Rejestracja suplementów diety w Polsce

Zdawało się, że jeszcze kilka lat temu stosowanie suplementów diety traktowano jako chwilową modę. Dziś to innowacyjny element stylu życia, mający niemały wpływ na codzienną, zbilansowaną dietę. Polacy coraz chętniej sięgają po preparaty witaminowo-mineralne oraz roślinne, chcąc zwiększyć odporność stres lub wesprzeć dobre samopoczucie. Jakich formalności musi dopełnić podmiot spożywczy, aby jego produkt znalazł się na sklepowej półce?

Powszechna dostępność suplementów diety

Zgodnie z prawem żywnościowym suplementy diety są środkami spożywczymi. Celem takich produktów jest uzupełnienie codziennej diety w składniki wykazujące efekt odżywczy lub inny fizjologiczny, które dostępne są w skoncentrowanej formie umożliwiającej dawkowanie.

Dynamiczny wzrost sprzedaży suplementów diety podyktowany jest kampaniami reklamowymi, które prowadzone są na szeroką skalę. Powszechna dostępność oraz bogactwo różnorodnych składników oznacza z kolei rosnące zainteresowanie konsumentów.

Suplementy diety a leki – różnice

Zgodnie z ustawą o bezpieczeństwie żywności i żywienia z 25 sierpnia 2006 roku podmiot spożywczy powinien powiadomić Głównego Inspektora Sanitarnego o wprowadzeniu suplementu diety do obrotu. Celem takiej notyfikacji jest umożliwienie kontroli oraz ewentualne wykluczenie niezgodnego z prawem produktu z rynku spożywczego.

Podmiot wprowadzający suplement diety do obrotu musi mieć pewność, że jego produkt nie posiada właściwości produktu leczniczego. Pomimo że forma, w której dostępne są w sprzedaży suplementy diety i leki, może być identyczna – np. tabletki, kapsułki, drażetki. To jednak zasadnicza różnica tkwi w sposobie działania. Produkty lecznicze wykazują właściwości lecznicze oraz zapobiegania chorobom. Natomiast suplementy diety uzupełniają normalną dietę w składniki wykazujące efekt odżywczy lub inny fizjologiczny – z wyłączeniem produktu posiadającego właściwości produktu leczniczego).

Kolejną różnicą jest sposób rejestracji. Produkty lecznicze muszą być zarejestrowane w jednej z dostępnych procedur. Dopiero po uzyskaniu pozwolenia można wprowadzić produkt leczniczy do obrotu. Natomiast rejestracja suplementów diety następuje na podstawie prawidłowo przygotowanego zgłoszenia do Głównego Inspektoratu Sanitarnego i dostarczenia wzoru oznakowania. Po dokonaniu właściwej notyfikacji suplement diety może być wprowadzany na rynek.

Rejestracja suplementów diety

Aby wprowadzić do obrotu suplement diety na terenie Polski, należy dokonać powiadomienia w systemie elektronicznym. W zgłoszeniu należy podać dokładną nazwę produktu oraz postać, w jakiej wprowadzany jest do obrotu, szczegółowy skład (jakościowy oraz ilościowy), a także załączyć etykietę w języku polskim. Administracja Głównego Inspektoratu Sanitarnego po zweryfikowaniu przesłanego formularza powiadomienia umieszcza produkt w publicznym rejestrze produktów dopuszczonych do obrotu na terenie Polski.

Partnerem artykułu jest kancelaria FoodMedLaw zajmująca się doradztwem w sprawach rejestracji suplementów diety.

Biuro Inwestycji Kapitałowych publikuje wyniki za I kw. 2021 r.

Grupa BIK opublikowała wyniki finansowe, zgodnie z którymi w I kwartale 2021 roku osiągnęła 5,4 mln zł skonsolidowanych przychodów, czyli o 47% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Wartość kapitałów własnych wzrosła do 102,3 mln zł.

Deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych i handlowych w I kwartale 2021 r. osiągnął 5,4 mln zł skonsolidowanych przychodów. Był to wynik o 47% wyższy niż w tym samym okresie poprzedniego roku. Grupa BIK w pierwszych trzech miesiącach br. wypracowała jednocześnie 3,5 mln zł zysku na działalności operacyjnej oraz 0,8 mln zł zysku netto. W analogicznym okresie poprzedniego roku było to odpowiednio: 13,7 mln zł oraz 5,5 mln zł. Wartość kapitałów własnych (aktywów netto) wzrosła od początku roku o blisko 1% do 102,3 mln zł. Z kolei wartość nieruchomości inwestycyjnych zwiększyła się o około 1,5% do 177,5 mln zł.

„Początek roku był dla nas kolejnym udanym okresem. Branża magazynowa pozostaje odporna na kryzys wywołany pandemią COVID-19. Żadna z naszych umów najmu nie została rozwiązana z powodów związanych z pandemią. Popyt na nowoczesne powierzchnie utrzymuje się jednocześnie cały czas na wysokim poziomie. Dlatego ruszyliśmy już z rozbudową naszego parku logistycznego pod Wrocławiem, który do końca tego roku dostarczy około 22,5 tys. m2 nowej powierzchni komercyjnej. Oddanie do użytkowania, wiosną zeszłego roku, pierwszego etapu tej inwestycji przełożyło się teraz na znaczący wzrost przychodów z najmu. W związku ze stabilizacją kursu euro w pierwszym kwartale br. znacznie mniejszy wpływ miała natomiast aktualizacja wyceny nieruchomości inwestycyjnych. W analogicznym okresie minionego roku istotnie podbiła ona wynik na działalności operacyjnej i w konsekwencji także wynik netto” – powiedział Mirosław Koszany, Prezes Zarządu Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

Grupa BIK zarządza aktualnie czterema parkami logistycznymi: Centrum Logistycznym Kraków I, Centrum Logistycznym Kraków II, BIK Park Sosnowiec II oraz BIK Park Wrocław I.

Konsumenci mówią ‘sprawdzam’. Trendy w e-commerce

Ostatnie miesiące wymusiły przeniesienie swojego czasu i oszczędności do Internetu. Romans z e-zakupami kwitł w najlepsze: zachwyciliśmy się szybką dostawą, doceniliśmy nowe metody płatności i odkryliśmy morze możliwości w trybie online. Ale po fazie fascynacji nadszedł czas, aby związek wskoczył na następny poziom. Teraz chcemy, aby Internet odwzajemnił uczucie i zaczął odgadywać nasze potrzeby. W końcu ostatni rok pozwolił nam się poznać bliżej, prawda?

Obostrzenia znikają – ale czy miłość do e-commerce przetrwa próbę czasu? Kilka słów o nowych trendach i personalizacji zakupów online.

O e-commerce w ostatnim roku powiedziano wiele. Jest to jedna z tych branż, której pandemia zdecydowanie bardziej pomogła, niż zaszkodziła. Przybyło zarówno sprzedawców, kupujących, jak i samych platform zakupowych. Pomimo, iż handel stacjonarny wraca do norm, może się okazać, że przyzwyczajenia z okresu lockdownu i nabyta ostrożność wezmą górę nad chęcią wizyty w kolejnym centrum handlowym. Konsumenci jednak nie są bezinteresowni i oczekują od zakupów online coraz więcej – w tym – personalizowanych ofert. Jakie są główne trendy, które zawładną 2021? Nadchodzi kolejna rewolucja? Jakie nowe standardy pandemia narzuciła e-commerce? O zdanie zapytaliśmy przedstawicieli najbliżej związanych z branżą.

– Dynamika rozwoju polskiego e-commerce jest zauważalna każdego roku, jednak takiego rocznika jak 2020 jeszcze nie było. W czasie domowej izolacji i zamkniętych sklepów oraz galerii handlowych wielu przedsiębiorców szukało szansy na sprzedaż swoich towarów w internecie. Sytuacja w kraju i na świecie stała się impulsem do otwarcia sklepu internetowego i zaowocowała rekordowymi wynikami w branży e-commerce i jej dynamicznym wzrostem.

Dywersyfikacja kanałów sprzedaży, odkładana często w czasie, okazała się konieczna. Pozostali, prowadzący już sprzedaż online, zintensyfikowali swoje działania w sieci zarówno w poszukiwaniu nowych klientów, jak i podtrzymaniu relacji z dotychczasowymi. Dostęp do prostych rozwiązań z obszaru e-commerce pozwalających jednym wygodnie kupować, a drugim szybko i skutecznie sprzedawać, okazał się kluczowym czynnikiem przyspieszonej transformacji rynku – mówi Artur Halik, Head of Sales w Shoper.

Wiktor Pyrzyk, Plantwear: Konkurencja w świecie online jest coraz większa. Trzeba stawiać na solidny produkt, świetną prezentację i wysoką jakość obsługi klienta. Całość handlu na pewno nie przejdzie do e-commerce przez najbliższe 10-20 lat, ale jego udział będzie stopniowo rósł. W 2021 należy postawić na omni-channel. Jeżeli sprzedawcy stacjonarni nie mają jeszcze własnego serwisu e-commerce, to dziś jest najlepszy czas, aby to zmienić.

Personalizacja ofert

Jak wynika z raportu Four Fundamental Shifts In Media & Advertising During 2020 autorstwa DoubleVerify oraz Sapio Research, w miarę, jak reklamodawcy zmieniają podejście jasne jest, że targetowanie kontekstowe będzie odgrywało ważną rolę w ich przyszłych strategiach. Ponad dwie trzecie konsumentów (69%) twierdzi, że jest bardziej skłonnych spojrzeć na reklamę, która jest związana z oglądaną przez nich treścią. To z kolei przekłada się na zakupy – prawie połowa (44%) twierdzi, że ostatnio wypróbowała nową markę dzięki odpowiednio umieszczonej reklamie.

Potwierdza to Paweł Rybak, Shoper: jednymi z ważniejszych trendów będą nowe i obecnie rozwijane technologie. W Shoper widzimy wysokie zainteresowanie udostępnioną w tym roku i w pełni zautomatyzowaną, działającą z wykorzystaniem sztucznej inteligencji oraz mechanik machine learning, usługą Shoper Rekomendacje. Technologia ta pozwala na wysoki poziom dopasowania proponowanych produktów do indywidualnych upodobań danego klienta.

Systemy rekomendacji stanowią dziś fundamenty najpopularniejszych aplikacji i serwisów VOD. Podobną technologię stosują też globalne platformy sprzedażowe. Amazon np. podaje, że jego silnik rekomendacji przekłada się już na 35% generowanych przychodów sprzedawców internetowych. Klienci chętniej ufają i robią zakupy u marek, które rozpoznają ich intencje zakupowe i przedstawiają trafne rekomendacje produktów. Rozwiązania korzystające ze sztucznej inteligencji to jeden z trendów, który będzie z pewnością zyskiwał na znaczeniu w najbliższych latach, nie tylko w 2021r.

Dedykowany marketing

Razem ze sklepami online rosną w siłę także firmy wspierające ich działanie. Nowe rozwiązania muszą być efektywne i kompleksowo stawiać czoła kolejnym wyzwaniom. O tym, jak wygląda obecny rynek z perspektywy spółki oferującej narzędzia marketingowe dla e-commerce opowiada Rafał Gawłowski, prezes i współzałożyciel SAMITO:

– Rynek e-commerce rozwinął się dynamicznie w stosunkowo krótkim czasie i widać to we wzroście zainteresowania naszymi narzędziami. Właściciele i managerowie stanęli przed wyzwaniem, które jest efektem zwiększonego ruchu w e-sklepach – jak budować relacje z klientami i zagwarantować wysokiej jakości komunikację marketingową na stronie przy dużej liczbie klientów? To, co nas cieszy, to coraz większa świadomość osób z branży e-commerce – trafiają do nas coraz bardziej świadomi klienci, którym zależy na indywidualnym podejściu do klienta i korzystaniu z wielu różnych kanałów komunikacji, ale tak, aby jednocześnie odciążać zespoły obsługujące sklepy – widzimy to w popularności zautomatyzowanych kampanii i naszego doradztwa. Z drugiej strony dużo nowych, mniejszych butików stawia z nami swoje pierwsze kroki w marketing automation. – Potwierdza to Bartosz Berliński, wiceprezes ds. marketingu Arena.pl.

– Już dawno temu zauważyliśmy wyższość spersonalizowanych działań marketingowych nawet nad tymi ogólnymi, o szerokich – często ogólnopolskich – zasięgach. Wiemy, jak ważne jest trafienie do naszego odbiorcy i idealnie skrojone na miarę kampanie. Ba. Cała nasza strategia marketingowa jest dostosowana do tego trendu. Co takiego się zadziało w przestrzeni online, że marketingowcy zaczęli przyglądać się jeszcze bardziej swoim odbiorcom? Z pewnością rozwój kanałów społecznościowych, który z jednej strony umożliwia kontakt z poszczególnymi osobami, a także ich poznanie – w zakresie chociażby zainteresowań. Egzaminem takiego podejścia był na pewno rok 2020, kiedy sprzedaż przeniosła się w dużej mierze do internetu, a także my jako konsumenci – przecież również nim jestem – coraz częściej mówimy „sprawdzam”. I to właśnie s-commerce jest jednym z kluczowych działań, które realizujemy w Arena.pl.

Łatwy dostęp

Relatywnie nowymi dziedzinami sprzedaży, które mają obecnie bardzo szerokie pole do rozwoju, internetowej są m-commerce oraz s-commerce. Nie ma w tym fakcie nic zaskakującego: wg danych DoubleVerify i Sapio Research, 42% konsumentów jest najbardziej otwarta na reklamy w social mediach (np. Facebook, Twitter) oraz grach wideo i mobilnych (21%).

Według Dawida Cichego, Dyrektora sprzedaży w Tpay, trend ten będzie teraz intensywnie rozwijany:

– Pandemia wpłynęła na skokowy wzrost zainteresowania zakupami online, zwłaszcza tymi robionymi w urządzeniach mobilnych, czyli w m-commerce. Według badań 64% Europejczyków kupuje przez Internet, a 55% z tych zakupów to tzw. mobile. Ten trend będzie rósł, ponieważ codzienny czas użytkowania smartfonów konsekwentnie wzrasta. W efekcie, branża e-commerce cały czas inwestuje w rozwój i optymalizację swoich aplikacji czy stron internetowych tak, aby zaoferować użytkownikom jak najlepszy UX oraz przyjazne płatności, które odpowiadają na szybko rosnące wymagania e-konsumentów. Dotyczy to również kwestii płatności przy odbiorze. W zeszłym roku GLS i InPost wprowadzili bezdotykowe płatności BLIKIEM bezpośrednio u kuriera.

Media społecznościowe coraz bardziej napędzają sprzedaż internetową, czyli s-commerce. Dzięki nim internauci mogą robić zakupy jeszcze szybciej – bez opuszczania swojego profilu w social mediach. Na przykład w Chinach zakupy w sieciach społecznościowych stały się powszechną praktyką – prawie 55% użytkowników deklaruje, że robi zakupy poprzez aplikacje. Aż 87% kupujących online uważa, że sieci społecznościowe pomagają im w podjęciu decyzji o zakupie. Polska nie pozostaje w tyle! Niedawno wprowadzone płatności w Messengerze wyznaczają nowe trendy rynkowe. Działa to tak, że klient rozpoczyna rozmowę w Messengerze marki, a bot proponuje mu pasujący produkt i możliwość opłacenia zamówienia BLIKIEM – bez przechodzenia do innej strony.

Liczby mówią same za siebie: 44% konsumentów deklaruje, że od czasu rozpoczęcia pandemii częściej korzysta z urządzeń CTV, a 54% częściej używa swoich smartfonów. Należy więc spodziewać się raczej tendencji wzrostowej i rozbudowy nowych kanałów.

Czas na fintech

Ostatnim mocnym trendem 2020/21 jest zawiązywanie współpracy pomiędzy e-commerce a podmiotami fintech. W końcu, gdy już reklama pojawi się tam, gdzie powinna, ścieżka sprzedaży będzie możliwie najprostsza i produkt trafi do naszego koszyka, przychodzi czas na płatności. I tutaj oczekiwania klientów bynajmniej nie odbiegają od tych, wobec innych ogniw łańcucha zakupów. O twiście fintech – e-commerce opowiada Maria Bogajewska, prezes Arena.pl.

– Forma płatności jest równie ważnym składnikiem ogólnej oceny zakupów, co działanie platformy czy dostawa. I tak jak samo jak w przypadku pozostałych składowych, tutaj konsumenci również oczekują zróżnicowanych możliwości. Nowoczesne aplikacje czy odroczone formy płatności pozwalają na większą elastyczność. Naturalnym kierunkiem więc było szukanie tych rozwiązań we współpracy z instytucjami finansowymi. Dlatego ważną częścią rozwoju Arena.pl są współprace, które podejmujemy. W zeszłym roku przeprowadziliśmy kampanię z PKO BP. W ciągu trzech miesięcy od wprowadzenia szybkich płatności metodą iPKO, aż 10% transakcji opłaconych było w ten sposób. Niedługo uruchamiamy także skierowaną do zarejestrowanych sprzedawców możliwość skorzystania z usług serwisu brutto.pl. Widzimy, że potencjał na współpracę na tym polu jest ogromny i w niedługim czasie na rynku pojawi się zapewne jeszcze więcej dedykowanych rozwiązań finansowych, które pozwolą na kolejny krok w rozwoju e-commerce.

Kupujący mówią ‘sprawdzam’

Czy konsumenci docenią starania i nie odwrócą się od e-commerce? To pokaże czas. Jednego możemy być pewni: nadchodzące miesiące będą poważnym sprawdzianem, którego wyniki mogą okazać się zaskakujące dla obydwu stron.

Droższe euro zaczyna przeszkadzać EBC

Zaskakująco nie ze strony Fed, jak to rynek się dotychczas obawiał, ale z EBC zaczęły dochodzić sygnały, które mogą zahamować wzrosty EUR/USD. Droższe euro zaczyna przeszkadzać EBC, nawet jeśli presja wzrostowa wynika z nastawienia do dolara.

Zaskakująco gołębio starał się wczoraj wybrzmieć członek Rady Zarządzającej EBC Villeroy. Przypomniał, że bank posiada potężne narzędzia, by utrzymać łagodną politykę, a EBC jest co najmniej tak samo akomodacyjny i będzie co najmniej tak samo cierpliwy jak Fed. Vilelroy starał się uciąć spekulacje, jakoby EBC był blisko decyzji stopniowego ograniczania tempa skupu aktywów. Powiedział też, że obecna stopa depozytowa EBC nie jest dolną granicą. Członek Rady odhaczył wszystkie punkty gołębiej polityki EBC, mimo że sytuacja w gospodarce strefy euro zaczyna się wyraźnie poprawiać, czego w ubiegłym tygodniu dowodziły silne odczyty PMI czy wczoraj niemiecki indeks Ifo. Sugeruje to, że powód reakcji EBC musi leżeć gdzieś indziej, prawdopodobnie w umacniającym się euro. Podkreślenie, że EBC prowadzi równie ekspansywną politykę co Fed ma za zadanie zmusić rynek do równego traktowania euro i dolara. Wątpię, aby tym kanałem się to powiodło. Kreacja płynności ze strony Fed jest większa niż działalność EBC. Bilans Fed zbliża się 8 bln USD, podczas gdy suma bilansowa EBC jest bliżej 6,7 bln USD. Dodatkowo za słabością dolara przemawia wykorzystywanie go jako waluty finansującej zakup ryzykownych aktywów. Jednak komentarze Villeroya mogą sygnalizować nowy trend w narracji EBC, na który w kolejnych tygodniach rynek może zacząć być bardziej wrażliwy, szczególne jeśli EUR/USD wytraci aktualny pęd wzrostowy.

W międzyczasie do inwestorów chyba dotarło, jaka jest dominująca myśl w Fed. Na pewien sposób jastrzębie wzmianki wiceprezesa Claridy we wtorek nie wywołały reakcji dolara. Clarida zasygnalizował, że na najbliższych spotkaniach FOMC będzie można rozpocząć dyskusję o redukcji tempa skupu aktywów, ale będzie to uzależnione od napływających danych. Potwierdza się to, o czym pisałem wczoraj. Start dyskusji o redukcji tempa QE nie oznacza od razu ustalenia terminów całkowitego wygaszenia skupu aktywów, a ponadto dane z gospodarki nie dają jeszcze zielonego światła dla takiej operacji. Inwestorzy zaczynają to rozumieć i już nie popadają w niepotrzebna panikę. Jednak fakt, że to właśnie wiceprezes Clarida (tj. przedstawiciel rdzenia FOMC) rzuca takie komentarze, sugeruje, że Fed stara się mimo wszystko przygotowywać rynki na przyszłą zmianę nastawienia w taki sposób, aby nie zaprzepaścić pozytywnych efektów luzowania i zaszkodzić ożywieniu gospodarczemu. W drugim półroczu temat redukcji QE z pewnością będzie jednym z głównych dla rynków, ale wydaje się, że Fed będzie chciał zrobić wszystko, aby nie miało to negatywnych implikacji dla gospodarki i rynków. Z tego względu nagły skok dolara nie powinien być scenariuszem, którego powinniśmy się teraz obawiać.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Badanie opinii społecznej: Na akcje charytatywne Polacy najczęściej wpłacają od 50 do 300 zł rocznie

Jak wynika z najnowszego sondażu opinii społecznej, blisko 60% dorosłych Polaków angażuje się finansowo w akcje charytatywne. Najaktywniejsze w tym zakresie są osoby w wieku 36-55 lat, z wyższym wykształceniem i zarobkami ponad 9 tys. zł. Mocno wyróżniają się mieszkańcy woj. opolskiego, podlaskiego i świętokrzyskiego. Do tego wychodzi, że darczyńcy wpłacają na zbiórki przeważnie od 50 do 300 zł rocznie. Jak podkreślają eksperci, na podstawie tych danych można szacować, że każdego roku do potrzebujących trafia nawet kilkaset mln złotych.

Z badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH wynika, że 58,9% dorosłych Polaków finansuje akcje charytatywne, zarówno tradycyjne, jak i internetowe. Natomiast 36% ankietowanych w ogóle w to się nie angażuje. Dla Piotra Kuczyńskiego, analityka rynków finansowych, te proporcje nie są zaskakujące. Wynikają z poziomu zamożności społeczeństwa. Według eksperta, prawie 40% rodaków ma problemy ze związaniem końca z końcem. I im więcej będą zarabiali, tym chętniej będą się dzielili.

– Biorąc pod uwagę możliwości społeczno-gospodarcze naszego kraju i wyjątkowo trudny czas pandemii, wyniki badania oceniam pozytywnie. Widać, że Polacy są ofiarnym i uczynnym narodem, zwłaszcza wobec ludzi znajdujących się w potrzebie. Nawet osoby ze skromnym budżetem chcą się dzielić z tymi, których dotykają prawdziwe tragedie – mówi Aleksandra Kamińska, współautorka badania i wiceprezes zarządu serwisu szczytny-cel.pl.

Szczegółowe dane pokazują, że najczęściej finansują akcje charytatywne Polacy w wieku od 36 do 55 lat. Na drugim miejscu są osoby mające od 23 do 35 lat, na trzecim – od 56 do 80 lat. Procent poparcia jest bardzo podobny w dwóch ostatnich grupach. Mocniej wyróżnia się natomiast pierwsze miejsce.

– Najaktywniejszą grupę reprezentują ludzie mocno osadzeni na rynku pracy, z dobrze wypracowaną pozycją i wynagrodzeniem. Poza tym mają już zgromadzony majątek lub przynajmniej zabezpieczone podstawowe potrzeby. To w sposób oczywisty bardziej skłania właśnie tę część społeczeństwa do dzielenia się pieniędzmi – podkreśla Piotr Kuczyński.

Wyniki badania pokazują, że najwięcej osób wspierających tego typu akcje mieszka w woj. opolskim, podlaskim i świętokrzyskim. Zdaniem Aleksandry Kamińskiej, to może na pozór wydawać się dość zaskakujące, że liderami nie są najbogatsze województwa. Jednak jest w tym pewnego rodzaju logika. Z obserwacji eksperta wynika, że w mniej zamożnych częściach kraju ludzie mają bardziej ofiarne serca.

– Nie jestem absolutnie zaskoczony tymi wynikami. Tam, gdzie występują trudniejsze warunki, np. na rynku pracy, ludzie lepiej rozumieją tych, którym brakuje pieniędzy, zwłaszcza na kosztowne leczenie czy operację dziecka za granicą. Są oni bardziej solidarni z potrzebującymi – uzasadnia ekonomista Marek Zuber.

Jednak analizując zarobki, łatwo zauważyć, że akcje charytatywne najczęściej są finansowane przez osoby z najwyższymi dochodami, tj. przekraczającymi 9 tys. zł netto. Kolejni w zestawieniu są Polacy zarabiający od 7 do blisko 9 tys. zł i od 5 do prawie 7 tys. zł. Do tego różnica między drugą i trzecią grupą jest dość niewielka.

– Warto zwrócić uwagę na to, że w pierwszej grupie są osoby o pensjach dwa razy wyższych od średniej w sektorze przedsiębiorstw, czyli w Polsce uznawanych za wysokie. Osoby będące w tak komfortowej sytuacji finansowej mogą łatwiej dzielić się z innymi częścią gromadzonych oszczędności. I tak też deklarują – zaznacza Piotr Kuczyński.

Ponadto potrzebujących przeważnie wspierają osoby, które mają wykształcenie wyższe, podstawowe lub gimnazjalne. Wyniki są dość wyrównane. Jak komentuje współautorka badania, to pokazuje, że często w obliczu tragedii nawet skrajne wobec siebie grupy zachowują się podobnie. Poziom wykształcenia w takich sytuacjach nie do końca określa wrażliwość na ludzką krzywdę.

– Często właśnie osoby o najniższym wykształceniu są najbardziej ofiarne i gotowe do pomocy innym, również finansowej. Dzielą się tym, co mają, nie kalkulując przy tym, ile im zostanie albo co ewentualnie będą z tego miały. O hojności nie decydują przecież dyplomy ani certyfikaty – stwierdza Marek Zuber.

Wyniki badania pokazują też, że najaktywniejsi są Polacy, którzy zamieszkują miejscowości liczące od 50 tys. do 99 tys. mieszkańców. Na drugim miejscu są rodacy z miast mających od 100 tys. do 199 tys. ludności, a na trzecim – z ośrodków zamieszkałych przez 20-49 tys. osób.

– Podobnie jak w przypadku wykształcenia, wielkość zamieszkiwanej miejscowości nie określa chęci dzielenia się z innymi. Jak widać po wynikach badania, w mniejszych miejscowościach ludzie bardzo aktywnie wspierają akcje charytatywne. Tak też wynika z moich obserwacji – zaznacza Aleksandra Kamińska.

Ponadto badanie pokazuje szczegółowe zaangażowanie. W skali roku Polacy wydają na tego typu akcje średnio od 50 do 100 zł – 24,5%, do 50 zł włącznie – 16,2%, od 150 do 200 zł – 13,6%, a także od 100 do 150 zł – 13,3%. Z kolei wyższe kwoty, tj. od 200 do 300 zł, wskazuje 11% respondentów, powyżej 500 zł – 5,6%, od 400 do 500 zł – 5%, a od 300 do 400 – 4,4%.

– Jednostkowe wyniki mogą wydawać się niewielkie, ale finalne połączenie tych sum daje już spore wartości. Skoro blisko 60% rodaków wspiera tego typu cele, to rocznie w Polsce do potrzebujących może trafiać nawet kilkaset milionów złotych. A to już robi wrażenie. Trzeba też dodać, że w dobie pandemii coraz większy udział ma w tym Internet. Ludzie chętnie pomagają innym poprzez e-zbiorki, co jeszcze bardziej podnosi szansę na zwiększenie przychodów w tym zakresie – zwracają uwagę analitycy z UCE RESEARCH.

Częściej mężczyźni niż kobiety wpłacają najwyższe kwoty, tj. od 400 do 500 zł i powyżej 500 zł. Głównie są to osoby w przedziale wiekowym 36-55 lat. Marek Zuber przypomina, że Polki częściej od innych mieszkanek Europy nie pracują zawodowo. A nawet jeśli zajmują wysokie stanowiska i cieszą się prestiżem, to z reguły dostają mniejsze pensje niż ich koledzy.

– Mężczyźni, mimo akcji afirmatywnych, nadal zarabiają więcej niż kobiety, więc to oczywiste, że są bardziej skłonni do dzielenia się z innymi. Poza tym częściej też zarządzają finansami rodziny. To, że mężczyzna wpłaca większy datek, nie oznacza wcale, że kobieta nie chce się dzielić pieniędzmi – wyjaśnia Piotr Kuczyński.

Do tego trzeba dodać, że największe wsparcie płynie z woj. podlaskiego, opolskiego i małopolskiego, głównie od osób zarabiających powyżej 9 tys. zł i od 7 do prawie 9 tys. zł. Najwięcej wpłacają Polacy z wykształceniem zawodowym i wyższym, z miejscowości liczących co najmniej 500 tys. mieszkańców oraz od 20 tys. do 49 tys. ludności.

Dane pochodzą z internetowego badania przeprowadzonego w połowie maja br. przez UCE RESEARCH dla serwisu szczytny-cel.pl. W ankiecie wzięło udział 1122 respondentów, którzy odpowiadają strukturze Polaków powyżej 18. roku życia pod względem kluczowych cech społeczno-demograficznych.

Polska Rada Centrów Handlowych pozyskuje kolejnych członków

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) jest największym w Polsce stowarzyszeniem not-for-profit działającym na rzecz sektora centrów handlowych. Do ponad dwustu firm zrzeszonych w stowarzyszeniu właśnie dołączyły kolejne podmioty, które będą wspierać PRCH w prowadzonych inicjatywach. Nowi członkowie Rady to kancelaria prawna Salenter, agencja marketingowa Emblemat.com, firma Klüh oferującą obsługę utrzymania czystości oraz dostawca ekologicznych rozwiązań sanitarnych – EcoUse.

Polska Rada Centrów Handlowych reprezentuje interesy branży centrów handlowych i występuje jako strona w dialogu z administracją państwową. Eksperci stowarzyszenia przygotowują do dyspozycji członków raporty i analizy, monitorują i komentują najważniejsze procesy zachodzące w branży. Stowarzyszenie pełni także rolę doradczą, promuje dobre praktyki i wspiera rozwój firm członkowskich.

Każda nowa firma, która dołącza do naszego stowarzyszenia wzmacnia głos PRCH, jako przedstawiciela branży. Im liczniejszą grupę stanowimy, tym większy jest przepływ wiedzy wewnątrz naszego stowarzyszenia, dlatego też cieszymy się, że nowe firmy dołączają do naszego grona” – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający PRCH.

Do grona  członków PRCH dołączyła  Agencja Marketingowa Emblemat.com, która od lat świadczy usługi na rzecz centrów handlowych. Przewodnią zasadą  firmy jest hasło 3K: kompleksowość, kreacja i komunikacja. Emblemat.com jest agencją 360 o zasięgu ogólnopolskim, która specjalizuje się w prowadzeniu mediów społecznościowych marek, działań brandingowych, kampanii digital i outdoor. Agencja ma także doświadczenie w organizacji różnego rodzaju eventów i bogate portfolio akcji przeprowadzonych dla branży centrów handlowych.

PRCH wita także firmę Klüh Facility Services, która jest częścią międzynarodowej Grupy Przedsiębiorstw Klüh. Spółka działa w Polsce od 20 lat i oferuje m.in. kompleksową obsługę utrzymania czystości i terenów zewnętrznych dla galerii handlowych. Doświadczenie menadżerów Klüh i innowacyjne podejście do usług sprzątania sprawdziły się szczególnie w trakcie pandemii w związku z intensyfikacją działań na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa pracowników i klientów obiektów handlowych. Klüh odpowiadając na te wyzwania, stworzył QUSEC – nowy standard usługi w zakresie serwisów dziennych, a więc tej części sprzątania, z którą bezpośrednio stykają się kupujący i która stanowi istotny element wizerunku centrum handlowego. Nowy standard bazuje na zarządzaniu usługą poprzez narzędzie informatyczne, pozwala na monitorowanie frekwencji w obszarach krytycznych obiektu i kierowanie pracowników serwisów dokładnie w te miejsca, w których gromadzą się klienci.

Nowym członkiem PRCH jest także Salenter Kancelaria Radców Prawnych Adamowicz Wróbel i Partnerzy Spółka Partnerska. Kancelaria od lat specjalizuje się w obsłudze prawnej podmiotów działających na rynku nieruchomości komercyjnych. Do grona klientów Salenter należą m.in. polscy i międzynarodowi deweloperzy, inwestorzy, wykonawcy robót budowalnych, centra i parki handlowe, najemcy, a także inne podmioty świadczące usługi dla sektora nieruchomości. Zespół kancelarii  Salenter doskonale zna realia sektora nieruchomościowego również od strony biznesowej i na bieżąco monitorują trendy rynkowe. Dzięki wieloletniemu doświadczeniu we współpracy z liczącymi się deweloperami i organizacjami zajmującymi się inwestycjami i komercjalizacją, kancelaria jest w stanie zapewnić kompleksową obsługę prawną każdemu podmiotowi w branży nieruchomości.

Wśród nowych członków Rady znalazła się również firma EcoUse oferującą ekologiczne rozwiązania sanitarne, które pomagają w redukcji kosztów eksploatacji wody i energii. EcoUse wykorzystuje potencjał BIO i NANO technologii, aby zapewnić najwyższe standardy higieny, bez negatywnego wpływu na środowisko naturalne. Spółka jest liderem w technologii oszczędzania wody za pomocą systemu pisuarów bezwodnych, higienicznego mycia i suszenia rąk, technologii NANO dezynfekcji powierzchni i powietrza. Rozwiązania EcoUse są dedykowane są dla budynków użyteczności publicznej, m.in. takich jak galerie handlowe.

PRCH zaprasza przedstawicieli firm działających w sektorze nieruchomości komercyjnych, do dołączenia do grona firm członkowskich. Zrzeszone podmioty zyskują wszechstronne merytoryczne wsparcie i dostęp do aktualnej wiedzy, jednocześnie wzmacniając głos sektora w dyskusji o najważniejszy kwestiach dotyczących branży centrów handlowych.

ROBYG planuje 3500 sprzedanych lokali, potencjał przekazań 3000 mieszkań do końca 2021 roku

Grupa ROBYG planuje w 2021 podpisać 3500 umów deweloperskich oraz przekazać 3000 lokali. Spółka ma w ofercie 2500 lokali i cały czas wprowadza nowe inwestycje oraz kolejne etapy osiedli. W 2021 roku ROBYG uruchomił już 14 nowych projektów i wprowadził do oferty 1100 lokali, zamierza także rozpocząć sprzedaż w Poznaniu. Tylko 3% oferty to lokale gotowe – co potwierdza dużą popularność mieszkań budowanych przez ROBYG.

Grupa ROBYG zainwestowała w pierwszym kwartale 2021 roku ponad 340 mln zł w bank ziemi w Warszawie i Gdyni. Łącznie daje to potencjał budowlany na około 170 tys. powierzchni użytkowej. Zakupy te uzupełniły grunty zakupione w 2020 roku za ponad 375 mln zł w Warszawie, Gdańsku, Gdyni i Wrocławiu (ponad 330 tys. powierzchni użytkowej). Łączne zasoby gruntów zapewniają Grupie ROBYG potencjał sprzedaży około 22.000 lokali. Spółka planuje przeznaczyć na zakup gruntów łącznie ponad 600 mln zł.

Grupa ROBYG realizuje program skokowego wzrostu biznesu. Spółka regularnie akumuluje wypracowany zysk, który za lata 2019-2020 wyniósł około 400 mln. Ponadto otrzymała dodatkowy kapitał w wysokości 100 mln zł od akcjonariusza – Bricks Acquisition Limited z Grupy Goldman Sachs, a także rozważa emisję obligacji do kwoty 150 mln zł w ramach programu emisji obligacji na okaziciela na kwotę do 500 mln zł. ROBYG ma doskonałą pozycję gotówkową, sięgającą 400 mln zł i planuje istotne inwestycje w bank ziemi.

W pierwszym kwartale 2021 roku Grupa ROBYG zawarła 1110 umów rezerwacyjnych netto oraz podpisała 888 umów deweloperskich w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. Spółka przekazała 560 lokali.

„Pierwszy i drugi kwartał bieżącego roku pokazują, że popyt na mieszkania rośnie. ROBYG ma w ofercie 2500 lokali w 3 miastach i systematycznie rozbudowujemy możliwości sprzedażowe. Zainteresowanie klientów jest bardzo duże – ze względu na atrakcyjność naszych inwestycji. W tym roku uruchomiliśmy 14 nowych projektów i wprowadziliśmy do oferty 1100 lokali w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu, przygotowujemy się także do rozpoczęcia sprzedaży w Poznaniu. Ale nasze plany są bardzo ambitne – dlatego intensywnie zwiększamy bank ziemi. Podwyższyliśmy prognozy sprzedaży na ten rok i jestem przekonany, że są to bardzo realne założenia. Planujemy skokowe zwiększenie działalności i cały czas szukamy nowych gruntów” – wskazuje Zbigniew Wojciech Okoński, prezes Zarządu ROBYG SA.

W pierwszym kwartale 2021 roku Grupa ROBYG zawarła 1110 umów rezerwacyjnych netto oraz podpisała 888 umów deweloperskich w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. Spółka przekazała 560 lokali.

ROBYG przykłada szczególną wagę do idei ESG, na którą składa się ekologia, społeczne zaangażowanie i ład korporacyjny. Już dzisiaj wiele ze stosowanych przez ROBYG rozwiązań w budownictwie oraz podejmowane inicjatywy społeczne i pracownicze wskazują na zaangażowanie firmy w filozofię zrównoważonego rozwoju. Dlatego ROBYG zawarł z jedną z wiodących firm na świecie – JLL – umowę o współpracy w zakresie opracowania kompleksowej strategii ESG. Współpraca obejmie wyznaczenie strategicznych kierunków zrównoważonej działalności, a także usystematyzowanie dotychczasowych działań. Jest to element działań na rzecz społeczeństwa oraz  środowiska realizowanych wspólnie z Goldman Sachs – właścicielem ROBYG. Współpraca z JLL ma zapewnić dalszy rozwój w tym obszarze.

Jaki rodzaj mebli wybrać do pokoju dziecięcego?

Dzieci to najbardziej wymagający klienci. Ich zdrowie i bezpieczeństwo to wartości nadrzędne dla każdego rodzica. Z tego powodu wybór mebli dla dzieci sprawiać może nie lada problem – każdy chce przecież, aby pokój dla malucha był nie tylko ładny, ale i funkcjonalny.

  1. Jakie meble dla dzieci przydadzą się w pokoju?
  2. Na co zwracać uwagę przy wyborze mebli dziecięcych?

Przyjrzyjmy się zatem, jakie rodzaje mebli dedykowane na rynku mogą spełnić wymagania rodziców.

Jakie meble dla dzieci przydadzą się w pokoju?

Wyposażenie dziecięcego pokoju nie różni się zasadniczo od wyposażenia pokoju dorosłego. Jedyne, na co zdecydowanie bardziej należy zwrócić uwagę to dostosowanie mebli do wieku dziecka i ich bezpieczeństwo. Warto wybrać zatem meble dla dzieci dedykowane właśnie najmłodszym. Różnią się one nieco rozmiarem i wzornictwem, co pozwoli zaaranżować pokój tak, aby mały domownik czuł się w nim bezpiecznie. Szczególnie warte uwagi są meble Pinio. Ta polska firma produkuje piękne dziecięce meble, wykonane z drewna. Dzięki wysokiej jakości materiałom produkty te są bezpieczne dla zdrowia dzieci. Ponadto ich wykonanie jest wyjątkowo estetyczne i urocze. Pomimo tego nie są jednak wzorniczo przytłaczające – stonowane kolory i delikatność w doborze ozdób sprawia, że pokój, wyposażony w meble pinio będzie wyglądał jak pokój dziecka, lecz nie będzie przesadnie zdobiony.

Na co zwracać uwagę przy wyborze mebli dziecięcych?

Najistotniejszym kryterium zawsze powinno być bezpieczeństwo dziecka. Z tego powodu warto wybrać meble, wykonane z naturalnych materiałów, które zapobiegną wystąpieniu u maluchów alergii. Istotne jest także sprawdzenie, czy były one w jakiś sposób testowane. Warto także zadbać, by dziecięce meble były w stonowanych kolorach, które pozwolą maluchowi na spokojny odpoczynek w bezpiecznej przestrzeni. Ponadto istotne jest aby meble do pokoju dziecięcego były dostosowane do wzrostu dziecka. Ta kwestia ma szczególne znaczenie kiedy maluch jest nieco starszy i próbuje sam sięgać po zabawki czy książki. Dzięki temu, że meble będą nieco mniejsze, dziecko będzie miało poczucie, że samo potrafi działać i ma wpływ na organizację przestrzeni wokół siebie. Da mu to szansę na zdrowy rozwój i samodzielną zabawę.

Meble dla dziecka to niezwykle istoty wybór w życiu każdego rodzica. Przez kilka lat towarzyszą one maluchom na ich drodze rozwoju. Wybór najwyższej jakości produktów – takich jak na przykład meble pinio – pozwoli na zagwarantowanie dziecku bezpieczeństwa i estetycznego otoczenia.

Podpis elektroniczny – co warto o nim wiedzieć?

Podpis elektroniczny to rozwiązanie, które wciąż nie wszystkim jest znane. Często zastanawiamy się, czy korzystanie z niego na pewno jest bezpieczne i zgodne z prawem. Czasem też po prostu nie wiemy, jak zacząć wykorzystywać podpis elektroniczny w codziennej pracy. Co warto o nim wiedzieć? Oto podstawowe informacje, które z pewnością rozwieją liczne wątpliwości. 

Co to jest podpis elektroniczny?

Podpis elektroniczny to narzędzie, dzięki któremu możliwa jest identyfikacja konkretnej osoby, która przesyła dokumenty drogą elektroniczną. We współczesnym świecie – gdy coraz częściej ważne sprawy załatwia się online – takie rozwiązanie usprawnia naszą pracę i sprawia, że załatwianie niezbędnych formalności staje się znacznie bardziej komfortowe.

Podpis elektroniczny jest połączeniem różnych danych, które umożliwiają zidentyfikowanie konkretnej osoby – tej, która złożyła podpis. Jeden podpis może być przyporządkowany tylko do jednej osoby. Dane, które powiązane są z konkretnym podpisem, posiadają pewną istotną właściwość – jakakolwiek zmiana w nich musi być łatwo rozpoznawalna.

Kiedy można wykorzystywać podpis elektroniczny?

Podpis elektroniczny ma taką samą moc prawną, jak podpis złożony na dokumentach własnoręcznie. Można więc korzystać z niego w każdej sytuacji, która wymaga od nas dokonania podpisu. Przykładami jego zastosowań jest:

  • Składanie deklaracji podatkowych
  • Podpisywanie umów – o pracę, o dzieło, umowy zlecenia
  • Podpisywanie umów sprzedaży, inwestycyjnych
  • Podpisywanie umów NDA
  • Podpisywanie protokołów
  • Podpisywanie dokumentów składanych w urzędach
  • Podpisywanie faktur elektronicznych

Jak uzyskać podpis elektroniczny?

Jak uzyskać podpis elektroniczny we Wrocławiu lub innym, dowolnym mieście? Podstawowa wersja podpisu elektronicznego – ta nieposiadająca certyfikatu kwalifikowanego – jest darmowa. Jeśli jednak zależy nam na bezpieczniejszej wersji podpisu, musimy liczyć się z kosztami. Podpis kwalifikowany można zakupić między innymi w Krajowej Izbie Rozliczeniowej lub w Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

By uzyskać bezpieczny podpis elektroniczny, należy podpisać odpowiednią umowę, a certyfikat odebrać osobiście, potwierdzając na miejscu, że dane w nim są prawidłowe. Kupując podpis elektroniczny z certyfikatem otrzymujemy narzędzia, które umożliwią nam jego użytkowanie: potrzebne oprogramowanie oraz kartę kryptograficzną. Z podpisu korzysta się za pośrednictwem komputera – odpowiednie oprogramowanie szyfruje podpis, umieszczając go w dokumencie – który staje się gotowy do wysłania.

Podpis elektroniczny – czy jest bezpieczny?

Podpisy elektroniczne dzielą się na dwa rodzaje: zwykły podpis elektroniczny i bezpieczny podpis elektroniczny.

Zwykły podpis elektroniczny to taki, który nie posiada certyfikatu kwalifikowanego. Nie gwarantuje całkowitego bezpieczeństwa danych – stosowany jest więc zazwyczaj do przesyłania tych mniej poufnych i mniej istotnych.. Typowym przykładem wykorzystania tego typu podpisu jest wymiana e-maili.  Zwykłe podpisy elektroniczne stosowane są powszechnie, jednak nie sprawdzą się w sytuacji, gdy potrzebujemy gwarancji bezpieczeństwa danych i pracujemy z dokumentami wysokiej wagi.

Bezpieczny podpis elektroniczny posiada certyfikat kwalifikowany. Dzięki temu można z niego korzystać przy przesyłaniu praktycznie wszystkich dokumentów – na przykład podczas załatwiania spraw w urzędach. Przykładem wykorzystania tego typu podpisu elektronicznego jest składanie deklaracji podatkowej online.

Dlaczego warto posiadać podpis elektroniczny?

Posiadanie podpisu elektronicznego to doskonały sposób na ułatwienie sobie wielu codziennych spraw. Przydaje się podczas pracy, załatwiania formalności, składania dokumentów w urzędach. Mogąc podpisać ważne dokumenty z domu – oszczędzamy ogromną ilość czasu, gdyż nie musimy składać podpisów osobiście, odwiedzając poszczególne instytucje. Przesłanie dokumentów przez Internet jest znacznie szybsze, niż przesyłanie ich pocztą lub dostarczanie osobiście – co sprawia, że wszelkie formalności trwają krócej.

Wykorzystywanie podpisu elektronicznego staje się coraz popularniejsze wśród przedsiębiorców – którzy szczególnie cenią sobie oszczędność czasu. Nabycie podpisu elektronicznego z certyfikatem może być sporym wydatkiem dla początkujących, niedużych firm – jednak zazwyczaj jest to inwestycja bardzo opłacalna.

Podpis elektroniczny to nowoczesne rozwiązanie, które ułatwia życie i sprawia, że załatwianie wszelkich formalności staje się znacznie mniej skomplikowane. Z roku na rok korzysta z niego coraz więcej osób – gdyż jest to rozwiązanie wygodne, a przy tym zapewniające wysoki poziom bezpieczeństwa. Warto pamiętać o tym, że najbezpieczniejsze są podpisy elektroniczne posiadające certyfikat kwalifikowany – można je stosować nawet do przesyłania najbardziej poufnych dokumentów.

COVID-19 a porady psychologiczne i psychiatryczne

COVID-19 a zainteresowanie poradami psychologicznymi i psychiatrycznymi.

Pandemia COVID-19 spowodowała wzrost zainteresowania konsultacjami psychologicznymi i psychiatrycznymi o ponad 20% w porównaniu do 2019 roku. Z danych zebranych przez TU Zdrowie wynika, że w 2020 roku z porad tego typu dużo częściej korzystali zarówno ubezpieczeni posiadający pakiety firmowe, jak i klienci indywidulani.

Szczegółowe dane wskazują, że dynamika wzrostu zainteresowania poradami psychiatrycznymi i psychologicznymi w 2020 roku porównaniu do roku 2019 w przypadku firm wynosi ponad 108%, natomiast w przypadku ubezpieczonych posiadających pakiety indywidualne przeszło 117%.COVID-19 a zainteresowanie poradami psychologicznymi i psychiatrycznymi

Specjaliści biją na alarm, że długotrwały lęk wynikający z izolacji, ograniczenia relacji społecznych i strachu przed zarażaniem może negatywnie wpłynąć na zdrowie psychiczne. Dotyczy to zarówno osób, które nie chorowały na COVID-19, jak i tych, które były z tego powodu hospitalizowane, a także ozdrowieńców, którzy przeszli chorobę w sposób łagodny, ale obawiają się powikłań w przyszłości.

Na podstawie badań przeprowadzonych podczas obecnej pandemii, a także poprzednich epidemii, można wnioskować, że u pacjentów z COVID-19 częściej pojawiają się zaburzenia lękowe i depresyjne, a także problemy związane z używaniem substancji psychoaktywnych. Osoby, które przeszły COVID-19 uskarżają się też na zaburzenia pamięci i problemy z koncentracją oraz większe zmęczenie, problemy ze snem i ogólne przygnębienie, co skutkuje spadkiem efektywności w pracy nawet o 50%. [1]

Z obserwacji lekarzy zajmujących się zdrowiem psychicznym wynika, że kolejną bardzo niepokojącą konsekwencją COVID-19 może być Zespół Stresu Pourazowego (PTSD). Może być on wynikiem przeżyć związanych z przebiegiem choroby: lęku i izolacji, czy długotrwałej hospitalizacji. Dodatkowym czynnikiem zwiększającym poziom stresu jest brak możliwości zobaczenia się z najbliższymi, ze względu na zakaz odwiedzin. Kolejnym ubocznym skutkiem COVID-19 może być też tzw. „mgła mózgowa” czy też „mgła covidowa”, czyli zaburzenia funkcji poznawczych, pamięci, koncentracji, płynności w posługiwaniu się językiem i  spowolnienie funkcji psychicznych.[2]

Taki stan rzeczy powoduje, że pacjenci częściej, niż w okresie sprzed pandemii, korzystają z porad psychiatrów i psychologów.

W związku z pandemią już w marcu 2020 roku uruchomiliśmy dodatkowe porady u psychologa w postaci telekonsultacji i od początku spotkały się one z zainteresowaniem ubezpieczonych. Obecnie w wybranych wariantach ubezpieczenia konsultacje i e-konsultacje psychologa i psychiatry dostępne są dla ubezpieczonych – pracowników i członków ich rodzin.  Zainteresowanie tego rodzaju świadczeniami nie słabnie także w tym roku – mówi Teresa Domańska, Dyrektor Biura Ubezpieczeń TU Zdrowie.

Ubezpieczenie zdrowotne w starciu z pandemią

Mimo kolejnych fal pandemii, ubezpieczeni w TU Zdrowie nieprzerwanie korzystają ze wszystkich oferowanych usług medycznych. Nie dotyka ich problemodwoływania wizyt i przekładania konsultacji oraz badań na kolejne miesiące tak jak to bywa w przypadku placówek publicznej opieki zdrowotnej.

Analiza liczby wykonanych świadczeń medycznych w 2020 roku wskazuje, że klienci TU Zdrowie ograniczyli kontakt z lekarzami wyłącznie na samym początku pandemii. W kolejnych miesiącach zarówno liczba konsultacji jak i badań była wyższa niż w latach ubiegłych. Dowodzi to, że w modelu ubezpieczeniowym pacjent nie ma problemów związanych z realizacją świadczeń zawartych w umowie nawet w czasie utrudnień związanych z COVID-19. Jest to szczególnie istotna informacja dla tych osób, które chcą rozpocząć leczenie, ale obawiają się, że kolejna fala zarażeń spowoduje odcięcie ich od kontaktu z lekarzem. W przypadku ubezpieczenia zdrowotnego, ciągłość świadczenia pozostaje zachowana, umożliwiając komfortowy kontakt np. z psychologiem czy psychiatrą.

[1] https://www.uptodate.com

[2] https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C87018%2Cpsychiatra-prof-dudek-covid-19-wplywa-rowniez-na-psychike.html

Prawie 80 proc. wzrostu zysku netto Grupy R22 w I kwartale 2021 r.

Notowana na GPW grupa technologiczna R22 wypracowała w I kwartale 2021 r. 67,3 mln zł przychodów. To wynik o 36 proc. lepszy niż rok wcześniej. W tym okresie skorygowana EBITDA wzrosła o 27 proc. do 17,7 mln zł. Jeszcze szybciej rósł zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej, który po wzroście o 77 proc. r/r wyniósł 6,9 mln zł. Dynamiczne zwiększanie wyników to efekt zarówno dynamicznego rozwoju organicznego, jak i pierwszej zagranicznej akwizycji w segmencie CPaaS.

– Kontynuujemy dynamiczny rozwój działalności, który widać również we wzroście wyników finansowych. Warto podkreślić, że w I kwartale osiągnęliśmy rekordowy poziom zysku przypisanego akcjonariuszom R22. Rozwijamy się w zrównoważony sposób, zarówno dzięki działaniom organicznym, jak i efektywnemu prowadzeniu przejęć. – mówi Jakub Dwernicki, prezes R22.

W segmencie CPaaS Grupa osiągnęła 38,5 mln zł przychodów, czyli aż o 67 proc. więcej niż rok wcześniej. Wynik EBITDA wyniósł 7,7 mln zł i był o 38 proc. wyższy r/r. Za segment CPaaS dopowiada spółka Vercom, która 8 maja br. zadebiutowała na Giełdzie Papierów Wartościowych. Z emisji akcji spółka pozyskała ok. 170 mln zł netto, które przeznaczy na akwizycje. Łącznie z finasowaniem bankowym, Vercom może przeznaczyć na akwizycje nawet 250 mln zł.

W ubiegłym roku zrealizowaliśmy pierwsze zagraniczne przejecie w segmencie CPaaS. Na przełomie kwietnia i maja z sukcesem przeprowadziliśmy IPO Vercom, a pozyskane w ten sposób środki zamierzamy przeznaczyć na realizację planów związanych z ekspansją zagraniczną. – dodaje Jakub Dwernicki.

W segmencie hostingu Grupa osiągnęła 24,7 mln zł przychodów, czyli o 7 proc. więcej niż rok wcześniej. Wynik EBITDA wyniósł 9,7 mln zł i był o 34 proc. wyższy r/r. W 2020 r. Grupa wprowadziła na rynek markę cyber_Folks, pod którą jest już ponad 100 tys. klientów, w 2021 r. planowane jest dołączenie kolejnych marek.

– Wychodzimy poza schemat firmy hostingowej, w kierunku dostarczania dodatkowej wartości dla klienta. Pierwsze efekty tych działań widać w bardzo dobrych wynikach osiągniętych w całości dzięki działaniom na dotychczasowej grupie klientów, zauważamy też organiczny wzrost liczby naszych klientów. Korzystamy na rosnącym rynku e-commerce oraz automatyzacji i cyfryzacji życia gospodarczego. – dodaje Dwernicki.

(tys. zł) Q1 2020 Q1 2021 Zmiana
01.01.2020-31.03.2020 01.01.2021-31.03.2021
Przychody ze sprzedaży 49 489 67 279 36%
EBIT 9 410 12 682 35%
Skorygowana EBITDA1) 13 895 17 671 27%
Koszty transakcyjne 293 0
Zysk netto 5 303 8 518 61%
Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jedn. dom. 3 889 6 899 77%
  • Skorygowana EBITDA nie uwzględnia kosztów transakcyjnych.

Polsko-czeski spór o Turów – kto ma rację?

Spór polsko-czeski o przyszłość kopalni Turów dotyczy de facto samej elektrowni Turów, której moc zainstalowana wynosi 2 gigawaty. Sama elektrownia dla polskiego sytemu elektro-energetycznego stanowi strategiczny element bezpieczeństwa tej części kraju. Elektrownia zapewnia od 3,5% do nawet 5% zapotrzebowania całego kraju na energię elektryczną. Pozwala także stabilizować i bilansować przepływ energii elektrycznej – nie tylko między Polską, Niemcami i Czechami – ale w całym regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Przez tę elektrownię przepływa prąd z farm wiatrowych położonych na południu Niemiec, na przykład do Austrii.  Środek zaradczy, który zastosował Trybunał Sprawiedliwości UE z jednej strony był przesadzony – ale z drugiej zmusił polską i czeską stronę do rozmów, ponieważ nie pozostawił żadnego innego pola manewru. Bez tego środka zaradczego przyspieszone rozmowy zarówno na poziomie regionalnym w Libercu, jak i w Brukseli między stroną polską i czeską by się nie odbyły.

– Ta elektrownia jest czymś w rodzaju stabilizatora w regionie, nie tylko w Polsce. Trudno mówić, że ktoś uwziął się na polską energetykę – można powiedzieć, że wina leży po każdej ze stron. I faktycznie Polacy mają rację mówiąc o tym, że podjęli rozmowy ze stroną czeską – czego wyrazem są dokumenty przedstawione przez Polską Grupę Energetyczną. Są uzgodnienia dotyczące działań kompensacyjnych, jakie miała wdrożyć PGE. Podpisali się pod tym przedstawiciele czeskich władz, chodzi jednak o rok 2019 – mówi serwisowi eNewsroom Bartłomiej Sawicki, ekspert Biznes Alert. – W tym czasie Polacy podjęli decyzje o wydaniu tymczasowej koncesji na 6 lat dla Turowa z pewnymi brakami administracyjnymi, które wytknęła Polsce Komisja Europejska. Problem po stronie polskiej polega na tym, że nie wywiązaliśmy się w 100 procentach z rygoru administracyjnego i wyprzedziliśmy pewne daty – zamiast poczekać i udzielić koncesji długoterminowej do 2040 roku. Paradoksalnie orzeczenie i środki zaradcze mogą wydawać się zbyt rygorystyczne – ale z drugiej strony, gdyby nie one, to do obecnych rozmów mogłoby nie dojść. Na razie są wstępne deklaracje co do konsensusu – nie ma jednak żadnych konkretów, a skarga jest nadal w Trybunale Sprawiedliwości UE. Może ona być wycofana jednak dopiero, kiedy obie strony podpiszą ostateczną umowę. Dlatego dziś mowa jest raczej o wstępnych deklaracjach, które dopiero mogą przekuć się w ostateczne porozumienie – wyjaśnia Sawicki.

Deweloperzy nie mają gdzie budować

Grunty rolne stanowią prawie jedną czwartą obszaru Warszawy, jedną trzecią Poznania i Gdańska, zaś w Krakowie pod uprawy rolne jest przeznaczona niemal połowa miasta – ustalił portal GetHome.pl. Czy na tych terenach można budować domy i mieszkania?

– Pewnie mało kto zdaje sobie sprawę, że w miastach grunty rolne i leśne często zajmują większą powierzchnię niż tereny zurbanizowane – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo. Z danych Geoportal.gov.pl wynika, że najbardziej „wiejskimi” miastami  są Rzeszów i Opole, gdzie grunty rolne stanowią ponad połowę obszaru tych miast. Z kolej najmniej rolnicza, co zrozumiałe, jest stolica Górnego Śląska – Katowice.Wykres 1

Co ciekawe, wbrew obiegowej opinii, nie jest to szare, przemysłowe miasto. Aż 43% powierzchni Katowic to tereny leśne. Udział terenów przemysłowych wynosi tu niespełna 8%.Wykres 2

Uściślijmy, że w skład kategorii „grunty rolne” wchodzą m.in. grunty orne, sady, łąki, pastwiska, grunty pod stawami, a także nieużytki. Tych ostatnich najwięcej jest w Warszawie. Zajmują aż 366 ha, czyli 3 mln 660 tys. m kw. Gdyby podzielić je na np. na 1000-metrowe działki, mogłoby na nich powstać 3660 domów jednorodzinnych, czyli mniej więcej tyle, ile inwestorzy indywidualni wybudowali w stolicy w ciągu ostatnich siedmiu lat. Problem w tym, że od 30 kwietnia 2016 r. obowiązują ustawowe ograniczenia w handlu gruntami rolnymi. Początkowo w wolnym obrocie mogły być tylko działki o powierzchni nie przekraczającej 0,3 ha, czyli 3 tys. m kw., zaś od czerwca 2019 r. – poniżej 1 ha.

– Większe co do zasady mogą kupować rolnicy, którzy spełniają określone warunki dotyczące kwalifikacji, stażu i miejsca zamieszkania – wyjaśnia Marek Wielgo.

Równocześnie podkreśla, że tego typu ograniczenia nie dotyczą gruntów rolnych objętych planem zagospodarowania przestrzennego, który przewiduje na tym terenie zabudowę, np. mieszkaniową. Takie rozwiązania mogłyby zahamować zjawisko niekontrolowanego rozlewania się miast, które wiąże się m.in. z dewastacją środowiska naturalnego, a do tego słono kosztuje, bo wymusza budowę infrastruktury na obszarach o niskiej gęstości zaludnienia. Niestety gminy nie palą się do uchwalania takich planów. Polski Związek Firm Deweloperskich (PZFD) ocenia, że pokrywają one przeciętnie ok. 43,5% powierzchni największych miast. Stopień ich pokrycia planami zwiększa się co rok o zaledwie jeden punkt procentowy.Wykres 3

Kompromisowym rozwiązaniem miała być ustawa o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących, zwana powszechnie specustawą mieszkaniową. Pozwala ona „uruchamiać” grunty rolne w granicach administracyjnych miast. Wystarczy, że radni podejmą uchwałę o lokalizacji na tych terenach inwestycji realizowanej w trybie specustawy mieszkaniowej. – Jednak, żeby skorzystać z uproszczonej ścieżki inwestycja musi spełnić określone wymagania i standardy urbanistyczne – podkreśla Wielgo.

Mimo to specustawa mieszkaniowa jest nieprzychylnie przyjmowana przez władze dużych miast. W efekcie deweloperzy rzadko z niej korzystają.

Jak sobie radzą w tej sytuacji? Wiele firm jeszcze przed wejściem ograniczeń w 2016 r. tworzyło banki ziemi. Mając już w posiadaniu grunt rolny, najlepiej słabej jakości, deweloper może zacząć myśleć o jego zabudowie. – Wymaga to zmiany przeznaczenia gruntu rolnego na budowlany oraz wyłączenie go z produkcji rolnej – tłumaczy mecenas Michał Urbański z kancelarii JDP.

Podkreśla, że dopiero po przeprowadzeniu takiej procedury, która jest dość długotrwała, deweloper może wystąpić o decyzję o warunkach zabudowy. – Oczywiście nie wszystkie grunty rolne można wykorzystać do budowy mieszkań czy domów. Jeśli są to gleby dobrej jakości, minister rolnictwa najprawdopodobniej odmówi zmiany przeznaczenia. Trzeba też wiedzieć, że aby uzyskać decyzję o warunkach zabudowy, co najmniej jedna sąsiednia działka musi być zabudowana. Ponadto konieczny jest także dostęp do drogi oraz możliwość podłączenia prądu – wyjaśnia mecenas Urbański.

Dyrektor generalny PZFD Konrad Płochocki przyznaje, że deweloperom kończą się zapasy terenów inwestycyjnych. Dlatego coraz częstsze będą próby obejścia ograniczeń, które uniemożliwiają zakup gruntów rolnych. W tym celu można zawrzeć stosowną umowę z rolnikiem, który np. za pośrednictwem pełnomocnika, przeprowadzi procedurę tzw. odrolnienia gruntu, a następnie sprzeda go już jako inwestycyjny. – W dużych aglomeracjach mało żyzne grunty rolne zawsze stanowiły rezerwuar tanich terenów budowlanych – podkreśla Konrad Płochocki.

W PZFD liczą, że uda się przekonać rząd do przywrócenia stanu prawnego sprzed września 2014 r., gdy działki rolne w obrębie miast w praktyce były traktowane jak budowlane. Nie miało znaczenia, czy obejmował je plan zagospodarowania przestrzennego, czy też trzeba było występować o warunki zabudowy. Zmiana przeznaczenia gruntu rolnego na budowlany następowała w trakcie procedury związanej z uzyskiwaniem pozwolenia na budowę. – W poprzedniej kadencji Sejmu grupa posłów PiS, z obecną marszałek Sejmu Elżbietą Witek na czele, zaproponowała wyłączenie użytków rolnych położonych w granicach administracyjnych miast spod działania ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych. Oznaczałoby to zwolnienie z długotrwałej procedury odrolnienia oraz ewentualnych kosztów związanych z wyłączeniem tego gruntu z produkcji rolnej. Ostatecznie projekt trafił jednak do kosza – przypomina ekspert GetHome.pl.

Tymczasem z powodu zbyt niskiej podaży gruntów pod budownictwo mieszkaniowe, deweloperzy nie są w stanie zaspokoić rosnącego zapotrzebowania na mieszkania. W efekcie rosną ich ceny.Wykres 4

Według NBP, w Warszawie udział gruntu w cenie metra kwadratowego mieszkań wzrósł w ostatnich pięciu latach z ok. 16% do 21%.

Rozwój e–commerce i ciągła migracja odbiorców do mediów cyfrowych stanowią spore wyzwanie dla marek spożywczych

Mimo że dla branży FMCG rok 2020 okazał się łaskawy względem popytu, pozostawił swój ślad na ścieżce zakupowej. Producenci stanęli przed wyzwaniem, jakim było przeprojektowanie sieci dystrybucji i komunikacji tak, aby produkty trafiały do konsumentów, których nawyki zakupowe zostały zniweczone przez wydarzenia ubiegłego roku. Firmy FMCG musiały zwrócić się w kierunku nowych kanałów.

Jak wynika z raportu „Business Intelligence – FMCG Food and Drink”[1], w ciągu najbliższych dwóch lat wzrost budżetów przeznaczanych na reklamę w branży produktów szybkozbywalnych będzie proporcjonalny do wzrostu całego rynku, zmieni się jednak sposób ich wydatkowania. Do 2023 roku zwiększą się wydatki na reklamę w kanałach cyfrowych aż o 7 proc. rocznie!

Już nie tylko telewizja

Obecnie branża fast–moving consumer goods poświęca na reklamę w telewizji aż o 60 proc. więcej niż przeciętny reklamodawca. Zmiany, które nastąpiły w ostatnich latach, a wśród nich szybki rozwój handlu elektronicznego czy zwrot w kierunku technologii cyfrowych sprawiły, że telewizja – dotąd najskuteczniejsza platforma, przestała stanowić najlepszy kanał komunikacji z konsumentem. Jej malejący zasięg widać wyraźnie wśród najmłodszych konsumentów. – Rozwój e–commerce i ciągła migracja odbiorców do mediów cyfrowych stanowią spore wyzwanie dla marek spożywczych. Aby utrzymać zasięg, marki trzeba zweryfikować dotychczasowe działania, ocenić ich skuteczność, ponownie przyjrzeć się grupom docelowym, a w efekcie: zrównoważyć środki inwestowane w promocję w telewizji, w outdoorze oraz w kanałach cyfrowych – mówi Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Na szczególną uwagę zasługuje gałęź e–commerce, dla której pandemia okazała się istotnym impulsem dla rozwoju – zdaniem ekspertów cały czas będzie rosła w siłę. W naturalny sposób marki spożywcze będą musiały zwiększyć więc swoje inwestycje w reklamę, aby aktywnie wspierać ten proces dla realizacji swoich celów. Jak wynika z prognoz Zenith, procent budżetów przeznaczanych na działania w digitalu sięgnie 49 punktów, a firmy chętniej inwestować będą w niestandardowe kanały typu VOD czy OTT, czy aktywny placement w SVOD, czyli video na żądanie.

Nowe oblicze internetu

Poza wspomnianymi platformami, przestrzeń online daje jeszcze wiele możliwości do jej kreatywnego wykorzystania. Dobrym przykładem nowoczesnego i wychodzącego poza schemat działania jest zorganizowana w marcu akcja promocyjna Perfetti van Melle „Mentos Sour Challenge”. W jej ramach najpopularniejsi streamerzy wzięli udział w wyzwaniu w grze Among Us na platformie streamingowej Twitch. Wydarzenie okazało się wielkim sukcesem, docierając do prawie 200 tysięcy unikalnych użytkowników serwisu – grupy docelowej produktów z serii Mentos Sour. To nie jedyna niestandardowa kampania promocyjna zrealizowana przez Perfetti Van Melle. Marce już wcześniej udało się dotrzeć do młodych konsumentów, podejmując współpracę z topowymi influencerami czy prowadząc działania m.in. na platformach YouTube, Tik Tok czy Instagram.

Mimo niestałego rynku, nieustannie celem pozostaje dotarcie do jak najszerszej grupy potencjalnie zainteresowanych produktem konsumentów. Kluczem do sukcesu, jak zwykle, okazuje się obserwacja i przede wszystkim – aktywne reagowanie na to, co przynosi coraz szybciej zmieniający się świat.

[1] https://www.zenithmedia.com/insights/business-intelligence-fmcg-food-and-drink-2/

DHL Supply Chain stworzy ponad 800 miejsc pracy w nowoczesnym centrum logistycznym w podpoznańskich Żernikach

  • DHL Supply Chain w podpoznańskich Żernikach buduje nowe centrum logistyczne o planowanej łącznej powierzchni 105 tys. mkw.;
  • Globalna firma logistyczna stworzy ponad 800 miejsc pracy dla mieszkańców Poznania i okolic;
  • Deweloperem centrum logistycznego jest spółka Panattoni

25 maja 2021 r. Zalando, DHL Supply Chain i Panattoni świętowały uroczyste zawieszenie wiechy w związku z rozpoczęciem inwestycji polegającej na obsłudze operacji logistycznych dla Zalando w celu wspierania dystrybucji na wielu rynkach europejskich, w tym w Polsce i w Niemczech. W ramach realizacji Panattoni przygotuje m.in. wzmocnioną posadzkę, strefę VAS (Value Added Service) z odpowiednim poziomem światła dziennego i stałą temperaturą, 3-kondygnacyjne biuro z kuchnią, oddzielne wjazdy dla TIRów i samochodów osobowych czy specjalne zatoczki dla busów i autobusów.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni, że możemy kontynuować naszą współpracę z Zalando na polskim rynku. Wraz z tą nową inwestycją powstanie ponad 800 nowych miejsc pracy, dzięki czemu będziemy mogli zapewnić klientom Zalando usługi najwyższej jakości. Jesteśmy również bardzo dumni, że dzięki tej inwestycji będziemy mogli realizować założenia strategii GO GREEN, w ramach której chcemy wykorzystywać najnowsze zdobycze technologii w celu osiągnięcia neutralności emisyjnej naszych budynków na całym świecie – powiedziała Monika Duda, Dyrektor Zarządzająca DHL Supply Chain w Polsce.

„W ramach inwestycji w Żernikach spotykają się dwie ogromne marki, które w tym miejscu postanowiły postawić kolejny ważny krok w rozwoju, pokazując jednocześnie zaufanie logistyki i e-commerce do Panattoni. Cieszę się, że nasze zrozumienie potrzeb zmieniającego i rozwijającego się rynku zostało dostrzeżone”. Mówi Katarzyna Kujawiak, Development Director Panattoni.

Czynniki, które przesądziły o wyborze Poznania jako miejsca realizacji nowej inwestycji w Polsce, to przede wszystkim dobre położenie i infrastruktura, w tym bezpośrednie połączenie z autostradą A2 i możliwość dalszego szybkiego rozwoju.

Zrównoważony rozwój jest ważnym elementem strategii DHL Supply Chain, Panattoni i Zalando. DHL, jako wiodąca globalna firma logistyczna, chce działać w sposób zrównoważony i dlatego przyjęła za cel osiągnięcie zerowej emisji do 2050 r.

W ubiegłym roku Zalando jako pierwsza tego typu platforma wdrożyła rozszerzoną wersję SAC Higg Brand & Retail Module (Higg BRM), w ramach którego prowadzona jest obowiązkowa ocena marek sprzedawanych przez jej stronę internetową pod kątem zgodności z zasadami zrównoważonego rozwoju. Centrum w Żernikach idealnie wpasowuje się w system wartości obu firm, ponieważ będzie to najnowszy projekt realizowany przez spółkę Panattoni, który ma uzyskać certyfikat środowiskowy BREEAM na wysokim poziomie „Excellent”. Deweloper wdroży rozwiązania ważne zarówno dla środowiska, jak i dla dobrostanu użytkowników budynku. Dach będzie wystarczająco mocny, by umieścić na nim panele fotowoltaiczne i kwietne łąki z domkami dla owadów, przy wjeździe zostaną zasadzone drzewa i krzewy, a ponadto deweloper wybuduje tzw. „zielone ściany”. Dodatkowo użytkownicy obiektu będą mieli do dyspozycji wiaty na rowery, stanowiska do ładowania akumulatorów samochodów elektrycznych i strefy wypoczynkowe w sąsiedztwie wysokich roślin, a także niewielką siłownię i stoły piknikowe na świeżym powietrzu. Na drugim piętrze budynku biurowego deweloper zbuduje zielone tarasy z ławkami, punktami ładowania telefonów, lekkimi przenośnymi krzesłami i stołami oraz roślinami w donicach.

Wyniki finansowe i operacyjne Grupy PGE za I kwartał 2021 roku

Grupa Kapitałowa PGE opublikowała wyniki finansowe i operacyjne za I kwartał 2021 roku. Wyniki segmentów Energetyki Konwencjonalnej, Ciepłownictwa, Dystrybucji i Obrotu były wyższe w stosunku do wyników analogicznego okresu roku ubiegłego, natomiast Segment Energetyki Odnawialnej zanotował porównywalne wyniki, mimo znacznie gorszych warunków wietrznych. Na wyniki finansowe istotny wpływ miały wyniki z tytułu Rynku Mocy w łącznej wysokości 667 mln zł.

Z satysfakcją prezentujemy wyniki za I kwartał br., które odzwierciedlają nasze wysiłki w zakresie poprawy efektywności działania Grupy PGE. Po raz pierwszy od wielu miesięcy zanotowaliśmy także istotną poprawę wyników operacyjnych, widoczną w wyższych wolumenach produkcji. Szczególny wzrost wytwarzania energii nastąpił w Elektrowni Turów. Wymagające warunki pogodowe w minionym kwartale pokazują, jak ważna jest rola Elektrowni Turów dla bezpieczeństwa Krajowego Systemu Elektroenergetycznego – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Wyniki operacyjne

Wolumen produkcji energii elektrycznej netto w jednostkach wytwórczych Grupy PGE zanotował w I kwartale 2021 roku wzrost o 1,7 TWh  (11 proc. rok do roku) i wyniósł 17,1 TWh. Wyższy poziom produkcji energii elektrycznej był efektem większego  zapotrzebowania Krajowego Systemu Elektroenergetycznego, niższego importu energii oraz słabszej generacji źródeł wiatrowych. Szczególnie wyraźnie zwiększyła się produkcja w elektrowniach na węglu brunatnym, osiągając wartość 8,6 TWh (zmiana o 19 proc. rok do roku, największy przyrost produkcji nastąpił w Elektrowni Turów o 0,8 TWh). Generacja z węgla kamiennego wzrosła o 8 proc. i wyniosła 6,2 TWh. Odnawialne źródła energii wyprodukowały łącznie 0,6 TWh (spadek o 16 proc. rok do roku), na mniejszą produkcję w tym segmencie wpłynęły przede wszystkim niekorzystne warunki wietrzne.

Wolumen dystrybuowanej energii elektrycznej osiągnął wartość 9,5 TWh (wzrost o 4 proc. rok do roku, ze względu na wyższe zapotrzebowania na energię elektryczną w KSE, szczególnie widoczny w gospodarstwach domowych). Sprzedaż energii elektrycznej do odbiorców finalnych wyniosła 9,7 TWh (spadek o 10 proc. rok do roku obejmujący głównie taryfy biznesowe). Wolumen sprzedaży ciepła miał wartość 23,0 PJ (wzrost o 16 proc. rok do roku) ze względu na temperatury zewnętrzne w okresie niższe średnio o 1,6°C rok do roku.

Wyniki finansowe

EBITDA Grupy PGE w I kwartale 2021 roku zwiększyła się o 0,4 mld zł w relacji do I kwartału 2020 r., osiągając poziom 2,2 mld zł ze względu na czynniki operacyjne, takie jak wyższa produkcja energii elektrycznej i ciepła, wzrost cen ciepła, przychody z Rynku Mocy oraz wyższe wolumeny dystrybuowanej energii i poprawa marży w segmencie sprzedaży.

  • Energetyka Konwencjonalna (zysk EBITDA na poziomie 511 mln zł, wzrost o 3 proc. rok do roku). Spadek marży na produkcji energii elektrycznej został skompensowany wyższą produkcją oraz przychodami z Rynku Mocy.
  • Ciepłownictwo (zysk EBITDA na poziomie 510 mln zł, wzrost o 49 proc. rok do roku). Znacząca poprawa wyników ze względu na wzrost produkcji oraz cen ciepła.
  • Energetyka Odnawialna (zysk EBITDA na poziomie 193 mln zł, analogicznie rok do roku). Wyższe ceny energii na rynku SPOT zrównoważyły spadek produkcji elektrowni wiatrowych spowodowany zdecydowanie gorszymi warunkami wietrznymi.
  • Dystrybucja (zysk EBITDA na poziomie 658 mln  zł, wzrost o 15 proc. rok do roku). Zwiększył się wolumen przesyłanej energii oraz nastąpił wzrost taryfy dystrybucyjnej.
  • Obrót (zysk EBITDA na poziomie 352 mln  zł, wzrost o 61 proc. rok do roku). Nastąpił wzrost marży handlowej w większości grup klientów w efekcie lepszego zabezpieczenia zakupów energii elektrycznej.

Wynik netto wyniósł 835 mln zł (wzrost o 350 mln rok do roku) i jest pochodną dobrych wyników operacyjnych. W kwartale nie wystąpiły istotne zdarzenia o charakterze jednorazowym.

Nakłady inwestycyjne Grupy PGE w I kwartale 2021 roku osiągnęły wartość 0,8 mld zł i były o 0,1 mld  niższe rok do roku, głównie ze względu na ograniczony zakres prowadzonych prac w segmencie Dystrybucji, spowodowany niesprzyjającymi warunkami pogodowymi.

Poziom zadłużenia netto wyniósł 9,07 mld PLN, co oznacza wzrost o 0,7 mld w stosunku do IV kwartału 2020 r. oraz spadek o 4,9 mld w relacji do I kwartału 2020 r. Wskaźnik zadłużenia netto w relacji do EBITDA (dług netto/ LTM EBITDA) wyniósł 1,42x i istotnie zmniejszył się w relacji do analogicznego kwartału 2020 r. (1,96x).

W ciągu ostatniego roku naszej pracy, dzięki optymalizacji działalności operacyjnej, udało nam się istotnie obniżyć poziom zadłużenia. Niski poziom zadłużenia to możliwość realizacji naszej strategii i  finansowania kolejnych inwestycji w ważnym dla nas kierunku, jakim są odnawialne i niskoemisyjne źródła energii – podkreśla Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Europa może stracić nawet połowę ekonomicznych i społecznych korzyści wynikających z rozwoju rynku technologii chmurowych

Firma KPMG we Francji, na zlecenie liderów branży – InfraNum, Talan, OVHcloud oraz Linkt – opracowała bezprecedensowy raport, analizujący główne wyzwania związane z chmurą na Starym Kontynencie w nadchodzących latach oraz prognozujący pięć scenariuszy do roku 2027 oraz 2030.

Kluczowe wnioski

  • Pandemia Covid-19 zdynamizowała wdrażanie usług chmurowych w firmach. Migracja motywowana jest optymalizacją operacyjną i finansową;
  • Europejski rynek chmury czekają wyzwania: szacuje się, że do 2027 roku powstanie tu ponad 500 000 miejsc pracy, a skumulowane inwestycje wyniosą około 200 mld euro;
  • Rośnie rola europejskich ekspertów na lokalnych rynkach w sektorze uprzednio zdominowanym już przez trzech amerykańskich graczy;
  • Bez podjęcia strategicznych decyzji Europa może stracić nawet połowę zarówno ekonomicznych, jak i społecznych korzyści wynikających z rozwoju rynku technologii chmurowych.

Europejski rynek chmury kwitnie, ale jest mało konkurencyjny

W latach 2017–2019 rynek przetwarzania danych w chmurze (zogniskowany wokół trzech modeli usług: SaaS – oprogramowanie jako usługa, PaaS – platforma jako usługa, IaaS – infrastruktura jako usługa) rósł w Europie o 27 proc. rocznie. Szacuje się, że w 2020 roku osiągnął wartość 53 mld euro. Wartość ta ma wzrosnąć do 300-500 mld euro do roku 2027-2030. Pandemia Covid-19 przyśpieszyła przechodzenie na usługi chmurowe, co dowiodło ich strategicznej roli jako kluczowego składnika infrastruktury i czynnika odporności. Aż 82 proc. ankietowanych zaczęło w szerszym zakresie korzystać z chmury w bezpośredniej reakcji na pandemię.

Europejski rynek chmury jest zdominowany przez trzech głównych graczy („hiperskalerów”), którzy mają aż 70 proc. udziału w rynku IaaS: Amazon AWS (53 proc.), Microsoft Azure (9 proc.) i Google Cloud (8 proc.). Jednak europejscy dostawcy usług chmurowych i operatorzy telekomunikacyjni wciąż zyskują na znaczeniu na swoich macierzystych rynkach. Na przykład OVHcloud i Deutsche Telekom zajmują odpowiednio trzecie i czwarte miejsce w swoich krajach na rynku infrastrukturalnym i platformowym.

Niezbędna, lecz restrykcyjna migracja

Migracja firm i organizacji do chmury jest motywowana optymalizacją operacyjną i finansową. Główne powody wykorzystywania chmury wymienione w raporcie to:

  • zmienność kosztów,
  • elastyczność użycia zasobów,
  • współpraca między zespołami i bezpieczna wymiana danych,
  • elastyczność i płynność wdrożeń,
  • bezpieczeństwo i odporność,
  • elastyczność we wdrażaniu działań strategicznych.

Dla decydentów ważnymi kryteriami wyboru dostawcy usług chmurowych są zgodność z RODO oraz suwerenność danych.

Drażliwa kwestia suwerenności danych

Od 2016 roku w Stanach Zjednoczonych i UE wdrożono szereg przepisów dotyczących danych (RODO, Tarcza Prywatności UE-USA, Cloud Act), których celem jest ustanowienie ścisłych ram prawnych dotyczących przepływu danych. Jednak unieważnienie Tarczy Prywatności przez Trybunał Sprawiedliwości UE w 2020 roku uwidoczniło głęboką niezgodność przepisów amerykańskich z zasadami RODO, które wydają się nie do pogodzenia.

W rezultacie, firmy przekazujące dane osobowe Europejczyków do serwerów firm spoza Europy (nawet jeśli mają one swoje siedziby w Europie) w większości przypadków zostały pozbawione rzetelnej podstawy prawnej i tym samym narażają się na ryzyko prawne oraz gospodarcze, wiedząc, że globalni dostawcy usług chmurowych mają często dostęp do ich poufnych danych i własności intelektualnej. Sytuacja ta budzi obawy i wiąże się z zagrożeniami finansowymi oraz operacyjnymi, które wykraczają poza kompetencje działów technicznych i zaczynają wkraczać w sferę ładu korporacyjnego.

Suwerenność danych europejskich opiera się na połączeniu ośmiu kryteriów, które należy traktować jako „całość”, aby zapewnić pełną zgodność i zapobiegać ryzyku. Prawdopodobnie w nadchodzących latach suwerenność danych stanie się kluczową kwestią ze względu na rosnące oczekiwania europejskich konsumentów w tym obszarze.

Pięć scenariuszy dla europejskiego rynku

W tym kontekście sytuacja na europejskim rynku chmury musi ulec transformacji, a zmiany te mogą przebiegać według kilku scenariuszy. Raport KPMG we Francji wskazuje pięć możliwości:

  • Chmura rozumiana jako dobro wspólne, cechująca się większym stopniem dobrowolnej interoperacyjności między usługami chmurowymi, a nawet federacją dostawców skupioną wokół wspólnych sektorowych ekosystemów chmurowych.
  • Wzrost znaczenia graczy europejskich dzięki powstaniu nowych segmentów rynku; przetwarzania brzegowego; rozwoju sztucznej inteligencji, zwłaszcza w sektorze przemysłowym; suwerennych ofert, itd.
  • Wprowadzenie daleko idących regulacji, w szczególności poprzez powołanie Organu Regulacyjnego ds. Chmury, ściślejsze regulowanie praktyk biznesowych, wymagana interoperacyjność między operatorami oraz większa regulacja innowacji bazujących na chmurze.
  • Europeizacja działalności głównych nieeuropejskich graczy, w zależności od regulacji gwarantujących regionalne tworzenie wartości dla Europy oraz ścisłą zgodność z przepisami europejskimi.
  • Funkcjonalne lub strukturalne oddzielenie działalności chmurowej od innych rodzajów działalności operatorów chmurowych, w tym utworzenie oddzielnych podmiotów prawnych, zgodnie z aktualnymi propozycjami dotyczącymi sektora Big Tech w Stanach Zjednoczonych.

Raport pokazuje, że przyszłość europejskiej chmury może łączyć kilka scenariuszy z różnym horyzontem czasowym. Przy braku znaczących zmian w porównaniu z obecną sytuacją, gdyby dominacja „hiperskalerów” miała się umocnić, Europa może stracić od 20 do 50 proc. szacowanych korzyści gospodarczych z rynku przetwarzania danych w chmurze.

Metodologia

Raport KPMG we Francji powstał na podstawie danych z różnych źródeł, w tym z ponad 250 wywiadów z osobami podejmującymi decyzje w europejskim sektorze prywatnym i publicznym. Badanie przeprowadzono w okresie od stycznia do marca 2021 roku, przy wsparciu i aktywnym udziale firm InfraNum, Talan, OVHcloud i Linkt.

Wszczęte przez organ postępowanie karnoskarbowe nie przedłużyło terminu przedawnienia zobowiązania firmy, bo sąd uznał je za sztuczne

Po ponad 5 latach prowadzonej wobec firmy kontroli fiskus odmówił jej zwrotu blisko 4 mln zł zwrotu VAT. Podstawą było oskarżenie o udział spółki w karuzeli VAT. Tuż przed upływem terminu przedawnienia kontrolowanego zobowiązania firmy organ wszczął wobec niej postępowanie karnoskarbowe, czym zdążył skutecznie przerwać jego bieg. W wyroku z 24 marca 2021 r. takiemu bezprawnemu i przewlekłemu działaniu organów skarbowych przeciwstawił się sąd. I choć fiskus zdołał w odpowiednim terminie wszcząć i doręczyć spółce postanowienie o wszczęciu postępowania karnoskarbowego, to sąd uznał je za nieskuteczne, bo:

„Za nieakceptowalną praktykę w demokratycznym państwie prawnym należy uznać działanie organów, które tuż przed upływem 5-letniego terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego wszczynają postępowania karnoskarbowe w sprawie deliktu skarbowego wyłącznie celem zawieszenia biegu terminu przedawnienia tego zobowiązania (…) Popełnione w ten sposób nadużycie prawa procesowego podważa szacunek wobec porządku prawnego oraz organów władzy” (wyrok WSA w Krakowie, sygn. akt I SA/Kr 1252/20).

Trwająca ponad 5 lat kontrola podatkowa przedsiębiorcy

W czerwcu 2014 r. dyrektor urzędu kontroli skarbowej wszczął wobec spółki postępowanie kontrolne w zakresie rzetelności jej rozliczeń VAT z tytułu działalności prowadzonej w II i III kwartale 2013 r. Po ponad 5 latach kontroli, w sierpniu 2019 r., wydał decyzję, w której stwierdził, że spółce nie należy się zwrot VAT w wysokości 3,93 mln zł.

Dyrektor wskazał, że w skontrolowanym okresie, jak i na przełomie 2013 i 2014 r., firma uczestniczyła w międzynarodowej karuzeli VAT, pozorując dostawy kawy, napojów energetycznych oraz chemii gospodarczej. Miało to skutkować zawyżeniem przez nią naliczonego i odliczonego podatku VAT. Wynikał on bowiem z faktur niedokumentujących rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. W opinii organu spółka nie dokonała również wewnątrzwspólnotowych dostaw towarów na kwotę blisko 17 mln zł, stąd w ich zakresie nie była uprawniona do zastosowania 0% stawki VAT.
Wszczęcie postępowania karnoskarbowego na 3 miesiące przed przedawnieniem zobowiązania

Przedsiębiorca zaskarżył decyzję organu, podnosząc m.in. zarzut przedawnienia zobowiązania podatkowego, które nastąpiło 31 grudnia 2018 r. W odpowiedzi organ odwoławczy utrzymał decyzję organu I instancji w mocy, bowiem, jak wskazał, postanowieniem z 2 października 2018 r. naczelnik urzędu celno-skarbowego wszczął wobec przedsiębiorcy dochodzenie w sprawie o przestępstwo skarbowe nierzetelnego prowadzenia ksiąg rachunkowych i oszustwa VAT, czym skutecznie przerwał bieg terminu przedawnienia dochodzonego zobowiązania podatkowego w tej sprawie.

Organy mają aż 5 lat na dochodzenie zobowiązań podatkowych

Spółka wniosła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie skargę, podnosząc, że bieg terminu przedawnienia nie został skutecznie zawieszony na skutek wszczęcia przeciw niej postępowania karnoskarbowego. Zostało ono bowiem wszczęte wyłącznie dla obejścia i wydłużenia 5-letniego terminu okresu przedawnienia. Przedsiębiorca przywołał m.in. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 17 lipca 2012 r. (sygn. akt P 30/11), w którym Trybunał orzekł, że ustawodawca powinien kształtować mechanizmy prawa podatkowego w taki sposób, aby wygaśnięcie zobowiązania podatkowego następowało w rozsądnym terminie. Instytucja zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego jest instytucją nadzwyczajną, wyjątkiem od reguły przedawniania się tych zobowiązań po upływie 5 lat od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. Organy powinny więc podejmować swoje działania w wyegzekwowaniu tychże zobowiązań z odpowiednim wyprzedzeniem, aby uniknąć bezskutecznego upływu wskazanego przez ustawodawcę 5-letniego terminu. Natomiast wydłużanie tego terminu przez czas bliżej nieokreślony narusza poczucie bezpieczeństwa podatnika i nie sprzyja poszanowaniu jego godności.

Sądy muszą kontrolować wydłużanie przez organy terminów przedawnienia zobowiązań podatników

Sąd odwołał się również do najnowszego orzecznictwa Naczelnego Sądu Administracyjnego z 30 lipca 2020 r., sygn. akt I FSK 128/20 oraz I FSK 42/20. W wyrokach tych NSA zwrócił uwagę na coraz częstsze nadużywanie instytucji wszczęcia postępowania karnoskarbowego przez organy podatkowe jedynie dla uniknięcia skutku w postaci przedawnienia dochodzonego od podatnika zobowiązania. Dlatego też sądy muszą kontrolować zasadność wszczynania tych postępowań wobec podatników, gdyż w przeciwnym razie organy mogłyby wykorzystywać tę instytucję do wydłużania terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego, nawet w braku jakichkolwiek uzasadnionych podstaw.

Masowe wszczynanie postępowań karnoskarbowych

Krakowski sąd, uchylając zaskarżoną przez spółkę decyzję dyrektora izby skarbowej w przedmiocie odmowy zwrotu VAT blisko 4 mln zł, podkreślił: „…aktualnie (…) działania organów państwa ukierunkowane są na ochronę fiskalną swoich interesów. Uważa się, że skutkuje to masowym, „profilaktycznym” wszczynaniem postępowań karnoskarbowych tam, gdzie istnieje ryzyko przedawnienia zobowiązania podatkowego. (…) organy wszczynają postępowanie przygotowawcze bez dostatecznej podstawy faktycznej (…) nawet wtedy, gdy postępowanie to nie dostarczyło żadnych przesłanek do postawienia komukolwiek w przyszłości zarzutu. Tymczasem w jego toku oczekują na decyzję lub orzeczenie sądowe stwierdzające to naruszenie, wiedząc, że istnieje ryzyko uniewinnienia oskarżonego lub umorzenia postępowania” (wyrok z 24 marca 2021 r., sygn. akt I SA/Kr 1252/20).

Niepraworządne, „profilaktyczne” działania organów

WSA w swoim wyroku stwierdził również, że potępione, wskazane wyżej praktyki organów podatkowych są nieakceptowalne w demokratycznym państwie prawnym i stanowią przejaw nadużycia władzy. A nadużycie to podważa szacunek wobec porządku prawnego oraz organów władzy. Między innymi dlatego sądy powinny stać na straży konstytucyjnych praw obywateli i poddawać kontroli stosowanie przez fiskusa instytucji wszczęcia wobec kontrolowanych przedsiębiorców postępowań karnoskarbowych, które zawieszają bieg terminu przedawnienia dochodzonych od tych przedsiębiorców zobowiązań podatkowych.

Podsumowanie

Krakowski sąd wytyczył ścieżkę, jaka powinna zostać pokonana, aby mógł być spełniony cel normy wynikającej z art. 70 § 6 pkt 1 Ordynacji podatkowej, a więc by nastąpiło zawieszenie biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego. Najpierw organ powinien stwierdzić istnienie zobowiązania podatkowego, później ustalić, że nie zostało ono spełnione, następnie, że jego niewykonanie wiąże się z podejrzeniem popełnienia przestępstwa lub wykroczenia skarbowego, i dopiero wówczas, na tej podstawie, wszcząć postępowanie karnoskarbowe. Natomiast ustalenie, że ta kolejność została przez organ naruszona, powinno prowadzić do wniosku, że dyspozycja tego przepisu została naruszona, a więc nie doszło do skutecznego zawieszenia biegu terminu przedawnienia.

Przedsiębiorcy, którzy padli lub w przyszłości padną ofiarą takich działań fiskusa, zyskują dzięki takim wyrokom sądów silny argument w walce o ochronę swojego interesu i swoich majątków. Tworzy się bowiem korzystna dla przedsiębiorców, ugruntowana linia orzecznicza sądów administracyjnych, które nie badają już tylko skuteczności dotrzymania przez organy terminu na wszczęcie przeciw podatnikom postępowań karnoskarbowych, ale biorą też pod uwagę skuteczność, zasadność samego wszczęcia takiego postępowania. Oznacza to, że organy podatkowe nie mogą profilaktycznie, sztucznie, bez uzasadnienia wszczynać przeciw przedsiębiorcy postępowania karnoskarbowego, jeśli jego celem jest jedynie danie sobie więcej czasu na znalezienie dowodów winy i przypisanie jej temu przedsiębiorcy.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Prezes zarządu PGE Wojciech Dąbrowski: pracownicy Kompleksu Turów i mieszkańcy regionu mogą być spokojni o jego dalsze funkcjonowanie i swoje miejsca pracy

25 maja w Bogatyni odbyło się spotkanie Jacka Sasina, wicepremiera, ministra aktywów państwowych, Artura Sobonia, wiceministra aktywów państwowych i Wojciecha Dąbrowskiego, prezesa zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej, z pracownikami Kopalni i Elektrowni Turów.

Podtrzymujemy deklarację, że nie ma mowy o zamknięciu Kopalni Turów. Zarówno strona rządowa, jak i PGE robiła dotychczas wszystko, aby ten spór ze stroną czeską zakończyć. Zamknięcie kompleksu Turów miałoby katastrofalne skutki społeczne i gospodarcze. Podjęliśmy rozmowy ze stroną czeską na różnych poziomach, aby rozwiązać te sporne kwestie, dotyczące odziaływania kopalni na otoczenie. Dzięki temu został wypracowany pełen zestaw działań, które będą podstawą umowy dwustronnej kończącej ten spór – mówi Jacek Sasin, wicepremier, minister aktywów państwowych.

Zapewniam, że pracownicy Kompleksu Energetycznego Turów mogą być spokojni. Kopalnia w  Turowie pracuje i będzie dalej pracować. Ani przez chwilę nie zakładaliśmy innego scenariusza. Posiadamy ważną, legalnie wydaną koncesję, na podstawie której prowadzimy i będziemy prowadzić wydobycie. Spełniliśmy wszystkie warunki potrzebne do otrzymania koncesji, jak również zobowiązania, ustalone w trakcie konsultacji transgranicznych ze stroną czeską – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej We wrześniu kończymy budowę prewencyjnego ekranu chroniącego wody gruntowe na granicy kopalni. Dodatkowo zgodnie z trwającymi rozmowami planujemy budowę wału ziemnego, który będzie zabezpieczał czeską stronę przed pyłami z kopalni. W ostatnich latach kopalnia zrealizowała inwestycje minimalizujące wpływ odkrywki na środowisko o łącznej wartości około 90 mln zł – dodaje Wojciech Dąbrowski.

Kompleks energetyczny Turów zapewnia stabilne dostawy energii do 3,7 mln polskich gospodarstw domowych, co stanowi do 7 proc. krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną.  Kopalnia Turów  działa z poszanowaniem środowiska naturalnego i od wielu lat realizuje projekty, minimalizujące wpływ na otaczające ją tereny.

Do tej pory zrealizowano wiele projektów inwestycyjnych z myślą o mieszkańcach regionu, jak chociażby: budowa ekranów akustycznych oraz instalacji do zraszania ciągów węglowych, czy też wymiana krążników na taśmociągach na krążniki cichobieżne. Sprawiają one, że kopalnia Turów jest dobrym sąsiadem dla lokalnych społeczności – zarówno polskiej oraz czeskiej, jak i niemieckiej.

W bliskim otoczeniu Turowa funkcjonuje 9 kopalni odkrywkowych węgla brunatnego – 5 na terenie Czech, 4 w Niemczech. Zamierzamy jako PGE zaprosić operatorów tych kopalń do współpracy na rzecz sprawiedliwej transformacji, ale także w obszarze minimalizowania wpływu działalności wydobywczej na otoczenie. Prowadzone obecnie rozmowy są dobrą podstawą do takiej współpracy transgranicznej w ramach euroregionu „Nysa”mówi prezes zarządu PGE, Wojciech Dąbrowski.

Ataki hakerskie dla okupu zyskują na popularności. Polska w grupie wysokiego ryzyka.

Z danych firmy Check Point Software Technologies wynika, że co tydzień dochodzi w Polsce do pięciu ataków ransomware. W skali świata jest ich aż 1000. Ostatnie dwa duże ataki okazały się kosztowne dla ofiar – dwie firmy zapłaciły łączny okup w wysokości 45 milionów dolarów!

Tylko w maju br. doszło do dwóch dużych ataków typu ransomware (dla okupu), wymierzonych w strategiczne przedsiębiorstwa dla gospodarki USA: operatora rurociągów paliwowych (Colonial Pipeline) i potentata ubezpieczeń (CNA Financial Corp.). Obie firmy zapłaciły wysoką cenę przelewając na konta cyberprzestępców w sumie 45 milionów dolarów okupu w kryptowalucie. Czy grozi to również polskim firmom?

Informacje o tak wysokim okupie podane przez agencję Bloomberg mogły zmrozić krew w żyłach prezesów firm na całym świecie. Zaatakowane firmy pierwotnie deklarowały, że nie zamierzają ulec żądaniom hakerów. Ostatecznie, aby odzyskać dostęp do zaszyfrowanych danych i przywrócić działalność przedsiębiorstw podjęły decyzję o kliknięciu przelewów na wskazane konta.

Ataki dla okupu od kilku miesięcy przybierają na sile – ostrzegają eksperci Check Point Research Co tydzień 1000 organizacji na świecie pada ofiarą ataków dla okupu (ransomware). Ilość ta wzrosła w I kwartale 2021 o 21 procent. W porównaniu do 2020 roku to wzrost już o 102 procent! Niepokojące dane płyną z Polski, gdzie zaobserwowano średnio 5 ataków tygodniowo na polską organizację, co czyni Polskę krajem wysokiego ryzyka w porównaniu z Czechami (0,1 ataku), Rosją czy Grecją (2 ataki).

– Ataki ransomware powróciły w tym roku ze zdwojoną siłą, wywierając jeszcze większą presję na organizacje. Szacuje się, że koszt takich ataków wyniósł 20 miliardów dolarów w 2020 roku, co stanowi znaczący wzrost z 11,5 miliarda dolarów w 2019 roku. Aby chronić się przed tego typu cyberprzestępczością, firmy muszą wdrożyć kompleksową strategię zapobiegania zagrożeniom, a nie polegać wyłącznie na wykrywaniu i naprawianiu systemu – mówi Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający Check Point Software Technologies w Polsce.

Ataki ransmoware, czyli z użyciem programów szyfrujących wykorzystywanych w celu wymuszenia okupu mają długą historię. Pierwszy miał miejsce już w 1989 r. – sprawca rozsyłał pocztą kilkanaście tysięcy zainfekowanych dyskietek licząc na skorzystanie z nich przez ofiary. Udało się. Później hakerzy coraz bardziej doskonalili swoje metody, lecz przełomem okazało się wprowadzenie kryptowalut. To pozwoliło na przelewanie okupu na anonimowe konta przestępców, którzy poczuli się nietykalni.

Hakerzy to dziś cybergangi – profesjonalnie zorganizowane firmy, które mają sieci partnerskie, handlowców, badaczy rynku i rekruterów. Pokazał to dobitnie atak na Colonial Pipeline. Okazało się, że stojąca z atakami grupa DarkSide dostarczała swoje usługi ransomware wielu, innym partnerom. – Oznacza to, że niewiele wiemy na temat prawdziwego autora ataku wymierzonego w Colonial, który może być jedynie jednym z partnerów DarkSide – powiedział Lotem Finkelstein, szef wywiadu ds. Zagrożeń w Check Point Software Technologies.

Jutrzejszy debiut Pepco będzie największym tegorocznym IPO na warszawskiej Giełdzie

Jutro na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie zadebiutuje, właściciel europejskiej sieci dyskontowych sklepów wielobranżowych. Cenę sprzedaży akcji Pepco w ofercie publicznej ustalono na 40 zł.

W opinii wielu analityków giełdowych debiut Pepco będzie największym tegorocznym IPO na warszawskiej Giełdzie. W tym przypadku oferta publiczna dotyczyła wyłącznie sprzedaży istniejących akcji spółki. Sprzedano łącznie 92.446.602 akcji po 40 zł każda, w tym 77.888.350 trafiło do inwestorów instytucjonalnych, 12.058.252 do inwestorów instytucjonalnych w ramach opcji dodatkowego przydziału, zaś 2.500.000 akcji zostało przydzielonych inwestorom indywidualnym. Łączna wartość oferty publicznej wyniosła 3.697.864.080 zł.

Zarejestrowane w Holandii Pepco Group zarządza paneuropejską wieloformatową siecią dyskontowych sklepów wielobranżowych pod markami: PEPCO, Dealz oraz Poundland (te dwa ostatnie sprzedają produkty o ujednoliconych poziomach cenowych) obejmującą ponad 3 tysiące sklepów w 16 krajach. Sklepy grupy oferują odzież, artykuły wyposażenia domu, w tym zabawki i produkty sezonowe, a także produkty szybko zbywalne w konkurencyjnych cenach. W skład Grupy Pepco wchodzi również przedsiębiorstwo PGS zajmujące się zaopatrzeniem sklepów grupy w towary.

Na koniec marca 2021 r. doskonale znana w Polsce sieć sklepów pod marką PEPCO obejmowała ponad 2,2 tys. sklepów w 13 krajach Europy Środkowo-Wschodniej oraz we Włoszech, a w kwietniu 2021 otworzyła swój pierwszy dyskont w Hiszpanii.

W ciągu ostatnich trzech lat, do 30 września 2020 r., Grupa Pepco otwierała ponad 300 sklepów rocznie. Biorąc pod uwagę sukces Dealz w Polsce i Hiszpanii, począwszy od roku obrotowego 2021, celem firmy jest otwieranie rocznie co najmniej 70 sklepów tej marki.

Kapitał zakładowy Grupy Pepco wynosi 5.750.000 EUR i dzieli się na 575.000.000 akcji o wartości nominalnej 0,01 EUR każda.

Debiut Pepco Group na GPW

Wśród kanałów sprzedaży detalicznej, które w 2020 roku najbardziej ucierpiały przez pandemię COVID-19 są specjalistyczne sklepy odzieżowe. Według Euromonitor International, globalnie kategoria ta zmniejszyła się o 27% w ujęciu wartościowym w 2020 roku. Jest to związane głównie z wprowadzaniem ścisłego lockdownu, czasowym zamykaniem sklepów z powodu restrykcji rządowych oraz w wyniku istotnego przejścia na kanał internetowy. Pomimo spadku, ten trudny rok przyniósł również możliwości inwestycyjne, które pozwolą lepiej przygotować się na poprawę sytuacji gospodarczej. Pepco Group jest jednym z przykładów takich firm. Firma otworzyła 327 nowych placówek w trudnym 2020 roku. Pepco Group weszło na nowe rynki – do Włoch i Serbii. Firma ma ambitny plan otwarcia 400 nowych placówek (310 pod marką Pepco) w 2021 roku i kontynuowania ekspansji geograficznej. W 2021 roku firma zaczęła swą aktywność w Hiszpanii, gdzie niedawno ogłoszono otwarcie pierwszego sklepu.

Pepco Group prowadzi 3 marki w Europie – Pepco, Poundland i Dealz, przy czym Pepco jest wiodącą marką w sprzedaży grupy. Mimo, że odzież ma wiodący udział w przychodach marki, to jednocześnie firma stale wprowadza nowe kategorie, np. produkty dla niemowląt.

Marka Pepco jest obecna w 13 krajach, w których posiada ponad 2200 sklepów. W Europie Wschodniej marka zajęła drugie miejsce pod względem sprzedaży wartościowej w 2020 roku po H&M należącego do H&M Hennes & Mauritz AB. Natomiast na głównym rynku Pepco, w Polsce, firma jest niekwestionowanym liderem pod względem liczby specjalistycznych sklepów odzieżowych. Posiada 16% udziałów w rynku, czyli dwukrotnie więcej niż jej główny konkurent H&M. Na innych rynkach Pepco również należy do liderów: zajmuje pierwsze miejsce na Litwie, w Rumunii, na Słowacji i na Węgrzech, drugie na Łotwie, trzecie w Czechach.

Popularność marki Pepco związana jest przede wszystkim z ekonomicznymi cenami, koncentracją na odzieży dziecięcej, korzystną ceną, dogodną lokalizacją oraz szerokim asortymentem. Firma podąża za głównymi trendami konsumenckimi – poszukiwaniem wygody i racjonalności w wydawaniu pieniędzy. Ponadto, Pepco Group osiąga doskonałe wyniki, pomimo trudnych warunków spowodowanych pandemią COVID-19 i braku obecności w sektorze e-commerce.

Pepco ma duże pole do rozwoju na rynkach, jak również duże możliwości ekspansji na nowe kraje. Również rozpoczęcie aktywności online byłoby dla firmy obiecujące, podążając za trendem digitalizacji, bo e-commerce jest najbardziej dynamicznie rozwijającym się kanałem, wykazującym wysoki dwucyfrowy wzrost.

Marija Milasevic, Senior Consultant w Euromonitor International

Złoty nadal mocny, przecena dolara

Wczorajsze dane potwierdzające odbicie naszej gospodarki w covidzie najwyraźniej przywróciły optymizm inwestorom. Euro tanieje kolejny dzień z rzędu. Analitycy coraz bardziej obawiają się interwencji NBP.

Polska waluta nadal mocna

Wczorajsze dane (pomimo tego, że nie były tak dobre, jak oczekiwali analitycy) pomogły złotemu dalej się umacniać. Dla przypomnienia: opublikowana wczoraj produkcja przemysłowa za kwiecień rosła o 44,5%, natomiast sprzedaż detaliczna o 25,7%. Dane te bez kontekstu wyglądają rewelacyjnie, co zresztą szybko podchwyciły media. Problem w tym, że to dane odnoszące się do roku wcześniej, czyli kwietnia 2020 i pierwszego zamrożenia gospodarki. Biorąc to pod uwagę, zeszłoroczne spadki w kwietniowych danych nie mogą zatem dziwić. Nie zmienia to faktu, że powrót gospodarki (po szoku, jakim były lockdowny) na stare tory nie jest czymś, co wszystkim krajom udaje się równie dobrze. Inwestorzy patrzą zatem przychylniej na złotego, trochę ignorując ryzyko interwencji NBP na rynku. W rezultacie euro spadło wczoraj do 4,48 zł i zbliża się wielkimi krokami do swoich minimów z lutego.

Odbicie na rynku ropy

Ewentualny powrót na rynki ropy Iranu, który ze względu na sankcje nie mógł eksportować surowca, wydaje się nie straszyć już inwestorów. Perspektywa ta doprowadziła, co prawda, do istotnej przeceny, ale widzimy właśnie jej korektę. Powodem jest nie tylko spadek prawdopodobieństwa samej umowy z Teheranem, ale również wzrost prognoz zapotrzebowania na czarne złoto. Tutaj zawdzięczamy to skuteczności programów szczepień przeciwko covid oraz zmniejszonej liczbie przypadków śmiertelnych na ważnych rynkach w tym w szczególności w Indiach. Rosnące ceny ropy mogą zwiększyć presję na wzrost cen, a to z kolei wymuszać wzrosty stóp procentowych i umocnienie walut państw, których te wzrosty będą dotyczyć.

Otwarcie rynków i przecena dolara

Dzisiaj na otwarciu rynków w Europie jesteśmy świadkami wyraźnej przeceny dolara amerykańskiego względem euro. W kalendarzu danych makroekonomicznych opublikowano o tej porze dane z Niemiec, ale to najprawdopodobniej nie one są przyczyną. Powodem jest fakt, że dane wypadły delikatnie słabiej od oczekiwań, pokazując spadek PKB w skali roku o 1,8%. Słabsze dane z Unii powinny przeceniać raczej euro niż dolara, a ten jest obecnie najsłabszy względem europejskiej waluty od pierwszych dni tego roku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

IBRiS: Polacy skłonni dopłacić 30 zł miesięcznie do składki zdrowotnej

Według badań IBRiS[1] Polacy są skłonni dopłacić 30 zł miesięcznie do składki zdrowotnej, a średnio kwota ta wynosi aż 55 zł. Wyższą składkę zdrowotną przeznaczoną na ochronę zdrowia pod warunkiem, że środki te byłyby przeznaczone na konkretny cel – np. skrócenie kolejek lub lepszy dostęp do lekarzy chce zapłacić 50% Polaków. Aż 72 proc. Polaków uważa, że system ochrony zdrowia w Polsce funkcjonuje źle. FPP zaprezentowała pakiet dla ratowania zdrowia Polaków opracowany przez Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE). Pakiet obejmuje zwiększenie nakładów dzięki niewielkiemu wzrostowi składki zdrowotnej oraz wprowadzeniu Pracowniczych Planów Zdrowotnych.

Aż 80% Polaków uważa, że polski system opieki zdrowotnej powinien otrzymywać więcej pieniędzy na leczenie pacjentów. Obszarem ochrony zdrowia, który najpilniej wymaga poprawy jest dostęp do lekarzy specjalistów (82 proc.), a także dostęp do diagnostyki, leczenia i nowych skutecznych leków (48 proc.), jakość opieki leczniczej (31 proc.), dostęp do lekarzy rodzinnych (29%), dostęp do opieki szpitalnej (28%) oraz wyższe wynagrodzenia służby medycznej (27%).

„Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że podstawową korzyścią z dofinansowania ochrony zdrowia będzie wzrost wydajności pracy, dłuższa aktywność zawodowa oraz mniej absencji chorobowych, ale także zmniejszenie kosztów związanych z przedwczesnymi zgonami na skutek chorób. To wymierne korzyści dla wszystkich pracodawców oraz gospodarki całego krajupodkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, wiceprezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej CALPE.

Stworzenie powszechnego, dobrowolnego systemu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych w formie Pracowniczych Planów Zdrowotnych oraz Indywidualnych Planów Zdrowotnych (PPZ) pozwoliłoby na finansowanie działań w zakresie profilaktyki i leczenia chorób nowotworowych oraz kardiologicznych. PPZ byłyby prowadzone przez towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, co dodatkowo zabezpieczałoby interes uczestników systemu. Bazowy zakres ubezpieczenia w ramach PPZ obejmowałby diagnostykę, leczenie onkologiczne i kardiologiczne, dając dostęp do innowacyjnych terapii oraz gwarancję maksymalnego okresu oczekiwania na konsultacje u specjalistów. Istniałaby możliwość dokupienia rozszerzonego ubezpieczenia w ramach PPZ – wykraczającego poza bazowy zakres – przez uczestnika, pracodawcę lub w formule współpłacenia.

[1] IBRiS, badanie reprezentatywne CATI, N=1000, kwiecień 2021

Heimstaden powiększa portfel mieszkań na wynajem w Polsce

Heimstaden Bostad, wiodąca europejska spółka z sektora nieruchomości na wynajem, ogłosiła zakup 2500 lokali mieszkalnych od Budimex Nieruchomości. W tej największej dotychczas transakcji w sektorze living w Polsce kupującego wspierali eksperci JLL.

Transakcja o wartości ok. 1,4 mld złotych (3,1 mld koron szwedzkich) objęła 2500 mieszkań na różnym etapie budowy, czyli ok. 40 proc. obecnego portfolio Budimex Nieruchomości w Polsce. Inwestor przejmie te nieruchomości w ciągu najbliższych 2-5 lat.

To już trzecia na polskim rynku transakcja Heimstaden Bostad. Po ogłoszonym na początku tego roku zakupie pakietu mieszkań w Warszawie od Marvipolu oraz wcześniejszym od firmy Eiffage, tym razem inwestor powiększa nie tylko portfel, ale również zasięg geograficzny.
Dzięki transakcji zostaniemy w najbliższych latach liderem na polskim rynku mieszkań na wynajem. Pozyskujemy mieszkania nie tylko w Warszawie. Po raz pierwszy wejdziemy też do Gdańska, Krakowa, Wrocławia i Poznania, mówi Stanislav Kubáček, który kieruje w Heimstaden zespołem odpowiedzialnym za przejęcia w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i w Niemczech.

W ciągu najbliższych pięciu lat, Heimstaden przejmie łącznie ok. 4000 mieszkań zlokalizowanych w pięciu polskich miastach. Pierwsze z tych mieszkań będą dostępne na wynajem w Warszawie jeszcze w tym roku.

Transakcja Heimstaden to kolejny dowód na atrakcyjność polskiego sektora living. Polska stała się nowym celem dla międzynarodowego kapitału, a aktywa mieszkaniowe inwestycją pierwszego wyboru. Istnieje silny fundamentalny popyt na mieszkania na wynajem, a zwroty z inwestycji są zdecydowanie wyższe niż w Europie Zachodniej. Na dodatek policentryczna struktura miejska w Polsce zapewnia skalowalność. Inwestorzy w coraz większym stopniu dostrzegają te mocne strony i chętnie je wykorzystują,

komentuje Maximilian Mendel, Dyrektor Działu Inwestycji Mieszkaniowych JLL kierujący pracami zespołu doradzającego firmie Heimstaden w kwestiach handlowych związanych z tą transakcją.

Oprócz JLL w transakcji firmie Heimstaden Bostad doradzały firmy Dentons (kwestie prawne), Deloitte (kwestie podatkowe), Arcadis (kwestie techniczne), Leach & McGuire (kwestie operacyjne).

ROBYG dynamicznie rośnie i inwestuje

Dla wielu branż rok 2020 był bardzo trudny. Pandemia zamknęła działalność wielu firm i ograniczyła obroty innych. Obronną ręką z pandemicznego roku wyszedł jeden z największych polskich deweloperów, spółka ROBYG. Od kilku lat realizuje plan rozszerzenia swojej działalności. Akumulacja kapitału i przemyślane inwestycje sprawiły, że ROBYG S.A. posiada największy bank ziemi na polskim rynku deweloperskim i przygotowuje się na kolejne transakcje. Obecnie prowadzi program emisji obligacji, dzięki czemu zwiększy środki na zakup gruntów.

– Mocno powiększyliśmy bank ziemi i sprzedaż mieszkań, mamy środki na inwestycje i rozwój spółki – powiedział serwisowi eNewsroom Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG S.A. – Sytuacja na rynku nieruchomości mieszkaniowych w Polsce jest bardzo obiecująca – zakładamy stały wzrost popytu przez kilka najbliższych lat. Dlatego ROBYG realizuje program akumulacji środków finansowych na potencjalne akwizycje i zakup gruntów. Spółka planuje skokowy wzrost biznesu i skali działania – już dziś jest w czołówce największych deweloperów na rynku. Grupa ROBYG ma ambitny plan, aby istotnie zwiększyć możliwości oraz ofertę mieszkań, a tym samym wyniki finansowe. Dotychczasowe działania pokazują, z jaką dbałością ROBYG podchodzi do bezpieczeństwa finansowego i stabilnej pozycji gotówkowej. Przez ostatnie dwa lata akcjonariusz z Grupy Goldman Sachs nie pobierał dywidendy, a środki zatrzymane z tego tytułu w spółce w wysokości około 400 mln zł są w całości przeznaczone na inwestycje. Co więcej, Bricks Acquisition Limited z Grupy Goldman Sachs zapewnił ROBYG dodatkowe finansowanie w wysokości 100 mln zł. Obecnie spółka rozważa program emisji obligacji do 150 mln zł w ramach programu emisji obligacji na okaziciela na kwotę do 500 mln zł. Te działania zapewnią ogromną przewagę finansową i pozwolą na wielkie inwestycje – zakupy gruntów oraz potencjalne akwizycje. W ten sposób Grupa ROBYG zapewni sobie płynność działania na wiele kolejnych lat – dodaje Kazanelson.

Grupa CANPACK wybuduje drugą fabrykę w Stanach Zjednoczonych

Grupa CANPACK, globalny producent opakowań, poinformował dzisiaj o budowie w Stanach Zjednoczonych swojego drugiego, najnowocześniejszego zakładu produkującego aluminiowe puszki napojowe. Fabryka powstanie w Muncie, w stanie Indiana. Do 2023 CANPACK utworzy tam około 345 dobrze płatnych, lokalnych miejsc pracy.

Inwestycja o wartości 380 mln USD, z potencjałem wzrostu do 425 miejsc pracy i 490 mln USD do 2025 r., będzie zlokalizowana na powierzchni około 56 ha w południowo-zachodniej części Muncie.

Przedstawiciele Grupy CANPACK oraz jej właściciela Giorgi Global Holdings, Inc., po zatwierdzeniu przez Radę Hrabstwa Delaware, ogłosili start nowej inwestycji wspólnie z urzędnikami stanowymi i lokalnymi. Projekt inwestycyjny uwzględnia zachęty do rozwoju gospodarczego, które będą zapewnione zarówno przez władze stanowe, jak i lokalne. Budowa obiektu o powierzchni około  80 100 m2 rozpocznie się w połowie 2021 roku. Uruchomienie zakładu planowane jest na IV kwartał 2022 roku.

Rok temu CANPACK rozpoczął budowę swojego pierwszego zakładu w USA, w Olyphant w Pensylwanii. W ramach ekspansji na rynek amerykański firma planuje zainwestować w Olyphant kolejne 10 mln USD w celu zwiększenia zdolności produkcyjnych wieczek aluminiowych. W ciągu ostatnich ponad 30 lat CANPACK urósł z pojedynczego zakładu produkującego stalowe puszki do żywności w Polsce do prawdziwie międzynarodowego producenta opakowań, zatrudniającego prawie 8000 pracowników w 28 zakładach produkcyjnych zlokalizowanych w Europie, Ameryce Południowej, Indiach, na Bliskim Wschodzie i w Afryce, a teraz także w Stanach Zjednoczonych.

Roberto Villaquiran, CEO Grupy CANPACK, dodał: „Jesteśmy dumni mogąc wybudować w Muncie w stanie Indiana najnowocześniejszy zakład produkujący puszki aluminiowe, które mogą być poddawane recyklingowi w nieskończoność. Cieszymy się, że będziemy integralną częścią społeczności Muncie, wnosząc swój wkład w środowisko biznesowe stanu Indiana”.

Różnorodność w cieniu pandemii – Raport Kobiety na rynku pracy 2021

W firmach obecnych na polskim rynku zachodzi coraz więcej pozytywnych zmian, prowadzących do zrównania zawodowych szans kobiet i mężczyzn. Wciąż jednak nie można mówić o równości. Jak wynika z raportu Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2021” co druga specjalistka uznaje polski rynek pracy za coraz bardziej przyjazny kobietom, jednak równolegle aż 45 proc. z nich uważa, że płeć pracownika wpływa na wysokość wynagrodzenia. Jednocześnie aż 59 proc. kobiet twierdzi, iż łączenie ról mamy i pracownika jest w czasie pandemii zdecydowanie trudniejsze, co może rzutować na tempo rozwoju kariery.

Kobiety wciąż doświadczają nierównego traktowania na rynku pracy. Zdarza się, że przez pracodawców są postrzegane wyłącznie przez pryzmat macierzyństwa, jako osoby mniej dyspozycyjne i zaangażowane w pracę. Ich styl funkcjonowania w biznesie często jest określany stereotypowo. Paniom na stanowiskach kierowniczych niesłusznie zarzuca się mniejsze zdecydowanie oraz nadmierne kierowanie się emocjami. W konsekwencji kariera kobiet często rozwija się wolniej, a specjalistki muszą przekonywać swoje otoczenie zawodowe o posiadanych kwalifikacjach i potencjale.

Jak wynika z badania opisanego na łamach raportu Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2021”, co druga kobieta i co piąty mężczyzna uważa, że płeć pracownika wpływa na perspektywę uzyskania awansu. Duże różnice w odpowiedziach specjalistów i specjalistek widoczne są także przy pytaniu o poczucie sprawiedliwego wynagrodzenia. O ile 70 proc. mężczyzn uważa, że płeć pracownika nie ma wpływu na wysokość pensji, to takie zdanie podziela zaledwie 36 proc. kobiet. Ta dysproporcja na przestrzeni lat utrzymuje się na podobnym poziomie.Kobiety na rynku pracy 2021

Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2021”

Są również pozytywne trendy. Po pierwsze, coraz więcej kobiet utożsamia zawodowy sukces z objęciem stanowiska na szczeblu dyrektorskim (28 proc.) oraz roli prezesa firmy (14 proc.). Specjalistki sięgają po więcej i częściej też odczuwają satysfakcję z obecnie zajmowanego stanowiska. Po drugie, nieznacznie spada odsetek kobiet twierdzących, że w swojej karierze napotkały na przeszkody wynikające z płci. Po trzecie, rośnie procent kobiet i mężczyzn, których zdaniem płeć nie ma znaczenia w staraniach o awans.

RODZICE W CZASIE PANDEMII

W czasie pandemii ciężar obowiązków rodzicielskich w większości przypadków brały na siebie kobiety. Jak wynika z badania Hays, to właśnie pracujące mamy z większą częstotliwością korzystały z zasiłków wypłacanych w okresie zamknięcia placówek opiekuńczych i edukacyjnych. Raport Komisji Europejskiej opublikowany w marcu 2021 roku jednoznacznie wskazuje, że w okresie pracy zdalnej – nawet jeśli obydwoje rodzice pracowali z domu – wykonywanie obowiązków domowych, opieka nad dziećmi i nadzór nad nauczaniem zdalnym przypadały kobietom.

Można zatem pokusić się o tezę, że pandemia wzmocniła tradycyjny podział obowiązków i przyczyniła się do ograniczenia niektórym kobietom szansy na osiąganie sukcesów na polu zawodowym. Panie niejednokrotnie znajdowały się w sytuacji – trwającej przez kilka miesięcy – gdy jednocześnie musiały być w pełni dyspozycyjne zarówno dla swoich przebywających w domu dzieci, jak i dla pracodawcy.

Dla wielu pracujących mam pandemia jest czasem przemęczenia i nieustannego działania pod presją, co zmniejsza satysfakcję z pracy oraz może wpływać na efektywność. Mniej sukcesów zawodowych to z kolei wolniejsze tempo rozwoju i ograniczone szanse na otrzymanie awansu. Im dłużej trwa pandemia, tym większe prawdopodobieństwo dalszego pogłębiania się różnic w szansach kobiet i mężczyzn na rynku pracy. Bardzo optymistyczną przesłanką jest zatem stopniowe odmrażanie gospodarki oraz powrót dzieci do szkół – Aleksandra Tyszkiewicz, dyrektor w Hays Poland.

Trudności odczuwane przez pracujących rodziców potwierdzają wyniki badania Hays. Aż 59 proc. kobiet i 49 proc. mężczyzn wychowujących co najmniej jedno dziecko uważa, że łączenie ról rodzica i pracownika jest obecnie trudniejsze niż przed pandemią.

Kobiety na rynku pracy 2021 2

*Wyłącznie respondenci wychowujący co najmniej jedno dziecko.

Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2021”

Nie brakuje jednak rodziców, którzy pozytywnie oceniają zmiany zachodzące na przestrzeni ostatniego roku. Realizacja na polu zawodowym i rodzicielskim w czasie pandemii jest łatwiejsza dla 27 proc. kobiet i 28 proc. mężczyzn. Praca zdalna i przebywanie dzieci w domu mimo wszystko ograniczają czas niezbędny na dojazdy do żłobków, szkół i biura. Rodzina zyskuje dzięki temu dodatkową przestrzeń do zagospodarowania.

NIE TYLKO NEGATYWNE SKUTKI

Pozytywnym skutkiem pandemii będzie trwała popularyzacja home office i większej niezależności w planowaniu dnia pracy. W normalnych okolicznościach, gdy dzieci w ciągu dnia przebywają w szkołach i przedszkolach, rodzice mogą z większą łatwością osiągać równowagę w łączeniu ról. Może to być szansą szczególnie dla kobiet nieaktywnych zawodowo, które zrezygnowały z pracy w celu sprawowania opieki nad dziećmi.

Istnieje realna szansa, że doświadczenia zebrane na przestrzeni ostatniego roku przyczynią się do poprawy sytuacji pracujących rodziców. Prawdziwie elastyczne modele pracy, uwzględniające możliwość dopasowania godzin pracy do obowiązków rodzicielskich, robienie dłuższych przerw w trakcie dnia czy przepracowanie standardowego, 40-godzinnego tygodnia w mniejszą liczbę dni, dla wielu będzie szansą na realizację w każdej sferze życia. Dla niektórych kobiet może nawet stanowić mocny argument za kontynuacją aktywności zawodowej – zaznacza Agnieszka Kolenda, dyrektor wykonawcza w Hays Poland.

Część organizacji podjęła kroki ułatwiające pracującym rodzicom odnalezienie się w nowej, pandemicznej sytuacji. Osoby wychowujące dzieci wskazywały między innymi na większą elastyczność i wyrozumiałość pracodawców wobec wyzwań, z jakimi mierzyli się w czasie zamknięcia szkół oraz placówek opiekuńczych. Niektóre firmy oferowały rodzicom także dodatkowe wsparcie psychologiczne. Respondenci badania w ramach ułatwień dla pracujących rodziców wskazywali również samą możliwość pracy zdalnej w czasie pandemii. Jest to rozwiązanie, które w innych okolicznościach byłoby dla nich niedostępne.

JAWNOŚĆ PŁAC A RÓWNANIE SZANS

Pracownicy wciąż dostrzegają problem luki płacowej i niewystarczająco obecnej w polskich firmach transparentności wynagrodzeń. Zdaniem pracowników wszechobecna poufność w kwestiach finansowych wspiera utrzymywanie się niesprawiedliwych różnic w płacach kobiet i mężczyzn. Chociaż zagadnienie transparentnych zasad wynagradzania staje się ważną częścią działań podejmowanych w rosnącej liczbie firm, to na polskim rynku pracy wciąż pozostaje wiele do zrobienia.

Kobiety na rynku pracy 2021 3Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2021”

W myśl zaleceń Unii Europejskiej, każdy z krajów członkowskich powinien przyjąć rozwiązania prawne zmierzające do zwiększenia jawności płac. Polska znajduje się w gronie państw, które jeszcze nie poczyniły takich kroków. Niedawne deklaracje rządu pozwalają jednak oczekiwać, że wkrótce zostaną wprowadzone rozwiązania ustawowe, przyznające pracownikom prawo do uzyskania od pracodawcy uzasadnienia powodu wypłacania określonego (różnego) wynagrodzenia na tym samym stanowisku.

Ma to na celu eliminację luki płacowej i organicznie pola do ewentualnej dyskryminacji ze względu na płeć pracownika. Nie pozostaje nic innego jak poczekać na to, w jakiej formie zostanie ostatecznie uchwalone prawo pracowników do informacji o wynagrodzeniach oraz jak w praktyce będzie wyglądała gotowość firm do ujawniania danych o płacach. W polskiej kulturze informacje o wysokości pensji pracownika wciąż bowiem uznawane są za dane wysoce wrażliwe, a część organizacji unika ich ujawniania, posiłkując się nawet klauzulami o poufności wynagrodzenia.

DOKĄD ZMIERZA RÓŻNORODNOŚĆ?

Kompetencje pracownika, jego skuteczność i predyspozycje nie są zależne od danych demograficznych. Płeć, wiek czy pochodzenie nie powinny odgrywać żadnej roli w decyzjach o zatrudnieniu, przyznaniu awansu czy podwyżki. Grono organizacji świadomych korzyści płynących z różnorodności i wyrównania szans stale rośnie. Zmiany dostrzegają też sami pracownicy, gdyż 45 proc. respondentek i aż 92 proc. respondentów badania Hays Poland zgadza się z twierdzeniem, iż polski rynek pracy jest miejscem coraz bardziej dostępnym i przyjaznym kobietom.

Organizacje powinny nadal dążyć do osiągnięcia większej różnorodności i wyrównania szans, gdyż jest to w interesie wszystkich. Różnorodność to bowiem innowacyjność, kreatywność i efektywność, które obecnie jeszcze bardziej zyskują na znaczeniu. Warto zatem stawiać na ludzi utalentowanych i ambitnych, którzy pomogą firmom odnaleźć się w nowej, bardziej cyfrowej i nieprzewidywalnej rzeczywistości. Płeć pracownika nie powinna mieć żadnego znaczenia – podsumowuje Marc Burrage, dyrektor zarządzający Hays Poland.

O RAPORCIE

Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2021” powstał na bazie odpowiedzi zebranych w okresie od marca do maja 2021 roku. Publikacja przedstawia wyniki ankiety internetowej, w której udział wzięło blisko 4000 kobiet i mężczyzn. Wyniki badania zostały uzupełnione komentarzami ekspertów rynku pracy oraz zaleceniami dla pracodawców.

Polski Nowy Ład a cudzoziemcy

Tematem, który niewątpliwie dominuje w ostatnich dniach, zarówno w rozmowach ekspertów jak i zwykłych Polaków, jest ogłoszony 15.05.2021 r. Polski Nowy Ład. Przez media przetacza się dyskusja dotycząca definicji klasy średniej, systemu podatkowego czy też pomysłów na rozwiązanie problemów mieszkalnictwa. Program, który ma być odpowiedzią na wyzwania kolejnych lat „epoki pocovidowej” dotyka wielu dziedzin życia i zawiera tak szczegółowe koncepcje jak podniesienie stawki zwrotu paliwa rolniczego czy też stworzenie Międzynarodowej Akademii Kopernikańskiej. Setki pomysłów zawartych w tym programie zaczynają być szerzej omawiane i oczekują na uszczegółowienie poprzez przedstawienie projektów ustaw. Część idei jest odbierana pozytywnie przez wszystkie środowiska, inne budzą skrajne emocje odbiorców. Warto jednak zwrócić uwagę na niezwykle ważną płaszczyznę, która nie doczekała się w tej obszernej strategii nawet krótkiej wzmianki. Chodzi tu o sytuację cudzoziemców mieszkających i pracujących w Polsce.

Bez wątpienia w ostatnich latach Polska stała się jedną z najatrakcyjniejszych destynacji  państw w Unii Europejskiej dla emigrantów zarobkowych. Według danych Eurostatu w naszym kraju wydaje się najwięcej tzw. pierwszych zezwoleń pobytowych w celu pracy. Cudzoziemcy trwale wpisali się w krajobraz rynku pracy i coraz częściej wiążą swoją przyszłość z Polską. Zmienił się też charakter wykonywanej przez nich pracy – z sezonowych niskopłatnych zajęć na stałe i dobrze opłacane zawody. Warto również pamiętać, iż obcokrajowcy stanowią o sile polskiej gospodarki i przyczyniają się do zwiększania naszego PKB.

Niestety zawirowania spowodowane pandemią sprawiły, iż uzyskanie zezwoleń na pobyt oraz pracę stało się utrudnione. Urzędy rozpatrujące wnioski o ww. zezwolenia, które już przed epidemią miały problemy z terminowym rozpatrywaniem spraw w jeszcze większym stopniu popadły w przewlekłość a uzyskanie odpowiednich dokumentów stało się jeszcze trudniejsze.

Logicznym zatem stało się oczekiwanie, iż Rząd zaproponuje rozwiązania, które pomogą przedsiębiorcom w łatwiejszy sposób zatrudniać cudzoziemców. Jeszcze w dniu 12.10.2020 r. w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów została umieszczona informacja, iż Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji postanowiło przygotować pakiet kolejnych zmian dotyczących legalizacji pobytu cudzoziemców. Projekt miał zostać przyjęty w IV kwartale 2020 r. Niestety do tej pory się nie ukazał. O potencjalnym włączeniu w ramy Nowego Ładu nowych rozwiązań migracyjnych w Polsce mówił 01.04.2021 r. wicepremier Jarosław Gowin, który stwierdził: „Kończymy w ministerstwie również przygotowania dokumentu, który będzie formą przemyślanej polityki migracyjnej, będzie zawierał pakiet instrumentów ułatwiających zatrudnianie cudzoziemców w branżach, w których wyraźnie brakuje polskich rąk do pracy”. W końcowym tekście programu nie ma jednak takich zapisów. Trudno jest wskazać dlaczego tak istotna dziedzina jak polityka migracyjna została całkowicie pominięta. Niewykluczone, iż rząd będzie jednak chciał wprowadzić zmiany legislacyjne nie wykazując ich w swojej strategii. Być może na przeszkodzie stoją kwestie czysto marketingowe, gdyż trudno jest w jednym dokumencie umieścić zachęty dla Polaków wracających z emigracji oraz ułatwienia w podejmowaniu pracy przez cudzoziemców. Liczymy zatem, iż polityka migracyjna również doczeka się przygotowania obszernej strategii odpowiadającej na wyzwania nowej rzeczywistości.

Autorem artykułu jest Karol Wysocki, Kierownik Działu #Global MobilityDesk  w JP Business Law Firm

Wynagrodzenia Top Managementu w Polsce. Raport płacowy Page Executive 2021

W których branżach wynagradzano najlepiej w minionym roku? Eksperci Page Executive sprawdzili, jak kształtują się wynagrodzenia top managementu w Polsce. Z Raportu Płacowego 2021 wynika, że pensje większości menedżerów wysokiego szczebla nie ucierpiały podczas pandemii koronawirusa. Osoby na wielu stanowiskach zarządczych – zwłaszcza związanych z e-handlem i nowoczesnymi technologiami – odnotowały znaczący wzrost wynagrodzeń. Liderzy, którzy sprawdzili się w „trudnych” czasach i skutecznie przeprowadzili firmę przez wyzwania „nowej” rzeczywistości należą obecnie do grupy najbardziej cenionych i poszukiwanych managerów w Polsce i Europie. 

Rok 2020 okazał się czasem wielkiego sprawdzianu dla ludzi i organizacji. Pod wpływem pandemii liderzy musieli w błyskawicznym tempie poradzić sobie z nowymi wyzwaniami związanymi m.in. z transformacją cyfrową, reorganizacją struktur, wprowadzeniem lub rozwinięciem w firmie nowych usług, produktów czy kanałów sprzedaży, przejściem na pracę zdalną. Tym razem od ich decyzji zależała przyszłość organizacji, a nie tylko poziom zysku finansowego. Nowe wyzwania analogicznie przełożyły się na wzrost oczekiwań względem top managementu, co często wiązało się z koniecznością pozyskania przez liderów nowych kompetencji lub stworzenia w organizacji dodatkowych ról. Kluczowe stały się takie umiejętności jak business development, zarządzanie zmianą, ryzykiem i efektywnością (Performance Management) oraz pracą zdalną. Obecnie są to również kompetencje najbardziej pożądane wśród top managementu – mówi Paweł Wierzbicki, Senior Partner & Head of Page Executive Polska.

Trudny rok? Nie dla e-Commerce i Digital

Rok 2020 okazał się bardzo dobry dla przedstawicieli sektorów: e-Commerce i nowych technologii. Wymuszone przez pandemię zmiany zachowań konsumentów zaowocowały dużym wzrostem popularności zakupów internetowych. W związku z tym zwiększyło się zapotrzebowanie na liderów z kompetencjami w zakresie  budowy efektywnych platform typu market place i e-Commerce. Popyt wyraźnie przekroczył podaż, co odbiło się na zarobkach top managementu we wspomnianych branżach. Obecnie Chief Commercial Officer może liczyć na pensje rzędu 32-80 tys. zł brutto miesięcznie. Wynagrodzenia e-Commerce Dyrektorów rozpoczynają się od 30 tys. zł brutto, a najczęściej oferowane stawki dla Head of Marketplace oscylują wokół 28-45 tys. zł brutto miesięcznie.

Sukces sprzedaży internetowej w dużej mierze zależy od efektywnych działań digitalowych i marketingowych. Popyt na specjalistów z tego obszaru wyraźnie wzrósł, co również przełożyło się na pensje pracowników. Chief Digtial Officer, podobnie jak Chief Marketing Officer, może liczyć na pensje w granicach 30-70 tys. zł brutto miesięcznie.

W wielu sektorach pandemia wymusiła znaczące przyspieszenie cyfrowej transformacji. Dlatego nawet w branżach, które mają za sobą trudny rok, osoby odpowiadające za obszary takie jak digital czy e-commerce mogły liczyć na wiele ofert pracy i wzrost zarobków – m.in. w instytucjach finansowych, sieciach handlowych i firmach z branży FMCG. W związku z rozwojem handlu internetowego, daleko idące zmiany zaszły także w obszarze logistyki. Firmy nie oszczędzały na wysokości wynagrodzeń menedżerów wysokiego szczebla odpowiedzialnych np. za łańcuch dostaw, przebudowę sieci logistycznej i wdrażanie strategii omnichannel – komentuje Paweł Wierzbicki z Page Executive, firmy specjalizującej się w rekrutacji pracowników na najwyższe stanowiska zarządzające.

Nowe technologia i IT umacniają pozycję

Z roku na rok pensje specjalistów od nowych technologii dynamicznie rosną. Jednak upowszechnienie pracy zdalnej i konieczność przeprowadzenia błyskawicznej transformacji cyfrowej w wielu firmach sprawiło, że znacząco zwiększył się popyt na narzędzia i usługi oferowane przez podmioty z sektora IT. Jak wynika z Raportu Płacowego, w ślad za rosnącym zapotrzebowaniem wzrastały też zarobki top managementu we wspomnianych branżach. Największe podwyżki odnotowali Dyrektorzy Software Development, którzy mogą liczyć na pensje w graniach 25-65 tys. zł brutto miesięcznie oraz dyrektorzy ds. cyberbezpieczeństwa ze średnimi płacami w wysokości 25-45 tys. zł brutto miesięcznie.

Wzrosty w SSC/BPO

Na uwagę zasługują również wzrosty zarobków wynikające z rozwoju poszczególnych branż w Polsce. Większe płace w SSC/BPO to efekt m.in. nowych inwestycji, które generowały duży popyt na pracowników. Uposażenia top managementu w tym sektorze ewoluują w kierunku poziomów znanych z Europy Zachodniej. Obecnie Head of Shared Services Center, zarządzającymi ponad 1000 pracowników może spodziewać się wynagrodzenia w granicach 50-90 tys. zł brutto na miesiąc. W przypadku osób na tym samym stanowisku zarządzającymi od 250 do 1000 osób, pensje oscylują wokół 37-65 tys. zł brutto, a liderzy z liczbą podwładnych poniżej 250 osób mogą oczekiwać płac na poziomie 27-45 tys. zł brutto miesięcznie.

Podwyżki w farmacji

W branży farmaceutycznej uwagę zwracają warunki finansowe w firmach, które rywalizują na rynkach europejskich oraz na rynku globalnym – chcąc odnieść sukces poza Polską, zwykle nie mogą oferować kandydatom niższych wynagrodzeń niż ich konkurenci w innych krajach. Największe wzrosty płac w tej branży odnotowali m.in.: Dyrektorzy Governmental Affairs, których pensje sięgają 60 tys. zł brutto miesięcznie, Dyrektorzy Regulatory Affairs (płace do 45 tys. zł brutto miesięcznie) i Medical Managerowie ze stawkami na poziomie 35 tys. zł brutto miesięcznie.

Doceniona rola HR-owca

W ostatnich miesiącach doszło do widocznej ewolucji w myśleniu o zarządzaniu zasobami ludzkimi. Rok 2020 okazał się kluczowy dla postrzegania HR jako obszaru o strategicznym znaczeniu w organizacji. Pozycja dyrektorów ds. personalnych zwykle się umacniała, a firmy w trybie pilnym realizowały usprawnienia procesów HR. W sektorach, które zyskały na kryzysie, firmy wzmacniały swoje zespoły, włącznie z najwyższą kadrą zarządzającą.

– W trudnych czasach i niepewnym środowisku biznesowym rośnie znaczenie empatii, elastyczności i zrozumienia potrzeb pracowników, a ostatni rok pokazał, jak ważne jest zadbanie o well-being zespołów, aby zapobiec rotacjii najlepszych talentów. Firmy dostrzegły, że działy HR to inwestycja w organizacje, dlatego specjaliści od HR stali się Partnerami Biznesowymi, a ich wynagrodzenia wyraźnie wzrosły – wyjaśnia Paweł Wierzbicki z Page Executive.

Obecnie Dyrektor ds. HR może liczyć na pensje w wysokości 25-56 tys. zł brutto miesięcznie. HR Business Partnering Director otrzyma od 20 do 42 tys. zł brutto miesięcznie, a HR Projects Manager od 22 do 32 tys. zł brutto miesięcznie.

Rola CFO zdefiniowana na nowo

Jak wynika z najnowszego Raportu Page Executive, pandemia wymusiła zmiany w postrzeganiu niektórych ról i obszarów w organizacji. Dotyczyło to przede wszystkim dyrektorów finansowych (CFO), którzy w minionym roku stali się kluczem do sukcesu wielu firm. To właśnie oni odpowiadali za efektywność finansową oraz wdrażanie rozwiązań z zakresu business intelligence, data science, automatyzacji i robotyzacji, a także przygotowali swoje organizacje na nadejście bardziej wymagających czasów. W gestii dyrektorów finansowych pozostawało również zarządzanie ryzykiem – obszar, który pod wpływem ostatnich wydarzeń nabrał jeszcze większego znaczenia w biznesie. W wielu branżach pensje CFO wzrosły lub utrzymały się na równym poziomie. Największe podwyżki na tym stanowisku odnotowali dyrektorzy finansowi pracujący dla firm z sektorów FMCG (pensje od 30 do 72 tys. zł brutto miesięcznie), e-commerce/marketplace (28-62 tys. zł brutto miesięcznie), czy Life Sciences (32-75 tys. zł brutto miesięcznie). Wyraźnym trendem z punktu widzenia wynagrodzenia jest zwiększenie części zmiennej rocznego wynagrodzenia.

Kto stracił?

Spadki wynagrodzeń na najwyższych stanowiskach były powszechne tylko w jednym z opisanych w Raporcie obszarów – bankowości, ubezpieczeniach i usługach finansowych. Trudna sytuacja sektora to jednak pochodna nie tylko pandemii, ale także innych okoliczności, niesprzyjających dla firm z branży – jak obniżka stóp procentowych, obniżenie limitu pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego, mniejsza konsumpcja i potrzeby pożyczkowe.

Instytucje finansowe różnie reagowały w okresie pandemii. Część banków i firm pożyczkowych redukowała zatrudnienie pracowników lub znacząco zmniejszała premie za rok 2020. Niektóre również decydowały się na czasowe obniżenie pensji podstawowej pracownikom. Zmiany nie ominęły również osób na najwyższych stanowiskach zarządczych – wyjaśnia Paweł Wierzbicki z Page Executive.

O Raporcie

Raport Płacowy Page Executive 2021 został opublikowany w maju br. Ujęte w raporcie informacje o średnich zarobkach dotyczą głównie firm z kapitałem zagranicznym, osiągających w Polsce przychody powyżej 20 mln zł rocznie. Przygotowane zestawienia obejmują wynagrodzenia minimalne, maksymalne i najczęściej oferowane, a także informacje o rocznych bonusach i długoterminowych programach motywacyjnych (LTI). Prezentacji wynagrodzeń towarzyszy omówienie trendów w poszczególnych sektorach, ze szczególnym uwzględnieniem wpływu pandemii koronawirusa na kondycję przedsiębiorstw i na rynek pracy w poszczególnych branżach.

Polacy w średnim wieku na bogato i z 32,6 miliarda złotych długów

Ma około 24,7 tys. zł niespłaconych zobowiązań, mieszka w mieście i jest mężczyzną – taki obraz dłużnika w średnim wieku wyłania się z najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Zaległości osób pomiędzy 36. a 59. rokiem życia wynoszą obecnie 32,6 mld zł. Rekordzista, mieszkaniec województwa pomorskiego, ma do oddania prawie 76 mln zł.

Z badania „Zadłużenie Polaków”, przeprowadzonego na zlecenie KRD przez IMAS International w listopadzie 2020 r., wynika, że aż 30 proc. osób mających zaległości finansowe przyznaje, iż nie radzi sobie z ich spłatą, a 61,5 proc. czuje się nimi przytłoczonych. Ale prawie 1/3 nie odczuwa z tego powodu żadnego dyskomfortu. Chcąc je spłacić, zazwyczaj proszą o pomoc finansową rodzinę. Najczęściej nie regulują zobowiązań za telefon, Internet i telewizję, a także za czynsz, prąd, wodę i gaz. Problemy sprawia im także opłacanie rat kredytów gotówkowych, oraz… kwot pożyczonych od krewnych.

W ostatnim roku na zawartość portfeli Polaków wpłynęła pandemia. Część osób straciła pracę i nie znalazła nowej, co dotknęło zawłaszcza zatrudnionych w gastronomii, transporcie czy turystyce, lub zdobyła mniej dochodowe zajęcie ze względu na redukcje w dotychczasowych firmach.

W sile wieku i z długami

Polacy w wieku 36-59 lat to osoby będące u szczytu możliwości zawodowych i aktywności życia rodzinnego. Jednak na nieco innym etapie są osoby w przedziale 36-49 lat niż 50-59-latkowie. Ci pierwsi mają kredyty zaciągnięte na mieszkania i samochody oraz pożyczki na potrzeby dzieci w wieku szkolnym i sprzęty, które są im niezbędne do życia lub po prostu chcą mieć. Z kolei osoby z grupy 50-59 lat mają już w dużej mierze spłacone kredyty, mogą skoncentrować się na własnych potrzebach, ale też wspierają finansowo dorosłe dzieci, które nie zawsze są w stanie poradzić sobie samodzielnie.

Jeszcze trzy lata temu zaległości osób pomiędzy 36. a 59. rokiem życia wynosiły 28,7 mld zł, a średnie zadłużenie 21 tys. zł. W bazie danych KRD figurowało wtedy 1,37 mln dłużników. Dziś ta liczba minimalnie zmalała do 1,32 mln osób. W 2020 r. widać było wpływ pandemii, ponieważ od sierpnia do grudnia zadłużenie notowane w bazie danych KRD utrzymywało się na poziomie ponad 33 mld zł. Od stycznia tego roku nieco zmniejszyło się i obecnie jest to 32,6 mld zł.

Przyglądając się bliżej młodszej podgrupie, tj. 36-49-latkom, widać, że ma ona do oddania 21 mld zł. Średnie zadłużenie wynosi 24 tys. zł, a liczba dłużników ponad 881 tys. Z kolei w gronie osób pomiędzy 50. a 59. r. ż. łączne zadłużenie jest znacznie niższe, tj. 11,6 mld zł, ale też samych dłużników jest o połowę mniej (437 tys. osób). Średnia zaległość wynosi 26,5 tys. zł.

Osoby w średnim wieku charakteryzuje rozbudzony apetyt na życie, co akurat nie dziwi. Mają już doświadczenie, ustabilizowaną pozycję zawodową i chcą systematycznie podwyższać swój status materialny. Niestety te aspiracje nie zawsze pokrywają się z możliwościami finansowymi. Dodatkowo w ostatnim roku pandemia zweryfikowała sytuację wielu osób, które musiały zmierzyć się z zawirowaniami w pracy. W efekcie miało to wpływ na możliwość spłaty zobowiązań, co odzwierciedla nasza baza danych – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Koronawirus dobry na niepłacenie

Potwierdza to także praktyka firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso. Negocjatorzy podczas rozmów z dłużnikami w średnim wieku często słyszą, że ci nie mogą spłacić zaległości, bo stracili pracę. Tłumaczą też, że utracili dodatkowe źródło dochodu, które brali pod uwagę, kiedy kupowali na raty telewizor czy zmywarkę – dotyczy to zwłaszcza osób po 50-tce. Powodem długów bywa też choroba, a w przypadku prowadzenia własnej firmy – problemy z płatnościami od kontrahentów czy zawieszenie działalności gospodarczej. Osoby, które po raz pierwszy zostały dłużnikami, bardzo stresują się rozmową o zobowiązaniach. Są one otwarte na propozycje ugody oraz rozłożenie spłaty zaległości.

Niestety koronawirus i sytuacja w kraju stały się też wygodnym usprawiedliwieniem niepłacenia, chociaż w wielu przypadkach nie miały większego wpływu na dłużników, albo nie regulowali oni zobowiązań jeszcze przed pojawieniem się COVID-19. Nierzadko tłumaczą, że wzięli kredyt na potrzeby innej osoby i to ona powinna spłacać. Doświadczony negocjator jest w stanie rozpoznać w czasie rozmowy, czy pandemia rzeczywiście skomplikowała komuś sytuację ekonomiczną, czy raczej do zadłużenia przyczyniła się niefrasobliwość i wydatki ponad stan. Z drugiej strony zauważamy, że osoby, dla których zadłużenie jest nową sytuacją, bardzo się tym przejmują. Wykazują dużą chęć współpracy, zdając sobie sprawę z konsekwencji – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Wyczynowy rower i markowa torebka nie do spłacenia

Zdarza się, że osoby w średnim wieku przeliczą się ze swoimi możliwościami, kupując np. wyczynowy rower za 10 tys. zł rozłożonymi na raty po 300 złotych miesięcznie, które w pewnym momencie przestają spłacać. Wśród spraw zleconych Kaczmarski Inkasso do windykacji były m.in. raty za markową torebkę wartą 3500 zł. Klientka miała spłacać po 200 zł co miesiąc, ale nie dała rady. Podobnie jak mężczyzna, który nie udźwignął 200-złotowych rat za farby do paintballa.

Najbardziej zadłużeni Polacy w średnim wieku mieszkają w województwie mazowieckim. Mają do oddania 4,6 mld zł. Drugie miejsce zajmuje Śląsk z kwotą 4,4 mld zł, a trzecie – Dolny Śląsk, gdzie konto dłużników obciąża 3 mld zł.

Z łącznej sumy 32,6 mld zł długów 26,3 md zł przypada na mieszkańców miast, resztę winne są osoby mieszkające na wsiach.

Najwięcej zaległości w grupie 36-59 lat mają 46-latkowie, którzy muszą oddać 1,7 mld zł. Najmniej – osoby w wielu 59 lat, które powinny spłacić 888 mln zł.

Patrząc na zadłużenie przez pryzmat płci, widać, że dominują mężczyźni z sumą 24,8 mld zł, natomiast kobiety nie zapłaciły 7,7 mld zł.

Z 32,6 mln zł długów Polacy są winni prawie 15 mld zł funduszom sekurytyzacyjnym, które odkupiły długi od pierwotnych wierzycieli. Ponadto 12,6 mld zł administracji państwowej i samorządowej (głównie alimenty), 2,8 mld zł bankom oraz 652 mln zł firmom pożyczkowym. Nie zapłacili także 464 mln zł za telefon, Internet i telewizję, jak też 233 mln zł za czynsze mieszkaniowe.

Rekord zadłużenia należy do mężczyzny z powiatu wejherowskiego w województwie pomorskim. Jego zaległości wynoszą blisko 76 mln zł – niemal całą tę kwotę powinien zapłacić administracji państwowej i samorządowej.

Zdarza się, że małżonkowie lub partnerzy bez wiedzy „drugiej połowy” zaciągają pożyczkę na ich dane. Obserwujemy także, że Polacy zadłużają się na spłatę poprzednich zobowiązań, co prowadzi do powstania błędnego koła. To pokazuje, jak ważne jest racjonalne zarządzane domowym budżetem. Nie trzeba prowadzić rozbudowanej księgowości w Excelu, wystarczy kartka, ołówek i trzeźwe myślenie. Należy mierzyć siły na zamiary i zastanowić się, czy nowy smartfon za pięć tysięcy złotych jest nam rzeczywiście potrzebny – podsumowuje Jakub Kostecki.

Czasami koniecznym jest powiedzieć coś wprost

Pozytywne nastroje dominują na początku tygodnia, dając wsparcie dla odbicia na rynku akcji. Trwająca debata nad przyszłością inflacji i implikacjami dla polityki monetarnej (głównie Fed) dostała świeżego paliwa w postaci uspokajających komentarzy z Fed, które stają w kontrze do opinii narosłych po publikacji minutek FOMC w ubiegłym tygodniu.
Fed przeszedł do gołębiej ofensywy po tym, jak w ubiegłym tygodniu zamieszanie zrobił protokół z kwietniowego posiedzenia FOMC. Przypomnijmy, w minutkach napisano, że „kilku uczestników zasugerowało, że jeśli gospodarka będzie nadal robić szybkie postępy w realizacji celów Komitetu, to w którymś momencie nadchodzących spotkań może być właściwe rozpoczęcie dyskusji nad planem dostosowania tempa zakupów aktywów”. Rynkowi jastrzębie odczytali w tym fragmencie to, co chcieli: Fed jest blisko redukcji tempa QE. Dlatego wczorajsze komentarze Brainard, Bullarda i Bostica są tak istotne. Przedstawiciele Fed niezależnie od siebie stwierdzili, że zakłócenia po stronie podaży mogą w kolejnych miesiącach podbić inflację, ale zjawisko to będzie przejściowe. Brainard dodała, że „bardzo ważną częścią dynamiki inflacji są długookresowe oczekiwania inflacyjne, które są wyjątkowo dobrze zakotwiczone”. W rezultacie jeszcze nie nadszedł czas, aby porozmawiać o redukcji QE.

Obawy przed konsekwencjami inflacji nie znikną i można oczekiwać, że rynek jeszcze nie raz przereaguje informacje, które mogą podnosić prawdopodobieństwo wcześniejszej normalizacji polityki Fed. Jednak fakty przemawiają za tym, że Fed prędzej pozostanie cierpliwy. To, że jest „kilka” jastrzębich głosów w Fed nie znaczy, że zmiana nastawienia nastąpi prędko. Liczy się, że trzon decyzyjny (Powell, Clarida, Brainard) jest przeciwny wcześniejszej redukcji QE (wygaszenie skupu aktywów poprzedza podwyżki stóp procentowych). Nie można też ignorować warunku „szybkich postępów” w osiąganiu celów polityki, a ostatnie rozczarowanie raportem z rynku pracy nie daje wrażenia, że wszystko idzie dobrze. Nawet jeśli kolejne miesiące przyniosą przyspieszenie poprawy warunków gospodarczych, to tylko pozwoli na rozpoczęcie dyskusji o redukcji QE – nie jest twardym warunkiem zmniejszania tempa. Te wnioski można było wyciągnąć w ubiegłą środę tuż po publikacji protokołu FOMC, ale najwyraźniej uczestnicy rynku potrzebują przekazania im informacji wprost. I przekaz najwyraźniej dotarł, gdyż najbardziej wrażliwy na perspektywy stóp procentowych sektor technologiczny przewodził wczorajszym wzrostom na Wall Street. Spadły też rentowności obligacji skarbowych USA, a dolar ponownie jest pod presją sprzedaży.

Dobre nastroje na rynkach globalnych sprzyjają utrzymaniu siły złotego blisko 4,48 za euro. Czynnikiem lokalnym jest dyskusja o przyszłości polityki monetarnej. Zeszłotygodniowe jastrzębie komentarze z węgierskiego banku centralnego (otwartość do podwyżki już w czerwcu z uwagi na wysoką inflację) podnoszą ryzyko, że na podobny krok może zdecydować się także NBP. Osobiście wątpię w taki ruch i na kolejnej wideokonferencji prezesa NBP A. Glapińskiego spodziewałabym się gołębiego tonowania oczekiwań. Ale przynajmniej do 11 czerwca (prawdopodobny termin wideokonferencji) te oczekiwania mogą się bezpiecznie rozwijać, a po drodze będą karmione kolejnym wysokim odczytem majowego CPI. Poza tym krótkoterminowo złoty będzie szukał wskazówek w globalnych nastrojach i kierunku EUR/USD, który ostatnio stał się barometrem ryzyka (im lepiej, tym EUR/USD wyżej). Nie wykluczałbym, że EUR/PLN może w najbliższych dniach obniżyć się o 2-3 gr, ale z perspektywy zbliżania się końca miesiąca trzeba brać pod uwagę podwyższone ryzyko realizacji zysków po ostatnim spadku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Exit Plan Games z portfela Venture INC planuje wejście na Newconnect

Fundusz Venture INC posiada w swoim portfelu inwestycyjnym dwie spółki gamingowe. Pierwsza z nich, Exit Plan Games planuje wejście na NewConnect w 2022 roku. Premierowa produkcja spółki Bang-on Balls: Chronicles, zbiera bardzo dobre recenzje i rozszerza dostępność gry o nowe platformy, m.in. Xbox. Druga spółka Pixel Perfect Dude kontynuuje globalne skalowanie swoich dwóch flagowych gier, m.in. poprzez dystrybucję przez nowe platformy, np. Nintendo Switch. Dzięki czemu liczba pobrań #DRIVE konsekwentnie wzrasta, aktualnie osiągając 11 mln.

Globalna wartość branży gier, obecnie przekracza już 300 miliardów dolarów, jak wynika z raportu Accenture “Gaming: the new superplatform”. W ciągu ostatnich trzech lat przybyło 500 milionów nowych graczy, osiągając łącznie 2,7 miliarda ludzi na całym świecie. Raport przewiduje, że do końca 2023 r. do tej grupy dołączy ponad 400 milionów nowych użytkowników. Badanie pokazuje również, że zmieniają się profile nowych graczy, z których 60% to kobiety, z czego 30% ma mniej niż 25 lat. Do tej pory branża była zdominowana przez mężczyzn.

Exit Plan Games

Exit Plan Games to studio założone przez Damiena Monniera oraz Jose Teixeirę – doświadczonych gamedeweloperów, którzy pracowali m.in. przy produkcjach CD Projekt RED – Wiedźminie 3 oraz Cyberpunku 2077. W zeszłym roku, Venture INC zainwestował 1,3 mln zł w rozwój spółki i posiada 10,26% udziałów w Exit Plan Games. Studio rozważa wejście na NewConnect w 2022 roku.

Premierowa gra Bang-on Balls: Chronicles jest połączeniem trójwymiarowej platformówki z elementami arcade’owej walki, a bohaterami gry są tytułowe kulki, reprezentujące poszczególne nacje. Na etapie Early Access gra została kupiona przez ponad 7000 użytkowników, a jej popularność konsekwentnie wzrasta. Środowisko graczy bardzo dobrze ją odebrało pozostawiając 97.5% pozytywnych opinii.

Spółka rozszerza dostęp do swojej produkcji, w najbliższych tygodniach gra będzie dostępna na GoG, a następnie na Xbox. Dodatkowo, w czerwcu Exit Plan Games rozpoczyna współpracę z firmą programistyczną z Niemiec specjalizującą się w Unreal Engine, która zajmie się przygotowaniem wersji na Xbox, tak aby zadebiutować na tej platformie jeszcze w tym roku. Spółka zacznie również intensywną kampanię promocyjną w Ameryce Północnej. Wzmożone działania medialne będą zintensyfikowane obecnością na najważniejszych eventach gamingowych w Polsce i za granicą.

W najbliższych planach Exit Plan Games jest wprowadzenie kolejnych leveli gry. Na ten moment, gracze mają dostęp do main map Viking. Docelowo spółka planuje wdrożyć pięć leveli: Viking, Space, Samurai, Pirates, Western. Kolejna premiera zaplanowana jest na początku Q4 br. Poszerzony został również zespół developerów, który będzie wdrażać sugestie graczy i planowe rozszerzenia funkcjonalności. Dzięki nowym członkom zespołu, m.in. doświadczonym animatorom, spółka efektywnie rozwija grę.

Pixel Perfect Dude

Pixel Perfect Dude to studio tworzące gry dostępne na większości obecnych platform, w którego rozwój, w grudniu zeszłego roku, Venture INC zainwestował 0,75 mln zł uzyskując 15% udziałów w spółce. Studio skupia się na rozwoju swoich dwóch flagowych gier: #DIVE i Ski Jump.

Pierwsza z nich: #DRIVE­ to gra z kategorii ‘endless runner’. Produkcja została wielokrotnie nagrodzona, m.in. zdobyła tytuł Google Play Best Indie Game 2019 oraz MTA 2019 Best Polish Game. W kategorii ‘gra wyścigowa’, w sklepach Google Play i App Store, dotarła do 1. miejsca w 50 krajach. Liczba graczy, konsekwentnie wzrasta, m.in. dzięki rozszerzeniu dostępu przez platformę Nintendo Switch. Na ten moment gra została pobrana 11 milionów razy. W najbliższych planach jest duża aktualizacja, która znacznie wzmocni zaangażowanie graczy.

Druga gra, to Ski Jump, czyli retro skoki narciarskie, które od 7 lat przyciągają fanów tego sportu. Od momentu premiery została pobrana ponad 4 miliony razy, odbyło się 3.2 miliona konkursów online, a gracze oddali łącznie kilkaset milionów skoków. Ski Jump VR, czyli wersja dla urządzeń wirtualnej rzeczywistości, pozwala faktycznie usiąść na belce i spróbować swoich sił w tej dyscyplinie.

Studio nie skupia się jedynie na rozwoju dotychczasowych gier. W chwili obecnej trwają prace nad pre-produkcją nowego tytułu.

Laureaci 10. edycji Nagrody Polskiej Rady Biznesu

Znamy zwycięzców 10. edycji Nagrody Polskiej Rady Biznesu. Statuetki otrzymali: Dr Irena Eris i Henryk Orfinger, twórcy firmy Dr Irena Eris (SUKCES), dr Michał Mikulski, twórca firmy EGZOTech (WIZJA I INNOWACJE) i Urszula Nowakowska z Centrum Praw Kobiet (DZIAŁALNOŚĆ SPOŁECZNA). Kapituła konkursu przyznała też Nagrodę Specjalną, którą w imieniu wszystkich pracowników ochrony zdrowia walczących z pandemią COVID-19 odebrał prof. Krzysztof Simon.

W jubileuszowej edycji Nagrody Polskiej Rady Biznesu wzięły udział setki firm i organizacji z całej Polski. Tegoroczny konkurs był pod wieloma względami szczególny, nie tylko z racji jubileuszu i zdalnej formuły wręczenia statuetek. „W tym trudnym roku mieliśmy rekordową liczbę kandydatów, co pokazuje rosnące ambicje i siłę polskich przedsiębiorców – mimo panującego kryzysu”, zauważa Wojciech Kostrzewa, Przewodniczący Kapituły Nagrody i Prezes Zarządu PRB, dodając: „Cieszę się, że Kapituła przyznała statuetkę w kategorii SUKCES firmie rodzinnej, która dzięki konsekwentnej strategii rozwija się dzisiaj prężnie na rynkach europejskich. Trudno wyobrazić sobie lepszego laureata na dziesięciolecie”.

Komentując wybór w kategorii WIZJA I INNOWACJE, prezes PRB zwraca uwagę, że „niewiele jest w Polsce firm, które łączą skuteczność biznesową z realną pomocą innym ludziom. Sukces EGZOTech-u dowodzi, że model biznesowy oparty na poczuciu misji ma sens i wcale się nie kłóci z komercjalizacją produktu”.

W kategorii DZIAŁALNOŚĆ SPOŁECZNA Kapituła Nagrody doceniła w tym roku wysiłki na rzecz ochrony praw kobiet. „Wyróżniamy w tej kategorii osoby i organizacje zajmujące się tematem aktualnym i palącym, sygnalizując, że są to dla nas kwestie ważne. W roku, który upłynął pod znakiem praw kobiet, trudno wyobrazić sobie lepszą laureatkę od Urszuli Nowakowskiej, założycielki i szefowej Centrum Praw Kobiet, która od 27 lat niesie pomoc prawną i psychologiczną ofiarom przemocy i dyskryminacji” – mówi Kostrzewa.

Kapituła przyznała także Nagrodę Specjalną PRB im. Jana Wejcherta, którą w tym roku został wyróżniony cały personel medyczny i niemedyczny polskiej ochrony zdrowia, walczący z pandemią COVID-19. Statuetka przekazana została na ręce prof. Krzysztofa Simona, specjalisty od chorób zakaźnych, ordynatora Pierwszego Oddziału Zakaźnego Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala we Wrocławiu, nauczyciela akademickiego Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i członka Rady Medycznej powołanej przez premiera Mateusza Morawieckiego.

Finał 10. edycji Nagrody Polskiej Rady Biznesu odbył się 24 maja 2021 roku.

Oto sylwetki wszystkich nagrodzonych:

Nagroda PRB im. Jana Kulczyka w kategorii SUKCES – za zrealizowanie spektakularnego projektu biznesowego, który wywarł trwały wpływ na polski rynek:

Dr Irena Eris i Henryk Orfinger – założyciele i szefowie firmy DR IRENA ERIS

Irena Eris, doktor farmacji, jest Dyrektorem ds. Badań i Rozwoju firmy. Od początku istnienia marki zajmuje się kreacją nowych produktów i zarządza procesem ich powstawania. Laureatka ponad 150 prestiżowych nagród, zajmuje wysoką pozycję na liście najbardziej wpływowych kobiet w dziejach Polski, które odwróciły bieg wydarzeń, przełamały stereotypy, zainicjowały nowy sposób myślenia. Została też odznaczona m.in. medalem Stella Della Solidarieta’ Italiana – Gwiazdą Solidarności Włoskiej, przyznawanym w imieniu prezydenta Włoch.

Henryk Orfinger jest Przewodniczącym Rady Nadzorczej Dr Irena Eris S.A. – spółki „matki” zarządzającej trzema podmiotami: Laboratorium Kosmetycznym Dr Irena Eris, Hotelami SPA Dr Irena Eris i Kosmetycznymi Instytutami Dr Irena Eris. Twórca i wieloletni Prezes Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego. W latach 1999–2019 Przewodniczący Rady Głównej Konfederacji Lewiatan, obecnie Pierwszy Wiceprezydent organizacji i Przewodniczący jej Prezydium Rady Firm Rodzinnych. Członek Rady Fundacji „Jesteśmy Razem. Pomagamy!” i Rady Gospodarczej – Zespołu Doradców ds. Gospodarczych przy Marszałku Senatu Rzeczypospolitej X kadencji. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2004).

Nagroda PRB pod patronatem Zarządu Polskiej Rady Biznesu w kategorii WIZJA I INNOWACJE – za zastosowanie nowej, odważnej, niestandardowej i niekonwencjonalnej koncepcji lub nowej idei biznesowej:

Dr Michał Mikulski – założyciel i szef EGZOTech

Założyciel i Dyrektor Generalny EGZOTech Sp. z o.o., powstałej w 2013 r. firmy zajmującej się badaniami oraz opracowaniem innowacyjnych robotów rehabilitacyjnych i urządzeń elektrodiagnostycznych dla fizjoterapii, neurorehabilitacji i terapii zajęciowej. Członek europejskiej komisji oceniającej projekty B+R i wykładowca na Politechnice Śląskiej. Firma EGZOTech jest obecnie jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się firm w Europie w segmencie Healthcare & Life Sciences.

Nagroda PRB im. Andrzeja Czerneckiego w kategorii DZIAŁALNOŚĆ SPOŁECZNA – za działalność społeczną i filantropijną, której celem jest pomoc osobom i środowiskom szczególnie potrzebującym:

Urszula Nowakowska – założycielka i szefowa Centrum Praw Kobiet

Prawniczka i feministka, autorka lub współautorka raportów z badań, artykułów do „Prawa i Płci” oraz poradników dla kobiet i służb. Aktywnie działa na rzecz zmian legislacyjnych w obszarze praw kobiet. Przygotowała m.in. propozycje zapisów równościowych do Konstytucji, projekt ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w bliskich związkach, pracowała w zespole powołanym przez Izabelę Jarugę-Nowacką nad ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Jest autorką poprawek do ww. ustawy oraz zmian w przepisach dotyczących gwałtu. Odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za działania na rzecz budowania społeczeństwa obywatelskiego, Srebrnym Medalem Ministra Sprawiedliwości za osiągnięcia w pracy penitencjarne oraz Brązowym Medalem na wniosek KSP za długoletnią współpracę i wybitne zasługi w dziedzinie realizacji ustawowych zadań Policji i Odznaką Honorową RPO.

_____________

Nagroda Polskiej Rady Biznesu to wyróżnienie dla przedsiębiorców i działaczy społecznych przyznawane od 2012 roku przez Polską Radę Biznesu, organizację zrzeszającą właścicieli i prezesów największych firm działających w Polsce. Partnerem merytorycznym konkursu czuwającym nad przebiegiem nominacji jest firma PwC w Polsce.

Należy zrównać prawa tłumaczy przysięgłych i biur tłumaczeń?

Tłumacz przysięgły – elita zawodu czy anachronizm? Na czym polega specyfika tego zawodu? Czym różnią się tłumacze przysięgli od biur tłumaczeń? Czym jest norma ISO 17100:2015? W jakim kierunku powinny iść zmiany w legislacji? Czy należy zrównać w prawach tłumaczy przysięgłych i biura tłumaczeń? Postaramy się odpowiedzieć na powyższe zagadnienia.

Kim jest tłumacz przysięgły?

Tłumacz przysięgły należy do grupy wolnych zawodów, jak lekarz, prawnik, czy architekt. Jego prawa i obowiązki reguluje ustawa z 25 listopada 2004 roku o zawodzie tłumacza przysięgłego. To w niej zawarte są wszelkie kwestie związane z wykonywaniem tego zawodu: jak uzyskanie wpisu na listę, zakres obowiązków i uprawnień, odpowiedzialność zawodowa.

Stowarzyszenie zrzeszające tłumaczy przysięgłych na początku roku skierowali pismo do Ministra Sprawiedliwości sugerujące, iż działalność związana z obsługą klientów powinna być zarezerwowana wyłącznie dla osób wpisanych na listę tłumaczy przysięgłych.

Co na to biura tłumaczeń, których bezpośrednio dotykają uwagi zawarte w piśmie?

Biuro tłumaczeń – jak działa?

Biura tłumaczeń działają na podstawie ustawy z 2018 roku – Prawo przedsiębiorców. Ustawa ta pozwala na swobodne prowadzenie działalności gospodarczej nieuzależnionej od posiadania wpisu, zezwolenia, czy koncesji (art. 2). Biura tłumaczeń dzięki temu, że nie są ograniczane ustawą mają większą elastyczność w działaniu. Zwykle skupiają one też specjalistów i ekspertów w danej dziedzinie. Niemożliwością jest, by tłumacz znał się na każdym obszarze życia. Dlatego, by zapewnić jak najlepszy poziom świadczonych usług, tłumacze specjalizują się nie tylko w znajomości języka, ale i w tematyce, jak na przykład: informatyka, medycyna, nauki techniczne, prawo, czy biznes i negocjacje. To pozwala na zapewnienie tłumaczeniom najwyższego poziomu jakości i chroni je przed błędami, jakie mogą popełniać osoby bez wiedzy specjalistycznej. Należy zwrócić uwagę, że takie podejście jest korzystne dla klienta, który liczy na otrzymanie usługi profesjonalnej i kompleksowej w szybkim czasie.

Przeciwna praktyka stosowana jest przez tłumaczy przysięgłych, którzy przyjmują zlecenia z różnorodnych dziedzin. Wymaga się od nich nieomylności i rozległej wiedzy – nikt nie potrafi być specjalistą od wszystkiego. Niestety ustawa o zawodzie tłumacza przysięgłego nie przewiduje specjalizacji. Jest to tym bardziej niezrozumiałe, biorąc pod uwagę, że tłumacz przysięgły nie ma co do zasady prawa odmówić świadczenia usługi.

Co reguluje pracę biura tłumaczeń, czyli dwa słowa o ISO 17100:2015

Co prawda biura tłumaczeń nie są objęte ustawą o zawodzie tłumacza przysięgłego, ale to nie oznacza, że działają chaotycznie. Można śmiało pokusić się o tezę, że działalność wielu biur tłumaczeń (między innymi skupionych w ramach (1) PSBT – Polskiego Stowarzyszenia Biur Tłumaczeń) jest dużo bardziej sprofesjonalizowana niż tłumaczy przysięgłych. A wszystko przez normy ISO.

Norma ISO 17100:2015

Norma ISO 17100:2015 reguluje działalność biur tłumaczeń. Certyfikowane procedury gwarantują jakość. Norma ta została stworzona przez CEN (Europejski Komitet Normalizacyjny) i zastąpiła normę ISO 15038. Certyfikat spełniania normy biuro tłumaczeń dostaje czasowo i co trzy lata musi go odnawiać.

Norma reguluje zakres kompetencji tłumaczy, korektorów oraz menedżerów projektów, procedury, zarządzania jakością, ścieżki rozwoju kwalifikacji osób realizujących tłumaczenia, kontrolę i rejestrowanie procesu świadczenia usługi tłumaczeniowej.

To duża różnica w stosunku do tłumaczy przysięgłych, którzy egzamin zdają raz na całe życie. Ustawa nie narzuca im konkretnych obowiązków związanych z doszkalaniem czy wdrażaniem odpowiednich procedur jakościowych.

Kwalifikacje tłumacza

Według normy ISO 17100:2015, aby zostać tłumaczem w biurze tłumaczeń należy spełnić jeden z poniższych warunków:

  • posiadać dyplom ukończenia uczelni wyższej na kierunku filologia ze specjalnością tłumacz, posiadanie wyższego wykształcenia wraz z co najmniej dwuletnią praktyką w zakresie tłumaczeń, lub pięć lat praktyki w pełnym wymiarze na stanowisku tłumacza.

Jeżeli porównamy to z ustawą, to znowu widać dysproporcję. Ustawa bowiem wymaga posiadania wyższego wykształcenia i złożenia egzaminu. Natomiast nie ma w niej słowa o praktyce.

Weryfikacja tekstów

Weryfikacja tłumaczeń to kolejny wymóg, jaki stawia przed biurem norma ISO. Polega ona na tym, że tłumaczenie dokonywane w biurze jest jeszcze weryfikowane (tzw. zasada dwóch par oczu). Osoba dokonująca weryfikacji musi posiadać co najmniej te same kompetencje co tłumacz.

Menadżerowie projektów

Osoby zarządzające projektami w zakresie tłumaczeń także są dobierani pod kątem spełniania przez nich warunków określonych w normie ISO. Ciąży na nich obowiązek pogłębiania wiedzy w zakresie tłumaczeń, czyli doskonalenia zawodowego. Obowiązek ten jest również doprecyzowany i polega na uczestnictwie w szkoleniach zewnętrznych i seminariach z zakresu między innymi: nowych technologii, procesów tłumaczeniowych, czy nowych standardów.

Powinni także posiadać udokumentowane kompetencje i umiejętności tłumacza.

Znowu można dostrzec dysonans, ponieważ na tłumaczach przysięgłych obowiązek doskonalenia zawodowego nie ciąży.

Zmiany proponowane przez właścicieli biur tłumaczeń

Obie strony postulują znowelizowanie ustawy regulującej działalność tłumaczy przysięgłych oraz zaktualizowania prawa dotyczącego wykonywania tłumaczeń. Każda ze stron ma inny pomysł na zmiany legislacyjne. Tłumacze przysięgli postulują zmiany, które w dłuższej perspektywie będą działały także na ich niekorzyść. Między innymi żądają ograniczenia działalności biur tłumaczeń, zakazu używania nazwy (2)„kancelaria/biuro tłumaczeń przysięgłych” przez osoby nie wpisane na listę tłumaczy przysięgłych czy ograniczenia podwykonawstwa przez niektórych tłumaczy przysięgłych. Zmiany w tym kierunku nie przyczynią się do podniesienia poziomu zadowolenia i oczekiwań klientów oraz odpowiedzi na potrzeby wolnego rynku. Właściciele biur tłumaczeń odbierają powyższy postulat jako chęć ograniczenia ich działalności i tym samym ograniczenie konkurencji dla tłumaczy przysięgłych. To z kolei w dłuższej perspektywie spowoduje obniżenie jakości usług tłumaczeniowych i wywinduje ceny.

Tymczasem właściciele biur tłumaczeń chcą zrównania w zakresie kompetencji z tłumaczami przysięgłymi. Argumentują to tym, że w praktyce na nich spoczywa dużo więcej obowiązków gwarantujących jakość usług, a jednocześnie działają szybciej i taniej, co jest z korzyścią dla klienta docelowego. Zmiany postulowane przez biura mają sprawić, by ustawa o zawodzie tłumacza bardziej współgrała z wymogami dzisiejszych czasów oraz wykorzystywała współczesne możliwości techniczne. Domagają się między innymi, by i na tłumaczach przysięgłych spoczywał obowiązek weryfikacji tłumaczenia przez drugą osobę. Poza tym biura tłumaczeń postulują, aby i na tłumaczach przysięgłych ciążył obowiązek permanentnego doskonalenia zawodowego.

Reasumując – w obecnym stanie prawnym dochodzi do permanentnego obchodzenia ustawy o zawodzie tłumacza przysięgłego. Sama ustawa jest archaiczna i nie w pełni reguluje dziedzinę tłumaczeń i zawód tłumacza. Norma ISO 17100:2015, to dobry kierunek rozważań nad zmianami legislacyjnymi. Natomiast nieomylność tłumaczy przysięgłych to mit, w dzisiejszych czasach liczą się: doświadczenie, chęć do permanentnej nauki i wsparcie w postaci weryfikatorów.

Źródła:

(1) https://www.psbt.org.pl/aktualnosci-branzowe/czy-rzeczywiscie-tlumacze-przysiegli-oszukuja-na-potege
(2) https://tepis.org.pl/wp-content/uploads/2021/02/5_pismo-do-MS_22_02_2021.pdf

GTC sprzedaje budynki biurowe Grupie Indotek za 267,6 mln euro

  • GTC podpisało umowę kupna‑sprzedaży portfolio biurowców w Belgradzie.
  • Transakcja dotyczy 11 budynków wchodzących w skład 5 parków biurowych o łącznej powierzchni 122 175 m kw. Sprzedaż zostanie zrealizowana w trzecim kwartale 2021 roku.
  • Kwota transakcji wynosi 267,6 mln euro, czyli 2 mln euro powyżej wartości księgowej.

Globe Trade Centre postanowiło sprzedać swoje belgradzkie portfolio biurowców węgierskiemu inwestorowi Indotek Financing Kft. Cena transakcji wynosi 267,6 mln euro, co jest powyżej wartości księgowej portfolio GTC w Serbii na dzień 31 grudnia 2020 roku. Umowa obejmie zakup 11 budynków biurowych w ramach 5 parków biurowych o łącznej powierzchni najmu 122 175 m kw. GLA. Biurowce znajdujące się w dzielnicy Nowy Belgrad wyróżniają się wysokim wskaźnikiem obłożenia. Umowa zostanie zrealizowana w trzecim kwartale 2021 roku i będzie jedną z największych transakcji nieruchomościowych zawartych w ciągu ostatnich 5 lat na rynku Europy Środkowo-Wschodniej.

Optymalizując swoją działalność w Serbii, GTC podpisało umowę kupna-sprzedaży 11 budynków biurowych klasy A położonych w 5 kompleksach biznesowych – Green Heart, FortyOne, Belgrade Business Center, 19 Avenue i GTC House. Budynki zajmują ponad 112 tys. m kw. i znajdują się w biznesowym sercu Belgradu. Kwota transakcji, 267,55 mln euro, jest nieznacznie wyższa od wartości księgowej ustalonej na dzień 31 grudnia 2020 roku na 265,6 mln euro, co świadczy o racjonalnej wycenie portfela GTC.

Sprzedaż 11 budynków biurowych klasy A w Belgradzie to odważne posunięcie, które pozwoli nam zakończyć cykl rozwoju w Serbii i rozpocząć zupełnie nowy rozdział na tym rynku. Nie mogłaby się odbyć w lepszym momencie. Obecnie jesteśmy w trakcie procesu redefiniowania strategii rynkowej i kształtowania naszej działalności jako bardziej zrównoważonej i odpowiadającej na przyszłe wyzwania. Musimy przyznać, że jest to wzorcowa transakcja, która świadczy o płynności finansowej po pandemii COVID-19. Sprzedaż części starszych aktywów i przeznaczenie wolnych środków na rozwój zupełnie nowych, ambitnych projektów w Serbii i innych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej to prawdziwe “wyjście z mocnym akcentem”, które będzie nas napędzać” – mówi Yovav Carmi, Prezes Zarządu GTC.

Zamknięcie umowy jest zaplanowane na III kwartał 2021 roku. Transakcja z węgierskim inwestorem będzie jedną z największych operacji tego typu przeprowadzonych w ciągu ostatnich 5 lat w Europie Środkowo‑Wschodniej. W ten sposób GTC stanie się jedną z pierwszych firm, która zakończy cykl rozwoju w Serbii – począwszy od nabycia gruntów i budowy, poprzez lata wysokiego poziomu najmu i wolnego przepływu pieniężnego, aż po sprzedaż inwestycji na korzystnych warunkach. To działanie pozwoli przywrócić równowagę w portfolio nieruchomości firmy i zwrócić się w kierunku wyżej wycenianych krajów np. Polski czy Węgier. Z kolei dla Grupy Indotek stanowi to okazję wejścia na serbski rynek z mocnym portfelem budynków biurowych.

Grupa Indotek jest obecna na węgierskim rynku od prawie 25 lat. W ostatniej dekadzie rozpoczęliśmy ekspansję poza granicami Węgier, w wyniku czego działamy dziś w 10 krajach. Od dłuższego czasu szukaliśmy możliwości wejścia na rynek serbski, a dzięki transakcji kupna części biurowców GTC jesteśmy w stanie znacząco wzmocnić naszą pozycję w tym regionie. Jesteśmy szczególnie dumni, gdyż umowa zawarta w Serbii czyni nas jednym z najbardziej znaczących uczestników belgradzkiego rynku biurowego” – powiedział Dániel Jellinek, Założyciel i Dyrektor Generalny Grupy Indotek.

W procesie sprzedaży GTC reprezentowały kancelarie Dentons i ZSP Legal, a kupujący, Grupa Indotek współpracował z kancelariami Lakatos Köves i Partnerzy oraz BDK Advokati.

Decyzja o sprzedaży nowych i starszych budynków w Belgradzie jest podyktowana strategicznymi planami GTC, zakładającymi odbudowanie pozycji na serbskim rynku i inwestowanie na innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, w których firma jest aktywna. Deweloper planuje przeznaczyć wolne środki wygenerowane z transakcji na rozwój najnowocześniejszych projektów zarówno na rynku serbskim, jak i w krajach o lepszej ocenie inwestycyjnej.

W ostatnim czasie GTC zainwestowało 160 mln euro w zakup dwóch nieruchomości biurowych w Budapeszcie: Ericsson Headquarters i Siemens Evosoft Headquarters. Oprócz tego deweloper planuje już kilka ambitnych projektów, m.in. GTC X i Project Blaze w Serbii. Biurowce będą wyróżniać się nowoczesnymi systemami budowlanymi i najnowszymi trendami architektonicznymi tak, aby sprostać najbardziej wyszukanym wymaganiom najemców. Obie inwestycje stworzą fundament pod nowe budynki biurowe, dzięki czemu GTC powróci na podium serbskiego rynku biurowego.

O GTC

Grupa GTC jest wiodącym deweloperem i inwestorem w sektorze nieruchomości, koncentrującym swoje działania na rynku polskim oraz trzech stolicach Europy Środkowo-Wschodniej. W ciągu 25 lat swojej działalności Grupa zrealizowała 76 najwyższej jakości, nowoczesne, obiekty biurowe i handlowe z łączną powierzchnią całkowitą wynoszącą ponad 1,3 miliona m kw. w całej Europie Środkowo-Wschodniej.

Obecnie GTC jest właścicielem i zarządcą 51 budynków komercyjnych oferujących ok. 810 tys. m kw. powierzchni biurowej i handlowej w Polsce, Budapeszcie, Bukareszcie, Belgradzie, Zagrzebiu i Sofii. Ponadto Grupa realizuje 325 tys. m kw. powierzchni handlowej i biurowej w stolicach Europy Środkowo-Wschodniej, z których 37 tys. m kw. są w trakcie budowy.

Akcje GTC S.A. notowane są na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, w indeksie mWIG40 oraz na Giełdzie Papierów Wartościowych w Johannesburgu.

Jastrzębi ton decydentów wzmacnia waluty Europy Wschodniej

W zeszłym tygodniu główne waluty doświadczyły niewielu istotnych ruchów. W związku z tym w centrum uwagi znalazł się zwrot banków centralnych krajów Europy Wschodniej ku jastrzębiej polityce. Wyprowadził on węgierskiego forinta oraz polskiego złotego na szczyt rankingów.

Ceny surowców spadły, co wywarło przewidywalny wpływ na waluty zależne od ropy – chilijskie peso i norweska korona doświadczyły wyraźnego osłabienia. Drugą z nich pociągnął w dół zarówno spadek cen miedzi, jak i niepewny wynik wyborów do Zgromadzenia Konstytucyjnego.

Wydźwięk danych ze świata stał się bardziej mieszany, w USA widoczne były pewne oznaki słabości. Jednakże dane PMI, które naszym zdaniem są najlepszym wyprzedzającym wskaźnikiem aktywności ekonomicznej, pokazały mocne odbicie i przewyższyły oczekiwania w strefie euro, USA i Wielkiej Brytanii. Wsparły tym samym nasze pozytywne spojrzenie na globalną gospodarkę w tym roku.

Uważamy, że dane o inflacji stały się obecnie najważniejsze dla rynków, i ten walutowy nie jest tu wyjątkiem. Deflator PCE, preferowana przez Fed miara inflacji w USA, będzie opublikowany w piątek. Kolejna niespodzianka w górę może wstrząsnąć rynkami obligacji na całym świecie.

PLN

Określenie minionego tygodnia mianem przełomowego dla złotego nie powinno być uznane za nadużycie. Kurs EUR/PLN pod jego koniec spadł poniżej poziomu 4,50 i znalazł się najniżej od końcówki lutego. Do przebicia poziomów notowanych wówczas również niewiele brakuje. Złotemu nadal sprzyja pozytywny sentyment względem walut europejskich wspierany przez poprawę sytuacji covidowej, łagodzenie obostrzeń i dość wysokie oczekiwania względem podnoszenia stóp procentowych w przyszłości.

Obecny tydzień obfituje w dane z Polski. Po poniedziałkowych odczytach produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej w kwietniu w środę czeka nas odczyt stopy bezrobocia. Pod koniec tygodnia z kolei nastąpi kolejny etap luzowania obostrzeń.

W międzyczasie warto obserwować wieści z Budapesztu, gdzie we wtorek bank centralny podejmie decyzję ws. stóp procentowych. Obok Czech to właśnie Węgry jawią się jako kraj, który najpewniej już niebawem zacznie zacieśniać politykę pieniężną. Jego działania, nawet jeśli nie wywołają natychmiastowych zmian w podejściu krajowych decydentów, na pewno zostaną odnotowane przez Narodowy Bank Polski.

EUR

Szczegółowy odczyt PKB w pierwszym kwartale był zgodnie z przewidywaniami niezbyt dobry, ale rynek nie przejął się wstecznymi danymi. Istotniejszy był pozytywny sygnał w postaci gwałtownego wzrostu PMI dla usług, który podbił wskaźnik kompozytowy do najwyższego od początku pandemii poziomu 56,9 pkt. To dobrze wróży na przyszłość – szczególnie teraz, biorąc pod uwagę większe łagodzenie obostrzeń i zwiększenie się w związku z tym dostępności usług.

Wstępne dane o majowej inflacji będą opublikowane dopiero w przyszłym tygodniu. Oczekujemy niewielkiej, rozłożonej w czasie aprecjacji euro w parze z dolarem amerykańskim, która będzie zachodzić w miarę trawienia przez rynki ostatecznego wyrównywania się wskaźników szczepień i odbicia ekonomicznego w USA i strefie euro.

USD

W czasie gdy amerykańskie rentowności pozostają w wąskich przedziałach, minutki z kwietniowego posiedzenia Rezerwy Federalnej, które zostały opublikowane w zeszłym tygodniu, pokazują, że część jej członków czuje się nie do końca komfortowo ze zdecydowaną zmianą podejścia Fedu w zakresie tolerowania wyższej inflacji. Rynek na razie nie spodziewa się ograniczania skali zakupów obligacji skarbowych (tzw. tapering) przed 2022 r.

Uważamy, że w najbliższych miesiącach inflacja będzie mieć tendencje do zaskakiwania w górę. Zgadzamy się jednak, że próg, który oznaczałby zmianę ekstremalnie wspierającego dla gospodarki stanowiska Fedu, jest w tym momencie bardzo wysoki. Naszym zdaniem połączenie presji inflacyjnej i niechęci Fedu do wycofania stymulacji będą obciążać dolara w nadchodzących miesiącach.

GBP

W zeszłym tygodniu funt był jedną z najlepiej radzących sobie walut G10. Wspierały go dobre dane z gospodarki oraz optymizm dotyczący jej perspektyw. Stopa bezrobocia w kwietniu spadła. Sprzedaż detaliczna wzrosła za to o imponujące 9%, ponad dwukrotnie mocniej niż oczekiwano. Co ważniejsze, zbiorczy indeks PMI wzrósł do rekordowego poziomu 62 pkt, wskazując na bardzo silną ekspansję we wszystkich sektorach. Inflacja w ujęciu rocznym okazała się dwa razy wyższa niż miesiąc wcześniej, jednak póki co zmiana dynamiki cen była dość niewielka i spodziewana.

Dane tworzą ogólnie optymistyczny obraz i pozostajemy pozytywnie nastawieni do funta, ale będziemy mu się uważnie przyglądać. Największym ryzykiem dla naszej oceny sytuacji Wielkiej Brytanii jest obecnie możliwe rozprzestrzenienie się indyjskiego wariantu koronawirusa w kraju.

CHF

Frank szwajcarski zakończył zeszły tydzień na niemal niezmienionym poziomie względem euro, ale radził sobie najlepiej spośród walut G10. Stabilne rentowności obligacji w USA i pozytywny sentyment wobec europejskich walut zapewniły frankowi korzystne środowisko.

Niemniej, patrząc szerzej, sentyment wobec walut safe haven pogarsza się, co jest widoczne w różnych miarach, np. pozycjonowaniu spekulantów. Ostatnie dane Commodity Futures Trading Commission pokazują, że krótkie pozycje netto na franka są obecnie na najwyższym poziomie od stycznia 2020 r.

Spośród danych publikowanych w tym tygodniu najważniejszy będzie piątkowy odczyt indeksu wskaźników wyprzedzających KOF, ponieważ ma on największy potencjał, by pokazać nam ogólny obraz przyszłości w najbliższej perspektywie. Dodatkowo zawsze istotne są dane Szwajcarskiego Banku Narodowego dotyczące depozytów na żądanie, które ze względu na wolny poniedziałek w kraju będą opublikowane we wtorek 25.05.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Pomoc z kredytem we frankach

Temat frankowiczów zawsze budzi wiele emocji. Należy jednak zrozumieć osoby, które nie godzą się na warunki banków, skoro po wielu latach terminowego spłacania rat kredytu wciąż muszą oddać więcej, niż pożyczyły. Przez długi czas frankowicze nie mogli liczyć na żadną pomoc, ale na szczęście teraz sytuacja się zmieniła.

W wielu umowach podpisanych z bankami znajdują się zapisy, które dobre kancelarie frankowe mogą wykorzystać, aby uzyskać dla klientów lepsze warunki. Istotne jest jednak to, aby korzystać ze wsparcia doświadczonych adwokatów, bo bez takiej pomocy unieważnienie kredytu we frankach jest bardzo trudne do załatwienia.

Kancelaria specjalizująca się w sprawach frankowych

Jeżeli chodzi o kredyt frankowy kancelaria zawsze stara się pomóc poszkodowanemu klientowi, jednak tylko niektórym adwokatom udaje się wygrać sprawy frankowe. Wynika to z tego, że wspomniane zagadnienie jest bardzo skomplikowane i trzeba się w nim specjalizować. Najlepiej więc od razu zgłosić się do kancelarii, która zatrudnia adwokatów, analityków i innych specjalistów. Zajmują się oni wyłącznie takimi sprawami jak pozwy frankowe, dzięki czemu mają nie tylko dużą wiedzę, ale również doświadczenie poparte wygranymi sprawami.

Kiedy warto skorzystać z usług kancelarii adwokackiej?

Kredyty frankowe kancelaria chętnie udziela porad związanych z kredytami frankowymi. Warto więc skorzystać z usług kancelarii nie tylko wtedy, gdy zostało się pozwanym przez bank lub klientowi zależy na odfrankowaniu kredytu, ale też w wielu innych sytuacjach. Specjaliści zatrudnieni przez kancelarię mogą na przykład wyliczyć kwotę roszczenia, o jaką można się starać od banku lub przejrzą umowę kredytową w poszukiwaniu niedozwolonych klauzul. W razie potrzeby będą mogli zaproponować, jakie kolejne kroki powinien podjąć klient. Nic więc dziwnego, że jeżeli chodzi o kredyt we frankach kancelaria regularnie otrzymuje nowe zapytania.

Gdzie szukać pomocy w sprawach frankowych?

Przed podjęciem jakichkolwiek działań warto skonsultować pozew frankowiczów i skorzystać z porad specjalistów. Taką pomoc oferuje kancelaria kredyty frankowe, z której ofertą można się zapoznać na stronie https://ostaszewskikredytyfrankowe.pl/. W razie dodatkowych pytań można umówić się na spotkanie lub skorzystać z czatu. Na stronie kancelarii dostępny jest również blog z artykułami na temat kredytów frankowych.

Tydzień wysokiej zmienności

Tydzień na światowych giełdach przyniósł dużą zmienność, związaną z dalszymi obawami o poziom inflacji i politykę pieniężną w USA. Dobrze obrazują to mieszane wyniki indeksów – DJ30 spadł w ciągu tygodnia o 0,5 proc, S&P500 stracił 0,43 proc., a NASDAQ Composite zyskał 0,3 proc. W Warszawie WIG20 wzrósł o 2,2 proc.

Opublikowane w minioną środę protokoły z kwietniowego posiedzenia Federalnego Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku (FOMC) pokazują, że część członków opowiada się za rychłym rozpoczęciem dyskusji o zmniejszaniu poziomu skupowania aktywów w ramach luzowania ilościowego (QE). Obecnie wartość ta wynosi 120 mld dolarów miesięcznie. Będą temu sprzyjały dalsze wzrosty poziomu zatrudnienia i inflacji, które stanowią cele FED. Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że rozmowy dotyczące QE zaczną się w ciągu najbliższych 3 miesięcy, a decyzja o ograniczeniu zostanie podjęta do końca roku. Cały proces będzie bacznie obserwowany przez inwestorów, bowiem program QE stanowi ważne wsparcie dla wzrostu na rynkach akcji.

W piątek poznaliśmy kolejne bardzo dobre dane z amerykańskiej gospodarki. The IHS Markit US Composite PMI, wskaźnik wyprzedzający koniunktury, mierzący aktywność gospodarczą w USA, wzrósł w maju do rekordowego poziomu 68,1 wobec 63,5 w kwietniu. Oznacza to, że amerykańska gospodarka ma przed sobą miesiące mocnego wzrostu PKB, z którym to wskaźnik jest skorelowany. Szczególnie wysoki jest wzrost w branży usług, którego PMI wzrósł do 70,1 wobec 64,7. W przemyśle PMI wzrósł do 61,5 z 60,5. Rośnie także, choć mniej spektakularnie, europejski wskaźnik IHS Markit Composite PMI do 56,9 z 53,8. Widać, że ożywienie gospodarcze w Europie jest wolniejsze niż w USA.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

ORLEN rozpoczyna największą inwestycję petrochemiczną w Europie

PKN ORLEN inwestuje w rozbudowę Kompleksu Olefin w Zakładzie Produkcyjnym w Płocku. To kluczowy projekt w ramach strategicznego Programu Rozwoju Petrochemii i największa inwestycja petrochemiczna w Europie w ciągu ostatnich 20 lat. Przy budowie Kompleksu Olefin III zostaną zastosowane najnowsze technologie, które pozwolą m.in. na wzrost efektywności energetycznej, w tym redukcję o 30% emisji CO2 na tonę produktu. Biorąc pod uwagę rosnące ceny CO2, bezpośrednio przełoży się to na konkurencyjność Zakładu Produkcyjnego w Płocku. Zakończenie inwestycji planowane jest na pierwszy kwartał 2024 roku, a uruchomienie produkcji na początek 2025 roku. Powierzchnia Kompleksu Olefin wyniesie prawie 100 ha, czyli 140 boisk do piłki nożnej. Inwestycja przyczyni się do wzrostu EBITDA spółki o ok. 1 mld zł rocznie. 

Produkty petrochemiczne, wytwarzane w Kompleksie Olefin, będą bazą do produkowania wszelkich przedmiotów codziennego użytku, m.in. środków czystości i artykułów higienicznych oraz medycznych, a także włókien syntetycznych do produkcji odzieży czy masek ochronnych. Powstawać z nich będą również m.in. części samochodowe, elementy sprzętów AGD i urządzeń elektronicznych.

– To ważny moment dla PKN ORLEN i polskiej petrochemii. Robimy wielki krok w kierunku znaczącego zwiększenia segmentu petrochemicznego w Zakładzie Produkcyjnym w Płocku, który po zakończeniu budowy Kompleksu Olefin III będzie jedynym z najnowocześniejszych w Europie. Dzięki tej inwestycji PKN ORLEN dołączy do grona czołowych producentów petrochemicznych na europejskim rynku. Zabezpieczy także w długiej perspektywie swoją konkurencyjność i zwiększy odporność na niesprzyjające mega-trendy na rynku paliw. Co ważne, ta inwestycja wpisuje się w połączenie Orlenu z Lotosem, który będzie dostawcą znacznego wolumenu nafty do Olefin. Petrochemia ma duży potencjał. Zamierzamy optymalnie go wykorzystać, odpowiadając na stale rosnące zapotrzebowanie na wysokomarżowe produkty petrochemiczne. Skorzystają na tym spółki z Grupy, nasi akcjonariusze i polska gospodarka, która stanie się jeszcze bardziej konkurencyjna – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Rozbudowa Kompleksu Olefin w Zakładzie Produkcyjnym w Płocku wpisuje się w strategię ORLEN2030, która zakłada osiągnięcie przez PKN ORLEN neutralności emisyjnej do 2050 roku. W ramach dochodzenia do tego celu, do 2030 roku o 20% spółka zredukuje emisję CO2 z obecnych aktywów rafineryjnych i petrochemicznych oraz o 33% CO2/MWh z produkcji energii elektrycznej.

– PKN ORLEN od trzech lat prowadzi największy proces inwestycyjny w historii spółki. Obejmuje on wszystkie obszary działalności od rafinerii, petrochemii przez energetykę, w tym odnawialną, aż po sprzedaż detaliczną. Dzięki temu wzmacnia swoją pozycję w Europie i na świecie, a także gwarantuje dynamiczny rozwój polskiej gospodarki oraz bezpieczeństwo energetyczne kraju. Inwestycja w rozbudowę Kompleksu Olefin to szansa na rozwój polskiej branży chemicznej i pewne źródło dostaw, szczególnie dla lokalnych odbiorców produktów petrochemicznych – mówił podczas konferencji prasowej Jacek Sasin, Wicepremier i Minister Aktywów Państwowych.

Na inwestycji PKN ORLEN skorzysta również Grupa LOTOS, która będzie dostarczać produkty naftowe do produkcji petrochemikaliów. Korzyści odniesie także Płock i okoliczne gminy. Rozbudowa Kompleksu Olefin oznacza bowiem nowe miejsca pracy. W wyniku realizacji projektu docelowo zatrudnienie w PKN ORLEN wzrośnie o ok. 380 etatów. Cała inwestycja petrochemiczna wygeneruje dla budżetu podatki w wysokości 160 mln zł. Ponadto zwiększy się dostępność petrochemikaliów bazowych, co będzie podstawą dla rozwoju branży chemicznej w Polsce i spotęguje pozytywne efekty dla gospodarki.

Zgodę na realizację tej strategicznej dla spółki inwestycji wyraziła Rada Nadzorcza PKN ORLEN, uwzględniając w niej złożenie wniosku o pomoc publiczną do Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii. Wartość inwestycji szacowana jest na 13,5 mld zł, w oparciu o ofertę ryczałtową na Kraker Parowy i instalacje pochodne oraz szczegółowe szacunki wydatków na niezbędną infrastrukturę. Projekt inwestycji został przygotowany zgodnie z najlepszymi światowymi praktykami.

Decyzja Rady Nadzorczej umożliwia podpisanie umowy na rozbudowę Kompleksu Olefin III w formule EPCC z preferowanymi oferentami, czyli spółkami: Hyundai Engineering oraz Técnicas Reunidas. Ponadto utworzona została spółka celowa ORLEN Olefiny, która według planu będzie odpowiedzialna za realizację inwestycji.

– Jesteśmy dumni, że nasza oferta spotkała się z dużym zainteresowaniem PKN ORLEN. Realizacja projektu rozbudowy Kompleksu Olefin to dla nas duża szansa na zwiększenie obecności w krajach europejskich jako wykonawcy EPC na najwyższym światowym poziomie – podkreślał Chang Hag Kim, Prezes Hyundai Engineering.

– To dla nas satysfakcja, że mamy szansę uczestniczyć w realizacji tak ważnej inwestycji, która będzie kamieniem węgielnym dla petrochemicznego rozwoju PKN ORLEN. Angażując się w ten projekt utrzymamy swoją obecność w Polsce i potwierdzimy gotowość wsparcia PKN ORLEN w rozwoju przyszłych inwestycji – mówił Juan Lladó, Prezes Técnicas Reunidas.

Inwestycja PKN ORLEN w rozbudowę Kompleksu będzie pierwszą tego typu w Europie w ostatnich latach. Inne europejskie koncerny także dostrzegły potencjał w petrochemii bazowej i ogłosiły plany rozbudowy olefin. PKN ORLEN, dzięki efektywnej strategii przygotowania i kontraktacji projektu, wyprzedził jednak konkurencję o ponad 12 miesięcy. Tym samym jako pierwszy odpowie na deficyt produktów bazowych na rynku.

Rozbudowa Kompleksu Olefin pozwoli na wykorzystanie istotnych dla konkurencyjności PKN ORLEN efektów skali. Obecnie spółka ma 5% udziału w rynku petrochemicznym w Europie. Po realizacji inwestycji wzrośnie on do 6,4%. Tym samym PKN ORLEN wzmocni pozycję lidera w Europie Środkowej i wejdzie do grona największych producentów petrochemii, takich jak: Dow, Sabic, Ineos czy BASF.

Obecnie moce Krakera Parowego wynoszą 640 tys. ton. Projekt Olefiny III zakłada zwiększenie jego rzeczywistych mocy produkcyjnych do 1 040 tys. ton, czyli o ok. 60%. Całkowita produkcja petrochemikaliów, która obecnie w Grupie ORLEN wynosi przeszło 5 mln ton, wzrośnie o ponad 1 mln ton.

Realizacja inwestycji oznacza istotny krok w kierunku wzmocnienia segmentu petrochemicznego  Zakładu Produkcyjnego w Płocku. Rozpoczęcie produkcji planowane jest na początek 2025 roku, wówczas docelowy udział przerobu ropy na produkty petrochemiczne w Płocku wzrośnie z 14 do 19%. To ważne w kontekście zmniejszającego się zapotrzebowania na produkty z rafinerii i spodziewanego do 2050 r. wzrostu aż o ok. 80% na wysokomarżowe petrochemikalia.

W ramach inwestycji PKN ORLEN rozważy wyłączenie zbudowanej ponad 40 lat temu części instalacji olefin o mocach produkcyjnych ok. 340 tys. ton i niższej efektywności operacyjnej oraz energetycznej. Zmodernizuje natomiast nowszą część o mocach ok. 300 tys. ton. Przede wszystkim jednak zbuduje nowy Kraker Parowy, którego moce wyniosą 740 tys. ton. W skład realizowanego Kompleksu wchodzić będzie także pięć dodatkowych jednostek wytwórczych, w tym nowa, duża instalacja do produkcji Tlenku Etylenu i Glikoli. Realizacja Kompleksu Olefin III pozwoli dodatkowo na zwiększenie mocy produkcyjnych PKN ORLEN w inne pochodne etylenu. W ten sposób spółka uzyska dodatkową marżę i zmaksymalizuje stopę zwrotu.