Raport Fortinet: prawie 75% firm z naruszeniem bezpieczeństwa

Fortinet przedstawia wyniki najnowszego globalnego raportu zagrożeń informatycznych opisujące pierwszy kwartał 2018 roku. Dowiadujemy się z niego, że gwałtownie rośnie liczba ataków typu cryptojacking, a cyberprzestępcy wciąż wprowadzają nowe warianty oprogramowania ransomware i coraz częściej biorą na cel urządzenia mobilne. Prawie 75% firm doświadczyło w tym czasie ataku z wykorzystaniem luk w zabezpieczeniach.

Cryptomining oraz ransomware wciąż ewoluują

Już w pierwszym kwartale 2018 roku pojawiły się poważne przesłanki pokazujące, że część cyberprzestępców zaczyna działać z wykorzystaniem szkodliwego oprogramowania do kopania kryptowalut. Popularność narzędzi do cryptominingu systematycznie rośnie, a wykazują się one zaskakującym zróżnicowaniem jak na swoją stosunkowo krótką historię. Obecność tego rodzaju złośliwego oprogramowania wykryło 28% urządzeń FortiGate, z których dane trafiają do laboratorium FortiGuard Labs. W czwartym kwartale 2017 roku ten odsetek był znacznie niższy i wyniósł 13%. – Cyberprzestępcy tworzą bezplikowe rodzaje złośliwego oprogramowania, aby zaaplikować złośliwy kod bezpośrednio do przeglądarek. W ten sposób mogą zaatakować wiele systemów operacyjnych, pozyskując różne kryptowaluty, w tym Bitcoina i Monero – wyjaśnia Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet. – W dodatku hakerzy na bazie swoich wcześniejszych doświadczeń są w stanie precyzyjnie zaadaptować i udoskonalić to oprogramowanie, aby skutecznie je rozpowszechniać i zwiększać tym samym szanse powodzenia kolejnych ataków.

Nadal bardzo niebezpieczne dla firm pozostaje oprogramowanie ransomware, spośród którego w pierwszym kwartale 2018 roku najgroźniejsze były warianty BlackRuby oraz SamSam. Narzędzia z tej rodziny złośliwego oprogramowania także ewoluują. Przykładowo styczniowy atak GandCrab był pierwszym, w którym okup miał zostać wypłacony w kryptowalucie Dash.

Cyberprzestępcy kierunkują ataki

Coraz więcej cyberprzestępców łączy wykorzystanie złośliwego oprogramowania z atakami ukierunkowanymi, przygotowanymi specjalnie pod konkretną organizację. W tym przypadku hakerzy najpierw przeprowadzają rekonesans w firmie będącej ich celem. Następnie dostają się do firmowej sieci. Wykorzystują do tego socjotechnikę, np. phishing, aby włamać się na komputer pracownika firmy. Jego urządzenie jest wówczas wykorzystywane jako punkt wyjścia do poruszania się dalej. W ten sposób przestępca może zdobyć dostęp do komputerów pracowników na wyższych stanowiskach, do serwerów baz danych, pocztowych itp. Przykładem tego typu ataku był np. Olympic Destroyer.

Wzrost liczby eksploitów i ataków na urządzenia mobilne

Cyberprzestępcy sprawnie wykorzystują najnowsze luki w zabezpieczeniach do przeprowadzania szybkich ataków typu „zero-day”. Liczba unikalnych eksploitów wykrytych w pierwszym kwartale br. przez laboratorium Fortinet wzrosła o ponad 11%, a 73% firm doświadczyło ataków przeprowadzonych za ich pomocą. Najczęściej wykorzystywane do ataków były luki w produktach Microsoftu, a na kolejnych pozycjach znalazły się routery oraz systemy zarządzania treścią (CMS).

Najnowsze dane wskazują również na wzrost liczby ataków na urządzenia mobilne. Odnotowało je 21% organizacji, co stanowi wzrost o 7% względem poprzedniego kwartału.

Same łatki to za mało

Analizy czasu trwania infekcji botnetowych pokazują, że samo instalowanie łatek to za mało i konieczne jest również czyszczenie systemu. 59% ataków botnetowych zostało wykrytych i zneutralizowanych tego samego dnia, ale już 18% z nich trwało przez dwa dni, a 7% – przez trzy dni. Dla wykrycia około 5% ataków potrzeba było więcej niż tydzień.

Czyszczenie oznacza usunięcie wszystkich plików pozostałych po infekcji lub ataku. Wykonując tę czynność, należy zachować należytą staranność, aby pozbyć się nie tylko samego złośliwego oprogramowania, ale także wszelkich tzw. Backdoorów. W przeciwnym razie mogłyby one zostać użyte do szybkiego ponownego zainfekowania oczyszczonego urządzenia.

Niebezpieczne ataki na technologie operacyjne (OT)

OT, czyli technologie operacyjne, to oprogramowanie oraz sprzęty wykorzystywane do sterowania przemysłowego. Mają zastosowanie m.in. w elektrowniach czy systemach infrastruktury kolejowej.

Mimo że ataki na OT stanowią niewielki odsetek wśród wszystkich ich typów, to jednak mogą mieć daleko idące konsekwencje dla bezpieczeństwa. Obecnie większość eksploitów jest bezpośrednio skierowana przeciwko dwóm najpopularniejszym (ze względu na powszechność ich stosowania i przez możliwość ukierunkowania ataków) protokołom komunikacyjnym używanym w branży przemysłowej: Modbus oraz ICCP.

Mamy obecnie do czynienia z kumulacją pewnych tendencji w dziedzinie cyberbezpieczeństwa – komentuje wyniki badania Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce. – Przestępcy demonstrują swoją efektywność i sprawność działania, wykorzystując coraz więcej wariantów ataków cyfrowych, a także maksymalnie zwiększając zasięg szkodliwego oprogramowania. Na szczęście dzięki wdrożeniu odpowiedniej architektury zabezpieczeń można zapewnić kompleksową ochronę na szeroką skalę.

Metodologia badania

Globalny raport zagrożeń informatycznych Fortinet to kwartalny przegląd, który stanowi zestawienie danych analitycznych zebranych przez laboratoria FortiGuard Labs w pierwszym kwartale 2018 roku. Ponadto Fortinet publikuje bezpłatny biuletyn informacyjny o zagrożeniach (Threat Intelligence Brief), analizujący największe niebezpieczeństwa związane ze złośliwym oprogramowaniem, wirusami i innymi zagrożeniami internetowymi, które zostały wykryte w ostatnim czasie wraz z linkami do wyników najważniejszych badań nad zdarzeniami z ostatniego tygodnia.

NCBiR wyróżnił blockchainowy system wypłat motywacyjnych

Polski blockchainowy start-up Billon, który stworzył na bazie swojej technologii blockchain pionierski system umożliwiający natychmiastową wypłatę nagród motywacyjnych, otrzymał prawie 4 mln zł dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój. Otrzymane pieniądze firma planuje przeznaczyć na badania przemysłowe i prace rozwojowe technologii permissioned blockchain.

Technologia opracowana przez Billon jest używana w Polsce i Wielkiej Brytanii do przekazywania tzw. pieniądza elektronicznego, cyfrowego odpowiednika gotówki. Nie jest on kryptowalutą (jak np. Bitcoin), ale walutą narodową, emitowaną przez banki. Co ważne, użycie elektronicznej gotówki nie wymaga posiadania konta bankowego, ale umożliwia korzystanie z infrastruktury finansowej, np. bankomatów. Zgodnie z unijną dyrektywa PSD2, pieniądz elektroniczny stanowi pełnoprawny środek płatniczy w krajach Unii Europejskiej.

– PSD2 ułatwia życie osobom wykluczonym ekonomicznie, albowiem nawet nie posiadając konta czy karty kredytowej, mogą przyjmować wynagrodzenia w formie cyfrowej za pracę tymczasową lub nieregularną – mówi Robert Kałuża, współzałożyciel i dyrektor operacyjny Billon. – W docenionym przez NCBiR rozwiązaniu wykorzystaliśmy technologię blockchain do spełnienia ludzkiej potrzeby bycia docenionym.

Dotychczas stosowane systemy motywacyjne cechowały się wysokimi kosztami operacyjnymi i długim czasem oczekiwania na otrzymanie nagrody. Obniżało to zaangażowanie wynagradzanych osób, które musiały czekać na gratyfikację nawet przez kilka tygodni. Nagrody pieniądzem elektronicznym opartym na blockchainie Billon mogą być wypłacane, szczególnie w małych kwotach, od razu po wykonaniu zadania. Zwiększa to motywację odbiorców i na bieżąco zaspokaja ich podstawową potrzebę bycia docenionym i gratyfikowanym.

Z technologii Billon korzysta już Philip Morris, wypłacając nagrody motywacyjne swoim partnerom handlowym. Coca-Cola testowała również to rozwiązanie w programie motywowania  właścicieli lokali gastronomicznych i sklepów za odpowiednio wysoką sprzedaż napojów. Billon prowadzi obecnie rozmowy z firmami z sektora ubezpieczeniowego, zainteresowanymi wdrożeniem innowacyjnego systemu nagradzania.

To już trzecie dofinansowanie, jakie Billon otrzymał z NCBiR. W listopadzie firma dostała 4,5 mln zł, również w ramach programu Inteligentny Rozwój, na rozwój swojej technologii blockchain. Wcześniej Billonowi zostały także przyznane 2 miliony euro z prestiżowego programu Komisji Europejskiej Horizon 2020 za rewolucyjny potencjał wykorzystania tej technologii do bezpośrednich płatności. Ostatnio spółka otrzymała 75 tysięcy dolarów z programu 2018 VC FinTech Accelerator, sponsorowanego przez FIS – światowego lidera w dziedzinie przetwarzania płatności, oprogramowania finansowego i rozwiązań bankowych.

– Granty i dofinansowania pochodzące od takich instytucji jak NCBiR są kluczowe w rozwoju innowacyjnych firm technologicznych, ponieważ umożliwiają nawet małym zespołom rzucić wyzwanie dużym rynkowym graczom. – mówi Kałuża. Książkowym przykładem takiej innowacji, gdzie zainwestowane środki się zwrócą, jest blockchain. Ta technologia usprawnia wiele obszarów życia, począwszy od finansów, skończywszy na komunikacji.

Ostatnie miesiące stały dla Billon pod znakiem dynamicznego rozwoju. W kwietniu nawiązano współpracę z Biurem Informacji Kredytowej mającą na celu wprowadzenie – nie tylko w instytucjach finansowych – technologii do przechowywania i przesyłania dokumentów na trwałym nośniku informacji. Zapisywaniem dokumentów na blockchainie interesuje się też spółka Mitsui Knowledge Industry, która będzie poszukiwała zastosowań technologii Billon w Japonii i na innych rynkach azjatyckich. Obecnie firma rozbudowuje swój zespół i poszukuje doświadczonych specjalistów z dziedziny algorytmiki, systemów rozproszonych oraz języków JAVA i  C++ i project managerów do prac rozwojowych IT.

Kurs euro do dolara zaczyna wspinać się wyżej

EUR/USD zaczyna wspinać się wyżej, ale nie bez pomocy EBC, który rozpoczął skrupulatne budowanie oczekiwań przed przyszłotygodniowym posiedzeniem. Wiele wskazuje na to, że EBC ma ukrytą agendę w odniesieniu do ostatnich wydarzeń we Włoszech. Poza tym klimat inwestycyjny na rynkach pozostaje dobry, co powinno pomagać m.in. złotemu, choć dziś przyjdzie się zmierzyć z kolejnym gołębim przekazem RPP.

EUR/USD jest już figurę wyżej od dołków tego tygodnia, ale nie widzielibyśmy takich obrazków, gdyby nie „pomoc” ze strony EBC. Wzrosty zaczęły się we wtorek po południu po doniesieniach Bloomberga, że przyszłotygodniowe posiedzenie EBC może obfitować w gorącą debatę o przyszłości programu skupu aktywów (QE). Jeszcze miesiąc temu ta informacja nie znaczyłaby wiele. Biorąc pod uwagę, że w obecnej formie program jest ustalony do końca września (skup 30 mld/mies.), decyzja o tym, co dalej, powinna zostać podjęta na jednym z poprzedzających posiedzeń, prawdopodobnie teraz w czerwcu lub w lipcu. Jednakże ostatnie zawirowania na włoskiej scenie politycznej obudziły spekulacje, że może lepiej, aby EBC nie dodawał powodów do napięć na rynkach finansowych i wstrzymał się z ważnymi decyzjami do lipca. Dlatego wczorajsze przecieki zdają się mieć charakter werbalnej interwencji, że EBC nie jest zaniepokojony wydarzeniami we Włoszech i nie zamierza zmieniać swojej strategii, a nawet gotów jest zakomunikować o przyszłości QE wcześniej, niż później. Nie można oprzeć się wrażeniu, że EBC chce uspokoić nastroje wokół włoskich aktywów, nawet jeśli w tym tygodniu nie widać, aby napięcia „rozlewały” się na inne rynki europejskie. Na marginesie, interesujące na ile narodowość prezesa Draghiego miała wpływ na podjęte działania komunikacyjne?

Ofensywa EBC nie kończy się na źródłach Bloomberga, ale dziś rano członkowie Rady Zarządzającej Praet i Weidmann wzmocnili przekaz. Pierwszy stwierdził, że którego są „sygnały świadczące o zbliżaniu się inflacji w stronę celu”, a w ocenie drugiego rynkowe oczekiwania zakończenia QE do końca 2018 r. „są uzasadnione”. To pomaga EUR zapomnieć o włoskich problemach i przerzucić spekulacje na EBC. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że wygaszanie premii za ryzyko polityczne i podsycanie oczekiwań odnośnie normalizacji polityki pieniężnej może pozwolić EUR/USD zaczepić się ponad 1,18, ale wątpię, aby rewelacje z przyszłotygodniowego posiedzenia EBC miały być impulsem do rozpędzenia silnej aprecjacji EUR. Zasugerowanie, że program QE zakończy się w tym roku – nie nagle we wrześniu, ale raczej w grudniu – jest scenariuszem, który podziela większość uczestników rynku. By zbudować silne jastrzębie oczekiwania w stosunku do polityki EBC, musielibyśmy usłyszeć, że pierwsza podwyżka stóp procentowych jest możliwa w pierwszym półroczu 2019 r. Nie sądzę, aby Mario Draghi i spółka mieli odwagę złożyć takie zobowiązanie i dlatego pozostaję tylko umiarkowanym optymistą w ocenie perspektyw odbicia EUR/USD w krótkim terminie.

Dzisiejsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej nie powinna przynieść zaskoczeń (utrzymanie stopy referencyjnej na 1,50 proc.), tak samo, jak późniejsza konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego. RPP pozostaje w idealnym położeniu, jeśli nie chce nic zmieniać. Wzrost gospodarczy pozostaje mocny przy kontynuowanej poprawie sytuacji na rynku pracy, jednak wysoka dynamika płac nie znajduje przełożenia na przyspieszenie inflacji. Wyższe ceny ropy naftowej wkrótce będą mocniej odczuwalne we wskaźnikach inflacji, ale CPI powinien pozostać poniżej celu NBP 2,5 proc., a ponadto polityka monetarna nie odpowiada na szoki podażowe. Prezes Glapiński ma wszystkie argumenty, by powtórzyć swój brak chęci do podwyżek aż do 2020 r.

Gołębi ton może zaburzyć sielankowe odreagowanie złotego z tego tygodnia i przejściowo podbić EUR/PLN bliżej 4,30, ale przy rosnącym apetycie na ryzyko na rynkach zewnętrznych realne jest, że wyższe poziomy szybko zostaną wykorzystane pod taktyczną sprzedaż. Okolice 4,25 zdają się obecnie poziomem godziwym dla złotego w średnim terminie, zanim niskie realne stopy procentowe zaczną kontrastować z postępującą normalizacją polityki monetarnej na głównych rynkach rozwiniętych, co będzie skutkować szarpanym i chimerycznym handlem wokół 4,30 w drugiej połowie roku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nowe prawo dla firm

30 kwietnia 2018 r. weszło Prawo przedsiębiorców, które reguluje kwestie związane z podejmowaniem, wykonywaniem i zakończeniem działalności gospodarczej.

Prawo przedsiębiorców definiuje działalność gospodarczą jako działalność zorganizowaną wykonywaną we własnym imieniu w sposób ciągły. Przedsiębiorcą w rozumieniu omawianej ustawy jest osoba fizyczna, osoba prawna lub jednostka organizacyjna niebędąca osobą prawną wykonująca działalność gospodarczą.

Jeżeli przychód z działalności osoby fizycznej nie przekroczy 50% minimalnego wynagrodzenia w myśl ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę i osoba ta nie wykonywała działalności gospodarczej, taka działalność nie będzie stanowiła działalności gospodarczej. Wskazana wyżej osoba będzie mogła jednak złożyć wniosek do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Jeżeli przychód przekroczy w danym miesiącu wskazaną wyżej kwotę, wówczas działalność będzie uznana za działalność gospodarczą, począwszy od dnia, w którym przychody z niej przekroczą 50% minimalnego wynagrodzenia.

Przepisy omawianej ustawy nie będą miały zastosowania np. do wynajmowania przez rolników pokoi, sprzedaży posiłków domowych i świadczenia w gospodarstwach rolnych innych usług związanych z pobytem turystów.

Ustawa nakłada na urzędy obowiązek kierowania się w postępowaniu z przedsiębiorcą zasadą zaufania do niego. Mają one też obowiązek działać przy założeniu, że przedsiębiorca działa uczciwie.

W myśl ustawy urząd nie może odstąpić od utrwalonej praktyki przy takim samym stanie prawnym i faktycznym, chyba że ma ku temu uzasadniony powód.

Ustawa ustanawia Rzecznika Praw Małych i Średnich Przedsiębiorców, którego kompetencje i zakres zadań określiła odrębna ustawa.

Spółka kapitałowa w organizacji może podjąć działalność gospodarczą przed wpisem do rejestru przedsiębiorców.

Ustawa przewiduje ulgę w płaceniu składek w ciągu 6 miesięcy od momentu rozpoczęcia prowadzenia działalności gospodarczej, w przypadku gdy przedsiębiorca:

  • podejmuje działalność po raz pierwszy lub
  • podejmuje działalność ponownie po upływie co najmniej 60 miesięcy od dnia jej ostatniego zawieszenia lub zakończenia i nie wykonuje jej na rzecz byłego pracodawcy, na rzecz którego przed dniem rozpoczęcia działalności gospodarczej w bieżącym lub w poprzednim roku kalendarzowym wykonywał w ramach stosunku pracy lub spółdzielczego stosunku pracy czynności wchodzące w zakres wykonywanej działalności gospodarczej.

Ustawa nakłada na przedsiębiorców obowiązek dokonywania płatności za pośrednictwem rachunku płatniczego m.in. w sytuacji, gdy wartość transakcji przekracza 15 tys. zł.

Ustawa umożliwia zawieszanie działalności gospodarczej również przez przedsiębiorców, którzy zatrudniają wyłącznie pracowników przebywających na urlopie macierzyńskim, urlopie na warunkach urlopu macierzyńskiego, urlopie wychowawczym lub urlopie rodzicielskim niełączących korzystania z urlopu rodzicielskiego z wykonywaniem pracy u pracodawcy udzielającego tego urlopu.

Zawieszenie prowadzenia działalności gospodarczej będzie mogło nastąpić na czas nie krótszy niż 30 dni w przypadku przedsiębiorców wpisanych do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej, natomiast przedsiębiorcy wpisani do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego będą mogli zawiesić wykonywanie działalności gospodarczej na okres od 30 dni do 24 miesięcy.

W okresie zawieszenia wykonywania działalności gospodarczej przedsiębiorca będzie mógł np. wykonywać wszelkie czynności niezbędne do zachowania lub zabezpieczenia źródła przychodów oraz zbywać środki trwałe i wyposażenie.

Przy wyznaczeniu przedsiębiorcy terminu na wykonywanie czynności urzędy będą musiały uwzględniać interes społeczny i słuszny interes przedsiębiorców. Urząd nie będzie mógł odmówić przyjęcia pism i wniosków, które są niekompletne, i nie będzie mógł domagać się danych, które sam może zdobyć.

Ustawa reguluje zasady wydawania objaśnień prawnych i interpretacji w sprawach indywidualnych (za opłatą 40 zł). Opłata za wniosek o wydanie interpretacji indywidualnej stanowi odpowiednio dochód budżetu państwa, Narodowego Funduszu Zdrowia albo jednostki samorządu terytorialnego.

Przed rozpoczęciem prac nad opracowaniem projektu aktu prawnego określającego zasady podejmowania, wykonywania lub zakończenia działalności gospodarczej trzeba będzie dokonywać oceny przewidywanych skutków społeczno-gospodarczych, w tym oceny wpływu na mikroprzedsiębiorców, małych i średnich przedsiębiorców.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Polska może stać się potentatem na polu sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Do końca roku powstanie rządowa strategia wdrażania AI

Polska może stać się potentatem na polu sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Do końca roku powstanie rządowa strategia wdrażania AI 1

Polska ma ogromny potencjał w zakresie sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Rozwiązania tworzone w Polsce coraz częściej zdobywają uznanie reszty Europy i Świata. Opracowany przez polski rząd program sztucznej inteligencji zakłada, że Polska będzie mogła aktywnie uczestniczyć na tym polu, także w zakresie ekspansji zagranicznej. Pierwszy plan budowanej strategii powstanie do końca 2018 roku. Sztuczna inteligencja do 2030 r. może przynieść światowej gospodarce ponad 15,5 bln dolarów.

– Polska ma szansę być potentatem w pełnym znaczeniu tego słowa, z ekspansją zagraniczną, w dziedzinie sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. To coś, gdzie jesteśmy dostrzegani na arenie europejskiej, dlatego rząd polski opracowuje nową strategię wdrażania sztucznej inteligencji, bo dane, nie tylko dane kosmiczne, są podstawą do robienia analiz, do wyciągania wniosków i planowania – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Robert Nowicki, zastępca dyrektora Departamentu Innowacji w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii.

Coraz więcej europejskich krajów stawia na inwestycje w sztuczną inteligencję. Tylko Wielka Brytania do 2022 roku na ten cel chce przeznaczyć 1,8 mld dolarów. Zjednoczone Emiraty Arabskie zakładają z kolei, że do 2035 roku dzięki sztucznej inteligencji budżet kraju zyska nawet 135 mld dolarów. Stany Zjednoczone tylko w tym roku przeznaczą 15 mld dolarów na rozwój AI.

Jak podaje PwC, do 2030 r. sztuczna inteligencja może przynieść światowej gospodarce ponad 15,5 bln dolarów. Dlatego również Polska traktuje inwestycje w AI priorytetowo.

– Program sztucznej inteligencji zakłada utworzenie ciała najlepszych doradców, które będzie składało się zarówno z kadry akademickiej, jak i z przedsiębiorców, którzy już pracują nad sztuczną inteligencją. Widzimy, jak wpływ AI i uczenia maszynowego ma bezpośrednie przełożenie na nas wszystkich. Powołanie takiego ciała pozwoli na opracowanie projektu pozwalającego polskim przedsiębiorcom razem z administracją publiczną na włączenie się w łańcuch dostaw globalnych, na wymianę wiedzy, na aktywne uczestnictwo – wskazuje Robert Nowicki.

Polska Strategia Rozwoju Sztucznej Inteligencji ma pozwolić Polsce znaleźć się w gronie najbardziej zaawansowanych technologicznie państw. Obecnie do czołówki sporo nam brakuje, zaczynamy dopiero nadrabiać zaległości. Wszystkie raporty potwierdzają jednak, że bez inwestycji w badania i rozwój, sztuczną inteligencję, nasza gospodarka będzie coraz słabsza i mniej konkurencyjna.

Eksperci podkreślają, że Polska powinna poszukać własnej drogi w inwestowaniu w AI, jednak może się wzorować na krajach bardziej zaangażowanych w tym kierunku.

– Podczas misji gospodarczej jednym z punktów jest skorzystanie z doświadczeń, jak robią to Kanadyjczycy. Wielu Polaków pracuje też w agencji, która zajmuje się sztuczną inteligencją. Musimy ułożyć całą inżynierię finansowania, inżynierię planowania. Jesteśmy na początku tej drogi, ale nie z tyłu Europy. Myślę, że do końca roku wypracujemy propozycję – zapowiada Robert Nowicki.

Zdaniem naukowców lata 2040–2050 będą pierwszym w historii okresem, w którym sztuczna inteligencja dorówna ludzkim możliwościom lub je przewyższy

Lokalizatory GPS pomagające w odnajdywaniu dzieci i osób chorych na Alzheimera coraz bardziej zaawansowane. Znajdują zastosowanie także w biznesie

Lokalizatory GPS pomagające w odnajdywaniu dzieci i osób chorych na Alzheimera coraz bardziej zaawansowane. Znajdują zastosowanie także w biznesie 2

Niewielkie urządzenie w kieszeni lub na ręku w postaci np. smartwatcha, pozwala zlokalizować daną osobę z dokładnością nawet do kilku centymetrów.  Lokalizatory GPS zainstalowane w samochodzie nastolatka pozwalają także kontrolować prędkość i położenie auta, którym dziecko się porusza. Najnowsze rozwiązania oferują już wysokie zasięgi działania przy bardzo niskim poborze energii, co pozwala na pracę lokalizatora nawet przez 5 lat bez ładowania. Urządzenia lokalizacyjne przydadzą się również w biznesie, m.in. do kontrolowania pracowników w halach produkcyjnych i magazynach. 

– Lokalizator personalny bazuje na nawigacji satelitarnej i umożliwia lokalizowanie osób w czasie rzeczywistym. Bazując na sygnale GPS, umożliwia dokładną lokalizację osoby, która posiada taki odbiornik. Sam odbiornik kierowany jest do lokalizacji osób starszych i osób, które posiadają różnego rodzaju choroby, typu Alzheimer, czy też do lokalizacji pracowników – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Paulina Dębkowska z Hertz Systems.

Pod koniec minionego roku jeden z polskich operatorów komórkowych wprowadził do swojej oferty smartwatche, w które można wyposażyć dziecko. Urządzenia te są wyposażone w lokalizator GPS, dzięki któremu rodzice znają dokładną lokalizację pociechy. Co więcej, pozwalają one na możliwość podsłuchania tego, co dzieje się z dzieckiem, a w przypadku zagrożenia, możliwość szybkiego połączenia z kilkoma zdefiniowanymi wcześniej numerami telefonu. Zapięty na ręku zegarek ciężej będzie zgubić niż na przykład breloczek przypięty do kluczy.

Osobne lokalizatory można jednak wykorzystać także do śledzenia przedmiotów.

– Zastosowanie jest dowolne. Można równie dobrze umieścić lokalizator w samochodzie czy obiekcie poruszającym się. Możemy go użyć wszędzie tam, gdzie chcemy mieć dokładną lokalizację w czasie rzeczywistym. Dokładność odbiornika to kilka centymetrów, jesteśmy w stanie bardzo precyzyjnie określić pozycję osoby – wyjaśnia Paulina Dębkowska.

Koreański producent Spacosa postawił na nową technologię komunikacyjną. Stworzony we współpracy z SK Telecom tracker Gper określa lokalizację za pomocą GPS-a, ale dane o położeniu transmituje poprzez sieć LoRa, rozległą wąskopasmową sieć dalekiego zasięgu. Sieć w porównaniu z powszechnie używaną siecią komórkową 3G/LTE, cechuje się niskim poborem energii (lokalizatory działają nawet do 5 lat bez ładowania), stosunkowo dużym zasięgiem komunikacji (ponad 40 km) i zapewnia transmisję danych w dwóch kierunkach. Sieć LoRa jest testowana również w polskich miastach, m.in. w Poznaniu i Gdyni.

Urządzenia oparte na systemie nawigacji GPS są jednak przeznaczone głównie do użytkowania na otwartych przestrzeniach. W budynkach mogą pojawić się problemy z odbieraniem sygnału. Do tego typu zastosowań przeznaczone są lokalizatory oparte na kontakcie z umieszczonymi wewnątrz budynku sensorami. System Quuppa, zapewniający dokładność pozycjonowania nawet na poziomie centymetra, działa w technologii BLE, co zapewnia kompatybilność z większością mobilnych rozwiązań przy jednoczesnej odporności na zakłócenia powodowane przez inne urządzenia pracujące w sieci.

Takie rozwiązanie sprawdzi się np. w optymalizacji pracy w zakładach produkcyjnych.

– Lokalizowanie pracowników w pomieszczeniach zamkniętych bazuje na sensorach umieszczonych w środku budynku. Rozwiązanie może znaleźć zastosowanie w magazynach, przy usprawnieniu produkcji. Pozwala dokładnie sprawdzić umiejscowienie pracownika, informuje gdzie się znajduje, czy nie traci czasu na zbędne sprawy, czy realizuje swoją pracę zgodnie z poleceniem. Osoba odbierająca sygnał jest w stanie wyświetlić informację o pozycji danej osoby czy obiektu na aplikacji mobilnej, na komputerze, wszędzie gdzie ma dostęp do internetu – tłumaczy przedstawicielka Hertz Systems.

Z danych Najwyższej Izby Kontroli wynika, że liczba chorych na Alzheimera w Polsce to już nawet pół miliona osób. Do 2050 roku liczba może wzrosnąć nawet czterokrotnie. Z kolei policja co roku otrzymuje 7 tys. zgłoszeń o zaginięciach osób poniżej 18. roku życia. Codziennie w Polsce zgłasza się 19 zaginięć dzieci.

Według analiz MarketsAndMarkets światowy rynek urządzeń nawigujących GPS do 2023 roku osiągnie wartość 2,89 mld dolarów przy średniorocznym tempie wzrostu ok. 13 proc.

Większość pracodawców nie dba o relacje z kandydatami do pracy. To może zepsuć opinię firmy na rynku

Większość pracodawców nie dba o relacje z kandydatami do pracy. To może zepsuć opinię firmy na rynku 3

60 proc. pracodawców deklaruje, że wdrożyło standard zachowań wobec kandydatów do pracy. Jednocześnie osoby, które starają się o pracę, często czują się ignorowane przez pracodawcę. Tylko co piąty otrzymał informację o przyczynach niezatrudnienia – wynika z badania „Candidate Experience”. Tymczasem źle potraktowany kandydat nie będzie przychylnie nastawiony do produktów i usług danej firmy. Co trzeci nie zaaplikuje więcej do firmy, która nie zrobiła dobrego wrażenia w procesie rekrutacji, a 22 proc. odradzi aplikowanie innym.

– Na przestrzeni lat zauważamy znaczną poprawę w świadomości pracodawców w obszarze candidate experience i dbania o doświadczenia kandydatów w procesach rekrutacji. Niestety, z badania wynika, że wiedza nie zawsze idzie w parze z praktyką – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Trzaska, ekspert eRecruiter.

Jak wynika z badania eRecruiter „Candidate Experience”, zdaniem 88 proc. pracodawców tym, co wpływa na doświadczenie kandydata, jest przyjazna atmosfera, ciągły kontakt z aplikującym (83 proc.) oraz informacja o zakończeniu procesu (75 proc.). Wśród praktyk, które budują candidate experience, pracodawcy wskazują też wiadomość o powodach niezatrudnienia (74 proc.) i możliwość poznania przełożonego (72 proc.). Część z tych kwestii jest również bardzo ważna dla osób rekrutowanych.

– Dla kandydatów ciągła komunikacja w procesie rekrutacji, udzielanie informacji o zakwalifikowaniu bądź niezakwalifikowaniu do kolejnego etapu i udzielanie feedbacku, dlaczego nie dostałem danej pracy, jest bardziej istotne, o ile nie najważniejsze. Kandydaci zapytani o jedną rzecz, którą wskazaliby rekrutującym do poprawy, postawili na komunikację, a dokładniej na udzielanie informacji zwrotnej o powodach niezakwalifikowania do kolejnego etapu rekrutacji – mówi Katarzyna Trzaska.

4. edycja badania „Candidate Experience”, która została przeprowadzona z inicjatywy eRecruiter oraz Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji, wskazuje, że kandydaci do pracy czują się ignorowani przez rekruterów. Niemal 80 proc. uważa, że nikt nie zapoznał się z ich aplikacją. Tylko co piąty otrzymał informację o przyczynach niezatrudnienia. Według 86 proc. osób starających się o pracę standardem powinno być informowanie o zakończeniu rekrutacji, robi tak jednak zaledwie 39 proc. firm.

– Udzielanie tej informacji jest niewątpliwie wyzwaniem, ponieważ kiedy pracodawca otrzymuje setki CV, rekruter może mieć trudność z udzieleniem odpowiedzi wszystkim kandydatom. Wsparciem mogą być nowoczesne technologie i system do zarządzania rekrutacjami – wskazuje Katarzyna Trzaska.

Choć sytuacja powoli się zmienia i kandydaci lepiej oceniają ostatnio zakończoną rekrutację, wciąż jeszcze pozostaje dużo do zrobienia. Zwłaszcza że pracodawcy nie zawsze mają świadomość, co mogą oznaczać negatywne doświadczenie przy staraniu się o pracę.

– Niezadowolony kandydat nie zaaplikuje ponownie do firmy. Taki stan rzeczy deklaruje aż 1/3 przebadanych przez nas kandydatów. Jest to o tyle istotne, że 90 proc. pracodawców przy kolejnych procesach rekrutacyjnych korzysta z własnej bazy kandydatów, którzy już aplikowali. Prawdopodobnie 1/3 z nich, jeżeli ich doświadczenia były negatywne, odmówi udziału w danej rekrutacji – podkreśla Katarzyna Trzaska.

Z badania wynika, że osoby, które nie otrzymały odpowiedzi, zmieniają opinię o firmie na negatywną. Nie tylko nie będą brać udziału w kolejnych rekrutacjach, lecz także blisko połowa zmieni nastawienie do produktów lub usług danej firmy i rezygnuje z ich zakupu.

– Ma to bezpośrednie konsekwencje biznesowe, już nie tylko dla obszaru rekrutacji danej firmy. Co więcej, niezadowolony kandydat podzieli się swoją opinią z bliskimi, znajomymi, co również będzie rzutowało na opinie o tej firmie jako o pracodawcy – podkreśla ekspertka eRecruiter.

Tylko 19 proc. firm pyta kandydatów o ich wrażenia i opinie na temat procesu rekrutacyjnego, w którym wzięli udział. Przeważnie rekruterzy zachęcają jedynie do śledzenia zakładki „Kariera” na stronie firmy i nie zadają sobie trudu, aby odpowiedzieć na aplikację.

T-Mobile przyciąga coraz więcej młodych użytkowników telefonów na kartę. Operator wprowadzi dla nich nową usługę wideo

T-Mobile przyciąga coraz więcej młodych użytkowników telefonów na kartę. Operator wprowadzi dla nich nową usługę wideo 4

Siódmy z rzędu udany kwartał dla T-Mobile. Od kilku miesięcy wracają dawni klienci, szybko rośnie liczba umów abonamentowych, a w segmencie prepaidowym operator przyciąga młodszych użytkowników. Z tego powodu – i z okazji przypadającej w tym roku okrągłej rocznicy obecności na rynku ofert na kartę – operator wprowadzi w segmencie prepaid nową usługę Supernet Video. Usługa, wcześniej dostępna wyłącznie dla klientów abonamentowych, umożliwi oglądanie wideo z najpopularniejszych serwisów streamingowych bez naruszania pakietu danych.

– Naszych klientów możemy podzielić na dwie grupy: tych najbardziej lojalnych, którzy korzystają z naszych usług od 10, 15 czy nawet 20 lat i przetrwali z nami lepsze i gorsze czasy, a teraz dostrzegają, że się zmieniamy i wracamy na rynek. Druga, nowa grupa, to młodzi konsumenci, którzy dopiero zaczynają korzystać z usług telekomunikacyjnych często od telefonu na kartę. W ostatnim kwartale zanotowaliśmy 15-procentowy wzrost liczby młodych klientów w grupie tych, którzy przychodzą do T-Mobile – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Frederic Perron, członek zarządu ds. rynku prywatnego T-Mobile Polska.

T-Mobile ma za sobą kolejny udany kwartał. W ciągu ostatniego roku liczba klientów abonamentowych wzrosła o 294 tys. i na koniec marca br. sięgnęła 6,99 mln. Łącznie telekom obsługuje ponad 10,6 mln klientów, z których dwie trzecie ma umowę długoterminową. Dobre wyniki to zasługa m.in. najniższego od dwóch lat wskaźnika odejść (tzw. churn). Co więcej, od około pół roku telekom obserwuje, że dawni klienci – którzy zdecydowali się na przeniesienie do innych operatorów – teraz wracają do T-Mobile.

Coraz lepsze wyniki to efekt nowej strategii nastawionej na jakość i podnoszenie satysfakcji z usług i obsługi. Stąd m.in. rozbudowa sieci sprzedaży (o sto dziesięć nowych salonów), zmiany w obsłudze klienta i rozszerzenie funkcjonalności kanału online. W efekcie czas oczekiwania na połączenie z konsultantem na infolinii skrócił się dwuipółkrotnie, a siedmiu na każdych dziesięciu klientów odwiedzających salon T-Mobile oceniło obsługę na dziesięć punktów (w dziesięciostopniowej skali).

– Zanotowaliśmy w zeszłym roku rekordowy wzrost poziomu satysfakcji klientów – zarówno wśród posiadaczy abonamentów, jak i usług na kartę. Podobnymi wynikami nie może poszczyć się żaden inny operator na rynku. Mogę powiedzieć, że nadchodzące lato jest dla nas i naszych klientów bardzo ważne. Świętujemy dwudziestolecie obecności na rynku telefonów na kartę oraz siedmiolecie obecności T-Mobile na polskim rynku. I mamy zamiar należycie uczcić obie okazje – zapowiada Frederic Perron.

W segmencie telefonów na kartę T-Mobile notuje rosnącą liczbę młodych klientów poniżej 35 roku życia. Z tego powodu i z okazji przypadającej w tym roku okrągłej rocznicy obecności na rynku operator wprowadzi w segmencie prepaid nową ofertę. Supernet Video umożliwi oglądania materiałów wideo z wielu popularnych serwisów streamingowych bez naruszania wliczonego w taryfę pakietu danych.

– Do tej pory ta usługa – wprowadzona przez nas z wielkim powodzeniem w zeszłym roku – była dostępna tylko dla klientów abonamentowych. Daje ona dostęp do YouTube oraz wielu innych tego typu serwisów w ofercie na kartę w cenie zaledwie pięciu złotych. Naszym zdaniem teraz jest najlepszy moment na uruchomienie tej usługi, bo po pierwsze świętujemy 20 lat obecności na rynku, a po drugie tego lata odbędzie się szereg imprez, np. sportowych, oraz innych wydarzeń i chcemy, aby nasi klienci mieli szansę na ich obejrzenie i przeżycie – mówi Frederic Perron.

Usługa Supernet Video została już wcześniej wprowadzona w ofercie na abonament, umożliwiając dostęp do popularnych serwisów – włącznie z YouTubem, Playerem, Showmaxem i Netflixem (w sumie czternaście serwisów) – za pięć złotych miesięcznie. Szybko zdobyła sobie grono fanów – w dwa miesiące od premiery aktywowało ją ponad 50 tys. klientów.  

UPC inwestuje w internet o gigabitowej prędkości. Wprowadzi go do oferty jesienią

UPC inwestuje w internet o gigabitowej prędkości. Wprowadzi go do oferty jesienią 5

W ciągu kolejnych 4 lat liczba przesyłanych miesięcznie danych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej wzrośnie ponaddwukrotnie – z 101 do 210 GB. To będzie generować popyt na coraz szybszy i lepszy internet. Dlatego najwięksi operatorzy coraz więcej inwestują w budowę sieci światłowodowej. Dzięki temu UPC jeszcze w tym roku wprowadzi do oferty internet o prędkości 1 Gbps, czyli dwukrotnie szybszy niż dziś. Firma będzie drugim po Niemczech operatorem grupy Liberty Global, który wprowadzi taką ofertę.

Jak podaje UPC Polska, w ciągu ostatniej dekady oferowana prędkość internetu wzrosła ponad siedemnastokrotnie, do 500 Mbps. Rośnie też średnia prędkość – trzykrotnie w ciągu ostatnich pięciu lat. Celem UPC jest jednak rozwój gigainfrastruktury, która odpowie na wyzwania przyszłości: rosnącą konsumpcję danych internetowych, m.in. cyfrowej rozrywki, internetu rzeczy (IoT), a także aplikacji następnej generacji, które będą powstawać np. w wirtualnej rzeczywistości.

 Cały czas zwiększamy prędkość internetu dla naszych dotychczasowych klientów. W pierwszym kwartale 2018 roku osiągnęliśmy średnią prędkość 130 Mbps na sekundę. W czwartym kwartale 2017 roku było to 100 Mbps. Z każdym kwartałem coraz więcej naszych klientów ma dostęp do internetu wysokich prędkości. Obecnie jesteśmy w stanie zaproponować prędkość 500 Mbps, a jeszcze w tym roku będziemy gotowi z naszym nowym produktem – gigabitowym internetem – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Redeleanu, prezes zarządu UPC Polska.

Stałe zwiększanie prędkości internetu odpowiada na rosnące potrzeby klientów. Firma Analysys Mason szacuje, że ilość przesyłanych miesięcznie danych przez klientów szybkich sieci internetowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej wzrośnie w ciągu czterech lat do 210 GB miesięcznie (z obecnych 101 GB). Wyzwaniem będzie także rosnąca liczba urządzeń podłączonych do sieci. Jak prognozuje Cisco, w 2021 roku wyniesie ona globalnie 27 mld, przy 17 mld w 2016 roku.

– Modernizujemy elementy naszej sieci, by w tym roku móc zaoferować naszym klientom pakiet gigabitowy. Będziemy drugim krajem po Niemczech w ramach Liberty Global zdolnym to zrobić. Rozwijana przez nas technologia DOCSIS 3.1. jest zdolna sprostać wyzwaniom przyszłości i przesyłać dane z prędkością nawet do 10 Gbps – podkreśla Robert Redeleanu.

Zdaniem analityków ADL stosowana przez Liberty Global i UPC technologia DOCSIS 3.1, obok FTTH i 5G, jest jednym z filarów budowy nowoczesnych sieci światłowodowych, które pozwolą sprostać wyzwaniom przyszłości w zakresie transmisji danych

Jak zapowiada prezes UPC Polska, wprowadzenie gigabitowego internetu do oferty to tylko część planów na najbliższe miesiące.

Drugim naszym priorytetem są innowacje, które wprowadzamy na rynek. Mamy dwa kluczowe produkty, czyli modem Connect Box, który zapewnia najlepszej jakości WiFi w domu, oraz platformę telewizyjną rozrywki Horizon. Chcemy, żeby te innowacje były obecne w coraz większej liczbie domów – mówi Robert Redeleanu.

Obecnie zasięgiem szybkiego internetu i telewizji cyfrowej UPC Polska obejmuje ponad 3,3 mln gospodarstw domowych. Aby jakość oferowanego internetu i rozwiązań cyfrowych pozwoliła przyciągnąć nowych klientów, UPC zapowiada wprowadzenie innowacyjnych rozwiązań – nową wersję modemu Connect Box, z którego obecnie korzysta ponad 430 tys. klientów w Polsce, system Smart Wi-Fi, który automatycznie optymalizuje parametry sieci Wi-Fi, Boostery, które pozwalają na uzyskanie jeszcze lepszego zasięgu sieci Wi-Fi, czy aplikację Connect App, która ułatwi zarządzanie domową siecią.

Zmiany w szkolnictwie wyższym – jakie wyzwania i szanse czekają polskie uczelnie?

W związku z zapowiadanymi przez Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego zmianami w strukturach i działaniu uczelni wyższych przed każdą z placówek stają duże wyzwania. Dla uczelni publicznych będą one jeszcze większe, ponieważ istotnym elementem ich finansowania są środki państwowe. Uczelnie prywatne w większości – a na pewno w całej dydaktyce – finansują się same. Dotyczy ich jednak problem konieczności zmiany struktury. Zmiana w systemie uczelni wyższych przygotowywanych przez Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego – oprócz trudności – rodzi także pewne szanse. Polegają one na możliwości stworzenia struktury od nowa, zmianie dyscyplin badań naukowych i innego ujęcia dziedzin niż obecnie. To także szansa dla tych działów, które w badaniach są wysoko notowane.

– Uczelnie wyższe mają stracić wydziały, czyli będą funkcjonować w zupełnie nowych, instytutowych strukturach – prawdopodobnie oddzielnych dla badań naukowych i dydaktyki  powiedziała serwisowi eNewsroom prof. Teresa Gardocka, Dziekan Wydziału Prawa Uniwersytetu SWPS – Placówki nie do końca mogą to sobie wyobrazić, tym bardziej jeśli są instytucjami kilkukampusowymi z wydziałami w różnych miastach. Na Uniwersytecie SWPS większość wydziałów należy do najwyższej kategorii A lub A+, która daje pełne możliwości działania we wszystkich sferach aktywności akademickiej. Stale zgłaszane są obawy, że zapowiadane zmiany to próba poddania uczelni naciskom politycznym przez przyznanie ogromnej władzy rektorowi i dołączenie do rad osób z zewnątrz, powołanych na różne sposoby. Zbyt duża władza skupiona w rękach jednego człowieka może rodzić pokusę, aby na stanowisku pojawiła się konkretna, wybrana osoba. To jednak tylko jedna z możliwości i należy mieć nadzieję, że tak się nie stanie. Autonomia uczelni w sferze badawczej może zostać zachowana. Czy poprawi to szanse polskich uczelni na znalezienie się wyżej w rankingu niż obecnie? Zapewne nie, ponieważ proces ten wymaga pracy wielu ludzi i dużo czasuNie jest to kwestia wyłącznie odpowiednich środków – chociaż one też ogrywają ważną rolę. Kluczowa jest aktywność badawcza polskich uczonych, która pozostaje niestety na niskim poziomie.Nie ma pewności, czy zapowiadane zmiany w szkolnictwie wyższym mogą tę sytuację poprawić – podsumowała Gardocka.

Porady prawne przestają być usługami drogimi i ekskluzywnymi. Firmy prawnicze oferują zdalne specjalistyczne wsparcie nawet za 50 zł

Porady prawne przestają być usługami drogimi i ekskluzywnymi. Firmy prawnicze oferują zdalne specjalistyczne wsparcie nawet za 50 zł 6

Rynek usług prawnych w Polsce jest w fazie aktywnego rozwoju. Podobnie jak w innych branżach sprzyja temu wykorzystanie technologii. Nowością na polskim rynku są firmy, w których adwokat lub radca prawny udziela porady online lub przez telefon. Usługi prawnicze w formule direct są dużo tańsze i łatwiej dostępne. To sprawia, że chętniej korzystają z nich nie tylko indywidualni klienci, lecz także małe i średnie firmy.

– Niewiele osób korzysta dziś z profesjonalnej pomocy prawnej. Ludzie wyobrażają sobie, że idąc do prawnika, zapłacą ogromną sumę pieniędzy. Obawiają się też, że adwokat czy radca prawny komunikuje się językiem zupełnie niezrozumiałym dla zwykłego człowieka. Biorąc pod uwagę to, że w polskich sądach mamy co roku około 16 mln spraw, a sprawy sądowe to zaledwie wierzchołek góry lodowej wszystkich problemów prawnych, z którymi się spotykamy, ten problem jest bardzo duży – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Maj, prezes zarządu Availo.

Polski rynek usług prawniczych jest w fazie aktywnego rozwoju – wynika z ubiegłorocznego raportu firmy doradczej CBRE („Legal Sector in Warsaw”). Od 2005 roku, kiedy w życie weszła ustawa o otwarciu zawodów prawniczych, w Polsce konsekwentnie przybywa adwokatów i radców prawnych. Ta grupa zawodowa liczy obecnie ok. 65 tys., a według branżowych prognoz do 2020 roku może już przekroczyć 100 tys.

Rosnąca konkurencja skutkuje spadkiem cen – obecnie nawet skomplikowana porada prawna kosztuje kilkukrotnie mniej niż jeszcze dekadę temu. Choć dostęp do usług prawnych w Polsce jest nadal gorszy niż w krajach zachodniej Europy, sytuacja systematycznie się poprawia. Problemem pozostaje jednak relatywnie niska skłonność Polaków do korzystania z profesjonalnej pomocy prawnej.

– Według różnych danych z pomocy adwokatów i radców prawnych korzysta nie więcej niż 10 proc. Polaków. Ten trend zaczął się odwracać dopiero na przestrzeni ostatnich 3–4 lat – mówi Grzegorz Maj.

Prezes Availo zwraca uwagę na to, że – podobnie jak inne branże – podmioty na rynku coraz częściej wykorzystują technologie do świadczenia usług. Nowością na polskim rynku są firmy prawnicze, w których specjalistyczną poradę można uzyskać online.

– Czasy tradycyjnej pomocy prawnej – w kancelarii, za biurkiem – powoli odchodzą do lamusa na rzecz prawników, którzy pomagają swoim klientom przez internet, telefon i nowoczesne formy komunikacji. W Polsce korzystanie z pomocy prawnika w formie zdalnej zaczyna zdobywać popularność dzięki temu, że klient wie, ile zapłaci za usługę i jakiej specjalizacji jest prawnik, a także dzięki temu, że komunikuje się on zrozumiałym językiem. Natomiast prawnicy, którzy reprezentują nas przed sądem, zawsze będą w kancelarii, za dębowym biurkiem – uważa Grzegorz Maj.

Wykorzystanie technologii skutkuje lepszym dostępem do pomocy prawnej i spadkiem cen. Obecnie poradę wykwalifikowanego prawnika można otrzymać już za kwotę 50–80 zł. Niższe koszty powodują, że z usług prawnych chętniej korzystają również małe i średnie firmy.

– Polski parlament od kilkunastu lat tworzy coraz więcej ustaw i nawet mikroprzedsiębiorca musiałby mieć u siebie sztab prawników, żeby móc się skupić na biznesie, zamiast czytać dzienniki ustaw. Dzięki takim usługom, z których można skorzystać na bieżąco, wziąć telefon, zapytać o interpretację prawa, o to, co wynika z pisma, które dostaliśmy z urzędu, ułatwiamy życie przedsiębiorcom. Nie wiadomo, ile trzeba zapłacić w kancelarii prawnej, ponieważ adwokaci w tradycyjnych kancelariach mają zakaz podawania cen swoich usług. Natomiast 50 zł za profesjonalną poradę adwokata przestaje być dzisiaj problemem –mówi Grzegorz Maj.

Availo jest największą firmą prawniczą świadczącą usługi w formule direct. Niedawno na rynku zadebiutowała stworzona przez nią platforma HaloPrawo.pl, która udziela porad zdalnie – przez telefon lub e-mail. Klientom indywidualnym i przedsiębiorcom porad udzielają adwokaci, radcowie prawni i doradcy podatkowi, którzy reprezentują ponad 110 kancelarii i różne specjalizacje – od prawa pracy, rodzinnego, wykroczeń, poprzez sprawy urzędowe, aż po doradztwo w sprawach podatkowych czy dotyczących nieruchomości. Koszt jednorazowej porady dla firmy sięga 85 zł, dla klientów indywidualnych jest niższy i wynosi 50 zł. Tylko od początku tego roku z platformy skorzystało już przeszło 70 tys. klientów.

– W zeszłym roku było to niespełna 50 tys. Ta liczba rośnie w bardzo szybkim tempie, a mamy dopiero połowę roku. Co istotne, 96 proc. naszych klientów jest bardzo zadowolonych z usługi i z faktu, że wszystko było zrozumiałe. Ten trend przeniesienia pomocy prawnej do świata nowoczesnych technologii staje się coraz bardziej powszechny – mówi Grzegorz Maj.

Wejściu na rynek marki HaloPrawo.pl towarzyszy kampania reklamowa i online’owa kampania wizerunkowa z udziałem ambasadora brandu, aktora Grzegorza Halamy, który kreuje dobrze znaną miłośnikom kabaretu postać hodowcy kurczaków, pana Józka. W ten sposób marka chce sprawić, żeby usługi prawne zaczęły się kojarzyć klientom mniej elitarnie, a bardziej swojsko.

– Postać kreowana przeze mnie w kampanii ma odczarować te ciężkie togi, żeby peerelowskie pomieszczenia przestały przerażać. HaloPrawo ma przybliżyć Polakom pomoc prawną jako usługę, z której korzysta się tak jak z jakiegokolwiek innego abonamentu. Myślę, że świadomość Polaków z biegiem czasu będzie rosła. To będzie coś oczywistego – cokolwiek się dzieje, dzwonimy do prawnika. HaloPrawo to umożliwia, bez strachu, że trzeba będzie się gdzieś umówić i wydać mnóstwo pieniędzy. W kampanii reklamowej przyjąłem postać Józka – rola mojej postaci jest taka, aby zdjąć ten prawniczy ciężar, aby dla każdego Polaka to było coś bliskiego i normalnego – mówi aktor Grzegorz Halama.

ESMA – ograniczenia dla inwestorów forex i CFD

27 marca bieżącego roku Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) wprowadził w życie nowe regulacje ograniczające handel na rynku walutowym oraz obrót kontraktami różnicowymi. Nowe zmiany oparte zostały na grudniowych propozycjach regulacyjnych dla kontraktów CFD oraz opcji binarnych i zaczną one obowiązywać już w ciągu najbliższych miesięcy.

Branża forex oraz polscy inwestorzy oczekiwali całkowicie innego wyniku konsultacji społecznych przeprowadzanych przez ESMA. Wśród zatwierdzonych zmian znalazły się: zakaz marketingu, sprzedaży oraz dystrybucji opcji binarnych, a także ograniczenie marketingu i sprzedaży inwestorom detalicznym kontraktów CFD. Jak dokładnie prezentują się wprowadzone ograniczenia?

Regulacje w obszarze rynku forex i CFD

Projekt ustawy początkowo zakładał ograniczenie dźwigni do 1:50, jednak ograniczenie dotyczyłoby wyłącznie niedoświadczonych traderów. W praktyce zmiany wyglądają zupełnie inaczej.

—————–

ESMA – aktualne wiadmości:

—————–

Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych zatwierdził ograniczenie maksymalnego poziomu lewara, które zależny jest od poziomu zmienności instrumentu bazowego. Minimalny depozyt w przypadku dźwigni 1:30 będzie wynosił nie mniej niż 3,33% (dźwignia 1:30) i nie więcej niż 50% (dźwignia 1:2). Procentowo depozyty instrumentów prezentują się w następujący sposób:

  • kryptowaluty 50%,

  • akcje i instrumenty bazowe 20%,

  • główne pary walutowe 3,33%,

  • poboczne pary walutowe, główne indeksy giełdowe i złoto 5%,

  • pozostałe indeksy giełdowe i towary 10%.

Margin close-out

Kolejną istotną zmianą ESMA jest wprowadzenie reguły Margin close-out. Polega ona na tym, iż broker zobowiązany jest do zamknięcia otwartej pozycji klienta, gdy wartość netto jego rachunku spadnie poniżej kwoty wynoszącej 50% minimalnego depozytu zabezpieczającego. Reguła Margin close-out ma w praktyce ograniczać straty inwestorów i ma być stosowana dla wszystkich transakcji realizowanych z konta maklerskiego.

Obligatoryjna ochrona przed ujemnym saldem

Do ograniczeń wprowadzanych przez ESMA należy zaliczyć także obligatoryjną ochronę przed ujemnym saldem, która również będzie chronić interes klienta przez marginalizację ponoszonych strat. W tym przypadku ochrona przed ujemnym saldem również dotyczy całego konta maklerskiego. Ochrona przed ujemnym saldem spotkała się z aprobatą polskiego środowiska inwestorów rynku walutowego.

Zunifikowane ostrzeżenia o ryzyku inwestycyjnym

ESMA zamierza również wprowadzić zunifikowane ostrzeżenia o ryzyku inwestycyjnym, w którym informować będzie o odsetku klientów brokera, którzy mogliby odnotować straty z tytułu obrotu kontraktami na różnice kursowe.

W przyszłym roku – zgodnie z dyrektywą MiFID II – ESMA zyska o wiele większe możliwości kontrolowania działań brokerów oraz domów maklerskich. Przedstawione zmiany wejdą w życie dopiero po przetłumaczeniu ich na wszystkie języki urzędowe Unii Europejskiej, co umożliwi uzyskanie wpisu w Dzienniku Ustawy. Dopiero od tego czasu zmiany zatwierdzone przez ESMA wejdą w życie – początkowo tymczasowo na okres trzech miesięcy.

XTB

Dowiedz się więcej o XTB Online Trading: Wikipedia | Opinie

Prosta spółka akcyjna ułatwieniem dla start-upów?

Prosta spółka akcyjna według projektodawców ma być kołem zamachowym Polski Cyfrowej. To podmiot prawny, który będzie dawał wiele możliwości ludziom z dobrymi pomysłami – w szczególności związanymi z rozwojem nowych technologii, programów czy systemów komputerowych. Dzięki niemu będą mogli łatwo zdobyć kapitał niezbędny na początku prowadzenia działalności i dla dalszego rozwoju. W tej chwili pozyskanie odpowiednich środków jest trudne ze względu na istniejące ramy i formy prawne przedsiębiorstw. Na pewno nie będzie to zła forma prawna dla nowych przedsiębiorców. Jeżeli się nie przyjmie lub będzie budziła istotne wątpliwości – nie będzie wykorzystywana. Jeśli zaś okaże się trafionym pomysłem – może pomóc wielu ludziom, którzy mają złoty pomysł na rozwój nowych technologii.

– Nowy podmiot ma być połączeniem spółki z o.o. i spółki akcyjnej oraz przenieść na polski grunt wiele wzorców anglosaskich, występujących najczęściej w amerykańskich korporacjach – powiedział serwisowi eNewsroom Emanuel Kośka, radca prawny w kancelarii JS Legal – Oprócz łatwego zbierania kapitału na początku działalności, spółka ma pozwalać na prowadzenie jej w uproszczony i mniej sformalizowany sposób. Może być to jednak tylko założenie. Na gruncie konkretnych przepisów pojawia się wiele pytań. Chodzi o proponowane – na zagraniczny wzór – testy wypłacalności, czyli poddanie ocenie zarządców spółki  tego, czy wypłacenie pieniędzy właścicielom i akcjonariuszom nie doprowadzi w ciągu pół roku do jej bankructwa. To także wprowadzenie zupełnie nowego organu – rady dyrektorów, który ma być połączeniem zarządu i rady nadzorczej. Występować będą dwa rodzaje dyrektorów – wykonawczy, którzy prowadzą na bieżąco sprawy spółki, nawiązują kontakty z kontrahentami i reprezentują firmę oraz niewykonawczy – którzy nadzorują działalność przedsiębiorstwa. Powstaje pytanie o odpowiedzialność, jaka na nich spadnie. Ma ona opierać się na zasadach lojalności oraz należytej staranności i być badana być przez pryzmat tzw. amerykańskiej business judgment rule. Niestety oznacza to nowe koszty dla spółek, ze względu na stałe zapotrzebowanie w zakresie opinii prawników lub innych firm doradczych. Przedsiębiorcy nie powinni jednak obawiać się nowych regulacji, lecz wyczekiwać ich dalszego rozwoju oraz możliwości wprowadzenia istotnych zmian do obecnego projektu – co da odpowiedzi na powstające pytania – podsumował Kośka.

Zatrudnienie małżonka na podstawie umowy o pracę

Emilia Wojtczak, ekspert wFirma.pl
Emilia Wojtczak, ekspert wFirma.pl

W sektorze małych i średnich przedsiębiorstw można znaleźć wiele firm rodzinnych. To znaczy, że przy prowadzeniu przedsiębiorstwa pomagają członkowie bliższej lub dalszej rodziny. Najczęściej są to małżonkowie i dzieci. Jak zatrudnić małżonka na umowę o pracę? Jakich formalności należy dokonać i jak go rozliczyć?

Członek rodziny to dla ZUS-u osoba współpracująca

Dla celów ZUS została określona grupa członków rodziny, którzy w świetle ubezpieczeń określani są jako osoby współpracujące. Osoba współpracująca to według ustawy z dnia 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (Dz. U. 1998 Nr 137 poz. 887):

  • małżonek,
  • dzieci własne lub dzieci drugiego małżonka i dzieci przysposobione,
  • rodzice,
  • macocha i ojczym,

którzy jednocześnie pozostają we wspólnym gospodarstwie domowym z przedsiębiorcą.

Ustalenie, czy członek rodziny jest osobą współpracującą, jest bardzo ważne, ponieważ ma to bezpośredni wpływ na wysokość opłacanych składek do ZUS-u.

Na podstawie jakiej umowy można zatrudnić członka rodziny?

Osobę współpracującą można zatrudnić w przedsiębiorstwie na różne sposoby. Przepisy pozwalają na zastosowanie umowy o pracę czy umowy zlecenie, a także – co ważne – osoba współpracująca może świadczyć pomoc w prowadzeniu przedsiębiorstwa bezumownie.

Umowa zlecenie z osobą współpracującą odbywa się na takich samych zasadach jak z innymi zleceniobiorcami. Wynagrodzenie oraz składki naliczane są tak samo. Podstawę składek w tym przypadku stanowi wynagrodzenie brutto. Osoba współpracująca zatrudniona na podstawie umowy zlecenia powinna zostać zgłoszona do ZUS-u z kodem tytułu ubezpieczenia 04 11 – czyli jako zleceniobiorca.

Ważne!

Przepisy wyraźnie wskazują, że wynagrodzenie wypłacane małżonkowi nie może stanowić kosztu uzyskania przychodu przedsiębiorcy! Dotyczy to wszystkich form zatrudnienia osób współpracujących.

 

Jak zostało już wspomniane, pomoc członka rodziny przy prowadzeniu działalności może odbywać się bezumownie, a co się z tym wiąże – bez wynagrodzenia. W takiej sytuacji przedsiębiorca ma obowiązek zgłosić do ZUS-u osobę współpracującą z kodem 05 11. Składki w tym przypadku będą opłacane od podstawy, jaka aktualnie obowiązuje przedsiębiorców. Również tak samo jak w przypadku przedsiębiorców, osoba współpracująca jest zwolniona z opłacania składek społecznych, jeśli posiada inny tytuł do ubezpieczeń społecznych, a podstawa składek wynosi przynajmniej 2100 zł (wynagrodzenie minimalne w 2018 roku).

Ważne!

Za osobę współpracującą nie można opłacać składek na zasadach preferencyjnych!

Zatrudnienie małżonka na podstawie umowy o pracę

Małżonka można zatrudnić w przedsiębiorstwie również na podstawie umowy o pracę. Mimo że nie jest to najbardziej optymalne rozwiązanie, wielu przedsiębiorców z różnych względów decyduje się na nie.

Co do zasady składki ZUS za pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę opłaca się od kwoty brutto wynagrodzenia, jakie otrzymuje pracownik, a składki finansowane są ze środków pracownika i pracodawcy.

Jednak inaczej sprawa wygląda w przypadku umowy o pracę z osobą współpracującą. Tu podstawa składek ZUS jest taka sama jak w przypadku przedsiębiorców i jest ona w całości finansowana przez pracodawcę. Z kolei przy naliczaniu listy płac należy uwzględnić koszty uzyskania przychodu i ewentualnie ulgę podatkową, a z wynagrodzenia potrącana jest jedynie kwota podatku dochodowego.

 

Ważne!

Składki za osobę współpracującą zatrudnioną na umowę o pracę finansowane są w całości przez pracodawcę.

 

Jak sporządzić listę płac dla małżonka?

Wypłata wynagrodzenia dla pracownika zatrudnionego na podstawie umowy o pracę wiąże się ze sporządzeniem listy płac. Dotyczy to również osoby współpracującej. Jednak niestandardowe naliczanie składek powoduje, że wielu pracodawców ma z tym problem.

Przykład

Pan Ryszard wspólnie z żoną prowadzą działalność gospodarczą. Żona została zatrudniona w firmie męża na podstawie umowy o pracę i jest to jej jedyna praca. Jej wynagrodzenie co miesiąc wynosi 3000 zł brutto.

  1. Składki ZUS – naliczane od aktualnie obowiązującej podstawy (w 2018 roku) – 2665,80 zł:

Społeczne

  • emerytalne – 520,36 zł
  • rentowe – 213,26 zł
  • dobrowolne chorobowe – 65,31 zł
  • wypadkowe – 44,52 zł
  • Fundusz Pracy – 65,31 zł

 Zdrowotne

  • 3554,93 zł × 9% = 319,94 zł

 

Powyższe składki w całości pokrywa pracodawca

 

  1. Wyliczenie wynagrodzenia pracownika

Wynagrodzenie brutto 3000 zł

  • koszty uzyskania przychodu

3000 zł – 111,25 zł = 2888,75 zł ~ 2889 zł

  • podatek dochodowy

2889 zł x 18% – 46,33 zł = 473,69 zł

  • wynagrodzenie netto

3000 zł – 473,69 zł = 2526,31 zł

Pan Ryszard powinien wypłacić żonie wynagrodzenie w wysokości 2526,31 zł.

Emilia Wojtczak, Ekspert wFirma.pl

Uspokojenie nastrojów pomaga złotemu

Polska waluta zakończyła poniedziałek dość znaczącym umocnieniem w relacji do każdej z głównych walut. Złotego, podobnie jak inne najbardziej płynne waluty CEE (takie jak węgierska i czeska) wspierała poprawa sentymentu do ryzyka oraz siła euro.

Nastawienie inwestorów uległo wyraźnej zmianie w następstwie ostatecznego zawiązania koalicji rządzącej przez partie populistyczne, które zakończyło trwający niemal trzy miesiące okres powyborczego niepokoju na Półwyspie Apenińskim. Obniżenie poziomu ryzyka widoczne jest „u źródła”, czyli na włoskim rynku długu. Od wtorkowego szczytu, rentowności 10-letnich papierów dłużnych rządu Włoch obniżyły się o 80 punktów bazowych, do poziomu 2,6%. Naturalnie bardziej reagujące rentowności papierów 2-letnich spadły z poziomu 2,74% do 0,82%. Oba poziomy są jednak wyraźnie wyższe od tych notowanych w poprzednich miesiącach, tym samym wygląda na to, że istnieje pole do dalszych spadków – co oczywiście powinno wspierać euro i złotego.

Rentowności włoskich obligacji 2 i 10-letnich (kwiecień ‘18-czerwiec ‘18)

Rentowności włoskich obligacji 2 i 10-letnich
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 05/06/18

Powinno być tak, o tyle, o ile nowy rząd w Italii będzie łagodził swą populistyczną retorykę, która wywołała obawy rynków finansowych. W szczególności istotne jest jakie będzie jego podejście do kwestii polityki fiskalnej i relacji z UE. Wzrost wydatków państwa i obniżka podatków, które były jednymi z głównych postulatów partii rządzących, grożą wzrostem i tak już ekstremalnie wysokiego długu publicznego, którego wartość w relacji do PKB od kilku lat utrzymuje się powyżej poziomu 130%.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek obniżył się o 0,07%, wahając się w widełkach 4,27-4,30. Euro traciło w parze ze złotym, jednak zyskiwało w relacji do głównych walut. Wspólnej walucie, podobnie jak innym europejskim walutom sprzyjał m.in. wspomniany wyżej spadek napięcia we Włoszech.

Wczorajsza publikacja czerwcowego indeksu Sentix opisującego nastroje wśród inwestorów w krajach strefy euro solidnie rozczarowała. W obliczu niepokoju na Półwyspie Apenińskim i obaw o relacje USA i UE w kontekście wojny celnej wskaźnik spadł z poziomu 19,2 w maju do 9,3 w czerwcu, tym samym znalazł się na najniższym poziomie od października 2016 r. Spadek napięcia na Starym Kontynencie powinien sprawić, że indeks w kolejnym miesiącu będzie rósł, jednak nadal zagrożenie dla inwestorów stanowią działania USA. Dane na szczęście istotnie nie zaszkodziły wspólnej walucie.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek obniżył się o 1,1%, wahając się w widełkach 4,85-4,92. Wczorajszy odczyt indeksu aktywności w sektorze budownictwa lekko zaskoczył na plus. Nie zmienił jednak sytuacji na GBP – waluta w relacji do ważonego koszyka walut zakończyła dzień na minusie.

We wtorek funt jednak gwałtownie zyskuje, bowiem dzisiejszy odczyt dla sektora usług wywołał na rynku dużo większe emocje. Z prostego powodu: usługi są najważniejszym sektorem w Zjednoczonym Królestwie. Wzrost wskaźnika był dodatkowo większy niż indeksu dla budownictwa. Indeks skoczył z poziomu 52,8 notowanego w poprzednim miesiącu do 54 w maju. Co może to sugerować? Po pierwsze, że wyraźne spowolnienie ekspansji gospodarczej w Wielkiej Brytanii w pierwszym kwartale faktycznie – jak powtarza Bank Anglii – mogło być jedynie czasowe. Po drugie – jeśli tak jest, stanowi to kolejny (obok nadal wysokiej inflacji) argument za podwyżkami stóp procentowych. Wygląda na to, że rynek się do nich przekonuje, obecnie wycena prawdopodobieństwa podwyżek kosztów pieniądza w sierpniu wzrosła i na ten moment znajduje się nieznacznie poniżej 50%.

Swoją drogą, odczyt kontrastuje również z danymi ze strefy euro, gdzie maj przyniósł pogłębienie ostatnich spadków. Niedawno indeks zaskoczeń ekonomicznych (opisujący różnicę między odczytami, a oczekiwaniami względem owych odczytów) obu krajów znów się rozjechał. Wprawdzie w obu przypadkach jest on ujemny (więcej było negatywnych zaskoczeń), jednak różnica w poziomach (odpowiednio ok. -50 w przypadku Zjednoczonego Królestwa i -100 w przypadku) mówi sama za siebie.

Indeks zaskoczeń ekonomicznych dla USA, UK i strefy euro (2016 – 2018)
Indeks zaskoczeń ekonomicznych dla USA, UK i strefy euroŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 05/06/18

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek obniżył się o 1,0%, wahając się w widełkach 3,65-3,69.  Wczoraj dolar amerykański zakończył dzień osłabieniem w parze z euro i polskim złotym. Amerykańska waluta w relacji do ważonego koszyka zakończyła dzień na plusie, wzmacniając się w drugiej części dnia, wspierana przez rosnące rentowności obligacji USA.

Dziś opublikowane zostaną zrewidowane odczyty PMI USA w maju. Istotniejsza będzie jednak publikacja wskaźników ISM dla usług w maju. Równie istotne (jeśli nie bardziej znaczące, aczkolwiek nieco mniej aktualne) będą dane JOLT z amerykańskiego rynku pracy w kwietniu.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 15:00 – przemawia prezes EBC, Mario Draghi
  • 15:45 – rewizja indeksów PMI USA w maju
  • 16:00 – indeks ISM dla usług USA w maju
  • 16:00 – dane JOLT z amerykańskiego rynku pracy w kwietniu
  • 19:00 – przemawia Jens Weidmann z Bundesbanku

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Deloitte: Rosnące koszty pracy stają się głównym wyzwaniem dla polskich firm

Poczucie niepewności ekonomicznej wśród polskich dyrektorów finansowych (CFO) lekko rośnie. Obecnie 46 proc. menedżerów deklaruje takie obawy, podczas gdy na koniec 2017 roku było to 44 proc. Wciąż jednak uważają, że polska gospodarka będzie kontynuowała stabilny wzrost. 62 proc. dyrektorów prognozuje, że wzrost PKB nie przekroczy 3,5 proc., z czego jedna trzecia uważa, że będzie to przedział pomiędzy 2,5-3,5 proc. Istnieje nadal szereg czynników, które stanowią istotne obszary ryzyka dla prowadzenia działalności. Jak wynika z kolejnej edycji międzynarodowego badania dyrektorów finansowych „CFO Survey. Prognozy dyrektorów finansowych” – przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, są to przede wszystkim wzrost kosztów operacyjnych, wynikający z rosnących kosztów pracowniczych oraz niedobór wykwalifikowanych pracowników.

Poprzednie edycje badania pokazały, że dyrektorzy finansowi wiarygodnie przewidują rozwój polskiej gospodarki. Ich wcześniejsze prognozy wzrostu PKB dla Polski na rok 2013 (około 1,5 proc.), rok 2014 (około 3 proc.), rok 2015 (około 3 proc.) i rok 2016 (około 3 proc.) sprawdziły się. – Przewidywania CFO na rok 2018 na poziomie około 3 proc. wydają się na dziś bardzo ostrożne. Należy jednak pamiętać, że duży wpływ na wzrost PKB w ostatnich dwunastu miesiącach miał przyrost konsumpcji, który wynikał m.in. z rosnących płac. W tym roku wzrost gospodarczy będzie jednak musiał być napędzany również przez inwestycje, które w ostatnim kwartale wreszcie ruszyły – mówi Piotr Świętochowski, Partner w Dziale Audit & Assurance, Lider Programu CFO w Polsce, Deloitte.

Niepewność gospodarcza i zagrożenia na najbliższy rok

Obecna edycja badania, która była przeprowadzona od lutego do kwietnia tego roku, pokazała, że niepewność ekonomiczna wśród dyrektorów finansowych w Polsce nieznacznie wzrosła (46 proc. z 44 proc. pół roku temu). Wciąż jednak oznacza to duży spadek w stosunku do badania sprzed roku, kiedy aż 71 proc. CFO odczuwało wysoki lub bardzo wysoki poziom niepewności gospodarczej w Polsce. Z kolei w Europie ocena poziomu niepewności pozostaje bez zmian (średnio 52 proc. wśród 20 krajów Europy). Branże o najwyższym poczuciu niepewności gospodarczej to motoryzacja, turystyka, produkcja dóbr konsumpcyjnych oraz transport i logistyka. Najmniej odczuwalna niepewność jest w usługach profesjonalnych i przemyśle. W strefie euro poziom poczucia niepewności zmalał aż o 13 pp. Warto zaznaczyć, że polscy CFO są bardziej przyzwyczajeni do niepewności i inaczej oceniają jej poziom niż zachodni koledzy.

– Najnowsze wyniki badania wskazują na nowe czynniki ryzyka, które będą spędzać sen z oczu dyrektorów finansowych. Największym z nich będą rosnące koszty operacyjne, które wynikać mogą m.in. ze wzrostu kosztów pracowniczych. Wskazało na nie aż 55 proc. dyrektorów, o 7 pp. więcej niż pół roku wcześniej – mówi Robert Nowak, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider Programu CFO w Polsce, Deloitte. Przedsiębiorcy wciąż obawiają się braku wykwalifikowanych pracowników (53 proc.). Ankietowani wymieniają również zmienne prawo gospodarcze (29 proc.) oraz wzrost regulacji (23 proc.). Co ciekawe o 12 proc. (do 19 proc.) spadły obawy dotyczące presji cenowej.

Wśród globalnych zagrożeń, które uznane są za najbardziej prawdopodobne dyrektorzy finansowi wymieniają przede wszystkim większą polaryzację społeczną i populizm (73 proc.). Zdaniem CFO wspólnie z niepokojami politycznymi mogą one prowadzić do wzrostu protekcjonizmu (63 proc.) w światowej gospodarce. W dalszej kolejności widoczne są obawy związane z bezpieczeństwem, zarówno w przestrzeni cyfrowej, jak i w życiu realnym. Duży atak terrorystyczny czy też cyberatak przewiduje 51 proc. menedżerów.

Bardziej ostrożnie i mniej optymistycznie

W Polsce poziom optymizmu netto (odsetek osób wskazujących na poprawę sytuacji ekonomicznej pomniejszony o odsetek mówiących o jej pogorszeniu) wśród dyrektorów finansowych spadł o ponad połowę. Obecnie wynosi on 12 proc. wobec 26 proc. pół roku wcześniej. Oznacza to, że liczba firm, które wierzą, że ich perspektywy ekonomiczne w roku 2018 będą lepsze niż w roku 2017 jest niższa niż tych, którzy są przeciwnego zdania. Nieznaczny spadek nastrojów nastąpił w całej Europie, w tym w strefie euro o 3 pp. – Średnia optymizmu netto ważonego skalą PKB dla badanych krajów wyniosła 26 proc., o 6 pp. mniej niż poł roku wcześniej. Pojawia się jednak coraz więcej symptomów rozgrzania gospodarki, co może niebawem przełożyć się na jej spowolnienie. To tłumaczy spadający optymizm w poszczególnych krajach. Najwyższy poziom optymizmu netto w Europie wykazują sektory transport i logistyka, turystyka i TMT. Z kolei najniższy poziom notują branża samochodowa, konsumpcyjna i budowlana – zaznacza Julia Patorska, Starszy Menedżer, Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych Deloitte.

Zdaniem dyrektorów finansowych Polska będzie kontynuowała stabilny wzrost PKB na poziomie około 3 proc. 62 proc. dyrektorów przewiduje wzrost nie większy niż 3,5 proc. To mniej niż 3,8 proc. wzrostu, który zawarto w założeniach budżetu państwa. W tej grupie aż 34 proc. wskazuje na wzrost w przedziale 2,5-3,5 proc. Z kolei ponad jedna trzecia dyrektorów (38 proc.) uważa, że poziom PKB przekroczy 3,5 proc. Rosną także oczekiwania dotyczące inflacji. 63 proc. CFO w 2018 roku oczekuje inflacji powyżej 2 proc. Dyrektorzy zakładają więc istotny impuls inflacyjny, który mógłby być efektem wzrostu kosztów płac wynikających z rosnących braków wykwalifikowanej kadry, podniesienia płacy minimalnej, obciążeń Funduszu Ubezpieczeń Społecznych czy też zwiększonego popytu wewnątrz kraju. Większość dyrektorów finansowych (63 proc.) przewiduje, że kurs euro będzie utrzymywał się na podobnym poziomie jak obecnie, w przedziale 4,10-4,30 PLN/EUR. Mimo najniższego w historii poziomu bezrobocia w Polsce, 51 proc. CFO prognozuje nieznaczne, ale dalsze jego obniżenie w tym roku.

Koszty, koszty i jeszcze raz koszty

Zdecydowana większość dyrektorów uważa, że głównie w wyniku zmian na rynku pracy wzrosną koszty działalności (koszty pracy, produkcji, transportu, nieruchomości) oraz koszty środowiska biznesowego (koszty finansowania, kapitału, ale także podatek CIT).

Obecna edycja badania wskazuje również na skłonność do zwiększania ryzyka obciążającego bilans, co oznacza gotowość firm do rozwoju, otwartości na nowe pomysły i inwestycje. Kluczowymi strategiami będzie wzrost przychodów na obecnych rynkach oraz w odpowiedzi na wzrost kosztów operacyjnych, redukcja kosztów pośrednich i bezpośrednich. W co trzecim przypadku takie inicjatywy oznaczać mogą również restrukturyzację. Inwestycje i działalność B+R bardzo rzadko stanowić będą kluczowe czynniki strategii firmy.

74 proc. przedsiębiorstw w Polsce planuje wzrost przychodów, a 36 proc. również wzrost marż. – 11 proc. zakłada niewielki spadek w przychodach. To bardzo dobry sygnał wskazujący, że przedsiębiorstwa w Polsce są coraz silniejsze i stabilne finansowo. Ten rok będzie kolejnym okresem rozwoju inwestycji. Nawet 48 proc. badanych przedsiębiorstw planuje ich wzrost – wyjaśnia Piotr Świętochowski.

Stopniowa adaptacja innowacji

Coraz większa część biznesu na świecie prowadzona jest w rzeczywistości cyfrowej, do której przenoszą się konsumenci, producenci i ich dostawcy. Inwestorzy wyżej wyceniają firmy odnoszące sukces biznesowy z wykorzystaniem technologii cyfrowych. Badanie Deloitte pokazuje, że rozwiązania cyfrowe nie są jeszcze dostatecznie popularne w zakresie wdrażania nowych modeli biznesowych i wykorzystania zasobów ludzkich. Największy ich wpływ oczekiwany jest w obszarze operacji, logistyki i utrzymania majątku (45 proc.) oraz obsługi klienta (42 proc.), gdzie rozwijające się dynamicznie platformy IT dają nowe możliwości usprawnień. Najczęściej wykorzystanie rozwiązań cyfrowych występuje w obszarze usprawnienia procesów (37 proc.). Co ciekawe, podczas gdy prezesi i zarząd są głównym motorem transformacji na poziomie strategicznym, samo wdrożenie jest domeną obszaru IT. Wiele organizacji posiada osobową jednostkę odpowiedzialną całościowo za projekty cyfryzacji.

O badaniu „Deloitte CFO Survey”:

Deloitte CFO Survey to badanie opinii dyrektorów finansowych (CFO) największych firm w Europie. W tej edycji przebadano blisko 1600 osób. Raport Deloitte European CFO Survey przedstawia wyniki badania przeprowadzonego przez firmy członkowskie Deloitte w 20 krajach: Austrii, Belgii, Danii, Finlandii, Francji, Grecji, Niemczech, Irlandii, Islandii, we Włoszech, w Holandii, Norwegii, Polsce, Portugalii, Rosji, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Turcji i Wielkiej Brytanii.

Powrót do normalności

Za nami doba bez ciekawych wydarzeń, co pozwoliło rynkom podtrzymać pozytywny klimat, kontynuować wzrosty cen akcji i rentowności obligacji, a dla FX oznaczało to konsolidację na głównych parach i trochę więcej miłości dla walut ryzykownych. Faza odpoczynku po gorącej końcówce maja trwa w oczekiwaniu na świeże informacje lub zawiązanie jednoznacznego trendu.

Wczoraj dolar wstępnie oddawał pola, ale sytuacja odwróciła się po wejściu do gry Amerykanów. W rezultacie po 24 godzinach widzimy mniej więcej to samo: EUR/USD pod 1,17, USD/JPY pod 110 i GBP/USD nad 1,33. Wahania w ta i z powrotem odzwierciedlają spokojne porządkowanie po wydarzeniach z ostatnich dni. Europejskie ryzyka polityczne zdają się schodzić na dalszy plan, a inwestorzy zamiast szybko przeskoczyć na dyskusję wokół niepewności w relacjach handlowych USA kontra reszta świata, znajdują ukojenie w lepszych danych makro i powiewie zieleni z rynków akcji. Osobiście nie sadzę, aby sielanka trwała długo a wrażliwość na szoki jest wciąż duża, choć w dyskusjach na rynku coraz częściej pojawia się pytanie, czy już zaczynamy okres wakacyjnego spadku zmienności. Z perspektywy tradingowej to niebezpieczne zjawisko, choć jedna z głównych zasad rynku mówi, że kiedy większość uczestników na coś się nastawia, zwykle zaraz zaczyna dziać się odwrotnie.

Na głównych parach inwestorzy czekają na cokolwiek. EUR/USD nie może wybić się ponad 1,1730 i pójść dalej. Wyciszenie kryzysu włoskiego daje podstawy do odreagowania, a jednak w handlu nie widać odrobiny przekonania, że warto ciągnąć wzrosty. Wygląda na to, że rynek stracił zaufanie do fundamentów i to patrząc ponad czynniki polityczne. Jeśli wrócimy do bilansu ryzyk sprzed dwóch tygodni, stoimy przed bladym obrazem kondycji makro, która wiąże ręce EBC i opóźnia proces normalizacji polityki pieniężnej. Choć po fatalnej serii z pierwszego kwartału teraz powinno być łatwiej o pozytywne zaskoczenia, inwestorzy (i pewnie sam EBC) potrzebują dowodu wzmocnienia ożywienia, by dyskontować lepszy profil ryzyk dla EUR. Na to jednak potrzeba czasu i danych. Dzisiejsze odczyty PMI i sprzedaż detaliczna z Eurolandu mogą być pierwszym przebłyskiem poprawy.
Zdecydowanie więcej z wyciszenia europejskich ryzyk politycznych mogą wyciągnąć lokalne waluty ryzykowne. SEK i NOK zwykle mocniej reagują na skoki awersji do ryzyka, więc ocieplenie klimatu inwestycyjnego wzmacnia ich rajd ulgi. Dodatkowo wzrosty rynku akcji także dają sygnał, że jest miejsce dla dalszej aprecjacji ryzykownych walut. Dotyka to też aktywa rynków wschodzących, co widać po wyraźnym odbiciu złotego. EUR/PLN od piątku spadł już 5 groszy i jeśli nastroje zewnętrzne się utrzymają impet ruchu może go zaprowadzić do 4,25. Gorzej mogą się mieć bezpieczne przystanie, jak JPY i CHF. Im mniej włoskiego tematu w mediach, tym lepszy klimat do wzrostów EUR/CHF z powrotem ponad 1,16, a zatem i wzmocnienia spadków CHF/PLN. USD/JPY z kolei nie może przebić się przez 110 pomimo pozytywnego sygnału ze strony rajdu S&P500 i rynek najwidoczniej czeka na bardziej zdecydowany impuls z rynku długu USA. Rentowność 10-letnich obligacji jest obecnie na 2,93 proc. i być może kolejny atak na 3 proc. obudziłby popyt na FX.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Powrót do uranu

Intensyfikacja prac nad wzbogacaniem uranu, wybory na Słowenii, indeksy PMI oraz mocniejszy złoty.

Chamenei na kursie kolizyjnym

            Rośnie napięcie wokół Teheranu. Po tym, jak w zeszłym miesiącu Donald Trump zapowiedział wycofanie się z porozumienia atomowego, przyszłość tej umowy zawisła na włosku. Zwłaszcza że prezydent USA zapowiedział nie tylko powrót do sankcji, ale również “ukaranie” państw współpracujących z Iranem. Europa długo walczyła, by kompromis z 2015 roku funkcjonował bez Amerykanów, jednak wczorajsza decyzja Teheranu definitywnie go przekreśla. Rzecznik irańskiej organizacji ds. energii atomowej Behrouz Kamalvandi ogłosił w poniedziałek rozpoczęcie procesu zwiększania zdolności produkcji sześciofluorku uranu, który może być wykorzystywany także przy produkcji broni atomowej. Ta decyzja znów podgrzeje atmosferę na Bliskim Wschodzie, która i bez tego ostatnio jest bardzo gorąca. Wystarczy wspomnieć, że pod koniec ubiegłego tygodnia król Arabii Saudyjskiej Salman zagroził interwencją wojskową w Katarze, jeśli ten nie zrezygnuje z zakupu rosyjskiego systemu rakietowego. Półwysep Arabski znów ciężko pracuje na miano beczki prochu, co już teraz wpływa na ceny ropy, a przy dalszej eskalacji konfliktów może uderzyć także w rynek walutowy.

Słoweńcy poszli w ilość

            Cała Europa ostatnio żyła impasem politycznym we Włoszech, teraz kolejny kraj strefy euro może mieć problemy z powołaniem rządu. W Słowenii do parlamentu dostało się 9 ugrupowań, co jest swoistym rekordem. Co więcej wybory wygrała nacjonalistyczna partia SDS, która podobnie jak włoski R5G grała antyimigracyjną kartą. Takich podobieństw jest więcej, choćby fakt, że na drugim miejscu znalazła się antysystemowa lewicowa partia Marjana Szareca. W Lubljanie jednak w przeciwieństwie do Rzymu nie dojdzie do mariażu wody z ogniem. SDS prawdopodobnie nie będzie w stanie zebrać większości, więc obecnie najbardziej prawdopodobny scenariusz to powołanie koalicji centrolewicowej w skład której wejdzie aż pięć partii. Historia pokazuje, że takie rządy są wyjątkowo podatne na wszelkie wstrząsy, co może zakończyć się kolejnymi przedterminowymi wyborami. Słowenia jeszcze nie tak dawno, bo w 2013 roku stała na krawędzi potężnego kryzysu finansowego. System bankowy przeżywał potężne problemy, a rentowności długu przekraczały 7%. Teraz paniki jeszcze nie widać, ale warto bacznie się przyglądać, zwłaszcza że jest to kolejny kraj strefy euro, który ma problemy ze stworzeniem rządu.

W kalendarzu króluje PMI

            We wtorek nie brakuje odczytów makroekonomicznych. Z samego rana bank centralny Australii podjął decyzję o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Na Węgrzech finalny odczyt potwierdził delikatne zwolnienie miejscowego PKB. Większość rynku skupi jednak swoją uwagę na odczytach PMI dla usług w Europie, które są coraz niższe. Dzisiaj poznamy jeszcze odczyty dotyczące sprzedaży detalicznej w strefie euro oraz raport ISM ze Stanów.

Złoty pozostaje dzisiaj względnie stabilny, nieznacznie tylko tracąc na szerokim rynku. Prawdopodobnie jest to po prostu reakcja na wczorajsze wyraźne umocnienie naszej waluty. Dolar kosztuje obecnie 3,65 zł, euro po tym jak w dwa dni potaniało o blisko 5 groszy, teraz wyceniane jest na 4,27 zł. Za funta zapłacimy 4,87 zł, a szwajcarski frank kosztuje niecałe 3,70 zł.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Czy opieka naprzemienna rozwiąże problem alimentów?

Zakończył się termin opiniowania projektu nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, którego celem jest zmiana zasady opieki nad dziećmi po rozwodzie rodziców tak, aby sądy orzekały w pierwszej kolejności pieczę naprzemienną. Z badania BIG InfoMonitor wynika, że takie rozwiązanie ma wśród Polaków 43 proc. zwolenników i 31 proc. przeciwników, co czwarty respondent nie ma na ten temat zdania.

Upowszechnienie orzekania opieki naprzemiennej przynajmniej w pewnym stopniu m.in. ograniczyłoby skalę problemu niepłacenia alimentów na dzieci po rozstaniu rodziców. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, rodziców niepłacących alimentów wciąż przybywa, w porównaniu z grudniem, w maju było ich o 4 tys. więcej – 314 541 dłużników. Łączny dług rodziców unikających łożenia na potomstwo wzrósł o 440 mln zł i przekroczył – 11,6 mld zł. Organizacje kobiece szacują, że w Polsce bez finansowego wsparcia jednego z rodziców wychowuje się około 1 miliona dzieci.

Z danych przytoczonych w uzasadnieniu projektu zmiany art. 58 § 1a Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego przygotowanego przez Senacką Komisję Praw Człowieka, Praworządności i Petycji wynika, że w 2011. około 22 proc. z prawie 7 mln dzieci w wieku do 18 lat mieszkało z jednym z rodziców (w tym 20 proc. z matką, a około 2 proc. z ojcem).

Celem senackiego projektu jest wprowadzenie, jako priorytetowej, możliwości orzekania opieki naprzemiennej, czyli powierzenia przez sąd wykonywania władzy rodzicielskiej obojgu rodzicom oraz określenia wykonywania opieki nad dzieckiem w ten sposób, że dziecko będzie mieszkało przemiennie z każdym z rodziców w porównywalnych okresach, z wyjątkiem przypadku, gdy jedno z rodziców mieszka za granicą. Senacka Komisja proponuje również, aby rodzice, którzy wspólnie wykonują władzę rodzicielską, wzajemnie informowali się o bieżących sprawach dziecka oraz przekazywali jego dokumenty, np. dowód osobisty czy dokumentację medyczną. Projekt realizuje petycję „Stop alienacji rodzicielskiej”, pod którą podpisało się ponad tysiąc osób. 3 czerwca minął termin jego opiniowania.

Stosunek Polaków do pieczy naprzemiennej

BIG InfoMonitor podejmował temat opieki naprzemiennej (a zgodnie z terminologią prawną pieczy naprzemiennej) w jednym z badań: „Stosunek Polaków do dłużników alimentacyjnych”. Badanie pokazało, że zwolennicy pieczy naprzemiennej mają niewielką przewagę nad przeciwnikami takiej formy opieki nad dziećmi. Z 1100 respondentów, 43 proc. wskazało, że są za pieczą naprzemienną. Przy czym zdecydowanie częściej pozytywny stosunek do tego rozwiązania mieli mężczyźni, wśród których co drugi uważał, że jest to dobre rozwiązanie. Przeciwnych pieczy naprzemiennej jest 31 proc. badanych, zdecydowanie częściej przeciw są kobiety, wśród których takie rozwiązanie krytykuje 40 proc. Uwagę zwraca duża grupa osób, które nie mają zdania w tej sprawie – aż 26 proc. ankietowanych.

Z danych BIG InfoMonitor na temat dłużników alimentacyjnych nie płacących na rzecz Funduszu Alimentacyjnego, który to wyręcza ich w łożeniu na dzieci widać, że problem dotyczy prawie wyłącznie mężczyzn – 94,7 proc. Jedynie 5,3 proc. niepłacących alimentów, zgłoszonych do rejestru to kobiety.

grafika.jpg

W opinii Katarzyny Tatar ze Stowarzyszenia Alimenty To Nie Prezenty piecza naprzemienna jest dobrym rozwiązaniem o ile u podstaw rozpadu związku nie leżą problemy jakie ma ze sobą jedna ze stron. – Zazwyczaj jednak jeden z rodziców ma problemy z przemocą, alkoholem czy narkotykami i wówczas o takim rozwiązaniu nie może być mowy, albo też nie chce opiekować się dziećmi. Kolejnym ważnym elementem dla orzeczenia o opiece naprzemiennej są warunki mieszkaniowe i odległość domów obojga rodziców po rozstaniu – mówi Katarzyna Tatar. Jej zdaniem nawet jednak w przypadku sprawowania pieczy naprzemiennej trudno będzie uniknąć orzekania o alimentach, których egzekwowanie, jak sama doświadcza jest niezwykle trudne. – Mimo, że zaostrzyły się przepisy kodeksu karnego, to nie zmieniło się podejście sędziów do tego przestępstwa – zauważa.

Jak to obecnie wygląda w praktyce?

Wprowadzenie wskazania orzekania opieki naprzemiennej, jako priorytetowego sposobu sprawowania władzy rodzicielskiej, jest zbędne, gdyż taki sposób opieki jest już dopuszczalny i stosowany, a nadto w praktyce zainteresowanie stron takim sposobem sprawowania pieczy jest sporadyczne – uważa Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”.

Sądy niechętnie orzekają pieczę naprzemienną, jeśli już to jedynie w przypadku, jeżeli jest ona wynikiem porozumienia rodziców. Rozwiązaniem tym częściej zainteresowani są mężczyźni, ze względu na to, że częściej też są dyskryminowani przy ustalaniu opieki nad dziećmi.

– Nie ulega wątpliwości, iż podstawową zasadą, którą należy się kierować przy dokonywaniu zmiany prawa dotyczącej tak istotnego zagadnienia, jak ustalenie obowiązujących zasad orzekania o pieczy nad dzieckiem, jest dobro tegoż dziecka. Z tego względu uznać należy, że wprowadzenie do systemu prawnego priorytetu orzekania „opieki naprzemiennej”, powinno zmierzać przede wszystkim do zagwarantowania dziecku prawa do wychowania przez oboje rodziców, tym samym zapobiegać powstawaniu w wyniku rozwodów tzw. „półsierot”. Jednocześnie może pomóc w rozwiązaniu kwestii dłużników alimentacyjnych, ponieważ zapewnia rozłożenie codziennych kosztów wychowania i utrzymania, nie rozwiązując jej jednak w całości, ponieważ pozostaje problem rozliczenia większych wydatków (np. opłata za wyjazd wakacyjny) – zauważa radca prawny Agnieszka Czajkowska-Zawada. Jej zdaniem kwestia priorytetowego orzekania pieczy naprzemiennej powinna przed jej wprowadzeniem zostać poddana pogłębionym analizom i badaniom nie tylko pod najistotniejszym kątem prawnym, ale także psychologicznym i pedagogicznym (zmierzającym do ustalenia, czy piecza naprzemienna jest najkorzystniejszym rozwiązaniem dla prawidłowego rozwoju dziecka), oraz pod względem praktycznym. Bez takich analiz nie jest możliwe uznanie zasadności pozbawienia sądów powszechnych pełnej swobody orzeczniczej, z uwzględnieniem indywidualnych okoliczności danej sprawy, a wprowadzenie zmiany uznać należy za przedwczesne.

Taki model opieki nie zawsze się sprawdza

Projekt zaopiniowało 10 instytucji w tym trzy ministerstwa, o jednogłośnym poparciu nie ma mowy.

W stanowisku do którego odwołuje się Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” w opinii do obecnych założeń projektu nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, można przeczytać, że

„Piecza naprzemienna powinna być orzekana niezwykle wyjątkowo, z dużą ostrożnością w odniesieniu do konkretnego przypadku, ponieważ sąd powinien mieć pewność, iż rodzice dają gwarancję stałej współpracy we wszystkich sprawach dotyczących dziecka. (…) W krajach które zdecydowały się na wprowadzenie pieczy naprzemiennej, orzeczenie poprzedzone jest badaniami biegłych, którzy (…) oceniają czy rodzice dają zbliżone gwarancje wychowawcze oraz czy będą stale współpracować w sprawach dotyczących dziecka, a przede wszystkim, czy orzeczenie pieczy naprzemiennej jest zgodne z dobrem dziecka. Badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych wskazują, iż około 30 proc. przypadków, po upływie roku od daty wydania takiego orzeczenia, kończy się w sądzie rodzinnym orzeczeniem, które powoduje wspólną władzę rodzicielską obojga rodziców, z ustaleniem miejsca pobytu dziecka wyłącznie u jednego z nich. Należy wskazać, iż również w Stanach Zjednoczonych piecza naprzemienna nie jest wcale regułą. Zasadą natomiast jest, że oboje rodzice mają wspólną władzę rodzicielską. Takie rozwiązanie nie powoduje dyskryminacji drugiego rodzica w świetle prawa, natomiast w wielu przypadkach okazuje się orzeczeniem najlepszym z uwagi na dobro dziecka”.

Według danych GUS w 2016 r. doszło do rozwodów 63 497 małżeństw. Prawie 59 proc. (37 288) z nich posiadało 54,7 tys. małoletnich dzieci. W latach 2007–2016 liczba dzieci z małżeństw rozwiedzionych wahała się od około 52 do około 59 tys., średnio w tym okresie wynosiła około 55,5 tys.

W 2016 r. w przypadku rozwiedzionych małżeństw władzę rodzicielską i opiekę nad dziećmi na podstawie decyzji sądu powierzono:

* matce: 17 395 (46,65 proc.),

* ojcu: 1 480 (3,97 proc.),

* razem matce i ojcu: 17 753 (47,61 proc.). Brak tu jednak informacji, z którym z rodziców dziecko mieszka przez większość czasu.

* oddzielnie matce i ojcu (jeśli małżeństwo posiadało dwoje lub więcej dzieci): 250 (0,67 proc.),

* placówce wychowawczej lub rodzinie zastępczej (0,95 proc.),

* inne przypadki: 57 (0,15 proc.).

Rejestr z niepłacącymi alimentów będzie dostępny dla każdego

Rozwiązanie problemu niepłacenia alimentów, po części ma wspomóc powstanie Krajowego Rejestru Zadłużonych. W publicznej bazie, dostępnej przez internet, znajdą się m.in. informacje o dłużnikach alimentacyjnych. Rejestr ma ruszyć w lutym 2019 r.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiedziało natomiast, że od października 2019 r. podwyższy próg dochodowy od którego można będzie się ubiegać o wypłatę alimentów z Funduszu Alimentacyjnego w sytuacji, gdy od pół roku świadczeń nie płaci rodzic. Limit – 725 zł netto na osobę w gospodarstwie domowym, ma zostać podniesiony do 800 zł. Obecny obowiązuje od października 2008 r., kiedy to ponownie zaczął działać FA.

Polski Program Kosmiczny ruszy we wrześniu 2018 roku. Zakłada m.in. budowę narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi

Polski Program Kosmiczny ruszy we wrześniu 2018 roku. Zakłada m.in. budowę narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi 7

Polska Agencja Kosmiczna zapowiada, że Krajowy Program Kosmiczny ruszy już we wrześniu 2018 roku. Projekt uzyskał najwyższy priorytet i zakłada m.in. budowę narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi, a także stworzenie systemu wczesnego ostrzegania przed ewentualnymi zderzeniami satelitów na orbicie. Ponadto istotnym celem jest wykształcenie odpowiednich kadr, wsparcie nauki i zwiększenie konkurencyjności na polskim rynku kosmicznym. Zgodnie z założeniami rządu do 2020 roku mamy generować 3 proc. przychodów europejskiego rynku kosmicznego.

– Polski Program Kosmiczny zostanie skorelowany i skoordynowany w krótkim czasie, prawdopodobnie do września tego roku. Będzie się nazywać Priorytetowym Polskim Programem Kosmicznym, który będzie obejmować następne 2–3 lata. W tym czasie zostanie stworzony kompleksowy program, obejmujący perspektywę 15 lat – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. Grzegorz Brona, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej.

Projekt Krajowego Programu Kosmicznego został opracowany w grudniu 2017 roku i poddany konsultacjom, które zakończyły się w kwietniu tego roku. Wykazały one, że pominięto ważne aspekty przy tworzeniu KPK, w tym zabezpieczenie odpowiednich funduszy i zasobów na jego realizację. Zapadła więc decyzja o wyłączeniu części działań z Krajowego Programu Kosmicznego, zwerbowaniu całego środowiska do wsparcia i skupieniu się na innych fragmentach programu.

– Krajowy Program Kosmiczny definiuje z jednej strony system wsparcia polskich podmiotów sektora, tak żebyśmy mogli nadgonić sektory zagraniczne, z drugiej strony definiuje zapotrzebowanie krajowe na zdolności czy produkty sektora. Róbmy to, co możemy zrobić w tej chwili dla sektora, nie koncentrujmy się na zadaniach wymagających dłuższej perspektywy, po prostu sektor tego potrzebuje – twierdzi Grzegorz Brona.

Istotnym celem KPK jest edukacja i kształcenie kadr. Według prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej w Polsce brakuje aktualnie kadr, by realizować duże projekty kosmiczne. Ważnym celem jest także wsparcie nauki i kontynuacja obecności naukowych satelitów na orbicie (obecnie mamy dwa takie satelity, których okres funkcjonowania kończy się ok. 2020 roku. W ramach KPK planuje się także wsparcie polskiego przemysłu, który w znacznej mierze wciąż nie jest konkurencyjny w sektorze kosmicznym.

– Firmy, z którymi walczymy na arenie międzynarodowej, to firmy francuskie czy niemieckie, które mają o 50 lat więcej kosmicznego doświadczenia. Trzeba stworzyć odpowiednie ramy wsparcia krajowego, które pozwolą firmom przenieść się na wyższy poziom gotowości technologicznej – twierdzi prezes Polskiej Agencji Kosmicznej.

Jednym z celów programu ma być budowa kompetencji umożliwiających zabezpieczenie potrzeb kraju w zakresie technologii satelitarnych, w tym m.in. poprzez budowę narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi, a także stworzenie systemu wczesnego ostrzegania przed ewentualnymi zderzeniami satelitów na orbicie. Istotne z punktu widzenia zwłaszcza polskich przedsiębiorstw jest również znalezienie się w strukturach międzynarodowych.

– W 2021 roku rusza nowa perspektywa finansowania UE, ruszają nowe programy kosmiczne, zarówno związane ze zobrazowaniem ziemi, z nawigacją, z systemami wczesnego ostrzegania przed zagrożeniami z kosmosu, z systemami rakietowymi. Trzeba się tam odpowiednio odnaleźć, trzeba nasze podmioty ulokować w tych programach, tak żebyśmy mogli czerpać odpowiedni zwrot do naszej składki, którą płacimy do UE – przekonuje Grzegorz Brona.

Zgodnie z założeniami Polskiej Strategii Kosmicznej polski przemysł kosmiczny ma mieć w 2030 roku trzyprocentowy udział w rynku europejskim. Według analityków Bank of America Merrill Lynch w ciągu najbliższych 30 lat wartość światowej branży kosmicznej może wynieść 2,7 bln dol.

Innowacyjne wizytówki z chipem automatycznie wyświetlą dane na smartfonie rozmówcy

Innowacyjne wizytówki z chipem automatycznie wyświetlą dane na smartfonie rozmówcy 8

Dzięki najnowszym technologiom wymiana danych pomiędzy kontrahentami czy rozmówcami może odbywać się już w sposób całkowicie cyfrowy, wystarczy przesłać elektroniczną wizytówkę ze smartfona na smartfon. Tradycyjne wizytówki wciąż jednak spełniają swoją rolę, zwłaszcza na różnego rodzaju konferencjach czy targach. Polski start-up Insbird połączył formę tradycyjnej wizytówki z elektroniczną, tworząc innowacyjne wizytówki z wbudowanym chipem NFC. Zawarte w nich dane po zbliżeniu do smartfona automatycznie pojawią się na jego ekranie i zapiszą w jego pamięci. W przyszłości możliwe są jeszcze bardziej zaawansowane sposoby wymiany danych między ludźmi.

Termin „elektroniczna wizytówka” kojarzony jest głównie z formą przekazywania danych kontaktowych poprzez pliki formatu vCard. Są one obsługiwane m.in. przez smartfony. Jakiś czas temu na rynku zaczęły się pojawiać też elektroniczne wizytówki w formie karty z wyświetlaczem ciekłokrystalicznym, na którym wyświetlały się dane kontaktowe. Dziś możemy już jednak przekazywać nasze dane w zupełnie inny sposób.

– Wizytówki Insbird to zbliżeniowe wizytówki, które opierają się na technologii NFC, czyli komunikacji bliskiego pola. Oznacza to, że po zbliżeniu wizytówki do telefonu dane pojawiają się na nim w wersji elektronicznej. Są one w pełni interaktywne, więc jeżeli naciśniemy na numer telefonu – zadzwonimy, naciśniemy na adres e-mail – wyślemy e-maila. Co więcej, jeżeli zmienimy jakiekolwiek dane, automatycznie zaktualizują się wśród klientów, którzy posiadają taką wizytówkę ­– mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Bojarski, prezes Insbird.

Wizytówka jest zbudowana z wysokiej jakości papieru, w który wbudowany jest chip NFC (Near Field Communications). Wymiana danych między wizytówką a telefonem odbywa się w sposób automatyczny, a dane wyświetlane są na ekranie smartfona (z Androidem), nawet jeśli nie jest zainstalowana na nim specjalna aplikacja. Właściciel wizytówki może dodatkowo zarządzać zawartymi na niej danymi z poziomu aplikacji insBusinessCard, która pozwala między innymi na aktualizację danych. Chip NFC jest pobudzany poprzez pole magnetyczne wytwarzane przez telefon, zatem wizytówka nie potrzebuje do działania baterii.

– Wizytówki umożliwiają nam łatwiejszą wymianę danych kontaktowych, gdyż nie musimy przepisywać imienia, nazwiska, numeru telefonu z papierowej wizytówki, tylko po zbliżeniu wizytówki Insbird do telefonu automatycznie te dane pojawiają się na telefonie oraz synchronizują się z danymi w naszej książce telefonicznej. Zmierzamy do tego, by wystarczyła jedna, uniwersalna wizytówka, z którą chodzilibyśmy po całej konferencji i moglibyśmy wymieniać się nią elektronicznie – twierdzi Łukasz Bojarski.

Propozycja Insbird jest już dostępna na rynku, cena to 149 zł za sto wizytówek. W przyszłości będziemy mogli wymieniać się danymi w jeszcze prostszy sposób. Współpracujący z Google projektant rozwiązań elektronicznych Hideaki Matsui opracował koncepcję pierścieni informacyjnych, przypominających wyglądem zwykłą biżuterię. Wymiana danych odbywa się w nich również poprzez zbliżenie, na przykład przy uścisku dłoni, a zasilanie zapewnia ciepło ciała noszącego je użytkownika.

Według prognoz Cisco mobilny ruch danych wzrośnie do 2021 roku do wartości 49 eksabajtów miesięcznie. W 2017 roku ze smartfona korzystało około 2,3 mld osób.

Polska aplikacja pozwoli zamówić zdjęcie zrobione w kosmosie. Spectator pozwala monitorować wybrane obszary na Ziemi

Polska aplikacja pozwoli zamówić zdjęcie zrobione w kosmosie. Spectator pozwala monitorować wybrane obszary na Ziemi 9

Ze zdjęć satelitarnych korzystamy coraz częściej i chętniej. Dzięki obrazowaniu z kosmosu można obejrzeć nawet najdalej położone zakątki świata. Mamy wielką infrastrukturę orbitujących satelitów, problemem jednak jest dostępność i zarządzanie danymi. Nowa aplikacja ułatwia korzystanie z danych satelitarnych i pozwala zamówić zdjęcie satelitarne z kosmosu. Takie zdjęcie może zamówić każdy, nawet w celach czysto rozrywkowych, ale twórcy aplikacji chcą, aby była wykorzystywana do ważniejszych celów, np. monitorowania nielegalnej wycinki lasu.

– Spectator jest aplikacją internetową, która umożliwia robienie zdjęć z orbity w czasie rzeczywistym. Śledzimy satelity w czasie rzeczywistym, żeby wiedzieć, w którym miejscu znajdują się aktualnie na orbicie, nad jakim obszarem, oraz kiedy będą dostępne dane dla tych satelitów. Użytkownik może wybrać dowolny obszar, a my podamy informację, kiedy takie zdjęcie może być zrobione – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Waldemar Franczak, prezes Spectator.

Zdjęcia satelitarne weszły już praktycznie do codziennego użycia. Ułatwiają planowanie podróży, dostęp do interesujących miejsc, pozwalają przewidzieć możliwe katastrofy naturalne. Ogromna liczba satelitów i gromadzonych danych nawet dla ekspertów było do tej pory trudno dostępna. Obecnie zdjęcie z kosmosu może zamówić sobie każdy, choć najczęściej wykorzystywane są one do pracy.

– Jesteśmy otwarci na to, żeby korzystać z tego rozwiązania dla zabawy, natomiast są przypadki, w których może to być bardziej przydatne. Naszym celem jest stworzenie na tyle prostego rozwiązania, żeby ludzie byli w stanie wymyślać własne aplikacje i żeby mogli z tego korzystać w taki sposób, w jaki korzystają z GPS, mimo że jest to dość zaawansowana technologia – mówi Waldemar Franczak.

Zdjęcia satelitarne pozwalają wygenerować istotne informacje. Pozwalają zwiększyć bezpieczeństwo czy zarządzać środowiskiem. Dzięki nim można szybciej i sprawniej reagować w razie wystąpienia katastrof naturalnych, monitorować czystość wód czy powietrza. Liczba zastosowań jest praktycznie nieograniczona.

– Klient korzysta z naszego rozwiązania jako silnika dla swojej aplikacji, pozwalamy w łatwy sposób tworzyć plany obrazowania dla danego obszaru. Jednym z zastosowań jest monitorowanie wycinki lasów. W Ameryce Południowej nasze rozwiązanie jest używane do detekcji nielegalnej wycinki obszarów zalesionych. Pomaga to w zwalczaniu tego typu przestępczości – wskazuje ekspert.

Dzięki aplikacji Spectator można wybrać interesujące satelity i obszary, ale można również przeglądać publiczne kanały. Kanał Sentinels w ramach europejskiego programu Copernicus pozwala śledzić konstelację Sentinel do obserwacji Ziemi, na kanale FreeData można śledzić tylko te satelity, które wytwarzają otwarte dane, zaś w kanale Commercial można pozyskać dane komercyjne. Można także stworzyć swój własny kanał. Jakość pozyskiwanych zdjęć z kosmosu zależy od rodzaju działalności.

– Zdjęcia Komisji Europejskiej z konstelacji Copernicus mają rozdzielczość dziesięciometrową, natomiast zdjęcia komercyjne oferują najlepszą dostępną rozdzielczością – aktualnie jest to około 30 cm. Jeżeli mamy rozdzielczość dziesięciometrową, to jesteśmy w stanie zobaczyć budynki, przy rozdzielczości 30 cm, można już zobaczyć grupę ludzi i samochody – podkreśla Waldemar Franczak.

Według indeksu obiektów wprowadzonych do kosmosu przez Biuro ONZ ds. Przestrzeni Kosmicznej (UNOOSA), obecnie na orbitę planety przypada ponad 4,6 tys. satelitów. Satelitów jest jednak znacznie więcej, na orbicie krąży też wiele prywatnych satelitów do celów komercyjnych. Dzięki aplikacji Spectator można zamówić zdjęcie z kosmosu – uzyskać dostęp do wszystkich satelitów i robić zdjęcia wybranych obszarów.

Polacy to jeden z najbardziej zapracowanych narodów świata. Liczba przepracowanych godzin nie idzie jednak w parze z efektywnością

Polacy to jeden z najbardziej zapracowanych narodów świata. Liczba przepracowanych godzin nie idzie jednak w parze z efektywnością 10

Pracujemy coraz więcej, głównie w nadziei na podwyżkę i awans. Im dłużej siedzimy w pracy, tym mniej jesteśmy jednak efektywni. Zdecydowana większość pracowników może efektywnie pełnić obowiązki zawodowe przez 6–7 godzin dziennie. Rozwiązaniem może być więc skrócenie czasu pracy ze standardowych 8 godzin. To istotne zwłaszcza dla młodego pokolenia, które stawia na równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. Skrócenie dnia pracy może się nie sprawdzić we wszystkich branżach, ale tam, gdzie liczy się efektywność, może okazać się strzałem w dziesiątkę.

– W Social Tigers sześciogodzinny dzień pracy funkcjonuje już 1,5 roku. Trzeba przyznać, że jest to rozwiązanie, które na pierwszy rzut oka może się wydawać idylliczne, ale rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana. To rozwiązanie, które wymaga bardzo dobrej organizacji pracy i powoduje, że więcej rzeczy trzeba zrobić w krótszym czasie, więc na pewno nie jest to rozwiązanie dla każdego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Franciszek Georgiew, założyciel agencji marketingowej Social Tigers.

O skróceniu czasu pracy marzy większość z nas. Zwłaszcza że Polacy to jeden z najbardziej zapracowanych narodów świata. Jak wynika ze statystyk Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), w 2017 roku statystyczny Polak przepracował średnio 1928 godzin. Dłużej od nas pracowali tylko Chilijczycy, Rosjanie, Grecy, Koreańczycy, Kostarykańczycy i Meksykanie, a najmniej, bo 1363 godziny, Niemcy. Liczba przepracowanych godzin nie idzie jednak w parze z efektywnością. Badania potwierdzają, że niewiele osób jest w stanie przez 8 godzin skupić się na pracy. Najczęściej pracujemy efektywnie tylko przez 6–7 godzin.

– Decyzję o wprowadzeniu sześciogodzinnego dnia pracy podjąłem ze względu na to, że w branży reklamowej i tak jest często konieczność robienia nadgodzin, więc potrzeba elastycznych godzin pracy. Dlatego jeśli nie musimy siedzieć w biurze, bo nie ma nic do roboty, to nie siedźmy w nim, a zachowajmy te siły na moment, kiedy jest to naprawdę potrzebne. Z perspektywy pracodawcy na pewno mamy do czynienia z jednym bardzo ważnym wyzwaniem – jest to lepsza organizacja pracy – tłumaczy Franciszek Georgiew.

Próby skrócenia czasu pracy trwają od lat. W 2000 roku Francja wprowadziła 35-godzinny tydzień pracy. Z kolei w 2014 roku w Szwecji prowadzono eksperyment, w ramach którego część pielęgniarek miała pracować krócej i za te same pieniądze, co pozostałe osoby. Jego wyniki wskazywały, że krótszy dzień oznaczał rzadsze zwolnienia lekarskie i lepsze podejście do pracy.

W Polsce wciąż jeszcze powszechne jest przekonanie, że dobry pracownik to ten, który siedzi przy biurku sumiennie 8 godzin. Pracodawcy rzadko sprawdzają faktyczną efektywność. Tymczasem w branżach, gdzie liczą się przede wszystkim efekty, a niekoniecznie poświęcony czas, skrócenie tygodnia pracy może mieć pozytywne skutki.

– Z perspektywy pracownika na pewno mamy do czynienia z większą przestrzenią po godzinach, którą możemy wykorzystać na realizację swoich prywatnych projektów, ambicji czy zainteresowań. Oprócz tego na pewno zwiększa się więź tej osoby z pracą, czujemy się bardziej zaangażowani w to, co robimy, z racji tego, że czujemy większą wolność – wskazuje założyciel Social Tigers.

Raport Deloitte „Pierwsze kroki na rynku pracy 2018” wskazuje, że najważniejszym czynnikiem przy wyborze miejsca pracy są oprócz możliwości rozwoju, dobra atmosfera w pracy i relacje z innymi. Milenialsi nie chcą stawiać pracy na pierwszym miejscu, zależy im na zachowaniu równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. W przeciwieństwie do wcześniejszych pokoleń nie stawiają pracy na pierwszym miejscu i unikają nadgodzin. Dla nich skrócony czas pracy jest idealnym rozwiązaniem.

– Moim zdaniem są dwie główne zalety sześciogodzinnego dnia pracy. To większe zaangażowanie pracowników i efektywność na godzinę pracy. Druga sprawa, że zmusza to firmę do wprowadzania wielu innowacyjnych rozwiązań przy organizacji pracy, dzięki czemu proces profesjonalizacji firmy może bardzo mocno przyspieszyć. Wśród słabszych stron tego rozwiązania wymieniłbym większy stres, ponieważ liczba obowiązków nagle się przez to nie zmniejsza. Dlatego uważam, że nie jest to rozwiązanie dla każdej branży – ocenia Franciszek Georgiew.

Co trzeci polski start-up korzysta z pomocy aniołów biznesu. Inwestorzy najchętniej finansują nowe technologie i opiekę medyczną

Co trzeci polski start-up korzysta z pomocy aniołów biznesu. Inwestorzy najchętniej finansują nowe technologie i opiekę medyczną 11

Aniołowie biznesu są w Polsce coraz bardziej aktywni. Z pomocy krajowych lub zagranicznych aniołów skorzystało rok temu 33 proc. polskich start-upów – wynika z danych fundacji Startup Poland. Dane EBAN pokazują, że trzy najchętniej finansowane przez anioły branże to technologia, ICT i healthcare. Wiceprezes największej w Europie organizacji zrzeszającej anioły biznesu ocenia, że najbliższych pięć lat będzie obiecujących dla całego regionu CEE, a Polska jest pierwszym branym pod uwagę kierunkiem inwestycji.

– Na rynku Europy Środkowo-Wschodniej znajdziemy cały przekrój sektorów, więc inwestorzy mają w czym wybierać. Największym zainteresowaniem – jak powszechnie wiadomo – cieszy się branża ICT. Gwarantuje ona szybki zwrot z inwestycji, co ma niebagatelne znaczenie w ryzykownym świecie inwestycji. Przeciętny inwestor musi czekać od 7 do 10 lat, aby zwróciły mu się zainwestowane pieniądze. To dużo czasu, więc każdy szuka takich inwestycji, na których może zarobić możliwie jak najszybciej i z obopólną korzyścią dla przedsiębiorcy i inwestora – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Panos Ketikidis, wiceprezes Europejskiej Sieci Aniołów Biznesu (EBAN).

Dla start-upów i początkujących biznesów jednym ze sposobów pozyskania kapitału na rozwój są aniołowie biznesu (ang. business angel, angel inwestor). To prywatni inwestorzy, którzy z własnych środków inwestują w przedsięwzięcie, najczęściej we wczesnej fazie jego rozwoju (zasiewu i startu), obejmując w zamian określoną liczbę udziałów. Przeważnie są to doświadczeni przedsiębiorcy, którzy z zyskiem wyszli z poprzednich projektów. Poza pieniędzmi użyczają też swojego doświadczenia, kontaktów biznesowych, zapewniają merytoryczne wsparcie i doradztwo.

Z pomocy aniołów na starcie korzystał m.in. Apple czy Amazon. Tacy inwestorzy funkcjonują w pojedynkę albo są zrzeszeni w Sieci Aniołów Biznesu. Zwykle działają w sposób mniej sformalizowany, podejmując decyzję inwestycyjną bardziej na podstawie swojego doświadczenia i intuicji niż wielostronicowych analiz, raportów i biznesplanów. Dzięki temu łatwiej jest również negocjować warunki wsparcia i późniejszego wyjścia z inwestycji, ponieważ aniołowie biznesu są bardziej elastyczni niż np. fundusze inwestycyjne działające według ścisłych reguł.

– Perspektywy rynku Europy Środkowo-Wschodniej na kolejnych pięć lat są bardzo obiecujące, co skłania do inwestycji. Żeby móc działać i realizować swoje cele, inwestorzy potrzebują odpowiedniej infrastruktury, swoistego ekosystemu. Potrzebujemy przedsiębiorców, wsparcia rządu, współpracy branżowej i dobrych uczelni wyższych, które zapewnią młodym ludziom umiejętności niezbędne do osiągania sukcesów w świecie biznesu – podkreśla prof. Panos Ketikidis.

EBAN (European Business Angel Network) jest największą w Europie organizacją zrzeszającą aniołów biznesu, liczącą ponad 150 organizacji członkowskich w ponad 50 krajach, które inwestują w innowacyjne przedsięwzięcia średnio około 7,5 mld euro rocznie. Wiceprezes EBAN prof. Panos Ketikidis ocenia, że region CEE jest dla inwestorów bardzo interesującym kierunkiem, a tutejsze przedsiębiorstwa dobrze radzą sobie na rynku.

– Nawiązując współpracę z miejscowym aniołem biznesu, mamy pewność, że jest to partner godny zaufania, który ma wiedzę na temat lokalnych uwarunkowań niezbędną do utworzenia syndykatu. Syndykaty aniołów biznesu to rozwiązanie, w które mocno wierzymy. Zatem będziemy tu inwestować pod warunkiem posiadania odpowiednich partnerów działających w ramach sieci – mówi prof. Panos Ketikidis.

Jak wynika z danych EBAN, w 2016 roku inwestycje w przedsięwzięcia we wczesnej fazie rozwoju w Europie wyniosły 9,9 mld euro, z czego większość – aż 6,7 mld euro – została zainwestowana właśnie przez aniołów biznesu. To ponad ośmioprocentowy wzrost rok do roku. Trzy branże, w które najchętniej inwestują aniołowie, to technologie (39 proc. wszystkich inwestycji), ICT (36 proc.) oraz healthcare (13 proc.).

W Polsce – jak wynika z ostatniego raportu fundacji Start-up Poland – aniołowie biznesu są coraz bardziej aktywni. Z pomocy krajowych lub zagranicznych aniołów biznesu skorzystało rok temu 33 proc. polskich start-upów. Badanie fundacji Startup Poland pokazuje, że ten wynik raczej się utrzyma – co trzeci start-up planujący pozyskać zewnętrzny kapitał zwróci się do aniołów biznesu.

– Uważam, że siła polskiego rynku tkwi w innowacyjności Polaków, ich gotowości do podejmowania ryzyka i przedsiębiorczości. Ale jest to również duży kraj, który w pierwszej kolejności bierze się pod uwagę jako potencjalny kierunek inwestycji. Niezwykle istotne jest umiejętne wybieranie inwestycji, tak by nie przynosiły one strat – podkreśla prof. Panos Ketikidis.

W połowie ubiegłego roku Polski Fundusz Rozwoju utworzył Biznest FIZ, w którym finansowanie innowacyjnych przedsięwzięć będzie się odbywać poprzez pośredników (fundusze koinwestycyjne) współpracujących z aniołami biznesu. Inwestycje będą dokonywane w proporcji 50:50, gdzie połowa środków pochodzić będzie od PFR Biznest FIZ, a druga z prywatnych środków aniołów biznesu.

Biuro to nie tylko wizytówka firmy. Może pomóc zwiększać zyski i pozyskiwać najlepszych specjalistów

Biuro to nie tylko wizytówka firmy. Może pomóc zwiększać zyski i pozyskiwać najlepszych specjalistów 12

Nowoczesne, odpowiednio zaaranżowane biuro jest wizytówką firmy w oczach klientów i pracowników. Może wpływać na jej wyniki – podnosząc efektywność pracy  i pomagać w rekrutowaniu najlepszych specjalistów, dla których wygląd miejsca pracy bywa równie ważny jak zarobki czy perspektywy rozwoju. Najciekawszych i najbardziej kreatywnych przestrzeni biurowych szuka CBRE w drugiej edycji konkursu Office Superstar 2018.

– Inwestycja w ładne i wygodne biuro jest dla pracodawców opłacalna, ale przede wszystkim – konieczna. Biuro jest wizytówką firmy, prezentujemy je przed klientami, pracownikami, kandydatami do pracy. To miejsce, gdzie można pokazać DNA organizacji, sposób, w jaki funkcjonuje, jakie ma wartości, jak się w niej pracuje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Natalia Wenzławska, zastępca dyrektora ds. marketingu i komunikacji w CBRE.

Jak wynika z raportu Leesman Index „The Next 250k”, blisko 90 proc. pracowników biurowych deklaruje, że ważny jest dla nich design miejsca pracy. Nowoczesne i odpowiednio zaaranżowane biuro stanowi nie tylko wizytówkę firmy, lecz także realnie wpływa na efektywność pracowników.

Radosław Gajda, architekt i autor bloga o architekturze „Architecture is a good idea” wskazuje, że odpowiednio aranżowana przestrzeń biurowa powinna odpowiadać różnym formom aktywności, zgodnie z trendem activity based working.

– Koncepcja activity based working polega na tym, że biuro musi być różnorodne, czyli dostosowywać się do różnych potrzeb pracowników w ciągu dnia, i zmienne, żeby jego przestrzeń można było rearanżować w zależności od tego, co akurat dzieje się w biurze. Chodzi o to, że kiedy pracujemy, to nie robimy przecież cały czas tego samego. Odbieramy e-maile, telefony, rozmawiamy z kolegami w większych lub mniejszych grupach albo potrzebujemy maksymalnego skupienia i koncentracji do wykonania jakiegoś bardzo ważnego zadania. Dlatego biuro powinno odpowiadać na potrzeby różnych form aktywności w pracy – mówi Radosław Gajda.

– Różnorodna i wygodna przestrzeń pomaga się skupić na pracy, lepiej pracować w zespole, wpływa na przepływ informacji. Złotą zasadą jest, aby biuro było różnorodne i faktycznie dopasowane do potrzeb pracowników. Wtedy firma, która inwestuje w swoje biuro, może mieć pewność, że efektywność pracowników będzie na wysokim poziomie – dodaje Natalia Wenzławska.

Zaaranżowanie biura, które będzie atrakcyjne w oczach klientów i wygodne dla pracowników, wiąże się z wydatkami. Jednak z drugiej strony jest to inwestycja w rozwój firmy, jej wizerunek jako pracodawcy oraz w kreatywność i efektywność pracowników. Dobrze wyposażone, atrakcyjne i funkcjonalne biuro może nawet wpłynąć na poziom absencji i zmniejszyć liczbę zwolnień chorobowych pracowników, co pozytywnie przełoży się na wyniki firmy.

– Możemy sobie wyobrazić wyposażenie i wykończenie biura za trzysta euro za metr kwadratowy, ale możemy również wyobrazić sobie takie za tysiąc euro za mkw. Ten koszt można różnicować, ale trzeba go postrzegać właśnie jako inwestycję – podkreśla Radosław Gajda.

W obecnej sytuacji na polskim rynku pracy ładne i nowoczesne biuro może też stanowić przewagę firmy w procesie rekrutacji i pozyskiwania wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Zwłaszcza dla młodego pokolenia pracowników – poza czynnikami takimi jak jak np. elastyczny wymiar pracy, wynagrodzenie czy perspektywy rozwoju  liczy się otoczenie, w którym pracują.

– Mówi się, że efektywny pracownik to szczęśliwy pracownik, i to wcale nie jest bajka. Szczęśliwy pracownik jest bardziej zaangażowany, dłużej związany z firmą. Po prostu chce w niej pracować i to widać po jego wynikach – podkreśla Natalia Wenzławska.

Autor popularnego bloga „Architecture is a good idea” ocenia, że w Polsce pracodawcy coraz częściej zdają sobie sprawę z tego, jak duże znaczenie ma wygląd ich biura.

– Biuro jest narzędziem employer brandingowym, może przyciągać do firmy najlepsze talenty. Coraz więcej pracodawców stara się podnosić jakość swojej przestrzeni biurowej, wyposażając ją w nowe meble, bardziej ergonomiczne rozwiązania funkcjonalne czy stawiając na aktywne biuro, zgodne z koncepcją activity based working. Mam wielką nadzieję, że ta edycja konkursu Office Superstar pokaże to, że we wszystkich branżach możemy postawić na ciekawe i funkcjonalne rozwiązania – mówi Radosław Gajda.

Do 30 czerwca br. przyjmowane są zgłoszenia w konkursie Office Superstar 2018, w którym CBRE poszuka najciekawszych, kreatywnych i innowacyjnie zaaranżowanych przestrzeni biurowych. Do rywalizacji mogą stanąć wszystkie firmy i organizacje, które uważają swoje biuro za najlepszą wizytówkę i chcą się nią pochwalić. W ubiegłorocznej edycji konkursu wzięło udział ponad sto polskich i międzynarodowych organizacji, spośród których eksperci wybrali jedenaście najbardziej unikalnych projektów wnętrz biurowych.

– Laureaci I edycji konkursu Office Superstar są świetnym przykładem tego, jak wykorzystać przestrzeń biurową. Tamte biura były zaprezentowane w taki sposób, że osoba, która przychodziła do biura, od razu wiedziała, z jaką organizacją ma do czynienia – mówi Natalia Wenzławska.

W konkursie może startować najemca lub właściciel przestrzeni biurowej, który chce się pochwalić swoją aranżacją i wzmocnić swój wizerunek jako dobrego, pożądanego pracodawcy. Tegoroczne zgłoszenia będą przyjmowane w siedemnastu kategoriach – najlepsze miasto regionalne (pięć kategorii dla pięciu miast: Trójmiasto, Kraków, Wrocław, Łódź, Poznań), branże (m.in. finansowa, BPO/SSC, kreatywna, doradcza i prawna), rodzaje wnętrz (biuro coworkingowe, przestrzeń socjalna i sala konferencyjna) oraz rodzaje zastosowanych rozwiązań (wellness i technologie). Każda firma, która chce zgłosić swój akces, może startować w kilku różnych kategoriach. Najlepsze projekty spośród zgłoszonych wybierze kapituła złożona z ekspertów z dziedziny nieruchomości, architektury, środowiska pracy i designu. Wyniki tegorocznej edycji zostaną ogłoszone na początku października, podczas gali CBRE IDEA LAB.

Najszybciej rozwijają się małe i średnie centra handlowe. Ich rola zmienia się dzięki nowym technologiom

Najszybciej rozwijają się małe i średnie centra handlowe. Ich rola zmienia się dzięki nowym technologiom 13

Nowe technologie takie jak możliwość lokalizowania klienta tuż po wejściu do centrum handlowego, personalizacja ofert, połączenie oferty stacjonarnej z e-commerce – to trendy, które będą wyznaczać kierunek rozwoju centrów handlowych w nadchodzących latach. Współczesne centra handlowe przestają być wyłącznie miejscem robienia zakupów. Coraz częściej stają się przestrzenią służącą do spędzania wolnego czasu. Dlatego na znaczeniu zyskuje ich oferta gastronomiczno-rozrywkowa.

– Centra handlowe w Polsce na przestrzeni ostatnich 20–30 lat bardzo dynamicznie rozwijały się w wielu sektorach – od śródmiejskich, wielkopowierzchniowych, galerii handlowych, po duże regionalne centra i outlety. Obecnie najszybciej zmieniają się małe i średnie centra handlowe typu convenience retail park. Tym, co charakteryzuje centra handlowe w Polsce, jest podobieństwo do Europy Zachodniej. Podążamy za podobnymi trendami, oczekiwania konsumentów są bardzo zbliżone. Nasz polski rynek ze względu na dość dużą konkurencję stara się jak najszybciej odpowiadać na potrzeby konsumentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Świerczyński, członek zarządu firmy EPP, do niedawna znanej jako Echo Polska Properties, która zarządza 18 centrami handlowymi na terenie całej Polski.

Centra handlowe są w Polsce dominującym formatem. Jak wynika z danych międzynarodowej firmy doradczej Cushman&Wakefield, na rynku jest 426 takich obiektów o łącznej powierzchni 10,47 mln mkw., co stanowi blisko trzy czwarte całkowitej podaży powierzchni handlowej. Dla właścicieli i zarządców centrów handlowych jednym z głównych wyzwań jest potrzeba integracji sprzedaży tradycyjnej z internetową i kanałem mobilnym.

– Klienci oczekują dziś szerokiego dostępu do informacji i produktu. Najważniejsze, żeby ten dostęp był bardzo mobilny i szybki. Widzimy, że handlowcy i najemcy w coraz większym stopniu stawiają na omnichannel, czyli łączenie tego, co najlepsze w formule online z realnym przeżyciem i możliwością zobaczenia produktów na żywo w sklepie. Duże sieci, szczególnie modowe, powiększają swoje sklepy, dają możliwość zakupu typu click & collect. Wprowadzają także mnóstwo nowinek technologicznych, takich jak wirtualne przebieralnie oraz spersonalizowane aplikacje pozwalające namierzyć klienta i jak najlepiej odpowiedzieć na jego oczekiwania – mówi Michał Świerczyński.

Członek zarządu EPP zwraca uwagę, że podstawowym elementem, który przesądza o atrakcyjności centrum handlowego, wciąż pozostaje jego lokalizacja i odpowiednio dobrana oferta. Natomiast czynnikiem, który będzie  wyznaczać trendy w kolejnych latach będą przede wszystkim nowe technologie, dające z jednej strony możliwość spersonalizowanego dotarcia do klienta, a z drugiej – połączenia oferty w sklepach stacjonarnych z e-commerce.

W centrach handlowych rośnie również udział i znaczenie oferty gastronomicznej i rozrywkowej. Klienci coraz częściej odwiedzają je bowiem nie tylko z powodu chęci zrobienia zakupów, ale również po to, aby przyjemnie spędzić czas.

– Widzimy rozszerzającą się ofertę gastronomii, tzw. food & beverage, kawiarni, restauracji, które także odchodzą od typowych fast foodów i idą w kierunku formuły typu slow food. Rośnie też udział części rozrywkowej, z której Polacy coraz chętniej korzystają. Patrząc na portfel EPP, który jest jednym z największych w Polsce, widzimy, że takie wychodzenie naprzeciw oczekiwaniom klientów jest przez nich bardzo pozytywnie przyjmowane. Z roku na rok odnotowujemy wzrost liczby klientów odwiedzających nasze centra – mówi Michał Świerczyński.

Galerie w coraz większym stopniu stają się też częścią tkanki miejskiej, pełniąc nie tylko funkcje handlowe, ale również kulturalne, społeczne i rozrywkowe.

– Projekt Towarowa 22, który realizujemy we współpracy z Echo Investment to wyjątkowa lokalizacja, niemal w samym centrum Warszawy. Nie ma już drugiego takiego miejsca w stolicy. Chcemy stworzyć tu coś wyjątkowego, coś co zmieni ten fragment miasta, będzie idealnie współgrało z jego naturalnym rytmem i stanie się miejscem integracji społeczności lokalnych – zapowiada Michał Świerczyński.

Nieruchomość ma 6,5 ha łącznej powierzchni, a po wybudowaniu kompleks zaoferuje także ponad hektar przestrzeni publicznej. W ramach projektu powstanie wielofunkcyjny kompleks, na który złożą się m.in. nowoczesna przestrzeń handlowo-usługowa, część biurowa, mieszkalna oraz zielona, ogólnodostępna przestrzeń publiczna. Wzdłuż ulicy Towarowej powstanie pierzeja domów handlowych, a niegdysiejszy Dom Słowa Polskiego, który znajduje się na terenie inwestycji, zostanie przekształcony w miejsce spotkań i wydarzeń kulturalnych, z bogatą ofertą gastronomiczną i kawiarniami.

Jak wynika z danych firmy doradczej JLL, na polskim rynku nasycenie powierzchnią handlową jest nadal niższe niż w Europie Zachodniej (255 wobec 266 mkw. na tysiąc mieszkańców). Z końcem ubiegłego roku całkowita podaż nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce wyniosła 13,8 mln mkw., z czego najwięcej stanowiły centra handlowe (ok. 9,8 mln mkw.). Pozostałe formaty to parki handlowe (3,8 mln mkw.) oraz centra wyprzedażowe (0,24 mln mkw.).

Tylko na przestrzeni ubiegłego roku zasoby powierzchni handlowej we wszystkich formatach powiększyły się o 466 tys. mkw. Najwięcej, 331 tys. mkw., przypadło na centra handlowe, głównie zlokalizowane w dużych aglomeracjach. Na rynku zadebiutowały m.in. Galeria Północna w Warszawie, Serenada w Krakowie i wrocławska Wroclavia. W tym roku na rynek handlowy może trafić kolejne 361 tys. mkw. w ramach centrów handlowych (z czego ok. 70 proc. w dużych miastach) – wynika z prognoz JLL.

W Polsce potrzebna jest cyfryzacja przyszłości. Nie tylko dostęp do usług, lecz także tworzenie nowych rozwiązań technologicznych

W Polsce potrzebna jest cyfryzacja przyszłości. Nie tylko dostęp do usług, lecz także tworzenie nowych rozwiązań technologicznych 14

Polska szybko awansuje w międzynarodowych rankingach ucyfrowienia. Problemem wciąż są jednak białe plamy, czyli miejsca poza zasięgiem sieci dostępu do internetu. Kuleje cyfryzacja administracji państwowej i e-biznes. Musimy myśleć, co zrobić, żeby za 5–10 lat Polska była synonimem innowacyjności na światowym rynku, nie tylko pod względem aplikacji czy dostępu do cyfrowych usług administracyjnych, lecz także żeby tworzyła wokół siebie szereg rozwiązań technologicznych i cyfrowych usług – podkreśla Michał Kanownik, prezes ZIPSEE Cyfrowa Polska.

– Cyfryzacja Polski i całego świata to proces, który trwa nieustająco. Jesteśmy na środkowym etapie, nie jesteśmy liderem europejskim, ale też nie jesteśmy w ogonie, jeszcze dużo zostało do zrobienia. Najszybciej postępujemy cyfryzacyjnie, jeśli chodzi o poszczególnego Kowalskiego, nabywamy nowe produkty, usługi, chętnie z nich korzystamy. Najwięcej do zrobienia pozostaje na styku konsument–państwo, gdzie wciąż jeszcze mamy niedobór usług cyfrowych, czyli możliwość załatwienia przez internet różnego rodzaju spraw administracyjnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Kanownik, prezes zarządu ZIPSEE Cyfrowa Polska.

Polska szybko awansuje w międzynarodowych rankingach dotyczących ucyfrowienia. W europejskim rankingu DESI (Indeks Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego) zajmujemy 23. miejsce. We wskaźniku dyplomacji cyfrowej OECD plasujemy się na 12. pozycji.

Jednocześnie jednak, choć 94 proc. Polaków wybiera mobilną łączność szerokopasmową, co stawia nas na 5. miejscu w Unii Europejskiej, tylko 57 proc. gospodarstw domowych ma stacjonarne szerokopasmowe połączenie z internetem i w rankingu zasięgu stacjonarnej łączności szerokopasmowej zajmujemy ostatnie miejsce. Rośnie liczba spraw urzędowych, które można załatwić przez internet, jednak tylko 22 proc. użytkowników internetu składa formularze elektroniczne (21. miejsce w UE). Kuleje też e-biznes, który w Polsce stanowi 4,1 proc. PKB – pod tym względem wyprzedzamy tylko Rumunię, Bułgarię, Grecję i Włochy.

– Polskie firmy chętnie korzystają z rozwiązań cyfrowych, natomiast nadal brakuje świadomości o potencjale, jaki cyfryzacja daje biznesowi, i to podwójnie. Z jednej strony cyfryzacja pomaga w prowadzeniu biznesu, obniża koszty, przyspiesza zarządzanie, z drugiej strony usługi cyfrowe to pomysły na nowe biznesy, na których da się zarabiać – wskazuje Kanownik.

Z badań firmy Deloitte („Digital Transformation”) wynika, że ponad połowa polskich przedsiębiorstw ma wizję transformacji cyfrowej, a 41 proc. opracowało już szczegółowy plan biznesowy i inwestycyjny. Z badania „Liderzy cyfryzacji” realizowanego przez Microsoft i CIONET wynika, że cyfrowa transformacja jest integralną częścią strategii 36 proc. największych polskich firm. Coraz więcej przedsiębiorstw rozumie, że cyfryzacja może zadecydować o ich przewadze konkurencyjnej na rynku. Jak przekonuje Kanownik, Polska ma jeszcze sporo do zrobienia pod względem cyfryzacji.

– Każde rozwiązanie, które wdrażamy do masowego wykorzystania, musimy bardzo dokładnie przetestować, żebyśmy nie mieli problemów, że coś nie działa, coś się zatyka, spowalnia, nie ma dostępu. Najpierw musimy jednak zlikwidować białe plamy w zasięgu internetu w Polsce, żebyśmy masowo mogli wprowadzić usługi cyfrowe do powszechnego użycia. Najwięcej czasu nam zajmie zbudowanie świadomości u ludzi: w jaki sposób, co można i czy jest bezpieczne robić to w internecie – tłumaczy prezes ZIPSEE Cyfrowa Polska.

Ministerstwo Cyfryzacji podaje, że w Polsce jest obecnie ok. 1,7 mln białych plam, miejsc poza zasięgiem sieci dostępu do internetu umożliwiającej świadczenie usług dostępowych o przepustowości co najmniej 30 Mb/s. Najwięcej w województwie lubelskim oraz w małopolskim. Kuleją też kompetencje cyfrowe – tylko 40 proc. Polaków ma podstawowe umiejętności cyfrowe.

– Polska 4.0 to synonim cyfryzacji kraju, ale muszę się trochę wycofać z tego hasła. Cyfryzacja w sensie Polski 4.0 to cyfryzacja tego, co mamy dzisiaj, a uważam, że jako branża nowej technologii i jako kraj powinniśmy iść do przodu, czyli nie myśleć o cyfryzowaniu tego, co mamy dzisiaj dookoła siebie, tylko pójść dalej. Dlatego od dzisiaj mówmy o programie Polska+, czyli cyfryzacja przyszłości, myślenie, co zrobić, żeby za 5–10 lat Polska była synonimem innowacyjności na światowym rynku, nie tylko pod względem aplikacji czy dostępu do cyfrowych usług administracyjnych, lecz także żeby Polska tworzyła wokół siebie hub nowych pomysłów, nowych rozwiązań technologicznych i nowych usług cyfrowych – podkreśla Michał Kanownik.

Emocje mogą teraz pomóc bykom

Michał Stanek
Michał Stanek

Przełom maja i czerwca, a więc miesięcy nie kojarzących się inwestorom najlepiej, faktycznie upłynął na warszawskim parkiecie w atmosferze dużej nerwowości. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę natłok wydarzeń budzących niepokój na rynkach finansowych. Niektóre z nich nadal straszą negatywnymi konsekwencjami, ale część napięć uległa rozładowaniu. Do tych pierwszych należy zaostrzenie sytuacji na froncie wojny handlowej, zainicjowanej przez Donalda Trumpa, choć wciąż można ten jej etap traktować jako element gry taktycznej, mającej na celu wzmocnienie pozycji przed dalszymi negocjacjami, do których prędzej, czy później, zapewne dojdzie. W tej drugiej grupie wymienić należy utworzenie rządu we Włoszech i deklaracje jego przedstawicieli, że nie ma on planów opuszczenia strefy euro. Choć tworząca go koalicja z pewnością do ulubieńców rynków finansowych nie należy, to zapewnienie w tej kwestii przynajmniej na pewien czas powinno zmniejszyć napięcie na naszym kontynencie. Podobnie zresztą, jak zmiana na stanowisku premiera w Hiszpanii. Oddech ulgi pojawił się na giełdach niemal natychmiast. Główne europejskie indeksy zwyżkowały w miniony piątek po około 1 proc., a wskaźnik naszych największych spółek zyskał 1,5 proc., odreagowując wcześniejsze tąpnięcie i broniąc się przed zejściem poniżej dołków z wiosny ubiegłego roku.

Choć na odtrąbienie trwałej poprawy sytuacji na warszawskim parkiecie jest jeszcze za wcześnie, pojawia się szansa na powstrzymanie przeceny, którą wciąż należy postrzegać w kategoriach korekty, a nie zmiany wzrostowej tendencji, trwającej od listopada 2016 r. Prawdopodobna poprawa nastrojów na światowych giełdach, pozwala spodziewać się podobnej reakcji także na GPW, tym bardziej, że wskaźnik rynków wschodzących od ubiegłej środy poszedł w górę o ponad proc., więc WIG20 powinien za nim podążyć. Sporo zależeć będzie od zachowania amerykańskiej waluty. Jej dalsza aprecjacja mogłaby utrudnić zadanie giełdowym bykom, szczególnie na emerging markets. Niedawna nieudana próba zepchnięcia kursu euro poniżej 1,15 dolara, w połączeniu z oddaleniem obaw o rozwój sytuacji we Włoszech i w Hiszpanii, powinna przynieść stabilizację kursu wspólnej waluty na nieco wyższym poziomie, choć do zbliżającego się posiedzenia Fed może być jeszcze nerwowo.

Autor/Źródło: Michał Stanek / Q Value Sp. z o.o.

Spółka PGO SA podsumowuje I kwartał 2018 r.

Od stycznia do marca tego roku przychody ze sprzedaży grupy PGO wyniosły ponad 109 mln złotych     i wzrosły o ponad 24 proc., licząc rok do roku. To przede wszystkim zasługa konsekwentnie wdrażanych zmian w handlu, rozwoju kompetencji w obszarze operacyjnym oraz elastycznym reagowaniu na zapotrzebowanie rynku.

Skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej wyniósł 14,9 mln zł, a skonsolidowany zysk netto 10,9 mln złotych.  Natomiast EBITDA Grupy Emitenta to 19,5 mln zł.

Łukasz Petrus, prezes zarządu PGO SA
Łukasz Petrus, prezes zarządu PGO SA

– Jesteśmy zadowoleni z tych wyników. Realizując strategię wykorzystujemy możliwości, jakie niesie za sobą rynkowa koniunktura – zdecydowanie podkreśla Łukasz Petrus, prezes zarządu PGO SA. – To dotyczy zarówno zwiększenia sprzedaży w grupie dotychczasowych klientów naszych spółek, jak i pozyskiwanie nowych odbiorców w rozwijających się branżach takich jak motoryzacja, czy technika napędowa – dodaje.

Inwestycje kolejowe napędzają PGO

Bardzo istotnym elementem wzrostu dochodów Grupy jest branża kolejowa, na której zdecydowany rozwój postawiliśmy 3 lata temu. W spółkach PGO powstają m.in.: aparaty cięgłowe i elementy łączące tabor kolejowy: sprzęgi, haki, cięgła, a także podzespoły wózków wagonowych, między innymi kompletne obudowy łożysk oraz elementy łączące wózek jezdny z pudłem wagonu lub lokomotywy. – Z kolei do zestawów kołowych, oprócz samych kół, produkujemy osie i koła zębate do pojazdów trakcyjnych oraz pociągów metra – powiedział prezes Petrus. – Mamy podpisane kontrakty nie tylko z Grupą PKP, ale także innymi wiodącymi firmami na rynku utrzymania taboru kolejowego. Dzięki temu sukcesywnie wprowadzamy na rynek produkty pod własną marką.  Te działania budują naszą pozycję na rozwijającym się rynku kolejowym – podsumowuje Łukasz Petrus.

Grupa PGO planuje certyfikację kolejnych produktów na rynkach zagranicznych, co pozwoli produkować odlewy, odkuwki i gotowe podzespoły dla największych wytwórców pojazdów kolejowych. W sytuacji, gdy transport kolejowy – choćby ze względu na walkę ze smogiem – przeżywa swój renesans w krajach UE, to jedno z tych działań, które będzie determinować przyszłość Spółki na najbliższe lata.

Nowe technologie zapewnią konkurencyjność

Grupa PGO realizuje dwa projekty badawczo-rozwojowe współfinansowane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Po ich zakończeniu oraz wdrożeniu uzyskanych rozwiązań technologicznych w Odlewni Żeliwa Śrem i w Piomie-Odlewni w Piotrkowie Trybunalskim tworzone będą odlewy o podwyższonych parametrach wytrzymałościowych i jakościowych. Wartość obu realizowanych projektów to 85 mln zł.

– Oba projekty są ściśle związane z realizacją „Strategii PGO na lata 2017–2020”. Oczekiwany efekt współpracy z NCBR pozwoli na awans do grona najnowocześniejszych w tej branży producentów w Europie, którzy wykorzystują unikatowe, innowacyjne technologie produkcyjne. Myślimy i działamy długoterminowo, celujemy w te obszary rynkowe, których eksploatacja da nam możliwość zaoferowania rozwiązań bardziej zaawansowanych i unikatowych wobec działań naszych konkurentów – wyjaśnia prezes Łukasz Petrus.

Projekt realizowany w Odlewni Żeliwa Śrem dotyczy „innowacyjnej, wykorzystującej analizę termiczną ATD, technologii wytwarzania samozasilającego się, wysokojakościowego żeliwa do produkcji odlewów nowej generacji o podwyższonych parametrach jakościowych”. Z kolei w Piomie-Odlewni trwa wdrożenie projektu „Demonstracja technologii wytwarzania innowacyjnych odlewów staliwnych przeznaczonych do zastosowania w ekstremalnych warunkach eksploatacji”.

Strategia determinuje rozwój

Długookresową perspektywę dla Grupy PGO określa przyjęta w ubiegłym roku „Strategia PGO na lata 2017-2020”, która określa kierunki rozwoju. Zgodnie z nią Grupa PGO chce aktywnie uczestniczyć w kształtowaniu nowoczesnego przemysłu i osiągnąć pozycję innowacyjnego i preferowanego partnera biznesowego dostarczającego produkt kompletny, zaawansowany technologicznie, o wysokiej jakości i spełniający wszystkie oczekiwania klientów. Ma to zostać osiągnięte m.in. poprzez zmianę modelu biznesowego zakładającego specjalizację w segmentach produktowych i branżach, budowę nowego segmentu obróbki mechanicznej oraz dalszą automatyzację procesów produkcyjnych.

Duży problem małych firm. Pierwszy rok działalności przeżywają tylko dwie trzecie z nich

Tylko dwie trzecie mikroprzedsiębiorstw utrzymuje się na rynku po pierwszym roku działalności. Sytuacja tych, które przetrwają, jest w kolejnych latach działalności trudniejsza niż pozostałych podmiotów. Dlaczego małe firmy mają tak duży problem z utrzymaniem się na rynku?

Sektor przedsiębiorstw w Polsce jest zdominowany przez mikrofirmy, czyli te zatrudniające od 1 do 9 pracowników. Według najnowszych badań PARP[1] stanowią one aż 96% wszystkich firm. Małe przedsiębiorstwa mają największy udział w tworzeniu PKB na poziomie 30 proc. Są one także najbardziej produktywne, efektywne kosztowo i rentowne, ale paradoksalnie, pierwszy rok działalności przeżywają średnio tylko dwie trzecie z nich. Dlaczego firmy o tak dużym potencjale upadają, zamiast się rozwijać?

Inwestycje w rozwój

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze rozwój wymaga inwestycji, które często mogą przerastać możliwości finansowe małych podmiotów. Analitycy PARP zauważyli pewną tendencję im mniejsza firma, tym mniejsze zaangażowanie środków własnych w inwestycje. Przy tym jak wskazują wyniki badania Smartscope dla Aasa dla Biznesu[2] niemal połowa mikroprzedsiębiorców jest zainteresowana dodatkowym finansowaniem zewnętrznym, a co czwarty pozyskane środki przekazałby właśnie na rozwinięcie działalności. Jednak aż 14 proc. nie ma wiedzy na temat możliwości zdobycia zewnętrznego finansowania dla swojego biznesu. Co więcej, jeżeli już znajdą potrzebne informacje i zgłoszą się do wybranych instytucji, często otrzymują decyzję odmowną taka sytuacja dotyczy aż 1 na 3 właścicieli małych firm.

Impuls do dalszego rozwoju

Dlaczego mali przedsiębiorcy tak często spotykają się z odmową, jeśli chodzi o środki zewnętrzne? Częstym powodem negatywnych decyzji finansowania jest brak zdolności kredytowej mikroprzedsiębiorcy (14 proc.). Co dziesiąty prowadzi firmę zbyt krótko, 7 proc. nie spełnia kryteriów, a 6 proc. osiąga zbyt małe dochody. Co ciekawe, aż 31 proc. właścicieli małych firm nie potrafi sprecyzować powodu odmownej decyzji.

Aby przedsiębiorcy mogli się rozwijać, potrzebują finansowania, które będzie dostępne szybko i na prostych, przejrzystych zasadach. Najlepiej, jeśli cały proces ubiegania się o kredyt lub pożyczkę, wraz z podpisaniem umowy, byłby pozbawiony zbędnych formalności i przebiegał on-line, dzięki czemu otrzymają środki nawet tego samego dnia. Także krótki czas prowadzenia firmy nie powinien uniemożliwiać przedsiębiorcom planowania rozwoju ważne, aby dodatkowe finansowanie było dostępne już w momencie założenia firmy wyjaśnia Dominik Ciula, Sales Manager Aasa Polska, odpowiedzialny za markę Aasa dla Biznesu.

Spośród małych firm, które w badaniu Smartscope zadeklarowały potrzebę uzyskania dofinansowania, najwięcej, bo połowa zadowoliłaby się pożyczką w wys. do 5 tys. złotych. Z kolei przedział do 10 tys. złotych jest przedmiotem zainteresowania 11 proc.  respondentów, a 10-49 tys. złotych 20 proc. Najmniej mikroprzedsiębiorców potrzebuje finansowania na poziomie 100-149 tys. złotych (5 proc.) oraz powyżej 150 tys. złotych (6 proc.). Widać więc, że z perspektywy mikrofirm nawet niewielka inwestycja może stanowić silny impuls do dalszego rozwoju.

Właściciele firm, zapytani o cele, na jakie zamierzają przeznaczyć zewnętrzną pożyczkę, kredyt lub inną formę finansowania, najczęściej wymieniali zakup sprzętu do prowadzenia działalności (68 proc.). Co czwarty chciałby dzięki nim rozwinąć swoją działalność (25 proc.), a wśród tej grupy najwięcej osób deklarowało chęć przeznaczenia uzyskanych środków na poszerzenie zakresu usług firmy (43 proc.), wynajem firmowej nieruchomości (21 proc.), a także jej remont lub działania reklamowe (po 9 proc.). Z kolei 14 proc. wykorzystałoby dodatkowe środki na spłatę bieżących zobowiązań firmowych lub zatrudnienie zespołu. 

***

Metodologia badania „Potrzeby mikroprzedsiębiorstw w zakresie finansowania 2017”

Badanie zostało przeprowadzone w październiku 2017 roku przez Smartscope na zlecenie Aasa Polska, metodami CAWI i CATI, na reprezentatywnej grupie 1000 przedsiębiorców z firm, w których zatrudnionych jest od 1 do 9 osób.

[1] PARP, Raport o stanie małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce

[2] Instytut Smartscope, Potrzeby mikroprzedsiębiorstw w zakresie finansowania 2017

i2 Development emituje kolejną serię obligacji korporacyjnych

i2 Development S.A. 4 czerwca rozpocznie publiczną emisję obligacji korporacyjnych serii F o wartości do 20 mln zł i okresie zapadalności wynoszącym 2,5 roku. Obligacje posiadają oprocentowanie zmienne na poziomie WIBOR 3M powiększony o marżę w wysokości 4,3 proc. w skali roku. Oznacza to, że w pierwszym okresie odsetkowym oprocentowanie wynosić będzie ok. 6 proc. Zapisy potrwają do 22 czerwca. Jedynym oferującym obligacje jest Michael/Ström Dom Maklerski.

Wartość całego programu publicznych emisji obligacji i2 Development wynosi 100 mln zł. W obecnej emisji Spółka oferuje inwestorom indywidualnym i instytucjonalnym 200 000 obligacji serii F o wartości nominalnej 100 zł każda, co daje łączną wartość emisji w wysokości 20 mln zł.

Cel emisji

Środki pozyskane ze sprzedaży obligacji zostaną wykorzystane na refinansowanie zapadającego długu odsetkowego oraz zasilenie kapitału obrotowego, w tym z przeznaczeniem na zakup nowych gruntów pod inwestycje lub prowadzenie inwestycji budowlanych.

Największą inwestycją realizowaną przez Emitenta jest projekt Bulwar Staromiejski we Wrocławiu, w ramach którego powstaje część mieszkaniowa oraz część biurowo-usługowa. Grupa ma bank ziemi pozwalający na realizację ponad 1 200 lokali o łącznej powierzchni ok. 40 tys. m2. Na 31 marca 2018 r. Spółka posiadała ok. 1 400 lokali w budowie. Ponadto w maju 2018 r. Grupa zawarła dwie umowy przedwstępne nabycia nieruchomości we Wrocławiu na łącznie ok. 500 lokali.

Warunki emisji

Oferowane obligacje mają zmienne oprocentowane w wysokości stopy bazowej WIBOR 3M powiększonej o marżę wynoszącą 4,3 proc. Oznacza to, że w pierwszym okresie odsetkowym oprocentowanie wynosić będzie ok. 6 proc. Odsetki będą wypłacane inwestorom co 3 miesiące. Obligacje nie są zabezpieczone oraz nie są amortyzowane. Opcja wcześniejszego wykupu po stronie Emitenta dostępna jest po roku za odpłatnością w terminach płatności odsetek.

Termin wykupu obligacji przypada na grudzień 2020 r. Spółka planuje wprowadzić obligacje do obrotu na Catalyst.

Warunki i terminy zapisów na obligacje

Cena emisyjna jest równa cenie nominalnej obligacji i wynosi 100 zł. Minimalna wartość zapisu wynosi 25 000 zł. Zapisy na obligacje mogą być składane w punktach obsługi klienta domu maklerskiego Michael/Ström lub korespondencyjnie.

Przydział obligacji zaplanowany jest na 29 czerwca br.

Harmonogram publicznej oferty obligacji serii F:  
Rozpoczęcie przyjmowania zapisów 4 czerwca 2018 r.
Zakończenie przyjmowania zapisów 22 czerwca 2018 r.
Przydział obligacji 29 czerwca 2018 r.
Dzień Emisji / Początek pierwszego okresu odsetkowego 29 czerwca 2018 r.

 

Prospekt emisyjny został udostępniony na stronie internetowej Spółki, a także Domu Maklerskiego Michael/Ström, pełniącego rolę jedynego oferującego.

Doświadczenie oferującego

Dom Maklerski Michael/Ström posiada bogate doświadczenie w skutecznym plasowaniu emisji – dotychczas przeprowadził łącznie ponad 90 emisji obligacji korporacyjnych dla  emitentów z różnych branż, w tym deweloperskiej.

– Z sukcesem uplasowaliśmy ponad 35 emisji obligacji liderów rynku nieruchomości, takich jak Robyg, Ghelamco, Marvipol, Ronson czy Capital Park. Wiemy, że zaufania nie zdobywa się z dnia na dzień, ale jesteśmy pewni, że dzięki naszej filozofii, osiąganym wynikom i rzetelnej pracy wspólnie z naszymi Klientami możemy budować partnerskie relacje. Dzięki różnorodności oferty umożliwiamy naszym klientom prywatnym budowanie zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego – mówi Michał Ząbczyński, prezes Domu Maklerskiego Michael/Ström.

———————————-

Informacje o spółce

i2 Development jest deweloperem mieszkaniowym działającym od 2012 r. na rynku wrocławskim. Model biznesowy Grupy w ok. 75 proc. skoncentrowany jest na rynku mieszkaniowym (głównie segment o podwyższonym standardzie). Ok. 25 proc. działalności Spółki stanowi budowa i sprzedaż nieruchomości komercyjnych. Najważniejszym i najbardziej rozpoznawalnym projektem Spółki jest Bulwar Staromiejski zlokalizowany nad Odrą, w centrum Wrocławia. Od maja 2016 r. akcje Spółki są notowane na GPW w Warszawie.

Informacja o oferującym

Michael/Ström Dom Maklerski S.A. to największy pozabankowy dom maklerski wyspecjalizowany w rynku obligacji korporacyjnych. Pozycję tę osiągnął zaledwie w ciągu trzech lat swojej działalności. W tym czasie przeprowadził on ponad 90 emisji obligacji firm na łączną kwotę ok. 1,5 mld zł. W samym roku 2017 Michael/Ström uplasował 650 mln zł.

Wśród klientów, którzy zaufali marce Michael/Ström są największe firmy sektora deweloperskiego czy windykacyjnego, m.in.: Robyg, Ghelamco, Marvipol, Kredyt Inkaso oraz BEST, a także ponad 1000 zamożnych inwestorów prywatnych, z majątkiem płynnym ponad 500 tys. zł.

Oprócz obligacji korporacyjnych firma oferuje również certyfikaty inwestycyjne wybranych funduszy inwestycyjnych zamkniętych. Ponadto w ramach usług bankowości inwestycyjnej – oprócz pozyskiwania finansowania w formie emisji papierów wartościowych – Michael/Ström oferuje doradztwo w zakresie strategii i struktury finansowania, wsparcie w procesach fuzji i przejęć, obsługa private equity oraz finansowanie mezzanine.

W lutym tego roku Michael/Ström rozszerzył prowadzaną działalność o czynności polegające na zarządzaniu portfelami, w skład których wchodzi jeden lub większa liczba instrumentów finansowych, jednocześnie rozpoczynając zarządzanie pierwszym autorskim funduszem obligacji korporacyjnych.

Więcej informacji można znaleźć na stronie www.michaelstrom.pl, u doradców Private Brokerage M/S DM, a także pisząc na: [email protected] bądź dzwoniąc na numer telefonu +48 22 128 59 00.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – maj 2018 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 21,3% rdr do 17,1 mld zł w maju 2018 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu kontraktami terminowymi o 2,1% rdr do poziomu 657,7 tys. szt.
  • Wzrost wartości emisji obligacji nieskarbowych notowanych na rynku Catalyst o 27,7% rdr do poziomu 80,7 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 108% do poziomu 18,2 TWh
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem o 46,9% rdr do 10,2 TWh
  • Wzrost wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia[2] na rynku spot o 33,5% do 10,7 TWh

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 17,6 mld zł w maju 2018 r., czyli o 20,4% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w maju 2018 r. o 21,3% rdr, do poziomu 17,1 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w maju 2018 r. poziom 852,5 mln zł, o 17,4% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec maja 2018 r. wyniosła 57 282,73 pkt i była o 4,7% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w maju 2018 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 38% rdr do poziomu 143 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w maju wzrosła o 48,2% rdr i wyniosła 141,3 mln zł.

W maju 2018 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 657,7 tys. szt., o 2,1% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł w maju 2018 r. 311,1 tys. szt., co oznacza spadek o 25,3% rdr. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na waluty wzrósł o 173,5% do poziomu 215,5 tys. szt. wobec 78,8 tys. szt. w maju 2017 r.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 80,7 mld zł na koniec maja 2018 r. wobec 63,2 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku[3]. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła w maju 2018 r. o 7,2% rdr, do poziomu 148,7 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w maju tego roku 22,9 mld zł i była o 49,7% niższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w maju 2018 r. wyniósł 18,2 TWh, co oznacza wzrost o 108% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku forward wzrósł o 142% do poziomu 16,1 TWh, w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w maju 2018 r. 10,2 TWh, o 46,9% więcej niż rok wcześniej. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 43,5% do poziomu 1 TWh. Natomiast wzrost o 79,5% do poziomu 9,1 TWh odnotowano na rynku terminowym.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[4], na rynku spot wyniósł w maju 2018 r. 10,7 TWh, co oznacza wzrost o 33,5% rdr. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 41,9% rdr osiągając w maju 2018 r. poziom 22,8 ktoe4.

Kapitalizacja 426 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec maja 2018 r. 587,28 mld zł (135,96 mld EUR). Łączna kapitalizacja 476 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec maja tego roku 1 230,37 mld zł (284,84 mld EUR).

Na Głównym Rynku w maju 2018 r. zadebiutowała spółka Ten Square Games, o wartości oferty 94 mln zł.

Na NewConnect w maju 2018 r. zadebiutowała spółka CreativeForge Games, o wartości oferty 9,40 mln zł.

W maju 2018 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, o jedną mniej niż rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

Włochy już tak nie straszą inwestorów

Lepszy klimat inwestycyjny na świecie poprawia sytuację złotego. Zasługa to przede wszystkim powstania rządu we Włoszech, jak również wyhamowania aprecjacji dolara. Kolejna odsłona wojny handlowej póki co zignorowana przez inwestorów. Posiedzenie RPP nie powinno wpłynąć na krajową walutę. Złoty umacnia się do większości głównych walut najwięcej do dolara i funta. Znacznie lepsza sytuacja kredytobiorców frankowych.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 02.05.2017-04.06.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2400 3,5520 3,5590 4,8240
Maksimum 4,3387 3,8020 3,7620 4,9830

 

EUR/PLN

EURPLN..H1Można już śmiało powiedzieć, że na rynki powraca apetyt na ryzyko. Symptomy było już widać w piątek gdzie zyskiwały waluty EM. Można tutaj mówić o dwóch argumentach, które się do tego przyczyniły. Z jednej strony oddaliło się ryzyko polityczne w Europie. Ku zaskoczeniu większości po 90 dniach Włochy mają w końcu swój rząd. Zapewne rząd nie jest idealny dla dalszych losów Europy. Stery objęła koalicja Ligi i Ruchu 5 Gwiazd, a więc partii eurosceptycznych. Póki co jednak zarzekają się, że wyjście ze struktur unijnych nie wchodzi w grę. I pewnie za jakiś czas rząd ten zacznie grać na nerwach Unii, ale na tę chwilę inwestorzy o tym nie myślą. Przede wszystkim umocnienie złotego wynika też z zatrzymania się rajdu EUR/USD na południe. I wynika to również nie tylko z mocniejszego euro ale i słabszej postawy dolara. W efekcie EUR/PLN dość szybko złamał granicę 4,30 w dniu dzisiejszym. Ruch na południe może być kontynuowany tym bardziej, że pękł opór na głównej parze na poziomie 1,17. Ruch w kierunku 1,18 pozostaje otwarty. Oczywiście w konsekwencji tego scenariusza złoty może jeszcze zyskać kilka groszy. Wsparcia należy szukać na poziomie 4,27. Czynnikiem ryzyka dla złotego pozostaje szczyt państw G7. Wciąż Trump ma asa w rękawie w postaci groźby nałożenia cła na rynek motoryzacyjny z Europy. Co mogłoby popsuć kondycję gospodarczą głównej lokomotywy strefy euro czyli Niemiec.

CHF/PLN

CHFPLN..H1Kredytobiorcy frankowi chwilę grozy mają również za sobą. Kurs CHF/PLN niebezpiecznie szybował w górę docierając aż do poziomu 3,80. Aż strach pomyśleć co by było gdyby Włochy nie utworzyły rządu. Cała masa spekulacji o terminie nowych wyborów, czy chęci oskarżenia wobec prezydenta w przypadku uzyskania większej ilości głosów przez koalicję wywołałaby sporą nerwowość. Wtedy kurs CHF/PLN na poziomie 4,00 nie byłby abstrakcją. Na szczęście jednak rząd w Italii już jest, fakt że populistyczny i pewnie z kontrowersyjnymi pomysłami ale jednak nieco uspokoił sytuację. W dalszej perspektywie oczywiście jest ryzyko pogorszenia się kwestii budżetowych i tak mocno zadłużonych Włoch. Bardzo wrażliwa para walutowa na ryzyko polityczne w strefie euro a więc EUR/CHF jeszcze nie odreagował. Przypomnijmy przed perturbacjami na Półwyspie Apenińskim kurs ten osiągnął 1,20 a teraz jesteśmy blisko 1,15. Jeśli więc sytuacja na dobre się uspokoi wraz ze wzrostem EUR/CHF możemy oczekiwać powrotu CHF/PLN poniżej 3,70. Nie można jednak zapominać o kolejnej odsłonie wojny handlowej, którą znów wzniecił Trump. Do tego temat spotkania prezydenta USA z przywódcą Korei Północnej może również jeszcze przynieść niespodzianki. Wydaje się jednak, że to nie są aż takie rzeczy, które mogą wywołać lokowanie pieniędzy inwestorów właśnie we franku. Szwajcarska waluta jest szczególnie pożądana w przypadku ryzyka rozpadu strefy euro.

USD/PLN

USDPLN..H1W końcu widzimy również odreagowanie na USD/PLN. Na wykresie widzimy już solidne złamanie linii trendu wzrostowego. Kurs od niedawnego maksimum jest już niemal 10 groszy niżej. Patrząc od strony czynników prodolarowych również zostały one mocno ograniczone. Fakt dane z rynku pracy w piątek były świetne. Oczywiście nadal nie przesądzają o dodatkowej czwartej podwyżce stóp w tym roku. I w cenach choćby głównej pary walutowej świata tego na razie nie widzimy. Problem z tymi publikacjami był taki, że teoretycznie powinny zdecydowanie umocnić dolara ale trafiły na rynek w złym momencie. Trump znów uderzył w protekcjonistycznym tonie nakładając cła na stal i aluminium na Europę, Kanadę i Meksyk. Wcześniej te kraje były wyłączone ale wskutek impasu w negocjacjach prezydent USA postanowił wywrzeć dodatkową presję. W końcu jednak inwestorzy stwierdzili, że wojując szabelką na tylu frontach Trump może się zapędzić w ślepą uliczkę. Jeśli każdy z tych krajów objętych cłami zacznie akcje odwetowe to potencjał USA ucierpi. Stąd wynika ta wyprzedaż amerykańskiej waluty. Spadek USD/PLN i tym samym lepsza kondycja złotego może wynikać również z cofnięcia się notowań ropy naftowej. Niższe ceny czarnego złota są pokłosiem zapowiedzi OPEC i Rosji o zwiększeniu produkcji. Cena w okolicach 60 USD za baryłkę powinno skutkować bardziej odważnymi decyzjami inwestorów i rozglądaniem się za aktywami rynków wschodzących.

GBP/PLN

GBPPLN..H1GBP/PLN również sporo odreagowuje od piątku. Przez moment wydawało się nawet, że kurs będzie testował okrągłą wartość 5,00. Niespodzianka w postaci nagłego zwrotu sytuacji wokół Włoch pozwoliła jednak odwrócić sytuację. Do łask inwestorów po nerwowej sytuacji wróciły aktywa rynków wschodzących. GBP/PLN szybko więc o 8-9 groszy. Ten tydzień zapowiada się na spokojny więc szanse na powrót pod granicę 5,00 są bardzo mało prawdopodobne. Czynnikiem ryzyka może być szczyt G7 w Kanadzie, który rozpocznie się w piątek. Tym bardziej biorąc pod uwagę jaka nerwowa sytuacja panuje w stosunkach handlowych  USA z pozostałymi mocarstwami. Na funcie w tym tygodniu powinno być spokojnie. Kalendarz makro nie zawiera praktycznie żadnych ważnych publikacji. Kluczowy dla pary GBP/PLN więc będzie sentyment wokół walut krajów wschodzących.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Michał Jaszczyk Prezesem Zarządu i Dyrektorem Generalnym PepsiCo Polska

Firma PepsiCo mianowała Michała Jaszczyka Dyrektorem Generalnym i Prezesem Zarządu PepsiCo Polska. Objął on stanowisko z dniem 1 czerwca 2018 r.

Przez ostatnie trzy lata Michał Jaszczyk z sukcesem zarządzał sprzedażą produktów z oferty PepsiCo w Polsce i dzięki swojemu ogromnemu doświadczeniu, zdolnościom przywódczym oraz determinacji do osiągania sukcesów, konsekwentnie realizował doskonałe wyniki.

Michał Jaszczyk od ponad dekady działa na polskim rynku FMCG, zajmując się poprawą efektywności w różnych organizacjach, w których pracował oraz konsekwentnie dostarczając znaczące wzrosty dochodów i zysków. Pod jego przewodnictwem PepsiCo zrealizowało w Polsce szereg istotnych projektów i inicjatyw, m.in. z obszaru systemów sprzedaży, zarządzania przychodami, efektywności działań trade marketingowych oraz rozwoju marek spożywczych. Dał się także poznać jako inspirujący lider, który dba o rozwój talentów.

Michał Jaszczyk_Prezes Zarządu PepsiCo„Objęcie stanowiska Dyrektora Generalnego i Prezesa Zarządu PepsiCo Polska jest dla mnie wyróżnieniem oraz wyzwaniem. Wierzę, że moje dotychczasowe doświadczenie pomoże mi w realizacji ambitnych planów firmy dotyczących polskiego rynku, który jest bardzo ważny dla PepsiCo. Mamy tutaj bardzo dobrą pozycję, dzięki udanej współpracy z klientami oraz naszym znanym markom słonych przekąsek i napojów, które lubią polscy konsumenci”
– powiedział Michał Jaszczyk, Dyrektor Generalny i Prezes Zarządu PepsiCo Polska.

Michał Jaszczyk będzie raportował do Christophe’a Guillé, starszego wiceprezesa PepsiCo na Europę Centralną i Bałkany.

PepsiCo serdecznie dziękuje Pawłowi Gurgulowi, który dotychczas piastował stanowisko Dyrektora Generalnego i Prezesa Zarządu PepsiCo w Polsce za jego ogromny wkład w rozwój PepsiCo i życzy mu dalszych sukcesów w jego zawodowej karierze.

Kurs euro poniżej 4,30

Końcówka ubiegłego tygodnia przyniosła nieco poprawę sentymentu na światowych rynkach. Trzeba jednak zauważyć, że póki co lepszego klimatu inwestycyjnego nie widać na walutach. Można tutaj choćby spojrzeć na notowania EUR/CHF, gdzie widzimy poziomy 1,1530. Główna para walutowa świata jest kwotowana nieco poniżej 1.17. Poniedziałek z nielicznymi danymi makro. Czekamy na posiedzenia banków centralnych.

Niespodzianka po 90 dniach

Przede wszystkim dla rynków najistotniejsza informacja z końca ubiegłego tygodnia była taka, że Włochy mają w końcu rząd. Temat z tym związany to istna sinusoida nastrojów. Gdy już niemal wszyscy kalkulowali kiedy będą nowe wybory i jak one się zakończą, nagle na rynki napłynęła wiadomość o porozumieniu koalicji z prezydentem, a w zasadzie ustąpieniu nieco ze swoich żądań ze strony Ligi i Ruchu 5 Gwiazd.

Ważne, że chcą zostać w Unii

Chodziło przede wszystkim o obsadę stołka ministra finansów eurosceptycznym kandydatem. Podsumowując na pewno dla rynków populistyczny rząd nie jest dobry, szczególnie w dłuższej perspektywie może oznaczać spore problemy budżetowe Italii, bazując na planowanych pomysłach w głównej mierze oparte na rozdawnictwie środków. Niemniej jednak nowy rząd podkreśla póki co na każdym kroku, że nie chce opuszczać unijnych struktur.

Decyzja Trumpa bez rozgłosu

O dziwo nieco na boczny tor trafiła informacja o nałożeniu ceł na stal i aluminium na kraje wcześniej pominięte a więc przede wszystkim strefę euro, Kanadę i Meksyk. Na tę chwilę kwestia ta jest odbierana jako element negocjacyjny. I tu można nieco się nie zgadzać, gdyż to wygląda na jeden z najbardziej czarnych scenariuszy dla handlu światowego. Szczególnie, że z krajów objętych cłami słychać głosy dużego wzburzenia. Choćby szef KE zasygnalizował działania odwetowe i cła na alkohol czy motocykle.

Wywieranie presji – to prezydent USA ma opanowane

Wcześniej cła na stal i aluminium dla tych krajów były zawieszone, impas jednak w negocjacjach widocznie zdenerwował Trumpa i postanowił wywrzeć większą presję. Nie jest to nowe zachowanie prezydenta USA, jeszcze zanim objął ten urząd stosował takie praktyki w biznesie z których był znany. Wydaje się jednak, że polityka międzynarodowa to trochę inna półka. Temat ten może z pewnością znów wywołać wojnę handlową, ponieważ nie wydaje się, że Europa czy Kanada spokojnie przyjmą taki wymiar “kary”.

EUR/PLN poniżej 4,30

Piątek przyniósł spore odreagowanie na złotym. W relacjach do głównych walut krajowa waluta zyskała po kilka groszy. Dzisiaj wraz z początkiem dnia ruch ten jest kontynuowany. Kluczowe w dalszej części tygodnia będzie oczywiście zachowanie się sentymentu na rynkach światowych. Z czynników wewnętrznych mamy posiedzenie RPP, ale zmiany retoryki nie ma się co spodziewać, mimo nawet rosnących cen ropy, które już odbijają się na inflacji.

Garstka odczytów

Dzisiaj w kalendarium kilka ciekawych choć wydaje się mało znaczących odczytów dla kwotowań walut. 10.30 PMI z sektora budowlanego z Wielkiej Brytanii i indeks Sentix dla strefy euro. O 16 poznamy zamówienia środków trwałych z USA.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Euro otrzymuje wsparcie po uspokojeniu nastrojów we Włoszech

Pomimo podwyższonej zmienności na rynku walutowym, większość walut krajów G10 zakończyła tydzień blisko poziomów, na których go rozpoczęła. Ponownie w centrum uwagi znajdowały się wiadomości z Włoch.

Włochom udało się uniknąć powtórzonych wyborów – koalicja populistycznych partii ostatecznie doszła do skutku, a jej członkowie wydają się odrzucać postulat o wyjściu ze strefy euro. Warto wspomnieć, że według sondaży aż dwie trzecie Włochów jest za pozostaniem w bloku walutowym. Pod koniec tygodnia obligacje rządu Włoch odrobiły połowę strat spowodowanych kryzysem politycznym. Euro nieznacznie umocniło się względem dolara amerykańskiego, podobnie jak wszystkie inne europejskie waluty (z wyłączeniem korony szwedzkiej).

Najbliższy tydzień nie będzie obfitował w nowe dane makroekonomiczne, stąd spodziewamy się, że sytuacja polityczna we Włoszech nadal będzie istotnym czynnikiem wpływającym na kursy walut. W krótkim okresie brak nowych niepokojących informacji powinien wspierać euro i aktywa ryzykowne, związane ze wspólną walutą.

PLN

Pomimo słabości w środku tygodnia, polski złoty zakończył tydzień na niemal niezmienionym poziomie w relacji tak do euro, jak i dolara amerykańskiego. Względem tego pierwszego znalazł się nawet na minimalnym plusie.

Polski złoty gwałtownie tracił na początku tygodnia, gdy – z uwagi na zamieszanie we Włoszech – inwestorzy odwrócili się od euro i walut uznawanych za ryzykowne (takich jak PLN). Już następnego dnia, kiedy sytuacja na półwyspie Apenińskim nieco się uspokoiła złoty odrobił praktycznie całość strat i do końca tygodnia poruszał się w stosunkowo wąskim, bocznym kanale.

W tym tygodniu nie czeka nas wiele istotnych publikacji makroekonomicznych z kraju. Warto będzie zwrócić uwagę natomiast na spotkanie decyzyjne RPP do którego dojdzie w środę. O ile oczywiście nikt nie zakłada podwyżek stóp procentowych podczas spotkania (czy też w najbliższej przyszłości), o tyle jak zawsze warto będzie obserwować konferencję prasową po posiedzeniu Rady. Końcówka tygodnia również będzie interesująca: na piątek zaplanowana jest bowiem aktualizacja ratingu Polski ze strony agencji Fitch.

Podwyżka ratingu wydaje się stosunkowo mało prawdopodobna, jednak niewykluczone, że Fitch (podobnie jak ostatnio S&P) zdecyduje się zaktualizować prognozy gospodarcze, czy podnieść perspektywę ratingu kraju. Obecna ocena Polski wg. Fitch to A- z perspektywą stabilną, tym samym jest ona w „środku stawki” w porównaniu z ocenami pozostałych dwóch agencji „Wielkiej Trójki”, czyli S&P i Moody’s.

GBP

Ze względu na nieobecność nowych, istotnych publikacji makroekonomicznych, jak i brak wieści dotyczących Brexitu, kurs szterlinga w pierwszej kolejności odzwierciedlał wahania euro. Wspólna europejska waluta z kolei reagowała na wieści z Włoch, jak i na sytuację na rynku długu. Bieżący tydzień przyniesie jednak istotne publikacje z Wielkiej Brytanii, które powinny przykuć uwagę inwestorów.  We wtorek opublikowany zostanie odczyt kluczowego indeksu PMI opisujący aktywność w sektorze usług w maju. Dane pomogą wstępnie szacować, jakiej ekspansji doznała brytyjska gospodarka w drugim kwartale bieżącego roku.

EUR

Kryzysy polityczne we Włoszech i Hiszpanii wydają się zażegnane, przynajmniej na ten moment. We Włoszech uformował się rząd populistów. Teczki ministra finansów nie dostał jednak sprzeciwiający się wspólnej walucie Paolo Savona, którego zastąpi mało znany ekonomista, Giovanni Tria. Nowy minister twierdził w wypowiedziach prasowych, że „żadna siła polityczna” we Włoszech nie chce wyjścia ze strefy euro.

W wyniku wotum nieufności w Hiszpanii odsunięto od władzy prawicowego premiera Mariano Rajoya – zastąpił go lider hiszpańskich socjalistów, Pedro Sanchez. Ciężko jednak stwierdzić, do kiedy będzie można odsunąć nowy termin wyborów w kraju, zwłaszcza rozważając nikłe poparcie nowego rządu w parlamencie.

W zeszłym tygodniu opublikowano również kilka dobrych odczytów makroekonomicznych ze strefy euro, które przez rynki zostały jednak raczej pominięte. W maju wyraźnie przyspieszyła inflacja bazowa, co kontrastowało z bardzo słabymi danymi z kwietnia. Nadal będziemy pilnie obserwować ten wskaźnik makroekonomiczny, ponieważ to głównie od niego zależy przyszłość zacieśniania polityki monetarnej w krajach strefy euro.

USD

Majowy raport z amerykańskiego rynku pracy bardzo pozytywnie zaskoczył rynek. W Stanach Zjednoczonych utworzono wiele nowych miejsc pracy, a bezrobocie ponownie spadło. Co istotne, wzrosły również wynagrodzenia i wskaźnik aktywności zawodowej. Tak silny rynek pracy w tak późnym momencie cyklu wzrostu to zdecydowanie coś zaskakującego. Wieści z rynku pracy powstrzymały potencjalne umocnienie euro względem dolara. Pozwoliły również na wzrost rentowności 10-letnich obligacji rządu USA powyżej poziomu 2,90. Przez ostatnie dwa tygodnie, podczas których inwestorów straszył informacje w z Włoch, wspomniane rentowności spadły z rekordowych 3,12 aż do 2,76.

Autor: Enrique Díaz-Alvarez, Ebury

Złoty odrabia straty w ślad za EUR/USD, może jeszcze zyskać

Złoty rozpoczął tydzień od umocnienia do koszyka walut w ślad za wzrostem notowań EUR/USD i poprawą nastrojów na rynkach globalnych. Ten ruch może być jeszcze nieznacznie pogłębiony, następnie przeradzając się w konsolidację. Bez wpływu pozostanie natomiast posiedzenie RPP i przegląd ratingu Polski przez Fitch.

Poniedziałkowe przedpołudnie upływa pod znakiem umocnienia złotego do głównych walut. O godzinie 11:51 euro taniało o 1,8 gr do 4,2860 zł, szwajcarski frank o 2,3 gr do 3,7120 zł, a dolar aż o 3,7 zł do 3,6550 zł. Złotego wspiera poprawa nastrojów na rynkach globalnych i związany z tym wzrost apetytu na ryzyku. Przede wszystkim jednak pomaga mu kontynuacja wzrostowego odbicia na EUR/USD. Para ta rośnie od 1,1727, po tym jak w ubiegłym tygodniu spadła do 1,1510 z okolic 1,24 w połowie kwietnia.

Sentyment na krajowym rynku walutowym w dalszym ciągu kształtowany jest przede wszystkim przez czynniki globalne. W najbliższych dniach to się nie zmieni. Tym samym na drugim planie znajdzie się rozpoczynające się we wtorek dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Szczególnie, że nie przyniesie ono, ani zmiany stóp procentowych, ani zmiany retoryki. W dalszym ciągu tym podstawowym przesłaniem płynącym z Rady będzie sugestia, że rekordowo niskie stopy procentowe w Polsce mogą zostać utrzymane nawet do końca 2019 roku.

Bez wpływu na notowania złotego pozostanie również zaplanowany na piątek przegląd ratingu Polski przez agencję Fitch. Nawet pomimo tego, że agencja może podnieść perspektywę utrzymywanego od stycznia 2007 ratingu na poziomie A- do „pozytywnej” ze „stabilnej” (utrzymywanej od grudnia 2017). Taka zmiana byłaby tylko dostosowaniem oceny i nie stanowiła „wróżby” na przyszłość. Tym bardziej, że inwestorzy aktualnie mogą się obawiać, że obserwowane w Europie wyhamowanie wzrostu gospodarczego, zawita również nad Wisłę.

Odbicie na EUR/USD i lepsze nastroje na świecie powinny sprowadzić w kolejnych dniach notowania EUR/PLN poniżej 4,28 zł Dolar ma szansę cofnąć się poniżej 3,64 zł, a szwajcarski frank znaleźć poniżej 3,70 zł. Tam też można oczekiwać rozpoczęcia konsolidacji w ślad za podobnym zachowaniem EUR/USD oraz w oczekiwaniu na pojawienie się nowych impulsów. W tym tygodniu główną rolę będzie odgrywać przede wszystkim wielka polityka. Nastroje będą kształtować oczekiwania na zaplanowany na 8-9 czerwca szczyt przywódców G7 w Kanadzie, gdzie jednym z tematów będzie temat wojen handlowych. Drugim równie ważnym wydarzeniem będzie zaplanowane na 12 czerwca spotkanie przywódców USA i Korei Północnej.

Tematy stricte rynkowe wrócą począwszy od 13 czerwca. Tego dnia będzie mieć miejsce posiedzenie Fedu, które prawdopodobnie zakończy się podwyżką stop procentowych w USA. Dzień później zaś o polityce monetarnej debatować będzie ECB. Należy oczekiwać, że bank wypowie się nt. programu QE. Istotne będą też odniesienia do majowego, większego od prognoz, skoku inflacji w Europie.

Umocnienie złotego, które następnie przerodzi się w konsolidację jego notowań, to scenariusz bazowy na najbliższe dni. Patrząc na jego zachowanie z nieco dalszej perspektywy, zainicjowane w ubiegłym tygodniu umocnienie, jest korektą wcześniejszej silnej przeceny. Tyle tylko, że na tę chwilę brakuje na horyzoncie mocnych argumentów mogących wypchnąć notowania EUR/PLN, USD/PLN i CHF/PLN ponad ostatnie szczyty, czyli odpowiednio ponad 4,34 zł, 3,7663 zł i 3,8105 zł. Dlatego złoty może na dłuższy czas zagościć na obecnych poziomach.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, niezależny analityk

Fiskus kontroluje organizatorów wesel i pary młode – akcja świętokrzyskich organów podatkowych

Urzędy skarbowe sięgają po coraz bardziej wyrafinowane metody walki z nieuczciwymi przedsiębiorcami. W ostatnim czasie na celowniku znaleźli się… nowożeńcy. Przeprowadzona w Ostrowcu Świętokrzyskim akcja urzędu skarbowego objęła kilkadziesiąt par, które zawarły związek małżeński w 2016 r.

Nieuczciwi organizatorzy wesel?

Jak tłumaczy ostrowiecka skarbówka, nowożeńcy pełnią rolę świadków ewentualnych nieuczciwych praktyk stosowanych przez organizatorów wesel. Firmy specjalizujące się w organizacji przyjęć okolicznościowych mają podobno wykorzystywać nadarzające im się okazje do eliminacji podatku w sprzedaży swoich usług. Ze względu na fakt, że usługi takich firm świadczone są na rzecz osób fizycznych, które nie mogą odliczyć naliczonego VAT, ominięcie podatku jest korzystne dla obu stron. Ponadto urząd skarbowy wskazuje, że organizatorzy imprez okolicznościowych dopuszczają się często innych nieprawidłowości podatkowych, m.in. nie wykazują osiągniętego dochodu czy obrotu, nie ewidencjonują sprzedaży za pomocą kasy fiskalnej, stosują niewłaściwe stawki VAT, nie opodatkowują zaliczek pobranych na poczet organizowanego przyjęcia i nie wykazują dochodów z tytułu dodatkowych usług (np. pokazu fajerwerków). Urząd skarbowy, dokonując kontroli organizacji przyjęć weselnych sprzed dwóch lat, wypowiada walkę nieuczciwym przedsiębiorcom świadczącym wspomniane usługi. Wykorzystuje w tym celu dane o zawartych małżeństwach pozyskane z urzędu stanu cywilnego.

Przesłuchanie w sprawie kosztów wesela

Zapytania urzędu skarbowego są bardzo szczegółowe i dotyczą nie tylko kosztów organizacji przyjęcia, ale również tego, czy nowożeńcy otrzymali paragon lub fakturę za wpłaconą zaliczkę czy ponadprogramowe usługi, z których korzystali. Jednakże w większości przypadków wszelkie faktury czy paragony trafiły do kosza na śmieci, a przeciętny człowiek nie ma na tyle dobrej pamięci, by mógł sobie przypomnieć, czy za daną usługę weselną otrzymał fakturę czy nie.

Pozornie dobrowolne zeznania?

Urząd Skarbowy w Ostrowcu Świętokrzyskim w wydanym oświadczeniu wyjaśnia, że do nowożeńców zwrócił się jedynie z prośbą o udzielenie pisemnych wyjaśnień, które są dobrowolne. Wezwania zostały wysłane na podstawie art. 155 Ordynacji podatkowej, który wskazuje: „Organ podatkowy może wezwać stronę lub inne osoby do złożenia wyjaśnień, zeznań, przedłożenia dokumentów lub dokonania określonej czynności osobiście, przez pełnomocnika lub na piśmie, w tym także w formie dokumentu elektronicznego, jeżeli jest to niezbędne dla wyjaśnienia stanu faktycznego lub rozstrzygnięcia sprawy”.

W tej sytuacji wzywane przez organ podatkowy małżeństwa obawiają się, że w przypadku odmowy złożenia zeznań będą obciążone karą porządkową do 2800 zł (zgodnie z art. 262 § 1 Ordynacji podatkowej), jednak ostrowiecki Urząd Skarbowy uspokaja, że brak odpowiedzi na pismo organu nie będzie obciążone żadnymi konsekwencjami.

Działania na szeroką skalę

Działania kontrolne prowadzone przez organy skarbowe nie obejmują jedynie samych organizatorów przyjęć okolicznościowych. Dotyczą również przedsiębiorców świadczących usługi w czasie tego rodzaju wydarzeń. Oznacza to, że na celowniku znaleźli się również kamerzyści, fotografowie czy weselne kapele. Poza tym kontrole prowadzone są nie tylko w województwie świętokrzyskim – identyczne działania zostały podjęte przez skarbówkę w Zakopanem. W tym mieście jednak organ skupił się na kontroli działalności zespołów muzycznych oferujących swoje usługi podczas imprez okolicznościowych. Świadkami ewentualnych nieuczciwych działań przedsiębiorców z branży muzycznej miało być 345 nowożeńców wezwanych do złożenia zeznań.

Cel uświęca środki?

Mimo argumentacji urzędów skarbowych, że prowadzone przez nie działania wymierzone są w nieuczciwych organizatorów przyjęć weselnych, a nie w nowożeńców korzystających z ich usług, sposób postępowania organu budzi duże zastrzeżenia Zbieranie od młodych par informacji o ewentualnych nieprawidłowościach w rozliczeniu kosztów przyjęcia weselnego nasuwa skojarzenia z namawianiem do donoszenia na przedsiębiorców. Poza tym konieczność składania przez nowożeńców wyjaśnień dotyczących kosztów poniesionych z tytułu organizacji własnej prywatnej imprezy obniża poziom zaufania obywateli wobec państwa. Jednocześnie stwarza poczucie, że organy państwowe mogą ingerować w każdą, nawet najbardziej intymną sferę życia osoby prywatnej. W obecnej sytuacji zarówno organizatorzy przyjęć weselnych, jak i osoby korzystające z tego rodzaju usług mogą czuć się inwigilowane. Ponadto wzywanie do wyjaśnień większości małżeństw, które zleciły organizację przyjęć weselnych w 2016 r., sugeruje, że organizatorzy tego rodzaju wydarzeń działają wyłącznie nieuczciwie wobec organu podatkowego.

Zastanawiające jest również skupienie uwagi organów podatkowych wyłącznie na branży weselnej. Nie jest to jedyna branża, w której występuje problem nieewidencjonowania przychodów. Podobne praktyki są stosowane w branży remontowo-budowlanej czy handlowej na targowiskach. Nie słyszy się jednak o przesłuchiwaniu klientów firm świadczących usługi z tego zakresu. Być może jest to tylko kwestia czasu.

Każdy przedsiębiorca, który obawia się przedstawienia zarzutów dotyczących nieprawidłowego rozliczania świadczonych usług, powinien zadbać o profesjonalne wsparcie księgowo-prawne. Jeśli działania organu okażą się bezprawne, wyspecjalizowana kancelaria pomoże podatnikowi skutecznie dowieść jego niewinności.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Z nadzieją na uspokojenie

Przyszłość polityczna Europy i handlowa świata pozostają w centrum dyskusji prowadzonych na rynkach, ale przełożenie na handel mają nikłe przy dominacji apetytu na ryzyko. Rynek FX zdaje się być zmęczony huśtawką z poprzedniego tygodnia i szuka urlopowej ucieczki. Czas pokaże, czy się uda.

Na początku nowego tygodnia inwestorzy mniej martwią się o rozwój wydarzeń na scenie politycznej we Włoszech. Nowy premier Conte został zaprzysiężony i poprowadzi koalicyjny rząd Ruchu Pięciu Gwiazd i Ligi Północnej, co z pewnością tłumi obawy o przyspieszone wybory, ale nie uciszy spekulacji, na ile koalicja eurosceptyków i przeciwników establishmentu będzie trwała. Rentowność 10-letnich obligacji Włoch spada do 2,63 proc. (w zeszłym tygodniu było przez moment 3,44 proc.!), ale wciąż jesteśmy daleko 2 proc. z początku maja.

Weekendowe spotkanie ministrów finansów państw G7 przed zbliżającym się szczytem przywódców przerodziło się w USA kontra reszta, gdzie pozostała szóstka wyraziła „jednomyślną troskę i rozczarowanie” wobec polityki handlowej prezydenta Trumpa. Zeszłotygodniowy komunikat o braku prolongaty wyłączeń spod ceł na import stali i aluminium dla UE, Meksyku i Kanady podgrzewa atmosferę i rozdrapuje rany, jakie powstały w pierwszym kwartale, kiedy Trump forsował agendę wzmocnienia pozycji USA w handlu międzynarodowym. Wówczas wstępny skutek dla USD był negatywny (podkreślał nieobliczalną szkodliwość Trumpa dla waluty), nawet jeśli w dłuższym horyzoncie może oznaczać to zmniejszenie importu i poprawę bilansu handlowego. Ponadto rozpętanie wojen handlowych będzie uderzało w apetyt na ryzyko, co pośrednio też przyciąga kapitał do USD.

Tylko że ponieważ zdanie Trumpa bywa często zmienne (patrz: odwołania odwołań szczytu z liderem Korei Północnej Kim Dzong Unem), rynek nie do końca ma zamiar rozgrywać obawy o wojny handlowe bez twardych postanowień, a zawirowania z ostatnich dni mogły „zmęczyć” inwestorów i każdy liczy na chwilę uspokojenia. Z perspektywy makro jest lepiej niż może być, o czym w piątek przypomniał solidny raport NFP i wyższy od prognoz ISM da przemysłu z USA. Zatem rynek akcji pnie się do góry, EUR ma rajd ulgi z powodu Włoch, a dla USD znoszą się dobre dane i tryb risk-on. To ostatnie pomaga też złotemu odreagować ostatnią falę słabości. Dziś w kalendarzu nie ma nic interesującego, co pozwoliłoby podtrzymać pozytywny klimat. Problem tylko w tym, że rynki wciąż pozostają narażone na niespodziewane zwroty akcji i wyskoki czynników ryzyka. Czujność jest wymagana.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Składki ZUS od przychodu mogą zablokować możliwości rozwoju polskich firm

Składki ZUS od przychodu to konstrukcja omawiana już od dłuższego czasu. Pojawiała się wielokrotnie ze strony poprzednich ministrów. To propozycja, która miałaby powiązać podstawę obliczenia wysokości składki na ubezpieczenie społeczne z sytuacją osoby prowadzącej działalność gospodarczą – czyli np. jej przychodami, a nie jak dotychczas – przy założeniu minimalnej wysokości, która jest uzależniona od średniego wynagrodzenia. Negocjowanie zmiany sposobu wyliczania obciążeń emerytalno-rentowych przy firmach, które mają niższe przychody, jest dla nich zbyt dużym obciążeniem. W tej chwili minimalna kwota – w granicach tysiąca złotych składki – jest dla nich zbyt wysoka. Ogranicza całkowicie możliwość ich rozwoju i inwestowania, ponieważ konsumuje wszystkie nadwyżki pojawiające się po stronie przedsiębiorców.

– W sytuacji, gdy przychód jest mniejszy i firma funkcjonuje na mniejszą skalę – obniżenie obciążenia jest prawidłowym rozwiązaniem. W przypadku dużych podmiotów, kiedy składka będzie wyższa, mogą pojawić się problemy – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej – Jednym z zagrożeń jest przechodzenie firm do szarej strefy. Inną możliwością jest pojawienie się chęci przenoszenia działalności czy też siedziby przedsiębiorstw do miejsc, które zapewniają im korzystniejsze warunki. Proponowane rozwiązanie obudzi też uzasadniony sprzeciw wobec traktowania przedsiębiorcy tak, jak pracownika. W przypadku, kiedy ma on wysokie przychody, ale ponosi też duże koszty, a więc jego dochód nie jest spektakularny – większe obciążenie oznacza, że praktycznie nie będzie rozwijał swojej firmy, a być może nawet ją zlikwiduje. Pojawia się więc wniosek do resortu przedsiębiorczości o szerokie przedyskutowanie tego rozwiązania, ponieważ już mieliśmy próbę wprowadzenia takich zmian. Wtedy spotkała się z bardzo wyraźnym oporem ze strony przedsiębiorców, którzy tłumaczyli się inwestowaniem części swoich przychodów. Nie mogą więc być traktowani jak pracownicy – a takie uproszczenie pojawia się wśród urzędników – dodała Durlik.