Zmiany w wynagrodzeniach już od 1 lipca 2022 roku

Polski Ład wprowadził do tej pory wiele zmian. Niedawno jednak ustawodawca zdecydował o wdrożeniu kolejnych, nowych przepisów podatkowych – również w kontekście wynagrodzeń.

Niedawno przyjęte przepisy Polskiego Ładu sprawiają, że już wkrótce nastąpią zmiany podatkowe, takie jak likwidacja ulgi dla klasy średniej czy wprowadzenie możliwości odliczania składki zdrowotnej przedsiębiorców tak na podatku liniowym, ryczałcie, jak i karcie podatkowej. Z racji tego, iż na mocy zmian obniżeniu ulegnie również podatek PIT z 17 proc. do 12 proc., na działy kadrowo-płacowe czekają wkrótce nowe obowiązki. W jaki sposób wpłynie to na poziom wynagrodzenia?

Na wstępie należy zauważyć, iż ustawodawca utrzymał zarówno kwotę wolną od podatku na poziomie 30 tys. złotych, jak i kwotę stanowiącą górną granicę pierwszego przedziału skali w wysokości 120 tys. złotych – tłumaczy Maciej Blajer z Systim.pl.

Zmienne i warunki wpływające na wysokość wynagrodzenia

Niemniej obniżenie stawki podatku w tym przedziale z 17 do 12 proc. sprawiło, iż zmieniła się kwota zmniejszająca podatek do 3600 złotych (300 złotych w skali miesiąca). Na ostateczny kształt wynagrodzenia wpłyną również inne zmienne.  Trzeba bowiem pamiętać, że po 1 lipca 2022 roku na wysokość wynagrodzenia wpłyną między innymi koszty uzyskania przychodu.  

– Dodatkowo, aby płatnik potrącał kwotę zmniejszającą podatek konieczne będzie złożenie przez podatnika PIT-2. Przy czym w ramach nowelizacji oświadczenie to składać będą mogli również ci podatnicy, którzy uzyskują przychody z umów zlecenia czy umów o dzieło. Co ciekawe, zgodnie z nowelizacją podatnik będzie mógł złożyć oświadczenie maksymalnie trzem płatnikom, a nie jak dotychczas wyłącznie jednemu – dodaje specjalista z Systim.pl.

Koniec z podwójnym liczeniem oraz porównywaniem zaliczek na PIT

Jak rzecz się ma z zaliczkami na podatek dochodowy? Już wkrótce płatnicy nie będą zmuszeni do podwójnego liczenia oraz porównywania zaliczek na PIT – choć mechanizm ten obecnie reguluje art. 53a ustawy o PIT, od 1 lipca przepis ten ma zostać uchylony. Co ważne, w niektórych przypadkach zmiana ta pozwoli wyeliminować ryzyko sporych dopłat w rocznym rozliczeniu podatkowym.

Pozostawienie zwiększonej kwoty wolnej od podatku (na poziomie 30 tys. złotych) oraz podwyższonego pierwszego progu podatkowego (w wysokości 120 tys. złotych) bez wątpienia sprawi, iż zmiany wprowadzone od 1 lipca 2022 r. będą korzystne dla szerokiej grupy podatników. Dotyczy to jednak osób zarabiających zdecydowanie więcej niż średnia krajowa – na zmianach bowiem z pewnością nie zyskają osoby o dochodach do 2,5 tys. złotych netto miesięcznie.

Pokora u menedżerów przychodzi z wiekiem – kto jest liderem, a kto superbohaterem?

Młodsi, szybko awansujący i pełni zapału widzą w sobie superbohaterów. Starsi, zaprawieni w boju swoje kompetencje opierają na wieloletnim doświadczeniu, często też swoje działania motywują tzw. efektem dworu. Polscy menedżerowie są pewni siebie i mają wysoką samoocenę. Eksperci z Akademii Leona Koźmińskiego zbadali kompetencje i sposób zarządzania menedżerów w 5 krajach. Jak na tle innych państw wypadają Polacy?

Zespół naukowców pod kierunkiem prof. Andrzeja Koźmińskiego z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie od lat bada teorie związane z przywództwem. We wcześniejszych pracach pokazano, że prawdziwy przywódca potrafi przewidywać przyszłość, pobudzać innych do działania, wyciągać wnioski z sukcesów i porażek. Teraz badacze skupili się już nie tyle na przywódcach, ile na szczeblu menedżerskim. Po przebadaniu 200 specjalistów w 5 krajach: Polsce, Japonii, Indiach, USA i Francji, badacze pokazują, jak polscy menedżerowie wypadają na tle liderów z innych państw. Niezależnie od kraju pochodzenia najlepiej oceniali się menedżerowie do 30. roku życia i po 54. roku życia.

Najmłodsi wierzą w swoją nieomylność

Badacze zauważyli, że najmłodsza grupa menedżerów bardzo wysoko oceniała swoje kompetencje przywódcze i zdolność do pokonywania ograniczeń. Jednak nie zawsze wysoka samoocena pokrywała się z umiejętnościami lidera.

– Menedżerowie, którzy są młodzi, traktują siebie jako superbohaterów. Być może jest to zabieg wizerunkowy, czyli próba kreowania się w swojej organizacji na człowieka, który sobie świetnie radzi. To ma się przekładać na szybki awans i większe możliwości – twierdzi współautorka badania dr hab. Anna Baczyńska z Katedry Zarządzania Akademii Leona Koźmińskiego.

Jak wskazują badacze, takie zachowanie często widoczne jest wśród początkujących liderów, którzy nie mają jeszcze dużego doświadczenia na szczeblu menedżerskim, ale cechują się dużymi aspiracjami i ambicją, która napędza wysoką samoocenę.

– Takie osoby ze względu na to, że nie mają na tyle doświadczenia, mogą także nie do końca trafnie oceniać swoje kompetencje, bo na ich koncie nie ma jeszcze znaczących porażek i sukcesów. Czasami taki mechanizm działa w handlu. Jeśli jest jakiś martwy obszar sprzedaży w firmie, mówi się, by wpuścić tam młodego przedstawiciela, bo on jeszcze nie wierzy w to, że cokolwiek jest niemożliwe – mówi dr hab. Anna Baczyńska.

Doświadczenie równa się pokora

Najtrafniej swoje kompetencje oceniła grupa menedżerów w wieku od 31 do 54 lat. Według badaczy taki moment kariery to pole do rozwoju swoich kompetencji. – Oni mieli już pierwsze porażki i sukcesy, widzą, że są na rynku także inne osoby, być może skuteczniejsze. W związku z tym mają więcej pokory, potrafią dostrzec swoje ograniczenia, a na pewno są świadomi, że jeszcze dużo muszą się nauczyć. Ale to sukcesy konstytuują poczucie własnej wartości – zauważa dr hab. Anna Baczyńska.

Zespół badawczy z Akademii Leona Koźmińskiego tę tendencję zauważa u najstarszych menedżerów, powyżej 54. roku życia, którzy obok najmłodszych najwyżej oceniali swoje kompetencje. Autorzy badań wskazują również, że wśród najstarszej grupy najczęściej występowali prezesi firm i członkowie zarządów.

Osoby na tak wysokich stanowiskach to takie, które na przestrzeni wielu lat pracy doświadczyły znacznych porażek, ale też odnosiły sukcesy, które doprowadziły ich do obecnego stanowiska. Suma tych doświadczeń to także motor napędowy wysokiej samooceny – mówi dr hab. Anna Baczyńska.

Badaczy zaciekawił także element, który pojawia się wśród motywacji najbardziej doświadczonych menedżerów. Chodzi o tzw. efekt dworu. – Menedżer staje się królem organizacji, ma szerokie pole decyzyjności. Jeżeli pojawia się presja w sposobie zarządzania, wówczas pracownicy mogą np. zatajać niewygodne fakty, aby uniknąć kary. Przez to samoocena menedżera o sposobie zarządzania firmą może być bardzo wysoka, ponieważ rośnie w nim poczucie o własnej nieomylności, ale rzeczywistość okazuje się zupełnie inna – dodaje dr hab. Anna Baczyńska.

Polscy menedżerowie na pierwszym miejscu

Polscy menedżerowie wypadają najlepiej w zakresie samooceny swoich kompetencji w porównaniu z konkurentami z USA, Francji, Indii i Japonii. Z badań wyłania się obraz kultur organizacji. Najbardziej podobni w ocenie swoich kompetencji jesteśmy do Francuzów. Z kolei hinduscy menedżerowie są podobni do Amerykanów. Najniżej plasują się Japończycy, którzy uważają, że jeszcze długa droga przed nimi w zakresie rozwoju kompetencji liderskich, wpływu na organizację i pokonywania ograniczeń.

Indywidualne społeczeństwa muszą wciąż udowadniać swoje kompetencje. To widać na przykładzie Polski, ale też np. USA czy Francji. Hindusi są z kolei pod wpływem wzorców anglosaskich. Japończycy są nieco mniej otwarci na globalizację, a pewne rozwiązania organizacyjne, udoskonalane od lat, wolą niejako trzymać dla siebie. To swoista kultura udoskonalania wpływa na ich niskie wyniki samooceny – mówi dr hab. Anna Baczyńska.

Co napędza, a co blokuje

Zespół badawczy z Akademii Leona Koźmińskiego formułuje także listę najważniejszych kompetencji menedżerów. Okazuje się bowiem, że menedżer to nie zawsze lider, a lider nie zawsze musi posiadać doświadczenie menedżerskie. To rozdzielenie pojęć ma pomóc organizacjom we wdrażaniu rozwiązań z zakresu zarządzania. Kompetentny menedżer ma umiejętność wyznaczania wartości, potrafi przewidywać przyszłość, wyciągać wnioski z różnych sytuacji, być wizjonerem i pobudzać do inicjatywy.

Te najważniejsze kompetencje składają się na obraz lidera, który wskazuje normy zachowań, potrafi przewidywać kilka kroków naprzód – w relacjach i w działalności firmy. Ma też umiejętność autorefleksji, ale dzięki swojej postawie potrafi zaangażować innych i zachęcić do pomysłowości – zaznacza dr hab. Anna Baczyńska

Badacze zauważają też, że menedżerowie w wielu przypadkach mogliby się wykazać kompetencjami, ale na ich drodze stają ograniczenia. W ankietach najczęściej wskazywano na te związane z walką o władzę i zasoby firmy, ograniczenia dostępu do informacji i ich przetwarzania oraz emocjonalne – związane ze stosunkiem do lidera firmy.

O badaniu

Badanie na menedżerach z 5 państw: Polski, Francji, USA, Indii i Japonii, zostało przeprowadzone od stycznia 2019 do stycznia 2022 przez naukowców z Akademii Leona Koźmińskiego pod kierownictwem prof. Andrzeja Koźmińskiego.

Zmiany w zakresie okoliczności łagodzących w wyroku karnym

Na kanwie wydanego ostatnio wyroku skazującego Beatę Kozidrak oraz jego kontrowersyjnego – dla niektórych – uzasadnienia, nie sposób nie wspomnieć o projektowanych zmianach w zakresie dyrektyw wymiaru kary, w szczególności w zakresie wskazania w przepisach katalogów (otwartych) okoliczności obciążających i okoliczności łagodzących, które sąd winien uwzględniać przy wymiarze kary. Obecnie w Sejmie RP procedowany jest projekt ustawy zmieniającej przepisy kodeksy karnego w zakresie dotyczącym m.in. dyrektyw wymiaru kary (druk sejmowy nr 2024). Projekt jest obecnie przedmiotem prac Komisji Nadzwyczajnej do spraw zmian w kodyfikacjach.

W uzasadnieniu projektu wskazano, że „wprowadzając ustawowe okoliczności łagodzące i obciążające, projekt ma na celu ukierunkowanie sądu na szczególne ich uwzględnienie przy wymiarze kary. Proponowane okoliczności są już obecnie uwzględniane w orzecznictwie, jednakże nadanie im charakteru ustawowego spowoduje konieczność głębszego rozważenia ich wpływu na rozstrzygnięcia i wyjaśnienia tego wpływu w uzasadnieniach wyroków. Dodatkowo będzie to sprzyjać transparentności i czytelności orzeczeń dla stron oraz opinii publicznej (…)”. (por. str. 20 uzasadnienia projektu).

Proponowana zmiana wprowadza otwarty katalog („w szczególności”) okoliczności łagodzących (art. 53 § 2b k.k.), do których należeć mają: 1) popełnienie przestępstwa w wyniku motywacji zasługującej na uwzględnienie, 2) popełnienie przestępstwa pod wpływem gniewu, strachu lub wzburzenia, usprawiedliwionych okolicznościami zdarzenia, 3) popełnienie przestępstwa w reakcji na nagłą sytuację, której prawidłowa ocena była istotnie utrudniona z uwagi na okoliczności osobiste, zakres wiedzy lub doświadczenia życiowego sprawcy, 4) podjęcie działań zmierzających do zapobieżenia szkodzie lub krzywdzie, wynikającej z przestępstwa, albo do ograniczenia jej rozmiaru, 5) pojednanie się z pokrzywdzonym, 6) naprawienie szkody wyrządzonej przestępstwem lub zadośćuczynienie za krzywdę wynikłą z przestępstwa, 7) popełnienie przestępstwa ze znacznym przyczynieniem się pokrzywdzonego, 8) dobrowolne ujawnienie popełnionego przez siebie przestępstwa organowi powołanemu do ścigania przestępstw.

Propozycja wprowadzenia katalogu okoliczności łagodzących stanowi zasadniczą zmianę w stosunku do dotychczasowych przepisów prawa karnego, bowiem takiego katalogu nie zawierał ani kodeks karny z 1969 roku, nie też kodeks karny z 1932 roku. Co ciekawe, listę okoliczności łagodzących zawierał jednak kodeks karny Wojska Polskiego z 1944 roku (wszedł w życie z mocą wsteczną od 1 września 1939 roku), była to jednak lista odmienna niż ta, która znajduje się w proponowanej zmianie przepisów i obejmowała m.in. szlachetne pobudki, nienaganny tryb życia, stan głodu lub zbieg ciężkich warunków osobistych lub rodzinnych, a także ciemnotę lub przypadkowy zbieg okoliczności.

O ile w przepisach kodeksu karnego brak było dotychczas katalogu okoliczności łagodzących, to tego rodzaju katalog (również otwarty) funkcjonuje w przepisach kodeksu wykroczeń (art. 33 § 3 k.w.) i obejmuje: (1) działanie sprawcy wykroczenia pod wpływem ciężkich warunków rodzinnych lub osobistych, (2) działanie sprawcy wykroczenia pod wpływem silnego wzburzenia wywołanego krzywdzącym stosunkiem do niego lub do innych osób, (3) działanie z pobudek zasługujących na uwzględnienie, (4) prowadzenie przez sprawcę nienagannego życia przed popełnieniem wykroczenia i wyróżnianie się spełnianiem obowiązków, zwłaszcza w zakresie pracy, (5) przyczynienie się lub staranie się sprawcy o przyczynienie się do usunięcia szkodliwych następstw swego czynu.
Czy wprowadzenie takiego katalogu będzie miało zasadniczy wpływ na orzecznictwo? Należy zwrócić uwagę, że wiele z okoliczności, które zawiera proponowany katalog jest już obecnie branych pod uwagę przy wymierzaniu kary za przestępstwo, stąd nie należy przypuszczać, by nastąpiła znacząca zmiana w zakresie wymiaru kary. Nie można także tracić z pola widzenia okoliczności, że przecież proponowana zmiana przepisów zawiera katalog otwarty, stąd w konkretnej sprawie sędzia będzie mógł brak pod uwagę inne okoliczności, niewymienione w przepisie, a mające w jego ocenie wpływ na wymiar kary, jaka zostanie orzeczona wobec oskarżonego.

Autor: mec. Jacek Jaruchowski

Agnieszka Krzekotowska i Dorota Pacławska senior partnerami w Colliers

Agnieszka Krzekotowska i Dorota Pacławska awansowały na stanowisko senior partnerów w Colliers, wiodącej firmie doradczej na rynku nieruchomości oraz zarządzania inwestycjami. Tym samym grono senior partnerów w firmie powiększyło się do 10 osób. Poza Agnieszką i Dorotą należą do niego: Monika Rajska-Wolińska, Paweł Skałba, Maciej Chmielewski, Sylwia Pędzińska, Piotr Mirowski, Jonathan Cohen, Marta Machus-Burek oraz Dorota Wysokinska-Kuzdra.

Agnieszka Krzekotowska na co dzień pełni funkcję dyrektora Działu Zarządzania Nieruchomościami, a Dorota Pacławska dyrektora ds. finansowych na region Europy Środkowo-Wschodniej w Colliers. Awanse wzmacniają pozycje rynkową Colliers – poszerzenie grona udziałowców o senior partnerów z nowymi kompetencjami przełoży się na jeszcze bardziej kompleksowe współtworzenie strategii dla całej grupy kapitałowej.

— Agnieszka i Dorota to wybitne ekspertki o imponującym doświadczeniu, wiedzy, ale co również niezwykle istotne w naszej branży – wyjątkowych umiejętnościach interpersonalnych, dzięki którym zbudowały zgrane i kompleksowe zespoły będące wsparciem dla naszych klientów. Ich zaangażowanie i profesjonalizm stanowią ogromną wartość dla firmy zarówno w Polsce, jak i w regionie. Wierzę, że nowe stanowiska będą dla nich szansą na ciekawe wyzwania i dalszy rozwój zawodowy, co przyczyni się również do rozwoju całej organizacji — mówi Monika Rajska-Wolińska, dyrektor generalna Colliers na region Europy Środkowo-Wschodniej.

Agnieszka Krzekotowska pracuje w Colliers od 2009 r., a od niespełna 4 kieruje ponad 90-osobowym zespołem doświadczonych profesjonalistów zarządzających prawie 60 obiektami o łącznej powierzchni ponad 1,65 mln mkw. Pod jej przewodnictwem wskaźnik zadowolenia klientów (NPS) z usług oferowanych przez dział Zarządzania Nieruchomościami osiągnął znakomity poziom 95%. Ponadto Agnieszka odpowiada za dalszy rozwój firmy w obszarze zarządzania nieruchomościami, w tym pozyskiwanie nowych projektów oraz poszukiwanie technologii i rozwiązań poszerzających dotychczasową ofertę Colliers. Należy do prestiżowej organizacji Royal Institution for Chartered Surveyors (RICS) oraz wchodzi w skład jej panelu doradczego w Polsce.

Agnieszka Krzekotowska, senior partner, dyrektor Działu Zarządzania Nieruchomościami
Agnieszka Krzekotowska, senior partner, dyrektor Działu Zarządzania Nieruchomościami

— Szerokie spojrzenie na rynek nieruchomości komercyyjnych sprawia, że stale rozwijamy się na nowych polach i wchodzimy na nowe rynki, np. PRS. Skupiamy się również na proaktywnym poszukiwaniu i dostarczaniu technologii usprawniających prace budynku oraz rozwiązań odpowiadających na potrzeby najemców w zakresie ESG i wellbeingu. Dzięki zaangażowaniu całego zespołu i wsparciu kolegów z międzynarodowego zarządu Property Management, z którymi opracowujemy strategię dla całego regionu, w ostatnich 4 latach udało nam się podwoić wielkość portfolio i zwiększyć zespół Działu Zarządzania Nieruchomościami. Cieszę się, że jako senior partner będę miała możliwość uczestniczyć w dalszym rozwoju firmy — mówi Agnieszka Krzekotowska, senior partner, dyrektor Działu Zarządzania Nieruchomościami.

Dorota Pacławska dołączyła do Colliers 12 lat temu. Obecnie odpowiada m.in. za zarządzanie finansami grupy kapitałowej w Polsce i współtworzenie jej strategii rozwoju. Nadzoruje również pracę działu prawnego i compliance. Jako business partner uczestniczy w procesie podejmowania decyzji strategicznych w regionie, współpracując z Moniką Rajską-Wolińską oraz kadrą zarządzającą w sześciu krajach: Polsce, Czechach, Słowacji, Węgrzech, Bułgarii i Rumunii. Dorota posiada również uprawnienia biegłego rewidenta oraz jest członkiem prestiżowej organizacji ACCA.

Dorota Pacławska, senior partner, dyrektor ds. finansowych na region Europy Środkowo-Wschodniej
Dorota Pacławska, senior partner, dyrektor ds. finansowych na region Europy Środkowo-Wschodniej

— Czuję się zaszczycona awansem na senior partnera w firmie, która ukształtowała mnie jako eksperta, a także kształtuje rynek nieruchomości w Polsce i regionie CEE. To ogromne wyróżnienie być zaproszonym do grona osób, które mają wpływ na ścieżkę rozwoju organizacji — mówi Dorota Pacławska, senior partner, dyrektor ds. finansowych na region Europy Środkowo-Wschodniej.

Ponad 70 proc. Polek uwaza sie za atrakcyjne kobiety

Czym Polki więcej zarabiają i mają lepsze wykształcenie, tym bardziej czują się atrakcyjnymi kobietami.

Najnowsze badanie opinii publicznej pokazuje, że Polki czują się atrakcyjnymi kobietami, co potwierdzają trzy czwarte ankietowanych. Zaprzecza temu tylko kilkanaście procent. Zaledwie co dziesiąta rodaczka nie potrafi tego określić. Sondaż wykazał też, że zadowolenie z siebie jest mocno powiązane z poziomem dochodów. Najczęściej dotyczy kobiet zarabiających ponad 9 tys. zł netto miesięcznie, pracujących w dużych firmach lub instytucjach. Z kolei nieatrakcyjne czują się przeważnie Polki uzyskujące poniżej 1 tys. zł na rękę, zatrudniane przez małe podmioty. Jednak najczęściej wymieniane powody leżą w ocenie swojego wyglądu fizycznego. Eksperci komentujący wyniki wyjaśniają, że wyraźnie widać, że wysokie zarobki pozwalają wszechstronnie dbać o dietę, urodę, sylwetkę, ubiór i samopoczucie.[INFOGRAFIKA] Brak zadowolenia ze swojego wygladu to glowny powod braku poczucia atrakcyjnosci Polek

Poczucie atrakcyjności

Badanie, przeprowadzone przez UCE RESEARCH i platformę ePsychlodzy.pl na reprezentatywnej próbie 1010 kobiet w wieku 18-80 lat, wykazało, że 75,4% Polek ma poczucie własnej atrakcyjności. 14,1% rodaczek brakuje tego. Natomiast 10,5% respondentek nie potrafi stwierdzić, czy podoba się sobie.

– Zadano ogólne pytanie. Można więc uznać, że respondentki spojrzały na siebie całościowo, przez pryzmat różnych cech. Dlatego zdecydowana większość zadeklarowała wysoką samoocenę. Gdy atrakcyjność jest zawężana do wyglądu fizycznego, wówczas rezultaty badań sygnalizują poważny problem z samoakceptacją. Na całym świecie kobiety, w różnym stopniu, są poddawane tzw. terrorowi urody. Polskie nastolatki są w ścisłej czołówce najbardziej niezadowolonych ze swojego ciała. Z moich badań wynika, że nastoletnie dziewczęta najwięcej nieuzasadnionej krytyki i przemocy doświadczają ze względu na wygląd – mówi prof. UAM dr hab. Iwona Chmura-Rutkowska z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Patrząc na przedziały wiekowe ujęte w badaniu, widać, że atrakcyjnymi kobietami czują się głównie Polki mające od 23 do 35 lat. Wśród nich aż 76,7% tak deklaruje. Na drugim miejscu i z podobnym wynikiem są kobiety w wieku 36-55 lat – 76,1%. Na trzeciej pozycji są rodaczki mające od 18 do 22 lat. W tej grupie 69,8% badanych ma poczucie atrakcyjności. Natomiast na końcu zestawienia znalazły się respondentki będące pomiędzy 56. a 80. rokiem życia. 67,7% seniorek uznaje siebie za atrakcyjne.

– W mojej ocenie, wyniki są pozytywne we wszystkich grupach wiekowych. Kobiety mające 23-35 lat, które znalazły się na pierwszym miejscu, mogły już przeżyć wiele sytuacji potwierdzających ich atrakcyjność. A jednocześnie raczej jeszcze nie doświadczyły żadnych objawów starzenia, które czasem obniżają samoocenę. Niemniej polskie seniorki dają przykład tego, że poczucie atrakcyjności i zadowolenia z siebie jest niezależne od tego, ile ma się lat. Warto to podkreślić, zwłaszcza że dawniej od kobiet częściej wymagano skromności w postrzeganiu siebie i mówieniu o sobie – komentuje psycholog Michał Murgrabia, współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Biorąc pod uwagę zarobki, atrakcyjnymi kobietami czują się głównie Polki uzyskujące ponad 9 tys. zł netto – aż 88,9% z nich. Z kolei patrząc na poziom edukacji, na pierwszym miejscu są respondentki z wyższym wykształceniem – 78,7%. Jeśli chodzi o miejsce zamieszkania, poczucie atrakcyjności przede wszystkim deklarują rodaczki z miejscowości liczących 50-99 tys. ludności – 84,5%. Natomiast mając na uwadze wielkość firm i instytucji, w których pracują uczestniczki badania, widać, że podobają się sobie zwłaszcza kobiety związane zawodowo z organizacjami zatrudniającymi 51-100 osób – 82,2%.

– To oczywiste, że wysokie dochody zwiększają pewność siebie, ponieważ niewątpliwie pozwalają inwestować więcej pieniędzy w atrakcyjny wygląd, zdrowie i dobre samopoczucie. Kobiety dobrze zarabiające mogą kupować sobie wysokiej jakości żywność, kosmetyki i odzież, a do tego korzystać z usług najlepszych salonów SPA, kosmetycznych i fryzjerskich, trenerów personalnych oraz innych specjalistów. Mówiąc krótko, czują się zadbane – stwierdza Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.

Niezadowolenie z siebie

Z badania wynika również, w których grupach Polek ewidentnie brakuje poczucia atrakcyjności. Przede wszystkim dotyczy do kobiet w wieku 18-22 lat. Wśród nich 22,2% czuje się nieatrakcyjnie. To samo można powiedzieć o rodaczkach zarabiających poniżej 1 tys. zł netto – 18,8%, z podstawowym lub gimnazjalnym wykształceniem – 20%, a także o mieszkankach wsi i miejscowości liczących do 5 tys. ludności – 18,1%. Ponadto nieatrakcyjne czują się najczęściej pracownice małych firm i instytucji, tj. zatrudniających do 10 osób (16,6%).

– Powodem poczucia nieatrakcyjności wśród młodych kobiet, mniej zarabiających i żyjących w niewielkich miejscowościach, może być porównywanie się np. z bohaterkami social mediów czy reality show, promujących wyjątkowo wystawny i bogaty styl życia. Nie biorą pod uwagę tego, że obserwują tylko to, co inni chcą wypromować. To wywołuje np. żal lub zazdrość i odwraca uwagę od zasobów tych kobiet oraz od tego, co jest dobre w ich prawdziwym świecie – podkreśla Michał Murgrabia.

Każda uczestniczka badania postrzegająca siebie jako nieatrakcyjną kobietę dodatkowo mogła zaznaczyć kilka powodów tego. Na pierwszym miejscu w ankiecie znalazło się poczucie braku atrakcyjności fizycznej – 52,8%. Jako drugie pojawiło się przekonanie o byciu zbyt grubą albo za chudą bądź mającą złe proporcje ciała – 50,7%. Na trzeciej pozycji jest ocenienie siebie jako brzydkiej – 45,1%. Czwartą najczęściej wymieniają przyczyną jest niskie poczucie własnej wartości – 36,6%. Ponadto w pierwszej piątce znalazł się taki powód, że nie stać kobiety na rzeczy, które chciałaby kupić – 33,1%.

– To, że największy samokrytycyzm dotyczy fizyczności, nie jest zaskakujące. Poziom zadowolenia z własnego wyglądu jest niestabilny oraz bardzo podatny na wpływ otoczenia. W naszej kulturze panują mocno wyśrubowane, często nierealistyczne wzorce piękna. Dlatego większość z nas nie ma szans ich spełnić, co generuje wysoki poziom niezadowolenia i niską samoocenę. Niestety ze względu na to, że w naszym społeczeństwie atrakcyjność kobiety definiuje się przez to, jak ona wygląda, samoocena w tym obszarze jest kluczowa i ma realny wpływ na samopoczucie, pewność siebie i zachowanie – zaznacza prof. UAM dr hab. Iwona Chmura-Rutkowska.

Wśród kobiet, które nie czują się atrakcyjne, tylko 0,7% uczestniczek badania nie potrafi określić powodu. 4,9% respondentek uważa się za mało inteligentne. Te osoby tak twierdzą, ponieważ miały lub wciąż mają trudności w nauce, przyswajaniu wiedzy i kojarzeniu faktów. Z kolei 4,9% ankietowanych argumentuje powyższe rodzinnymi konfliktami, np. z rodzicami czy z rodzeństwem. Natomiast 5,6% kobiet zaznacza, że nie ma z kim porozmawiać. 6,3% Polek brakuje znajomych lub przyjaciół.

Kurs euro najniżej od końca lutego. Akcje CD Projekt najniżej od 4 lat

Na amerykańskim rynku akcji nadal słaby był wczoraj rynek Nasdaq (Nasdaq Composite -2,35 proc.), ale już średnia przemysłowa Dow Jonesa przezwyciężyła słabość i wzrosła we wtorek o 0,15 proc. Na wtorkowej sesji najwyższy poziom od 2019 roku osiągnął chilijski IPSA Index. Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy rosły o +0,42-0,86 proc.

Na rynkach akcji Azji i Oceanii brał było dziś jakiejś dominującej tendencji. Najsilniej – ponad 1 proc. – zwyżkowały dziś chińskie Shanghai B-Share i Shanghai Composite. Największy spadek – -0,74 proc. – notował indonezyjski JCI.

Na europejskich giełdach przeważały dziś rano lekkie wzrosty (DAX +0,75 proc., CAC 40 +0,64 proc.). Najwyższy od 2015 roku poziom osiągnął portugalski PSI 20.

Polski rynek akcji otworzył się na plusach (WIG-20 +0,54 proc.), ale pozostawał poniżej poziomów ponad 2-tygodniowych maksimów z początku tego tygodnia. WIG-Gry był dziś rano najniżej od listopada 2018. Główną przyczyną był spadek ceny akcji CD Projekt do najniższego poziomu od 4 lat.

Na rynkach 10-letnich obligacji skarbowych w krajach rozwiniętych przeważały dziś rano spadki rentowności. Ta tendencja rozpoczęła się ponad 2 tygodnie temu i w przypadku 10-latek rządu USA sprowadziła wczoraj ich rentowności do najniższego poziomu od miesiąca.
Kontrakty na ropę naftową drożały dziś rano o niecały 1 proc. utrzymując się powyżej poziomu 110 USD. Wczoraj o ponad 8 proc. spadły kontrakty na węgiel kamienny na giełdzie w Rotterdamie.

Kurs EUR/USD lekko korygował dziś rano ostatnie wzrosty (-0,38 proc.). Kurs EUR/PLN, który wczoraj spadł do najniższego poziomu od końca lutego, pozostawał dziś w okolicach wczorajszego zamknięcia.

Kurs BTC/USD nadal poruszał się w obrębie formującej się od ponad 2 tygodni wokół poziomu 30000 formacji „trójkąta symetrycznego” (+0,66 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Liczba zgonów w Polsce rośnie 

W Polsce w 2021 r. zmarło 519517 osób. W porównaniu z rokiem 2020 r. to o 42 tys. zgonów więcej, czyli tyle, ile liczy cała populacja Sieradza. Dane GUS nie pozostawiają złudzeń co do tego, że z roku na rok jest nas coraz mniej.

Wysoka liczba zgonów jest spowodowana między innymi pandemią, która przyczyniła się do większej umieralności oraz utrudniła kontaktu ze służbą zdrowia. Wzrost liczby zgonów jest istotny również ze względu na spadek urodzeń w Polsce. W 2021 roku odnotowano 331 tys. żywych urodzeń. Od lat liczba zgonów przewyższa liczbę urodzeń, jednak GUS alarmuje, że w 2021 roku wskaźnik zaludnienia zmalał najmocniej od czasu II Wojny Światowej. Przyrost naturalny w naszym kraju pozostaje od lat ujemny.

Większa śmiertelność w miastach i wśród mężczyzn

Liczba zgonówW ubiegłym roku zmarło ponad pół miliona Polaków – dokładnie 519 517 osób. Wśród zmarłych 268 658 stanowili mężczyźni, a 250 859 to kobiety.

Jeszcze większą dysproporcję w umieralności widać pod kątem miejsca zamieszkania. 322 595 zgonów w 2021 roku miało miejsce w miastach, na wsi zmarły 196 922 osoby. Ma to swoje uzasadnienie w stopniu zagęszczenia ludności – w Polsce 23 mln osób mieszka w mieście, a 15 mln na wsi.

W 2021 r. w porównaniu do 2020 r. wzrosła umieralność w każdej grupie wiekowej. Wyjątek stanowiły osoby młode między 20 i 24 rokiem życia – 1202 zmarło w 2020 r. i 1156 w 2021 r. – wynika z raportu GUS „Umieralność w 2021 roku. Zgony według przyczyn”.

Jednak należy zauważyć, że tendencja wzrostowa przejawiała się już wcześniej. Według danych GUS-u w 2018 roku zmarło 414 200 osób, w 2017 roku zarejestrowano 402 852 zgony.

Zawał i udar najbardziej niebezpieczne

Przyczyny zgonówW Polsce z powodu COVID-19 zmarło w 2021 r. ponad 91 tys. osób, czyli 17,6% – jak podaje raport GUS. Jednak według tego samego źródła to nie koronawirus był głównym powodem zgonów w Polsce.

35% przyczyn stanowiły choroby układu krążenia, 18% nowotwory, nieco ponad 5% to choroby układu oddechowego, 4% choroby układu trawiennego, a cała reszta, czyli ok. 19% stanowiły przyczyny niedokładnie określone, przyczyny zewnętrzne i pozostałe przyczyny.

Wirus COVID-19, który w Polsce pojawił się w 2020 roku, ustanowił nową przyczynę zgonów. W 2019 roku odnotowano 0 przypadków, z kolei w 2020 roku liczba śmiertelnych przypadków wynosiła 9%, w 2021 roku było to już 17%.

Dane z 2018 roku z kolei informują, że wówczas zdiagnozowano 163 tys. przypadków złośliwych nowotworów. Liczba ta oznaczała wzrost o 1% z rokiem wcześniejszym. Na 100 tys. mieszkańców diagnozowano 425 przypadków, z kolei w 2017 roku rozpoznawano 420 przypadków, a w 2016 roku liczba zdiagnozowanych nowotworów wynosiła 419. Oznacza to, że zarówno przed pandemią, jak i w jej trakcie, to choroby układu krążenia oraz nowotwory stanowią najczęstszą przyczynę śmierci.

Nawet milion złotych za poważną chorobę

Powyższe liczby warto uwzględnić w planowaniu swojej przyszłości. Zarówno poważne zachorowanie, jak i zgon mogą być podstawą do otrzymania wysokiego odszkodowania, jakie zapewnić może odpowiednio skonstruowana polisa na życie.

– W 2021 roku Narodowy Fundusz Zdrowia udzielił świadczeń 3 420 573 osobom. Część z tych zdarzeń mogłaby zapewnić podstawę do otrzymania świadczenia z polisy na życie. Ubezpieczenie na życie możemy dopasować do swoich indywidualnych potrzeb – zastanówmy się jakim budżetem dysponujemy, na jaką kwotę chcemy zabezpieczyć siebie oraz bliskich, a także, jaka ochrona konkretnie nas interesuje. Takie rozwiązanie nie musi nas sporo kosztować, ponieważ ceny zaczynają się już od 30 zł miesięcznie. – mówi Ewelina Ratajczak, ekspertka ubezpieczeń na życie rankomat.pl.

Obecnie na rynku ubezpieczeniowym można liczyć na wysokie kwoty świadczeń z tytułu zawału serca, udaru mózgu czy nowotworu złośliwego. Dlaczego to tak ważne? Pieniądze mogą posłużyć jako środki do opłacenia kosztownego leczenia, długotrwałej rehabilitacji, ale również do spłaty swoich zobowiązań finansowych, którymi mogą zostać obciążeni nasi bliscy, gdyby nas zabrakło. W czasach rosnącej inflacji oraz stóp procentowych taka forma zabezpieczenia zyskuje dodatkowe uzasadnienie.

Nowa ustawa o pracy zdalnej może odstraszyć od niej pracodawców

Nowe przepisy o pracy zdalnej. „Raczej zniechęcające pracodawców niż zachęcające do pracy zdalnej”.

Jak mówią eksperci przygotowanie ostatecznej propozycji jak powinna wyglądać uregulowana ustawowo praca zdalna na kilka tygodni po „odwołaniu” pandemii jest mocno spóźnione i w wielu miejscach będzie już nieużyteczne. Należy zwrócić także uwagę na znaczne przerzucenie odpowiedzialności za np. regulowanie kosztów pracy zdalnej na pracodawców, co może generować konflikty w firmach i ostatecznie zniechęcać pracodawców do wyrażania zgody na działanie poza biurem. – Obawiam się, że tak jak mieliśmy falę miłości do pracy zdalnej w czasie pandemii, tak zbyt restrykcyjne i nieprecyzyjne przepisy w tym zakresie spowodują, że pracodawcy przestaną wyrażać na nią zgodę. Widzę co najmniej kilka potencjalnych „punktów zapalnych” – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

„Pracodawcy traktują home-office jako przywilej. Mają jeszcze za to dawanie przywileju dodatkowo płacić?”

Regulacja prawna pracy zdalnej była bardzo oczekiwana w czasie pandemii. Najwięcej wątpliwości budziły sprawy dotyczące tego: kto może podejmować pracę zdalną? Czy pracodawca może jej odmówić? Kto będzie ponosić koszty np. zużycia prądu czy amortyzacji sprzętu domowego? Nie bez znaczenia były także sprawy dotyczące np. bezpieczeństwa danych firmowych podczas naszej pracy w domu. Nareszcie praca zdalna doczekała się projektu ustawy, który ma trafić do sejmu.

– Nie brakuje tu pewnych kontrowersji – mówi wprost Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. – Obawiamy się oskarżeń o to, że jest to ustawa niesprawiedliwa społecznie. Urzędniczka czy pracownica biurowa będzie miała prawo zawnioskować o pracę zdalną, gdy ma w domu małe dziecko czy opiekuje się niepełnosprawnym. Nie zrobi tego już np. pracownica sektora handlowego czy opieki zdrowotnej i społecznej. Takie postawienie sprawy będzie też powodować, że kobiety z małymi dziećmi mogą nie być pożądanymi pracownicami. Obawiamy się także konfliktów w zespołach. Już teraz często docierają do nas informacje, że pracodawcy w firmach prywatnych odmawiają pracy zdalnej, bo np. część zespołu, która zostaje na miejscu buntuje się, że „Ci z domu” mają mniej pracy niż Ci, którzy zostają w biurze – mówi Małgorzata Marczulewska.

– Ustawa jest krokiem w dobrą stronę, ale jako zrzeszenie dbające o interesy pracowników mamy pewne wątpliwości. Uważamy, że powinna być to ustawa możliwie praktyczna. Obawiam się również konfliktów o to, jak rozliczać pracowników pozostających w domu. Pracodawcy traktują home office jako przywilej i mają jeszcze za ten przywilej dodatkowo płacić? Nie wydaje mi się, by to tak działało – dodaje Marczulewska.

Potencjalne szanse i zagrożenia. Najwięcej problemów może spowodować rozliczanie pracy zdalnej

Swoje zdanie na ten temat ma również prawnik stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. Mec. Marek Jarosiewicz, wspólnik w kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

– Jeśli odnosimy się do obecnego stanu rzeczy, uważam, że przygotowywana nowelizacja może przyczynić się do zwiększenia popularności home office – przede wszystkim ze względu na regulację dotyczącą przypadków, gdy pracodawca nie będzie mógł odmówić skierowania pracownika na pracę zdalną (np. rodzice dzieci do lat 4). O ile obecnie wprowadzenie pracy zdalnej jest arbitralną decyzją pracodawcy, to po wejściu w życie nowych przepisów co do zasady będzie wymagane porozumienie obu stron stosunku pracy, ale w niektórych przypadkach pracodawca nie będzie mógł (tak jak to może zrobić obecnie) odmówić wnioskowi o skierowanie na home office – ocenia mec. Jarosiewicz.

– W zakresie rozliczenia kosztów pracy zdalnej dostrzegam najwięcej potencjalnych problemów. Ustawodawca niejako „przerzucił” na pracodawców, nie pierwszy zresztą raz, ciężar i ryzyko związane z dokonywaniem takich wyliczeń, przewidując, że powinno to następować w wewnątrzzakładowych regulaminach oraz ustanawiając pewne ogólne zasady, jakie w tych regulaminach mają się znaleźć.

W moim przekonaniu trzeba będzie stosować rozwiązania zdroworozsądkowe – zapewne w większości przypadków pracodawca zapewni lub opłaci odpowiedni telefon, sprzęt komputerowy, licencję na specjalistyczne programy komputerowe itp., a w przypadku kosztów niemożliwych do dokładnego wyliczenia (np. koszty zużycia energii elektrycznej) stosowane będą stawki ryczałtowe. Nie da się ukryć, że i pracodawcy i pracownicy na regulacje dotyczącą pracy zdalnej czekali od dawna – w tym sensie można powiedzieć, że jest ona spóźniona. Tym niemniej, dobrze, że choć z takim opóźnieniem, to jednak ostatecznie zostanie wprowadzona do porządku prawnego i będzie mogła być stosowana na przyszłość – mówi mec. Marek Jarosieiwcz.

Unijne embargo na rosyjską ropę i gaz od 2023 lub 2024 roku

Obecnie nie wprowadzono unijnego embarga ani na gaz, ani na ropę z Rosji. Jest embargo na węgiel i faktycznie do wakacji wszystkie państwa unijne powinny porzucić rosyjski węgiel. Ropa i gaz to większy problem – ponieważ część państw jest wciąż znacznie uzależniona od dostaw gazu i ropy z Rosji, a część państw prowadzi prorosyjską politykę energetyczną. Kraje, które są wysoce zależne – ale chcą porzucić węglowodory z Rosji – liczą na okres przejściowy. Oznacza to, że sankcje będą zaprogramowane w taki sposób, aby na przykład Austria czy Słowacja mogły porzucić rosyjską ropę nie od razu od końca roku, ale na przykład od 2023 lub 2024 roku. Niestety jest też państwo, które prowadzi prorosyjską politykę energetyczną – czyli Węgry, które są mniej zależne od rosyjskiej ropy niż na przykład Polska. Polacy sprowadzają około 60% ropy z Rosji, natomiast Węgrzy niewiele ponad 50%.

– Budapeszt nie chce porzucić dostaw z Rosji ze względów ekonomicznych, z powodu konsekwentnej, długofalowej prorosyjskiej polityki energetycznej. Obecnie to jest główny hamulcowy nowego embargo unijnego na ropę z Rosji – powiedział serwisowi eNewsroom, redaktor naczelny BiznesAlert. – Oczywiście embargo nie wejdzie w życie od razu właśnie po to, żeby wziąć na pokład te państwa, które obawiają się natychmiastowego porzucenia surowców rosyjskich. Natomiast należy zastrzec, że pewną iluzją jest przekonanie, że jeżeli my nie wprowadzimy embargo wobec Rosji – to ona nie zakręci nam kurka. Warto przypomnieć, że Polska i Bułgaria mają kontrakty długoterminowe na dostawy gazu do końca 2022 roku – a pod pretekstem braku płatności w rublach za gaz rosyjskie dostawy zostały zatrzymane natychmiast wbrew kontraktowi. A zatem nawet jeżeli my nie wprowadzimy embarga na surowce rosyjskie, to ono może wprowadzić się samo. Rosja jest nieprzewidywalnym partnerem i to jest argument ekonomiczny, żeby jak najszybciej się od niej uniezależnić – podkreśla Jakóbik.

Czy to już koniec korekty? Czy to dobry czas na zakup akcji?

Inwestorzy ocierają się o panikę. WalMart, potężna sieć supermarketów, której wejścia na polski rynek bardzo obawiano się przez kilka lat, straciła blisko 60 mld USD kapitalizacji w zaledwie dwa dni.

Podwyżki stóp procentowych w USA wywołują obawy o recesję. W kolejnych dniach trwa huśtawka nastrojów, co widać po zmienności kursów akcji. Dzięki utrzymującym się wysokim cenom ropy zyskują walory Chevron i ExxonMobil. Słabną natomiast banki. Wyprzedaż dotknęła sektor obronny, tracił General Dynamics i Lokcheed Martin, choć akcje niemieckiego Rheinmetall zyskały w obliczu nowych umów na dostawy uzbrojenia. Nieznacznie zyskują walory technologicznych gigantów – Microsoftu i Meta Platforms. W korekcie znajdują się mocno zyskujące ostatnio walory Occidental Petroleum i Chevron. Słabo radzi sobie Apple, który zbliżył się do poziomów z lipca 2021 roku.

– Do inwestorów dotarł przede wszystkim fakt, że skończył się czas taniego pieniądza, a to był czynnik, który przez prawie dwa lata stał za wzrostami cen aktywów, w tym akcji – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Dodruk pieniędzy przez banki centralne i powstrzymywanie się przed podwyżkami stóp procentowych kończy się właśnie tak, jak to teraz obserwujemy. Aktywa nie są tak atrakcyjne, jak to się wydawało inwestorom jeszcze przed rokiem.

Pesymistyczną prognozą z rynkiem podzieliła się agencja Standard&Poor’s, która tworzy giełdowy indeks S&P500. Analitycy obniżyli dziś stopę wzrostu dla amerykańskiej gospodarki o 80 punktów bazowych z 3,2% do 2,4%, tłumacząc zmianę szokami gospodarczymi. Również analitycy banku Wells Fargo obniżyli stopę prognozowanego, światowego wzrostu gospodarczego w 2022 roku z 2,2% do 1,5% wskazując wojnę na Ukrainie oraz lockdown w Chinach jako główne przyczyny spowolnienia. Konfrontacja Rosji z Zachodem odbywa się zarówno na polu militarnym jak i gospodarczym jednak skutki tego procesu mogą stać się szczególnie odczuwalne dopiero końcem 2022 oraz w 2023 roku.

Szczególne uderzenie mogą spowodować rosnące ceny energii, transportu oraz żywności, na którą nakładają się obie te rzeczy oraz dodatkowe czynniki w postaci suszy, wzrostów cen nawozów oraz blokady eksportu zapasów z Ukrainy, która była jednym z największych eksporterów zbóż czy roślin oleistych. Na ryzyko wystawiona jest szczególnie Europa, która nie jest samowystarczalna energetycznie i to właśnie dla Europy część analityków wieści bardziej dotkliwą recesję.

– Gdy indeks S&P500 spadł o 20%, a Nasdaq o blisko 30% inwestorzy zadają sobie pytanie czy to już koniec korekty i sytuacja sprzyja kupowaniu akcji. W mojej ocenie trudna sytuacja na rynkach finansowych może się przedłużyć bo Fed nie rozpoczął jeszcze procesu redukcji bilansu czyli odwrotności dodruku pieniędzy – komentuje ekspert XTB. – Gdy zacznie się spadek płynności turbulencje będą kontynuowane i to do momentu, gdy nie pojawi się jakieś „światełko w tunelu”, którym może być spadek inflacji. Potrzebna jest równowaga ekonomiczna, która została zaburzona przez restrykcje związane z pandemią i politykę pieniężną banków centralnych. Jednak to może być już dobry moment, aby budować swą ekspozycję na rynek, tyle że trzeba to robić bardzo ostrożnie.

Grupa PGE publikuje wyniki za I kwartał 2022 roku

Zgodnie ze wcześniej opublikowanymi wynikami szacunkowymi zysk EBITDA Grupy PGE wyniósł 2,6 mld złotych, czyli o 19 proc. więcej niż w I kwartale 2021 roku. Solidny wynik finansowy osiągnięty został dzięki bardzo dobrym wynikom segmentów Dystrybucji i Energetyki Odnawialnej. 

Od początku kadencji zarządu naszym priorytetowym zadaniem jest koncentracja na podstawowej działalności i poprawa efektywności biznesowej. Z satysfakcją możemy powiedzieć że ten cel został osiągnięty – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej – W tym roku, po raz pierwszy w historii PGE osiągnięty zysk EBITDA został w połowie wypracowany przez segmenty Dystrybucji i Energetyki Odnawialnej. To one będą siłą napędową transformacji PGE po wydzieleniu aktywów węglowych. Taki wynik był możliwy poprzez zapewnienie sprawności ekonomicznej funkcjonowania PGE. Dzięki temu możemy konsekwentnie realizować strategię transformacji – dodaje Wojciech Dąbrowski.

Szczegółowe wyniki finansowe

Segment Energetyki Konwencjonalnej wypracował zysk EBITDA na poziomie 0,4 mld złotych, czyli niższy o 14 proc. w porównaniu z I kwartałem roku 2021, na co główny wpływ miały zdecydowanie wyższe koszty uprawnień do emisji CO2.

Zwiększenie ilości dystrybuowanej energii elektrycznej o 3 proc. przyczyniło się do poprawy wyniku segmentu Dystrybucji. Wygenerował on 0,8 mld złotych EBITDA, czyli o 21 proc. więcej niż w okresie porównywalnym. Segment Dystrybucji był pod względem EBITDA najważniejszym dla wyniku finansowego Grupy PGE, a jego udział wyniósł 31 proc.

Segment Ciepłownictwa, wobec rosnących kosztów CO2 oraz gazu ziemnego, które nie znalazły odzwierciedlenia w taryfach na ciepło, osiągnął zysk EBITDA na poziomie 0,2 mld złotych, co oznacza spadek o 61 proc. w porównaniu do I kwartału 2021 roku.

EBITDA segmentu Energetyka Odnawialna wyniosła po raz pierwszy w historii 0,5 mld złotych, co stanowi wynik o 159 proc. wyższy w odniesieniu do roku poprzedniego.

Wynik EBITDA segmentu Obrót wyniósł blisko 0,6 mld złotych, będąc o 68 proc. wyższy w skali roku, na co wpływ miały przede wszystkim przychody związane ze świadczeniem usług na rzecz spółek z Grupy PGE.

Utworzony w 2021 roku segment Gospodarka Obiegu Zamkniętego osiągnął zysk EBITDA w wysokości 16 mln złotych, czyli 78 proc. więcej niż w I kwartale roku poprzedniego.

Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej w I kwartale 2022 roku wyniósł 1 mld zł wobec 0,8 mld zł w I kwartale 2021 roku, czyli był wyższy o 26 proc. Nakłady inwestycyjne wyniosły 0,9 mld złotych, wobec przeszło 0,8 mld złotych w porównywalnym okresie 2021 roku, co oznacza wzrost o 7 proc.

Poziom zadłużenia netto Grupy PGE wyniósł 4,2 mld zł, co oznacza spadek o 34 mln zł w stosunku do IV kwartału 2021 roku. Wskaźnik zadłużenia netto w relacji do EBITDA powtarzalnej (dług netto/ LTM EBITDA powtarzalna) wyniósł 0,49x wobec 1,32x na koniec I kwartału 2021 roku.

Szczegółowe wyniki operacyjne

Łączna produkcja energii elektrycznej netto w I kwartale 2022 roku w jednostkach wytwórczych PGE wyniosła 17,3 TWh, czyli nieznacznie więcej niż I kwartale 2021 roku. Produkcja z węgla brunatnego wyniosła 10,3 TWh (o 18 proc. więcej r/r), z węgla kamiennego 4,9 TWh (spadek r/r o 21 proc.), a z gazu ziemnego 1,1 TWh (mniej o 22 proc. względem I kw. 2021 roku). Łączna produkcja ze źródeł odnawialnych Grupy PGE wyniosła 0,8 TWh, czyli była wyższa r/r o 23 proc. Dodatkowo produkcja w elektrowniach szczytowo-pompowych wyniosła 0,2 TWh, o 10 proc. więcej niż w I kw. 2021 roku.

Wolumen dystrybuowanej energii elektrycznej wyniósł 9,8 TWh wobec 9,5 TWh w I kwartale 2021 roku. Sprzedaż energii elektrycznej do odbiorców finalnych wyniosła 9,1 TWh, mniej o ok. 6 proc. w odniesieniu do okresu porównywalnego. Wolumen sprzedaży ciepła wyniósł 21,3 PJ, spadając wobec cieplejszego okresu grzewczego o 7 proc. w porównaniu do I kw. 2021 roku.

Przedsiębiorcy apelują do Premiera o przyspieszenie agregacji środków z KPO

Krajowe Plany Odbudowy miały służyć temu, by odbudowywać narodowe gospodarki po wyniszczającym czasie pandemii COVID-19. Słowa Premiera Morawieckiego, że pieniądze dotrą do Polski „za kilka miesięcy” są dla nas głęboko niepokojące. To data nieprecyzyjna i żaden przedsiębiorca nie będzie brać ich pod uwagę w swoich planach rozwojowych. Potrzeby są gigantyczne, a trudy odbudowy firm są pogłębiane przez skutki wojny w Ukrainie. Kolejny raz mamy wrażenie, że  o przedsiębiorcach i ich sytuacji po prostu zapomniano – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Tu i teraz”, a nie „Za kilka miesięcy”. Przedsiębiorcom grozi upadek bez silnego wsparcia finansowego

Jak mówi Hanna Mojsiuk przedsiębiorcy bardzo mocno oczekują na pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy oraz konkretne wytyczne dotyczące tego, jak wyglądać będzie dyspozycja środków rozwojowych w nowej perspektywie unijnej.

– Z dużym zaniepokojeniem obserwujemy trwającą już od miesięcy dyskusję. Nie ukrywam, że cierpliwość przedsiębiorców się  powoli  się kończy i jest to naturalna  konsekwencja wcześniejszych kryzysów . W Polsce przestał obowiązywać stan pandemii, Europa zapomina powoli o czasie COVID-19, o konsekwencjach lockdownu. Tymczasem w Polsce będziemy mogli liczyć na zastrzyk gotówki wspierający odbudowywanie firm w nieokreślonej przyszłości. Jest to sygnał niepokojący, bo przedsiębiorcy czują, że ucieka od nich, tak niezbędne im wsparcie – wyjaśnia Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Przedsiębiorcy zgłaszają Izbie sporo problemów. Wiele firm do dzisiaj nie powróciło do działalności operacyjnej sprzed koronawirusa, a inne przedsiębiorstwa są dodatkowo dławione przez skutki wojny w Ukrainie. – Wojna, COVID, inflacja, wzrosty cen materiałów budowlanych, trudność z pozyskiwaniem surowców, gigantyczne braki na rynku pracy. Przedsiębiorcy mierzą się z niespotykaną dotychczas ilością komplikacji. Kiedy pomoc jest dostępna i możliwa to należy po nią szybko sięgnąć tu i teraz, a nie mówić nam o wizji „za kilka miesięcy”. Wówczas to może już niektórych przedsiębiorców nie będzie na rynku, bo wsparcia z KPO nie doczekają – ostrzega Hanna Mojsiuk. Dlatego apelujemy do rządu  o natychmiastową pomoc  i skuteczniejsze działanie w kwestii pozyskania tych środków z UE. To jest teraz ważny moment  aby przedsiębiorcy odczuli realną  pomoc.

Dyrektor Wolny: „Potrzeba nam pilnie, nowego impulsu inwestycyjnego”

Gospodarki narodowe innych krajów od miesięcy wydają pieniądze z KPO na budowanie swojej konkurencyjności gospodarczej , my również zasługujemy  aby jak najszybciej realizować  podobne programy.

– W obliczu rozpędzonej inflacji i hamującej gospodarki, spadającej siły nabywczej złotówki i ubożenia się przeciętnego gospodarstwa domowego, potrzeba nam nowego impulsu inwestycyjnego. Także, z uwagi na lawinowo rosnące ceny surowców i energii, realizacja planu odbudowy może pozwolić na uniezależnienie się polskiej gospodarki od dostaw surowców i to jest  bardzo ważna kwestia . To idealny moment na modernizację polskich sieci oraz prawdziwe przejście na OZE. Również samorządy, które straciły na wdrożeniu Polskiego Ładu, dzięki uruchomieniu KPO, nie będą musiały dokonywać tak drastycznych cięć planów inwestycyjnych jakie są zapowiadane – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– 70% kwoty KPO musi zostać zakontraktowane do końca roku, czas więc nagli nieubłaganie. Trzeba skończyć zabawę w kotka i myszkę z Brukselą i zrealizować postanowienia i wyroki unijnych instytucji, których przecież jesteśmy dobrowolnym uczestnikiem – dodaje dyrektor Wolny.

– Na Pomorzu Zachodnim na pieniądze z KPO najbardziej czeka przemysł, transport i oczywiście turystyka. Uważam za kuriozalne, gdyby okazało się, że realne korzystanie z pieniędzy było możliwe np. w połowie 2023 roku. To jest zdecydowanie za późno – dodaje Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej.

Stanowisko Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie zostanie przesłane do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

GPW przejmie Armeńską Giełdę Papierów Wartościowych

  • Prezesi Zarządów Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) oraz Armeńskiej Giełdy Papierów Wartościowych (Armenia Securities Exchange, AMX) podpisali porozumienie i parafowali umowę nabycia akcji (Share Purchase Agreement)
  • Sprzedawcą 65,03% udziałów w Armenia Securities Exchange jest Centralny Bank Armenii (Central Bank of Armenia, CBoA)
  • W uroczystości podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos uczestniczyli prezydenci Polski i Armenii: Andrzej Duda, Prezydent RP oraz Wahagn Chaczaturian, Prezydent Armenii
  • 19 maja br. zgodę na nabycie udziałów w AMX wydał Zarząd GPW oraz Rada Nadzorcza GPW

24 maja 2022 r. podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) oraz Hayk Yeganyan, Prezes Zarządu Armeńskiej Giełdy Papierów Wartościowych (Armenia Securities Exchange, AMX) podpisali porozumienie i parafowali umowę nabycia akcji (tzw. Share Purchase Agreement) określającą zasady nabycia przez GPW większościowego pakietu stanowiącego 65,03% udziałów w AMX. Sprzedawcą pakietu jest Centralny Bank Armenii (CBoA), który obecnie posiada 90,05% udziału w kapitale zakładowym giełdy w Erywaniu. Parafowanie umowy odbyło się w obecności Andrzeja Dudy, Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej oraz Wahagna Chaczaturiana, Prezydenta Republiki Armenii.

– Przejmujemy nie tylko 65 procent udziałów, ale przede wszystkim przejmujemy pewną odpowiedzialność za ormiański rynek kapitałowy. Naszym głównym celem jest przeniesienie doświadczeń z tych 30 lat polskiego rynku kapitałowego na grunt ormiański, a szerzej – na grunt południowego Kaukazu, bo Armenia odgrywa niezwykle ważną rolę jako państwo pomiędzy różnymi przepływami kapitałowymi tego regionu – chociażby siedziba Federacji Giełd Euroazjatyckich jest w Erywaniu – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

– Cieszę się ogromnie z porozumienia, które zostało zawarte, z tej kooperacji, która teraz będzie miała miejsce. To są pierwsze zmaterializowane efekty tego, co dzieje się tu, w Davos, tego w jaki sposób Polska jest tu promowana – podkreślił Andrzej Duda, Prezydent RP podczas briefingu prasowego w trakcie drugiego dnia Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.

W wyniku przeprowadzonej transakcji GPW zostanie akcjonariuszem większościowym AMX z pakietem 967 akcji, stanowiącym 65,03% udział w kapitale zakładowym spółki. CBoA będzie posiadać 372 akcji stanowiących 25,02% udział w kapitale zakładowym spółki. Natomiast pozostałe 9,95%, czyli 148 akcji są akcjami własnymi AMX.

Ponadto, w wyniku transakcji GPW pośrednio obejmie kontrolę nad Central Depository of Armenia (Centralny Depozyt Papierów Wartościowych w Armenii, CDA), w którym AMX posiada obecnie 100% udział w kapitale zakładowym.

Zarząd PHN rekomenduje przeznaczenie na dywidendę 18,4 mln PLN

Zarząd PHN zarekomendował walnemu zgromadzeniu przeznaczenie 18,4 mln PLN z zysku netto za 2021 r. na dywidendę, tj. wypłatę 0,36 PLN na akcję. Pozostałą kwotę zysku netto za ubiegły rok, wynoszącą 54,2 mln PLN, Zarząd proponuje przekazać na powiększenie kapitału zapasowego i przeznaczenie na realizację programu inwestycyjnego.

PHN od wielu lat regularnie wypłaca dywidendę swoim akcjonariuszom. W ubiegłym roku spółka wypłaciła dywidendę w łącznej wysokości 17,9 mln PLN, tj. w kwocie 0,35 PLN za jedną akcję. W tym roku, pomimo utrzymującej się trudnej sytuacji makroekonomicznej spowodowanej głównie pandemią COVID-19,  stabilne wyniki finansowe Grupy PHN pozwolą nie tylko na realizację bieżących projektów inwestycyjnych, ale również na wypłatę zysku akcjonariuszom spółki.

Jesteśmy spółką regularnie dzielącą się zyskiem z naszymi akcjonariuszami. Pomimo trudnej sytuacji makroekonomicznej i wysokich kosztów finansowania planujemy w tym roku realizować ambitny program inwestycyjny, zwiększając wartość naszej Grupy – powiedział Marcin Mazurek, prezes zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości S.A.

Biorąc pod uwagę koszty pozyskania finansowania na rynku rekomendujemy przeznaczenie na dywidendę 25 procent zysku za 2021 r., co pozwoli nam na prowadzenie projektów inwestycyjnych bez potrzeby znaczącego zaciągania długu – dodał Marcin Mazurek.

Rekomendacja zakłada ustalenie dnia dywidendy na 18 sierpnia 2022 r. a terminu wypłaty dywidendy na 31 sierpnia 2022 r. Ostateczna decyzja o podziale zysku zostanie podjęta przez Zwyczajne Walne Zgromadzenie.

Emplocity złożyło Dokument informacyjny na GPW

24 maja 2022 r. – Emplocity S.A., zajmująca się automatyzacją procesów w biznesie z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, zmierza na NewConnect. Technologiczna spółka właśnie złożyła Dokument informacyjny na GPW, formalnie rozpoczynając proces wprowadzenia akcji na mały parkiet polskiej giełdy. Emplocity w ubiegłym roku w ramach oferty publicznej pozyskało 1,5 mln zł.

Emplocity tworzy rozwiązania wspierające prowadzenie biznesu, oparte na sztucznej inteligencji. W swoich rozwiązaniach wykorzystuje metody głębokiego uczenia maszynowego oraz przetwarzania języka naturalnego. Zastosowane algorytmy automatyzują procesy biznesowe klientów pomagając zaoszczędzić czas i pieniądze.

– Opracowanie i zaakceptowanie kompletnego Dokumentu informacyjnego wymagało od nas dużego nakładu pracy i czasu. Finalnie składamy nasz Dokument wraz z wnioskiem. Formalnie rozpoczynamy proces ubiegania się o upublicznienie Emplocity na NewConnect. Kolejnym etapem będzie pomyślne przejście weryfikacji. – podkreślił Krzysztof Sobczak, współzałożyciel i CEO Emplocity SA.

Autorska platforma Emplocity z wykorzystaniem rozwiązań sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, pozwala automatyzować wybrane procesy i dostarczać rozwiązania domenowe odpowiadające na konkretne potrzeby oraz wyzwania klientów. Rozwiązanie łączy funkcjonalność Wirtualnego Asystenta, który wchodzi w interakcję i udziela odpowiedzi w sposób naturalny, przypominający komunikację online z drugim człowiekiem, a które konwertowane są na kod zrozumiały dla maszyny, oraz funkcjonalności platformy do automatyzacji procesów i wymiany wiedzy, która wykonuje określone działania w trybie 24/7.

Wśród gotowych produktów opartych na platformie Emplocity są już m.in. EMPLOBOT – chatbot automatyzujący proces rekrutacji. INTRABOT automatyzujący komunikację wewnętrzną w firmach w wybranych obszarach (HR, Administracja, Sprzedaż, etc.). Q&A BOT – chatbot automatyzujący komunikację z klientami. Platforma Emplocity może być z powodzeniem wykorzystana do budowy innych botów domenowych automatyzujących wybrane procesy – wszędzie tam, gdzie kluczowe jest rozumienie naturalnego języka użytkowników, rozpoznawania ich intencji, udzielanie im natychmiastowych odpowiedzi 24/7, rekomendowanie określonych elementów, a także wykonywanie zleconych przez nich akcji, w oparciu np. o dane znajdujące się w wewnętrznych systemach i bazach danych klienta.

Emplocity, w połowie września ubiegłego roku pozyskało z emisji akcji 1,5 mln zł w ramach oferty publicznej. Środki z emisji są przeznaczane na rozwój nowych produktów (m.in. na opracowanie konwersacyjnej sztucznej inteligencji wspierającej obieg informacji w przedsiębiorstwie), a także ekspansję oraz skalowanie sprzedaży.

Po pierwszym kwartale br. Emplocity wypracowało 829,5 tys. zł przychodów ze sprzedaży, co stanowi 223 proc. wzrost w porównaniu do analogicznego okresu w 2021 r. (256,7 tys. zł). Wyniki sprzedażowe przełożyły się na osiągnięcie rentowności EBITDA. W raportowanym okresie Spółka miała 152,2 tys. zł wyniku EBITDA, w porównaniu do straty 119,7 tys. zł w pierwszym kwartale ubiegłego roku.

Wartość przychodów Emplocity rośnie w zawrotnym tempie. W 2020 r. innowacyjny polski start-up wypracował 1,2 mln zł przychodów ze sprzedaży. Natomiast w ubiegłym roku Spółka osiągnęła już 2,5 mln zł przychodów ze sprzedaży. Oznacza to, że Emplocity podwoiło przychody w porównaniu do 2020 r.

Wzrośnie płaca minimalna, a za nią preferencyjny ZUS dla przedsiębiorców

Według zapowiedzi rządu w 2023 roku czeka nas dwustopniowa podwyżka płacy minimalnej: pierwszy raz w styczniu do wartości 3350 zł brutto, drugi raz w lipcu do 3500 zł brutto. Obecnie minimalne wynagrodzenie to 3010 zł, a więc docelowy wzrost wyniesie ponad 16%.

Dla przedsiębiorców, którzy zatrudniają pracowników i wypłacają im minimalne wynagrodzenie, wzrost płacy minimalnej będzie nieco wyższy. Wliczając składki ZUS docelowo wyniesie ok. 600 zł, a więc 20%. W przyszłym roku firmy będą więc musiały zwiększyć budżety na wynagrodzenia. Trzeba jednak pamiętać, że inflacja w połączeniu z rosnącymi płacami będzie oznaczała… jeszcze wyższą inflację. Podwyżka płacy minimalnej będzie też oznaczała, rosnące ceny oferowanych produktów i usług.

W konsekwencji podwyższenia minimalnego wynagrodzenia przedsiębiorcy będą też odprowadzali wyższe składki ZUS. Dotyczy to m.in. tych, którzy dopiero rozpoczynają prowadzenie własnej działalności gospodarczej, ponieważ przez pierwsze 24 miesiące mogą oni skorzystać z preferencyjnej wysokości składek społecznych, a ich podstawa to 30% wysokości minimalnego wynagrodzenia. Jeśli więc w przyszłym roku wzrośnie ono do poziomu 3,5 tys. zł, to podstawa preferencyjnego ZUS wzrośnie do 1050 zł. Obecnie wynosi ona 903 zł, a zatem będzie to wzrost zauważalny – o prawie 150 zł, a więc o ponad 16%. W skali roku będzie to już 1764 zł mniej w kieszeni przedsiębiorcy rozpoczynającego własną działalność.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Firmy transportowe zwalniają. Wojny boją się bardziej niż pandemii

Po optymistycznych nastrojach w transporcie z ubiegłego roku niewiele zostało. Firmy transportowe od początku tego roku „jadą” poniżej progu ograniczonego rozwoju (OR), czyli widzą niewielkie szanse na rozwój swoich biznesów. Subindeks Barometru EFL dla tej branży na II kwartał br. wyniósł 49,3 pkt. i był na podobnym poziomie co kwartał wcześniej (49,1 pkt.). Choć podobny odsetek zapytanych prognozuje wzrost i spadek zamówień (29% i 26%), to już w obszarze „płynność finansowa” nie ma takiej równowagi. 15% liczy na jej poprawę, ale 24% obawia się jej pogorszenia. Na biznes transportowy mocno wpływa wojna w Ukrainie – grupa firm oceniających jej zdecydowanie negatywny wpływ jest najliczniejsza wśród wszystkich 6 badanych branż.

Barometr EFL dla branży transportowej na II kwartał 2022:

  • Inwestycje: 86 proc. przedsiębiorców nie spodziewa się zmian w inwestycjach
  • Sprzedaż: 29 proc. przedsiębiorców prognozuje zwiększenie sprzedaży; 26 proc. prognozuje spadek sprzedaży
  • Płynność finansowa: 15 proc. przedsiębiorców prognozuje poprawę płynności finansowej; 24 proc. prognozuje pogorszenie płynności finansowej
  • Finansowanie zewnętrzne: 28 proc. przedsiębiorców prognozuje większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne; 19 proc. prognozuje mniejsze zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne
  • Barometr COVID-19: tylko 9 proc. przedsiębiorców spodziewa się poprawy kondycji w branży w ciąg najbliższych 6 miesięcy, 33 proc. obawia się jej pogorszenia

Subindeks Barometru EFL na II kwartał br. dla branży transportowej wyniósł 49,3 pkt., o 0,2 pkt. więcej niż w pierwszym kwartale tego roku. Drugi raz z rzędu wartość wskaźnika nie przekroczyła progu ograniczonego rozwoju, czyli 50 pkt., co oznacza powrót do trudnej sytuacji z pandemicznych lat 2020 i 2021 (pierwsze miesiące).

Prezes zarządu EFL zwraca uwagę, że od II kwartału ubiegłego roku w transporcie widoczne było wyraźne odbicie, po którym w tym roku nie ma już śladu. – Poziom ograniczonego rozwoju mikro, małych i średnich firm w naszym badaniu wynosi co najmniej 50 pkt. Firmy transportowe przekroczyły tę granicę pierwszy raz od wybuchu pandemii w II kwartale 2021 roku i do końca ubiegłego roku „z tego toru” nie zjechały. Od początku tego roku jednak zredukowały bieg i „jadą” tuż przy krawędzi. Bez wątpienia to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą bardzo mocno wpływa na kondycję branży transportowej. A jeśli do tego dodamy rosnącą cenę ropy naftowej, galopującą inflację i trudność w prognozowaniu tego, co będzie za miesiąc czy dwa, w kolejnym odczycie ta zła passa może być kontynuowana – mówi Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Wojna trudniejsza niż pandemia

Transport zdecydowanie bardziej odczuwa dziś wpływ wojny toczącej się na terenie Ukrainy niż pandemię. 63% firm uważa, że to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, ma niekorzystny wpływ na ich działalność (z czego 31,3% – bardzo niekorzystny i tyle samo – 31,3% – raczej niekorzystny). Warto podkreślić, że odsetek respondentów oceniających, że wojna ma zdecydowanie negatywny wpływ na ich działalność jest najwyższy wśród wszystkich 6 badanych branż. W przypadku COVID-19 – na jej negatywny wpływ wskazuje 39% zapytanych (z czego 13% – zdecydowanie niekorzystny, a 26% – raczej niekorzystny).

Inwestycje nie ruszą, a płynność coraz niższa

W II kwartale br. zdecydowana większość firm transportowych (86%) planuje podobny poziom inwestycji co w poprzednich miesiącach, a 14% spodziewa je zmniejszyć. Nikt nie myśli o nowych większych nakładach inwestycyjnych.

Lepiej niż w inwestycjach przedstawiciele branży prognozują sprzedaż. 29% liczy na jej wzrost, 41% spodziewa się podobnego poziomu zamówień co w poprzednim kwartale, a 26% obawia się ich spadku.

Niestety płynność finansowa firm transportowych nie wygląda najlepiej. Co czwarta obawia się jej pogorszenia w II kwartale br. (24%), podczas gdy kwartał wcześniej ten odsetek wynosił 16%. Tylko 15% liczy na jej poprawę, a kwartał wcześniej było to 26%.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL na II kwartał 2022 roku wyniosła 48,7 pkt. Osiągnięty poziom jest o 0,2 pkt. niższy niż w I kwartale 2022 roku.

W ciągu ostatnich jedenastu lat fundusze hipoteczne wypłaciły seniorom 26,4 mln zł

Związek Przedsiębiorstw Finansowych opublikował nowy raport dotyczący hipoteki odwróconej w modelu sprzedażowym. Fundusze hipoteczne, od początku swojej działalności do końca 2021 roku, wypłaciły seniorom 26,4 mln zł świadczeń. W całym 2021 roku wypłacono aż 3,68 mln zł, co stanowi najwyższy wynik w ciągu 11 lat. Jednocześnie to o 76,1 proc. więcej niż w roku 2020.[1]

Fundusze hipoteczne zrzeszone w Związku Przedsiębiorstw Finansowych zarządzają nieruchomościami o łącznej wartości 138,2 mln zł. Od 2010 do 2013 roku można było obserwować względnie dynamiczny wzrost wartości nieruchomości z 4,2 do 67,6 mln zł. W kolejnych dwóch latach wartość ta rosła w znacznie wolniejszym tempie, od 2015 roku znajdowała się na względnie stałym poziomie, żeby od 2017 roku znów szybciej wzrosnąć aż poziomu 138,2 mln zł. Wartość zarządzanych nieruchomości na koniec 2021 roku była większa o 24,9 proc. od tej z końca 2020 roku i 16,1 proc. większa od tej z końca III kwartału 2021 roku.

Najwięcej klientów z województwa mazowieckiego

Na koniec 2021 roku najwięcej, bo prawie 1/3 nieruchomości zarządzanych przez fundusze hipoteczne znajdowała się w województwie mazowieckim i w porównaniu ze stanem z końca 2020 roku odnotowano spadek o 0,8 pp. Drugim w kolejności było województwo pomorskie, w którym położone jest 12,7 proc. administrowanych nieruchomości, a na trzecim miejscu niezmiennie województwo śląskie, gdzie fundusze hipoteczne zarządzają 11,1 proc. wszystkich umów.

Średnia wartość jednej zarządzanej nieruchomości aż do końca 2014 roku znajdowała się w trendzie spadkowym – od 321 tys. zł w 2010 roku do 237 tys. zł w 2014 roku. Po tym okresie obserwuje się stabilny wzrost i obecnie – na koniec 2021 roku – można mówić o historycznie największym odczycie tej wartości, gdzie wyniosła ona 372,6 tys. zł. Jest to wzrost o 12,7 proc. w odniesieniu do III kwartału 2021 roku i jednocześnie wzrost o 18,9 proc. w stosunku do końca roku 2020.

– Ceny nieruchomości sukcesywnie rosną, a obecna sytuacja ekonomiczno-polityczna będzie powodowała kolejne wzrosty. Wyższe ceny nieruchomości powodują, że wartość zarządzanego portfela rośnie. Pamiętajmy również, że wartość nieruchomości jest jednym z czynników, od których zależy wysokość renty dożywotniej. Im droższa nieruchomość, tym świadczenia, na które może liczyć senior, będą wyższe – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Średni wiek klienta to blisko 77 lat

Na koniec 2021 roku średnia wielkość nieruchomości, którą zarządzają fundusze hipoteczne zrzeszone w Związku Przedsiębiorstw Finansowych 49,9 m2. W 2011 roku było to 42,3 m2, a w szczytowym momencie w 2018 roku 90,6 m2. Obecnie po spadku 2020 roku, mamy wzrost średniej wielkości mieszkania o 2,2 proc. w odniesieniu do końca roku 2020 i minimalny spadek o 0,2 proc. w stosunku do III kwartału 2021 roku.

Uśredniony wiek klientów, którzy decydowali się na rentę dożywotnią plasował się w przedziale pomiędzy około 75 a 80 lat. Na koniec 2021 roku średni wiek klienta funduszu hipotecznego wyniósł 76,9 lat. W odniesieniu do końca 2020 roku wzrósł nieznacznie o 0,5 proc., a w porównaniu do III kwartału 2021 roku o 0,2 proc.

Fundusze hipoteczne zrzeszone w ZPF na koniec 2021 roku zarządzały 371 umowami z seniorami. Średnia wysokość świadczenia pieniężnego z tytułu renty dożywotniej wynosiła na koniec 2021 roku 826,6 zł miesięcznie.

[1] Raport ZPF, „Rynek odwróconej hipoteki w modelu sprzedażowym, na podstawie danych o działalności funduszy hipotecznych – Członków ZPF. Lata 2010–2021”

Sezon w HoReCa – po fali zwolnień nadeszła fala rekrutacji

Polska gastronomia liczy ponad 76 tys. lokali (stałych i sezonowych) i każdego roku obsługuje kilkadziesiąt milionów gości. Na brak pracy nie narzekają też właściciele – działających w naszym kraju – ponad 9 tys. noclegowych obiektów turystycznych. Wielu z nich intensywnie rekrutuje do obsady, starając się załatać braki kadrowe, przed zbliżającym się szczytem sezonu. Jak wynika z raportu Grupy Progres, tylko na przełomie kwietnia i maja firmy świadczące usługi noclegowe i gastronomiczne oferowały ponad 14 tys. miejsc pracy.

  • Rekrutacje w branży HoReCa przed szczytem sezonu trwają w wielu firmach – na przełomie kwietnia i maja do obsadzenia było ponad 14 tys. stanowisk.
  • Najczęściej poszukiwani są kucharze i kelnerzy, a także superwizorzy oraz recepcjoniści.
  • Wielu pracodawców z branży HoReCa oferuje także etaty kierownicze – osoby zarządzającej obiektem noclegowym lub managera konceptu/restauracji.
  • Sytuacja rynkowa wymusiła na pracodawcach również zmianę podejścia do zawieranych z pracownikiem umów. Ponad połowa ofert pracy (53 proc.) umożliwiała kandydatom podpisanie umowy o pracę.

W 2021 r. z oferty HoReCa skorzystało w sumie 22,2 mln turystów, którym udzielono 62,8 mln noclegów. Klienci – po pandemii – wrócili również do lokali gastronomicznych, a do obsługi gości ten sektor zaczął poszukiwać nowych pracowników. W ostatnim tygodniu kwietnia i w pierwszych dniach maja, rekrutacje do hoteli, restauracji i innych obiektów z branży restauracyjno-noclegowej dotyczyły ponad 14 tys. stanowisk. Wielu pracodawców oferowało konkurencyjne zarobki i atrakcyjne benefity, niestety – o kandydatów – musieli walczyć nie tylko z konkurencją, ale też ze zniechęceniem kandydatów do podejmowania zajęcia w tym sektorze.

Wszystkie ręce na pokład

Jak wynika z raportu Grupy Progres – analizującego warunki pracy w sektorze HoReCa – na przełomie kwietnia i maja br. do gastronomii oraz cateringu najczęściej poszukiwani byli kucharze (35 proc. ofert), kelnerki i kelnerzy (21 proc. stanowisk), a także kierownicy zmiany (12 proc.) i barmani (10 proc.). Pojedyncze ofert dotyczyły m.in. cukierników (2 proc. rekrutacji). Hotelarze i właściciele innych obiektów noclegowych najczęściej szukali superwizorów (31 proc.), recepcjonistów (21 proc.), pokojówek (12 proc.) oraz specjalistów ds. sprzedaży i rezerwacji (6 proc.). Wielu pracodawców z branży HoReCa oferowało także etaty kierownicze – managerów obiektów noclegowych (30 proc. ofert z obszaru hotelarstwa) i managerów konceptu/restauracji (18 proc. wakatów w gastronomii i cateringu).

Obecnie, po majowej inauguracji sezonu letniego, pracodawcy z sektora HoReCa chcą skorzystać z okazji do odrabiania pandemicznych strat. Potrzebują do tego kadry, którą przyjmują do pracy na nowo. Po fali zwolnień nastąpiła fala rekrutacji. Z naszych danych wynika, że są one prowadzone praktycznie na każdy rodzaj stanowisk – od personelu pomocniczego, przez obsługę gości, aż po zarządzanie hotelem czy restauracją. Na pracę mogą liczyć nie tylko nasi rodacy, ale również uchodźcy z Ukrainy, którzy – jeśli nie znają języka – mają możliwość zarabiania na tzw. zapleczu, gdzie ich obowiązki nie są związane z bezpośrednią obsługą gości i liczą się przede wszystkim dostępność od zaraz oraz chęci do pracy, również w trybie zmianowym – mówi Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres.

Wystarczy tylko chcieć?

Wśród najczęściej wymienianych – przez pracodawców z sektora HoReCa – oczekiwań względem kandydatów znajdują się gotowość do pracy na zmiany i w weekendy oraz możliwości rozpoczęcia pracy jak najszybciej. Pożądanymi cechami są: komunikatywność, umiejętność pracy w zespole czy bardzo dobra organizacja czasu poświęcanego na wykonywanie zleconych obowiązków. W przypadku stanowisk związanych z bezpośrednią obsługą gości mile widziane „must have” kandydata według pracodawców to także doświadczenie zawodowe na podobnym stanowisku oraz dobra znajomość języka angielskiego. Wiedza specjalistyczna jest oczekiwana od kucharzy, szefów kuchni oraz barmanów. Niestety oczekiwana nie zawsze idą w parze z rzeczywistością.

Analiza rynku potwierdza, że nasz rodzimy sektor ma określone wymagania względem osób chętnych do podjęcia etatu. Jednak w praktyce kandydaci bardzo często przyjmowani są bez względu na ich doświadczenie, kwalifikacje czy znajomość́ języków. Zmusza do tego sytuacja rynkowa, czyli permanentne braki kadrowe. Dlatego na etat może liczyć praktycznie każdy, kto tylko chce podjąć się oferowanego zajęcia i przyjmie przedstawione warunki. Niestety takie działanie często odbywa się kosztem poziomu świadczonej usługi. Obniża się on z uwagi na niewykwalifikowaną kadrę, co odczuwają także klienci, którzy powinni być przygotowani, że również w tym sezonie mogą trafić na niedoświadczonego i popełniającego błędy pracownika hotelu czy restauracji – mówi Rafał Krzycki, wiceprzewodniczący i Sekretarz Rady w Izbie Gospodarczej Gastronomii Polskiej oraz wydawca Horeca Business Club.

Koniec ze śmieciówkami i benefitowe wabiki?

Sytuacja rynkowa wymusiła na pracodawcach również zmianę podejścia do zawieranych z pracownikiem umów. Ponad połowa ofert pracy (53 proc.) umożliwiała kandydatom podpisanie umowy o pracę, zatrudnienie na zlecenie proponowano w przypadku 40 proc. ofert. Pozostałe formy zatrudnienia to staże i praktyki (3 proc.), umowa agencyjna (2 proc.), umowa o dzieło (2 proc.) lub zastępstwo (1 proc.).

Według Magdy Dąbrowskiej, część pracodawców z branży HoReCa, chcąc wyróżniać się na tle konkurencji, oferuje dodatki do wynagrodzenia, które w tym sektorze nie stanowią jeszcze normy, ale nie są też przypadkami jednostkowymi. Należą do nich m.in. dofinansowanie nauki języka obcego, udział w szkoleniach i wydarzeniach branżowych, prywatna opieka medyczna czy ubezpieczenie na życie/NNW. Co obok – tych powszechniejszych – dodatków tj. zniżki na firmowe produkty i usługi, transport do pracy lub dofinansowanie dojazdów oraz bezpłatne lub tańsze posiłki może być mocnym argumentem dla osób wiążących swoją przyszłość z gastronomią czy hotelarstwem.

Rafał Krzycki dodaje, że sytuacja rynkowa sprzyja kandydatom do podjęcia etatu w HoReCa, gdzie bardzo długo zatrudniano na tzw. śmieciówkach albo na czarno. Obecnie, pracodawcy nie mają wyjścia, jeśli nie chcą mieć problemów kadrowych, są w pewien sposób zmuszeni do zawierania umów o pracę, oferowania rynkowego wynagrodzenia i dodatkowych benefitów socjalnych. Jednak mimo tych widocznych zmian, odbudowa wizerunku dobrego pracodawcy oraz prestiżowego zawodu potrwa bardzo długo.

Kurs euro poniżej 4,60 zł, dolar poniżej 4,30 zł

Dobre dane z Polski połączone ze szczęśliwym zbiegiem okoliczności powodują, że złoty jest najsilniejszy względem euro od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Kapitał wraca do Europy

Po tym, jak dolar 1,5 tygodnia temu osiągnął najwyższe poziomy względem euro, rozpoczął się ruch powrotny. Od tego czasu dolar stracił już ponad 3% na wartości, a dzisiaj od rana ruch jest kontynuowany. Powodem są spekulacje na temat podwyżek stóp procentowych w strefie euro już w lipcu. Niestety EBC pod kątem transparentności polityki bierze przykład z Polski i nikt nic nie wie. Z drugiej strony pojawiają się spekulacje o możliwym spowolnieniu cyklu podwyżek w USA. Tutaj z kolei jako powód wskazywane są bardzo słabe wyniki giełdy. S&P traci już prawie 20% od szczytów z grudnia tego roku. Z drugiej strony obecne poziomy około 4 000 punktów nie były widziane na rynku ani razu przed pierwszym kwartałem 2021 roku. Spadek na giełdzie zatem jest wyraźny, ale tylko względem napompowanych tanim pieniądzem rekordów sprzed kilku miesięcy.

Złoty korzysta

Jeszcze wczoraj pisaliśmy w komentarzu, że jeszcze 2 grosze straci euro do złotego i będzie najtańsze od początku pandemii. Dzisiaj już pękła ta granica, gdyż przez chwilę kurs euro zanurkował poniżej 4,60 zł. Powodem jest bardzo dobra dyspozycja euro względem dolara. Kapitał, który napłynął do Europy, nie zostaje tylko w strefie euro, ale szuka lepszych stóp zwrotu. Polska jest jednym z beneficjentów jako relatywnie duża gospodarka z dość wysokimi, przynajmniej względem strefy euro, stopami procentowymi. Najsilniej zmiany widać oczywiście na dolarze względem złotego. Amerykańska waluta spadła dzisiaj poniżej 4,30 zł.

Ropa się stabilizuje

W tle dużych zmian na rynkach walutowych mamy relatywnie małą zmienność na rynkach surowcowych. Ropa od początku tygodnia traci na wartości, aczkolwiek wszystko dzieje się przy bardzo małej zmienności, więc i przecena jest relatywnie bardzo niska. Powodem umacniania jest ryzyko pojawienia się recesji w wielu częściach świata. To powoduje, że spada oczekiwany popyt na ropę. Mniejszy popyt to z kolei niższe ceny. Z drugiej strony analitycy wskazują na niskie stany zapasów surowców energetycznych w Chinach, co może powodować, że kraj ten będzie chciał zakupić dużo surowca by je odbudować. To z kolei ważny bodziec zwiększający cenę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Jak długo trzeba oszczędzać, by za gotówkę kupić mieszkanie?

Aż 85 lat trzeba by było odkładać po 10 proc. średniej pensji miesięcznie, by kupić nowe 50 – metrowe mieszkanie w Warszawie, w aktualnie przeciętnej cenie. W innych, zbadanych przez ekspertów portalu GetHome.pl miastach jest podobnie. Oszczędzanie z pensji na zakup nieruchomości za gotówkę to zadanie po prostu niewykonalne, chyba że jesteśmy w stanie odkładać co miesiąc przynajmniej 40 – 50 proc. zarobków. Wtedy czas potrzebny na uzbieranie pożądanej kwoty zmniejsza się do „tylko” kilkunastu lat…

Można powiedzieć, że założenie, które przyjęliśmy w naszym wyliczeniu, jest dość ostrożne, jednak wynika ono z faktów. W rzeczywistości największy odsetek oszczędzających regularnie Polaków odkłada co miesiąc mniej niż 10 proc. pensji. Tak wynika z ostatniego raportu Intrum “European Consumer Payment Report 2021”.

Według tego badania 81 proc. mężczyzn i 71 proc. kobiet oszczędza co miesiąc. Największy odsetek pytanych (49 proc. kobiet i 44 proc. mężczyzn) odkłada mniej niż 10 proc. swoich zarobków. Tylko 22 proc. mężczyzn i 13 proc. kobiet odkłada 10-20 proc. swoich pensji. Powyżej 20 proc. regularnie oszczędza natomiast zaledwie 14 proc. mężczyzn i 9 proc. kobiet.

Tak więc nasz modelowy oszczędzający, który co miesiąc odkładałby 10 proc. zarobków, i tak byłby „ambitny” w porównaniu do rzeczywistych zachowań Polaków w tym zakresie.

Przyjęliśmy, że oszczędzający na mieszkanie zarabia równowartość średniej pensji w sektorze przedsiębiorstw z marca 2022. Zbadaliśmy, ile lat zajęłoby oszczędzanie na mieszkanie w przypadku zakupu 50 – metrowej nieruchomości w przeciętnej cenie, w 5 miastach wojewódzkich: Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Katowicach i Białymstoku.

Zarobki i ceny

Dane dotyczące średnich pensji w wymienionych ośrodkach mogą zaskakiwać. Okazuje się, że – wbrew obiegowemu przekonaniu – ośrodkiem, w którym zarabia się najlepiej, nie jest Warszawa. Wyprzedził ją Kraków. Zgodnie z danymi GUS za marzec 2022, przeciętna pensja w sektorze przedsiębiorstw w Warszawie wynosiła 8494 zł brutto, czyli 6078 netto (przy umowie o pracę). W Krakowie natomiast w tym samym okresie średni zarobek wynosił 8875 zł brutto, a więc 6301 zł netto. W Katowicach zarabiało się 7448 zł, czyli 5340 zł na rękę, we Wrocławiu 7064 zł, a więc 5070 zł netto. W zamykającym stawkę Białymstoku było to 5518 zł brutto, czyli 3991 zł netto.

Niekoniecznie jednak jest tak, że mieszkańcy ośrodków, gdzie zarabia się mniej, są z góry na straconej pozycji, bowiem liczą się także ceny mieszkań. Korelacja zarobków do cen mówi o sile nabywczej na rynku nieruchomości. W naszym wyliczeniu wzięliśmy pod uwagę średnie stawki z I kw. 2022 z rynku pierwotnego, które podaje NBP.

Najdroższym miastem, jeśli chodzi o ceny mieszkań jest Warszawa. W stolicy 1 mkw. nowego mieszkania w I kw. 2022 kosztował 12412 zł. By kupić 50 mkw., trzeba było wydać 620 tys. zł. W Krakowie 1 mkw. z rynku pierwotnego to wydatek średnio 10494 zł. Na 50 mkw. trzeba wydać 524 tys. zł. We Wrocławiu 1 mkw. nowego mieszkania kosztuje 10029 zł, a 50 mkw. to koszt 501 tys. W Katowicach mieszkania są wyraźnie tańsze. Za 1 mkw. z rynku pierwotnego płaci się średnio 8928 zł, a 50 mkw. kosztuje 446 tys. zł. Najtańsze mieszkania wśród miast, które uwzględniliśmy, są w Białymstoku. Tu 1 mkw. to wydatek 8036 zł. 50 mkw. Kosztuje 401 tys. zł.

Oszczędzanie wszystkiego

Zanim odpowiemy na pytanie, ile lat trzeba by było oszczędzać 10 proc. z pensji, by uciułać na mieszkanie, pokuśmy się o bardziej radykalne wyliczenie. Sprawdźmy, ile lat nam zajmie odkładanie, przy założeniu, że na cel mieszkaniowy poświęcamy co miesiąc całą pensję. Krótko mówiąc – zarobki „idą” w całości na mieszkanie.

Przy takim założeniu, kupujący w Warszawie musiałby odkładać całą pensję regularnie przez 102 miesiące, czyli 8 i pół roku. Kupującemu w Krakowie zajęłoby to 83 miesiące, czyli niecałe 7 lat. We Wrocławiu trzeba by było oszczędzać całą pensję przez 98 miesięcy, a więc ponad 8 lat. W Katowicach należałoby odkładać przez 83 miesiące, czyli – tak jak w Krakowie – niecałe 7 lat. Z kolei jeśli chodzi o Białystok – tu potrzeba byłoby aż 100 miesięcy (a więc ponad 8 lat) – nieco tylko mniej niż w Warszawie.

Okazuje się więc, że w najgorszej sytuacji są kupujący w miastach, gdzie zarabia się bardzo dobrze i najmniej. Z kolei w najlepszym położeniu znajdują się mieszkańcy Krakowa i Katowic. Tu relacja cen mieszkań do zarobków okazuje się najkorzystniejsza. Generalnie jednak różnice nie są duże. By myśleć o kupnie za gotówkę mieszkania, trzeba odkładać całą pensję co miesiąc przez około 7 – 8 lat.

10 procent pensji

Nietrudno skonstatować, że w takim układzie, odkładanie po 10 proc. pensji, by uciułać na mieszkanie, jest zadaniem niewykonalnym. W Warszawie odkładając co miesiąc 607 zł, czyli właśnie 10 proc. ze średnich zarobków w sektorze przedsiębiorstw, musielibyśmy to robić przez aż 1021 miesięcy, czyli 85 lat.

W Krakowie zajęłoby nam to blisko 70 lat, tyle samo w Katowicach. We Wrocławiu trzeba by było oszczędzać przez 980 miesięcy, a więc ponad 81 lat, a w Białymstoku byłoby to 1000 miesięcy, o rok i 8 miesięcy więcej niż we Wrocławiu. Wnioski są smutne, zwłaszcza jeśli zdamy sobie sprawę, że nawet odkładanie sporej kwoty w postaci 20 proc. pensji, wiązałoby się z koniecznością oszczędzania na mieszkanie przez 35 – 40 lat. Okazuje się, że jeśli zarabiamy przeciętnie i nie mamy innych źródeł dochodu, ani szansy, by odkładać regularnie większe kwoty, nie mamy też realnej szansy na kupno mieszkania bez „pomocy” kredytu.
Ile trzeba oszczędzać, by za gotówkę kupić mieszkanie?

Oszczędzanie na wkład własny

W tym kontekście sensowniejsze będzie sprawdzenie, ile czasu zajęłoby odkładanie po 10 proc. pensji miesięcznie na konieczny wkład własny kredytu. Mowa o 10 proc. wartości nieruchomości (z dodatkowym ubezpieczeniem) lub 20 proc. (bez dodatkowych kosztów).

W Warszawie, by uzbierać konieczne 62 tys. zł na 10 proc. wkład, należałby 10 proc. pensji odkładać przez 102 miesiące, a więc 8,5 roku. Na 20 proc. wkład oszczędzalibyśmy aż 17 lat. W Krakowie potrzebowalibyśmy blisko 7 lat, by uzbierać na minimalny wkład własny, tyle samo w Katowicach, we Wrocławiu byłoby to 8 lat, podobnie w Białymstoku. Jeśli chcielibyśmy odkładać po 10 proc. pensji na 20 proc. wkład własny, potrzebny czas wydłuża się o 100 proc.

Tak więc, przy aktualnych cenach mieszkań i przeciętnych zarobkach, również oszczędzanie z pensji po to, by móc zaciągnąć kredyt, okazuje się zadaniem długodystansowym…

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

EUR/PLN najniżej od końca lutego

Wczorajszy skok w górę kursu EUR/USD o 1,25 proc. był najsilniejszy od 9 marca br. W trakcie 7 sesji kurs EUR/USD wzrósł ze swego 5-letniego minimum o prawie 3 proc., co było najsilniejszym tego typu ruchem od lipca 2020. Przyczyną tego odbicia się kursu euro względem amerykańskiego dolara była poniedziałkowa wypowiedź przewodniczącej Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde sugerująca wyjście wysokości podstawowych stóp procentowych strefy euro na dodatnie poziomy do końca III kw. br. Obecnie stopa depozytowa ECB wynosi -0,5 proc.

Dziś rano kurs EUR/USD lekko korygował poniedziałkowy skok (-0,17 proc. do 1,06719). Kurs EUR/PLN, który wczoraj osiągnął najniższy poziom od końca lutego pozostawał dziś na poziomie zamknięcia wczorajszej sesji. Również USD/PLN notował dziś rano minimalną zmianę (+0,1 proc.).

Kurs BTC/USD wrócił poniżej poziomu 30000 pkt.

Wczoraj najwyżej od października 2019 zamknął się indeks chilijskiego rynku akcji IPSA. Dziś rano widoczny wczoraj popyt na amerykańskie akcje (S&P 500 +1,86 proc.) wyraźnie się ulotnił: ceny kontraktów na główne indeksy oddawały dużą część poniedziałkowej zwyżki (S&P 500 -1,42 proc., Nasdaq 100 -2,28 proc.). Wcześniej na rynkach akcji Azji i Oceanii zdołały wzrosnąć jedynie główne indeksy w Indonezji (+0,8 proc.), Tajlandii (+0,1 proc.) i Indiach (+0,07 proc.). Ponad 2 proc. spadki notowały Hang Seng i Shanghai Composite. W Europie we wtorkowy poranek również dominowały spadki (DAX -0,9 proc., CAC 40 -1,11 proc.).

WIG-20 korygował na początku wtorkowej sesji wczorajszy 3 proc. skok w górę do najwyższego poziomu od 5 maja (ok. 9:30 -0,73 proc.). WIG-Chemia zaliczył na początku sesji swe nowe 3-letnie maksimum, ale później spadał o 0,54 proc. Wśród składników WIG-u 20 najsilniej taniały na początku sesji KGHM (1,81 proc.) i JSW (-1,43 proc.), co powodowało, że WIG-Górnictwo był dziś rano najsłabszym indeksem sektorowym na GPW (-1,93 proc.).

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych lekko dziś spadała. Na początku dnia swe nowe 2-letnie maksimum ustanowiły 10-latki rządu Grecji.
Cena kontraktów na ropę naftową spadała dziś o ok. 1 proc. wracając poniżej poziomu 110 USD. Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie utrzymywała się tuż poniżej ustanowionego ostatnio najwyższego poziomu od 2008 roku.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Gwałtownie rosną zaległości firm transportowych i usługowych

Wojna w Ukrainie sprawiła, że co ósme przedsiębiorstwo działa w ograniczonym zakresie. Na razie konflikt nie przełożył się jednak na pogorszenie jakości rozliczeń B2B. Udział firm, którym zleceniodawcy zalegają z płatnościami o ponad 60 dni, w ciągu kwartału nawet nieznacznie spadł z 33 do 30 proc., po tym jak poprawiła się solidność płatnicza kontrahentów firm budowlanych i pogorszyła usług – pokazuje badanie Skaner MŚP w II kw. br. Niestety zmiana w usługach może pogłębiać narastające ostatnio w przyspieszonym tempie problemy tej branży z regulowaniem zobowiązań. Jej zaległości wobec banków i dostawców wzrosły w I kw. o niemal 1,9 mld zł – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK.

Z cyklicznego badania prowadzonego wśród mikro, małych i średnich przedsiębiorstw wynika, że 30 proc. spośród 500 ankietowanych firm miało w ostatnich 6 miesiącach klientów opóźniających rozliczenia za otrzymany towar czy usługi przez ponad 60 dni. Kwartał wcześniej było to 33 proc., a przed rokiem 35 proc. – wynika z badania Keralla Research realizowanego co kwartał dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Ogólnie sytuacja wydaje się więc poprawiać, ale nie wygląda to tak samo w firmach mikro, małych i średnich, ani też we wszystkich branżach.

Najtrudniejsze relacje z kontrahentami mają firmy średnie

Przy stale rosnących kosztach zatrudnienia i bieżącego funkcjonowania, dodatek w postaci problemów ze ściąganiem należności staje się coraz trudniejszy do zaakceptowania. Ostatnio najbardziej na klientów opóźniających zapłatę za odebrany towar czy usługi udało się wpłynąć małym podmiotom zatrudniającym od 10 do 49 osób. W rezultacie odsetek małych podmiotów skarżących się na ponad dwumiesięczne opóźnienia spadł z 37 do 30 proc. W mikro firmach (do 9 pracowników) utrzymuje się na poziomie 21 proc. Sytuacja najgorzej wygląda w firmach średnich, liczących od 50 do 249 zatrudnionych, tu kłopoty ze spływem płatności ma 46 proc. podmiotów. – Wyczekujące na zapłatę średnie przedsiębiorstwa są jednak coraz bardziej zdeterminowane, by zmienić ten stan rzeczy. Deklarują, że więcej czasu niż wcześniej poświęcają na rozmowy z dłużnikami o konieczności płatności na czas. Podejmują też aktywniejsze działania – inicjują współpracę z zewnętrznymi partnerami m.in. firmami windykacyjnymi, kancelariami prawnymi czy BIG-ami prowadzącymi rejestry dłużników – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Najmniej skutki wojny odczuwa handel

Od 24 lutego rozliczenia między firmami odbywają się już nie tylko w cieniu skutków pandemii i wysokiej inflacji, ale również wojny w Ukrainie. Na negatywny wpływ konfliktu na swoją działalność zwraca uwagę 12 proc. przedsiębiorstw, w najbardziej narażonym na turbulencje transporcie nawet 18 proc., a w usługach poszkodowanych firm jest 13 proc. Najmniej skutki wojny odczuwa handel, tu 8 proc. ankietowanych mówi o negatywnych stronach sytuacji, a jednocześnie aż 9 proc. wskazuje, że teraz mogą funkcjonować bardziej intensywnie. Handel w badaniu w II kw. odnotował też niewielką poprawę jakości rozliczeń B2B. Udział pokrzywdzonych płatnościami opóźnionymi o ponad 60 dni spadł tutaj z 48 do 44 proc.

Najmniej skutki wojny odczuwa handel
Źródło: badanie Skaner MŚP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Na pięć ankietowanych sektorów handel nadal pozostaje jednak najczęściej doświadczającym tego typu problemów. Jest też branżą, która sama ma najwięcej nieopłaconych w terminie zobowiązań wobec banków i dostawców – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK. Na koniec marca było to blisko 7,8 mld zł, choć w ciągu I kwartału kwota ta spadła o 0,65 mld zł (8 proc.). Niesolidnych płatników firm, aktywnych, zawieszonych i zamkniętych przybyło jednak o 2,6 tys. do 74,2 tys.

W przemyśle ubywa zobowiązań, ale przybywa dłużników

Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowej BIK, wśród ogółu firm przeterminowane zobowiązania wobec dostawców oraz zaległości kredytowe (opóźniane o min. 30 dni płatności rat na co najmniej 500 zł) wyniosły na koniec marca 37,97 mld zł, po tym jak w ciągu pierwszego kwartału wzrosły o 0,65 mld zł. (1,7 proc.). Zaległości przypadały na blisko 315 tys. firm, niesolidnych dłużników było więcej o prawie 3,5 tys. niż na koniec zeszłego roku.

Po handlu, drugim sektorem pod względem posiadanych zaległości w bazach Grupy BIK jest przemysł. Jego przeterminowane zobowiązania przekraczają 6,5 mld zł. Tu podobnie jak w handlu ubyło zobowiązań (o 4 proc.) i przybyło 1,3 tys. dłużników – do 26,9 tys. przedsiębiorstw. Obserwowana w cyklicznych badaniach jakość rozliczeń B2B pokazuje, że w przemyśle piąty już kwartał odsetek firm czekających na płatności przez ponad dwa miesiące utrzymuje się w granicach 30 proc. W czasie pandemii firmy przetwórstwa przemysłowego, podobnie jak większość branż, poprawiły jakość rozliczeń, wcześniej wyglądało to znacznie gorzej.

Dobry czas ma budownictwo, które pomniejsza swoje zaległości w bankach i u kontrahentów. W I kw. br. zaległości budownictwa obniżyły się o 0,5 mld zł (9 proc.) do niecałych 5,4 mld zł. Jednocześnie ubywa firm budowalnych, którym zleceniodawcy nie płacą w terminie. Z całkiem niskiego poziomu 24 proc. przedsiębiorstw skarżących się na niesolidnych zleceniodawców w I kw., obniżył się w kwietniu do 14 proc.

Należy jednak przypomnieć, że trzy największe sektory: handel, przemysł i budownictwo, które teraz obniżają zaległości wobec dostawców i banków przez cały zeszły rok zwiększały długi, odpowiednio o 5, 20 i 15 proc.

Rosną zaległości w transporcie i usługach

Jeszcze w ubiegłym roku całkiem nieźle pod względem rozliczeń z kontrahentami i bankami miała się branża transportowa. Wartość nieopłaconych w terminie zobowiązań wobec kontrahentów i firm finansowych spadła (o 2,3 proc.), ale w I kw. tego roku wzrosła już jednak o 16 proc. do blisko 2,5 mld zł, a liczba niesolidnych dłużników o ponad 3 tys. do 36 tys. firm. Warto zauważyć, że są to dane jeszcze sprzed wybuchu wojny w Ukrainie (do rejestru BIG zgłaszane są zobowiązania opóźnione o min. 30 dni), a agresja Rosji na Ukrainę daje się mocno we znaki firmom przewozowym – działalność ograniczyło już 18 proc. podmiotów, co bez wątpienia przełoży się na ich płynność finansową. – Zaległości transportu rosną, choć same firmy transportowe nie zaczęły jeszcze skarżyć się na większe problemy z pozyskiwaniem należności, a właśnie brak płatności za wykonane usługi czy dostarczony towar, to jeden z najczęstszych powodów niepłacenia też własnym dostawcom i nakręcania spirali wzajemnych zaległości i zatorów płatniczych. Według badania Skaner MŚP odsetek przedsiębiorstw przewozowych, które skarżą się na min. 60-dniowe opóźnienia w płatnościach zleceniodawców utrzymuje się poniżej 30 proc. W zeszłym roku cały czas było to powyżej 30 proc. – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor prowadzącego rejestr dłużników konsumentów i firm.

Rosną zaległości w transporcie i usługach
Źródło: badanie Skaner MSP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Największy wzrost odsetka firm, którym zleceniodawcy zwlekają z płatnościami, z 22 proc. w I kw. do 25 proc. w II kw. br., sygnalizuje w badaniu sektor usług. Mimo, że firmy usługowe rozproszone są w Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD) w różnych sekcjach, można dostrzec, że obecnie mają większe kłopoty w rozliczeniach z dostawcami i instytucjami finansowymi. Jak wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK, w trzech pierwszych miesiącach roku, w pięciu sekcjach PKD obejmujących różnego rodzaju firmy usługowe, zaległości podwyższyły się o niemal 1,9 mld zł. O 230 mln zł (12 proc.) wzrosły przeterminowane zobowiązania grupy “Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna”, w której mieszczą się m.in. firmy związane z projektowaniem, fotografią i tłumaczeniami. O 860 mln zł (112 proc.) poszybowały długi “Działalności w zakresie administrowania i działalności wspierającej”, głównie podmiotów zajmujących się obsługą biur oraz utrzymujących porządek w budynkach, a także firm wynajmujących pojazdy i maszyny oraz zajmujących się zatrudnieniem. 377 mln zł (56 proc.) więcej przeterminowanych zobowiązań ma “Działalność finansowa i ubezpieczeniowa”, głównie za sprawą pośredników finansowych. O 419 mln zł (122 proc.) podwyższyły się zobowiązania “Pozostałej działalności usługowej”, przy czym najbardziej podniosły się długi podmiotów z “Pozostałej indywidulnej działalności usługowej”, gdzie indziej niesklasyfikowanej, czyli nie wymagających specjalistycznej wiedzy – z 40 do niemal 280 mln zł. Źle prezentują się też rozliczenia wszelkiego rodzaju firm serwisujących m.in. sprzęt AGD czy komputery oraz działalności związanej z poprawą kondycji fizycznej.

– Mimo wszelkich starań, biznesom usługowym ciężko jest całkowicie uniknąć tego, jak pandemiczne obostrzenia czy zmiany nawyków konsumenckich przekładają się na ich wyniki. Rozpowszechnienie się pracy zdalnej plus nakręcane przez inflację cięcie wydatków przez konsumentów i firmy, zaczęły uwidaczniać się szczególnie we wzroście zaległości podmiotów odpowiedzialnych za obsługę biznesu – mówi Sławomir Grzelczak. Zaległości wymienianych tu pięciu sekcji (Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna, Działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca, Działalność finansowa i ubezpieczeniowa, Pozostała działalność usługowa, Działalność związana z kulturą, rozrywką i rekreacją) przez dwa poprzednie lata podwyższyły się rocznie o niecałe 0,5 mld zł (14 proc.), teraz w trzy miesiące wzrosły o połowę – z 3,75 do 5,6 mld zł. Długi wszystkich firm zwiększyły w tym czasie wartość o niecałe 2 proc.

Gwałtownie rosną zaległości firm
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK

Zestawiając widoczne w bazach BIG InfoMonitor i BIK zmiany zaległości firm wobec dostawców i banków, w pierwszych kwartałach ostatnich trzech lat, można zauważyć, że gdy w 2020 r. wzrosły one o prawie 5 proc., rok później o ponad 3 proc., to w tym roku jest to niecałe 2 proc.

Badanie zrealizowane w ramach projektu „Skaner MŚP”, przez Instytut Keralla Research, prowadzone co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: 05.04-26.04.2022.

Scrollytelling – nowy trend w świecie stron internetowych

Trendy dotyczą nie tylko mody czy kosmetyków, różne tendencje i możliwości pojawiają się także w świecie IT. Innowacyjne, zmiany zachowań konsumentów, nowe technologie – to wszystko wymusza na twórcach stron internetowych kolejne zmiany, poszukiwanie łatwiejszych rozwiązań i ciekawszych doznań. W świecie, w którym obecnie główną role odgrywa opowiedziana, ciekawa historia pojawił się scrollytelling, jako odpowiedź na prezentacje opowieści za pomocą strony www.

,,Bo widzisz, TUTAJ musisz biec tak szybko, jak tylko potrafisz, żeby zostać w tym samym miejscu. A jak chcesz dostać się w inne miejsce, musisz biec dwa razy szybciej’’. – Carroll Lewis – Po drugiej stronie lustra

Takie są prawa sprzedaży usług czy produktów w świecie online. Rozwój digitalu pędzi z prędkością światła i najważniejsze jest to, aby nie zostać w tyle. Oprócz prawidłowości technicznych, jakie musi posiadać strona www, aby nie zaciągać długu technologicznego, narażać przy tym firmę na straty, nieodzownym elementem jest projekt motywu strony, czyli to, co wizualnie wyświetlają nam wyszukiwarki, kiedy wchodzimy na www.

Niedoścignieni w SXO przez więź z UX I UI.

Łącząc prawidłowości w podstawach SEO z twórczym myśleniem UX Designera – czyli projektowaniem stron poprzez aspekt emocjonalny jaki doświadczają po styczności z produktem użytkownicy, jako firma narzucająca trendy w webdesignie  stawiamy na scrolliteling.

Jeśli szukasz ciekawego i oryginalnego rozwiązania do prezentacji swojej marki czy produktu – ta możliwość jest dla Ciebie! Chcesz wiedzieć więcej przeczytaj poniższy artykuł.

Co to jest scrollytelling?

Technika projektowania, która już jest bardzo popularna.  To nic innego, jak wizualna opowieść za pomocą estetycznego rezonansu strony www, który za pomocą interfejsu cyfrowego przekazuje nam niezwykłą historie. Scrollytelling to najbardziej atrakcyjna metoda designerskiego przedstawiania przekazu i wartości firmy za pomocą przewijania. To połączenie słów scrolling, czyli przewijanie i storytelling – czyli opowiadanie historii. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że w scrollowaniu jesteśmy mistrzami i uwielbiamy to robić. Ktoś inteligentny zauważył, że każdego dnia scrollujemy kilka tysięcy (a może i milionów) razy, dlaczego tego nie wykorzystać? Dzięki tej metodzie tworzenia mamy nieodparte wrażenie uczestnictwa w całej opowieści, samodzielnie decydujemy scrollując w górę lub w dół, w którym chcemy być miejscu płynnej treści.

Jakie są zalety scrollytellingu?

Projektowanie wizualne i informacyjne mają konkretne znaczenie. Są to bardzo nowoczesne niekonwencjonalne techniki. Scrollytelling wciąga klienta, sprawia że zostaje na stronie dłużej i chce poznać więcej szczegółów, jest chętny i łasy na kolejne informacje – czyli zakończenie lub rozwój jakiejś historii. To genialne połączenie brandingu i marketingu treści.

Wyróżnikiem jest tu niebywałość ożywionego przekazu. Jak już raz spróbujesz, zobaczysz i poznasz scrollytelling, odeślesz do przeszłości nudne, standardowe karty stron internetowych. Zaawansowane efekty projektowe zdecydowanie przewyższają jakością i efektywnością tradycyjne projekty, które często, a nawet przeważnie nie oddają głębi, jak i potencjału całej marki czy usługi.

W dzisiejszych czasach wszystko opiera się na szybkości. Nie lubimy marnowania czasu. Chcemy otrzymywać krótkie, konkretne informacje. Chcemy się utożsamiać z marką, produktem, usługą czy daną osobą. Scrollytelling w umiejętny sposób, skraca czas poznania, za pomocą przewijania czyli scrollowania.

Najważniejsze zalety:

  • Innowacyjność – marka prezentuje się jako nowoczesna, postępowa.
  • Interakcja – klient przemieszcza się po stronie, oczekując kolejnych ciekawych informacji i zdarzeń.
  • Użytkownik zostaje na stronie dłużej – co przyczynia się do lepszej widoczności w Googlu.
  • Wzrost świadomości marki – użytkownik szybciej i łatwiej zapamięta usługę, produkt czy osobę.
  • Oryginalna forma prezentacji – nie sposób się jej oprzeć, chce się wiedzieć i widzieć więcej.

Projekt strony w takim stylu posiada elementy interaktywne, które w takiej kolejności, w jakiej zostaną zaprojektowane wyświetlają się użytkownikom na ekranach smartfona czy laptopa, oddając pełen ster scrollowaniu. Dzięki czemu w zamierzonej kolejności ukazuje się opowiadanie, treści, filmy czy grafiki, a ukryte zostają elementy, które w danym momencie mamy nie zobaczyć. Przyjdzie na to czas.

Co wyróżnia scrollytelling od standardowych stron www?

Jest to bardzo ekscytująca przygoda dla każdego klienta, a zarazem najprostsza forma przekazu. Pozwala nam na dowolność kierunków, kiedy klasycznie przewijamy ekran za pomocą myszki czy kciuka, natomiast treść przewija się np. w poziomie, a nie w pionie jak do tej por i strona potrafi  zachwycić już z miejsca. Taka wizualna narracja przejść między elementami zgodnie z logiką, która płynnie jest przekształcana, bezapelacyjnie powoduje efekt niesamowitego urozmaicenia w porównaniu do tradycyjnych projektów stron oraz doprowadza do pełnej zapamiętywalności marki, gdy treści przechodzą w obrazy, zmieniają się rozmiary, a tło jest interaktywne. Umożliwia firmie wejść absolutnie, w strefę marketingu viralowego. Staje się stroną pokazywaną, modną wśród społeczeństwa, taką którą warto, a nawet trzeba się chwalić.

Czy scrollytelling ma jakieś wady?

Ta niebywała forma projektowa, daje niesamowite możliwości projektantom, jak i firmom. Niektórzy za wadę mogą uznać, iż najlepszy efekt uzyskamy na dedykowanym CMS-ie, ale to właśnie o unikalność i wyróżniki w markach nam chodzi. Kiedy taki projekt zaimplementujemy na page builder-ach optymalizacja będzie stanowiła wyzwanie i pełnej prędkości możemy nie uzyskać, wtedy należy bardzo wyważyć cały projekt.

Co można zaprezentować za pomocą scrollytellingu?

Nie ma tutaj wyznacznika, co możemy pokazać za jego pośrednictwem i to jest fantastyczne. Każdy dział branży można w ten sposób zaprezentować. Od marki osobistej, po wszelakie usługi jak i sprzedaż. Więc jeżeli np. prowadzisz restauracje, salon fryzjerski, sprzedajesz kosmetyki, usługi papiernicze, odzież, sprzęt AGD, nieruchomości,  czy sprzęt ogrodniczy, to ta forma przekazu Twojej firmy jest dla Ciebie. Nie ma ograniczeń. Zamiast długich nudnych treści i filmików instruktażowych zobrazuj swój produkt czy usługę scrollytellingiem.

Jak scrollytelling wygląda w praktyce?

Świetnym przykładem jest tu strona restauracji rybnej, gdzie za pomocą tej techniki, możemy zobaczyć cały proces powstawania naszego dania, aż do momentu dostawy.

https://www.catchfishandchips.com.au/

Kilka przykładów z użyciem różnych technik projektowych scrollitelingu.

Jak długo projektowanie takiej strony?

Czas przygotowania takiego projektu, nie odstępuje od czasu przygotowań klasycznych profesjonalnych stron, sklepów czy aplikacji, natomiast różni się techniką projektowania i zasóbem wiedzy na temat tej techniki projektowania. Tego nie zrobi ci ktoś bez doświadczenia…

Scrollytelling stał się już popularny i wyparł obecnie panujące możliwości. Każdy już teraz chce zmienić swoją dotychczasową stronę, lub zbudować nową w oparciu o wizualną historie.

Autor: JOANNA GIZGIER, CEO w marce by Fehu

Jest związana z branżą IT od ponad 11 lat. Zajmuje się projektowaniem i budowaniem stron internetowych oraz e-sklepów, tworzę layoty w WordPress. Z rzetelnością dba o  działania SEO. Zajmuje się, także kwestiami związanymi z identyfikacją wizualną marki. Jest autorką hasła ,,Śmietnik internetowy” oraz szkoleń: “Twoje miejsce w sieci” czy “Firmowe błędy w poruszaniu się online”. Prowadzi konsultacje, które pomagają w rozwoju firmom online. Pracuje z pasją starając się realizować zobowiązania podjęte wobec klientów i czuję się odpowiedzialna za za ich powodzenie. Swoje działania opiera na technikach quick wins i insights. Jak sama podkreśla: zamiast porażek zbieram doświadczenia. Zamiast ulegać schematom łamię zasady i znajduję szerszą perspektywę.

Grupa Pracuj publikuje wyniki za I kw. 2022 r.

Grupa Pracuj podsumowuje pierwszy kwartał 2022 roku: wysoka liczba projektów rekrutacyjnych w serwisie Pracuj.pl i dynamiczny wzrost wyników finansowych.

  • W pierwszym kwartale 2022 roku skonsolidowane przychody Grupy Pracuj wyniosły 142,1 mln zł i były o 40,8% wyższe niż w analogicznym okresie 2021 roku. Wzrost ten wynikał przede wszystkim z bardzo wysokiej liczby projektów rekrutacyjnych[1] zakupionych przez pracodawców w serwisie Pracuj.pl.
  • Skorygowana EBITDA[2] w pierwszych trzech miesiącach tego roku wyniosła 79,9 mln zł, co oznacza wzrost o 55,8% rok do roku. Marża skorygowanej EBITDA wzrosła tym samym do 56,2% z 50,8% przed rokiem.
  • Skonsolidowany zysk netto wypracowany przez Grupę Pracuj w pierwszym kwartale 2022 roku sięgnął 55,0 mln zł, czyli o 55,7% więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

– W pierwszych miesiącach tego roku Grupa Pracuj korzysta z wyraźnego ożywienia na rynku pracy w Polsce. Niskie bezrobocie oraz rosnące oczekiwania pracowników dotyczące wzrostu wynagrodzeń, wynikające między innymi z wysokiej inflacji, sprawiają, że wiele osób aktywnie poszukuje nowej, lepiej płatnej pracy – komentuje Przemysław Gacek, prezes Grupy Pracuj.

Z badań Pracuj.pl[3] wynika, że odsetek Polaków aktywnie szukających nowej pracy lub planujących w najbliższym czasie zmienić obecną wzrósł z 31,0% w październiku 2021 roku do 36,0% w marcu 2022 roku.

– Jednocześnie dostosowujemy naszą ofertę do zmieniających się warunków rynkowych, proponując pracodawcom coraz to nowsze funkcjonalności i usługi wspierające procesy rekrutacyjne, dzięki czemu optymalnie wykorzystujemy ten trend. Pod względem przychodów, był to najlepszy pierwszy kwartał w historii Grupy Pracuj  – dodaje Przemysław Gacek, prezes Grupy Pracuj.

Pracuj.pl motorem wzrostów

Skonsolidowane przychody z umów z klientami w pierwszym kwartale 2022 roku sięgnęły 142,1 mln zł i były o 40,8% wyższe niż w analogicznym okresie poprzedniego roku, głównie za sprawą rekordowej liczby projektów rekrutacyjnych w serwisie Pracuj.pl, która wzrosła o 36,0% r/r, do 152 tysięcy. Rośnie dodatkowo popularność dodatków do ogłoszeń rekrutacyjnych nabywanych przez klientów, w celu dopasowania oferty do ich indywidualnych potrzeb.

Liczba aktywnych klientów, korzystających z systemu eRecruiter wspierającego rekrutację, oferowanego w modelu abonamentowym (SaaS), wzrosła o 13,0% r/r, do ponad 1650 na koniec marca 2022 roku.

Przychody z rynku polskiego w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku stanowiły 92,6% przychodów Grupy.

Do momentu wybuchu konfliktu zbrojnego 24 lutego 2022 roku, na rynku ukraińskim Grupa Pracuj notowała również bardzo dobre wyniki operacyjne. Łączna liczba projektów rekrutacyjnych w serwisie Robota.ua w pierwszym kwartale 2022 roku wyniosła 207 tysięcy (wobec 216 tysięcy w tym samym okresie 2021 roku), z czego liczba płatnych projektów rekrutacyjnych wyniosła 111 tysięcy (wobec 122 tysięcy przed rokiem).

Wzrost sprzedaży w parze ze wzrostem rentowności

Tempo wzrostu przychodów w omawianym okresie było wyższe niż dynamika wzrostu kosztów operacyjnych, co przełożyło się na rosnącą rentowność działalności prowadzonej przez Grupę Pracuj.

Skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej w pierwszym kwartale 2022 roku wyniósł 68,7 mln zł (wzrost o 57,8% r/r), a skorygowana EBITDA sięgnęła 79,9 mln zł (wzrost o 55,8% r/r). Marża skorygowanej EBITDA wzrosła tym samym do 56,2% (z 50,8% w pierwszym kwartale 2021 roku).

Wypracowany w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku skonsolidowany zysk netto wyniósł 55,0 mln zł i był o 55,7% wyższy niż tym samym okresie przed rokiem.

Działalność Grupy w Ukrainie

Grupa utrzymuje pełną zdolność operacyjną w Ukrainie. Zarząd Grupy Pracuj na bieżąco monitoruje sytuację.

– Wpływ konfliktu w Ukrainie jest oczywiście odczuwalny, ale trudny do oszacowania w najbliższych kwartałach. Obecnie skupiamy się na ciagłości operacyjnej i dostosowaniu serwisu do nowych warunków. W naszej ocenie sytuacja Robota.ua jest stabilna. Pozytywnym sygnałem jest fakt, że stopniowo i jeszcze w małej skali pojawiają się oferty ukraińskich pracodawców poszukujących pracowników. Dokładamy wszelkich starań, na poziomie technologicznym i operacyjnym, aby zapewnić nieprzerwane działanie naszego serwisu – informuje Rafał Nachyna, Dyrektor Operacyjny Grupy Pracuj.

[1] Liczba projektów rekrutacyjnych równa się liczbie kredytów, które zostały wykorzystane do zamieszczenia ofert pracy na Pracuj.pl lub Robota.ua. W przypadku Pracuj.pl 1 kredyt może być zamieniony na wiele ofert pracy (oferty będą miały ten sam tytuł, ale różne lokalizacje – średnio 1,8-1,9), natomiast w przypadku Robota.ua 1 kredyt może być zamieniony tylko na 1 ofertę pracy na okres jednego miesiąca.

[2] Skorygowana EBITDA oznacza zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację (w tym amortyzację wartości firmy) skorygowany o rozpoznane, jak również odwrócone, a uprzednio rozpoznane odpisy z tytułu trwałej utraty wartości aktywów oraz o wykazane w skonsolidowanym sprawozdaniu z całkowitych dochodów koszty programów płatności w formie akcji i koszty oferty publicznej akcji.

[3] Badanie Pracuj.pl „„Nowe oblicza pracy: mobilność zawodowa Polaków”. Maj 2022 r.

Ostatnie dwa lata wymiotły biurowce, a inwestorzy liczą zyski

W ciągu ostatnich dwóch lat zmniejszyła się średnia wynajmowana powierzchnia biurowa w Warszawie, największym rynku w Polsce, nawet o 1/3 – wynika z danych REDD. Inwestorzy mogą jednak spać spokojnie. W myśleniu o biurach rewolucja nastąpiła u najemców i ich pracowników, ale samych właścicieli czeka w kolejnych latach wyłącznie ewolucja. I to raczej organizacyjna, bo pieniądze w tej branży wciąż rosną.

Hybryda zmniejsza potrzeby, nie dochody

Minione dwa lata pokazały nowe możliwości najemcom biur i w bardzo szybkim tempie zmieniły się one w standard. Te możliwości to w głównej mierze, rzecz jasna, praca z domu. Widać to w statystykach REDD z ostatnich lat.

Od 2019 do końca 2020 roku średnia wynajmowana powierzchnia w stolicy spadła o niemal 25%. W 2021 rynek zaliczył tu kolejny spadek, tym razem o 7%. W największym skrócie – ze średnich 404 metrów kwadratowych w 2019, najemcy zmienili swoje potrzeby na powierzchnie ok. 277-metrowe w 2021 roku. W Q1 2022 roku widzimy rosnącą średnią, ale ocenę trendu będziemy mogli przedstawić po zakończeniu roku.

Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD
Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD

Najprawdopodobniej system „3 dni z biura, 2 dni z domu” wszedł w życie biurowe na stałe. To z reguły wygodniejsze dla pracowników, a ponieważ szef nie potrzebuje mieć pełnej załogi biurze przez cały czas, nie pyta już o tak duże biuro wynajmując je – wyjaśnia Piotr Smagała, Managing Director i współzałożyciel REDD Group.wykres REDD 1

Wydłużył się również znacznie czas potrzebny na komercjalizację powierzchni biurowej. Tuż przed pandemią wynosił on 145 dni. Na koniec 2021 roku był to już cały rok! W pierwszym kwartale 2022 roku w Warszawie jest to już ponad 500 dni. Takie dane mogłoby świadczyć o równie znaczących (i negatywnych) zmianach dla finansów właścicieli nieruchomości, ale tu, jak się okazuje, jest bez zmian, a miejscami nawet na duży plus.wykres REDD 2

Na czym polega ten paradoks?

Średnia wynajmowana powierzchnia spada, ale rośnie za to, i to w bardzo szybkim tempie, wartość samych biurowców. Z danych REDD wynika, że niektórzy właściciele mogli się w ostatnich latach wzbogacić o kilkanaście procent.wykres REDD 5

Sprawdziliśmy to na trzech przykładowych nieruchomościach w Warszawie. Ich łączna wartość w 2019 roku to 3,6 mld złotych. Ponad dwa lata później trzeba by za nie zapłacić 4,3 miliarda. Co ciekawe – te budynki zyskują na wartości szybciej, niż przychody, które się z nich czerpie. Inwestorzy mogą więc w zasadzie jedynie czekać, ich portfel rośnie sam. Sytuacja godna pozazdroszczenia, nie ukrywam – mówi Piotr Smagała.

Przychody ze wspomnianych nieruchomości to w latach 2019-2021 kolejno: 229, 231 i 237 milionów złotych. Wzrosty niemal żadne, jeśli porównać je do wartości biurowców. Jak pokazują dane REDD czynsze na rynku nieruchomości biurowych są stabilne.wykres REDD 3

Niewielkie wahania, o maksymalnie 5%, to norma. Nie skracają się też w znaczący sposób terminy podpisywanych wynajmów. Bardzo podobnie jest z liczbą transakcji: we wspomnianym przedziale lat niewielki spadek zanotowano jedynie w roku 2020, ale już kolejny rok dał wynik większy niż w 2019.

W ocenie ekspertów REDD, zmiany na rynku nieruchomości biurowych przyjdą, ale ewolucyjnie, nie rewolucyjnie. Z pewnością trzeba będzie coraz lepiej planować wynajem i budowę nowych biurowców. Tu niezbędne będą dane i coraz bardziej wydajny system ich wielopoziomowej analizy.wykres REDD 4

Dyrektywa Omnibus już za 4 dni. Koszt dostosowania e-sklepów może przewyższyć 10 tys. zł

Dyrektywa Omnibus – lepsza ochrona konsumenta i dodatkowe koszty dla eCommerce. Komentarz eksperta na temat nowych przepisów.

Za kilka dni wchodzi w życie unijna dyrektywa Omnibus, której celem jest zwiększenie ochrony praw konsumentów w handlu internetowym. Polska wersja tej ustawy na razie jest w powijakach, nie zdejmuje to jednak z polskich przedsiębiorców obowiązku podporządkowania się prawu UE. Niestety dostosowanie e-sklepów do nowych regulacji może kosztować – w zależności od sytuacji wyjściowej i rozmiaru sklepu może to być od tysiąca do nawet ponad 10 tys. zł.

Już 28 maja wejdzie w życiu nowa unijna dyrektywa, tzw. Omnibus, regulująca zasady handlu internetowego i nakładająca na przedsiębiorców nowe obowiązki, mające na celu wzmocnienie ochrony konsumentów. By zapobiec sztucznym podwyżkom cen, Omnibus wprowadza wymóg, by w przypadku obniżki obok nowej ceny została umieszczona najniższa cena, jaka obowiązywała w ciągu 30 dni przed wprowadzeniem promocji. Platformy marketplace’owe, czyli np. Allegro, Amazon, czy sprzedażowa platforma Facebooka, będą też miały obowiązek informowania o tym, czy dany sprzedający jest przedsiębiorcą, czy osobą prywatną. Ma to istotne znaczenie, ponieważ w tym drugim przypadku nie mają zastosowania przepisy ochrony konsumentów, jak np. prawo odstąpienia od umowy w ciągu 14 dni od daty otrzymania towaru. Informacja będzie udzielana na podstawie oświadczenia sprzedającego, a nieudzielenie jej będzie uznawane za nieuczciwą praktykę handlową.

Koniec z fałszywymi recenzjami produktów

Naruszeniem prawa będzie również usuwanie i ukrywanie przez sklepy negatywnych opinii i zniechęcanie do ich zamieszczania, a także publikowanie lub zlecanie publikacji fałszywych opinii – czyli rekomendacji pochodzących od osób, które nigdy z danych produktów nie korzystały. Na recenzje produktów na stronach sklepów zwraca uwagę aż ¾ internetowych konsumentów, jak wynika z raportu Advox Studio, software house z główną siedzibą w Poznaniu i oddziałami w Europie, który zrealizował ponad 200 projektów sklepów internetowych. Sprzedawca będzie miał obowiązek wskazać, jakie działania podejmuje w celu weryfikacji opinii o produktach na jego stronie, a za zaniechanie w tym zakresie będą groziły sankcje.

Koszt dostosowania się do nowych przepisów może przekroczyć nawet 10 tys. zł

Dostosowanie się do części nowych przepisów może niestety stanowić dla eCommerce’ów problem. Koszty związane z wdrożeniem zmian wynikających z dyrektywy Omnibus zależą przede wszystkim od sytuacji zastanej oraz wielkości samego sklepu internetowego. W przypadku małych sklepów opartych na platformach typu WooCommerce koszt zmian będzie się zaczynał od 1000-1500 zł netto – mówi Rafał Gadomski, CEO Advox Studio W przypadku platform typu Prestashop może wynieść nawet kilka tysięcy. W przypadku rozbudowanych eCommerce’ów opartych np. na platformie Magento, koszt implementacji wszystkich zmian może przewyższyć 10 tys. zł, w związku z koniecznością modyfikacji aktualnej mechaniki dotyczącej strategii cenowej czy promocyjnej. Niezależnie od skali działania i dostawcy platformy sklepowej możemy się spodziewać, że, w odpowiedzi na zapotrzebowanie rynkowe powstawać będą gotowe moduły odpowiadające na zmiany dyrektywy Omnibus. Nie można jednak zapomnieć o weryfikacji ich jakości oraz zgodności z wprowadzonymi zmianami.

Problemem dla sklepów internetowych może stanowić również obowiązek informowania o indywidualnym dostosowywaniu ceny do konsumenta na podstawie zebranych danych na temat jego preferencji i zachowań konsumenckich, jeśli takie działania mają miejsce – szczególnie w przypadku organizacji złożonych akcji promocyjnych i dynamicznego ustalania cen w przypadku obniżek kierowanych do wybranych grup klientów. Przepisy nie określają, jak należy postępować w takich sytuacjach. Za niedostosowanie się do nowych wymogów prawa grożą wysokie kary – może to być nawet 2 mln zł dla osoby zarządzającej sklepem czy 10 proc. obrotu z poprzedniego roku. Za kontrole oraz nakładanie kar będzie odpowiadać Inspekcja Handlowa. Dodatkowo, jeżeli przedsiębiorcy będą stosować fikcyjne obniżki, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, może uznać taką praktykę za naruszającą zbiorowe interesy konsumentów.

Jak tłumaczy radca prawny Tomasz Palak: Regulacje prawne wynikające z Dyrektywy Omnibus wydają się być krokiem sprzyjającym przejrzystości w handlu internetowym. Najwięcej mówi się oczywiście o uniemożliwieniu sztucznych podwyżek cen tylko po to, by potem móc je znacząco obniżyć – np. przed Black Friday. Ale to nie wszystko. Zwróciłbym też uwagę na nowe obowiązki platform typu marketplace w zakresie wyróżniania płatnych wyników wyszukiwania. Dotąd była to kwestia wewnętrznych polityk portali, Omnibus zmusi je do czytelnego informowania o fakcie, że dane wyniki są wyżej w wyszukiwarce, bo zostały opłacone. Bardzo możliwe jest jednak niedotrzymanie przez nasz kraj terminu wdrożenia nowej regulacji, a na polską wersję omnibusowej ustawy jeszcze sobie poczekamy. Nie zwalnia to jednak przedsiębiorców z konieczności podporządkowania się prawu unijnemu.

Zadłużenie firm deweloperskich. Eksperci komentują: Dane z rejestrów nie oddają w pełni sytuacji w branży

Liczba firm deweloperskich wpisanych na koniec marca br. do Krajowego Rejestru Długów spadła o 0,6% rdr. Równocześnie w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i w bazie informacji kredytowych BIK przybyło dłużników wykonujących roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków. W tym przypadku wzrost przekroczył 4% rdr. W zależności od rejestru, analizowane grupy mają do oddania od blisko 193 mln zł do ponad 3 mld zł, a średni dług wynosi od przeszło 41 tys. zł do niespełna 196 tys. zł. Ponadto KRD podaje, że statystyczny dłużnik zalegał ze spłatą zobowiązań 1 017 dni, czyli ponad 2 miesiące dłużej niż rok wcześniej.

Ruch w rejestrach

Na koniec pierwszego kwartału br. do Krajowego Rejestru Długów było wpisanych 4 669 firm deweloperskich. To nieznacznie mniej niż w analogicznym okresie 2021 roku, kiedy było ich 4 695. Natomiast według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, sytuacja wygląda nieco inaczej. Ostatniego marca br. liczba dłużników wykonujących roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków wyniosła 15 443. Rok wcześniej było ich 14 795.

– Należy rozpatrzeć jak definiujemy branżę deweloperską. Bardzo często do dokonania tego rozróżnienia wykorzystywany jest kod PKD przedsiębiorcy, a w przypadku deweloperki ma on dość szerokie spektrum. Pod tym samym kodem mogą kryć się deweloperzy, jak również firmy, które nimi nie są, a biorą udział w procesie inwestycyjno-budowlanym. W PZFD szacujemy, że na polskim rynku może funkcjonować realnie ponad 1500 firm deweloperskich sensu stricto. To znaczyłoby, że dane dotyczące zadłużenia odnoszą się nie tylko do samych deweloperów – komentuje Mateusz Stachewicz, ekspert Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Jak podkreśla radca prawny Emilia Miśkiewicz z Kancelarii Radców Prawnych JK&M, trudności w regulowaniu zobowiązań dotykają w szczególności podmioty zajmujące się wznoszeniem budynków oraz wykonujące prace wykończeniowe. One działają na zlecenie firm deweloperskich. Z kolei radca prawny Klaudyna Jarzec-Koślacz zaznacza, że na rynku jest sporo małych deweloperów realizujących lokalne inwestycje. Ma to związek z pandemią i z rosnącym zapotrzebowaniem na domy z ogródkami. Ekspert dodaje, że specyfiką branży są opóźnienia w płatnościach. Dlatego też firmy pracujące w tym sektorze znaczenie później decydują się na złożenie wniosku o wpis dłużnika np. do KRD.

– Rynek nieruchomości jest mocno przegrzany. Od dwóch lat spodziewaliśmy się, że inflacja nastąpi. Wcześniej była pandemia, teraz jest wojna u naszych sąsiadów. Banki prognozują, że do końca roku stopa procentowa podniesie się do 12,5%. Jeśli ktoś nie jest w stanie płacić wyższej raty, to obniżana jest wartość przyznawanych kredytów lub nie są one w ogóle udzielane. Deweloperzy stracili już około 70% klientów i dotyczy to wyłącznie tych kredytowych – mówi Wojciech Kuc, ekspert Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Długi pod lupą

Według danych Krajowego Rejestru Długów, zadłużenie firm deweloperskich spadło rok do roku. Na koniec pierwszego kwartału br. wyniosło 192,8 mln zł. To o 10,6% mniej niż 12 miesięcy wcześniej, kiedy było na poziomie 215,7 mln zł. W przypadku Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK też widać spadek zadłużenia wśród firm wykonujących roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków. Ostatnio wyniosło ono ponad 3,023 mld zł, tj. prawie 1,1% mniej niż rok wcześniej. Wówczas mowa była o 3,056 mld zł.

– Niespełna 193 mln zł, rozłożone na blisko 5 tys. podmiotów, nie jest zadłużeniem znaczącym, czy też w jakikolwiek sposób zagrażającym funkcjonowaniu branży deweloperskiej. Poza tym przytłaczająca większość przypadków to nie są sytuacje wynikające z niewypłacalności podmiotów i pustek w ich kasie. To ma związek z czymś w rodzaju spornych czy zaległych z jakichś powodów rozliczeń z kontrahentami. Mniej więcej po jednej trzeciej deweloperskich długów przypada na wierzytelności banków i ubezpieczycieli, firm budowlanych oraz handlowych – analizuje Jarosław Jędrzyński, ekspert z portalu RynekPierwotny.pl.

Jak stwierdza radca prawny Emilia Miśkiewicz, największy wpływ na spadek zadłużenia miał prężny rozwój inwestycji mieszkaniowych. Z nim związany jest dynamiczny wzrost cen mieszkań w Polsce, dwucyfrowy w dużych aglomeracjach. W opinii eksperta, należało spodziewać się zmniejszenia zadłużenia deweloperów. Natomiast radca prawny Klaudyna Jarzec-Koślacz z Kancelarii Radców Prawnych JK&M zaznacza, że niższe zadłużenie firm deweloperskich ma związek ze sprzedażą mieszkań z bardzo dobrą marżą. To powiązane jest z realizacją budowy jeszcze po starych cenach, kiedy koszty były niższe.

– W kontekście zadłużenia – nie da się przeoczyć problemów firm innych niż deweloperskich biorących udział w procesie budowlano-inwestycyjnym, choćby wykonawczym. Ta sytuacja nas niepokoi. Ona jest powodowana m.in. wzrostem cen energii, paliw czy materiałów budowlanych, które biją rekordy ostatnich lat – dodaje ekspert z Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Mniej i dłużej

Z kolei Klaudyna Jarzec-Koślacz zwraca uwagę na to, że – według KRD – na koniec I kw. br. średnie zadłużenie jednego dłużnika z branży deweloperskiej wyniosło prawie 41,3 tys. zł. W ciągu roku spadło więc o 10,1%, z poziomu ponad 45,9 tys. zł. Ekspert dodaje, że z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że na koniec marca br. średnie zadłużenie w badanym obszarze przekroczyło 195,9 tys. zł. To z kolei o blisko 5,2% mniej niż rok wcześniej, kiedy mowa była o ok. 206,6 tys. zł.

– Sytuacja ekonomiczna branży deweloperskiej, w tym przede wszystkim finansowa, jest obecnie najlepsza w historii pierwotnego rynku mieszkaniowego. Za nami 7 tłustych lat historycznego boomu w mieszkaniówce i krociowych zysków deweloperów. Zdecydowana większość firm jest bardzo dobrze przygotowana i zabezpieczona na nadchodzące nieco chudsze czasy hamowania koniunktury. W ub.r. tuzin deweloperów giełdowych wypracował rekordowe w historii zyski netto rzędu w sumie 1,65 mld zł, czyli ponad 80% więcej, licząc rok do roku – stwierdza Jarosław Jędrzyński.

Ponadto z danych KRD wynika, że na koniec pierwszego kwartału br. statystyczny dłużnik deweloper zalegał ze spłatą zobowiązań 1 017 dni. Rok wcześniej było to 951 dni. W opinii Wojciecha Kuca, dane te nie są zaskakujące. Generalnie deweloperzy nie są w stanie sprzedać swojego produktu po oczekiwanych cenach, zwłaszcza w trakcie trwania inwestycji. Zdaniem eksperta, najwięksi deweloperzy sobie poradzą. Natomiast gorzej będzie z mniejszymi podmiotami.

– Wydłużenie okresu zalegania w spłacie zobowiązań z całą pewnością nie jest pożądane, ale też nie jest niestety zbyt zaskakujące. To sygnał dla wierzycieli, aby podejmowali działania zmierzające do egzekwowania przysługujących im należności w sposób bardziej energiczny i zdecydowany, nie czekając na dobrą wolę dłużnika – podsumowuje radca prawny Emilia Miśkiewicz.

Ailleron kończy I kwartał 2022 z kolejnym rekordem wyników

W pierwszym kwartale 2022 roku Ailleron S.A. zanotowała na poziomie skonsolidowanym przychody ze sprzedaży w wysokości ponad 76,7 mln zł, co jest poziomem niemal 2-krotnie wyższym (wzrost o 97%) do analogicznego okresu w roku 2021. Ponadto Spółka wykazała EBITDA na poziomie 12,2 mln zł, czyli o ok. 96% wyższym do wyniku zrealizowanego w roku poprzednim. Pozostałe parametry rentowności również pokazują korzystne tendencje w rozwoju biznesu całej grupy – zysk operacyjny wyniósł bowiem 9,4 mln zł wzrastając r/r o ponad 127%. Z kolei zysk netto osiągnął pułap ok 4,0 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 123% i to mimo kosztów jednorazowych związanych z przejęciem (bez nich wynik netto za I kw. byłby na poziomie ok 7,0 mln zł). Spółka planuje wypłatę dywidendy dla Akcjonariuszy.

Grupa Ailleron aktywnie działa w trzech obszarach – Technology Services (poprzednio Enterprise Services), operującym w ramach spółki Software Mind oraz FinTech i HotelTech operującymi w ramach Ailleron.

Dominującym segmentem działalności Grupy, zarówno pod względem skali działalności mierzonej poziomem sprzedaży jak i wyników, jest Technology Services, obejmujący dedykowane, kompleksowe rozwiązania informatyczne dla branży finansowej i e-commerce, rozwój i utrzymanie systemów telekomunikacyjnych oraz usługi świadczone w oparciu o własne produkty i platformy telekomunikacyjne.

Technology Services w całym okresie I kwartału zrealizował sprzedaż na poziomie ok. 62,9 mln zł, co oznacza wzrost r/r o 143%. W ramach tego segmentu pojawia się już efekt konsolidacji w związku z dokonanymi akwizycjami w takich podmiotach jak Virtual Mind, Code Factory czy Chmurowisko.

„Od samego początku konsekwentnie realizowany jest projekt strategiczny, w ramach którego wraz z Enterprise Investors chcemy zbudować grupę będącą liderem w wybranych specjalizacjach sektorowych i technologicznych. Po wynikach za 1 kw. możemy zaobserwować, że nasze podejście już przynosi wymierne efekty. Akwizycje realizowane dzięki środkom pozyskanym na dokapitalizowanie Software Mind, a także poprzez finansowanie dłużne, otwierają nam nowe rynki, dają dostęp do wysokiej klasy specjalistów IT, a przy tym pozytywnie wpływają na wyniki, co widać w raportach finansowych. Jesteśmy przekonani, że dalsze trzymanie się wytyczonej strategii pozwoli osiągnąć kilkukrotnie większą skalę działalności. Głównym kierunkiem rozwoju Spółki na kolejne lata pozostanie wysokomarżowa zagranica. Wdrażamy swoje rozwiązania już w ponad 40 krajach na pięciu kontynentach, ale rynek pozostaje niezwykle chłonny. Dlatego liczymy na utrzymanie tempa ekspansji m.in. w krajach niemieckojęzycznych takich jak Niemcy, Austria czy Szwajcaria oraz Stanach Zjednoczonych. Eksport w przychodach to już niemal 75 % i jest to dla nas powód do dumy, ponieważ przebojem zdobywamy przede wszystkim rozwinięte i perspektywiczne rynki zagraniczne. Taka sytuacja z pewnością jest korzystna również dla naszych inwestorów oraz stanowi dobry prognostyk na przyszłość”– wyjaśnia Tomasz Król, Członek Zarządu (CFO) Ailleron S.A.

Segment FinTech wygenerował przychody na poziomie 12,8 mln zł, odnotowując wzrost o 11%. W dalszym ciągu Spółka w obszarze Corporate banking realizuje długoterminowe duże projekty dla kilku klientów bankowych. Pozostałe obszary FinTech – LiveBank, Challenger, LeaseTech, z uwagi na duże zainteresowanie procesem digitalizacji (szczególnie w ostatnim czasie) są obiektem aktywnego developmentu produktowego, który ma zwiększyć atrakcyjność i dać możliwość skierowania oferty do nowych klientów, w szczególności na rynkach eksportowych. Zdecydowana większość działających tam podmiotów widzi obecnie potrzebę wdrażania u siebie systemów komunikacji zdalnej ze swoimi klientami. Na obecnym etapie zapytań i analizy ofert, Zarząd, nie widzi ryzyka spadku przychodów w obszarze FinTech.

Wciąż dostrzegamy znaczny potencjał do zwiększenia swoich przychodów o obszarze Fintech. Warto pamiętać, że w ubiegłym roku i nadal dokonujemy znaczących inwestycji w ten segment, głównie dzięki środkom pozyskanym w ramach sprzedaży części udziałów w spółce Software Mind. Został opracowany całkowicie nowy – w pełni chmurowy i SaaS-owy – model dostarczania naszego flagowego rozwiązania – LiveBanku.  Z punktu widzenia produktu to rewolucyjna zmiana, otwierająca dla niego globalny rynek banków i instytucji finansowych liczący tysiące podmiotów, o wartości według szacunków ok. 4,5 mld USD. Obecnie Spółka jest w trakcie zaawansowanych negocjacji na wdrożenie nowej wersji LiveBanku w kilku bankach.  Strategia LiveBank SaaS jest realizowana z dużą konsekwencją, gdyż Spółka widzi ogromny potencjał LiveBank’u i duże zainteresowanie tym rozwiązaniem” – mówi Tomasz Król, Członek Zarządu (CFO) Ailleron S.A.

W strukturze sprzedaży Ailleron S.A., podobnie jak na przestrzeni ostatnich lat, dominuje sprzedaż exportowa przy coraz wyższej dynamice sprzedaży. Sprzedaż exportowa wzrosła w I kwartale 2022 r. do ponad 57,5 mln zł i osiągnęła r/r dynamikę ponad 220%. Znaczny przyrost eksportu jest konsekwencją rosnącego udziału biznesu Technology Services, który jest niemal w 100% biznesem exportowym, a także rosnącego udziału eksportu w takich produktach jak LiveBank. Ailleron konsekwentnie kładzie nacisk na rozwój w kilku kluczowych rynkach, gdzie Spółka jest w stanie osiągać wyższe marże. Jest to Europa Zachodnia, Stany Zjednoczone oraz Azja Południowo – Wschodnia. Patrząc z perspektywy dwóch kluczowych rynków exportowych dynamika wzrostu przychodów r/r wyniosła w I kwartale odpowiednio – dla Unii Europejskiej niemal 209%, a dla Stanów Zjednoczonych ok. 220%.

W obszarze HotelTech zrealizowane przychody wyniosły niespełna 0,7 mln zł. Ailleron chce być pierwszym wyborem dla instytucji finansowych. Działania jakie Spółka podejmuje w zakresie obszaru HotelTech, finalnie mają doprowadzić do umocnienia się tej części biznesu pod względem przychodowo-wynikowym, tak aby przyszłościowo wykonać spin-off i pozostawić iLumio jako odrębną niezależną spółkę. Obecnie testowany jest nowy plan zmiany modelu dystrybucji i po jego potwierdzeniu będą podejmowane ostateczne decyzje.

W dniu 20 maja 2022 roku Rada Nadzorcza Spółki pozytywnie zaopiniowała wniosek Zarządu dotyczący przeznaczenia części zysku netto Spółki za rok 2021 w kwocie 3.953.761,28 zł (słownie: trzy miliony dziewięćset pięćdziesiąt trzy tysiące siedemset sześćdziesiąt jeden złotych 28/100) na wypłatę dywidendy dla akcjonariuszy w kwocie 0,32 zł (słownie: trzydzieści dwa grosze) na każdą akcję. Ostateczna decyzja w sprawie wypłaty dywidendy, dnia dywidendy oraz dnia wypłaty dywidendy należeć będzie do Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Ailleron S.A.

„Rada Nadzorcza spółki przychyliła się do rekomendacji Zarządu o wypłacie dywidendy. Zależy nam na tym, aby mimo szerokiego programu inwestycyjnego Ailleron wypłacał regularnie dywidendę akcjonariuszom. Postanowiliśmy rekomendować Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy w wysokości 0,32 PLN na jedną akcję, czyli ca. 4 mln zł. Jest to kwota na poziomie dywidendy z zeszłego roku, gdyż pomimo osiąganych znacznie wyższych zysków, mamy spore inwestycje jeszcze przed sobą. Będziemy dążyli do tego, aby Ailleron stał się spółką dywidendową z wyraźną polityką w tym zakresie w przyszłości. Uważamy również, że na obecnym etapie rozwoju Spółki, dzielenie się zyskiem z akcjonariuszami nie stoi na przeszkodzie w konsekwentnej realizacji naszych planów inwestycyjnych” – powiedział Rafał Styczeń, Prezes Zarządu Ailleron S.A.

Samochody drożeją, ubezpieczenia tanieją

  • Systematycznie spada liczba rejestracji nowych samochodów. W kwietniu było ich o ponad 13 proc. mniej niż przed rokiem.
  • Nie lepiej jest na rynku wtórnym- import był niższy o 17 proc. Sprowadzamy starsze i droższe: średni wiek pojazdu to już ponad 12 lat, a mediana ceny przekroczyła 23,5 tys. zł.
  • Lepsze dane dotyczą polis komunikacyjnych- najpopularniejsze auta ubezpieczymy taniej. Polisa OC dla „dwunastolatka” jest też średnio o 4 proc. niższa.
  • Średnia składka OC dla używanego VW wynosi 3,2 proc. mniej, z kolei koszt AC dla marki Opel taki sam jak w kwietniu 2021. 

Najgorzej od 7 lat – rejestrujemy o 200 aut dziennie mniej niż przed rokiem

Z najnowszych danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) wynika, że od początku 2022 roku do końca kwietnia w Polsce zarejestrowano blisko 137 tys. nowych aut osobowych. To 13,3 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku i najgorszy wynik od siedmiu lat. Biorąc pod uwagę dni robocze, w całym kraju rejestruje się dziennie średnio ok. 200 samochodów mniej niż w 2021 r.! Dane z bazy Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców również nie pozostawiają wątpliwości – w samym kwietniu zarejestrowano o 13,1 proc. mniej aut niż rok wcześniej. I nic nie zapowiada, aby w najbliższym czasie negatywny trend miał się odwrócić. Trwa kryzys na rynku mikroprocesorów oraz ograniczona dostępność surowców i komponentów. Rosną także inflacja i stopy procentowe.

Używane coraz starsze i coraz droższe

Sytuacja na rynku samochodów nowych powoduje drenaż podaży na rynku wtórnym, a w konsekwencji wzrost cen oraz wieku sprowadzanych pojazdów. PZPM informuje, że w kwietniu 2022 roku Polacy zarejestrowali niewiele ponad 61 tys. takich aut. To także mniej niż rok wcześniej (o 17 proc.) i najmniej od 2014 roku. Łącznie od stycznia import samochodów osobowych wyniósł 241 tys. i był niższy o 13,9 proc. w porównaniu do pierwszych czterech miesięcy 2021 roku. Deficyt samochodów na rynku powoduje wzrost ich cen. Wg AAA Auto mediana ceny aut używanych wyniosła w marcu 23,5 tys. zł., o 500 zł więcej niż miesiąc wcześniej. Wszystko to ma również wpływ na ceny polis komunikacyjnych.

–  Czynniki, które wpływają na ofertę ubezpieczenia komunikacyjnego, związane są nie tylko z kierowcą, jego doświadczeniem, miejscem zamieszkania, czy historią szkodową. Nie mniej istotna dla ubezpieczycieli jest również marka pojazdu, jego stan techniczny, rodzaj silnika oraz wiek. Stąd też, pomimo spadku cen, statystycznie najwięcej za ubezpieczenie OC zapłacą właściciele aut, których wiek mieści się w przedziale 11 – 20 lat, a więc tych, które są obecnie najchętniej sprowadzane do kraju – stwierdza Karolina Ławicka z CUK Ubezpieczenia.

63 proc. sprowadzonych pojazdów ma więcej niż 10 lat, a względnie nowe, czyli do 4 lat stanowią jedynie 8 proc. importu. W efekcie średnia wieku przywiezionego z zagranicy samochodu osobowego wynosi dzisiaj 12,6 lat, a dla silników benzynowych nawet 13,8 roku. W kwietniu 2022 właściciele 12- letniego auta zapłacili za polisę OC średnio 520  zł, o 4 proc. taniej niż rok wcześniej. W przypadku samochodu siedmioletniego było to odpowiednio  533 zł, a czteroletniego 537 zł.

Samochody coraz droższe, tanieją tylko polisy

Najpopularniejszym kierunkiem importu pozostają w dalszym ciągu Niemcy, skąd pochodzi 51 proc. sprowadzonych pojazdów. I to właśnie wg PZPM marki produkowane w Niemczech takie jak VW, Opel i Ford są nadal najchętniej kupowane przez Polaków. Łącznie od początku roku zarejestrowano ich blisko 71 tys. sztuk. Wśród modeli prym wiedzie Audi A4. Eksperci CUK Ubezpieczenia sprawdzili, ile kosztuje ich ubezpieczenie.

Osoby, które poruszają się używanymi Fordami, musiały w kwietniu zapłacić najwyższą cenę za OC komunikacyjne. Było to jednak i tak mniej niż na wiosnę ubiegłego roku. Średnia składka wyniosła w tym wypadku 537 zł (559 zł rok wcześniej). Koszt ubezpieczenia VW był nieznacznie niższy i wyniósł średnio 530 zł (-3,2 proc.), a Opli ok. 518 zł (-3,5 proc.). W przypadku najchętniej sprowadzanego od początku 2022 roku modelu tj. Audi A4 ubezpieczenie wyniosło 566 zł, w porównaniu do 582 zł w ubiegłym roku.

– Teoretycznie wzrost cen samochodów powinien przełożyć się na wyższe koszty ubezpieczeń, jednak na razie tak nie jest. Dla obowiązkowej polisy OC komunikacyjnego zakres ochrony jest taki sam u wszystkich ubezpieczycieli. Jedynym czynnikiem warunkującym wybór ubezpieczenia jest więc jego cena, a ta różni się w poszczególnych towarzystwach. W przypadku polis OC porównanie wielu ofert dostępnych w jednym miejscu pozwala oszczędzić czas i pieniądze – wyjaśnia Karolina Ławicka z CUK Ubezpieczenia.

AC- składki za używane wciąż poniżej inflacji

Spośród trzech analizowanych marek to właściciele VW zapłacili w kwietniu najwyższą składkę za dobrowolne ubezpieczenie autocasco. Roczna ochrona będzie ich kosztować średnio 805 zł, ok. 4 proc. więcej niż w przypadku posiadaczy Fordów (775 zł) i ponad 22 proc. od Opli (659 zł). W przypadku tych ostatnich koszt ubezpieczenia AC będzie analogiczny jak przed rokiem, a dla pojazdów VW i Ford odpowiednio o 4 i 4,6 proc. wyższy. Ubezpieczający najpopularniejszy model z importu, tj. Audi A4 płacili z kolei średnio 1200 zł, blisko 13 proc. więcej niż rok wcześniej.

– Kalkulacje składek dla najpopularniejszych pod względem wieku i marki samochodów potwierdzają utrzymujący się od dłuższego czasu spadkowy trend w ubezpieczeniach komunikacyjnych. Obecnie średni koszt polisy OC jest o 3 proc. niższy niż przed rokiem. Autocasco podrożało z kolei o niespełna 3 proc. Oznacza to, że wzrost cen na tym ryzyku jest niższy od poziomu inflacji. Stan ten nie będzie jednak trwał w nieskończoność i podwyżki cen staną się z czasem nieuniknione – podsumowuje Karolina Ławicka z CUK Ubezpieczenia.

Branża logistyczno-przemysłowa nadal atrakcyjna dla inwestorów, choć dynamika wzrostu popytu i podaży może być niższa

W I kwartale 2022 r. wolumen transakcji inwestycyjnych na polskim rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych wyniósł 191 mln euro. I choć obecna sytuacja gospodarcza, a dodatkowo duża niepewność w związku z wojną w Ukrainie, stawiają przed branżą logistyczną kolejne wyzwania, w dłuższej perspektywie nie dojdzie do większych zmian pod względem wolumenu popytu i podaży, choć tempo wzrostu tej części rynku może być niższe niż w poprzednich latach – wynika z raportu 7R i Colliers „Branża logistyczno-przemysłowa. Kierunki rozwoju z perspektywy 2022 r.”.

W przeciwieństwie do wielu innych sektorów gospodarki, pandemia okazała się być jednym z kluczowych czynników napędzających rozwój całej branży magazynowej w 2021 roku. Stało się tak m.in. za sprawą wzrostu zapotrzebowania na usługi kurierskie i logistyczne, które wymagały zbudowania odpowiedniego zaplecza. Na wzmożony popyt bardzo szybko zareagowali deweloperzy, którzy dzięki dużym zasobom banków ziemi mogli niemalże od ręki rozpocząć realizację nowych obiektów, a także na bieżąco odpowiadać na rosnące potrzeby rynku.

Sytuacja, jaką obserwowaliśmy w 2021 roku miała charakter bezprecedensowy pod wieloma względami. Pandemia przyspieszyła wiele procesów, które w normalnych warunkach zajęłyby dużo więcej czasu, w tym choćby transformację cyfrową. Uświadomiła również wrażliwość łańcuchów dostaw i sprawiła, że coraz więcej firm decyduje się na ich skracanie. Dużą niepewność na rynku wywołuje wojna  w Ukrainie. Ekonomiczne skutki tych wydarzeń są trudne do przewidzenia, ale w dłuższej perspektywie możemy spodziewać się kilku istotnych zmian w kontekście rynku powierzchni magazynowych. Uniezależnienie energetyczne od Rosji z pewnością da nowy impuls do rozwoju czystej energii w Europie, a to może się przełożyć na wzrost znaczenia zrównoważonego budownictwa przemysłowego. Z drugiej strony nieuchronny wzrost czynszów zwróci jeszcze większą uwagę na optymalizację kosztów eksploatacji, a także znaczenie rozwiązań proptech w tym zakresie” – mówi Tomasz Lubowiecki, założyciel i prezes zarządu 7R.

Szanse i wyzwania branży w 2022 r.

Jak wynika z danych firmy doradczej Colliers, całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce na koniec I kw. 2022 roku wyniosła ponad 25 mln m2. Deweloperzy oddali do użytku w tym czasie niemal 1,3 mln m2, co było najwyższym jak dotąd wynikiem w historii polskiego rynku powierzchni przemysłowych i logistycznych. Miniony kwartał upłynął również pod znakiem rekordowego wolumenu powierzchni w budowie. Pod koniec marca 2022 r. wyniósł on 4,8 mln m2.

O tym, czy dynamika wzrostu rynku w całym 2022 roku będzie zbliżona do tej z roku ubiegłego zadecyduje wiele czynników. Wśród nich bez wątpienia najważniejszym pozostaje kwestia potencjalnej eskalacji wojny w Ukrainie oraz jej konsekwencje gospodarcze.

Znaczny wzrost kosztów budów był widoczny już od początku pandemii, jednak wojna w Ukrainie przyspieszyła ten proces. W dłuższej perspektywie możemy zatem spodziewać się podwyżek bazowych oraz efektywnych stawek czynszów, które podyktowane są m.in. wyższymi cenami surowców, a także rosnącymi kosztami eksploatacyjnymi i cenami nośników energii. To z kolei może rzutować na zmiany w warunkach najmu, bo deweloperzy, aby zabezpieczyć przyszłe przychody, będą mniej skłonni do oferowania umów długoterminowych (np. na 15 lat) oraz najmu na krótkie okresy. Warto jednak zwrócić uwagę, że choć czynsze będą wzrastać to nadal pozostaną one konkurencyjne względem rynków zachodnich” – tłumaczy Maciej Chmielewski, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.

Jak twierdzą autorzy raportu 7R i Colliers ograniczona dostępność materiałów budowlanych i wyższe koszty stałe prowadzenia inwestycji to duże wyzwanie zarówno dla deweloperów powierzchni magazynowych, jak i ich najemców. Zwracają też uwagę na inną bardzo ważną kwestię, czyli deficyt pracowników w sektorze budowlanym i logistycznym, spośród których obywatele Ukrainy stanowili jak dotąd znaczną część zatrudnionych. W związku z odpływem blisko 1 miliona osób, które wyjechały z Polski do Ukrainy, branża ma dziś przed sobą poważne wyzwanie, aby wypełnić tę lukę. W innym przypadku będziemy mieli do czynienia z poważnymi utrudnieniami, a to z kolei przełoży się na opóźnienia w harmonogramach realizacji poszczególnych inwestycji i spowolnienie przyrostu nowej powierzchni magazynowej i logistycznej.

Magazyny nadal na radarze inwestorów

Z danych zebranych w raporcie 7R i Colliers wynika, że rynek inwestycyjny w Polsce w 2021 r. odnotował kolejny skok w kontekście projektów logistyczno-przemysłowych, które stanowiły blisko 50% zaangażowanego kapitału – ok. 3 mld euro. Stopy kapitalizacji w tym sektorze w ciągu ostatniego roku uległy kompresji o kolejne 120 p.b. Oznacza to rekordowo niski poziom 4,3% dla najlepszych obiektów typu multi-tenant oraz ok. 4% w przypadku dużych nowych nieruchomości wynajętych pojedynczym najemcom o dobrej reputacji na okres powyżej 10 lat.

W I kw. 2022 r. wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku powierzchni przemysłowo- logistycznych wyniósł 191 mln euro. Pod względem wysokości stóp kapitalizacji nie odnotowano znacznych różnic pomiędzy początkiem roku 2022 a rokiem 2021. Do końca 2021 r. panował trend na obniżanie się stóp kapitalizacji. Końcówka I kw. 2022 r. przyniosła odwrócenie tego trendu spowodowane m.in. presją inflacyjną.

Zmiany geopolityczne za naszą wschodnią granicą wywołały oczywisty szok na rynkach kapitałowych. W początkowej fazie zarządzający funduszami skupili się na rozpoczętych już procesach i ocenie wpływu tychże skutków na dochodowość, stabilność i płynność nabywanych aktywów. Jednocześnie do wszystkich nowych procesów inwestycyjnych zastosowali strategię „wait & see”. Ważnym aspektem, który wpływał na siłę i długość tej strategii, było jednak źródło pochodzenia kapitału. Kapitał pochodzenia europejskiego doskonale rozumiał, co oznacza dla polskiego rynku nieruchomości bycie członkiem Unii Europejskiej i aktywnym partnerem NATO, co wpłynęło na szybkie nakreślenie potencjalnych scenariuszy, z których większość była pozytywna dla rynku nieruchomości magazynowych i wpłynęła na decyzje o aktywnym uczestniczeniu również w nowych procesach zakupu nieruchomości. Kapitał amerykański w początkowej fazie cechował się większą ostrożnością, obecnie również wraca szukając interesujących, pewnych projektów. Warto zwrócić uwagę, że stopy kapitalizacji dla nowych procesów pozostają bardzo konkurencyjne” – mówi Łukasz Jachna, członek zarządu 7R, Chief Capital Markets Officer.

Brak jednego scenariusza dla rynku

Poza ograniczoną dostępnością nowych źródeł surowców energetycznych oraz materiałów budowlanych, również niestabilność finansowa, a także wysoki poziom inflacji to czynniki, które raport 7R oraz Colliers wymienia jako istotne w kontekście potencjalnego, czasowego spadku atrakcyjności inwestycyjnej polskiego rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych. Jednak eksperci obu firm wskazują także szanse na dalszy rozwój branży, m.in. w postaci zwiększonego zainteresowania inwestycjami wśród podmiotów ze wschodu Europy, stopniowy przyrost siły roboczej, umożliwiający budowę nowych obiektów w coraz większej liczbie lokalizacji czy rozwój mniejszych rynków logistycznych, które dotąd cechował najwyższy poziom pustostanów i dostępnych zasobów magazynowych.

O tym, które z powyższych aspektów zyskają w najbliższym czasie na znaczeniu w dużej mierze zdecyduje jednak scenariusz, jaki będzie towarzyszył wydarzeniom w Ukrainie, a wraz z nim skala działań wojennych prowadzonych w tym kraju. Jak wynika z analizy makroekonomicznej prof. Witolda Orłowskiego, przygotowanej na potrzeby raportu, wariant optymistyczny zakłada stopniową stabilizację cen surowców i normalizację sytuacji w kontekście aktywności deweloperskiej oraz klimatu inwestycyjnego dla Polski. Aby tak się stało, relacje pomiędzy Rosją a pozostałymi krajami członkowskim UE powinny przyjąć kurs deeskalacji, a każdorazowe zaostrzenie tych stosunków będzie skutkowało pogorszeniem perspektywy długoterminowej.

Problemy z przesyłkami? 5 strategii ostatniej mili, o których musisz wiedzieć

Oczekiwania społeczeństwa dotyczące szybkiej dostawy w eCommerce stały się niemałym wyzwaniem. Reagowanie na potrzeby klientów wpływa na przewagę konkurencyjną, gdyż coraz więcej osób podejmuje decyzje o zakupie w oparciu o usługi związane z wysyłką, dostawą i zwrotami.

Nie wystarczy już po prostu przekazać towar kurierowi, tym bardziej w przypadku przesyłek międzynarodowych, bardziej narażonych na możliwość wystąpienia incydentów.

  1. Oferuj różnorodne metody wysyłki i dostawy

Odpowiadanie na potrzeby klientów związane z dostawą jest ważne dla konwersji. Niektórym klientom może zależeć na szybkiej dostawie, drugim na wolnej, a jeszcze innym na dostawie wczesnym rankiem.

Im więcej opcji wysyłki dostępnych w Twoim sklepie, tym większe zadowolenie klienta i prawdopodobieństwo ponownego zakupu. Aby zrealizować tę strategię, warto scentralizować kilka firm transportowych w jednej jednostce organizacyjnej, np. Outvio.

  1. Prowadź cross docking

Cross docking to strategia magazynowania, optymalizująca przepływ pracy, tak aby towary opuszczały magazyn tak szybko, jak do niego trafiają.

Strategia ta jest bardzo korzystna dla dostaw, w tym dla etapu ostatniej mili. Pozwala obniżyć koszty logistyczne, odciążyć pracowników i skrócić czas dostawy. Wielu detalistów zajmujących się quick-commerce skutecznie stosuje tę strategię – wszystko, co trafia do magazynów, jest natychmiast przygotowywane do transportu do klienta.

  1. Optymalizacja komunikacji na linii sklep internetowy-przewoźnik-klient

Nieporozumienia to główny powód nie docierania przesyłek do miejsca przeznaczenia (np. błędy w adresie dostawy). Im wolniej  przewoźnik otrzyma adres, tym większe prawdopodobieństwo zwrócenia paczki do nadawcy. Wszystko to składa się na koszty, które zmniejszają obroty i lojalność klientów.

Rozwiązaniem jest zintegrowanie oprogramowania informującego o wszelkich zmianach danych dostawy. Automatyzacja tej komunikacji zmniejsza nakład pracy sklepu internetowego, poprawia jakość obsługi i zwiększa lojalność klienta.

  1. Powiadamianie klienta o statusie przesyłki za pomocą spersonalizowanych kanałów

Dzięki śledzeniu przesyłek klient jest zawsze poinformowany o statusie i lokalizacji zamówienia, co zwiększa komfort zakupów oraz powoduje, że klient jest w miejscu dostawy o wyznaczonej porze.

Informacja o statusie przesyłki, niezależnie czy w formie portalu, czy automatycznej wiadomości będzie z pewnością ciekawa dla klienta. Warto wykorzystać dane zainteresowanie i przedstawić klientowi promocje, czy nowe produkty z katalogu.

Dbałość o komfort klienta podczas całego procesu zakupowego ma fundamentalne znaczenie dla uzyskania ponownego zakupu. Wszystkie procesy związane z wysyłką, dostawą, obsługą klienta, zarządzaniem zwrotami mają duży wpływ na zadowolenie klienta. Personalizacja tych kanałów pozwala na budowanie marki i cross-selling.

  1. Analizowanie danych w celu znalezienia obszarów wymagających poprawy

Współczesne osiągnięcia technologiczne umożliwiają sklepom online pozyskiwanie danych statystycznych i analizowanie ich w celu tworzenia raportów i prognoz. Pomocne w tym procesie będzie zebranie wszystkich informacji o przewoźnikach, trasach, którymi się poruszają, odsetku incydentów i kosztów ogólnych.

Jest to najlepszy sposób na znalezienie błędów operacyjnych. Wiedza na temat efektywności dostaw firmy pozwoli zoptymalizować proces decyzyjny i umożliwi całościowe spojrzenie na ostatnią milę.

Wypalony zawodowo jak… Polak

Nie ma powszechnie przyjętej definicji wypalenia zawodowego, jednak eksperci opisują to zjawisko, jako przedłużoną reakcję na przewlekle działające w pracy stresory. Z najnowszego badania ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View” wynika, że co czwarty Polak (23,59 proc.) czuje się wypalony zawodowo, jednak równocześnie zaznacza, że pandemia nie była tego przyczyną.

3xzdrowie

Globalna firma ADP, specjalizująca się świadczeniu usług kadrowo-płacowych, przeprowadziła wśród blisko 33 tys. pracowników z 17 krajów na całym świecie cykliczne badanie „People at Work 2022: A Global Workforce View”, w którym sprawdziła, jak pod wpływem pandemii COVID-19 zmieniło się życie prywatne i zawodowe pracowników.

Pandemia (nie) była przyczyną

Wypalenie zawodowe ma bezpośredni związek z pogorszeniem się zarówno samopoczucia psychicznego, jak również fizycznego pracowników. Na jego wystąpienie mogą mieć wpływ czynniki interpersonalne i organizacyjne związane z miejscem pracy, jak i te indywidualne, m.in. niska odporność na stres czy nie radzenie sobie w trudnych sytuacjach. Z badania przeprowadzonego przez ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View” wynika, że co czwarty Polak (23,59 proc.) czuje się wypalony zawodowo i jednoczenie zaznacza, że pandemia nie była tego przyczyną. Co piąty polski pracownik twierdzi jednak, że pandemia pogłębiła u niego ten problem (21,76 proc.). Jedna czwarta pracowników pracujących zdalnie obwinia pandemię jako główny czynnik wypalenia zawodowego. W przypadku pracowników wykonujących swoje zadania z biura jest to 17,49 proc.

Problem wypalenia zawodowego jest znany od wielu lat, lecz wciąż czekamy na jego prawne uregulowanie przez WHO. Do tego jednak czasu, to na pracodawcach, managerach i działach HR ciąży największa odpowiedzialność za zdrowie psychiczne pracowników – mówi Anna Barbachowska, Dyrektor HR w ADP Polska. – O tym, że pracownik może cierpieć na wypalenie zawodowe świadczą różne symptomy, m.in. częste konflikty ze współpracownikami, zmniejszona koncentracja i efektywność, a także brak możliwości osiągnięcia zamierzonych rezultatów, pomimo dużego wysiłku wkładanego w działanie – tłumaczy ekspertka ADP.

W Polsce wciąż dużo uwagi poświęca się efektywności pracy. Z tego też względu wielu pracowników mentalnie nigdy z niej nie wychodzi. Brak work-life balance oraz przewlekły stres sprawiają, że jesteśmy szczególnie narażeni na wypalenie zawodowe. Również globalne organizacje zwracają na ten problem uwagę. Już w 2019 r. WHO wpisało wypalenie zawodowe do Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-11 – komentuje Sylwia Wysocka-Sollich, psycholog Mind Health Centrum Zdrowia Psychicznego. – Burnout, czyli wypalenie zawodowe, występuje, kiedy praca przestaje dawać pracownikowi satysfakcję. On sam przestaje rozwijać się zawodowo, jest przepracowany i niezadowolony z wykonywanego zajęcia, które kiedyś sprawiało mu przyjemność. Badania pokazują, że na wypalenie zawodowe częściej narażone są kobiety. Wynika to przede wszystkim z ich natury i intensywniejszego odczuwania stresu oraz często większej liczby obowiązków – dodaje ekspertka.

Problem, który nie zniknie

W trakcie ostatnich dwóch lat rynek pracy na całym świecie zmagał się z globalnymi skutkami pandemii wywołanej wirusem SARS-CoV-2. W tym czasie pracodawcy musieli dostosować się do aktualnie panujących wymogów bezpieczeństwa, a Polacy – często odizolowani od współpracowników z powodu pracy zdalnej – pozostawali osamotnieni, wyizolowani i zdani tylko na siebie. Jak wynika z raportu ADP, w przypadku blisko 14 proc. polskich pracowników, pandemia doprowadziła do wypalenia zawodowego. Najczęściej dotyczyło to osób między 45 a 55 rokiem życia (16,72 proc.).

– Najbardziej na wypalenie zawodowe narażone są osoby starsze, długotrwale pozostające
w jednym miejscu pracy i nie czujące satysfakcji z wykonywanych obowiązków. Mogą oni zmagać się z monotonią, a także zaburzoną równowagą między pracą a życiem prywatnym, co przekłada się na brak czasu na odpoczynek. Pracownicy z długoletnim stażem nie są również tak skomputeryzowani, jak młodsze pokolenia, przez co odczuwają większy dyskomfort pracując z domu oraz trudniej jest im utrzymać relacje ze współpracownikami przez komunikatory –
twierdzi ekspertka ADP. – Coraz częściej jednak również najmłodsi, wykształceni pracownicy, dopiero rozpoczynający swoją karierę, cierpią na wypalenie zawodowe. Wynika to m.in. ze stawiania sobie nierealnych do wykonania celów. Szczególnie ważne jest, by działy HR nie podchodziły do tego wyzwania lekceważąco, ale starały się wspólnie z zatrudnionymi wypracowywać najlepsze warunki współpracy oraz realne do realizacji plany, a także wspierały pracowników w tym trudnym dla nich czasie – dodaje Barbachowska.

– Z medycznego punktu widzenia wyróżniamy trzy fazy wypalenia zawodowego. Pierwsza polega na wyczerpaniu emocjonalnym, które wiąże się z nieustannym zmęczeniem oraz wyczerpaniem. Później następuje faza depersonalizacji i cynizmu, kiedy pracownik dystansuje się i przestaje angażować się w wykonywaną pracę. Ostatnią fazą jest brak satysfakcji z pracy – pracownik podważa swoje kompetencje oraz zaczyna odczuwać negatywne myśli – twierdzi psycholog Sylwia Solich-Wysocka. – Jednym z kluczowych elementów radzenia sobie z wypaleniem zawodowym jest odpoczynek. Każdy z nas powinien znaleźć własną taktykę radzenia sobie ze stresem, aby nie doprowadzić do stadium końcowego. Kiedy natomiast widzimy przedłużające się symptomy, trwające tydzień, miesiąc, rok, to warto zwrócić się do odpowiedniego specjalisty. Pamiętajmy, że im dłużej trwamy w takim stanie, tym dłużej zajmie nam rekonwalescencja. Rozmowa z psychologiem może pomóc nam uporać się z problemem, sklasyfikować cele oraz postawić granice – dodaje ekspertka.

Tani dolar?

Dobre dane makroekonomiczne pozwalają złotemu odrabiać straty. Jesteśmy obecnie blisko minimów od początku wojny na Wschodzie. Jeszcze dwa grosze i euro będzie najtańsze od początku rosyjskiej inwazji.

Dobre dane z Polski

W piątek poznaliśmy dane GUS na temat przeciętnego wynagrodzenia i zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Zaskoczeniem jest wzrost płac, który wyniósł aż 14,1% w skali roku. Oczekiwano wzrostu o 1,5% niższego niż faktycznie. Co ciekawe, szybciej od oczekiwań rośnie również zatrudnienie. Jak widać, przyjęcie uciekających przed wojną Ukraińców wbrew narracji prorosyjskiej propagandy wcale nie powoduje problemów na polskim rynku pracy. Dobre dane powodują, że oddala się ryzyko wywołania recesji podwyżkami stóp procentowych. W efekcie mamy kolejny bodziec umacniający złotego. Nie może zatem dziwić, że polska waluta zyskuje. Euro dzisiaj nad ranem zeszło poniżej 4,62 zł i było najtańsze od ponad miesiąca.

Złoty odrabia straty

Połączenie dwóch ważnych zmian na rynku walutowym: mocnego złotego oraz słabnącego dolara względem euro powoduje ciekawe zmiany. Od szczytów w piątek 13 maja, kiedy to dolar kosztował 4,52 zł, potwierdzając osobom chcącym kupić USD, że nie jest to wesoła data, wiele się podziało. Dzisiaj sięgnęliśmy poziomu 4,35 zł. To znaczy, że dolar tanieje w tempie prawie 3 groszy dziennie. Oczekiwanie utrzymania tego tempa w dłuższym okresie jest oczywiście bardzo ryzykowne. Nie zmienia to jednak faktu, że mocniejszy złoty będzie działał jednak jako pewne ograniczenie dla przyspieszającej inflacji.

Dane z Polski

Wynagrodzenia to nie jedyne ważne dane z naszego kraju ostatnio. W piątek poznaliśmy słabszą od oczekiwań produkcję przemysłową. Wzrost wynosi niby zaledwie 13%. Jednak kwiecień to najwyższa produkcja w porównaniu z kwietniem z 2021 roku oraz patrząc na kwiecień 2020, kiedy było gwałtowne załamanie na początku pandemii. Dzisiaj z kolei poznaliśmy wyższe od oczekiwań wskazanie sprzedaży detalicznej. W tym wypadku wynik jest naprawdę duży, bo aż 33,4%. Po oczyszczeniu jednak z inflacji pozostaje nadal 19%. Jest to wciąż bardzo solidny rezultat.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Zmieniający się krajobraz ryzyk geopolitycznych

Rosnąca rywalizacja o dominację nad ziemią, morzem i przestrzenią kosmiczną będzie w przyszłości napędzać globalne napięcia geopolityczne – kraje będą dążyć do wysuwania roszczeń do granic morskich, wcześniej niewykorzystanych zasobów mineralnych i nieuregulowanej przestrzeni kosmicznej.

Political Risk Report 2022, opublikowany przez Marsh Specialty, zauważa, że podczas gdy granice lądowe między państwami pozostają kluczowymi wyznacznikami ryzyka politycznego – czego przykładem jest obecny konflikt między Rosją a Ukrainą – rywalizacja o terytoria oceaniczne, minerały i przestrzeń kosmiczną będzie w coraz większym stopniu wpływać na stosunki międzypaństwowe.

„Konflikt pomiędzy Rosją a Ukrainą dobitnie przypomina o tym, jak szybko może dojść do eskalacji ryzyka geopolitycznego, które może mieć tragiczne skutki dla lokalnych organizacji humanitarnych, a także wpłynąć na firmy i inwestorów na całym świecie” – komentuje Nick Robson, Head of Credit Specialities, Marsh Specialty. „Przerażające konsekwencje tego konfliktu dla narodu ukraińskiego pozostaną w centrum naszych rozważań w najbliższej przyszłości. Jest to jednak również moment, w którym firmy i inwestorzy powinni zastanowić się, w jaki sposób rozwój sytuacji na morzu, w przestrzeni kosmicznej i na ziemi może wpłynąć na przyszłe napięcia geopolityczne pomiędzy krajami i regionami. Współpracujemy z klientami, aby pomóc im zrozumieć potencjalny wpływ obecnych i pojawiających się zagrożeń politycznych, a także potrzebę stworzenia strategicznych planów ryzyka i ubezpieczeń, które pozwolą im być bardziej odpornymi na przyszłe kryzysy polityczne i gospodarcze.”

W raporcie zauważono, że ponad 80% głębin oceanicznych pozostaje niezbadanych, co oznacza ogromny potencjał dla poszukiwań i inwestycji w celu zaspokojenia rosnącego zapotrzebowania na żywność i surowce. Jednak ta „błękitna eksploracja” wiąże się z ryzykiem wzrostu napięć geopolitycznych, ponieważ szersze wyzwanie, jakim jest ryzyko związane z klimatem, w znacznym stopniu zależy od naszej troski o oceany, a większość potencjalnych zasobów znajduje się w wyłącznych strefach ekonomicznych (EEZ), które obejmują prawa terytorialne na morzu, które mogą być kwestionowane, zwłaszcza w przypadku, gdy się pokrywają.

Popyt i konkurencja o strategiczne minerały, takie jak kobalt, miedź, lit, mangan, tor, tytan, uran i wanad, które mają kluczowe znaczenie dla transformacji energetycznej, również będą kształtować przyszłe ryzyko geopolityczne – zauważa się w raporcie. Ponieważ tylko niewielka liczba krajów, często o autokratycznych systemach rządów, produkuje te minerały, coraz częściej bada się alternatywne rozwiązania, takie jak wydobycie z dna morza. Takie poszukiwania mogą jednak spowodować nieodwracalne szkody w podwodnych ekosystemach i jeszcze bardziej zakłócić już i tak kruche globalne łańcuchy żywnościowe i dostawcze.

Rozwój gospodarki kosmicznej, w połączeniu z rosnącą militaryzacją przestrzeni kosmicznej, może również grozić eskalacją napięć geopolitycznych. Sytuacja ta może się jeszcze bardziej zaostrzyć, jeśli nie uda się wypracować solidnych ram zarządzania, ponieważ coraz więcej krajów wykorzystuje przestrzeń kosmiczną do gromadzenia informacji wywiadowczych, nawigacji i komunikacji wojskowej – czytamy w raporcie. W ciągu następnej dekady na niskiej orbicie okołoziemskiej może znaleźć się 100 000 satelitów, co doprowadzi do wzrostu liczby śmieci orbitalnych. Jak zauważa Marsh, nawet niewielki kawałek kosmicznego śmiecia może poważnie uszkodzić sprzęt orbitujący i wywołać ewentualny konflikt.

„Zrozumienie tych wyzwań i uwzględnienie ich w planowaniu ryzyka i ubezpieczeń sprawi, że firmy będą bardziej odporne i pomoże zapewnić wzrost gospodarczy, nawet jeśli będziemy dostosowywać się do zmienionych realiów geopolitycznych” – dodaje Robson.

Marcin Olczak – Dyrektor Departamentu Ryzyk Kredytowych w Marsh Polska dodaje: „Wojna na wschodzie z pewnością zmieni podejście wielu firm do ryzyka. Do tej pory decyzja o zawarciu większości umów, zawartych na potrzeby transakcji z odbiorcami zza wschodniej granicy, wynikała z oceny moralności płatniczej odbiorcy. Wydarzenia ostatnich miesięcy, uwzględniając również niepokoje w Kazachstanie, pokazały iż firmy prowadzące działalności w niestabilnym politycznie regionie powinny uwzględniać również ryzyko polityczne. A takich regionów na świecie jest wiele. Problem w tym, że im dalej jesteśmy od takiego regionu tym mniej możemy dostrzec zagrożeń. A przyczyn lokalnych czy też wręcz regionalnych konfliktów może być wiele, zaczynając od ambicji pojedynczych osób, a kończąc na dostępie do surowców.”

Rynek pracy potrzebuje perennialsów

Baby boomers, generacja X, millenialsi czy tzw. zetki – przyzwyczailiśmy się do charakteryzowania każdej z grup wiekowych poprzez określone cechy i sposób zachowania w pracy. Jednak czy data urodzenia rzeczywiście determinuje nasze podejście do wykonywanych obowiązków? Przecież o sukcesie na rynku pracy decydują też inne czynniki. Lucyna Pleśniar, Prezes Zarządu People, zdradza, jakimi kryteriami coraz częściej kierują się pracodawcy przy podejmowaniu decyzji o zatrudnieniu oraz kim są perennialsi, uznawani za idealnych pracowników na trudne czasy.

Z badania przeprowadzonego przez portal interviewMe w ubiegłym roku wynika, że wiek kandydata ma znaczenie dla zaledwie 4% ankietowanych rekruterów i pracodawców. Jednak nie bez powodu wszelkie porównania pomiędzy generacjami cieszyły się dotąd w mediach tak dużym powodzeniem. – Kategoryzowanie pomaga nam upraszczać otaczającą nas rzeczywistość oraz ułatwia orientację w przesyconym informacjami świecie. Dlatego tak powszechne było przypisywanie ludziom określonych cech w zależności od tego, do jakiej grupy wiekowej przynależą – tłumaczy Lucyna Pleśniar, Prezes Zarządu People. – Jednak przez lata wszyscy skupieni byli na szukaniu różnic między generacjami, a nikt nie próbował wskazywać wspólnych mianowników – dodaje Lucyna Pleśniar. Porównywanie i krytykowanie podejścia do życia i pracy poszczególnych grup wiekowych w pewnym momencie stało się nawet modą. Jednak świat zupełnie nie posuwałby się do przodu, gdyby wszyscy przedstawiciele danego pokolenia zachowywali się podobnie, nie tworząc awangardy zdolnej do inicjowania zmian. W każdej generacji oczywiście zdarzają się osoby, którym można przypisać np. stereotypowy pracoholizm lub niechęć do nadmiernego angażowania się w obowiązki zawodowe, ale równie często spotkać można ludzi, którzy niezależnie od swojego wieku robią wszystko, co w ich mocy, by się sprawdzić, rozwinąć, zdobyć nowe umiejętności i osiągnąć ambitne cele. Warto bliżej przyjrzeć się temu, co ich motywuje oraz jakimi wartościami się kierują, gdyż to właśnie ich najbardziej potrzebuje współczesny rynek pracy.

Nadchodzi czas perennialsów

Perennialsi to pojęcie wywodzące się od słowa „perennial”, określającego bylinę, roślinę wieloletnią. Prawdopodobnie z tego względu niektórzy określają tak osoby powyżej 40 roku życia, które aktywnie realizują się zawodowo. To jednak zbyt wąskie (o ile nie całkowicie błędne) rozumienie tego pojęcia, gdyż według jego autorki, Giny Pell, powstało ono w celu opisania postawy zupełnie niezwiązanej z wiekiem. W 2016 roku zwróciła ona uwagę, że brakuje określenia na osoby podobne do niej – które niezależnie od swojej daty urodzenia stawiają na ciągły rozwój, odkrywanie siebie, swoich pasji czy nowych umiejętności. Ukuła więc termin „perennial mindset”, by zdefiniować sposób myślenia wyjątkowy dla tych wiecznie ciekawskich odkrywców, pragnących uczyć się przez całe życie. Perennialsi są ludźmi, którzy w stosunku do innych osób, kultur, religii, ale także w stosunku do samych siebie kierują się niezaspokojoną ciekawością oraz otwartością na to, co inne i nieznane. Dlaczego to właśnie ta postawa może być w dzisiejszych czasach tak pożądana przez pracodawców?

Ciekawość i otwartość na zmiany są potrzebne w czasach kryzysu

Dotychczas o sukcesie na rynku pracy decydował konkretny zbiór umiejętności, na który składały się doświadczenie, ukończone studia, znajomość języków obcych i określonych narzędzi, programów czy systemów. Pracodawca podczas rekrutacji skupiał się na tym, co dany kandydat potrafi oraz na ile efektywnie może te umiejętności wykorzystać pracując na przykład pod presją lub jako członek zespołu. Obecnie na znaczeniu zyskują nowe obszary. – Umiejętności i doświadczenie nadal są ważne, jednak dla pracodawców bardziej istotne mogą okazać się teraz motywacja i wartości, jakimi kieruje się dany kandydat, gdyż to właśnie tam należy szukać źródła proaktywności, zaangażowania i energii, wkładanych w wykonywanie obowiązków – tłumaczy Lucyna Pleśniar. Za kluczową cechę, która charakteryzuje perennialsów uznawana jest też ciekawość, będąca ściśle związana z psychologiczną gotowością na nowe i nieznane. – W atmosferze kryzysu większość ludzi najbardziej obawia się zmian i braku przewidywalności, gdyż to, co nieznane niesie za sobą ryzyko i powoduje duże napięcie. Natomiast dla tych, którzy do zmian są przyzwyczajeni i dla których podstawowym sposobem funkcjonowania w życiu była chęć stałego rozwoju, próbowania nowych rzeczy oraz związana z tym gotowość na ryzyko, obecna sytuacja nie jest aż tak przerażająca i sama w sobie nie stanowi zagrożenia. Wręcz przeciwnie, właśnie teraz może nadarzyć się najlepsza okazja do wykorzystania pełni swojego potencjału – wyjaśnia Lucyna Pleśniar.

Perennialsem nie trzeba się urodzić

Współczesny rynek pracy premiuje tych, którzy decydują się pracować nad sobą i własnym charakterem. Szczególnie, że cechy właściwe dla perennialsów można w sobie wykształcić. Wymaga to jednak pewnego treningu i dyscypliny w sposobie myślenia. Niektórym może być nieco łatwiej ze względu na indywidualne predyspozycje, jednak to w znacznej mierze od naszych przekonań, od tego, czy bardziej koncentrujemy się na zagrożeniach i brakach, czy możliwościach przychodzących z każdą nową sytuacją zależy nasze samopoczucie, sposób spostrzegania otaczającego świata i w końcu efektywność oraz satysfakcja z pracy. Zbudowanie w sobie perennialnej postawy wymaga też otworzenia się na świat, na innych ludzi, wypracowania w sobie ciekawości, akceptacji dla różnorodności oraz proaktywnej postawy wobec świata czy możliwości, jakie on daje. Ważne jest też, by nie skupiać się nadmiernie nad tym jak było kiedyś, ale by zbudować w sobie przekonanie, że posiadam wystarczające możliwości, by w tej nowej, zmienionej rzeczywistości poradzić sobie w każdych okolicznościach, także w nowej rzeczywistości po-pandemicznej, skomplikowanej sytuacji geopolitycznej, czy niepewnej sytuacji gospodarczej.

Idealne dopasowanie poprzez wartości

Z perspektywy kandydata kluczowe jest, w jaki sposób pracodawcy będą weryfikować posiadanie tych określonych cech charakteru. Lucyna Pleśniar uspokaja jednak, że z reguły nie potrzebne są do tego żadne skomplikowane testy. – Z badania przeprowadzonego rok temu przez portal interviewMe wśród 344 rekruterów i pracodawców wynikało, że rozmowa twarzą w twarz jest dla 90% ankietowanych najskuteczniejszym sposobem weryfikacji kandydata. To także najlepsza metoda oceny charakteru danej osoby – wyjaśnia Prezes firmy People. – Proaktywność, energia, otwartość czy empatia to cechy, które dla drugiego człowieka są doskonale czytelne. Natomiast w ocenie dopasowania kandydata do konkretnej organizacji pomóc może na przykład opracowana przez nas metodologia rekrutacji o nazwie „Perfect Match”. Pozwala ona zidentyfikować, czy obie strony procesu do siebie pasują oraz czy motywacja i wartości, jakimi kieruje się w życiu i w pracy kandydat, spójne są z misją i wartościami wyznawanymi przez firmę, do której aplikuje – dodaje Lucyna Pleśniar.

Koniec podziałów generacyjnych i zmiana podejścia pracodawców do rekrutacji to istotny trend, który może zrewolucjonizować rynek pracy w 2022 roku. Przestajemy bowiem myśleć o pracownikach jako o zestawie umiejętności i doświadczenia w CV, ale jako o kimś, kto może wnieść i wykreować dla organizacji określoną wartość. – Biznes szczególnie teraz potrzebuje osób, które w pewnym sensie zrekonstruują świat doświadczony pandemią i okrucieństwem wojny. I to właśnie w tym obszarze najbardziej cenne mogą okazać się cechy perennialne, gdyż drzemie w nich energia i motor napędowy do pozytywnych zmian – podsumowuje Lucyna Pleśniar.

Wynajem długoterminowy i Rent a Car w I kw. 2022 r. (wyniki PZWLP)

  • Firmy i przedsiębiorcy w Polsce coraz bardziej przekonani do wynajmu długoterminowego aut.
  • Wynajem długoterminowy rozwija się coraz szybciej i w I kwartale 2022 r. notuje rekordowy udział w sprzedaży nowych samochodów do firm.

Zakłócone łańcuchy dostaw, braki komponentów spowodowane pandemią koronawirusa i pogłębione wojną w Ukrainie, negatywnie odbijają się na rynku motoryzacyjnym w Polsce i w całej Europie. Problemy z dostępnością nowych samochodów przyczyniły się do dwucyfrowych spadków sprzedaży pojazdów na całym starym kontynencie, w tym w naszym kraju. Jednakże, zgodnie z opublikowanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) danymi po pierwszym kwartale 2022 roku, wielkość spadków na rynku motoryzacyjnym w Polsce znacząco różni się w zależności od rodzaju finansowania samochodów. Najmniejsze wystąpiły w przypadku wynajmu długoterminowego aut, a największe w kredycie, zakupie ze środków własnych i w klasycznym leasingu. Lepsze od reszty rynku wyniki spowodowały, że wynajem długoterminowy zanotował w pierwszym kwartale rekordowy, najwyższy w kilkunastoletniej statystyce PZWLP, udział w sprzedaży aut osobowych do firm w Polsce. W wynajmie znalazło się 27,4% samochodów sprzedanych w tym czasie firmom. Zwiększyło się również tempo wzrostu łącznej floty aut w wynajmie długoterminowym i na koniec marca wynosiło już 9% r/r. Dane PZWLP podsumowujące pierwszy kwartał pokazują również bardzo dobrą sytuację w branży Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) w Polsce, która podobnie jak wynajem długoterminowy, przyśpiesza w każdym kolejnym kwartale. Na koniec marca 2022 r. branża Rent a Car rosła już w tempie 20,1% r/r.

Problemy z produkcją i dostępnością nowych aut na rynku, które nasiliły  się w drugiej połowie ubiegłego roku i zostały spowodowane przerwaniem łańcuchów dostaw w wyniku pandemii koronawirusa, nadal nie ustają. Co więcej, w pierwszym kwartale 2022 roku produkcja i dostawy zostały dodatkowo zakłócone wojną w Ukrainie. W efekcie sprzedaż nowych aut spada, ale nie ze względu na popyt, ale niewystarczającą podaż. W pierwszym kwartale z polskich salonów wyjechało łącznie 102 tys. samochodów, o 13,4% mniej niż w zeszłym roku. Średnia dla całej Unii Europejskiej w tym zakresie jest bardzo podobna – spadek sprzedaży wyniósł 12,3% r/r.

Co ciekawe, znacząco zmniejszyła się również liczba używanych aut importowanych do Polski zza granicy. Spadek w tym przypadku wyniósł 12,8% r/r. Naturalną konsekwencją niskiej podaży na rynku pierwotnym, a więc aut nowych, jest większe zainteresowanie i popyt na rynku wtórnym, a ten w przypadku Polski jest wciąż oparty w największym stopniu na pojazdach importowanych. Tymczasem, import spada. Jak zauważają eksperci PZWLP, z jednej strony przyczyną takiego niecodziennego zjawiska jest fakt, że problemy z dostępnością nowych aut dotyczą przecież nie tylko Polski, ale całej Europy. W związku z tym, wzmożony popyt na samochody używane w innych krajach powoduje, że liczba aut które mogą być importowane do Polski jest dużo mniejsza niż jeszcze rok temu.

Z drugiej strony jednak mamy również do czynienia z szybko rosnącym zainteresowaniem Polaków ofertą aut używanych z rodzimego rynku, w tym samochodami używanymi po wynajmie długoterminowym, które charakteryzuje młody wiek, pełna historia eksploatacji i napraw, dobry stan techniczny.

Rekordowo wysoki udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych aut w Polsce

Głównym motorem napędowym polskiego rynku motoryzacyjnego tradycyjnie były w pierwszym kwartale 2022 r. firmy, które odpowiadały za sprzedaż 69,4% wszystkich nowych aut osobowych. Poziom sprzedaży w ich przypadku był niższy niż w analogicznym czasie poprzedniego roku o 15,9%. Łącznie firmy zakupiły 70,8 tys. samochodów. Spadki sprzedaży znacząco różniły się jednak w poszczególnych formach finansowania aut przez firmy i przedsiębiorców. W przypadku pojazdów nabywanych w kredycie, ze środków własnych i z wykorzystaniem klasycznego leasingu liczonych razem sprzedaż była niższa o 18,7% r/r. Najniższy spadek, bo 7,6% r/r został zanotowany w przypadku wynajmu długoterminowego, w którym w pierwszym kwartale znalazło się 19,4 tys. nowych aut osobowych nabywanych przez firmy.

W efekcie relatywnie najlepszych rezultatów osiągniętych przez tę formę finansowania samochodów, w wynajmie długoterminowym znalazło się 27,4% nowych samochodów osobowych sprzedanych w pierwszym kwartale do firm w Polsce – oznacza to wzrost o 2,5 punktu procentowego w stosunku do analogicznego czasu rok wcześniej. Warto podkreślić, że taki udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych aut jest rekordowo wysoką wartością w kilkunastoletniej historii analiz statystycznych PZWLP. Co więcej, udział wynajmu długoterminowego był wysoki również w odniesieniu do sprzedaży całkowitej nowych samochodów w naszym kraju, a więc uwzględniającej segment zarówno firm, jak i klientów indywidualnych. W wynajmie długoterminowym znalazło się bowiem 19% wszystkich nowych aut sprzedanych w tym czasie w Polsce.

Na uwagę zasługuję również fakt, że poziom sprzedaży 19,4 tys. nowych aut w wynajmie długoterminowym w pierwszym kwartale 2022 r. jest dokładnie taki sam jak w okresie przed pandemią, czyli w 2019 roku, pomimo że obecnie na rynku występuje kolejny silny czynnik spowalniający tj. problemy z dostępnością samochodów.

Wynajem długoterminowy aut jest dominującą formą finansowania i użytkowania pojazdów na wielu rynkach zachodnioeuropejskich m.in. w Holandii, czy Niemczech – mówi Rogier Klop, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający LeasePlan Polska. – W Polsce to usługa relatywnie młoda, licząca ok. ćwierć wieku, rynek jest więc wciąż w stadium intensywnego rozwoju i jesteśmy nadal bardzo daleko od poziomu jego nasycenia. Duży wzrost udziału wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych aut do firm w Polsce w pierwszym kwartale bieżącego roku to jednak efekt nie tylko trwającego od wielu lat szybkiego rozwoju branży, zakłóconego jedynie na relatywnie krótki czas pandemią. Dynamicznie rosnąca popularność wynajmu długoterminowego na początku tego roku jest również powodowana zyskującymi jeszcze bardziej na wartości w obecnej sytuacji zaletami tego sposobu finansowania. Rosnące w dużym tempie ceny aut, wysoka inflacja i w związku z tym niska przewidywalność kosztów związanych z samochodami jeszcze bardziej niż wcześniej skłaniają firmy i przedsiębiorców do wynajmu długoterminowego, gdzie rata za wynajem, uwzględniająca nie tylko finansowanie pojazdu, ale zryczałtowane koszty napraw, serwisu, ubezpieczenia, opon itp. jest przez cały okres kontraktu np. 3 lata stałej wysokości. Ten argument przekonuje obecnie silniej niż do tej pory, nie tylko duże firmy, ale i małych przedsiębiorców. Na dodatek, w przypadku wynajmu długoterminowego nie ma konieczności żadnego finansowego wkładu własnego. W znacznej części przypadków pierwszym kosztem dla przedsiębiorcy jest pierwsza miesięczna rata za wynajem.

Mikro i mali przedsiębiorcy coraz chętniej korzystają z wynajmu długoterminowego aut – tempo wzrostu branży szybko rośnie

Dobrą kondycję wynajmu długoterminowego w Polsce widać również pod względem najważniejszego w tej branży wskaźnika rozwoju, a więc dynamiki wzrostu łącznej liczby aut na rynku znajdujących się w tej formie finansowania. Jak wynika z opublikowanych przez PZWLP danych, na koniec pierwszego kwartału 2022 r. łączna flota samochodów w wynajmie długoterminowym urosła w Polsce o 9% r/r. Oznacza to, że tempo rozwoju branży cały czas szybko rośnie i obecnie znajduje się już na poziomie zbliżonym do okresu sprzed pandemii koronawirusa. Dla porównania, rok temu na koniec marca było ono ponad 4-krotnie mniejsze i wynosiło 2,1% r/r. Eksperci PZWLP nie mają wątpliwości, że gdyby nie problemy z dostępnością nowych samochodów na rynku, tempo wzrostu branży byłoby dzisiaj jeszcze wyższe, z pewnością dwucyfrowe.

Wynajem długoterminowy samochodów w Polsce zyskuje coraz większą popularność, co nie jest dla nas zaskoczeniem, gdyż wpisuje się to w rynkowe trendy, przede wszystkim w zmianę mentalności z posiadania aut na własność, na ich używanie – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Rosnące w każdym kwartale tempo rozwoju branży po okresie spowolnienia spowodowanego pandemią i rekordowy udział w sprzedaży nowych samochodów do firm potwierdzają, że wynajem długoterminowy to obecnie jedna z głównych form finansowania aut przez firmy i przedsiębiorców w naszym kraju, a także jeden z filarów całego rynku motoryzacyjnego w Polsce. Wynajem długoterminowy jest obecnie chętnie wykorzystywany nie tylko przez korporacje z dużymi flotami, ale jest również coraz bardziej popularny wśród klientów indywidualnych oraz mikro i małych przedsiębiorców, finansujących w ten sposób choćby jeden samochód. Trend umacniania się wynajmu w segmencie małych klientów będzie w najbliższym czasie coraz bardziej widoczny. Z perspektywy mikro przedsiębiorców za wynajmem długoterminowym przemawiają między innymi takie cechy tej usługi jak wygoda i prostota, niższe od konkurencyjnych sposobów finansowania koszty, brak opłaty wstępnej i co ważne w sytuacji wysokiej inflacji, stała wysokość raty przez cały okres wynajmu.       

Na koniec marca 2022 r. łączna flota aut w wynajmie długoterminowym firm skupionych w PZWLP liczyła 194,5 tys. pojazdów. Wśród najpopularniejszych samochodów w wynajmie długoterminowym znalazły się Skoda Octavia, Volkswagen Golf, Skoda Fabia, Opel Astra i Volkswagen Passat.

Transformacja ekologiczna napędów w samochodach coraz wyraźniej widoczna w wynajmie długoterminowym

Transformacja ekologiczna napędów w samochodach jest doskonale widoczna w wynajmie długoterminowym. Zgodnie z danymi PZWLP na koniec pierwszego kwartału 2022 r., szybko zmieniają się proporcje aut z poszczególnymi rodzajami jednostek napędowych. W dalszym ciągu zmniejsza się udział aut z silnikami Diesla, które na koniec marca stanowiły już tylko 46% ogółu pojazdów w wynajmie długoterminowym, o 5,9 punktu procentowego mniej rok do roku. Niemalże identyczny udział reprezentowały samochody napędzane jednostkami benzynowymi – dokładnie 45,8%. W ich przypadku zanotowany został wzrost o 4,3 punktu procentowego w ciągu roku. Auta z ekologicznymi napędami, a więc wszelkiego rodzaju hybrydy i samochody w pełni elektryczne stanowiły na koniec pierwszego kwartału już 8,2% co oznacza, że ich udział urósł w ciągu roku o 1,7 punktu procentowego. Co ciekawe, na razie powoli, ale jednak, zaczyna rosnąć udział aut czysto elektrycznych – na koniec marca wynosił on w wynajmie długoterminowym 0,6% ogółu i urósł w ciągu roku o 0,2 punktu procentowego.

Transformacja energetyczna i ekologiczna to trend coraz bardziej widoczny również w wynajmie długoterminowym samochodów – mówi Tomasz Kulesza, Członek Zarządu PZWLP, Wiceprezes Masterlease. – Napędy alternatywne cieszą się rosnącą popularnością. Auta tego typu stanowią już dzisiaj wyraźną część łącznej floty w wynajmie długoterminowym, ale w najbliższym i to krótkim czasie, ich udział będzie rósł jeszcze szybciej. Z jednej strony trend ten jest stymulowany przez regulacje i przepisy oraz coraz bardziej zelektryfikowaną ofertę nowych pojazdów na rynku, z drugiej rośnie także świadomość ekologiczna w społeczeństwie. Samochody z ekologicznymi napędami są obecnie nabywane nie tylko ze względu na kwestie wizerunkowe, czy odgórnie wyznaczone kierunki np. w politykach flotowych firm, a więc można powiedzieć, że w pewnym sensie z konieczności. Coraz częściej mamy do czynienia ze świadomym wyborem i pełnym przekonaniem do licznych zalet aut elektrycznych lub częściowo zelektryfikowanych, czyli np. niższych kosztów codziennej eksploatacji czy atrakcyjnych walorów użytkowych takich jak osiągi tego typu pojazdów. Jednocześnie, szczególnie w wynajmie długoterminowym, gdzie auta elektryczne są oferowane wraz możliwością sfinansowania infrastruktury do ładowania pojazdów, powoli znikają dotychczasowe bariery wstrzymujące przed decyzją o użytkowaniu elektryków. Wreszcie, dzięki dofinansowaniu w ramach programu „Mój elektryk”, koszty wynajmu samochodów elektrycznych są już porównywalne, a w niektórych przypadkach nawet nieco niższe, niż w przypadku zbliżonych parametrami aut spalinowych. Obecnie mamy problemy z dostępnością nowych samochodów na rynku co dotyczy również pojazdów zeroemisyjnych, dlatego udział elektrycznych rośnie jeszcze powoli. Spodziewamy się jednak, że w niedługim czasie, kiedy podaż nowych aut na rynku się poprawi, nastąpi wręcz skokowy wzrost liczby samochodów tego typu w wynajmie długoterminowym.

Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w pierwszym kwartale 2022 roku była o 5,4% i 7,5 g/km niższa niż rok wcześniej i wyniosła 130,3 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 123,9 g/km i była niższa o 15,5% i 22,8 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2021.

Branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) w bardzo dobrej kondycji – wzrost 20,1% r/r

Zgodnie z danymi PZWLP po pierwszym kwartale 2022 roku, branża Rent a Car w Polsce wraca do dobrej kondycji po turbulencjach ostatnich dwóch lat. Tempo rozwoju branży szybko rośnie kolejny okres z rzędu i na koniec marca wynosiło już 20,1% r/r. Wypożyczalnie samochodów bardzo dotkliwie odczuły skutki lockdownów podczas pandemii, co miało odzwierciedlenie we wskaźnikach PZWLP dotyczących dynamiki rozwoju tej branży. Jeszcze rok temu wypożyczalnie samochodów notowały z tego tytułu spadek na poziomie -8,5% r/r.

Wypożyczalnie samochodów szybko odbudowują się po pandemii i gdyby nie ograniczona podaż nowych aut tempo wzrostu mogłoby być jeszcze wyższe – mówi Paweł Piórkowski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Hertz (Motorent Sp. z o.o.). – Obecna dynamika rozwoju jest już wysoka, ale musimy pamiętać, że porównujemy się do pierwszego kwartału zeszłego roku, kiedy w branży Rent a Car wciąż występował jeszcze kryzys spowodowany koronawirusem, a więc mamy w tym przypadku efekt niskiej bazy. Dane na koniec pierwszego półrocza pokażą nam bardziej obiektywny obraz. Zakładamy jednak, że będą one dobre. Prognozy rozwoju są bowiem optymistyczne, zdecydowana większość ograniczeń covidowych wpływających na ruch turystyczny, lotniczy i biznesowy została już zniesiona. Jednocześnie, obserwujemy również inny coraz silniejszy czynnik stymulujący rozwój w postaci rosnącej świadomości Polaków usług Rent a Car. Nasze społeczeństwo przekonuje się do korzystania z aut z wypożyczalni nie tylko podczas np. zagranicznych wakacji, ale również na co dzień, we własnym kraju, w różnych sytuacjach życiowych np. przeprowadzek, podróży turystycznych, czy awarii swojego pojazdu.

Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 6 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota* w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec marca 2022 roku 13,6 tys. aut.

 * – bez floty firmy Avis Budget / Jupol – Car

Kwietniowe statystyki budownictwa mieszkaniowego

Najnowsza informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w kwietniu oraz czterech pierwszych miesiącach bieżącego roku okazała się w pełni zgodna z oczekiwaniami. A te jak wiadomo nie są już od dłuższego czasu optymistyczne, a raczej zdecydowanie nastawione na spadek dynamiki inwestycji mieszkaniowych.  

Po wyraźnie słabszym, w odniesieniu do minionych okresów, pierwszym kwartale br. kwiecień przynosi kontynuację tendencji hamowania GUS-owskich statystyk pierwotnego rynku mieszkaniowego. Najwyraźniej widać to w kategorii mieszkań rozpoczętych, przy wciąż dość mocno prezentujących się danych, dotyczących nowych pozwoleń na budowę. Niestety kwestią czasu wydaje się wyraźniejsze osłabienie także i tych ostatnich.Wyk. 1 - Statystyki budownictwa mieszkaniowego GUS

Jak przypominają eksperci portalu RynekPierwotny.pl kategorią GUS-owskich danych o pierwszorzędnym znaczeniu dla oceny stanu bieżącej koniunktury rynkowej są wolumeny mieszkań rozpoczętych. W sumie w ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli z budową nieco ponad 20 tys. mieszkań, co jest rezultatem o ponad 23 proc. gorszym od uzyskanego w kwietniu ub. roku i aż 15 proc. słabszym od tegorocznego marca. Co istotne, na tak słaby rezultat główny wpływ miały wyniki deweloperów, którzy z miesięcznym wynikiem zaledwie 11 tys. rozpoczętych w kwietniu lokali zaprezentowali regres rdr rzędu blisko 27 proc..

W sumie w czterech pierwszych miesiącach br. w Polsce ruszyła budowa 73,5 tys. mieszkań i domów, o ponad 18 proc. mniej niż w analogicznym okresie ub. roku. Głównym hamulcowym ponownie okazali się deweloperzy z wynikiem niespełna 43 tys. lokali rozpoczętych, czyli aż o 23 proc. mniej niż przed rokiem.

Tymczasem wyraźnie mniej spektakularne osłabienie rynkowej euforii inwestycyjnej komunikują GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie, w marcu w ramach wszystkich form budownictwa wydano bez mała 28 tys. przedmiotowych decyzji administracyjnych, co jest wynikiem o 2,5 proc. lepszym licząc rok do roku. Natomiast od początku roku nowych pozwoleń było ogółem 106 tys., czyli o 5,5 proc. mniej niż w analogicznym okresie ub. roku.

I tym razem decydujący wpływ na relatywnie wysoki poziom statystyk GUS mieli deweloperzy. Ich wynik z kwietnia na poziomie ponad 18 tys. jednostek był lepszy rdr o blisko 8 proc., natomiast za okres styczeń – kwiecień w wymiarze 70 tys. nowych pozwoleń, o zaledwie 4 proc. poniżej wyniku liczonego w relacji rdr.

Jak przypominają eksperci RynekPierwotny.pl nowe pozwolenia na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów oraz wiarygodnym wskaźnikiem ich optymizmu inwestycyjnego. Jednak w obecnych warunkach rynkowych mamy do czynienia raczej z efektem różnicy w czasie od złożenia wniosku o pozwolenie do momentu jego uzyskania. Innymi słowy obecnie wydawane pozwolenia w większości były wnioskowane na tyle dawno temu, że niewiele wskazywało na bliską perspektywę koniunkturalnego przesilenia.

Z kolei statystyki lokali oddawanych do użytkowania, najmniej istotne dla oceny bieżącej koniunktury, wciąż trzymają się na zadowalających poziomach. W tym przypadku regresu wciąż nie widać, co jest oczywistym efektem charakteru tej kategorii danych, odzwierciedlających stan koniunktury rynkowej sprzed około 2 lat.

W kwietniu było takich mieszkań w sumie prawie 19 tys., czyli licząc rok do roku bez istotnych zmian. Nieco lepiej w tej samej relacji prezentuje się dynamika lokali oddanych do użytkowania w czterech pierwszych miesiącach br. Przy wolumenie 73,5 tys. daje to wynik lepszy od uzyskanego przed rokiem o równe 2 proc.

W sumie wymowa danych GUS budownictwa mieszkaniowego po czterech miesiącach br. jest na razie umiarkowanie pesymistyczna. Krajowy rynek mieszkaniowy prezentuje się inwestycyjnie w sposób wyraźnie asekuracyjny, w oczekiwaniu na wyraźniejsze sygnały rozwoju koniunktury w kolejnych okresach. Podstawowe dla jej oceny statystyki, a więc te dotyczące nowych inwestycji wykazują wyraźnie postępujące symptomy słabnięcia, którego kontynuację najprawdopodobniej zobaczymy w kolejnych miesięcznych danych sygnalnych GUS. Hamowanie wolumenów nowych budów mieszkaniowych powinno się utrzymać w perspektywie co najmniej kilku kwartałów, a więc przewidywanego okresu rekordowo wysokiego kosztu kredytów mieszkaniowych.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Co dalej z polskimi fundacjami rodzinnymi?

19 maja odbyło się spotkanie środowiska firm rodzinnych w sprawie ustawy o fundacjach rodzinnych. Z inicjatywy Prezesa NOWA ELEKTRO Sp. z o.o. Mariana Nowaka i Instytutu Biznesu Rodzinnego, przedsiębiorcy z polskich firm rodzinnych wraz z instytucjami, stowarzyszeniami i przedstawicielami Rządu spotkali się w Sejmie, aby mieć wpływ na dalsze procedowanie i przyśpieszanie prac nad regulacjami prawnymi.

Obecnie firmy rodzinne generują ok. 18% polskiego PKB, a w najbliższych latach ok. 57% z nich będzie przechodziło sukcesję, jednak zaledwie 8% sukcesorów chce przejąć w przyszłości rodzinny biznes po rodzicach. W sytuacji, gdy nie ma sukcesora lub gdy członkowie rodziny nie mogą dojść do porozumienia w kwestiach majątkowych, zdarza się, że wśród właścicieli zapada decyzji o sprzedaży firmy, niejednokrotnie przedsiębiorstwu zagranicznemu. Zwiększeniem szansy na udaną sukcesję oraz utrzymanie kapitału firm rodzinnych w Polsce byłyby odpowiednie regulacje prawne, które w formie fundacji rodzinnych umożliwiałyby pogodzenie interesów sfery biznesowej i sfery rodzinnej na podstawie zasad, które obowiązywałyby zarówno w organizacji jak i w rodzinie.

W Polsce od kilku lat trwa debata na temat konieczności utworzenia właściwych regulacji prawnych. Trwają również prace nad projektem ustawy. Pierwsza wersja projektu została poddana pod dyskusję i w wyniku przeprowadzonych konsultacji w październiku 2021 roku powstała nowa wersja, uwzględniająca poprawki.

Wejście w życie ustawy było zaplanowane na 1 stycznia 2022, by zostać przesunięte na czerwiec 2022, jednak wiadomo już, że nie dojdzie ono do skutku w tym terminie, ze względu na brak porozumienia w kilku punktach projektu, m.in. w kwestiach podatkowych.

Firmy rodzinne generują znaczną część PKB i potrzebują dobrych ram prawnych, (a model opodatkowania nie może pogarszać zasad obecnie obowiązujących, bo inaczej nowa instytucja prawna może stać się „martwym prawem”) – podkreślał na spotkaniu radca prawny Michał Gniatkowski, który wraz z Szymonem Trzebiatowskim i Agatą Szymczak, reprezentował Instytut Biznesu Rodzinnego.

W spotkaniu pod przewodnictwem posła Bartłomieja Wróblewskiego uczestniczyli przedsiębiorcy z największych polskich firm rodzinnych, m.in. Dr Irena Eris, LARS, NOWA ELEKTRO Sp. z o.o., Towarzystwo Inwestycyjne BTA, Strus Wear, a także przedstawiciele instytucji i organizacji aktywnie działających na rzecz firm rodzinnych, m.in. FBN Poland, Inicjatywy Firm Rodzinnych, Izby Polskich Przedsiębiorców, PwC Polska, Kancelarii Ożóg Tomczykowski oraz przedstawiciele Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Rozwoju i Technologii.

Podczas spotkania przedsiębiorcy wskazali, dlaczego wprowadzenie regulacji prawnych w zakresie fundacji rodzinnych jest tak ważne dla polskich firm. Omówiono również na jakim etapie jest obecnie projekt ustawy i jakie są sporne kwestie, które powodują, że ustawa jeszcze nie weszła w życie. Obecna na spotkaniu Wiceminister Rozwoju i Technologii zadeklarowała termin, do którego prace nad ustawą zostaną zakończone i nowe regulacje prawne zaczną obowiązywać.

Polscy przedsiębiorcy i środowiska, działające na rzecz firm rodzinnych z uwagą śledzą prace nad ustawą o fundacji rodzinnej i biorą w nich czynny udział, ponieważ aktualnie w Polsce brakuje dobrych regulacji prawnych, które umożliwiałyby właścicielom firm rodzinnych zabezpieczenie firm na przyszłość. Obecnie polscy przedsiębiorcy wykorzystują zwykle różnego rodzaju rozwiązania holdingowe, fundusze inwestycyjne zamknięte, a nawet zakładają fundacje rodzinne za granicą. Wprowadzenie fundacji rodzinnej w polskim prawodawstwie z pewnością umożliwi utrzymanie polskiego kapitału w kraju, co obecni na czwartkowym przedsiębiorcy spotkaniu z całą mocą podkreślali.

Instytut Biznesu Rodzinnego to centrum wiedzy o Firmach Rodzinnych w Polsce i za granicą. Wiodącą misją działań Instytutu jest profesjonalizacja polskich przedsiębiorstw rodzinnych poprzez doradztwo w zakresie procesu sukcesji, strategii międzypokoleniowych i Konstytucji Firm Rodzinnych, szerzenie wiedzy, dobrych praktyk, prowadzenie i publikowanie wyników badań naukowych oraz wymiana doświadczeń krajowych i zagranicznych. Każdego roku Instytut organizuje szereg wydarzeń́ dedykowanych firmom rodzinnym, które zawsze są unikatową platformą wymiany doświadczeń́ i okazją do nawiązania bezcennych relacji biznesowych.

Brak rąk do pracy na budowach

Polski rynek mierzy się z odpływem pracowników ukraińskich – którzy wrócili do swojego kraju, żeby podjąć walkę. W ubiegłym roku mieliśmy około 480 tysięcy pracowników z zagranicy. Największą pulę stanowili rzeczywiście ci z Ukrainy – aż 370 tysięcy, potem Białoruś około 30 tysięcy i mniej więcej 80 tysięcy z innych państw. Firmy wykonawcze jeszcze przed wojną mówiły o tym, że Ukraina czy Białoruś to jest ważne źródło rąk do pracy, ale niestety ono wysycha. Zatem Polska powinna stworzyć nową politykę migracyjną i zapraszać pracowników z dalszych krajów. Chodzi przede wszystkim o kraje azjatyckie. Dzisiaj w firmach dużych, wykonawczych szacuje się, że przeciętnie około 10% pracowników wyjechało do Ukrainy. Firmy mniejsze, podwykonawcze notują nawet 35% utraty kadr.

– Czy będziemy mieć z tego powodu opóźnienia na budowach? Ciężko powiedzieć, na ile sytuacja wojenna będzie trwała – jednak nie ma sensu liczyć na masowe powroty dlatego, że ktoś będzie musiał Ukrainę odbudować – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. –  To jest proces wieloletni, wart wiele miliardów dolarów – więc wydaje się, że my tym bardziej powinniśmy szukać rąk do pracy z krajów innych niż Ukraina czy Białoruś. Pewne opóźnienia raczej nam grożą, bo nie wszystkie kontrakty uda się w zakładanym czasie zakończyć. Stąd postulat zarówno rynku, ale też Ministra Infrastruktury do Komisji Europejskiej, żeby obecną perspektywę przynajmniej o jeden rok wydłużyć. W miarę możliwości środki unijne na infrastrukturę powinny też zostać zwiększone – bo oprócz problemów z pracownikami mamy inflację, rosnące ceny energii, rosnące ceny materiałów budowlanych – a stal w ciągu roku zdrożała od 200 do nawet 250%. To wszystko wpływa na wartość kontraktów budowlanych – ale w wielu przypadkach także na konieczność zawarcia aneksów wydłużających terminy budowy – tłumaczy Furgalski.