Szczepienia w zakładach pracy – pytania i odpowiedzi

Zgodnie z zapowiedziami rządu jeszcze w tym miesiącu ruszyć mają grupowe szczepienia w zakładach pracy. 4 maja od godziny 9.00 ruszyły pierwsze rejestracje za pośrednictwem strony https://www.gov.pl/web/rcb/szczepieniawpracy.

Na chwilę obecną jedyną i nieformalną podstawę szczepień stanowią wytyczne opublikowane końcem kwietnia na stronach rządowych. Mają one jednak postać założeń i nie stanowią podstawy prawnej dla prawidłowego wdrożenia programu szczepień wśród pracodawców. Tym samym nie rozwiewają podstawowych wątpliwości pracodawców chcących jak najszybciej własnymi siłami zaszczepić personel.

Co można więc ustalić na podstawie aktualnych wiadomości podawanych przez resort rozwoju pracy i technologii?

  1. Czy tylko pracodawcy mogą organizować grupowe szczepienia?

Wytyczne podane na stronach rządowych są dość niespójne i wprowadzają niejasność, jakie podmioty będą mogły rejestrować się jako organizatorzy szczepień. Można bowiem znaleźć informacje, że program skierowany jest do:

  • pojedynczych pracodawców;
  • grupy pracodawców;
  • samorządów zawodowych (np. radcowskiego, budowlanego, aptekarskiego, weterynaryjnego, notarialnego);
  • stowarzyszeń branżowych (stowarzyszenia pracodawców określonych branż, izby handlowe lub gospodarcze);
  • szkół wyższych, jeśli chodzi o ich pracowników i studentów.

Nie wiadomo jednak, czy podmioty inne niż pracodawcy mogą same zgłosić chęć organizacji szczepień, czy też muszą zrobić to za pośrednictwem zakładów pracy, co sugerują inne wpisy na portalu rządowym, wskazujące, iż jedynie zakład pracy może dokonać rejestracji.

Z pewnością kwestia ta powinna zostać jasno uregulowana przepisami zapowiadanego przez resort rozporządzenia, którego na dzień 4 maja 2021 r. nadal brak, a które powinno być podstawą mającego ruszyć 4 maja portalu rejestracyjnego.

  1. Kogo oprócz pracownika może zaszczepić pracodawca?

Możliwość zaszczepienia ma dotyczyć zainteresowanych pracowników, bez względu na wiek i narodowość, oraz dorosłych członków ich rodzin.  W tym zakresie nie jest jednak jasne, kogo należy uważać za członka rodziny uprawnionego do dołączenia się do szczepień. Krajowe przepisy nie definiują tego pojęcia. Nie wiadomo więc, czy należy rozumieć po nim tylko osoby spokrewnione ani do jakiego stopnia i linii należy liczyć członków rodziny mogących zgłosić się do programu. Kwestią wymagającą doprecyzowania jest również to, czy zaszczepić będą mogły się osoby pozostające w związkach niesformalizowanych, a pozostające we wspólnym pożyciu lub małżonkowie rozwiedzeni?

Wreszcie, nie jest jasne czy członkowie rodziny będą mogli zaszczepić się jedynie, gdy chęć taką zgłosi sam pracownik (członek samorządu, stowarzyszenia, student), czy też niezależnie od niego.

  1. Jakie informacje należy podać w formularzu zgłoszeniowym?

Pracodawca zgłaszający chętnych do zaszczepienia za pośrednictwem strony internetowej Rządowego Centrum Bezpieczeństwa powinien podać:

  • dane kontaktowe wyłonionego u siebie koordynatora programu,
  • zadeklarowaną liczbę chętnych (co najmniej 300 osób),
  • nazwę podmiotu leczniczego, z którym nawiązał współpracę;
  • liczbę punktów szczepień, z którymi chciałby nawiązać współpracę.
  1. Czy pracownikowi należy zapewnić na dzień szczepienia zwolnienie od pracy z prawem do wynagrodzenia?

Przepisy Kodeksu Pracy i rozporządzenia w sprawie sposobu usprawiedliwiania nieobecności w pracy oraz udzielania pracownikom zwolnień od pracy[1] wskazują jedynie, że pracodawca jest obowiązany zwolnić od pracy pracownika na czas niezbędny do przeprowadzenia obowiązkowych badań lekarskich i szczepień ochronnych przewidzianych przepisami o zwalczaniu chorób zakaźnych, o zwalczaniu gruźlicy oraz o zwalczaniu chorób wenerycznych.

Szczepienia przeciwko COVID-19 nie są obecnie szczepieniami obowiązkowymi. Tym samym pracodawca nie ma obowiązku zwolnienia pracownika z pracy w celu zaszczepienia. Jednocześnie pracodawca może samodzielnie zdecydować o zwolnieniu pracownika w dniu szczepienia bez obowiązku odpracowania tego dnia i z zachowaniem prawa do wynagrodzenia, jeżeli jego termin został wyznaczony na godziny pracy. Działanie takie jest w szczególności uzasadnione i oczekiwane, jeśli to pracodawca będzie podmiotem organizującym program szczepień, w których uczestniczy jego personel.

Potwierdzają to również wytyczne rządowe, zgodnie z którymi decyzja o zwolnieniu pracownika od pracy w związku z poddaniem się szczepieniu zależy od woli pracodawcy.

Jeśli jednak pracodawca nie wyrazi zgody na odpłatne zwolnienie z pracy, pracownik może wnioskować o udzielenie mu w terminie szczepienia urlopu lub zwolnienia w celu załatwienia sprawy osobistej.

  1. Czy pracodawca może przetwarzać dane osobowe osób zgłoszonych do szczepień?

Zgodnie z aktualnymi wytycznymi, w formularzu zgłoszeniowym, pracodawca podawać ma jedynie liczbę zgłaszanych osób – nie mniejszą niż 300. Z uwagi na brak stosownego rozporządzenia, nie wiadomo, jak ma wyglądać procedura zgłaszania chętnych oraz pozyskania ich danych przez podmiot medyczny wykonujący szczepienia. Przypuszczać jedynie można, że będą one przekazywane przez same osoby zgłaszające się na szczepienie bezpośrednio pracownikom placówki.

Istotne jednak wydaje się uregulowanie kwestii, czy pracodawca będzie mógł pozyskać dane na temat osób zaszczepionych. W razie braku takiego przepisu, podążając na aktualnym stanowiskiem Prezesa UODO w tym zakresie, będzie mógł uzyskać do nic dostęp tylko, jeśli nastąpi to z inicjatywy samego pracownika, co w warunkach, w których szczepienie organizowane jest przez pracodawcę może być trudne.

Wytyczne rządowe wskazują jedynie lakonicznie, że pracodawca odpowiada za zebranie listy zatrudnionych pracowników chętnych do szczepienia oraz oświadczeń o zgodzie na przetwarzanie danych osobowych.

  1. Czy pracodawca odpowiada za ewentualne NOPy?

Kwestia odpowiedzialności za niepożądane odczyny poszczepienne od miesięcy toczy się na forum publicznym. Z punktu widzenia pracodawcy istotnym jest, że nie jest on podmiotem wprowadzającym szczepionkę na rynek, a jedynie technicznym i logistycznym organizatorem programu.

Zgodnie z rządowymi założeniami, zapewnienie bezpieczeństwa i sprawności wykonywanych szczepień, przeprowadzenie kwalifikacji do szczepienia oraz wykonanie szczepień, zapewnienie odpowiedniego wyposażenia oraz organizację zespołów szczepiących leżą w gestii podmiotu wykonującego szczepienia, z którym współpracę prowadzi pracodawca.

  1. Kto finansuje szczepienia?

Według informacji podawanych w rządowych założeniach, stawka rozliczeniowa placówki medycznej wykonującej szczepienia z NFZ wynosi 61,24 zł za każde jedno wykonane szczepienie. W kosztach tych nie ma partycypować pracodawca.

Jak wskazuje się, ewentualne dodatkowe koszty organizacyjne szczepień – jeżeli okażą się koniecznie (np. wynajem pomieszczeń z przeznaczeniem na punkty szczepień lub inne koszty organizacyjne) pokryte powinny zostać przez pracodawcę.

Zgodnie ze stanowiskiem Ministerstwa Finansów, istnieje możliwość zakwalifikowania wydatków na szczepienia przeciwko Covid-19 do kosztów podatkowych, jako  wydatków wynikających z obowiązków w zakresie BHP, wytycznych lub zaleceń organów (instytucji) kompetentnych w obszarze bezpieczeństwa sanitarnego, albo własnej decyzji i racjonalnego przeciwdziałania zagrożeniu epidemicznemu, to takie wydatki stanowią koszt uzyskania przychodów w rozumieniu art. 15 ust. 1 ustawy CIT i art. 22 ust. 1 ustawy PIT.

  1. Czy ktoś będzie weryfikował prawidłowość rejestracji?

Rządowe wytyczne milczą na temat tego, czy przewidziana jest kontrola prawidłowości organizowania programu szczepień przez pracodawców. W szczególności nie wiadomo, czy weryfikacji podlegać będzie, czy na liście zarejestrowanych osób znajdują się tylko uprawnieni. Niewątpliwie podstawą do takiego działania musiałby stać się akt powszechnie obowiązującego prawa, a takiego do tej pory brak. Wątpliwości budzi również, czy jeśli powstanie po uruchomieniu programu szczepień pracowniczych, będzie mógł być podstawą wyciągania konsekwencji wobec akcji już przeprowadzonych, mając na uwadze zakaz działania prawa wstecz.

Jak widać, kwestia szczepień pracowniczych wymaga znacznego doregulowania. Jakkolwiek rejestracja do programu ruszyć ma zaraz po majówce, nadal nie wiadomo, kiedy dokładnie ruszą pierwsze szczepienia w zakładach pracy ani jak w praktyce ma wyglądać cała procedura i jej koordynacja.

AGATA MAJEWSKA

Radca prawny, specjalista w zakresie doradztwa dla pracodawców oraz ochrony danych osobowych

Ślązak, Zapiór i Partnerzy – Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych sp.  p.

Jedna z największych kancelarii działających na rynku południowej Polski. Świadczy kompleksowe usługi doradcze we wszystkich dziedzinach prawa związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej.

[1] Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej w sprawie sposobu usprawiedliwiania nieobecności w pracy oraz udzielania pracownikom zwolnień od pracy z dnia 15 maja 1996 r. (tj. Dz.U. z 2014 r. poz. 1632).

Zmiany personalne w Ford Polska. Mirosław Prus nowym dyrektorem sprzedaży samochodów osobowych

Z dniem 1 maja 2021 roku nastąpiła zmiana na stanowisku dyrektora sprzedaży Ford Polska. Funkcję objął Mirosław Prus. Na nowym stanowisku będzie odpowiadał między innymi za dystrybucję i sprzedaż samochodów osobowych, a także za nadzór nad siecią autoryzowanych dilerów marki Ford w Polsce.

Mirosław Prus z branżą motoryzacyjną jest związany nieprzerwanie od 1998 roku. Zdobywał doświadczenie w dużych koncernach motoryzacyjnych w Polsce oraz Niemczech. Odpowiadał między innymi za zarządzanie łańcuchem dostaw – w tym logistykę, dystrybucję, zakupy a także za planowanie i prognozowanie popytu oraz podaży oraz projektowanie i wdrażanie strategii sprzedaży.

– Bardzo się cieszę, że mogłem dołączyć do zespołu Ford Polska. To bardzo silna marka motoryzacyjna, która oferuje doskonałe produkty i posiada doświadczoną sieć dilerską. Dla mnie jakość obsługi klienta oraz strategia elektryfikacji mają najwyższe priorytety. Już dzisiaj mogę sobie pozwolić na stwierdzenie, że dzięki doskonałym modelom samochodów i profesjonalnemu zespołowi jesteśmy i będziemy w stanie spełnić wszystkie oczekiwania naszych klientów – powiedział Mirosław Prus.

Mirosław Prus ukończył w 2002 roku studia magisterskie na kierunku finanse przedsiębiorstw. Na poprzednich stanowiskach został pięć razy wyróżniony nagrodą pracownika roku.

Jego pasją jest żeglarstwo a bardzo ważną rolę w jego życiu odgrywa muzyka. Interesuje się brzmieniami bluesowo-rockowymi oraz klasycznym. W wolnych chwilach gra na gitarze akustycznej i elektrycznej.

Badanie SAS: Pandemia sprawiła, że w pracy potrzebujemy nowych umiejętności

Eksperci SAS wskazują 4 trendy, które będą odgrywać największą rolę w zmianach zachodzących obecnie na rynku pracy.

W ciągu ostatniego roku biznes stanął przed wyzwaniem zweryfikowania większości krótkoterminowych planów rozwoju. Zmiany nie ominęły również pracowników, którzy muszą obecnie wykazywać się nieco innymi umiejętnościami w ramach pracy zdalnej, ponieważ większość procesów została przeniesiona do świata cyfrowego. Jak wynika z badania SAS, 88 proc. menedżerów przyznaje, że musiało zmienić plany rozwoju zawodowego zespołów, aby umożliwiały one zdobycie umiejętności, których obecnie najbardziej potrzebują organizacje.

Pandemia przyczyniła się do przyspieszenia inicjatyw z zakresu rozwoju zawodowego i uwidoczniła braki umiejętności zarówno u menedżerów, jak i pracowników. Przedstawiciele jednej i drugiej grupy muszą szybko się uczyć, aby nadążyć za zmieniającym się środowiskiem pracy. Pięćdziesiąt procent menedżerów HR, którzy wzięli udział w badaniu „HR Dive” przeprowadzonym przez studio ID i SAS, przyznało, że pracownicy powinni podnosić swoje umiejętności, przekwalifikować się lub łączyć różne kompetencje. Nieco mniej, bo 41 proc. z nich wyraziło taką samą opinię w stosunku do menedżerów. Jednocześnie według danych firmy TINYpulse, 49 proc. menedżerów motywuje rozwój kompetencji, który przynosi im korzyści, a pracownicy, którzy czują, że rozwijają się w pracy, są o 20 proc. bardziej skłonni pozostać w organizacji po roku od rozpoczęcia pracy. Wszystkie te dane wskazują, że organizacje stoją przed dużym wyzwaniem w zakresie zarządzania procesem rozwoju kompetencji w taki sposób, aby zaspokoić potrzeby pracowników i zapewnić sprawne działanie w nowej rzeczywistości.

Umiejętności miękkie ważne w pracy zdalnej

Potrzeba zachowania dystansu społecznego i brak możliwości spotkania osobiście ze współpracownikami, klientami czy partnerami sprawiła, że trudniej jest odczytać nastrój rozmówcy czy nawiązać bliższy kontakt. Nie dziwi zatem fakt, że niemal 50 proc. respondentów badania „HR Dive” wskazało, że menedżerowie powinni obecnie mocniej skupić się na rozwoju umiejętności miękkich, a 32 proc. potwierdziło, że te założenia dotyczą również pracowników.

Konieczność zmiany jest oczywista, jednak wiele organizacji ma kłopot ze wskazaniem, jakich konkretnych umiejętności brakuje ich pracownikom. Uczestnicy badania SAS przyznali, że najczęściej identyfikują je w procesie oceny wewnętrznej, np. rozmów lub ankiet rocznych. Rzadziej wskazują je sami pracownicy lub jest to efekt audytu firm trzecich. Niemal 30 proc. ankietowanych przyznało, że nie próbuje obecnie określić brakujących umiejętności w swojej organizacji.

Cztery trendy, które będą odgrywać największą rolę w zmianach, jakie zachodzą obecnie na rynku pracy:

  1. Rosną oczekiwania względem biznesu – rola firm nie sprowadza się jedynie do wytwarzania i sprzedawania dóbr czy świadczenia usług. Pandemia pokazała, jak ważna jest odpowiedzialność biznesu, który powinien troszczyć się o pracowników oraz społeczność lokalną. Dbałość o zdrowie (także psychiczne), bezpieczeństwo i zapewnienie możliwości rozwoju członkom zespołów to ważne wyzwanie, któremu przedsiębiorstwa muszą stawić czoła. Oczekuje się, że firmy będą zabierały stanowisko w ważnych sprawach społecznych i politycznych.
  2. Inwestycjom w technologie muszą towarzyszyć inwestycje w szkolenia i rozwój – wdrożenie zaawansowanych technologii w organizacji nie przyniesie oczekiwanego rezultatu, jeżeli pracownicy nie będą wiedzieli, jak z nich korzystać. W szczególności dotyczy to pracowników, którzy przed pandemią spotykali się z klientami głównie osobiście, a obecnie muszą to robić zdalnie, korzystając z narzędzi do współpracy.
  3. Szkolenia pozwalają utrzymać i pozyskać pracowników – pandemia uwidoczniła, że niektóre umiejętności mają większe znaczenie niż inne. Przyspieszona cyfrowa transformacja biznesu sprawiła, że zapotrzebowanie na deweloperów IU, specjalistów z zakresu sztucznej inteligencji czy chmury jest jeszcze większe. Mając na uwadze, że na rynku wciąż brakuje talentów, firmy powinny rozważyć wsparcie obecnych pracowników w procesie zmiany zawodowej, pomagając im pozyskiwać nowe umiejętności.
  4. Organizacje muszą stworzyć kulturę rozwoju – szkolenia pracowników stanowią największą wartość, gdy po ich zakończeniu dzielą się oni wiedzą z resztą zespołu. Atmosfera wzajemnego wsparcia jest szczególnie ważna, gdy firma próbuje znaleźć nieistniejące jeszcze rozwiązanie danego problemu. Pracownicy muszą sami dążyć do podnoszenia kwalifikacji. Aby to było możliwe, niezbędne jest skuteczne wykorzystywanie zdobytych umiejętności w codziennej pracy, np. wykonując niektóre zadania szybciej lub eliminując powtarzające się błędy.

Satis Group inwestuje w producenta innowacyjnej technologii leczenia niepłodności

Satis Group S.A., notowana na GPW grupa technologiczna nabyła pakiet akcji medycznej firmy INVO BioScience Inc., notowanej na NASDAQ. Na zakup amerykańskich akcji polska spółka wydała ponad  970 tys. USD, co pozwala jej kontrolować 2,38% kapitału firmy z Florydy, zajmującej się innowacyjnymi metodami leczenia niepłodności. Satis Group i INVO Bioscience Inc negocjują warunki strategicznej współpracy, mającej na celu rozwój działalności INVO BioScience na rynkach Europy Środkowej i Wschodniej. Z danych wskazywanych przez EPAF (European Policy Audit on Fertility) z problemem niepłodności tylko w Polsce może zmagać się 1,5 mln par.

Misją INVO Bioscience® jest zwiększenie dostępu do leczenia niepłodności oraz opieki nad pacjentami na całym świecie. Spółka jest autorem technologii INVOcell®, pierwszego systemu do inkubacji wewnątrzpochwowej (IVC) dopuszczonego przez FDA w Stanach Zjednoczonych. Jest to nowatorskie urządzenie i procedura zapewniająca bardziej naturalne, bezpieczne, skuteczne i tańsze leczenie niepłodności. Urządzenie INVOcell oraz Procedura INVO® stanowią alternatywę dla tradycyjnych metod leczenia niepłodności, takich jak inseminacja domaciczna (IUI) i zapłodnienie in vitro (IVF).

Transakcja zakupu pakietu akcji INVO BioScience jest bardzo ważnym etapem negocjacji warunków współpracy między nami. Strategiczne partnerstwo pozwoli amerykańskiej spółce rozwinąć swoją działalność na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, w czym będziemy ich wspierać poprzez znajomość lokalnego rynku. Nasza współpraca pozwoli na zwiększenie dostępu w Polsce do terapii leczenie niepłodności. Szacuje się, że problem niepłodności może w naszym kraju dotyczyć 1,5 mln par– komentuje Andrzej Wrona, Prezes Zarządu Satis Group S.A.

Spółka nabyła pakiet akcji INVO Bioscience® stanowiący prawie 2,4 procent udziału w jej kapitale zakładowym. Transakcja została sfinansowana w ramach umowy z Polish American Investment Fund LLC, która została zawarta 29 kwietnia br.

Wejście na rynek medyczny zostanie wsparte zmianami w kadrze zarządzającej. 29 kwietnia br. Rada Nadzorcza Satis Group powołała do Zarządu Spółki Marcina Hańczaruka, doświadczonego managera w obszarze ochrony zdrowia. W swojej dotychczasowej karierze prowadził on różnorodne zespoły, a także całe organizacje w wiodących międzynarodowych firmach i koncernach: Bristol-Myers Squibb (USA); Schering Plough (USA); Ferring (Szwajcaria), Amgen (USA.

Klabater ogłosił datę premiery Crossroads Inn

Klabater ogłosił datę premiery kluczowej gry spółki, Crossroads Inn, na konsolach Microsoftu. Symulator zarządzania karczmą w świecie fantasy, będzie dostępny na Xbox Series X oraz Xbox One już 19.05 w cenie 29,99 EUR/USD, a za produkcję odpowiada wewnętrzny zespół portingowy spółki.

Crossroads Inn jest kluczową marką własną i motorem napędowym sprzedaży back-catalogu Spółki. Łączna wartość zysku ze sprzedaży od premiery gry w październiku 2019 do końca 2020 r. osiągnęła blisko 2,5 mln zł. Klabater przez ponad rok pracował nad wersją tytułu przeznaczoną na konsole Microsoftu, aby przystosować produkcję w optymalny sposób do możliwości Xbox One i Xbox Series X:

– Edycja konsolowa wymagała od nas zredefiniowania wielu aspektów gry, w tym sterowania, ponieważ nie jest łatwo zaadaptować dużą strategię typu Tycoon na potrzeby pada. Nasz zespół nie tylko podołał temu wyzwaniu, ale też zaproponował rozwiązania, które sprawią, że użytkownicy konsol z przyjemnością będą grać w nasz tytuł – mówi Michał Gembicki, Joint-CEO w Klabaterze.

Crossroads Inn w wersji na Xbox One oraz Series X zaoferuje graczom o wiele więcej niż podstawową wersję gry. W edycji konsolowej gra będzie dostępna wraz z dodatkami Pests & Puppies, The Pit, Hooves, Wagons oraz Bath & Beauty. Ponadto na Xbox będzie dostępny unikalny dodatek Dodatek Crops & Harvest skupiony na cyklu upraw i zbiorów oraz nowe typy postaci – barda i podróżnika. Gra zostanie również wydana w edycji specjalnej (34,99 USD/EUR) zawierającej wszystkie dodatki znane z season passa gry.

– Crossroads Inn to dla nas niezwykle ważna marka, którą zamierzamy rozwijać w najbliższych latach. Naturalnym elementem tego rozwoju jest również wersja na konsole Microsoftu i wierzę, że dzięki ciężkiej pracy całego zespołu portingowego, Crossroads Inn odniesie zasłużony sukces na Xbox Series X oraz Xbox One, wypełniając niszę w symulatorach zarządzania – kończy Michał Gembicki.

Strona gry na Xbox będzie dostępna dzisiaj od godziny 15:00. Flagowy tytuł Klabatera jeszcze w tym roku doczeka się na konsoli również nowych dodatków, czerpiących z obecnie tworzonych projektów spółki. Pierwszy z nich, zatytułowany The Circus – będzie inspirowany powstającą właśnie grą spółki The Amazing American Circus, oferując trzech nowych bohaterów (klaun, siłacz i żongler), natomiast Booze and Liquor – będzie inspirowany kulturą bimbrowników i projektem Moonshiners.

SUNEX planuje przeprowadzić emisję akcji

Zarząd SUNEX S.A. zamierza przeprowadzić emisję akcji w oparciu o Memorandum Informacyjne. Pozyskane środki planuje przeznaczyć na rozwój działalności, rozbudowę mocy produkcyjnych i wdrożenie innowacyjnych technologii. Celem jest także zwiększenie płynności i otwarcie Spółki na nowych inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych. Decyzje w sprawie emisji akcji będą podejmowane przez akcjonariuszy na ZWZA zwołanym na 27 maja br.

Zarząd SUNEX S.A. w porządku obrad najbliższego Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy wprowadził punkt przewidujący podjęcie uchwały w sprawie podwyższenia kapitału zakładowego spółki w drodze emisji akcji serii C z wyłączeniem prawa poboru. Zamiarem Zarządu SUNEX jest, aby emisja nastąpiła w drodze oferty publicznej, skierowanej do szerokiego grona potencjalnych inwestorów, na podstawie Memorandum Informacyjnego – maksymalna wartość oferty może wynieść 2,5 mln Euro. Decyzja w sprawie emisji akcji zapadnie na najbliższym ZWZA zaplanowanym na 27 maja br.

Celem planowanej emisji jest pozyskanie dodatkowego finansowania, które umożliwi przyspieszenie realizacji strategicznych planów Spółki w zakresie rozbudowy mocy produkcyjnych w obszarze urządzeń opartych o odnawialne źródła energii.

– Mamy dużą liczbę zamówień, chcemy się dalej dynamicznie rozwijać. Branża odnawialnych źródeł energii jest bardzo perspektywiczna. Zwiększająca się świadomość społeczeństwa w zakresie ochrony środowiska, przy wsparciu rządowych programów pomocowych, powoduje dynamiczny wzrost popytu na systemy bazujące na OZE. Realizacja projektów obejmujących zwiększenie mocy produkcyjnych i wdrożenie nowych technologii m.in. w zakresie automatyzacji produkcji, pozwoli wzmocnić naszą pozycję konkurencyjną i wykorzystać rynkową koniunkturę. Celem przeprowadzenia oferty akcji jest również zwiększenie płynności akcji oraz otwarcie Spółki na nowych inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych – podkreślił Romuald Kalyciok, Prezes Zarządu SUNEX S.A.

Na potrzeby finansowania rozwoju i uruchamiania innowacyjnych technologii SUNEX ubiega się o dofinansowanie ze środków programów pomocowych pochodzących z Unii Europejskiej.

Stali klienci gwarancją stabilności finansowej już tylko dla 5% firm | Badanie

W biznesie panuje przeświadczenie, że dobrze jest mieć stałych klientów, bo to trwałe źródło przychodu. W mikrofirmach stanowią oni nawet 75% (i więcej) wszystkich klientów. Niestety, jak pokazuje najnowsze badanie Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG, dwie trzecie przedsiębiorców z sektora MŚP doświadczyło w pandemii opóźnienia w płatnościach właśnie ze strony stałych kontrahentów. O ich całkowitej rzetelności płatniczej może mówić już tylko 5% firm.

Pandemia negatywnie wpłynęła na zdolność regulowania zobowiązań w firmach. Przedsiębiorcy ostrożniej podchodzą do nowych kontrahentów. Tymczasem badanie „Płatności i finasowanie przedsiębiorstw w czasie pandemii” pokazuje, że firmy powinny baczniej przyjrzeć się również kondycji finansowej stałych klientów, którym wystawiają faktury z odroczonym terminem płatności. Jak się bowiem okazuje, to właśnie oni w pandemii często płacą po terminie.

Stały znaczy jaki?

Większość przedsiębiorców działających w modelu B2B ma stałych klientów, którym sprzedaje towary z odroczonym terminem płatności bądź świadczy usługi w ramach abonamentu czy długoterminowej umowy. Taka współpraca ma swoje plusy, jak np. regularne wpływy na konto w postaci comiesięcznych przelewów.

Z badania Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i firmy faktoringowej NFG wynika, że stali klienci w mikroprzedsiębiorstwach, częściej niż w małych i średnich firmach, stanowią ponad ¾ wszystkich partnerów. W małych i średnich firmach zazwyczaj nie przekraczają połowy wszystkich kontrahentów. Generalnie im mniejsza firma w sektorze MŚP, tym większy jest stosunek liczby stałych kontrahentów do wszystkich klientów w przedsiębiorstwie. A spowodowane jest to przede wszystkim kosztami.

Pozyskiwanie nowych klientów pozwala firmom rosnąć, ale jest kosztowne. Szacuje się, że zdobycie nowego klienta jest sześć do siedmiu razy droższe niż utrzymanie obecnego. Dlatego mikrofirmy rzadziej niż firmy małe i średnie, koncentrują się na pozyskiwaniu nowych kontraktów, a częściej na obsłudze obecnych. Według naszego badania, w przypadku mikrofirm, grono stałych klientów pozostających w obsłudze, to z reguły 6-10 podmiotów – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów, współautora badania.Stali klienci gwarancją stabilności finansowej już tylko dla 5% firm

Pandemia zachwiała stabilnością

Stali kontrahenci byli dotychczas synonimem bezpieczeństwa finansowego, który gwarantuje regularne wpływy na konto, a co za tym idzie stabilność i ciągłość działania przedsiębiorstwa. Niestety pandemia skutecznie zachwiała tym poczuciem bezpieczeństwa.

Blisko 68% przedsiębiorców z sektora MŚP przyznało, że w ostatnim roku pojawiły się opóźnienia w płatnościach ze strony stałych kontrahentów. W tej grupie co czwarty potwierdza, że takie opóźnienia „zdecydowanie mają miejsce”, a 42%, że „raczej się zdarzają”. Jedynie 5% firm jest w stanie zaświadczyć o całkowitej rzetelności płatniczej swoich stałych klientów, a 28% uważa, że takie opóźnienia „raczej się nie zdarzają”.Stali klienci gwarancją stabilności finansowej już tylko dla 5% firm 2

Dla porównania, co czwarty przedsiębiorca przyznaje, że przed pandemią tacy kontrahenci regulowali faktury terminowo, a jeśli nawet się spóźniali, to z reguły nie dłużej niż 15 dni (36% wskazań). W pandemii te opóźnienia wydłużyły się nawet do 60 dni.

Przedsiębiorcy uważają, że stali klienci to stałe źródło przychodu. I rzeczywiście do niedawna tak było. Niestety w pandemii dwie trzecie przedsiębiorców z sektora MŚP przyznało, że pogorszyła się rzetelność płatnicza stałych kontrahentów. Innymi słowy: regularne płatności, które dotąd spływały do nich w terminie, teraz są dokonywane z miesięcznym lub dwumiesięcznym opóźnieniem. Problem ten dotyczy nawet połowy stałych kontrahentów. W zdecydowanie najgorszej sytuacji są mikrobiznesy, skoncentrowane niemal wyłącznie na obsłudze właśnie takich klientów. W ich przypadku trudno o ucieczkę w nowe kontrakty, a przerwanie łańcucha płatności może mieć dramatyczne konsekwencje dla ciągłości działania mikroprzedsiębiorstwa, łącznie z utratą płynności finansowej – zauważa Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG.Stali klienci gwarancją stabilności finansowej już tylko dla 5% firm 3

Jak wskazują autorzy badania, pandemia przyzwyczaiła niektóre firmy do tego, żeby wstrzymywać płatności za towary lub usługi. Przedsiębiorcy chcą chronić przede wszystkim swoje własne biznesy, nawet kosztem bezpieczeństwa swoich kontrahentów. W tej sytuacji nieprędko rzetelność płatnicza w biznesie wróci na właściwe tory.

Niestety liczba przedsiębiorców, którzy nieterminowo regulują swoje zobowiązania rośnie z powodu pandemii. Ciężko ocenić czy kontrahent faktycznie nie ma środków na uregulowanie płatności, czy tylko zasłania się koronawirusem. Tak czy inaczej, brak pieniędzy za wykonaną usługę zaburza płynność finansową firmy. Aby ochronić własną działalność przed bankructwem, warto korzystać z dostępnych na rynku usług pomagających w utrzymaniu finansów na właściwym poziomie. Dzisiaj ważne jest, by monitorować stałych klientów, sprawdzać nowych oraz dyscyplinować wszystkich do zapłaty np. w ramach faktoringu jawnego – ocenia Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu NFG.

Badanie „Płatności i finasowanie przedsiębiorstw w czasie pandemii” na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG przeprowadzone przez IMAS International w marcu 2021 r. metodą CAWI na grupie 509 mikro, małych i średnich przedsiębiorstw.

Skok inflacji wystawia na próbę cierpliwość członków RPP (prognoza B. Sawickiego)

Nastawienie Rady Polityki Pieniężnej coraz mocniej odbiega od innych banków centralnych regionu i świata gospodarek wschodzących. Strategia rodzimych władz monetarnych zostaje wystawiona na poważną próbę. Jest jednak wciąż za wcześnie, by zakładać szybkie porzucenie obecnej strategii na rzecz bardziej restrykcyjnej polityki. Po majowym posiedzeniu RPP nie powinniśmy zatem oczekiwać zmian w komunikacji – twierdzi Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Próba cierpliwości i konsekwencji członków RPP to kombinacja nagłego wystrzału inflacji, podwyższonych cen bazowych, perspektywy wysokiej dynamiki PKB, zdrowego rynku pracy i fali popytu konsumpcyjnego, która rozleje się po zniesieniu restrykcji. Czy wobec takiego splotu argumentów NBP pozostanie niewzruszony? Majowe posiedzenie członków RPP odbędzie się już jutro.

Łagodna, czyli jaka?

W odpowiedzi na pandemiczne załamanie koniunktury, Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe z pułapu 1,5 proc. (wówczas historycznie najniższego) do 0,10 proc. Większość decydentów prezentuje stanowisko, że przez kilka kolejnych kwartałów, co najmniej do końca kadencji Rady (nastąpi to w marcu 2022 r.), nie będzie potrzeby podnoszenia kosztu pieniądza.

Narodowy Bank Polski przed rokiem rozpoczął także skup aktywów. Polski program luzowania ilościowego ma charakter otwarty, nieposiadający ograniczenia czasowego, ani z góry określonej wartości. Na 21 przeprowadzonych dotychczas przetargach pozyskano papiery o łącznej wartości 124 mld zł. Co istotne, w ostatnich tygodniach skup wyraźnie zintensyfikowano.

Na ubiegłotygodniowym przetargu odkupiono dług za maksymalną kwotę 5 mld zł. Dwudziesta aukcja była większa niż jedenaście poprzednich. W kwietniu wartość programu wyniosła aż 10,4 mld zł i była najwyższa od czerwca ubiegłego roku, gdy skala niepewności odnośnie do rozwoju pandemii i ścieżki wzrostu była nieporównywalnie większa niż obecnie. Nie można zapominać także, że zaledwie kilka miesięcy temu NBP agresywnie interweniował na rynku walutowym w celu osłabienia złotego. Oficjalnie miało to wspomóc oddziaływanie kryzysowej polityki na gospodarkę. Choć kolejne interwencje są bardzo mało prawdopodobne, to w komunikacji istotnym elementem pozostaje preferencja, by złoty pozostał słaby i w ten sposób wspierał eksport.

Wzrost prawie na piątkę, inflacja też?

Po poprzednim posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej prezes Adam Glapiński użył sformułowania, że kondycja gospodarki jest bardzo „daleka od OK.” Okazuje się jednak, że każdy kolejny lockdown wyrządza mniej szkód koniunkturze, a szkody wyrządzone przez wygasającą już trzecią falę zachorowań na COVID-19 są znacznie mniejsze, niż można się było obawiać. Rekordowe wyniki sprzedaży detalicznej oraz produkcji przemysłowej za marzec sugerują, że w pierwszych trzech miesiącach tego roku dynamika PKB wyniosła ok. -1 proc. rok do roku. Innymi słowy: do drugiego kwartału, który przynosi przyśpieszenie szczepień, perspektywę znoszenia obostrzeń i odmrażania usług, koniunktura dotrwała w lepszej kondycji, niż można było to zakładać jeszcze kilka tygodni temu. Odporność koniunktury i wyższy punkt wejścia w okres rozlewania się szybszego wzrostu po światowej gospodarce przywróciła na bliższy plan stary atut złotego, czyli oczekiwania, że tempo wzrostu w tym roku może być bliskie 5 proc.

– Podobną wartość, i to już w maju, zanotować może jednak także dynamika wzrostu cen konsumenckich. Piątkowe dane GUS wskazują, że w kwietniu ceny były aż o 4,3 proc. wyższe niż przed rokiem, co wywołało kolejny, niemały inflacyjny szok. Wystrzał presji cenowej nie jest jednorazowy w tym sensie, że niechybnie podnosi ścieżkę dynamiki cen na resztę roku. Dynamika CPI będzie plasować się mocno powyżej celu inflacyjnego NBP. Stoi za nim nie tylko podbicie cen paliw oraz żywności, ale także wysoka trajektoria dynamiki inflacji bazowej. Jej  tegoroczne zachowanie stanowi duże zaskoczenie, zakładano bowiem, że będzie ona stopniowo wygasać. Tymczasem utrzymuje się blisko 4 proc. rok do roku i prawdopodobne są  zwyżki, które napędzi znoszenie restrykcji prowadzące do otwarcia gospodarki – w tych kategoriach realizacja odroczonego popytu przez konsumentów powinna mieć szczególnie znaczący wpływ – ocenia Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

RPP twardo przy swoim

Polskie władze monetarne dotychczas jednoznacznie utrzymywały, że podbicie inflacji ma charakter przejściowy oraz że wynikać będzie z efektów statystycznych i czynników znajdujących się poza orbitą oddziaływania banku centralnego. Ostatnie informacje z gospodarki to za mało, by zmienić nastawienie i przełożyć się na zmianę komunikacji. Może to nastąpić dopiero w momencie, gdy któraś z projekcji inflacyjnych (zapewne jesienna) zacznie wskazywać na trwałe utrzymywanie się inflacji znacznie powyżej celu i sugerować odklejanie się oczekiwań inflacyjnych. Dużą rolę może odegrać w tym rynek pracy, który wychodzi z pandemii zdrowy, „rozgrzany” przede wszystkim w przemyśle i cechowany przez rosnące żądania płacowe.

Nie można też oczywiście zakładać obwieszczenia zmiany strategii tak długo, jak obowiązują liczne pandemiczne restrykcje. Choć Czesi sposobią się do podniesienia stóp w drugim półroczu, a na podobny krok zapewne zdecydują się także Węgrzy, to stopy procentowe w Polsce nie ulegną zmianie. Część członków Rady zacznie jednak jeszcze mocniej postulować konieczność normalizacji, a kolejne posiedzenia będą śledzone bardzo uważnie.

Prognoza na koniec roku: dolar poniżej 3,36 zł, a euro po 4,40

Nastawienie RPP jest niekorzystne dla złotego, ale obecnie największym problemem polskiej waluty jest balast nierozstrzygniętej kwestii kredytów frankowych i zbliżające się posiedzenie Izby Cywilnej Sądu Najwyższego. Inwestorzy na stałe przypięli NBP łatkę najłagodniejszego, jednoznacznie gołębiego banku centralnego w regionie. Przy stopach bliskich zera i kilkuprocentowej inflacji atrakcyjność odsetkowa rodzimej waluty będzie skrajnie niska.

– Mocno ujemne realne stopy procentowe mogą hamować umocnienie złotego oraz sprawiać, że będzie on bardziej wrażliwy na potencjalne zawirowania na światowych rynkach. Jednak nie wystarczą, by zapobiec jego umocnieniu. Rozlewanie się dobrej koniunktury na kolejne gospodarki powinno odpychać kapitał od dolara w kierunku tych walut, których kraje pochodzenia w danym momencie będą miały za sobą najszybszy postęp szczepień i największe szanse na szybkie odmrażanie gospodarki. W pierwszym kwartale był to funt, obecnie jest euro. Liczymy, że niebawem przyjdzie kolej złotego, który ma za sobą mocny wzrost i korzystną dla waluty sytuację w bilansie płatniczym, a dodatkowo spory dystans do nadrobienia. Prognozujemy, że na koniec roku za euro płacić będziemy ok. 4,40 zł, a kurs USD/PLN spadnie poniżej 3,60 – szacuje analityk Cinkciarz.pl.

Wojciech Zaskórski nowym General Managerem w Lenovo Polska

Firma Lenovo ogłosiła, że z początkiem maja 2021 roku Wojciech Zaskórski objął stanowisko General Manager w Lenovo Polska. Będzie odpowiadać za całokształt działań firmy, w tym zarządzanie sprzedażą, rozwijanie i wzmacnianie pozycji marki oraz portfolio jej produktów i usług przeznaczonych dla użytkowników indywidualnych, jak i biznesowych na polskim rynku. Nowy General Manager w Lenovo Polska będzie raportował do Ivana Bozeva, dyrektora generalnego odpowiedzialnego za kraje Europy Środkowo i Południowo-Wschodniej.

Wojciech Zaskórski z rynkiem IT związany jest od ponad 20 lat. Ostatnio pełnił funkcję Enterprise Business Division Director w Samsung Electronics Polska, w ramach której przez ostatnie 5 lat zarządzał biznesem produktów IT marki Samsung w Europie Środkowo-Centralnej. W strukturze firmy zajmował też stanowisko kierownicze Head of Solutions and Product Marketing. Wcześniej pracował w polskiej grupie kapitałowej spółek z branży informatycznej Sygnity S.A., gdzie odpowiadał za nadzór nad wdrożeniem technologii i rozwiązań wykorzystanych m.in. w sektorze publicznym oraz bankowym. Wojciech Zaskórski jest absolwentem wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego oraz Wojskowej Akademii Technicznej, gdzie uzyskał tytuł doktora nauk o bezpieczeństwie informacyjnym. Ukończył także studia Executive MBA w Akademii Leona Koźmińskiego oraz szereg studiów podyplomowych m.in. na University of Oxford, Fuqua School of Business w Duke University, University of Stockholm oraz London School of Business. Prywatnie jest fanem aktywnego spędzania wolnego czasu – uprawia CrossFit oraz pasjonuje się sportami wodnymi jak żeglarstwo czy wakeboarding.

„Poprowadzenie Lenovo na polskim rynku to wyzwanie i odpowiedzialność, które z entuzjazmem podejmuję. Jestem dumny, że trafiam do firmy w przełomowym momencie cyfrowej transformacji pracy oraz biznesu. W Lenovo wierzymy, że technologia może rozwiązać największe wyzwania ludzkości, dlatego podstawą prowadzonych przez nas działań, od momentu tworzenia innowacji do ich wdrożenia, jest zorientowanie na potrzeby oraz oczekiwania klienta. Jestem skoncentrowany na systematycznej realizacji naszej strategii i wspieraniu dalszego rozwoju marki, który umożliwi nam urzeczywistnianie tej wizji i tym samym oferowaniu wszystkim użytkownikom inteligentniejszych technologii”. — mówi Wojciech Zaskórski, General Manager Lenovo Polska.

Grupa PHN poprawiła wyniki z najmu i działalności deweloperskiej w 2020 r.

W 2020 r. Grupa Kapitałowa Polskiego Holdingu Nieruchomości S.A. zwiększyła przychody z najmu do 188,9 mln PLN z 171,9 mln PLN w 2019 r., w efekcie czego zysk z najmu wzrósł do 105,4 mln PLN wobec 98,1 mln PLN rok wcześniej. W ubiegłym roku spółka odnotowała także wzrost zysku z działalności deweloperskiej o 92,9 mln PLN do 97,2 mln PLN. Tym samym po raz kolejny spółka osiągnęła solidne wyniki finansowe pomimo znacznego pogorszenia warunków makroekonomicznych.

Pomimo zawirowań rynkowych wywołanych pandemią koronawirusa Grupa PHN kontynuowała ambitny program inwestycyjny w segmencie nieruchomości biurowych i mieszkaniowych, jak również w sektorze magazynowym i usług hotelarskich. Spółka utrzymuje pod ścisłą kontrolą koszty administracyjne, jak również poziom zadłużenia.

Grupa PHN ma silne fundamenty, a solidne wyniki finansowe pozwalają nam patrzeć z ostrożnym optymizmem w przyszłość. Wraz z poprawą sytuacji epidemicznej będziemy intensyfikować działania w zakresie kolejnych inwestycji w poszczególnych segmentach rynku, dostosowując je jednocześnie do nowych wyzwań – powiedział Marcin Mazurek, Prezes Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości S.A.

Pandemia wpłynęła na wyniki całej gospodarki, w tym również Grupy Kapitałowej PHN w 2020 r. Jednak dzięki wcześniej podjętym przez nas działaniom udało nam się w znacznym stopniu ograniczyć jej negatywny wpływ i bezpiecznie przejść przez najtrudniejszy okres – dodał Marcin Mazurek.

W całym 2020 r. Grupa PHN odnotowała pozytywny wynik netto, który wyniósł 44,6 mln PLN. Jego zmiana w porównaniu do 69,0 mln PLN zysku osiągniętego w 2019 r. wynika w głównej mierze ze zmiany wartości godziwej nieruchomości inwestycyjnych.

Portfel Grupy PHN obejmuje obecnie 155 aktywów nieruchomościowych o łącznej wartości ponad 3,1 mld PLN, co plasuje spółkę w czołówce największych firm deweloperskich w Polsce.

W 2020 r. spółka kontynuowała inwestycje w segmencie nieruchomości komercyjnych, pozyskując na ten cel na korzystnych warunkach środki z emisji kolejnej transzy obligacji, w tym na realizację takich kluczowych projektów jak biurowce SKYSAWA i INTRACO Prime w Warszawie. Prace na tych budowach prowadzone są zgodnie z harmonogramem. W tym roku planowane jest zakończenie budowy niższego budynku w projekcie SKYSAWA realizowanego w samym centrum stolicy.

Dla działalności Grupy PHN coraz ważniejszy staje się segment budownictwa mieszkaniowego. W ubiegłym roku rozpoczęto realizację pierwszego etapu budowy Osiedla Olimpijczyk w łódzkiej dzielnicy Polesie, jak również osiedla Młoda Białołęka na warszawskiej Białołęce oraz INSTA 21 w dzielnicy Włochy. W 2020 r. została zakończona sprzedaż mieszkań w drugim etapie budowy osiedla VIS À VIS WOLA w Warszawie, a także mieszkań w kompleksie apartamentów Yacht Park w Gdyni. W tym roku rozpoczną się prace przy budowie nowego osiedla mieszkaniowego w Bydgoszczy przy ulicy Nakielskiej.

Zgodnie z długoterminową strategią rozwoju Grupa PHN we współpracy z Polskim Holdingiem Hotelowym zwiększa zaangażowanie w sektorze usług hotelarskich. Spółka zależna PHN Property Management zawarła w lutym 2021 roku z syndykiem masy upadłościowej umowę nabycia zorganizowanej części przedsiębiorstwa Cosmar, funkcjonującego pod nazwą Regent Warsaw Hotel. W niedalekiej przyszłości Grupa PHN planuje z hotelu Regent położonego w pobliżu Łazienek Królewskich uczynić jedno z najbardziej reprezentacyjnych miejsc w stolicy.

W segmencie budownictwa logistycznego PHN podpisał w ubiegłym roku umowę kupna 50 proc. udziałów w dwóch spółkach realizujących inwestycję parku magazynowego w podwarszawskim Parzniewie i tym samym stał się ich wyłącznym właścicielem. Centrum obejmuje cztery budynki magazynowe o łącznej powierzchni ponad 50 tys. mkw.

Grupa PHN w ubiegłym roku angażowała się nie tylko w przedsięwzięcia o charakterze biznesowym. Z myślą o najemcach, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej z powodu pandemii został utworzony specjalny fundusz pomocowy, którego łączna wartość przekracza już obecnie 2 mln PLN. Z różnych form wsparcia skorzystali głównie przedsiębiorcy z branży gastronomicznej, handlowej oraz świadczący usługi ochrony zdrowia i edukacyjne.

PHN jako spółka wrażliwa społecznie aktywnie wspierała także działania związane z walką z epidemią. W ubiegłym roku wsparcie otrzymała Fundacja „Hotele dla Medyków”, która następnie dofinansowała 10 szpitali oraz wsparła 11 hoteli prywatnych na terenie całego kraju. Fundacja dofinansowała także szpital MSWiA w Szczecinie, który przeznaczył otrzymane środki na częściowe sfinansowanie zakupu sprzętu do walki z COVID-19.

Odmrażanie hoteli i gastronomii. Trwa gorączkowe poszukiwanie pracowników w tych branżach

Gorączkowe poszukiwanie pracowników do hoteli i restauracji. Wszyscy chcą otworzyć się jak najszybciej, a ludzi do pracy brak

Część już szykuje się do powrotu do pracy, część zamierza przeczekać maj i ruszyć w pełni energii od czerwca 2021. Branże zamknięte z powodu lockdownu szykują się do wznowienia działalności w reżimie sanitarnym. Od 8 maja czynne będą hotele przy 50% obłożeniu, od 15 maja działać będą ogródki gastronomiczne, a otwarcie restauracji oraz hoteli z mniejszą ilością restrykcji nastąpi pod koniec miesiąca. Eksperci przyznają, że branża spodziewała się odmrożenia po majówce, ale jednocześnie powstrzymywała się z zatrudnianiem i rekrutowaniem pracowników. Teraz wykonywane są telefony i trwa gorączkowe poszukiwania osób do pracy. Szczególnie napięta sytuacja jest nad morzem.

Hotele i gastronomia szykuje się do powrotu do działania i gorączkowo poszukuje pracowników

Sytuacja branży turystycznej w czasie pandemii koronawirusa jest dramatycznie trudna. W ciągu ostatnich siedmiu miesięcy hotele były czynne zaledwie przez kilka tygodni, a gastronomia mogła wydawać posiłki tylko na wynos i z dowozem. Trudno się dziwić, że przedsiębiorcy z ulgą przyjęli informacje o tym, że możliwe będzie odmrażanie działalności w maju 2021. Czy wszystkim się to uda? Trudno powiedzieć. Gastronomia i hotele gorączkowo poszukują pracowników gotowych do podjęcia zatrudnienia właściwie natychmiast. Jak mówi Anna Sudolska, członek zarządu IDEA HR telefony wręcz się urywają.

– Nie możemy dziwić się, że restauracje, kawiarnie czy hotele w czasie pandemii, by obniżyć koszty decydowały się na ograniczanie zatrudnienia. Wielu pracowników samoistnie zrezygnowało z pracy, bo nie mogąc liczyć np. na napiwki czy premie samo wynagrodzenie nie było dla nich satysfakcjonujące. Obecnie jest ogromny problem z szybkim rekrutowaniem osób do pracy. Poszukiwani są kucharze, kelnerzy, osoby obsługujące kawiarnie, ale poszukiwani są także recepcjoniści oraz pracownicy hotelowi. Po wielu miesiącach gdy w tym sektorze się zwalniało nastąpił ruch. Wynagrodzenia nie są póki co imponujące, delikatnie poniżej stawek sprzed pandemii, ale mówimy tutaj wciąż o zatrudnianiu ludzi w czasie pandemii, w branżach, które zostały przez nią najmocniej dotknięte – mówi Anna Sudolska, członek zarządu IDEA HR Group.

Najtrudniejsza sytuacja jest obecnie w kurortach nadmorskich: – Morze szykuje się na najazd turystów. Nie wiadomo jeszcze, kiedy zostaną otwarte granice, ale przedsiębiorcy spodziewają się, że mieszkańcy regionu i sąsiednich województw jako goście weekendowi będą sprzyjać w maju i czerwcu. W wakacje wszystkie hotele i restauracje chcą mieć już pełną obsadę. Istnieje groźba, że wiele lokali nie otworzy się jeżeli nie będzie mieć pracowników – dodaje Sudolska.

Ci, którzy raz porzucili gastronomię nie za bardzo chcą do niej wracać

Czy rekrutowanie pracowników sezonowych oraz osób gotowych do pracy w hotelarstwie i gastronomii będzie trudniejsze w zbliżającym się sezonie? Eksperci nie mają wątpliwości, że tak może być. To kwestia stałych zmian jakie pandemia koronawirusa przyniosła na rynku pracy. Gastronomia czy hotelarstwo to nie są już wymarzone kierunki pracy dorywczej i sezonowej.

– Młodzi ludzie nie wykazują przesadnej chęci w pracach dorywczych. Trochę przyzwyczaili się do życia w czasie pandemii, często nie wrócili do dużych miast na studia. Nie ma ich na miejscu i trudno jest wśród nich rekrutować. Inna sprawa to stała fluktuacja pracowników: gastronomia zwalniała, a zatrudniała branża e-commerce, firmy kurierskie czy przemysł. Jak ktoś raz zdecydował się na zmianę kierunku działania to czy będzie mieć ochotę na powrót? To wątpliwe, bo branże dopiero co odmrożone nie będą oferowały wysokich wynagrodzeń. Można więc spodziewać się sporych trudności, ale nie brakuje też pozytywnych sygnałów. Wiele osób czeka na powrót do pracy w hotelu czy kawiarni z którą związani byli w przeszłości – mówi Anna Sudolska.

Jak przypomina ekspert IDEA HR Group rekrutacje trwają na bieżąco. – Trzeba trzymać kciuki żeby nie było czwartej fali. Teraz jest czas na odrodzenie się branż, które w ostatnich miesiącach radziły sobie bardzo źle. Oby nie było za późno – dodaje ekspertka.

Vodafone nawiązuje 6-letnie partnerstwo z Google Cloud, by rozwijać pierwszą w branży globalną platformę danych

  • Obie firmy podpisały sześcioletnie strategiczne partnerstwo obejmujące budowę nowej zintegrowanej platformy danych i systemu obliczeń rozproszonych dla Vodafone, co wesprze tworzenie nowych cyfrowych produktów i usług dla klientów
  • Vodafone przeniesie do Google Cloud swoje środowisko SAP oraz wszystkie zasoby związane z big data i business intelligence

Vodafone i Google Cloud ogłaszają dziś nowe, sześcioletnie partnerstwo strategiczne. Firmy będą wykorzystywać bezpieczne i niezawodne narzędzia analityki danych do wprowadzania nowych cyfrowych produktów i usług dla klientów Vodafone na całym świecie.

W ramach rozszerzenia istniejącej współpracy, Vodafone i Google Cloud wspólnie zbudują nową, zintegrowaną platformę danych z dodatkową możliwością przetwarzania i przenoszenia ogromnych ilości globalnych danych z wielu systemów do chmury. Platforma o nazwie “Nucleus” będzie wyposażona w nowy system obsługujący dane wykorzystywane we wszystkich działach Vodafone, aby firma mogła szybciej oferować nowe, spersonalizowane produkty i usługi klientom na wielu rynkach. System o nazwie “Dynamo” umożliwi Vodafone oferowanie nowych usług łączności dla domów i firm poprzez udostępnianie inteligentnych funkcji sieciowych, takich jak np. natychmiastowe zwiększenie prędkości łącza szerokopasmowego.

Platforma Nucleus i system Dynamo są pierwszymi takimi produktami w branży, które są tworzone samodzielnie, przez zespoły ekspertów Vodafone i Google Cloud. Są zdolne do przetwarzania około 50 terabajtów danych dziennie, co odpowiada 25 000 godzinom filmu w jakości HD. Przy projekcie współpracuje ok. 1000 pracowników obu firm z Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.

Vodafone zidentyfikował już ponad 700 potencjalnych zastosowań tych rozwiązań, takich jak zdolność do szybszego dostarczania nowych produktów i usług na rynkach, na których działa firma, a także wsparcie w podejmowaniu decyzji biznesowych, redukcja kosztów oraz uproszczenie i scentralizowanie operacji. Spółki Vodafone w wielu krajach znacznie szybciej i łatwiej uzyskają dostęp do analityki danych, informacji biznesowych i możliwości, jakie daje uczenie maszynowe.

Dzięki dostępowi do bardziej szczegółowych informacji i analiz opartych na danych, Vodafone wzbogaci doświadczenia swoich klientów na całym świecie. Kluczowe korzyści to m. in.:

  • Wzbogacenie oferty usług mobilnych, stacjonarnych i telewizyjnych Vodafone oraz usług łączności poprzez natychmiastową dostępność wysoce spersonalizowanych bonusów, treści i aplikacji. Na przykład konsument może otrzymać natychmiastowe zwiększenie prędkości łącza szerokopasmowego w oparciu o indywidualne potrzeby.
  • Zwiększenie liczby inteligentnych usług sieciowych w oparciu o Google Cloud z ośmiu rynków do wszystkich, na których operuje Vodafone. Dzięki temu firma może dokładnie dopasować poziom rozwoju sieci do zapotrzebowania konsumentów, zwiększyć jej przepustowość w krytycznych momentach oraz wykorzystać uczenie maszynowe do przewidywania, wykrywania i rozwiązywania problemów, jeszcze zanim dotkną one klientów.
  • Umożliwienie współpracy naukowcom zajmującym się data science w 11 krajach w zakresie kluczowych kwestii związanych ze zdrowiem i środowiskiem, przy użyciu zautomatyzowanych narzędzi uczenia maszynowego. Vodafone już teraz, na prośbę rządów i organizacji pomocowych, pomaga im w dostarczaniu bezpiecznych, anonimowych i zagregowanych danych na temat przemieszczania się w celu walki z COVID-19 – a partnerstwo z Google w jeszcze szerszym zakresie umożliwi Vodafone dostarczanie pogłębionych analiz, zgodnych z lokalnymi przepisami i regulacjami, zapobiegając rozprzestrzenianiu się epidemii dzięki inteligentnej, coraz szerzej wykorzystywanej analityce.
  • Dostarczenie tzw. cyfrowego bliźniaka (digital twin) – kompleksowej, cyfrowej repliki wielu wewnętrznych funkcji wsparcia Vodafone przy użyciu sztucznej inteligencji i zaawansowanej analityki. Przyspiesza on czas reakcji na zapytania i umożliwia przewidywanie zapotrzebowania w modelach analitycznych Google Cloud. System będzie również wspierał cyfrowego bliźniaka rozległej infrastruktury cyfrowej Vodafone na całym świecie.
  • Ponadto Vodafone przeniesie całe swoje środowisko SAP do Google Cloud, w tym dokona migracji podstawowych zadań SAP i kluczowych korporacyjnych modułów SAP, takich jak SAP Central Finance.

– Vodafone buduje potężny fundament dla cyfrowej przyszłości. Dysponujemy ogromną ilością danych, które po bezpiecznym przetworzeniu, udostępnieniu wszędzie tam, gdzie działamy i przy wykorzystaniu zasobów Vodafone i wiedzy inżynierskiej Google Cloud, znacząco ulepszą nasze usługi, które dostarczymy klientom i administracji państwowej, w społeczeństwach gdzie funkcjonują i pracują – powiedział Johan Wibergh, Chief Technology Officer w Vodafone.

– Firmy telekomunikacyjne w coraz większym stopniu różnicują doświadczenia klientów dzięki wykorzystaniu danych i analityki, co nigdy nie było tak ważne jak teraz, w czasie pandemii. Cieszymy się, że zostaliśmy wybrani przez Vodafone na globalnego strategicznego partnera w zakresie chmury dla analityki danych i SAP oraz że będziemy wspólnie pracować nad innowacjami w nowych produktach, co przyspieszy cyfrową transformację branży – skomentował Thomas Kurian, CEO Google Cloud.

Nastroje konsumentów: Pandemia coraz mniej straszna. Polacy zamierzają więcej wydawać w sklepach

Najnowsze kwartalne badanie nastrojów konsumenckich pokazuje, że obecnie 40% Polaków planuje ograniczyć wydatki zakupowe. W tym zakresie nastąpił niewielki spadek w porównaniu do wyników z początku roku. Nieznacznie zmniejszył się też odsetek osób obawiających się rosnących cen. Ale oszczędni rodacy mocniej tną koszty. Teraz deklarowane redukcje najczęściej wynoszą 15-20%, a poprzednio przeważnie mieściły się w przedziale 10-15%. Nie zmieniło się natomiast to, że klienci głównie rezygnują z kupowania słodyczy i przekąsek oraz odzieży.

Z cyklicznego badania opinii publicznej, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH dla Grupy AdRetail i Hiper-Com Poland, wynika, że w II kwartale br. 40% Polaków planuje ograniczyć wydatki na zakupy. Natomiast w pierwszych trzech miesiącach br. 44,8% rodaków tak zapowiadało. Odmiennego zdania jest obecnie 38,3% ankietowanych, a wcześniej było ich 43,7%. Z kolei 16% respondentów nie ma opinii w tej sprawie. Poprzednio 8,3% osób było niezdecydowanych.

– Rosnący odsetek zaszczepionych osób zwiększa szanse na trwałe łagodzenie restrykcji przeciwepidemicznych i normalizację sytuacji gospodarczej. To, zarówno w Polsce jak i w innych państwach Europy, poprawia nastroje konsumentów. Perspektywa zniesienia obostrzeń zachęca, by powrócić do zwyczajów konsumpcyjnych sprzed pandemii. To prowadzi do spadku odsetka gospodarstw domowych, które planują ograniczanie wydatków – komentuje Marta Petka-Zagajewska, Kierownik Zespołu Analiz Makroekonomicznych PKO Banku Polskiego.

Z kolei jak podkreśla Karol Kamiński, Dyrektor Zarządzający w Grupie AdRetail, spadek ilości osób ograniczających wydatki to dobra informacja dla handlu. O ile nie wydarzy się nic wstrząsającego, ten trend będzie się umacniał, a Polacy w sklepach będą zostawiać więcej pieniędzy. Zdaniem eksperta, wyraźna poprawa ww. wskaźników może nastąpić już na przełomie maja i czerwca.

– Im dłużej trwa niepewność covidowa, tym oczywiście jest gorzej dla handlu. W ostatnich miesiącach widać, że sprzedaż detaliczna porusza się w rytm restrykcji. Przygasa, kiedy obostrzenia są nakładane. I ożywa, gdy one się zmniejszają – mówi Piotr Bielski, Dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w Santander Bank Polska.

Deklaracje konsumentów jasno pokazują, że głównym powodem ograniczeń są rosnące ceny – 32,1% (w poprzednio – 38,7%). Kolejną przyczyną jest obawa o pogorszenie się sytuacji gospodarczej – 25% (w I kwartale – 17,5%). Potem respondenci wymieniają brak oszczędności – 13,6% (wcześniej – 19,3%), a także lęk przed utratą pracy – 11,9% (zeszłym razem – 10%). Polacy boją się też, że zachorują – 8,1% (uprzednio – 4,7%). Do tego martwią się o to, że choroba dotknie ich bliskich – 5% (poprzednio – 3,8%).

– Kolejne fale pandemii nasilają obawy Polaków o kondycję całej gospodarki. Dlatego dwa podstawowe czynniki, które skutkują planami ograniczania wydatków, dotyczą otoczenia makroekonomicznego. To również pokazuje, że bieżąca kondycja finansowa gospodarstw domowych nie budzi większych obaw konsumentów – stwierdza Marta Petka-Zagajewska.

Natomiast widać, że zwiększyły się obawy o utratę pracy. Jak podkreśla Piotr Bielski, dotychczas firmy nie były skore do masowych zwolnień. Tymczasem dobiega końca okres rozliczania pomocy finansowej z tarczy PFR. Warunkiem umorzenia pożyczek było utrzymanie zatrudnienia. Pracownicy słusznie mogą się obawiać, że kiedy pracodawcy już je otrzymają, część z nich może jednak redukować etaty.

– Pandemia wciąż nas zaskakuje. Noworoczne nadzieje na brak kolejnych fal zachorowań nie spełniły się. Dodatkowym źródłem niepewności stają się mutacje wirusa. Dlatego w społeczeństwie wzrosły lęki dotyczące samej choroby – dodaje ekspert z PKO Banku Polskiego.

Badanie wykazało również, że Polacy najczęściej chcą zredukować wydatki o 15-20%. Tak stwierdza 26,2% ankietowanych nastawionych na oszczędzanie. W I kwartale w tej grupie respondentów najczęściej wskazywany był przedział 10-15% – 29%. Obecnie tego rzędu redukcje zapowiada 25,2% badanych. Poprzednio na drugim miejscu był zakres 5-10%, deklarowany przez 26,8% osób. Teraz 20% go przewiduje. Wcześniej na trzeciej pozycji wskazywano 15-20% – 21,2%.

– W mojej ocenie, trzy pierwsze przedziały odpowiadają temu, o ile średnio drożeją różnego rodzaju produkty w sklepach. Deklarowane wartości oczywiście są w stanie wyrwać poważną dziurę w handlu. Jednak uważam, że obecną sytuację powinna odwrócić częściowa redukcja obostrzeń i zapowiedź  kolejnego luzowania zamrożonych branż – wyjaśnia ekspert z Grupy AdRetail.

Nastawieni na redukcję wydatków konsumenci na czwartej pozycji wskazują oszczędności rzędu 20-30% – 13,1% badanych (poprzednio – 9,5%). Piąte miejsce w zestawieniu ma wynik 5% – 3,1% ankietowanych (wcześniej – 2,9%). Szósty z kolei przedział to 30-40% – 3,1% respondentów (w I kwartale – 2,7%), a siódmy – 40-50% – 2,1% osób (uprzednio – 2,2%). Natomiast zmniejszenie zakupów o ponad połowę zapowiada 2,1% rodaków (poprzednio – 0,7%).

– Największe ograniczenia wydatków, tj. na poziomie ponad 50%, a także w przedziale 30-40% czy też 20-30%, chce wprowadzić znikoma część społeczeństwa. Potrzebę oszczędzania jak największych kwot mogą mieć np. osoby dotknięte chorobą bądź utratą dochodów. Biorąc pod uwagę wszystkie znane czynniki, można stwierdzić, że wyniki badania są jednak optymistyczne dla handlu – przekonuje Katarzyna Grochowska, Project Manager w Hiper-Com Poland.

I tak jak w I kwartale, teraz również Polacy zamierzają przede wszystkim ograniczać kupowanie słodyczy i przekąsek. Zapowiada to 18,6% badanych (poprzednio – 43,1%). W drugiej kolejności redukcje obejmują odzież – 14,1% (wcześniej – 38,9%). Na trzecim miejscu są art. spożywcze – 13,3% (w I kwartale – 19,5%).

– Konsumenci rezygnują przede wszystkim z tego, bez czego najbardziej mogą się obyć. Dlatego znowu na pierwszym miejscu wskazują słodycze i przekąski. W związku z ograniczeniem mobilności, a także kontaktów zawodowych i towarzyskich, kupowanie odzieży również nie stanowi priorytetu dla oszczędzających Polaków. Niemiej zdecydowanie rzadziej niż w I kwartale chcą oni obniżać wydatki na obie grupy produktów i to jest z pewnością pocieszające dla handlu – uważa Karol Kamiński.

Wśród Polaków, którzy zamierzają zredukować swoje wydatki, 12,6% chce oszczędzać na alkoholach (poprzednio – 10,6%). Z kolei 10,2% osób w tej grupie wskazuje papierosy (wcześniej 22,8%). Dalej wymieniane są kosmetyki – 8,3% (w I kwartale – 23%), a także takie używki, jak kawa i herbata – 0,5% (zeszłym razem – 7,3%). Dopiero pod koniec zestawienia są sprzęty RTV i AGD – 6,9% (uprzednio – 23,5%), jak również art. budowlano-remontowe – 3,8% (wcześniej 16,2%).

– Umacniający się w czasie pandemii trend dbania o zdrowie coraz bardziej zachęca Polaków do rezygnowania z zakupu alkoholi, przynajmniej okresowo. Podobnie jest z papierosami, choć nie wszyscy będą  radzić sobie z rzuceniem nałogu. Tymczasem wysoka inflacja stawia pod znakiem zapytania sensowność samego oszczędzania, więc konsumenci są skłonni do mniejszych ograniczeń niż w I kwartale w przypadku większości ww. produktów – podsumowuje Julita Pryzmont, Business Development and Communication Director w Hiper-Com Poland.

Badanie zostało przeprowadzone w 2. i 3. tyg. kwietnia br. metodą CAWI. Wzięło w nim udział 1050 konsumentów. Analizą objęto osoby odpowiadające strukturze Polaków powyżej 18. roku życia pod względem kluczowych cech społeczno-demograficznych.

Untold Tales pozyskało 3.5 mln zł z emisji akcji na kolejne gry do portfolio. Grupa kapitałowa QubicGames rozwija skrzydła

Untold Tales, spółka zależna od QubicGames S.A., z sukcesem zakończyła prywatną emisję akcji serii C. Inwestorzy nabyli 1 milion akcji za kwotę 3.5 mln zł. Pozyskany kapitał zostanie wykorzystany w celu realizacji założonych celów biznesowych, skupionych wokół nabywania kolejnych gier do portfolio oraz realizacji bieżących budżetów produkcyjnych.

Ogromnie cieszymy się z pozyskania nowych inwestorów. Ich wsparcie pozwoli nam na swobodną kontynuację rozwoju portfela naszych projektów w latach 2022-23. Radość jest tym większa, że inwestorzy powierzyli nam swoje fundusze, ufając wizji, sile zespołu, naszemu doświadczeniu oraz grom, które posiadamy już w naszym portfolio – powiedział Maciej Łączny, prezes Untold Tales.

Środki pozyskane z emisji umożliwią podpisanie kolejnych, jeszcze większych produkcji, na lata 2022-23 i przyspieszą rozwój spółki Untold Tales. Umożliwią one pozyskiwanie i finansowanie gier Indie Premium jeszcze na etapie produkcji, planowanych do wydania na komputery PC oraz konsole Sony, Microsoft i Nintendo, w tym konsole nowych generacji. Emisja akcji serii C zbiegła się ze znacznym wzmocnieniem szeregów Untold Tales. W ostatnim czasie do zespołu dołączyły 4 osoby – Head of Business Development, Producent, Community Developer i QA Producer – posiadające duże doświadczenie w branży gier wideo.

Udana emisja akcji, w 9 miesięcy od powstania Untold Tales , to duży sukces. Pozwoli rozwinąć skrzydła nie tylko samej spółce, ale też całej grupie kapitałowej QubicGames. Untold Tales w jej ramach będzie zajmował się wydawaniem gier indie premium, równocześnie na wszystkie istotne platformy. Jest to pierwszy krok do wykorzystania potencjału grupy budowanego dotychczas w oparciu o dystrybucję gier na konsole Nintendo Switch – mówi Jakub Pieczykolan, prezes GK Qubic Games.

Untold Tales obecnie przygotowuje się do wydania gry BEAUTIFUL DESOLATION na konsole PlayStation 4 i Nintendo Switch, co będzie miało miejsce już pod koniec tego miesiąca. Tytuł ten jest dostępny na platformie PC, gdzie zebrał nagrody za styl graficzny oraz fabułę. Do końca 2021 r. spółka planuje wydać jeszcze 3 inne tytuły.

Zmienny przełom miesiąca

Niespokojne było przejście w nowy miesiąc. Redukcja pozycji ryzykownych i odbicie dolara w piątek, a potem kupowanie przecenionych akcji i ryzykownych walut w poniedziałek. Dziś już stabilniej, choć kolejne dni zapowiadają się ekscytująco.

Huśtawka na rynku akcji i w wycenie dolara to w zasadzie jedyne wydarzenia do zaraportowania za wczorajszą nieobecność. Nie wchodziłbym w głębszą analizę, czy piątkowe spadki oznaczają kruchość sentymentu, a wczorajsze odbicie ma silniejszy związek ze niższym od oczekiwań odczytem ISM dla przemysłu. ISM spadł w kwietniu do 60,7 z 64,7, choć zakładano wzrost do 65, ale wyniki powyżej 60 to nadal bardzo silne tempo ekspansji. Zwolniła dynamika nowych zamówień (64,3), ale pamiętajmy, że ISM (i PMI) porównują sytuację do stanu sprzed miesiąca. Jeśli wówczas zamówienia rosły szybko (a rosły!), to ich wolumen nie może puchnąć w nieskończoność. Utrzymuje się presja na wyższe ceny, a zakłócenia w dostawach są hamulcem dla produkcji. Przed zbliżającym się raportem o zatrudnieniu interesujący jest spadek subindeksu zatrudnienia (do 55,1), co należy wiązać z trudnościami z odzyskaniem zwolnionych pracowników, jeśli znaleźli oni pracę gdzie indziej. Ogólnie dane dalej wskazują, że gospodarka się prężnie rozwija, choć – jak przypomniał wczoraj szef Fed J. Powell – nadal ma swoje kłopoty.

Co to oznacza dla dolara (i konsekwencji dla szerokiego rynku walutowego)? Dane z USA będą wspierać pozytywne nastroje i apetyt na ryzyko, ale dla samego dolara nie będą jednoznacznie wspierające. Już widzieliśmy przy odczytach w kwietniu, że nawet lepsze od oczekiwań wyniki mogą paradoksalnie przynieść osłabienie USD. Rynkowe oczekiwania w stosunku do siły gospodarki są już tak wyśrubowane, że poprzeczka dla pozytywnych zaskoczeń jest ustawiona bardzo wysoko. Jeśli te nieformalne oczekiwania nie zostaną spełnione, przede wszystkim będzie rosnąć presja na porzucenie nadziei na przyspieszenie procesu normalizacji polityki Fed, a to oznacza spadek rentowności obligacji skarbowych i idąca za tym przecena dolara. Ponadto z każdym dniem wyjątkowość ożywienia gospodarczego USA blednie, kiedy lepsze dane makro pojawiają się w innych częściach świata, gdzie przyspiesza proces szczepień. To są główne ryzyka przy zaplanowanymi w tym tygodniu odczytami: raport ADP i ISM dla usług w środę i raport NFP w piątek.

EUR/PLN krąży wokół 4,55, gdzie wrócił po wyparowaniu premii za ryzyko wokół (rozczarowującego brakiem konkretów) orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiego w sprawie kredytów frankowych. Złoty wrócił do punktu wyjścia (średnich poziomów z połowy kwietnia), zanim wróci budowanie presji pod posiedzenie Sądu Najwyższego w sprawie kredytów CHF 11 maja. Niepewność będzie hamować odzwierciedlanie przez złotego globalnego apetytu na ryzyko i nie zdziwiłbym się, że już na EUR/PLN 4,52-4,53 odezwie się spekulacyjne budowanie pozycji na negatywną reakcję złotego na orzeczenie. W międzyczasie dzisiejszy PMI dla przemysłu (53,7, prog. 55,3) przechodzi bez większej reakcji, gdyż potwierdza światowe schematy – produkcja hamowana przez zakłócenia w dostawach i niedobory pracowników, wysoka presja kosztowa. Jutro intersujący będzie komunikat RPP w obliczu skoku inflacji w kwietniu do 4,3 proc. r/r z 3,2 proc. w marcu. Najprawdopodobniej Rada podtrzyma gołębie nastawienie, pozostając przy tłumaczeniu wzrostów cen wpływem czynników przejściowych będących poza kontrolą polityki monetarnej. Pytania o to, kiedy Rada w końcu uzna, że podwyżka stóp procentowych jest konieczna, będą zapewne dominować wśród przesłanych przez dziennikarzy do odpowiedzi przez prezesa Glapińskiego na piątkowej wideokonferencji (o ile takowa zostanie zapowiedziana).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jak będzie wyglądała polska energetyka bez węgla?

Jak będzie wyglądać energetyka w przyszłości? Wiemy już, że Polska na pewno wycofa się z produkcji i zużycia węgla do 2049 roku – nawet górnicy już się na to zgodzili. Ale skąd będziemy brać prąd, gdy przestaniemy palić węglem? To pytanie szczególnie ważne w kontekście najnowszych prognoz zużycia prądu. Zapotrzebowanie na energię w Polsce będzie bowiem dynamicznie wzrastać. Z obecnych 160 terawatogodzin zużywanych rocznie wzrośnie do powyżej 200 terawatogodzin w 2040 roku. To oznacza, że będziemy potrzebowali większej produkcji energii i bardziej wydajnego systemu jej przesyłania. W dodatku zapisy Porozumienia Paryskiego i członkostwo w Unii Europejskiej zobowiązują nas do znacznego obniżenia emisji dwutlenku węgla, by średnia globalna temperatura nie wzrosła przed 2050 rokiem o 2 stopnie Celsjusza. Jaką przyszłość energetyczną planują więc dla nas rządzący?

– Do pewnego momentu prognozowany jest wzrost wykorzystania gazu ziemnego jako paliwa przejściowego. To miało miejsce w wielu krajach Europy Zachodniej, kiedy dokonywały dekarbonizacji swojej gospodarki. Rząd przewiduje również duży wzrost inwestycji w farmy wiatrowe. Zakłada się, że w 2040 roku będziemy produkować aż 19% energii rocznie z elektrowni wiatrowych na morzu i 11% z elektrowni zainstalowanych na lądzie – powiedział serwisowi eNewsroom Adam Juszczak, analityk zespołu energii i klimatu Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Tutaj warto wspomnieć, że elektrownie wiatrowe na morzu nie są tanie. Kosztują nawet nieco więcej, niż przeznaczylibyśmy na rozwój energetyki jądrowej. Ale mają też znacznie większą efektywność, niż elektrownie wiatrowe instalowane na lądzie. Dlatego w przyszłości prawie jedną piątą energii będziemy pozyskiwać właśnie z morskich wiatraków. W planach mamy też oczywiście udział atomu. Elektrownie jądrowe mają stanowić kilkanaście procent w finalnym zużyciu energii w 2040 roku. Na samym końcu listy plasuje się zaś fotowoltaika. Będzie ona miała pewien udział w produkcji energii – głównie prosumencki. Nie można się jednak spodziewać, że w Polsce, przy naszych warunkach nasłonecznienia, energetyka słoneczna będzie dominującym źródłem energii, a raczej wspomagającym – tłumaczy Juszczak.

Rzecznik MŚP wystąpił do MRPiT o wprowadzenie możliwości złożenia przez przedsiębiorcę odwołania od odmowy udzielenia pomocy publicznej przez dyrektorów wojewódzkich urzędów pracy oraz starostów

W związku ze zgłaszanymi przez przedsiębiorców wątpliwościami, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wystąpił do Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii o podjęcie działań w celu ochrony praw przedsiębiorców ubiegających się o wsparcie udzielane przez dyrektorów wojewódzkich urzędów pracy oraz starostów w drodze umowy, którym dyrektor wojewódzkiego urzędu pracy lub wykonujący zdania starosty dyrektor powiatowego urzędu pracy odmówił udzielenia wnioskowanej pomocy.

W wystąpieniu Rzecznik MŚP wskazał, że z licznych sygnałów napływających do Biura Rzecznika MŚP od przedsiębiorców z sektora MŚP wynika, że jeżeli po wstępnej ocenie wniosku organ stwierdzi, iż wnioskodawca nie spełnia wymogów uzyskania przedmiotowej pomocy, przedsiębiorca nie posiada środka prawnego pozwalającego na poddanie weryfikacji negatywnego stanowiska organu.

Adam Abramowicz wskazał, że jest to nieprawidłowe. Brak jednoznacznych ustawowych regulacji w zakresie formy odmowy udzielenia wsparcia i możliwości odwołania od negatywnego rozstrzygnięcia wydanego przez dyrektora urzędu pracy pozbawia przedsiębiorców instrumentów obrony swoich praw. Rzecznik MŚP podkreślił, że udzielanie wsparcia przez dyrektorów urzędów pracy odbywa się dwuetapowo. W pierwszej kolejności organ rozpatruje wniosek, tzn. ocenia czy wnioskodawca spełnia kryteria do uzyskania pomocy. W przypadku weryfikacji negatywnej organ odmawia uwzględnienia wniosku. Natomiast w sytuacji, gdy wniosek zostaje uwzględniony następuje kolejny etap – zawarcie umowy z przedsiębiorcą.

W swojej ocenie Rzecznik MŚP wskazał, że we wstępnej fazie rozpatrywania wniosku organ administracji publicznej rozstrzyga władczo o zawarciu lub odmowie zawarcia umowy. Ta okoliczność przesądza, że mamy tutaj do czynienia z procedurą administracyjną, która w przypadku odmowy uwzględnienia wniosku powinna zakończyć się w formie decyzji administracyjnej, od której służy odwołanie.

W związku z powyższym Adam Abramowicz podkreślił, że w przypadku form wsparcia, o które przedsiębiorcy mogą ubiegać się w urzędach pracy koniecznym jest wprowadzenie analogicznych rozwiązań prawnych jak to ma miejsce na przykład w przypadku zwolnienia z obowiązku opłacania należności z tytułu składek ZUS (art. 31zq ust. 7 i ust. 8 ustawy COVID – 19).

Odmowa przyznania wnioskowanej pomocy powinna następować w drodze decyzji, od której wnioskodawcy przysługiwać będzie prawo do wniesienia odwołania lub wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy na zasadach określonych w ustawie z dnia 14 czerwca 1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego (t.j. Dz. U. z 2020 r. poz. 256 z późn. zm.).

Przegląd wydarzeń tygodnia 3.05-7.05.2021

Gospodarki rozwinięte są już rozpędzone lub wchodzą w fazę odbicia po covidowych zastojach. Rynki finansowe dyskontują optymistyczne perspektywy drugiej części roku, choć silne wzrosty cen surowców podnoszą obawy o wymknięcie się inflacji spod kontroli. Póki jednak ze strony banków centralnych nie ma sygnałów zmiany nastawienia, powinniśmy widzieć dalsze umocnienie ryzykownych aktywów. W centrum uwagi: ISM i NFP z USA, decyzja RPP i Banku Anglii.

Wydarzenia tygodnia: NFP, ISM z USA, PMI z Włoch/Hiszpanii, sprzedaż detaliczna z Eurolandu, PMI z Polski, RPP, BoE, Norges Bank, RBA, CPI z NZ, rynek pracy z Kanady

USA

W USA odbędzie się Gra o Milion (nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym). Konsensus przed raportem NFP (pt) jest ustawiony na 950 tys. nowych zatrudnionych w kwietniu – dowód kontynuowanego rozkwitu aktywności po otwarciu gospodarki. Silne (czyt. grubo powyżej 60 pkt.) powinny być odczyty ISM (pon, śr), jednak kluczowym pytaniem jest, czy pozytywne zaskoczenia będą wystarczające, by pociągnąć w górę rentowności obligacji skarbowych, a za nimi dolara? W marcu przy odczytach CPI i sprzedaży detalicznej widzieliśmy, że reakcja może być zaskakująco przeciwna.

Strefa euro

Ze strefy euro napłynie sporo danych rzucających więcej światła na kondycję gospodarki. Sprzedaż detaliczna z Niemiec (pon) i Eurolandu (czw), pierwsze odczyty PMI z Włoch i Hiszpanii (pon, śr), produkcja przemysłowa z Niemiec (pt). Rynek większą uwagę będzie przywiązywał do nowszych odczytów, szczególnie jeśli wskażą na przyspieszenie ożywienia po obciążonym restrykcjami pierwszym kwartale. Odbicie aktywności gospodarczej w Europie nie jest jeszcze w pełni zdyskontowane przez EUR.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii finalne szacunki PMI (wt-czw) prawdopodobnie przejdą bez echa. Większe zainteresowanie będzie dotyczyć posiedzenia Banku Anglii (czw), gdzie możliwa jest decyzja odnośnie wygaszania programu QE. Nie spodziewamy się ostrego zwrotu w polityce QE, a raczej przygotowania na jesienne modyfikacje tempa skupu, ale inwestorzy są wrażliwy na jastrzębie sygnały ze strony banków centralnych, więc GBP może znaleźć wsparcie w przekazie BoE.

Norwegia

W tygodniu mamy też decyzję Norges Banku (czw). Ostatnim razem w marcu bank zasygnalizował gotowość do podwyżki w drugiej połowie 2021 r., prawdopodobnie jeszcze we wrześniu. Komentarze odnośnie inflacji, cen nieruchomości i tempa szczepień będą analizowane pod kątem oceny, czy możliwa jest nie jedna, a dwie podwyżki w tym roku, co by dało NOK sporą przewagę odsetkową nad resztą walut G10.

Polska

W Polsce oczekujemy dalszego wzrostu wskaźnika PMI dla przemysłu do 55,4 z 54,3 (wt). Wyższy odczyt nie do końca będzie świadczył o szybszej ekspansji w sektorze, co o wzroście kosztów produkcji i wydłużeniu czasu dostaw. Intersujący będzie komunikat RPP (śr) w obliczu skoku inflacji w kwietniu do 4,3 proc. r/r z 3,2 proc. w marcu. Najprawdopodobniej Rada podtrzyma gołębie nastawienie, pozostając przy tłumaczeniu wzrostów cen wpływem czynników przejściowych będących poza kontrolą polityki monetarnej. Pytania o to, kiedy Rada w końcu uzna, że podwyżka stóp procentowych jest konieczna, będą zapewne dominować wśród przesłanych przez dziennikarzy do odpowiedzi przez prezesa Glapińskiego na piątkowej wideokonferencji. Rynek złotego wierzy w niezłomność RPP i nie będzie wyceniał wyższych szans na podwyżkę stopy procentowej (w którą wątpimy przed II poł. 2022 r.). Potencjał do umocnienia złotego na fali lepszych nastrojów rynkowych pozostanie hamowany przez niepewność o przyszłość kredytów frankowych co najmniej do czasu posiedzenia Sądu Najwyższego 11 maja.

Australia

Po posiedzeniu RBA (wt) nie oczekujemy istotnych zmian w polityce. Po rozczarowującym odczycie inflacji CPI za I kw. w banku wzmocni się przekonanie do utrzymywania gołębiego nastawienia. To podnosi prawdopodobieństwo przedłużenia programu skupu aktywów, ale decyzja w tej sprawie raczej będzie podjęta w kolejnych miesiącach. Nie sądzimy, aby przekaz RBA mógł uderzyć w AUD.

Nowa Zelandia

W Nowej Zelandii stopa bezrobocia (śr) w I kw. ma pozostać stabilna (4,9 proc.), ale intersujące będzie tempo zatrudnienia (prog. 0,3 proc.). Silniejsze wartości będą świadczyć o odbiciu aktywności gospodarczej po zaskakującym spadku PKB w IV kw.

Kanada

W Kanadzie niemal pewny jest silny zwrot w danych z rynku pracy (pt). Po imponującym przyroście miejsc pracy w marcu (303,1 tys.), kwiecień to powrót lockdownu i zamrożenie działalności gospodarczej, co prawdopodobnie przełoży się na nowe zwolnienia w gastronomii i sklepach nie-pierwszej potrzeby. Rynek odczyta dane jako przejściowy kryzys, pamiętając o danych marcowych i o tym, jak szybko biznes przywraca miejsca pracy. CAD powinien skupić uwagę na generalnym nastawieniu do ryzyka.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Powstaną magazyny energii elektrycznej dla potrzeb domowych, przemysłowych i energetyki

Jednym z największych wyzwań XXI wieku w energetyce jest rozwój technologii magazynowania energii elektrycznej pochodzącej z OZE. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, ogłaszając przedsięwzięcie „Magazynowanie energii elektrycznej”, daje impuls do rozwoju innowacyjnej technologii, którą w ciągu trzech lat opracują polscy przedsiębiorcy. Budżet projektu, finansowanego z Funduszy Europejskich w ramach Programu Inteligentny Rozwój, wynosi 12,9 mln zł.

Kapitalne znaczenie dla rozwoju „zielonej energetyki” ma efektywna akumulacja energii. Instalacje, ze względu na jej nadwyżki, powinny być wspomagane magazynami pracującymi w cyklu dobowym. Takie rozwiązanie pozwala korzystać ze zmagazynowanej energii w czasie, kiedy jej wytwarzanie jest utrudnione – w nocy w przypadku instalacji fotowoltaicznych, czy podczas okresów bezwietrznych w przypadku elektrowni wiatrowych.

fot. 1 magazyn energii elektrycznjMagazyn dla domów, zastosowań biznesowych  i energetyki

Projekt umożliwi rozwiązanie problemu znacznego zapotrzebowania na magazynowanie energii dla zastosowań domowych i przemysłowych, co spowodowane jest jej nierównomierną produkcją z odnawialnych źródeł (OZE). Opracowana technologia ma służyć do zastosowań domowych, gdzie oprócz zasilania domu w energię, będzie mogła być wykorzystana także np. do ładowania samochodu. Nieocenione korzyści będą mogły z niej czerpać także instytucje i przedsiębiorcy, np. szpitale czy hotele, ze względu na zapewnienie stabilności ich pracy i wzrost poziomu samowystarczalności energetycznej. Technologia może być znaczącym wsparciem również dla dużej energetyki, farm fotowoltaicznych i wiatrowych, które dzięki magazynom ustabilizują swój system.

– Opracowanie wydajnego sposobu magazynowania energii elektrycznej jest wyzwaniem, które stawia przed nami XXI wiek. W naszym przedsięwzięciu szczególny nacisk kładziemy na magazyny opierające się na związkach chemicznych, które można pozyskać w Polsce. Warto podkreślić, że w tym projekcie skupimy się tylko na bateriach stacjonarnych. Chcemy, aby docelowo magazyny nie były wykorzystywane jedynie do użytku domowego, ale współpracowały z siecią – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Sprawdzian dla polskich przedsiębiorców

Przed polskimi przedsiębiorcami, którzy zgłoszą się do przedsięwzięcia „Magazynowanie energii elektrycznej”, stoi duże wyzwanie. NCBR postawiło w projekcie jasny cel: opracowanie taniego w utrzymaniu i wydajnego magazynu energii, którego użyteczność wyniesie około 7 lub więcej lat, a do jego budowy wykorzystane zostaną materiały w 95% przeznaczone do recyklingu.

Do pierwszego etapu ogłoszonego 30 kwietnia br. przedsięwzięcia zostaną wybrane cztery firmy. Ich zadaniem będzie przeprowadzenie w ciągu 20 miesięcy prac badawczo-rozwojowych. Podmioty mają w ich trakcie przetestować prototypy ogniw galwanicznych oraz prototyp systemu sterowania całym systemem magazynowania. Wyniki testów i przedstawiona dokumentacja pozwolą na wybranie najlepszego pomysłu.

W drugim etapie projektu wezmą udział już tylko dwa podmioty (jeden podmiot wybrany do wykonania baterii, drugi podmiot do systemu), które będą miały pół roku na stworzenie dwóch demonstratorów systemu magazynowania. Ma się on składać m.in. z baterii, inwertera, obudowy oraz software systemów komunikacji z siecią. Finalnie zostaną zbudowane demonstratory, które – zainstalowane u odbiorców – potwierdzą, czy opracowana technologia jest gotowa do produkcji na szeroką skalę. W sumie, na wszystkie prace, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przeznaczy 12,9 mln zł. Są to środki z Funduszy Europejskich, z Programu Inteligentny Rozwój.

Polscy producenci mogą dołączyć do światowych wytwórców stacjonarnych magazynów energii

W Europie systematycznie rośnie rynek magazynów energii elektrycznej. Według raportu SolarPower Europe, w 2019 roku na Starym Kontynencie zainstalowano bateryjne, domowe magazyny energii o łącznej pojemności 745 MWh – jest to wzrost o 57% w porównaniu do 2018 roku. W samych Niemczech zainstalowano domowe urządzenia o łącznej pojemności 496 MWh. W tym zestawieniu na kolejnych pozycjach uplasowały się: Włochy (89 MWh), Wielka Brytania (38 MWh), Austria (37 MWh) i Szwajcaria (20 MWh). Według SolarPower Europe, mimo epidemii w 2020 roku został odnotowany ponowny wzrost inwestycji i przybyło instalacji o łącznej pojemności 810 MWh. W 2022 roku przekroczony ma zostać próg 1 GWh zainstalowanych domowych magazynów w skali rocznej, a w 2024 roku ich łączna pojemność ma osiągnąć 7,2 GWh.[1]

Powyższe dane obrazują, jak duże jest zapotrzebowanie na magazyny energii elektrycznej w Europie oraz jak poważna szansa otwiera się przed Polską, aby stać się liderem tej technologii.

Przedsięwzięcie wpisujące się w strategię Europejskiego Zielonego Ładu

Wdrażanie rozproszonych odnawialnych źródeł energii, wraz z wykorzystaniem magazynów energii, wpisuje się w strategię Europejskiego Zielonego Ładu, która ma doprowadzić Unię Europejską do całkowitej neutralności klimatycznej w 2050 roku.

„Magazynowanie energii elektrycznej” jest tylko jednym z dziewięciu nowych przedsięwzięć zainicjowanych przez NCBR, które mają na celu stworzenie nowych technologii dla polskiej gospodarki. W ramach projektów opracowane zostaną również m.in. ciepłownia przyszłości, nowoczesne oczyszczalnie ścieków oraz biogazownie, budynki efektywne procesowo i energetycznie, systemy wentylacji dla szkół i domów, technologie domowej retencji czy magazyny ciepła i chłodu. Wszystkie przedsięwzięcia zostały wybrane pod kątem ich potencjału do masowego wdrożenia i możliwości stania się polską specjalnością.

Szczegółowe informacje oraz dokumentacja przedsięwzięcia „Magazynowanie energii elektrycznej” znajdują się na stronie internetowej Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Projekt realizowany jest w ramach projektu pozakonkursowego pn. Podniesienie poziomu innowacyjności gospodarki poprzez realizację przedsięwzięć badawczych w trybie innowacyjnych zamówień publicznych w celu wsparcia realizacji strategii Europejskiego Zielonego Ładu (w ramach poddziałania 4.1.3 Innowacyjne metody zarządzania badaniami Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój).

Projekt finansowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

[1] https://www.gramwzielone.pl/magazynowanie-energii/103990/ceny-domowych-magazynow-energii-spadaja-szybciej-niz-ceny-fotowoltaiki

Odmienny rozwój gospodarek USA i strefy euro

W tym tygodniu poznaliśmy wyniki PKB strefy euro i USA za I kwartał 2021 r. Widać w nich wpływ szybkiego tempa sczepień w Stanach Zjednoczonych, które przybliża perspektywę rozluźnienia obostrzeń. W strefie euro jest ono wolniejsze, a wdrożone środki przeciw rozprzestrzenianiu się pandemii znacznie bardziej ograniczają rozwój gospodarki. Podczas gdy gospodarka USA odnotowała wzrost o 6,1% kw/kw, w tym samym okresie w strefie euro PKB spadł o 0,6%. Należy jednak zaznaczyć, że na amerykańskie wyniki te wpływ mają też ogromne pakiety fiskalne, które z jednej strony pomogą krajowi szybciej wyjść z kryzysu, z drugiej znacznie zwiększą i tak już wysokie zadłużenie.

Republika Czeska jest jednym z najwolniej szczepionych krajów UE. Jednak pomimo problemów z pandemią planuje podnieść stopy procentowe. Według CNB mogą one w tym roku wzrosnąć nawet trzykrotnie. To jeden z powodów umacniania się korony czeskiej zarówno wobec euro, jak i złotego w ostatnich tygodniach. W przypadku Polski, pomimo przyspieszającej inflacji, która według wskaźnika CPI wzrosła w kwietniu o 4,3% r/r, prawdopodobnie nie zobaczymy podwyżki stóp procentowych w dającej się przewidzieć przyszłości.

Złoty osłabił się na początku tego tygodnia, ale ostatecznie odrobił większość strat i osiągnął poziom 4,57 PLN/EUR w piątek rano. W tym samym czasie kurs eurodolara wyceniany był na 1,210 USD/EUR.

AKCENTA AS

Rynek inwestycyjny rozpędza się w I kw. 2021 roku

Od ponad roku pandemia wpływa na wyniki na poszczególnych sektorów rynku nieruchomości. Początkowe ostrożnościowe podejście inwestorów, decyzje rządu i trudności w finalizacji toczących się negocjacji skutkowały przesunięciem lub wydłużeniem się procesów na rynku inwestycyjnym. Pierwszy kwartał 2021 roku zakończył się wynikiem 1,3 mln euro, a analogiczny okres ubiegłego roku na poziomie 1,7 mln euro, przy czym ubiegłoroczne transakcje napędzone były jeszcze projektami rozpoczętymi w rekordowym 2019 rokiem.

Rekordowy wyniki rynku inwestycyjnego 7,7 mld euro z 2019 roku nie został pobity, ale ubiegłoroczna wartość transakcji na poziomie 5,3 mld euro, tj. niższym o 31% w porównaniu do dotychczas najlepszego roku w historii, nie okazał się słabym rezultatem. Wolumen transakcji dla ostatnich 10 lat średnio wynosił 4,2 mld euro.

„Kumulacja dostępnego kapitału, który z uwagi na pandemię nie został zainwestowany w 2020 roku, szuka różnych możliwości alokacji. Polska jako największy i najbardziej perspektywiczny rynek w Europie Środkowo-Wschodniej, dodatkowo będący na stabilnym poziomie, jest oczywistym celem inwestorów do tego typu działań,” – wyjaśnia Krzysztof Cipiur, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych w Knight Frank.

Struktura transakcji w pierwszym kwartale roku ułożyła się na korzyść sektora biurowego, który stanowił 47% ogółu wolumenu i wyniósł 600 mln euro. Dobry wynik sektor zawdzięcza finalizacji przejęcia pakietu nieruchomości dewelopera Buma za około 200 mln we Wrocławiu i Krakowie oraz trzech transakcji w Warszawie w przedziale 70-90 mln euro.

„Z naszych obserwacji i rozmów wynika, że inwestorzy w dalszym ciągu dość ostrożnie podchodzą do sektora biurowego. Warto zauważyć, że niektóre oddane w ubiegłym roku biurowce są na niskim poziomie komercjalizacji, co przekłada się na ich atrakcyjność. Inwestorzy analizując biurowce patrzą uważnie na poziom oraz długość pozostającego najmu oraz stabilność ich najemców. Model pracy hybrydowej lub praca zdalna dodatkowo potęgują niepokoje z uwagi na przyszłość i chęć stosowania takich form w dłużej perspektywie czasu. Optymizmem napawać może poprawiająca się aktywność firm w ostatnim czasie, również szukających ekspansji tak w Warszawie, jak i miastach regionalnych. Co prawda widzimy wciąż różnicę między oczekiwaniami cenowymi sprzedających i kupujących, ale duża podaż pieniądza i ujemne stopy procentowe mogą ją zasypać. W związku z tym jeszcze w tym roku możemy spodziewać się kilku spektakularnych transakcji na rynku biurowym.” – komentuje Krzysztof Cipiur.

Sektor magazynowy, który od 2018 roku w widoczny sposób zaznacza swoją obecność w strukturze transakcji w I kw. 2021 roku uplasował się na drugiej pozycji z wynikiem 454 mln euro (36% wartości wszystkich transakcji). Jednak w dalszym ciągu jest to najchętniej wybierany przez inwestorów obszar. W szeroko rozumianej logistyce popyt wciąż przekracza podaż, co wpływa na wzrost cen.

Wartość transakcji w I kwartale br. na rynku handlowym wyniosła 185 mln euro, co stanowiło 15% ogółu wolumenu i było na znacznie niższym poziomie niż w latach poprzednich.

„Wynik rynku handlowego ma oczywiście swoje uzasadnienie w obecnej sytuacji. Niemożliwość prowadzenia działalności handlowej w dużych obiektach, a to takie były w ostatnich latach w kręgu zainteresowania inwestorów, zwalnianie najemców z czynszu i brak wsparcia właścicieli centrów handlowych powodują, że dzisiaj cały sektor handlu tradycyjnego stoi przed szeregiem wyzwań. Obronną ręką z pandemii, a można się nawet pokusić o stwierdzenie, że zwycięską ręką są w obszarze handlu parki handlowe i niewielkie obiekty convenience. W ostatnim czasie obserwujemy zainteresowanie i chęć lokowania kapitału w centra handlowe, ale z myślą o ich repozycjonowaniu lub przebudowie.” – dodaje Krzysztof Cipiur.

Większość udziału w strukturze transakcji na rynku handlowym miał portfelowy zakup czterech nieruchomości przez EPP za kwotę ponad 100 mln euro. Dodatkowo zanotowano kilka mniejszych transakcji z dyskontem zrealizowanych przez fundusze oportunistyczne.

W wolumenie transakcji ostatnie 2% należały do rynku hotelowego, który zanotował tylko jedną transakcję, czyli zakup z dużym dyskontem hotelu Regent przez PHN.

„Rynek hotelowy, podobnie jak handlowy, bardzo dotkliwie odczuł i wciąż odczuwa skutki pandemii. Wydawać by się mogło, że trudna sytuacja spowoduje, że na rynek trafią kolejne obiekty, które nie poradziły sobie w tym trudnym okresie, ale właściciele nie chcą sprzedawać nieruchomości poniżej ich wartości, a potencjalni kupujący właśnie w związku z pandemią liczą na atrakcyjniejsze ceny. Liczymy, że trudności sektora są przejściowe, a optymizmem może napawać postęp w programie szczepień i co za tym idzie wzrastająca odporność populacji poszczególnych krajów” – dodaje Krzysztof Cipiur.

Barbara Garlacz: TSUE dał wskazówki sądom krajowym

W dniu 29 kwietnia 2021 TSUE wydał wyrok w sprawie C-19/20 odpowiadając na pięć pytań Sądu Okręgowego w Gdańsku.

TSUE uznał, że:

  • nie ma możliwości uzupełninia umowy przez zmianę jej warunków na podstawie przepisów dyspozytywnych;
  • sąd krajowy ma obowiązek informowania kredytobiorcy o ewentualnych roszczeniach restytucyjnych wynikających z nieważności umowy, jednak taka nieważność nie może penalizować konsumenta i musi przywracać stan faktyczny i prawny taki, jakby nie było w umowie postanowień nieuczciwych;
  • nieważność umowy zależy od czynników obiektywnych – tj. sprzeczności umowy z prawem krajowym – co ocenia sąd, a nie od żądania konsumenta, przy czym konsument będąc poinformowanym o skutkach nieważności może zrzec się systemu ochrony tj. nieważności umowy;
  • nie ma możliwości usunięcia z umowy tylko części nieuczciwej warunku umownego, jak np. marży kupna/sprzedaży w umowach byłego GE Money banku, jeśli doprowadziłoby to do zmiany istoty całego warunku, a ponadto, jeśli taki warunek nie stanowi odrębnego zobowiązania umownego;
  • samo podpisanie aneksu dotyczącego spłaty w walucie CHF, w chwili podpisywania którego konsument nie był świadom nieuczciwego charakteru warunków umownych, nie przeszkadza w stwierdzeniu nieuczciwości warunków umownych w pierwotnym brzmieniu i w konsekwencji nieważności umowy, zwłaszcza, jeśli zmiana warunku umownego aneksem nie usunęła wad umowy;

Wyrok TSUE będzie miał wpływ na odpowiedzi na pytania zadane do Sądu Najwyższego, o których Sąd Najwyższy będzie rozstrzygał 7 oraz 11 maja 2021 roku, w ramach których Sąd Najwyższy będzie wypowiadał się w kwestii nieważności umowy oraz skutków z niej wynikających.

„Wyrok TSUE jest korzystny dla frankowiczów, gdyż wytrąca argumenty banków. TSUE wskazał, że nieważność umowy nie może penalizować konsumenta – a tak byłoby, gdyby banki po stwierdzeniu nieważności miały prawo do żądania wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. Wyrok TSUE stawia pod znakiem zapytania dotychczasową linię orzeczniczą, zgodnie z którą konsument musi się na nieważność powołać, a roszczenia banków przedawniają się z upływem 3 lat od chwili, gdy konsument wyrazi wolną i świadomą zgodę na nieważność. TSUE w wyroku wskazał wielokrotnie, że konsument nie musi się powoływać na system ochrony – tj. także na nieważność, lecz może się jej zrzec, może z tego systemu ochrony zrezygnować. TSUE wskazał też, że umowa jest nieważna, jeśli od chwili wykreślenia z niej postanowień nieuczciwych nie może obowiązywać dalej. Sugeruje to przyjęcie, że sankcja nieważności umowy działa od początku umowy, a roszczenia banków o zwrot kapitału przedawniają się od chwili udostępnienia kapitału. Ponadto, TSUE raz jeszcze podkreślił, że sąd krajowy nie ma możliwości uzupełnienia umowy – choć sąd gdański o to nie pytał. Jeśli idzie o możliwość rozdzielenia marży banku i pozostawienia w umowie kursu średniego NBP – to TSUE wykluczył taką opcję gdy sąd krajowy uzna, że jest to istotna zmiana tego warunku, a tak właśnie uznał sąd gdański uzasadniając swoje pytania. TSUE ograniczył ponadto możliwość usunięcia marży tylko do przypadków, gdyby takie postanowienie stanowiło odrębne zobowiązanie umowne – a tak nie jest ani w przypadku umowy byłego GE Money Banku, ani w przypadku mechanizmu indeksacji, który Sąd Najwyższy dostrzega jako jednolity mechanizm umowy składający się z indeksacji i odesłań do tabel kursowych. Wyrok zatem powiela prokonsumencką linię orzeczniczą i daje zielone światło do stwierdzania nieważności” – komentuje mec. Barbara Garlacz, która reprezentowała kredytobiorców przed TSUE.

FFiL Śnieżka SA wypłaci dywidendę 18. rok z rzędu; 3,6 zł na akcję

Po udanym roku akcjonariusze FFiL Śnieżka SA uchwalili wypłatę dywidendy w kwocie 45,4 mln zł, tj. 3,6 zł na jedną akcję. Stanowi to ponad 80% zysku netto spółki za 2020 rok. Śnieżka dzieli się zyskiem regularnie od debiutu na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, czyli już od 18 lat. Suma dywidend uchwalonych w tym okresie to 447,4 mln zł.

W 2020 roku Grupa Śnieżka osiągnęła bardzo dobre wyniki biznesowe oraz finansowe. To w większości zasługa FFiL Śnieżka SA, która większość przychodów generuje na rynku polskim, a także jej dwóch kluczowych spółek zależnych, prowadzących działalność na Węgrzech i na Ukrainie.

Poprawa wyników w stosunku do poprzedniego roku to m.in. pokłosie nieoczekiwanego wiosennego boomu remontowego. Lockdowny i inne konsekwencje walki z pandemią COVID-19 spowodowały, że wiele osób zdecydowało się na przeprowadzenie remontów – malowanie ścian lub inne prace w swoich mieszkaniach, domach, ogrodach czy na działkach.

W 2020 roku Grupa Kapitałowa Śnieżka wypracowała skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 821,3 mln zł (w 2019 roku: 717,1 mln zł) i skonsolidowany zysk netto w wysokości 86,2 mln zł (w 2019 roku: 62,7 mln zł).

Z kolei spółka dominująca w Grupie – czyli Fabryka Farb i Lakierów Śnieżka SA – wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości 583,7 mln zł (w 2019 roku: 543,9 mln zł) i zysk netto w wysokości 56,4 mln zł (w 2019 roku: 49,2 mln zł).

Akcjonariusze FFiL Śnieżka SA obecni na jej walnym zgromadzeniu zgodzili się rekomendacją zarządu spółki, aby w obliczu dobrych wyników wypłacić nominalnie najwyższą w historii dywidendę na jedną akcję. W efekcie dywidenda z zysku za 2020 rok będzie o 1 zł na akcję wyższa niż rok wcześniej, kiedy było to 2,6 zł na jedną akcję.

Dzień dywidendy, tj. dzień, w którym należy posiadać akcje, aby nabyć prawa do dywidendy, został ustalony na poniedziałek, 17 maja 2021 roku. Zgodnie z zasadą T+2 inwestor, żeby zyskać prawo do udziału w zysku spółki, musi kupić akcje najpóźniej na dwie sesje giełdowe przed dniem dywidendy. Dywidenda zostanie wypłacona 31 maja 2020 roku.

Historia dywidend uchwalonych przez akcjonariuszy FFiL Śnieżka SA

Dywidenda
(z zysku za rok)
Dywidenda na akcję
(w zł)
Wysokość dywidendy
(w zł)
2020 3,6 45 424 000,80
2019 2,6 32 806 222,80
2018 2,6 32 806 222,80
2017 2,2 27 759 111,60
2016 3,2 40 376 889,60
2015 3,15 39 746 000,70
2014 3,1 39 115 111,80
2013 2,5 31 544 445,00
2012 2,5 31 544 445,00
2011 1,35 17 034 000,30
2010 1,7 23 036 149,20
2009 1,6 21 685 739,20
2008 1,35 18 297 342,45
2007 1,1 15 235 000,00
2006 1 13 850 000,00
2005 0,44 6 248 000,00
2004 0,42 5 964 000,00
2003 0,35 4 970 000,00
  447 442 681,25

Długoterminowa prognoza kursu rubla 2021-2022

Rosyjski rubel doświadczył od początku pandemii COVID-19 jednej z najbardziej gwałtownych wyprzedaży spośród walut rynków wschodzących. Mimo że w ostatnim czasie znajdował się pod dużą presją ze względu na napięcia geopolityczne i sytuację pandemiczną, jego perspektywy do końca 2022 r. rysują się optymistycznie. Na korzyść waluty działają m.in. solidne fundamenty makroekonomiczne Rosji i jastrzębie stanowisko banku centralnego.

Na początku zeszłego roku waluta osłabiła się niemal do notowanego wcześniej w 2016 r. rekordowo niskiego poziomu względem dolara. Od tamtego czasu losy rubla były różne. Do czerwca odzyskał on około połowy strat, po czym w listopadzie ponownie znalazł się blisko wcześniejszego pandemicznego minimum. W ciągu ostatnich pięciu miesięcy rubel doświadczył odbicia wraz ze wzrostem cen ropy na świecie i poprawą sentymentu do ryzyka, znalazł się jednak pod presją trwających napięć geopolitycznych. Od początku ubiegłego roku był on jedną z najgorzej radzących sobie walut emerging markets. Gorzej radziły sobie tylko lira turecka (TRY) i brazylijski real (BRL).

Wykres 1: Kurs EUR/RUB (kwiecień ‘20 – kwiecień ‘21)Kurs EUR – RUB

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 27.04.2021

Znaczną część słabości rubla przypisujemy załamaniu światowych cen ropy w zeszłym roku. Rosyjska gospodarka pozostaje w dużym stopniu zależna od cen surowców, ponieważ eksport ropy i gazu odpowiada za niemal dwie trzecie całkowitego dochodu kraju z eksportu i jedną trzecią PKB. W drugim kwartale zeszłego roku ceny ropy Brent spadły do niezwykle niskiego poziomu, poniżej 20 dolarów za baryłkę, od tamtej pory wzrosły jednak do ponad 60 dolarów. Ma to związek z tym, że inwestorzy obstawiają szybkie ożywienie globalnego popytu na surowce. Korelacja między cenami ropy i rublem ostatnio się osłabiła, spodziewamy się jednak, że w najbliższych miesiącach zwiększy się ponownie, co może wspomóc walutę w niedalekiej przyszłości.

Wykres 2: Kurs RUB/USD a ceny ropy Brent (2016 – 2021)Kurs RUB

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 27.04.2021

Oficjalna liczba zgonów spowodowanych COVID-19 w Rosji, wynosząca ok. 740 na milion osób, jest relatywnie niska, ale dużo wyższe wskaźniki śmiertelności od początku pandemii wskazują, że może ona być znacznie zaniżona. Liczba zgonów nadmiarowych w zeszłym roku w Rosji przekroczyła 300 000, około pięć razy więcej niż oficjalna liczba zgonów z powodu COVID-19 w 2020 r. Liczba nowych przypadków zakażeń wzrosła podczas drugiej fali epidemii, która zaczęła się mniej więcej we wrześniu. Dzienna liczba zgonów spadła w ostatnich tygodniach, pozostaje jednak od połowy listopada w przedziale ok. 400–550. Jest to po części konsekwencją znacznie luźniejszych niż w większości krajów restrykcji obowiązujących w Rosji. Od wiosny 2020 r. nie było tam narodowego lockdownu – zamiast tego rząd skupił się na ponownym otwarciu gospodarki. Indeks restrykcyjności reakcji rządu na COVID-19 Uniwersytetu Oksfordzkiego od początku września ledwo przekroczył w Rosji 50 pkt. na 100 (Wykres 3).

Wykres 3: Indeks restrykcyjności reakcji rządu na COVID-19 w Rosji
(styczeń ‘20 – kwiecień ‘21)Indeks restrykcyjności reakcji rządu na COVID-19 w Rosji

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 27.04.2021

W Rosji rozpoczęły się masowe szczepienia preparatem Sputnik V. Mimo że użycie własnej szczepionki może przynieść przewagę nad częścią podobnych krajów, tempo szczepień jest raczej niskie. Podano dotąd ok. 12 dawek szczepionki na 100 osób, co jest zbliżone do średniej światowej. Dużą przeszkodą w osiągnięciu odporności stadnej przez szczepienia może być niechęć rosyjskich obywateli do poddania się im. Jak podaje „Moscow Times”, ok. 60% populacji kraju jest niechętnie nastawionych do szczepienia, co jest znacznie wyższym odsetkiem niż niemal wszędzie indziej.

Stosunkowo mniej restrykcyjne obostrzenia obowiązujące w Rosji pozwoliły przynajmniej gospodarce kraju stanąć na nogi szybciej niż pierwotnie przewidywano. Gospodarka skurczyła się w 2020 r. o mniej niż oczekiwano: 3,1%. Pierwsze dane za ten rok sugerują, że ożywienie przebiega dość dobrze, np. kompozytowy wskaźnik PMI wrócił do poziomu powyżej 50 pkt., co wskazuje na ekspansję. W marcu odnotowano jego najwyższy od siedmiu miesięcy wynik 54,6 pkt. Niewielkie jak dotąd wsparcie fiskalne rządu, które odpowiada ok. 3,5% PKB w 2020 r., sugeruje, że w 2021 r. jest przestrzeń na większą ekspansję fiskalną, co dodatkowo sprzyjałoby ożywieniu gospodarki.

Uważamy, że spośród krajów BRICS Rosja ma najsolidniejsze fundamenty makroekonomiczne. Rubel powinien być w dobrej pozycji do odrobienia pandemicznych strat, gdy szczepionki zostaną dostarczone do większej części światowej populacji. Centralny Bank Federacji Rosyjskiej zgromadził przez lata olbrzymie rezerwy walutowe, które obecnie odpowiadają ok. 30 miesiącom pokrycia importu (Wykres 4). Powinno to pozwolić na regularne interwencje na rynku walutowym w celu ochrony rubla, gdyby zaszła taka potrzeba. Saldo obrotów bieżących jest w Rosji dodatnie, choć nadwyżka zmniejszyła się w 2020 r. Rosja jest także w znacznie mniejszym stopniu niż wiele podobnych krajów zależna od finansowania zewnętrznego.

Wykres 4: Rezerwy walutowe Rosji (2000 – 2021)Rezerwy walutowe Rosji

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 27.04.2021

Co więcej, Rosja posiada dość wysokie stopy procentowe, które mogą zachęcić inwestorów. Szczególnie biorąc pod uwagę, że niedawno Centralny Bank Federacji Rosyjskiej po raz pierwszy od lipca 2020 r. podniósł stopy procentowe. Na marcowym zebraniu zostały one zwiększone o 25 punktów bazowych, do 4,5%, co jest zmianą o 180 stopni w stosunku do gołębiego tonu z lutego. W kwietniu z kolei ogłoszono kolejną podwyżkę, o 50 punktów bazowych. Również komunikacja na dwóch ostatnich posiedzeniach była jastrzębia. Prezes Elvira Nabiullina wskazała, że do końca 2021 r. gospodarka powinna wrócić do przedpandemicznej wielkości, presja inflacyjna wzrosła, a stopy procentowe są na drodze do neutralnego poziomu między 5–6%. Uważamy, że ta retoryka wskazuje na kolejną podwyżkę na czerwcowym posiedzeniu.

Pozostajemy optymistycznie nastawieni wobec rosyjskiego rubla. Naszym zdaniem możliwość wzrostu cen ropy, gdy zwiększy się globalny popyt, powinna wspomóc walutę, zaś solidne fundamenty makroekonomiczne Rosji powinny sprawić, że pozostanie ona atrakcyjną propozycją dla zagranicznych inwestorów. Jastrzębie stanowisko przyjęte przez Centralny Bank Federacji Rosyjskiej powinno zwiększyć różnice w stopach procentowych między Rosją i większością innych głównych krajów w horyzoncie naszej prognozy. Ostatnie sankcje ogłoszone przez administrację Bidena stanowią ryzyko, ale wierzymy, że ich wpływ na rubla będzie ograniczony, podobnie jak zdarzało się w przeszłości. Prognozujemy umocnienie rubla zarówno w stosunku do dolara, jak i do euro od teraz do końca 2022 r.

Ryzykiem dla naszej prognozy może być to, że Rosja jest jednym z tych krajów wschodzących, z którymi wiąże się niemałe ryzyko polityczne. W ostatnich miesiącach było to wielokrotnie widoczne: otrucie i uwięzienie lidera opozycji Aleksieja Nawalnego, napięcie w stosunkach z USA w związku z gazociągiem Nord Stream 2, cyberataki i inne działania skutkujące sankcjami oraz niedawne gromadzenie wojsk na granicy z Ukrainą. Te kwestie nieco negatywnie rzutują na nasz pogląd na rubla i sugerują, że istnieje obecnie zwiększona premia za ryzyko. Pozbycie się jej może być problemem dla rubla, nawet po ustabilizowaniu się sytuacji pandemicznej.

  USD/RUB EUR/RUB RUB*/PLN
Q2-2021 70 86 5,17
Q3-2021 68 84 5,18
E-2021 64 80 5,38
Q2-2022 62 78 5,47
E-2022 59 75 5,60

* 100 RUB

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Informacje zawarte w niniejszym dokumencie służą wyłącznie do celów informacyjnych. Nie stanowią one porady finansowej lub jakiejkolwiek innej porady, mają charakter ogólny i nie są skierowane dla konkretnego adresata. Przed skorzystaniem z informacji w jakichkolwiek celach należy zasięgnąć niezależnej porady. Ebury nie ponosi odpowiedzialności za konsekwencje działań podjętych na podstawie informacji zawartych w raporcie.

Spółka mPay pozyskała 5,5 mln zł i znaczącego inwestora

5,5 mln zł od inwestorów trafiło do mPay w ramach nowej emisji akcji. Największy pakiet objął Fundusz Solution One, zarządzany przez Tomasza Piwońskiego. Pozyskane finansowanie pozwoli mPay wprowadzić już w maju nowe produkty w ramach wielofunkcyjnej aplikacji do płatności mobilnych. Umożliwi spółce również wypełnienie warunków umowy związanej z zakupem Domu Maklerskiego Banku BPS.

Większy kapitał, większe możliwości rozwoju mPay

Z końcem kwietnia kapitał zakładowy mPay S.A. w ramach kapitału docelowego został podwyższony  o ponad milion złotych – z kwoty 8.814.594,00 zł do kwoty 9.922.711,50 zł. Zmiana jest wypadkową emisji 7.363.954 sztuk akcji zwykłych na okaziciela serii N, o wartości nominalnej 0,15 zł każda, które zostały objęte w drodze subskrypcji prywatnej. Wszystkie Akcje Serii N zostały objęte przez 12 inwestorów po jednostkowej cenie emisyjnej w wysokości 0,74 zł, o łącznej cenie emisyjnej wynoszącej 5.466.713,00 zł. Największy pakiet w ramach emisji nowych akcji objął Fundusz Solution One, zarządzany przez Tomasza Piwońskiego.

– Zależało nam na tym, aby wśród nowych akcjonariuszy mPay znalazły się tzw. „smart money”. Z naszej perspektywy to bardzo istotne, aby wartość dla spółki wnoszona przez akcjonariusza nie sprowadzała się wyłącznie do opłacenia kapitału, ale też przekładała się na dynamiczny rozwój i generowanie synergii. Strategia biznesowa mPay opiera się na mocnych fundamentach i perspektywicznych projektach. Z tego powodu stawiamy na współpracę z partnerami, którzy gwarantują nam maksymalne wykorzystanie naszych możliwości. W tym kontekście pewne jest, że nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa – informuje Andrzej Basiak, Prezes mPay S.A. W ramach emisji pozyskaliśmy kapitał, który zapewnia nam wypełnienie Umowy z Bankiem BPS dotyczącej zakupu Domu Maklerskiego Banku BPS, o podpisaniu której informowaliśmy w styczniu br. Dodatkowe finansowanie pozwoli nam wprowadzić bardzo szybko kilka nowych, ciekawych produktów dla naszych klientów – dodaje.

Fundusz Solution One, który objął największy pakiet akcji, w kwietniu br. został uznany za Fundusz Inwestycyjny Roku. Jury oraz internauci docenili firmę w ramach branżowej inicjatywy Invest Cuffs za stabilność wyników oraz aktywną działalność zarządzającego, Tomasza Piwońskiego, na rzecz szeroko pojętej edukacji rynku, m.in. poprzez dzielenie się wiedzą o strategiach i prognozach. Warto przy tym podkreślić, że od startu w 2014 roku Fundusz zanotował wzrost o prawie 60 proc., przy maksymalnym ryzyku, tj. obsunięciu kapitału niewiele ponad 2 proc. w całym okresie.

Naszą strategią jest angażowanie się w spółki, które mają ogromny uśpiony potencjał, który może zostać uwolniony m.in. dzięki naszemu wsparciu. Zainwestowaliśmy w mPay, ponieważ uważam, że jesteśmy w stanie wesprzeć biznes nie tylko kapitałowo, ale przede wszystkim biznesowo. Mam nadzieję, że uda mi się przekonać zarząd do kilku innowacyjnych inicjatyw i kooperacji.  Do spółki przekonał nas potencjał wynikający z łączenia klientów detalicznych mPay z możliwością wygodnego inwestowania przez Biuro Maklerskie, co jest bardzo unikalne w Polsce, a coraz powszechniejsze na świecie. Jestem przekonany, że rynek dość szybko zweryfikuje trafność naszej decyzji. Fintechy na całym świecie są wyceniane bardzo wysoko, branża bankowa ma w dalszym ciągu sporo do nadrobienia, jeśli chodzi o innowacje – mówi Tomasz Piwoński, Zarządzający Funduszem Solution One

Tomasz Piwoński, poza zarządzaniem Funduszem Solution One, jest także inwestorem na rynku Private Equity, pasjonującym się startupami i nowymi technologiami. Posiada ponad 20 lat doświadczenia na rynku Venture Capital i szeroko pojętym rynku inwestycyjnym.

Szerokie możliwości rozwoju mPay

W marcu br. mPay otrzymał od Komisji Nadzoru Finansowego zgodę na rozszerzenie zakresu świadczonych usług w charakterze Krajowej Instytucji Płatniczej. W ten sposób spółka zyskała możliwość inicjowania transakcji płatniczych (PIS), świadczenia usługi dostępu do informacji o rachunku (AIS), a także realizacji przekazów pieniężnych. W lutym br. podobna decyzja została wydana dla Grupy LEW, która jest większościowym akcjonariuszem mPay.

mPay jest dobrze znany z innowacji, które wyróżniają działalność spółki zarówno od strony trafnej identyfikacji potrzeb klientów, jak również przekładania tej wiedzy na praktyczne rozwiązania. W tym kontekście warto przypomnieć zrealizowane w ostatnim roku projekty, które w znaczący sposób wzmocniły pozycję spółki.

Innowacje potwierdzają pozycję mPay

W br. mPay uruchomił pierwszą na rynku platformę pożyczkową, gdzie cały proces – od zapewnienia dostępu do oferty równoznacznej z przyznaniem finansowania „od ręki”, aż po spłatę zobowiązania odbywa się tylko i wyłącznie w aplikacji mobilnej. Spółka, jako pierwszy niebankowy podmiot na rynku, wprowadziła również potwierdzanie tożsamości przez selfie. W tej samej aplikacji, klienci zyskali dostęp do wielu innych pomocnych funkcjonalności.

Kierowcy mogą skorzystać w aplikacji mPay ze specjalnej mapy, która pokazuje im w jakiej strefie płatnego parkowania się znajdują, dzięki czemu wiedzą jaki cennik ich obowiązuje. Użytkownicy transportu kolejowego i autobusowego otrzymali dostęp do mutiwyszukiwarki połączeń. Dzięki temu rozwiązaniu w jednym miejscu dostają m.in. informację o najdogodniejszym czasowo i kosztowo połączeniu oraz mogą zakupić bilet, również łączony. Wielofunkcyjne narzędzie pozwala także doładować telefon lub grę, opłacić dostęp do usług streamingowych, nadać przesyłkę kurierską, zakupić voucher prezentowy, a także wiele więcej.

Rusza HalfPrice – nowa sieć sklepów Grupy CCC

Rusza nowa sieć handlowa w kategorii off-price, w której klienci znajdą szeroką gamę produktów znanych marek w bardzo atrakcyjnych cenach. HalfPrice będzie oferować odzież, obuwie, akcesoria, kosmetyki, zabawki oraz wyposażenie i dodatki do domu. Pierwsze 5 sklepów wystartuje 4. maja we wrocławskim centrum handlowym Wroclavia, szczecińskiej Galaxy, Galerii Północnej w Warszawie, tyskim Gemini Park oraz polkowickim Parku Handlowym, gdzie były prowadzone testy nowego konceptu. Jeszcze w tym samym miesiącu będzie miało miejsce pięć kolejnych otwarć salonów w: Opolu, Zabrzu, Kielcach, Olsztynie i Bielsku-Białej. Do końca roku klienci skorzystają natomiast z bogatej oferty blisko 60 sklepów pod marką HalfPrice.

W HalfPrice klienci znajdą odzież, obuwie, zabawki, akcesoria i kosmetyki, a także szeroką ofertę dekoracji i dodatków do domu. Sieć należy do Grupy CCC. – Rozwój to jeden z naszych priorytetów i dlatego cieszymy się, że zaczynamy nową przygodę. Na całym świecie koncept off-price staje się coraz bardziej popularny i mamy nadzieję, że w naszym wydaniu zachwyci polskich klientów, a być może wkrótce także konsumentów z innych krajów regionu. Przygotowaliśmy się dobrze na to ogromne przedsięwzięcie i jesteśmy przekonani, że spotka się ono z dużym zainteresowaniem – mówi Dariusz Miłek, Przewodniczący Rady Nadzorczej Grupy CCC. W tym roku w Polsce powstanie około 60 sklepów stacjonarnych nowej marki, a jesienią klienci HalfPrice będą mogli zrobić zakupy także przez Internet.

Otwieramy nowy rozdział w historii działalności Grupy CCC. Wierzę, że HalfPrice błyskawicznie zbuduje i ugruntuje swoją pozycję na rynku, a Spółce zagwarantuje zawarcie interesujących partnerstw i synergii, które zaprocentują w przyszłości. Model biznesowy sieci umożliwia konsekwentne zwiększenie bazy produktowej, która będzie zapewniać wysokiej jakości asortyment przy jednocześnie atrakcyjnych cenach – dodaje Marcin Czyczerski, Prezes Zarządu Grupy CCC.

Już w maju klienci będą mogli odwiedzić HalfPrice w dolnośląskiej Wroclavii, szczecińskiej Galaxy, Galerii Północnej w Warszawie, Galerii Korona w Kielcach, opolskim Solaris, Galerii Platan w Zabrzu, olsztyńskiej Galerii Warmińskiej, Galerii Sarni Stok w Bielsku-Białej, tyskim Gemini Park oraz w Parku Handlowym w Polkowicach, gdzie były prowadzone testy tego konceptu. – Tworząc HalfPrice korzystaliśmy z potencjału oraz doświadczenia Grupy CCC. Zgodnie ze strategią GO.22 od dłuższego czasu optymalizujemy sieć stacjonarną CCC. Zmniejszamy liczbę sklepów pod tym szyldem, a także ich format do 500-800m2, a jednocześnie pracujemy nad tym, by stawały się one coraz bardziej cyfrowe. Nie oznacza to jednak, że rezygnujemy z najmu. Tę przestrzeń handlową, wydzieloną w ramach restrukturyzacji CCC, przeznaczamy właśnie na HalfPrice. Pozwoli nam to zwiększyć przychód z metra kwadratowego, a klientom dostarczyć bogatą, interesującą ofertę – mówi Karol Semik, Dyrektor Ekspansji Grupy CCC. – Nasze plany są ambitne, ale jesteśmy przekonani, że uda się nam je zrealizować także dzięki atrakcyjnym lokalizacjom, które wybraliśmy wspólnie z partnerami po stronie centrów handlowych. Sklepy HalfPrice to interesujący nowoczesny koncept, który jeszcze bardziej uatrakcyjni ofertę galerii handlowych.

Kolekcja marek w HalfPrice będzie stale powiększana. – Dzięki skali przedsięwzięcia, jakim jest otwarcie kilkudziesięciu salonów HalfPrice, klienci mogą liczyć na bardzo zróżnicowaną ofertę – będzie ona uzupełniana kilka razy w tygodniu. Jestem przekonana, że nasze portfolio zaspokoi gusta nawet najbardziej wybrednych poszukiwaczy okazji, a jasny i przejrzysty układ sklepu będzie sprzyjał satysfakcjonującym zakupom – dodaje Joanna Czyżewska, Dyrektor Działu Sprzedaży HalfPrice.

Otwarciu nowej sieci towarzyszy kampania reklamowa, stworzona przez fotografa Antona Gottloba oraz reżysera Daniela Jaroszka. Przed obiektywem stanęło wielu modeli i modelek, m.in Anna Jagodzińska.

– Jestem pewna, że „łowienie skarbów” stanie się pasją dla wielu nowych oraz od lat lojalnych klientów Grupy CCC  – mówi Malwina Winter, Dyrektor Komercyjny HalfPrice.

Satis Group zamknęła 2020 r. z zyskiem oraz wchodzi na rynek MedTech

Satis Group S.A., notowana na GPW spółka technologiczna zakończyła 2020 rok z jednostkowym zyskiem netto na poziomie 866 tys. zł. Firma skoncentrowała się na skutecznym procesie restrukturyzacji, którego elementem jest też rozszerzenie działalności operacyjnej o perspektywiczny rynek MedTech. Aktualnie spółka pracuje nad aktualizacją strategii rozwoju, która uwzględni wejście w nowe branże. W związku z nowymi planami Rada Nadzorcza Satis Group powołała do Zarządu Marcina Hańczaruka, doświadczonego managera z branży medycznej. Równolegle firma uzyskała linię kredytową na inwestycję w jeden z podmiotów medycznych, notowanych na giełdzie NASDAQ.

Spółka odnotowała w 2020 roku znaczący wzrost przychodów ze sprzedaży, co wynika ze zwiększonej sprzedaży usług świadczonych przez Satis Group S.A. wykazanej w IV kwartale. Ponadto, w ubiegłym roku Spółka zakończyła w całości proces restrukturyzacji Spółki, co w 2021 roku  doprowadzido umorzenia wszystkich restrukturyzowanych zobowiązań Grupy Kapitałowej Satis Group S.A.

Osiągnięcie zadowalającego poziomu przychodów oraz dodatniego wyniku netto na dotychczasowym profilu działalności oznacza, że skutecznie przeprowadziliśmy proces restrukturyzacji. Dzięki temu z pozytywnym nastawieniem możemy rozszerzyć naszą działalność między innymi o perspektywiczny segment MedTech – komentuje Andrzej Wrona, Prezes Zarządu Satis Group S.A.

Grupa jest w trakcie przygotowywania aktualizacji kierunków rozwoju. Jednym ze scenariuszy jest wejście na rynek innowacyjnych technologii wykorzystywanych w branży medycznej. Spółka prowadzi w tym zakresie zaawansowane negocjacje zmierzające do zawarcia korzystnych umów inwestycyjnych. Jedną z opcji jest inwestycja w amerykańską spółkę notowaną na NASDAQ, z którą Satis Group mógłby współpracować strategicznie na rynku Europy Środkowo – Wschodniej.

Rozważamy propozycje z wielu dziedzin, w których doświadczenie spółki i jej kardy zarządzającej może być z powodzeniem wykorzystane. W pierwszej kolejności zamierzamy skupić się na rozwoju działalności w obszarze medycznym. Będzie to jeden z istotnych obszarów na którym zamierzamy oprzeć nasz model biznesowy. Pomoże nam w tym Pan Marcin Hańczaruk, nowy Wiceprezes Zarządu Satis Group, posiadający wieloletnie doświadczenie managerskie. Pozyskaliśmy również finansowanie, które zamierzamy przeznaczyć na inwestycje w podmiot medyczny notowany na NASDAQ – dodaje Andrzej Wrona.

29 kwietnia br. Rada Nadzorcza Satis Group powołała do Zarządu Spółki Marcina Hańczaruka, doświadczonego managera z branży MedTech. W swojej dotychczasowej karierze prowadził on różnorodne zespoły, a także całe organizacje w wiodących międzynarodowych firmach i koncernach: Bristol-Myers Squibb (USA); Schering Plough (USA); Ferring (Szwajcaria), Amgen (USA). Był również wieloletnim Przewodniczącym Rady Nadzorczej Izby Gospodarczej Farmacja Polska oraz członkiem Zarządu Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych w Polsce. Od 2016 jest Prezesem polsko-amerykańskiej Fundacji Alliance for Innovation działającej na rzecz rozwoju innowacji poprzez współpracę pomiędzy Polską i USA.

Ponadto tego samego dnia Spółka podpisała umowę z Polish American Investment Fund LLC w ramach której może uzyskać finansowanie o wartości do 1 mln USD, które ma zostać przeznaczone na inwestycję w akcje amerykańskiej spółki medycznej  notowanej na rynku NASDAQ.

Vivid Games zaprezentował wyniki za 2020 rok

Vivid Games wypracował skonsolidowane przychody ze sprzedaży na rekordowym poziomie ponad 27 mln zł i wygenerował w 2020 roku niemal 3 mln zł zysku operacyjnego, wynika z opublikowanego raportu rocznego za 2020 rok. Wyniki nie odbiegają istotnie od zaprezentowanych przez spółkę w styczniu wstępnych rezultatów. W najbliższych miesiącach spółka planuje skupić się na pozyskaniu do portfolio kolejnych tytułów.

Rok 2020 był dla nas wymagający, ale poradziliśmy sobie z wieloma wyzwaniami i ustabilizowaliśmy przychody na wysokim poziomie. Patrząc w przyszłość chcemy wykorzystać kolejne miesiące na rozwój i poszerzenie obecnego portfolio. Skupimy się na jego ilościowym i jakościowym wzbogaceniu. Dzięki zabezpieczeniu dodatkowych środków na inwestycje w formie elastycznego kredytu odnawialnego mamy znacznie większą swobodę w decydowaniu o momencie nabycia kolejnej gry. Stworzona i zweryfikowana w 2020 roku strategia płatnego pozyskiwania użytkowników będzie kontynuowana i rozszerzana na kolejne tytuły. Stawiamy też na rozwój analityki i zaczynamy implementować w grach rozwiązania machine learningowe – podsumowuje prezes Vivid Games Jarosław Wojczakowski.

Jako pierwsze efektywność rozwiązań machine learningowych będą testować Real Boxing 2 i Knights Fight 2.

Obecnie wprowadzamy rozwiązania oparte o Machine Learning (ML) w procesie akwizycji graczy, gdzie bazując na ich wczesnych aktywnościach i zdarzeń przez nich generowanych przewidujemy generowany zarówno z mikropłatności jak i z reklam przychód. To podejście pozwoli na ocenę i stały monitoring jakości użytkowników pozyskiwanych w ramach UA i wczesne reagowanie w przypadku mniej rentownych kampanii. W najbliższych miesiącach planujemy wdrożyć rozwiązania ML w procesach retencyjnych naszych kluczowych gier (na razie Real Boxing 2 i Knights Fight 2) poprzez przewidywanie graczy skłonnych do zaprzestania aktywności w grze (churn). Ta informacja pozwoli na zbudowanie procesów retencyjnych adekwatnych do zachowań prezentowanych przez graczy. W planach na ten kwartał mamy również wsparcie monetyzacji w Real Boxing 2 poprzez wykorzystanie metod ML w celu dopasowania dla konkretnego gracza takiej oferty, która zmaksymalizuje jego skłonność do dokonania zakupu. W dalszej perspektywie będziemy mocniej wspierać procesy monetyzacyjne w kolejnych tytułach nie tylko poprzez dobór konkretnych ofert na poziomie gracza, ale również ich cen. Jednak to nie koniec naszych planów w wykorzystaniu ML. Chcemy identyfikować oszustwa, wspierać monetyzację, ekonomię gry, czy sterować trudnością gry, aby zmaksymalizować zadowolenie gracza – tłumaczy ambitne plany Vivid Games Katarzyna Czesak-Woytala zarządzająca w spółce działem Machine Learnig.

W kwietniu spółka zaprezentowała wstępne wyniki za I kwartał 2021. Przychody spółki za pierwsze trzy miesiące 2021 szacowane są na poziomie 5,2 mln zł. Spółka zaczęła też odrabiać stratę z lutego, generując w marcu 40 tys. zł zysku netto.

Jeszcze w tym kwartale odbędzie się premiera inspirowanego stylem anime symulatora randek – Eroblast. Na przełom II i III kwartału zapowiedziano debiut Mythical Showdown, a dzięki współpracy z QubicGames kilka tytułów z portfolio spółki, w tym Real Boxing 2 i Mayhem Combat trafi w najbliższych miesiącach na Nintendo Switch. W fazie soft launch znajduje się już pozyskana w ramach programu wydawniczego mobilna gra karciana Mobbles Cards.

Infoscan finalizuje sprzedaż zorganizowanej części przedsiębiorstwa

Infoscan S.A., firma telemedyczna z rynku NewConnect, zawarła umowę zbycia zorganizowanej części przedsiębiorstwa oraz udziałów w spółkach zależnych, a więc ScanLink Medical oraz ScanSoft. Transakcja pozwoli Spółce zabezpieczyć spłatę zobowiązań Spółki co oznacza realizację kolejnego z warunków połączenia ze spółką Movie Games Mobile zawartych w Term Sheet. Na spłatę zobowiązań zostaną również przeznaczone środki pozyskane z przeprowadzonej emisji akcji serii N.

Sprzedaż ZCP oraz udziałów w spółkach zależnych to istotny postęp w realizacji procesu połączenia z Movie Games Mobile. Sprzedaż pozwoli nam pozyskać środki, które zostaną przeznaczone na spłatę części zobowiązań Spółki oraz w pełni zakończyć działalność na rynku telemedycznym, otwierając się tym samym na działalność w ramach bardzo perspektywicznego rynku gier mobilnych – informuje Piotr Sobiś, Prezes Zarządu Infoscan.

Sprzedaż ZCP oraz udziałów w spółkach Scansoft i Scanlink Medical w pełni zabezpiecza realizację kolejnego z warunków zawartych w Term Sheet, a więc spłatę zobowiązań Spółki. Na ten cel zostanie przeznaczona również część środków pozyskanych w ramach przeprowadzonej emisji akcji serii N.

– Po spłacie zobowiązań zarówno Infoscan jak i Movie Games Mobile będą gotowe do sporządzenia planu połączenia obu Spółek. W tym samym czasie niezależni biegli przeprowadzają wyceny obu spółek oraz analizę stanu finansowo-prawnego dodaje Piotr Sobiś.

Jednocześnie Infoscan we współpracy z Movie Games przygotowuje się do płynnej zmiany profilu działalności. Podczas ostatniego NWZ Akcjonariusze powołali do Rady Nadzorczej Spółki Patryka Jasińskiego oraz Karola Fornalczyka z Grupy Movie Games. Patryk Jasiński pełni funkcje Prezesa Zarządu w spółce True Games S.A., natomiast Karol Fornalczyk jest Project Managerem odpowiedzialnym za kluczowe produkcje w Movie Games Mobile. Nowy skład Rady Nadzorczej odzwierciedla zamianę profilu działalności Spółki.

Oleje smarowe a opłata paliwowa

Handel olejami smarowymi w Polsce ewoluuje w kierunku zwiększenia biurokracji oraz obciążeń podatkowych związanych z obrotem tymi towarami. Od czasu wyroku Trybunału Sprawiedliwości z dnia 12 lutego 2015 r., sygn. C-349/13 w sprawie Oil Trading Poland Sp. z o.o., oleje smarowe zostały definitywnie objęte podatkiem akcyzowym. Dodatkowo od 2017 r. wszedł w życie system monitorowania SENT, który nałożył na podatników dodatkowe obowiązki w przypadku obrotu olejami smarowymi. W II kwartale 2021 r. ma zostać opublikowany projekt ustawy w zakresie objęcia olejów smarowych koncesjami oraz organizacji punktów odbiorów zużytych olejów. Poza powyższymi ograniczeniami obrotu tymi towarami pojawiają się niekorzystne interpretacje podatkowe, wskazujące, że oleje smarowe mogą być objęte obowiązkiem rozliczenia opłaty paliwowej.

Opłata paliwowa

Opłata paliwowa jest daniną pobieraną w związku z wprowadzeniem paliw silnikowych oraz gazu wykorzystywanego do napędu pojazdów silnikowych. Jest to obciążenie parapodatkowe, wykazujące cechy podatku określone w ustawie z dnia 27 października 1994 r. o autostradach płatnych oraz o Krajowym Funduszu Drogowym.

W art. 37h ust. 4 ww. ustawy zdefiniowane zostały rodzaje paliw silnikowych i gazów podlegające opłacie paliwowej. Poza klasycznymi benzynami silnikowymi, olejami napędowymi, biokomponentami i gazem ziemnym służącymi do napędu pojazdów ustawodawca wskazał w pkt 5), że opłacie paliwowej podlegają inne wyroby „przeznaczone do użycia, oferowane na sprzedaż lub używane do napędu silników spalinowych, bez względu na kod CN”.

Zgodnie z art. 37j ust. 1 ww. ustawy obowiązek uiszczenia opłaty paliwowej dotyczy producentów oraz importerów paliw silnikowych i gazu, podmiotów dokonujących wewnątrzwspólnotowego nabycia paliw silnikowych i gazu, a także innych podmiotów zobowiązanych do rozliczenia akcyzy od paliw silnikowych i gazu, chyba że podmioty te są na podstawie międzynarodowych umów zwolnione z opłaty w zakresie międzynarodowego transportu drogowego.

Obowiązek podatkowy powstaje z dniem powstania zobowiązania podatkowego w akcyzie od paliw silnikowych i gazu. Dodatkowo należy składać zabezpieczenie akcyzowe zgodnie z ustawą o podatku akcyzowym. Stawka opłaty paliwowej wynosi na chwilę obecną 95,19 zł za 1 000 l benzyn silnikowych oraz wyrobów powstałych ze zmieszania benzyn z biokomponentami oraz 239,84 zł za 1 000 l w przypadku oleju napędowego, wyrobów powstałych ze zmieszania biokomponentów z tym olejem oraz biokomponentów stanowiących samoistne paliwa. W przypadku gazów i innych wyrobów stawka opłaty paliwowej została określona jako 122,82 zł za 1 000 kg. Powyższe stawki uzależnione są od wskaźnika wzrostu cen i mogą być różne w kolejnych latach.

Opłata paliwowa od olejów smarowych

W interpretacji z dnia 26 listopada 2019 r., sygn. DPP8.8101.127.2019.RKP, Szef Krajowej Administracji Skarbowej analizował przypadek skupowania olejów i poddawania ich procesom rerafinacji, w następstwie której powstawały oleje smarowe o kodzie CN 2710 19 99. Ponadto wnioskodawca wskazał, że ww. oleje smarowe nie są produktami paliwowymi ani gazowymi oraz nie stanowią dodatków ani komponentów paliw silnikowych ani gazu. Ponadto oleje te nie nadają się do produkcji paliw silnikowych.

W omawianej sprawie organ podatkowy nawiązał do uchwały Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 7 lipca 2011 r., sygn. akt I GPS 2/11, w której NSA podkreślił, że paliwami silnikowymi są nie tyko paliwa wymienione w ustawie, ale także inne, które ze względu na właściwości fizyczne i strukturę mogłyby być wykorzystywane bezpośrednio lub po poddaniu obróbce jako paliwa silnikowe do napędu. Ponadto organ odwołał się do not wyjaśniających do Nomenklatury Scalonej UE do kodów CN 2710, zgodnie z którymi kod ten zawiera preparaty gdzie indziej niewymienione ani niewyłączone, zawierające 70% masy albo więcej olejów ropy naftowej lub olejów otrzymywanych z materiałów bitumicznych. Analizując właściwości techniczne olejów smarowych, organ podatkowy doszedł do wniosku, że niektóre typy olejów smarowych posiadają właściwości fizykochemiczne podobne do oleju napędowego. Organ podatkowy wskazał zatem, że co do zasady oleje smarowe z uwagi na właściwości fizykochemiczne powinny podlegać opłacie paliwowej, chyba że nie są zużywane na cele napędowe. Zdaniem organów podatkowych jedynym sposobem uniknięcia opłaty paliwowej jest pozyskanie „poświadczenia” odnośnie tego, że wyroby zostały przeznaczone do celów innych niż napędowe (czyli np. do smarowania). Jednocześnie organ zaznaczył, że w przypadku, gdyby oleje smarowe nie posiadały podobnych właściwości fizykochemicznych, kwestia opłaty paliwowej nie wchodziłaby w grę.

Komentarz

Obrót olejami smarowymi w Polsce obwarowany jest różnymi przepisami oraz koniecznością wypełnienia bardzo wielu warunków formalnych i administracyjnych. Jeżeli powyżej opisana praktyka organów się utrzyma, to pojawi się kolejny obowiązek w postaci konieczności zbierania od odbiorców końcowych poświadczeń o sposobie wykorzystania olejów smarowych. W chwili obecnej potrzebne jest jednoznaczne stanowisko Ministerstwa Finansów w tym zakresie, zważające nie tylko na interes publiczny, ale także na interes podmiotów handlujących w tej branży.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Prawie 12 mln zł zysku netto Grupy INC w 2020 r.

Grupa kapitałowa INC, specjalizująca się w finansowaniu innowacyjnych podmiotów, podsumowała wyniki finansowe osiągnięte w 2020 r. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży ogółem wyniosły  w ubiegłym roku 19,9 mln zł, co oznacza prawie 3-krotny wzrost r/r. Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 11,9 mln zł. W 2021 r. Grupa kontynuuje dynamiczny rozwój, buduje szerokie portfolio projektów i planuje wprowadzić na GPW kilkanaście spółek.

Model biznesowy Grupy opiera się o działalność w trzech obszarach biznesowych: usługi doradcze, oferowanie instrumentów finansowych oraz inwestycje na rynku kapitałowym. Alternatywne spółki inwestycyjne z Grupy INC (INC Private Equity oraz Carpathia Capital) inwestują przede wszystkim w spółki z obszaru tzw. nowej ekonomii w tym m.in. spółki technologiczne, gamingowe, biotechnologiczne oraz OZE.

– Tak dynamiczny wzrost wyników to efekt odpowiednio przygotowanej i realizowanej strategii działalności, na którą nałożyło się  sprzyjające otoczenie rynkowe. Jednak wykorzystanie tych sprzyjających warunków było możliwe właśnie dzięki odpowiedniemu przygotowaniu, m.in. własnej platformie crowdinvestingu CrowdConnect.pl, doświadczenia autoryzowanego doradcy, posiadaniu odpowiednich licencji maklerskich oraz strategicznej współpracy z InnerValue. Obecnie jesteśmy liderem w obszarze pozyskiwania finansowania dla małych i średnich, innowacyjnych spółek zainteresowanych rynkiem kapitałowym. Aktywnie budujemy portfolio projektów na kolejne kwartały i lata. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes INC.

W 2020 r. Dom Maklerski INC uczestniczył przy ofertach akcji kilkunastu spółek na kwotę blisko 80 mln zł. Klienci Domu Maklerskiego INC przeprowadzili 11 emisji publicznych prezentowanych na platformie CrowdConnect.pl, w ramach których pozyskali łącznie 27 mln zł.

– W 2021 r. kontynuujemy dynamiczny, ale zrównoważony biznesowo wzrost. Bazą do tegorocznego portfolio są spółki, które w ubiegłym roku pozyskały finansowanie i w tym będą debiutować na warszawskim parkiecie. W minionym roku na NewConnect zadebiutowało 6 spółek, które INC S.A. wprowadzało jako autoryzowany doradca. To ponad 40 proc. wszystkich ubiegłorocznych debiutów na tym rynku. W tym roku nie zwalniamy tempa – za nami debiuty już 5 spółek. Wspieraliśmy lub będziemy wspierać w tym roku emisje akcji i udziałów kolejnych spółek. – dodaje Śliwiński.

Skonsolidowany zysk na działalności operacyjnej wyniósł 18,3 mln zł. Zysk netto całej Grupy INC wyniósł 14,6 mln zł, w tym wynik przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej to 11,9 mln zł. Wyniki jednostkowe INC S.A. były równie wysokie: przychody ze sprzedaży ogółem wyniosły 14,7 mln zł, zysk na działalności operacyjnej 11,4 mln zł, a zysk netto 8,9 mln zł.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników 2020 r., ale nie zwalniamy tempa. Systematycznie rosną nasze przychody z działalności usługowej. W całym 2020 r. wyniosły one 5,1 mln zł, w porównaniu do 1,7 mln zł rok wcześniej. W samym IV kwartale 2020 r. było to 2,0 mln zł. Rośnie tez skala naszej działalności inwestycyjnej.– dodaje Paweł Śliwiński.

Grupa INC ma ambitne plany na cały 2021 r. W ciągu bieżącego roku chce wprowadzić na giełdę kilkanaście spółek. Dotychczas w 2021 r. INC S.A. jako autoryzowany doradca w debiutach na NewConnect wspierała 5 spółek z pośród 12 debiutujących, a w całym ubiegłym roku było to 6 spółek.

Jednak nie będzie obniżek dla najemców a galeriach? W projekcie obniżki są… ale od kolejnych lockdownów

Cios w najemców centrów handlowych. Rząd obiecał obniżkę czynszów o 80%, ale…. w przypadku kolejnych lockdownów. Zgodnie z projektem teraz najemcy nie mogą liczyć na obniżkę czynszów.

Miesiąc temu gruchnęła wiadomość, która wstrząsnęła branżą nieruchomości komercyjnych. Rząd pracuje nad przepisami, które mają obniżyć czynsze w galeriach handlowych za okresy lockdownu! Obniżka miała być spora, bo aż o 80%. Miała też dotyczyć każdego okresu, w którym centra były zamknięte. Co więcej, po każdym lockdownie najemcy mieli jeszcze przez 3 kolejne miesiące płacić czynsze niższe o połowę. O połowę! Nie ma się co dziwić, że emocje sięgnęły zenitu. Najbardziej przezorni najemcy od razu przestali regulować należności. Polska Rada Centrów Handlowych zdążyła zagrozić Skarbowi Państwa pozwem o odszkodowanie. Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych – widząc, że przeciwnik słania się na nogach i krwawi – taktownie odnotowało, że nowelizacja „idzie w dobrym kierunku”. Tymczasem, przedwczoraj na stronie internetowej KPRM ukazał się zarys nowych przepisów. I po raz kolejny okazało się, że cała sytuacja była tylko burzą w szklance wody. Żadnej obniżki najprawdopodobniej nie będzie – tak bowiem wynika z zapowiedzi – ocenia mec. Diana Kalita – Knapczyk z kancelarii prawnej Causa Finita.

Prawo nie działa wstecz

Autorzy informacji o projekcie nowych przepisów są niezwykle oszczędni w słowach. Zasady obniżki czynszów udało im się streścić w dwóch zaledwie punktach. Niemniej, aż 4 razy zdecydowali się użyć sformułowania: „od dnia wejścia w życie nowelizacji”. Dlaczego takie słowa zostały powtórzone aż 4 razy i użyte akurat w tym kontekście? Ano dlatego, że obniżki czynszów dotyczyć będą przyszłych lockdownów. Nie tych, które były! Wydaje się, że w nocie użyto tych słów celowo, by nie pozostawić tu ani cienia wątpliwości.

Branża czuje się teraz trochę jak ten nieszczęsny student. Uczył się pilnie astronomii, a pod koniec roku dowiedział się, że już od 3 lat nie ma jej w wykazie zajęć. Pierwsza informacja prasowa na temat obniżek czynszów rozpaliła umysły. Niemniej, oceniając sprawy rozsądnie, prawo nie działa przecież wstecz. Jeżeli obywatele nabyli już jakieś uprawnienia, nie można im ich odebrać w drodze ustawy. Oczywiście, niektórzy myśleli, że w tym konkretnym przypadku tak właśnie będzie. W końcu ustawodawca ma ostatnio dość „praktyczne” podejście do stanowionego prawa. Na wiele kwestii po prostu przymyka oko. Niemniej, pozbawienie zagranicznych właścicieli centrów handlowych czynszów najmu, które stały się już wymagalne, stanowiłoby pogwałcenie wielu umów międzynarodowych. Naraziłoby Polskę na utratę zaufania i pozwy arbitrażowe.

Zbliżają się wakacje parlamentarne

Dlatego uprawnienie do obniżenia czynszu przysługiwać będą najemcom dopiero po wejściu w życie nowych przepisów. Nie jest jednak na razie jasne, kiedy miałoby to w ogóle nastąpić. Najbliższe posiedzenie Sejmu zaplanowane jest na 19-20 maja 2021 r. Zakładając, że posłowie uchwalą na nim obniżki czynszów, nowe przepisy muszą jeszcze trafić do Senatu. Na dzień dzisiejszy nie ma zaś wyznaczonego terminu 25 posiedzenia Izby Wyższej. A jest to najbliższe posiedzenie, na którym Senat mógłby zaaprobować tą nowelizację. Jeżeli Senatorowie nie udadzą się na wakacje parlamentarne, a do nowych przepisów nie będzie uwag, przy odrobinie szczęścia mają one szansę trafić na biurko Prezydenta jeszcze w lipcu. W najlepszym razie wejdą więc w życie na przełomie sierpnia i września, a więc 21 dni od daty publikacji w Dzienniku Ustaw.

I jeżeli centra handlowe będą wtedy zamknięte, czynsze najmu zostaną obniżone o 80%. „Od dnia wejścia w życie nowelizacji”. Jeżeli oczywiście centra handlowe będą wtedy zamknięte.

Płać albo przedłuż najem na kolejne pół roku

Nie ulega bowiem wątpliwości, że trend jest dokładnie odwrotny. Po aktualnym lockdownie Rząd otwiera galerie handlowe. W reżimie sanitarnym ma to nastąpić już 4 maja. W braku nowych przepisów, obowiązują zaś te „stare”. Oznacza to, że najemcy mają dobrze znany wybór. Albo znów zapłacą cały czynsz za okres lockdownu, albo po raz kolejny przedłużą najem o pół roku. Co więcej, pomimo złowieszczych min urzędników Ministerstwa Zdrowia podczas codziennych konferencji prasowych, jest mało prawdopodobne, by zakaz handlu jeszcze kiedykolwiek powrócił. Rząd gospodarkę odmraża. Zaszczepionych na COVID-19 jest już prawie 10 milionów Polaków. Tempo szczepień z dnia na dzień rośnie, zaś liczba zakażonych – spada.

Czekamy zatem na projekt ustawy. Wszystko jednak wskazuje na to, że nowe przepisy nie będą mieć żadnego praktycznego znaczenia. Znowu wiele hałasu o nic.

Inflacja w Polsce się rozpędza

Zgodnie z oczekiwaniami ceny rosną. Pytanie co będzie się działo dalej i czy to już koniec fali wzrostów cen. Już teraz jednak przekraczamy cel inflacyjny o 0,8%.

Dane zza oceanu

Wczoraj kolejny tydzień z rzędu poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane na temat liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA. Tym razem jednak byliśmy świadkami lekkiego wzrostu względem poprzedniego tygodnia. Liczba 553 tysiące wniosków to drugi najlepszy wynik od początku pandemii. Do tego należy dodać wczorajszy odczyt PKB, który pomimo wzrostu okazał się symbolicznie słabszy od oczekiwań. Inwestorzy z braku innych tematów spojrzeli znowu uważniej na dolara, a ten prezentował się korzystnie, bo wyraźnie zyskiwał.

Ceny w górę

Wzrost inflacji w Polsce dla wielu obserwatorów nie jest niespodzianką. Zaskoczeniem co najwyżej może być skala tych wzrostów. Dzisiejszy odczyt 4,3% to już 0,8% powyżej celu inflacyjnego. Oczywiście narracja członków RPP mówi o przejściowym wzroście, aczkolwiek otwartym pozostaje pytanie jak długo ten wzrost możemy tolerować. Z jednej strony jest to spadek wartości oszczędności Polaków, z drugiej wzrost stóp procentowych to wyższe koszty obsługi kredytów. Co ciekawe złoty początkowo zareagował istotnym umocnieniem. Jest to standardowa reakcja na wzrost inflacji mający spowodować wzrost stóp procentowych. Szybko jednak inwestorzy przypomnieli sobie słowa RPP i złoty powrócił na poprzednie poziomy.

Recesja w Niemczech

Dzisiaj poznaliśmy wstępne dane od naszego zachodniego sąsiada w sprawie wzrostu PKB. Podobnie jak w wielu innych krajach jest to oczywiście spadek – biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia nie powinno to dziwić w dobie pandemii. Z drugiej strony w skali roku analitycy spodziewali się spadku o 3,6%, a PKB spadło o 0,3% mniej. Nie miało to jednak wpływu na rynki, a euro od wczoraj znajduje się w odwrocie względem dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wydatki Amerykanów,
14:30 – USA – dochody Amerykanów,
16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ciąg dalszy nastąpi

Koniec miesiąca przynosi dwustronne wahania na rynku walutowym przy podobnym niezdecydowaniu na rynku akcji, jak i mieszanych sygnałach z rynku długu. Efekt jo-jo dotyka też złotego przy braku rozstrzygnięć w orzeczeniu TSUE ws. kredytów frankowych.

Wczorajsze orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w odniesieniu do pytań skierowanych przez Sąd Okręgowy w Gdańsku w temacie rozstrzygania spraw nad kredytami frankowymi pozostawia niedosyt. W skrócie, TSUE przerzucił ciężar odpowiedzialności na sądy krajowe, w ich gestii pozostawiając stwierdzenie nieważności umowy. Co ważniejsze (z perspektywy rynku walutowego), TSUE nie odniósł się jednak w ogóle do pytania o terminy, od których można liczyć bieg przedawnień w przypadku unieważnienia umowy oraz czy banki mogą żądać wynagrodzenia za użyczenie kapitału. Te dwie kwestie są kluczowe dla oceny atrakcyjności kierowania umów kredytowych do sądów, a w konsekwencji dla oceny wielkości presji, jak może pojawić się na złotym z tytułu zamykania transakcji zabezpieczających przez banki. Niepewność utrzyma się do 11 maja, na kiedy jest zaplanowane posiedzenie Sądu Najwyższego i kiedy powinniśmy otrzymać odpowiedzi na podobne pytania do tych, które były skierowane do TSUE. Do tego czasu budowanie dodatkowej premii za ryzyko na złotym wydaje się bezcelowe, a tym bardziej utrzymywanie krótkich pozycji otwieranych przed dzisiejszą decyzją. EUR/PLN powinien wracać do punktu wyjścia, tj. 4,55, a niepewność o skutki orzeczenia SN z 11 maja będą blokować złotego przed umocnieniem pod wpływem pozytywnych nastrojów zewnętrznych.

Na szerszym rynku ruchy w tą i z powrotem. Po gołębim odbiorze decyzji FOMC w środę dolar tracił na wartości, ale wczoraj odrobił straty. Nieco zamieszania wprowadził nagły wyskok rentowności obligacji skarbowych USA (10-latki wzrosły o +4 pb do 1,6850 proc.), co poruszyło dolarem, ale też Wall Street. Ogólnie jednak wahania należy zrzucić na karb rozliczeń na koniec miesiąca. S&P500 poprawił rekord wszechczasów, a na FX nie został złamany duch risk-on. Przejściowo jednak dane mogą zyskać na znaczeniu, szczególnie w bliskim porównaniu sytuacji w USA i Europie. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że PKB USA w I kw. wzrósł o 6,4 proc. (w ujęciu zannualizowanym). Pomimo słabego startu roku pod presją rosnącej liczby zachorowań, późniejsze silne wsparcie fiskalne i sprawna realizacja procesu szczepień pozwoliły na odbicie. Konsumpcja w USA w zasadzie wróciła do poziomów sprzed pandemii. Dziś przekonamy się, że w strefie euro początek roku minął w zupełnie innym klimacie. PKB za I kw. ma pokazać spadek (prog. -0,8 proc. k/k) po skurczeniu się w IV kw. – definicja technicznej recesji. Naturalnie są to dane historyczne, a rynki patrzą do przodu. Pod tym kątem sytuacja w Eurolandzie jest lepsza z przyspieszającym tempem szczepień, solidną aktywnością w przemyśle (PMI) i wkrótce z odbiciem w usługach. Niedługo powinien też ruszyć Fundusz Odbudowy, zapewniając wsparcie fiskalne. Porównanie wskaźników w USA i strefie euro nie powinno być negatywne dla EUR/USD. Jeśli już, to dane z USA są zapowiedzią tego, jak dobre mogą być kolejne miesiące w Europie, a co nie jest jeszcze w pełni zdyskontowane przez EUR.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Barbara Garlacz: TSUE znów po stronie pokrzywdzonych kredytobiorców

Kolejny wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej to kolejna dobra wiadomość dla frankowiczów. Orzecznictwo TSUE pokrywa się z dotychczasowymi wyrokami, które były wydawane po linii pro-konsumenckiej. Najnowsze orzeczenie zabrania penalizacji kredytobiorcy, gdy jego umowa kredytowa zostanie uznana za nieważną. W praktyce oznacza to, że gdy pokrzywdzony wniesie o unieważnienie umowy, a sąd rozpatrzy jego wniosek pozytywnie, bank nie może żądać od niego zapłaty za korzystanie z kapitału. To byłaby bowiem penalizacja pokrzywdzonego. Dzięki takiemu orzeczeniu kredytobiorcy nie będą się bali wnioskować o unieważnienie umowy, przed czym powstrzymywał ich strach przed koniecznością zapłaty odsetek.

– Bank nie może żądać wynagrodzenia za korzystanie z kapitału w kwocie kilkuset tysięcy złotych. Nie spełnia to bowiem zakazu penalizacji kredytobiorcy z powodu powołania się na postanowienia nieuczciwe. To doprowadziłoby do sytuacji, że konsument nie chciałby się na te nieuczciwe postanowienia umowne powoływać – powiedziała serwisowi eNewsroom mecenas Barbara Garlacz, radca prawny. – Trybunał wskazał również, że stwierdzenie o nieważności umowy nie zależy od żądania konsumenta. To sąd krajowy ma obiektywnie, na gruncie prawa krajowego ocenić, czy umowa była ważna czy nie. Jednocześnie Trybunał wielokrotnie w wyroku wskazywał, że konsument może zrzec się stwierdzenia o nieważności umowy. To oznacza, że ta sankcja nieważności działa od początku jej zawarcia. To sugerowałoby, że roszczenia banku o zwrot kapitału przedawniły się. Trybunał zaadresował również kwestię możliwości zmiany postanowienia nieuczciwego przez zawarcie aneksu, w którym kredytobiorca przeszedł na spłatę we frankach szwajcarskich. Uznał, że jeśli konsument nie wyraził świadomej i dobrowolnej zgody na zmianę warunku nieuczciwego, nie ma podstaw do tego, aby nie uznać jego umowy za nieważną. TSUE odniósł się również do specyficznej sytuacji kredytobiorców, którzy podpisali umowę z nieistniejącym już GE Money Bankiem. Trybunał wykluczył możliwości odcięcia samej marży w taki sposób, który spowodowałby istotną zmianę warunku umownego. Orzecznictwo na gruncie spraw byłego GE Money Banku powinno twierdzić, że odesłanie do tabeli kursowej jest jednolitym warunkiem umownym i nie można z niej odciąć tylko zapisów dotyczących marży. To wszystko składa się na to, że wyrok TSUE wpisuje się w dotychczasową linię orzeczniczą i chroni konsumentów na gruncie przepisów prawa krajowego – podsumowuje Garlacz.

TSUE bez decyzji

Jeżeli da się uniknąć odpowiedzialności za swoje działania, to Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej pokazał dzisiaj, jak robić to z klasą. Rynki czekały na rozstrzygnięcie, a dostały realnie nic.

TSUE nie namieszał na rynku

Odpowiedź na pytanie prejudycjalne TSUE miało być najważniejszym elementem wpływającym na rynki w tym tygodniu. Okazało się jednak, że Trybunał wskazał na kompetencje sądów krajowych, nie dając niemal żadnej wskazówki. W rezultacie na rynku zapanowała pewna konsternacja. Miała być bomba, jest niewypał. Nieśmiało w górę idą banki na giełdzie w Warszawie, które potencjalnie uciekły spod topora. Z drugiej strony przynajmniej jedno z pytań o konieczność zwrotu kapitału udzielonego kredytu po stwierdzeniu nieważności umowy w dalszym ciągu jest nierozstrzygnięte. Może się zatem okazać, że któryś sąd wyda taki wyrok. Złoty zachowuje się w pierwszych kwadransach po decyzji bardzo spokojnie.

Posiedzenie FOMC

To, że nie usłyszeliśmy wczoraj decyzji zmieniającej stopy procentowe w USA, było właściwie pewne. Inwestorów głównie interesowało podejście przedstawicieli Rezerwy Federalnej do dalszych działań na rynku. Zgodnie z oczekiwaniami ostatni wzrost inflacji traktowany jest jako przejściowy i mimo osiągnięcia 2,6% nie należy spodziewać się wzrostu stóp procentowych. W dalszym ciągu patrząc na tzw. kropki, czyli wykres pokazujący, jaki będzie zdaniem poszczególnych członków FED poziom stóp procentowych w kolejnych latach w 2022, niecała ¼ składu spodziewa się wzrostu. W rezultacie dalsze osłabienie dolara, jako odpowiedź na odsuwanie się podwyżek stóp procentowych, nie może być zaskoczeniem.

Dolar kanadyjski znowu w górę

Wczorajsze dobre dane z Kanady pozwoliły tamtejszej walucie kontynuować wzrosty. Sprzedaż detaliczna wzrosła o 4,8% w lutym. To o 0,8% więcej, niż oczekiwali analitycy. Gospodarka Kanady na ogół pokazuje bardzo przyzwoite odczyty w ostatnim czasie. Zarówno pod kątem odrabiania strat we wzroście PKB, jak i we wskaźnikach koniunktury, czy rynku pracy. Bezrobocie spadło do 7,5%, co stanowi niecałe 2% powyżej poziomów sprzed pandemii. Z drugiej strony obecne poziomy jeszcze w 2016 roku byłyby zupełnie standardowe.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna,

20:00 – USA – decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Las Vegas w kieszeni, czyli przyszłość gier losowych

Rynek gier, to jedna z najdynamiczniej rozwijających się branż na świecie. Co roku pobijane są kolejne rekordy sprzedaży, a wartość rynku w 2020 roku szacowano na 165 miliardów dolarów[1]. Co ciekawe, tradycyjne gry komputerowe, takie jak kultowy Wiedźmin, to dziś już tylko jeden z rynków i to wcale nie największy!

Branżę gamingową dzielimy obecnie na gry mobilne, konsolowe i PC, a wartość tych pierwszych zdecydowanie przewyższa pozostałe łącznie. Rynek ten jest już wart 85 miliardów dolarów w stosunku do 33 miliardów rynku konsolowego i 40 miliardów rynku gier PC.[2]

Gramy mobilnie

Dlaczego rynek gier mobilnych tak dynamicznie rośnie?  Przede wszystkim ma na to wpływ zmiana naszych zachowań i stylu życia. Coraz częściej traktujemy grę jako formę drobnej rozrywki w  wolnej chwili, a nie jako zaplanowaną wcześniej czynność. Gry na urządzeniach mobilnych pozwalają nam na zabawę w dowolnym czasie i miejscu.

Dodatkowym czynnikiem jest olbrzymia i stale powiększająca się baza potencjalnych użytkowników, którymi są wszyscy posiadacze smartfonów, a jak wskazują dane Urzędu Komunikacji Elektronicznej, z telefonu komórkowego korzysta 90 % Polaków. poniżej 44. roku życia. [3]

Mobile to nie tylko wygoda użytkowania, ale też produkcji. Coraz więcej firm zmienia profil działalności na tworzenie mobilnych gier, ponieważ są mniej czasochłonne oraz nie wymagają tak licznego zespołu i dużych inwestycji finansowych, jak wygląda to w przypadku super produkcji. Ponadto powszechne systemy mikro transakcji, czyli drobnych płatności mających ułatwić rozgrywkę lub ją urozmaicają, stanowią dodatkowe zyski. W obliczu rosnącej popularności tego rodzaju gier, również legendarny CD Projekt pracuje nad dodatkowymi elementami swoich produkcji dostępnymi przez internet.

Kasyno kieszonkowe

Na rynku gier losowych panuje taka sama tendencja. Popularność zyskują kasyna internetowe, a szczególnie te mobilne. Według danych z 2020r. 62% graczy odwiedza wirtualne kasyna na swoich smartfonach[4], a eksperci przewidują, że rynek ten nadal nie jest nasycony.

Internet daje ogromne możliwości, ułatwia dostęp do rozrywki graczom nawet z niewielkich miejscowości, a co istotne – jedno kasyno może mieć bardzo duży wybór tytułów, ponieważ nie ograniczają go fizyczne bariery. Ulubione gry dostępne są w każdym miejscu i o każdej porze. Podczas pandemii, gdy stacjonarne kasyna zostały zamknięte, te internetowe jeszcze bardziej zyskały na popularności dlatego, że były dostępne bez wychodzenia z domu. Można było cieszyć się grą, bez konieczności bezpośredniego kontaktu z innymi osobami. Według danych Ministerstwa Finansów sprzedaż gier kasynowych przez Internet (realizowana w formie monopolu państwa) wzrosła w 2020 r. ponad dwukrotnie, a w tym roku przychody z gier kasynowych online wzrosną o 30 % (do 11,39 mld zł)[5].

Pandemia przyśpieszyła transformację cyfrową, a co za tym idzie, sposób prowadzenia biznesu. Nie da się pominąć dynamicznie rosnącej gałęzi rozrywki mobilnej – z telefonem spędzamy cały dzień.

W Promatic odnotowaliśmy ten trend jeszcze przed pandemią, przygotowując wydania naszych najpopularniejszych tytułów w wersji online zarówno na komputery stacjonarne jak i komórki. Jako producent urządzeń i gier, a nie operator rynku, oddajemy w ręce naszych partnerów narzędzia do wykorzystania w tym nowym kanale świadczenia rozrywki, tak aby spełnić oczekiwania klienta końcowego.

Promatic online jest naszym subbrandem zajmującym się produktami online. Na platformie   pokazujemy możliwości i funkcjonalności naszych gier w nowym otoczeniu. Idziemy za głosem gracza, a on wyraźnie oczekuje rozrywki nie tylko w trybie stacjonarnym lecz również online – tłumaczy Paweł Paliwoda, CEO Promatic Group.

VR, AI i Bitcoiny

Digitalizacja nie jest przyszłością, tylko faktem. Kasyna internetowe stają się coraz atrakcyjniejsze również dzięki nowym technologiom, które dynamicznie się rozwijają.

Z zaciekawieniem obserwujemy trend popularyzacji kryptowalut jako środków płatności. Zagraniczne kasyna blockchain już oferują szybką i bezpieczną transakcję, która nie wymaga wprowadzania danych finansowych, a dzięki temu gracze zachowują anonimowość, a ich poufne dane nie są nikomu udostępniane. Ciekawi jesteśmy jak ten trend, jeszcze niedostępny w Polsce, wpłynie na przyszłość naszego rynku – obserwujemy go bacznie – dodaje Paweł Paliwoda.

Technologie VR i AR także będą prawdziwym przełomem dla kasyn. Wirtualna rzeczywistość pozwoli na interakcje między graczami online na zupełnie nowym poziomie. Teraz gra online to gra w parze gracz-kasyno, VR pozwoli zaś na wprowadzenie peer2peer czyli gracz-kasyno-gracz.

Bardzo możliwe, że najwięcej nowych rozwiązań dotyczyć będzie wykorzystania sztucznej inteligencji. Dzięki temu proces identyfikacji osób ma stać się jeszcze bardziej wiarygodny, a właściciele platform do gier będą mogli badać zachowania użytkowników, aby budować dla nich indywidualne, personifikowane oferty gier i bonusów.

Sztuczna inteligencja będzie wykorzystywana w celu zabezpieczenia gracza. Wiele platform już wprowadziło pewne ograniczenia, takie jak konieczność ustalenia limitów kwotowych i czasowych dla pojedynczej rozgrywki. Gracz na bieżąco informowany jest o długość danej sesji w kasynie, a po upływie ustalonego wcześniej czasu, traci możliwość dalszej gry na następne 24 godziny. Dzięki tym rozwiązaniom kasyna internetowe są bezpieczniejsze i minimalizują zagrożenie uzależnienia.

Las Vegas nie zniknie

Mobilne aplikacje kasynowe, choć wciąż rosną w siłę, nie będę w stanie całkowicie zastąpić stacjonarnych salonów gier, ponieważ nie stanową tej samej formy rozrywki. Klasyczne kasyno pozostanie miejscem spotkań, takim jak wyjście do restauracji czy teatru, zaś rozrywka online to sposób na kwadrans przerwy, tak samo jak filmik na YouTube.

Tak samo jak serwisy streamingowe nie wyprą całkowicie kin, a spektakle online nie zlikwidują teatrów, tak samo gry online nie spowoduje zniknięcia rozrywki w kasynach stacjonarnych. Wyjście do kasyna nadal pozostanie formą spędzania wolnego czasu i spotkań ze znajomymi – przekonuje Paweł Paliwoda.

Gracz będzie poszukiwał rozrywki na różnych kanałach, w zależności od planów czy nastroju. Czasem użytkownik ma ochotę wyjść do kasyna i spędzić czas poza domem, a czasem odwrotnie – zagrać w grę z dreszczykiem emocji wprost z kanapy.  Firmy muszą się dostosować do wymagań klientów, a ten, kto zrobi to najlepiej wygra.

[1] https://www.visualcapitalist.com/wp-content/uploads/2020/11/history-of-gaming-by-revenue-share-full-size.html

[2] https://www.visualcapitalist.com/wp-content/uploads/2020/11/history-of-gaming-by-revenue-share-full-size.html

[3] https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-polacy-nie-potrafia-zyc-bez-telefonu-komorkowego,nId,4614522

[4] https://spidersweb.pl/bizblog/hazard-online-idzie-w-mobile/

[5] https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/8115294,szara-strefa-hazard-online-ponizej-srednia-ue.html

Wyrok TSUE – co oznacza dla frankowiczów, a co dla złotego

Dzisiejszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej to nie jest przełom w kwestii kredytów frankowych. Niewiele zmienia także w kontekście majowego posiedzenia Sądu Najwyższego – komentuje Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.
Czwartkowe orzeczenie TSUE mogło rzucić nowe światło na szereg ważnych pytań, dotyczących m.in. stwierdzenia nieważności całych umów kredytowych zawierających klauzule abuzywne czy też przedawnienia roszczeń.

Frankowicze ruszą do sądów?

Sędziowie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznali tymczasem, że kwestie te podlegają prawu krajowemu i powinny być rozstrzygane przez polskie sądy. Co z tego wynika dla samych frankowiczów, a także dla polskiej waluty?

– Wyrok nie jest jednoznacznie negatywny dla złotego, o czym świadczy zresztą także brak silnej reakcji kursu. EUR/PLN utrzymywał się chwilę po wyroku pod 4,60. Trudno spodziewać się nowej fali pozwów wywołanych jednoznacznie prokonsumenckim werdyktem. Uwaga rynku znów ogniskuje się na posiedzeniu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, której posiedzenie odbędzie się 11 maja – twierdzi Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Węgry już to przerabiały

Przypomnijmy, że w czarnym dla banków scenariuszu koszt przekroczy 230 mld zł (w świetle szacunków Komisji Nadzoru Finansowego). Z punktu widzenia instytucji finansowych i stabilności sektora rozstrzygnięcia są kluczowe.

– Zakładamy jednak, że potencjalna konwersja odbyłaby się przez Narodowy Bank Polski i w ten sposób byłaby praktycznie neutralna dla wyceny złotego. Podobny mechanizm w 2014 r. z powodzeniem zastosowano na Węgrzech. W tej chwili w oczach władz monetarnych wycena złotego jest optymalna i stanowczo wykluczamy chęć wykorzystania sprawy walutowych kredytów hipotecznych do dalszego osłabienia krajowej waluty przez bank centralny – tłumaczy analityk Cinkciarz.pl.

Środowisko sprzyja złotemu i łagodzi wpływ sytuacji banków

W marcu presja na złotego wynikała w dużej mierze z sytuacji na rynku opcji walutowych związanej ze wzrostem prawdopodobieństwa wystrzału kursu EUR/PLN. Agencje informacyjne również donosiły o znacznym wzroście aktywności w tym segmencie. Istotną rolę w stopniowym osłabianiu złotego odegrała sprzedaż waluty na rynku, wymuszona zarządzaniem ryzykiem w transakcjach opcyjnych. Tamte opcje jednak już wygasły, a niepewność dotycząca znaczenia poszczególnych wyroków sprawia, że pozycja w kwietniu nie została odbudowana.

– Dziś wiemy, że wyrok TSUE nie rozjaśnia sytuacji przed posiedzeniem Sądu Najwyższego. Z tymi rozstrzygnięciami należy ponownie wiązać ryzyko asymetrycznej reakcji EUR/PLN. Z tego względu można zakładać nerwowość w notowaniach złotego i wzmożoną aktywność na rynku opcji walutowych. Silne wzrosty kursu do 11 maja, kiedy odbędzie się posiedzenie Izby Cywilnej Sądu Najwyższego ws. kredytów frankowych, wydają się jednak mało prawdopodobne, ponieważ wykrystalizowało się środowisko sprzyjające złotemu – analizuje Bartosz Sawicki.
.
W marcu, gdy EUR/PLN zbliżył się do 4,70 i osiągał najwyższe pułapy od dwunastu lat i globalnego kryzysu finansowego, mieliśmy do czynienia ze splotem złej sytuacji epidemicznej, turbulencji na rynkach globalnych oraz kwestii kredytów frankowych. Dziś możemy powiedzieć, że trzecia fala zachorowań wygasa, a wyrządzone przez nią koniunkturze szkody były mniejsze, niż można było się obawiać. Świadczą o tym wyniki sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej w marcu, które cementują prognozy niemal 5-procentowego wzrostu PKB w 2021 roku. Szkodzące walutom gospodarek wschodzących i wzmacniające dolara silne przetasowania na rynkach obligacji skarbowych ustąpiły, a ich miejsce zajęły silne zwyżki na globalnych rynkach akcji, zwłaszcza Wall Street, gdzie seriami bite są rekordy wszech czasów.

– W pewnym momencie ryzyko wyparuje i złoty będzie miał szerzej uchylone drzwi do dalszego odrabiania strat z pierwszego kwartału. Do perspektyw polskiej waluty pozostajemy nastawieni pozytywnie. Spodziewamy się, że na koniec roku za euro płacić będziemy około 4,40 zł. Będzie to wynikiem połączenia silnego krajowego wzrostu gospodarczego łagodzącego obiekcje NBP wobec spadków EUR/PLN oraz korzystnych tendencji w bilansie płatniczym – zakłada analityk Cinkciarz.pl.

Obecny, łagodny i negatywny dla dolara kurs Rezerwy Federalnej powinien zostać utrzymany. Na rozlewaniu się ożywienia po globalnej gospodarce powinny zyskiwać waluty silnie powiązane z cyklem koniunkturalnym: cały koszyk emerging markets, a w przestrzeni G-10: m.in. euro i waluty skandynawskie. Inwestorzy będą szukać okazji pod postacią walut, które jeszcze nie wykonały rajdu wynikającego z poprawy sytuacji epidemicznej i przyspieszenia programu szczepień. W momencie, gdy kurs EUR/PLN flirtuje z 4,60, złoty śmiało może stać się jedną z nich.

Mimo braku dowodów i nieprawidłowości urząd skarbowy zajął blisko 6 mln zł na majątku firmy

Płynność finansowa firmy to dla przedsiębiorców jeden z najważniejszych filarów, a dla niektórych nawet „być albo nie być” prowadzonej działalności gospodarczej. Zwłaszcza teraz, w dobie kryzysu spowodowanego pandemią COVID-19. W sprawie jednej z warszawskich firm urząd skarbowy, nie wskazując żadnych nieprawidłowości ani dowodów na nie, „wymyślił” sobie istnienie zobowiązania podatkowego w kwocie blisko 3 mln zł i zajął firmie konto oraz należny zwrot VAT. Co więcej, kwota zajęcia sięgała blisko 6 mln zł, a więc podwójnej wysokości zabezpieczonego „wymyślonego” zobowiązania. Spółka podjęła walkę z takim działaniem skarbówki i – dzięki wniesionemu przez Roberta Nogackiego z Kancelarii Prawnej Skarbiec odwołaniu – zdołała się od nich uwolnić. Uchylając skarżoną decyzję, organ odwoławczy przyznał, że naczelnik urzędu skarbowego „…nie podał żadnych danych ani nie wskazał żadnych dowodów, na podstawie których uprawnionym było postawienie tezy o możliwym (…) powstaniu zobowiązania podatkowego (…) które wraz z należnymi od niego odsetkami (…) mogłoby podlegać zabezpieczeniu na majątku Spółki”.

Stan prawny

Jak stanowi regulacja art. 33 § 1-4 Ordynacji podatkowej, zobowiązanie podatkowe przed terminem płatności może być zabezpieczone na majątku podatnika, a w przypadku osób pozostających w związku małżeńskim także na majątku wspólnym, jeżeli zachodzi uzasadniona obawa, że nie zostanie ono wykonane, a w szczególności, gdy podatnik trwale nie uiszcza wymagalnych zobowiązań o charakterze publicznoprawnym lub dokonuje czynności polegających na zbywaniu majątku, które mogą utrudnić lub udaremnić egzekucję (§ 1).

Takiego zabezpieczenia można również dokonać w toku postępowania podatkowego, kontroli podatkowej lub kontroli celno-skarbowej, przed wydaniem decyzji: 1) ustalającej wysokość zobowiązania podatkowego; 2) określającej wysokość zobowiązania podatkowego; 3) określającej wysokość zwrotu podatku (§ 2). Zabezpieczeniu podlega również kwota odsetek za zwłokę należnych od zobowiązania na dzień wydania decyzji o zabezpieczeniu (§ 3). W decyzji o zabezpieczeniu organ podatkowy określa przybliżoną kwotę zobowiązania podatkowego oraz kwotę odsetek.

Wykazanie blisko 3 mln zwrotu VAT pobudziło organ do wszczęcia postępowania

Naczelnik jednego z urzędów skarbowych w Warszawie wszczął 24 czerwca 2020 r. postępowanie podatkowe wobec jednej z warszawskich spółek, działających w branży zarządzania stronami www, przetwarzania danych, hostingu, oprogramowania i doradztwa w zakresie informatyki. Postępowanie dotyczyło rozliczeń VAT firmy za okres od 1 stycznia 2020 r. do 30 kwietnia 2020 r. Spółka bowiem 3 czerwca 2020 r. złożyła korektę deklaracji VAT za kwiecień 2020 r., w której wykazała do zwrotu nadwyżkę podatku od towarów i usług naliczonego nad należnym w wysokości 2 973 160 zł.

Urząd skarbowy zajął konto firmy i należny jej zwrot VAT

Już dzień po wszczęciu postępowania organ wydał decyzję określającą spółce przybliżoną kwotę zobowiązania w VAT w wysokości 2 973 160 zł wraz z odsetkami za zwłokę w wysokości 20 853 zł, oraz orzekającą o zabezpieczeniu tych kwot na majątku firmy. Tytułem tego zabezpieczenia naczelnik US nie zwrócił firmie należnego jej zwrotu VAT w wysokości 2 973 160 zł i jednocześnie zajął jej konto w banku na tę kwotę 2 994 013 zł. Fiskus zabezpieczył więc na majątku przedsiębiorcy łącznie 5 967 173 zł.

Za podstawę do ustanowienia takiego zabezpieczenia organ przyjął przepis art. 33 § 1 Ordynacji podatkowej, wskazując, że czyni to z uzasadnionej obawy niewykonania zobowiązania podatkowego przez spółkę, a obawy te zrodziły:

  • okoliczność, że kapitał zakładowy spółki wynosi 6 000 zł, natomiast łączna kwota sprzedaży netto wykazana przez nią w okresie styczeń-maj 2020 r. wynosi 12 514 813 zł, a suma zakupów netto wynosi 15 326 405 zł;
  • okoliczność, że nie odnotowano wpływu do urzędu skarbowego zeznania o wysokości osiągniętego dochodu (poniesionej straty) CIT-8 za rok podatkowy 2019;
  • okoliczność, że nie odnotowano wpływu do systemów informatycznych KRS oraz urzędu sprawozdania finansowego za 2019 r.;
  • okoliczność, że głównym kontrahentem spółki jest podmiot mający siedzibę w Hongkongu;
  • okoliczność, że wykazywany przez spółkę podatek należny za kwiecień 2020 r. wyniósł 6 331 zł;
  • okoliczność, że dane z Centralnej Bazy Danych Ksiąg Wieczystych oraz Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców nie dostarczyły informacji o nieruchomościach i ruchomych składnikach majątku znajdujących się w posiadaniu spółki.

Kolejnym argumentem mającym bronić decyzję o zajęciu majątku firmy, jaki podniósł organ, był wynik ustaleń kontroli celno-skarbowej prowadzonej przez Naczelnika Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego w Warszawie wobec jednego z kontrahentów podatnika, od którego spółka dokonywała zakupów. W opinii naczelnika US realne zagrożenie uchylania się spółki od spełnienia zobowiązania podatkowego budzi też samo podejrzenie nieuprawnionego rozliczenia podatku od towarów i usług za styczeń-kwiecień 2020 r. – podejrzenie, które wysnuł zresztą sam naczelnik.

Organ miał obawy, że firma nie spełni zobowiązania podatkowego, choć sam nie zwrócił należnych jej pieniędzy

W lipcu 2020 r. reprezentujący spółkę radca prawny Robert Nogacki z Kancelarii Prawnej Skarbiec złożył odwołanie, w którym zarzucił naczelnikowi urzędu skarbowego naruszenie przepisu art. 33 Ordynacji podatkowej (dalej: O.p.), z uwagi na brak przesłanek do jego zastosowania. Po pierwsze podniósł, że regulacja ta dopuszcza możliwość ustanowienia zabezpieczenia spełnienia zobowiązania podatkowego na majątku podatnika tylko wtedy, gdy istnieje uzasadniona obawa, że nie zostanie ono wykonane. Po drugie przypomniał, że naczelnik dysponuje przecież kwotą równą kwocie zobowiązania podatkowego, jaką swym zajęciem zabezpiecza organ, czyli kwotą zadeklarowanego przez spółkę, a niezwróconego przez ten organ zwrotu VAT.

Jak zarzucił naczelnikowi US pełnomocnik firmy, art. 33 § 1 O.p. pośród okoliczności uzasadniających dokonanie przedmiotowego zabezpieczenia na majątku podatnika wskazuje na obawę o niewykonanie zobowiązania podatkowego, powodowaną trwałym nieuiszczaniem przez tego podatnika wymagalnych zobowiązań o charakterze publicznoprawnym lub dokonywaniem przez niego czynności polegających na zbywaniu majątku, które mogą utrudnić lub udaremnić egzekucję. Z kolei w sytuacji, gdy organ podatkowy dysponuje kwotami niezwróconej na rachunek bankowy spółki nadwyżki podatku od towarów i usług, nie ma podstaw do wydawania decyzji o zabezpieczeniu. Na poparcie tego zarzutu pełnomocnik przywołał wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 15 kwietnia 2015 r., w którym NSA orzekł: „Dopóki organ podatkowy dysponuje kwotą zwrotu VAT, dopóty nie ma podstaw do wydawania decyzji o zabezpieczeniu, albowiem nie ma obawy niewykonania zobowiązania podatkowego w rozumieniu art. 33.1 ustawy…” (sygn. akt I FSK 327/14).

Naczelnik urzędu skarbowego powołał się na niezrozumiałe uzasadnienie swoich obaw

Organ nie powołał się na wystąpienie w sprawie spółki podkreślonych przez ustawodawcę przesłanek szczególnych: trwale nieuiszczanie przez nią wymagalnych zobowiązań o charakterze publicznoprawnym lub dokonywanie czynności polegających na zbywaniu majątku, które mogą utrudnić lub udaremnić egzekucję. Jeśli więc w swojej decyzji organ powołuje się wyłącznie na przesłanki inne niż wprost wymienione w art. 33 § 1 O.p., to powinien był jednoznacznie i ponad wszelką wątpliwość wykazać, że istnieje uzasadniona obawa niewykonania zobowiązania podatkowego. Na powołane przez naczelnika US, wskazane wyżej obawy uzasadniające w jego opinii dokonanie zabezpieczenia spółka odpowiedziała:

  • organ mija się z prawdą, twierdząc, że spółka nie złożyła zeznania o wysokości osiągniętego dochodu (poniesionej straty) CIT-8 za rok podatkowy 2019, gdyż takie zeznanie zostało przez nią złożone w dniu 28 maja 2020 r.;
  • nie minął jeszcze termin na złożenie do akt KRS zatwierdzonego sprawozdania finansowego, termin taki mija dnia 15 lipca 2020 r. i spółka zamierza tego terminu dochować;
  • „podejrzenie” nieuprawnionego rozliczenia VAT, wbrew twierdzeniom organu, nie może stanowić przesłanki do wydania decyzji o zabezpieczeniu.

Z kolei, odnosząc się do sugestii naczelnika, że na wynik toczącego się wobec spółki postępowania podatkowego, i zapewne również na decyzję o zabezpieczeniu na jej majątku, miał wpłynąć wynik ustaleń kontroli celno-skarbowej prowadzonej u kontrahenta podatnika, mec. Nogacki zwrócił uwagę, że naczelnik nie wspomina w swojej decyzji, że kontrola ta dotyczyła zupełnie innego okresu, a mianowicie chodziło o kontrolę za kwiecień-październik 2019 r., i takie ustalenia nie mogą mieć w praktyce żadnego przełożenia na postępowanie prowadzone wobec spółki.

Absurdalne zarzuty organu

Dalej pełnomocnik przypomniał, że ocena, czy w danej sprawie występuje obawa niewykonania zobowiązania podatkowego przez podatnika, została pozostawiona uznaniu organu podatkowego. Jednak obawa niewykonania zobowiązania podatkowego oznacza tego rodzaju obawę, która ma swoje źródło w obiektywnie stwierdzonym stanie faktycznym sprawy. W ramach swojej swobody uznaniowej organ powinien ocenić istnienie ustawowych przesłanek oraz odnieść kwotę zaległości do sytuacji finansowej tego podatnika. Natomiast w niniejszej sprawie naczelnik US właściwie nie ustalił stanu faktycznego w zakresie przybliżonej kwoty zobowiązania podatkowego. W odniesieniu do sytuacji majątkowej spółki oraz wykonywania przez nią obowiązków względem Państwa i jego budżetu organ błędnie ustalił stan faktyczny. Stan ten absolutnie nie odzwierciedla rzeczywistości, bowiem wbrew twierdzeniom organu spółka złożyła zeznanie o wysokości osiągniętego dochodu (poniesionej straty) CIT-8 za rok podatkowy 2019 w dniu 28 maja 2020 r. Absurdalny jest również zarzut naczelnika o niezłożeniu przez spółkę do akt KRS sprawozdania finansowego, skoro nie minął jeszcze termin na jego złożenie. Jak podnosił w odwołaniu z 10 lipca 2020 r. mec. Nogacki, termin taki mijał z datą 15 lipca 2020 r. i spółka zamierzała tego terminu dochować, gdyż z zasady – wbrew twierdzeniom organu – wywiązuje się ze swoich obowiązków podatkowych.

Mająca uzasadniać ustanowienie zabezpieczenia na majątku firmy przesłanka posiadania przez nią kapitału zakładowego na poziomie 6 000 zł również nie zasługuje na aprobatę. Skoro przepisy prawne dopuszczają wysokość kapitału zakładowego spółki z o.o. w kwocie 5 000 zł, to organy podatkowe nie mają uprawnień, by oceniać wiarygodność, uczciwość czy nawet wysokość posiadanego majątku podatnika na podstawie wysokości kapitału zakładowego.

Bezprawne, naruszające zasadę legalizmu działania

Wnosząc o uchylenie zaskarżonej decyzji i umorzenie postępowania, skarżąca firma podsumowała, że w zasadzie brak jest w tej decyzji uzasadnienia faktycznego w zakresie przybliżonej kwoty zobowiązania podatkowego i okoliczności, na których podstawie naczelnik urzędu skarbowego podejrzewa, że odliczenie przez spółkę VAT było nieuprawnione. Ustanawianie zabezpieczenia na majątku firmy w sytuacji, gdy nie zostały spełnione ustawowe przesłanki jego zastosowania, jest działaniem bezprawnym i narusza w sposób oczywisty zasadę legalizmu, a także ma wpływ na wynik sprawy. Kończąc, pełnomocnik spółki podkreślił, iż organ podatkowy w żaden sposób nie wykazał, że:

  • istnieje jakiekolwiek zobowiązanie podatkowe spółki, bądź mogłoby istnieć za badany okres, i które należałoby zabezpieczyć – wykazana przez spółkę kwota podatku do zwrotu to przyszła wierzytelność spółki do organu, a nie zobowiązanie podatkowe wymagające zapłaty;
  • zapłata przez spółkę zobowiązania podatkowego będzie w jakikolwiek sposób zagrożona i nie zostanie rzeczywiście dokonana;
  • spółka wyzbywa się majątku lub dokonuje innych czynności zmierzających do uszczuplenia swojego majątku i utrudnienia ewentualnej przyszłej egzekucji;
  • spółka rzeczywiście uchyla się od obowiązków podatkowych oraz nie uiszcza zaległości podatkowych, które zostały prawomocnie wobec niej orzeczone, a postępowania w przedmiocie tych zaległości ostatecznie zakończone.

Żadnych dowodów, żadnych informacji o nieprawidłowościach uzasadniających zajęcie

W wydanej 22 stycznia 2021 r. decyzji Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Warszawie zgodził się z argumentacją pełnomocnika spółki i przyznając jej rację, uchylił decyzję naczelnika urzędu skarbowego w całości.

„…w skarżonej decyzji Naczelnik (…) nie podał żadnych danych ani nie wskazał żadnych dowodów, na podstawie których uprawnionym było postawienie tezy o możliwym (uzasadnionym w świetle akt sprawy) powstaniu zobowiązania podatkowego (…) Sp. z o.o. w podatku od towarów i usług za kwiecień 2020 r. w przybliżonej wysokości 2 973 160,00 zł, które wraz z należnymi od niego odsetkami za zwłokę w wysokości 20 853,00 zł, mogłoby podlegać zabezpieczeniu na majątku Spółki (…) nie przedstawił żadnych informacji o nieprawidłowościach w (…) Sp. z o.o. w kwietniu 2020 r. uzasadniających zastosowanie ww. zabezpieczenia”.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Północna Izba Gospodarcza: odmrażanie gospodarki pozytywne, ale momentami zbyt ostrożne

Rząd odmraża gospodarkę. Północna Izba Gospodarcza: pewne procesy mogłyby zostać przyspieszone.

Rząd przed długim majowym weekendem zdecydował się na ogłoszenie „mapy drogowej” odmrażania gospodarki w kolejnych tygodniach. W opinii Północnej Izby Gospodarczej pozytywnie należy ocenić fakt, że gospodarka będzie odmrożona i przedsiębiorcy wrócą do pracy. Oznacza to, że jest szansa, że  sezon letni przestanie być  czasem kolejnych strat i zadłużania się. W opinii Izby pewne odmrożenia mogłyby jednak następować szybciej. Wiele branż może działać w reżimie sanitarnym i „przytrzymanie” ich w lockdownie jest działaniem trudnym do uzasadnienia.  – Przedsiębiorcy podzielili się w tym temacie na pół: jedni odetchnęli z ulgą, że wracają, że jest plan działania na kolejne miesiące. Inni są rozczarowani np. faktem, że branża fitness musi tak długo czekać lub tym, że hotele zaczną działać dopiero od 8 maja – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

Cieszymy się z odmrożenia gospodarki, ale niektóre branże mogłyby działać szybciej. „Najbardziej pokrzywdzony jest sektor fitness”

Ostatnie statystyki epidemiologiczne oraz stanowisko Ministra Zdrowia napawają nadzieją, że szczyt trzeciej fali koronawirusa jest za nami. Oznacza to, że przedsiębiorcy, którzy przez ponad pół roku znajdowali się w  ciężkich uściskach lockdownu mogą wreszcie patrzeć w przyszłość z nadzieją na wznowienie działalności i dalsze rozwijanie swoich firm. Najtrudniejsza sytuacja jest w tych branżach, które były zamknięte. Przemysł, gospodarka morska i transport nie mogły narzekać na brak klientów i zleceń. W znacznie gorszej sytuacji znajduje się turystyka, gastronomia, handel w centrach handlowych czy hotelarstwo. Te branże powinny zostać otwarte w pierwszej kolejności.

– Cieszymy się z otwarcia gospodarki i odmrażania gospodarki. Daje to nadzieje na powrót do względnej normalności w najbliższym czasie. Jest jednak kilka decyzji, które nas zaskakują i uważamy, że można byłoby je zmodyfikować na korzyść przedsiębiorców. Uważamy, że hotele po 8 maja powinny mieć możliwość przyjmowania klientów zarówno w restauracjach jak i centrach odnowy biologicznej. Dla wielu hoteli baza wellness jest magnesem na klientów, pozbawianie możliwości działania tych sektorów powoduje, że wiele pracowników nie będzie mogło jeszcze wrócić do pracy – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

– Uważamy, że czekanie do 15 maja z otwarciem ogródków gastronomicznych również jest oczekiwaniem zbyt długim. Naszym zdaniem mogłoby to nastąpić bez żadnych komplikacji po 4 maja jeżeli przedsiębiorcy wyrażą tym zainteresowanie. W tym miejscu apelujemy również do samorządowców o to, by umożliwić przedsiębiorcom budowanie przestrzeni na świeżym powietrzu. Uważamy, że opłaty za zajęcie pasa drogowego powinny być symboliczne. To akt solidarności z branżą, która jest mocno dotknięta pandemią. Uważamy również, że mocno pokrzywdzona jest branża fitness, która musi czekać na odmrożenie aż do końca miesiąca. To oznacza, że nie będzie ona działać aż przez 7 miesięcy. To zdecydowanie zbyt długo – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

„Proces szczepień przyspieszył, gospodarka też musi”

W opinii dyrektora Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie dra Piotra Wolnego odważniejsze odmrażanie gospodarki byłoby dla przedsiębiorców bodźcem do aktywnego działania po lockdownowym uśpieniu. Taka aktywność jest teraz bardzo potrzebna: – Przedsiębiorcy wreszcie doczekali się luzowania obostrzeń i powolnego odmrażania gospodarki. Ale dlaczego niektóre branże będą mogły działać bez przeszkód, przy zachowaniu procedur reżimu sanitarnego, a inne nadal de facto pozostają zamrożone? Dlaczego otwieramy obiekty sportowe, w tym baseny dla zorganizowanych grup, a hotele otwieramy bez restauracji i stref wellness? W obiektach hotelowych przecież najłatwiej jest zapanować nad ruchem i reżimem sanitarnym. Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka. Decyzje muszą być bardziej zdecydowane. Tego oczekują przedsiębiorcy i cała gospodarka. Proces szczepień nabiera tempa, gospodarka też musi – dodaje dyrektor Piotr Wolny.