PKN ORLEN przejmuje Polska Press

PKN ORLEN rozszerza działalność w obszarze mediowym. Akwizycja jednej z największych grup wydawniczych w Polsce, w połączeniu z wykorzystaniem kompetencji i potencjału agencji mediowej Sigma Bis oraz spółki Ruch, umożliwi Koncernowi stworzenie elastycznej, spersonalizowanej i kompleksowej oferty, która znacząco poprawi satysfakcję klientów. Transakcja wpisuje się w strategiczne plany PKN ORLEN w zakresie wzmacniania sprzedaży detalicznej, w tym pozapaliwowej.  Poprzez przejęcie Polska Press od niemieckiej Verlagsgruppe Passau Capital Group, Koncern uzyska m.in. dostęp do 17,4 milionów użytkowników internetu i możliwość pozyskania nowych klientów.

– Konsekwentnie poszerzamy obszary naszej działalności. Na bazie Sigma Bis zbudowaliśmy od podstaw profesjonalną agencję mediową, która sukcesywnie zdobywa nowych klientów, w tym komercyjnych. Przejęliśmy spółkę Ruch, co ułatwi nam wejście na rynek nowych punktów sprzedaży i rozwój usług e-commerce. Z kolei dostęp do 17,4 milionów użytkowników portali zarządzanych przez Polska Press, skutecznie wzmocni sprzedaż całej Grupy ORLEN, zoptymalizuje koszty marketingowe i umożliwi dalszą rozbudowę narzędzi big data. Podejmujemy działania, które wpisują się w nową strategię PKN ORLEN do 2030 r. i będą efektywnie wspierać dynamiczny rozwój sieci detalicznej – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

PKN ORLEN, zgodnie ze strategią do 2030 r., będzie rozwijał sprzedaż detaliczną poprzez rozwój nowoczesnych kanałów komunikacji, ekspansję sieci punktów odbioru paczek, digitalizację formatów sprzedaży oraz budowę platformy e-commerce w oparciu o sieć RUCH. Pozyskanie Polska Press wpisuje się w założenia tej strategii w szczególności w zakresie budowy zintegrowanej platformy usług cyfrowych w oparciu o bazę klientów. Działania te przyczynią się do wzmocnienia relacji z klientami oraz przełożą się na zwiększenie zysków osiąganych przez koncern. Według badania Mediapanel Polska za listopad 2020 r., serwisy internetowe Polska Press czyta 17,4 mln użytkowników miesięcznie. Dla PKN ORLEN to solidna grupa dotarcia, która umożliwi zwiększenie bazy o nowych i lojalizację dotychczasowych klientów.

PKN ORLEN przejmuje jednego z największych wydawców w Polsce, który w 2019 r. osiągnął przychody na poziomie ponad 398,4 mln zł. Polska Press posiada 20 z 24 wydawanych w Polsce dzienników regionalnych oraz blisko 120 tygodników lokalnych. Funkcjonują z powodzeniem w 15 z 16 województw w Polsce, a w większości z nich zajmuje pozycję lidera pod względem czytelnictwa i sprzedaży. Portfolio Grupy to także 500 witryn online, co czyni ją liderem polskiego internetu w kategorii informacje i publicystyka oraz niekwestionowanym liderem w kategorii informacje lokalne i regionalne. Na przestrzeni ostatnich lat, liczba unikalnych użytkowników Polska Press wykazuje tendencję wzrostową, rosnąc w samym listopadzie 2020 r. 45 proc. rok do roku. Patrząc z perspektywy pojedynczych witryn, największą liczbę realnych użytkowników na poziomie 10,4 mln posiada naszemiasto.pl.

PKN ORLEN rozbuduje narzędzia big data w oparciu o zasoby Polska Press, ORLEN VITAY, Stop Cafe, ale też Grupę Energa czy RUCH. Polska Press posiada bazę wiedzy na temat preferencji klientów, prowadzonych transakcji czy wartości koszyka w odniesieniu do grupy 60,07% użytkowników internetu w całej Polsce. Dzięki temu w ramach Grupy ORLEN możliwe będzie utworzenie nowych modeli biznesowych, które pozwolą na lepsze pokrycie geograficzne oraz dopasowanie oferty dla docelowej grupy klientów. Tworzenie wewnętrznych baz danych to kluczowy trend na rynku reklamy, ale również sprzedaży detalicznej. W celu lepszego zarządzania bazą klientów i szybszej odpowiedzi na ich potrzeby, na przeniesienie kompetencji sprzedażowych do wewnątrz organizacji zdecydował się m.in. Walmart – jeden z największych sprzedawców detalicznych na świecie. W 2019 r. również PepsiCo uznała, że pozyskiwanie danych będzie kluczowe dla rozwoju firmy i zbudowała własne kompetencje planowania mediów.

Tworzenie własnych platform komunikacyjnych, jako wsparcie dla działalności biznesowej i dotarcie do nowych klientów, przez firmy to światowy trend, który obserwujemy już od lat. Najstarszy amerykański dziennik „Washington Post”, został kupiony przez założyciela i prezesa Amazon.com. W 2018 roku AT&T, amerykańskie przedsiębiorstwo telekomunikacyjne, zakupiło koncern medialny Time Warner. Z kolei w 2016 r. globalna firma elektroniczna Arrow Electronics zakupiła UBM (teraz Informa) czyli całą platformę mediów drukowanych i internetowych w obszarze elektroniki. Jeszcze w 2015 roku duża amerykańska firma telekomunikacyjna Verizon za kwotę 4,4 mld dol. przejęła spółkę internetową AOL. Dwa lata później ten sam telekom za 4,5 mld dolarów przejął inny portal internetowy Yahoo. Marc Benioff, współzałożyciel i prezes koncernu Salesforce oraz jego żona Lynne Benioff kupili od wydawnictwa Meredith tygodnik „Time”. Kwotę transakcji ustalono na 190 mln dolarów. Z kolei Patrick Soon Shiong w 2018 kupił gazety „Los Angeles Times” i San Diego Union Tribune”. W 2017 koncern samochodowy Renault nabył 40 proc. udziałów we francuskiej grupie medialnej Challenges. Celem zarówno Challenges Group, jak również Renault jest współpracą w zakresie stworzenia wspólnego pola do testowania innowacji oraz tworzenia nowych treści redakcyjnych i technologicznych.

Włączenie do portfolio usług podmiotu mediowego w istotny sposób rozszerzy ofertę Grupy ORLEN w obszarze reklamy dla klientów zewnętrznych. Akwizycja grupy mediowej, oferującej usługi reklamowe w prasie drukowanej i segmencie online, przyczyni się do wygenerowania dodatkowych oszczędności z tytułu zakupu reklam. Potencjał w tym obszarze najlepiej pokazują wyniki rynku reklamy w Polsce. Według szacunków Publicis Groupe, w 2019 r. był on wart był blisko 10 mld zł, co oznacza wzrost o 3,2% w porównaniu do roku poprzedniego. Rynek reklamy rośnie zresztą nieprzerwanie od 2013 r. Przejęcie Polska Press Grupy przez PKN ORLEN zwiększy efektywność działań reklamowych i marketingowych Grupy.

Na transakcji skorzystają też firmy zewnętrzne, które aktywnie korzystają z usług reklamodawców. Uzupełnienie portfolio mediowego PKN ORLEN o podmiot zarządzający prasą drukowaną i mediami cyfrowymi, umożliwi stworzenie kompleksowej i konkurencyjnej oferty w obszarze reklamy.

Znaczące oszczędności przejęcie Polska Press przez PKN ORLEN może wygenerować w obszarze usług produkcji materiałów wideo w ramach całej Grupy. Wydawnictwo posiada sieć nowoczesnych studiów wideo zlokalizowanych w całej Polsce, a tego typu usługi wiążą się ze znacznymi kosztami. W zakresie mediów społecznościowych te usługi dla PKN ORLEN świadczy Sigma Bis, koncern stworzył też własne kompetencje przy produkcji mediów wewnętrznych. To istotne synergie kosztowe, które mogą zostać przeniesione na całą Grupę ORLEN. Tylko w Polsce to 53 spółki, z których duża część prowadzi szeroką działalność biznesową i ma własne struktury i budżety na marketing i komunikację.

W ramach działalności Grupy ORLEN na rynku mediów i reklamy możliwa jest również duża optymalizacja kosztów logistyki. Dla maksymalnego wykorzystania synergii rozważone zostanie stworzenie centrów logistycznych spółki Ruchu przy nowoczesnych drukarniach Polska Press. Do tego należy uwzględnić własne zaplecze drukarskie do pełnej dyspozycji w ramach Grupy ORLEN, m.in. w przypadku szeroko zakrojonych akcji marketingowych.

Edukacyjny startup Novakid pozyskał 4,25 mln USD na rozwój platformy językowej dla dzieci

Novakid – edukacyjny startup z branży EdTech specjalizujący się w nowatorskiej nauce języka angielskiego dla dzieci opartej na nowych technologiach – ogłosił zakończenie rundy finansowania serii A. Firma, dla której Polska jest jednym z głównych rynków, pozyskała od inwestorów z Europy, Azji i USA łącznie 4,25 mln USD. Środki zostaną przeznaczone na dalsze innowacje produktowe oraz rozwój działań marketingowych.

Novakid Inc. to internetowa szkoła językowa założona w 2017 roku w Stanach Zjednoczonych, która pomaga dzieciom w wieku 4-12 lat w nauce języka angielskiego online. Podstawą edukacji na platformie jest komunikacja i metoda pełnego fizycznego reagowania (tzw. total physical response), polegająca na użyciu gestów i mimiki, odpowiadająca przyswajaniu języka ojczystego. Proces nauczania wzbogacony jest m.in. o wirtualną rzeczywistość (wirtualne wycieczki online), interakcję i grywalizację, aby zapewnić dzieciom pełne zaangażowanie i atrakcyjne przyswajanie wiedzy. Rdzeniem platformy jest zautomatyzowana metoda oceny postępów ucznia za pomocą uczenia maszynowego, oparta na ponad 900 parametrach, testach oraz innych komponentach wielkoskalowych, pozwalających na uzyskanie precyzyjnych wskaźników efektywności uczenia się.

– Metoda Novakid opiera się na teoriach nabywania języków opracowanych przez Ashera, Thornbury’ego, Krashena, Chomsky’ego i jest dopasowana do dzieci w wieku 4-12 lat. Dzięki unikalnemu i praktycznemu podejściu do nauki, Novakid ma do zaoferowania spersonalizowane doświadczenie dla tego pokolenia, które już zna się na technologii cyfrowej – komentuje Amy Krolevetsky, dyrektorka programu nauczania w firmie Novakid.

Dynamiczny rozwój platformy na polskim rynku

Obecnie Novakid świadczy usługi dla uczniów z ponad 30 krajów, w tym Polski, Rosji, Hiszpanii, Niemiec i Turcji. Nieprzypadkowo główny oddział na rynku europejskim znajduje się w Krakowie. Z polskiej platformy korzysta już ponad 10 tys. osób, podczas gdy na całym świecie firma odnotowuje już 26 tys. aktywnych użytkowników. Mają oni do dyspozycji ponad 150 anglojęzycznych nauczycieli z całego świata. Język angielski jest ich językiem ojczystym (native) albo drugim ojczystym (near-native).

– Novakid w nowatorski sposób podchodzi do nauczania języka angielskiego dzieci z krajów, w których angielski nie jest pierwszym językiem mówionym. Tam angielski jest zazwyczaj nauczany jako przedmiot z naciskiem na gramatykę i z niewielką ilością praktycznych ćwiczeń na żywo. Novakid wdraża unikalną metodę, która łączy interaktywny program nauczania z indywidualnymi lekcjami online, podczas których uczniowie i lektorzy mówią wyłącznie po angielsku, aby w pełni zanurzyć się w języku. Takiego doświadczenia zwykle nie da się zapewnić w warunkach offline lub wiąże się to ze sprowadzaniem nauczycieli z USA lub z Wielkiej Brytanii, co jest bardzo kosztowne – mówi Max Azarov, współzałożyciel i dyrektor generalny Novakid.

Potencjał i wyniki docenione przez inwestorów

Runda finansowania została poprowadzona przez PortfoLion z siedzibą na Węgrzech (część OTP, wiodącej grupy bankowej w Europie Wschodniej), do której dołączył amerykański fundusz LearnStart, skupiający się głównie na rynku EdTech (część rodziny LearnCapital VC, która w ostatnich latach wspierała wiele znanych firm, w tym VIPKID i Brilliant.org), a także renomowane firmy TMT Investments i Xploration Capital. We wspomnianej rundzie finansowania wzięli również udział obaj inwestorzy zalążkowi – firma BonAngels z Korei Południowej i LETA Capital. Startup przyciągnął uwagę inwestorów ze względu na ponad 500 proc. wzrost r/r, zarówno pod kątem przychodów, jak i liczby uczniów, a także z uwagi na międzynarodowy zasięg, wysoką retencję klientów oraz solidną monetyzację dzięki płatnym subskrypcjom.

Novakid wykorzysta pozyskany kapitał do wspierania swojego wzrostu poprzez rozwój działań marketingowych i dalszych innowacji produktowych, które obejmują cyfrowy program nauczania, wirtualne wycieczki w formacie 360 stopni, gry edukacyjne, kreatywne zadania domowe i inne rozwiązania, zwiększające zaangażowanie młodych uczniów.

Akademia Leona Koźmińskiego najlepszą szkołą biznesu w Polsce wg. „Financial Times”

„Financial Times” opublikował ranking 90 najlepszych uczelni biznesowych w Europie. Jedyną polską uczelnią w tym rankingu, a równocześnie pierwszą wśród szkół z regionu Europy Środkowo-Wschodniej jest Akademia Leona Koźmińskiego (Kozminski University), która znalazła się na 45. Miejscu, awansując o trzy pozycje w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Studia MBA w Akademii Leona Koźmińskiego

Najstarsza uczelnia ekonomiczna w Europie, ESCP Business School, która działa w aliansie strategicznym z Akademią Leona Koźmińskiego i realizuje program kształcenia także w Warszawie za pośrednictwem ALK, znalazła się na 8. miejscu wśród najlepszych uczelni biznesowych Europy. Trzy najlepsze uczelnie to: HEC Paris, London Business School i Insead. One od lat zajmują miejsca na podium, co zachęca studentów z całego świata, by podjąć studia w Paryżu lub Londynie. Absolwenci, którzy trzy lata temu ukończyli studia MBA w HEC Paris, zarabiają dziś średnio o 133 proc. więcej niż przed rozpoczęciem nauki. Po uzyskaniu dyplomu Executive MBA lub tytułu magistra zarządzania płace absolwentów HEC Paris wzrosły o 80 proc. Dla porównania, absolwenci studiów magisterskich z zarządzania w ALK po trzech latach pracy odnotowali 112-procentowy przyrost zarobków.

„Pomimo dużej konkurencji umocniliśmy pozycję lidera kształcenia menedżerów w regionie środkowo-wschodniej Europy, a dzięki wspólnym programom z ESCP Business School zaznaczyliśmy też swoją obecność w Europie Zachodniej, której uczelnie zdecydowanie dominują w rankingu >>FT<<. Awans o trzy miejsca w porównaniu z rokiem ubiegłym zawdzięczamy przede wszystkim absolwentom studiów magisterskich z zarządzania. W zestawieniu karier wszystkich absolwentów europejskich szkół biznesu osiągnęli oni znakomite wyniki, zajmując czwarte miejsce w kategorii >>rozwój kariery zawodowej<<. Chciałbym im szczególnie pogratulować dotychczasowych osiągnięć i życzyć dalszych sukcesów” – powiedział prof. dr hab. Grzegorz Mazurek, rektor Akademii Leona Koźmińskiego. Ranking szkół biznesu publikowany przez dziennik „Financial Times” należy do bacznie obserwowanych przez środowisko akademickie i kandydatów na studia. Jest tworzony na podstawie wyników pięciu odrębnych, wcześniej publikowanych rankingów: stacjonarnych studiów MBA, niestacjonarnych Executive MBA, stacjonarnych studiów magisterskich z zarządzania i dwóch programów „executive education”. Każdy z rankingów powstaje na bazie własnych analiz „FT” oraz ankiet wysyłanych przez redakcję do osób, które trzy lata wcześniej ukończyły studia. W przypadku Akademii Leona Koźmińskiego o wysokiej 45. pozycji w tegorocznym zestawieniu zdecydowały wyniki dwóch rankingów: EMBA, w którym uczelnia znalazła się na 36. miejscu w Europie oraz studiów magisterskich z zarządzania, które dały jej 31. miejsce w Europie. „Ten rok jest wyjątkowo trudny z powodu pandemii. Europa przeżywa największy kryzys społeczny i ekonomiczny. Wiele osób straciło pracę, całe branże gospodarki są pozbawione przychodów. Ranking >>FT<< pokazuje, że nawet w tak trudnych okolicznościach absolwenci najlepszych uczelni dają sobie radę” – komentuje rektor ALK.

Uczelnie z Europy Środkowo-Wschodniej coraz skuteczniej przebijają się w rankingach „FT”, jednak w tegorocznym zestawieniu najlepszych europejskich szkół biznesu znalazły się zaledwie cztery z nich. Oprócz Akademii Leona Koźmińskiego są to: Uniwersytet Ekonomiczny w Pradze (50. miejsce), Uniwersytet Petersburski (51. miejsce) i moskiewska IBS (58. miejsce).

Brexit ciąży funtowi

Negocjacje brexitowe dotychczas nie wpływały szczególnie negatywnie na brytyjską walutę. Mocna deklaracja Francji o możliwym zawetowaniu porozumienia spowodowała jednak wyraźny problem dla brytyjskiej waluty.

Funt w odwrocie

Negocjatorzy unijni zgodnie z belgijskim prawem zeszli właśnie z kwarantanny i mogą kontynuować negocjacje twarzą w twarz. Czasu na ustalenie warunków umowy handlowej jest jednak coraz mniej, a negocjacje zdalne nie okazały się tak skuteczne. Dodatkowym problemem okazała się wypowiedź francuskiego ministra ds. europejskich. Powiedział on, że jeżeli umowa handlowa nie będzie wystarczająco dobra, Francja skorzysta z prawa weta. Z jednej strony wiadomo, nikt nie chce jednostronnej umowy i logiczne jest, że musi uwzględniać interesy obu. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę na wydźwięk tej wiadomości w mediach. Mocno poprawia to pozycję negocjacyjną negocjatorów unijnych, którzy mogą mocniej naciskać, tłumacząc się potencjalnym wetem Paryża. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. Funt od rana traci na wartości około 1%, tym samym jest najtańszy od początku października.

Poniedziałek pod hasłem korekt

Po tygodniu wyraźnych wzrostów na zarówno EURUSD, jak i ropie naftowej dzisiaj od rana trwa wyraźna korekta na obu instrumentach. Nie jest to niczym nadzwyczajnym, biorąc pod uwagę skalę zmian minionego tygodnia. Dobrym potwierdzeniem jest fakt, że dane piątkowe z USA były niemal dokładnie równe oczekiwaniom, zatem nie powinny mieć nadmiernego wpływu na rynki. Wzrost liczby wież wiertniczych był relatywnie niewielki, zatem nie powinien znacząco wpływać na kurs czarnego złota.

Dobre dane z Kanady

W piątek poznaliśmy odczyty z kanadyjskiego rynku pracy. Były one wyraźnie lepsze od oczekiwań. Powstało więcej miejsc pracy, niż oczekiwano, czego skutkiem był spadek stopy bezrobocia do 8,5% względem oczekiwanych 8,9%. Co ważne, nie tylko wzrosła liczba osób zatrudnionych, ale spadła ilość osób pracujących na ułamek etatu. Oznacza to, że nie tylko rośnie ilość osób pracujących, ale też osoby dotychczas pracujące na ułamek etatu otrzymują pełny etat. Reakcja rynków była pozytywna i dolar kanadyjski wyraźnie zyskiwał na wartości po tych danych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dzień Darmowej Dostawy już 10 grudnia

Zgodnie z przewidywaniami, grudzień tego roku bije wszelkie rekordy sprzedaży online. Czy tak będzie też w przypadku Dnia Darmowej Dostawy? Odpowiedź poznamy 10 grudnia. Już dziś wiadomo, że to ostatni bezpieczny termin na zrobienie w internecie przedświątecznych zakupów, jeśli chcemy aby doszły na czas. Darmowa dostawa jest dodatkową zachętą.

Dzień Darmowej Dostawy to cykliczne święto e-commerce. Biorą w nim udział zarówno małe rzemieślnicze sklepy, jak i duże sieciówki. W tegoroczną edycję zaangażowało się już około 1000 sklepów. Ogromny wybór – zwłaszcza w kategoriach zdrowie i uroda, dla dzieci, czy delikatesy – pozwoli klientom wybrać najodpowiedniejsze prezenty spośród 3 mln produktów. I jednocześnie odciąży kupujących z kosztów dostawy, jakie musieliby ponieść. Partnerami akcji organizowanej co roku przez eKomercyjnie.pl są IdoSell, IMKER, Grupa Domodi i Shoper.

Na czym polega Dzień Darmowej Dostawy?

Klienci zainteresowani skorzystaniem z darmowej wysyłki, robiąc tego dnia zakupy w e-sklepach biorących udział w akcji, mogą wybrać dowolną formę wysyłki dostępną w danym sklepie, a opłata za dostawę nie zostanie naliczona. Co ważne, sklepy nie mogą podwyższać cen produktów, aby zrekompensować sobie koszty dostawy. Taki zapis widnieje w regulaminie Dnia Darmowej Dostawy, którego przestrzeganie jest monitorowane przez organizatorów. Sklepy przyłapane na nieprzestrzeganiu zasad, są automatycznie wykluczane z akcji. Sprzedawcy mają możliwość ustalenia minimalnej wartości zamówienia, od której obowiązuje darmowa dostawa (20 zł lub 50 zł). Jednak wielu sprzedawców realizuje darmową wysyłkę zamówienia bez względu na jego wartość. Warto doprecyzować, że darmowa dostawa obowiązuje na terenie Polski.

Dzień Darmowej Dostawy to wydarzenie o przejrzystych regułach, cieszące się co roku dużym zainteresowaniem zarówno sklepów jak i klientów. Jest rodzimą odpowiedzią na takie zagraniczne komercyjne wydarzenia takie jak Black Friday i Cyber Monday. Celem akcji DDD jest promocja zakupów w internecie.

– Z naszych wieloletnich obserwacji rynku e-commerce wynika, że darmowa dostawa, może być decydująca przy podejmowaniu decyzji zakupowej. Gdy klienci finalizując zamówienie, szczególnie o małej wartości, dowiadują się, że za dostawę muszą dopłacić kilkanaście zł, porzucają swój koszyk, bo oferta przestaje być atrakcyjna. Zniesienie tej bariery sprawia, że sprzedawcy mogą zrealizować więcej transakcji, a klienci cieszyć się przystępnym cenowo zakupem – komentuje Krzysztof Bartnik, inicjator akcji DzieńDarmowejDostawy.pl w Polsce. – Bezpłatna przesyłka to też bardzo dobry sposób na zwiększenie sprzedaży poprzez pozyskiwanie nowych klientów, którzy są bardziej otwarci na zakupowe eksperymenty, jeśli czują, że dostają coś ekstra. Tym bonusem jest tu właśnie bezkosztowa dostawa – dodaje.

Jak zaoszczędzić najwięcej?

DDD może się okazać największą oszczędnością dla osób, które są zainteresowane kupnem dużych i ciężkich przedmiotów – mebli, dużego sprzętu RTV, akcesoriów ogrodniczych itp., których koszt dostawy może wynosić kilkadziesiąt złotych. A także dla tych, którzy chcą zrobić drobne zakupy w wielu różnych sklepach. Zsumowanie zwykłych kosztów dostawy, pozwala sobie uświadomić, że taka akcja to prawdziwa okazja.

Listę sklepów biorących udział w Dniu Darmowej Dostawy można znaleźć na stronie dziendarmowejdostawy.pl. E-sklepy zostały podzielone na 30 kategorii. Kupujący mogą korzystać z wyszukiwarki sklepów i produktów. Wszystkie sklepy zostały zweryfikowane pod kątem zgodności oferty z regulaminem DDD.

Święta w tym roku skromniejsze, prezenty kupimy w sieci

  • Tylko 3 na 4 Polaków kupi w tym roku prezenty świąteczne – to spadek o niemal 9 pkt proc. w porównaniu do zeszłego roku. Główny powód – pogorszenie sytuacji finansowej podczas pandemii (35%).
  • Przeciętna polska rodzina wyda w tym roku na prezenty 471 zł, w porównaniu do 541 zł w roku 2019.
  • 41 proc. badanych wyda na prezenty mniej niż w roku ubiegłym. Wynika to m.in.
    z budżetu nadszarpniętego przez COVID-19 (58%), ale też mniejszej liczby osób przy świątecznym stole (40%).
  • Jeden na czterech Polaków deklaruje, że zdarza mu się kupować prezenty świąteczne „z drugiej ręki”. Badani są jednak otwarci na tę możliwość, bierze ją pod uwagę co piąty z nas.

Mniej na prezenty

W tym roku nie w każdym polskim domu prezenty pojawią się pod choinką. Tylko 75% Polaków kupi upominki świąteczne – to spory spadek w porównaniu z prawie 84% w 2019. Dlaczego tak wielu Polaków nie planuje zakupu prezentów? U co trzeciego zapytanego z tej grupy na taki wydatek nie pozwala pogorszenie sytuacji finansowej, szczególnie odczuwalne podczas pandemii. Respondenci podają też inne powody: brak takiej tradycji w rodzinie (17%), minimalizm i niechęć do konsumpcjonizmu (16%), a także brak potrzeby obdarowywania się prezentami w święta (15%)Co dziesiąta osoba z grupy niekupujących podkreśla, że wykonuje świąteczne podarunki własnoręcznie.

Święta w tym roku skromniejsze, prezenty kupimy w sieci (2) Święta w tym roku skromniejsze, prezenty kupimy w sieci (1)

Wśród tych Polaków, którzy będą kontynuować tradycję kupowania prezentów, aż 41% wyda na ten cel mniej niż w zeszłym roku. W 58% przypadków jest to efekt nadszarpnięcia budżetu przez COVID-19. Na tym wpływ pandemii się nie kończy – 40% zapytanych, tłumacząc mniejsze wydatki, mówi, że spotka się przy świątecznym stole w mniejszym gronie. Badanymi kierują również inne motywacje – 14%. zmniejszyło swój budżet, uznając, że kupowanie drogich prezentów to wypaczanie idei świąt, a 11% z tych, którzy wydadzą mniej, chce postawić na własnoręcznie zrobione upominki lub podarunki „z drugiej ręki”.

Te święta będą inne niż zwykle. Przy wigilijnym stole zasiądzie mniej osób, niektóre rodziny spotkają się wyłącznie zdalnie. Ograniczenia dotyczące zgromadzeń i niepewna sytuacja finansowa milionów Polaków przełożą się na nieco skromniejszą Gwiazdkę niż w ostatnich latach – komentuje Katarzyna Merska, Koordynator ds. Komunikacji Gumtree.pl.

Przeszło czterech na dziesięciu Polaków przeznaczy na prezent dla najbliższej osoby od 50 do 100 zł. Niewiele mniej, bo 36%, wyda między 100 a 250 zł. Prawie 60% badanych uzależnia wydaną kwotę od tego, dla kogo kupuje upominek. Najwięcej pieniędzy jesteśmy skłonni wydać na podarunki dla dzieci (40%) oraz żony/męża lub partnerki/partnera (36%).

W sumie na świąteczne upominki polska rodzina wyda w tym roku średnio 471 złotych. To spadek aż o 13% w stosunku do zeszłorocznych wydatków, które wyniosły przeciętnie 541 złotych.

Zakupy online – sprawniej i bezpieczniej

Mimo tego, że finalnie galerie handlowe zostały otwarte przed Świętami, Polacy w tym roku po sklepach będą buszować wirtualnie. Aż 77% chce kupić upominki w sklepach internetowych, co stanowi ponad dwukrotny wzrost w porównaniu z zeszłorocznym wynikiem (37%). Średnio co trzeci planuje polowanie na prezenty w tradycyjnych sklepach – zarówno w galeriach handlowych, jak i poza nimi. 11% bierze pod uwagę internetowe portale aukcyjne i ogłoszeniowe.

Dwóch na trzech badanych, którzy zapowiedzieli unikanie zakupów w tradycyjnych sklepach, robi tak z powodu sytuacji pandemicznej. Inni omijają tradycyjne obiekty m.in. z uwagi na przedświąteczne tłumy (48%), oszczędność czasu związaną z zakupami online (43%) czy lepsze ceny w sieci (42%).

Warto zauważyć, że motywacje kupujących prezenty w sieci związane są nie tylko z wyjątkowym okresem pandemii. Wiele osób, decydując się na e-zakupy, chce po prostu oszczędzić czas czy trafić na lepsze promocje. Pozwala to postawić wniosek, że Polacy z roku na rok są coraz bardziej przekonani do zakupów online, a koronawirus tylko przyspieszył ten proces – zaznacza Katarzyna Merska z Gumtree.pl.

Dobre gospodarowanie czasem jest dla Polaków szczególnie ważne – tylko 13% kupuje prezenty świąteczne na ostatnią chwilę, tuż przed Bożym Narodzeniem. Większość (49%) robi to w ciągu dwóch tygodni przed świętami, a 39% jeszcze wcześniej – prawdopodobnie korzystając z przedświątecznych promocji, takich jak m.in. Black Friday czy Cyber Monday.

Prezenty z drugiej ręki? Czemu nie!

Najpopularniejszymi prezentami dla najbliższych w te święta będą kosmetyki i perfumy (52%), ubrania i akcesoria (33%), książki, płyty, gry planszowe (30%) oraz elektronika i akcesoria (24%). Coraz życzliwiej patrzymy również na kupowanie prezentów świątecznych „z drugiej ręki” – jedna czwarta Polaków już to robi, a jedna piąta planuje otworzyć się na tę możliwość w niedalekiej przyszłości.

Połowa badanych byłaby skłonna do kupna upominku „z drugiej ręki”, gdyby był to wyjątkowy produkt, a jeden na trzech zrobiłby to, gdyby w sklepie zabrakło nowego egzemplarza poszukiwanego towaru. Dla 24% motywująca byłaby niższa cena, a dla 15% możliwość nadania przedmiotowi „drugiego życia” – co wiąże się z ekologicznym podejściem do konsumpcji.

Raport Gumtree.pl pt. „Prezenty świąteczne” powstał na podstawie wyników badania ilościowego zrealizowanego przez agencję badawczą SW Research w listopadzie 2020 roku metodą CAWI (wywiady on-line) na reprezentatywnej grupie 1222 Polaków w wieku 18+.

Posten Norge pokryje Norwegię automatami paczkowymi SwipBox

Norweski Posten Norge porozumiał się ze SwipBox w zakresie implementacji automatów paczkowych Infinity na terenie całego kraju. Pilotaż autorskiego rozwiązania duńskiego producenta wzmocnił wśród konsumentów poczucie wygody oraz bezpieczeństwa w wymagających czasach pandemii.

Jako wiodąca firma logistyczna w Norwegii, Posten Norge poświęciła pierwszą połowę 2020 r. na analizę nowych technologii w zakresie nadawania i odbierania przesyłek kurierskich oraz dynamicznego wzrostu e-commerce, będącego efektem pandemii. Bezekranowe i bezdotykowe rozwiązanie SwipBox Infinity zostało wybrane w drodze przetargu, a wdrożenie innowacyjnych automatów poprzedzone fazą testów w stolicy kraju, Oslo.

SwipBox

Oceniliśmy wiele kreatywnych i wysokiej klasy rozwiązań, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na SwipBox Infinity. Nowatorskie narzędzie doskonale odpowiada na nasze potrzeby w zakresie wygody konsumenta końcowego, jakości obsługi oraz optymalizacji kosztów. Wspólnie będziemy tworzyć na terenie Norwegii unikalną sieć automatów obsługiwanych przez aplikację mobilną – powiedział Per Ohagen, wiceprezes wykonawczy Posten Norge.

Posten Norge jest jednym z najbardziej innowacyjnych operatorów pocztowych na świecie. Do korzystania z naszego rozwiązania norweską firmę zachęciła efektywna faza pilotażu przeprowadzona wśród mieszkańców Oslo, którzy docenili komfort, wygodę oraz intuicyjność automatów paczkowych Infinity. Wkrótce urządzenia będą dostępne w całym kraju, rozwijając portfolio usług operatora pocztowego. Nasza technologia pozwala postawić urządzenia bardzo szybko właściwie wszędzie, w lokalizacjach wcześniej niedostępnych. Dla przykładu, podczas pilotażu w Danii w ciągu nocy na terenie małego miasteczka rozstawiono kilkadziesiąt automatów – skomentował Michał Czechowski, dyrektor zarządzający SwipBox Polska.

Norweskie automaty będą funkcjonować pod marką „Pakkeboks” i będą obsługiwane za pomocą aplikacji mobilnej na smartfony, która komunikuje się z urządzeniem przez Bluetooth. SwipBox Infinity działają na baterie oraz są bardzo łatwe w montażu, ponieważ nie wymagają zewnętrznego źródła zasilania ani połączenia z Internetem.

Najszybciej rosnące branże to biotechnologia i fintech

Pod koniec października amerykański dwutygodnik Fortune opublikował listę 100 najdynamiczniej rozwijających się przedsiębiorstw notowanych na amerykańskich rynkach kapitałowych. Twórcy listy brali pod uwagę wzrost przychodów, zysków oraz zwrot z inwestycji w akcje na przestrzeni ostatnich trzech lat. Duża dynamika wzrostu to często domena małych i średnich przedsiębiorstw, stąd wiele firm umieszczonych na liście nie jest jeszcze szerzej znanych. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że tworzą one globalne trendy biznesowe, warto bliżej im się przyjrzeć.

Na pierwszym miejscu znajduje się producent oprogramowania AppFolio. Firma stworzyła kilka sieciowych aplikacji służących do obsługi finansowych i prawnych procesów związanych z obrotem nieruchomościami. Dziś akcje firmy są warte prawie dokładnie 10 razy tyle, co pięć lat temu. W pierwszej dwudziestce rankingu są jeszcze dwie firmy działające na styku informatyki i finansów. Paylocity oraz Paycom, znajdujące się na 8. i 19. miejscu, zajmują się automatyzacją zarządzania kapitałem ludzkim i procesów związanych z rozliczaniem wynagrodzeń. Jeżeli dodamy do tego dwie firmy ubezpieczeniowe – Kinsale Capital i Kemper (7. i 11. miejsce), pionierów zastosowania algorytmów sztucznej inteligencji do wyceny ryzyk ubezpieczeniowych, okaże się, że z dwudziestu najbardziej dynamicznych amerykańskich spółek giełdowych aż 5 można zaliczyć do szeroko rozumianego sektora technologii finansowych.

Na szczególną uwagę zasługują też umieszczone na liście Fortune przedsiębiorstwa z sektora ochrony zdrowia i farmacji. 2. miejsce zajęła spółka Medifast zajmująca się zdrowym odżywianiem. Inwestorzy, którzy kupili jej akcje pięć lat temu zarobili już 603%. Na 4. miejscu z kolei jest Medpace – spółka zajmująca się badaniami klinicznymi, głównie na zlecenie przedsiębiorstw z sektora big pharma. 6. miejsce zajęła biotechnologiczna firma Vertex znana z opracowania w 2012 roku leku na mukowiscydozę. Ponadto w pierwszej dwudziestce jest Corcept Pharmaceuticals – firma rozwijająca leki na choroby metaboliczne oraz specjalizująca się w lekach onkologicznych firma Exilixis.

W pierwszej dwudziestce rankingu jest też kilka znanych światowych marek. 5. miejsce zajmuje Netflix, cały czas na wysokich pozycjach są też najwięksi giganci branży e-commerce. Spośród nich, na najwyższym – 8. miejscu jest serwis Etsy, zajmujący się sprzedażą wyrobów rzemieślniczych. Na 10. miejscu jest Amazon, a na 14. Alibaba Group.

Widać wyraźnie, że na tle firm biotechnologicznych i sektora fintech, rynek e-commerce powoli traci dynamikę rozwoju. Najważniejszymi trendami w światowym biznesie stają się automatyzacja pracy biurowej i zapewnianie poprawy jakości życia.

Naśladowanie strategii amerykańskich liderów może być dość trudnym zadaniem, nawet dla największych polskich przedsiębiorstw. Jednak z analizy zjawisk ekonomicznych zachodzących na najbardziej rozwiniętych rynkach można wyciągnąć inne interesujące wnioski. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na to, że inteligentne oprogramowanie przejmuje funkcje działów HR, finansów i księgowości. Korzystanie z tych rozwiązań przynosi znaczną poprawę efektywności działania przedsiębiorstw. Poza tym, za nami już są czasy, kiedy tylko duże korporacje mogły korzystać z najnowocześniejszych narzędzi informatycznych. Producenci oprogramowania już dawno zauważyli rosnące znaczenie sektora MŚP, stąd ich produkty są projektowane przede wszystkim z myślą o mniejszych klientach.

Również fakt, że serwis Etsy, wspierający drobnych producentów na całym świecie, rozwija się szybciej niż Amazon i Alibaba jest dowodem na globalnie rosnące znaczenie małych i średnich przedsiębiorstw. Z kolei rolą sektora technologicznego staje się dostarczanie narzędzi umożliwiających ten rozwój. Dzięki nim przedsiębiorcy będą mogli w większym stopniu skupić się na swojej podstawowej działalności podczas gdy narzędzia informatyczne oparte na sztucznej inteligencji będą zarządzać procesami finansowymi, księgowymi, personalnymi czy marketingowymi.

Autor: Łukasz Blichewicz – współzałożyciel i prezes zarządu Grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych

Dzięki wydatkom na reklamę video oraz e-commerce, globalny rynek reklamy wraca do formy szybciej niż zakładano

  • Obecnie szacowany spadek wydatków na reklamę w roku 2020 wyniesie 7,5%, to mniej w porównaniu z lipcową prognozą zakładającą spadek o 9,1%
  • Sytuacja na rynku polskim jest nieco gorsza – najświeższe estymacje zakładają spadek wydatków reklamowych o 9,3% względem roku poprzedniego
  • Przesunięcie globalnych wydatków reklamowych w kierunku reklamy e-commerce przyczyni się do globalnego wzrostu reklamy digital o 1,4%
  • Urządzenia typu Smart TV napędzają globalny wzrost wydatków na reklamę video
  • Globalne wydatki na zakup powierzchni reklamowej na serwisach e-commerce wzrosną o 46% rok-do-roku

Globalny rynek reklamy po poważnym załamaniu w drugim kwartale 2020 roku, spowodowanym pandemią koronaawirusa, wróci do formy szybciej niż zakładano. Według prognozy agencji mediowej Zenith, globalne nakłady wydatków reklamowych zmniejszą się o 7,5%, do 587 mld USD w ciągu całego roku 2020. Jest to wyraźna poprawa w stosunku do prognozy z lipca, w której przewidywano spadek o 9,1%. Sytuacja na rynku polskim jest nieco gorsza – najświeższe estymacje zakładają spadek wydatków reklamowych o 9,3% względem roku poprzedniego.

Ponadto Zenith prognozuje, że globalne wydatki na reklamę wzrosną o 5,6% do 620 mld USD w 2021 roku, na co będą miały wpływ, przełożone z 2020 roku, Letnie Igrzyska Olimpijskie i Mistrzostwa Europy w piłce nożnej (UEFA). Niestety, pomimo tak istotnej zmiany, nie uda się osiągnąć wyniku z 2019 roku, kiedy to światowe wydatki na reklamę wyniosły 634 mld USD. Według szacunków agencji mediowej Zenith będzie to możliwe dopiero w 2022 roku, kiedy nakłady reklamowe wzrosną o 5,2% i osiągną poziom 652 mld USD, przekraczając wynik z roku 2019 o 18 mld USD. Oznacza to jednak, że sytuacja związana z pandemią będzie kosztowała światowy rynek reklamy około 70 mld USD, o tyle bowiem niższa jest obecna prognoza Zenith na 2022 rok, od szacowanego wyniku na ten okres sprzed pandemii.

Powyższe szacunki zostały wykonane przy założeniu, że gospodarka światowa rozpocznie trwałą odbudowę po wprowadzeniu w 2021 roku szczepionek przeciw COVID-19, jednak prognozy te są obarczone dużą niepewnością co do tempa tych zmian.ZENITH Forecast December_Udział mediów w globalnych wydatkach na reklamę

Transformacja cyfrowa polega na szybkim przesuwaniu budżetów na reklamę w kanale digital

Zenith przewiduje, że globalne wydatki na reklamę cyfrową wzrosną o 1,4% w 2020 roku, a tym samym zwiększą swój udział w całkowitych wydatkach na reklamę do poziomu 52%, w porównaniu z wynikiem 48% w 2019 roku. Pandemia wymusiła na markach przyspieszenie transformacji cyfrowej. e-Commerce okazał się istotnym narzędziem utrzymywania relacji z istniejącymi klientami, niwelowania strat w sprzedaży w sklepach, a nawet pozyskiwania zupełnie nowych klientów. Euromonitor International przewiduje, że kategoria zakupów online wzrośnie w tym roku o 25%, podczas gdy sprzedaż w sklepach stacjonarnych spadnie o 5%. Marki zwiększyły swoje wydatki na media cyfrowe w celu promowania i napędzania ruchu na własnych stronach e-commerce oraz partnerów handlowych. Do tych celów szczególnie przydatne okazały się działania search oraz inwestycje w media społecznościowe, które wzrosły odpowiednio o 8% i 14% w skali globalnej.

Wydaje się, że trend wzrostu znaczenia e-commerce powinien się utrzymać także, gdy świat zacznie wychodzić z pandemii koronaawirusa. Teraz, gdy pod wpływem presji, marki doceniły wartość cyfrowej transformacj, prawdopodobnie z entuzjazmem będą ją kontynuować, przeznaczając jeszcze większą część swojego budżetu na reklamę digital. Zenith przewiduje, że do 2023 roku reklama cyfrowa będzie stanowić 58% światowych wydatków na reklamę.ZENITH Forecast December_Globalna dynamika

Reklama na urządzeniach typu Smart TV rekompensuje wzrost subskrybcji kanałów VOD

Już od kilku lat obserwujemy stałą tendencję zmian oglądalności TV, ale w 2020 roku nastąpiła prawdziwa rewolucja. Internetowe platformy wideo zyskały na długoterminowym wzroście świadomości i popytu. Zmuszeni do spędzania znacznie więcej czasu w domu, konsumenci zaczęli korzystać z istniejących i znanych już wcześniej platform SVOD, takich jak Netflix, który w pierwszej połowie roku zyskał 25 milionów nowych abonentów. Konsumenci nie unikali również nowości na rynku, takich jak Disney+, który dzięki temu osiągnął swój pięcioletni cel wzrostu w ciągu zaledwie dziewięciu miesięcy.

Co ważne, dla reklamodawców, którzy nie mają dostępu do platform SVOD, popyt na reklamę wideo na żądanie (AVOD – serwisów z programami telewizyjnymi oglądanymi za darmo, w zamian za obejrzenie reklam) jest jeszcze większy, zwłaszcza na odbiornikach telewizyjnych z funkcją Smart TV. Od stycznia do kwietnia 2020 r. zasięg usług SVOD w USA wzrósł o 5%, natomiast AVOD, zwiększył się o 9% do 58,5 mln gospodarstw domowych, czyli 48% ogółu.[1]

AVOD łączy w sobie telewizję premium z możliwościami targetowania danych w ramach reklamy cyfrowej. Oferuje wysoką oglądalność reklam oraz duży zasięg wśród młodych widzów, których raczej nie są odbiorcami tradycyjnej telewizji. Jeśli ten wzrost będzie postępował w ciągu najbliższych lat, to AVOD będzie stanowił powód do utraty widzów przez SVOD oraz tym samym pomoże napędzić średni roczny wzrost wydatków na reklamę wideo w internecie nawet o 8,4% w latach 2020-2023.

Teraz jest właściwy czas dla marek, aby inwestować w telewizję z internetem, która oferuje masowy zasięg na kluczowych rynkach. Mareterzy powinni wykorzystywać ją zarówno do budowania marki, jak i do zwiększania zasięgów, dzięki jej wysokiej rozpoznawalności reklam oraz szerokich możliwościach w zakresie targetowania i śledzenia, aby zwiększyć świadomość na temat marki, i przy okazji, konwersję sprzedaży.” – powiedział Christian Lee, Globalny Dyrektor Zenith.

Widoczny wzrost popytu na powierzchnię reklamową w ekosystemie e-commerce (retailer media)

Tegoroczny wzrost znaczenia e-commerce przyczynił się do gwałtownego zwiększenia popytu na reklamy display lub search, które pojawiają się na platformach retailerów i kierują użytkowników do produktów, które można tam kupić. Jest to kanał o ugruntowanej pozycji w Chinach, natomiast w innych krajach jest stosunkowo nowy. Promując produkty w miejscu zakupu, działa on bardziej jak ekspozycje w sklepie niż tradycyjna reklama zewnętrzna, a marki zazwyczaj płacą za to z budżetów handlowych przeznaczonych na negocjacje z detalistami, a nie z budżetów marketingowych. Kanał ten może zatem rozwijać się bez kanibalizowania dotychczasowych wydatków na reklamę. Głównym dostawcą powierzchni reklamowej w ekosystemie e-commerce dla reklamodawców poza Chinami jest Amazon, a jego przychody w 2020 roku wzrastały o ponad 40% rok do roku w każdym kwartale.

Powierzchnia reklamowa e-commerce (retailer media) ma ogromny potencjał wzrostu w skali globalnej, biorąc pod uwagę, że ich udział w rynku poza Chinami (3%) był mniejszy niż jedna szósta jej udziału w rynku w Chinach (19%) w ubiegłym roku. Zenith szacuje, że reklamodawcy wydali 35 mld USD na media detaliczne w 2019 roku, a w 2020 roku wydadzą 51 mld USD, co stanowi wzrost o 46% rok do roku.

Platformy detaliczne napędzają swój rozwój, wywierając presję na marże marek. Ich nacisk na dolne wojny cenowe oraz zwiększone doświadczenia konsumentów, powoduje, że korzystają konsumenci, podczas gdy marki ponoszą koszty” – mówi Ali Nehme, Globalny dyrektor ds. handlu, Publicis Groupe. „W tym scenariuszu marki muszą uelastycznić własną siłę, wybierając partnerów detalicznych, którzy oferują wartość, którą można udowodnić przez przejrzyste dane i pomiary, a także możliwość dotarcia do konsumentów, którzy będą napędzać bardzo potrzebny wzrost tej kategorii„.

Region Azji i Pacyfiku oraz Europa Środkowo-Wschodnia na drodze do ożywienia gospodarczego

Zenith przewiduje, że w 2021 roku wydatki reklamowe powrócą do poziomu z roku 2019 zarówno w regionie Azji i Pacyfiku, jak i w Europie Środkowo-Wschodniej. Sprawne opanowanie pandemii COVID-19 na wielu rynkach Azji i Pacyfiku ograniczyło szkody gospodarcze i przygotowało region na szybką odbudowę w 2021 roku. Kraje Europy Środkowej i Wschodniej generalnie ucierpiały bardziej, ale ich rynki reklamy są mniej rozwinięte – stanowią 0,4% PKB w porównaniu z 0,7% w regionie Azji i Pacyfiku – i mają szybszą podstawową stopę wzrostu. Według prognozy agencji mediowej Zenith, wydatki w obu regionach skurczą się o 6% w 2020 r., z kolei w 2021 r. wzrosną o 7%.

Ameryka Północna wypadła w tym roku lepiej niż jakikolwiek inny region, a Zenith prognozuje, że w 2020 r. nakłady reklamowe zmniejszą się tam zaledwie o 5,3%, jendak częściowo wynika to z bardzo dużych wydatków politycznych w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie w USA. Brak wydatków związanych z polityką sprawi, że porównanie będzie trudniejsze w 2021 roku, kiedy przewidywany jest wzrost tylko o 3,3%. W 2022 roku, gdy Ameryka Północna powróci do poziomu wydatków sprzed pandemii, nakłady reklamowe powinny wzrosnąć o 4,5%.

Z kolei, prognozy dla Europy Zachodniej, Ameryki Łacińskiej oraz Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej (MENA) przewidują w tym roku spadek wydatków odpowiednio o 12,3%, 13,8% i 20,0%. Spośród wyżej wymienionych, Zenith spodziewa się najszybszego ożywienia gospodarczego w Ameryce Łacińskiej, która jest kolejnym słabo rozwiniętym regionem pod względem reklamowym, ale z najszybszym długoterminowym wzrostem z trzech, który w 2022 r. przekroczy poziom wydatków z 2019 roku. Europa Zachodnia powróci do poziomu wydatków z 2019 dopiero w 2023 roku. Natomiast  Bliski Wschód i Afryka Północna zmniejszają swój wkład w reklamę od lat w wyniku konfliktów, niestabilności politycznej i zmieniających się cen ropy naftowej, które pandemia tylko pogłębiła. Zenith prognozuje, że wydatki na reklamę w 2023 roku będą tam nadal o 4,1% niższe niż w 2019 r.

Globalny rynek reklamowy odradza się z poziomu osiągniętego w drugim kwartale tego roku. Perspektywa wprowadzenia skutecznych szczepionek daje nam pewność, że wzrost wydatków na reklamę utrzyma się w 2021, a w 2022 roku rynek powróci do poziomu z 2019” – powiedział Jonathan Barnard, szef działu prognoz agencji Zenith.

[1] comScore, ‘State of OTT’, Czerwiec 2020

ABM: 100 milionów złotych dla konsorcjum Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

Agencja Badań Medycznych przyznała grant badawczy w wysokości 100 milionów zł na opracowanie polskiej terapii CAR-T przeznaczonej do leczenia chemioopornych białaczek. Zwycięzcą konkursu Agencji jest konsorcjum kierowane przez naukowców z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (WUM).

W walce o grant wzięły udział dwa konsorcja, na czele pierwszego znalazł się Gdański Uniwersytet Medyczny. Mimo, iż zagraniczni eksperci oceniający wnioski konkursowe obydwa projekty ocenili bardzo wysoko, wyraźną przewagę punktową uzyskało konsorcjum WUM reprezentowane przez prof. dr hab. Sebastiana Giebela.

Dzięki zdobytym funduszom jest szansa na całkowita zmianę paradygmatu leczenia białaczek w Polsce. „Wprowadzamy przełomową terapię do Polski, terapię, która uratuje setki pacjentów nowotworowych, a w przyszłości zyska inne wskazania do zastosowania” – mówił Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych w trakcie konferencji związanej z ogłoszeniem wyników konkursu.

Według niego już w przyszłym roku pierwsi pacjenci wezmą udział w badaniach klinicznych, które dostarczą im realne rozwiązania terapeutyczne. „W ciągu najbliższych kilku lat wiele osób uzyska tę bardzo drogą terapię, która dzisiaj jest w Polsce dostępna tylko dzięki zbiórkom” – zaznaczył prezes Sierpiński. Koszt takiej terapii na rynku komercyjnym może sięgać nawet 2 milionów złotych.

Jak podkreślił Sławomir Gadomski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, w ramach kwoty 100 milionów złotych z nowoczesnej terapii skorzysta aż 180 pacjentów. „Onkologia i innowacje stanowią sedno Narodowej Strategii Onkologicznej oraz działań Agencji Badań Medycznych. Nowe możliwości w tej dziedzinie daje również ustawa o Funduszu Medycznym” – wyjaśniał wiceminister Gadomski. W ramach Funduszu na innowacyjne terapie przeznaczono 4 miliardy zł rocznie.

Terapia rekombinowanych przeciwciał – CAR-T – to obecnie najbardziej zawansowana na świecie terapia medycyny spersonalizowanej. Dla każdego pacjenta produkowany jest lek z jego własnych limfocytów, które są tak zaprogramowane, by rozpoznawać i niszczyć nowotwór, nie robiąc przy tym krzywdy innym komórkom czy też organom. Pierwsze leki oparte na tym rozwiązaniu pojawiły się na rynku na przełomie 2017/2018 roku.

„Po wstrzyknięciu komórki CAR-T rozprzestrzeniają się w organizmie pacjenta i przez wiele miesięcy wyszukują, a potem niszczą komórki nowotworowe. Pozwalają na remisje u nawet 90 proc. pacjentów” – mówił dr Konrad Juczewski, dyrektor Wydziału Nauki i Komercjalizacji w ABM.
Juczewski podkreślił, że przyznając grant Agencja chciała stworzyć warunki do uniezależnienia się polskiej myśli naukowej. Nie tylko poprzez adaptację zachodnich metod leczenia, lecz także opracowywanie polskich strategii w ramach nowej metody.

Zwycięskie konsorcjum składa się z jednostek umiejscowionych w całym kraju, a wśród instytucji znalazły się: lider konsorcjum – Warszawski Uniwersytet Medyczny, Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie, Uniwersyteckie Centrum Kliniczne Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, Instytut Hematologii i Transfuzjologii, Szpital Kliniczny Przemienienia Pańskiego Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, Szpital Uniwersytecki nr 1 im. dr. Antoniego Jurasza, Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie oraz Uniwersytet Medyczny w Łodzi. Konsorcjum ma jednak charakter otwarty i mogą dołączać do niego kolejne jednostki.

Cavatina rozpoczyna swoją pierwszą inwestycję w Łodzi

Z końcem listopada ruszyły prace budowlane na terenie pofabrycznego kompleksu Widzewskiej Manufaktury. Cavatina Holding rozpoczyna w ten sposób rewitalizację 140-letniej historycznej zabudowy przy ul Piłsudskiego 135 w Łodzi.

Łódzka WIMA trafiła w ręce obecnego właściciela w sierpniu tego roku. Na 4 ha inwestor zrealizuje wielofunkcyjny obiekt, który w ciągu 3 lat dostarczy na rynek około 55 tys. mkw. powierzchni, tworząc tutaj miejsce do pracy, mieszkania i spędzania wolnego czasu.

Łódź ma bardzo silną tradycję zabudowy poprzemysłowej, głównie XIX-wiecznej. Miasto zasłynęło na początku tego wieku spektakularnymi rewitalizacjami wielkich kompleksów pofabrycznych. Z tego okresu najbardziej znana jest Manufaktura razem z hotelem Andels’ – jeden z pierwszych kompleksów typu mixed-use w Polsce. W ciągu ostatnich kilkunastu lat zostało zrewitalizowanych wiele historycznych budynków, które przekształcono w mieszkania (lofty) lub obiekty komercyjne. Miasto jest obecnie 5-tym rynkiem regionalnym w Polsce z ponad 550 000 mkw. zasobów powierzchni biurowej. Charakterystyczne dla łódzkiego rynku komercyjnego jest to, że wielofunkcyjne obiekty, które powstawały dzięki udanym rewitalizacjom historycznej zabudowy łatwiej pozyskiwały najemców niż standardowe projekty. Zarówno Monopolis jak i Fuzja – ostatnie wielkie historyczne przebudowy w Łodzi – z powodzeniem pozyskują najemców na wszystkie swoje funkcje.

Obecnie na terenie Widzewskiej Manufaktury (WI-MA) znajdują się cztery obiekty, wszystkie wpisane do ewidencji zabytków jako postindustrialny zespół urbanistyczny. Dzięki przebudowie ten teren dołączy do grona znanych pofabrycznych rewitalizacji, nie tylko w Łodzi i Polsce, ale również w Europie. Nowe funkcje użytkowe pozwolą wprowadzić w WI-MA nowe życie i przywrócić ten teren lokalnej społeczności oraz zapewnić najemcom wysoki standard i unikalny, charakterystyczny design.

Ogromnie się cieszymy z uruchomienia tego niezwykłego projektu. Zabytkowa architektura jest nie tylko wielkim wyzwaniem projektowo-budowlanym, ale przede wszystkim zobowiązaniem dewelopera do świadomego i odpowiedzialnego wypełnienia swojej miastotwórczej roli. W odrestaurowanym kompleksie znajdą się jednocześnie biura, mieszkania na wynajem i lokale handlowo-usługowe, które mają przyciągać zarówno najemców, jak i mieszkańców Łodzi. – Sebastian Świstak, Dyrektor Leasingu Cavatina Holding w Łodzi

Przebudowa będzie przebiegać zgodnie z wytycznymi konserwatorskimi. Inwestor zachowa elementy zabudowy dawnej fabryki, w szczególności ceglane mury ścian zewnętrznych oraz utrzyma oryginalny układ urbanistyczny całego terenu.

Koncepcja Cavatina Holding na przywrócenie świetności terenom Widzewskiej Manufaktury obejmuje przebudowę już istniejących obiektów. Tym samym powstanie tutaj wielofunkcyjny kompleks oferujący biura, mieszkania na wynajem, lokale handlowo-usługowe oraz otwarte przestrzenie do odpoczynku i rekreacji, w tym strefę gastronomiczną i kulturalną. Wspólnym miejscem spotkań dla wszystkich użytkowników oraz zielonym sercem tej inwestycji będzie zrewitalizowany przez inwestora 100-letni park z fontanną. Nowoczesne biura klasy A znajdą swoje miejsce w dawnej przędzalni „amerykańskiej” (przerabiano w niej bawełnę z USA), natomiast na cele mieszkaniowe zostaną zaadaptowane obiekty skręcalni oraz przewijalni.

7Levels ogłasza datę premiery pierwszej gry poza Nintendo Switch

7Levels, producent i wydawca gier ogłosił datę premiery gry Jet Kave Adventure na komputerach osobistych oraz konsolach nowej generacji Xbox X|S oraz Xbox One. Pierwszy autorski tytuł spółki, który zadebiutuje na innej niż Nintendo Switch platformie wejdzie do sprzedaży już 15.01.2021 w cenie 14.99 EUR/USD. Natomiast jeszcze przed świętami (11.12.2020) w ramach działalności wydawniczej studia na Nintendo Switch pojawi się Warplanes: WW1 Sky Aces.

Jest to nasz debiut na platformach innych niż Nintendo Switch. Dzięki niemu znacząco rozwijamy swoją ofertę i zwiększamy świadomość marki wśród graczy. Dotarcie do użytkowników nieposiadających japońskiej konsoli z pewnością przyniesie korzyści również przy tworzeniu kolejnych projektów 7Levels, które od samego początku opracowywane są z myślą o wszystkich konsolach oraz komputerach PC – tłumaczy decyzję Krzysztof Król, wiceprezes 7Levels.

Jet Kave Adventure zadebiutował w poprzednim roku na konsoli Nintendo Switch, gdzie spotkał się z wieloma przychylnymi recenzjami. Wśród nich znajdowały się oceny: 8/10 od Switch Watch YT, 9/10 od Gaming Boulevard, czy 8.5/10 od Inside The Game YT. Szczególne chwalony był design postaci pojawiających się na ekranie oraz precyzyjne sterowanie. Jet Kave Adventure będzie dostępny na platformie Steam i konsolach Xbox One i Xbox Series X|S ze wszystkimi aktualizacjami, które otrzymała wersja na Nintendo Switch, w tym achievementy oraz rankingi online. Dodatkowo wersja ta będzie mogła pochwalić się obrazem w rozdzielczości 4K oraz niezwykle płynnymi animacjami 60 FPS.

Pragniemy, aby, Jet Kave Adventure był dostępny dla jak największej liczby potencjalnych graczy, dlatego też prowadzimy rozmowy z jeszcze jedną dużą platformą sprzedażową – kontynuuje Król.

Ponadto, jeszcze przed świętami zadebiutuje Warplanes: WW1 Sky Aces. To kolejny już tytuł studia Home Net Games, który dzięki 7Levels ukaże się na Nintendo Switch. Premiera nastąpi 11 grudnia 2020 r. a gra dostępna będzie na terytorium Europy, Australii oraz Ameryki Północnej w cenie 9,99 EUR/USD.

10 startupów ratuje klimat. Kibicuj im podczas DemoDay Climate Accelerator

Bateria zasilana elektrosmogiem, turbina wiatrowa do ładowania smartfonów, doniczki z wysłodków buraków cukrowych, smaczne i zdrowie mikroliście z farm wertykalnych i naturalne probiotyki dla roślin, które pozwolą nam uniknąć pestycydów. To tylko część innowacyjnych projektów, które rozwijają się w ramach programu Climate Accelerator. W czwartek, 10 grudnia, dziesięć startupów zaprezentuje swoje rozwiązania dla klimatu podczas DemoDay.

Program akceleracji, w ramach którego startupy rozwijają swoje projekty trwa od dwóch miesięcy. Na początek każdy z projektów otrzymał po 15 000 euro grantu, a przez cały czas trwania programu innowatorów wspierali coachowie, branżowi mentorzy i eksperci.

– Wśród akcelerowanych projektów są zarówno startupy na wczesnym etapie rozwoju, ale także te już bardziej dojrzałe. Większość w trakcie programu akceleracji zainteresowała swoimi rozwiązaniami inwestorów, czy pozyskała międzynarodowe kontakty. W kilku przypadkach startupy przebudowały swój model biznesowy, w innych, zwróciły uwagę na nowy segment odbiorców – opowiada Przemysław Ziemski ze spółki SPIN-US, która jest realizatorem programu Climate Accelerator.

O dziesięć miejsc w programie akceleracyjnym ubiegało się aż 149 firm. Innowacje projektowane przez finalistów wspierają m.in. gospodarkę o obiegu zamkniętym, odpowiedzialną konsumpcję i produkcję, inteligentny rozwój miast, niskoemisyjne rolnictwo oraz proekologiczną edukację.

Podczas DemoDay każdy z 10 zespołów dostanie pięć minut na prezentację swojego projektu. Potem o potencjale startupu i biznesowej perspektywie w dwuminutowym wystąpieniu opowie także coach, który na co dzień wspierał zespół w pracy nad projektem.

Gościem specjalnym DemoDay będzie Lech Kaniuk, jeden z najbardziej rozpoznawalnych start-upowców i innowatorów, współtwórca dachów solarnych 2w1 oraz autor książki „Siła Pędu”. Dla uczestników wydarzenia e- book autorstwa Lecha Kaniuka będzie dostępny za symboliczną złotówkę.

Udział w DemoDay jest bezpłatny. Wystarczy się zarejestrować: bit.ly/ClimateDemoDay

Informacje o startupach, które uczestniczą w programie Climate Accelerator znajdziecie tu: www.climateaccelerator.pl/startupy

Climate Accelerator to program akceleracyjny dla startupów rozwijających projekty wspierające zatrzymanie lub odwrócenie niekorzystnych zmian w środowisku naturalnym. Jego realizatorem jest SPIN-US, spółka celowa Uniwersytetu Śląskiego, specjalizująca się w transferze wiedzy
i technologii. Inicjatywę finansuje EIT Climate-KIC, organizacja identyfikująca i wspierająca innowacje na rzecz klimatu, która działa przy Komisji Europejskiej.

Przeceny w Black Friday to nadal tylko złudzenie

Ceny tylko jednej trzeciej produktów były w listopadzie najniższe podczas Black Friday. Natomiast średnie ceny najpopularniejszych artykułów RTV i AGD w Czarny Piątek były wyższe o ponad 8 proc. wobec ich najniższych poziomów z ostatnich 90 dni. Z roku na rok przedświąteczne szaleństwo zakupowe staje się coraz bardziej powszechne, a akcje reklamowe zachęcają konsumentów do korzystania z wyjątkowych promocji. Eksperci od analizy danych z ITMAGINATION przebadali 6 popularnych kategorii produktów i udowadniają, że wielkie obniżki to w większości hasła reklamowe. Po raz kolejny okazało się, że wysokie rabaty są iluzoryczne.

Przeceny są przereklamowane

Według ekspertów data science z ITMAGINATION, podczas Black Friday ceny wybranych produktów AGD i RTV były średnio wyższe o ponad 3 proc. w stosunku do ich minimalnej ceny z ostatniego miesiąca. Rozbieżność rośnie, gdy weźmiemy pod uwagę perspektywę 90 dni. W takim ujęciu poziomy cenowe były wyższe średnio o ponad 8 proc. Co ciekawe, ceny analizowanych artykułów podczas Black Friday były najniższe względem całego Black Week jedynie w 79 proc. Minimalną cenę w ciągu ostatnich 30 dni w trakcie Czarnego Piątku osiągnęło tylko 32 proc. produktów, a średnia obniżka to niecałe 5 proc.

Podobną tendencję ruchów cenowych zauważamy podczas całego Black Week. Nasze analizy wskazują, że średnie ceny w „czarnym tygodniu” były wyższe o 1,8 proc. wobec najniższej ceny z ostatniego miesiąca oraz wyższe o ponad 7 proc. w stosunku do tej najniższej z 3 miesięcy. Biorąc pod uwagę minimalne wartości z tygodni poprzedzających masowe wyprzedaże, wbrew powszechnej teorii, nie można mówić o istotnych rabatach podczas Black Week. Wyróżniającym się przykładem z tego roku są ceny drukarek, które podczas Black Week były średnio o 11 proc. droższe wobec najniższych wartości z ostatnich 90 dni – mówi Marcin Dąbrowski, Chief Innovation Officer w ITMAGINATION.

Aby zapłacić mało, należy być czujnym

W tegorocznym badaniu specjaliści wzięli pod uwagę 6 rodzajów produktów (pralki, lodówki, laptopy, drukarki, telewizory, telefony), które konsumenci chętnie kupują w czasie Black Friday i Black Week. Eksperci są jednomyślni w stwierdzeniu, że znalezienie korzystnych ofert wymaga wnikliwego badania rynku przy pomocy porównywarek internetowych z historią cen oraz portali i forów dyskusyjnych, gdzie użytkownicy skupieni na konkretnych grupach produktów informują o zakupowych okazjach.

Okazuje się, że znaczne obniżki podczas Black Friday i Black Week obowiązują wyłącznie w reklamach, a głównym celem sprzedających jest przyciągnięcie klientów lub wyprzedaż stanów magazynowych. Ceny należy śledzić podczas całego Black Week, a nie wyłącznie podczas Black Friday i Cyber Monday, ponieważ ceny połowy badanych produktów były zmanipulowane przed tym okresem. Według analizy, największe wahania cenowe dotyczyły drukarek i laptopów, a najmniejsze telewizorów i telefonów.

Dzięki postępującej analityce danych i sztucznej inteligencji, możemy dziś efektywnie badać wiele tendencji rynkowych. W przypadku „czarnego tygodnia” ceny stopniowo rosły w trakcie listopada, aby ponownie spaść w dniach zakupowej gorączki. Technologia pomaga pokazywać konsumentom sposób funkcjonowania rynku handlowego, dzięki czemu budujemy społeczną świadomość finansową – dodaje Marcin Dąbrowski z ITMAGINATION.

Metodologia badania

W każdej z 6 kategorii znajdowały się produkty wielu producentów z różnych półek cenowych, jednak wszystkie były wybrane jako „popularne”, to znaczy takie, które pojawiały się internautom jako proponowane. Ceny podczas Black Friday, Cyber Monday i Black Week weryfikowano z historycznym wykresem, który obejmuje okres do pół roku oraz ceny sprzed 30 i 90 dni. Analitycy skupiali się na porównaniu aktualnego poziomu cenowego z minimalnym, dostępnym w agregatorze w powyższych okresach.

W 2019 roku było podobnie

Eksperci ITMAGINATION przeprowadzili analogiczne badanie w zeszłym roku. Okazało się, że ceny w sklepach online rosły w trakcie tygodni poprzedzających Black Friday. Rzeczywisty średni spadek cen podczas Czarnego Piątku (w stosunku do początku miesiąca) wyniósł 5,5 proc. Po zakończeniu Black Friday, gdy pojawia się Cyber Monday i Black Week analiza wykazała, że ceny większości produktów elektronicznych we wszystkich kategoriach ponownie wzrosły.

PARP: Rynek pracy w Polsce w lepszej kondycji niż w innych krajach Unii Europejskiej

Już piąty miesiąc z rzędu stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce wyniosła 6,1 proc. Jak wynika z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości „Rynek pracy, edukacja, kompetencje. Aktualne trendy i wyniki badań. Listopad 2020”, choć w sześciu województwach w październiku tego roku zmalała liczba bezrobotnych, to wciąż ponad milion Polaków nie ma pracy. Wśród osób pozostających bez zatrudnienia kolejny miesiąc kobiet jest więcej niż mężczyzn. Stanowią w tej chwili niemal 54 proc. bezrobotnych.

Stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce od pięciu miesięcy utrzymuje się na poziomie 6,1 proc. Rok wcześniej było to 5 proc. Pod koniec października 2020 r. w urzędach pracy było zarejestrowanych 1,019 mln bezrobotnych. W porównaniu z wrześniem 2020 r. ich liczba spadła o 4,7 tys., czyli o 0,5 proc. Natomiast rok do roku była wyższa aż o 178,5 tys., czyli o 21,2 proc.

Według danych resortu pracy w październiku 2020 r. pracodawcy zgłosili do urzędów 98,5 tys. wolnych miejsc pracy i aktywizacji zawodowej, czyli o 13 tys. ofert (11,7 proc.) mniej niż we wrześniu 2020 r.

W październiku 2020 r. spadek stopy bezrobocia nastąpił w 6 z 16 województw. Były to województwa opolskie, łódzkie, warmińsko-mazurskie, dolnośląskie, kujawsko-pomorskie oraz świętokrzyskie. Wciąż jednak Warmia i Mazury, Kujawy, ale także Świętokrzyskie i Podkarpacie to regiony, gdzie to bezrobocie jest relatywnie wysokie na tle reszty kraju – mówi Anna Skowrońska, ekspert z Departamentu Analiz i Strategii PARP.

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie (brutto) w sektorze przedsiębiorstw w październiku 2020 r. wyniosło 5 458,88 zł i w porównaniu z wrześniem 2020 r. wzrosło o 1,6 p.p., natomiast rok do roku było większe o 4,7 p.p. Wśród osób bezrobotnych już kolejny miesiąc kobiet jest więcej niż mężczyzn. Stanowią one w tej chwili 53,9 proc. osób poszukujących pracy. W porównaniu do września to więcej o 0,6 p.p.

Wciąż wysokie bezrobocie wśród młodych Europejczyków

Według najnowszych danych Eurostatu wskaźnik bezrobocia dla krajów członkowskich Unii Europejskiej we wrześniu 2020 r. wyniósł 7,5 proc., co oznacza wzrost o 0,1 p.p. wobec poprzedniego miesiąca oraz o 1,2 p.p. rok do roku. W tym samym czasie w Polsce wskaźnik ten wyniósł 3,1 proc. i pozostaje bez zmian w stosunku do sierpnia oraz rok do roku.

We wrześniowym rankingu Eurostatu najwyższe wskaźniki bezrobocia odnotowano w Hiszpanii (16,5 proc.), na Litwie (9,8 proc.) i we Włoszech (9,6 proc.), natomiast najniższe – w Czechach (2,8 proc.), Polsce (3,1 proc.), na Malcie (4 proc.) i w Holandii (4,4 proc.).  Z kolei stopa bezrobocia wśród osób do 25. r.ż. wyniosła 17,1 proc. w UE-27 i 17,6 proc. w strefie euro w porównaniu odpowiednio z 17,8 proc. i 18,3 proc. w sierpniu 2020 r. W analizowanym okresie najniższe wartości wskaźnika w tej grupie wiekowej odnotowano w Niemczech (6 proc.), Czechach (8,1 proc.) i Polsce (8,7 proc.), a najwyższe – w Hiszpanii (40,4 proc.), we Włoszech (29,7 proc.) i na Litwie (27,7 proc.).

Rynek pracy odczuwa skutki pandemii

Jak wynika z danych przytoczonych w raporcie PARP w październiku 2020 r. na 50 największych portalach rekrutacyjnych pracodawcy w Polsce opublikowali 240,3 tys. ofert pracy.

To o jedną piątą mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Na rynkach pracy w dużych polskich miastach nadal widać wpływ pandemii koronawirusa. We wszystkich 10 analizowanych aglomeracjach w Polsce w październiku br. pojawiło się mniej ofert pracy niż w analogicznym okresie 2019 r.dodaje Daniel Nowak, ekspert z Departamentu Rozwoju Kadr w Przedsiębiorstwach PARP.

Największy wpływ widać w Poznaniu (spadek o 59 proc. r./r.), Katowicach (spadek o 51 proc. r./r.) i Łodzi (spadek o 48 proc. r./r.). W stolicy Wielkopolski liczba procesów rekrutacyjnych jest obecnie prawie pięciokrotnie mniejsza niż w porównywalnym pod względem liczby mieszkańców Wrocławiu. Relatywnie dobrze radziły sobie, oprócz stolicy Dolnego Śląska, również Kraków, Warszawa – spadek odpowiednio o 20, 24 i 24 proc. r./r. Drugi miesiąc z rzędu najlepiej sytuacja przedstawia się w Szczecinie (spadek o 17 proc. r/r). W 10 największych polskich miastach na 1000 mieszkańców w paźzierniku przypadało średnio 9,4 oferty pracy wobec 10 miesiąc wcześniej i  13,4 w październiku 2019 r.

Grupami zawodowymi, które nie mogą narzekać na brak ofert pracy są medycy (wzrost o 17 proc. r/r), specjaliści od RODO (wzrost o 63 proc. r./r.), specjaliści od e-commerce (wzrost o 55 proc. r./r.) oraz główni księgowi (wzrost o 33 proc. r./r.).

O raporcie
Raport przygotowany przez PARP przedstawia syntetyczne wyniki aktualnych badań i analiz dotyczących polskiego i międzynarodowego rynku pracy. To cykliczna comiesięczna publikacja, którą Agencja przygotowuje na potrzeby Rady Programowej ds. Kompetencji koordynującej działanie systemu Sektorowych Rad ds. Kompetencji. Omawiany raport dotyczy okresu od 19 października do 20 listopada 2020 r.

Revolut Business uruchamia usługi akceptacji płatności, będzie konkurował ze Stripe, Adyen, PayU i Przelewy24

  • Revolut pomoże firmom przyjmować płatności kartowe za pomocą gotowej bramki płatniczej lub tworzyć własne rozwiązania płatnicze, dzięki widgetom i API dla firm 
  • Wejście na rynek akceptacji płatności stawia firmę w bezpośredniej konkurencji do globalnych graczy jak Stripe i Adyen (a w Polsce PayU, eService i Przelewy24)

Revolut Business, platforma usług finansowych, używana przez 500 tysięcy firm na świecie, udostępnił usługi akceptacji płatności swoim klientom biznesowym w 13 krajach Europy – mogą oni przyjmować teraz płatności kartowe online bezpośrednio na swoje konto. Usługa akceptacji płatności będzie elementem “pakietu startowego” Revolut Business dla firm planujących rozwijać swój biznes online.

Klienci biznesowi skorzystają z atrakcyjnych kursów i niskich opłat, 1,3% dla kart z Europy (EEA, UK) i 2,8% dla pozostałych kart. W płatnych planach Revolut Business pojawi się comiesięczny limit darmowych akceptacji płatności kartowych dla kart z Europy, bez dodatkowych kosztów. Wejście Revolut na rynek akceptacji płatności pozycjonuje firmę w bezpośredniej konkurencji do globalnych graczy takich jak Stripe i Adyen.

Revolut Business pomaga przedsiębiorcom efektywniej zarządzać biznesem, a od teraz także przyjmować płatności kartami, dzięki prostej w instalacji gotowej bramce płatniczej lub dopasowywanym do własnych potrzeb – dzięki widgetom i API dla firm – rozwiązaniom płatniczym.

Co istotne, firmy mogą przyjmować płatności od każdego, z dowolnego miejsca na ziemi, bez konieczności posiadania strony lub sklepu internetowego, za pomocą prostych, szybkich i bezpiecznych linków do płatności, które mogą być udostępniane klientom firmy.

Nowe usługi pomogą firmom zarządzać wszystkimi sprawami finansowymi w jednym miejscu, bez potrzeby przełączania się i uzgadniania płatności pomiędzy platformami akceptacyjnymi i bankowymi. Przedsiębiorcy i menedżerowie mogą wykorzystać ten czas na to, co naprawdę ważne – na budowanie biznesu. Klienci posiadający konto Revolut Business skorzystają z dostępności środków z płatności na drugi dzień, co przyspieszy dostęp do gotówki i usprawni przepływy finansowe w firmach (cashflow).

Klienci Revolut Business, którzy planują rozwinąć sprzedaż na nowe rynki zagraniczne nie muszą martwić się też o wysoki koszt przewalutowań. Firmy mogą zaoszczędzić na kursach przyjmując płatności w 14 walutach (EUR, GBP, USD, CAD, CHF, JPY, AUD, HKD, SEK, DKK, NOK, NZD, PLN, ZAR). Środki pochodzące z płatności mogą być przechowywane w walucie transakcji lub wymienione na inną walutę po kursie międzybankowym.

Płatności i przepływy pieniężne to krwiobieg każdego biznesu, dlatego zaprojektowaliśmy rozwiązanie, które spełnia nie tylko potrzeby w zakresie kont firmowych, ale także akceptacji płatności kartowych” – powiedział Nik Storoński, CEO i współzałożyciel w Revolut.

Firmy w Europie wiedzą dziś lepiej niż kiedykolwiek jak istotna dla ich sukcesu jest obecność na platformach online i mobile. Dlatego udostępniamy nowy, szybki i bezpieczny sposób na przyjmowanie płatności przez strony i sklepy internetowe, a dla klientów, którzy ich nie posiadają, przez bezpieczne linki do płatności. Naszą misją jest demokratyzacja rynku akceptacji płatności – właśnie ją realizujemy” – dodał Nik Storoński.

Usługi akceptacji płatności są już dostępne dla klientów Revolut Business w Polsce, Irlandii, Francji, Wielkiej Brytanii, Holandii, Belgii, Danii, Szwecji, Hiszpanii, Portugalii, Włoszech, Niemczech i Austrii. Nowy produkt będzie udostępniony na kolejnych rynkach w Europie (EEA) w najbliższych tygodniach.

W tym roku prezenty świąteczne kupimy głównie online. Średnio wydamy na nie od 200 do 500 zł

Z najnowszego badania postaw konsumenckich, wykonanego przez UCE RESEARCH i Grupę BLIX, wynika, że przeszło 70% Polaków planuje kupić w tym roku gwiazdkowe prezenty przez Internet. Głównie będą to kosmetyki, zabawki, słodycze, ubrania i książki. Prawie co druga osoba wyda na jeden podarunek średnio od 50 do 100 zł. Jednocześnie konsumenci deklarują chęć obdarowania w sumie ok. 4-5 osób. W tym celu ponad 80% ankietowanych chce dokonać zakupów w promocji. Blisko 90% skorzysta z tzw. listy zakupów.

Badanie pokazuje, że w tym roku ponad 70% konsumentów zamierza nabyć świąteczne prezenty w Internecie. Jak komentuje Marek Lachowicz, główny analityk Instytutu Jagiellońskiego, pandemia zwiększyła popularność sprzedaży online, a właściwie przyśpieszyła zachodzące na rynku już zmiany. Gdyby wybuchła np. kilka lat temu, zakupy internetowe byłyby ograniczone czynnikami logistycznymi i informatycznymi.

INFOGRAFIKA DO BADANIA UCE RESEARCH– Lęk przed zarażeniem koronawirusem faktycznie skłania konsumentów do szukania prezentów w sieci. Oczywiście znaczenie ma też wygoda, szybkość oraz bezpieczeństwo dokonywania płatności w sklepach internetowych i na platformach zakupowych. Niemniej wciąż duża grupa klientów zamierza kupować upominki w sklepach stacjonarnych – mówi Marcin Wierzbicki, Business Manager w Grupie BLIX.

Najchętniej będą kupowane kosmetyki (62,1%), zabawki (59,7%), słodycze (43,8%), ubrania (43,7%), a także książki (37%). Jerzy Osika, prezes firmy szkoleniowo-doradczej Promedia, stwierdza, że w ub.r. produkty kosmetyczne także były liderem. Są praktyczne i dobrze przyjmowane. Wysoka pozycja zabawek również jest uzasadniona. Ekspert zauważa, że w niektórych zestawieniach są  one wysoko w rankingu prezentów nie tylko dla dzieci, ale też dla mężczyzn. Wbrew modzie na zdrowe odżywianie nie słabnie popularność słodyczy. Ponadto książki od lat utrzymują wysoką pozycję. Z kolei odzież to już w Polsce świąteczna tradycja. W tym roku jej zakup wesprze branżę, która mocno ucierpiała w czasie pandemii.

– Kosmetyki czy zabawki to tradycyjne podarunki przynajmniej z trzech powodów. Trudno z nimi nie trafić w gust obdarowanego. Szeroki wybór w ww. kategoriach pozwala na zakup unikalnego prezentu. Do tego wydatek nie jest przesadnie wysoki. Występują różne półki cenowe, zatem każdy jest w stanie znaleźć upominek na miarę swojego budżetu – wyjaśnia ekspert z Instytutu Jagiellońskiego.

Z badania również wychodzi, że 47% ankietowanych zamierza wydać na jeden prezent średnio od 50 do 100 zł. Ponadto konsumenci deklarują, że najczęściej będą robili prezenty dla 4-5 osób. Zatem w tym roku Polak przeciętnie wyda od 200 do 500 zł. Jak komentuje Maciej Tygielski ze sklepu internetowego Złote Wyprzedaże, planowane wydatki wcale nie są małe, biorąc pod uwagę sytuację wielu polskich rodzin w czasie pandemii. Osoby, dla których ten rok był wyjątkowo trudny, chcą w okresie świąt zachować poczucie normalności.

– W tym roku kwoty przeznaczane na gwiazdkowe prezenty mogą być mniejsze niż we wcześniejszych latach, ponieważ część społeczeństwa obawia się o swoją sytuację finansową w związku z pandemią. Niemniej święta to szczególny czas, w którym Polacy będą jednak chcieli obdarować się upominkami, które w jakimś stopniu zrekompensują trudy tego roku. Ograniczona ilość spotkań może też zwiększyć ilość przesyłek małych podarunków – przewiduje Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy BLIX.

Natomiast Jerzy Osika informuje, że prognozowane spadki świątecznych wydatków w Polsce są w większości niższe niż w innych krajach Europy. Można to tłumaczyć tradycją i mentalnością części Polaków, zgodną z przysłowiem „zastaw się, a postaw się”. Jednocześnie malejące z roku na rok wydatki coraz częściej wynikają z proekologicznej postawy.

– Polacy ostrożnie dysponują teraz pieniędzmi i będą chcieli zbadać rynek przed zakupem. Pandemia spowodowała, że wolą poświęcić czas na wyszukanie okazji cenowej, zwłaszcza że kupując prezenty, nie trzeba się śpieszyć – przekonuje Marek Lachowicz.

Badanie także pokazuje, że ponad 80% konsumentów będzie szukało prezentów w promocjach. Marcin Lenkiewicz twierdzi, że niska cena i wysoka jakość produktu to obecnie dla polskiego shoppera dwa najważniejsze czynniki determinujące zakupy. Poza tym poszukiwanie obniżek to dla wielu osób hobby. Z kolei Maciej Tygielski zwraca uwagę na to, że duża część Polaków nie wyobraża sobie już jakichkolwiek zakupów bez porównywania rabatów. Dlatego w czasie pandemii przybywa łowców okazji.

– Liczne akcje promocyjne prowadzone w sklepach zachęcają Polaków do wyboru świątecznych upominków w promocjach, bez względu na ich zwyczaje zakupowe. Dzięki temu prezenty mogą być praktyczne i atrakcyjne dla obdarowywanych osób – zaznacza Marcin Wierzbicki.

Ponadto z badania wynika, że blisko 90% osób zamierza kupować z tzw. listą zakupów. Jak podsumowuje Jerzy Osika, konsumenci stają się coraz bardziej zdecydowani. Przygotowują się do zakupów tak, aby krócej przebywać w sklepach. I ma to związek nie tylko z pandemią. Minuta przeznaczona na planowanie daje przynajmniej dziesięć minut oszczędności w działaniu. Do tego ekspert ze sklepu Złote Wyprzedaże dodaje, że taka lista to swego rodzaju bezpiecznik, który pozwala idealnie kontrolować zaplanowane wydatki. Dlatego Polacy coraz chętniej korzystają z tego rozwiązania.

Badanie online zostało przeprowadzone pod koniec listopada br. przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH we współpracy z Grupą BLIX na reprezentatywnej próbie 1 061 dorosłych Polaków.

FORUM CFO Strategies 2021, 8-9 kwietnia 2021 r. [ONLINE]

FORUM CFO Strategies 2021 odbędzie się 8-9 kwietnia 2021 r., online

Strategies for safe growth in “new normality”

Koronawirus zmienił gospodarkę, biznes i rolę CFO w organizacji. Głównym wyzwaniem CFO stała się ochrona biznesu i zapewnienie mu bezpiecznego przejścia przez czas pandemii. Dodatkowo, oprócz stratega, CFO stał się także opiekunem i „tarczą ochronną”. Praca zdalna postawiła przed CFO nowe zadania – miękkie kompetencje stały się jeszcze ważniejsze. Pojęcie „leadership” nabrało nowego znaczenia. Szybko zmieniające się, nieczytelne i kosztotwórcze przepisy prawne wzbudziły zrozumiały niepokój, jeszcze bardziej pilne i kluczowe okazało się właściwe zarządzanie danymi i użycie odpowiednich narzędzi.

Nasze spotkanie dedykowane jest dyrektorom finansowym z największych firm polskiego rynku. Wspólnie będziemy szukać odpowiedzi na to, jak przygotować się na nowe wyzwania, poradzić sobie z konsekwencjami niesionymi przez pandemię, nie tylko dla samego działu finansowego, ale także dla całego biznesu. Dyrektorzy finansowi, często Członkowie Zarządów, decydują o kierunku jego rozwoju – dlatego w Forum udział wezmą prezesi firm, którzy opowiedzą o swoich oczekiwaniach w stosunku do CFO w „nowej normalności”.

Forum przygotowane jest wg. zasady problem solving: omówimy wyzwania i poszukamy rozwiązań w takich obszarach: zapewnienie wzrostu i rozwoju biznesu, digitalizacja i automatyzacja procesów finansowych, zapewnienie bezpieczeństwa finansowego organizacji, znalezienie źródeł finansowania, zarządzanie rozproszonym działem finansowym.

Na spotkanie zaprosiliśmy także przedstawiciela Ministerstwa Finansów, bo współpraca i plany regulatora są dzisiaj dla biznesu szczególnie istotne.

Forum odbędzie się w wygodnej i bezpiecznej formule, 100% online.

Uczestnicy będą mieli okazję posłuchać opinii Prof. dr hab. Witolda M. Orłowskiego oraz prelegentów z m.in.: Auchan, Sklepy Komfort, Maxi ZOO, McCormick&Company, Mercedes-Banz Manufacturing, Bakoma i innych.

Czy firmy logistyczne były przygotowane do drugiej fali koronawirusa?

Dane z najnowszego badania Koalicji Bezpieczni w Pracy, przeprowadzonego na przełomie lipca i sierpnia, „Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2020. Wpływ pandemii koronawirusa na polski rynek pracy” pokazują, że przed pojawieniem się COVID-19, 16 proc. badanych pracodawców umożliwiało pracownikom pracę zdalną. W czasie pandemii odsetek firm, w których wprowadzono pracę zdalną w badanej grupie, urósł do 95 proc.  Co jednak z firmami, które na takie rozwiązanie nie mogły sobie pozwolić?

Komentarz Magdaleny Bugajło, Przedstawicielki DHL Parcel Polska, ekspertki Koalicji Bezpieczni w Pracy

Sytuacja związana z koronawirusem postawiła nas w obliczu wielu wyzwań. Priorytetem jest bezpieczeństwo. Dołożyliśmy wszelkich starań, by zapewnić bezpieczeństwo naszym pracownikom, kurierom i klientom. Zastosowaliśmy całą paletę rozwiązań prewencyjnych, które miały jeden cel – zapewnienie najwyższego poziomu bezpieczeństwa. Wyposażyliśmy wszystkie jednostki operacyjne oraz kurierów w rękawiczki, maseczki i płyny dezynfekujące. Stosujemy także nowe rozwiązania higieniczne – mobilne dystrybutory wody do samochodów kurierskich, które umożliwiają umycie rąk również w trasie. W naszych jednostkach operacyjnych stosujemy także ozonatory.

W trosce o kurierów i klientów wprowadziliśmy również alternatywną formę potwierdzenia doręczenia. Dzięki temu, odbiorcy paczek nie są już zobowiązani do składania podpisu na skanerze kurierskim, żeby potwierdzić odbiór przesyłki. Ponadto, uruchomiliśmy usługę opłaty pobrania kartą u kuriera. Jest to rozwiązanie rekomendowane przez Głównego Inspektora Sanitarnego.

Pandemia to także czas weryfikacji przyjętej strategii biznesowej. Jako firma, świadoma ogromnych szans, jakie niesie za sobą digitalizacja i automatyzacja, w dużej mierze byliśmy przygotowani na prowadzenie biznesu w nowej, zdalnej formule. Obecna sytuacja związana z epidemią nie zatrzymała procesów rekrutacyjnych na różne stanowiska w DHL Parcel, ale uwidoczniła i wzmocniła nasze działania digitalowe w tym obszarze. Jednym z przykładów są rozwiązania umożliwiające naszym pracownikom pracę zdalną, innym – najnowocześniejsze systemy operacyjne i w pełni zautomatyzowane sortownie przesyłek, w których tworzymy środowisko pracy, gdzie załoga pracuje w bezpiecznej odległości. Wieloletnie inwestycje w nowe technologie Zaprocentowały wpływając pozytywnie również na wydajność w procesach dedykowanych obsłudze klientów e-commerce.

Kompetencje przyszłości – jakie umiejętności pracowników są ważne w czasie pandemii?

Rok 2020 był pełen wyzwań, zarówno dla międzynarodowych korporacji, jak i lokalnych firm. Zmiany dotknęły dosłownie wszystkich. Wybuch pandemii, lockdown, przejście na tryb pracy zdalnej, który w przypadku wielu organizacji był wprowadzany praktycznie z dnia na dzień i wreszcie zarządzanie biznesem w czasach kryzysu, wymagało od nas ogromnej elastyczności. W obliczu tzw. nowej rzeczywistości na znaczeniu zyskały umiejętności, które będą odgrywać kluczową rolę także w najbliższej przyszłości. Jakie konkretnie?

Jeszcze na początku roku, rozmawiając o rozwoju kompetencji wśród pracowników jako jeden z głównych, warunkujących go czynników, wskazywaliśmy postęp technologiczny i cyfryzację. Dziś, patrząc na wydarzenia z ostatniego półrocza, widzimy, że przyszłość nadeszła zdecydowanie szybciej niż się tego spodziewaliśmy. Przez ostatnie pół roku zmienił się i wciąż się zmienia styl naszej pracy i funkcjonowania biznesu. Szybko okazało się, że możliwość odpowiedniego zaadoptowania się do nowych realiów wymaga od pracowników konkretnych umiejętności, które jednocześnie stały się niezwykle ważne dla pracodawców. – W obliczu tzw. nowej rzeczywistości poza kompetencjami twardymi, potrzebnymi do wykonywania obowiązków na konkretnym stanowisku na znaczeniu zyskały kompetencje miękkie, które pozwalają na sprawne funkcjonowanie w stale zmieniających się warunkach – tłumaczy Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska. – Na pierwszy plan wysuwa się elastyczność, otwartość na zmiany, samodyscyplina czy umiejętność samodzielnej, dobrej organizacji swojej pracy. To cechy wręcz niezbędne, gdy mówimy o realizacji działań w rozproszonych zespołach. Dla pracodawcy liczy się także lojalność – pracownik, na którego można liczyć w tych niepewnych czasach jest na wagę złota – dodaje.

Czuje więc rozumiem

Wśród najbardziej pożądanych kompetencji, których znaczenie będzie kluczowe także w nachodzącym roku znajdują się również te związane z inteligencją emocjonalną. Empatia i wyrozumiałość wobec swoich współpracowników to cechy wymagane dziś przede wszystkim od liderów, ale nie tylko. Pełnienie obowiązków służbowych w nowych warunkach, ze zwiększonym poziomem stresu i niepokoju, może być zupełnie nowym wyzwaniem. Inaczej do pracy zdalnej będą podchodzić np. młodzi specjaliści, którzy świetnie czują się w środowisku nowych technologii, a inaczej pracownicy ceniący sobie przede wszystkim kontakt bezpośredni czy łączący pracę na zasadach home office z opieką nad dziećmi i nauczaniem zdalnym. Zrozumienie potrzeb oraz ograniczeń każdego zatrudnionego staje się obecnie kluczowe dla odpowiedniego motywowania, a co za tym idzie efektywności pracy całego zespołu.

Wygrywa zaangażowanie

Kolejną niezwykle istotną cechą pracownika przyszłości jest tzw. otwarty umysł i chęć stałego rozwoju. Doświadczenia bieżącego roku pokazują, że model funkcjonowania biznesu może zmieniać się niezwykle dynamicznie. Aby miał szansę na dostosowanie się do bieżących wyzwań niezbędny jest zespół profesjonalistów, którzy są otwarci na zdobywanie nowych kompetencji pozwalających im na szybkie dostosowanie się do zmieniających się warunków pracy. – Z punktu widzenia pracodawcy ogromne znaczenie ma dziś także kreatywność i osobiste zaangażowanie. W Perfetti Van Melle te właśnie cechy pracowników pozwoliły nam na sprawne przejście przez ten swoisty „sprawdzian”, jakim był rok 2020. Cały zespół PVM wykazał się silną aktywnością i elastycznością w działaniu, dzięki czemu wchodzimy w nowy rok silniejsi i przygotowani na czekające rynek wyzwania – podsumowuje Tikhomiroff.

Brexitowa huśtawka

Oznaki niezdecydowania wybijają się z poniedziałkowego handlu pomimo wyraźnego optymizmu, w jakim zakończono ubiegły tydzień. Przebudzone napięcia na linii USA-Chiny psują nastroje w Azji, ale Europa może większą uwagę skupiać na brexicie, który po weekendzie przynosi garść sprzecznych informacji.

Rynki dalej pozostają w trybie risk-on, który utrwalany jest postępami w procesie dopuszczania szczepionki przeciw COVID-19 do dystrybucji. W tym tygodniu pierwsze dawki leku mają być aplikowane obywatelom Wielkiej Brytanii. W czwartek Agencja Żywności i Leków ma dyskutować o zatwierdzeniu szczepionki Pfizera. Jeśli lek uzyska zgodę, dystrybucja ma się zacząć w ciągu następnych 24 godzin. Takie informacje mogą stać się katalizatorem dla podtrzymania rajdu ryzykownych aktywów. Rynek wyraźnie chce rosnąć i jest gotowy w każdej informacji widzieć pozytywną stronę. Tak jak było w piątek z raportem z rynku pracy USA – mimo że przyrost zatrudnienia był poniżej oczekiwań, dane zinterpretowano jako dodatkowy argument za przyspieszaniem prac Kongresu nad pakietem fiskalnym. Mówi się, że do końca tygodnia może pojawić się międzypartyjna zgoda pakiet w wysokości na 908 mld USD.

Dzisiejsze zatrzymanie rynków przypomina, że przy skali ostatnich ruchów jest miejsce na realizację zysków i oczyszczające korekty. Azjatycki rynek akcji znalazł pretekst w informacjach, że USA szykują sankcje wobec co najmniej tuzina chińskich urzędników z powodu ich domniemanej roli w dyskwalifikacji przez Pekin wybranych polityków opozycji w Hongkongu. Jest mało realne, aby w kolejnych godzinach inwestorzy z Europy mieli rozkręcić obawy o spięcia Waszyngtonu z Pekinem. Jednak Stary Kontynent też ma swoje gorące tematy, jak np. brexit. Okołoweekendowy szum mocno zachwiał funtem, dławiąc piątkowy rajd GBP/USD ponad 1,35, a dziś w nocy rozciągając korektę do prawie dwóch figur. Wstrząsem w piątek były doniesienia, że podtrzymywane różnice zdań między stronami zmusiły do przerwania negocjacji. Po weekendzie jednak strach przed zerwaniem rozmów zelżał po doniesieniach, że prezydent Francji Macron i kanclerz Niemiec Merkel mieli się zgodzić na złagodzenie żądań UE dotyczących subsydiowania firm brytyjskich konkurujących na rynku europejskim. Zanim zdążyłem opublikować ten komentarz, wróciła wyprzedaż funta, tym razem za sprawą prasowych przecieków, że Wielka Brytanii jest gotowa odejść od negocjacji. Ryzykowny blef na ostatniej prostej? Moim zdaniem wciąż jest bardziej realne, że do porozumienia dojdzie i w funcie jest potencjał do dalszych wzrostów. Ale wrażliwość kursu na nagłówki prasowe jest tak wysoka, że dwustronne szarpnięcia zaczynają być coraz mocniejsze, co utrudnia zarządzanie ryzykiem. Dziś wieczorem (godzina nieznana) ma się odbyć rozmowa premiera Wielkiej Brytanii Johnsona i szefowej KE von der Leyen, co daje traderom sporo czasu do spekulacji.

Wielkim wydarzeniem tego tygodnia jest czwartkowe posiedzenie EBC, gdzie oczekiwana jest „rekalibracja” polityki. Według przecieków ujawnionych pod koniec ubiegłego tygodnia nowe narzędzia ekspansji monetarnej będą obejmować przedłużenie i zwiększenie programu skupu aktywów PEPP oraz nowy program pożyczek TLTRO. Z perspektywy EUR istotne jednak będzie, że EBC nie planuje cięć stóp procentowych. W komunikacie bank może nadmienić niezadowolenie z umocnienia EUR (jak to miało we wrześniu, kiedy ostatni raz EUR/USD flirtował z 1,20), jednak dla EBC istotniejsze jest tempo umocnienia euro niż poziom, a ostatnie zmiany są dużo spokojniejsze niż latem. Mimo to słabszy kurs (i poprawa konkurencyjności) to zawsze lepiej dla wychodzącej z kryzysu gospodarki, więc werbalna interwencja nie jest niemożliwa. EUR/USD jest narażony na sygnały ostrzegawcze, choć nie powinno zaburzyć to średnioterminowego trendu wzrostowego.

Na rynku złotego nie dochodzi do istotnych zmian. EUR/PLN pozostaje w trendzie bocznym. Mimo braku oznak zbliżania się do porozumienia między polskim rządem a UE w sprawie unijnego budżetu, rynek nie reaguje wzrostem premii za ryzyko. Tak powinno być przynajmniej do czasu szczytu Rady Europejskiej pod koniec tygodnia, gdzie wciąż możliwe jest porozumienie (w stylu UE, czyli na ostatnią chwilę). Jeśli weto zostanie utrzymane, a Polska straci dostęp do środków z Funduszu Naprawczego, wstępna reakcja złotego będzie negatywna, choć nie zakładamy trwałego osłabienia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Image Power S.A. z wyceną powyżej 46 milionów złotych rusza na giełdę i rozgląda się na rynku chińskim

Image Power S.A. przeprowadziła w listopadzie ostatnią prywatną emisję akcji serii E po 30 zł za sztukę, pozyskując 1.6 mln zł. Spółka planuje debiut na NewConnect w pierwszym kwartale 2021 roku, przy obecnej wycenie ponad 46 mln zł. Firma wiąże duże nadzieje z nadchodzącymi produkcjami własnymi, a także planuje wykorzystać potencjał rynku chińskiego.

Pierwsza autorska gra spółki – Dieselpunk Wars – zadebiutowała 19 listopada na Steam. Produkcja pozwala tworzyć nietypowe pojazdy militarne, które następnie wyjadą na pole bitwy. Dzięki niej gracze mogą zbudować unikalną maszynę, wykorzystując blisko 300 różnych elementów.

Niedługo przed premierą Dieselpunk Wars Image Power podpisało umowę z firmą HeartBeat Interactive Entertainment Ltd., która wyda produkcję na rynku chińskim. W opinii Spółki jest to strategiczna decyzja – według danych „Global Games Market Report” (Newzoo) blisko połowa wydatków na gry wideo pochodzi z Chin i USA. Tymczasem badanie „The Game Industry of Poland 2020” pokazuje, że polskie studia na razie eksportują na rynek chiński stosunkowo niewiele gier – około 10% ich przychodów pochodzi z Azji (z Państwa Środka, ale także z Japonii czy Korei). Analitycy Niko Partners wskazują, że w 2019 graczy pecetowych było w Chinach aż 321 mln. To prawie tyle, ile jest obywateli w USA.

Debiutancka gra to dla spółki duże wyzwanie i ważne wydarzenie. Dziś możemy ocenić, że wielomiesięczne przygotowania opłaciły się i zakończyły sukcesem. Pierwsze wyniki sprzedażowe są zgodne z założeniami, przewidujemy szybki zwrot kosztów produkcji. Oceny graczy na Steam są w większości pozytywne, co dobrze wróży kolejnym produkcjom. Dodatkowym bodźcem będzie dla nas pojawienie się Dieselpunk Wars w Chinach, na  jednym z najważniejszych rynków dla gier wideo. Nie ukrywamy, że mocno leży on w obszarze naszych zainteresowań i mamy wobec niego plany, o których będziemy informować w przyszłym roku – ocenia Piotr Figarski, wiceprezes Image Power.

Spółka podpisała już umowę na przygotowanie portu Dieselpunk Wars na Switcha. Wersja na konsolę Nintendo zaplanowana została na kwiecień przyszłego roku.

Branża pożyczkowa ze stratą 122 mln zł w 2019 r.

Rok 2020 to czas głębokiej zapaści sektora pożyczkowego. Pandemia COVID-19 i będące jej następstwem obniżenie limitu pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego mocno uderzyły w branżę, która już w 2019 roku znajdowała się w kryzysie. Jak wynika z analizy sprawozdań finansowych instytucji pożyczkowych dokonanej przez Fundację Rozwoju Rynku Finansowego – firmy udzielające pożyczek zakończyły poprzedni rok ze stratą 122 mln złotych.

Sektor pożyczek pozabankowych to istotny segment rynku finansowego w Polsce o łącznej wartości aktywów na poziomie niemal 8,7 mld złotych. Branża mierzy się jednak z wieloma wyzwaniami, w tym o charakterze fiskalnym i regulacyjnym, obniżającymi jej rentowność oraz zwiększającymi koszty pozyskiwania kapitału.

Jak pokazują dane za 2019 rok branża zanotowała stratę na poziomie 122 mln zł przy jednoczesnym wzroście aktywów o ponad 5 proc. r/r oraz przychodów ze sprzedaży o 2 proc. r/r, co świadczy o zwiększających się kosztach prowadzenia działalności związanych głównie z właściwą wyceną ryzyka w zakresie posiadanego portfela oraz koniecznością dostosowywania się do rosnących wymogów regulacyjnych. Marginalny wzrost przychodów – po kilku latach dynamicznego rozwoju – wskazuje z jednej strony na dojrzałość tego rynku, z drugiej zaś na nadchodzący proces konsolidacji i zmniejszenia atrakcyjności dla nowych inwestorów.

Poziom osiągniętej straty pokazuje, że rynek był w słabej kondycji już w zeszłym roku. Wyniki za 2019 rok odzwierciedlają pełne skutki wdrożenia w 2016 r. limitu kosztów pozaodsetkowych – obecnie w portfelach firm praktycznie znajdują się już wyłącznie umowy podpisane w rygorach tej regulacji. Nie bez znaczenia pozostaje również niepewność regulacyjna, uniemożliwiająca stabilne prowadzenie działalności i hamująca inwestorów na rynku kapitałowym, z którego w dużej mierze finansują się instytucje pożyczkowe. Rok 2020 z pewnością okaże się jeszcze gorszy” – mówi Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego.

„Spadek koniunktury gospodarczej w wyniku COVID-19 i związany z tym wzrost ryzyka kredytowego w połączeniu z obniżeniem limitu kosztów pozaodsetkowych w ramach przepisów rządowej Tarczy antykryzysowej tylko pogłębiają problemy sektora. Dla wielu firm, nawet największych graczy, ten rok jest prawdziwym testem” – dodaje Agnieszka Wachnicka.

Wyraźnie ograniczona maksymalna wysokość kosztów pozaodsetkowych powoduje, że w wielu przypadkach nowy limit uniemożliwia pokrycie ryzyka kredytowego związanego z udzielaniem pożyczek, a trzeba pamiętać, że dzieje się to w czasie, gdy jednocześnie znacznie wzrósł koszt finansowania się instytucji pożyczkowych, co zmusza spółki do drastycznego ograniczenia akcji kredytowej lub zamknięcia prowadzonej działalności. Już dziś obserwujemy mocne skurczenie rynku. Liczba aktywnych podmiotów zmniejszyła się co najmniej o 25 procent.

Wyniki firm pożyczkowych za zeszły rok obrazują nie tylko brak rentowności sektora – zarówno poziom ROA, jak i ROE mają ujemne wartości – ale pokazują również, jak ten rynek jest, już teraz, silnie skoncentrowany. Choć w rejestrze instytucji pożyczkowych prowadzonym przez KNF znajdują się 504 podmioty, to przyjęte w analizie kryteria aktywności na rynku pożyczek pozabankowych spełnia już tylko 330 spółek, spośród których na rynku dominuje 25 największych instytucji z 85 proc. udziałem w rynku mierzonym wartością aktywów.

Utrzymywanie się ujemnej rentowności branży prowadzi w dłuższym czasie do dalszego zmniejszania się konkurencyjności rynku pożyczkowego, za czym przemawia chociażby słabość kapitałowa wielu podmiotów – wiele spółek dysponuje niskim kapitałem własnym. I choć nie stanowi to w żaden sposób zagrożenia dla stabilności rynku finansowego i nie stwarza żadnego ryzyka dla konsumentów – firmy pożyczkowe nie gromadzą depozytów i nie finansują swojej działalności w ten sposób – może jednak prowadzić do istotnego ograniczenia oferty pożyczek. A to z kolei, biorąc pod uwagę rolę instytucji pożyczkowych w gospodarce, mogłoby prowadzić do pogłębienia wykluczenia finansowego niektórych grup społecznych.

***

Metodologia zastosowana w analizie:

W analizie uwzględnione zostały wszystkie podmioty wpisane do rejestru instytucji pożyczkowych prowadzonego przez KNF, które spełniały następujące kryteria:

  1. Prowadziły w ocenie FRRF działalność pożyczkową zarówno w 2018 r., jak i 2019 roku (ta sama baza podmiotów)
  2. Złożyły sprawozdania finansowe za rok 2018 i 2019
  3. Złożone przez spółki sprawozdania były możliwe do odczytania i przeanalizowania
  4. Nie były częścią grupy bankowej
  5. Nie były częścią grupy działającej w branży motoryzacyjnej

Tylko 330 podmiotów spośród 504 wpisanych do rejestru prowadzonego przez KNF spełniało wszystkie powyższe kryteria i tylko one zostały uwzględnione w analizie.

*Wpis do rejestru instytucji pożyczkowych nie jest jednoznaczny z prowadzeniem działalności pożyczkowej przez dany podmiot. Wiele spółek widniejących w rejestrze prowadzi główną działalność w zupełnie innym obszarze, np. oferuje usługi leasingowe, jednak z uwagi na ewentualne konsekwencje braku wpisu do rejestru w połączeniu z relatywnie niskimi wymogami, jakie należy spełnić by go uzyskać, podmioty te dokonały wpisu do rejestru prowadzonego przez KNF.

W przypadku spółki Everest Finanse S.A. zastosowano publikowane przez spółkę sprawozdanie finansowe pro-forma, które w ocenie Fundacji najlepiej obrazuje sytuację finansową spółki. W zakresie pozostałych podmiotów wykorzystano dane finansowe złożone do KRS.

Słownik pojęć użytych w raporcie:

Aktywa wg stanu na koniec 2019 roku – suma wszystkich aktywów wykazywanych w bilansach przez analizowaną w raporcie grupę podmiotów

Kapitał własny wg stanu na koniec 2019 roku – suma pozycji Kapitały Własne wykazywanych w bilansach przez analizowaną w raporcie grupę podmiotów

Wartość bilansowa udzielonych pożyczek wg stanu na koniec 2019 roku – szacunek wartości bilansowej udzielonego portfela pożyczek na podstawie danych bilansowych oraz polityki rachunkowości poszczególnych podmiotów dla analizowanej w raporcie grupy podmiotów

Przychody w 2019 roku – suma pozycji przychody ze sprzedaży wykazywana przez spółki w rachunku zysków i strat dla analizowanej w raporcie grupy podmiotów (z uwagi na brak jednorodnego modelu raportowania danych, analiza uwzględnia wyłącznie przychody ze sprzedaży, bez przychodów operacyjnych i finansowych)

Wynik finansowy netto na koniec 2019 roku – suma pozycji zysk netto wykazywana przez spółki w rachunku zysków i strat dla analizowanej w raporcie grupy podmiotów

ROA w 2019 roku – wynik dzielenia straty netto w 2019 roku przez aktywa wg stanu na koniec 2019 roku

ROE w 2019 roku – wynik dzielenia straty netto w 2019 roku przez kapitał własny wg stanu na koniec 2019 roku

Top 25 instytucji pożyczkowych – dwadzieścia pięć podmiotów o najwyższej sumie aktywów w 2019 roku z grupy ujętej w raporcie

W zakresie danych za 2018 rok zastosowano analogiczną metodologię jak do wyliczenia danych za 2019 rok. Udziały TOP 25 instytucji pożyczkowych w poszczególnych kategoriach stanowią udział tych podmiotów w stosunku do grupy podmiotów ujętych w raporcie.

Informacje o szczepionce na COVID-19 zdominowały wydarzenia na rynkach finansowych w listopadzie 2020 r.

Świat nadal zmaga się ze skutkami trwającej pandemii COVID-19. Jesteśmy świadkami nieoczekiwanych zwrotów akcji na rynkach finansowych. Dolar amerykański, euro oraz złoto w listopadzie br. zaliczyły spadki. Wpływ na notowania miały przede wszystkim doniesienia o przełomie w pracach nad szczepionką przeciw COVID-19, a także napięta sytuacja za oceanem – związana z wyborami prezydenckimi. Co jeszcze wydarzyło się na rynkach finansowych w listopadzie 2020 roku? Czy wydarzenia te były zaskoczeniem dla inwestorów? Tłumaczy ekspert firmy Tavex.

Listopadowe zamieszanie na światowych rynkach

Wpływ na notowania wielu aktywów miał bardzo medialny temat listopada, czyli wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Intensywne kampanie oraz samo liczenie głosów spowodowały, że mieliśmy do czynienia z zawirowaniami na rynku. Spory wpływ na sytuację w analizowanym okresie miały przesłanki związane z tym, że wielkimi krokami zbliżamy się do produkcji szczepionki przeciw COVID-19.

Rynki na wieść o szczepionce – pomimo dalszych obaw o możliwość wystąpienia skutków ubocznych lub jej skuteczność – zareagowały bardzo instynktownie. Inwestorzy zaczęli upatrywać w tej sytuacji nadziei na powrót do normalności. Ożywienie na giełdzie można uznać za wyraz zmian w nastrojach –   wskazuje Aleksandra Olbryś, Młodszy Analityk ds. Rynku Złota, Tavex.

Od 1 listopada 2020 roku S&P 500 wzrastało, aż w końcu 9 listopada br. rozpoczęło sesję nagłym uderzeniem na nowy szczyt (3675 punktów bazowych). To wydarzenie zdecydowanie pokazało siłę najważniejszego amerykańskiego indeksu giełdowego, ale i – a może przede wszystkim – siłę inflacji.

Złoto na wysokim poziomie

Złoto ubiegły miesiąc otworzyło od poziomu około 1880 USD/oz. i stopniowo zwiększało swoją wartość, aby ostatecznie 6 listopada br. zatrzymać się na około 1950 USD/oz. Tym samym powróciło do wyników z połowy września.

Kruszec listopad zakończył na poziomie około 1770 USD/oz., odnotowując spadek w wysokości 6,4% w skali miesiąca. Jak to wyglądało w przeliczeniu na polską walutę? Analizowany miesiąc złoto rozpoczęło od kwoty około 7450 PLN/oz., żeby finalnie zakończyć go w okolicach 6600 PLN/oz. (-10,7% w ciągu miesiąca).

Dla rynku złota kluczowe będą kolejne informacje odnośnie szczepionki na COVID-19. To właśnie z tymi doniesieniami będą musiały oswoić się rynki. Gdy to się stanie, inwestorzy będą mogli ponownie zacząć układać swoje strategie na najbliższe tygodnie – analizuje Aleksandra Olbryś, Młodszy Analityk ds. Rynku Złota, Tavex. Warto zwrócić uwagę na to, że kruszec mimo swoich ostatnich spadków pozostaje na bardzo wysokim poziomie – dodaje.

Co słychać na rynku walut?

Pod koniec ubiegłego miesiąca najsłabszą walutą był niewątpliwie dolar amerykański. Widać to na parze walutowej USD/PLN. 30 listopada 2020 roku jego kurs wynosił około 3,73 zł.

Oprócz USD stracił również kurs franka plasując się na pozycji nieco ponad 4,13 zł. Natomiast funt szterling i euro odnotowały spadki o około 0,2% – analogicznie zatrzymując się na poziomie powyżej 4,97 zł i 4,47 zł.

Czy bitcoin nie ma granic?

Pod koniec miesiąca czołowa kryptowaluta osiągnęła najwyższy, jak dotąd, historyczny poziom cenowy 19 850 USD. Tylko w ostatnim tygodniu listopada zanotowała ona wzrost wartości lekko ponad 5%.

Podobnie jak w przypadku innych aktywów, wpływ na to miały wybory w USA. Korzystając z charakterystycznej dla siebie zmienności, rynek kryptowalut zareagował jeszcze ostrzej i szybciej niż standardowe rynki finansowe.

BioMaxima SA inwestuje środki zarobione w 2020 roku, aby rozbudować zakład produkcyjny w Lublinie

Spółka BioMaxima SA podpisała 5 grudnia br. umowę przedwstępną zobowiązującą do zawarcia warunkowej umowy sprzedaży nieruchomości oraz terminowej umowy najmu. Celem jest nabycie nieruchomości położonej w bezpośrednim sąsiedztwie dotychczasowego zakładu produkcyjnego spółki w Specjalnej Strefie Ekonomicznej w Lublinie. Zakup jest związany z realizacją planów dalszej rozbudowy potencjału produkcyjnego spółki. W nowych obiektach będzie wytwarzany nowy asortyment taki jak antybiogramy, testy molekularne oraz immunochromatograficzne. BioMaxima jest wiodącym polskim producentem i eksporterem diagnostyki laboratoryjnej.

Nabywana działka o powierzchni 4.000 m.kw zabudowana jest budynkiem produkcyjnym z częścią socjalno-biurową o pow. użytkowej 1043,9 mkw i terenem wolnym pod dalszą zabudowę. Strony przewidują, że warunki określone w umowie zostaną spełnione do dnia 23 kwietnia 2020 roku i do dnia 30 kwietnia zostanie zawarta umowa sprzedaży. Cena netto nabywanej nieruchomości wynosi 3.940.000,00 zł. BioMaxima SA w grudniu 2020 roku zapłaci sprzedawcy zaliczkę w kwocie 900.000,00 zł, podlegającą zaliczeniu na poczet ceny w przypadku zawarcia umowy sprzedaży. Pozostała kwota będzie płatna w uzgodnionych ratach do końca 2021 roku. Umowa przewiduje możliwość prowadzenia przez BioMaxima SA prac budowlanych już w okresie przejściowym, w którym sprzedający wynajmować jeszcze będzie część nieruchomości na cele swojej działalności do 31.12.2021. Spółka na terenie nabywanej nieruchomości zbuduje dwukondygnacyjny zakład produkcyjny o powierzchni 800-900 mkw.

Zarząd przewiduje, że inwestycja w budowę nowego budynku produkcyjnego finansowana będzie w 20 proc. środkami własnymi spółki a w 80 proc. długiem. Zapłacenie zaliczki przewidzianej w umowie nie wymaga zwiększenia zadłużenia spółki.

Chcemy przekuć sukces finansowy w bieżącym roku na dalszy strategiczny rozwój w nowych, atrakcyjnych obszarach biznesowych poza pandemią na przyszłość. W 2020 roku, nastąpiło niemal całkowite zagospodarowanie dostępnej rezerwy w naszych istniejących budynkach produkcyjnych. Dalszy rozwój bazy produkcyjnej na terenie naszej nieruchomości byłby niemożliwy lub bardzo kosztowny, stąd konieczność tej inwestycji – powiedział Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima SA.

Biomaxima po 31.12.2021 uzyska również niezbędny przy rosnącej skali biznesu, dodatkowy metraż powierzchni biurowej i magazynowej tj. łącznie 1043,9 mkw.

Nowa infrastruktura produkcyjna, której częścią będzie nabywana nieruchomość, zostanie przeznaczona do zapewnienia mocy wytwórczych dla produkcji systemów AST do oznaczania lekowrażliwości (MIC), w następstwie projektu rozwojowego który spółka zamierza ukończyć w grudniu 2021. Spółka jest obecnie jedynym producentem krążkowych systemów dyfuzyjnych w Polsce oraz jednym z sześciu wytwórców w Europie. Globalny rynek badania lekowrażliwości AST (krążkowe systemy dyfuzyjne, testy MIC, podłoża oraz systemy zautomatyzowanie) w 2017 roku został oszacowany na 2,71 miliarda USD i przewiduje się, że będzie rósł w średnim tempie 5,1 proc. rocznie osiągając w 2022 roku wartość 3,47 miliarda USD (BusinessWire, maj 2018).

W nowym budynku zostanie również umieszczona produkcja diagnostyki molekularnej, takiej jak genetyczne testy PCR, gdzie spółka planuje znacznie rozszerzyć zakres wytwarzanego asortymentu, oprócz zastosowań klinicznych (takich jak infekcje układu oddechowego, pokarmowego, oraz dróg płciowych), również dla przemysłu spożywczego oraz kosmetycznego. Oprócz tego nowa powierzchnia produkcyjna zostanie również wykorzystana do relokacji relokację obecnej produkcji szybkich testów immunochromatograficznych, aby umożliwić dalszy rozwój tego segmentu. W wyniku rekonfiguracji przestrzeni produkcyjnej po zakończeniu inwestycji, mocno zostaną zwiększone także zdolności produkcyjne w zakresie podłoży mikrobiologicznych.

Po okresie obserwowanego w połowie 2020 r. spadku zamówień na tradycyjną ofertę BioMaximy związanej z mikrobiologią i analityką medyczną, wynikającego z globalnego skupienia się na walce pandemią COVID-19, pojawi się zwiększony popyt na tradycyjną ofertę produktową spółki. Zarząd obserwuje niższe aniżeli ogólny spadek rynku na te produkty, obniżenie wartości sprzedaży tradycyjnych produktów spółki w roku 2020. Oznaczać to może korzystny dla firmy proces zwiększania penetracji rynku przez atrakcyjną ofertę oraz zapewnienie ciągłość produkcji wyrobów konkurencyjnych w stosunku do koncernów dominujących na rynku diagnostyki.

Liczymy także na wzrost przychodów ze sprzedaży naszych produktów związanych z mikrobiologią klasyczną oraz molekularną (testy PCR) do przemysłu, w szczególności przemysłu spożywczego, farmaceutycznego i kosmetycznego. Zwiększenie zapotrzebowania na produkty spółki wymaga zwiększenia przez nas zdolności produkcyjnych, do czego obecnie się przygotowujemy – dodaje Łukasz Urban.

W dniu 13 listopada 2020 r. emitent opublikował raport kwartalny. Przychody w III kwartale 2020 roku wyniosły 14.181 tys. zł. Spółka BioMaxima SA (jednostka dominująca) zanotowała w tym okresie 1.817 tys. zł zysku operacyjnego powiększonego o amortyzację (EBITDA) oraz zysk netto na poziomie 1.183 tys. zł. Po trzech kwartałach 2020 r., narastająco przychody spółki wyniosły 37.024 tys. zł., zysk operacyjny powiększony o amortyzację wyniósł 6.993 tys. zł, zaś zysk netto 4.613 tys. zł. Spółka opublikowała również wstępne wyniki za miesiąc październik 2020, informując, że osiągnęła zysk netto na poziomie 1.230 tys. zł., a zysk EBITDA wyniósł 1.596 tys. zł. Po 10 miesiącach 2020 r. zysk netto BioMaxima SA wynosi 5.843 tys. zł, przy EBITDA 8.589 tys. zł.

Transition Technologies gotowe na reformę Rynku Bilansującego i Rynek Mocy. System WIRE jako pierwszy na rynku zgodny ze standardami 13.0

1 stycznia 2021 to dla polskiego sektora energii elektrycznej kluczowa data. Z punktu widzenia uczestników rynku hurtowego, tego dnia wchodzi w życie pierwszy etap reformy Rynku Bilansującego oraz rozpoczyna się realizacja obowiązków w ramach Rynku Mocy. Płynne przejście w nowy rok znacząco mogą ułatwić systemy informatyczne. Transition Technologies S.A. jest wiodącym dostawcą systemów klasy CTRM (Commodity Trading and Risk Management) na polskim rynku, w szczególności dla podmiotów branży energetycznej.

W listopadzie 2019 roku Polskie Sieci Energetyczne opublikowały koncepcję reformy Rynku Bilansującego. Firma Transition Technologies S.A., która jest partnerem technologicznym wielu spółek energetycznych, rozpoczęła analizę dokumentów w celu zaprojektowania zmian funkcjonalnych. W związku z pandemią koronawirusa rynek dość niechętnie zareagował na konieczność wdrożenia pełnego zakresu w niecałe 14 miesięcy.

Jako spółka informatyczna nie mieliśmy problemów z przystosowaniem się do pracy zdalnej, więc nasza analiza pełnego zakresu zmian była gotowa na początku wiosny 2020 roku i wtedy również rozpoczęliśmy jej  implementację. Dziś mogę powiedzieć, że nasze systemy są w pełni gotowe na zmiany związane z Rynkiem Bilansującym, a pod koniec roku planujemy wprowadzenie aktualizacji u naszych klientów. Z przyjemnością przyjęliśmy certyfikat PSE potwierdzający zgodność naszego systemu WIRE/UR z nowym standardem 13.0. Już teraz pracujemy nad kolejnym pakietem zmian, który wchodzi w życie od 2022 roku – mówi Ewa Kwapis, Dyrektor ds. Rynku Energii w Transition Technologies S.A.

Działalność operacyjna na Rynku Mocy również jest obsługiwana przez systemy Transition Technologies S.A. Wdrożenie nowych funkcjonalności oferowanych przez firmę przynosi klientom szereg korzyści.

Naszym zdaniem rynek hurtowy energii elektrycznej zdynamizuje się. Możliwość aktualizacji ofert bilansujących przez jednostki centralnie dysponowane może spowodować wzrost cen na Rynku Bilansującym w sytuacjach braku mocy w KSE. To zagrożenie paradoksalnie jest jednocześnie szansą na zwiększony zysk dla podmiotów dysponujących takimi jednostkami i aby z tego skorzystać trzeba monitorować sytuację rynkową oraz szybko reagować. To właśnie oferujemy w naszych systemach.

Z kolei Rynek Mocy przysparza dodatkowej pracy dla służb OHT, a nasz system pozwala skoncentrować się na tym, co jest naprawdę istotne z punktu widzenia efektywnego prowadzenia działalności. Wszystko inne staramy się automatyzować – podkreśla Adam Wojciechowski, Ekspert ds. Rynku Energii w Transition Technologies S.A. – Dodam również, że od 2021 otwiera się szansa dla wszystkich wytwórców powyżej 1 MW na udział w bilansowaniu KSE poprzez przekształcenie się w jednostki centralnie dysponowane. Mamy przygotowaną specjalną ofertę dla takich podmiotów i zachęcamy właścicieli między innymi OZE i elektrociepłowni do kontaktu z nami. Pomożemy sprawnie oszacować potencjalny zysk z takiej formy działalności – podsumowuje Adam Wojciechowski.

Jak usprawnić działanie firmy – system ERP

Proces zarządzania przedsiębiorstwem to niemałe wyzwanie – tym większe, na im szerszą skalę działa firma. Składa się na nie wiele elementów, począwszy od koordynacji procesu produkcyjnego, stanów magazynowych, księgowości i finansów, aż po obsługę klienta. Aby organizacja działała jak w szwajcarskim zegarku, wszystkie te „trybiki ” muszą ze sobą współpracować. Aby w pełni korzystać z zasobów przedsiębiorstwa, warto zainwestować w system ERP. Zobacz, czym jest i jak może usprawnić Twoją firmę.

System ERP, czyli co?

ERP to skrót od angielskiego określenia Enterprise Resource Planning, oznaczającego planowanie zasobów przedsiębiorstwa. W ten sposób nazwano zaawansowane oprogramowanie, którego rolą jest, zgodnie z nazwą, wsparcie firmy w koordynacji kluczowych zadań – tych determinujących jej funkcjonowanie na rynku.

Dobre oprogramowanie ERP obejmuje swoim zasięgiem wszystkie fundamentalne obszary działalności przedsiębiorstwa, czyli m.in.:

  • produkcję,
  • logistykę oraz zarządzanie zasobami magazynowymi,
  • prowadzenie sprzedaży,
  • obsługę klientów (w tym CRM),
  • finanse i księgowość.

System zbiera i gromadzi informacje dotyczące każdego z tych aspektów i udostępnia je w czasie rzeczywistym. To przekłada się na wyższą efektywność pracy, a w efekcie – na lepsze relacje z klientem oraz poprawiające się wyniki finansowe.

Jak ERP działa w praktyce?

Wyobraź sobie, że prowadzisz firmę produkcyjną, w której działa oprogramowanie ERP. System ma na bieżąco dostęp do informacji o wolumenach produkowanych towarów, zapotrzebowaniu na surowce do podtrzymania procesu wytwórczego, a także stanach magazynowych oraz o zamówieniach płynących od klienta. W związku z tym możesz m.in.:

  • szybciej obsłużyć klienta – ponieważ masz pewność, że dysponujesz odpowiednimi zasobami magazynowymi,
  • uzupełnić ewentualne braki surowców – na bieżąco, zgodnie z zarządzaniem w duchu lean management (bez niepotrzebnego zużywania miejsca w magazynie, a jednocześnie bez ryzyka, że w pewnym momencie zabraknie materiałów do pracy),
  • natychmiast przysłać informacje o płatności za zamówienie do systemu księgowego i zautomatyzować rozliczenia firmy,
  • zautomatyzować obsługę klienta, mając pewność, że żadne zamówienie nie wymknie się spod kontroli.

Szybka i efektywna komunikacja między poszczególnymi działami sprawia, że realizacja zamówień przyspiesza, a wykorzystanie zasobów jest na optymalnym poziomie.

To oczywiście tylko przykładowy opis funkcjonalności, jakie daje system ERP. W trakcie jego wdrożenia można dopasować zakres i sposób działania do specyfiki działania Twojej firmy.

Jakie są korzyści z ERP dla pracowników?

Poprawa efektywności pracy organizacji oraz wyników finansowych to tylko jedna strona korzyści z wdrożenia ERP. Korzystanie z tego rozwiązania w firmie pozytywnie wpływa również na to, jak są wykorzystywane zasoby energii pracowników. Członkowie zespołu nie muszą tracić czasu i energii np. na:

  • wielokrotne przesyłanie tych samych danych i ich ponowne weryfikowanie – system daje bieżący dostęp do faktur, zleceń i innych niezbędnych informacji,
  • dzwonienie do innych działów, aby przekazać informacje o zamówieniu, które przed chwilą spłynęło lub wizyty w księgowości w celu przekazania / odebrania dokumentacji,
  • ręczne tworzenie zamówienia w celu zatowarowania magazynów w surowce niezbędne do produkcji oraz sprzedawane artykuły,
  • sprawdzanie, na jakim etapie jest realizacja zlecenia od klienta.

Dzięki wykorzystaniu nowoczesnego, intuicyjnego oprogramowania mają więc możliwość koncentracji na kreatywnych zadaniach oraz na własnym rozwoju.

Jak doprowadzić do wdrożenia systemu ERP w firmie?

Na rynku można znaleźć szeroki wybór oprogramowania do zarządzania zasobami. Jednak jeśli oczekujesz realnego usprawnienia działania Twojej organizacji, dobrze przyjrzyj się dostępnym rozwiązaniom. Sprawdź m.in. czy system:

  • pozwoli Ci na koordynację wszystkich procesów, które są kluczowe, dotyczących produkcji, logistyki, magazynowania, finansów i obsługi klientów,
  • jest skalowalny, tj. daje możliwość zmian konfiguracji i rozszerzenia liczby procesów, które są obsługiwane,
  • zapewnia przekazywanie danych o działalności w czasie rzeczywistym, w sposób w pełni zautomatyzowany ,
  • jest dostosowany do wymogów prawnych związanych m.in. z rozliczeniami podatkowymi.

Systemy ERP doceniane przez klientów, takie jak Exact, spełniają wszystkie powyższe kryteria, przez co są odpowiednie zarówno dla średnich, jak i dużych firm.

Jeśli masz wątpliwości, które oprogramowanie wybrać, możesz skonsultować się z doradcą lub umówić się na prezentację – tak, aby zobaczyć w praktyce, jak działa interesujący Cię system.

Trendy w usługach finansowych w 2020 roku

W raporcie Salesforce Research – Trends in Financial Services – przedstawiono wyniki dwóch badań przeprowadzonych wśród liderów usług finansowych na całym świecie, które miały miejsce w dwóch kluczowych momentach: bezpośrednio przed pandemią i ponownie prawie rok później. Te dwa ujęcia dają łącznie unikalną perspektywę na to, jak ewoluowała branża usług finansowych oraz tego, co obecnie jest niezbędne do osiągnięcia sukcesu.

Dane zebrano metodą podwójnie ślepej próby, a przeprowadzono je w dwóch falach. Podczas pierwszej – w okresie od 12 listopada do 12 grudnia 2019 roku uzyskano odpowiedzi od 1400 liderów z branży ubezpieczeń, bankowości detalicznej i zarządzania aktywami, w Ameryce Północnej, Ameryce Łacińskiej, Europie i regionie Azji i Pacyfiku. W ramach drugiej fali trwającej od 21 sierpnia do 21 września 2020 r. poproszono o odpowiedzi 1360 liderów w tych samych sektorach i regionach geograficznych. Badanie miało na celu zdobycie wiedzy i szczegółowych informacji dotyczących:

  • W jaki sposób kryzysy wpłynęły na zmianę priorytetów w sektorze usług finansowych, a także jaki miały wpływ na obniżenie zadowolenie klientów?
  • Jakie strategie i taktyki rozwoju zostały przyjęte przez instytucje świadczące usługi finansowe (FSI)?
  • Jakie znaczenie ma wykorzystanie autonomicznych finansów? Według definicji Forrester’a są to oparte na algorytmach usługi finansowe, które podejmują decyzje lub działania w imieniu klienta.

Zauważono, że symultanicznie zachodzące kryzysy (takie jak te obecnie występujące: zdrowotny, ekonomiczny, przywództwa, środowiskowy i zaufania) uwidoczniły wady w zarządzaniu relacjami z klientem, jak również zwróciły uwagę na pewne braki w systemach technologicznych instytucji finansowych (FSI – Financial Services Institutions). Aby osiągnąć sukces w przyszłości, instytucje finansowe muszą skupić się na długoterminowych relacjach w celu uniknięcia problemów związanych z obsługą i wsparciem klienta oraz długofalowym dobrobytem klienta.

Ostatecznie, innowacje takie jak finanse autonomiczne umożliwią instytucjom finansowym dostarczanie najwyższej jakości doświadczeń klienta oraz tworzenie zupełnie nowych trendów rozwojowych.

Instytucje finansowe szybko zmieniają priorytety kosztem doświadczeń klientów (CX). Oczekiwania konsumentów w Internecie rosły już od pewnego czasu, w momencie gdy COVID-19 uderzył i przyspieszył proces cyfryzacji naszego życia. W rzeczywistości instytucje nie nadążają za tak dynamiczną zmianą. Chcąc temu sprostać, muszą zmienić swoje priorytety i zamiast skupiać się na krótkoterminowej, tymczasowej pomocy powinny zacząć myśleć długoterminowo i przede wszystkim innowacyjnie.

    1. Prawie 70% (68%) klientów twierdzi, że COVID-19 podniósł ich oczekiwania względem możliwości cyfrowych firm.
    2. Mniej niż połowa (40%) amerykańskich specjalistów z branży przyznało, że nie byli przygotowani do obsługi nadmiernego zainteresowania ze strony klientów, napędzanego przez programy rządowe.
    3. Tylko 23% klientów uważa, że branża usług finansowych dobrze zareagowała na COVID-19.

Priorytet znajdujący się wcześniej na pozycji nr 1 („Ulepszanie doświadczeń klientów”) spadł do pozycji numer 5, w miarę gdy za sprawą kryzysów priorytety biznesowe uległy przewartościowaniu – zyskały takie elementy jak wdrażanie nowych technologii, odzyskiwanie zaufania klientów oraz tworzenie nowych produktów i usług.

Trendy w usługach finansowych w 2020 roku

Faza wzrostu dostawców usług finansowych zamyka lukę CX

    1. Ankietowani zostali podzieleni na dwie różne grupy reprezentujące ich obecne priorytety na podstawie wyników badania Salesforce COVID-19 Recovery Framework
      1. Respondenci z grupy Stabilizacja skupiają się na eliminowaniu bezpośredniego ryzyka, będącego następstwem kryzysu oraz są zainteresowani krótkoterminowymi sukcesami.
      2. Respondenci z grupy Wzrost informują, że są bardziej skoncentrowani na długoterminowych rozwiązaniach, dzięki którym będą mogli łatwiej sobie poradzić w „nowej normalności” po kryzysie.
    2. Respondenci z grupy Wzrost poprawiają obsługę i wsparcie klientów
      1. 44% tej grupy inwestuje już we wsparcie wielokanałowe, w porównaniu z jedynie 36% z grupy Stabilizacja.

Faza wzrostu dostawców usług finansowych zamyka lukę CX

  1. Grupa Wzrost kładzie nacisk na dobre samopoczucie klientów
    1. Są oni o 21% bardziej skłonni kłaść nacisk na dobrą kondycję finansową klienta niż grupa Stabilizacja
    2. 76% grupy Wzrost bardziej priorytetowo traktuje ogólne dobro swoich klientów, w przeciwieństwie do 69% z grupy przeciwnej

Grupa Wzrost jest skoncentrowana na kliencie

  1. Grupa Wzrost jest skoncentrowana na kliencie
    1. Są o 24% bardziej skłonni do podjęcia działań mających na celu poprawę komfortu użytkowania, w przeciwieństwie do grupy Stabilizacja (46% w porównaniu do 37%).
    2. Komunikację i oferty personalizuje 48% ankietowanych z grupy Wzrost, natomiast z grupy Stabilizacja robi to 43% ankietowanych.

CX wymaga inteligentnej automatyzacji

  1. CX wymaga inteligentnej automatyzacji
    1. Główne korzyści płynące z zastosowania finansów autonomicznych stanowią wypełnienie luki w doświadczeniach klientów:

Lepsza personalizacja (60%)

Poprawa kondycji finansowej (59%)

Proaktywna obsługa klienta (54%)

  1. Autonomiczne finanse są kluczem do osiągania CX na najwyższym poziomie, jak również na poczet przyszłych sukcesów
  1. W 2020 roku aż 42% decydentów serwisów finansowych zdecydowanie zgadza się, że finanse autonomiczne będą wkrótce miały kluczowe znaczenie dla osiągnięcia najlepszych wyników w branży usług finansowych, co stanowi 3-procentowy wzrost w zestawieniu z rokiem 2019.
  2. W 2020 roku 42% decydentów serwisów finansowych zdecydowanie zgadza się, że pierwsze przedsiębiorstwa świadczące usługi finansowe, które wdrożą finanse autonomiczne, uzyskają znaczącą przewagę konkurencyjną.

Dane szczegółowe

  • Zarządzanie majątkiem
    • Aż 61% ankietowanych liderów z sektora zarządzania majątkiem uważa, że autonomiczne finanse poprawią personalizację
    • 59% respondentów jest zdania, że autonomiczne finanse doprowadzą do uproszczenia decyzji finansowych
    • W jaki sposób autonomiczne finanse są najczęściej wykorzystywane przez zarządzanie majątkiem:
      • Doradztwo finansowe
      • Optymalizacja oferty produktowej
      • Optymalizacja kapitału Private Equity
    • Bankowość detaliczna
      • 62% ankietowanych liderów bankowości detalicznej uważa, że autonomiczne finanse doprowadzą do poprawy kondycji finansowej
      • 61% ankietowanych liderów bankowości detalicznej jest zdania, że autonomiczne finanse przyczynią się do lepszej personalizacji
      • W jaki sposób finanse autonomiczne są najczęściej wykorzystywane przez banki detaliczne:
        • Automatyzacja przelewów na konto
        • Personalizacja zaleceń dotyczących produktów
        • Automatyczna kwalifikacja wstępna
      • Ubezpieczenie
        • 59% ankietowanych liderów ubezpieczeniowych uważa, że autonomiczne finanse doprowadzą do lepszej personalizacji
        • 58% ankietowanych liderów ubezpieczeniowych jest zdania, że autonomiczne finanse doprowadzą do poprawy kondycji finansowej
        • W jaki sposób finanse autonomiczne są najczęściej wykorzystywane przez ubezpieczenia:
          • Rozpatrywanie reklamacji
          • Modelowanie i monitorowanie ryzyka
          • Ocena ryzyka

Oczekiwania klientów w zakresie usług finansowych uległy zasadniczej zmianie. Istotną rolę gra tutaj ich osobiste doświadczenie. Żeby firmy mogły zapewniać CX na najwyższym poziomie, już teraz muszą rozpocząć proces transformacji cyfrowej.

Aby tego dokonać branża usług finansowych, zaczyna otwierać się na ekosystem i partnerstwo pomiędzy bankowością detaliczną i tradycyjną. Zapewnienie poczucia bezpieczeństwa i wsparcie na wszystkich kluczowych etapach życia klienta to niezwykle istotna część transformacji cyfrowej. Personalizacja i indywidualne podejście to klucz do sukcesu.

Polski sektor usług finansowych jest stosunkowo młody i nowoczesny, co ułatwia reagowanie na zmiany. Również polscy konsumenci chętnie sięgają po wszelkie nowinki technologiczne i przyjaźnie postrzegają takie rozwiązania jak autonomiczne finanse. Nie oznacza to jednak, że polskie firmy przeszły przez kryzys bez żadnego szwanku. Nowoczesne technologie i pozytywnie nastawieni konsumenci to dopiero podstawa do pełnej cyfrowej transformacji. Firmy sektora usług finansowych, które okopią się w utartych od lat schematach działań, zostaną szybko wypchnięte z rynku przez konkurentów, ale też przez świadomy wybór konsumentów – komentuje Krzysztof Augustynowicz, Regional Sales Director CEE Commercial Business Unit

Wyzwaniem, przed którym stoją małe detaliczne banki dopiero wchodzące na rynek, to przede wszystkim brak tak dogłębnej i fundamentalnej wiedzy o klientach, jaką posiadają ci najwięksi potentaci finansowi. Z drugiej strony, banki tradycyjne walczą o utrzymanie swojej pozycji, a także próbują dostosować się w odpowiednim czasie do zmian warunkowanych przez dynamiczny rozwój w zakresie doświadczeń klientów, czy też mobilności.

Przyszłość usług finansowych nie polega na walce pomiędzy tymi mniejszymi i większymi graczami, a we współpracy pomiędzy nimi. Zbudowanie partnerstwa i ekosystemu, w którym organizacje różnej wielkości, na różnych etapach będą wspierać się wzajemnie – odgrywa istotną rolę, jeśli dążymy do zapewnienia klientom najlepszych, spersonalizowanych doświadczeń w zakresie usług finansowych.

Przewoźnicy apelują o zmiany w systemie wynagradzania kierowców

Aż cztery organizacje zrzeszające przewoźników (TLP, ZMPD, OZPTD PIGTSiS), wspólnymi siłami apelują do Ministra Infrastruktury Andrzeja Adamczyka o podjęcie działań mających na celu zmiany w polskim prawie, które dostosują system wynagradzania kierowców do zapisów pakietu mobilności. Przewoźnicy domagają się wprowadzenia takich rozwiązań, które zrekompensują przewidywany wzrost kosztów pracowniczych oraz które nie spowodują spadku konkurencyjności polskich przewoźników drogowych w UE po wejściu w życie kolejnych przepisów pakietu mobilności.

Zmiany związane z delegowaniem i wymaganym zagranicznym wynagrodzeniem dla kierowców z polskich firm w przewozach cross-trade (tzw. przerzutach) oraz w kabotażu zaczną obowiązywać już za niespełna 14 miesięcy, czyli od lutego 2022 roku. Szczególnie dużym zagrożeniem jest brak możliwości zaliczania diet oraz ryczałtów do zagranicznego wynagrodzenia, co bez zmian w polskim prawie spowoduje znaczny wzrost kosztów pracowniczych (w skrajnych przypadkach nawet o 100%) i zdecydowanie zmniejszy konkurencyjność polskich na europejskim rynku.

W Warszawie powstaje drugi w Polsce Dom Ronalda McDonalda. Bezpłatny hotel dla rodzin hospitalizowanych dzieci zostanie otwarty w przyszłym roku

W przyszłym roku przy Szpitalu Pediatrycznym WUM zostanie otwarty Dom Ronalda McDonalda. To bezpłatny hotel dla opiekunów i rodziców ciężko chorych dzieci, które przebywają w szpitalu. – Jesteśmy na finiszu prac i to jest moment, kiedy potrzebujemy pomocy – mówi Katarzyna Nowakowska z Fundacji Ronalda McDonalda. Przez dwa weekendy, 5–6 oraz 12–13 grudnia, w restauracjach McDonald’s trwa zbiórka funduszy na wsparcie wyposażenia i utrzymania warszawskiego Domu – na ten cel trafi złotówka z każdej zakupionej porcji frytek. Pierwszy Dom powstał pięć lat temu przy Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu i do tej pory pomógł ponad 440 rodzinom.

Domy Ronalda McDonalda pomagają rodzicom, którzy muszą wyjechać z dzieckiem do szpitala odległego od miejsca zamieszkania, i to nie na pobyt tygodniowy, ale na czas długiej hospitalizacji. Dzięki nim rodzina może być razem w czasie, kiedy pobyt w szpitalu przeciąga się w nieskończoność – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Nowakowska, prezes zarządu Fundacji Ronalda McDonalda. – To jest dom poza domem na czas choroby dziecka. To jest istota tego, co Dom oferuje rodzicom.

Pierwszy w Polsce Dom Ronalda McDonalda działa już od pięciu lat przy Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu. Korzystają z niego rodzice i opiekunowie najmłodszych pacjentów leczonych w placówce. W ubiegłym roku udzielił rodzicom ciężko chorych i długotrwale hospitalizowanych dzieci 11614 noclegów, skorzystały z niego w sumie 134 rodziny. Największa odległość zamieszkania rodziny w stosunku do Domu Ronalda McDonalda to ponad 600 km.

– Publiczna medycyna pediatryczna w Polsce liczy na to, że taka forma pomocy pojawi się przy każdym dużym szpitalu pediatrycznym. To jest program, który jest przyszłością nowoczesnej medycyny pediatrycznej – mówi Katarzyna Nowakowska. – Najdłuższy pobyt w Domu w Krakowie to 382 dni. Najczęstsze powroty – do szpitala i do Domu – to 26 razy. Trudno sobie wyobrazić, jak można przejść przez taki etap w życiu dziecka i całej rodziny, jeśli nie ma Domu. Może w nim zamieszkać cała rodzina malucha: mama, tata, zdrowe rodzeństwo, babcia, a to jest najbardziej potężne wsparcie, jakiego możemy udzielić choremu dziecku.

Ideą programu Domów Ronalda McDonalda jest zapewnienie rodzinom bliskości, aby wspomóc dzieci w długotrwałej walce z ciężką chorobą. W przypadku małych pacjentów obecność mamy czy taty pozytywnie wpływa na proces leczenia. Dla dzieci przewlekle chorych, zwłaszcza leczonych onkologicznie, bardzo ważne w terapii są poczucie komfortu, bezpieczeństwa i ciągła obecność najbliższych.

 Bliskość rodziców daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Rodzic jest dla niego jedynym punktem oparcia, zarówno psychicznego, jak i fizycznego – dodaje prof. dr hab. n. med. Wiesław Jędrzejczak, onkolog kliniczny i transplantolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – Choć nie ma dowodów z badań klinicznych dotyczących tego, jak szybko dzieci zdrowieją w obecności rodziców, to wszyscy wiemy, że w przyjaznym środowisku proces walki z chorobą jest znacznie bardziej skuteczny, a obecność rodziców jest jego podstawowym elementem.

 Kiedy choruje dziecko, to rodzic traci grunt pod nogami. Nie ma chyba nic trudniejszego, więc każdy rodzic chce być blisko i pomagać – mówi wokalistka Natalia Kukulska, która wspiera inicjatywę Fundacji Ronalda McDonalda. – Sama miałam sytuację, kiedy moje dziecko musiało leżeć w szpitalu przez tydzień. Spałam na łóżku obok i wymienialiśmy się z mężem, żeby cały czas być blisko, żebyśmy nie poczuli, że w jakimś sensie ta choroba zabrała nam rodzinę. Dlatego całą sobą wspieram fundację i ideę powstawania Domów Ronalda McDonalda, które mają ułatwić ten trudny czas w życiu, żeby przebiegał w poczuciu miłości i braku lęku.

Obiekt jest dostępny dla rodziców bezpłatnie, utrzymywany dzięki wsparciu darczyńców. Daje rodzicom możliwość zjedzenia ciepłego posiłku, wypicia kawy, wzięcia prysznica czy zrobienia prania. To codzienne czynności, które w trakcie długotrwałej hospitalizacji dzieci stanowią jednak spore wyzwanie.

– Rodzice otrzymują przede wszystkim dach nad głową blisko szpitala i mogą zaspokoić podstawowe potrzeby. Kiedy są zmęczeni, mogą liczyć na ciepły posiłek przygotowany przez wolontariusza. Mają też wsparcie psychologiczne ze strony innych rodziców, możliwość porozmawiania o swoich lękach z drugą osobą. W Domu Ronalda McDonalda rodzice mogą odpocząć, nabrać sił, żeby mieć energię do opieki nad dzieckiem, do przygotowywania mu posiłków, zapewniania mu atrakcji. Tutaj potrzeba sporo determinacji i energii, żeby każdego dnia być radosnym, bo dziecko nie powinno czuć, że rodzic się o nie martwi albo jest zmęczony – mówi Agnieszka, wolontariuszka Fundacji Ronalda McDonalda.

– Jest wiele rzeczy, których rodzic nie może zrobić w szpitalu, bo przeszkadza innym albo narusza czyjąś prywatność. Dom jest po to, żeby mógł się wykąpać, odpocząć, wyspać, a do dziecka wracać ze spokojną, uśmiechniętą, wypoczętą głową – dodaje Katarzyna Nowakowska.

Przy Warszawskim Uniwersytecie Medycznym powstaje w tej chwili drugi Dom Ronalda McDonalda, który pierwszych opiekunów i rodziców przyjmie w przyszłym roku. Oprócz wspólnej kuchni, pralni, salonu rodzinnego i 25 pokoi znajdzie się w nim także przedszkole dla zdrowego rodzeństwa małych pacjentów leczonych w placówce.

 Jesteśmy na finiszu przygotowywania Domu Ronalda McDonalda do tego, by mógł zacząć pomagać. I to jest ta chwila, kiedy bardzo potrzebujemy pomocy. Dwa pierwsze weekendy grudnia to jest czas najważniejszej kampanii dla Domu – podkreśla prezes Fundacji Ronalda McDonalda.

W weekendy 5–6 oraz 12–13 grudnia w ramach akcji McHappy Day złotówka z każdej porcji frytek kupionych w McDonald’s trafi właśnie na wyposażenie i utrzymanie Domu Ronalda McDonalda w Warszawie.

– Grudzień tuż przed świętami to jest doskonały czas, żeby powiedzieć: pomagam, to jest dla mnie ważne, jestem z tymi, którzy pomagają. To jest dowód naszej solidarności z potrzebującymi. Każdy może dołączyć do tej idei, aby rodzina mogła być razem – mówi Katarzyna Nowakowska.

Uczniowie i nauczyciele coraz lepiej radzą sobie z nauką zdalną. Cyfrowe kompetencje i budowanie relacji pozostają dużym wyzwaniem, zwłaszcza w klasach 1–3

Nierówny dostęp do internetu, sprzętu oraz braki w cyfrowych kompetencjach stanowią główne przeszkody w nauce zdalnej. Co prawda po doświadczeniach z wiosennego lockdownu nauczyciele i uczniowie byli lepiej przygotowani do nowego semestru, jednak korzystanie z nowoczesnych narzędzi edukacyjnych wciąż pozostaje dużym wyzwaniem. To szczególnie istotne wśród dzieci z klas 1–3, które – choć obeznane technicznie – potrzebują wsparcia w  odpowiedzialnym korzystaniu z technologii. Nauczyciele muszą uczyć się także, jak w nowych realiach budować relacje z najmłodszymi uczniami, a także wspierać ich w podtrzymywaniu kontaktów między sobą w okresie izolacji.

Z opublikowanego w I połowie roku raportu Centrum Cyfrowego „Edukacja zdalna w czasie pandemii” wynika, że według 36 proc. nauczycieli braki sprzętowe uczniów są jednym z głównych problemów w zdalnym nauczaniu. Z kolei badanie „Zdalne nauczanie a adaptacja do warunków społecznych podczas epidemii koronawirusa” wskazało, że co trzeci nauczyciel, co czwarty rodzic i co piąty uczeń musiał zakupić nowy sprzęt. Wiele osób radziło sobie z tym brakiem, pożyczając sprzęt od innych. Jednak sporym wyzwaniem obok braku sprzętu jest zadbanie o komfort dzieci także w kwestii relacji.

– W edukacji wczesnoszkolnej dzieci są bardzo otwarte, spragnione kontaktu, więc nauczycielki mają różne sposoby na to, żeby dać czas na wypowiedzenie się każdemu uczniowi. Zwracają uwagę na tych uczniów, którzy nie chcą się wypowiadać. Czasami łączą się w mniejsze grupy z tymi uczniami, ale też widząc, że uczeń jest bardziej smutny na lekcji, wykonują po jej zakończeniu telefon do rodziców – mówi agencji Newseria Biznes Wioletta Matusiak, trenerka nowych technologii, facylitatorka procesów rozwojowych. – Nauczycielki mówią też o tym, że angażują dzieci do tego, żeby na zmianę zadawały sobie różne ćwiczenia. W ten sposób uczniowie ciągle mają poczucie, że są grupą.

 Nauczyciele dają dzieciom przestrzeń do tego, aby mogły rozmawiać na temat istotnych dla nich kwestii. Dzieci w klasach 1–3 mają szczególną potrzebę kontaktu ze swoimi rówieśnikami, ale także nauczycielem. Chcą z nim porozmawiać, utrzymywać relację, która była nawiązana w szkole – mówi Krzysztof Kosiński z Fundacji Orange, koordynator programu MegaMisja.

Nowe wyzwania związane z nauczaniem zdalnym sprawiły, że od wiosny widoczne jest zdecydowanie większe zaangażowanie nauczycieli, którzy poświęcają więcej czasu na podtrzymywanie kontaktów szkolnych przez internet, kosztem prywatnego życia.

 Wszystko, co się dzieje w modelu zdalnym, odbywa się zdecydowanie wolniej. Szczególnie widać to w edukacji wczesnoszkolnej, kiedy trzeba poświęcić czas na tłumaczenie dzieciom wielu szczegółów technicznych, więc proces edukacyjny zdecydowanie się wydłuża. Nauka wygląda zupełnie inaczej niż w klasie podczas  tradycyjnej lekcji – zaznacza Wioletta Matusiak.

– Czas nauki zdalnej to trudny okres zarówno dla nauczycieli, dzieci, jak i ich rodziców. Nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej nie byli przygotowani do tej formy pracy, zresztą jak większość nauczycieli – mówi Krzysztof Kosiński.

Niedobory sprzętowe to niejedyne braki, jakie odczuwali zarówno nauczyciele, jak i dzieci czy rodzice. Krótko po rozpoczęciu nauki zdalnej 45 proc. nauczycieli oceniało swoje przygotowanie do prowadzenia zajęć w tej formie jako małe lub umiarkowane. Problemem była zarówno sama organizacja zajęć, przyciągnięcie uwagi uczniów, jak również kwestie związane z kontaktem z rodzicami. Pod koniec tego okresu 45 proc. z nich określiło swoje umiejętności już jako dobre, a 39 proc. jako bardzo dobre.

Sytuacja związana z pandemią zmusiła nauczycieli do tego, żeby sięgnęli po technologie informacyjno-komunikacyjne (TIK), np. platformy do edukacji zdalnej czy różnego rodzaju narzędzia: Genially, Wakelet itp.

 Od początku trwania nauki zdalnej obserwowaliśmy duże zainteresowanie narzędziami, które można wykorzystać w trakcie zajęć, technologiami informacyjno-komunikacyjnymi. Na początku tego roku szkolnego zaproponowaliśmy nauczycielom uczestniczącym w programie MegaMisja ankietę badającą ich potrzeby szkoleniowe. Okazało się, że w dalszym ciągu tematy związane z edukacją zdalną, wykorzystaniem narzędzi TIK oraz kwestią motywacji dzieci do uczestniczenia w zajęciach są aktualne i bardzo istotne – mówi koordynator programu MegaMisja.

Według badania Polskiego Towarzystwa Edukacji Medialnej, Fundacji Dbam o Mój Z@sięg i Fundacji Orange, połowa nauczycieli przyznała, że bardziej kreatywnie niż wcześniej korzystała z narzędzi cyfrowych (filmików, cyfrowych notatek, prezentacji multimedialnych). Z 7 proc. do 29 proc. wzrosła liczba tych, którzy co najmniej często publikują materiały do lekcji na stronie internetowej lub blogu.

– Prowadząc liczne szkolenia dla nauczycieli, staram się pokazywać, że narzędzia do prowadzenia interaktywnych lekcji to nie są tylko narzędzia na czas pandemii i edukacji zdalnej, ale mogą z nauczycielami zostać na stałe, wzbogacając ich narzędziownik – podkreśla trenerka nowych technologii. – Widzę tutaj ogromną szansę na zmianę roli nauczyciela – z osoby, która jest „megafonem”, która po prostu przekazuje dzieciom wiedzę, na osobę, która będzie zarządzać procesem uczenia się i pozwalać uczniom działać samodzielnie w większym stopniu z pomocą cyfrowych narzędzi.

– Oczywiście nie chodzi o to, aby nauczyciele teraz posługiwali się kilkunastoma narzędziami, ale bardziej o to, aby te narzędzia mogli sobie wybrać, dostosowując je do celu prowadzonych zajęć – mówi Krzysztof Kosiński. – Część z nich stara się przenieść znane sobie do tej pory metody nauczania do nowej rzeczywistości. To moim zdaniem nie jest do końca trafne. Zarówno prowadzenie samych lekcji tylko online, bez użycia tradycyjnych narzędzi, takich jak kartka papieru czy zeszyt ćwiczeń, nie jest właściwą drogą, jak i metoda podawcza, gdzie nauczyciel czyta podręcznik, a dzieci wykonują same zadania, też wydaje się nie do końca adekwatna do obecnej sytuacji.

W prowadzeniu edukacji zdalnej w klasach 1–3 wspiera nauczycieli m.in. Fundacja Orange, która zorganizowała cykl webinarów o tym, jak prowadzić lekcje online, uwzględniając potrzeby dzieci w tym wieku. Skorzystało z nich jak dotąd 1708 osób. Fundacja już od pięciu lat współpracuje z nauczycielami wczesnoszkolnymi i wychowawcami świetlic w ogólnopolskim programie edukacyjnym MegaMisja. Cele, jakie realizuje ten program, wpisują się także w aktualne realia, kiedy tak wiele aktywności dzieci przenosi się do internetu. Cykl zajęć MegaMisji uczy podstaw cyfrowej higieny i bezpieczeństwa w sieci. Dzieci dowiadują się, co można publikować w internecie, jak chronić swoją prywatność, jak dbać o umiar w korzystaniu z technologii, jak odróżnić informację od reklamy, weryfikować informacje z sieci czy ćwiczyć dobre maniery w kontaktach online.

Nauczyciele uczestniczący w tym projekcie mają możliwość podnoszenia swoich cyfrowych kompetencji. Przed pandemią program był realizowany w ramach zajęć lekcyjnych lub na świetlicy szkolnej. Do tej pory trafił do 1100 szkół, a w zajęciach wzięło udział ponad 30 tys. dzieci. Teraz, w czasie nauki zdalnej, nauczyciele mogą realizować część zajęć w formie online.

Wybór partnera do budowy elektrowni jądrowej nastąpi w ciągu roku. Kwestia lokalizacji wciąż jest otwarta

Pomorze Gdańskie, Bełchatów i Pątnów to preferowane lokalizacje na budowę elektrowni jądrowej. – Te miejsca są już dobrze przygotowane, mamy zebrane dane do raportów środowiskowych, lokalizacyjnych, co zabiera dużo czasu – mówi Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, ale podkreśla, że w programie polskiej energetyki jądrowej wskazanych jest kilkanaście kolejnych miejsc, a decyzja jeszcze nie zapadła. Kwestią otwartą jest także wybór technologii oraz struktury finansowania. To będzie zależeć od wyboru partnera, który zainwestuje w to przedsięwzięcie. Decyzję w tej sprawie rząd ma podjąć w ciągu kilkunastu miesięcy.

Aktualizacja programu polskiej energetyki jądrowej (PPEJ) nastąpiła uchwałą Rady Ministrów w październiku br. Będzie on realizowany w latach 2020–2033, z perspektywą do 2040 roku. Jego celem jest budowa i oddanie do eksploatacji sześciu reaktorów o łącznej mocy od 6 do 9 GW. Mają one zastąpić wyłączane w latach 2030–2040 stare jednostki wytwórcze korzystające z węgla kamiennego i zapewnić dywersyfikację źródeł wytwarzania energii elektrycznej – udział energetyki jądrowej w miksie energetycznym za 25 lat ma wynosić ok. 20 proc. Budowa pierwszych reaktorów ma się rozpocząć w 2026 roku, a oddanie ich do eksploatacji – w 2033 roku.

– Elektrownie staną najprawdopodobniej w dwóch miejscach, czyli trzy jednostki w jednej i trzy w kolejnej lokalizacji. W dokumencie jest rozpatrywanych kilkanaście miejsc, ale są też wskazane lokalizacje preferowane: to jest Wybrzeże, Bełchatów oraz Pątnów – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Naimski, sekretarz stanu i pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Obok wyboru lokalizacji kluczowym etapem przygotowań do inwestycji będzie wybór partnera strategicznego, co powinno nastąpić w ciągu kilkunastu miesięcy. To od tego będzie zależeć m.in. wybór konkretnej technologii, a więc również łączna moc zainstalowana w reaktorach.

Staramy się pozyskać partnera, który będzie dysponował sprawdzoną technologią budowy dużych reaktorów i który będzie z nami od samego początku do końca istnienia tych elektrowni. Jednym słowem nie szukamy tylko sprzedawcy technologii czy konstruktora, który nam zbuduje bloki, ale partnera, który zainwestuje z nami, poniesie ryzyko, także operacyjne, i będzie z nami przez kilkadziesiąt lat funkcjonowania elektrowni – wyjaśnia pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. – Liczba potencjalnych partnerów spełniających te wymagania jest bardzo ograniczona.

Swoje zainteresowanie wyrazili już Amerykanie. W połowie października została zawarta umowa międzyrządowa o współpracy obu krajów w rozwoju PPEJ i cywilnego przemysłu jądrowego w Polsce. Podpisanie jej zapowiedział prezydent Andrzej Duda podczas wizyty w Białym Domu w czerwcu br.

Amerykanie przygotowują ofertę dla Polski na podstawie tej umowy. Zrobią to mniej więcej w perspektywie roku i to będzie ten moment, kiedy rząd będzie podejmował ostateczną decyzję o wyborze technologii i partnera – wyjaśnia minister. – Procedury muszą być zgodne z przepisami Euratomu i Unii Europejskiej. I tak już działamy – umowa z rządem amerykańskim była notyfikowana w Euratomie w Komisji Europejskiej. Przy czym to nie jest umowa, która przesądza ostatecznie o wyborze partnera.

W listopadzie o możliwościach współpracy w zakresie energetyki i programu jądrowego przedstawiciele polskiego rządu rozmawiali także z ambasadorem Francji.

– Przemysł francuskiej energetyki jądrowej jest historycznie bardzo zaawansowany i mamy sygnały z Paryża, że byliby zainteresowani, pytają się o nasze plany – mówi Piotr Naimski. – Jeżeli zostaną nam przedstawione jakieś oferty, które będą zawierały te elementy, które wymieniłem i które są opisane w tym rządowym projekcie, to będziemy je oczywiście rozważali.

Od wyboru partnera zależeć będzie również model biznesowy inwestycji i struktura jej finansowania. Ten ostatni czynnik będzie mieć decydujące znaczenie dla kosztów wytwarzania energii z nowych elektrowni jądrowych.

Jesteśmy w stanie przyjąć partnera na 49 proc., bo chcemy jednak mieć większość w tym przedsięwzięciu. Będzie on więc odpowiadał za sfinansowanie 49 proc., może trochę mniejszego udziału, i będzie ponosił finansowe ryzyko za swoją część. To jest tyle, co mogę w tej chwili powiedzieć, dlatego że docelowa struktura finansowania, jak również sposób sfinansowania po polskiej stronie to jest kwestia do dyskusji. Nie liczymy tutaj na finansowanie z Unii Europejskiej – podkreśla minister.

Rząd szacuje, że koszt przedsięwzięcia wyniesie 30 mld zł. To oznacza, że strona polska będzie musiała wyłożyć ok. 15 mld zł.

Elektrowni jądrowej nie buduje się bez wsparcia rządu. W innych krajach, gdzie sektor energetyki nuklearnej jest rozwinięty, zawsze wymagało to udziału rządu, czy to bezpośrednio kapitałowo-finansowego, czy to przez gwarancje – mówi Piotr Naimski. – Mówimy o elektrowni obliczanej na 60 lat funkcjonowania. Nakłady są duże, ale cena prądu z elektrowni nuklearnej w całym okresie jej istnienia jest konkurencyjna w stosunku do innych technologii. Równocześnie to finansowanie jest rozpatrywane przez sektor finansowy nie w perspektywie 15-letniego zwrotu z inwestycji, tylko dużo dłuższej.

Dziś budowę elektrowni jądrowej popiera 57 proc. społeczeństwa (badania z sierpnia br.). Przeciwnych jest 20 proc. badanych, a 23 proc. nie ma zdania. Jeszcze większe poparcie występuje w gminach, które są rozważane pod jej lokalizację – wynosi ono 71 proc. Zdecydowana większość społeczeństwa przyznaje, że potrzebne są szerokie działania informacyjno-edukacyjne na temat energii i energetyki atomowej.

– Na Pomorzu Gdańskim społeczności lokalne popierają tę inwestycję, bo widzą w niej możliwość rozwoju, poprawienia infrastruktury, stworzenia nowych miejsc pracy – podkreśla pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. – Przekonywanie do tego projektu nigdy nie powinno się kończyć, trzeba rozwiewać wątpliwości, które się rodzą i mogą się rodzić, dotyczące chociażby bezpieczeństwa, zagospodarowania odpadów promieniotwórczych. Te problemy widzimy, są one rozwiązywane w najlepszy możliwy sposób i będziemy o tym opowiadali publicznie, bo to jest bardzo ważne.

Jak podkreślają eksperci w raporcie „Energetyka jądrowa dla Polski”, doświadczenia innych państw pokazują, że konsekwentna realizacja programów jądrowych przez rząd może także przyczynić się do wzrostu poparcia. Dlatego też w Polsce oznacza to konieczność szybkiego podjęcia decyzji i konsekwentnego jej wdrażania.

Polacy szykują się na święta inne niż zwykle. Ograniczenie spotkań rodzinnych może pogłębić stres i depresję

Święta Bożego Narodzenia mają tradycyjnie rodzinny charakter, ale w tym roku część osób spędzi je w samotności. W wielu przypadkach spotęgują to odczuwane w ostatnich miesiącach lęk i poczucie osamotnienia, które mogą w skrajnych przypadkach doprowadzić do depresji. – Na negatywne skutki są szczególnie narażeni seniorzy, bo to właśnie im na ogół najbardziej zależy na celebrowaniu świąt w gronie całej rodziny – zauważa psycholog Krzysztof Tokarski z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

Ze względu na pandemię COVID-19 tegoroczne święta Bożego Narodzenia będą inne niż wszystkie do tej pory. W ubiegłym tygodniu amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji chorób – rządowa agenda, która zajmuje się m.in. walką z koronawirusem – opublikowało listę wskazówek dotyczących bezpiecznego celebrowania świąt. Oprócz standardowego zachowywania dystansu i częstej dezynfekcji rąk jest wśród nich m.in. zalecenie, aby tegoroczne świętowanie zorganizować w mniejszej grupie osób, a z resztą rodziny spotkać się online, za pośrednictwem komunikatorów.

Eksperci CDC zalecają też, żeby unikać miejsc takich jak lotniska, dworce autobusowe, kolejowe i środki transportu publicznego, gdzie łatwo o zakażenie, a świątecznych spotkań nie organizować w małych pomieszczeniach, o słabej wentylacji, zamiast tego wybierając np. rodzinny spacer na świeżym powietrzu. W tym roku trzeba też rozważyć ograniczenie czasu spędzanego w gronie rodziny.

– W te święta ludzie będą mimo wszystko próbowali powtórzyć to, co działo się rok czy dwa lata temu, ponieważ jesteśmy przywiązani do tradycji. Ale to będą też święta odbywające się w atmosferze dużego lęku – i to uzasadnionego – wynikającego z obaw o to, czy rodzina i najbliżsi się nie zakażą, oraz niepewności, co będzie jutro czy za tydzień – mówi agencji Newseria Krzysztof Tokarski, psycholog, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

W tym roku część osób spędzi święta w samotności. Taką sytuację najgorzej zniosą m.in. seniorzy, którzy są najbardziej narażeni na negatywne skutki zakażenia koronawirusem. To właśnie im na ogół najbardziej zależy na celebrowaniu świąt w gronie całej rodziny. Przeprowadzone dwa lata temu badanie ARC Rynek i Opinia dla Stowarzyszenia mali bracia Ubogich wskazuje, że co trzecia osoba po 65. roku życia mieszka samotnie, wśród osób powyżej 80 lat ten odsetek wzrasta do 50 proc. W wielu przypadkach samotne święta mogą dodatkowo zaostrzyć odczuwane w ostatnich miesiącach lęki i poczucie osamotnienia, które mogą doprowadzić do depresji i innych zaburzeń wymagających specjalistycznej pomocy psychologa.

– Negatywne skutki będą polegać na tym, że zamkniemy się w sobie i możliwe, że będziemy potrzebowali pomocy psychologa czy lekarza ze względu na lęki, depresję, inne skutki zaburzeń adaptacyjnych – mówi psycholog. – Nie wszyscy będziemy przeżywać okres świąt tak samo. Jedni będą sobie radzić lepiej, ale osoby z naturalną skłonnością do intensywnego przeżywania lęków będą radzić sobie gorzej.

Ekspert wskazuje, że poza środkami bezpieczeństwa, które ograniczają ryzyko zakażenia koronawirusem, w tym roku trzeba też szczególnie zadbać o higienę psychiczną swoją i najbliższych. Jest kilka sposobów, żeby spróbować to zrobić.

 Bardzo ważna jest higiena naszych codziennych czynności. Mamy skłonność do tego, żeby się nakręcać, straszyć się wzajemnie, przekazując sobie różne negatywne informacje. Święta to jest dobry czas, żeby zaniechać tych newsów, czasem fake newsów, które straszą i niepokoją, a skupić się przede wszystkim na rozmowach, nawet telefonicznych, z członkami rodziny o życiu codziennym, bez strachu i oceniania. Niektórzy po prostu potrzebują odciąć się od rzeczy, które ich niepokoją i mają duży wpływ na ich nastrój oraz relacje z najbliższymi – mówi Krzysztof Tokarski.

W praktyce dla części osób może się to jednak okazać trudne.

– Nie widzę takiej możliwości, żebyśmy potrafili się odciąć,  gdy w tle cały czas będziemy mieli ogromną ilość negatywnych informacji (również o protestach, strajkach, zamykaniu i otwieraniu kolejnych miejsc i instytucji) – mówi wykładowca WSB w Gdańsku.

Tegoroczne święta Bożego Narodzenia będą odbywać się bez blichtru i celebracji w dużym gronie, bez świątecznych jarmarków, firmowych imprez oraz wielkich przedświątecznych zakupów w galeriach handlowych. Paradoksalnie jest to dobra okazja, żeby w tym czasie się wyciszyć i skupić na tym, co najważniejsze, czyli na kontaktach z rodziną i najbliższymi, nawet jeżeli będzie to tylko kontakt telefoniczny lub online’owy.

Psycholog wskazuje, że wielu Polaków przyzwyczaiło się już do funkcjonowania w warunkach pandemii i są świadomi, że tegoroczna Gwiazdka będzie zupełnie inna niż wszystkie, choćby ze względu na konieczność zachowania reżimu sanitarnego. Polacy mają jednak gen adaptacji, dzięki któremu łatwo przystosowują się do zmian.

– Natomiast trzeba pamiętać, że często jest to okupione bardzo wysokim kosztem, ponieważ zmiany są bardzo dużym stresem i wśród wielu osób, m.in. dzieci i ludzi starszych, pojawiają się zaburzenia adaptacyjne, które są niebezpieczne – podsumowuje Krzysztof Tokarski. – Bardzo dobrym przykładem zaburzeń adaptacyjnych jest całkowita negacja sensu noszenia maseczek, lockdownu i wirusa. Człowiek przy wiedzy i możliwości do wytłumaczenia sobie niepokojących zjawisk zaczyna wypierać, stosować agresję, drwinę, a jednocześnie poszukuje kolejnych spiskowych teorii potwierdzających jego tezy. I takich ludzi też trzeba zrozumieć – to ich sposób poradzenia sobie z silnym stresem i wewnętrznym lękiem.

W czasie pandemii Polacy szukają alternatyw dla transportu zbiorowego. Zyskiwać będą sharing economy i coraz bardziej innowacyjna mikromobilność

Pierwsza fala pandemii koronawirusa przyczyniła się do spadku przychodów branży mikromobilności i sharing economy. W ujęciu długofalowym branże te znacznie zyskają – głównie dzięki temu, że ludzie będą poszukiwali alternatywy dla transportu zbiorowego. Wraz z zainteresowaniem klientów pojazdami mikromobilnymi rośnie ich poziom zaawansowania technologicznego. Hulajnogi już same odnajdują miejsce ładowania, a sam proces ładowania jest optymalizowany przez sztuczną inteligencję, by pojazdy były zawsze w pełni naładowane. Innowacje będą też dotyczyły programowania doświadczeń użytkowników, tak aby pojazdy zapewniały możliwie największy komfort użytkowania i współdzielenia.

– Cała branża mikromobilności, jak i sharing economy zostały wystawione na próbę związaną z pandemią, podobnie jak wiele innych. Tutaj podejścia były dwa: jedno mówiło o tym, że branża zostanie dosyć mocno spowolniona i sharing economy nie będzie miał zastosowania, a drugie podejście twierdziło, że ta branża będzie rosła dzięki temu, że ludzie będą unikali transportu publicznego i bardziej skierują się na środki transportu indywidualnego – wskazuje agencji Newseria Innowacje Karol Żebrowski, odpowiedzialny za rozwój biznesu i sprzedaż w MorAmp.

Pandemia koronawirusa zachwiała rynkiem sharing economy, zjawiska polegającego na współdzieleniu lub współużytkowaniu pewnych dóbr, a nie ich posiadaniu. Z danych opublikowanych przez Elsevier wynika, że między 29 stycznia 2020 roku a 7 marca 2020 roku chiński Didi i francuski BlaBlaCar odnotowały spadek pobrań aplikacji o odpowiednio 75 i 65 proc. Z tego samego opracowania wynika, że 53 proc. kierowców Ubera obawia się znacznego spadku zarobków. Uber w wyniku pandemii zmniejszył zatrudnienie o 14 proc., a Lyft o 17 proc. Okazuje się jednak, że w miarę nabierania przez społeczeństwo i rynek doświadczeń związanych z sytuacją epidemiczną to się zmienia.

– Przy pierwszej fali koronawirusa wiele firm sharingowych świadczących swoje usługi w tej gałęzi przemysłu ograniczyło swoje usługi bądź całkowicie zamknęło, wycofało się z wielu miast, złomowało pojazdy. Teraz obserwujemy dosyć gwałtowny wzrost wypożyczeń i użytkowania tego typu pojazdów. Cały rynek mikromobilności, jak i współdzielonej mobilności będzie bardzo gwałtownie rósł w kolejnych latach – przewiduje Karol Żebrowski.

Sprzyjać temu trendowi może fakt, że miasta są coraz bardziej zatłoczone. Z raportu TomTom Traffic Index wynika, że kierowcy spędzili w ubiegłym roku w korkach średnio 87 minut. Najwyższy wskaźnik zakorkowania zanotowano 23 stycznia w Kijowie, ale w pierwszej dziesiątce najbardziej zatłoczonych miast Europy znalazły się dwa polskie: Łódź i Kraków.

– Miasta są coraz bardziej zatłoczone. Obserwujemy coraz więcej korków na ulicach i utrudnień dojazdu. Pojazdy mikromobilne będą wykorzystywały swoją przewagę dzięki swojej mobilności. Prognozy są takie, że w ciągu najbliższych pięciu lat rynek mikromobilności i pojazdów współdzielonych wzrośnie około 60-krotnie – podkreśla ekspert MorAmp.

Wraz z popularyzacją pojazdów mikromobilnych zmienia się też ich specyfikacja techniczna. W hulajnogach elektrycznych znajdziemy m.in. szereg rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji. Współczesne hulajnogi są w stanie samodzielnie wrócić na miejsce parkowania, a także tak zoptymalizować proces ładowania baterii, by pełne naładowanie nastąpiło dokładnie wtedy, kiedy użytkownik będzie musiał wyruszyć w trasę. Innowacje obejmują również takie funkcjonalności jak np. wykrywanie wypadków czy interakcja z użytkownikiem (np. komunikaty audiowizualne).

– Technologie wewnątrz pojazdów będą się rozwijały. Wiele innowacji będzie powstawało w związku z systemami elektronicznymi, z systemami zarządzania pojazdem, jak i flotą pojazdów, czyli również rozwiązania IoT dotyczące ogólnego managementu i programowania user experiences użytkowników. W tym zakresie wiele innowacji będzie mogło powstawać – twierdzi Karol Żebrowski.

Z raportu P&S Intelligence wynika, że do 2025 roku przychody z rynku mikromobilności osiągną pułap 9,8 mld dol.

Pierwszy kraj na świecie dopuścił do sprzedaży mięso przyszłości. Smakuje i wygląda jak zwykłe, ale wyhodowane zostało w laboratorium

Laboratoryjnie wyhodowane mięso trafi do dystrybucji. Amerykański start-up biotechnologiczny uzyskał zgodę singapurskiej agencji  żywności na powszechną sprzedaż mięsa wytwarzanego z komórek zwierzęcych. Produkt, choć zachowuje walory smakowe i odżywcze mięsa pozyskanego metodami tradycyjnymi, został stworzony metodami laboratoryjnymi i przy jego produkcji nie ucierpiało żadne zwierzę.

– Singapur od dawna jest liderem we wszelkiego rodzaju innowacjach, od technologii informacyjnej po biologię, a obecnie jest światowym liderem w budowaniu zdrowszego i bezpieczniejszego systemu żywnościowego. Zatwierdzenie regulacyjne dla mięsa wyhodowanego w laboratorium jest pierwszym z wielu. Jestem przekonany, że będzie ich więcej w innych krajach na całym świecie – podkreśla Josh Tetrick, współzałożyciel i dyrektor generalny Eat Just.

Firma biotechnologiczna Eat Just  zrobiła istotny krok na drodze do zredukowania spożycia mięsa pozyskiwanego metodą uboju zwierząt. Singapur będzie pierwszym państwem, które dopuści do sprzedaży żywność wyprodukowaną przy wykorzystaniu syntetycznego mięsa. Produkty z linii GOOD Meat powstały na drodze laboratoryjnej, na bazie próbek komórek odzwierzęcych, które w procesie namnażania były odżywiane wyłącznie pokarmem pochodzenia roślinnego.

Pierwszym produktem z linii GOOD Food będą kawałki panierowanego kurczaka. W pierwszej fazie wdrożeniowej koszt wytworzenia mięsa metodami laboratoryjnymi będzie przewyższał koszty pozyskania go drogą uboju, ale firma liczy na to, że wraz z popularyzacją produktu jego cena będzie sukcesywnie spadać. A jeśli trafi ono do globalnej dystrybucji, może stać się realną alternatywą dla tradycyjnego przemysłu mięsnego.

– Współpracując z szeroko rozumianym sektorem rolnictwa i myślącymi przyszłościowo decydentami, firmy takie jak nasza mogą pomóc sprostać zwiększonemu zapotrzebowaniu na białko zwierzęce, ponieważ do 2050 roku nasza populacja wzrośnie do 9,7 mld – wskazuje Josh Tetrick.

Z analiz przeprowadzonych przez ekspertów z Good Food Institute wynika, że w wyniku rosnącej liczby ludności na świecie w ciągu najbliższych 30 lat zapotrzebowanie na produkty mięsne może wzrosnąć nawet o 70 proc. Zaspokojenie tak wysokiego zapotrzebowania będzie problematyczne zarówno z logistycznego, jak i ekologicznego punktu widzenia. Aby zwiększyć uzysk z mięsa do uboju, konieczne będzie wycięcie dużych połaci lasów, co z kolei odbije się na zauważalnym wzroście śladu węglowego przemysłu zwierzęcego.

Tymczasem przy namnażaniu GOOD Meat wykorzystuje się gigantyczne, 1200-litrowe bioreaktory. Zastosowanie pożywki roślinnej aplikowanej w ściśle kontrolowanych warunkach pozwala wyeliminować z procesu produkcyjnego wszelkie antybiotyki. Dzięki temu mięso jest zdrowsze niż to pochodzące z uboju: charakteryzuje się wysoką zawartością białka, zróżnicowanym składem aminokwasów, tłuszczów nienasyconych oraz składników mineralnych.

– Pierwsze na świecie regulacje prawne dotyczące dopuszczenia do konsumpcji mięsa wytwarzanego bezpośrednio z komórek zwierzęcych toruje drogę do komercyjnej premiery nowej marki GOOD Meat – czytamy w komunikacie dla prasy Eat Just.

GOOD Meat nie jest pierwszym produktem Eat Just, który odpowiada na wyzwania związane z produkcją żywności odzwierzęcej. Firma ma już na swoim koncie opracowanie ekologicznych jajek JUST Egg, wyprodukowanych na bazie produktów roślinnych, które sprzedawane są na terenie krajów azjatyckich.

– Coraz ważniejsze jest dla nas inwestowanie w nowatorskie, zrównoważone technologie rolno-spożywcze, takie jak alternatywne białka, aby sprostać przyszłym potrzebom świata w zakresie żywności i żywienia – przekonuje Damian Chan, wiceprezes rządowej rady Singapore Economic Development Board.

Według firmy badawczej MarketsandMarkets wartość globalnego rynku syntetycznego mięsa do 2025 roku wzrośnie do 214 mln dol., a w 2032 roku osiągnie wartość 593 mln dol. W latach 2025–2032 rynek ma się rozwijać w tempie 15,7 proc. w skali roku.

E-commerce coraz bardziej profesjonalny dzięki pandemii

  • Podczas pandemii duża część handlu przeniosła się do sieci – przy obecnym poziomie e-zakupów ich wartość na koniec roku może przekroczyć 15 mld euro*.
  • Masowo powstają nowe sklepy internetowe – blisko 5,5 tys. w pierwszym półroczu* Te, które były na rynku wcześniej, w odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na e-handel inwestują w nowoczesne rozwiązania, na które wcześniej nie było ich stać.
  • Wzrost e-commerce zwiększa zapotrzebowanie logistyczno-magazynowe i rozwiązania je wspierające.

Z galerii do internetu

Wezwania do dystansu społecznego i pozostania w domu w pierwszych tygodniach pandemii zamroziły tradycyjny handel. Galerie handlowe były zamknięte, a inne sklepy zanotowały znaczące spadki obrotów. Wg prognoz Euromonitor, tegoroczna wartość sprzedaży w tradycyjnych sklepach odzieżowych i obuwniczych będzie mniejsza o 21,5%, co oznacza, że rynek skurczy się o 5,5 mld zł. Nie przestaliśmy jednak kupować, ruch z galerii handlowych przeniósł się do sieci. W pierwszym półroczu handel e-commerce zwiększył obroty o 30%. Przy takim poziomie wzrostu eksperci spodziewają się, że cały rok zamknie się ze sprzedażą internetową na poziomie 15 mld euro*. Online kupuje już 72% polskich internautów.

Zapotrzebowanie na zakupy w sieci kreuje podaż – w pierwszym półroczu powstało w Polsce blisko 5,5 tys. nowych sklepów internetowych. Wprawdzie swoją działalność zamknęło w tym czasie nieco ponad 2 tys., ale bilans i tak jest zdecydowanie na plus. Za zwiększenie sprzedaży w internecie odpowiadają nie tylko nowe sklepy, ale także te, które na rynku były obecne już wcześniej. Teraz dzięki zwiększeniu sprzedaży rosną ich przychody. Część zysków inwestują w rozwój i profesjonalizację swojego biznesu.

Duzi inwestują, nie chcą dać się dogonić nowej fali

Sklep internetowy to o wiele więcej niż widzimy wchodząc na jego stronę. W tym roku skokowo wzrosło zapotrzebowanie w obszarach infrastruktury telekomunikacyjnej, logistyczno-magazynowe i rozwiązań usprawniających i przyspieszających działanie.

– Wzrost rynku e-commerce jest widoczny. W pierwszym półroczu odnotowaliśmy rekordowe zamówienia z kilku dużych sklepów internetowych. Najwięksi na rynku inwestują duże pieniądze, żeby nie dać się konkurencji w postaci licznie powstających nowych firm – mówi Mirosław Cieśla Kierownik Sprzedaży Strategicznej w SPIE Building Solutions – dostawcy i implementatora rozwiązań dla handlu, w tym e-commerce.  – Przykładem rozwiązań, w które inwestują kolejne duże sklepy internetowe jest np. RFID czyli system elektronicznego oznaczania (tagowania) produktów. Jeszcze rok temu szeroko stosowała je u siebie tylko jedna firma handlowa, teraz jest ich przynajmniej 3, a kolejne przymierzają się do wdrożenia.

Jak działa RFID w sklepie internetowym

Cały towar, który wchodzi do obrotu jest oznaczony (otagowany) metkami elektronicznymi (metkami RFID lub fizycznym klipsem). Znakowanie odbywa się u źródła – w fabryce. Dzięki temu każdy towar docierający do sklepowego magazynu jest przy użyciu skanera szybko wprowadzany do komputera. Pracownicy sklepu przygotowując wysyłkę ponownie skanują towar sprawdzając czy to, co wychodzi z magazynu jest właściwą rzeczą i tą, którą zamówił klient. W ten sposób nie tylko unika się pomyłek przy wysyłce, ale i przekazuje na stronę sklepu rzeczywisty stan zaopatrzenia. Dzieje się to w sposób płynny i automatyczny. W przypadku wersji z klipsami usuwa się je w rozszywaczu RFID przed wysyłką. Zapakowany towar jest przekazywany na taśmociąg. Tam bramki rejestrujące sygnał z elektronicznej metki lub klipsa dodatkowo sprawdzają, czy zapakowano właściwy towar.

System działa w obydwie strony – jeśli klient odsyła jakiś towar i coś wraca do sklepu jest ponownie skanowane (lub doczepia się klips), a produkt wchodzi z powrotem na stan.

– Obniża się próg inwestycyjny takich rozwiązań. Kilka lat temu były dostępne tylko dla największych sklepów, obecnie koszty spadają. Niedawno o RFID pytała hurtowna elektryczna, która nie jest potentatem w swojej branży. Działa kilka lat, ale duża obecnie sprzedaż on-line sprawia, że rozważają wdrażanie nowoczesnych rozwiązań usprawniających działanie mówi Mirosław Cieśla ze SPIE Building Solutions.

Wg eksperta znacząco wzrosły także potrzeby związane z systemami antywłamaniowymi – sprzedaż w sklepach internetowych rośnie, muszą mieć więc więcej towaru „pod ręką”, gotowego do wysyłki. Do tego potrzebne są nowe powierzchnie magazynowe, które trzeba chronić i zabezpieczać.

Struktura sieci polskiego handlu to ponad 335 tys. sklepów stacjonarnych (oraz 32 tys. sklepów internetowych). Z 437 miliardów złotych wydanych w handlu przed pandemią, około 29 proc. tej kwoty zagospodarowały sklepy w centrach handlowych, a 9 proc. sklepy w kanale e-commerce (dane GFK).

* prognozy organizacji eCommerce Europe i RetailX

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 7.12 – 11.12.2020

Nastroje rynkowe pozostają optymistyczne i tak naprawdę jedynym zagrożeniem jest wytracenie rozpędu i pojawienie się wątpliwości, czy trendy nie zaszły za daleko? Nie byłoby to niezwykłe zjawisko, ale na koniec roku może być o to łatwiej w ramach ograniczania aktywności przed świąteczną przerwą. Z drugiej strony możliwy finał negocjacji brexitu oraz zwiększenie luzowania polityki przez EBC mogą dać świeży impuls dla rajdu ryzykownych aktywów.

Przyszły tydzień: CPI/indeks Michigan z USA, szczepionki, EBC, brexit, szczyt UE, bilans handlowy/inflacja z Chin, indeksy nastrojów z Australii, BoC

USA

W USA zestaw zaplanowanych publikacji jest relatywnie drugorzędny – inflacja CPI (czw) mało znaczy w obliczu deklaracji Fed o utrzymaniu stóp procentowych nisko na lata, a ewentualne pogorszenie nastrojów konsumentów (pt) jest oczekiwane w obliczu wzrostu liczby zachorowań. Do końca tygodnia Demokraci i Republikanie powinni znaleźć kompromis w sprawie pakietu fiskalnego, przynajmniej tak ostatnio deklarowali. Poza tym w czwartek Agencja Żywności i Leków ma dyskutować o zatwierdzeniu szczepionki Pfizera. Jeśli lek uzyska zgodę, dystrybucja ma się zacząć w ciągu następnych 24 godzin. Wall Street (i inne aktywa ryzykowne) będzie wrażliwy na te informacje.

Strefa euro

W strefie euro na pierwszym planie będzie decyzja EBC (czw), gdzie już wcześniej została zapowiedziana „rekalibracja” polityki. Według przecieków ujawnionych pod koniec mijającego tygodnia nowe narzędzia ekspansji monetarnej będą obejmować przedłużenie programu skupu aktywów PEPP o 6-12 miesięcy i zwiększenie wolumenu o co najmniej 500 mld EUR oraz nowy program pożyczek TLTRO. Z perspektywy EUR istotne jednak będzie, że EBC nie planuje cięć stóp procentowych. W komunikacie bank może nadmienić niezadowolenie z umocnienia EUR (jak to miało we wrześniu, kiedy ostatni raz EUR/USD flirtował z 1,20), jednak dla EBC istotniejsze jest tempo umocnienia euro niż poziom, a ostatnie zmiany są dużo spokojniejsze niż latem. Mimo to słabszy kurs (i poprawa konkurencyjności) to zawsze lepiej dla wychodzącej z kryzysu gospodarki, więc werbalna interwencja nie jest niemożliwa. EUR/USD jest narażony na sygnały ostrzegawcze, choć nie powinno zaburzyć to średnioterminowego trendu wzrostowego.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii szum polityczny w sprawie brexitu sięga punktu kulminacyjnego i być może już po weekendzie wyjaśni się, czy porozumienie handlowe zostanie osiągnięte. Siła GBP z ostatnich dni sugeruje, że rynek już niemal w pełni zdyskontował umowę, ale nie wyklucza to wstępnej eksplozji zadowolenia i pociągnięcia kursu wyżej. Tak samo, jak niewykluczone jest, że politycy znowu rozczarują i będą przeciągać rozmowy o kolejny tydzień.

Polska

Kalendarz publikacji makro z Polski na przyszły tydzień jest pusty, co oznacza, że ewentualne impulsy będą związane wyłącznie ze szczytem unijnym 10-11 grudnia i budżetem UE. Rynek wciąż liczy na zażegnanie sporu i wycofanie weta Polski i Węgier, otwierając drogę dla uruchomienia Funduszu Naprawczego. Jeśli do porozumienia nie dojdzie i UE zdecyduje się na obejście sprzeciwu Polski i Węgier, będzie to oznaczać pozbawienie obu krajów dostępu do dodatkowych środków fiskalnych. Można oczekiwać, że wstępna reakcja złotego będzie negatywna, ale nie spodziewamy się załamania kursu, a raczej osłabienia o ok. 1 proc. Jednocześnie brak dodatkowych miliardów z UE, nawet jeśli częściowo zostaną uzupełnione przez indywidualną emisję długu przez Polskę, obniży (ale nie wyeliminuje) potencjał do umocnienia złotego w dłuższym horyzoncie.

Chiny

Poza tym nieco uwagi powinno zostać poświęcone danym z Chin: bilansowi handlowemu (pon) i inflacji (śr). Pierwsze rzuci więcej świata na rozwój globalnych łańcuchów dostaw, a drugie – na siłę konsumpcji wewnętrznej. Zdrowie gospodarki Państwa Środka będzie ważnym filarem odbudowy ożywienia na świecie w 2021 r.

Australia

W Australii indeksy nastrojów w biznesie (wt) i konsumentów (śr) powinny wskazać na kontynuowaną poprawę, szczególnie że Antypodom udało się uniknąć jesiennej fali pandemii.

Kanada

W Kanadzie bank centralny (śr) powinien utrzymać politykę bez zmian (0,25 proc.), choć atak drugiej fali pandemii podniósł ryzyka wokół tempa wzrostu i prawdopodobnie będzie skutkować łagodnym wydźwiękiem komunikatu. Bez sygnałów dodatkowego łagodzenia polityki monetarnej, decyzja BoC powinna być neutralna dla CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Przemysław Pohrybieniuk nowym dyrektorem zarządzającym Kulczyk Foundation

1 grudnia 2020 r. Przemysław Pohrybieniuk objął stanowisko dyrektora zarządzającego Kulczyk Foundation. Przemysław Pohrybieniuk (49 lat) jest doświadczonym liderem z ponad 25-letnim stażem w firmach krajowych i międzynarodowych oraz organizacjach pozarządowych. Odpowiadał za różne aspekty zarządzania, marketingu, rozwoju biznesu, zarządzania reputacją i komunikacji społecznej, m.in. w międzynarodowych firmach – liderach w swoich branżach: Danone (członek zarządu), PwC, BBDO (PR), Dentons czy organizacji społecznych, takich jak Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową” (prezes zarządu) i ACCA (dyrektor zarządzający na Polskę i Kraje Bałtyckie).

„Misją Kulczyk Foundation jest walka o wolność kobiet w sferze świadomości, ciała i bytu. Marzę o tym, abyśmy skutecznie rozwiązywali realne problemy stojące przed kobietami, ale i wspierali je w ich własnej wolności oraz dawali im siłę i narzędzia do realizacji ich własnego potencjału. Naszym głównym projektem jest poradzenie sobie z problemem ubóstwa menstruacyjnego na całym świecie. Z badań przeprowadzonych na nasze zlecenie wynika, że ponad 500 milionów kobiet na świecie ma problem z dostępem do środków higieny menstruacyjnej – MY musimy to zmienić! Jestem zdeterminowana, aby w najbliższych latach wprowadzić rozwiązania, które zmienią tę sytuację. Dlatego wzmacniam zespół fundacji – zaprosiłam do współpracy Przemka Pohrybieniuka, którego doświadczenie w świecie biznesu połączone z sukcesami w działaniach społecznych powinno dać nam nową wizję i energię do działania. Wierzę, że Przemek podoła tym wyzwaniom, bo jest niezwykle doświadczonym managerem, liderem z prawdziwego zdarzenia, a także – co bardzo istotne – świetnym i dobrym człowiekiem. Cieszę się, że będzie zarządzał bieżącą pracą Kulczyk Foundation. Wierzę, że dzięki niemu fundacja zrealizuje istotne programy filantropijne na świecie. Witamy na pokładzie!” – mówi prezeska Kulczyk Foundation, Dominika Kulczyk.

Przemysław Pohrybieniuk był współtwórcą i liderem jednego z najważniejszych programów społecznych w Polsce „Podziel się posiłkiem” – programu marketingu zaangażowanego społecznie oraz „Mlecznego Startu” – produktu z obszaru biznesowych innowacji społecznych.
Obecnie jest także członkiem Rady Programowej Kongresu Ekonomii Wartości (Open Eyes Economy Summit) w Krakowie oraz członkiem Rady Uczelni Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz Rady Fundacji „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”.

Jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego (ukończył studia magisterskie na kierunku Stosunki Międzynarodowe) oraz Szkoły Zarządzania University of Bath (Wielka Brytania – MSC). Żonaty, ojciec trzech córek.

Czego oczekują polscy konsumenci na rynku artykułów żywnościowych

Polacy chcieliby, by żywność, którą kupują, pochodziła prosto ze źródeł. Szukają potwierdzenia, że produkty spożywcze trafiają do nich niemal bezpośrednio – wynika z prowadzonych przez naukowców z UW badań nt. zaufania do łańcucha dostaw w sektorze spożywczym.

Lokalni producenci, rodzime firmy z tradycją, rolnicy – komu i dlaczego ufają polscy konsumenci? Odpowiedzi na te pytania szukali naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego w ramach projektu EIT Food “Increasing consumer trust and support for the food supply chain and for food companies” (The Consumer Trust Grand Challenge).

EIT Food to część Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii (EIT) – organu Unii Europejskiej, który składa się z ponad 90 organizacji partnerskich i ponad 50 start-upów z 16 państw członkowskich UE. Jego celem jest tworzenie i promowanie w Europie środowiska sprzyjającego innowacyjności i przedsiębiorczości.

W badaniach dokonano szczegółowej analizy czynników zaufania do podmiotów łańcucha dostaw żywności. Bazą był materiał zebrany w ramach zogniskowanych wywiadów grupowych z udziałem konsumentów, wywiadów z przedstawicielami kluczowych organizacji branżowych, rządowych i mediów, panelu delfickiego z udziałem respondentów z 6 krajów oraz warsztatów dla liderów sektora spożywczego.

Kluczowe wnioski wskazują na brak ugruntowanego pojęcia zaufania do podmiotów łańcucha dostaw żywności – informują autorzy projektu w materiale przesłanym PAP.

„Istnieje przekonanie i potrzeba budowania zaufania do sektora rolno-spożywczego i żywności, zarówno wśród konsumentów, jak i przedsiębiorców. Jednak świadome działania producentów, mające na celu budowanie tego zaufania, np. poprzez systemy certyfikacji, promocję zdrowego żywienia itp., wskazują na brak ewidentnego przekonania, że ma to znaczenie dla konsumentów” – informuje kierownik projektu, dr Magdalena Klimczuk-Kochańska z Wydziału Zarządzania UW.

„W konsekwencji niewystarczający poziom informacji, wiedzy i edukacji prowadzi do zmniejszania poziomu zaufania wśród konsumentów. Z badań wynika, że różne podmioty – konsumenci, przedstawiciele branży spożywczej, eksperci branży spożywczej – wyrażają potrzebę większej liczby inicjatyw budujących zaufaniedo żywności” – dodaje.

Z analizy materiału badawczego wynika, że aspektami budującymi zaufanie są głównie bezpieczeństwo i jakość żywności, kojarzone z czynnikiem lokalności. „W naszym badaniu potwierdziła się hipoteza mówiąca o tym, że masowa produkcja i dystrybucja kojarzą się polskim konsumentom negatywnie” – mówi socjolog z Wydziału Socjologii UW, dr hab. Mikołaj Lewicki.

Jak dodaje, w opozycji do tego „silnie pozytywnie oceniany jest wątek lokalności – dostawców, produktów, ale też lokalnych sklepów spożywczych”. Badani konsumenci podkreślali wartość osobistych doświadczeń i tradycji, jakie stoją za lokalnymi produktami. „Z drugiej strony to, co lokalne, produkowane na mniejszą skalę, podlega w większym stopniu kontroli, zarówno konsumenckiej, jak i instytucjonalnej. Dlatego też w kwestii zaufania trudno konkurować z lokalnym targiem bądź oddolnymi inicjatywami dystrybucji żywności. Ten wątek badania jest o tyle ciekawy, że zaufania do lokalnych dostawców nie osłabia świadomość, że na targach – jak sugerują konsumenci – często sprzedają nie sami rolnicy, a handlarze, oferujący towar pochodzący z hurtowni lub giełd. Dotyczy to jednak tylko części produktów” – mówi M. Lewicki.

Z badań wynika również, że konsumenci mają stosunkowo niski poziom świadomości i wiedzy o regulacjach oraz systemach informacji, takich jak certyfikaty, które gwarantują wysokie standardy bezpieczeństwa i jakości produktów spożywczych. Oczekują od podmiotów z sektora, by te oferowały pełny przegląd informacji o produktach i ich łańcuchach dostaw. „Nasze badania wskazują, że w istocie chodzi o poczucie kontroli nad tym co się spożywa, a brak wiarygodnych instytucji 'autoryzujących’ informacje od przedsiębiorców sprawia, że konsumenci deklarują, że chcą pełnej informacji, podczas gdy w istocie opierają się na własnej rutynie, opinii zaufanych podmiotów oraz wierze w sprawdzonych pośredników” – wyjaśnia Lewicki.

„Respondenci wskazywali, że umiejętność budowania relacji z konsumentem jest ważna w procesie zwiększania zaufania do branży spożywczej. Niektórzy uczestnicy badań pozytywnie oceniali techniki marketingowe, takie jak reklama czy udział osób szanowanych społecznie i znanych z ekranów telewizji w promocji produktów. Zaznaczali, że pomagają im one w wyborze produktów z szerokiej gamy. Jednak część respondentów oceniła tego typu działania negatywnie, uznając je za niegodne zaufania, z uwagi na ich komercyjny charakter. Konsumenci negatywnie oceniają również te formy budowania relacji, które opierają się na jednostronnej korzyści producenta, czy stosowaniu technik reklamowych, wprowadzających konsumenta w błąd” – podsumowuje Klimczuk-Kochańska.

Dane zebrane w badaniu wskazują, że przejściowe kryzysy stanowią zagrożenie dla budowania zaufania, jednak jest to skutek tymczasowy. Konsumenci często szybko wracają do rutyny i przyzwyczajeń zakupowych.

Ericsson przystąpił do Związku Cyfrowa Polska

Do Związku Cyfrowa Polska, który zrzesza największe w Polsce firmy z branży cyfrowej i nowoczesnych technologii dołączyła firma Ericsson – pionier sieci 5G w Polsce. Jak podkreśla prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik, Związek liczy na wiele wspólnych projektów zwłaszcza mających na celu rozwój sieci piątej generacji czy Internetu Rzeczy.

Dla firmy Ericsson to ogromna satysfakcja, że może być częścią ZIPSEE i przyczynić się do jeszcze silniejszej Cyfrowej Polski – powiedział Martin Mellor, szef firmy Ericsson w Polsce. Z kolei Michał Kanownik podkreśla, że dołączenie do Związku firmy Ericsson to ważne wydarzenie zwłaszcza dziś, kiedy stoimy u progu budowy i wdrażania sieci 5G w Polsce. – Ericsson to doświadczona firma, która z sukcesem zrealizowała testowe wdrożenia sieci 5G. Cieszę się, że wspólnie będziemy mogli działać na rzecz cyfryzacji kraju – mówi prezes Cyfrowej Polski.

Więcej o firmie Ericsson