Coraz większe szanse na polskiego jednorożca. Nasze start-upy podbijają świat

Coraz większe szanse na polskiego jednorożca. Nasze start-upy podbijają świat 1

Już wkrótce w Polsce może się pojawić stado jednorożców. Kandydatów do spółek wycenianych na przynajmniej miliard dolarów jest już kilka. To nie tylko CD Projekt, który w 2016 roku jako pierwsza polska firma IT dołączyła do grona najważniejszych firm technologicznych na świecie. Takim potencjałem dysponują także m.in. LiveChat, Booksy czy Znany lekarz. Problemem w Polsce jest jednak brak kapitału. Średnio, aby stać się jednorożcem, firma zbiera nawet 260 mln dol. dofinansowania. Największe firmy technologiczne – Apple i Amazon – są już warte ponad bilion dolarów.

– Naszym zdaniem polskie start-upy, my wolimy mówić polskie spółki technologiczne, mają bardzo duży potencjał. Polska ma bardzo dużo deweloperów, programistów, inżynierów, którzy tworzą fajne firmy z dużym potencjałem. Te firmy sprzedają globalnie, mogą to być i będą w najbliższych latach bardzo duże firmy – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tomasz Świeboda z funduszu Inovo.

Zdaniem ekspertów, spółek wycenianych na miliard dolarów, czyli tzw. jednorożców, już wkrótce może w Polsce pojawić się całkiem sporo. Z raportu „Polskie start-upy 2018” wynika, że liczba start-upów deep tech i kandydatów na jednorożca systematycznie rośnie: w 2015 roku było ich tylko 8, w kolejnych latach odpowiednio 11 i 35, a w 2018 roku już 174. Wśród nich kilka ma duże szanse by dołączyć do grona tych największych.

Z najnowszego raportu CBInsight wynika, że łączna wycena światowych jednorożców wśród start-upów przekroczyła już kwotę 864 mld, a takich start-upów jest już 260. Na liście dominują te ze Stanów Zjednoczonych (121) i z Chin (80). Z polskich start-upów żaden nie zyskał miana jednorożca, ale niedługo może się to zmienić.

– CD Projekt jest już bardzo dużą firmą technologiczną. Jest LiveChat, który jest już na giełdzie i też ma się szansę stać polskim jednorożcem. Jest także kilka firm z dużym potencjałem, bliskich statusu jednorożca. To np. Booksy, firma, która robi oprogramowanie dla fryzjerów i dla sektora beauty. Także Znany lekarz, czyli firma, która w Polsce jest pod marką Znany lekarz, ale globalnie pod marką Docplanner. Te firmy zdecydowanie mają potencjał być polskim unicornem – przekonuje Tomasz Świeboda.

Producent i dystrybutor serii gier o Wiedźminie CD Projekt już w 2016 roku jako pierwszy przekroczył wartość miliarda dolarów, choć na liście jednorożców nie znalazł się ze względu na to, że nie jest spółką giełdową. Coraz śmielej na rynku poczyna sobie LiveChat, firma która stworzyła narzędzie służy do komunikacji między właścicielem strony internetowej a użytkownikami. Obecnie ma 24 tys. klientów. Dobrze radzi sobie Booksy. Z aplikacji do umawiania wizyt u fryzjerów, kosmetyczek, barberów i masażystów korzysta już 120 tys. salonów i 2 mln użytkowników miesięcznie. Od 2015 roku Booksy zdobył 21,2 mln dol. finansowania. Portal Znany Lekarz do umawiania wizyt lekarskich co miesiąc odwiedza zaś 8 mln osób z 25 krajów.

Większość ekspertów właśnie te start-upy wymienia jako te, które mogą dołączyć do grona największych. Aby były warte tyle, co Amazon czy Apple, których wartość przekroczyła niedawno bilion dolarów, sporo im brakuje – przede wszystkim dużych inwestycji w pierwszych latach po powstaniu.

– W Polsce wydaje mi się, że największą barierą dzisiaj jest brak kapitału. Z jednej strony jest bardzo dużo kapitału na start-upy, ale na bardzo wczesnym etapie. Na trochę późniejszym etapie tego kapitału w Polsce jest coraz mniej, a na świecie jest go bardzo dużo. Mało ludzi zdaje sobie sprawę, że zbudowanie dużej firmy technologicznej kosztuje bardzo dużo pieniędzy, to nie jest kilka milionów złotych, to jest kilkadziesiąt milionów złotych bądź dolarów i to są bardzo duże koszty – twierdzi ekspert.

Raport „Polskie start-upy” wylicza, że w naszym kraju państwo wydało do tej pory na start-upy ponad 1,5 mld zł – 890 milionów z PARP, 440 mln z KFK i 250 mln z NCBiR. Problemem jest jednak niski poziom finansowania inwestorów prywatnych. Blisko połowa start-upów wskazuje, że brakuje im też wykwalifikowanych kadr.

Najnowsze technologie mogą uratować życie kierowcy i pasażerów. Inteligentne czujniki zauważą brak rąk na kierownicy i poinformują służby o potencjalnym wypadku

Najnowsze technologie mogą uratować życie kierowcy i pasażerów. Inteligentne czujniki zauważą brak rąk na kierownicy i poinformują służby o potencjalnym wypadku 2

Opracowano elastyczne czujniki, które potrafią wykryć nacisk dłoni na kierownicę lub drążek do sterowania samolotem. Gdy ręce kierowcy lub pilota nie mają kontaktu z układem sterującym, system zawiadomi odpowiednie służby, wysyłając lokalizację potencjalnego wypadku. Szybka reakcja może uratować życie poszkodowanym. Nad bezpieczeństwem w samochodach już teraz czuwają systemy wykrywające np. niezamierzoną zmianę pasa ruchu. W przyszłości w autach mogą być też instalowane detektory zamkniętych oczu.

– Zajmujemy się wdrażaniem elastycznych czujników do elementów sterujących, takich jak kierownice, dźwignie zmiany biegów czy drążki sterowe do samolotów. Chcemy zapewnić rozwiązania w zakresie wykrywania dłoni i generowania sygnałów, w tym alarmowych, w celu rozpoczęcia procedury łańcucha ratunkowego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Denis Güzelocak, prezes CurveSYS.

Inteligentne rozwiązania znajdują coraz to nowsze zastosowania. Dzięki specjalnym czujnikom można zautomatyzować proces zarządzania magazynami, a także podnieść bezpieczeństwo w transporcie. Na ukończeniu są już prace nad elastycznymi czujnikami, które wykryją puszczenie przez kierowcę lub pilota kierownicy lub drążka sterującego i wyślą sygnał do wszczęcia procedury ratunkowej.

CurveSYS chce wykorzystać swoje czujniki do automatycznego aktywowania procedury eCall.

– Aktywujemy system eCall, rozpoznając stałą aktywność dłoni na kierownicy. W przypadku sytuacji krytycznej, zdjęcia rąk z kierownicy lub spadku nacisku na kierownicę, ustalamy za pomocą technologii GSM i GPS lokalizację kierowcy. Postaramy się w bezpieczny sposób zatrzymać samochód i wysłać ustalone dane do odpowiedniego centrum powiadamiania ratunkowego – zapewnia prezes CurveSYS.

Moment wykrycia ryzykownej sytuacji jest kluczowy do podjęcia odpowiedniej akcji. Systemy wykrywania dłoni na kierownicy czy drążku muszą być jednak połączone z innymi systemami, takimi jak eCall. Ogólnoeuropejski system szybkiego powiadamiania o wypadkach drogowych ma znacząco zwiększyć przeżywalność wypadków komunikacyjnych. Od 31 marca 2018 r. urządzenia eCall są obowiązkowo montowane we wszystkich nowych samochodach osobowych i dostawczych do 3,5 tony.

Czujniki CurveSYS można jednak zastosować w szerszej gamie pojazdów.

– System ten może być wykorzystywany do modernizacji wszystkich pojazdów, np. samochodów, motocykli, rowerów, traktorów i pojazdów wykorzystywanych w rolnictwie. Obecnie prowadzimy współprace, jazdy testowe i spodziewamy się, że rozwiązanie uda się wprowadzić na rynek na przełomie roku 2019 i 2020 – zapowiada Denis Güzelocak.

Tymczasem już teraz w samochodach o bezpieczeństwo podróżujących dba szereg inteligentnych czujników i rozwiązań. System Lane Assist, zapobiegający niezamierzonej zmianie pasa ruchu, obecny jest w coraz większej liczbie pojazdów. Traffic Jam Asssist to z kolei asystent jazdy w korku, który dba o utrzymanie bezpiecznej odległości od poprzedzającego pojazdu i utrzymuje właściwy tor jazdy. System może być dodatkowo wyposażony w funkcję zjazdu na pobocze w przypadku, gdy kierowca nie trzyma rąk na kierownicy, a także nie reaguje na zmieniające się warunki na drodze. Systemy inteligentne w samochodach są już nawet w stanie rozpoznawać znaki drogowe.

W przyszłości do samochodów trafi także system wykrywania zamkniętych oczu. Pierwszy na świecie system śledzenia oka szwedzkiej firmy Tobii Tech po wykryciu, że kierowca zasypia, wyśle ostrzeżenie lub aktywuje systemy bezpieczeństwa, np. asystenta zjazdu na pobocze. Algorytm działa w oparciu o obserwację specyfiki zamykania powiek w połączeniu z ustaleniem wzorców charakterystycznych dla kierowcy. Czujnik wykrywa też rozproszenie uwagi charakteryzujące się skupieniem wzroku z dala od drogi. W przypadku, gdy system jest połączony z czujnikami zamontowanymi z przodu pojazdu, automat może wysłać sygnał do wykonania przez samochód manewru zapobiegającego zderzeniu.

Inteligentne czujniki znajdują zastosowanie nie tylko w branży automotive. Opracowywane przez CurveSYS czujniki mogą znaleźć także zastosowanie w sklepach i magazynach.

– Obecnie realizujemy nowy projekt, w ramach którego wykorzystujemy nasze czujniki na inteligentnych półkach. Sensory umożliwiają wykrywanie rodzaju i liczby produktów na regałach, co pozwala wielu firmom przyspieszyć pracę i oszczędzić czas – informuje Denis Güzelocak.

Na podstawie takich danych można na przykład dokonywać zamówień i oceniać pracę osób odpowiedzialnych za ekspozycję towaru w sklepach wielkopowierzchniowych. Jeżeli czujnik wykryje pustą półkę i w systemie magazynowym występuje brak towaru, który powinien na niej leżeć, będzie to sygnałem do sporządzenia zamówienia.

Według danych statystycznych policji, tylko na polskich autostradach w minionym roku doszło do 478 wypadków, w których śmierć poniosło 70 osób, a niemal 700 zostało rannych. Do 60 wypadków doszło w wyniku zmęczenia lub zaśnięcia kierowcy. Zginęło w nich 10 osób, a 108 zostało rannych. Z danych opracowanych przez twórców portalu planecrashinfo.com wynika z kolei, że błąd pilota jest przyczyną ponad połowy wypadków lotniczych.

Według analityków z MarketsandMarkets światowy rynek inteligentnych czujników do 2022 roku osiągnie wartość ponad 57 mld dol. Prognozowane średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się w latach 2016–2022 na poziomie 18,1 proc.

Magdalena Moczulska dołączyła do kancelarii Dąbrowski Radziejewska

Dąbrowski Radziejewska, nowy butik prawny na rynku nieruchomości i inwestycji, powiększa swój zespół o Magdalenę Moczulską, wcześniej przez wiele lat związaną z kancelarią Wardyński i Wspólnicy

Kancelaria Dąbrowski Radziejewska, która w czerwcu br. wyodrębniła się z Bartosiak i Partnerzy, powiększyła swój zespół o doświadczonego prawnika, radcę prawnego, Magdalenę Moczulską, która przez wiele lat była ekspertem w dziedzinie prawa korporacyjnego w kancelarii Wardyński i Wspólnicy.

Magdalena Moczulska specjalizuje się w kompleksowej obsłudze prawnej podmiotów gospodarczych. Na koncie swoich znaczących doświadczeń posiada przeprowadzenie z sukcesem jednego z pierwszych połączeń transgranicznych spółek w Polsce. Realizowała kompleksowe projekty związane z połączeniami spółek polskich i z kapitałem zagranicznym. Sporządzała opinie w zakresie działalności spółek Skarbu Państwa, a także ekspertyzy na zlecenie Banku Światowego obejmujące polskie prawo spółek.

Pozyskanie Magdaleny Moczulskiej jest spójne z rozwojem komplementarnej oferty dla klientów kancelarii Dąbrowski Radziejewska. Założyciele kancelarii, Łukasz Dąbrowski i Paulina Radziejewska, wraz z zespołem zbudowali swoją ekspertyzę prawną i biznesową oraz doświadczenie, obsługując wieloaspektowe projekty dla polskich i międzynarodowych klientów działających na rynku nieruchomościowym i budowlanym.

Główny obszar specjalizacji kancelarii obejmuje nieruchomości i inwestycje budowlane (mieszkaniowe i komercyjne – obiekty handlowe, hotele, biura i magazyny), finansowanie projektów, komercjalizacje i rozwiązywanie sporów około nieruchomościowych.

Life Science Open Space 2018 – zgłoś swoją prezentację | 11.10.2018 | ICE Kraków

Life Science Open Space 2018Life Science Open Space (#LSOS18) to doroczne FORUM INNOWACJI i WSPÓŁPRACY DLA ZDROWIA I JAKOŚCI ŻYCIA. Impreza zgromadzi profesjonalistów, fanów i użytkowników technologii służących człowiekowi – ludzi nauki, biznesu, polityki i administracji nastawionych na działanie i rezultaty.

Celem wydarzenia, które odbywa się już po raz ósmy, jest zachęcanie i inspirowanie do działania oraz umożliwianie nawiązywania ciekawych i praktycznych kontaktów. Open Space nawiązuje do otwartej, przyjaznej atmosfery, sprzyjającej efektywnemu networkingowi w pięciu kategoriach: Open Innovation, Challenge, Demo, Kariera i StartUp. Tematy obejmują – badania nad lekami; zdrową żywność; aktywne zdrowe życie; digital healt; nanotechnologie; kosmetyki; zdrowe budynki i inne.

Więcej informacji o kategoriach prezentacji i sesjach tematycznych na stronie konferencji http://lsos.info.  Do prezentacji zostanie wybranych tylko na 70 prezentacji – najlepszych pod względem jakości, możliwości podjęcia współpracy i korzyści dla uczestników.

Rejestracja już trwa – zgłoś swoją prezentację! Daj się poznać i znaleźć potencjalnym partnerom i przedstaw swoje działania na forum #LSOS’18.

Abstrakty prezentacji wybranych na konferencję są promowane wcześniej na stronach www.lifescienceopenspace.pl. Nie ma lepszej okazji, aby przedstawić lub zweryfikować swoje działania, pozyskać partnerów, kooperantów, pracowników czy testerów dla innowacyjnych projektów z obszaru Zdrowie i Jakość Życia.

Nie czekaj – zgłoś swój udział na http://lsos.info. Dołącz do wydarzenia na Facebooku http://bit.ly/LSOS_18atFB i bądź na bieżąco!

Startuje 8 edycja Programu Rozwoju Eksportu prowadzonego przez Santander Bank Polska

Spotkaniem w Warszawie, dotyczącym bieżących i ewentualnych przyszłych warunków prowadzenia handlu z Wielką Brytanią, rozpoczyna się kolejna edycja Programu Rozwoju Eksportu (PRE) prowadzonego przez Santander Bank Polska. W siedmiu poprzednich edycjach Programu, jeszcze pod szyldem Banku Zachodniego WBK, wzięło udział ponad 3100 przedstawicieli polskich przedsiębiorstw.

Naszym celem było stworzenie projektu długoterminowego. Inaugurując serię spotkań, konferencji, warsztatów oraz misji zagranicznych już po raz ósmy, pokazujemy, że zaangażowanie w zwiększanie aktywności eksportowej i importowej polskich firm ma dla nas wymiar strategiczny – mówi Michael McCarthy, Członek Zarządu nadzorujący Pion Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej Santander Bank Polska.

Wspieranie przedsiębiorstw, które działają na rynkach międzynarodowych oraz spektrum i zaawansowanie rozwiązań finansowych dla handlu zagranicznego są wyróżnikiem banku od momentu, gdy jeszcze jako BZ WBK stał się częścią międzynarodowej Grupy Santander. Było to ponad 7 lat temu. – Niezmiennie chcemy być bankiem pierwszego wyboru dla eksporterów, importerów oraz firm, które prowadzą ekspansję poprzez inwestycje greenfield czy fuzje i przejęcia. Jesteśmy przekonani, że potencjał polskich przedsiębiorstw na rynkach zagranicznych – szczególnie w wybranych branżach – jest ogromny. Będąc w międzynarodowej Grupie, która działa na 10 kluczowych rynkach świata możemy pomóc przedsiębiorcom dotrzeć do ponad 1 mld potencjalnych klientów – podkreśla Michael McCarthy.

Klienci korporacyjni jako jedni z pierwszych mieli możliwość poznania korzyści z obecności swojego banku w globalnej Grupie Santander. Od kilku lat mają dostęp do portalu informacyjnego SantanderTrade.com, na którym zgromadzone są opracowania na temat ponad 180 ciekawych rynków zagranicznych. Dzięki tym raportom firmy mogą wstępnie zbadać szanse na sukces w konkretnych krajach. Inną możliwością jest Santander Network – platforma, na której firmy mogą znaleźć sprawdzonych, wiarygodnych podwykonawców w podstawowych kategoriach usług, takich jak obsługa prawna czy działania marketingowe. Z kolei sieć International Desk zapewnia bardzo szybką organizację współpracy z innym bankiem Grupy Santander. Są to unikalne i co bardzo ważne praktyczne rozwiązania, które realnie ułatwiają ekspansję na rynkach zagranicznych.

W ostatnim czasie Santander Bank Polska wprowadził do oferty m.in. płatności oparte o technologię blockchain Santander One Pay FX czy możliwość zarządzania rachunkami, które firma prowadzi w bankach zewnętrznych, poprzez bankowość elektroniczną iBiznes24. To unikalne na polskim rynku rozwiązania, które sprawiają, że Santander Bank Polska ma jedną z najbardziej zaawansowanych na rynku ofert dla handlu zagranicznego. Bank stale rozwija moduł Trade Finance w iBiznes24. Pracuje też nad bardzo wyspecjalizowanymi rozwiązaniami, takimi jak np. finansowanie międzynarodowego łańcucha dostaw we współpracy z Santander Hong Kong.

Ósma edycja Programu Rozwoju Eksportu będzie, tak jak dwie poprzednie, mocno „sektorowa”, zgodnie ze strategią biznesową Santander Bank Polska. Bank ponownie zdecydował się położyć nacisk na misje zagraniczne, które pozwalają nawiązać realne relacje biznesowe i stwarzają największą szansę na kontrakty. Dotychczas odbyło się 20 wydarzeń o takim charakterze. W tym momencie Santander Bank Polska ma zaplanowane sesje B2B towarzyszące targom International Import Expo w Chinach, misje do Wielkiej Brytanii i Niemiec dla branży meblowej, a także do Kazachstanu dla producentów maszyn rolniczych i dystrybutorów roślin oleistych oraz misję przyjazdową do Polski dla hiszpańskich firm z sektora agro.

Pierwsze wydarzenie PRE tej jesieni odbywa się 28 września w Warszawie. Tematyka dyskusji będzie dotyczyła m.in. inwestowania i zakładania biznesu w Wielkiej Brytanii; otoczenia makroekonomicznego, finansowego i biznesowego na Wyspach; najświeższych informacji nt. Brexitu (w tym statusu negocjacji) oraz implikacji dla biznesu oraz związanych z tym szans i wyzwań dla polskich firm. W agendzie znalazły się wystąpienia Piotra Bielskiego, Dyrektora Departamentu Analiz Ekonomicznych Santander Bank Polska, Elisabeth Chapman, Sekretarz ds. Brexitu przy ambasadzie brytyjskiej w Polsce, jak też przedstawicieli kancelarii EBS i firmy logistycznej Hutchinson Ports UK / Logistics Ltd.

Organizatorzy zaplanowali również panel dyskusyjny pt. „Jak wejść „po polsku” kiedy inni wychodzą” na temat tegorocznych doświadczeń polskich przedsiębiorców z rynku brytyjskiego. W panelu wezmą udział praktycy biznesu, przedstawiciel Departmentu Handlu Zagranicznego przy Ambasadzie Wielkiej Brytanii w Warszawie oraz ekspert Santander UK.

Spotkania wg tej samej agendy odbędą się również 12 października w Katowicach oraz 19 października br. w Gdańsku. Zgłoszenia są przyjmowane pod adresem [email protected]. Udział w spotkaniach jest bezpłatny. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc rejestracja jest aktywna wyłącznie po uzyskaniu potwierdzenia od organizatora.

Grupa Kapitałowa Progres po II kwartałach 2018 r.

Grupa Kapitałowa Progres zamknęła pierwsze półrocze 2018 roku ze wzrostem przychodów sięgającym ponad 50% w stosunku do analogicznego okresu w roku poprzednim. Jak komentuje Cezary Maciołek – Wiceprezes Zarządu Grupy Kapitałowej Progres – dynamiczny rozwój usług rekrutacyjnych związany jest m. in. z bardzo dobrą kondycją polskiej gospodarki, aktualną sytuacją demograficzną, niedopasowaniem szkolnictwa z biznesem oraz falą emigracji. To wszystko wpływa na wzmożone zapotrzebowanie na pracowników, których zaczyna brakować praktycznie w każdej gałęzi polskiej gospodarki.

W pierwszym półroczu 2018 roku skonsolidowane przychody Grupy Kapitałowej Progres wyniosły 136 368.854 zł co oznacza wzrost w stosunku do pierwszej połowy 2017 roku o ponad 50%. – Tak dynamiczny wzrost to efekt realizacji kluczowych projektów w przyjętej strategii na lata 2017-2020, m. in. ekspansji terytorialnej w Polsce i za granicą, zmian strukturalnych, uruchomienia nowych specjalizacji branżowych oraz zawiązania dobrych aliansów biznesowych – podkreśla Cezary Maciołek, Wiceprezes Zarządu Grupy Kapitałowej Progres. Biznes i sektor HR reagują też na aktualną sytuację rynkową. – Najniższe w historii bezrobocie przy jednocześnie intensywnym rozwoju polskiej gospodarki determinuje zwiększone zapotrzebowanie na pracowników i usługi HR – dodaje Cezary Maciołek.

Z perspektywy czasu możemy stwierdzić, że Polska stała się ofiarą własnego sukcesu. To my zyskaliśmy najwięcej ze wszystkich nowych krajów UE po 2000 roku. Bardzo dobrze wypromowaliśmy się jako kraj i miejsce do inwestowania, z dobrą koniunkturą oraz idealnym położeniem w środkowej Europie. Dostępność zasobów ludzkich, w tym specjalistów branżowych oraz wykształconych absolwentów ze znajomością języków obcych, wpłynęła na znaczny wzrost nowych inwestycji w naszym kraju. Tak szybkie tempo wzrostu, przy słabnącej podaży pracownika powoduje, że wiele firm nie jest w stanie realizować swoich procesów biznesowych z powodu braku kapitału ludzkiego zarówno wyższego, jak i niższego szczebla. Przed branżą HR stoi zatem wiele wyzwań, którym musimy sprostać, by utrzymać dobrą sytuację w polskiej gospodarce i nie zaprzepaścić ostatniej dekady polskiego sukcesu – komentuje Cezary Maciołek.

Inwestycje alternatywne? Dynamiczny rozwój rynku numizmatycznego w Polsce

100 dukatów Zygmunta III WazyW styczniu tego roku sprzedano za ponad 8 mln złotych polską studukatówkę Zygmunta III Wazy. Była to najdroższa europejska moneta w ostatnich latach i jednocześnie świetny interes dla jej dotychczasowego właściciela. Jak wynika z opublikowanego wczoraj „Raportu o rynku numizmatów”, nie tylko prywatni inwestorzy, ale także instytucje publiczne dostrzegają w branży numizmatycznej ogromny potencjał inwestycyjny.

Raport, opracowany przez Granatowe Góry Weronika A. Kosmala jest pierwszym podsumowaniem sprzedaży na krajowych aukcjach, powstałym przy współpracy z antykwariatami, ekspertami, Muzeum Narodowym w Krakowie oraz międzynarodową bazą danych CoinArchives i zawiera kilkadziesiąt stron analiz, wywiady i zestawienia światowych rekordów.

Eksperci zgodnie przyznają, że rynek numizmatyczny pozwala bardzo dobrze lokować pieniądze, jest wiarygodny ze względu na szeroką dostępność archiwalnych danych i możliwość szybkiego porównywania obiektów w tzw. gradingu oraz cechuje się stosunkowo wysoką płynnością. Wartościowe numizmaty są często traktowane przez inwestorów także jako stabilny filar emerytalny.

– Grading (czyli skala oceny stanu monet) narodził się na potrzeby rynku inwestycyjnego w Stanach Zjednoczonych, kiedy zarówno fundusze, jak i kolekcjonerzy byli zainteresowani przede wszystkim zyskowną lokatą i potrzebowali miarodajnego określania jakości kupowanych pozycji oraz ich oryginalności. Uświadamiając sobie, że na rynku mamy do czynienia nie tylko z unikatami, ale przede wszystkim z przedmiotami powtarzalnymi, zauważymy, w jak dużej mierze cena zależy od stanu zachowania – i jak ważne jest, żeby certyfikację przeprowadzała niezależna instytucja, a nota była łatwa do zinterpretowania. Kiedy jeden egzemplarz oceniony został na 50/70, a drugi na 60/70, wiemy dokładnie, który ma również wyższy potencjał inwestycyjny – wyjaśnia Damian Marciniak z Gabinetu Numizmatycznego Damian Marciniak w Warszawie.

Jak wynika z raportu, rozwój rynku numizmatycznego widać na każdym kroku, a szeroka dostępność i rozpiętość cen numizmatów, w przeciwieństwie do rynku sztuki, pozwala rozpocząć przygodę z nimi praktycznie każdemu. Ceny monet zaczynają się od symbolicznych kilku złotych, ale mogą sięgać nawet kilkuset tysięcy. Codziennie na licytacjach sprzedawane są dziesiątki numizmatów. Najlepsze z nich trafiają na aukcje stacjonarne.

Atrakcyjność numizmatyki, łatwość aktywnego uczestnictwa w aukcjach przez internet i potencjał inwestycyjny rzadkich obiektów przyciąga na takie aukcje coraz szersze grono pasjonatów – bywa, że nawet 1 000 osób. Licytacje prowadzone w Polsce cieszą się również dużym zainteresowaniem kolekcjonerów zagranicznych i rozproszonej po świecie Polonii. Potwierdzeniem tego faktu może być największa aukcja numizmatyczna w Polsce, której kolejna edycja będzie miała miejsce już w sobotę 6 października br., w sali Kometa Hotelu Marriott w Warszawie. Wydarzenie będzie transmitowane na żywo w serwisie www.aukcje.gndm.pl. Na licytację wystawiono ponad 3 500 pozycji wartych kilka milionów złotych. Aukcję poprzedzi sesja wykładowa „W numizmatyce widzisz tyle, ile wiesz”.

Ruszyła II edycja kampanii edukacyjnej – „Płacę faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny”

Co siódmy polski przedsiębiorca nie otrzymuje na czas płatności za sprzedane towary czy wykonane usługi. Przynajmniej raz w miesiącu z tym problemem styka się 65% małych i średnich firm – wynika z 16. fali badania Bibby MSP Index. Przyczynia się to do utraty płynności finansowej organizacji i trudności w opłacaniu bieżących zobowiązań m.in. wobec ZUS, pracowników i kontrahentów.

Bibby Financial Services_II_edycja_kampanii_26.09.2018Według najnowszych wyników Bibby MSP Index 24% przedstawicieli sektora MŚP otrzymuje płatności średnio do 7-14 dni po terminie, a prawie jedna trzecia (32%) od 14 dni do miesiąca. Co piąty przedsiębiorca czeka jeszcze dłużej – od 1 do 3 miesięcy po dacie wskazanej na fakturze.

Nieterminowe regulowanie zobowiązań przez jedną firmę pociąga za sobą szereg negatywnych konsekwencji dla innych uczestników rynku. Gospodarka to system naczyń połączonych. Jedna nieopłacona faktura wpływa nie tylko na płynność finansową danego podmiotu, ale także powstawanie zatorów płatniczych w jej otoczeniu – wskazuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

Bibby_Financial_Services_Odpowiedzialnosc_sie_oplaca_26.09.2018Płynność finansowa i stały przepływ środków decyduje o kondycji ekonomicznej firmy. Polscy przedsiębiorcy pozytywnie oceniają sytuację prowadzonych biznesów. Zdaniem 27% respondentów 16. fali badania Bibby MSP Index w minionym półroczu forma ich organizacji polepszyła się. Jest to wyższy wynik, o 2,8 pkt proc., niż ten uzyskany podczas poprzedniej edycji pomiaru w kwietniu 2018 roku. Ponadto co trzeci ankietowany spodziewa się poprawy kondycji finansowej prowadzonej działalności w ciągu kolejnych sześciu miesięcy.

Przedsiębiorcy wykorzystują różne rozwiązania przeciwdziałające opóźnieniom w płatnościach i pojawianiu się zatorów płatniczych. Dla zdecydowanej większości z nich (74%) najlepszym narzędziem jest sprawnie działający dział księgowy monitorujący i pilnujący należnych zaległości. Jako drugi sposób przedstawiciele małych i średnich przedsiębiorstw wskazują kontakt właściciela firmy/prezesa ze zwlekającym z płatnością kontrahentem (29%). W oczach ankietowanych zyskuje także faktoring, który ceniony jest za skracanie oczekiwania na gotówkę (24%) oraz dyscyplinowanie dłużników (prawie 7%).

Wagę regulowania na czas zobowiązań wobec partnerów biznesowych podkreślamy w naszej autorskiej kampanii „Płacę faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny”. Podczas drugiej edycji akcji ponownie podkreślamy, że płynność finansowa jest niezbędnym elementem funkcjonowania każdego biznesu. Warto być odpowiedzialnym przedsiębiorcą i płacić swoim kontrahentom w terminie. Takie działanie uruchamia pozytywną reakcję łańcuchową. Firmy uzyskując na czas finansowanie są w stanie regulować własne zobowiązania i nie stawiać z kolei swoich klientów w sytuacji, w której nie mogą terminowo zapłacić choćby podwykonawcom – mówi Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

Bibby MSP Index to cykliczny projekt badawczy realizowany na zlecenie Bibby Financial Services. Celem badania jest pozyskanie informacji na temat aktualnej oceny sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw, ich otoczenia zewnętrznego i klimatu ekonomicznego do prowadzenia biznesu w Polsce. Raport dostarcza także szacunkowych prognoz co do najbliższej (w perspektywie 6 miesięcy) przyszłości przedsiębiorstw. Na podstawie zebranych danych dotyczących zatrudnienia, sprzedaży, inwestycji, płynności finansowej oraz zadłużenia przedsiębiorstw wyznaczany jest wskaźnik (Bibby MSP Index) obrazujący kondycję firm z grupy MSP.

Kampania pt. „Płacę faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny”. Skierowana jest do przedsiębiorców z sektora MŚP. Głównym celem działań jest zwiększenie świadomości przedsiębiorców o wadze płynności finansowej w każdym przedsiębiorstwie oraz wprowadzenie do świadomości sektora MŚP pojęcia „odpowiedzialność gospodarcza”.

Patronat honorowy nad działaniami objął: Polski Związek Faktorów.

Akcję wspierają również: BIG InfoMonitor – Biuro Informacji Gospodarczej, Brytyjsko-Polska Izba Handlowa, Info Credit, Marsh Polska, Izba Polskich Przedsiębiorców, Vindicat.

Patroni medialni kampanii: 4budowlani.pl, 6krokow.pl, biznes2biznes.com, Business Magazine MANAGER, CEO Magazyn Polska, Eurologistics, Fintek.pl, Gazeta MSP, Gazeta Przemysłu Drzewnego i Meblarstwo, LOG24.pl, Logistics Manager, MŚP Biznes, My Company Polska, Production Manager, Strefawystawcy.pl, Transport Manager, Truck & Business.

Więcej informacji o kampanii znajdą Państwo na stronie: placefaktury.pl.

Mieszkania są zbyt drogie

Ceny mieszkań najbardziej wzrosły w Gdańsku, bo aż o 16 proc., porównując II kwartał r/r. Z dużych miast wzrost cen był najniższy w Krakowie, wyniósł 2,4 proc. Dla Warszawy zmiana to 6,6 proc.

– Ceny na rynku pierwotnym rosną, a sprzedaż maleje – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jarosław M.Skoczeń z Emmerson Realty SA. – Jednak nie powinniśmy porównywać obecnej sytuacji do tej z lat 2004-2008, bo wtedy ceny rosły o 30 proc. Rocznie.

Jest też inna, istotna różnica z okresem “bańki” mieszkaniowej. Wówczas większość mieszkań kupowana była na kredyt, gdy obecnie połowa – za gotówkę.

-To, że mieszkania kupowane są za gotówkę, powinno napędzać rynek, tym większym zaskoczeniem jest, że sprzedaż spada – ocenia J.M.Skoczeń.

Prognoza dla kursu złotego oraz innych walut gospodarek wschodzących

Agencja indeksowa FTSE Russell zmieniła klasyfikację polskiego rynku kapitałowego – został on przeniesiony z grupy państw rozwijających się do grupy państw rozwiniętych. Jednak dla innych agencji Polska nadal jest rynkiem wschodzącym, co z kilku powodów niekorzystnie wpływało w ostatnich miesiącach na kondycję złotego. Pod presją znalazła się nie tylko nasza waluta, ale również inne waluty, nadal zaliczane do rynków wschodzących.

Na początku bieżącego roku polski złoty w relacji do euro umocnił się do najwyższego poziomu od połowy 2015 roku. Od tamtej pory waluta doświadczyła jednak wyprzedaży. Niemniej, w przeciwieństwie do 2016 roku, kiedy to PLN cierpiał głównie ze względu na czynniki wewnętrzne, słabość z ostatnich kilku miesięcy była związana niemal w pełni z czynnikami zewnętrznymi. Pod presją ostatnich miesięcy znalazła się grupa walut gospodarek rynków wschodzących.

Kurs EUR/PLN (styczeń ‘18-wrzesień ‘18)

kurs euroŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 21/09/18

Zagrożenia, które doprowadziły do deprecjacji walut rynków wschodzących – w tym i złotego – nadeszły z kilku stron. Część z nich wygasa, a część kompletnie straciła na znaczeniu. Kilka czynników ryzyka jednak pozostało, a niektóre wraz z upływem czasu nasiliły się, w rezultacie sprowadzając znaczną część walut rynków wschodzących do poziomów nieuzasadnionych przez ich fundamenty. Co zatem miało wpływ na te ostatnie ruchy?

– Zmiany w polityce monetarnej

a) Normalizacja polityki Rezerwy Federalnej oraz siła dolara

W grudniu 2015 roku Rezerwa Federalna rozpoczęła cykl zacieśniania polityki monetarnej. Ze względu na pozytywną sytuację na rynku pracy, nabierający tempa wzrost cen i ogółem dobrą kondycję amerykańskiej gospodarki można przypuszczać, że w 2018 roku FED zdecyduje się łącznie na 4 podwyżki stóp procentowych. Sugerują to też indywidualne oczekiwania członków FOMC co do poziomu stóp procentowych.

Dotychczas w 2018 roku bank centralny podniósł stopy w marcu i w czerwcu, łącznie o 50 punktów bazowych. Jest wysoce prawdopodobne, że przed końcem roku FED zdecyduje się na podwyżki we wrześniu i w grudniu. Tym samym wraz z początkiem następnego roku stopy powinny znaleźć na poziomie 2,25-2,5%, w porównaniu z obecnym poziomem 1,75-2,00%. Zwiększony koszt pożyczek nie jest jednak na rękę amerykańskim firmom, ponoszą one bowiem z ich powodu wyższe koszty finansowe. Rosnące stopy procentowe powinny stanowić wsparcie dla dolara amerykańskiego, co z kolei źle wróży firmom w gospodarkach wschodzących, zwłaszcza tych korzystających z finansowania w USD. Podmioty z gospodarek EM stają się bowiem narażone jednocześnie na ryzyko z powodu możliwej zmiany stóp procentowych oraz z tytułu wahań kursów walutowych.

Dla gospodarek zależnych od pożyczek denominowanych w walutach obcych obsługa długu może stać się zbyt uciążliwa, zwłaszcza jeżeli jednocześnie zmaterializują się ryzyka stopy procentowej oraz kursu walutowego. Zważywszy na fakt, że naszym zdaniem w tym roku prawdopodobne są jeszcze dwie podwyżki stóp procentowych w USA, dolar amerykański powinien nadal pozostawać względnie mocny, nawet w obliczu nadciągającej normalizacji polityki monetarnej ze strony Europejskiego Banku Centralnego. W tym miejscu warto jednak zwrócić uwagę, że rynki finansowe nie wyceniają jeszcze w pełni dwóch dodatkowych podwyżek stóp Rezerwy Federalnej w bieżącym roku.

Rynkowe szacunki prawdopodobieństwa trzech lub czterech podwyżek stóp procentowych do końca roku (maj ‘18-wrzesień ‘18)

Rynkowe szacunki prawdopodobieństwa trzech lub czterech podwyżek stóp procentowych do końca rokuŹródło: Bloomberg Data: 19/09/18

b) Zmiany w polityce Europejskiego Banku Centralnego

W czerwcu EBC ogłosił plany zakończenia sztandarowego programu skupowania obligacji rządowych. Do końca września Europejski Bank Centralny będzie kontynuował skup obligacji o równowartości 30 mld euro miesięcznie. Na przestrzeni trzech ostatnich miesięcy roku, wartość skupowanych obligacji spadnie do 15 mld euro. Bank centralny ma nadzieję zakończyć program luzowania ilościowego wraz z końcem grudnia.

Miesięczna wartość obligacji skupowanych przez EBC (2014-2018)

Miesięczna wartość obligacji skupowanych przez EBCŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 21/09/18

Kolejnym krokiem po zakończeniu przez EBC programu QE będzie podniesienie stóp procentowych, celem normalizacji polityki monetarnej. Obecnie dwie główne stopy procentowe w strefie euro, czyli stopa refinansowania oraz stopa depozytowa, wynoszą odpowiednio 0% oraz -0,4%. Ostatnie komunikaty EBC potwierdziły, że Bank nie planuje natychmiastowej podwyżki stóp procentowych. Zamiast tego Europejski Bank Centralny oświadczył, że spodziewa się utrzymania stabilnego poziomu stóp procentowych „przez lato 2019 roku”. Można zatem wnioskować, że pierwsza podwyżka stóp procentowych w strefie euro nastąpi w drugiej połowie przyszłego roku.

Wyższe stopy procentowe w strefie euro mają potencjał, aby wpłynąć na percepcję inwestorów i zadziałać jak „odkurzacz”, wysysając kapitał z powiązanych krajów, które nie są zaangażowane w cykl zacieśniania polityki monetarnej. Kapitał może opuszczać kraje, w których rekompensata za ryzyko może zostać uznana za niewystarczającą

c) Ograniczanie bilansu Rezerwy Federalnej

Zmiana polityki monetarnej Rezerwy Federalnej nie ogranicza się jedynie do podwyżek stóp procentowych. Od października 2017 roku FED stara się ograniczyć rozmiar bilansu, który znacznie wzrósł po wprowadzeniu przez bank centralny programu luzowania ilościowego. Banki centralne wielu z najbardziej rozwiniętych gospodarek świata zaangażowały się w proces skupowania aktyw na masową skalę. Zjawisko to doprowadziło do spadku rentowności obligacji, oraz wywarło istotny wpływ na rynki finansowe. Inwestorzy przyzwyczaili się do pewnego poziomu stóp zwrotu, w związku z czym w celu uzyskania podobnych wyników jak wcześniej, musieli zwiększyć akceptowalny poziom ryzyka. W obliczu niskich rentowności byli oni bardziej chętni do lokowania kapitału w gospodarkach wschodzących, które oferowały często względnie wysokie stopy zwrotu.

Suma bilansowa banków centralnych krajów G3 i indeks walut MSCI EM (2010-2018)

Suma bilansowa banków centralnych krajów G3 i indeks walut MSCI EMŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 21/09/18

Inwestowanie na rynkach wschodzących staje się mniej atrakcyjne w obliczu wzrostu rentowności obligacji w krajach rozwiniętych – w tym już obecnie wysokich rentowności w Stanach Zjednoczonych. Wraz z upływem czasu premia za ryzyko może nie wystarczać inwestorom do uzasadnienia inwestycji w gospodarkach EM. Może zatem dojść w ich przypadku do odpływu kapitału. W niektórych przypadkach może to już mieć miejsce.

d) Zmiany w polityce monetarnej w Europie Środkowo-Wschodniej

Polska jest jednym z nielicznych znaczących krajów regionu CEE, który nie znajduje się obecnie w cyklu zacieśniania polityki monetarnej. Narodowy Bank Polski nie spodziewa się, żeby w najbliższym czasie istniała potrzeba podniesienia stóp procentowych. Inflacja bazowa wynosi aktualnie 0,9%, a sam NBP jest obecnie jednym z najbardziej gołębich banków centralnych Europy Środkowo-Wschodniej.

Stopy procentowe w Czechach niemal na pewno dogonią w tym roku poziom stóp w Polsce, a najpewniej przekroczą go bliżej końca 2018 r., albo na początku następnego roku. Tymczasem w Rumunii stopy wzrosły znacznie w porównaniu z pozostałymi krajami regionu, a w obliczu znacznego tempa wzrostu cen można się spodziewać dalszych podwyżek ze strony Narodowego Banku Rumunii (NBR). Dynamika cen w Rumunii wynosi obecnie 5,1%, a preferowany przez bank centralny wskaźnik core3 obecnie znajduje się w okolicy poziomu 3%. Zmian w retoryce dokonał również poprzednio najbardziej gołębi z banków centralnych CEE, czyli Narodowy Bank Węgier. Inflacja w tym kraju znalazła się w widełkach celu inflacyjnego, osiągając poziom 3,4% rocznie. W jej obliczu bank centralny powinien być bardziej skłonny do zacieśniania stóp procentowych.

Bierność Narodowego Banku Polskiego może zachęcić inwestorów do wybrania innych gospodarek Europy Środkowo-Wschodniej. Jesteśmy jednak zdania, że dla PLN większy wpływ będzie miała nadchodząca normalizacja polityki monetarnej strefy euro, niż zmiany dokonywane przez banki centralne regionu CEE.

Innymi istotnymi źródłami ryzyka są:

– Konflikt na tle handlu

Jednym z istotnych czynników wpływających na kondycję walut gospodarek wschodzących pozostaje eskalacja napędzanego przez Stany Zjednoczone konfliktu na tle handlu zagranicznego. Głównym celem ataków USA pozostają Chiny, i z tego względu juan chiński był jedną z najgorzej radzących sobie walut w 2018 roku. Na przestrzeni nieco ponad pół roku waluta Chin w relacji do dolara doświadczyła wyprzedaży o skali dochodzącej do 9%.

Kurs USD/CNY (styczeń ‘18-wrzesień ‘18)

Kurs USDŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 21/09/18

Mimo, że największe spadki dotknęły juana chińskiego, również waluty gospodarek EM niebędących w konflikcie ze Stanami Zjednoczonymi doświadczyły spadków z powodu rosnącego napięcia.

Jednym z kluczowych celów gospodarczych Donalda Trumpa było poprawienie pozycji Stanów Zjednoczonych w handlu międzynarodowym. Oficjalne kroki podjęte pod kątem realizacji tego planu rozpoczęły się na początku 2018 roku. Najważniejsze decyzje USA obejmują: (1) nałożenie ceł na import stali i aluminium (odpowiednio 25- oraz 10-procentowego) na kraje i ugrupowania integracyjne, m.in. Unię Europejską, Kanadę, Indie oraz Chiny; (2) wprowadzenie 25-procentowej opłaty celnej na chińskie towary, głównie produkty przemysłowe, o wartości około 50 mld USD; (3) nałożenie 10-procentowych ceł na inne chińskie towary o wartości około 200 mld USD. Taryfy na te towary wzrosną do 25 procent na początku przyszłego roku

Działalność Stanów Zjednoczonych spotkała się z odwetem państw obciążonych taryfami celnymi. Meksyk, Chiny, Unia Europejska, Kanada, Indie oraz Turcja – wszyscy nałożyli własne cła na towary importowane ze Stanów Zjednoczonych. Narastający konflikt na tle handlu doprowadził do pogorszenia sentymentu wśród inwestorów, może także negatywnie wpłynąć na nastroje przedsiębiorców – a to oznacza potencjalnie niższą dynamikę produkcji, ograniczone perspektywy inwestycyjne i zmiany w zatrudnieniu. W rozważanym scenariuszu może dojść do spowolnienia gospodarczego na skalę światową. Ucierpieć z jego powodu mogą zwłaszcza gospodarki rynków wschodzących, na czele z Chinami.

Cła najpewniej przełożą się na wyższy koszt dóbr na rynkach, które zdecydują się na ich nałożenie. Oclenie wpływa bowiem zarówno na koszt importowanych dóbr, jak i na decyzje podejmowane przez krajowych producentów. Naruszenie łańcuchów dostaw najpewniej ograniczy możliwości produkcyjne przedsiębiorstw. Trudności w zwiększeniu, a nawet utrzymaniu dotychczasowego poziomu sprzedaży mogą dotknąć szczególnie sektor przemysłowy. Niepewność w kwestii wolnego przepływu dóbr może negatywnie odbić się na inwestycjach zagranicznych. To z kolei może skutkować brakiem kapitału w krajach uzależnionych od zagranicznych projektów inwestycyjnych.

Państwa-eksporterzy mogłyby potencjalnie zmniejszyć negatywne skutki ceł poprzez zaniechanie środków odwetowych. Niemniej, dotychczas kraje w większości odpowiadały na nałożenie dodatkowych ceł, co uderzało zarówno w nakładających taryfy, jak i podmioty, na które cła są nakładane.

– Wewnętrzne problemy poszczególnych gospodarek wschodzących

Część gospodarek rynków wschodzących cierpi na szczególny brak stabilności i problemy gospodarcze. Te indywidualne problemy, zdaniem inwestorów, mogą również zagrażać pozostałym rynkom wschodzącym. Dwoma gospodarkami, które obecnie uważane są za najbardziej problematyczne, są Argentyna i Turcja. Oba kraje w ostatnim czasie cierpiały z powodu kryzysu walutowego.

Kurs USD/TRY oraz ARS/TRY (styczeń ‘18-wrzesień ‘18)

Kurs USDŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 21/09/18

Turcja

Głównymi czynnikami odpowiedzialnymi za obecne problemy gospodarcze Turcji są:

  • istotne obciążenie banków i firm w postaci kredytów denominowanych w walutach obcych;
  • znaczny deficyt na rachunku obrotów bieżących.

Uzależnienie kraju od środków pochodzących z zagranicy umożliwiło wysoki wzrost gospodarczy w ostatnich latach. Kosztem tej imponującej ekspansji jest jednak silna ekspozycja tureckiej gospodarki na zmiany stóp Rezerwy Federalnej, wahania kursu dolara oraz spadek zaufania inwestorów. Obecnie Turcja cierpi z powodu wysokiej inflacji – wynosi ona ok. 18%, a zważywszy na deprecjację liry, jej wysoki poziom może utrzymywać się również w następnych miesiącach.

Słabość krajowej waluty powinna skłonić Centralny Bank Republiki Turcji (CBRT) do podniesienia stóp procentowych, co ograniczyłoby inflację i stanowiło wsparcie dla liry tureckiej. Inwestorzy stracili jednak wiarę w niezależność banku centralnego. Prezydent Turcji, który samodzielnie określa się „wrogiem stóp procentowych” wielokrotnie interweniował w sprawy banku centralnego. Erdogan zaapelował, żeby zamiast zacieśniania polityki pieniężnej bank centralny zmniejszył koszt pożyczek, co ma (zdaniem prezydenta) pobudzić wzrost gospodarczy w Turcji. W tym miejscu należy jednak wspomnieć, że we wrześniu CBRT przeciwstawił się jednak Erdoganowi, podnosząc główną stopą w turcji Turcji o 6,25 punktu procentowego, do 24%. Pomogło to bankowi odzyskać pewien poziom wiarygodności wśród inwestorów. Pytanie czy to faktyczna niezależność, czy „sztuczka” Erdogana?

Sytuację pogarsza konflikt Turcji ze Stanami Zjednoczonymi. Aresztowanie Andrew Brunsona, amerykańskiego pastora, którego tureckie władze podejrzewają o związki z organizacjami terrorystycznymi, doprowadziły USA do nałożenie sankcji na dwóch tureckich ministrów. Stany Zjednoczone podwoiły również sankcje na turecki eksport stali i aluminium, co pogłębiło deprecjację liry tureckiej w zeszłym miesiącu.

Bardziej wrażliwe waluty odczuły już skutki tureckiego kryzysu. Jedną z walut podatnych na obawy o sytuację w Turcji był rand południowoafrykański (ZAR). Spośród różnych ryzykownych aktywów to właśnie waluta RPA doświadczyła w konsekwencji ruchów o największej skali – tylko w sierpniu ZAR osłabił się o ponad 10% w relacji do dolara amerykańskiego. Innymi walutami, na które negatywnie wpłynęła sytuacja w Turcji były również m.in. rubel rosyjski, waluty Ameryki Łacińskiej oraz część walut gospodarek Europy Środkowo-Wschodniej – przede wszystkim polski złoty i forint węgierski.

Kursy EUR/PLN, EUR/HUF oraz EUR/TRY (08/08/18-17/08/18)

Kursy EURŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 21/09/18

Argentyna

Problemy Argentyny zaczynają się od znacznego deficytu strukturalnego. Dochody z podatków nie są wystarczające do pokrycia wydatków rządowych, szczególnie tych, związanych z bardzo wysokim zatrudnieniem w sektorze publicznym. Potrzeby argentyńskiego rządu są często finansowane z pomocą kredytów denominowanych w walutach obcych. Uzależnienie od zagranicznego finansowania doprowadziło do wysokiego deficytu rachunku obrotów bieżących. Kraj jest tym samym szczególnie narażony na aprecjację dolara amerykańskiego, podwyżki stóp procentowych w USA jak i zmiany sentymentu inwestorów. W rezultacie Argentyna mierzy się między innymi ze spowalniającym wzrostem, przyspieszającą inflacją i cierpi z powodu utrzymującego się niepokoju politycznego.

Znaczącym problemem Argentyny jest gwałtowny spadek wartości krajowej waluty. Od początku roku peso argentyńskie doświadczyło deprecjacji o niemal 50%. Argentyński bank centralny zdecydował się na podwyżkę stóp procentowych do niebotycznych 60%, co miało na celu wsparcie peso argentyńskiego w obliczu kursu pary USD/ARS, który na moment przekroczył psychologiczny poziom 40. Argentyna posiada obecnie najwyższe stopy procentowe na świecie.

Bank centralny w ostatnim czasie kontynuował również interwencje na rynku – wyprzedawał regularnie rezerwy walut obcych celem ustabilizowania peso. Kurs peso mocno ucierpiał, ale obecnie wydaje się, że Argentyna zmierza w lepszym kierunku, wraz ze wzrostem stóp procentowych i wsparciem ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Jeśli rząd podejmie niezbędne kroki i uda mu się ograniczyć podwójny deficyt, waluta powinna się ustabilizować.

– Napięcia polityczne w strefie euro

Polityka wielokrotnie okazywała się istotnym czynnikiem odpowiedzialnym za kształtowanie cen na rynkach finansowych w 2016 i 2017 roku, zwłaszcza w krótkim okresie. Wybory w Niemczech, Francji i Holandii wpływały na rynki europejskich obligacji i akcji, a także odgrywały istotną rolę w kształtowaniu kursu euro i walut powiązanych ze wspólną walutą, takich jak waluty CEE.

Aktualnie największym źródłem niepewności w strefie euro są działania rządu Włoch. Koalicja populistów i eurosceptyków zniechęca inwestorów do inwestowania we Włoszech, zwłaszcza, uwzględniając zapowiadane przez nich plany fiskalne. Napięcie w strefie euro odbiło się na koszcie pożyczek we Włoszech, ucierpiało na tym również samo euro.

Mimo wszystko, jesteśmy zdania, że obecna sytuacja we Włoszech stanowi ryzyko drugiej kategorii. Niemniej, jeżeli kolejne wieści z Włoch pokażą wzrost ryzyka, nieuwzględniony w wycenie włoskich obligacji, taki scenariusz mógłby wpłynąć na kurs wspólnej europejskiej waluty jak i na waluty krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Podsumowanie

Nie sądzimy, jakoby złoty miał znacznie ucierpieć ze względu na zacieśnianie polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych. Polska nie opiera się na pożyczkach denominowanych w walutach obcych i ma bezpieczną zewnętrzną pozycję płatniczą. Jeśli Narodowy Bank Polski nie podąży za Europejskim Bankiem Centralnym i nie będzie podnosił stóp procentowych, PLN może jednak reagować na zmiany kosztu kredytu w strefie euro, oraz w mniejszym stopniu na wyższe stopy w sąsiednich krajach.

Nie jest to nasz scenariusz bazowy, zwłaszcza w długim okresie, niemniej jeżeli ryzyka będą nasilały się z biegiem czasu, a presja na waluty gospodarek wschodzących wzrośnie, złoty może po raz kolejny doświadczyć wyprzedaży. Efekt zarażania w przeszłości negatywnie wpływał na polską walutę. W przypadku rosnącej awersji do ryzyka na rynku, złoty mógłby znów być poddany wyprzedaży.

Autorzy: analitycy Ebury – Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Ruszyła XVII edycja Szkolnej Internetowej Gry Giełdowej

  • Rozpoczęła się rejestracja do największego konkursu edukacyjnego GPW – Szkolnej Internetowej Gry Giełdowej skierowanej do uczniów szkół ponadpodstawowych i gimnazjów
  • Gra będzie się toczyć na platformie GPWtr@der, wiernie oddającej rynek giełdowy i pozwalającej na symulowane inwestycji w instrumenty finansowe
  • Pula nagród wynosi 85 tys. zł

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie zaprasza uczniów szkół ponadpodstawowych i gimnazjów do udziału w XVII edycji Szkolnej Internetowej Gry Giełdowej (SIGG) – największego projektu edukacyjnego uczącego w sposób praktyczny inwestowanie na giełdzie.

Edukacja odgrywa bardzo ważną rolę na GPW. Każdy projekt, który przybliża wiedzę o finansach jest dla nas cenny. SIGG ma tę szczególną zaletę, że łączy edukację z rywalizacją i w bardzo przystępny sposób uczy zgłębiać tajniki świata giełdowego – mówi Alina Bączar-Bednorz, członek Zarządu Fundacji GPW. 

Rejestracja do projektu potrwa do 20 października tego roku. Do tej pory w SIGG wzięło udział blisko 260 tys. nastolatków z całej Polski. W tym roku na najlepszy zespół czeka 10 tys. zł nagrody, a łączna pula do zdobycia wynosi 85 tys. zł.

Organizatorami projektu są Giełda Papierów Wartościowych oraz Fundacja GPW, a partnerami Fundacja im. Lesława A. Pagi (Partner Strategiczny), Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych oraz Warszawski Instytut Bankowości. Honorowy patronat nad projektem objęło Ministerstwo Finansów.

Dla kogo jest SIGG?

W SIGG mogą wziąć udział uczniowie szkół ponadpodstawowych i gimnazjów z całej Polski w zespołach liczących od dwóch do czterech osób (pod opieką nauczyciela). Gra jest dostępna także dla uczniów, którzy wcześniej nie mieli okazji zapoznać się z zasadami funkcjonowania giełdy. Potrzebną wiedzę mogą zdobyć na kursach e-learningowych. Udział w SIGG-u jest bezpłatny.

Na czym polega SIGG?

SIGG to internetowa gra inwestycyjna realizowana na specjalnie przygotowanej do tego celu platformie GPWtr@der. Każdy zespół dysponuje jednym rachunkiem inwestycyjnym i określoną kwotą wirtualnych pieniędzy. Uczestnicy najpierw poznają instrumenty finansowe notowane na warszawskiej giełdzie: akcje, ETF-y i kontrakty terminowe, a następnie wspólnie decydują, w jakie chcieliby zainwestować i dokonują transakcji. Zarówno inwestowane pieniądze, jak i zawierane transakcje są wirtualne, ale zlecenia są realizowane na podstawie pochodzących z rzeczywistego rynku ofert kupna i sprzedaży. Taki mechanizm doskonale oddaje giełdową rzeczywistość, a uczniowie-inwestorzy będą mogli poczuć się jak na prawdziwym parkiecie. Zadaniem zespołów jest pomnożenie pieniędzy oraz uzyskanie możliwie najwyższej stopy zwrotu. Dla uczniów dostępna jest także mobilna wersja SIGG.

SIGG to nie tylko teoria i podstawy inwestowania w przystępnej formie, to także praca zespołowa, analizowanie, śledzenie informacji rynkowych i notowań, wspólne podejmowanie decyzji oraz  składanie zleceń i dokonywanie transakcji. To świetne przygotowanie do zarządzania własnym portfelem oraz inwestowania prawdziwych pieniędzy w przyszłości. Udział w projekcie daje uczniom możliwość wykorzystania wiedzy teoretycznej, z którą zapoznają się w ramach przedmiotu „Podstawy przedsiębiorczości” oraz w ramach kursu e-learningowego, który jest istotną częścią SIGG.

Gra podzielona jest na etapy:

  • Gra testowa: (22 października 2018 – 31 października 2018),
  • Etap 1: transakcje na akcjach i ETF-ach (5 listopada 2018 – 11 stycznia 2019),
  • Etap 2: transakcje na kontraktach terminowych (25 lutego 2019 – 29 marca 2019 r.),
  • Finał w Sali Notowań GPW (17 kwietnia 2019 r.).

Szczegółowe harmonogramy na https://sigg.gpw.pl/

Dodatkowo każdy zespół ma możliwość korzystania z doświadczenia i wiedzy ponad trzydziestu koordynatorów regionalnych współpracujących z organizatorami projektu.

10 tys. zł dla najlepszych młodych inwestorów

10 tysięcy złotych to nagroda dla najlepszego zespołu. Pozostałe zespoły i nauczyciele, którzy zajmą kolejne miejsca na podium oraz miejsca od czwartego do 20. także mogą liczyć na nagrody finansowe (w sumie do zdobycia jest 85 tys. zł). Nagrody rzeczowe czekają na osoby z najlepszymi wynikami w kursie e-learningowym. Finał konkursu odbędzie się w siedzibie GPW na Sali Notowań, gdzie zmierzą się najlepsze zespoły.

Jak się zarejestrować?

Pierwszy krok wykonuje nauczyciel – opiekun grupy, który rejestruje szkołę oraz dodaje nazwy zespołów na https://sigg.gpw.pl/sigg/signup/teacher. Następnie każdy z uczniów zakłada własne konto, wybiera szkołę, nauczyciela oraz zespół. Konkurs rozpoczyna rozgrzewka, czyli gra testowa, a potem czas na wirtualne inwestowanie.

Rejestracja trwa do 20 października br. Wcześniej należy zapoznać się z regulaminem dostępnym na stronie https://www.gpw.pl/pub/GPW/files/PDF/Regulamin_SIGG_v2.pdf.

Murapol sprzedaje teren inwestycyjny w Zossen k/Berlina za kwotę 5,9 mln euro netto

Grupa Murapol podpisała umowę dotyczącą sprzedaży terenu inwestycyjnego w Zossen k/Berlina za kwotę 5,9 mln euro netto, stanowiącą blisko 200 proc. ceny zakupu nieruchomości sprzed nieco ponad roku. Uzyskana cena zbycia działki jest efektem prac projektowych oraz opracowania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, w który wpisuje się przygotowywana inwestycja. W modelu biznesowym spółki docelowo zakłada się koncentrację na krajowym rynku mieszkaniowym.

Nieruchomość w Zossen to teren inwestycyjny o powierzchni 2 ha, zakupiony przez Grupę Murapol za cenę 3,1 mln euro netto, pod realizację inwestycji nieruchomościowej obejmującej 15 budynków, w których przewidziano 230 lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej ok. 13 tys. mkw.

Od momentu podpisania umowy zakupu gruntu pracownia projektowo-wykonawcza należąca do holdingu Murapol – Murapol Architects Drive – wspólnie ze spółką z Grupy dedykowaną działalności na rynku niemieckim – Murager – oraz niemiecką pracownią architektoniczną prowadzoną przez arch. Łukasza Siubiaka – procedowała formalności administracyjne, w tym m.in. wspólnie z tamtejszym samorządem opracowała miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, w który wpisuje się przygotowywana inwestycja.

Zgodnie z umową zakupu nieruchomości, Grupa Murapol nabyła prawo własności do nieruchomości w marcu br., po wejściu w życie ww. planu miejscowego przewidującego możliwość jej zabudowy obiektami mieszkalnymi wielorodzinnymi. Wtedy też uregulowała pozostałe 92 proc. kwoty transakcji, tj. 2,85 mln zł netto.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

– Decyzję o wyjściu z inwestycji podjęliśmy po opracowaniu i zatwierdzeniu przez gminę planu zagospodarowania przestrzennego, w który wpisuje się nasza inwestycja. Efektem tego działania jest znaczący wzrost wartości zakupionego terenu inwestycyjnego w Zossen, czego odzwierciedleniem jest cena uzyskana w transakcji jego sprzedaży. Od momentu zainwestowania gotówki, tj. od marca br. uzyskaliśmy rentowność na tej inwestycji na poziomie 100 proc. Tymczasem gdybyśmy kontynuowali projekt, to dodatni cash flow ze sprzedaży mieszkań ponad uzyskaną dzisiaj w transakcji cenę sprzedaży gruntu, przypadałby na końcówkę 2021 roku, zwłaszcza ze względu na konieczność opracowania projektów architektonicznych oraz wykonawczych i pozyskanie niezbędnych pozwoleń. Tak więc po raz kolejny dzięki kompetencjom zespołu projektowego zrealizowaliśmy strategię osiągania ponadprzeciętnej rentowności na inwestycjach w grunty. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA – Pomimo tego, że takie procesy optymalizujące bank ziemi są naturalną konsekwencją w działalności firmy deweloperskiej, to chcąc zachować dotychczasowy poziom produkcji i sprzedaży mieszkań, nie moglibyśmy sobie na nie pozwolić, gdybyśmy nie dysponowali rozbudowanym zasobem aktywów nieruchomościowych. Podjęte wcześniej decyzje dotyczące kontraktowania oraz nabywania gruntów, obecnie dają nam możliwość elastycznego reagowania na uwarunkowania rynkowe i realizowania tych projektów, które są najbardziej ekonomiczne z punktu widzenia efektywności Grupy. – dodaje Nikodem Iskra.

Przedmiotem umowy sprzedaży, poza własnością gruntu, są także prawa do dokumentacji projektowej opracowanej przez Murapol Architects Drive, a zgodnej z założeniami zamierzenia inwestycyjnego Grupy. Umowa sprzedaży wejdzie w życie po jej zatwierdzeniu przez kupującego, co nastąpi w ciągu 14 dni od doręczenia mu dokumentu. Umowa sprzedaży jest zawarta pod warunkiem zawieszającym, jakim jest podpisanie przez kupującego umowy z Miastem Zossen, na podstawie której wejdzie on we wszystkie prawa i obowiązki Murager, które wynikają z umowy o infrastrukturę jaką spółka ta podpisała z urzędem. Jeżeli powyższy warunek nie zostanie spełniony do 16 listopada br. to umowa sprzedaży gruntu wygasa.

Sprzedany grunt w Zossen nie posiadał obciążeń hipotecznych, a środki z transakcji zostaną przeznaczone na finansowanie podstawowej działalności deweloperskiej Grupy Murapol związanej z realizacją projektów mieszkaniowych w Polsce.

– Jednocześnie zaznaczam, że wyjście z inwestycji w nieruchomość w Zossen nie oznacza, że rezygnujemy z aktywności na niemieckim rynku mieszkaniowym. Murager, spółka dedykowana naszej obecności w tym kraju, nieprzerwanie działa i wyszukuje oraz analizuje grunty, które wpisują się w nasz model biznesowy – podsumowuje Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

Obecnie Grupa jest obecna także w Edynburgu, gdzie trwają prace nad dwoma przedsięwzięciami deweloperskimi, przy London Road i Ferry Road. Nieruchomość przy London Road jest już własnością Grupy, a zaplanowana na niej inwestycja posiada już decyzje o pozwoleniu na budowę i prowadzone są prace nad jej projektem wykonawczym.

Koniec ze sprzedażą niepotrzebnych polis

Już za kilkanaście dni zacznie obowiązywać nowa ustawa o dystrybucji ubezpieczeń, która dostosowuje polski porządek prawny do norm unijnych stosowanych już w innych krajach. Wielu agentów wskazało, że najbardziej istotnym zagadnieniem jest konieczność przeprowadzenia analizy potrzeb klienta.

– Nowa ustawa o dystrybucji ubezpieczeń jest jednym z najważniejszych zmian w sposobie sprzedaży ubezpieczeń, jakie zostały wprowadzone w ostatnich latach. Celem nadrzędnym jest zlikwidowanie zjawiska zakupu przez klientów polis im niepotrzebnych. Mimo że branża ubezpieczeń miała kilka dodatkowych miesięcy na przygotowanie odpowiednich rozwiązań do sprostania nowym obowiązkom, to niektóre zagadnienia, jak analiza potrzeb klienta, nie są jeszcze jasno sprecyzowane. Z rozmów z przedstawicielami rynku wnioskujemy, że problem ten wpłynie najmocniej na pracę multiagentów – mówi Piotr Bartos, Country Manager Insly w Polsce.

Multiagenci mają więcej pracy do wykonania

Nowe zasady dystrybucji ubezpieczeń miały pierwotnie obowiązywać już od lutego tego roku, jednak europejscy ustawodawcy zdecydowali się przedłużyć ostateczny termin ich wprowadzenia do października, żeby przedstawiciele branży ubezpieczeń mogli się jak najlepiej przygotować. Mimo to ostateczny zakres i poziom szczegółowości analizy potrzeb klienta wciąż jest przedmiotem domysłów i niepewności, ponieważ nie ma jasnych wytycznych co do jej kształtu.

Choć większość ubezpieczycieli przygotowała już odpowiednie formularze i procedury, z których powinni korzystać agenci, to w związku z brakiem odgórnego doprecyzowania zasad przeprowadzenia analizy potrzeb klienta (APK), mogą one się między sobą różnić. Problem ten dotknie przede wszystkim multiagenów, którzy w związku z tym będą mieli więcej pracy do wykonania w porównaniu z agentami wyłącznymi. Ci drudzy mogą w pełni polegać na procedurach wypracowanych przez towarzystwa ubezpieczeń, ponieważ sprzedają wyłącznie produkty konkretnego ubezpieczyciela i tylko je między sobą porównują, żeby zaoferować klientowi najkorzystniejsze rozwiązanie. Z kolei multiagenci, powinni wypracować taki sposób postępowania, który pogodzi zarówno wymogi wielu różnych APK poszczególnych towarzystw, a jednocześnie pozwoli im zrealizować ustawowy obowiązek rzetelnej analizy, jak i przedstawienia klientom rekomendacji polis najlepiej spełniających ich oczekiwania.

Nadrzędna rola technologii

Najlepszym rozwiązaniem powyższego dylematu wydaje się inwestycja w odpowiednie oprogramowanie do zarządzania procesem sprzedaży ubezpieczeń, które pozwoli spełnić zarówno wymagania ustawowe, jak i oczekiwania ubezpieczycieli. Niestety nie każdy dystrybutor jest w stanie samodzielnie stworzyć tego typu narzędzie. W związku z tym można zauważyć dwie tendencje na rynku. Pierwszą jest konsolidacja i dołączanie mniejszych multiagentów do dużych sieci, a drugą inwestycja w nowe systemy zarządzania sprzedażą polis.

– Z naszych obserwacji wynika, że istnieje na rynku duża grupa multiagentów, którzy cenią sobie własną niezależność i nie chcą rezygnować z wypracowanej przez lata renomy. Są oni gotowi zainwestować w zakup odpowiedniego oprogramowania. Poszukują zatem partnerów technologicznych oferujących gotowe rozwiązania, które spełnią wymogi ustawy i oczekiwania towarzystw, a pozwolą im uniknąć konsolidacji z większymi graczami – dodaje Piotr Bartoś

Włoski przepis na open source

W 2016 r. administracja Rzymu ogłosiła, że idąc śladem wielu instytucji z sektora publicznego na całym świecie, rezygnuje z rozwiązań zamkniętych i chce zacząć korzystać z open source. W kwietniu tego roku władze miasta zrobiły krok dalej i na 14 tys. komputerów ratusza, został zainstalowany program LibreOffice. Niedawno uruchomiono ostatni proces zmian, w efekcie którego wspomniane oprogramowanie bazujące na otwartym kodzie źródłowym, stanie się jedynym pakietem narzędzi biurowych dostępnym dla pracowników.

W okresie przejściowym pracownicy będą mogli korzystać zarówno z dotychczasowych narzędzi biurowych, czyli z zamkniętego oprogramowania działającego na zasadzie zastrzeżonej i płatnej licencji, jak i z opensourcowego, i co w tym przypadku istotne – darmowego rozwiązania. Postanowiono jednak odinstalować płatny pakiet ze wszystkich komputerów tych pracowników administracji, którzy korzystają np. z edytorów tekstów mniej niż godzinę w miesiącu. Reszcie pozostawiono wybór, której opcji chcą używać, ale w ciągu kilku następnych miesięcy, LibreOffice stanie się docelowym programem biurowym.

Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska
Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska

– Należy docenić władze Rzymu za wdrożony plan przejścia administracji na rozwiązanie open source. Z naszych doświadczeń współpracy z firmami prywatnymi, jak i podmiotami z sektora publicznego, które decydują się na taki krok, wynika bowiem, że największe trudności, które pojawiają się w trakcie przeprowadzanych zmian, nie dotyczą bezpośrednio kwestii technicznych. Większym problem jest natomiast bariera psychologiczna. Choć technologia open source już na stałe zadomowiła się w biznesie i po narzędzia IT bazujące na otwartym kodzie coraz częściej sięgają również instytucje publiczne, to jednak pracownicy wielu urzędów są przyzwyczajeni do używania zamkniętych i komercyjnych rozwiązań, gdyż nie mieli okazji zapoznać się z alternatywą. Dlatego też, w procesie zmiany warto jest dać czas i przestrzeń na oswojenie się z elementami nowej infrastruktury IT i poznanie opensourcowych narzędzi, które będą wykorzystywane w codziennej pracy. Na takie podejście zdecydowano się w rzymskim ratuszu – komentuje Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska, firmy IT będącej ekspertem w zakresie open source na rynku polskim i w regionie CEE, która wspiera największe marki i instytucje z sektora publicznego w przeprowadzaniu transformacji informatycznej.

Osoby zatrudnione w rzymskiej administracji otrzymają także dodatkową pomoc w zapoznawaniu się z rozwiązaniem open source, a to za sprawą 112 pracowników ratusza – zwolenników i propagatorów otwartego oprogramowania. Grupa ta ma zachęcać swoich kolegów do pogłębiania wiedzy na temat narzędzi IT bazujących na otwartym kodzie, poprzez korzystanie z platformy e-learningowej Moodle[1], która również jest opensourcowa i rozpowszechniana za darmo zgodnie z licencją GNU GPL. Wspominanych 112 innowatorów – jak zostali nazwani – w czerwcu ukończyło również dedykowane szkolenie, na którym otrzymali cenne wskazówki, w jaki sposób mogą przekonać kolejne grupy pracowników do korzystania z open source.

Administracja Rzymu już w październiku 2016 r. podjęła decyzję o przejściu na otwarte oprogramowanie. Na początku 2017 r. przeprowadzono inwentaryzację wszystkich aplikacji komputerowych i narzędzi serwerowych obecnych w urzędach miejskich. Stworzona lista umożliwiła zrobienie kolejnego kroku, czyli przyjrzeniu się umowom miasta z dostawcami oprogramowania i usług ICT, aby sprawdzić, które z obecnie stosowanych rozwiązań przestały odpowiadać na potrzeby administracji, stały się nieefektywne i zbyt kosztowne w utrzymaniu. Władze Rzymu chcą bowiem, aby do 2020 r. infrastruktura informatyczna obecna we wszystkich jednostkach administracji miasta, składała się wyłącznie z takich narzędzi i oprogramowania IT, które usprawnią działanie urzędów, a przez to i obsługę spraw mieszkańców. Dużą rolę w tym planie odgrywa technologia open source, której zastosowanie ma dodatkową zaletę, o czym wspomina Dariusz Świąder:

– Zaletą wdrożenia rozwiązań open source, szczególnie istotną z punktu widzenia sektora publicznego, na co również zwracają uwagę przedstawiciele administracji Rzymu, jest uniezależnienie się od jednego dostawcy, czyli uniknięcie zjawiska vendor lock-in. Zachodzi ono wtedy, kiedy zakup danego oprogramowania łączy się z koniecznością nabycia kolejnych narzędzi od tego samego producenta, ponieważ tylko one będą kompatybilne z wcześniej zamówionym oprogramowaniem.

W przypadku rozwiązań open source ten problem nie występuje. Skupiając się na konkretnym przykładzie, czyli na programie LibreOffice, należy zaznaczyć, że na jego wdrożeniu skorzystają wszyscy – miasto nie będzie musiało płacić za licencję pakietu biurowego, a pracownicy będą mogli otrzymać za darmo kopię oprogramowania na komputery domowe. LibreOffice używa również otwartych formatów dokumentów, co oznacza, że pliki mogą być otwierane bez żadnych problemów również na komputerach, na których zostały zainstalowane inne pakiety biurowe.

[1] https://moodle.org/

Perspektywy rozwoju skandynawskich firm – rynek pracy i centra usług biznesowych na Pomorzu Zachodnim

25 września 2018 roku Skandynawsko-Polska Izba Gospodarcza (SPCC) wraz z Urzędem Marszałkowskim Województwa Zachodniopomorskiego zorganizowała w Szczecinie debatę pt. „Skandynawskie Firmy na Pomorzu Zachodnim – stare dobre małżeństwo z perspektywami na przyszłość” na temat perspektyw rozwoju firm skandynawskich na Pomorzu Zachodnim. Kluczowymi tematami poruszanymi podczas debaty z udziałem skandynawskich inwestorów i władz lokalnych były zachodniopomorski rynek pracy oraz sektor nowoczesnych usług dla biznesu. Skandynawskie inwestycje bezpośrednie stanowią bowiem blisko połowę wszystkich inwestycji zagranicznych w Zachodniopomorskiem. Uczestnicy spotkania dyskutowali także o najczęstszych problemach związanych z transportem i logistyką w regionie. W debacie  udział wzięli Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz, Ambasador Królestwa Danii Ole Mikkelsen,  Ambasador Królestwa Szwecji Stefan Gullgren, Prezes SPCC Carsten Nilsen  oraz skandynawscy przedsiębiorcy zrzeszeni w SPCC.

Od lewej: Ambasador Danii - Ole Mikkelsen, Prezes SPCC - Carsten Nilsen, Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego  - Olgierd Geblewicz , Ambasador Szwecji - Stefan Gullgren
Od lewej: Ambasador Danii – Ole Mikkelsen, Prezes SPCC – Carsten Nilsen, Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego – Olgierd Geblewicz , Ambasador Szwecji – Stefan Gullgren

Bezpośrednie Inwestycje Zagraniczne (BIZ)

Dzięki swojemu położeniu i doskonałemu skomunikowaniu – poprzez bliskość sieci europejskich autostrad – Pomorze Zachodnie jest dla skandynawskich inwestorów szczególnie atrakcyjnie. Spośród 100 największych inwestycji zagranicznych w regionie w 2015 roku aż 46 proc. reprezentowały firmy pochodzące ze Skandynawii, zaś krajem z największą liczbą inwestycji była Dania – 16,9 proc. ogółu BIZ na Pomorzu Zachodnim[1]. Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz tłumaczy, że skandynawskie firmy inwestują w regionie dzięki stworzonym ku temu korzystnym warunkom, takim jak dostępność do wykształconej kadry czy pomoc ze strony administracji lokalnej. „Wspólnie stworzyliśmy dobry klimat, który uzupełnia położenie Pomorza Zachodniego i naszą bliskość do Skandynawii” – tymi słowami rozpoczął marszałek spotkanie.

Jak podkreśla Agnieszka Zielińska, Dyrektor Zarządzająca Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej: „Zachodniopomorskie jest kluczowym regionem dla skandynawskich inwestorów- jednym z największych poza Polską centralną. Przede wszystkim ze względu na dogodne warunki oferowane przez region oraz dużą skandynawską społeczność, która wspiera nawzajem swoje działania, dzieli się wiedzą i doświadczeniem, czego dowodem jest debata między inwestorami a lokalnymi władzami”.

Skandynawski kapitał reprezentuje w Polsce ponad 2 tys. firm, które odgrywają ważną rolę na polskim rynku pracy. Liczba miejsc pracy przez nie utworzona szacowana jest na około 170 tys. Firmy skandynawskie są cenionymi pracodawcami, szczególnie dzięki skandynawskiej kulturze pracy. W oparciu o statystyki GUS i REGON Urząd Marszałkowski szacuje, że na Pomorzu Zachodnim skandynawskie firmy zatrudniają łącznie około 15 tys. osób.

Z pewnością wyzwaniem dla przedsiębiorców w regionie jest zmniejszająca się liczba kandydatów do pracy, przede wszystkim w obszarach technicznych. Kolejnym sprawdzianem jest utrzymanie pracowników, w dokształcenie których pracodawca zainwestował. Osoby, które pracują kilka lat w firmie o wysokich standardach stają się bardzo atrakcyjnymi pracownikami dla zewnętrznego rynku pracy. Coraz większego znaczenia nabierają nie tylko bieżące działania rekrutacyjne – ukierunkowane na określoną akcję zatrudniania w firmie – ale także długofalowe działania employer brandingowe. Bożena Doroszenko, Country HR Director z Cargotec Poland Sp. z.o.o. tak przedstawia sukces rekrutacyjny swojej firmy na rynku zachodniopomorskim: „Podwoiliśmy liczebność pracowników fabryki Kalmar w Stargardzie w ciągu ostatnich dwóch lat, co wiązało się z zatrudnieniem wykwalifikowanych monterów, elektryków i magazynierów z uprawnieniami UDT, a także specjalistów i inżynierów z wielu innych dziedzin. Większość (aż 85 proc.) tych rekrutacji zostało zakończonych na czas, przy niższym niż planowano wykorzystaniu budżetu. W naszej ocenie kluczowym czynnikiem sukcesu tej rekrutacji była dobra opinia o pracodawcy, zarówno wśród zatrudnianych przez nas pracowników, jak i w rejonie Stargardu oraz działania bieżące związane z dostosowywaniem struktury stanowisk i wynagrodzeń do zmieniającej się produkcji oraz rynku pracy”.

Sektor nowoczesnych usług biznesowych

Rok 2017 był rekordowy dla polskiego rynku nieruchomości. Nie tylko dla deweloperów mieszkaniowych, ale także  komercyjnych. Popyt na biura generowały międzynarodowe korporacje, które lokowały w Polsce swoje centra obsługi. Polska cały czas jest atrakcyjnym miejscem lokowania projektów BPO. Sprzyja temu dobre wykształcenie polskich pracowników, duża liczba szkół wyższych oraz nadal względnie niskie – w porównaniu z Europą Zachodnią -płace. Jak donosi najnowszy raport ABSL i JLL „Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce w 2018”[2] w I kwartale br. w Polsce funkcjonowało łącznie 1 236 centrów usług BPO, SSC, IT, R&D zatrudniających razem 279 tys. osób. Z tego 68 proc. (czyli 840 centrów) było zagranicznych. Warto też zwrócić uwagę na wzrostową tendencję liczby pracowników centrów usług BPO, SSC, IT, R&D. W I kwartale 2018 roku była ona o 30 proc. wyższa niż w I kwartale 2016 roku. Szacuje się, że liczba osób zatrudnionych w tym sektorze w Polsce osiągnie w 2020 roku 340 tys. Szczecin należy do 11 największych ośrodków usług biznesowych w Polsce, z zatrudnieniem 4,5 tys. osób, pracujących w 31 ośrodkach usług biznesowych.[3] O znaczeniu branży świadczy też udział sektora usług dla biznesu w zajętej powierzchni biurowej. Według danych JLL z września 2018 roku w Szczecinie sektor użytkuje 31 proc. powierzchni biurowej w mieście.

Firmy ze Skandynawii w regionie

Od lewej: Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego - Olgierd Geblewicz, Ambasador Szwecji - Stefan Gullgren, Ambasador Danii - Ole Mikkelsen, Prezes SPCC - Carsten Nilsen, Dyrektor projektu Rynki Zagraniczne Europejskiego Kongresu Gospodarczego - Olaf OsicaPoczątkowo skandynawskie firmy na Pomorzu Zachodnim inwestowały jedynie w swoje siedziby i zakłady produkcyjne, jak również centra logistyczne. Dopiero po kilku latach zdecydowały się na lokowanie w regionie również pozostałych procesów. Mieszko Czarnecki, leasing manager Posejdon Szczecin oraz ambasador Pro Progressio tak charakteryzuje pozycję Szczecina w branży: „Jesteśmy miastem, w którym znana sieć Netto, z ogólnopolską centralą w podszczecińskim Motańcu, prowadzi u nas swoje centrum finansowo-księgowe. Podobnie rozwinął się duński DGS, który od lat produkuje u nas aparaty słuchowe, a teraz ma tu również swoje globalne centrum operacyjne. Norweski Wilhelmsen – jedna z największych firm w branży morskiej – rozwinął swoje przedstawicielstwo w regularny korporacyjny back-office.”

Niewielka odległość nie tylko od krajów skandynawskich, ale także od kluczowych rynków – np. niemieckiego – oraz dostępność wykwalifikowanych pracowników i zaplecza edukacyjnego są dużym atutem regionu dla firm, które decydują się na umieszczenie centrów nowoczesnych usług dla biznesu w woj. zachodniopomorskim. Jak podkreśla Wojciech Faszczewski, Managing Director Coloplast Business Centre: „Wybraliśmy Szczecin spośród 60 lokalizacji na całym świecie – to właśnie tutaj w 2009 roku otworzyliśmy Globalne Centrum Biznesowe (SSC). Od tamtego momentu sukcesywnie zwiększamy skalę oraz obszary wsparcia. Dzisiaj Centrum liczy 400 fantastycznych pracowników, którzy są zaangażowani w wiele procesów i projektów globalnych”. Wojciech Faszczewski zauważa także nowy trend – region zaczyna przyciągać pracowników z innych miast np. Krakowa czy Warszawy. Coraz częściej, oprócz ciekawej pracy, którą gwarantuje zachodniopomorskie, kryterium wyboru miejsca pracy staje się także jakość życia: bez korków i smogu. „Ten region mocno wpisuje się w model skandynawski, w którym dostęp do wszelakich aktywności, takich jak np. żagle, kajaki, bieganie, rowery i wiele innych jest częścią życia codziennego bez większego planowania. Czyli ciekawa. rozwojowa pracai życie w zdrowym, bogatym w wydarzenia miejscu. Tu jest wszystko”. – podkreśla Wojciech Faszczewski.

Szczecin – największe miasto w województwie – skupia w sobie najwyższe wartości potencjału gospodarczego regionu. Agnieszka Zielińska, Dyrektor Zarządzająca Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej tak podsumowuje znaczenie stolicy Pomorza Zachodniego: „Zaletą Szczecina jest szczególne położenie, które sprzyja rozwojowi regionu jako hubu logistycznego – coraz więcej firm z tego sektora dostrzega ten potencjał. Mają tu swoje siedziby innowacyjne fabryki, m.in. Ikea, Cargotec czy Klippan Safety. Coraz większy udział mają firmy z sektora usług wspólnych. Przykładami takich inwestycji są nagradzane oraz rozszerzające swoje kompetencje przedsiębiorstwa takie jak Coloplast, DGS czy NCDC. Skandynawskie firmy chętnie reinwestują i unowocześniają swoje procesy właśnie tutaj. W tej chwili udział kapitału skandynawskiego w  regionie zbliża się do 25 proc., co stanowi ogromny rynek pracy, a także świadczy o randze tych inwestycji dla rozwoju Pomorza Zachodniego”.

Jacek Wójcikowski, Dyrektor COIE Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego podsumowuje:Firmy skandynawskie są, obok inwestorów niemieckich, najliczniej reprezentowane na Pomorzu Zachodnim. Naszą rolą jako Centrum Obsługi Inwestorów i Eksporterów Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego jest wspieranie inwestorów nie tylko na etapie inwestycji, ale również wtedy, gdy pojawiają się problemy w ich już bardziej dojrzałym życiu. Polsko-skandynawski okrągły stół jest formą dialogu na temat wyzwań, jakie stoją przed firmami zagranicznymi w regionie i w Polsce. Mamy również możliwość porozmawiać o sukcesach naszych inwestorów, które na Pomorzu Zachodnim są naprawdę spektakularne”.

[1] Dane za Urzędem Marszałkowskim Województwa Pomorskiego

[2]Raport ABSL „Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce w 2018”

[3]Tamże.

KPMG: Nowy standard IFRS może stanowić dla ubezpieczycieli duże obciążenie operacyjne

Upłynął ponad rok od ogłoszenia nowego standardu IFRS 17 dotyczącego wyceny umów ubezpieczeniowych. Nowe przepisy zaczną obowiązywać od 2021 r. Dla większości firm ubezpieczeniowych na świecie, wdrożenie standardu będzie bardziej złożonym i bardziej kosztownym wysiłkiem niż samo pierwotne wdrożenie standardów międzynarodowych (IFRS), wymagającym głębokich zmian zarówno operacyjnych, jak i w obszarach technicznych.

W momencie publikacji standardu, 4-letni termin wdrożenia mógł się wydawać dla większości firm ubezpieczeniowych niezwykle odległy, ale obecnie, kiedy duża ich część rozpoczęła projekty wdrożeniowe, wszyscy wydają się być świadomi tego, jak dużych nakładów pracy i jak dużo czasu będzie to wymagać. Z pierwotnych czterech lat upłynął już rok, ale w przypadku niektórych spółek właściwe procesy jeszcze się nie rozpoczęły, a zakres zmian okazuje się w praktyce dużo większy, niż pierwotnie zakładano.

Sam standard może nie jest zbyt precyzyjny i wymaga ciągle wielu własnych interpretacji, jednak nie może to być usprawiedliwieniem, wstrzymywania rozpoczęcia prac nad jego wdrożeniem. Firmy, które jeszcze tego nie zrobiły, nie powinny zwlekać ze startem prac – mówi Marcin Dymek, partner w dziale Financial Services, szef sektora ubezpieczeniowego w KPMG w Polsce.

Bazując na badaniu KPMG przeprowadzonym w drugim kwartale 2018 r. wśród 160 firm ubezpieczeniowych z 30 krajów, wnioski wydają się być jednoznaczne. Coraz więcej podmiotów odczuwa rosnącą presję czasową, przy czym kontrowersyjnie wydaje się ona być nawet większa wśród spółek bardziej zaawansowanych w procesie wdrożenia – wynika to z faktu, że im bardziej organizacja jest zaawansowana w procesie, tym większą ma świadomość ile jest jeszcze do zrobienia. Ponadto wiodący ubezpieczyciele zamierzają wykorzystać prace związane z wdrożeniem standardu do optymalizacji swoich systemów i procesów, dążąc tym samym do osiągnięcia długoterminowych korzyści i oszczędności, które zrekompensują nakłady związane z obecnymi pracami.

Jak wynika z badania KPMG, jedna czwarta firm nie rozpoczęła jeszcze prac przygotowawczych – na najmniej zaawansowanym etapie są mniejsi ubezpieczyciele, co może prowadzić do jeszcze większych kosztów i problemów z zasobami w nieodległej przyszłości.

Dla firm, które jeszcze nie rozpoczęły swoich przygotowań, jest to w zasadzie ostatni moment. W przeciwnym wypadku w roku 2021 ich rozwiązania będą tylko tymczasowe, a wdrożenie docelowych systemów i niezbędnej automatyzacji będą opóźnione. Oznaczać to będzie zwiększony udział procesów obsługiwanych ręcznie, które po pierwsze są bardziej kosztowne, a po drugie są dużo bardziej narażone na zwykłe ryzyko błędów ludzkich – mówi Piotr Lachowicz, partner, szef zespołu aktuarialnego i zarządzania ryzykiem w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.

Większość firm zakłada konieczność prowadzenia równoległego raportowania przynajmniej przez rok lub dwa lata, co będzie znaczącym obciążeniem dla zespołów back office. Prawie wszyscy respondenci badania (90%) przewidują problemy w znalezieniu odpowiednich specjalistów. Widać, że problem ten jest postrzegany jako dużo ważniejszy, niż np. samo zapewnienie budżetów na projekty wdrożeniowe – na ten problem wskazuje połowa respondentów.

Wobec rosnącej świadomości złożoności problemów związanych z wdrożeniem i rosnącej presji czasowej, coraz więcej firm decyduje się na wsparcie własnych zespołów przez zewnętrznych ekspertów, co jest widoczne zwłaszcza w takich obszarach jak zarządzanie projektami czy aktuariat.

Samo wdrożenie standardu to olbrzymi wysiłek dla firm ubezpieczeniowych, należy jednak pamiętać, że stosując obecne procesy bardzo trudno będzie sprostać wymogom po jego wdrożeniu. Obecnie wewnętrzne terminy raportowania do właścicieli często wynoszą klika dni i firmom ubezpieczeniowym trudno będzie przekonać zewnętrznych inwestorów, że musieliby czekać na komunikaty o wynikach kolejne tygodnie. Realnie rzecz biorąc chyba nikt nawet nie będzie próbować, stawką jest tu reputacja całej branży – mówi Piotr Lachowicz, partner, szef zespołu aktuarialnego i zarządzania ryzykiem w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.

Firmy ubezpieczeniowe są coraz bardziej świadome wpływu, jakie nowy standard będzie miał na procesy biznesowe (poza samymi procesami finansowymi). Wśród najczęściej wskazywanych obszarów są produkty i – co równie ważne – pricing, zarządzanie ryzykiem (przy czym na to głównie wskazują ubezpieczyciele spoza reżimu Solvency II) czy też strategie reasekuracyjne.

Nowy standard będzie wymagał otwartego dialogu z inwestorami – ale zanim to nastąpi także z zarządami lokalnych spółek, jak i całych grup – o tym jak wyniki firm ubezpieczeniowych będą wyglądały po wdrożeniu standardu i jak należy je interpretować. Samo przygotowanie do tego będzie wymagało wiele pracy z zastosowaniem zaawansowanych symulacji, tak aby przygotować wszystkich zainteresowanych z dużym wyprzedzeniem – mówi Marcin Dymek, partner w dziale Financial Services, szef sektora ubezpieczeniowego w KPMG w Polsce.

Ubezpieczyciele muszą rozpocząć realne działania w projektach wdrożeniowych. Zwłaszcza ci mniejsi, dla których względnie będzie to nawet większy wysiłek. W przeciwnym przypadku kluczowe dane finansowe, z których rozliczani będą zarządzający spółkami, będą powstawały w procesach pełnych lat i manualnych rozwiązań, co biorąc pod uwagę złożoność samych obliczeń, jest niemal gwarancją błędu. Narażona byłaby również reputacja grup na rynkach kapitałowych wśród zewnętrznych inwestorów. Jak zatem należy zacząć? Trzeba jak najszybciej skoncentrować wysiłki na identyfikacji wymogów dotyczących danych i samych systemów oraz jak najszybciej rozpocząć wdrożenie obejmujące istniejące portfele polis ubezpieczeniowych. Bo sama optymalizacja procesów, pomimo że powinna zacząć się zaraz potem, zajmie na pewno wiele lat, nawet już po samym wdrożeniu standardu.

Największe firmy ubezpieczeniowe wydają się już zdawać sobie sprawę ze skali koniecznych zmian. Większość z nich weszło już zresztą w fazę opracowywania docelowych rozwiązań. I co ważne, zaczynają również dostrzegać korzyści, jakie tego rodzaju projekty przyniosą dla ich procesów operacyjnych.

Bardzo ważne jest jak najszybsze zrozumienie, jakie konsekwencje będą miały nowe wymogi dla sprawozdań finansowych ubezpieczycieli i rozpoczęcie dialogu z inwestorami.

Zakaz blokowania geograficznego wpłynie na e-commerce oraz usługi w chmurze

Scalenie rynków państw Unii Europejskiej jest jednym z głównych założeń, od kilku lat konsekwentnie realizowanych w praktyce. Kolejnym etapem tej polityki będzie wprowadzenie pod koniec tego roku, nowej dyrektywy. Sprawi ona, że już od 3 grudnia 2018 r[i]. sklepy internetowe stracą możliwość blokowania dostępu do swoich stron klientom z krajów UE. Nowe rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/302[ii] wprowadzi kilka istotnych zmian w sektorze e-commerce. Będzie również dotyczyć zagadnień związanych z chmurą.

Marcin Zmaczyński – dyrektor regionalny Aruba Cloud w Europie Środkowo-Wschodniej
Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud

Jedną z istotniejszych zmian będzie wymóg, by usługodawcy prowadzący działalność w Unii nie traktowali usługobiorców w zróżnicowany sposób ze względu na ich przynależność państwową lub miejsce zamieszkania. Dzięki temu usługodawcy nie będą mogli blokować dostępu do swoich stron klientom z krajów UE. Nie będzie możliwe również automatycznie przekierowywanie na inne wersje stron, czy różnicowanie warunków płatności za zamówienie, ze względu na to, że klient ma inne obywatelstwo, miejsce zamieszkania czy prowadzi działalność gospodarczą w innym państwie, niż to, na którego obszarze dany sklep chce sprzedawać swoje produkty lub usługi. Wprowadzenie zakazu blokowania geograficznego w założeniu ma wyeliminować automatyczne różnicowanie przez sklepy internetowe warunków zakupu, zwłaszcza cen, towarów, czy usług oferowanych na miejscu w kraju, w którym przedsiębiorca prowadzi działalność.

E-commerce w liczbach

Jak wynika z danych, przytaczanych przez Parlament Europejski aż 63 proc. stron internetowych[iii] nie pozwala kupującym z innego państwa UE na dokonywanie zakupów. Wprowadzenie nowej dyrektywy może przyspieszyć rozwój i tak już dobrze prosperującego rynku e-commerce. Jest też odpowiedzią na zapotrzebowanie unijnych konsumentów, u których widać rosnący popyt na transgraniczne zakupy internetowe. W ciągu ostatnich dziesięciu lat odsetek Europejczyków dokonujących zakupów w sieci niemal się podwoił. Jak wynika z badania ,,European E-commerce report 2018”[iv], wydanego przez
E-commerce Europe, handel detaliczny online nadal odnotowuje dwucyfrowy wzrost. Niedawno opublikowane dane dokładniej obrazują skalę wzrostu. Obrót w europejskim handlu elektronicznym wzrósł o 11 proc., do 534 mld EUR w 2017 roku. Przewiduje się też jego wzrost dalszy wzrost, o 13 proc. do 602 mld EUR w 2018 r. Dla porównania w 2013 było to nie więcej niż 307 mld euro.

Nowa dyrektywa dotyczy też chmury

Zakaz blokowania geograficznego dotyczy również usługi świadczonych drogą elektroniczną. Obejmują one na przykład usługi w chmurze, usługi hurtowni danych, hosting stron internetowych i dostarczanie zapór sieciowych, a także korzystanie z wyszukiwarek i katalogów internetowych. Obecnie wybór dostawcy usług cloud nadal ma duże znaczenie, ponieważ za każdą usługą chmury stoją konkretne centra danych. Jednak trzeba pamiętać, że chmura jest rozproszonym środowiskiem, które może obejmować więcej niż jedną lokalizację, a świadczenie usług może odbywać się niezależnie od lokalizacji klienta. W przypadku dostawców, takich jak Aruba Cloud, klient może wybrać, w którym centrum danych mają znaleźć się jego dane, co jest postrzegane jako zaleta. Ostatecznie centrum danych musi być gdzieś fizycznie zlokalizowane. Jednak w przypadku usług w chmurze znacznie większe znacznie niż sama lokalizacja fizyczna, lecz to, jakie standardy spełnia określone centrum danych i czy ma najnowsze certyfikaty, takie jak ANSI Rating IV, będące gwarantem jakości. Warto też przyjrzeć się, czy spełnia ono wszystkie kryteria biznesowe klientów, których oczekiwania w tej kwestii stale rosną.

Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud

[i] https://ec.europa.eu/digital-single-market/en/policies/geoblocking

[ii] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/PDF/?uri=CELEX:32018R0302&from=PL

[iii] http://www.europarl.europa.eu/news/pl/press-room/20180202IPR97022/parlament-przyjal-przepisy-ktore-ulatwia-sa-transgraniczne-zakupy-w-internecie

[iv] https://www.ecommerce-europe.eu/app/uploads/2018/07/Press-Kit-European-B2C-Ecommerce-Report-2018.pdf

 

Dziewiąta edycja globalnego raportu o zamożności

Allianz opublikował dziewiątą już edycję globalnego raportu o zamożności, w którym bardzo szczegółowo przeanalizowane zostały dane dotyczące majątku i długów gospodarstw domowych w ponad 50 krajach na całym świecie.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że rok 2017 był wyjątkowy. Wskazują, że mimo rosnących napięć politycznych był to prawie idealny rok dla inwestorów. Ożywienie gospodarcze po kryzysie finansowym doprowadziło do jednoczesnego ożywienia na całym świecie. Rynki finansowe osiągnęły wysokie wyniki, w szczególności rynki akcji. W rezultacie aktywa finansowe gospodarstw domowych wzrosły o 7,7%. Natomiast globalne aktywa finansowe brutto wzrosły do poziomu 168 bilionów euro.

– Ostatni rok był bardzo dobry dla osób oszczędzających. Było tak dobrze, jak pozwoliła na to epoka pokryzysowa, która skończyła się na dobre. Minęły czasy, kiedy niezwykle ekspansywna polityka monetarna zapewniała stały i stabilny trend wzrostu na rynkach finansowych. Jednak widoczne są niepokojące sygnały: rosnące stopy procentowe, konflikty handlowe i coraz bardziej populistyczna polityka powodująca napięcia i zawirowania. Pierwszy miesiąc 2018 roku dał nam przedsmak tego, czego możemy się spodziewać w kolejnych. – mówi Michael Heise, główny ekonomista Allianz.

Powrót inwestycji w papiery wartościowe

W 2017 roku nastąpiła zauważalna zmiana w zachowaniach inwestycyjnych. Po tym, jak oszczędzający w dużym stopniu pominęli akcje i fundusze inwestycyjne w latach po kryzysie, w minionym roku odnotowano znaczący napływ środków do tej klasy aktywów. Ich udział w ubiegłym roku osiągnął prawie 1/5 nowych funduszy, to więcej niż w latach poprzedzających kryzys.

W kontekście dynamicznie rozwijających się rynków akcji oznaczało to, że papiery wartościowe cieszyły się zdecydowanie najsilniejszym wzrostem wszystkich klas aktywów w 2017 r., zwiększając się łącznie o 12,2% i reprezentując ponad 42% wszystkich oszczędności na koniec 2017 r. Na drugim miejscu znalazły się należności z tytułu ubezpieczeń i emerytur, które stanowią 29% portfela aktywów i wzrosły w ubiegłym roku o 5,2%. Podczas gdy inwestorzy ponownie odkryli rynki kapitałowe, depozyty bankowe wypadły z łask ich posiadaczy w gospodarstwach domowych całym świecie. Tylko 42% nowych inwestycji trafiło do banków, w porównaniu do 63% rok wcześniej. W liczbach bezwzględnych oznaczało to spadek o ponad 390 miliardów euro. W konsekwencji wzrost depozytów spadł o dwa punkty procentowe do 4,3% (udział portfela aktywów prawie 27%).

– Osoby oszczędzające w końcu rozpoznały znaki czasu. Wycofanie się z depozytów bankowych, szczególnie w „starych” uprzemysłowionych krajach, nastąpiło w sama porę, ponieważ inflacja powróciła. Podwyżki cen w tych krajach potroiły się w 2017 r. – choć wciąż są na niskim poziomie. W rezultacie spadły również siły nabywcze depozytów bankowych: szacuje się, że w samym tylko 2017 roku suma ta wyniosła 400 miliardów – mówi Kathrin Brandmeir, współautorka raportu.

Kraje uprzemysłowione nadrabiają zaległości – USA wyprzedziły Chiny

Lata następujące po kryzysie charakteryzowały się głównie, relatywnie słabym wzrostem aktywów w państwach uprzemysłowionych w porównaniu do krajów rozwijających się. Zmieniło się to również w 2017r. Przyspieszenie wzrostu było spowodowane wyłącznie rozwojem w krajach uprzemysłowionych. Podczas gdy wzrost w tych krajach wzrósł o ponad jeden punkt procentowy (do 6,5%), w krajach wschodzących obniżył się o trzy punkty procentowe (do 12,9%). Różnica wzrostu między tymi dwiema grupami krajów była zatem najniższa od 2005 r. i wynosiła 6,5 ​​punktów procentowych. Średnia wartość z ostatniego dziesięciolecia była dwukrotnie wyższa i wynosiła 13 punktów procentowych. Ten kontrastujący rozwój, jeśli chodzi o wzrost aktywów finansowych, w dużej mierze wynika z działalności największych graczy na rynku: Chin (gdzie wzrost zwolnił z 18,3% do 14%) i USA (gdzie wzrost przyspieszył z 5,8% do 8,5%). W Europie Wschodniej wzrost nieznacznie spadł do 7,5% (2016: 8,3%). W ten sposób USA ponownie wyprzedziły Chiny pod względem wzrostu bezwzględnego. W 2017 r. Stany Zjednoczone stanowiły około 44% globalnego wzrostu aktywów finansowych brutto gospodarstw domowych, podczas gdy Chiny stanowiły jedynie około 25%. Wskaźnik ten wynosił średnio 26% w porównaniu do 35% w ciągu ostatnich trzech lat – jednak z Chinami na szczycie zestawienia.

Wzrost zadłużenia przyspiesza

Światowe zobowiązania gospodarstw domowych wzrosły o 6% w 2017 r. Tempo wzrostu było więc nieco powyżej poziomu z poprzedniego roku wynoszącego 5,5%. Również w Europie Wschodniej przyspieszył wzrost zadłużenia, do 7,4%, i jest to najszybszy wzrostu od trzech lat. Jednak dzięki silnemu wzrostowi gospodarczemu wskaźnik długu globalnego (zobowiązania jako procent PKB) wzrósł jedynie minimalnie do 64,3% (Europa Wschodnia: 22,7%). Te globalne średnie naturalnie maskują ogromne różnice. W niektórych krajach poziom zadłużenia i jego dynamika osiągnęły krytyczne wartości w ciągu ostatnich kilku lat.

– W większości analizowanych krajów dynamika długu prywatnego nie jest niepokojąca. Jednak w szczególności w Azji jest kilka krajów – np. Tajlandia, Malezja, Korea Południowa i Chiny – w których agencje nadzoru powinny bardzo uważnie monitorować rozwój w kontekście zadłużania się. W tych krajach nie można przeoczyć podobieństw do nadwyżek kredytowych przed kryzysem finansowym. Pomimo silnego wzrostu zobowiązań, aktywa finansowe netto, tj. różnica pomiędzy aktywami finansowymi brutto i długiem osiągnęła nowy rekordowy poziom 128,5 biliona na zakończenie 2017 r. Oznacza to wzrost o 8,3% w porównaniu z rokiem poprzednim. – skomentowała Michaela Grimm, współautorka raportu.

Polska: Ostry spadek wzrostu aktywów finansowych

Aktywa finansowe polskich gospodarstw domowych wzrosły o 6,1% w 2017 r. – znacznie wolniej niż przed rokiem (9%). Głównym „winowajcą” tych słabszych wyników były depozyty bankowe: wzrost spadł do 4,2%, najniższego poziomu od czasu kryzysu finansowego. Natomiast aktywa ubezpieczeniowe i emerytalne odnotowały 11,3% wzrost, co stanowi najszybszy wzrost od „szoku emerytalnego” w 2014 r. W rezultacie ich udział w portfelu aktywów wzrósł prawie do 16%; jest to jednak nadal 10 punktów procentowych poniżej najwyższego poziomu odnotowanego w 2013 r. Jednocześnie zobowiązania wzrosły zaledwie o 2%, i jest to najniższy wzrost od pięciu lat. W związku z tym wskaźnik zadłużenia gospodarstw domowych spadł do 36%, niewiele powyżej średniej regionalnej członków Unii Europejskiej z Europy Wschodniej.

Aktywa finansowe netto wzrosły o 8,5% w 2017 r. Przy aktywach netto na mieszkańca w wysokości 8 270 EUR, Polska zajęła 36. miejsce na liście najbogatszych krajów, zrzucając o jeden szczebel i zamieniając się miejscami z Malezją. Na szczycie listy ponownie znajduje się Szwajcaria, którą rok wcześniej wyprzedziły Stany Zjednoczone. Ogólnie rzecz biorąc, kraje europejskie zrobiły wynik lepszy niż w poprzednich latach; odzwierciedla to jednak przede wszystkim mocniejsze euro. W rankingu regionalnym Polska pozostała na 8. miejscu a na czele rankingu znajdują się Czechy i Słowenia.

Więcej uczestnictwa dzięki globalizacji

Ostatnie dwie dekady gwałtownej globalizacji doprowadziły do powstania nowej globalnej klasy średniej zamożności, która obejmowała prawie 1,1 miliarda ludzi pod koniec 2017 roku. Mniej niż pół miliarda ludzi należało do tej grupy na przełomie tysiącleci, a niewiele poniżej połowy z nich pochodzi z Europy Zachodniej, Ameryki Północnej lub Japonii. Dziś kraje te stanowią zaledwie jedną czwartą światowej zamożnej klasy średniej. Z kolei udział Chin wzrósł w tym okresie z nieco poniżej 30% do ponad 50%. Liczby towarzyszące tej historii sukcesu są imponujące: około 500 milionów Chińczyków dołączyło do globalnej klasy średniej zamożności od 2000 r., a ponad 100 milionów więcej może nawet uważać się za część globalnej klasy wyższej zamożności. W przeciwieństwie do tego tylko około 7% członków światowej klasy średniej majątkowej żyje w Europie Wschodniej (i mniej niż 1% światowej klasy wyższej majątkowej).

Więcej nierówności w krajach uprzemysłowionych

Rozwój nierówności w kontekście krajowym pokazuje jednak bardzo niejednorodny obraz. Podział bogactwa poprawił się w wielu krajach od przełomu tysiącleci, ale w wielu innych krajach uległ pogorszeniu. Ta ostatnia grupa obejmuje dużą liczbę krajów uprzemysłowionych, od USA po kraje kryzysu euro, w tym także Niemcy i Japonię. W Polsce sytuacja była względnie stabilna.

Nowy wskaźnik krajowego podziału bogactwa

Aby uzyskać szczegółowy obraz dystrybucji krajowej w kontekście międzynarodowym, w raporcie został wprowadzony nowy wskaźnik – Allianz Wealth Equity Indicator (AWEI). Niektóre wyniki są zaskakujące. Oprócz „zwykłych podejrzanych” czyli USA, Południowej Afryki, Indonezji i Wielkiej Brytanii, kraje, w których dystrybucja dóbr jest stosunkowo mocno zniekształcona, obejmują także Danię, Szwecję i Niemcy. W Skandynawii może to być spowodowane przede wszystkim wysokim poziomem zadłużenia wśród dużej części populacji; w Niemczech kluczową rolę odgrywa opóźnione zjednoczenie kraju i ogólny niedobór kapitałowych systemów emerytalnych. Z drugiej strony, kraje, w których dystrybucja majątku jest względnie zrównoważona, obejmują wiele krajów Europy Wschodniej i Zachodniej, niektóre z nich to kraje kryzysu euro, takie jak Włochy, Hiszpania i Grecja. Nawet jeśli ostatnie lata kryzysu i oszczędności mogły doprowadzić do większej nierówności (w szczególności w Hiszpanii i Grecji), wciąż mają one stosunkowo solidną podstawę, na której mogą się oprzeć, ponieważ zasoby tradycyjnie były szeroko rozpowszechnione – zwłaszcza gdy chodzi o aktywa nieruchomości. Polska należy do krajów o najlepszych wynikach w tym rankingu, odzwierciedlając dziedzictwo liberalnych reform po upadku komunizmu w latach 90. XX wieku. – Nasz nowy wskaźnik kapitału majątkowego wyraźnie pokazuje, że powinniśmy uważać na wyciąganie pochopnych lub ogólnych wniosków. Poza Stanami Zjednoczonymi, prawie żaden kraj nie pasuje do stereotypu, który mówi, że dystrybucja bogactwa, jest obecnie bardzo zniekształcona i wciąż się pogarsza.
W większości krajów przeważają odcienie szarości. – dodaje Michael Heise.

Polacy chcą zmienić rynek suplementów diety

Polska firma zmienia rynek suplementów diety. Wprowadziła do sprzedaży pierwszy w Europie spersonalizowany preparat, którego skład jest tworzony indywidualnie w oparciu o wyniki wywiadu zdrowotnego i badań medycznych. To prawdziwa rewolucja w branży, w której rocznie w samej Polsce pojawia się kilka tysięcy nowych produktów[1].

Michał Gołkiewicz i Tomasz Styk
Michał Gołkiewicz i Tomasz Styk

Suplement XXI wieku

Sundose, wymyślony przez Michała Gołkiewicza i Tomasza Styka, to zestaw dwóch saszetek do codziennej suplementacji. W jednej znajduje się proszek do rozpuszczenia w szklance wody, w drugiej – tabletka do połknięcia. W ich składzie znajdują się tylko te witaminy, minerały, substancje bioaktywne i probiotyki, których dany organizm rzeczywiście potrzebuje. Preparatów nie można kupić w aptece, ponieważ są przygotowywane ręcznie przez dietetyka klinicznego na podstawie wyników opracowanego przez specjalistów szczegółowego wywiadu zdrowotnego i dodatkowych badań, takich jak morfologia czy badanie DNA.

– Suplementy mają za zadanie wspierać nasze zdrowie, ale skąd – bez wykonania wcześniejszych badań – mamy wiedzieć, jakich substancji tak naprawdę potrzebujemy? Sundose to suplement XXI wieku, maksymalnie dopasowany do stylu życia danej osoby, jej problemów zdrowotnych czy celów żywieniowych. Głęboko wierzymy, że personalizacja to kierunek, w którym zmierza współczesna medycyna oraz farmakologia, oraz że ten trend możemy z sukcesem wykorzystać również w suplementach diety. Każdy z nas jest inny, dlaczego więc mamy przyjmować takie same zestawy witamin czy minerałów, w z góry ustalonych ilościach? tłumaczy Michał Gołkiewicz, współzałożyciel firmy Sundose.

– Chcemy zmienić kurs rozwoju europejskiego rynku suplementów, na wzór tego, co dzieje się już w Stanach Zjednoczonych, i dotrzeć również do zagranicznych klientów, dlatego umożliwiamy już wysyłkę preparatu do krajów starego kontynentu. Mamy nadzieję, że to dopiero początek globalnej ekspansji Sundose – mówi Bartłomiej Foszer, jeden z inwestorów w firmie Sundose.

Sundose od dostępnych na sklepowych półkach suplementów wyróżnia także brak konserwantów – co sprawia, że należy go przechowywać w lodówce i zużyć w ciągu maksymalnie 65 dni. W preparacie nie występują również barwniki, utrwalacze, substancje modyfikowane genetycznie, a także gluten i laktoza – wszystko po to, aby produkt był jak najbardziej bezpieczny i dostępny również dla osób nietolerujących tego typu składników.

Tomasz Styk, dietetyk i wspólnik Gołkieiwcza dodaje: Ponad połowa ze stosujących suplementy diety Polaków wybiera je samodzielnie, często emocjonalnie, pod wpływem reklam. Tylko 17 proc. z nich swój wybór konsultuje z lekarzem lub z farmaceutą, nie zważając na ewentualne konsekwencje zdrowotne. Pracując nad Sundose, szukaliśmy rozwiązania, które bazowałoby na wiedzy merytorycznej, a nie na umiejętnie skonstruowanym przekazie marketingowym – stąd ścisła współpraca z dietetykami klinicznymi i konieczność wypełnienia wywiadu zdrowotnego przez naszego klienta. Nie chcemy, by kolejne osoby suplementowały się w ciemno, i z dumą mogę powiedzieć, że jesteśmy pionierami w Europie w takim podejściu do suplementacji wśród producentów tego typu preparatów. Jednocześnie chcieliśmy stworzyć produkt jak najprostszy do zastosowania w codziennym życiu, ponieważ wiemy, że na korzystanie z bardziej złożonych rozwiązań dietetycznych czy zdrowotnych wiele osób po prostu nie ma czasu.

Sundose to produkt w stu procentach szyty na miarę. Jak przyznaje Tomasz Styk, działanie firmy można porównać do działania krawca – tyle że krawca w świecie suplementów. – W odróżnieniu od producentów „gotowych” suplementów, jesteśmy elastyczni i podążamy ze składem naszego produktu za zmieniającym się życiem naszych klientów. Pierwsza miara, czyli wywiad zdrowotny, jest dla nas dopiero punktem wyjścia do „uszycia” preparatu jak najlepiej dopasowanego do danych potrzeb. Jesteśmy w stanie modyfikować skład preparatu co miesiąc, np. zmienić go w przypadku zajścia klientki w ciążę albo podjęcia większej aktywności fizycznej. Reagujemy na bieżąco dzięki temu, że każdy nasz klient znajduje się pod opieką dietetyka klinicznego, który regularnie kontaktuje się z nim, pytając o efekty suplementacji i badając jego aktualne potrzeby – wyjaśnia Styk.

Budowa zdrowych nawyków

Tak nowatorskiego podejścia do opieki nad klientem mogą pozazdrościć Sundose światowe koncerny farmaceutyczne. Docelowo firma chce stworzyć dla swoich klientów program kompleksowej opieki profilaktycznej, a także umożliwić lekarzom przygotowywanie unikalnego składu suplementu dla pacjenta w czasie wizyty w gabinecie.

Podchodzimy do tematu zdrowia od strony profilaktycznej. Zadaniem Sundose jest nie tylko wspieranie zdrowia, ale też zapobieganie zachorowaniom przez poprawę odporności i budowę zdrowych nawyków, które naszym klientom podpowiadają dietetycy w czasie rozmów o efektach suplementacji. Pragniemy też umożliwić zdalny kontakt ze specjalistami oraz stworzyć taki system e-medycyny, poprzez który nasz klient będzie mógł w prosty i szybki sposób umówić się na rekomendowane badaniaopowiada Michał Gołkiewicz.

[1] W 2016 r. złożono do GIS blisko 7,4 tys. powiadomień o wprowadzeniu bądź zamiarze wprowadzenia po raz pierwszy do obrotu suplementów diety, co stanowiło średnio ponad 600 powiadomień miesięcznie. Dane z raportu NIK na temat dopuszczania do obrotu suplementów diety (2017 r.).

Fat Dog Games S.A. na rynkach azjatyckich – pierwsze premiery oraz prezentacja przed chińskimi inwestorami

Polski wydawca gier niezależnych, Fat Dog Games rozpoczął sprzedaż swoich tytułów na rynku chińskim oraz japońskim. Jako pierwsze do dystrybucji na rynku chińskim trafią Dream Alone, The Chronicles of Nyanya, Exorder oraz Motorbike. W Japonii zadebiutuje na Nintendo Switch Japan Dream Alone. Ponadto, Fat Dog Games spotka się z chińskimi inwestorami w ramach ”Online + Offline” Roadshow organizowanymi przez Bank of China oraz Shenzhen Stock Exchange.

Rynek azjatycki jest obecnie najważniejszym celem twórców gier ze względu na gwałtowny wzrost. Wartość sprzedaży na tym rynku osiągnie w tym roku 71,8 miliardów dolarów, co odpowiada 51,8% całej sprzedaży gier na świecie. Obecnie wydawnictwo rozpoczęło sprzedaż na rynku chińskim o wartości sprzedaży ponad 20 miliardów dolarów oraz japońskim o wartości 12 miliardów dolarów.

Fat Dog Games po raz pierwszy pokazał swoje produkcje w styczniu 2017 roku na Taipei Games Show. Następnie kontynuował budowanie relacji w trakcie ChinaJoy w Szanghaju oraz na kolejnej imprezie w Tajpej w 2018 roku.

Dnia 12 października br., Fat Dog Games zaprezentuje się w ramach ”Online + Offline” Roadshow organizowanymi przez Bank of China oraz Shenzhen Stock Exchange. Fat Dog Games otrzymało w ramach eventu dostęp do narzędzia V-Next udostępnionego tylko kilku firmom z Polski, które ma za zadanie pomagać w kontaktach z inwestorami z Chin.

Efektem tych starań jest uruchomienie sprzedaży gier Dream Alone, The Chronicles of Nyanya, Exorder i Motorbike Garage Mechanic Simulator na chińskiej platformie Sonkwo oraz Dream Alone w japońskiej dystrybucji na konsolę Nintendo Switch przy współpracy z lokalnym partnerem Worker Bee. Sonkwo jest wymieniane jako jedna z dwóch najważniejszych (obok Tencent) platform dystrybucji na tym rynku przez raport “CHIŃSKI RYNEK GIER Raport nt możliwości ekspansji polskich producentów gier na chiński rynek gamingowy” stworzony przez Instytut Polski – Wydział Kultury Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Pekinie.

Firma Worker Bee, z siedzibą w Tokio, powstała w 2003 roku to kluczowy partner Fat Dog Games na rynku japońskim. Worker Bee wydało z sukcesami takie tytuły jak m.in. Badland, R-TYPE, Lost In Harmony, Knights of Pen and Paper.

Celem Fat Dog Games S.A. jest dystrybucja wszystkich gier z portfela na tych rynkach oraz uczynienie z nich głównych kanałów przychodu firmy.

Fat Dog Games dotychczas wydało 7 gier na platformie PC oraz pierwszą produkcję na platformie Nintendo Switch. Najbliższe premiery to Dream Alone w japońskiej dystrybucji Nintendo Switch oraz Exorder na Nintendo Switch w Europie, Amerykach i Australii. Do końca tego roku firma wyda jeszcze 5 produkcji na konsoli Nintendo Switch, dwie na Xbox One oraz 5 na PC. Na pierwszy kwartał przyszłego roku zaplanowano 7 premier na konsoli Nintendo Switch, 9 na konsoli Xbox One oraz 5 na PC. Spółka notowana jest na NewConnect.

Polak inwestuje: mniej niż 1000 zł miesięcznie, wiedzę czerpie z Internetu

Według GUS około 40-45% Polaków w ogóle nie oszczędza ani nie inwestuje. Jednak ci, którzy pozytywnie wyróżniają się swoją finansową postawą, zgromadzili w 2017 r. ponad 2 biliony złotych. W czerwcu tego roku Nest Bank zapytał ich o zwyczaje w zakresie inwestowania – Z naszego Indeksu Bezpieczeństwa Finansowego wynika, że pierwszym źródłem informacji inwestycyjnych dla 70% badanych jest Internet, jednak całkiem chętnie sięgamy po fachową pomoc banków. Nie najgorzej wypada również kwestia systematyczności – 42% inwestujących robi to regularnie – mówi Agnieszka Porębska-Kość z Nest Banku.

Wyniki czerwcowego Indeksu Bezpieczeństwa Finansowego Nest Banku pokazały, że aż 42% inwestujących Polaków lokuje środki regularnie – przynajmniej raz w miesiącu. Większość ankietowanych (63%) inwestuje maksymalnie 1000 zł miesięcznie. Jedynie 7% lokuje od 3 do 6 zł. tys. Co ciekawe znacznie większa grupa, bo aż 16% przeznacza na ten cel ponad 6 tys. złotych miesięcznie.

Ile Polacy zarabiają na inwestycjach?

Ile Polacy zarabiają na inwestycjachPrawie ¾ badanych zarobiło na swoich dotychczasowych inwestycjach mniej niż 10 tys. złotych. 13% inwestujących wzbogaciło się o 10-20 tys. złotych, 11% o 20-50 tys. złotych. Jedynie 4% badanych zadeklarowało, że udało im się zarobić więcej niż. 50 tys. złotych.

Skąd czerpiemy wiedzę inwestycyjną?

Skąd czerpiemy wiedzę inwestycyjnąPierwszym źródłem informacji dla Polaków jest oczywiście Internet. Nie dziwi więc, że 70% osób czerpie z niego wiedzę o inwestowaniu. Co jednak ważne, aż 39% osób korzysta z rekomendacji doradcy bankowego, a 29% z pomocy doradcy inwestycyjnego. To sygnał, że instytucje, które jak Nest Bank, dynamicznie rozwijają się w zakresie produktów i usług w Internecie, mają największy wpływ na edukację Polaków w zakresie zarządzania budżetem czy inwestowania. -Agnieszka Porębska-Kość, Dyrektor Zarządzająca Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw i Finansowania

Inwestowanie a bezpieczeństwo

Ponad 60% inwestujących Polaków uważa, że można zarobić pieniądze inwestując bezpiecznie. Za najbezpieczniejsze formy inwestowania Polacy uważają: obligacje skarbowe, indywidualne konta emerytalne oraz ubezpieczenia z gwarancją zwrotu. – Zarobki Polaków wciąż jeszcze nie dorównują większości europejskich krajów. Polacy pracują ciężko i doceniają wartość pieniądza. Ważne jest, żeby instytucje finansowe oferowały im wsparcie w bezpiecznym lokowaniu ich inwestycji. – mówi Agnieszka Porębska-Kość z Nest Banku – Naszą rolą jako banku jest wybranie odpowiednich okazji inwestycyjnych i zaoferowanie ich naszym klientom w formie zrozumiałych produktów, dopasowanych do potrzeb i możliwości domowego budżetu – dodaje Agnieszka Porębska-Kość.

Co z Polakami, którzy nie inwestują?

Okazuje się, że w grupie Polaków, którzy nigdy nie korzystali z produktów inwestycyjnych, dominuje przekonanie, że „do inwestowania potrzebne są duże pieniądze”. Aż 52% badanych stwierdziło, że nie ma wystarczających oszczędności, aby inwestować, a 35% deklaruje, że nie ufa produktom inwestycyjnym.

Indeks Bezpieczeństwa Finansowego* to badanie zrealizowane na zlecenie Nest Banku w czerwcu 2018 roku przez instytut Kantar Millward Brown na reprezentatywnej grupie Polaków. Celem badania było sprawdzenie postaw i przekonań Polaków w zakresie ich bezpieczeństwa finansowego.

Materiał nie stanowi oferty handlowej w rozumieniu art. 66 Kodeksu cywilnego.

*Indeks Bezpieczeństwa Finansowego to badanie opinii zrealizowane na reprezentatywnej grupie Polaków przez Instytut Kantar Millward Brown, w dniach 06 czerwca 2018 – 13 czerwca 2018 r.

Rynek poligraficzny w Polsce w 2018 r. wzrośnie o 4,4% osiągając poziom 16,1 mld zł

Produkcja sprzedana całego sektora poligraficznego w 2017 r. w Polsce wyniosła 15,4 mld zł, a wg prognoz w 2018 r. wzrośnie o 4,4% osiągając poziom 16,1 mld zł. Ważną rolę w utrzymaniu wzrostowej tendencji sektora poligraficznego niezmiennie odgrywa eksport na rynki zagraniczne – blisko 60% respondentów sprzedaje swoje produkty za granicę. Badanie przeprowadzone wśród przedsiębiorstw poligraficznych wskazuje, że firmy nieco mniej optymistycznie oceniają koniunkturę na rynku, niż w 2016 r.

Polski sektor poligraficzny pod względem przychodów na poziomie 3,38 mld EUR pozostaje największym w Europie Środkowo-Wschodniej i plasuje się na 7. miejscu w Unii Europejskiej. Jest to awans o jedną pozycję w porównaniu z poprzednią edycją badania.

W przemyśle poligraficznym pracuje w Polsce ponad 50 tys. osób. Biorąc pod uwagę przychody i zatrudnienie, polski przemysł poligraficzny pozostaje zdecydowanie największym tego typu sektorem w Europie Środkowo-Wschodniej. Odpowiada za 36% przychodów branży w regionie, które według danych Eurostatu wyniosły 9,1 mld EUR. Firmy poligraficzne w regionie Europy Środkowo-Wschodniej zatrudniały łącznie 148 tys. osób, co oznacza, że Polska z 50 tys. pracowników stanowi 34% całkowitej siły roboczej tej części kontynentu. W porównaniu do innych krajów Unii Europejskiej, polski sektor poligraficzny zajmuje 7. miejsce pod względem przychodów, 6. miejsce pod względem liczby zatrudnionych oraz 7. miejsce z uwagi na liczbę firm – mówi Jacek Bajger, partner w dziale doradztwa podatkowego w KPMG w Polsce.

58% firm eksportuje swoje towary za granicę

Kluczową rolę w utrzymaniu tendencji wzrostowej polskiej branży poligraficznej odgrywa eksport. Wysoka jakość usług i produktów w połączeniu ze stosunkowo niskimi kosztami pracy pozwala polskim firmom poligraficznym skutecznie konkurować zarówno na rynku europejskim, jak i poza nim. Według danych Eurostatu całkowity eksport produktów przemysłu poligraficznego w latach 2011-2016 zwiększył się nominalnie o 114%, a sam rok 2016 przyniósł wzrost o 11,5%, osiągając poziom 9,42 mld zł. Blisko 6 na 10 ankietowanych przedsiębiorstw (58% wskazań) zadeklarowało sprzedaż swoich wyrobów na rynki zagraniczne. W 2017 r. firmy poligraficzne wyeksportowały za granicę 25,2% swojej całej produkcji, podczas gdy w 2016 r. na eksport trafiło 23,4% produkcji. Krajami najczęściej importującymi wyroby polskiego przemysłu poligraficznego są: m.in. Niemcy, Francja, Belgia i Szwajcaria.eksport rynku poligraficznego w Polsce

Eksport stanowi potężne koło zamachowe branży poligraficznej. Wolumen sprzedaży rośnie nieprzerwanie od wielu lat na poziomie kilkunastu procent rocznie, znacznie przekraczając wyniki osiągane na rodzimym rynku. Ten stan rzeczy może i powinien pozostać niezmieniony przez najbliższe 2 lata. Jednak do osiągnięcia tego celu, będzie potrzeba coraz więcej wysiłku. Dotychczasowa przewaga konkurencyjności polskich firm, wynikająca z niższych kosztów pracy, zaczyna się wyczerpywać. Sektor będzie potrzebował dodatkowych nakładów inwestycyjnych, podnoszących stopień automatyzacji procesów produkcyjnych oraz wydatków na marketing i promocję. Oprócz wymienionych w raporcie rynków, tj. Szwajcarii, Niemiec, Belgii i Francji, musimy rozwijać aktywność w Wielkiej Brytanii, Holandii, Austrii i krajach skandynawskich. Należy również bacznie przyglądać się Ukrainie, bowiem w najbliższych latach, można spodziewać się dynamicznego rozwoju tamtejszych drukarń – mówi Jacek Kuśmierczyk, kanclerz Polskiego Bractwa Kawalerów Gutenberga.

Firmy mniej optymistycznie oceniają koniunkturę na rynku

Spośród wszystkich ankietowanych firm, 35% wskazało na poprawę ogólnej sytuacji ekonomicznej. Z kolei 26% przyznało, że ich sytuacja się pogorszyła w porównaniu z edycją badania przeprowadzoną w 2016 r. Oznacza to, że obecnie optymizm firm jest mniejszy. O ile żadne duże przedsiębiorstwo poligraficzne w Polsce, zatrudniające ponad 250 osób, nie wskazało na pogorszenie swojej sytuacji, to już 13% firm zatrudniających od 50 do 250 pracowników przyznało, że sytuacja organizacji uległa pogorszeniu. Gorszą sytuację wskazywała jeszcze większa liczba mniejszych firm – 27% przedsiębiorstw zatrudniających od 10 do 49 osób oraz aż 35% najmniejszych firm, które zatrudniają nie więcej niż 9 osób. Podobnie respondenci oceniają zmianę popytu na świadczone usługi. Spośród wszystkich badanych firm 22% wskazało na spadek popytu, 46% organizacji uznało, że popyt się nie zmienił, a 32% firm przyznało, że popyt na ich usługi wzrósł. Zdecydowanie najmniej optymistycznie sytuację na rynku oceniają firmy najmniejsze – tylko 14% z nich uważa, że popyt na świadczone usługi wzrósł, ale aż 38% respondentów zauważa spadek popytu. Z kolei 75% przedstawicieli największych organizacji uważa, że popyt wzrósł.

Warto zwrócić uwagę na przychody badanych przedsiębiorstw poligraficznych. Zdecydowana większość z nich, ok. 70%, osiąga przychody mniejsze niż 10 mln zł w skali roku. Tylko jedno przedsiębiorstwo uzyskało przychody w przedziale 101-200 mln zł.

Wyniki ekonomiczne sektora poligraficznego są dobre, natomiast w odniesieniu do przedsiębiorstw sytuacja jest już złożona. Nowoczesne technologie, których znaczna część napłynęła do firm wraz z funduszami unijnymi, pozwoliły na budowę przewagi konkurencyjnej wspartej niższymi płacami w stosunku do krajów Unii Europejskiej. Przywiązywanie uwagi jedynie do technologii nie jest dominującym modelem biznesowym. Liderzy sektora dostrzegli walory równowagi technologii, organizacji i marketingu. W zmieniającym się otoczeniu zaczynają dominować media elektroniczne, które skutecznie ograniczają dotychczasowe obszary aktywności produkcyjnej. Aktywność firm poligraficznych rozciąga się między twórczą działalnością, a sentymentalnymi marzeniami o stabilizacji. Tymczasem poligrafia to idealne miejsce dla innowatorów. Szczególnie dzisiaj, kiedy tradycyjna perspektywa inwestycyjna, 3-5 – letnia, jest zbyt długa w odniesieniu do dynamiki zmian – mówi dr hab. inż. Wiesław Cetera, Wydział Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Podobnie jak w poprzedniej edycji badania, przedsiębiorstwa poligraficzne sygnalizują problem z dostępem do wykwalifikowanej kadry w sektorze poligraficznym – taką opinię wyraziło aż 90% respondentów. Podobne wskazania dotyczą ekspertów w konkretnych technologiach: druk offsetowy, fleksografia i druk cyfrowy.

Ambitne cele inwestycyjne firm poligraficznych na najbliższe lata

Przedsiębiorstwa poligraficzne w Polsce w perspektywie nadchodzących 2-3 lat planują duże inwestycje. Ponad 8 na 10 firm (81% wskazań) w najbliższym czasie planuje połączyć się lub przejąć inny podmiot z branży. Podobna liczba organizacji (80% wskazań) planuje w perspektywie 2-3 lat otworzyć nowy oddział. Ważnym elementem strategii są plany związane bezpośrednio z funkcjonowaniem firmy – 71% respondentów deklaruje chęć zwiększenia efektywności przedsiębiorstwa. Taki sam odsetek organizacji zamierza znaleźć nowych dostawców oraz zakupić nowe technologie. Tak duże inwestycje nie powinny dziwić, biorąc po uwagę fakt, że większość respondentów badania stanowiły średnie i duże firmy.

Planując inwestycje, przedsiębiorstwa poligraficzne zamierzają korzystać z różnych form finansowania. Blisko 3 na 10 firm (28% wskazań) zamierza inwestować tylko i wyłącznie korzystając z własnego kapitału. Natomiast 30% organizacji w celu przyszłych inwestycji deklaruje wykorzystanie zgromadzonego, własnego kapitału oraz kredytu.cele inwestycyjne firm poligraficznych

O BADANIU:

Raport KPMG w Polsce, Polskiego Bractwa Kawalerów Gutenberga i Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego pt. „Rynek poligraficzny i opakowań z nadrukiem w Polsce” powstał na podstawie badania polskiego rynku poligraficznego już po raz 7. W tym roku badanie przedsiębiorców zostało przeprowadzone przez Wydział Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego na 266 firmach w terminie maj-czerwiec br. Respondentami były osoby ze ścisłego kierownictwa firm. Realizacja badania odbyła się za pomocą dwóch metod: CATI (ang. Computer Assisted Telephone Interviews) przez Laboratorium Badań Medioznawczych (LBM) WDIB UW oraz wypełnionych ankiet otrzymanych od firm.

Deloitte: W 2040 roku co drugi użytkowany samochód będzie autem elektrycznym

Udział samochodów elektrycznych, w tym hybryd typu plug-in, w globalnym rynku motoryzacyjnym wynosi obecnie około 1,3 proc. Jednak z roku na rok będzie się on zwiększał, by po 2040 roku sięgnąć ponad 50 proc. Według różnych szacunków do 2030 roku po światowych drogach może jeździć od 56 do nawet 160 mln aut elektrycznych oraz hybryd plug-in. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, autorów raportów „Powering the future of mobility” i „A reality check on advanced vehicle technologies” rozwój tego sektora stwarza duże szanse rozwoju dla gospodarki globalnej.

Producenci aut i firmy technologiczne inwestują ogromne środki, aby udoskonalić oraz popularyzować pojazdy elektryczne i autonomiczne. Te pierwsze mogą zmniejszyć negatywny wpływ na środowisko spowodowane przez spalanie paliw kopalnych. Z kolei samochody autonomiczne mają szansę w znaczący sposób przyczynić się do radykalnej poprawy bezpieczeństwa na drogach.

– Pierwszy krok, jaki trzeba zrobić w kierunku zwiększenia popularności elektrycznych pojazdów ma na celu przedstawienie klientom korzyści płynących z ich posiadania. Działania te mogą obejmować na przykład zniżki i rabaty na leasing czy zakup tego typu aut oraz sprzętu ładującego, darmową instalację ładowarki, a także specjalne plany taryfowe dla właścicieli. Branża musi zacząć działać już teraz. Odpowiednia edukacja i zachęcanie do zakupu pojazdów elektrycznych, mogą na dobre zmienić obraz rynku motoryzacyjnego – mówi Andrzej Zienkiewicz, Partner w Zespole ds. Energii i Zasobów Naturalnych Deloitte.

W pierwszej połowie 2018 zostało sprzedanych ok. 3,5 miliona samochodów elektrycznych. Obecnie tego typu pojazdy cieszą się największym powodzeniem w Chinach, gdzie stanowią ok. 4 proc. tamtejszego rynku sprzedaży nowych samochodów. Dla porównania w Europie sprzedaż stanowi ok. 2,3 proc., a w Ameryce Północnej 1,6 proc.. W Polsce w 2017 roku zostało sprzedanych 484 samochodów elektrycznych, co stanowiło ok. 0,1 proc. całości rynku samochodów osobowych. – Czynniki, które mają wpływ, na to, że konsumenci coraz częściej decydują się na zakup aut elektrycznych to przede wszystkim spadające ceny przy wzrastających parametrach technicznych – rosnący zasięg i połączenie nowoczesnego designu oraz zaawansowanych technologii, a także sprzyjające otoczenie regulacyjne. Również rozwój mobilności przyspiesza absorpcję pojazdów elektrycznych. Takie zjawiska jak carsharing i rosnąca świadomość ekologiczna konsumentów wpływają pozytywnie na dynamizację rynku aut elektrycznych – zaznacza Karol Wierzbicki, Ekspert w Zespole ds. Elektromobilności Deloitte.

Do 2030 roku po światowych drogach ma już jeździć, wedle różnych szacunków, od 56 do nawet 160 mln aut elektrycznych, by dziesięć lat później osiągnąć ponad 50-procentowy udział w rynku.

– Ważną rolę w procesie zakupu odgrywają taniejące ceny baterii. Producenci wprowadzają nowe, bardziej korzystne dla użytkownika modele o większej pojemności. Jest to o tyle ważne, że 30-40 proc. kosztu elektrycznego pojazdu stanowi pakiet baterii, który je zasila. W rzeczywistości ceny baterii spadły od 2013 roku o ponad 50 proc., z 599 dolarów za kilowatogodzinę do 273 dolarów za kilowatogodzinę w 2016 r. Niewykluczone, że koszt ten zmaleje jeszcze bardziej, potencjalnie dochodząc do 100 dolarów za kilowatogodzinę w 2026 roku, co będzie sprawiać, że pojazdy elektryczne staną się konkurencyjne cenowo w stosunku do pojazdów o napędzie tradycyjnym. To atrakcyjna opcja dla konsumentów – wyjaśnia Karol Wierzbicki.

Elektromobilność w Polsce

Państwowe spółki oraz fundusze aktywnie uczestniczą w rozwoju elektromobilności, przeznaczając znaczne kwoty na finansowanie projektów badawczych oraz wdrożenie pojazdów zeroemisyjnych. Wymiana flot przewoźników transportu publicznego rozpoczęła się już w Polsce – w roku 2017 zarejestrowano 81 autobusów z napędem hybrydowym, 63 autobusy elektryczne oraz 12 pojazdów z napędem na sprężony gaz ziemny (CNG). Plany przewoźników pokazują, że w kolejnych latach proces ten będzie przyspieszać – sama Warszawa planuje ogłosić w najbliższym czasie przetargi na zakup 80 autobusów napędzanych gazem CNG oraz 130 autobusów elektrycznych. Wymiana flot będzie współfinansowana m.in. przez projekty finansowane przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który w latach 2019 – 2023 ma zamiar przeznaczyć fundusze w wysokości 2,2 mld PLN (w tym zwrotne formy dofinansowania w wysokości 1,2 mld PLN, a bezzwrotne 1,0 mld PLN) na zakup pojazdów elektrycznych.

– W ostatnich latach obserwujemy rozwój elektromobilności w Polsce, zwłaszcza w obszarze transportu publicznego. Jest on postrzegany jako szansa na wzrost innowacyjności polskiej gospodarki oraz ograniczenie zanieczyszczenia środowiska. W związku z tym rząd kładzie silny nacisk na stworzenie odpowiednich ram regulacyjnych i zapewnienie odpowiednich źródeł finansowania. Jednym z głównych aktów prawnych jest ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych, wspierająca rozwój transportu niskoemisyjnego, którego napęd jest oparty na energii elektrycznej, gazie ziemnym, wodorze oraz innych paliwach alternatywnych – mówi Andrzej Zienkiewicz.

Na finalnym etapie są również prace prowadzone nad wdrożeniem do produkcji pierwszych pojazdów wodorowych. Pierwszy autobus zasilany tym paliwem ma wyjechać na ulice już na początku przyszłego roku.

Preferencje konsumentów dotyczące typu silnika w ich przyszłym pojeździe (2018)

Preferencje konsumentów dotyczące typu silnika w ich przyszłym pojeździe

Przemysł 4.0 będzie miał rewolucyjny wpływ na strategie biznesowe firm

Przemysł 4.0 to już nie przyszłość, ale rzeczywistość wielu firm na całym świecie. Dotyczy to również Polski. Aż 94 proc. menedżerów, którzy wzięli udział w globalnym badaniu firmy doradczej Deloitte, wskazuje, że transformacja cyfrowa jest najwyższym strategicznym celem ich organizacji. 

Przemysł 4.0 różni się tym od poprzednich rewolucji technologicznych, że łącząc istniejące technologie, zaciera granice między sferą fizyczną, cyfrową i biologiczną.

– Do najważniejszych rozwiązań napędzających rozwój Przemysłu 4.0 należy Internet Rzeczy (IoT), uczenie maszynowe, sztuczna inteligencja oraz rozszerzona i wirtualna rzeczywistość. Jego rozwojowi sprzyjają nie tylko postęp technologiczny, ale także potrzeby konsumentów, ograniczenia podażowe, zwłaszcza w zakresie surowców nieodnawialnych i pracy oraz zachęty finansowe ze strony sektora publicznego – mówi Michał Pieprzny, Partner w Zespole Strategy w Deloitte Consulting.

Czwarta rewolucja przemysłowa pozwoli zwiększyć produktywność i przychody oraz zredukować poziom ryzyka. Nie brakuje w niej jednak wyzwań. Pierwszym z nich jest cyberbezpieczeństwo. Przemysł 4.0 zwiększa możliwość wystąpienia cyberataków. Drugim – nieprzychylne reakcje społeczne, związane chociażby z wpływem automatyzacji na rynek pracy. Do tego dochodzi kwestia pracowników i ich umiejętności. Z jednej strony tylko 15 proc. respondentów w badaniu Deloitte wskazuje, że muszą znacznie zmienić skład i zestawy umiejętności, aby wspierać cyfrowe transformacje, a z drugiej dla 35 proc. badanych najważniejszym wyzwaniem organizacyjnym i kulturowym jest znalezienie, szkolenie oraz zatrzymanie odpowiednio utalentowanych ludzi.

– Automatyzacja oraz rozwój sztucznej inteligencji sprawi, że umiejętności miękkie staną się istotniejszym wyróżnikiem na rynku pracy – wyjaśnia Damian Olko, Ekspert w zespole ds. analiz ekonomicznych Deloitte. – Wynika to z faktu, że znaczną część zadań będą wykonywać maszyny i roboty. Niezwykle istotne jest więc to, aby firmy w odpowiedni sposób zarządzały tą zmianą, czerpiąc z niej jak najwięcej korzyści dla zbudowania lub utrzymania swojej przewagi konkurencyjnej – dodaje Damian Olko.

Według badanych najważniejszymi czynnikami napędzającymi transformację cyfrową są: poprawa produktywności oraz cele operacyjne. Istotną rolę odgrywają także możliwości innowacyjne. Dziewięciu na dziesięciu menedżerów, których firmy inwestują w transformację cyfrową, odnotowało w ubiegłym roku umiarkowany lub znaczny zwrot z inwestycji. – Czwarta Rewolucja Przemysłowa może zmienić dotychczasowy układ sił na rynkach lub zakłócić ich działanie. Mniejsze firmy, które potrafią umiejętnie wykorzystać nowe technologie, mają szansę na osiągnięcie lepszych wyników, konkurując z większymi graczami przemysłowymi – mówi Michał Pieprzny.

OC, zniszczenia i kradzieże, czyli od czego ubezpieczają się firmy w Polsce

Firmy w Polsce najczęściej ubezpieczają się od odpowiedzialności cywilnej i na kwotę do 100 tysięcy złotych – wynika z analizy serwisu Oferteo.pl. Najczęściej ubezpieczeń poszukują małe firmy, zatrudniające mniej niż dziesięciu pracowników.

Jaki zakres i na jaką kwotę?

Na jaką kwotę potrzebne jest ubezpieczenieJaki ma być zakres ubezpieczenia86% firm badanych przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług z ich dostawcami, było zainteresowanych ubezpieczeniem od odpowiedzialności cywilnej. W dalszej kolejności firmom zależało na ubezpieczeniach od zniszczenia oraz kradzieży. Co ciekawe, tylko 16% przedsiębiorstw poszukiwało ubezpieczeń pracowników od nieszczęśliwych wypadków (NNW).

Polskie firmy najczęściej ubezpieczały się na kwoty nieprzekraczające 100 tysięcy złotych. Wskazała tak ponad połowa badanych. Jedynie 17% poszukiwało ubezpieczenia na kwotę wyższą niż pół miliona złotych.

Warto pamiętać, że firmy ubezpieczeniowe często są otwarte na negocjacje stawek w przypadku potencjalnej współpracy z przedsiębiorstwami – podpowiada Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. – Tym bardziej należy porównać oferty przynajmniej kilku z nich, aby znaleźć najdogodniejsze dla siebie rozwiązanie. Może się zdarzyć, że koszty polis pokrywających taki sam zakres ubezpieczenia będą się różnić w zależności od towarzystwa nawet o kilkadziesiąt procent.

Należy przy tym zwrócić uwagę, że koszt polisy będzie zależał nie tylko od preferowanego zakresu ubezpieczenia, ale również od rodzaju wykonywanej działalności, wielkości firmy i innych czynników.

Jakie firmy szukają ubezpieczeń?

Według analizy Oferteo.pl o ubezpieczenia najczęściej pytają najmniejsze firmy, zatrudniające do 10 osób. W większości są to osoby fizyczne prowadzące własną działalność gospodarczą (79%), natomiast odsetek zapytań od spółek kapitałowych wyniósł 15%. Jeśli chodzi o branże, w których działają firmy poszukujące ubezpieczeń, najczęściej jest to budownictwo i nieruchomości (24%) oraz handel (23%). Rzadziej ubezpieczeń poszukują m. in. przedsiębiorstwa działające w obszarze IT (9%), przemyśle (8%) czy logistyce i transporcie (3%). Wskazanie ubezpieczycielowi rodzaju wykonywanej działalności jest bardzo ważne. Towarzystwa ubezpieczeniowe mogą nie wypłacić odszkodowania za straty wynikające z innej działalności niż wymieniona w polisie.

Metodologia badań

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 500 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl od 1 września 2017 do 30 sierpnia 2018 roku przez podmioty poszukujące ubezpieczenia dla firm.

Sztuczna inteligencja – droga do rewolucji wideo marketingu?

Mariusz Maksymiuk
Mariusz Maksymiuk, CEO agencji interaktywnej Adexon 360

Sztuczna inteligencja zrewolucjonizowała sposób, w jaki marki docierają online do swoich klientów. Zarówno marketerzy, jak i klienci coraz chętniej wykorzystują AI do realizacji celów sprzedażowych. Wiele wskazuje na to, że niebawem treści wideo będą kształtowane głównie przez sztuczną inteligencję. Czy czeka nas zatem rewolucja w wideo marketingu?

Sztuczna inteligencja umożliwia markom podejmowanie decyzji opartych na licznych danych. Jest to niezwykle skuteczne, gdyż pozwala na obranie skutecznej taktyki opartej na wyjątkowo dokładnym targetowaniu i optymalizacji. W dzisiejszych czasach jesteśmy świadkami stałego wzrostu konsumpcji wideo i zaangażowania odbiorców w treści, które przekazuje. Dodatkowo coraz więcej specjalistów jest zdania, że spośród wszystkich treści online to właśnie wideo zapewnia najlepsze ROI.

AI w strategii marketingowej

Treści wideo staną się jeszcze bardziej angażujące, ponieważ marki mogą teraz tworzyć je w oparciu o dane i analizę upodobań konsumentów. Dzięki sztucznej inteligencji, w prosty sposób można zyskać szeroką wiedzę na temat klientów. Informacje, jakie pozwala zdobyć nowoczesna technologia są kluczem do stworzenia lepszej strategii marketingowej. Jak wiadomo, odbiorcy angażują się wyłącznie w treści, które są odzwierciedleniem ich zainteresowań.

AI vs personalizacja

Istnieje wiele powodów, dla których marketing spersonalizowany jest niezbędnym elementem każdej strategii. Nie tylko zwiększa zaangażowanie, ale także pozwala tworzyć w przestrzeni cyfrowej bardziej zindywidualizowany przekaz, którego oczekują klienci. Coraz więcej marek dostrzega, że spersonalizowane treści wideo prowadzą do wyższego poziomu zaangażowania, dlatego też coraz częściej wykorzystują je w swoich działaniach. W ciągu najbliższych lat, sztuczna inteligencja zapewne otworzy drzwi do możliwości, które z pewnością zadowolą wszystkich klientów.

ROI

W przypadku wielu firm, szczególnie tych mniejszych, decyzja o zainwestowaniu w nowe kanały wymaga pewności dobrego ROI. Analityka AI daje możliwość sprawdzenia jaki zysk przyniosą poszczególne działania. Dodatkowo analityka umożliwia na tworzenie wielu kreacji i przeprowadzenie testów, które dają informację o reakcji na dane treści. AI pozwala także na dostarczenie aktualizacji w czasie rzeczywistym, dzięki czemu marketerzy są w stanie optymalizować działania na bieżąco.

Użytkownicy internetu większość czasu w sieci spędzają na oglądaniu filmów. Dlatego też wiele z nich może postrzegać nie interesujące ich reklamy jako uciążliwe. Najnowsze badania pokazują, że klienci dużo częściej nabywają produkty, które widzieli w reklamie wideo, nie te o których czytali. Co więcej, dzięki AI promocja w mediach społecznościowych może zostać ulepszona za pośrednictwem opartych na sztucznej inteligencji międzykanałowych platform reklamowych. Wykorzystanie tej technologii zapewni również dotarcie do właściwej grupy, gwarantując tym samym wyższą konwersję przy niższych kosztach.

Dokąd zmierzamy?

Stały wzrost liczby firm inwestujących w treści wideo, dowodzi ich skuteczności. Sztuczna inteligencja wyraźnie wpłynie na przyszłość marketingu, oferując markom możliwość dostosowania treści i kształtowania strategii za pomocą analityki. Właśnie dlatego AI jest i niewątpliwie będzie istotnym narzędziem, które pomoże markom w opracowywaniu odpowiednich treści wideo dla docelowej grupy odbiorców.

Justyna Janicka: Wirtualna rzeczywistość wielkimi krokami wkracza do biznesu

Po skrótem  VR czyli po polsku wirtualna rzeczywistość ukrywa się zbiór technologii – obrazu i dźwięku –  które tworzą przestrzeń stworzoną przez programistów.  Natomiast technologia AR – rzeczywistość rozszerzona – poprzez specjalne okulary tzw. smartglassy łączy świat cyfrowy  z tym, w którym  przebywamy fizycznie. Te dwie przestrzenie nakładają się na siebie generując zupełnie nowy wymiar.

Czego potrzebujemy?

Do przeniesienia się w świat wirtualnej rzeczywistości potrzebujemy specjalnych gogli, najlepiej dających silne odczucie imersji czyli przebywania w cyfrowym świecie. W zależności od tego do czego wykorzystujemy tą technologię przydatne będą również dodatkowe akcesoria.

– Część gogli wyposażona jest również w specjalne kontrolery, które trzymamy w rękach i za ich pomocą możemy wchodzić w interakcje z otoczeniem. Możemy łapać przedmioty, otwierać zawory, rzucać przedmiotami , wchodzić w interakcje tak jak ma to miejsce w rzeczywistości. – mówi Justyna Janicka z 1000 realities.

Z rzeczywistością rozszerzoną jest podobnie. Jednak nie zakładamy gogli, które odcinają nas zupełnie od świata fizycznego, a tylko specjalne okulary tzw. smartglassy, na których mogą być wyświetlane dodatkowe warstwy informacji. Co ciekawe AR możemy oglądać nawet z poziomu naszego telefonu.

Korzyści z wykorzystania VR i AR

Wirtualna rzeczywistość daje ogromne możliwości jeśli chodzi o zastosowanie biznesowe. Korzyści wynikające z jej użytkowania już dawno odkryły takie branże jak wydobywcza czy naftowa. VR wpływa na poprawę bezpieczeństwa pracowników i redukcję kosztów.

Przykładem mogą być szkolenia dla operatorów platform wiertniczych, które nie wymagają wielkich nakładów finansowych, można je powtarzać wiele razy, a jednocześnie odbywają się w bezpiecznych dla warunkach. Zysku z wykorzystania w firmie nie sposób zmierzyć i przełożyć na wynik finansowy.

Rzeczywistość rozszerzona sprawdza się tam, gdzie chodzi o szybkie przekazanie informacji. Dzięki jej zastosowaniu pracownicy mogą pracować szybciej i wydajniej. Na bieżąco dostają informacje potrzebne do pracy, zadania czy nawigację wewnętrzną.

– Innym praktycznym przykładem jest zdalna pomoc eksperta. Specjalista, który znajduje się w biurze dostaje na swój komputer obraz z kamery użytkownika smartglassów, dostaje informację, co ta osoba widzi. Następnie za pomocą komunikacji głosowej, albo oznaczeń na tym widoku z kamery może zaznaczyć dodatkowe wskazówki – dodaje Justyna Janicka.

Fidelity International w Polsce: Awans do statusu Rynku Rozwiniętego niewiele dla nas zmienia

Decyzja FTSE o reklasyfikacji polskiego rynku akcji i nadaniu mu statusu rynku rozwiniętego stanowi istotną zmianę dla krajowej giełdy. Niemniej jednak, nie oczekujemy znaczącego wpływu na kształt funduszy akcyjnych oraz procesu podejmowania decyzji przez naszych zarządzających portfelami. Wynika to z tego, że w procesie inwestycyjnym Fidelity wykorzystuje analizę bottom-up, ukierunkowaną na identyfikację atrakcyjnie wycenionych spółek z perspektywicznymi fundamentami, niezależnie od tego, czy wchodzą one w skład konkretnych benchmarków. Reklasyfikacje indeksów są dla nas wydarzeniami drugorzędnymi w kontekście naszych decyzji inwestycyjnych. Dołączenie Polski nie doprowadzi do istotnej zmiany składu indeksów FTSE Russell dla rynków rozwiniętych, a co za tym idzie relatywnego pozycjonowania tych funduszy, które są zarządzane względem tych benchmarków przez pryzmat ryzyka. W tym kontekście oczekuje się, że Polska będzie odpowiadała za ok. 0,1% indeksu FTSE Developed All Cap Index. Stale monitorujemy nasze spektrum inwestycyjne, ale na chwilę obecną widzimy ograniczone możliwości inwestycyjne na polskim rynku akcji. Po części wynika to z tego, że warszawska giełda jest w dużej mierze zależna od spółek z sektora finansowego, w szczególności od banków, które to były silne w 2017 r., z uwagi na oczekiwania dotyczące rosnącej marży odsetkowej. Zdajemy sobie sprawę, że działają one w bardzo konkurencyjnym lokalnym środowisku, gdzie o udział w rynku rywalizuje wiele podmiotów. Obecnie bardziej zyskowne pomysły na inwestowanie w sektor bankowy dostrzegamy w innych krajach. Poza finansami, niektóre sektory mogą być podatne na działania rządu, szczególnie sektor użyteczności publicznej.

Dominik Bekkewold – Przedstawiciel Fidelity International w Polsce

Co dalej z podwyżkami stóp procentowych w Stanach?

Wczorajsza publikacja GUS wspiera złotego. Co dalej z podwyżkami stóp procentowych w Stanach? Konferencja Powella już dziś wieczorem.

Mało bezrobotnych

Wczoraj Główny Urząd Statystyczny opublikował najnowsze dane z rynku pracy. Stopa bezrobocia znalazła się na rekordowo niskim poziomie – 5,8%. Najmniejszym bezrobociem pochwalić się może Wielkopolska, gdzie wynosi ono 3,3%, z kolei najwyższy współczynnik bezrobocia występuje w warmińsko-mazurskim – 9,9%. Niewątpliwie dobre dane pozytywnie wpłynęły na złotówkę, która wczoraj zyskiwała wobec większości głównych walut. Dziś z rana za jednego dolara zapłacimy 3,64 zł. Euro kosztuje 4,28 zł. Cena franka szwajcarskiego wynosi 3,77 zł, a funta brytyjskiego 4,79 zł.

Stany rozdają karty

Dzisiejszy handel przebiegać będzie pod dyktando odczytów płynących zza oceanu. Tuż po godzinie 16:00 poznamy informacje z rynku nieruchomości w Stanach, a chwilę później opublikowane zostaną dane dotyczące zmiany zapasów paliw. Nie będą to jednak najistotniejsze dziś odczyty. Bowiem o godzinie 20:00 poznamy decyzję Rezerwy Federalnej w sprawie stóp procentowych. Rynki spodziewają się wzrostu kosztu pieniądza z przedziału 1,75%-2% do przedziału 2%-2,25%. Jednak o ile analitycy tą decyzję przyjmują za pewną, dlatego też większym zainteresowaniem cieszyć się będą projekcje makroekonomiczne oraz konferencja prasowa prezesa FED. Analitycy będą próbowali doszukać się wskazówek co do prowadzenia dalszych działań monetarnych w Stanach Zjednoczonych, tym bardziej w przypadku gdy ostatnie odczyty inflacyjne odbiegały od oczekiwań.

Emocje do końca tygodnia

Wieczorne posiedzenie FED rozpocznie serię ciekawych odczytów w tym tygodniu. W czwartek i piątek czekają nas publikacje m.in danych inflacyjnych oraz odczytów dynamik PKB z państw europejskich i Stanów Zjednoczonych. Należy zatem spodziewać się większych ruchów na głównych walutach w okolicach godzin publikacji.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Krzysztof Pawiński: Maspex ma apetyt na na innowacyjne start-upy

Branża spożywcza w Polsce jest bardzo konkurencyjna. Jest to związane nie tylko z obecnością dużych koncernów i znanych marek, ale także z bardzo dynamicznym sektorem małych firm, które poszukują swojego miejsca na rynku. Nie oznacza to jednak, że muszą to być trendy przeciwstawne. Pojawianie się nowości i możliwość wyboru dla konsumenta sprawia, że cały sektor staje się bardziej atrakcyjny. Nie należy stawiać po przeciwnych stronach małych, startupowych podmiotów i obecnych jednocześnie na rynku wielkich brandów.

– To jeden ekosystem, który się uzupełnia. Ważny jest konsument, który ma wybór – powiedział serwisowi eNewsroom Krzysztof Pawiński, prezes Grupy Maspex – Analizujemy nowe trendy – czy są wyraźne, czy mają szansę urosnąć. Większość start upów jest małoformatowa i nigdy nie stanie się dużymi projektami. Część ma jednak potencjał i to na nich skupia się Maspex. Nie ma jednak prostej odpowiedzi na to, czy i które z nich brać pod uwagę i w jakim stopniu być skupionym na obszarze nowych pomysłów, zachowań i innowacyjnych produktów. Z jednej strony część projektów przebije się, ale inne się nie przeskalują i nie staną dużymi biznesami. Te, które mają realną szansę na wzrost sprzedaży mogą być ciekawe i pasować do strategii Maspexu. To projekty, które mogą stać się elementami przyszłej akwizycji czy innych wspólnych przedsięwzięć – dodał Pawiński.

Niezasadna odmowa zwrotu VAT narusza prawa człowieka

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Konstrukcja podatku od towarów i usług, oparta na zasadzie samoobliczenia podatku, generuje liczne spory przedsiębiorców z fiskusem. Ryzyko to jest szczególnie wysokie, gdy podatnik wykazuje w deklaracji nadwyżkę podatku naliczonego nad należnym za dany okres i występuje o zwrot różnicy na swój rachunek bankowy.

Teoria

Naczelna zasada wspólnotowego systemu podatku od wartości dodanej stanowi, że ciężar podatku VAT powinien być neutralny dla przedsiębiorcy, gdyż z założenia podatek ten ma obciążyć ostatecznego konsumenta-odbiorcę danego towaru czy usługi. Wymóg zachowania neutralności podatku VAT powoduje, że zwrot nadwyżki powinien zostać zrealizowany w rozsądnym terminie, co wielokrotnie podkreślały krajowe sądy administracyjne oraz TSUE.

Praktyka

Z danych opublikowanych przez MF w połowie 2017 roku, wynika że łączna kwota wstrzymanych zwrotów podatku VAT to około 2,15 mld zł, a rekordziści czekają na realizację zwrotu od blisko 10 lat. Jedną z najczęściej spotykanych przyczyn blokady zwrotu podatku jest przedłużająca się kontrola rozliczeń kontrahentów, jak również wszystkich podmiotów, które brały udział w obrocie danym towarem na wcześniejszych etapach dystrybucji. Wstrzymanie zwrotu VAT uruchamia sekwencję zdarzeń prowadzących do likwidacji firmy, wobec której nawet ostateczna wygrana podatnika przed sądem nie jest w stanie zrekompensować faktu, że prosperująca firma została doprowadzona do upadłości w wyniku działań fiskusa. Na tym tle powstaje pytanie – czy odmowa zwrotu podatku VAT, w przypadku podatnika rzetelnie wywiązującego się ze wszelkich obowiązków względem skarbu państwa nie stanowi czasem naruszenia prawa do ochrony własności i poszanowania mienia?

Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka

Organ sądownictwa międzynarodowego – Europejski Trybunał Praw Człowieka – zbadał to zagadnienie. W sprawie o sygnaturze 68039/14 rozpatrzył skargę, wniesioną przez wspólników macedońskiej spółki EUROMAK METAL Doo. Spółka prowadziła działalność gospodarczą polegającą na skupie złomu – aluminium, miedzi, żelaza i innych metali. Po przetworzeniu, produkty spółki sprzedawane były kolejnym odbiorcom. Krajowe organy podatkowe zakwestionowały prawo do zwrotu podatku od towarów i usług. W toku kontroli stwierdzono bowiem, że niektórzy dostawcy spółki nie składali deklaracji podatku od towarów i usług, jak również nie odprowadzali należnego podatku. Rozliczenia przedkładane przez EUROMAK METAL Doo, nie budziły żadnych wątpliwości. W efekcie przeprowadzonych postępowań podatkowych u kontrahentów, organy określiły spółce podatek do zapłaty. Rachunki bankowe spółki zostały zablokowane, a sprawa trafiła do krajowych sądów administracyjnych. Argumentacja spółki zaprezentowana w toku postępowań sądowych opierała się na wskazaniu, że wszystkie własne zobowiązania podatkowe były przez nią regulowane, a skarżąca nie miała możliwości dowiedzenia się, czy jej dostawcy wywiązali się ze swoich obowiązków podatkowych, ani w żaden sposób wpłynąć na ich działania w tym zakresie. Przedłużający się spór z fiskusem doprowadził do likwidacji spółki w 2017 roku. Po wyczerpaniu wszystkich środków odwoławczych przewidzianych w prawie krajowym, wspólnicy spółki wnieśli skargę do Trybunału.

Analizując stan faktyczny Trybunał podkreślił, że skarżąca spółka nie miała i nie mogła mieć wiedzy o tym, czy jej dostawcy wywiązali się ze swoich zobowiązań z tytułu podatku VAT. W konsekwencji ETPC uznał, że działania fiskusa wobec spółki naruszyły art. 1 protokołu nr 1 do Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, stanowiący, że: Każda osoba fizyczna i prawna ma prawo do poszanowania swego mienia. Nikt nie może być pozbawiony swojej własności, chyba że w interesie publicznym i na warunkach przewidzianych przez ustawę oraz zgodnie z ogólnymi zasadami prawa międzynarodowego.

Podsumowanie

Rozstrzygniecie Trybunału w kontekście opisywanej sprawy działania macedońskich organów podatkowych jest bardzo podobne, jak w sprawach polskich przedsiębiorców, walczących o zablokowany zwrot VAT, czy o prawo do odliczenia podatku z faktur wystawionych przez kontrahentów, których rozliczenia budzą wątpliwości fiskusa. Zważywszy, że Polska ratyfikowała Konwencję o Ochronie Praw Człowieka w latach dziewięćdziesiątych, wyrok Trybunału jest mocnym głosem w obronie praw podatników, których prawo własności jest naruszane przez administracje skarbową. Należy więc przypuszczać, że wywody fiskusa o konieczności prowadzenia przez przedsiębiorców działalności wywiadowczo-detektywistycznej wobec swoich kontrahentów nie znajdą zrozumienia w Strasburgu, a blokada zwrotu VAT uznana zostanie za łamanie praw człowieka. Korzystny wyrok to nie tylko satysfakcja podatnika, ale również wymierna korzyść, wynikająca z obowiązku naprawienia szkody przez państwo, które dopuściło się naruszenia konwencji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Polski przemysł podbija Horyzont 2020 – ranking przedsiębiorstw

Blisko 300 polskich przedsiębiorstw bierze udział w programie ramowym w zakresie badań i innowacji Horyzont 2020. Zdobyły już prawie 90 mln euro z Unii Europejskiej. Które firmy są w czołówce?

Polskie firmy są coraz aktywniejsze w pozyskiwaniu europejskich grantów na realizację innowacyjnych pomysłów. Na ich koncie jest obecnie 346 projektów, dofinansowanych z UE na kwotę 89,8 mln euro. W liczbie prowadzonych projektów w ramach Horyzontu 2020 przedsiębiorstwa nie ustępują tradycyjnym beneficjentom programów ramowych – polskim uczelniom (355 projektów; 92 mln euro) ani instytutom (336 projektów; 83,3 mln euro). To bilans ostatnich 4 lat programu Horyzont 2020.

Polski przemysł składa najwięcej wniosków projektowych, w tej grupie liderem są podmioty z sektora MŚP. To duże zainteresowanie wskazuje nie tylko na atrakcyjną ofertę Horyzontu 2020, ale także na zdolność polskich firm do tworzenia innowacyjnych rozwiązań na poziomie europejskim – mówi Katarzyna Walczyk-Matuszyk, zastępca dyrektora Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych UE.

Inwestowanie w badania i rozwój to zarówno większe szanse na zdobycie grantu z Horyzontu 2020, jak i większa konkurencyjność firmy i pozycja jako partnera biznesowego na krajowym i międzynarodowym rynku. Krzysztof Samp, wiceprezes spółki ITTI, która jest w 10. MŚP pod względem dofinansowania z Horyzontu 2020 podkreśla, że udział w projektach realizowanych w ramach programów badawczo-rozwojowych Komisji Europejskiej pozwala firmie ITTI m.in. na zapoznanie się z najnowszymi trendami i rozwiązaniami na rynkach międzynarodowych, rozwój własnych produktów informatycznych, kontakt z użytkownikami końcowymi, zapoznanie się z wynikami badań, a także prowadzenie własnych badań w wybranych obszarach oraz rozwój umiejętności i kompetencji pracowników firmy.

Należy podkreślić, że doświadczenia pozyskane podczas realizacji projektów w programach ramowych Komisji Europejskiej pozwoliły ITTI skuteczniej ubiegać się o kontrakty dla podmiotów komercyjnych i publicznych w Polsce oraz na rynku międzynarodowym, m.in. dla Europejskiej Agencji Obrony oraz agencji ENISA, a w ostatnich latach także dla Europejskiej Agencji Kosmicznej –  mówi wiceprezes Samp. – Warto dodać, że prace w międzynarodowych konsorcjach pomagają pozyskać nowe i pogłębić istniejące relacje z partnerami komercyjnymi oraz akademickimi zarówno zagranicą, jak i w kraju, co stwarza nowe możliwości biznesowe. Ponadto, udział w badawczo-rozwojowych programach europejskich ma również znaczenie marketingowe, gdyż pokazuje naszym klientom na rynku polskim oraz międzynarodowym, że nasza firma stale się rozwija i poszukuje nowych rozwiązań, które mogą pomóc w rozwiązaniu ich kluczowych problemów i wyzwań biznesowych w sposób dający rzeczywistą przewagę konkurencyjną – dodaje wiceprezes.

TOP 10 przedsiębiorstw – MŚP i duży przemysł

Pierwszą dziesiątkę polskich małych i średnich przedsiębiorstw, które odnoszą sukcesy w Horyzoncie 2020 dzięki postawieniu na innowacje, badania i rozwoju otwiera firma SDS Optic z Lublina. Warto podkreślić, że spółka ta otrzymała też największe jak dotąd wśród polskich MŚP dofinansowanie z Unii Europejskiej – blisko 4 mln euro na realizację projektu SDS-OmiProbe z Instrumentu MŚP Faza II. Celem projektu jest opracowanie nowego urządzenia diagnostycznego, mikrosondy do diagnozowania nowotworu piersi. Najlepsze MŚP realizują także projekty z obszaru ICT (technologie informacyjne i telekomunikacyjne). Na przykład firma Cyberus Labs otrzymała blisko 2 mln euro na rozwinięcie i wprowadzenie na rynek nowego rozwiązania, które ma zapewnić cyberbezpieczeństwo Internetu Rzeczy. Rozwiązanie, nad którym pracuje Cyberus Labs, zapewnia bezpieczeństwo Internetu Rzeczy, eliminując najsłabsze i najłatwiejsze do przejęcia przez hakerów ogniwo cyberbezpieczeństwa, czyli hasła i dane dostępowe użytkowników oraz urządzeń. Z kolei toruńska firma Torqway otrzymała dofinansowanie na projekt Torqway Hybrid – pojazd do ćwiczeń, który aktywizuje wszystkie partie mięśni i pozwala się także przemieszczać.

Duże przedsiębiorstwa, które zdobyły największe fundusze na rozwój prac badawczo-rozwojowych, realizują projekty m.in. w obszarach ICT, energia, zaawansowane systemy produkcji i przetwarzania. Do TOP 10 dużych przedsiębiorstw należą firma Crist Offshore, budująca jednostki do stawiania i serwisowania morskich farm wiatrowych, czy Selena Labs, należąca do grupy Selena S.A., cenionej na świecie firmy specjalizującej się w produkcji chemii budowlanej. Warto podkreślić, że projekt BioMotive – koordynowany przez Selenę Labs jest projektem o największym dofinansowaniu z UE koorydnowanym przez polską dużą firmę (cały projekt otrzymał 10,6 mln euro, koordynator – 3,4 mln euro). BioMotive ma na celu opracowanie zaawansowanych materiałów polimerycznych na bazie odnawialnych surowców pochodzenia roślinnego, które będą wykorzystane w przemyśle motoryzacyjnym. W pierwszej dziesiątce znalazła się także KGHM Polska Miedź SA. Spółka uczestniczy w projekcie BioMOre – nowej koncepcji górniczej polegającej na pozyskiwaniu metali ze złóż głębokich przy wykorzystaniu biotechnologii.

Jak skutecznie sięgać po granty?

Okazją do poznania najlepszych praktyk w zakresie wypracowywania strategii B+R dla przemysłu i efektywnego aplikowania do Horyzontu 2020 będą konferencja i warsztaty: „Jak skutecznie tworzyć strategie badań i rozwoju w polskim przemyśle?”, organizowane przez Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE. Wydarzenie odbędzie się 9 października br. w Centrum Nauki Kopernik
w Warszawie.

Podczas wydarzenia przedstawione zostaną rozwiązania legislacyjne, jak również historie sukcesów najlepszych polskich przedsiębiorstw zdobywających granty w programach ramowych i krajowych. Motywem przewodnim wydarzenia będą m.in.: przykłady wykorzystania mechanizmu synergii między poszczególnymi funduszami, aspekty związane z zarządzaniem badaniami i rozwojem (B+R) w przedsiębiorstwach, najnowsze konkursy dla przedsiębiorstw realizujących prace badawczo-rozwojowe i innowacyjne (B+R+I) oraz programy akceleracyjne.

Szczegóły i rejestracja: www.strategiebplusr.pl

Patroni i partnerzy konferencji: „Jak skutecznie tworzyć strategie badań i rozwoju w polskim przemyśle?”

Patroni: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju, Ministerstwo Cyfryzacji, Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego

Partnerzy: Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Urząd Patentowy RP, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Enterprise Europe Network, Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych, Agencja Rozwoju Mazowsza S.A., Konfederacja Lewiatan, Związek Pracodawców „Klastry Polskie”, International Project Management Association Polska (IPMA Polska), Stowarzyszenie Top 500 Innovators, Impact CEE, Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych Programów UE, Sieć KPK.

Partner strategiczny: KGHM Polska Miedź SA

Patronat medialny: Polska Agencja Prasowa

O Krajowym Punkcie Kontaktowym Programów Badawczych UE (KPK)

Krajowy Punkt Kontaktowy dla Programu Ramowego Horyzont 2020 (pełna nazwa: Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych Unii Europejskiej) działa przy Instytucie Podstawowych Problemów Techniki Polskiej Akademii Nauk. Wspiera uczestnictwo polskich jednostek naukowych i przedsiębiorstw
w programach ramowych, a obecnie w ósmym programie ramowym Horyzont 2020. Instytucja organizuje dni informacyjne, konferencje, oferuje usługi konsultacyjne, bezpośrednie doradztwo w zakresie przygotowania wniosków oraz mentoring. Działania Krajowego Punktu Kontaktowego dla programu ramowego Horyzont 2020 wspomaga 11 Regionalnych Punktów Kontaktowych w największych ośrodkach akademickich i kilkanaście Branżowych Punktów Kontaktowych przy polskich platformach technologicznych i kluczowych klastrach. Instytucja jest koordynatorem sieci dla mobilnych naukowców EURAXESS.

O Programie Ramowym Unii Europejskiej Horyzont 2020

Horyzont 2020 to największy w historii program finansowania badań naukowych i innowacji
w Unii Europejskiej. Jego budżet w latach 2014-2020 wynosi prawie 80 mld euro. Celem programu jest stworzenie spójnego systemu finansowania innowacji: od koncepcji naukowej, poprzez etap badań,
aż po wdrożenie nowych rozwiązań, produktów czy technologii na rynek.

Dobre nastroje przedsiębiorców

Przedsiębiorcy dobrze oceniają kondycję polskiej gospodarki. Wskazują na to najnowsze prognozy Związku Przedsiębiorców i Pracodawców zgromadzone w kolejnej fali badania Indeksu Busometr, którego odczyt wyniósł 56,8 pkt. Jest to 12,13 pkt. więcej w porównaniu do wyniku z I półrocza 2018 roku.

Na ogólną wartość Indeksu Busometru wpłynął m.in. komponent „koniunktura gospodarcza”, który aktualnie uplasował się na poziomie 55,4 pkt. Widać tutaj znaczny wzrost w porównaniu do I półrocza 2018 roku (wówczas wartość komponentu wyniosła 41,75 pkt.). 39% przedsiębiorców uważa, iż w ciągu najbliższych miesięcy, sytuacja gospodarcza poprawi się, 25% spodziewa się jej pogorszenia.

Należy podkreślić, iż od tego pomiaru Busometr jest realizowany na innej bazie przedsiębiorców (wcześniej baza ZPP, obecnie – Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna). Struktura próby pod względem wielkości badanych firm w tym pomiarze i poprzednich nie różni się, ale dużej zmianie uległa struktura demograficzna respondentów. Zmiana ta może być częściowo odpowiedzialna za zaobserwowany wzrost indeksów.

W najnowszej edycji badania zauważamy bardzo dynamiczny wzrost w każdym wskaźniku analizowanym pod kątem Busometru – zauważa Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.Być może pewien wpływ ma na to zmiana struktury demograficznej osób badanych, ale bez wątpienia wyniki odczytu na drugie półrocze 2018 roku odzwierciedlają wyraźną tendencję: przedsiębiorcy dostrzegają doskonałą koniunkturę gospodarczą i są skłonni ją wykorzystywać, m.in. inwestując.

Najmniejsze obawy o sytuację gospodarczą w kraju jeśli chodzi o najbliższe półrocze wykazują przedsiębiorcy z sektora handlowego (tutaj wskaźnik osiągnął wartość 61,32 pkt.). Kolejno uplasowały się produkcja i usługi (59,11 i 51,06 pkt.).

Na wartość Indeksu Busometr ZPP wpłynęły również pozostałe dwa komponenty – rynku pracy oraz inwestycji.

Bez względu na wielkość, region, sektor oraz staż przedsiębiorstwa na rynku nastroje przedsiębiorców w obszarze badanym przez komponent „rynek pracy (płace i zatrudnienie)” kształtują się na dobrym poziomie 61,9 pkt. W przypadku „płac” barometr wyniósł 62 pkt., przy czym 43% przedsiębiorców deklaruje w najbliższym czasie zwiększenie wynagrodzenia. W zakresie ”zatrudnienia” 42% ankietowanych planuje jego zwiększenie.

Fakt, że niemal połowa przedsiębiorców planuje podwyżki wynagrodzeń nie może dziwić – twierdzi Cezary Kaźmierczak. –  Mamy dzisiaj do czynienia z niedostateczną podażą pracy, przedsiębiorcy konkurują o pracowników, stąd też podwyżki płac są naturalne. Z uwagi na dobrą koniunkturę i dynamiczny wzrost konsumpcji, firmy mogą sobie pozwolić na oferowanie wyższych wynagrodzeń.

Istotny wzrost widać również w ramach komponentu „inwestycje” – najnowszy odczyt to 53,7 pkt. (wzrost o 10,24 pkt. w odniesieniu do poprzedniego Busometru). 64% badanych deklaruje, że w perspektywie najbliższego półrocza będą inwestować, 36% badanych nie planuje inwestycji. Najbardziej optymistycznie do działań w tym zakresie nastawione są średnie i duże przedsiębiorstwa oraz przedsiębiorstwa działające w obrębie sektora produkcyjnego (63,1 pkt.).

***

Busometr ZPP – Indeks Nastrojów Gospodarczych MSP, jest wskaźnikiem pokazującym stopień optymizmu małych i średnich przedsiębiorców i ich planowane działania w perspektywie najbliższego półrocza.

Na wartość Indeksu Busometr wpływ mają trzy komponenty: (1) koniunktury gospodarczej, (2) rynku pracy (płace i zatrudnianie) oraz (3) inwestycji.

Wartość każdego z komponentów mieści się w przedziale od 0 do 100.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców oraz firma Maison&Partners prowadzą badania wśród przedsiębiorców w oparciu o próbę zróżnicowaną ze względu na liczbę zatrudnianych pracowników, próby małych i średnich firm w Polsce (do 250 zatrudnionych). Busometr ZPP jest publikowany co pół roku.

Małe i średnie firmy w Polsce stanowią 99,8% wszystkich firm w Polsce, tworzą ¾ miejsc pracy oraz 67% PKB.

Podlaski Fundusz Kapitałowy wychodzi z inwestycji w Bitcraft

W lipcu br. sfinalizowano wyjście Podlaskiego Funduszu Kapitałowego z inwestycji w białostocki software house Bitcraft. Po dwóch latach współpracy z Funduszem firmę przejął lider branży – poznański Netguru. Przejście Bitcraft pod skrzydła nowego udziałowca odbyło się po zrealizowaniu wszystkich celów inwestycyjnych i jest przykładem udanej współpracy na linii inwestor – startup.

Bitcraft powstał w 2014 roku jako jednoosobowa działalność gospodarcza, a już dwa lata później współpracował z 29 specjalistami. W lipcu 2018, już jako spółka zatrudniał 50 osób, realizując projekty dla klientów z całego świata. – O wyjściu z inwestycji nieczęsto mówi się w kategoriach sukcesu. Historia Podlaskiego Funduszu Kapitałowego i Bitcraft pokazuje jednak, że zakończenie procesu inwestycyjnego może oznaczać powodzenie dla każdego z partnerów. To zarazem przykład na to, jak fundusze venture capital pozwalają rozwijać skrzydła młodym, polskim firmom – komentuje Maciej Dardziński, menedżer inwestycyjny w Podlaskim Funduszu Kapitałowym.

Jak ze startupu uczynić międzynarodowego gracza

Jednym z głównych celów współpracy między Funduszem a Bitcraft było zwiększenie sprzedaży, przede wszystkim zagranicznej. Przed rozpoczęciem inwestycji 80 proc. przychodów firmy pochodziło ze sprzedaży krajowej, a 20 proc. z eksportu, po dwóch latach proporcja ta uległa odwróceniu. – Przesunięcie ciężaru na eksport pomaga znacząco zwiększyć marżowość działalności oraz uzyskać dostęp do rynków, do których był on ograniczony. Istniejące zagraniczne kontrakty, takie jak londyński fin-tech pozwoliły nam nabrać doświadczenia i poczuć się pewnie na wymagających rynkach zagranicznych. Był to bardzo solidny i ważny fundament do dalszego rozwoju – mówił jeden z założycieli Bitcraft Michał Wasilewski. Pomoc inwestora ułatwiła firmie nawiązanie kontaktów z zagranicznymi kontrahentami m.in. z Niemiec czy Ameryki Północnej oraz udział w targach branżowych światowej rangi.

Wsparcie finansowe ze strony Podlaskiego Funduszu Kapitałowego Bitcraft przeznaczył m.in. na zwiększenie powierzchni biurowej, zakup sprzętu i wyposażenia, wynajem profesjonalnej agencji generującej leady, rozwój infrastruktury teleinformatycznej. – Najważniejszą inwestycją była rozbudowa zespołów programistycznych oraz szkolenia nowych pracowników. Dzięki temu Bitcraft stworzył zgrany i sprawnie działający zespół, a firma cechowała się niską, jak na warunki IT rotacją pracowników – mówi Michał Wasilewski, CEO Bitcraft, odpowiedzialny za strategię rozwoju. – Nie byłoby to możliwe bez utalentowanych ludzi oraz ambitnej kadry zarządzającej – założyciela firmy Marcina Piesiak oraz Jakuba Protasiewicza, odpowiedzialnych za poszczególne procesy – dodaje Wasilewski. W chwili przejęcia przez Netguru, Bitcraft miał na koncie kilkadziesiąt realizacji, w tym m.in. projekty dla brytyjskiego fin-techu Loot, systemy Smart Home oraz zarządzania energią w uprawach roślin dla startupów z Doliny Krzemowej, a także repozytoria dokumentów medycznych wdrożone w ponad 40 szpitalach w Polsce.

Kultura współpracy, a rosnąca wartość startupu

Sukces Bitcraft to z jednej strony efekt kompetencji białostockiego startupu, z drugiej – umiejętnego wykorzystania wsparcia ze strony inwestora. Przykład ten pokazuje, jak współpraca z funduszem venture capital może doprowadzić do wzrostu wartości firmy oraz jej dalszego rozwoju. – Przez cały okres współpracy Bitcraft mógł korzystać z naszego doświadczenia biznesowego, pomocy w kwestiach strategicznych i organizacyjnych, istotna była dla nas również budowa partnerskich relacji. Kontrola spółki odbywała się jedynie z poziomu rady nadzorczej, Fundusz uczestniczył w kluczowych decyzjach, ale w bieżącej działalności pozostawił wolną rękę właścicielom – tłumaczy Maciej Dardziński, menedżer inwestycyjny w Podlaskim Funduszu Kapitałowym.

Współpraca między Bitcraft a Podlaskim Funduszem Kapitałowym pokazuje jak powinien przebiegać udanie zrealizowany proces inwestycyjny – od chwili zaangażowania inwestora, przez realizację wyznaczonych celów, aż do momentu zakończonego pomyślnie wyjścia z inwestycji. W przypadku Bitcraft proces ten zakończył się nawiązaniem współpracy z będącym liderem branży Netguru oraz dalszy rozwój w strukturach nowej firmy.

Tym, co przykuło uwagę Netguru do białostockiej firmy były przede wszystkim kompetencje programistyczne, w szczególności specjalizacja w technologii Python oraz kultura organizacyjna i ład korporacyjny, wypracowane we współpracy z dotychczasowym inwestorem. Rozmowy między założycielami Bitcraft, przedstawicielami Podlaskiego Funduszu Kapitałowego, a nowym inwestorem branżowym rozpoczęły się w pierwszym półroczu br. Po osiągnięciu kompromisu w kwestiach finansowych, w lipcu sfinalizowano transakcję, a od sierpnia, liczący ponad 40 osób zespół Bitcraft zasilił szeregi Netguru. Spółka planuje dalszy dynamiczny rozwój w Białymstoku poszukując nowych talentów, które mogłyby dołączyć do jej zespołu.

Publicis Groupe wybrał zespół liderów, którzy będą kierowali organizacją w Polsce

Zarzad Publicis Groupe PLPublicis Groupe wybrał zespół liderów, którzy będą kierowali organizacją w Polsce. Zmiana jest częścią globalnego procesu wdrażania modelu „Power of One” na kluczowych dla holdingu rynkach.

Tomasz Pawlikowski, Chairman Publicis Communications Polska, i Piotr Piętka, Chief Executive Officer Publicis Media Polska, zostali powołani na stanowiska co-CEOs Publicis Groupe Polska – obaj będą podlegali bezpośrednio Jarkowi Ziębińskiemu, CEO Publicis Groupe na region Północnej i Środkowej Europy.

Tomasz Pawlikowski ma blisko 30 lat doświadczenia w organizacji, z czego 15 lat jako CEO regionu, a ostatnio jako Chairman Publicis Communications w Polsce. Piotr Piętka pracuje w Publicis Groupe od 20 lat, w 2016 roku objął  funkcję CEO Publicis Media w Polsce.

W nowych rolach Tomasz Pawlikowski i Piotr Piętka mają przyspieszyć integrację kompetencji Publicis Groupe w Polsce. Zarządzana przez nich organizacja ma dostarczać obecnym i przyszłym klientom jeszcze większą wartość z realizowanych dla nich usług. Wdrożenie w Polsce modelu „Power of One” ma dać także lepsze szanse rozwoju ekspertom, którzy pracują w organizacji oraz przyciągać do niej nowych, utalentowanych pracowników z kluczowych dla klientów Publicis Groupe dziedzin.

Co-CEOs Publicis Groupe w Polsce będą wspierani przez zespół zarządzający, którego zadaniem jest przyspieszenie procesu integracji i wzrostu organizacji, jak również implementacja modelu „Power of One” w Polsce. W skład zarządu wejdą:

  • Albert Wyszomirski, Chief Financial Officer
  • Monika Krawiec-Zaworska, Chief Talent Officer
  • Anna Sakowicz, Chief Data&Analytics Officer
  • Krzysztof Andrzejczak, Chief e-Commerce Officer

Cieszę się, że mogę zaanonsować nominacje Piotra i Tomasza na stanowiska co-CEOs Publicis Groupe w Polsce. Wspólnie zbudowaliśmy jedną z najsilniejszych ofert marketingowych, digitalowych, e-commerce’owych i komunikacyjnych w regionie. Wdrożenie w Polsce modelu operacyjnego „Power of One” daje tym większą szansę na stworzenie rozwiązań, które odpowiedzą na potrzeby naszych klientów związane z integracją usług i jednoczesną wysoką specjalizacją. Wiem, że Piotr i Tomasz wspólnie z nowym zespołem zarządzającym wyniosą Publicis Groupe na jeszcze wyższy poziom”  – powiedział Jarek Ziębiński, CEO regionu Europy Północnej i Środkowej.

Publicis Groupe jest jedną z największych firm komunikacyjnych w Polsce, zatrudniającą
ponad 1000 pracowników. Należą do niej agencje: Starcom, Zenith, Spark Foundry, Blue 449, Performics, LiquidThread, Publicis, Leo Burnett, Saatchi & Saatchi IS, Arc, MSL i Prodigious.

Jak dzisiejsza decyzja Fed wpłynie na rynki finansowe

W środę FED podwyższy stopy procentowe, ale na tym nie koniec. Pod koniec roku lokaty w dolarach będą bardziej atrakcyjne od depozytów w złoty. Decyzja FED będzie miała wpływ na polską gospodarkę.

– Wszystko wskazuje na to, że w tę środę FED po raz kolejny podniesie stopy procentowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Do końca roku przed nami dwie podwyżki stóp procentowych, a wówczas podstawowa stopa procentowa w USA będzie bliska 2,5 proc., a to oznacza, że depozyty w dolarach będą bardziej opłacalne od złotowych.

Podwyżki stóp procentowych w USA odbierana są jako pomyślna ocena stanu amerykańskiej gospodarki. Wzmacniają też dolara.

– Jednak dolar już tak się wzmocnił, że przed końcem roku nieco się osłabi – ocenia ekspert.

Po ACTA 2 cyberpolisy może czekać rewolucja

  • Restrykcyjne zasady ACTA 2 wpłyną na kształt i ceny cyberpolis.
  • Ubezpieczenie od ryzyk cybernetycznych można uzupełnić o OC działalności multimedialnej, które zapewnia środki na pokrycie roszczeń wynikających z naruszenia praw autorskich.
  • Po wejściu w życie ACTA 2 zwiększy się liczba roszczeń, co spowoduje wzrost cen cyberpolis, a także może zmienić się ich zakres.

Prawodawcy unijni od kilku miesięcy dyskutują nad możliwością wprowadzeniem do europejskiego porządku prawnego przepisów mających lepiej niż dotychczas chronić prawa autorskie twórców, które określane są mianem ACTA 2. Ich zadaniem jest uniemożliwienie wykorzystywania wszelkich efektów twórczości artystycznej bez zgody i/lub zapłacenia ewentualnego honorarium autorowi. Rynek ubezpieczeń już od dawna dostrzega ryzyko niedopełnienia obowiązków ochrony praw autorskich i oferuje przedsiębiorcom zabezpieczenie na wypadek ich naruszenia, w postaci OC działalności multimedialnej.

Oferowane dziś w ramach cyberpolis OC działalności multimedialnej ma stosunkowo szeroki zakres i uwzględnia większość ewentualnych sytuacji naruszenia praw autorskich. Jednak wejście w życie nowych, bardziej restrykcyjnych przepisów na pewno wpłynie na zwiększenie ryzyka ich wystąpienia. Pojawi się zatem więcej roszczeń i wzrośnie suma wypłacanych odszkodowań. Standardową reakcją na to jest ponowna analiza i kalkulacja ryzyka przez ubezpieczycieli, co doprowadzi w tym przypadku zapewne do podniesienia cen tych ubezpieczeń – zauważa Łukasz Zoń, Prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych.

To, co dzisiaj gwarantują cyberpolisy

Dostępne w ofercie ubezpieczycieli polisy od ryzyk cybernetycznych przewidują rozszerzenie standardowych warunków polisy o ubezpieczenie OC działalności multimedialnej. Chroni ono przedsiębiorców przed negatywnymi skutkami finansowymi działań komunikacyjnych powodujących m.in. zniesławienie, naruszenie prawa do prywatności, nieuprawnione wykorzystanie wizerunku, naruszenie praw autorskich czy plagiat. Ochrona ta uwzględnia także aktywność w mediach społecznościowych. Jak zatem widać, zakres funkcjonujących już na rynku ubezpieczeń obejmuje działania, których uregulowanie przewiduje propozycja ACTA 2.

Po wejściu w życie ACTA 2 mogą zmienić się nie tylko ceny ubezpieczeń OC działalności multimedialnej, ale także zakres tych polis. Wypłata środków w przypadku dokonania plagiatu czy naruszenia praw autorskich może zostać obwarowana dodatkowymi wyłączeniami odpowiedzialności ubezpieczyciela. Niewykluczone, że wybrane grupy przedsiębiorców mogą nawet w ogóle nie mieć możliwości zakupu takiego ubezpieczenia, ze względu na charakter prowadzonej działalności albo składka w ich przypadku będzie kilkukrotnie wyższa w porównaniu z pozostałymi przedsiębiorstwami, co może spowodować, że nie będą oni w stanie wykupić ochrony – wskazuje Łukasz Zoń.

Wizerunek chroniony polisą

Zarządzanie wizerunkiem przedsiębiorstwa w sieci, a zwłaszcza w mediach społecznościowych, jest zagadnieniem wymagającym ostrożności i dbałości o każdy szczegół. Szczególnie w sytuacjach kryzysowych. Jak pokazuje raport AON i Pentland Analytics „When Crisis and Technology Collide: Protecting Reputation in the Digital Age”, wpływ komunikacji kryzysowej prowadzonej w mediach społecznościowych na zmianę wartości firmy dla akcjonariuszy wzrósł dwukrotnie w ciągu kilkunastu lat. Według przeprowadzonych przez ekspertów analiz, firmy borykające się z problemami wizerunkowymi, które odpowiednio zarządzą swoją obecnością na tych portalach, mogą nie tylko wyjść obronną ręką z kryzysu, a nawet zwiększyć o 20% swoją wartość dla akcjonariuszy. Z kolei niewłaściwe działania mogą skończyć się nawet 30% spadkiem.

Cyberpolisy również w tym aspekcie mogą zapewnić przedsiębiorcom wsparcie. Warto pamiętać, że w ubezpieczeniu można uwzględnić wypłatę środków na ochronę reputacji. Oznacza to, że ubezpieczyciel przekaże firmie nakłady finansowe potrzebne na prowadzenie komunikacji kryzysowej, czyli np. zrealizowanie kampanii informacyjnej wśród klientów czy zatrudnienie agencji public relations. Ten rodzaj ochrony, tak samo jak OC działalności multimedialnej, zyska na znaczeniu w momencie wejścia w życie propozycji ACTA 2 – dodaje Łukasz Zoń.

Źródło: Stowarzyszenie Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych

Dystraktory – zmora wraca po wakacjach

Wracasz po urlopie wypoczęty i zrelaksowany, być może z planami na lepszą organizację czasu w pracy, żeby nie zostawać po godzinach i nie denerwować się niedokończonymi projektami… Ale już pierwszego dnia lawina spraw, dziesiątki telefonów i zaproszeń na spotkania zwoływane ad hoc odrywają Cię od nowych postanowień i wrzucają w rzeczywistość sprzed urlopu.

Wygląda znajomo, prawda? Niekończące się telefony, smsy, powiadomienia na komunikatorach firmowych, maile i nagłe pytania współpracowników, czy przełożonych – to codzienność wielu pracowników. W tegorocznym badaniu „Praca, Moc, Energia w polskich firmach” 66,5 proc. ankietowanych przyznało, że ich zadania są właśnie w ten sposób wielokrotnie przerywane, a blisko 60 proc. czuje presję, aby wykonywać kilka rzeczy na raz. Średnio 7-8 razy na godzinę mamy przerywane zadania przez różnego typu dystraktory. Trudno się w takich warunkach skupić i dlatego ponad 56 proc. badanych obserwuje u siebie, że unika lub ociąga się z rozpoczęciem zadań wymagających koncentracji, a 46,8 proc. pytanych przyznaje, że nie ma czasu, aby myśleć koncepcyjnie.

Jeśli policzyć, ile tracisz czasu na różnego rodzaju rozproszenia, mogłoby się okazać, że będzie to około 2 godzin dziennie. Tak pokazują wyniki badań. Przeciętnie po każdych 11 minutach naszej pracy nad zadaniem, pojawia się jakiś czynnik rozpraszający. Powrót do pracy nie jest jednak prosty i zajmuje zwykle od 10 do 25 minut (o ile w ogóle do niej wracamy). Badania pokazują że wielozadaniowość obniża poziom naszej IQ nawet o 10-15 punktów! To daje mniej więcej taki efekt, jak byśmy nie spali przez całą dobę…

My sami jesteśmy mistrzami w obniżaniu własnej efektywności. Zastanów się, jak często przeskakujesz z zadania na zadanie? Pewnie co kilka minut dzwonisz do kogoś, potem zaczynasz rozmowę z kolegą siedzącym przy biurku obok, otwierasz nowy plik na komputerze, czytasz maile, sprawdzasz telefon… A to przecież nie wszystko. Wiele czynników rozpraszających uwagę pochodzi z Twojego wnętrza – są to wspomnienia, oceny, plany, niekontrolowane błądzenie myśli… Twój układ nerwowy bezustannie coś przetwarza i choć bywa to frustrujące, jest zupełnie normalne. Nim uda Ci się wrócić do wykonywanej wcześniej czynności, poczujesz zmęczenie. Przeskakiwanie z zadania na zadanie zużywa ogromne ilości energii, czyli glukozy i jeśli nie jesz regularnie co 3 godziny, to właśnie w takim momencie poczujesz apetyt na drożdżówkę, batonika lub słodką kawę.

Wystarczy przenieść uwagę z jednego działania na inne dziesięć razy w ciągu godziny, a czas produktywnego myślenia skurczy się do drobnego ułamka naszych rzeczywistych możliwości. Mniej energii (czytaj: niski poziom glukozy we krwi) to mniejsza zdolność rozumowania, decydowania, przypominania i zapamiętywania… Rezultatem jest nie tylko niższe tempo pracy, ale i większa liczba błędów w wykonywanych zadaniach.

Co zatem możesz z tym zrobić?

  1. Popraw swoją wydajność umysłową poprzez całkowite odcięcie się od zewnętrznych sygnałów rozpraszających uwagę. Np. wyłącz dźwięk w telefonie, zamknij wyskakujące powiadomienia o nowym mailu w skrzynce, poproś współpracowników, żeby Ci nie przerywali. Zrób to przynajmniej na ten czas, w którym musisz skupić się na jakimś zadaniu lub pracować kreatywnie..
  2. Mózg łatwo się rozprasza, a to oznacza duże zużycie energii. Jedz regularnie co 3 godziny posiłki o niskim indeksie glikemicznym. Są to np. warzywa, produkty zbożowe pełnoziarniste (np. chleb razowy z mąki z pełnego przemiału, kasze, płatki pełnoziarniste). Jeśli zamiast tego będziesz próbować oszukać głód batonikami, czipsami czy słonymi paluszkami, po chwili zastrzyku energii, poczujesz senność i jeszcze większy spadek energii.
  3. Zanim usiądziesz do jakiegoś trudnego zadania, oczyść umysł ze wszystkich bodźców wewnętrznych, które mogą Cię rozpraszać. Weź kartkę i długopis i spisz wszystko, czym musisz się zająć w pracy i po pracy, żeby nie wracało do Ciebie przez kolejne 90 minut.
  4. Blokuj rozpraszające Cię impulsy odpowiednio wcześnie, zanim zaczną na Ciebie oddziaływać z pełną siłą. Uświadamiaj sobie co się z Tobą dzieje w danej chwili i podejmuj decyzje, co chcesz z tym zrobić. Autopilota zastąp świadomym byciem „tu i teraz”.
  5. Ustalaj priorytety na dany dzień i broń ich świadomie. Skup się na trzech najważniejszych rzeczach, które przyniosą największy efekt w kontekście pozostałych zadań, jakie masz do wykonania w najbliższym czasie. Pomyśl o swoich zadaniach, jak o kostkach domina. Zastanów się, które musisz poruszyć żeby reszta poszła o wiele szybciej.
  6. Jeśli jesteś szefem, wprowadź w swoim zespole kilka prostych usprawnień wspierających efektywną pracę umysłową. Np.: zaproponuj organizację spotkań o niepełnych godzinach, zarządź poranne 90 minut ciszy, aby każdy w skupieniu wykonał najważniejsze zadania, a zgodnie z krzywą tygodniowej efektywności organizacji realizację zadań zespołowych o najwyższym priorytecie planuj we wtorki i środy.

O badaniu:

Badanie „Praca, Moc, Energia w polskich firmach. Sześć obszarów, które wpływają na efektywność organizacji” realizowane jest we współpracy z Aon, Kinnarps Polska, Dailyfruits, Benefit Systems, Uniwersytetem Łódzkim oraz Akademią Leona Koźmińskiego. Ankieta dystrybuowana jest wśród pracowników i kadry zarządzającej dużych przedsiębiorstw w Polsce W tegorocznej edycji wzięły udział 2322 osoby, w tym 646 przedstawicieli kadry kierowniczej i 1676 pracowników na innych stanowiskach.

Mądre pieniądze – dlaczego smart money jest kluczem do sukcesu start-upów

Nawet najlepszy pomysł potrzebuje wsparcia kapitału, aby mógł się rozwijać. Same pieniądze jednak nie wystarczą, żeby zbudować od podstaw coś trwałego i dobrze prosperującego w zmieniających się warunkach rynkowych. O tym, jak ważne dla młodych przedsiębiorstw jest wsparcie także w innych obszarach niż finanse oraz że nie każde Smart Money jest tak samo wartościowe, opowiada Łukasz Blichewicz z Grupy Assay specjalizującej się we współpracy ze startupami.

Choć w ciągu ostatnich dwóch, trzech lat świat startupów powoli zaczął dryfować we właściwszym niż dotychczas kierunku, nadal większość z nich upada. Wbrew pozorom nie jest to kwestia wynikająca wyłącznie z braku kompetencji twórców, a w znaczniej mierze z nastawienia instytucji finansujących ich rozwój. Samo zainwestowanie pieniędzy, nawet ogromnych kwot, i sprawdzanie comiesięcznych raportów to jednak za mało, aby nowy projekt miał dużą szansę na sukces. Osoby, które do tej pory nie miały wiele wspólnego z prowadzeniem biznesu, potrzebują bowiem, oprócz kapitału, szeroko pojętego wsparcia. I tu pojawia się Smart Money.

Czym jest Smart Money? Mówiąc w skrócie, są to pieniądze, za którymi stoją dodatkowe, pozafinansowe korzyści. Jakie one będą, zależy już tylko od poszczególnych inwestorów. Warto więc poznać kilka najważniejszych elementów takiej modelowej współpracy.

  • Pierwsza linia kontaktu

Inwestor wnoszący Smart Money jest przede wszystkim dostępny. To pierwszy kontakt, do którego startup powinien móc zwrócić się z zapytaniem, prośbą o pomoc, radę. O ile bardziej komfortowo pracuje się nad rozwojem projektu, kiedy ma się pewność, że nie jest się tylko kolejną pozycją w portfelu inwestycyjnym, a inwestor żywo interesuje się naszą działalnością. Nie nachalnie, nie przesadnie, ale wspierająco. Dla drugiej strony to jest także korzystne. Bieżący, proaktywny kontakt pozwala na stały przepływ informacji, oszczędza czas i pieniądze. Pozwala na dostrzeżenie potencjalnych zagrożeń na bardzo wczesnym etapie, dzięki czemu da się ich uniknąć lub zaradzić im w bardzo prosty sposób.

  • Swoboda pracy twórczej

Świadomy inwestor pozwala twórcom swobodnie pracować nad projektem, z którym do niego przyszli. W ten sposób jeszcze bardziej utożsamiają się oni z prowadzoną firmą, chętniej angażują się w jej rozwój i zabiegają o jej sukces. W przyszłości będą też potrafili, bazując na swoich błędach, uniknąć katastrofalnych w skutkach pomyłek. Nie oznacza to jednak pozostawienia ich samym sobie. W ważnych kwestiach zawsze mogą liczyć na pomoc i radę. To działa dodatkowo motywująco na zespół, jest bowiem przejawem zaufania do startupu.

  • Udostępnienie zasobów

Dobrze, gdy inwestor wnosi ze sobą wiedzę i doświadczenie, ale także zasoby pomocne w prowadzeniu działalności. Nawet najbardziej innowacyjny pomysł wymaga bowiem codziennych, przyziemnych działań, zanim uda się na nim zbudować doskonale prosperującą firmę. Prawnik, księgowy, grafik, webmaster, programista, analityk, copywriter – to przykładowe wsparcie, które  może być częścią wkładu Smart Money w rozwój projektu.

  • Proaktywne działanie na rzecz startupu

Nieocenionym wsparciem dla założycieli jest również możliwość korzystania ze szlaków biznesowych przetartych przez inwestora. Jako instytucja już funkcjonująca na rynku, ma on większą siłę przebicia i renomę, która pozwala dotrzeć do faktycznych decydentów w dużych firmach. Może też pomóc nawiązać relacje biznesowe z innymi startupami, którymi się opiekował bądź opiekuje, dzięki czemu każdy z nich odniesie określone korzyści. Takie proaktywne działanie na rzecz młodego przedsiębiorstwa może przejawiać się również we wspólnej promocji np. podczas istotnych eventów i branżowych wydarzeń. Wszystko oczywiście w porozumieniu z założycielami.

  • Pozytywna motywacja

Zaangażowanie, zaufanie, wsparcie emocjonalne – to niematerialne elementy Smart Money, które działają niezwykle motywująco na twórców startupu i ich zespół. W pozytywnej atmosferze współpracy inaczej odbiera się przeciwności, które nie raz stają na drodze do sukcesu. Nawet ogrom pracy, jaką należy wykonać przeprowadzając projekt od fazy pomysłu do realnej usługi bądź produktu, nie jest aż tak przytłaczający, gdy ma się świadomość, że nie jest się pozostawionym samemu sobie. Tego nie zastąpią żadne pieniądze.

Wybierając inwestora trzeba więc kierować się nie tylko kwotą, jaką ma do zaoferowania. Liczy się także model współpracy, którą proponuje. W jakim zakresie będzie obecny i zaangażowany w rozwój startupu? Czy wniesie swoje kontakty i dodatkowe zasoby? Czy pozwoli rozwijać projekt zgodnie z założeniami jego twórców? To pytania, które zdaniem Łukasza Blichewicza warto zadać jeszcze przed podpisaniem umowy, żeby już na początku nie zaprzepaścić szansy na zbudowanie silnego i prężnie działającego biznesu.

InnoEnergy inwestuje w europejski rozwój Hardt Hyperloop

Zaangażowanie InnoEnergy jest częścią szerzej zakrojonej rundy pozyskania finansowania, w ramach której Hardt wciąż poszukuje inwestorów. – Cieszymy się ze wsparcia, jakie otrzymaliśmy od InnoEnergy. Dzięki temu nadszedł nowy etap w rozwoju hyperloopa w Europie i podkreślone zostało znaczenie, a także wysoka potrzeba inwestycji w rozwój czystszej, lepszej alternatywy dla transportu długodystansowego. Wierzymy, że zachęci to również innych inwestorów do przyłączenia się do obecnej rundy inwestycyjnej – komentuje Tim Houter, CEO w Hardt Hyperloop.

Zrównoważona alternatywa

Jednym z kluczowych elementów agendy Unii Europejskiej jest sprawienie, by sektor transportu był bardziej ekologiczny. Biorąc pod uwagę niedawne dyskusje na temat gwałtownego wzrostu ruchu lotniczego, hyperloop jest coraz częściej wymieniany jako czysta alternatywa. – Hyperloop wykorzystuje czystą energię i jest idealny dla osób dojeżdżających do pracy między głównymi miastami europejskimi. Ze względu na rosnący ruch lotniczy oraz związaną z tym emisję CO2, niezwykle ważne jest, aby rozwój tej technologii przyniósł dodatkowy impuls do przyspieszenia wdrożenia jej w Europie – mówi Lucienne Krosse z InnoEnergy.

Europejskie konsorcjum hyperloopowe

W kwietniu br. Hardt wraz z Royal BAM Group, Tata Steel oraz Royal IHC, zainicjował konsorcjum koncentrujące się na rozwoju technologicznym hyperloopa. Obejmuje ono kluczowych graczy sektora przemysłowego, w tym DB Engineering & Consulting, Continental i Engie Laborelec. – Konsorcjum to wspólne działanie partnerów przemysłowych na rzecz realizacji hyperloopa. Współpraca na tym poziomie ma kluczowe znaczenie, dlatego jesteśmy dumni z dołączenia nowych członków – dodaje Tim Houter.