Rosną obawy związane z przyspieszeniem inflacji

W Polsce rosną obawy przed gwałtownym wzrostem inflacji konsumenckiej. Połączenie bardzo ekspansywnej polityki pieniężnej i fiskalnej w ubiegłym roku sugerowało, że inflacja będzie tym razem nieco inna niż po ostatniej głębokiej recesji gospodarczej w 2009 r. W tamtym okresie świat dotknęła głównie dezinflacja, czyli niewielki wzrost cen konsumpcyjnych z inflacją poniżej celu banku centralnego. Z drugiej strony, rozwój inflacji w ostatnich miesiącach zapowiada gwałtowny wzrost presji inflacyjnej.

Ze wzrostem inflacji ma także do czynienia USA. W kwietniu wyniosła 4,2% r/r, przy czym tzw. inflacja bazowa, czyli inflacja po odjęciu zmiennych cen żywności i energii, przyspieszyła do 3% r/r, co jest najszybszym wzrostem od 1995 r. W kontekście inflacji pojawiło się wiele spekulacji na temat tego, czy amerykański bank centralny (Fed) rozpocznie zacieśnianie polityki pieniężnej wcześniej niż pierwotnie zakładano. Jednak przyspieszenie wzrostu cen to nie tylko domena USA, ale jest także wyraźne w strefie euro i regionie Europy Środkowej. Kwietniowe dane nie pozostawiają wątpliwości – inflacja wzrosła w Czechach (3,1% r / r), na Węgrzech (5,1% r / r) i Polsce (4,3% r / r). Ponadto, wraz ze łagodzeniem obostrzeń i otwarciem usług, inflacja w tym sektorze może przyspieszyć. Polski bank centralny może zatem w najbliższych miesiącach znaleźć się pod presją by zareagować na wzrost cen. Zwłaszcza, jeśli okaże się, że obecne przyspieszenie inflacji nie jest tylko chwilowym trendem.

Według wstępnych szacunków, polski PKB wzrósł o 0,9% w porównaniu z poprzednim kwartałem i był niższy o 1,7% niż przed rokiem.
W tym tygodniu złoty umocnił się w stosunku do euro i w piątek rano oscylował blisko poziomu 4,53 PLN/EUR. W stosunku do dolara polska waluta oscylowała w przedziale 3,74-3,77 PLN/USD.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Restauratorzy wracają do pracy, w ostatniej chwili

Najwyższy czas na otwarcie gastronomii, bo jej zaległości wobec dostawców i banków sięgają już prawie 728 mln zł. Tylko w marcu nieopłacone na czas rachunki i raty kredytów podwyższyły się o 13 mln zł, dwa razy bardziej niż w poprzednich miesiącach. Uruchomienie restauracyjnych ogródków 15 maja to zaledwie początek powracania do normalności. Jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, lokale będą od 28 maja mogły wrócić do tak wyczekiwanego regularnego funkcjonowania, choć na razie nadal tylko z co drugim stolikiem.

W ciągu roku pandemii, między marcem 2020 i 2021 r., zaległości branży gastronomicznej wzrosły o ponad 80 mln zł, czyli o 12,4 proc. do 727,8 mln zł – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK. Najgorzej zadziało się w firmach prowadzących ruchome placówki gastronomiczne. Goszczące na różnego rodzaju plenerowych imprezach czy pod biurowcami foodtrucki nie miały w minionym roku zbyt wielu okazji, by spotkać się z klientami. W rezultacie wartość ich przeterminowanych płatności wobec kontrahentów i banków podwyższyła się najbardziej, bo o ponad 26 proc. i przekroczyła 17 mln zł.

– Liczne lockdowny to straty restauratorów liczone w miliardach złotych i możliwe, że nawet ćwierć miliona ludzi bez pracy. Mocno pogłębiające się problemy finansowe branży gastronomicznej pokazują, że to naprawdę ostatni dzwonek na restart. Zaległości zaczęły przyrastać na coraz większą skalę i tylko w marcu podwyższyły się o 13 mln zł, to dwa razy bardziej niż w poprzednich miesiącach, które też upłynęły w cieniu pandemii – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Zgodnie z przyjętym przez rząd rozporządzeniem przy utrzymującym się niskim poziomie zakażeń możliwe będzie stopniowe luzowanie obostrzeń według zaplanowanego harmonogramu. W przypadku branży gastronomicznej oznacza to, że od 15 do 27 maja restauracje będą mogły serwować posiłki tylko w ogródkach. Co drugi stolik będzie musiał pozostać wolny, a odległość między nimi ma wynosić co najmniej 1,5 m, chyba że zostaną rozdzielone przegrodą o wysokości co najmniej 1 m, licząc od powierzchni stolika. Dopiero od 28 maja dojedzie do tego możliwość konsumpcji w samych lokalach – pod warunkiem, że klienci do czasu zajęcia swoich miejsc będą mieli zakryte usta i nos. Obsługa kelnerska przez cały czas ma pracować w maseczkach.

– Nowe regulacje, tym razem pozwalające na działanie ogródków restauracyjnych, spowodowały, że branża liczy na odrobienie strat i walczy o swoje. Na razie lokale muszą co prawda dostosować się do wymogów prawnych i zainwestować w odpowiednie wyposażenie. Niektórzy, np. galerie handlowe, myślą też o przeznaczeniu na ten cel dodatkowych powierzchni, takich jak parkingi czy tarasy na ostatnich piętrach budynków. Przedsiębiorcy szukają wszelkich rozwiązań, bo za chwilę wielu z nich może już przestać istnieć. W realizowanym dla nas badaniu to właśnie firmy usługowe na początku drugiego kwartału najczęściej mówiły o ryzyku upadłości. Kolejne miesiące zamknięcia mogły tylko jeszcze bardziej pogorszyć sytuację – zauważa Sławomir Grzelczak.

Restauratorzy wracają do pracy, w ostatniej chwili
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Podczas gdy ogólnie na prawdopodobieństwo bankructwa firmy, w ciągu minionych 12 miesięcy wskazywało 21,8 proc. przedsiębiorców, to w usługach ten odsetek wynosił aż 30,2 proc. i był dwukrotnie wyższy niż np. w produkcji (15,1 proc.) i niemal trzykrotnie wyższy niż w handlu (11,5 proc.) – wynika z badania zrealizowanego przez Instytut Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

zaległości firm gastronomicznych
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i BIK

Choć najbardziej covidowe obostrzenia przełożyły się na pogłębienie przeterminowanych zobowiązań ruchomych punktów gastronomicznych, to jednak największa kwota zaległości ciąży na restauracjach i innych stałych placówkach gastronomicznych. Ich zadłużenie przekroczyło już 601 mln zł. To właśnie ta działalność miała też pokaźny przyrost zadłużenia między lutym a marcem br. – wzrosło ono o 11 mln zł.

Badanie zrealizowane przez Instytut Keralla Research, przeprowadzane co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: marzec / kwiecień 2021 r.

Branża opakowań w pandemii nie dała się wpakować w długi

Sektor opakowań jest jedną z branż, która w pandemii radzi sobie nad wyraz dobrze. Zwiększyło się zapotrzebowanie na opakowania do wysyłki towarów zamawianych online, jedzenia na wynos czy środków czyszczących i higienicznych. O kondycji firm z sektora świadczy także ich niski poziom zadłużenia. Według danych Krajowego Rejestru Długów Informacji Gospodarczej zobowiązania te wynoszą prawie 50 mln zł, co stanowi zaledwie promil wartości tego rynku. W odróżnieniu od wielu innych sektorów kwota zadłużenia pozostała w pandemii na stabilnym poziomie.

Rynek opakowań w Polsce jest wart 45 mld zł

Według szacunków Polskiej Izby Opakowań, rynek opakowań w Polsce jest wart 45 mld zł. Swoją stabilną pozycję i funkcjonowanie w kryzysie polska branża opakowań zawdzięcza silnemu powiązaniu z przemysłem spożywczym, farmaceutycznym i środków czystości. To sektory, które utrzymywały dobrą pozycję w pandemii, zapewniając dostęp do najistotniejszych i niezbędnych towarów, a przy tym generowały wysoki popyt na opakowania.

Duże zapotrzebowanie na opakowania zgłaszał też sektor e-commerce. Polacy częściej niż przedtem zaczęli bowiem zamawiać towary przez Internet. Pojawił się zatem większy niż przed pandemią popyt na kartony i inne produkty, w których sprzedawcy mogli bezpiecznie przesyłać swoje towary. Z drugiej strony, część branż korzystających z opakowań ograniczyła swoją produkcję w wyniku wyhamowania gospodarki, ale skala tych zmian nie zatrzymała rozwoju sektora opakowań. Według analizy sektorowej Santander Bank Polska sprzedaż wyprodukowanych opakowań w 2020 r. wzrosła o ok. 4,2-4,5 proc. w ujęciu rocznym.

Odporność branży opakowań na pandemię widać w sferze finansowej, a konkretnie w zadłużeniu, którego poziom w ciągu ostatniego roku nie zmienił się znacząco. Na początku pandemii w marcu 2020 roku długi sektora wynosiły 49 mln zł. W drugiej połowie roku ta kwota zaczęła rosnąć i w listopadzie osiągnęła najwyższy poziom prawie 51,8 mln zł. Później zaczęła spadać do obecnej kwoty ponad 49 mln zł. To niewielkie wahania w porównaniu do innych sektorów gospodarki, które notowały wyraźny przyrost długów w czasie pandemii i które pandemia wyraźnie pogrążyła – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Zobowiązania do odpakowania

Największe zaległości w branży mają obecnie producenci opakowań z tworzyw sztucznych (26,8 mln zł), do których należy blisko połowa całego jej zadłużenia. Ich produkcja stanowi jednak także największą część rynku. Ponad 14,2 mln zł do oddania swoim kontrahentom mają wytwórcy opakowań z papieru i tektury, a 7,8 mln zł producenci opakowań drewnianych. Niewielką pozostałą sumę (321 tys. zł) powinni uregulować wytwórcy opakowań metalowych. Łącznie zadłużenie przedstawicieli całego sektora wynosi ponad 49,3 mln zł.

Cały sektor opakowań największe kwoty ma do oddania instytucjom finansowym. Na spłatę 13,5 mln zł czekają banki. Odpowiednio 4,8 mln zł i 3,4 mln zł przedstawiciele branży muszą zwrócić firmom zarządzającym wierzytelnościami oraz faktoringowym.

Częściej wśród dłużników z sektora opakowań można znaleźć jednoosobowe działalności gospodarcze, jednak to spółki z ograniczoną odpowiedzialnością mają największe kwoty do spłacenia – praktycznie co drugą złotówkę wśród zadłużonych producentów.

W regionach o najwyższym poziomie niespłaconych zobowiązań w branży opakowań pierwsze miejsce zajmuje województwo pomorskie z 14,2 mln zł długu. Druga najwyższa kwota zaległości (8,8 mln zł) przypada w udziale Mazowszu, a trzecią co do wysokości kwotę mają do oddania producenci z Podkarpacia (6,3 mln zł).

Jak zaznacza prezes KRD Adam Łącki, producenci opakowań mogliby spłacić 37 proc. swojego zadłużenia, gdyby odzyskali pieniądze od swoich nierzetelnych kontrahentów. Ci zalegają im ze spłatą 18,3 mln zł. Z tej kwoty najwięcej mają do zwrotu firmy z sektora przetwórstwa przemysłowego (6,7 mln zł) oraz handlu (4,6 mln zł).Branża opakowań w pandemii nie dała się wpakować w długi

Nowe wyzwania na horyzoncie

Dobra kondycja finansowa większości przedsiębiorstw z branży opakowań w obliczu pandemii świadczy o jej dużej odporności na kryzysy. Jak zauważa Adam Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy, partnera KRD, dla sektora większym wyzwaniem niż pojawianie się koronawirusa, mogą być czekające go w najbliższych latach zmiany, w tym przede wszystkim nowe regulacje i związane z nimi obciążenia. W 2021 roku wszedł w życie podatek od plastiku, który nie zostanie poddany recyklingowi. Według Polskiego Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych (PZPTS) nowa danina sprawi, że opakowania z tworzyw sztucznych podrożeją od 30% do nawet 100%. A to tylko początek zmian.

W związku z dyrektywą Single Use Plastic, od lipca br. producenci nie będą już mogli wytwarzać określonych rodzajów opakowań jednorazowych jak plastikowe sztućce, talerze, mieszadła, słomki czy styropianowe pojemniki i kubki. W 2025 roku z rynku mają zniknąć także plastikowe butelki z nieprzytwierdzonymi na stałe nakrętkami. Zmiana linii produkcyjnych i konieczność dostosowania się do nowych regulacji będą wymagały od producentów kosztownych inwestycji. Będzie to ważny sprawdzian ich kondycji finansowej. To wyzwania, którym producenci opakowań muszą sprostać, by dalej się rozwijać – zauważa Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

ZPP: Polski Ład z punktu widzenia przedsiębiorców nie zawiera przełomowych wartości

Polski Ład to wyjątkowo oczekiwany dokument, którego prezentacja była przekładana kilkukrotnie. Po dzisiejszym omówieniu ogólnych założeń tego manifestu programowego można stwierdzić, że w dziedzinach szczególnie interesujących z punktu widzenia przedsiębiorców nie zawiera on przełomowych wartości.

W Polskim Ładzie nie znajdujemy oczekiwanych propozycji w zakresie otoczenia prawno-instytucjonalnego dla firm, nie został również poruszony wątek niepewności regulacyjnej stanowiącej w tej chwili kluczową barierę dla inwestycji. Przedstawione w punkcie “Dobry klimat dla firm” propozycje działań de facto recykling znanych już wcześniej zapowiedzi i zbiór rozwiązań, nad którymi prace toczą się już od pewnego czasu. Część z nich, jak np. wprowadzenie instytucji fundacji rodzinnej, czy poszerzenie możliwości korzystania z “estońskiego CIT-u”, jest oczywiście korzystna dla przedsiębiorców – są to jednak propozycje znane i opisywane już w przeszłości. W dziedzinie przedsiębiorczości Polski Ład nie wprowadza zatem żadnych ważniejszych nowości.

Na aprobatę z pewnością zasługują dwa kluczowe elementy składowe programu, tzn. podniesienie kwoty wolnej od opodatkowania PIT do 30 tysięcy złotych oraz waloryzacja II progu podatkowego do poziomu 120 tysięcy złotych. Są to posunięcia jak najbardziej racjonalne i dostosowujące kwotowe progi do realiów gospodarczych, w których wynagrodzenia rosły systematycznie od lat.

Niestety, rozwiązaniom tym towarzyszy propozycja zmian w zakresie składki zdrowotnej, tj. wprowadzenie modelu jednolitej składki proporcjonalnej do dochodu, o stawce 9%, w której nie odliczałoby się od kwoty podatku. W praktyce zatem Polski Ład może doprowadzić do zwiększenia poziomu obciążeń dla części podatników.

Pochwalić należy niektóre ze szczegółowych rozwiązań zapowiedzianych w trakcie konferencji. Na wyróżnienie zasługują w tym zakresie m.in. zmiany dotyczące umożliwienia budowy domu o powierzchni do 70m2 na zgłoszenie. W mniejszych miejscowościach może to doprowadzić do rozwiązania dużej części problemów mieszkaniowych rodzin. Ważne, by przepisy wprowadzające tę zmianę wprost wskazywały, że możliwość budowy w tej procedurze dotyczy również mieszkalnych domów całorocznych.

Poważne wątpliwości budzi z kolei zapowiadana “likwidacja umów śmieciowych”. Jeśli rozumieć przez nią zrównanie oskładkowania wszystkich rodzajów umów, oznaczać to będzie znaczne ograniczenie elastyczności form zatrudnienia funkcjonujących na rynku pracy. O ile dostrzegamy potrzebę interwencji w zakresie ograniczenia arbitrażu podatkowo-składkowego, o tyle za właściwą jej formę uważalibyśmy powszechne obniżenie klina podatkowego obciążającego wynagrodzenia uzyskiwane z tytułu umów o pracę.

Pochwalić należy przejawiający się w Polskim Ładzie kierunek na cyfryzację – zarówno w zakresie systemu opieki zdrowotnej, jak i pozostałych usług publicznych. Jest to jedno z największych wyzwań na najbliższe lata – dobrze zatem, że zarówno w Krajowym Planie Odbudowy, jak i w omawianym dokumencie programowym wątek cyfryzacji jest szczególnie eksponowany.

Kompleksowość omawianego programu, który dotyczy zarówno kwestii gospodarczych, jak i związanych z usługami publicznymi, systemem opieki zdrowotnej, czy polityką prorodzinną (szczególnie istotną z punktu widzenia problematycznej sytuacji demograficznej), powoduje że jego szczegółowa analiza wymaga czasu. Wobec powyższego, ZPP przedstawi kompleksowe stanowisko ws. Polskiego Ładu w poniedziałek.

Grupa Piotr i Paweł: układy z wierzycielami wykonane w blisko 100%. Postępowanie sanacyjne zakończone

Wszystkie spółki z Grupy Piotr i Paweł spłaciły swoje zobowiązania układowe na rzecz kontrahentów oraz wierzycieli finansowych wynikające z układów z wierzycielami. Tym samym procedura restrukturyzacji została zrealizowana zgodnie z planem Zarządcy sanacyjnego oraz propozycjami układowymi Zarządów spółek, dzięki finansowaniu inwestora strategicznego SPAR GROUP. Spółki powracają do efektywnej działalności operacyjnej.

„Postępowanie sanacyjne w Grupie Piotr i Paweł zostało zrealizowane zgodnie z założeniami i zakończone wypłatami dla blisko 100% wierzycieli. To duży sukces – biorąc pod uwagę jak bardzo skomplikowany był to proces, wymagający rozmów z setkami podmiotów, wykonania kilku tysięcy wypłat i koordynowania kilku równoległych postępowań sądowych. Chociaż pandemia wydłużyła wcześniej założony harmonogram procedury sanacyjnej, to cierpliwość wierzycieli oraz konsekwencja zarządu pozwoliła na skuteczne sfinalizowanie wyznaczonych celów. Teraz spółki mają szansę na powrót do efektywnej działalności operacyjnej, a pracownicy nie muszą się martwić o stabilność zatrudnienia. Wierzę, że we współpracy z inwestorem strategicznym SPAR GROUP uda się budować dobre relacje z partnerami handlowymi i stworzyć mocną sieć detaliczną na polskim rynku, a działania spółek mogą teraz koncentrować się wyłącznie na rozwoju SPAR w Polsce” – komentuje dr Patryk Filipiak jako nadzorca wykonania układu.

Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał postanowienia o stwierdzeniu prawomocności układu z wierzycielami dla wszystkich trzech spółek z Grupy Piotr i Paweł, co oznacza ich definitywną i niepodważalną prawomocność. Tym samym pozytywnie zakończyło się postępowanie sanacyjne.

Ford przyspiesza prace badawczo-rozwojowe w zakresie akumulatorów i tworzy dedykowane im centrum doskonałości o nazwie Ford Ion Park

  • Opierając się na prawie dwudziestoletnim doświadczeniu w zakresie akumulatorów, Ford tworzy nowe globalne centrum badawcze akumulatorów – Ford Ion Park w południowo-wschodnim Michigan.
  • Zespół wysokiej klasy specjalistów pracuje, aby zapewnić dostawę dużych ilości ogniw akumulatorowych, lepszy zasięg i niższe koszty dla klientów.
  • Eksperci laboratorium szkoleniowego (które powstanie w przyszłym roku nakładem 185 milionów dolarów,) opracują i wyprodukują ogniwa i układy akumulatorów litowo-jonowych i półprzewodnikowych, przetestują różne aspekty produkcji oraz zoptymalizują wszystkie etapy łańcucha produkcyjnego – od kopalni po recykling.

Ford stworzył nowe globalne centrum badawcze akumulatorów – zwane Ford Ion Park – w celu przyspieszenia badań i rozwoju technologii akumulatorów i ogniw akumulatorowych oraz przyszłej produkcji ogniw i układów zasilających.

– Już teraz przyspieszamy produkcję całkowicie elektrycznych pojazdów na całym świecie, ponieważ coraz więcej klientów doświadcza przyjemności z jazdy pojazdami elektrycznymi o zerowej emisji spalin – powiedział Hau Thai-Tang, szef platform produkcyjnych i dyrektor operacyjny Forda. – Inwestowanie w badania i rozwój w zakresie akumulatorów ostatecznie pomoże nam przyspieszyć proces dostarczania klientom większej liczby, jeszcze lepszych i tańszych pojazdów elektrycznych – dodał.

Dwudziestoletnie doświadczenie fundamentem sukcesu

Ford opiera się na prawie dwudziestoletnim doświadczeniu z obszaru opracowywania i produkcji akumulatorów, centralizując wielofunkcyjny zespół 150 ekspertów z zakresu rozwoju technologii akumulatorów, badań, produkcji, planowania, zakupów, jakości i finansów, aby pomóc firmie w szybszym opracowywaniu i produkcji ogniw i akumulatorów.

Zespół Ford Ion Park bada również możliwości lepszej integracji i innowacji na wszystkich etapach łańcucha produkcyjnego – od kopalń po recykling – współpracując ze wszystkimi zespołami Forda, w tym ekspertami z nowego laboratorium benchmarkingu i testów akumulatorów Forda, działem obsługi klienta Forda, a także kluczowymi dostawcami i partnerami.

– Tworzymy nowe narzędzia i rozwiązania, których potrzebujemy, aby przyszłość była wolna od emisji dwutlenku węgla, przystępna cenowo i lepsza – powiedział Thai-Tang. – Modernizujemy rozwój i możliwości produkcyjne akumulatorów, abyśmy mogli lepiej kontrolować koszty i inne zmienne produkcji we własnym zakresie oraz skalować produkcję na całym świecie, szybko i przy zachowaniu najwyższej jakości.

Nowe laboratorium o wartości 185 milionów dolarów

Zespół Ford Ion Park już działa. Ponadto pod koniec przyszłego roku, nakładem 185 milionów dolarów, zostanie otwarte laboratorium w południowo-wschodnim Michigan. Ten światowej klasy, liczący ponad 18 500 metrów kwadratowych powierzchni obiekt, będzie wyposażony w sprzęt do projektowania i produkcji elektrod, ogniw i macierzy oraz wykorzysta najnowocześniejszą technologię przy pilotażowym wdrażaniu nowych rozwiązań produkcyjnych. To z kolei umożliwi firmie Ford szybsze wprowadzenie przełomowych projektów ogniw akumulatorowych przy użyciu nowatorskich materiałów.

Anand Sankaran będzie kierował zespołem Ford Ion Park jako jego nowy dyrektor. Sankaran to ekspert z ponad 30-letnim doświadczeniem w Fordzie na różnych stanowiskach w dziedzinie akumulatorów i elektryfikacji. Jest zdobywcą nagrody Henry Ford Technology Award w 1999 roku za pracę nad elektryfikacją w Ford Research Lab oraz liderem rozwoju produktu, który zastosował swoje badania i innowacje techniczne w kluczowych pojazdach produkcyjnych, w tym w wielokrotnie nagradzanym Escape Hybrid, Mustang Mach-E 2021 i F-150 Hybrid 2022.

Sankaran posiada również 32 patenty w USA w dziedzinie elektroniki samochodowej i technologii pojazdów hybrydowych oraz jest członkiem Instytutu Inżynierów Elektryków i Elektroników.

– Nowoczesna przygoda Forda z pojazdami elektrycznymi rozpoczęła się od modelu Escape Hybrid w 2004 roku, pierwszego na świecie hybrydowego SUV-a i trwa do dziś – a wszystko to inspirowane jest dostarczaniem bezkompromisowych pojazdów dla lepszego świata – powiedział Sankaran.

Zespół Ford Ion Park zapewni optymalizację akumulatorów dla różnych klientów – od osób dojeżdżających codziennie do pracy, przez entuzjastów wydajności, aż po operatorów flot pojazdów użytkowych.

Nowe laboratorium wspierające prace rozwojowe Ford Ion Park

Nowe laboratorium do testów porównawczych i testów akumulatorów firmy Ford w Allen Park w stanie Michigan, pomoże szybko przetestować i wybrać właściwe ogniwa akumulatorów, aby zasilić rosnącą gamę pojazdów elektrycznych Forda oraz jak najlepiej zaspokoić potrzeby różnych klientów.

Laboratorium Forda ds. benchmarkingu i testów akumulatorów, które zostało otwarte pod koniec ubiegłego roku, ma 150 komór testowych i 325 kanałów do prac rozwojowych. Eksperci w wartym 100 milionów dolarów i mierzącym ponad 17 000 metrów kwadratowych laboratorium przeanalizowali już ponad 150 typów ogniw akumulatorowych. W najnowocześniejszym laboratorium znajdują się pomieszczenia do testowania ogniw i pakietów akumulatorów, stanowiska testowe i urządzenia do testów porównawczych, które wspierają walidację projektu ogniwa akumulatorowego, kontrolę kalibracji, opracowywanie pakietów i pilotażowe projekty akumulatorów z różnymi składami chemicznymi. Zespół laboratoryjny może odtworzyć wydajność akumulatorów produkowanych na pełną skalę w ekstremalnych warunkach pogodowych i przypadkach użycia przez klientów, przyspieszając wdrażanie w przyszłych pojazdach.

Rozwój elektromobilności nabiera rozpędu

Ford ogłosił w tym roku swoje zobowiązanie do zainwestowania co najmniej 22 miliardów dolarów do 2025 roku w dostarczanie zelektryfikowanych pojazdów. W Europie do 2030 roku Ford zmodyfikuje swoją gamę pojazdów na samochody całkowicie elektryczne. Warto podkreślić, że w przypadku pojazdów dostawczych będą one zdolne do jazdy w 100% bezemisyjnej do 2024 r. (pojazdy w pełni elektryczne lub hybrydowe typu plug-in). Ford zainwestuje również 1 miliard dolarów w nowy pojazd elektryczny i centrum produkcyjne w Kolonii, aby od 2023 roku produkować masowy, całkowicie elektryczny samochód osobowy dla europejskich klientów.

– Motoryzacja kroczy w stronę elektromobilności i zerowej emisji CO2, dlatego też Ford inwestuje w nowoczesne laboratoria badawcze, które pozwalają przetestować wiele rozwiązań zanim trafią do produkcji, by wybrać te najlepsze. Modernizujemy też nasze fabryki dopasowując je do potrzeb produkcji samochodów elektrycznych. Już teraz gama modeli Forda obejmuje szeroki zakres pojazdów zelektryfikowanych – od miękkiej hybrydy, przez hybrydy pełne i plug-in, aż po emocjonujący całkowicie elektryczny samochód Mustang Mach-E – powiedział Piotr Pawlak, prezes i dyrektor generalny Ford Polska.

Sprawdzona wiedza w zakresie elektryfikacji

Ford był aktywnie zaangażowany w badania nad akumulatorami i pojazdami elektrycznymi, poczynając od Henry’ego Forda i Thomasa Edisona. Do tej pory firma zabezpieczyła ponad 2 500 patentów w USA w zakresie technologii elektryfikacji, a kolejne 4 300 innowacji oczekuje na patenty.

Od 2004 roku Ford sprzedał ponad 1 milion hybryd, hybryd typu plug-in i pojazdów w pełni elektrycznych oraz zintegrował cztery generacje akumulatorów w swoich pojazdach. Do końca roku firma będzie produkować pojazdy zelektryfikowane i technologie pomocnicze w ponad 15 zakładach montażu układów napędowych i pojazdów na całym świecie. Ford montuje hybrydowe zestawy akumulatorów i silniki elektryczne w Michigan od 2012 roku, po tym, jak w 2010 roku uczynił ten stan centrum doskonałości z zakresu elektryfikacji pojazdów.

Grupa Recykl w pierwszym kwartale z najwyższymi wynikami w historii działalności

Grupa Recykl, lider rynku zagospodarowywania odpadów poużytkowych w postaci zużytych opon, w pierwszym kwartale 2021 roku wypracował 18,4 mln zł przychodów ze sprzedaży (+21 proc. r/r), przy 5 mln zł EBITDA (+32 proc. r/r) i zysku netto na poziomie 2,5 mln zł (+160 proc. r/r). Na osiągnięte wyniki wpłynął głównie wzrost sprzedaży produktów  z przerobu opon, optymalizacja biznesowa, efektywność kosztowa oraz ekspansja na rynkach zagranicznych.

– Pomimo sytuacji pandemicznej w naszym kraju nie zmieniliśmy naszych planów rozwoju. Jesteśmy zadowoleni w jakim kierunku idzie nasza działalność i w jaki sposób postępuje ekspansja na rynki zagraniczne. Mamy nadzieję, że uda nam się osiągnąć lepsze rezultaty w kolejnych kwartałach 2021 roku– mówi Maciej Jasiewicz, Wiceprezes Grupy Recykl S.A.

W pierwszym kwartale 2021 roku łączny wolumen sprzedanych produktów z przerobu zużytych opon wyniósł 24,4 tys. ton (+52 proc. r/r). Odpowiada za to m.in. wzrost sprzedaży kluczowego produktu – czystych granulatów SBR rzędu +53 proc. r/r do 10,5 tys. ton. W ujęciu przychodowym, największe pozycje stanowiły następujące kategorie: „Produkty z przerobu opon”: 11,2 mln zł (+46 proc. r/r), „Wykonywanie usług odzysku i recyklingu opon” 2,9 mln zł (+7 proc. r/r) oraz „Pozostała sprzedaż”:
2,5 mln zł (+61% proc. r/r).

Grupa Recykl pod koniec pierwszego kwartału otrzymała pozytywną decyzję z Banku Gospodarstwa Krajowego w sprawie dofinansowania w wysokości 5,1 mln zł w ramach kredytu technologicznego. Całość otrzymanej kwoty zostanie przeznaczona na  wdrożenie samodzielnie opracowanych technologii doczyszczania wytwarzanych granulatów gumowych w Krośnie Odrzańskim. Jest to jeden z kluczowych punktów w strategii rozwoju Spółki, a koszt całego przedsięwzięcia wyniesie 11,3 mln zł.

– W ostatnim czasie rozpoczęliśmy inwestycję w Krośnie Odrzańskim. Pozwoli ona wzmocnić naszą pozycję rynkową i zwiększyć skalę biznesu. Otrzymane dofinansowanie dodatkowo wesprze nas w efektywnym zakończeniu prac. – dodaje Maciej Jasiewicz.

Na co pójdą pieniądze z Europejskiego Funduszu Odbudowy?

Środki z Europejskiego Funduszu Odbudowy dają dużo nadziei na przyszłość. Mądre i sprawiedliwe zainwestowanie ich w naszą gospodarkę będzie stymulować jej rozwój w najbliższych latach i przełoży się na stabilny wzrost PKB. Po kryzysie gospodarczym spowodowanym pandemią, który wciąż trzyma wiele branż za gardło, to bardzo cenna perspektywa. Pieniądze przekazane Polsce w ramach Funduszu Odbudowy mogą nam też zapewnić większą odporność na kolejne wydarzenia kryzysowe, których najprawdopodobniej w przyszłości nie unikniemy. Zainwestowanie pieniędzy unijnych w efektywną administrację, Nowy Zielony Ład i służbę zdrowia da nam w przyszłości więcej szans w mierzeniu się z podobnymi zjawiskami. Trwa dyskusja, kto powinien mieć możliwość większego wypowiedzenia się, na co idą te środki. Nie tylko w kontekście dużych, kierunkowych strumieni – ale także wydawania pieniędzy na samym dole i wskazywania celów lokalnych.

– Myślę, że sporo środków zostanie zainwestowane w obszary prorozwojowe – zielony ład i cyfryzację gospodarki, co w sposób naturalny będzie wspomagać przyszły poziom PKB. Trochę wydamy też oczywiście na wsparcie medyków, bo ubiegły rok pokazał nam, że ta sfera jest mocno niedoinwestowana – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Problemy pojawiły się nie tylko w takich bieżących poziomach przygotowania, liczonych w łóżkach szpitalnych – ale też w zapasach. Służba zdrowia powinna mieć przygotowane środki na czas nieoczekiwany – taki, jaki przyszedł w ubiegłym roku. Nie powinniśmy w przyszłości podbierać środków z zapasów kryzysowych. Dlatego mam nadzieję, że pieniądze unijne posłużą również do obudowania sektora medycznego. Dobrze, że będziemy mieli duży zasób nowych środków. Jeżeli my mielibyśmy ich nie mieć, a nasi sąsiedzi tak – stawiałoby to nas w bardzo niekorzystnej sytuacji gospodarczej. Można by dyskutować co by było, gdyby wszyscy nie mieli środków – ale na to nie byłoby zgody politycznej w Europie – podkreśla Soroczyński.

Filmy promocyjne i ich rola w budowaniu świadomości marki

Video marketing to jedno z najskuteczniejszych narzędzi promocyjnych, które umożliwia szybkie nawiązywanie pozytywnych relacji z odbiorcą. Przed przystąpieniem do realizacji kampanii wideo, warto jednak poznać kilka zasad, dzięki którym odniesie ona pożądany skutek. Jak stworzyć film promocyjny, który realnie poprawi pozycję naszej firmy na rynku?

Dlaczego warto tworzyć filmy reklamowe?

Rola filmów korporacyjnych w procesie budowania świadomości marki z biegiem czasu nabiera coraz większego znaczenia. W dobie postępującej cyfryzacji materiały wideo stały się najbardziej uniwersalnym środkiem przekazu, niezależnie od grupy docelowej. Prosty film to jednak za mało, żeby zaistnieć w dzisiejszym internecie. Ogromna ilość materiałów multimedialnych przewijających się każdego dnia przed oczami naszych potencjalnych odbiorców wymaga kreatywnego podejścia, aby skutecznie wyróżnić się z tłumu.

Wysokiej jakości obraz, krystalicznie czysty dźwięk a nawet profesjonalny scenariusz filmu to składniki, które w żaden sposób nie gwarantują nam odniesienia sukcesu. W dzisiejszych realiach liczy się przede wszystkim unikatowość, umiejętność opowiadania historii – a co najważniejsze – emocje, które przekonają naszego widza do podzielenia się filmem z innymi. Jeżeli uda nam się to osiągnąć, zrealizowany materiał sam błyskawicznie rozprzestrzeni się w sieci bez naszej ingerencji czy specjalnej promocji.

Emocje przede wszystkim

Produkcja filmów promocyjnych znacząco nie odbiega od tworzenia obrazów artystycznych. Tu i tu liczą się emocje i kreatywność, bo to najprostsza recepta na przykucie oraz utrzymanie widza przed ekranem.

Już na starcie warto odwołać się do emocji, rozpoczynając film od angażującej historii związanej np. z naszą działalnością. Poruszający przypadek klienta, któremu pomogliśmy w wyjątkowej sytuacji czy inspirująca, treściwie opowiedziana historia rozwoju naszego przedsiębiorstwa od przydomowego garażu po wielki biurowiec to tylko przykładowe pomysły, jakimi możemy się posłużyć, w celu zaangażowania odbiorcy. Następnie powinniśmy wykorzystać wzmożoną uwagę widza do zainteresowania go bardziej technicznymi aspektami naszej działalności. Nie traćmy przy tym czasu na używanie nieco wytartych sloganów w stylu „jesteśmy liderami na rynku”, czy „zmieniamy się dla Ciebie”. Konkretne liczby i jasny przekaz pozwolą nam zbudować zaufanie w oczach odbiorcy oraz wyróżnić się na tle konkurencji.

Zostań ekspertem

Filmy szkoleniowe są jednym z najskuteczniejszych sposobów na zwiększenie świadomości marki wśród konsumentów. Skoncentrujmy się jednak na ich najistotniejszej, użytkowej wartości. Odbiorca, który dzięki naszemu instruktażowi zdobędzie praktyczne umiejętności, związane z naszą branżą, nie tylko uzna nas za ekspertów w danej dziedzinie, ale także chętnie podzieli się wartościowymi materiałami ze swoimi współpracownikami lub znajomymi. Nie bójmy się przekazywania fachowej wiedzy wraz z kluczowym szczegółami. Prezentując potencjalnemu klientowi zaangażowanie w obranej przez nas branży oraz szczerą chęć pomocy, możemy łatwo zjednać sobie jego sympatię, która bardzo często przekłada się na wymierne wyniki sprzedażowe.

Nie zapominajmy przy tym o podstawowym, choć często zaniedbywanym elemencie tworzenia materiałów promocyjnych, jakim jest bezwzględna autentyczność. Naturalny, obfitujący w praktyczną wiedzę film promocyjny jest w stanie zjednać nam nieporównanie większą ilość widzów niż misternie doszlifowany i sztampowy spot reklamowy. Dodając do tego szczyptę poczucia humoru odpowiednio dostosowanego do grona naszych odbiorców, zyskujemy przepis na film reklamowy, który przez długi czas od publikacji będzie pracował na korzyść i pozytywny wizerunek naszej firmy.

Linkedin – Jakie cele biznesowe można zrealizować dzięki tej profesjonalnej platformie

Poszukiwanie nowych klientów, budowanie relacji z obecnymi, poszukiwanie pracowników… Jeżeli chcesz rozwijać firmę, to prędzej czy później będziesz musiał stanąć przed takimi wyzwaniami. Żadne z nich nie jest proste, a sposoby ich realizacji mogą być różne. Czasem bardzo drogie i bezskuteczne. Zwłaszcza jeżeli rezultatów potrzebujesz “na już”.

Pieniądze i czas są w biznesie najcenniejsze dlatego w tej publikacji przybliżę Ci rezultaty jakie daje systematyczne prowadzenie platformy Linkedin. Zastanawiasz się już jakie cele biznesowe możesz dzięki niej osiągać? Zapraszam do lektury.

Pozyskiwanie klientów

Pozyskiwanie nowych klientów jak zawsze jest procesem. Trzeba to rozpatrywać na zasadzie lejka sprzedażowego i stopniowego ocieplania kontaktów. Nie mniej jednak Linkedin ma sporą przewagę nad innymi sposobami. Dlaczego? Weźmy np.: telefonowanie na zimno “cold call”. Jeżeli jesteś firmą o niskiej rozpoznawalności to prawdopodobieństwo nawiązania rozmowy i sprzedaży jest bardzo małe. Być może już to sprawdziłeś. Twój rozmówca nie zna Cię i nie ufa Ci, nie ma żadnego potwierdzenia zewnętrznego dla Twojej propozycji. A jak wygląda to na Linkedin? Odpowiedzią jest budowa sieci kontaktów!pozyskiwanie klientow linkedin

Budowa sieci konkretnych kontaktów

Należy zacząć od tego, że Linkedin cieszy się największym zaufaniem wśród wszystkich social media na świecie. Korzystając z niej masz możliwość wyszukiwania osób zajmujących konkretne stanowiska np.: “zarządca nieruchomości” i zapraszania ich do swojej sieci kontaktów. Nie jesteś jednak anonimowy jak przez telefon i nie dzwonisz z “nikąd”. Każdy może odwiedzić Twój profil i sprawdzić Twoje kompetencje, kontakty itp. Budujesz w ten sposób wstępne zaufanie.

Pozyskiwanie leadów

Ten sposób zapraszania, gdy wybierasz osoby zajmujące konkretne stanowiska lub pracujące w wybranej branży sprawia, że Twoja sieć kontaktów składa się z potencjalnych leadów. W żadnym wypadku nie zalecam budowania sieci kontaktów “na oślep” – czyli zapraszania wszystkich osób, które podpowiada nam Linkedin. W ten sposób nie zrealizujesz żadnego z wyznaczonych celów. Twoja grupa będzie rozproszona i niezainteresowana Twoimi produktami.

Ocieplanie kontaktów biznesowych

Już w trakcie budowania sieci kontaktów warto systematycznie publikować treści związane z rodzajem prowadzonej działalności. Wartościowe osoby, które dodałeś do sieci kontaktów będą systematycznie oglądać Twoje publikacje, co sprawi, że będziesz znany w branży. W ten sposób staniesz się automatycznym wyborem, zawsze gdy ktoś będzie potrzebował Twoich produktów czy usług.

Czy jest to szybkie rozwiązanie? Raczej nie, ale ma inną bardzo ważną zaletę. Jest stabilne i zapewni Ci długoterminową sprzedaż, lojalnych klientów i wysoką marże. Dzięki Linkedin zbudujesz zaufanie i staniesz się liderem rynku. Moim zdaniem jest to tego warte. Jeżeli już tutaj pojawiły się jakieś pytania to chętnie odpowiem. Kliknij i dowiedź się więcej o Linkedin dla firm.linkedin marketing dla firm

Employer branding na Linkedin

Zdarzyło Ci się już wydać fortunę na szukanie odpowiedniego pracownika? Proces rekrutacyjny był długi i skończył się fiaskiem? Wyobraź sobie, że CV najlepszych specjalistów z branży same do Ciebie napływają. Niemożliwe? Jest masa firm, nie tylko gigantów, do których ustawiają się kolejki pracowników. Chcą oni tam pracować ponieważ wiąże się to z:

  • prestiżem
  • możliwością rozwoju
  • dobrymi warunkami pracy
  • godnym wynagrodzeniem
  • pracą w międzynarodowym środowisku
  • kartą multisport
  • opieką zdrowotną

Dla każdego coś innego może stanowić wartość. Nie mniej jednak nikt do Ciebie nie przyjdzie jeżeli się o tym NIE DOWIE! Najpierw ludzie muszą wiedzieć, że praca u Ciebie tak wygląda i że oferujesz następujące korzyści. Gdy już będą wiedzieć, mogą sami ubiegać się o posadę, a Ty staniesz się pracodawcą z wyboru. Ma to sens?prowadzenie konta na linkedin

Budowa marki osobistej

Kim dzisiaj jesteś? Jak widzą Cię inni? Jesteś ekspertem swojej branży? Jak sądzisz, czy mocny wizerunek mógłby wpłynąć pozytywnie na rozwój Twojej firmy?

Jeżeli chciałbyś zostać liderem i uchodzić za praktyka, który zna się najlepiej na swojej pracy, to nie ma lepszego sposobu niż udowodnić to w gronie przedsiębiorców. Takie możliwości daje platforma Linkedin. Systematyczne publikacje na branżowe tematy da Ci nieograniczone możliwości zbudowania silnej marki osobistej. Dzięki temu zaufanie do Twoich produktów i usług wzrośnie, a po czasie przełoży się na wyższe marże i większą sprzedaż. Moim zdaniem nie ma dziś innej drogi na szczyt niż najlepszy wizerunek w sieci.

Poszukiwanie pracy

Nie możemy zapominać, że Linkedin u podstaw służy właśnie do poszukiwania pracy. Początkowo platforma była jedynie miejscem do opublikowania CV i chwalenia się osiągnięciami zawodowymi. Pozwalało to na szybkie parowanie kandydatów z firmami. Do dziś jest to jedna z najważniejszych funkcjonalności, jednak wraz z rozwojem pojawiły się nowe możliwości. Być może jako przedsiębiorca nie będziesz nigdy z tego korzystał ale wiedź, że Twoi potencjalni pracownicy mogą w ten sposób szukać pracy.linkedin promowanie firmy

Jeżeli w tym momencie myślisz, że to skomplikowane, czasochłonne i trudne to masz rację, ale! Zadaj sobie pytanie, co stanie się jeżeli nie zaczniesz tego robić już dziś. Co stanie się jeżeli umiejętnie wykorzysta to Twoja konkurencja?

Na co dzień, poprzez systematyczne działania pomagam firmom w realizacji celów biznesowych na Linkedin. Mam przyjemność wdrażać strategie marketingowe i obserwować ich pozytywne rezultaty. Jeżeli i Ty chciałbyś, by Twoja firma szybko rozwijała się w gronie profesjonalistów to wejdź na stronę Linkedin dla firm i poznaj korzyści udanej współpracy.

Pomogę Ci zrealizować Twoje cele biznesowe.

Złożenie korekty Jednolitego Pliku Kontrolnego JPK_V7 nie będzie wymagało przesłania tzw. czynnego żalu

Do Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców wpłynął wniosek, w którym zwrócono się o zniesienie obowiązku czynnego żalu, w sytuacji gdy przedsiębiorca wychwycił błąd w pliku JPK_V7 i sam go skorygował. W wystąpieniu wskazano, że kwestia czynnego żalu utrudnia pracę księgowym. Przedsiębiorca zaś nie powinien być karany za to, że dostrzegł błąd i go naprawił.

Rzecznik MŚP przeanalizował przedmiotowe zagadnienie problemowe i pismem z 4 marca 2021 r., znak: WPL.205.2021.DL, zwrócił się do Ministra Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej o zajęcie stanowiska w zakresie instytucji czynnego żalu przy korekcie pliku JPK_V7.

W odpowiedzi z 14 kwietnia 2021 r., znak: SP9.8022.2.2021, Minister Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej poinformował, że Ministerstwo Finansów przygotowało projekt zmiany przepisu art. 16a Kodeksu karnego skarbowego, który wychodzi naprzeciw kwestii podniesionej w piśmie Rzecznika MŚP.

Projekt ten zakłada, że instytucja określona w art. 16a kks (wyłączenie karania) będzie miała zastosowanie również w sytuacji złożenia korekty JPK_V7, dotyczącej wyłącznie części ewidencyjnej lub korekty obu części JPK_V7 – deklaracyjnej i ewidencyjnej. Obecnie propozycja legislacyjna w tym zakresie jest przedmiotem uzgodnień z Ministerstwem Sprawiedliwości.

Spis Powszechny okazją dla oszustów

1 kwietnia 2021 roku rozpoczął się Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021 prowadzony przez Główny Urząd Statystyczny. Spis niestety może zostać wykorzystany przez oszustów do pozyskania, nie tylko kompletu danych osobowych, ale również cennych dla przestępców informacji dotyczących naszego statusu materialnego, miejsca przebywania, czy sytuacji rodzinnej.

Spis Powszechny będzie trwał do końca września bieżącego roku. Udział w nim jest obowiązkowy, można go dokonać poprzez samospis internetowy, wywiad telefoniczny lub korzystając ze stanowiska do samospisu, gdzie można uzyskać pomoc w obsłudze aplikacji internetowej.

Nie odpowiadaj na te pytania

Oszuści mogą pod pozorem spisu pozyskać dużo szerszy zakres danych wrażliwych od osoby nieświadomej zagrożenia, zadając lub dopisując w formularzu dodatkowe pytania. Jeżeli więc zostaniemy poproszeni o ujawnienie np. cech naszego dokumentu tożsamości, wysokości wynagrodzenia, posiadanych oszczędności i innych dóbr materialnych, jak np. cennych przedmiotów czy dzieł sztuki w domu, numeru konta bankowego, numerów kart płatniczych czy kredytowych, ich dat ważności lub kodów CVV, haseł, PIN-ów czy danych logowania do bankowości internetowej, to będzie to znaczyło, że staliśmy się celem oszustów i mamy do czynienia z próbą wyłudzenia danych. Mogą oni nakłaniać nas też do zainstalowania złośliwej aplikacji, która w praktyce pozwoli im na przejęcie kontroli nad naszym telefonem, lub też żądać uiszczenia opłaty za udział w spisie.

Co można zrobić z danymi?

Czym grozi utrata powyższych danych? Możliwości jest niestety bardzo wiele…

Eksperci bezpieczeństwa w Currency One, którzy na co dzień dbają o bezpieczeństwo serwisów wymiany walut InternetowyKantor.pl i Walutomat, uczulają, że oszuści mogą podrobić dowód osobisty i realizować potem różne scenariusze oparte na kradzieży tożsamości, np. zaciągnąć w naszym imieniu pożyczkę, wynająć mieszkanie lub pokój hotelowy, za które nie zapłacą lub które okradną, założyć działalność gospodarczą w celu dokonywania przestępstw podatkowych lub dotykających kontrahentów czy klientów, zrealizować w naszym imieniu fikcyjną transakcję sprzedaży itd. Mając dane karty płatniczej, mogą z kolei dokonać zakupu czy też wynająć samochód lub inny sprzęt. Przekazanie wrażliwych danych bankowych może być wstępem do kradzieży naszych środków przechowywanych w banku.

Oszuści wykorzystują metody już wcześniej znane, jednakże kontekst spisu jest niebezpieczny z wielu powodów. Obowiązkowość, kara grzywny za odmowę uczestnictwa lub podanie nieprawdziwych danych, ograniczony czas, powszechność – to czynniki bardzo sprzyjające oszustom. Mogą zaatakować praktycznie każdego, bo każdy podlega obowiązkowi spisu, mogą próbować grozić karami i kończącym się terminem spisu, a ich celem będzie nakłonienie nas do natychmiastowego wykonania oszukańczego scenariusza.

Jak się zabezpieczyć?

Przede wszystkim unikajmy linków rzekomo przekierowujących na strony spisu, przesyłanych w wiadomościach sms, e-mailem czy w komunikatorach, ponieważ mogą prowadzić do fałszywych stron podszywających się pod oficjalną witrynę Głównego Urzędu Statystycznego, gdzie przeprowadzany jest spis. Najbezpieczniej będzie, jeśli do formularza spisowego zalogujemy się, wpisując ręcznie adres spisu: https://spis.gov.pl/. Po wejściu jeszcze raz upewnijmy się, że jesteśmy na właściwej stronie.

Od 4 maja do osób, które jeszcze nie uczestniczyły w spisie, dzwonią tzw. rachmistrzowie spisowi. Musimy pamiętać, że nie wiemy, kto jest pod drugiej stronie słuchawki, może to być również oszust. Prawdziwe połączenie będzie realizowane z numeru 22 828 88 88 lub z numeru infolinii 22 279 99 99, jeżeli wcześniej zgłosiliśmy na niej chęć dokonania spisu telefonicznego. Jednakże numer nadawcy wyświetlany na telefonie nie musi być numerem prawdziwym – są specjalne bramki internetowe, które potrafią imitować dowolny numer telefonu. Tak więc nie ufajmy temu, co widzimy na wyświetlaczu, i zweryfikujmy dane dzwoniącego rachmistrza. Możemy to uczynić, prosząc o imię, nazwisko i numer identyfikatora, a następnie dzwoniąc pod numer 22 279 99 99 celem potwierdzenia jego tożsamości lub też sprawdzając te dane na stronie internetowej spisu (zakładka: Sprawdź dane rachmistrza, link: https://rachmistrz.stat.gov.pl/formularz/). Jeżeli spisaliśmy się już wcześniej, to późniejszy telefon od rachmistrza najprawdopodobniej będzie próbą oszustwa, taki kontakt nie powinien mieć miejsca.

Osoby, które nie chcą dokonać spisu samodzielnie przez Internet lub telefonicznie, mogą skorzystać ze stanowiska do samospisu, które zostały uruchomione przez Urzędy Miast i Gmin – w tym przypadku należy skontaktować się z Urzędem celem uzyskania informacji, jak i gdzie ten punkt działa.

Rachmistrzowie nie odwiedzą nas w domu

Z uwagi na panującą pandemię, Generalny Komisarz Spisowy podjął decyzję o wstrzymaniu tzw. wywiadów bezpośrednich, w związku z czym rachmistrzowie nie będą odwiedzać mieszkańców w domach. Na dzień pisania niniejszego artykułu decyzja ta obowiązuje do odwołania, tak więc jest bardzo prawdopodobne, że odwiedzająca nas osoba, która podaje się za rachmistrza, jest oszustem – nie wpuszczajmy jej pod żadnym pozorem do mieszkania i wezwijmy Policję.

GUS prosi, aby próby oszustw zgłaszać poprzez kontakt z infolinią spisową pod numerem 22 279 99 99 (infolinia działa od poniedziałku do piątku od 8:00 do 18:00) lub poprzez formularz: https://stat.gov.pl/pytania-i-zamowienia/pytanie-o-narodowy-spis-powszechny-ludnosci-i-mieszkan/, zaznaczając w temacie „bezpieczeństwo, w tym zgłoszenie naruszenia bezpieczeństwa”, lub do Biura Spisowego właściwego dla miejsca zamieszkania.

Autor: Dariusz Polaczyk, Risk&Security Manager Currency One, operatora serwisów InternetowyKantor.pl i Walutomat

Usługi ubezpieczeniowe a podatek u źródła. Arbitralne rozstrzygnięcie fiskusa

Grupa kapitałowa spółek nabywała usługi ubezpieczeniowe od podmiotów zagranicznych. Organ podatkowy stwierdził, że przedsiębiorstwo powinno pobierać z tego tytułu podatek u źródła, bo zgodnie z art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT ten 20-procentowy podatek pobiera się od przychodów z tytułu świadczeń gwarancji i poręczeń oraz świadczeń o podobnym charakterze. Spółka wygrała w sądzie, który orzekł, że działanie organu w tej sprawie było co najmniej arbitralne.

Spółka nabywała usługi ubezpieczeniowe od podmiotów zagranicznych i krajowych

Działająca w branży motoryzacyjnej spółka należy do międzynarodowej grupy kapitałowej. W ramach działań prewencyjnych wystąpienia zagrożeń związanych z prowadzoną działalnością nabywa szereg usług w zakresie ubezpieczeń majątkowych i osobowych. Firmy ubezpieczeniowe są dla spółki podmiotami powiązanymi. Część z nich nie ma siedziby na terytorium Polski. Spółka nabywa polisy dwutorowo: samodzielnie tudzież za pośrednictwem wyspecjalizowanych w tym zakresie agentów lub brokerów ubezpieczeniowych, z których część również nie posiada siedziby ani zarządu na terytorium RP. Pośrednicy ci nie są podmiotami powiązanymi ze spółką. Przedsiębiorca nie dysponuje certyfikatem rezydencji zagranicznych ubezpieczycieli ani zagranicznych pośredników.

Przedsiębiorstwo było przekonane o braku podatku u źródła

Spółka zwróciła się do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej o potwierdzenie, że ponoszone przez nią wydatki na rzecz zagranicznych ubezpieczycieli z tytułu polis ubezpieczeniowych, zarówno bezpośrednio, jak i za pośrednictwem agentów i brokerów, nie stanowią dla ich beneficjentów przychodów, o których mowa w art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT, a więc i spółka nie jest zobowiązana do pobierania 20% podatku u źródła przy dokonywaniu tych płatności.

Jednocześnie, ponieważ odpowiedź na powyższe pytanie powinna być twierdząca, spółka nie jest zobowiązana do dochowania należytej staranności, o której mowa w art. 26 ust. 1 ww. ustawy ani do przedstawienia certyfikatów rezydencji beneficjentów rzeczywistych dokonywanych przez spółkę płatności za polisy ubezpieczeniowe.

Organ nie dostrzegł istotnej różnicy między usługami

Dyrektor stwierdził, że spółka jest w błędzie. Odwołując się do definicji słownikowej pojęcia „gwarancja”, wskazał, że jest nią m.in. poręczenie, że coś nastąpi lub jest prawdziwe. Dlatego też usługa ubezpieczeniowa jest tożsama z usługą gwarancji, bo w jej ramach ubezpieczyciel poręcza, że w sytuacji wystąpienia określonego zdarzenia, on spełni określone świadczenie. Istotą usługi ubezpieczeniowej jest zagwarantowanie ubezpieczonemu realizacji na jego rzecz określonych świadczeń w przypadku wystąpienia określonych w umowie ubezpieczenia okoliczności, wypadków, zdarzeń. Organ podatkowy przyznał, że co prawda istnieją różnice pomiędzy ubezpieczeniem a gwarancją, jednak są one na tyle błahe, że nie można ich nazwać usługami o podobnym charakterze, a więc takimi, o jakich mowa w art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych.

Organ stwierdził więc, że spółka, dokonując wpłat należności z tytułu usług ubezpieczeniowych, będzie zobowiązana do poboru podatku u źródła, niezależnie od tego, czy będą to wpłaty bezpośrednie na rzecz zagranicznego ubezpieczyciela, czy za pośrednictwem brokerów i agentów. Wydając negatywną dla przedsiębiorcy interpretację, organ nie ustosunkował się do drugiego z zadanych przez niego pytań odnośnie do obowiązku dochowania należytej staranności i wykazania certyfikatów rezydencji beneficjentów rzeczywistych ubezpieczycieli i pośredników.

Organ doszukał się podobieństw, ale nie dostrzegł różnic

Spółka zaskarżyła interpretację Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie Wlkp. zauważył, że organ podatkowy nie porównał cech umowy ubezpieczenia z cechami stosunków prawnych wskazanych w art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT. Do stwierdzenia podobieństwa do tychże stosunków, a dokładnie do świadczeń gwarancyjnych, wystarczyła organowi definicja słownikowa. A porównując obie umowy: ubezpieczenia i gwarancji, można dostrzec wyraźne, liczne charakteryzujące je różnice. Sąd przyznał, że organ celnie dostrzegł cechę charakterystyczną, wspólną dla obu umów, jaką jest obowiązek świadczenia przez gwaranta lub zakład ubezpieczeń w związku z zaistnieniem określonego zdarzenia. Ale z drugiej strony ten sam organ całkowicie pominął cechy istotnie różniące te umowy. Dla przykładu, u podstaw gwarancji leży faktycznie i prawnie zidentyfikowany umowny stosunek prawny, roszczenie podmiotu jest zaspokajane w wykonaniu zobowiązania umownego, podczas gdy w ramach ubezpieczenia realizowane jest roszczenie o nieznanej podstawie faktycznej.

Sąd przytoczył wyrok WSA w Bydgoszczy z 22 stycznia 2020 r., sygn. akt I SA/Bd 655/19, w którym słusznie zauważono, że w przepisie art. 15e ust. 1 pkt 1 tej samej ustawy o CIT ustawodawca podatkowy wyraźnie rozróżnił obie usługi, stanowiąc, że podatnicy zobowiązani są wyłączyć z kosztów uzyskania przychodów koszty: usług doradczych, badania rynku, usług reklamowych, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, ubezpieczeń, gwarancji i poręczeń oraz świadczeń o podobnym charakterze.

Arbitralne rozstrzygnięcie fiskusa

Uchylając zaskarżoną przez przedsiębiorcę interpretację organu, WSA w Gorzowie orzekł: „Organ w swojej ocenie powyższych kwestii nie tyle nie dostrzegł, ile w ogóle nie podjął próby ich poszukiwania. (…) Przyjęcie w tej sytuacji, że usługi ubezpieczeniowe są usługami „podobnymi” (…) do gwarancji, a zatem podlegają opodatkowaniu zryczałtowanym podatkiem (…), a co za tym idzie spółka, w przedstawionym przez nią stanie faktycznym, będzie płatnikiem podatku zryczałtowanego (…) było przynajmniej arbitralne” (wyrok WSA w Gorzowie Wlkp. z 18 lutego 2021 r., sygn. akt I SA/Go 395/20).

Podsumowanie

Arbitralność to niestety bardzo często trafne, najcelniejsze określenie, jakie można przypisać organom podatkowym w relacjach z przedsiębiorcami. Spór o podatki to bój na argumenty prawne, w którym ceną jest majątek podatnika – czy go zachowa, czy zostanie zapisany na konto Skarbu Państwa. W powyższym sporze, przy wsparciu doradcy podatkowego, spółce udało się ochronić swój majątek. Pytanie jednak ilu podatników nie podejmuje walki z fiskusem, wierząc w rzetelność organów podatkowych lub po prostu ze zwykłego strachu przed skarbówką.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Po zakończeniu pandemii Polacy wrócą do starych zwyczajów zakupowych?

Mentalnie wracamy powoli do przyzwyczajeń zakupowych sprzed pandemii – wynika z badania EY Polska. Chętniej wrócilibyśmy do zakupów stacjonarnych przez co topnieje liczba deklarowanych entuzjastów zakupami online. Zaobserwować można jednak oznaki zmiany strukturalnej – deklarowanym preferowanym miejscem zakupów stają się otwarte parki handlowe.

Kolejna, trzecia, edycja badania EY Future Consumer Index przeprowadzona rok po rozpoczęciu pandemii pokazuje wyraźne uspokojenie nastrojów konsumentów w większości analizowanych obszarów. W deklaracjach konsumentów można zaobserwować jednak jeden wyjątek. W porównaniu z poprzednią edycją stopniała liczba osób, które planują robić zakupy w centrach handlowych. Respondenci preferują otwarte parki handlowe, obejmujące odrębne budynki ze sklepami do których wchodzimy z zewnątrz. Ten rodzaj sklepów zyskał we wszystkich badanych kategoriach – planujemy w przyszłości w nich kupować świeżą żywność (56% badanych osób, w porównaniu do 20% badanych w poprzedniej edycji), żywność pakowaną (51% osób, podczas gdy w październiku 2020 r. było to 24%) a nawet produkty z obszaru uroda i kosmetyki (27,5% respondentów w porównaniu do 21% w poprzedniej edycji badania).

W tradycyjnych centrach handlowych będzie w przyszłości chciało robić zakupy w tych grupach produktowych odpowiednio 4%, 6% i 19,5% respondentów.

To bardzo duża zmiana, bo w poprzedniej edycji badania zakupami w centrach handlowych było zainteresowanych 20% respondentów w kategorii świeża żywność, 27% w kategorii żywność pakowana i 23% dla obszaru uroda i kosmetyki i to centra handlowe były wskazywane jako miejsce, w którym najchętniej robimy zakupy. Czy pandemia pociągnie za sobą zmianę preferencji konsumentów, którzy tak tłumnie ruszyli w ostatnich latach do galerii handlowych?

– Większość analityków liczy, że Polacy chętnie wrócą do sklepów i konsumpcja w kolejnych miesiącach nadrobi straty wynikające z pandemicznych obostrzeń. O ile popyt może powrócić do znanych nam wcześniej poziomów, o tyle może zmienić się sposób, w jaki robimy zakupy ze względu na obawy o bezpieczeństwo. Ponieważ przyzwyczailiśmy się do spędzania wolnego czasu w centrach handlowych, na zmianie zyskają podmioty, które będą potrafiły przyciągnąć klientów ofertą zakupową i umożliwiające przyjemne spędzenie czasu – mówi Łukasz Wojciechowski, Partner, Lider Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY.

Marki własne rosną w siłę

Pandemia zwiększyła też naszą ostrożność w gospodarowaniu pieniędzmi. Chętniej zmieniamy marki produktów, by obniżyć koszty (taką odpowiedź wskazało 34 proc. badanych, podczas gdy w poprzedniej edycji takich odpowiedzi było zaledwie 24 proc.), mniej wydajemy na artykuły, które nie są niezbędne (54 proc. odpowiedzi w porównaniu do 45 proc. w październiku 2020 r.). 22 proc. respondentów kupuje więcej produktów marek własnych sklepów, podczas gdy w poprzedniej edycji badania taką odpowiedź wskazało 17 proc. badanych.

– Niestabilność otoczenia oraz obawy o zmniejszenie dochodów mogą zwiększać skłonność respondentów do wybierania tańszych produktów marek własnych sieci handlowych. Wyniki badania pokazują, że segment marek własnych może znów zwiększyć swoją dynamikę – przed pandemią w niektórych kategoriach produktowych zauważyć można było stabilizację albo wręcz spadek segmentu private label. Wzrost popularności marek własnych może być szansą dla jednych podmiotów, a zagrożeniem dla innych. Sieci handlowe mogą generować lepsze marże oraz przywiązywać konsumentów do marek dostępnych tylko u nich. Z kolei producenci lokalnych marek znajdują się pod coraz większą presją, gdyż zostaje coraz mniej miejsca pomiędzy silnymi międzynarodowymi markami oraz markami własnymi – mówi Grzegorz Przytuła, Associate Partner EY-Parthenon, ekspert Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY.
Marki własne rosną w siłę

Powrót do zwyczajów sprzed pandemii

Z najnowszej edycji badania EY wyraźnie przebija trend powrotu do przyzwyczajeń zakupowych sprzed pandemii. Topnieje liczba osób, które czują się niekomfortowo podczas zakupów – już 62 proc. badanych czuje się komfortowo w sklepie spożywczym, to o 16 pkt proc. więcej niż w poprzedniej edycji badania. Ponad połowa badanych czułaby się komfortowo robiąc zakupy w centrum handlowym (wzrost o 18 pkt. proc.). W sklepie odzieżowym komfortowo poczułoby się 55 proc. z nas (wzrost o 20 pkt. proc.).

Online mniej atrakcyjny

Bardziej konserwatywnie patrzymy teraz w przyszłość jeśli chodzi o sposób, w jaki robimy zakupy. Liczba osób, które deklarują, że po zakończeniu pandemii nie będą kupować online produktów, które wcześniej kupowały w sklepach, wzrosła o 9 pkt proc. w porównaniu do poprzedniej edycji badania.

Online mniej atrakcyjny

– Oswoiliśmy się z sytuacją pandemiczną i równocześnie coraz wyraźniej widzimy niedostatki obecnych (często wymuszonych) zwyczajów zakupowych, zwłaszcza jeżeli chodzi o handel online. Artykułów nie można przymierzyć, ich wygląd i jakość może w rzeczywistości rozmijać się z prezentacją w internecie, a dogodna dla konsumenta polityka zwrotów nie kompensuje braku przyjemności, jaką dla wielu osób jest robienie zakupów w sklepie stacjonarnym. Pandemia niewątpliwie przyspieszyła rozwój kanału online. Jednak spodziewam się, że – wraz z normalizacją sytuacji – zainteresowanie handlem internetowym zmniejszy się w wielu kategoriach produktowych w porównaniu do poziomów obserwowanych w okresie lockdownu. Taką tendencję można było zaobserwować już wcześniej (przy zniesieniu poprzednich lockdownów) w Polsce i na innych rynkach. Zapewne penetracja pozostanie na poziomie wyższym niż przed pandemią, ale dla wielu kategorii dynamika rozwoju znacząco spadnie – mówi Grzegorz Przytuła.

O badaniu EY Polska
Trzecia polska edycja badania „EY Future Consumer Index” przygotowana przez EY Polska przeprowadzona została w dniach od 23 lutego do 1 marca 2021 roku na grupie 1001 osób w wieku 18-65 lat. Swoim zasięgiem badanie objęło cały kraj i wszystkie grupy społeczne. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące obecnych zachowań zakupowych, nastrojów i przewidywanych postaw w najbliższej przyszłości.

Inflacja w Polsce o 0,8% powyżej celu. RPP znów w centrum uwagi

To właśnie wypowiedzi członków RPP są ostatnio głównym motorem zmian na parach walutowych z polskim złotym. Dzisiejszy odczyt inflacji tylko utrwalił tę tendencję na najbliższe dni.

Ceny rosną o 4,3% w Polsce

Poznaliśmy dzisiaj ostateczny odczyt inflacji konsumenckiej. Był on zgodny ze wstępnymi danymi i wyniósł 4,3%. To właśnie wzrost cen o 0,8% powyżej celu inflacyjnego wraz z akceptowanymi odchyleniami powoduje dużą aktywność medialną członków RPP w ostatnich dniach. Można odnieść wrażenie, że podwyżka stóp procentowa jest bardzo realna. Powodem jest jednak pewne złudzenie. Zdecydowanie bardziej aktywni są członkowie o poglądach jastrzębich, czyli tacy, którzy są zwolennikami polityki wyższych stóp procentowych w celu utrzymania inflacji w ryzach. Pamiętać należy, że kadencja większości członków tego gremium kończy się w pierwszym kwartale przyszłego roku, a biorąc pod uwagę polityczny klucz wyboru, raczej będą wspierać niskimi stopami procentowymi działania rządu, niż się im sprzeciwiać. W rezultacie pomimo tego, że zgodnie z mandatem powinni stać na straży cen, usłyszymy dużo wypowiedzi o przejściowym charakterze inflacji, czy o powodach wzrostu niezależnych od polityki monetarnej.

Mniejsza od oczekiwań recesja

Dane o zmianie PKB za pierwszy kwartał pokazały mniejszy od oczekiwań spadek PKB. Biorąc pod uwagę prognozy gospodarcze, jakie mieliśmy w pierwszych miesiącach pandemii, spadek o 1,2% w skali roku jest naprawdę solidnym wynikiem. Wpływ tych danych na rynki nie jest jednak szczególnie odczuwalny, gdyż tematem numer jeden jest zdecydowanie inflacja i jej wpływ na możliwość podwyżki stóp procentowych.

Dobre dane zza oceanu

Wczoraj poznaliśmy kolejny raz pierwszy odczyt poniżej 500 tysięcy wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Wynik 473 tysiące był oczywiście najmniejszą wartością od początku pandemii. Teoretycznie tydzień temu odczyt też znalazł się poniżej pół miliona, ale ostatecznie został skorygowany w górę. Rynki zareagowały dobrze na te informacje. Był to kolejny dobry sygnał dla dolara po rosnącej inflacji. Pozwoliło to wczoraj dolarowi umacniać się względem euro. Dzisiaj od rana jednak nastroje inwestorów przy otwarciu rynków w Europie wskazują na wyraźną przecenę amerykańskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa,
16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dlaczego Polacy się zadłużają i co zrobić, gdy pojawią się problemy ze spłatą długu?

Życie na kredyt jest obecnie codziennością milionów Polaków. Mnóstwo dorosłych rodaków przyznaje, że korzystało z kredytów i pożyczek lub też ma na swoim koncie choć jedno aktywne zobowiązanie kredytowe. Co to oznacza? Otóż nasze zadłużenie z roku na rok rośnie, a coraz więcej osób zaczyna mieć problem z regularną spłatą swoich zobowiązań.

Zaciąganie kredytów czy też pożyczek nie jest niczym złym – pod warunkiem, że dbamy o to, aby regularnie płacić ratę swojego zobowiązania. Niestety nie każdy jest w stanie dobrze oszacować swoje możliwości finansowe. Często bowiem bierzemy na swoje barki zbyt wiele zobowiązań lub decydujemy się na zbyt wysoką ratę kredytu. Dlaczego Polacy się zadłużają? Co zrobić w momencie, gdy długi zaczynają stanowić poważny problem? Odpowiedź znajdziesz poniżej.

Jakie są powody zadłużania się wśród Polaków?

Powodów, które mogłyby wydawać się dobre do tego, aby wziąć kredyt, jest wiele. W naszym kraju można jednak wyróżnić kilka najpopularniejszych celów kredytowych osób, które składają wnioski o przyznanie gotówki.

Zakupy na raty

Najczęściej zadłużamy się w celu zakupu sprzętu RTV i AGD do domu. Nagła awaria pralki i brak oszczędności nie pozostawia bowiem innego wyboru, jak zakup nowego urządzenia na raty. Sprzęty takie jak np. telewizor, lodówka czy piekarnik kosztują dość sporo i zazwyczaj na ten cel trzeba przeznaczyć minimum kilkaset złotych, choć najczęściej kwoty dobrych sprzętów zaczynają się od 1000 zł wzwyż. Jak wiadomo, nie da się normalnie funkcjonować bez podstawowych sprzętów RTV i AGD, więc zakup za pożyczone pieniądze jest rozwiązaniem, które stosuje wiele osób. Nawet jeśli mamy własne oszczędności, to często żal nam jest je przeznaczać na ten cel i zostawiamy je na „czarną godzinę”, robiąc zakupy na raty.

Remont lub budowa/zakup nieruchomości

Kolejną rzeczą, na którą często zadłużają się Polacy, jest remont nieruchomości lub też zakup własnego domu bądź mieszkania. Pożyczanie pieniędzy na nieruchomość jest przede wszystkim domeną młodych małżeństw oraz osób w okolicy 30 roku życia. Okres kredytowania w przypadku kredytu hipotecznego jest bardzo długi i wynosi czasem 20, a nawet 30 lat. Im wcześniej więc zdecydujemy się na takie zobowiązanie, tym lepiej, ponieważ mamy większe szanse na otrzymanie zobowiązania z racji młodego wieku. Oczywiście młody wiek nie determinuje decyzji banku i z pewnością przeanalizuje on także szereg innych czynników. W naszym kraju tylko mała grupa osób może pozwolić sobie na zakup nieruchomości z własnych pieniędzy. Większości pozostaje zaciągnięcie kredytu po to, aby spełnić marzenie o własnym kącie.

Kredyt na samochód

Kolejną rzeczą, na którą chętnie się zadłużamy, jest samochód lub też inny środek transportu np. motor. Nie da się ukryć, że dobre i nowe auto nie jest tanie i trzeba na nie przeznaczyć trochę pieniędzy. Polacy, którzy chcą zwiększyć swój komfort przemieszczania się do pracy, na zakupy lub nawet wakacje, decydują się na kredyty konsumpcyjne na zrealizowanie właśnie tego celu. W bankach są również dostępne specjalne kredyty samochodowe, które można przeznaczyć właśnie na zakup auta. Ogólnie rzecz biorąc zadłużenia Polaków, wyglądają bardzo podobnie. Wielu z nas zamiast oszczędzania przez miesiące, a nawet lata wybiera szybką drogę do spełnienia swojego celu.

Problemy ze spłatą długu – dlaczego powstają?

Pożyczając pieniądze z banku, raczej nikt nie zakłada, że będzie miał problemy z tym, aby je oddać. Kredytobiorcy są nastawieni pozytywnie i niestety często też przeszacowują swoje realne możliwości. Nagła utrata pracy, poważna choroba lub też inne zdarzenie losowe może sprawić, że spłata wcześniej zaciągniętego kredytu będzie bardzo trudna a wręcz niemożliwa. Niekiedy powodem narastającego zadłużenia jest też zbyt duża liczba aktywnych zobowiązań oraz finansowanie każdej potrzeby pożyczonymi pieniędzmi. Dużym błędem jest także brak jakichkolwiek oszczędności, które mogłyby być bardzo przydatne podczas chwilowych problemów finansowych. Jak widać problem ze spłatą długów może pojawić się z wielu różnych powodów.

Jak poradzić sobie z długami?

Problemy ze spłatą wcześniej zaciągniętych zobowiązań to poważna sprawa, której nie należy bagatelizować. Najlepiej będzie, jeśli zaczniesz działać od razu – jeszcze zanim dopuścisz do opóźnień w spłacie rat. W tym celu możesz skontaktować się ze swoim wierzycielem i wynegocjować nowe warunki spłaty. Dobrym pomysłem mogą być też wakacje kredytowe, które pozwolą Ci na jakiś czas odetchnąć od spłaty rat. W tym czasie możesz unormować swoją sytuację finansową, a w BIK nie pojawią się negatywne informacje na temat tego, że nie spłacasz swojego długu.

Jeśli spłacasz jednocześnie kilka kredytów, to możesz też rozważyć konsolidację. Polega ona na zmianie kilku rat w jedną, która jest niższa i przy tym łatwiejsza do spłaty. Dzieje się tak dzięki wydłużeniu okresu spłaty. W uzyskaniu korzystnego kredytu konsolidacyjnego może Ci pomóc doradca https://habza.com.pl/. Taka osoba znajdzie najlepsze rozwiązanie Twojego problemu, przeanalizuje oferty z kilku różnych miejsc i zaproponuje Ci kredyt dopasowany do Twoich obecnych możliwości. Konsolidacja długów pozwoli Ci odetchnąć od spłaty kilku kredytów jednocześnie i z pewnością może być dobrym krokiem w stronę wyjścia z zadłużenia.

Rekordowe profity za 2020 rok deweloperów notowanych na GPW

Po raz kolejny sezon publikacji rocznych wyników finansowych spółek notowanych na GPW nie zawiódł oczekiwań akcjonariuszy, posiadających akcje firm deweloperskich. Jak zwykle potwierdzona została dominacja kilku spółek, od lat specjalizujących się w windowaniu profitów do rekordowych poziomów bez względu na rynkowe otoczenie.

Ubiegłoroczne wyniki finansowe netto notowanych na GPW (rynek podstawowy i Catalyst) reprezentantów branży deweloperskiej o profilu mieszkaniowym, ponownie osiągnęły poziom korespondujący z rekordowymi profitami ostatnich lat. Co ciekawe, zakomunikowany w zestawieniu 10-procentowy sumaryczny spadek czystego zysku jest mylący i nie ma nic wspólnego z działalnością deweloperów na rynku mieszkaniowym.

Pozycję rynkowych dominatorów w kwestii zdolności generowania zysków z działalności deweloperskiej, tym razem potwierdziło 7 spółek, czyli dokładnie połowa prezentowanej stawki. Klasą samą dla siebie pozostaje Dom Development – niekwestionowany rynkowy lider deweloperki mieszkaniowej, którego czysty zysk w ubiegłym roku po wzroście rdr o niemal jedną piątą przekroczył imponujący, historyczny dla spółki poziom 300 mln zł. Rekordowymi zyskownościami w ub. roku popisały się ponadto Robyg, Archicom, Marvipol oraz Inpro. Poza tą piątką na szczególne wyróżnienie zasłużyły Ronson oraz Atal, które rekordów co prawda nie zanotowały, ale za to imponujący dwu-trzycyfrowy progres profitów w relacji rok do roku.

Z kolei na drugim biegunie znalazły się trzy spółki – J.W. Construction, Polnord oraz Develia, które zakomunikowały straty z działalności w 2020 roku. W przypadku Develii strata netto blisko 140 mln była najbardziej dotkliwa, co jednak bardzo ważne, nie miała bezpośredniego związku z działalnością inwestycyjną spółki na pierwotnym rynku mieszkaniowym. Była natomiast efektem negatywnej wyceny nieruchomości komercyjnych. Skorygowany zysk netto dewelopera, czyli bez wpływu zmiany wycen nieruchomości inwestycyjnych, wyniósł prawie 100 mln zł.

W efekcie, gdyby stratę Develii z komercji zastąpić wypracowanym z przekazań mieszkań zyskiem, sumaryczny wynik deweloperów giełdowych z działalności na pierwotnym rynku mieszkaniowym osiągnął by poziom około 1070 mln zł, wyższy rdr o 15 proc. i najlepszy w historii pierwotnego rynku mieszkaniowego. Tabela – Skonsolidowany zysk netto

Rozpatrując wyniki finansowe firm deweloperskich, których podstawowym przedmiotem działalności jest budownictwo mieszkaniowe, należy zwrócić uwagę na jeden ważny aspekt. Chodzi mianowicie o to, że w tym segmencie rynku nieruchomości tego typu parametr jak zysk netto, choć jest wiarygodnym wskaźnikiem kondycji finansowej spółki,  nie musi do końca odzwierciedlać bieżącego stanu koniunktury rynkowej, ani też nawet bieżącej sytuacji poszczególnych firm. Osiągnięty zysk netto jest bowiem efektem tzw. przekazań, a więc zawarcia ostatecznych umów przeniesienia własności lokali pochodzących ze sprzedaży, a ściślej przedsprzedaży poprzednich okresów. Jest to więc bardziej efekt działalności operacyjnej sprzed kilku kwartałów, aniżeli aktywności gospodarczej z okresu, którego dotyczy.

To m.in. dlatego sytuacja rynkowych perturbacji związanych z pandemią koronawirusa nie wpłynęła na wyniki finansowe deweloperów w roku ubiegłym. Natomiast spadek kontraktacji o około jedną piątą w 2020 roku zapewne nieco utrudni w sposób przejściowy osiąganie rekordowych wyników finansowych w przewidywalnej przyszłości. Z kolei doskonały sprzedażowo I kw. bieżącego roku pozwala z optymizmem prognozować rentowność firm deweloperskich w średniej i dłuższej perspektywie oraz wysokości dywidendowych przelewów na rachunki maklerskie akcjonariuszy giełdowych liderów.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Kolejna akwizycja Euvic. Do Grupy dołącza Sirocco Mobile

Sirocco Mobile – spółka specjalizująca się w rozwoju systemów IT oraz aplikacji mobilnych – dołącza do Grupy Euvic. To kolejna akwizycja Grupy w ramach realizacji nowej strategii Integratora 2.0. Przejęcie Sirocco Mobile stanowi znaczące wzmocnienie kompetencji jednego z pięciu filarów biznesowych Grupy – Software Development – w obszarze rozwoju systemów biznesowych i rozwiązań mobilnych. Transakcja jest jedną z serii zapowiedzianych przez Euvic na pierwszą połowę roku.

Celem polityki inwestycyjnej Euvic jest rozwój unikalnej i kompleksowej oferty w obszarze IT, dzięki czemu Grupa jest dla klientów silnym partnerem cyfrowej transformacji. Po rozpoczętych w minionym roku przejęciach spółek z obszaru outsourcingu kompetencji IT, digital marketingu i infrastruktury IT, Grupa wzmacnia ofertę w zakresie rozwoju i wdrożeń rozwiązań mobilnych oraz systemów IT kompetencjami zespołu Sirocco Mobile.

Systemy IT i rozwiązania mobilne

Biznesowe systemy IT, wspierające wszystkie obszary funkcjonowania firmy, a także mobilność stały się nieodzownym elementem biznesu. W stronę tych rozwiązań zwróciły się przedsiębiorstwa z każdego możliwego sektora gospodarki, upatrując w nich szereg korzyści – od wzrostu satysfakcji klienta, poprzez usprawnianie procesów wewnętrznych i sprzedażowych, obniżenie kosztów operacyjnych i wydajniejszą realizację zadań, po zwiększoną dostępność danych i korzyści wizerunkowe.

– Specjalizacja jaką rozwijamy w ramach Grupy z udziałem Sirocco Mobile doskonale wzmacnia naszą dotychczasową ofertę z zakresu rozwoju oprogramowania, w szczególności zaawansowanych systemów biznesowych i mobile. Pozwoli nam to korzystać z silnych w tym obszarze kompetencji, know-how oraz wieloletniego doświadczenia ekspertów i kadry zarządzającej Sirocco, popartego szerokim portfolio projektów dla międzynarodowych klientów. Dzięki temu będziemy wzmacniać przewagę konkurencyjną w oparciu o najnowocześniejsze rozwiązania, technologie i praktyki, z których będą mogli korzystać nasi klienci, niezależnie od branży i skali biznesu jaki prowadzą – mówi Wojciech Wolny, założyciel Grupy i prezes zarządu Euvic.

Sirocco oferuje pełną gamę produktów na urządzenia mobilne oraz dedykowane oprogramowanie biznesowe. Bazując na swoim doświadczeniu, dostarcza swoim klientom produkty i usługi, spełniające ich oczekiwania. Jednocześnie gwarantuje profesjonalną obsługę oraz zwinną realizację projektów przy użyciu nowoczesnych narzędzi i technologii.

– Dołączenie do Grupy Euvic daje nam możliwość kontynuacji naszej core’owej działalności na zdecydowanie większą skalę, warunki do dalszego dynamicznego rozwoju i szanse na wykorzystanie potencjału naszych relacji biznesowych – mówi Ludwik Żółtowski, prezes zarządu Sirocco Mobile.

Nowe obszary i skalowanie

Do grona partnerów biznesowych Sirocco Mobile należą przedstawiciele branży automotive, ecommerce, medialnej, informatycznej, telekomunikacyjnej i marketingowej. Dzięki wieloletniej współpracy z wieloma uznanymi podmiotami w Polsce i na świecie, spółka posiada renomę oraz atrakcyjny portfel klientów. Bogata sieć relacji biznesowych spółki pozwala przewidywać skuteczne wykorzystanie efektu synergii w bliskiej przyszłości.

Efekt synergii jaki osiągniemy dzięki połączeniu naszych potencjałów stworzy nam nowe szanse biznesowe i możliwość realizacji najbardziej złożonych projektów. Pozwoli nam to na skalowanie działalności poza dobrze znane nam sektory oraz na wykorzystanie dotychczasowych doświadczeń i umiejętności w projektowaniu rozwiązań dla szerokiego portfolio klientów Grupy – dodaje Maciej Wojtyczka, dyrektor ds. technologii w Sirocco Mobile.

Sirocco Mobile będzie współtworzyć ofertę filaru Software Development, który wraz z czterema pozostałymi (Body/Team Leasing, Infrastruktura IT, Innowacje i Digital) stanowi kompleksową ofertę IT Grupy Euvic dla biznesu.

Przejęcie Sirocco Mobile jest trzecią zaplanowaną na ten rok transakcją. Seria tegorocznych transakcji ma szansę stać się jedną z największych inwestycji na rynku IT w tym roku.

Dwa odczyty inflacji, dwie odmienne reakcje

Wczoraj aktywa ryzykowne doświadczyły odreagowania po wcześniejszej przecenie, pomimo wyższego od oczekiwań odczytu inflacji PPI z USA. Tym razem zamiast spirali obaw o pozostanie z akcjami, kiedy inni sprzedają, zadziałało stadne łapanie dołków. Powątpiewanie w słuszność decyzji Fed przestało być potrzebnym pretekstem.

Wychodzi na to, że moje wczorajsze uwagi o przesadzonej panice związane z inflacją okazały się słuszne. Wyższy od oczekiwań odczyt kwietniowej inflacji PPI (6,2 proc. r/r, prog. 5,8 proc., poprz. 4,2 proc.) powinien podsycać obawy o niebezpieczne przyspieszanie inflacji, wszak wyższe ceny producentów dziś oznaczają przerzucanie koszów na ceny dla konsumentów jutro. Tymczasem wczoraj ani dolar nie zyskiwał bardziej, ani nie widzieliśmy wzrostów rentowności obligacji skarbowych USA, a na Wall Street przyszło solidne odbicie po trzech dniach spadków. Gdzie się podział cały strach związany ze zwrotem w polityce Fed, wyższymi stopami procentowymi i zduszeniem ożywienia? A może przestrzelenie prognoz było za małe? Rynek popadł w pułapkę własnych wygórowanych oczekiwań oraz strachu, że choćby się chciało zachować racjonalną interpretację danych, trzeba się poddawać dyktatowi większości, niezależnie jak szalone wydają się wnioski. Jeśli wszyscy sprzedają, ja też muszę. Jeśli wszyscy chcą podkupować dołki, ja też powinienem. Ciągłe kwestionowanie zasadności hossy pogłębia wątpliwości inwestorów za każdym razem, kiedy ogłaszane są nowe rekordy. W takim klimacie łatwiej o wywoływanie korekt pod często luźno zaczepionym o fakty pretekstem. Na szczęście nie ma to wpływu na średnioterminowe trendy. Ożywienie postępuje, inflacja będzie rosnąć przez kilka miesięcy, ale Fed nie zamierza ugiąć się pod presją otoczenia i do pierwszej podwyżki stóp procentowych jest jeszcze daleko. Rynek akcji wciąż może pójść wyżej, USD powinien być słabszy i to niezależnie od wzrostu rentowności obligacji.

Dziś kolejny test z interpretacji danych z USA. Sprzedaż detaliczna już nie powtórzy silnego skoku z poprzedniego miesiąca wywołanego realizacją czeków stymulacyjnych, ale efekt może się utrzymywać jeszcze przez kilka miesięcy, zanim skutki wcześnie zrealizowanych zakupów odbiją się negatywnie na sprzedaży w drugiej części roku. Obecnie jednak wyższa sprzedaż będzie podsycać obawy o wysoką inflację. W tym samym kontekście będą dziś także analizowane oczekiwania inflacyjne w raporcie Uniwersytetu Michigan.

Dziś także ważne dane z Polski. GUS poda szybki szacunek PKB za I kw. oraz szczegóły kwietniowej inflacji CPI. Dane powinny wskazać na silniejsze odbicie wzrostu w ujęciu kwartalnym (prog. 1,1 proc.), niż w dobie trzeciej fali pandemii można było przypuszczać. Gospodarka coraz mniej cierpi z powodu restrykcji i ma wyższy punkt startowy dla postpandemicznego przyspieszenia. To prawdopodobnie będzie kolejny czynnik za przyspieszeniem inflacji, która w kwietniu na 4,3 proc. r/r już wyraźnie wyszła poza granice celu NBP. Dla niektórych członków Rady Polityki Pieniężnej to wystarczający powód dla dyskusji o podwyżce stóp procentowych. Wczoraj Jerzy Żyżyński i Eugeniusz Gatnar niezależnie stwierdzili, że sygnalna podwyżka o 10-15 pb pozwoliłaby zakotwiczyć oczekiwania inflacyjne. Gatnar chciałby takiej podwyżki już w czerwcu. Nie sądzę, aby te komentarze cokolwiek zmieniały w ocenie nastawienia NBP. Z wypowiedzi członków RPP nie wynika, aby chcieli rozpoczynać cykl podwyżek, co w mojej ocenie odbiera podwyżce jakąkolwiek moc wpłynięcia na oczekiwania inflacyjne. Poza tym większość w Radzie, z prezesem NBP Adamem Glapińskim na czele, nie widzi zagrożenia z utrzymania się wysokiej inflacji i opowiada się za utrzymaniem stabilnych stóp procentowych do połowy 2022 r. Mimo to nie powstrzyma to uczestników rynku przed budowaniem oczekiwań wcześniejszego ruchu RPP, co może wspierać umocnienie złotego i pchnąć EUR/PLN pod 4,50.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Excellence publikuje wyniki finansowe za Q1 2021 rok

Excellence – polski producent soków, syropów, napojów oraz produktów biobójczych, notowany na NewConnect – w pierwszym kwartale 2021 roku osiągnął przychody w wysokości 12,833 mln zł, czyli o 20,8% wyższe w porównaniu do Q1 2020. Zysk netto wyniósł 407,3 tys. zł i wzrósł aż o 1548%. W wynikach pierwszego kwartału są konsolidowane dane spółki Health Medica, specjalizującej się w produkcji i sprzedaży suplementów diety – w której Excellence nabył 51% udziałów. W styczniu 2021 roku zarząd Excellence podjął decyzję o rozpoczęciu działań zmierzających do przeniesienia notowań akcji spółki z NewConnect na rynek regulowany GPW.

„Rok 2021 będzie dla nas bardzo aktywny – co powinno być widoczne w wynikach finansowych. Jesteśmy bardzo mocni w segmencie soków, syropów i napojów w Polsce – w 2021 planujemy umocnić naszą pozycję w eksporcie oraz zwiększyć zasięg i grono klientów poza granicami naszego kraju. Drugim elementem rozwoju będą nowe, bardzo perspektywiczne segmenty – czyli suplementy diety, bardzo atrakcyjne produkty z dodatkiem konopii – w tym także artykuły spożywcze, medyczne, farmaceutyczne, olejki i kosmetyki. Chcemy dalej inwestować w nowatorskie branże i firmy, które zbudują siłę naszej Grupy Kapitałowej. Dodatkowo zamierzamy intensywnie rozwijać kanał e-commerce we wszystkich segmentach – zarówno soków, jak i suplementów diety. Rozpoczęliśmy budowę całkowicie niedostępnej jak dotąd w Polsce platformy, która będzie oferowała dedykowane, indywidualne terapie na bazie naszych produktów. Realizujemy także zapowiedź przeniesienia notowań akcji na rynek regulowany GPW – naszą intencją jest finalizacja tego procesu do końca bieżącego roku”powiedział Dariusz Polinceusz, prezes Excellence.

Ponadto Excellence uzyskała dofinansowanie z funduszy UE w wysokości blisko 200 tys. zł na realizację projektu wdrożenia zmian w zarządzaniu procesem produkcji. Projekt będzie realizowany do czerwca 2021 r. i będzie zawierał analizę obecnego stanu procesów i procedur, a następnie zostanie zoptymalizowany w trakcie wdrożenia zmian zgodnych z filozofią Lean Manufacturing (koncepcja zarządzania procesem produkcji oparta na zasadach i narzędziach systemu produkcyjnego, który przyczynił się do rynkowego sukcesu Toyoty). Dzięki Lean firma wprowadzi nowe standardy procesów i pracy co w konsekwencji przełoży się również na poprawę marży.

W kwietniu 2021 Excellence podpisał 3-letnią umowę ze wszystkimi business unitami Jeronimo Martins w Europie. Umowa rozszerza obecną współpracę dotyczącą produkcji i dostaw wyrobów marki własnej sieci w Polsce o Portugalię oraz Maderę. Wartość nowego zamówienia wynosi rocznie 144.300 Euro. Rozszerzenie umowy daje możliwość dostarczania produktów do: 480 sklepów Pingo Doce, 40 hal cash and carry Recheio oraz operatorów zaopatrzenia Horeca. Excellence od wielu lat współpracuje z siecią Biedronka dostarczając produkty w stałym asortymencie – zarówno marki własnej sieci, jak i pod marką producenta „Excellence”.

Excellence eksportuje swoje produkty także do Niemiec, Holandii, Czech, na Białoruś i Ukrainę, Litwę, Łotwę i do Estonii. Asortyment jest dostępny również w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Tradycyjne smaki od Excellence docenili także konsumenci w Kanadzie. Spółka prowadzi działania w celu pozyskania dystrybutora w Azji i na Bliskim Wschodzie.

Excellence jest największym producentem syropów sprzedawanych pod markami własnymi dużych sieci handlowych w Polsce. Współpracuje z takimi sieciami, jak Biedronka, Lidl, Netto, Dino, Tesco, Makro, Carrefour, Auchan, Selgros, Aldi, Kaufland, Leclerc czy Polo Market. Drugą część biznesu stanowią soki i syropy sprzedawane pod markami należącymi do Excellence, np. I am BIO, Biorę, Monzini. Miesięczna produkcja soków i syropów sięga 1,5 mln litrów. Pod względem ilościowym spółka jest  numerem dwa w Polsce – co trzeci litr sprzedawany w naszym kraju został wyprodukowany w zakładzie Excellence. Na podstawie danych AC Nielsen Excellence szacuje swój udział w polskim rynku syropów na ok. 24 proc.

W 2021 roku Excellence za kwotę 2,5 mln zł nabył 51 proc. udziałów w spółce Health Medica, specjalizującej się w produkcji i sprzedaży suplementów diety. To inwestycja zgodna z kierunkiem rozwoju spółki i odpowiadająca na rosnący popyt rynkowy w tym segmencie. Spółka pracuje nad nowoczesną platformą internetowej sprzedaży suplementów diety, która powinna zostać uruchomiona do końca 2021 roku. Serwis internetowy będzie służył obsłudze klienta, który będzie mógł dokonać zakupu suplementów diety oraz preparatów medycznych i leków na podstawie wyników uzyskanych po konsultacji z lekarzem. Będą to zatem specjalizowane kuracje – każdy zestaw produktów będzie skierowany indywidualnie dla wybranych grup docelowych i nie będzie standardowym produktem, jaki jest obecnie oferowany na rynku. Dla Excellence oznacza to wejście w nowy, perspektywiczny obszar działalności, oparty na dedykowanym modelu e-commerce.
Ponadto firma objęła 10% akcji spółki Polskie Konopie. Będzie ona produkowała artykuły spożywcze z dodatkiem konopii, suplementy diety, a także rozpocznie sprzedaż wyrobów farmaceutycznych i medycznych oraz kosmetyków na bazie konopii.

Firmy znowu zaczęły szukać pracowników. Pracodawcy myślą już o okresie po pandemii

Od stycznia do marca br. na Pracuj.pl zamieszczono o 48% więcej ofert pracy niż rok wcześniej. W przypadku serwisu OLX liczba takich ogłoszeń wzrosła o przeszło 11%, a w portalu Praca.pl spadła o 4%. Pracodawcy szukali głównie specjalistów ds. handlu i sprzedaży, na stanowiska związane z produkcją oraz informatyków. Często też firmy ogłaszały się w kategorii pracy fizycznej. Natomiast najrzadziej były poszukiwane hostessy. Niewielki wybór zajęcia był również w obszarze mediów, sztuki i rozrywki.    

Od stycznia do marca 2021 roku w serwisie Pracuj.pl zamieszczonych zostało aż 199 261 ogłoszeń. To więcej o 48% niż rok wcześniej w analogicznym okresie oraz o 30% niż w pierwszym kwartale 2019 roku. Jak zaznacza Aleksandra Skwarska, ekspertka Grupy Pracuj, rekordowej liczbie ofert towarzyszyło bardzo dużo realnych użytkowników – średnio ponad 4 mln miesięcznie. Również OLX w kategorii Praca odnotował wzrost w analizowanym okresie, z ponad 156 tys. do przeszło 174 tys. propozycji. Z kolei w portalu Praca.pl było ostatnio blisko 116 tys. ogłoszeń, a rok wcześniej – ponad 121 tys.

– Od wiosny 2020 roku funkcjonowanie polskiego rynku pracy w związku z pandemią wymyka się schematom. Od drugiego kwartału ub.r. firmy mocno ograniczały działania rekrutacyjne. Jednocześnie narastało zapotrzebowanie na nowych pracowników i na kompetencje, które są kluczowe dla skutecznego wychodzenia przedsiębiorstw z okresu spowolnienia gospodarczego – komentuje Mateusz Żydek, rzecznik prasowy Randstad Polska.

Jak stwierdza Grzegorz Kuliś, ekspert BCC ds. rynku pracy, sytuacja jest wielowątkowa i zawiła. Bezrobocie wzrosło, ale nieznacznie. Prawdopodobnie nie doszłoby do tego, gdyby zima była łagodniejsza. Budowlanka mogłaby wtedy dynamiczniej przejąć wolne zasoby z branż, które są najbardziej poszkodowane, np. HoReCa. Natomiast nie wszyscy pracodawcy są dotknięci pandemią. Dynamicznie rozwija się np. IT. Problemy covidowe w przedsiębiorstwach to jest impuls do zwiększenia dynamiki automatyzacji i np. robotyzacji procesów.

– Z naszych najnowszych badań wynika, że 44% respondentów korzysta z serwisów internetowych przy szukaniu nowego zatrudnienia. Ten trend pogłębił się jeszcze za sprawą pandemii. W ostatnim okresie w zasadzie cały proces rekrutacji przeszedł do trybu online w przypadku wielu stanowisk. Dlatego pracodawcy jeszcze chętniej korzystają z tego kanału, a widać to szczególnie w przypadku portali oferujących stanowiska specjalistyczne – dodaje Mateusz Żydek.

Za pośrednictwem Pracuj.pl najczęściej poszukiwano już tradycyjnie specjalistów ds. handlu i sprzedaży. Ich dotyczyło 31% ofert, o czym informuje Aleksandra Skwarska. Ale drugie miejsce, po raz pierwszy w historii zestawienia, zajęły stanowiska dla ekspertów IT (19%). Oni wyprzedzili specjalistów w zakresie obsługi klienta (16%), finansów (12%) i inżynierii (11%). Jak zaznacza Mateusz Żydek, w pandemii firmy szukają nowych dróg dotarcia do klientów. Dlatego zapotrzebowanie na handlowców także w tym okresie rośnie. To bowiem na nich spoczywa największa odpowiedzialność za powrót przedsiębiorstw do wyników finansowych sprzed tego okresu, do bilansowania budżetów.

– Handlowcy i informatycy to profesje zawsze bardzo mocno pożądane, a obecnie z dużym deficytem zasobowym na rynku. W branży IT mamy do czynienia z ujednoliceniem poziomów wynagrodzeń w całej Polsce. Przed pandemią była jednak regionalizacja poziomów płac. Programista w Opolu zarabiał mniej niż w Warszawie. Teraz to się wyrównuje. I to jest pokłosie oswojenia się z pracą zdalną, zwłaszcza w IT – dodaje ekspert BCC.

Według danych OLX, w pierwszym kwartale br. najwięcej nowych i przedłużonych ogłoszeń związanych było z produkcją – przeszło 38 tys. Ta kategoria była też najpopularniejsza rok wcześniej, o czym informuje Paulina Rezmer, PR specialist w OLX. I dodaje, że wówczas liczba takich propozycji wyniosła ponad 28 tys. Natomiast na kolejnych miejscach zestawienia widzimy oferty dla kierowców i kurierów – blisko 35,5 tys., z branży budowlanej i remontowej – prawie 33 tys. Dalej są ogłoszenia z kategorii pozostałych ofert pracy – niemal 20 tys., a także dla kasjerów i ekspedientów – 19 tys.

– Koniunktura budowlana jest bardzo wysoka, firmy więc zatrudniają. Branża produkcyjna też ma się dobrze. Potrzeby konsumenckie niewiele się zmieniły. Wprawdzie nie wychodzimy do restauracji i nie jeździmy na wakacje, ale mamy trochę więcej środków na polepszenie sobie jakości życia. Dobrze wygląda sytuacja w branżach automative, mimo zaburzonych łańcuchów dostaw, a także meblowej i AGD. W nich produkuje się dużo w Polsce – analizuje Grzegorz Kuliś.

Ostatnio w portalu Praca.pl 24% ofert opublikowano w obszarach informatyka i administracja, a także informatyka i programowanie. Dalej znajduje się sprzedaż i obsługa klienta oraz praca fizyczna. W ubiegłym roku te działy otwierały zestawienie z wynikami odpowiednio blisko 18 i 17%. Natomiast w serwisie Gratka.pl, który jest ukierunkowany na oferty tzw. niebieskich kołnierzyków, najwięcej ogłoszeń w pierwszym kwartale br. było w kategorii praca fizyczna – 80 336. Kolejne pozycje to produkcja (37 970), jak również sprzątaczki, opiekunki i gosposie (26 418), administracja-biurowa (25 915) oraz logistyka, transport i spedycja (24 663).

– Zupełnie nowym zjawiskiem jest podkreślenie możliwości pracy zdalnej w przypadku pracowników biurowych, administracyjnych i specjalistów. Ten element stał się dodatkowym atutem, który przyciąga kandydatów, bo zwiększa ich poziom komfortu w czasach dystansu społecznego. Oni pytają też o plany pracodawców w tym zakresie po zakończeniu pandemii – informuje ekspert Randstad Polska.

W serwisie OLX od stycznia do marca br. najrzadziej były dodawane ogłoszenia dla hostess, nowych i przedłużonych ofert było prawie 700. Nieco więcej pojawiło się propozycji związanych z roznoszeniem ulotek – ponad 800, wykładaniem towaru oraz inwentaryzacją – niespełna 1000. Rok wcześniej zestawienie otwierała kategoria franczyza i własna firma – ok. 900 ogłoszeń. Z kolei w portalu Praca.pl najmniejszy ostatnio był wybór w obszarach media, sztuka i rozrywka, ochrona osób i mienia, a także sport i rekreacja.

– Sztuka i rozrywka, podobnie jak hotelarstwo czy gastronomia, najbardziej ucierpiały przez lockdowny. Generalnie jest to obszar, w którym pracowników poszukuje się często sezonowo lub na zlecenie. Wykorzystywane są do tego inne źródła – podsumowuje Aleksandra Wesołowska, PR Manager Praca.pl.

Klienci złowieni w sieć, nawyków nie zmienią

Europejczycy nie tylko zwiększyli liczbę e-zakupów, ale obiecują, że nawet po zakończeniu pandemii nie zrezygnują ze swoich nowych nawyków. Po pokonaniu COVID-19, 9 na 10 osób pozostanie przy zakupach online, wynika z raportu specjalnego McKinsey.

Aż 92% respondentów badania McKinsey “Nastroje konsumentów europejskich podczas kryzysu związanego z koronawirusem” deklaruje, że jeżeli chodzi o zakupy w sieci, w 2021 nic nie zmieni w swoich nawykach. A mówimy tu o naprawdę pokaźnej grupie. Aż 94% ankietowanych korzysta z tej formy nabywania dóbr. To ważny trop dla biznesu.

Mówimy o ogromnej sile, ale sam efekt skali to nie wszystko. Nie tylko wzrosła liczba osób kupujących w sieci, ale także wskaźnik konwersji. To jeden z najważniejszych parametrów świata handlu, ukazujący realną zależność między intencją a decyzją o zakupie – tłumaczy Aleksandra Szarmach, Chief Marketing & Sales Officer z Nethansy, sopockiego startupu, który wprowadza polskie firmy na Amazona, gdzie kompleksowo zarządza ich sprzedażą. – Jak wynika z analizy przeprowadzonej przez serwis Digital Commerce 360, wskaźnik konwersji podniósł się o około jedną trzecią w czasie trwania pandemii – dodaje Szarmach.

Zmiany nakręcają zmiany

Co więcej, jak sprawdzili eksperci amerykańskiej firmy analitycznej, nawet gdy już zakończy się pandemia, we wszystkich głównych kategoriach klienci planują przeznaczyć więcej środków na zakupy. Uwzględniając wyłącznie artykuły rzeczowe, najwięcej zyskają takie segmenty, jak elektronika konsumencka (wzrost o 54 p.p.), artykuły dla zwierząt (42 p.p.), suplementacja (41 p.p.) oraz akcesoria dla dzieci i zabawki (39 p.p.).

Na pewno na taki stan rzeczy wpływa zmiana paradygmatu pracy i życia. Około ⅓ respondentów (36%) badania przyznała się, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy, doszło w ich życiu do zmiany, związanej z pracą lub szkołą (np. częściej pracują z domu).

Gdy już pandemia COVID-19 ustąpi, 24% ankietowanych Europejczyków nie planuje wrócić do swoich starych przyzwyczajeń sprzed lockdownu i ma zamiar porzucić dotychczasowe biuro na rzecz pracy w domu.

Pracę zdalną polubili przede wszystkim pracownicy. Połowa ankietowanych badania McKinsey Future of Work zapowiada, że w przyszłości chce pracować przynajmniej 3 dni zdalnie. 25% zdeterminowanych, zapowiada, że brak spełnienia tego postulatu, zakończy się zmianą miejsca pracy. Naturalnie będzie to rezonowało na handel, po raz kolejny beneficjentem zmian będzie e-commerce. Nie zapominajmy także o tym, że powrót do domu z miejsca zatrudnienia, to jedne z najpopularniejszych metod robienia zakupów – twierdzi Aleksandra Szarmach z Nethansy.

Pożegnanie z tradycją

Badania McKinsey wykazały także, że od początku pandemii aż 67% respondentów z obszaru Starego Kontynentu chętnie eksperymentowało z nowymi możliwościami zakupowymi. Najwięcej, bo 36% zmieniło sklep online bądź stronę internetową, gdzie zamawiają towary, ale co istotniejsze, aż 78% zapowiedziało, że nawet gdy pandemia się zakończy, oni wciąż będą próbować nowych rzeczy.

Jak wynika z raportu komórki działającej w ramach ONZ, tylko w ubiegłym roku udział handlu elektronicznego w globalnym handlu detalicznym wzrósł o ponad jedną piątą – mówi Aleksandra Szarmach i dodaje: – To ostatni dzwonek by biznes przyłączył się do transformacji. To doskonały moment, by skorzystać ze startu polskiego oddziału platformy Amazon. Największy na świecie marketplace umożliwia dotarcie do 150 mln użytkowników abonamentu Prime, który jest jedną z najpopularniejszych usług subskrypcyjnych na świecie. 

Wielokanałowa sprzedaż powinna być celem dla firm przede wszystkim na 2021, ale i na lata kolejne.

Klient musi być “zaopiekowany”

Nowych rzeczy próbują również sprzedawcy internetowi, tyle że w celu optymalizacji sprzedaży. Wejście Amazona na polski rynek oznacza, że małe e-sklepy będą miały jeszcze bardziej pod górkę niż choćby kilka miesięcy temu. – Dziś nie wystarczy tylko odświeżenie portalu i dodanie zakładki ułatwiającej zakupy on-line. Strony internetowe muszą być tworzone w intuicyjny sposób, a sprzedawca powinien wyprzedzać ruchy kupującego – mówi Wiktor Salamon, twórca Notipack, oprogramowania, które umożliwia administratorom stron internetowych wysyłanie powiadomień do osób przeglądających w internecie dany towar czy usługę.

Salamon przekonuje też, że właściciele mniejszych sklepów z branży e-commerce mają do dyspozycji narzędzia, które pomogą im zachować konkurencyjność. – Kupując towar w dużych marketplace widzimy od razu, że dany asortyment cieszy się popularnością. Możemy sprawdzić opinię i wśród setek podobnych produktów możemy szybko wybrać najtańsze. W przypadku mniejszych sklepów wygląda to zupełnie inaczej, lecz odpowiednio skonstruowany widget, który ułatwi kontakt ze sklepem, udostępni kupon rabatowy lub wskażę ocenę produktu może spowodować wzrost zaufania do marki – zaznacza Salamon.

70% wzrost popytu r/r w I kw. 2021 r. na polskim rynku magazynowym

Pomimo pandemii COVID-19, popyt na rynku magazynowym osiągnął rekordowy poziom 1.6 mln mkw, wynika z podsumowania pierwszego kwartału 2021 r. przygotowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield. Najwięcej transakcji zawarto na rynkach Poznania, w regionie Warszawy, na Górnym Śląsku oraz w Polsce Centralnej.

Całkowity popyt w pierwszych trzech miesiącach 2021 roku osiągnął rekordowy poziom 1,6 mln mkw., co stanowi wzrost o 70% r/r. Popyt netto, na który składają się nowe umowy i ekspansje, wyniósł 1,1 miliona mkw. tj. 71% wolumenu transakcji najmu, a pozostałe 29% stanowiły przedłużenia umów. Najwięcej transakcji zawarto na rynkach Poznania (23% całkowitego popytu), w regionie Warszawy (19%), na Górnym Śląsku (17%) oraz w Polsce Centralnej (14%). W strukturze branżowej popytu nadal największy udział mają firmy z branży logistycznej (30% całkowitego popytu) i handlowej / FMCG (21%), przy czym rośnie aktywność firm produkcyjnych (13%) i motoryzacyjnych (11%). W warunkach zachwianej struktury globalnej sieci logistycznej wiele firm zmienia strategię zarządzania zapasami dywersyfikując źródła dostaw i zwiększając powierzchnię magazynową celem utrzymania wyższego poziomu zapasów o charakterze strategicznym.

Głównym źródłem wysokiego popytu na powierzchnie magazynowe w Polsce pozostaje dynamiczny rozwój sektora e-commerce. Aktywne na rynku są zarówno globalne platformy e-handlu jak Amazon i Zalando, sklepy internetowe, operatorzy logistyczni i firmy kurierskie a także liderzy handlu detalicznego rozwijający strategię sprzedaży wielokanałowej dotyczącą różnych kategorii produktowych m.in. odzieży, art. wyposażenia wnętrz/mebli, AGD i elektroniki, FMCG, kosmetyków czy też art. spożywczych. W związku z powyższym najemcy aktywnie modyfikują swoją sieć dystrybucji i zwiększają zaplecze magazynowe, zarówno w pobliżu centralnych stref aglomeracyjnych celem usprawniania logistyki „ostatniej mili”, lecz również inwestują w regionalne centra przeładunkowe, projekty typu cross-dock oraz duże projekty logistyczne typu BTS dedykowane logistyce transgranicznej – mówi Adrian Semaan, Senior Research Consultant, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Cushman & Wakefield.

Wolumen powierzchni niewynajętej pozostał na stabilnym poziomie, pomimo wysokiej skali podaży.

Pod koniec I kwartału 2021 roku na rynku magazynowym dostępne do wynajęcia było ok. 1,41 mln mkw., co stanowiło 6,5% całkowitej podaży powierzchni magazynowej w Polsce. Pomimo wysokiej skali podaży wolumen powierzchni niewynajętej pozostał na stabilnym poziomie, natomiast wskaźnik pustostanów uległ dalszemu obniżeniu o 0,3 pp. w ujęciu kwartalnym i o 0,9 p. w ujęciu rocznym. Czynsze bazowe wahają się od 2,50-3,80 €/mkw. /miesiąc w przypadku obiektów typu BIG-BOX do 4,00-5,25 €/mkw./miesiąc w przypadku obiektów typu SBU (Small Business Units) w obszarach miejskich na kluczowych rynkach.

Zachęty finansowe oferowane przez deweloperów sięgają zazwyczaj 10-30% stawki bazowej czynszu, w zależności od warunków najmu. Składają się na nie okresy bezczynszowe wynoszące od jednego do dwóch miesięcy za każdy rok najmu oraz kontrybucja finansowa na wybrane prace wykończeniowe czy koszty potencjalnej relokacji najemcy. Ze względu na wzrost kosztów generalnego wykonawstwa, wysoki popyt przy ograniczonej liczbie inwestycji spekulacyjnych, możliwy jest nieznaczny wzrost poziomu czynszów na niektórych rynkach regionalnych w 2 połowie 2021 roku – dodaje Adrian Semaan.

Dalszy wzrost aktywności deweloperskiej.

W pierwszym kwartale 2021 roku deweloperzy ukończyli prawie 750 000 mkw. powierzchni magazynowej, a całkowite jej zasoby wzrosły do poziomu 21.5 mln mkw. Spośród 36 ukończonych projektów do największych należały: drugi etap inwestycji BTS dla EURO-net w Prologis Park Janki, projekty dla BBK SA. i DPD w ramach Panattoni Park Gdańsk Airport, a także inwestycja Panattoni BTS Czeladź dla firmy 4F i projekt BTS dla Polomarket w 7R Park Tczew.

Wysoki popyt generuje dalszy wzrost aktywności deweloperskiej. W I kw. 2021 roku rozpoczęto budowę 1,2 mln mkw. powierzchni magazynowej a całkowity wolumen inwestycji w budowie osiągnął poziom 2,47 mln mkw. Wzrosła liczba inwestycji realizowanych w regionie Poznania i Polski Centralnej, a także na rynku Polski Zachodniej, gdzie oprócz pozostającego w budowie centrum logistycznego realizowane są kolejny etapy projektów logistycznych w Gorzowie Wielkopolskim, Zielonej Górze i w Zgorzelcu, powiązane z rozwojem logistyki transgranicznej i operacjami dla branży e-commerce. Na rynkach warszawskim oraz górnośląskim widoczny jest spadek aktywności deweloperskiej, co wynika z wysokiej skali podaży odnotowanej w zeszłym roku i przejściowego stanu nadpodaży widocznego na tych rynkach obecnie. Biorąc pod uwagę pozostałe rynki regionalne, znaczący, ponad 10%, wzrost zasobów powierzchni magazynowej spodziewany jest na rynkach Trójmiasta, Szczecina i Lublina, natomiast wzrost aktywności deweloperskiej oczekiwany jest także na rynku bydgosko-toruńskim. Na mapie inwestycji magazynowych znajdują się także rynki wschodzące jak Olsztyn i Kalisz, a wkrótce powinny dołączyć do tej grupy Wałbrzych i Siedlce. Według stanu na koniec 1 kw. 2021 roku, ponad 70% wolumenu inwestycji w budowie zostało zabezpieczone umowami typu pre-let, co oznacza wzrost tego wskaźnika o ok. 20 pp. w porównaniu do stanu sprzed roku.

W kolejnych miesiącach 2021 roku spodziewamy się kontynuacji wysokiej aktywności zarówno po stronie popytowej jak i podażowej. Wśród czynników sprzyjających rozwojowi rynku magazynowego wymienić można dalszy wzrost branży e-commerce, rozwój systemu dróg ekspresowych i autostrad umożliwiający dywersyfikację geograficzną sieci logistycznej, a także napływ inwestycji zagranicznych do Polski w związku z potrzebą zabezpieczenia ciągłości procesów produkcji w Europie (nearshoring). Nadal obserwować będziemy wysokie zapotrzebowanie na aktywa logistyczne ze strony zagranicznych funduszy inwestycyjnych – mówi Joanna Sinkiewicz, Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych w Regionie CEE, Cushman & Wakefield.

Skąd tak duża inflacja w Polsce?

Inflacja w Polsce przekroczy 5 proc. Może to utwierdzić firmy w przekonaniu, że kolejne podwyżki cen to norma, do której trzeba się dostosować. Wtedy wpadniemy w pułapkę nazywaną spiralą inflacyjną.

Inflacja w kwietniu 2021 r. przyspieszyła do 4,3 proc. Jest najwyższa od marca 2020 r. Wzrost cen jest zaskoczeniem, konsensus analityków zakładał poziom 4,0 proc.

– Może się wydawać, że 4,3 proc. wobec przewidywanych 4,0 proc., to nieduża różnica, jednak tak nie jest, bo najistotniejsze, że inflacja bardzo przyspiesza – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Przy tym tempie, wkrótce będziemy mieli inflację powyżej 5 proc.

Najbardziej istotny był wpływ cen paliw (ropa brent podrożała na świecie o 135 proc. r/r), a ponieważ cena ropy wzrasta wraz z osłabieniem pandemii, nie należy się spodziewać, że będzie spadać przy rosnącym popycie.

Istotny okazał się wzrost cen regulowanych związanych np. z wywozem śmieci, te wyższe opłaty pozostaną z nami przez cały rok. Natomiast dopiero przed nami wzrost cen usług, związany ze znoszeniem obostrzeń administracyjnych dotyczących pandemii.

– Przedsiębiorstwa będą próbowały odrobić swoje straty poprzez podnoszenie cen, ale nie wiadomo czy jednorazowo, czy też wpadniemy w spiralę inflacyjną – komentuje ekspert XTB. – Polityka zerowych stóp procentowych, prowadzona przez banki centralne, bardzo wpływa w ostatnich tygodniach na wzrost cen surowców na świecie, czyli rosną koszty produkcji, a firmy starają się przenieść ich konsekwencje na ceny.

Co także bardzo istotne przekroczony został cel inflacyjny, zakładany przez RPP (2,5 proc. z odchyleniem +/- 1 proc.).

W polityce pieniężnej często podkreśla się znaczenie oczekiwań inflacyjnych. I nawet gdy znikają czynniki jednorazowe, podbijające inflację, ta nie ulega osłabieniu.

– Jeżeli inflacja w Polsce przekroczy 5 proc., może to utwierdzić uczestników życia gospodarczego, że taki stan to norma i należy to wpleść w swój biznes, poprzez kolejne próby podnoszenia cen – wyjaśnia P.Kwiecień. – Właśnie to jest niebezpieczne, zwłaszcza, że obecny kryzys gospodarczy jest bardzo nietypowy ponieważ spowodowany został pandemią i nie mamy porównywalnych doświadczeń dotyczących skutków takiej recesji.

Natomiast bardzo duże jest prawdopodobieństwo, że inflacja będzie spadać w przyszłym roku. Jednak nie ze względu na obniżki cen. Spadek będzie spowodowany tzw. efektem bazy czyli bardzo dużego, tegorocznego wzrostu cen. Jednak może okazać się, że nie będzie na tyle duży, że powrócimy w okolice celu inflacyjnego.

Spółka Zortrax oraz Skriware podpisały umowę o współpracy strategicznej

Spółka Zortrax – producent z sektora druku 3D oraz Skriware – dostawca rozwiązań dla edukacji, podpisały umowę o współpracy strategicznej.Zortrax Skriware

Już w maju pierwszym efektem współpracy Zortrax i Skriware będzie wyposażenie szkół w Irlandii w laboratoria SkriLab, w skład których wchodzą m.in. drukarki 3D Zortrax M200 Plus. Kolejnym krokiem jest oferta przygotowana zgodnie z wymaganiami rządowego programu Aktywna Tablica. Program ten daje możliwość dofinansowania 4,5 tys. polskich szkół, dzięki czemu w wielu z nich pojawić może się nowoczesne laboratorium edukacyjne SkriLab, wartość umowy pomiędzy Zortrax i Skriware to ok. 4,8 mln zł.

Dynamicznie zmieniający się świat stawia przed młodymi ludźmi wchodzącymi w dorosłość nowe wyzwania. W sposób dość drastyczny pokazała to pandemia, weryfikując system oświaty i sytuację współczesnej edukacji. Współpraca ze Skriware pozwala nam realizować jedno z kluczowych założeń strategii Zortrax – aktywne uczestniczenie w kształtowaniu współczesnej edukacji i wspieranie przyszłych profesjonalistów w obraniu ścieżki ich kariery – mówi Mariusz Babula, Wiceprezes Zarządu Zortrax S.A.

Zortrax, lider rynku druku 3D, podpisał dziś umowę z docenianym za innowacje w zakresie edukacji Skriware, zapowiadaną wcześniej w liście intencyjnym z 17 lutego 2021 roku. Dokument określa m.in. warunki współpracy strategicznej obu firm. Na mocy zawartej umowy drukarka 3D Zortrax M200 Plus stanie się nieodłącznym elementem sztandarowego produktu Skriware – czyli laboratorium edukacyjnego SkriLab. Autorskie rozwiązanie Skriware to kompleksowy system edukacyjny, oparty o technologię druku 3D, robotykę, programowanie i narzędzia służące do modelowania przestrzennego. Dzięki Skriware użytkownicy mogą w pełni wykorzystać możliwości nowoczesnych technologii w celu kształcenia najbardziej pożądanych współcześnie kompetencji zgodnie z metodologią STEAM  (z ang. Science, Technology, Engineering, the Arts and Mathematics).

SkriLab ma pomóc nabyć umiejętności, takie jak zdolność krytycznego, samodzielnego myślenia, projektowego podejścia do pracy, działania w zespole czy kreatywnego rozwiązywania problemów, przy jednoczesnym rozwijaniu zdolności manualnych i technicznych. Celem laboratorium jest rozwijanie u uczniów kompetencji istotnych z punktu widzenia prognoz dotyczących przyszłej sytuacji na rynku pracy. SkriLab stanowi jednocześnie pomocne narzędzie dla nauczycieli podnosząc ich kwalifikacje zawodowe i wyposażając w materiały potrzebne do przeprowadzenia angażującej lekcji – w szkole lub modelu zdalnym.

Wartość podpisanego kontraktu na lata 2021-2024 wynosi 4,8 mln zł, jednak w zależności od przebiegu współpracy
i jej zasięgu geograficznego kwota może wzrosnąć.

Dostrzegliśmy potencjał, który niosło ze sobą połączenie naszego oprogramowania i treści edukacyjnych ze sprawdzoną w licznych bojach technologią druku 3D. Podpisanie umowy pomiędzy Skriware i Zortrax umożliwiło doposażenie kompleksowych laboratoriów edukacyjnych w drukarki 3D o uznanej na świecie jakości. Dzięki temu stworzyliśmy rozwiązanie, które jest odpowiedzią na potrzeby współczesnej edukacji zarówno w Polsce jak i na całym świecie – mówi Karol Górnowicz, Prezes Zarządu Skriware.

Już od maja 2021 roku drukarka 3D Zortrax M200 Plus będzie elementem rozwiązań dostarczanych przez Skriware do szkół na całym świecie, zaczynając od Irlandii. Równie istotnym projektem dla obu Spółek będzie wspólne wyposażenie polskich szkół w nowoczesne laboratoria. Z myślą o nich oferta Skriware została dostosowana do rządowego programu „Aktywna Tablica 2020-2024” r., który może w dużym stopniu zapewnić fundusze na zakup SkriLabów nawet w kilku tysiącach polskich szkół.

Starlink (SpaceX) i Google Cloud nawiązują partnerstwo

SpaceX umieści stacje naziemne usługi Starlink na terenie centrów danych Google, zapewniając firmom bezproblemowy, bezpieczny dostęp do chmury i internetu dzięki infrastrukturze Google Cloud.

Google Cloud i SpaceX nawiązują partnerstwo, które umożliwi dostarczanie usług przesyłu danych, technologii chmurowych i aplikacji klientom z wykorzystaniem zdolności sieci Starlink do udostępniania szybkiego szerokopasmowego internetu na całym świecie oraz infrastruktury Google Cloud.

W ramach tego partnerstwa SpaceX będzie umieszczać stacje naziemne Starlink na terenie centrów danych Google. Pozwoli to bezpiecznie, niezawodnie i z niskim opóźnieniem przesyłać dane z umieszczonych dotychczas na orbicie ponad 1500 satelitów Starlink, do lokalizacji na brzegu sieci, wykorzystując chmurę Google. Prywatna sieć Google Cloud o dużej przepustowości będzie obsługiwać dostarczanie globalnej usługi satelitarnego internetu Starlink, zapewniając firmom i konsumentom bezproblemowe połączenie z chmurą i internetem. Dzięki temu klienci korporacyjni będą mogli też udostępniać krytyczne aplikacje biznesowe w praktycznie każdym miejscu na świecie.

Organizacje działające w wielu różnych lokalizacjach, takie jak np. agencje państwowe czy firmy korzystające z brzegu sieci, a także te działające w oddalonych miejscach lub na obszarach wiejskich często potrzebują dostępu do aplikacji działających w chmurze albo usług takich jak analityka danych, sztuczna inteligencja czy uczenie maszynowe. Dzięki łączności, jaką zapewnia konstelacja satelitów Starlink znajdujących się na niskiej orbicie okołoziemskiej, organizacje te mogą szybko i bezpiecznie dostarczać dane i aplikacje do swoich zespołów rozproszonych w różnych państwach i na różnych kontynentach.

– Aplikacje i usługi działające w chmurze mogą mieć transformacyjny wpływ na organizacje, niezależnie od tego czy działają w środowiskach z wydajnym dostępem do infrastruktury sieciowej czy zdalnych – powiedział Urs Hölzle, starszy wiceprezes ds. infrastruktury w Google Cloud. – Cieszymy się, że możemy współpracować ze SpaceX, aby zapewnić rozproszonym organizacjom bezproblemowy, bezpieczny i szybki dostęp do krytycznych aplikacji i usług, których potrzebują dla sprawnego działania swoich zespołów.

– Połączenie szybkiego, szerokopasmowego łącza Starlink o niskim opóźnieniu z infrastrukturą i możliwościami Google zapewnia globalnym firmom bezpieczne i szybkie połączenie z siecią, jakiego oczekują nowoczesne organizacje – powiedziała Gwynne Shotwell, prezeska i dyrektorka operacyjna SpaceX – Jesteśmy dumni, że możemy współpracować z Google, by udostępniać takie możliwości firmom, organizacjom sektora publicznego i wielu innym grupom działającym na całym świecie.

Przewidywany termin udostępnienia nowej funkcji, dostarczanej przez Google Cloud i Starlink do klientów korporacyjnych, to druga połowa 2021 roku.

Polski rynek magazynowy w I kw. 2021 r. – koniec spowolnienia w podaży

Kondycja polskiego rynku nieruchomości magazynowych pozostaje na wysokim poziomie. Sektor jest nadal atrakcyjny w oczach inwestorów, a napędzająca go hossa w segmencie e-commerce ma bezpośrednie przełożenie na wysokie wskaźniki popytu. Aktywność najemców w I kw. 2021 była o 59% wyższa w porównaniu do analogicznego okresu sprzed roku (1,6 mln mkw.). Ponadto nowe źródła finansowana, a także większa pewność deweloperów skutkowały wzrostem powierzchni w budowie, która na zakończenie marca br. wyniosła 2,3 mln mkw. (+11% r/r). Firma AXI IMMO prezentuje najnowszy raport „Polski Rynek Magazynowy w I kwartale 2021 r.”.

Po spektakularnym i historycznym rezultacie uzyskanym w 2020 r. na rynku inwestycyjnym w sektorze magazynowym (2,6 mld EUR), pierwszy kwartał 2021 r. przebiegł w równie dobrych nastrojach, uzyskując 425 mln EUR. Wynik ten stanowi ponad 30% kapitału zainwestowanego w nieruchomości komercyjne nad Wisłą i jest przede wszystkim efektem transakcji z rynku pierwotnego, czyli nabyciu nieruchomości planowanych lub będących na etapie budowy. Tylko jedna sprzedaż dotyczyła rynku wtórnego. Była to transakcja zakupu budynku BTS Castorama w Strykowie (101 500 mkw.) za ok. 65,5 mln EUR  przez Savills Investment Management.

Sektor logistyczny utrzymał ubiegłoroczne wyniki na rynku inwestycyjnym. Niemniej duża liczba transakcji w modelu forward funding jest oznaką braku wystarczającej liczby produktu inwestycyjnego w sektorze. Już w ubiegłym roku sygnalizowaliśmy, że sytuacja ta może być pewnego rodzaju wyzwaniem ograniczającym obrót nieruchomościami przemysłowymi. Niedobór ten w połączeniu z wysokim popytem na rynku najmu skutkuje dalszą kompresją stóp procentowych. Dynamiczny rozwój sektora e-commerce, a także spodziewana większa regionalizacja czy skrócenie łańcuchów dostaw powoduje, że segment logistyczny i produkcyjny jest dla wielu inwestorów bezpieczną przystanią do alokowania kapitału – komentuje Renata Osiecka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO.

Na zakończenie I kw. 2021 r. całkowita aktywność najemców na rynku powierzchni magazynowych wyniosła 1,6 mln mkw. (+59% r/r i +3% kw./kw.). Popyt napędza hossa w sektorze e-commerce, która bezpośrednio wpływa na liczbę zawieranych umów przez firmy z branży logistycznej. Przejawem tego trendu może być rozwój firmy InPost w całym kraju, również na mniejszych rynkach magazynowych. Kurierski gigant planuje otworzyć swoje centra dystrybucyjne m.in. w Kaliszu, Koszalinie, Siedlcach czy Wałbrzychu. Wśród trzech największych transakcji znalazły się umowa najmu 109 000 mkw. podpisana przez firmę kurierską w Panattoni BTS Poznań, 53 700 mkw. podpisane przez Auchan w GLP Lędziny, a także 50 000 mkw. przez niemieckiego operatora e-commerce, który wprowadzi się do SEGRO LP Poznań w Gołuskach.

– Co ciekawe to poznański rynek magazynowy okazał się najgorętszym w I kw. 2021 r. Najemcy wynajęli tam łącznie ponad 426 000 mkw. w ramach małych i średnich umów, a także kilku mega transakcji. To również najlepszy w historii wynik dla tego regionu, który stanowi aż 20% całkowitych zasobów przemysłowych Poznania. Natomiast w kontekście całej Polski widzimy posuwający się trend rozwoju sektora e-commerce, który wpływa bezpośrednio na branżę logistyczną – mówi Anna Głowacz, Dyrektor w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO.

W pierwszych trzech miesiącach 2021 roku aktywność deweloperów wyniosła 710 000 mkw. (+48% r/r), co pozwoliło na zwiększenie całkowitych zasobów na polskim rynku magazynowym do 21,2 mln mkw. (+12% r/r). Wśród największych oddanych w tym okresie inwestycji znalazły się m.in. Prologis Janki – BTS Euronet (73 400 mkw.), Panattoni Park Gdańsk Airport (71 600 mkw. w dwóch budynkach), Panattoni BTS OTCF Czeladź (67 000 mkw.), 7R Beskid Park II (54 400 mkw., jeden budynek BTS & multi tenant) i Hillwood Piekary Śląskie (42 500 mkw.). Po uwzględnieniu nowej podaży największym logistycznym rynkiem pozostaje Warszawa (ponad 4,88 mln mkw.) przed Górnym Śląskiem (3,7 mln mkw.) i Polską Centralną (3,3 mln mkw.). Największe wzrosty w całkowitych zasobach powierzchni magazynowej zanotowano w regionach Trójmiasta, do poziomu 901 000 mkw. (+21% r/r), Dolnego Śląska, do 2,6 mln (18% r/r) i Małopolski do 558 000 mkw. (17% r/r).

Według analityków firmy AXI IMMO w I kw. 2021 r. mogliśmy zaobserwować kolejne oznaki odwilży w nowej podaży. Złożyły się na nie zmiana polityki kredytowania przez banki, rozpowszechnienie się nowych kanałów finansowania jak np. forward funding czy silny popyt ułatwiający deweloperom start nowych inwestycji. Na koniec marca w budowie znajdowało się 2,3 mln mkw. (+11% r/r i +23% kw./kw.), przy czym najwięcej w Warszawie (415 000 mkw.), Polsce Centralnej (385 000 mkw.), Poznaniu (308 000 mkw.), Polsce Zachodniej (302 000 mkw.) i Górnym Śląsku (276 000 mkw.). Największymi projektami pozostającymi w budowie są dwa obiekty Panattoni. Pierwszym jest obiekt BTS dla firmy Amazon w Świebodzinie na 203 500 mkw., a drugim również szyty na miarę magazyn dla firmy Media Markt w ramach łódzkiego kompleksu CEL HUB o powierzchni 158 000 mkw. Podium domyka BTS w Strykowie dla poufnego najemcy przygotowywany przez Hillwood (73 000 mkw.).

Spodziewamy się, że obecnie wciąż niski udział projektów spekulacyjnych wynoszący zaledwie 26% w kolejnych kwartałach będzie powoli rósł. Potwierdzeniem tej tezy jest sytuacja na Dolnym Śląsku, gdzie odsetek powierzchni budowanej spekulacyjnie wyniósł ponad 60% – dodaje Anna Głowacz.

Silny popyt wraz z utrzymującym się niskim poziomem powierzchni budowanej spekulacyjnie skutkował wysoką absorpcją dostępnych zasobów. Sytuacja wpływa na kontynuację trendu spadkowego we wskaźniku pustostanów, który na koniec I kw. 2021 wyniósł 6,4% (-1,4 p. proc. r/r). W analizowanym okresie najwyższy współczynnik wolnej powierzchni zanotowano na Górnym Śląsku (10,6%) i w warszawskiej strefie II (8,5%), z kolei najniższy w warszawskiej strefie III (0,6%), Polsce Wschodniej (1,2%) i Polsce Zachodniej (1,3%).

Niski poziom pustostanów nie wpłynął znacząco na zmianę w wysokości stawek czynszów. Niewielki wzrost widoczny jest w stawkach bazowych nowo budowanych projektów w lokalizacjach o najsilniejszych fundamentach rynkowych. Średnie stawki w projektach typu big box wahają się w przedziale pomiędzy 3,3 – 3,6 EUR/mkw. na głównych rynkach. Wyjściowy czynsz za najlepsze projekty miejskie w nieruchomościach typu last mile i SBU zaczynają się od 3,9 EUR/mkw., przy czym tu tradycyjnie Warszawa pozostaje najdroższą lokalizacją ze stawkami powyżej 5 EUR/mkw.  W najbliższym czasie można spodziewać się wzrostu stawek ofertowych w nowo powstających projektach, ze względu na skokowe wzrosty cen surowców, które mają bezpośrednie przełożenie na ceny materiałów budowlanych.

Nowe źródła finansowania, a także silny popyt zachęca deweloperów do zwiększenia swojej aktywności w zakresie dostarczania nowej powierzchni magazynowej w kolejnych kwartałach 2021 r. Większa równowaga pomiędzy popytem a podażą przynieść nieco wolniejszy spadek pustostanów, a w dalszej perspektywie wpłynie na wzrost średnich stawek czynszów. Natomiast w zakresie rynku inwestycyjnego spodziewamy się wysokiego zainteresowania polskim rynkiem nieruchomości magazynowych przy dalszej kompresji stóp kapitalizacji spowodowanej niedoborem wysokiej klasy obiektów magazynowych na sprzedaż – dodaje Renata Osiecka.

Ponad 20 proc. spadki na rynku kryptowalut

Bitcoin, ethereum i inne kryptowaluty wkraczają teraz w obszar korekty, w większości przypadków spadając o ponad 20 proc. od wartości szczytowej.

Wyprzedaż jest napędzana przez szereg czynników; wyceny na początku tego miesiąca osiągnęły najwyższe w historii lub prawie najwyższe w historii, więc naturalnie następuje realizacja zysków, podczas gdy obserwujemy również ogólną wyprzedaż aktywów ryzykownych – takich jak akcje firm technologicznych – w miarę jak gospodarki zaczynają odblokowywać się po pandemii a inwestorzy niepokoją się potencjalnymi podwyżkami stóp procentowych i wyższą inflacją.

Jednak w przypadku wielu kryptowalut, takich jak bitcoin i ethereum, długoterminowa perspektywa nie uległa zmianie. Ta coraz popularniejsza klasa aktywów nadal rewolucjonizuje wiele aspektów usług finansowych i chociaż nic nie idzie w linii prostej, długoterminowe perspektywy dla kryptowalut pozostają tak solidne jak zawsze.

Rzeczywiście spodziewalibyśmy się, że kupujący powrócą do bitcoinów, ethereum i innych kryptowalut w ciągu najbliższych kilku tygodni, korzystając z obecnie niższych cen. Co ważne, nadal obserwujemy większe spadki, a także większe wzrosty kryptowalut, ponieważ coraz więcej inwestorów decyduje się na zakup tej klasy aktywów i nie spodziewamy się, że ten trend się zmieni.

Simon Peters, analityka platformy eToro

ORLEN ustanowił program emisji średnioterminowych euroobligacji

Prospekt emisyjny dla programu emisji średnioterminowych euroobligacji (Program EMTN) ustanowiony przez PKN ORLEN został zatwierdzony przez Centralny Bank Irlandii. Na jego podstawie Koncern będzie mógł dokonywać wielokrotnych emisji euroobligacji, w wielu transzach i walutach, o różnej strukturze odsetkowej i terminach zapadalności. Łączna wartość nominalna wyemitowanych i niewykupionych euroobligacji jednocześnie nie przekroczy 5 mld EUR lub równowartości tej kwoty w innych walutach. Program otrzymał oceny ratingowe na poziomie Baa2 od agencji Moody’s Investors Service oraz BBB- od agencji Fitch Ratings.

– Nie stoimy w miejscu. PKN ORLEN dynamicznie się rozwija i wzmacnia swoją pozycję rynkową. Pierwszy w historii spółki program emisji euroobligacji oznacza, że skutecznie wdrażamy zapowiedziane w Strategii ORLEN2030 działania biznesowe. Utworzenie programu emisji euroobligacji otwiera nam dostęp do stabilnego źródła finansowania naszych przyszłych inwestycji, szczególnie tych opartych na zrównoważanym rozwoju. Budujemy silny koncern multienergetyczny, który znacząco przyczyni się do transformacji energetycznej polskiej gospodarki w kierunku neutralności emisyjnej – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

PKN ORLEN, aby zapewnić możliwość wyemitowania euroobligacji jako tzw. obligacji zielonych lub zrównoważonych, opracował i opublikuje na swojej stronie internetowej zasady zielonego i zrównoważonego finansowania, czyli Green Finance Framework. Określone zostały w nim cele zielonego finansowania, na które przeznaczane będą środki z emisji  euroobligacji. Zasady te zostały przeanalizowane przez Vigeo Eiris, spółkę zależną Moody’s Corporation, oceniającą działalność emitentów w obszarze ESG. Na tej podstawie Vigeo Eiris wydało dla PKN ORLEN niezależną opinię , która potwierdza zgodność zasad Green Finance Framework przygotowanych przez Koncern z międzynarodowymi standardami w tym obszarze (Green Bond Principles i Climate Transition Finance Handbook).

Pierwsza emisja euroobligacji w ramach programu planowana jest już w najbliższym czasie. Spółka będzie ubiegać się o dopuszczenie poszczególnych serii euroobligacji do obrotu na rynku regulowanym Euronext Dublin, Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie lub innego podmiotu.

Wcześniej PKN ORLEN dwukrotnie wyemitował na rynku polskim obligacje zrównoważonego rozwoju z oprocentowaniem opartym o poziom ratingu ESG.

Zrównoważony rozwój i odpowiedzialny biznes to kluczowe elementy strategii neutralności emisyjnej spółki do 2050 roku. W ramach jej realizacji PKN ORLEN zadeklarował do 2030 roku redukcję emisji CO2 o 20% z obecnych aktywów rafineryjnych i petrochemicznych oraz o 33% CO2/MWh z produkcji energii elektrycznej. Zgodnie z założeniami, inwestycje realizowane w ramach strategii neutralności emisyjnej będą współfinasowane m.in. poprzez obligacje zrównoważonego rozwoju i obligacje zielone emitowane przez PKN ORLEN na europejskim rynku.

Zalety i wady kampanii PPC – czy warto korzystać z tego kanału marketingowego?

Reklamy PPC w systemie Google Ads to jeden z najczęściej wykorzystywanych kanałów marketingowych. Aby w pełni zrozumieć ich charakter, trzeba zapoznać się z najważniejszymi zaletami i wadami tego rozwiązania. Dowiedz się, czy warto inwestować w kampanie PPC!

Czym są kampanie PPC?

Kampanie PPC (pay per click) to reklamy, za które płacisz tylko wtedy, gdy użytkownik skorzysta z nich do przejścia na Twoją stronę. Nie ponosisz więc kosztów emisji komunikatu, a jedynie jego efektów. Cena zależy od branży, konkurencyjności wybranych słów kluczowych, a także miejsca i czasu wyświetlania reklamy.

Reklamy Google Ads przyjmują różne formy i wyświetlają się w kilku miejscach w Internecie:

  • Sieć wyszukiwania – reklamy pojawiają się jako linki sponsorowane na początku listy wyników wyszukiwania w Google.
  • Listy produktowe (PLA) – reklamy przyjmują postać kafelków produktowych na samej górze strony z wynikami wyszukiwania.
  • Mapy Google – reklamy wyświetlają się użytkownikom przeprowadzającym wyszukiwanie lokalne.
  • „Tylko połączenie” – reklamy wyświetlają się na smartfonach i pozwalają nawiązać połączenie telefoniczne z firmą.

Zalety kampanii PPC

Obok różnorodności i wszechstronności, kampanie PPC mają także inne zalety:

  • Natychmiastowe efekty – w przeciwieństwie do SEO, rezultaty reklam PPC widoczne są automatycznie po uruchomieniu kampanii. Google akceptuje je zazwyczaj w przeciągu 24 godzin, co pozwala Ci błyskawicznie reagować na aktualną sytuację rynkową.
  • Elastyczne zarządzanie budżetem – tylko od Ciebie zależy, jaką kwotę przeznaczysz na promocję w Google. Możesz swobodnie zarządzać budżetem, przekierowując go na różne reklamy w zależności od ich skuteczności czy działań konkurencji.
  • Gwarancja skuteczności – na efekty działań PPC wpływu nie mają żadne algorytmy Google. Zachowujesz więc pewność, że Twoje kampanie dotrą do właściwej grupy docelowej i przyniosą pożądane rezultaty.

Wady kampanii PPC

Każdy kanał marketingowy ma swoje minusy. W przypadku kampanii PPC są nimi:

  • Chwilowy efekt – w przeciwieństwie do SEO, wraz z zakończeniem kampanii reklamy PPC przestają przynosić efekty. Są skuteczne, dopóki płacisz za ich emisję.
  • Względnie wysokie koszty – o ile SEO przez lata będzie przynosiło Ci zasadniczo „darmowe” rezultaty, PPC przez cały czas trwania kampanii będzie pochłaniało Twój budżet.
  • Mała popularność linków sponsorowanych – użytkownicy przyzwyczaili się do traktowania reklam jako intruzów. Nie mają więc zaufania do linków sponsorowanych. W wyszukiwarce Google ignorują je, przechodząc do wyników organicznych.

Kampanie PPC w PromoTraffic

Jak widzisz, korzyści płynące z prowadzenia kampanii PPC zdecydowanie przeważają nad ich słabymi stronami. Najważniejszą zaletą jest fakt, że płacisz wyłącznie za osiągane efekty. Jeśli chcesz wykorzystać maksimum potencjału tych reklam, powierz ich realizację agencji PromoTraffic!

Raghu Raghurama nowym CEO VMware

Firma VMware ogłosiła, że z dniem 1 czerwca Zarząd powołuje Rangarajana Raghurama na stanowisko CEO i Członka Zarządu.

Do tej pory Raghuram zajmował stanowisko wiceprezesa wykonawczego i dyrektora operacyjnego ds. produktów i usług chmurowych w VMware. „Cieszę się, że Raghu obejmie stanowisko dyrektora generalnego w VMware. Przez całą karierę wykazywał się uczciwością i konsekwencją, odgrywając kluczową rolę w sukcesie firmy VMware” – powiedział Michael Dell, prezes zarządu VMware. „Raghu zajmie się teraz projektowaniem przyszłości VMware, pomagając klientom i partnerom rozwijać ich cyfrowe biznesy w nowoczesnym, wielochmurowym świecie”.

Osiemnaście lat w VMware

Od początku kariery w VMware w 2003 r. Raghuram wspiera strategiczny rozwój firmy w obszarze biznesu oraz technologii. Pomagał w rozwoju strategicznego obszaru wirtualizacji, kierował strategią VMware odnośnie centrów danych zdefiniowanych programowo, stworzył koncept VMware w zakresie chmury obliczeniowej i transformacji SaaS, odgrywał kluczową rolę w realizacji fuzji i przejęć firmy oraz w nawiązywaniu współpracy z Dell Technologies, hiperskalerami i partnerami strategicznymi.

„Dziś VMware to lider technologii multi-cloud, z kompleksową platformą obejmującą chmury, centra danych i infrastrukturę brzegową, która wspiera transformację cyfrową naszych klientów” – powiedział Raghu Raghuram. „Mamy ogromne możliwości, odpowiednie rozwiązania i wspaniały zespół — będziemy realizować nasze cele wykorzystując pasję i sprawność, którą posiadamy.”

„Po dokładnej analizie Zarząd doszedł do wniosku, że Raghu jest najlepszą osobą do kierowania firmą jako CEO, ponieważ uosabia innowacje, reprezentuje nasze wartości i ma jasną wizję przyszłości VMware” – powiedział Paul Sagan, główny niezależny dyrektor VMware. „Chcemy również podziękować Zane’owi Rowe’owi za jego zaangażowanie w roli tymczasowego dyrektora generalnego i jego kluczową rolę, jaką nadal odgrywa jako dyrektor finansowy”.

Zmiany na innych, ważnych stanowiskach

VMware ogłosiło również, że Sumit Dhawan został mianowany prezesem, obejmując kierownictwo nad wszystkimi działami go-to-market, w tym Worldwide Sales, Worldwide Partner and Commercial Organization, Customer Experience and Success (CXS), Marketing oraz Communications. Obecnie pełni on funkcję starszego wiceprezesa i dyrektora ds. klientów w firmie VMware, gdzie pomaga opracowywać strategię biznesową dla nowych ofert multi-cloud.

Sanjay Poonen, obecnie Chief Operating Officer, Customer Operations, podjął osobistą decyzję o odejściu z VMware po 7 latach pracy w firmie, gdzie kierował działem Customer Operations, a wcześniej End-User Computing. „W imieniu zarządu i firmy dziękujemy Sanjayowi za jego wkład w rozwój VMware i życzymy mu powodzenia w jego przyszłych przedsięwzięciach” – powiedział Sagan. „Serdecznie gratuluję Raghu awansu na stanowisko dyrektora generalnego i wiem, że poprowadzi firmę na nowe wyżyny. Będę kibicować sukcesom firmy.” – skomentował Poonen, dyrektor operacyjny ds. operacji klienckich w VMware.

Wstępne wyniki finansowe VMware za pierwszy kwartał 2022

VMware podał wstępne wyniki finansowe. Przychody za pierwszy kwartał roku fiskalnego 2022 mają wynieść 2,994 mld USD, co oznacza wzrost o 9,5% w stosunku do pierwszego kwartału roku fiskalnego 2021.

Przychody z połączenia subskrypcji i SaaS oraz z licencji ma wynieść 1,387 mld USD, co stanowi wzrost o 12,5% w stosunku do pierwszego kwartału roku obrotowego 2021. Oczekuje się, że marża operacyjna GAAP za pierwszy kwartał wyniesie 18,7%, a marża operacyjna non-GAAP – 30,8%.

Kuehne+Nagel finalizuje przejęcie firmy Apex i tym samym staje się liderem rynku w przewozach transpacyficznych

  • Ważny krok w realizacji strategicznych ambicji w Azji
  • Atrakcyjna propozycja dla azjatyckich Klientów, szczególnie w zakresie usług dla e-commerce, hi-tech i e-mobility.

Kuehne+Nagel sfinalizowało przejęcie Apex International Corporation („Apex”). Transakcja nastąpiła po spełnieniu wszelkich warunków zamknięcia, w tym zezwoleń organów regulacyjnych.

Apex jest jednym z wiodących azjatyckich spedytorów w zakresie przewozów transpacyficznych i wewnątrzazjatyckich. W 2020 roku firma wygenerowała obroty w wysokości 2,2 mld CHF, zysk brutto odpowiadający 296 mln CHF oraz zysk przed opodatkowaniem w wysokości 126 mln CHF i zajęła 7. miejsce pod względem wolumenu lotniczego na świecie. W pierwszym kwartale 2021 r. nadal osiągała dobre wyniki z obrotami w wysokości 556 mln CHF, zyskiem brutto w wysokości 109 mln CHF i zyskiem przed opodatkowaniem, odpowiadającym 64 mln CHF.

Kuehne+Nagel wraz z Apex oferują swoim Klientom atrakcyjne rozwiązania w konkurencyjnej azjatyckiej branży logistycznej – głównie w zakresie usług dla e-commerce, hi-tech i e-mobility.

Dr Joerg Wolle, prezes Kuehne + Nagel International AG, komentuje: „Wraz z przejęciem Apex, Kuehne+Nagel realizuje swoją strategię rozwoju organicznego i wzmacnia pozycję jednego z największych dostawców usług logistycznych na świecie. Dzięki tej transakcji rozwijamy serwis, sieć połączeń i potencjał wzrostu Grupy zarówno w Azji, jak i na całym świecie”.

Kuehne+Nagel przejęła większość udziałów w Apex. Udział mniejszościowy pozostaje po stronie zarządu Apex. Strony zachowują zwyczajowe prawa umowne do nabycia i sprzedaży tych udziałów. Cena zakupu zapłacona w momencie zamknięcia wynosi 1,1 miliarda CHF. Transakcja została sfinansowana ze środków własnych Grupy oraz z około 750 000 nowych akcji Kuehne+Nagel wyemitowanych z kapitału zakładowego. Ponadto w ciągu najbliższych trzech lat Kuehne+Nagel będzie miało możliwość nabycia wszystkich pozostałych udziałów w Apex po kwocie, bazującej na wynikach.

Zespół zarządzający Apex, wspierany globalną siecią, możliwościami i rozwiązaniami Grupy Kuehne+Nagel, będzie nadal prowadził firmę.

Korzyści ekonomiczne z działalności Apex zgodnie z warunkami umowy transakcyjnej zostały przeniesione na Kuehne+Nagel ze skutkiem od 1 stycznia 2021 r. Wynik Apex zostanie w pełni skonsolidowany w sprawozdaniu finansowym Kuehne+Nagel dopiero od dnia zamknięcia tej transakcji.

Wzrostu cen mieszkań nie zatrzymał COVID-19. Czy zatrzymają go kupujący? [RAPORT]

Kwiecień przyniósł wzrost średnich cen nowych mieszkań, ale też wyraźny spadek ich sprzedaży w Warszawie, Krakowie, Gdańsku i Katowicach. Czy to sygnał, że ceny mieszkań osiągnęły poziom, który coraz mniej potencjalnych nabywców jest skłonnych akceptować?

Popyt

W 10 analizowanych przez nas miastach deweloperzy sprzedali w kwietniu łącznie niespełna 5,5 tys. mieszkań, czyli o ok. 14% mniej, niż miesiąc wcześniej. Tradycyjnie najwięcej – 1551 – znalazło nabywców w Warszawie. Warto jednak podkreślić, że sprzedaż warszawskich deweloperów skurczyła się aż o jedną czwartą w porównaniu z marcem! To nie wszystko. Przeszło 22% spadek sprzedaży nowych mieszkań odnotowaliśmy również w Krakowie, a w Gdańsku deweloperzy sprzedali o jedną trzecią mniej mieszkań niż w marcu. Największy procentowo spadek sprzedaży – prawie o 63%! – miał miejsce w Katowicach.

Trudno jest jednoznacznie ocenić, dlaczego mniej osób zdecydowało się na zakup mieszkania w kwietniu. Jest faktem, że kilka dni było wyłączonych z handlu z powodu świąt. Z drugiej strony, we Wrocławiu i w Poznaniu odnotowaliśmy wzrost sprzedaży mieszkań.Wykres 1

Nie można też wykluczyć, że popyt przenosi się do miejscowości okalających największe aglomeracje, gdzie mieszkania są po prostu tańsze. Może o tym świadczyć wzrost liczby mieszkań w statystykach budowlanych GUS. Np. z pozwoleń na budowę wydanych w I kw. 2021 r. wynika, że w okolicach Warszawy najwięcej mieszkań powstanie w powiatach pruszkowskim, wołomińskim i piaseczyńskim.

Kolejne miesiące pokażą, czy zapał kupujących osłabł tylko na chwilę. Tym bardziej, że popyt wciąż jest napędzany niskimi stopami procentowymi. Jedni kupujący traktują mieszkania jako bezpieczną lokatę dla swoich oszczędności. Inni wykorzystują fakt, że kredyty mieszkaniowe są rekordowo tanie, a banki nie stosują nadmiernych ograniczeń.

Biuro Informacji Kredytowej (BIK) podało, że w marcu banki udzieliły ok. 23,6 tys. kredytów mieszkaniowych, czyli o blisko 13% więcej, niż przed rokiem.Wykres 2

Także w kwietniu i maju prawdopodobny jest wzrost akcji kredytowej. Wskazuje na to liczba złożonych wniosków. Według BIK, w kwietniu o kredyt mieszkaniowy wnioskowało ponad 50,9 tys. potencjalnych kredytobiorców, czyli o 83% więcej niż przed rokiem. Tyle, że wtedy rynek mieszkaniowy zamarł z powodu COVID-19. Jednak w porównaniu z marcem, liczba wnioskujących spadła o ok. 9%.

Podaż

Na szczęście w większości największych miast deweloperzy zareagowali na rosnący popyt odpowiednio dużym zwiększeniem podaży mieszkań. W 10 analizowanych przez nas miastach do sprzedaży trafiło łącznie przeszło 4,9 tys. mieszkań, czyli o ok. 22% więcej niż w marcu.Wykres 3

Cieszy duży wzrost aktywności deweloperów w Krakowie i Poznaniu. Niepokojące są natomiast dane z Warszawy i Wrocławia. Spadła tam liczba mieszkań wprowadzanych na rynek, a co gorsza, było ich znacznie mniej niż sprzedanych. Np. w stolicy Dolnego Śląska deweloperzy zawarli w kwietniu umowy z przeszło 1,3 tys. klientów, ale równocześnie uzupełnili ofertę zaledwie 500 nowymi mieszkaniami. Czy w kolejnych miesiącach będzie ich więcej? Wygląda na to, że tak. GUS podaje, że w pierwszych trzech miesiącach tego roku wrocławscy deweloperzy rozpoczęli budowę 2220 mieszkań, czyli o blisko 40% więcej niż przed rokiem w tym samym czasie.

Mniejszą w porównaniu z marcem podaż odnotowaliśmy także w Gdańsku. Jednak i w tym przypadku optymizmem mogą napawać statystyki budowlane GUS.Wykres 4

Niestety, na ryzyko zmniejszenia podaży wskazują dane GUS dla Warszawy. W pierwszym kwartale deweloperzy rozpoczęli tu budowę zaledwie 2634 mieszkań, co jest wynikiem przeszło o jedną trzecią gorszym od ubiegłorocznego.

Oferta

Kwiecień był więc kolejnym miesiącem, w którym odnotowaliśmy spadek liczby mieszkań w ofercie warszawskich firm deweloperskich. Pod koniec lutego deweloperzy oferowali tu ok. 9,6 tys. mieszkań, zaś pod koniec kwietnia – nieco ponad 8 tys. Mniejszy niż miesiąc wcześniej wybór lokali mieli także nabywcy we Wrocławiu i Bydgoszczy. Natomiast w pozostałych miastach oferta wzrosła.Wykres 5

Ceny

W kwietniu wzrosły średnie ceny mieszkań w ofercie firm deweloperskich w większości analizowanych przez nas miast. Najmocniej, bo aż o 5%, średnia wzrosła w Gdańsku. W innych miastach podwyżki oscylowały w granicach od 1% (w Warszawie i Poznaniu) do 3% (w Łodzi). Jednak w Katowicach i Bydgoszczy średnia spadła o ok. 1%.

Pamiętajmy jednak, że sytuacja na rynkach mieszkaniowych jest dynamiczna. W zależności od dnia, w którym dokonamy pomiaru, te średnie mogą się nieco różnić.Wykres 6

W analizach wykorzystujących średnią cenę mieszkań trzeba uwzględnić zmieniającą się strukturę cenową mieszkań. Np. może wydawać się dziwne, że w Gdańsku, mimo spadku w sprzedaży mieszkań, te podrożały. Wyjaśniają to dane portalu RynekPierwotny.pl – w kwietniu z 44% do 36% skurczyła się w Gdańsku oferta mieszkań w cenach do 8 tys. zł za m kw., a więc niższych od średniej rynkowej, która przekracza w tym mieście 9,7 tys. zł za m kw. Natomiast z 27% do 37% wzrósł udział mieszkań z cenami powyżej 10 tys. zł za metr.Wykres 7

W Warszawie największy przyrost liczby mieszkań w nowych inwestycjach deweloperskich zaobserwowaliśmy w przedziale cenowym 8-10 tys. zł za m kw., a w Krakowie – powyżej 10 tys. zł za metr.

Niestety, w większości miast skurczyła się oferta mieszkań z ceną metra kwadratowego poniżej 7 tys. zł. Np. w Lublinie miały one w kwietniu 39% udział w ofercie. Miesiąc wcześniej wynosił on jednak 47%.

Komentarz

Marek Wielgo, ekspert GetHome.pl

Także trzecia fala pandemii COVID-19 nie zatrzymała wzrostu cen, a eksperci zastanawiają się, kiedy kupujący przestaną je akceptować. Może pierwszym tego symptomem jest spadek sprzedaży mieszkań w Warszawie, Krakowie i Gdańsku? Tak się składa, że w tych miastach średnie ceny ofertowe są najwyższe. Dla gdańskich deweloperów spadek sprzedaży może być więc sygnałem, że należy zwiększać ofertę mieszkań z segmencie popularnym, a nie premium. Podobnie w Krakowie, gdzie przeszło 68% mieszkań, które w kwietniu sprzedali tamtejsi deweloperzy, miało cenę niższą od średniej, która w tym mieście wynosi 10,4 tys. zł za m kw. Problem w tym, że udział takich mieszkań w ofercie firm wynosi niespełna 50%.

Ci, którzy planują zakup nowego mieszkania muszą się liczyć z tym, że dolna granica cen będzie się przesuwała w górę. W największych aglomeracjach coraz trudniej będzie znaleźć mieszkanie z ceną poniżej 7 tys. m kw. Np. w Warszawie ich udział w ofercie firm deweloperskich jest już symboliczny i wynosił w kwietniu tylko 1%.

Pandemia zrównała zwyczaje zakupowe mniej i bardziej zamożnych Polaków

Pandemia COVID-19 znalazła odbicie w wydatkach konsumpcyjnych. Wiosną 2020 r. były one niższe o 40 proc. od oczekiwanych i równocześnie o 30 proc. niższe rok do roku. Jednocześnie, zestawienie wskaźników cen dla struktury konsumpcji pokazane zarówno przez GUS, jak i operatora płatniczego Mastercard pokazuje, że o ile rzeczywista inflacja w czasie pierwszego wiosennego lockdownu mogła być wyższa o nawet 0,96 pkt. proc. niż oficjalna miara GUS, to od czerwca 2020 r. wskaźnik pozostaje na niższym poziomie niż w rzeczywistości. Pandemia nie przyczyniła się  również do zwiększenia nierówności w wydatkach poszczególnych grup społecznych. Wzrost cen najbardziej odczuło 20 proc. konsumentów z największymi wydatkami – wynika z przygotowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny we współpracy z Mastercard raporcie „Konsumpcja w pandemii”.

Problematyka wzrostu cen jest ściśle połączona z koszykiem zakupowym, a tym samym
z trendami konsumenckimi. W raporcie „Konsumpcja w pandemii” jest ona analizowana na trzech płaszczyznach: historycznej, dekompozycji koszyka i stopnia uderzenia inflacji w zależności od grupy wydatkowej. W analizie wykorzystano dane wysokiej częstotliwości. Na ich bazie dało się zauważyć wysoką zbieżność zawartości koszyków zakupowych według danych Mastercard i GUS w latach 2019-2021.

Ewolucja polskiego konsumenta

Zmiana kompozycji koszyka zakupowego w ostatnich dwudziestu latach sugeruje poprawę standardu życia w Polsce. W latach 1999-2019, udział wydatków na rozrywkę, kulturę oraz zakwaterowanie i gastronomię wzrósł z 8,5 do 12,2 proc. W tym samym czasie konsumenci zmniejszyli udział wydatków na żywność i napoje o ponad 6 pkt. proc. Jednocześnie, większą część portfela przeznaczano na wydatki związane z wolnym czasem: rekreację, kulturę, zakwaterowanie i gastronomię (wzrost o niecałe 4 pkt. proc.). Polski konsument wydawał w 2019 r. realnie 1,4 razy więcej niż w 2003 r., a jego średni dochód do dyspozycji wynosił niemal 1770 PLN i był realnie 1,9 razy większy niż 16 lat wcześniej.

W ciągu ostatnich 20 lat wystąpiło kilka wydarzeń wpływających na kształt struktury konsumpcji. Wydatki konsumpcyjne zaczęły wyraźnie rosnąć po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Od 2005 r. dynamika zmian cen wzrosła z -0,6 do 11,7 proc. w 2008 r. Później mieliśmy do czynienia ze spowodowanym kryzysem finansowym spowolnieniem, które trwało do 2013 r. Pojawienie się w 2015 r. programu 500+ sprawiło, że zyskały zwłaszcza gospodarstwa domowe o dochodzie poniżej 5 tys. PLN, które zwiększyły wydatki na żywność o 19 proc., a na kulturę o 38 proc. względem okresu przed wprowadzeniem programu. Pandemia, przynajmniej jak dotąd, wpłynęła na dekompozycję koszyka zakupowego i wyhamowanie procesu narastania nierówności – mówi Maciej Miniszewski, analityk z zespołu strategii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Konsumpcja w pandemii: gastronomia ucierpiała, branża spożywcza odporna

Wiosną 2020 r., na początku pandemii, wydatki całkowite były niższe o 40 proc. od oczekiwanych i równocześnie o 30 proc. niższe rok do roku.

 

Udział wydatków na zakwaterowanie i gastronomię w koszyku wydatków spadł z 7,1 do 3,8 proc. między 2019 r. a pierwszym kwartałem 2021 r. Okres ten cechował się ograniczoną mobilnością, w konsekwencji czego przychody w transporcie zmalały z 16,7 do 13,6 proc. Zamknięcie galerii handlowych wyraźnie uderzyło w branżę odzieżową. Udział wydatków na odzież i obuwie w koszyku konsumpcyjnym zmalał z 7,5 do 4,7 proc., wydatki te spadły również realnie.Konsumpcja w pandemii

Analiza zmian udziałów poszczególnych wydatków w czasie pozwoliła wskazać branże odporne na kryzys pandemiczny. To przede wszystkim sektor spożywczy, który notował regularne wzrosty sprzedaży (wartość transakcji w sklepach spożywczych zwiększyła się
z 28,3 do 33,8 proc. między 2019 r. a pierwszym kwartałem 2021 r.).

Chwilowy okazał się być wzrost udziału sprzedaży przez internet (z 5,6 proc. do 11,9 proc. w kwietniu 2020 r.). Najwyższe wzrosty dotyczyły zakupów mebli, elektroniki i RTV/AGD – od stycznia do kwietnia 2020 r. wolumen sprzedaży wzrósł trzykrotnie, a udział wyniósł wtedy 28,6 proc. Największą część wydatków przez internet odnotowano w sprzedaży „odzieży i obuwia” – w kwietniu 2020 r. 61,3 proc. transakcji realizowano przez internet. Zmiany te były jednak krótkotrwałe i już do sierpnia udział konsumpcji online spadł do 6,8 proc.

W ramach wnikliwej analizy zachowań zakupowych Polaków w 2021 nie mogło umknąć naszej uwadze ograniczenie konsumpcji w pierwszej fazie pandemii. Ograniczenie jednak nie tyle ilościowe, co poprzez skupienie się na wydatkach w kategoriach niezbędnych. Mam tu na myśli zakupy spożywcze, artykułów higiecznych, ale też zakupy elektroniki i wyposażenia mieszkań mające na celu przystosowanie ich do pracy czy nauki zdalnej. Pogłębiona analiza wykazała, co ciekawe, że ograniczenie konsumpcji i jej redukcja do najbardziej podstawowych kategorii, w podobnym stopniu uwidoczniła się wśród osób, które przed pandemią należały do najwięcej wydających, jak i wśród najmniej wydających (też przed pandemią). Wręcz u najwięcej wydających można zauważyc efekt wyższej bazy, ponieważ u nich ograniczenie konsumpcji na dobra nie pierwszej potrzeby odbywało sie z wyjściowo wyższego poziomu. Ostatnią ciekawą i wartą dalszego pogłębiania obserwacją, jakiej mogliśmy dokonać, była nie zawsze tak samo silna i tak samo trwała konwersja do sprzedaży online. Wprawdzie efekt konwersji był silny i widoczny w wielu branżach, natomiast również w wielu z nich kanał online tracił w znacznym stopniu swoją dynamikę, gdy tylko otwierały się sklepy fizyczne. Obserwowaliśmy ten efekt wzajemnego „znoszenia” się kanałów zarówno w pierwszym jak i drugim lock-down’ie. – powiedział Marek Kolano, dyrektor działu Data Driven Solutions w polskim oddziale Mastercard Europe.

Inflacja na początku pandemii (jeszcze) wyższa niż wskazują szacunki GUS

Zestawienie wskaźników cen dla struktury konsumpcji GUS i Mastercard sugeruje, że rzeczywista inflacja w czasie wiosennego lockdownu mogła być wyższa niż oficjalna miara GUS. Różnica w marcu wyniosła 0,55 pkt. proc., a w kwietniu 0,96 pkt. O ile jednak inflacja w czasie wiosennego lockdownu najprawdopodobniej była wyższa niż oficjalna miara GUS, to od czerwca 2020 r. pozostaje na niższym poziomie niż w rzeczywistości.

Podobne koszyki zakupowe grup o różnych dochodach

W czasie pandemii zmniejszyły się różnice udziałów skrajnych grup wydatkowych w ogólnej strukturze konsumpcji, co odzwierciedla skupienie się na niezbędnych wydatkach i przekłada się na zatarcie różnic pochodzących z możliwości finansowych bogatszych konsumentów. Pandemia nie przyczyniła się do zwiększenia nierówności. Wzrost cen był bardziej odczuwalny dla 20 proc. najwięcej wydatkujących niż dla pozostałych. Wynikało to m.in. z ograniczeń w handlu i usługach, które zatarły różnice w strukturach portfeli. Trzeba jednocześnie pamiętać, że w analizie nie uwzględniono oszczędności i inwestycji, które mimo to pozwalają najbogatszym bezpieczniej przetrwać kryzys.

Bain&Co: Coraz więcej firm dostrzega w dekarbonizacji szansę na rozwój

Pod wpływem pandemii coraz więcej przedsiębiorstw przyspiesza wdrażanie strategii ograniczania emisji dwutlenku węgla, wynika z analiz międzynarodowej firmy doradczej Bain & Company. Spółki przestają traktować transformację energetyczną jako zagrożenie i zaczynają w niej widzieć możliwości komercyjnego rozwoju i budowania wartości.

Większość (60%) ankietowanych przez Bain & Company szefów czołowych światowych firm uważa, że transformacja energetyczna będzie miała kluczowy wpływ dla przyszłości ich sektorów. W związku z tym już ponad jedna trzecia (35%) przedsiębiorstw zmieniła swoje priorytety biznesowe i szuka nowych możliwości rozwoju. Respondenci przyznają także, że sprostanie wyzwaniom klimatycznym wymagać będzie gruntownej przebudowy biznesu i obejmie wszystkie aspekty funkcjonowania spółek.

Podczas pandemii wzrosła świadomość społeczna związana z globalnym ociepleniem, a tym samym pośrednio zwiększyła się presja na spółki ze strony konsumentów, rządów i inwestorów do podejmowania działań ograniczających emisję gazów cieplarnianych – powiedział Wojciech Świercz, młodszy partner w Bain & Company. – Również w Polsce widzimy, że coraz więcej firm zdaje sobie sprawę z nieuchronności zmian związanych z dekarbonizacją, co dodatkowo przyśpiesza transformację energetyczną w naszym kraju.

Eksperci Bain & Company wskazują, że w zależności od specyfiki branży, firmy podejmują działania związane z przebudową biznesu na trzy różne sposoby. Spółki z sektora dóbr konsumenckich, takie jak na przykład Unilever, stopniowo przebudowują swoją działalność podstawową wdrażając kolejne rozwiązania eliminujące emisję CO2.  Kolejnym sposobem jest rozwijanie nowych obszarów działalności. Na przykład fińska spółka paliwowa Neste, oprócz tradycyjnego wydobycia i przetwórstwa ropy naftowej, postawiła również na produkcję odnawialnego oleju napędowego. Trzecim sposobem jest całkowita zmiana podstawowej działalności. Przykładem może być duński koncern energetyczny Ørsted, który z przedsiębiorstwa bazującego na wydobyciu i spalaniu paliw kopalnych przekształcił się w spółkę rozwijającą morskie farmy wiatrowe.

Transformacja energetyczna stanowić może zagrożenie dla funkcjonowania wielu firm w obecnych modelach biznesowych, jak również stwarzać nowe możliwości rozwoju. Coraz więcej przedsiębiorstw zdaje sobie sprawę z konieczności podjęcia proaktywnych działań w celu ograniczania ryzyka związanego z dekarbonizacją oraz budowania nowej wartości dla akcjonariuszy i zapewnienia stabilnego rozwoju – powiedział Wojciech Świercz.

Rządy krajów na całym świecie i organizacje międzynarodowe stawiają sobie coraz bardziej ambitne cele klimatyczne. Unia Europejska niedawno zwiększyła cel redukcji emisji gazów cieplarnianych z 40% do co najmniej 55% w 2030 roku oraz osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku. Z kolei Chiny zobowiązały się do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2060 roku.

Według ekspertów Bain & Company, przebudowie modeli biznesowych w kierunku zrównoważonego rozwoju sprzyjać będzie także postawa inwestorów i podmiotów finansujących działalność przedsiębiorstw. Dostrzegają oni coraz więcej długoterminowych korzyści płynących z inwestowania zgodnie z zasadami ESG (Environmental, Social and Governance) i coraz częściej domagają się by firmy, którym powierzyli swój kapitał, rozwijały się z poszanowanie środowiska i klimatu.

Wzrost cen problemem MŚP

Wszelkie dane za pierwsze miesiące bieżącego roku wskazują, że gospodarka odbija w górę. Ożywienie podtrzymuje produkcja przemysłowa, którą napędza napływ nowych zamówień, szczególnie eksportowych. Na horyzoncie pojawił się jednak nowy problem – mocno zauważalny w wiosennej fali badania Bibby MSP Index – wraz ze wzrostem produkcji szybko zaczynają przyspieszać jej ceny.

Z badania nastrojów przedsiębiorców sektora MSP, realizowanego na zlecenie Bibby Financial Services wynika, że już 40 proc. firm przyznaje się do podniesienia cen w tym roku. Takie zmiany deklarują przede wszystkim producenci oraz firmy handlowe. Jednocześnie aż ponad 80 proc. firm podaje, że podwyżki cen są odczuwalne, chociaż różni się to w zależności od branży oraz stopnia ożywienia gospodarczego w niej. Na „zdecydowanie tak” wskazują szczególnie reprezentanci firm budowlanych. Sektor handlowy i transportowy też informują, że odczuwają zmiany choć – szczególnie w transporcie – przeważają wskazania na „raczej tak”. O wyraźnie odczuwalnym wzroście cen głośno mówią firmy małe, czyli zatrudniające 10-49 pracowników.

Ceny producentów przyspieszają

Z danych GUS wynika, że inflacja producencka jest najwyższa od kwietnia 2017 r. Tzw. PPI w marcu wyniosła 3,9 proc. rok do roku, przy prognozie 3,5 proc. i poprzednim odczycie 2 proc. Już marcowe badanie wskaźnika PMI IHS Markit wskazywało, że ceny produkcji sprzedanej wzrosły najbardziej od co najmniej 2003 r. Kwietniowe potwierdziło, że ceny produkcji sprzedanej przemysłu wzrosły z kolei najbardziej w historii badania. Aż 78 proc. ankietowanych firm przetwórczych zgłosiło podwyżki cen w stosunku do marca.

Dlaczego producenci podnoszą ceny? Przyczyn jest kilka

– Bez wątpienia jedną z nich są drożejące w ostatnich miesiącach paliwa i podstawowe surowce, zarówno energetyczne, jak metalowe czy rolne. Kolejną, i to niezwykle istotną, są ograniczenia podaży wynikające z załamania łańcucha dostaw w czasie pandemii. Opóźnienia w dostawach materiałów i komponentów są nadal bardzo duże, co nawet doprowadzało do przerywania ciągłości produkcji w niektórych fabrykach. Do tego firmy borykały się też z problemami kadrowymi, związanymi z wysoką nieobecnością pracowników w czasie pandemii – wyjaśnia Ewa Gawrońska-Micuń, dyrektor zarządzająca i członek zarządu Bibby Financial Services, firmy prowadzącej badanie Bibby MSP Index.

Te czynniki spowodowały, że producenci zaczęli przerzucać rosnące koszty na odbiorców i windować ceny w górę – tym łatwiej, że ograniczonej podaży od kilku miesięcy towarzyszy stały wzrost popytu.

Skutki wzrostu cen

Wzrost cen producentów już staje się dla gospodarki i firm problemem. Z ostatniego badania Bibby MSP Index wynika, że na spadki sprzedaży w kolejnych sześciu miesiącach wskazują głównie producenci i handel. Bez wątpienia może się to wiązać ze wzrostem cen, bo te mogą hamować intencje zakupowe po stronie konsumentów i biznesu. Ryzyko może jednak być większe, bo wyższe ceny mogą doprowadzić do dalszej presji inflacyjnej w gospodarce. Wyższe oczekiwania inflacyjne przekładają się w prosty sposób na oczekiwanie wzrostu płac, a to z kolei zmusza pracodawców do kolejnego podnoszenia cen, nakręcając tak spiralę inflacyjną i hamując dalszy rozwój gospodarki. Uderza to przede wszystkim w mniejsze firmy, którym z różnych powodów – np. obawy przed utratą klientów czy płynności finansowej – trudniej podnosić ceny swoich towarów i usług czy płace.

Czy wzrost cen stanie się problemem? Trudno jeszcze to prognozować – w ciągu kilku miesięcy opóźnienia w dostawach komponentów mogą zniknąć, ceny surowców ustabilizować się, a efekt odłożonego popytu okazać inny niż spodziewany. Bez wątpienia jednak inflacja w najbliższych miesiącach stanie się jednym z głównych tematów debaty o gospodarce.

Przeprowadzone w drugiej połowie marca 2021 r. badanie to XX fala Bibby MSP Index, realizowanego co 6 miesięcy, już od dekady.

Fundusz zagraniczny wypłacił z polskiej spółki dywidendę i nie musiał płacić podatku. Fiskus próbował wykazać, że nie był akcjonariuszem

Przedsiębiorcy niekiedy w swojej działalności wykorzystują struktury zagranicznych funduszy, które nie podlegają opodatkowaniu w Polsce w zakresie osiąganych tu dochodów. W sprawie jednego z takich funduszy inwestycyjnych fiskus robił wszystko, by jednak podatek pobrać. Próbował wykazać, że fundusz nie był akcjonariuszem spółki, z której wypłacił dywidendę, a i sama spółka nie uiściła podatku, o którego zwrot wystąpiła. Sąd, uchylając 10 marca 2021 r. jego decyzję, pouczył organ podatkowy, że: „…zasada informowania o motywach rozstrzygnięcia organu i przekonywania o zasadności tego rozstrzygnięcia zostanie zrealizowana, gdy strona pozna motywy rozstrzygnięcia sprawy” (wyrok WSA w Lublinie, sygn. akt I SA/Lu 570/20).

Fundusz zwolniony z podatku dochodowego w Polsce

W grudniu 2017 r. spółka wystąpiła do naczelnika urzędu skarbowego o stwierdzenie nadpłaty w zryczałtowanym podatku dochodowym od osób prawnych za lata 2012-2015. Jak wskazywał przedsiębiorca, w okresie tym nienależnie pobrał ten podatek jako płatnik od zagranicznego funduszu inwestycyjnego z tytułu wypłaconych mu dywidend. Zgodnie bowiem z art. 6 ust. 1 pkt 10a ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych zwalnia się od tego podatku instytucje wspólnego inwestowania posiadające siedzibę w innym niż Polska państwie członkowskim Unii Europejskiej lub państwie należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, spełniające określone w tym przepisie warunki (m.in. podlegają w tym zagranicznym państwie siedziby opodatkowaniu podatkiem dochodowym od całości swoich dochodów, bez względu na miejsce ich osiągania).

Organ uznał, że to nie fundusz był podatnikiem CIT z tytułu wypłaconej przez spółkę dywidendy

Naczelnik urzędu skarbowego stwierdził jednak, że za lata 2012-2014 podatnikiem CIT w zakresie spornej dywidendy był kto inny, a mianowicie pełniący rolę depozytariusza bank. Według jego ustaleń fundusz nie był w tamtych latach właścicielem akcji spółki, stąd też nie można mu było wypłacić dywidend. Z kolei za rok 2015 nie złożono dokumentu IFT-2R i nie dokonano wpłaty zryczałtowanego podatku dochodowego z tytułu dywidendy wypłaconej przez spółkę.

Składając odwołanie, spółka przedstawiła potwierdzenia zapłaty, z których wynikało, że beneficjentem wypłaconych dywidend był fundusz zagraniczny, oraz że na dzień ustalenia prawa do dywidendy posiadał on określoną ilość akcji spółki. W opinii organu z zaświadczenia o płatności dywidend realizowanych przez spółkę w 2015 r. wynika co prawda, że właścicielem akcji w spółce był fundusz, ale dokument ten sporządzono po uzyskaniu przez bank komunikatu SWIFT MT599, wskazującego nazwę beneficjenta i kwotę wypłaty. Niemniej ani spółka, ani fundusz nie przedłożyli informacji IFT-2R za 2015 r., która potwierdzałaby, że w roku tym podatnikiem był fundusz inwestycyjny, a należny podatek został pobrany. Ani taka informacja, ani też ujawniony w niej podatek do organu nigdy nie wpłynęły.

Fundusz transparentny podatkowo

Organ rozpoznający odwołanie przedsiębiorcy stwierdził, że wykazane przez niego potwierdzenie wypłat dywidend na rzecz funduszu zagranicznego wskazuje jedynie na dokonanie między podmiotami rozliczeń w zakresie wypłaty dywidendy z określonych akcji, nie wskazuje natomiast, aby ich właścicielem był fundusz. Przedłożone dowody nie pozwalają na ustalenie zasad funkcjonowania i nadzoru oraz przepływu kapitału pomiędzy funduszem, podmiotem nadzorującym i depozytariuszem. A skoro fundusz inwestycyjny jest w kraju swojej siedziby transparentny podatkowo, oznacza to, że nie jest podatnikiem podatku dochodowego. Uzyskiwane dochody opodatkowane są bowiem na poziomie wspólników, stąd podatnikiem w zakresie wypłacanych takiemu podmiotowi należności jest właściciel tego podmiotu, jego udziałowiec.

Dyskryminacja zagranicznego funduszu przez organ podatkowy

Spółka, wnosząc skargę do sądu administracyjnego, zarzuciła dyskryminację funduszu ze względu na jego formę prawną, a także jego siedzibę zagraniczną. Przedsiębiorca wskazał bowiem, że polskie fundusze inwestycyjne korzystają ze zwolnienia podatkowego w CIT, a w tej sprawie fundusz zagraniczny, mimo że transparentny podatkowo, to pozostawał zgodny z unijną dyrektywą UCITS (Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/65/WE z dnia 13 lipca 2009 r. w sprawie koordynacji przepisów ustawowych, wykonawczych i administracyjnych odnoszących się do przedsiębiorstw zbiorowego inwestowania w zbywalne papiery wartościowe).

Odnosząc się do ustaleń organu, jakoby to depozytariusz miał być podatnikiem podatku CIT w zakresie wypłaconych funduszowi dywidend, spółka podniosła, że depozytariusz jedynie przechowywał należące do funduszu aktywa. To fundusz posiadał na dzień ustalenia prawa do dywidendy akcje, które uprawniły go do jej otrzymania, o czym zaświadcza dokument potwierdzenia wypłaty dywidendy. Przedsiębiorca zarzucił organowi, że jego stanowisko stoi w sprzeczności z przepisami dyrektywy UCTIS, jak i komunikatu Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego w zakresie obowiązków depozytariuszy funduszy inwestycyjnych. Również wyrok sądu administracyjnego o sygn. akt III SA/Wa 629/07 potwierdza, że wypłata środków na rzecz depozytariusza, ale należnych innemu uprawnionemu, nie decyduje o tym, komu zostaje przypisany status podatnika.

Fiskus nie dostał informacji IFT-2R, ale otrzymał ZPP-1

Co do zarzutów odnośnie do niezłożenia informacji IFT-2R za 2015 r. potwierdzającej, że fundusz był w tym roku podatnikiem spornego CIT, spółka wskazała, że podmiot prowadzący rachunek zbiorczy przedłożył fiskusowi zaświadczenie ZPP-1, czyli informację o wysokości osiągniętego dochodu i wysokości pobranego podatku. Wynika z niego, że zgodnie z przepisami ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych sporny podatek został pobrany i wpłacony na rachunek urzędu skarbowego właściwego ze względu na siedzibę banku.

Jednakże w opinii dyrektora izby administracji skarbowej fundusz zagraniczny poprzez dostarczone do organu wyciągi z dokumentów i ich niepełne tłumaczenie nie zrealizował warunków art. 6 ust. 1 pkt 10a ustawy o CIT. A to na nim, a nie na organie, spoczywał ciężar dowodu, czyli wykazania zasad funkcjonowania i nadzoru oraz przepływu kapitału pomiędzy funduszem, spółką i depozytariuszem.

To, że przelew poszedł na konto banku, nie oznacza, że to on jest beneficjentem dywidendy

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie przywołał wyrok NSA, sygn. akt II FSK 1455/13, w którym orzekł, że o możliwości skorzystania przez zagraniczne fundusze inwestycyjne z przedmiotowego zwolnienia z CIT decyduje podobieństwo tych funduszy do funduszy polskich, którym zwolnienie to przysługuje. Jednak błędne jest stanowisko, jakoby instytucje wspólnego inwestowania, o których mowa w art. 6 ust. 1 pkt 10a ustawy, musiały mieć takie same podstawy prawne powstania, działania, ustrój i status organizacyjno-prawny, co fundusze polskie. Stąd też nic nie stoi na przeszkodzie, by za instytucję wspólnego inwestowania, o której mowa w tym przepisie, można było uznać podmiot funkcjonujący jako połączenie osoby prawnej, np. takiej jak spółka, i funduszu nieposiadającego osobowości prawnej. W relacji tej spółka zaradzająca, jako zastępca pośredni funduszu, działa na jego rachunek, a zatem zobowiązana jest również przenieść na niego nabyte przez siebie prawa.

Spółka i fundusz dostarczyły dowody potwierdzające ich stanowisko

W opinii sądu potwierdzenia przelewów pomiędzy spółką i bankiem oraz funduszem, a także zaświadczenie ZPP-1 nie pozostawiają wątpliwości, że właścicielem akcji był fundusz. I choć organ podważył wiarygodność tego zaświadczenia, podnosząc, że zostało sporządzone dopiero w 2018 r., a i nie dołączono do niego dokumentu IFT-2R, to nie był już łaskaw wyjawić, w jaki sposób kwestie te wpływają na negatywną ocenę przedłożonych przez przedsiębiorcę dowodów.

Organ jest również w błędzie, twierdząc, że za 2015 r. nie odprowadzono CIT od wskazanych w zaświadczeniu ZPP-1 dywidend. Bo choć podatek ten nie został wpłacony do tegoż naczelnika urzędu skarbowego, to zgodnie z art. 26 ust. 2a ustawy o CIT został on pobrany przez bank i odprowadzony do innego, właściwego ze względu na siedzibę banku urzędu.

Organ nie dał wiary przedsiębiorcy, choć nie uzasadnił dlaczego

WSA w Lublinie uchylił decyzję naczelnika urzędu skarbowego odmawiającą stwierdzenia nadpłaty nienależnie pobranego przez spółkę podatku dochodowego od funduszu z tytułu wypłaconych mu w latach 2012-2015 dywidend. W jego opinii spółka dostarczyła dowody na to, że fundusz był uprawniony do wypłaty dywidend. Natomiast zachowanie organów w tej sprawie, negowanie przez nie dowodów przedstawionych przez przedsiębiorcę jest niezrozumiałe, lub co najmniej słabo uzasadnione:

„Niewątpliwie naruszono też zasady związane z prawidłowym przedstawieniem motywów, które legły u podstaw decyzji. (…) celem uzasadnienia jest m.in. realizacja (…) obowiązku wyjaśnienia stronom zasadności przesłanek, którymi kierował się organ przy załatwieniu sprawy (…) zasada informowania o motywach rozstrzygnięcia organu i przekonywania o zasadności tego rozstrzygnięcia zostanie zrealizowana, gdy strona pozna motywy rozstrzygnięcia sprawy” (wyrok WSA w Lublinie z 10 marca 2021 r., sygn. akt I SA/Lu 570/20).

Czy ktoś jeszcze może mieć wątpliwości co do motywów działania fiskusa, który sam nie potrafi nawet ich uzasadnić? W opisanej sprawie stawką była kwota podatku, jaką nienależnie spółka pobrała od wypłaconych funduszowi dywidend za okres 4 lat. Kwota, którą dzięki skutecznej walce w sądzie, fiskus będzie musiał przedsiębiorcy zwrócić.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Jak nie złamać przepisów RODO, ale mieć informację na temat szczepień przeciwko COVID?

Zgodnie z rządowymi wytycznymi jednym z obowiązków spoczywających na pracodawcy w procesie organizacji szczepienia jest zbieranie zgód na przetwarzanie danych osobowych. W rezultacie firmy rozpoczęły masową dystrybucję odpowiednich formularzy wśród pracowników. Należy jednak pamiętać, że zgoda nie jest odpowiednią przesłanką do przetwarzania danych dotyczących szczepienia.

Zgoda w swojej istocie opiera się na pełnej dobrowolności i możliwości odwołania w dowolnym momencie. Te dwie cechy w zasadzie dyskwalifikują zgodę jako odpowiednią podstawę do przetwarzania danych osobowych w większości przypadków w stosunkach służbowych – tłumaczy Monika Niedźwiecka, Senior Associate w JP Weber i radca prawny.

Zgodnie z literą prawa pracodawca nie potrzebuje zgody pracownika na przetwarzanie danych dla celów szczepienia. Aby zrozumieć dobrze tę kwestię warto w pierwszej kolejności odpowiedzieć na pytanie, czy dane dotyczące szczepienia należą do szczególnych kategorii danych osobowych – innymi słowy, czy są to dane dotyczące stanu zdrowia. Niewątpliwie dane osób, które deklarują chęć zaszczepienia nie są danymi o stanie zdrowia, a są to tzw. dane zwykłe.

Jednak, zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja w przypadku danych osób już zaszczepionych – W mojej ocenie tego rodzaju dane mogą zostać uznane za dane dotyczące stanu zdrowia – podkreśla Monika Niedźwiecka.

Warto zwrócić uwagę, że pracownicy, którzy deklarują chęć zaszczepienia się w zakładzie pracy podają swoje dane osobowe pracodawcy (imię i nazwisko, numer PESEL
i nr telefonu), aby ten przekazał je podmiotowi leczniczemu przeprowadzającemu szczepienia. Są to więc dane osobowe pacjentów przychodni będących administratorami tych danych, które mają własne podstawy i własne cele do ich przetwarzania. Cele te to przede wszystkim udzielanie świadczeń w ramach działalności medycznej – w tym przypadku głównym celem jest przeprowadzenie szczepień przeciwko COVID-19. Podstawą zaś nie jest zgoda pacjenta, lecz niezbędność danych do wykonania obowiązków podmiotu leczniczego wynikających z ustawy o prawach pacjenta i aktach wykonawczych.

W przypadku firm, które chcą dołączyć do Narodowego Programu Szczepień należy więc rozważyć zawarcie z podmiotem leczniczym umowy powierzenia przetwarzania danych osobowych, gdzie pracodawca będzie podmiotem przetwarzającym – radzi Monika Niedźwiecka. – Niezależnie od powyższego, w mojej ocenie, z uwagi na szczególną sytuację związaną z epidemią koronawirusa, pracodawcy mogą posiadać również własne cele i własne podstawy do przetwarzania danych pracowników zaszczepionych. Należy jednak wskazać, że również w tym przypadku zgoda nie jest odpowiednią podstawą legalizującą przetwarzanie tych danych. Zgoda jest jednostronnym, dobrowolnym oświadczeniem woli, które w każdej chwili może być cofnięte. Konsekwencje wycofania zgody pracowniczej mogą być w tym przypadku daleko idące. Dodatkowo zgoda nie powinna być stosowana jako przesłanka do przetwarzania danych w przypadku braku równowagi stron, a stosunek podległości służbowej niewątpliwie nie należy do sytuacji, w której obie strony są równe.

Biorąc pod uwagę wyjątkową sytuację, jaką jest stan epidemii pracodawcy mają zamiar wykorzystywać dane o pracownikach zaszczepionych na COVID-19 w celu np. zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy czy ograniczenia i prewencji  rozprzestrzeniania się choroby zakaźnej na terenie zakładu pracy. Warto podkreślić, że zgodnie z przepisami pracodawca ponosi odpowiedzialność za stan bezpieczeństwa i higieny pracy w zakładzie pracy. W związku z tym należy rozważyć, czy dane dotyczące szczepień wśród pracowników nie są ważnym elementem zapewnienia bezpiecznej pracy w czasie epidemii. Niestety, na dziś brak jest konkretnych wytycznych w tym zakresie. Niewątpliwie dane dotyczące osób zaszczepionych mogą stanowić istotną podstawę do planowania pracy w trybie tzw. hybrydowym, do podjęciu decyzji o konieczności pracy zdalnej i innych działań zabezpieczających przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa w zakładzie pracy. W związku z tym pracodawcy powinni mieć możliwość wykorzystywania danych o osobach zaszczepionych.

Oczywiście, działania podejmowane w wyniku uzyskania tych danych nie mogą mieć charakteru dyskryminującego, takich jak na przykład premiowanie pracowników zaszczepionych. Samo przetwarzanie danych osób zaszczepionych powinno być oparte na właściwej podstawie z art. 9 RODO, który reguluje przesłanki przetwarzania danych tzw. „wrażliwych”.

Można przyjąć, że pracodawcy działają w celu wypełnienia ciążących na nich obowiązków wynikających z przepisów kodeku pracy, przy czym z uwagi na to, że przepis art. 207 kodeksu pracy jest dość ogólny, warto przeprowadzić konsultacje i analizy BHP w celu uzasadnienia możliwości przetwarzania tych danych. Ponadto w związku z nadzwyczajną sytuacją, jaką jest stan epidemii, można przyjąć że pracodawcy realizują interes publiczny w zakresie zapobiegania rozprzestrzenianiu się choroby zakaźnej – wówczas odpowiednią przesłanką będzie art. 9 ust.2  lit. i RODO.

Warto również pamiętać, że szczepienia w zakładach pracy są bardzo ważnym elementem w walce o powrót do „normalności” i przywrócenia gospodarki na właściwe tory. Prawo do prywatności jest niezwykle istotne, pozostaje jednak tak samo ważne jak inne prawa – w tym w szczególności prawo do pracy w bezpiecznych warunkach. Ponadto powodzenie akcji przeprowadzania szczepień w zakładach pracy nie powinno być uzależnione od tego, czy pracodawcy uda się zebrać zgody RODO.

Biznes patrzy przez różowe okulary

Co czeka biznes po pandemii? Marazm czy nowa nadzieja? Większość kadry zarządzającej, biorącej udział w badaniu 2021 Gartner CEO Survey: The Year of Rebuilding, stawia na to drugie. Zarządy spodziewają się ożywienia gospodarczego. Mało tego, ponad jedna trzecia badanych przewiduje, że jeszcze w tym roku zarządzane przez nich organizacje ponownie osiągną lub nawet przekraczają poziom przychodów z 2019 roku!

Renesans gospodarki?

Ten i następny rok upłyną pod znakiem ożywienia gospodarczego. To nie opinia analityków, a kadry managerskiej. Jak wynika z raportu 2021 Gartner CEO Survey: The Year of Rebuilding, aż 60% dyrektorów generalnych spodziewa się ożywienia gospodarczego. Pozostałe 40% stawia z kolei na stagnację. 35% respondentów liczy na to, że uda im się ponownie osiągnąć lub nawet przekroczyć poziom przychodów z 2019 r. – Widać, że w roku 2021 wśród prezesów panuje pewność siebie. – powiedział Mark Raskino, wiceprezes ds. badań w firmie Gartner i dodaje: – Ponad połowa spodziewa się wzrostu i za główny cel stawia sobie podnoszenie przychodów. – kończy ekspert.

Michał Górecko, Dyrektor Pionu Sprzedaży w BPSC zauważa, że wiele firm chce wykorzystać szansę już w najbliższych miesiącach. – Wielu widzi możliwości i szansę na przejście do ofensywy w najbliższych miesiącach. To tej grupy należą przede wszystkim ci, którzy nie przespali cyfrowej transformacji i przygotowywali się pod kątem technologicznym. – mówi ekspert ze śląskiej firmy IT i kontynuuje: – W ubiegłym roku widzieliśmy, że firmy dobrze ucyfrowione lepiej radziły sobie z adaptacją do nowych warunków. Teraz będzie podobnie. – podsumowuje.

Techno-centrycy

Analiza wyników badania 2021 Gartner CEO Survey: The Year of Rebuilding pokazuje, że Dyrektor Górecko trafia w sedno problemu. Okazuje się, że zmiany związane z technologią będą jednym priorytetów dla kadry kierowniczej. Ta zapytana o pięć najważniejszych strategicznych obszarów dla ich biznesów w perspektywie najbliższych dwóch lat, na szczycie listy priorytetów umiejscowiła digital. Takiego zdania jest co piąty pytany. Podobnie, jak w modzie, tak i w świecie biznesu, można wyróżnić pewne globalne trendy, które ukierunkowują cały rynek. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku to właśnie digitalizacja i rozwój cyfrowych kompetencji będą priorytetem inwestycyjnym. – Dziś wielu managerów uważa, że mogłoby szybciej i bardziej się zdigitalizować. Jednak wcześniej większości brakowało dostatecznie silnego bodźca, żeby inwestować w IT na takim poziomie, który będzie optymalny dla ich rynku, wielkości i specyfiki. Bywało też tak, że cyfrową transformację traktowano jako zło konieczne. Teraz to się zmieniło, świadomość tego, jaką przewagę daje technologia, jest powszechna. – tłumaczy Michał Górecko z BPSC.

Jeśli chodzi o konkretne technologie, które kadra C-Level postrzega jako przełomowe, najwyżej znalazła się sztuczna inteligencja (SI). To właśnie technologia inteligentnych algorytmów będzie miała największy wpływ na biznes. Ponad 30% respondentów uważa, że obliczenia kwantowe będą miały duże znaczenie dla ich dalekosiężnych planów biznesowych. Problem w tym, że wciąż nie są pewni, w jaki sposób można wykorzystać tę technologię. Niektórzy decydenci wymieniają też blockchain.

Nowy wymiar pracy

W styczniu firma Twilio opublikowała prognozy, z których wynika, że koronawirus w skali globalnej przyspieszy cyfrową transformację średnio o sześć lat. Wydaje się, że prognozy zaczynają się spełniać. Widać to na przykładzie rewolucji, jakiej spodziewają się pytani przez Gartnera prezesi. Ponad 80% ankietowanych prezesów spodziewa się trwałej zmiany zachowań społecznych, które będą wpływać na funkcjonowanie przedsiębiorstw. Najważniejszą z nich będzie trwałe przejście do pracy hybrydowej.

Inwestowanie w czasach presji inflacyjnej

Dlaczego inflacja ma znaczenie dla inwestycji? Czy wskaźnik inflacji jeszcze bardziej wzrośnie? Jakie wskaźniki inflacji obserwować i co może być naturalnym zabezpieczeniem przed inflacją?

Inflacja reprezentuje zmianę cen w pewnym okresie czasu i bez wątpienia jest jednym
z głównych czynników, które mają wpływ na gospodarkę. Wskaźnik inflacji to także jedna
z najważniejszych informacji zarówno dla konsumentów, jak i inwestorów. Determinuje realną wartość środków pieniężnych oraz wartość inwestycji, która zmienia się w czasie. Dynamicznie zmieniający się wskaźnik inflacji stanowi znacznie wyzwanie dla inwestorów,
a jej wpływ na kształtowanie się indeksów giełdowych oraz cen złota jest niebagatelny.

Pandemia, a inflacja

Restrykcje związane z pandemią COVID19 sprowadziły na globalną gospodarkę głęboką recesję, a ceny ropy przejściowo spadły nawet poniżej zera. Banki centralne otwarcie mówiły o potrzebie przeciwdziałania deflacji. Jednakże w ciągu ostatnich miesięcy sytuacja makroekonomiczna uległa zmianie, która jest spowodowana coraz lepszym radzeniem sobie poszczególnych krajów z pandemią. W Polsce, w ostatnich miesiącach notowany jest dynamiczny wzrost inflacji, który należy obecnie do największych wśród krajów Unii Europejskiej.

– W Polsce inflacja w kwietniu wzrosła do poziomu 4,3%, istotnie powyżej celu inflacyjnego NBP i niewiele wskazuje na to aby presja inflacyjna miała odpuścić. Pytanie brzmi raczej, czy 5% inflację zobaczymy już w maju, czy dopiero w kolejnych miesiącach roku. To stawia NBP w bardzo niewygodnej sytuacji. Obecnie prowadzona polityka pieniężna jest najluźniejsza w historii. Nie tylko stopy procentowe są bliskie zeru (stopa referencyjna wynosi 0,1%), ale też prowadzony jest program skupu obligacji rządowych. To ułatwia rządowi finansowanie deficytu, ale wydaje się coraz mniej przystawać do okoliczności makroekonomicznych. – powiedział dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB i autor raportu.

Na całym świecie banki centralne zostały zaskoczone siłą ożywienia oraz wzrostem kosztów zachęcających firmy do podnoszenia cen. Interwencjonizm, który uratował globalną gospodarkę przed zapaścią sprawił, że gospodarstwa domowe mają niekiedy wyższe dochody niż gdyby pandemii w ogóle nie było, a przez wiele miesięcy nie były w stanie realizować wszystkich wydatków. Jednocześnie polityka darmowego pieniądza zachęca inwestorów do szukania alternatyw dla gotówki, co m.in. wpłynęło istotnie na ceny surowców, podnosząc koszty dla firm. Jak w takiej sytuacji powinni zachować się inwestorzy?

– W tym raporcie koncentrujemy się na inflacji w USA, ponieważ to ona zdecyduje o polityce Fed, a ta z kolei ma kluczowe znaczenie dla rynków globalnych, w tym dla złotego i GPW. Pokazujemy, które miary inflacji należy śledzić i jakie publikacje danych dotyczących inflacji są najważniejsze. Odpowiadamy także na kluczowe pytanie, które zadają sobie zarówno profesjonalni inwestorzy, jak i gospodarstwa domowe – czy inflacja wzrośnie? – dodaje dr Przemysław Kwiecień.

Pięć powodów wzrostu inflacji

Budując portfel inwestycyjny należy wziąć pod uwagę szereg czynników mogących mieć wpływ na efektywność przeprowadzanych inwestycji. Inflacja bez wątpienia należy do tej grupy. Analitycy XTB wyróżnili pięć przesłanek w odniesieniu do amerykańskiej gospodarki, które mogą świadczyć o dalszym wzroście wskaźnika inflacji:

  1. Znaczne transfery pieniężne – z powodu bezpośrednich dopłat, specjalnych zasiłków dla bezrobotnych i innych form wsparcia, amerykańskie gospodarstwa domowe mają więcej pieniędzy, niż gdyby pandemia nigdy się nie wydarzyła.
  2. Ogromny skumulowany popyt – konsumenci nie byli w stanie wydawać pieniędzy na wiele dóbr i usług z powodu ograniczeń – teraz mogą chcieć odrobić stracony czas i spożytkować swoje środki po otwarciu gospodarki.
  3. Rosnące ceny surowców – drożeje nie tylko ropa, rosną także ceny miedzi, bawełny i zbóż – częściowo wynika to z zerowych stóp, gdyż inwestorzy traktują te aktywa jako inwestycje.
  4. Koszty związane z COVID-19 – gospodarka otwiera się, ale reżim sanitarny zostanie utrzymany, co wiąże się z większymi kosztami.
  5. Mniejsza konkurencja – ze względu na lockdown, część firm została zamknięta, zwłaszcza w obszarze usług. Mniejsza konkurencja oznacza większą zdolność kształtowania cen.