Niemal połowa oprogramowania w firmach jest nielegalna. Wielomilionowych kar można uniknąć poprzez odpowiednie zarządzanie licencjami

Niemal połowa oprogramowania w firmach jest nielegalna. Wielomilionowych kar można uniknąć poprzez odpowiednie zarządzanie licencjami 1

Z badań wynika, że 48 proc. używanego w Polsce oprogramowania jest wykorzystywane nielegalnie, bez odpowiednich licencji. W przypadku audytu firma może zostać obciążona karami finansowymi, które mogą być liczone w milionach złotych. Coraz więcej firm sięga po rozwiązania w chmurze, które zapewniają prostsze modele licencjonowania. 30 proc. budżetów na usługi w chmurze jest jednak marnotrawione – wynika z analiz firmy RightScale. Zarówno te koszty, jak i kary za nielegalne oprogramowanie można ograniczyć, stosując zaawansowane rozwiązania do zarządzania infrastrukturą IT i licencjami oprogramowania.

– W Polsce ciągle jest to problem, który dotyka zarówno małe przedsiębiorstwa z sektora publicznego i prywatnego, jak i bardzo duże firmy i korporacje. Podstawą tego problemu jest brak dostatecznej wiedzy, narzędzi i świadomości. Poziom nielegalnie wykorzystywanego oprogramowania utrzymuje się od kilku lat, natomiast napawa optymizmem fakt, że coraz częściej firmy korzystają z rozwiązań chmurowych, hybrydowych, w których modele licencjonowania są trochę prostsze – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mateusz Majewski, dyrektor zarządzający Snow Software.

Z analiz BSA (Business Software Alliance), działającej na całym świecie branżowej organizacji, reprezentującej producentów oprogramowania i sprzętu komputerowego, która profesjonalnie zajmuje się walką z piractwem, wynika, że prawie połowa (48 proc.) używanego w Polsce oprogramowania jest wykorzystywana nielegalnie, bez odpowiednich licencji. Skala naruszania praw autorskich jest w Polsce sporo wyższa niż średnia unijna (29 proc.) i globalna (38 proc.).

Licencja oprogramowania to umowa pozwalająca na korzystanie z danej aplikacji, zawarta pomiędzy jej użytkownikiem a podmiotem, który dysponuje prawami autorskimi do niej. Nieaktualne licencje oprogramowania albo ich brak mogą być przyczyną poważnych kłopotów dla przedsiębiorstw, które w przypadku audytu będą zmuszone zapłacić wysokie kary. Dla przykładu w 2017 roku firma SAP (dostawca oprogramowania informatycznego ERP do planowania zasobów przedsiębiorstwa) wezwała na drogę sądową z tytułu niezapłaconych kosztów licencyjnych dwóch największych na świecie producentów napojów alkoholowych (Diageo i AB InBev). Finalnie przemysłowi giganci muszą zapłacić kolejno 54 mln funtów i 600 mln dolarów odszkodowania.

Kary dotykają także polskie firmy. Z danych BSA wynika, że w 2017 roku przedsiębiorcy będą musieli zapłacić łącznie 2,2 mln zł na rzecz producentów zrzeszonych w BSA. To o 46 proc. więcej niż rok wcześniej (1,5 mln zł w 2016 roku).

– Umowy SAP-owe na środowisko ERP bardzo często są napisane bardzo ogólnikowo, trudno jest klientom doczytać się, do czego oni mają tak naprawdę prawo. Ta niejasna definicja pozostawia pole do tego, żeby pewnego typu nadużycia mogły występować, być może bardzo często nieintencjonalne. Da się natomiast uniknąć tego typu przypadków dzięki praktykom związanym z zarządzaniem licencjami i oprogramowaniem, czyli Software Asset Management – mówi Mateusz Majewski.

Narzędzia Software Asset Management (SAM) służą do zarządzania zasobami oprogramowania. Narzędzia te umożliwiają m.in. etykietowanie, dzięki któremu użytkownik uzyskuje wgląd w informacje, kto w organizacji oraz w jakim celu założył VM (Virtual Machine). Dzięki temu można szybko skontaktować się z osobą korzystającą z usługi, sprawdzić, czy dalej jej potrzebuje, a gdy okaże się, że nie, zrezygnować i ograniczyć koszty.

– Patrząc na rozwiązania w chmurze, zastanawiamy się, jak dobrze policzyć wydatki na IT. W kontekście zarządzania licencjami i oprogramowaniem klienci tworzą takie praktyki, które pozwolą im lepiej panować nad tymi wydatkami. Wdrażanie procesów, procedur i narzędzi informatycznych, które kontrolują środowisko IT, ułatwia proces zarządzania nim, również proces budżetowania i prognozowania wydatków na IT. Kierunek, w którym idzie świat i polscy klienci, to wdrażanie praktyk SAM, które pozwalają lepiej kontrolować wydatki na IT, w tym także na chmurę – mówi Mateusz Majewski.

Wzrost wykorzystania rozwiązań chmurowych sprawia, że firmom coraz trudniej jest utrzymać kontrolę nad rosnącymi wydatkami. Według analizy firmy RightScale – 30 proc. budżetów na usługi w chmurze jest marnotrawione, a największe ryzyko niekontrolowanych nakładów finansowych powoduje IaaS (Infrastructure as a Service). Wynika to m.in. z braku odpowiednich narzędzi do monitoringu wykorzystania chmury.

– Firmy decydują się na chmurę ze względów technologicznych, ale nie zawsze ma to pozytywne odzwierciedlenie w budżecie. Dostępność technologii w chmurze jest bardzo dobra, ale jednocześnie dostawcy nie dostarczają klientom rozwiązań, które pozwalają mierzyć wykorzystanie tej chmury. To sprawia, że często klienci są zaskoczeni późniejszymi wydatkami – twierdzi ekspert.

Koszty migracji do chmury można ograniczyć, stosując zaawansowane rozwiązania do zarządzania infrastrukturą IT, w tym także licencjami. Właściwy monitoring i automatyzacja mogą skutecznie zredukować wydatki. Globalna firma doradcza Deloitte podaje, że koszty oprogramowania stanowią znaczną część firmowego budżetu na IT, ale wpływ umów licencyjnych na całą organizację jest wciąż niedoceniany. Firmy zaniedbują ten obszar i nie są świadome, że dzięki właściwemu zarządzaniu licencjami oprogramowania mogą obniżyć i zoptymalizować koszty z tego tytułu nawet o kilka milionów złotych rocznie.

– Oprogramowanie jest jednym z głównych wydatków w budżetach firm. Optymalizacja licencji oprogramowania pozwala zbadać potrzeby organizacji i dopasować model licencjonowania wykorzystywanej technologii. Jest to praca po dwóch stronach. Z jednej strony patrzymy na technologię, która jest potrzebna w firmie, żeby realizować cele biznesowe. Z drugiej strony to próba dopasowania optymalnego sposobu licencjonowania danego produktu, żeby on spełniał swoje funkcje biznesowe. Zderzenie tych dwóch stron pozwala nam podpowiadać klientom, jaki będzie optymalny model licencjonowania danego produktu – mówi dyrektor zarządzający Snow Software.

Rozwiązaniem do optymalizacji procesów licencyjnych w przedsiębiorstwach jest Snow Optimizer dla SAP Software. To narzędzie, które z dużą dokładnością potrafi wyliczyć aktywność transakcyjną dla każdego użytkownika systemu. Szybko wychwytuje obszary, które wymagają doboru i opłacenia dodatkowych licencji oraz eliminuje te, których opłacanie jest zbędne z punktu widzenia przedsiębiorstwa. W ten sposób zabezpiecza firmę przed ryzykiem niepotrzebnych wydatków i kar finansowych, a także sprzyja lepszemu planowaniu budżetu całej firmy.

Z narzędzi do optymalizacji i zarządzania licencjami oprogramowania korzystają zarówno małe i duże instytucje komercyjne, jak i sektor publiczny, uczelnie czy jednostki badawcze. Korzyść z takiego rozwiązania to oprócz oszczędności finansowych większe bezpieczeństwo informatyczne firmy i niwelowanie ryzyka związanego z audytem.

Globalna firma badawcza Gartner umieściła Snow Software pośród liderów w badaniu Magic Quadrant dotyczącym narzędzi do zarządzania zasobami oprogramowania SAM (Software Asset Management).

Nowe śmigłowce niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa na Bałtyku. Marynarka Wojenna potrzebuje przeskoku technologicznego

Nowe śmigłowce niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa na Bałtyku. Marynarka Wojenna potrzebuje przeskoku technologicznego 2

Możliwości modernizacyjne wojskowych śmigłowców, które latają od lat 60 ub. wieku, są dość ograniczone i niezbędny jest przeskok technologiczny – mówi gen. Piotr Patalong, były dowódca Wojsk Specjalnych. W ramach prowadzonego przez Ministerstwo Obrony Narodowej postępowania do Marynarki Wojennej ma trafić osiem śmigłowców przeznaczonych do zwalczania okrętów podwodnych i prowadzenia misji ratowniczych na morzu. Dziś tę funkcję pełnią wysłużone, postradzieckie śmigłowce Mi-14. Nowe maszyny są niezbędne, żeby zapewnić bezpieczeństwo militarne i cywilne na Bałtyku.

– Armia potrzebuje nowoczesnych, wielofunkcyjnych śmigłowców, które zapewnią jej zdolności operacyjne, śmigłowców, które mogą być wykorzystywane na naszym polu działań wojennych, czyli odpornych na rozpoznanie elektroniczne, dysponujących możliwością rozpoznania radioelektronicznego, zdolnych wykonywać loty na odpowiednich profilach, żeby latać bezpiecznie. Możliwości modernizacyjne obecnego sprzętu – który lata od lat 60. – są dość ograniczone i niezbędny jest przeskok technologiczny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes generał Piotr Patalong, były dowódca Wojsk Specjalnych.

W ramach dwóch postępowań, które toczą się od ubiegłego roku, MON zamierza wyłonić dostawcę ośmiu śmigłowców dla wojsk specjalnych zdolnych do prowadzenia misji poszukiwawczo-ratowniczych w warunkach bojowych oraz ośmiu maszyn dla Marynarki Wojennej przeznaczonych do zwalczania okrętów podwodnych i prowadzenia misji ratowniczych na morzu. Przetargi na śmigłowce mają zwiększyć zdolności polskich Wojsk Specjalnych i bezpieczeństwo morskie oraz zdolności operacyjne polskiej armii na Bałtyku.

Silna Marynarka Wojenna jest jednym z elementów systemu odstraszania. Poza tym mając Marynarkę Wojenną na miarę naszych ambicji, jesteśmy liczącymi się sojusznikami w strukturze NATO, możemy występować w różnych misjach, a w zamian oczekiwać wzmocnienia naszego bezpieczeństwa regionalnego przez cały Sojusz Północnoatlantycki – powiedział Michał Jach, przewodniczący Komisji Obrony Narodowej Sejmu RP, podczas Baltic Business Forum.

Obecnie w postępowaniach na śmigłowce MON bierze udział trzech oferentów: Airbus Helicopters (producent Caracali), firma Sikorsky należąca do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin (producent S70i Black Hawk) oraz zakłady PZL-Świdnik należące do Leonardo Helicopters – producenta śmigłowca AW101. Maszyna opracowana przy współpracy włosko-brytyjskiej jest w tej chwili jedną z największych produkowanych w Europie.

Polska armia, w tym także Marynarka Wojenna, w zdecydowanej większości używa dziś śmigłowców pochodzących właśnie z zakładów PZL-Świdnik. W czynnej służbie znajduje się już ponad 160 maszyn wyprodukowanych w Świdniku.

– Są to śmigłowce Anakonda, czyli morska wersja śmigłowca Sokół. To maszyny poszukiwawczo-ratownicze, które ratują zdrowie i życie ludzi na Bałtyku. Maszyny są zlokalizowane w dwóch bazach, odpowiadają za bezpieczeństwo zarówno marynarzy, załóg rybackich, kutrów, jak i pasażerów statków czy promów w razie jakichkolwiek problemów. To jest bardzo ważna funkcja świadczona przez Wojsko Polskie w czasie pokoju na rzecz obywateli. Bardzo ważnym zastosowaniem śmigłowców morskich jest też zwalczanie okrętów podwodnych przeciwnika – mówi Krzysztof Krystowski, wiceprezes Leonardo Helicopters.

Oferowany w postępowaniu dla Marynarki Wojennej AW101, który w Wielkiej Brytanii jest znany jako Merlin, to trzysilnikowy wiropłat opracowany na początku lat 90. i nieustannie rozwijany. Maszyna sprawdzona wielokrotnie w warunkach bojowych znajduje się na wyposażeniu m.in. Królewskiej Marynarki Wielkiej Brytanii oraz Danii, Norwegii, Włoch, Portugalii, Japonii i Kanady.

– To śmigłowiec o ogromnym zasięgu i bardzo długim czasie pozostawania w powietrzu, co jest niezwykle ważnym elementem zwalczania okrętów podwodnych, ponieważ taki śmigłowiec musi wykonać wiele zawisów po to, żeby sonarem sprawdzać dany obszar. Dodatkowo AW101 dzięki swoim gabarytom ma też możliwości poszukiwawczo-ratownicze. Jeżeli byłaby potrzeba udzielenia pomocy żołnierzom podczas działań wojennych czy cywilom podczas akcji ratunkowej, to maszyna ma możliwość przewiezienia nawet do szesnastu rannych na noszach, które mieszczą się w tym jednym śmigłowcu –mówi Krzysztof Krystowski.

Wiceprezes Leonardo Helicopters ocenia, że w przetargu na dostawcę maszyn dla Marynarki Wojennej jedynym poważnym konkurentem PZL-Świdnik są francuskie Caracale, które jednak nie mają w ofercie śmigłowców w wersji do zwalczania okrętów podwodnych, a więc nie spełniają jednego z kluczowych wymogów.

Z kolei w postępowaniu na śmigłowce dla wojsk specjalnych PZL-Świdnik oferuje MON wersję lądową śmigłowca AW101, który – podobnie jak Merlin – jest jedną z największych maszyn w swojej klasie.

 Z punktu widzenia wojsk specjalnych to bardzo duża zaleta, dlatego że muszą one zabierać na pokład śmigłowca bardzo wiele sprzętu. Ważny jest duży udźwig i to, aby śmigłowiec operował na bardzo dużych odległościach, bo ich misje polegają na szybkim przerzuceniu jednostek specjalnych na bardzo dużą odległość, na tyły przeciwnika albo do miejsc zupełnie odizolowanych. Zaletą śmigłowca, która odróżnia nas od konkurencji, jest to, że maszyny ma rampę tylną. To unikalne rozwiązanie, które powoduje, że na pokład śmigłowca można nawet wjechać samochodem terenowym, co zupełnie zmienia możliwości zastosowania takiego sprzętu – mówi Krzysztof Krystowski.

Wymóg przekazywania klientom danych na trwałym nośniku komplikuje bankom pracę. Kilka z nich wybrało już rozwiązanie technologiczne

Wymóg przekazywania klientom danych na trwałym nośniku komplikuje bankom pracę. Kilka z nich wybrało już rozwiązanie technologiczne 3

Banki czekają na opinię UOKiK dotyczącą rozwiązania sektorowego, które miałoby rozwiązać problem tzw. trwałego nośnika. To zagadnienie już od kilku miesięcy spędza sen z powiek bankowcom, którym grożą wielomilionowe kary. W międzyczasie kilka największych banków w Polsce zdecydowało się na wdrożenie rozwiązania trwałego nośnika opartego o macierz WORM, na podstawie koncepcji przedstawionej w UOKIK i opracowanej przez koncern technologiczny Hitachi. Oprócz wymogów trwałego nośnika macierz WORM pomoże się też bankom dostosować do wymogów innych regulacji, jak MIFID2 i RODO.

Zgodnie z unijną definicją trwały nośnik musi umożliwić konsumentowi lub przedsiębiorcy przechowywanie kierowanych do niego informacji w sposób, który umożliwi do nich dostęp w przyszłości i wykluczy ingerencję w ich treść przez usługodawcę (będą one przechowywane w niezmienionej postaci). Za trwały nośnik można uznać np. papier czy płytę CD/DVD.

Informacje, które banki przekazują konsumentom i przedsiębiorcom na trwałym nośniku, to m.in. formularze informacyjne dotyczące kredytów czy umowy zawieranych drogą elektroniczną, informacje o zmianach w regulaminie albo tabeli opłat i prowizji.

 Dotyczy to setek milionów umów zawieranych przez sektor bankowy. Przeniesienie i utrwalenie tego wszystkiego w czasach, kiedy dawno przeszliśmy już od gospodarki papierowej do elektronicznej, jest wielkim przedsięwzięciem. Chodzi o możliwość archiwizowania tych dokumentów tak, aby klienci i regulatorzy mieli pewność, że te dokumenty w postaci elektronicznej nie będą podlegały żadnej zmianie i będzie można do nich wrócić po wielu latach, bo niektóre umowy łączące klientów i banki to umowy wieloletnie – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

W styczniu ubiegłego roku Trybunał Sprawiedliwości UE wydał wyrok w sprawie autriackiego banku BAWAG, który miał znaczący wpływ na postrzegania problemu trwałego nośnika. Trybunał przyznał bowiem rację klientom austriackiego banku, którzy uznali, że wiadomości przekazywane im za pośrednictwem bankowości elektronicznej (a dokładniej skrzynki mailowej przypisanej do rachunku internetowego) nie spełniają wymogów trwałego nośnika – tym samym nie zostały skutecznie dostarczone. Trybunał wskazał, jakie wymagania muszą zostać spełnione, aby bankowość elektroniczna mogła być uznana jako trwały nośnik – niezmienność informacji i aktywne informowanie klientów.

W Polsce dotychczasowa komunikacja elektroniczna pomiędzy bankami a klientami odbywała się za pomocą skrzynki mailowej na platformie internetowej banku. UOKiK zakwestionował ten sposób komunikacji, podkreślając, że nie spełnia to definicji trwałego nośnika, ponieważ system znajduje się pod wyłączną kontrolą banku i klienci nie mają gwarancji, że treść nie zostanie jednostronnie zmieniona przez bank.

– Istotne jest, żeby informacje o zmianach warunków umów o usługę płatniczą zostały konsumentom doręczone, a nie udostępnione w bankowości elektronicznej, tak jak to się dzieje teraz. Chodzi o gwarancję, że informacje zamieszczone na tym trwałym nośniku nie będą w żaden sposób modyfikowane, podmieniane i nie będą mogły zostać usunięte. Dodatkowym aspektem jest dostęp do tych informacji przez okres, który dla konsumenta jest niezbędny, żeby z nich korzystać. Tutaj problemem jest to, że informacje, które dotychczas były przesyłane w ramach bankowości elektronicznej, nie były dostępne dla konsumentów po rozwiązaniu umowy – precyzuje Krzysztof Lehmann, zastępca dyrektora delegatury UOKIK w Bydgoszczy.

Zgodnie z wymogami UOKiK również forma doręczania tych informacji na trwałym nośniku powinna być dostosowana do preferencji klienta, ponieważ nie każdy korzysta jeszcze z elektronicznej bankowości lub woli dostawać informacje o warunkach umów z bankiem inną drogą. Klient powinien mieć też nieutrudniony dostęp do informacji po zakończeniu relacji umownej z bankiem.

Banki pracują intensywnie nad wdrożeniem takiego rozwiązania, które będzie spełniać wszystkie wymogi definicji trwałego nośnika. Problem jest poważny, bo w przypadku niedopełnienia zaleceń UOKiK bankom grożą wielomilionowe kary i konieczność wypłaty rekompensat dla klientów. Rozważane są rozwiązania sektorowe lub indywidualne dla każdego z banków. Jedną z ostatnich inicjatyw było przygotowanie koncepcji sektorowej przez Związek Banków Polskich.

– Jesteśmy po bardzo długim procesie poszukiwania najlepszego rozwiązania sektorowego, które ma sprawić, że bankowość elektroniczna dalej może być stosowana jako trwały nośnik i żeby odzwierciedlała te wszystkie elementy, o których mówił UOKiK i europejski Trybunał Sprawiedliwości. Na początku stycznia opublikowaliśmy raport, który przedstawiliśmy KNF i UOKiK. KNF udzieliła nam już odpowiedzi ze wskazaniem, że akceptuje wszystkie te rozwiązania dotyczące trwałego nośnika, które zaproponowaliśmy. Czekamy wciąż na oficjalne stanowisko UOKiK – mówi Tadeusz Białek, Dyrektor Zespołu Prawno-Legislacyjnego w Związku Banków Polskich.

Koncepcja rozwiązania sektorowego została oparta na technologiach pieczęci elektronicznej oraz blockchain. Na ten moment UOKIK nie odniósł się jednak oficjalnie do propozycji Związku Banków Polskich.

Nie wiem, czy prezes Urzędu jest właściwy do wypowiadania się w tym zakresie, ponieważ my prowadzimy postępowanie administracyjne związane z zarzutami w zakresie nieprzesyłania informacji na trwałym nośniku i tak naprawdę operujemy na tych informacjach, na tych zobowiązaniach, które zostały przedłożone w toku postępowań przez banki. Aktualnie propozycje oparte na technologii blockchain nie są przedmiotem opracowania przez prezesa Urzędu w ramach tych postępowań, więc trudno się do tego wprost odnosić – odpowiada Krzysztof Lehmann

Jedną z rekomendowanych i stosowanych technologii jest system oparty o bezpieczną pamięć obiektową, wyposażoną w mechanizm WORM (write-once-read-many), nazywaną na rynku finansowym po prostu „macierzą WORM”. Zapewnia ona niezmienność przechowywanych danych w wymaganym czasie oraz ich ochronę przed skasowaniem. W tym przypadku informacje mogą być przechowywane w infrastrukturze banku bez potrzeby wykorzystywania pomocy podmiotów trzecich.

 WORM to technologia, która pozwala zachować gwarancję, że określone informacje zapisane na tej macierzy nie zostaną w żaden sposób przez podmiot zarządzający tą macierzą usunięte, zmienione ani zastąpione żadnym innym dokumentem. W naszej ocenie WORM spełnia aspekt niezmienności, nieusuwalności przechowywanych informacji, aczkolwiek to jest tylko jeden z kilku aspektów związanych z wymogami co do trwałego nośnika w bankowości elektronicznej – dodaje przedstawiciel bydgoskiego oddziału UOKiK.

Macierz WORM jest kluczowym elementem rozwiązania problemu trwałego nośnika, zapewniającym trwałość informacji. Dodatkowo bank musi jednak zapewnić sposób odpowiedni sposób przekazywania przechowywanych na WORM informacji klientowi, a także informować klienta o pojawieniu się nowych informacji na macierzy WORM.

 Rozwiązanie macierzy WORM musi zostać zintegrowane albo z bankowością internetową banku, albo z jakimś niezależnym portalem, do którego klient będzie miał stały dostęp 24 godziny na dobę i który nie będzie zawierał żadnych informacji marketingowych – mówi Tadeusz Woszczyński, country manager Hitachi Europe.

Firma Hitachi w Polsce zajmuje się tematem trwałego nośnika od dwóch lat i opracowała koncepcję opartą o macierz WORM. Proponowana przez Hitachi macierz WORM bazuje na autorskim rozwiązaniu Hitachi Content Platform, które od lat jest stosowane m.in. w projektach regulacyjnych przez największe, światowe banki takie jak Morgan Stanley, Goldman Sachs, Raiffeisen, Rabobank i wiele innych. W Polsce największe banki zdecydowały się na wykorzystanie tego rozwiązania dla trwałego nośnika.

 Hitachi jest autorem zarówno koncepcji prawnej, funkcjonalnej, jak i technologicznej wykorzystania tzw. macierzy WORM do trwałego nośnika. Pierwsze rozwiązanie zostało dostarczone już w grudniu 2017 roku, kolejne dwa w marcu tego roku. Już trzy czołowe banki w Polsce stosują nasze rozwiązanie, a jesteśmy w trakcie intensywnych dyskusji o kolejnych wdrożeniach – dodaje country manager Hitachi Europe.

Indywidualne podejście banków do rozwiązania trwałego nośnika z wykorzystaniem macierzy WORM jest akceptowane przez Związek Banków Polskich, mimo że w swoim raporcie dotyczącym rozwiązania sektorowego trwałego nośnika (opartego o blockchain i pieczęć elektroniczną) nie odniósł się on wprost do macierzy WORM. Jednakże w ocenie ZBP macierz WORM również spełnia wymagania dotyczące trwałego nośnika:

 Banki wybierają teraz macierz WORM, wstrzymując się z decyzjami dotyczącymi zastosowania technologii blockchain, która wymaga daleko bardziej idących nakładów i wyzwań technologicznych. Blockchain jest przez nas adresowany jako rozwiązanie docelowo do zastosowania w bankowości w wielu innych również wymiarach, nie tylko jako trwały nośnik. Oczywiście akceptujemy fakt, że banki technologię WORM wybierają do trwałego nośnika – mówi Tadeusz Białek.

Jak podkreśla country manager Hitachi Europe macierz WORM jest najbardziej adekwatnym rozwiązaniem adresującym problem trwałego nośnika, ponieważ alternatywna technologia blockchain dopiero się rozwija. Ponadto oprócz trwałego nośnika macierz WORM umożliwia też spełnienie wymagań związanych z innymi unijnymi dyrektywami jak MiFID II czy RODO, która zwiększa do maksimum ochronę danych osobowych konsumentów.

 Wykorzystując macierz WORM, możemy zabezpieczyć informacje przed ich naruszeniem. Ponieważ macierz WORM to storage obiektowy, mamy też możliwość szybkiego wyszukiwania plików, które zawierają dane osobowe. Pewne mechanizmy wbudowane w taką macierz umożliwiają także wprowadzenie prawa do zapomnienia [jedno z założeń RODO – red.] – mówi Tadeusz Woszczyński.

Ile kosztują miejsca parkingowe w budowanych osiedlach?

Czy nabywcy nowych mieszkań chętnie kupują miejsca postojowe? Czy zakup garażu w realizowanych inwestycjach jest obowiązkowy? Ile kosztują miejsca parkingowe w budowanych osiedlach? Ofertę rynkową sprawdził serwis nieruchomości Dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Obowiązek zakupu miejsc postojowych uzależniony jest od konkretnej inwestycji. W niektórych projektach, z uwagi na wysoki wskaźnik miejsc postojowych, wprowadziliśmy warunek zakupu miejsca parkingowego. Problemu ze sprzedażą garaży nie mamy w inwestycjach zlokalizowanych w centrach miast, gdzie trudniej jest parkować. W takich projektach z reguły niższy jest też wskaźnik ilości miejsc postojowych w porównaniu do liczby budowanych mieszkań.

Mniejszą dynamikę sprzedaży notujemy w inwestycjach, w których mieszkania są tańsze, gdzie koszt zakupu garażu stanowi problem dla klienta z ograniczoną zdolnością finansową. W takich osiedlach miejsca postojowe sprzedają się kilka miesięcy po zakończeniu budowy, gdy klienci odbiorą i wykończą mieszkanie.

Ceny miejsc postojowych uzależnione są od lokalizacji i rodzaju miejsca, tj. od tego, czy znajduje się w garażu podziemnym, czy na zewnątrz, czy jest standardowe, czy typu Klaus lub rodzinne, a także od tego, czy do miejsca przynależy komórka albo schowek. Ceny miejsc parkingowych w naszych inwestycjach wahają się od 6 tys. zł do 42 tys. zł.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Klienci chętnie decydują się na zakup miejsc postojowych w naszych inwestycjach, zarówno pojedynczych, jak i podwójnych. W powstających osiedlach zapewniamy również pulę ogólnodostępnych, bezpłatnych miejsc postojowych klientom, którzy nie decydują się na zakup dedykowanego miejsca oraz odwiedzającym osiedle.

Wycena miejsc postojowych uzależniona jest od lokalizacji oraz współczynnika miejsc zapisanych w dokumentach planistycznych. Ceny mieszczą się w przedziale od 14 tys. zł do 60 tys. zł.

Wioletta Kleniewska, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu Polnord S.A.

Stały wzrost liczby samochodów sprawia, że własne miejsce parkingowe nie jest już luksusem, a staje się koniecznością. Zakup miejsca parkingowego na terenie nowego osiedla lub usytuowanego w garażu podziemnym jest dziś nieodzownym uzupełnieniem lokalu mieszkalnego, co ma także istotne znaczenie w przypadku późniejszej odsprzedaży nieruchomości na rynku wtórnym. Osiedla Grupy Polnord są tak projektowane, by każdy z nabywców mieszkań mógł dysponować własnym miejscem parkingowym. Jego zakup jest więc przypisany do mieszkania. Ceny, w zależności od lokalizacji inwestycji, wahają się od 20 tys. zł do 30 tys. zł.

Marcin Liberski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Atlas Estates

Zakup garażu w realizowanych przez nas inwestycjach nie jest obowiązkowy, przy czym z naszych obserwacji wynika, że zdecydowana większość klientów jest zmotoryzowanych i decyduje się na zakup miejsca parkingowego, także jeśli nabywane mieszkanie przeznaczone jest na wynajem. Część klientów decyduje się także na wykupienie dwóch miejsc parkingowych, jeśli jest więcej aut w rodzinie.

Ceny miejsc postojowych różnią się w zależności od inwestycji i ich lokalizacji. Na warszawskim Żoliborzu w inwestycji Apartamenty Krasińskiego II oferowane były w cenie 35 tys. zł brutto, a w osiedlu Capital Art Apartments przy Rondzie Daszyńskiego cena wynosiła 45 tys. zł brutto.

Małgorzata Ostrowska, Członek Zarządu i Dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Posiadanie samochodu jest dziś powszechne, a klientom z reguły bardzo zależy na tym, by mieć miejsce do zaparkowania pod domem, albo w garażu podziemnym. Ceny miejsc parkingowych uzależnione są od lokalizacji osiedla oraz typu miejsca. Naziemne miejsca postojowe kosztują od 12 tys. zł, a w hali garażowej od 22 tys. zł.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Ceny miejsc postojowych w naszych projektach wahają się pomiędzy 30 tys. zł a 50 tys. zł. Klienci chętnie je kupują, ale popyt w znacznym stopniu zależy od lokalizacji i grupy celowej w danym projekcie. Generalnie, im w wyższym segmencie rynkowym realizowana jest inwestycja, tym zainteresowanie miejscami postojowymi w hali podziemnej jest większe. W inwestycjach premium klienci nierzadko oczekują możliwości zakupu więcej niż jednego miejsca parkingowego.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu Grupy CTE

Zakup miejsc postojowych w naszych inwestycjach nie jest obowiązkowy. Większość klientów decyduje się na ich kupno, aczkolwiek bywa, że decyzję podejmują dopiero jakiś czas po odbiorze mieszkania.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Deweloperzy są zobligowani do realizacji określonej ilości miejsc postojowych w poszczególnych inwestycjach, które trzeba sprzedać, bo koszt ich budowy, szczególnie w garażach podziemnych jest ogromny. Nakładając taki obowiązek, władze miast próbują rozwiązać problem stale zwiększającej się ilości aut, których nie ma gdzie parkować. Jednocześnie, nawet w większych miastach nie ma zapewnionej komunikacji miejskiej umożliwiającej funkcjonowanie bez samochodu.

Katarzyna Dąbrowska, Senior Marketing Manager w Nexity Polska

Zakup miejsc postojowych w naszych projektach jest obligatoryjny. Miejsce postojowe we wszystkich naszych inwestycjach oferujemy w cenie około 30 tys. zł.

Mirosław Łoziński, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

W przypadku naszych inwestycji zakup miejsca postojowego nie jest obowiązkowy. Tym bardziej cieszy nas fakt, że osoby kupujące mieszkania w warszawskiej inwestycji Stacja Kazimierz prawie zawsze decydują się na zakup takiego miejsca. Z doświadczenia wiemy również, że niemała grupa klientów kupuje garaż dopiero w momencie odbioru mieszkania.

Za pojedyncze miejsce parkingowe w garażu podziemnym w Stacji Kazimierz zapłacimy 30 tys. zł. Rodzinne miejsce parkingowe kosztuje 25 tys. zł, a 50 tys. zł trzeba wydać za dwa miejsca kupowane w pakiecie. Zewnętrzne miejsce parkingowe jest w cenie 17 tys. zł. W inwestycji Miasta Wola w Warszawie cena pojedynczego miejsca parkingowego w garażu podziemnym wynosi 31 tys. zł, a platformy 26 tys. zł.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Klienci bardzo chętnie kupują miejsca postojowe w naszych inwestycjach. Zdecydowana większość garaży sprzedaje się wraz z mieszkaniami. Zakup takiego miejsca nie jest w naszych inwestycjach obowiązkowy. Ceny wahają się od 25 tys. zł do 45 tys. zł. Patrząc na rynek krakowski są to zdecydowanie optymalne i korzystne stawki.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Z reguły zakup miejsc postojowych w naszych inwestycjach jest obowiązkowy. Zdecydowana większość klientów posiada samochody i chce mieć zapewnione miejsce do parkowania, najchętniej w garażu podziemny. Choć zdarza się, że w naszych inwestycjach dostępne są także miejsca naziemne. Nierzadko klienci kupują też dwa miejsca postojowe lub tzw. miejsca rodzinne. Nawet ci, którzy początkowo nie są zainteresowani zakupem garażu, orientują się później, że mają problem z parkowaniem w okolicy i chcą dokonać zakupu. Najczęściej ceny standardowych miejsc pojedynczych w garażu podziemnym oscylują w okolicy 30 tys. zł brutto.

Jerzy Kłeczek, specjalista ds. marketingu w Activ Investment

Nigdy nie wprowadzaliśmy obowiązku zakupu miejsca postojowego z mieszkaniem. Problemy z parkowaniem w Krakowie, Katowicach, czy we Wrocławiu są jednak tak duże, że klienci chętnie kupują miejsca postojowe, płacąc za nie w zależności od inwestycji od 25 tys. zł do 40 tys. zł.

Michał Wawrzyniak, dyrektor ds. nieruchomości Grupy Partner

Klienci bardzo chętnie kupują miejsca postojowe na parkingach podziemnych, a nieco mniejszym powodzeniem cieszą się miejsca postojowe na zewnątrz budynku. W naszych inwestycjach miejsce na parkingu podziemnym kosztuje zwykle około 25 tys. zł, a na parkingu naziemnym 18 tys. zł, ale nie we wszystkich inwestycjach są takie dostępne. Większość klientów zdaje sobie sprawę z oszczędności, także czasu, jakie przynosi parkowanie samochodu w miejscu chronionym przed wpływem czynników atmosferycznych, stąd miejsca podziemne cieszą się dużym zainteresowaniem.

Autor: Dompress.pl

Marsh Risk Day 2018 – nowe wyzwania w zakresie zarządzania ryzykiem i ubezpieczeń

Marsh Risk Day to konferencja poświęcona nowym wyzwaniom w zakresie ubezpieczeń i zarządzaniu ryzykiem, która odbędzie się 17 maja 2018 r. w Centrum Konferencyjnym The Tides (ul. Wioślarska 8/1 piętro) w Warszawie.

Centrum Konferencyjne The Tides
Centrum Konferencyjne The Tides

Wydarzenie skierowane jest do prezesów i właścicieli firm, członków zarządów, dyrektorów finansowych, jak również menedżerów i specjalistów odpowiedzialnych za zarządzanie ryzykiem, ubezpieczeniami, czy też finansami firmy.

Organizator konferencji: Marsh Polska przygotował szeroki zakres tematyczny spotkania, skupiający się na obecnych trendach i rozwiązaniach stosowanych w zakresie analizy oraz oceny ryzyka na światowych i lokalnych rynkach ubezpieczeniowych. Uczestnicy konferencji mogą zapisać się na dwa z 8 dedykowanych poszczególnym obszarom warsztatów tematycznych – najważniejsze tematy w tegorocznym programie to m.in.:

  • Nowe wyzwania w zakresie zapewnienia ciągłości działalności biznesowej
  • Zarządzanie ryzykami o charakterze strategicznym/krytycznym (emerging risks)
  • Analiza ryzyka – zbędny wysiłek czy prawdziwa wartość dodana?
  • Ryzyko w operacjach dostaw towarów – formuły handlowe i ich wpływ na odszkodowania z polis transportowych?
  • Telematyka w ubezpieczeniach komunikacyjnych – przyszłość, czy tylko trend rynkowy?
  • Gwarancja ubezpieczeniowa – dobra forma zabezpieczenia interesów firmy
  • Ocena Ryzyka w praktyce – jak obniżać koszty ubezpieczenia poprzez zarządzanie ryzykiem w firmie?
  • Nowe i nie aż tak nowe zakresy polis finansowych – aktualne trendy w obszarze ubezpieczeń Cyber / Crime, D&O i PI
  • Programy pracownicze – wyzwania dla pracodawców
  • Nierzetelni kontrahenci – jak zabezpieczyć płynność finansową firmy?

Do grona Ekspertów Marsh Risk dołączyli m.in.: Artur Grześkowiak – Prezes Marsh Polska, Richard Smith-Bingham – Dyrektor Global Risk Center, Marsh & McLennan Companies, Joanna Orłowska – Członek Zarządu, Dyrektor Finansowy, Veolia Energia Warszawa, Jarosław Ptaszyński – Członek Zarządu, Dyrektor Operacyjny, ANWIL, Dorota Domańska – Ekspert ds. likwidacji szkód w zysku (BI/MLoP/ELoP/ALoP),Open Expert, Tomasz Balcerowski – Dyrektor Biura Underwritingu Ubezpieczeń OC, TUiR WARTA, Konrad Drzewicki – Kierownik Działu Ubezpieczeń OC, Marsh Polska, Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO & PEMA, Marsh Polska, Marcin Olczak – Dyrektor Departamentu Ryzyk Kredytowych i Politycznych, Marsh Polska, Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego, Marsh Polska oraz wielu innych ekspertów.

Więcej informacji na temat Konferencji / Program do pobrania znajdują się na stronie:  https://www.marsh.com/pl/pl/campaigns/marsh-risk-day-2018.html

 

Złotemu zaszkodzi wzrost kursu dolara

Trzeba się przygotować na to, że złoty zacznie stopniowo tracić do euro, dolara, funta czy nawet globalnie słabego franka. Brak szans na podwyżki stóp procentowych w Polsce, przy jednoczesnym ich wzroście np. w USA nie pomoże polskiej walucie – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Dziś możemy jeszcze mówić o stosunkowo silnej polskiej walucie. Dolar jest tańszy o ok. 80 gr, a euro 30 gr w porównaniu do kursów z połowy grudnia 2016 r. O ile jednak do niedawna złoty zyskiwał w związku z bardzo dobrą kondycją gospodarki strefy euro, a także lekką niepewnością wokół polityki monetarnej w USA, o tyle teraz sytuacja się odwraca.

W Polsce stopy ani drgną

Zarówno “twarde”, jak i “miękkie” dane (ankietowe – biznesu, konsumentów itp.) wskazują na spowolnienie szybkiego tempa rozwoju gospodarki wspólnej waluty. Fakt ten nie zachęca Europejskiego Banku Centralnego (EBC) do zaostrzania ultrałagodnej polityki monetarnej czy chociażby komunikacji takiego procesu.

Na rodzimym rynku z kolei Rada Polityki Pieniężnej (RPP) będzie najprawdopodobniej czekała, co i kiedy zrobi EBC. Łagodne podejście RPP do stóp procentowych sprawia, że nie należy spodziewać się ich podwyżki przed I kwartałem przyszłego roku. Mogą one pozostać na niezmienionym poziomie nawet do końca 2019 r. Z takim podejściem idzie w parze osłabienie procesów inflacyjnych, które widać w ostatnich miesiącach.

Ameryka nie wspiera

Złotemu zdecydowanie nie sprzyja i nie będzie sprzyjać stopniowo umacniający się dolar. To pokłosie relatywnie łagodnej polityki monetarnej w Europie przy jednoczesnym zacieśnianiu monetarnym w USA, gdzie stopy procentowe zostały podniesione już raz w tym roku. I czekają nas jeszcze co najmniej dwie podwyżki.

Wzrastające rentowności obligacji skarbowych USA stają się w efekcie coraz bardziej łakomym kąskiem dla inwestorów. W takiej sytuacji postrzegane jako bardziej ryzykowne aktywa krajów rozwijających się zaczynają być relatywnie coraz mniej atrakcyjne, by lokować w nich kapitał. Zaczyna on więc przepływać m.in. od złotego do bezpieczniejszego dolara czy wspomnianych obligacji.

Rok słabnącego złotego

Chociaż po drodze mogą pojawić się wahania wartości dolara i złotego, spowodowane m.in. ryzykiem ograniczenia wolnego handlu (cła), wspomniany proces przepływu kapitału będzie najprawdopodobniej stopniowo postępował w perspektywie najbliższych 12 miesięcy.

Szybkie przyspieszenie zachodzących obecnie procesów inflacyjnych w strefie euro i w Polsce, mogłoby skłonić zarówno EBC jak i RPP do zaostrzenia polityki monetarnej lub przynajmniej zapowiedzi takiego ruchu. To jednak obecnie mało prawdopodobny scenariusz. Powinniśmy się więc przygotować na stopniowo osłabiającego się złotego w stosunku do podstawowych walut – euro, dolara, funta czy nawet globalnie słabego franka.

Wynagrodzenie netto w Polsce ciągle mało konkurencyjne na tle innych krajów Unii Europejskiej

Wynagrodzenie netto, czyli kwota, jaką otrzymuje pracownik po odjęciu wszystkich obowiązkowych podatków i składek, w Polsce wynosi 71% pełnej pensji w przypadku przeciętnie zarabiającego singla i 77% w przypadku przeciętnie zarabiającej rodziny. To poniżej średniej dla wszystkich krajów Unii Europejskiej – wynika z najnowszej edycji raportu PwC „Praca w UE – podatki i składki 2018”.

Z analizy przeprowadzonej przez ekspertów PwC wynika, że przeciętnie zarabiający singiel otrzymuje 71% swojego pełnego wynagrodzenia (średnia UE 73%). Pozostała część to podatek PIT oraz obowiązkowe składki odprowadzane w imieniu pracownika przez pracodawcę: na ubezpieczenie emerytalne i rentowe oraz chorobowe (ZUS), a także na ubezpieczenie zdrowotne (NFZ). Oznacza to, że w zestawieniu z pozostałymi krajami UE zajmujemy 15. lokatę (ex aequo z Chorwacją, Łotwą i Rumunią). Pierwsze trzy miejsca należą do Cypru (91%), Malty (81%) oraz ex aequo Estonii, Irlandii i Wielkiej Brytanii (80%).

W nieco gorszej sytuacji pod tym względem znajdują się polskie rodziny. Co prawda, przy przeciętnych dochodach mogą one liczyć na 77% wynagrodzenia (średnia UE wynosi 79%), ale to zaledwie 18. miejsce w zestawieniu wszystkich 28 krajów Unii Europejskiej (ex aequo ze Szwecją). Analiza uwzględnia popularne ulgi na dziecko i rozliczenie małżeńskie.

Zmiany, które zaszły w podatku PIT w Polsce w ostatnich kilkunastu miesiącach, nie wpłynęły znacząco na wysokość wynagrodzenia netto przeciętnej rodziny. Podniesienie kwoty wolnej od podatku odczuła niewielka grupa osób o najmniejszych dochodach. Z kolei dyskutowane zniesienie limitu składek ZUS i tym samym zwiększenie kosztów zatrudnienia nie będzie pozytywnie stymulować rynku pracy. W tym kontekście pod znakiem zapytania stoi wzrost konkurencyjności naszego wynagrodzenia na europejskim rynku. – Mariusz Ignatowicz, partner w dziale prawno-podatkowym PwC

Jak wynika z danych zebranych w raporcie PwC, mimo podwyżki kwoty wolnej od podatku do 6600 zł w 2017 r., Polska nadal znajduje się w końcówce zestawienia krajów unijnych (21. miejsce). Spośród państw, które posiadają kwotę wolną za nami znajdują się tylko Włochy (22.), Łotwa (23.), Czechy (24.) i Rumunia (25.). W poprzednim roku największy wzrost kwoty wolnej nastąpił w Chorwacji, o niemal 2000 euro.

Eksperci PwC przeprowadzili także analizę dotyczącą wynagrodzenia netto dla osób zamożnych, to jest takich, które otrzymują pięciokrotność przeciętnego wynagrodzenia. W przypadku singla zarobki netto wynoszą 67% (10. pozycja ex aequo z Węgrami), a w przypadku rodziny to 73% (6. lokata).

Zmiany w PIT i ZUS w krajach Unii Europejskiej

W minionym roku w 3 krajach Unii Europejskiej (Dania, Holandia, Luksemburg) nieznacznie podwyższono stawki podatkowe. Z kolei na Łotwie, gdzie do tej pory obowiązywał 23% podatek liniowy, w 2018 r. wprowadzono progresywną skalę podatkową od 20% do 31,4%. W Rumunii stawka podatku liniowego została w 2018 r. obniżona z 16% do 10%.

W krajach UE nadal dominują stawki progresywne (dotyczy to zwłaszcza państw tzw. „starej Unii”). Stawki liniowe są w zdecydowanej mniejszości i obowiązywały w 2017 r. w zaledwie 6 państwach, a od tego roku już tylko w 5 (bez Łotwy). W ponad połowie krajów Unii Europejskiej stawka podatkowa dla najlepiej zarabiających waha się w granicach 40-57%. Aż 8 państw ma najwyższą stawkę podatkową równą lub wyższą niż 50% (Szwecja, Portugalia, Austria, Holandia, Dania, Belgia, Słowenia, Grecja).

Łączna składka na ZUS w Polsce to ponad 35% wynagrodzenia, co w tym aspekcie sytuuje nas w połowie zestawienia państw Unii Europejskiej. W kilku krajach przekroczony jest próg 40% (Słowacja, Czechy, Rumunia, Węgry, Grecja, Belgia, Holandia, Niemcy), a w przypadku Francji nawet 60%. W minionym roku na podwyżkę składek na ubezpieczenie społeczne zdecydowały się Niemcy, a na Cyprze i w Holandii obniżono składki pracodawcy z tego tytułu.  – Joanna Narkiewicz-Tarłowska, dyrektor w dziale prawno-podatkowym PwC

Polskie banki muszą inwestować w otwartą bankowość, aby utrzymać się w cyfrowej czołówce Europy

Polska znajduje się wśród krajów, które można określić mianem cyfrowych liderów bankowości. Jak wynika z kolejnej edycji badania EMEA Digital Banking Maturity 2018 przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, największy wpływ na to, czy dany kraj jest na czele cyfrowego wyścigu ma presja ze strony klientów oraz konkurentów rynkowych. O tym, kto w przyszłości stanie na podium, zdecyduje odnalezienie się w świecie otwartej bankowości oraz poszerzenie oferty o usługi pozabankowe.

Badanie Deloitte zostało przeprowadzone w 238 bankach i 10 FinTechach oferujących usługi bankowe z 38 krajów Europy i Bliskiego Wschodu. W Polsce przebadano 15 instytucji. W tym celu otwarto prawdziwe konta w badanych bankach, aby przeanalizować 826 funkcjonalności. Badanie zostało zakończone ankietą satysfakcji wśród ośmiu tysięcy klientów.

– Dziś mianem cyfrowego określa się niemal każdy bank, a jeszcze kilka lat temu nieliczne instytucje wspominały o cyfryzacji w swoich planach rozwoju. Obecnie proporcje są dokładnie odwrotne, gdyż mało która instytucja finansowa nie opiera swojej strategii na cyfryzacji. Postanowiliśmy sprawdzić, kto naprawdę zasługuje na tytuł cyfrowego lidera, czyli banku, który oferuje klientom użyteczne i istotne z ich punktu widzenia funkcjonalności w przyjaznym klientowi interfejsie – mówi Grzegorz Cimochowski, Partner, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Polsce, Deloitte.

Cyfrowa koszulka lidera

Porównywane rynki podzielono na cztery grupy pod kątem bankowej dojrzałości cyfrowej. Pierwszą z nich tworzą tzw. cyfrowi liderzy, wśród których obok Rosji, Turcji, Szwajcarii, Hiszpanii znajduje się także Polska. Tuż za nimi znajduje się grupa pościgowa, gdzie znalazły się, m.in. Czechy i Norwegia. Do szerokiego peletonu zakwalifikowało się większość rynków Europy Zachodniej. W grupie cyfrowych maruderów znalazły się kraje Bliskiego Wschodu oraz Łotwa czy Irlandia. – Wysoki odsetek osób korzystających z bankowości internetowej niekoniecznie oznacza, że banki dostarczają dojrzałe kanały cyfrowe. Kraje, gdzie dostęp do bankowości internetowej jest powszechny i szeroki, jak na przykład rynki skandynawskie, nie znalazły się wśród liderów. W tym wyścigu znacznie ważniejsza jest presja ze strony klientów oraz konkurentów. Stąd mocna pozycja krajów takich jak Polska, Rosja czy Turcja, gdzie banki w okresie transformacji ustrojowej zdecydowały się na znaczne inwestycje, aby nie zostać w tyle za konkurencją – mówi Daniel A. Majewski, Menedżer w Dziale Doradztwa Strategicznego Deloitte.

Polscy liderzy i maruderzy

Które polskie banki można zaliczyć do cyfrowych liderów? Wśród piętnastu badanych na to miano zasługują trzy: ING, mBank oraz Millenium (kolejność alfabetyczna). Spośród 248 przeanalizowanych instytucji znalazły się one w pierwszej dwudziestce zestawienia. Jednocześnie także trzy polskie instytucje zaliczyć należy do grupy maruderów. Ten, który wypadł najgorzej, sklasyfikowano dopiero na 242. miejscu. – Na tej podstawie możemy powiedzieć, że Polska jest liderem cyfrowym, ale polskie banki są pod tym względem bardzo zróżnicowane – mówi Daniel A. Majewski.

Polskie banki osiągnęły lepsze wyniki od średniej w regionie Europa i Bliski Wschód na wszystkich sześciu analizowanych etapach interakcji z klientem, tj. poszukiwaniu informacji o banku, otwieraniu konta, wdrażaniu klienta, codziennej bankowości, poszerzaniu relacji oraz zakończeniu relacji klienta z bankiem. Najsłabiej wypadają w dwóch obszarach: otwieraniu i zamykaniu konta. – Otwieranie konta poprzez kanały cyfrowe stanowi wyzwanie ze względów regulacyjnych, ale niektóre z banków oferują już taką możliwość. – tłumaczy Grzegorz Cimochowski.

Już nie tylko usługi bankowe

Jak pokazało badanie Deloitte, FinTechy rzucają wyzwanie tradycyjnej bankowości. Ich przewagą jest dobre wsparcie produktów bankowych Badanie Deloitte zostało przeprowadzone w 238 bankach i 10 FinTechach oferujących usługi bankowe z 38 krajów Europy i Bliskiego Wschodu. W Polsce przebadano 15 instytucji. W tym celu otwarto prawdziwe konta w badanych bankach, aby przeanalizować 826 funkcjonalności. Badanie zostało zakończone ankietą satysfakcji wśród ośmiu tysięcy klientów.

– Dziś mianem cyfrowego określa się niemal każdy bank, a jeszcze kilka lat temu nieliczne instytucje wspominały o cyfryzacji w swoich planach rozwoju. Obecnie proporcje są dokładnie odwrotne, gdyż mało która instytucja finansowa nie opiera swojej strategii na cyfryzacji. Postanowiliśmy sprawdzić, kto naprawdę zasługuje na tytuł cyfrowego lidera, czyli banku, który oferuje klientom użyteczne i istotne z ich punktu widzenia funkcjonalności w przyjaznym klientowi interfejsie – mówi Grzegorz Cimochowski, Partner, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Polsce, Deloitte.

Cyfrowa koszulka lidera

Porównywane rynki podzielono na cztery grupy pod kątem bankowej dojrzałości cyfrowej. Pierwszą z nich tworzą tzw. cyfrowi liderzy, wśród których obok Rosji, Turcji, Szwajcarii, Hiszpanii znajduje się także Polska. Tuż za nimi znajduje się grupa pościgowa, gdzie znalazły się, m.in. Czechy i Norwegia. Do szerokiego peletonu zakwalifikowało się większość rynków Europy Zachodniej. W grupie cyfrowych maruderów znalazły się kraje Bliskiego Wschodu oraz Łotwa czy Irlandia. – Wysoki odsetek osób korzystających z bankowości internetowej niekoniecznie oznacza, że banki dostarczają dojrzałe kanały cyfrowe. Kraje, gdzie dostęp do bankowości internetowej jest powszechny i szeroki, jak na przykład rynki skandynawskie, nie znalazły się wśród liderów. W tym wyścigu znacznie ważniejsza jest presja ze strony klientów oraz konkurentów. Stąd mocna pozycja krajów takich jak Polska, Rosja czy Turcja, gdzie banki w okresie transformacji ustrojowej zdecydowały się na znaczne inwestycje, aby nie zostać w tyle za konkurencją – mówi Daniel A. Majewski, Menedżer w Dziale Doradztwa Strategicznego Deloitte.

Polscy liderzy i maruderzy

Które polskie banki można zaliczyć do cyfrowych liderów? Wśród piętnastu badanych na to miano zasługują trzy: ING, mBank oraz Millenium (kolejność alfabetyczna). Spośród 248 przeanalizowanych instytucji znalazły się one w pierwszej dwudziestce zestawienia. Jednocześnie także trzy polskie instytucje zaliczyć należy do grupy maruderów. Ten, który wypadł najgorzej, sklasyfikowano dopiero na 242. miejscu. – Na tej podstawie możemy powiedzieć, że Polska jest liderem cyfrowym, ale polskie banki są pod tym względem bardzo zróżnicowane – mówi Daniel A. Majewski.

Polskie banki osiągnęły lepsze wyniki od średniej w regionie Europa i Bliski Wschód na wszystkich sześciu analizowanych etapach interakcji z klientem, tj. poszukiwaniu informacji o banku, otwieraniu konta, wdrażaniu klienta, codziennej bankowości, poszerzaniu relacji oraz zakończeniu relacji klienta z bankiem. Najsłabiej wypadają w dwóch obszarach: otwieraniu i zamykaniu konta. – Otwieranie konta poprzez kanały cyfrowe stanowi wyzwanie ze względów regulacyjnych, ale niektóre z banków oferują już taką możliwość. – tłumaczy Grzegorz Cimochowski.

Już nie tylko usługi bankowe

Jak pokazało badanie Deloitte, FinTechy rzucają wyzwanie tradycyjnej bankowości. Ich przewagą jest dobre wsparcie produktów bankowych oferowanych w kanałach mobilnych, ale problemem bywa ograniczona oferta. Pod tym względem przewagę wciąż utrzymują tradycyjne banki. Jednak jak pokazują przykłady rynkowe, współpraca z partnerami zewnętrznymi pozwala FinTechom rozszerzać portfolio produktów w szybkim tempie.

Zdecydowana większość przeanalizowanych funkcjonalności (84%) nie wychodzi poza cyfryzację tradycyjnych produktów bankowych. – Banki, które koncentrują się tylko na tym kroku, próbują utrzymać status quo, czyli oferują klientom w kanałach cyfrowych usługi bankowe, które dawniej dostępne były w oddziałach. O tym, kto zostanie liderem w przyszłości, zdecyduje wyjście poza tradycyjną bankowość, czyli tzw. otwarta bankowość i usługi pozabankowe (beyond banking) – mówi Daniel A. Majewski. Dyrektywa unijna PSD2 powoduje, że banki ułatwią dostęp do rachunków i płatności swoich klientów, co będzie pierwszym krokiem na drodze do otwartej bankowości. W praktyce oznacza to, że usługi finansowe będą świadczone zarówno przez banki, jak i inne instytucje, tzw. strony trzecie (TPP).

Z kolei usługi pozabankowe wychodzą poza zakres tradycyjnej działalności banków. Mogą być one dowolnego rodzaju i dotyczyć bezpieczeństwa czy mobilności. W Polsce przykładem usług beyond banking jest m.in. możliwość złożenia za pośrednictwem banku wniosku w programie Rodzina 500+.

– Banki w Polsce są w czołówce cyfrowej rewolucji, tymczasem w Europie Środkowej jest 11 mln, a w całej Europie 60 mln klientów, których można określić jako zakładników oddziałów. Chcieliby oni używać kanałów cyfrowych, ale wciąż uznają bankowość internetową lub mobilną za zbyt kłopotliwą. Jest to grono klientów, o które będzie toczyć się walka. Ważne, by polskie banki wykorzystały szansę, która się przed nimi otwiera – podsumowuje Grzegorz Cimochowski.

Grupa BZ WBK publikuje wyniki po I kw. 2018

W I kw. 2018 roku Grupa Banku Zachodniego WBK zanotowała wynik netto należny akcjonariuszom podmiotu dominującego w wysokości 439 mln zł. Po wyłączeniu nadwyżki kosztów (w porównaniu z I kw. 2017 roku) na Bankowy Fundusz Gwarancyjny w I kw. 2018 roku porównywalny zysk netto wzrósłby
o 9,7% r/r.

Michał Gajewski BZ WBK
Michał Gajewski, BZ WBK
  • Wypracowane w pierwszym kwartale wyniki są satysfakcjonujące. Widzimy rosnącą sprzedaż w większości linii biznesowych, co znalazło odzwierciedlenie w dochodach Grupy. Jednocześnie marża odsetkowa ukształtowała się na poziomie 3,98%, o 5 pb. wyżej niż przed kwartałem.
  • Bank realizuje obecnie kilka projektów strategicznych, wspierających tworzenie najlepszego banku dla klientów. Doskonałe efekty przynosi transformacja cyfrowa, trwają prace nad wprowadzeniem nowego modelu dystrybucji. Jednocześnie, przygotowując się do włączenia wydzielonej części Deutsche Banku rozpoczęliśmy program Wealth Management, który zakłada wypracowanie nowej strategii i modelu biznesowego dla segmentu private banking. Trwają także prace nad ofertą.
  • W ostatnim czasie, realizując naszą strategię transformacji cyfrowej wprowadziliśmy kilka rozwiązań, służących klientom. W kanałach zdalnych udostępniliśmy ubezpieczenia motoryzacyjne i Mobilne Konto Oszczędnościowe. Jako pierwsi w Polsce udostępniliśmy zarówno płatności Garmin Pay, jak i, we współpracy z Grupą Santander – szybkie przelewy zagraniczne oparte o technologię blockchain. Klientom korporacyjnym umożliwiliśmy, za pośrednictwem naszej bankowości elektronicznej, dostęp do rachunków innych banków. Potwierdzamy tym samym naszą pozycję lidera innowacyjnych rozwiązań.

Wyniki w I kw. 2018 roku:

  • Dochody ogółem – wyniosły 2,0 mld zł, i były wyższe o 8% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.
  • Wynik z tytułu odsetek wyniósł 1,4 mld zł i wzrósł o 11% r/r. dzięki efektom akcji kredytowej dla klientów indywidualnych oraz optymalizacji depozytów z naciskiem na rozwój bazy środków bieżących oraz długotrwałych relacji z depozytariuszami.
  • Wynik z tytułu prowizji wyniósł 515 mln zł i wzrósł o 8% r/r. Wzrost wyniku z tytułu prowizji nastąpił dzięki przyrostom w większości linii produktowych (w obszarze dystrybucji funduszy inwestycyjnych, działalności maklerskiej, obsłudze kart kredytowych i debetowych, rachunków klientów i kredytów, oraz wymiany walut).
  • Koszty operacyjne ogółem wyniosły 971 mln zł i wskutek między innymi obciążenia BFG wzrosły o 12% r/r, po korekcie o nadwyżkę kosztów BFG w 1kw 2018 roku koszty wzrosły o 5%. Przyczyną wzrostu kosztów jest szereg projektów rozwojowych, w które zaangażowana jest grupa BZ WBK.
  • Wskaźnik C/I ukształtował się na poziomie 48,5% a wskaźnik skorygowany o koszty BFG 45,6% w porównaniu do 46,8% w roku poprzednim.
  • Obciążenia podatkowe Grupy w I kw. 2018 wynoszą łącznie 287 mln zł i, z czego 106 mln zł to podatek bankowy i 180 mln podatku dochodowego
  • Odpisy netto z tytułu rezerw kredytowych wyniosły 223 mln zł, a zannualizowany koszt ryzyka kredytowego ukształtował się na poziomie 69 pb i jest zgodny z oczekiwaniami. Wskaźnik NPL’s wyniósł NPL: 5,99%.

Kapitały Silna pozycja kapitałowa Grupy BZ WBK: CAR na poziomie:16,67% oraz Tier1: 15,31%.

Klienci Należności brutto od klientów zwiększyły się o 5% r/r do 114 mld zł w wyniku wzrostu kredytów dla klientów indywidualnych o 6% r/r do 59 mld zł oraz należności od podmiotów gospodarczych o 5% r/r do 55 mld zł.

Fundusze klientów wzrosły o 6% r/r, przy czym depozyty bieżące wzrosły o 12% r/r, przy jednoczesnym spadku depozytów terminowych o 3%. Wskaźnik kredytów do depozytów wynosi 96,0%.

Na dzień 31 marca 2018 r. łączna wartość aktywów netto funduszy inwestycyjnych zarządzanych przez BZ WBK TFI wyniosła 16,9 mld zł, co oznacza wzrost o 18% w skali roku i 3% w skali kwartału.

Transformacja cyfrowa O 5% wzrosła liczba aktywnych klientów digital, o 25% liczba klientów mobilnych. Bank jako pierwszy w kraju wykorzystał komercyjnie technologie blockchain do szybkich przelewów Santander one Pay FX. Roboty wsparły procesy zapobieganiu praniu pieniędzy oraz procesy kredytowe i reklamacyjne.

Bankowość detaliczna BZ WBK w I Q 2018 r.:

  • Santander One Pay FX- szybkie płatności zagraniczne oparte o technologię blockchain;
  • Garmin Pay – pierwsze płatności zbliżeniowe za pomocą wearables (urządzenia ubieralne);
  • ponad 500 tys. Kont Jakie Chcę;
  • uruchomienie strony internetowej w języku ukraińskim i rosyjskim;
  • 2,13 mln (+5% r/r) aktywnych klientów digital, w tym 1,14 mln klientów mobilnych (+25% r/r);
  • Ponad 7,96 mln transakcji użytkowników bankowości mobilnej – wzrost o ponad 789 tys. (+11%) q/q;
  • Już co piąty produkt kredytowy sprzedawany przez internet jest udzielany w aplikacji mobilnej (21% liczby produktów kredytowych oferowanych przez kanały zdalne);
  • 159 tys. kart mobilnych HCE i Google Pay (+120%r/r);
  • Dwucyfrowe wzrosty portfela kredytowego r/r: gotówkowe +10% (7,9 mld brutto), hipoteczne w zł +22% (25,2 mld brutto);
  • Ubezpieczenia komunikacyjne: OC, AC, NNW oraz ASSISTANCE w kanałach zdalnych;
  • oferta Funduszy Inwestycyjnych Arka została rozszerzona o nowe subfundusze, zwiększające możliwości inwestowania pod względem klas aktywów, a także geografii.
  • Pilotaż 4 oddziałów w innowacyjnym formacie oraz dodatkowy lekki kanał dystrybucyjny (tzw. „wyspę akwizycyjną”) w galerii handlowej

MŚP w I Q 2018 r.:

  • wzrost wolumenu depozytów o 12% r/r ;
  • wzrost sprzedaży kredytów o 18% r/r (z leasingiem i factoringiem);
  • Wzrost sprzedaży produktów zabezpieczających ryzyko walutowe i stopy procentowe – 29% r/r
  • Udział w Rządowym Programie Wsparcia Obrotu Bezgotówkowego z ofertą na terminale POS

Bankowość Biznesowa i Korporacyjna w I Q 2018 r.:

  • Dwucyfrowe wzrosty w większości linii produktowych;
  • Salda kredytów pracujących rosły o 14% r/r w segmencie korporacyjnym, znacznie szybciej niż rynek, zachowując jednocześnie stabilny poziom rezerw i dobrą jakość portfela;
  • 12-15% wzrost przychodów w sektorach strategicznych r/r;
  • wysoka aktywność klientów, co przekłada się na wysoką dynamikę przychodów w bankowości transakcyjnej (+12% ro do roku);
  • pierwsza na rynku usługa Banki Zewnętrzne – w bankowości elektronicznej iBiznes24 umożliwia zarządzanie rachunkami klienta korporacyjnego prowadzonymi w innych bankach;
  • nowe inicjatywy w Programie Rozwoju Eksportu, kolejne misje handlowe – 11% wzrost r/r wyniku w obszarze finansowania handlu.;

Globalna Bankowość Korporacyjna w I Q 2018 r.:

  • zwiększenie finasowania łańcucha dostaw dla klientów z sektora telekomunikacyjnego, handlowego, produkcyjnego czy energetycznego
  • udział w finansowaniu przejęcia spółki z sektora rolno-spożywczego
  • udział w finansowaniu strukturyzowanym dla klienta z sektora nieruchomości
  • zorganizowanie emisji akcji i ustrukturyzowanie prywatnej emisji akcji dla spółek z sektora biotechnologicznego, notowanych na GPW
  • sprzedaż części akcji spółki z sektora finansowego w ramach przyśpieszonej księgi popytu
  • emisja obligacji dla klientów z sektora budowlanego, finansowego czy technologicznego
  • podpisanie umów dotyczących doradztwa w zakresie finansowej struktury projektu

Leasing w I Q 2018 r.:

  • najwyższa w historii wartość sfinansowanych aktywów netto przekroczyła 1,16 mld zł, tj. +32 proc. r/r;
  • zdecydowane wzrosty odnotowano we wszystkich głównych kategoriach środków trwałych, m.in. w finansowaniu pojazdów +32% r/r (638 mln zł), maszyn i urządzeń +35% r/r (518 mln zł)
  • portfel leasingowy wzrósł do historycznie wysokiego poziomu 7,9 mld zł, tj. +16% r/r
  • liczba klientów wzrosła o +14% r/r
  • BZ WBK Leasing wprowadził promocyjną ofertę na finansowanie pojazdów o napędzie elektrycznym leasingiem 100% „Zero emisji, zero odsetek”

Faktoring w I Q 2018 r.:

  • Obroty spółki faktoringowej wyniosły 6,1 mld zł i były wyższe o 15% r/r;
  • Portfel kredytów wzrósł o 26% r/r i osiągnął poziom 3,9 mld zł;
  • Spółka utrzymała drugą pozycję na rynku, z udziałem na poziomie 11,5%;
  • Sprzedaż na koniec marca 2018 roku wyniosła 640 mln zł.

Santander Consumer Bank w I Q 2018 r.:

  • Zysk netto 169 mln zł, wyższy o ponad 23% r/r
  • należności kredytowe brutto – 16,5 mld zł, tj. + o 7,4% r/r
  • Zobowiązania wobec klientów – 8,2 mld zł (po eliminacji transakcji wzajemnych), tj. + 4,5% r/r
  • emisja dwóch serii obligacji w ramach programu emisji dłużnych papierów wartościowych z gwarancją Santander Consumer Finance S.A na łączną kwotę 160 mln zł
  • sprzedaż spisanego portfela pożyczek gotówkowych, kredytów ratalnych, kart kredytowych oraz kredytów samochodowych o łącznej wartości 232,6 mln zł.

Rynek wynajmu długoterminowego aut i Rent a Car po I kw. 2018 r.

W pierwszym kwartale 2018 roku popularność wynajmu długoterminowego samochodów wśród firm i przedsiębiorców w Polsce nadal rosła. Jak wynika z danych Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, tempo rozwoju rynku wynajmu długoterminowego wyniosło na koniec pierwszego kwartału 15,1% r/r, co oznacza, że było wyższe o prawie dwa punkty procentowe niż rok wcześniej i aż o ponad sześć procent, aniżeli dwa lata temu. Wysoką popularność  wynajmu potwierdzają dane na temat liczby zakupionych przez branżę nowych samochodów osobowych. W pierwszym kwartale, na potrzeby wynajmu długoterminowego zakupiono o 26,4% więcej aut osobowych niż rok wcześniej. W porównaniu do pozostałych form finansowania samochodów służbowych, czyli m.in. do klasycznego leasingu finansowego, liczba nowych aut w wynajmie długoterminowym rosła zdecydowanie, bo ponad 2,5-krotnie, szybciej. Bardzo wysokie tempo wzrostu w pierwszych trzech miesiącach 2018 roku osiągnęła również branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) – w jej przypadku dynamika rozwoju wyniosła aż 36,2% r/r.   

Wiele wskazuje na to, że 2018 rok może być kolejnym bardzo udanym dla rynku motoryzacyjnego w Polsce. Zdaniem ekspertów, poziom sprzedaży nowych samochodów
w salonach może być jeszcze wyższy niż w zeszłym roku, a ten – warto zaznaczyć – był pod tym względem rekordowy w ostatnich 18 latach. Za rosnącą sprzedaż w salonach, podobnie jak już od kilku lat, odpowiadały w I kwartale 2018 roku przede wszystkim firmy, które zgodnie z danymi IBRM Samar, były nabywcami blisko 2/3 (65,3%) nowych aut osobowych. Firmy zakupiły o 13,2% więcej samochodów osobowych, niż rok wcześniej.

Liczba nowych aut w wynajmie długoterminowym rosła 2,5 – krotnie szybciej niż w klasycznym leasingu finansowym

Sposobem na sfinansowanie aut służbowych, którego popularność rosła wśród przedsiębiorców w Polsce w pierwszym kwartale 2018 r. w najwyższym tempie, był tzw. wynajem długoterminowy, czyli mówiąc precyzyjniej, leasing operacyjny z pełną lub częściową obsługą pojazdów. To właśnie w jego przypadku liczba kupowanych nowych samochodów osobowych zwiększała się najszybciej – o 26,4% w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. Co więcej, wzrost wynajmu długoterminowego był pod tym względem aż 2,5 – krotnie większy, niż w przypadku pozostałych dostępnych form finansowania aut dla firm. Dla porównania, liczba nowych samochodów nabywanych przez przedsiębiorców ze środków własnych, w kredycie oraz przy użyciu klasycznego leasingu finansowego (wyłącznie finansowanie pojazdów leasingiem, bez ich obsługi) razem, była w I kwartale 2018 r. większa o 10,3% r/r.Wzrost liczby kupionych aut – CFM vs inne formy finansowania floty

Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku porównania z najbardziej konkurencyjnym wobec wynajmu długoterminowego, klasycznym leasingiem finansowym, przy użyciu którego przedsiębiorcy w naszym kraju nabyli w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku o 10,4% samochodów więcej, aniżeli w I kwartale 2017 r.Wynajem dlugoterminowy vs leasing – wzrost liczby kupionych aut w I kw. 2018

Biorąc pod uwagę główny wskaźnik dynamiki rozwoju rynku wynajmu długoterminowego aut, a więc łączną liczbę samochodów znajdujących się w Full Serwis Leasingu (jedna z dwóch usług zaliczanych do wynajmu długoterminowego), branża na koniec I kwartału 2018 r. odnotowała wzrost na poziomie 15,1% r/r. Tempo rozwoju rynku dynamicznie rośnie od kilku lat – w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku było bowiem o blisko dwa punkty procentowe wyższe niż w I kwartale 2017 r. oraz o ponad sześć procent większe niż w analogicznym okresie roku 2016. We flocie w wynajmie długoterminowym firm należących do PZWLP, liczącej nieco ponad 163 tys. samochodów*, 84,3% pojazdów znajdowało się w usłudze Full Serwis Leasingu (leasing operacyjny z pełną obsługą), a 15,7% w Leasingu z Serwisem (leasing operacyjny z częściową obsługą aut).Dynamika wzrostu rynku wynajmu dlugoterminowego aut

Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes Arval Polska
Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes Arval Polska

Popularność wynajmu długoterminowego wśród polskich przedsiębiorców rośnie dynamicznie już od kilku lat, co jest dowodem, że polski rynek jest jeszcze wciąż bardzo daleki od nasycenia tą usługą – mówi Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Na przykładzie sprzedaży nowych samochodów do firm w I kwartale 2018 roku, po raz kolejny już w ostatnim czasie widać, że wynajem długoterminowy rozwija się znacznie szybciej od pozostałych form finansowania floty. Do niedawna, wynajem długoterminowy był kojarzony przede wszystkim z dużymi międzynarodowymi korporacjami, a obecnie sięga po to rozwiązanie coraz większa liczba przedsiębiorców z sektora MŚP. To jeden z głównych czynników stymulujących dużą
i wciąż rosnącą dynamikę rozwoju branży. Dodatkowo, na efekt ten składa się również ważna zmiana w podejściu przedsiębiorców w naszym kraju do finansowania aut służbowych. Jeszcze kilkanaście lat temu firmy, podobnie jak użytkownicy prywatni, dążyły do posiadania samochodów, w związku z czym finansowały je przede wszystkim własnymi środkami lub kredytem. Obecnie jednak postawy w tym zakresie znacznie się zmieniły – ok. 2/3 aut jest finansowanych którąś z form leasingu, a więc klasycznego leasingu finansowego, operacyjnego lub operacyjnego z obsługą, czyli wynajmu długoterminowego. Podobnie jak miało to miejsce na starszych i bardziej rozwiniętych rynkach zachodnioeuropejskich, przedsiębiorcy decydując się na leasing, w pierwszej kolejności sięgali w naszym kraju przede wszystkim po zwykły leasing finansowy. Jak pokazują doświadczenia z Zachodniej Europy, po pewnym czasie i przekonaniu się do finansowania aut leasingiem, firmy zaczynają sięgać po formy bardziej zaawansowane, gwarantujące nie tylko finansowanie samochodów, ale również ich pełną obsługę, a więc po tzw. wynajem długoterminowy. Innymi słowy, zaczynają zastępować klasyczny leasing finansowy wynajmem długoterminowym. Proces ten w Polsce już się rozpoczął i w przyszłości może wpłynąć na jeszcze bardziej dynamiczny rozwój branży wynajmu długoterminowego w naszym kraju.  

W pierwszym kwartale już co piąty przedsiębiorca w Polsce decydował się na wynajem długoterminowy aut

Zgodnie z danymi IBRM Samar, w pierwszym kwartale 2018 roku firmy zakupiły w polskich salonach łącznie 91,3 tys. nowych aut osobowych. Jak wynika z danych PZWLP, co piąty (20,5%) nowy samochód osobowy zakupiony w tym czasie przez przedsiębiorców znajdował się w wynajmie długoterminowym. Branża nabyła łącznie 18,7 tys. aut (z czego 14,6 tys. samochodów firmy CFM należące do PZWLP).   Wynajem dlugoterminowy – udzial w sprzedazy aut do firm w I kw. 2018

Diesel nadal traci – zyskują auta benzynowe i ekologiczne

W pierwszym kwartale bieżącego roku kontynuowany był trend spadku udziału aut z silnikami Diesla w łącznej flocie samochodów w wynajmie długoterminowym. Samochody wyposażone w silniki wysokoprężne traciły swój udział kosztem aut benzynowych i z napędami ekologicznymi (hybrydowymi i elektrycznymi). We flocie 163 tys. samochodów, Diesle stanowiły na koniec marca 2018 roku 64,9%, co oznacza spadek ich udziału o 1,4% w ciągu jednego kwartału (w porównaniu ze stanem na 31 grudnia 2017r.) oraz o 5,2% r/r.

Zyskiwały auta z silnikami benzynowymi, których udział na koniec I kw. 2018 r. wynosił 33,9% i zwiększył się w ciągu roku o 4,3%. Jeśli chodzi o samochody z napędami ekologicznymi, to na koniec marca bieżącego roku w ich przypadku osiągnięta została symboliczna bariera 2000 aut, przy udziale w łącznej flocie na poziomie 1,2%. Auta ekologiczne stanowiły więc nadal marginalną część całego parku pojazdów, ale warto zaznaczyć, że w ciągu roku ich udział zwiększył się 4-krotnie (z poziomu 0,3% na koniec I kw. 2017r.). Na 2 tys. pojazdów ekologicznych składały się przede wszystkim hybrydy, których liczba wynosiła 1974 auta (wzrost z 416 aut na koniec marca 2017 r.). Samochodów elektrycznych było jedynie 26, co więcej, ich liczba pozostała niezmienna w stosunku do stanu sprzed roku.  Rodzaje napedow wynajem dlugoterminowy I kw. 2018

Sławomir Wontrucki
Sławomir Wontrucki, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes LeasePlan Polska

Obserwowany już od dłuższego czasu spadek udziału aut z silnikami wysokoprężnymi we flotach w wynajmie długoterminowym to efekt przede wszystkim ogólnych trendów rynkowych, u których podstaw leży dokonująca się na naszych oczach w bardzo szybkim tempie rewolucja w motoryzacji – mówi Sławomir Wontrucki, Członek Zarządu PZWLP, Prezes LeasePlan Polska. – Należy się spodziewać, że Diesle we flotach będą
w najbliższym czasie nadal zastępowane silnikami benzynowymi oraz napędami ekologicznymi. Ciężko ocenić do jakiego poziomu może spaść ich udział. Z całą pewnością można jednak stwierdzić, że dopóki będą produkowane, to będą obecne we flotach, np. w segmencie aut dostawczych czy klasy premium. Na uwagę zasługuje rosnący szybko udział aut ekologicznych, pomimo że relatywnie do łącznej floty, jest ich nadal bardzo mało. Przy czym, rośnie tylko liczba aut hybrydowych, a pojazdów elektrycznych jest nie tylko zaledwie 26, ale ich liczba w ciągu ostatniego roku w ogóle się nie zmieniła. Mamy nadzieję, że sytuację w tym zakresie poprawi Ustawa o elektromobilności. Weszła ona w życie w pierwszym kwartale 2018 roku, a więc na jej ewentualny wpływ należy jeszcze poczekać.    

W łącznej flocie aut w wynajmie długoterminowym firm PZWLP, wśród najpopularniejszych modeli samochodów znalazły się na koniec marca bieżącego roku: Skoda Octavia, Volkswagen Passat, Ford Focus i Toyota Yaris.

Nabywane przez firmy skupione w PZWLP pojazdy na potrzeby wynajmu długoterminowego były coraz bardziej przyjazne dla środowiska, jeśli chodzi o emisję dwutlenku węgla. W przypadku kupowanych w I kw. 2018 r. samochodów osobowych średnia emisja CO2 wyniosła 123,33 g/km i była o 4,9% (6,39 g/km) niższa niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Jeśli chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja CO2  nabywanych w pierwszym kwartale bieżącego roku pojazdów tego typu wyniosła 151,43 g/km i była o 4,4% (6,9 g/km) mniejsza niż w porównywalnym czasie roku 2017.Emisja CO2 nowych aut w PZWLP

Branża Rent a Car w pierwszym kwartale 2018 roku – wzrost aż 36,2% r/r

Pierwszy kwartał 2018 r. okazał się być również bardzo udanym dla branży Rent a Car, reprezentowanej w PZWLP przez 7 dużych sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów. Na koniec marca łączna flota firm Rent a Car w PZWLP** w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła ponad 16 tys. aut (16.163), co oznacza, że branża odnotowała wzrost na poziomie aż 36,2% r/r.

Członkowie PZWLP generują 1/3 sprzedaży nowych aut osobowych do firm w Polsce

Biorąc pod uwagę całokształt działalności 20 firm należących do Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), a więc przede wszystkim usługi wynajmu krótko-, średnio- i długoterminowego samochodów, ale również leasing finansowy aut, firmy PZWLP zakupiły w pierwszym kwartale 2018 roku łącznie 29,5 tys. nowych samochodów osobowych. Oznacza to, że 1/3 (32,4%) nowych aut osobowych kupowanych w pierwszym kwartale 2018 roku przez przedsiębiorców w polskich salonach oraz ponad 1/5 (21,1%) samochodów sprzedanych w tym czasie ogółem (do klientów instytucjonalnych i osób prywatnych łącznie) zostało nabyte przez firmy należące do PZWLP ***.

* – bez floty firmy Athlon Car Lease

** – bez floty firmy Avis Budget / Jupol – Car

***– Firmy PKO Leasing, Volkswagen Leasing i mLeasing są również członkami ZPL (Związku Polskiego Leasingu).

Sprzedaż przedsiębiorstwa – jakie wywołuje skutki na gruncie podatku o VAT?

Andrzej Lazarowicz, ekspert wFirma.pl
Andrzej Lazarowicz, ekspert wFirma.pl

Jedną z form likwidacji przedsiębiorstwa jest jego sprzedaż. W większości przypadków właściciele dokonują sprzedaży swojej firmy w całości, lecz istnieją sytuacje, w których sprzedawana jest tylko jej część lub poszczególne składniki majątku odrębnie. Jak właściwie rozliczyć poszczególne przypadki? Eksperci wFirma.pl wyjaśniają, jakie konsekwencje na gruncie podatku VAT powoduje sprzedaż przedsiębiorstwa.

Definicja przedsiębiorstwa

W ustawie o VAT nie ma podanej definicji przedsiębiorstwa. Pojęcie to wyjaśnia art. 551 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym przedsiębiorstwo jest zorganizowanym zespołem składników niematerialnych i materialnych przeznaczonym do prowadzenia działalności gospodarczej.

Obejmuje ono w szczególności:

  1. oznaczenie indywidualizujące przedsiębiorstwo lub jego wyodrębnione części (nazwa przedsiębiorstwa);
  2. własność nieruchomości lub ruchomości, w tym urządzeń, materiałów, towarów i wyrobów, oraz inne prawa rzeczowe do nieruchomości lub ruchomości;
  3. prawa wynikające z umów najmu i dzierżawy nieruchomości lub ruchomości oraz prawa do korzystania z nieruchomości lub ruchomości wynikające z innych stosunków prawnych;
  4. wierzytelności, prawa z papierów wartościowych i środki pieniężne;
  5. koncesje, licencje i zezwolenia;
  6. patenty i inne prawa własności przemysłowej;
  7. majątkowe prawa autorskie i majątkowe prawa pokrewne;
  8. tajemnice przedsiębiorstwa;
  9. księgi i dokumenty związane z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Powyższa definicja zawiera elementy, z których składa się przedsiębiorstwo, jednak nie jest to ściśle określona lista i nie należy się nią sugerować dosłownie. Wymienione składniki stanowią przykłady elementów wchodzących w skład przedsiębiorstwa jako całości. W rzeczywistości przepisy należy weryfikować ze stanem faktycznym. Zatem istnieje możliwość, że na przedsiębiorstwo nie będą się składać wszystkie wymienione w Kodeksie cywilnym elementy bądź zgodnie z art. 552 kc w skład przedsiębiorstwa będą wchodziły również inne składniki nieprzewidziane w przepisach ustawy – wyjaśnia Andrzej Lazarowicz, espert wFirma.pl, rozbudowanego serwisu do prowadzenia księgowości online dedykowanego dla mikro i małych przedsiębiorców.

Art. 552 Kodeksu cywilnego:

Czynność prawna mająca za przedmiot przedsiębiorstwo obejmuje wszystko, co wchodzi w skład przedsiębiorstwa, chyba że co innego wynika z treści czynności prawnej albo z przepisów szczególnych.

Stanowisko potwierdza również wyrok z 27 kwietnia 2012 r., sygn. I FSK 1039/11, Naczelnego Sądu Administracyjnego: (…) Nie wszystkie elementy wskazane w przepisie muszą wystąpić łącznie, aby można było uznać je za przedsiębiorstwo. Musi być to jednak pewne minimum, bez którego przedsiębiorstwo w zależności od konkretnych okoliczności faktycznych nie mogłoby realizować swoich działań gospodarczych.

Czym jest zbycie przedsiębiorstwa?

Zbycie przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części polega na podjęciu czynności, w ramach których przenoszone jest prawo do rozporządzania przedmiotem tych czynności jako jego właściciel. Pod pojęciem zbycia przedsiębiorstwa można rozumieć m.in. jego sprzedaż, zamianę, darowiznę, nieodpłatne przekazanie lub przeniesienie własności w formie aportu. Zbycie przedsiębiorstwa powinno odbyć się w formie pisemnej z podpisami poświadczonymi notarialnie – tłumaczy ekspert wFirma.pl.

Sprzedaż przedsiębiorstwa a podatek VAT

Ustawa o VAT przewiduje wyłączenie niektórych czynności z zakresu stosowania jej przepisów. Jednym z nich jest zbycie przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części.

Art. 6 pkt 1 ustawy o VAT

Przepisów tej ustawy nie stosuje się do transakcji zbycia przedsiębiorstwa lub zorganizowanej części przedsiębiorstwa (…).

Zatem sprzedaż przedsiębiorstwa bądź jego zorganizowanej części nie jest opodatkowana podatkiem od towarów i usług bez względu na to, czy zbycie nastąpiło w formie odpłatnej czy nieodpłatnej. Nie jest istotna również forma, w jakiej doszło do transakcji.

Zorganizowana część przedsiębiorstwa

Definicja przedsiębiorstwa nie budzi większych wątpliwości, jednak niejednokrotnie problem pojawia się przy ustaleniu, co wchodzi w skład jego zorganizowanej części. Pojęcie to wyjaśnia art. 2 pkt 27e ustawy o VAT, na mocy którego za zorganizowaną część przedsiębiorstwa można uznać zespół składników zarówno materialnych, jak i niematerialnych, obejmujących również zobowiązania, wyodrębnionych organizacyjnie i finansowo z istniejącego już przedsiębiorstwa w celu realizowania określonych zadań gospodarczych. Wyodrębniona część jest w stanie samodzielnie realizować te zadania i stanowić niezależne przedsiębiorstwo.

Art. 2 pkt 27e ustawy o VAT

Ilekroć w dalszych przepisach jest mowa o zorganizowanej części przedsiębiorstwa – rozumie się przez to organizacyjnie i finansowo wyodrębniony w istniejącym przedsiębiorstwie zespół składników materialnych i niematerialnych, w tym zobowiązania, przeznaczonych do realizacji określonych zadań gospodarczych, który zarazem mógłby stanowić niezależne przedsiębiorstwo samodzielnie realizujące te zadania (…).

 

Z powyższej definicji wynika, iż aby transakcja zbycia przedsiębiorstwa nie była opodatkowana podatkiem VAT,  jej przedmiotem powinno być całe przedsiębiorstwo bądź jego zorganizowana część, która jest spójna na tyle, że może stanowić odrębne, samodzielnie działające przedsiębiorstwo.

Sprzedaż poszczególnych składników majątku przedsiębiorstwa

W sytuacji, w której podatnik nie sprzedaje przedsiębiorstwa w całości lub jego zorganizowanej części, lecz decyduje się na zbycie poszczególnych składników majątku osobno, nie ma możliwości stosowania wyłączenia. W związku z tym transakcja taka powinna zostać opodatkowana podatkiem VAT według stawki właściwej dla danego składnika majątku.

Potwierdzeniem takiego postępowania jest interpretacja indywidualna, sygn. 0461-ITPP2.4512.830.2016.2.RS, wydana przez Dyrektora Izby Skarbowej w Bydgoszczy 30 stycznia 2017 r., w której czytamy, że jeśli przedsiębiorca (…) nie będzie prowadził działalności gospodarczej w oparciu o składniki majątkowe otrzymane w związku z rozwiązaniem Spółki jawnej oraz w oparciu o składniki otrzymane w drodze darowizny od żony.” to – w świetle powołanego orzeczenia TSUE z dnia 27 listopada 2003 r. w sprawie C-497/01 – trudno uznać, że przedmiotem zbycia będzie przedsiębiorstwo. Zatem do czynności tej nie będzie miał zastosowania art. 6 pkt 1 ustawy o podatku od towarów i usług, gdyż przedmiotem zbycia będą poszczególne składniki majątkowe. W związku z powyższym sprzedaż ta – zgodnie z art. 5 ust. 1 pkt 1 ustawy – będzie podlegała opodatkowaniu na zasadach ogólnych.

Zbycie nieruchomości a sprzedaż przedsiębiorstwa

Niejednokrotnie wątpliwości powstają w sytuacjach, w których dochodzi do sprzedaży nieruchomości, w której prowadzone jest przedsiębiorstwo. W sytuacji gdy sprzedaż nieruchomości zostanie błędnie zakwalifikowana jako zbycie składnika majątku, a nie jako sprzedaż przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części i zostanie opodatkowana podatkiem VAT, nabywca nie ma prawa do odliczenia VAT od takiej transakcji. W odwrotnej sytuacji, w której sprzedawana nieruchomość zostanie błędnie uznana za przedsiębiorstwo lub jego zorganizowaną część, konsekwencje podatkowe powstaną po stronie sprzedającego, który nie naliczył podatku VAT. Organ podatkowy na mocy art. 112b ustawy o VAT ma również prawo nałożyć sankcję w wysokości 30% wartości sprzedawanej nieruchomości. Przedsiębiorca musi mieć na uwadze, że ocena przedmiotu sprzedaży musi nastąpić zgodnie ze stanem faktycznym i brać pod uwagę wiele okoliczności, aby w poprawny sposób ustalić, czy transakcja dotyczy sprzedaży samej nieruchomości, czy może już przedsiębiorstwa bądź jego zorganizowanej części.

Rynek luksusowych apartamentów – komentarz do raportu Sotheby’s

Rafał Szczepański, wiceprezes BBI Development
Rafał Szczepański, wiceprezes BBI Development

Z najnowszego raportu Poland Sotheby’s International Realty – Luxury Realty Map, wynika że nabywcy wydali w Polsce 3,45 mld złotych w 2017 roku, kupując 1,7 tys. apartamentów i rezydencji w Polsce. Ceny nieruchomości od kilku lat systematycznie rosną, a zamożni chcą w nie inwestować. 

W Złotej 44 także obserwujemy coraz większe zainteresowanie kupnem luksusowych mieszkań. Już tylko 35 procent apartamentów w wysokościowcu pozostało do kupienia. Apartamenty sprzedają się bardzo dobrze, a ostatnie transakcje opiewają na wyjątkowo wysokie kwoty. Nie tak dawno odnotowaliśmy wyjątkową transakcję na polskim rynku mieszkaniowym: klient zapłacił za apartament 11 milionów złotych. I na tym na pewno nie koniec rekordów.

Sotheby’s podaje, że podczas gdy w Warszawie za nieruchomość premium trzeba zapłacić przynajmniej 15 tys. zł za mkw., to w Nowym Jorku, Londynie, Paryżu czy Genewie za metr nieruchomości z wyższej półki trzeba wydać równowartość od 70 do 150 tys. zł.

To prawda, w Polsce ciągle jest taniej niż na Zachodzie. Jednak eksperci firmy E&Y w swoim ostatnim raporcie o rynku luksusowych mieszkań twierdzą, że prawdopodobieństwo szybkiego wzrostu cen w tym segmencie rynku jest dużo większe w Warszawie niż w innych metropoliach Europy Zachodniej.

W Polsce mówi się, że jeśli mieszkanie ma być luksusowe, kosztuje ponad milion złotych. Jednak prawdziwe apartamenty są kilka razy droższe, natomiast te największe, kilkusetmetrowe  kosztują nawet kilkanaście milionów złotych. Obecnie w Złotej 44 najtańsze lokale, z pełnym wykończeniem, oferujemy za 24 tys. zł za mkw.

Podsumowując: apartamenty w Polsce – jak podkreślają to w raporcie agenci Sotheby’s – są atrakcyjnie jak na Zachodzie Europy, a tanie jak na Wschodzie. Nasi klienci podkreślają, że jakość udogodnień w budynku i wykończeń apartamentów nie ustępuje rezydencjom na nowojorskim Manhattanie czy w londyńskim City. Docenili to nasi klienci i rezydenci m.in. Anna i Robert Lewandowscy czy Joanna Krupa.

Dane Poland Sotheby’s International Realty mówią, że luksusowa nieruchomość niekoniecznie musi być przeznaczona do zamieszkania na stałe. Domy lub apartamenty z wyższej półki brane są pod uwagę także jako nieruchomości wakacyjne lub inwestycyjne.

Wśród naszych klientów są zarówno osoby, które kupują apartamenty  dla siebie, dla swoich dzieci jak i na wynajem. Są to głównie ludzie biznesu, którzy budowali swój sukces finansowy przez ostatnie dwie dekady, czyli 40- i 50-latkowie, prywatni przedsiębiorcy. Mają już wille pod miastem, apartamenty w kurortach, a w Złotej 44 spędzają czas, gdy chcą korzystać z tego, co oferuje Warszawa. Także z raportu KPMG wynika, że bogaci Polacy nie ograniczają się do posiadania jednej nieruchomości, tylko chętnie szukają nowych możliwości inwestycyjnych.

Nie każde jednak mieszkanie będzie zwiększać swoją wartość w czasie. Tylko niepowtarzalne apartamenty, w doskonałej lokalizacji, o ponadczasowej wartości architektury, co podkreślają doradcy finansowi, będą drożały z biegiem lat. Badanie Sotheby’s potwierdza, że ogromne znaczenie dla klientów ma potencjalny wzrost wartości nieruchomości, jej jakość oraz prestiż.

Polska nadal wysoko w rankingu bezpieczeństwa sieciowego. Najwięcej ataków z Finlandii

Ponad 7 milionów ataków hakerów dziennie na świecie. Ponad 100 procentowy wzrost ilości ataków na Polskie komputery. Ataki głownie pochodzą z Finlandii – to wnioski najnowszych badań firmy Check Point Software Technologies, w ramach raportu Top Malware. Hakerzy coraz częściej wykorzystują wirusy kopiące kryptowaluty (cryptominers), które może działać bez aktywnej sesji przeglądarki internetowej.

Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający firmy Check Point w Polsce
Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający firmy Check Point w Polsce

– Polska coraz częściej pojawia się wśród ciekawych miejsc, w które celują światowi hakerzy. W ostatnich dniach polskie komputery atakowane były z Finlandii, a tempo wzrostu ilości ataków jest zatrważające – w ciągu ostatnich 3 miesięcy wzrosło o 100 procent – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający firmy Check Point w Polsce.

Ofiarami ataków cyberprzestępców padają wszystkie sektory biznesowe. Eksperci firmy Check Point ostrzegają przed nadchodząca falą ataków piątej generacji (Gen V), które charakteryzują się głównie dużą skalą i szybkim przemieszczaniem się  między wieloma branżami.  Te wyrafinowane ataki na sieci mobilne, chmury i różne sieci korporacyjne z łatwością omijają konwencjonalne systemy obrony oparte na wykrywaniu statycznym, używane obecnie przez większość firm.

– Szacujemy, że obecnie 99 proc. firm nie jest przygotowana do tego rodzaju ataków. Aby chronić sieci i dane przed tymi atakami, przedsiębiorstwa powinny przejść do tzw. bezpieczeństwa cybernetycznego Gen V, korzystając z funkcji Check Point Infinity, która łączy w sobie zapobieganie zagrożeniom w czasie rzeczywistym, współdzielenie informacji wywiadowczych i najbardziej zaawansowane zabezpieczenia w sieciach, chmurze i urządzeniach mobilnych – dodaje Wojciech Głażewski.

Problemem ‘’koparki kryptowalut’’

Coraz poważniejszym problemem okazuje się atak na komputery osobiste i oprogramowanie XMRig, które zostało po raz pierwszy wykryte w maju 2017 roku.

– Malware kopiący kryptowaluty (cryptomining malware) coraz częściej wykorzystywany jest przez cyberprzestępców, a wzrost popularności rodziny XMRig, wskazuje, że starają się modyfikować i poprawiać ich metody, by utrzymać wydobycie kryptowalut na stałym poziomie” – twierdzi Maya Horowitz, manager grupy wywiadu zagrożeń w firmie Check Point. – Oprócz spowolnienia pracy komputerów i serwerów, cryptominery mogą rozprzestrzeniać się po całej sieci, stwarzając poważne zagrożenie dla jej ofiar. Dlatego tak ważne jest, aby przedsiębiorstwa stosowały wielowarstwową strategię bezpieczeństwa cybernetycznego, która chroni zarówno przed istniejącymi rodzinami złośliwego oprogramowania, jak i przed zupełnie nowymi zagrożeniami.

Nadal jednak najbardziej popularnym typem malware pozostaje Coinhive, który zainfekował 18% organizacji na świecie, na drugim miejscu znalazł się tym razem exploit kit Rig EK (17%), a na trzecim – Cryptoloot (15%).  XMRig był ósmym pod względem częstości występowania, infekując 5% organizacji na świecie.

Polskie komputery nadal pozostają podatne na ataki

  1. Ponad 27 proc. Pracowników polskich firm nadal korzysta z otwartych platform, narażając firmy na skuteczny atak.
  2. Prawie 20 proc pracowników polskich firm otwiera wiadomości email bez zabezpieczenia.
  3. Prawie 30 proc. ataków hakerów na firmy w Polsce celowana jest na skrzynki poczty elektronicznej pracowników
  4. 30 proc polskich firm padło ofiarą ataku hakerskiego w 2018 roku
  5. Ponad 50 proc. firm za atak odpowiedzialny był wirus szyfrujący dane

Marzec 2018 top 3. złośliwe oprogramowanie:

Strzałki odnoszą się do zmiany rangi w porównaniu z poprzednim miesiącem.

  1. ↔ Coinhive – cryptominer przeznaczony do internetowego wykopywania kryptowaluty Monero podczas odwiedzin użytkownika na stronie internetowej bez jego wiedzy lub zgody.
  2. ↑ Rig EK– Rig dostarcza tzw. exploit kits do Flash, Java, Silverlight i Internet Explorer.
  3. ↑ Cryptoloot– Cryptominer wykorzystujący moc procesora lub procesora graficznego ofiary oraz istniejące zasoby do wytworzenia nowej waluty.

W przypadku polskiej sieci czołowa trójka zamieniła się pozycjami. Najpowszechniejszym narzędziem hakerskim był cryptominer Crypotoloot, kolejne miejsce zajął międzynarodowy lider – Coinhive, natomiast podium zamknął exploit kit Rig EK. Wspomniany wcześniej XMRig, wykorzystywany do „kopania” kryptowaluty Monero był w Polsce 10-ty najpopularniejszym malware.

Marzec 2018 top 3 mobilnego malware:

  1. Lokibot– trojan bankowy oraz info-stealer na Androida, który może również zamienić się w ransomware, blokujący smartfona.
  2. Triada– Modułowy backdoor dla systemu Android nadający uprawnienia superużytkownika do pobierania złośliwego oprogramowania.
  3. Hiddad – złośliwe oprogramowanie typu trojan na system Android.

TOP3 najczęściej wykorzystywanych podatności :

  1. Oracle WebLogic WLS Security Component Remote Code Execution (CVE-2017-10271)
  2. SQL Injection
  3. Microsoft Windows HTTP.sys Remote Code Execution (MS15-034: CVE-2015-1635)

SAS Forum 2018 – Analityka wyznacza nowe trendy technologiczne i zmienia sposób funkcjonowania świata

Jesteśmy świadkami transformacji cyfrowego świata napędzanej przez dane, powszechny dostęp do zaawansowanych narzędzi analitycznych oraz dynamiczny rozwój takich dziedzin, jak uczenie maszynowe i sztuczna inteligencja. Analityka stała się główną siłą napędową rozwoju technologii i gospodarki cyfrowej, a co za tym idzie sposobu funkcjonowania współczesnych społeczeństw. Analityczna transformacja będzie tematem 24. edycji SAS Forum, które odbędzie się 21 maja w hotelu Hilton, w Warszawie.

(24 kwietnia 2018 r.) – Konferencja SAS Forum jest jednym z najważniejszych spotkań ekspertów, praktyków i użytkowników analityki biznesowej w Polsce. Wydarzenie to co roku gromadzi około 1000 gości, w tym przedstawicieli firm i instytucji reprezentujących różne branże, a także administrację publiczną i sektor akademicki. Tegoroczna konferencja odbędzie się pod hasłem „Navigate Change with Analytics”.

Rozwój technologii zależny od big data

Rozwój gospodarki cyfrowej sprawił, że kierunki i trendy w rozwoju technologii są bezpośrednio powiązane z rosnącymi potrzebami innowacyjnego wykorzystywania danych. Stosowane dzisiaj algorytmy znamy od lat 60. ubiegłego wieku, ale przez dekady ich zastosowanie było ograniczone z powodu braku odpowiedniej infrastruktury i mocy obliczeniowych. Dziś jesteśmy świadkami fundamentalnej zmiany w tym obszarze. To potrzeby biznesowe związane z zastosowaniem analityki determinują kształt nowych architektur komputerowych i platform obliczeniowych, tak by skutecznie wspierać cyfrową rewolucję w głównych kierunkach jej rozwoju: automatyzacji, łączności, zwinności i adaptowalności.

Gospodarka coraz bardziej analityczna

Zachodzące zmiany bezpośrednio wpływają na organizację i sposób działania przedsiębiorstw. Zmuszają do niestandardowego myślenia, wymagają wizji i efektywnego współdziałania. Powstają nowe zawody i role, których zadaniem jest zapewnienie kompleksowego zarządzania danymi i analizami w organizacji. Analityka znalazła stałe miejsce w agendzie zarządów firm i instytucji, a odpowiedzialność związana z poprawnością przetwarzania i bezpieczeństwem danych jest dzisiaj wymogiem nakładanym przez regulatorów rynków.

Firmy stale poszukują możliwości doskonalenia istniejących obszarów działalności oraz skutecznego adresowania identyfikowanych szans na zdystansowanie konkurencji. Analityka stała się nierozłącznym elementem tworzenia innowacyjnych produktów, rozwijania ofert usługowych czy ewolucji modeli ekonomicznych. Wspiera budowanie relacji z klientami, umożliwia reakcję w czasie rzeczywistym na zdarzenia w ich życiu, pozwala optymalizować dostępność towaru w sieci sprzedaży i jest kluczowym narzędziem w prewencji nadużyć i zarządzaniu ryzykiem. To tylko wybrane przykłady dziedzin, których kształt trwale zmieniła dostępność zaawansowanych algorytmów analitycznych.

Analityka nie tylko dla biznesu

Analityczna transformacja, której doświadczamy, wpływa na bezpieczeństwo i komfort życia każdego z nas, a także to, kim jesteśmy. W inteligentnym autonomicznym świecie uczymy się wykonywać nowe zawody, szybko przyswajamy nowe usługi i bardzo aktywnie angażujemy się w cyfrową rzeczywistość.

Alicja Wiecka
Alicja Wiecka

Żyjemy w analitycznym świecie otoczeni przez dane ukryte w produktach i usługach, z których codziennie korzystamy. To analityka gwarantuje dostępność naszych ulubionych towarów w wybranych sklepach, weryfikuje wniosek o kredyt w banku i przewiduje nasze preferowane kierunki wakacyjne. Inteligencja zaszyta w samochodach dba o bezpieczeństwo jazdy i podpowiada kiedy dokonywać koniecznych napraw i przeglądów, inteligentne miasta czuwają nad płynnością ruchu ulicznego i organizacją transportu publicznego. Dzięki analityce nasze życie jest łatwiejsze, a innowacyjne produkty dostępne od ręki. Analityka zmienia świat na lepsze i wytycza nowe kierunki rozwoju technologii, gospodarki i społeczeństwa mówi Alicja Wiecka, dyrektor zarządzający,  SAS Polska.

Horyzont 2020: Polskie firmy mogą pozyskać prawie 40 mld euro na B+R do 2020 r.

Warszawa, 23.04.2018 (ISBnews) – Polskie firmy pozyskały dotychczas ponad 291,8 mln euro środków na innowacje i programy badawczo-rozwojowe w ramach Programu Ramowego Horyzont 2020. Dostępna pula wynosi jeszcze prawie 40 mld euro do pozyskania do 2020 r., poinformował Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE (KPK), który jest jednostką wspierającą udział polskich podmiotów programie. 

„Po granty mogą aplikować firmy, jednostki naukowo-badawcze oraz inne podmioty. Polskie firmy przemysłowe dzięki instrumentom zintegrowanym w ofercie Europejskiej Rady ds. Innowacji mają szczególną szanse na rozwój” – czytamy w komunikacie.

Od 2014 r., kiedy wystartował program Horyzont 2020, granty zdobyły 564 podmioty, które wzięły udział w 943 projektach. To m.in. przedsiębiorstwa – zarówno prywatne, jak i należące do Skarbu Państwa – oraz jednostki naukowe oraz inne podmioty.

„Z naszych statystyk wynika, że po unijne pieniądze na badania i rozwój chętniej sięgają firmy małe i średnie. Polska jednak nie jest wyjątkiem, ponieważ podobnie wyglądają wyniki 13 państw, który do Unii Europejskiej wstępowały po 2004 roku. Dlatego dążymy do aktywizacji środowisk polskiego biznesu i nauki. Wiemy, jak skutecznie aplikować o granty na badania i rozwój i chcemy ten know-how przekazać przedsiębiorcom i naukowcom. Naszym celem jest, aby podobne sukcesy w pozyskiwaniu pieniędzy na realizację projektów badawczo-rozwojowych osiągało więcej polskich firm” – powiedziała zastępca dyrektora KPK Katarzyna Walczyk-Matuszyk, cytowana w komunikacie.

„Całkowity budżet programy Horyzont 2020 na lata 2014-2020 wynosi blisko 80 mld euro. Celem programu jest stworzenie spójnego systemu finansowania innowacji: od koncepcji naukowej, poprzez etap badań, aż po wdrożenie nowych rozwiązań, produktów oraz technologii na rynek. W puli programu pozostało jeszcze ok. 40 mld euro” – czytamy dalej w materiale.

Szczególną inicjatywą jest Europejska Rada ds. Innowacji (EIC), która do 2020 roku przeznaczy 2,8 mld euro na wsparcie realizacji projektów badawczo-rozwojowych oraz implementację innowacyjnych rozwiązań technologicznych do produkcji przemysłowej. EIC wspiera najbardziej perspektywiczne projekty badawczo-rozwojowe, których potencjał pozwala na wdrożenie innowacji na skalę międzynarodową.

„Wsparcie, jakie przedsiębiorcom oraz naukowcom oferuje EIC, daleko wykracza poza możliwość pozyskania grantu finansowego. W ramach EIC wyselekcjonowani eksperci oferują  również mentoring i coaching, możliwość nawiązania nowych kontaktów biznesowych, strategiczne doradztwo na rzecz rozwoju ekosystemu sprzyjającego innowacjom oraz pomoc w projektowaniu nowych procesów i modeli biznesowych. Eksperci to osoby z bogatym doświadczeniem, którzy z powodzeniem realizowali międzynarodowe projekty biznesowe, dotyczące innowacji” – napisano też w komunikacie.

Wsparcie EIC skierowane jest przede wszystkim do firm oraz innowatorów, mających pomysł na rozwój nowych technologii, które istotnie różnią się od rozwiązań już funkcjonujących na rynku i których realizacja charakteryzuje się wysokim ryzykiem biznesowym. Granty EIC są rozwiązaniem dla tych przedsiębiorstw, w których konieczne jest poniesienie nakładów inwestycyjnych w celu wejścia na rynek z produktem lub technologią. Europejska Rada ds. Innowacji wspiera innowacje rozwijane w każdej dziedzinie technologii, w każdym sektorze biznesowym, wskazał KPK.

Oferta EIC dla firm i naukowców łączy w sobie instrumenty Programu Ramowego Horyzont 2020 (Instrument MŚP, Szybka ścieżka do innowacji, Przyszłe i powstające technologie), a także przewiduje nagrody dla podmiotów, które wdrożyły najbardziej przełomowe rozwiązania technologiczne. Nagrody te są przewidziane dla przedsiębiorstw działających w wybranych sektorach, o ile wdrażane przez nie rozwiązania przynoszą istotne korzyści dla społeczeństwa. Indywidualne nagrody wynoszą od 5 do 10 mln euro, a ich całkowita pula do 2020 roku wynosi 40 mln euro.

„Europejska Rada ds. Innowacji to projekt pilotażowy. W jej ramach testowane są instrumenty wspierania innowacji, które są dostosowane do potrzeb współczesnych innowacyjnych firm, środowisk naukowych oraz startupów. Doświadczenia zebrane w ramach EIC do 2020 roku będą stanowiły podstawę do budowy programu ramowego w nowej perspektywie budżetowej” – wyjaśniła Walczyk-Matuszyk.

W kwietniu br. Komisja Europejska ogłosiła wyniki pierwszego konkursu organizowanego w ramach Europejskiej Rady ds. Innowacji. Dotyczył on I fazy Instrumentu MŚP (grant w wysokości 50 tys. euro na realizację studium wykonalności projektu), a finansowanie pozyskały cztery polskie firmy: Loglab Sp. z o.o., ZAZ Sp. z o.o., Onco Scanner Sp. z o.o. oraz Pomelody Sp. z o.o.

„To dobra wiadomość dla polskiego biznesu. Chcemy jednak zwiększyć aktywność krajowych podmiotów w pozyskiwaniu środków na badania i rozwój. Historie firm, które pozyskały finansowanie z programu Horyzont, wskazują, że skuteczna aplikacja jest dźwignią rozwoju biznesu, a także czynnikiem budującym wizerunek oraz markę przedsiębiorstwa” – skomentowała zastępca dyrektora KPK.

12 kwietnia br. w Warszawie odbyła się zorganizowana przez Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych Unii Europejskiej konferencja pt. „Europejska Rada ds. Innowacji – nowa szansa dla polskiego przemysłu w Horyzoncie 2020”.

Krajowy Punkt Kontaktowy dla programu ramowego Horyzont 2020 działa przy Instytucie Podstawowych Problemów Techniki Polskiej Akademii Nauk. Wspiera uczestnictwo polskich jednostek naukowych i przedsiębiorstw w programach ramowych, a obecnie w ósmym programie ramowym Horyzont 2020. Instytucja organizuje dni informacyjne, konferencje, oferuje usługi konsultacyjne, bezpośrednie doradztwo w zakresie przygotowania wniosków oraz mentoring. Działania Krajowego Punktu Kontaktowego dla programu ramowego Horyzont 2020 wspomaga 11 Regionalnych Punktów Kontaktowych w największych ośrodkach akademickich i kilkanaście Branżowych Punktów Kontaktowych przy polskich platformach technologicznych i kluczowych klastrach. Instytucja jest koordynatorem sieci dla mobilnych naukowców EURAXESS.

Sejm pracuje nad zmianami w przepisach o usługach płatniczych

W sejmie trwają prace nad rządowym projektem nowelizacji ustawy o usługach płatniczych oraz niektórych innych ustaw.

Rządowy projekt zmian w ustawie o usługach płatniczych oraz niektórych innych ustawach wdraża do polskiego prawa Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2015/2366 z dnia 25 listopada 2015 r. w sprawie usług płatniczych w ramach rynku wewnętrznego.

Celem nowelizacji jest zwiększenie bezpieczeństwa płatności transgranicznych i szybkości dokonywania płatności.

Projekt przewiduje wprowadzenie na rynek tzw. podmiotów trzecich, które będą mogły świadczyć usługę inicjowania transakcji płatniczej (Payment Initiation Service) oraz usługę dostępu do informacji o rachunku (Account Information Service).

Zarówno podmioty trzecie, jak i inne instytucje płatnicze chcące świadczyć usługę Payment Initiation Service będą musiały uzyskać zgodę na jej prowadzenie. Usługa Account Information Service nie będzie natomiast wymagała uzyskania zezwolenia.

Projekt zwiększa uwierzytelnienie użytkownika przy płatnościach online. Do rozpoczęcia płatności konieczne będzie sprawdzenie klienta przy pomocy co najmniej dwóch metod, np. za pomocą kodu SMS i danych biometrycznych.

Kwoty nieautoryzowanych transakcji mają być zwracane. Nieautoryzowana transakcja będzie wiązała się dla płatnika z koniecznością zapłaty 50 euro.

Projekt wprowadza małą instytucję płatniczą – nowy podmiot, który będzie mógł świadczyć usługi płatnicze, ale jedynie w Polsce i po uzyskaniu wymaganej zgody. Małą instytucją płatniczą może być osoba fizyczna, osoba prawna lub jednostka organizacyjna niebędąca osobą prawną, której ustawa przyznaje zdolność prawną. Nadzór nad małą instytucją płatniczą będzie sprawować Komisja Nadzoru Finansowego. Projekt ustanawia limit obrotów dla tego typu instytucji – 1,5 mln euro miesięcznie.

Wskazana Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie usług płatniczych w ramach rynku wewnętrznego zmienia także wzory umów i procedury u podmiotów płatniczych w kontakcie z klientami. Ponadto zmierza do wyeliminowania dodatkowych prowizji od klientów za płatność kartami.

Wszystkie instytucje finansowe będą musiały wykazać, że posiadają odpowiednie systemy zabezpieczenia płatności oraz przeprowadzać ocenę ryzyka w kwestii zabezpieczeń.

Gdy kwota transakcji nie jest znana z góry, odbiorca będzie mógł zablokować środki na koncie płatnika tylko, gdy płatnik zatwierdzi dokładną kwotę, która może zostać zablokowana.

W przypadku gdy nie ma wymogu zwiększonego uwierzytelnienia dla transakcji, odpowiedzialność za nieautoryzowaną transakcję ponosić będzie w całości dostawca usług płatniczych. Dostawca będzie musiał również udowodnić złą wiarę płatnika.

Większość przepisów ma wejść w życie po upływie 14 dni od opublikowania nowelizacji w Dzienniku Ustaw.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Złoty rozpoczyna tydzień osłabieniem

W poniedziałek złoty osłabił się w relacji do głównych walut. Tracił przede wszystkim z uwagi na umocnienie dolara amerykańskiego, co było powiązane ze wzrostem rentowności amerykańskich papierów dłużnych.

Polskiemu złotemu w poniedziałek nie pomogły dobre informacje z krajowej gospodarki. Nowe dane sugerują, że zakaz handlu w niedzielę, nie miał wyjątkowo negatywnego (a nawet wyraźnego) wpływu na wolumen sprzedaży detalicznej. W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że w okresie około-wielkanocnym konsumpcja zwyczajowo rośnie, co odzwierciedlone jest w lepszych wynikach sprzedaży detalicznej – tym samym faktyczny obraz danych może być zaburzony. Warto również zwrócić uwagę, że od marca w każdym miesiącu obowiązują jedynie dwie niedziele bez handlu – pełen zakaz – z wyłączeniem siedmiu niedziel w roku – wejdzie w życie w 2020 r. Niemniej, abstrahując od tych wszystkich “ale”, w obecnej chwili nie wygląda na to, żeby zakaz handlu miał negatywnie przełożyć się na krajową konsumpcję, która – obok inwestycji – prawdopodobnie pozostanie jednym z głównych motorów napędowych wzrostu polskiego PKB w 2018 r.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,7%, wahając się w widełkach 4,17-4,20.  W poniedziałek euro osłabiło się w relacji do dolara amerykańskiego, a ważony indeks EUR zakończył dzień na minusie. Wspólnej walucie nie sprzyjała m.in. siła USD, znaczenie mogły mieć również obawy inwestorów dotyczące czwartkowego spotkania EBC, którego wydźwięk zgodnie z naszymi oczekiwaniami powinien być dość gołębi.

Wczorajsze, wstępne dane PMI opisujące aktywność w sektorze przemysłu i usług strefy euro w kwietniu były stosunkowo dobre. Nieco zawiódł indeks dla przemysłu (56,0 wobec oczekiwanych 56,6 i 56,6 notowanych w ostatnim miesiącu), lekko pozytywnie zaskoczył z kolei indeks dla sektora usług (55,0 wobec oczekiwanych 54,8 i 54,9 notowanych w ostatnim miesiącu). Tym samym zbiorczy indeks (czyli ważona średnia poprzednich wskaźników) był nieco wyższy od prognoz (55,2 wobec 54,9). Wstępne dane potwierdzają, że sytuacja w strefie euro cały czas jest dobra, jednak prawdopodobnie, okres „górki koniunkturalnej” we wspólnym bloku walutowym mamy już za nami.

Dzisiejsze dane Ifo dla Niemiec w kwietniu pokazały kontynuację ostatniego spadku nastrojów biznesowych u naszych zachodnich sąsiadów. Obniżkę zanotowały wszystkie wskaźniki, wliczając w to ten odnoszący się do oczekiwań względem przyszłości. Zbiorczy wskaźnik nastrojów znalazł się na najniższym poziomie od końcówki 2012 r.

Dane wpisują się w ostatnią tendencję słabszych odczytów ze Starego Kontynentu, które sprawiły, że indeks zaskoczeń ekonomicznych Citigroup – CESI Index – pokazujący różnicę między odczytami z gospodarek strefy euro, a oczekiwaniami względem owych danych – spadł ostatnio do najniższego poziomu od niemal 6 lat.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,8%, wahając się w widełkach 4,74-4,80. Brytyjska waluta doświadczyła wczoraj osłabienia w relacji do koszyka walut. Z uwagi na słabość polskiego złotego, w relacji do PLN zakończyła dzień na sporym plusie. To dość ciekawe odwrócenie wielomiesięcznej tendencji – na przestrzeni ostatnich kwartałów to właśnie silny złoty raczej uniemożliwiał kursowi GBP/PLN wzrost.

Inwestorzy nadal skupiają się na kwestii majowego spotkania decyzyjnego Banku Anglii, podczas którego może dojść do podniesienia kosztów pieniądza. Rynkowe prawdopodobieństwo, że stopy procentowe wzrosną, drastycznie spadło po publikacji serii rozczarowujących odczytów z brytyjskiej gospodarki oraz po  wyjątkowo gołębich komentarzach ze strony prezesa BoE. Obecnie rynki szacują, że prawdopodobieństwo ruchu w górę podczas kolejnego spotkania to nieco poniżej 50%. W tym kontekście warto będzie obserwować piątkowe dane ze Zjednoczonego Królestwa – odczyt dynamiki PKB w I kwartale będzie kluczowym, wyczekiwanym wskaźnikiem, który – jeśli rozminie się z oczekiwaniami – może przechylić szale oczekiwań w którąś ze stron, wpływając na cenę szterlinga.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek umocnił się o 1,2%, wahając się w widełkach 3,40-3,44.  Dolar amerykański wczoraj umocnił się w relacji do większości walut. Umocnienie USD było związane m.in. ze wzrostem rentowności amerykańskich papierów dłużnych. Nie wadziły również dobre dane z amerykańskiej gospodarki.

Odczyt zarówno indeksu PMI dla przemysłu, jak i usług Stanów Zjednoczonych w kwietniu był lepszy od oczekiwań, bardziej pozytywnie zaskoczył jednak ten pierwszy, który odnotował wzrost z poziomu 55,6 do 56,5 wobec oczekiwanego poziomu 55,2

W dniu dzisiejszym poznamy dane dotyczące dynamiki cen nieruchomości w USA w lutym (15:00), odczyt indeksu zaufania konsumentów Conference Board w kwietniu (16:00) oraz dane z amerykańskiego rynku nieruchomości (16:00)

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:55 – indeks cen nieruchomości w USA
  • 16:00 – indeks zaufania konsumentów Conference Board w USA w kwietniu
  • 16:00 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Jak wojny wpływają na rynek finansowy? Na przykładzie USA

Jednym z najbardziej tragicznych wydarzeń w dziejach każdego kraju może być wojna. Wojna potrafi załamać wzrost gospodarczy oraz wolę każdego kraju. Doskonałym przykładem może być Syria, gdzie każdego dnia giną ludzie, a gospodarka skurczyła się o 60 procent.

Zatem czy wojna zawsze oznacza koniec hossy na giełdach w USA? Tak, ale nie w USA. Bez wdrażania się w sedno konfliktu oraz odpowiedzi na pytanie kto ma racje, musimy być szczerzy. Wojna jest tragiczna, ale tylko dla państwa na którym terytorium jest prowadzona. Historia to potwierdza, przed każdym konfliktem zbrojnym zapoczątkowanym lub sprowokowanym przez USA w pierwszej fazie dochodziło do potężnych spadków na giełdzie.

Powodem tego była oczywiście panika oraz pesymistyczne nastroje inwestorów na całym świecie. Niemniej jednak pamiętajmy, iż wojna oznacza większe wydatki na wojsko. Większe wydatki ze strony rządu przekładają się także na większy deficyt. Większe wydatki rządu doprowadzają do większego zatrudnienia, wzrostu PKB, wzrostu konsumpcji. Dlatego po panice, pomimo prowadzonych działań zbrojnych na terenie obcego państwa przychodzi mocne odreagowanie, inwestorzy oraz naród zapominają o wojnie. Deficyt wykreował widmo wzrostu gospodarczego.

Wojna koreańska

Wojna koreańska

Źródło: Bloomberg

Wojna koreańska trwała krótko. Po ogłoszeniu oficjalnej „interwencji” indeks Dow Jones spadł o ponad 10 procent, po to aby w trakcie kolejnych kilkudziesięciu miesięcy zyskać 20 procent. Wojna nie okazała się tragiczna w skutkach dla USA.

Wojna wietnamska

Wojna wietnamska

Źródło: Bloomberg

Wojna trwała niespełna 13 lat. Po ogłoszeniu „interwencji” doszło do 15 procentowych spadków. W ostateczności panika minęła, inwestorzy zdali sobie sprawę, że wzrost gospodarczy zostanie pobudzony. Indeks Dow Jones przez następne kilka lat wzrósł o 84 procent. W trakcie prowadzenia wojny w Stanach Zjednoczonych mieliśmy do czynienia z bardzo dużą inflacją oraz problemami gospodarczymi, dlatego giełda po mocnych wzrostach wpadła w konsolidację (pomimo trwającej wojny).

I wojna w Zatoce Perskiej

I wojna w Zatoce Perskiej

Źródło: Bloomberg

Interwencja została przeprowadzona szybko. Rynek zareagował ponad 10 procentowymi spadkami, natomiast po zakończeniu działań indeks znalazł się na wyższym poziomie niż wcześniej.

Irak

Irak

Źródło: Bloomberg

Sytuacja się powtarza. Na samym początku 15 procentowe spadki, duży pesymizm i niezadowolenie inwestorów. Koniec taki sam, ponad 25 procentowe wzrosty.

Zaobserwowane wzorce

•Przy wojnach z długotrwałym prologiem, wzrost prawdopodobieństwa wybucha konfliktu obniża ceny akcji. Jednak, gdy wybucha wojna ceny zaczynają wzrastać.

•Przy wojnach, które pojawiły się „znikąd” obserwujemy inny wzór – nagły wzrost tendencji sprzedażowej na giełdach.

•Podczas konfliktów przejawia się często jeden schemat, przynajmniej w XX i XXI wieku. Rynki są niestabilne i słabe przed wybuchem wojny a w jej trakcie walory odbijają w górę.

•Odbicie jest zazwyczaj mocne i niemalże pionowe i jest większe niż poprzedzające spadki.

•Mocne ruchy na początku są zazwyczaj skutkiem krótkoterminowym, reakcją na wystrzały pierwszych rakiet. Nie ma tutaj zrozumienia i antycypacji, jak taki konflikt może się skończyć.

 

Kto korzysta na konflikcie?

•Firmy zbrojeniowe (Lockheed Martin Corporation, The Boeing Company, Raytheon Company, General Dynamics Corporation)

•Konsumenci –> większe wydatki na militaria –> większe zatrudnienie

•Spółki giełdowe –> większe wydatki konsumentów –> wyższe zyski

Kto straci?

Kraj, w którym prowadzona jest wojna. Społeczeństwo ogółem à Media nigdy nie mówią prawdy, w niemalże każdym konflikcie nie chodziło o terroryzm, ale tylko o utrzymanie władzy à Konsumenci w długim terminie (większy deficyt)

Podsumowanie

Wojna jest niszczycielskim żniwem dla gospodarki gdzie prowadzone są działania wojenne. Z kolei zaangażowana państwa w konflikt czerpią na tym benefity. Deficyt rośnie, wzrost gospodarczy staje się bardziej dynamiczny. Początkowa reakcja na giełdzie zawsze była taka sama, spadki 10 procentowy po czym mocne wzrosty.

Enefit rusza z pilotażową sprzedażą PV

Enefit Polska uruchamia pilotażową sprzedaż instalacji fotowoltaicznej skierowaną do sektora małych i średnich przedsiębiorstw. To kolejny etap poszerzania oferty Enefit o segment OZE. Pod koniec grudnia spółka podpisała pierwszy kontrakt na zakup energii elektrycznej od elektrowni wiatrowej.

– Do decyzji o rozpoczęciu sprzedaży instalacji fotowoltaicznych w Polsce podchodzimy z bardzo dużym optymizmem. Fotowoltaika w ubiegłym roku skupiła prawie połowę światowych inwestycji w OZE, co potwierdza coraz większą świadomość na temat korzyści tego typu rozwiązań. Nasza oferta to zatem wyjście naprzeciw oczekiwaniom polskich przedsiębiorców – mówi Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit Polska.

Poza audytem fotowoltaicznym i przygotowaniem projektu, Enefit przy współpracy z partnerem dostarczy komponenty instalacji i będzie nadzorować proces montażowy. Oferta obejmuje również przegląd i utrzymanie całej infrastruktury w trakcie samej eksploatacji.

OZE jako istotna część strategii Eesti Energia

Strategiczny cel grupy Eesti Energia, do której należy Enefit, zakłada zwiększenia portfela wytwórczego do 40% energii elektrycznej z odnawialnych i alternatywnych źródeł do 2021 roku. W ubiegłym roku Eesti powołała do życia spółkę Enefit Green, która jest jedną z największych firm w regionie Morza Bałtyckiego działającą w obszarze produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Portfolio firmy obejmuje produkcję energii ze źródeł wiatrowych, wodnych, słonecznych, biomasy, a także odpadów komunalnych.

Z końcem roku Enefit Green zakończył budowę elektrowni słonecznej na największej farmie mleczarskiej w Estonii, na którą złożyło się łącznie 644 paneli słonecznych o pow. ponad 1000 m2. Ponadto od początku roku Enefit Green zrealizował dwa kolejne projekty tego typu o łącznej mocy ponad 230 kW, w ramach których wykorzystano ponad 1300 paneli słonecznych.

Chwila na wytchnienie

Rentowności długu USA znalazły się ponownie w centrum uwagi, gdy ustanowiono nowe maksima dochodowości papierów 10 – letnich, niebezpiecznie blisko bariery 3 proc. Jej naruszenie grozi dość paniczną wyprzedażą i błyskawicznym dojściem do pułapu 3,05 proc., który tak naprawdę ma dużo większe znaczenie z punktu widzenia perspektyw notowań.

Inwestorzy powrócili do fundamentów, czyli oznak krzepnięcia presji inflacyjnej w USA i rekordowej podaży amerykańskich obligacji skarbowych, która w kolejnych latach zostanie uplasowana na rynku. Pozwoliło na to oczywiście kilka dni bez nowych kontrowersyjnych wpisów Donalda Trumpa na Twitterze i pewne rozładowanie napięcia dotyczącego sytuacji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie, czy relacji handlowych z Chinami. Z prezydentem USA problem jest jednak taki, że nigdy nie wiadomo w kogo i kiedy uderzy…

Dolar jest wyraźnie wsparty rozwojem sytuacji na rynku stopy procentowej. USD/JPY podskoczył w okolice nienotowane od lutego i zbliżył się do 109,00, eurodolar obniżył się do kluczowej strefy poniżej 1,22, gdzie znajduje się przecież dolne ograniczenie obowiązującego od wielu tygodni przedziału wahań 1,2150 – 1,2550. W przypadku eurodolara kluczowy jest fakt, że dane z gospodarki Eurolandu w ostatnich tygodniach wyraźnie rozczarowują i wskazują na słabnięcie impetu koniunktury. Przy jednoczesnym osłabieniu się presji cenowej zaczęło to w końcu podminowywać wiarę inwestorów, że Europejski Bank Centralny szybko i pewnie zmierza w kierunku normalizacji swojej polityki. W rezultacie, tym razem niemiecka krzywa dochodowości nie ruszyła za amerykańską, co przełożyło się na ruch na rynku walutowym napędzanym poprzez kanał relatywnej dochodowości. Kolejnych dowodów pogorszenia nastrojów w biznesie powinien dostarczyć dzisiejszy odczyt IFO – subindeks oddający oczekiwania, powinien osunąć się poniżej 100 punktów (listopadowe maksimum do 103,7 pkt).

Biorąc jednak pod uwagę czwartkowe posiedzenie ECB oraz bliskość kluczowych poziomów wsparcia, do euro podchodzimy obecnie neutralnie. Warto również odnotować, że tym razem fala wyprzedaży długu jest ze znacznie większym spokojem przyjmowana przez rynek akcji. Wprawdzie w piątek na Wall Street miały miejsce wyraźne spadki, ale już wczoraj główne indeksy krążyły wokół kreski. Widzimy pole do odreagowania i wygenerowania w najbliższych dniach wzrostowego odbicia na głównych rynkach akcji. Wracając do rynku walutowego, obecnym położeniu najlepszą strategią wydaje się być czekanie na rozwój korekty. W szerszym horyzoncie do dolara tracić powinien nadal świat emerging markets (w tym złoty), a w gronie G-10 w średnim horyzoncie najgorsze perspektywy widzimy przed dolarem australijskim. Dostrzegamy natomiast sporo argumentów za relatywną siłą takich walut jak funt czy dolar kanadyjski.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Z początkiem tygodnia złoty słabszy

Dobra sytuacja fiskalna ogranicza wpływ czynników zagranicznych na polski rynek dłużny. Oczekując na gołębi EBC i bardzo łagodny wydźwięk minutes z marcowego posiedzenia RPP złoty zignorował lepsze od oczekiwanych krajowe dane sprzedażowe. Kurs EURPLN wzrósł do 4,20.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Poniedziałkowy handel przyniósł wyraźne osłabienie złotego, pod koniec dnia kurs EURPLN wzrósł powyżej 4,20. Negatywny wpływ na naszą walutę miał rosnący w siłę dolar względem euro, gdzie kurs EURUSD spadł do 1,22. Publikacja wstępnego indeksu PMI dla przemysłu gospodarki strefy euro pokazała spadek do 56 pkt z 56,6 pkt w marcu. Kolejne słabe dane nasilają oczekiwania na gołębi wydźwięk posiedzenia EBC, które w tym tygodniu będzie najważniejszym wydarzeniem na rynkach bazowych. Wyniki potwierdzające spadek aktywności europejskiej gospodarki mogą wymusić na EBC złagodzenie retoryki, chłodząc oczekiwania na szybsze wycofanie się z programu QE, czy polityki ujemnych stóp procentowych. We wtorek poznamy indeks Ifo nastrojów w niemieckiej gospodarce i jeśli tak jak ZEW również i on mocno rozczaruje spadek EURUSD powinien utrzymywać się, co zapewne może wpłynąć też na dalszy wzrost EURPLN. Dodatkowo deprecjonujący wpływ na PLN powinna mieć też publikacja protokołu z kwietniowego posiedzenia RPP, które okazało się jeszcze mocniej gołębie niż poprzednie. W ostatnich dniach wśród członków Rady pojawiły się sugestie możliwych dyskusji dotyczących wspierania wzrostu gospodarczego w środowisku braku zagrożenia presją inflacyjną. Jeśli w protokole znajdą się wzmianki o możliwym zastosowaniu w przyszłości niekonwencjonalnych narzędzi w polityce NBP presja na złotego może zostać dodatkowo wzmocniona. Najprawdopodobniej z tego też względu poniedziałkowa publikacja lepszych od oczekiwanych wyników dla sprzedaży detalicznej (w marcu 9,2% r/r wobec 8,2% szacowanych) nie zdołała wesprzeć PLN.

Na rynku dłużnym dominowały wzrosty rentowności obligacji. W USA w ostatnim tygodniu cała krzywa dochodowości przesunęła się o ponad 10pb w górę, na co w dużym stopniu wpływ ma wzrost apetytu na ryzyko (wynika to ze spadku obaw o napięcia geopolityczne dot. wojen handlowych oraz konfliktu w Syrii). Ponadto, amerykańskie papiery 10-letnie zbliżyły się do poziomu 3% w związku z aktualną sytuacją na rynku surowcowym, gdzie w trendzie wzrostowym znajdują się ceny ropy (Brent jest już blisko 75 USD za baryłkę).

Jednak polska krzywa dochodowości jest w ostatnim czasie bardziej odporna na wydarzenia zagraniczne, w poniedziałek przesuwając się nieznacznie w dół. Lokalny rynek jest w dalszym ciągu wspierany przez solidną sytuację fiskalną, gdzie po marcu została zanotowana nadwyżka na poziomie 3,1mld PLN. Poprawa wskaźników dyscypliny fiskalnej była w ostatnim czasie jednym z argumentów za podniesieniem perspektywy oceny kredytowej przez agencję S&P, co wzmacnia polskie instrumenty dłużne. Ponadto utrzymywanie się nadwyżki budżetowej może prowadzić do redukcji potrzeb pożyczkowych brutto, co może pociągnąć za sobą również zmniejszenie podaży na najbliższej aukcji papierów skarbowych do poziomu ok. 6-7mld PLN (z maksymalnych 8mld PLN). Lokalna sytuacja makro może przemawiać za utrzymaniem się wąskich spreadów obligacji polskich do zagranicznych.utrzymanie nadwyżki budżetowej

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek – PKO Bank Polski

Nadwyżka budżetowa po marcu

Budżet państwa w okresie styczeń-marzec miał nadwyżką w kwocie 3,1 mld zł, wobec planowanego na cały rok deficytu 41,5 mld zł. Dochody ogółem budżetu w tym okresie były o 3,8% wyższe niż przed rokiem, a dochody podatkowe wzrosły o 3,3% r/r. Najsilniejszy wzrost odnotowano w przypadku wpływów z PIT, które zwiększyły się o 16,7% r/r, odzwierciedlając rosnące dochody (w tym osób prowadzących działalność gospodarczą). Dochody z VAT były zbliżone do zrealizowanych przed rokiem (w samym marcu wzrost aż o 27% r/r), podczas gdy dochody z CIT spadły o 4,1% r/r (odzwierciedlając efekt kalendarza i przesunięcie wpływów na kwiecień). Dobry wynik budżetu jest w dużej mierze zasługą niskich wydatków, które w okresie styczeń-marzec spadły o 2,5% r/r dzięki spadkowi kosztów obsługi długu (o 8,7% r/r) oraz ograniczeniu dotacji do FUS (co odzwierciedla dobrą sytuację na rynku pracy i wysokie wpływy ze składek).

Notyfikacja fiskalna za 2017 (ESA) pokazała, że deficyt fiskalny Polski został skorygowany w górę do 1,7% PKB z 1,5% PKB (czyli wyniósł tyle, ile szacowaliśmy przed publikacją wstępnych danych fiskalnych na początku kwietnia) wobec 2,3% PKB w 2016. Rewizja deficytu o 0,2pp PKB była związana z dokapitalizowaniem przez budżet podmiotów spoza sektora instytucji rządowych i samorządowych (prawdop. BGK, PFR, PAIH). Głębszy niż przed rokiem deficyt na szczeblu centralnym oraz wysoka nadwyżka w podsektorze funduszy ubezpieczeń społecznych to efekt umorzenia pożyczek dla FUS zaciąganych w poprzednich latach (dla całego wyniku ESA efekt umorzenia był neutralny).dług publiczny w UE

Źródło: PKO Bank Polski

Już niebawem WiFi przyspieszy do 1 terabita na sekundę. Przyszłością komunikacji radiowej jest wielodostepowość

Już niebawem WiFi przyspieszy do 1 terabita na sekundę. Przyszłością komunikacji radiowej jest wielodostepowość 4

Coraz bardziej rozwija się komunikacja poprzez światło. Technologia LiFi wciąż wymaga dopracowania, ale tempo wzrostu tego rynku sugeruje, że to będzie przyszłość komunikacji. Wi-Fi pozostanie jednak kluczową technologią transferu danych w najbliższych latach. Na standardyzację czekają już sieci, których przepustowość sięga nawet 1 Tb/s. Obecny standard 802.11ac pozwala transmitować dane z prędkością 1 Gb/s. Przyszłością Wi-Fi jest wielodostępowość sieci, która pozwoli na powszechny dostęp do internetu. Dostępność sieci jest kluczowa w dobie technologii 5G, Internetu rzeczy i Przemysłu 4.0.

– Wielodostępowość WiFi oznacza możliwość używania rozwiązań bezprzewodowych wszędzie, gdzie jesteśmy w stanie od danego operatora uzyskać usługę, niezależnie od tego czy jesteśmy u sąsiada, który korzysta również z tego samego operatora, czy poruszamy się po terenie nieobjętym zasięgiem danej sieci bezprzewodowej 802.11, ale jesteśmy w zasięgu sieci komórkowej – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Bromirski, dyrektor techniczny w Cisco Systems Polska.

Trend korzystania z usług wielodostepowości sieci rozszerzy się wraz z nadejściem technologii 5G (następca LTE) i potrzebą skomunikowania szeregu urządzeń Internetu Rzeczy, z jakich korzystamy i jakie wspierają nas w codziennym funkcjonowaniu. Rozwiązania polegające na wielodostępowości internetu są już dostępne na rynku. Można je znaleźć w pakietach operatorów, jednak w Polsce nie są jeszcze spopularyzowane.

– To już jest do pewnego stopnia rewolucja. Ludzie mają dosyć duży problem, w szczególności w Polsce przynajmniej na dzień dzisiejszy, z dzieleniem się swoim pasmem dostępu do internetu. W dużej części państw zachodnich jest to już normalny trend. Idąc do innego miejsca, w którym już się znajdują różni operatorzy świadczący usługi WiFi zakładamy, że tak samo jak w domu będziemy mieli na tych samych zasadach dostęp do internetu – tłumaczy Łukasz Bromirski.

Wielodostepowość nie jest jedynym trendem na rynku sieci bezprzewodowych. W technologiach radiowych uzyskiwane są coraz większe przepustowości łącz. Opracowany obecnie nowy standard WiFi – 802.11ax, pozwoli na przesyłanie danych z wielokrotnie wyższą prędkością niż obecnie. Projektowana łączność bezprzewodowa będzie działać w pasmach 2.4 oraz 5 GHz i pozwoli na uzyskiwanie prędkości przesyłu danych na poziomie 11 Gbps. Pierwsze urządzenia pracujące w technologii 802.11ax zostały zaprezentowane w tym roku, ale na rynek trafią na początku 2019 roku. Planowane są już kolejne standardy.

– Zastosowanie nowych materiałów i nowych algorytmów spowodowało, że przyspieszyliśmy sieci WiFi prawie dziesięciokrotnie. Dzisiaj w standaryzacji jest już 802.11, które pozwoli nam transmitować prawie 1 Tbit ruchu na sekundę, dzisiaj dla przypomnienia poruszamy się w okolicach gigabita na sekundę. Transmisja radiowa, biorąc pod uwagę dzisiaj przepustowości jakie są osiągane, jest chyba przyszłością – prognozuje Łukasz Bromirski.

Nie tylko transmisja radiowa służy jednak do przesyłania danych. Coraz częściej i chętniej wykorzystuje się w tym celu także światło białe. Technologia Li-Fi, polegająca na przesyłaniu informacji w obu kierunkach za pomocą zwykłej żarówki LED. Dane można przesyłać z prędkościami nawet 100 razy wyższymi, niż pozwala na to obecne WiFi, jednak technologia ma też swoje ograniczenia.

– Z LiFi problem polega na tym, że musimy mieć tor optyczny, który jest w stanie realizować transmisję i przenosić jakieś użyteczne informacje. Robi się to coraz lepiej, sprawniej, natomiast cały czas jest to problem – zauważa specjalista Cisco.

Sieci bezprzewodowe to bardzo dynamiczny rynek. Do 2022 roku, rynek WiFi (w tym punkty dostępowe i kontrolery oraz usługi) będzie wart 15,6 mld dolarów. W najbliższy latach tempo wzrostu analitycy marketsandMarkets przewidują na poziomie 21 proc.

Jeszcze szybciej rozwijać się będzie technologia LiFi. Według prognoz Global Market Insight, rynek komunikacji przez światło osiągnie wartość 75 mld dol. w 2023 roku, a tempo średniorocznego wzrostu przekroczy 77 proc.

Silnik w piaście koła może przyspieszyć rozwój branży samochodów elektrycznych. Poprawi własności jezdne i więcej miejsca na baterie

Silnik w piaście koła może przyspieszyć rozwój branży samochodów elektrycznych. Poprawi własności jezdne i więcej miejsca na baterie 5

Elon Musk doprowadził do tego, że przestaliśmy postrzegać pojazdy elektryczne wyłącznie w kategorii ciekawostki, stały się realną alternatywą dla aut spalinowych. Niestety z powodu słabo rozwiniętej sieci stacji szybkiego ładowania i przeciętnemu zasięgowi wciąż ustępują pojazdom z klasycznym napędem. Rozwiązaniem, które może przyspieszyć upowszechnienie się samochodów elektrycznych, są silniki montowane w piaście koła. Pozwolą one nie tylko poprawić parametry jezdne, ale również zaoszczędzić miejsce, które można przeznaczyć na dodatkowe baterie i tym samym zwiększyć zasięg auta.

– Prezentowany przez nas silnik elektryczny do zabudowy w piaście koła, jest silnikiem napędowym do samochodów elektrycznych. Możemy go stosować zarówno w układach z napędem na dwa, jak i na cztery koła. Taki silnik zapewnia samochodowi bardzo atrakcyjne parametry jezdne, bardzo dynamiczne skręcanie, ale również odzysk energii z wysoką sprawnością. Uwalniamy też przestrzeń dedykowaną dla standardowo stosowanych silników centralnych, w celu np. zamontowania dodatkowych układów bateryjnych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Piotr Dukalski, konstruktor z firmy Komel

Pojazdy elektryczne mają wiele zalet. Do najważniejszych należą brak emisji spalin podczas poruszania się po drodze, a także minimalny koszt przemieszczania się, oscylujący w granicach 4 zł za 100 km. Tego typu auta mają jednak też swoje wady, a największą z nich jest układ zasilania. Współczesne baterie są zbyt masywne i zbyt mało wydajne, aby pozwoliły na swobodne przemieszczanie się tam, gdzie nie mamy dostępu do rozbudowanej sieci stacji szybkiego ładowania. Nowy silnik elektryczny zamontowany w kole, ma szansę zrewolucjonizować ten segment rynku.

– Osiągamy bardzo wysokie parametry jezdne. Wyzwaniem dla konstruktorów w tego typu rozwiązaniach jest bardzo efektywny układ chłodzenia oraz zastosowanie wysoko wydajnego obwodu elektromagnetycznego, który pozwoli nam osiągnąć satysfakcjonujące przyspieszenia. Obecnie powstał pierwszy prototyp tego typu napędu. Pracujemy nad kolejnymi, udoskonalonymi wersjami. Staramy się jeszcze bardziej zmniejszyć masę oraz osiągnąć jak najwyższy moment obrotowy, maksymalny i znamionowy – twierdzi ekspert.

Jeszcze do niedawna wydawało się, że pojazdy elektryczne nie mają szans w starciu z tymi spalinowymi. Ale marketingowy sukces Tesli – nawet jeśli nie przekłada się na zarobki firmy – uświadomił koncernom motoryzacyjnym, jak wielki potencjał tkwi w tej branży. Najwięksi gracze na rynku postanowili włączyć się do rewolucji.

Przedstawiciele Volvo zapowiedzieli, że od 2019 roku firma całkowicie wycofa się z produkcji aut spalinowych i wszystkie nowe pojazdy będą wyposażone w silnik hybrydowy bądź elektryczny. Koncern Mazda planuje zakończyć produkcję samochodów spalinowych do 2035 roku. Podobne deklaracje złożyły także takie firmy jak BMW, Mercedes czy Volkswagen. W ten trend wpisuje się rozwiązanie opracowywane przez Komel.

– Ideą projektu jest opracowanie usługi, która pozwoli na zaprojektowanie tego typu napędów do różnych aplikacji, od samochodów miejskich, przez osobowe, dostawcze na autobusach skończywszy ­– podsumowuje Piotr Dukalski.

Według pierwotnych planów konsumencka wersja silników może trafić na rynek już w przyszłym roku. Potencjalne pole aplikacji tego rozwiązania jest niezwykle szerokie, dlatego funkcjonalność pierwszej generacji elektrycznych silników piastowych będzie w znacznej mierze zależała od zapotrzebowania pierwszych inwestorów.

Według prognoz Frost & Sullivan, globalna sprzedaż aut elektrycznych wyniesie 1,6 mln egzemplarzy w 2018 roku i 2 mln sztuk w 2019 roku. Allied Market Research prognozuje zaś, że globalny rynek samochodów elektrycznych będzie rósł w tempie blisko 20 proc., by w 2023 roku osiągnąć wartość 351 mln dolarów.

Sprzedaż detaliczna rośnie jak na drożdżach

Miesięczne dane o sprzedaży za marzec pokazały jej wyraźne przyspieszenie. Sprzedaż detaliczna realna wzrosła o 8,8% r/r (PKO: 9,1%; kons.: 7,4%) wobec 7,7% r/r w lutym (i to pomimo spadku sprzedaży pojazdów, po raz pierwszy od roku). Sprzedaż detaliczna nominalna wzrosła o 9,2% r/r implikując, że deflator sprzedaży detalicznej pozostaje blisko zera sygnalizując brak presji inflacyjnej w tym segmencie gospodarki.

Dane o sprzedaży za cały kwartał wpisują się w bardzo pozytywny obraz polskich konsumentów, jaki mamy w tym roku: sprzedaż realna wzrosła w 1q18 o 8,1% r/r wyraźnie powyżej wyniku z 4q17 (7,0% r/r). Dane o sprzedaży detalicznej są spójne z dalszym przyspieszaniem dynamiki konsumpcjina początku roku (powyżej 5,0% zanotowanych w 4q17, po rewizji).

Opublikowane równolegle dane: rewizja wzrostu PKB za 2016-2017 oraz notyfikacja fiskalna również wpisują się w bardzo dobry obraz gospodarki.

Dynamika wzrostu PKB w 2017 r. została potwierdzona na poziomie 4,6%, natomiast dynamika inwestycji została skorygowana wyraźnie w dół (do 5,4% r/r, z 11,3% w poprzednim szacunku) wskutek uwzględnienia szerszych danych z sektora publicznego (m.in. zakupy uzbrojenia). Kwartalne dynamiki PKB po rewizji nie zmieniły się istotnie wobec danych sprzed rewizji (por. wykres), natomiast w zrewidowanej strukturze wzrostu największy wpływ na dynamikę PKB miała nadal konsumpcja prywatna, a szczyt wzrostu inwestycji jest jeszcze przed nami (o czym świadczą m.in. dane o wartości rozstrzygniętych przetargów publicznych, która w ujęciu rocznym podwoiła się w 1q18).Sprzedaż rośnie jak na drożdżachDeficyt fiskalny (ESA) został skorygowany w górę do poziomu 1,7% PKB (czyli tyle, ile szacowaliśmy przed publikacją wstępnych danych fiskalnych na początku kwietnia). Głębszy niż przed rokiem deficyt na szczeblu centralnym oraz wysoka nadwyżka w podsektorze funduszy ubezpieczeń społecznych to efekt umorzenia pożyczek dla FUS zaciąganych w poprzednich latach (dla całego wyniku ESA efekt umorzenia był neutralny).

Dane są neutralne dla oceny perspektyw krajowej polityki pieniężnej.

Źródło: PKO Bank Polski

PPE w praktyce – jak inwestować środki?

Jednymi z najważniejszych dokumentów regulujących funkcjonowanie wdrożonego w organizacji Pracowniczego Programu Emerytalnego są umowa zakładowa i umowa z instytucją finansową, które określają m.in. jak będą inwestowane środki jego uczestników. Jeszcze kilkanaście lat temu, na ogół był zdefiniowany jeden – wspólny dla wszystkich pracowników danej organizacji – sposób lokowania ich kapitałów. Najczęściej był to fundusz stabilnego wzrostu, inwestujący około 30% – 40% aktywów na rynku akcji. Przez wielu młodych ludzi był on uważany za zbyt konserwatywne rozwiązanie, podczas gdy osoby mające już tylko kilka lat do wypłaty, często uważały, że taki poziom akcji w portfelu jest stanowczo zbyt agresywny. Obecnie oczywistym jest, że – oprócz PPE w formie pracowniczego funduszu emerytalnego, gdzie przepisy takiej możliwości nie dają – pracownicy mają do wyboru kilka sposobów inwestowania gromadzonych w PPE środków. W najprostszej wersji jest to po prostu kilka funduszy. Przystępując do PPE uczestnik określa, które spośród dostępnych produktów wybiera i w jakich proporcjach wpłacane środki mają być pomiędzy nimi dzielone. Z czasem jednak okazało się, że to co w zamyśle miało być ukłonem w stronę pracowników – dla niektórych z nich stało się dużym problemem.

Ludzie, którzy do tej pory nie interesowali się rynkiem kapitałowym i, siłą rzeczy, mają ograniczoną na temat jego funkcjonowania wiedzę – nagle muszą podjąć, bądź co bądź, niełatwą a istotną dla ich przyszłości, decyzję. Przed nimi bowiem nie tylko dylemat czy w ogóle przystąpić do PPE – ale również konieczność wyboru określonej polityki inwestycyjnej. Podczas spotkań informacyjnych – wielu pracowników pytało prowadzących, który fundusz powinni wybrać. Wiele razy słyszałam zdanie „to ja się jeszcze zastanowię – najwyżej złożę deklarację później”. Aby ułatwić przystępowanie do PPE coraz częściej pracodawcy decydują się na rozwiązania modelowe – np. model cyklu życia, w którym obowiązuje generalna zasada, że im uczestnik młodszy tym większą część jego portfela stanowią akcje po to, aby wraz z wiekiem wzrastał w jego portfelu udział instrumentów bezpieczniejszych. Są też modele bazujące nie na wieku, a na ryzyku inwestycyjnym. W końcu nigdzie nie jest powiedziane, że gdy ktoś jest młody to zawsze musi inwestować agresywnie, a osoba starsza zawsze będzie lokować środki konserwatywnie – praktyka pokazuje, że ludzie mają różny apetyt na ryzyko. W efekcie – pracodawcy coraz częściej wdrażają następujący schemat: w PPE istnieje kilka możliwości inwestycyjnych, w tym model domyślny – co oznacza, że jeśli pracownik wypełni deklarację przystąpienia do Programu i nie podejmie żadnych decyzji co do sposobu inwestowania – to właśnie ten domyślny model będzie miał dla niego zastosowanie. Jeśli jednak pracownik zechce – to będzie mógł dokonać samodzielnego wyboru. Uczestnik może też zmieniać wybrany sposób inwestowania – składając pracodawcy pisemne oświadczenie woli. Do ustalenia pozostaje dopuszczalna częstotliwość zmian. Część pracodawców nie stawia tu żadnych ograniczeń, często jednak pojawia się limit do czterech razy w roku kalendarzowym. W opinii wielu ekspertów, to wystarczająca liczba, pozwalająca uczestnikowi mieć poczucie kontroli nad swoimi pieniędzmi, a jednocześnie nie zachęcająca do „gry giełdowej” środkami z założenia przeznaczonymi na emeryturę. Tutaj decyzja powinna należeć do pracodawcy i reprezentacji pracowników – przy czym należy pamiętać, że wszelkie oświadczenia woli związane z uczestnictwem w PPE – zgodnie z art. 20 ustawy o pracowniczych programach emerytalnych – uczestnik składa pisemnie, za pośrednictwem pracodawcy. Należy więc oszacować spodziewane obciążenie z tego tytułu dla działu HR.

Agnieszka Łukawska, Dyrektor ds. programów emerytalnych Skarbiec TFI S.A.

Uspokojenie na rynkach

Po kilku tygodniach przepełnionych różnego rodzaju ryzykami geopolitycznymi rynki finansowe mogły złapać trochę oddechu. Sytuacja w Syrii ucichła po ataku odwetowym Stanów Zjednoczonych, Francji oraz Wielkiej Brytanii. Atak był bardzo precyzyjny, co przyczyniło się do braku eskalacji konfliktu. Dodatkowo, również USA i Chiny nie zdecydowały się na kolejne kroki w ramach wojny handlowej. Powyższe czynniki wraz z solidnymi odczytami makroekonomicznymi (sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa w Stanach, PKB Chin) wpłynęły pozytywnie na najważniejsze rynki akcyjne na świecie. W skali całego tygodnia indeksy amerykańskie S&P, DJIA i Nasdaq Composite zyskały odpowiednio 0,52%, 0,42% i 0,56%. W Europie również miały miejsce wzrosty. Niemiecki DAX wzrósł o 0,79%, francuski CAC 1,84%, a brytyjski FTSE osiągnął stopę zwrotu na poziomie 1,84%.

Na polskim parkiecie w przeciwieństwie do największych indeksów światowych pojawiły się spadki. Indeks szerokiego rynku WIG stracił -0,55%, indeks WIG20 -0,52%, a indeksy mniejszych i średnich spółek znalazły się -1,55% i -0,47% pod kreską. W minionym tygodniu opublikowane zostały dobre dane z rynku pracy – dynamika wynagrodzeń (6,7% rdr) i zatrudnienia (3,7% rdr), jednak tempo wzrostu produkcji przemysłowej było niższe od prognoz (1,8% wobec 2,9% rdr).

Jeśli chodzi o krajowe podwórko, to w tym tygodniu czeka nas spokojny tydzień. We wtorek opublikowana zostanie wielkość podaży pieniądza M3, a w środę stopa bezrobocia. W piątek do wglądu zostanie udostępniony protokół z ostatniego posiedzenia RPP. Na globalnych rynkach będzie miało miejsce jednak wiele istotnych odczytów. We wtorek opublikowany zostanie wskaźnik Ifo dla gospodarki niemieckiej, w czwartek zakończy się posiedzenie Rady Prezesów EBC, co będzie zdecydowanie najważniejszym wydarzeniem tygodnia, a w piątek czeka nas sporo istotnych odczytów – PKB i CPI z Francji, PKB i stopa bezrobocia z Niemiec oraz PKB w USA (wstępne PKB za pierwszy kwartał).

Departament Zarządzania i Analiz SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Rewolucja w polskiej energetyce – zmiany w regulacjach unijnych i rządowych

Polska energetyka przeżywa rewolucję i modernizację. W dużej mierze wynika to z regulacji unijnych – tzw. pakietu zimowego i regulacji BAT, dotyczących technologii oraz ich emisyjności. Jest to również spowodowane reformą systemu UE ETES (Europejski System Handlu Emisjami) – czyli handlu certyfikatami CO2. Na to wszystko nakłada się program rządowy, będący wynikiem powyższych zmian.

– Jest to plan klimatyczno-energetyczny, określający w jaki sposób będziemy produkować energię w najbliższych latach. Bardzo duże zmiany zapowiadane są w zakresie nowych, powstających mocy – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Węgiel straci zajmowaną dotychczas pozycję i nie będzie odgrywać już głównej roli. Unia Europejska i polski rząd zmierzą się z nowymi wyzwaniami. Będzie to program dla Śląska – czyli wsparcia dla regionów, które zajmują się wydobyciem węgla kamiennego. Drugą kwestią będzie program dla górnictwa, który jest obecnie procedowany w rządzie. Wypadkowa powyższych czynników przesądzi, jak w Polsce wytwarzane będą ciepło i prąd – ocenił Roszkowski.

Przybywa inwestycji w energooszczędne rozwiązania. Związane z tym ryzyko może przejąć wyspecjalizowana firma

Przybywa inwestycji w energooszczędne rozwiązania. Związane z tym ryzyko może przejąć wyspecjalizowana firma 6

Wysokie koszty energii, opłaty za ogrzewanie czy klimatyzację są realnym problemem dla przedsiębiorstw i samorządów. Często nie mają one środków na inwestycje, które podniosłyby efektywność energetyczną użytkowanych przez nich budynków. Alternatywą są inwestycje realizowane w formule ESCO, w których cały koszt i ryzyko ponosi firma wykonawcza. W Polsce wartość tego rynku szacuje się obecnie na 27 mln euro, ale stale rośnie, ponieważ znaczenie efektywności energetycznej dla rozwoju gospodarki i konkurencyjności przedsiębiorstw to temat coraz mocniej akcentowany. 

 Jest kilka powodów, dla których musimy zwiększać efektywność energetyczną. Po pierwsze, to obowiązki prawne, jakie spoczywają na przedsiębiorcach. UE narzuca coraz bardziej rygorystyczne wymagania dotyczące poziomu oszczędności energii, które należy uzyskiwać. Drugi powód jest bardzo prozaiczny – efektywność energetyczna jest najtańszym źródłem nowej energii. Oszczędzenie jednej kilowatogodziny jest znacznie prostsze, tańsze i szybsze niż wybudowanie nowego źródła energii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Danielski, wiceprezes DB Energy SA.

Efektywność energetyczna to temat coraz mocniej akcentowany na forum europejskim. W styczniu tego roku unijny parlament przyjął projekt przepisów, zgodnie z którymi do 2030 roku państwa członkowskie powinny zwiększyć efektywność energetyczną o 35 proc. W ramach funduszy unijnych polskie przedsiębiorstwa mogą się ubiegać o olbrzymie dotacje na dofinansowanie projektów, które podniosą ich efektywność energetyczną. Także prawodawstwo w tym zakresie jest coraz bardziej wymagające – uchwalona 1,5 roku temu ustawa o efektywności energetycznej nałożyła na wybrane przedsiębiorstwa obowiązek przeprowadzenia audytu energetycznego, który w Polsce dotyczy ok. 6 tys. przedsiębiorstw. Zgodnie z unijną dyrektywą od 2021 roku na terenie całej UE nowo powstające budynki muszą się charakteryzować wysoką efektywnością energetyczną i bardzo niskim zapotrzebowaniem na energię.

– Przodownikiem we wdrażaniu efektywności energetycznej są Stany Zjednoczone, gdzie rząd federalny większość termomodernizacji budynków i zadań inwestycyjnych zleca firmom typu ESCO. Europejskie przedsiębiorstwa i firmy, które mają wiele lokalizacji na całym świecie, też korzystają z usług profesjonalnych firm, które zajmują się tym kompleksowo – mówi Piotr Danielski.

Firmy typu ESCO realizują kompleksowe usługi w zakresie gospodarowania energią i udzielają klientowi gwarancji uzyskania oszczędności. Klient nie musi wydawać własnych środków ani się zadłużać, żeby zrealizować inwestycję ograniczającą zużycie energii. Cały koszt i ryzyko finansowe ponosi firma ESCO, która przystępuje do inwestycji tylko wtedy, kiedy ma zagwarantowany zadowalający zwrot zaangażowanych środków. Następnie, w trakcie trwania kontraktu, klient i firma typu ESCO dzielą korzyści finansowe z dokonanej inwestycji. Innymi słowy – koszt przedsięwzięcia jest spłacany z oszczędności w kosztach eksploatacji.

– Rynek jest ograniczony finansowaniem i ostrożnym podejściem firm do realizacji innowacyjnych przedsięwzięć. Powinniśmy dbać o to, żeby przedsiębiorcy nie bali się nowych technologii i inwestycji. Temu służy przerzucanie ryzyka inwestycyjnego, technicznego i ekonomicznego na wyspecjalizowane przedsiębiorstwa, które zajmują się wyłącznie efektywnością energetyczną. Niezbędne jest promowanie rozwiązań typu ESCO i kontraktów EPC, w których przedsiębiorca – niezajmujący się infrastrukturą energetyczną czy techniczną – jest w stanie współpracować z firmą, która zajmuje się wyłącznie taką infrastrukturą, tak aby nie musiał angażować swoich sił i środków – podkreśla Piotr Danielski.

W zakres kontraktów ESCO mogą wchodzić zarówno inwestycje zwiększające efektywność energetyczną, jak i konserwacja i naprawa urządzeń, kogeneracja czy alternatywne wytwarzanie energii elektrycznej – jeżeli tylko zapłata za te usługi będzie pochodzić z osiągniętych oszczędności.

W Unii Europejskiej rynek kontraktów ESCO nieustannie rośnie (napędziła go dyrektywa 2012/27/EU). Najatrakcyjniejszym rynkiem są Niemcy, gdzie w 2017 roku wartość kontraktów zrealizowanych w tej formule sięgnęła ok. 2 mld euro, oraz Wielka Brytania (940 mln euro) i Szwecja (650 mln euro). Polska z obrotami na poziomie 27 mln euro pozostaje na razie w tyle za unijnym rynkiem.

W formule ESCO działają dwa rodzaje umów: EPC – energy performance contract i ESPC – energy savings performance contract.

 Różnica polega na tym, że w pierwszym przypadku całość środków pochodzi z CAPEX-u inwestycyjnego przedsiębiorstwa, natomiast w tej drugiej wersji całość CAPEX-u jest rozłożona na lata i podlega finansowaniu przez stronę trzecią. Najprościej rzecz ujmując – przy kontraktach EPC klient płaci za osiągnięty efekt, ale jednorazowo. Przy kontraktach ESPC umowy obejmują finansowanie trzeciej strony, czyli klient nie wykłada swojej złotówki, a finansowanie inwestycji polega na podziale oszczędności, jakie ta inwestycja wygenerowała. Wtedy całość ryzyka technicznego i inwestycyjnego przechodzi na stronę, która to finansuje i realizuje, ale jest to niezwykle wygodne – wyjaśnia Piotr Danielski.

Przykładem inwestycji zrealizowanej w formule ESCO jest projekt poprawy efektywności energetycznej w zakładach Spomleku w Radzyniu Podlaskim, zrealizowany przez DB Energy we współpracy z Siemens i Ater Logic. Inwestycja warta 2 mln zł zwróciła się w ciągu ośmiu miesięcy, a projekt przyczynił się do ograniczenia emisji pyłów o 80 proc. względem wartości wyjściowej i ograniczenia kosztów wytwarzania ciepła w zakładzie o blisko 30 proc. i znacznego spadku zapotrzebowania na energię elektryczną.

 Rozwiązania, które można stosować, są uzależnione od branży, w której realizujemy pracę. Przede wszystkim dążymy do tego, by zagospodarować 100 proc. energii cieplnej, która jest zużywana w zakładzie. Służą temu wszelkiego rodzaju układy odzysków, a także nowe technologie związane z wysokotemperaturowymi pompami ciepła, które pozwalają w całości powtórnie wykorzystać energię odpadową. Mamy też cały wachlarz rozwiązań związanych z poszczególnymi technologiami. W branży spożywczej mamy wykorzystanie pomp ciepła, rekuperacji, ale także bardzo istotny element związany z automatyką przemysłową, która jest obecna w prawie każdym zakładzie, ale nie w każdym działa, jak powinna – mówi wiceprezes DB Energy SA.

Sposoby zwiększania efektywności energetycznej w branży spożywczej były jednym z tematów konferencji naukowo-technicznej Food Automation, która odbyła się 19 kwietnia w Toruniu.

Boom mieszkaniowy napędza rekordowe wyniki producentom materiałów budowlanych. Rynek coraz bardziej się specjalizuje

Boom mieszkaniowy napędza rekordowe wyniki producentom materiałów budowlanych. Rynek coraz bardziej się specjalizuje 7

Branża materiałów budowlanych notuje rekordowe wyniki i zdaniem ekspertów perspektywy na 2018 rok są jeszcze lepsze. Ze względu na duży popyt czas realizacji zamówień wydłużył się, a dodatkowym wyzwaniem jest niedobór siły roboczej. Wymusza to na firmach inwestycje zwiększające moc produkcyjną. Jednocześnie rynek materiałów budowlanych coraz bardziej się specjalizuje. Na tym trendzie chce skorzystać H+H, producent materiałów ściennych, który w kwietniu 2018 roku przejął Grupę SILIKATY.

– Wszyscy producenci materiałów ściennych uważają I kwartał 2018 roku za udany. Z reguły pierwsze miesiące roku to są przestoje technologiczne, historycznie były one podyktowane zimą, ale od paru lat aura nam sprzyja – musieliśmy skrócić te przestoje technologiczne, a tym samym znacząco uległa zmianie wielkość produkcji, co widać w statystykach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Dauksza, Prezes Zarządu H+H Polska.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2017 roku oddano do użytku ponad 178 tys. mieszkań, o 9,1 proc. więcej niż rok wcześniej. Wzrosła również liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto – do 206 tys. mieszkań (o 18 proc.). Jeszcze lepszy może się okazać 2018 rok, na co wskazują wyniki I kwartału.

 Mając w I kwartale dynamikę na poziomie 10 proc., liczymy, że na koniec roku zbliżymy się do 200 tys. mieszkań, zakładając, że taka dynamika utrzyma się w pozostałych kwartałach, ale jest jedno ale. To ograniczenie wynikające z dostępności wykwalifikowanej siły roboczej, czyli wyspecjalizowanych pracowników zarówno na budowach, jak i w zakładach produkujących materiały budowlane. Drugie ograniczenie to znacząco rosnące koszty pracy. Może to oznaczać, że pomimo popytu, jaki jest na rynku, nie będzie można zrealizować w tak krótkim czasie tylu zadań budowlanych – prognozuje Piotr Dauksza.

Ze względu na duży popyt na rynku i sezon wiosenny czas oczekiwania na realizację zamówień u producentów materiałów budowlanych, w tym materiałów ściennych, nieco się wydłużył. Prezes H+H podkreśla, że sytuacja powinna się unormować w kolejnych miesiącach, ale firmy muszą się przygotować na szczyt sezonu jesiennego. To wymusza inwestycje w zwiększanie mocy produkcyjnych. H+H jest w trakcie zmian, które mają pomóc zwiększyć wydajność trzynastu zakładów – sześciu produkujących beton komórkowy i siedmiu produkujących wyroby silikatowe.

Staramy się, jak możemy, wykorzystywać te moce poprzez zwiększenie wydajności technologicznej, modyfikacje i inwestycje w park technologiczny, ale również optymalizujemy organizację czasu pracy. Większość zakładów już pracuje w systemie czterobrygadowym, ale ograniczeniem jest dostępność siły roboczej, nie zawsze udaje się wykorzystywać optymalny model – mówi Piotr Dauksza.

Raport „Sektor budowlany w Polsce II połowa 2017 – Prognozy rozwoju na lata 2017–2022” przygotowany przez PMR wskazuje, że u producentów bariery związane z konkurencją ustąpiły miejsca brakom kadrowym. Dodatkowo podniesienie minimalnego wynagrodzenia spowodowało, że wypłacane pensje rosły średnio o 7–8 proc.

Ceny materiałów budowlanych są odzwierciedleniem składowych surowcowych i energetycznych, ale również rosnących kosztów pracy – mówi Piotr Dauksza.

Większość producentów decyduje się podnosić ceny usług, przede wszystkim ze względu na brak rąk do pracy i rosnące ceny materiałów. Grupa PSB podaje, że w I kwartale tego roku ceny wzrosły w dziewiętnastu grupach towarowych. Zmieniają się też trendy na rynku. Obecnie udział elementów ściennych z autoklawizowanego betonu komórkowego (rodzaj betonu lekkiego) wynosi ponad 38 proc. w całym rynku materiałów ściennych, natomiast silikatów – 14,7 proc.

– Obecna oferta jest bardzo tworzona w sposób specjalistyczny do realizacji funkcji danej przegrody. Beton komórkowy z racji na swoje cechy, czyli dobrą izolacyjność cieplną, stosowany jest w szczególności w budownictwie niskoenergetycznym, zeroenergetycznym czy pasywnym. Tam, gdzie są wyższe wymogi w zakresie wytrzymałości materiałów i izolacyjności akustycznej, zastosowanie mają silikaty, w szczególności w budownictwie deweloperskim – wyjaśnia Piotr Dauksza.

Te trendy rynkowe spowodowały, że H+H podjęła decyzję o połączeniu z Grupą SILIKATY, do którego doszło na początku kwietnia 2018 roku.

– Pracując nad finalizacją procesu zakupu Grupy SILIKATY w Polsce, Grupa H+H zakupiła cały biznes w Niemczech i Szwajcarii pod nazwą Heidelberger Kalksandstein. To siedem fabryk w Niemczech i jedna w Szwajcarii – mówi Piotr Dauksza.

Dzięki temu połączeniu oraz wprowadzeniu strategii duoproduktowej i wykorzystaniu potencjału obu spółek w obszarach produkcji i sprzedaży autoklawizowanego betonu komórkowego i wyrobów silikatowych firma H+H może stać się preferowanym dostawcą materiałów ściennych zarówno na rynku europejskim, jak i polskim.

Portfolio naszej oferty produktowej zostało rozbudowane o asortyment silikatowy produkowany w siedmiu fabrykach, natomiast beton komórkowy jest produkowany w sześciu fabrykach w Polsce. Korzyść z tego wynikająca dla zarówno dewelopera, projektanta, inwestora czy wykonawcy, to możliwość skorzystania z szerokiej gamy komplementarnych wyrobów, odpowiadających ściśle w sposób najbardziej trafny danemu rodzajowi przegrody i budownictwa – mówi prezes zarządu H+H Polska.

Ta fuzja ma wzmocnić pozycję H+H w Polsce i w Europie.

 W Polsce będziemy w pierwszej czwórce producentów materiałów ściennych, natomiast w Europie w czołowej trójce – ocenia Piotr Dauksza. – Będziemy mogli lepiej odpowiadać potrzebom poszczególnych typów budownictwa, zarówno mieszkaniowego, wysokiego i niskiego, jak i niemieszkaniowego. Oznacza to, że w ofercie silikatów i betonu komórkowego możemy lepiej spełniać wymogi cieplne i akustyczne.

Pranie najbardziej nielubianą czynnością dla 27 proc. Polaków. Produkty je usprawniające coraz popularniejsze

Pranie najbardziej nielubianą czynnością dla 27 proc. Polaków. Produkty je usprawniające coraz popularniejsze 8

27 proc. Polaków twierdzi, że pranie to najgorsza czynność domowa, jaką muszą wykonywać, głównie ze względu na jej czasochłonny i skomplikowany charakter. Coraz większą popularnością wśród polskich konsumentów cieszą się więc nowoczesne rozwiązania technologiczne, które usprawniają proces prania. Popularność zyskują płyny i kapsułki, które powoli stają się konkurencją dla tradycyjnych proszków piorących. 

Z badań przeprowadzonych na zlecenie firmy Procter & Gamble wynika, że prasowanie i pranie to dla Europejczyków najmniej przyjemne obowiązki domowe. Blisko połowa respondentów uznała, że pranie jest nudne i czasochłonne. Polacy nie należą do wyjątków: 36 proc. polskich ankietowanych określiło tę czynność jako nużącą, 30 proc. uznało ją za zbyt czasochłonną, a 27 proc. przyznało, że nienawidzi robić prania.

– Polacy nie lubią prania. Ponad 1/3 wskazuje, że to jest najgorsza czynność, jaką muszą wykonywać. Wynika to z potrzeby dozowania produktu, segregowania prania, czasochłonności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariola Mirek, manager ds. komunikacji w P&G.

Polacy chętnie ułatwiają sobie wykonywanie codziennych obowiązków i sięgają po nowoczesne technologie. Potrzeba wygody, a więc korzystania z łatwych w użyciu produktów, jest jednym z istotnych czynników kształtujących ich nawyki zakupowe. W kwestii prania wydają się jednak tradycjonalistami, choć i w tej dziedzinie coraz więcej osób decyduje się na stosowanie najnowszych rozwiązań usprawniających proces czyszczenia odzieży. Jeszcze do niedawna największą popularnością cieszyły się proszki do prania, obecnie Polacy równie chętnie wybierają inne rodzaje środków piorących.

– Segmentem szybko rozwijającym się jest segment produktów mokrych, czyli płyny do prania i kapsułki. Patrząc na całą kategorię środków do prania, najszybciej rozwijającą się podkategorią są kapsułki – mówi Mariola Mirek.

Robienie prania to dla Polaków czynność nie tylko nudna i czasochłonna, lecz także budząca liczne obawy. Badanie Procter & Gamble pokazało, że 61 proc. konsumentów obawia się, czy plamy faktycznie zostaną usunięte, 51 proc. natomiast boi się, że pranie spowoduje blaknięcie kolorów. Nowoczesne środki piorące nie tylko perfekcyjnie oczyszczają odzież, lecz także zapewniają ochronę koloru i zachowanie blasku tkaniny.

– Ciągle szukamy bardziej skutecznych technologii, które zapobiegają żółknięciu tkanin. Zmieniamy też system wybielania. Chcemy nie tylko wzmocnić efekt bieli, lecz także usunąć efekt żółknięcia, który z czasem pojawia się na ubraniach. W efekcie rzeczy są czyste i zachowują żywe kolory – mówi Annick Vandeputte, starszy naukowiec z Brukselskiego Centrum Innowacji w P&G.

Nowe kapsułki Ariel 3w1 POD mają ulepszoną powłokę, rozpuszczającą się już w temperaturze 20 st. Celsjusza, dzięki której składniki zamknięte są w oddzielnych komorach. Detergent jest bardziej skoncentrowany niż w innych środkach piorących, a jego moc czyszcząca zostaje aktywowana dopiero w momencie rozpoczęcia prania. Kapsułki są również łatwe w użyciu, wystarczy wrzucić jedną kapsułkę do bębna pralki pod ubrania. Nie ma potrzeby stosowania również dodatkowych odplamiaczy.

 Wszystkie substancje są odmierzone w takich proporcjach, by jak najefektywniej działały na regularny załadunek pralki. Wrzucamy kapsułkę, wkładamy ubrania, włączamy pralkę i nie musimy się martwić tym, że coś nam się rozsypało czy że wsypaliśmy za mało lub za dużo produktu – mówi Mariola Mirek.– Przeprowadzamy ogromną liczbę badań z udziałem konsumentów, ponieważ ważne jest zrozumienie, w jaki sposób używają oni naszych produktów, co o nich sądzą i jak możemy je poprawić. W Procter & Gamble mówimy, że w sercu innowacji znajduje się konsument. Nie zaprojektujemy niczego, czego konsumenci by nie chcieli – mówi Annick Vandeputte.

Rośnie popularność lekkich win musujących w Polsce. To coraz częstszy wybór kobiet

Rośnie popularność lekkich win musujących w Polsce. To coraz częstszy wybór kobiet 9

Polacy coraz chętniej sięgają po lekkie alkohole. Choć najwięcej wypijamy piwa i mocniejszych trunków, to rosnącą popularnością cieszą się wina, zwłaszcza te musujące, jak prosecco. Wina musujące to przede wszystkim wybór kobiet, dla których dotychczas brakowało propozycji lekkich alkoholi. Dzięki coraz szerszej ofercie na rynku win rośnie też ich konsumpcja. Już 43 proc. konsumentów sięga po prosecco, aby sprawić sobie przyjemność bez okazji.

– Rynek wina się zmienia, może nie dynamicznie, ale od 25 lat nieustająco rośnie. W ostatnim roku wzrost win spokojnych wyniósł około 6 proc. Wino jest kategorią ściśle powiązaną z awansem społecznym i we wszystkich rozwijających się społeczeństwach rośnie, zwłaszcza na północy Europy, gdzie wnosi śródziemnomorską kulturę. AMBRA z tego korzysta już od lat, konsekwentnie inwestując w nowe segmenty rynku wina – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Ogór, prezes AMBRA SA.

Choć do winiarskich potęg sporo nam brakuje, to spożycie wina systematycznie rośnie. Jak podaje Ambra, wartościowy wzrost win spokojnych przekroczył 6 proc., a w przypadku win musujących to aż 9,2 proc. Co roku konsumenci na butelkę wina wydają 50 gr więcej. Jak tłumaczy Robert Ogór, wzrost zainteresowania winem to w dużej mierze efekt bogacenia się społeczeństwa oraz rosnącej roli kobiet. Odpowiedź na ich potrzeby tworzy długoterminowy potencjał wzrostowy dla polskiego rynku wina.

– W Polsce mamy dwie dominujące kategorie alkoholowe, czyli wódkę i piwo. Konsument wina, w szczególności kobiety, poszukuje dla siebie innej oferty, pasującej do różnych okazji. W tym zakresie panuje duży deficyt propozycji. Odkrycie prosecco, zwłaszcza latem, to nie był przypadek. To na całym świecie bardzo modne wino musujące – podkreśla prezes AMBRA SA.

Związek Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego (ZP PPS) podaje, że w 2016 roku statystyczny Polak wypił 0,7 litra whisky, 2,3 l likierów i napojów spirytusowych, 5 litrów wódki, 7 litrów wina oraz 99 litrów piwa.

– Blisko 80 proc. wydatków na alkohol idzie w Polsce na wódkę i piwo. Trudno powiedzieć, że są to idealne propozycje dla kobiet – ocenia Robert Ogór. –Polacy przeznaczają na piwo połowę swoich wydatków na alkohol, a jeżeli popatrzymy na wolumen konsumowanych napojów, to w liczbie bezwzględnej, nie w przeliczeniu na procent alkoholu, stanowi ono ponad 85 proc. wszystkich wypitych kieliszków. Kobiety uczestniczą w tym segmencie w dużo mniejszym stopniu niż mężczyźni – dodaje.

Z danych Ambra wynika, że 11 mln Polaków pije alkohol dla orzeźwienia, jednak tylko 24 proc. stanowią kobiety. Wino spożywa 9,2 mln pań, ale tylko 2,6 mln dla orzeźwienia, dla porównania alkohol dla orzeźwienia pije 8,4 mln mężczyzn. W dużej mierze dlatego, że na rynku dominują typowo męskie trunki, brakuje zaś lekkich, po które mogłyby sięgać kobiety. Takim alkoholem stało się właśnie prosecco, które stanowi 20 proc. kategorii win musujących (wartościowo wzrost o 16 proc. rdr.). Częściej niż inne alkohole konsumowane jest w kobiecym towarzystwie.

– Kobiety są źródłem dobrego, sensownego, bardziej kulturalnego życia. Stąd nasz biznes winny jest w naturalny sposób spleciony z kobietami – przekonuje Robert Ogór.

Z badań Ambra wynika, że po alkohol coraz częściej sięgamy dla przyjemności i smaku, chętnie eksperymentujemy i próbujemy nowości. To napędza rynek win musujących. Ambra wprowadza do sprzedaży owocowe smaki Fresco Frizzante o niższej zawartości alkoholu i w małych odkręcanych butelkach 250 ml. Letnią kampanię przygotowuje też Cin&Cin. Akcja ma promować wśród kobiet ideę feminizmu przyjemności.

– Przyjemność nie jest żadnym luksusem ani słabością. Jest sferą naszych dóbr podstawowych i dobrych relacji z innymi. Przeżywanie przyjemności cechuje ludzi z optymizmem i dobrą energią. Przyjemność to główne źródło wiedzy o tym, co dla nas dobre, a co złe. Jako producent przyjemności chcemy ją śmiało pomnażać – mówi Robert Ogór, prezes AMBRA SA.

Co trzecie dziecko nie zjada całych porcji posiłków w szkole. Przyjazne stołówki i dłuższe przerwy pomogłyby ograniczyć ilość wyrzucanego jedzenia

Co trzecie dziecko nie zjada całych porcji posiłków w szkole. Przyjazne stołówki i dłuższe przerwy pomogłyby ograniczyć ilość wyrzucanego jedzenia 10

66 proc. uczniów je obiady w szkołach. Co trzecie dziecko nie zjada jednak całej porcji posiłku – wynika z badania „Ocena stanu szkolnych stołówek” przeprowadzonego na potrzeby programu „Extra Szkolna Stołówka”. Na niedojadanie wpływ ma m.in. zbyt krótki czas na zjedzenie posiłku oraz aspekty estetyczne i funkcjonalne szkolnej stołówki. 32 proc. rodziców uważa, że nie jest ona komfortowym miejscem do zjedzenia posiłku albo nie ma na ten temat wiedzy. To powoduje, że dużo jedzenia jest marnowane. Dzięki przyjaznym stołówkom zjawisko to można znacznie ograniczyć. Do 17 czerwca publiczne szkoły podstawowe mogą się zgłaszać do programu „Extra Szkolna Stołówka”, w którym mogą wygrać środki finansowe na remont stołówki.

Jak zaznaczają Banki Żywności, szacuje się, że na świecie co roku wyrzucamy 1,3 mld ton jedzenia, czyli 1/3 produkowanej żywności. W Polsce marnuje się 9 mln ton jedzenia rocznie, także w szkołach na stołówkach.

Z badania „Ocena stanu szkolnych stołówek” przeprowadzonego na potrzeby programu „Extra Szkolna Stołówka” wynika, że 66 proc. dzieci jada obiady w szkolnych stołówkach, ale co trzecie dziecko nie zjada całej porcji posiłku. Na niedojadanie ma wpływ m.in. zbyt mała ilość czasu na zjedzenie posiłku (36 proc.) oraz względy estetyczne – nieapetycznie podane posiłki, niewystarczająca ilość miejsca, mało estetyczne wnętrze stołówki.

– Posiłki powinny być skomponowane tak, żeby były zdrowe i smaczne, przy tym również atrakcyjne dla uczniów od strony wizualnej. Inna kwestia to wielkość porcji, która powinna być adekwatna do dziecka, żeby mogło ono w czasie przerwy zjeść zupę i drugie danie. Ponadto ważna jest estetyka podawania posiłków oraz wygląd i funkcjonalność wnętrza. To elementy sprzyjające niemarnowaniu żywności – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Borowski, prezes Federacji Polskich Banków Żywności, partnera programu „Extra Szkolna Stołówka”.

– Ponadto jako Banki Żywności rekomendujemy wydłużenie długiej przerwy – powinna trwać minimum 25 minut, tak żeby dzieci mogły zjeść prawidłowo posiłek. Kolejna rekomendacja dotyczy dostępności wody pitnej w stołówkach szkolnych i w ogóle w szkołach – wymienia Marek Borowski.

W szkołach problemem jest estetyka stołówek. Co trzeci rodzic uważa, że nie jest to komfortowe miejsce do zjedzenia posiłku lub nie ma na ten temat wiedzy. Dzieci narzekają na brak wystarczającej liczby miejsc i zbyt długie kolejki do odbioru obiadu, co uniemożliwia im spokojne zjedzenie posiłku.

– To musi być przyjazne miejsce, w którym dzieci będą chętnie spędzać czas, w którym nie będą musiały się spieszyć na kolejną lekcję i będą mogły w spokoju i w komfortowych warunkach zjeść posiłek – przekonuje Tomasz Chmielewski, przedstawiciel inicjatora programu „Extra Szkolna Stołówka”, marki Delma.

Uczniowie wskazują też na niedopasowanie wysokości stołów i krzeseł do wieku uczniów oraz nieestetyczne wnętrze stołówki.

– Stołówki szkolne powinny przede wszystkim być miejscami przyjaznymi i kolorowymi, wzbogaconymi w atrakcyjne grafiki czy plakaty nawiązujące do tematu żywności i prawidłowego żywienia. Funkcjonalność stołówki to również ważny aspekt, który przejawia się między innymi w tym, że stoliki, przy których dzieci spożywają posiłki, są dostosowane do ich wieku. Istotna jest także dostępność normalnych naczyń, wygodnych sztućców, serwetek oraz tac –wskazuje Marek Borowski.

Blisko 90 proc. rodziców deklaruje, że w rozmowach z dzieckiem pojawia się temat żywienia w szkole, jednak w zdecydowanej większości domów (73 proc.) pomijana jest kwestia wyglądu szkolnej stołówki.

– Mimo iż 2/3 uczniów korzysta na co dzień ze szkolnych stołówek, zauważyliśmy, że tylko dla 5 proc. rodziców stan szkolnej stołówki miał znaczenie przy wyborze szkoły, do której będzie uczęszczać ich dziecko. To świadczy o tym, że nie do końca rodzice są świadomi, jak duży wpływ ma wygląd szkolnej stołówki na chęć spożywania posiłków przez dzieci oraz na kształtowanie się nawyków żywieniowych – mówi Tomasz Chmielewski.

Poprawa warunków, w jakich dzieci spożywają posiłki w szkole, to główny cel programu „Extra Szkolna Stołówka”. W ramach towarzyszącego mu konkursu pięć szkół może wygrać 30 tys. zł na remont stołówki i dostosowanie jej do potrzeb uczniów. Obecnie do konkursu zgłosiło się ponad dwieście szkół, ale organizatorzy czekają na kolejne – do 17 czerwca. Poza remontem w pięćdziesięciu szkołach zostaną przeprowadzone warsztaty dla dzieci dotyczące mądrego gospodarowania żywnością.

– Konkurs pełni też ważną funkcję edukacyjną. Edukatorzy z Banków Żywności prowadzą działania w szkołach, które pomagają uczniom zrozumieć, jak ważne jest gospodarowanie żywnością – wskazuje Tomasz Chmielewski.

5 kluczowych kompetencji nowoczesnego Dyrektora Finansowego – Dyrektor finansowy 4.0

Siemens Finance, firma dostarczająca rozwiązania z zakresu finansowania krótko- i długoterminowego, opublikowała raport „Dyrektor finansowy 4.0”. Powstał on na podstawie rozmów z producentami i ekspertami w dziedzinie zarządzania w 11 krajach – w tym w Polsce. Wskazuje on na kluczowe kompetencje współczesnych dyrektorów finansowych w branży produkcyjnej, które są niezbędne do wprowadzenia firmy w erę Przemysłu 4.0.

Wielu polskich producentów rozpoczyna proces cyfryzacji swoich firm. Jeżeli tego nie zrobią, najprawdopodobniej stracą udziały w rynku na rzecz konkurentów, którzy podjęli inicjatywę przejścia na platformy technologiczne w ramach modelu Przemysłu 4.0. Jednakże istnieją pewne zasadnicze wyzwania, jeśli chodzi o dostępność pod względem kosztów i komercyjne zrównoważenie efektów transformacji cyfrowej. Kluczową osobą, która pomaga je przezwyciężyć wszelkie trudności jest Dyrektor finansowy.

Dyrektor finansowy 4.0 – Niezbędne kompetencje

W swoim nowym badaniu Siemens Finance opisuje sylwetkę „Dyrektora finansowego 4.0”. Respondenci w badaniu SFS zidentyfikowali pięć kluczowych kompetencji potrzebnych Dyrektorowi finansowemu 4.0, by możliwe było pomyślne przeprowadzenie cyfrowej transformacji w branży produkcyjnej.

Dyrektor finansowy 4.0 posiada, zgodnie z wynikami, dogłębną, kompleksową wiedzę na temat przewagi konkurencyjnej zyskiwanej dzięki cyfrowej transformacji oraz kompetencje wymagane do identyfikowania, oceny i wdrażania nowych modeli biznesowych dostosowanych do Przemysłu 4.0. Jest on również siłą napędową i wsparciem procesu transformacji.

Dlaczego kompetencje dyrektora finansowego w zakresie wdrażania Przemysłu 4.0 są tak istotne? Z badań SFS wynika, że dzięki cyfryzacji produkcji można uzyskać znaczącą premię produktywności – czyli wytwarzać taką samą ilość towarów przy takich samych lub zmniejszonych kosztach.

Premia produktywności generowana w procesie cyfryzacji

Odpowiednie wykorzystanie kluczowych kompetencji i zdolności pozwala każdemu Dyrektorowi finansowemu 4.0 uzyskać namacalne, konkurencyjne i komercyjne zyski dla firmy.

Wcześniejsze badania[i] przeprowadzane przez SFS podkreślały wymierną poprawę wydajności produkcyjnej – znaną pod pojęciem Premii produktywności generowanej w procesie cyfryzacji – jako podstawowy, niezwykle istotny, dobrze udokumentowany argument za przeprowadzeniem cyfrowej transformacji. Kluczowe kompetencje Dyrektora finansowego 4.0 mają zasadnicze znaczenie dla realizacji tych zysków. Premia produktywności wynosi najczęściej między 6,3 proc. a 9,8 proc. rocznych obrotów firmy.

Premia produktywności generowana w procesie cyfryzacji rozpatrywana w kontekście wybranych branż produkcyjnych w Polsce równa jest wynikom w zakresie efektywności uzyskiwanym w skali roku, podanym w poniższej tabeli.

Polski sektor produkcyjny Premia produktywności generowana w procesie cyfryzacji
(mld dolarów)
Przemysł spożywczy 3,0 – 4,7
Przemysł chemiczny 2,7 – 4,2
Przemysł drukarski, opakowaniowy i papierniczy 0,5 – 0,8
Przemysł farmaceutyczny 0,1 – 0,3
Przemysł motoryzacyjny (samochody osobowe) 0,5 – 0,8
Produkcja tworzyw sztucznych 0,7 – 1,1
Przemysł maszynowy 1,4 – 2,1

Źródło: Raport Siemens Finance „Premia produktywności generowana w procesie cyfryzacji”

Raport powstał na podstawie rozmów telefonicznych przeprowadzonych w październiku 2017 r. i lutym 2018 r. z ponad 60 producentami i ekspertami w dziedzinie zarządzania z 11 krajów, w tym Polski.

Pełna wersja raportu(w języku angielskim) do pobrania: www.siemens.com/cfo-4-0.

[i] SFS, Premia produktywności generowana w procesie cyfryzacji, kwiecień 2017 r.

Dolnośląscy przedsiębiorcy pozytywnie postrzegają obecną i przyszłą koniunkturę gospodarczą

Wśród właścicieli mikro i małych firm po raz pierwszy od ośmiu lat prym wiodą optymiści – takie są wyniki badań zawartych w raporcie przygotowywanym przez Bank Pekao S.A. Zdecydowanie lepsze nastroje wśród przedsiębiorców odnotowano również w województwie dolnośląskim. Przedsiębiorców regionu wyróżnia ponadprzeciętna gotowość do finansowania inwestycji przez leasing.

Bank Pekao S.A. przygotował ósmą edycję raportu o sytuacji mikro (zatrudniających do 9 osób) i małych firm (zatrudniających nie więcej niż 49 osób). Według autorów „Raportu o sytuacji mikro i małych firm w roku 2017” właściciele małego biznesu w Polsce od lat nie byli takim optymistami, zarówno jeśli chodzi o ich biznes i perspektywy jego rozwoju, jak i sytuację gospodarczą w kraju.

W ramach prowadzonych badań przeprowadzono wywiady telefoniczne z właścicielami 6901 mikro i małych przedsiębiorstw z całej Polski. Ankietowanych poproszono o odpowiedzi na 71 pytań, które dotyczyły sytuacji gospodarczej, sytuacji finansowej firmy, zatrudnienia, inwestycji, czy innowacyjności – łącznie osiem zagadnień tematycznych.

W skali całego kraju, średnia wartość Ogólnego Wskaźnika Koniunktury – OWK (głównego miernika nastroju przedsiębiorców będącego wynikiem raportu) w roku 2017 wyniosła 100,8 punktu. Po raz pierwszy w historii badań wskaźnik ten przekroczył barierę 100 punktów, czyli poziomu neutralnego, czyli statystycznie po raz pierwszy dominowali w badaniu optymiści. Wskaźnik w tym badaniu był wyższy od najlepszego dotąd roku badawczego 2015 o 2,5 punktu i wyższy od najsłabszego 2012 aż o 11,3 punktu.

Ogólny Wskaźnik Koniunktury w województwie dolnośląskim (100,2 pkt.) nie odbiegał istotnie od średniej wartości wskaźnika w kraju (100,8 pkt.) i był najwyższy od ośmiu lat. Dolnośląscy przedsiębiorcy patrzą też optymistycznie w przyszły rok: w badaniu Ogólny Wskaźnik Koniunktury wyniósł 101,4 pkt. (dla całej Polski 102,2 pkt.)

– Wskaźnik koniunktury mikro i małych firm w woj. dolnośląskim osiągnął rekordowe 100,2 punktu w 2017 roku. W porównaniu do ubiegłorocznego badania przedsiębiorcy lepiej ocenili niemal wszystkie badane obszary, z czego najbardziej wzrosła ocena sytuacji gospodarczej, ale także sytuacji finansowej przedsiębiorstw. Pomimo napięć na rynku pracy, związanych między innymi ze wzrostem płac, mikro i małe firmy planują zatrudniać pracowników – powiedziała Małgorzata Wróblewska z Biura Funduszy UE Banku Pekao

Na poziomie kraju, wzrost zadowolenia odnotowano we wszystkich ośmiu badanych obszarach nastrojów. W stosunku do poprzedniego roku najbardziej poprawiła się ocena ogólnej sytuacji gospodarczej kraju (aż 10,4 punktów w skali), sytuacji branży (+6,5 pkt) oraz ocena sytuacji firmy oraz jej przychodów (odpowiednio + 4,5 i 4,3 pkt).  Trendy w nastrojach przedstawione w badaniu pokrywają się z wynikami indeksów nastrojów GUS dla całej gospodarki i poszczególnych sektorów.

W skali całego kraju, zmienia się postawa przedsiębiorców do usług finansowych. Między innymi zmniejszyła się niechęć mikro  i małych przedsiębiorców do zadłużenia. Jeszcze 4 lata temu mówiło o tym 40% firm niekorzystających z kredytu, w aktualnym badaniu już tylko 27%. Natomiast tylko 11% niekorzystających z kredytu mówi o braku dostępu do źródeł finansowania (np. w wyniku braku zdolności kredytowej).

W województwie dolnośląskim w ramach prowadzonych badań przeprowadzano rozmowy z 523 przedstawicielami mikro i małych przedsiębiorstw. Na potrzeby badań województwo dolnośląskie podzielono na 5 podregionów: jeleniogórski, legnicko-głogowski, m.Wrocław, wałbrzyski, wrocławski.

Przedsiębiorcy z Dolnego śląska ocenili lepiej niż rok temu większość działalności. Największy skok nastąpił w ocenie dwóch czynników zewnętrznych: sytuacji branży (+6,6 pkt. do 98,6 pkt.) oraz ogólnej sytuacji gospodarczej (+ 13 pkt. do 100,1 pkt.). Pierwszy ze wskaźników był wyższy od średniej krajowej (97,6 pkt.), a drugi na takim samym poziomie jak średnia ogólnopolska.

Natomiast minimalnie gorzej niż rok temu oceniają zatrudnienie (spadek o 0,6 pkt. do poziomu 100,6 pkt., nieco poniżej średniej ogólnopolskiej w wys. 101,7 pkt.) . Tak samo jak rok temu dolnośląscy przedsiębiorcy oceniają czas oczekiwania na zapłatę (97,1 pkt. 1 pkt. mniej niż średnia ogólnopolska).

43% mikro i małych firm dolnośląskich poniosło nakłady inwestycyjne w ostatnich 12 miesiącach,  to mniej niż średnia ogólnopolska (49%). Natomiast w perspektywie 12 miesięcy, inwestycje deklaruje 43% (tyle samo co średnia). Najwięcej inwestujących firm jest w podregionie wałbrzyskim (47%). Minimalnie mniej firm zadeklarowało inwestycje w podregionie legnicko-głogowskim i wrocławskim (w obu 46%). W podregionie legnicko-głogowskim był największy odsetek firm deklarujących inwestycje w ostatnich 12 miesiącach w wysokości powyżej 1 mln złotych (4%). W podregionach wałbrzyskim i jeleniogórskim odsetek firm deklarujących inwestycje w 2018 jest wyższy (odpowiednio 50%, 46%) od średniej ogólnopolskiej (43%).

Na Dolnym Śląsku odsetek firm korzystających z leasingu (23%) jako formy finansowania inwestycji bije znaczącą średnią krajową (17%). Może to wynikać z faktu dostępności ofert leasingowych: w regionie swoją siedzibę mają instytucje finansowe oferujące ten model finansowania. Największy odsetek firm korzystających za leasingu jest w podregionie miasta Wrocław (32%). W podregionie wrocławskim najwięcej mikro i małych firm korzysta z dotacji unijnych (4% , wobec 1% średniej ogólnopolskiej). Przedsiębiorcy z podregionu wrocławskiego generalnie byli najbardziej chętni do korzystania z innych źródeł finansowania niż ich odpowiednicy z innych podregionów: 74% przedsiębiorców wskazało środki własne, 29% kredyt bankowy (najwięcej w województwie i dużo więcej niż średnia krajowa – 18%), 19% leasing, 6% pożyczkę od znajomych lub rodziny.  W dalszym ciągu jednak większość firm woli finansować inwestycje ze środków własnych – tak deklarowało 84% firm dolnośląskich i 85% w całym kraju.

– Dostęp do finansowania zewnętrznego w województwie dolnośląskim został oceniony bardzo wysoko, a skłonność do finansowania działalności kredytem systematycznie rośnie. Co istotne, coraz więcej firm korzysta z innych form finansowania, przede wszystkim z leasingu, ale także factoringu, finansowania handlu, czy bankowości transakcyjnej – powiedziała Elżbieta Henn, Dyrektor Regionu Dolnośląskiego Bankowości Małych i Średnich Przedsiębiorstw, Banku Pekao.

Trochę większy odsetek firm dolnośląskich (17%) niż średnia ogólnopolska (16%) deklaruje działalność eksportową. Prym w eksporcie wiodą podmioty z podregionu jeleniogórskiego (22%), ponad średnią wybijają się też podregiony wrocławski i miasto Wrocław, gdzie taka działalność deklaruje 18% ankietowanych firm. Zwiększenie eksportu w najbliższych 12 miesiącach zadeklarowało też więcej firm podregionu wrocławskiego (24%), i miasta Wrocław (22%). Średnio 22% dolnośląskich mikro i małych firm planuje prowadzić działalność eksportową (wobec 19% ogólnopolskiej średniej).

Dokładnie jedna czwarta z ankietowanych na Dolnym Śląsku firm deklarowało wdrożenie innowacji produktowych w ostatnich 12 miesiącach (wobec średniej krajowej na poziomie 26%), a 20% innowacji procesowych (wobec 17% średniej ogólnopolskiej).


Mikro i małe przedsiębiorstwa są istotną częścią polskiej gospodarki: jest ich 1,9 mln, stanowią 99% ogółu wszystkich aktywnych firm, zatrudniają 52% (4,9 mln) pracowników, generują 36% (1,5 biliona złotych) wszystkich przychodów przedsiębiorstw oraz odpowiadają za 25% wszystkich inwestycji (49 mld zł).

Raport o sytuacji mikro i małych firm w Polsce” jest publikowany corocznie przez Bank Pekao w oparciu o wywiady telefoniczne z właścicielami 7 tysięcy firm zatrudniających poniżej 50 osób (99% wszystkich aktywnych firm w Polsce). Reprezentatywne wyniki badania są prezentowane na poziomie krajowym, regionalnym (16 województw) oraz sub-regionalnym (66 grup powiatów), w podziale na sektory (produkcja, usługi, handel i budownictwo) oraz wielkość firm (mikro i małe firmy). Raport porusza między innymi kwestie sytuacji firm, zatrudnienia, inwestycji, eksportu, innowacji, finansowania zewnętrznego, otoczenia biznesowego oraz barier rozwojowych. Każdego roku wybierany jest temat specjalny raportu. Tematem specjalnym były już fundusze unijne, e-gospodarka, eksport, innowacje oraz firmy rozpoczynające działalność gospodarczą. W raporcie prezentowane są także oficjalne dane statystyczne dotyczące mikro i małych firm, jak również perspektywy makroekonomiczne dla polskiej gospodarki.

5 kroków do przygotowania skutecznej strategii Business Continuity Planning

Awarie są uniwersalnym zjawiskiem. Paraliż systemów biletowych na lotniskach, brak zasilania oraz awaria systemów chłodzących, to przykłady potencjalnych i nieoczekiwanych scenariuszy. Trudno przewidzieć każdą ewentualność, stąd pomocne są świadomość ryzyka oraz posiadanie wiedzy i odpowiednich procedur w firmie, jak postąpić w przypadku incydentu w celu zminimalizowania jego skutków. Według danych tzw. deficyt dostępności dotyka aż 82% przedsiębiorstw i może kosztować je średnio 21,8 mln dol. rocznie[1].

  1. Zrozumienie własnej organizacji

Znajomość procesów wewnętrznych w organizacji, zgłębienie zależności między danymi elementami, identyfikacja roli i zakresów odpowiedzialności pracowników i łączących ich stosunków biznesowych, są elementarnymi kwestiami i to od nich powinno się zacząć proces planowania ciągłości działania. Podział ról jasno określa, kto i w jakim zakresie będzie podejmował decyzje i kto będzie go mógł w tym zastąpić.

  1. Analiza ryzyka

Każda organizacja ma indywidualne wymagania co do dostępności systemów, ludzi czy innych zasobów niezbędnych do działania organizacji. Dlatego też bardzo ważne jest określenie, co jest dla niej najważniejsze oraz odpowiedź na kilka pytań. Przykładowo, jak długo firma przetrwa bez dostępu do systemu CRM? Jak długo poradzi sobie bez poczty e-mail? Odpowiedzi na te zagadnienia pomogą oszacować, jak duży wpływ na działanie organizacji wywrze zakłócenie ważnego procesu biznesowego.

W procesie analizy ryzyka istotne są dwa pojęcia: RTO – Recovery Time Objective oraz RPO – Recovery Point Objective. RTO to czas, w którym organizacja może funkcjonować bez procesów o znaczeniu krytycznym. Wskaźnik ten warunkuje wszystkie inne prace projektowe, jak np. ustalenie współczynników oznaczających poziom przywracania. Przykładowo, jeśli incydent nastąpił o godzinie 13.00, przerywając proces biznesowy, RTO ustawione na 4 godziny oznacza, że powinien on zostać ponownie uruchomiony najpóźniej o godz. 17.00. RPO zaś odnosi się do akceptowalnego poziomu utraty danych, na który może sobie pozwolić organizacja. Oznacza aktualność danych odzyskanych po awarii, np. dane odtworzone z backupu wykonywanego co noc mają RPO równe 24 godziny.

Schemat przedstawiający przykładowy podział na krytyczność funkcji w przedsiębiorstwie

  1. Plany i procedury

To jeden z kluczowych punktów w całym procesie tworzenia strategii Business Continuity, na który składa się kilka czynników. Jednym z nich jest outsourcing usług. Wielkie korporacje już wiele lat temu zrozumiały, że współpraca z wyspecjalizowanymi podmiotami może im przynieść wymierne korzyści, jak obniżenie kosztów działalności przedsiębiorstwa czy kwestie związane z cyberbezpieczeństwem. Często niedoceniony jest jednak dialog między działami w organizacji. Na przykład, czy dział marketingu informuje specjalistów IT o planowanej kampanii w sklepie internetowym, co wiąże się ze zwiększeniem ruchu na stronie, lub czy departament IT przekazał działowi rozliczeń informacje o planowanej aktualizacji systemu?

Planowanie ciągłości biznesowej oznacza zapewnienie redundancji, czyli nadmiarowości. W e-commerce może to być wykorzystanie usługi chmurowej, która zapewni skalę działania, np. na wypadek wzrostu ruchu w sklepie, w IT posiadanie przynajmniej dwóch lokalizacji, w których posiadamy serwery czy usługi cloud. W razie wystąpienia poważnej awarii w ośrodku podstawowym, zapasowe centrum danych może przejąć proces przetwarzania danych. W przypadku firmy wytwórczej może to być dodatkowa linia produkcyjna lub umowa z podwykonawcą, który będzie w stanie zastąpić nasze systemy, co zapewni płynność działania w przypadku niespodziewanej sytuacji. Firmy oferują różne rozwiązania na wypadek awarii lub poważniejszego kryzysu, często określając swoje plany jako Disaster Recovery oraz Business Continuity.

Znając wyniki analizy ryzyka, łatwo określić, które dane są dla biznesu ważne oraz gdzie są zlokalizowane. Mając taką wiedzę, można rozpocząć budowę strategii ochrony danych i ich przywracania.

  1. Wdrożenie

Przygotowanie planów i procedur to jedno, a skuteczne ich wdrożenie to zupełnie odrębna kwestia. Istotne jest, żeby w przypadku wprowadzenia planu ciągłości działania w korporacji przeszkolić współpracowników, bardzo skrupulatnie informując ich o wdrożeniu. Uświadomienie wagi i znaczenia business continuity jest jednym z głównych wyzwań dla korporacji.

  1. Przeprowadzanie testów i ciągły rozwój

Proces Business Continuity nie kończy się na napisaniu procedur i odłożeniu ich na półkę. Należy stale testować różne rozwiązania oraz wprowadzać innowacje. Realia firmowe się zmieniają i następuje rotacja pracowników, stąd istotne jest, żeby nowe osoby w organizacji zostały zaznajomione ze strategią działania w przypadku kryzysu. Warto także pamiętać, że każda gałąź gospodarki posiada swoją własną specyfikę i tempo wdrażania zmian i cyfrowych narzędzi oraz że nie ma złotego środka, który zadziała w każdym przypadku. Te czynniki są istotne z tego względu, że w przypadku wystąpienia incydentu każda chwila jest ważna.

Plan B, czyli co robić, gdy przedsiębiorstwo doświadczy kryzysu

  1. a) Transparentna komunikacja

W przypadku wystąpienia sytuacji kryzysowej, kluczowa jest jasna i zrozumiała komunikacja ze wszystkimi podmiotami, których dotknęła nieoczekiwana sytuacja. Korzyści z transparentnego przekazu będą o wiele większe niż w przypadku zatajenia lub ujawnienia niepełnych informacji.

  1. b) Komunikacja do wielu

Prowadzenie komunikacji do każdej osoby indywidualnie byłoby żmudne i czasochłonne. Z pomocą przychodzą media społecznościowe. Komunikację do wielu osób ułatwiają również systemy IVR (ang. Interactive Voice Response). Firmy, w których są stosowane, mogą obsługiwać dużą liczbę połączeń telefonicznych od klientów. Posiadają funkcjonalności automatycznego call center. Przy okazji IVR oferuje również usługi dodatkowe m.in. płatności. Jego zastosowanie pozwala na redukcję kosztów oraz poprawę obsługi klienta.

  1. c) Kontakt z działem IT i dostawcą rozwiązania

Badania wskazują, że duża część zagrożeń związana jest z IT. Z tego powodu nie należy unikać w sytuacji kryzysowej kontaktu z dostawcą rozwiązania. Otwarta komunikacja powinna przyczynić się do szybszego rozwiązania problemu.

Firmy, bez względu na to, czym się zajmują, można podzielić na dwie kategorie: te, które mają gotowy plan postępowania na wypadek wystąpienia awarii, oraz te, które będą go miały.

[1] Veeam, Availability Report, 2017

Autor/Źródło: OVH

Inteligentne technologie wspierają rozwój firm produkcyjnych – raport Salesforce

W segmencie firm B2B nastawienie na klienta jest ważniejsze niż w segmencie dóbr konsumenckich (B2C). Aż 4 na 5 firm zajmujących się produkcją uważa, że wprowadzanie personalizowanych usług pomoże w przyszłości rozwijać biznes. Najnowszy raport Salesforce ukazuje 10 trendów na rynku firm produkcyjnych.

Raport „Revolutionizing Customer Service in Manufacturing” ukazuje główne trendy w obszarze obsługi klienta w segmencie firm produkcyjnych. Raport powstał na podstawie badania przeprowadzonego wśród 291 specjalistów ds. obsługi klienta w branży produkcyjnej na całym świecie. Poddano w nim analizie zależność pomiędzy jakością obsługi klienta, a rezultatami biznesowymi, dlatego wśród respondentów wyróżniono grupy:

  • high performers (14%) – firmy oceniające swoje wyniki w porównaniu z konkurencją jako świetne;
  • moderate performers (56%) – oceniających swoje wyniki jako średnie dla branży lub powyżej średniej;
  • underperformers (30%) – oceniający swoje wyniki poniżej średniej dla branży.

Z przeprowadzonych badań wynika, że w gronie kluczowych kryteriów decydujących o przewadze konkurencyjnej, obok ceny i jakości produktów, coraz większą rolę odgrywa jakość i poziom współpracy z klientami. Czynnik ten ma znacznie większe znaczenie w segmencie firm B2B, gdzie relacje z klientami obejmują długie okresy, a koszt utraty jednego klienta jest wielokrotnie wyższy w porównaniu z segmentem B2C. Prawdziwym wyróżnikiem na rynku B2B stają się inteligentne, spersonalizowane usługi. Dzięki nim nie tylko łatwiej utrzymać stałych klientów i zdobywać nowych – personalizowane usługi staną się głównym źródłem zysków.

Centrum kosztów zmienia się w generator przychodów

W sektorze produkcji obszar obsługi klienta często traktowany jest jak centrum kosztów. Zadania polegają tu na rozwiązywaniu problemów, jak np. zakomunikowanie o opóźnionej wysyłce czy wysłanie technika do naprawy uszkodzonej maszyny. Obecnie stan ten szybko ulega zmianom. Obsługa klienta przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii może zmienić swoją funkcję z centrum kosztów w generator wzrostu przedsiębiorstwa. W raporcie Salesforce zebrane wyniki przedstawiono w 10 najbardziej znaczących trendach, które mogą być ważną wskazówką dla firm produkcyjnych i B2B, jeśli chcą one utrzymać przewagę konkurencyjną i zdobywać rynki.

Kluczowe wnioski z raportu:

  • 74% menedżerów z firm produkcyjnych uważa, że w ciągu następnej dekady usługi będą ich głównym źródłem zysków;
  • 69% producentów planuje w ciągu najbliższych 2 lat zwiększyć swoje budżety na obsługę klienta (high performers zwiększą je aż o 80%);
  • 71% zespołów obsługi klienta w ciągu ostatnich 12-18 miesięcy skoncentrowało się na tworzeniu głębszych relacji z klientami oraz na personalizacji świadczonych usług (63%);
  • 82% klientów B2B twierdzi, że personalizacja usług ma wpływ na ich lojalność wobec firmy – w segmencie B2C zdanie to podziela mniej klientów (69%);
  • 73% klientów biznesowych spodziewa się, że do 2020 r. firmy zaczną dostarczać produkty, które będą mogły samodzielnie diagnozować problemy i automatycznie zamawiać części zamienne lub różnego rodzaju usługi.

10 trendów kształtujących obsługę klienta w sektorze produkcyjnym:

  • Producenci inwestują w jakość obsługi klienta, by wyróżnić się na tle konkurencji

Już ponad połowa (52%) szefów produkcji twierdzi, że ich firma nie może już konkurować wyłącznie poprzez różnicowanie produktów. Do rangi istotnego wyróżnika urasta doświadczenie klienta zdobyte w kontakcie z firmą. Zamiast zatem uczestniczyć w wyścigu cenowym lub śrubowaniu jakości, producenci mogą starać się lepiej od swoich konkurentów przewidywać potrzeby klientów. To rodzi nowe rodzaje usług bazujących na danych. Aż 74% szefów firm produkcyjnych uważa, że w ciągu 10 lat usługi te staną się ich głównym źródłem zysków. Ponad dwie trzecie (68%) firm produkcyjnych w ciągu ostatnich dwóch lat zwiększyło swoje budżety w obszarze obsługi klienta. Najwięcej inwestują firmy z grupy high performers – 1,6 razy częściej niż underperformers.

  • Budowanie pogłębionych relacji z klientami

W przeszłości producenci gromadzili przede wszystkim dane z wewnętrznych procesów produkcyjnych, skupiając się na poprawie efektywności operacyjnej. Celem było obniżenie kosztów i zwiększenie marży. Gromadzenie danych wewnętrznych pozostaje oczywiście istotne, ale nie pomaga zrozumieć klientów. Aby to zmienić, zespoły obsługi klienta chcą koncentrować się na:

  • tworzeniu głębszych relacji z klientami – 71%;
  • zapewnieniu spójnego doświadczenia w każdym kanale kontaktu – 71%;
  • personalizowaniu interakcji z działem obsługi – 63%;
  • wykorzystaniu pełnej historii klienta – 63%.
  • Internet Rzeczy a przewidywanie potrzeb klienta

Internet of Things (IoT) upowszechnia się w niesamowitym tempie. W 2016 r. 58% zespołów ds. obsługi klienta w sektorze produkcji korzystało z IoT, podczas gdy w 2015 r. było ich tylko 27%. Według 71% firm śledzenie danych IoT ma ogromne znaczenie dla powstrzymania retencji klientów, oferowania proaktywnej obsługi (67%), przewidywania potrzeb klientów przed ich powstaniem (66%) oraz ulepszania przyszłych modeli produktów lub projektów (66%).

Najpopularniejsze kategorie danych IoT wykorzystywanych przez zespoły serwisowe:

  • dane diagnostyczne – 73%,
  • dane lokalizacyjne – 72%,
  • przewidywanie stopnia zużycia produktów – 71%,
  • awaria produktu / komponentu – 71%,
  • dane ze wskaźników – 59%.
  • Firmy chcą dbać o wrażenia klienta w każdym punkcie kontaktu

Modele zarządzania firmami produkcyjnymi wciąż bardzo bazują na silosach, skupiając są na dostarczaniu najlepszego produktu przy odpowiedniej marży. Silosowe podejście utrudnia jednak łączenie danych z produkcji, sprzedaży i serwisu. 78% klientów B2B twierdzi, że mogą zmienić markę, jeśli firma nie zapewni im spójnego poziomu obsługi niezależnie od tego, z kim z firmy się kontaktują. Dlatego zespoły obsługi klienta muszą podjąć współpracę z innymi obszarami w firmie. Aż 72% badanych przyznaje, że w jakości obsługi kluczową rolę odgrywa dostęp do pełnej historii klienta.

  • Współpraca pomiędzy obsługą klienta a sprzedażą jest motorem wzrostu firmy

W sektorze produkcyjnym działy serwisu i sprzedaży powinny ściśle ze sobą współpracować w celu uzyskania pełnego widoku klienta i łatwego dostępu do wszystkich danych. Według 69% ankietowanych usługi i sprzedaż mają wspólne cele i wskaźniki. Ponad dwie trzecie zespołów obsługi klienta twierdzi, że identyfikuje możliwości sprzedażowe i powiadamia o nich sprzedaż, pomagając zwiększać przychody.

  • Decyzyjność pracowników obsługi zwiększa produktywność i zmniejsza retencję

Producenci, wyposażając zespoły obsługi klienta w kompleksowy dostęp do historii klienta, mogą szybciej dostarczyć spersonalizowane usługi. Firmy z grupy high performers dwukrotnie częściej od underperformers wyposażają swoich pracowników w kompletny, aktualny i łatwo dostępny widok klienta oraz informacje o produkcie, a także dwa razy częściej przyznają im moc decyzyjną w celu zapewnienia klientom spersonalizowanych rozwiązań.

  • Aplikacje mobilne – wartość dodana w obsłudze klienta

Jedną z kluczowych technologii, która wpływa na lepsze doświadczenie klientów są aplikacje mobilne. Firmy High performers 2,2 razy częściej od underperformers dostarczają aplikacje mobilne swoim agentom serwisowym – pozwalają one np. zarządzać sprawami, łączyć się z innymi agentami lub udostępniać informacje o klientach. Aplikacje mobilne wspierają:

  • komunikację z klientami w czasie rzeczywistym – 75%,
  • dostęp do danych z dowolnego miejsca – 75%,
  • świadczenie usług serwisowych z każdego miejsca – 74%,
  • komunikację w zespole – 72%.
  1. Producenci wdrażają usługi wielokanałowe w celu usprawnienia obsługi klienta

Firmy coraz więcej będą inwestować w technologie i rozwiązania dla zapewnienia klientom spójnych doświadczeń we wszystkich kanałach kontaktu. Wielu producentów rozszerza swoje kanały obsługi np. o opłacalne kosztowo kanały samoobsługowe, takie jak dostępne online bazy wiedzy i portale klienta.

  1. Brak współpracy biznesowej blokuje cele związane z obsługą klienta

Klienci oczekują od producentów świadczenia usług, które są jednocześnie spersonalizowane, predykcyjne i działające w czasie rzeczywistym. Wśród najważniejszych czynników hamujących osiągniecie dobrego poziomu usług jest brak pracowników o odpowiednich umiejętnościach, brak odpowiednich szkoleń, a także brak współpracy wewnątrz firmy. Ale nie tylko. Oto lista najistotniejszych blokad.

3 główne czynniki hamujące świadczenie spersonalizowanych usług:

  • nieodpowiednie szkolenie agentów – 38%
  • za mało agentów / pracowników – 35%
  • brak biznesowego połączenia / uniemożliwienie wystarczająco szybkich działań – 34%

3 główne czynniki hamujące dostarczanie spójnego doświadczenia klienta:

  • brak współpracy biznesowej – 32%
  • brak dedykowanego zespołu omni-channel – 30%
  • silosowe systemy / technologie uniemożliwiające dostęp do pełnego widoku klienta – 30%

3 główne czynniki hamujące dostarczanie mobilności w obsłudze klienta:

  • ograniczenia budżetowe – 40%
  • brak umiejętności potrzebnych do rozwoju usług – 34%
  • brak odpowiedzialnych za zakup rozwiązań – 34%

3 główne czynniki hamujące prowadzenie szybkiej obsługi serwisowej:

  • nieodpowiednie szkolenia pracowników – 40%
  • brak pracowników o odpowiedniej wiedzy – 39%
  • niewystarczająca ilość pracowników o określonych umiejętnościach – 38%

3 główne czynniki hamujące rozwój inteligentnych usług:

  • ograniczenia budżetowe – 40%
  • nie można wystarczająco szybko włączyć ich do pracy – 35%
  • inteligentne narzędzia mogą prowadzić do zwiększenia liczby zadań administracyjnych przy niewielkiej/zerowej opłacie za ich wykonywanie – 34%
  • Sztuczna inteligencja – przyszłość obsługi klienta

Producenci analizują, w jaki sposób sztuczna inteligencja (AI) może być wykorzystana w obszarach wsparcia agentów serwisowych, przewidywania potrzeb klientów czy autodiagnostyki. Sami klienci mają wysokie oczekiwania co do tego, jak producenci będą wykorzystywać AI w przyszłości – 73% nabywców B2B oczekuje, że do 2020 r. firmy zaczną dostarczać produkty, które będą potrafiły samodzielnie diagnozować problemy i automatycznie składać zmówienia na nowe części i podzespoły.

Obecnie firmy z grupy high performers 2,3 razy częściej od underperformers wykorzystują sztuczną inteligencję w celach dokonania klasyfikacji przypadków, inteligentnego wyznaczania tras serwisantów, przewidywania czasu rozwiązania problemu oraz redukcji wskaźnika odchodzenia klientów.

Co druga polska firma produkcyjna inwestuje w obsługę klienta

Jak wynika z raportu przygotowanego w 2017 r. przez KPMG „Inwestycje przedsiębiorstw produkcyjnych działających w Polsce”, firmy produkcyjne zdają sobie sprawę z konieczności modyfikacji swojego sposobu działania. Najczęściej wskazywanym obszarem, który powinien podlegać ulepszeniom, jest obszar produkcji i montażu, ale co druga firma planuje też udoskonalenie procesów związanych ze sprzedażą i obsługą klienta. Co ciekawe, w obsługę klienta częściej zamierzają inwestować przedsiębiorstwa skupiające się na rynku krajowym (59%), niż te, których dominującym źródłem przychodów jest sprzedaż na eksport (41%). Może to świadczyć o tym, że te drugie mają lepiej zaprojektowane procesy obsługi klienta ze względu na konieczność istnienia na bardziej konkurencyjnym rynku.

Procesy back office zgodne z RODO

Według badania Kantar Public na zlecenie GIODO[1] 72 proc. firm nie zna szczegółów zmian, które są konieczne do wdrożenia w związku z wejściem w życie ustawy o RODO. Na co zwrócić uwagę podczas dostosowania procesów biznesowych związanych z przetwarzaniem i przechowywaniem informacji do nowych wymogów?

Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych rozszerza ochronę danych osobowych, zdefiniowaną w dotychczas obowiązującej ustawie. Z punku widzenia podmiotów przetwarzających i przechowujących dane klientów zmieniają się przede wszystkim dwa aspekty: wprowadzenie możliwości „bycia zapomnianym” oraz ograniczenie przechowywania i przetwarzania danych do minimum niezbędnego do prowadzenia danego rodzaju działalności. Niedozwolone będzie gromadzenie informacji wykraczających poza zakres niezbędny np. do przygotowania oferty kredytu, likwidacji szkody czy realizacji usługi telekomunikacyjnej. To, co jednak najbardziej niepokoi przedsiębiorców, to znacząco wyższy poziom kar za naruszenie nowych regulacji.

Jak interpretować przepisy?

Po wejściu w życie przepisów RODO każda osoba fizyczna będzie mogła zażądać usunięcia swoich danych, przechowywanych zarówno w formie papierowej, jak i elektronicznej, ze wszystkich systemów i nośników wykorzystywanych przez daną firmę. Od tej zasady istnieć będzie jednak wyjątek. W przypadkach, kiedy nie upłynął okres związany z możliwością dochodzenia roszczeń, dany podmiot będzie mógł nadal przetwarzać dane osobowe, ale tylko w stopniu odpowiadającym rzeczywistym potrzebom.

Mimo, że RODO zacznie obowiązywać już 25 maja 2018 roku, w Polsce nie zostały jeszcze uchwalone przepisy wprowadzające czy zmieniające ustawy dziedzinowe. Według ostatnich informacji ustawa wprowadzająca ma się pojawić w lipcu, ale np. regulacje do 160 ustaw dotyczących sektora ubezpieczeniowego prawdopodobnie zostaną zatwierdzone dopiero pod koniec roku.

Dagmara Sender, business development manager w ArchiDoc z Grupy OEX
Dagmara Sender, business development manager w ArchiDoc z Grupy OEX

To dodatkowe utrudnienie dla biznesu. Do czasu wejścia w życie RODO firmy muszą usunąć wszystkie dane, których okres przechowywania upłynął. Z powodu braku precyzyjnych wytycznych ten wymóg budzi jednak sporo wątpliwości – mówi Dagmara Sender, business development manager w ArchiDoc z Grupy OEX.

Dotychczasowe przepisy dotyczące archiwizacji dokumentów papierowych definiowały minimalny okres ich przechowywania, RODO natomiast reguluje maksymalny czas takiego procesu.

Nasi klienci najczęściej podejmują decyzję o usunięciu dokumentów, w przypadku których mają  pewność, że nie mogą być dłużej przechowywane. Rynek wciąż jednak czeka na jednoznaczne wytyczne w tym zakresie. Często spotykam się z sytuacją, w której firmy z tej samej branży mają odmienne wytyczne ze strony prawników, dotyczące tych samych kwestii – dodaje Dagmara Sender.

Zmiana w podejściu do archiwizacji z „nie krócej niż” na „nie dłużej niż” wymusza zmianę sposobu pakowania dokumentów papierowych. W celu optymalizacji procesu warto umieszczać je w opakowaniach archiwalnych zgodnie z okresami retencji, np. razem pakować te wymagające 5- letniego okresu przechowywania, a osobno te, które muszą być archiwizowane przez 10 lat. Status każdego dokumentu może się jednak zmienić w trakcie przechowywania, jeśli będzie on wykorzystany np. do spraw sądowych.

Dane anonimowe

W przypadku danych elektronicznych firmy zostały zobligowane do wprowadzenia zabezpieczeń, które często wymagają poniesienia znacznych inwestycji w sprzęt czy prace informatyczne. Zwiększenie ochrony danych osobowych mają zagwarantować m.in. pseudonimizacja i anonimizacja, czyli takie przetworzenie informacji, aby nie umożliwiły one identyfikacji konkretnej osoby. Pseudonimizacja jest odwracalna, natomiast anonimizacja to działanie nie pozwalające na późniejsze odtworzenie danych. Takie działania należy uwzględnić także w przypadku wykorzystywanych lub dopiero wdrażanych w firmach systemach workflow.

Przy definiowaniu obiegu dokumentów należy pamiętać, aby w każdym procesie w odpowiednim momencie zapewnić anonimizację określonych danych klienta – mówi Dagmara Sender.

[1] Wiedza i opinie polskich przedsiębiorców na temat zmian prawnych w zakresie ochrony danych osobowych

Czy zobowiązania wobec emerytów pogrążą Państwo?

GUS, zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego, po raz pierwszy pokazał ukryty dług Polski. Okazuje się, że już w 2015 roku, zobowiązania Funduszu Ubezpieczeń Społecznych zarządzanego przez ZUS z tytułu świadczeń emerytalnych wynoszą ponad 4 bln zł, co stanowiło 275 proc. ówczesnego PKB. Będzie jeszcze gorzej. Ostatnie zmiany w systemie emerytalnym mogą pogrążyć państwo opiekuńcze, zwłaszcza, że starzenie się społeczeństwa będzie postępować, a napływ składek do systemu emerytalnego – maleć. Co dalej? O komentarz poprosiliśmy Roberta Majkowskiego, Prezesa Funduszu Hipotecznego DOM.  

Skąd wziął się problem?

Pamiętajmy, że emerytury i renty (wypłacane obecnym emerytom) pochodzą z pieniędzy, które ZUS „odbiera” ludziom pracującym. Udział w systemie emerytalnym jest obowiązkowy, a składki na ubezpieczenia społeczne stanowią w Polsce ponad 30 proc. kosztu zatrudnienia pracownika. Problem zaczyna pojawiać się wtedy, gdy emerytów przybywa (polskie społeczeństwo starzeje się coraz szybciej), a płacących składki ubywa (liczba młodych ludzi, którzy pracują na etacie i odprowadzają składki systematycznie spada). Już dzisiaj deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, którym zarządza ZUS wynosi ponad 40 mld złotych, a tylko w 2017 roku  budżet państwa musiał dopłacić do ubezpieczeń społecznych 41 mld zł.  Według oficjalnych szacunków zadłużenie Polski wynosi 926 mld złotych. W rzeczywistości ten dług jest sześć razy większy, a nowe dane GUS pokazują skalę problemu i niewydolność obecnego systemu emerytalnego.

Czy ZUS-owi nigdy nie zabraknie pieniędzy, przecież wciąż napływają nowe składki?

Z opublikowanych danych wynika, że łączna kwota nabytych uprawnień emerytalno-rentowych w 2015 roku to blisko 4,6 bln zł, co stanowi z kolei blisko 300 proc. PKB z 2015 roku. Inaczej mówiąc cała polska gospodarka musiałaby pracować przez trzy lata tylko na to, by zebrać pieniądze obiecane osobom, które już przyszły na emeryturę. Oczywiście, że do ZUS-u wpływają nowe składki, ale z roku na rok bilans wpływów i wydatków emerytalnych będzie  stale malał. Już dzisiaj deficyt FUS jest ogromny, zobowiązania z tytułu emerytur przekraczają 4 biliony zł, a tempo w jakim przybywa osób uprawnionych do emerytur rośnie nie tylko ze względu na starzenie się społeczeństwa. Reforma obniżająca wiek emerytalny spowoduje dodatkowy skok ukrytego zadłużenia Polski już w 2017 roku. Trzeba też pamiętać, że szacowana wartość przyszłych emerytur zależy od stopy dyskontowej. W wyliczeniach, które GUS przedstawił w piątek, wzięto pod uwagę nominalną stopę dyskontową na poziomie 5 proc. i stopę inflacji na poziomie 2 proc. GUS jednak wyraźnie podkreślił, że jeśli stopa dyskontowa zostanie obniżona o 1 proc. to naliczone uprawnienia wzrosną o 958 318 mln zł, co stanowi 53 proc. PKB.

Jakie są rozwiązania?

Oczywiście pierwszym rozwiązaniem, które się nasuwa może być podwyższenie podatków albo podniesienie wieku emerytalnego, ewentualnie sprowadzenie imigrantów jako siły roboczej, co spowodowałoby zwiększenie ludzi składkujących do ZUS oraz płacących podatki. Wszystkie z tych rozwiązań są niestety bardzo niepopularne. Podniesienie podatków dodatkowo może skutkować obniżeniem tempa wzrostu gospodarczego, co z kolei pociąga za sobą wzrost bezrobocia i zmniejszenie liczby składkujących. Wszelkie programy zmierzające do zwiększenia dzietności będą widoczne za 20. lat, podobnie jak pierwsze efekty reformy związanej z Pracowniczymi Programami Kapitałowymi. Jednak problem niewydolności systemu emerytalnego zacznie się ujawniać w perspektywie kilku najbliższych lat, a nie dwóch dekad. Wydaje się, że trzeba szukać nowych rozwiązań, które mogą poprawiać sytuację materialną przyszłych, ale przede wszystkim obecnych emerytów.

Sprzeczne stanowiska fiskusa ws. opodatkowania bitcoinowych transakcji

Transakcje z użyciem kryptowalut są już stałym elementem obrotu gospodarczego. Wirtualna waluta budzi ogromne zainteresowanie, nie tylko sporej liczby jej posiadaczy, których grono wciąż poszerza się o podmioty profesjonalnie trudniące się bitcoinowym obrotem. Choć od pojawienia się bitcoina upłynęło już ponad 8 lat, fiskus nadal w jego sprawach zachowuje się jak schizofrenik, kłócąc się sam ze sobą.

Obowiązek podatkowy powstaje również z chwilą wymiany kryptowaluty na inną – taką interpretację indywidualną przedstawił we wtorek 23 stycznia 2018 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej. Wniosek podatnika o wydanie interpretacji dotyczył podatku dochodowego od osób fizycznych oraz podatku od towarów i usług, a dokładnie – w którym momencie powinien zostać rozpoznany przychód związany z handlem kryptowalutą i w jakiej wysokości (0113-KDIPT2-1.4011.517.2017.1.AP).

Zmiana stanowiska ws. kryptowalut

W skierowanym do organu podatkowego zapytaniu wnioskodawca stał na stanowisku, że zgodnie z wcześniejszymi i dotąd dokonywanymi interpretacjami, obowiązek podatkowy powstaje dopiero z chwilą wymiany kryptowaluty na tradycyjną, jak złoty, euro, czy dolar, albo dokonania za jej pośrednictwem zapłaty za towar lub usługę. Na poparcie przytoczył dwa stanowiska organów podatkowych. Zarówno Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji indywidualnej z dnia 20 marca 2017 r. stwierdzając: „momentem powstania przychodu podatkowego (…) w odniesieniu do (…) obrotu walutą i kryptowalutą jest moment zawarcia transakcji, tj. ich sprzedaż, przewalutowanie, kiedy to Wnioskodawca otrzymuje (ma stawiane do dyspozycji) określone wartości pieniężne. (…)” (Nr 0461-ITPB1.4511.27.2017.2.MR); jak i Dyrektor Izby Skarbowej w Łodzi interpretacją z dnia 21 grudnia 2015 r. o treści: „(…) jak wynika z przedstawionego opisu stanu faktycznego, Wnioskodawca dokonał w 2015 r. nabycia jednostek „kryptowaluty Bitcoin”, natomiast w 2015 r. nie dojdzie do ich zbycia. Zatem, z tego tytułu nie powstanie przychód podlegający opodatkowaniu w 2015 r. Przychód z tego tytułu powstanie zatem w momencie zbycia tychże jednostek” (Nr IPTPB1/4511-583/15-4/MD) potwierdzili, że obowiązek zapłaty podatku dochodowego z tytułu obrotu kryptowalutą powstanie dopiero z chwilą jej spieniężenia.

Odmienna interpretacja, mimo analogicznej sprawy

Odmawiając prawidłowości stanowisku podatnika, Dyrektor K.I.S. stwierdził, że pomimo podjęcia odmiennych rozstrzygnięć przez organy podatkowe w analogicznych sprawach, fakt ten nie może stanowić podstawy do takiego samego rozstrzygnięcia przez inny organ. Co więcej, organ nie może powielać błędu popełnionego przez inny organ.

Stwierdzenie Dyrektora K.I.S. dość mocno koliduje z dyspozycją art. 14a § 1 Ordynacji podatkowej, zgodnie z którą minister właściwy ds. finansów publicznych dąży do zapewnienia jednolitego stosowania przepisów prawa podatkowego przez organy podatkowe przy dokonywaniu przez nie interpretacji zarówno z urzędu, jak i na wniosek, uwzględniając orzecznictwo sądów, Trybunału Konstytucyjnego lub Trybunału Sprawiedliwości UE.

Niespójność stosowania zasad moralnych, w skrócie hipokryzja

Szkoda, że takim regułom postępowania fiskus nie hołduje na co dzień, milcząc na temat standardowego podtrzymywania przez organy podatkowe II instancji decyzji, czy postanowień wydanych przez organy I instancji, jak również powoływania się wprost na rozstrzygnięcia innych organów. „… na zasadność wydania decyzji o zabezpieczeniu ma wpływ okoliczność, iż wobec Spółki prowadzonych jest szereg innych postępowań (podatkowe, kontrolne) dotyczących innych okresów rozliczeniowych (…). W toku tych postępowań również wydano decyzje zabezpieczające.” – tak argumentował naczelnik jednego z urzędów skarbowych swą decyzję o zabezpieczeniu majątku przedsiębiorcy w marcu 2011 roku.

Skarżąca takie rozstrzygnięcie spółka podniosła, że skoro organ I instancji nie jest związany decyzjami innych organów podatkowych, to nie może on bez niezbędnej weryfikacji indywidualnej sprawy wyprowadzać z tych decyzji innych organów podatkowe skutki prawne. Tym samym skarżąca poddała w wątpliwość zasadność wydania decyzji o zabezpieczeniu, opartej głównie na ustaleniu, że inne organy dokonały już tego wcześniej.

Powielanie błędu popełnionego przez inny organ miało w tym przypadku charakter podwójny, bo pierwszą, błędną decyzję naczelnika Dyrektor Izby Skarbowej podtrzymał również w drugiej instancji. O tym, że była błędna przekonał oba organy sąd, uchylając zaskarżoną decyzję (III SA/Wa 2531/11).

…a milczenie złotem

Stwierdzenie, że od wymiany bitcoinów trzeba odprowadzić podatek w przywołanej na wstępie interpretacji indywidualnej Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wywiódł, jak sam deklaruje, z własnych analiz, bez oglądania się na ustalenia innych organów. A może wolał przemilczeć, że ledwie trzy miesiące wcześniej, w październiku 2017 r. ten sam Dyrektor stwierdził, że: „obowiązek podatkowy powstanie w momencie wykonania usługi, tj. dokonania transakcji sprzedaży jednostek waluty wirtualnej w zamian za walutę tradycyjną, inną walutę wirtualną, towar lub usługę” (0112-KDIL1-3.4012.237.2017.2.PR).

Bitcoin a podatek dochodowy

W obu przypadkach, gdzie organy stwierdzały powstanie obowiązku podatkowego z chwilą wymiany kryptowaluty, podatnicy byli przedsiębiorcami, a fiskus bardzo lubi sięgać do kieszeni tej części społeczeństwa. Przychody ze sprzedaży kryptowalut będą więc obciążone 19% podatkiem w przypadku stawki liniowej lub 18% i 32% według skali podatkowej.

Jedno trzeba przyznać, że organy podatkowe swoimi decyzjami statuują legalność kryptowalutowych transakcji. Mimo, że wciąż brak jest pełnych regulacji ujmujących je w precyzyjne ramy prawne, co skutkuje właśnie tak skrajnymi rozbieżnościami interpretacyjnymi, żądanie fiskusa uiszczenia zobowiązań podatkowych powstałych wskutek obrotu wirtualnymi walutami oznaczać musi, że jest on legalny. W przeciwnym razie organy podatkowe zamiast domagać się zapłaty daniny powinny składać w prokuraturze doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Posiadaczy kryptowalut w Polsce od dawna nurtują kwestie: bitcoin a podatek dochodowy, bitcoin a podatek VAT. Teraz sen z powiek spędzać będzie nowe zagadnienie: zamiana bitcoina na inną kryptowalutę.

Ochrona przed bezprawiem urzędniczym

Od czasu przeprowadzenia pierwszej bitcoinowej transakcji, organy podatkowe inaczej postrzegały moment powstania obowiązku podatkowego w obrocie kryptowalutą. Nagle zmieniły zdanie i pogląd na temat tych samych operacji. Kolejny jednak raz zmiana ta dokonuje się z korzyścią dla Skarbu Państwa, nie dla podatnika. Dobrze, że zgodnie z zasadą wyrażoną w art. 127 Ordynacji podatkowej, postępowanie podatkowe w Polsce jest dwuinstancyjne. Jeszcze lepiej, że decyzje, postanowienia i inne czynności organów można zaskarżać na drodze sądowej (art. 3 ustawy Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi). Bo to oznacza, że podatnik na taką nagłą zmianę zdania fiskusa przystawać nie musi.

Co może oznaczać dla przedsiębiorców nowa linia rozstrzygnięć organów podatkowych?

  • konieczność opodatkowania kryptowalutowych transakcji także gdy jej przedmiotem jest zamiana na inną kryptowalutę;
  • konieczność przeprowadzenia audytu podatkowego w firmie obracającej kryptowalutami w ramach prowadzonej działalności;
  • z uwagi na wcześniejszą, odmienną linię rozstrzygnięć  – wzrost liczby sporów przed sądami administracyjnymi.

Autor: radca prawny Robert Nogacki