym, każdy zatrzymany powinien znać swoje prawa: a) do składania wyjaśnień, oświadczeń, jak i do odmowy ich składania (funkcjonariusze nie mogą przymuszać zatrzymanego do ich składania), b) do kontaktu z prawnikiem (telefonicznie lub „na żywo”), c) do powiadomienia swoich najbliższych, pracodawcy, lub innej osoby o swoim położeniu, d) do niezbędnej pomocy medycznej. Zatrzymanemu przysługuje również prawo wniesienia do sądu zażalenia na dokonane zatrzymanie. W zażaleniu zatrzymany może domagać się zbadania zasadności legalności oraz prawidłowości zatrzymania.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Patrycja Rogowska-Tomaszycka wraca do zarządu Provident Polska

Po półtora roku pracy poza strukturami firmy, Patrycja Rogowska-Tomaszycka wraca na stanowisko Członka Zarządu, Dyrektora ds.Korporacyjnych w Providencie.

Od listopada 2022 roku Rogowska-Tomaszycka skupiała się na prowadzeniu własnego biznesu związanego z branżą rolniczą, ponadto była zaangażowana we wsparcie strategiczne dla kilku instytucji działających na polskim rynku.

Do spółki dołączyła w 2012 roku i otrzymała zadanie stworzenia pionu korporacyjnego, który miał łączyć cztery obszary: public relations, public affairs, CSR oraz komunikację wewnętrzną. Wcześniej pracowała w departamencie prawnym Konfederacji Lewiatan, gdzie odpowiadała za prowadzenie projektów legislacyjnych m.in. dla branży finansowej, tytoniowej oraz medialnej.

CTP powołuje zarząd w Polsce. Spółką pokieruje Piotr Flugel

CTP, europejski deweloper, zarządca i właściciel nieruchomości produkcyjno-logistycznych, powołał zarząd polskiego oddziału spółki. Na jego czele stanął Piotr Flugel, który objął stanowisko Managing Director. Wraz z nim biznesem pokierują Bogi Gabrovic, pełniąca funkcję Director of Client Relations & Corporate Affairs oraz Dominika Duda-Słoma, Chief Financial Officer.

Po dwóch latach obecności na polskim rynku i 16 inwestycjach przemysłowo-magazynowych, będących aktualnie na różnych etapach realizacji, firma CTP zdecydowała się na kolejny krok milowy. Od marca zarządzanie biznesem w tej części Europy zostało powierzone trzyosobowemu zarządowi, pod kierownictwem dotychczasowego Country Construction Director i COO.

Nominacja Piotra jest przełomowym momentem dla CTP Polska. Jestem pewien, że jego zdolności przywódcze, w połączeniu z pasją i gotowością do wprowadzania innowacji będą motorem napędowym dalszych sukcesów spółki w regionie. Cieszymy się, że Piotr jest na pokładzie i z dużą ekscytacją czekamy na realizację naszych wspólnych celów i ambicji,
-wyjaśnia Remon Vos, CEO CTP.

Priorytetem Piotra Flugel jest dalszy rozwój polskiego portfela sieci CTParks. Obecnie inwestycje firmy zlokalizowane są w ośmiu województwach w kraju, głównie w ośrodkach miejskich. Natomiast ich udział w rynku magazynowym będzie dynamicznie rósł w perspektywie najbliższych lat, a CTP dostarczy najemcom jedne z najnowocześniejszych w Europie parków biznesowych. Część z nich jest już dostępna i standardem przystosowana do szerokiego spektrum operacji – od logistyki i obsługi sektorów e-commerce oraz handlu poprzez magazynowanie i przeładunek towarów, aż po produkcję. Kolejne ponad 500 000 mkw. znajduje się aktualnie w budowie.

Model biznesowy build-to-own okazał się odporny na wahania rynkowe, a Grupa CTP pozostaje na dobrej drodze do osiągnięcia celu, jakim jest dostarczenie 20 mln mkw. (GLA) przed końcem dekady. W 2023 roku firma oddała do użytkowania w sumie 1,2 mln mkw. w 10 krajach, utrzymując wskaźnik wynajmu na poziomie 94 proc. Najbardziej ekspandującymi rynkami w portfolio marki są Polska i Czechy.

Od 2022 rozwijamy struktury CTP w Polsce. Wspólnie zbudowaliśmy zespół, który dostarcza rocznie kilkaset metrów kwadratowych powierzchni logistyczno-przemysłowej. Chcę utrzymać to tempo wzrostu i wzmocnić wolumen najmu. Dlatego wspólnie z naszym polskim zespołem będziemy kontynuować bliską współpracę z klientami, dla których tworzymy coś więcej niż hale magazynowe. Oddajemy im całe parki biznesowe klasy A, które realizujemy w modelu multi-tenant, adresując tym samym niszę na rynku,
-wyjaśnia Piotr Flugel, Managing Director w CTP Polska.

W nowej roli Piotr Flugel będzie czerpał z wieloletniego doświadczenia, które zdobywał między innymi w branży budownictwa przemysłowego, gdzie w ciągu dekady był zaangażowany w transakcje o łącznej wartości ponad 1 miliarda euro.

Jako Managing Director w CTP będzie również odpowiedzialny za rozwój zespołu Business Development. Dziś tworzy go siedmiu leasing managerów: Patrycja Makowska, Katarzyna Myjak i Daniel Soboń koncentrujący się na komercjalizacji i rozwoju inwestycji zlokalizowanych w aglomeracji warszawskiej, Sandra Winiarska, odpowiadająca za leasing i współpracę z najemcami oraz partnerami biznesowymi w zachodniej i północnej Polsce, Piotr Merta specjalizujący się w pozyskiwaniu najemców i obsłudze projektów na południowym-zachodzie kraju, a także Grzegorz Sikora i Łukasz Tomczyk, którzy zarządzają wynajmem powierzchni magazynowych na południowym-wschodzie, w tym w województwie śląskim.

Sądy przeżywają najazd frankowiczów. Wzrosty są trzycyfrowe

Według danych z sądów okręgowych, w 2023 roku najwięcej spraw frankowych, bo przeszło 18 tysięcy, wpłynęło do SO w Warszawie. To jedyny sąd w Polsce, w którym rok do roku zmalała liczba pozwów. W pozostałych widać wzrosty, w tym w prawie połowie sądów są one aż trzycyfrowe. Eksperci komentujący te dane twierdzą, że powyższe różnice są spowodowane zmianami w kodeksie cywilnym i były one spodziewane. Przewidują też, że w tym roku liczba składanych pozwów powinna być zbliżona do odnotowanej w ubiegłym roku. I dodają, że do SO w Warszawie będzie wpływać coraz mniej spraw. Odwrotnie będzie w pozostałych jednostkach w kraju. Tym samym zaobserwowany trend będzie kontynuowany.

Jak wynika z analizy danych pochodzących ze wszystkich sądów okręgowych w Polsce, w 2023 roku najwięcej spraw frankowych wpłynęło do Sądu Okręgowego w Warszawie – 18 071. To o 30,9% mniej niż w 2022 roku, kiedy tego typu pozwów złożono 26 141. To jedyny sąd, który odnotował rdr. spadek liczby składanych takich spraw. Dalej w zestawieniu widać SO w Poznaniu – 7 093 (rok wcześniej – 4 080, +73,8% rdr.), Warszawa-Praga w Warszawie – 6 933 (2 958, +134,4% rdr.), SO w Gdańsku – 6 732 (4 870, +38,2% rdr.), SO we Wrocławiu – 4 583 (2 026, +126,2% rdr.), SO w Krakowie – 4 413 (2 022, +118,2% rdr.) i SO w Szczecinie – 4 115 (2 304, +78,6% rdr.). Natomiast na końcu rankingu są sądy okręgowe w takich miastach, jak Przemyśl – 116 (rok wcześniej – 104, +11,5% rdr.), Łomża – 125 (60, +108,3% rdr.) oraz Sieradz – 264 (153, +72,5% rdr.).

– Spadek liczby spraw frankowych w Sądzie Okręgowym w Warszawie, przy jednoczesnym wzroście w innych sądach okręgowych, był w mojej opinii spodziewanym efektem wprowadzonych zmian w Kodeksie Postępowania Cywilnego. Miały one na celu decentralizację i równomierniejsze rozłożenie obciążenia sprawami po całym kraju. Taka tendencja jest w pełni zgodna z założeniami – komentuje radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo.

Do tego widać, że w prawie połowie sądów okręgowych wzrosty rdr. są aż trzycyfrowe. Największy z nich jest w SO w Tarnobrzegu – o 555,9% (2022 rok – 118 spraw, 2023 rok – 774). Dalej widzimy Zamość – 204,5% (odpowiednio 89 i 271), Opole – 181,9% (414 i 1167), Krosno – 164,7% (102 i 270), a także Radom – 158,7% (264 i 683).

– To nie są duże miasta. Wzrosty w nich mogą więc oznaczać, że wnoszenie pozwów było barierą dla konsumentów. W wielu przypadkach można zapewne mówić o pierwszych doświadczeniach związanych z postępowaniami sądowymi i wynikającą z tego niepewnością. Natomiast taką skalę wpływu pozwów traktowałabym jako poważne wyzwanie organizacyjne dla sądów. To zapewne przełoży się na różne utrudnienia, w tym odleglejsze terminy rozpraw – zauważa dr hab. Edyta Rutkowska-Tomaszewska z -Uniwersytetu Wrocławskiego.

Jak stwierdza adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal, zmiana dotycząca właściwości miejscowej ma bardzo duży wpływ na obłożenie poszczególnych sądów. Potwierdzeniem tego są przytoczone statystyki. Widoczne jest, że sprawy, które wcześniej były kierowane do SO w Warszawie, zaczęły trafiać do innych miejscowości. Ekspert podkreśla, że pozwy te rozłożone są na liczne miasta. Zatem przy dobrej organizacji pracy nie powinno to być problemem dla poszczególnych sądów.

– Gdyby nie niekorzystne dla frankowiczów ruchy kursu CHF/PLN, sprawa nigdy nie zostałaby uruchomiona, bo kredytobiorcy odnosiliby z tego tytułu korzyści. W tym zakładzie z rynkiem zmiana kursu okazała się jednak dla frankowiczów niekorzystna. W związku z tym wystosowują oni roszczenia i oczekują wymazania z umów ryzyka kursowego i przeniesienia go w całości na banki. Prowadzi to do nieproporcjonalnego oraz bezzasadnego wzbogacenia się kredytobiorców kosztem banków, ich akcjonariuszy i klientów – uważa dr Michał Pronobis, ekonomista z Uniwersytetu WSB Merito w Gdańsku.

Zdaniem Adriana Goski, w obliczu rosnącej presji, banki mogą zaoferować korzystniejsze propozycje ugodowe. Jednak ekspert nie spodziewa się, aby do takich przypadków dochodziło na szeroką skalę. Masowa akcja ugodowa mogłaby przekroczyć możliwości finansowe banków, związane z wypłatą nadpłaconych środków. Ekspert z Kancelarii SubiGo przewiduje, że banki będą kontynuować strategię wydłużania postępowań sądowych i proponowania umiarkowanych ugód. To pozwoli zarządzać ryzykiem finansowym i rozłożyć ewentualne wypłaty w czasie.

– Gros kredytobiorców w Polsce to złotówkowicze, którzy spłacają swoje raty w sposób standardowy, a więc kapitał plus odsetki. Frankowicze stawiają się wobec nich niejako w uprzywilejowanej pozycji. A trzeba pamiętać, że byli zwykle średnio lepiej usytuowani niż pozostali kredytobiorcy. Przez długi czas, aby dostać kredyt frankowy w Polsce, należało spełnić wyższe wymogi dochodowe. Dziś ta lepiej uposażona grupa próbuje wykorzystać sytuację i najlepiej całkowicie pozbyć się obciążeń wynikających z zaciągniętych zobowiązań – mówi dr Pronobis.

Z kolei dr hab. Edyta Rutkowska-Tomaszewska zwraca uwagę na możliwą strategię banków. Mogą one wnosić przeciwko frankowiczom sprawy o wynagrodzenie z tytułu korzystania z kapitału w wyniku unieważnienia umowy z powodu zawartych w niej klauzul abuzywnych. Pozwy mogą traktować jako pewnego rodzaju straszaki, aby zniechęcić kolejne osoby do wstępowania na drogę sądową. Ekspertka ma jednak nadzieję, że kredytodawcy nie zdecydują się na taki krok. I dodaje, że nie każdy spór musi kończyć się w sądzie. Są różne sposoby ugodowego rozwiązania problemów na rynku finansowym. Bankom powinno zależeć na takim podejściu do tematu, chcąc odbudować zaufanie i dowodząc, że są instytucjami społecznie odpowiedzialnymi i dążącymi do minimalizowania ryzyka braku zgodności z prawem ochrony konsumenta.

– Trend, który wywołała zmiana dotycząca właściwości miejscowej, będzie kontynuowany w tym roku. Liczba spraw wnoszonych do Sądu Okręgowego w Warszawie będzie maleć, natomiast w przypadku innych sądów jeszcze przez jakiś czas będzie wzrastać lub utrzymywać się na podobnym poziomie – stwierdza adwokat Jakub Bartosiak.

Ponadto mecenas Goska dodaje, że nadal ponad połowa frankowiczów nie podjęła żadnych kroków prawnych w związku ze swoimi kredytami. Można więc oczekiwać, że liczba pozwów frankowych będzie nadal rosnąć. Wiele osób wciąż czeka na rozwój sytuacji lub zbiera informacje, co oznacza, że potencjał do zwiększenia liczby spraw jest znaczny. I to skumuluje się w sądach w całej Polsce. Do tego ekspert z Kancelarii MBM Legal dodaje, że w 2024 roku spodziewa się wpływu nowych spraw frankowych do sądów okręgowych na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego. Jednak wzrost czy spadek rdr. o 10% nie będzie żadnym zaskoczeniem.

Rynek nieruchomości w lutym 2024: Rekordowy wzrost rozpoczętych budów i stabilizacja na rynku

Pokłosiem stymulowania popytu „Bezpiecznym kredytem 2%” jest utrzymujące się na dobrym poziomie zainteresowanie zakupem mieszkania. Nawet po zakończeniu programu aktywność kredytowa pozostaje stosunkowo wysoka, co może zaskakiwać. Z kolei wyczekiwany mocno nowy projekt subsydiów w ramach „Mieszkania na start” tylko dodatkowo wzmocni popyt. Sytuacja na rynku zachęca deweloperów do działania, co widoczne jest w najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. W rezultacie w lutym br. można było zaobserwować znaczący wzrost aktywności deweloperskiej. Rozpoczęte budowy dostarczą ponad 14 tys. nowych mieszkań i jest to najlepszy wynik od czerwca 2022 roku. Komentuje Ula Olczak, ekspertka Otodom Analytics.

W lutym br. odnotowano łącznie ponad 20 tys. nowych budów. Z tego 14,2 tys. jednostek mieszkaniowych było zasługą deweloperów. Ta wartość jest o 115% wyższa od tej sprzed roku. Należy jednak zwrócić uwagę, że może to też wynikać z niskiej bazy – w analogicznym okresie w 2023 roku deweloperzy zaczęli budowę jedynie nieco ponad 6,5 tys. mieszkań. Mimo to liczba rozpoczętych budów w lutym tego roku jest wyższa nawet od czasu, gdy rynek nieruchomości przechodził szczyt budowlanego boomu, czyli m.in. w lutym 2021 roku. Miesiąc do miesiąca wzrost wyniósł blisko 18%. Nie tylko deweloperzy są bardziej aktywni na rynku. Prężnie działają też inwestorzy indywidualni, którzy rozpoczęli budowę blisko 5,9 tys. lokali, co oznacza wzrost o blisko 49% w porównaniu do roku poprzedniego.

Miesiące wzrostów

Łączna liczba mieszkań oddanych do użytkowania przekroczyła ponownie 15 tys., z czego dwie trzecie (9,8 tys.) przekazali deweloperzy. To zdecydowanie więcej niż w ubiegłym miesiącu. W efekcie na rynku deweloperskim pojawiło się o 42% mieszkań więcej niż rok temu i o 6% więcej w porównaniu do poprzedniego miesiąca.

Na stabilnym poziomie utrzymuje się liczba pozwoleń na budowę uzyskanych przez deweloperów. To znaczy około 15 tys. miesięcznie. Przy czym lutowy wynik jest o 42% wyższy niż rok wcześniej, choć niższy niż w latach 2022 i 2021. Miesięcznie wzrost wyniósł niespełna 6%. Zatem podsumowując, w lutym łączna liczba pozwoleń na budowę wyniosła 21,4 tys., z czego 15,5 tys. otrzymali deweloperzy.

Agregując dane GUS w okresach trzymiesięcznych, widać wyraźnie, jak zachowuje się obecnie rynek. W ciągu roku liczba rozpoczętych budów wzrosła dwukrotnie. Jeżeli tendencja ta utrzyma się, wówczas liczba nowych inwestycji deweloperskich osiągnie rekordowy wynik.zagregowane-dane-gus

Co przyniesie najbliższa przyszłość?

Początek roku to dla deweloperów dobry czas nie tylko z uwagi na rozpoczęcie projektów mieszkaniowych czy uzyskanie pozwoleń na budowy. Wygląda na to, że rynek wchodzi w okres względnej stabilizacji. Mimo wygaszenia programu Bezpieczny Kredyt 2%, nadal są chętni na zakup mieszkań. Z danych Otodom Analytics wynika, że na siedmiu największych rynkach w Polsce sprzedano ponad 4,5 tys. mieszkań, czyli 9% więcej niż w styczniu i o 17% więcej niż rok wcześniej. Co więcej, w większości miast oferta mieszkaniowa odbudowuje się, co widać we wprowadzeniach nowych lokali do oferty – w lutym było ich 4,7 tys. Choć nie jest to najwyższa liczba w skali ostatnich 12 miesięcy, to można spodziewać się powrotu do pewnej równowagi i sukcesywnego zwiększania podaży. Niestety nie można się spodziewać w najbliższym czasie spadków cen za metr kwadratowy mieszkań w standardzie deweloperskim.