Rynek hotelowy w Polsce. Hoteli wciąż przybywa, ale spowolnienie na horyzoncie

W Polsce z roku na rok przybywa turystów, jaki i hoteli oraz miejsc noclegowych. W ciągu trzech kwartałów 2018 r. najwięcej nowych obiektów, pojawiło się w Warszawie (20,5% wzrost względem 2017 r.), Krakowie (8,5%) i Trójmieście (7,6%). Według prognoz zawartych w najnowszym raporcie „Rynek hoteli i condohoteli w Polsce 2018” firmy Emmerson Evaluation,  rynek jeszcze wciąż ma się dobrze, choć największą falę wzrostu ma już jednak za sobą.

Na przestrzeni ostatnich kilku lat na polskim rynku hotelowym utrzymywała się bardzo dobra koniunktura. Rosnące z roku na rok statystyki dotyczące liczby turystów polskich i zagranicznych oraz obłożenia pokoi hotelowych potwierdzały, że Polska jest dobrym wyborem dla inwestorów. Nie bez powodu w naszym kraju pojawiło się lub wznowiło swoją działalność wiele znanych na całym świecie brandów hotelowych – mówi Dariusz Książak, Prezes Emmerson Evaluation, firmy zajmującej się profesjonalną wyceną nieruchomości.

Hoteli wciąż przybywa

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, przywołanych w raporcie Emmerson Evaluation, w I połowie 2018 r. wzrost liczby obiektów hotelowych względem roku poprzedniego zanotowało 13 polskich województw. Tylko w województwie pomorskim nie odnotowano żadnych zmian w tym zakresie. Dwa województwa – wielkopolskie i świętokrzyskie zanotowały niewielki spadek liczby hoteli, odpowiednio o 1% i 3% względem roku 2017 r. (przy czym w świętokrzyskim ogólna liczba miejsc hotelowych wzrosła, ze względu na rozbudowę już istniejącego obiektu). Największy wzrost pod względem liczby obiektów zaobserwowano w województwie dolnośląskim oraz województwie lubuskim i lubelskim.

Z kolei największy przyrost pod względem liczby nowych miejsc noclegowych odnotowano w województwie łódzkim (aż o ponad 1 tys. nowych miejsc noclegowych w porównaniu do 2017 r.),  lubuskim i zachodniopomorskim. Spadek liczby miejsc noclegowych (w związku z zamknięciem obiektu) zanotowało jedynie województwo wielkopolskie.

Gdzie rynek rośnie najmocniej?

Eksperci Emmerson Evaluation przeanalizowali także przyrost bazy hotelowej i pokoi hotelowych w największych polskich aglomeracjach i destynacjach turystycznych w ciągu trzech kwartałów 2018 r. Na tle wszystkich lokalizacji, wyróżnia się Warszawa, gdzie liczba hoteli wzrosła aż o ponad 1/5 (20,5%). Rezultatem uruchomienia kilkunastu nowych obiektów była łączna podaż ok. 2 tys. nowych pokoi. Także w ich przypadku stolica zanotowała najwyższy ich przyrost wśród analizowanych miast (16,8%).

Baza hotelowa znacznie powiększyła się także w Krakowie oraz Trójmieście – odpowiednio o 8,5% i 7,6%. Wzrost o 6,9% nastąpił we Wrocławiu, a o 6,5% na Śląsku, tj. Katowicach i na terenie Gliwic. Niewiele mniejszy przyrost (6,3%) Emmerson Evaluation odnotował w rejonie pasa górskiego, tj. w Zakopanem, Karpaczu, Beskidach. Natomiast jedne z mniejszych wzrostów miały miejsce w Poznaniu, Łodzi oraz w pasie nadmorskim – Kołobrzegu, Świnoujściu i Półwyspie Helskim – odpowiednio 3,4%, 3,2% oraz 2,8%.

Wykres 1.

Rynek hotelowy w Polsce

Pod względem bazy pokoi hotelowych w ciągu trzech kwartałów 2018 r. po stolicy największy ich przyrost nastąpił w Trójmieście oraz Katowicach i Gliwicach (po ok. 10%). Trójmiasto, a zwłaszcza Gdańsk, cieszyło się dużą aktywnością pod względem nowych inwestycji hotelowych. W Krakowie przybyło o 7,8% pokoi hotelowych względem roku 2017, a Poznaniu i Wrocławiu nastąpił wzrost w granicach 5-6%. Nowe hotele w tych miastach przyrastają w nieco wolniejszym tempie, niż ma to miejsce na przykład w przypadku Warszawy czy Gdańska, jednak można zauważyć, iż baza hotelowa z roku na rok zasilana jest przez nowe marki hotelowe. Zaplecze turystyczne sukcesywnie powiększa się także na południu kraju. W pasie górskim, reprezentowanym w raporcie Emmerson Evaluation przez Zakopane, Karpacz oraz część rejonu Beskidów (Wisła, Szczyrk, Ustroń), wzrost liczby pokoi hotelowych zanotowano na poziomie 5,2%. Na głównych rynkach najmniejszy przyrost liczby nowych pokoi odnotowano w Łodzi (poniżej 1%).

Wykres 2.Rynek hotelowy w Polsce 2

Rynek hotelowy w 2020 r.

W raporcie „Rynek hoteli i condohoteli 2018” eksperci Emmerson Evaluation szacują także przyszłą podaż hoteli i pokoi hotelowych, w okresie od ostatniego kwartału 2018 r. do końca 2020 r. Największego przyrostu liczby nowych pokoi hotelowych autorzy raportu spodziewają się w Trójmieście, gdzie ma ona wzrosnąć aż o ponad 40% w stosunku do obecnej podaży. –  Znaczna część nowych inwestycji powstaje na Wyspie Spichrzów, która w związku z trwającą rewitalizacją jest jednym z najintensywniej rozwijających się obszarów Gdańska. Powstają tam nie tylko klasyczne projekty hotelowe, ale także condohotelowe oraz obiekty z apartamentami wakacyjnymi. W tej chwili hotele na Wyspie Spichrzów oferują ponad 1 tys. pokoi, co stanowi prawie 1/5 całkowitej bazy pokoi hotelowych w Trójmieście – wskazuje Dariusz Książak.

Do końca 2020 r. o prawie 40% zwiększy się także liczba pokoi hotelowych w Łodzi oraz w popularnych miejscowościach pasa nadmorskiego – Kołobrzegu, Świnoujściu i na Półwyspie Helskim. – Gros przygotowywanych inwestycji w pasie nadmorskim to obiekty, które działać będą w formule condo. Stają się one coraz popularniejsze, ponieważ z punktu widzenia dewelopera takie przedsięwzięcia pozwalają na uzyskanie wyższej marży niż w przypadku tradycyjnych projektów deweloperskich – zaznacza Prezes Emmerson Evaluation. Z kolei, inwestycje realizowane w Łodzi to częściej hotele indywidualne, niezrzeszone pod międzynarodową siecią hotelową lub działające w ramach lokalnych, mniejszych sieci. W związku z realizacją projektu Nowego Centrum Łodzi oraz realizacją wielu przedsięwzięć zarówno biurowych, jak i mieszkaniowych, eksperci Emmerson Evaluation spodziewają się, że większość nowych hoteli pojawi się w dzielnicy Śródmieście.

Dużym wzrostem oferty pokoi hotelowych na koniec 2020 r. będzie mógł pochwalić się także Śląsk, w tym głównie Katowice i Gliwice, gdzie baza pokoi hotelowych wzrośnie o ok. 1/4 w porównaniu do obecnej podaży. Natomiast, o ponad 20% wzrośnie liczba pokoi hotelowych w rejonie pasa górskiego. Nowe inwestycje w Zakopanem, Karpaczu czy Wiśle to, podobnie jak w przypadku pasa nadmorskiego, w dużej mierze inwestycje condohotelowe w standardzie 5*, oferujące szeroki wachlarz usług. Takie obiekty zazwyczaj wyposażone są np. w gabinety odnowy biologicznej, SPA, zaplecze fitness, a także sale zabaw dla dzieci czy wypożyczalnie sprzętu narciarskiego.

Dotychczasowy lider – Warszawa, pod koniec 2020 r. nie będzie już w czołówce najszybciej rozwijających się rynków. W stolicy eksperci Emmerson Evaluation przewidują do tego czasu ok. 20% wzrost liczby pokoi hotelowych. Dzielnice, które najbardziej wzbogacą się o nowe hotele to Mokotów, Wola (ok. 1 tys. nowych pokoi w obu lokalizacjach) oraz Śródmieście (ponad 800 nowych pokoi). – Kumulacja inwestycji w rejonach, które stanowią zagłębia biurowe wskazuje, iż oferta nowych obiektów skierowana będzie głównie do klientów biznesowych i pracowników korporacji odwiedzających stolicę w celach służbowych. Nadpodaż powierzchni biurowych, która obserwowana jest od pewnego czasu w granicach mokotowskiego Służewca powoduje, iż budynki, które pierwotnie miały funkcjonować jako biura są przekształcane na hotele – wskazuje Prezes Emmerson Evaluation i dodaje, że realizowane inwestycje to nie tylko nowe obiekty, część z nich polega na rozbudowie lub modernizacji istniejących już budynków.

We Wrocławiu podaż pokoi hotelowych na koniec 2020 r. zwiększy się o również o ok. 20%. W Poznaniu liczba pokoi hotelowych wzrośnie, wg szacunków Emmerson Evaluation, co najmniej o 17% w porównaniu do obecnej podaży, a w Krakowie o ponad 10%.

Wykres 3.Rynek hotelowy w Polsce 3

Spowolnienie na horyzoncie

Prognozy rozwoju do 2020 r. dla większości najważniejszych rynków hotelowych polskich miast są nadal pozytywne. Jednak hossa nie może trwać wiecznie. Analiza średniego tempa przyrostu miejsc noclegowych w hotelach na koniec 2017 r. pokazuje się, że przyrost nowych inwestycji na rynku hotelowym nieco spowolnia. Jeszcze w 2016 r. współczynnik CAGR wyniósł 6,34%, podczas gdy na koniec 2017 r. już tylko 5,71%. Może to być pierwszy symptom nadchodzącego spowolnienia na polskim rynku hotelowym. – Pomimo, że inwestycji w segmencie hotelowym nadal przybywa to są one efektem decyzji podjętych przez inwestorów rok czy dwa lata temu. Część bardziej doświadczonych deweloperów oraz sieci hotelowych z pewnością już teraz selekcjonuje lokalizacje pod nowe obiekty z większą rozwagą niż kilka lat wcześniej. Wydaje się, że mimo, że na rynku na razie nie widać oznak załamania, to koniunktura minęła już swój szczytowy punkt i wchodzimy w fazę spowolnienia rozwoju – tłumaczy Dariusz Książak.

Według Emmerson Evaluation ryzykowne dla branżowych podmiotów może stać się inwestowanie w lokalizacjach, które w ostatnim okresie zaliczają najbardziej dynamiczny przyrost podaży. – Rynek nie będąc w stanie wchłonąć tak wysokiej liczby obiektów będzie stawał się coraz bardziej wymagający dla potencjalnych inwestorów – dodaje Prezes Emmerson Evaluation. Ekspert zauważa, że można spodziewać się odwrócenia obserwowanych trendów wzrostowych jeżeli chodzi o wykorzystanie miejsc noclegowych oraz wskaźniki ADR (średnia dzienna cena) i RevPAR (średni przychód z jednego dostępnego pokoju).

Eksport we wrześniu 2018 – prognoza Krajowej Izby Gospodarczej

Dostępne obecnie dane o stanie gospodarki realnej oraz opinie pozyskane od członków KIG pozwalają szacować, że eksport we wrześniu 2018 wyniósł 18 104  mln EUR. Zwiększył się tym samym w stosunku do wartości notowanych dla sierpnia o 5,3%, w stosunku zaś do wielkości notowanych przed dwunastu miesiącami wzrósł o 2,7%. Wielkość eksportu w październiku może okazać się istotnie wyższa w stosunku  do wypracowanej we wrześniu. 

Wrzesień przynosi zazwyczaj znaczące zintensyfikowanie aktywności gospodarczej – zwłaszcza w zakresie produkcji przemysłowej. Firmy zwiększają bowiem produkcję, nieco stłumioną okresem wakacyjnym, kiedy spora część załogi przebywa na urlopach, a dodatkowo w części firm dokonywane są przeglądy ciągów technologicznych. Często mówi się tu o wrześniowym efekcie powakacyjnego otwarcia. Co warto podkreślić, na ostatnie dni września przypada też często początek zwiększenia dostaw związanych z zatowarowaniem handlu na okres jesienno-zimowy, ze szczególnym uwzględnieniem dostaw na potrzeby świąt.

Tegoroczne stłumienie aktywności gospodarczej w okresie letnim było mniejsze od oczekiwanego i płytsze niż w roku ubiegłym. W konsekwencji wyniki września, choć lepsze od tych z miesięcy wakacyjnych, nie wykażą jednak aż tak silnego wzrostu jak zazwyczaj się oczekuje. Poprawa obrotów sięgająca w tym roku 5,3% w stosunku do sierpnia odbiegać będzie od bardziej typowych dla tego okresu 10% czy 12%. W konsekwencji istotnej redukcji ulegnie dynamika roczna sprzedaży z 7,4% w sierpniu do około 2,7%. Na wynikach września zaważyć może też obserwowane opóźnienie dotyczące choćby wprowadzania kolekcji jesienno – zimowej na rynek (aura wciąż pozostawała bowiem letnią). Należy jednak pamiętać, że dostawy te będą jedynie spóźnione, a przesunięte na pierwsze dni października wyraźnie podbiją jego statystyki.Eksport we wrześniu 2018

Wyniki eksportu za pierwsze miesiące 2018 roku prezentowały się lepiej niż zakładały to scenariusze kreślone przed kilku kwartałami. Odbudowa dynamiki eksportu postępowała szybciej niż w oczekiwano. W ostatnim czasie nastąpiło jednakże pewne pogorszenie perspektyw gospodarczych u naszych głównych partnerów handlowych. W konsekwencji zakładane dla ostatnich miesięcy roku zdynamizowanie eksportu może mieć mniejsze od prognozowanych rozmiary. Przekonują o tym słabnące wskaźniki koniunktur w Polsce i zagranicą oraz niższe od prognozowanych poziomy zamówień (w tym eksportowych). Pośród gorszych miesięcy końca roku szczególnie słabo może prezentować się wynik września.

Oczekiwane zmiany eksportu 2018 2019
Eksport ogółem 5,9% 7,6%
Niemcy 8,0% 7,9%
Pozostałe kraje strefy euro 6,0% 7,2%
Kraje UE nie będące w strefie euro 4,8% 7,0%
Pozostałe kraje rozwinięte 5,4% 8,6%
Kraje Europy Środkowo – Wschodniej 5,6% 10,6%
Kraje rozwijające się 1,8% 6,3%

We wrześniu złoty osłabił się wobec euro o 0,3% do 4,2992 i okazał się równocześnie o 0,7% słabszy niż przed rokiem. Zmiany te, choć niewielkie, poprawiły pozycję konkurencyjną naszych eksporterów. Nieco inaczej prezentowała się natomiast sytuacja eksporterów rozliczających sprzedaż w dolarach. We wrześniu bowiem złoty wzmocnił się w stosunku do tej waluty – o 0,9% do 3,6837. Mimo umocnienia w skali miesiąca, złoty okazał się wobec dolara słabszy niż przed rokiem o 2,9%.  wycena złotego

Według Narodowego Banku Polskiego w pierwszych ośmiu miesiącach bieżącego roku eksport wyniósł 139 572 mln EUR i okazał się o 6,0% większy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Według sprawozdawczości prezentowanej przez Główny Urząd Statystyczny eksport wynosząc w okresie I – VIII 2018 r. 143 600 mln EUR okazał się wyższy niż przed dwunastoma miesiącami o 6,7%.

Zgodnie z aktualnymi założeniami co do stanu światowej i polskiej gospodarki w latach 2018 – 2019 można oczekiwać zwiększenia naszej sprzedaży z 201,9 mld EUR w roku 2017 do odpowiednio 213,8 mld EUR (o 5,9%) w roku 2018 oraz do 230,0 mld EUR (o 7,6%) w roku 2019.

Ruszył program „Biznes kontra smog”

Zły stan jakości powietrza w Polsce skłonił działające w Krakowie firmy do aktywnego włączenia się w działania, których celem jest edukacja w zakresie ochrony środowiska naturalnego. Z inicjatywy PwC, pod auspicjami Krakowskiego Alarmu Smogowego oraz Stowarzyszenia ASPIRE, powstał program „Biznes kontra smog”, zrzeszający następujące przedsiębiorstwa: Akamai, Amway, Aon, CANPACK Group, Cisco, Hitachi Vantara, Herbalife Nutrition, Jacobs (Ch2M), Wilson HCG oraz Zurich.

Systematyczna działalność edukacyjna w celu zwiększania świadomości ekologicznej Polaków jest jednym z kluczowych elementów skutecznej walki o poprawę jakości powietrza w Polsce. Program ‘Biznes kontra smog’ to dobry przykład będący odpowiedzią na wyzwania w tym zakresie. Uczestniczące w projekcie firmy i organizacje pokazują, jak przejść od teorii do praktyki w kwestii rozwiązywania kluczowych problemów naszego społeczeństwa. – Bartosz Jasiołek, partner w PwC

Celem projektu „Biznes kontra smog” jest realizacja programu wolontariatu pracowniczego w obszarze edukacji dzieci i młodzieży na temat smogu i czystości powietrza. Dzięki współpracy 11 firm oraz dwóch stowarzyszeń, ASPIRE i Krakowskiego Alarmu Smogowego, w trakcie zimowych miesięcy do marca 2019 r. możliwe będzie przeprowadzenie warsztatów dla ponad 5 tys. uczniów szkół i przedszkoli z woj. małopolskiego. Zajęcia są prowadzone przez przygotowanych wcześniej przez Krakowski Alarm Smogowy wolontariuszy, będących pracownikami firm zaangażowanych w projekt. Program został dostosowany do różnych grup wiekowych. Uczestnicy warsztatów dowiadują się m.in. czym jest smog, dlaczego powstaje, jakie zagrożenia niesie dla zdrowia i życia ludzi oraz co można i należy robić, aby móc oddychać czystszym powietrzem. Wszystkie warsztaty są bezpłatne – placówki edukacyjne nie ponoszą żadnych kosztów związanych z ich organizacją.

Nikogo nie trzeba przekonywać, że zła jakość powietrza w Polsce stanowi jedno z najważniejszych wyzwań, nie tylko dla rządu czy pojedynczych samorządów, ale dla nas wszystkich. Każdy z nas może mieć swój udział w ograniczaniu skali tego negatywnego zjawiska. Edukacja jest punktem wyjścia do innych działań. Społeczeństwo świadome źródeł powstawania smogu to szansa na zbudowanie lepszej przyszłości. – Anna Dworakowska, współzałożycielka Krakowskiego Alarmu Smogowego

Program „Biznes kontra smog” to pierwsze na polskim rynku tak szerokie porozumienie przedsiębiorstw w obszarze zaangażowania społecznego. Co ważne, lista firm, które mogą włączyć się do działania nie jest zamknięta.

Jak stawić czoła jednemu z największym obecnie problemów w Polsce, czyli smogowi? Odpowiedzi może być wiele, ale ich wspólnym mianownikiem jest z pewnością współpraca. Działając razem zwiększamy skalę oddziaływania, w krótkim czasie możemy po prostu zrobić więcej. Cieszę się, że firmy zrzeszone w ASPIRE tak aktywnie włączyły się do udziału w tym wyjątkowym i niezwykle pożytecznym projekcie. – Andrew Hallam, sekretarz generalny Stowarzyszenia ASPIRE

Program otrzymał patronat honorowy Marszałka woj. małopolskiego. Więcej informacji o projekcie jest dostępnych na stronie facebook.com/BiznesKontraSmog.

W trakcie konferencji oficjalnie inaugurującej program „Biznes kontra smog”, firmy zaangażowane w projekt podpisały deklarację o współpracy.

Odpowiadając na jedno z najważniejszych wyzwań naszego społeczeństwa, jakim jest zła jakość powietrza i środowiska naturalnego w Polsce, deklarujemy swoje pełne zaangażowanie w program „Biznes kontra smog”, działając na rzecz podnoszenia świadomości ekologicznej Polaków.

Magazynowanie energii niezbędne dla dalszego rozwoju polskiej energetyki

Polska jest pod coraz większą presją UE związaną z realizacją celów dotyczących OZE w finalnej konsumpcji energii. Do 2020 r. powinien on wynieść 15%. Tymczasem w naszym kraju odsetek ten wciąż oscyluje na poziomie ok. 12%. W przyspieszeniu procesu transformacji polskiej energetyki kluczowego znaczenia nabiera utworzenie sektora magazynowania energii, umożliwiającego płynną integrację tradycyjnych i odnawialnych źródeł zasilania sieci. Planowane przez rząd zmiany w prawie energetycznym to pierwszy krok w dobrą stronę – oceniają eksperci Europejskiego Instytutu Miedzi.

system magazynowania
Pierwszy w Europie całkowicie litowo-jonowy, komercyjny system magazynowania energii (ESS) współdziałający z farmą wiatrową na Wyspach Owczych. Skonteneryzowane rozwiązanie o mocy 2,3 MW wspomaga utrzymanie stabilności sieci, dzięki czemu mieszkańcy wysp mogą w pełni wykorzystywać 12 MW potencjał farmy wiatrowej Húsahagi. Źródło: SEV

Nowelizacja ustawy Prawo energetyczne została opracowana w Ministerstwie Energii i skierowana do konsultacji społecznych. Termin na zgłaszanie uwag upływa 9 listopada br. Zgodnie z założeniami przyjętymi przez resort, projekt ma na celu ułatwienie dalszego rozwoju nowoczesnej energetyki w Polsce, w tym sektora OZE, poprzez stworzenie jasnych ram dla funkcjonowania rynku magazynowania energii.

– Ewolucja polskiej gospodarki w kierunku gospodarki niskoemisyjnej nie będzie możliwa bez zapewnienia odpowiedniej elastyczności systemu energetycznego, pozwalającej na uniezależnienie procesu wytwarzania energii od jej zużycia. Będzie to miało kluczowe znaczenie, gdy krajowy system elektroenergetyczny zostanie zdominowany przez OZE o zmiennej wydajności. Dostosowywanie ilości produkowanej energii do przewidywanego zapotrzebowania będzie wówczas niemożliwe. Brakującą moc lub jej gromadzenie w przypadku nadprodukcji będą mogły zapewnić jedynie magazyny energii – komentuje Michał Ramczykowski, Prezes Zarządu Europejskiego Instytutu Miedzi.

Warto dodać, że obecnie w okresie transformacji, kiedy z systemem elektroenergetycznym integrujemy coraz więcej OZE, magazynowanie energii może być pomocne w bardziej efektywnej jego eksploatacji, przedłużając czas życia istniejącej infrastruktury lub w przypadku awarii, obniżając ilość energii niedostarczonej do odbiorców. Magazynowanie ma więc istotny wpływ na poprawę bezpieczeństwa krajowego systemu energetycznego.

Nowy impuls

Przygotowana przez resort energii nowelizacja zakłada przede wszystkim zniesienie formalnych barier, które obecnie uniemożliwiają inwestorom uzyskanie korzyści ekonomicznych z tytułu magazynowania energii elektrycznej, tym samym ograniczając rozwój branży.

Wśród głównych zmian należy wskazać przede wszystkim wprowadzenie jednolitego systemu koncesjonowania i rejestracji magazynów energii elektrycznej, określenie jasnych zasady współpracy magazynu energii z siecią elektroenergetyczną, jednostkami wytwórczymi oraz odbiorcami, a także wskazanie warunków na jakich magazyn energii elektrycznej może być uwzględniony w planie rozwoju jako substytut rozbudowy sieci.

W kontekście efektywności kosztowej inwestycji w magazynowanie energii na uwagę zasługują m.in. przepisy zmieniające zasady rozliczania energii elektrycznej pobranej z sieci na potrzeby magazynowania energii elektrycznej, przewidujące, iż energia ta nie będzie uznawana za zużycie końcowe.

W tym aspekcie warto również zwrócić uwagę na modyfikacje proponowane w ustawie o podatku akcyzowym. Zakładają one zmianę definicji nabywcy końcowego, wyłączającą z obowiązku akcyzowego nabycie energii elektrycznej przez podmiot prowadzący działalność w zakresie magazynowania energii elektrycznej i posiadający koncesję na jej magazynowanie. Proponowane zwolnienie pozwoli uniknąć podwójnego obciążenia raz wytworzonej energii podatkiem akcyzowym ze względu na to, że akcyzą obciążona jest energia dostarczona do odbiorcy końcowego. Rozwiązanie to zapewni podobne traktowanie podmiotów prowadzących działalność w zakresie magazynowania energii, jak i podmiotów posiadających koncesję na wytwarzanie, przesyłanie, dystrybucję lub obrót energią elektryczną.

Wśród czynników zwiększających potencjał ekonomiczny inwestycji należy również wskazać zwolnienie z opłat za przyłączenie do sieci magazynu energii elektrycznej pod warunkiem oddania go do eksploatacji w terminie nie dłuższym niż 5 lat od dnia wejścia w życie ustawy.

Magazynowanie – czwarty element systemu

Kierunki zmian przyjęte przez Ministerstwo Energii należy postrzegać jako sprzyjające rozwojowi sektora magazynowania energii w Polsce, wyodrębniając go w praktyce jako czwarty element systemu elektroenergetycznego – obok generacji, transportu (tj. przesyłu i dystrybucji) oraz zużycia.

Proponowane rozwiązania warto jednak traktować jako pierwszy krok w kierunku stworzenia właściwych ram regulacyjnych i struktury rynku, uwzględniających docelowo różne technologie magazynowania energii, zarówno obecne, jak i przyszłe, jeszcze nie znane.

Technologie magazynowania energii są bowiem zróżnicowane i oferują wiele wartościowych zastosowań, nie tylko w kontekście sektora energii elektrycznej, ale także grzewczego, chłodzenia czy transportu.

Termin „magazynowanie energii” odnosi się bowiem do zróżnicowanej grupy technologii działających w oparciu o odmienne zasady: mechaniczne (np. magazynowanie w elektrowni szczytowo-pompowej, wirujące zasobniki energii z kołem zamachowym, magazynowanie energii sprężonego powietrza), chemiczne (np. power-to-gas – wykorzystujące energię elektryczną do produkcji wodoru metodą elektrolizy, który następnie jest przetwarzany na metan), elektrochemiczne (np. akumulatory) i elektryczne (np. superkondensatory). Niektóre z nich (jak koła zamachowe lub superkondensatory) pozwalają na szybkie uwolnienie energii dla celów krótkoterminowego bilansowania mocy, podczas gdy inne zapewniają magazynowanie w dłuższych okresach czasu, w skali godzin, dni lub nawet pór roku, jak na przykład elektrownie szczytowo-pompowe lub magazynowanie wodoru.

Każda z tych technologii jest w szczególny sposób dostosowana do konkretnego zbioru zastosowań. Różne technologie magazynowania można jednak łączyć ze sobą, tworząc system hybrydowy, który będzie przewyższał sumę swoich części składowych. Potencjał rozwoju sektora magazynowania energii jest bardzo duży. Kontynuując proces energetycznej transformacji kraju, decydenci powinni więc uwzględniać różne, najbardziej efektywne technologie, zwiększając tym samym bezpieczeństwo energetyczne kraju.

Kim jest doradca restrukturyzacyjny?

Ustawa Prawo restrukturyzacyjne wprowadziła w życie nowy zawód regulowany – doradca restrukturyzacyjny. Zawód ten jest skomercjalizowaną wersją zawodu syndyka. Przed 2016 rokiem, syndyk pełnił swoją funkcję w postępowaniu upadłościowym na skutek powołania przez sąd. Wraz z nowelizacją przepisów dotychczasowi syndycy uzyskali licencje doradców restrukturyzacyjnych przez co mogą oferować swoje usługi na tzw. wolnym rynku. Otwarcie zawodu syndyka i umożliwienie świadczenia usług w ramach prowadzonych działalności nie wyłącza możliwości pełnienia funkcji w postępowaniach insolwencyjnych na wcześniejszych zasadach.

Obecnie licencja doradcy restrukturyzacyjnego nadawana jest przez Ministra Sprawiedliwości. Uzyskanie tejże licencji potwierdza kompetencje i wiedzę z zakresu m.in. prawa upadłościowego i restrukturyzacyjnego. Osoba posiadająca stosowne uprawnienia cechuje się znajomością regulacji nie tylko z zakresu postępowań insolwencyjnych. Posiada też wiedzę z szeroko pojętego prawa gospodarczego, prawa pracy, a także z finansów i ekonomii. Z uwagi na stawiane wymogi, o licencję doradcy restrukturyzacyjnego starają się m.in. prawnicy, ekonomiści, biegli rewidenci, czy kadra zarządzająca.

Uprawnienia doradcy restrukturyzacyjnego

Doradca restrukturyzacyjny jest uprawniony do:

  • udzielania porad i sporządzania opinii prawnych na gruncie prawa upadłościowego, czy restrukturyzacyjnego;
  • reprezentowania dłużnika lub wierzyciela przed sądem w sprawach upadłościowych, a także w sprawach restrukturyzacyjnych;
  • doradztwa m.in. w zakresie wyboru odpowiednich rozwiązań prawnych wobec przedsiębiorstw zagrożonych niewypłacalnością lub niewypłacalnych, w zakresie ewentualnego postępowania upadłościowego, czy w kontekście doboru odpowiednich rozwiązań mających na celu minimalizowanie ryzyka związanego z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Głównym celem postępowań restrukturyzacyjnych jest uniknięcie ogłoszenia upadłości przez niewypłacalną firmę. Tym samym, doradca restrukturyzacyjny powinien podjąć możliwe czynności, aby uchronić firmę przed bankructwem lub odpowiednio ją do niego przygotować. Więcej o założeniach restrukturyzacji przedsiębiorstwa na: https://www.restrukturyzacja-kancelaria.pl/

Warunki otrzymania licencji doradcy restrukturyzacyjnego

Od kandydata starającego się uzyskać licencję doradcy restrukturyzacyjnego wymaga się:

  • obywatelstwa państwa członkowskiego UE, Konfederacji Szwajcarskiej lub państwa członkowskiego EFTA (Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu);
  • znajomości języka polskiego na poziomie wystarczającym do pełnienia określonych funkcji w postępowaniach;
  • dyplomu ukończenia studiów wyższych i uzyskania tytułu magistra (lub równorzędnego w innym państwie członkowskim UE, EFTA lub Konfederacji Szwajcarskiej);
  • uzyskania wyniku pozytywnego z egzaminu państwowego;
  • co najmniej 3-letniego doświadczenia w zarządzaniu majątkiem upadłego, przedsiębiorstwem lub jego wyodrębnioną częścią w Polsce lub innym państwie członkowskim UE, EFTA lub Konfederacji Szwajcarskiej;
  • pełnej zdolności do czynności prawnych;
  • nieposzlakowanej opinii;
  • braku wpisu w rejestrze dłużników niewypłacalnych Krajowego Rejestru Sądowego.

Egzamin na licencję doradcy restrukturyzacyjnego jest organizowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Na egzamin składa się część testowa oraz pisemna. Test składa się ze 100 pytań, a zdający powinien uzyskać co najmniej 75 poprawnych odpowiedzi, w przypadku części pisemnej trzeba uzyskać co najmniej 20 punktów ze 30 możliwych.

Uprawnienia doradcy restrukturyzacyjnego w postępowaniach insolwencyjnych

Doradca restrukturyzacyjny może pełnić następujące funkcje:

  • nadzorcy układu w postępowaniu o zatwierdzenie układu;
  • nadzorcy sądowego w przyspieszonym postępowaniu układowym i postępowaniu układowym;
  • zarządcy w przyspieszonym postępowaniu układowym i postępowaniu układowym, jeżeli dłużnikowi odebrano zarząd własny nad majątkiem;
  • zarządcy w postępowaniu sanacyjnym;
  • syndyka w postępowaniu upadłościowym.

Uprawnienia doradcy restrukturyzacyjnego w postępowaniu egzekucyjnym

Doradca restrukturyzacyjny może wykonywać dodatkowo funkcję zarządcy w ramach postępowania egzekucyjnego przez zarząd przymusowy oraz przez sprzedaż przedsiębiorstwa lub gospodarstwa rolnego. Pełnienie funkcji w toku postępowania upadłościowego, restrukturyzacyjnego, czy egzekucyjnego wiąże się z koniecznością wykupienia polisy ubezpieczeniowej.

Nieodpłatna służebność przesyłu bez podatku CIT

Przepis art. 12 ust. 1 pkt 2 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz.U. 1992 nr 21, poz. 86 ze zm.) stanowi, że przychodem są również wartości rzeczy, praw lub świadczeń otrzymanych nieodpłatnie. Jednak według najnowszej linii orzeczniczej Naczelnego Sądu Administracyjnego wskazana regulacja nie ma zastosowania do nieodpłatnej służebności przesyłu. Nie jest więc źródłem przychodu podlegającym opodatkowaniu CIT. Potwierdza to wyrok WSA w Gliwicach z 1 sierpnia 2018 r. (I SA/Gl 596/18).

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Zgodnie z art. 49 § 1 kodeksu cywilnego: „Urządzenia służące do doprowadzania (…) energii elektrycznej (…) nie należą do części składowych nieruchomości, jeżeli wchodzą w skład przedsiębiorstwa” (Dz.U. 1964 nr 16, poz. 93 ze zm.). „Nieruchomość można obciążyć na rzecz przedsiębiorcy, który zamierza wybudować lub którego własność stanowią urządzenia, o których mowa w art. 49 § 1, prawem polegającym na tym, że przedsiębiorca może korzystać w oznaczonym zakresie z nieruchomości obciążonej, zgodnie z przeznaczeniem tych urządzeń (służebność przesyłu)” (Art. 305¹. kodeksu cywilnego).

Brak definicji nieodpłatnego świadczenia

Zajmująca się wytwarzaniem, dystrybucją i obrotem energią elektryczną podatkowa grupa kapitałowa wystąpiła do fiskusa z zapytaniem, czy korzystanie przez nią z nieodpłatnej służebności przesyłu na cudzym gruncie w celu budowy nowych, jak i eksploatacji już istniejących urządzeń elektroenergetycznych stanowić będzie dla niej przychód podlegający opodatkowaniu.

Zdaniem przedsiębiorcy przepis art. 12 ust. 1 pkt 2 ustawy o CIT nie znajduje w tym przypadku zastosowania. Przemawia za tym fakt, iż zarówno w samej ustawie, jak i innych aktach prawnych brak jest definicji „nieodpłatnego świadczenia”. Przedsiębiorca przywołał zatem głos orzecznictwa (uchwała 7 sędziów NSA z 18.11.2002 r., FPS 9/02; uchwała 7 sędziów NSA z 24.05.2010 r., II FPS 1/10; uchwała 7 sędziów NSA z 16.10.2006 r., II FPS 1/06; wyrok Sądu Najwyższego z 06.08.1999 r., III RN 31/99; wyrok SN 13.06.2002 r., III RN 106/01), zgodnie z którym: „przez nieodpłatne świadczenie należy rozumieć wszystkie zjawiska gospodarcze i zdarzenia prawne, których następstwem jest uzyskanie korzyści kosztem innego podmiotu, lub te wszystkie zdarzenia prawne i zdarzenia gospodarcze, których skutkiem jest nieodpłatne, to jest niezwiązane z kosztami lub inną formą ekwiwalentu przysporzenie majątku osobie, mające konkretny wymiar finansowy” (I SA/Gl 596/18).

Świadczenie powodujące przysporzenie o konkretnym wymiarze finansowym

Przedsiębiorca wyprowadził z powyższej definicji trzy przesłanki łączne, warunkujące powstanie w świetle art. 12 ust. 1 pkt 2 ustawy o CIT przychodu z tytułu nieodpłatnego świadczenia. Przede wszystkim musi dojść do wykonania określonego świadczenia na rzecz przedsiębiorcy. Po drugie konieczne jest, aby spowodowało ono powstanie przysporzenia po stronie odbiorcy świadczenia kosztem innego podmiotu. Wreszcie po trzecie przysporzenie to musi mieć konkretny wymiar finansowy.

Zdaniem przedsiębiorcy żadna z tych przesłanek nie zachodzi w przypadku służebności przesyłu, chociażby dlatego, że jej essentialia negoti nie stanowi odpłatność. Zawierając umowę o nieodpłatną służebność przesyłu, strony dokonują więc wyboru między stosunkiem odpłatnym a nieodpłatnym. Nie modyfikują zatem – jak dowodził tego organ – czynności obligatoryjnie odpłatnej.

Spółki wchodzące w skład podatkowej grupy kapitałowej, korzystając w ramach służebności z cudzej nieruchomości, nie uzyskują również przysporzenia o wymiarze majątkowym kosztem innego podmiotu. Przysporzenie, jakie otrzymują, zabezpiecza tylko prawidłowe wykonywanie przez nie działalności gospodarczej w zgodzie z wymogami przepisów prawa energetycznego (Dz.U. 2012 r., poz.1059, ze zm.). Stanowisko to potwierdzały wyroki NSA z 23.04.2013 r., II FSK 171/11; z 25.09.2013 r., II FSK 2642/11; i z 20.04.2017 r., II FSK 602/15).

Organ podatkowy zajął odmienne stanowisko. Stwierdził, że przedsiębiorca, zawierając umowę nieodpłatnej służebności przesyłu, uzyskał konkretne przysporzenie majątkowe o wymiarze finansowym. Jest nim kwota, jaką musiałby zapłacić właścicielowi nieruchomości, gdyby umowy o takim nieodpłatnym charakterze nie zawarł. W kontrze do przywołanego przez przedsiębiorcę orzecznictwa organ wskazał na głos przeciwny wyrażony m.in. w wyrokach: NSA z 12.02.2013 r., II FSK 1246/11; z 16.06.2011 r., II FSK 788/10; WSA w Warszawie z 11.01.2011 r., III SA/Wa 993/10; czy WSA w Łodzi z 12.05.2015 r., I SA/Łd 292/15).

Brak obligatoryjnej odpłatności umowy służebności

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach zgodził się z przedsiębiorcą, że obowiązkowi podatkowemu podlegałaby służebność generująca po jego stronie przychód. Miałoby to miejsce, gdyby strony umowy zmieniły tylko czynność o charakterze odpłatnym w nieodpłatną. Skoro służebność przesyłu można ustanowić zarówno odpłatnie, jak i nieodpłatnie oznacza to, że strony mają swobodę w ukształtowaniu tej umowy. Nie można zatem stwierdzać, że właściciel nieruchomości zrzeka się korzyści majątkowej, dokonując jednocześnie jej przysporzenia na rzecz przedsiębiorcy.

„(…) w stanie faktycznym (…) z którego wynika powstanie między spółką a właścicielem nieruchomości, na której posadowione zostały urządzenia elektroenergetyczne spółki, stosunku prawnego o charakterze nieodpłatnym – wobec braku wiążących unormowań prawnych zobowiązujących strony takiego stosunku do dokonania czynności prawnej o charakterze odpłatnym – przyjąć należy, że Spółka nie otrzyma nieodpłatnego świadczenia w rozumieniu art. 12 ust. 1 pkt 2 u.p.d.o.p.” (I SA/Gl 596/18).

Korzystna dla przedsiębiorców linia orzecznicza

Sprawa pokazuje, jak trudną dziedziną prawa jest prawo podatkowe i dlaczego na jego gruncie powstaje tak ogromna ilość sporów z fiskusem. „Odpłatna” w sferze podatkowej, bo rodząca obowiązek fiskalny, nieodpłatna służebność przesyłu nastręcza wątpliwości interpretacyjnych nie tylko przedsiębiorcom i urzędnikom, ale i samym sądom. Najnowsza sądowoadministracyjna linia orzecznicza wydaje się zgodna z duchem obrotu gospodarczego. Jest to korzystna wiadomość dla przedsiębiorców, którzy zyskali silnego sojusznika w walce z fiskusem, w sporach w przedmiocie służebności przesyłu. To ukłon w ich stronę pozwalający uniknąć nadmiernych kosztów obciążających prowadzenie działalności gospodarczej, przynajmniej w tym jednym zakresie. Przynajmniej do czasu zmiany przepisów. „Wprawdzie organ interpretacyjny w końcowej części udzielonej interpretacji wskazał, że praktyka orzecznicza w tym zakresie nie jest jednolita i powołał się na orzeczenia potwierdzające jego stanowisko, ale są to orzeczenia sprzed kilku lat. Natomiast analizując najnowsze orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego należy zauważyć, że ukształtowała się już nowa linia orzecznicza, potwierdzająca stanowisko strony skarżącej” (I SA/Gl 596/18).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wybory w USA bez większych zaskoczeń, dolar nieco słabszy

Zgodnie z najnowszymi informacjami, Partia Republikańska utraciła na rzecz Demokratów większość w niższej izbie Kongresu Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie, Republikanie cały czas kontrolują Senat. Wyniki okazały się zbliżone do wskazań sugerowanych przez sondaże i zgodne z oczekiwaniami rynku.

Mimo, iż prezydent Trump zdążył na Twitterze obwieścić „olbrzymi sukces”, wyniki wyborów to cios dla Partii Republikańskiej, która przez ostatnie 4 lata kontrolowała obie izby Kongresu. Zwycięstwo Demokratów w Izbie Reprezentantów może wpłynąć na spowolnienie zmian legislacyjnych, które będzie chciał wprowadzić prezydent USA.

Z uwagi na fakt, iż wynik wyborów jest zgodny z oczekiwaniami, reakcja rynku walutowego nie jest bardzo dramatyczna. Mimo to, wyraźnie da się zaobserwować słabość dolara amerykańskiego, który w relacji do euro zbliża się do psychologicznego poziomu 1,15. Słabość amerykańskiej waluty sprzyja jednocześnie złotemu, który zarówno w parze z euro, jak i dolarem amerykańskim jest obecnie najsilniejszy od dwóch tygodni.

Środa nie będzie obfitowała w istotne publikacje makroekonomiczne, nie oznacza to jednak, że kalendarz jest pusty. Dziś bowiem odbędzie się spotkanie Rady Polityki Pieniężnej. O ile nikt nie oczekuje zmian stóp procentowych, o tyle warto będzie obserwować dzisiejszą konferencję prasową po spotkaniu, aby zobaczyć, czy w kontekście ostatnich negatywnych sygnałów płynących z krajowej gospodarki i z zewnątrz, NBP zdecyduje się na rewizję w dół szacunków dynamiki PKB i inflacji.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,30-4,31. W ostatnim czasie euro zyskuje w relacji do dolara amerykańskiego, charakteryzuje się jednak również słabością w parze z funtem brytyjskim, który odrabia wcześniejsze straty.

Wczorajsza rewizja pokazała, że w październiku aktywność biznesowa w sektorze usług była nieco lepsza niż wstępnie sądzono. Szczególnie pozytywnie zaskoczyły dane z Niemiec, gdzie indeks znalazł się na poziomie 54,7, a nie 53,6, jak wstępnie sądzono. W konsekwencji rewizji, zbiorczy ważony indeks dla usług i przemysłu strefy euro w październiku znalazł się na poziomie 53,1. Nieznaczna poprawa w stosunku do wstępnych szacunków nie zmienia jednak faktu, iż zbiorczy indeks opisujący aktywność w obu sektorach pozostaje najniżej od końcówki 2016 r. Inne dane, które poznaliśmy wczoraj, również były nieco lepsze od oczekiwań, jednak podobnie, jak rewizja indeksów PMI, nie miały zbyt dużego przełożenia na handel. Dynamika cen PPI we wrześniu pokazała wzrost na poziomie 4,5% w ujęciu rocznym. Tym samym, inflacja producentów w ostatnim miesiącu pomiarów była najwyższa od lutego 2017 r.

Dzisiejsze dane o sprzedaży detalicznej w strefie euro we wrześniu nie przyniosły bardzo dużych zaskoczeń. W ujęciu rocznym sprzedaż zaskoczyła na niewielki plus, rosnąc o 0,8%. Cieszyć może fakt, że w górę zrewidowane zostały dane za poprzedni miesiąc (z 1,8% do 2,2%). W ujęciu kwartalnym dynamika sprzedaży we wrześniu wyniosła natomiast okrągłe zero.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,92-4,94. Wtorek przyniósł kontynuację umocnienia funta brytyjskiego w relacji do głównych walut i polskiego złotego. Walucie sprzyja wzrost optymizmu w kwestii negocjacji dotyczących Brexitu oraz słabość dolara amerykańskiego. Dzisiejsze dane Halifax o dynamice cen nieruchomości w Zjednoczonym Królestwie w październiku pokazały wzrost nieco wyższy od oczekiwanego. Nadal jednak ceny nieruchomości w Wielkiej Brytanii rosną kilkukrotnie mniej niż przed referendum ws. Brexitu. Dane nie miały istotnego przełożenia na handel.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 3,77-3,79. Amerykańska waluta nie radzi sobie ostatnio zbyt dobrze, podobnie jak poniedziałek, tak i wtorek zakończyła osłabieniem w relacji do głównych walut i złotego. Dziś to osłabienie ulega dodatkowemu pogłębieniu.

Oprócz wyborów w USA warto zwrócić uwagę na wczorajsze dane JOLT z amerykańskiego rynku pracy. Mimo spadku kluczowego wskaźnika, w ujęciu ogólnym raport był bardzo dobry i potwierdza siłę amerykańskiego rynku pracy. Liczba ofert pracy spadła wprawdzie z poziomu 7,293 mln do 7,009 mln, jednak po pierwsze, był to spadek z rekordowego poziomu w historii statystyk (które prowadzone są od grudnia 2000 r.), a po drugie, wygląda on na znaczący jedynie dlatego, iż w górę mocno zrewidowano dane za poprzedni miesiąc. Co więcej, inne wskaźniki z raportu potwierdzają, iż sytuacja na amerykańskim rynku pracy jest bardzo dobra. O tym, że pracownicy czują się pewniej może świadczyć indeks mierzący dobrowolne zwolnienia z pracy, który wzrósł do poziomu 2,4%, tym samym znalazł się na najwyższym poziomie od 2001 r. Mniej pewnie czują się natomiast pracodawcy, o czym może świadczyć fakt, iż mniej chętnie zwalniają oni pracowników – indeks opisujący to zjawisko spadł do poziomu 1,1%. Na każdy wakat w USA przypada obecnie 0,9 osoby bezrobotnej, stosunek ten jest niemal dwukrotnie niższy (korzystniejszy dla pracowników) niż w momencie rozpoczęcia ostatniej recesji w USA.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 16:00 – konferencja prasowa RPP

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

I edycja konkursu Enefit Idea Hub – The Pitch

Grupa Eesti Energia ogłasza pierwszą edycję konkursu Enefit Idea Hub – The Pitch. Celem jest wyłonienie i wsparcie rozwoju najbardziej innowacyjnych pomysłów z obszaru energetyki. Na zwycięzców czeka pula nagród o wartości 30 tys. euro. Zakończeniem konkursu będzie wielki finał, który odbędzie się 13 grudnia w Tallinie. Zgłoszenia można składać do 18 listopada.

Hando Sutter, CEO, Eesti Energia
Hando Sutter, CEO, Eesti Energia

Na naszych oczach zmieniają się oczekiwania klientów wobec firm energetycznych. Poszukują oni komfortowych rozwiązań, pozwalających zarządzać zużyciem prądu bez wychodzenia z domu, a nawet na jego samodzielną produkcję. Celem zorganizowanego przez nas konkursu jest zaproszenie do współpracy wszystkich tych, którzy chcą swoim innowacyjnym pomysłem wzbogacić międzynarodowy sektor energiimówi Hando Sutter, prezes zarządu Eesti Energia.

Jesteśmy przekonani, że Estonia jest idealnym miejscem do stworzenia konkursu dla innowatorów w sektorze energetycznym. Nasz kraj jest jednym z liderów we wdrażaniu inteligentnych rozwiązań w zarządzaniu zużyciem energii elektrycznej. W Estonii ponad 97% liczników to liczniki inteligentne, a 90% umów na dostawę energii podpisywanych jest elektronicznie. Inteligentny system opomiarowania i przekazywania informacji do bazy danych pozwala konsumentom na dokładną analizę zużywanej energii. Otrzymują oni dostęp do danych nt. konsumpcji energii w ujęciu miesięcznym, tygodniowym, a nawet godzinowym. Pozwala to m.in. zaoszczędzić pieniądze czy podjąć decyzję o wymianie niesprawnego sprzętudodaje Sutter.

Do udziału w Enefit Idea Hub – The Pitch, Eesti Energia zaprasza studentów, przedsiębiorców, start-upy, jednostki naukowe, indywidualnych naukowców, a także badaczy ze wszystkich rynków, na których Eesti Energia obecnie prowadzi działalność, czyli: Estonii, Polski, Finlandii, Szwecji, Łotwy i Litwy.

Każdy zainteresowany może zgłosić innowacyjny pomysł, związany z jednym z poniższych obszarów:

  1. Inteligentne sieci energetyczne
  2. Rozwiązania z zakresu inteligentnej obsługi klienta

Konkurs odpowiada na bieżące zapotrzebowanie rynku, którego istotnym elementem staje się popyt na technologie z zakresu przechowywania energii słonecznej oraz atomowej, w tym innowacje związane z elektromobilnością i problemem zintegrowania pojazdów elektrycznych z sieciami elektroenergetycznymi.

Uczestnicy zgłaszają swoje projekty za pośrednictwem platformy internetowej. Następnie są one oceniane zarówno pod kątem technologicznym, jak i biznesowym. Kolejne etapy konkursu będą również okazją do spotkania z przedstawicielami Grupy Eesti, a autorzy 10 najlepszych pomysłów wezmą udział w sesjach mentoringowych z udziałem ekspertów.

Konkurs zakończy uroczysta Gala i ogłoszenie przez Jury zwycięzców, którzy otrzymają nagrody. Łączna pula to 30 000 euro – za zdobycie pierwszego miejsca przewidziano 15 000 euro, drugiego – 10 000 euro, a trzeciego – 5 000 euro. Dodatkowo, laureaci otrzymają możliwość zrealizowania pilotażowego projektu w laboratorium testowym Grupy i sprawdzenia jego efektywności w praktyce.

Windykacja. Co zmienią nowe przepisy Min. Sprawiedliwości?

Zaledwie kilka miesięcy temu weszły w życie nowe regulacje, skracające terminy przedawnienia długów, a Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało kolejne zmiany prawne, mające wesprzeć konsumentów, którzy są zadłużeni. To m.in. zmiany w prawie upadłościowym oraz nowe przepisy karne w zakresie penalizacji uporczywego nękania celem zwrotu wierzytelności. Firmy windykacyjne, zrzeszone w Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF), które działają zgodnie z prawem i wypracowanymi w ramach organizacji Zasadami Dobrych Praktyk, stoją po stronie konsumentów i krytycznie oceniają nieuczciwe praktyki windykacyjne. Co ich zdaniem zmieni się po wejściu nowych przepisów?

Andrzej Roter, Prezes Zarządu, Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce
Andrzej Roter, Prezes Zarządu, Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce

Dziś profesjonalne firmy windykacyjne, zrzeszone w Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych, zarządzają wierzytelnościami o łącznej wartości ponad 80 mld zł. – Podobnie jak Rząd, bardzo krytycznie oceniamy przypadki prób dochodzenia należności z zastosowaniem praktyk windykacyjnych, które są niezgodne z prawem i dobrymi obyczajami. Podzielamy też pogląd, że przekroczenie prawa przez przedsiębiorcę, zwłaszcza w przypadku, gdy skutkowałoby to naruszeniem zbiorowych interesów konsumentów, czy jakichkolwiek innych przepisów prawa, powinno pociągać za sobą konsekwencje prawne – podkreśla Andrzej Roter, Prezes Zarządu KPF. W zbiorze dobrych praktyk KPF, chroniących interesy i prawa konsumentów, opisane są m.in. standardy komunikacji listownej, telefonicznej i terenowej z osobami zadłużonymi. Branża rozpoczęła też kampanię „Windykacja? Jasna sprawa”, w której edukuje, jak nie popaść w zadłużenie, jak bezpiecznie zaciągać zobowiązania, ale przede wszystkim – jakie prawa ma konsument w kontakcie z windykatorem.

Jak funkcjonuje dziś branża windykacyjna?

Z danych KPF wynika, że na koniec II kwartału 2018 roku członkowie tej instytucji zarządzali wierzytelnościami o wartości nominalnej 81,14 mld PLN. Od 2010 roku, wartość obsługiwanych wierzytelności wzrosła już blisko 4-krotnie, o około 60 mld PLN. Liczba obsługiwanych wierzytelności na koniec II kwartału 2018 roku wyniosła 14,6 mln sztuk, przeciętna wartość pojedynczej wierzytelności osiągnęła poziom 5,56 tys. zł, a udział odzyskanych środków – w odniesieniu do wartości portfela zarządzanych wierzytelności – uplasował się na poziomie 4,63 proc. Warto jednak podkreślić, że raport KPF dotyczy tylko tej części rynku, która jest obsługiwana przez firmy zrzeszone w organizacji. W branży działają zarówno podmioty, które dbają o najwyższą jakość usług, jak i takie, które naruszają prawa konsumenta. – Nieprofesjonalne firmy, które stosują praktyki niezgodne z prawem i normami etycznymi, psują wizerunek całej branży. Żałujemy, że Zasady Dobrych Praktyk wypracowane w ramach KPF nie obowiązują całego rynku windykacyjnego, aczkolwiek dużo robimy, by tak się stało. Podjęliśmy też wiele działań, które mają na celu jak najbardziej efektywne monitorowanie ich stosowania przez Członków KPF. W tym celu, zapraszamy do współpracy profesjonalne grono rzeczników praw konsumentów. Jak wpływać na poprawę sytuacji na rynku w tym obszarze? Tutaj pozostaje nam skuteczna edukacja skierowana do konsumentów, by wzmocnić ich kompetencje i wzbogacić wiedzę, tak by znali oni swoje prawa – podkreśla Andrzej Roter Prezes KPF.

Jakie zmiany proponuje Ministerstwo Sprawiedliwości?

Resort już wprowadził przepisy, które określają terminy przedawnienia długów wobec konsumentów i nakazują, by to nie dłużnik, a sąd z urzędu sprawdził, czy w danym przypadku do przedawnienia doszło. Wcześniej to osoba zadłużona musiała udowodnić, że jej dług został już spłacony, jest przedawniony lub został naliczony nieprawidłowo. Kiedyś wierzyciel miał 10 lat na dochodzenie zapłaty, dziś – 6 lat. Po tym czasie, roszczenie ulega przedawnieniu, choć wyjątkowo sąd może nie uwzględnić upływu przedawnienia, jeśli przemawiają za tym względy słuszności, których przesłanki są zawarte w znowelizowanych przepisach. Takie roszczenie, jednak nie wygasa (dług istnieje i prawo do niego wierzyciela) oraz nadal można go dochodzić, choć wyłącznie polubownie.

Nowe propozycje legislacyjne Rządu dotyczą również wprowadzenia przepisów, dzięki którym będzie łatwiej o upadłość konsumencką. Co prawda, zobowiązania alimentacyjne nie będą umarzane, ale do ogłoszenia upadłości konsumenckiej ma wystarczyć samo stwierdzenie, że dłużnik jest niewypłacalny.

Podzielamy pogląd wyrażany przez Rząd, że racjonalnym narzędziem do rozwiązywania problemów z niewypłacalnością może i powinna być dobrze skonstruowana formuła upadłości konsumenckiej. Powinna ona jednak odpowiadać na przypadki niezależne od dłużnika, losowe, stojące za kardynalną zmianą jego sytuacji finansowej – dodaje Andrzej Roter, Prezes KPF.

Co powinni wiedzieć sami konsumenci?

Z danych KPF wynika, że przeciętny dług konsumenta, którego zobowiązania zostały scedowane przez wierzycieli pierwotnych (głównie banki) na firmy zarządzające wierzytelnościami, zrzeszone w KPF, wynosi 5560 zł. Ponad 74 proc. rodaków twierdzi, że płaci raty bezproblemowo i w terminie. Ponad 19 proc. przyznaje, że spłaca zobowiązania z małymi problemami, a ponad 5 proc. deklaruje, że ma duże problemy w spłacie, choć opóźnienie nie przekracza 6 mies. Największe problemy z regulowaniem zobowiązań (gdy opóźnienie przekracza 6 miesięcy) ma 0,6 proc. respondentów.[1]

Każdą pożyczkę czy inne zobowiązanie należy zaciągnąć po wcześniejszej analizie możliwości budżetu domowego i własnych zdolności do ich obsługi – podkreśla Andrzej Roter, prezes KPF. – Pamiętajmy również, że w przypadku popadnięcia w nadmierne zadłużenie, to firma windykacyjna może być wsparciem dla dłużnika.  Jej celem je pomoc w ustaleniu takiego harmonogramu spłat, który będzie dogodny i możliwy do wypełnienia dla osoby zadłużonej – dodaje. Działania firmy windykacyjnej obejmują zazwyczaj kilka etapów. Po pierwsze: wezwanie do zapłaty i propozycję terminów oraz warunków, po drugie – negocjowanie warunków spłaty z osobą zadłużoną, po trzecie – zawarcie ugody oraz spłatę zadłużenia wg ustalonych warunków.

Zarówno przepisy prawa, jak i Zasady Dobrych Praktyk KPF, a w szczególności księga trzecia, która dotyczy praktyk windykacyjnych, jasno określają, w jaki sposób firmy windykacyjne powinny komunikować się z osobami zadłużonymi, jak powinny chronić informacje i dane osobowe oraz jakie praktyki są zakazane i niedozwolone. Oto najważniejsze z zasad, o których powinni pamiętać konsumenci:

  • Korespondencja do osoby zadłużonej powinna być wysłana na jej adres zamieszkania (lub inny adres, pod którym ta osoba może być osiągalna) w zamkniętej kopercie. Wbrew obiegowej opinii, koperta może być oznakowana logotypem firmy windykacyjnej, ale nie może zawierać adnotacji lub znaków wskazujących, że dotyczy ona długu adresata.
  • Firma windykacyjna może kontaktować się z osobą zadłużoną na różne sposoby: poprzez wysłanie korespondencji, rozmowy telefoniczne lub wizytę terenową konsultanta. Ostatnia z form jest nie tylko prawnie dozwolona, ale też często preferowana przez osoby zadłużone. Stosowana jest najczęściej wtedy, gdy dwie wymienione jako pierwsze formy nawiązania kontaktu nie przyniosą rezultatu
  • Wezwanie do zapłaty musi w sposób dokładny opisywać daną wierzytelność i zawierać informacje takie jak: tytuł, wierzyciel, wystawca faktury, należność główna, data wymagalności, naliczone odsetki, numer faktury, data wystawienia faktury, okres za jaki faktura została wystawiona (jeśli windykowana jest wierzytelność o charakterze ciągłym)
  • Częstotliwość rozmów telefonicznych nie powinna być uciążliwa, a rozmowa powinna być uprzejma i kulturalna. Celem takiej rozmowy powinno wspólne znalezienie najlepszego rozwiązania, które pomoże osobie zadłużonej spłacić należność
  • Wizyty konsultantów terenowych mogą być podejmowane w czasie i miejscu, które nie będą uciążliwe dla dłużnika. Konsultant, podczas podejmowania czynności windykacyjnych, jest zobowiązany do tego, by:
    • Przedstawić się
    • Okazać (bez wezwania) identyfikator
    • Okazać upoważnienie do działania wydane przez firmę windykacyjną na podstawie upoważnień lub pełnomocnictw udzielonych jej przez kontrahenta, z wyraźnym określeniem zakresu swojego umocowania
  • Firma windykacyjna powinna zapewnić zachowanie tajemnicy oraz pełną ochronę danych osobowych osoby zadłużonej
  • Firma windykacyjna nie powinna stosować praktyk zakazanych i niedozwolonych. Jej celem zawsze powinna być ochrona interesów kontrahenta i poszanowanie praw osoby zadłużonej.

[1] Raport KPF dotyczący sytuacji na rynku consumer finance, III kw. 2018 r.

easyJet wybiera Kuehne + Nagel przy renowacji i przekształcaniu floty 39 samolotów

  • Pakiet modyfikacji dla 39 samolotów w 5 lokalizacjach MRO ( z ang. Maintenance Repair and Operations)
  • Kontynuacja współpracy po pierwszym kontrakcie na 49 samolotów
  • Rozwiązanie typu end-to-end, w ramach którego Kuehne + Nagel podejmuje wszelkie wyzwania z zakresu logistyki

Kuehne + Nagel oraz EasyJet podpisały umowę o wsparcie logistyczne przy renowacji i modyfikacjach 39 samolotów, które będą odbywały się w pięciu lokalizacjach MRO. easyJet zdecydowało się na KN InteriorChain, by utrzymać zaplanowany czas przestoju użytku samolotów, wynikający z renowacji, na minimalnym poziomie. Jest to możliwe dzięki wykorzystaniu zintegrowanego rozwiązania łańcucha dostaw.

Elentinus Margeirsson, Dyrektor Inżynierii Łańcuchów Dostaw i Kontraktów Technicznych w easyJet: „Z sukcesem współpracowaliśmy z Kuehne + Nagel przy naszym poprzednim projekcie renowacji floty. Przy kolejnych 39 samolotach kompleksowość projektu wzrasta, ponieważ będziemy pracować w 4 europejskich lokalizacjach. KN InteriorChain stanowi fundament zachowania wymagań dotyczących minimalnego czasu przestoju maszyn oraz posiadania widoczności w ramach całego łańcucha dostaw. Kuehne + Nagel rozumie te wyzwania.”

“Wprowadzenie KN InteriorChain jako cyfrowego rozwiązania end-to-end było potwierdzone przez potrzeby rynkowe. Jesteśmy dumni, że easyJet zdecydowało się kontynuować naszą współpracę polegając na naszym rozwiązaniu.  W odpowiedzi na wzrastającą częstotliwość renowacji wnętrz, KN InteriorChain oferuje liniom lotniczym, ośrodkom MRO i firmom leasingowym, wyjątkowe rozwiązanie, które odpowiada na kompleksowe wymagania klientów z tej branży”, powiedział Erik Goedhart, Straszy Wiceprezes Aerospace w Kuehne + Nagel”.

Modułowe rozwiązanie KN InteriorChain obejmuje zarządzanie zamówieniami dostawcy, multimodalny transport, magazynowanie, jak i serwisy o wartości dodanej, takie jak, tworzenie zestawów, pakowanie, zmiany oraz dyspozycja. By zapewnić, że materiał do kabiny samolotu, który jest bardzo istotny dla komfortu pasażerów, jest zarówno właściwie obsługiwany, a jednocześnie zgodnie z wymogami, procesy Kuehne + Nagel posiadają certyfikat standardu EN/AS 9100:2016. Wszelkie zmiany są przeprowadzane przez mechaników, którzy posiadają certyfikację EASA part-145, podczas gdy większość aktywności dyspozycyjnych jest wspieranych przez partnerów z certyfikatem AFRA. Kontrola i zarządzanie przepływem materiałów w ramach wszystkich środków transportu i magazynowania jest zagwarantowana dzięki zintegrowanemu systemowi online do zamówień, zarządzania cargo i zarządzania materiałami.

Rozwiązanie jest oparte o globalną sieć aerospace Kuehne + Nagel, jej nowoczesna infrastruktura IT zapewnia łączność oraz widoczność, centra kompetencji ze wsparciem 24/7 oraz strukturę AOG Desk.

PPK coraz bliżej. To okazja do rozmowy na temat emerytur

Pracownicze Plany Kapitałowe mają być powszechną receptą na niezbyt wysokie emerytury. Pracodawcy będą wprowadzać je już w 2019 roku.

Sejm przyjął ustawę o Pracowniczych Planach Kapitałowych, wejdą one w życie od 1 stycznia 2019 r. W pierwszej kolejności PPK zobowiązane będą wprowadzić największe podmioty, zatrudniające powyżej 250 osób, co według szacunków przełoży się na 3,3 mln pracowników. Ustawa przewiduje objęcie Programami w kolejnych latach coraz mniejszych przedsiębiorstw.

Pracownicze Plany Kapitałowe mają być receptą na skromne emerytury z ZUS, jakie prognozowane są dla osób aktywnych na rynku pracy. Rozwiązania w postaci podobnych programów pracowniczych są dobrze znane i cenione w takich krajach jak Wielka Brytania, Szwajcaria czy Holandia.

Świadomość korzyści płynących z takich programów w perspektywie lat dociera do nas coraz częściej poprzez nasze rodziny i przyjaciół wyjeżdżających w poszukiwaniu pracy. W efekcie rosną oczekiwania względem polskich pracodawców, by podobny benefit emerytalny zapewnili także na rodzimym rynku.

Proces wdrażania PPK to doskonała okazja dla pracowników, aby zabrać głos w sprawie ich przyszłych emerytur.

– Dobrą praktyką, którą rekomendujemy pracodawcom, jest wyznaczenie spośród pracowników zespołu konsultacyjnego, który pośredniczy w kontaktach między pracownikami a zarządem. – mówi Piotr Żak, Dyrektor ds. Klientów Instytucjonalnych z PKO Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych. – To usprawnia komunikację w procesie wdrożenia i pozwala wyjaśnić niepewności i nieporozumienia, które naturalnie mogą pojawiać się w takich sytuacjach – dodaje.

Przy wprowadzaniu programów emerytalnych potrzebna jest również sprawna komunikacja wewnętrzna – mailing, organizowanie spotkań z pracownikami, wykorzystanie wewnętrznych wydawnictw informacyjnych. Jeśli pracodawca nie komunikował się z pracownikami do tej pory, warto wykazać się inicjatywą i zaoferować mu wsparcie i konsultację ze strony zespołu pracowników lub reprezentacji związków zawodowych.

Wybór najlepszego rozwiązania leży we wspólnym interesie przedsiębiorstwa i jego pracowników. Firmie zależeć będzie na zadowoleniu pracowników z wybranego rozwiązania, a przyszłym beneficjentom składek na tym, by zgromadzone środki pracowały na ich emerytury nie tylko skutecznie, ale i bezpiecznie.

Wśród spotykanych na rynku propozycji niektóre skonstruowane są w sposób „bezobsługowy” – to rozwiązanie dedykowane osobom, które nie są specjalistami w dziedzinie finansów. Fundusz cyklu życia, oznacza z góry zaplanowane zmiany sposobu inwestycji środków na coraz bezpieczniejszy wraz z upływem lat. Takie rozwiązanie nie wyklucza możliwości samodzielnego decydowania o tym, jak pomnażane będą gromadzone pieniądze, daje jednak wygodę braku zaangażowania przyszłego emeryta w podejmowane co kilka lat decyzje o dalszej ścieżce inwestycji.

Grupa Novaturas prezentuje wyniki po III kwartałach 2018 r.

Novaturas, największy operator turystyczny w krajach bałtyckich, którego akcje notowane są na GPW w Warszawie i Nasdaq w Wilnie, w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 r. odnotował wzrost skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży o blisko 30% r/r do 140,2 mln euro. Z oferty Grupy od początku roku do końca września br. skorzystało łącznie 243,6 tys. klientów, czyli o 32% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku i więcej niż w całym 2017 r. (233,5 tys. klientów).

Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas
Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas

– Liczba klientów zwiększyła się na niemal wszystkich turystycznych kierunkach, a największą popularnością wśród mieszkańców krajów bałtyckich cieszą się od lat Turcja, Grecja oraz Bułgaria. Jak co roku wzbogacamy przy tym ofertę Grupy Novaturas o nowe destynacje. W sezonie letnim 2018 ponownie zaproponowaliśmy naszym klientom wyjazdy na tunezyjską wyspę Djerba – skomentował Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas.

W pierwszym półroczu Grupa osiągnęła bardzo dobre wyniki, natomiast trzeci kwartał wpłynął negatywnie na wyniki osiągnięte przez 9 miesięcy 2018 r. Niższe rok do roku zyski zanotowane w miesiącach letnich to efekt nadzwyczaj gorącego i suchego meteorologicznego lata, które we wszystkich trzech krajach bałtyckich rozpoczęło się już w maju i utrzymywało się przez czerwiec, lipiec i sierpień. – Upalne lato ograniczyło popyt na wyjazdy zagraniczne, co przełożyło się negatywnie na zainteresowanie ofertami last minute. W celu ożywienia popytu i sprzedaży przygotowanej oferty, musieliśmy dostosować ceny, co odbiło się na rentowności naszej sprzedaży – wyjaśnił Linas Aldonis.

Narastająco, za dziewięć miesięcy 2018 r. skonsolidowana EBITDA Grupy sięgnęła 7,4 mln euro (spadek o 20% r/r), a zysk netto wyniósł prawie 5,7 mln euro (-25% r/r).

Grupa Novaturas – wybrane wyniki finansowe

(tys. EUR) 9M 2018 9M 2017 Zmiana
Przychody 140 240 107 978 +29,9%
Zysk brutto 20 304 20 128 +0,9%
EBITDA 7 373 9 183 -19,7%
Zysk netto 5 656 7 548 -25,1%

O Grupie Novaturas

Grupa Novaturas ma ponad 40% udziału w regionie w rynku zorganizowanych lotów czarterowych.

Od 21 marca 2018 r. Spółka jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie oraz na Nasdaq w Wilnie.

Novaturas powstał w 1999 r., a w 2004 r. osiągnął pozycję lidera w krajach bałtyckich. Poza krajami bałtyckimi, Novaturas zaczął też oferować swoje produkty na Białorusi, gdzie prowadzi sprzedaż poprzez partnerów lokalnych.

Atrakcyjna i dobrze dopasowana oferta, silna marka oraz wysoka jakość świadczonych usług sprawiają, że Novaturas wciąż zdobywa nowych klientów. Grupa oferuje zarówno w pełni zorganizowane wczasy letnie i zimowe, jak również lotnicze i autokarowe wycieczki objazdowe do ponad 30 miejsc na całym świecie, w tym do najbardziej popularnych kurortów Europy Południowej, a także wybranych lokalizacji Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu, Azji oraz Ameryki Łacińskiej.

Elementem strategii Grupy jest utrzymywanie zróżnicowanych i uzupełniających się kanałów dystrybucji. Novaturas współpracuje z ponad 400 agencjami turystycznymi, w tym ze wszystkimi największymi w krajach bałtyckich, oraz ponad 60 na Białorusi. Prowadzi również własne biura sprzedaży w głównych miastach Litwy, Łotwy i Estonii, a ponadto inwestuje w dalszy rozwój kanału e-commerce.

Model biznesowy Spółki, charakteryzujący się wysokimi przepływami pieniężnymi z działalności operacyjnej (przekraczającymi 100% EBITDA) oraz niskimi nakładami inwestycyjnymi (0,3 mln EUR w 2017 r.), pozwala na wypłatę znaczącej części zysków akcjonariuszom. Regularna wypłata dywidendy jest jednym z kluczowych elementów strategii Spółki. Każdego roku Zarząd zakłada rekomendowanie wypłaty dywidendy na poziomie 70–80% zysku netto.

Jak wykorzystać zmiany w podatkach?

Polscy mikroprzedsiębiorcy przyzwyczaili się już, że pod koniec roku przychodzi im zmierzyć się z analizą zmian w systemie podatkowym. Ale ten niekoniecznie lubiany okres to przecież także dobry moment na ocenę sytuacji finansowej własnej firmy.

Aleksander Widera, pomysłodawca i prezes platformy Kredytmarket
Aleksander Widera, pomysłodawca i prezes platformy Kredytmarket

– Każdy przedsiębiorca powinien przed końcem roku rozpisać plan spodziewanych przychodów i czekających go wydatków – radzi Aleksander Widera, pomysłodawca i prezes platformy Kredytmarket.com. – To część przygotowań do korzystania z różnego rodzaju okazji biznesowych, a także stawiania czoła problemom, jakie mogą nadejść. Tylko uczciwie przygotowany plan, obejmujący wariant optymistyczny i pesymistyczny, pozwala na posiłkowanie się kredytem. Dlatego warto przyjrzeć się zmianom w podatkach szykowanym na przyszły rok i uwzględnić je w swoich analizach.

Po raz kolejny przedsiębiorcy powinni przygotować się na zmiany podatkowe.

Przygotować warto się w szczególności na zmiany dotyczące nabywania i korzystania z samochodów. Całość wydatków związanych z użytkowaniem samochodu będzie można odliczyć od podstawy opodatkowania tylko wtedy, gdy będzie on wykorzystywany wyłącznie do celów działalności gospodarczej. Jeśli tak się nie dzieje, przedsiębiorca będzie mógł wliczyć w koszty jedynie 50 proc. wydatków. W przypadku PIT i CIT będzie trzeba również prowadzić ewidencję przebiegu pojazdu.

Dużo emocji budzi również wprowadzany dla uszczelnienia systemu VAT mechanizm podzielonej płatności (ang. split payment). Wdrożenie planowano początkowo na 1 kwietnia 2018, jednak po naciskach banków termin przełożono na 1 lipca. Od 1 stycznia 2019 system miał być częściowo obowiązkowy (m.in. dla branży budowlanej), co jednak uzależnione było od zgody Komisji Europejskiej. Do tej pory Komisja nie wypowiedziała się w tej sprawie.

– Sztandar zacieśniania polityki fiskalnej został rozwinięty bardzo szeroko. Tak szeroko, że momentami wydaje się, że całkowicie ogranicza widoczność organom odpowiedzialnym za wprowadzanie nowych regulacji podatkowych, ale również organom stosującym obowiązujące prawo – komentuje Kamil Lewandowski z firmy doradztwa podatkowego ALTO, partnera Kredytmarketu. – Zmiany są zbyt częste, vacatio legis jest zbyt krótkie. To powoduje, że przedsiębiorcy praktycznie nie mają szans się do nich właściwie przygotować. Niepokojąca jest również praktyka fiskusa, polegająca na obciążaniu uczciwych podatników kosztami własnej niemocy legislacyjnej oraz operacyjnej w kontekście wyłudzeń VAT. Rozumiem argumenty przyświecające wprowadzeniu obowiązkowego split payment, ale wydaje mi się że niedoceniane są systemowe koszty takiej zmiany. Chciałbym zobaczyć np. rzetelną analizę finansowych konsekwencji wprowadzenia tego rozwiązania, ale z uwzględnieniem tych negatywnych.

Są jednak również pozytywne zmiany, zwłaszcza dla mniejszych podmiotów. Od 2019 roku dla przedsiębiorstw działających w formie spółki z o.o., osiągających przychody poniżej
1,2 mln euro rocznie obniżona zostanie stawka podatku CIT z 15 proc. do 9 proc. Niestety zmiana dotyczy stosunkowo niewielkiej grupy firm, ponieważ tak niskie przychody są raczej domeną spółek osobowych lub jednoosobowych działalności gospodarczych, a nie spółek
z o.o.

Niższa, 5 proc. stawka CIT dotyczyć będzie również dochodów z działalności innowacyjnej (czyli osiąganych z wybranych praw własności intelektualnej, takich jak patenty, dodatkowe prawa ochronne na wynalazki, prawa ochronne na wzór użytkowy, prawa z rejestracji wzoru przemysłowego, prawa do oprogramowania itp.). Można więc spodziewać się, że ta zmiana ucieszy start-upy.

– Wśród klientów Kredytmarket.com wielu jest takich, którzy potrafili dostrzec rynkową okazję i dzięki wykorzystaniu dźwigni finansowej zwiększyli zyski – podsumowuje Aleksander Widera. – Oczywiście, znamy też przedsiębiorców, którzy błędnie twierdzili, że kredyt będzie ostatnią deską ratunku dla ich słabego biznesu. Ale to tak nie działa.

Okazje inwestycyjne na rynku nieruchomości w Europie

Istniejące aktywa i modernizacje budynków,  a także nowe inwestycje deweloperskie nadal przyciągają uwagę inwestorów w Europie – podaje międzynarodowa firma doradcza Savills, która wskazuje jednocześnie największe okazje inwestycyjne na rynku nieruchomości w segmencie core i value-add w poszczególnych krajach.SAVILLS okazje inwestycyjne na rynku nieruchomości w Europie

„Nieruchomości biurowe z segmentu prime w COB, zaliczane do najlepszych aktywów, będą nadal atrakcyjnym produktem dla inwestorów zainteresowanych aktywami klasy core w Amsterdamie, Atenach, Brukseli, Kopenhadze, Lizbonie, Londynie, Luksemburgu, Mediolanie, Oslo, Paryżu oraz największych miastach w Niemczech, Polsce, Szwecji i Hiszpanii. Z kolei inwestorów poszukujących okazji inwestycyjnych w segmencie value-add mogą zainteresować mieszkania na wynajem instytucjonalny oraz nieruchomości handlowe w miastach regionalnych w Austrii i Dublinie, a także modernizacje budynków biurowych zlokalizowanych na przedmieściach Brukseli, Paryża i Pragi” – mówi Lydia Brissy, dyrektor działu badań na Europę w Savills.

„Okazje inwestycyjne typu value-add stwarzają także domy opieki w Danii, nieruchomości logistyczne oraz parki handlowe w Polsce i Szwecji, a także modernizacje najbardziej atrakcyjnych obiektów przy głównych ulicach handlowych w Mediolanie i Oslo, nieruchomości hotelowe w Grecji i prywatne akademiki w Amsterdamie. Inne ciekawe możliwości o charakterze value-add związane są z inwestycjami deweloperskimi i przebudową istniejących obiektów w mocno zurbanizowanych miastach z ośrodkami innowacyjności i wykształconą kadrą, takich jak Lizbona, Londyn, Paryż, Amsterdam, Berlin, Bukareszt, Frankfurt, Barcelona, Kopenhaga, Sztokholm i Dublin” – dodaje Lydia Brissy.

Polska należy do nielicznych krajów europejskich, w których aktywność inwestycyjna na rynku nieruchomości komercyjnych nadal rośnie. W pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku wolumen sfinalizowanych transakcji inwestycyjnych przekroczył 5,0 miliardów euro i był zbliżony do odnotowanego w całym 2017 roku oraz ponad dwukrotnie wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Rok 2018 zakończy się kolejnym rekordowym wynikiem na rynku inwestycyjnym w Polsce, zarówno pod względem wolumenu transakcji, jak i stóp kapitalizacji, które dla najlepszych nieruchomości spadną do najniższego poziomu w historii.

Michał Stępień, Associate, dział doradztwa inwestycyjnego, Savills Polska
Michał Stępień, Associate, dział doradztwa inwestycyjnego, Savills Polska

„Solidne fundamenty gospodarcze i dobre wskaźniki rynków najmu w Polsce stwarzają sprzyjające warunki do inwestowania w nieruchomości dla szerokiego spektrum kupujących. Inwestorzy zainteresowani aktywami klasy core nadal mogą liczyć na znacząco wyższy poziom zwrotu z inwestycji w porównaniu z największymi rynkami Europy Zachodniej. Naszym zdaniem znajdą oni największe możliwości lokowania kapitału w sektorach nieruchomości biurowych i magazynowych ze względu na bardzo ograniczoną podaż najbardziej atrakcyjnych produktów na rynku handlowym. Z kolei inwestorzy z segmentu value-add mają większe możliwości wyboru aktywów we wszystkich głównych sektorach nieruchomości, które wymagają rekomercjalizacji, modernizacji, repozycjonowania, przebudowy lub zmiany funkcji użytkowej. Jest to szczególnie widoczne w sektorze nieruchomości handlowych, na który w znacznym stopniu wpływają zmiany w strukturze demograficznej. Przez to segment ten stwarza okazje inwestycyjne związane z przebudową istniejących obiektów w celu dostosowania ich do zmieniających się zwyczajów konsumentów w zakresie robienia zakupów i spędzania wolnego czasu” – mówi Michał Stępień, Associate, dział doradztwa inwestycyjnego, Savills Polska.

Według Savills nieruchomości w Europie są nadal preferowaną klasą aktywów, w których inwestorzy w dalszym ciągu lokują znaczną część kapitału. W drugim kwartale 2018 roku różnica pomiędzy średnią rentownością obligacji 10-letnich a stopami kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości biurowych wyniosła 248 pb w porównaniu z 180 pb w 2008 roku i średnią dziesięcioletnią wynoszącą 237 pb. Na rynkach rozwiniętych liczba oferentów (oprócz zwycięzcy) w dużych transakcjach o wartości przekraczającej 500 mln euro na ogół waha się pomiędzy 3 a 5. W przypadku transakcji o mniejszej wartości (do 100 mln euro) jest ich od 10 do 15. Niektóre rynki w Europie odnotowały w ostatnim czasie wzrost liczby transakcji pozarynkowych, co świadczy o przekonaniu sprzedających, że mogą liczyć na uzyskanie ofert spełniających ich oczekiwania.

„Europa nadal zapewnia inwestorom atrakcyjną ofertę inwestycyjną dzięki rozwijającej się gospodarce, niskiej stopie bezrobocia i silnemu popytowi wśród najemców na nieruchomości o funkcjach zarówno tradycyjnych, jak i alternatywnych” – mówi Marcus Lemli, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego na Europę w Savills.

„Na podstawie wstępnych danych za pierwsze trzy kwartały 2018 roku przewidujemy, że Irlandia, Polska, Portugalia i Grecja odnotują znaczny wzrost aktywności inwestycyjnej w ujęciu rocznym. Inwestorzy w Europie nadal koncentrują się na głównych rynkach nieruchomości, na które tak jak w poprzednich latach wciąż przypada 67% łącznego wolumenu transakcji inwestycyjnych w Europie; niemniej jednak coraz częściej poszukują możliwości lokowania kapitału na innych rynkach. Nieruchomości biurowe pozostaną preferowaną klasą aktywów pomimo kompresji stóp kapitalizacji, ale inwestorzy rozpatrujący poszczególne miasta i rodzaje aktywów w różnych krajach Europy wciąż mogą liczyć na stopy kapitalizacji na poziomie powyżej 5%” – dodaje Marcus Lemli.

Wejście Polski do strefy euro – ekonomiści twierdzą, że lepiej jeszcze poczekać

Przyjęcie euro oznaczałoby niższe koszty transakcyjne, wygodę w rozliczeniach, tańsze kredyty i większy napływ inwestycji. Ale moglibyśmy utracić płynny kurs walutowy, który w sytuacjach kryzysowych działa stabilizująco. Biorąc pod uwagę wskaźniki ekonomiczne, lepiej na razie myśleć o wzmocnieniu gospodarczym kraju. Jeśli chodzi o względy polityczne, opinie analityków są mocno podzielone. – Jeżeli miałby pojawić się jeden wspólny budżet dla strefy euro, to warto zacisnąć pasa i przystąpić do niej jak najszybciej – uważają jedni eksperci. – Ale jeszcze mimo wszystko nie teraz – twierdzą inni.

Bez ryzyka kursowego

– Wprowadzenie wspólnej waluty eliminuje ryzyko kursowe dla tych wszystkich, którzy prowadzą transakcje z europejską Dziewiętnastką. Około 70 proc. naszej wymiany handlowej trafia właśnie do tych krajów. I dlatego z perspektywy przedsiębiorców lepszą opcją byłoby posiadanie euro, a nie martwienie się wahaniami kursowymi – mówi Piotr Kuczyński, główny analityk z Domu Inwestycyjnego Xelion.

Jeżeli zmienia się relacja walut, tak jak miało to miejsce w pierwszym półroczu 2018 roku, to warunki prowadzenia biznesu są niestabilne. Za sprowadzane towary importerzy muszą zapłacić więcej, niż wcześniej planowali. W tym przypadku było to 5-6 proc. A wyższy kurs wymiany to również większe koszty działalności i niższa rentowność, co w konsekwencji może prowadzić do zachwiania płynności finansowej wielu firm.

– Jeżeli natomiast nie ma ryzyka kursowego, to można zwiększyć wymianę handlową i oczekiwać większego napływu kapitału zagranicznego. Moim zdaniem, wejście Polski do strefy euro będzie oznaczało m.in. niższe stopy procentowe. Jeśli polityka gospodarcza będzie dobrze prowadzona, to firmy mogą skorzystać na ich obniżce. W związku z tym finansowanie wszystkich projektów będzie tańsze – podkreśla Jakub Borowski, główny ekonomista z banku Credit Agricole.

Z kolei Prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz zwraca uwagę na to, że jako kraj zyskalibyśmy na wiarygodności, ale musielibyśmy być bardziej ostrożni w polityce fiskalnej i nadzorczej. Pojawienie się większej ilości taniego pieniądza mogłoby doprowadzić do tzw. baniek spekulacyjnych, np. na rynku nieruchomości. Ekspert jest jednak przekonany, że instytucje nadzoru, czyli m.in. Komitet Stabilności Finansowej – makroekonomiczny oraz mikroekonomiczny, Komisja Nadzoru Finansowego oraz Rada Polityki Pieniężnej, spokojnie by sobie z tym poradziły.

– W sytuacji niskich stóp procentowych instytucje odpowiedzialne za nadzór muszą pilnować, żeby akcja kredytowa nie rozwinęła się nadmiernie, a przede wszystkim była skoncentrowana na inwestycjach. Można na nią oddziaływać poprzez instrumenty polityki makroostrożnościowej. Wśród nich wymienia się m.in. wprowadzenie limitu zadłużenia w stosunku do dochodu – stwierdza Borowski.

Korzyści dla społeczeństwa

Przy zapowiedziach wprowadzenia wspólnej waluty u osób prowadzących gospodarstwa domowe pojawia się obawa o wzrost kosztów zakupów i inflacji, mimo że zaokrąglenie cen (tzw. efekt cappuccino) było w większości państw niewielkie. Jednak okazało się widoczne w niektórych kategoriach dóbr. Niemniej jego wpływ na inflację był nieduży. Jak dodaje Piotr Kuczyński, badania pokazywały, że wahał się w granicach 0,1–0,2 pkt proc.

– Dzięki wprowadzeniu wspólnej waluty znacząco zredukowane zostałoby ryzyko walutowe. Klienci indywidualni korzystaliby z obniżenia kosztów transakcyjnych i wymiany pieniędzy. Miliony ludzi wyjeżdżają co roku za granicę, a nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, że muszą pokryć koszty przewalutowania. Z kolei masowo używając kart płatniczych, są obciążani tzw. spreadami walutowymi. W przypadku przystąpienia do strefy euro wydatki byłyby znacząco niższe – zaznacza prezes ZBP Krzysztof Pietraszkiewicz.

Jak przewiduje główny ekonomista Credit Agricole, dołączenie do Eurozony sprawi, że gospodarstwa domowe będą sobie mogły łatwiej sfinansować np. zakup nieruchomości. Będziemy mieli wtedy niższe oprocentowanie kredytów mieszkaniowych. I będzie można taniej kupić dobra konsumpcyjne, w tym trwałego użytku. Jeżeli wejście do strefy euro będzie pozytywne dla wzrostu gospodarczego, to w dłuższej perspektywie obywatele powinni na tym zyskać.

Koszty przystąpienia

– Głównym minusem wejścia Polski do strefy euro byłaby utrata mechanizmu dostosowawczego, jaki stanowi płynny kurs walutowy. W warunkach spowolnienia wzrostu złoty najczęściej się osłabia, co zwiększa eksport i obniża import, podwyższając PKB. Ponadto polska gospodarka wymaga wyższych stóp procentowych, niż strefa euro. A przyjęcie polityki pieniężnej Europejskiego Banku Centralnego mogłoby prowadzić do pojawienia się niestabilnych boomów kredytowych – zauważa Mariusz Kapuściński, ekonomista Banku BGŻ BNP Paribas.

Także Jakub Borowski przyznaje, że w warunkach wstrząsu, nie posiadając mechanizmu kursowego w strefie euro, będziemy mieć spowolnienie wzrostu głębsze niż poza nią. W sytuacji załamania, będąc na zewnątrz i wykorzystując instrumenty polityki pieniężnej, np. kurs walutowy, Polska mogłaby ograniczać wpływ tego kryzysu. Wówczas miałaby szansę zwiększać wydatki i deficyt. Natomiast będąc w Eurolandzie, te możliwości byłyby dużo mniejsze.

– Sytuacja niektórych krajów strefy euro w czasie ostatniego kryzysu mogłaby być lepsza, gdyby istniał wspólny budżet. Te państwa nie musiałyby zacieśniać polityki fiskalnej i obniżać wynagrodzeń w czasie recesji. Symulacje badaczy z Narodowego Banku Polskiego wskazują, że gdyby Polska była w strefie euro podczas poprzedniego kryzysu, jej PKB mógłby spaść w pewnym momencie aż o 6 procent – ocenia ekonomista z Banku BGŻ BNP Paribas.

– W sytuacjach kryzysowych w strefie euro stosowany jest mechanizm stabilizacyjny, tzw. outright monetary transactions, czyli nielimitowany skup obligacji danego kraju przez Europejski Bank Centralny w zamian za reformy. Jednak może się zdarzyć, że rynki nie uznają go za mechanizm skuteczny, ani prowadzonych reform za gwarancję tego, że powróci stabilizacja. Wówczas skup może być nieskuteczny i generować duże ryzyko straty poniesionej przez EBC. I to właśnie jawi się jako podstawowe zagrożenie – tłumaczy ekspert z Credit Agricole.

Strefa się nie zreformowała?

Mariusz Kapuściński, ekonomista Banku BGŻ BNP Paribas twierdzi, że wejście Polski do Eurolandu byłoby korzystne jedynie wówczas, gdyby nasza gospodarka stała się jeszcze bardziej podobna do tej w strefie euro i szybciej postępowałaby konwergencja realna. Pomocna byłaby również reforma europejskiej Dziewiętnastki. W przeciwnym wypadku w dłuższym okresie koszty wejścia mogłyby się okazać wyższe niż korzyści.

– Niebezpieczeństwem jest to, że nie doszło do reorganizacji w strefie. Nie wykorzystano dobrej koniunktury na to, żeby np. oddłużyć się i zmniejszyć dług publiczny w tych krajach, w których jest wysoki. Istnieje zagrożenie, że jak przyjdzie kolejne spowolnienie, to kryzys zadłużenia powróci z jeszcze większą siłą i wtedy może dojść do głębokiej recesji, być może długotrwałej – ostrzega Borowski.

Według prezesa ZBP, powinniśmy się mocno wiązać politycznie i gospodarczo z naszymi głównymi partnerami i sojusznikami. Strefa euro bez względu na to, co niektórzy wieszczyli w sytuacji kryzysowej kilku przynajmniej krajów, sprawdziła się. W przypadku części z nich, np. Irlandii, Hiszpanii, Portugalii, nie mówiąc o Francji i Niemczech, podjęte instrumenty sanacyjne doprowadziły do bardzo znaczącej poprawy zarówno zarządzania budżetami, jak i stabilności systemu finansowego. Warto mieć wpływ na to, co się dzieje w Europie i współkształtować jej pokojowy rozwój.

Odpowiedni czas

– Trudno znaleźć optymalny moment, w którym należałoby przyjąć euro. Na pewno im silniejsza jest gospodarka Polski, tym większa powinna być chęć do tego. Jeśli w innych państwach wzrost będzie bardziej dynamiczny, a u nas nastąpi stagnacja, to wówczas będziemy potrzebowali dłuższego czasu. W tej chwili ze względu na to, że pojawiają się koncepcje budżetu euro, sugerowałbym raczej zaciśnięcie pasa i przyjęcie wspólnej waluty. Ale gdyby kierować się tylko gospodarczymi powodami, należałoby jednak jeszcze poczekać – przekonuje Piotr Kuczyński.

W opinii Jakuba Borowskiego, przystąpienie do strefy euro będzie możliwe dopiero wówczas, gdy będziemy widzieć postęp w oddłużaniu się takich krajów, jak Francja czy Włochy. Przede wszystkim w tym drugim należy upatrywać podstawowego zagrożenia, jeżeli chodzi o kryzys zadłużenia. Ale są też inne państwa, które mają wysoki dług publiczny, m.in. Belgia. Gdyby doszło do recesji, to nie będzie wiadomo, w jaki sposób sobie z nią poradzić. Skuteczność mechanizmów Eurolandu jest ograniczona. Jeżeli zobaczylibyśmy, że powróciła tam dyscyplina finansów publicznych, to wtedy można myśleć o wprowadzaniu wspólnej waluty.

– Przynależność do strefy euro uchroniła Cypr i Grecję od katastrofy. Oba te kraje weszły na drogę postępowania naprawczego i restrukturyzacji. Wprowadzono specjalne programy, uzgodnione z ekspertami Europejskiego Banki Centralnego, przedstawicielami Komisji Europejskiej oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego – MN, i nie doszło do wielkiej destabilizacji ww. państw. Natomiast, oceniając nastroje we Włoszech, należy brać pod uwagę nie tylko kwestie ekonomiczne, ale także problemy społeczne, powstałe w wyniku znaczącej liczby imigrantów. Postuluję więc rozpoczęcie rzeczowej dyskusji nad perspektywą wprowadzenia wspólnej waluty w Polsce i naszego miejsca w Europie. Powinny uczestniczyć w niej wszystkie środowiska – podsumowuje Krzysztof Pietraszkiewicz.

Decyzja RPP w cieniu amerykańskich wyborów

Przy ograniczonym potencjale do zaskoczeń ze strony banków centralnych, rentowności polskich obligacji pozostają stabilne. W oczekiwaniu na ostateczny wynik wyborów do Kongresu USA kurs EUR/USD lekko wyżej, co pozwala EUR/PLN konsolidować się w okolicach 4,305.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Wtorkowej sesji walutowej towarzyszyła niewielka zmienność, inwestorzy koncentrowali się na wyborach uzupełaniających do Senatu i Izby Reprezentantów USA. Nominalnie kurs EUR/USD lekko rósł oddalając się od wsparcia na 1,14. Rozkład głosów w „odświeżonym” Kongresie ma dla inwestorów istotne znaczenie, będzie bowiem wskazówką co do potencjalnej siły poparcia polityki D.Trumpa.

Podczas handlu w Europie, w Niemczech opublikowano kolejne słabsze niż miesiąc wcześniej dane. We wrześniu zamówienia w przemyśle wzrosły o 0,3% m/m wobec 2,5% w sierpniu. Choć dane pozytywnie zaskoczyły rynek (prognoza wskazywała na spadek o 0,6%) nie znalazły większego przełożenia na notowania wspólnej waluty. Mocniejsze od prognoz odczyty nadal bowiem wskazują na spowalnianie niemieckiej gospodarki, motoru strefy euro. Według Bundesbanku koniunktura w III kw. w Niemczech znacząco osłabiła się, na co również powinny wskazywać środowe wyniki dla produkcji przemysłowej (prognoza: 0,0% m/m).

We wtorek dwudniowe posiedzenie decyzyjne rozpoczęła RPP. Sama kwestia podwyżek stóp to odległa sprawa, niemniej jak zwykle warto będzie posłuchać, co na środowej konferencji prasowej powiedzą prezes A.Glapiński oraz dwaj inni członkowie Rady. Można oczekiwać, że potwierdzony zostanie dotychczasowy łagodny pogląd banku centralnego na perspektywę podwyżek stóp. Widoczne w ostatnich danych gospodarczych spowolnienie w strefie euro zaczyna już negatywnie oddziaływać na polskie odczyty, co zapewne zostało dostrzeżone przez RPP i wraz z oczekiwaną ograniczoną presją inflacyjną w kolejnych kwartałach powinno umacniać przekonanie NBP o pozostawieniu stóp bez zmian nawet do końca 2019 r. Decyzja RPP nie powinna mieć jednak istotnego wpływu na notowania kursu EUR/PLN (który podczas wtorkowej sesji europejskiej konsolidował się przy 4,305), pozostając w cieniu wyborów w USA. Obok zmian na rynku EUR/USD, we wtorek walutę naszą wspierał też wzrost apetytu na ryzyko po tym jak wiceprezydent Chin W.Qishan powiedział, że Pekin jest gotowy dyskutować i pracować z USA nad rozwiązaniem problemów dotyczących handlu, bowiem obydwa kraje tracą na konfrontacjach, podczas gdy dzięki współpracy mogłyby wiele zyskać. Dało to nadzieje na zmniejszenie napięć handlowych.

Na polskim rynku stopy procentowej kontynuowana jest stabilizacja notowań po zeszłotygodniowym wzroście rentowności. W najbliższych dniach rentowności polskich obligacji powinny utrzymywać się w pobliżu obecnych poziomów, w związku z czym notowania 5-letnich oraz 10-letnich papierów powinny znajdować się odpowiednio poniżej 2,50% oraz 3,20%. Potencjał do ewentualnej mocniejszej przeceny polskich obligacji jest ograniczony, na co wskazuje również relatywnie niska w ujęciu historycznym zmienność rentowności polskich obligacji. Jeżeli nie dojdzie do zaskoczenia przy decyzji ze strony organizujących w tym tygodniu swoje posiedzenia banków centralnych (Fed i RPP), to ciężko liczyć na zdecydowane reakcje na krzywych dochodowości przy relatywnie pustym kalendarzu publikacji makroekonomicznych.

Na rynkach dłużnych w strefie euro wciąż istotnym tematem jest sprawa włoskiego budżetu. Członkowie Eurogrupy zalecili Włochom zmianę założeń w ich budżecie, które prowadziłyby do większej dyscypliny fiskalnej. W odpowiedzi na takie komunikat ponownie rósł spread włoskich obligacji nad niemieckimi, jednak nie były to tak silne zmiany, z jakimi mieliśmy już do czynienia, a spread w sektorze 10-letnim zbliżył się „jedynie” do 300pb.

Wykres dnia: W ujęciu historycznym zmienność rentowności polskich obligacji pozostaje relatywnie niska.

W ujęciu historycznym zmienność rentowności polskich obligacji pozostaje relatywnie niska
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Kościński: Potrzeba więcej terminali do płatności bezgotówkowych

Powstał projekt ustawy o płatnościach bezgotówkowych. Celem jest zapewnienie konsumentom wyboru, w jaki sposób chcą dokonywać płatności – gotówką czy elektronicznie. Takie prawo stwarza jednak obowiązki po drugiej stronie. W Polsce nadal potrzebna jest większa liczba terminali – jest ich ok. 500-600 tys. Tymczasem w naszym kraju mamy 1,5 miliona kas fiskalnych. Ustawa kierowana jest do handlowców, którzy mają obowiązek ich używania, co wymaga również infrastruktury internetowej. Nowy projekt nie wprowadza więc nic dodatkowego. Ustawa jest już gotowa, czeka na przyjęcie przez Radę Ministrów. Twórcy ustawy liczą, że nowy obowiązek pojawi się w ciągu roku. Nie chcą jednak nakładać kar na przedsiębiorców, dlatego taki zapis nie znalazł się w projekcie.

– Chcemy zwiększyć liczbę terminali na tyle, aby stały się kołem zamachowym zmiany. Powinien pojawić się społeczny nacisk na to, aby terminal znajdował się w każdym sklepie – powiedział serwisowi eNewsroom Tadeusz Kościński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii – Ustawa została przygotowana, aby pokazać poparcie dla pomysłu i chęć wprowadzenia zmian. Być może wejdzie w życie już w ciągu najbliższego roku. Do tego czasu liczba terminali może odpowiednio wzrosnąć, a klienci będą oczekiwać opcji płatności bezgotówkowej. Należy pamiętać, że terminal POS nie oznacza jedynie akceptowania karty płatniczych, ale każdego elektronicznego instrumentu płatniczego – telefonu, przelewu czy BLIK-a – wskazał Kościński.

Dolar traci

Wybory do Kongresu zdają się przynosić spodziewany rezultat, przez co rynki finansowe zachowują spokój. USD lekko traci, ale więcej tutaj z kontynuowanej redukcji pozycji niż rozgrywania wyników wyborów. Jedne czynnik ryzyka mniej na liście powinien ułatwić rajd ulgi ryzykownych aktywów.

Zgodnie z przewidywaniami wybory do Kongresu USA przyniosły wygraną Demokratów w Izbie Reprezentantów, ale Republikanie zachowali Senat. Natychmiast podniosło to głosy, że jest to wynik szkodliwy dla USA, gdyż zahamuje proces legislacyjny i odbierze administracji prezydenta Trumpa zdolność od przeprowadzania reform korzystnych dla wzrostu. Ale w Kongresie nie ma wiernego głosowania zgodnie z linią partii, a i kompromisy międzypartyjne występują często, więc ten argument mnie nie przekonuje. W kontrze można dodać, że perspektywa mniej ekspansywnej polityki fiskalnej to mniejsze naprężenia na polu zadłużenia, co długofalowo jest pozytywne. Ogólnie nie widzę, aby wynik wyborów mógł być mocno rozgrywany jako pozytywny/negatywny dla aktywów USA.

Dolar traci, ale z innego powodu. Zamykamy tygodniowy okres przejściowy (od zmiany miesiąca) i dziś dostaliśmy dowód, że przynajmniej część z obaw, które przyczyniły się do silnych zawirowań na rynku pod koniec października, była na wyrost. W efekcie utrzymywanie kapitału w bezpiecznym dolarze przestaje mieć większy sens i dochodzi do redukcji długich pozycji. Wyciszenie tematu wojen handlowych i wyparowanie niepokojów o wynik wyborów powinny stworzyć warunki dla mini-rajdu ulgi. Otwiera to drogę do szukania okazji po przecenach na rynku akcji, a na FX pozwoli na odbicie walut ryzykownych. NZD jest najmocniejszy, choć nie bez pomocy solidnego raportu z rynku pracy z Nowej Zelandii. Dwukrotnie silniejszy wzrost zatrudnienia w III kw. i przyspieszenie dynamiki płac to pozytywne sygnały z rynku pracy, które mogą wpłynąć na bardziej optymistyczny komunikat RBNZ dziś wieczorem. Stopa procentowa z pewnością pozostanie niezmieniona, ale w oświadczeniu i konferencji prezesa Orra ryzyka przeważają po jastrzębiej stronie. Jednakże mam obawy, czy sporo z tego optymizmu nie zostało już zdyskontowane.

W ciągu dnia decyzję w sprawie stóp procentowych poda Rada Polityki Pieniężnej, gdzie zanosi się na kolejny neutralny rezultat. Nawet mimo słabszych danych za wrzesień (m.in. obniżenie się inflacji do 1,7 proc., PMI dla przemysłu przy 50 pkt.) jest mało realne, aby Rada decydowała się na odważne zmiany w komunikacie na podstawie odczytów z jednego miesiąca, choć nawet i wzmocnienie retoryki gołębiego skrzydła niewiele zmienia w rynkowej ocenie szans na podwyżkę. Uważam 4,30 za EUR za dobry poziom równowagi i bez niespodzianek złoty pozostanie poniżej radarów inwestorów zagranicznych, którzy mogą oczekiwać więcej atrakcji np. na TRY, RUB, czy MXN.

Poza tym słabość USD podbija EUR/USD ponad 1,1430, ale wzrosty są tutaj ślamazarne i nieprzekonujące z wciąż obecnym ryzykiem negatywnych informacji dotyczących sporu budżetowego Włochy-KE. Rynek chce być po długiej stronie, ale ciągle towarzyszy mu strach, że test kolejnego oporu będzie nieudany i przyniesie błyskawiczną kapitulację. Ten scenariusz widzieliśmy już niejednokrotnie. Podobny handel na cykającej bombie dotyczy funta, gdzie inwestorzy liczą na finalne porozumienie ws. Brexitu, ale nie mają gwarancji, że po drodze sprawy nie przybiorą paskudnego obrotu. Wczoraj huśtawkę zapewniły sprzeczne komunikaty. Najpierw Jeffrey Donaldson z DUP stwierdził, że „zmierzamy w stronę No Deal Brexit”, by później szef negocjacji Dominic Raab kciukiem do góry (nie żartuję!) dał znać, że wszystko jest w porządku. Tak mało trzeba, by wywołać 0,5-proc. ruch na GBP. To nie są normalne warunki i świadczą o niskiej płynności – inwestorzy przeczekują ten spektakl z boku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wyniki Grupy TAURON po III kwartałach 2018 r.

  • Wzrost przychodów ze sprzedaży o 3 proc. r/r (do 13,3 mld zł)
  • EBITDA wyniosła 3 mld zł, marża EBITDA na poziomie 22,3 proc.
  • Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej osiągnął 853 mln zł
  • Wzrost wolumenu dystrybucji energii elektrycznej oraz liczby klientów przyłączonych do sieci dystrybucyjnej
  • Nakłady inwestycyjne na poziomie 2,3 mld zł. Najwyższy capex w segmentach: Dystrybucja (1,2 mld zł) i Wytwarzanie (909 mln zł)
  • Wskaźnik dług netto/EBITDA na bezpiecznym poziomie 2,2x

(wszystkie dane skonsolidowane za okres I-III kwartał 2018 r.)

Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia
23.01.2017 Warszawa,
n/z Filip Grzegorczyk prezes Tauron SA
fot. Piotr Waniorek

– Wyniki finansowe Grupy TAURON po dziewięciu miesiącach tego roku są lepsze od oczekiwań rynku i zgodne z naszymi planami – mówi Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia. – Warto podkreślić, że nasz największy projekt realizowany w Jaworznie jest zaawansowany w ponad 80 proc. Prace przebiegają zgodnie z harmonogramem i budżetem. Dodatkowo aktualnie prowadzimy negocjacje w sprawie nabycia farm wiatrowych o mocy około 200 MW zlokalizowanych w północnej Polsce. Ewentualna transakcja umożliwi nam podwojenie obecnie posiadanych mocy wiatrowych – wyjaśnia Filip Grzegorczyk.

– Grupa TAURON buduje pozycję multienergetycznego czempiona. Rozwijamy nowe biznesy. Przed szczytem klimatycznym w Katowicach uruchomimy program carsharingu i ładowania samochodów elektrycznych. Działania te wpisują się w naszą strategię oraz globalne trendy dotyczące energetyki  – dodaje prezes zarządu TAURON Polska Energia.

Marek Wadowski
08.02.2017 Warszawa,
n/z prez. Marek Wadowski TAURON
fot. Piotr Waniorek/zelaznastudio.pl

– Konsekwentnie realizowana strategia oraz korzystne trendy w otoczeniu makroekonomicznym mają odzwierciedlenie w stabilnej sytuacji finansowej Grupy. Dzięki naszym działaniom, mającym na celu dywersyfikację źródeł finansowania i optymalizację terminu zapadalności zadłużenia, wskaźnik długu netto do EBITDA utrzymuje się na bezpiecznym poziomie. Mamy także zagwarantowane finansowanie na poziomie ponad 5,3 mld zł. Na stabilną sytuację finansową Grupy istotny wpływ mają systematycznie realizowane inicjatywy podnoszące efektywność funkcjonowania całej organizacji – mówi Marek Wadowski, wiceprezes zarządu TAURON Polska Energia ds. finansów.

Dane operacyjne

Kluczowe parametry operacyjne J.m. I-III kwartał 2018 r. I-III kwartał 2017 r. Zmiana (proc.) III kwartał 2018 r. III kwartał 2017 r. Zmiana (proc.)
Produkcja węgla handlowego mln ton 3,61 4,68 -23 1,09 1,36 -20
Sprzedaż węgla handlowego mln ton 3,54 5,01 -29 1,04 1,45 -28
Wytwarzanie energii elektrycznej (produkcja brutto Grupy), w tym: TWh 11,90 14,03 -15 4,35 4,57 -5
wytwarzanie energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych (biomasa, wiatr, woda)
TWh
0,69 0,94 -27 0,18 0,28 -36
Wytwarzanie ciepła PJ 7,42 7,91 -6 0,70 0,82 -15
Sprzedaż ciepła PJ 9,69 10,66 -9 0,76 0,86 -12
Dystrybucja energii elektrycznej TWh 38,84 38,31 1 12,83 12,61 2
Sprzedaż detaliczna energii elektrycznej przez Segment Sprzedaż i Wytwarzanie TWh 25,37 25,56 -1 8,17 8,35 -2
Liczba klientów – Dystrybucja tys. 5 579 5 517 1 5 579 5 517 1

 

Produkcja węgla handlowego wyniosła 3,61 mln ton i była niższa o 23 proc. niż w analogicznym okresie 2017 r. ze względu na niekorzystne warunki geologiczno-górnicze w ZG Janina. Niemal połowa zapotrzebowania na węgiel do produkcji energii elektrycznej i ciepła została zaspokojona surowcem pochodzącym z własnych zakładów górniczych Grupy.

Zgodnie z przyjętą strategią handlową Grupa TAURON wyprodukowała 11,9 TWh energii elektrycznej, tj. o 15 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku (14 TWh). Wolumen produkcji z odnawialnych źródeł energii wyniósł 0,69 TWh, tj. o 27 proc. mniej wobec ubiegłego roku (0,94 TWh), co wynikało z niższego wykorzystania biomasy oraz trudnych warunków hydrologicznych i wietrznych.

Produkcja ciepła zmniejszyła się o 6 proc. i wyniosła 7,42 PJ. Sprzedaż ciepła wyniosła 9,7 PJ i była niższa o 9 proc. r/r ze względu na niższe zapotrzebowanie odbiorców wynikające z wyższych temperatur zewnętrznych.

Segment Dystrybucja dostarczył swoim klientom łącznie 38,8 TWh energii elektrycznej, tj. o 1,4 proc. więcej r/r. Liczba klientów przyłączonych do sieci TAURON Dystrybucja na koniec września wzrosła o 62 tys., tj. do 5,58 mln. Spółki segmentu Sprzedaż sprzedały łącznie 25,4 TWh energii elektrycznej do 5,4 mln klientów, zarówno gospodarstw domowych, jak i przedsiębiorstw. Niższa o 0,2 TWh sprzedaż energii elektrycznej wynika przede wszystkim z mniejszego zapotrzebowania klientów biznesowych.

Wyniki finansowe

Kluczowe parametry finansowe
(w mln zł)
I-III kwartał 2018 r. I-III kwartał 2017 r. Zmiana (proc.) III kwartał 2018 r. III kwartał 2017 r. Zmiana (proc.)
Przychody ze sprzedaży 13 302 12 874 3 4 476 4 116 9
EBIT 1 306 1 649 -21 351 354 -1
EBITDA 2 972 2 947 1 778 794 -2
Marża EBITDA 22,3 proc. 22,9 proc. -0,5 p.p. 17,4 proc. 19,3 proc. -1,9 p.p.
Zysk netto 855 1 194 -28 286 189 51
Marża zysku netto 6,4 proc. 9,3 proc. -2,8 p.p. 6,4 proc. 4,6 p.p. 1,8 p.p.
Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej 853 1 192 -28 286 188 52

 

Grupa TAURON wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie 13,3 mld zł, tj. o 3 proc. więcej niż przed rokiem. Istotny wpływ na wzrost przychodów w stosunku do analogicznego okresu 2017 r. miały wyższe przychody ze sprzedaży energii elektrycznej oraz wzrost cen sprzedaży gazu, które pozwoliły zniwelować niższe wpływy ze sprzedaży usług dystrybucyjnych (efekt wprowadzenia od 1 stycznia 2018 r. MSSF 15) oraz węgla.

Grupa osiągnęła wynik EBITDA na poziomie 3 mld zł, co oznacza wzrost o 1 proc. r/r. Największy udział w EBITDA Grupy ma Segment Dystrybucja (66 proc.), a w dalszej kolejności segmenty: Wytwarzanie (22 proc.) i Sprzedaż (15 proc.). Marża EBITDA Grupy była na stabilnym poziomie
i wyniosła 22,3 proc. Wynik EBITDA segmentu Wytwarzanie (649 mln zł) był o 42 proc. wyższy niż rok wcześniej (456 mln zł), głównie z uwagi na wyższą marżę na sprzedaży energii elektrycznej oraz na rozwiązanie w I kwartale 2018 r. rezerw z tytułu świadczeń pracowniczych w wysokości 230 mln zł.

Zysk netto Grupy TAURON przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 853 mln zł i był niższy o 28 proc. r/r na skutek ujęcia w I półroczu 2018 r. odpisów aktualizujących wartość majątku. W III kwartale 2018 r. zysk netto Grupy wzrósł o 52% r/r, co jest przede wszystkim efektem ujęcia dodatnich różnic kursowych.

Program Poprawy Efektywności

Realizowany w Grupie TAURON Program Poprawy Efektywności przyniósł wzrost skumulowanej EBITDA o ponad 950 mln zł (w okresie 2016 r. – III kwartał 2018 r.). Największy udział w osiągniętych wynikach miały segmenty: Dystrybucja, Pozostałe i Wytwarzanie. Z kolei oszczędności na wydatkach inwestycyjnych osiągnęły poziom 586 mln zł i były pochodną bardziej efektywnego zarządzania majątkiem i optymalizacji procesów zakupowych.

Inwestycje

Nakłady inwestycyjne Grupy TAURON po 9 miesiącach 2018 r. wyniosły 2,3 mld zł i były wyższe o 5 proc. w porównaniu z poniesionymi w analogicznym okresie 2017 r. (2,2 mld zł). Wzrost ten wynika głównie z wyższych inwestycji w obszarach Dystrybucja i Wydobycie. W segmencie Dystrybucja największe środki zostały przeznaczone na modernizację sieci dystrybucyjnej (637 mln zł) oraz budowę nowych przyłączy (466 mln zł), a łączny capex wyniósł 1,2 mld zł. Nakłady w segmencie Wytwarzanie (909 mln zł) przeznaczone były przede wszystkim na budowę bloku o mocy 910 MW w Jaworznie, który zostanie przekazany do eksploatacji w listopadzie 2019 r.

Zadłużenie i finansowanie

W porównaniu ze stanem na 31 września 2017 r. zobowiązania finansowe netto Grupy TAURON wzrosły o 3,2 proc. i wyniosły 8,2 mld zł. Wskaźnik długu netto do EBITDA na koniec września 2018 r. wyniósł 2,2x.

Metrohouse przejął Gold Finance

Spółka Metrohouse Franchise S.A., właściciel sieci biur nieruchomości Metrohouse i spółki pośrednictwa finansowego Metrofinance, przejęła Gold Finance. Dzięki temu, na rynku powstaje duży podmiot świadczący usługi na rynku pośrednictwa kredytowego.

W dniu 06.11.2018 r. doszło do podpisania przez Metrohouse Franchise S.A. umowy zakupu 100 proc. udziałów w spółce Gold Finance Sp. z o.o., której dotychczasowym właścicielem była Bewa sp. z o.o. W wyniku transakcji Gold Finance stało się własnością Metrohouse Franchise S.A. oraz częścią grupy kapitałowej Duna House.

W ramach jednej spółki będą działać równolegle eksperci finansowi funkcjonujący pod marką Gold Finance oraz eksperci Metrofinance działający dotychczas w ramach struktur Metrohouse. Łącznie jest to ponad 400 ekspertów, co stawia firmę w czołówce największych pośredników finansowych w Polsce.

Na czele nowych struktur Gold Finance stanął Tomasz Przyrowski, dotychczasowy dyrektor zarządzający Metrofinance. – Dzięki połączeniu spółek umacniamy naszą pozycję na rynku ekspertów finansowych. Zakup Gold Finance to kolejny krok do realizacji długoterminowych planów ekspansji na polskim rynku przez Duna House Nyrt. – największego w Europie środkowo-wschodniej holdingu zajmującego się obrotem nieruchomościami, właściciela marki Metrohouse, mówi Tomasz Przyrowski. – W kolejnych miesiącach planujemy intensywny rozwój w zakresie pośrednictwa finansowego realizowanego przez ekspertów Gold Finance i Metrofinance poprzez zwiększenie sieci sprzedaży i jeszcze lepsze wykorzystanie potencjału płynącego z posiadania w grupie kapitałowej sieci biur nieruchomości.

Tomasz Przyrowski dodaje, że w pierwszych miesiącach spółka będzie skupiała się na integracji procesów oraz intensyfikacji komunikacji wewnątrz sieci. Nowy zarząd chce również zachęcić do kooperacji kolejnych ekspertów kredytowych poszukujących silnego partnera o solidnych podstawach. – Naszym celem jest zakorzenienie w świadomości klientów wizerunku Gold Finance jako pośrednika, który jest ukierunkowany tylko i wyłącznie na jak najlepszym doborze produktu finansowego do aktualnych potrzeb klientów. Chcemy, aby nasi klienci otrzymywali kompleksowy serwis, a na końcu procesu swoje zadowolenie z obsługi wyrażali poprzez rekomendacje. Ważne jest także wykorzystanie synergii w biznesie poprzez ścisłą współpracę w ramach jednej grupy liderów na rynku pośrednictwa finansowego i pośrednictwa z obrocie nieruchomościami, mówi Tomasz Przyrowski.

W skład zarządu nowej spółki wejdzie też Marta Żółkowska, pełniąca także funkcję dyrektor operacyjnej Metrohouse Franchise S.A. W radzie nadzorczej zasiądzie m.in. Andrzej Oślizło – wieloletni prezes zarządu oraz członek rady nadzorczej Expander Advisors, odpowiadający m.in. za dynamiczny rozwój jednego z największych pośredników finansowych w Polsce, który dzięki swojemu bogatemu doświadczeniu przyczyni się do realizacji strategii firmy.

Sieć biur nieruchomości Metrohouse jest obecna na rynku od 2006 r., posiada ponad 70 placówek na terenie całego kraju, z którymi współpracuje ok. 500 doradców nieruchomości. Ważnym elementem działalności grupy jest spółka Metrofinance, która zajmuje się szeroko pojętym pośrednictwem finansowym specjalizując się w rynku kredytów hipotecznych. Obecnie w Metrofinance działa 100 ekspertów kredytowych. Spółki wchodzą w skład Duna House Nyrt. – holdingu notowanego na giełdzie papierów wartościowych w Budapeszcie w segmencie Prime. Holding jest właścicielem m.in. największej na Węgrzech sieci biur nieruchomości działających pod marką Duna House i Smart Ingatlan (łącznie ponad 240 biur). Jest też liderem na rynku pośrednictwa finansowego, prowadzi działalność deweloperską oraz jest właścicielem funduszu inwestycyjnego na rynku nieruchomości.

Twardy Brexit dotknie eksporterów podwójnie

Wciąż nie ma pewności co do rozstrzygnięcia negocjacji miedzy UE i Wielką Brytanią. W razie niewykluczonego, twardego Brexitu podwójnie ucierpią polscy eksporterzy. Utrudniony dostępu do brytyjskiego rynku, cła i kontrole graniczne, to bowiem nie jedyny potencjalny problem. Drugim ciosem będzie znaczny spadek wartości funta. W przypadku braku porozumienia i okresu przejściowego analitycy międzynarodowej instytucji płatniczej AKCENTA prognozują, że kurs funta może spaść nawet poniżej poziomu 4,6 zł.

Dla polskiego eksportu wyniki negocjacji brexitowych będą miały ogromne znaczenie. W zeszłym roku do Zjednoczonego Królestwa wysłaliśmy towary o wartości 55,4 mld zł. Jest to obecnie nasz trzeci najważniejszy kierunek zbytu, a w dodatku bardzo zyskowny. Polski eksport na Wyspy był w ubiegłym roku blisko 2,7 razy wyższy niż import, dodatni bilans handlowy sięgał natomiast aż 34,7 mld zł.

Brexit hamuje polski eksport

Obawy przedsiębiorców przed Brexitem widać już w danych handlowych. W bieżącym roku dynamika wzrostu wartości eksportu wyraźnie wyhamowała. W okresie od stycznia do sierpnia br. jest niższa o 0,9% niż w analogicznym okresie rok wcześniej. – To oczywiście także wynik niskiego kursu funta, którego notowania ściąga w dół niepewność związana z Brexitem – wskazuje Miroslav Novák z AKCENTY. Warto przypomnieć, że przed referendum w sprawie wyjścia Zjednoczonego Królestwa z UE, w roku 2015 dynamika wzrostu wartości polskiego eksportu na Wyspy była dwucyfrowa (+14,4% r/r), a Wielka Brytania znajdowała się na drugim miejscu, po Niemczech, na liście naszych najważniejszych kierunków zbytu towarów.

Funt ważną walutą

Funt szterling jest popularną walutą stosowaną w rozliczeniach między polskim i brytyjskim biznesem. Według obserwacji AKCENTY, instytucji płatniczej, która zajmuje się obsługą transakcji walutowych m.in. polskich eksporterów, większość kontraktów handlowych między stroną brytyjską i polską jest zawierana w GBP. – Rozliczanie się bezpośrednio w lokalnej walucie partnera jest bardziej korzystne. Funt szterling należy do podstawowych walut i nie ma najmniejszego problemu z jego obsługą, przelewami i wymianą na złotówki. Zawierając kontrakt w funtach firmy unikają niepotrzebnego kosztu przewalutowań, np. z funtów na euro, a potem po polskiej stronie znów z euro na złotówki – tłumaczy Miroslav Novák. Perspektywa opuszczenia UE przez Wielką Brytanię już odbiła się na notowaniach brytyjskiej waluty, której kurs w stosunku do złotówki, utrzymuje się na dość niskim historycznie poziomie. Potencjalne zmiany jego notowań, związane z decyzją o charakterze Brexitu, mogą odbić na marżach polskich eksporterów, którzy będą z Wyspiarzami zawierać lub realizować kontrakty w najbliższych miesiącach. – W przypadku dopiero negocjowanych umów eksporterzy mogą zabezpieczyć kurs wymiany funta dla kwoty przewidzianej w tym kontrakcie za pomocą transakcji forward. To rozwiązanie, które daje pewność co do wysokości marży eksportera, gdy nadejdzie data realizacji transakcji. Przy tak dużym ryzyku, jakie wiąże się z negocjacjami brexitowymi, to szczególnie zalecane rozwiązanie – podkreśla ekspert AKCENTY.

Kursowe scenariusze

Obecnie, większość rynku spodziewa się, że twardego Brexitu uda się uniknąć i obie strony dojdą do porozumienia. Dla eksporterów oznacza to kolejne 2 lata okresu przejściowego, w czasie którego mogliby sprzedawać swoje towary tak jak do tej pory. Po tym czasie stosunki handlowe między UE a Zjednoczonym Królestwem wyglądałyby prawdopodobnie jak w przypadku wymiany np. z Norwegią, która nie jest państwem członkowskim, ale z Unią łączą ją ścisłe więzi handlowe i gospodarcze. Na takie „bezpieczne” rozwiązanie liczą wszystkie strony. Na miękki Brexit dobrze zareagowałby także funt. Według przewidywań analityków AKCENTY przy takim scenariuszu można się spodziewać początkowej aprecjacji funta do poziomu 5,05 PLN/GBP w ciągu pół roku od ogłoszenia porozumienia. W dłuższej perspektywie brytyjska waluta może jeszcze się umocnić, dochodząc do 5,25 PLN/GBP. W przypadku twardego Brexitu analitycy AKCENTY spodziewają się natomiast spadku notowań funta w perspektywie 6 miesięcy do poziomu 4,6 zł. W dłuższym horyzoncie czasowym, 12 miesięcy, nie wykluczają, że spadnie jeszcze niżej.

Twardy Brexit groźny dla wszystkich eksporterów

Dodatkowo, analitycy AKCENTY zwracają uwagę, że wieści na temat negocjacji powinni obserwować także eksporterzy, którzy nie wysyłają towarów do Wielkiej Brytanii. – Jeśli na brytyjskich granicach w marcu pojawi się szlaban dla produktów z UE, to wiele firm, może przez początkowy okres zrezygnować ze sprzedaży na tym kierunku lub ją zmniejszyć. Jednak wyprodukowane towary muszą gdzieś trafić, w tym także te wytworzone w innych krajach. Brytyjczycy bardzo dużo importują z UE. Na wewnątrzunijnym rynku może więc przybyć towarów, które potencjalnie miały trafić na rynek brytyjski. Polskie przedsiębiorstwa powinny zwrócić uwagę na taką ewentualność i przeprowadzić analizę swojego biznesu pod tym kątem – zauważa Miroslav Novák z Akcenty.

Jak się komunikować, żeby utrudnić porozumienie?

W praktyce doskonała komunikacja niemalże nie istnieje. Odbiorca informacji rzadko od razu rozumie intencje i słowa nadawcy dokładnie tak, jak on sam. Nie uciekniemy jednak od tego procesu, bo właśnie na komunikowanie się poświęcamy około 80% czasu pracy. Łatwo jednak utrudnić porozumienie, a dodatkowo często to my sami zmniejszamy szanse na nie. Jak?

Komunikacja umożliwia chociażby rozpowszechnianie informacji, integrację między pracownikami, koordynację działań, rozwiązywanie problemów, podejmowanie decyzji czy zarządzanie konfliktami. –Warto rozumieć to pojęcie szeroko – nie tylko jako mówienie, ale też pisanie, czytanie i słuchanie. Niestety często zbyt małą wagę przykładamy do odbioru i rozumienia, czekając jedynie na swoją kolej i możliwość wypowiedzenia się. Problemy związane z tym procesem to jedno z najczęstszych źródeł konfliktów zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym – mówi Alicja Matecka, trener z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland. Jeżeli dążysz do nieporozumienia, jest kilka rzeczy, które możesz robić podczas rozmowy, aby utrudnić odbiorcy zrozumienie twojego przekazu i zaburzyć efektywną komunikację.

Nie patrz w oczy i nie przejmuj się konstrukcją wypowiedzi

Jeżeli chcesz sprawić, by odbiorca szybko stracił chęci do słuchania twojej wypowiedzi, nie patrz mu w oczy i zadbaj o lekceważące zachowania niewerbalne. Dzięki temu skupi się na dystraktorach, czyli wszystkim tym, co rozprasza uwagę, a także będzie doszukiwał się ukrytych znaczeń w tym, co miałeś mu powiedzieć. W zaburzeniu przekazu mogą pomóc też rozwlekłe dygresje lub nadmiar danych i informacji. Niejasna konstrukcja wypowiedzi może sprawić, że odbiorca straci poczucie kontroli nad rozmową. – Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że zbyt szczegółowe przedstawienie danej kwestii bywa uznawane za obraźliwe i wskazujące na brak szacunku. Zbyt ogólne za to może zniechęcać do kontaktu i pokazywać brak otwartości i chęci nawiązania bliższej relacji. Podczas rozmowy zwróćmy więc uwagę na poziom szczegółowości przedstawiania danego problemu, wpływa on bowiem na odbiór przez nadawcę – zauważa Alicja Matecka z Integra Consulting Poland.

Mów żargonem i generalizuj

Aby utrudnić rozmówcy odbiór tego, co do niego mówisz, możesz także posługiwać się bardzo specjalistycznym żargonem. To szczególnie skuteczne, gdy rozmawiasz z osobą z zupełnie innej branży – ona mało zrozumie, a ty poczujesz się od niej mądrzejszy. Możesz też używać tzw. dużych kwantyfikatorów, jak: nikt, nigdy, wszyscy, zawsze, każdy itp. Generalizowanie zaburzy twojemu rozmówcy rozumienie konkretnej sytuacji czy problemu, który opisujesz.

Moralizuj i dawaj rady

Wypowiedzi w formie nakazów, czyli np. rozpoczynające się od słów: musisz, powinieneś czy nie wolno, a także dawanie rad zaburza partnerską relację. Może spowodować, że rozmówca poczuje, że sobie nie radzi i jest gorszy. Takie uczucia nie wspierają zaangażowania i motywacji – zauważa Alicja Matecka z Integra Consulting Poland. Jeśli więc chcesz, aby twój partner rozmowy poczuł dyskomfort, wiesz już, co robić. Pomyśl też o krytycznych uwagach, kieruj je jednak osobiście, bo jeśli odniesiesz je do konkretnego zachowania, a nie osoby, twoja sugestia może okazać się konstruktywna i pomocna dla rozmówcy w jego dalszym rozwoju.

Przerywaj i popędzaj

Gdy chcesz zasugerować partnerowi, że mało interesuje cię jego wypowiedź i nie masz ochoty poświęcać jej swojej uwagi, po prostu ją przerwij i zacznij mówić o tym, co dla ciebie jest ważne. Jeśli nie chcesz robić tego aż tak wprost, zacznij go popędzać – to zachowanie powinien odebrać podobnie. A gdy rozpocznie się niewygodny dla ciebie temat, zrób unik i zmień go bez jasnego poinformowania o tym rozmówcy.

Czytaj w myślach lub wypytuj

Lubisz, gdy ktoś wmawia ci, co miałeś na myśli? To dobry sposób na utrudnienie porozumienia. Przypisuj rozmówcy intencje, których być może wcale nie posiada. Powiedz np. „Chce mnie Pan wyprowadzić z równowagi”, „Widzę, że nie jest Pani tym zainteresowana”. A jeśli nie masz takich „zdolności”, aby samemu odgadywać, co nadawca miał na myśli, możesz też „zalać” go potokiem pytań. Dodatkowo, jeśli nie poinformujesz go, do czego potrzebne są ci te informacje i nie zapytasz o zgodę na taki „wywiad”, może poczuć się zagrożony.

Współpraca wymaga komunikowania się pracowników organizacji zarówno ze sobą, jak i z klientami zewnętrznymi. Dość często zdarza się, że na poziomie werbalnym dochodzi do nieporozumień czy też konfliktów. – Czasem sami nieświadomie stajemy się źródłem zakłóceń w procesie komunikacji. Wiedza o tym, jak nasze zachowania mogą oddziaływać na innych, motywuje do większej uważności i dbałości o to, co i w jaki sposób mówimy. Pamiętajmy, że szansą na zwycięstwo we współpracy jest rzeczywiste słuchanie, a nie jedynie czekanie na moment, kiedy to my będziemy mogli wypowiedzieć swoje zdanie – mówi Alicja Matecka z Integra Consulting Poland. – Komunikowanie się zajmuje średnio trzy czwarte naszego dnia pracy, to w dużej mierze od nas zależy, czy wykorzystamy ten czas efektywnie czy raczej nasze działanie będzie utrudniało osiągnięcie porozumienia – dodaje ekspert.

Alliance Ventures inwestuje w start-up WeRide.ai rozwijający technologię pojazdów autonomicznych L4

Alliance Ventures, spółka inwestycyjna największego na świecie sojuszu motoryzacyjnego Renault-Nissan-Mitsubishi, została strategicznym inwestorem w wiodącej chińskiej firmie WeRide.ai (wcześniej JingChi.ai), zajmującej się rozwojem technologii napędów autonomicznych na poziomie 4 (L4).

Jest to pierwsza inwestycja Alliance Ventures w Chinach i stanowi część strategii wspierającej przedsiębiorców i start-upy w rozwoju technologii mobilności nowej generacji.

WeRide.ai będzie pierwszym chińskim start-upem specjalizującym się w technologii napędów autonomicznych L4, który otrzymał wsparcie finansowe od Alliance Ventures i stanie się strategicznym partnerem globalnego sojuszu motoryzacyjnego.

FRANÇOIS DOSSA
FRANÇOIS DOSSA

François Dossa, wiceprezes Alliance Global Ventures i Open Innovation, powiedział: „Systemy autonomiczne są priorytetem Sojuszu, który pracuje nad wdrożeniem nowych usług mobilności. Nasze firmy członkowskie są zaangażowane we wprowadzanie takich technologii na kluczowych rynkach, takich, jak Chiny. Cieszymy się, że możemy wspierać WeRide.ai, ponieważ jest pionierem w zastosowaniu systemów autonomicznych na wymagającym chińskim rynku.”

Tony Han, dyrektor generalny i współzałożyciel WeRide.ai powiedział: „Oprócz współpracy finansowej, Renault-Nissan-Mitsubishi i WeRide.ai wzmocnią wzajemne relacje w obszarach strategicznych dla obu stron. Jesteśmy przekonani, że właśnie nadszedł kolejny etap autonomicznej rewolucji transportowej 2.0. WeRide.ai będzie nadal przewodzić rewolucji technologicznej, zapewniając znaczące korzyści wszystkim jej beneficjentom.”

Doradcą WeRide.ai w kwestii pozyskiwania funduszy jest bank Morgan Stanley. Chiński start-up jest zaangażowany w tworzenie autonomicznych systemów mobilności, które radykalnie zmienią nie tylko chiński rynek usług transportowych, ale również poglądy ludzi na samochody i planowanie urbanistyczne.

Wykorzystując najnowszą inwestycję, WeRide.ai zamierza do końca 2019 rozbudować flotę 500 autonomicznych pojazdów, które w sumie mają zapewnić podróżowanie na dystansie 5 milionów kilometrów oraz przeprowadzić wraz z partnerami próby operacyjne i komercyjne w aglomeracjach Guangzhou i Anqing. Od momentu rozpoczęcia prób z autonomiczną mobilnością w Chinach, autonomiczne pojazdy WeRide.ai przejechały ponad 60 000 kilometrów i obsłużyły ponad 3 000 pasażerów na całym świecie.

Przed zakupem przez sojusz większościowego pakietu akcji serii A, partnerem wiodącym start-upu były Qiming Venture Capital, wspierany przez firmy Hanfor Capital, Atop Capital, Johnson Electric, Xiaopeng He, Idinvest Partners i OceanIQ Capital.

WeRide.ai, zatrudnia obecnie ponad 200 pracowników na całym świecie, z czego 70% kadry stanowią inżynierowie. Jest też pierwszą firmą w Chinach, która korzysta z sieci 5G do zdalnego sterowania autonomicznymi pojazdami. Celem firmy jest wprowadzenie systemu użytkowania samochodów bez kierowcy w chińskich miastach do roku 2020 i zdobycie pozycji światowego lidera w rozwijaniu komercyjnych aplikacji dla technologii pojazdów autonomicznych.

Wyniki Ronson Development za III kwartały 2018 r.

  • Przychody Ronson Development za dziewięć miesięcy 2018 r. sięgnęły 253,3 mln zł i były o 39% wyższe niż w analogicznym okresie 2017 r. Uwzględniając wartość lokali przekazanych klientom w ramach projektu joint venture City Link I, całkowite przychody wyniosły 277,4 mln zł (wzrost o 45% r/r).
    • Od początku stycznia do końca września Ronson przekazał klientom klucze do łącznie 707 lokali (o 44% więcej niż przed rokiem), z czego 66 lokali zostało przekazanych w projekcie City Link I, w którym Spółka ma 50-proc. udział.
  • Skonsolidowany zysk brutto ze sprzedaży za pierwsze trzy kwartały br. wyniósł 42,1 mln zł, co oznacza wzrost o 43% rok do roku.
    • Średnia marża brutto na inwestycjach mieszkaniowych przekazanych klientom w okresie pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku (uwzględniając City Link I) wyniosła 17,9% wobec 16,1% przed rokiem.
  • Zysk netto przypadający akcjonariuszom Ronson Development za dziewięć miesięcy 2018 r. wyniósł 15,8 mln zł wobec 0,1 mln zł zysku netto w analogicznym okresie 2017 r. oraz 9,5 mln zł w całym ubiegłym roku.

W samym trzecim kwartale 2018 r. rozpoznane przez Ronson Development przychody ze sprzedaży sięgnęły 83 mln zł i były ponaddwukrotnie wyższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku, kiedy wyniosły 36 mln zł. Zysk brutto ze sprzedaży w okresie lipiec-wrzesień br. wyniósł 14,5 mln zł, co oznacza ponadtrzykrotny wzrost w porównaniu z trzecim kwartałem 2017 r., kiedy wyniósł 4,7 mln zł. Zysk netto przypadający akcjonariuszom podmiotu dominującego wyniósł natomiast 5,5 mln zł wobec 2,5 mln zł straty netto przed rokiem.

– Największy udział w wynikach minionego kwartału miał pierwszy z ośmiu zaplanowanych etapów osiedla Miasto Moje na Białołęce, gdzie przekazaliśmy klientom klucze do 123 lokali o łącznej wartości 34,6 mln zł i marży brutto przekraczającej 24%. Znaczący wpływ na zaraportowane wyniki miał ponadto projekt Nova Królikarnia na Mokotowie. W trzecim kwartale przekazaliśmy tam co prawda „tylko” 29 lokali, przy czym były to głównie apartamenty o dużych metrażach i wysokiej cenie jednostkowej, wynoszącej średnio około 1 mln zł – łączna wartość lokali przekazanych w tym projekcie wyniosła 29 mln zł – wskazał Rami Geris, członek zarządu i dyrektor finansowy Ronson Development.

Pod względem bieżącej sprzedaży, Spółka odnotowała porównywalne wyniki rok do roku, biorąc pod uwagę liczbę sprzedanych lokali, oraz wyższe, biorąc pod uwagę ich wartość. W samym trzecim kwartale Ronson Development zakontraktował sprzedaż 203 lokali o łącznej wartości 90,1 mln zł (wobec 206 lokali o wartości 74,7 mln zł w trzecim kwartale 2017 r.), a narastająco w ciągu dziewięciu miesięcy tego roku znalazł nabywców na 639 lokali o łącznej wartości 263,7 mln zł (wobec 645 lokali o wartości 242 mln zł sprzedanych łącznie w pierwszych trzech kwartałach 2017 r.). Średnia wartość lokali sprzedanych w okresie od stycznia do września tego roku wzrosła tym samym do 413 tys. zł z 375 tys. zł w analogicznym okresie ubiegłego roku.

– Najlepiej sprzedającymi się obecnie projektami są nasze dwie warszawskie inwestycje: City Link oraz Miasto Moje. Dobre wyniki sprzedażowe notujemy również poza stolicą: dużym zainteresowaniem cieszy się nasz najnowszy projekt w Poznaniu – Grunwald2, a także wrocławska Vitalia i szczecińska Panoramika – powiedział Andrzej Gutowski, członek zarządu, dyrektor sprzedaży i marketingu Ronson Development.

W ofercie sprzedaży Spółki na koniec trzeciego kwartału znajdowało się łącznie 678 lokali, z czego 583 w ramach projektów w budowie, a 95 w już ukończonych inwestycjach.

– Przymierzamy się do tego, aby jeszcze przed końcem tego roku rozpocząć realizację czterech inwestycji obejmujących łącznie 480 lokali. Trzy z nich to kontynuacje naszych dotychczasowych projektów: Miasto Moje III (gdzie już wystartowaliśmy z przedsprzedażą) oraz Nova Królikarnia w Warszawie, a także Panoramika V w Szczecinie. W Warszawie, zgodnie z zapowiedziami, planujemy ponadto rozpoczęcie zupełnie nowego projektu – Ursus Centralny, gdzie w pierwszym etapie planujemy wybudować 151 lokali, a docelowo około 1600 lokali – zapowiedział Andrzej Gutowski.

Biorąc pod uwagę wyniki za trzy kwartały i perspektywy na ostatni kwartał roku, jak zapowiada się dla Ronson Development cały bieżący rok?

Nir Netzer, prezes Ronson Development
Nir Netzer, prezes Ronson Development

– Zważywszy na trudne otoczenie, w jakim funkcjonują dziś deweloperzy, należy docenić tegoroczne wyniki osiągnięte przez Spółkę i jej niezwykle doświadczony zespół. Dzięki niemu zrealizujemy nasz plan zakładający przekazanie klientom około 800 lokali w całym 2018 r. – wskazał Nir Netzer, prezes Ronson Development. – Jeszcze lepiej pod tym względem zapowiada się przyszły rok. W 2019 r. planujemy bowiem ukończenie projektów obejmujących łącznie ponad 1100 lokali, z czego 745 było już sprzedanych przed końcem września tego roku – dodał Nir Netzer.

Kilka dni po zakończeniu trzeciego kwartału, 4 października br., Ronson Development wypłacił akcjonariuszom dywidendę w wysokości 0,06 zł na akcję (łącznie ponad 9,8 mln zł). Zgodnie ze zaktualizowaną polityką dywidendową, w kolejnych latach Spółka planuje regularnie dzielić się zyskami z akcjonariuszami, przeznaczając na dywidendę 50% skonsolidowanego zysku netto lub 0,06 zł na akcję, w zależności od tego, która z tych kwot będzie wyższa.

Ważnym wydarzeniem w ostatnim czasie było ponadto sfinalizowanie procesu przeniesienia siedziby Ronson Development z Holandii do Polski. Od 31 października siedziba rejestrowa Spółki mieści się w Warszawie.

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Ronson Development

mln zł 3Q 2018 3Q 2017 Zmiana r/r 1-3Q 2018 1-3Q 2017 Zmiana r/r
Przychody ze sprzedaży 83,0 36,0 +130% 253,3 182,2 +39%
Zysk brutto ze sprzedaży 14,5 4,7 +211% 42,1 29,3 +43%
Zysk / (strata) netto 1) 5,5 (2,5) 15,8 0,1 +12371%

1) zysk netto przypadający akcjonariuszom podmiotu dominującego

Wyniki Banku Pekao po III kw. 2018 r.

To najwyższy zysk netto trzeciego kwartału od trzech lat, osiągnięty dzięki podtrzymaniu solidnej dynamiki dochodów i dobrej kontroli kosztowej. Bank Pekao znacząco podnosi rentowność i potwierdza silną pozycję kapitałową.

  • Zysk netto wzrósł do 606,5 miliona złotych z 547,8 miliona złotych osiągniętych w trzecim kwartale 2017 (1)
  • Całkowite dochody kwartału wzrosły o 5 proc. na skutek dynamicznego wzrostu wyniku odsetkowego (9 proc. r/r); wynik z prowizji i opłat spadł 0.5 proc. r/r (w warunkach porównywalnych wzrósł o 3 proc. r/r)
  • Silna pozycja kapitałowa została potwierdzona przez wyniki Europejskich Testów Warunków Skrajnych (bank uplasował się wśród trzech banków o najniższej wrażliwości współczynników kapitałowych). Na koniec trzeciego kwartału 2018, Tier 1 osiągnął 16 proc. a TCR 17 proc., i zostanie w czwartym kwartale wzmocniony emisją obligacji podporządkowanych, zapewniając Bankowi Pekao zdolność do wypłaty wysokiej dywidendy (do 100 proc. zysku)
  • Zysk netto za okres pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 r. wyniósł 1,54 miliarda złotych, co oznacza wzrost o 6 proc. w porównaniu do tego samego okresu 2017 r.
Michał Krupiński
Michał Krupiński

– Nasz bank rośnie dynamicznie, stając się instytucją finansową pierwszego wyboru dla coraz większej liczby klientów. Poprawiamy dochodowość oraz efektywność operacyjną przy zachowaniu konserwatywnego podejścia do ryzyka – powiedział Prezes Zarządu Michał Krupiński. – Realizacja strategii odzwierciedlona w wynikach banku pozwala nam podtrzymać naszą rekomendację wysokiej dywidendy za rok 2018, co najmniej w takiej samej kwocie w ujęciu nominalnym, jak za ubiegły rok.

Konsekwentna realizacja przyjętej przez Bank Pekao strategii, która między innymi zakłada koncentrację na produktach o wyższej dochodowości oraz zwiększenie liczby produktów przypadających na jednego klienta, przyniosła wzrost wolumenu kredytów o 7 proc. r/r. Motorem wzrostu był dynamiczny, blisko 14-proc. przyrost najbardziej atrakcyjnych kredytów konsumenckich i hipotecznych. W trzecim kwartale nastąpiło również przyspieszenie w segmentach korporacyjnych. W sektorze średniej wielkości przedsiębiorstw bank rósł o 11 proc. r/r, przy 5-proc. wzroście w przedsiębiorstwach ogółem.

Dynamiczny wzrost w atrakcyjnych marżowo segmentach detalicznych w połączeniu z dyscypliną cenową pozwolił zwiększyć marżę odsetkową o 5 punktów bazowych r/r do poziomu 2,83 proc.

Jednocześnie, Pekao utrzymuje koszty pod kontrolą. Wzrosły one o 1,7 proc. r/r w trzecim kwartale 2018, mniej niż wskaźnik inflacji w tym okresie. Wskaźnik kosztów do dochodów był na poziomie 45,4 proc. za 9 miesięcy 2018 roku.

ROE, czyli miara dochodowości spółki, za 9 miesięcy 2018 r. wyniosła 9,1 proc. i była wyższa o 59 punktów bazowych w porównaniu z rokiem ubiegłym. To oznacza, że bank jest na dobrej ścieżce do osiągnięcia celu zaplanowanego w swojej strategii do końca 2020 roku.

Obniżka VAT, która niczego nie obniża

VAT w Polsce jest wysoki – wyższy niż większości krajów europejskich. Zasadniczo wynosi 22 proc., ale w 2011 roku został „tymczasowo” zwiększony do 23 proc. Prowizorka trwa już 7 lat i już dawno powinna zostać usunięta, a stawka VAT – zmniejszona.

Tomasz Rostkowski
dr hab. Tomasz Rostkowski, prof. SGH, Główny ekonomista Pracodawców RP

– Obecne propozycje Ministerstwa Finansów, które zapowiadają obniżkę VAT cieszą, bo dzięki nim wiemy, że ministerstwo pracuje nad jakąś nową propozycją. To tyle dobrych wiadomości, ponieważ obietnica obniżenia podatku VAT sprowadza się do utrzymania „tymczasowego” stanu – mówi prof. Tomasz Rostkowski, Główny Ekonomista Pracodawców RP. – W praktyce nadal będziemy płacić VAT w wysokości 23 proc. Ministerstwo Finansów proponuje bowiem skomplikowany mechanizm, przy pomocy którego może obiecać obniżenie podatku, a w praktyce go nie obniżać – dodaje.

VAT jest najważniejszym źródłem dochodów państwa. Jest też najważniejszym powodem, dla którego Polacy nie mogą kupić więcej potrzebnych im i ich rodzinom dóbr. Płacimy go niemal przy każdej transakcji. Potencjalna obniżka VAT np. do poziomu 18 proc. oznaczałaby dla Polaków w praktyce to samo, co istotna podwyżka wynagrodzenia. Byłoby to też działanie pożądane dla gospodarki, która najwyraźniej hamuje. Bez dodatkowego impulsu grozi nam ograniczenie wzrostu gospodarczego, a w przypadku wybuchu globalnego kryzysu jeszcze większe kłopoty.

Zamiast tego Ministerstwo Finansów proponuje skomplikowany mechanizm. Upraszczając sprowadza się on do tego, że „obniżymy VAT, jak tylko ograniczymy wydatki”. Czyli państwo będzie dopasowywać przychody do nadmiernych kosztów. Ministerstwu Finansów trzeba zaproponować rozwiązanie o wiele bardziej logiczne. Należy wydatki dopasowywać do dochodów, a nie dochody do wydatków. A jeszcze lepiej jest zostawić dodatkową rezerwę w postaci oszczędności.

Przekładając to na konkretne działania, po pierwsze należy ograniczyć podatki. Dzięki temu ludzie wydadzą więcej pieniędzy na najważniejsze dla siebie dobra, a gospodarka dostanie nowy, silny bodziec wzrostowy. Po drugie, należy ograniczyć zbędne wydatki oraz znacznie zawyżone, m.in. przez nadmierną biurokrację, koszty własne państwa. Pozwoli to oszczędzić dużo więcej niż spodziewa się uzyskać Minister Finansów w wyniku utrzymania zawyżonych podatków. Dodatkowo, dzięki temu ludzie uzyskają przekonanie, że podatki, które muszą płacić, idą na odpowiednie cele i wydawane są w odpowiedni tj. gospodarny sposób.

– Jeśli te warunki zostaną spełnione, trzeba już tylko być gotowym na odbieranie gratulacji od międzynarodowych gremiów i podziękowań od pracujących Polaków – mówi prof. Rostkowski. – Proponowane działania, oczywiste dla wszystkich na całym świecie, pozwolą rządowi na zdobycie wielkiego szacunku. Mało kto ma odwagę przyznać, że był całymi latami w błędzie, komplikując wszystkie przepisy oraz ściągając od ludzi więcej podatków niż potrzeba i skutecznie ów błąd naprawić – dodaje prof. Rostkowski.

Małe i średnie firmy coraz częstszym celem hakerów. Brakuje im środków i ludzi, by odpierać cyberataki

Małe i średnie firmy coraz częstszym celem hakerów. Brakuje im środków i ludzi, by odpierać cyberataki 1

Cyberprzestępczość jest równie dużym zagrożeniem dla korporacji, jak i małych oraz średnich firm. Mniejszym podmiotom jednak trudniej jest się przed nimi ustrzec ze względu na brak dedykowanych do tego zespołów i niewystarczające budżety. Dostępne na rynku rozwiązania i narzędzia pozwalają jednak zapewnić MŚP równie wysoki poziom bezpieczeństwa, jaki mają duże organizacje, utrzymujące całe zespoły 24/7 do ochrony przed cyberzagrożeniami. Ważną kwestią jest jednak zaufanie do dostawcy sprzętu i oprogramowania oraz dobór właściwego rozwiązania do wielkości i indywidualnego profilu przedsiębiorstwa.

 Cyberprzestępcy przeprowadzają ataki również na firmy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, m.in. dlatego że te firmy łatwo zaatakować. Zwykle mają mniej dedykowanego personelu, narzędzi, a stanowią tak czy inaczej jakiś fragment układanki, którą atakujący może potem wykorzystać do innych ataków. Jest to również bardzo często źródło do pozyskania wiedzy o danych osobowych czy też danych, które można wykorzystać później dla korzyści finansowych – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Bromirski, dyrektor techniczny Cisco Systems Polska.

Jak wynika z opracowanego przez KPMG „Barometru cyberbezpieczeństwa”, cyberataki na działające w Polsce firmy są zjawiskiem powszechnym. W 2017 roku 82 proc. przedsiębiorstw odnotowało przynajmniej jeden cyberincydent. 37 proc. odnotowało znaczący wzrost liczby takich incydentów. Z badania wynika, że częściej obawiają się ich firmy o obrotach powyżej 100 mln zł (57 proc.) niż organizacje generujące mniejsze obroty (35 proc.), jednak – jak podkreślają eksperci – cyberprzestępczość jest równie dużym zagrożeniem dla MŚP, jak i dużych korporacji.

 Małe i średnie przedsiębiorstwa atakowane są równie często, jak inne firmy np. z sektora enterprise czy operatorzy. W ciągu ostatniego roku prawie połowy tych firm, z którymi rozmawiamy na bieżąco, twierdzi, że zaobserwowała tego typu atak na swoją sieć i próbowała mu w jakiś sposób zapobiec –mówi Łukasz Bromirski.

Najpoważniejsze zagrożenia dla firm stanową ataki typu malware (APT, wycieki danych, ransomware), kradzież danych, phishing i ataki na aplikacje. Małym i średnim firmom – ze względu na brak dedykowanych zespołów i niewystarczające budżety – trudniej jest się przed nimi ustrzec. Jak wynika z „Barometru cyberbezpieczeństwa”, dla 49 proc. firm to właśnie zatrudnienie i utrzymanie wykwalifikowanych pracowników jest największym wyzwaniem dotyczącym utrzymania właściwego poziomu cyberbezpieczeństwa. Podobny odsetek (47 proc.) wskazuje też niewystarczające środki na ten cel.

– Aby dobrze się przygotować do odparcia tego typu ataku, mała firma powinna polegać na różnego rodzaju narzędziach, które będą działały w sposób autonomiczny. Inaczej, nie mając 24 godziny na dobę personelu do walki z cyberzagrożeniami, najprawdopodobniej padnie ich ofiarą. Naprzeciw temu problemowi wychodzą producenci różnego rodzaju narzędzi i usług zapewniających ochronę, np. w ramach proaktywnej ochrony typu security operations center, profesjonalnych usług bądź nawet cyberpolisy obejmującej tego typu zdarzenia – mówi Łukasz Bromirski.

Dyrektor techniczny Cisco Systems Polska podkreśla, że obecnie dostępne na rynku rozwiązania i narzędzia pozwalają zapewnić małym i średnim przedsiębiorstwom równie wysoki poziom bezpieczeństwa, jaki mają duże organizacje, utrzymujące własne zespoły do ochrony przed cyberzagrożeniami. Właściwe rozwiązanie powinno jednak zostać indywidualnie dobrane do wielkości i profilu przedsiębiorstwa, ponieważ im więcej różnego rodzaju wewnętrznych regulacji, danych osobowych czy projektowych, które są przesyłane wewnątrz firmy, tym więcej narzędzi trzeba użyć, aby je zabezpieczyć.

– Gorącym tematem jest kwestia zaufania do sprzętu i dostawców oprogramowania. Możemy popatrzeć na to, co się działo w przypadku wirusów Petya, NotPetya i wszelkiego rodzaju ataków na zaufane, podpisane przez producenta oprogramowanie. Te same ataki będą przenosiły się również na warstwę fizyczną. Będzie coraz więcej sytuacji, w których trzeba się upewnić, że sprzęt, który do nas dociera, został faktycznie zaprojektowany, wybudowany pod kontrolą zaufanego podmiotu. Cała koncepcja związana z zaufaniem do bezpieczeństwa samego sprzętu czy platform, których używamy, to ewidentnie coś, na czym będziemy się musieli w najbliższych latach skoncentrować – podkreśla Łukasz Bromirski.

Rośnie liczba Polek chorych na raka piersi. Choroba dotyka coraz młodsze kobiety

Rośnie liczba Polek chorych na raka piersi. Choroba dotyka coraz młodsze kobiety 2

W ciągu ostatnich 30 lat w Polsce dwukrotnie wzrosła liczba zachorowań na raka piersi. Chorują coraz młodsze i aktywne zawodowo kobiety, co zaburza ekonomikę systemu opieki zdrowotnej i generuje straty dla budżetu państwa. Leczenie chorych wciąż nie jest jednak traktowane jako inwestycja: brakuje kompleksowej opieki w wyspecjalizowanych ośrodkach, tzw. breast units, dostępu do nowoczesnych terapii lekowych oraz skutecznej rehabilitacji. W polskich szpitalach zbyt często wykonuje się ponadto całkowitą mastektomię zamiast operacji oszczędzających. 

Rak piersi to najczęściej diagnozowany nowotwór wśród kobiet w większości krajów Europy oraz w USA. W Polsce już dziś stanowi ponad 20 proc. wszystkich przypadków nowotworów złośliwych kobiet, a zachorowalność sukcesywnie rośnie. Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów liczba zachorowań zwiększyła się w ciągu ostatnich 30 lat blisko dwukrotnie, a rak piersi dotyka coraz młodsze panie. Jednocześnie dzięki postępowi medycyny wzrasta przeżywalność, choć rak piersi wciąż stanowi drugą spośród wszystkich nowotworów przyczynę śmierci Polek – co roku z jego powodu umiera prawie 6 tys. kobiet.

 W tej chwili w Polsce żyje ok. 100 tys. kobiet, które kiedykolwiek zachorowały na raka piersi. Żeby zwiększyć ich przeżywalność, potrzebna jest edukacja dotycząca wszystkich grup społecznych, a najbardziej tych, które nie są beneficjentami programów przesiewowych. Drugą grupą, która wymaga specyficznej edukacji, są politycy, bo to od ich decyzji zależy jakość opieki onkologicznej, w tym dostęp do nowoczesnego leczenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. Tadeusz Pieńkowski, kierownik Kliniki Onkologii Szpitala MSWiA w Warszawie, Prezes Polskiego Towarzystwa Badania Raka Piersi.

Istotną przyczyną wciąż wysokiej umieralności Polek na raka piersi jest zbyt późne wykrycie nowotworu. Według raportu „Rak piersi nie ma metryki” u prawie 30 proc. pacjentek diagnoza stawiana jest już w czwartym stadium raka. Jak wynika z danych Ministerstwa Zdrowia, tylko 40 proc. kobiet korzysta z bezpłatnych badań przesiewowych oferowanych paniom w wieku 50–69 lat, a więc należących do grupy największego ryzyka. Zdaniem ekspertów dotychczasowy system wysyłania zaproszeń na badania nie zdał egzaminu i powinien zostać zmodyfikowany w oparciu o większą edukację polskich kobiet.

 Uważamy, że w profilaktyce raka piersi nadszedł czas na zmianę programów, na poszerzenie ich, na zmianę komunikacji z kobietami, ponieważ samo wysyłanie zaproszeń nie załatwia sprawy – mówi Aleksandra Rudnicka, rzecznik Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.

Nawet najlepiej rozwinięta diagnostyka nie przyniesie oczekiwanych rezultatów, jeśli pacjentki nie będą miały dostępu do nowoczesnego leczenia. Ogromny postęp medycyny w ostatnich latach sprawił, że rak piersi stał się chorobą przewlekłą, Polki wciąż mają jednak znacznie mniejsze szanse na przeżycie pierwszych pięciu lat po zdiagnozowaniu choroby niż pacjentki z większości krajów europejskich.

Poważnym wyzwaniem dla polskiego systemu opieki zdrowotnej jest jak najszybsze udostępnianie pacjentkom najnowszych zdobyczy nauki. Polki wciąż nie mają bowiem dostępu do wielu leków nowej generacji, np. niektórych terapii celowanych, mimo że w większości krajów Europy i USA terapie te otrzymały status przełomowych. W szczególnie trudnej sytuacji znajdują się kobiety z hormonozależnym rakiem piersi HER2-ujemnym, które powinny być leczone palbocyklibem i rybocyklibem, a więc lekami o udowodnionej skuteczności w zakresie wydłużania czasu przeżycia do kolejnego nawrotu choroby oraz przedłużania całkowitego przeżycia.

 Konferencja naukowa Europejskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej w Monachium potwierdziła skuteczność nowych terapii w odniesieniu do hormonozależnego raka piersi. Efektywność nowych leków, takich jak palbocyklib, rybocyklib, jest niebywała. Dochodzi do wydłużenia przeżycia do kolejnego nawrotu, do wydłużenia przeżycia całkowitego, tylko te leki, chociaż na świecie są znane i stosowane już od paru lat, w Polsce są nadal nierefundowane – mówi prof. Tadeusz Pieńkowski.

Nowotwór HER2-ujemny stanowi 70 proc. wszystkich przypadków zaawansowanego raka piersi. Od 2016 roku w większości krajów UE pacjentki z tą postacią choroby leczone są palbocyklibem, uznawanym powszechnie za lek przełomowy. Polska Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji wydała jednak negatywną opinię ze względu na zbyt wysokie koszty terapii tym lekiem. W 2017 roku w UE zarejestrowano ponadto rybocyklib, który skojarzony z innym lekiem wydłuża czas przeżycia nawet o 20 miesięcy.

 Bardzo byśmy chcieli, żeby polskie pacjentki, które mają raka zlokalizowanego, zaawansowanego miejscowo, albo raka rozsianego, też otrzymywały te leki. To na pewno by przedłużyło czas i jakość ich życia – mówi Aleksandra Rudnicka.

Polskim pacjentkom brakuje również kompleksowej opieki medycznej.

 Kobieta powinna mieć opiekuna, nie lekarza chirurga onkologa, tylko lekarza onkologa, który będzie konsultować jej ciąg dalszy leczenia, czy to będzie chemioterapia, czy radioterapia, ciąg dalszy badań, również rehabilitacja dotycząca zarówno psychicznej strony, jak i fizycznej – mówi Lidia Sufinowicz, członek zarządu Amazonek Poznańskich.

W Unii Europejskiej od kilku lat promowane są tzw.  breasts units, czyli wysoko wyspecjalizowane ośrodki zapewniające całościową opiekę nad pacjentkami z rakiem piersi. Kobiety mają tam dostęp do nowoczesnego leczenia i najnowszych technologii medycznych, dobranych indywidualnie do ich potrzeb, a także zapewnioną opiekę psychologa i rehabilitanta. W Polsce działa już kilka tego rodzaju placówek, m.in. we Wrocławiu, Szczecinie, Białymstoku i Krakowie. Wciąż jest ich jednak ich jednak zbyt mało.

 Sposób zorganizowania pracy w takim ośrodku ma na celu wykorzystanie wszystkich kwalifikacji osób tam zatrudnionych i potencjału sprzętu, który tam jest, a przez to uzyskanie dodatkowego efektu synergii, który się przełoży na dłuższe przeżycie osób tam leczonych i zarazem lepszą jakość tego życia. Te ośrodki prowadzą również lokalnie działalności edukacyjne i wspierające, które dotyczą nie tylko osoby, która zachorowała, lecz także jej całego otoczenia społecznego, rodziny – mówi prof. Tadeusz Pieńkowski.

Rosnąca liczba zachorowań na raka piersi to istotny problem społeczny i gospodarczy, zwłaszcza że chorują coraz młodsze kobiety, aktywne zawodowo. Eksperci nie mają wątpliwości, że na leczenie powiększającej się grupy pacjentek państwo powinno patrzeć nie jak na wydatek, lecz inwestycję. Niezbędne jest całościowe liczenie kosztów, związane nie tylko z szacowaniem cen poszczególnych terapii, lecz także uwzględniające całościowy bilans problemów ekonomicznych, w tym kosztów związanych z przedwczesną umieralnością osób w wieku zawodowym. Na problemy pacjentek z rakiem piersi zwraca uwagę Polska Koalicja Pacjentów Onkologicznych, która wystosowała petycję do ministra zdrowia.

– Przygotowaliśmy katalog problemów, z którymi stykają się polskie kobiety z rakiem piersi, od profilaktyki począwszy, a skończywszy na rehabilitacji. Chodzi nam również o jak najszerszy dostęp do nowoczesnego leczenia. Kobiety z zaawansowanym rakiem piersi nie maja dostępu do leków, które są podawane na świecie kobietom z hormonozależnym rakiem piersi HER2-ujemnym – mówi Aleksandra Rudnicka.

Polska Koalicja Pacjentów Onkologicznych walczy ponadto o zwiększenie wykonywania operacji oszczędzających – obecnie lekarze przeprowadzają głównie całkowite mastektomie. W zakresie rehabilitacji PKPO chce wprowadzenia warsztatów uczących pacjentki postępowania z obrzękiem po operacji oraz refundowania specjalnych rękawków do stosowania w pierwszym stopniu zaawansowania obrzęku limfatycznego.

Polska Koalicja Pacjentów Onkologicznych wraz ze Stowarzyszeniem Sanitas oraz Fundacją OnkoCafe przygotowały i opublikowały petycję w sprawie wprowadzenia niezbędnych zmian w opiece onkologicznej kobiet z rakiem piersi. Do końca października podpisało ją prawie 2 tys. osób, teraz zostanie przekazana na ręce ministra zdrowia. Pacjentki mają nadzieję, że zostanie w ministerstwie zauważona.

Zwiększa się popyt na biura w miastach regionalnych. Do końca tego roku liczba powierzchni w regionach może doścignąć tę w Warszawie

Zwiększa się popyt na biura w miastach regionalnych. Do końca tego roku liczba powierzchni w regionach może doścignąć tę w Warszawie 3

Rynek powierzchni biurowej w Polsce rośnie coraz szybciej. Choć inwestorzy najczęściej wybierają stolicę, to coraz większą rolę odgrywają również rynki regionalne, szczególnie Kraków, Wrocław i Trójmiasto. Przez pierwsze trzy kwartały 2018 roku w miastach regionalnych przybyło ponad 430 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, podczas gdy w Warszawie 190 tys. mkw. Na koniec 2018 roku zasoby w regionach mogą zbliżyć się do tych warszawskich i sięgnąć ok. 5 mln mkw. – oceniają analitycy CBRE. Duży popyt na biura sprawia, że czynsze będą rosnąć.

– Sytuację na rynku biurowym po trzech kwartałach 2018 roku można podsumować jednym zdaniem: rynek rośnie jak na drożdżach. Zarówno rynki regionalne, jak i rynek warszawski bardzo mocno się rozwijają, aczkolwiek trzeba przyznać, że to regiony wiodą prym. Przez pierwsze trzy kwartały 2018 roku przybyło w miastach regionalnych ponad 430 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, a w Warszawie 190 tys. mkw. – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kamil Tyszkiewicz, dyrektor regionalny w Dziale Wynajmu Powierzchni Biurowych w CBRE.

Z raportu CBRE „Q3 2018 Market View” wynika, że w III kwartale w samej Warszawie sprzedano biurowce warte 770 mln euro i łącznie wynajęto ponad 634 tys. mkw. W tym samym czasie w siedmiu głównych miastach regionalnych popyt przekroczył 421 tys. mkw. Łącznie wynajęto o 18 proc. więcej powierzchni niż w tym samym okresie 2017 roku.

 Na rynkach regionalnych bardzo aktywny od lat jest Kraków, gdzie wynajmuje się najwięcej, ale trzeba przyznać, że w ostatnich kwartałach bardzo silnie rozwijało się Trójmiasto, które goni te największe rynki regionalne, czyli Kraków i Wrocław. Te dwa rynki już przekroczyły 1 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej – podkreśla Kamil Tyszkiewicz.

Wskaźnik pustostanów już od czterech kwartałów nie przekracza 10 proc. Na koniec III kwartału 2018 roku wyniósł on 9,6 proc. O biura najtrudniej jest w Trójmieście i Poznaniu, gdzie niewynajęte powierzchnie stanowią mniej niż 7 proc. zasobów.

– W tych miastach tej powierzchni dla najemców po prostu brakuje. W Poznaniu w biurowcach o powierzchni powyżej 10 tys. mkw. te wskaźniki są nawet niższe, bo spadają poniżej 5 proc. W takich miastach jak Trójmiasto czy Poznań widzimy duży potencjał na to, żeby tych obiektów biurowych powstawało więcej – analizuje Tyszkiewicz.

Na koniec III kwartału br. w budowie było 1,5 mln mkw. nowoczesnych biur – z tego ok. 750 tys. przypada na Warszawę, a nieco ponad 810 tys. na rynki regionalne.

– Mimo że te liczby wydają się spore, jest to wynik niewystarczający, ponieważ najemcy oczekują, że ta podaż będzie większa. Zakładamy, że może pojawić się presja na zwiększenie czynszów na przełomie 2018 i 2019 roku – mówi Kamil Tyszkiewicz.

W miastach regionalnych czynsze od wielu kwartałach pozostają na niezmienionym poziomie między 10,5 a 15 euro.

– Najwyższe czynsze w miastach regionalnych są we Wrocławiu, a najniższe w Lublinie, gdzie wskaźniki powierzchni niewynajętej są najwyższe. Miasta, w których najbardziej brakuje biur, to te największe rynki, o najsilniejszej dynamice rozwoju, czyli Kraków i Wrocław. Tam – mimo że się dużo buduje – zapotrzebowanie nadal jest wysokie – mówi Kamil Tyszkiewicz.

Firma CBRE ocenia, że na koniec 2018 roku zasoby regionalnej powierzchni biurowej mogą przekroczyć 5 mln mkw. i tym samym zbliżyć się do tych w stolicy, gdzie na koniec III kwartału 2018 roku było 5,42 mln mkw.

Akcje promocyjne sklepów kuszą klientów. Polacy chętnie zbierają punkty i naklejki w programach lojalnościowych

Akcje promocyjne sklepów kuszą klientów. Polacy chętnie zbierają punkty i naklejki w programach lojalnościowych 4

Akcje promocyjne polegające na zbieraniu punktów lub naklejek cieszą się niesłabnącą popularnością wśród polskich konsumentów. Bazują one na ludzkiej skłonności do konformizmu – posiadanie oferowanych przez nie gadżetów może bowiem decydować o akceptacji grupy. Polacy lubią także czuć się wyjątkowo, a zdobycie nagrody za naklejki może im w tym pomóc. Eksperci nie mają wątpliwości, że w Polsce niezbędna jest edukacja zwiększająca świadomość konsumencką i pozwalająca uniknąć pułapek tego rodzaju promocji.

Z badań firmy ARC Rynek i Opinia wynika, że Polacy są coraz bardziej świadomi istnienia wielu rodzajów promocji w sklepach i chętnie z nich korzystają. Największą popularnością cieszą się obniżki cen produktów lub usług oraz możliwość kupienia większej ilości towaru za tę samą cenę. Fenomenem ostatnich kilku lat są jednak akcje promocyjne polegające na kolekcjonowaniu punktów lub naklejek otrzymywanych za wydanie określonej kwoty i wymieniane następnie na gadżety bądź zabawki. Tego rodzaju promocje organizowane są przede wszystkim przez sieci dyskontów spożywczych oraz stacji benzynowych.

– Zbieractwem człowiek zajmuje się od wielu wieków, kiedyś to była podstawa przetrwania. Ten gen zbieractwa nam został i w takich programach możemy to zrealizować, więc się staram, zbieram i dostaję nagrodę w postaci pluszaka – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Oleksa-Marewska, psycholog, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Zdaniem ekspertów promocje tego typu wykorzystują proste triki psychologiczne, choćby regułę niedostępności. Ludzie lubią zdobywać przedmioty dostępne tylko przez określony czas, zwłaszcza gdy warunkiem ich otrzymania jest wypełnienie pewnych zadań, np. zebrania odpowiedniej liczby naklejek. Akcje promocyjne bazują ponadto na ludzkiej skłonności do konformizmu oraz pragnienia akceptacji przez grupę. Dotyczy to głównie dzieci, dla których posiadanie takich samych gadżetów jak ich rówieśnicy bardzo często jest warunkiem przyjęcia do grupy. Wielu rodziców angażuje się w tego rodzaju promocje, by ich pociecha nie czuła się gorsza od kolegów.

 Inne dzieci w przedszkolu mają tego pluszaka, więc zrobię wszystko, żeby moje dziecko też go dostało. Automatycznie w oczach dziecka rosnę do rangi dobrego rodzica, fajna mama, najlepszy tata, bo mi zdobył zabawkę, ale z drugiej strony rodzice, dorośli ludzie, też mają w sobie potrzebę czucia się wyróżnionym – mówi Karolina Oleksa-Marewska.

Osoby dorosłe również czują potrzebę przynależności do grupy, a żeby się w niej utrzymać, muszą przejmować styl życia i wartości większości. Istotnym pragnieniem wykorzystywanym przez specjalistów od promocji jest również chęć utożsamiania się ze wszystkim, co aktualnie jest modne. Stąd też w akcjach promocyjnych nagłaśniane są takie aspekty, jak szerokie zainteresowanie nagrodami ze strony społeczeństwa, wyjątkowość osób zdobywających nagrody, konieczność posiadania określonych gadżetów. Zdaniem ekspertów większą popularnością cieszą się akcje obiecujące szybkie zdobycie upragnionej nagrody.

 Niektóre programy lojalnościowe, często na stacjach benzynowych, trwają bardzo długo. Katalog nagród wymaga dużego wysiłku, zbierania punktów, tankowania samochodu wielokrotnie i w końcu nasza motywacja spada, za dużo zachodu, żebym mogła dostać nagrodę. Tam, gdzie jest to bardziej powszechne, bardziej dla nas przystępne, jesteśmy bardziej zaangażowani – mówi Karolina Oleksa-Marewska.

Pierwsze edycje tego rodzaju akcji promocyjnych cieszyły się największą popularnością w małych miejscowościach. Psychologowie tłumaczą to m.in. pragnieniem wyróżnienia się i poczucia wyjątkowym człowiekiem przez ich mieszkańców. O udziale w promocji decydował nie rodzaj możliwego do wygrania gadżetu, lecz sam fakt jego zdobycia. Eksperci twierdzą, że dyskonty umożliwiają każdemu odczuwanie własnej wyjątkowości, a konsumenci chętnie z tych możliwości korzystają.

– Z jednej strony rodzic chce jak najlepiej dla dziecka, ale z drugiej strony ma też potrzebę wewnętrzną udowodnienia sobie, że jest lepszy niż inni, że może wytrwać w jakiejś promocji, to jest teraz modne, chce to mieć, chce być wyjątkowy – mówi Karolina Oleksa-Marewska.

Nie u wszystkich konsumentów akcje promocyjne budzą pozytywne odczucia. Wśród internautów popularne stają się nawet działania, których celem jest wyśmianie tego rodzaju kampanii i uzmysłowienie klientom dyskontów, że stają się łatwym celem strategii marketingowych. Zdarzają się vlogerzy, którzy zdobyte w promocjach gadżety dają do zabawy psu lub podpalają, aby wywołać emocje wśród zwolenników tego rodzaju promocji. Zdaniem ekspertów internautami tymi może kierować zarówno chęć zwrócenia uwagi na naiwność konsumentów, jak i pragnienie wyróżnienia się.

– Jedna i druga grupa chciałaby na swój sposób poczuć się ważniejsza, ale wykazuje to w zupełnie inny sposób – mówi Karolina Oleksa-Marewska.

Przeciwdziałać naiwności konsumentów może wyłącznie edukacja wprowadzana już na poziomie szkolnym. Do programu nauczania, choćby w ramach godzin wychowawczych, powinny zostać wprowadzone tematy z zakresu psychologii, wywierania wpływu, podstaw marketingu. Zwiększyłoby to świadomość konsumencką u najmłodszych, by w przyszłości stali się bardziej racjonalnymi klientami.

Przybywa liczba skarg na nieuczciwych sprzedawców prądu. Oszukani klienci muszą płacić kary sięgające nawet kilku tysięcy złotych

Przybywa liczba skarg na nieuczciwych sprzedawców prądu. Oszukani klienci muszą płacić kary sięgające nawet kilku tysięcy złotych 5

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów notuje bardzo dużą liczbę skarg na nieuczciwych sprzedawców, którzy naciągają klientów na zmianę dostawcy prądu i gazu. Urząd może nakładać na nich kary finansowe, ale w praktyce skuteczność tego narzędzia okazała się niewystarczająca. Dlatego zaproponował zmiany prawne – chce, aby umowę dotyczącą zmiany dostawcy energii można było zawierać wyłącznie w wybranych punktach stacjonarnych. 

– Oszustwa przy zmianie dostawcy, szczególnie wśród osób starszych, są ostatnio dość dużym problemem. Najczęściej przychodzi ładnie ubrany młody człowiek i mówi, że jest od dotychczasowego dostawcy, a tak naprawdę reprezentuje zupełnie innego. Oszukuje, że sprawa dotyczy tylko zmiany dotychczasowej umowy, a skłania do podpisania zupełnie nowej. Koniec końców, taka starsza osoba musi zapłacić karę za odstąpienie od dotychczasowego dostawcy, a nowy okazuje się nie być wcale tańszy. Próba powrotu do starego dostawcy kończy się tym, że trzeba znowu zapłacić odstępne albo iść na drogę sądową, co dla starszych konsumentów jest uciążliwe i kosztowne. Tracą nieraz po kilkaset złotych, a nawet sumy od 2 tys. zł wzwyż – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Naciąganie konsumentów, zwłaszcza osób starszych, na zmianę dostawcy prądu i gazu nie jest nowym procederem. Upowszechnia się od 2007 roku, kiedy liberalizacja rynku energii elektrycznej umożliwiła zmianę dostawcy, ale i otworzyła furtkę nieuczciwym sprzedawcom.

– Uwolnienie cen energii i możliwość zmiany dostawcy jest oczywiście dużą wartością, natomiast są firmy, które wykorzystują to w nieuczciwy sposób. Gdyby sprzedawca przyszedł, przedstawił się i zaoferował rzeczywiście nową wersję umowy, a konsument byłby tego świadomy, to jak najbardziej w porządku. Natomiast skala nieprawidłowości jest bardzo duża, to są tysiące oszukanych osób – mówi Marek Niechciał.

Sprzedawcy – domokrążcy kuszą zapewnieniami, że nowe oferta jest lepsza i tańsza, ale w praktyce okazuje się ona dużo droższa. Mogą też pojawić pod pretekstem wizyty „pana z elektrowni” czy wymiany licznika na nowy i podsunąć dokumenty do podpisu.

Często bywa też tak, że starsi ludzie przez dłuższy czas w ogóle nie orientują się, że na skutek oszustwa zmienili dostawcę energii, bo w podstawionym im formularzu nazwa dotychczasowego była wyłuszczona dużą czcionką, a nowego – ukryta małymi literami gdzieś pod koniec tekstu. Problem w takich formularzach stanowi też skomplikowany język czy szereg odnośników, np. do regulaminu, tabeli opłat, dodatkowych klauzul, etc.

Część klientów orientuje się, że dokonała zmiany, dopiero po otrzymaniu pierwszego rachunku za prąd i gaz od nowego dostawcy. Powrót do starego dostawcy na dotychczasowych zasadach najczęściej okazuje się niemożliwy bez konieczności zapłacenia wysokiego odstępnego.

Część poszkodowanych zgłasza się do rzeczników konsumentów, którzy zapewniają bezpłatną pomoc, bądź wkracza na ścieżkę sądową, ale – ponieważ jest to kosztowne i czasochłonne – wiele takich przypadków pozostaje bez konsekwencji.

UOKiK notuje bardzo dużą liczbę skarg na takie praktyki. Na nieuczciwych operatorów urząd nakłada kary, których wysokość może sięgnąć 10 proc. ubiegłorocznych obrotów przedsiębiorstwa. W praktyce skuteczność tego narzędzia okazała się niewystarczająca, dlatego UOKiK zaproponował zmiany prawne. Urząd chce, aby umowę dotyczącą zmiany dostawcy energii można było zawierać wyłącznie w wybranych punktach stacjonarnych, a nie za pośrednictwem domokrążców. Dodatkowo proponuje, aby firmy dopuszczające się nieuczciwych praktyk traciły koncesję na sprzedaż prądu i gazu. Prezes UOKiK podkreśla, że rynkowa rywalizacja o klienta musi opierać się na uczciwych zasadach.

– Oczywiście sprzedawcy mogą chodzić po domach. Jednak uznaliśmy, że bezpieczniej będzie, jeżeli samo podpisanie umowy nastąpi w fizycznym punkcie sprzedaży, aby konsument miał pełną świadomość tego, że zmienia operatora – mówi Marek Niechciał.

W Polsce jest ponad 17,2 mln odbiorców energii elektrycznej, z których większość stanowią gospodarstwa domowe (15,6 mln). Z danych Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że do końca sierpnia br. na zmianę sprzedawcy energii elektrycznej zdecydowało się 587,6 tys. gospodarstw domowych oraz ponad 198 tys. innych podmiotów.

UOKiK przypomina, że, aby nie dać się oszukać nieuczciwym sprzedawcom, należy zawsze uważnie czytać podsuwane do podpisu dokumenty oraz domagać się ich kopii. Dla bezpieczeństwa dobrze jest również sprawdzić sprzedawcę bądź, prosząc o jego dane oraz identyfikator.

Na świecie dochodzi do coraz większej liczby cyberataków. Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa będą szkolić się na innowacyjnej, polskiej platformie szkoleniowej

Na świecie dochodzi do coraz większej liczby cyberataków. Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa będą szkolić się na innowacyjnej, polskiej platformie szkoleniowej 6

Eksperci alarmują, że już całe wojny przenoszą się do cyberprzestrzeni, a na rynku brakuje pracowników wyspecjalizowanych w walce z przestępczością internetową. W odpowiedzi na zagrożenie ze strony cyberprzestępców powstają programy, które mają przyspieszyć szkolenie nowych pracowników z branży cyber defence, co przełoży się na zwiększenie bezpieczeństwa teleinformatycznego firm. Jedną z platform szkoleniowych stworzył polski startup.

– Cyber Defence eXercise Platform to platforma szkoleniowa, której celem jest wyszkolenie jak największej liczby osób, czy to już istniejących i funkcjonujących jako tzw. cyber security experts, czy też tych, którzy dopiero wejdą na rynek pracy, by skutecznie bronić infrastruktury IT. To tam w tej chwili dochodzi do największych problemów, największej ilości kradzieży – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Ewa Wysłocka z firmy Vector Synergy.

Platforma treningowa CDeX ma pomóc w walce z cyberprzestępczością. Ten system szkoleniowy oparto na symulowanych atakach w środowisku wirtualnym oraz metodach wykorzystujących teorię gier i gamifikację. Kursanci dzieleni są na dwie drużyny: ofensywną Red Team, która ma włamać się do systemu oraz zespół defensywny Blue Team, który ma im w tym przeszkodzić. Dzięki takiemu rozwiązaniu można w elastyczny sposób dopasować szkolenia zarówno do doświadczenia pracowników, jak i potrzeb samej firmy.

– My nie proponujemy rozwiązania na papierze czy w power point. To jest rozwiązanie, które imituje w bezpieczny sposób świat w cyberprzestrzeni. Są symulowane ataki ze strony tych niebezpiecznych i są osoby po drugiej stronie, które bronią na co dzień infrastruktury, więc to jest rozwiązanie które odwzorowuje w najlepszy, najbardziej dynamiczny sposób to, co czeka na każdego eksperta w życiu codziennym – mówi Ewa Wysłocka.

Wraz z informatyzacją oraz automatyzacją rynku rośnie zagrożenie ze strony cyberprzestępców. Według raportu opracowanego przez Cisco, aż 53 proc. firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw zgłosiło w ostatnim roku naruszenie bezpieczeństwa systemów informatycznych. Polskie firmy nie są gotowe na walkę z cyberprzestępcami, a na rynku brakuje specjalistów, którzy pomogliby zadbać ich bezpieczeństwo teleinformatyczne.

Problemy polskiego rynku bezpieczeństwa internetowego dostrzegła również firma Samsung, która uruchomi w tym roku drugi inkubator technologiczny w Polsce. Głównym zadaniem lublińskiej placówki będzie popularyzacja rozwiązań z zakresu cyberbezpieczeństwa, w tym rozwiązania skierowane na rynek systemów inteligentnych. Samsung będzie wspierał start-upy m.in. wsparciem menadżerskim oraz inżynierskim zespołów pracujących w warszawskim oddziale firmy zajmującym się badaniami i rozwojem nowych technologii. Firma poprowadzi także warsztaty i szkolenia, a najlepsze start-upy mogą liczyć na wsparcie finansowe.

– Widzimy czego dzisiaj potrzebuje i oczekuje rynek. Zwiększa się ilość ataków w cyberprzestrzeni, wojny przenoszą się do cyberprzestrzeni, a na rynku brakuje ekspertów, którzy będą bronić infrastruktury IT firm, zarówno w sektorze publicznym, jak i sektorze prywatnym – twierdzi ekspertka.

Firma analityczna Orbis Research szacuje, że w najbliższych latach rynek cyberbezpieczeństwa będzie rozwijał się w tempie niemal 11 proc. w skali roku. Do 2024 roku ma osiągnąć wartość 220 mld dol.

Placówki doradcze z lekami zamiast aptek. Technologia odciąży farmaceutów i pozwoli skupić się bardziej na potrzebach pacjentów

Placówki doradcze z lekami zamiast aptek. Technologia odciąży farmaceutów i pozwoli skupić się bardziej na potrzebach pacjentów 7

Apteki wkraczają w erę informatyzacji. Wkrótce placówki zostaną przygotowane do wydawania e-recept, a dzięki dogłębnej analizie danych zoptymalizują proces dostawy towarów i poprawią swoją rentowność. Technologia zautomatyzuje także wiele czasochłonnych zadań, dzięki czemu farmaceuci będą mogli skupić się na udzielaniu pomocy pacjentom.

– Rozwój technologii, możliwość analizy szerokich danych pozwala przekształcić apteki w punkty, które świadczą opiekę farmaceutyczną. Farmaceuta już nie tylko będzie odpowiedzialny za wydawanie leków, ale także będzie odpowiedzialny za konsultacje, za analizę sposobu przyjmowania całej farmakoterapii po stronie pacjenta i doradzanie. Rola farmaceutów w najbliższym czasie się na pewno zmieni – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Seweryn Przeździęk, prezes zarządu Sertum.

Wraz z upowszechnieniem się e-recept, apteki przejdą gruntowną informatyzację. System, który od kilku miesięcy funkcjonuje w ramach pilotażu w kilku polskich miastach, od stycznia 2019 roku zostanie uruchomiony na terenie całego kraju i każda wystawiana recepta trafi do systemu elektronicznego. W związku z tym placówki medyczne będą musiały dokonać niezbędnej modernizacji sprzętu komputerowego, aby przystosować się do wymagań nowego systemu informatycznego.

Wprowadzenie e-recept może zbiec się z wdrożeniem innych innowacyjnych rozwiązań, które odciążą farmaceutów w ich codziennej pracy, takich jak system do optymalizacji zamówień aptecznych od firmy Sertum. Oprogramowanie automatyzuje proces składania zamówień, wyszukuje promocje w hurtowniach, sprawdza poprawność zamówień i ułatwia zarządzanie stanami magazynowymi.

– W przypadku Sertum, jesteśmy w stanie – w oparciu o dane, które gromadzi apteka – tak zoptymalizować magazyn i ruch towarów w obrębie sieci aptek, że możemy zmniejszyć wartość magazynową o 30 proc., co w ramach całej sieci daje już naprawdę ogromne oszczędności – przekonuje Seweryn Przeździęk.

Wraz z wprowadzeniem przez Ministerstwo zdrowia Polityki Lekowej Państwa 2018-2022, przeobrazi się cały rynek farmaceutyczny, a informatyzacja i automatyzacja pracy ma to ułatwić. Farmaceuci mają nie tylko sprzedawać leki, ich rola rozszerzy się do funkcji doradczych, będą także mierzyć ciśnienie czy sprawdzać poziom cukru.

– Rynek farmaceutyczny przez ostatnią dekadę sporo się zmienił. Zaczęliśmy od tego kiedy farmaceuci przygotowywali leki, doszliśmy do momentu kiedy leki są produkowane w fabrykach, a farmacja boryka się z tym, że w większości przypadków te apteki są używane jako praktycznie sklepy – twierdzi ekspert.

Szansę na zrewolucjonizowanie rynku farmaceutycznego zauważyła także firma Amazon, która przejęła amerykańską aptekę internetową PillPack. Największy cyfrowy sklep na świecie chce wykorzystać swoją wiedzę z sektora e-handlu z indywidualnym podejściem do klienta, z którego znana jest firma PillPack. Firma sprzedaje leki w formie gotowych, zindywidualizowanych dawek dostosowanych do konkretnego pacjenta, zawierających wszystkie leki, które należy zażyć w ciągu dnia.

Z kolei Śląski Uniwersytet Medyczny we współpracy z Asseco Medical Management Solutions uruchomił symulacyjną pracownię komputerową. Ma ona przygotować przyszłych lekarzy oraz pacjentów do pracy z systemami informatycznymi wykorzystywanymi w placówkach służby zdrowia oraz aptekach.

– Trzeba dostarczyć farmaceutom odpowiednich narzędzi oraz zwolnić ich z rzeczy, które do tej pory zajmowały im najwięcej czasu, czyli podawanie leków i praca biurowa, tak żeby mieli oni więcej czasu dla pacjenta i mogli się lepiej zająć jego zdrowiem – mówi Seweryn Przeździęk.

Według analityków Research and Markets rynek systemów informatycznych do zarządzania wyposażeniem aptek oraz rozwiązań do przechowywania leków do 2025 roku będzie rozwijał się w tempie 8,6 proc. średniorocznie, by osiągnąć wartość ponad 7 mld dol.

Liczba aptek w Polsce z miesiąca na miesiąc maleje

Liczba aptek w Polsce z miesiąca na miesiąc maleje[1]. Ta niepokojąca tendencja dotyczy głównie aptek indywidualnych, znajdujących się na wsiach i w mniejszych miastach. Z faktu, że upadają głównie pojedyncze placówki wynika, że nie jest to spowodowane tylko nowymi rozwiązaniami legislacyjnymi, ale również, a może przede wszystkim, podejściem do biznesu samych właścicieli aptek. O ich sukcesie, w opinii samych pacjentów, decydują głównie: kultura osobista pracowników, szybkość obsługi czy wyczerpująca odpowiedź farmaceuty na zadane pytanie[2]. Chcąc usprawnić relacje na linii farmaceuta – pacjent, Gedeon Richter realizuje swój program „Apteczne (R)ewolucje”.

Kondycja branży farmaceutycznej w Polsce

Pod koniec września 2017 roku w Polsce działało 14 976 aptek. Ostatnie dane z października tego roku wskazują, że Polacy mają dostęp do 13 322 aptek i punktów aptecznych. Oznacza to, że w przeciągu niespełna roku zamknięto ponad 1 500 placówek. Najwięcej zamykanych jest aptek indywidualnych, w skali roku zamknięto 384 takich miejsc. W czasie, kiedy liczba placówek indywidualnych spada, w siłę rosną wielkie sieci aptek. W Polsce funkcjonuje 410 sieci aptek, które skupiają ponad 6351 punktów. 20 Największych sieci, czyli 2752 placówek to około 30% wartości całego polskiego rynku farmaceutycznego w Polsce.

Konkurencja sieci aptek to nie wszystko

Jednak sama konkurencja ze strony dużych sieci to nie wszystko. Głównym czynnikiem decydującym o „być albo nie być” aptek indywidualnych, to właściwa relacja na linii farmaceuta – pacjent i zaufanie, jakim obdarzają pacjenci poszczególne apteki. Potwierdzają to również wyniki badań przeprowadzone w ramach programu „Apteczne (R)ewolucje”. Najważniejsza dla 85% respondentów jest kultura osobista personelu apteki. Tuż za nią, badani wskazują na szybkość obsługi i kompetencje pracowników (wyczerpująca odpowiedź farmaceuty na zadawane pytania) – na obie kwestie zwraca uwagę 84% badanych. To właśnie farmaceuci w opinii badanych są najbardziej zaufanym źródłem rekomendacji dla leków bez recepty, suplementów diety i sprzętu medycznego.

Dlatego koncepcja programu „Apteczne (R)ewolucje”, koncentruje się przede wszystkim na potrzebach pacjenta, zarówno merytorycznych, jak i funkcjonalno–estetycznych. To właśnie dzięki nim właściciele niezrzeszonych aptek będą mogli skuteczniej trafiać w konkretne oczekiwania klientów i tym samym móc stawiać czoło rynkowym wyzwaniom.

– Firma Gedeon Richter zauważyła niepokojącą tendencję do spadku liczby aptek indywidualnych w Polsce. Chcąc zmienić to zjawisko, firma stworzyła i konsekwentnie realizuje program „Apteczne (R)ewolucje”. We współpracy z ekspertami stworzyliśmy platformę aptecznerewolucje.pl na której właściciele i zarządzający indywidualnymi aptekami, mają możliwość nabycia wiedzy na temat prowadzenia apteki, którą następnie będą mogli wykorzystać w praktyce. Widzimy potencjał w niezależnych aptekach, pokazują to też badania wśród pacjentów, prawie 47% osób biorących udział w ogólnopolskim badaniu na temat pacjentów aptek wskazało, że zna i kojarzy choćby ze słyszenia nazwy aptek indywidulanych. Apteki niezależne to niejednokrotnie, biznesy rodzinne przekazywane z pokolenia na pokolenie. To miejsce, w których nie tylko sprzedawane są leki, ale także, ze względu na swoją bogatą historię, wpisały się na stałe w lokalny krajobraz, i które oferują pacjentom możliwość indywidualnych rozmów czy porad” mówi Aneta Grzegorzewska – Rzecznik Prasowy Gedeon Richter Polska.

[1] Miesięczne podsumowania rynku farmaceutycznego przeprowadzanych przez firmę IQVIA, pokazują że od czerwca do sierpnia bieżącego roku liczba aptek i punktów aptecznych spadła z 14580 do 14577.

[2] Ogólnopolskie badanie zrealizowane w ramach programu „Apteczne (R)ewolucje” zainicjowanego przez firmę Gedeon Richter, przeprowadzone przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowych SW Panel. Badaniem objęto łącznie 1022 osoby.

Sprzedaż mieszkań spada, ale ceny nadal utrzymują się na wysokim poziomie

Szczyt boomu w mieszkaniówce mamy już za sobą, a inwestorzy boją się o kondycję deweloperów. Indeks WIG-Nieruchomości spadł od początku roku o 7,90 proc., a były to już także spadki bliskie 10 proc. W tym roku ten indeks warszawskiej giełdy miał swoje maksimum 29 stycznia, a minimum osiągnął 25 października. Czy to oznacza, że ceny mieszkań teraz też będą spadać?

– Inwestorów nie tylko martwi dynamika sprzedaży mieszkań, która już spowalnia i nadal będzie spadać, ale martwi ich też koszt budowy mieszkań – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor na Europę Wschodnią w CMC Markets. – Mamy już przypadki, gdy deweloperzy muszą renegocjować z wykonawcami warunki dla projektów już sprzedanych, czyli schodzić z marży. To oznacza, że będą zarabiać mniej. Widać, że sytuacja jest już skomplikowana.

Potwierdzenie tego można znaleźć w najnowszym raporcie firmy REAS, dotyczącym koniunktury na rynku mieszkaniowym w III kw. 2018 r. Mimo iż liczba sprzedanych w Polsce mieszkań maleje (14,3 tys., o 1,4 tys. mniej niż w poprzednim kwartale), ich ceny nadal utrzymują się na wysokim poziomie, a nawet rosną. Eksperci REAS wskazują, że ma to związek z coraz większymi kosztami ich wybudowania.

– Ceny nowych mieszkań pozostaną na dotychczasowym poziomie, właśnie dlatego, że deweloperzy muszą obniżać marże – ocenia Łukasz Wardyn. – Być może obniżki cen będą, ale na rynku wtórnym.

Łukasz Dobrzański objął kierownictwo łódzkiego biura JLL

Łukasz Dobrzański
Łukasz Dobrzański

Łukasz Dobrzański objął kierownictwo łódzkiego biura JLL, jednej z największych międzynarodowych firm doradczych na rynku nieruchomości komercyjnych. Łódź ma strategiczne znaczenie dla biznesu JLL. Jest to jedna z najważniejszych i najszybciej rozwijających się lokalizacji biurowych w kraju.

Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL
Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL

„Jesteśmy partnerem wielu międzynarodowych firm, zarówno tych, które debiutują w Łodzi, jak i działają tu od lat. To miasto z ogromnym potencjałem do rozwoju biurowego, zwłaszcza pod kątem centrów usług biznesowych. Pod koniec III kw. 2018 r. podaż nowoczesnej powierzchni biurowej sięgnęła 464 000 mkw. w kilku nowopowstających zagłębiach biurowych, m.in. w Nowym Centrum Łodzi i w okolicach tzw. Centralnej Osi Łodzi[1]. Łukasz Dobrzański posiada wieloletnie doświadczenie biznesowe na lokalnym rynku, m.in. w obsłudze inwestorów zagranicznych. Cieszymy się, że do naszego zespołu dołączył ekspert, który tak dobrze rozumie atuty i charakter miasta, a także potrzeby globalnych graczy”, mówi Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL.

Łukasz Dobrzański posiada 10-letnie doświadczenie w obsłudze inwestorów zagranicznych, zdobyte m.in. na stanowisku managerskim w Zespole Obsługi Inwestora w Urzędzie Miasta Łodzi. W swojej pracy koncentrował się na procesach optymalizacyjnych i analityce biznesowej, pozyskiwaniu nowych inwestorów, a także kampaniach promocyjnych. Łukasz Dobrzański ukończył Uniwersytet Łódzki na kierunku Stosunki Międzynarodowe, a także studia w Centrum Studiów Transatlantyckich w Maastricht.

W ostatnim czasie łódzki oddział JLL doradzał takim markom, jak Ericsson czy Whirpool, które zdecydowały się na rozwój biznesu w tym mieście. JLL jest też wyłącznym agentem ds. wynajmu jednej z najbardziej wyczekiwanych inwestycji w centralnej Polsce – Monopolis. To unikalny kompleks, łączący funkcje biurowe, usługowe, gastronomiczne, kulturalne i rozrywkowe i jednocześnie jedno z najciekawszych przedsięwzięć rewitalizacyjnych w kraju.

Łódzki oddział JLL znajduje się przy ul. Sienkiewicza 72. Zespół oferuje kompleksowe doradztwo dla najemców powierzchni biurowych – od doboru najlepszej lokalizacji i negocjacji warunków najmu, po wsparcie techniczne, projektowe i wykonawcze, a także wsparcie najemców w tworzeniu strategii miejsca pracy. Eksperci JLL wspierają również deweloperów w procesie komercjalizacji powierzchni biurowych. Biuro JLL w Łodzi jest piątym, po Warszawie, Krakowie, Trójmieście i Wrocławiu, oddziałem firmy w Polsce.

[1] Centralna Oś Łodzi to jeden z głównych hubów biurowych miasta, od Al. Kościuszki do tzw. Skrzyżowania Marszałków – ul. Śmigłego-Rydza z ul. Piłsudskiego w Łodzi.

Nowa sortownia DPD Polska w Parzniewie pod Warszawą

DPD Polska otworzyła nową sortownię w Parzniewie pod Warszawą. Obiekt, o docelowej wydajności sięgającej nawet 250 tys. paczek na dobę, będzie obsługiwał region warszawski i obszar Polski północnowschodniej i wschodniej od Olsztyna przez Ełk  i Białystok na północy, aż po Kielce i Zamość na południu. Inwestycja umożliwi liderowi polskiego rynku kurierskiego znaczne zwiększenie swojego potencjału logistycznego oraz dostosowanie się do wysokiego tempa wzrostów w e-commerce.DPD Polska w Parzniewie pod Warszawą

Nowoczesne rozwiązania

Nowa sortownia dysponuje magazynem o powierzchni ponad 11 tys. m2 oraz niespełna 3 tys. m2 powierzchni biurowej. Do sprawnej obsługi paczek udostępnionych jest 120 bram, a plac manewrowy zajmuje ponad 4,6 hektara. Dwupoziomowy sorter firmy VanRiet, wyposażony w 20 teleskopowych przenośników taśmowych, ma wydajność 15 tys. paczek standardowych na godzinę. Dodatkowo, sortownia wyposażona jest w dwie linie do obsługi paczek niestandardowych o wydajności ok. 6 tys. na godzinę oraz dwie taśmy przeznaczone do małych paczek i foliopaków, o wydajności ok. 10 tys. paczek na godzinę.

Sortownia w Parzniewie, która rozpoczęła działalność z końcem października br., będzie rozwijała pełnię swoich funkcjonalności w trzech fazach. Pierwsza, rozruchowa, już została zakończona. Obecnie, w drugim etapie, który potrwa do końca stycznia 2019 r., sortownia obsługuje 70-80 tys. paczek na dobę. W trzeciej, która powinna zakończyć się do końca pierwszego kwartału 2019 r., będzie obsługiwanych do 150 tys. paczek. W okresie najbliższego szczytu paczkowego sortownia planuje dzienną przepustowość w wysokości ok. 130 tys. paczek. Docelowa wydajność będzie wynosić do 250 tys. paczek na dobę.

Szkolenia w VR

Sortownia zatrudni docelowo ok. 250 pracowników, z czego 25% stanowić będą kobiety. Procesy zostały zaprojektowane w taki sposób, by praca zatrudnionych była w pełni efektywna i lżejsza fizycznie.

– Sortownia w Parzniewie jest jednym z nowocześniejszych obiektów tego typu w Polsce. Oprócz zaawansowanych urządzeń i sorterów wyposażona jest w komfortową część socjalną i biurową. Nasi pracownicy i współpracownicy mają do dyspozycji m.in. wygodną szatnię z prysznicami, stołówkę, a także strefy relaksu, w których mogą skorzystać z foteli z masażem oraz konsol do gier. Biura z kolei wyposażone są m.in. w szybkie łącza Wi-Fi i bezprzewodowe ładowarki smartfonów – mówi Rafał Nawłoka, prezes zarządu DPD Polska.

DPD Polska w nowym obiekcie zaprojektowała także nowoczesny system szkolenia opierający się na systemie „Virtual Reality”, opracowanym przez firmę 4Experience, z których korzystają nie tylko nowozatrudnieni, ale także pracownicy z dłuższym stażem. Ta nowoczesna metoda szkoleniowa pozwala w praktyce zapoznać się z procesami, jakie zachodzą w magazynie i przy zachowaniu pełnego bezpieczeństwa nauczyć się realizować wszystkie czynności.

Nowy model logistyczny

Sortownia ma za zadanie w znaczący sposób usprawnić i przyśpieszyć procesy i tym samym zwiększyć potencjał operacyjny DPD Polska. Nowy model logistyczny zakłada w pewnym stopniu decentralizację procesów logistycznych. Dzięki krótszym dystansom pomiędzy oddziałami a sortownią w Parzniewie efektywność przewozów jest wyższa, a firma lepiej przygotowana do rosnących wolumenów w wyniku ekspansji e-commerce. DPD Polska planuje dalszy rozwój swojej infrastruktury w tym modelu.

– Odległości pokonywane przez naszą flotę pomiędzy Warszawską Sortownią Regionalną a oddziałami są krótsze, przez co bieżące działania są sprawniejsze i bardziej rentowne, a także mniej obciążające dla środowiska naturalnego, co jest jednym z priorytetów CSR dla DPDgroup – dodaje Rafał Nawłoka.

Głównym wykonawcą obiektu w Parzniewie była spółka Hillwood, a dostawcą urządzeń m.in. firmy VanRiet, Amsort i Budde. Magazyn został zaprojektowany w modelu „Build to suite”, który zakłada dostosowanie budynku do wcześniej sparametryzowanych urządzeń pod konkretne potrzeby zamawiającego.

Z niewolnika nie ma pracownika, a jakim pracownikiem jest współwłaściciel?

  • Z raportu firmy Deloitte* wynika, że aż 88 proc. młodych ludzi uznaje za ważne lub bardzo ważne, aby ich praca dawała poczucie sensu.
  • Jednym z najistotniejszych problemów w polskich firmach jest brak zaangażowania pracowników w misję firmy i skupienie się w głównej mierze na realizacji własnych celów**.
  • Kluczem do sukcesu przedsiębiorstwa jest stworzenie takiego miejsca pracy, w którym pracownik będzie miał poczucie przynależności do większej organizacji, bez utraty niezależności.

Podejście firm do pracowników zaczyna się w Polsce zmieniać. Pracodawcy powoli dostrzegają, że aby zachęcić wykwalifikowaną osobę do współpracy na rzecz ich przedsiębiorstwa, nie wystarczą obietnice wysokich zarobków. Powodem takiej sytuacji jest małe bezrobocie w Polsce, a co za tym idzie – duży wybór ofert pracy. Nie bez znaczenia jest także wkraczanie na rynek pracy pokolenia tzw. millenialsów. Pracodawcy nie mogą sobie pozwolić na zlekceważenie ich potrzeb – jak podaje Deloitte, młodzi ludzie do 2025 r. będą stanowić ¾ siły roboczej na świecie***. Wyzwaniem będzie więc poznanie tych potrzeb i przygotowanie miejsca pracy, w którym będą mogli się swobodnie realizować.

Poczucie sensu równie ważne co zarobki

Millenialsi, to według najprostszego podziału osoby urodzone między 1980 a 2000 r. Nie są to pracownicy przywiązani do jednego miejsca pracy, a od zarabiania i posiadania ważniejsza jest dla nich jakość i doświadczenie życiowe. Potwierdzają to wyniki badania „Czas odpowiedzialnych firm: Analiza polskich wyników badania Human Capital Trends 2018”. Aż 86 proc. młodych ludzi udzieliło w nim odpowiedzi, że sukces przedsiębiorstwa należałoby postrzegać również w innych aspektach, nie tylko w kategorii wyniku finansowego, a 88 proc. uznało za ważne lub bardzo ważne, aby ich praca dawała poczucie sensu. Pracodawcy, którym zależy na długotrwałej współpracy, muszą więc oprócz panującej dotychczas filozofii: „co możesz zaoferować mojej firmie”, zacząć myśleć także o tym, w jaki sposób firma może pomóc tej osobie w osiągnięciu wyznaczonych sobie celów.

Michał Kwasek
Michał Kwasek

W dużych firmach, zatrudniających kilkaset lub kilka tysięcy pracowników, bycie na bieżąco z planami i oczekiwaniami swojej kadry jest dość trudne. My znaleźliśmy na to sposób i systematycznie przeprowadzamy badanie satysfakcji w naszej firmie. Tym bardziej jest to dla nas ważne, że formuła spółdzielni opiera się właśnie na zaangażowaniu naszych współpracowników – to oni tworzą całą organizację. W ostatnim badaniu nasi współpracownicy odpowiadali, że tym, co najbardziej satysfakcjonuje ich w pracy, jest m.in. kultura organizacyjna, misja, wizja i wartości firmy, a także – co jest szczególnie ważne w pracy opierającej się w dużej mierze na rekomendacjach – reputacja oraz podejście do etyki i odpowiedzialnej sprzedaży. To potwierdza zmianę w podejściu pracownika do miejsca pracy, ale i wymaga od nas ciągłego doskonalenia się w tych aspektach – mówi Michał Kwasek z ANG Spółdzielni.

Współwłasność gwarancją zaangażowania?

Według cyklicznie przeprowadzanego badania AON Hewitt, zaangażowany pracownik to taki, który m.in. pozytywnie wypowiada się na temat firmy, wiąże z nią przyszłość oraz czuje się zmotywowany do dawania z siebie więcej, niż określa to zakres jego obowiązków. Takie podejście zapewnia na pewno model współwłasności w przedsiębiorstwie. Pracownik utożsamia się z marką, jaką reprezentuje, działa zgodnie z jej misją i założonymi wartościami, ale ma także dużą swobodę w kwestiach rytmu pracy czy w wyznaczaniu sobie celów.

Zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważna dla naszych Spółdzielców jest niezależność, dlatego pozostawiamy im nawet możliwość pracy pod własnym szyldem. Jednak wymagamy, aby w każdej sytuacji informowali klienta o przynależności do Spółdzielni. Jesteśmy organizacją z silnie zarysowaną tożsamością i chcemy, by ten charakter przekładał się na nasz wizerunek i rozpoznawalność marki, tym bardziej, że jak pokazują nasze wewnętrzne badania – są to bardzo ważne dla naszych współpracowników czynniki, wpływające na satysfakcję pracy. Po kilku latach na rynku możemy śmiało powiedzieć, że taki model współpracy jest satysfakcjonujący dla obu stron, a duża swoboda w ustalaniu własnych planów sprzedażowych nie wpływa negatywnie na wyniki finansowe całej Spółdzielni – dodaje Michał Kwasek.

Źródło: ANG Spółdzielnia

Grupa Beiersdorf opublikowała wyniki po 3 kw. 2018 r.

Po trzech kwartałach bieżącego roku Grupa Beiersdorf wypracowała przychody na poziomie 5,402 mld euro, co oznacza wzrost nominalny o 2,3% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego.

Sprzedaż NIVEA, flagowej marki grupy, wzrosła o 2,7%. Obejmująca marki EUCERIN i AQUAPHOR sekcja Derma zakończyła pierwsze dziewięć miesięcy roku ze wzrostem o 6,3%. Największą zwyżkę – 46,7% wzrostu osiągnęła marka La Prairie.

Stefan F. Heidenreich, dyrektor generalny Beiersdorf AG
Stefan F. Heidenreich, dyrektor generalny Beiersdorf AG

– Obiecaliśmy rentowny wzrost i dotrzymaliśmy słowa. Pokaźny rozwój sprzedaży, który znacznie przewyższył dane rynkowe a także dalsze zwiększanie udziału w rynku umożliwiły nam osiąganie dobrych wyników w pierwszych dziewięciu miesiącach 2018 r. Dzięki naszej konsekwentnej strategii biznesowej osiągamy międzynarodowe sukcesy – powiedział Stefan F. Heidenreich, CEO Beiersdorf AG.

Pokazują to wyniki. W Europie wzrost wyniósł 4,7%. Jednocześnie sprzedaż nominalna osiągnęła poziom 2,253 mld euro rosnąc z poziomu 2,185 mld euro o 3,1% w porównaniu z rokiem ubiegłym.

We wschodniej części kontynentu sprzedaż wrosła nominalnie o 4,9%, w zachodniej 4,6 %. W ujęciu globalnym najwyższe, wynoszące 9,8% wzrosty objęły region Afryki, Azji i Australii.  W ujęciu nominalnym sprzedaż zwyżkowała tu o 3,7% do poziomu 1,388 mld euro w stosunku do roku ubiegłego i wyniku 1,338 mld. Progres wyników objął również Amerykę Północną. Wyniósł on 8,1%. W Ameryce Łacińskiej całkowita sprzedaż spadła. W stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego wynik był niższy o 2,6 %. Obydwa kontynenty zanotowały również spadki sprzedaż nominalnej wynoszące 7,2% w stosunku do roku 2017. Przychody zmniejszyły się z 813 do 754 mln euro. Wpłynęły na to wahania kursów walut a więc wskaźnik czysto makroekonomiczny.

Pomimo tego perspektywy sprzedaży grupy Beiersdorf na cały rok 2018 prezentują się optymistycznie. Spodziewany jest wzrost sprzedaży o około 5% przy skonsolidowanej marży EBIT z działalności operacyjnej na poziomie z ubiegłego roku.

NIK skontrolował urzędników na Podlasiu. Samorządy nie wiedzą co to RODO

Wszelkie informacje o obywatelach, w tym dane wrażliwe, przechowywane w formie elektronicznej przez jednostki samorządowe, nie są odpowiednio zabezpieczone przed nieuprawnionym dostępem – alarmuje NIK po kontroli na Podlasiu. Dane mogą w każdej chwili zostać przejrzane, przejęte lub zniszczone. Samorządy nie wiedzą nawet, kto ma do nich dostęp, gdyż nie monitorują tych kwestii. Większość skontrolowanych jednostek nawet nie podejmuje działań minimalizujących ryzyko utraty informacji.

W województwie podlaskim NIK skontrolowała 31 jednostek samorządowych (urzędy gminy lub miast, starostwa powiatowe i ośrodki pomocy społecznej), by sprawdzić w jaki sposób były chronione elektroniczne zasoby informacyjne.

W prawie wszystkich skontrolowanych jednostkach poziom bezpieczeństwa systemów informatycznych i usług sieciowych był na niezadowalającym lub na bardzo niskim poziomie. Jedynie w Urzędzie Miejskim w Suwałkach poziom zabezpieczeń odpowiedzialnych za autoryzację dostępu do sieci wykonano profesjonalnie, zasoby informacyjne były właściwie chronione przed nieuprawnionym dostępem, kradzieżą lub utratą, a praca sieci znajdowała się pod pełną kontrolą jej administratora.

nik-bezpieczenstwo-informacji-1-obszar-kontroli

Dokumentacja i procedury dotyczące ochrony danych w większości skontrolowanych jednostek samorządowych (22 z 31) były niekompletne lub nieaktualne (nawet od ponad 10 lat). Większość podmiotów objętych kontrolą (19) ponadto nie przestrzegała tych przepisów i procedur w kwestii sposobu przechowywania i zabezpieczania danych. Przechowywane były w miejscach ogólnodostępnych, bez możliwości zamknięcia. Instytucje nie sporządzały kopii bezpieczeństwa baz danych lub tworzyły je w niewłaściwy sposób (np. nie kopiując wszystkich danych). Zdarzało się, że nośniki, na których zapisywano kopie, przechowywano w tym samym pomieszczeniu co oryginały, co w żaden sposób nie gwarantuje im bezpieczeństwa.

Niemal wszystkie skontrolowane jednostki nie monitorowały dostępu do informacji. Tylko w jednej prowadzono elektroniczny rejestr dostępu, co w przypadku przecieku pozwalało na ustalenie jego źródła. W ponad połowie pracownikom, którzy nie posiadają odpowiednich kwalifikacji ani zadań związanych z zarządzaniem systemami informatycznymi, nadano uprawnienia administratora systemów operacyjnych wykorzystywanych przez nich komputerów. Mieli oni zatem możliwość instalacji dowolnego oprogramowania oraz wprowadzania zmian w konfiguracji tych urządzeń. W ośmiu jednostkach kontrolerzy trafili na przypadki nieodebrania lub odbierania z opóźnieniem byłym pracownikom uprawnień w systemach informatycznych.

Z kolei w 12 jednostkach możliwy był nieautoryzowany dostęp do danych elektronicznych – aby go uzyskać nie trzeba było wpisywać kodów uwierzytelniających lub były one zbyt proste albo ogólnodostępne. Nie przeprowadzano także regularnych audytów wewnętrznych z zakresu bezpieczeństwa informacji, a pracownikom przetwarzającym dane nie zapewniono szkoleń z tego zakresu.

Z ustaleń kontroli wynika, że w ponad połowie skontrolowanych jednostek wykorzystywano systemy operacyjne, dla których producent zakończył udzielanie wsparcia technicznego, a więc nie były publikowane nowe aktualizacje bezpieczeństwa tych systemów. Komputery te stanowiły od 4 do 43 proc. ogółu komputerów w poszczególnych jednostkach. Stanowiło to zagrożenie dla bezpieczeństwa sieci jednostek, w których wykorzystywano takie oprogramowanie.

Większość skontrolowanych jednostek (19) nie przeprowadzała okresowych analiz ryzyka utraty integralności, dostępności lub poufności informacji. Niektóre z nich przeprowadziły je po raz pierwszy dopiero w 2017 roku. Oznacza to, że nie mają aktualnych informacji o występujących ryzykach w zakresie bezpieczeństwa.

W ponad połowie jednostek nie gromadzono bieżących informacji o posiadanym sprzęcie i oprogramowaniu służącym do przetwarzania danych, obejmujących ich rodzaj i konfigurację. Prowadzono wprawdzie ewidencję posiadanych urządzeń na potrzeby rachunkowości, ale nie zawierała ona pełnych danych o sprzęcie, programach i ich konfiguracji.

nik-bezpieczenstwo-informacji-2-najczestsze-niebezpieczenstwaNIK zwraca uwagę na niepokojące zjawisko słabego zabezpieczenia informacji w ośrodkach pomocy społecznej, które z natury rzeczy dysponują danymi wrażliwymi. W jednostkach tych stwierdzono prawie wszystkie rodzaje nieprawidłowości dotyczących bezpieczeństwa zasobów, w tym niewłaściwe zarządzanie uprawnieniami użytkowników w systemach operacyjnych, brak okresowych szkoleń, niezapewnienie właściwej autoryzacji przy logowaniu do systemów informatycznych, niewłaściwe wykonywanie i przechowywanie kopii bezpieczeństwa.

nik-bezpieczenstwo-informacji-3-problemy-w-osrodkach-pomocy-spolecznejWiększość z 31 jednostek objętych kontrolą nie przestrzegała obowiązujących do 25 maja 2018 r. przepisów dotyczących rejestracji i aktualizacji zbiorów danych osobowych w GIODO oraz zapewnienia dostępu do nich osobom upoważnionym, a administratorzy danych osobowych i powołani administratorzy bezpieczeństwa informacji w tych jednostkach, nie wywiązywali się z obowiązków związanych z ochroną danych oraz nie podejmowali działań w celu przygotowania się do nowych, obowiązujących od 25 maja 2018 r. uregulowań wynikających z RODO.

nik-bezpieczenstwo-informacji-4-problemy-dane-osobowePrzyczyną powstania nieprawidłowości była marginalizacja przez kontrolowane jednostki zadań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa informacji i ochrony przetwarzanych danych osobowych. Kierownicy jednostek bronili się, wskazując również brak środków na szkolenia i zakup nowej infrastruktury oraz w małych miejscowościach kadry posiadającej odpowiednie kwalifikacje.

Pomimo zmian w zakresie przetwarzania danych osobowych, wynikających z RODO, jedynie w sześciu z (31) jednostek w latach 2017 i 2018 przeszkolono pracowników (głównie administratorów bezpieczeństwa informacji) w tym zakresie.

nik-bezpieczenstwo-informacji-5-zmiany-RODOSkala i istotność stwierdzonych nieprawidłowości rodzi uzasadnione obawy co do przygotowania jednostek objętych kontrolą do wdrożenia regulacji przewidzianych w RODO i ustawie o ochronie danych osobowych, obowiązujących od 25 maja 2018 r.