Wyniki GK OPONEO.PL za III kwartał 2018 r.

W III kwartale 2018 roku Grupa OPONEO.PL sprzedała w sumie 521,7 tys. opon i uzyskała wyższe o 21% przychody ze sprzedaży wielkości 132,5 mln zł.

Wzrost sprzedaży opon o 27,6% w III kwartale 2018 roku wpłynął na uzyskane przez Grupę OPONEO.PL przychody ze sprzedaży na poziomie 132,5 mln zł wobec 109,5 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Narastająco za trzy kwartały 2018 roku przychody ze sprzedaży wyniosły 484,9 mln zł wobec 406 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku, co oznacza wzrost o 19,4%.

Przychody z zamówień krajowych wyniosły 101,3 mln zł i wzrosły o 23,3% w stosunku do III kwartału 2017 roku. Przychody ze sprzedaży zagranicznej, stanowiące 23,5% przychodów ogółem, wyniosły 31,2 mln zł i wzrosły o 14,2%.

Dariusz Topolewski, Prezes Zarządu OPONEO.PL S.A.
Dariusz Topolewski, Prezes Zarządu OPONEO.PL S.A.

– Wartym podkreślenia jest, że uzyskany, ponad 23% wzrost sprzedaży na rynku krajowym wygenerowaliśmy w momencie, gdy cały rynek opon osobowych w Polsce w III kwartale odnotował jedynie nieznaczny wzrost wielkości 2,5% – informuje Dariusz Topolewski, Prezes Zarządu OPONEO.PL S.A.

Dominującym elementem przychodów Grupy OPONEO.PL były wpływy z tytułu sprzedaży opon, które
w III kwartale 2018 roku wyniosły 115,2 mln zł. Stanowiły one 87% całości przychodów z tytułu sprzedaży towarów.

Analizując sam III kwartał należy pamiętać, że z powodu sprzedaży sezonowej ten okres w branży oponiarskiej charakteryzuje się słabszymi wynikami w porównaniu do innych kwartałów roku obrotowego. Można jednak zauważyć, że w III kwartale 2018 roku wynik netto Grupy OPONEO.PL uległ poprawie i wyniósł -4,2 mln zł wobec -5 mln zł wyniku uzyskanego w III kwartale 2017 roku. Od początku roku do 30 września 2018 roku Grupa OPONEO.PL zanotowała 3 mln zł zysku netto wobec 3,8 mln zł zysku netto w analogicznym okresie 2017 roku.

Wpływ na różnicę w wyniku w stosunku do roku ubiegłego miało jednorazowe zdarzenie w III kwartale 2017 roku tj. rozliczenie drugiej i ostatniej raty na kwotę 2,8 mln zł w ramach transakcji sprzedaży zorganizowanej części przedsiębiorstwa Elektroda.pl. Kwota uzyskana z tej transakcji wpłynęła na wzrost wyniku netto w III kwartale 2017 roku.

W najbliższych planach OPONEO.PL, poza ciągłym rozwojem sprzedaży opon i felg na obecnych rynkach, jest udoskonalanie procesów logistycznych mających wspierać podstawową działalność Spółki, a także rozwój sprzedaży rowerów oraz części i akcesoriów rowerowych za pośrednictwem spółki Dadelo S.A

Fed powinien wesprzeć kurs dolara

Inwestorzy obawiają się wzrostu inflacji w 2019 r, jednak prezes NBP uspokaja rynek. Podtrzymując wolę kontynuacji cyklu podwyżek stóp z najbliższą grudniową Fed powinien wesprzeć dolara jednocześnie ciążąc walutom EM, w tym złotemu.

Podczas środowej sesji złoty umacniał się dzięki zyskującemu na wartości euro do dolara. Oczekując na zakończenie posiedzenia RPP kurs EUR/PLN spadł poniżej 4,29 przy EUR/USD docierającym do oporu na poziomie 1,15. Pomimo odreagowania na rynku głównej pary walutowej (euro powróciło do 1,143 USD) złoty zdołał utrzymać wcześniejsze poziomy.

RPP nie zaskoczyła. Pozostawiając stopy NBP na dotychczasowym poziomie nie zmieniła przekazu komunikatu podtrzymując ocenę, że „obecny poziom stóp procentowych sprzyja utrzymaniu polskiej gospodarki na ścieżce zrównoważonego wzrostu oraz pozwala zachować równowagę makroekonomiczną”. Wskazano na ryzyko silniejszego spowolnienia aktywności gospodarki polskiej biorąc pod uwagę globalną sytuację dające przesłanki do większej ostrożności w zakresie zaostrzenia polityki monetarnej. Członkowie Rady obecni na konferencji zaznaczyli, że przyszłoroczna marcowa projekcja makroekonomiczna NBP da lepszy obraz w kwestii przyszłych tendencji inflacyjnych, gdyż znane już będą obowiązujące w 2019 roku stawki za energię elektryczną zaś projekcja zawierać będzie wydłużony do 2021 roku włącznie horyzont.

Po wyborach uzupełniających Kongres USA został podzielony (wg pierwszych wyliczeń Republikanie utracili większość w Izbie Reprezentantów, natomiast utrzymali władzę w Senacie), co wzbudziło przekonanie inwestorów, że duże wsparcie fiskalne dla gospodarki w najbliższym czasie może okazać się mało prawdopodobne, ograniczając skalę podwyżek stóp przez Fed. Rynek najwyraźniej obawia się, że przewaga Demokratów w Izbie Reprezentantów może utrudnić współpracę Kongresu z Białym Domem. Dolar znalazł się więc pod presją podaży i nawet wtorkowe publikacje kolejnych dane potwierdzających spowalnianie gospodarki strefy euro nie były w stanie zaszkodzić wspólnej walucie. Jeszcze podczas handlu w Europie, kurs EUR/USD wzrósł do 1,15 co wspomagało złotego. We wrześniu sprzedaż detaliczna w EZ pozostała bez zmian w relacji miesięcznej i wzrosła w najwolniejszym tempie od jedenastu miesięcy o 0,8% r/r wobec 0,3% m/m i 2,2% r/r miesiąc wcześniej. Dane potwierdzają więc, że strefa euro spowalnia, co przy utrzymującej się tendencji może w kolejnych miesiącach ciążyć wspólnej walucie, przekładając się deprecjonująco na notowania walut ryzykownych. Spadek apetytu na ryzyko może też powrócić za sprawą polityki handlowej D.Trumpa, w ostatnich dniach nieco wyciszonej. Nie jest bowiem wykluczone, że zmiany na amerykańskiej scenie politycznej (prawdopodobnie dające mniejszą swobodę w polityce gospodarczej republikańskiego prezydenta), mogą zachęcić D.Trumpa do utrzymywania sporu handlowego z Chinami.

Ponadto, nadal utrzymuje się ryzyko dot. sporu budżetowego Włochy-KE. W środę na rynek dotarły informacje, że prezes EBC zwrócił uwagę włoskiemu ministrowi finansów, że wysoki poziom zadłużenia Włoch wymaga jeszcze ostrzejszej dyscypliny fiskalnej, niż to czego wymaga UE. Rząd włoski pracuje nad osiągnięciem kompromisu w tej sprawie, niemniej nadal nie jest skłonny do zmiany budżetu. Tymczasem, Komisja Europejska rozważa działania dyscyplinarne wobec Rzymu, co może prowadzić do nałożenia na kraj sankcji, jeśli projekt przyszłorocznego budżetu Włoch nie zostanie zmieniony do 13 listopada.

W czwartek w centrum uwagi znajdzie się Fed. Podtrzymując wolę kontynuacji cyklu podwyżek stóp z najbliższą grudniową powinien on wesprzeć dolara jednocześnie ciążąc złotemu.

Wykres dnia: Wg. prezesa A.Glapińskiego stopy NBP mogą pozostać bez zmian również w 2020 roku jeśli „nie pojawią się jakeś nowe elementy” wspierające.

stopy NBP mogą pozostać bez zmian również w 2020 roku
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Ponad 57 milionów transakcji BLIKIEM po 9 miesiącach 2018 r.

W trzecim kwartale 2018 roku Polski Standard Płatności odnotował dynamiczne wzrosty liczby transakcji BLIKIEM we wszystkich kanałach. W tym czasie Polacy zrealizowali ponad 24,3 mln transakcji – trzy razy więcej niż w trzecim kwartale 2017 roku. W stosunku do trzeciego kwartału ubiegłego roku liczba przelewów BLIK na numer telefonu wzrosła aż o milion. Od stycznia do końca września użytkownicy skorzystali z BLIKA już ponad 57 milionów razy.

BLIK zamyka trzeci kwartał 2018 roku ze wzrostami i rekordami transakcji ogółem i we wszystkich kanałach. Z 24,3 mln transakcji najwięcej odnotowano płatności w internecie – 71 proc., czyli 17,5 mln. Rok do roku to ponad trzykrotnie więcej i aż o 36 proc. więcej niż w drugim kwartale 2018 roku. BLIKIEM można płacić w całym polskim e-commerce.

W trzecim kwartale spektakularnie wzrosła liczba przelewów BLIK na numer telefonu realizowanych przez użytkowników systemu – aż o 39 proc. i wyniosła 1,38 miliona. To o milion więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Dariusz Mazurkiewicz
Dariusz Mazurkiewicz

– Przelewy BLIK na numer telefonu do jedna z najwygodniejszych i użytecznych funkcji systemu. Pozwala przekazać pieniądze innemu użytkownikowi bez znajomości jego rachunku bankowego, natychmiast, z banku do banku, o każdej porze dnia i nocy, bez opłat,– mówi Dariusz Mazurkiewicz, prezes Polskiego Standardu Płatności, operatora systemu BLIK – W trzecim kwartale br. ich liczba, rok do roku wzrosła o milion. To przede wszystkim zasługa wdrożenia przez banki nowej funkcji – identyfikacji odbiorcy przelewu. Użytkownicy na liście adresowej widzą obecnie, kto korzysta z przelewów BLIK na numer telefonu – wiedzą więc, że ta osoba otrzyma pieniądze natychmiast. Wpływ na znaczny wzrost wykorzystania tych przelewów miała także nasza ostatnia kampania reklamowa o przelewach BLIK na numer telefonu – dodaje.

W tym roku klienci wykonali już łącznie ponad 3 miliony przelewów BLIK na numer telefonu. Oznacza to, że funkcjonalność stała się już masowym sposobem rozliczeń. W przyszłym roku Polski Standard Płatności, we współpracy z bankami planuje kolejne działania, które sprawią, że użytkownicy będą jeszcze chętniej korzystali z przelewów BLIK na numer telefonu.

Ponad 1,3 miliona razy klienci zapłacili BLIKIEM w terminalach w sklepach stacjonarnych – to wzrost o 27 proc. w stosunku do drugiego kwartału 2018 roku i ponad trzykrotnie więcej niż w trzecim kwartale roku ubiegłego. BLIK dostępny jest już w ponad 300 tys. terminali płatniczych – liczba ta rośnie z miesiąca na miesiąc.

Ponad 4 miliony razy w tym okresie użytkownicy wypłacali BLIKIEM pieniądze z bankomatów. To blisko dwukrotny wzrost rok do roku. Klienci mogą obecnie skorzystać z BLIKA już w 20 tys. bankomatów w całej Polsce.

W trzecim kwartale tego roku klienci korzystali z BLIKA średnio 264 tys. razy dziennie, a w rekordowym dniu aż 281 tys. razy.

Od początku 2018 roku użytkownicy zrealizowali 57 mln transakcji BLIKIEM. To blisko dwa razy więcej niż w całym roku 2017 i prawie 30 razy więcej niż w pierwszym roku funkcjonowania systemu. Z tego 41 milionów to płatności w internecie, ponad 10 milionów to wypłaty gotówki z bankomatu, ponad 3 miliony to transakcje w terminalach płatniczych i tyle samo – przelewy BLIK na numer telefonu.

BLIK to ogólnokrajowy, powszechny standard płatności, który wykorzystuje najnowocześniejsze technologie informatyczne. Dzięki BLIKOWI miliony Polaków mogą bezpiecznie i wygodnie, korzystając ze smartfona, płacić w internecie i tradycyjnych sklepach, wypłacać i wpłacać gotówkę z bankomatów oraz przelewać natychmiastowo pieniądze innym użytkownikom na numer telefonu bez znajomości ich rachunku bankowego. Za rozwój systemu odpowiada spółka Polski Standard Płatności (PSP). PSP stale rozwija możliwości BLIKA tak, aby system był jak najbardziej funkcjonalny dla jego użytkowników.

Udziałowcami spółki PSP jest sześć polskich banków: Alior Bank, Bank Millennium, ING Bank Śląski, mBank, PKO Bank Polski, Santander Bank Polska. Z BLIKA mogą korzystać również klienci Getin Banku, BGŻ BNP Paribas, Raiffeisen Polbanku, Credit Agricole, Pekao SA, Inteligo, Orange Finanse i T-Mobile Usługi Finansowe.

Nie czas na zmiany

Fed widząc utrzymującą się siłę amerykańskiej gospodarki nie ma najmniejszego powodu by porzucić tryb autopilota, w którym obecnie znajduje się polityka. Ostatnie turbulencje na Wall Street to za mało by zaniepokoić decydentów. Zresztą spadki ustąpiły miejsca silnemu odbiciu.

Tylko wczoraj S&P500 wzrósł ponad 2 proc., powrócił ponad 2800 pkt i 200 – sesyjną średnią ruchomą. Prawdziwym testem dla kupujących jest lokalny szczyt z drugiej połowy października, do którego notowania kontraktu zbliżyły się na kilka punktów. Dużo ostatnio spekulowało się o tym, że Trump cynicznie wlał w serca inwestorów nadzieje na porozumienie handlowe z Chinami by uspokoić rynki przed wyborami. Niebawem przyjdzie czas na weryfikację realnych zamiarów prezydenta USA, ale chwilowo na szczycie jego agendy znajdują się sprawy wewnętrzne i dążenie do paraliżu prac specprokuratora Muellera, który bada wątki rosyjskie w kampanii prezydenckiej. Uważamy, że w szerszej perspektywie paliwo hossy się wyczerpało, ale jednocześnie nie spodziewamy się prędkiego pogłębienia październikowych dołków. Wynik wyborów cząstkowych sprawia, że Demokraci będą za wszelką cenę drążyć wątek rosyjski. W rezultacie rubel stoi przed ryzykiem nałożenia nowych sankcji, które obecnie nie są w wystarczającym stopniu zdyskontowane.

Wracając do Fed: rynek jest świadom nastawienia władz i dlatego też dzisiejsze posiedzenie FOMC nie budzi emocji, przynajmniej nie budzi ich komunikat. Najciekawszą częścią dyskusji powinny być dywagacje na temat optymalnego rozmiaru sumy bilansowej. Szczegóły nie zostaną jednak zawarte w komunikacie, a zapewne w protokole, który światło dzienne ujrzy pod koniec miesiąca. Uważamy, że dolar najlepsze ma za sobą i widzimy przestrzeń do jego osłabienia względem głównych walut. Ciekawym wehikułem może być np. USD/SEK. Korona szwedzka przy uspokojeniu nastrojów na rynkach powinna pozytywnie odczuć perspektywę podniesienia stóp przez Riksbank już na posiedzeniu 20 grudnia.

Najczarniejsze scenariusze wojen handlowych zdają się blaknąć i z tego tytułu sporą przestrzeń do umocnienia mają też waluty Antypodów. W ostatnich kilku dniach prym w przestrzeni G-10 już wiedzie NZD. NZD/USD wyszedł chwilowo ponad 0,68. Oznacza to około 2 proc. wzrost w tym tygodniu oraz osiągnięcie pułapów nienotowanych od sierpnia. Poprawa sentymentu inwestycyjnego idzie w parze z pozytywnymi informacjami z rynku pracy. RBNZ również porzucił pesymistyczny pogląd na gospodarkę. Na wczorajszym posiedzeniu władze przybrały mniej gołębi nich dotychczas ton i zgodnie z naszymi oczekiwaniami marginalizowały prawdopodobieństwo możliwości kolejnej redukcji kosztu pieniądza. Stopa OCR powinna pozostać na historycznie najniższym poziomie przynajmniej do końca 2019 roku.

Brzmi znajomo? Analogicznie rysują się przecież perspektywy rodzimej polityki pieniężnej. Różnica jest taka, że Rada nie porzuca swojego łagodnego nastawienia a wręcz sygnalizuje gotowość do patrzenia przez palce na nasilanie się presji cenowej w gospodarce. Ścieżka centralna CPI w 2019 roku zgodnie z najnowszą projekcją NBP wynosi aż 3,25 proc., ale RPP nie widzi potrzeby powołując się na egzogeniczny charakter źródeł wzrostu cen. Nie spodziewamy się zmiany nastawienia władz. Warto przy tym odnotować, że nie tylko realna stopa procentowa jest ujemna, ale bardzo prawdopodobne staje się osiąganie ujemnej realnej rentowności przez obligacje, nawet o dziesięcioletnim terminie zapadalności. To element odbierający aprecjacyjny potencjał złotemu, który wolny od nierównowag w bilansie płatniczym i korzystający na dobrej sytuacji finansów publicznych powinien pozostawać bardzo stabilny względem wspólnej waluty.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Manuli Hydraulics Polska S.A. otworzy w Legnicy centralny magazyn

Manuli Hydraulics Polska S.A – międzynarodowy producent elementów hydraulicznych (węży, elementów złącznych, urządzeń itp.) zdecydował się na wynajem powierzchni magazynowej w Legnicy. Firma w  realizowanej inwestycji BTS będzie dysponowała 11 500 mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowo – biurowej. AXI IMMO reprezentowało najemcę w procesie wyboru dewelopera oraz negocjacjach umowy najmu.

Manuli Hydraulics specjalizuje się w projektowaniu, produkcji  komponentów i dostarczaniu rozwiązań do urządzeń wykorzystywanych w hydraulice wysokościowej, chłodnictwie oraz przy transporcie różnego typu płynów i branży okrętowej. Firma została założona w 1935 roku we Włoszech, natomiast w Polsce działa od 1997 roku.

magazyn

Firma Manuli Hydraulics zdecydowała się przenieść swój magazyn centralny z Niemiec do Polski. Nowa inwestycja firmy w Legnicy będzie projektem BTS realizowanym przez lokalnego dewelopera. Manuli Hydraulics w nowym obiekcie będzie dysponować 11 230 mkw. powierzchni magazynowej klasy A oraz 280 mkw. powierzchni biurowej.

“Wybór nowej lokalizacji dla naszego magazynu centralnego w Polsce poprzedziła szeroka analiza lokalizacji w zasięgu całego kraju. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na Legnicę ze względu na bliskość granicy niemieckiej i łatwość dostaw w ramach Dolnego i Górnego Śląska i reszty kraju. Na decyzję o wynajęciu powierzchni magazynowej w wybranym obiekcie miała wpływ również możliwość dostosowania obiektu do naszych indywidualnych potrzeb.” – komentuje David Sincholle, Dyrektor Operacyjny w Manuli Hydraulics.

Anna Głowacz – dyrektor zarządzająca działem Industrial AXI IMMO
Anna Głowacz – dyrektor zarządzająca działem Industrial AXI IMMO

Zmiana lokalizacji centralnego magazynu była dla firmy decyzją strategiczną. Klient zdecydował się ulokować centralny magazyn w Polsce w województwie dolnośląskim ze względu na doskonałą lokalizację – bliskość fabryk i klientów, a także dobrze rozwiniętą infrastrukturę drogową. Wartością dodaną dla klienta, która wpłynęła na wybór Polski jako głównej lokalizacji, była również większa dostępność pracowników.” –  komentuje Anna Głowacz, Dyrektor Działu Industrial w AXI IMMO.

Przekwalifikujesz się albo przepadniesz. Rynek pracy wymusza zmiany

Zdobycie nowego zawodu staje się nieuniknione. Wpływ na to mają dynamiczne zmiany zachodzące na rynku pracy. Z danych OECD wynika, że blisko co piąty pracownik ma niedopasowane kompetencje do zajmowanego stanowiska. Przyczyniają się do tego różne strategie pracodawców, którzy m.in. zawyżają wymagania wobec kandydatów. Z kolei w sektorach z niskimi płacami można zauważyć obniżanie poprzeczki potencjalnym zatrudnionym. Część personelu jest stopniowo zastępowana przez maszyny. Dotyczy to również profesji, które do niedawna uchodziły za odporne na automatyzację. Ostatnie szacunki wskazują, że ok. 20 procent stanowisk jest zagrożonych likwidacją ze względu na postęp technologiczny. Proces przekwalifikowania może zająć kilka lat i łączy się z ryzykiem. Jednak nie trzeba się go bać nawet po pięćdziesiątym roku życia. O tym wszystkim mówi dr Łukasz Sienkiewicz, prezes Instytutu Analiz Rynku Pracy i adiunkt w Instytucie Kapitału Ludzkiego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Czy obecna sytuacja na rynku pracy ułatwia zdobycie nowego zawodu?

Dr Łukasz Sienkiewicz: Ona nie tyle sprzyja przekwalifikowaniu się, co w dużej mierze wymusza je. Dziś trudno sobie wyobrazić pracę w jednym zawodzie przez całe życie. Poszczególne profesje ewoluują, więc trzeba się ciągle uczyć. Jeśli ktoś nie poszerza swoich kompetencji, to prawdopodobnie w ciągu dwóch, trzech lat straci dotychczasową pozycję zawodową. Na rynku następują bardzo dynamiczne zmiany. Podejmowane są działania zmierzające do reindustrializacji. Jednocześnie widoczny jest też coraz większy udział sektora usług. Do wyzwań, jakie stoją przed firmami, trzeba dopasować kompetencje zatrudnionych osób. Kluczowym problemem jest szybsze tempo zmian popytu na pracę niż możliwość dostosowania podaży na nią. Zdobycie nowych umiejętności wymaga czasu. Natomiast pracodawcy działają zgodnie z oczekiwaniami klientów, które często są modyfikowane. Według badań OECD z 2015 roku, w Polsce około 18 procent pracowników ma kompetencje niedopasowane do stanowiska pracy. Co ciekawe, częściej jest to nadmiar niż niedobór kwalifikacji.

Z czego to wynika?

Dr Łukasz Sienkiewicz: Niedopasowanie jest napędzane przez tzw. zjawisko inflacji kwalifikacji. Na tych samych stanowiskach wzrastają wymagania pracodawców wobec kandydatów. Kiedyś do podjęcia zatrudnienia wystarczały np. 3 lata doświadczenia zawodowego i wykształcenie średnie. Z czasem konieczna stała się już znajomość języków obcych, choć często faktycznie nie jest ona potrzebna do wykonywania przewidzianych obowiązków. Pracodawcom opłaca się mieć pracowników o zbyt wysokim poziomie kompetencji. Takie osoby można bardziej elastycznie przesuwać pomiędzy różnymi stanowiskami w firmie. To jednak stanowi też pewnego rodzaju trudność. Taki zatrudniony jest mniej zmotywowany, często szybciej się wypala i dochodzi do rotacji. Dziś największym problemem dla większości branż w Polsce jest wysoka fluktuacja.

Czy wobec tego pracodawcy zaniżają też swoje oczekiwania wobec kandydatów?

Dr Łukasz Sienkiewicz: To jest wyraźnie widoczne w sektorach, w których mimo wszystko dominują niskie płace. Również w takich, w których możliwość elastycznego kształtowania wynagrodzeń jest ograniczona, czyli np. w sektorze publicznym. Pojawiają się coraz gorsi kandydaci, którzy nie spełniają wymagań, więc one są obniżane. Problem nie jest łatwy do rozwiązania, ponieważ oczekiwania pracodawców pozostają pochodną zadań do realizacji. Pewnych obowiązków nie ma kto wykonywać. Pojawia się  więc zjawisko tzw. job crafting, czyli nie dopasowujemy człowieka do stanowiska, tylko coraz częściej odwrotnie. W takim przypadku część zadań musi być przeniesiona na inne osoby.

Pracownicy są też zastępowani przez maszyny. Coraz częściej mamy do czynienia z automatyzacją. Jaka część rynku pracy jest zagrożona ze względu na postęp technologiczny?

Dr Łukasz Sienkiewicz: Nie ma jednoznacznych danych na ten temat, choć przeprowadzono różne badania i szacunki. Wyniki badań przeprowadzonych w ostatnich latach wskazują, że do 2030 roku jest zagrożonych od 9 do 50 procent stanowisk. Według szacunków z 2013 roku, w Polsce około 20 procent miejsc pracy wykazuje wysoki współczynnik ryzyka automatyzacji. To bardzo dużo, a zapowiadane zmiany obejmują dość szeroki zakres zawodów. Trudno powiedzieć na 100 procent, które profesje znikną lub pozostaną, a jakie się pojawią. Pewne jest jednak to, że przeobrażenia będą spore. Obejmą dziedziny czy zawody, które do tej pory wydawały się dosyć bezpieczne.

Jakie na przykład?

Dr Łukasz Sienkiewicz: Stanowiska w księgowości. Teoretycznie one ciągle będą potrzebne, bo wszystkie przedsiębiorstwa muszą się rozliczać. Jednak szybkie zmiany technologiczne powodują, że duża część prostych, powtarzalnych zadań po prostu zniknie. Nikt o tym głośno nie mówi, ale są duże firmy księgowe, które aktywnie pracują nad programami automatyzacji części obowiązków. Ludzie ciągle wprowadzają faktury, ale za chwilę to zniknie. Ten obszar wydawał się bezpieczny, m.in. ze względu na rosnące zatrudnienie w centrach usług wspólnych itd. Może się jednak okazać, że z czasem tego nie będzie.

Które branże najbardziej zyskują na procesie przekwalifikowania, a które najbardziej tracą?

Dr Łukasz Sienkiewicz: Rynek pracy w Polsce nie jest jednolity, występują spore różnice w regionach. Z pewnością można stwierdzić, że brakuje specjalistów ICT. Niedobory dotyczą także służby zdrowia, zarówno niższego personelu medycznego, jak i lekarzy specjalistów. Nie ma zbyt wielu dobrych menedżerów średniego i wyższego szczebla, ale też pracowników produkcji, handlu i usług hotelarskich. Największy problem dla branży produkcyjnej związany jest z deficytem wykwalifikowanych i niewykwalifikowanych pracowników fizycznych. Ponadto potrzeba więcej inżynierów. Jednocześnie jest mnóstwo zawodów nadwyżkowych, nie tylko w takich tradycyjnych sektorach jak rzemiosło, rolnictwo, leśnictwo czy górnictwo. Widać też nadpodaż absolwentów m.in. nauk społecznych i edukacji. Tam są niewątpliwie nadmiary.

Kiedy najlepiej zdobywać nowy zawód?

Dr Łukasz Sienkiewicz: Najlepiej zrobić to w sytuacji zmniejszania się popytu na określone kwalifikacje czy zadania. Tutaj nie chodzi o chwilowe mody na rynku pracy, ale o długoterminowe trendy. Gdy popatrzymy krótkofalowo, to łatwo popełnić błąd. Istnieją bowiem branże, które podlegają cyklicznym zmianom. Świetnym przykładem jest pośrednictwo finansowe, silnie uzależnione od koniunktury w budownictwie. Kiedy dużo osób bierze kredyty, to można usłyszeć opinie o świetnym zawodzie, wysokich prowizjach itd. Wtedy dużo osób decyduje się skierować karierę na nową ścieżkę Często jednak po przekwalifikowaniu się następuje kolejny etap cyklu koniunkturalnego. Wówczas nie ma popytu na produkty finansowe, więc wykonany krok jest oceniany jako beznadziejny pomysł. Wtedy pojawia się opcja powrotu do poprzedniego zawodu lub zdobycia zupełnie nowych umiejętności. Trzeba więc planować w dłuższym okresie, biorąc pod uwagę raczej trwałe zmiany popytu na pracę.

Czy przekwalifikowanie się w wieku pięćdziesięciu lat ma sens?

Dr Łukasz Sienkiewicz: Mimo ograniczenia wieku emerytalnego, realnie pracujemy coraz dłużej. W pięćdziesiątym roku życia mężczyzna ma formalnie przed sobą 15 lat pracy, a kobieta – 10.  W praktyce jednak jeszcze dłużej wykonują swoje obowiązki zawodowe. Moim zdaniem, warto myśleć o przekwalifikowaniu się nawet w tym wieku. Jednak trzeba mieć informacje, dane lub przynajmniej przekonanie, że popyt na nasze nowe kwalifikacje będzie stabilny za 3-5 lat. Do zdobycia nowego zawodu, kompetencji i pozycji rynkowej potrzebny jest czas. Według mnie, to minimum 2-3 lata, a może i dłużej. Oczywiście są też takie profesje, które nie wymagają bardzo długiego procesu przekwalifikowania, a dają szybki zwrot. Jednym z takich przykładów jest pośrednictwo w obrocie nieruchomościami, zwłaszcza po deregulacji.

Ze zmianą zawodu związane jest też ryzyko. W jaki sposób można je ograniczyć?

Dr Łukasz Sienkiewicz: W Polsce brakuje pewnych rozwiązań systemowych pozwalających ludziom przygotować się do koniecznych zmian. Nie mam na myśli dofinansowania szkoleń, bo to jest coraz bardziej dostępne. Osoby będące w trakcie przekwalifikowania powinny mieć zapewniony dochód czy poziom bezpieczeństwa socjalnego. Ciężko jest równolegle wykonywać obecne obowiązki i zdobywać nowe kwalifikacje, szczególnie ludziom, którzy są na granicy wypadnięcia z rynku pracy. Nie żyjemy w Holandii czy Dani, gdzie funkcjonuje model flexicurity. Te państwa zabezpieczają osoby pracujące czy też pozostające bez pracy, które zdobywają nowe umiejętności. Mają one zagwarantowane środki do życia, a wysokość zasiłku jest uzależniona od poprzedniego dochodu.

Gdzie szukać porad związanych ze zdobywaniem nowego zawodu?

Dr Łukasz Sienkiewicz: Zdecydowanie polecam dobrych, a jest ich niewielu, doradców zawodowych czy edukacyjno-zawodowych. Chodzi o takich specjalistów, którzy orientują się w zmianach na rynku i mają dostęp do sprawdzonych informacji. W przypadku osób młodych cennym źródłem są akademickie biura karier. Ponadto są agencje pośrednictwa pracy, które wiedzą kogo poszukują firmy, ale zazwyczaj w krótkim okresie. Warto śledzić różne badania i analizy, ich jest naprawdę sporo. Nie ma złotego rozwiązania, nie wystarczy wejść na jedną stronę, kliknąć i wszystko zostanie podane. Jednak nie demonizowałbym i nie bałbym się przekwalifikowania. Oczywiście, każda zmiana wiąże się z ryzykiem, dlatego powinna być dobrze przemyślana, a nie impulsywna. Nie porzucajmy zawodu ze względu na irytującego szefa. W takiej sytuacji lepiej pomyśleć o nowym pracodawcy. Pamiętajmy jednak o tym, że przede wszystkim praca powinna się nam podobać i dawać nam satysfakcję.

Wyniki ING Lease po III kw. 2018 r.

Po trzech kwartałach 2018 roku ING Lease odnotował 20,1% wzrost wartości zawartych umów leasingu i wydanych aktywów. Takie wyniki przekładają się na 7. miejsce wśród firm leasingowych w Polsce pod względem nowej sprzedaży ogółem, co daje ponad 5,6% udziału w rynku.

ING Lease kontynuuje wzrost w zakresie leasingu ruchomości, w szczególności pojazdów. Nowoczesna oferta, obejmująca w szczególności leasing samochodów osobowych i dostawczych do 3,5 tony, pojazdów ciężarowych oraz maszyn i urządzeń, przełożyła się na ponad 25,5% wzrost wartości nowej sprzedaży w tym zakresie w porównaniu z analogicznym okresem w 2017 roku.

Ewa Łuniewska, prezes ING Lease
Ewa Łuniewska, prezes ING Lease

– Rozwijamy naszą ofertę skupiając się na budowie prostych i wygodnych produktów – takich jak ING AUTO czy ING Maszyny, z których nasi klienci mogą korzystać bez zbędnych formalności. Dostępność oferty w kanałach zdanych i mobilnych pozwala klientowi przygotować ofertę w dogodnym dla siebie czasie. Kładziemy nacisk na automatyzację pozwalającą na szybką obsługę transakcji. Te cechy stanowią dla przedsiębiorców atrakcyjną i satysfakcjonującą ofertę, o czym świadczą rosnące wartości naszej spółki – powiedziała Ewa Łuniewska, prezes ING Lease.

Na dzień 30 września 2018 roku portfel należności od klientów ING Lease wzrósł do poziomu 8, 14 mld zł, co oznacza przyrost o 14,5% w stosunku do stanu na dzień 30 września 2017 roku. Według danych ZPL, spółka posiada szósty co do wielkości portfel należności spośród firm leasingowych w Polsce.

Wyniki Grupy Energa po III kw. 2018 r.

Grupa Energa odnotowała po trzech kwartałach tego roku ponad półtora miliarda złotych EBITDA oraz 680 mln zł zysku netto. Przychody od stycznia do września wyniosły ponad 7,6 mld zł. Tradycyjnie największy udział w rozwoju Grupy Energa miała w ciągu 9 miesięcy Linia Biznesowa Dystrybucji, która wypracowała wynika EBITDA ponad 1,36 mld złotych.

Po 9 miesiącach tego roku Grupa wypracowała zysk netto w wysokości 680 mln zł. Jest on o 121 mln zł, czyli o 22 proc. wyższy niż w tym samym okresie w roku ubiegłym. EBITDA Grupy po trzech kwartałach tego roku wyniosła 1 587 mln zł i była porównywalna do analogicznego okresu roku poprzedniego. Pozytywny wpływ na poziom EBITDA Grupy miała w ciągu 9 miesięcy tego roku przede wszystkim Linia Biznesowa Dystrybucja (wzrost EBITDA o 19 mln zł r/r) oraz Linia Biznesowa Sprzedaż (wzrost EBITDA o 26 mln zł r/r).

energa 1

W trzecim kwartale 2018 roku Grupa Energa zakończyła szereg istotnych inwestycji w zakresie OZE i ochrony środowiska. W Ostrołęce B zakończona została modernizacja ostatniego bloku, który m.in. wyposażono w instalacje odazotowania i odpylania. Tym samym z końcem września wszystkie bloki w elektrowni stały się w pełni dyspozycyjne. Podpisano też umowę na budowę na terenie obiektu drugiej instalacji oczyszczania spalin. Zakończony także został remont modernizacyjny elektrowni szczytowo-pompowej Żydowo. Większe hydroelektrownie Grupy Energa, w tym Włocławek, pomyślnie przeszły certyfikację do aukcji głównych rynku mocy. Łącznie złożono też 31 wniosków na umowy FIT/FIP dla elektrowni wodnych Energi. Trzeci kwartał br. to również intensywne działania organizacyjno-prawne związane z inwestycją Ostrołęka C, czyli budową nowego, wysokosprawnego bloku energetycznego o mocy 1000 MW. W październiku spółka celowa Elektrownia Ostrołęka przeszła pozytywnie certyfikację do aukcji głównej, która odbędzie się 21 grudnia.

– Grupa Energa ma solidną wartość EBITDA, przekraczającą wyraźnie półtora miliarda złotych. Co bardzo ważne, Grupa wypracowała dotychczas aż 680 milionów zł zysku netto, to o ponad 20% więcej niż po trzech kwartałach w 2017 roku. Nasze wyniki pokazują, że Grupa dobrze radzi sobie nawet w szczególnie trudnym otoczeniu rynkowym. Potrafimy podnosić atrakcyjność i konkurencyjność naszej oferty, dzięki czemu systematycznie pozyskujemy nowych klientów. Właśnie z myślą o nich stale zwiększamy nakłady na Linię Biznesową Dystrybucji, rozwijając kompetencje i zakres aktywności kadr specjalistów, aby byli gotowi do wprowadzania na rynek nowych, innowacyjnych rozwiązań. Równolegle w całej strukturze Grupy Energa planowo prowadzimy projekty służące zwiększeniu sprawności działania i optymalizacji kosztów – mówi Alicja Barbara Klimiuk, p.o. prezesa Zarządu Energa SA.        

W ciągu 9 miesięcy br. Grupa Energa zrealizowała inwestycje na poziomie 1 042 mln zł, z czego prawie 860 mln zł zainwestowano w ramach Linii Biznesowej Dystrybucja, mającej niezmiennie ponad 80 proc. udział w budowie wyniku EBITDA Grupy. Dzięki prowadzonym inwestycjom rozwojowym od stycznia do września tego roku przyłączono 40 839 nowych klientów, wybudowano i zmodernizowano 3 145,1 km linii wysokiego, średniego oraz niskiego napięcia i przyłączono do sieci 33,5 MW nowych źródeł OZE.

energa 2

– Grupa konsekwentnie realizuje zadania zaplanowane na ten rok. Mamy dobre, stabilne wyniki, mimo wyraźnie odczuwalnego wpływu wysokich, rekordowych cen uprawnień CO2 i cen energii elektrycznej. Należy szczególnie podkreślić to, że po dziewięciu miesiącach mamy solidny bufor finansowy, dający nam zabezpieczenie dla realizacji strategii. To bardzo ważne dla stabilności finansów Grupy, bo w ciągu dziewięciu miesięcy tego roku na inwestycje wydaliśmy już ponad miliard złotych. Zwracam też uwagę, że Grupa nie ma takiego potencjału własnych aktywów wytwórczych jak inne pionowo zintegrowane grupy energetyczne i w konsekwencji część energii musimy kupować na rynku. Przy bardzo wysokim obecnie poziomie cen energii elektrycznej przekłada się to też na wynik Linii Biznesowej Sprzedaży. Jednak dzięki stałej analizie rynku i podejmowanym działaniom wyprzedzającym w maksymalnym możliwym stopniu ograniczamy ten negatywny wpływ na nasze wyniki. Działania te doceniają akcjonariusze i inwestorzy, utrzymując dla spółki pozytywne rekomendacje – podkreśla Jacek Kościelniak, wiceprezes Zarządu Energa SA ds. finansowych.

Wyniki Linii Biznesowych po 9 miesiącach 2018 roku

Linia Biznesowa Dystrybucji, mająca najwyższy udział w rozwoju Grupy Energa, w ciągu 9 miesięcy br. wypracowała wynik EBITDA w wysokości 1 364 mln zł, o 19 mln zł wyższy niż rok wcześniej. W III kwartale br. EBITDA wyniosła 374 mln zł, co stanowiło 88 proc. kwartalnej EBITDA Grupy. Na wysoki wynik Linii Dystrybucji w ciągu 9 miesięcy wpływ miały wyższa o blisko 107 mln zł marża na dystrybucji, wyższy o 3 proc. wolumen sprzedanej usługi dystrybucyjnej oraz niższe straty sieciowe. Negatywnie na wynik wpłynął wyraźny wzrost kosztów OPEX w III kw. br., głównie w obszarze usług obcych i świadczeń dla pracowników.

energa 3

Linia Biznesowa Wytwarzanie osiągnęła w ciągu 9 miesięcy br. poziom EBITDA wynoszący 234 mln zł, w stosunku do 267 mln zł w analogicznym okresie 2017 roku. Na ten wynik wpłynął w głównej mierze wzrost o 75 mln zł kosztu zakupu uprawnień do emisji CO2, spowodowany wyższymi cenami rynkowymi, niższymi o 12 mln zł przychodami z usług systemowych (niższy wolumen Operacyjnej Rezerwy Mocy) oraz niższymi o 8 mln zł przychodami z ciepła (niższe wolumeny produkcji). Pozytywnie na wynik wpłynęły wyższe o 42 mln zł przychody ze sprzedaży energii elektrycznej (wyższa cena sprzedaży w elektrowni w Ostrołęce pomimo niższych wolumenów produkcji) oraz wyższe o 24 mln zł przychody ze sprzedaży zielonych praw majątkowych.

Linia Biznesowa Sprzedaż miała w okresie od stycznia do września br. 50 mln zł EBITDA, to o 26 mln zł więcej w porównaniu z analogicznym okresem 2017 roku. Wzrost wyniku to skutek wyższej marży na sprzedaży energii elektrycznej (o 55 mln zł r/r), do czego przyczyniły się niższe obciążenia prawno-umowne, m.in. ograniczenie funkcji Sprzedawcy Zobowiązanego. Grupa w II i III kwartale odczuwała negatywny wpływ wysokich cen energii na rynku oraz decyzji arbitrażowych i ugód z operatorami farm wiatrowych.

Produkcja, sprzedaż i dystrybucja energii

Aktywa wytwórcze w Grupie w ciągu 9 miesięcy 2018 wyprodukowały 2 851 GWh energii elektrycznej, o 9 proc. mniej niż rok wcześniej. Wpłynęły na to czynniki takie jak: mniejsza produkcja energii w Elektrowni Ostrołęka w tzw. wymuszeniu na rzecz Operatora Systemu Przesyłowego w Polsce, remont jednego z bloków w tym zakładzie prowadzony w II i III kwartale oraz niewielki spadek wytwarzania energii w aktywach wodnych i wiatrowych ze względu na warunki pogodowe w II i III kwartale tego roku.

O 2 proc. w ciągu 9 miesięcy br. wzrósł natomiast łączny wolumen sprzedanej energii elektrycznej. Wyniósł 17 564 GWh, co oznacza wzrost o 347 GWh w porównaniu do 2017 roku.

O 3 proc. wyższy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego był także wolumen dystrybuowanej od stycznia do września br. energii elektrycznej. Wyniósł 16 927 GWh (16 465 GWh w analogicznym okresie 2017 roku).

Spółka Energa Operator w ciągu 9 miesięcy 2018 roku osiągnęła wskaźniki SAIDI i SAIFI na poziomie odpowiednio 124,6 min./odb. i 1,7 przerwy/odb. (w 2017 roku było to odpowiednio – 239,5 min./odb. i 2,2 przerwy/odb.). Poprawa wskaźników w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego wynika m.in. z faktu inwestycji w obszarze dystrybucji oraz korzystniejszych warunków pogodowych niż rok wcześniej.

W ciągu trzech kwartałów 2018 roku Grupa Energa zrealizowała inwestycje na poziomie 1 042,2 mln zł, z czego najwięcej pochłonęły inwestycje w Linii Biznesowej Dystrybucja, tj. 860,1 mln zł, które obejmowały głównie prace związane z modernizacją sieci w celu poprawy niezawodności dostaw energii elektrycznej czy też przyłączania nowych odbiorców.

Grupa Ergis po III kw. 2018 r.

Grupa ERGIS opublikowała wyniki wstępne za III kwartał 2018 roku. Są one, w ocenie zarządu, niezadowalające. Oprócz wzrostu kosztów wynagrodzeń wpływ na wyniki miały czynniki o charakterze nietrwałym, takie jak opóźnienie uzyskania pełnej sprawności nowej linii w fabryce w Berlinie i odbiegające od normalnej sezonowości zachowanie cen surowców.

WSTĘPNE WYNIKI FINANSOWE – SZCZEGÓŁY

  III kwartał 2018 III kwartał 2017 dynamika
Przychody ze sprzedaży 195 697 201 237 -2,75%
Zysk operacyjny 5 444 9 341 -41,72%
EBITDA 11 612 15 061 -22,90%
Zysk brutto 4 518 8 252 -45,25%
Zysk netto 3 948 4 825 -18,18%
Zadłużenie odsetkowe 168 564 162 259 3,89%

Niekorzystna sytuacja w największym stopniu dotknęła biznes folii twardych i laminatów opakowaniowych, w którym nadal opóźnia się uzyskanie oczekiwanej sprawności nowej linii do produkcji folii PET. Grupa nie zanotowała więc oczekiwanego spadku kosztów produkcji tych wyrobów. Jednocześnie miały miejsce awarie starszych linii produkcyjnych. Zjawiska te spowodowały spadek sprzedaży i marży w III kwartale.

Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS SA.
Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS SA.
Foto: Tomek Pikula

Niższy niż oczekiwano był także wynik finansowy biznesu opakowań przemysłowych, którego dobre rezultaty kompensowały w ostatnich okresach gorsze wyniki pozostałych biznesów. Jedynym biznesem, który osiągnął nieco lepszy rezultat niż zakładano, był biznes folii miękkich z PVC, jednak uzyskana tam nadwyżka nie mogła skompensować problemów pozostałych istotnych biznesów.

Przejściowy charakter trudności, które negatywnie wpłynęły na wynik III kwartału, rodzi przekonanie, że nawet w niesprzyjającym otoczeniu rynkowym Grupa ma wszelkie szanse powrotu w krótkim czasie do akceptowalnej rentowności – powiedział Tadeusz Nowicki, Prezes Grupy Ergis.

Brakuje kierowców

Polska branża transportowa mierzy się ostatnio z wieloma problemami, a jednym z  najpoważniejszych jest brak rąk do pracy. Raport TransJobs.Eu wskazuje, że na rynku brakuje około 30 tysięcy kierowców zawodowych.[1] Ponadto, co roku z zawodu odchodzi kolejne 25 tysięcy.[2] Jaka jest przyczyna takiego stanu rzeczy i co mogą zrobić przedsiębiorcy, by zachęcić pracowników do pozostania za kółkiem?

Nowa praca? To tylko 7 dni.

Jednym z głównych powodów, dla których przewoźnicy mają znaczące problemy ze znalezieniem kierowców, jest struktura rynku. Większość polskich firm transportowych to małe przedsiębiorstwa, posiadające średnio 6 pojazdów[3] i zatrudniające w związku z tym niewielu kierowców. Duża liczba podmiotów w grze oznacza większą konkurencję. Dla tirowców taka sytuacja jest bardzo korzystna.

 – Obecnie panuje świetna koniunktura dla zawodowych kierowców. Duże zapotrzebowanie na ich usługi oznacza, że przewoźnicy zmuszeni są konkurować również płacami. Przekłada się to na rosnące wynagrodzenie – przeciętnie kierowca otrzymuje dzisiaj ponad 5 tysięcy złotych[4]. Świadomość średnich zarobków w branży i duży wybór działających w niej podmiotów, pozwala kierowcom skutecznie negocjować wyższe stawki i wybierać sobie pracodawcę niejednokrotnie uzależniając decyzję od warunków technicznych wykonywania przyszłej pracy, takich jak „nie jeżdżę samochodem starszym niż 2 lata”. Przewoźnicy nie mają niestety takiego komfortu i często są zmuszeni do desperackich działań, by wywiązać się z kontraktu, gdy nagle tzn. z dnia na dzień, a czasami z godziny na godzinę, zwolni się któryś z kierowców -– mówi Mariusz Skurzyński ekspert ds. PIP z Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

Sytuacja w branży wskazuje jednoznacznie na rynek pracownika. Mając w  perspektywie rosnące pensje i wiele ofert, zawodowy kierowca jest w stanie znaleźć pracę już w ciągu tygodnia[5], co powoduje dużą rotację między firmami. Dla porównania, pracodawca na znalezienie kierowcy potrzebuje około miesiąca. Dysproporcja jest więc bardzo duża. Potwierdzają to również dane z raportu TransJobs – tylko 15% kierowców pracuje u jednego przewoźnika dłużej niż 2 lata[6]. Niestabilność w zatrudnieniu jest dodatkowo wzmacniana poprzez częste porzucenia pracy bez okresu wypowiedzenia (z dnia na dzień).

Problemy z płatnościami

Zmiana pracodawcy najczęściej spowodowana jest otrzymaniem korzystniejszej oferty, ale warto również przyjrzeć się danym TransJobs, z których wynika, że 4,7% badanych kierowców rzadko otrzymuje wypłatę na czas, a 1,7% stwierdziło, że nigdy nie otrzymuje jej punktualnie . Biorąc pod uwagę, że artykuł 94 pkt. 5 Kodeksu pracy jednoznacznie precyzuje terminy wypłaty wynagrodzeń, to uchybienie tym terminom jest wykroczeniem przeciwko prawom

pracownika. Jest to jeden z ważniejszych czynników podważających zaufanie do firmy i może zachęcić pracownika do poszukiwania innego pracodawcy, który terminowo wywiązuje się z płatności. W zakresie rozliczeń finansowych pomiędzy pracodawcą a pracownikiem, poza nieterminową wypłatą wynagrodzenia, powodami do porzucenia pracy są również niewłaściwa wysokość wypłacanego wynagrodzenia (zaniżanie wynagrodzenia) oraz niewypłacanie w pełnej naliczonej wysokości zwrotu kosztów podróży odbywanych przez pracowników w ramach czynności służbowych. Na obronę przedsiębiorców należy jednak dodać, że problemy z punktualnymi przelewami często nie wynikają ze złej woli, tylko specyfiki trudnego rynku. Wiele firm musi bowiem borykać się z terminami płatności dochodzącymi nawet do kwartału.

Pieniądze to nie wszystko

Inną przyczyną odpływu siły roboczej jest niewątpliwie charakter samego zawodu. Z danych OCRK wynika, że polscy kierowcy spędzają ponad pół roku poza domem w ramach odbywanych podróży służbowych i rocznie przejeżdżają prawie 100 tysięcy km. Tak długa nieobecność w domu wymaga podjęcia decyzji życiowej i często wpływa ujemnie na rodzinę. Nie jest to więc zajęcie na długie lata, co potwierdzają dane – kierowcy powyżej 50 roku życia stanowią niecałe 20% wszystkich pracujących w tym zawodzie. Jest to również praca wymagająca znacznej odporności na stres, a niekiedy wręcz stalowych nerwów, by poradzić sobie na przykład z sytuacjami kradzieży ładunku lub napadu. Problem jest istotny, szacuje się bowiem, że w samych Niemczech straty z tego powodu mogą wynosić nawet do 1,3 miliarda euro rocznie .

Jak naprawić branżę?

Co mogą w takiej sytuacji zrobić przedsiębiorcy by zatrzymać, a niekiedy w ogóle znaleźć pracowników? Z perspektywy podwyżki płac niestety niewiele, ponieważ sporo firm i tak operuje na granicy opłacalności, a pensje mają duży udział w kosztach. Wydaje się, że najlepszym wyjściem by zapełnić lukę kadrową, byłoby wprowadzenie zmian systemowych, na przykład stworzenie systemu dofinansowań do szkoleń , które zachęciłyby więcej młodych osób do pracy w branży. Doraźnym rozwiązaniem może również być sprowadzenie siły roboczej na przykład zza wschodniej granicy, ale generuje to kilka problemów. W Polsce zatrudnionych w branży TSL jest ponad 40 tysięcy kierowców ukraińskich, lecz mają oni często niższe kwalifikacje, niż ich polscy koledzy. Jest to skutek pewnej luki prawnej, która pozwala na uznanie przez Polskę uprawnień zawodowych wydanych na Ukrainie, podczas gdy w naszym kraju do uzyskania statusu kierowcy zawodowego potrzebny jest drogi egzamin. Dane GITD mówią o prawie 50 tysiącach takich pozwoleń, wydanych dla obcokrajowców zatrudnionych w Polsce. Jak natomiast zatrzymać kierowców w firmie, by nie przechodzili do konkurencji?
– Pracownik, który odchodzi bez wypowiedzenia, to poważny kłopot dla firmy. W razie bezpodstawnego zastosowania przez pracownika tego trybu ustania zatrudnienia może ona dochodzić swoich praw przed sądem, w ramach wytoczonego przeciwko takiemu pracownikowi powództwa, na podstawie art. 61 Kodeksu pracy i wnioskować o

odszkodowanie. Są to jednak działania doraźne, które próbują niwelować skutki problemu, ale nie jego przyczyny. By zachęcić kierowców do lojalności, polskie firmy powinny rozważyć poprawę warunków pracy, ale przede wszystkim dotrzymywać terminów wypłaty wynagrodzeń i skupić się na działaniach, które w sposób trwalszy scementują więź pracownik

– pracodawca. Ponieważ specyfika rynku nie zawsze na to pozwala, trzeba znaleźć rozwiązania, które angażowałyby zarówno kierowców, jak i przewoźników. Jedno jest pewne – musiałyby mieć charakter systemowy i instytucjonalny. Mogłaby to być na przykład platforma do dyskusji nad rozwiązaniami prawnymi, które nie traktowałyby preferencyjnie żadnej ze stron i służyły wszystkim – zauważa Mariusz Skurzyński ekspert ds. PIP z OCRK.

[1] http://inwestycje.pl/logistyka_transport/-Branza-transportowa-na-finansowej-krawedzi-Ogromny-potencjal-sektora-TSL-oslabiony-przez-klopoty-kadrowe-i-zatory-platnicze;322723;0.html
[2] https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/kierowcy-pensje-praca-zarobki, 156, 0, 2414748.html
[3] Informacja OCRK
[4] Raport TransJobs
[5] http://tsl.warsawpress.com/index.php/2018/04/26/wyzwania-branzy-tsl/
[6] TransJobs, op cit.
[7] Ibidem
[8] https://alebank.pl/branza-tsl-na-finansowej-krawedzi/
[9] Raport OCRK
[10] Ibidem.
[11] http://www.pracujwlogistyce.pl/partnerzy/19-najczesciej-czytane/6198-plaga-kradziezy-towarow-z-pojazdow-ciezarowych-w-niemczech
[12] http://www.pspdgdynia.pl/?q=node/666, op. cit.
[13]GITD, za: https://moto.wp.pl/dwa-standardy-szkolen-kierowcow-sasiedzi-ze-wschodu-maja-latwiej-6298784254072961a

Ile wydamy na święta Bożego Narodzenia w 2018 r.?

Na zorganizowanie świąt chcemy przeznaczyć średnio 719 zł, czyli niemal tyle samo co w dwóch poprzednich latach – wynika z badania Barometr Providenta. Aż połowa ankietowanych zadeklarowała jednak, że choć kupi wszystkie potrzebne na święta produkty, to ograniczy się do tych najtańszych. Jednocześnie zmalała liczba osób, którym wcześniej brakowało środków na tradycyjne świąteczne wydatki.

W tym roku na wszystkie wydatki związanie z organizacją Świąt Bożego Narodzenia przeznaczymy średnio 719 zł – tak zadeklarowali respondenci Barometru Providenta. Budżet w niemal identycznej wysokości wskazywały też osoby biorące udział w dwóch poprzednich edycjach badania (721 zł w 2017 roku i 722 zł w 2016 roku).

Najwięcej na święta – średnio aż 812 zł – chcą w tym roku przeznaczyć osoby w wieku 40-59 lat. Najniższy budżet zadeklarowali seniorzy – średnio 554 zł, a osoby w wieku 15-24 lata – 622 zł. W podziale na płeć z kolei, to mężczyźni deklarują nieco większe sumy – średnio przeznaczą na ten cel o 20 zł więcej od kobiet.

 – Ciekawa różnica w wydatkach świątecznych ujawnia się w grupie osób zamożnych. Osoby dobrze zarabiające i oszczędzajcie, nie zamierzają szaleć z wydatkami na święta, łączna kwota ich wydatków średnio zamknie się w 1000 zł. Natomiast ci, którzy, którzy nie odkładają na czarną godzinę, planują budżet znacznie przekraczający tę kwotę. Wśród nich są osoby młode, pracujące, bezdzietne lub z gospodarstw jedno czy dwuosobowych – wyjaśnia Anna Karasińska, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska. – Na drugim biegunie pozostaje 10-procentowy odsetek osób, którzy deklarują, że na co dzień żyją bardzo skromnie. W tych gospodarstwach łączny koszt zakupów świątecznych nie przekroczy 400 zł – dodaje Anna Karasińska.

Porównując tegoroczne dane z 2017 rokiem widzimy jednak, że odsetek osób, które nie mogły sobie pozwolić nawet na podstawowe tradycyjne wydatki związane ze świętami spadł o 5 punktów procentowych – obecnie jest to grupa 10 proc. respondentów. – Głównie są to osoby bardzo młode do 24. roku życia i w wieku okołoemerytalnym, czyli powyżej 60. roku życia, osoby mieszkające samotnie lub w gospodarstwach wieloosobowych (pow. 5 osób w rodzinie), czy pozostające bez pracy – zwraca uwagę Anna Karasińska.

Z badania Barometr Providenta wynika też, że Polacy racjonalnie podchodzą do świątecznych zakupów i nie planują wydatków ponad stan. Aż 70 proc. badanych zamierza sfinansować Boże Narodzenie ze swoich bieżących dochodów. Nieco częściej niż w ubiegłym roku (40 proc. – 2017, 47 proc. – 2018) respondenci wskazywali także, że naruszą swoje oszczędności, by sfinansować zakupy świąteczne. Niewielki odsetek Polaków chce wspomóc się pożyczką – 4 proc. planuje w tym celu zwrócić się do rodziny, a 3 proc. do banku lub innej instytucji finansowej.

Święta z umiarem

Rozsądne podejście do wydatków przełoży się na produkty, które znajdą się na świątecznych stołach i pod choinką. Aż połowa ankietowanych zadeklarowała, że choć kupi wszystkie potrzebne na święta produkty, to ograniczy się do tych najtańszych. Natomiast co 3 badany stwierdził, że choć koszty są dla niego ważne, to w koszyku podczas świątecznych zakupów znajdą się też droższe specjały. Jedynie 7 proc. respondentów zadeklarowało, że podczas świąt nie musi liczyć się z kosztami.

 – Świąteczne zakupy mogą być wyzwaniem dla domowego budżetu, dlatego warto zaplanować je odpowiednio wcześniej – podkreśla Karolina Łuczak, kierownik biura prasowego i komunikacji wewnętrznej w Provident Polska. – Niektóre wydatki, jak choćby koszty prezentów, możemy rozłożyć w czasie, żeby nie zostawiać ich na gorący, grudniowy okres. Ważne, aby podczas zakupów decydować się tylko na wydatki, na które nas stać i nie przekraczać naszych finansowych możliwości – dodaje Karolina Łuczak.

O jakim prezencie pod choinką marzymy?

Święta nie mogą obyć się bez radości związanej z rozdawaniem i rozpakowywaniem prezentów znalezionych pod choinką. Z badania Providenta wynika, że na Świętego Mikołaja czeka 79 proc. badanych ( o 3 proc. więcej niż w ubiegłym roku). – Nieco rzadziej niż ogół społeczeństwa na podarki liczą seniorzy, głównie ci, którzy mieszkają samotnie. Decydującym elementem, który wpływa na nasze oczekiwanie na świąteczny upominek nie jest jednak posiadanie dzieci czy wnuków, a wspólne zamieszkiwanie z bliskimi, w gospodarstwach 3-4-osobowych. W grupie seniorów częściej obdarowują się prezentami mieszkańcy mniejszych miejscowości niż wielkich aglomeracji, nawet jeżeli deklarują zamieszkiwanie w jednoosobowym gospodarstwie domowym – wskazuje Karolina Łuczak.

Co piąty uczestnik badania chciałby w tym roku znaleźć pod choinką odzież. Taki sam odsetek pytanych liczy, że w świątecznych pudełkach znajdzie kosmetyki lub perfumy. Kobiety i mężczyźni mają jednak odmienne oczekiwania odnośnie prezentów. 27 proc. kobiet chciałoby dostać kosmetyki, a co czwarty mężczyzna liczy na elektronikę. Niewielkim zainteresowaniem cieszą się natomiast prezenty związane z kulturą. Książkę za wymarzony upominek uznaje zaledwie 6 proc. respondentów, a płytę z muzyką – 4 proc.

O badaniu „Barometr Providenta”

„Barometr Providenta” to cykliczne badanie Polaków, które pozwala na lepsze zrozumienie zachowań i decyzji finansowych konsumentów. Badanie zrealizował PBS w dniach 19 – 21.10.2018 r. na ogólnopolskiej próbie n=1000 Polaków w wieku 15+

Jesienne wydatki Polaków

Jesień to nie tylko sezon kolorowych liści, ale również czas poważnych wydatków. Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie firmy finansowej Wonga Polska, większe wydatki czekają w tym okresie przeszło 70 proc. Polaków. Będą to przede wszystkim zakupy ciepłej odzieży oraz te związane ze Świętami.

Aż 72 proc. Polaków będzie musiało zmierzyć się z większymi wydatkami w tegorocznym sezonie jesiennym – wynika z badania przeprowadzonego przez Kantar Millward Brown na zlecenie firmy finansowej Wonga Polska. Większość osób zamierza sfinansować te zakupy z bieżącej pensji.

Tej jesieni Polacy najwięcej wydadzą na świąteczne przygotowania – takie plany ma 43 proc. ankietowanych. Niewiele mniej osób (42 proc. badanych) deklaruje konieczność zakupu ciepłej odzieży wierzchniej. Takie wydatki częściej dotyczą kobiet (49 proc. planuje wydatki okazjonalne, a 47 proc. zakup ubrań) niż mężczyzn (tylko 38 proc. spośród ankietowanych zamierza przeznaczyć duże kwoty na zakupy świąteczne, a 37 proc. na odzież). Mężczyźni częściej ponoszą w wydatki związane z przygotowaniem samochodu na zimę (24 proc. wobec 16 proc. kobiet). 20 proc. ankietowanych planuje przeznaczyć część swojego budżetu na przygotowanie do zimy domu lub ogrodu. Nieliczni poniosą koszty związane z edukacją dzieci (6 proc.) oraz wyjazdem do ciepłych krajów (3 proc.).

Z badania wynika, że największe wydatki czekają rodziców oraz mieszkańców dużych miast (pow. 500 tys. mieszkańców) i osoby  z grupy wiekowej pomiędzy 40-59 lat. Najmniejsze wydatki tej jesieni poniosą seniorzy – powyżej 60 roku życia. Tylko 28 proc. z nich widzi potrzebę zakupu nowych okryć wierzchnich.

Źródła finansowania

Zdecydowana większość ankietowanych (69 proc.) ma możliwość sfinansowania tegorocznych jesiennych wydatków z bieżącej pensji. 35 proc. osób biorących udział w badaniu skorzysta z oszczędności, a zaledwie 5 proc. z pożyczki od bliskich.

– Fakt, że zaledwie 1 proc. badanych zamierza skorzystać z pożyczki od instytucji finansowej na jesienne zakupy, świadczy o tym, że Polacy robią zakupy coraz bardziej świadomie – potrafią planować większe wydatki w czasie i szacować ich wielkość– mówi Agnieszka Szczepanik, Dyrektor Departamentu Edukacji w Wonga Polska.

– Wydatki sezonowe – na ciepłe ubrania, kwiaty na grób bliskich, czy prezenty świąteczne są powtarzalne, dzięki czemu można je zaplanować i przygotować na nie odpowiedni budżet, np. oszczędzając na ten cel przez pewien okres. Tego typu wydatki nie powinny być pokrywane z finansowania zewnętrznego – dodaje Agnieszka Szczepnik Wonga Polska.

Tylko 5 proc. osób, które wzięły udział w badaniu, nie wie z jakich źródeł sfinansuje jesienne wydatki.

Nota metodologiczna

Badanie typu omnibus realizowane jest na 1000 osobowej losowej próbie reprezentatywnej dla ogółu ludności Polski w wieku 15-75 lat. Próba ma charakter kwotowo-losowy
i jest dobierana z operatu adresowego GUS. Warstwowanie uwzględnia wielkość miejscowości oraz rozmieszczenie terytorialne w ramach województw, a także płeć i wiek dobieranych osób. Podstawą warstwowania są dane demograficzne zawarte w publikacji GUS „Ludność. Stan i struktura w przekroju terytorialnym.”, aktualne na 30.06.2016 r.
Wywiady CAPI (kwestionariusz na laptopie) w badaniu CAPIBUS realizowane są techniką bezpośredniego wywiadu ankieterskiego w domach respondentów. Ankieter odczytuje pytania wyświetlające się na monitorze laptopa, zaznacza odpowiedzi wskazane przez respondenta (pytania zamknięte) lub zapisuje treść wypowiedzi respondenta (pytania otwarte).

Wyniki Alior Banku po III kw. 2018 r.

Po 9 miesiącach 2018 r. Grupa Alior Banku wykazała dynamiczny wzrost przychodów, które osiągnęły 2 950 mln zł (wzrost o 9 proc. r/r), odnotowując w tym czasie ponad 56-procentową poprawę wyniku netto. W samym III kwartale Grupa osiągnęła zysk netto na poziomie 173 mln zł, zgodny z konsensusem rynkowym. Grupa konsekwentnie realizuje strategię „Cyfrowego buntownika”, optymalizując wskaźniki rentowności i efektywności kosztowej oraz dostosowując ofertę do potrzeb rynku i jej klientów.

Krzysztof Bachta
Krzysztof Bachta

– Wyniki III kwartału 2018 r. pokazały, że strategia obrana przez Alior Bank jest słuszna. Zmiana struktury portfela poprzez dalszy wzrost wolumenu kredytów w strategicznych segmentach oraz inne inicjatywy, lepiej profilujące ofertę Banku względem potrzeb rynku, przełożyły się na wyraźną poprawę naszych wskaźników finansowych. Szczególnie cieszy to, że coraz więcej klientów pozyskujemy dzięki produktom depozytowym, takim jak konto osobiste oraz konto oszczędnościowe. Tylko w III kwartale o 47,8 tys. sztuk nowych ROR, czyli o 10,6 tys. więcej niż w kwartale poprzednim. W efekcie nasza baza klientów zwiększyła się do prawie 4,2 mln osób – powiedział Krzysztof Bachta, wiceprezes zarządu Alior Banku kierujący pracami zarządu banku.

Wynik odsetkowy w III kwartale 2018 r. wyniósł 781 mln zł (763 mln zł kwartał wcześniej), a w okresie od stycznia do września osiągnął wartość 2 281 mln zł, czyli o 8 proc. więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Marża odsetkowa NIM wyniosła w III kw. 4,64 proc., co oznacza wzrost o 6 punktów bazowych względem poprzedniego kwartału i jest wynikiem przekraczającym założenia strategii na 2020 r., tj. 4,5 proc.

Wzrost wolumenu kredytów brutto w okresie 9 miesięcy 2018 r. wyniósł 4 mld zł. Wysoką dynamikę sprzedaży Alior Bank odnotował w strategicznych segmentach: pożyczek gotówkowych, leasingu i mikrofirm. Na cały 2018 r. Bank przewiduje wzrost na poziomie co najmniej 5,5 mld zł, a w kolejnych latach, zgodnie ze strategią do 2020 r., średnioroczny wzrost powinien wynieść między 5 a 6 mld zł.

Filip Gorczyca, wiceprezes zarządu Alior Banku
Filip Gorczyca, wiceprezes zarządu Alior Banku

– Kolejny kwartał z rzędu poprawiliśmy efektywność kosztową działalności. Wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) zmniejszył się do 44,0 proc. za okres 9 miesięcy 2018 r. w stosunku do 51,7 proc. odnotowanych w analogicznym okresie roku ubiegłego. Strategia Banku przewiduje, że w 2020 r. wyniesie on 39 proc. Na koniec III kwartału br. wypracowaliśmy również zwrot z kapitału własnego (ROE) na poziomie 11,5 proc., co oznacza istotny wzrost w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego, kiedy to ROE wyniósł 7,2 proc. – powiedział Filip Gorczyca, wiceprezes zarządu Alior Banku odpowiedzialny za Pion Finansów. – Warto również odnotować rozszerzenie współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, skutkujące istotnym wzrostem udziału gwarancji de minimis i COSME w segmencie mikroprzedsiębiorstw do około 75 proc. w nowej sprzedaży. Pozwala to na znaczne polepszenie jakości aktywów oraz dalszą optymalizację wymogów kapitałowych – dodał Filip Gorczyca.

Alior Bank konsekwentnie poprawia swoją pozycję kapitałową. Na koniec III kwartału br. wskaźniki TCR oraz Tier 1 wyniosły odpowiednio 15,26 proc. (przy minimum regulacyjnym 13,13 proc.) i 12,14 proc. (przy minimum regulacyjnym 11,13 proc.).

Na koniec III kwartału 2018 r. mierzący płynność wskaźnik LCR wzrósł do poziomu 132 proc. względem 127 proc. kwartał wcześniej i 124 proc. odnotowanego na koniec 2017 r.

Alior Bank kontynuuje realizację strategii „Cyfrowego buntownika”, zakładającą:

  • konsekwentny rozwój działalności w obszarach klienta indywidualnego oraz małych i średnich przedsiębiorstw,
  • osiągnięcie pozycji lidera w zakresie rentowności i efektywności kosztowej,
  • wykorzystywanie najnowocześniejszych i najbardziej zaawansowanych technologicznie rozwiązań
    w sferze bankowości.

W III kwartale 2018 roku Bank konsekwentnie rozwijał ofertę produktową. Konto Mocno Oszczędnościowe dla klientów indywidualnych tylko od lipca do września zyskało 13,7 tys. nowych klientów i 2,6 mld zł nowych oszczędności. Flagowy produkt Alior Banku, Konto Jakże Osobiste, zostało docenione przez branżę. W prestiżowym konkursie Distribution & Marketing Innovation Awards, organizowanym przez Stowarzyszenie EFMA, zdobył złoto w kategorii „Offering Innovation”. W analizowanym okresie Alior Bank wdrożył także kartę wielowalutową dla klientów indywidualnych oraz biznesu. Bank wszedł również we współpracę z LOTOS Paliwa, czego efektem jest karta kredytowa Business Lotos dla klientów firmowych ze zniżką do 20 gr na litrze paliwa.

We wrześniu zainaugurowano pierwszą edycję RBL_START – programu akceleracyjnego Alior Banku dla 8 startupów wybranych spośród 100 zgłoszeń z całego świata. Jednym z nich jest PayPo, fintech specjalizujący się w odroczonych płatnościach za zakupy internetowe, w którym Bank objął udziały. W październiku Alior Bank uruchomił także portal dla deweloperów oraz piaskownicę (sandbox). W pierwszej kolejności dostęp do narzędzi do testowania usług otrzymali właśnie uczestnicy programu RBL_START. Również we wrześniu w dwóch prestiżowych rankingach magazynu Forbes Alior Bank zajął pierwsze miejsca i uzyskał tytuły „Banku przyjaznego firmie” i „Banku rekomendowanego firmie”, natomiast tygodnik Newsweek ogłosił go liderem rankingu „Przyjazny bank”.

W 2019 roku zmienią się zasady leasingu luksusowych samochodów dla firm. Droższe auto warto wyleasingować jeszcze w tym roku

W 2019 roku zmienią się zasady leasingu luksusowych samochodów dla firm. Droższe auto warto wyleasingować jeszcze w tym roku 1

Z początkiem stycznia przyszłego roku wejdą w życie zmiany w ustawie o podatku PIT i CIT, które dotyczą leasingu, kupna i użytkowania samochodów osobowych w celach firmowych i prywatnych. Stracą na nich m.in. ci przedsiębiorcy, którzy po 1 stycznia wezmą w leasing lub wynajem samochód osobowy, którego wartość będzie przekraczać 150 tys. zł. Dlatego umowę leasingu na luksusowy samochód warto podpisać jeszcze w tym roku.

Pod koniec października Sejm uchwalił zmiany w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz od osób prawnych (PIT i CIT). Nowe przepisy wejdą w życie 1 stycznia 2019 roku. Będą miały przełożenie na małych i średnich przedsiębiorców, ponieważ zmianie ulegną m.in. zasady opodatkowania leasingu, nabycia i użytkowania samochodów osobowych przez firmy.

Pierwsza ze zmian zakłada, że w przypadku wszystkich samochodów osobowych do kosztów podatkowych będzie można zaliczyć wyłącznie 75 proc. wydatków eksploatacyjnych, czyli wydatków na paliwo, opony czy usługi mechanika – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mariusz Włodarczyk, dyrektor zarządzający Santander Leasing.

Do tej pory było to 100 proc. Zmiana obejmie zarówno obecnych posiadaczy aut, jak i tych, którzy kupią albo wezmą samochód w leasing bądź wynajem w przyszłym roku.

Druga zmiana dotyczy samochodów luksusowych. Podwyższony zostanie limit wartości, od której samochód jest uznawany za luksusowy. Dotychczas było to 20 tys. euro, czyli nieco ponad 80 tys. zł. Natomiast od stycznia przyszłego roku wzrośnie on do kwoty 150 tys. zł dla pojazdów spalinowych i hybrydowych oraz 225 tys. zł dla samochodów elektrycznych.

 W przypadku samochodów osobowych do wartości 150 tys. zł do kosztów podatkowych można zaliczyć wszystkie wydatki, raty leasingowe, amortyzacje, itd. Natomiast powyżej 150 tys. zł będzie już można zaliczać je wyłącznie w proporcji. Przykładowo, jeżeli finansujemy samochód o wartości 300 tys. zł, do kosztów podatkowych zaliczymy tylko połowę jego wartości – podkreśla Mariusz Włodarczyk.

Na zwiększeniu limitu amortyzacji zyskają zatem ci przedsiębiorcy, którzy chcą kupić bądź wyleasingować samochód droższy niż 20 tys. euro, ale tańszy niż 150 tys. zł (albo 225 tys. zł w przypadku elektryków).

 Wiemy, że średnia wartość samochodu użytkowego wynosi powyżej 100 tys. zł. Dlatego zwiększenie progu będzie bardzo pozytywnie odebrane przez przedsiębiorców. Natomiast część z nich korzysta z samochodów droższych, powyżej 200–300 tys. zł. Oni niewątpliwie trochę stracą w porównaniu ze stanem dzisiejszym, ponieważ nie będą mogli np. w pełni zaliczyć do kosztów podatkowych rat leasingowych – zauważa Mariusz Włodarczyk.

Ze względu na to, że nowe przepisy będą mniej korzystne dla przedsiębiorców, którzy po 1 stycznia wezmą w leasing lub wynajem samochód osobowy droższy niż 150 tys. zł, eksperci radzą, by umowę leasingu na takie auto podpisać jeszcze w tym roku. Wówczas możliwe będzie zaliczenie do kosztów podatkowych pełnych rat leasingowych.

– Umowy zawarte po 1 stycznia 2019 roku będą limitowane wyłącznie do wartości tych 150 tys. zł. Jeżeli ktoś chce skorzystać i zaliczyć do kosztów podatkowych pełne raty, polecam podpisanie umowy leasingowej jeszcze w tym roku. Zresztą już obserwujemy, że klienci są zainteresowani tym, aby takie umowy podpisywać. Interesuje ich, jakie warunki muszą zostać spełnione, aby mogli zaliczyć pełne raty leasingowe do kosztów – mówi Mariusz Włodarczyk.

Ze statystyk Związku Polskiego Leasingu wynika, że samochody osobowe są niezmiennie najpopularniejszym aktywem finansowanym przez branżę leasingową, stanowiąc 46 proc. całego rynku. Dyrektor zarządzający Santander Leasing podkreśla, że leasing w tym segmencie cieszy się popularnością zarówno ze względu na korzyści podatkowe, jak i fakt, że jest to atrakcyjna forma finansowania w porównaniu z gotówką czy kredytem.

– Kolejny atut to uproszczone procedury. Mamy także dużo produktów dodatkowych, przede wszystkim ubezpieczenia, karty paliwowe, możliwość rejestracji, wsparcie w trudnych sytuacjach, assistance. Proponujemy klientom również bardzo atrakcyjne oprocentowania usług. Sądzę, że te zmiany podatkowe będą dodatkowo wspierały leasing i rozliczenia z klientami – ocenia Mariusz Włodarczyk.

81 proc. Polaków jest mocno związanych z Polską. Za najważniejsze wydarzenia w ostatnim stuleciu uznają pontyfikat Jana Pawła II, okupację hitlerowską i wstąpienie do UE

81 proc. Polaków jest mocno związanych z Polską. Za najważniejsze wydarzenia w ostatnim stuleciu uznają pontyfikat Jana Pawła II, okupację hitlerowską i wstąpienie do UE 2

Zdaniem Polaków pontyfikat Jana Pawła II, okupacja hitlerowska i wstąpienie Polski do Unii Europejskiej to zdecydowanie najważniejsze wydarzenia w najnowszej historii kraju. Ważne miejsce zajmuje też odbudowa Polski po II wojnie światowej, wstąpienie do NATO i wydarzenia z lat 80. – pokazuje najnowszy raport Polskich Badań Czytelnictwa. Wynika z niego też, że Polacy mają dość spójną wizję historii. 72 proc. badanych jest dumnych i przywiązanych zarówno do Polski, jak i Europy i nie widzi w tym żadnej sprzeczności.

 Przestrzeń historyczna, w której żyją Polacy, jest dosyć spójna. Są oczywiście pewne różnice w różnych grupach społecznych, ale jako całość możemy powiedzieć, że mamy jedną historię. Najważniejszym wydarzeniem Polacy uznali pontyfikat Jana Pawła II, następnie okupację i napaść Niemiec hitlerowskich na Polskę, a na trzecim miejscu znalazło się wstąpienie Polski do UE. Następna jest odbudowa kraju po II wojnie światowej i wstąpienie do NATO – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Waldemar Izdebski, prezes Polskich Badań Czytelnictwa.

W badaniu PBC, przeprowadzonym na potrzeby raportu „Czytelnicy prasy wobec niepodległości”, Polacy zostali zapytani o ważność konkretnych wydarzeń z ostatnich stu lat. Lista zawierała dwadzieścia trzy wydarzenia – zaczynając od powstania wielkopolskiego, a kończąc na wstąpieniu do Unii Europejskiej. Badani najpierw określali ważność każdego z wydarzeń, a następnie wybierali spośród nich trzy najbardziej znaczące.

– Należało się spodziewać, że być może poglądy polityczne czy sfera światopoglądowa zdominują odpowiedzi. Ludzie młodzi, z wyższym wykształceniem, w dużych miastach będą wskazywali na wstąpienie do UE, a osoby starsze, z mniejszych miejscowości na II wojnę światową. To się nie potwierdziło. Bardzo dużym zaskoczeniem było dla nas to, że starsze osoby, dużo częściej niż młodzi, wskazywały na znaczenie wstąpienia Polski do UE i NATO. Być może jest tak, że parę pokoleń wyznających ideały Solidarności, dążyło do tego, aby wejść do tych struktur i dla dzisiejszych 60- czy 70-latków to są bardzo ważne cele, bo oni ich doświadczyli osobiście. Młodzi ludzie dostali te wydarzenia w spadku i nie dostrzegają ich wagi – mówi Waldemar Izdebski.

Jak wynika z badania, tylko 9 proc. osób w wieku 15–24 lata wymieniło wstąpienie do UE jako jedno z trzech najważniejszych w ostatnim stuleciu. W grupie wiekowej 60–75 lat liczba wskazań była dużo wyższa i sięgnęła 42 proc. Podobnie jest ze wstąpieniem Polski do NATO – to wydarzenie za bardzo ważne uznało odpowiednio 6 i 21 proc. respondentów z tych grup.

Badanie PBC pokazało, że znaczenie większości wydarzeń nie zależy od cech społeczno-demograficznych badanych, za wyjątkiem wieku. To oznacza, że zbliżony, choć nie identyczny, obraz historii Polski może mieć zarówno młoda, wykształcona kobieta w dużym mieście i starszy mężczyzna na wsi. Przykładami uniwersalności są pontyfikat Jana Pawła II, okropieństwa wojny i okupacji hitlerowskiej oraz odbudowa Polski ze zniszczeń wojennych, które doceniamy bez względu na cechy społeczno-demograficzne.

– Statystyczny czytelnik prasy ma podobną wizję historii jak statystyczny Polak. Czytelnicy prasy mają w sobie więcej ideałów solidarnościowych. Relatywnie częściej wskazywali na znaczenie wstąpienia do struktur europejskich i euroatlantyckich oraz powstania Solidarności i przemian 1989 roku. Statystyczny czytelnik prasy, tak jak większość Polaków, kocha Polskę i Europę i nie widzi w tym żadnej sprzeczności. Aż 72 proc. ogółu badanych twierdzi, że są dumni i przywiązani do Polski, a jednocześnie przywiązani do Europy. Statystyczny czytelnik dzienników, magazynów czy pism opinii dużo częściej wskazuje przywiązanie do tradycji czy tożsamości europejskiej niż statystyczny Polak, ale odbywa się to w ramach tej samej przestrzeni historycznej i identyfikacji emocjonalnej – mówi Waldemar Izdebski.

W badaniu Polacy zostali również zapytani o to, z czego są najbardziej dumni i czego powinniśmy się wstydzić. Wyniki pokazują, że badani dumni są przede wszystkim ze swoich dzieci (68 proc.) i z bycia Polakami (40 proc.), a także z bycia Europejczykami (26 proc.), z rodzinnej miejscowości (23 proc.) i na końcu „z tego, jacy są na co dzień” (20 proc.).

W końcu lat 80 i 90. socjologowie pytali o poczucie własnej wartości Polaków i zauważyli, że istnieje tu bardzo duża przepaść. Wskazujemy, że jesteśmy dumni z bycia Polakami, ale niewiele osób wskazywało, że ma poczucie własnej wartości z osiągnięć indywidualnych. Ta sytuacja trochę się zmieniła po 30 latach, ale nadal jesteśmy dumni z najbliższej rodziny, z tego, że jesteśmy Polakami, ale niewielu z nas, tylko 20 proc., ma poczucie własnej wartości, zadowolenia z tego, kim są na co dzień. Wśród czytelników dzienników, magazynów czy tygodników opinii poczucie dumy z tego, że jest się Europejczykiem czy członkiem społeczności lokalnej jest dużo większe niż u statystycznego Polaka – zauważa prezes Polskich Badań Czytelnictwa.

Z badania PBC, przeprowadzonego na potrzeby raportu „Czytelnicy prasy wobec niepodległości”, wynika również, że Polacy są bardzo dumni albo przynajmniej dosyć dumni z własnego państwa, ze stanu polskiej kultury i poziomu przedsiębiorczości Polaków, ale dostrzegają problemy w poziomie tolerancyjności i wzajemnych relacji we współżyciu społecznym. To, jak Polacy odnoszą się do siebie nawzajem, powinno być powodem do wstydu zdaniem 18 proc. badanych. Natomiast 12 proc. uważa, że powinniśmy się wstydzić poziomu naszej uczciwości. Czytelnicy prasy zbytnio nie różnią się pod tym względem od ogółu populacji.

Zadłużenie mieszkańców dużych miast wyższe niż w innych regionach. Rekordzista musi oddać 47 mln zł

Zadłużenie mieszkańców dużych miast wyższe niż w innych regionach. Rekordzista musi oddać 47 mln zł 3

Zadłużenie mieszkańców aglomeracji jest średnio o 10 tys. zł wyższe niż w przypadku innych regionów Polski. Jedną czwartą dłużników w dużych miastach stanowią osoby w szczycie kariery zawodowej, ale co ciekawe, w tym gronie jest też kilka osób niepełnoletnich, których łączne zobowiązania przekraczają 350 tys. zł. Z największym długiem musi zmierzyć się 56-letni mieszkaniec aglomeracji rzeszowskiej, który ma do spłacenia prawie 47 mln zł – wynika z analizy przeprowadzonej przez Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor i Biuro Informacji Kredytowej.

– Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor oraz BIK przeprowadziły analizę, w której podzieliły Polaków na mieszkańców trzynastu dużych aglomeracji i tych, którzy mieszkają poza nimi. Okazuje się, że w tych największych miastach oraz okalających je miejscowościach Polacy mają problemy finansowe nie rzadziej niż poza tymi ośrodkami – mówi agencji Newseria Biznes Halina Kochalska, ekspert Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

Z danych zgromadzonych w BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że w trzynastu największych aglomeracjach w Polsce ponad milion osób ma problemy ze spłatą bieżących rachunków oraz kredytów. Ich zaległości sięgają łącznie niemal 34 mld zł. Oznacza to, że udział osób zamieszkujących duże aglomeracje w ogólnej liczbie dłużników w Polsce stanowi mniejszość – niecałe 40 proc. Natomiast pod względem kwotowym ich udział sięga już 50 proc.

– Aglomeracje, które jawią nam się jako miejsca większych szans, możliwości, wyższych zarobków i mniejszego bezrobocia, co wydawałoby się dobrą pozycją startową do tego, aby spłacać regularnie swoje zobowiązania, w rzeczywistości niekoniecznie są takim miejscem – mówi Halina Kochalska. –Problemy finansowe dłużników z dużych miast są znacznie większe. Średnia zaległość mieszkańca aglomeracji, którzy wpadł w tarapaty finansowe, wynosi około 33 tys. zł, podczas gdy osób mieszkających poza aglomeracjami niecałe 23 tys. zł.

Jest to spowodowane głównie problemami z obsługą kredytów, przede wszystkim wysokokwotowych kredytów mieszkaniowych. Średni dług wynikający z takiego nieobsługiwanego kredytu mieszkaniowego wynosi około 220 tys. zł. Poza aglomeracjami jest to 121 tys. zł.

– W aglomeracjach wśród niesolidnych dłużników jest większy udział osób starszych oraz kobiet. Mówimy tutaj o udziale seniorów wynoszącym około 30 proc. i pań – około 40 proc. Patrząc na kwoty zaległości mieszkanek dużych miejscowości, mają one większe problemy finansowe. Co warto zauważyć, w aglomeracji łódzkiej panie stanowią aż 43 proc. dłużników, co jest już rekordem w kraju – mówi Halina Kochalska.

Jedną czwartą (25 proc.) dłużników w aglomeracjach (kredytowych i pozakredytowych zarejestrowanych w BIK i BIG) stanowią osoby w grupie wiekowej 35–44 lata, a więc w szczycie kariery zawodowej.

– Najwyraźniej służy im to jednak do powiększania swojej zdolności kredytowej czy zdolności nabywczej różnych usług, z których spłacaniem nie zawsze sobie później radzą. Właściwie 2/3 długów nieopłacanych przypada na osoby między 25. a 55. rokiem życia – mówi Halina Kochalska.

Jedna trzecia niespłacanych zobowiązań przypada na osoby, które ukończyły 55 lat, natomiast 5 proc. – na osoby między 18 a 24 rokiem życia. Ekspert BIG InfoMonitor zwraca uwagę na to, że w rejestrze znajduje się również 31 niepełnoletnich dłużników przed 18 rokiem życia, których łączne zobowiązania przekraczają 350 tys. zł.

– Rekordzista wśród niesolidnych dłużników z dużych miast to mężczyzna z aglomeracji rzeszowskiej, który ma 56 lat i prawie 47 mln zł do spłacenia. Na drugim miejscu jest 41-latek z aglomeracji mazowieckiej, który ma do oddania raptem 1 mln zł mniej. Warto zauważyć, że średnia wieku rekordzistów w aglomeracjach przekracza 57 lat i jest nieznacznie wyższa niż w pozostałych regionach. Widać też w pierwszej dziesiątce tych niesolidnych płatników bardzo dużą reprezentację mieszkańców stołecznej aglomeracji, bo aż pięciu rekordzistów pochodzi właśnie z Warszawy i okolic – mówi Halina Kochalska.

Chmura dużym ułatwieniem dla młodych, innowacyjnych firm. Pozwala sporo zaoszczędzić na początku działalności

Chmura dużym ułatwieniem dla młodych, innowacyjnych firm. Pozwala sporo zaoszczędzić na początku działalności 4

Przenoszenie zasobów firmy do chmury jest dzisiaj jednym z kluczowych elementów cyfrowej transformacji biznesu. Polski rynek takich rozwiązań wciąż ma gigantyczny potencjał, bo z danych GUS wynika, że na razie korzysta z nich zaledwie ok. 10 proc. firm, głównie te większe. Coraz więcej przedsiębiorstw dostrzega jednak korzyści, takie jak poprawa bezpieczeństwa IT czy eliminacja konieczności budowy infrastruktury IT. Chmurą powinny się zainteresować również start-upy, dla których taki outsourcing części usług może być dużym ułatwieniem na początku działalności – podkreśla ekspert Hicron Andrzej Gontarz.

– Szacuje się, że w przyszłym roku z chmury będzie korzystać ok. 85 proc. wszystkich przedsiębiorstw. Do 2020 roku nie będzie już żadnej firmy, która nie wykorzystuje chmury, podobnie jak teraz nie mamy żadnego przedsiębiorstwa bez dostępu do internetu. Dla porównania można powiedzieć, że jeszcze w 2013 roku skala wykorzystania chmury w firmach sięgała zaledwie 23 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Gontarz, manager IT w Hicron.

Jak wynika z wrześniowej prognozy Gartnera, w tym roku globalny rynek usług opartych na modelu publicznej chmury obliczeniowej wzrośnie o 21 proc. i osiągnie wartość 175,8 mld dol. Natomiast w 2019 roku wzrost wyniesie 17,3 proc. do wartości 206,2 mld dol. Według Gartnera najszybciej rozwijającym się segmentem tego rynku są usługi infrastruktury w chmurze (IaaS), które w 2019 roku mają wzrosnąć o 27,6 proc., osiągając wartość 39,5 mld dol. (w porównaniu z 31 mld dol. na koniec tego roku).

Zbliżone prognozy podaje IDC, według którego w tym roku globalne wydatki na chmurę publiczną wzrosną o 23,2 proc. i przekroczą wartość 160 mld dol. Natomiast do 2021 roku rynek ma być wart już ponad 277 mld dol., przy średniorocznym wzrośnie na poziomie blisko 22 proc. Według IDC branże, które w tym roku wydadzą najwięcej na usługi w chmurze publicznej, to m.in. produkcja, bankowość i sprzedaż detaliczna. W skali globalnej do końca tego roku chmura będzie zaangażowana w 80 proc. procesów biznesowych.

W Polsce wartość rynku usług chmurowych rośnie dużo szybciej niż całe IT i w tym roku ma sięgnąć około 200 mln dol.

– Z rozwiązań chmurowych korzystają firmy praktycznie z każdego segmentu i każdej branży. Są to zarówno firmy, duże, małe, jak i start-upy. W zależności od potrzeb mamy kilka wersji chmury: począwszy od dedykowanej chmury prywatnej do chmury współdzielonej, a skończywszy na rozliczanej za wykorzystaną liczbę danych, za wykorzystane moce obliczeniowe – mówi Andrzej Gontarz.

Migracja do chmury jest dzisiaj jednym z kluczowych elementów cyfrowej transformacji przedsiębiorstw. Rozwiązania chmurowe zapewniają firmom cały szereg korzyści – usprawniają pracę, zapewniają bezpieczeństwo, eliminują konieczność rozbudowy serwerowni i inwestowania w odpowiednią infrastrukturę IT.

– Firmy, które chcą korzystać z chmury, nie muszą inwestować w sprzęt i odpowiednie dla niego miejsce, czyli chłodzenie, zasilanie, awaryjne systemy bezpieczeństwa, systemy monitorowania. Nie muszą też inwestować w kadrę typowo techniczną zajmującą się tym sprzętem. Mają zmniejszoną ilość nakładów na same działy IT i mogą się zająć bezpośrednio corem biznesu, w którym działają – podkreśla Andrzej Gontarz.

Mimo szeregu korzyści z danych GUS wynika, że z rozwiązań chmurowych wciąż korzysta w Polsce raptem 10 proc. firm, przy czym prym wiodą raczej duże przedsiębiorstwa. Oznacza to, że potencjał rozwoju polskiego rynku wciąż jest bardzo duży.

Manager IT w Hicron ocenia, że rozwiązaniami chmurowymi powinny się zainteresować przede wszystkim start-upy, które mogą w ten sposób sporo zaoszczędzić już na początku działalności. Nie muszą inwestować dużych środków w sprzęt i jego utrzymanie oraz kadrę techniczną, dzięki czemu mogą się skupić na tworzeniu rozwiązań docelowych dla klientów.

– To jest przede wszystkim redukcja kosztów i elastyczność podejścia. Często firmy nie są w stanie przewidzieć, w jaki sposób ich produkt będzie dostępny, dla ilu osób, jakich mocy obliczeniowych będą potrzebować. W przypadku chmury są się w stanie dostosować na bieżąco. Podchodzą do tego elastycznie i nie inwestują w kolejny sprzęt czy bezpieczeństwo, które w dzisiejszych czasach jest tak ważne, ale mają to zapewnione – podkreśla Andrzej Gontarz.

Polacy racjonalnie podchodzą do bożonarodzeniowych zakupów. Zamierzają wydać na święta średnio 719 zł

Polacy racjonalnie podchodzą do bożonarodzeniowych zakupów. Zamierzają wydać na święta średnio 719 zł 5

W tym roku na wydatki związane z organizacją świąt Bożego Narodzenia przeznaczymy średnio 719 zł – wynika z Barometru Providenta. Co dziesiąty Polak przyznaje, że nie będzie mógł sobie pozwolić na wszystkie świąteczne zakupy. Mimo to podchodzimy do nich racjonalnie i nie planujemy wydatków ponad stan. Blisko 70 proc. Polaków sfinansuje Gwiazdkę z bieżących dochodów, połowa sięgnie po oszczędności, a tylko niewielki odsetek wspomoże się pożyczką od rodziny lub instytucji finansowej.

 Polacy w tym roku na święta zamierzają przeznaczyć 719 zł. Mężczyźni deklarują, że wydadzą nieco więcej niż kobiety, natomiast jest to niewielka różnica, około 20 zł – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Karasińska, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska.

Z Barometru Providenta wynika, że co czwarty Polak planuje zamknąć budżet na świąteczne potrawy i prezenty w sumie 401–700 zł, a 20 proc. nie zamierza przekroczyć kwoty 400 zł. Aż 10 proc. nie będzie sobie mogło pozwolić na wszystkie świąteczne wydatki. Czynnikiem, który wyraźnie koreluje z wysokością wydatków, jest wiek. Najwięcej, bo 812 zł, wydadzą osoby w wieku 40–59 lat.

– Osoby samotne i najstarsze, czyli powyżej 60 roku życia, wydadzą stosunkowo najmniej. To będzie kwota około 554 zł, natomiast osoby młodsze, również samotnie zamieszkujące gospodarstwa domowe, w wieku 15–24 lat, wydadzą około 622 zł – mówi Anna Karasińska. – Wysokość naszych wydatków na święta jest też ściśle skorelowana z grubością portfela, a także z liczbą członków gospodarstw domowych. 

Rodziny, w których dochód gospodarstwa domowego przekracza 5 tys. zł, na Boże Narodzenie przeznaczą najwięcej – średnio ponad 950 zł.

 Wśród osób najzamożniejszych, które deklarują, że oszczędzają, te wydatki zmieszczą się do 1 tys. zł, natomiast w przypadku osób z tej samej grupy, które nie oszczędzają, kwoty mogą poszybować nawet do paru tysięcy złotych – mówi Karasińska.

Z Barometru Providenta wynika, że do wydatków podchodzimy racjonalnie. Blisko 70 proc. badanych sfinansuje święta z bieżących dochodów, jednak ich liczba stopniowo spada. Coraz więcej osób sięgnie za to po oszczędności (połowa badanych).

– Ten trend możemy interpretować dwojako: negatywnie – że przy tych samych lub zbliżonych kwotach musimy naruszać swoje oszczędności, lub wręcz przeciwnie, pozytywnie – zaczynamy wreszcie odkładać na te spodziewane i niemałe wydatki świąteczne już wcześniej – ocenia Anna Karasińska.

– Niewielkie grono osób, bo tylko kilka procent, będzie na ten cel pożyczało środki – od rodziny, bądź z banków lub innych instytucji pożyczkowych –podkreśla Karolina Łuczak, kierownik biura prasowego i komunikacji wewnętrznej w Provident Polska.

Część wydatków można zaplanować wcześniej. Dobrym pomysłem może być kupienie prezentów dla rodziny podczas zbliżających się wyprzedaży, np. Black Friday, który w tym roku przypada 23 listopada.

– Prezentów oczekuje 80 proc. badanych, więc bardzo duże grono. Zdecydowanie rzadziej spodziewają się ich seniorzy, zwłaszcza ci, którzy mieszkają samotnie – wskazuje Karolina Łuczak.

Z danych Providenta wynika, że co piąty Polak chciałby w tym roku dostać odzież. Podobny odsetek wskazuje na kosmetyki lub perfumy.

– Kosmetyki są domeną kobiet, natomiast mężczyźni najchętniej chcieliby otrzymać elektronikę. Zdecydowanie rzadziej myślimy o kulturze. Na książki liczy 6 proc. badanych, natomiast na płyty jedynie 4 proc. –  wymienia Karolina Łuczak.

Księgowi przyszłości będą w stanie obsłużyć nawet kilkaset zamiast kilku firm. Nowa aplikacja dzięki sztucznej inteligencji opłaca nawet 400 faktur w godzinę

Księgowi przyszłości będą w stanie obsłużyć nawet kilkaset zamiast kilku firm. Nowa aplikacja dzięki sztucznej inteligencji opłaca nawet 400 faktur w godzinę 6

Zamiast 250 faktur przez cały dzień – aż 400 w godzinę. Inteligentny asystent księgowości opracowany przez Polaków odciąża księgowego. Aplikacja pozwala w chwilę przekonwertować skan faktury i sama wyciąga z niej dane do zaksięgowania i płatności. System Scanye wykorzystuje sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe, a do tego zapamiętuje gdzie na danej fakturze znajdują się potrzebne informacje. Nowe technologie nie zastąpią pracy człowieka, ale znacznie ją przyspieszą. Dzięki temu księgowa, która wcześniej obsługiwała 1–2 firmy, będzie w stanie obsługiwać ich kilkaset.

– Scanye to aplikacja, która automatycznie odczytuje dane z faktur, oszczędzając w ten sposób czas księgowych, którzy zazwyczaj przepisują około 250 faktur dziennie. Dzięki nam są w stanie zaksięgować nawet 400 dokumentów, ale w godzinę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Podgajny, założyciel Scanye.

Dzięki nowym technologiom księgowy nie jest już obciążony projektami zorientowanymi na zadaniach. Programy księgowe stają się coraz bardziej zautomatyzowane. Sztuczna inteligencja i robotyka automatyzują złożone, powtarzalne zadania i procesy z dużą dokładnością, zmniejszając koszty i zwiększając wydajność. Scanye wpisuje się w ten trend, pozwala o kilkadziesiąt procent zmniejszyć koszty wprowadzania faktur do systemu FK, a ponieważ cały system może obsługiwać osoba z podstawową znajomością komputera, to także obniża koszty dla firmy.

Autorzy Scanye wykorzystali potencjał oprogramowania służącego do rozpoznawania tekstu w zeskanowanym dokumencie do stworzenia algorytmu, dzięki któremu program czyta zarówno faktury papierowe, jak i elektroniczne.

– Scanye wykorzystuje sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe do odczytywania faktur w ten sam sposób co człowiek. Nie potrzebuje wcześniejszego przygotowania i może odczytywać nawet faktury, których nie widziało wcześniej, a jeżeli popełni błąd, dzięki feedbackowi użytkownika jest w stanie coraz lepiej odczytywać faktury z każdym kolejnym użyciem, dzięki czemu im więcej się z niego korzysta, tym więcej oszczędza się czasu – tłumaczy Łukasz Podgajny.

Raport EY „Robot w służbie księgowości” wskazuje, że zdaniem większości księgowych i szefów firm (67 proc.) nowe technologie, w tym sztuczna inteligencja i automatyzacja procesów księgowych, będą odgrywać coraz większą rolę. Obecnie nasycenie nowymi technologiami nie jest zbyt duże, przeważnie barierą są wysokie koszty nowych rozwiązań. Coraz więcej firm decyduje się jednak wprowadzić nowe technologie, zwłaszcza że ułatwiają i przyspieszają prace, np. robot „Krystyna”, który pracuje w EY, sprawdza nr NIP w maksymalnie 20 sekund. Człowiekowi ta sama czynność zajmuje trzykrotnie więcej czasu.

– Prawdopodobnie w dużej części księgowość zostanie zastąpiona przez maszyny. Nie jestem pewien, czy ta część dotycząca insightów i strategii firmy również może zostać zastąpiona przez uczenie maszynowe i sztuczną inteligencję, aczkolwiek na pewno dużo ręcznej roboty zostanie zastąpione przez SI. Dzięki temu księgowa, która wcześniej obsługiwała 1–2 firmy, będzie w stanie obsługiwać ich kilkaset – prognozuje Łukasz Podgajny.

Według prognoz analityków MarketsandMarkets do 2022 roku rynek sztucznej inteligencji w fintechach osiągnie wartość 7,3 mld dol. W najbliższych latach rynek ma rosnąć w tempie ponad 40 proc. średniorocznie.

Gry komputerowe zamiast rekrutacji. Opracowana przez Polaków platforma wykorzystuje grywalizację i neuronaukę do znalezienia najlepszych pracowników

Gry komputerowe zamiast rekrutacji. Opracowana przez Polaków platforma wykorzystuje grywalizację i neuronaukę do znalezienia najlepszych pracowników 7

Rekrutacja otwiera się na nowe technologie. Zamiast setek niepotrzebnie wysyłanych CV i żmudnej pracy rekruterów, idealnego pracownika można znaleźć dzięki zwykłej grze komputerowej. Polacy opracowali GameHR, czyli platformę dla branży rekrutacyjnej, która wykorzystuje nowoczesną metodykę grywalizacji, neuronauki oraz technologii wirtualnej rzeczywistości. Dzięki temu można łatwo i szybko rekrutować pracowników o odpowiednich kompetencjach i cechach osobowości.

– GameHR to zautomatyzowana platforma w modelu SaaS (Software as a Service – przyp.red), oparta o autorskie gry rekrutacyjne. To obiektywne, niedeklaratywne i potwierdzone naukowo narzędzie rekrutacyjne. Podczas budowania naszego pierwszego produktu, czyli gry rekrutacyjnej dla bankierów, wykorzystujemy neuronaukę i psychologię po to, aby otrzymać prawo do ekstrapolacji wniosków na resztę populacji grupy – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Mateusz Bereziewicz, założyciel i prezes NeuroGames Lab.

Rekrutacja często oznacza przeglądanie tysięcy wysłanych CV, a znalezienie idealnego kandydata jest czasochłonne i trudne. Dlatego coraz częściej firmy sięgają po mniej konwencjonalne metody pozyskania pracowników. Duńska agencja reklamowa Uncle Gray oszacowała, że idealny kandydat na poszukiwane stanowisko to mężczyzna w wieku 25–44 lat, który spędza około 8 godzin tygodniowo na graniu online. Dlatego, by trafić do odpowiednich osób, agencja stworzyła w grze Team Fortress 2 specjalną grupę zamkniętą, do której zapraszano tylko najlepszych graczy. W rezultacie szybko udało się znaleźć odpowiedniego pracownika.

Po kreatywną rekrutację sięga coraz więcej firm, a część wykorzystuje do tego gry komputerowe. Polski start-up poszedł o krok dalej i stworzył specjalną platformę dla branży rekrutacyjnej.

– Podczas kilku miesięcy przeprowadziliśmy badania naukowe w salach badawczych jednej firmy, która specjalizuje się w badaniach neuronaukowych i tam zbieraliśmy odpowiednie dane po to, aby sprawdzić, jakie są interakcje pomiędzy pracownikiem banku a naszą grą – tłumaczy Mateusz Bereziewicz.

Platforma wykorzystuje technikę grywalizacji, neuronaukę i psychologię. Dzięki temu proces rekrutacji ma być naturalny, bezstresowy i z zachowaniem relacji win-win dla każdej zaangażowanej strony. Jednocześnie decyzja podjęta po takim procesie rekrutacji jest bardziej miarodajna, oparta na rzeczywistych przesłankach, a nie tylko intuicji.

– Według nas celujemy w dużo wyższą trafność w porównaniu z typowym spotkaniem face to face w banku. Bardzo często decyzje rekrutacyjne są podejmowane intuicyjnie, subiektywnie. My chcemy dostarczyć narzędzie psychometryczne, które będzie mierzalne i które będzie dawało przede wszystkim obiektywną informację, aby podjąć biznesową decyzję – przekonuje ekspert.

Dzięki prostej grze można łatwo określić cechy kandydata, sprawdzić, w jaki sposób pracuje i jak reaguje na różne sytuacje. Prawidłowe zmierzenie pierwotnych instynktów i odruchów, a także interakcji gracza w grze mogą powiedzieć o kandydacie znacznie więcej niż informacje zawarte w CV. Dlatego zdaniem ekspertów tradycyjna rekrutacja coraz częściej zastępowana jest kreatywną.

– Przyszłość rekrutacji będzie przede wszystkim bazować na zautomatyzowanych procesach, które będą mogły być wykonane w domach potencjalnych kandydatów do pracy, żeby nie musieli przychodzić na spotkania rekrutacyjne do firmy. W ramach akceleracji Warsaw Booster robiliśmy wywiady pogłębione z HR menadżerami banków i m.in. stąd wiemy, że banki mają dość duży problem z tym, żeby po pierwsze otrzymać jakościowe CV, a po drugie, żeby nawet te osoby przyszły na spotkanie rekrutacyjne – twierdzi Mateusz Bereziewicz.

Firma badawcza MarketsandMarkets oszacowała, że do 2020 r. rynek grywalizacji wzrośnie do 11 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu przekraczającym 46 proc.

W tych miastach jest najwięcej dłużników

Życie w aglomeracjach to wyższe koszty niż większe szanse i możliwości. Wśród mieszkańców trzynastu aglomeracji, ponad 1 milion osób nie daje rady opłacać w terminie rachunków i rat kredytowych na sumę niemal 34 mld zł – wynika z analizy BIG InfoMonitor. Choć niesolidni dłużnicy z aglomeracji stanowią mniej niż 40 proc. wszystkich Polaków z problemami finansowymi, to należy do nich prawie połowa ogólnopolskich zaległości. Powód? Kłopoty finansowe w dużych ośrodkach miejskich oznaczają znacznie wyższe kwoty. Na dodatek tylko w niektórych aglomeracjach, np. w Rzeszowie, Wrocławiu czy Szczecinie problem niespłacanych zobowiązań występuje rzadziej niż na terenie województwa poza aglomeracją. Ale już w Katowicach, Łodzi, Krakowie czy Warszawie to mieszkańcy aglomeracji wypadają gorzej. Co charakterystyczne wśród dłużników z dużych miast i okolic nieco większy udział niż w innych regionach mają kobiety i osoby starsze.

Aglomeracje mają swoje blaski i cienie, tutaj jest szansa, aby szybciej znaleźć pracę i więcej zarobić, zdecydowanie wyższe są jednak ceny nieruchomości i ogólne koszty utrzymania. Według zestawienia przygotowanego przez jeden ze szwajcarskich banków najdroższymi miastami do życia na świecie są obecnie Zurych i Genewa. Warszawa znajduje się na 63. miejscu. Mimo to coraz większa liczba Polaków przenosi się do miast, w tym do stolicy. Według danych GUS w miastach żyje już 20,3 mln osób, czyli ponad 60 proc.1 populacji. Niemal połowa z nich zamieszkuje duże miasta – liczące powyżej 200 tys. mieszkańców. Dynamiczny rozwój infrastruktury sprawia, że powiększają się granice aglomeracji. Demografowie wskazują na powiązania poszczególnych miast w zakresie przepływów ludności związanych z zatrudnieniem. W tej kategorii prym wiodą: Warszawa (powiązanie z 37 miastami), Kraków (13 miast), Katowice (12 miast), Poznań (12 miast) i Białystok (10 miast). Największe ośrodki „ciągną” rozwojowo sąsiadujące z nimi mniejsze miejscowości. Możliwość znalezienia pracy przyciąga do Warszawy, Gdańska lub Wrocławia coraz większą liczbę osób, które często osiedlają się na przedmieściach lub poza granicami metropolii. Zjawisko to zyskało miano migracji rezydencjalnej.aglomeracje

Mieszkańcom aglomeracji wcale nie jest jednak łatwiej niż reszcie osób utrzymać się na powierzchni i płacić terminowo swoje zobowiązania. Na dodatek jeśli już z jakichś względów powinie im się noga, to wpadają w większe tarapaty niż osoby żyjące w mniejszych miejscowościach – wynika z analizy BIG InfoMonitor obejmującej 13 polskich aglomeracji: białostocką, bydgosko-toruńską, górnośląską, krakowską, lubelską, łódzką, opolską, poznańską, rzeszowską, szczecińską, trójmiejską, warszawską oraz wrocławską, zamieszkałych przez prawie 12 mln osób.

– Suma przeterminowanych zaległości, wygenerowanych przez mieszkańców tych ośrodków dochodzi do 34 mld zł i obciąża ponad milion osób (1,07 mln). Biorąc pod uwagę, że w całym kraju jest 2,73 mln niesolidnych dłużników, opóźniających płatności rat kredytów i bieżących rachunków na 70,98 mld zł, oznacza to, że 39 proc. niesolidnych dłużników zamieszkujących 13 dużych ośrodków miejskich ma prawie połowę (48 proc.) zaległości konsumentów, widocznych w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK. Gdy osoby z aglomeracji przestają sobie radzić, to wpadają w większe kłopoty niż rodacy z mniejszych miejscowości. Średnio na osobę przypada tu 31,8 tys. zł przeterminowanych zobowiązań wobec 22,3 tys. zł wypadających na mieszkańców mniejszych miejscowości. Wpływają na to w dużej mierze kredyty mieszkaniowe. Średnia zaległość z tytułu kredytów hipotecznych w miastach dochodzi do 220 tys. zł, a poza nimi wynosi 121,2 tys. zł. W Warszawie jest to aż 299 tys. zł. W przypadku zaległości z powodu niespłacanego kredytu konsumpcyjnego, również występują spore dysproporcje. W dużych miastach i okolicach jest to prawie 27 tys. zł, a poza nimi 17,7 tys. zł. Wygląda na to, że nie ma czego zazdrościć mieszkańcom aglomeracji, pośpiech, korki na drogach, smog, wyższe koszty życia, więcej pokus, chętniej podejmowane ryzyko w braniu na siebie kolejnych zobowiązań sprawiają, że ostatecznie częściej kłopoty z obsługą zobowiązań zdarzają się osobom z dużych ośrodków miejskich. Łączny odsetek niesolidnych dłużników w przedstawianych aglomeracjach wynosi 8,8 proc. wobec 8,5 proc. wśród reszty mieszkańców kraju – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.aglomeracje 2

W kwocie ponad 33,9 mld zł niespłacanego na czas zadłużenia, największy udział ma aglomeracja warszawska (27 proc.). Zaległości wynoszą tu niemal 9,2 mld zł. Jest to więcej niż zsumowane, przeterminowane zadłużenie aglomeracji wrocławskiej, trójmiejskiej oraz poznańskiej. Z kolei na drugim krańcu znajdują się mieszkańcy Opola i okolic z zaległościami wynoszącymi jedynie 445 mln zł oraz osoby z Rzeszowa i okolic – 466,4 mln zł. Mowa tu o opóźnieniach w płatnościach wynoszących min. 30 dni na kwotę co najmniej 200 zł.

W sześciu aglomeracjach większy odsetek dłużników niż w województwie

Sytuacja mieszkańców ośrodków miejskich jest zróżnicowana. W siedmiu na trzynaście analizowanych aglomeracji kłopoty finansowe ich mieszkańców są mniej rozpowszechnione niż wśród mieszkańców pozostałej części województwa. Można by się pokusić o tezę, że życie w tych miastach dają ich lokatorom większe szanse na uniknięcie problemów finansowych niż inne miejscowości w województwie. Tak jest w: Rzeszowie, Wrocławiu, Białymstoku, Opolu, Szczecinie i Trójmieście. Płatnicze możliwości mieszkańców aglomeracji bydgosko-toruńskiej przedstawiają się już tylko nieznacznie lepiej niż reszty mieszkańców woj. kujawsko-pomorskiego. Ale w sześciu pozostałych z prezentowanych aglomeracji jest odwrotnie. Mimo wyższych zarobków i większych możliwości, jakich można oczekiwać po stolicach regionów, ich mieszkańcom kłopoty z pieniędzmi zdarzają się częściej niż pozostałym mieszkańcom województwa. Przodują tu Katowice, gdzie ponad 12 proc. dorosłych mieszkańców aglomeracji liczącej blisko 1,6 mln osób ma problemy z terminowa obsługą kredytów i bieżących rachunków. Tymczasem wśród reszty mieszkańców województwa śląskiego (2,2 mln dorosłych osób) udział niesolidnych dłużników wynosi 8,5 proc. Wygląda na to, że aglomeracja katowicka nie zapewnia zarobków wystarczająco rekompensujących wyższe koszty życia i zdecydowanie korzystniej jest mieszkać w innych regionach Śląska. Duże dysproporcje między sytuacją mieszkańców aglomeracji i reszty województwa widać też w Łodzi. Problemy ma tu ponad 10 proc. dorosłych mieszkańców, podczas gdy w województwie łódzkim o jedną czwartą mniej. Nieznacznie słabiej, ale jednak gorzej niż pozostali mieszkańcy województwa, radzą sobie również osoby żyjące w aglomeracjach: poznańskiej i lubelskiej. Nie obroniła się tu nawet stolica.aglomeracje 3

Obciążające kredyty mieszkaniowe

Co charakterystyczne, udział zaległości kredytowych i pozakredytowych w przypadku mieszkańców aglomeracji rozkłada się niemal po połowie, podczas gdy poza aglomeracjami zdecydowanie przeważają zaległości pozakredytowe, wynikające z nieopłaconych bieżących rachunków, rat pożyczek, czy też długów, które zostały zgłoszone przez firmy windykacyjne. Z 33,9 mld zł zaległości mieszkańców aglomeracji na problemy ze spłatą kredytów przypadało aż 16,1 mld zł, czyli 48 proc. Poza aglomeracjami udział zaległości kredytowych sięga 41 proc. Jedną z głównych przyczyn takich różnic są kredyty mieszkaniowe, które w dużych miastach zaciągane są częściej i na wyższe kwoty. Jak podaje AMRON, kilka dużych miast w Polsce odpowiada za 69 proc. zaciąganych kredytów mieszkaniowych w całym kraju2.aglomeracje 4

W przypadku mieszkańców stołecznej aglomeracji, opóźnione zobowiązania z tytułu kredytów mieszkaniowych wynoszą średnio aż 299 tys. zł, dla porównania w Białymstoku jest to 173 tys. zł, a w Łodzi 155,1 tys. zł. Różnice te nie zaskakują, gdy weźmie się pod uwagę średnie ceny transakcyjne zakupu mieszkań. W stolicy w drugim kwartale było to np. 454,7 tys. zł, w Białymstoku 236,5 tys. zł, w Łodzi 212,4 tys. zł, a w aglomeracji katowickiej 171,4 tys. zł3. Przykłady dotyczą mieszkań o pow. ok. 55 m. kw. Najwyższych zaległości związanych z kredytami mieszkaniowymi dorobili się jednak w naszym zestawieniu mieszkańcy aglomeracji szczecińskiej blisko 319 tys. zł. W znaczącym stopniu przekłada się to na sumę średniej zaległości, która wyjątkowo odstaje od średnich przeterminowanych długów mieszkańców innych aglomeracji. W Szczecinie wynosi bowiem 67,8 tys. zł, podczas gdy przeciętnie jest to blisko 39 tys. zł.aglomeracje 5

Koniec końców średnie zaległości z tytułu kredytów mieszkaniowych w aglomeracjach wynoszą niemal 220 tys. zł, a poza nimi 121,2 tys. zł. Podobnie większe apetyty, a potem problemy wiążą się też z kredytami konsumpcyjnymi. W dużych miastach i ich okolicach osoby, które wpadły w kłopoty z powodu niespłacania w terminie tego typu zobowiązań mają przeciętnie prawie 27 tys. zł zaległości, a poza aglomeracjami zaległość mieszkańców z tytułu kredytów konsumpcyjnych wynosi 17,7 tys. zł.

W efekcie uwzględniająca wszelkiego rodzaju kredyty – średnia zaległość kredytowa mieszkańca aglomeracji wynosi 37,4 tys. zł, a osoby z adresem poza aglomeracją – 21,4 tys. zł.

W dużych miastach i okolicach nieco wyższe są też sumy zaległości pozakredytowych. Jest to odpowiednio 19,8 tys. zł wobec 16,8 tys. zł poza dużymi ośrodkami miejskimi. Sporo wyższe w aglomeracjach są np. nieopłacone rachunki telefoniczne – o 17 proc., ale już opłaty karne za jazdę bez biletu, czy zaległości alimentacyjne są zbliżone.

W ostatecznym rozrachunku w aglomeracjach średnio na osobę przypada 31,8 tys. zł przeterminowanych zobowiązań wobec 22,3 tys. zł u mieszkańców mniejszych miejscowości.aglomeracje 6

Wiek i płeć

Największą grupę wśród ponad miliona mieszkańców polskich aglomeracji z przeterminowanym zadłużeniem stanowią osoby w wieku 35-44 lata (prawie 270 tys.). Co ciekawe w bazach BIG InfoMonitor znajduje się 31 dłużników poniżej 18 roku życia, których łączna kwota zaległości wynosi 365,4 tys. zł. Najwięcej, bo ośmiu z nich, mieszka w aglomeracji śląskiej.aglomeracje 7aglomeracje 8

Aglomeracje różnią się jednak od pozostałych regionów Polski wiekiem osób z kłopotami finansowymi. Jest tu nieco wyższy niż w innych regionach Polski udział osób starszych. Grupa wiekowa 55 plus stanowi ponad 30 proc. niesolidnych dłużników, podczas gdy poza aglomeracjami jest ich o 3 pkt. proc. mniej. Z kolei poza aglomeracjami widać większy udział dłużników do 34 roku życia.

Ponadto w aglomeracjach nieznacznie częściej niż poza nimi wpadają w kłopoty finansowe kobiety. Stanowią one prawie 40 proc. wśród niesolidnych dłużników z aglomeracji i mają 34 proc. z 33,9 mld zł zaległości. Pod tym względem przoduje aglomeracja łódzka, gdzie jest ich 43 proc. wśród wszystkich niesolidnych dłużników. Poza aglomeracjami udział kobiet przekracza 37 proc. i mają one 32 proc. z 37 mld zł sumy zaległości.aglomeracje 9

Rekordziści

Rekordzistą, jeżeli chodzi o przeterminowane zadłużenie jest 56-letni mieszkaniec aglomeracji rzeszowskiej, którego obciąża kwota aż 46,8 mln zł. Zajmuje on również drugie miejsce na liście dłużników obejmującej cały kraj. Niewiele ustępuje mu kolejny rekordzista dłużnik z aglomeracji stołecznej, 41-latek, który ma do zwrotu prawie 45,8 mln zł. Reprezentantów aglomeracji warszawskiej jest zresztą w pierwszej 10. aż pięciu, w tym dwie kobiety. Średnia wieku miejskich rekordzistów przekracza 57 lat i jest nieznacznie wyższa niż rekordzistów dla całego kraju, którzy mają przeciętnie niecałe 57 lat.aglomeracje 99aglomeracje 999

1 http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/inne-opracowania/miasta-wojewodztwa/miasta-w-liczbach-2016,3,8.html

2  https://zbp.pl/public/repozytorium/wydarzenia/images/sierpien_2018/Raport_AMRON-SARFiN_Nr_2_2018_Pl.pdf

3  https://zbp.pl/public/repozytorium/wydarzenia/images/sierpien_2018/Raport_AMRON-SARFiN_Nr_2_2018_Pl.pdf

Multidłużnicy – jak wyrwać się ze spirali długu?

Polacy nie mają problemów z dostępem do kredytów i chętnie z nich korzystają. Według danych Biura Informacji Kredytowej, kredyty i pożyczki w bankach oraz firmach pożyczkowych spłaca prawie 15,5 mln osób 1, czyli niemal połowa dorosłych Polaków. Ich liczba i zadłużenie stale rosną. Dane z banków wskazują, że zwiększa się liczba osób tzw. nadaktywnych – takich, które mają zaciągniętych po klika kredytów. Aż 2,3 mln Polaków ma co najmniej 4 zobowiązania 1. Nie dziwi fakt, że wśród osób, które mają po 10 i więcej kredytów, odsetek dłużników z dużymi opóźnieniami w spłacie jest największy i sięga 20%1. Wiele z tych osób zaciąga nowe kredyty żeby spłacić poprzednie, a to bardzo ryzykowne zachowanie.

Należy pamiętać, że problem z osobami nadmiernie zadłużonymi wykracza poza sektor bankowy. Kiedy ktoś nie radzi sobie ze spłatą rat, często pojawiają się opóźnienia w opłatach za telefon, telewizję kablową czy mieszkanie. Powstaje łańcuch niespłaconych zobowiązań, który obejmuje nie tylko instytucje udzielające kredytów, ale także dostawców mediów, a nawet rodzinę, krewnych, sąsiadów i znajomych.

„Ponad 31% naszych klientów to osoby, które mają u nas po kilka zobowiązań. W sumie długi takich osób tylko w stosunku do podmiotów z Grupy Kapitałowej BEST wynoszą ponad 9 mld złotych. Klienci, którzy przestali spłacać kredyty bankowe często mają też zaległości wobec firm pożyczkowych czy telekomunikacyjnych. Widać więc, że kiedy ktoś nie radzi sobie z obsługą zadłużenia, może łatwo popaść w spiralę długów, co może skończyć się egzekucją komorniczą” – zwraca uwagę Aleksandra Kiełb, kierownik działu strategii polubownej w BEST S.A.

Jak można popaść w tarapaty i zostać „multidłużnikiem”? Specjaliści zarządzający wierzytelnościami dostrzegają pewne schematy zachowań. Niektórzy dłużnicy przeliczyli się z własnymi możliwościami finansowymi i wzięli kredyt na kwotę większą, niż byli w stanie spłacić. Kiedy pojawiły się trudności ze spłatą zaciągnęli pożyczkę pozabankową, żeby spłacić kredyt. Kiedy możliwości zaciągania kolejnych długów się wyczerpują, zaczynają narastać zaległości. W przypadku takich osób często występują też problemy z obsługą innych zobowiązań – nie płacą za telefon, mieszkanie czy media i co gorsza – robią to świadomie. Wśród „multidłużników” są również osoby, których sytuacja materialna z jakiegoś powodu nagle się pogorszyła – stracili pracę, ktoś w rodzinie zachorował itd. Takie osoby są bardziej skłonne do współpracy z firmą windykacyjną i dzięki temu mogą liczyć na dogodne warunki spłaty długu.

„Dłużnicy powinni pamiętać, że dzięki rozmowie z doradcą z firmy windykacyjnej mogą ustalić wysokość spłat dostosowaną do ich obecnej sytuacji materialnej. Osobom, które z nami współpracują i nie unikają kontaktu możemy przedstawić propozycję, która obejmie zobowiązania z różnych źródeł, rozłożenie zobowiązania na raty, umorzenie jego części czy wstrzymanie naliczania odsetek. Z rozmów z naszymi klientami wiemy, że przyjęcie takiej oferty i jej systematyczne spłacanie stabilizuje sytuację finansową i przywraca spokój oraz poczucie kontroli” – dodaje Aleksandra Kiełb.

Skrócenie okresu przedawnienia długów z 10 do 6 lat sprawi, że niespłacane kredyty i pożyczki coraz szybciej będą trafiały do firm windykacyjnych. Dlatego warto już dzisiaj przyjrzeć się własnemu budżetowi domowemu. Co można zrobić, żeby nie popaść w tarapaty? Warto kontrolować i sprawdzać, jaką część dochodów wydajemy na spłatę kredytów i pożyczek. Żeby to zrobić, należy dodać do siebie wartość spłacanych co miesiąc rat. Trzeba w to wliczyć także raty za telefon uwzględnione w rachunku czy zobowiązania takie jak alimenty. Sumę, którą otrzymamy dzielimy przez kwotę stałych, comiesięcznych dochodów, a wynik mnożymy przez 100. Bezpieczna wartość to mniej więcej 36%. Jeżeli na raty wydajemy ponad 50% dochodów, jesteśmy w grupie ryzyka i każdy nieprzewidziany wydatek może uruchomić lawinę niespłaconych długów.

1 KREDYT TRENDY, rok 2018 I półrocze, Raport półroczny Biura Informacji Kredytowej

Stanowisko PRCH w sprawie działalności centrów handlowych i sklepów 12 listopada

Ustawa z dnia 7 listopada 2018 r. o ustanowieniu Święta Narodowego z okazji Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, która ustanawia dzień 12 listopada 2018 r. dniem wolnym od pracy, w dniu 7 listopada 2018 r. została podpisana przez Prezydenta RP i opublikowana w Dzienniku Ustaw. Oznacza to, że ustawa z dniem 8 listopada 2018 r. weszła w życie.

Po rozpatrzeniu przez Sejm RP poprawek zgłoszonych przez senatorów, ustawa w żaden sposób nie odnosi się do sytuacji prawnej pracowników handlu (wykreślony został przepis przesądzający o braku zastosowania przepisów ustawy z dnia 10 stycznia 2018 r. o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni).

W takim stanie rzeczy uzasadnione są wątpliwości w zakresie dopuszczalności prowadzenia handlu i wykonywania czynności związanych z handlem w placówkach handlowych w dniu 12 listopada 2018 r.

Co jednak istotne, brak jest możliwości jednoznacznego przesądzenia tej kwestii, zwłaszcza w kontekście rozbieżnych opinii prezentowanych tak przez Państwową Inspekcję Pracy, jak i specjalistów z zakresu prawa pracy.

Pomimo tego, że art. 2 ustawy stanowi wprost, że dzień 12 listopada 2018 r. jest „dniem wolnym od pracy”, dzień 12 listopada 2018 r. nie jest i nie został wskazany na liście „dni wolnych od pracy” w rozumieniu ustawy z dnia 18 stycznia 1951 r. o dniach wolnych od pracy. W związku z powyższym dzień 12 listopada 2018 r. nie stanowi „święta” w rozumieniu ustawy z dnia 10 stycznia 2018 r. o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni (która odsyła do przepisów ustawy o dniach wolnych od pracy). W konsekwencji zastosowanie powinny znaleźć przepisy ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. – Kodeks pracy, w zakresie dotyczącym dopuszczalności wykonywania pracy w niedziele i święta.

Przepisy Kodeksu pracy dopuszczają pracę w niedziele i święta m.in.:
– w razie konieczności prowadzenia akcji ratowniczej w celu ochrony życia lub zdrowia ludzkiego, ochrony mienia lub środowiska albo usunięcia awarii;
-w ruchu ciągłym;
– przy pracy zmianowej;
– w transporcie i komunikacji;
– przy wykonywaniu prac koniecznych ze względu na ich użyteczność społeczną i codzienne potrzeby ludności (w szczególności w gastronomii, zakładach hotelarskich, zakładach świadczących usługi dla ludności etc.).

Niemniej jednak, w dniu 8 listopada 2018 r. opublikowane zostało stanowisko Państwowej Inspekcji Pracy w tej kwestii. Z treści tego stanowiska wynika, że „w dniu 12 listopada 2018 r. obowiązywać będą ograniczenia w wykonywaniu pracy w placówkach handlowych w niedziele i święta określone w przepisach ustawy z dnia 10 stycznia 2018 r. o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni”. Oznacza to, że – w ocenie Państwowej Inspekcji Pracy – w dniu 12 listopada 2018 r. funkcjonować będą mogły placówki handlowe wyłączone spod zakazu handlu w niedziele (tj. 33 kategorie placówek handlowych, określone w art. 6 tej ustawy).

Jakkolwiek wyżej zaprezentowane stanowisko może stać w sprzeczności z przepisami ustawy o 12 listopada 2018 r., to jednak pamiętać należy, że to Państwowa Inspekcja Pracy jest organem odpowiedzialnym za kontrolę przestrzegania i egzekwowanie przepisów prawa pracy, w tym także za kontrolę zastosowania się przedsiębiorców to przepisów ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele. Zasygnalizować również należy, że pomimo braku podstaw prawnych do publikowania tego rodzaju wytycznych lub wskazówek przez Państwową Inspekcję Pracy, taka praktyka miała również miejsce w odniesieniu do ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele.

Wobec powyższego za uzasadnione wydaje się rekomendowanie, mimo wszystko, zastosowania się do stanowiska Państwowej Inspekcji Pracy, uznającego konieczność stosowania w dniu 12 listopada 2018 r. przepisów dotyczących ograniczenia prowadzenia handlu i wykonywania czynności związanych z handlem w placówkach handlowych w niedziele i święta, choć niestety nie wynika to z przepisów ustawy.

Jednocześnie, mając na uwadze pojawiające się w przestrzeni publicznej sygnały ekspertów (por. m.in. artykuł dotyczący 12 listopada 2018 r. w dzisiejszym wydaniu „Rzeczpospolitej” potwierdzające nasze wątpliwości i dotyczące możliwości wykonywania pracy w dniu 12 listopada 2018 r., jeżeli praca ta wykonywana jest w systemie pracy zmianowej – nie można jednoznacznie wykluczyć możliwości zastosowania tego typu rozumienia przepisów ustawy. Jednocześnie należy zaznaczyć, iż w przypadku kontroli – Inspekcja mogłaby próbować zastosować interpretację, iż tego rodzaju praca jest sprzeczna z założeniami ustawodawcy. Pamiętać bowiem należy, co podkreślone zostało również w stanowisku Państwowej Inspekcji Pracy i w uzasadnieniu poprawek Senatu RP do rozpatrywanego przez Sejm RP projektu, że głównym celem ustawy było zapewnienie pracownikom dnia wolnego od pracy. Abstrahując w tym zakresie od poprawności legislacyjnej omawianej ustawy, uwzględnienia wymagają również założenia, jakie z uchwalonymi przepisami łączy ustawodawca. Nie można wykluczyć, iż tego typu interpretację podzieliłby również sąd.

Podsumowując, w naszej ocenie, za bardziej zasadne wydaje się mimo wszystko rekomendowanie uznania stanowiska Państwowej Inspekcji Pracy dotyczącego dopuszczalności prowadzenia handlu i wykonywania czynności związanych z handlem w placówkach handlowych w dniu 12 listopada 2018 r. niezależnie od legislacyjnego „niedbalstwa” zaprezentowanego w ustawie. W praktyce przejawiać się to będzie możliwością funkcjonowania w centrach handlowych jedynie placówek handlowych ujętych w katalogu „wyłączeń” spod zakazu handlu w niedziele w oparciu o ustawę z dnia 10 stycznia 2018 r. o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni.

Kradzież danych z bazy British Airways i Aer Lingus

W cyfrowych czasach bezpieczeństwo danych jest ważną kwestią. Niestety, wiele firm nadal skąpi na inwestycje w cyberbezpieczeństwo. Linie lotnicze British Airways i Aer Lingus ujawniły, że atak hakerski zagroził danym setek tysięcy ich klientów.

Pierwotnie informowano, że włamanie zagroziło danym 380 000 klientów, którzy korzystali z aplikacji IAG na przełomie sierpnia i września. Z nowych doniesień wynika jednak, że dotyczyło dodatkowych 180 000 konsumentów. To dane pasażerów, którzy zarezerwowali loty między 21 kwietnia a 28 lipca. IAG twierdzi, że nie odnotowano przypadków oszustw związanych z wyciekami danych.

Luki w zabezpieczeniach stwarzały możliwość przejęcia kont użytkowników DJI Drone przez hakerów

Badacze firmy Check Point® Software Technologies Ltd., wiodącego światowego dostawcy rozwiązań z zakresu cyberbezpieczeństwa wraz z DJI – liderem w produkcji dronów cywilnych, podzielili się z opinią publiczną informacjami o potencjalnych podatnościach, które jeśli zostałyby wykorzystane, mogły mieć istotny wpływ na infrastrukturę DJI.

W raporcie przedłożonym zgodnie z programem DJI Bug Bounty Program, badacze Check Pointa zarysowali proces, w którym atakujący mógł potencjalnie uzyskać dostęp do konta użytkownika poprzez lukę odkrytą w procesie identyfikacji użytkownika w ramach „Forum DJI”, będącego sponsorowanym przez DJI forum online na temat produktów firmy. Badacze Check Pointa odkryli, że platformy DJI używają tokena do identyfikowania zarejestrowanych użytkowników w różnych aspektach tzw. customer experience, co czyniło je celem dla hakerów szukających sposobów na dostęp do kont.

Użytkownicy DJI, którzy zsynchronizowali swoje rekordy lotów, w tym zdjęcia, filmy i dzienniki lotów z serwerami chmurowymi DJI, a także użytkownicy korporacyjni DJI, którzy używali oprogramowania DJI FlightHub, które zawiera m.in. widoki kamery na żywo, dźwięku i mapy, mogli być podatni na ataki. Jak zapewniają firmy, luka ta została już naprawiona i nie ma dowodów, że kiedykolwiek została wykorzystana.

„Cieszymy się, że badacze Check Point wykazali się profesjonalizmem poprzez odpowiedzialne ujawnienie potencjalnej podatności na zagrożenia”, powiedział Mario Rebello, wiceprezes i Country Manager w Ameryce Północnej w DJI. „To jest właśnie powód, dla którego DJI stawia program Bug Bounty Program na pierwszym miejscu. Wszystkie firmy technologiczne rozumieją, że wzmacnianie bezpieczeństwa cybernetycznego jest procesem ciągłym, który nigdy się nie kończy. Ochrona integralności informacji naszych użytkowników jest dla DJI najwyższym priorytetem i jesteśmy zaangażowani w dalszą współpracę z badaczami bezpieczeństwa, takimi jak Check Point”.

„Biorąc pod uwagę popularność dronów DJI, ważne jest, aby potencjalnie krytyczne podatności, takie jak ta, zostały rozwiązane szybko i skutecznie. I za to skuteczne działanie należy pochwalić DJI” – powiedział Oded Vanunu, kierownik działu badań nad podatnością produktów w Check Point. „Ważnej jest, by organizacje zrozumiały, iż poufne informacje mogą być używane między wszystkimi platformami, a jeśli zostaną ujawnione na jednej z nich, mogą doprowadzić do zagrożenia w globalnej infrastrukturze.”

Inżynierowie DJI dokonali przeglądu raportu przedstawionego przez Check Point i zgodnie z polityką dotyczącą błędów wystawiających go na ryzyko, określili je jako wysokie ryzyko / małe prawdopodobieństwo. Wynika to z zestawu warunków wstępnych, które należy spełnić, zanim potencjalny napastnik będzie mógł go wykorzystać. Klienci DJI powinni jednakże zawsze używać najnowszej wersji aplikacji pilotażowych DJI GO lub GO 4.

Check Point i DJI zalecają wszystkim użytkownikom zachowanie ostrożności przy wymienianiu danych cyfrowych. Należy zawsze przestrzegać bezpiecznych praktyk sieciowych oraz stosować zasadę ograniczonego zaufania do linków udostępnianych na forach i stronach internetowych.

Drony sprawdzą, czy pracownik przestrzega zasad bhp

Branża budowlana bije kolejne rekordy. Wg danych GUS od stycznia do sierpnia 2018 r. produkcja budowlano-montażowa była o 20,6% wyższa niż przed rokiem. Więcej pracy przy budowach to większe ryzyko wypadków. Z pomocą mogą przyjść… drony.

Chociaż według ekspertów w ciągu najbliższych dwóch lat możliwe jest spowolnienie branży budowlanej, na razie niewiele wskazuje na możliwość spadku dynamiki rozwoju tego sektora. O dobrej kondycji „budowlanki” świadczą ponad 20-proc. wzrosty w okresie styczeń-sierpień 2018 w produkcji budowlano-montażowej, większa o 4 proc. niż w 2017 roku liczba mieszkań oddanych do użytkowania i prawie 3-proc. wzrost liczby wydanych pozwoleń na budowę. Firmy z branży szukają nowych rozwiązań, które pozwalają na zwiększenie efektywności, obniżenie kosztów oraz poprawę bezpieczeństwa. Takim rozwiązaniem mogą być samoloty bezzałogowe.

Efektywność i bezpieczeństwo

W branży budowlanej i wydobywczej drony wykorzystywane są m.in. do przeprowadzania audytu. Są w stanie kilkukrotnie efektywniej monitorować place budowy, wykonać skanowanie laserowe i uzupełnić model BIM o potrzebne informacje, co pozwoli choćby zmniejszyć liczbę poprawek na dalszych etapach realizacji. W badaniach geodezyjnych i geologicznych samoloty bezzałogowe zbierają informacje o strukturze gruntu, a wyposażenie ich w kamery termowizyjne pozwala na usuwanie tzw. mostków termicznych, czyli miejsc o dużej utracie ciepła. – Istnieje szereg możliwości zastosowania bezzałogowych statków powietrznych w szeroko rozumianym bezpieczeństwie pracy.

Oczywiście zastosowanie dronów w celu poprawy bezpieczeństwa pracy wymaga odpowiedniego przygotowania w szczególności pod kątem używania ich zgodnie z przepisami. W Lafarge w Polsce bezzałogowe statki powietrzne wykorzystujemy m.in. do tworzenia map sytuacyjnych, obmiarów geodezyjnych, tworzenia planów ruchu na terenie zakładów wytwórczych, czy wykrywania nieszczelności w instalacji w połączeniu z zastosowaniem kamery termowizyjnej – mówi Przemysław Tomaszewski, Regionalny Kierownik ds. BiOZ i Ochrony Środowiska w Lafarge, członek Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Gdzie człowiek nie może, tam drona pośle

Zaletą dronów niewątpliwie jest czas realizacji zadań. Samolot bezzałogowy jest w stanie w kilka godzin wykonać pracę, która zajmuje pracownikowi kilka dni roboczych. Urządzenia są w stanie dotrzeć do miejsc potencjalnie niebezpiecznych, wyręczając tym samym pracowników z tego typu zadań.

– Bezzałogowe samoloty pozwalają na uzyskanie widoku z góry elementów trudno dostępnych bez konieczności montowania rusztowań czy wykorzystania drabin. Wpływa to zatem na zwiększenie bezpieczeństwa, ponieważ z pracą na wysokości związane jest duże ryzyko wypadku o daleko idących konsekwencjach – uważa Marek Maszewski, przedstawiciel Koalicji Bezpieczni w Pracy z firmy SEKA S.A.

Siła nabywcza mieszkańców Europy

W bieżącym roku każdy Europejczyk dysponuje średnio kwotą 14,292 EUR na wydatki i oszczędności. To o 355 euro więcej w kieszeni każdego Europejczyka niż w 2017 roku.

W 2018 roku europejscy konsumenci dysponują kwotą około 9,7 tryliona EUR. Daje to średnią siłę nabywczą w wysokości 14.292 EUR na mieszkańca. W porównaniu do roku ubiegłego siła nabywcza na mieszkańca wzrosła o około 2,5 proc. Wzrost ten jest także większy w porównaniu ze wzrostem zeszłorocznym. Dochód rozporządzalny na mieszkańca jest silnie zróżnicowany w zależności od kraju.

10 krajów europejskich o największej sile nabywczej na mieszkańca

Pozycja 2018 (poprzedni rok) Kraj Liczba mieszkańców Siła nabywcza na mieszkańca w 2018 (EUR) Indeks Europejski*
1 (1) Lichtenstein 37 877 6 438 457,9
2 (2) Szwajcaria 8 419 550 40 456 283,1
3 (3) Islandia 348 450 32 958 230,6
4 (4) Luksemburg 602 005 32 639 228,4
5 (5) Norwegia 5 295 619 29 072 203,4
6 (6) Dania 5 781 190 25 578 179,0
7 (7) Austria 8 772 865 23 282 162,9
8 (8) Niemcy 82 521 653 22 949 160,6
9 (9) Szwecja 10 120 242 21 462 150,2
10 (11) Finlandia 5 513 130 21 058 147,3
Europa (ogółem) 677 359 181 14 292 100,0

Źródło: © GfK Purchasing Power Europe 2018 *indeks na mieszkańca: średnia europejska = 100Kurs wymiany dla krajów spoza strefy euro: prognoza Komisji Europejskiej na rok 2018 z dnia 3 maja 2018

Podobnie jak w zeszłym roku liderem rankingu jest Lichtenstein z siłą nabywczą na mieszkańca w wysokości 65 438 EUR, znacznie wyższą niż w innych krajach i ponad 4,5-krotnie przewyższającą średnią europejską. Na drugim miejscu znajduje się Szwajcaria, której mieszkańcy dysponują siłą nabywczą wynoszącą 40 456 EUR na osobę, niemal trzykrotnie wyższą niż przeciętny Europejczyk. W innych krajach z czołowej dziesiątki siła nabywcza na mieszkańca również jest znacznie powyżej średniej i co najmniej 1,5 raza wyższa od średniej europejskiej. W tym roku do czołówki dołączyła Finlandia. Wyprzedziła ona Wielką Brytanię, która znalazła się na miejscu jedenastym z siłą nabywczą 20 572 EUR na mieszkańca.

17 badanych krajów ma siłę nabywczą powyżej średniej, 25 poniżej średniej europejskiej. Ostatnie miejsce zajmuje Ukraina z zaledwie 1 318 EUR na osobę.

Wyniki badań siły nabywczej GfK ujawniają duże zróżnicowanie siły nabywczej na mieszkańca, zarówno pomiędzy krajami, jak i ich regionami.

Informacje o badaniu
Badanie „GfK Purchasing Power Europe 2018″ dostępne jest dla 42 krajów europejskich, ze szczegółowymi danymi na temat regionów, do poziomu gmin i kodów pocztowych, wraz z idealnie dopasowanymi danymi dotyczącymi mieszkańców i gospodarstw domowych oraz mapami cyfrowymi.

Siła nabywcza rozumiana jest jako dochód rozporządzalny na mieszkańca po odjęciu podatków i darowizn na cele dobroczynne. Badanie wskazuje poziom siły nabywczej na osobę w danym roku wyrażony w euro i jako wartość zindeksowana. Badanie GfK Purchasing Power opiera się na nominalnym dochodzie rozporządzalnym, podane wartości nie uwzględniają zatem inflacji. Badanie opiera się na danych statystycznych dotyczących wysokości dochodów, podatków i świadczeń społecznych oraz na prognozach instytucji finansowych.

Konsumenci wykorzystują ogólną siłę nabywczą do pokrycia wydatków na artykuły spożywcze, mieszkanie, usługi, energię, składki na prywatne plany emerytalne i ubezpieczenia oraz innych wydatków, takich jak wakacje, koszty przejazdów czy wydatki konsumpcyjne.

Robert Szustkowski vs. Ringier Axel Springer Polska

Sąd Okręgowy w Warszawie wydał w dniu 12.10.2018 postanowienie w trybie zabezpieczenia roszczenia o ochronę dóbr osobistych zakazujące dalszego publicznego rozpowszechniania nieprawdziwych informacji przez spółkę Ringier Axel Springer sp. z o.o. na temat Pana Roberta Szustkowskiego.

Oznacza to, że przez okres 12 miesięcy Ringier Axel Springer ma zakaz rozpowszechniania nieprawdziwych informacji na temat Pana Roberta Szustkowskiego sugerujących, że rzekomo ‘’był powiązany z mafią rosyjską bądź rosyjskim wywiadem KGB, FSB, bądź GRU, jak równie, że rzekomo robił interesy z członkami mafii rosyjskiej oraz miał rzekomo brać udział w tzw. >>aferze taśmowej<< tj. procederze organizowania nielegalnego, potajemnego nagrywania i podsłuchiwania rozmów polskich ministrów i biznesmenów’’.

– To bezprecedensowe orzeczenie, pokazujące, że media musza liczyć się z konsekwencjami publikacji nieprawdziwych informacji, szkalujących dobre imię prywatnych osób, wyłącznie w celu wywołania sensacji – podkreśla mec. Barbara Kardynia.

Robert Szustkowski wniósł o zasądzenie od Ringier Axel Springer Polska kwoty 4 mln zł na rzecz Fundacji ISKIERKA z siedzibą w Warszawie tytułem świadczenia pieniężnego na cel społeczny w związku z naruszeniem jego dobrego imienia.

Zachęty do późniejszej emerytury

Pod koniec 2017 roku liczba emerytów w Polsce gwałtownie wzrosła w związku ze zmianami w zakresie wieku emerytalnego. To uwidacznia poważny problem polskiej gospodarki i rynku pracy. Obecnie cierpimy na niedostatek rąk do pracy. Konieczne jest wprowadzenie skuteczniejszych zachęt, aby osoby nabywające uprawnienia emerytalne dobrowolnie decydowały się na kontynuowanie swojej aktywności zawodowej. Wiele osób podejmując decyzję o przejściu na emeryturę wybiera możliwie najwcześniejszy moment. Obawiają się, że nie będą żyć długo, a być może wcale nie doczekają się czasu, kiedy zaczną pobierać świadczenia. W większości przypadków wygląda to jednak zupełnie inaczej. Na emeryturze żyje się średnio 20-25 lat. Perspektywa życia po odejściu z pracy pokazuje potrzebę innego wyważenie preferencji i nadania im innej formy.

– Analizy międzynarodowe pokazują, że polski system emerytalny paradoksalnie już teraz posiada takie silne zachęty. Kontynuowanie pracy przez rok po osiągnięciu wieku emerytalnego przeciętnie zwiększy przyszłą emeryturę o 8 proc., jeśli chodzi o jej miesięczną wartość – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich –  Na tle innych krajów to bardzo atrakcyjne rozwiązanie. Na skorzystanie z niego decyduje się jednak tylko niewielki odsetek uprawnionych osób. Jest to spowodowane ograniczoną świadomością funkcjonowania systemu. Dla emerytów z poprzednich lat dłuższa praca nie była tak bardzo opłacalna. Obecnie sytuacja zupełnie się zmieniła, ale nie przełożyła się jeszcze na powszechną świadomość. Pierwszym zadaniem jest więc dążenie do jej zwiększenia w polskim społeczeństwie i przedstawienie korzyści płynących z dłuższej pracy na indywidualnym poziomie. Potrzebne jest także inne skalibrowanie obecnych zachęt. Nie może to być tylko podwyższanie wysokości miesięcznie otrzymywanej kwoty, ale również stworzenie zachęt w postaci jednorazowego wypłacenia dużych środków w momencie późniejszego przejścia na emeryturę. Taką propozycją była koncepcja pojawiająca się już od jakiegoś czasu – tzw. bonus emerytalny w wys. 10 tysięcy złotych za 2 lata dłuższej pracy. To rozwiązanie miało szereg wad – jego stały charakter kwotowy w nierównomierny sposób rozkładał zachęty. Wskazywano też, że z tego rozwiązania korzystałyby osoby, które i tak kontynuowałyby aktywność zawodową. Po wprowadzeniu odpowiednich zmian mogłoby to jednak przekonać chociaż część osób do pozostania na rynku pracy. Nie generowałoby też poważnych problemów finansowych. W tym okresie przyszli emeryci nie pobieraliby jeszcze świadczeń, a oprócz tego wpłacaliby składki do systemu. Jest to więc kierunek, w którym powinniśmy podążać, aby przeciwdziałać niedostatkowi podaży pracy na polskim rynku – ocenił Kozłowski.

Wyniki Grupy ING Bank Śląski S.A. po III kw. 2018

Teraz (i najpewniej w 2019 r.) stopy bez zmian, ale RPP widzi ryzyka wzrostu cen

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, Rada Polityki Pieniężnej podczas spotkania w listopadzie utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Istotnie nie zmienił się również ton prezesa Glapińskiego i przewodzonej przez niego RPP. Prezes powtarza, że zarówno obecnie, jak i w przewidywalnej przyszłości (do końca 2019 r.), nie spodziewa się podwyżek stóp procentowych.

Stosunkowo dużo uwagi w trakcie konferencji prezes NBP poświęcił kwestii spowolnienia ekspansji gospodarczej w strefie euro, które obserwowaliśmy przy okazji publikacji ostatnich danych o PKB i tych o aktywności sektorów przemysłu i usług w październiku. Zdaniem prezesa NBP oczywiście nie pozostanie to bez znaczenia dla sytuacji w Polsce, gdzie gospodarka szczyt „górki” koniunkturalnej ma już również prawdopodobnie za sobą.

Podczas dzisiejszego spotkania prezes Glapiński podzielił się również projekcjami Departamentu Analiz Ekonomicznych Narodowego Banku Polskiego. DAE oczekuje, że inflacja w 2018 r. powinna być nieco niższa niż od tej oczekiwanej jeszcze w marcu. Zgodnie z nowymi szacunkami, wskaźnik CPI powinien z 50-procentowym prawdopodobieństwem znajdować się w przedziale 1,7-1,9% w porównaniu do 1,5-2,1% prognozowanych wcześniej. W 2019 r. inflacja ma przyspieszyć, i rosnąć bardziej niż wcześniej zakładano (co najprawdopodobniej powodowane jest w istotnym stopniu oczekiwanym wzrostem cen energii). Dynamika cen ma wynieść 2,6-3,9% wobec 1,9-3,5% oczekiwanych wcześniej.

W 2020 r. zmiany w relacji do projekcji z lipca są najmniejsze – inflacja ma zawierać się w widełkach 1,9-3,9%, wobec przedziału 1,7-3,9% oczekiwanego wcześniej. Równocześnie NBP spodziewa się nieco wyższego wzrostu gospodarczego w krótkim terminie. W 2018 r. ma on z 50-procentowym prawdopodobieństwem zawierać się w przedziale 4,4-5,2% wobec oczekiwanego wcześniej poziomu 4,0-5,2%. Rok później dynamika ma spowolnić do 2,7-4,4% wobec oczekiwanego wcześniej przedziału 2,8-4,7%. W 2020 r. ekspansja gospodarcza ma wynosić 2,3-4,2% w ujęciu rocznym wobec oczekiwanego wcześniej poziomu 2,4-4,3%. Jak widać, zmiany szacunków dynamiki PKB w relacji do lipcowej projekcji są dość niewielkie – w krótkim terminie ma być nieco lepiej (niż wcześniej zakładano), a w dłuższym horyzoncie czasowym – minimalnie gorzej.

Listopadowa konferencja miała wydźwięk, który może być uznany za nieco bardziej ostrożny od poprzednich. Z jednej strony, można było dostrzec pewne obawy o sytuację gospodarczą, szczególnie w strefie euro, z drugiej natomiast na horyzoncie widać pewne ryzyka mogące wpływać na wzrost dynamiki cen, nad którymi debatowali członkowie Rady (w tym przede wszystkim potencjalny odpływ części Ukraińców z Polski po otwarciu dla nich niemieckiego rynku pracy oraz wzrost cen energii). Mimo to, kredytobiorcy cały czas raczej nie mają powodów do obaw, przynajmniej w krótkim terminie. Stopy procentowe prawdopodobnie pozostaną niezmienione w 2018 i przez większość lub całość 2019 r.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Wolne 12 listopada pogwałceniem Konstytucji Biznesu?

Mamy poważne wątpliwości co do zasadności przegłosowania tej ustawy w ostatniej chwili – pisze w liście otwartym Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów.

Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów (PGS)
Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów (PGS)

Ustawa o Święcie Narodowym, czyniąca 12 listopada dniem wolnym od pracy (XI 2018) została przegłosowana przez Sejm ledwie kilka dni przed obchodami 100-lecia Niepodległości. Jedna z poprawek zaproponowanych przez Senat 26 października, a teraz zaaprobowana przez Sejm, dotyczy handlu – skreślony został w niej artykuł mówiący o tym, że 12 listopada sklepy mogą działać jak w dni powszednie.

Jako jedna z wiodących polskich sieci handlowych, mamy poważne wątpliwości co do zasadności przegłosowania wspomnianej ustawy, zaledwie cztery dni przed obchodami 100-lecia Niepodległości.

11 listopada jest bez wątpienia wyjątkowym dniem dla wszystkich Polaków. Jako przedsiębiorcy, pracownicy i obywatele, doskonale rozumiemy, że do obchodów Święta Niepodległości należy podejść z pełnym szacunkiem.

Jednakże Polska Grupa Supermarketów uważa, iż tak szybki tryb podjęcia decyzji, stawia wielu prywatnych polskich przedsiębiorców w trudnej sytuacji. Czy wprowadzanie rozwiązania prawnego w tygodniu poprzedzającym dzień, który w głównej mierze dotyczy, nie jest wyrazem braku szacunku dla przedsiębiorców i pracowników w Polsce?

Zwracamy się do Rządu oraz Prezydenta z pytaniem, czy tego typu działania nie są pogwałceniem zasad Konstytucji Biznesu… Wprowadzanie chaosu legislacyjnego z pewnością nie pomoże w prowadzeniu jakichkolwiek działalności gospodarczych.

Czy decyzja ta nie ośmiesza polskiego Rządu, a co za tym idzie, państwa polskiego? Czy nie oznacza to, że Rząd nie potrafił przygotować się do najważniejszego święta państwowego – dnia upamiętniającego 100 lat Niepodległości Rzeczpospolitej?

Na koniec oczekujemy wyjaśnienia czy przedsiębiorca otwierający sklep w poniedziałek – 12 listopada – poniesie tego konsekwencje, biorąc pod uwagę, że znaczna część pracowników wyraża chęć podjęcia pracy.

Michał Sadecki, Prezes Polskiej Grupy Supermarketów

11. U-RODZINY – Ogólnopolski Zjazd Firm Rodzinnych 2018

W dn. 11-14 października 2018 r. w Katowicach spotkali się przedsiębiorcy rodzinni z całego kraju. Okazją do spotkania był 11. Ogólnopolski Zjazd Firm Rodzinnych U-RODZINY 2018, największe i najważniejsze wydarzenie dla środowiska przedsiębiorców rodzinnych w Polsce. Poza przedstawicielami biznesu w Zjeździe wzięli udział także politycy, samorządowcy, eksperci oraz inni goście zainteresowani tematyką przedsiębiorczości rodzinnej. U-RODZINY to wydarzenie cykliczne, organizowane od 2008 r. przez Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych. Co roku Zjazd odbywa się w innym regionie Polski, stając się za każdym razem przestrzenią do otwartej dyskusji oraz okazją do nawiązania współpracy.

Tegoroczna edycja Zjazdu była wyjątkowa z kilku powodów. Po pierwsze skala wydarzenia przerosła oczekiwania nawet stałych bywalców U-RODZIN: ponad 400 uczestników, blisko 70 prelegentów i gości specjalnych oraz 50 patronów i partnerów dołączyło do ogólnopolskiego święta przedsiębiorczości rodzinnej. Po drugie – program merytoryczny wydarzenia, obejmujący ponad 25 paneli, warsztatów oraz wystąpień, a na dodatek uroczysty bal firm rodzinnych w Międzynarodowym Centrum Kongresowym i wieczór artystyczny w gmachu Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego
Radia. I po trzecie – wspaniała rodzinna atmosfera sprzyjająca integracji i networkingowi, a także nawiązaniu długotrwałych relacji zarówno przyjacielskich, jak i biznesowych. Wszystko to sprawiło, że 11. U-RODZINY zajęły szczególne miejsce w historii IFR i na zawsze pozostaną w pamięci uczestników.

Głównym celem U-RODZIN 2018 było ukazanie znaczenia polskich firm rodzinnych w gospodarce kraju, a także pokazanie ich jako innowacyjne i dynamicznie rozwijające się podmioty, ukierunkowane na ekspansję zagraniczną. Hasło przewodnie Zjazdu – Aspiracje i Możliwości, nawiązuje do podstawowego pytania, na które odpowiedzi poszukiwano podczas wydarzenia: „Czy polskie firmy rodzinne mogą odgrywać ważną rolę w europejskiej i światowej gospodarce?”. Poza tematyką ekspansji zagranicznej, poruszone zostały kwestie dotyczące inwestowania w rozwój technologii i szeroko rozumianej innowacyjności, współczesnych strategii sprzedaży i budowania marki, a także wizerunku i postrzegania polskich marek na świecie. Oczywiście omówione zostały „tradycyjne” tematy Zjazdu, takie jak sukcesja w firmach rodzinnych, zmiany prawne i podatkowe wprost dotyczące przedsiębiorców oraz efektywne zarządzanie i polityka kadrowa.

Śląskie U-RODZINY 2018 z pewnością mogą pochwalić się wybitnymi nazwiskami i znanymi
firmami z całej Polski. Swoją obecnością zaszczycili nas: Krzysztof Domarecki (Selena FM), Tomasz Domogała (TDJ S.A.), Jan Kolański (Colian Holding), dr Stanisław Han (Hasco-Lek), Adam Rozwadowski (Enel-Med), dr Oskar Zięta (Zieta Prozesdesign), Radosław Pyffel (sinolog), Zuzanna Skalska (analityk trendów), a także prof. Andrzej Blikle (Honorowy Prezes IFR) i wielu innych. Nie zabrakło również współgospodarzy wydarzenia – władz lokalnych, podczas uroczystego otwarcia głos zabrali Prezydent Miasta Katowice dr Marcin Krupa i Wicemarszałek woj. Śląskiego dr Michał Gramatyka. Drugi dzień Zjazdu natomiast, oficjalnie otworzyła Komisarz Unii Europejskiej Elżbieta Bieńkowska.

Zgodnie z wieloletnią „urodzinową” tradycją podczas uroczystego balu firm rodzinnych
zapowiedziana została kolejna – 12. edycja Ogólnopolskiego Zjazdu Firm Rodzinnych. Przyszłoroczne U-RODZINY odbędą się w Warszawie w dn. 25-27 października 2019 r. Więcej szczegółów niebawem…

Jak długo jeszcze stopy procentowe pozostaną bez zmian?

Rada Polityki Pieniężnej utrzymała stopy procentowe bez zmian, co oznacza, że główna stopa referencyjna wynosi nadal 1,5%. Jak długo jeszcze pozostaną bez zmian?

Stopy procentowe w Polsce zostają na rekordowo niskim i nie zmienionym poziomie przez rekordowo długi czas.

– Rada Polityki Pieniężnej była już nawoływana do tego, żeby odpowiedzieć na wysokie tempo wzrostu gospodarczego, na mocny rynek pracy, rosnące wynagrodzenia i zacząć podnosić stopy procentowe, ale wydaje się, że strategia obrana przez radę, częściowo ze względu na czynniki, które są od niej niezależne, sprawdza się, bo inflacja w Polsce cały czas pozostaje dość wyraźnie poniżej celu – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Znajdujemy się w okresie wzrostu gospodarczego, ale patrząc na sytuację światowej gospodarki ostrożność w podnoszeniu stóp procentowych staje się coraz bardziej uzasadniona.

– Słabnąca aktywność gospodarcza wynika z wielu kwestii, z obaw o konflikty handlowe, o niestabilność polityczną w Europie. Mamy cały czas nierozwiązaną kwestię Brexitu, mamy problemy z włoskim rządem, mamy zmiany na niemieckiej scenie politycznej – przypomina dr P. Kwiecień.

– Oczekuję, że rada utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie przynajmniej do końca 2019 roku – podsumowuje ekspert XTB. Nie zmieni tego nawet przejściowy skok inflacji wiosną przyszłego roku.

Koszty związane z anulacjami rezerwacji hotelowych

Minął rok od wdrożenia bardziej restrykcyjnych warunków anulowania rezerwacji hotelowych. Podróżujący służbowo nie zmieniają jednak swoich przyzwyczajeń w zakresie rezerwacji, co oznacza, że firmy muszą znaleźć sposób na zmniejszenie wzrastających kosztów. Elastyczne warunki anulowania rezerwacji są dla korporacji niezwykle ważne, w trwającym właśnie okresie negocjacji z hotelami.

Rok po wprowadzeniu przez kilka globalnych sieci hotelowych nowych opłat związanych z anulowaniem rezerwacji, przyzwyczajenia podróżujących pracowników globalnych korporacji nie zmieniły się znacząco. Firma HRS przeprowadziła analizę rezerwacji dokonywanych przez podróżujących służbowo, z której wynikło, że liczba anulowanych rezerwacji wzrosła o prawie jeden procent. Dodatkowe koszty z tym związane są dla przedsiębiorstw znaczące: bardziej restrykcyjne warunki sprawiły, że firmy muszą ponosić wyższe koszty – średnio o 3,8% ich całkowitych wydatków hotelowych.

Tomasz Gorzycki, Dyrektor Zarządzający HRS Polska
Tomasz Gorzycki managing director Eastern Europe, Russia, CIS w HRS

„Naszą sugestią dla osób zarządzających podróżami w firmach, które negocjują z hotelami ceny na rok 2019, byłoby zwrócenia większej uwagi na elastyczne warunki anulowania rezerwacji. Z naszej analizy wynika, że osoby podróżujące służbowo uważają elastyczne warunki odwołania rezerwacji za niezwykle ważny element każdej podróży biznesowej. Z drugiej zaś strony firmy starają się zminimalizować wszelkie dodatkowe koszty” mówi Tomasz Gorzycki managing director Eastern Europe, Russia, CIS w HRS.

HRS przeanalizował zachowania podróżujących służbowo z największych korporacji na całym świecie. Na podstawie danych dotyczących anulowanych rezerwacji z września 2017 r. HRS przewidział, że firmy poniosą dodatkowe koszty liczone w milionach, z powodu przedłużenia przez duże globalne sieci hotelowe okresu „opłaty za anulacje” z 24 do 48 godzin przed przyjazdem. W ankiecie przeprowadzonej wśród 100 travel managerów, jedna trzecia stwierdziła, że chce wynegocjować odpowiednie warunki, w celu uniknięcia tych opłat.

Firmy zlecające outsourcing zakupu usług hotelowych, mogą zminimalizować dodatkowe koszty. „W bieżącym sezonie negocjacyjnym, unikanie opłat i elastyczne zasady anulowania są koniecznością dla travel managerów i osób zajmujących się zakupem usług z kategorii travel. Zaostrzone zasady anulowania obciążają firmowe programy hotelowe o prawie cztery procent, co sprawia, że elastyczne warunki są jeszcze bardziej istotne” – mówi Marco D’Ilario, vice president sourcing solutions w HRS.

„W ubiegłym roku HRS podtrzymał warunek anulowania rezerwacji w dniu przyjazdu w 95 procentach umów, które sfinalizował dla firm. Dzięki wykorzystaniu efektu skali i angażowaniu całego rynku – w tym globalnych sieci, grup regionalnych i nieruchomości indywidualnych – pomagamy firmom zmniejszyć występowanie tych opłat.”

Najlepsze cyfrowe transformacje w Polsce – Digital Excellence Awards

  • Eobuwie.pl i LPP dzięki innowacyjnej logistyce i ścisłemu sprzężeniu online i offline, podnoszą oczekiwania klientów co do szybkości obsługi i dostępności produktów.
  • ARiMR jest jedną z pierwszych organizacji rządowych, która rozwija własne centrum wytwarzania oprogramowania i samodzielnie rozwija platformę cyfrową in-house.
  • Zwinne procesy, interdyscyplinarność i spłaszczanie struktur stają się standardem w największych spółkach. Korporacje już prawie powszechnie przyjęły metody zarządzania rodem ze startupów, a niektóre są w stanie produkować innowacje równie szybko.

W sklepie stacjonarnym eobuwie.pl nie ma ani jednej półki z butami, rozmiar dobiera algorytm na podstawie skanu stopy, a buty można zamówić do przymierzenia w drodze do sklepu. Dostawa na terenie wybranych aglomeracji to kwestia kilku godzin. Największy polski sprzedawca obuwia online planuje dotrzeć do ponad 80% polskich konsumentów, którzy nie chcą kupować butów przez Internet. Postanowili wyeliminować część doświadczenia zakupowego, która zawsze wydawała się nieuniknionym ukrytym kosztem nowej pary butów.

Eobuwie.pl to jedna z sześciu organizacji, która otrzymała nagrodę Digital Excellence Of The Year 2018, przyznawaną przez stowarzyszenie członków zarządów największych firm w Polsce. Razem z pozostałymi pięcioma sygnalizują zmiany jakie dzieją się w polskim biznesie i w organizacjach publicznych w ostatnich latach. Pokazują jakie nowe oczekiwania kształtują w klientach liderzy cyfrowego biznesu oraz jak instytucje publiczne zaczynają adoptować nowoczesne metody biznesowe.

Najbardziej innowacyjnymi i najlepiej rozumiejącymi współczesnego odbiorcę i nowoczesne procesy organizacyjne okazały się w tym roku nie tylko duże firmy handlowe – jak Eobuwie, Żabka, Rossmann i LPP – ale też Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz Akademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie.

Koniec z online i offline – idealny proces zakupowy

Drugą dużą handlową spółką, która rozprawia się ze zgrzytami w procesie zakupowym uważanymi od lat za nieuniknione, jest LPP. Właściciel takich marek jak Reserved, House czy Mohito wdrożył w ponad 1700 sklepach stacjonarnych aplikację mobilną, z którą pracownicy mogą w kilka sekund znaleźć i zamówić dowolny produkt na życzenie klienta. W połączeniu z mobilną drukarką, aplikacja minimalizuje czas, jaki do tej pory pracownicy spędzali na przyjmowaniu dostaw i przecenianiu towaru.

Aplikacja LPP Store Vision jest pierwszym krokiem ku cyfryzacji odzieży, a następnym zapowiedzianym przez LPP ma być wdrożenie RFID. Spółka chce przenieść na sklepy stacjonarne korzyści z działań ecommerce, na które pozwala analityka w czasie rzeczywistym: optymalizacja ekspozycji czy dystrybucja produktów między salonami według ich lokalnej popularności.

Radykalną zmianę wprowadził też Rossmann, kiedy po niemal 20 latach wycofał plastikowe karty lojalnościowe i wprowadził Rossmann PL – obecnie najpopularniejszą mobilną aplikację lojalnościową w Polsce, z 6 milionami aktywnych użytkowników, w różnych grupach demograficznych. Konsekwentnie promując szybką realizację zamówienia w trybie “click & collect” Rossmann wdraża swoją własną wizję omni-channel.

Sprzedaż oparta na analityce

Żabka pracuje nad technologiami „sklepu jutra”, w których zdjęcie towaru z półki będzie natychmiast odnotowane w systemie, a oferta promocyjna każdego sklepu będzie się zmieniała według algorytmu opartego na machine learning. W dalszej perspektywie Żabka planuje wprowadzić bezobsługowe kasy, które zamiast skanować kod kreskowy, rozpoznają towar za pomocą kamery.

Proces zarządzania sklepem ma być maksymalnie uproszczony dzięki aplikacji dla franczyzobiorców Żabki, co może przyspieszyć ekspansję sieci, która już jest największą siecią sklepów typu convenience w Polsce.

Żabka, która od początku działalności była polskim liderem wdrożeń nowoczesnych systemów ERP, od ok. roku przechodzi wewnętrzną transformację w data-driven company. Nowe zespoły zaawansowanej analityki danych i cyfrowej transformacji pomagają wprowadzać innowacyjne procesy, produkty i usługi w każdym pionie firmy.

Innowacje w sektorze publicznym

Zaskoczeniem była jednak transformacja Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa – która podczas gali 17 października w Ufficio Primo otrzymała statuetkę Digital Excellence Leader w kategorii Zdolności Transformacyjnych. Swoją główną platformę zarządzającą przyznawaniem dofinansowań dla rolników Agencja rozwija również w metodykach zwinnych. Dział IT ARiMR porzucił typowy dla sektora publicznego model outsourcingu oprogramowania i zatrudnia ok. 70 programistów in-house.

Również w sektorze publicznym Akademia Górniczo-Hutnicza otrzymała wyróżnienie w kategorii zdolności cyfrowych, za stworzenie i rozwijanie Małopolskiej Chmury Edukacyjnej – projektu, który umożliwia uczniom małopolskich szkół ponadgimnazjalnych naukę u wykładowców czołowych krakowskich uczelni, jak Uniwersytet Jagielloński, AGH czy Politechnika Krakowska. Platforma jest oparta na technologiach od kilku różnych dostawców i korzysta z niej ok. 20 tysięcy uczniów, ale poziom jej automatyzacji i optymalizacji jest na tyle wysoki, że do jej utrzymania wystarczy trzech pracowników na część etatu.

Zwinność i interdyscyplinarność nie są już “nice to have”

“Bez zwinnych procesów nie da się dziś wprowadzać innowacji” – twierdzi Tomasz Dymowski, Dyrektor Bankowości Detalicznej Raiffeisen Polbank. “Osoby odpowiedzialne za rozwój biznesu muszą być czynnie zaangażowane w rozwój projektów IT, brać udział w Scrumach.“

“Jeśli chcemy nadążać z technologią za zmieniającym się rynkiem, nie można dalej pracować w modelu, w którym dział IT jest tylko wykonawcą projektów opracowanych przez stronę biznesową,” dodaje Andrzej Miron, CIO Raiffeisen Polbank. “Między nimi musi zachodzić ścisła współpraca.”

“Niemal wszyscy finaliści tegorocznego konkursu działają w modelu agile. Nie jest to już zaskoczeniem ani w banku, ani w dużej organizacji z wieloletnią tradycją – jak Żabka albo Rossmann” – mówi Bartosz Górczyński, przewodniczący jury Digital Excellence Awards, prezes CIONET Polska. Krzysztof Frydrychowicz, juror i prezes Digital Excellence Group, dodaje: “Agile to nie jest już nowość, do której trzeba przekonywać korporacje. Duże przedsiębiorstwa w Polsce nie siedzą, patrząc zazdrośnie na zwinność startupów, tylko dotrzymują im kroku pod względem procesów i innowacji. Niektóre nawet wdrażają startupy wewnętrznie.”

Zapytany o to, jak zwiększyć szanse na innowacje w biznesie, Jacek Kujawa, wiceprezes LPP, mówi: “Rewolucji cyfrowej nie robi zarząd, tylko zespół, ludzie, którzy mają bezpośredni kontakt z codziennymi wyzwaniami i procesami biznesu. Dajcie dojść do głosu ludziom w firmie, którzy rozumieją szybko zmieniającą się rzeczywistość.”

5. jubileusz największej konferencji zakupowej w Polsce – PROCON/POLZAK 2018

Piąta, jubileuszowa edycja konferencji zakupowej PROCON/POLZAK zapisała się w historii polskiej społeczności zakupowej nie tylko rekordową frekwencją, ale również wystąpieniem legendy zakupów korporacyjnych – dr. Petera Kraljiča.

Procure value – not costs

Hasło przewodnie konferencji, odwoływało się do zmieniającej się funkcji zakupów w organizacjach. Postępująca automatyzacja działań operacyjnych oraz  poszukiwania przewagi konkurencyjnej w innych obszarach działalności przyczyniają się do zmiany postrzegania działu zakupów.

Równolegle ze zmianą roli zakupów, uwidacznia się zmiana oczekiwań względem kompetencji wymaganych od kupców i managerów zespołów oraz młodego pokolenia wkraczającego do biznesu.

By dyskutować o powyższych zagadnieniach, wymieniać się doświadczeniami, poznać najlepsze praktyki oraz nawiązać nowe, biznesowe kontakty do Hotelu Marriott w dniach 22-23 października, przybyło 514 praktyków i ekspertów zakupowych. To niekwestionowany rekord frekwencji oraz potwierdzenie, że PROCON/POLZAK to największe wydarzenie zakupowe w kraju.

Uczestnicy mieli możliwość wybierać spośród 9 bloków tematycznych:

  • Zarządzanie talentem
  • Zakupy produkcyjne (direct)
  • Zakupy pośrednie (indirect)
  • Zakupy inwestycyjne (CAPEX)
  • Zakupy usług marketingowych
  • Procesy i Narzędzia
  • Zarządzanie ryzykiem
  • Smart Procurement Solutions
  • oraz zróżnicowanych tematycznie Stolików Dyskusyjnych

Czy stanowisko kupca jest zagrożone?

Najlepiej oceniony prelegent ubiegłorocznej konferencji – Shahriar Tabrizi, CPO w firmie Sivantos, w wystąpieniu otwierającym wydarzenie, zmierzył się z postawionym przez siebie stwierdzeniem o wymierających zakupach. Podkreślał w nim, że brak rozwoju kompetencji po stronie kupców, specjalistów w dobie automatyzacji i rozwoju sztucznej inteligencji może skutkować niepewnością w utrzymaniu stanowiska. Uspokajał jednak, że nadchodzące zmiany stwarzają tak naprawdę okazję do przeniesienia roli i skupienia człowieka z pracy operacyjnej do ustalania i zdobywania kolejnych celów strategicznych.

Temat ewoluujących kompetencji oraz sposobów poszukiwania talentów, przedstawili przedstawiciele Partnera Głównego konferencji – ManpowerGroup oraz TAPFIN – Marek Wróbel (Commercial Director, ManpowerGroup Poland) oraz Elke De Loecker (Strategic Client Solutions Director, TAPFIN – ManpowerGroup Solutions). Prelegenci omówili sytuację na rynku rozwiązań HR i odnieśli ją do realiów w jakich działy zakupów poszukują talentów, podkreślając użyteczność rozwiązań do zarządzania HR.

Zagadnienia powiązane z zarządzaniem talentami oraz współpracy międzypokoleniowej, ze względu na ich obecne znaczenie dla branży, wnikliwie omawiane były podczas dedykowanego bloku.

Talent w organizacji zakupowej

Obecność uczestników programu Top Young 100 (dla najlepszych studentów kierunków logistycznych) umożliwiła uczestnikom wystąpień i paneli dyskusyjnych bloku Talent Management, zweryfikować swoje poglądy względem tzw. milenialsów wkraczających na rynek pracy i co raz częściej pojawiających się w organizacjach zakupowych. Praktycy, współpracujący na co dzień z młodym pokoleniem – radzili jak korzystać z zalet najmłodszych pracowników oraz jak stać się inspirującym liderem, budującym efektywne zespoły w drodze do wspólnego sukcesu.

Jak cię widzą, tak cię piszą

Pozycjonowanie działu zakupów jako partnera biznesowego to jednak nie tylko kwestia kompetencji zespołu. W ramach bloku Procesy i Narzędzia oraz Zakupy Indirect, wielu prelegentów mówiło o znaczeniu budowaniu wizerunku całego działu w oczach klienta wewnętrznego oraz zewnętrznego. Podstawą takich działań nieustannie pozostaje komunikacja i transparentność działań. Przedstawianie działu, jako wartościowego pośrednika między organizacją a dostawcami, który nie tylko pilnuje terminowości dostaw, dokumentów czy cyferek i liczb, ale przede wszystkim poszukuje wartości dla całej organizacji. Wartości budowanej już od pierwszego kontaktu z dostawcą, tworzenia partnerskich relacji, przygotowania umowy po innowacje i wartość dodaną płynącą ze współpracy.

Poprawność powyższego podejścia potwierdzali uczestnicy i prelegenci bloku Zakupy Usług Marketingowych oraz Panelu dyskusyjnego, podczas którego rozmawiano właśnie o efektywnym dialogu klienta, domu mediowego i mediów. Przedstawiciele firmy doradczej STARS (Rafał Szysz i Anna Klimek), wyjaśnili jak pracuje dom mediowy, jak miarodajnie opisać współpracę oraz gdzie szukać oszczędności. Dodatkowo, przedstawiciel Partnera Technologicznego – Allegro Agency – Wojciech Ostrowski, wraz z Jennie Arvenäs (Creative Lead, TELE2 Szwecja) odpowiedzieli na pytanie czy tradycyjny event i reklama umiera oraz czym jest i dlaczego warto zainteresować się „live brand experience”. Wstępem do bloku było podsumowanie działań w ramach Dialogu Branżowego Reklamodawca-Agencja, prowadzonego przez PSML i SAR.

Koszt a wartość

Wpisując się w hasło przewodnie konferencji i analizując znaczenie wartości z nieco innej perspektywy, prelegenci bloków: Zakupy Direct oraz Zarządzanie ryzykiem poruszali tematy obejmujące ryzyko związane z wahaniami cen surowców, bankructwem dostawców czy zmianami w postrzeganiu CSR w oczach klienta końcowego. Występujący radzili jak kompleksowo minimalizować ryzyko już na poziomie doboru dostawcy, a kończąc na odbiorcy finalnym – tworząc bezpieczne, strategiczne podstawy rozwoju dla całej organizacji.

O znaczeniu kompleksowych działań w jakże istotnych zakupach inwestycyjnych, sposobach na redukcję kosztów oraz samych różnicach w zarządzaniu tą kategorią względem innych obszarów zakupowych, rozmawiali prelegenci i uczestnicy bloku – Zakupy CAPEX.

Sport vs biznes

PROCON-POLZAK 2018 (5)By organizacja sięgnęła po sukces, niezależnie od stosowanej technologii, potrzebuje ludzi. Specjalistów, managerów, którzy zespołowo sięgną po zwycięstwo (i najlepsze wskaźniki). Codzienna praca, spotkania, nieprzewidziane zdarzenia czy ceny rosnące w zastraszającym tempie, są czynnikami stresogennymi, z którymi chyba każdy musi się zmierzyć. Specjalny gość konferencji – dwukrotny medalista olimpijski a obecnie Prezes Polskiego Stowarzyszenia Lekkiej Atletyki – Tomasz Majewski, w swoim naturalnym i inspirującym wystąpieniu opowiedział jak wyglądała droga do jego największego sukcesu, jak motywował się by codziennie pojawić się na treningu, by nie poddawać się po każdej kontuzji, jak łączyć swoje cele z życiem rodzinnym oraz jak wykorzystać stres i dopiąć swego. Nie zabrakło oczywiście sesji zdjęciowej z serdecznym i uśmiechniętym, polskim „wikingiem”.

35 lat pod znakiem macierzy

Kolejny Gość Specjalny, który uświetnił jubileuszową edycję konferencji to postać doskonale znana w świecie zakupów. Macierz, stworzona przez niego 35 lat temu, do dziś, niezmiennie pozostaje podstawowym narzędziem w budowaniu strategii zakupowych w firmach na całym świecie.

Dr Peter Kraljič, nazywany ojcem chrzestnym współczesnych zakupów B2B, swoim wykładem otworzył drugi dzień konferencji. Mówił o rozwoju polskiej gospodarki i zaletach z tego płynących, jednak przestrzegał, że przed firmami, jak i samymi działami zakupów pojawiają się czynniki, które nie były tak istotne, gdy tworzył swoją macierz. Globalizacja i niepewności w skali makroekonomicznej stała się obecnie kryterium, którego zakupy i łańcuch dostaw nie może ignorować w dążeniu do stabilnego rozwoju.

Drugim wykładem otwierającym było wystąpienie Partnera Strategicznego konferencji – Amazon Business. Przedstawiciel firmy, Burkard F. M. Schemmel (Head of Enterprise Customers and Professional Services DACH, CEE, Benelux) przedstawił zalety rozwiązania Marketplaces.

Oficjalną część konferencji zakończyło wystąpienie znanego uczestnikom poprzednich edycji PROCON/POLZAK – dr. Maciej Błaszaka. Firma Lyreco, zaprosiła zgromadzonych na wykład dotyczący negocjacji zakupowych. Dr Mózg (jak często określany jest dr Błaszak przez uczestników PROCON/POLZAK) rozłożył na części pierwsze biologiczne i psychologiczne procesy zachodzące w umysłach kontrahentów siadających po obu stronach stołu negocjacyjnego.

Najlepsi z najlepszych

PROCON/POLZAK 2018 to również wydarzenie, podczas którego nagradzani są praktycy zakupowi oraz dostawcy. W trakcie wręczenia nagród, poznaliśmy zwycięzców konkursów PROCON Awards 2018 oraz Lider Zakupów 2018.

PROCON-POLZAK 2018 (6)W organizowanym przez Polskie Stowarzyszenie Menedżerów Logistyki i Zakupów konkursie, Liderem Zakupów został Tadeusz Twardzik z firmy Module Technologies. Wyróżnienia otrzymali: Elżbieta Czarnocka z firmy Polpharma, Bartłomiej Żeberek z firmy NEXTEER Automotive Poland oraz Łukasz Pacek z Banku BGŻ BNP PARIBAS.

PROCON-POLZAK 2018 (1)Z kolei tytuł Supplier of the Year 2017, przyznawany w konkursie PROCON Awards 2018, otrzymały firmy:

  • Kategoria Logistics: TSLogistic
  • Kategoria IT: YetiForce (wyróżnienie – Sevenet)
  • Kategoria Creative Services: endorfina events (wyróżnienie – MEA Group oraz FSWO).

Networking – czyli „daj szansę przypadkowi”

Nikt nie wątpi w znaczenie networkingu w biznesie. Podczas konferencji uczestników przekonywał o tym, a także pomagał w nawiązywaniu nowych znajomości – Grzegorz Turniak (Akademia Rekomendacji) – mistrz budowania sieci kontaktów.

Organizatorzy przygotowali jednak jeszcze jedną formę spotkań do wygodnego nawiązywania kontaktów służbowych. Wzorem roku 2017, uczestnicy mogli wziąć udział w moderowanych dyskusjach przy okrągłych stołach:

  • Podróże służbowe
  • Zakup opakowań
  • Zakup mediów i produkcja TV
  • Zakup usług eventowych

Warto wspomnieć, że mniej oficjalne formy networkingu zdają się jeszcze bardziej integrować społeczność zakupową. Wieczorem, 1. dnia konferencji, uczestnicy przenieśli się do Hard Rock Cafe, by w rockowym klimacie bawić się przy koncercie zespołu Antyradio COVERBAND. Jednak najważniejszym elementem PROCON/POLZAK Party był niewątpliwie Zakupowy Turniej Piłkarzyków. Mistrzami branży została drużyna mBank.

Wspólny sukces

Konferencja zawdzięcza swój sukces dopracowanej agendzie, licznym Gościom Specjalnym i profesjonalnej organizacji. Całe wydarzenie, organizowanie przez OptiBuy i PSML, wspierane jest przez Partnerów: Amazon Business, ManpowerGroup Poland, TAPFIN-ManpowerGroup Solutions, Allegro Agency, Centrum IKEA dla Firm, MeetingPlanner.pl, Altavia Polska, Ivalua, OEX NextBuy, Tork, WhyNotTravel, Dussmann, Stars, XBS Group, Lyreco, SAP Ariba. Wśród Wystawców pojawili się: CIPS, ITelix, EPSON, No Limit Logistyka oraz Easycatering.

Nad merytoryką wydarzenia czuwała Akademia im. Leona Koźmińskiego, Stowarzyszenie Komunikacji Marketingowej (SAR) oraz Klub Agencji Eventowych (KAE), a o promocję wydarzenia zadbali Patroni medialni: CEO.com.pl, log24.pl, Eurologistics, Logistyka Produkcji, Infor.pl, logistyka.net.pl, HRownia, GoldenLine, Top Logistyk, logistyczny.com, Logistyka a Jakość, Nowoczesny Magazyn, Stowarzyszenie Branży Eventowej (SBE), Newseria Biznes, Think MICE, Harvard Business Review Polska, ICAN Institute, Production Manager, Logistics Manager, Transport Manager.

Wynajem długoterminowy – rekordowo wysoka dynamika rozwoju w III kwartale

Według danych opublikowanych przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), trzeci kwartał bieżącego roku był rekordowy dla wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce. Rynek ten urósł bowiem pod względem łącznej liczby aut aż o 17% r/r i jest to najwyższa wartość w historii, odnotowana przez PZWLP. Branża wynajmu długoterminowego zakupiła w trzecim kwartale o 36,8% więcej nowych samochodów osobowych, niż w tym samym okresie rok wcześniej, rozwijając się dzięki temu znacznie szybciej od konkurencyjnych form finansowania pojazdów służbowych, takich jak zakup ze środków własnych, na kredyt czy przy użyciu klasycznego leasingu finansowego. W efekcie, udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych aut osobowych do firm zwiększył się o 1,4% w porównaniu do stanu sprzed roku. Doskonałymi wynikami w trzecim kwartale może pochwalić się także branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów), która urosła w tym czasie o 30,1% r/r.

Głównym filarem rynku motoryzacyjnego w Polsce już od dłuższego czasu są firmy. W trzecim kwartale roku ich znaczenie w tym zakresie było wyjątkowo duże, gdyż firmy zakupiły w tym czasie blisko 100 tys. (99.877) nowych aut osobowych. Oznacza to, że były nabywcami aż ponad ¾ (76,6%) wszystkich sprzedanych w salonach w naszym kraju samochodów. Przedsiębiorcy kupili od lipca do września o 27,6% więcej nowych aut osobowych, niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Spośród dostępnych na polskim rynku rodzajów finansowania samochodów służbowych, najszybciej rozwijał się tzw. wynajem długoterminowy, w przypadku którego zakupiono o 36,8% więcej samochodów osobowych, niż w analogicznym czasie rok temu. Dla porównania, z wykorzystaniem zakupu aut ze środków własnych, na kredyt i klasycznego leasingu finansowego razem, wzrost sprzedaży był wysoki, ale nadal znacznie niższy niż ten odnotowany przez wynajem długoterminowy, gdyż wyniósł 25,3%.Rekordowy wzrost rynku wynajmu długoterminowego aut w Polsce

W efekcie, na blisko 100 tys. nowych samochodów osobowych sprzedanych w trzecim kwartale do firm, 21% aut znalazło się w wynajmie długoterminowym i udział tej formy finansowania pojazdów służbowych w całkowitej sprzedaży aut do firm zwiększył się o 1,4% w stosunku do stanu sprzed roku. Branża wynajmu długoterminowego (zwana także CFM – Car Fleet Management) zakupiła w okresie lipiec – wrzesień 2018 roku 21 tys. nowych samochodów osobowych (w tym firmy należące do PZWLP ponad 16 tys. aut).Wynajem długoterminowy – rekordowo wysoka dynamika rozwoju w III kwartale

Wynajem długoterminowy – rekordowo wysoka dynamika rozwoju w III kwartale, trend wzrostowy widoczny już od kilku lat

Utrzymujący się już od dłuższego czasu trend bardzo szybkiego wzrostu liczby nowych aut nabywanych w wynajmie długoterminowym przekłada się również na coraz szybsze tempo rozwoju całego tego rynku w Polsce. Biorąc pod uwagę łączną liczbę samochodów znajdujących się w najpopularniejszej z usług w ramach wynajmu długoterminowego, czyli Full Serwis Leasingu, branża odnotowała na koniec trzeciego kwartału 2018 roku wzrost na poziomie aż 17% r/r. Wynik ten jest najlepszy w historii analiz statystycznych rynku, prowadzonych przez PZWLP regularnie co kwartał od 2009 roku. Tempo wzrostu branży sukcesywnie rośnie od kilku lat i obecnie jest już blisko 2-krotnie większe, niż ponad 2 lata temu (po II kw. 2016 r. wynosiło ono 9,4 r/r).Wynajem długoterminowy – rekordowo wysoka dynamika rozwoju w III kwartale 2

Na koniec września 2018 r. we flocie firm należących do PZWLP (reprezentujących ok. 80% rynku) w wynajmie długoterminowym znajdowało się łącznie prawie 179 tys. aut (178.861), z czego zdecydowana większość (82,7%), a więc blisko 150 tys. samochodów (147.829) pozostawało w usłudze Full Serwis Leasingu*.

Grzegorz Szymanski – Prezes Zarzadu PZWLP
Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska

Rosnące tempo wzrostu rynku wynajmu długoterminowego w Polsce, czyli łącznej liczby samochodów służbowych znajdujących się w tej formie finansowania, to trend, który utrzymuje się w naszym kraju już od wielu miesięcy – mówi Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – W trzecim kwartale osiągnęliśmy nie notowany jeszcze, najwyższy w historii analiz rynku prowadzonych przez PZWLP, poziom aż 17% r/r. Patrząc na tempo wzrostu bieżącej sprzedaży aut w wynajmie długoterminowym, od dłuższego czasu obserwujemy inny ważny trend – liczba samochodów kupowanych na potrzeby wynajmu długoterminowego rośnie znacznie szybciej niż w przypadku konkurencyjnych form finansowania floty, czyli zakupu ze środków własnych, na kredyt
i z wykorzystaniem klasycznego leasingu finansowego. Duże firmy i korporacje korzystają
z wynajmu długoterminowego od wielu lat. Obecnie, ten rodzaj finansowania aut służbowych zaczyna jednak przekonywać do siebie coraz większą liczbę małych i średnich przedsiębiorców i to oni stanowią główną siłę napędową branży. Jednocześnie, penetracja sektora MŚP przez branżę wynajmu długoterminowego w Polsce jest wciąż relatywnie niska. Oznacza to, że potencjał tkwiący w rynku małych i średnich przedsiębiorstw, który będzie przekładał się na tempo rozwoju wynajmu długoterminowego w kraju, jest nadal bardzo duży.          

Silniki benzynowe już w ponad 1/3 aut w wynajmie długoterminowym, coraz więcej napędów ekologicznych

W trzecim kwartale kontynuowany był spadek udziału samochodów z silnikami Diesla we flotach w wynajmie długoterminowym w Polsce. Auta wyposażone w wysokoprężne jednostki napędowe stanowiły na koniec września bieżącego roku już mniej niż 2/3 (62,2%) ogółu pojazdów i ich udział w łącznej flocie zmniejszył się w ciągu roku o 5,3%. Diesle w coraz bardziej wyraźny sposób tracą swoją dominującą pozycję przede wszystkim kosztem samochodów z silnikami benzynowymi, a także, choć w mniejszym stopniu, aut z ekologicznymi napędami (hybrydowymi i elektrycznymi). Auta benzynowe reprezentowały na koniec trzeciego kwartału już ponad 1/3 (36,3%) całego parku pojazdów w wynajmie długoterminowym, a ich udział był większy o 4,5% niż przed rokiem. Urósł także odsetek samochodów ekologicznych – z poziomu 0,7% na koniec trzeciego kwartału 2017r. do 1,5% (wzrost o 0,8%) na koniec września roku bieżącego. Należy przy tym jednak wyraźnie zaznaczyć, że wzrost w przypadku aut ekologicznych jest generowany niemalże całkowicie przez pojazdy hybrydowe, których na koniec trzeciego kwartału było 2661, czyli blisko 3-krotnie więcej niż przed rokiem (978 aut). Samochodów napędzanych silnikami elektrycznymi było dokładnie 41 (w porównaniu z 33 autami tego typu rok wcześniej).Wynajem długoterminowy – rekordowo wysoka dynamika rozwoju w III kwartale 3

Średnia emisja dwutlenku węgla w przypadku kupowanych przez firmy PZWLP w trzecim kwartale na potrzeby wynajmu długoterminowego nowych samochodów osobowych była nieznacznie wyższa (o 3,7% i 4,5 g/km), w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej i wyniosła 126,5 g/km (wobec 122 g/km w trzecim kwartale 2017 r.). Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 154,8 g/km i w związku z tym pozostawała na niemalże niezmienionym poziomie (spadek jedynie o 1% i 1,5 g/km) w stosunku do stanu sprzed roku. Co to oznacza?Wynajem długoterminowy – rekordowo wysoka dynamika rozwoju w III kwartale 4

Daniel Trzaskowski – Czlonek Zarzadu PZWLP
Daniel Trzaskowski, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający Biznesu Flotowego, Volkswagen Leasing GmbH Sp. z o.o. Oddział w Polsce

Dotychczas obserwowaliśmy w każdym kolejnym kwartale roku niższe średnie emisje dwutlenku węgla w przypadku kupowanych na potrzeby wynajmu długoterminowego nowych samochodów – zarówno osobowych, jak i dostawczych – mówi Daniel Trzaskowski, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający Biznesu Flotowego, Volkswagen Leasing GmbH Sp. z o.o. Oddział w Polsce. – Trzeci kwartał tego roku to jednak okres szczególny, w którym wdrażane w życie były nowe metody pomiaru m.in. emisji CO2 w samochodach, polegające na prowadzeniu pomiarów w warunkach zbliżonych do realnej eksploatacji pojazdów, a nie laboratoryjnych, jak miało to miejsce wcześniej. W efekcie, w wielu przypadkach podawane przez producentów wartości były już większe, nawet w odniesieniu do tych samych samochodów. Dlatego też, możemy obserwować nieznaczny wzrost średniej emisji CO2 nowych aut osobowych kupowanych na potrzeby wynajmu długoterminowego. Należy jednak pamiętać, że wzrost ten jest tylko teoretyczny – wynika jedynie ze zmiany metodologii pomiarów.

Branża Rent a Car rośnie w tempie 30,1% r/r

Trzeci kwartał 2018 r. to również czas bardzo wysokiego tempa wzrostu dla branży Rent a Car, reprezentowanej w PZWLP przez 7 dużych sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów. Na koniec września łączna flota firm Rent a Car w PZWLP** w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła blisko 19,5 tys. aut (19.454), co oznacza, że branża odnotowała wzrost na poziomie 30,1% r/r.

Firmy skupione w PZWLP coraz ważniejsze dla rynku motoryzacyjnego w Polsce

Biorąc pod uwagę całokształt działalności 20 firm należących do Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), a więc przede wszystkim usługi wynajmu krótko-, średnio- i długoterminowego samochodów, ale również leasing finansowy aut, firmy PZWLP zakupiły w trzecim kwartale 2018 roku łącznie ponad 31 tys. nowych samochodów osobowych. Oznacza to, że prawie 1/3 (31,2%) nowych aut osobowych kupowanych w trzecim kwartale 2018 roku przez przedsiębiorców w polskich salonach oraz 1/4 (24%) samochodów sprzedanych w tym czasie ogółem (do klientów instytucjonalnych i osób prywatnych łącznie) zostało nabyte przez firmy należące do PZWLP ***.

* – bez floty firmy Athlon Car Lease

** – bez floty firmy Avis Budget / Jupol – Car

***– Firmy PKO Leasing i mLeasing są również członkami ZPL (Związku Polskiego Leasingu).

Masz diesla? Masz pecha. Tylko benzyna ostro w dół

W miesiąc ceny benzyny na rynku europejskim spadły o 40 gr za litr i są najniższe od kwietnia. Jeszcze w listopadzie na polskich stacjach możliwe są obniżki do poziomu 4,7-4,8 zł za litr. Dlaczego jednak olej napędowy nie ulega tym trendom i nadal utrzymuje się blisko wieloletnich szczytów? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Marcin Lipka
Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Aż o 20 proc. w porównaniu do początku października spadły ceny benzyny bezołowiowej na rynku ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia). Obecnie litr tego paliwa kosztuje 1,70 zł bez marży detalicznej i hurtowej, akcyzy, opłaty paliwowej i podatku VAT.

Podobne procentowo spadki są również obserwowane na rynku ropy naftowej. Baryłka Brent obniżyła się z poziomu 322 zł do 269 zł w przeciągu nieco ponad miesiąca. Było to przede wszystkim spowodowane rekordowo silnym wzrostem wydobycia tego surowca w Stanach Zjednoczonych.

Ameryka zalewa rynek ropą

Produkcja „czarnego złota” w USA wzrosła w ciągu roku o 2,1 mln baryłek dziennie (b/d) i wynosi obecnie 11,3 mln b/d. Stany Zjednoczone są obecnie największym producentem ropy na świecie. Dodatkowo import netto (różnica pomiędzy eksportem i importem) ropy i jej produktów według cotygodniowych danych EIA spadła pod koniec października do 1,2 mln baryłek. To najniższy poziom od przynajmniej 30 lat. Oznacza to również, że więcej ropy zostaje dla innych państw na świecie, co obniża jej globalną cenę.

Zdecydowanie mniej obaw na rynku jest również w związku z sankcjami na Iran. W październiku wydobycie ropy przez OPEC wyraźnie wzrosło głównie dzięki Arabii Saudyjskiej i Libii. Wydobycie z Wenezueli także minimalnie wzrosło. Choć to prawdopodobnie nie jest stały trend, to jednak wraz z innymi informacjami pomaga obniżać ceny ropy.

Stany Zjednoczone dodatkowo umożliwiły głównym krajom kupującym ropę z Iranu na czasową kontynuację importu. Zmniejsza to presję na popyt od innych eksporterów tego surowca i sprzyja spadkowej presji na ceny.

Diesel o 50 gr droższy od benzyny

Mniej szczęścia mają właściciele pojazdów na olej napędowy (ON). Od ostatnich szczytów cena spadła o zaledwie 20 gr, czyli mniej niż 10 proc. Relatywnie wysoka cena diesla to zarówno efekt wydarzeń sprzed kilku miesięcy, jak i obecnych zaburzeń.

Dane IEA pokazują, że w sierpniu zapasy ON w krajach OECD w Europie były o 40 mln baryłek poniżej wartości sprzed roku. Dodatkowo we wrześniu mieliśmy dwa negatywne wydarzenia w Niemczech. Planowane i nieplanowane przestoje produkcji w niemieckich rafineriach w pewnym momencie sięgnęły 500 tys. b/d, wielokrotnie przekraczając zwyczajowe poziomy. Jakby tego było mało, w jednej z rafinerii doszło do wybuchu i prawdopodobnie nie powróci do pracy przez kolejne miesiące.

Nieszczęśliwy zbieg okoliczności utrzymał się także w październiku. Stan rzeki Ren, która jest ważnym kanałem transportu paliw dla południowo-wschodnich Niemiec i Szwajcarii, spadł do najniższego poziomu w historii. Praktycznie uniemożliwiło to transport paliw barkami. Konieczne stało się uruchomienie strategicznych rezerw w Niemczech i w Szwajcarii.

Niewystarczająca podaż i utrzymujący się na stałym poziomie popyt spowodował wzrost cen diesla nie tylko w Europie, ale również na innych rynkach, w tym w Stanach Zjednoczonych. Różnica pomiędzy ceną ON i benzyny w USA sięgnęła 50 gr za litr, co jest jednym z najwyższych poziomów od przynajmniej 13 lat.

W Europie także ta różnica sięga wartości zbliżonych do 45-50 gr. W rezultacie nawet biorąc pod uwagę, że podatki w Polsce nałożone na diesla są o 20 gr niższe niż na benzynę, to i tak ON w hurcie kosztuje 20-25 gr więcej niż popularna 95.

Długi powrót do normalności

Kierowcy jeszcze przez dobre kilka tygodni będą prawdopodobnie płacić za diesla  wyraźnie więcej niż za benzynę. ON powinien się powoli obniżać, ale jest ryzyko, że do końca roku będzie kosztować powyżej 5,00 zł/litr, gdyż konsekwencje tak silnych zaburzeń utrzymują się stosunkowo długo.

Znacznie lepiej przedstawia się sytuacja tankujących benzynę. Rynkowa cena na poziomie 1,70 zł za litr powinna odpowiadać detalicznej w okolicach 4,70-4,80 zł/litr. Nawet biorąc pod uwagę, że sprzedawcy rezygnowali ostatnio z marż przy wysokich cenach hurtowych, to te wartości możemy zobaczyć już pod koniec listopada.

Fundusz AgriTech Hub zainwestował w Strigiformes

AgriTech Hub – Fundusz Venture Capital, który wspiera w rozwoju innowacyjne projekty z sektora rolno-spożywczego dokonał inwestycji w spółkę specjalizującą się opracowywaniu i produkcji ekologicznych środków ochrony roślin – Strigiformes.  

Kapitał, jaki w ramach inwestycji otrzymała firma zostanie przeznaczony na prowadzenie prac badawczych oraz rozwojowych  w segmencie upraw szklarniowych i sadowniczych.

Strigiformes z pomocą nanotechnologii oraz naturalnych substancji opracowuje rozwiązania dedykowane ogrodnictwu i rolnictwu. Produkty Stigiformes pozwalają na efektywniejsze wykorzystanie nawozów mineralnych czy organicznych. Dodatkowo redukują nawożenie azotowe oraz fosforowe nawet o kilkadziesiąt procent, przy jednoczesnym usprawnieniu procesów fotosyntezy oraz odporności roślin. Produkty są bez karencyjne, a dzięki możliwości aplikacji np. z nawozami oszczędzają czas i pieniądze konsumentów.

Ograniczenie chemizacji rolnictwa to odpowiedź na potrzeby rynku i konsumentów. Coraz częściej zwracamy uwagę nie tylko na pochodzenie żywności, ale też standardy jej produkcji. Rozwiązania Strigiformes skierowane jest m.in. do sadowników i technologów prowadzących uprawy szklarniowe, którzy oczekują skutecznych, ekologicznych preparatów oraz efektywności ekonomicznej. Dzięki wsparciu twórców Strigiformes będziemy mogli cieszyć się żywnością najwyższej jakości, co wpisuje się w naszą filozofię nowoczesnego rolnictwa – – komentuje Bartosz Podhorodecki, Menedżer Inwestycyjny AgriTech Hub.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z nawiązania współpracy z funduszem AgriTech Hub. Mamy nadzieje, że jej owocem będzie wzrost pozycji naszej marki na rynku. Niezmiernie cieszy nas również fakt, że ekologiczne środki ochrony rośli stają się bardziej popularne. Śmiało mogę stwierdzić, że dbamy o otaczający nas ekosystem tworząc i oferując preparaty, które nie uodparniają patogenów ani nie wpływają negatywnie na owady pożyteczne – tłumaczy Jolanta Sowińska, Prezes Zarządu Strigiformes.

Inwestycja została przeprowadzona w ramach działania BRIdge Alfa, współfinansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.