Projekt maksymalnych cen energii dla MŚP może wywołać nową falę roszczeń ze strony dostawców

Propozycja rządu dotycząca wprowadzenia maksymalnych cen energii elektrycznej dla małych i średnich przedsiębiorstw, samorządów oraz odbiorców wrażliwych skutkować może wielomilionowymi roszczeniami odszkodowawczymi ze strony dostawców energii z powodu nieadekwatnego systemu rekompensat, wskazują prawnicy kancelarii prawnej DLA Piper.

W tym tygodniu rząd zaproponował wprowadzenie maksymalnych cen za energię elektryczną dla MŚP oraz odbiorców wrażliwych. Oznacza to, że niezależnie od wzrostu cen na rynku hurtowym dostawcy nie będą mogli żądać od tych podmiotów cen wyższych niż 785 zł/MWh. Rząd przewidział także wprowadzenie systemu rekompensat dla przedsiębiorstw obrotu energią. Nowe regulacje miałaby obowiązywać od 1 grudnia 2022 roku do końca 2023 roku.

Z dużą ostrożnością podchodzimy do propozycji rządu mających na celu ograniczenie wysokości cen energii dla MŚP, samorządów i odbiorców wrażliwych oraz przewidywanych rekompensat dla dostawców – mówi Krzysztof Kycia, partner współzarządzający oraz szef praktyki postępowań sądowych i arbitrażowych w DLA Piper w Warszawie. – Pojawia się ryzyko wystąpienia nowych sporów sądowych dotyczących wypłaty odszkodowań ze strony dostawców energii w przypadku, gdy rekompensaty nie pokryją całości poniesionych przez nich kosztów.

Jak wskazują prawnicy DLA Piper, z przedstawionego projektu wynika, że założeniem rządu nie jest pełna rekompensata dla dostawców energii różnicy pomiędzy ceną maksymalną a ceną zawartą w umowie sprzedaży. Podstawą wypłaty rekompensat będzie miesięczna cena referencyjna, którą publikować ma Towarowa Giełda Energii. Tylko w wypadku, gdy cena określona w umowie sprzedaży będzie wyższa niż cena maksymalna i niższa niż cena referencyjna, dostawca uzyska rekompensatę obliczoną jako różnicę pomiędzy ceną maksymalną a ceną wynikającą z umowy sprzedaży. Jeśli natomiast cena w umowie sprzedaży energii będzie wyższa niż cena maksymalna i jednocześnie wyższa niż cena referencyjna, rekompensata będzie obliczona jako różnica pomiędzy ceną referencyjną i maksymalną, a zatem dostawca nie dostanie pełnej rekompensaty.

Kwestią dyskusyjną jest to, czy wskutek takiej interwencji publicznej w zakresie ustalania cen energii elektrycznej nie dojdzie do niedozwolonej w świetle prawa unijnego dyskryminacji pomiędzy dostawcami, chociażby w zakresie kalkulacji wypłacanych rekompensat. Ogłoszony projekt i jego założenia przywodzą bowiem na myśl sytuację z końca 2018 roku, kiedy to dostawcy energii zostali zaskoczeni ustawowym zamrożeniem cen energii na rok 2019 – twierdzi Monika Leszko, radczyni prawna w zespole postępowań sądowych i arbitrażowych w DLA Piper w Warszawie.

Według ekspertów DLA Piper, rekompensaty wypłacane w związku z zamrożeniem cen energii w 2019 roku nie pokrywały w pełni i na równi strat powstałych na skutek obniżenia cen do poziomu z połowy 2018 roku, ponieważ mechanizm ten bazował na cenie średnioważonej, a nie cenie wynikającej z umów z odbiorcami końcowymi. Co więcej, wypłata rekompensat za 2019 rok następowała już po dostarczeniu energii, a przedsiębiorstwa obrotu musiały zwrócić odbiorcom nadwyżkę ceny zanim otrzymały rekompensatę. Naraziło to dostawców energii na zaburzenie płynności finansowej, a część doprowadziło do bankructwa. Niektórzy z dostawców zdecydowali się na wystąpienie przeciwko Skarbowi Państwa z roszczeniami odszkodowawczymi.

– Widzimy, że konsekwencje zamrożenia cen energii w 2019 roku są wciąż dla rynku odczuwalne, bo nadal doradzamy klientom w tym zakresie. Podobnych spraw dotyczących roszczeń odszkodowawczych spodziewamy się również teraz, bo według proponowanych rozwiązań rekompensaty obliczone w oparciu o tzw. cenę referencyjną nie będą w pełni pokrywać strat poniesionych przez sprzedawców energii – dodaje Krzysztof Kycia.

Dlaczego Polacy nie kupują mieszkań? Aktualna sytuacja na rynku w III kwartale 2022

Choć realne ceny mieszkań pierwszy raz od dłuższego czasu spadają, coraz trudniej sprzedać mieszkanie. Konsumenci wstrzymują się z zakupem, obserwując sytuację w gospodarce. Wprawdzie liczba nowych ofert również spada, szczególnie na rynku deweloperskim, ale nie tak szybko, jak skala zakupów. Jest to nie tylko efekt niepewności na rynku, ale przede wszystkim spadku dostępności finansowej mieszkań w Polsce – oceniają autorzy najnowszego Kwartalnika Mieszkaniowego Otodom i Polityki Insight.

Jak wynika z danych Otodom, mieszkania czekają na chętnych dłużej niż zwykle. W ostatnich trzech miesiącach przeciętny czas ekspozycji oferty sprzedaży w serwisie wydłużył się do 76 dni. W rezultacie na wysokim poziomie utrzymuje się liczba dostępnych ogłoszeń, która wyniosła nieco ponad 307 tys. na koniec III kwartału. Przeważającą część tej puli, bo aż 56%, stanowią oferty z rynku pierwotnego, ale zauważalny jest wzrost liczby ofert sprzedaży „z drugiej ręki”, szczególnie tych najnowszych. Mieszkania wybudowane po 2015 roku stanowiły blisko 10% oferty. W analogicznym okresie 2021 r. było to zaledwie 8%.

Rynek stygnie

Spadek liczby nowych ofert na rynku pierwotnym obserwujemy już od jakiegoś czasu, ale teraz jest on szczególnie wyraźny. Wobec załamania na rynku kredytowym deweloperzy ograniczyli liczbę nowych inwestycji. W 20 największych polskich miastach liczba rozpoczętych budów mieszkań na sprzedaż lub wynajem spadła do poziomu z 2016 r., czyli początku boomu na polskim rynku nieruchomości. Jeśli spojrzeć tylko na 7 największych rynków, spadek liczby mieszkań wprowadzonych przez deweloperów do sprzedaży wyniósł w minionym kwartale aż 46% r/r[1]. W rezultacie w ujęciu rocznym wzrost cen osiągnął wartości dwucyfrowe.

Dużo lepiej sytuacja cenowa wygląda w ostatnich miesiącach. W III kwartale średnie ceny ofertowe mieszkań (z rynku pierwotnego i wtórnego) wystawionych do sprzedaży za pośrednictwem serwisu Otodom wzrosły o 1,5%, w porównaniu do poprzedniego kwartału. To najwolniejszy wzrost cen od blisko dwóch lat – ostatni raz tak małe podwyżki miały miejsce pod koniec 2020 r.

Wolne tempo wzrostu cen wraz z narastającą inflacją sprawiają, że po raz pierwszy od dekady ceny mieszkań w ujęciu realnym, czyli w porównaniu do wzrostu średnich cen towarów i usług, zaczęły spadać. Dlaczego zatem przy hamujących cenach kupujący nie wracają do transakcji?

Kupujący mówią: zaczekam

Zdaniem Katarzyny Kuniewicz, ekspertki rynku mieszkaniowego Otodom w Grupie OLX rynek nie bez powodu hamuje jednocześnie z obu stron.

– Wzrost stóp procentowych i gwałtowne ograniczenie dostępności kredytów sprawiły, że z rynku zniknęła część kupujących, którzy zakupu sfinansować po prostu nie mogą. Ci, którzy na zaciągnięcie kredytu wciąż mogą sobie pozwolić, uważnie obserwują otoczenie, zadając sobie pytanie, czy w warunkach rosnącej nadal inflacji oraz zapowiadanych podwyżek cen energii taki kredyt będą w stanie obsłużyć. Wobec spadku sprzedaży do poziomu sprzed 8-9 lat, dojrzały rynek deweloperski zareagował najbardziej prawidłowo jak mógł – ograniczeniem podaży – komentuje Katarzyna Kuniewicz.
Zdaniem autorów Kwartalnika Mieszkaniowego, w związku ze spadkiem dostępności kredytowej na rynku pozostali przede wszystkim klienci gotówkowi, którzy ze względu na rosnącą inflację chcą zainwestować swoje oszczędności.

– Nie oznacza to jednak, że rynek nieruchomości skurczył się wyłącznie do mieszkań inwestycyjnych. Potrzeba mieszkaniowa Polaków nie znika, odkłada się jedynie w czasie możliwość jej zaspokojenia – dodaje Katarzyna Kuniewicz, ekspertka Otodom.

Czy najem jest rozwiązaniem?

III kwartał jest w Polsce zwyczajowo okresem największej aktywności na rynku najmu, co bezpośrednio wiąże się z cyklem akademickim. Z jednej strony rośnie bowiem liczba ofert, gdy kończący swoją edukację studenci zwalniają użytkowane w mijającym roku akademickim mieszkania, z drugiej – zwiększa się popyt, ponieważ kolejne roczniki poszukują lokali do wynajęcia. W rezultacie rośnie liczba nowych ofert najmu. W tym roku po raz pierwszy w serwisie Otodom ich liczba przekroczyła 40 tys. w kwartale. Równocześnie do 9,7 tys. wzrosła też liczba reaktywacji, czyli ofert, które pojawiły się ponownie.

Dr Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight i współautor Kwartalnika Mieszkaniowego zauważa, że „wymiana najemców stanowi dla właścicieli mieszkań okazję do rewizji cen. Obecnie wielu z nich testuje, w jakim stopniu może przerzucić na osoby wynajmujące mieszkania rosnące koszty utrzymania lokali oraz rat kredytów hipotecznych, które część z nich zaciągnęła na zakup nieruchomości pod wynajem”.

W efekcie średni czynsz w III kwartale wzrósł o 158 zł w porównaniu do wartości odnotowanej w II kwartale. Był też o 567 zł wyższy niż w momencie rosyjskiej agresji na Ukrainę. To dowodzi, że rynek najmu powoli wychodzi spod presji wywołanej napływem uchodźców z Ukrainy. Mimo tego średni czas wyświetlania oferty w serwisie pozostaje na historycznych minimach ustanowionych w poprzednich miesiącach – od momentu wystawienia mieszkania na wynajem do momentu jego zdjęcia z portalu Otodom mija przeciętnie 17 dni.

– Po okresie pandemii powróciły też tzw. plebiscyty oznaczające, że właściciel mieszkania wybiera z osób odpowiadających na ogłoszenie te, które w największym stopniu spełniają jego oczekiwania. Widać więc wyraźnie, że to właściciele mieszkań dyktują warunki na rynku najmu, a wynajmujący muszą je zaakceptować, w przeciwnym razie pozostaną bez mieszkania – dodaje dr Czerniak.
W tych warunkach również najem dla wielu osób staje się luksusem.

Większa dostępność finansowa mieszkań w Polsce – czy to w ogóle możliwe?

Rynek mieszkaniowy jest jednym z bardziej złożonych i wielowymiarowych rynków znanych w ekonomii. Mieszkania tylko zaspokajają najbardziej pierwotną potrzebę człowieka posiadania dachu nad głową, ale są równocześnie dobrami inwestycyjnymi. Mogą przynosić comiesięczny dochód, chronić majątek przed inflacją lub stanowić zabezpieczenie hipoteczne. Żaden inny towar czy usługa nie pełnią tak wielu funkcji. Żaden inny nie jest również tak silnie osadzony w otoczeniu gospodarczym, społecznym i politycznym.

Zdaniem autorów Kwartalnika Mieszkaniowego Otodom i Polityki Insight rynek ten działa w naszym kraju wysoce nieefektywnie i jest to pochodna bardzo wielu czynników, które determinują niedostępność finansową mieszkań – szczególnie w grupie najmłodszych potencjalnych nabywców.

Jakie są jej powody? Czy państwo dysponuje odpowiednimi narzędziami oddziaływania na rynek mieszkaniowy? Jak zwiększyć efektywność wykorzystania już istniejącego zasobu lokalowego? Więcej o polskiej „ścieżce” kapitalizmu mieszkaniowego oraz zaletach i wadach rozwiązań wdrożonych w innych krajach europejskich w najnowszym raporcie poświęconym modelom kapitalizmu mieszkaniowego, z którym można się już zapoznać.

1 Źródło: Otodom Analytics

Grupa Muszkieterów rośnie o 750 mln złotych i blisko 12 proc. rok do roku po trzech kwartałach, osiągając blisko 7,2 mld złotych obrotów

W okresie od stycznia do września br. Grupa Muszkieterów, zarządzająca sieciami Intermarché i Bricomarché wraz ze stacjami paliw, zanotowała obroty na poziomie ponad 7,16 mld złotych. Wypracowane po trzech kwartałach obroty są potwierdzeniem trwałego powrotu na ścieżkę rozwoju. W ostatnim czasie nastąpiły również zmiany personalne w Grupie. Prezesem zarządu Dyrekcji Handlowej Intermarché została Iwona Pawelczyk, właścicielka sklepu Intermarché w Zduńskiej Woli, zaś prezesem zarządu Logistyki – Jerzy Piotrowski, prowadzący sklep Intermarché w Bochni.

Z miesiąca na miesiąc coraz intensywniej się rozwijamy i potwierdzamy tym samym wolę dalszej ekspansji na polskim rynku supermarketów spożywczych i typu „dom i ogród”. Osiągnięte po trzech kwartałach roku obroty w kwocie blisko 7,2 mld złotych są dla nas mocną podstawą i bardzo solidnym wynikiem. Jednocześnie utrzymanie dynamiki obrotów jest dobrym prognostykiem na przyszłość i utwierdza nas w przekonaniu, że z końcem roku nasza Grupa może być bardzo blisko progu 10 mld złotych mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce. W najbliższym czasie będziemy stawiać m.in. na przyłączenia, zarówno w Intermarché, jak i w Bricomarché, dając tym samym przedsiębiorcom prowadzącym własne placówki handlowe możliwość dołączenia do ambitnych i dobrze rozwijających się szyldów. Proponujemy im przyłączenia zarówno pojedynczych sklepów, jak i całych sieci. Współpraca z nami zapewnia im dodatkowe, atrakcyjne korzyści w wielu obszarach, takich jak zaopatrzenie w stałe gamy produktów, marki własne, dostęp do nowoczesnych rozwiązań czy specjalne promocje, dlatego mamy nadzieję, że będą chętnie korzystać z tej możliwości dodaje.

Intermarché z planem osiągnięcia 5. miejsca wśród sieci FMCG do 2026 roku

Supermarkety spożywcze Intermarché, wraz z przymarketowymi stacjami paliw, zamknęły okres trzech kwartałów br. z obrotami w wysokości ok. 4,41 mld złotych, rosnąc o blisko 13 proc. i ponad 500 mln złotych rok do roku. Po zakończonej z sukcesem transformacji sieć przyspiesza tempo rozwoju i planuje ekspansję w nowym formacie – proximity, nad którym prace trwają. Ma on m.in. pomóc Intermarché w osiągnięciu 5. miejsca wśród sieci FMCG w Polsce do 2026 roku. Proximity to format sklepu miejskiego i podmiejskiego skierowany do miast satelickich wokół aglomeracji oraz mniejszych ośrodków, w których ograniczony został potencjał dla dużych konceptów handlowych. Sklepy o powierzchni ok. 500-600 mkw. w nowej odsłonie będą odpowiedzią na zmiany zachowań klientów, jak również wzmocnieniem obecności Intermarché w nowym, perspektywicznym segmencie na polskim rynku. Pilotaż, który pozwoli przetestować format i zebrać opinie na jego temat, planowany jest na początek 2023 roku.

Intermarché pracuje także nad stałym poszerzaniem oferty e-commerce. Regularnie wzrasta liczba placówek sieci oferujących rozwiązanie Drive, dające klientom możliwość odbioru produktów zamówionych online w specjalnie wyznaczonej do tego przysklepowej strefie. Ponadto na 2023 rok planowana jest szeroka modernizacja zarówno strony internetowej, jak i programu lojalnościowego Intermarché.

Bricomarché dąży do zajęcia 3. miejsca na rynku DIY w ciągu kolejnych 4 lat

Po pierwszych dziewięciu miesiącach br. sieć supermarketów z kategorii „dom i ogród” Bricomarché wypracowała obroty na poziomie 2,75 mld złotych. Długoterminową ambicją sieci jest zajęcie 3. miejsca na rynku DIY w Polsce, w czym pomóc ma m.in. nowy koncept sklepów. Bricomarché stawia na rozwiązanie, które opiera się na nowo zaprojektowanym układzie sklepu z wyraźną ścieżką klienta, co ułatwia zapoznanie się z pełną ofertą produktową w jak najwygodniejszy sposób. Nowy koncept to nie tylko inny layout, ale również odświeżony wygląd, a jego głównym wyróżnikiem jest ścieżka odpowiadająca cyklowi życia projektu remontowego. W nowej odsłonie będą otwierane wszystkie placówki spod szyldu Bricomarché na polskim rynku.

Nowe formy współpracy z przedsiębiorcami rozwijane są również w Bricomarché. Do sieci dołączą wkrótce trzy sklepy w ramach przyłączeń. Dwa z nich zostaną otwarte na nowo pod szyldem Bricomarché, zaś trzeci działać będzie jako placówka partnerska. Dodatkowo sieć nie zapomina o kanale e-commerce, stale rozwijając Bricomaty, czyli autorskie boksy do odbioru zamówień internetowych, czy swoją aplikację mobilną, z poziomu której już wkrótce będzie można robić zakupy.

Zmiany personalne w Grupie Muszkieterów

Wśród Muszkieterów nastąpiły w ostatnim czasie ważne zmiany personalne. Prezesem zarządu Dyrekcji Handlowej Intermarché została Iwona Pawelczyk, właścicielka sklepu Intermarché w Zduńskiej Woli. Zastępuje ona tym samym Thierry’ego Klupczynskiego, właściciela Intermarché w Gdańsku, który dotychczas pełnił tę funkcję.

Bardzo cieszę się z powierzonej mi roli i pokładanego we mnie zaufania. Zależy mi na wzmocnieniu zespołu Dyrekcji Handlowej Intermarché, by wspólnie kontynuować rozpoczęte przez mojego poprzednika działania, ale także, by przyspieszyć realizację głównych priorytetów sieci. Są wśród nich m.in. rozwój niskokosztowego modelu biznesowego, dbanie o atrakcyjne ceny czy nacisk na wyróżniające naszą markę produkty świeże w ofercie. Razem z zespołem zadbamy o to, by stale zbliżać się do osiągnięcia celów Intermarché mówi Iwona Pawelczyk, prezes zarządu Dyrekcji Handlowej Intermarché w Polsce.

Zmiany zaszły również w strukturach zarządu Logistyki Grupy Muszkieterów. Na stanowisku prezesa zarządu Logistyki dotychczasowego prezesa, czyli Jacka Bergera, właściciela sklepu Intermarché w Starym Mieście koło Konina, zastępuje Jerzy Piotrowski, prowadzący sklep Intermarché w Bochni.

To zaszczyt objąć stanowisko prezesa Logistyki Grupy Muszkieterów, części naszego biznesu, która zwłaszcza w obecnej sytuacji jest szczególnie ważna. Dobra jakość obsługi logistycznej zapewnia wsparcie wszystkim sklepom działającym pod naszymi szyldami. W kolejnych miesiącach kluczowe dla mnie będzie przyspieszenie transformacji logistycznej, która jest niezbędna w kontekście prowadzonej przez nas polityki efektywnych dostaw i ograniczenia kosztów mówi Jerzy Piotrowski, prezes zarządu Logistyki Grupy Muszkieterów w Polsce.

Nowo objęte funkcje pełnią byli pracownicy Grupy, którzy jednocześnie są jej franczyzobiorcami, co jest wyróżnikiem unikalnego modelu Muszkieterów. Koncept franczyzowy Grupy opiera się na zasadzie współzależności, a właściciele sklepów Intermarché i Bricomarché decydują nie tylko o kierunkach rozwoju własnych biznesów, ale również całej organizacji, zasiadając w jej strukturach centralnych.

Portal z fotomodelkami i dla fotomodelek

Poznaj portal z fotomodelkami – strona Agencji Infernal powstała, aby profesjonalnie wspierać aspirujące kandydatki (i kandydatów) do pracy w modelingu, a zarazem ułatwiać klientom szybki i skuteczny angaż do projektów biznesowych, eventowych czy artystycznych. Przekonaj się, że wizyta na tym jednym portalu ułatwi zakontraktowanie fotomodelki lub stanie się przepustką do większej kariery.

Współpraca na każdym kluczowym polu

Podstawową zaletą portalu fotomodelek Infernal jest fakt, że w jednym miejscu funkcjonuje baza osób wyspecjalizowanych nie tylko w dziedzinie modelingu. Warszawska firma działa jako agencja:

  • statystów, aktorów i epizodystów,
  • hostess i modelek na pokazy mody czy sesje zdjęciowe,
  • hostess, tancerzy czy modelek na eventy.

Niezależnie od tego, w jakim obszarze potrzebujesz zewnętrznego wsparcia, możesz liczyć na pełne zaangażowanie profesjonalnego zespołu budowanego od ponad 10 lat. Dzięki wysokim standardom marka jest w stanie zapewnić niezbędne wsparcie na wszelkiego rodzaju planach zdjęciowych, eventach branżowych i firmowych czy wydarzeniach artystycznych i biznesowych.

Zapomnij o żmudnych castingach i konieczności przesłuchiwania dziesiątek kandydatów, skoro Twoje potrzeby są skonkretyzowane i priorytetowe. Zajrzyj na jeden portal z fotomodelkami, aktorkami czy hostessami i porównaj dostępne kandydatki (i kandydatów!). Wystarczy chwila spędzona na stronie internetowej profesjonalnej agencji, aby zyskać dobry przegląd możliwości nie tylko w Warszawie, ale również w innych miejscowościach w Polsce. Niektóre kandydatki i kandydaci są skłonni nawet do zagranicznych wyjazdów, np. na międzynarodowe targi, plany zdjęciowe czy pokazy.

Informacje w bazie modelek

Jak przystało na profesjonalny portal z fotomodelkami, informacje na ich temat są podane w bardzo czytelny i łatwo dostępny sposób. Zaledwie w kilka chwil łatwo dotrzesz do danych na temat:

  • imienia,
  • roku urodzenia,
  • wzrostu,
  • wagi,
  • wymiarów biustu, klatki piersiowej, talii, bioder,
  • rozmiaru odzieży i obuwia,
  • koloru oczu i włosów.

Na potwierdzenie tych informacji agencja zamieszcza fotografie, które pozwalają na pełną ocenę wyglądu fotomodelek na portalu, a także tancerek, hostess, aktorek czy statystek.

Realizacje agencji – potwierdzenie jakości

Kolejnym powodem, dla którego warto zajrzeć na stronę portalu z fotomodelkami, hostessami czy aktorkami https://www.agencjainfernal.pl/, jest zakładka referencji, w której umieszczone zostały najważniejsze współprace agencji w ostatnich miesiącach i latach.

Na liście realizacji znajdują się:

  • akcje promocyjne,
  • bankiety,
  • eventy,
  • gale,
  • konferencje,
  • plany zdjęciowe,
  • pokazy mody,
  • przedstawienia,
  • sesje zdjęciowe,

Film korporacyjny? Sesja firmowa? Śniadanie prasowe? Niestandardowa akcja promocyjna? Infernal ułatwia znalezienie odpowiednich uczestników dowolnych wydarzeń o charakterze biznesowym czy artystycznym.

Wszystkie informacje na portalu z fotomodelkami

Portal z fotomodelkami i dla fotomodelekNa stronie Agencji Infernal znajdziesz wspomnianą już bazę fotomodelek, hostess czy statystek, ale również pokaźną listę referencji i realizacji. To nie wszystko, bo w tym samym miejscu można poznać zespół będący trzonem agencji oraz więcej praktycznych informacji.

Każdy może również sprawdzić, jak wygląda pierwszy etap castingu. Mówiąc krótko, polega on na wypełnieniu szczegółowego formularza, a także załączeniu fotografii według wskazówek i wytycznych. Firma jest zainteresowana czymś więcej niż tylko wagą, wzrostem czy wymiarami ciała. Agencja zbiera informacje m.in. na temat dotychczasowych doświadczeń z podobnymi zleceniami, zainteresowań, znaków szczególnych czy znajomości języków obcych. Bardzo ważne jest również określenie, na jakim obszarze chce się podejmować współpracę. Czy będzie to jedynie okolica zamieszkania? A może cała Polska, w tym największe miasta? Tu wszystko zależy od indywidualnych preferencji i możliwości, dlatego klienci mogą znaleźć ciekawe kandydatury w swojej najbliższej okolicy, bez generowania kolejnych kosztów.

Podsumowując – opłaca się zaglądać na portal z fotomodelkami, hostessami czy statystkami, które mogą być nieocenionym wsparciem w Twoim wydarzeniu lub projekcie.

Nowa inwestycja JR HOLDING – 1,5 mln zł dla MINDENTO

Firma inwestycyjna JR HOLDING ASI S.A. podpisała umowę inwestycyjną z MINDENTO Sp. z o.o., na mocy której obejmie 11,1% udziałów w spółce za kwotę 1,5 mln zł. MINDENTO jest właścicielem rozwiązania automatyzującego procesy „Travel & Expense”.

„Podpisana dzisiaj umowa oznacza dołączenie nowego znaczącego inwestora do Spółki, co pozwoli  na intensyfikację rozwoju MINDENTO. Zaangażowanie JRH jest dla nas szczególnie cenne, gdyż otwiera drzwi do ekosystemu dostawców i odbiorców B2B, którego uczestnicy są naturalnym miejscem rozwoju naszej działalności. Środki pozyskane dzięki inwestycji JRH zamierzamy przeznaczyć przede wszystkim na dalszą ekspansję zagraniczną oraz integrację aplikacji z systemami kart płatniczych.” – deklaruje Jarosław Tkaczyk, Prezes MINDENTO.

MINDENTO jest pierwszą firmą Europy Środkowej, która zmienia sposób zarządzania podróżami służbowymi i wydatkami pracowników. Ideą Spółki było stworzenie rozwiązania w pełni elektronicznego, automatyzującego procesy „Travel & Expense” i przynoszącego realne oszczędności, a tym samym „twarde” korzyści. MINDENTO osiągnęła to kierując się od samego początku możliwościami jakie daje digitalizacja i automatyzacja, stosując jednocześnie podejście end-to-end/all-in-one.

Spółka korzysta z rozwiniętych technologicznie systemów rezerwacyjnych integrując je z operatorami płatności i systemami finansowo-księgowymi oraz kadrowymi. Rozwiązanie MINDENTO zawiera algorytmy automatyzujące zadania na każdym etapie, dostarczając oszczędność czasu osobom podróżującym, ich managerom oraz zespołom finansowym.

Dodatkową korzyścią jest redukcja kosztów podróży dzięki atrakcyjnym cenom noclegów, połączeń i wynajmu aut w marketplace oraz niskim kosztom obsługi. Aplikacja jest zintegrowana z wiodącymi systemami ERP. Rozwiązanie MINDENTO uzupełnione jest wsparciem agencyjnym business-travel. Od czasu wejścia na rynek Spółka pozyskała grupę stałych klientów, przetrwała trudny okres wywołany COVID-19, a w bieżącym roku pozyskała pierwszych klientów zagranicznych.

„MINDENTO to kolejna spółka z sektora digital business, która dołącza do portfela JRH. Jestem przekonany, że posiadane innowacyjne rozwiązanie znajdzie szerokie zastosowanie u klientów. Jednocześnie spółka wzbogaca nasz portfel inwestycji, w którym coraz częściej pojawiają się synergie pomiędzy poszczególnymi przedsiębiorcami, co pomaga nam wspierać spółki nie tylko kapitałem, ale również dzięki współpracy między spółkami portfelowymi JRH.” – podsumował January Ciszewski, Prezes JR HOLDING.

Stacje ładowania „elektryków” na celowniku hakerów

  • Firmy motoryzacyjne stale zwiększają produkcję nowych pojazdów elektrycznych, jednak branża nie robi wystarczająco dużo, aby poradzić sobie z problemami związanymi z cyberbezpieczeństwem urządzeń IoT
  • Ładując pojazd, nie tylko dostarczamy mu prądu, ale również następuje wymiana danych między pojazdem a hubem EV. Stacje ładowania są z kolei połączone z Internetem i, jak każde inne urządzenie IoT, są podatne na działania cyberprzestępców
  • Potencjalne ataki to zagrożenie dla bezpieczeństwa użytkownika i pojazdów elektrycznych.

Niemal na całym świecie rośnie zainteresowanie samochodami elektrycznymi i ekologicznymi formami transportu. Trend ten może być jednak wykorzystany przez hakerów – zauważają analitycy Check Point Software. Ładowarki samochodowe, podobnie jak inne urządzenia IoT, mogą zostać zaatakowane, powodując paraliż w transporcie, straty operatorów stacji ładowania, ale nawet spowodować zagrożenie ludzkiego życia.

Rządy na całym świecie naciskają na przejście do bardziej ekologicznych technologii w celu przeciwdziałania zmianom klimatu i zmniejszenia ich uzależnienia od węglowodorów. Norwegia zbudowała sieć 17 000 punktów ładowania , podczas gdy Departament Transportu USA ogłosił niedawno plan stworzenia nowych sieci stacji ładowania pojazdów elektrycznych o wartości 5 miliardów dolarów. W Polsce pod koniec sierpnia 2022 r. było niecałe 2500 stacji ładowania. Ich liczba – patrząc na sieć norweską – nie imponuje, jednak na przestrzeni ostatnich 24 miesięcy ich liczba wzrosła o 1000 sztuk. Firmy motoryzacyjne stale zwiększają produkcję nowych pojazdów elektrycznych, jednak branża nie robi wystarczająco dużo, aby poradzić sobie z problemami związanymi z cyberbezpieczeństwem urządzeń IoT – apeluje firma Check Point Software Technologies.

Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point Software w Polsce
Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point Software w Polsce

Zmiany klimatyczne i potrzeba zmniejszenia naszej zależności od ropy naftowej podkreślają konieczność przejścia do bardziej ekologicznych form transportu. Obawy o cyberbezpieczeństwo mogą być kolejną przeszkodą dla przyszłego rozwoju rynku pojazdów elektrycznych, dlatego ważne jest, aby branża poważnie potraktowała zagrożenie – zauważa Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software w Polsce.

Cyberprzestępcy nie tracą czasu i opracowują nowe, coraz bardziej wyrafinowane ataki. Check Point Research poinformował niedawno o globalnym wzroście liczby ataków ransomware o 59%. Dane tej samej grupy badawczej mówią również o przeszło 1250 atakach na pojedynczą organizację w Polsce. I to co tydzień! Zagrożenia dla firm i użytkowników indywidualnych są zatem realne, a z pewnością nie minie dużo czasu zanim zauważony zostanie potencjał wykorzystania stacji ładowania pojazdów elektrycznych.

Skąd jednak zagrożenie dla systemów ładujących i, w konsekwencji, samochodów? Ładując pojazd, nie tylko dostarczamy mu prądu, ale również następuje wymiana danych między pojazdem a hubem EV. Stacje ładowania są z kolei połączone z Internetem i, jak każde inne urządzenie IoT, są podatne na działania cyberprzestępców. Eksperci Check Point Software wymieniają kilka możliwych konsekwencji udanego ataku na stacje ładowania:

  • Zagrożenie dla bezpieczeństwa użytkownika: Teoretycznie, poprzez punkt ładowania pojazdów elektrycznych, haker może uzyskać dostęp do systemu zarządzania silnikiem pojazdu i albo narazić na szwank bezpieczeństwo, wydajność lub całkowicie wyłączyć pojazd. Wyobraźmy sobie, że pojazdem, o którym mowa, jest karetka pogotowia, której opóźnienia mogą stanowić zagrożenie dla życia.
  • Awarie sieci ładowania pojazdów elektrycznych: Hakerzy mogą z powodzenie zniszczyć całą sieć ładowania, wykorzystując tylko jedną lukę w jednym urządzeniu. Może to skutkować utratą przychodów operatora, a także zakłóceniami w transporcie
  • Straty komercyjne: oprócz zamknięcia sieci hubów pojazdów elektrycznych hakerzy mogli uzyskać dostęp do oprogramowania zarządzającego i „zrzucić” oprogramowanie ransomware, co w konsekwencji spowoduje szkody finansowe oraz wpłynie na reputację operatora ładowarek. Jednocześnie wiele flot komercyjnych przechodzi na energię elektryczną, a haker mógłby wyłączyć cały proces dostawy ze swojego laptopa.
  • Systemy płatności: hakerzy mogą również zagrozić również systemowi płatności w węźle pojazdów elektrycznych, prowadząc do strat finansowych dla kierowcy lub operatora sieci.

– Niezabezpieczone urządzenia ładujące są otwartymi drzwiami dla coraz bardziej wyrafinowanych cyberprzestępców. Istnieją jednak rozwiązania bezpieczeństwa IoT, które mogą zapobiegać również takim atakom – zapewnia ekspert Check Pointa.

Dzięki interwencji Rzecznika MŚP, przedsiębiorca nie musi płacić milionowej kary za przekazanie opon na cele proekologiczne

Przekazanie opon fundacji celem umocnienia brzegu nie oznacza, że mamy do czynienia z nielegalnym składowaniem odpadów orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku w wyroku z dnia 12 października 2022 r. II SA/Bk 447/22, po skutecznej interwencji Rzecznika MŚP.

W dniu 12 października 2022 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku wyrokiem w sprawie  o sygn. II SA/Bk 447/22, do której Rzecznik MŚP przystąpił w obronie praw suwalskiego mikroprzedsiębiorcy z branży wulkanizacyjnej, uchylił w całości decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Białymstoku utrzymującą w mocy decyzję Marszałka Województwa Podlaskiego w przedmiocie wymierzenia opłaty z tytułu pozbycia się odpadów, zaległości w opłacie za korzystanie ze środowiska na terenie nieruchomości położonej w obrębie Wigierskiego Parku Narodowego w latach 2018-2020.

Departament Ochrony Środowiska Podlaskiego Urzędu nałożyły na przedsiębiorcę w grudniu 2021 r. podwyższoną karę za korzystanie ze środowiska z tytułu przekazania w 2018 r. nieuprawnionemu podmiotowi – fundacji opon na realizację celów proekologicznych. Łącznie naliczona opłata na dzień wyrokowania wynosiła prawie 1,384 mln zł (wraz z odsetkami doliczanymi codziennie w kwocie ponad 510 zł).

To przełomowy wyrok korzystny dla przedsiębiorcy, a także przełamanie ukształtowanej dotychczas sądowej linii orzeczniczej, w zakresie stosowania instrumentu sankcyjnego z art. 293 ust. 4 ustawy prawo ochrony środowiska, z pominięciem oceny okoliczności sprawy pod kątem ewentualnego spowodowania pogorszenia stanu środowiska czy też realnego zagrożenia wystąpienia takiego pogorszenia, a jego stosowanie, w kontekście szczególnej dolegliwości sankcji, powinno uwzględniać również wykładnię systemową i celowościową, a nie tylko literalną ww. przepisu. W ustnych motywach orzeczenia Sąd wskazał, że zarówno Urząd Marszałkowski, jak i SKO w Białymstoku nie wyjaśniły: „co się rzeczywiście stało, kto za ten stan odpowiada i za co ma być nałożona sankcja.” „W państwie prawa taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, że to samo zdarzenie jest raz oceniane przez te same organy w sposób inny, niż pierwotnie miało to miejsce”.

Rzecznik MŚP swoim udziałem w tak kontrowersyjnej sprawie po raz kolejny przyczynia się do kształtowania korzystnej linii orzeczniczej dla przedsiębiorców, którzy mieli odwagę podjąć się inicjatyw odzysku opon poprzez ich alternatywny wykorzystanie jako budulec również do celów proekologicznych, by stworzyć ogród permakulturowy. Rzecznik MŚP podkreśla, że zastosowanie opon wbrew pierwotnemu przeznaczeniu jest znane od dawna, m.in. jako odboje w przystaniach, czy torach wyścigowych, gokartowych, ale także na placach zabaw, czy w ogrodach. Tym samym uznaniowy charakter stosowania instrumentu sankcyjnego w postaci naliczania opłaty za korzystanie ze środowiska bez dokładanego wyjaśnienia okoliczności danej sprawy czy mamy do czynienia z odzyskiem odpadów, czy też z ich składowaniem, nie jest do zaakceptowania. Podkreślenia wymaga fakt, że interwencja okazała się skuteczna, a WSA w Białymstoku zgodnie ze stanowiskiem prezentowanym przez zespół Rzecznika MŚP OT Białystok, uchylił sprzeczne rozstrzygnięcia SKO i Urzędu Marszałkowskiego. Sprawa wraca do ponownego rozpatrzenia. „Mam nadzieję, że tym razem urzędnicy wezmą pod uwagę zasady Konstytucji dla Biznesu, zaczną się kierować zdrowym rozsądkiem i odpowiedzialnością i zakończą sprawę pozytywnie dla przedsiębiorcy” – mówi Adam Abramowicz.

Jak wygląda przyszłość rekrutacji? Najważniejsze trendy na rynku pracy

Antal, podczas Europejskiego Forum Nowych Idei (EFNI) opublikował najnowszy raport “Trendy Rekrutacyjne 2022”. Wynika z niego, że aż 78% badanych osób odpowiedzialnych za zarządzanie kapitałem ludzkim ocenia, że w przyszłości więcej niż 10% procesów rekrutacyjnych będzie realizowanych w metawersum.

Zarządy coraz częściej zastanawiają się, czy i jak uwzględnić w swojej strategii możliwości stwarzane przez metawersum. Dodatkowo, coraz więcej projektów opiera się na współpracy w ramach contractingu – nie tylko w branży IT, ale i SSC/BPO, produkcji czy administracji. Wzrasta też zainteresowanie usługą recruitment process outsourcing, pozwalającą na pełną opiekę firmy zewnętrznej nad prowadzonymi rekrutacjami. Jak wyglądają inne trendy na rynku?

Metarekrutacje – najbliższy trend czy daleka przyszłość?

Prawierespondentów uważa, że metawersum będzie odgrywać znaczącą rolę w rekrutacji, a prawie 40% widzi w wirtualnej rzeczywistości potencjał, jednocześnie podkreślając, że ich zdaniem nie będzie to wszechobecne zjawisko. Tylko 15% jest zdecydowanie przekonana, że wirtualna rzeczywistość nie ma zastosowania w rekrutacji.Grafika 1

O tym, że metawersum będzie odgrywać znaczącą rolę w rekrutacji, przekonanych jest najwięcej pracowników agencji reklamowych i PR (58%) oraz FMCG (51%). 58% reprezentantów kancelarii prawnych zdecydowanie opowiada się za tym, że metawersum nie ma zastosowania w rekrutacji. Więcej barier niż możliwości zauważają pracownicy energetyki, paliwa i wydobycia (43%) oraz transportu, spedycji i logistyki (44%).

Dojście do miejsca, w którym aktualnie znajduje się branża HR, trwało ponad dekadę. W ciągu najbliższych 10 lat będziemy świadkami dalszego rozwoju nowych technologii w HR. W ten sposób napędza się metawszechświat jednocześnie tworząc nowe potrzeby rekrutacyjne. Już teraz większość działów odpowiedzialnych za obszar kapitału ludzkiego w firmach korzysta aktywnie z dostępnych technologii. To przekłada się też na znaczne przyspieszenie oraz skrócenie prowadzonych procesów. Firmy szukają sposobu na optymalizację działań przy jednoczesnym zwiększaniu współczynnika sukcesu i pozostaniu konkurencyjnym na rynku pracy – komentuje Artur Skiba, Prezes Zarządu Antal.

Realia rozmów kwalifikacyjnych

Najczęściej długość procesu rekrutacyjnego wynosi około 4 tygodni. Średnio najdłużej trwają takie procesy w branży produkcyjnej, FMCG, bankowości, ubezpieczeniach i instytucji finansowych oraz w kancelariach prawnych. Natomiast najkrótsze są procesy rekrutacyjne w agencjach reklamowych i PR oraz w branży energetycznej – od 3 tygodni do miesiąca. Grafika 2

Prowadzący procesy rekrutacyjne w odpowiedzi na pytanie, który z elementów projektu rekrutacyjnego na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie trwa najdłużej, wskazują najczęściej oczekiwanie na spłynięcie ofert od kandydatów – odpowiedziała tak prawie ⅓ respondentów. Najczęściej prowadzącymi takie procesy, bo w przypadku aż 66% badanych, w pierwszym spotkaniu bierze udział HR. Prawie połowa respondentów wskazuje, że w ich organizacji w procesie tym bierze udział również bezpośredni przełożony.

Na dynamicznie zmieniającym się rynku pracy istotną rolę odgrywa także czas trwania procesu rekrutacyjnego. Średnia długość projektu od zgłoszenia zapotrzebowania na wakat w organizacji do zatrudnienia specjalisty lub menedżera to cztery tygodnie. Z perspektywy kandydata, który w obecnych realiach aktywnie szuka pracy, często ten czas jest zbyt długi. Okazuje się, że dzisiaj na rynku wygrywa ten, kto sprawnie i możliwie najszybciej przeprowadzi rekrutację. A konkurencja wciąż jest duża i kandydaci mogą wybierać w ofertach – mówi Aleksandra Jędrzejczyk, Senior Consultant, Antal SSC/BPO.

Niezbędny wachlarz narzędzi rekrutera

Najczęściej wykorzystywanymi podczas rekrutacji metodami są: testy wiedzy technicznej (55% badanych), testy wiedzy językowej – 44% oraz rozwiązywanie zadań biznesowych – 40%. Najrzadziej jest stosowana grywalizacja.Grafika 3

Testy wiedzy technicznej oraz językowej to najczęściej stosowane metody wykorzystywane podczas procesów rekrutacyjnych wśród pracowników branż takich jak: agencje reklamowe i PR, bankowość, ubezpieczenia, instytucje finansowe, farmacja, sprzęt medyczny oraz FMCG. Znaczna część badanych (co najmniej 44%) wskazuje również na rozwiązywanie case’ów biznesowych. 42% respondentów reprezentujących handel detaliczny zauważa, że w ich organizacjach tak samo jak test wiedzy technicznej istotna jest analiza profilu kandydata w sieci.

Proces rekrutacyjny składa się nie tylko z rozmowy między pracodawcą a kandydatem poszukującym zatrudnienia. Często jest on wspomagany wykorzystaniem dodatkowych narzędzi. Kandydaci ubiegający się o pracę w sektorze IT a także bankowości, ubezpieczeniach i instytucjach finansowych mogą spotkać się w trakcie rekrutacji z wymogiem przeprowadzenia testów wiedzy technicznej. Osoby znające języki obce, szukające zatrudnienia w firmach z sektora SSC/BPO, poddawane są testom weryfikującym poziom znajomości danego języka. Ponadto osoby ubiegające się o pracę w obszarze bankowości, ubezpieczeń i instytucji finansowych oraz chcących pracować w sektorze FMCG często muszą zmierzyć się z rozwiązaniem przykładowego case’u biznesowego. Wyniki powyższych zadań zdecydowanie ułatwiają podjęcie decyzji o zatrudnieniu bądź odrzuceniu danego kandydata – komentuje Ilona Wróbel, Team Manager & ReX Leader, Antal SSC/BPO.

Praca hybrydowa w nowej rzeczywistości

O ile przed pandemią aż 76% organizacji zatrudniało osoby pracujące wyłącznie stacjonarnie, o tyle przyjęcie takiej samej strategii zatrudniania w przyszłości deklaruje zaledwie 24% organizacji przebadanych przez Colliers. W związku z tą znaczącą zmianą na rynku pracy dostrzegamy nowe zjawiska – zmieniają się oczekiwania pracowników względem pracodawcy oraz sposób kształtowania przestrzeni biurowych, które dziś muszą odpowiadać potrzebom hybrydowych pracowników. Raport Colliers „Hybrid and Beyond”, opracowany z partnerami HRK S.A. i Well.hr, pokazuje najważniejsze aspekty wdrażania pracy hybrydowej w firmach funkcjonujących na polskim rynku[1].

Hybryda przeważa

Niektóre firmy jeszcze przed pandemią stosowały hybrydowy model pracy, umożliwiając pracownikom zdalną łączność, elastyczne godziny pracy czy elektroniczny obieg dokumentów. Pandemia wymusiła wprowadzenie tego modelu również w organizacjach, które wcześniej pracowały wyłącznie z biura.

Karolina Dudek, Associate Director, People & Places Advisory, Colliers Define
Karolina Dudek, Associate Director, People & Places Advisory, Colliers Define

– Dziś nieliczne firmy pracują wyłącznie w trybie stacjonarnym lub w pełni zdalnym. Badania pokazują, że do tej pory aż 89% organizacji wdrożyło hybrydowy model pracy. Większość pracowników tych przedsiębiorstw działa w trybie pracy zdalnej w zakresie dwa-trzy dni w tygodniu, 24% pracowników pracuje głównie z biura, a 18% –wykonuje pracę w trybie, w którym przeważa praca zdalna. Jednocześnie 21% badanych przedsiębiorstw planuje w przyszłości zwiększenie zakresu pracy realizowanej z biura – mówi Karolina Dudek, Associate Director, People & Places Advisory, Colliers Define.

Nowa strategia zatrudnienia

Tendencje na rynku pracy wskazują, że miejsce wykonywania obowiązków zawodowych przestaje być czynnikiem warunkującym zatrudnienie. Jak wynika z raportu Colliers, w dłuższej perspektywie czasowej 33% firm zamierza zatrudniać pracowników zdalnych, mieszkających w niedalekiej odległości od biura, a 34% deklaruje chęć zrekrutowania pracowników pracujących zdalnie z dowolnego miejsca w Polsce. Mimo globalnego otwierania się rynku pracy najmniej popularną strategią, której wdrożenie planuje tylko 10% badanych organizacji, jest zatrudnianie osób pracujących z dowolnego miejsca na świecie.

– Pandemia COVID-19 w bardzo dużym stopniu wpłynęła na sposób, w jaki pracodawcy poszukują pracowników. Otworzyli się na kandydatów, którzy są chętni pokonywać znaczne odległości, aby pracować z siedziby firmy np. dwa razy w tygodniu. Decyzje rekrutacyjne podejmowane są obecnie w oparciu o poszukiwanie innych niż przed pandemią umiejętności i predyspozycji. Od pracowników oczekuje się dziś posiadania kompetencji cyfrowych, pozwalających sprawnie obsługiwać urządzenia i systemy stosowane w organizacji – twierdzi Piotr Mazurkiewicz, Managing Partner HRK S.A.

Pracownicy coraz bardziej wymagający

Okazuje się, że organizacje przyzwyczajają się do nowej wizji pracy i zauważają, że model hybrydowy to dla wielu poszukujących zatrudnienia „must have” w opisie oferty. W ramach hybrydowego modelu pracy co piąta organizacja planuje jednak przejść na pracę w większym stopniu zlokalizowaną w biurze. Dlaczego?

Dorota Osiecka, Partner w Colliers i Dyrektor platformy Colliers Define
Dorota Osiecka, Partner w Colliers i Dyrektor platformy Colliers Define

Już dziś 71% badanych organizacji deklaruje, że zachęca pracowników do pracy z biura w większym zakresie czasu niż dotychczas lub zacznie to robić w najbliższej przyszłości. Może to świadczyć o rosnącej świadomości, że z perspektywy potrzeb biznesu takie aspekty, jak wzajemny kontakt pracowników w biurze, wymiana informacji czy budowanie przywiązania do marki, są szczególnie istotne – tłumaczy Dorota Osiecka, Partner w Colliers i Dyrektor platformy Colliers Define.

Nie jest to jednak łatwe zadanie – nawet częściowy powrót do biur to wciąż żywy temat dyskusji wśród pracowników.

– Okazuje się, że 66% organizacji zachęcających pracowników do powrotu do biura napotyka na opór, bo pracownicy „zadomowili się” w systemie pracy zdalnej. Cenią sobie domową ciszę i brak czynników rozpraszających. Tłumaczą, że ten tryb pozytywnie wpływa na ich indywidualną wydajność oraz równowagę między życiem zawodowym i prywatnym. Przedsiębiorstwa stosują więc różnego rodzaju motywatory zachęcające do pojawiania się w biurze. Jednak dziś „owocowe piątki” lub „wtorkowe pizze” nie wystarczą. To raczej dzięki zapewnieniu możliwości bezpośredniego kontaktu ze współpracownikami, w warunkach dostosowanych do potrzeb wynikających ze stylu pracy konkretnych pracowników, organizacje są w stanie stworzyć przestrzeń, która może konkurować z domowym biurem i zachęci pracowników do pokonania często czasochłonnej drogi do biura – dodaje Dorota Osiecka.

Praca z domu preferowana przez pracowników niesie za sobą również zagrożenia.

– Czas zaoszczędzony na dojazdach do pracy przeznaczamy na wykonywanie obowiązków służbowych, a nierzadko rozciągamy czas pracy do późnych godzin wieczornych i zatracamy balans pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. Zwiększa to ryzyko przemęczenia i wypalenia zawodowego. W związku z zaistniałymi zmianami pojawiły się też nowe, nieznane wcześniej zjawiska, takie jak cyfrowy stres i lęk przed odłączeniem, które są efektem zbyt intensywnego i długotrwałego kontaktu z technologiami, a także złej organizacji pracy – mówi Joanna Kotzian, Strateg wellbeing, Współzałożycielka Well.hr.

Biuro na nowo

Upowszechnienie się hybrydowego modelu pracy wymusiło także zmiany w przestrzeni biurowej. Jeszcze w okresie przedpandemicznym w biurach przeważały miejsca do pracy indywidualnej i stanowiły około 70% przestrzeni, a jedynie 30% powierzchni – mniejsze i większe salki do spotkań oraz przestrzenie wspólne – przeznaczano na strefy służące budowaniu relacji między pracownikami. Dziś duży nacisk kładzie się na tworzenie stref sprzyjających pracy wspólnej oraz spontanicznym spotkaniom budującym relacje w zespołach i ich kreatywność. W biurach tworzy się na przykład specjalne team roomy, czyli sale konferencyjne z miejscami do pracy i dostępem do komputera, gdzie pracownicy mogą wspólnie pracować nad danym projektem. Ponadto firmy coraz częściej inwestują w infrastrukturę AV w celu zapewnienia możliwości przeprowadzenia spotkań zarówno w modelu stacjonarnym, jak i hybrydowym. Ponieważ rzadko się zdarza, żeby wszyscy pracownicy przebywali w biurze w tym samym czasie, wiele przedsiębiorstw decyduje się na odejście od biurek przypisanych do konkretnych pracowników i wprowadzenie elastycznych stanowisk pracy. Popularne są również tzw. focus roomy, czyli małe salki, np. w formie mobilnych budek telefonicznych, które są idealnym miejscem do odbywania niewielkich spotkań.

Obecnie organizacje stoją przed wyzwaniem stworzenia przestrzeni, która będzie dla pracownika nie tylko miejscem wykonywania obowiązków służbowych, ale również unikalnym doświadczeniem – doświadczeniem firmy oraz jej kultury organizacyjnej, zespołu, jak i samego miejsca pracy. Mam tu na myśli tzw. social glue – zaznacza Małgorzata Michalczyk, Dyrektor ds. administracji w Colliers.

[1] Eksperci Colliers od lat śledzą zmiany zachodzące w środowisku pracy. W czerwcu i lipcu 2022 roku przeprowadzili badania wśród grupy blisko 150 respondentów reprezentujących obszary HR, Operacji, Finansów, Administracji i Nieruchomości.

Dolar stabilny

Wielu analityków liczyło, że seria danych z USA wyrwie dolara z marazmu. Okazuje się, że jednak nie wydarzyło się to wczoraj. Czwartek przynosi nam natomiast ważniejsze dane. Pytanie, czy one wystarczą.

Inflacja w USA

Wczorajszy odczyt inflacji producenckiej w USA tylko potwierdził, dlaczego wielu analityków traktuje to jako umiarkowanie istotne dane. Jest to oczywiście mniej ważny odczyt niż inflacja konsumencka. W sytuacji jednak gdy niezbyt istotny odczyt znajduje się bardzo blisko oczekiwań, na rynku nie ma fajerwerków. Delikatnie mówiąc, nie było ich wczoraj. To na co jednak warto zwrócić uwagę w USA to fakt, że inflacja producencka jest mocno zbliżona do konsumenckiej. W Europie często jest od niej wyraźnie wyższa. Oznacza to, że rynek w USA nie ma ukrytej bomby w postaci spadającej rentowności, która może skończyć się kolejną falą wzrostu cen dla konsumentów.

Dolar ignoruje minutki

Minutki to zapisy z rozmów członków FOMC, czyli amerykańskiego odpowiednika polskiej Rady Polityki Pieniężnej. Nastroje są tam podobno bardziej przyjacielskie niż u nas. Mniejsze emocje są również jeżeli chodzi o zmiany oczekiwań. Dominujący scenariusz na posiedzenie z początku listopada staje się coraz bardziej prawdopodobny. Patrząc na wycenę kontraktów terminowych, średnia jest w 83% pomiędzy 0,5% a 0,75%. Przy tych szansach podwyżka o 0,75% wydaje się przesądzona. Nie ma to na razie większego wpływu na rynki. Powodem jest fakt, że właśnie pod taki wzrost inwestorzy grają już od dłuższego czasu. Brak niespodzianek to brak większych zmian.

Chile bliskie sercu profesor Tyrowicz

W ostatniej burzy dziejącej się w RPP najmocniejszym echem wybiły się działania nowej członkini mianowanej przez Senat – Joanny Tyrowicz. Oprócz wytknięcia licznych błędów merytorycznych postawiła ona jedną bardzo odważną tezę. Uważa, że do wygrania z inflacją, realne stopy procentowe nie mogą być ujemne. O ile dowody empiryczne z przeszłości temu przeczą, o tyle w historii przeważnie rządy współpracowały z bankami centralnymi, a nie dolewały benzyny do inflacyjnego ognia. Są jednak państwa, które bezwzględnie walczą ze wzrostem cen. W Chile, mimo że inflacja jest obecnie niższa o 3,5 punktu procentowego niż w Polsce, znów rosną stopy. Po wczorajszej decyzji wynoszą one 11,25%, czyli 4,5 punktu procentowego więcej niż w Polsce. Chile ma oczywiście swoje liczne problemy, ale pokazuje to determinację, by nie dokładać do nich inflacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Estoński CIT okiem ekspertów: Zmiany niewiele wniosą dla firm. Barierą wciąż są niedopracowane przepisy

W 2023 roku mają zmienić się przepisy obejmujące tzw. estoński CIT. Jak zaznacza Ministerstwo Finansów, celem modyfikacji jest wyeliminowanie wątpliwości zgłaszanych przez podatników i organy administracji skarbowej. Zdaniem ekspertów, zmiany są niewielkie i nie zwiększą w znaczący sposób zainteresowania tą formą opodatkowania. Mimo dobrych zmian, polska wersja wciąż nie jest tak atrakcyjna, jak jej pierwowzór. Znawcy tematu wskazują, co konkretnie utrudnia skorzystanie z tego mechanizmu. Sugerują też, co należy zmienić w pierwszej kolejności. Liberalizacja przepisów może przyczynić się do rozwoju spółek, co pozwoliłoby zniwelować negatywne skutki wzrostu cen i utrzymać miejsca pracy.

Kosmetyczne zmiany

Od przyszłego roku mają obowiązywać zmienione przepisy dotyczące tzw. estońskiego CIT-u, czyli ryczałtu od przychodów spółek. Jak podkreśla doradca podatkowy Ewa Flor, zapowiadane zmiany obejmują cztery kwestie. Po pierwsze, odnoszą się do terminu zapłaty ryczałtu przy zaliczkach na poczet dywidend. Po drugie, dotyczą czasu potrzebnego na zawiadomienie organu skarbowego o wejściu w estoński CIT. Po trzecie, wyznaczają sposób określania dochodu z tytułu wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą. Po czwarte, zmiany mają związek z instytucją korekty wstępnej, czyli z brakiem obowiązku płacenia podatku od różnicy między wynikiem podatkowym a bilansowym.

– Nie są to zmiany, które w istotny sposób zwiększą zainteresowanie ryczałtem od dochodów spółek kapitałowych. W porównaniu z tymi z 2022 roku są relatywnie niewielkie. Mają raczej ułatwić korzystanie z estońskiego CIT-u oraz podjęcie decyzji o wejściu w niego. To modyfikacje kwestii mniej kontrowersyjnych. Na pewno nie jest to odpowiedź na wszystkie bolączki istniejące w tym systemie podatkowym. To tylko niewielki kroczek w dobrą stronę, nie zaś istotny krok czy nawet skok regulacyjny – komentuje Bartosz Rodak, adwokat i doradca podatkowy w Kancelarii Mariański Group.

Jak informuje biuro prasowe Ministerstwa Finansów, uchwalona przez sejm ustawa zawiera w zakresie ryczałtu przede wszystkim zmiany o charakterze doprecyzowującym. Ich celem jest wyeliminowanie zgłaszanych resortowi wątpliwości zarówno przez podatników, jak i organy administracji skarbowej. W ocenie Ministerstwa Finansów, omawiane działanie powinno przyczynić się do wzrostu pewności podatkowej oraz zaufania podatników. W przyszłości może to również pośrednio wpłynąć pozytywnie na liczbę podmiotów zainteresowanych tzw. estońskim CIT-em. Z kolei doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika stwierdza, że zmiany są jedynie kosmetyczne. Według eksperta, nie będą one miały w ogóle wpływu na podjęcie decyzji przez podatnika o skorzystaniu z tej formy opodatkowania.

– Zalet przejścia na estoński CIT jest wiele. Najbardziej zachęcające jest niższe, efektywne opodatkowanie niż w klasycznym podatku CIT. Do tego dochodzi brak bieżącego opodatkowania dochodów. Jest też mniej formalności. Na przeszkodzie wciąż jednak stoją niedopracowane przepisy. Problemem jest również lista wymogów wstępnych. Nie da się ukryć, że katalog obostrzeń stawianych przed przedsiębiorcami jest więc dość obszerny. Pomimo dobrych zmian, polska wersja nadal nie jest tak atrakcyjna, jak jej pierwowzór – podkreśla Ewa Flor.

Zdaniem mec. Rodaka, problemem z estońskim podatkiem, który często stanowi blokadę dla firm, jest niejasność przepisów i brak zaufania wobec organów podatkowych. Według eksperta, niestety, część przedsiębiorstw boi się skorzystać z ryczałtu. Obawiają się bowiem, że organy podatkowe wytypują do kontroli podatników ryczałtowych i wykorzystają niejasne przepisy w celu dokonania opodatkowania.

Potrzebna liberalizacja

– Ministerstwo Finansów nie prowadzi prac ukierunkowanych na poszerzenie zakresu podmiotowego tej regulacji. Przepisy o ryczałcie są przez nas analizowane pod kątem konieczności doprecyzowania istniejących regulacji – w odpowiedzi na bieżące zapytania zgłaszane przez podatników oraz organy podatkowe. Estoński CIT jest wysoce innowacyjną formą opodatkowania i jego stosowanie poddawane jest ciągłej ewaluacji – informuje biuro prasowe Ministerstwa Finansów.

Według Bartosza Rodaka, największą barierą w zakresie wejścia w tzw. estoński CIT jest konieczność posiadania struktury właścicielskiej opartej wyłącznie o osoby fizyczne. Udziałowcy lub wspólnicy spółki nie mogą być osobami prawnymi. Ekspert przekonuje, że to wyklucza wiele firm z tej formy opodatkowania. Przed wejściem w opisywany mechanizm często konieczne jest przeprowadzenie restrukturyzacji i np. wykluczenia pewnych podmiotów ze spółek. To może być kosztowne, szczególnie jeśli wspólnik, będący osobą prawną, jest wprowadzony do spółki celem ograniczenia ryzyka gospodarczego i zabezpieczenia majątku prywatnego albo też stanowi wehikuł, przez jaki do firmy wprowadzany jest inwestor zewnętrzny.

– W Estonii ryczałt odniósł sukces, a tam nie ma znaczenia, czy udziałowcami są osoby fizyczne, czy też inne spółki. Inwestująca spółka-wspólnik wspiera rozwój, a to jest przecież nadrzędnym celem rozwiązania estońskiego. Chcąc odnieść sukces, powinniśmy naśladować tamtejsze zasady. Liberalizacja w zakresie obostrzeń jest potrzebna, gdyż niektóre wymogi wydają się niewystarczająco uzasadnione, aby nadal stanowiły ograniczenie – mówi ekspert podatkowy Ewa Flor.

Z kolei według mec. Rodaka, w pierwszej kolejności powinny być zniesione ograniczenia dla firm działających w strukturach holdingowych. Drugą zmianą, która zachęciłaby do ryczałtu, mogłoby być złagodzenie wymogów dla podmiotów powiązanych. Szczególnie jeśli oba rozliczają się w ramach estońskiego CIT-u. Założeniem powinno być dążenie do ograniczenia obowiązków dokumentacyjnych względem nich.

– Rezygnacja z wymogu zatrudnienia pracowników pozwoliłaby większej liczbie firm skorzystać z tej formy opodatkowania. Estoński CIT jest atrakcyjny i korzystny dla podmiotów, które chcą się rozwijać oraz inwestować swoje środki, bez ich bieżącego wypłacania na rzecz wspólników. Z punktu widzenia aktualnego stanu w gospodarce estoński CIT daje możliwość rozwoju inwestycji – podsumowuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

CPI na ustach wszystkich

Wczorajsze “minutki” FOMC zgodnie z oczekiwaniami potwierdziły to wszystko, co w ostatnim czasie powtarzają przedstawiciele Fed-u – przywrócenie inflacji do celu 2 proc. jest najwyższym priorytetem. W tym kontekście oczywiste jest, że dzisiejsze dane o wrześniowym CPI znajdują się w centrum uwagi inwestorów.

W ostatnich dniach dolar ponownie znacząco się umocnił – częściowo za sprawą jastrzębich wypowiedzi członków FOMC (choć znalazły się także nieco łagodniejsze stwierdzenia u prezesa Fed z Minneapolis) – to pomimo to nadal istnieje przestrzeń do ruchu aprecjacyjnego na USD. Obecne poziomy inflacji znajdują się tak daleko od celu, że musielibyśmy zobaczyć znaczny spadek, żeby wywołać większą deprecjację na dolarze. Nieznacznie niższy od oczekiwanego wynik nie powinien zaszkodzić „zielonemu”. Natomiast znacznie wyższa liczba prawdopodobnie spowoduje ponowny wzrost waluty, ponieważ zwiększa ryzyko utrwalenia się inflacji na wysokim poziomie – czyli dokładnie to, czemu Fed próbuje zapobiec. Taki scenariusz zwiększy prawdopodobieństwo dalszych agresywnych kroków Rezerwy Federalnej.

Presja cenowa w USA łagodnieje ale ten proces następuje bardzo powoli. Jest szansa, że zobaczymy spadek inflacji zasadniczej do 8,1 proc. Prognozy wskazują też, że najprawdopodobniej dynamika cen po wyłączeniu cen żywności i energii po raz kolejny pokaże wyższą wartość (6,5 proc.) niż przed miesiącem. Ten skok jest argumentowany wzrostem czynszów. Pamiętajmy, że koszty mieszkaniowe są najważniejszą pozycją w koszyku dóbr. Z kolei spadek cen używanych aut będzie nieco tłumił wynik. W średnim okresie dane z sektora nieruchomości wskazują na nieco wolniejszy wzrost czynszów, co może stopniowo zmniejszać bazową presję inflacyjną. Perspektywy dla inflacji zasadniczej są lepsze. Tutaj dalszy spadek cen benzyny łagodzi sytuację. Ponadto wzrost cen żywności powinien powoli tracić impet.

Wracając do protokołu z posiedzenia FOMC w dniach 20-21 września, na którym Fed podwyższył stopę o 75 pb, stwierdzono, że urzędnicy Fed podkreślają potrzebę utrzymania kursu, nawet jeśli stopa bezrobocia wzrośnie oraz opowiadają się za osiągnięciem restrykcyjnych poziomów w najbliższym czasie i utrzymaniem ich przez jakiś czas. Stwierdzono, że koszty podjęcia zbyt małych działań w celu obniżenia inflacji prawdopodobnie przewyższają te koszty, które będą skutkiem mocnego zacieśniania. Jednocześnie w protokole odnotowano, że wielu uczestników zauważyło, że szczególnie w obecnym wysoce niepewnym globalnym środowisku gospodarczym i finansowym, ważne będzie skalibrowanie tempa dalszego zacieśniania polityki w celu złagodzenia ryzyka znacznego negatywnego wpływu na perspektywy gospodarcze.

Kontrakty terminowe (Federal Funds Futures) nadal wyceniają 96 proc. szans na czwartą z rzędu podwyżkę o 75 pb 2 listopada, co wyniesie górną granicę przedziału stóp Fed do 4 proc.. Rynek zakłada również również kolejny wzrost kosztu pieniądza o 54 pb w grudniu. Zobaczymy, jak te oczekiwania zmienią się po raportach o CPI i sprzedaży detalicznej.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Marcin Walendowski nowym Dyrektorem Zarządzającym ds. Finansów w MediaMarktSaturn Polska

Z początkiem września Marcin Walendowski objął stanowisko Dyrektora Zarządzającego ds. Finansów w MediaMarktSaturn Polska. Jest on również członkiem zarządu firmy.

Marcin Walendowski zastąpił w tej funkcji Wojciecha Wierońskiego, który zdecydował się na kontynuowanie kariery zawodowej poza strukturami firmy.

Marcin Walendowski rozpoczął pracę w MediaMarktSaturn w 2018 roku jako Dyrektor Projektów Strategicznych i był odpowiedzialny za strategię oraz transformację firmy, a także zarządzanie kluczowymi projektami. Ma wieloletnie doświadczenie w obszarze finansów, doradztwa i audytu, które zdobył m.in. w firmie Ernst & Young. Jest absolwentem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego oraz licznych programów i kursów na międzynarodowych uczelniach, m.in.  Massachusetts Institute of Technology, Harvard Business School i Berkeley University.

Cieszę się, że Marcin dołączył do zarządu firmy. Dzięki swojej szerokiej wiedzy na temat naszej organizacji oraz znajomości rynku będzie nas wspierał w dalszej realizacji strategii biznesowej. Oferujemy pracownikom szerokie możliwości rozwoju zawodowego i awansu, Marcin jest tego doskonałym przykładem – mówi Andrzej Jackiewicz, Prezes Zarządu MediaMarktSaturn Polska.

MediaMarktSaturn Polska należy do MediaMarktSaturn Retail Group (MMSRG), europejskiego lidera na rynku dystrybucji elektroniki użytkowej. W Polsce prowadzi sieć sklepów MediaMarkt oraz sklep internetowy mediamarkt.pl. Marka wychodzi naprzeciw potrzebom użytkowników nowych technologii, oferując bogatą ofertę produktów i związanych z nimi usług.

Grupa Murapol pozyskuje 550 mln zł na rozwój działalności deweloperskiej

Grupa Kapitałowa Murapol zrefinansowała całkowite dotychczasowe zadłużenie i pozyskała nowy kredyt od konsorcjum Banku Pekao SA i Santander Bank Polska SA w wysokości 550 mln zł.

Murapol realizuje plan racjonalizacji struktury finansowania wspierający zrównoważony rozwój ogólnopolskiej działalności. Umowa kredytowa obejmuje 3-letni okres finansowania.

Grupa Murapol zyskała partnerstwo dwóch silnych instytucji bankowych – Banku Pekao SA oraz Santander Bank Polska SA, w formie refinansowania konsorcjalnego w łącznej kwocie 550 mln zł. Na zrefinansowanie obecnego długu zostanie przeznaczona kwota 300 mln zł, z kolei kwota w wysokości 250 mln zł Murapol przeznaczy na finansowanie dalszego rozwoju operacyjnego Grupy.

Cieszymy się, że nasi bankowi partnerzy docenili wysoki potencjał GK Murapol. W tych niewątpliwie trudnych dla branży czasach, ograniczonego dostępu do kredytów hipotecznych, istotnych spadków sprzedaży nowych mieszkań oraz ogólnej niepewności klientów, GK Murapol udowadnia swoją odporność na kryzys, jednocześnie inwestując
w przyszły rozwój. Tym samym pragnę podziękować naszemu konsorcjum bankowemu tj. Bankowi Pekao SA i Santander Bank Polska SA za dogodne i elastyczne warunki nowego finansowania działalności Grupy Murapol, które udało nam się wspólnie wypracować. Pozyskane środki posłużyły całkowitemu refinansowaniu obecnego zadłużenia i pozwolą na dalsze umocnienie wiodącej pozycji Grupy Murapol na polskim rynku deweloperskim poprzez inwestycje w bank ziemi oraz bieżące projekty deweloperskie.
– mówi Przemysław Kromer, CFO i członek zarządu Grupy Murapol.

Zakończony z sukcesem projekt refinansowania pozwala utrzymać koncentrację całego długu Grupy w jednym konsorcjum bankowym oraz zachować elastyczność wykorzystania środków ze względu na otwarty charakter finansowania. Agentem konsorcjum jest Bank Pekao SA, który współpracował z Grupą Murapol w ramach poprzedniego refinansowania, a obydwa banki doskonale poznały Spółkę, jej model biznesowy i unikatowe atrybuty podczas podejścia do IPO w 2021 roku.

– Jesteśmy bardzo dumni ze sprawdzającego się w okresach dekoniunktury modelu działania Grupy Murapol, o czym świadczą przede wszystkim znakomite na tle branży wyniki operacyjne. Zaufanie wiodących banków i bezprecedensowa w historii Grupy kwota kredytu jednoznacznie potwierdzają, że jesteśmy na właściwej drodze. – dodaje Przemysław Kromer.

W ciągu trzech kwartałów 2022 r. GK Murapol charakteryzowała mocna sprzedaż do klientów detalicznych wsparta transakcjami na rzecz PRS. W okresie od stycznia do września br. Grupa Murapol sprzedała 2665 lokali mieszkalnych, w tym 2091 klientom detalicznym, zaś 574 w formule design&build na rzecz PRS. W analizowanym okresie deweloper przekazał klucze łącznie do 2649 lokali, a w tym 444 kluczy zostało wydanych do lokali w ramach projektów PRS. Grupa wprowadziła do oferty 2106 nowych mieszkań w 9 miastach w Polsce.

FPP proponuje rządowi pakiet energetyczny

W związku z aktualną sytuacją energetyczną, w jakiej znajduje się Polska i Europa – czyli dynamicznie rosnące ceny prądu, gazu, węgla, a także obawy o dostępność prądu i nośników energii – Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) zwróciła się do strony rządowej z szeregiem postulatów, które powinny wspomóc polskich przedsiębiorców i polskie zakłady. Rozwiązania proponowane przez FPP pozwolą na to, aby towary były dostępne  się na półkach dla konsumentów, a usługi nie zostały drastycznie ograniczone. Federacja Przedsiębiorców Polskich proponuje również szereg rozwiązań długo i średnioterminowych. Przede wszystkim dotyczących odnawialnych źródeł energii. Chodzi o liberalizację zasady 10H, która ogranicza budowę lądowych farm wiatrowych – projekt takiej ustawy znajduje się już w Sejmie. Należy też dopuścić inwestycje w sieci przesyłowe i uznać je za inwestycje celu publicznego. Isotne jest zmniejszenie utrudnień proceduralno-biurokratycznych, aby te inwestycje będą mogły nastąpić szybciej. Warto również ułatwiać, a nie utrudniać rozwój fotowoltaiki – z czym mamy do czynienia w ostatnich miesiącach.

– Wśród naszych postulatów oczywiście znajduje się pomysł, by zamrozić ceny energii – czyli wypracować mechanizm, który pozwoli zablokować rosnące ceny energii elektrycznej, ceny gazu, a także zapewni dostawy surowców i prądu do przedsiębiorców. Zaproponowaliśmy powołanie specjalnego zespołu składającego się z przedstawicieli strony rządowej i pracodawców, który na bieżąco zawiadywałby kryzysem energetycznym w taki sposób, żeby przedsiębiorcy i gospodarka mogli funkcjonować w sposób pozbawiony zakłóceń, lub chociaż w jak najmniej zakłóconym stopniu – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Zwróciliśmy się także z apelem do Pani Marszałek Sejmu, aby nadać projektowi ustawy o liberalizacji zasady 10H numer druku i rozpocząć sejmowy etap prac nad tym projektem. To jest przedłużenie rządowe – dlatego nie widzimy powodów, żeby bardziej zwlekać, a projekt został już zgłoszony w połowie lipca. Co więcej, proponujemy, żeby odblokować możliwość realizacji linii bezpośrednich. To są linie, które łączą bezpośrednio zakłady wytwórcze energii i instalacje OZE z przedsiębiorcą, z zakładem produkcyjnym – z pominięciem szeroko rozumianych sieci przesyłowych powszechnie dostępnych. Natomiast nie zapominamy również o sieciach przesyłowych. Tutaj potrzebne są bardzo duże inwestycje, ponieważ sieci są najczęściej przestarzałe, dosyć wiekowe. To generuje duże straty w przesyle. Sieci nie są też dostosowane do obecnych wyzwań, czyli podłączania instalacji OZE – w związku z tym jest bardzo dużo odmów o przyłączenie takich instalacji. Należy też sięgnąć wreszcie po środki z KPO. To są dziesiątki miliardów euro, które są dostępne, czekają na decyzje rządu – a 40% z nich przeznaczonych jest na zielone inwestycje. To zapewniłoby pieniądze na rozwój OZE, elektromobilność, paliwa alternatywne, a także – i to w obliczu sezonu jesienno-zimowego jest kluczowe – na termomodernizację i efektywność energetyczną. Sięgnijmy po te pieniądze – apeluje Wołejko.

Kuszenie słońcem, mankamenty do cienia. Kto kupuje nieruchomości w Hiszpanii?

Od ponad pół roku, słyszymy o sporym zainteresowaniu zakupem drugiego domu na południu Europy, gdzie w inwestowaniu króluje Hiszpania. Jak się okazuje, większość rodaków z dużym dystansem podchodzi do reklam mówiących o trzystu słonecznych dniach w roku lub wizjach bezproblemowego nadmorskiego raju na Ziemi. 

Pamiętamy, że Hiszpania znacznie ucierpiała podczas ostatniego światowego kryzysu finansowego i następującego po nim od roku 2009, krachu na rynku nieruchomości, gdy tamtejsze ceny spadły — jak obliczył Banco de España — nawet o blisko 40 proc.Jednak w ostatnich latach tamtejszy rynek ustabilizował się i powraca do formy, a to dzięki dużemu udziałowi inwestorów zagranicznych, którzy lokują swój kapitał i płacą wysokie podatki. Dla przykładu w dwóch kwartałach br. operacje cudzoziemców w Hiszpanii przekroczyły rekordowe 20 tys. transakcji. W okresie od stycznia do marca nabyli oni 21 638 nieruchomości, a od kwietnia do czerwca 24 029. W poprzednio najlepszym roku 2018 zakup domów i apartamentów przez obcokrajowców wynosił tam ponad 65 tys. transakcji, a średnia kwartalna stanowiła ponad 16 tys.

Punkt zwrotny na rynku nieruchomości

Jak ocenia amerykańska agencja ratingowa S&P Global Ratings, w mieszkaniówce nadszedł punkt zwroty i chociaż ceny w nadchodzącym okresie będą nadal rosły, to boom na rynku spadnie. W Hiszpanii ceny apartamentów i domów wzrosną średnio o 4,6 proc. w 2022 r., następnie ten trend ustabilizuje się do 4 proc. w 2023 r.; 3,5 proc. w 2024 i 3,2 proc. w 2025. Wystudzenie rynku nieruchomości mieszkaniowych tłumaczy się rosnącym oprocentowaniem kredytów hipotecznych oraz inflacją, a finalnie faktem, iż ludzie po prostu mają mniej pieniędzy i nie mogą ich pożyczać. Również według Eurostatu, Hiszpania znajduje się poniżej średniego wzrostu cen mieszkań w strefie euro, gdzie podobnie jak w całej Europie w ostatnich miesiącach widoczne jest wypłaszczenie wartości. Porównując drugi kw. 2022 r. z rokiem 2010 ceny domów wzrosły w 24 państwach członkowskich UE, a w trzech spadły. Ponad dwukrotnie zwiększyły się w Estonii (+196 proc.), na Węgrzech (+168 proc.), Luksemburgu (+135 proc.), Łotwie (+131 proc.), Litwie i Czechach (w obu przypadkach +130 proc.) oraz Austrii (+121 proc.). Natomiast spadki zaobserwowano w Grecji (-23 proc.), Włoszech (-8 proc.) i na Cyprze (-6 proc.).

Według statystyk Hiszpańskiego Rejestru Nieruchomości w I połowie br. odnotowano rekordową sprzedaż 328 208 apartamentów i domów, to poziom nienotowany od 2008 r. Jednym z powodów, tak dobrego wyniku było duże zainteresowanie zakupami przez nabywców z zagranicy. Już w drugiej połowie 2021 r., ceny nieruchomości znacznie wzrosły na hiszpańskim wybrzeżu, natomiast pozostały umiarkowane w Madrycie. To właśnie archipelagi Alicante i Malaga stanowią miejsca największego zainteresowania obcokrajowców. Udział zagranicznych transakcji wynosi tam odpowiednio Costa Blanca w Alicante — 42,2 proc., Santa Cruz de Tenerife — 38,3 proc., Baleary — 34,6 proc., Malaga 32,8 proc., prowincja Las Palmas — 26,6 proc., Girona — 26,3 proc. oraz Almería — 20,2 proc. Costa Blanca jest zwykle preferowana ze względu na najniższe ceny, podczas gdy Costa del Sol ma od zaoferowania najbogatszą ofertę. Najbardziej poszukiwane są mieszkania dwu i trzypokojowe oraz domy w zabudowie bliźniaczej, z tarasem, basenem i wspólnym ogrodem, a wszystko w obszarach turystycznych, położone blisko plaży lub pola golfowego. Najczęściej powtarzającym zagranicznym profilem, są nabywcy w wieku od 45 do 60 lat, szukający „drugiego domu” tj. mieszkania w historycznym centrum, lub willi w strefie nadmorskiej.ceny nieruchomości za granicą

Polacy zdystansowani

Eksperci zauważają, że obecne duże zainteresowanie inwestorów zagranicznych i dobre wyniki kwartalne związane są z postpandemiczną kumulacją zakupów, wśród klientów, którzy przez restrykcje i lockdown nie mogli wcześniej dokonać transakcji oraz obecną siłę dolara w stosunku do euro, szczególnie dla nabywców z USA.

Narodowościami, które kupiły najwięcej domów i mieszkań w Hiszpanii w okresie od kwietnia do czerwca br., byli Brytyjczycy — 9,8 proc., 2310, następnie Niemcy — 9,1 proc., 2140, Francuzi — 6,6 proc., 1560, Marokańczycy — 4,9 proc., 1160, Belgowie — 4,9 proc., 1155, Rumuni — 4,8 proc., 1150, Holendrzy — 4,8 proc., 1130 i Włosi — 4,6 proc., 1080. Z kolei jak obliczyli ekonomiści Pekao, Polacy kupili tam w całej pierwszej połowie 2022 r. łącznie 1,270 mieszkań i domów, co stanowi 3.1 proc. udziału wśród zagranicznych nabywców mieszkań — vs. 1.6 proc. w porównywalnym okresie przed pandemią.

Choć wybuch wojny w Ukrainie spowodował początkowo duży wzrost zainteresowania kupnem nieruchomości w Hiszpanii, to od strony realnych transakcji Polacy są wciąż na końcu listy inwestorów. W ostatnich latach znacznie spadło też zainteresowanie Brytyjczyków, którzy stanowili największą grupę nabywców apartamentów i domów, osiągając w 2015 r. poziom powyżej 20 proc., udziału we wszystkich operacjach wśród zagranicznych nabywców. Natomiast od końca 2020 r. zanotowano już trzy kwartały, w których nie przekraczał on 10 proc. Prognozowane spowolnienie w dalszej części roku ma wynikać ze względu na obecny kryzys ekonomiczny i kontekst niepewności, przy wciąż wysokiej inflacji, podwyżkach stóp procentowych zarówno w UE, jak i w Stanach Zjednoczonych oraz gospodarczych konsekwencjach wojny w Ukrainie. Taka sytuacja jest o tyle, niebezpieczna, że rzeczywiste zachowanie jednostki wpływa na postawy całego rynku. Oznacza to, że jeśli wielu potencjalnych inwestorów oceni, że zbliża się spadek cen, mogą zdecydować się na czekanie, aż to nastąpi, aby dokonać lepszego zakupu. To powoduje, że maleje popyt. Ten sam mechanizm działa przeciwnie, gdyby klienci spodziewają się podwyżki. Natomiast ostatnia prognoza dla rynku nieruchomości na lata 2022 i 2023, hiszpańskiej firmy Bankinter, obniża początkowe zapowiedzi zwyżki cen w br. z szacowanych 2 proc. do 1 proc., co oznacza, że wzrosną one poniżej inflacji. W przyszłym roku prognozuje się, że ceny domów wzrosną tam o umiarkowany 1 proc., co oznacza spore spowolnienie, po wzroście o 6,4 proc. w roku 2021. Podobne wnioski zawiera Raport Strategii Inwestycyjnej „Análisis y Mercados”, który przewiduje ochłodzenie na rynku nieruchomości. Jeśli chodzi o transakcje mieszkaniowe, mogą one spaść w 2022 r. o 5 proc., po osiągnięciu rekordu sprzedaży w ubiegłym roku, kiedy to przekroczyły pół miliona.

Groźba banki spekulacyjnej?

Bańka na rynku nieruchomości to wzrost cen mieszkań napędzany dużym popytem, wydatkami spekulacyjnymi, aż do załamania. Mamy z nią do czynienia wtedy, gdy ceny osiągają wysokie poziomy. Chodzi o sytuację, gdy nie mają znaczenia dochody mieszkańców czy zysk, jaki można otrzymać z wynajmu. Zakupy dokonywane są tylko dlatego, że kupujący wierzą, że za chwilę będzie jeszcze drożej i chcą w ten sposób szybko uzyskać duży profit. W pewnym momencie popyt spada lub znajduje się w stagnacji, a podaż rośnie, co powoduje gwałtowny spadek cen – i pęknięcie bańki. Według raportów Banku Hiszpanii w latach 2000-2009 do istniejącego wówczas zasobu 20 mln doszło kolejne 5 mln nowych mieszkań. W tym czasie każdego roku budowano tam, więcej niż łącznie w Niemczech, Francji i Anglii. W 2009 r. na całym świecie eksplodowała ogromna bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, szczególnie silnie odczuwana w Hiszpanii, która z tego powodu była świadkiem głębokiej recesji gospodarczej i kryzysu politycznego. Jak obliczył Eurostat, w okresie od 2007 do 2008 r. Hiszpania była najbardziej dotkniętym krajem europejskim, w którym nastąpił, największy spadek stóp w budownictwie, a nowe inwestycje praktycznie stanęły.

Przed wielkim kryzysem firmy budowlane, główni beneficjenci wzrostu cen, a także inne sektory bezpośrednio związane z tą branżą, negowały istnienie bańki, budując „mit sukcesu” i twierdząc, że panuje „boom na hiszpańskim rynku nieruchomości”. Jednocześnie brak przejrzystości charakteryzujący tamtejszy rynek mieszkaniowy utrudniał dokonywanie rzetelnych ocen i analiz sytuacji. Po tym jednak jak w 2008 r. Hiszpański Narodowy Instytut Statystyczny ogłosił silny spadek kupna i sprzedaży mieszkań o 27 proc., i kurczenie się kredytów hipotecznych o 25 proc., eksplodowała bańka spekulacyjna, a rynek nieruchomości się załamał. Według depeszy ambasady Stanów Zjednoczonych w Madrycie z 2005 r. już wtedy można było ostrzec przed objawami bardzo dużego przeszacowania rynku. W latach 2007-2013 ceny nieruchomości w Hiszpanii spadły aż o 37 proc.

Eksperci oceniają, że badając dzisiejsze ceny nieruchomości i ich ewolucję w ciągu ostatniej dekady, zaobserwujemy, że po wieloletnim kryzysie wracają one do normy. Obecnie w Hiszpanii nie widać, przynajmniej tak dużej bańki spekulacyjnej, jak ta którą mieliśmy przy ostatnim kryzysie. Jednak oponenci pomysłu zakupu tam „drugiego domu”, twierdzą, iż za kwotę wydaną na jego nabycie można mieć dożywotnio wspaniałe wakacje all inclusive w wybranym miejscu globu, poznając świat i zwiedzając różne wspaniałe destynacje podróżnicze, a kupowanie inwestycyjne — na wynajem, wcale nie jest takie proste operacyjnie i może nie generować planowanych przychodów.

Kuszenie słońcem, mankamenty schowane do cienia

Sam proces zakupu nieruchomości w Hiszpanii wygląda zupełnie inaczej od tego, który obowiązuje w naszym kraju. Szczególnie łatwo jest napotkać trudności, gdy mamy do czynienia z innym systemem prawnym oraz umowami w nieznanym języku. Dla przykładu do najczęstszych „pułapek” przy zakupie nieruchomości należy pobieranie kaucji, ustalenie właściwej wysokość podatku oraz problemy z obiektami powstałymi poza planem i zabudowanymi nielegalnie. Jako zasadę powinno się przyjąć dodanie do ceny zakupu kwoty pomiędzy 12 a 18 proc. na pokrycie dodatkowych kosztów, m.in. podatków i opłat oraz uwzględnienia wahań kursów walut, które mogą przecież znacząco wpłynąć na ostateczny koszt transakcji.

W przeciwnym razie łatwo wpaść w problemy, a nawet stracić zaliczkę oraz zostać narażonym inne spore wydatki. Warto też pamiętać o kosztach umeblowania lub remontu. Nie dajmy się zwabić, podejrzanie atrakcyjnymi okazjami. Od czasów wielkiego kryzysu i dużych przecen, najbardziej kuszące nieruchomości już dawno znalazły nowych właścicieli. W ostatnim korzystnym sprzedażowo półroczu wyprzedano również najciekawsze oferty, a przez brak dostępu do atrakcyjnych gruntów pod nowe inwestycje, praktycznie tanie i dobrze położone obiekty nie są już dostępne.

Choć hiszpańscy notariusze są naturalnie specjalistami w dziedzinie prawa, a ich obecność przy każdej transakcji zawartej na rynku nieruchomości jest obowiązkowa, ale są zatrudnieni przez rząd i oficjalnie nie działają ani w interesie kupującego lub sprzedającego. Każdy akt notarialny podpisywany jest wyłącznie języku hiszpańskim. Ich rolą jest nadzorowanie i potwierdzenie dokumentów niezbędnych przy transakcji obrotu, sprawdzenie, że wszystkie niezbędne podatki zostały zapłacone i dokonano wpisu do ksiąg wieczystych. Dlatego jedynie wynajęty dodatkowo prawnik pomoże sprawdzić dokumentację przed jej podpisaniem, zbadać umowę sprzedaży, sprawdzić tytuły własności i wszystko inne, aby upewnić się, że jesteście odpowiednio chronieni. Korzystanie z usług adwokata przy zakupie nieruchomości w Hiszpanii nie jest obowiązkowe.

Warto pamiętać, że wszelkie opłaty związane z zakupem mieszkania w Hiszpanii ponoszone są głównie przez kupującego i obejmują m.in.:

  • podatek od przeniesienia własności — to na rynku wtórnym 6-10 proc. ceny zakupu;
  • na rynku pierwotnym do ceny doliczamy 10 proc. VAT (IVA) oraz 1,2-1,5 proc. podatku od czynności cywilnoprawnych tzw. AJD;
  • koszty notarialne — skala opłat określona jest przepisami prawa i naliczana odpowiednio do wartości nieruchomości;
  • podatek z tytułu posiadania gruntu i opłata za rejestrację 1-1,5 proc.;
  • opłaty prawne 1-2 proc.;
  • opłata za wpis do Ksiąg Wieczystych, jako przybliżoną regułę należy przyjąć 60 proc. opłaty notarialnej;
  • ew. prowizja adwokata ok. 1 proc. wartości transakcji + podatek VAT;
  • ew. opłaty związane z kredytem hipotecznym, wycena to ok. 600 euro, podatek od czynności prawnych 1,2 proc. kwoty hipoteki oraz prowizja pożyczkodawcy to zazwyczaj 1,5 proc. kapitału kredytu;
  • w przyszłości czeka też podatek od wzbogacenia, który wynosi dla obywateli Unii Europejskiej 19 proc. liczone od różnicy między ceną sprzedaży a ceną kupna nieruchomości.

Musimy także pamiętać o obligatoryjnym wyrobieniu numeru hiszpańskiej identyfikacji podatkowej tzw. NIE oraz założeniu konta w tamtejszym banku. Procedura zajmuje nawet do miesiąca, a wnioski trzeba wypełnić w języku hiszpańskim. Warto również pamiętać o przyszłych kosztach utrzymania wiążących się z posiadaniem nieruchomości na własność, takich jak m.in.: podatku od nieruchomości, opłatach za wywóz śmieci, do wspólnoty, za internet, prąd, wodę, TV, wynagrodzenia dozorcy, podatku od dochodu nierezydentna (IRNR) czy ubezpieczenia. Jeśli zamierzamy spędzać w Hiszpanii okres dłuższy niż sześć miesięcy w roku, będziemy uważani za rezydenta i w większości przypadków zobowiązani zapłacić tam podatek od swoich światowych dochodów. Natomiast w przypadku wynajmowania zakupionej nieruchomości, podatek dochodowy wynosi 19 proc. dla obywateli Unii Europejskiej i 24 proc. dla właścicieli spoza UE.

Warto też wiedzieć, że w Hiszpanii nie ma stałych opłat dla prawników czy pośredników w obrocie nieruchomościami. Wszelkie koszta ustalane są w zależności od regionu, w jakim nieruchomość zostanie zakupiona. Dla przykładu na Costa del Sol praktycznie wszystkie transakcje międzynarodowe odbywają się za pośrednictwem agencji, które reprezentują sprzedającego i kupującego, a potem dzielą między sobą honorarium, którego obowiązek zapłaty spoczywa na sprzedającym. Tamtejsza prowizja dla agencji nieruchomości waha się w przedziale od 3 do 6 proc. wartości transakcji.

Och, jak gorąco…

W Hiszpanii w latach 1998-2012 z powodu upałów umarło ponad 3,6 tys. osób rocznie, w najgorszym scenariuszu w latach 2035-2064 liczba ta ma wynosić ponad 14 tys. zgonów rocznie, a w latach 2070-2099 może się nawet podwoić. Najnowszy raport Organizacji Narodów Zjednoczonych na temat zmian klimatycznych mówi, że pomimo wprowadzenia środków w celu zmniejszenia skutków, Hiszpania nadal jest jednym z obszarów najbardziej dotkniętych globalnym ociepleniem. Od początku 2022 r. kraj ten był świadkiem 37 poważnych pożarów lasów, które zredukowały obszar ponad 200 tys. ha. Jednocześnie Hiszpania ma największe ryzyko pustynnienia w UE, a 75 proc. powierzchni jest już teraz uważane za suche lub półpustynne.

Zmiany klimatyczne w Hiszpanii spowodowane wzrostem temperatur w ciągu ostatnich kilku dekad wywołały zwiększenie corocznej częstotliwości fal upałów — dla przykładu, gdy w latach 1980-2000 wynosiły one od 10 do 12, to w okresie 2010-2020 liczba ta nasiliła się do 24. Również wydłuży się czas trwania upałów do co najmniej 41 dni ekstremalnego gorąca w 2050 r. lub, aż 50 dni w przypadku „czarnego” scenariusza. W porównaniu z falami upałów w latach 1971-2000, kiedy średnia liczba takich dni w roku wynosiła 21. Wśród szkodliwych skutków wymienionych w dokumencie ONZ wymienia się również apokalipsę roślinności i poważne ograniczenie odnawialnych źródeł wody. Raport ostrzega, że ​​głębokość plaż Morza Śródziemnego zmniejszy się o około metr; co dla przykładu już wywołuje jedną z największych erozji wybrzeża na Majorce. W rezultacie wpłynie to na struktury przybrzeżne, a także turystykę. Eksperci zwracają też uwagę, że im bardziej rośnie temperatura, tym więcej pieniędzy potrzeba na poradzenie sobie z negatywnymi skutkami i potrzebami.

Autor: Adam Białas jest ekspertem rynku nieruchomości, dyrektorem BIALAS Consulting & Solutions oraz dziennikarzem biznesowym

Frankowicze jeszcze poczekają – TSUE odracza wyrok

Na decyzję Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej czekali wszyscy Frankowicze. Trybunał zapoznał się z argumentami obu stron, zarówno kredytobiorców, jak i banków, finalny wyrok poznamy jednak dopiero za kilka miesięcy.

Rozprawa w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej 12 października br. zakończyła się odroczeniem wyroku.

– Po wysłuchaniu argumentów obu stron, TSUE uznał, że konieczne jest przemyślenie ostatecznego wyroku. Argumenty przedstawione przed Trybunałem potwierdzają, że roszczenia banków są nieuzasadnione. Dyrektywa konsumencka jednoznacznie stoi po stronie konsumentów i nie pozwala, aby banki zyskały na nieważnej umowie więcej, niż wyniosła kwota udzielonych kredytów.– mówi Marcin Szołajski, radca prawny, założyciel Szołajski Legal Group.

To nie pierwszy raz, kiedy spór pomiędzy bankami i Frankowiczami był poruszany na drodze prawnej.

– Trybunał z pewnością weźmie pod uwagę także orzeczenia polskich sądów, które zapadały do tej pory, a także swój wyrok w podobnej sprawie niemieckiej – które wyrokowały z korzyścią dla kredytobiorców. Oczekujemy zatem korzystnego orzeczenia w późniejszym terminie. – dodaje Marcin Szołajski.

Od finalnego wyroku zależą dalsze postępowania w sprawach kredytobiorców z bankami. Orzeczenie na korzyść Frankowiczów spowoduje najpewniej masowe pozwy o unieważnienie umów z bankami. Na wyrok musimy jednak jeszcze poczekać.

Bloober Team: The Medium trafia do usługi PlayStation Plus

The Medium, horror psychologiczny stworzony przez polskie studio Bloober Team, od 18 października dostępna będzie w ramach abonamentu PlayStation Plus. 

PlayStation Plus to płatna usługa, w ramach której użytkownicy konsoli otrzymują, zależnie od poziomu subskrypcji, między innymi możliwość grania online, streamowania gier, ekskluzywne zniżki, czy dostęp do biblioteki ponad 400 tytułów. Wcześniej, od momentu premiery 28 stycznia 2021, do lutego 2022 roku, gra była częścią zawartości usługi Game Pass.

W The Medium wcielamy się w medium, Mariannę, mającą moc przemieszczania się między światem żywych i umarłych, która próbuje odkryć tajemnicę śmierci dziecka sprzed lat. Tytuł szybko zdobył uznanie graczy i krytyków, z miejsca stając się jednym z najważniejszych reprezentantów w swoim gatunku. Na Gamescom 2020, największych w Europie targach gier, “The Medium” otrzymał nominację do najlepszej przygodowej gry akcji oraz najlepszej gry indie. Tytuł doceniono również na naszym rodzimym rynku. Podczas tegorocznej gali Digital Dragons, gra nominowana została w czterech kategoriach i zgarnęła trzy statuetki – za najlepszy polski design, najlepszy polski oryginalny soundtrack oraz dla najlepszej gry 2021 roku.

The Medium staje się rozpoznawalną marką, o czym świadczy niedawne nawiązanie współpracy z Platige Image, w ramach której powstanie serial na podstawie  gry. Platige Image jest polskim liderem produkcji i postprodukcji specjalizującym się w grafice komputerowej oraz animacji 3D. Ostatnie miesiące pokazują, że czas dla produkcji opartych o gry jest niezwykle pomyślny. Warto wspomnieć chociażby o bardzo dobrze przyjętych Cyberpunk: Edgerunners, przy premierze którego znacząco wzrosła sprzedaż gry CD Projekt RED, czy o Arcane, stworzonego na podstawie League of Legends, który otrzymał nagrodę Emmy. O to, by najnowsza produkcja również odniosła sukces świadczyć ma zaangażowanie profesjonalistów takich jak Platige i Tomasz Bagiński, który obok Piotra Babieno, będzie odpowiadać za nadzór kreatywny w produkcji.

Inwestorzy w blokach startowych

Rynek nieruchomości nie pozostaje obojętny na wydarzenia na świecie i zmiany w globalnej gospodarce. Nastroje wśród uczestników europejskich spotkań branżowych, w tym zakończonej kilka dni temu kolejnej edycji międzynarodowych targów Expo Real w Monachium, okazują się jednak być całkiem niezłe. Inwestorzy zachowują względny spokój.
Weryfikują procesy zakupowe, rewidując wcześniejsze oczekiwania co do planowanych transakcji. Obecna sytuacja rynkowa stwarza przestrzeń dla inwestorów oportunistycznych. Istotną zmianą, jaką obserwujemy jest zainteresowanie nowymi projektami deweloperskimi zgłaszane przez podmioty, które nabywały wcześniej jedynie gotowe aktywa. Branża łapie balans pomiędzy rosnącymi kosztami budowy i finansowania inwestycji oraz utrzymania nieruchomości, stawkami czynszowymi i spodziewanymi stopami kapitalizacji.

Kapitału inwestycyjnego na rynku od trzech lat nie brakuje. W obecnych warunkach fundusze mają jednak większe trudności z podejmowaniem decyzji o inwestycjach niż w poprzednich okresach spadku koniunktury, ponieważ analizy i wyceny w tak niestabilnej sytuacji, jak dzisiejsza trudniej jest oprzeć o rzeczowe dane i obiektywne kalkulacje.
Myślę jednak, że drastyczny wzrost kosztów pozyskania kapitału, z jakim musi mierzyć się rynek może zmobilizować do aktywniejszego działania niektórych inwestorów.

Czynnikiem stymulującym do inwestowania są też obecne stopy procentowe, które oznaczają potencjalnie zwiększenie przychodów z nieruchomości w wyniku indeksacji stawek czynszowych. Ceny najmu rosną, zarówno na rynku warszawskim, jak i miastach regionalnych, w których zwrot z inwestycji był zawsze wyższy niż w stolicy.

Rekordowo wysokie wskaźniki indeksacji

Duża inflacja w kraju i strefie euro powoduje, że wskaźniki indeksacji czynszu będą najwyższe od lat, co przełoży się także na wyższe przychody. Wzrost stawek czynszowych odzwierciedlają już większe wartości w wycenach. W Polsce podwyżki czynszu widoczne są najbardziej w logistyce, na rynku biur i w sektorze PRS. Jako najbardziej interesujące aktywa wybijają się natomiast retail parki, dalej biurowce, a następnie magazyny. Na te ostatnie apetyt najbardziej osłabł, mimo nadal utrzymującego się silnego popytu, historycznie najniższego poziomu pustostanów magazynowych oraz rekordowo dużej ilości powierzchni w budowie w całej Polsce.

W pierwszej połowie bieżącego roku, mimo bezprecedensowych wydarzeń i dynamicznej sytuacji geopolitycznej inwestorzy ulokowali w Polsce przeszło 40 proc. kapitału więcej niż rok wcześniej. W sferze ich zainteresowania znalazły się nieruchomości zlokalizowane na rynkach regionalnych, które oferują aktualnie znacznie większy dostęp do atrakcyjnych aktywów niż kilka lat temu. Trudno jednak prognozować, czy rynek inwestycyjny zamknie cały 2022 rok tak dobrym rezultatem, jak pierwsze półrocze. Decyzje muszą być bowiem podejmowane w warunkach wysokiej inflacji, rosnących stóp procentowych i cen energii.

Dłuższe procesy decyzyjne

Polska niezmiennie postrzegana jest jako stabilny rynek z coraz ciekawszymi zasobami nowoczesnej powierzchni, oferujący świetnie wykształconą kadrę. Oczy inwestorów, szczególnie z Azji i USA, zwrócone są jednak na wydarzenia rozgrywające się za naszą wschodnią granicą. Akcję inwestycyjną studzi też widmo globalnej recesji i kryzys energetyczny. To główne przyczyny wydłużania się procesów decyzyjnych, co w konsekwencji przełoży się prawdopodobnie na spadek wolumenów inwestycyjnych.

Konflikt w Ukrainie przyniósł destabilizację całej Europie. Turbulencje, jakie zafundował nam 2022 rok powodują, że inwestorzy na wszystkich europejskich rynkach liczyć się muszą z rosnącymi kosztami finansowania oraz budowy inwestycji, a także zmiennym poziomem popytu oraz spadkiem dostępności aktywów inwestycyjnych.

Wyhamowanie w mieszkaniówce

Po wyhamowaniu tempa produkcji w sektorze biurowym w naszym kraju, przyszła kolej na rynek mieszkaniowy. Największą ilość wstrzymywanych projektów w Polsce możemy obserwować dziś w segmencie mieszkaniowym, czego bezpośrednią przyczyną jest zamrożenie akcji kredytowych dla osób indywidualnych. Część firm deweloperskich zwolniła już bieg. Deweloperzy zmieniają plany, odkładają budowy lub po prostu sprzedają grunty z gotowymi pozwoleniami na budowę.

Poza spadkiem popytu na mieszkania i skokiem kosztów budowy, ogromne wyzwanie stanowi teraz również pozyskiwanie kapitału na realizację inwestycji oraz jego koszt. To wszystko zwiastuje nieuchronne załamanie koniunktury w mieszkaniówce i transformację sektora w kierunku wynajmu instytucjonalnego, który na naszym rynku jest segmentem o największym obecnie potencjale wzrostu. Nie spodziewałbym się jednak, że będzie to szybki proces i że zaowocuje spektakularnymi spadkami cen mieszkań.

Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz

Drożyzna materiałów budowlanych zwalnia. Pytanie, czy już na dobre?

Od wiosennej górki dynamiki cen materiałów budowlanych na rekordowym  średnim poziomie 34 proc. licząc rok do roku, we wrześniu tempo drożyzny spadło już do 22 proc., czyli o ponad jedną trzecią. Oznacza to utrzymywanie się procesu hamowania parametrów uciążliwej dla budowlanki materiałowej hossy już czwarty miesiąc z rzędu. Pytanie, czy taką sytuację możną już zakwalifikować jako wiarygodny sygnał powracania rynku do względnej normalności.

Rekordowy poziom dynamiki cen materiałów budowlanych rzędu 34 proc. rok do roku w tegorocznym kwietniu i maju, we wrześniu stopniał do 22 proc. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl oznacza to, że w relacji miesiąc do miesiąca większość pozycji z grup towarowych PSB z wolna tanieje już kolejny miesiąc z rzędu lub pozostaje na stałym poziomie cenowym. Dwunastopunktowa czteromiesięczna zniżka dynamiki oznacza już istotną korektę średniego tempa drożyzny liczonej rok do roku, pytanie jednak, czy to już stały trend.Wyk. 1 - Dynamika cen materiałów budowlanych

Tymczasem odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych z września autorstwa Grupy PSB przynosi utrwalenie tendencji zakomunikowanych w sierpniu. W dalszym ciągu jedyną pozycją taniejącą, tym razem już o 26 proc. w relacji rdr, pozostają płyty OSB i drewno. I pomyśleć, że jeszcze w grudniu ub. roku ta grupa towarowa była niekwestionowanym liderem wzrostów cen materiałów z wynikiem 63 proc. rdr.

Tym sposobem płyty OSB zamieniły się miejscami z cementem, który pod koniec ub. roku drożał o zaledwie 7 proc. rdr, plasując się na samym dole klasyfikacji wzrostów cen materiałów budowlanych. Obecnie cement i wapno z wynikiem 40 proc. rocznej zwyżki zajmują najwyższe miejsce na podium materiałowej drożyzny.Tab.1 - Dynamika wzrostów cen materiałów budowlanych

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl tego typu sytuacja może zapowiadać pojawienie się kolejnych niespodzianek w notowaniach cenowych innych grup towarowych. Po pęknięciu bańki cenowej na płytach OSB i drewnie, być może podobne rozstrzygnięcia zobaczymy w przypadku innych pozycji z katalogu materiałów budowlanych.

Notowania giełd surowcowych wyraźnie sugerują wyraźne wyczerpanie potencjału wzrostowego najważniejszych dla budowlanki pozycji ze stalą, miedzią czy tarcicą na czele. Z kolei surowce energetyczne bardziej skłaniają się ku stabilizacji cenowej niż kolejnym falom wzrostowym. A właśnie ceny energii i ich wpływ na produkcję materiałów budowlanych już w bezpośredniej perspektywie, to aktualnie największa rynkowa niewiadoma.

Jest wielce prawdopodobne, że obserwowane słabnięcie wzrostowej dynamiki cen materiałów budowlanych ma bezpośredni związek z sytuacją na pierwotnym rynku mieszkaniowym, na którym załamanie sprzedaży nowych mieszkań skutkuje coraz bardziej drastycznym ograniczeniem aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. Jak mianowicie zakomunikował GUS w swojej najnowszej informacji sygnalnej budownictwa mieszkaniowego, deweloperzy w sierpniu ruszyli z budową zaledwie 5,2 tys. lokali. Jest to zaskakująco słaby wynik, wyraźnie gorszy nawet od statystyk miesięcy lockdownu z 2020 roku, i nienotowany od kilkunastu lat.

Tymczasem w najnowszej historii ceny materiałów budowlanych w Polsce były skorelowane w pierwszym rzędzie z parametrami segmentu inwestycyjnego rynku mieszkaniowego, publikowanymi co miesiąc przez GUS. Rosnące wolumeny nowych budów mieszkaniowych oraz pozwoleń na budowę napędzały rynek materiałów budowlanych i ich ceny, i vice versa. Jeżeli tego typu teza jest prawdziwa, oznaczałoby to po pierwsze zwrot rynków ku normalności, po drugie natomiast dalsze stopniowe wytracanie impetu drożyzny materiałów budowlanych w kraju.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Firmy chcą być postrzegane jako odpowiedzialnie, ale w swoich działaniach są niewiarygodne

Choć firmy coraz częściej mówią o swoim zaangażowaniu w odpowiedzialny biznes, to wyniki badania ARC Rynek i Opinia wskazują, że zdaniem dużej części konsumentów nie jest to zaangażowanie wystarczające. Dotyczy to zarówno tych przedsiębiorstw, które mogą pochwalić się konkretnymi rozwiązaniami z tego zakresu, jak i tych, które do tej pory nie angażowały się w zrównoważony biznes.

Aż 46 proc. zbadanych przez ARC Rynek i Opinia[1] konsumentów twierdzi, że firmy niewystarczająco angażują się w działania społeczne i środowiskowe, a aż 38 proc. nie wierzy w ich dobre intencje. Konsumenci dobrze przyglądają się markom. Ponad połowa z nich przyznaje, że zdarzyło im się zrezygnować z produktu czy usługi, bo firma nie zareagowała na poważny problem społeczny. Taka postawa jest zdecydowanie bardziej charakterystyczna dla osób z młodszych grup wiekowych: od 18 do 24 lat (46 proc.) oraz od 25 do 34 lat (48 proc.).

Warto też zaznaczyć, że aż 39 proc. respondentów wybrało kiedyś usługę czy produkt ze względu na zaangażowanie społeczne marki.

– Firmy chcą być postrzegane jako odpowiedzialnie i zaangażowane społecznie. Jednak wyniki badania omnibusowego pokazują, że albo nieumiejętnie komunikują to, co robią, albo są w swoich działaniach niewiarygodne – komentuje Rafał Grzeszkowski, Dyrektor Kreatywny, Partner Communication Unlimited.

Czego oczekuje konsument

Prezentowane statystyki to wstęp do badania „Dobry Biznes”, wspólnego projektu agencji Communication Unlimited oraz firmy badawczej ARC Rynek i Opinia. Jego wyniki będą przedstawione w styczniu 2023 roku w specjalnym raporcie, który uwzględniać będzie opinie konsumentów, przedstawicieli biznesu oraz ekspertów  (przedstawicieli organizacji, NGO, dziennikarzy, naukowców). Patronat nad badaniem objęła niezależna organizacja Superbrands Polska.

Połączenie perspektywy konsumentów, przedstawicieli firm i ekspertów pozwoli na szerokie spojrzenie na kwestie zaangażowania poszczególnych marek. Raport odpowie na wiele nurtujących pytań, jak np. jakie marki w swojej kategorii są najsilniej kojarzone z działaniami z zakresu zrównoważonego wzrostu, jakie działania są najbardziej oczekiwane przez konsumentów poszczególnych kategorii produktów czy jakie konkretne działania ESG są najbardziej znane i doceniane przez ekspertów oraz liderów opinii – mówi Grzegorz Sygnowski, Senior Project Manager ARC Rynek i Opinia.

Czym jest dobry biznes

O społecznym zaangażowaniu firm mówi się najczęściej w kontekście działań ESG (Environmental, Social and Corporate Governance) i konieczności ich raportowania przez firmy.

– My chcemy mówić o dobrym biznesie firm, w rozumieniu nie finansowym, ale społecznym. Dobry biznes to coś więcej niż działania ESG czy CSR. Dobry Biznes jest naturalną konsekwencją działalności firm, poważnego i odpowiedzialnego myślenia o produktach, usługach,  klientach, pracownikach i interesariuszach. Wspiera budowanie firmy i jej reputację, o ile wsparty jest odpowiednimi działaniami komunikacyjnymi. Tylko takie podejście będzie skutecznie budować wiarygodność marki w oczach wszystkich grup interesariuszy – mówi Rafał Grzeszkowski.

Największym wyzwaniem, jakie stoi dziś przed autorami strategii biznesowej, jest łączenie kwestii ekonomicznych z odpowiedzialnym biznesem. Budowanie zaufania i reputacji swojej marki poprzez rozwijanie dialogu z klientami, społecznościami, inwestorami. Firmy postrzegane jako liderzy Dobrego Biznesu mają silniejszą pozycję przetargową, jeśli chodzi o pozyskiwanie inwestycji, inicjowanie nowych działań, wejście na nowe rynki.

W dzisiejszych czasach nie wystarczy świetny produkt. W rywalizacji o serca konsumentów i partnerów biznesowych wygrywają te brandy, które wspierają ważne wartości. Dziś marketing potrzebuje autentyczności i docenienia sensu robienia „dobrego biznesu”. To nie jest pomysł na kampanię marketingową, to powód, dlaczego ludzie wybierają pracę w danej firmie, kupują jej produkty i prowadzą z nią interesy – mówi Nina Kowalewska-Motlik, Prezeska Zarządu New Communications, partnera Superbrands w Polsce.

Badanie „Dobry Biznes” będzie realizowane w ostatnim kwartale 2022 i powtarzane co roku (jeden pomiar rocznie). Marki (firmy), które wezmą udział w badaniu, będą mogły wykorzystywać jego wyniki w swojej komunikacji marketingowej i PR.

Badanie „Dobry Biznes” zostanie przeprowadzone wśród trzech grup:

  • konsumenci (18-65 lat) – próba 3000 osób, metoda CAWI
  • eksperci (przedstawiciele organizacji, NGO, dziennikarze, pracownicy uczelni) – próba 50 osób, metoda CATI
  • biznes (B2B) – firmy, metoda IDI

O przytoczonym badaniu

Wyniki przytoczone w niniejszej informacji prasowej pochodzą z badania omnibusowego zrealizowanego
w czerwcu 2022 metodą CAWI (badania online) na panelu internetowym ePanel.pl (N=1021). Próba reprezentatywna pod względem płci, wieku, wielkości miejscowości zamieszkania, wykształcenia oraz regionu GUS próba populacji Polaków w wieku 18-65 lat.

[1] Badanie Omnibus ARC Rynek i Opinia (maj 2022)

Inflacja znów rośnie. Jest szansa na osłabienie dolara

Ledwo zdążyliśmy zmartwić się tym, że inflacja w Polsce osiągnęła poziom Czech, a już Czesi w tym niechlubnym wyścigu nam uciekają. Nasza rywalizacja została jednak dostrzeżona przez Węgrów, których wskaźnik wzrostu cen wzrósł o 4,5 punktu procentowego w ciągu miesiąca.

Eksplozja inflacji na Węgrzech

Większość analityków spodziewała się, że inflacja na Węgrzech przyspieszy. Przewidywano duży wzrost, bo z 15,6% na 19,4%. Faktycznie, okazało się, że odczyt wyniósł 20,1%. Na pierwszy rzut oka wydaje się to absurdalnie dużo. Jest to jednak dopiero 4. wynik w Unii Europejskiej. Wyższe rezultaty pokazują wszystkie państwa nadbałtyckie na północny-wschód od Polski. Należy pamiętać, że Węgry zakończyły na razie cykl podwyżek stóp procentowych. Doszły one on do imponujących wartości 13%, ale równie imponujący, był poziom amortyzowania tego procesu dla społeczeństwa. W rezultacie efekt mizerny. To właśnie dlatego, rynki zinterpretowały te dane jako niekorzystne dla forinta. Nie można się zatem dziwić, że euro jest znów najsilniejsze względem forinta w historii.

Czesi również pod presją

Praga to kolejna stolica, gdzie mają problem ze wzrostem cen. Naszym południowym sąsiadom wydawało się, że cykl podwyżek stóp procentowych dobiegł już końca i teraz trzeba już tylko czekać na efekty. Okazuje się, że może wcale tak być nie musi. Skok z 17,2% na 18% nie jest tak bolesny, jak na Węgrzech, ale z pewnością daje do myślenia. Tym bardziej, że miesiąc temu, Czesi zanotowali spadek inflacji. Teraz kolejne maksimum od początku lat 90-tych nie może cieszyć. Należy oczywiście pamiętać, że kredyty na stałą stopę procentową były w Czechach znacznie popularniejsze niż w Polsce, stąd wpływ podwyżek jest niższy.

Co w USA?

W nadchodzących dniach poznamy dwa ważne odczyty z USA. Dzisiaj będzie to wzrost cen producentów (PPI). Jutro, wzrost cen konsumentów (CPI). To właśnie od inflacji, zarówno producenckiej, jak i konsumenckiej, bardzo mocno będzie zależeć listopadowa decyzja w sprawie stóp procentowych. Obecnie rynki wyraźnie wskazują na podwyżkę o imponujące 0,75%. Gdyby inflacja spowolniła, możliwy jest scenariusz podwyżki o 0,5%. W tym scenariuszu byłby to sygnał, sugerujący osłabienie dolara. Moglibyśmy wówczas ponownie obserwować powrót dolara w okolice euro. Miałoby to również prawdopodobnie pozytywny wpływ na złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja producencka,
20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

W 2023 roku wzrosną limity podatkowe

Kurs euro w pierwszy dzień roboczy października 2022 r. (3. dnia miesiąca), wyniósł 4,8272 zł. W 2021 r. 1 października wartość euro była niższa – 4,5941 zł. Oznacza to, że w 2023 roku wzrosną limity podatkowe. 

Tzw. limity podatkowe określają górną granicę kwot, po przekroczeniu których firmy tracą pewne przywileje – np. możliwość kwartalnego opłacania podatku lub rozliczania według uproszczonej księgowości. Dlatego też przedsiębiorcy powinni uważnie monitorować swoje przychody, ponieważ przekroczenie limitów może przynieść ze sobą negatywne skutki.

Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych

Przy stosowaniu tej formy opodatkowania obowiązuje limit przychodów z roku poprzedniego. Dlatego jest to rozwiązanie przeznaczone dla przedsiębiorców, którzy kontynuują prowadzenie działalności.

Limit podatkowy dla ryczałtu wynosi 2 mln euro. Podatnicy, którzy w 2023 roku będą chcieli nadal rozliczać się w ten sposób, mogą to zrobić jeśli ich przychód w 2022 r. nie przekroczy 9 654 400 zł. W przypadku spółek jawnych i cywilnych do limitu wlicza się przychód wszystkich wspólników.

Podatnicy rozliczający się ryczałtem mogą też opłacać należny podatek kwartalnie. W tym przypadku obowiązuje limit przychodów osiąganych w kwartale – 250 tys. euro, czyli 965 440 zł.

W przypadku ryczałtowców pilnowanie limitów jest o tyle ważne, że w przypadku przekroczenia ich automatycznie przechodzą na rozliczenie według skali podatkowej, która jest progresywna, a drugi próg wynosi aż 32%. Dlatego przedsiębiorca, który zapomni o weryfikacji przychodów po roku podatkowym, może wpaść w pułapkę drugiego progu. Widząc, że osiągnięty przychód przekroczył limit dla ryczałtu, powinien zdecydować się na przejście na podatek liniowy w wysokości 19% i złożyć samodzielnie odpowiednie oświadczenie.

Kwartalne opłacanie podatku VAT

Podatek może być opłacany kwartalnie tylko przez przedsiębiorców posiadających status tzw. małego podatnika, który określany jest limitem przychodów z poprzedniego roku. Obecnie limit ten wynosi 1,2 mln euro, czyli 5 793 000 zł. Co istotne: z kwartalnego opłacania VAT-u można skorzystać dopiero po 12 miesiącach od dnia rejestracji do VAT.

Obecnie planowane są zmiany w zasadach rozliczania VAT w ramach tzw. pakietu SLIM VAT 3. Propozycje zakładają zwiększenie limitu przychodu dla przedsiębiorców ze statusem małego podatnika z 1,2 mln do 2 mln euro, czyli z niecałych 6 mln do 9 654 000 zł.

Podatnicy rozliczający się według uproszczonej księgowości po przekroczeniu progu przychodów w wysokości 2 mln euro muszą przejść na pełne księgi. Dotyczy to osób fizycznych prowadzących jednoosobowe działalności gospodarcze oraz wspólników spółek cywilnych, jawnych i partnerskich. Jeśli przychód nie przekroczy w 2022 roku 9 654 000 zł, to w 2023 r. można będzie prowadzić uproszczoną księgowość.

9% stawka CIT

Stosowanie preferencyjnej stawki CIT w wysokości 9% uzależnione jest od dwóch limitów. Można jej używać, jeśli przychody brutto z roku poprzedniego nie przekraczają 2 mln euro oraz gdy przychody netto w roku podatkowym nie przekraczają 2 mln euro. Oba te warunki muszą być spełnione jednocześnie.

Pierwszą wartość już znamy: ze stawki CIT skorzystają firmy, których przychód brutto w 2022 r. nie przekroczy 9 654 000 zł. Natomiast dla stosowania stawki 9% w roku 2023 obowiązuje jeszcze limit 2 mln euro przychodów netto, liczonych po kursie z pierwszego dnia roboczego danego roku. Zatem wartość drugiego limitu na 2023 rok poznamy 2 stycznia 2023 r.

Jednorazowa amortyzacja dla małego podatnika

Status małego podatnika w podatku dochodowym umożliwia jednorazową amortyzację środków trwałych. Jednak nie oznacza to, że można dokonać jednorazowej amortyzacji każdego środka trwałego. Dotyczy to tylko tych, które zostały ujęte w klasyfikacji środków trwałych w grupach 3-6 i 8, czyli nie obejmuje np. samochód osobowych. Drugi warunek to limit wartości środka trwałego, który wynosi 50 tys. euro, a więc w 2023 r. w przeliczeniu na złotówki będzie to 241 tys.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Pranie brudnych pieniędzy – gra pozorów na coraz większą skalę

Z danych policji wynika, że w Polsce rośnie liczba wykrywanych przypadków prania brudnych pieniędzy. Pomiędzy 2017 a 2020 rokiem odnotowano 65% wzrost liczby wszczętych postępowań dotyczących tego przestępstwa, a liczba stwierdzanych przypadków wzrosła w tym samym czasie o prawie 75%. I choć wolumenowo nie są to zatrważające wartości, to na przestrzeni lat widać wyraźną tendencję wzrostową.

W 2020 roku stwierdzono w Polsce 638 przypadków prania brudnych pieniędzy, czyli wpuszczania do obiegu gospodarczego dochodów pochodzących z działalności przestępczej w celu nadania im „legalnego” charakteru. W 2017 roku było 365 takich przypadków.

Niepokojąca dynamika wzrostu dotyczy ogółu przestępstw określanych jako gospodarcze, czyli zorganizowanej przestępczości dotyczącej VAT-u, oszustw na portalach aukcyjnych czy podrabiania markowych produktów.

Jednocześnie ubiegłoroczny Bazylejski Indeks AML, niezależny raport oceniający ryzyko prania pieniędzy i finansowania terroryzmu (ML/TF) na całym świecie, wskazuje na średni globalny wzrost ryzyka prania pieniędzy w 110 ocenianych jurysdykcjach, pomimo zintensyfikowanych działań legislacyjnych zmierzających do zapobiegania temu procederowi. Przestępcy zdają się być o krok przed regulatorami.

Fazy prania brudnych pieniędzy

Proces wprowadzenia brudnych pieniędzy do systemu bankowego oraz do legalnego obrotu finansowego zazwyczaj dzieli się na 3 fazy. Mowa tu o: lokowaniu, maskowaniu i integrowaniu. Co istotne nierzadko poprzedza je faza zmiany miejsca ulokowania środków. Przykładem takiego działania może być transfer kapitału między krajami, przemyt, inwestycja w złoto, biżuterię, a w dalszej kolejności przewiezienie dóbr i upłynnienie ich w innym państwie. Na etapie lokowania wykorzystuje się metody umożliwiające obejście kontroli bankowych, m.in.:

  • structuring, czyli dzielenie wpłat (fikcyjne osoby dokonują niewielkich wpłat poniżej progu rejestracji),
  • smurfing, czyli rozdrabnianie wpłat (wiele podstawionych osób dokonuje małych wpłat),
  • refining, wymiana banknotów (polega na wymianie walut o wartościach, które nie podlegają obowiązkowi rejestracji, przez osoby podstawione)
  • blending, polega na mieszaniu pieniędzy czystych i brudnych – (np. myjnie, restauracje albo kasyna).

Layering czyli maskowanie

Maskowanie jest działaniem polegającym na zatarciu wszelkich możliwych śladów, które mogą prowadzić do prawdziwego źródła kapitału. W tej fazie dokonywanych jest wile przelewów pieniężnych do różnych banków poprzez elektroniczne systemy przekazywania środków. Wtedy też występuje handel dobrami ekskluzywnymi, takimi jak kamienie szlachetne, czy złoto.

Integration czyli integracja

Celem tej fazy jest przywrócenie wypranych środków do systemu gospodarczego. Środki mają już pozory legalności, o czym świadczyć mają dowody takie jak wydane dokumenty bankowe czy dokumenty z organizacji gospodarczych. Na tym etapie wykorzystywane są m.in. fikcyjne sprzedaże, restauracje jak również smurfing.

Gdzie przestępcy najchętniej „piorą pieniądze” ?

Do prania brudnych pieniędzy przestępcy najchętniej wykorzystują przedsiębiorstwa usługowe, takie jak myjnie, pralnie, hotele, siłownie czy restauracje. Tego rodzaju punkty są o tyle użyteczne z punktu widzenia grup przestępczych, że trudno jest określić w ich przypadku istotę przepływów transakcji.

Jednak wraz z rozwojem technologii i elektronicznych form płatności przestępcy przenoszą tzw. pralnie do świata cyfrowego. Z danych Krajowej Oceny Ryzyka Prania Pieniędzy Oraz Finansowania Terroryzmu opublikowanych przez Ministerstwo Finansów w 2019 roku wynika, że najbardziej podatne na wykorzystanie w celu prania brudnych pieniędzy są elektroniczne usługi płatnicze oferowane przez poza bankowe podmioty. W tym scenariuszu dochodzi do transferu środków pochodzących z nielegalnych źródeł za pośrednictwem dostawców internetowych, w tym nieformalnych systemów do transferu pieniędzy. Do obarczonych wysokim prawdopodobieństwem zaangażowania nielegalnych środków należą też bezgotówkowa wymiana walut, połączona z transferem środków, czy handel kryptowalutami. Skalę zjawiska obrazuje raport firmy Chainalysis z 2021 r. zajmującej się analizą blockchain, którego autorzy stwierdzają, że z szacowanych na 21,4 mld USD transakcji kryptowalutowych w 2019 r. działalność przestępcza stanowiła około 2,1 proc. (450 mln USD).

Trendy w walce z przestępczością prania pieniędzy

Na przeciwdziałanie praniu brudnych pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (AML/CFT) przeznaczane są ogromne środki. Co roku na ten cel wydawanych jest od 715 mld do 1,87 bln euro na całym świecie. Takie kwoty nie dziwią biorąc pod uwagę skalę zjawiska. Transakcje finansowe związane z handlem w latach 2006 – 2015 w blisko 150 krajach rozwijających się aż w 27% były pozornie związane z bezprawnym finansowaniem. Ponadto w około 45% z nich doszło do przekazania środków finansowych do zagranicznych instytucji związanych z obrotem gotówkowym, co jest symptomatyczne dla mechanizmu prania pieniędzy. Z tego względu kraje świata próbują systematycznie nowelizować swoje przepisy w sposób adekwatny do istniejącego zagrożenia i nadążać za rozwiązaniami, które otwierają wciąż nowe możliwości przerzucania środków z nielegalnych źródeł.

Przykładowo Stany Zjednoczone w kwestii przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy wyróżniają dwa zakresy: działanie środków prewencyjnych (preventive or regulatory measures) oraz działanie prawa karnego (criminal measures). Ciekawy jest fakt, że początkowo prawo nakazywało rejestrowanie wszelkich transakcji pieniężnych powyżej 5 tys. dolarów. Z uwagi na zbyt dużą liczbę zgłaszanych transakcji próg ten został zwiększony do 10 tys. dolarów. USA jest ewenementem wśród krajów świata, gdyż jako jeden z niewielu wymaga zgłaszania wszelkich transakcji gotówkowych powyżej wskazanej ustawowej granicy. Warto podkreślić, że Stany Zjednoczone kwestię prania pieniędzy spenalizowały dość wcześnie, gdyż już w połowie lat 80 – od obowiązywania ustawy o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy (The Money Laundering Control Act).

Nasz zachodni sąsiad wprowadził szereg ciekawych rozwiązań legislacyjnych pozwalających skuteczniej wykrywać i przeciwdziałać przestępstwom prania pieniędzy i finansowaniu terroryzmu – m.in karalność nawet prób prania pieniędzy. Jednocześnie StGB (Strafgesetzbuch – niemiecki kodeks karny) przewiduje też zwolnienie z kary jeśli przestępca dobrowolnie zgłosi proceder właściwym organom. Warunkiem jest jednak, że w momencie zgłoszenia organy nie miały o nim wiedzy.

W Indiach z kolei ustawa o zapobieganiu praniu pieniędzy przewiduje konfiskatę mienia, które zrodziło się z takiego procederu lub było zaangażowane w taki mechanizm.

Polskie przepisy

W Polskim prawie penalizacja tego zjawiska nastąpiła stosunkowo późno, bo dopiero na mocy ustawy z 12.10.1994 r. o ochronie obrotu gospodarczego i zmianie niektórych przepisów prawa karnego (Dz.U. Nr 126, poz. 615). Obecnie art. 299 KK chroni dobro w postaci legalnego pochodzenia środków pieniężnych i innych wartości majątkowych. Penalizuje on wprowadzanie do obrotu gospodarczego środków pochodzących z przestępstwa. Przedmiotem przestępstwa prania brudnych pieniędzy są środki płatnicze, instrumenty finansowe, papiery wartościowe, wartości dewizowe, prawa majątkowe lub inne mienie ruchome, lub nieruchomości. Co istotne znamię „korzyści związanych z popełnieniem czynu zabronionego” musi być udowodnione w postępowaniu karnym w taki sam sposób jak wszystkie pozostałe znamiona przestępstwa stypizowanego w art. 299 § 1 KK.” (R. A. Stefański (red.), Kodeks karny. Komentarz. Wyd. 4, Warszawa 2018).

Przestępstwo określone w § 1 ma charakter powszechny, zatem może zostać popełnione przez każdego. Natomiast w przypadku § 2, sprawcą może być wyłącznie pracownik lub osoba działająca w imieniu lub na rzecz banku, instytucji finansowej lub kredytowej, lub innego podmiotu, na którym na podstawie przepisów prawa ciąży obowiązek rejestracji transakcji i osób dokonujących transakcji. Ważne jest również to, że przestępstwem jest już samo przygotowanie do czynów określonych w § 1 i 2 art. 299 KK.

Jednocześnie ustawodawca uznał tu za obligatoryjne orzeczenie przepadku przedmiotów pochodzących bezpośrednio, albo pośrednio z przestępstwa, a także przepadek korzyści z tego przestępstwa, ewentualnie ich równowartości.

Podsumowanie

Pranie brudnych pieniędzy to problem globalny. Słabość prewencji, procedur i egzekucji prawa w jednym miejscu na świecie powoduje, że automatycznie staje się ono przyczółkiem przestępców i miejscem tworzenia anonimowych struktur umożliwiających pranie brudnych pieniędzy z całego świata. Te same konsekwencje i ryzyka niesie bezgotówkowy przepływ środków, którego nie ograniczają przecież państwowe granice i regulacje pojedynczych krajów. Dlatego rozwiązania i procesy przeciwdziałania tego rodzaju przestępczości muszą być projektowane także na globalną skalę.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Co piąty konsument z Polski zrezygnował z danej marki ze względu na jej nieetyczne lub antyspołeczne działanie

Sustainable Brands Poland oraz Ipsos przeprowadzili badanie na reprezentatywnej grupie polskich konsumentów w wieku 16-74. Podstawowym celem była diagnoza stanu świadomości polskich konsumentów w obszarze zrównoważonego rozwoju oraz związanych z nim wartości i zachowań – ze szczególnym naciskiem na spójność między deklarowanymi intencjami a realnymi działaniami. Podstawowe wnioski wskazują, że aż co piąty konsument w Polsce odwrócił się od firmy lub brandu za nieetyczne lub antyspołeczne zachowanie, a jednocześnie aż 68% z nas uważa, że posiada realny wpływ na działanie brandów.

Zrównoważony rozwój to nie tylko kwestie związane z ekologią, czy społeczną odpowiedzialnością biznesu. To również więcej, niż rekompensowanie szkód wywołanych przez działanie biznesu. To przede wszystkim sposób odpowiedzialnego działania brandów we wszystkich obszarach wpływających na ich funkcjonowanie jako organizacji. Dotyczy to produktów końcowych w szerokim spektrum – od produkcji i łańcucha dostaw, przez podejście do kwestii społecznych i pracowniczych, po same produkty i usługi, będące emanacją wartości marek i podążających za nimi konsumentów.

Platforma Sustainable Brands funkcjonuje już w 20 krajach, jednocząc największe brandy, które chcą dzielić się wiedzą lub czerpać wiedzę z zakresu zrównoważonej transformacji marki. W Polsce organizacja zaczęła swoją działalność, a pierwszym przedsięwzięciem będzie zalożycielska konferencja Shaping Behaviors for Impact ’22, na której przedstawione zostaną główne wnioski z badania Socio-Cultural Trend Tracker 2022 z Ipsos oraz odbędą się panele dyskusyjne z CEO i CMO m.in. Microsoft, Orange, Veolia, a także pokazane zostaną case study – Siemens oraz Clovin.

– Sustainable Brands dysponuje całą paletą autorskich rozwiązań audytorskich i narzędzi wspomagających zrównoważoną transformację brandów i ich wpływ na zmianę zachowań i postaw konsumentów. Nasza globalna platforma opiera się również na wiedzy firm, zgromadzonych w unikalnej w swojej skali i misji wspólnocie światowych oraz lokalnych marek. Naszą ambicją jest stać się dla nich partnerem i think-tankiem wspierającym ich w podróży transformacyjnej, również w regionie CEE – mówi Tomasz Pawlikowski, współzałożyciel Sustainable Brands Poland.

Badanie Socio-Cultural Trend Tracker 2022 zostało przeprowadzone na reprezentatywnej grupie 2 001 polskich konsumentów, w wieku 16-74. Głównym celem było sprawdzenie gotowości konsumentów do podjęcia działań w obszarze 9 Zachowań Zrównoważonego Stylu Życia, zdefiniowanych przez Brands For Good (link: https://sbbrandsforgood.pl/9-kluczowych-zachowan-zrownowazonego-stylu-zycia). Dodatkowo, zebrano także ocenę zrównoważonych działań wśród 214 największych Brandów z 15 sektorów: sklepy budowlane i wyposażeniowe, higiena osobista, kosmetyki, bankowość, finanse i ubezpieczenia, telekomunikacja, sklepy online, napoje, napoje alkoholowe, sklepy odzieżowe, energia i paliwa, elektronika, medycyna bez recepty, produkty tytoniowe, przekąski, żywność.

– Bardzo cenimy sobie współpracę z Sustainable Brands i cieszymy się, że Polska dołącza do listy krajów, w których wspólnie realizujemy badanie Socio-Cultural Trend Tracker. Jego metodologia wyróżnia się na tle wielu innych badań dotyczących zrównoważonego rozwoju, co najmniej na kilka sposobów. Po pierwsze, definiujemy obszar sustainability szeroko, uwzględniając w nim również kwestie społeczne, np. te związane z równością płci albo przejawami społeczeństwa obywatelskiego. Inne badania nierzadko zawężają zrównoważony rozwój do kwestii ekologicznych – które są oczywiście bardzo ważne, ale bynajmniej nie wyczerpują tematu. Po drugie, ta szeroka perspektywa została przełożona na model 9 Zachowań Zrównoważonego Stylu Życia, które stanowią analityczny szkielet naszego raportu i pozwalają na formułowanie klarownych, konkretnych wniosków. Po trzecie, zrównoważone zachowania badamy nie tylko poprzez ogólne deklaracje zgody lub niezgody na nie, ale również pytając o bardzo szczegółowe „mikro-akcje”, czyli codzienne zachowania – na pozór małe i nieznaczące, ale z doniosłymi konsekwencjami w skali społecznej. Po piąte wreszcie, szeroka definicja próby pozwala nam analizować sytuację nawet w takich podgrupach jak Generacja Z czy osoby w wieku emerytalnym. Podsumowując, Ipsos realizuje globalnie wiele badań na temat zrównoważonego rozwoju i nasi eksperci są autorami licznych publikacji i wystąpień konferencyjnych na ten temat. Doskonale znając temat, gorąco polecamy raport z Socio-Cultural Trend Trackera jako lekturę świeżą i inspirującą – tłumaczy Mateusz Głowacki, Dyrektor badań ilościowych w Ipsos Poland.

Wybrane wnioski z badania Sustainable Brands i Ipsos:

  1. Jeden na pięciu konsumentów zrezygnował z marki i jej produktów za nieetyczne lub antyspołeczne działanie.
  2. Zdecydowana większość konsumentów (68%) wierzy, że ma wpływ na działania marek.
  3. Ponad 3/4 deklaruje, że pozostanie lojalna wobec marek, które pozwolą im żyć w lepszy i bardziej zrównoważony sposób
  4. Zgodnie z wynikami badania aż 97% Polaków zwraca uwagę na zrównoważony i odpowiedzialny rozwój – tyle z nas deklaruje, że przynajmniej od czasu do czasu stara się zachowywać w sposób, który chroni planetę, jej mieszkańców i zasoby.
  5. Chronić środowisko może każdy z nas i tego też oczekujemy od firm i marek. Jednak blisko 1/3 z badanych uważa, że przerasta to ich możliwości, a tylko biznes, państwo i instytucje mają ich zdaniem systemową moc sprawczą, żeby wprowadzać zmiany na lepsze.
  6. Jednym z kluczowych wniosków jest wskazanie, że w Polsce liderkami zrównoważonego rozwoju są kobiety – to one najczęściej podejmują działania związane ze zrównoważonym i odpowiedzialnym rozwojem i to one częściej deklarują, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy zamierzają takie działania podejmować i wdrażać.
  7. Dwie największe bariery w postępowaniu w sposób zrównoważony to: „Nie wiem jak zacząć” oraz „To nie jest mój priorytet”.
  8. Jednocześnie aż 61% konsumentów deklaruje ograniczenie zużycia wody oraz marnotrawstwa żywności jako działań, które podejmą w ciągu 12 miesięcy.
  9. 54% z nas planuje jeść więcej owoców, warzyw i produktów roślinnych (głównie ze względu na korzyści zdrowotne). Jednocześnie połowa z nas planuje kupować więcej trwalszych produktów, kosztem tych jednorazowych oraz kupować produkty z recyklingu.

ABB: produkcja żegna się z Chinami, ale brakuje specjalistów

Czy Chiny przestaną być fabryką świata? Wiele na to wskazuje. 7 na 10 producentów planuje przenieść swoje zakłady z powrotem do kraju macierzystego. Problem w tym, że dziś brakuje nam specjalistów, którzy są w stanie zrealizować ten proces, wynika z najnowszych badań ABB.

  • 80 proc. specjalistów z branży edukacyjnej twierdzi, że roboty i automatyzacja będą kształtować rynek pracy w ciągu najbliższych dziesięciu lat
  • Tylko jedna na cztery placówki edukacyjne wykorzystuje roboty w programach nauczania, mimo że 70 proc. firm amerykańskich i europejskich planuje inwestycje w robotykę i automatykę w ciągu najbliższych trzech lat*
  • Globalny program edukacyjny ABB, który obejmuje ponad 100 uczelni kształcących ponad 30 000 studentów rocznie, rozszerza się o nowe placówki w obszarze robotyki i automatyki

Globalne badanie ABB ujawniło rosnący trend wśród amerykańskich i europejskich przedsiębiorstw w kierunku „re-shoringu” lub „nearshoringu”, czyli przenoszenia – w większym lub mniejszym zakresie – działalności z powrotem do kraju macierzystego. Ma to zapewnić większą elastyczność w obliczu globalnych wyzwań. Jednocześnie zwrócono uwagę na znaczną lukę w edukacji w zakresie umiejętności niezbędnych dla skutecznego przeprowadzenia tych procesów.

Według badania, 74 proc. europejskich i 70 proc. amerykańskich przedsiębiorstw planuje przeniesienie lub takie przeorganizowanie działalności, aby usprawnić łańcuch dostaw w odpowiedzi na niedobory siły roboczej, potrzebę bardziej zrównoważonego rozwoju, czy też ogólny krajobraz niepewności. Większość z tych firm postrzega automatyzację jako czynnik umożliwiający te zmiany, przy czym 75 proc. ankietowanych firm europejskich i 62 proc. amerykańskich planuje inwestycje w robotykę i automatyzację w ciągu najbliższych trzech lat.

Pomimo takiego popytu na automatyzację, badanie wykazało znaczną lukę w edukacji i szkoleniach, które dostarczyłyby na rynek umiejętności niezbędnych do sprawnego poruszania się w coraz bardziej zautomatyzowanych miejscach pracy w przyszłości. 80 proc. specjalistów z branży edukacyjnej uważa, że robotyka i automatyzacja będą kształtować przyszłość zatrudnienia w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Jednocześnie tylko jedna na cztery instytucje edukacyjne wykorzystuje obecnie roboty w ramach swoich programów nauczania.

Aby pomóc w wypełnieniu tej luki, ABB realizuje obecnie ponad 100 globalnych partnerstw ze szkołami i uczelniami wyższymi. W ramach swojej oferty edukacyjnej firma dostarcza m.in. pakiety oprogramowania, w tym ABB Wizard Easy programming, RobotStudio® i RobotStudio® AR Viewer App, a także sprzęt w postaci współpracujących stanowisk zrobotyzowanych i pakietów aplikacyjnych.

Niedawno ABB rozszerzyła swój globalny program edukacyjny w zakresie robotyki i automatyki. Do programu dołączyły m.in. nowe ośrodki, w tym firmowy kampus innowacyjno-szkoleniowy w Austrii. Nowy obiekt, wraz z innymi regionalnymi centrami szkoleniowymi w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Brazylii, powiększa zaplecze szkoleniowe ABB do ponad 40 lokalizacji na całym świecie. W sumie firma każdego roku szkoli ponad 30 000 uczniów i studentów, a także praktykantów i pracowników.

Jedną ze wspomnianych lokalizacji jest Polska, gdzie ABB realizuje swoją lokalną strategię współpracy ze środowiskiem naukowym. – Badanie ABB zwraca uwagę na konieczność szerszego propagowania kierunków nauczania z zakresu robotyki i automatyzacji na każdym możliwym poziomie edukacji. W Polsce ABB od lat angażuje się w programy edukacyjne – mówi Beata Syczewska, dyrektorka Dywizji Robotyki ABB w Polsce i dodaje: – Współpracujemy z technicznymi uczelniami wyższymi organizując dla studentów tematyczne spotkania w naszym Centrum Szkoleniowym Robotyki w Warszawie. Co roku zapraszamy studentów do odbycia praktyk zawodowych w naszej firmie, gdzie każdy ma możliwość pogłębienia swojej wiedzy w praktyce, pracując nad konkretnymi projektami z zakresu robotyki.

W wielu uczelniach i szkołach technicznych na terenie kraju od lat prowadzone są programy nauczania z wykorzystaniem robotów ABB. – Studenci mają również możliwość pracy z wykorzystaniem RobotStudio, który jest najczęściej stosowanym na świecie oprogramowaniem do programowania robotów. W celach edukacyjnych dostarczamy oprogramowanie za darmo, ze wszystkimi dodatkami procesowymi, w wersji sieciowej umożliwiającej jednoczesne korzystanie 100 osobom na danej uczelni – tłumaczy Beata Syczewska.

Przedsiębiorstwa ramię w ramię z uczelniami

W raporcie powstałym na podstawie wspomnianego badania branżą, która w największym stopniu ulegnie automatyzacji, jest transport i magazynowanie. Drugie miejsce zajmuje branża przetwórcza, a trzecie budowlana. Co ciekawe, wysokie pozycje, jeśli chodzi o potencjał automatyzacji miejsc pracy zajmują branże, które mogą kojarzyć się również z wykształceniem humanistycznym – np. administracja i usługi wsparcia, administracja publiczna, czy też finanse i ubezpieczenia.

Zmiana musi nastąpić teraz – dodał Sami Atiya, dyrektor biznesu Robotyki i Automatyki Dyskretnej ABB. – Firmy zwracają się ku automatyzacji, aby zrównoważyć niedobory siły roboczej, poprawić wydajność i zwiększyć odporność na rynkową zmienność. Dlatego też pracownicy potrzebują umiejętności, aby wykorzystać automatyzację do wykonywania swoich zadań i rozszerzenia własnych ról. Przedsiębiorstwa muszą połączyć siły, współpracując z instytucjami edukacyjnymi i rządami, aby zapewnić przygotowanie społeczeństwa do pracy w przyszłości. Tylko dzięki temu możemy w pełni wykorzystać elastyczną automatyzację i możliwości trwającej reindustrializacji.

* Badanie ABB dotyczące łańcucha dostaw, 2022 r. Publikacja ta łączy wnioski z badań ABB dotyczących łańcucha dostaw i edukacji, przeprowadzonych w 2022 roku.

„Great Resignation” ważną lekcją dla pracodawców

Great Resignation” to termin określający światowy trend związany z masową rezygnacją z pracy przez pracowników. Rezygnacje te powodowane są różnymi czynnikami m.in. frustracją z powodu warunków pracy i płacy w firmach, sposobem traktowania pracowników przez pracodawców w związku z pandemią i wywołanymi nią obostrzeniami, ale również przewartościowaniem przez pracowników swojego życia oraz kariery zawodowej i podejmowanymi w związku z tym radykalnymi decyzjami o zmianach.

Termin „Great Resignation” po raz pierwszy wskazał profesor zarządzania Anthony Klotz z Texas A&M University’s Mays Business School, który już w maju 2021 roku stwierdził, że pandemia COVID-19 doprowadzi do masowych rezygnacji z pracy i zmian na rynku pracy. Profesor Klotz odnosił się wówczas do trendu na amerykańskim rynku pracy, jednak zjawisko to dotyczy całego świata w tym również Polski.

Great Resignation” jest ważną lekcją dla pracodawców. Nauczyła ona firmy, że pracownicy nie są im dani na zawsze i aby zatrzymać w organizacji talenty należy o nie dbać. mówi Barbara Grześ, ekspertka i wykładowczyni WSB Warszawa.

Ciekawe badania na skalę globalną wokół aspektów „Great Resignation”, w tym postrzegania obecnego rynku pracy przez pracowników – ich nadziei i obaw związanych z pracą – przeprowadziła w marcu 2022 roku firma PwC, tytuł raportu prezentujący wyniki przeprowadzonych badań to „Global Workforce Hopes and Fears Survey 2022”. W badaniu wzięło udział 52 195 osób pracujących lub aktywnych na rynku pracy z 44 krajów świata, w tym 18 558 osób z Europy. Próba do badania zastała zaprojektowana w taki sposób aby odzwierciedlała zakres branż, cechy demograficzne oraz kluczowe aspekty związane z charakterystyką pracy.

Przedmiotem badania były m.in. takie obszary jak zadowolenie z pracy i płacy, skłonność pracowników do zmiany pracodawcy ze względu na wiek. Twórcy badania pochylili się również nad czynnikami mającymi wpływ na zadowolenie pracowników z pracy oraz wpływie specjalistycznych umiejętności na ich poczucie pewności w pracy. Ważnym aspektem na który zwrócono uwagę w raporcie jest kwestia otwartości pracowników na pracę hybrydową i zdalną.

Skłonność do zmiany pracy uzależniona od wieku

Wielu pracodawców w chwili obecnej zastanawia się jak zatrzymać w organizacji talenty i nie dopuścić do „Great Resignation”. Jak wynika z przytoczonego wyżej badania, rekordowa liczba osób, które odeszły z pracy od początku pandemii utrzymuje się na stałym wysokim poziomie i nie słabnie. Co więcej, co piąty pracownik planuje zrezygnować z pracy jeszcze w 2022 roku. Badanie pokazuje też największą skłonność do zmiany pracodawcy wśród osób z pokolenia „Z” oraz „Millenialsów” – czyli osób w wieku od 18-41 lat – aż 50% osób z tej grupy deklaruje chęć zmiany pracodawcy w perspektywie najbliższych 12 miesięcy. Jest to krytyczna grupa i niewątpliwie ważnym zadaniem dla menedżerów jest znalezienie i zrozumienie przyczyn takich decyzji oraz szukanie skutecznych rozwiązań, które spowodują, że pracownicy Ci będą mniej skłonni do zmiany pracodawcy.

Dla porównania osoby z pokolenia „Baby Boomers”, czyli osoby które obecnie są w przedziale wiekowym 58-76 lat, przejawiają najmniejszą skłonność do zmiany pracodawcy – tylko 9% osób z tej grupy wiekowej deklaruje taką chęć, zaś wśród osób z pokolenia „X” (osoby obecnie w wieku 42-57 lat) deklaracje taką składa jedynie 15% osób.

Wyniki przywołanych badań skłaniają do refleksji, czym jest spowodowana taka różnica w podejściu osób z poszczególnych generacji. Niewątpliwe jednym z istotnych aspektów takiego stanu rzeczy może być znacznie wyższa skłonność do podejmowania ryzyka ludzi w młodym wieku, różnice wynikające z aspektów pokoleniowych, ale również postępująca rewolucja cyfrowa oraz coraz wyższe wymagania w zakresie umiejętności cyfrowych stawiane przez pracodawców, które powodują, że wiele osób z generacji X i Baby Boomers, nie nadąża za zamianami technologicznymi, ich umiejętności nie są tak wysokie w tym zakresie jak osób z pokolenia Z czy Millenialsów. Z tego też może wynikać ich mniejsza skłonność do ryzyka lub wręcz wycofania się z eksploracji rynku pracy i pozostawiania wiernym obecnemu pracodawcy. Z jednej strony pracodawcy zatrudniający takie osoby mają znacznie mniejsze ryzyko, że dotknie ich trend „Great Resignation”, z drugiej zaś strony, cyfryzacja i rewolucja technologiczna jest już stałym elementem naszej rzeczywistości, a tempo zmian w tym zakresie nie będzie zwalniać. Aby rozwijać organizację jej pracownicy muszę sprostać cyfrowym wyzwaniom, zatem ważne jest aby pracodawcy przykładali większą uwagę do wsparcia tych osób w rozwoju ich umiejętności cyfrowych i radzeniu sobie z nową technologią. Podnoszenie kompetencji cyfrowych w ramach szkoleń, warsztatów dedykowanych tym pracownikom niewątpliwie przełoży się na wartość dodaną i dla pracowników i dla organizacji.

Pieniądze nie są jedyną motywacją pracowników

Jak wynika z raportu, jednym z istotnych powodów dla których pracownicy szukają nowej pracy są oczywiście kwestie finansowe. W przedmiotowym badaniu aż 71 % badanych osób wskazało, że bardzo ważnym czynnikiem jest dla nich godziwe wynagrodzenie za wykonaną pracę. Biorąc pod uwagę rosnące koszty życia i galopującą inflację, aspekt ten z dnia na dzień nabiera coraz większego znaczenia. Oczekiwania pracowników związane z poziomem ich wynagrodzenia rosną i pracodawcy nie mogą pozostawać obojętni na te kwestie. Nie oznacza to oczywiście, że pracodawcy mają w nieskończoność podnosić wynagrodzenia pracownikom. Niewątpliwie działy HR powinny na bieżąco śledzić sytuację na rynku pracy jak również dbać aby stanowiska pracy w ich organizacjach były właściwie zwartościowane. Jednocześnie pamiętać należy, że aspekt finansowy, choć wskazywany przez znakomitą większość jako jeden z najbardziej istotnych, nie jest jedynym czynnikiem, który skłania pracowników do podjęcia decyzji o pozostaniu w organizacji lub odejściu z niej. Czynników o które pracodawca może zadbać, a które nie są związane z aspektem finansowy, jest znacznie więcej.

Badanie „Global Workforce Hopes and Fears Survey 2022”wykazało, że aż 69% badanych jako istotny aspekt wskazało spełnienie zawodowe, a dla 66% osób bardzo ważna jest możliwość bycia sobą w pracy. Niewiele mniej bo 60% badanych jako istotny czynnik determinujący ich zadowolenie w pracy uznaje wsparcie swojego zespołu w utrzymaniu dobrego samopoczucia oraz możliwość wykazania się innowacyjnością i kreatywnością w pracy.

Czynniki te nie mają bezpośredniego związku z finansowym zaangażowaniem pracodawcy – wymagają one jednak czysto ludzkiego zaangażowania ze strony zarówno zarządu, menedżerów i liderów liniowych i członków zespołów. To czynniki które wynikają przede wszystkim z poziomu i jakości przywództwa w organizacji, budowania atmosfery pracy opartej na otwartości, transparentności, wzajemnym szacunku i zaufaniu do członków zespołu.

Nie bez znaczenia dla pracowników jest również elastyczność pracy – rozumiana jako możliwość wyboru kiedy i gdzie będą wykonywać pracę – blisko 47% badanych osób właśnie te elementy wskazało jako istotne. Jednocześnie spośród grupy osób, które potwierdziły, że ich praca może być wykonywana zdalnie, aż 63% badanych preferuje rozwiązanie hybrydowe – czyli połączenie pracy wykonywanej w biurze i pracy zdalnej, zaś 26% preferuje wyłączanie pracę zdalną. Jednie 11% badanych wskazało, że preferowaną formą pracy jest praca wyłącznie z biura, bez opcji świadczenia pracy zdalnie.

Zmiany, zmiany, zmiany

Rynek pracy się zmienił – oczekiwania pracowników dzisiaj zdecydowanie odbiegają do oczekiwań jakie te same osoby miały jeszcze dwa lata temu. Bez wątpienia głównym katalizatorem tych zmian była pandemia COVID-19, która przyczyniła się również do tego, że pracownicy znacznie większą wagę przykładają do komfortu pracy, kwestii spełnienia zawodowego, sfery wellbeing, swobody i niezależności, możliwości lepszego łączenia pracy zawodowej z życiem osobistym.

Pandemia i związany z nią rozkwit pracy zdalnej, dała pracownikom również możliwość innego spojrzenia na możliwości jakie mają w zakresie poszukiwania pracy. Dynamiczny rozwój nowych technologii, platformy do pracy zdalnej i hybrydowej powodują, że rynek pracy nie jest ograniczony wyłącznie do danego miasta, województwa czy kraju. Pracownicy mogą poszukiwać pracy na całym świecie. Co więcej, dzisiaj już nic nie stoi na przeszkodzie aby wykonywać swoją pracę z najdalszych zakątków świata, świadcząc ją dla organizacji rozporoszonych po całym globie – łącząc spełnienie zawodowe, życie osobiste i realizację marzeń.

Organizacje, które nie są w gotowe na to aby szybko dostosować się do nowych realiów i oczekiwań pracowników będą mierzyć się jeszcze długo z trendem „Great Resignation”. Te zaś organizacje, które odrobiły lekcje, rozumieją zachodzące na rynku zmiany i fakt, że są one nieodwracalne, nie tylko zatrzymają talenty wewnątrz organizacji, ale również przyciągną do siebie nowe, przekładając to na rozwój organizacji i pracowników.

Trend „Great Resignation” niewątpliwie będzie się utrzymywał w dłuższej perspektywie. Chociaż z pozoru trend ten sprzyja pracownikom, to w mojej ocenie ma również pozytywny wpływ na kształtowanie się właściwych postaw po stronie pracodawców. Jestem przekonana, że w istotnej mierze wpłynie on na ich większą uważność i otwartość na potrzeby i oczekiwania pracowników, przywiązywanie większej wagi zarówno do aspektów właściwego wartościowania stanowisk pracy i godziwego wynagradzania za pracę, ale również, a może przede wszystkim, przyłożenia większej wagi do aspektów pozafinansowych, które razem wzięte – jak zostało to wykazane z przytoczonych badaniach – odgrywają kluczową rolę i mają istotne znaczenie dla pracowników.

Reasumując, można niewątpliwie wskazać, że utrzymujący się obecnie na świecie trend związany z masową rezygnacją z pracy przez pracowników ma sporo negatywnych skutków dla pracodawców, którzy muszą mierzyć się dużą rotacją pracowników i ciągłą presją na aspekty płacowe. Jednak według mnie w dłuższej perspektywie jest w tym znacznie więcej pozytywów dla wszystkich uczestników rynku pracy – tak pracodawców jak i pracowników.

Niesłabnący trend „Great Resignation” przełoży się na równie silny tren „Great Attention & Care” jaki będzie dominował na rynku pracy w kolejnych dekadach. Trend stawiający przed pracodawcami potrzebę budowania trwałych relacji z pracownikami, zwracania większej uwagi na ich potrzeby, troski o rozwój, spełnienie zawodowe i dobre samopoczucie w organizacji. To zaś przełoży się poprawę sytuacji zarówno pracowników jak i pracodawców, a jednocześnie będzie miało pozytywny wpływ na rozwój i wyniki organizacji. podsumowuje Barbara Grześ.

Zaledwie 31% pracowników w Polsce uważa, że może otwarcie rozmawiać z przełożonym o swoim zdrowiu psychicznym

Zdrowie psychiczne pracowników staje się coraz ważniejszą kwestią dla pracodawców. Wiele firm wdraża programy wsparcia psychologicznego i buduje kulturę organizacyjną, której filarami są otwarta komunikacja oraz ogólny dobrostan zatrudnionych. Jak to wygląda w praktyce? Jak wynika z sondażu Hays, zaledwie co drugi pracownik na świecie ma poczucie, że może otwarcie rozmawiać o swoim zdrowiu psychicznym w miejscu pracy. W Polsce ten odsetek wynosi zaledwie 31 proc.

Październik, w którym każdego roku obchodzony jest Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego, jest traktowany jako okazja do przyjrzenia się temu zagadnieniu w miejscu pracy. Kondycja psychiczna pracowników oraz towarzyszące jej tabu pozostają bowiem aktualnym wyzwaniem. Nieustanne niepokoje na świecie budzą obawy i stres, które mogą wpływać na ogólny dobrostan pracowników. Ci z kolei nie zawsze mają poczucie, że mogą otwarcie rozmawiać z przełożonym o swoich problemach.

Zdrowie psychiczne nadal tematem tabu

Jak wynika z sondażu internetowego Hays, w którym wzięło udział blisko 27 tys. osób na świecie, niewiele ponad połowa respondentów (51 proc.) uważa, że może otwarcie rozmawiać z przełożonym o swoim zdrowiu psychicznym. Wyniki dla Polski są jeszcze mniej optymistyczne, bowiem zaledwie 31 proc. uczestników badania zgodziła się z tym twierdzeniem.

Czy możesz otwarcie rozmawiać z przełożonym na temat swojego zdrowia psychicznego?

  Świat Polska
Tak 51% 31%
Nie 49% 69%

Źródło: Badanie Hays, październik 2022

Dlaczego jest to tak istotne? Jak zauważa Agnieszka Pietrasik, Dyrektor Wykonawcza w Hays Poland, to właśnie relacje z bezpośrednim przełożonym mają największy wpływ na samopoczucie pracownika, jego zaangażowanie i poczucie własnej wartości. – Menedżerowie powinni tworzyć środowisko, w którym członkowie zespołu czują się na tyle swobodnie, aby móc otwarcie mówić o wyzwaniach, z którymi się mierzą. Oczywiście pracownicy nie mają obowiązku zwierzać się szefowi ze swoich problemów, natomiast powinni mieć poczucie, że nie muszą ich ukrywać oraz mogą liczyć na zrozumienie i wsparcie – dodaje Agnieszka Pietrasik.

Wyzwanie: dostrzec trudności

Tymczasem problem jest poważny. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że nawet 15 proc. osób w wieku produkcyjnym w swoim życiu doświadczy zaburzeń psychicznych, a depresja i przewlekłe stany lękowe są problemem, który każdego roku kosztuje światową gospodarkę około 1 bilion dolarów.

Zdrowie psychiczne to ważny aspekt nie tylko w życiu prywatnym, ale również zawodowym. Dobre samopoczucie pracowników wpływa bowiem na efekty współpracy całego zespołu oraz ich produktywność. Stąd też tak ważnym jest, aby lider zespołu nie tylko tworzył warunki pracy sprzyjające otwartej, opartej na zaufaniu komunikacji, ale również był dostępny dla swoich podwładnych i obserwował, czy wszystko u nich w porządku.

Przed pandemią menedżerom łatwiej było dostrzec ewentualne trudności, z jakimi mierzą się pracownicy, ponieważ ich zespoły z dużym prawdopodobieństwem pracowały stacjonarnie w biurze. Teraz, gdy tak wielu profesjonalistów praktykuje hybrydowy lub zdalny model pracy, jest to znacznie trudniejsze. Liderzy zespołów muszą w związku z tym dołożyć większych starań, aby odpowiednio wspierać swoich podwładnych, nawet jeśli nie mają z nimi regularnego, bezpośredniego kontaktu.

Oznaki, że pracownik mierzy się z problemami natury psychicznej, nie są takie same w każdym przypadku. Co więcej, jeśli nie widuje się kogoś regularnie, to często trudno jest dostrzec, że dzieje się coś złego. Typowe objawy mogą jednak obejmować zmianę nastroju lub dotychczasowego zachowania, sposób interakcji z innymi oraz utratę motywacji. Do tego bardzo często dochodzą trudności z koncentracją i nieustępujące uczucie zmęczenia lub niepokoju.

Liderzy zespołów nie są w stanie rozwiązać problemów ze zdrowiem psychicznym swoich pracowników, nie jest to również ich odpowiedzialnością. Mogą natomiast dokonywać na co dzień pozytywnych wyborów, które przyczyniają się do wspierania zdrowia psychicznego w miejscu pracy. Powinni być również dobrymi wzorami do naśladowania – przykładowo, poprzez dbanie o swoją równowagę pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym oraz zachęcanie podwładnych do tego samego – wyjaśnia Agnieszka Pietrasik z Hays Poland.

Promowanie wellbeingu

Menedżerowie mają obowiązek dbać o dobrostan swoich pracowników i muszą podejmować środki, które pozwolą zapobiec pogorszeniu się ich zdrowia psychicznego. W praktyce oznacza to budowanie kultury pracy w zespole, w której wszyscy są równie zaangażowani i czują się na tyle komfortowo, aby komunikować zarówno swoje pozytywne, jak i negatywne doświadczenia.

Aby zatrudnieni czuli się dobrze i bezpiecznie w organizacji, należy dzielić się z nimi wiedzą na temat najlepszych praktyk poprawiających dobrostan psychiczny oraz promować postawę work-life balance. Można tego dokonać zarówno w bezpośrednich, indywidualnych rozmowach z podwładnymi, jak również podczas spotkań zespołowych, w czasie których powinno znaleźć się miejsce również na mniej oficjalne tematy.

Dobrą praktyką jest pytać pracowników, co u nich słychać i jak się czują. Nie należy jednak traktować tego pytania wyłącznie jak elementu wymiany uprzejmości. Ważne jest wysłuchanie pracownika i zaoferowanie mu wsparcia, jeśli takowego potrzebuje. Należy również respektować jego granice. Zdrowie psychiczne czy szerzej – życie prywatne – jest sprawą osobistą i nie każdy ma ochotę dzielić się nią z przełożonym – dodaje Agnieszka Pietrasik z Hays Poland.

Praktyka pokazuje, że ogromny wpływ na pracowników mają działania, które nie są stricte inicjatywami mającymi na celu poprawę dobrostanu. Ważna jest koncentracja na codzienności – na tym, jak traktowani są pracownicy, czy osiągają work-life balance, czy nie są przytłoczeni obowiązkami i stresem. Dla organizacji kluczowe powinno być stworzenie środowiska, które jest sprawiedliwe dla wszystkich.

Bańki na rynkach mieszkaniowych w światowych metropoliach

  • Globalny boom mieszkaniowy dobiega końca.
  • Nie ma ryzyka bańki na warszawskim rynku mieszkaniowym, ale wzrost cen jest pod presją.

Według raportu UBS Global Real Estate Bubble Index Toronto i Frankfurt wykazują najwyższy poziom ryzyka bańki na rynkach mieszkaniowych. Na potrzeby tego badania UBS przeprowadziło analizę cen nieruchomości mieszkalnych w 25 czołowych miastach na świecie. Od połowy 2021 r. do połowy 2022 r. nominalny wzrost cen mieszkań w analizowanych miastach przyspieszył do średnio 10%. Globalny boom mieszkaniowy dobiega jednak końca.

UBS Global Real Estate Bubble Index 2022, coroczne badanie przeprowadzane przez UBS Global Wealth Management’s Chief Investment Office, wskazuje, że nierównowaga na rynkach mieszkaniowych w światowych metropoliach jest bardzo wysoka, a poziom cen nie jest zgodny z rosnącymi stopami procentowymi. Na czele tegorocznego indeksu znajdują się Toronto i Frankfurt, których rynki wykazują wyraźne cechy bańki cenowej. Podwyższone ryzyko istnieje również w Zurychu, Monachium, Hongkongu, Vancouver, Amsterdamie, Tel Awiwie i Tokio.

W USA wszystkie z pięciu analizowanych miast znajdują się w kategorii przeszacowanych, przy czym nierównowaga jest bardziej wyraźna w Miami i Los Angeles niż w San Francisco, Bostonie i Nowym Jorku. Rynki mieszkaniowe w Sztokholmie, Paryżu i Sydney pozostają przeszacowane pomimo pierwszych objawów ochłodzenia. Do pozostałych rynków wykazujących oznaki przeszacowania należą Genewa, Londyn, Madryt i Singapur. Sao Paulo, które dołączyło do rankingu po raz pierwszy, jest odpowiednio wyceniane, podobnie jak Mediolan i Warszawa. Rynek mieszkaniowy w Dubaju, pomimo dynamicznego roku, również jest odpowiednio wyceniany.

Wyceny na rekordowym poziomie

Nominalny wzrost cen mieszkań w 25 analizowanych miastach przyspieszył średnio do prawie 10% od połowy 2021 r. do połowy 2022 r., co stanowi najwyższy roczny wskaźnik wzrostu od 2007 r. W rzeczywistości wszystkie miasta z wyjątkiem trzech – Paryża, Hongkongu i Sztokholmu – odnotowały zwyżkę cen. Ponadto praktycznie we wszystkich miastach nastąpiło przyspieszenie wzrostu wolumenu kredytów hipotecznych. Drugi rok z rzędu zadłużenie gospodarstw domowych rosło znacznie szybciej niż w średniej długoterminowej.

W ujęciu średnim wyniki indeksu nie wzrosły w porównaniu z ubiegłym rokiem. Silny wzrost dochodów i czynszów złagodził dalsze narastanie nierównowagi. Przez drugi rok z rzędu ceny mieszkań na obszarach pozamiejskich rosły szybciej niż w miastach. Ponadto wzrost cen uległ znacznemu spowolnieniu w ujęciu skorygowanym o inflację. Niemniej obecne wyceny są bardzo wysokie.

Rosnące stopy procentowe demaskują brak równowagi

Niskie stopy procentowe w ciągu ostatniej dekady spowodowały, że ceny nieruchomości mieszkaniowych stale oddalały się od wzrostu dochodów i czynszów. W miastach znajdujących się w strefie ryzyka wystąpienia bańki ceny wzrosły w tym okresie średnio o 60% w ujęciu skorygowanym o inflację, podczas gdy realne dochody i czynsze wzrosły jedynie o około 12%.

Od najniższego punktu w połowie 2021 r. średnie oprocentowanie kredytów hipotecznych podwoiło się we wszystkich analizowanych miastach. W połączeniu z zauważalnie wyższymi cenami nieruchomości spowodowało to, że powierzchnia mieszkalna, na którą stać wysoko wykwalifikowanego pracownika sektora usług, jest średnio o jedną trzecią niższa niż tuż przed pandemią. Claudio Saputelli, Head of Real Estate at UBS Global Wealth Management’s Chief Investment Office, dodał: „Inflacja i straty aktywów spowodowane obecnymi zawirowaniami na rynkach finansowych zmniejszają siłę nabywczą gospodarstw domowych, co ogranicza popyt na dodatkową przestrzeń mieszkalną. Mieszkania stają się tym samym również mniej atrakcyjne jako inwestycja, ponieważ koszty kredytów w wielu miastach coraz częściej przekraczają stopy zwrotu z mieszkań na wynajem.”

Koniec gry

Silny (jeszcze) rynek pracy stał się więc w większości miast ostatnim filarem wsparcia dla rynku mieszkań własnościowych. Wraz z pogorszeniem się warunków gospodarczych także i ten rynek jest zagrożony załamaniem. Maciej Skoczek, autor badania w UBS Global Wealth Management, podsumował: „Rzeczywiście jesteśmy świadkami tego, że światowy boom na rynkach mieszkaniowych w końcu znalazł się pod presją. W większości wysoko wycenianych miast w najbliższych kwartałach należy spodziewać się znaczących korekt cen.”

UBS Global Real Estate Bubble Index: Overview, 2022UBS Global Real Estate Bubble Index

Perspektywy regionalne

Szwajcaria

Utrzymujący się silny popyt inwestycyjny w środowisku ujemnych stóp procentowych był głównym czynnikiem napędzającym trend cenowy w Zurychu. Ceny mieszkań w regionie podniosły się o około 20% od początku pandemii. Ogólnie rzecz biorąc, relacja między cenami zakupu a czynszami jest pozbawiona równowagi, a rynek znajduje się w strefie ryzyka bańki. Wysokie ceny zakupu zostaną zweryfikowane przez podwyżki stóp procentowych Szwajcarskiego Banku Narodowego. Jednak dzięki utrzymującemu się silnemu wzrostowi liczby ludności w obszarze gospodarczym Zurychu dostosowanie cen może nastąpić z czasem, bez wystąpienia korekty cen nominalnych w krótkim okresie czasu. W Genewie stosunek cen do czynszów osiągnął wysoki poziom. Nie odzwierciedla on stóp procentowych, które również są wyraźnie dodatnie. W konsekwencji rynek jest przeszacowany. Miasto pozostaje jednak w tyle za Zurychem zarówno pod względem wzrostu cen, jak i liczby ludności, ponieważ mieszkańcy Genewy przenoszą się do regionów o bardziej przystępnych cenach.

Europa

Frankfurt i Monachium wykazują największe ryzyko wystąpienia bańki mieszkaniowej wśród rynków strefy euro objętych niniejszym raportem. W obu niemieckich miastach ceny nieruchomości wzrosły ponad dwukrotnie w ujęciu nominalnym w ciągu ostatniej dekady. Między połową 2021 r. a połową 2022 r. wzrost cen wyhamował z poziomu dwucyfrowego do około 5%. Połączenie rosnących kosztów finansowania i perspektywy niskiego wzrostu gospodarczego w 2023 r. powinno nieco schłodzić rozgrzany rynek pomimo historycznie niskiego współczynnika pustostanów. Rynek mieszkaniowy w Amsterdamie odnotował największy wzrost cen wśród rynków strefy euro – 17% w ujęciu nominalnym – i znajduje się obecnie w strefie ryzyka wystąpienia bańki. Silne podstawy ekonomiczne nie zapobiegną korekcie w przypadku dalszego wzrostu oprocentowania kredytów hipotecznych. W Madrycie wzrost cen również przyspieszył od początku pandemii. Stolica Hiszpanii znajduje się obecnie w strefie przeszacowanej, choć wykwalifikowany pracownik sektora usług może tam zakupić największą powierzchnię mieszkalną spośród wszystkich rynków strefy euro objętych badaniem. Oprócz ożywienia gospodarczego po pandemii i niższych stóp procentowych, zachęty podatkowe do renowacji budynków przyczyniły się do wzrostu cen w Mediolanie po dekadzie stagnacji. Mieszkalnictwo w Paryżu stanowi natomiast wyjątek wśród analizowanych rynków strefy euro. Nominalne ceny nieruchomości nie zmieniły się w okresie od połowy 2021 r. do połowy 2022 r. i w konsekwencji stolica Francji znalazła się poza obszarem ryzyka bańki. Paryż pozostaje jednak najmniej przystępnym cenowo rynkiem strefy euro uwzględnionym w badaniu.

Rynek mieszkaniowy Londynu zalicza się do kategorii rynków przeszacowanych. Ceny są o 6% wyższe niż rok temu, czemu sprzyja strukturalny niedobór mieszkań przy rosnącym popycie po pandemii. Czynsze wzrosły, ponieważ potencjalni nabywcy mają trudności ze znalezieniem odpowiednich nieruchomości. Jednak rosnące oprocentowanie kredytów hipotecznych, koniec zwolnień od opłat skarbowych i niepewne perspektywy gospodarcze pogarszają perspektywy cenowe. Warszawa ma jeden z najsilniejszych rynków pracy w Europie Środkowo-Wschodniej, a boom przyciąga nowych mieszkańców i inwestorów kupujących na wynajem. Rynek pozostaje odpowiednio wyceniany, ale mieszkania stają się coraz bardziej niedostępne dla mieszkańców ze względu na wysokie ceny i szybko rosnące oprocentowanie kredytów hipotecznych. Zaostrzenie polityki monetarnej wywarło natomiast natychmiastowy wpływ na rynek mieszkaniowy Sztokholmu. Nastąpił tam spadek cen o ponad 10% w drugim kwartale tego roku, co spowodowało, że rynek opuścił strefę bańki i znalazł się w strefie przeszacowanej.

Bliski Wschód

Ceny domów w Tel Awiwie wzrosły mniej więcej trzykrotnie w latach 2001-2017. Czynsze niemal dotrzymywały kroku wzrostowi cen, odzwierciedlając fundamentalny niedobór mieszkań. Po krótkim okresie korekty w 2018 r. na rynku pojawiła się kolejna fala gwałtownego wzrostu cen. Tylko między połową 2021 r. a połową 2022 r. ceny poszybowały o 18%, co było najwyższym wskaźnikiem od 2010 r. Także wolumeny kredytów hipotecznych wystrzeliły w górę o 18%, co stanowi najszybsze tempo od 25 lat. W związku z tym rynek ten po raz pierwszy znalazł się w strefie ryzyka bańki. Rynek mieszkaniowy Dubaju od dwóch dekad przypomina kolejkę górską, ponieważ popyt jest silnie skorelowany z cenami ropy. Rosnące ceny ropy i wzrost imigracji ożywiły rynek w zeszłym roku. Ceny mieszkań podniosły się o 10% między połową 2021 r. a połową 2022 r. Jednak w ciągu ostatnich czterech kwartałów czynsze prześcignęły wzrost cen domów. W związku z tym rynek pozostaje odpowiednio wyceniany.

Azja i Pacyfik

Ceny mieszkań w Tokio wzrastały niemal nieprzerwanie od ponad dwudziestu lat dzięki atrakcyjnym warunkom finansowania i wzrostowi liczby ludności. Brak równowagi osiągnął próg ryzyka bańki, ponieważ przystępność cenowa stale się pogarsza. Ostatnio pojawiły się jednak oznaki osłabienia: wzrost cen zmniejszył się o połowę do 5% w ujęciu rocznym i po raz pierwszy od dekady pozostaje w tyle za średnią krajową. W Sydney ceny wzrosły łącznie o ponad 30% w 2020 r. i 2021 roku, zanim ubiegłoroczne zaostrzenie kryteriów udzielania kredytów i tegoroczne agresywne podwyżki stóp procentowych gwałtownie zmniejszyły przystępność cen. W rezultacie ceny spadły o ponad 5% w drugim kwartale 2022 r. Pomimo tego rynek nadal pozostaje wysoce przeszacowany. Rynek w Hongkongu odnotował nominalną korektę cen o około 4% w okresie od połowy 2021 r. do połowy 2022 r., co stanowi najsłabszy wskaźnik rocznego wzrostu spośród wszystkich analizowanych miast. Niemniej jednak rynek nie opuścił jeszcze terytorium ryzyka bańki. Singapur cieszy się silną międzynarodową pozycją jako centrum biznesowe, a ceny mieszkań wzrosły o kolejne 11% w okresie od połowy 2021 r. do połowy 2022 r.

Ameryki

Analizowane miasta USA miały znacznie silniejszy wzrost cen od początku pandemii w porównaniu z poprzednimi latami. Miami nadal korzysta ze znacznego dodatniego salda migracji i dużego zainteresowania inwestorów zagranicznych. Odnotowało ono najsilniejsze roczne wskaźniki wzrostu cen domów i czynszów, co spowodowało, że miasto jest jeszcze w większym stopniu przeszacowane. W San Francisco również zaobserwowano silny wzrost cen. Biorąc pod uwagę stłumione zatrudnienie w branży technologicznej oraz perspektywę kontynuacji modeli pracy zdalnej i hybrydowej, perspektywy dla cen mieszkań w San Francisco rysują się w ciemnych barwach. W Los Angeles nierównowaga już wcześniej była wysoka, a od zeszłego roku jeszcze wzrosła. Nieosiągalność finansowa mieszkań osiągnęła niemalże rekordowe wartości. Boston skorzystał z najwyższego wzrostu dochodów spośród wszystkich miast objętych badaniem dzięki silnej i zróżnicowanej gospodarce. Nierównowaga pozostała na mniej więcej niezmienionym poziomie w porównaniu z ubiegłym rokiem. Nowy Jork z kolei wykazał się najsłabszym wzrostem cen od połowy 2021 r. spośród wszystkich analizowanych miast USA. Nadal pozostaje w tyle za bardziej przystępnymi cenowo miastami i stanami, które są przyjazne pod względem podatkowym, biznesowym i regulacyjnym.

Realne poziomy cen domów w Vancouver i Toronto wzrosły ponad trzykrotnie w ciągu ostatnich 25 lat. W ostatnich kilku latach ranking wysyłał wiele sygnałów ostrzegawczych. Ostatni skok cen o kolejne 35% od początku pandemii nie jest do utrzymania. Niedawne podniesienie stóp procentowych przez Bank Kanady będzie prawdopodobnie ostatnią kroplą, która przeleje czarę. Korekta cen zaczyna się już szykować.

Po długim okresie stagnacji wzrost cen w Sao Paulo nieco przyspieszył, ale rynek pozostaje odpowiednio wyceniany. Pomimo niedawnego gwałtownego wzrostu stóp procentowych popyt na nowe kredyty hipoteczne utrzymuje się na wysokim poziomie. W miarę zbliżania się końca cyklu zacieśniania polityki pieniężnej i utrzymywania się dobrych perspektyw gospodarczych nieruchomości mogą zyskiwać na wartości.

Rising prices in most cities Inflation-adjusted price growth rates, in %

Rising prices in most cities Inflation-adjusted price growth rates, in %
www.ubs.com/global-real-estate-bubble-index

W 2022 r. liczba transakcji IPO zmniejszyła się o 44%

Raport EY Global IPO Trends wskazuje, że rynek debiutów giełdowych w dalszym ciągu znajduje się w trudnym położeniu. W okresie pierwszych dziewięciu miesięcy 2022 r. – analizując dane w ujęciu rok do roku – liczba transakcji IPO zmniejszyła się o 44%, a wpływy z nich o 57%. W samym trzecim kwartale 2022 r. były to spadki odpowiednio o 41% i 56%. Sektor technologiczny przoduje w zakresie wolumenów transakcji, jednak w kategorii wartości liderem jest energetyka. Najwięcej powodów do obaw mają przedstawiciele sektora dóbr konsumenckich, gdzie średnia wartość pojedynczej transakcji spadła o 69%. Najbliższe miesiące nie zapowiadają przełamania negatywnego trendu.

Najnowsza edycja raportu EY Global IPO Trends wskazuje, że ubiegłoroczne rekordy na rynku debiutów giełdowych (Initial Public Offering – IPO) to już odległa przyszłość. Wyniki, zarówno za trzeci kwartał jak i pierwsze dziewięć miesięcy 2022 r., wskazują na dalsze pogłębianie – obserwowanej od początku roku – negatywnej tendencji.

W skali globalnej liczba transakcji, w okresie styczeń-wrzesień, zmniejszyła się o 44% – z 1 773 do 992. Jeszcze większe spadki (57%) zanotowano w obszarze wpływów – z 341,7 do 146 miliardów dolarów. W samym trzecim kwartale 2022 r. miało miejsce 355 IPO o wartości 50,6 miliarda dolarów. W porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej oznacza to spadki o odpowiednio 41% i 56%.

Obecną zawiłą sytuację na rynku debiutów giełdowych trudno uznać za zaskoczenie. Globalne geopolityczne i makroekonomiczne wyzwania wynikające z wojny w Ukrainie oraz wciąż trudnej sytuacji pandemicznej w Chinach odcisnęły znaczące piętno na niemal każdej gałęzi gospodarki. Sprawia to, że kolejne firmy odkładają w czasie decyzję o wejściu na giełdę, czekając na poprawę koniunktury – mówi Anna Zaremba, Partnerka EY Polska, CFO Consulting, odpowiedzialna za rynek IPO.

(Chwilowy) koniec amerykańskiego snu

Wyniki zarówno za trzeci kwartał, jak i cały okres styczeń-wrzesień, wskazują szczególnie na negatywne trendy w obu Amerykach. Porównując dane od początku roku (analogicznie za 2021 i 2022), w tym regionie liczba transakcji zmniejszyła się o 72% (z 420 do 116), a ich wartość o 94% (z $134 mld do $7.5 mld). W efekcie, aktywność IPO w USA osiągnęła najniższy poziom od 20 lat.

Sytuację w Europie również można opisywać wyłącznie w pesymistycznym tonie. W trakcie pierwszych dziewięciu miesięcy roku, liczba transakcji spadła o 66% (z 359 do 123), a ich wartość o 76% (z $63,68 mld do $15,16 mld).

W przypadku Giełdy Papierów Wartościowych, na debiut w trzecim kwartale zdecydowały się 4 przedsiębiorstwa. Były to jednak wyłącznie spółki, które przeszły z NewConnect i nie są uwzględnione w metodologii przyjętej w raporcie EY.

Najbardziej stabilną sytuację można zaobserwować w regionie Azji i Pacyfiku. W okresie styczeń-wrzesień zanotowano tam najmniejsze spadki wynoszące – rok do roku – 25% (liczba transakcji) oraz 22% (wartość). Wpływ na to miał fakt, że aż 5 z 10 największych dotychczasowych IPO w 2022 r. było przeprowadzonych w tym obszarze geograficznym. W efekcie, w okresie pierwszych dziewięciu miesięcy roku odpowiadał on za 61% globalnej liczby transakcji oraz 69% ich wartości.

Chwilowy brak perspektyw na poprawę…

W okresie styczeń-wrzesień 2022 r. miało miejsce 218 debiutów giełdowych firm z sektora technologicznego. Stanowiło to 22% wszystkich globalnych IPO. Ilość nie zawsze przekładała się jednak na jakość. Średnia wartość pojedynczej transakcji spadła na przestrzeni roku z 261 do 123 milionów dolarów. Na drugim końcu skali znajduje się sektor energetyczny. Pomimo, że odpowiada on za 7% transakcji to ich wartość wynosi już 22% globalnego rynku. Równocześnie najwyższy procentowy spadek wysokości transakcji osiągnął sektor dóbr konsumenckich – 69%.

Rosnąca inflacja i związane z tym zjawiskiem działania banków centralnych, niepewna sytuacja geopolityczna oraz potencjalny rozwój pandemii koronawirusa to trzy główne czynniki odziaływujące na międzynarodową stabilność gospodarczą, a co za tym idzie – sytuację na rynku IPO. Perspektywy rozwoju na kolejne miesiące nie są optymistyczne, co sprawia że wiele organizacji będzie preferowało poczekać na swój debiut giełdowy, przynajmniej do 2023 roku.

…. jednak warto przygotowywać się już teraz.

Aktualna, pełna niepewności sytuacja rynkowa w naturalny sposób nie sprzyja podejmowaniu decyzji o wejściu na giełdę. To jednak optymalny czas na przygotowanie całego procesu. Wymaga on bowiem nierzadko wielomiesięcznych, dogłębnych analiz i zmian w skali całej organizacji – począwszy od jej struktury, przez procesy finansowe i podatkowe oraz środowisko kontroli wewnętrznych, po nowe funkcje, typowe dla spółek publicznych, np. relacji inwestorskich.

Średni czas potrzebny na przygotowanie organizacji do transakcji IPO wynosi pomiędzy 12 a 24 miesiące. Planując wejście firmy na giełdę oczywiście należy mieć na uwadze aktualną sytuację rynkową, jednak nie powinna być ona decydującym czynnikiem w aspekcie rozpoczęcia przygotowań. Część przedsiębiorstw rozpoczynając ten proces teraz, zakończy go pod koniec 2024 roku. W momencie zmiany koniunktury organizacje, które wykorzystały moment bessy na odpowiednie przygotowanie staną przed perspektywą osiągnięcia lepszych wycen i pozyskania większego kapitału. Warto mieć ten aspekt na uwadze – podsumowuje Justyna Rawicka, Starsza Menadżerka w Dziale CFO Consulting, EY Polska.

W siedem miesięcy zapadło blisko 11 tys. wyroków w sprawach frankowych

  • Frankowiczów obsługuje już ponad półtysięczna armia sędziów. I podobno to wciąż za mało.
  • Najwięcej wyroków w sprawach frankowych  zapada w Warszawie, Katowicach i Gdańsku.

Jak wynika z danych 45 sądów okręgowych, w pierwszych siedmiu miesiącach br. zakończono w nich łącznie ponad 10,5 tys. tzw. spraw frankowych. Wydano w sumie blisko 8,3 tys. wyroków. Statystyki te nie obejmują Sądu Okręgowego w Warszawie, gdzie w okresie od stycznia do czerwca br. takich przypadków odnotowano odpowiednio niespełna 4,5 tys. oraz prawie 2,5 tys. Wiadomo też, że w tamtejszym XXVIII Wydziale Cywilnym, czyli zajmującym się ww. sporami na koniec czerwca br. było 24 orzeczników. W pozostałych wydziałach cywilnych pierwszoinstancyjnych w SO w Warszawie również orzeka się w tego typu sprawach, ale tylko w tych, które wpłynęły przed kwietniem 2021 roku. Natomiast, według stanu z 31 lipca tego roku, we wcześniej wspomnianych przeszło 40 placówkach było 540 aktywnych sędziów zajmujących się sporami frankowymi.

Zbyt wolno

Z danych uzyskanych z 45 sądów okręgowych (bez SO w Warszawie) wynika, że w okresie od 1 stycznia do 31 lipca br. zakończono w nich ponad 10,5 tys. spraw frankowych. Najwięcej zamknięto ich w Sądzie Okręgowym w Łodzi – 770. Kolejne wysokie wyniki padły w Katowicach – 763, w Poznaniu – 749, w Gdańsku – 691, jak również w Krakowie – 598. Na końcu zestawienia jest Zamość – 6.  Wcześniej widać Krosno – 10, Sosnowiec – 11 (przy czym ten sąd działa dopiero od 1 kwietnia br.), Radom – 15, a także Tarnów – 20. Natomiast w SO w Warszawie, ale w krótszym okresie, bo od 1 stycznia do 30 czerwca 2022 roku, takich spraw zostało zakończonych 4479.

– Analizując dane, widać, że różnice są znaczące. Wpływ na to może mieć ogólna liczba spraw frankowych w danym sądzie, które zostały zarejestrowane. Ale istotą sprawy powinna być przede wszystkim organizacja pracy, a także utrwalona linia orzecznicza w danym sądzie. Możemy założyć, że w Zamościu, Radomiu czy Krośnie jeszcze ona się nie wykształciła. Sędziowie wstrzymują się z wydawaniem orzeczeń, oczekując na pojawienie się ważnego wyroku Sądu Najwyższego, który usunąłby wszelkie wątpliwości w tych sprawach – komentuje radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo.

Jak stwierdza Arkadiusz Szcześniak, prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu (SBB), ciągle mało jest zakończonych takich sporów, biorąc pod uwagę ponad 80 tysięcy spraw. Istotne jest, aby zwiększono obsadę w sądach. Należy także wesprzeć organizacyjnie i technicznie wydziały zajmujące się tą problematyką. Według eksperta, realnie brakuje narzędzi do zwalczania przewlekłości w postępowaniach sądowych. Ewentualne kary z tego tytułu płaci Skarb Państwa, a nie sędzia, który przez długi czas nie wykonuje żadnej czynności w danej sprawie. Z kolei adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal uważa, że czas trwania postępowania zależy od obłożenia sędziego, do którego trafia dana sprawa. Jeśli ma on w miarę wolny kalendarz, to można liczyć na szybki termin rozprawy i rozstrzygnięcie w I instancji w ciągu roku. Jednak postępowanie apelacyjne trwa jeszcze minimum 10-12 miesięcy.

– Z mojego doświadczenia wynika, że średnio ok. 18 miesięcy trwają sprawy frankowe do czasu uzyskania prawomocnego wyroku. Najszybciej takie orzeczenie zapadło po trzech miesiącach, ale była to wyjątkowa sytuacja, gdyż bank uchybił formalnej procedurze. Obecnie termin sprawy, która może trwać najdłużej, został wyznaczony na 9 marca 2025 roku. To oznacza, że rozstrzygnięcie w I instancji może zająć 4 lata – dodaje mec. Goska.

Wydajność sądów

Według danych z ponad 40 sądów okręgowych (z wyłączeniem SO w Warszawie), od 1 stycznia do 31 lipca br. zapadło w nich niespełna 8300 wyroków w sprawach frankowych. W większości tych miejsc było po co najmniej 100 takich rozstrzygnięć w analizowanym okresie. Najwięcej odnotowano ich w Katowicach – 617. Dalej na liście widzimy Gdańsk – 596, Poznań – 554, Łódź – 531, a także Szczecin – 502. Na końcu zestawienia są takie miasta, jak Sosnowiec – 0 (przy czym ten sąd działa dopiero od 1 kwietnia br.), Krosno – 1, Zamość – 2, Radom – 5 i Tarnów – 16. Natomiast w Sądzie Okręgowym w Warszawie, ale w pierwszej połowie tego roku, w ww. sprawach zapadły 2454 wyroki.

– Z punktu widzenia frankowiczów korzystne jest pojawianie się wyroków w innych miastach niż siedziby banków. Wcześniej klienci mogli kierować pozwy tylko do Sądu Okręgowego w Warszawie, we Wrocławiu i w Gdańsku – mówi ekspert Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu.

Z kolei Adrian Goska zwraca uwagę na sądy, które wydają najwięcej wyroków. Według eksperta, tam orzecznicy w sposób dostatecznie dobry zorganizowali sobie pracę w tego rodzaju sprawach. Ponadto  wykorzystują oni procedurę cywilną, umożliwiającą przygotowanie do rozprawy na posiedzeniach niejawnych. Dochodzi więc np. do rozstrzygania o wnioskach dowodowych czy też ich realizacji poprzez składanie zeznań na piśmie przez świadków czy strony.

Braki kadrowe

Według stanu z 31 lipca tego roku, w 45 sądach okręgowych (z wyłączeniem SO w Warszawie) było 540 aktywnych sędziów zajmujących się sprawami frankowymi. Najwięcej orzekało ich w SO w Poznaniu – 40. Dalej w tym zestawieniu widać Łódź – 33, a także Gdańsk – 27. Sąd Okręgowy Warszawa Praga w Warszawie oraz SO we Wrocławiu są następne w rankingu – po 25. Na końcu listy mamy Sosnowiec (przy czym SO działa od 1 kwietnia br.) – 4, jak również Tarnów, Słupsk i Sieradz – po 5. Natomiast w SO w Warszawie, według stanu z 30 czerwca, było 24 sędziów orzekających w XXVIII Wydziale Cywilnym. Ponadto w pozostałych wydziałach cywilnych pierwszoinstancyjnych SO w Warszawie sędziowie również orzekają w sprawach frankowych. Dotyczy to sporów, które wpłynęły przed kwietniem 2021 roku, tj. przed utworzeniem ww. wydziału.

– Liczba sędziów jest skorelowana z wielkością ośrodka i samego sądu. Orzecznicy tzw. wydziału frankowego w SO w Warszawie zajmują się tylko tymi sporami. Natomiast ci, którzy pracują w innych wydziałach lub sądach, rozpoznają także pozostałe sprawy cywilne. Zbyt mała liczba sędziów na pewno wpływa na czas postępowania. Warto przypomnieć, że na koniec 2020 r. w całym kraju było aż ok. 1000 wakatów na stanowiskach sędziowskich – zauważa mec. Jakub Bartosiak.

W opinii radcy prawnego Adriana Goski, najlepszym rozwiązaniem byłoby zwiększenie obsady w sądach okręgowych. Ewentualnie należy utworzyć kolejne w Polsce wydziały frankowe, np. w Gdańsku i we Wrocławiu, celem usprawnienia wydawania orzeczeń. Konieczne jest również znaczące zwiększenie obsady sędziów w XXVIII Wydziale Cywilnym SO w Warszawie. Jednak mimo obecnych ograniczeń, zdaniem eksperta, w najbliższych miesiącach wyroki powinny zapadać szybciej. Przede wszystkim ze względu na utrwaloną linię orzeczniczą. Ponadto sądy skutecznie ograniczają próby opóźnienia procesu przez banki. Ale bez znaczącego zwiększenia liczby sędziów oraz przy dalszym wzroście wpływu pozwów wydłuży się czas oczekiwania na pierwszą rozprawę.

– W wielu wydziałach liczba spraw przypadających na jednego sędziego jest za duża. Konieczne jest wzmocnienie wybranych wydziałów cywilnych, ale także mobilizowanie tych sędziów, którzy prowadzą postępowania po kilka lat bez wydania wyroku. Nowych orzekających jest ciągle za mało. Nie ułatwia tej sprawy spór o sposób mianowania sędziów. Te problemy należy rozwiązać w pierwszej kolejności, tak aby nikt nie mógł kwestionować wyroku, a następnie – zwiększyć liczbę sędziów – analizuje Arkadiusz Szcześniak.

Prognozy i nadzieje

Mecenas Bartosiak przewiduje dalszy wzrost liczby sporów frankowych. Jeśli sędziowie nie zdecydują się na wydawanie wyroków bez przeprowadzania rozpraw, jedynie na podstawie dokumentów, to czas postępowań nie ulegnie skróceniu. Ekspert z MBM Legal podkreśla, że w sprawach frankowych nie ma sporu o fakty, lecz o zgodność z prawem treści umów kredytowych.

– Obecnie wydłużają się terminy w wielu wydziałach. Może to wynikać także z oczekiwania części sędziów na wyrok w sprawie wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. Rozprawa w TSUE odbędzie się 12 października. Mamy nadzieję, że niedługo potem zapadnie wyrok i ta kwestia zostanie definitywnie wyjaśniona – zaznacza prezes Stowarzyszenia SBB.

Jak podsumowuje adwokat Jakub Bartosiak, nadal najwięcej spraw będzie trafiało do Sądu Okręgowego w Warszawie, gdzie są najbardziej doświadczeni sędziowie. Jeśli utrwali się korzystne dla kredytobiorców orzecznictwo pozostałych sądów, to za rok czy za dwa lata wzrośnie liczb kierowanych do nich spraw. Jeżeli jednak sędziowie w całej Polsce nie zdecydują się na wydawanie wyroków bez prowadzenia rozpraw, jedynie na podstawie analiz dokumentów, to czas postępowań nie ulegnie skróceniu.

Bakalland i Purella łączą się. Nowa nazwa korporacyjna to FoodWell

  • Bakalland, działający od 1991 roku lider w bakaliach i zdrowych batonach, oraz Purella, innowator kategorii zdrowej żywności, połączyły się. Nowa nazwa korporacyjna dla szerszego portfolio to FoodWell.
  • W planach jest stworzenie najsilniejszej grupy w segmencie zdrowej żywności w Polsce i systematycznie rozszerzanie międzynarodowej działalności.
  • Wszystkie marki działające w ramach Bakallandu i Purelli oczywiście pozostają na rynku i będą dynamicznie rozwijane.
  • Sukces FoodWell ma zapewnić mariaż doświadczenia i innowacyjności oraz strategia biznesowa odpowiadająca trendom konsumenckim.
  • Do 2026 roku firma chce przekroczyć 1 mld złotych obrotu rocznie. 1/3 przychodów będzie pochodziła z kanału e-commerce oraz eksportu.
Marian Owerko, prezes zarządu FoodWell
Marian Owerko, prezes zarządu FoodWell

Mój powrót na stanowisko prezesa to przemyślana decyzja – Bakalland to duża firma w branży FMCG, dla której impakt Purelli jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Bakalland pokazał przez wiele lat, że nie tylko doskonale rozumie potrzeby klientów, ale też że jest w stanie zagwarantować stabilny rozwój biznesowy i budować duże kategorie. Purella to innowacyjna spółka, która świetnie rozumie współczesne trendy. Te firmy idealnie do siebie pasują. Po połączeniu tworzymy grupę o bardzo dużym potencjale produkcyjnym oraz o wyróżniającej się sile dystrybucyjnej, skupionej w obecnych kanałach, ale najdynamiczniej w e-commerce oraz eksporcie – mówi Marian Owerko, prezes zarządu FoodWell.

Udało się skompletować prawdziwy „dream team”, najlepszy zespół, jaki mogłem sobie wyobrazić. Na stanowiskach wiceprezesów zarządu będą mnie wspierać: Michał Czerwiński (CCO) i Karol Kleszcz (CFO). W zarządzie FoodWell zasiadają również: Artur Ryczkowski (CSO), Artur Gajewski (CMO) i Tomasz Szafarczyk (COO). Dla realizacji naszej strategii bardzo ważna jest obecność w akcjonariacie Rafała Brzoski, co wzmacnia nasze plany biznesowe – dodaje prezes.

Zarząd FoodWell od lewej Tomasz Szafarczyk, Artur Gajewski, Michał Czerwiński, Marian Owerko, Karol
Zarząd FoodWell od lewej Tomasz Szafarczyk, Artur Gajewski, Michał Czerwiński, Marian Owerko, Karol Kleszcz

Innowacje i trendy

Nowo przyjęta strategia firmy obejmuje 10-letni horyzont czasowy. Nowa organizacja będzie rozwijać wszystkie marki, które funkcjonowały do tej pory w obu firmach. W portfelu FoodWell znajdują się: Bakalland, Delecta, Anatol, Purella i BeRAW. FoodWell chce być liderem w kategorii zdrowych produktów ze szczególnym wskazaniem na roślinne pochodzenie składników. Zarząd podkreśla również znaczenie marki Delecta, silnego gracza na rynku produktów do pieczenia i deserów, która systematycznie będzie uzupełniana o propozycje zawierające produkty roślinne. Osiąganiu celów ma sprzyjać rozpoznawalność marek Bakalland i Purelli oraz posiadanie trzech fabryk w Janowie Podlaskim, Włocławku i Białymstoku.

Zachowamy te kategorie produktowe, które mamy obecnie, znajdziemy dla nich również nowe pomysły. Będziemy też rozwijać kierunki innowacyjne, głównie produkty oparte o surowce roślinne, będące zamiennikami mięsa i mleka – mówi Michał Czerwiński, CCO w FoodWell.

W Warszawie powstało centrum innowacji, którego zespół analizuje na bieżąco nowości rynkowe, proponując zmiany w ofercie produktowej. Pierwsze produkty „plant based” zostaną wprowadzone w IV kw. 2022 r. Strategia zakłada również rozwój kategorii  „zdrowych batonów”, jak i „superfoods” oraz produktów funkcjonalnych.

Będziemy demokratyzowali zdrową żywność. Zapewnimy do niej dostęp wszystkim klientom dzięki atrakcyjnym cenom i wielokanałowej dystrybucji. Wierzymy, że nasze produkty, które są jednocześnie zdrowe i smaczne, będą inspirowały do wyboru lepszego stylu odżywania. Nieprzypadkowo opieramy nasz koncept na czterech fundamentach: wellbeingu, ludziach, innowacyjności i rozwoju oraz odpowiedzialności – mówi Artur Gajewski, CMO w FoodWell.

Doświadczenie i zakupy

Strategia grupy zakłada silną koncentrację na doskonałości operacyjnej, czyli w konsekwencji zapewnieniu organizacji jak najlepszych wyników finansowych. To one mają otwierać drogę ku innowacji, nowym rynkom i ewentualnym przejęciom, a także zapewniać dostęp do najlepszych specjalistów, tworzących strukturę organizacyjną FoodWell. Do 2026 roku, firma planuje podwojenie przychodów, których 1/3 będzie generowana z rynku e-commerce oraz z eksportu.

– Poprzez bakaliowe DNA jesteśmy zwinną organizacją z dobrze osadzonym procesem S&OP. Dostarczając klientom serwis operacyjny na poziomie 97% przez ostatnie pandemiczne lata pokazaliśmy, że nasze operacje są odporne na zewnętrzne zawirowania. Do zakładów w Janowie Podlaskim i Włocławku dołącza nowoczesna fabryka w Białymstoku – po połączeniu znacząco wzrasta poziom naszej wartości dodanej. Jesteśmy dobrze przygotowani na obsłużenie dynamicznego wzrostu w przyszłości – mówi Tomasz Szafarczyk, COO w FoodWell.

Całe przedsięwzięcie jest autorskim konceptem właścicieli: Rafała Brzoski i Mariana Owerko. FoodWell na tle konkurencji wyróżnia się stylem zarządzania i myśleniem o firmie w długim horyzoncie czasowym.

– Konkurujemy z międzynarodowymi graczami: w płatkach śniadaniowych i batonach ze szwajcarskim koncernem Nestle, w produktach do pieczenia i deserach z niemiecką firmą dr Oetker, a w bakaliach z austriacką firmą Kresto. Jesteśmy pewni, że polski kapitał, doświadczenie menedżerów, otwartość na innowacje i nasz unikalny know-how, to potencjał do międzynarodowego sukcesu FoodWell. Już dziś przypatrujemy się rynkowi z zainteresowaniem, poszukując podmiotów w Polsce i Europie, zwłaszcza w Skandynawii, które będziemy mogli przejąć, zapewniając sobie tym samym komplementarność w wybranych obszarach – dodaje Marian Owerko.

PFR Ventures inwestuje 240 mln PLN w Lakestar i Northzone

PFR Ventures podpisało umowy z Lakestar i Northzone, dwoma międzynarodowymi funduszami venture capital, które zainwestują łącznie blisko 500 mln PLN w polskie innowacyjne spółki. Publiczny inwestor alokował do nich łącznie 240 mln PLN, czyli blisko połowę tej kwoty.

PFR Ventures zarządza kapitałem o wartości blisko 4 mld PLN, wykorzystywanym na inwestycje w fundusze venture capital i private equity. Celem jest budowa krajowego rynku VC, poprzez inwestycje w nowe lokalne zespoły skoncentrowane na etapie zalążkowym oraz przyciąganie doświadczonych, międzynarodowych funduszy z bardziej rozwiniętych ekosystemów, które zapewniają kapitał spółkom na etapie wzrostu.

– Polski ekosystem innowacji nabrał rozpędu i wykazuje się odpornością na spowolnienie gospodarcze, którego doświadczają Europa Zachodnia i USA. W rekordowym roku 2021 krajowe spółki pozyskały 3,6 mld PLN, a tylko w pierwszej połowie roku 2022 było to ponad 2 mld PLN. Lokalne zespoły zapewniają przede wszystkim kapitał zalążkowy, ale to międzynarodowe fundusze pozwalają spółkom na dalszy rozwój i ekspansję. Kontynuujemy strategię przyciągania do Polski najlepszych zagranicznych inwestorów venture capital, które zapewniają nie tylko kapitał, ale też wprowadzają na polski rynek najlepsze praktyki inwestycyjne – mówi Maciej Ćwikiewicz, prezes PFR Ventures.

Do grona międzynarodowych funduszy, w które zainwestował PFR Ventures, dołączyły Lakestar i Northzone. Oba są już aktywne w Polsce. Lakestar finansuje Uncapped (2021), a także Revolut, który stworzył ponad 700 miejsc pracy w Krakowie. Northzone przewodził rundzie A polsko-francuskiego start-upu Stonly (2022), którego zespół inżynieryjny pracuje również w Krakowie.

Lakestar to fundusz z ponad 10-letnim doświadczeniem, który inwestuje w innowacyjne europejskie spółki na wczesnym etapie i w fazie wzrostu. Fundusz wsparł ponad 130 start-upów, w tym takie jednorożce jak Blockchain.com, Sennder, Glovo, Revolut i Spotify.

Northzone to założony w roku 1996 fundusz, który ma na swoim koncie ponad 175 inwestycji w inwestycjach zalążkowych oraz rundach A i B, w Europie i Stanach Zjednoczonych. Zespół wsparł w rozwoju jednorożce takie jak Hopin, Klarna, Spotify, czy TIER Mobility. PFR Ventures inwestuje w najnowszy fundusz Northzone o docelowej kapitalizacji ponad 1 mld EUR.

Misja Lakestar to wspieranie rozkwitającego europejskiego ekosystemu start-upów. Wsparcie publicznych instytucji, takich jak PFR, to kluczowy komponent w realizacji tej misji. Uczestnicząc w finansowaniu innowacji, europejskie państwa układają fundamenty dla przemysłu i gospodarki przyszłości. Cieszymy się z partnerstwa z PFR Ventures i wierzymy, że wspólnie przyczynimy się do dalszego rozwoju ekosystemu start-upów w Polsce – mówi Klaus Hommels, Założyciel i Prezes Lakestar.

– Cieszymy się, że możemy wspierać w rozwoju założycieli start-upów z Europy Środkowo-Wschodniej. Obserwujemy transformację tego regionu w szybko rosnące i dynamiczne centrum technologiczne. Tutejsi przedsiębiorcy i pracownicy mają wysokie kompetencje techniczne oraz globalne ambicje i śmiało wykorzystują między innymi chmurę obliczeniową, by dowodzić, że międzynarodowi liderzy technologiczni mogą powstać w każdym miejscu na Ziemi – mówi Michiel Kottling, Partner w Northzone.

PFR Ventures już wcześniej inwestował w międzynarodowe zespoły aktywne w Polsce. W jego portfelu znajduje się m.in. DN Capital (inwestor w Nomagic), Finch Capital (Symmetrical), White Star Capital (Packhelp, Uncapped), polsko-amerykański Atmos Ventures (Molecule.one i Nethone), holenderski Oxx (Codility) oraz polsko-niemiecki Sunfish Partners (Aether Biomedical Molecule.one).

– Inwestycje PFR Ventures w nowe zespoły zarządzające opieramy głównie na środkach z UE. Z kolei środki Polskiego Funduszu Rozwoju przeznaczamy na inwestycje w międzynarodowe, doświadczone fundusze, które chcą poszerzać swoją eskpozycję w Polsce. Planujemy wykorzystywać też ten budżet na alokację do bardziej doświadczonych polskich zespołów. Wkrótce poinformujemy o pierwszych tego typu inwestycjach – komentuje Bartłomiej Samsonowicz, dyrektor inwestycyjny w PFR Ventures.

PFR Ventures zainwestował dotychczas ponad 600 mln PLN w 13 międzynarodowych funduszy, które zapewniły ponad 230 mln PLN dla 29 polskich spółek. Łączna wartość kapitału zarządzanego przez te fundusze to ponad 12,4 mld PLN.

Thorium Space pozyskał 18 mln zł w programie na rzecz obronności kraju

Thorium Space, producent zaawansowanych systemów komunikacji satelitarnej (Space Advanced Communication Company), otrzymał 18,1 mln zł dofinansowania w ramach Programu na rzecz obronności i bezpieczeństwa państwa pn. „Rozwój nowoczesnych, przełomowych technologii służących bezpieczeństwu i obronności państwa” pk. „SZAFIR”. Łącznie Thorium Space pozyskało i podpisało już umowy na wsparcie grantowe na niespełna 100 mln zł.

Łączna wartość projektu, którego efektem końcowym będzie zbudowanie Taktycznego Adaptacyjnego Transpondera Satelitarnego (T-XPDR), to nieco ponad 20 mln zł. Thorium Space wnioskował o dofinansowanie w wysokości 18,1 mln zł i otrzymał w pełnej wysokości, jako jedna z zaledwie kilku firm startujących w programie „Szafir”. Na początku kwietnia bieżącego roku, do drugiego rozstrzygającego etapu w konkursie, zaklasyfikowano zaledwie 9 z 80 ubiegających się projektów.

Jesteśmy bardzo dumni, że po raz kolejny w obliczu ogromnej, merytorycznej konkurencji, nasz projekt zdobył uznanie oceniających. W obliczu dynamicznie zmieniającej się sytuacji geopolitycznej na świecie, nasze rozwiązanie, które zapewni bezpieczną, w pełni szyfrowaną łączność satelitarną, to jeden z kluczy dla bezpieczeństwa państwa – podkreśla Paweł Rymaszewski, prezes Thorium Space.

Celem projektu jest opracowanie demonstratora w pełni cyfrowego, adaptacyjnego transpondera telekomunikacyjnego działającego w paśmie Ka (segment kosmiczny), zbudowanego z użyciem najnowszej technologii SDR/SDS oraz Cognitive Radio, przeznaczonego do realizacji taktycznej łączności satelitarnej (PTSC), wyposażonego w innowacyjne, wielowiązkowe, płaskie, elektronicznie sterowane macierze antenowe.

Transponder ten pozwala na zapewnienie bezpiecznej, w pełni szyfrowanej łączności cyfrowej, a dzięki możliwości cyfrowego kształtowania oraz kierowania wiązek radiowych na określony obszar (także dynamicznie) oraz cyfrowej generacji sygnałów radiowych pozwala na pracę z użyciem technologii Beam Hopping, Beam Tracking,Beam Forming.

„Szafir” to kolejne dofinansowanie, które zdobył Thorium Space. W ubiegłym roku spółka uzyskała wsparcie do projektu „Stacja bazowa 5G w paśmie milimetrowy / Polish 5G mmWave Micro Cell” oraz dofinasowanie do projektu „SUBCOM – Satelitarny system teledetekcji oraz komunikacji suborbitalnych rakiet badawczych”. Łączna wartość projektów to ponad 60 mln zł, a wartość uzyskanego dofinansowania przekroczyła 48 mln zł. Łącznie Thorium Space pozyskało i podpisało już umowy na wsparcie grantowe na niespełna 100 mln zł, razem z finasowanie inwestorów to już ponad 120 mln zł.

FPP: W przyszłości zeroemisyjność pieców gazowych zapewni bioLPG

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) podkreśla, że wymiana pieców węglowych na gazowe LPG przyczynia się do ograniczenie emisji szkodliwych pyłów i niebezpiecznego benzopirenu o blisko 100%. Warto o tym pamiętać w obliczu nadchodzącej zimy i zawieszenia w Polsce obowiązywania norm jakościowych dla paliw stałych. W ramach projektowanej nowelizacji europejskiej dyrektywy o charakterystyce energetycznej budynków (EPBD) od 2030 r. wszystkie nowe budynki muszą mieć charakter zeroemisyjny, a źródła energii i ciepła będą musiały wykorzystywać wyłącznie energię odnawialną. Do paliw odnawialnych zgodnie z dyrektywą o odnawialnych źródłach energii zalicza się m.in. biopropan, tzw. bioLPG.

Piece gazowe są bezpiecznym i ekologicznym źródłem ciepła dla Polaków, a w przyszłości zastosowanie zamiennika w postaci bioLPG zapewni ich zeroemisyjność. Zgodnie z przepisami wszyscy użytkownicy pieców zainstalowanych przed 2030 rokiem będą mogli używać gazu LPG – choć stopniowo w ich zbiornikach pojawi się identyczny z chemicznego punktu widzenia bioLPG.

Smog pozostaje jednym z wyzwań cywilizacyjnych. Można się z nim mierzyć przez wymianę starych pieców węglowych na kombinację pieców gazowych –szczególnie w przypadku starszych budynków – i pomp ciepła – w nowszych. Dla obu technologii można nadal skorzystać z dofinansowania w ramach rządowego programu Czyste Powietrze.

Zalety użytkowania pieców gazowych LPG:

  • Gaz płynny LPG nie podlega pod rozporządzenie o ograniczeniu poboru gazu ziemnego – potencjalne ogłoszenie stopni zasilania nie wpływa na dostawy gazu płynnego.
  • Gaz płynny LPG można łatwo magazynować – można w dowolnym momencie przed sezonem grzewczym napełnić zbiornik na całą zimę.
  • Obecne ceny propanu grzewczego są wyjątkowo atrakcyjne – według analiz Ministerstwa Klimatu i Środowiska propan w 2022 r. staniał w relacji do innych paliw, jak pelet, olej opałowy czy gaz ziemny.
  • Gaz płynny LPG pochodzenia kopalnego będzie stopniowo zastępowany biopropanem (bioLPG) produkowanym z odpadów – paliwem wspieranym przez regulacje europejskie, który ma identyczne cechy fizyko-chemiczne, jak tradycyjny LPG pochodzenia kopalnego.

„Gaz płynny – w tym bioLPG – stanowi wartościowe uzupełnienie miksu energetycznego na obszarach wiejskich i trudnodostępnych. To wygodne i bezobsługowe rozwiązanie, nie wymaga miejsca na magazynowanie opału i oznacza relatywnie niski – w porównaniu do np. pomp ciepła – koszt inwestycji. Ogrzewanie gazem jest przyjazne środowisku –nie powoduje smogu, a emisja dwutlenku węgla jest dwukrotnie niższa niż w przypadku węgla kamiennego. Takie piece będzie można użytkować także po 2030 roku, a w nowych budynkach będzie można używać bioLPG, co zapewni zeroemisyjność źródła ciepła” – podkreśla Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

W Polsce jest obecnie ok. 2 mln domów jednorodzinnych w miastach – zwykle z dostępem do energii z sieci – oraz ok. 3,7 mln domów na terenach wiejskich. Około 1,5 mln gospodarstw domowych wykorzystuje starsze piece węglowe, prawdopodobnie połowa z nich jest głównym źródłem smogu w Polsce.

Od 2027 r. nowobudowane budynki użyteczności publicznej, a od 2030 r. wszystkie nowobudowane – w tym mieszkalne – będą prawdopodobnie musiały mieć charakter zeroemisyjny. Źródła energii i ciepła zasilające lokalnie budynki zeroemisyjne będą musiały wykorzystywać wyłącznie energię odnawialną, co oznacza, że nie będzie dopuszczalne stosowanie paliw pochodzenia kopalnego – ale już np. bioLPG tak. Źródła ciepła zainstalowane przed wejściem w życie projektowanych przepisów będą mogły być nadal eksploatowane.

Krach na rynku brytyjskich obligacji skarbowych (Gilt) – kluczowe wnioski

  • Krach obligacji skarbowych w Wielkiej Brytanii nie stanowił powtórki kryzysu długu publicznego strefy euro, a raczej wywołany ryzykiem utraty płynności wypadek rynkowy, który zagroził stabilności finansowej – wynika z analiz Allianz Trade. Ponieważ swapy ryzyka kredytowego (CDS) dla Wielkiej Brytanii nie podążyły ścieżką wzrostu rentowności obligacji skarbowych, to ryzyko utraty płynności raczej niż ryzyko kredytowe spowodowało zmiany na rynku obligacji skarbowych. Nie doszło tu również do konfliktu o dominację finansowa pomiędzy bankami centralnymi i rynkami, ponieważ Bank Anglii działał jako mechanizm ochronny na rzecz a nie przeciwko rynkom. Zdaniem Allianz Trade wysokie ryzyko dla stabilności finansowej spowoduje wzrost liczby banków centralnych wywierających nacisk na podnoszenie stóp krótkoterminowych przy jednoczesnym utrzymaniu stóp długoterminowych pod kontrolą.
  • Obrót na rynku brytyjskich obligacji państwowych będzie przez pewien czas wyboisty. Ale Wielka Brytania nie stanowi wyjątku, jeśli chodzi o ryzyko płynności. Ryzyko to uderzyło ją jako pierwszą w związku z niefortunną interakcją sygnałów polityki monetarnej (zacieśnianie) i fiskalnej (luzowanie). Z analiz Allianz Trade wynika, że podobne ryzyko utraty płynności może wystąpić głównie w strefie euro, ale też w USA, ponieważ zmienność na rynku obligacji osiągnęła poziomy niewidziane od przełomu lat 2008-09, a bezpieczne zabezpieczenia pozostają rzadkie.
  • Allianz Trade uważa, że Bank Anglii będzie musiał pozostać „kredytodawcą ostatniej szansy” dłużej niż tylko do końca października i przełożyć na później swój program zacieśniania ilościowego celem przywrócenia pewności. Potrzebny jest też nadal realny zwrot polityki fiskalnej, wykraczający poza rezygnację z obniżki podatków dla 45% najlepiej zarabiających (co pozwoli zaoszczędzić 2,5 mld GBP). W obecnej formie, pakiet fiskalny popchnie brytyjski deficyt fiskalny ku poziomowi zbliżonemu do -7% PKB w 2023 r., a dług publiczny do 103% PKB. W związku z tym wszystkie oczy będą zwrócone na średnio-terminową ścieżkę fiskalną, którą kanclerz skarbu najprawdopodobniej przedstawi już w tym miesiącu, mając na uwadze kryzys. Ponieważ wyższe o +100bp stopy skarbowe są równe wysiłkom fiskalnym na poziomie 0,5% PKD dla stabilizacji długu, a także w związku ze zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, ryzyko pogorszenia się sytuacji fiskalnej w kontekście potencjalnego wzrostu na poziomie ok. +1% pozostaje bardzo wysokie. W związku z tym wydaje się, że planowane na 31 października rozpoczęcie transakcji sprzedaży obligacji skarbowych na poziomie 10 mld GBP na kwartał będzie trudne.
  • W świetle wysokiego podwójnego deficytu nie można wykluczyć dalszego spadku wartości GBP – wynika z analiz Allianz Trade. Jeśli wiarygodność fiskalna zostanie zakwestionowana ponownie do końca listopada, możemy spodziewać się spadku o -7% względem USD. W tak wrażliwym otoczeniu Bank Anglii będzie zmuszony do szybszego podnoszenia stóp procentowych (do 4% pod koniec 2022 r., co stanowić będzie wynik wyższy o 150bp w porównaniu do uprzednich przewidywań), ale przy ograniczonym wpływie na PKB.
  • Wyższe koszty finansowania mogą spowodować wzrost ryzyka korporacyjnego – wynika z analiz Allianz Trade. Dodatkowe zwiększenie stóp o +150 bps spowoduje spadek marż korporacyjnych o niemalże -2pp i wzrost stóp procentowych kredytów bankowych dla firm o +130 bps. Bufory podatkowe są nadal o 35% wyższe względem poziomów z 2019 r., ale skoncentrowane są głównie w rękach dużych firm. W związku z tym potencjalne warunki skrajne w zakresie płynności w połączeniu ze wzrostem kosztów energii zwiększą udział MSP narażonych na ryzyko upadłości do poziomu powyżej 20% w Wielkiej Brytanii, czy do poziomów sprzed Covid-u. Generalnie przewidujemy wzrost poziomu upadłości przedsiębiorstw do +15% powyżej poziomów sprzed Covid-u w 2023 r. (do 25.400 przypadków).

Rynki natychmiast zaczęły podważać masywny brytyjski pakiet luzowania fiskalnego, który miał być w całości finansowany dodatkowymi emisjami obligacji w sytuacji, gdzie Bank Anglii miał rozpocząć sprzedaż obligacji skarbowych. Rezygnacja z obniżki podatków dla najlepiej zarabiających jest krokiem w dobrym kierunku, ale wejście na wiarygodna ścieżkę średnioterminowa będzie wymagać więcej. Dnia 23 września kanclerz skarbu Kwasi Kwarteng ogłosił ambitny pakiet wydatkowania na poziomie ok. 7% PKB (lub ponad 200 mld GBP) na okres kolejnych dwóch lat celem zwalczenia kryzysu energetycznego. Pakiet przewidywał cięcia podatkowe na poziomie 45 mld GBP, które miały być finansowane dodatkowymi pożyczkami i stanowiły największy przejaw luzowania fiskalnego od 1972 r., większy o 15 mld GBP niż przewidywano. Odpowiada on ponad 50% pakietu Covid-owego łącznie i powinien spowodować wzrost długu publicznego do 103% PKB w 2023 r. z poziomu 96% w 2022 r., co spowodowałoby deficyt budżetowy na poziomie -7% PKB.

Ogłoszenie bodźca fiskalnego w czasie, gdy Wielka Brytania posiada znaczny deficyt obrotów bieżących (patrz Tabela 2) i gdy Bank Anglii miał rozpocząć zacieśnianie ilościowe wywołało kryzys zaufania na rynkach. Wartość funda względem dolara amerykańskiego spadła gwałtownie 23 września (-3,5%), osiągając najniższy poziom od 1985 r. Choć ostatnie ogłoszenie Banku Anglii o zaangażowaniu się w celowane zakupy QE długoterminowych brytyjskich obligacji skarbowych przyniosło rynkowi niewielką ulgę, efekt ten będzie z pewnością krótkoterminowy, ponieważ nie podjęto w pełni działań nacelowanych na przyczyny tej wyprzedaży. Zwrot w zakresie cięć podatkowych dla osób o wyższych dochodach dał walucie nieco odetchnąć, ale droga do odzyskania wiarygodności fiskalnej i rządowej jest nadal długa. W końcu koszt tej części pakietu był najmniejszy, przez co nie rozwiano wątpliwości co do finansowania deficytu fiskalnego.

Inwestycje portfelowe stanowią niezwykle istotne źródło finansowania zewnętrznego w Wielkiej Brytanii (Rysunek 1), szczególnie w ostatnich latach. Tym niemniej, utrata zaufania dla państwa ze strony inwestorów z pewnością może przynieść problemy. Dla PKB może być to poważny problem, ponieważ waluta jest silnie negatywnie skorelowana z awersją do ryzyka (Rysunek 2).  W przypadku „nagłego zatrzymania” wpływów kapitałowych, obroty bieżące mogłyby ulec praktycznie natychmiastowemu odwróceniu, co zaś spowodowałoby (dalszy jeszcze) spadek wartości waluty.

Rysunek 1 – Równowaga płatności (suma bieżąca na Kw IV, % PKB)Równowaga płatności

[legenda od góry: Obroty bieżące; Wpływy z inwestycji bezpośrednich netto; Wpływy z inwestycji portfelowych (IP) netto; IP: kapitał; IP: dług]

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Rysunek 2 – PKB vs S&P500PKB vs S&P500

[legenda: GBP-USD (prawa strona – odwrócone)]

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Modele wyceny FX[1] (Tabela 1) wskazują, że choć wycena GBP już jest zaniżona, nie jest to najtańsza waluta – wśród walut krajów G10 najgorsze pozycje zajmują szwedzka korona (SEK), norweska korona (NOK) i japoński jen (JPY). Należy zauważyć, że model FEER, który uwzględnia dynamikę sektora zewnętrznego sugeruje, iż wycena funta jest nadal zawyżona, pomimo znacznego deficytu obrotów bieżących w Wielkiej Brytanii. W ujęciu zbiorczym, modele wskazują, że GBP nie jest tak na prawdę szczególnie tani, przez co nie można wykluczyć dalszego spadku wartości.

Jeśli skoncentrujemy się na założeniach modelu FEER i przyjmiemy, iż konieczna jest pełna korekta obrotów bieżących, przybliżone szacunki wskazują, że wartość funta powinna spaść o niemalże 30% w ujęciu realnym efektywnym. Dla pary walutowej GBP-USD wymagany byłby spadek na poziomie 7%. To powiedziawszy, polityka monetarna powinna odegrać tu istotną rolę, a Bank Anglii powinien zacząć podnosić stopy procentowe szybciej i z całą pewnością silniej niż przewidywano, co powinno zapewnić walucie pewne – choć ograniczone – wsparcie. W końcu wyższe stopy procentowe powinny mieć wpływ zarówno na już anemiczny wzrost, jak i na stronę fiskalną. Do czasu ogłoszenia planów polityki monetarnej i szczegółów planu fiskalnego przewidujemy, że funt pozostanie walutą wysoce zmienną, ulegającą wpływom pojawiających się informacji z frontu fiskalnego.

Tabela 1 – Wycena FXWycena FX

[average – średnia; Undervalued – zaniżona wycena; Overvalued – zawyżona wycena]

Sources: Refinitiv, Allianz Research.

Źródła: Refinitiv, Allianz Research.

Wszystkie oczy będą zwrócone na średnio-terminowy plan fiskalny, który może zostać zaprezentowany już w tym miesiącu. Zapewnienie wiarygodności będzie wymagać czegoś więcej niż tylko rezygnacji z cięć podatkowych, które powinny zredukować pakiet luzujący o 2,5 mld GBP. W szczególności bardzo optymistyczny docelowy wzrost roczny na poziomie +2,5% należy porównywać z przeszłymi wynikami na poziomie +2,1% notowanymi w latach 2010-15, czy 1,9% wzrostem po referendum w sprawie Brexitu i przed kryzysem wywołanym Covid-19. Dla kontekstu należy wskazać, że potencjalny wzrost realnego PKB Wielkiej Brytanii od Brexitu obniżył się do +1% rocznie.

Przewidujemy, że pakiet fiskalny zapewni dodatkowy wzrost o +1,1pp po upływie jednego roku, co w ujęciu netto powinno dać jedynie +0,1pp (patrz Tabela 2). To nie wystarczy dla stabilizacji długu publicznego, szczególnie w kontekście rosnących stóp procentowych, które wymagają dodatkowych korekt fiskalnych (wyższe o 100bps stopy skarbowe są równe wysiłkom fiskalnym odpowiadającym 0,5% PKB).

Tabela 2 – Wpływ środków luzowania fiskalnego w Wielkiej Brytanii

Pakiet cięć podatkowych (z wyłączeniem obniżenia stawki podatku dla 45% najlepiej zarabiających) mld GBP 42,5
% PKB 1,8%
Mnożnik fiskalny w pierwszym roku Egzogenny szok fiskalny na poziomie 1% PKB 0,6
Wpływ luzowania fiskalnego na wzrost realnego PKB (pp)   +1,0
Wzrost kluczowych stóp procentowych konieczny do skompensowania inflacji (bp)   100
Wpływ rosnących stóp na realny PKB -0,5
Wpływ netto na wzrost realnego PKB   0,5

Źródła: Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Źródła krajowe, Allianz Research

Tabela 3 – Kluczowe prognozy gospodarcze

Wielka Brytania 2020 2021 2022 2023
PKB -9,3% 7,4% 3,4% -0,2%
Wydatki konsumenckie -10,6% 6,2% 4,2% 0,5%
Wydatki publiczne -5,9% 14,3% 0,7% 8,5%
Inwestycje -9,5% 5,9% 5,0% 2,1%
Akcje* -0,8% 0,9% 2,7% -1,4%
Eksport -13,0% -1,3% 2,3% 0,1%
Import -15,8% 3,8% 14,4% 2,8%
Eksport netto 1,0% -1,5% -3,5% -0,9%
Obroty bieżące (% PKB) -2,5% -2,6% -6,0% -6,5%
Zatrudnienie -0,8% -0,5% 2,5% 0,5%
Wskaźnik bezrobocia 5,1% 4,5% 3,8% 4,0%
Wynagrodzenia 1,8% 5,9% 5,0% 4,9%
Inflacja 0,9% 2,6% 9,1% 7,5%
Stopa Banku Anglii 0,10% 0,25% 4,00% 4,00%
Bilans fiskalny (% PKB) -16,9% -8,1% -6,0% -7,0%
Dług publiczny (% PKB) 103,0% 95,0% 96,0% 103,0%

Zmiana w okresie, chyba że wskazano inaczej: * udział we wzroście PKB

** mds de £

Źródła: Źródła krajowe, Allianz Research

W międzyczasie Bank Anglii może być zmuszony pozostać „kredytodawcą ostatniej szansy” dłużej niż tylko do połowy października i przełożyć na później swój program zacieśniania ilościowego (QT) celem przywrócenia pewności. Bank Anglii musiał sobie przypomnieć, że jego zadaniem jest nie tylko równoważenie wzrostu stóp i ryzyka recesji, ale też zapewnianie stabilności finansowej. Dla wielu inwestorów połączenie rozbudowanego pakietu fiskalnego i agresywnego „jastrzębiego” stanowiska monetarnego stało się sygnałem do sprzedaży obligacji skarbowych. Mając na względzie już trudne warunki płynnościowe, spowodowało to spiralę spadkową wraz ze wzrostem zmienności, co doprowadziło do cięcia marż, jeszcze pogarszając sytuację płynnościową, aż do zupełnej zapaści animacji rynku. By zapobiec kryzysowi systemowemu, Bank Anglii musiał opóźnić realizację swych planów w zakresie zacieśniania ilościowego (GT) i interweniować jako animator rynku ostatniej szansy poprzez wznowienie zakupu obligacji skarbowych (zakupy na poziomie 5 mld GBP przez okres 13 dni, na łączną kwotę 65 mld BGP). Krach obligacji skarbowych nie stanowił powtórki kryzysu długu publicznego ostatnio widzianego w strefie euro w 2012 r., a raczej wywołany ryzykiem utraty płynności wypadek rynkowy. Ponieważ swapy ryzyka kredytowego dla Wielkiej Brytanii nie podążyły ścieżką wzrostu rentowności obligacji skarbowych, to ryzyko utraty płynności a nie ryzyko kredytowe spowodowało zmiany na rynku obligacji skarbowych. Nie doszło tu również do konfliktu o dominację finansowa pomiędzy bankami centralnymi i rynkami, ponieważ Bank Anglii działał jako mechanizm ochronny na rzecz a nie przeciwko rynkom.

Od czasu pojawienia się ogłoszeń budżetowych rynki przewidują, że brytyjskie stopy procentowe powinny osiągnąć szczyt w wysokości 6% przyszłego lata, osiągając tym samym ponad dwukrotnie wyższy poziom od obecnego 2,25%. Bardziej agresywne podnoszenie stóp procentowych sprzyjałoby wzrostowi wartości GBP powyżej 1,10/USD, co jest czynnikiem kluczowym w utrzymaniu inflacji w ryzach. Efekt przeniesienia na ceny importowe w Wielkiej Brytanii jest jednym z najwyższych w krajach rozwiniętych, jako że ocenia się, iż 55% ceny importowej odzwierciedla zmiany kursów walutowych – w porównaniu do np. 10% w Niemczech, czy 5% we Francji. Ponadto 30% wydatków konsumenckich zależy od importu. Patrząc więc na historyczny efekt przeniesienia Allianz Trade zauważa, że obniżenie wartości o -10% oznaczałoby wzrost inflacji o niemalże +3pp w ciągu jednego roku. Z drugiej strony, zwiększenie wzrostu jest ograniczone, ponieważ przewiduje się, że spadek wzrostu PKB przełoży się na zmianę cen eksportowych na poziomie odpowiadającym jedynie 40% zmiany kursów walutowych[2]. Efekt przeniesienia może być jeszcze niższy, mając na względzie niski poziom wzrostu globalnego i najniższych szacunkach dla wzrostu handlu globalnego od roku 2019 (+1,2%)[3]. W związku z tym Allianz Trade uważa, iż celem kompensacji rosnącej inflacji Bank Anglii będzie musiał zwiększyć stopy procentowe do 4% do końca 2022 r., a następnie wstrzymać wprowadzanie zmian w tym zakresie w 2023 r.

Obrót na rynku brytyjskich obligacji państwowych będzie przez pewien czas wyboisty.  Ale Wielka Brytania nie stanowi wyjątku, jeśli chodzi o ryzyko płynności.  Ryzyko to uderzyło ją jako pierwszą w związku z niefortunną interakcją sygnałów polityki monetarnej i fiskalnej. Podobne ryzyko utraty płynności może wystąpić w strefie euro i USA, ponieważ zmienność na rynku obligacji osiągnęła poziomy niewidziane od kryzysu finansowego z 2008 r., a bezpieczne zabezpieczenia pozostają rzadkie. Allianz Trade uważa, że obligacje skarbowe państw strefy euro są bardziej narażone na ryzyko (Rysunek 3).

Rysunek 3 – Zmienność na rynku obligacji zbliżona do poziomów z okresu globalnego kryzysu finansowegoZmienność na rynku obligacji zbliżona do poziomów z okresu globalnego kryzysu finansowego

[legenda od góry: USA – zmienność na rynku obligacji skarbowych (Indeks MOVE); STREFA EURO – Wskaźnik zmienności na rynku obligacji (skarbowe I NFC) (prawa strona)]

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Z krachu brytyjskich obligacji skarbowych wyciągamy następujące wnioski:

  • Poza możliwością wywołania recesji, ryzyko stabilności finansowej może ograniczyć zwiększanie stóp procentowych i doprowadzić do zwrotu w polityce monetarnej.
  • Krach brytyjskich obligacji skarbowych może oznaczać koniec sekwencjonowania QE, gdzie zakupy obligacji i zwiększanie stóp uważano za wzajemnie wykluczające się. Nowe model działania może obejmować wywieranie przez banki centralne presji na podnoszenie stóp krótkoterminowych przy jednoczesnym utrzymaniu stóp długoterminowych pod kontrolą (spłaszczanie krzywej rentowności).
  • Nie należy porównywać obecnego cyklu podnoszenia stóp do cykli z lat 70. i 80. XX wieku, ponieważ system finansowy jest obecnie dużo bardziej wrażliwy na zmienność stóp procentowych w związku z zakresem finansjalizacji, stosowania dźwigni finansowej i ekspozycji na instrumenty pochodne. Do zarządzania poziomem zmienności przywiązywać się teraz będzie znacznie większą wagę w polityce monetarnej.
  • Bank centralny nadal będzie mieć wpływ na sytuację, ale dotyczyć to będzie jedynie aktywów koniecznych dla funkcjonowania systemu finansowego (aktywa bezpieczne, kwalifikujące się do operacji mających na celu regulację polityki monetarnej). Zwiększy to rozwidlenie cenowe, ponieważ aktywa te stanowić będą ucieleśnienie premii za dogodność.

Rysunek 4 – Ryzyko utraty płynności na brytyjskim, amerykańskim i niemieckim rynku obligacji*Ryzyko utraty płynności na brytyjskim, amerykańskim i niemieckim rynku obligacji

[legenda od lewej: brytyjskie obligacje skarbowe; amerykańskie obligacje skarbowe; niemieckie obligacje skarbowe]

*Wskaźniki mierzące łącznie odchylenia ceny kupna/sprzedaży od krzywej wartości godziwej

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Indeks FTSE 100 pozostaje odporny, pomimo ostatniej zmienności poziomu dochodu stałego, ale premia za ryzyko wzrosła. Przez większą część 2022 r. wyniki FTSE 100 były lepsze niż wyniki pozostałych rynków światowych dzięki typowego dla tego indeksu nastawienia „defensywnego” oraz względnie wysokiej wadze sektorów towarowych, które skorzystały na super cyklu towarowym. Jednocześnie, jeśli chodzi o stronę przychodów, fakt, iż większość spółek tworzących FTSE 100 generuje przychody raczej poza Wielką Brytanią (~75%) jednocześnie wykazując przychody w GBP powoduje klasyfikację FTSE 100 jako aktywa o niskiej zależności od sytuacji w Wielkiej Brytanii, powodując wzrost lub zapobiegając spadkowi strukturalnemu wykazywanych zysków. W konsekwencji, nawet jeśli rynki brytyjskich obligacji skarbowych i kredytów korporacyjnych cechowały się znacznym stopniem zmienności, FTSE 100 zachował odporność, a ciągły spadek wartości PKB pozytywnie kompensował pogarszające się światowe warunki gospodarcze. Ta odporność strukturalna dotyczy jedynie 100 największych graczy rynkowych. Największe spółki z przedziału 101 do 305 tworzące indeks FTSE 250 osiągnęły wyniki odpowiadające innym globalnym rynkom kapitałowym, głównie dlatego, że w obszarze tych 250 graczy podejście nie jest już tak defensywne i skoncentrowane na towarach, a głównym źródłem przychodów jest krajowy rynek brytyjski (Rysunek 5).

Rysunek 5 – Wyniki globalnych rynków kapitałowych narastająco od początku roku (%)Wyniki globalnych rynków kapitałowych

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Ta odporność rynkowa zostanie wystawiona na próbę w najbliższej przyszłości, ale dane podstawowe nadal narzucają mu etykietę „taniego”. Nawet jeśli indeks FTSE 100 wykazał swego rodzaju odporność w ujęciu rok do roku, globalne spowolnienie gospodarcze musi wywrzeć wpływ strukturalny na bilanse firm brytyjskich, jako że przewiduje się, iż globalna erozja popytu wywierać będzie w najbliższej przyszłości niebagatelną presję, szczególnie na firmy zależne od sytuacji na rynku towarowym. W tym zakresie analitycy nieustannie obniżają szacunki zarobków, przyspieszając przewidywania dotyczące spadków bilansów w związku z przewidywanym globalnym spadkiem popytu. Warunki te wywierać będą presję na indeks do końca roku. Tym niemniej, nawet uwzględniwszy swego rodzaju konsensus co do ogólnych spadków cen, fakt, iż wyniki głównego indeksu plasują się przy niższym krańcu spektrum wskaźnika cen do zarobków powoduje, że przyczepiła się do niego etykieta „już taniego”. Poza tym względnie wysokie dywidendy i skupy akcji nieustannie wywierają dodatkową presję, szczególnie że niekwalifikująca się część dywidend firm FTSE 100 ma swe źródło w przychodach wyrażonych w USD celem zabezpieczenia inwestorów przed ryzykiem wynikającym z osłabienia funta brytyjskiego.  Na koniec, patrząc z perspektywy składu, wysoce defensywne i skoncentrowane na towarach podejście rynkowe w połączeniu z wysoką koncentracją środków finansowych i niską ekspozycją na akcje „wzrostowe”, które powinny zapewnić zabezpieczenie przed presją ze strony stóp procentowych wynikającą z aktywów o długich okresach przepływów pieniężnych, powinno umożliwić indeksowi FTSE 100 utrzymać ten poziom odporności w najbliższej przyszłości. Poza tym fakt, że Bank Anglii wydaje się być gotowy do podjęcia interwencji, jeśli sprawy zajdą za daleko na froncie płynności i luzowania polityki fiskalnej (co powinno być korzystne dla rynku lokalnego, szczególnie w zakresie firm FTSE 250), powinien umożliwić rynkom pewne odbicie cenowe pomimo środków ochronnych przewidzianych w polityce.  Powinno to doprowadzić indeks FTSE 100 do poziomu zbliżonego do -2%/0% rocznie w 2022 r. oraz do niskich, ale dodatnich wskazań w roku 2023 (Rysunek 6).

Rysunek – Wyniki kapitałowe vs marże zysku netto i rozpiętość zarobków*Krach na rynku brytyjskich obligacji skarbowych (Gilt) - kluczowe wnioski 1 Wyniki kapitałowe vs marże zysku netto i rozpiętość zarobków

[Legenda od góry: Marża zysku netto (r/r % – opóźnienie 6M – prawa strona); FTSE 100 (r/r%); Rozpiętość zarobków (%)*]

Źródła: IBES, Worldscope, Refinitiv Datastream, Allianz Research

Uwaga: * liczba aktualizacji zwiększających szacunki poziomu zysków na akcję – liczba aktualizacji obniżających szacunki poziomu zysków na akcję jako % łącznej liczby szacunków

W związku z przewidywanym wzrostem kosztów finansowania rośnie ryzyko korporacyjne. W związku z odejściem od instrumentów kapitałowych oraz brakiem takiej odporności, jak wykazana przez FTSE 100, wskaźnik ryzyka korporacyjnego obrał tę samą ścieżkę jak jego europejskie odpowiedniki. Perspektywy obrania bardziej stromej i zakładającej utrzymanie wyższych poziomów stóp przez dłuższy okres czasu polityki monetarnej w połączeniu z rosnącą niepewnością makroekonomiczną w Wielkiej Brytanii prowadzą do strukturalnej zmiany wskaźników ryzyka kredytowego na całej krzywej korporacyjnej. Tym niemniej, również dzięki niskim wolumenom przyznawanych kredytów korporacyjnych w funtach brytyjskich, wzrost kosztów finansowania nie odcisnął się jeszcze znacząco na średniej wartości korporacyjnego kuponu dłużnego w obrocie, która pozostała stabilna na poziomie około 3,6% dla klasy inwestycyjnej. Jednocześnie, głównie dzięki większemu niż przewidywano pakietowi fiskalnemu i zakupom celowanym Banku Angielskiego, sytuacja w zakresie kredytów korporacyjnych w funtach brytyjskich skompensowała częściowo środki ochronne zapewniane przez politykę, powodując tym samym szalony wzrost ryzyka kredytowego (Rysunek 7).

Rysunek 7 – Spready korporacyjne klasy inwestycyjnej (zmiana r/r w bps)

Spready korporacyjne klasy inwestycyjnejŹródła: BofA, Refinitiv Datastream, Allianz Research

Model rozkładu korporacyjnego Allianz Trade wskazuje, że komponent zmienności kapitałowej modelu nie odgrywa istotnej roli w ostatnio poszerzających się spreadach korporacyjnych. Głównymi czynnikami powodującymi ostatnie zmiany wskaźników ryzyka kredytowego są pogorszenie się warunków gospodarczych (odzwierciedlonych w ufności konsumenckiej) w związku z przekraczającą przewidywania inflacją oraz pasywnym wynikami bilansu Banku Anglii (wkład ze strony bilansu Banku Anglii). Obecnie obserwowane czynniki wskazują na wysoce niestabilną sytuację, pogarszająca się koniunktura gospodarcza powodować będzie jeszcze większą presję na spready kredytowe, a efekt netto bilansowania QT i QE przyniesie kolejne wyzwania (Rysunek 8). Tym niemniej, silne działania fiskalne w połączeniu z nadal wysokim poziomem odporności brytyjskim firm, czy to w zakresie poziomu posiadanych środków pieniężnych czy wskaźników obsługi zadłużenia, pozwalają nam uznać, że spready korporacyjne w funtach brytyjskich utrzymają się na poziomie zbliżonym odpowiednio do 200bps i 600bps dla klasy inwestycyjnej i klasy wysokiej rentowności (w porównaniu do obecnych poziomów 230bps i 660bps).

Rysunek 8 – Rozbicie kredytu korporacyjnego klasy inwestycyjnej w Wielkiej Brytanii (r/r – bps)Rozbicie kredytu korporacyjnego klasy inwestycyjnej w Wielkiej Brytanii

[legenda od góry: udział Banku Anglii w bilansie; Udział FTSE VIX; Udział pewności konsumentów brytyjskich; spread IG r/r; szacunki r/r]

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Pomimo raczej umiarkowanych i wskazujących na względną odporność prognoz dla aktywów obarczonych ryzykiem, należy podkreślić wysoką wrażliwość i zmienność rynku w związku z obserwowanymi obecnie czynnikami endogennymi i egzogennymi. W związku z tym, szczególnie jeśli banki centralne pozostaną przy obecnie objętym „jastrzębim” odejściu polegającym na utrzymywaniu wyższych stóp przez dłuższy okres czasu, konieczne będzie obranie ostrożnego podejścia, szczególnie w roku 2022.

[1] Ocena wartości waluty nie jest zadaniem łatwym, a liczba modeli dostępnych w tym zakresie jest duża. Jednym z najpopularniejszych modeli jest Parytet Siły Nabywczej (PPP): jednym z możliwych podejść jest pomiar odchylenia Realnego Efektywnego Kursu Walutowego (REER) względem jego długoterminowej średniej. Tym niemiej jasnym jest, że wahania REER powiązane są głównie z warunkami handlowymi i zmianami produktywności względnej kraju. Dlatego korzystamy z behawioralnego modelu fundamentalnego kursu równowagi (BEER), który uwzględnia te zmienne. Trend realnych kursów walutowych jest w sposób oczywisty powiązany z bilansem płatności, który uwzględnia wszystkie przepływy i transakcje finansowe pomiędzy rezydentami i nie-rezydentami. Modele fundamentalnego kursu walutowego równowagi (FEER) w szczególności wskazują, że zbyt wysoki bilans obrotów bieżących wymaga zwiększenia wartości waluty, natomiast zbyt niski – jej obniżenia.

[2] Szacunki Europejskiego Banku Centralnego.

[3] Zapraszamy do lektury naszej najnowszej Globalnej Prognozy Gospodarczej.

Kurs USD/JPY prowokuje BoJ

Swego nowego najniższego od listopada 2020 poziomu dotknął wczoraj S&P 500. Nasdaq Composite osiągnął we wtorek najniższy poziom od lipca 2020. Ponad swoim cyklicznym minimum z końca września zdołała utrzymywać się średnia przemysłowa Dow Jonesa. Dziś rano na giełdach Azji i Oceanii swe nowe cykliczne minima osiągnęły główne indeksy w Hongkongu, na Tajwanie i w Malezji. Rosły natomiast po świątecznej przerwie indeksy giełd w chinach kontynentalnych (Shanghai Composite +1,53 proc., Shanghai B-Share Index +2,34 proc.).

Na początku sesji na europejskich rynkach akcji przeważały dziś rano spadki (DAX –0,79 proc., CAC 40 -0,49 proc. ok. godz. 9:45). Brytyjski FTSE 250 był dziś rano najniżej od maja 2020.

WIG-20 spadał dziś ok. godz. 9:45 o 0,59 proc. utrzymując się jednak powyżej poziomów wczorajszych minimów. Wśród składników mWIG-u 40 swój najniższy od końca 2020 roku poziom osiągnął dziś kurs akcji spółki Enea.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych krajów strefy euro utrzymywały się w okolicach swych najwyższych poziomów od 2011 roku. Rentowność amerykańskich 10-latek utrzymywała się w pobliżu swego maksimum z 2010 roku. Nadal szeroki był ujemny „spread” pomiędzy rentownościami 10-letnich i 2-letnich obligacji skarbowych (3,937 proc. i 4,2974 proc. odpowiednio).

Minimalnie spadały dziś rano ceny kontrakty na ropę naftową (WTI -0,34 proc., Brent -0,14 proc. ok. godz. 9:30). Taniały dziś rano również metale szlachetne (złoto -0,68 proc., srebro –1,76 proc., platyna -1,16 proc., pallad –0,17 proc.) oraz miedź (-1,11 proc.).

Lekko umacniało się względem USD dziś rano euro (+0,13 proc. ok. godz. 9:15). Kurs amerykańskiego dolara osiągnął dziś najwyższy poziom od 1998 roku względem japońskiego jena testując poziom, na którym nastąpiła we wrześniu ostatnia – pierwsza od 24 lat – interwencja banku centralnego Japonii w obronie jena. Amerykański dolar osiągnął dziś historyczny szczyt względem malezyjskiego ringgita pokonując poprzednie maksimum ze stycznia 1998. USD osiągnął dziś również nowe najwyższe od 2020 roku poziomy względem australijskiego dolara i południowoafrykańskiego randa. Amerykański dolar zaliczył również dziś rano swe nowe historyczne maksimum względem węgierskiego forinta.

Polski złoty się dziś rano kosmetycznie umacniał (EUR/PLN –0,03 proc., USD/PLN -0,18 proc. ok godz. 9:25).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara utrzymywał się w okolicach dolnego ograniczenia przedziału wahań z ostatnich 4 miesięcy wydobywając się dziś rano powyżej poziomu 19000 USD (+0,73 proc. ok. godz. 9:10).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Rozprawa w TSUE w dniu 12.10.2022 r. o tzw. wynagrodzeniu za korzystanie z kapitału. Czego mogą spodziewać się Frankowicze?

Kwestia tzw. wynagrodzenia za korzystanie z kapitału na rzecz banków jest aktualnie najgorętszym tematem w środowisku Frankowiczów. Trudno się temu dziwić. Kredytobiorcy zastanawiają się czy wytaczanie procesu bankowi z tytułu nieważnej umowy kredytu ma sens, jeżeli mieliby w związku z tym zapłacić bankowi wynagrodzenie w trudniej do przewidzenia wysokości. Dlatego też polski sąd zwrócił się do TSUE z pytaniem prejudycjalnym i zapytał, czy w przypadku nieważności umowy kredytu strony (czyli zarówno bank, ale także i kredytobiorca) mogą oprócz zwrotu pieniędzy zapłaconych w wykonaniu tej umowy (bank – kapitału kredytu, konsument – rat, opłat, prowizji i składek ubezpieczeniowych) oraz odsetek ustawowych za opóźnienie od chwili wezwania do zapłaty, domagać się także jakichkolwiek innych świadczeń, w szczególności wynagrodzenia, odszkodowania, zwrotu kosztów lub waloryzacji świadczenia.

Sprawa została zarejestrowania w TSUE pod sygn. akt C-520/21 i 12 października 2022 roku obserwowaliśmy pierwszą jej odsłonę. Na wyrok będziemy musieli jeszcze poczekać, natomiast ja jestem całkowicie spokojna o treść rozstrzygnięcia w tej sprawie.

O co chodzi z tzw. wynagrodzeniem za korzystanie z kapitału?

Sprawy z powództwa banków o tzw. wynagrodzenie za korzystanie z kapitału po raz pierwszy w sądach pojawiły się 2-3 lata temu. Banki – widząc, że masowo przegrywają procesy z Frankowiczami doszły do wniosku, że nie mogą dopuścić do utraty zysków wynikających z tych umów, zaczęły występować z pozwami o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. Z reguły przez banki zostali pozwani Klienci, którzy najwcześniej wytoczyli powództwa, czyli w latach 2015 – 2018, chociaż zdarzają się kontrpozwy w sprawach złożonych później. Wynika to przede wszystkim z instytucji przedawnienia. Banki zapewne obawiają się, że sądy mogą uznawać, że jeżeli kredytobiorca złożył pozew o uznanie jego umowy za nieważną przykładowo w 2016 czy 2017 roku, to od tego momentu rozpoczął bieg 3-letni termin przedawnienia roszczeń o zwrot kapitału.

Tzw. „wynagrodzenie za korzystanie z kapitału” nagrodą dla banków za nieuczciwe działanie?

Przyznanie bankom możliwości domagania się do kredytobiorców tzw. „wynagrodzenia za korzystanie z kapitału” oznaczałoby de facto, że banki odniosłyby korzyści ze stosowania w relacji ze swoimi klientami konsumentami niedozwolonych postanowień umownych. Możliwość orzeczenia przez sąd dodatkowej opłaty pod postacią tzw. wynagrodzenia za korzystanie z kapitału nie tylko osłabiałyby odstraszające i prewencyjne skutki wynikające z Dyrektywy 93/13, lecz nawet mogłoby mieć efekt odwrotny. Uznanie dodatkowej opłaty w postaci wynagrodzenia za korzystanie z kapitału służyłoby bowiem wyłącznie interesom przedsiębiorcy, który mógłby założyć, że stosowanie w relacjach z konsumentami nieuczciwych warunków umownych może być dla niego opłacalne. Bowiem w efekcie orzeczenia nieważności umowy kredytu bank traciłby prawo do zapłaty uzgodnionych odsetek i kosztów, ale otrzymywałby wynagrodzenie za kapitał, które byłoby dla niego „nagrodą” za nieuczciwe działanie.

Dlatego też roszczenia wysunięte przez banki z pewnością są przedwczesne i stanowią nadużycie prawa. O jego jakiejkolwiek zasadności można dywagować dopiero w momencie uznania danej umowy kredytu za nieważną, dokonania rozliczenia przez bank i wykreślenia hipoteki. Wtedy też po banku ziści się możliwość wystąpienia z roszczeniem o zwrot kwoty udostępnionego kapitału. Należy podkreślić, że w polskim porządku prawnym nie istnieje przepis, który tworzyłby podstawę prawną domagania się przez bank od Frankowicza wynagrodzenia za korzystanie z kapitału za cały okres, w której kredytobiorca rzeczywiście posiadał udostępnioną kwotę kapitału, trwając w przeświadczeniu, że działa w dobrej wierze.

Trudno zaakceptować sytuację, w której bank jako profesjonalista na rynku, który zawodowo zajmuje się udzielaniem kredytów, będący jednocześnie autorem nieważnej umowy kredytu, której klient banku nie miał możliwości negocjować, miałby uzyskać wynagrodzenie z tytułu swojego nieuczciwego działania. Dlatego też uważam, że TSUE nie przyzna racji bankom w tym zakresie, bo byłoby to również sprzeczne z efektem mrożącym dla przedsiębiorców, który jest przecież stałym elementem orzeczeń tego trybunału. Uznanie zasadności takich roszczeń banków spowodowałoby, że w przyszłości przedsiębiorcy nie mieliby oporów, aby proponować swoim klientom (niezależnie od branży) wadliwe prawnie umowy, skoro zamiast konsekwencji takiego działania dostawaliby wynagrodzenie, a to z kolei stawiałby pod ogromnym znakiem zapytania sens ochrony konsumentów nie tylko w Polsce, ale także w Unii Europejskiej. Nie ulega wątpliwości, że byłoby to niejako obejście prawa – skoro bank nie zarobi na akcji kredytowej, bo zaoferował swoim klientom nieuczciwe umowy, to zarobi na wynagrodzeniu, które nie ma podstaw prawnych. Uwzględnienie stanowiska banków doprowadziłoby w istocie do reaktywacji nieważnej umowy kredytu w zakresie oprocentowania. I tutaj konieczne jest odwołanie do Dyrektywy 93/13 i efektu mrożącego, mającego zniechęcić banki przed stosowaniem w umowach z klientami nieuczciwych warunków umownych. O jakim efekcie mrożącym mówilibyśmy, gdyby bank dostał wynagrodzenie za proponowanie nieuczciwych umów na poziomie 1/3-1/2 kwoty kredytu?

Co z wynagrodzeniem dla kredytobiorcy?

Ważnym aspektem tej sprawy jest także kwestia ewentualnego wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, ale zasądzanego od banku na rzecz kredytobiorcy. Pytanie prejudycjalnie dotyczy bowiem także tej kwestii, bo przecież i banki przez wiele lat korzystały z kapitału wpłacanego przez kredytobiorców z tytułu rat kapitałowo – odsetkowych. Niejednokrotnie obecnie są to wyższe kwoty niż te, które przed laty udostępnił im bank, czyli w skrócie bank korzysta z wyższej kwoty kapitału niż kredytobiorca. Ten temat nie jest praktycznie w ogóle poruszany i analizowany zarówno w przestrzeni publicznej, jak i w sądach, natomiast nie jest wykluczone, że w tym zakresie TSUE może zająć zupełnie niespodziewane stanowisko.

Co dalej?

Jeżeli chodzi o wpływ tego orzeczenia na sprawy frankowe to przede wszystkim porażka banków powinna spowodować zaprzestanie składania przez banki tego rodzaju pozwów. Trudno wytłumaczyć sens takich działań, jeżeli TSUE orzeknie, że takie wynagrodzenie bankom się po prostu nie należy. W efekcie spraw z powództwa banków powinno być mniej, a musimy pamiętać, że gros spraw w sądach, szczególnie w Wydziale Frankowym, to właśnie sprawy wnoszone przez banki. Niewątpliwe także pozytywna dla Frankowiczów decyzja TSUE zachęci kolejnych kredytobiorców do podjęcia walki w sądzie, bo zniknie „straszak” w postaci kontrpozwu banku, niemniej nauczona doświadczeniem uważam, że sektor bankowy będzie wymyślał kolejne konstrukcje prawne, aby zniechęcić przed procesem sądowym.

O wyrok TSUE w sprawie C-520/21 jestem całkowicie spokojna. Dotychczasowy dorobek orzeczniczy TSUE hołduje ochronie interesów konsumentów i uważam, że tak też będzie i w tym przypadku. Trudno, aby kredytobiorca ponosił konsekwencje finansowe tego, że bank przed laty zaproponował mu wadliwą prawnie umowę kredytu, której na dodatek był jedynym autorem. Nie powinno budzić większych wątpliwości, że te roszczenia nie mają bowiem żadnego uzasadnienia prawnego w polskim systemie prawnym, szczególnie żadna realna podstawa prawna nie wynika z lektury takich pozwów. Jako prawnik specjalizujący się w tego rodzaju sprawach akcję składania pozwów przez banki przeciwko Frankowiczom oceniam jako akcję odstraszającą, która ma na celu zniechęcić kredytobiorców przed dochodzeniem ich praw na drodze sądowej. Oczywistym jest także, że gdyby takie wynagrodzenie miało być bankom zasądzane to stałoby to w jawnej sprzeczności z celem Dyrektywy 93/13. Uważam także, że po tym wyroku w Polsce skończy się temat tzw. wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, chociaż nie uważam, że banki złożą broń. Raczej spodziewam się nowych pomysłów jak zniechęcić Frankowiczów i innych posiadaczy kredytów powiązanych z walutą obcą przed wystąpieniem na drogę postępowania sądowego.

Karolina Pilawska – adwokat, wspólnik w kancelarii Pilawska Zorski Adwokaci. Specjalistka z zakresu sporów konsumentów z bankami. Od wielu lat z sukcesami reprezentuje interesy Frankowiczów w polskich sądach. 

Rozstrzygnięcie TSUE w sprawie frankowiczów może mieć wpływ na inne umowy konsumenckie

Dziś odbyło się posiedzenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który ma rozstrzygnąć, czy w razie unieważnienia hipoteki frankowej bankowi przysługuje prawo do wynagrodzenia za usługę finansową w związku z wieloletnim korzystaniem z kapitału udostępnionego kredytobiorcy. – Konsument jest przecież właścicielem nieruchomości zakupionej ze środków udostępnionych mu w ramach kredytu. Wartość tej nieruchomości w ostatnich latach rosła. Mimo to konsument żąda od banku zwrotu wszystkich zapłaconych rat, a sam zwraca tylko kapitał. To jest sytuacja niemożliwa w normalnych warunkach rynkowych – mówi Anna Cudna-Wagner, partner w Kancelarii CMS. Jak podkreśla, rozstrzygnięcie TSUE w sprawie C520/21 będzie mieć kluczowe znaczenie dla dalszego przebiegu sporów na linii kredytobiorcy–banki, ale wpłynie też na stabilność całego polskiego sektora finansowego.

– W przypadku negatywnego dla banków rozstrzygnięcia TSUE trzeba by się zastanowić, jaki to będzie mieć wpływ nie tylko na sektor finansowy, ale i inne sektory gospodarki, w których przedsiębiorcy zawierają umowy z konsumentami. Tę sprawę można bowiem łatwo odnieść do każdej innej, długoterminowej umowy konsumenckiej. Może się okazać, że takie porozumienia po latach czy nawet już po wykonaniu tych umów będą mogły zostać podważone przez konsumenta, który dąży do uzyskania towaru czy usługi za darmo – mówi Anna Cudna-Wagner, partner w Kancelarii CMS Cameron McKenna Nabarro Olswang Pośniak i Bejm.

Z danych Związku Banków Polskich, udostępnionych Business Insiderowi, wynika, że na koniec maja br. w Polsce toczyło się ok. 90 tys. indywidualnych spraw dotyczących hipotek frankowych i tylko w I kwartale br. do sądów napłynęło 16,6 tys. nowych pozwów przeciwko bankom dotyczących niedozwolonych klauzul w umowach kredytów denominowanych i indeksowanych do franka. Dotychczasowe orzecznictwo w takich sprawach było raczej korzystne dla frankowiczów, którzy – w przypadku unieważnienia przez sąd wadliwej umowy frankowej – zwracają bankowi tylko kwotę nominalną kredytu, bez odsetek. Jednak coraz częściej to banki pozywają frankowiczów, domagając się od nich zwrotu kapitału oraz wynagrodzenia za korzystanie ze środków udostępnionych im w ramach kredytu.

– Oprócz zwrotu kapitału banki domagają się także zwrotu wartości usługi finansowej, jaką przedstawia korzystanie z tego kapitału – mówi ekspertka. – Unijna dyrektywa (Dyrektywa Rady 93/13/EWG w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich – przyp. red.) mówi o przywróceniu równości stron i tego – jak ujął to już wcześniej Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej – aby konsument znalazł się w takiej sytuacji, w jakiej byłby, gdyby w umowie nie było kwestionowanych postanowień. Jednak sytuacja, w której konsument zwraca wyłącznie kapitał, nią nie jest.

Na 12 października br. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zaplanował rozprawę, podczas której ma się zająć sprawą, czy banki mają prawo do wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału. To odpowiedź na pytanie prejudycjalne, które w sierpniu ub.r. zadał TSUE Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia. Stanowisko TSUE dotyczące tej sprawy będzie jednoznaczną odpowiedzią na pytanie, czy w razie unieważnienia umowy kredytu frankowego bankowi przysługuje prawo do wynagrodzenia za to, że kredytobiorca przez lata korzystał z udostępnionego mu kapitału.

– Banki nie żądają pieniędzy z tytułu nieważnej umowy. Banki oczekują tylko wyrównania tej wartości, którą konsument rzeczywiście uzyskał. On otrzymał określone pieniądze na cel mieszkaniowy, bez obowiązku zwrotu tych pieniędzy wcześniej niż w ustalonym czasie. I możliwość korzystania z tych pieniędzy też ma oczywiście swoją wartość – podkreśla Anna Cudna-Wagner. – Konsument jest przecież właścicielem nieruchomości zakupionej ze środków udostępnionych mu w ramach kredytu. Wartość tej nieruchomości w ostatnich latach rosła. Mimo to konsument żąda od banku zwrotu wszystkich zapłaconych rat, a sam zwraca tylko kapitał. To jest sytuacja niemożliwa w normalnych warunkach rynkowych.

Wyrok TSUE w sprawie C-520/21 jest oczekiwany przez tysiące polskich frankowiczów i będzie mieć kluczowe znaczenie dla dalszego przebiegu sporów na linii kredytobiorcy – banki. Wpłynie też na skalę kosztów ponoszonych przez sektor bankowy.

– Gdyby TSUE nie podzielił argumentów wysuwanych przez banki, to bezpośrednie konsekwencje tego negatywnego rozstrzygnięcia zostały oszacowane przez Komisję Nadzoru Finansowego na ok. 100 mld zł. Tyle wyniesie strata na poziomie całego sektora. I taka kwota z całą pewnością negatywnie odbije się na możliwości współdziałania banków z innymi sektorami gospodarki w Polsce czy za granicą – mówi partner w Kancelarii CMS.

Jak wskazuje, sektor finansowy poniesie stratę i tak – nawet jeżeli TSUE przyzna bankom prawo do wynagrodzenia za wieloletnie korzystanie z ich kapitału przez kredytobiorców frankowych.

– Komisja Nadzoru Finansowego oszacowała straty całego sektora finansowego w Polsce w różnych scenariuszach rozstrzygnięcia problemu frankowego. I w scenariuszu, w którym bank jest uprawniony do zwrotu nie tylko nominalnej kwoty kapitału, ale także wartości, jaką ten kapitał przedstawia, ta strata sektora została oszacowana na ponad 50 mld zł. To oczywiste, że banki – nawet w razie pozytywnego dla nich rozstrzygnięcia TSUE – i tak poniosą istotną stratę – mówi Anna Cudna-Wagner. – Nie jest zasadny argument, z którym spotykamy się w publicznej debacie, mówiący, że roszczenia banków o zwrot wartości usługi finansowej, jaką jest korzystanie z kapitału, nie powinny być uwzględnione, ponieważ banki nie poniosłyby z tego tytułu żadnej straty.

W tym sporze wypowiadają się m.in. UOKiK, KNF i Rzecznik Praw Finansowych, a także polski rząd, który swoje stanowisko do sprawy nr C-520/21 przekazał na piśmie do TSUE.

– Gdyby konsument oddawał wyłącznie kapitał, doszłoby do jego bezpodstawnego wzbogacenia się o wartość, jaką przedstawia na rynku korzystanie z tego kapitału – podkreśla partner w Kancelarii CMS Cameron McKenna Nabarro Olswang Pośniak i Bejm. – Najłatwiej wytłumaczyć, na czym polega to bezpodstawne wzbogacenie, porównując jego sytuację do kredytobiorcy, który zaciągnął kredyt złotówkowy. Ten kredytobiorca złotówkowy przez kilkanaście lat spłaca wynagrodzenie dla banku w postaci odsetek kapitałowych. Natomiast kredytobiorca frankowy, którego umowa została unieważniona, oddaje wyłącznie kapitał. Rynkowy koszt tego kapitału stanowi jego bezpodstawne wzbogacenie.

Ważna rozprawa w TSUE w sprawie kredytów frankowych

Posiadacze kredytów we frankach i sektor bankowy czekają na wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczący prawa banków do opłaty za korzystanie z kapitału w przypadku unieważnienia umów frankowych. Dziś w TSUE odbędzie się rozprawa i wysłuchanie stron. Zdaniem Jarosława Bełdowskiego, radcy prawnego i adiunkta w Katedrze Międzynarodowych Studiów Porównawczych Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, rozstrzygnięcie faworyzujące frankowiczów mogłoby zagrozić stabilności systemu bankowego.

− Zarówno dla frankowiczów, jak i dla banków to rozstrzygnięcie będzie miało charakter fundamentalny. Sprawa dotyczy tego, czy system finansowy będzie stabilny, a także czy rozstrzygnięcie będzie sprawiedliwe od strony społecznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Bełdowski, radca prawny i adiunkt w Katedrze Międzynarodowych Studiów Porównawczych Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. − Miejmy nadzieję, że Trybunał będzie w stanie wypowiedzieć się w tej kwestii, bo na razie jest ona jak gorący kartofel przerzucany pomiędzy sądami.

12 października Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma się ponownie zająć kwestią umów frankowych. Problem rozstrzygany obecnie przez TSUE w sprawie C-520/21 polega na tym, czy po unieważnieniu umowy o kredyt frankowy banki, oprócz zwrotu samego kapitału, mają także prawo domagać się opłaty za okres, w jakim frankowicze korzystali z pożyczonych im pieniędzy. Zdaniem Jarosława Bełdowskiego istnieją przesłanki prawne i ekonomiczne za tym, aby banki ubiegały się o zwrot kosztów korzystania z kapitału.

− Jeśli chodzi o stronę prawną, mówimy tu o bezpodstawnym wzbogaceniu. Regułą bezpodstawnego wzbogacenia jest to, że musimy oddać dokładnie to wszystko w takim stanie, w jakim otrzymaliśmy w trakcie umowy. Musimy pamiętać o tym, że wartość pieniądza zmienia się w czasie. Mamy inflację i wiemy, że jeżeli ktoś miał 100 zł przez 10 lat, to wartość tego pieniądza po 10 latach będzie inna – podkreśla radca prawny. − Musimy też pamiętać, że banki nie są instytucjami charytatywnymi, nie mają drukarek pieniędzy w swoich skarbcach, one te pieniądze muszą pozyskać z rynku po to, żeby udzielić kredytu. I teraz to jest fundamentalne pytanie polegające na tym, czy powinniśmy zwrócić wyłącznie wartość nominalną, czyli te 100 zł, czy też zwrócić bankowi również koszt pozyskania tych pieniędzy, koszt realnie poniesiony przez bank.

Z danych Związku Banków Polskich wynika, że na koniec maja toczyło się w Polsce 90 tys. indywidualnych spraw dotyczących hipotek frankowych. Szacunkowo kredyt taki wzięło 600–700 tys. osób (zazwyczaj małżeństw). Frankowiczów do unieważniania umów zachęcać może wzrost raty kredytu ze względu na wysoki kurs szwajcarskiej waluty, za którą trzeba już płacić powyżej 5 zł, oraz fakt, że Szwajcarski Bank Narodowy już dwukrotnie w tym roku podniósł stopy procentowe, kończąc z polityką ujemnych stóp.

– Sektor bankowy w przypadku niekorzystnego wyroku TSUE z pewnością poniósłby poważne straty, co w niepewnej sytuacji gospodarczej ma bardzo duże znaczenie. Ponadto musimy też pamiętać, że chodzi o sprawiedliwość społeczną. Osoby, które wzięły kredyt we franku i korzystały z niższych stóp procentowych, niższej inflacji i niższych rat kapitałowych i odsetkowych, będą uprzywilejowane względem osób, które wzięły kredyt złotowy – argumentuje adiunkt z Katedry Międzynarodowych Studiów Porównawczych Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. – Jak mają się czuć ci, którzy wzięli kredyty w polskich złotych w porównaniu do frankowiczów, którzy musieliby zwrócić bankowi tylko nominalną wartość kredytu, bez opłaty za udzielenie kapitału? To skrajnie niesprawiedliwe.

5 października Jacek Jastrzębski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, przystąpił w roli prokuratora do sprawy, którą rozstrzygać będzie TSUE. Co istotne, w oficjalnym stanowisku polskiego rządu przesłanym w sierpniu do Trybunału Sprawiedliwości nie uwzględniono opinii KNF. − Mamy wiele opinii agencji rządowych, które wypowiadały się w tej kwestii, natomiast z doniesień medialnych wynika, że rząd przyjął wyłącznie stanowisko instytucji, które na co dzień ustawowo zajmują się ochroną konsumentów. Gdyby to się zmaterializowało, będzie to poważne zagrożenie dla sektora bankowego w Polsce – alarmuje Jarosław Bełdowski.