Inwestycje spekulacyjne to dobry sygnał dla rynku

Na rynku magazynowym zachodzą dynamiczne zmiany. Aktywność deweloperów lekko wyhamowała, ale popyt znajduje się na dotychczasowym, wysokim poziomie. W tle jest ciągle bardzo niski poziom pustostanów, który może doprowadzić do chwilowej luki podażowej w niektórych regionach. Jednocześnie na rynku są deweloperzy gotowi podjąć ryzyko i budować spekulacyjnie – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w Newmark Polska.

Od kilku miesięcy najemcy zadają sobie pytanie: czy to już koniec podwyżek czynszów. Jak obecna sytuacja gospodarcza w Polsce i w Europie wpływa na rynek magazynowy w kraju?

Sytuacja na rynku jest bardzo dynamiczna, wpływa na nią wiele czynników, jak postępująca inflacja oraz rosnące koszty materiałów budowlanych i wykonawstwa. W ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy podrożały praktycznie wszystkie surowce, jak stal, drewno czy żwir. Pojawiły się problemy z dostawami części surowców pozyskiwanych zza wschodniej granicy, na przykład żwiru z Białorusi czy stali z Ukrainy. Można powiedzieć, że po raz kolejny zerwane zostały łańcuchy dostaw – tym razem chodziło o dostawy materiałów budowlanych. Podwyżki na całym rynku musiały przełożyć się na wzrosty czynszów, które przez wiele miesięcy były utrzymywane na dość niskim stabilnym poziomie, mimo wzrostu kosztów budowlanych. Deweloperzy nie są już jednak w stanie budować i wynajmować po dotychczasowych stawkach. Szacujemy, że od początku roku czynsze wzrosły o około 15-20 proc., w zależności od lokalizacji.

Na szczęście w ostatnich tygodniach ceny surowców wracają do względnej równowagi, obserwujemy nawet niewielkie spadki tych cen. Czy to znaczy, że czynsze magazynowe również ulegną obniżce?

Czynsze zaczynają się stabilizować i myślę, że do końca roku powinny zatrzymać się na akceptowalnym dla wszystkich stron poziomie. Musimy jednak pamiętać, że na koszty najmu, oprócz cen samej budowy, wpływ mają również inne czynniki. Większość dużych deweloperów w kraju korzysta z zewnętrznego finansowania, dlatego składową ostatecznego kosztu wybudowania magazynu jest również ciągle rosnący koszt pozyskania kapitału. Rośnie oprocentowanie kredytów, a dodatkowo instytucje finansujące zaostrzają wymagania dla kredytobiorców. Finansując budowę, banki wymagają od deweloperów przednajmu nawet na poziomie 50 proc. Kilkanaście miesięcy temu te same instytucje wymagały ok. 20 proc. To wszystko ostatecznie wpłynęło na sposób liczenia rentowności inwestycji oraz na poziom czynszów za wynajem.

Czy trudniejsze finansowanie i wydłużony czas budowy magazynów mogą doprowadzić do luki podażowej na tym rynku?

Istnieje takie ryzyko, szczególnie na rynkach z najniższym poziomem pustostanów. Z naszych obserwacji wynika, że większość najemców zaakceptowała już wyższe czynsze, ponieważ ich firmy się rozwijają, a elementem tego rozwoju jest zapotrzebowanie na nowe hale magazynowe albo produkcyjne. Dlatego popyt nie wyhamował, wręcz przeciwnie, w pierwszym półroczu tego roku utrzymywał się na wysokim poziomie 3,82 mln mkw., co oznacza wzrost o 12,7% rdr. Poziom pustostanów średnio w całej Polsce na koniec pierwszego półrocza wynosił 3,1 proc., co może być sygnałem, że wolumen wolnej powierzchni niebezpiecznie się kurczy i zaczyna jej już brakować. Na niektórych rynkach może to zwiastować lukę podażową. Rekordowo niskie wakaty mamy w Trójmieście, Poznaniu czy Krakowie. Dostępnej od ręki powierzchni magazynowej brakuje również w województwach podkarpackim, podlaskim i warmińsko-mazurskim. Warto wspomnieć, że zdrowy dla rynku i jednocześnie bezpieczny wakat oscyluje między 5 – 7 proc.

Jednocześnie liczba magazynowych metrów w budowie w ostatnim kwartale skurczyła się o około 380 tys. mkw…

Deweloperzy są ostrożniejsi z rozpoczynaniem nowych projektów, co wynika z powodów, o których już wcześniej mówiłem, czyli globalnego zakłócenia w łańcuchach dostaw i trudności z dostępem do materiałów budowlanych oraz ich wysokich cen. Z tych samych powodów czas oczekiwania na nowe obiekty wydłużył się nawet do 12 miesięcy, a jeszcze rok – półtora roku temu magazyn powstawał w ciągu pół roku. Najemcy przyzwyczaili się do poprzedniej dość komfortowej sytuacji, nie chcą dzisiaj czekać na powierzchnię, bo ich firmy rosną i potrzebują magazynów „od zaraz”.

Jaką mają alternatywę?

 

Najemca, któremu bardzo zależy na czasie, może wybrać starszy i trochę tańszy magazyn na rynku wtórnym. Jednak nie wszystkie firmy, ze względu na specyficzne wymagania dotyczące dostosowania powierzchni do swojej działalności, będą chciały i mogły z tej alternatywy skorzystać. I tutaj tworzy się przestrzeń dla inwestycji spekulacyjnych.

Na rozpoczęcie budowy niezabezpieczonej umowami przednajmu mogą zdecydować się deweloperzy, którzy są w stanie zaakceptować pewne ryzyko, zdobyć finansowanie, ale widzą w tym również swoją szansę. Na największych rynkach logistycznych w kraju (Mazowsze, Śląsk, Centralna Polska, Dolny Śląsk, Wielkopolska oraz Trójmiasto) nie powinno być problemu z wynajęciem takich obiektów. Na koniec pierwszej połowy 2022 r. prawie 30% powierzchni magazynowej będącej w budowie było realizowane w 100% spekulacyjnie. Dzisiaj przykładami budów spekulacyjnych są: nowa inwestycja Hillwood Łódź II, która dostarczy docelowo na rynek ponad 97 tys. metrów magazynowych, Hillwood Kutno (39 000 mkw.), Prologis Park Wrocław III (49 000 mkw.), 7R City Flex Wrocław Airport II (11 000 mkw.), Panattoni Park Tuszyn (57 800 mkw.) czy kolejny magazyn GLP w Lędzinach, na Górnym Śląsku, o powierzchni 18 tys. mkw. Dodatkowo CTP buduje obecnie ponad 400 tys. mkw. powierzchni spekulacyjnej, m.in. w Kobyłce, Zabrzu, Katowicach, Iłowie, Mszczonowie i Sulechowie.

W budowie nadal znajduje się ponad 4,3 mln metrów magazynów. Którzy deweloperzy są najbardziej aktywni?

Bardzo duży udział w wolumenie powierzchni w budowie, tradycyjnie już, posiada Panattoni. Pod koniec czerwca br. w rozpoczętych inwestycjach tego dewelopera znajdowało się 2,8 mln. mkw. nowoczesnej powierzchni logistycznej. Największe z nich to BTS dla Zalando w Bydgoszczy (146 tys. mkw.) i BTS Gorzyczki (82 tys. mkw.). Największe inwestycje prowadzone aktualnie przez innych deweloperów to Hillwood Łódź II (97 000 mkw.) oraz budowany w systemie BTS przez Kajima Poland – Exeter Park Świebodzin (100 tys. mkw.).

Wyjątkowo trudno jest dzisiaj przewidywać przyszłość. Jeśli jednak miałby się Pan pokusić o prognozy na kolejny rok, pół roku, co by Pan powiedział?

Faktycznie czasy są wyjątkowo zaskakujące, a zmiany dzieją się dynamicznie. Problemy z materiałami budowlanymi, wysoka inflacja i podwyżki spowodowały na rynku pewne perturbacje. Obecnie kolejne wyzwanie stanowi wzrost cen energii i gazu. Najwięksi deweloperzy budują, chociaż już nie tak dużo, jak wcześniej. Wolumen powierzchni magazynowych w budowie nieznacznie się skurczył, ale popyt znajduje się na dotychczasowym, wysokim poziomie. W tle jest ciągle bardzo niski poziom pustostanów, jeśli jeszcze bardziej się obniży, to możemy mieć do czynienia z luką podażową w niektórych regionach. Jednocześnie na rynku są deweloperzy gotowi ją zapełnić, podejmując ryzyko i budując powierzchnie spekulacyjnie. Myślę, że rynek musi się do tych wszystkich zmian dostosować. Czynsze do końca roku powinny osiągnąć poziom akceptowalny dla wszystkich stron. Przypuszczam, że ilość inwestycji spekulacyjnych w najbliższych miesiącach się zwiększy. Polski rynek powierzchni magazynowych cieszy się nadal dużym zainteresowaniem inwestorów i utwierdza swoją silną pozycję w Europie. Jesteśmy nadal bardzo konkurencyjni w regionie – mamy relatywnie przystępne grunty w porównaniu z Zachodem, rozsądne koszty budowy oraz ludzi zmotywowanych do pracy.

Rynki kryptowalutowe zachowują ostrożność

Rynki kryptowalut w zeszłym tygodniu podążały ostrożną ścieżką wśród wzmożonej presji makroekonomicznej i presji rynku inwestycyjnego, emanującej z rynków obligacji i walut fiducjarnych.

Bitcoin rozpoczął tydzień od handlu w zakresie 18 750 dolarów, ale we wtorek odnotował skok powyżej 20 000 dolarów. Ten rajd nie był jednak trwały i kryptowaluta spadła do poziomu około 19 000 dolarów i dziś rano pozostaje stabilna.

Ethereum rozpoczęło tydzień powyżej 1 275 dolarów, a we wtorek przekroczyło 1 375 dolarów. Tego stanu również nie udało się utrzymać, a cena spadła do około 1 280 dolarów.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Tylko w pierwszej połowie 2022 r. parki handlowe i centra convenience urosły o ponad 183 000 mkw.

Parki handlowe oraz centra codziennych zakupów (tzw. centra convenience) okazały się najbardziej odpornymi formatami handlowymi w czasie pandemii COVID-19. Ten format handlowy w Polsce dynamicznie się rozwija, a parki wiodą prym pod względem przyrostu podaży. W pierwszej połowie 2022 r. deweloperzy oddali 183 200 mkw. powierzchni najmu, z czego 66% w ramach parków handlowych oraz centrów convenience. Przewiduje się, że na rynku do końca tego roku pojawi się kolejne 341 700 mkw. powierzchni najmu, z czego 53% będą stanowiły parki handlowe. To byłby kolejny rekordowy rok w historii tego sektora pod względem dostarczenia nowej podaży.

JLL i Trei Real Estate Poland, autorzy trzeciej edycji raportu „Parki handlowe i centra convenience w Polsce”, podsumowują sytuację na koniec I półrocza 2022 oraz nakreślają perspektywy rozwoju tego sektora w Polsce.

Podaż – ponad 3 mln mkw. w parkach handlowych i centrach convenience

W pierwszym półroczu 2022 roku ponad 183 000 mkw. powierzchni GLA trafiło na rynek w regionalnych i tradycyjnych parkach handlowych oraz centrach convenience (układ parku handlowego). Przekłada się to na 23 nowe projekty: 11 parków handlowych i 12 centrów convenience. Oprócz tego rozbudowano dwa parki handlowe.

„Obecnie podaż parków handlowych, zarówno regionalnych, jak i tradycyjnych oraz centrów convenience w układzie parku handlowego wynosi 3,22 mln mkw. GLA. Regionalne parki handlowe stanowią 49% tej powierzchni”, komentuje Agnieszka Tarajko-Bąk, Starszy Analityk Rynku, JLL.

Podaż na mniejszych rynkach stopniowo zaczyna przewyższać tą w głównych aglomeracjach (58% wobec 42%). Porównując jednak rok 2022 do 2021, największą różnicę widać pomiędzy głównymi obszarami metropolitalnymi (42% w I półroczu 2022 r. w porównaniu z 46% w I półroczu 2021 r.) a miastami poniżej 50 tys. mieszkańców (33% w I półroczu 2022 r. wobec 29% w I półroczu 2021 r.), co wskazuje na to, że mniejsze rynki są na fali wzrostowej.

Aktywność budowlana pozostaje wysoka, a ponad 290 000 mkw. GLA w tych dwóch formatach ma trafić na rynek do końca 2023 r.

„W drugiej połowie roku planujemy uruchomić nowe budowy w Mielcu, Zambrowie, Krakowie, Gorzowie Wielkopolskim i Szczecinie. Wciąż kupujemy grunty pod kolejne parki handlowe. Sfinalizowaliśmy też budowę i otwarcia dwóch w 100% wynajętych Vendo Parków w Otwocku i Skarżysku-Kamiennej. Tym samym nasze portfolio w Polsce urosło do 31 parków handlowych. Pod koniec ubiegłego roku razem z Patron Capital utworzyliśmy spółkę joint venture o wartości 140 mln euro na realizację nowych parków handlowych w naszym kraju. Wspólnie planujemy wybudować 15-20 nowych Vendo Parków w przeciągu kilku najbliższych lat”, mówi Jacek Wesołowski, dyrektor zarządzający Trei Real Estate Poland.

Popyt – sklepy value retailers najbardziej aktywnymi najemcami

W związku z mocnymi fundamentami polskiego rynku handlowego oraz obiecującymi prognozami wzrostu sprzedaży detalicznej od lipca 2021 do czerwca 2022 r. siedem zagranicznych marek zdecydowało się otworzyć swoje pierwsze sklepy w Polsce. Większość z nich to marki modowe. W 2021 r. w Galerii Mokotów w Warszawie otwarto ekskluzywny butik francuskiego projektanta Karla Lagerfelda. Niemiecka marka luksusowa, Philip Plein, otworzyła swój pierwszy sklep w Domu Dochodowym w Warszawie. Brytyjski JD Sports wzbogacił ofertę centrum handlowego Posnania w Poznaniu. Niemiecka sieć DM Drogerie Markt, jeden z największych graczy na europejskim rynku drogeryjnym, otworzyła swój pierwszy sklep we Wrocławiu w kwietniu 2022 roku. Pierwszy monobrandowy sklep Haribo pojawił się niedawno w Factory Ursus w Warszawie. Długo wyczekiwana marka Uniqlo oraz flagowy sklep Adidasa pojawiły się w Wars Sawa Junior w Warszawie.

„Od początku roku obserwujemy stałe wzrosty w funkcjonowaniu centrów handlowych pod względem parametrów odwiedzalności i obrotów oraz niesłabnące zainteresowanie formatem parków handlowych u wszystkich uczestników rynku – inwestorów, deweloperów, najemców i klientów. Najbardziej aktywnymi najemcami obecnie są marki wynajmujące powierzchnie średnie i duże (400 – 2,000 mkw.), w szczególności value retailers, sieci spożywcze oraz drogeryjne, a najemcy są zainteresowani obecnością w coraz mniejszych miastach poniżej 20 000 mieszkańców”, podkreśla Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL.

Najczęstszą kategorią najemców w tradycyjnych parkach handlowych i centrach convenience są sklepy value retailers – zajmują 37% powierzchni GLA. Co więcej, ich obecność tylko się wzmocniła w porównaniu do wyników raportu z zeszłego roku (wzrost o 4 pp.).

„Trwająca pandemia zmusza sprzedawców do zmiany strategii biznesowych. Marki nieustannie poszukują nowych konceptów, aby poprawić wrażenia zakupowe klientów. Jednym z przykładów jest Castorama, która otworzyła nowy format małego sklepu pod marką Castorama Express. Charakteryzuje się on kompaktowym, przejrzystym i intuicyjnym układem sklepu. Półki sklepowe nie przekraczają dwóch metrów wysokości, dzięki czemu wybór najpotrzebniejszych materiałów jest znacznie łatwiejszy. Taki format coraz częściej pojawia się w parkach handlowych”, dodaje Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL.

Bez podwyżki czynszów

Czynsze za najlepsze obiekty utrzymują się na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego, a umowy są podpisywane na długi okres. Czynsze i opłaty eksploatacyjne w parkach handlowych i centrach typu convenience są nieporównywalnie niższe niż w centrach handlowych. Wynika to z cech charakterystycznych dla tego typu obiektów, tj. braku przestrzeni wspólnych, prostego układu parterowego, jednopoziomowego parkingu zewnętrznego i często peryferyjnej lokalizacji, jednak można się spodziewać, że na poziom opłat eksploatacyjnych będzie miał wpływ wzrost kosztów operacyjnych, a w szczególności wzrost kosztów mediów. Czynsze typu prime, dotyczące lokali o powierzchni ok. 2 000 mkw. w najlepiej prosperujących parkach handlowych, wynoszą obecnie 8 – 12 EUR / mkw./ miesiąc, a opłaty eksploatacyjne są na poziomie 1,5 – 2 EUR / mkw./ miesiąc.

Aktywność inwestorów przyspiesza transformację ESG w parkach

Łączna wartość transakcji w I poł. 2022 r. wyniosła ok. 760 mln euro, choć w dużej mierze była wynikiem dwóch transakcji portfelowych związanych z zejściem z giełdy Spółki EPP. Po wyłączeniu tych transakcji łączny wolumen spada do poziomu poniżej 200 mln euro, w porównaniu do 290 mln euro z I połowy 2021 r. Przy mniejszej liczbie zakończonych transakcji, w I poł. 2022 r. rynek inwestycyjny pozostawał wciąż bardzo aktywny, a liczne parki i centra handlowe typu convenience weszły w fazę wyłączności.

„Uwaga inwestorów nadal skupia się głównie wokół mniejszych obiektów handlowych oferujących szybkie i wygodne zakupy, tj. parków handlowych, małych centrów typu convenience, marketów budowlanych i sklepów spożywczych. Szczególnie atrakcyjne inwestycyjnie są parki handlowe i centra convenience, które posiadają stabilnego i długoterminowego najemcę z branży spożywczej”, wyjaśnia Agnieszka Kołat, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Handlowych, JLL.

Parki handlowe i centra convenience stały się atrakcyjnym aktywem inwestycyjnym dla zagranicznych funduszy. Przekłada się to na rosnące zainteresowanie deweloperów i właścicieli kwestiami zrównoważonego rozwoju i ochrony środowiska. Do najczęściej spotykanych rozwiązań ESG w parkach handlowych należą: ładowarki samochodowe, większa ilość terenów zielonych, wykorzystanie odnawialnych źródeł energii. Również sieci handlowe działają zgodnie ze strategią ESG. Sprzedawcy wprowadzają bardziej ekologiczne rozwiązania, takie jak zrównoważone kolekcje modowe (np. H&M, Reserved, Esprit), idee ponownego wykorzystania produktów (IKEA, Decathlon) oraz tworzą działy second-hand (4F, Auchan).

„Jeszcze rok temu o ESG w parkach nie mówiło się zbyt wiele. Teraz, kiedy ten format znalazł się na celowniku inwestorów, stopniowo będziemy wdrażać rozwiązania związane energooszczędnością i ochroną środowiska. Przykładem podjętych przez Trei działań jest Vendo Park w Skarżysku-Kamiennej, który zasilany się energią z paneli fotowoltaicznych. W tym roku rozpoczęliśmy również proces pozyskiwania certyfikatów BREEAM dla naszych nieruchomości handlowych”, podsumowuje Jacek Wesołowski, dyrektor zarządzający Trei Real Estate Poland.

GfK: polscy konsumenci w coraz gorszych nastrojach

Rekordowa inflacja, widmo kryzysu energetycznego i wojna w Ukrainie – to główne czynniki, które wpływają na dalsze spadki nastrojów konsumenckich w Polce. We wrześniu padł kolejny – negatywny – tegoroczny rekord. Niskie wskaźniki napędzają przede wszystkim osoby ze starszych grup wiekowych.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w sierpniu br. -20,3 i spadł o 1,1 p.p. w stosunku do poprzedniego miesiąca. W przypadku Polski to jeden z najgorszych wyników w historii pomiarów, a niżej wskaźnik znajdował się jedynie na początku pandemii – w marcu 2020 r. Jeszcze mocniejszy spadek nastąpił w całej Unii Europejskiej, gdzie średnia dla barometru wynosi -29,9. To wynik o 3,5 pkt słabszy niż przed miesiącem i jednocześnie najniższy w historii.

Według badań GfK we wrześniu po raz kolejny spadły wszystkie kluczowe składniki barometru – gorszy wynik odnotowano zarówno w zakresie bieżącej oceny sytuacji ekonomicznej, jak i prognoz na przyszłość.GfK polscy konsumenci w coraz gorszych nastrojach

Badanie wyraźnie pokazuje, że coraz więcej osób negatywnie ocenia obecną sytuację, nie wierząc przy tym w jej szybką poprawę. Wprawdzie spadek nastrojów nie jest gwałtowny, ale już niewiele brakuje, aby wskaźniki osiągnęły rekordowy poziom z wiosny 2020 roku, gdy pandemia dotarła do Polski. Wówczas mierzyliśmy się jednak ze zjawiskiem nowym i zaskakującym. Teraz głównym źródłem naszych obaw i niepokoju jest oczywiście inflacja – zjawisko teoretycznie znane, ale w tej skali nieobserwowane od dawna. Jego skalę doskonale obrazują twarde liczby. Z trackingu GfK Current Consumer Mood wiemy, że obawy związane z inflacją są aktualnie niemal dwa razy silniejsze niż nawet wojna w Ukrainiemówi Barbara Lewicka, Senior Director w GfK.

We wrześniu br. ujemne nastroje konsumenckie dotyczyły wszystkich grup wiekowanych analizowanych przez GfK. Najwyższy wynik odnotowano w grupie od 23 do 29 lat (-1,6), zaś najniższy wskaźnik (-33,2) zarejestrowano wśród dojrzałych osób (50-59 lat). Zgodnie z danymi gromadzonymi przez GfK, niezmiennie wraz ze wzrostem wieku, wskaźnik nastrojów konsumenckich w Polsce osiąga proporcjonalnie niższy poziom, a w ostatnich miesiącach dysproporcje zaczynają być coraz bardziej widoczne.

W przypadku podziału na płeć wyniki dla mężczyzn i kobiet okazały się bardzo zbliżone, z nieco niższym wynikiem zarejestrowanych wśród panów. Większe dysproporcje możemy zaobserwować w przypadku różnych poziomów wykształcenia, gdzie osoby z dyplomem uczelni oraz wykształceniem średnim deklarują znacznie gorsze nastroje od osób z wykształceniem podstawowym.

Znaczących różnic w nastrojach konsumenckich nie widać w przypadku podziału na miejsce zamieszkania. Duże wahania pojawiają się zaś, gdy pod uwagę weźmiemy różne fazy życia,
w których znajdują się badani konsumenci. W grupie młodych, wolnych osób wrześniowy wskaźnik barometru GfK osiągnął -11, wśród młodych małżeństw -13,8, zaś wśród starszych pracujących osób bez dzieci aż -29.

We wrześniu br. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:nastroje konsumenckie

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 9-14 września 2022 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Nowe cykliczne minima WIG i WIG-20

iniony tydzień zakończył się w piątek ustanowieniem przez główne indeksy rynku akcji USA swych nowych cyklicznych minimów (S&P 500 -1,51 proc., DJIA -1,71 proc., Nasdaq 100 -1,73 proc.; Nasdaq Composite nadal utrzymywał się minimalnie powyżej swego czerwcowego dołka. Dziś rano kontrakty na główne amerykańskie indeksy notowały niewielkie zmiany (S&P 500 +0,19 proc.).

Swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś główne indeksy w Malezji, Hong Kongu, na Filipinach i Tajwanie. Najsilniej – o 1,95 proc. – spadał dziś filipiński PSEi. Najsilniej – o 1,07 proc. – rósł dziś japoński Nikkei.

Na giełdach europejskich dominowały dziś rano spadki (DAX -0,97 proc., CAC 40 –0,98 proc. ok. godz. 9:40).

Jedynymi głównymi indeksami europejskiego rynku akcji, który ustanawiały dziś swe nowe cykliczne minima były dziś WIG i WIG-20 (-0,97 proc. i -1,5 proc. odpowiednio ok. godz. 9:40). WIG-20 był najniżej od marca 2020, WIG najniżej od listopada 2020. Poza WIG-Nieruchomości spadały dziś rano wszystkie indeksy sektorowe polskiego rynku akcji. WIG-Media był dziś najniżej od końca 2020 roku. Wśród składników WIG-20 swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś ceny akcji Pekao i Santander Bank Polska.

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych, która w środę dotknęła na chwilę poziomu 4 proc. (najwyższego od kwietnia 2010) spadała dziś rano (3,77 proc. ok. godz. 9:20). Swe najwyższe poziomu od 2008 roku odwiedziły dziś rentowności 10-letnich obligacji skarbowych Malezji i Singapuru. W piątek najwyżej od 10 lat była rentowność węgierskich 10-latek (9,775 proc.). Rentowność polskich 10-latek pozostawała powyżej poziomu 7 proc. (7,149 proc.).

Ceny ropy naftowej odrabiały dziś piątkowe straty (WTI +3,51 proc., Brent +3,35 proc. ok. godz. 9:15) osiągając okolice lokalnych szczytów z poprzedniego tygodnia. Ceny kontraktów na gaz ziemny w Wielkiej Brytanii osiągnęła w piątek najniższy poziom od pierwszej dekady sierpnia.

Amerykański dolar ustanowił dziś swe nowe cykliczne maksima względem koreańskiego wona i malezyjskiego ringgita. Kurs USD względem malezyjskiego waluty osiągnął poziom swego historycznego szczytu ustanowionego podczas kryzysu azjatyckiego w styczniu 1998. Kurs USD względem koreańskiego wona był najwyższy od marca 2009. Kurs EUR/USD przebywał minimalnie poniżej poziomu 0,98 (-0,07 proc. ok. godz. 9:10). USD/JPY utrzymywał się nieco poniżej poziomów na których nastąpiła niedawno pierwsza od 1998 roku interwencja Bank of Japan w obronie japońskiej waluty.

Lekko umacniał się dziś rano polski złoty (EUR/PLN -0,33 proc., USD/PLN –0,35 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara spadł na początku dzisiejszych notowań poniżej poziomu 19000 USD, ale później powrócił ponad ten poziom ok. godz. 9:05 notując minimalną dzienną zmianę (+0,11 proc.).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Zadłużenie generacji Z spada, ale trend może się nie utrzymać. Młodych już dosięgnęła inflacja

Nowy rok akademicki to dla wielu młodych ludzi początek nowego etapu w życiu. Studia to jednak wysiłek nie tylko intelektualny, ale i finansowy. Młodzi pobierający naukę, w znakomitej większości nie mogą pozwolić sobie na podjęcie pełnoetatowej pracy, a koszty życia rosną. Mimo że – jak pokazują dane zgromadzone w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK – w grupie wiekowej 18-24 jest dziś o blisko 27 tys. niesolidnych dłużników mniej niż w marcu 2020 r., a ich zaległy dług jest mniejszy o 347 mln zł, to zaległe zadłużenie wciąż jest faktem. W bazach nadal widnieje 125 tys. niesolidnych płatników, którzy zalegają ze spłatą 853 mln zł. Co więcej, tendencja spadkowa w przyszłości może być trudna do utrzymania, w związku z sytuacją gospodarczą, która już wpłynęła na stosunek tej grupy wiekowej do wydawania posiadanych środków.

Polska studentami stoi. Według danych GUS, pod koniec 2021 r., w krajowych uczelniach kształciło się ponad 1,2 mln osób[1]. To ponad połowa wszystkich Polaków między 19 a 24 r.ż.[2]. Znakomitą większość żaków, od niepobierających nauki rówieśników, odróżnia brak możliwości podjęcia pełnoetatowej pracy, a to może negatywnie wpłynąć na ich sytuację finansową. A jak ona wygląda? Z Raportu InfoDług przygotowanego na podstawie danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK wynika, że suma zaległych zobowiązań Polaków w wieku od 18 do 24 lat wyniosła po pierwszym półroczu 2022 ponad 853 mln zł. To nieco mniej niż pod koniec roku ubiegłego, gdy suma ta oscylowała w granicach 900 mln zł i zdecydowanie mniej niż przed pandemią, bo w marcu 2020 r. przeterminowane zadłużenie wynosiło 1,2 mld zł. To, czy ta tendencja się utrzyma, może budzić jednak wątpliwości. Dlaczego? Z publikacji „Portfel Studenta 2022” – przygotowanej przez Fundację „Warszawski Instytut Bankowości” i Związek Banków Polskich – wynika, że średnie miesięczne wydatki polskiego studenta wciąż rosną i wynoszą teraz około 3 177 zł. Dla porównania, przed rokiem było to 2 740 zł, a przed dwoma laty – 2 652 zł. W efekcie, więcej niż co trzeci respondent (38 proc.) zadeklarował pogorszenie swojej sytuacji finansowej i materialnej [3].

Potwierdzają to wyniki badania przeprowadzonego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Wynika z niego, że co trzeci (34 proc.) ankietowany w wieku od 18-24 lat nie ma w tej chwili oszczędności (min. 3 wynagrodzenia) i taki stan rzeczy utrzymuje się już od pół roku. Co piąty (21 proc.) zabezpieczenie finansowe posiadał, ale stracił je w ciągu ostatnich 6 miesięcy[4]. – Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy stwierdzić, że rezerwy zostały przeznaczone na codzienne wydatki, które są w tej chwili nieporównywalnie wyższe niż przed kilkoma miesiącami. Młodzi-dorośli – bez względu na to, czy już pracują, czy jeszcze się uczą – mogą niedługo znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Ci aktywni zawodowo dopiero wchodzą na rynek pracy, ich wynagrodzenia często nie są wysokie i nie wystarczają na pokrycie wszystkich potrzeb. Ci studiujący mogą natomiast pracować wyłącznie dorywczo, a przy tym nie zawsze mają możliwość skorzystać ze wsparcia rodziców czy dziadków, którzy również mierzą się z konsekwencjami kryzysu – mówi Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Zobowiązań najczęściej nie spłacają młodzi mężczyźni, a rekordzista ma ponad 700 tys. zł długuZobowiązań najczęściej nie spłacają młodzi mężczyźni, a rekordzista ma ponad 700 tys. zł długu

– Pandemia oraz jej konsekwencje, tj. twardy lockdown i nauka zdalna, bez wątpienia przysłużyły się portfelom młodych osób. Powrót do domów rodzinnych i korzystanie z gościnności rodziców sprawiły, że wielu studentom odpadła spora część kosztów związanych z samodzielnym utrzymaniem – czynsz, codzienne zakupy. Analizując zgromadzone przez nas dane, możemy zauważyć, że w latach 2018-2020 ich zaległości zwiększały się dwa razy szybciej niż ogółu społeczeństwa, a od marca 2020 systematycznie spadają – dodaje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

O spłaceniu długu zdecydowanie częściej zapominają młodzi mężczyźni. W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK widnieje bowiem 77 006 panów (zaległość – 520 mln zł) i 47 638 pań (zaległość – 333 mln zł) między 18 a 24 r.ż.Zobowiązań najczęściej nie spłacają młodzi

Najbardziej zadłużeni w tej kategorii wiekowej są mieszkańcy woj. śląskiego. Łącznie mają niemal 118 mln zł nieuregulowanych płatności. Stąd pochodzi także rekordzista. 21-latek zalega bankom i instytucjom finansowym na ponad 708 tys. zł. Kolejne miejsca zajmują zameldowani w województwach mazowieckim (111 mln zł) i dolnośląskim (93 mln zł). Najmniej niespłaconych długów mają natomiast osoby z woj. świętokrzyskiego (15 mln zł).  Najwyższe średnie zaległe zadłużenie obserwujemy w woj. wielkopolskim (7 502 zł), a najniższe w lubelskim (5 430 zł).Zobowiązań najczęściej nie spłacają młodzi 3 Zobowiązań najczęściej nie spłacają młodzi 3

Alimenty, rachunki, czynsz – z tymi płatnościami młodzi mają największy problem

Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że największy udział w łącznej kwocie zaległego zadłużenia młodych-dorosłych mają zaległości pozakredytowe. Łączna kwota zaległych zobowiązań takich jak bieżące rachunki, czynsz czy alimenty, wynosi bowiem ponad 464 mln zł. To średnio 4853 zł na osobę. Jeżeli pod uwagę weźmiemy tylko niezapłacone w terminie alimenty, średnia wyniesie już 9811 zł. W przypadku mandatów za jazdę bez biletu będzie to 295 zł, a rachunków telekomunikacyjnych – 3378 zł. Więcej tego typu zaległości mają zdecydowanie mężczyźni. W Rejestrze widnieje ich niemal 60 tys. i mają oni ponad 278 mln zł zaległych zobowiązań pozakredytowych. Dla porównania, kobiet jest tylko 36 tys., a suma ich zadłużenia nie przekracza 186 mln zł.

Mimo, że w przypadku zobowiązań kredytowych łączna kwota zaległych długów jest nieco mniejsza, bo nie przekracza 389 mln zł, to średnie zadłużenie na osobę jest wyższe i wynosi 6 tys. zł. To oczywiste z uwagi na fakt, że kwoty rat są w przeważającej większości dużo wyższe niż bieżące rachunki. Średnia wartość zaległego długu to aż 57 tys. zł w przypadku kredytu mieszkaniowego i 6 tys. zł w przypadku konsumpcyjnego. Również tutaj przewagę mają mężczyźni. Niesolidnych dłużników jest 37 tys., a dłużniczek – 25 tys.Alimenty, rachunki, czynsz – z tymi płatnościami młodzi mają największy problem

Źródła:

  1. GUS, Szkolnictwo wyższe w roku akademickim 2021/2022 (wyniki wstępne)
  2. GUS, Polska w liczbach 2022
  3. Warszawski Instytut Bankowości, Związek Banków Polskich, Portfel Studenta 2022
  4. Stosunek Polaków do oszczędzania, Badanie Quality Watch zrealizowane w dn. 9-12 września 2022 metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+, Próba: 1077

Inflacja zagląda do portfeli firm – przedsiębiorcy będą ciąć wydatki lub opóźniać płatności

Rosną koszty prowadzenia działalności w Polsce. Wzrost cen usług, towarów, półproduktów i surowców potwierdza już 95 proc. przedsiębiorców. Skłania to właścicieli firm do weryfikacji swoich planów zakupowych: szukania promocji, tańszych zamienników lub… całkowitej rezygnacji z niektórych wydatków. Co dziesiąty przedsiębiorca obawia się, że będzie miał problemy z zapłatą w terminie – wynika z najnowszego badania firmy faktoringowej NFG „Zakupy firmowe”.

Według danych GUS, inflacja we wrześniu wyniosła 17,2 proc. rok do roku, co stanowi wynik najwyższy od marca 1997 r., kiedy to osiągnęła poziom 16,6 proc. Najbardziej podrożały: żywność i energia. Zwłaszcza to ostatnie daje się przedsiębiorcom mocno we znaki. Podwyżki cen energii mają bowiem bezpośredni wpływ na prowadzenie wielu działalności w kraju. A jak wskazują sami przedsiębiorcy – najbardziej dotkliwe są dla nich właśnie drożejące paliwa i wysokie opłaty za media (gaz, prąd, woda).

Jest źle, a może być jeszcze gorzej

Badanie przeprowadzone w sierpniu na zlecenie firmy faktoringowej NFG, pokazuje, że aż 95 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP odczuło wzrost cen produktów i usług niezbędnych do prowadzenia działalności. Najczęściej wskazywanym produktem, który zdrożał, jest paliwo (78 proc. wskazań), następnie opłaty za media (68 proc.) oraz surowce, półprodukty i produkty (60 proc.). Zdaniem badanych firm, przeciętny wzrost cen w ostatnich sześciu miesiącach wyniósł 37,4 proc. Nie pozostaje to bez wpływu na budżety firm. Jednym ze sposobów radzenia sobie z drożyzną, jest korzystanie z elastycznych form finansowania.

Istotnie, w ostatnich miesiącach zaobserwowaliśmy zwiększone zapotrzebowanie przedsiębiorstw, by rozkładać na raty nie tylko faktury z przyszłą datą płatności, ale też faktury proforma. Nie tylko zakupy różnych towarów i usług firmowych, ale też paliwa. Od momentu wprowadzenia przez nas Fakturatki na rynek przedsiębiorcy sfinansowali z jej pomocą zakupy za ponad 6 mln zł – wylicza Emanuel Nowak, ekspert NFG.

Oprócz mediów i paliw drożeją też usługi, z jakich na co dzień korzystają przedsiębiorcy. Mikrofirmy biorące udział w badaniu, istotnie częściej niż firmy małe wskazują na wzrost kosztów związanych z wynajmem lokalu (33 proc. do 21 proc.) oraz cen sprzętu biurowego (30 proc. do 19 proc.). Z kolei małe firmy częściej niż mikroprzedsiębiorstwa wskazują na wzrost kosztów związanych z zakupem surowców i półproduktów (67 proc., o 13 pp. więcej, niż w firmach mikro).Inflacja zagląda do portfeli firm

Niestety to nie koniec negatywnych wskazań. Przed nami jesień i zima, czyli tzw. sezon grzewczy. Przedsiębiorcy z obawą patrzą w przyszłość. 85,5 proc. z nich spodziewa się w najbliższych 6 miesiącach kolejnych podwyżek cen. Jedynie 5 proc. respondentów ma co do tego wątpliwości, a pozostali nie mają zdania.Inflacja zagląda do portfeli firm 2

W naszym badaniu 29 procent mikro i małych firm wskazywało, że zaciągnęło kredyt lub pożyczkę w celu nabycia produktów i usług niezbędnych do prowadzenia działalności. We wrześniu Rada Polityki Pieniężnej po raz kolejny podniosła stopy procentowe. W efekcie, są one teraz najwyższe od 2012 roku, co ma przełożenie na jeszcze wyższe raty kredytów. W tej sytuacji zaciąganie długoterminowych zobowiązań finansowych staje się dla firm niekorzystne, a nawet niebezpieczne. Może bowiem skutkować utratą płynności finansowej i niewypłacalnością. Kupując produkty i usługi do firmy, przedsiębiorcy będą więc zmuszeni ograniczać wydatki lub przerzucą ryzyko transakcji na swoich kontrahentów – prognozuje Emanuel Nowak, ekspert NFG.

Zakupy po nowemu, problemy po staremu

Blisko 80 proc. badanych firm przyznaje, że podwyżki cen wpłyną na zmianę sposobu dokonywania przez nich zakupów. Wśród najczęściej podawanych preferencji i zwyczajów zakupowych wymieniają: poszukiwanie promocji i okazji cenowych (44 proc.), poszukiwanie tańszych zamienników i chęć ograniczenia wydatków (po 36 proc.). Przy czym mikrofirmy częściej zapowiadają rezygnację z zakupów, a firmy małe częściej zamierzają negocjować dłuższe terminy płatności oraz finansować zakupy kredytem.inflacja

Prawdziwie niepokojące sygnały płyną jednak z firm, które zapowiadają potencjalne opóźnienia płatności. To głównie mikrofirmy oraz przedsiębiorstwa z branż budowlanej i handlowej,

Co 10. przedsiębiorca z badania NFG wskazuje, że może mieć problemy z terminowymi płatnościami za zakupy firmowe. Oznacza to brak wynagrodzenia dla dostawcy i ryzyko powstania zatorów płatniczych w transakcjach handlowych. Już dziś do KRD wpisanych jest 260 tysięcy firm, które nie są w stanie spłacić swoich zobowiązań finansowych. W pierwszym półroczu tego roku 197 firm ogłosiło upadłość, a 862 wybrało postępowanie restrukturyzacyjne. Liczby te w najbliższym czasie mogą się jednak zwiększyć. Sporym zagrożeniem dla biznesu jest bowiem inflacja, wywołana w głównej mierze przez rosnące ceny energii i paliw. Przedsiębiorstwa muszą utrzymać rentowność w dynamicznym, nieprzewidywalnym otoczeniu. W najtrudniejszej sytuacji są firmy, które swoje koszty szacują z dużym wyprzedzeniem i nie mogą ich potem skorygować. Tak jest chociażby w budownictwie. Spodziewamy się, że w tej branży niewypłacalności będzie przybywać – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Wydatki można podzielić

Nie bez powodu budownictwo jest jedną z branż najbardziej zainteresowanych usługą ratalną. Jak pokazuje niedawne badanie NFG „Finansowanie zakupów firmowych”, co dziesiąta firma z sektora MŚP rezygnuje z zakupów ze względu na zbyt wysoką cenę, ale niemal 30 proc. przedsiębiorstw jest zainteresowanych zakupami na raty: po to, by odroczyć płatności o miesiąc, wybierając na przykład płatność w jednej racie, albo by podzielić duży wydatek na kilka mniejszych bez konieczności wydawania naraz większej sumy pieniędzy. A jak twierdzą twórcy Fakturatki, na raty można dzisiaj kupić niemal wszystko: usługi biznesowe (faktury za prąd, karty paliwowe czy nawet remont lokalu), towary (w tym materiały, surowce, półprodukty), środki trwałe (jak maszyny i urządzenia) czy wartości niematerialne (na przykład licencje za oprogramowanie).

O badaniu:

Ogólnopolskie badanie „Zakupy firmowe” zostało przeprowadzone w sierpniu 2022 r. przez IMAS International na zlecenie firmy faktoringowej NFG na grupie 462 mikro i małych przedsiębiorstw, techniką mieszaną CAWI oraz CATI.

Mustang Mach 1, klasyk z pazurem, trafił na aukcję

Adam Klimek wystawił swojego Forda Mustanga Mach 1 z 1973 r. na platformie aukcyjnej Bidcar. Cena wywoławcza to 1 proc. wartości samochodu, licytować można do 12 października.

50 lat, silnik o mocy 400 koni i tylko 50 tys. km przebiegu. Adam Klimek, najbardziej znany mechanik w Polsce, przez siedem miesięcy pracował nad Mustangiem, by przywrócić mu dawny blask i dodać pazura. Teraz wystawił go na aukcji na nowej platformie aukcyjnej z samochodami używanymi Bidcar.

Aukcja Mustanga Mach 1 od Adama Klimka, w której każdy może wziąć udział, rozpoczęła się 2 października o 20:00 i potrwa 10 dni – do 12 października. Cena wywoławcza to 1 proc. kwoty, na jaką samochód wycenił rzeczoznawca. Ponadto Adam Klimek udzielił gwarancji przybicia, a więc zwycięzcą aukcji automatycznie zostanie osoba, która złoży najwyższą ofertę.Mustang Mach 1 Adam KlimekMustang Mach 1 Adam Klimek Mustang Mach 1 Adam Klimek

Drugie życie klasyka

Historię wystawionego na aukcję Forda Mustanga Mach 1 z 1973 r. dobrze znają fani programu “Samochód marzeń Adama Klimka” w TVN Turbo. Auto w opłakanym stanie Adam Klimek kupił w Stanach Zjednoczonych za 55 tys. zł. Aby przywrócić mu świetność, mechanik poświęcił 7 miesięcy swojego życia, a na części wydał blisko 160 tys. zł.

Mustang Mach 1 Adam KlimekSamochód został całkowicie rozebrany, wszystkie nadające się do tego części odnowione, a pozostałe wymienione. W Stanach Zjednoczonych kupione zostały chociażby fabrycznie nowe elementy nadwozia, których nie dało się uratować – podłoga, tylny pas, błotniki, przednie prawe drzwi. Prace nad samym nadwoziem, od demontażu do powtórnego złożenia w całość, pochłonęły około 1000 roboczogodzin.

Jednostkę napędową Adam Klimek zbudował na bazie silnika Cleveland Cobra Jet 351, który został gruntownie stuningowany. W zasadzie pozostał z niego  tylko blok, w którym zamontowano aluminiowe głowice z dużymi zaworami Edelbrock, sportowy wałek rozrządu, duży gaźnik oraz kute tłoki.

W aucie wymieniona została również skrzynia biegów – automat zastąpiła czterostopniowa skrzynia manualna. Zmodyfikowane zostało też zawieszenie, tylny dyferencjał i most z mechaniczną szperą (torsen).

Efektem pracy Adama Klimka jest, dający wyjątkowe doznania z jazdy, klasyk z czterystukonnym silnikiem pod maską, który do setki rozpędza się w mniej niż 6 sekund. A dzięki aukcji na Bidcar znajdzie on wkrótce nowego właściciela.  Adam Klimek postanowił sprzedać swoje auto marzeń właśnie przez tę platformę, bo jak sam mówi: Bidcar daje mi nadzieję, że sprzedawanie – ale i kupowanie – stanie się wreszcie wygodne. Tak naprawdę, nie teoretycznie.

https://www.youtube.com/watch?v=q7LISKFrYXI&t=4s

Mustang: Co kryje raport rzeczoznawcy?

Mustang Mach 1 Adam KlimekKażdy samochód przed wystawieniem na aukcję na Bidcar, poddawany jest inspekcji i wycenie niezależnego rzeczoznawcy. Przygotowana przez niego dokumentacja oraz raport AutoDNA, który zawiera między innymi informacje o przebiegu, uszkodzeniach oraz dane techniczne, udostępniane są zainteresowanym zakupem za darmo.

Również Mustang Mach 1 Adama Klimka przeszedł szczegółową inspekcję rzeczoznawcy. Raport zawiera kilkadziesiąt zdjęć ogólnych, oblachowania, oświetlenia i wnętrza. rzeczoznawca sprawdził dane techniczne i wyposażenie pojazdu – standardowe i dodatkowe. Zmierzył grubość powłoki lakierowej na wszystkich elementach karoserii i wysokość bieżnika opon. Przeprowadził próbę rozruchową i jazdę próbną. Odczytał przebieg samochodu 31.358 mil – czyli 50.466 km. Na kilkudziesięciu zdjęciach pokazał wszystkie widoczne uszkodzenia pojazdu, takie jak otarcia lakieru, pęknięcia na zderzaku czy brak dźwigni składania oparcia fotela pasażera.

Stworzyliśmy Bidcar, aby walczyć z patologiami przy sprzedaży samochodów używanych: ukrywaniem informacji o wypadkach, przekręcaniem liczników, zawyżaniem cen – mówi Artur Kopania. Twórcy platformy twierdzą, że dzięki modelowi aukcyjnemu, unikalnemu na rynku, ich platforma umożliwia ustalenie uczciwej dla obu stron, bo rynkowej ceny pojazdu. – Nie dziwi więc, że swoje auto Adam Klimek postanowił sprzedać właśnie na Bidcar – dodaje współzałożyciel platformy.

***

Bidcar to pierwsza w Polsce internetowa platforma aukcyjna samochodów używanych,  dla klientów indywidualnych. Stworzona została przez zespół managerów z Europejskiego Centrum Remarketingu (ECR) – Radosława Kopanię, Mateusza Laskę, Artura Kopanię i Przemysława Wałasza. Doświadczenie – zdobyte m.in. przy prowadzeniu serwisu aukcyjnego B2B Poleasingowe.pl – pozwoliło im przygotować platformę, na której z aukcyjnego modelu handlu samochodami korzystać mogą wszyscy.

Garnitur biznesowy na miarę – na jaki model postawić?

Nasz strój jest naszą wizytówką, czy tego chcemy, czy nie. Kiedy więc szykujemy się do pracy, musimy postawić na takie ubranie, które będzie podkreślać nasze kompetencje i profesjonalizm. Jeżeli zajmujemy wysokie stanowisko lub w firmie obowiązuje dress code, podstawowym elementem naszej służbowej garderoby będzie garnitur.

Garnitur to bezsprzecznie jeden z obowiązkowych strojów w męskiej szafie, a jeśli do tego chodzimy w nim na co dzień do pracy, najlepiej zaopatrzyć się w więcej niż jeden model. Jak podejść do jego wyboru, by pasował na codzienne wyjścia do biura?

Wybierając garnitur biznesowy, stawiamy na klasykę

Zacznijmy od tego, że praca nie jest miejscem, w którym możemy sobie pozwolić na dużą oryginalność i podążanie za najnowszymi trendami. Znacznie lepiej sprawdzi się klasyka. Jest ponadczasowa i zawsze elegancka. Krój powinien być prosty i tradycyjny. Należy też zrezygnować z garniturów z marynarką dwurzędową, która byłaby zbyt ekstrawagancka. Spodnie powinny być proste, nie kupujmy modeli z mankietami i zakładkami.

Kolory, na jakich należałoby się skupiać to modele w odcieniach szarości, grafitowe lub granatowe. Będą doskonale pasować z eleganckimi białymi lub błękitnymi koszulami. Zrezygnujmy z garniturów we wzory. Pomimo tego, że krata jest bardzo modna, to jest jednocześnie mniej formalna, a tym samym nie jest dobrym wyborem do pracy.

Klasyka nie musi być nudna

Wydawałoby się, że skoro mamy skupiać się na modelach klasycznych, to nasza stylizacja będzie przeciętna i nie będzie w niej nic atrakcyjnego. Są jednak kroje, które są modne, klasyczne, a przy tym podkreślają męską sylwetkę. Tak jest w przypadku garniturów o kroju slim. Ich cechą charakterystyczną jest obecność lekko taliowanej marynarki. To idealna propozycja dla nas, jeśli jesteśmy szczupłej budowy ciała.

Dobry garnitur idealnie leży na sylwetce

Chociaż każdy mężczyzna może w garniturze wyglądać fantastycznie, to nie znaczy, że możemy się garniturem wymienić lub od razu kupić ten sam model, jaki ma ktoś inny. Każda osoba ma zupełnie inną sylwetkę i wymiary, a garnitur jest wymagający. Będziemy prezentować się świetnie, tylko jeśli będzie idealnie pasować. Ponieważ w grę wchodzi strój, który będzie pomocny w rozwoju naszej kariery i będzie rzutować na relacje ze współpracownikami i klientami, warto wziąć pod uwagę szycie na miarę. Wtedy zyskamy gwarancję, że nogawki spodni i rękawy marynarki będą odpowiedniej długości, nie będzie nigdzie marszczeń, a materiał wykorzystany do produkcji jest wysokiej klasy. Jeżeli interesuje nas garnitur na miarę w Warszawie, zapoznajmy się z tym, co może nam zaproponować Cafardini.

Dodatki dopełnieniem stylizacji

Chociaż na pierwszym planie będzie garnitur i elegancka koszula, nie możemy zapominać o dodatkach, które wykończą cały strój. Zwróćmy uwagę na to, by buty były eleganckie, proste i skórzane. Nie zapominajmy również o pasku i krawacie. Bez nich nasz strój wyglądałby na niechlujny i niedokończony.

Od zera do eksperta na LinkedIn

Jeśli jesteś w firmie osobą decyzyjną, to zapewne stale poszukujesz sposobów na networking oraz poznanie coraz to nowych wartościowych osób. Oczywiście z takimi osobami można zarówno tworzyć nowe biznesy, ale również uczyć się od nich, pozyskiwać wiedzę, dowiadywać się czegoś nowego. Z pewnością słyszałeś już, że na LinkedIn jest obecnie prawie 97% osób na stanowiskach decyzyjnych z całego świata. Jeśli chcesz wiedzieć, w jaki sposób ten portal może się przyczynić do Twojego dalszego rozwoju, to koniecznie przeczytaj ten artykuł.

LinkedIn –  co to jest?

Jest to nic innego jak portal społecznościowy z przeznaczeniem dla ludzi aktywnych zawodowo. Jest on międzynarodowy a jego łączna liczba użytkowników to ponad 800 mln. Większa część tych osób jest bardzo chętna do nawiązywania nowych kontaktów biznesowych i znajomości networkingowych.

LinkedIn to źródło niezwykle cennych informacji o jego użytkownikach. Większość z nas na swoich profilach opisuje gdzie pracuje obecnie, jakie miało poprzednie zajęcia oraz w czym się specjalizuje, oraz jakie zajmuje stanowisko. To idealna droga, aby dotrzeć do ludzi lub firm, które są naszym targetem.

Warto zaznaczyć, że założenie profilu na LinkedIn jest w 100% darmowe, więc konto może posiadać tam każdy. Nawet jeśli nie miałeś wcześniej styczności z tym serwisem, to nie ma się czym przejmować, bo na każdym kroku będziesz dostawał informację i podpowiedzi, w jaki sposób uzupełnić profil, aby był on kompletny i atrakcyjne dla innych użytkowników.

Jak działa portal LinkedIn

Portal działa na zasadach innych portali społecznościowych. Można go porównać do Facebooka tylko przeznaczonego do kontaktów głównie biznesowych. Warto zaznaczyć, że na LinkedIn użytkownicy są bardzo otwarci na zawieranie nowych znajomości i poszerzanie swojej sieci kontaktów. Z tego też powodu nie mówimy tu o „znajomych”, a właśnie o kontaktach. Nie musisz kogoś znać, by wysłać mu zaproszenie do nawiązania kontaktu. LinkedIn pozwala na wysłanie do 500 zaproszeń tygodniowo, to pokazuje, że element networkingowy jest dla niego bardzo istotny. Jak możesz się domyślać nowe kontakty to każdorazowo szansa na znalezienie nowego klienta, inwestora, partnera biznesowego, czy udziałowca.

Tę skuteczność potwierdzają również specjaliści z Agencji Sales Robots, specjalizujący się w kampaniach komunikacyjnych na tym właśnie portalu.

LinkedIn w Polsce — statystyki

Często się mówi, że do Polski trendy czy zachowania z Ameryki oraz zachodu Europy przychodzą zawsze z lekkim opóźnieniem. Tak samo jest w przypadku LinkedIn. W stanach nawet połowa obywateli ma założone swoje konto na tym portalu. W Polsce na ten moment mamy 4,4 mln użytkowników. Ta liczba jednak z miesiąca na miesiąc stale rośnie i nie ma wątpliwości, że naszych rodzimych użytkowników będzie tylko przybywać.

Oczywiście nawet 4,4 mln to jest duża grupa. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że to mogą być nasi przyszli klienci czy inwestorzy, to nie da się ukryć, że prowadzenie tam aktywnie profilu może być bardzo opłacalne. Dodatkowo pamiętaj, że osoby wchodzące na LinkedIn nie robią tego po to, by ślepo scrollować swoją tablicę (jak to się często dzieje na Facebooku), tylko podchodzą do tego bardziej biznesowo.

Czym jest profil prywatny na LinkedIn?

Prywatny profil na LinkedIn może założyć każdy z nas. Nie ma żadnych odgórnych ograniczeń, a samo założenie konta oraz jego późniejsze prowadzenie jest całkowicie darmowe. Prywatny profil może służyć jako nasza wizytówka (jeśli chcemy z niego korzystać biernie / pasywnie) lub jako nasze centrum do pozyskiwania wartościowych kontaktów, wiadomości, treści, jeśli korzystamy z niego aktywnie.

Ważną informacją jest też to, że na sam nasz profil możemy dodać praktycznie nieograniczoną liczbę nowych kontaktów, bo limit ustawiony przez serwis to aż 30 000 osób.

Czym jest profil firmowy na LinkedIn?

Na serwisie można również założyć profil firmowy, który zdecydowanie różni się od profilu prywatnego. Jest to dużo bardziej bierne miejsce, bo o ile nadal możemy na nim publikować treści, to niestety osiągają one dużo mniejsze zasięgi niż to się dzieje na prywatnym profilu.

Oczywiście posiadanie profilu firmowego swojej firmy jest nadal atrakcyjna ze względów wizerunkowych, bo to dobrze świadczy o firmie jak jest obecna na LinkedIn.

Sprzedaż na LinkedIn – najważniejsze informacje

Serwis LinkedIn jest dobrym miejscem na generowanie sprzedaży dla naszej firmy. Codziennie możemy kontaktować się z innymi wartościowymi osobami i proponować swój produkt lub usługę. Oczywiście nie musimy robić tego w tak aktywny sposób. Niektórzy wolą dzielić się swoją wiedzą oraz opisywać to, co oferują w ramach regularnych postów. To dla wielu użytkowników jest lepszy sposób, bo nie wszyscy lubią klasyczne techniki sprzedażowe, z którymi spotykamy się niemal na co dzień.

Warto powiedzieć, że LinkedIn jest dobrym miejscem również dla przedstawicieli handlowych, marketingowców i innych osób, którym zależy na powiększaniu sieci kontaktów i relacjach biznesowych.

Serwis posiada również bardzo dobre narzędzie, dzięki któremu możemy jeszcze skuteczniej wyszukiwać nowe kontakty. To narzędzie nazywa się Sales Navigator i jest dostępne w ramach pakietu premium na LinkedIn.

Generowanie nowych leadów na LinkedIn

Każdemu z nas zależy na pozyskiwaniu leadów. LinkedIn ma 3 bardzo dobre metody na to. Możesz je wykorzystywać kompletnie niezależnie od siebie. Posiadają one różną skuteczność, ale też wymagają innego zaangażowania:

  • Bezpośrednie prywatne wiadomości, które potrafią osiągnąć nawet do 10% skuteczności. To bardzo dobre rozwiązanie dla każdego, bo wiadomo, że prywatne wiadomości sprawdza każdy. Jeśli dobierzesz do tego indywidualny przekaz, to możesz być pewien, że użytkownicy chętnie będą Ci odpisywać. Taka prywatna wiadomość i idealne miejsce na to, aby zaproponować wszystko, co tylko oferujesz.
  • Zaproszenia do udziału w wydarzeniu, potrafią osiągać do 15% skuteczności. Wydarzenia trochę się różnią od wiadomości, bo tu mówimy bardziej o zachęceniu do pojawienia się w pewnym miejscu. Ktoś jeszcze nie dostał od nas przekazu i konkretnego komunikatu. To dopiero na tym wydarzeniu go otrzyma i zdecyduje się, czy to go interesuje.
  • Publikowanie postów niestety ma ono bardzo niską skuteczność. Pamiętaj, że ilość postów, którą widzi każdego dnia przeciętny użytkownik jest bardzo duża. Co za tym idzie, aby zwrócił uwagę akurat na Ciebie musisz być najlepszy spośród wszystkich postów. Dodatkowo, jeśli użytkownik przeczyta Twój post, to jeszcze nie jest pewne, że pomyśli, by się w ogóle z Tobą skontaktować.

Rekrutacja na LinkedIn

Proces rekrutacji na LinkedIn jest rzeczą bardzo popularną zarówno dla rekruterów, jak i dla osób poszukujących pracy. Ofert jest bardzo dużo i każdego dnia dochodzą nowe. Dzięki temu, że teraz praca zdalna jest coraz popularniejsza, to ograniczenia geograficzne często przestają mieć znaczenie. Dzięki temu możesz znajdować kandydatów z całej polski, a oni mogą pisać i aplikować do wymarzonej firmy, nawet jeśli jest ona 500 kilometrów od nich.

Jak znaleźć pracę na LinkedIn – zobacz jakie to proste

Szukanie nowej pracy najlepiej zacząć od poinformowania na profilu, że jest się otwartym na zmianę obecnej lub na poszukiwania nowej pracy. Jak już to zrobisz, to zobacz czy Twój profil jest odpowiednio uzupełniony. Jeśli nie, to koniecznie uzupełnij brakujące informację. Po co masz to robić? Bo możesz być pewnym, że Twój pracodawca będzie patrzył na Twój profil w tym właśnie serwisie. Jeśli nie będzie się on prezentował odpowiednio profesjonalnie możesz nie dostać swojej szansy. Jeśli natomiast pracy chcesz poszukiwać bardziej aktywnie, to poszukaj ciekawych ogłoszeń lub nawet sam pisz bezpośrednio do firm, lub rekruterów w tych firmach. Nic przecież nie tracisz.

Jak znaleźć pracownika na LinkedIn – zobacz jakie to proste

Sytuacja odwrotna. Jeśli to Ty poszukujesz pracowników pamiętaj, że nie każdy musi być ekspertem od LinkedIn. Jeśli widzisz nie do końca wypełniony profil lub brakujące informacje, to nie warto skreślać już na starcie osoby. Nawiąż kontakt, porozmawiaj. Może się okaże, że ta osoba właśnie jest w trakcie zmiany i aktualizacji profilu, a Ty trafiłeś akurat na moment zmian. Nigdy nie wiadomo.

Cennik LinkedIn – lista płatnych usług na platformie

Jak już wspomnieliśmy wcześniej założenie i prowadzenie konta jest darmowe. Istnieje jednak szereg dodatkowych możliwości, które możesz wykupić. Są to:

  • LinkedIn Premium Sales Navigator – bez wątpienia najpopularniejsza rzecz. Dzięki niemu masz możliwość korzystania z unikatowej wyszukiwarki nowych kontaktów. Dostajesz możliwość użycia wielu dodatkowych filtrów, które są niedostępne bez tego pakietu. Warto zaznaczyć, że cena takiego pakietu to około 500 zł
  • Recruiter — pomaga wyszukiwać kandydatów po ich umiejętnościach.
  • Career — pomaga w poszukiwaniu pracy.
  • Business — zestaw kursów o tematyce biznesowej.

Reasumując LinkedIn to bardzo potężny portal, który daje multum możliwości. Warto wykorzystać wszystkie jego funkcje, bo będzie się on stale rozwijał, a polskich użytkowników z każdym miesiącem będzie przybywać. To pozwala Ci już teraz wyprzedzić konkurencję i przede wszystkim pozyskać nowych klientów i inwestorów do Twojego biznesu.

Jak zaistnieć w internecie? Poradnik dla początkujących przedsiębiorców

Prowadzenie własnego biznesu e-commerce wymaga przede wszystkim dobrze zaplanowanych działań marketingowych. Bez tego Twoje szanse na zaistnienie w internecie i przyciągnięcie uwagi potencjalnych klientów są naprawdę nikłe. Nie masz doświadczenia w tym zakresie? Poproś o pomoc agencję interaktywną z doświadczeniem, a Twoja firma na pewno odniesie sukces!

Na tę chwilę praktycznie każda działalność powinna część swoich działań przenieść tylko do internetu. W dobie rozwoju nowoczesnych technologii to bardzo ważne, aby pozyskiwać klientów nie tylko lokalnie, ale i poprzez sieć globalną. Do przyciągnięcia uwagi odbiorców przydają się przejrzyste i intuicyjne strony internetowe.

Więcej na ten temat znajdziesz pod adresem: https://coolbrand.pl/strony-internetowe-warszawa/.

O czym trzeba pamiętać, aby wyróżnić swoją firmę spośród konkurencji?

Jeśli chcesz, aby Twoja marka zaistniała w internecie, koniecznie zainwestuj w dobrze zaplanowane działania marketingowe, ale także identyfikację wizualną. W tej kwestii pomocna będzie agencja interaktywna, która zajmie się tymi kwestiami już od podstaw. Co to oznacza? Aby wyróżnić się na rynku, warto zadbać o takie aspekty, jak:

  • pełna identyfikacja marki – logo, bannery, slogany, ulotki, wizytówki,
  • strategia marketingowa – to podstawa, aby móc wyróżnić się z tłumu konkurencji,
  • dobrze zaprojektowana strona internetowa, która będzie przyjazna dla użytkownika.

Oczywiście to tylko podstawy jeśli chodzi o działania w internecie. Samo tworzenie stron www w Warszawie i innych miastach w Polsce możesz zlecić profesjonalistom. To samo tyczy się opracowania strategii marketingowej, zaprojektowania logo, a nawet przeprowadzenia audytu rynkowego. Takimi zadaniami zajmuje się agencja interaktywna CoolBrand, gdzie otrzymasz rzetelną pomoc i wsparcie doświadczonych specjalistów z branży IT oraz marketingowców.

W dzisiejszych czasach budowa stron internetowych, które przyciągają uwagę odbiorców wymaga poświęcenia nie tylko czasu, doświadczenia, ale i znajomości specyfiki konkretnej branży. Samodzielne budowanie strony, jak i planowanie działań marketingowych nigdy nie przynosi tak dobrych efektów, jak współpraca z profesjonalną agencją.

Z jakich usług warto skorzystać na etapie budowania marki w internecie?

Jeśli już planujesz rozwój swojej firmy, koniecznie nawiąż współpracę z dobrą agencją interaktywną. Po podpisaniu umowy możesz liczyć na pomoc w zakresie:

  • projektowania stron internetowych i sklepów online,
  • przeprowadzania audytów rynku i analiz,
  • budowania aplikacji mobilnych,
  • projektowania identyfikacji wizualnej,
  • copywritingu,
  • prowadzenia social mediów.

Jak widzisz, zakres usług agencji interaktywnej jest naprawdę szeroki, a Ty po nawiązaniu współpracy nie musisz martwić się już o efekty działań w prowadzonych w internecie. Kiedy dobrze zaprojektujesz swój brand oraz stworzysz funkcjonalną stronę w sieci, na pewno szybko osiągniesz sukces niezależnie od branży, w jakiej aktualnie działasz.

Sfinks ze wzrostem sprzedaży i zysku netto w I półroczu 2022 r.

Sprzedaż gastronomiczna w sieciach należących do Sfinks Polska w I półroczu 2022 r. wyniosła 77,80 mln zł i była zdecydowanie wyższa niż w analogicznych okresach lat 2021 i 2020, objętych wpływem lockdown dla gastronomii (odpowiednio: 22,63 mln zł i 54,15 mln zł). Co istotne, sprzedaż gastronomiczna porównywalnej sieci restauracji w I półroczu 2022 r. wzrosła o blisko 7% wobec I półrocza 2019 r., czyli w okresie przed pandemią. W ujęciu skonsolidowanym grupa, do której należą sieci SPHINX, Chłopskie Jadło i Piwiarnia, odnotowała po I półroczu 2022 r. przychody na poziomie 46,58 mln zł oraz 17,83 mln zł zysku netto i 28,90 mln zł EBITDA (po oczyszczeniu z wpływu MSSF16 odpowiednio: 18,19 mln zł i 20,12 mln zł).

W pierwszym półroczu 2022 r wyraźnie widać odbicie sprzedaży w restauracjach grupy Sfinks i powrót do sprzedaży z okresu  sprzed ograniczeń dla gastronomii. W pierwszym półroczu 2022 r. w stosunku do pierwszego półrocza 2019 r. na porównywalnej sieci restauracji widać, że sprzedaż gastronomiczna wypracowana przez wszystkie restauracje jest wyższa o około 7% r/r, a w przypadku lokali SPHINX ten wzrost wynosi nawet 9% r/r. Trzeba także pamiętać, że wynik ten jest jeszcze cały czas obciążony w jakimś stopniu wpływem ograniczeń związanych z pandemią. Natomiast nie zaobserwowaliśmy w tym okresie wpływu wojny na Ukrainie na wielkość sprzedaży. Jednak jednocześnie coraz ważniejszym czynnikiem mającym wpływ na sprzedaż jest nasz program lojalnościowy i aplikacja mobilna Aperitif, która daje dostęp do ofert specjalnych. Goście korzystający z tych rozwiązań zapewnili nam ponad  20% sprzedaży restauracji. Zwłaszcza w dzisiejszych, niełatwych czasach goście coraz częściej śledzą promocje i chętnie z nich korzystają – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Obecnie w aplikacji Aperitif jest zarejestrowanych ponad 430 tys. osób, z czego ponad 50 tys. stanowili nowi użytkownicy, którzy przybyli od początku półrocza. Dodatkowo Sfinks wprowadził ofertę e-menu, z której korzysta 320 tys. użytkowników. Oba te narzędzia stanowią ważne narzędzia komunikacji z klientami restauracji. Obecnie w ramach Sfinksa działa 120 lokali, w tym 73 restauracje SPHINX, 39 Piwiarni, 6 restauracji Chłopskie Jadło, a także otwarte w pierwszym półroczu tego roku 2 nowe restauracje The Burgers. Ta ostatnia marka to koncept gastronomiczny, który zaczął działać jako marka wirtualna (wyłącznie w dostawie) w okresie pandemii, a obecnie też w formule stacjonarnej w Gdyni oraz w Stargardzie Gdańskim.

– W trudnym okresie pandemicznym wzmocniliśmy także sprzedaż dań na wynos oraz wprowadziliśmy ofertę dań gotowych pod marką SPHINX, które można kupić w sklepach. Wprowadzenie dań gotowych o odpowiedniej jakości jest długotrwałym i trudnym procesem. Rozpoczęliśmy go jeszcze przed wybuchem pandemii. Obecnie liczba oferowanych dań gotowych stale rośnie i do końca roku powinno ich być kilkanaście rodzajów z różnych kuchni świata. Jest to jeden z ważnych kierunków dalszego rozwoju Grupy sfinks – dodaje Sylwester Cacek.

Przychody ze sprzedaży dań dostawie stanowiły w I półroczu 7,4% przychodów gastronomicznych. Równolegle Sfinks prowadzi działania związane z ofertą dań gotowych. Na koniec czerwca liczba dań pod marką SPHINX wzrosła do dziewięciu, a latem została przygotowana oferta dań kuchni włoskiej, zaś na jesień zaplanowano wprowadzenie dań kuchni azjatyckiej.

– Istotny wpływ na wyniki finansowe Sfinksa w II kwartale 2022 r. miało uprawomocnienie się postanowienia sądowego zatwierdzającego układ spółki z wierzycielami w ramach Uproszczonego Postępowania Restrukturyzacyjnego. W ramach tego porozumienia zmienił się harmonogram spłat zobowiązań, część długu zostaje zamieniona na akcje, a część umorzona. Prawomocny układ ma zatem znaczny pozytywny wpływ na sytuację spółki i formalnie mógł zostać uwzględniony w rachunku wyników i bilansie spółki w raporcie za I półrocze 2022. Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim partnerom, którzy wierzyli w nas i mocno wspierali w trudnym okresie pandemicznym, w tym wszystkim którzy przyczynili się do przyjęcia układu. Pozytywny finał postępowania restrukturyzacyjnego, jak też uzyskanie wsparcia w ramach działań pomocowych ARP nie byłoby możliwe bez wielkiego zaangażowania współpracowników, którym jeszcze raz bardzo dziękuję – mówi Sylwester Cacek.

 

Spółka odnotowała w II kwartale 2022 r. w pozostałych przychodach operacyjnych 22,2 mln zł z tytułu umorzenia zobowiązań bilansowych oraz 6,1 mln zł w przychodach finansowych, gdzie ujęto umorzenie odsetek, zobowiązań pobocznych oraz wpływu dyskonta z tytułu wydłużenia terminów spłaty zobowiązań handlowych i pozostałych. Po pomniejszeniu tych wartości o VAT przypadający na umorzone zobowiązania i podatek odroczony na rozliczeniu układu, całkowity wpływ UPR na wynik netto spółki wyniósł 26,3 mln zł. W efekcie jednostkowy zysk netto za I półrocze 2022 r. był wyższy od ubiegłorocznego o 21,19 mln zł i wyniósł 14,03 mln zł, a 14,48 mln zł po skorygowaniu o wpływ MSSF16). Jednostkowy wynik EBITDA za minione półrocze zaś wniósł 27,96 mln zł (19,36 mln zł po oczyszczeniu z wpływu MSSF16) przy przychodach jednostkowych w wysokości 45,79 mln zł.

***

Przychody gastronomiczne to przychody wszystkich lokali działających pod markami należącymi do Grupy Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia Warki.

Odbicie na euro

Drugi dzień odbicia na euro. Złoty nie odzyskał co prawda nic względem eurowaluty, ale dolar spadł już do 4,93 zł. W dół idzie też frank, ale 5,05 zł to nadal bardzo dużo.

Co z tą inflacją u Niemców?

Jeszcze nie tak dawno słuchaliśmy o osiągnięciu szczytów inflacji. Słuchaliśmy o spadkach w kolejnych odczytach. Teraz nagle inflacja we wstępnych danych w Niemczech sięga 10%. Oczekiwania były wzrostowe, aczkolwiek oczekiwano poziomu 9,4%. To oczywiście i tak dużo więcej niż 7,9% miesiąc temu, ale obecny odczyt to wzrost o imponujące 2 punkty procentowe. Nie można zatem mówić, że sytuacja jest pod kontrolą. Jaki ma to wpływ na waluty? Widać to najlepiej na parze euro do dolara. Inwestorzy, widząc wyższy wzrost cen w głównej gospodarce strefy euro, wyceniają wyżej szanse podwyżek stóp procentowych. Nie bez znaczenia są też wybory we Włoszech. Zwycięstwo dość radykalnej prawicy powoduje, że EBC mniej będzie się bał wpędzenia tego kraju w problemy gospodarcze.

Spadkowy kwartał w USA

Drugi kwartał w amerykańskiej gospodarce zakończył się spadkiem PKB. Nie zaskoczyło to rynków, które oczekiwały dokładnie tego rezultatu. Niespodzianka przyszła jednak z rynku pracy. Niespodziewanie kolejny siódmy już tydzień z rzędu spada liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. W tym tygodniu wyjątkowo mocno, bo jest to spadek z 213 tysięcy tydzień temu na 193 tysiące teraz. Sytuacja gdzie gospodarka ma problemy, a rynek pracy nie, jest zadziwiająca, ale ostatnio każdy kolejny kryzys uczy nas czegoś nowego. Pomimo tych danych to jednak sygnały z Europy i potwierdzony spadek PKB okazały się ważniejsze i dolar się cofa.

Czesi nie zmieniają stóp procentowych

Czeski Narodowy Bank postanowił pozostawić stopy procentowe na poziomie 7%. Poziom ten jest zgodny z oczekiwaniami. Decydenci postanowili przerwać cykl podwyżek pomimo inflacji wynoszącej imponujące 17,2%. Owszem ceny rosną wolniej niż miesiąc temu o 0,3 punktu procentowego, ale to nadal ponad 10% powyżej stóp procentowych. Powodem tego podejścia jest oczekiwanie, że nadchodzące spowolnienie gospodarcze i tak zdusi inflację. Wysokie stopy procentowe wówczas nadmiernie docisnęłyby gospodarkę. Jest to odważna koncepcja, szczególnie że ostatnio widzimy, że rządy potrafią zadrukować kryzys pustymi pieniędzmi. W takiej sytuacji inflacja u naszych południowych sąsiadów może eksplodować. U nas zresztą też.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,
15:45 – USA – Indeks Chicago PMI,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Minutor Energia podnosi moc budowanego wielkoskalowego magazynu energii

Minutor Energia, notowana na New Connect spółka, która specjalizuje się w sprzedaży fotowoltaiki i produkcji magazynów energii, podała, że spółka zależna, MTR Farm PV2 sp. z o.o. otrzymała zgodę na podniesienie mocy przyłączeniowej do sieci elektroenergetycznej budowanego magazynu wielkoskalowego do 8 MW oraz zwiększenie jego pojemności do 16 MWh. W sierpniu tego roku spółka informowała, że uzyskała warunki przyłączenia dla magazynu o mocy do 2,5 MW i pojemności 8 MWh budowanego w mieście wojewódzkim.

­– Obecna sytuacja geopolityczna i związane z nią zagrożenie blackoutu pokazuje jak ważne są stałe i stabilne dostawy energii elektrycznej. Jednym z kierunków, który zapewnia krajom i regionom większą przewidywalność zużycia jak również jego bilansowanie w momentach szczytowanego zapotrzebowania są magazyny energii. Zdecydowaliśmy więc zawnioskować o zwiększenie mocy budowanego wielkoskalowego magazynu, który stanie w samym centrum miasta wojewódzkiego i taką zgodę otrzymaliśmy.  – powiedział Zbisław Lasek, prezes Grupy MINUTOR Energia.

W sierpniu MINUTOR informował, że jego spółka zależna, MTR Farm PV2 sp. z o.o. zawarła także umowę dzierżawy gruntu na 15 lat o powierzchni 75 m2, na której ulokuje magazyn energii. Wartość czynszu dzierżawnego nie odbiega od średnich rynkowych w tego typu umowach. W związku ze zwiększeniem mocy i pojemności magazynu jego zakładany termin oddania do użytkowania zostaje przesunięty na II połowę 2023 r.

– Wierzmy, że trwająca na Ukrainie wojna i wynikający z niej kryzys energetyczny przyczyni się do przyspieszenia budowania przez Europę niezależności energetycznej. A jednym z najważniejszych jej kierunków są odnawialne źródła energii jak również jej magazynowanie – powiedział Zbisław Lasek, prezes Grupy MINUTOR Energia.

MINUTOR Energia prowadzi obecnie emisję akcji serii D o wartości do 3 mln zł, której celem jest m.in. podwyższenie kapitału zakładowego w spółce-córce, odpowiadającej za produkcję magazynów energii.

BioMaxima podsumowuje I poł. 2022 roku: wejście na GPW, rekordowe zyski i nowe produkty

Grupa Kapitałowa BioMaxima opublikowała dziś raport podsumowujący pierwszą połowę 2022 roku, która rozpoczęła się z wyjątkowym przytupem: wejściem na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych jako pierwsza spółka 2022 roku, a zakończyła osiągnięciem 117,47 mln zł skonsolidowanych przychodów netto, oraz zyskiem netto 27,64 mln zł. BioMaxima zakończyła również skup akcji własnych.

Wypracowana przez Grupę Kapitałową BioMaxima SA w I połowie 2022 r. wartość przychodów netto wykazuje dynamikę 283 proc. w stosunku do I połowy roku ubiegłego. Z kolei skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację (EBITDA) wyniósł 34 761 tys. zł, przy 9 367 tys. zł za I półrocze 2021, a zysk netto grupy za I półrocze 2022 r. to 27 638 tys. zł z dynamiką 400 proc do osiągniętego w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Spółka poinformowała również, w dniu publikacji raportu, że zakończyła prowadzony od czerwca skup akcji własnych. Program odkupu akcji własnych zakończył się, wobec wykorzystania całości przeznaczonych środków. Spółka zawarła transakcje nabycia 180.187 akcji własnych, stanowiących 4,163% kapitału, dających 180.187 głosów na Walnym Zgromadzeniu.

Wpływ na rekordowe wyniki miała m.in. realizowana od stycznia do kwietnia umowa z jednostką finansów publicznych na dostawę testów do diagnostyki SARS-Cov-2 o wartości 94,8 mln zł. BioMaxima odnotowała również w I półroczu 2022 skokowy wzrost sprzedaży krążkowych systemów dyfuzyjnych do oznaczania lekowrażliwości (antybiogramów), na poziomie 275 proc. rok do roku. Spółka jest jedynym w Polsce i jednym z niewielu na świecie producentów tego asortymentu. Emitent podał, że na dzień publikacji raportu miesięczne zamówienia sięgają 400 tys. zł i kontrybuując do przychodów i rentowności będą częściowo zastępowały asortyment związany z SARS-CoV-2 w kolejnych kwartałach. Obecnie Spółka nie jest w stanie obsługiwać zapotrzebowania rynku, ale już realizowane są inwestycje mające na celu zwiększenie mocy wytwórczych tego asortymentu jeszcze w bieżącym roku.

Zgodnie z realizowanym modelem biznesowym, BioMaxima adaptuje swoje platformy diagnostyczne, aby na bieżąco zaspokajać aktualne potrzeby służby zdrowia, związane z chorobami zakaźnymi. W pierwszym półroczu 2022 roku zarejestrowano i wprowadzono do obrotu m.in. dwa nowe produkty: testy do detekcji wirusa małpiej ospy. Test do diagnostyki genetycznej MPXV Real Time PCR LAB-KIT™ oraz szybki test antygenowy Monkeypox Ag Rapid są dostępne w stale rosnącej sieci dystrybucyjnej spółki na terenie Unii Europejskiej.

W pierwszym półroczu 2022 roku konsekwentnie realizowaliśmy naszą strategię rozwoju oferty i rozbudowy sieci dystrybucji. Stabilna sytuacja finansowa i organizacyjna pozwoliły nam skupić się na intensyfikacji działań marketingowych, zarówno w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych. Bardzo dobra kondycja spółki w połączeniu z widocznie rosnącym po pandemii COVID-19 zainteresowaniem potencjalnych odbiorców naszą ofertą pozwalają nam zakładać, że również druga połowa 2022 przyniesie liczne powody do zadowolenia – podsumowuje Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima.

W pierwszym półroczu 2022 roku Spółka rozpoczęła prace budowlane związane z nowym zakładem produkcyjnym z powierzchnia magazynową i biurową o łącznej powierzchni 2350 m. kw., którego oddanie do użytku przewidziane jest w II kw. 2023 roku.

Wzrost minimalnego wynagrodzenia oznacza wyższe kary za przestępstwa karno-skarbowe. Droższe będą także mandaty

W 2022 r. pensja minimalna wynosi 3 010 zł brutto, ale już od 1 stycznia 2023 r. ma wzrosnąć aż do 3 490 zł i nie jest to ostatnia planowana podwyżka, kolejna zapowiedziana jest na lipiec 2023 r. Podwyżka pensji minimalnej to jednak nie tylko zmartwienie dla pracodawców i powód do radości dla część pracowników. Wzrost minimalnego wynagrodzenia za pracę przekłada się również na wymiar kar za uchybienia podatkowe.

– Przede wszystkim wzrost minimalnej wynagrodzenia za pracę oznacza przesunięcie granicy między wykroczeniem skarbowym a przestępstwem skarbowym w przypadkach, gdy czyn zabroniony polega na uszczupleniu lub narażeniu na uszczuplenie należności publicznoprawnej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Agnieszka Ławnicka, Senior Associate, radca prawny, doradca podatkowy, Kancelaria Ożóg Tomczykowski. – Limitem różnicującym wykroczenie od przestępstwa jest pięciokrotność wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę w czasie popełnienia czynu zabronionego. W 2022 r. granica ta przypada na kwotę 15 050 zł. Począwszy od stycznia 2023 r. będzie to granica na poziomie 17 450 zł.

Wysokość minimalnego wynagrodzenia ma również wpływ na wymiar grzywien grożących za przestępstwa i wykroczenia skarbowe.

W przypadku wykroczeń skarbowych kalkulacja mandatu lub grzywny jest bezpośrednio związana z wynagrodzeniem minimalnym:

– mandat karny może być nałożony w granicach od 1/10 do 2-krotnej wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę, zaś
– kara grzywny może być nałożona w granicach od 1/10 do 20-krotnej wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Kalkulacja wysokości grzywny za przestępstwa skarbowe obejmuje natomiast dwa etapy. Przepisy regulujące poszczególne przestępstwa skarbowe wskazują na zagrożenie grzywną co do zasady od 10 do 720 stawek dziennych.

– Aby ustalić ostateczną wysokość grzywny koniecznym jest zatem nie tylko orzeczenie stawek dziennych grzywny, ale określenie wysokości jednej stawki dziennej– komentuje A .Ławnicka z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Stawka dzienna nie może być niższa od 1/30 części minimalnego wynagrodzenia ani przekraczać 400-krotności minimalnego wynagrodzenia – rozpiętość jest zatem olbrzymia.

Obecnie są to stawki od 100,33 zł do nawet 40 132 zł.

Najniższa grzywna wnosi zatem 1 003 zł zaś najwyższa może osiągnąć kwotę 28 895 040 zł.

W związku ze znaczącym wzrostem wynagrodzenia minimalnego, wysokość dziennej stawki grzywny, a w konsekwencji również dopuszczalny wymiar grzywny również istotnie wzrosną i będą wynosiły od 1 163,30 zł aż do 33 503 040 zł.

Inflacja w Polsce wkrótce może sięgnąć 20 proc.

Inflacja we wrześniu znowu osiągnęła rekord – 17,2 proc. Rośnie także inflacja w Niemczech i strefie euro. Wkrótce inflacja w Polsce może przekroczyć 20 proc. Czekają nas też kolejne podwyżki stóp procentowych. Polacy na lokatach tracą 14,5 proc. rocznie.

We wrześniu inflacja w Polsce znowu wzrosła, wynosząc 17,2 proc. r/r. To kolejny rekord inflacji – obecnie, jest najwyższa od ponad 20 lat. Za kolejny skok inflacji odpowiadały wzrosty cen żywności i nośników energii przy spadku cen benzyny. A to jeszcze nie koniec wzrostów, bo przy tej dynamice, inflacja wkrótce może sięgnąć 20 proc r/r.

Od wczoraj dwucyfrową inicjację, wynoszącą 10 proc. mają także Niemcy. Jest to najwyższy odczyt od lat 50-tych XX wieku. Tutaj także najbardziej wzrosły ceny żywności i nośników energii, które istotnie wpływają na wzrost kosztów utrzymania. O 11:00 poznamy natomiast wyniki inflacji w strefie Euro, która także wzrośnie, zbliżając się do granicy 10 proc. Najbardziej prawdopodobny odczyt to 9,7 proc. r/r.

Takie odczyty inflacji zwiększają presję na podniesienie stóp procentowych. Na mocno rosnącą inflację, będzie musiała zareagować RPP, choć ostatnio dynamika podwyżek w Polsce osłabła. Po całej serii podwyżek o 0,75 pp., ostatnio rada poniosła stopy o 0,25 pp., sygnalizując chęć zakończenia cyklu podwyżek. Jednak dalszy wzrost inflacji niweczy ten plan. Prawie pewna staje się kolejne podwyżka stóp w strefie euro o 0,75 pp. Takie podwyżki mogą pomóc w zatrzymaniu spadku lub niewielkim wzroście wartości, bardzo słabych ostatnio walut – euro i złotego.

Rekordowa inflacja to także rekordowe straty Polaków na lokatach. Na przeciętnej rocznej lokacie bankowej założonej na początku października 2021 roku i zakończonej we wrześniu 2022 roku, realna strata jej posiadacza wyniosła aż 14,5 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Inflacja w Polsce nie zwalnia. We wrześniu wyniosła 17,2%

Inflacja nie chce przestać rosnąc i ponownie zaskakuje ekonomistów i analityków. Inflacja w Polsce we wrześniu wyniosła 17,2% przy konsensusie 16,5%. Prawdziwym zaskoczeniem jest jednak inflacja bazowa, która podskoczyła do 10,6 – 10,7%. Złoty traci a RPP stoi pod ścianą. RPP nie ma wyboru: chciała kończyć podwyżki stóp, ale wbrew oczekiwaniom daleko nam do stabilizacji cen towarów i usług. W październiku najprawdopodobniej czeka nas kolejna podwyżka stóp procentowych.

Pracownik, twórca wynalazku, może żądać dodatkowego wynagrodzenia

W codziennej praktyce spotykam się z licznymi sytuacjami w których przedsiębiorca dokonuje zgłoszenia do ochrony wynalazku, wzoru użytkowego lub wzoru przemysłowego, wskazując przy tym osobę twórcy, będącego jego pracownikiem. Warto przy tej okazji zastanowić się, czy pracownikowi, który w ramach świadczenia pracy opracował rozwiązanie, zgłoszone następnie przez pracodawcę do ochrony jako wynalazek, wzór użytkowy lub wzór przemysłowy, przysługuje dodatkowe wynagrodzenie?

Na to pozornie proste pytanie, intuicyjnie większość z nas odpowie: Nie, nie przysługuje, zwłaszcza, jeśli pracownik opracował rozwiązanie w ramach świadczenia obowiązków ze stosunku pracy. Ustawa Prawo własności przemysłowej (PWP) wskazuje co prawda, że w takiej sytuacji – gdy twórca dokonał wynalazku, wzoru użytkowego lub wzoru przemysłowego w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy lub realizacji innej umowy – prawo do ubiegania się o ochronę przysługuje pracodawcy (o ile pracodawca i pracownik nie ustalili inaczej), jednak pracownikowi przysługuje w tej sytuacji wynagrodzenie za korzystanie z tego wynalazku, wzoru użytkowego lub wzoru przemysłowego. Podobnie jak w przypadku prawa do ubiegania się o ochronę, również w przypadku wynagrodzenia twórcy, strony (twórca-pracownik oraz pracodawca) mogą jednak umówić się odmiennie. Należy jednak podkreślić, że w braku owych odmiennych ustaleń, twórca ma prawo do wynagrodzenia. Co ważne, orzecznictwo w tym zakresie potwierdza (m.in. wyrok SN z dnia 24.01.2018 sygn. akt I PK 107/17), że wynagrodzenie twórcy wynalazku za korzystanie z tego wynalazku przez przedsiębiorcę, ma charakter jednorazowy, co w praktyce oznacza, że okres przedawnienia roszczeń twórcy z tego tytułu [na podstawie art. 118 kc] wynosi 6 lat.

Jak zatem ustalić wysokość wynagrodzenia twórcy wynalazku pracowniczego ?

Niestety Ustawa PWP wprowadza tu dalszą komplikację. Wskazuje bowiem, że o ile strony nie ustalą inaczej, wynagrodzenie ustala się w słusznej proporcji do korzyści przedsiębiorcy uzyskiwanych z tego wynalazku lub wzoru. Ustawa wskazuje również, że przy ustalaniu wysokości wynagrodzenia należy brać pod uwagę okoliczności, w tym zakres pomocy udzielonej twórcy przy dokonaniu wynalazku, a także zakres obowiązków pracowniczych. Co więcej, ustawa wskazuje, iż wynagrodzenie twórcy ustalone i wypłacone według powyższych zasad, należy podwyższyć, jeżeli faktycznie osiągnięte korzyści przedsiębiorcy okażą się znacząco wyższe od tych, jakie zostały przyjęte do ustalenia wypłaconego wynagrodzenia.

Ponieważ regulacje ustawowe dotyczące wynagrodzenia za korzystanie z wynalazku pracowniczego są wysoce niekonkretne i ogólne, warto kwestie te uregulować w umowie z pracownikiem bądź też w ramach wewnętrznego regulaminu dotyczącego tzw. wynalazków pracowniczych.

Podsumowując:

  • prawo do uzyskania ochrony, w tym patentu, na rozwiązanie opracowane przez pracownika w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy lub realizacji innej umowy, przysługuje pracodawcy;
  • pracownikowi (twórcy) przysługuje dodatkowe wynagrodzenie za korzystanie z wynalazku pracowniczego zgłoszonego do ochrony przez pracodawcę;
  • pracownikowi może przysługiwać także podwyższone wynagrodzenie, jeżeli korzyści pracodawcy korzystającego z wynalazku pracowniczego okażą się znacząco wyższe niż zakładano;
  • roszczenia pracownika z tytułu wynagrodzenia za korzystanie przez pracodawcę z wynalazku pracowniczego przedawniają się z upływem 6 lat;
  • warto uregulować kwestie wynalazków pracowniczych w tym ich opracowywanie oraz wynagrodzenie pracowników, w odrębnej umowie bądź wewnętrznym regulaminie.

Autor: Rzecznik Patentowy, Partner w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy

Macquarie Capital pożycza DL Invest Group 123,4 mln Euro na rozbudowę logistycznego portfela firmy

Macquarie Capital Principal Finance (Macquarie) udzielił DL Invest Group pożyczki w wysokości 123,4 mln Euro. Kredyt został udzielony na okres trzech lat. Kapitał pochodzić będzie ze środków bilansowych Macquarie Capital.

Zabezpieczeniem kredytu jest 10 nowoczesnych logistycznych aktywów zlokalizowanych w całej Polsce i o łącznej powierzchni 193 000 mkw. Obiekty te powstały na przestrzeni ostatnich pięciu lat, a ich najemcami są duże międzynarodowe firmy o ustalonej na rynku renomie.

Transakcja ta jest odzwierciedleniem silnej pozycji Macquarie i możliwości dostarczenia finansowania dla dalszego rozwoju portfolio nieruchomości należącego do doświadczonego polskiego dewelopera i inwestora w dobie rynkowych wyzwań i makroekonomicznych perturbacji. Z dużą przyjemnością angażujemy się w dalszy rozwój DL Invest Group i jesteśmy przekonani, że jest to pierwszy z wielu kolejnych, wspólnych projektów” – mówi Alexi Antolovich, Global Co-Head Real Estate, Macquarie Capital Principal Finance

Dzięki współpracy z Macquarie rozpoczynamy realizację kolejnego etapu rozwoju naszej firmy. DL Invest Group jest podmiotem skupionym na długoterminowej maksymalizacji wartości aktywów poprzez między innymi proaktywne zarządzanie nieruchomościami i budowę relacji z najemcami. Macquarie był pragmatyczny przez cały proces negocjacji w okresie wzmożonej zmienności na polskich rynkach kapitałowych. Wypracowaliśmy uszyte na miarę naszych wspólnych potrzeb rozwiązanie, które pozwoli nam na dalszy rozwój i umocnienie naszej pozycji na polskim rynku” – mówi Dominik Leszczyński, CEO DL Invest Group.

Poranna próba odbicia w górę na europejskich rynkach akcji

Po wczorajszym tąpnięciu o 3,85 proc. WIG-20 rozpoczynał ostatnią sesję września od próby odrabiania strat (+1,03 proc. ok. godz. 9:30). Rosły również na początku piątkowej sesji pozostałe główne indeksy GPW. Wczorajsza sesja na Wall Street zakończyła się 2,11 proc. spadkiem S&P 500, który zaliczył najniższy poziom od grudnia 2020. DJIA spadła o 1,54 proc., ale utrzymał się powyżej wtorkowych minimów, zaś Nasdaq Composite stracił 2,84 proc., ale nadal pozostawał nieco powyżej poziomu dołka z czerwca.

Na giełdach Azji i Oceanii swe nowe cykliczne minima ustanowiły główne indeksy w Hongkongu, Malezji, Korei Południowej, Filipinach i na Tajwanie.

Europejskie giełdy odbijały w górę po wczorajszych spadkach (ok. 9:40 DAX +1,13 proc., CAC 40 +0,99 proc.).

Najwyższa od 2008 roku była dziś rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Singapuru. Wczoraj rentowność 10-letnich obligacji skarbowych osiągnęła najwyższy od 10 lat poziom (9,77 proc.). Dziś rano rentowności 10-latek w USA i Europie lekko spadała.

Lekko drożały dziś rano kontrakty na ropę naftową (ok .godz. 9:15 WTI +0,6 proc., Brent +0,7 proc.) i amerykańskiego gazu ziemnego (+0,33 proc.). Za wyjątkiem palladu (-0,22 proc.) rosły dziś rano również ceny metale szlachetnych (złoto +0,79 proc., srebro +2,18 proc., platyna +1,33 proc.). Najwyższego poziomu od końca 2016 roku poziomu dotknęły dziś ceny kontraktów na sok pomarańczowy na ICE. Wczoraj do najniższego poziomu od 2 lat spadły ceny kontraktów na drewno na CME.

Zmiany kursu USD względem euro i japońskiego jena był dziś rano niewielkie (EUR/USD +0,03 proc.; USD/JPY -0,11 proc. ok. godz. 9:15).

Również kosmetyczne były poranne ruchy kursu złotego (USD/JPY -0,04 proc., EUR/PLN -0,05 proc. ok. godz. 9:15).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara już 3,5 miesiąca broni poziomu wsparcia wyznaczanego tuż poniżej poziomu 20000 USD przez szczyt z grudnia 2017 roku.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Kto jest głównym faworytem do wygrania Premier League w sezonie 2022/2023?

Dopiero za nami kilka kolejek piłkarskiej ekstraklasy w Wielkiej Brytanii, ale już w tej chwili można powiedzieć o faworytach do końcowego triumfu w tych rozgrywkach. Tak jak w ostatnich latach głównymi pretendentami do zwycięstwa w tej najlepszej lidze na świecie są Manchester City i Liverpool. Jednak w tym sezonie warto szczególnie oglądać poczynania Tottenhamu Hotspur oraz Arsenalu, ale cały czas nie wolno zapominać o drużynie Chelsea, która też ma skład, aby powalczyć o końcowe zwycięstwo w lidze.

Manchester City i Liverpool, czyli drużyny, które w ostatnich legach zdominowały Premier League

Tak naprawdę w ostatnich latach w walce o mistrzostwo Anglii liczyły się tylko te dwa zespoły, które rzadko kiedy notowały jakieś potknięcia ze słabszymi zespołami. Trzeba powiedzieć, że The Citizens mają w składzie tylu dobrych zawodników, że Pep Guardiola może wystawić dwie podobnej jakości wyjściowe jedenastki. Na każdej pozycji mają oni światowej klasy graczy, a zostali jeszcze wzmocnieni transferem Hallanda, który zalicza bardzo udany początek swojej przygody w tej wymagającej lidze. Wiadomo, że tej drużynie ciężko jest odebrać piłkę i tworzą oni mnóstwo sytuacji bramkowych, przez co strzelają mnóstwo bramek. Liverpool też powinien się liczyć w walce o zwycięstwo w Premier League jednak na początku sezonu ten klub zanotował kilka niepokojących wpadek i na razie ich forma pozostawia wiele do życzenia. Odczuwalny jest trochę brak Sadio Mane, który przeniósł się do mistrza Niemiec Bayernu Monachium. W przypadku, gdy będą oni regularnie punktować powinni zdobyć sporo punktów, ponieważ mają w swoim zespole znakomitych zawodników, którzy mają ogromne umiejętności.

Arsenal, Tottenham Hotspur i Chelsea to zespoły, które mogą zagrozić faworytom w walce o mistrzostwo Anglii

Może imponować początek drużyny Arsenalu, ponieważ od kilku lat nie grali oni tak efektywnie jak od początku tego roku. Widać, że ten zespół prowadzony przez Artetę ma pomysł jak ogrywać nawet tych największych w Premier League. Oglądając ich warto popatrzeć na grę Saki, czy Odegarda, którzy bardzo dobrze rozgrywają mecze dając duży spokój swojemu zespołowi. Bardzo ciekawy zespół ma też Tottenham. Przyjście Dejana Kulusevskiego i Richarlisona sprawiła, że trener Conte ma bardzo duży wybór, jeżeli chodzi o graczy, którzy mogą grać w ataku. Trzeba pamiętać, że prawdziwymi liderami tej drużyny są Harry Kane i Son. Ten zespół traci bardzo mało goli i jest bardzo poukładany przez włoskiego szkoleniowca. W momencie, gdy będą oni zdobywać punkty z drużynami z końca tabeli ligowej to powinni liczyć się w walce o Ligę Mistrzów, a przy słabszej formie faworytów mają szansę nawet na mistrzostwo Anglii w tegorocznym sezonie. Dotychczas formę bardzo w kratkę ma klub z Londynu, czyli Chelsea. Jednak ich skład pozwala na to, aby mogli oni marzyć o zwycięstwie w Premier League w sezonie 2022/2023. Warto zaznaczyć, że ten sezon może być bardzo ciężki dla piłkarzy, ponieważ jesienią będzie jeszcze mundial, który będzie ich kosztował mnóstwo sił, ale także może ta impreza mocno wpłynąć na wyniki w rozgrywkach ligowych.

Chciałbyś obstawiać zakłady sportowe? Rób to u legalnego bukmachera. W Polsce korzystanie z usług nielegalnych bukmacherów jest zabronione i wiąże się z konsekwencjami narażenia się na kary pieniężne i odpowiedzialność karną. Zakłady można obstawiać wyłącznie u operatorów posiadających zezwolenie Ministerstwa Finansów. Hazard uzależnia i nie należy czynić z niego sposobu na życie.

Betfan to legalny polski bukmacher internetowy. Zakłady wzajemne urządzane przez spółkę BetFan sp. z o.o. przez sieć Internet przyjmowane są na stronie internetowej Spółki pod adresem www.betfan.pl na podstawie zezwolenia Ministerstwa Finansów z dnia DNIA 29 PAŹDZIERNIKA 2018 R. NR PS4.6831.3.2018

To udawanie pomagania – przedsiębiorcy krytycznie o pomocy dla przedsiębiorstw nadodrzańskich

Przedsiębiorcy znad Odry rozczarowani pomocą Rządu. Prezes Mojsiuk: „Udawanie pomagania. Przedsiębiorcy zostali z długami”.

3010 złotych brutto na każdego pracownika, który zatrudniony był etatowo. Przedsiębiorca musi jednak udowodnić spadek obrotów o 50%. Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę, która ma wspierać poszkodowanych w katastrofie ekologicznej na Odrze przedsiębiorców. Północna Izba Gospodarcza nie ukrywa rozczarowania skromną ofertą pomocy i bardzo późnym procedowaniem tego tematu. – Mówiliśmy w sierpniu, że pomoc musi być udzielona przedsiębiorcom natychmiast. Tymczasem mamy koniec września i brak jasnych procedur, jak ubiegać się o pomoc. Dodam, że jest to pomoc symboliczna. Liczyliśmy na bardziej efektywny dialog. Tak jak w Odrze rozmyła się trucizna, która zabiła setki ryb. Tak szybko byliśmy świadkami rozmycia się energii rządzących do rozmów z przedsiębiorcami – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Przedsiębiorcy znad Odry rozczarowani skalą pomocy i tempem jej udzielania

Prezes Hanna Mojsiuk krytycznie ocenia wsparcie, które zostało przegłosowane przez sejm i podpisane przez Prezydenta Andrzeja Dudę.

–  To nie jest pomoc wystarczająca. Mamy wrażenie, że to tworzenie fasady, że pomaga się przedsiębiorcom. Niestety kwota 3010 złotych brutto na pracownika to kwota wręcz symboliczna. Nikt w tych czasach nie pracuje sezonowo za takie pieniądze. Po drugie wypożyczalnie kajaków, obiekty turystyczne czy rybacy są zatrudniani zwykle na umowach cywilnoprawnych.  Opcja wsparcia więc odpada. Poza tym przedsiębiorcom działającym np. w sektorze gastronomicznym czy hotelarskim trudno jednoznacznie ocenić, jaka część spadku obrotów to efekt katastrofy – mówi Hanna Mojsiuk.

– Skala pomocy i tempo działania w tym temacie nie jest wystarczająca. Przedsiębiorcy z wielu branż nie działają od sierpnia, stracili sezon, wpadli w spirale zadłużenia. Dla nas ten temat nie jest jeszcze zamknięty – mówi Prezes Izby. – Dodam jeszcze , że nie wszystkie samorządy, umarzały opłaty lokalnym przedsiębiorcom. Przykład? Foodtruck na zamkniętym nad Odrą kąpielisku nadal musi płacić czynsz za dzierżawę terenu. Co z tego, że jak nie można się kąpać to ludzi w tym miejscu nie było i taki przedsiębiorca przez kilka tygodni nie zarobił nawet złotówki – dodaje Hanna Mojsiuk.

Mec. Jarosiewicz: „Pozew przeciwko Skarbowi Państwa możliwy, o ile udowodni się, że to zaniedbania konkretnych instytucji lub osób doprowadziły do katastrofy”

Prawnicy nie mają wątpliwości, że droga przedsiębiorców poszkodowanych przez katastrofę ekologiczną do odszkodowania będzie trudna. To kwestia przede wszystkim niejasnej przyczyny katastrofy. Nie wiadomo kto miałby być adresatem pozwu. Przedsiębiorcy mówią wprost, że zostali ze swoim problemem sami.

– Można powiedzieć, że podpisana przez prezydenta ustawa o pomocy przedsiębiorcom poszkodowanym przez katastrofę ekologiczną na Odrze, tak naprawdę nie zmienia wiele w sytuacji przedsiębiorców, którzy myślą o staraniu się o odszkodowania. Nadal nie wiadomo kto spowodował skażenie Odry, więc nie ma przeciwko komu kierować roszczeń odszkodowawczych. Za ewentualne zaniedbania można byłoby pociągnąć do odpowiedzialności Skarb Państwa, ale to nie jest kwestia prosta – mówi Marek Jarosiewicz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

– Można dyskutować czy akt prawny w postaci zakazu korzystania z Odry był na tyle krótki, by wyczerpywać znamiona ochrony życia i zdrowia ludzi. Wydaje się, że trudno byłoby dochodzić swoich praw, gdy mamy do czynienia z zaledwie miesięcznym kryzysem. Dla przedsiębiorców to jednak wielka strata. Ubolewam, że kolejny raz nie podjęto decyzji o wprowadzeniu stanu klęski żywiołowej, bo to otwierałoby przedsiębiorcom drogę do ubiegania się o zadośćuczynienie – dodaje prawnik.

– Gdyby ktoś podjął próbę pozwu to szkoda poniesiona przez przedsiębiorców powinna być zaprezentowana w oparciu o odwołane rezerwacje, zmniejszone obłożenie w konkretnej firmie czy przez porównanie sezonów z lat poprzednich. Przedsiębiorcy mają prawo wnioskować do samorządów o umorzenie opłat lokalnych. Niestety trzeba liczyć na dobrą wolę władz, a z tym może być różnie – dodaje mec. Jarosiewicz.

Kredytowe rozdwojenie

Dynamicznie prowadzony cykl podwyżek stóp procentowych mocno oddziałuje nie tyko na zachowania oraz sytuację posiadaczy oszczędności, ale także, może nawet bardziej, na to co dzieje się na rynku kredytów. Z jednej strony zaostrzają się kryteria ich przyznawana, z drugiej spada liczba chętnych do zadłużania się, choć w tej ostatniej kwestii sytuacja jest bardziej skomplikowana.

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy podstawowa stopa referencyjna Narodowego Banku Polskiego została podwyższona z 0,1 do 6,75 proc. To najbardziej dynamiczny cykl zaostrzania polityki pieniężnej w naszej historii. To oczywiście musiało znaleźć odzwierciedlenie zarówno na rynku finansowym, jak i w sytuacji klientów. Z jednej strony skokowo zaczęło rosnąć oprocentowanie oferowanych przez banki lokat, których stawki zostały podwyższone do poziomu ok. 7 proc. Lokaty w dużej części kompensują posiadaczom oszczędności deprecjację spowodowaną rekordowo wysoką inflacją, pozostają także najbardziej popularnym, głównie ze względu na bezpieczeństwo kapitału, instrumentem finansowym. Z drugie strony, rynkowy koszt pieniądza, odzwierciedlany przez stawki WIBOR, od których zależne jest oprocentowanie większości udzielanych przez polskie banki kredytów, w ciągu dwunastu miesięcy wzrosły z 0,25 do ponad 7 proc. Jednocześnie pojawiły się obawy przed pogorszeniem się sytuacji gospodarczej. Obniżenie się dynamiki PKB jest już przesądzone, a niewiadomą jest jedynie skala tego zjawiska i jego wpływ na sytuację gospodarstw domowych. Na razie pozytywnym czynnikiem jest utrzymująca się dobra z punktu widzenia zatrudnionych sytuacja na rynku pracy. Jednak i w tym zakresie także widać pewne negatywne sygnały. Tempo wzrostu płac przestaje nadążać za inflacją, więc realna wartość wynagrodzeń nieznacznie się ostatnio obniża. Wskaźniki nastrojów konsumentów są na poziomie najniższym od początku ich publikacji, czyli od ponad dwudziestu lat. Na razie nie powoduje to negatywnych konsekwencji w przypadku dynamiki sprzedaży detalicznej, ale widać już pewien spadek popytu w kategorii dóbr trwałego użytku. To wszystko powoduje z jednej strony zaostrzanie polityki kredytowej, z drugiej zaś zwiększa ostrożność gospodarstw domowych w zaciąganiu zobowiązań, szczególnie długoterminowych. Na rynku kredytów hipotecznych mamy już do czynienia z drastycznymi spadkami popytu. Wzrost kosztów finansowana dłużnego oraz malejąca z powodu wysokich stóp procentowych zdolność kredytowa powodują, że maleje skłonność do zaciągania zobowiązań. Z drugiej zaś strony, rosnące koszty funkcjonowania gospodarstw domowych skłaniają część z nich do korzystania z kredytów.

Autor komentarza: Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce

Rząd powinien chronić polską gospodarkę

Ochrona polskiej gospodarki jest obowiązkiem rządu i powinna być priorytetem podejmowanych działań. Tylko właściwe decyzje w obszarze gospodarczym uchronią Polaków przed ponoszeniem ogromnych kosztów wynikających z makroekonomicznych czynników zewnętrznych i wewnętrznych. Ważne jest także wykorzystanie środków z KPO. Krajowy Plan Odbudowy stanowiłyby potężny impuls osłabiający recesję – dlatego, że to są pieniądze w większości na inwestycje. Spośród różnych sposobów przeciwdziałania recesji, KPO jest najmniej inflacyjnym – dlatego, że wzmacniałby to kurs złotego. Niestety osłabienie kursu złotego jest bardzo prawdopodobne w najbliższych miesiącach.

– Ja nie wiem czy jest sens, żebym ja cokolwiek doradzał rządowi – bo od paru lat mówię co moim zdaniem powinno być robione w polityce gospodarczej, a prawie wszystko jest robione odwrotnie. A więc nie sądzę, żeby nastąpił jakiś cud. Co więcej, mamy wybory w przyszłym roku – więc nie tylko obawiam się, że rząd nie będzie podejmować żadnych działań, które powinno się podejmować stabilizując gospodarkę – powiedział serwisowi eNewsroom  profesor Witold Orłowski, ekonomista, Rektor Akademii Finansów i Biznesu VISTULA. – Obawiam się, że pod wpływem presji wyborczej rząd może zacząć podejmować działania szaleńcze zupełnie – typu w gruncie rzeczy dolewania benzyny do ognia, żeby zdobyć jak najwięcej głosów wyborczych Także tutaj trudno jest cokolwiek rządowi radzić. Oczywiście należałoby po pierwsze skoncentrować wszystkie siły na tym, żeby nie zabrakło energii i surowców energetycznych w Polsce. Po drugie należy naprawdę zacząć skutecznie prowadzić politykę antyinflacyjną. Po trzecie wykorzystać środki z KPO – wylicza Orłowski.

Skuteczna komercjalizacja oferty CDMO przynosi Mabion trzeci z rzędu kwartał dynamicznych wzrostów i dodatnich wyników

  • 2Q 2022 to trzeci z rzędu kwartał istotnych przychodów i solidnych dodatnich wyników na wszystkich poziomach, wypracowanych dzięki sprawnej realizacji usług kontraktowych dla Novavax
  • W 2Q 2022 Mabion wypracował:
  • 43,9 mln PLN przychodów
  • 5,6 mln PLN EBITDA
  • 3,1 mln PLN EBIT
  • 5,1 mln PLN zysku netto
  • Do dnia publikacji sprawozdania (29.09.2022) Spółka otrzymała blisko 32 mln USD płatności od Novavax
  • W 2Q 2022 Mabion wygenerował 6,6 mln PLN dodatnich przepływów operacyjnych, saldo gotówki na dzień 30.06.2022 wyniosło 22,3 mln PLN
  • W kolejnych kwartałach tego roku Spółka oczekuje wzrostu wyników finansowych na wszystkich poziomach w porównaniu do pierwszego półrocza 2022
  • 22 września br. Spółka zawarła aneksy rozszerzające i przedłużające zakres współpracy z Novavax
  • Trwająca umowa na wytwarzanie komercyjne zostaje przedłużona do końca 2026 roku, pierwotnie miała trwać do końca 2025 roku
  • Do kontraktu dodano wytwarzanie drugiego produktu będącego substancją czynną dla szczepionki w wersji Omicron
  • Mabion będzie otrzymywać wynagrodzenie za wytworzone serie produktu albo wynagrodzenie za gotowość do wytwarzania produktu (rezerwacja mocy produkcyjnych)
  • Nowa formuła wynagrodzenia umacnia stabilność finansową Spółki co najmniej do 2Q 2024, gwarantując comiesięczne płatności indeksowane wskaźnikiem inflacji
  • Wartość realizowanej Umowy to 372 mln USD, płatności otrzymywane przez Mabion są realizowane w USD, wysoki kurs USD wpływa pozytywnie na generowane przez Spółkę wyniki
  • Skuteczna monetyzacja budowanych przez lata kompetencji w obszarze usług CDMO skutkuje zawarciem 7 dodatkowych zleceń SOW (ang. Statement of Work) z Novavax na przestrzeni 2022 roku
  • Mabion rozwija dział sprzedaży i rozpoczął ofertowanie do nowych potencjalnych partnerów biznesowych w obszarze CDMO w celu zawarcia kolejnych kontraktów i dywersyfikacji biznesu
  • Spółka opracuje optymalny harmonogram dla działań związanych z wprowadzeniem na rynek leku MabionCD20, podtrzymując priorytet dla działalności w obszarze CDMO
  • Proces pozyskania inwestora strategicznego jest kontynuowany, jest jednym z priorytetów Spółki

Tabela 1. Wyniki finansowe Mabion S.A. w ujęciu kwartalnym

Dane w mln PLN 1Q 2021 2Q 2021 3Q 2021 4Q 2021 1Q 2022 2Q 2022
Przychody razem (w tym) 1,6 55,3 38,6 43,9
     Przychody ze sprzedaży 22,3 17,5
     Przychody z tytułu leasingu 1,8 1,4
     Przychody z zakupu materiałów 14,5 25,0
Koszt własny sprzedaży 21,0 21,8 33,3
Zysk brutto na sprzedaży 1,6 34,3 16,8 10,7
Marża brutto ze sprzedaży bez przychodów materiałowych n/a n/a n/a n/a 69,7% 56,2%
Marża brutto na sprzedaży n/a 100% n/a 62,0% 43,5% 24,3%
EBITDA (11,9) (2,3) (14,2) 27,4 9,6 5,6
Marża EBITDA bez przychodów materiałowych n/a n/a n/a n/a 39,9% 29,6%
Marża EBITDA n/a n/a n/a 49,6% 24,9% 12,8%
Amortyzacja 2,2 2,1 2,1 2,4 2,5 2,5
EBIT (14,1) (4,4) (16,3) 25,0 7,1 3,1
Marża EBIT bez przychodów materiałowych n/a n/a n/a n/a 29,4% 16,3%
Marża EBIT n/a n/a n/a 45,2% 18,4% 7,0%
Przychody/koszty finansowe netto (3,0) 1,9 0,7 (0,1)  0,3 2,0
Zysk/strata brutto (17,1) (2,5) (15,6) 24,9 7,4 5,1
Podatek dochodowy (12,2)
Zysk/strata netto (17,1) (2,5) (15,6) 37,1 7,4 5,1

 Tabela 2. Wyniki finansowe Mabion S.A. w ujęciu półrocznym

Dane w mln PLN 1H 2020 1H 2021 1H 2022
Przychody 1,6 82,6
Koszt własny sprzedaży 55,1
Zysk brutto na sprzedaży 1,6 27,5
Marża brutto na sprzedaży n/a 100% 33,3%
EBITDA (23,8) (14,2) 15,3
Marża EBITDA n/a n/a 18,5%
Amortyzacja 5,3 4,3 5,1
EBIT (29,0) (18,5) 10,2
Marża EBIT n/a n/a 12,4%
Przychody/koszty finansowe netto (1,8) (1,1) 2,4
Zysk/strata brutto (30,8) (19,6) 12,6
Podatek dochodowy
Zysk/strata netto (30,8) (19,6) 12,6

Perspektywa finansowa

W drugim kwartale 2022 roku Spółka wygenerowała 43,9 mln PLN przychodów, o 14% więcej niż w pierwszym kwartale tego roku, z czego 18,9 mln PLN przychodów bez uwzględniania przychodów ze sprzedaży materiałów. Na poziomie EBITDA Spółka zanotowała dodatni wynik w wysokości 5,6 mln PLN w 2Q 2022 r. w porównaniu do straty w wysokości (2,3) mln PLN w 2Q 2021 roku. Zysk netto za drugi kwartał tego roku wyniósł 5,1 mln PLN przy stracie netto (2,5) mln PLN poniesionej w 2Q 2021 r.

Okres drugiego kwartału był dla Mabion rekordowy od początku istnienia Spółki pod względem wpływów gotówki za wykonane usługi dla Novavax, nie wliczając zaliczki od kontrahenta za zakup surowców. Pierwsze miesiące drugiej połowy roku wskazują, że trend ten może się utrzymać także w kolejnych okresach.

„Wypracowaliśmy solidne i jakościowo bardzo dobre wyniki za drugi kwartał tego roku, pomimo wymagającego otoczenia. Ostatnie trzy kwartały to okres generowania pozytywnych wyników finansowych, które wierzymy, że są coraz bardziej powtarzalne. Sprawna realizacja kontraktu z Novavax i podpisanie aneksów na przedłużenie współpracy do 2026 roku są bardzo ważne dla przewidywalności przepływów operacyjnych i stabilizacji pozycji finansowej Mabionu. W miarę większego zaawansowania prac wykonywanych na zlecenie Novavax będziemy pracować nad osiągnięciem jeszcze lepszych wyników finansowych w kolejnych kwartałach tego roku na wszystkich poziomach w porównaniu do pierwszego półrocza 2022” – mówi Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

„Na wyniki drugiego kwartału istotny wpływ miała zmiana szacunków w zakresie rozpoznawania przychodów, która została przeprowadzona na dzień bilansowy i uwzględniała spodziewane przez Spółkę potencjalne skutki związane z obecną sytuacja pandemiczną w skali globalnej, zapotrzebowania na szczepionki oraz rozpoczęte rozmowy z naszym partnerem biznesowym skutkujące podpisanymi we wrześniu aneksami do umowy. Dokonując weryfikacji dotychczasowych szacunków wykorzystaliśmy również nabyte w miarę upływu czasu i realizacji umowy doświadczenie czego bez wątpienia nie byliśmy w stanie wykorzystać rozpoczynając rozliczenie dopiero co podpisanego kontraktu. W wyniku zmiany szacunków, w tym ceny transakcyjnej wynikającej z kontraktu do poziomu minimalnej bezwarunkowej kwoty należnej od kontrahenta wynikającej z umowy obowiązującej na dzień bilansowy, zmniejszeniu uległa ujęta w okresie bieżącym kwota przychodów o około 7,7 mln PLN w stosunku do poprzednich szacunków” – wyjaśnia Grzegorz Grabowicz, Członek Zarządu ds. Finansowych Mabion S.A.

Warto zwrócić uwagę, że w efekcie podpisania aneksów z Novavax, nastąpiło uzupełnienie kontraktu między innymi o zapis dotyczący zapewnienia odpłatnego dostępu do zdolności produkcyjnych Spółki w postaci zarezerwowanych slotów produkcyjnych. Takie rozwiązanie daje nam odpowiednią stabilizację finansową i zwiększa naszą atrakcyjność u potencjalnych partnerów biznesowych, w tym podmiotów zainteresowanych finansowaniem naszej działalności dodaje Grzegorz Grabowicz, Członek Zarządu ds. Finansowych Mabion S.A.

Spółka od początku współpracy do końca II kwartału 2022 roku otrzymała płatności z tytułu realizacji umowy z Novavax w wysokości 29,2 mln USD, a dodatkowo, po 30.06.2022 r. kwotę 2,7 mln USD. Ogółem od dnia rozpoczęcia współpracy do dnia publikacji sprawozdania finansowego (29.09.2022 r.) otrzymane płatności od Novavax wyniosły blisko 32 mln USD.

Współpraca z Novavax i rozwój działalności CDMO

W dniu 22 września br. Mabion zawarł z Novavax aneksy do realizowanej umowy na kontraktowe wytwarzanie antygenu szczepionki Nuvaxovid na COVID-19. W efekcie zakres umowy został rozszerzony, a okres jej trwania przedłużony do końca 2026 roku. Spółka dzięki zacieśnieniu współpracy z firmą z USA zagwarantowała sobie płatności za produkcję kolejnych serii antygenu lub z tytułu rezerwacji mocy produkcyjnych zakładu Mabionu, co najmniej do 2Q 2024 roku. Comiesięczne płatności są denominowane w walucie USD oraz indeksowane wskaźnikiem inflacji. Ponadto spółki planują rozszerzenie wytwarzanego antygenu o wariant Omicron i w najbliższych miesiącach zamierzają uzgodnić szczegółowy harmonogram produkcji oraz rozpocząć proces transferu technologii. Zgodnie z harmonogramem aktualnym w dacie podpisania aneksów, Mabion szacuje, że w okresie od początku obowiązywania umowy do końca 2023 r. zrealizuje powyżej 15% łącznej wartości umowy. W latach 2024-2025 będzie to około 55% wartości umowy, a w roku 2026 około 30% wartości umowy. Wartość realizowanej umowy po uwzględnieniu aneksów pozostała bez zmian i wynosi 372 mln USD, indeksowane o wskaźnik inflacji.

„Współpraca z naszym zagranicznym partnerem układa się bardzo dobrze, czego potwierdzeniem w ostatnich miesiącach były kolejne, dodatkowe zlecenia otrzymywane przez Mabion, w ramach tzw. SOW (ang. Statement of Work), a w zeszłym tygodniu zawarcie kluczowych aneksów do realizowanej od października 2021 r. umowy z Novavax. Przedłużają one m.in. jej okres trwania do końca 2026 roku i gwarantują nam regularne, przewidywalne płatności w blisko 2-letnim horyzoncie czasu. Z punktu widzenia biznesowego zwiększyliśmy swoją wiarygodność w zakresie świadczenia usług w kluczowym dla nas obszarze CDMO i potwierdziliśmy wysokie kompetencje Spółki, co zamierzamy wykorzystać w procesie pozyskania kolejnych klientów. A pod względem finansowym warto podkreślić, że nasze przepływy operacyjne w przyszłych okresach są bardziej przewidywalne, co działa stabilizująco na naszą pozycję finansową i ułatwia rozmowy z partnerami finansowymi” – mówi Adam Pietruszkiewicz, Członek Zarządu Mabion S.A. ds. Sprzedaży.

Do końca tego roku Mabion zamierza koncentrować się na rozpoczęciu transferu technologii w związku z zawartymi aneksami z Novavax, które rozszerzają współpracę o produkcję antygenu z uwzględnieniem wariantu Omicron. Realizacja uzgodnionych serii antygenu szczepionki COVID-19 w tym wariancie będzie przedmiotem kolejnego aneksu do Specyfikacji Warunków Zlecenia nr 1, który obejmie szczegółowy zakres zasad jego wytwarzania. Równolegle do działań o charakterze produkcyjnym, Mabion zamierza kontynuować prace nad dodatkowymi zleceniami ze strony Novavax, dotyczącymi m.in. zaawansowanych usług z obszaru analityki produktu, które świadczyć mogą wyłącznie wyspecjalizowane firmy biotechnologiczne pracujące w standardzie GMP i GLP. Mabion, jako jedna z nich, może realizować całość zleceń dotyczących wszystkich etapów w cyklu wytwarzania i kontroli substancji niezbędnych dla powstania produktów takich jak antygen do szczepionki Novavax. W 2022 r. Spółka podpisała 7 dodatkowych Specyfikacji Warunków Zlecenia tzw. SOW (ang. Statement of Work), które realizuje komercyjnie na rzecz firmy Novavax.

„To jest ten moment, w którym widzimy, że rozwijane przez lata kompetencje Mabionu umożliwiają zawieranie i realizację szeregu komercyjnych zleceń. Ten obszar oferowania produkcji kontraktowej, analityki czy rozwoju leków na zlecenie charakteryzuje się atrakcyjnym poziomem marży, co już widać w naszym sprawozdaniu finansowym. Sprawnie realizowane zlecenia na rzecz Novavax zwiększają naszą wiarygodność na arenie międzynarodowej i pozwalają realnie planować poszerzenie grona naszych klientów. Mamy obecnie usługi, które możemy świadczyć równolegle z bieżącą obsługą kontraktów zawartych z Novavax. Podpisane właśnie aneksy, zapewniają nam dużo większą elastyczność, jeżeli chodzi o zarządzanie mocami produkcyjnymi, dzięki czemu będzie nam łatwiej podejmować się kolejnych zleceń” mówi dr Sławomir Jaros, Członek Zarządu Mabion S.A. ds. Operacyjnych i Naukowych.

„W ostatnich miesiącach mocno rozbudowaliśmy dział sprzedaży, zatrudniliśmy także osobę z wieloletnim międzynarodowym doświadczeniem w obszarze CDMO na stanowisku Head of Business Development, której zadaniem jest skuteczne prowadzenie zespołu nastawionego na realizację celu w postaci pozyskania międzynarodowych klientów do realizacji zleceń w produkcji kontraktowej. Posiadając unikalne umiejętności, wiedzę i doświadczenie, zamierzamy efektywnie je wykorzystać i zdywersyfikować nasz biznes” mówi Adam Pietruszkiewicz, Członek Zarządu Mabion S.A. ds. Sprzedaży.

„Rozwój zespołu sprzedażowego jest elementem założonego na 2022 rok celu zwiększenia zatrudnienia, które jest nam niezbędne do wykorzystania w pełni wszystkich posiadanych kompetencji i zasobów, w tym utrzymania efektywności przy obsłudze dwóch linii wytwórczych z uwzględnieniem planowanej w przyszłym roku rozbudowy do czterech bioreaktorów. Pierwotnie mówiliśmy o około 300 osobach, natomiast zmieniamy nasz cel i dzisiejszy poziom zatrudnienia wynoszący prawie 260 osób, jest już bliski docelowego stanu na ten rok. Taki zespół pozwala optymalnie wykorzystać nasze zasoby i odpowiada na bieżące potrzeby i nasze oczekiwania na 2023 rok” – dodaje Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

Według najnowszego raportu firmy Mordor Intelligence[1] w 2021 r. wartość światowego rynku usług CDMO dla produktów biologicznych została oszacowana na 11,3 mld USD i oczekuje się, że do 2027 r. osiągnie 21,9 mld USD, odnotowując CAGR na poziomie prawie 12% w latach 2021-2027. Podpisując umowę z firmą Novavax w październiku 2021, Spółka stała się uczestnikiem tego dynamicznie rosnącego rynku. Mabion posiada zespół specjalistów oraz nowoczesny zakład, który doskonale odpowiada na potrzeby małych i średnich firm, będących potencjalnymi zleceniodawcami. Oferowany przez Mabion kompletny zakres usług, począwszy od rozwoju i charakterystyki strukturalnej i funkcjonalnej produktu i procesu, poprzez produkcję w skali komercyjnej w całości zgodnej z wymogami GMP, sprawia, że Spółka jest idealnym partnerem dla firm, które nie posiadają własnych kompetencji oraz aktywów niezbędnych do przeprowadzenia rozwoju produktu oraz produkcji w skali komercyjnej.

Aktywności w pozostałych istotnych obszarach

Zawarte aneksy z Novavax pozwalają wrócić do prac związanych z aktualizacją harmonogramu prac projektowych zorientowanych na rozwój leku MabionCD20 pod kątem rejestracji na rynku europejskim oraz amerykańskim. Spółka zamierza w niej uwzględnić rozszerzenie działalności kontraktowej jako CDMO oraz aktualną formułę współpracy z Novavax. Z tego względu harmonogram dalszych prac nad rejestracją MabionCD20 ulegnie zmianie, a więcej szczegółów w tym zakresie zostanie przedstawionych po zakończeniu niezbędnych uzgodnień.

Zacieśnianie współpracy z Novavax i rozwój w obszarze CDMO zakłada rozbudowę potencjału produkcyjnego istniejącego zakładu Mabion, a w przyszłości rozpoczęcie procesu inwestycyjnego związanego z budową drugiego zakładu. Zwiększenie mocy produkcyjnych, poza większą skalą działalności, umożliwi także rozszerzenie oferowanych usług o zupełnie nowe elementy – poza dotychczasowym wytwarzaniem substancji czynnej wykorzystywanej w gotowym produkcie, obejmie m.in. samodzielne przygotowywanie finalnych produktów. W tym celu Spółka zamierza podnosić efektywność biznesową, obejmującą ścisłą kontrolę kosztów w obszarach weryfikacji obowiązujących umów, adekwatnego do etapu rozwoju i obsługi bieżących partnerów biznesowych zatrudnienia, a także monitorowania potencjalnego wpływu zużycia mediów w dobie wysokich kosztów i środowiska inflacyjnego. Dyscyplina kosztowa w połączeniu z regularnymi i pozytywnymi przepływami finansowymi będzie elementem budowania przez Mabion strategii pozyskania finansowania dłużnego w celu realizacji zakładanej wizji rozwoju Spółki w długim terminie i zwiększenia jej możliwości produkcyjnych dzięki nowemu zakładowi.

„Z początkiem 2023 roku mamy zaplanowaną intensyfikację prac związanych z rozbudową mocy produkcyjnych w zakładzie wytwórczym w Konstantynowie Łódzkim z obecnych 2 bioreaktorów do 4 bioreaktorów. Montaż, instalacja oraz rozruch urządzeń pozwolą na podwojenie obecnych aktywów wytwórczych, a cały proces modernizacji jest uwzględniony w harmonogramie produkcji i rezerwacji mocy dla Novavax. Perspektywa budowy drugiego zakładu to horyzont kilkuletni, który wymaga także zabezpieczenia na ten cel dodatkowych środków, dlatego w najbliższych kwartałach będziemy skoncentrowani na dostarczaniu dobrych i powtarzalnych wyników finansowych, co jest naturalnym krokiem w przypadku zamiaru pozyskania odpowiedniego poziomu finansowania dłużnego. Na drugie półrocze 2022 patrzymy zatem pozytywnie” – mówi Grzegorz Grabowicz, Członek Zarządu ds. Finansowych Mabion S.A.

Spółka kontynuuje działania związane z trwającym procesem pozyskania inwestora strategicznego. Rozpoczęcie współpracy z Novavax w ubiegłym roku oraz zawarcie aneksów w ubiegłym tygodniu powoduje konieczność oceny nowych uwarunkowań przez potencjalnych inwestorów i wydłuża czas trwania procesu. Współpraca z doradcą Rothschild & Co przebiega sprawnie, natomiast na tempo prowadzonych rozmów wpływ ma również sytuacja globalna, w tym wojna, która ograniczyła i spowolniła aktywności M&A większości firm w regionie.

„Proces pozyskania inwestora strategicznego jest realizowany istotnie wolniej niż to zaplanowaliśmy. Pandemia oraz geopolityka miały istotny wpływ na rozmowy z potencjalnymi inwestorami strategicznymi, a dodatkowo niesprzyjający jest rynek, który przecenił bardzo wiele aktywów. Niezmiennie dostrzegamy dużą racjonalność zwieńczenia z sukcesem tego procesu. Uważamy, że spółka o naszym profilu może skorzystać na długoterminowym, stabilnym finansowaniu, a te gwarantuje inwestor branżowy, strategiczny. To co nas cieszy to dużo większa przewidywalność naszych wyników, która zwiększa stabilność firmy w oczach potencjalnych partnerów. Mamy zabezpieczony cash flow, co daje perspektywę budowania wyniku przez kolejne okresy przy jednoczesnej rozbudowie biznesu i w efekcie możliwości uzyskania wyższej wyceny. Te nowe okoliczności, które jako Spółka wypracowaliśmy, dają nam większy komfort w dalszym aktywnym prowadzeniu tego procesu” – mówi Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

[1] https://www.researchandmarkets.com/reports/5185247/biologics-contract-development-and-manufacturing#tag-pos-5

E-commerce w Polsce 2022 – raport Gemius

Odsetek internautów, którzy deklarują kupowanie online ustabilizował się i wynosi obecnie 77%, przy czym znacząco więcej osób dokonuje zakupów na stronach polskich (75%) niż zagranicznych (32%) – wynika z raportu „E-commerce w Polsce 2022”. Raport ukazał się już po raz dziesiąty. Partnerami merytorycznymi wydania są Polskie Badania Internetu oraz IAB Polska.

Wyniki tegorocznej fali badania potwierdzają, że Polacy polubili zakupy przez internet i są w tej sympatii konsekwentni. Zwiększona podczas pandemii popularność e-commerce utrzymała się, a osoby, które rozpoczęły korzystanie ze sklepów online ze względu na lockdowny lub obawy o swoje zdrowie, w dużej mierze pozostały przy tej formie zakupów. Kupowanie online jest również postrzegane jako wygodne i nieskomplikowane.

E-commerce w Polsce 2022

Wśród czynników, które motywują e-konsumentów do zakupów przez internet znalazły się m.in. dostępność całą dobę oraz brak konieczności jechania do sklepu – oba te motywatory wymieniali również respondenci w poprzedniej fali badania. W tym roku jednak zmienił się trzeci z najczęściej wskazywanych czynników – badani jako szczególnie motywujące wskazali ceny, atrakcyjniejsze niż w sklepach tradycyjnych. Istotność czynnika finansowego nie dziwi, szczególnie w obecnej sytuacji inflacyjnej.

W tym roku po raz pierwszy zapytaliśmy badanych o wpływ inflacji na ich zachowania zakupowe. Aż 58% badanych zadeklarowało, że kupuje tyle samo, co zwykle,  28% odpowiedziało, że kupuje mniej, natomiast 14% – że kupuje więcej. Zmniejszenie wydatków zadeklarowały szczególnie kobiety oraz badani w wieku 24-34 lat. Co ciekawe, jeśli chodzi o planowane zakupy online, zdecydowanie większy odsetek badanych zapowiada ich ograniczenie.

E-commerce w Polsce 2022 E-commerce w Polsce 2022

W tegorocznym badaniu przyjrzeliśmy się również kwestiom ekologii i jej wpływowi na wybory klientów. Okazało się, że niemal dla połowy badanych wpływ formy dostawy i zwrotu na środowisko jest bardzo ważny (20%) lub ważny (26%), przy czym znów największą liczbę wskazań odnotowaliśmy w przypadku kobiet.

E-commerce w Polsce 2022Po raz pierwszy w historii badania odnotowaliśmy przewagę smartfona nad laptopem, jeśli chodzi o urządzenia najczęściej wykorzystywane w procesie e-zakupów. O ile rok temu m-commerce był szczególnie popularny wśród młodych badanych, o tyle w tym roku jest to już trend obejmujący ogół respondentów.E-commerce w Polsce 2022

Tegoroczny Raport to efekt współpracy Gemius, Polskich Badań Internetu oraz IAB Polska, a jego wyniki wzbogacone zostały o dane z badania Mediapanel oraz ekspercką wiedzę specjalistów działających w ramach Grupy Roboczej E-commerce IAB Polska.

Po raz pierwszy jako Polskie Badania Internetu, wraz z Gemius i IAB Polska, braliśmy udział w opracowaniu raportu “E-commerce w Polsce” – komentuje Paweł Laskowski, Prezes Polskich Badań Internetu. – Prezentujemy w nim analizę danych z badania Mediapanel, dotyczących popularności kategorii e-commerce. Uzupełnia ona wyniki badania ankietowego i pokazuje, że e-commerce jest jedną z ważniejszych kategorii w internecie. W czerwcu 2022 roku aż 92% polskich internautów odwiedziło w tym miesiącu przynajmniej jedną witrynę lub uruchomiło aplikację z kategorii „Zakupy online”, natomiast najpopularniejszym typem sklepów, poza sklepami marketplace, okazały się być sklepy odzieżowe. W raporcie można znaleźć więcej ciekawych danych, które składają się na aktualny obraz rynku e-commerce w Polsce. 

E-commerce nierozerwalnie łączy się z reklamą online. – mówi Włodzimierz Schmidt, prezes zarządu IAB Polska – Przedstawiciele Grupy Roboczej E-commerce IAB Polska przygotowali tę część Raportu, w której zbadali, jak treści na blogach, opinie, influencerzy czy kontekst reklamy wpływa na decyzje zakupowe internautów i jaki do tej formy reklamy mają stosunek. Jak wynika z badania, aż 51% respondentów zapytanych o to, czy kupili produkt na podstawie treści publikowanych w internecie, odpowiedziało twierdząco. Szczególnie zatem polecam zgłębić tę część publikacji – pomoże ona zrozumieć, jak wykorzystywać reklamę online, by swoich potencjalnych klientów zachęcić, a nie zniechęcić do zakupu.

Pełny test raportu znaleźć można TUTAJ.

O raporcie

Celem badania, którego wyniki zostały zaprezentowane w raporcie „E-commerce w Polsce 2022” było poznanie postaw, zwyczajów i motywacji związanych z kupowaniem online. Przedmiotem badania były m.in. zachowania zakupowe e-konsumentów, rozpoznawalność marek, czynniki, które zachęcają internautów do zakupów w sieci, ale też napotykane przez użytkowników problemy. Raport przygotowała firma Gemius we współpracy z Polskimi Badaniami Internetu oraz IAB Polska. Prezentowane w raporcie badanie zostało zrealizowane w formie ankiety elektronicznej z wykorzystaniem techniki CAWI (ang. computer-assisted web interview) na reprezentatywnej próbie 1559 internautów, mających co najmniej 15 lat. Dane zbierano w czerwcu 2022 roku.

Wzrośnie kwota wolna od podatku dla darowizn i spadków?

Już niedługo kwoty darowizn i spadków wolne od podatku mogą znacząco wzrosnąć. Tak wynika z poselskiego projektu ustawy o zmianie ustaw w celu likwidowania zbędnych barier administracyjnych i prawnych.

Obecnie w przypadku darowizn i spadków obowiązują trzy tzw. grupy podatkowe, które obejmują różne kategorie osób i w których różne są kwoty wolne od podatku.

W pierwszej grupie jest najbliższa rodzina: rodzice i dzieci. Darowizny w tej grupie są co do zasady zwolnione z opodatkowania. Trzeba natomiast w nieprzekraczalnym terminie sześciu miesięcy zgłosić do urzędu skarbowego otrzymanie każdej darowizny, której wartość przekracza 9637 zł. Według poselskiego projektu kwota ta ma zostać podniesiona niemal czterokrotnie – do 36 120 zł.

W drugiej grupie podatkowej, która obejmuje dalszą rodzinę, jak np. wujków czy ciocie, wartość darowizny zwolnionej z podatku wynosi 7276 zł. Nowa kwota proponowana w projekcie ustawy to 27 090 zł.

W trzeciej grupie znajdują się wszyscy pozostali darczyńcy i spadkodawcy. Kwota wolna w ich przypadku wynosi obecnie 4902 zł. Według projektu po zmianach ma to być 18 060 zł.

Zmiany dobre, ale czy wystarczające?

Proponowane zmiany są korzystne dla podatników, ale powstaje pytanie, czy kwota wolna dla pierwszej grupy podatkowej w ogóle powinna być określana? Obecnie jeżeli dziecko otrzyma od rodziców darowiznę lub spadek, np. samochód warty więcej niż 9637 zł i zapomni o obowiązku złożenia informacji do urzędu skarbowego w ciągu 6 miesięcy, to  niestety wartość tego spadku przekraczająca kwotę 9 637 zł będzie opodatkowana. W mojej ocenie dla pierwszej grupy opodatkowanie i formalności związane ze zgłaszaniem darowizn i spadków powinny zostać zniesione.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Zimna wojna mocarstw z półprzewodnikami w tle

Intel rozpoznawany jest jako prekursor ewolucji technologicznej kalifornijskiej Doliny Krzemowej oraz czołowy producent procesorów i układów graficznych dzięki którym budowy komputerów, laptopów i smartfonów stały się możliwe. Spółka przez wiele lat opierała się przekierowaniu produkcji półprzewodników do Azji i postrzegana była jako flagowy, amerykański producent półprzewodników.

To właśnie używane na masową skalę w niemal każdym urządzeniu półprzewodniki stanowią dla rynku technologii odpowiednik ropy dla rynku samochodowego czy uranu dla rynku elektrowni jądrowych. Są niezastąpione i krytycznie potrzebne, a dziś stanowią epicentrum konfliktu dwóch największych gospodarek świata.

Rynkowi chipów grozi implozja?

Problemy z chipami zwiastowała pandemia, gdy producenci chipów obniżyli moce produkcyjne przez lockdowny i spowolnienie konsumpcji spodziewając się spowolnienia po czym nie byli w stanie pokryć skokowego wzrostu popytu na urządzenia, który spowodował m.in. trend pracy zdalnej, popularność wirtualnej rozrywki oraz chwilowy boom zamówień w gospodarce pośrednio spowodowany niskimi stopami procentowymi, nierozważną polityką fiskalną rządów oraz po prostu znacznymi rezerwami niewydanej przez konsumentów podczas pandemii gotówki.

Producenci samochodów zaczęli narzekać na wydłużające się terminy półprzewodników z uwagi na dotychczasową politykę zamówień “just in time”, której celem było ograniczenie tworzenia niepotrzebnych rezerw. Rynek nawiedziła fala pożarów kluczowej infrastruktury. Spłonęła m.in. fabryka ASL produkująca chipy w technologii 3nm i 5nm pod Berlinem, japońska fabryka Nittobo dostarczająca włókno szklane dla procesorów, fabryka czujników Asahi Kasei Microdevices oraz również japońska fabryka Renesans Electronics Corp., który był jednym z największym na świecie producentem mikroprocesorów dla przemysłu motoryzacyjnego. Wszystko to przełożyło się na kluczowe braki, przestoje i wydłużony czas oczekiwania na dostawy. W 2022 roku okazało się, że na tym nie koniec ponieważ Chiny rozpoczęły swoją grę z blokującymi potencjał Państwa Środka Amerykanami.

Teoretyczna wojna Chin ze Stanami Zjednoczonymi o Tajwan, w czasie której zniszczona zostałaby infrastruktura wyspy spowodowałaby implozję rynku półprzewodników. Najbardziej ucierpiałyby na tym zachodnie przedsiębiorstwa technologiczne jak Intel, AMD czy te najbardziej mainstreamowe spółki – Apple i Tesla (ponieważ Chiny praktycznie już są odłączone od tajwańskich łańcuchów dostaw). Pentagon wielokrotnie odnosił się do prawdopodobieństwa wybuchu takiego konfliktu. Ostatnio zrobił to nawet dyrektor CIA, William J.Burns, wskazując, że w miarę upływu obecnej dekady chiński apetyt na podporządkowanie Tajwanu będzie się zwiększał. Giełda wycenia pesymistyczną przyszłość dla producentów chipów. W obliczu globalnej recesji oraz geopolitycznych tarć między Pekinem a Waszyngtonem zapaść wydaje się dziś bardziej prawdopodobna niż kiedykolwiek wcześniej. Stany Zjednoczone jednak wyraźnie nie zamierzają odpuszczać i wskazują na zacieśnianie współpracy i zwiększoną obecność na wyspie.

USA zbyt późno zorientowały się, że potrzebują krajowej produkcji półprzewodników bardziej niż kiedykolwiek wcześniej ponieważ Tajwan jest miejscem wciąż niepewnym. Postępująca w ciągu ostatnich dekad globalizacja pozwoliła Amerykanom na chwilę o tym zapomnieć. Wobec braku chipów do nawigacji, silników i układów elektronicznych producenci samochodów w tym roku mogą stracić ok. 20 mld USD. Zdaniem analityków Deutsche Bank globalna „zimna wojna technologiczna” kosztować będzie świat ponad 3,5 bln USD w ciągu tylko najbliższych 5 lat. Może wiązać się też z nawet 4% spadkiem PKB gospodarek takich jak Chiny, Korea Południowa czy kraje Unii Europejskiej.

Umożliwienie Chinom kontroli nad Tajwanem zwiastowałoby chińską dominację i monopol na rynku chipów co w praktyce oznaczałoby potężny chiński lewar na globalną ekonomię i amerykańskich producentów technologii. Infrastruktura przemysłowa rynku produkcji precyzyjnej na Tajwanie jest na tyle potężna, że na odbudowę jej zdolności świat musiałyby czekać prawdopodobnie dłużej niż dekadę. USA pracuje nad projektem ustawy land lease dla sojuszniczego Tajwanu, która pomoże wyspie wynajmować wojskowy sprzęt od Amerykanów w proponowanych 10-letnich okresach spłaty.

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

UE niedoszacowała własnych planów dekarbonizacji transportu drogowego

Do 2030 r. unijna strategia dekarbonizacji transportu drogowego będzie potrzebować 280 mld euro inwestycji w punkty ładowania, sieci przesyłowe i zdolności produkcyjne energii odnawialnej. Do 2050 r. nakłady te powinny wzrosnąć do 1 bln euro. Tylko do końca dekady infrastruktura dla lekkiej i ciężkiej logistyki potrzebuje nawet 40,4 mld euro, nie licząc kosztu wymiany floty, który spadnie na firmy transportowe. Te nadal kupują pojazdy spalinowe i czekają z elektryfikacją, ponieważ brakuje zachęt, elektryki są drogie, a rynek energii nieprzewidywalny. Poza tym nie ma ładowarek, a konkurencyjność cenowa pojazdów ciężkich spodziewana jest dopiero za 12 lat.

W ramach pakietu „Fit for 55” wciąż procedowane są dwa ważne pakiety ustawodawcze, które zdecydują o przyszłości przewozów towarowych na europejskich drogach. Chodzi o zerową emisyjność lekkich pojazdów od 2035 r. oraz utworzenie systemu handlu emisjami m.in. dla transportu drogowego (ETS2). W pierwszym przypadku stanowiska głównych organów UE są spójne i można się spodziewać, że przepisy wejdą w życie w proponowanym kształcie. Oznacza to, że od 2035 r. nie będzie można kupić nowego vana ani lekkiej ciężarówki napędzanej dieslem lub benzyną.

W kwestii ETS2 nie osiągnięto jeszcze konsensusu. Nieznana jest zwłaszcza data uruchomienia nowego systemu. Według ostatnich propozycji Rady, sprzedaż aukcyjna uprawnień miałby się rozpocząć w 2027 r., natomiast pierwsze umorzenia, czyli w praktyce rozliczenie emisji, w 2028 r. Propozycje KE i PE zakładają odpowiednio lata 2026 i 2025.  Nie ustalono także czy ETS2 będzie dotyczył prywatnych pojazdów, wiadomo jednak, że opłaty poniosą wszyscy przewoźnicy komercyjni, w tym także, a może przede wszystkim sektor przewozów towarowych. Stanie się tak, ponieważ obowiązek zakupu uprawnień będzie obejmował dystrybutorów, którzy dostarczają paliwa do spalania w transporcie drogowym. To w paliwie zostanie ukryty koszt emisji CO2.

W kontekście branży logistycznej proponowane zmiany wpisują się krajobraz obowiązujących już regulacji, dotyczących nowych ciężarówek i innych pojazdów ciężkich. Ich emisyjność w 2030 r. ma być niższa o 30% w porównaniu z 2019 r. Unijne plany dekarbonizacji przewozów drogowych są jednak znacznie ambitniejsze. Strategia na rzecz zrównoważonej i inteligentnej mobilności zakłada, że do 2030 r. w użytku będzie co najmniej 30 mln bezemisyjnych osobówek i 80 tys. bezemisyjnych ciężarówek. Dwie dekady później niemal wszystkie samochody osobowe, samochody dostawcze, autobusy oraz nowe pojazdy ciężkie będą bezemisyjne, tzn. będą emitować 0 gCO2/km. To założenia o astronomicznej skali, ponieważ w 2020 r. po unijnych drogach poruszało się łącznie 281 975 402 wymienionych typów pojazdów, tyle że spalinowych.

Miażdżąca większość floty towarowej wciąż jeździ na dieslu, bez szans na szybką zmianę

Unijny scenariusz, choć bardzo optymistyczny, może okazać się niezwykle trudny lub wręcz niemożliwy w realizacji, zwłaszcza w kontekście pojazdów ciężkich. Z lipcowych danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) wynika bowiem, że w 2021 r. bezemisyjne ciężarówki (średnie i duże) w UE stanowiły zaledwie 0,5% nowych rejestracji, podczas gdy 95,8% pojazdów wciąż zasilał olej napędowy. Obraz całego rynku także nie pozostawia wątpliwości co do udziału ciężkich elektryków. W 2020 r. średnich i dużych ciężarówek w użyciu było 6 230 100, z czego 96,3% napędzał diesel, 0,7% benzyna, a tylko 0,24% stanowiły pojazdy bateryjne. W skali Wspólnoty to ok. 14 952 szt. Znacznie lepiej wypadły choćby pojazdy napędzane gazem naturalnym oraz LPG. Ich udział w rynku wyniósł 0,6%.

Unijna flota lekka także spala diesla, ale jest starsza

Dane ACEA o pojazdach lekkich wskazują, że w 2020 r. spośród 28 715 247 vanów na unijnych drogach, zaledwie 0,4% posiadało napęd elektryczny, czyli ok. 114 860 szt. To mniej pojazdów niż małych dostawczaków zasilanych LPG (0,8%) i gazem naturalnym (0,6%). Miażdżąca przewaga ponownie leży po stronie tradycyjnych paliw, ponieważ 91,2% lekkich pojazdów użytkowych napędzana jest dieslem, natomiast 6,2% benzyną. Niski udział w rynku przypadł także hybrydom oraz hybrydom plug-in (odpowiednio 0,01 i 0,06%). Nieco lepiej wyglądał wskaźnik rejestracji elektrycznych vanów w 2021 r., ale wciąż stanowiły one zaledwie 3% nowych pojazdów. Dla porównania rejestracje diesli sięgnęły 90,2%.

Choć planowane regulacje mają sprzyjać elektryfikacji, to jej przeprowadzenie będzie nie lada wyzwaniem, zwłaszcza dla polskich firm. Dysponują one największą w Unii flotą ciężarówek (ok. 1,2 mln), których średnia wieku nie przekracza 13,2 lat. To wynik lepszy od unijnej średniej wynoszącej 13,9 lat. Mamy także 2,8 mln pojazdów lekkich, co plasuje nas na 5. miejscu wśród 27 krajów Wspólnoty. Średni wiek w tym segmencie wynosi 13,6 lat, co jest wynikiem gorszym niż unijna średnia, wynosząca 11,9 lat.

Wskaźnik nowych rejestracji dobrze pokazuje, że elektryki nie cieszą się jeszcze oczekiwaną popularnością w unijnej logistyce, ponieważ znacznie trudniej decydować o wymianie floty, kiedy dysponuje się relatywnie młodym parkiem pojazdów. Obecna sytuacja w Europie również nie sprzyja elektryfikacji, ponieważ ciężko oszacować koszt użytkowania pojazdu elektrycznego. Rynek energii stał się mniej przewidywalny, dlatego firmy nie chcą podejmować dodatkowego ryzyka. Paradoksalnie, z wysoce zelektryfikowanej Holandii dotarły ostatnio informacje, że użytkowanie samochodu elektrycznego stało droższe niż spalinowego. Przyczyną były właśnie skoki cen energii. Gdyby taka sytuacja wystąpiła w transporcie towarowym, doprowadziłoby to do podwyżek w innych sektorach gospodarki i zapewne do dalszego wzrostu cen dóbr konsumpcyjnych. Żeby zielony transport mógł się swobodnie rozwijać potrzeba stabilności i sprzyjających warunków rynkowych. Istotną rolę musi odgrywać czynnik ekonomiczny i zdolność do racjonalnego prognozowania kosztów. Samochody elektryczne wciąż są bardzo drogie, nawet o 50% droższe niż ich spalinowe odpowiedniki, brakuje przy tym zachęt dla firm dysponujących dużymi flotami. Warto w tym kontekście przypomnieć, że niedawna edycja programu eVAN, którego celem było dofinansowane do zakupu dostawczego elektryka, nie obejmowała firm transportowych i spedycyjnych, a wynikało to bezpośrednio z unijnych przepisów o pomocy de minimis. W efekcie wpłynęło mniej niż 100 wniosków i nie wykorzystano nawet 10% budżetu. Jeśli firmy mają finansować elektryfikację samodzielnie to przynajmniej nie powinna się ona opierać na logice karnego opodatkowania przedsiębiorstw, które nie będą w stanie inwestować odpowiednio dużo w narzuconym tempie. Poważną przeszkodą w elektryfikacji jest także gęstość infrastruktury do ładowania, zwłaszcza tej dostępnej publicznie. Dopóki nie będzie ona wystarczająco rozwinięta na terenie całej Wspólnoty, trudno oczekiwać masowych inwestycji w elektromobilność – mówi Michał Wochna, dyrektor operacyjny oraz wiceprezes zarządu w Spedimex, polskiego operatora obsługującego sieci detaliczne, galerie handlowe, handel internetowy oraz przewozy drobnicowe i FTL w Polsce i w Europie.

Unijna sieć ładowania jest dziurawa, rozwija się 9 razy za wolno i jest gigantycznie niedoszacowana

Unijny Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności zakłada zbudowanie do 2025 r. połowy z tysiąca stacji tankowania wodoru oraz miliona z trzech milionów publicznych punktów ładowania elektryków, które będą potrzebne w 2030 r. Ostatecznym celem jest zapewnienie gęstej, szeroko rozpowszechnionej sieci dla wszystkich użytkowników unijnych dróg, w tym dla operatorów pojazdów ciężkich.

Plany są ambitne, ale tak jak w przypadku struktury floty, także kwestia infrastruktury nie prezentuje się obecnie najlepiej. Nie tylko dlatego, że w 2020 r. w Unii było aż 10 krajów (w tym Polska), w których na średnio 100 km dróg nie było nawet pojedynczego punktu ładowania, ale także dlatego, że zdecydowana większość ładowarek skoncentrowana jest w zachodniej części kontynentu. To czyni całą sieć nieefektywną i zniechęca do elektryfikacji firmy z Europy Środkowo‑Wschodniej.

Według Europejskiego Obserwatorium Paliw Alternatywnych (EAFO) do dnia 28 lipca 2022 r. na obszarze Wspólnoty działało 352 750 publicznie dostępnych punktów ładowania operujących prądem zmiennym (AC) i 41 185 prądem stałym (DC). To łącznie 393 935 publicznych ładowarek o różnej mocy, liczonych według klasyfikacji AFIR (Rozporządzenie o Infrastrukturze Paliw Alternatywnych). Aż 100 092 punktów z tej puli zainstalowanych jest w Holandii, 78 729 w Niemczech, a 65 700 we Francji. Dla porównania, w połowie tegorocznych wakacji w Polsce było zaledwie 2 797 ładowarek. Są jednak duże kraje, gdzie ten odsetek jest znacząco niższy. W Rumunii punktów ładowania jest 1 525, w Bułgarii 863, natomiast w Grecji 768. Mniejsze kraje, takie jak Litwa, Łotwa i Estonia mają odpowiednio 173, 596 i 260 publicznych ładowarek, a Malta oraz Cypr zaledwie 98 i 76.

To zdecydowanie niewystarczająca ilość, co potwierdza raport opublikowany przez ACEA, WindEurope, SolarPower Europe i Eurelectic. W dokumencie z marca br. autorzy wyliczają, że aby zrealizować unijne cele redukcyjne w transporcie drogowym, do 2030 r. potrzeba będzie nie 3 lub nawet 4 mln publicznych punktów ładowania, ale 6,8 mln i to tylko dla samochodów osobowych. Lekkie pojazdy użytkowe będą potrzebować nawet 0,7 mln takich punktów, a ciężarówki co najmniej 45 tys. Oznacza to, że do 2030 r. należałoby instalować 14 tys. publicznych ładowarek tygodniowo, a nie jak obecnie ok. 2 tys., co stanowi zaledwie 11,5% wymaganego tempa instalacji. Nie wyczerpuje to jednak wszystkich potrzeb transportu drogowego, ponieważ obok ładowarek publicznych konieczne będą także instalacje niepubliczne.

W związku z tym lekkie pojazdy użytkowe będą potrzebować łącznie aż 3,4 mln ładowarek. Aż 2,7 mln nie będzie publicznie dostępna, z czego 1,9 mln (56%) powinna zostać zlokalizowana w hubach transportowych.

Ciężarówki będą z kolei wymagać 279 tys. ładowarek do 2030 r., z czego 84% (235 tys.) powinno znajdować się hubach transportowych. Reszta lokalizacji musi zostać usytuowana wzdłuż autostrad (36 tys.) oraz miejsc postoju nocnego (9 tys.). Dla zaspokojenia potrzeb pojazdów komercyjnych, a zwłaszcza ciężarówek, w samej sieci bazowej TEN-T potrzebnych będzie 24 tys. szybkich publicznych ładowarek, co przełoży się na średnią 51 punktów na każde 100 km dróg. Dla porównania unijne Rozporządzeniu o Infrastrukturze Paliw Alternatywnych zakłada, że do końca 2030 r. sieć bazowa TEN-T będzie posiadać strefę ładowania w każdym kierunku co 100 lub 60 km (w zależności od oferowanej mocy wyjściowej 1 400 kW lub 3500 kW), a pojazdy ciężkie znajdą tam odpowiednio co najmniej 1 lub co najmniej 2 punkty ładowania.UE niedoszacowała własnych planów dekarbonizacji transportu drogowego

Unijne założenia dla transportu drogowego wymagają gigantycznego finansowania

Według analiz przeprowadzonych przez ACEA osiągnięcie celów klimatycznych wyznaczonych na 2030 r. będzie wymagało nakładów inwestycyjnych w wysokości 280 mld euro., nie tylko na prywatne (ok. 30%) i publiczne ładowarki (ok. 30%), ale także na modernizację sieci energetycznej (ok. 15%) oraz budowanie zdolności produkcji energii odnawialnej (ok. 25%). Wydatki dedykowane lekkim pojazdom użytkowym pochłoną 50 mld euro, a budżet skierowany na potrzeby ciężarówek i autobusów powinien osiągnąć poziom 45 mld euro. Same inwestycje w publiczną infrastrukturę, sieci przesyłowe i zieloną energię dla logistyki pochłoną nawet 40,4 mld euro.

Mało tego, warunkiem realizacji unijnych założeń do 2030 r. jest obecność na drogach 42,8 mln elektrycznych osobówek oraz 4,4 mln lekkich dostawczaków. Liczba ciężarówek powinna z kolei wynosić 235 tys. Dla przypomnienia w 2020 r. po unijnych drogach jeździło ok. 115 tys. elektrycznych vanów i ok. 15 tys. elektrycznych ciężarówek różniej wielkości. Ich udział musiałby więc wzrosnąć o ok. 3 730% oraz ok. 1 466%.

Biorąc pod uwagę obecny poziom nasycenia w komercyjnej elektromobilności, ciężko sobie wyobrazić, aby lekka flota elektryczna w Unii powiększyła się 37‑krotnie w ciągu zaledwie 7 lat. Tym bardziej trudno uwierzyć, aby w tym czasie liczba elektrycznych ciężarówek wzrosła prawie 15-krotnie, zwłaszcza że charakteryzują się one dłuższą żywotnością. Wątpliwości dotyczą także tego, czy przemysł motoryzacyjny byłby w stanie zagwarantować podaż na wymaganym poziomie, nawet w przypadku pojazdów lekkich. Poza tym ciężkie pojazdy bateryjne są nieporównywalnie droższe niż małe samochody, a poważna debata o zielonym transporcie, obok kwestii czysto środowiskowych, musi uwzględniać czynnik ekonomiczny, realne możliwości i zadania, jakie spoczywają na sektorze transportowym. Bez konkurencyjności cenowej, także na etapie użytkowania i przynajmniej porównywalnej wydajności pojazdów, elektryfikacja będzie się opóźniać, zwłaszcza w mniej zamożnych gospodarkach. Nie oznacza to oczywiście, że należy ją hamować, wręcz przeciwnie, to nieunikniony kierunek zmian. Trzeba jednak pamiętać o rzeczywistych zdolnościach wszystkich krajów Wspólnoty, możliwościach sektora transportowego i zaawansowaniu infrastruktury towarzyszącej. To te czynniki powinny wyznaczać horyzont czasowy zmian – dodaje Michał Wochna.

Duże elektryki konkurencyjne cenowo dopiero za 12 lat

Raport International Transport Forum (ITF) z początku września br. wskazuje, że duże, zeroemisyjne samochody dostawcze staną się konkurencyjne cenowo wobec tradycyjnych ciężarówek dopiero w okolicach 2035 r. Pod względem TCO (całkowitego kosztu posiadania), nie jest do końca jasne, jaka będzie konkurencyjność takich pojazdów wobec spalinówek i innych rozwiązań, w tym ciężarówek zasilanych z pantografu. Jest zbyt wiele czynników, aby na tak wczesnym etapie adopcji rzetelnie oceniać potencjalne koszty użytkowania m.in. ze względu na przyszłe ceny energii i tradycyjnych paliw, trendy w konstruowaniu pojazdów, koszt baterii oraz ich wydajność. Jest także szereg barier, które mogą opóźniać adopcję zeroemisyjnej floty ciężkiej, w tym niewystarczające zasoby finansowe przedsiębiorstw transportowych oraz nisko rozwinięta infrastruktura. Przeszkodą może być nawet czynnik behawioralny, jak niechęć do przejścia na nową technologię, za którą podąża konieczność zmiany schematów operacyjnych.

Publikacja ITF rzuca nieco światło na unijny kierunek wodorowy

O ile konkurencyjność elektryków prędzej czy później zrówna się z pojazdami spalinowymi, to z wodorem sprawa ma się nieco inaczej. ITF ocenia, że ciężarówki wykorzystujące to paliwo będą ekonomicznie mniej konkurencyjne niż rozwiązania spalinowe i bateryjne. Konkurencyjność ograniczona będzie do niewielkiej liczby przypadków i to przy wyjściowym założeniu niskich cen wodoru, poniżej 2,5 euro/kg. Warto zaznaczyć, że analitycy ITF nie skreślają przydatności tej technologii gdzie indziej na świecie, ale wszystko wskazuje na to, że odegra ona niszową rolę w przyszłej strukturze ciężkiej floty towarowej w Europie. Jej udział w rynku nie będzie większy niż 10% do 2050 r., co z kolei rodzi pytania o wystarczające wykorzystanie wielkoskalowej infrastruktury tankowania tego paliwa.

Unijne plany zarysowane w AFIR zakładają, że końca 2030 r. ogólnodostępne stacje tankowania wodoru, wyposażone w dystrybutor pod ciśnieniem co najmniej 700 barów, będą rozmieszczone wzdłuż sieci bazowej TEN-T maksymalnie co 200 km. Obecnie, tak jak w przypadku stacji ładowania pojazdów elektrycznych, nasycenie siecią tankowania wodoru jest co najmniej niewystarczające, a dostępne punkty zlokalizowane są niemal wyłącznie na zachodzie Europy. Według ACEA w 2021 r. w Unii zainstalowanych było zaledwie 136 publicznych punków tankownia tego paliwa, z czego 108 o pożądanym ciśnieniu 700 barów. Aż 80 z tych stacji znajdowało się w Niemczech, 14 we Francji i po kilka sztuk w m.in. w Holandii, Danii czy Austrii. Z danych ACEA nie wynika, aby w zeszłym roku w Polsce był chociaż jeden publicznie dostępny punkt tankowania wodoru.

Krzysztof Oflakowski

Wszystko po 5 zł

Sytuacja na rynku jest wyjątkowa. Wyceny czterech najważniejszych walut znalazły się w okolicach 5 zł, ponieważ bardzo osłabił się brytyjski funt. Wycen czterech walut najważniejszych dla Polski powinniśmy szukać w okolicach parytetów.

Chaos na brytyjskim rynku ma miejsce od wyboru nowej premier, która zapowiedziała finansowane deficytem cięcia podatkowe na dużą skalę (m.in. obniżenie najwyższej stawki PIT z 45 do 40%, rezygnację z planowanych podwyżek stawek dla biznesu i zmniejszenie podatków od zakupu nieruchomości). W reakcji funt zaczął tonąć, a rentowności obligacji mocno rosnąć, przypominając bardziej rynek wschodzący niż kolebkę rynków finansowych.

W tej sytuacji inwestorzy oczekiwali od Banku Anglii zdecydowanego działania, choć dokładnie tydzień temu podniósł on stopy o 50bp (do 2,25%). W tych nowych okolicznościach ruch ten postrzegany był jako zdecydowanie za mały. Oczekiwano kolejnej podwyżki na nadzwyczajnym posiedzeniu jako sygnału, że Bank przedłoży stabilność cen ponad ukłon wobec rządu. Podwyżki nie tylko nie było, ale Bank zapowiedział… dodruk pieniędzy.

– Problemy brytyjskiego funta rozpoczęły się, gdy zdecydowano o brexicie, od tego czasu obserwujemy osłabianie się tej waluty, a przy zwiększaniu deficytu budżetowego przez nowy rząd narastają obawy, że kraj ten będzie miał coraz większe problemy z zaciąganiem długu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Inwestorzy obawiają się, że Wielka Brytania będzie miała kłopoty ze spłatami swego zadłużenia i stąd ten najnowszy odwrót od brytyjskiego funta.

Bank Anglii zareagował na wyprzedaż na rynku obligacji, która zaczęła przybierać postać domina, polegający na tym, że część funduszy nie będąc w stanie sprostać wymogom w zakresie zabezpieczeń była zmuszona do pozbywania się obligacji. Bank Anglii był pod presją i zapowiedział interwencyjny skup długoterminowych obligacji do 14 października i jednocześnie odsunięcie programu zacieśnienia ilościowego na koniec października.

Kontrowersyjną decyzję Banku Anglii inwestorzy uznali to za oznakę słabości oraz zapowiedź działań innych banków centralnych. Uznali, że raz jeszcze banki kapitulują, a dodruk to powrót globalnej hossy i słabszego dolara. Ta radość może być przedwczesna. Bo już w efekcie obserwowaliśmy karuzelę na rynku walutowym, związaną z podwyżkami stóp procentowych. Tempo podwyżek w wykonaniu Banku Anglii jest niższe niż w przypadku EBC i szwajcarskiego banku centralnego (SNB), a Fed daje jasno do zrozumienia, że chce złamać inflację niezależnie od kosztów, inne banki mogą robić to samo lub ryzykować dalsze osłabienie swoich walut.

– Obecna sytuacja jest już porównywana do tego, co stało się w latach 90. XX wieku, gdy doszło do wielkiego ataku spekulacyjnego – dodaje ekspert XTB. – Wówczas Bank Anglii bronił funta, ale przegrał ze spekulantami, wśród których był G.Soros.

Już przed kilkoma tygodniami dolar wzmocnił się tak dalece, że przebił parytet na parze EURUSD. Następny efekt karuzeli frank – dolar kosztują blisko 5 złotych, relacja względem euro jest jednak dość stabilna. Najnowsze decyzje dotyczące Wielkiej Brytanii spowodowały, że do 5 zł przybliżył się funt. To też oznacza, że rynek cały czas może dopiero zareagować wyprzedażą złotego jeśli straci cierpliwość. To powinno być ostrzeżeniem dla RPP.

– Ze względu na działania SNB oczekuję, że frank będzie się wzmacniał zwłaszcza wobec euro, będzie też wzmacniał się dolar – ocenia M.Stajniak. – Sytuacja będzie się stabilizowała podążając w kierunku kolejnego parytetu, natomiast frank pozostanie mocny.

Wyceny tych czterech walut powinniśmy szukać w okolicach parytetów. Pod koniec roku powinno dojść jednak do neutralizacji obecnych trendów. Istotny okaże się przebieg tegorocznej zimy i europejskiego kryzysu energetycznego, obawy z nim związane bardzo osłabiają euro. Będzie to tez okres, gdy inwestorzy zaangażowani w kontrakty terminowe zrealizują swoje zyski. To może oznaczać, że dolar przestanie się wzmacniać, zyska euro, mocny będzie frank, a „obudzi się” funt.

Columbus otrzymał ponad 100 mln zł finansowania i spłacił większą część zobowiązań kredytowych

Columbus Energy otrzymał 101,5 mln zł finansowania od jednego z akcjonariuszy. Dzięki temu Spółka spłaciła znaczącą część zobowiązań bilansowych i inwestuje w kolejne farmy fotowoltaiczne.

Główny akcjonariusz Columbus Energy udzielił Spółce pożyczki w wysokości 101,5 mln zł. Część środków z pozyskanego finansowania, w kwocie 57 mln zł, Zarząd Spółki przeznaczył na spłatę zobowiązań kredytowych wobec instytucji finansujących – mBank S.A. oraz Alior Bank S.A.

Z pozyskanych środków Columbus wykupi też przedterminowo obligacje serii F, w kwocie 30 mln zł, dokonując tym samym ich całkowitego umorzenia. Wykup i umorzenie obligacji serii F, zgodnie z ustalonym terminem i wcześniejszymi zapowiedziami, nastąpi 30 września br.

Dzięki temu Spółka w większości spłaci kredyty obrotowe oraz krótkoterminowe obligacje, konsekwentnie redukując swój dług. Od początku bieżącego roku Columbus oddał bankom i obligatariuszom 180 mln zł.

Pozostałą część pozyskanego finansowania Spółka przeznaczy na realizację inwestycji w projekty farm fotowoltaicznych.

Zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami, dokonaliśmy redukcji kosztów stałych, poprawiliśmy marżowość Spółki, a teraz przyszedł czas na kontynuację redukcji długu instytucjonalnego. Columbus rozwija dwa główne biznesy. Nasz podstawowy biznes to sprzedaż fotowoltaiki, pomp ciepła oraz magazynów energii do klientów indywidualnych i biznesowych. Tutaj cierpieliśmy przez ostatnie kilka kwartałów z powodu zmian ustawowych i wojny medialnej, dotyczącej tego, czy nowe prawo jest lepsze, czy gorsze. Wojna w Ukrainie i wysokie stopy procentowe nie pomagały w tej sytuacji. Jednak w trzecim kwartale nastąpiło odbicie. Widzimy, że przychody rosną, a rynek się poprawił, bo czeka nas kryzys energetyczny, przed którym Polacy chcą się uchronić. A to jest misja Columbusa – obniżać rachunki za prąd i ciepło przez montaż naszych systemów.

Drugim naszym biznesem, niesamowicie kapitałochłonnym, jest inwestowanie we własne farmy fotowoltaiczne i magazyny energii. Tutaj strategicznie jesteśmy wspierani przez naszego akcjonariusza, który doskonale rozumie potencjał Columbusa – zarówno biznesu podstawowego, jak i inwestycyjnego. Ten rok jest skomplikowany, ale stajemy się silniejsi, efektywniejsi i bardziej marżowi. Teraz tylko wystarczy powrót do skali sprzed roku, a wyniki ukażą ten potencjał w pełnej krasie.

Redukcja pożyczek bankowych i obligacji jest naturalna. Ciężko w tak zmiennym rynku utrzymać warunki finansowania, kiedy kowenanty były plasowane na czas pokoju. Dlatego, po dzisiejszych redukcjach, pozostajemy z dwoma bankami na pokładzie w biznesie podstawowym: pierwszy (który nam zaufał w 2015 r.)  to  Bank Ochrony Środowiska, a drugi to Santander, z łącznym zadłużeniem w kwocie 75 mln zł.

Pozostałe finansowanie zostanie przeznaczone na rozwój biznesu farm fotowoltaicznych i magazynów energii, wspieranego przez naszego inwestora i akcjonariusza, a banki mBank, BOŚ i PKO BP finansują długoterminowe inwestycje farmowe. Chcę też przypomnieć, że w Columbusie trwa proces sprzedaży 102,5 MW farm fotowoltaicznych, który prowadzi dla nas PwC. Po dokonaniu tych transakcji nie tylko zamkniemy dużą część finansowania projektowego, farmowego, ale też zostanie nam sporo kapitału w Grupie komentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Ulga sponsoringowa – korzyści podatkowe

Wprowadzona ulga dla wspierających sport, kulturę i edukację jest atrakcyjnym instrumentem umożliwiającym podatnikom podejmowanie działań marketingowych, promocyjnych, biznesowych oraz wsparcie działalności istotnej dla społeczeństwa, przy jednoczesnym korzystaniu z preferencji podatkowej. Odpowiednie ukształtowanie procesów w firmie oraz znajomość przepisów mogą pozwolić na znaczne oszczędności podatkowe.

Czego dotyczy ulga?

Ulga sponsoringowa została uregulowana w art. 18ee ustawy o CIT oraz art. 26ha ustawy o PIT. Zgodnie z tymi przepisami podatnik, który prowadzi działalność gospodarczą oraz osiąga przychody inne niż przychody z zysków kapitałowych może odliczyć od podstawy opodatkowania kwotę stanowiącą 50% kosztów uzyskania przychodów poniesionych na działalność:

  • sportową,
  • kulturalną w rozumieniu ustawy z dnia 25 października 1991 r. o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej,
  • wspierającą szkolnictwo wyższe i naukę

Kwota odliczenia nie może w roku podatkowym przekroczyć kwoty dochodu uzyskanego przez podatnika z przychodów innych niż przychody z zysków kapitałowych (kwoty dochodu z pozarolniczej działalności gospodarczej w przypadku podatników PIT). Ponadto ponoszone koszty nie mogą zostać zwrócone podatnikowi w jakiejkolwiek formie.

Ulgę rozlicza się w następnym roku podatkowym poprzez wypełnienie specjalnego formularza będącego załącznikiem do rocznej deklaracji rozliczeniowej CIT/PIT.

Koszty poniesione na działalność sportową

Ulga sponsoringowa jest preferencją podatkową, dlatego korzystanie z niej zostało ograniczone przez ustawodawcę. W przypadku wspierania działalności sportowej preferencja obejmuje wydatki na finansowanie klubu sportowego niedziałającego w celu osiągnięcia zysku, ponoszone na realizację następujących celów wpływających na poprawę warunków uprawiania sportu przez członków klubu sportowego lub zwiększających dostępność społeczności lokalnej do działalności sportowej prowadzonej przez ten klub:

  • realizację programów szkolenia sportowego,
  • zakup sprzętu sportowego,
  • pokrycie kosztów organizowania zawodów sportowych lub uczestnictwa w tych zawodach,
  • pokrycie kosztów korzystania z obiektów sportowych dla celów szkolenia sportowego,
  • sfinansowanie stypendiów sportowych i wynagrodzenia kadry szkoleniowej

Zatem nie każde wsparcie klubu będzie wiązało się z możliwością skorzystania z preferencji.

Kolejne wydatki objęte ulgą to wydatki na stypendium sportowe, czyli jednostronne, bezzwrotne świadczenie pieniężne, które jest przyznawane przez jednostki samorządu terytorialnego, ministra właściwego do spraw kultury fizycznej, organizacje pożytku publicznego lub kluby sportowe, za osiągnięcie określonego wyniku sportowego lub umożliwiające przygotowanie się do imprezy sportowej.

Ostatni wydatek na działalność sportową umożliwiający skorzystanie z ulgi to finansowanie imprezy sportowej niebędącej imprezą masową, zgodnie z odrębnymi przepisami. Jeżeli więc podatnik, chciałby zareklamować się na takiej imprezie i ponieść w związku z tym wydatek to mógłby go odliczyć 1,5 krotnie.

Koszty poniesione na działalność kulturalną

W przypadku działalności kulturalnej ulga został ograniczona podmiotowo do wydatków ponoszonych na finansowanie zarejestrowanych instytucji kultury oraz działalności kulturalnej realizowanej przez uczelnie artystyczne i publiczne szkoły artystyczne. Wszelkie wydatki przedsiębiorcy, niezależnie od ich charakteru, ponoszone na finansowanie ww. instytucji mogą korzystać z preferencji. W dużej części będą to wydatki związane z marketingiem oraz promocją. Dodatkowo podatnicy mogą wykorzystywać fakt wspierania takich instytucji w działaniach PRowych. W przypadku działalności kulturalnej ulga ma bardzo szerokie zastosowanie.

Koszty poniesione na działalność wspierającą szkolnictwo wyższe

W tym przypadku podatnicy mają różne drogi na skorzystanie z preferencji. W celu skorzystania z ulgi konieczne jest zawarcie umowy z uczelnią.

W ramach pierwszej drogi, uldze podlegają wydatki na finansowanie stypendiów, przez co podatnik może pełnić funkcję mecenasa nauki i wykorzystywać ten fakt w działalności marketingowej. Ponadto często negocjuje z uczelnią możliwość ekspozycji na uczelni co wpływa na pozyskiwanie pracowników z rynku i budowanie wartości marki.

Drugi katalog wydatków to finansowanie staży i praktyk zawodowych, dzięki czemu podatnicy mogą pozyskać pracownika, a jego koszty rozliczyć w ramach ulgi.

Ostatni katalog wydatków objętych preferencją to wydatki na rozwój pracowników i finansowanie różnego rodzaju studiów podyplomowych, dualnych czy specjalnych. Taki rodzaj wydatków często występuje u pracowników, głównie z uwagi na potrzebę rozwijania kompetencji pracowników, zwiększenie motywacji oraz zwiększenie katalogu benefitów pracowniczych. Biorąc pod uwagę korzyści wynikające z ulgi podatnicy powinni przeanalizować oferowane możliwości rozwoju pracowników w postaci szkoleń, kursów etc., ponieważ zmiana podejścia może prowadzić do dużych benefitów podatkowych.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Czy inwestorzy nie lubią Polski?

Złośliwi uważają już, że polski rynek jest obecnie tak słaby, że szoruje po dnie i niżej się już nie da. Fatalna sytuacja PLN nie poprawiła się nawet przez słabość dolara. Polska giełda również nie napawa optymizmem.

Niespodziewana korekta na rynkach

Wczoraj ku zaskoczeniu wielu inwestorów w godzinach popołudniowych byliśmy świadkami osłabiania się dolara względem euro o około 2 centy. Patrząc na inne pary walutowe, jest to wynik raczej sygnałów od strony dolara niż euro. Wynika to z tego, że dolar tracił również względem innych głównych walut. Wczorajsze wystąpienie Jerome’a Powella było wydarzeniem, na które wielu inwestorów czekało. Sporym zawodem była zapowiedź, że nie będzie on komentował polityki monetarnej. Najwyraźniej inwestorzy uznali, że nie ma zatem podstaw by kontynuować ruch umacniający dolara względem euro i przyszedł czas na realizację zysków. Odbicie o dwa centy to 40% ruchu z ostatniego półtora tygodnia. Jest to zatem wartość, która w przypadku takich korekt nie powinna być uznawana za nic niestandardowego. Nie wyklucza to oczywiście kontynuacji ruchu w dół dzisiaj.

Słabość dolara nie pomogła złotemu

Wygląda na to, że inwestorzy przestali wierzyć w polskiego złotego. Zwyczajowo słabość dolara pomagała polskiej walucie. Teraz jednak odbicie widzieliśmy realnie tylko na parze dolar-złoty. Na pozostałych były to raczej drobne dostosowania, które szybko zostały zmiecione. O tym jak duże problemy ma polska waluta najlepiej świadczy fakt, że jeszcze we wtorek euro było 10 groszy tańsze niż obecnie. Tak w ciągu niecałych 48 godzin euro podrożało z 4,76 zł na 4,86 zł. Rozmawiamy o walucie, z którą złoty jest silnie powiązany. Na słabość złotego wpływa obecnie dodatkowy czynnik ryzyka kolejnej ofensywy rosyjskiej. Na razie nie są znane morale nowych rekrutów, ale wielu analityków wskazuje, że mogą być jednak wyższe niż wynika z internetowych memów.

Giełdy szukają dna

Rosnące stopy procentowe powodują, że indeksy giełdowe szukają co kilka dni nowego dna. Nie dotyczy to co prawda, tylko polskiego parkietu. W przypadku polskiego WIG20 ostatnio w mediach króluje określenie, że znowu toczymy bitwę pod Grunwaldem. Jest to nawiązanie do poziomu 1410 punktów. Należy pamiętać, że jeszcze niecały rok temu index miał wartość 2500 punktów. Oznacza to ponad 40% przecenę od szczytów. Lepiej skalę problemu oddaje fakt, że WIG20 przez ostatnie 10 lat był tylko w pojedyncze dni niżej niż obecnie. Z kolei w przypadku zachodnich indeksów przez zdecydowaną większość ostatniej dekady były niżej niż obecnie co pokazuje dobitnie brak zaufania do naszych spółek. Dociskanie ich podatkiem od nadmiarowych zysków tylko pogłębia problemy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – finalny odczyt PKB,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Minimalny podatek CIT zawieszony na 2 lata

Ministerstwo Finansów przedstawiło projekt nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Jest to nowelizacja ustawy o CIT, która idzie w ślad za wcześniej przyjętą już  nowelizacją ustawy o PIT – wpisująca się w trend poprawy przepisów podatkowych wprowadzonych od początku bieżącego roku w ramach Polskiego Ładu. Najbardziej kontrowersyjnym elementem tego projektu jest kwestia podatku minimalnego, który stanowi źródło dużych wątpliwości dla przedsiębiorców. Jego konstrukcja może sprawiać, że firmy, które nie optymalizują się podatkowo, nie stosują praktyk agresywnie optymalizacji podatkowej i tak byłyby obciążone tym podatkiem – choć miał on w założeniu ukrócić pewne nieprawidłowe praktyki.

– Podatek minimalny CIT nie może być karą za wypracowywanie niskiego poziomu zysków, czy też ponoszenie straty przez przedsiębiorców. Pomimo pewnych korekt, które zostały wprowadzone do konstrukcji tego podatku, niestety wciąż nie usuwa on wszelkich wątpliwości, które są związane z tym mechanizmem – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Natomiast pozytywną zmianą jest to, że projekt uwzględnia zawieszenie poboru podatku minimalnego na okres kolejnych dwóch lat. Oznacza to, że w praktyce firmy zapłaciłyby tę nową daninę dopiero w roku 2025. Daje to czas na transpozycję do polskiego porządku prawnego dyrektyw unijnych związanych z minimalnym opodatkowaniem transgranicznych korporacji. Wydaje się więc, że w tej formie podatek minimalny nie wejdzie w życie i w międzyczasie polski ustawodawca zyska czas, aby dostosować krajowe prawo do przepisów unijnych – analizuje Kozłowski.

Rosja od lat przygotowywała wojnę energetyczną z Europą

Panowało przekonanie że gaz, ropę można kupić tak, jak każdy inny produkt – każdy inny surowiec na rynku. Rosja natomiast od lat przygotowywała się do tego, co dzisiaj widzimy. Po pierwsze przygotowywała alternatywne szlaki dostaw swoich surowców, alternatywne również w kontekście zmiany wektora – czyli np.: Związek Sowiecki silnie opierał się na eksporcie surowców energetycznych do Europy. Rosja odziedziczyła ten prymat również teraz – czyli gros surowców energetycznych trafia do Europy. Jednak w ostatnich 15-20 latach Rosjanie powzięli bardzo dużo działań, aby zdywersyfikować swoje portfolio odbiorców czy to gazu ziemnego, czy ropy naftowej. Ci odbiorcy przez np. terminale LNG na Jamale czy na Sachalinie mogą liczyć na gaz rosyjski w różnych częściach świata – głównie azjatyckiej. To samo tyczy się ropy naftowej. Zbudowane magistrale łączące Rosję z Chinami czy to w ropie naftowej, czy w gazie ziemnym pokazują, że Rosja od lat widziała zagrożenie, widziała pewne konsekwencje swojej polityki imperialnej – z dużym naciskiem na surowce energetyczne. Od wielu lat rozważała ograniczenie podaży gazu do Europy i próby zwiększenia eksportu tego surowca do państw azjatyckich. Rosja jest i będzie bardzo silnie uzależniona od surowców energetycznych, od wpływów generowanych przez sprzedaż surowców energetycznych.

– Obecna polityka pokazuje, że Rosjanie znaleźli pewne obejście obniżenia wolumenów w sprzedaży gazu czy surowców energetycznych przez podniesienie cen tych surowców. Czyli nawet sprzedając 30-40% mniejsze wolumeny gazu, teraz zarabiają tyle samo, albo nawet więcej niż rok temu. To dlatego, że ceny gazu skoczyły z poziomu 300-400 dolarów za 1000m3 do poziomu 3000 dolarów za 1000m3. Czyli obniżony wolumen sprzedaży gazu został zbilansowany, czy nawet przekroczony przez wyższe ceny tego surowca panujące na światowych rynkach – powiedział serwisowi eNewsroom  Mariusz Marszałkowski, ekspert portalu BiznesAlert. – Oczywiście to, co Rosja sprzedaje za granicę i to, co odbija sobie na ograniczeniu sprzedaży do Europy dotyka bardzo mocno Europę – dlatego, że  duża część państw europejskich nie przewidywała takiego obrotu spraw. Nie przewidywała, że Rosja może posunąć się do działań tak stricte antyrynkowych, do których się posunęła teraz. Budowa połączeń międzysystemowych, infrastruktury takiej, jak Nord Stream czy Nord Stream 2, czy gazociąg Turkish Stream, wcześniej jawiły się w Europie Zachodniej jako projekty czysto komercyjne – które miały w założeniu ułatwić transport rosyjskiego gazu do Europy i uniknąć ewentualnych problemów na trasie tego transportu przez Europę Środkową. Zachodnie państwa Europy uwierzyły w narrację rosyjską o tym, jakoby państwa Europy Środkowej stanowiły zagrożenie dla rosyjskiego gazu biegnącego do Europy i wspierały projekty dywersyfikacji źródeł, czy kierunków dostaw rosyjskiego gazu w omijaniu państw Europy Środkowej. Dzisiaj widzimy, że ta polityka opierania się na surowcach rosyjskich okazała się fiaskiem – ponieważ rosyjski gaz przestał płynąć w ilościach, które są odpowiednie, czy konieczne do funkcjonowania gospodarki europejskiej. To spowodowało znaczny wzrost tego surowca na giełdach – wyjaśnia Marszałkowski.

EIT InnoEnergy i Santander Asset Management tworzą fundusz inwestycyjny w zakresie technologii klimatycznych

Wczoraj podczas wydarzenia The Business Booster w Lizbonie ogłoszono, że Santander Asset Management (Santander AM) i EIT InnoEnergy uruchomią fundusz venture capital climate tech, który będzie inwestował w start-upy przyspieszające transformację energetyczną.

Santander AM i EIT InnoEnergy, ogłosiły porozumienie o współpracy w celu przyspieszenia transformacji energetycznej, rozwiązania problemu bezpieczeństwa energetycznego i rosnących cen energii w Europie poprzez skierowanie kapitału do najbardziej obiecujących start-upów działających w obszarze technologii klimatycznych z portfela EIT InnoEnergy.

Nowy fundusz zapewni prywatnym bankom i inwestorom instytucjonalnym środki do inwestowania w firmy na wczesnym etapie rozwoju, które pracują nad rozwiązaniami mającymi na celu uczynienie energii przystępną cenowo, dostępną i zrównoważoną. Spółki będą pochodzić przede wszystkim z istniejącego portfela EIT InnoEnergy, który obejmuje tak różne sektory jak gospodarka obiegu zamkniętego, energia odnawialna, magazynowanie energii, efektywność energetyczna, transport i mobilność, inteligentne budynki, miasta i sieci oraz wodór.

Santander AM będzie zarządzał portfelem funduszu. Banco Santander będzie pełnił rolę inwestora, a EIT InnoEnergy będzie współinwestował w nowe rundy start-upów i nadal będzie świadczył na ich rzecz usługi mające na celu ograniczanie ryzyka biznesowego oraz przyspieszenie realizacji projektów.

Inicjatywa będzie prowadzona przez zespół, który tworzą Santiago Gil, były szef VC w Enagas, Giovanni Bologna, który niedawno dołączył do Santander AM z funduszu VC Athos
oraz Jordi López, były szef działu rozwoju biznesu w EIT InnoEnergy, który teraz w pełni poświęci się wspólnemu przedsięwzięciu.

Elena Bou, dyrektor ds. innowacji w EIT InnoEnergy mówi: „Nowy fundusz uzupełni i wzmocni nasz istniejący ekosystem i ułatwi szybką alokację kapitału, aby przyspieszyć wprowadzanie na rynek przełomowych innowacji w dziedzinie technologii klimatycznych. Jest to sytuacja korzystna nie tylko dla naszych ponad 180 innowacyjnych firm, ale także dla funduszu. Posiadanie bezpośredniego dostępu do portfela InnoEnergy zapewnia funduszowi ciągły napływ interesujących projektów, który będzie kluczowy biorąc pod uwagę duży apetyt na tego typu aktywa.”

Borja Diaz-Llanos, szef działu inwestycji alternatywnych w Santander Asset Management dodaje: „To kolejny krok w walce ze zmianami klimatu w ramach naszego zaangażowania w globalną grupę Net Zero Asset Managers. Innowacje mają kluczowe znaczenie dla osiągnięcia zerowego bilansu netto do 2050 roku. Dzięki tej inicjatywie chcemy zapewnić dodatkowy kapitał wielu start-upom o największym potencjale redukcji emisji.”

Fundusz ma być zgodny z art. 8 rozporządzenia SFDR, a dokumenty regulacyjne zostały już złożone i są zatwierdzane przez hiszpańskiego regulatora, CNMV.

Deloitte: 6 polskich banków zalicza się do grona cyfrowych liderów

Stopień cyfryzacji polskiego sektora bankowego przekracza średnią światową, a aż sześć polskich banków zalicza się do grona cyfrowych liderów, wynika z raportu Digital Banking Maturity 2022, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Banki chcące być liderami muszą zaoferować swoim klientom więcej niż tylko tradycyjne usługi finansowe. Czołowi przedstawiciele branży umożliwiają realizację zróżnicowanych działań tworzących cały ekosystem rozwiązań proponowanych użytkownikom – od zakupu ubezpieczenia po składanie wniosku o świadczenia społeczne.

W ramach piątej edycji raportu Digital Banking Maturity, największego na świecie badania bankowości cyfrowej, analizie poddane zostały 304 banki w 41 krajach. Stopień digitalizacji sektora bankowego został oceniony na postawie trzech elementów: analizy ponad 1,2 tys. funkcjonalności cyfrowych składających się na kompleksową ścieżkę klienta, badaniu preferencji konsumentów w zakresie 26 najpopularniejszych aktywności bankowych oraz identyfikacji zasad i najlepszych praktyk projektowania doświadczeń użytkowników (User Experience – UX).

Przeanalizowane banki zostały podzielone na cztery kategorie: najlepsze wyniki osiągnęli cyfrowi liderzy (digital champions) wyznaczający kierunki digitalizacji sektora bankowego, do których zalicza się 30 banków, spośród których aż sześć pochodzi z Polski. Kolejną grupę stanowią pretendenci (digital smart followers), usiłujący naśladować liderów branży. Ostatnie dwie grupy to naśladowcy (digital adopters), będący w początkowych fazach cyfryzacji swojej działalności, oraz mający największe zaległości w tym obszarze maruderzy (digital latecomers).

– Decyzja o zaangażowaniu w cyfryzację przyniosła światowym liderom wymierne korzyści. Banki charakteryzujące się wysokim stopniem rozwoju kanałów cyfrowych okazały się być nie tylko bardziej odporne na zawirowania spowodowane pandemią koronawirusa, ale również odnotowały o 1,5 punktu procentowego wyższy poziom rentowności kapitału własnego niż mniej zdigitalizowane podmioty sektora bankowego – mówi Michael Wodzicki, partner Monitor Deloitte.

Wszechstronność konta kluczem do sukcesu

Autorzy raportu wskazują, że upowszechnienie zdalnych usług bankowych nieodwracalnie zmieniło sektor bankowy. Możliwość zdalnego otwarcia konta osobistego w przynajmniej jednym z dwóch kanałów – przez Internet lub poprzez aplikację mobilną – oferuje obecnie 80 proc. cyfrowych liderów oraz niemal 70 proc. pozostałych banków. Zmiany te, w połączeniu z wejściem w życie aktów prawnych takich jak dyrektywa PSD2, wymuszają rozszerzenie wachlarza usług, z których skorzystać mogą osoby posiadające rachunki bankowe, np. o zarządzanie wieloma kontami za pośrednictwem jednej aplikacji.

– Dzisiejszy klient oczekuje od banku możliwości realizacji szeregu operacji, takich jak zakup ubezpieczenia, składanie wniosku o świadczenia społeczne czy opłacenie biletu parkingowego. W ostatnich latach na znaczeniu zyskały usługi dodatkowe, które mimo niewielkiego wpływu na wynik finansowy są skutecznym sposobem na zwiększenie zaangażowania i lojalności klientów. Co więcej, umożliwiają pozyskiwanie większej ilości danych o konsumentach, co pomaga bankom w personalizacji oferowanych produktów – dodaje Michael Wodzicki.

Polski sektor stawia na kanały mobilne

Podobnie jak w poprzedniej edycji raportu Digital Banking Maturity, polskie banki uzyskały wyniki powyżej światowej średniej w obszarze cyfryzacji usług bankowości detalicznej. Jedną z przewag lokalnego sektora jest proces otwarcia konta z wykorzystaniem smartfona i aplikacji bankowej – możliwość tę oferuje 80 proc. polskich banków, podczas gdy nawet wśród globalnych cyfrowych liderów odsetek ten wynosi aż o 13 punktów procentowych mniej.

Polski sektor bankowy jest również świadomy korzyści wynikających z rozszerzenia oferty usług cyfrowych i rozbudowywania relacji z klientem. Obok działań na rzecz rozwoju „codziennych” funkcjonalności bankowych (dotyczących np. zarządzania kontem, wykonywania przelewów), to właśnie w tym obszarze dokonano największych inwestycji. Spośród wszystkich sekcji najbardziej wyróżnia się rozwój oferty narzędzi inwestycyjnych oraz zdalnego zarządzania kartami płatniczymi.

Polskie banki zauważyły, że klienci poszukują narzędzi do zarządzania osobistymi środkami, co stało się szczególnie widoczne w czasach wysokiej inflacji. Wiele osób usiłuje uchronić wartość swoich oszczędności, co z kolei przekłada się na wzrost popularności takich produktów jak lokaty strukturyzowane czy jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych, które można nabyć za pomocą aplikacji mobilnej. Nie bez znaczenia jest także dążenie sektora bankowego do integracji usług i stworzenia ekosystemu, z którego polscy klienci, cechujący się skłonnością do korzystania z narzędzi cyfrowych, chętnie skorzystają – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider zespołu doradztwa regulacyjnego i ryzyka, lider sektora finansowego w Polsce, Deloitte.

Aplikacja mobilna kluczem do sukcesu

Coraz częstsza obecność urządzeń mobilnych w życiu codziennym znajduje odzwierciedlenie w digitalizacji usług bankowych. Do najczęściej wykonywanych operacji przy pomocy smartfona należą: wyszukiwanie informacji o produktach bankowych, sprawdzanie stanu konta, wykonywanie przelewów oraz inwestowanie.

Preferencje klientów przekładają się także na sytuację na polskim rynku. Na przestrzeni ostatnich lat banki w Polsce istotnie zwiększyły funkcję informacyjną aplikacji mobilnej (możliwość uzyskania informacji o produktach, cennikach, itp.) – w porównaniu z poprzednią edycją badania ich zaawansowanie zwiększyło się aż o 41 p.p., do poziomu 69 proc. Zauważalnie wzrosła również mobilna dostępność funkcjonalności otwierania konta (o 20 p.p.) oraz budowania relacji z klientem (o 18 p.p.) poprzez usługi dodatkowe.

– W mocno zdigitalizowanym świecie coraz więcej czynności dokonujemy za pomocą smartfona. Polscy konsumenci, charakteryzujący się skłonnością do korzystania z rozwiązań mobilnych, oczekują od banku możliwości zaspokajania codziennych potrzeb, od sprawdzania stanu konta po wybór produktu inwestycyjnego. Co więcej, wielu Polaków z zamiłowaniem korzysta z narzędzi takich jak BLIK, które w łatwy sposób pozwalają np. dokonywać szybkich płatności internetowych, czy rozliczeń bezpośrednio na telefon. W najbliższej przyszłości te banki, które wykażą się największą otwartością na tego typu rozwiązania, będą w stanie dołączyć do grona cyfrowych liderów – mówi Wiesław Kotecki, partner, lider zespołu Customer Strategy and Design, Deloitte Digital.

Duży spadek liczby udzielonych kredytów dla mikrofirm w sierpniu 2022 r.

W sierpniu 2022 r., w porównaniu do sierpnia 2021 r., banki udzieliły mniej kredytów mikroprzedsiębiorcom zarówno w ujęciu liczbowym (-14,4%), jak i wartościowym (-22,8%). W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-43,4%) mniej kredytów inwestycyjnych oraz o (-22,1%) mniej kredytów obrotowych. W przypadku kredytów w rachunku bieżącym dynamika również jest ujemna i wyniosła (-0,8%). Spadła w porównaniu do sierpnia 2021 r. wartość udzielonych kredytów inwestycyjnych o (-57,8%) oraz kredytów obrotowych o (-24,8%). Wartość kredytów w rachunku bieżącym udzielonych w sierpniu 2022 r. w porównaniu do sierpnia 2021 r. wzrosła o (+11,5%).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

W okresie styczeń–sierpień 2022 r. liczba udzielonych kredytów w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. spadła o (-11,4%) w ujęciu liczbowym oraz o (-7,4%) w wartościowym. Przy czym w ujęciu ilościowym ujemna dynamika wystąpiła w przypadku wszystkich rodzajów kredytów, a najwyższa w przypadku kredytów inwestycyjnych (-31,8%). W ujęciu wartościowym ujemna dynamika (-26,3%) dotyczy kredytów inwestycyjnych oraz kredytów obrotowych (-5,7%). Natomiast dodatnia dynamika charakteryzowała kredyty w rachunku bieżącym (+4,7%).

– Sierpniowe wyniki liczby i wartości kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorstwom nie zaskakują, gdyż trend spadkowy w kredytowaniu firm widać już od wielu miesięcy. Jednak to, co niepokoi jest spadek o blisko 58 proc. wartości udzielonych kredytów inwestycyjnych. W okresie ośmiu miesięcy jest to spadek o 1/3. Nie jest to bynajmniej wyraz pasywności kredytowej przedsiębiorców, a raczej przejaw rosnącej niepewności wynikającej z obecnych warunków makroglobalnych, w tym wojny w Ukrainie, jak i makroekonomicznych, zwłaszcza kryzysu energetycznego. Wysoka inflacja i wzrost kosztów obsługi kredytów w wyniku rosnących stóp procentowych nie skłaniają właścicieli firm do ponoszenia ryzyka – ocenia dr hab.Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– Z uwagi na rosnącą awersję do ryzyka wysoce prawdopodobna jest perspektywa zatrzymania procesów inwestycyjnych, co będzie miało negatywne konsekwencje w przyszłości. Już obecnie udział inwestycji do PKB wynosi 15 proc. – ostrzega prof. Rogowski.

– W sierpniowych wynikach uwagę zwraca ponad 11 proc. wzrost r/r wartości kredytów w rachunku bieżącym udzielonych mikroprzedsiębiorcom przez banki. W tym segmencie kredytowania wprawdzie nie ma utrwalonego trendu, ale można się spodziewać, że w związku z rosnącą inflacją mikroprzedsiębiorcy będą teraz inwestować w zapasy materiałów i produktów, częściowo finansowanych kredytem w rachunku bieżącym. Mikroprzedsiębiorcom kończą się również środki uzyskane z tarcz covidowych – dodaje główny analityk Grupy BIK.

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Sierpniowy odczyt Indeksu jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 4,88% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on na bezpiecznym poziomie. Produktowe Indeksy jakości w sierpniu 2022 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 2,50%, kredyty w rachunku bieżącym 3,52% oraz kredyty obrotowe 8,87%. W sierpniu 2022 r. w porównaniu do lipca 2022 r. pogorszył się (wzrósł) ogólny Indeks jakości o (+0,17). Indeks pogorszył się (wzrósł) również w porównaniu do sierpnia 2021 o (+0,39). W okresie 12-miesięcznym pogorszyły się Indeksy wszystkich trzech rodzajów kredytów. Najwyższe pogorszenie Indeksu wystąpiło w przypadku kredytów obrotowych (+0,55).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według sektorów

Na 10,4 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w sierpniu br., 5,0 tys. zaciągnęły firmy usługowe (48%) i 2,5 tys. handlowe (24%). Łącznie więc 72% udzielonych w sierpniu 2022 r. kredytów przypada na te dwa sektory. Z całkowitej kwoty 1,351 mld zł, banki udzieliły 486 mln zł (36,0%) kredytów firmom z sektora usług oraz 379 mln zł (28,0%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to w sierpniu 2022 r. 64,0% łącznej wartości udzielonych kredytów mikroprzedsiębiorcom.

W sierpniu 2022 r. najwyższy spadek r/r liczby udzielonych kredytów dotyczył finansowania budownictwa (-16,7%) oraz handlu (-16,0%). W ujęciu wartościowym w sierpniu 2022 r. w porównaniu do sierpnia 2021 r. ujemna dynamika dotyczyła kredytów dla wszystkich sektorów. Najwyższa ujemna dynamika dotyczyła wartości kredytów udzielonych firmom usługowym (-26,6%) oraz handlowym (-25,6%).

W okresie styczeń-sierpień 2022 r. banki udzieliły mniej kredytów w porównaniu do analogicznego okresu ub.r. we wszystkich sektorach. Najbardziej spadła o (-16,4%) liczba kredytów udzielonych firmom handlowym oraz produkcyjnym (-15,8%). W ujęciu wartościowym banki udzieliły w ośmiu miesiącach br. 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku niższego finansowania firmom z trzech sektorów. Najwyższy spadek dotyczył udzielenia finansowania firmom produkcyjnym (-19,1%) oraz handlowym (-12,1%). W tym okresie wzrosła jedynie wartość udzielonych kredytów firmom budowlanym o (+3,2%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w sierpniu 2022 r. spłacane były kredyty przez firmy handlowe – wartość Indeksu wyniosła 5,13%. Najlepszy (najniższy) odczyt w sierpniu br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora budownictwo i wyniósł 4,49%.

W porównaniu do sierpnia 2021 r. Indeks pogorszył się (wzrósł) w trzech branżach: produkcji (+1,11), budownictwie o (+0,95) oraz handlu o (+0,51). Niewielką poprawę na poziomie (-0,01) odnotował Indeks w branży usługowej.

Członek zarządu może się wybronić przed zakazem prowadzenia działalności gospodarczej

Zakaz prowadzenia działalności gospodarczej to koszmarny sen każdego członka zarządu spółki. Może do tego doprowadzić m.in. niezłożenie we właściwym terminie wniosku upadłościowego. Czy w takiej sytuacji można skutecznie wybronić się przed negatywną decyzją sądu? Eksperci przekonują, że jest to możliwe.

W ciągu pierwszych 6 miesięcy tego roku sądy ogłosiły 526 upadłości i restrukturyzacji firm – to o ponad 38 proc. więcej niż rok wcześniej. Drugie półrocze zapowiada się tylko gorzej. Zarządy wielu spółek będą zmuszone do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. Powinny to jednak zrobić we właściwym terminie – 30 dni od wystąpienia podstawy do ogłoszenia upadłości. Skutkiem niezłożenia wniosku na czas może być orzeczenie przez sąd zakazu prowadzenia działalności gospodarczej – od 1 roku do nawet 10 lat.

Zakaz obejmuje nie tylko prowadzenie działalności na własny rachunek, ale również sprawowanie szeregu funkcji, np. pełnienie funkcji reprezentanta spółki handlowej. Sytuację mocno komplikuje fakt, że z wnioskiem o zakaz prowadzenia działalności gospodarczej może wystąpić do sądu szereg podmiotów – począwszy od wierzyciela, syndyka, a skończywszy na prokuratorze. Wnioski takie coraz częściej jako wierzyciele składają ZUS i Urzędy Skarbowe. Ilość i ranga tych instytucji nie zawsze oznacza, że przedsiębiorca jest na straconej pozycji. – tłumaczy Norbert Banaszek z firmy doradczej Lege Advisors.

Jak skutecznie się bronić?

Przede wszystkim należy ustalić, czy wniosek o zakaz został złożony przez osobę do tego uprawnioną (art. 376 Prawa upadłościowego) i we właściwym terminie. Sąd nie rozpatrzy takiego wniosku, jeżeli złożony został ponad rok od dnia ogłoszenia upadłości albo od dnia oddalenia wniosku o ogłoszenie upadłości spółki. A w sytuacji, gdy wniosek upadłościowy nie został w ogóle złożony – w terminie 3 lat od dnia ustania stanu niewypłacalności albo wygaśnięcia obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości przez daną osobę/instytucję.

A jeśli wniosek o zakaz prowadzenia działalności został złożony przez osobę uprawnioną z zachowaniem terminu? – Sąd może oddalić wniosek o orzeczenie zakazu prowadzenia działalności gospodarczej, jeżeli zarząd złożył już wniosek o otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego, przyspieszonego postępowania układowego, postępowania układowego lub sanacyjnego.wyjaśnia Przemysław Furmanek z Kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Ważna jest sytuacja ekonomiczna firmy dłużnika

Istotne jest, że przy orzekaniu zakazu prowadzenia działalności, sąd bierze także pod uwagę stopień winy przedsiębiorcy oraz skutki podejmowanych działań. W szczególności obniżenie wartości ekonomicznej przedsiębiorstwa upadłego i rozmiar pokrzywdzenia wierzycieli.

Kluczową w takiej sytuacji jest analiza finansowa przedsiębiorstwa, od momentu, w którym powinien zostać złożony wniosek o ogłoszenie upadłości. W szczególności z perspektywy zaspokojenia wierzycieli. Prawdopodobieństwo obniżenia wartości finansowej przedsiębiorstwa i znaczne pokrzywdzenie wierzycieli, bywają dla sądu podstawą do skorzystania z opinii biegłego. mówi Norbert Banaszek z firmy doradczej Lege Advisors.

Opinia biegłych może być kluczowa

Zdarza się, że biegli sądowi wykazują, iż wartość finansowa firmy upadłego w trakcie kadencji członka zarządu, którego dotyczył wniosek o zakaz działalności, nie uległa obniżeniu, ale wręcz wzrosła. Co więcej, biegli w opinii mogą potwierdzić, że zmiana głównego profilu działalności dawała perspektywę na oddalenie zagrożenia upadłością. – Podobne ustalenia mogą okazać się kluczowe dla sprawy. W ich efekcie sąd może wniosek o zakaz oddalić. Uzna bowiem, że wnioskodawca nie wykazał, aby doszło do obniżenia wartości ekonomicznej przedsiębiorstwa upadłego i zwiększenia pokrzywdzenia wierzycieli na skutek niezłożenia w terminie wniosku o upadłość. przekonuje Przemysław Furmanek z Kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Norbert Banaszek zauważa, że w jednej ze spraw o zakaz prowadzenia działalności gospodarczej, sąd stwierdził, że „analizując pokrzywdzenie wierzycieli należy brać pod uwagę ich ogół, a nie sytuację wierzyciela wnioskującego o zakaz prowadzenia działalności”.
To bardzo ważna informacja dla wszystkich firm-dłużników. – podkreśla ekspert