Stopa bezrobocia spadła w marcu do 6,6%, dynamika płac wyhamowała do 6,8%

Stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce spadła w marcu do 6,6% (PKO i konsensus 6,5%), potwierdzając wstępne szacunki MRPiPS. Siła trendu spadkowego bezrobocia osłabła do 1,4pp r/r z 1,6pp r/r w styczniu-lutym. Można to wiązać ze złą pogodą w marcu (co ograniczyło skalę sezonowego spadku bezrobocia) lub narastaniem braku odpowiednich kandydatów wśród bezrobotnych. Po wyrównaniu sezonowym stopa bezrobocia utrzymało się na poziomie 6,2%, co oznacza brak spadku po raz pierwszy od jesieni 2013.

Szczegółowe dane o płacach w marcu pokazały brak symptomów dalszego narastania presji płacowej. Po wyłączeniu najbardziej zmiennych sektorów (górnictwo i energetyka) dynamika płac wyhamowała do 6,8% r/r z 7,1% r/r w lutym (od pół roku wokół 7%). Kluczowe czynniki, które mogłyby wywołać kolejną falę wzrostu dynamiki płac to wg nas: 1) wyraźne pogorszenie bilansu migracji i 2) wzrost płac w sektorze publicznym (na razie nie zanosi się na to).

wynagrodzenia w marcu 2018

Źródło: PKO Bank Polski

FPP i NSZZ „Solidarność” razem w sprawie reformy rynku pracy

Porozumienie podpisane przez NSZZ „Solidarność” i Federację Przedsiębiorców Polskich jest dokumentem historycznym. Jego nadrzędnym celem jest uporządkowanie warunków gry na rynku pracy, zarówno dla przedsiębiorców, jak i pracowników. Po raz pierwszy pokazano, że obie strony – przedsiębiorcy i związki zawodowe potrafią porozumieć się w bardzo drażliwych dla nich kwestiach i wspólnie znaleźć rozwiązanie.

– Nie ma nowoczesnej gospodarki bez przedsiębiorców, którzy prowadzą swoje biznesy legalnie, ale także pracowników, którzy otrzymują godziwe wynagrodzenie. Podpisane porozumienie jest początkiem współpracy NSZZ „Solidarność” i FPP. W ten sposób można wypracować więcej dobrych rozwiązań niż w szerszych formułach – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – W najbliższym czasie Federacja planuje przygotować kolejne dwa porozumienia ze Związkiem Zawodowym. Pierwsze dotyczy Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK), a kolejne odnosi się do problemu cudzoziemców na polskim rynku. Oba programy zostaną przedstawione rządowi w formie podpisanego porozumienia – dodał Kowalski.

Czy Draghi odwróci uwagę od marszu dolara?

Jeśli USD się nie zatrzyma, to pójdzie dalej. Brzmi to banalnie, ale taki jest teraz rynek. Inwestorzy masowo porzucają krótkie pozycje w dolarze a kontynuowany wzrost rentowności długu USA jest solidna zachętą. Co może zatrzymać ten proces? Dziś mamy dzień z decyzją EBC i gdyby prezes Draghi wybrzmiał inaczej niż gołębio, możemy mieć rajd ulgi na EUR/USD, który przynajmniej na chwilę przyćmi blask dolara.

Nie spodziewamy się zmian w przekazie Europejskiego Banku Centralnego. W ostatnich tygodniach sygnały napływające z banku centralnego w większości sugerowały, że EBC powinien pozostać „cierpliwy i sumienny” w realizowaniu polityki. Przekaz ten zbiegł się z serią rozczarowujących danych z gospodarki strefy euro. Jednak w tym okresie członkowie Rady Prezesów powstrzymywali się od wyrażania obaw o spowolnienie wzrostu, a jeśli już, to wyrażali przekonanie, że wolniejsze tempo wzrostu nie przeszkodzi inflacji w powrocie o celu. W tym kontekście jest mało realne, aby w czwartek prezes Draghi miał istotnie podkreślić wątpliwości co do siły ożywienia. Jest bardziej prawdopodobne, że EBC wstrzyma się z oceną sytuacji gospodarczej do czasu zapoznania z nowym zestawem prognoz makroekonomicznych dostępnych na kolejnym posiedzeniu w czerwcu.

Z tego samego powodu są bardzo małe szanse, aby w tym tygodniu Rada miała podjąć decyzję o przyszłości programu skupu aktywów, co z resztą wykluczały też zeszłotygodniowego przecieki do źródeł powiązanych z EBC. Możemy usłyszeć od Draghiego, że dyskusja o redukcji QE się rozpoczęła i jest wiele opcji na to, co się stanie z programem po wrześniu, ale nic nie zostało jeszcze postanowione. Podobnie Draghi powinien podtrzymywać niesprecyzowany forward guidance dla terminu pierwszej podwyżki stóp procentowych.

Konsensus rynkowy ustawiony jest na ostatnie wydłużenie QE do grudnia 2018 r. (z prawdopodobnym obniżeniem miesięcznego tempa skupu aktywów do 15 mld EUR), po którym nastąpi podwyżka stóp procentowych gdzieś w połowie 2019 r. Gdyby podczas konferencji prezes Draghi odniósł się do tych oczekiwań (raczej uznając je za zbyt ambitne), znalazłoby to odbicie w reakcji inwestorów. Jesteśmy jednak zdania, że Draghi preferuje pozostawienie sobie do dyspozycji jak największej liczby opcji i na pytania o terminy odpowie, że Rada jeszcze nie zdecydowała.

Biorąc pod uwagę, że w ostatnich dniach EUR osłabiło się, istnieje ryzyko, że jest to odzwierciedlenie pozycjonowania inwestorów na gołębi wydźwięk decyzji EBC. W ostatnim czasie wyróżniał się brak siły EUR/USD w próbach wyjścia górą z konsolidacji, co sugeruje, że inwestorzy byli niechętni do kupna EUR w obawie, że zła passa w danych makro przyniesie zmianę nastawienia banku centralnego. Stąd nawet jeśli prezes Draghi zwróci uwagę na negatywne ryzyka dla perspektyw wzrostu, jest to już zdyskontowane w wartości EUR. Za to spodziewany neutralny przekaz zbliżony do wydźwięku marcowej konferencji będzie oznaczał, że gołębie pozycjonowanie inwestorów nie ma uzasadnienia i pokrywanie pozycji może przynieść odbicie EUR po ostatniej deprecjacji.

Przed południem decyzje monetarne będą jeszcze podejmowane w Szwecji. Oczekujemy, że Riksbank utrzyma stopę procentową bez zmian, a z uwagi na słabość inflacji jest prawdopodobne, że bank w swojej projekcji ścieżki stopy procentowej odroczy sugerowany termin pierwszej podwyżki bliżej końca 2018 r. Ostatnia fala wyprzedaży SEK wiązała się z negatywną rewizją oczekiwań w odniesieniu do polityki monetarnej i gołębi wydźwięk posiedzenia może być już w większości zdyskontowany. Zrealizowana deprecjacja korony może też być ważnym czynnikiem dla Riksbanku, gdyż słabsza waluta podbija inflację i poprawia konkurencyjność eksportu, więc w dłuższym horyzoncie pomoże w podjęciu decyzji o normalizacji polityki pieniężnej. Ale zbyt słaba waluta też nie jest korzystna dla gospodarki i próby werbalnego wsparcia waluty mogą być dziś niespodzianką.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Na smartfonach można tworzyć coraz doskonalsze awatary. Wkrótce umożliwią odwzorowanie całej postaci

Na smartfonach można tworzyć coraz doskonalsze awatary. Wkrótce umożliwią odwzorowanie całej postaci 1

Awatary, czyli cyfrowe odwzorowanie człowieka, można już tworzyć za pomocą smartfona. Pozwalają one na coraz wierniejsze odtwarzanie podobizny lub mimiki użytkownika. Za prekursora tego trendu uznaje się Animoji od Apple. Samsung w swoich AR Emoji postawił na proste podobizny, tymczasem Sony w najnowszych modelach Xperia do tworzenia awatarów wykorzystuje bardziej zaawansowaną technologię skanowania 3D. W tej technologii wkrótce będzie można odtworzyć także całą postać. Awatary coraz częściej występują w roli wirtualnych doradców, obsługując nas w wirtualnych biurach obsługi klienta, sklepach internetowych, a nawet bibliotekach.

Selfie 3D od Sony to technologia, dzięki której obraz uchwycony za pomocą kamery smartfona, można zamieniać na trójwymiarowe awatary w specjalnym kreatorze. Technologia jest dostępna w najnowszych smartfonach Sony Xperia – XZ1 i XZ2. Kreator pozwala na dokładne zeskanowanie głowy lub całej twarzy. Użytkownik robi to korzystając z podpowiedzi aplikacji. Powstały w taki sposób awatar cechuje się bardzo wysokim stopniem realizmu.

– Nasz kreator 3D umożliwia uchwycenie obiektów, twarzy lub głów w technologii 3D. Wykorzystujemy kamerę smartfona do uchwycenia wielokątów z bardzo wysoką jakością , by uzyskać model 3D. Następnie możemy się podzielić stworzonym w ten sposób awatarem na różnych platformach, takich jak Facebook, albo użyć w aplikacjach takich jak Shadows. Możemy nawet wydrukować go na różnego rodzaju drukarkach 3D dostępnych na rynku – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Diana Hernandez z Sony Mobile.

Rozwój awatarów zapewniła platforma Second Life, stworzona w 2003 r. przez Linden Lab. W grze można prowadzić drugie, wirtualne życie właśnie za pomocą stworzonego awatara, płacąc wewnątrz aplikacji za różnego rodzaju rzeczy, tak jak w realnym życiu. Stworzony w ten sposób wirtualny świat w 2015 r. wygenerował PKB na poziomie 500 mln dolarów, więcej od PKB takich państw, jak Tonga czy Mikronezja. W Second Life wygląd awatara ma jednak drugorzędne znaczenie.

W przyszłości, w miarę rozwoju nowej technologii skanowania 3D, możliwe będzie przeniesienie za pomocą smartfona do wirtualnego świata całej postaci.

– Pracujemy nad tym, by w kolejnym kroku móc uchwycić całą postać. Mamy nadzieję na dalszy postęp tej technologii. Na razie koncentrujemy się na tym, by móc to robić szybciej, dokładniej i w jeszcze lepszej jakości – przekonuje Diana Hernandez.

Sony nie jest jedynym producentem oferującym w swoich flagowcach kreatora awatarów. Takie rozwiązanie jako pierwszy zaprezentował Apple. Dostępne na najnowszych iPhonach Animoji wiernie oddają mimikę użytkownika nakładając ją na postaci zwierząt lub przedmiotów, takich jak między innymi jednorożec, małpa, robot, czy kot. Z kolei Samsung  w modelach Galaxy S9/S9+ chwali się udoskonalonym kreatorem awatarów AR Emoji. Na podstawie selfie aplikacja sporządza awatara przypominającego użytkownika. Koreański producent postawił na szybkość wykonywania cyfrowej podobizny użytkownika, a nie jej wierne odwzorowanie.

Awatary, poza rozrywką, świetnie sprawdzają się też jako wirtualni doradcy. Takie rozwiązanie jest stosowane np. przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Wirtualny Doradca umożliwia wybranie interesujących użytkownika zagadnień z listy lub poprzez wyszukiwarkę. Do wyboru są dwa awatary: kobieta i mężczyzna. Osoba odwiedzająca wirtualny inspektorat może ponadto poruszać się po poczekalni, by dowiedzieć się, jakie sprawy można załatwić w poszczególnych okienkach prawdziwego urzędu. Wirtualni doradcy są wykorzystywani do komunikacji z klientem również w bankach, sklepach internetowych czy nawet w bibliotekach.

Z informacji InteliWISE S.A. wynika, że w polskich urzędach, dzięki pracy wirtualnych urzędników, załatwiono już ponad pół miliona spraw. Według prognoz marketsandMarkets, rynek inteligentnych asystentów wirtualnych do 2023 roku będzie wart 17,7 mld dol.

Wyniki PKN Orlen za I kwartał 2018 r.

PKN ORLEN zakończył I kwartał 2018 roku z wynikiem EBITDA wg LIFO na poziomie 1,9 mld zł. Rezultat został osiągnięty w efekcie wzrostu przerobu ropy o 8%, wzrostu wolumenów sprzedaży o 4% oraz wyższych marż paliwowych i pozapaliwowych w detalu (r/r). Segment detaliczny zanotował rekordowy kwartał, osiągając wynik EBITDA wg LIFO na poziomie 464 mln zł.

Ważnym wydarzeniem w pierwszym kwartale br. było podpisanie listu intencyjnego
w sprawie przejęcia Grupy LOTOS oraz deklaracji o współpracy z rządem Litwy
w kontekście rozwoju spółki ORLEN Lietuva. W omawianym okresie Koncern dokonał częściowego wykupu akcji od udziałowców mniejszościowych Unipetrolu. Zarząd
PKN ORLEN rekomendował wypłatę dywidendy za rok 2017 na poziomie 3 zł za akcję.

W I kwartale 2018 roku PKN ORLEN osiągnął:

• 1,9 mld zł EBITDA wg LIFO
• Rekordowy wynik EBITDA wg LIFO segmentu detalicznego na poziomie 464 mln zł
• Wzrost przerobu ropy o 8% (r/r)
• Wzrost wolumenów sprzedaży o 4% (r/r)
• Wzrost przychodów o 2% (r/r)

Daniel Obajtek, prezes Zarządu Energa SA.
Daniel Obajtek, prezes Zarządu Energa SA.

– Biorąc pod uwagę warunki makroekonomiczne w I kwartale, Grupa ORLEN wypracowała bardzo dobre wyniki, Koncern wchodzi więc w kolejny kwartał utrzymując silną pozycję finansową. Jesteśmy gotowi do realizacji intencji zadeklarowanych Ministerstwu Energii w sprawie Grupy LOTOS czy kontynuacji kluczowych inwestycji na wszystkich rynkach macierzystych, a także projektów istotnych z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Koncernu i Polski – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W I kwartale 2018 roku odnotowano spadek modelowej marży downstream o (-) 0,7 USD/bbl (r/r), głównie w efekcie wzrostu średniej ceny ropy Brent o 13 USD/bbl (r/r) oraz umocnienie średniego kursu PLN względem USD i EUR. Na rynku polskim, czeskim i litewskim odnotowano wyższą konsumpcję oleju napędowego (r/r), przy jednoczesnym spadku na rynku niemieckim. Konsumpcja benzyn (r/r) była wyższa w Polsce i Niemczech, przy spadkach w Czechach
i na Litwie.

Segment downstream Koncernu w I kwartale 2018 roku wypracował wynik BITDA wg LIFO na poziomie 1,5 mld zł. Rezultat został osiągnięty przy wzroście przerobu o 8% (r/r)w efekcie pełnego wykorzystania mocy w rafineriach w Płocku i Możejkach, oraz wzroście wolumenów sprzedaży o 2% (r/r). W omawianym okresie (r/r) wzrosła m.in. sprzedaż oleju napędowego, w Polsce o 14%, olefin i poliolefin, przy niższej sprzedaży benzyn, LPG, nawozów, PCW i PTA. Dodatni efekt wolumenowy został zniwelowany przez wyższe koszty zużyć surowców na własne potrzeby energetyczne, pogorszenie marż na poliolefinach, lekkich i ciężkich frakcjach rafineryjnych oraz umocnienie kursu PLN względem walut obcych.

Segment detaliczny w I kwartale 2018 roku wypracował rekordowy dla tego okresu rezultat EBITDA wg LIFO na poziomie 464 mln zł. Koncern odnotował 11% (r/r) wzrost wolumenów sprzedaży oraz wzrost udziałów na wszystkich rynkach, w tym w Czechach o 2,9 pp (r/r) w efekcie włączenia do sieci stacji paliw przejętych od OMV. W tym czasie odnotowano wzrost marż paliwowych i pozapaliwowych na rynku polskim i czeskim przy porównywalnych marżach na rynku niemieckim i litewskim (r/r). W I kwartale 2018 roku Koncern konsekwentnie rozwijał ofertę pozapaliwową odnotowując wzrost liczby punktów Stop Cafe i Star Connect o 138 (r/r). Na koniec tego okresu łącznie funkcjonowały 1864 punkty, w tym: 1611 Stop Cafe w Polsce (włączając w to 209 sklepów convenience pod marką O!SHOP), 210 Stop Cafe w Czechach, 23 Stop Cafe na Litwie oraz 20 Star Connect w Niemczech. Koncern udostępnił także usługę carsharingu na Śląsku i w Zagłębiu – tym samym można z niej korzystać już na 70 stacjach paliw pod marką ORLEN. W kwietniu br. Koncern wprowadził na polski rynek paliwa EFECTA, które zastąpią dostępne dotychczas EuroSuper 95 i Ekodiesel Ultra. Zaawansowane rozwiązania technologiczne zastosowane w nowych produktach plasują Koncern w europejskiej czołówce wytwórców paliw.

W I kwartale 2018 roku Koncern odnotował wzrost średniego wydobycia o 19% (r/r), osiągając poziom 17,1 tys. boe/d, co przełożyło się na wynik segmentu EBITDA wg LIFO w wysokości 68 mln zł. W Polsce zakończono wiercenie 3 otworów poszukiwawczych oraz kontynuowano analizy danych sejsmicznych. Prowadzono również prace przygotowawcze do wykonania akwizycji danych sejsmicznych oraz kolejnych wierceń poszukiwawczych.
Na aktywach kanadyjskich wspólnie z partnerami rozpoczęto wiercenie 8 odwiertów, a 6 odwiertów zostało poddanych szczelinowaniu. Do produkcji zostało włączonych 7 odwiertów na obszarze Kakwa oraz Ferrier. W rejonie Kakwa kontynuowano rozbudowę instalacji do wstępnego przerobu gazu i sieci rurociągów zbiorczych oraz rozpoczęto kolejną fazę instalacji gazodźwigów na otworach wydobywczych.

Zgodnie ze strategicznymi kierunkami rozwoju, Koncern konsekwentnie zwiększa swoje zaangażowanie w segment energetyki w oparciu o kogenerację. W I kwartale 2018 roku uzyskano pozwolenie na użytkowanie bloku parowo-gazowego w Płocku, wspólnie z PSE kontynuowano jego testy i próby, a także uzyskano wszystkie decyzje niezbędne do eksploatacji. Po oddaniu do użytku inwestycji w Płocku, PKN ORLEN będzie produkował ok. 7 TWh energii elektrycznej, co będzie stanowiło ok. 4,5 proc. łącznej produkcji w Polsce. PKN ORLEN ogłosił także postępowanie przetargowe na zakup wstępnej koncepcji technicznej, która określi możliwości przygotowania i realizacji projektu budowy morskich farm wiatrowych na Bałtyku.

W ramach posiadanej koncesji maksymalna moc inwestycji może wynieść 1200 MW. W I kwartale br. z sukcesem udało się zakończyć negocjacje z generalnym wykonawcą bloku CCGT we Włocławku. W ramach rozliczenia umowy konsorcjum (General Electric i SNC-LAVALIN POLSKA), wdroży m.in. zaawansowane rozwiązania technologiczne, mające na celu podniesienie dyspozycyjności i efektywności pracy bloku.

W ostatnim kwartale Koncern osiągnął przepływy z działalności operacyjnej na poziomie 0,5 mld zł. Dług netto Koncernu wynosi 5,2 mld zł, przy zachowaniu bezpiecznego, przewidzianego w strategii, poziomu dźwigni finansowej, wynoszącego 15,7%. W ramach dywersyfikacji źródeł finansowania, PKN ORLEN zamierza kontynuować program obligacji detalicznych, zainicjowany jeszcze w 2017 r. W związku ze zgodą Zarządu Spółki, subskrypcja kolejnej serii papierów dłużnych skierowanych do inwestorów indywidualnych rozpocznie się już 7 maja br.

Przemysł stawia na automatykę. Przyszłością branży mogą okazać się systemy modułowe

Przemysł stawia na automatykę. Przyszłością branży mogą okazać się systemy modułowe 2

Z roku na rok automatyzacja znajduje zastosowanie w kolejnych dziedzinach. Dzięki jej wdrożeniu firmy mogą poprawić produktywność, jakość i przede wszystkim szybkość produkcji. Maszyny popełniają też mniej błędów od ludzi. Coraz więcej maszyn podłącza się też do Internetu. Przyszłością automatyki w przemyśle są modułowe systemy, które dostarczają żądaną funkcjonalność, a nie poszczególne, pojedyncze urządzenia. Ich zaletą jest przede wszystkim szybkość wdrożenia, ale również łatwiejsza obsługa linii produkcyjnej. W ciągu 5 lat rynek automatyki przemysłowej osiągnie wartość blisko 240 mld dolarów.

Automatyka staje się wszechobecna do tego stopnia, że według raportu McKinsey Global Institute, w ciągu najbliższych 17 lat nowego zajęcia będzie musiało szukać blisko 70 mln amerykańskich pracowników. Ich obowiązki przejmą maszyny. Automatykę można stosować w domach, budynkach i na ulicach. Jej główne zastosowanie mieści się jednak w obszarze szeroko pojętego przemysłu. Przyszłością automatyki przemysłowej są modułowe systemy automatyki, które zapewniają dostarczenie nie konkretnych urządzeń czy maszyn, ale żądanej funkcjonalności.

– Dzisiejszy klient nie zamawia falownika i nie oczekuje korzyści z jego użytkowania. Dzisiejszy klient zamawia funkcjonalność pewnej części linii produkcyjnej lub pewnej maszyny, np. zamawia funkcjonalność windy zawierającej napędy podnoszenia, opuszczania, stołu rolkowego i obrotowego na tej windzie czy przenośników, które na tę windę będą wprowadzać produkt. Mówimy tu o całej grupie falowników zawiadywanych kontrolerami ruchu i korzystającymi z biblioteki funkcji, które wystarczy tylko sparametryzować, zatem jest to co najmniej jeden etap wyżej w pojmowaniu napędu i funkcjonalności automatyki, niż to miało miejsce jeszcze 5-10 lat temu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Stanisław Nawracaj z SEW Eurodrive.

System modułowej automatyki Movi-C składa się z czterech elementów: oprogramowania, kontrolera ruchu, napędu i falownika. Sercem systemu jest falownik, który steruje pracą silnika regulując trafiające do niego napięcie wyjściowe. Tym samym pozwala na bezstopniową zmianę prędkości obrotowej, a co za tym idzie płynną pracę w zmieniających się warunkach. Tak zestrojone moduły znajdują zastosowanie w taśmach transportujących materiały, podnośnikach, robotach czy maszynach pakujących.

– Te urządzenia można zastosować w kompletnych aplikacjach, niezależnie od branży. W szczególności jesteśmy zainteresowani branżą samochodową, branżą logistyczną i transportu technologicznego, jak również automatyzacją procesów wytwórczych – mówi Stanisław Nawracaj.

Zautomatyzowane linie produkcyjne są obecnie wyposażane w coraz większą ilość urządzeń technologicznych i transportowych. W każdym z nich może się znajdować nawet kilkanaście napędów. Tak wysokie zaawansowanie technologiczne urządzeń sprawia, że linie produkcyjne i transportowe nie są budowane od podstaw, lecz składa się je z gotowych modułów funkcyjnych.

– W zależności od potrzeb, można skonfigurować modułową część produkcji lub technologii z falowników, które są w postaci kompletnych, pojedynczych, lub dozbrojonych w wersje osiowe i kontrolery. Konfigurowalność tych modułów jest tym, czego rynek dziś potrzebuje, aby nie musieć od początku składać elementów produkcji od poziomu pojedynczych aplikacji – przekonuje ekspert.

Automatyzacja jest jednym z najważniejszych kierunków rozwoju współczesnego przemysłu. Polega ona na tym, że część lub całość produkcji odbywa się dzięki pracy zaprogramowanych maszyn. Wykonywane przez nie ruchy są precyzyjne i szybko powtarzane, dzięki czemu rośnie wydajność fabryk i jakość produkowanych towarów.

Według raportu marketsandMarkets, rynek automatyki przemysłowej osiągnie w 2023 roku wartość ponad 239 mld dolarów przy średniorocznym wzroście na poziomie 7,4 proc. Głównymi czynnikami napędzającymi rozwój ma być rozwój technologii wspierających produkcję i stale dostarczane innowacje w zakresie robotyki.

Mapy Ryzyk Aon 2018: Najwyższe zagrożenie międzynarodowym konfliktem od czasów zimnej wojny

Zgodnie z najnowszym międzynarodowym raportem Aon na świecie rośnie zagrożenie przemocą polityczną. Prawdopodobieństwo międzynarodowego konfliktu z zaangażowaniem głównych mocarstw jest najwyższe od czasów zimnej wojny. Wzrost ryzyka konfliktu zbrojnego w ciągu ostatniego roku nastąpił wskutek rosnącej geopolitycznej rywalizacji oraz słabości międzynarodowej dyplomacji.

Polska znalazła się wśród 17 krajów na świecie, w których wzrosło ryzyko przemocy politycznej. Mimo iż sytuacja w Europie w porównaniu z innymi kontynentami zdaje się być stabilna, to jednak aż dziewięć z powyższych krajów to kraje europejskie. Niewielkie ryzyko pojawiło się w krajach, w których dotychczas było ono znikome: w Czechach, na Słowacji, na Białorusi, w Finlandii czy w Norwegii. Mimo tych wzrostów w Europie wciąż nie ma państwa, które cechowałoby się najwyższym stopniem ryzyka.

Już trzeci rok z rzędu większa jest liczba krajów, w których wskaźnik ryzyka wystąpienia przemocy politycznej i terroryzmu wzrósł (17), niż tych, w przypadku których został obniżony (6).

Według prognoz Aon na 2018 rok:

  • 60% krajów jest narażonych na ryzyka związane z niepokojami społecznymi,
  • 40% krajów jest narażonych na ryzyka terrorystyczne i sabotaż,
  • 33% krajów jest narażonych na powstania, wojnę oraz ryzyko zamachu stanu.

Czterdzieści siedem krajów to obszary, które cechuje wysoki i bardzo wysoki poziom ryzyka – reprezentują one 22% wszystkich państw świata.

Wyraźnie spadło, choć nie wygasło, zagrożenie ze strony Państwa Islamskiego. W 2017 roku przeprowadziło ono ataki w 29 krajach na pięciu kontynentach, co daje taką samą liczbę jak w 2016 roku, większą zaś niż w 2015 roku, kiedy ataki nastąpiły w 19 krajach. Jednakże globalny zasięg Państwa Islamskiego jest coraz mniejszy i można przypuszczać, że liczba krajów, w których dojdzie do aktów terroru powinna zmaleć w 2018 roku.

Polska jest obecnie w grupie 11 krajów Europy, w których ryzyko terroryzmu i przemocy politycznej zostało ocenione jako średnie (trzeci na pięć poziomów zagrożenia). W tej samej grupie znalazły się m.in. Hiszpania, Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Belgia czy Grecja. Do najbezpieczniejszych pod tym względem krajów europejskich (poziom zagrożenia pierwszy, określany jako znikomy) należą m.in. Portugalia, Słowenia i Chorwacja, zaś do najbardziej niebezpiecznych (poziom zagrożenia czwarty, określany jako wysoki): Ukraina oraz Bośnia i Hercegowina. W 19 krajach europejskich występuje drugi poziom zagrożenia (określany jako niski).

Terroryzm w krajach zachodnich

Liczba ataków terrorystycznych w krajach zachodnich podwoiła się w 2017 roku (wzrost z 96 w 2016 roku do 204 w 2017 roku), aczkolwiek liczba ofiar tych ataków pozostała na niezmienionym poziomie.

Jednocześnie, wskutek działań ekstremistów lewicowych, rośnie zagrożenie zniszczenia mienia i wystąpienia akcji sabotażowych. Liczba podpaleń w krajach zachodnich, których głównymi sprawcami byli anarchiści, podwoiła się w 2017 roku w porównaniu z rokiem wcześniejszym. Warto podkreślić, że żaden z ataków, który miał miejsce w ciągu ostatnich dwóch lat, nie niósł ze sobą ofiar śmiertelnych.

Branżą najbardziej zagrożoną terroryzmem jest branża turystyczna. W ubiegłym roku doszło do przynajmniej 35 ataków na całym świecie, które były wycelowane w: hotele, miejscowości i atrakcje turystyczne, nocne kluby oraz lotnictwo cywilne. Dlatego branża turystyczna musi zarządzać ryzykiem spowodowanym rosnącym terroryzmem, gdyż jest ona atrakcyjnym celem dla organizacji terrorystycznych.

Mark Parker, Head of Property, Casualty and Crisis Management, Aon Global Broking Centre: Globalne otoczenie geopolityczne pozostaje niestabilne. Ma to swoje odzwierciedlenie w Mapach Ryzyk Aon 2018. Biorąc pod uwagę wzrost poziomu ryzyka i gwałtownie zmieniające się otoczenie, z czym muszą się mierzyć przedsiębiorstwa, kluczowe jest zrozumienie, w jaki sposób niestabilność polityczna wpływa na pracowników firmy, jej aktywa oraz łańcuchy dostaw. Firmy działające na rynkach międzynarodowych muszą mieć pewność, że dostępne są takie rozwiązania, które pozwolą im na ograniczanie i transfer ryzyka.

Marek Brandt, Business Unit Director, CEE Trade Credit Practice Group Leader, Aon: Warto zauważyć, że poziom ryzyka dla Polski został podniesiony przez analityków europejskich z poziomu niskiego do średniego. Główna przyczyna jest związana z wydarzeniami okołopolitycznymi, które miały miejsce w Polsce w ubiegłym roku: demonstracje pro- i antyrządowe, eskalacja protestów oraz strajki różnych grup zawodowych. Z punktu widzenia obserwatorów zachodnich ryzyko użycia siły przez niektóre środowiska w naszym kraju wzrosło. Mimo, iż postrzeganie powyższych ryzyk przez nas w kraju dotyczy bardziej emocji niż fizycznego zagrożenia, rating wskazuje, jak zmieniła się zewnętrzna percepcja bezpieczeństwa społecznego w naszym kraju.

Informacja o raporcie

Mapy Ryzyk Aon 2018 to raport dotyczący zagrożeń politycznych i terrorystycznych we wszystkich krajach świata, przygotowywany corocznie przez Aon we współpracy z międzynarodową firmą Continuum Economics specjalizującą się w niezależnych analizach rynkowych oraz z Risk Advisory Group – wiodącą, niezależną, globalną firmą konsultingową w zakresie zarządzania ryzykiem.

Osobiste pojazdy elektryczne przyszłością transportu. W Polsce barierą rozwoju są przestarzałe przepisy drogowe

Osobiste pojazdy elektryczne przyszłością transportu. W Polsce barierą rozwoju są przestarzałe przepisy drogowe 3

Elektryczne pojazdy są przyszłością komunikacji. Poza elektrycznymi samochodami, na rynek trafiają również indywidualne środki lokomocji, takie jak segway, deskorolki czy hulajnogi. Barierą ich rozwoju w Polsce są m.in. przestarzałe przepisy ruchu drogowego. Na przejście procesu legislacyjnego czeka nowelizacja ustawy Prawo o ruchu drogowym, która definiuje urządzenie transportu osobistego. Obecnie pojazdy typu segway dostarczane są głównie do firm. Doskonale sprawdzają się jako środek lokomocji osób zatrudnionych w halach produkcyjnych, galeriach handlowych czy lotniskach, ale mogłyby również  znacząco wspomóc w codziennym funkcjonowaniu osoby niepełnosprawne.

Na rynek trafia coraz więcej elektrycznych pojazdów. To już nie tylko samochody i skutery elektryczne, ale cała gama osobistych urządzeń transportujących. Kupić można już elektryczną deskorolkę, rower, hoverboarda (dwukołowy segway bez rączki) czy Walkcar – elektryczna deskorolka, przypominająca 13-calowego laptopa. Prekursorem osobistych pojazdów elektrycznych był Segway – samopoziomujący, dwuśladowy pojazd, służący do przemieszczenia się jednej osoby na stojąco. Ten innowacyjny pojazd nie przyjął się jednak na rynku.

– Bez wątpienia w przyszłości będziemy się przemieszczać różnego rodzaju pojazdami, które będą napędzane elektrycznie. Początkiem koncepcji przemieszczania się osobistego, były pojazdy typu segway. Niestety plan nie osiągnął sukcesu, segway nie rozwinął się tak jak to było zaplanowane. Miał on zrewolucjonizować indywidualne poruszanie się, ale efekt nie został osiągnięty z kilku powodów. Jednym z nich była bariera cenowa, innym było to, że nie mieliśmy dróg, które są przystosowane do poruszania się tego typu pojazdami – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Bogusław Foszmanowicz, właściciel firmy BMF, produkującej pojazdy Velex.

Obecnie, istnieje szereg udogodnień, które stymulują rozwój osobistych pojazdów elektrycznych m.in. dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej. Warszawę można już przejechać bez pokonywania żadnego krawężnika, co pozwala nie schodzić z pojazdu. Rozwój gwarantuje też ekologia. Większość centrów miast będzie wkrótce zamknięta dla pojazdów spalinowych, a pojazdy elektryczne będą jedynym środkiem lokomocji.

Barierą pozostają przestarzałe przepisy. W świetle prawa niejasna staje się sytuacja dotycząca użytkowania na drogach publicznych nie tylko klasycznych segway’ów czy deskorolek elektrycznych, ale nawet hulajnóg czy zwykłych deskorolek lub łyżworolek.

– Polski kodeks ruchu drogowego niestety nie dorósł do obecnych czasów i do pojazdów, które mamy na rynku. Pojazdy typu segway w Niemczech mają tablice rejestracyjne i mogą poruszać się po drogach publicznych. Kiedy próbowaliśmy oddać do homologacji w Polsce nasz model, okazało się, że zgodnie z naszymi przepisami był traktowany jako motocykl. Wiązałoby się to więc ze zmianą konstrukcji, wmontowaniem świateł stopu, kierunkowskazów, lusterek i wielu innych elementów. Dlatego w tej chwili pojazdy typu segway mogą jeździć tylko po drogach niepublicznych – wskazuje Bogusław Foszmanowicz.

Sytuację miała uregulować nowelizacja ustawy Prawo o ruchu drogowym opracowana w 2016 roku. Zakładała ona wprowadzenie definicji urządzenia transportu osobistego jako „urządzenie konstrukcyjnie przeznaczone do poruszania się pieszych, napędzane siłą mięśni lub za pomocą silnika elektrycznego, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 25 km/h, o szerokości nieprzekraczającej w ruchu 0,9 m”. Nowelizacja do tej pory nie została uchwalona, dlatego na razie z segwayów korzystają głównie firmy.

– Te pojazdy sprzedają się bardzo dobrze, jednak nie osobom indywidualnym, tylko firmom. Główna zaleta tego typu pojazdów jest taka, że stoimy wyżej, manewrujemy bardzo wygodnie, możemy obrócić się w miejscu, dlatego najbardziej zainteresowane są firmy związane z ochroną obiektów. Pojazdy takie jeżdżą m.in. na lotnisku Chopina w Warszawie, w służbie ochrony lotniska i w służbie celnej. To są kierunki, które najlepiej się rozwijają w dziedzinie pojazdów dużych typu segway – mówi ekspert.

Według Navigant Research, rynek lekkich pojazdów elektrycznych (w tym motorów i skuterów) w 2017 roku był warty 9,3 mld dolarów, a w 2026 roku ma osiągnąć wartość 24 mld dol.

Podsumowanie I kwartału 2018 na rynku pożyczek pozabankowych

W wielu branżach to sezonowość wyznacza popyt i podaż. O ile handel hurtowy i detaliczny – zwłaszcza w okresie dobrej koniunktury gospodarczej – wydaje się być stałym i w miarę stabilnym źródłem przychodów, tak w tej branży to, co ma znaleźć się na sklepowych półkach determinują przede wszystkim pory roku, a przejście z sezonu jesienno-zimowego na wiosenno-letni oznacza nie odwilż, a zamrożenie gotówki w towarze, który trzeba wymienić na nowy asortyment. Zatowarowanie sklepów i hurtowni pociąga za sobą znaczące koszty, które zarówno hurtownicy, jak i detaliści pokrywają między innymi z pożyczek, a ich udział w strukturze klientów firm pożyczkowych systematycznie rośnie. Na top liście firm korzystających z pożyczek pozabankowych nadal wysoko pozycjonują się: transport drogowy i budowlanka.

***

Kluczową branżą, która dominowała w segmencie pożyczek pozabankowych, udzielanych przez Aforti Finance w 2017 roku i w I kwartale 2018 roku, jest handel hurtowy i detaliczny.

Tylko w trzech pierwszych miesiącach 2018 roku odnotowano dynamiczny wzrost udziału pożyczek udzielonych klientom działającym w tym segmencie rynku do niemal 40 proc., z potencjałem wzrostowym na kolejne miesiące 2018 roku, zwłaszcza w I połowie roku, kiedy to hurtownie i sklepy będą przygotowywały się do kolejnej, sezonowej wymiany towaru.

Z danych AFORTI – holdingu finansowego świadczącego usługi pożyczkowe, windykacyjne i faktoringowe dla firm z sektora MSP oraz zarządzającego platformą wymiany walut on-line dla firm – wynika, że w strukturze klientów firmy pożyczkowej Aforti Finance drugą co do wielkości branżą, która posiłkuje się w prowadzeniu biznesu środkami finansowymi pozyskanymi w instytucjach pozabankowych, jest transport drogowy. Co istotne, ten segment klientów – mimo, że nadal pozycjonuje się wysoko – zanotował w IQ 2018 roku znaczący spadek w ogólnej liczbie udzieleń do 9 proc. W ocenie ekspertów Aforti Finance pozornie tylko poprawiająca się sytuacja finansowa firm działających w transporcie drogowym jest wynikiem większego zastoju w zakresie zleceń w okresie zimowym, a tym samym konieczności finansowania bieżących inwestycji. Jednocześnie analitycy Aforti Finance szacują, że właściciele mikro, małych i średnich firm transportowych zaczną poszukiwać finansowania w kolejnych kwartałach 2018 roku, a zwłaszcza w okresie letnio-jesiennym, kiedy to liczba zamówień na usługi transportu drogowego jest największa.

Listę trzech branż, które według danych Aforti Finance w największym stopniu posiłkowały się w 2017 roku oraz w I kwartale 2018 roku finansowaniem działalności w oparciu o pożyczki pozabankowe, zamyka sektor budowlany. Udział firm budowlanych w ogólnej liczbie udzieleń przekroczył w ciągu trzech pierwszych miesięcy 2018 roku poziom 10 proc. i będzie systematycznie rósł, uwzględniając oczywiście sezonowość w branży. Bez wątpienia dobra koniunktura w budownictwie sprawiła, że wzrosła liczba inwestycji, a wraz z nią firmy świadczące usługi na tym rynku wpierają się dodatkowym, uproszczonym finansowaniem w instytucjach pozabankowych, chcąc sprostać rosnącej liczbie zamówień. Co więcej – dodatkowe fundusze na bieżące inwestycje przekładają się na rynkową wydajność mikro, małych i średnich firm budowlanych, pozwalając na generowanie zysków.

Więcej i na dłużej. Przedsiębiorcy coraz lepiej zarządzają pożyczkami.

Dłuższy termin kredytowania – większe możliwości obrotu gotówką.

Z danych Aforti Finance za I kwartał 2018 roku wynika, że przedsiębiorcy z sektora MSP zaciągający zobowiązania finansowe w instytucjach pozabankowych preferują coraz dłuższe okresy kredytowania. O ile w 2017 roku ponad połowa z nich wybierała finansowanie do 12 miesięcy, to w już w I kwartale 2018 udział ten wynosi tylko niewiele ponad 40 proc. w odniesieniu do udzielanych pożyczek. Obecnie najczęściej wybieraną przez mikro, małych i średnich przedsiębiorców opcją jest okres co najmniej 18 miesięcy i dłuższy. Wynika to w dużej mierze również z rosnących średnich kwot pożyczek, przy których zarządzanie środkami w dłuższym okresie czasu pozawala na minimalizowanie zatorów płatniczych i dużo większą swobodę w realizację zobowiązań pożyczkowych.

W I kwartale 2018 roku  w porównaniu z 2017 rokiem zdecydowanie wzrosła średnia kwota pożyczki. O ile w 2017 roku połowa przedsiębiorców wybierała finansowanie do 25tys. zł, to już w I kwartale 2018 roku stanowią oni niecałe 40 proc. Jednocześnie eksperci Aforti Finance zauważają, że udział pożyczek powyżej 75 tys. zł wzrósł z 30 proc. w 2017 roku do ponad 40 proc. w I kwartale 2018, co pozwala zakładać, że pożyczki wysoko kwotowe w ogólnej liczbie udzieleń będzie dalej znacząco rosły.

Autor: Piotr Zieliński, dyrektor analiz i ryzyka Aforti Finance / Grupa AFORTI

Ograniczenie handlu w niedziele na razie nie wpływa na decyzje inwestujących w nieruchomości. Większym zagrożeniem jest dla nich rozwój e-handlu

Ograniczenie handlu w niedziele na razie nie wpływa na decyzje inwestujących w nieruchomości. Większym zagrożeniem jest dla nich rozwój e-handlu 4

W 2017 roku całkowita wartość transakcji inwestycyjnych osiągnęła historyczne 5,1 mld euro, z czego 2,1 mld euro przypadło na centra handlowe. Obecny rok zapowiada się jeszcze lepiej. Tylko w pierwszym kwartale właściciela zmieniły nieruchomości wyceniane na ponad 2 mld euro, przede wszystkim z sektora handlowego. W tym roku w wynikach transakcji nie będzie raczej widać efektów ograniczenia handlu w niedziele – oceniają eksperci Colliers International. Bardziej niż ten zakaz na decyzje inwestorów wpływać będzie dalszy rozwój sektora e-commerce.

– Całkowita wartość transakcji na rynku polskim w 2017 roku osiągnęła poziom 5,1 mld euro. 2,1 mld euro przypadało na inwestycje w centra handlowe, co potwierdza wyjątkowo duże zainteresowanie tym segmentem rynku – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Forysiak, dyrektor ds. obiektów handlowych w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego Colliers International.

Polska, z 40-proc. udziałem, była w 2017 roku zdecydowanym liderem wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej pod względem wolumenu transakcji inwestycyjnych. Wysoki popyt zanotował sektor handlowy, rekordy padły na rynku magazynowym (1,1 mld euro) i hotelowym (350 mln euro). Jeszcze lepsze są prognozy na 2018 rok, na co wskazują wyniki I kwartału.

 I kwartał 2018 roku zakończył się wynikiem na poziomie 2,1 mld euro, co stanowi znakomity początek roku. Dominowały inwestycje w nieruchomości handlowe. Obserwujemy bardzo duże zainteresowanie inwestorów transakcjami zarówno portfelowymi, jak i pojedynczymi, dużymi transakcjami dominujących centrów handlowych. Przykładem tego jest zakup galerii handlowej w Katowicach przez malezyjski fundusz. Bieżący rok będzie zdominowany przez transakcje w nieruchomości handlowe i po raz kolejny ustanowi rekord o wartości zbliżonej do 3 mld euro  – prognozuje Dariusz Forysiak.

W I kwartale tego roku nawet 86 proc. transakcji dotyczyło sektora handlowego, ale w kolejnych miesiącach bardzo ważne będą także inwestycje w obiekty biurowe. Do rekordowych transakcji może dojść na warszawskim rynku, jednak analitycy Colliers spodziewają się też wzrostu wartości transakcji na rynkach regionalnych. Już w 2017 roku 75 proc. środków zostało zainwestowanych poza stolicą. Wciąż jednak to Warszawa jest miastem, od którego chce zacząć większość inwestorów.

– Skala tych inwestycji jest bardzo różna, w przypadku centrów handlowych możemy mówić o transakcjach nawet na poziomie 1 mld euro, podczas gdy w przypadku obiektów biurowych najbardziej atrakcyjne budynki są w przedziale pomiędzy 40 a 100 mln euro. To są najbardziej płynne aktywa, bez względu na to, czy znajdują się w Warszawie, czy w miastach regionalnych – mówi ekspert Colliers.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni centrów handlowych w Polsce na koniec ubiegłego roku przekroczyły 11,5 mln mkw. (88 proc. stanowiły centra handlowe). Rośnie poziom nasycenia powierzchnią centrów handlowych i na koniec 2017 roku wyniósł 301 mkw. na tysiąc mieszkańców. Jednocześnie spada nowa podaż powierzchni handlowej. W ubiegłym roku na rynek trafiło 360 tys. mkw. powierzchni, ok. 15 proc. mniej niż rok wcześniej.

 Szacujemy, że w 2018 roku do użytku zostanie oddanych ok. 400 tys. mkw. nowej powierzchni handlowej. Część deweloperów jest nastawiona na wybudowanie i niemal natychmiastową sprzedaż obiektów.

Obowiązujące od marca ograniczenia handlu w niedzielę nie będą jeszcze miały dużego odzwierciedlenia w wycenach nieruchomości handlowych, ponieważ najemcy dużą cześć straconych obrotów będą starali się nadrobić poprzez wydłużone godziny działania centrów i większą aktywnością klientów w pozostałe dni tygodnia. Zdaniem eksperta Colliers pierwsze efekty mogą być widoczne dopiero w 2019 i 2020 roku, kiedy będzie można porównać sprzedaż przynajmniej z trzech kwartałów. Jego zdaniem wpływ zakazu handlu będzie różny w zależności od branży – w szczególności odczują go operatorzy kawiarni i restauracyjnych centrów handlowych. Zdecydowanie większe znaczenie dla decyzji inwestorów będzie miał rozwój e-commerce.

– Już od jakiegoś czasu obserwujemy bardzo duży wpływ e-commerce na centra handlowe w USA czy wielkiej Brytanii. To rzutuje na polski rynek inwestycyjny, ponieważ fundusze inwestycyjne i banki finansujące nieruchomości komercyjne w dużej mierze powiązane są kapitałowo z tymi rynkami. Skwantyfikowanie wpływu e-commerce na wycenę nieruchomości to wyzwanie dla wszystkich inwestorów – podkreśla Dariusz Forysiak.

Już ponad połowa Polaków deklaruje, że robi zakupy w internecie. Wartość krajowego rynku e-commerce ocenia się na ponad 40 mld zł. Obecnie udział zakupów przez internet w handlu detalicznym stanowi ok. 7 proc. W ciągu 2–3 lat może sięgnąć 10 proc. To jednak dopiero początek. Według Banku DNB do 2026 roku już 40 proc. produktów będzie kupowana online.

– Przyszłość galerii handlowych w dużej mierze będzie zależała od ich lokalizacji oraz typu najemców i ich strategii biznesowej. Czy będą oni traktowali centrum handlowe stricte jako showroom i punkt odbioru towaru, czy też zaczną zamykać swoje sklepy. Interesujące jest też to, jak z rozwojem e-commerce poradzą sobie mniejsi najemcy, zajmujący 100–200 mkw. Będzie to musiało być skalkulowane w wycenach centrów handlowych, ponieważ to ci najmniejsi najemcy płacą najwięcej za metr kwadratowy powierzchni handlowej. Natomiast najważniejsze jest to, jaki pomysł na dane centrum ma jego obecny czy przyszły właściciel i jak szybko będzie mógł je dostosować do zmieniającego się otoczenia – zauważa Dariusz Forysiak.

Firmy coraz więcej inwestują. Leasing maszyn i urządzeń może w I połowie roku wzrosnąć nawet o 20 proc.

Firmy coraz więcej inwestują. Leasing maszyn i urządzeń może w I połowie roku wzrosnąć nawet o 20 proc. 5

Ubiegły rok był bardzo udany dla branży leasingowej, która odnotowała blisko 16-proc. wzrost. Największe ożywienie było obserwowane w segmencie lekkich pojazdów osobowych i dostawczych oraz maszyn i urządzeń. Ten ostatni segment wykazuje też znaczącą dynamikę od początku 2018 roku. I połowa roku może przynieść nawet 20-proc. wzrost – szacują eksperci BZ WBK Leasing. To zasługa wzmożonych inwestycji firm.

Jak wynika z danych Związku Polskiego Leasingu, w 2017 roku branża urosła o 15,7 proc. i sfinansowała inwestycje polskich firm o łącznej wartości 67,8 mld zł. Klienci firm leasingowych w ubiegłym roku najczęściej finansowali pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 tony (45 proc. udział w strukturze rynku), maszyny i inne urządzenia, w tym sprzęt IT (27,2 proc.) oraz środki transportu ciężkiego (25,9 proc.).

Pierwszy kwartał 2018 roku był bardzo dobry dla leasingu. Nie dysponujemy jeszcze pełnym odczytem rynku, natomiast wydaje się, że jego wzrost będzie oscylować w granicach 20 proc. rok do roku. Bardzo cieszy to, że BZ WBK Leasing rośnie w tempie powyżej 30 proc., co oznacza, że jesteśmy znacznie powyżej rynku. To powód do dumy, zwłaszcza że towarzyszą temu bardzo dobre wyniki finansowe. Dla klientów to jest ważne, ponieważ to dobre wyniki finansowe są najlepszym gwarantem stabilnej polityki kredytowej i jakości obsługi klienta – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Szymon Kamiński, prezes zarządu BZ WBK Leasing.

Wzrost rynku leasingu, zarówno w 2017 roku, jak i w pierwszym kwartale 2018 roku, był napędzany w dużej mierze finansowaniem pojazdów osobowych i dostawczych, blisko 22-proc. dynamika rok do roku. Wartość wszystkich pojazdów lekkich sfinansowanych za pomocą leasingu lub pożyczki w 2017 roku wyniosła 30,5 mld zł.

Kategoria maszyn i urządzeń również odnotowuje duże wzrosty, a to nas szczególnie cieszy, ponieważ BZ WBK Leasing jest numerem jeden na rynku. Niemniej właściwie w każdej kategorii finansowania ruchomości mamy bardzo dobre wzrosty, prawdopodobnie znacząco ponad rynek. Oczekujemy, że drugi kwartał powinien być równie dobry – prognozuje Szymon Kamiński.

BZ WBK Leasing chce rosnąć równomiernie w różnych kategoriach produktowych i umacniać swoją pozycję uniwersalnej firmy leasingowej, nie tylko jeśli chodzi o rodzaje aktywów, lecz także segmenty klientów. Prezes spółki ocenia, że cały 2018 rok będzie dla branży leasingowej równie udany jak poprzednie, głównie ze względu na spodziewany, wysoki wzrost gospodarczy.

Ponadczteroprocentowa perspektywa wzrostu gospodarki nie zdarza się często na rynkach europejskich. Wzrost gospodarczy napędzany stabilnie wysoką konsumpcją oraz ożywiającymi się inwestycjami ma wszelkie cechy zrównoważenia. Z sygnałów, które płyną do nas od klientów, widzimy coraz większą śmiałość i apetyt inwestycyjny. To widać we wszystkich kategoriach aktywów, ale zwłaszcza w inwestycjach w maszyny i urządzenia – mówi Szymon Kamiński.

Dobrym prognostykiem dla rynku jest też zapowiedź utrzymania niskich stóp procentowych, co jest dobrą wiadomością dla klientów branży leasingowej.

– Z perspektywy rynku oznacza to pewne wyzwanie dla finansujących, niemniej wydaje się, że zrównoważenie inwestycji w małych i średnich firmach oraz dużych inwestycji, zwłaszcza infrastrukturalnych, które niewątpliwie będą napędzały branżę budowlaną, jest bardzo dobrym prognostykiem dla całej gospodarki, w tym dla branży leasingowej – mówi Szymon Kamiński.

Ponad połowa Polaków trzyma oszczędności w skarpecie. Tylko niewielki odsetek decyduje się na inwestowanie swoich środków

Ponad połowa Polaków trzyma oszczędności w skarpecie. Tylko niewielki odsetek decyduje się na inwestowanie swoich środków 6

Polacy bardzo ostrożnie podchodzą do inwestowania – tylko niewielki odsetek decyduje się na oszczędzanie w jednostkach funduszy inwestycyjnych, inwestycje w akcje i obligacje czy odkładanie pieniędzy w ramach IKZE lub IKE. Zdecydowana większość gospodarstw domowych nadal trzyma środki w skarpecie lub na nisko oprocentowanych lokatach. Eksperci oceniają, że niechęć Polaków ma wiele przyczyn. Z jednej strony może to być brak jakiejkolwiek wiedzy o inwestowaniu i przekonanie, że ma się niewystarczające fundusze. Z drugiej strony mogą to być złe doświadczenia czy utrata zainwestowanych w przeszłości środków. 

Polacy najczęściej trzymają oszczędności w gotówce lub na lokatach bankowych – tak deklaruje w badaniach ponad 50 proc. Pozostali, poniżej 10 proc. Polaków, korzystają z innych form oszczędzania, takich jak IKE, IKZE, fundusze inwestycyjne, obligacje czy akcje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Tymoszuk, menadżer ds. kluczowych klientów w Union Investment TFI SA.

Jak wynika z ostatniego badania Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych oraz Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH, 53,7 proc. polskich gospodarstw domowych trzyma oszczędności w formie gotówki. Tę formę oszczędzania wybierają na ogół osoby o niższych dochodach lub te, które są w stanie odłożyć tylko niewielką ich część. Natomiast gromadzony w ten sposób kapitał jest zazwyczaj niewielki.

Pomimo że oszczędności w przysłowiowej skarpecie trzyma wciąż ponad połowa Polaków, popularność tej „formy oszczędzania” stopniowo maleje. W 2015 roku, kiedy KPF i SGH zapytały o to po raz pierwszy, oszczędzanie w gotówce deklarowało 63,6 proc. gospodarstw domowych.

Drugą najczęściej wybieraną formą odkładania na przyszłość są lokaty bankowe, na których oszczędza 43 proc. Polaków. To niewielka zmiana na przestrzeni ostatnich trzech lat (43,8 proc. w 2015 roku). Oszczędności w formie lokat częściej wybierają te gospodarstwa domowe, które chcą i mogą sobie pozwolić na odkładanie większych kwot. Jednak aktualnie niskie oprocentowanie lokat, powrót inflacji i podatek Belki niwelują jakiekolwiek zyski.

 Trzymając oszczędności w gotówce lub na nieoprocentowanych rachunkach bankowych, zapominamy jednak o inflacji, która oznacza powszechny wzrost cen. Na skutek inflacji za dzisiejsze oszczędności będziemy mogli kupić mniej w przyszłości. Warto zatem zadbać o to, żeby nasze środki nie traciły, a zyskiwały – podkreśla Łukasz Tymoszuk.

Jak wynika z szacunków Expandera, Polacy, którzy trzymają swoje oszczędności na lokatach, stracili już prawie 2 mld zł przez inflację i niskie oprocentowanie.

Z badania KPF i SGH wynika, że na inwestowanie swoich oszczędności decyduje się tylko niewielki odsetek Polaków. Posiadanie ich w jednostkach funduszy inwestycyjnych deklaruje ok. 5 proc. badanych. Rośnie popularność indywidualnych kont emerytalnych i zabezpieczenia emerytalnego (IKE/IKZE), które ma obecnie 7,3 proc. polskich gospodarstw domowych (wzrost z 5,5 proc. w 2015 roku). Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że na koniec ubiegłego roku liczba IKZE wyniosła blisko 691 tys., a wartość zgromadzonych na nich środków przekroczyła 1,7 mld zł.

Niewątpliwie zachętą do takiego oszczędzania jest zysk. Każdy lubi, kiedy gromadzone oszczędności zyskują na wartości, a my nie musimy nic robić. Samodzielne inwestowanie nie jest takie proste, dlatego warto szukać firm, które się w tym specjalizują. Kolejną korzyścią z takiego oszczędzania są ulgi podatkowe. Jeśli będziemy inwestować, wykorzystując odpowiednie produkty, możemy nie tylko uniknąć podatku od zysku, czyli tzw. podatku Belki, lecz także dodatkowo płacić niższe podatki. Przykładem takiego rozwiązania są IKE i IKZE – wskazuje Łukasz Tymoszuk.

Zaletą IKZE jest to, że wpłaty na konta dokonane w danym roku podatkowym można odliczyć od podstawy opodatkowania. To zaś przełoży się na mniejszy podatek. Limit wpłat na IKZE jest ustalany co roku na podstawie prognozy przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia (w tym roku wynosi 5 331,60 zł). Co więcej, oszczędności odkładane w ramach IKZE nie są obciążone podatkiem Belki, czyli 19-proc. podatkiem od zysków kapitałowych (ale w tym celu muszą pozostawać na koncie właściciela do osiągnięcia przez niego 65 roku życia). Środki zgromadzone w IKZE są dziedziczne, a takie konto można założyć w jednym z kilkudziesięciu banków, domów maklerskich czy towarzystw funduszy inwestycyjnych.

Ekspert Union Investment TFI ocenia, że niechęć Polaków do inwestowania bierze się z wielu przyczyn, może to być brak wiedzy o inwestowaniu, przekonanie, że ma się niewystarczające fundusze albo złe doświadczenia, np. utrata zainwestowanych w przeszłości środków.

Zanim powierzymy komuś środki, warto sprawdzić firmę, z której usług będziemy korzystać, jak długo istnieje na rynku, jakie pobiera opłaty, jakie są ryzyka związane z inwestycjami. Często na samym początku takiego rozeznania możemy już stwierdzić, czy firma jest godna zaufania. Drugi powód to brak wiedzy o inwestowaniu – „nie znam się, nie będę nic robił”. Warto w takiej sytuacji poszukać firm, które specjalizują się w zarządzaniu środkami klientów, przykładem są tutaj towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Trzeci powód to posiadanie niezbyt dużych oszczędności. Jednak zapominamy o tym, że inwestowanie można rozpocząć od 100 zł – podkreśla Łukasz Tymoszuk.

Ekspert Union Investment TFI zaznacza, że dla początkujących inwestorów najlepsze są rozwiązania proste i zrozumiałe, niewymagające dużych nakładów finansowych oraz umożliwiające wyjście z inwestycji w dowolnym momencie.

– Dobrym rozwiązaniem na początek są na przykład fundusze inwestycyjne. Wpłaty zaczynają się od 100 zł, można w dowolnym momencie wpłacać i wypłacać środki, dodatkowo można śledzić naszą inwestycję przez internet – mówi Łukasz Tymoszuk.

Ponad 1,5 tys. chorych na szpiczaka może stracić szansę na skuteczne leczenie. Na projekcie listy refundacyjnej zabrakło bardzo ważnego leku

Ponad 1,5 tys. chorych na szpiczaka może stracić szansę na skuteczne leczenie. Na projekcie listy refundacyjnej zabrakło bardzo ważnego leku 7

Od wielu miesięcy trwa walka hematologów i pacjentów chorych na szpiczaka plazmocytowego o dostęp do pomalidomidu, nowoczesnego leku przedłużającego życie nawet o kilka lat. Mimo zapowiedzi Ministerstwa Zdrowia preparat nie znalazł się na nowej liście refundacyjnej, która ma obowiązywać od maja. Zniknął z niej ponadto refundowany od pięciu lat lenalidomid – lek stanowiący podstawę terapii nawrotowego szpiczaka. Zdaniem onkologów decyzja ta pogorszy już i tak trudną sytuację pacjentów chorych na szpiczaka.

Lenalidomid to lek z grupy immunomodulujących, czyli preparatów stymulujących układ odpornościowy chorego do walki z komórkami nowotworowymi. Przeznaczony jest do leczenia pacjentów, którzy przeszli przynajmniej jedną linię leczenia, po pierwszym nawrocie choroby. Dzisiaj, to leczenie w wielu krajach europejskich stosuje się już w pierwszej linii leczenia. W Polsce od 2013 roku lenalidomid dostępny jest dla pacjentów z nawrotową i oporną postacią szpiczaka plazmocytowego w ramach programu lekowego. Najczęściej stosowany jest w skojarzeniu z lekiem o nazwie deksametazon.

 Ponad tysiąc osób rocznie w Polsce jest leczonych lenalidomidem. Co roku do tej terapii kwalifikuje się kilkaset, przy czym jest to część spośród osób, które były wcześniej leczone i przestały reagować na podawany lek, w związku z tym robi miejsce dla nowych chorych – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Wiesław Jędrzejczak, konsultant krajowy w dziedzinie hematologii.

Lenalidomid objęty jest zamkniętym okresem refundacyjnym, którego ważność upływa wraz z końcem kwietnia. W ubiegłym tygodniu resort zdrowia upublicznił projekt nowej listy refundacyjnej, która ma wejść w życie 1 maja tego roku. Na liście tej zabrakło lenalidomidu, co zdaniem lekarzy onkologów może się negatywnie odbić na standardzie leczenia polskich pacjentów.

– Mamy kilka leków, które możemy stosować w szpiczaku plazmocytowym, także nie jest to sytuacja całkowicie pozbawiająca nas możliwości działania, aczkolwiek byłoby to bardzo znaczące tąpnięcie w porównaniu nawet z obecną sytuacją – mówi prof. Wiesław Jędrzejczak.

W przypadku braku refundacji lenalidomidu polscy pacjenci nie zostaną całkowicie pozbawieni dostępu do leczenia. Część z nich może zostać wcześniej poddana przeszczepowi komórek macierzystych, dla pozostałych w ramach programu lekowego osiągalne pozostaną takie preparaty jak talidomid oraz bortezomib. Należy jednak zwrócić tu uwagę na to, że jest to cofnięcie się w leczeniu a nie postęp, gdyż są to leki, mające jednak więcej skutków ubocznych i często już nieskutecznych w walce z nawrotowym i opornym szpiczakiem. Nowotwór przy każdym kolejnym nawrocie wymaga nowych cząsteczek, stosowanych w następnych kolejnych liniach.

W sytuacji wycofania lenalidomidu znacznie zmniejsza się wachlarz możliwości terapeutycznych. Lenalidomid jest złotym standardem leczenia na świecie nie tylko przy pierwszym nawrocie, lecz także w kolejnych liniach, gdyż jest to cząsteczka bazowa w większości nowych schematów trójlekowych, które dzięki zastosowaniu lenalidomidu wykazują znacznie większą skuteczność. Rezygnacja z refundacji tego leku może istotnie wpłynąć na efekt leczenie szpiczaka w Polsce i doprowadzić do zwiększenia śmiertelności pacjentów.

 Jestem przekonany, że osoby, które się tym zajmują, są osobami rozsądnymi i na żadne szaleństwo nie jesteśmy tutaj narażeni. Myślę, że to jest przede wszystkim element strategii negocjacyjnej między Ministerstwem Zdrowia a podmiotem odpowiedzialnym dotyczący uzyskania leku za mniejszą cenę – mówi prof. Wiesław Jędrzejczak.

– Zrozumiałam, że ten lek, jeśli nawet w jakiś sposób będzie na nowo rozpatrywany, to on będzie na tej liście albo musi się pojawić jakiś lek zastępczy, bo przecież pacjenci nie mogą zostać bez leczenia – dodaje Aleksandra Rudnicka, rzecznik Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.

Możliwość utraty dostępu do lenalidomidu w programie lekowym to nie jest jedyny problem polskich chorych na nawrotową postać szpiczaka plazmocytowego. W przeciwieństwie do większości krajów Unii Europejskiej w Polsce wciąż niedostępne są najnowocześniejsze leki dla tej grupy pacjentów – w ciągu ostatnich lat na świecie zarejestrowanych zostało sześć innowacyjnych cząsteczek, z których żadna nie znalazła się w programie lekowym w Polsce. Lekarze i pacjenci od dłuższego czasu walczą m.in. o dostęp do pomalidomidu – leku zdolnego wydłużyć życie chorych nawet o kilka lat, który jest z tej samej grupy leków co lenalidomid z tym, że o silniejszym działaniu.

– Na tej liście nie znajdą się znowu leki dla chorych na szpiczaka mnogiego, a wiemy, że sytuacja jest tragiczna, ponieważ wielu chorych odchodzi i mamy coś takiego, co nazywa się nadumieralność chorych – mówi Aleksandra Rudnicka.

W 2017 roku Ministerstwo Zdrowia uruchomiło ratunkowy dostęp do technologii medycznych przeznaczony dla osób najciężej chorych i niemających szans na leczenie w Polsce w ramach NFZ. Program ten nie do końca się sprawdził – zdaniem ekspertów problemem jest fakt, że proces opiniowania wniosków nie odbywa się w przyspieszonym tempie, a większość petycji zostaje odrzucona.

Zdarza się, że ministerstwo nie rozpatruje albo Agencja Oceny Technologii Medycznych nie wydaje pozytywnej oceny, albo nawet jeśli cały proces przejdziemy, to pacjent dostaje lek zbyt późno. Udostępnień leków w ramach tego ratunkowego programu jest niewiele – mówi Aleksandra Rudnicka.

O poprawę sytuacji chorych na nowotwory krwi, w tym także szpiczaka plazmocytowego, walczy kilka organizacji pacjenckich. Polska Koalicja Pacjentów Onkologicznych zwróciła się o wsparcie do Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów. Instytucje te zamierzają wypracować wspólny plan opieki nad pacjentami onkologicznymi i przedstawić go w resorcie zdrowia.

Certyfikat „Teraz Polska” przekłada się na nawet 30-proc. wzrost sprzedaży. Klienci coraz częściej kierują się nim, wybierając produkty

Certyfikat „Teraz Polska” przekłada się na nawet 30-proc. wzrost sprzedaży. Klienci coraz częściej kierują się nim, wybierając produkty 8

Firmy odnotowują nawet 30-proc. wzrost sprzedaży produktu lub usługi nagrodzonych Godłem „Teraz Polska”. Największy wpływ tego certyfikatu jakości na sprzedaż widać w branży artykułów spożywczych, chemii przemysłowej i gospodarczej. Dodatkowo nagrodzeni zyskują wizerunkowo, co jest szczególnie ważne dla usługodawców i gmin, które także rywalizują o godło. Na tegorocznej liście nominowanych w konkursie „Teraz Polska” znajduje się dwadzieścia sześć produktów, dwadzieścia jeden usług, trzy przedsięwzięcia innowacyjne i sześć gmin. Laureatów poznamy w połowie czerwca.

 W zależności od branży firmy odnotowują nawet 30-procentowy wzrost sprzedaży produktu lub usługi nagrodzonej w konkursie „Teraz Polska”. Ten znak ma największe przełożenie na branżę produktów szybko zbywalnych FMCG: produkty spożywcze, chemię przemysłową i gospodarczą. Tu korzyści są największe. W przypadku dóbr inwestycyjnych i usług specjalistycznych ta korzyść jest bardziej wizerunkowa, wpływa na postrzeganie nagrodzonych przez otoczenie biznesowe, klientów i kontrahentów – mówi agencji Newseria Biznes Michał Lipiński, dyrektor konkursu „Teraz Polska”.

Konkurs „Teraz Polska” – w tym roku organizowany po raz 28. przez Fundację Polskiego Godła Promocyjnego – jest dla firm sposobem na potwierdzenie wysokiej jakości oferowanych przez siebie produktów i usług. To istotne o tyle, że – jak pokazuje badanie „Decyzje zakupowe Polaków”, przeprowadzone we wrześniu ubiegłego roku przez Centrum Badań i Analiz Rynku ASM, ponad 70 proc. konsumentów podczas codziennych zakupów wybiera produkty, które charakteryzuje przede wszystkim wysoka jakość. Aż 90 proc. jest skłonnych za tę jakość zapłacić więcej.

– Znak „Teraz Polska” pokazuje klientowi polskie pochodzenie produktu oraz jego wysoką jakość. Główną zasadą konkursu jest przeprowadzanie niezależnych ocen eksperckich wszystkich produktów oraz usług, które zostaną zgłoszone. Na ich podstawie Kapituła Godła wybiera laureatów konkursu. Dlatego nabywając produkt oznaczony znakiem „Teraz Polska”, konsument ma gwarancję, że nabywa najwyższą jakość made in Poland – podkreśla Michał Lipiński.

Godło „Teraz Polska”, obecne na rynku od blisko 30 lat, jest już doceniane i poszukiwane przez klientów, a tym samym – atrakcyjne również dla producentów, którzy ubiegają się o nie w drodze konkursu. Do tegorocznej edycji wpłynęła blisko setka zgłoszeń, z których pięćdziesiąt sześć zostało nominowanych do nagrody przez branżowe komisje eksperckie. Łącznie nominacje zdobyło dwadzieścia sześć produktów, dwadzieścia jeden usług, trzy przedsięwzięcia innowacyjne i sześć gmin.

– Patrząc na strukturę zgłoszeń, zanotowaliśmy największy udział branży budowlanej, spożywczej oraz chemii gospodarczej. Łącznie oceniliśmy w tym roku produkty i usługi pochodzące z 26 branż. Co istotne, z roku na rok coraz większy odsetek stanowią innowacyjne przedsięwzięcia, zgłaszane zarówno przez firmy, jak i instytuty badawcze i wyższe uczelnie. Zależy nam na tym, żeby promować transfer technologii ze świata nauki do świata przemysłu i biznesu. Tutaj polscy naukowcy mają pole do popisu i zgłaszają coraz więcej innowacyjnych na skalę światową produktów i przedsięwzięć – mówi Michał Lipiński.

W tym roku po raz 12. odbywa się też edycja konkursu „Teraz Polska” dla samorządów. Miasta i gminy oceniane są przez ekspertów przede wszystkim pod kątem atrakcyjności dla mieszkańców i warunków dla biznesu.

– Szukamy takich samorządów, które łączą atrakcyjność zarówno, jeśli chodzi o warunki życia codziennego, jak i warunki prowadzenia działalności gospodarczej. Najlepsze gminy w Polsce – a przez 12 lat wyłoniliśmy ich już ponadsiedemdziesiąt – otrzymują co roku zaszczytny tytuł „Teraz Polska” –mówi Michał Lipiński.

Tegoroczne nominacje do Godła „Teraz Polska” zostały ogłoszone 23 kwietnia podczas wystawy w warszawskim Hotelu Gromada. W gronie nominowanych są m.in.: Cydr Lubelski, Sanatorium Uzdrowiskowe „Przy Tężni”, linia serów dojrzewających Mlekovita, nabiał i produkty mleczne produkowane przez OSM w Kole, bezzałogowy statek latający polskiej produkcji, usługi medyczne Grupy LuxMed i tworzone ręcznie książki kolekcjonerskie Wydawnictwa Artystycznego Kurtiak i Ley (zamawiane m.in. dla Jana Pawła II, koronowanych głów i przywódców państw z całego świata). Szansę na statuetkę mają w tym roku również takie polskie przedsiębiorstwa jak Polpharma, Tauron Polska Energia czy PKN Orlen. Wręczenie statuetek odbędzie się w trakcie uroczystej gali 18 czerwca br. w Teatrze Wielkim w Warszawie.

Przywódcy KRLD podróżowali na sfałszowanych brazylijskich paszportach

Według agencji Reutera przywódcy KRLD, czyli zmarły Kim Dzong Il i jego syn, dzisiejszy lider państwa Kim Dzong Un, używali podrabianych paszportów brazylijskich do odbywania podróży zagranicznych. Przytaczając pięć anonimowych źródeł, agencja ujawniła, iż wizerunki przywódców pojawiły się w paszportach wydanych w latach 90. Profesjonalne badania fotografii potwierdziły ich tożsamość.

Paszporty były wystawione na nazwiska Josef Pwag i Ijong Tchoi. Oba dokumenty zawierały fałszywe daty urodzenia i wymieniały Sao Paulo jako miejsce urodzenia posiadaczy. Oba opatrzone były pieczęcią emisyjną ambasady Brazylii w czeskiej Pradze z datą 26 lutego 1996 r.

Według brazylijskiego źródła paszporty były w rzeczywistości autentycznymi dokumentami podróży, które zostały wysłane jako puste formularze do użytku ambasady brazylijskiej w Pradze. Anonimowy zachodni urzędnik ds. bezpieczeństwa ujawnił, że były najczęściej używane do zabezpieczania podróży do krajów Azji Południowo-Wschodniej, głównie Japonii i Hongkongu. Mogły również być wykorzystane na wypadek, gdyby dwaj przywódcy musieli zostać ewakuowani z Korei Północnej w nagłych sytuacjach, np. w obliczu przewrotu wojskowego lub obcej inwazji.

Północnokoreańskie służby wywiadowcze słyną z częstego stosowania podrabianych paszportów. Dwie kobiety z Korei Północnej, które w lutym 2017 r. zabiły Kim Dzong Nama, przyrodniego brata Kim Dzong Una, posługiwały się paszportami wietnamskim i indonezyjskim.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Brazylii oświadczyło, iż trwają wyjaśnienia, czy paszporty istotnie były używane przez członków rządzącej rodziny w Korei Północnej oraz w jaki sposób zostały wydane. Ambasada Korei Północnej w Brazylii odmówiła komentarza.

Źródło: agencja Reutera, 28.02.2018 r.

Wywiad USA określa przywódcę Filipin jako zagrożenie dla demokracji

Społeczność wywiadowcza USA w swoim dorocznym raporcie, opublikowanym 13 lutego 2018 r., oceniła prezydenta Filipin Rodrigo Dutertego jako główne zagrożenie dla demokracji i praw człowieka w Azji Południowo-Wschodniej. Raport, opracowywany przez 16 agencji tworzących wspólnotę wywiadowczą USA, poświęcony jest największym wyzwaniom, przed którymi stoją Stany Zjednoczone.

W dokumencie ostrzega się, że demokratyczne rządy i prawa człowieka w 2018 r. będą nadal „kruche” z powodu autokratycznego stylu sprawowania władzy wielu administracji. Stwierdzono, iż kilka rządów Azji Południowo-Wschodniej było skorumpowanych i wykazywało tendencje nepotyczne. Negatywnie wyróżniono rząd Myanmaru, który jest powszechnie krytykowany za nieludzkie traktowanie muzułmańskiej mniejszości Rohingya. Wspomniano także o autokratycznym rządzie Tajlandii, który m.in. zmienił konstytucję kraju po to, aby nadać siłom zbrojnym silne uprawnienia ustawodawcze.

Jednak ostrze krytyki wycelowano przede wszystkim w administrację prezydenta Dutertego, który od czasu objęcia władzy w 2016 r. prowadził na Filipinach samozwańczą wojnę z „narkotykami, korupcją i przestępczością”. Jego oponenci na Filipinach i za granicą wyrażają silne zaniepokojenie agresywną taktyką, która spowodowała w ciągu ostatnich 18 miesięcy śmierć ponad 4 tys. osób. Niektóre organizacje ochrony praw człowieka szacują liczbę zgonów na 11 tys. lub więcej.

Raport amerykańskiego wywiadu wskazuje, że Duterte ogłosił w południowym regionie Mindanao na Filipinach stan wojenny, który ma trwać przez cały rok 2018. Wyrażono zaniepokojenie możliwością bezterminowego stanu wojennego oraz oświadczeniami Dutertego, że zamierza on przekształcić swój rząd w „rewolucyjny reżim”.

Przedstawiciele rządu w Manili odrzucili ocenę USA jako „krótkowzroczną” i „spekulatywną”. Utrzymują oni, że prezydent Filipin sprawuje rządy prawa i pozostaje wierny konstytucji. W listopadzie 2017 r. prezydent USA Donald Trump spotkał się z Dutertem podczas szczytu państw regionu Azji i Pacyfiku w Da Nang w Wietnamie. Wcześniej, w trakcie rozmowy telefonicznej, amerykański prezydent miał pochwalić swojego filipińskiego odpowiednika za „niewiarygodną pracę” w zwalczaniu handlu narkotykami. Duterte ma odwiedzić Biały Dom jeszcze w tym roku.

Źródło: portal intelNews.org, 22.02.2018 r.

Były rosyjski agent i jego córka poważnie zatruci w Salisbury

W niedzielę 4 marca 2018 r. po południu na ławce w centrum handlowym w Salisbury zostali znalezieni były pułkownik GRU Siergiej Skripal i jego córka Julia. Według śledczych próbowano ich otruć nieznanym środkiem paraliżująco-drgawkowym. Oboje trafili do szpitala w ciężkim stanie. 66-letni Skripal w przeszłości przez lata współpracował z wywiadem brytyjskim MI6. Do 2010 r. odsiadywał w Rosji 13-letni wyrok za zdradę, ale po 5,5 roku więzienia został wymieniony na rosyjskich agentów.

Powszechnie uważa się, iż za próbą otrucia stoją rosyjskie służby specjalne – zwłaszcza że nieznana, wyrafinowana trucizna mogła pochodzić jedynie z wyspecjalizowanego laboratorium. Do tej wersji zdarzeń nie pasuje jednak to, że Skripal odbył część wyroku i władze rosyjskie dobrowolnie wypuściły go za granicę.

Brytyjscy parlamentarzyści domagają się od rządu zdecydowanych kroków wobec Rosji. Jednak ani minister spraw wewnętrznych Amber Rudd, ani minister obrony Gavin Williams nie chcieli jednoznacznie wypowiadać się na temat winnych zamachu i ewentualnych sankcji wobec Rosji.

W śledztwo i poszukiwanie sprawców zaangażowanych jest blisko 1 tys. policjantów i funkcjonariuszy różnych służb. Śledczy ponownie wyjaśniają śmierć żony Skripala Ludmiły, która oficjalnie zmarła na raka w 2012 r., oraz syna Aleksandra, który zginął w 2017 r. w Petersburgu w niewyjaśnionych okolicznościach. Brytyjskie służby badają grób Aleksandra, jako że kilka dni przed śmiercią to miejsce odwiedziła Julia.

Moskwa stanowczo zaprzecza, że brała udział w próbie otrucia Skripala i jego córki, zaś ambasada rosyjska w Londynie zamieściła na Twitterze wpis: „Dochodzenie w sprawie Siergieja Skripala jest zgodne ze scenariuszem sprawy Litwinienki: większość informacji jest utajnionych, Rosja nie ma dostępu do akt dochodzenia i nie ma możliwości oceny ich wiarygodności”.

Źródło: „The Guardian”, 09.03.2018 r.

Mocny start rynku biurowego w Warszawie

Po bardzo dobrym roku 2017 warszawski rynek biurowy utrzymał wysokie tempo rozwoju również w I kwartale 2018. Spada poziom pustostanów, popyt sięgnął znakomitych 202 000 mkw., a w budowie jest 770 000 mkw. biur. Rośnie zapotrzebowanie na elastyczne powierzchnie i nowoczesne rozwiązania technologiczne.

Popyt

Anna Młyniec, JLL
Anna Młyniec, JLL

„Warszawa umacnia się na pozycji głównego hubu biznesowego regionu Europy Środkowo – Wschodniej, a dobra koniunktura gospodarcza i kondycja rynku biurowego pozwalają na dalszy optymizm. Firmy już obecne w stolicy planują dalej rozwijać swoją działalność, co z pewnością będzie napędzać popyt na przestrzeń biurową. Ta tendencja, w połączeniu z dużą liczbą nowych podmiotów na rynku, dodatkowo wzmacnia prognozę wzrostu dla Warszawy. Dobre nastroje na rynku mają swoje odbicie we wzmożonej aktywności najemców. W I kwartale tego roku firmy podpisały umowy najmu na ponad 202 000 mkw. biur”, tłumaczy Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL.

Najwięcej powierzchni wynajęto w Centrum, Centralnym Obszarze Biznesu (COB) oraz na Mokotowie. Łącznie te trzy obszary odpowiadały za 75% całkowitego popytu na biura w stolicy. Do najważniejszych kontraktów zawartych w I kw. tego roku należały: nowa umowa podpisana przez poufnego najemcę z sektora publicznego na 14 800 mkw. w Pięknej 2.0, przednajem Cambridge Innovation Center (CIC) na 13 500 mkw. w Varso II oraz nowa umowa Ad Pilot na 10 300 mkw. w Wolf Marszałkowska.

Biura w stronę technologii

W miarę, jak rośnie dojrzałość stołecznego rynku biurowego, ewoluują potrzeby i zainteresowania najemców. Jedne z ważniejszych obecnie trendów to wzrost zainteresowania elastycznymi powierzchniami oraz innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi. 

Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce
Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce

„Rośnie zapotrzebowanie na innowacyjne rozwiązania technologiczne dedykowane nieruchomościom biurowym. Przykładem może być integracja usług związanych z wirtualną oraz rozszerzoną rzeczywistością, które zwiększają atrakcyjność danego budynku w oczach najemców. Ciekawym narzędziem jest też śledzenie przepływu osób, co w efekcie sprzyja optymalizacji planowania przestrzeni i umożliwia dostosowywanie się na bieżąco do zmian nawyków i preferencji pracowników. Technologie są również kluczem do wzrostu znaczenia elastycznych przestrzeni pracy. Dowodem na to może być ostatnia decyzja Cambrige Innovation Center o rozpoczęciu działalności w Warszawie, gdzie CIC będzie rozwijać start-upy, nowoczesne technologie oraz wspierać rozwój innowacyjnej społeczności w Warszawie. Technologie zmieniają rynek biurowy na naszych oczach i możemy być pewni, że najbliższe lata niejednokrotnie nas w tym aspekcie zaskoczą”, komentuje Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce.

Podaż

Do końca marca zostały ukończone dwa budynki – Graffit i Europejski, które łącznie dostarczyły na stołeczny rynek 23 700 mkw. przestrzeni biurowej. Jest to zgodne z wcześniejszymi prognozami, które zakładały ograniczenie wzrostu podaży w tym roku i w konsekwencji – przywrócenie równowagi pomiędzy podażą a popytem.

“W budowie znajduje się obecnie 770 000 mkw. biur, z czego znaczna część zostanie ukończona w 2020 roku. Warto jednak podkreślić, że duża aktywność budowlana nie zawsze oznacza nadpodaż. Wręcz przeciwnie – Warszawa z roku na rok udowadnia, że dynamicznie rosnący popyt i duża absorpcja nowej powierzchni wystarczają, aby zrównoważyć podażową stronę rynku. Dodatkowo, potwierdza to malejący wskaźnik powierzchni niewynajętej – obecnie na poziomie 10,8%, z dalszą tendencją spadkową przynajmniej do końca 2019 r.”, komentuje Łukasz Dziedzic, Analityk, Dział Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Pustostany i czynsze

Wysoki popyt w połączeniu z niższą podażą spowodowały obniżenie się poziomu pustostanów w Warszawie do 10,8%. Spadek jest najbardziej widoczny w szerokim centrum, gdzie wskaźnik powierzchni niewynajętej wynosi 7,3% (1,8 pp mniej niż na koniec 2017 r.). Poziom pustostanów poza centrum pozostał na zbliżonym poziomie i wyniósł 13,1%.

W I kwartale 2018 roku najwyższe czynsze transakcyjne pozostały na niezmienionym poziomie. W centrum Warszawy stawki najmu wynoszą obecnie 17,0-23,0 euro / mkw. / miesiąc, a poza nim – 11,0- 15,0 euro / mkw. / miesiąc. W najbliższym czasie JLL nie przewiduje większych zmian stawek na warszawskim rynku najmu. Warto jednak zaznaczyć, że ze względu na rosnące koszty pracy oraz ceny materiałów budowlanych można spodziewać się presji na wzrost czynszów.

Metodologia DevOps obecna już w połowie przedsiębiorstw

Tak wynika z szacunków firmy doradczej Forrester. Tylko 1 proc. ankietowanych przyznało, że nie jest zainteresowane jej wdrożeniem. Z kolei jak pokazuje raport firmy Puppet, liczba respondentów pracujących w dedykowanym dziale DevOps wzrosła w latach 2014-2017 z 16 do 27 proc. Rynek metodologii DevOps, która usprawnia i przyspiesza cykl rozwoju oprogramowania, wchodzi w fazę dojrzałości. Według analiz Allied Market Research, w 2016 jego wartość wynosiła 2,88 miliarda dolarów, a do 2023 roku ma sięgnąć 9,4 miliarda. Tempo wzrostu rynku DevOps szacowane jest na 18 proc. rok-do-roku.

DevOps, czyli o co w tym chodzi?

DevOps pozwala wykorzystać synergię kompetencji takich jak zarządzanie infrastrukturą, jakością i bezpieczeństwem. Wysoka złożoność współczesnego oprogramowania wymaga od przedsiębiorstw wdrożenia najlepszych praktyk organizacyjnych i inżynierskich we wszystkich aspektach jego produkowania – mówi Tomasz Dziedzic, Chief Technology Officer w Linux Polska.  A metodologia DevOps doskonale się do tego nadaje, kładąc nacisk na współpracę developerów i administratorów infrastruktury przy zarządzaniu produkcją, rozwojem i utrzymaniem oprogramowania. Wśród korzyści płynących ze  wdrożenia tej metodologii można wymienić zwiększenie elastyczności, czyli możliwość decydowania na bieżąco o tempie rozwoju, w zależności od cyklu produktu. Jej atutem jest ponadto praca w chmurze, gdzie różne zespoły mogą pracować nad rozwojem produktu niezależnie. Zastosowanie DevOps jest w stanie zmniejszyć ryzyko projektowe oraz usprawnić komunikację między różnymi grupami.

Wsparcie innowacyjności i zwiększenie zwinności (agility)

Korzyści płynące z DevOps sprawiają, że po tę metodę firmy sięgają coraz częściej. Na zlecenie firmy Logz.io powstało badanie, w którym uczestniczyło ponad 700 profesjonalistów z branży IT. 50 proc. ankietowanych stwierdziło, że rozpoczęło wdrażanie lub wdrożyło DevOps w swoim przedsiębiorstwie. 43 proc. przyznało, że DevOps poprawia innowacyjność, a 70 proc., że zwiększa zwinność (agility). Nic dziwnego zatem, że wartość tego rynku rośnie. Według analiz Allied Market Research, w 2016 roku wynosiła ona 2,88 miliarda dolarów, a do 2023 roku ma sięgnąć 9,4 miliarda. Tempo wzrostu rynku DevOps szacowane jest na 18 proc. rok-do-roku.

Według Gartnera w 2016 roku z DevOps korzystało 25 proc. firm z listy Global 2000. Natomiast z badania firmy  Forrester z 2017 roku wynika, że tylko 1 proc. respondentów nie jest zainteresowanych implementacją metodologii DevOps, a 9 proc. nie ma sprecyzowanych planów co do wdrożenia, ale jest zainteresowane. Reszta firm albo wdrożyła DevOps, albo planowała wdrożenie w ciągu najbliższych 12 miesięcy od przeprowadzonego badania.

Jak wdrażać kod 46 razy częściej?

Realny wpływ DevOps na usprawnienie pracy nad rozwojem oprogramowania bada doroczny raport „State of DevOps Report 2017” przygotowywany przez firmy Puppet i Dora. Z ostatniego opracowania wynika, że przedsiębiorstwa działające już według metodologii DevOps są znacznie skuteczniejsze w produkcji oprogramowania, od tych, które dopiero wdrażają tę metodologię. Opracowanie podaje, że ta pierwsza grupa organizacji wdraża nowy kod 46 razy częściej, a czas przestojów (MTTR) jest o 96 razy krótszy niż w innych projektach. Kluczowa jest także automatyzacja testów, zarządzania konfiguracją, czy wdrożeń – w przypadku firm, w których stosuje się DevOps, o 30 proc. maleje odsetek prac wykonywanych manualnie.

Zmiany są potrzebne

Tomasz Dziedzic podkreśla, że wdrożenie DevOps w przedsiębiorstwach to proces długofalowy. Samo wprowadzenie nowych technologii i narzędzi jest stosunkowo proste, jednak dla firm wyzwaniem jest podjęcie zmian w organizacji pracy, których wymaga koncepcja DevOps. To właśnie czynnik ludziki stanowi swoistą barierę dla wdrożenia i sukcesu tej metodologii w przedsiębiorstwie. Zmiany dotyczą wielu szczebli w firmie
i wymagają zaangażowania ze strony kadry zarządzającej.

Wprowadzenie tego modelu to konieczność zmiany obecnych przyzwyczajeń i kultury obowiązującej w środowisku IT, związana przede wszystkim z lepszym przepływem informacji i współpracą pomiędzy różnymi działami – dodaje Tomasz Dziedzic.

Czy są czynniki, które przyspieszają i ułatwiają wdrożenie metodologii DevOps? Badania wskazują, że jednym z nich może być adopcja opartego na otwartym kodzie oprogramowania Open Source. Badanie przeprowadzone przez 451 Research wykazało korelację pomiędzy zastosowaniem otwartego oprogramowania, a sukcesem we wprowadzeniu DevOps. Wśród przebadanych firm, które w przynajmniej 60 proc. korzystały z otwartych rozwiązań, 54 proc. zadeklarowało, że ukończyło wdrażanie metodologii DevOps. Dla podmiotów, w których procentowy udział wykorzystania otwartego oprogramowania był niższy niż 60 proc., wskaźnik ten wyniósł zaledwie 30 proc.

Wśród najpopularniejszych narzędzi stosowanych w metodologii DevOps opartych o licencję Open Source należy wymienić Ansible i Puppet, czyli systemy do automatyzacji zarządzania konfiguracją systemów operacyjnych, Maven stosowny do realizacji procesu budowania kodu, Jenkins wspierający automatyzację rozproszonego budowania oprogramowania, a także jego testowania i badania jakości kodu, GitLab będący scentralizowanym system zarządzania wersjami kodu oraz Kubernetes i OpenShift będący oprogramowaniem do zarządzania chmurą prywatną – komentuje Tomasz Dziedzic.

Mali i średni przedsiębiorcy z dystansem podchodzą do samochodów z napędami alternatywnymi

Jedynie 4,3 proc. mikro, małych i średnich firm w  Polsce posiada samochody z napędami alternatywnymi – wynika z badania zrealizowanego przez Instytut Keralla na zlecenie Carefleet S.A. Z kolei tylko 1,9 proc. badanych przedsiębiorców deklaruje chęć nabycia tego typu aut w najbliższym czasie.

W roku 2017 sprzedaż nowych samochodów osobowych w Polsce osiągnęła najwyższy w tym stuleciu poziom. Z salonów wyjechało 486 tys. aut, czyli o 70 tys. więcej niż w roku 2016. Tak dobrych rezultatów rynek nowych samochodów w naszym kraju nie odnotował od 1999 roku.

ROŚNIE ZAINTERESOWANIE SAMOCHODAMI Z NAPĘDAMI ALTERNATYWNYMI

Dynamicznie rośnie również zainteresowanie pojazdami z napędami alternatywnymi. W 2017 r. zarejestrowano w Polsce 16,8 tys. samochodów osobowych z silnikiem hybrydowym oraz 1030 aut z elektrycznym lub hybrydowym plug-in. Za dobrą koniunkturę, podobnie jak w kilku ostatnich latach, odpowiadały przede wszystkim firmy, które coraz częściej doceniają zalety pojazdów z napędami alternatywnymi, w tym również te ekonomiczne.

Robert Polak – Carefleet S.A. – Kierownik Działu Napraw Mechanicznych
Robert Polak, kierownik Działu Napraw Mechanicznych w Carefleet S.A.

Spalanie w przypadku samochodów z napędem hybrydowym w dużej mierze zależy od sposobu ich użytkowania. Nie zawsze posiadanie we flocie tego typu pojazdów jest równoznaczne z oszczędnościami na paliwie – twierdzi Robert Polak, kierownik Działu Napraw Mechanicznych w Carefleet S.A. – Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, iż w wielu samochodach hybrydowych nie ma niektórych elementów znanych z aut z silnikami spalinowymi, a niektóre zużywają się wolniej, co przekłada się na niższe koszty obsługi serwisowej. To koszty, o których często zapomina się w kalkulacjach, a które mogą być źródłem znacznych oszczędności dla firmy – dodaje.

KORPORACJE I DUŻE PRZEDSIĘBIORSTWA STAWIAJĄ NA HYBRYDY

W 2017 roku głośno było o spektakularnych kontraktach na samochody z napędami alternatywnymi, zawieranymi przez korporacje i duże przedsiębiorstwa.  Niekwestionowanym liderem sprzedaży była Toyota, która na polskie drogi wprowadziła aż 14 200 hybryd, co stanowiło 28 proc. w całkowitej sprzedaży marki w Polsce. Ponad 400 hybrydowych Toyot Yaris sfinansowanych przez firmę Carefleet trafiło do Grupy Eurocash, lidera na polskim rynku hurtowej dystrybucji produktów FMCG. Również około 400 Yarisów zostało udostępnionych w programach Panek CarSharing, EasyShare i Cherry Car. Z kolei 380 hybrydowych Toyot zasiliło w 2017 roku flotę banku Milenium, a 100 trafiło do biofarmaceutycznej firmy AstraZeneca Pharma Poland Sp. z o.o.

– Jeżeli chodzi o pojazdy z napędem hybrydowym, przez długi czas barierą nie do pokonania dla wielu przedsiębiorców była cena. Sytuacja jednak powoli się zmienia. To technologia wciąż relatywnie droga, jednak wraz z pojawianiem się na rynku nowych modeli, ceny tego typu pojazdów sukcesywnie spadają – mówi Robert Polak. -Ponadto firmy CFM na coraz większą skalę finansują samochody hybrydowe w opcji wynajmu długoterminowego. W tym modelu przedsiębiorcy w ramach stałej, atrakcyjnej opłaty miesięcznej mają zapewnione finansowanie auta oraz możliwość skorzystania z szerokiego pakietu usług dodatkowych, takich jak obsługa techniczna, sezonowa wymiana i przechowywanie opon czy ubezpieczenie – dodaje.

CZY HYBRYDOWA REWOLUCJA OMINIE SEKTOR MŚP?

Badania zrealizowane przez Carefleet S.A. pokazują, że sektor MŚP z dużym dystansem podchodzi do samochodów z napędami alternatywnymi. Aż 91,7 proc. ankietowanych przedsiębiorców deklaruje, że nie zamierza nabyć tego typu pojazdów w najbliższym czasie. Tym bardziej, że przedstawiciele mikro, małych i średnich przedsiębiorstw wymieniają samochody stosunkowo rzadko.

– Jak wynika z naszych badań, w niemal połowie przedsiębiorstw z sektora MŚP samochody służbowe są użytkowane od 5 do 10 lat. 22,2 proc. przedstawicieli mikro, małych i średnich podmiotów gospodarczych deklaruje, że zmienia firmowe pojazdy co 2-4 lata, a 10,9 proc. twierdzi, że korzysta z nich dłużej niż 11 lat. Wszystko wskazuje więc na to, że hybrydowa rewolucja może ominąć polski sektor MŚP – mówi Robert Polak.  Być może rozwój infrastruktury ładującej, niższe ceny pojazdów z napędem elektrycznym, a także coraz bardziej zaawansowane technologie związane z produkcją samochodów zasilanych gazem ziemnym lub tych z napędem wodorowym sprawią, że polscy mikro, mali i średni przedsiębiorcy wybiorą w dłuższej perspektywie czasu auta stricte ekologiczne – dodaje.

IPOPEMA TFI S.A. liderem rynku funduszy rynku niepublicznego w Polsce

IPOPEMA TFI – z portfelem blisko 55 mld zł aktywów pod zarządzaniem – pozostaje największym towarzystwem na rynku funduszy niepublicznych (Analizy Online). To głównie zasługa oferty skierowanej do segmentu zamożnych i bardzo zamożnych inwestorów. IPOPEMA TFI ma 19 proc. udział w rynku funduszy (rynku kapitałowego oraz niepublicznego).

Pozycja IPOPEMA TFI to efekt strategii budowy oferty produktowej bezpiecznych funduszy dłużnych, funduszy absolutnej stopy zwrotu oraz aktywnej alokacji, oferujących oczekiwane stopy zwrotu na poziomach istotnie przewyższających rentowność lokat bankowych.

‘’W tych obszarach, na przestrzeni ostatnich lat jesteśmy doceniani i wyróżniani przez niezależnych ekspertów, czego dowodem są, m.in., przyznane w lutym i marcu 2018 r. najwyższe, 5-gwiazdkowe ratingi Analiz Online dla funduszy IPOPEMA Dłużny oraz IPOPEMA Obligacji. Konsekwentnie, w ramach wszystkich naszych produktów, czy to istniejących, czy też nowych, będziemy skupiać się na powtarzalności stóp zwrotu, płynności dla uczestników, a także dywersyfikacji portfeli inwestycyjnych“ – podkreśla Jarosław Wikaliński, prezes IPOPEMA TFI.

W 2018 roku IPOPEMA TFI zamierza oprzeć swój rozwój na kilku filarach, m.in. na programach emerytalnych i produktach rentierskich oferujących wyższe oczekiwane stopy zwrotu od oprocentowanych depozytów bankowych.

Oferta towarzystwa będzie rozwijana również w obszarze rynku akcji. IPOPEMA TFI w dalszym ciągu wierzy w potencjał spółek technologicznych, medycznych i biotechnologicznych na rynkach globalnych.

‘’W związku ze zmieniającymi się zwyczajami zakupowymi oraz sposobem spędzania wolnego czasu, wierzymy w dobre perspektywy spółek z branży e-commerce, reklamy on-line oraz gier komputerowych. Szczególnie interesujące mogą okazać się rynki cechujące się wysokim potencjałem wzrostu ze względu na korzystną strukturę społeczeństwa, czyli Chiny i Indie.’’ – dodaje prezes IPOPEMA TFI.

IPOPEMA TFI pokazało, że pomimo zmian na rynkach finansowych, przez ostatnią dekadę stabilnie rozwijało działalność i budowało nowe produkty o różnych strategiach i kierunkach inwestycji.

Lata 2008 – 2018 przyniosły liczne zmiany na rynkach finansowych i zmiany w nastrojach inwestorów.

‘’Wraz ze zmieniającymi się dynamicznie warunkami na rynkach finansowych, inwestorzy wykazują się coraz większą ostrożnością, wybierając fundusze gotówkowe i obligacji. Mając na uwadze taki trend dywersyfikujemy naszą ofertę i kierujemy uwagę Klientów na fundusze dłużne, obligacji korporacyjnych i absolutnej stopy zwrotu’’ – dodaje Jarosław Wikaliński.

Obecnie w ramach IPOPEMA TFI działa 76 funduszy z aktywami o wartości 55 mld zł.

Wartość aktywów zgromadzona w krajowych funduszach inwestycyjnych wyniosła 288,1 mld zł na koniec marca 2018 roku. To  wzrost o 1,8% w stosunku do lutego 2018. Najwyższą dynamikę aktywów osiągnęły fundusze gotówkowe i pieniężne – podsumowuje portal AnalizyOnline.pl

IPOPEMA TFI koncentruje się na tworzeniu funduszy dostosowanych do indywidualnych potrzeb inwestorów. ‘’Jesteśmy jednym z tych towarzystw, które dzięki rozwijanym od lat kompetencjom, zaoferowały możliwość inwestycji o zasięgu globalnym. Uczestnicy funduszy zyskali ekspozycję na zagraniczne rynki akcji i obligacji, do których dostęp inwestorów indywidualnych był dotychczas utrudniony ‘’– podkreśla prezes zarządu IPOPEMA TFI.

Aktywa funduszy TFI w Polsce na koniec marca 2018 / AnalizyOnline.plAktywa funduszy TFI w Polsce na koniec marca 2018

Tragedia i paradoksy Wenezueli

Minimalne wynagrodzenie ma równowartość dwóch dolarów amerykańskich, ale za jednego dolara można kupić trzy cysterny benzyny. Brakuje leków i żywności, a w ledwie miesiąc do samej tylko Kolumbii uciekło 100 tys. obywateli. Katastrofa ekonomiczna i absurdy Wenezueli przekraczają wyobrażenia – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Praktycznie żadne wskaźniki ekonomiczne nie mogą oddać bieżącej sytuacji w Wenezueli. Przede wszystkim dlatego, że nie publikuje się oficjalnych danych, a kondycja kraju pogarsza się dosłownie z każdym dniem i wszelkie obliczenia są obarczone olbrzymim błędem. Jedną z niewielu miar podpowiadających, jak może wyglądać życie w Republice Boliwariańskiej, jest kurs walutowy i wynagrodzenia.

2 zł do ręki, a reszta w bonach żywnościowych

Od 1 marca z wielką pompą zostało podniesione miesięczne wynagrodzenie minimalne. Przysłowiowy „enter” potwierdzający tę decyzję wciskał sam prezydent Nicolas Maduro. Obecnie pracownicy nie mogą zarabiać mniej niż 392 tys. boliwarów (VEF) w gotówce, a dodatkowo dostają bony żywnościowe na 915 tys. VEF. Już dwa miesiące temu kwota ta była niewiarygodnie niska, gdyż za dolara amerykańskiego trzeba było zapłacić ok. 200 tys. VEF.

Teraz jednak, gdy dolar kosztuje 625 tys. VEF (dane Dolartoday), oznacza to, że całkowite wynagrodzenie na poziomie 1,3 mln VEF jest warte ok. 2 dolary amerykańskie. Z tego tylko ok. 60 centów (2 zł) jest dostępne w gotówce.

Wynagrodzenie minimalne niewiele różni się od oficjalnych zarobków pozostałej części obywateli. Trzy tygodnie temu, zgodnie z informacjami Ministerstwa ds. Komunikacji i Informacji, podniesiono również pensje dla nauczycieli o 100 proc. Będą oni obecnie zarabiać od ok. 2 do 4 mln VEF, czyli od 12 do 25 zł miesięcznie.

Absurd goni absurd

Wyniszczająca od lat polityka ekonomiczna, polegająca na nacjonalizacji całej gospodarki i zapewnieniu obywatelowi wszystkich możliwych dóbr i usług praktycznie za darmo, doprowadziła ten kraj nie tylko do niewyobrażalnego kryzysu. Wykreowała także szereg abstrakcyjnych sytuacji.

Wenezuela od lat była znana z niskich cen paliw. Teraz jednak przez hiperinflację są one dosłownie rozdawane. Litr benzyny bezołowiowej 91 oktanów (dane Dolartoday) kosztuje 1 VEF, a popularnej również w Polsce „95” – 6 VEF. Za jednego dolara możemy więc kupić aż 100 tys. litrów tego droższego paliwa, czyli mniej więcej trzy cysterny.

Innym absurdem w państwie posiadającym największe na świecie złoża ropy naftowej jest fakt, że kraj może stanąć pod przymusem importowania gotowego paliwa. Dane Bloomberg z 3 kwietnia pokazują, że ze względu na awarie i brak personelu wykorzystywana jest tylko jedna trzecia mocy rafineryjnych. Oznacza to produkcję 424 tys. baryłek dziennie. Tymczasem Reuters szacował (na podstawie danych państwowego koncernu PDVSA), że w marcu popyt na paliwo przekraczał 430 tys. baryłek.

Gdyby rzeczywiście Wenezuela została zmuszona do importu paliwa, byłaby to jeden z największych paradoksów na świecie. Nie dość, że wydobycie jest najniższe w historii ze względu na brak inwestycji, to jeszcze z powodu niewystarczających mocy przerobowych rafinerii możemy być świadkami konieczności importu gotowego paliwa. Cena benzyny czy diesla na świecie wynosi ok. 2 zł za litr, natomiast obywatelom Wenezueli byłoby ono rozdawane za darmo.

Gotówka w cenie

Według szacunków MFW inflacja w tym roku przekroczy w Wenezueli 13 tys. proc. To oznacza, że średnio usługi i towary zdrożeją o 130 razy. Z kolei dolar wyrażony w boliwarach w porównaniu do kursów sprzed roku jest obecnie 200-krotnie droższy. Poza olbrzymimi reperkusjami gospodarczymi generuje to także problemy natury logistycznej – nie ma gotówki.

Banknoty są potrzebne m.in. po to, by zapłacić za paliwo czy bilet w metrze. Gdy czegoś brakuje, to zwykle rośnie cena danego towaru. W tym przypadku gotówka kosztuje dwa razy więcej niż wynosi jej wartość nominalna widoczna na banknocie. Cały proceder jej zakupu jest nawet dość prosty dzięki szybkim przelewom online i sieci osób, które mają do niej dostęp – opisuje cały proceder Bloomberg w serii „Life in Caracas”.

Agonia trwa dalej

Trudno powiedzieć, kiedy sytuacja w Wenezueli się poprawi. Reżim prezydenta Maduro cały czas prowadzi szeroką kampanię propagandową pokazującą że sytuacja w kraju jest normalna, a przejściowe problemy są spowodowane działaniami USA. Na kontach Twittera instytucji publicznych bez przerwy pokazywany są sukcesy jego administracji (nowe fabryki, dostawy sprzętu medycznego) oraz wiece popierające wenezuelskiego przywódcę. Jednak utopijny socjalizm wcześniej czy później upadnie, co powinno stać się nowym otwarciem dla bogatego w surowce, a jednocześnie pogrążonego w ekonomicznym i humanitarnym kryzysie, kraju.

Czy well-being to sposób na efektywnego pracownika?

Od pewnego czasu rynek pracy jest rynkiem pracownika. Ten trend powoduje, że firmy, chcąc budować wizerunek dobrego pracodawcy, muszą oferować pracownikom nie tylko odpowiednie wynagrodzenie, ale również szereg dodatkowych świadczeń. Jakich? Czy zyskujące na popularności projekty well-being zwiększają lojalność, a przede wszystkim efektywność pracowników?

Coraz więcej firm jest świadomych tego, że efektywność pracownika zależy od jego stanu fizycznego i psychicznego. Stąd decydują się one nie tylko na prywatną opiekę zdrowotną i kartę multisport (które w zasadzie dziś są podstawą, a nie wyjątkowym benefitem), ale również na wiele projektów well-being, np. warsztatów edukacyjnych dotyczących zdrowia czy żywienia. Well-being zakłada zresztą dbanie nie tylko o zdrowie pracowników, ale również o ich dobre samopoczucie oraz równowagę psychiczną i energetyczną.

Osoby, które potrafią dobrze zarządzać swoją energią, są zwykle bardziej opanowane, wytrwałe, skoncentrowane na zadaniach, łatwiej dostosowują się do zmieniających się sytuacji. Posiadają tym samym kompetencje wspomagające, umożliwiające im maksymalne korzystanie z umiejętności, wiedzy i talentów bezpośrednio związanych z ich stanowiskiem pracy – mówi Małgorzata Czernecka, szefowa Human Power, przeprowadzającego w firmach audyty, szkolenia, warsztaty, inspirujące wykłady i kampanie edukacyjne dotyczące energii pracowników. Skorzystał z nich m.in. ING Bank Śląski – Właściwe zarządzanie energią jest naszym zdaniem kluczem do właściwej organizacji pracy, a więc w wymierny sposób przekłada się na wyniki zawodowe. Umiejętność zarządzania swoją energią fizyczną i świadomość, że sami mamy wpływ na swój stan emocjonalny, powoduje, że każdy z nas zachowuje równowagę pomiędzy sferą zawodową i prywatną, i lepiej sobie radzi z wyzwaniami dnia codziennego – komentuje Monika Mastalerz, Specjalista ds. BHP w ING Banku Śląskim.

Dbanie o pracownika zakłada również organizowanie przyjaznej przestrzeni biurowej, czyli takiej, w której pracownik czuje się komfortowo i która jednocześnie sprzyja efektywnej pracy. To dlatego coraz bardziej popularne staje się projektowanie nowoczesnych i zaawansowanych technologicznie „biur przyszłości” zgodnych ze standardami wellness. Powstają lepsze rozwiązania akustyczne, biurka, przy których można pracować na stojąco, strefy odpoczynku czy budki do rozmów telefonicznych.

Chcemy, aby w naszej firmie pracownicy byli zdrowi, potrafili efektywnie rozplanowywać i realizować zadania, umieli rozpoznawać i zarządzać swoimi emocjami, widzieli sens swojej pracy, co niewątpliwie powinno przyczynić się do wzrostu ich zaangażowania i satysfakcji z pracy. A jak wiemy, zadowolony pracownik to pracownik efektywny i lojalny wobec organizacji. Łatwiej jest również zachęcić nowych pracowników do dołączenia do takiej kultury organizacyjnej. Dlatego inwestujemy nie tylko w szkolenia i rozwój pracowników, nowe systemy i technologie, ale również zapewnienie odpowiedniego środowiska pracy – wyjaśnia Liwia Kwiecień, Członek Zarządu EFL, który we współpracy z Human Power angażuje się w projekty well-being.

Firmy zainteresowane dobrobytem pracowników decydują się na różnego rodzaju przedsięwzięcia – niektóre organizowane są wewnętrznie, inne wymagają wsparcia specjalistów z zewnątrz, np. realizatora projektu czy audytu. Podstawą jest zbadanie efektywności i zadowolenia pracowników. Służy temu m.in. badanie „Praca, Moc, Energia w polskich firmach” przeprowadzane przez Human Power, dotyczące stylu pracy i zarządzania własną energią. Niedawno ruszyła tegoroczna jego edycja. Firmy, które zdecydują się na przeprowadzenie badania wśród swoich pracowników, otrzymają diagnozę poziomu ich efektywności. Dowiedzą się, na ile pracownicy spędzają czas na sprawnym i wysokojakościowym wykonywaniu zadań, a na ile na byciu w stanie ciągłego rozproszenia uwagi.

Badanie realizowane jest we współpracy z Aon, Kinnarps Polska, Dailyfruits, Benefit Systems, Uniwersytetem Łódzkim oraz Akademią Leona Koźmińskiego. Firmy zainteresowane udziałem w badaniu mogą przesłać swoje zgłoszenie przez stronę: www.humanpower.pl.

O badaniu:

Badanie „Praca, Moc, Energia w polskich firmach. Sześć obszarów, które wpływają na efektywność organizacji” zostało przeprowadzone w 2017 roku przez firmę Human Power techniką CAWI (Computer Assisted Web Interview). Ankieta była dystrybuowana wśród pracowników i kadry zarządzającej dużych przedsiębiorstw w Polsce. Na pytania odpowiedziało 1149 osób.

Czy ustawa o wspieraniu nowych inwestycji zniweluje różnice między Polską A i Polską B?

Przedsiębiorcy czekają już na ustawę o wspieraniu nowych inwestycji. Zakłada ona, że cała Polska będzie podzielona na 14 obszarów, gdzie wsparcie znajdą zarówno wszyscy przedsiębiorcy – od tych dużych, aż po mikro. Szczególny nacisk położy też na rozwój tzw. „ściany wschodniej”, czyli województw: lubelskiego, podkarpackiego, podlaskiego i warmińsko-mazurskiego. Eksperci z kancelarii prawnej Ecovis wyjaśniają, czym właściwie jest owa ustawa i jakie korzyści może przynieść przedsiębiorcom.

Krok ku rozwojowi gospodarczemu Polski

Projekt ustawy o wspieraniu nowych inwestycji może być szansą rozwoju szczególnie dla średnich, małych i mikro przedsiębiorców. Jednak aktualny kształt wymaga drobnych poprawek, by projekt przyniósł oczekiwane efekty.  Działania na rzecz zrównoważonego rozwoju stanowią ważny czynnik, który w dłuższej perspektywie przełoży się także na powstanie nowych miejsc pracy, dzięki czemu niewielkie i średnie miasta będą miały możliwość rozwoju. Ustawa o wspieraniu nowych inwestycji może być krokiem ku rozwojowi gospodarczemu Polski oraz zwiększeniu jej konkurencyjności.

Marcin Milczarek
Marcin Milczarek z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy

System wsparcia jest ukierunkowany na obszary objęte największym bezrobociem, na ośrodki badawczo-rozwojowe oraz zaawansowane usługi dla biznesu. Ideą jest inwestowanie w firmy nowoczesne. Ustawa ta jest próbą rewitalizacji miast tracących funkcje społeczno – gospodarcze i sąsiednich gmin. Obecnie obowiązujące regulacje są niedostosowane do możliwości, jakie są osiągalne w innych krajach europejskich. Nowy projekt tworzy równie atrakcyjne wsparcie, jak w innych krajach UE, znosi m.in. bariery terytorialne, dzięki czemu przedsiębiorcy w całej Polsce będą mogli ubiegać się o uzyskanie wsparcia – potwierdza mec. Marcin Milczarek z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy.

Kto może ubiegać się o wsparcie?

Projekt ustawy o wspieraniu nowych inwestycji, jest skierowany do przedsiębiorców, którzy będą chcieli skorzystać z ulg inwestycyjnych. Szacunki rządowe wskazują, że ze wsparcia będzie mogło skorzystać prawie 13 000 przedsiębiorców na terenie całego kraju. Jednak lokalizacja inwestycji będzie mieć znaczenie. Przede wszystkim wspierane będą obszary o najwyższym bezrobociu – im wyższe, tym niższa wartość inwestycji jest wymagana i większe wsparcie jest udzielane.

Piotr Pruś
mec. Piotr Pruś z kancelarii Ecovis

Zasadniczo o wsparcie może ubiegać się każdy podmiot. System wsparcia preferuje jednak małych, średnich i mikro przedsiębiorców, co wynika z różnych szczegółowych rozwiązań wynikających z poszczególnych przepisów ustawy i rozporządzeń wykonawczych. Wyłączenia zawarte w rozporządzeniu do ustawy uniemożliwiają ubieganie się o wsparcie  przedsiębiorcom z niektórych branż, np. wsparcia nie otrzyma producent wyrobów tytoniowych czy firma sprzedająca samochody – potwierdza mec. Piotr Pruś z kancelarii Ecovis.

Większość przedsiębiorców z terenu całego kraju może ubiegać się o uzyskanie ulg podatkowych. Jednak procedowanie ustawy wciąż się wydłuża, a przedsiębiorcy z niecierpliwością oczekują uchwalenia ustawy.

Jak wsparcie jest udzielane i za co można je uzyskać?

Zgodnie z umową wsparcie jest udzielane w formie zwolnień podatkowych według określonego kryterium intensywności pomocy, które uzależnione jest od miejsca ulokowania inwestycji. Zwolnienie podatkowe jest częścią inwestycji, jaką inwestor otrzyma z powrotem jako zwolnienie podatkowe.

By uzyskać wsparcie rozpatrywane mogą być dwa parametry: inwestycyjny, czyli zakup, najem bądź dzierżawa gruntów, nabycie środków trwałych oraz ich rozbudowa i modernizacja, czy nabycie niektórych wartości materialnych i prawnych. Drugi parametr dotyczy pracowników, czyli zwolnienie związane jest z utworzeniem nowych miejsc pracy i zatrudnieniem pracowników. Zwolnienie będzie wówczas równe całkowitemu kosztowi zatrudnienia nowych pracowników przez dwa lata – dodaje mec. Pruś.

Jak skorzystać z pomocy?

Do tej pory spółki zarządzające strefami partycypowały w wydawaniu zezwoleń na działalność na terenie strefy. W nowej ustawie nie będzie tych zezwoleń. Teraz będzie wydawana decyzja o udzieleniu wsparcia, do której będą stosowane te same reguły, jak do wydawania wszystkich decyzji administracyjnych. Decyzja będzie wydawana w toku postępowania administracyjnego, przez Ministra Przedsiębiorczości i Technologii.

Jednak zmienia się mechanizm administrowania całą strukturą. Na gruncie spółek zarządzających strefami będą tworzone spółki zarządzające obszarami, na który zostaje podzielony cały kraj. Minister może upoważnić je do wydawania zezwoleń i do kontroli czy warunki, które zostały określone w decyzji zostały spełnione i czy są przestrzegane – mówi mec. Milczarek.

Podmioty zarządzające obszarami mają za zadanie pomóc przedsiębiorcom w uzyskaniu ulgi podatkowej poprzez zarządzanie mieniem, współpracę z jednostkami samorządu terytorialnego, a także działaniami informacyjnymi i promocyjnymi.

Kiedy ustawa zostanie uchwalona?

Ustawa o wspieraniu nowych inwestycji miała wejść w pierwszym kwartale 2018 roku, jednak ten termin wciąż się wydłuża. Ustawa jest już procedowana, sprawozdanie z prac podkomisji jest na liście rezerwowej porządku obrad najbliższej sesji Sejmu. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ustawa zostanie uchwalona przez Sejm na jednym z posiedzeń czerwcowych. Jej uchwalenie jest również jednym z priorytetów rządu.

Nikodem Multan
mec. Nikodem Multan

Jeśli ustawa zostanie dobrze przeprowadzona, to rozwój gospodarczy Polski zdecydowanie przyspieszy, a przez to spowoduje zwiększenie dochodów firm i ich pracowników. Jednak aby to zadziałało potrzeba te zmiany prawidłowo zorganizować – mówi mec. Nikodem Multan.

Jaki powinien być skuteczny menadżer?

Z roku na rok rośnie zapotrzebowanie na wykwalifikowanych menadżerów. Profesjonalna kadra kierownicza potrzebna jest zarówno w wielkich przedsiębiorstwach, jak i w małych firmach, które dopiero stawiają pierwsze kroki w biznesie. Szukasz osoby, która odpowiednio pokieruje zespołem? A może myślisz o tym by zostać menadżerem? Sprawdź, jakie cechy powinien posiadać skuteczny i kompetentny menadżer!

Wiedza z zakresu zarządzania

Menadżer, bez względu na to czy będzie kierownikiem średniego czy wyższego szczebla, musi posiadać szeroką wiedzę z zakresu zarządzania. Ze względu na zrealizowany program, na tego typu stanowiskach najlepiej sprawdzają się absolwenci kierunków takich jak zarządzanie, ekonomia czy marketing. Nie jest to jednak regułą. Wiedzę potrzebną do pracy w zawodzie można zdobyć na studiach podyplomowych, kursach, szkoleniach lub obserwując na bieżąco prasę i literaturę branżową.

Odporność na stres

Kierowanie zespołem oraz monitorowanie jego zadań to bardzo duża odpowiedzialność. Nikogo nie powinno więc dziwić, że praca na stanowisku menadżera wiąże się z ogromnym stresem. Presja czasu i wyniku, konieczność podejmowania szybkich i niekiedy bardzo odczuwalnych decyzji może szybko doprowadzić do wypalenia zawodowego, dlatego umiejętność walki z czynnikami stresogennymi to coś, czym dobry menadżer powinien bez wątpienia się wyróżniać.

Samodyscyplina

Skuteczny menadżer ma osobowość lidera. Jednym z jej elementów jest samodyscyplina. Dotyczy to nie tylko umiejętnego organizowania czasu, planowania zadań oraz rozliczania zespołu z ich wykonania, ale również panowania nad emocjami. Z tego względu menadżerowie powinni działać według wcześniej ustalonego harmonogramu, ale też stale się dokształcać – zarówno z zakresu wiedzy na temat zarządzania czasem, jak i skutecznego motywowania.

Umiejętność porozumiewania się

Żadne działania podejmowane przez menadżera nie będą skuteczne, jeśli nie będzie on potrafił porozumiewać się ze swoimi podwładnymi. Specjalista z dziedziny zarządzania powinien wyróżniać się empatią oraz zdolnością do prowadzenia negocjacji. Co więcej, zdolność do komunikowania się z zespołem powinna objąć przede wszystkim umiejętność rozwiązywania konfliktów oraz koncentrowania się na rozmówcy i na tym, o czym mówi.

Przygotowana likwidacja (pre-pack)

Choć instytucja przygotowanej likwidacji (pre-pack) istnieje w polskim porządku prawnym od ponad dwóch lat, niewypłacalni przedsiębiorcy wciąż nie wykorzystują wszystkich jej zalet. Często nie są świadomi tego, że nie każde zadłużone przedsiębiorstwo musi zakończyć swój byt prawny w wyniku postępowania upadłościowego. Dzięki przygotowanej likwidacji przedsiębiorstwo kontynuuje swoją działalność, a wierzyciele zostają zaspokojeni w wyższym stopniu i szybciej niż wskutek klasycznej upadłości.

Procedura przygotowanej likwidacji pozwala na sprzedaż zadłużonego przedsiębiorstwa nabywcy z góry wskazanemu we wniosku, bez konieczności przeprowadzania uciążliwego, kosztownego, a przede wszystkim długotrwałego postępowania upadłościowego. Mimo że sprzedaż ta dokonywana jest w ramach postępowania upadłościowego, to nie skutkuje likwidacją – w wyniku skutecznie przeprowadzonego procesu upadłości z pre-packiem przedsiębiorstwo ma szansę na dalsze funkcjonowanie pod rządami nowego właściciela, w oparciu o dotychczasowe zasoby i, co najważniejsze, bez obciążających je długów.

Pre-pack – o co tak naprawdę chodzi?

W przygotowanej likwidacji chodzi o to, aby zadłużony i niewypłacalny podmiot uwolnić od przykrych skutków związanych z jego likwidacją, utrzymać miejsca pracy, wypracowaną przez lata renomę, kontrahentów i rynek. Dzięki przygotowanej likwidacji zmiana właściciela może być praktycznie niezauważalna dla uczestników obrotu gospodarczego, ponieważ przedsiębiorstwo ani na chwilę nie wstrzymuje swojej działalności. Cały proces odbywa się w sposób przyjazny zarówno dla pracowników, jak i dla kontrahentów dłużnika. Od tej strony przypomina on klasyczne przejęcie czy też sprzedaż przedsiębiorstwa, z jedną istotną różnicą: nabywca nie odpowiada za zobowiązania nabywanego przedsiębiorstwa.

Jak przeprowadzić procedurę upadłości z pre-packiem?

Procedura przygotowanej likwidacji może zostać wszczęta na wniosek dłużnika lub wierzyciela. Wnioskodawca wraz z wnioskiem o ogłoszenie upadłości składa w sądzie upadłościowym wniosek, o którym mowa w art. 56a ust. 1 ustawy – Prawo upadłościowe (dalej: pu) – „o zatwierdzenie warunków sprzedaży przedsiębiorstwa dłużnika lub jego zorganizowanej części lub składników majątkowych stanowiących znaczną część przedsiębiorstwa”. Do wniosku o pre-pack wnioskodawca dołącza opis i oszacowanie objętego nim składnika majątku sporządzone przez biegłego sądowego. Wniosek powinien wskazywać przynajmniej osobę nabywcy i cenę.

Sąd upadłościowy bada następnie, czy zaproponowana przez wnioskodawcę i uzgodniona z nabywcą cena nie jest niższa od kwoty możliwej do uzyskania w klasycznie prowadzonym postępowaniu upadłościowym. Sąd w swoich rozważaniach uwzględnia także koszty postępowania związane z likwidacją przedsiębiorstwa dłużnika prowadzoną na zasadach ogólnych. Art. 56c ust. 1 pu dopuszcza możliwość uwzględnienia przez sąd upadłościowy wniosku z niższą ceną sprzedaży niż kwota możliwa do uzyskania w klasycznym postępowaniu upadłościowym, o ile przemawia za taką sprzedażą ważny interes publiczny lub możliwość zachowania przedsiębiorstwa. Jest to bardzo racjonalne rozwiązanie, odpowiada bowiem jednemu z celów postępowania upadłościowego, wyrażonemu w art. 2 ust. 1 in fine pu.

W postanowieniu o ogłoszeniu upadłości dłużnika sąd może bądź uwzględnić wniosek o zatwierdzeniu warunków sprzedaży przedsiębiorstwa upadłego bądź taki wniosek oddalić i dalej procedować jak w klasycznym postępowaniu upadłościowym. W wypadu gdy wniosek zostanie uwzględniony, sąd zatwierdza warunki sprzedaży, wskazując co najmniej cenę oraz nabywcę. Postanowienie oddalające wniosek o zatwierdzeniu warunków sprzedaży może zostać zaskarżone wyłącznie przez wnioskodawcę, natomiast na postanowienie uwzględniające ten wniosek zażalenie może złożyć każdy z wierzycieli. Zażalenie wnosi się do sądu okręgowego w terminie tygodnia od dnia obwieszczenia postanowienia w Rejestrze (do czasu powstania Rejestru obwieszczenia są publikowane w Monitorze Sądowym i Gospodarczym).

Pre-pack a sukcesja przedsiębiorstwa

Z przygotowanej likwidacji mogą skorzystać osoby bliskie dłużnikowi, wymienione przez ustawodawcę w art. 128 ust. 1 pu. W przepisie tym mowa jest o małżonkach, krewnych lub powinowatych w linii prostej, krewnych lub powinowatych w linii bocznej do drugiego stopnia włącznie lub osobach pozostających z dłużnikiem w faktycznym związku, prowadzących z nim wspólne gospodarstwo domowe albo osobach przez niego przysposobionych lub przysposabiających, a także spółkach, w których dłużnik jest członkiem zarządu, jedynym wspólnikiem lub akcjonariuszem, i spółkach, w których osoby wymienione powyżej są członkami zarządu lub jedynymi wspólnikami lub akcjonariuszami. Wnioskodawca i potencjalny nabywca są obowiązani złożyć oświadczenia o tym, że zachodzą między nimi stosunki, o których mowa w przywoływanym przepisie.

Warto wskazać, że ustawa dopuszcza sprzedaż mienia w procedurze przygotowanej likwidacji w pre-packu na rzecz ww. osób wyłącznie po cenie sprzedaży przewyższającej cenę oszacowania. Cenę oszacowania ustala zaś sąd upadłościowy na podstawie opinii biegłego.

Ustawodawca przychylny niewypłacalnym przedsiębiorcom

Przygotowana likwidacja odpowiada powszechnie przyjętej w ramach ustawodawstwa Unii Europejskiej filozofii, że postępowania insolwencyjne należy prowadzić w taki sposób, aby zachować przedsiębiorstwa, które przejściowo, często nie ze swojej winy, stały się już niewypłacalne bądź są zagrożone niewypłacalnością. Z uwagi na obowiązywanie tej zasady obok instytucji pre-packa pojawiły się w polskim porządku prawnym również takie narzędzia, jak np. postępowania restrukturyzacyjne.

Podejmując decyzję o przeprowadzeniu skutecznego postępowania upadłościowego z opcją przygotowanej likwidacji, należy pamiętać o tym, że nie jest to proces prosty. Warto zatem powierzyć sporządzenie wniosków specjalistom, którzy posiadają odpowiednią wiedzę i niezbędne doświadczenie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

20,9 proc. dynamika polskiej branży leasingowej po I kw. 2018r.

  • W pierwszym kwartale 2018r. branża leasingowa sfinansowała inwestycje o łącznej wartości 18,6 mld zł, przy 20,9 proc. wzroście rynku (r/r).
  • Sektor leasingowy wysokie dynamiki odnotował we wszystkich grupach finansowanych aktywów tj. pojazdów osobowych i dostawczych do 3,5 t., środków transportu ciężkiego, maszyn i innych urządzeń (w tym IT) oraz nieruchomości.

ZPL_Infografika_1_KW_2018_Struktura rynkuZwiązek Polskiego Leasingu, reprezentujący polski sektor leasingowy podał, że w pierwszych trzech miesiącach 2018r. branża leasingowa sfinansowała inwestycje o łącznej wartości 18,6 mld zł, przy dynamice całego rynku na poziomie 20,9% (r/r). Przedsiębiorcy chętnie korzystali z leasingu i pożyczki inwestycyjnej, oferowanej przez firmy leasingowe, przy finansowaniu szerokiego spektrum aktywów: od pojazdów osobowych i dostawczych do 3,5 tony (w strukturze rynku transakcje te stanowią 46,5%) i środków transportu ciężkiego (27,1 proc. udział), poprzez maszyny i inne urządzenia w tym IT (24,7 proc. udział), aż po nieruchomości (1,1 proc. udział). ZPL_Infografika_1_KW_2018_Aktywa

Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu
Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu
Fot: Lukasz Kaminski

„20,9 proc. dynamika branży leasingowej na koniec I kwartału br. oznacza, że polscy przedsiębiorcy rozwijają inwestycje, realizowane przy udziale firm leasingowych. W ciągu pierwszych trzech miesięcy roku transakcje dotyczące pojazdów OSD wzrosły o 23,1 proc., transakcje dotyczące środków transportu ciężkiego oraz maszyn i urządzeń osiągnęły wysokie, ponad 18 proc. dynamiki, podczas gdy finansowanie nieruchomości wzrosło o 45,8 proc. To bardzo dobry wynik branży i zarazem dobra zapowiedz kolejnych miesięcy roku” – powiedział Andrzej Sugajski, Dyrektor Generalny Związku Polskiego Leasingu.

Wartość nowych kontraktów polskich leasingodawców, dotyczących finansowania pojazdów lekkich w I kwartale 2018r. wyniosła 8,6 mld zł, przy 23,1 proc. dynamice (r/r) dla tego segmentu. Co istotne, udział pojazdów osobowych i dostawczych do 3,5 tony, w całym w rynku leasingu wzrósł w ostatnim czasie z poziomu 43,9 proc. (na koniec III kw. 2017r.) do 46,5 proc. na koniec marca br.

W omawianym okresie polska branża leasingowa sfinansowała transakcje dotyczące maszyn i innych urządzeń (razem z IT) o łącznej wartości 4,6 mld zł, przy 18,7 proc. dynamice (r/r) tego segmentu. Znaczące wzrosty sektor leasingowy odnotował w zakresie finansowania sprzętu budowalnego (72 proc. dynamika na koniec I kw. br. r/r) czy finansowania maszyn rolniczych (26,9 proc. wzrost na koniec I kw. br. r/r).

Od stycznia do końca marca 2018r., polscy leasingodawcy podpisali także nowe kontrakty, odnoszące się do takich aktywów jak m.in. ciągniki siodłowe, naczepy/przyczepy, pojazdy ciężarowe powyżej 3,5 tony, autobusy, samoloty, statki czy środki transportu kolejowego, o łącznej wartości 5 mld zł. Dynamika segmentu środków transportu ciężkiego po I kwartale br. wyniosła 18,1 proc. (r/r) i była znacząco wyższa od dynamik raportowanych na koniec września i grudnia 2017r.

Obok bardzo dobrych wyników w zakresie finansowania ruchomości, po I kwartale br. branża leasingowa zanotowała wysoki, 45,8 proc. wzrost w zakresie finansowania nieruchomości (przy wartości nowych kontraktów na poziomie 212,5 mln zł).

Wyniki badania koniunktury branży leasingowej

Związek Polskiego Leasingu kwartalnie realizuje badanie koniunktury branży leasingowej. Badanie jest przeprowadzane wśród osób odpowiedzialnych za sprzedaż w firmach zrzeszonych w ZPL. Dane dotyczą oceny mijającego okresu oraz trendów w kolejnym kwartale. Według badanych firm w II kwartale 2018r. poprawi się aktywność rynkowa, w zakresie liczby i wartości wpływających wniosków (78 % – łączne wskazania wzrost i istotny wzrost). 57 proc. respondentów uważa, że liczba pracowników nie zmieni się, podczas gdy 43 proc. spodziewa się wzrostu zatrudnienia i jest to dwa razy liczniejsza grupa w porównaniu do prognoz na I kw. br. Jednocześnie branża spodziewa się stabilizacji jakości portfela. Badane przez ZPL firmy, w II kw. 2018 r., oczekują wyższego poziomu finansowania we wszystkich segmentach rynku, w szczególności w rynku pojazdów lekkich oraz segmencie maszyn i innych urządzeń w tym IT.ZPL_Infografika1_KW_2018_PL_Badanie_Koniunktury

Dlaczego sprzęt detektywistyczny przydaje się w firmie?

Gadżety szpiegowskie przez długi czas były traktowane bardziej jako kaprys. W niektórych przypadkach ich biznesowy potencjał został zauważony już dawno. A jak można wykorzystać sprzęt detektywistyczny?

Zapewnienie bezpieczeństwa firmy

Na pierwszy plan wysuwa się chronienie tajemnic biznesowych. Szczegóły umów, informacje technologiczne, kluczowe decyzje strategiczne  – dostęp do tych elementów powinien być ściśle kontrolowany. Czemu? Ponieważ im więcej osób ma tę wiedzę, tym jej wyciek jest łatwiejszy.

Jak chronić się przed szpiegostwem gospodarczym? Najlepiej sprawdzać regularnie, czy budynek nie jest inwigilowany. Można zrobić to za pomocą specjalistycznych urządzeń, jak: ręczny wykrywacz złącz nieliniowych Cayman ST-403. Pomoże on wykryć niepożądane generatory sygnałów: podsłuchów, ukrytych kamer, dyktafonów itp.

Dla zwiększenie bezpieczeństwa podczas rozmów biznesowych można używać również profesjonalnego, wielofunkcyjnego generatora sygnałów ST-121, który uniemożliwia nieautoryzowane nagrywanie negocjacji czy ich podsłuchiwanie.

Monitorowanie pracy

Przedsiębiorstwa decydują się często na weryfikację tego, jak pracownicy wykonują swoje obowiązki. Może być to kontrola ciągła lub pojawiać się tylko wtedy, kiedy zachodzi podejrzenie nadużyć. W drugim przypadku monitorowanie powinno odbywać się w określonym z góry czasie lub zostać zakończone niezwłocznie po uzyskaniu potwierdzenia / zaprzeczenia podejrzeń. Oczywiście wszystkie informacje na temat prywatnego życia pracownika nie mogą być wykorzystane przez przełożonego.

Jak jednak sprawdzić, czy dana osoba pracuje uczciwie? Wszystko zależy od stanowiska pracy. W przypadku pracy przy komputerze można sięgnąć po rozwiązanie uniwersalne, czyli: programowy szpieg komputera Spylogger Alfalog PRO za około 600 złotych.

W ten sposób dowiemy się o wszystkim, co dzieje się na udostępnionym przez pracodawcę sprzęcie komputerowym. Zweryfikujemy, czy są kopiowane jakieś pliki, poznamy szczegóły korespondencji oraz będziemy mogli nadzorować czas pracy, a także nagrywać dźwięk w otoczeniu sprzętu. Program ma wbudowaną możliwość ustawienia zdalnej dezaktywacji, co można wykorzystać – raport z kontroli zostanie przesłany pod wskazany email.

Kontrola samochodów służbowych

Bonus w postaci firmowego samochodu to już standard w pracy handlowca. Przedsiębiorstwa często też proponują dodatkowy miesięczny limit kilometrów, które można przejechać autem w celach prywatnych. Możliwość ta bywa niekiedy nadużywana – pracownicy załatwiają swoje sprawy “na mieście”, między obowiązkami służbowymi lub znacznie przekraczają limity.

Jak jednak zweryfikować przejazdy, jeśli firma jest jeszcze niewielka i jej flota nie jest wyposażona w nadajniki GPS? Można kupić jedno urządzenie lokalizujące i przenosić je między samochodami. A taki sprzęt kosztuje od kilkuset złotych do paru tysięcy.

Hermetyczny, bezabonamentowy lokalizator GPS FIX-012 to wydatek niecałych 1 100 zł. Dzięki temu sprzętowi będziemy wiedzieć, gdzie dokładnie jest dany pojazd (dokładność do 5 metrów). System działa bez abonamentu – korzystanie z niego nie generuje dodatkowych kosztów. Wbudowany system GSM umożliwia wysyłanie raportów zarówno na stronę internetową, jak i jako wiadomość SMS.

 Wprowadzenie kontroli przejazdów w firmie może przynieść spore oszczędności – tym większe, im bardziej pracownicy nadużywali zaufania pracodawcy.

Szkolenia pracowników

Wykorzystanie sprzętu detektywistycznego, to nie tylko kontrola negatywna. Takie urządzenia można wykorzystać jako narzędzie pomocnicze w szkoleniu pracowników. Jeśli na danym stanowisku niezbędne są wystąpienia publiczne, to konieczna jest wysoka sprawność komunikacyjna. A to można wypracować.

Jak? W pierwszej kolejności należy przeanalizować obecny sposób prezentacji, żeby poznać mocne i słabe strony danej osoby. A w tym celu można wykorzystać ukryte kamery. Dzięki zamaskowaniu pracownik nie będzie speszony rejestracją, więc uzyskany materiał będzie wiarygodny.

Jakiego sprzętu detektywistycznego użyć do nagrywania? Może być to przykładowo kamera HD ukryta pendrive ESONIC CAM-U7 za około 500 zł. Ma ona obracany obiektyw i uruchamiana jest ręcznie lub po wykryciu ruchu. Taki gadżet może być na przykład podłączony podczas wystąpienia do komputera i nikt nie domyśli się, jaka jest jego prawdziwa funkcja. A dzięki temu będziemy mogli pomóc pracownikowi się rozwijać.

Sprzęt detektywistyczny – inne możliwości

Gadżetów szpiegowskich jest całe mnóstwo – można się o tym przekonać przeglądając stronę sklepu detektywistycznego AlfaTronik https://www.alfatronik.com.pl/. To z tej strony zaczerpnęliśmy informacje o cenach poszczególnych produktów.

A jak jeszcze można wykorzystać sprzęt detektywistyczny? Na przykład do monitorowania terenu, lokalizacji osób (pracowników w delegacji), wykonywania testów narkotykowych, przeprowadzania oceny kandydatów do pracy. Możliwości jest naprawdę wiele i tylko od przedsiębiorcy zależy, czy z nich skorzysta.

Pożegnamy gotówkę już za 10 lat – tak sądzi co czwarty Polak

Polacy coraz bardziej odzwyczajają się od gotówki. Według danych NBP liczba bezgotówkowych transakcji kartami płatniczymi w IV kwartale 2017 r. wzrosła aż o ok. 1/4 w porównaniu do wyniku z końca roku 2016.[1] Czy całkowite rozstanie z gotówką jest możliwe w Polsce w ciągu najbliższej dekady? Spodziewa się tego już co czwarty z nas – wynika z ogólnopolskiego badania zleconego przez instytucję płatniczą AKCENTA.

W IV kw. 2017 r. Polacy posiadali już 39 mln kart płatniczych, o 2,2 mln więcej niż w analogicznym okresie rok wstecz. Wśród 1218,2 mln transakcji dokonanych „plastikiem” większość stanowiły operacje bezgotówkowe. Ich wzrost jest wyjątkowo imponujący. W ostatnim kwartale ubiegłego roku Polacy wykonali ich aż 1037,7 mln, o 30 mln więcej niż
w III kw. 2017 r. i aż 175 mln więcej niż na koniec 2016 r. W tym czasie liczba gotówkowych transakcji spadała. W porównaniu wyników ostatnich kwartałów 2016 i 2017, obniżyła się o 4,3 mln (ze 184,9 mln do 180,6 mln), wylicza portal Cashless.pl powołując się na dane NBP.

Gotówka powoli znika z portfeli

Nowe technologie i rosnąca wraz z nimi wygoda oraz szybkość dokonywania bezgotówkowych płatności coraz mocniej wypiera papierowy pieniądz z portfeli Polaków. Wielkim krokiem ku upowszechnieniu elektronicznych płatności była technologii zbliżeniowa. Nieco ponad 10 lat temu, 2007 r. w Polsce pojawiła się pierwsza karta do tego typu operacji, a nasz kraj był pod tym względem pionierem w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. 5 lat później już połowa kart i terminali płatniczych obsługiwała technologię zbliżeniową. Obecnie oprócz płatności zbliżeniowych, Polacy mogą dokonywać transakcji za pomocą telefonu czy gadżetów z wbudowanymi chipami, np. zegarków czy breloków.

Ogromny postęp w sferze upowszechniania się transakcji bezgotówkowych, który dokonał się nie tylko w Polsce, ale i na świecie, sprawia, że coraz bardziej uzasadnione staje się pytanie już nie o to czy możliwe jest całkowite zastąpienie gotówki przez elektroniczne transakcje, ale kiedy dokona się ta zmiana. Biorąc pod uwagę dynamiczne tempo, w jakim ewoluuje rynek finansowy, może to nastąpić znacznie szybciej niż myślimy – zaznacza Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału instytucji płatniczej AKCENTA, która obsługuje bezgotówkowe transakcje walutowe firm.

Jak Polacy widzą przyszłość gotówki?

Wyniki badania[2], przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie AKCENTY wskazują, że Polacy są świadomi kierunku, w którym zmierza sfera płatności i transakcji finansowych. Już co czwarta osoba w Polsce spodziewa się, że za 10 lat gotówka przejdzie do lamusa. Co ciekawe, w deklaracjach respondentów niewielkie znaczenie miał ich wiek, wyniki były zbliżone dla wszystkich grup wiekowych. Za to wyraźne różnice widać było w odpowiedziach kobiet i mężczyzn. Żeńska część badanych znacznie częściej wskazywała na duże prawdopodobieństwo rychłego wyparcia papierowego pieniądza w naszych portfeli. 30% kobiet i tylko 18% mężczyzn stwierdziło, że nastąpi to już w ciągu najbliższej dekady. Nadal jednak większość społeczeństwa, bo 76%, w tym 70% kobiet i 82% mężczyzn, spodziewa się, że z papierowym pieniądzem nie pożegnamy się tak szybko.

 

Bezgotówkowa rewolucja obejmuje coraz szersze sfery naszego życia. Wkracza nawet do instytucji publicznych. Nad programem, który ma umożliwić dokonywanie tego typu płatności i to bezpłatnie dla urzędów, jak i petentów, pracuje Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT) wraz z Krajową Izbą Rozliczeniową S.A. Dzięki „Programowi upowszechnienia płatności bezgotówkowych“ już blisko połowa jednostek samorządu terytorialnego oferuje taką funkcjonalność w swoich urzędach. – Transformacja w kierunku pieniądza wirtualnego wymaga udziału nie tylko firm i ich podmiotów, ale również administracji publicznej. Co ciekawe, niektóre państwa na świecie, również w Europie otwarcie dążą do całkowitego odejścia od gotówki, a popularyzacja płatności cyfrowych jest dla nich częścią strategii rozwoju – komentuje Radosław Jarema z AKCENTY.

W Europie wśród krajów, w których wizja braku gotówki w portfelach jest już bardzo bliska, znajduje się m.in. Szwecja. Lokalny rząd prowadzi prace nad wdrożeniem elektronicznego pieniądza, którego wprowadzenie może nastąpić już 2019 r.[3] – Szwedzi po raz kolejny mogą zapisać się na kartach historii pieniądza. Szwecja jest europejską kolebką papierowego banknotu, a teraz może stać się pionierem wprowadzającym jego elektroniczny odpowiednik – dodaje ekspert AKCENTY.

[1] Za cashless.pl, https://www.cashless.pl/wiadomosci/karty/4118-takiego-kwartalu-jeszcze-nie-bylo-wartosc-transakcji-bezgotowkowych-kartami-przekroczyla-70-mld-zl.

[2] Badanie zostało zrealizowane na zlecenie instytucji płatniczej AKCENTA w dniach 12.02-14.02.2018 przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 1024 ankiet z Polakami powyżej 18 roku życia.

[3] https://www.riksbank.se/en-gb/financial-stability/the-financial-system/payments/does-sweden-need-an-e-krona/.

Czy stać cię na bankową lokatę? Prowizje banków pożerają zyski klientów

Czy na oszczędzaniu w bankach Polacy wychodzą jak Zabłocki na mydle? Ogólne oprocentowanie na rachunkach bieżących i lokatach dla gospodarstw domowych wynosi zaledwie 0,9 proc. To wyraźnie mniej niż inflacja. Dodatkowo z tego „zysku” musimy jeszcze zapłacić podatek, a to, co zostanie, oddać bankowi w postaci opłat oraz prowizji – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W dobie niskich stóp procentowych, nowych obciążeń podatkowych czy wpłat na Bankowy Fundusz Gwarancyjny banki znalazły sposób, by poprawić swój wynik finansowy. Ograniczają one koszty odsetkowe, czyli oprocentowanie depozytów dla klientów, a podnoszą przychody z opłat oraz prowizji, które oczywiście są ponoszone przez klientów – gospodarstwa domowe oraz przedsiębiorstwa.

Opłat na 17,9 mld zł

Według danych NBP za 2017 r. banki pobrały od klientów prowizje w wysokości niespełna 18 mld zł (poza przychodami z tytułu odsetek na poziomie 58,4 mld zł), czyli o 9,2 proc. więcej niż w poprzednim roku. Składa się na to szereg opłat związanych z usługami dołączonymi do kont, użytkowaniem karty w kraju i zagranicą czy prowizjami od kredytów.

Każdego miesiąca banki obciążają klienta średnio kwotą 4,74 zł za prowadzenie konta czy 4,54 zł za użytkowanie karty płatniczej. Wypłata z krajowego bankomatu może być darmowa. Bywa jednak, że prowizja sięga nawet 4 proc. pobranej kwoty. Gdy będziemy potrzebować gotówki za granicą, to za skorzystanie z bankomatu przyjdzie nam zapłacić nawet 4,5 proc.

Korzystanie ze swoich środków na zakupach w obcej walucie czy podczas podróży zagranicznych obarczone jest też niezwykle wysoką, jak na faktyczne koszty, prowizją za przewalutowanie. Średnio wynosi ona 2,82 proc., co oznacza, że gdy wydamy np. 1 tys. euro, to zaksięgowanie tej transakcji przez bank będzie podlegać opłacie –  przeciętnie 118 zł. Jeden z wiodących banków kasuje klienta za przewalutowanie 5,9 proc. To znaczy, że jeśli zrobimy zakupy za 1 tys. euro, natychmiast dopłacimy dodatkowo 250 zł.

Same prowizje pożerają zyski klientów

W lutym średnie oprocentowanie lokat oraz rachunków bieżących wynosiło odpowiednio 1,6 proc. oraz 0,5 proc. Ogólnie banki, według danych NBP, deponentom (gospodarstwom domowym oraz przedsiębiorstwom) płacą przeciętnie 0,9 proc. w stosunku rocznym.

W całym 2017 r. koszty odsetkowe dla banków wynosiły 15,5 mld zł. Rok wcześnie za obracanie pieniędzmi deponentów banki zapłaciły im o 340 mln zł więcej. Ponieważ prowizje i opłaty wyniosły prawie 18 mld zł w zeszłym roku, to średnio klienci ponieśli więcej kosztów usług bankowych niż otrzymali odsetek za przetrzymywane na kontach środki.

Powyższe wyliczenia oczywiście nie obejmują przychodów odsetkowych banków, które w 2017 r. wyniosły 58,4 mld zł, czyli były wyższe o 8,5 proc. niż rok wcześniej. W rezultacie wraz z opłatami i prowizjami banki pobrały od klientów ponad 76,3 mld zł, a zapłaciły im w postaci odsetek od depozytów jedynie 15,5 mld zł.

Badanie EY: O uczciwość biznesu – łapówki, prezenty, wycieczki

20% ankietowanych spośród kadry zarządzającej w Polsce uważa, że korupcja jest zjawiskiem powszechnym – wynika z 15. Światowego Badania Nadużyć Gospodarczych „Uczciwość pod lupą. Przyszłość zarządzania zgodnością”. To blisko o połowę mniej niż wynosi średnia dla 55 badanych krajów i regionów. Prawie wszyscy ankietowani (96%) zgadzają się co do tego, że uczciwość w biznesie jest kluczowa, jednak w celu ratowania biznesu aż 30% polskich ankietowanych byłaby gotowa postępować nieetycznie.

Zmiany geopolityczne i trwająca cyfrowa rewolucja istotnie wpływają na funkcjonowanie biznesu na całym świecie i zarazem zwiększają podatność organizacji na ryzyka m.in. korupcji i nadużyć. To z kolei przekłada się na nowe ustawy, restrykcyjne polityki organów nadzorczych i kary za ich nieprzestrzeganie. Ich łączna kwota, w perspektywie globalnej, szacowana jest na 11 miliardów dolarów na przestrzeni ostatnich 6 lat.

Polsce bliżej do krajów rozwiniętych

Co dziesiąta firma w Polsce doświadczyła znaczącego nadużycia w ciągu ostatnich dwóch lat. Na Ukrainie występowanie takich nieprawidłowości zadeklarowało aż 36% badanych. Jak wynika z Badania Nadużyć Gospodarczych EY „Uczciwość pod lupą. Przyszłość zarządzania zgodnością”, 12% ankietowanych w Polsce uważa, że łapówka wręczona, by zdobyć kontrakt jest powszechną praktyką w ich branży. To wynik bliski średniej dla wszystkich badanych krajów, która wyniosła 11%. Co piąty Polak uważa, że praktyki korupcyjne to częste zjawisko w biznesie – to istotnie mniej niż w 2016 roku, gdy uważało tak 34% badanych. Na skrajnych miejscach znalazły się Brazylia, Kolumbia i Nigeria – z ponad 90% wskazań oraz Szwajcaria (2%) i Niemcy (0%).

kurupcja w biznesie

Gotówka, prezent, wycieczka

Zaledwie 4% badanych Polaków jest zdania, że łapówka w formie gotówki może być uzasadniona w przypadku próby ratowania firmy z trudnej sytuacji. To zdecydowanie mniej niż średnia, która dla badanych krajów wynosi 13%. – Wyniki dla Polski wydają się być bardzo optymistyczne w kontekście tytułu naszego raportu „Uczciwość pod lupą. Przyszłość zarządzania zgodnością”, jednak po 16% ankietowanych deklaruje, że zapewnienie rozrywki bądź upominku w takiej sytuacji byłoby usprawiedliwione. Zarówno badanie jak i nasza praktyka wskazują, że łapówki mogą przybierać różne formy, ale samo zjawisko nadal występuje – mówi Mariusz Witalis, Partner w Zespole Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY.

rodzje łapówekUczciwość – to zadanie dla zarządzających

Prawie wszyscy badani z 55 krajów zgadzają się co do tego, że demonstrowanie uczciwości i etycznych zachowań w biznesie jest istotne. Takiego zdania jest także 96% ankietowanych w Polsce. Natomiast w percepcji przedstawicieli polskich firm za uczciwość firmy odpowiadają zarządzający a zwykli pracownicy się do tego nie poczuwają. – Tylko 16% ankietowanych Polaków uważa, że uczciwość jest kwestią indywidualnego pracownika. To pokazuje, że nadal pokutuje u nas zbiorowa, czyli rozproszona odpowiedzialność. Etyka jest postrzegana jako zjawisko na poziomie strategii organizacji, ale nie jest kojarzona z codziennymi działaniami każdego jej członka – mówi Mariusz Witalis. Uczciwość na sztandarach firmy jest ważna ze względu na opinię klientów i szeroko pojętą opinię publiczną. Co ciekawe, motywacją do etycznego postępowania w Polsce znacznie rzadziej (35%) niż w krajach rozwiniętych (54%) jest unikanie kar od regulatorów.

Ryzyka biznesowe

Połowa badanych w Polsce wskazuje zmiany regulacyjne (52%) i makroekonomiczne (50%) jako największe ryzyka. Na kolejnym miejscu znalazła się korupcja i nadużycia (42%) oraz cyberataki (32%). – Nasze wyniki odbiegają od średniej w dwóch obszarach: zarządzania zgodnością oraz terroryzmu. Bardzo niewielki odsetek ankietowanych w Polsce widzi zagrożenia wynikające z tych ryzyk – mówi Wojciech Niezgodziński, Menedżer w Zespole Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY.

Przygotowanie do RODO

Od 25 maja tego roku będzie stosowane nowe unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, w skrócie określane jako RODO. Zgodnie z nowym prawem surowo karane będzie niedostosowanie spółki lub niewprowadzenie zgodnych z nowymi przepisami rozwiązań przez podmioty przetwarzające lub administratorów danych osobowych. Kary nakładane przez organ nadzorczy mogą wynieść nawet 20 milionów euro lub do 4% rocznego światowego obrotu firmy. Jak wskazują ankietowani w 15. Badaniu Nadużyć Gospodarczych EY, najlepiej przygotowani do nowych regulacji są Brytyjczycy (90%), Niemcy i Holendrzy (po 82%). Wiedzę nt. RODO deklaruje 60% badanych Polaków. – Te wskaźniki są bardzo optymistyczne. Z naszych doświadczeń pracy z klientami wynika, że wiedza na temat RODO jest dosyć pobieżna i wynika przede wszystkim z lektury prasy. Natomiast wciąż duża część przedsiębiorców nie jest świadoma, co te przepisy oznaczają w praktyce dla ich firmy – uważa Wojciech Niezgodziński. Świadomi jesteśmy za to jako konsumenci – już jedna czwarta badanych w Polsce deklaruje, że nie zawaha się skorzystać z prawa do usunięcia swoich danych osobowych (tzw. „prawa do bycia zapomnianym”), jeśli uzna to za stosowne.

Kontrahent (nie) pod lupą

Zaledwie 22% ankietowanych w Polsce dokładnie sprawdza swoich kontrahentów. Polska pod tym względem jest na szarym końcu listy. – Firmy w obecnych czasach są postrzegane jako etyczne, jeśli etyczni są ich dostawcy i podobnie narażone na nieuczciwość, jeśli nieuczciwi są ich klienci. Weryfikacja kontrahentów ma kluczowe znaczenie dla biznesu i wynika to nie tylko z zagrożeń korupcyjnych, ale również ze względu na kwestie związane z wyłudzeniami podatku VAT czy zagrożenia związane z praniem pieniędzy – mówi Mariusz Witalis. 64% badanych w Polsce deklaruje, że za łamanie procedur są kary. To mniej niż średnia (78%). – Wiele firm ma przygotowane procedury, choć w oczy rzuca się rozbieżność pomiędzy deklarowanymi najwyższymi standardami a ich faktycznym realizowaniem – podsumowuje Mariusz Witalis.

O badaniu:

15. Badanie Nadużyć Gospodarczych EY „Uczciwość pod lupą. Przyszłość zarządzania zgodnością” zostało przeprowadzone wśród 2550 przedstawicieli kadry zarządzającej z 55 krajów – w tym Polski.

Ponad 14 milionów transakcji BLIKIEM w pierwszym kwartale 2018 r.

W pierwszym kwartale 2018 roku Polski Standard Płatności odnotował znaczne wzrosty liczby transakcji BLIKIEM we wszystkich kanałach. W tym czasie Polacy zrealizowali ich ponad 14 milionów. Najpopularniejszym kanałem pozostają płatności w internecie, których było aż 10,5 mln. Znaczący jest również wzrost liczby realizowanych przelewów na numer telefonu, których było o 20 proc. więcej niż w czwartym kwartale 2017 roku.

BLIK zamyka pierwszy kwartał 2018 roku ze wzrostami i rekordami transakcji ogółem i we wszystkich kanałach. Z 14 mln transakcji najwięcej odnotowano płatności w internecie – 73,5 proc., czyli 10,5 mln. BLIK jest coraz częściej używany do wypłat w bankomatach, które stanowią 18 proc. wszystkich transakcji w kwartale. Polacy wypłacili w ten sposób gotówkę aż 2,6 mln razy. Natychmiastowych przelewów na telefon było 650 tys. (4,5 proc.), a płatności w terminalach 560 tys. (4 proc.).

Dariusz Mazurkiewicz
Dariusz Mazurkiewicz

– Dane transakcyjne BLIKA za pierwszy kwartał 2018 roku po raz kolejny pokazują, jak dynamicznie upowszechnia się on w Polsce. BLIKIEM zapłacimy już w całym polskim e-commerce oraz 245 tysiącach terminali, a także wypłacimy gotówkę w 17 tysiącach bankomatów. W porównaniu do pierwszego kwartału 2017 roku łącznie liczba transakcji w okresie od stycznia do marca wzrosła prawie 2,5-krotnie. Dodatkowo, tylko w minionym kwartale było ich o jedną trzecią więcej niż łącznie w 2015 i 2016 roku – mówi Dariusz Mazurkiewicz, prezes Polskiego Standardu Płatności, operatora BLIKA.

Porównując do ostatniego kwartału 2017 roku, liczba transakcji w internecie wzrosła o 24 proc. Wypłat z bankomatów było o 8 proc. więcej, natomiast płatności w terminalach o 4 proc. więcej. Wyraźny 20-procentowy wzrost zanotowano także w kanale przelewów na numer telefonu.

– Przelewy P2P stają się coraz popularniejsze, ponieważ nie wymagają podania numeru konta a środki do odbiorcy docierają natychmiastowo. Część banków, w których dostępny jest BLIK umożliwia już także sprawdzenie kto korzysta z tego typu rozwiązania poprzez wyświetlanie ikony BLIKA tuż obok nazwy kontaktu. To sprawia, że BLIK staje się tak intuicyjny jak choćby komunikatory społecznościowe – podkreśla Dariusz Mazurkiewicz.

W pierwszym kwartale Polacy wykonywali średnio 158 tys. transakcji BLIKIEM dziennie. Było to średnio 117 tys. płatności w internecie, 28 tys. transakcji w bankomatach, 6 tys. płatności w terminalach płatniczych i 7 tys. natychmiastowych przelewów na telefon. Dzienny rekord transakcji BLIKIEM łącznie wyniósł ponad 216 tys., a w samym internecie aż 158 tysięcy.

Dzięki BLIKOWI miliony Polaków mogą bezpiecznie i wygodnie, korzystając ze smartfona, płacić w internecie i tradycyjnych sklepach, wypłacać gotówkę z bankomatów oraz przelewać natychmiastowo pieniądze innym użytkownikom na numer telefonu bez znajomości ich rachunku bankowego. BLIK to jedna z najszybszych metod płatności w sklepach internetowych oraz mobilnych.

BLIK stanowi ogólnokrajowy, powszechny standard płatności, który wykorzystuje najnowocześniejsze technologie informatyczne. Możliwość skorzystania z BLIKA w aplikacjach bankowości mobilnej ma obecnie ok. 80 proc. wszystkich klientów krajowych instytucji finansowych. Za rozwój systemu odpowiada spółka Polski Standard Płatności (PSP). PSP stale rozwija możliwości BLIKA tak, aby system był jak najbardziej funkcjonalny dla jego użytkowników.

Czego oczekiwać po kwietniowym spotkaniu EBC?

Najbliższe spotkanie Europejskiego Banku Centralnego (EBC) będzie miało miejsce w czwartek. Inwestorzy zastanawiają się przede wszystkim jakie kroki podejmie EBC w kwestii programu luzowania ilościowego (QE). Program ten, zgodnie z oczekiwaniami rynku powinien zostać wygaszony do końca roku.

Podczas ostatniego spotkania EBC, które miało miejsce na początku marca, słowa prezesa Mario Draghiego sprawiły, że wspólna waluta doświadczyła wyprzedaży. Prezes banku centralnego zwrócił uwagę na kwestie ryzyk dla perspektyw gospodarczych strefy euro oraz podkreślił potrzebę prowadzenia akomodacyjnej polityki monetarnej. Draghi ponownie wspomniał o ryzykach związanych z siłą wspólnej europejskiej waluty oraz o zagrożeniach związanych z protekcjonizmem. Bank również nieco obniżył długoterminowe prognozy  inflacji, sugerując, że nie spieszy się z rozważaniem potrzeby zacieśniania polityki monetarnej. Jesteśmy zdania, że Europejski Bank Centralny zdecyduje się utrzymać swój dość ostrożny ton w kwestii przyszłych zmian w polityce monetarnej podczas spotkania w tym miesiącu.

Ostatnie dane makroekonomiczne ze strefy euro, opublikowane od czasu spotkania EBC w marcu były słabsze, a ryzyka zewnętrzne – w tym możliwość wystąpienia globalnej wojny handlowej – mogą budzić obawy. Nieco gorsze niż w roku ubiegłym, dane gospodarcze ze strefy euro sugerują, że ekspansja gospodarcza w strefie euro w 2018 r. może nieco wyhamowywać.

Indeksy PMI, opisujące aktywność gospodarczą w krajach bloku walutowego, były rozczarowujące. Mimo, że znajdują się znacząco powyżej poziomu 50, oznaczającego ekspansję, dane sugerują, że wzrost gospodarczy mógł spowolnić. Zbiorczy indeks, który jest ważoną średnią odczytów z sektora przemysłu i usług w kwietniu znalazł się na poziomie 55,2 (Wykres 1). Tym samym (nie licząc marcowego odczytu, który był identyczny), wskaźnik spadł do najniższego poziomu od stycznia 2017 r. – a to po tym, jak trzy miesiące wcześniej wzrósł do dwunastoletniego maksimum wynoszącego 58,8.

Wskaźniki sentymentu również sugerują, że nastroje dotyczące perspektyw gospodarczych są słabe. Co więcej, produkcja przemysłowa kurczyła się na przestrzeni trzech ostatnich miesięcy – po raz pierwszy od 2012 r.

Wykres 1: Indeksy PMI dla strefy euro (2015-2018)

Wykres 1 Indeksy PMI dla strefy euroŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/04/2018

Kwestią, która stanowi jeszcze większą obawę dla członków EBC jest brak presji inflacyjnej w strefie euro. Inflacja bazowa, która jest uznawana za najistotniejszą zmienną dla banku centralnego, jest słaba – w marcu ponownie, po raz szósty nie była w stanie przebić poziomu 1% w ujęciu rocznym. Inflacja CPI odnotowała wzrost do poziomu 1,3% rocznie, jednak nadal jest to poziom niższy od poziomu 1,4%, oczekiwanego przez konsensus i znacznie niższy od celu inflacyjnego EBC określanego jako „w okolicy, ale poniżej poziomu 2%” (Wykres 2).

Wykres 2: Inflacja w strefie euro (2013-2018)

Inflacja w strefie euroŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/04/2018

Ostatnią serię rozczarowujących danych makro widać na indeksie CESI, czyli Indeksie Ekonomicznych Zaskoczeń Citi. Indeks doświadczył wyraźnego osłabienia w marcu i obecnie znajduje się na najniższym poziomie od czerwca 2012 r. (Wykres 3).

Wykres 3: Indeks CESI dla strefy euro (2014-2018)

Indeks CESI dla strefy euroŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/04/2018

Bank centralny podczas spotkania w czerwcu nie będzie aktualizował projekcji makroekonomicznych, w tym prognoz wzrostu i inflacji. Mimo to, w naszej opinii prezes Draghi powinien przyznać, że dane gospodarcze w pierwszym kwartale były słabe, w szczególności zwracając uwagę na rozczarowujący poziom inflacji bazowej. Prezes EBC może również zwrócić uwagę, że sytuacja globalna od marca stała się mniej sprzyjająca, biorąc pod uwagę napięcia na linii USA – Chiny oraz utrzymującą się niepewność związaną z samą prezydenturą Donalda Trumpa.

Naszym zdaniem, EBC nie będzie spieszyć się z sygnalizowaniem tego, iż jest gotów pozbyć się niekonwencjonalnych narzędzi polityki monetarnej w formie ujemnych stóp procentowych i programu QE. Od czasu ostatniego spotkania EBC, perspektywy gospodarcze strefy euro uległy wyraźnemu pogorszeniu, a Rada Prezesów powinna ostrożnie podchodzić do sygnalizowania pozbycia się narzędzi stymulujących z uwagi na ryzyko spowodowania gwałtownego ruchu euro w górę. Większość decydentów nie zapatruje się pozytywnie na siłę wspólnej waluty, zwracając  uwagę na negatywny efekt, jaki może mieć ona na konkurencyjność eksportu bloku walutowego.

W świetle ostatnich, słabych danych makroekonomicznych sądzimy, że kolejne, krótkie wydłużenie programu luzowania ilościowego w strefie euro ponad obecnie ustalony okres zakończenia (wrzesień) jest prawdopodobne. Sądzimy, że istnieje spora szansa na to, że program zostanie wydłużony do grudnia 2018 r. co wiązałoby się również ze stopniową redukcją wartości – skupowanych co miesiąc aktywów – do zera. Tak jak wspominaliśmy w przeszłości, jesteśmy zdania, iż podwyżki stóp procentowych wciąż są odległą perspektywą, a opóźnienie zakończenia programu QE mogłoby przełożyć się na dalsze odsunięcie w czasie pierwszej podwyżki stóp procentowych.

Mimo wszystko uważamy, że na konkretne informacje dotyczące zmian w polityce pieniężnej przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, tym samym nie spodziewamy się zmian tzw. forward guidance (komunikacji banku dotyczącej dłuższego horyzontu czasowego niż jedno spotkanie w przód) podczas spotkania w tym tygodniu. Brak nowych wskazówek w kwestii przyszłych działań i kolejne gołębie komentarze ze strony prezesa EBC mogłyby rozczarować inwestorów i negatywnie przełożyć się na wycenę wspólnej waluty w następstwie czwartkowej konferencji prasowej banku centralnego.

Autorzy: Analitycy Ebury-Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Złe wieści trafiają na podatny grunt

Rentowności obligacji skarbowych USA pozostają wysoko z zamiarem pójścia wyżej, co podsyca dalsze umocnienie USD i stanowi ryzyko dla wielu popularnych pomysłów inwestycyjnych z początku roku. Siła EUR i JPY, albo rajd rynków wschodzących stanęły pod znakiem zapytania, aktywując tryb „ratuj się kto może”. A zbliżający się koniec miesiąca nie sprzyja uspokojeniu.

W środowym kalendarzu makro próżno szukać istotnych pozycji, więc rynki finansowe skupią dyskusję na wzroście rentowności obligacji oraz jakie niesie to konsekwencje dla aktywów ryzykownych oraz dolara, gdzie inwestorzy po prostu mają zbyt dużo krótkich pozycji. Na pierwszy planie są 10-latki USA, które flirtują z poziomem 3 proc., choć to dopiero złamanie 3,05 proc. może przynieść większe spustoszenie. Szczególnie dla rynków wschodzących będzie to bardzo zła wiadomość, gdyż wyższe dochodowości długu w USA oznaczają spadek relatywnej atrakcyjności inwestycji w emerging markets, gdzie premia za ryzyko jest wyższa. W efekcie realizuje się negatywny scenariusz dla złotego, przed którym wielokrotnie przestrzegaliśmy. Ponieważ od strony czynników krajowych złoty stracił swoje najważniejsze atuty (pozostawiony w tyle szczyt tempa ożywienia gospodarczego, gołębi bank centralny), teraz jest zdany na kształtowanie się sentymentu globalnego, a ten w tym tygodniu krzyczy: odwrót! Po tym, z jaką łatwością EUR/PLN pokonał 4,20, zrównanie marcowych szczytów przy 4,24 nie jest jakimś niewyobrażalnym scenariuszem.

Sentyment rynkowy dodatkowo podkopało tąpnięcie Wall Street w reakcji na niepokojące informacje od czołowych spółek. Producent sprzętu budowlanego Caterpillar przestrzegł, że dobre wyniki za pierwszy kwartał mogą być szczytem jego możliwości, a firma wytwórcza 3M przed rozczarowaniem wynikami obroniła się tylko dzięki obniżce podatków. W ostatnich tygodniach kluczowym argumentem rynkowych optymistów w dyskusji przeciw popadaniu w panikę pod wpływem sygnałów protekcjonizmu i napięć geopolitycznych była siła globalnego ożywienia, która „ochroni nas od złego”. Dlatego wieści od spółek z USA trafiają w najgorszym momencie, gdyż dokładają obaw, że aktywa ryzykowne nie mogą się już obronić świetlanymi perspektywami globalnego wzrostu. Osobiście nie zapędzałbym się w popadaniu w pesymizm. W gospodarce światowej może nie jest już superdobrze, ale wciąż jest dobrze. Indeksy aktywności biznesu (PMI/ISM) są wciąż wysoko (choć nie na swoich szczytach), a wczoraj indeks zaufania konsumentów w USA nieoczekiwanie wzrósł do drugiego najwyższego poziomu do 2000 r. Złe wieści trafiają teraz na podatny grunt i utrudniają trzeźwą ocenę sytuacji. A do tego jesteśmy blisko końca miesiąca, co wprowadza dodatkowe zamieszanie. Przed nami jeszcze trochę jazdy po wybojach, zanim wyjedziemy na równą szosę.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Instytut Emerytalny: PPK to recepta na przyszłe problemy demograficzne

Pracownicze Plany Kapitałowe to nowość, która w najbliższych miesiącach planowana jest do wdrożenia. Będzie dodatkową możliwością długoterminowego oszczędzania na emeryturę. PPK mają być obligatoryjnymi umowami o wnoszenie składek do funduszy inwestycyjnych – zakładane u większości pracodawców, którzy będą musieli zapisać swoich pracowników i inne osoby zatrudnione. Do wnoszenia składek będzie zachęcało państwo oferując dopłaty.

– PPK to kilkanaście lub kilkadziesiąt lat oszczędzania po to, by w wieku 60 lat wycofać te środki i mieć dodatkowe źródło pieniędzy poza emeryturą – powiedział agencji eNewsroom.pl dr Marcin Wojewódka, radca prawny, wiceprezes Instytutu Emerytalnego – Z perspektywy długoterminowej PPK to konieczność – ze względu na przyszłe procesy demograficzne, które będą zachodzić w naszym kraju. Ma to pomóc w oszczędzaniu z myślą o przyszłości – czego dzisiaj nie robimy – wskazał Wojewódka.

Trwają zgłoszenia do #WARSAW booster’18

Rynek fintech w Polsce osiągnął w 2017 roku wartość ok. 860 mln euro – wynika z raportu Deloitte. Obok dużych graczy istnieje też wiele mniejszych przedsiębiorstw, które chcą wejść na rynek ze swoimi innowacyjnymi produktami. Program Akceleracyjny #WARSAW booster’18, którego jednym z partnerów jest Nationale-Nederlanden, ma im to ułatwić, oferując pomoc doradców z branży finansowej i ubezpieczeniowej.

Warszawa, biorąc przykład z Londynu – europejskiej stolicy fintechu, poprzez inicjatywy publiczno-prywatne chce wspierać rozwój nowych technologii. Urząd m. st. Warszawy we współpracy z Youth Business Poland organizuje miejski projekt akceleracyjny dla startupów z branży fintech oraz insurtech. Program #WARSAW booster’18 ma zapewnić startupom wsparcie doświadczonych doradców oraz pomoc w pozyskaniu finansowania na realizację planów biznesowych. O wartość merytoryczną przedsięwzięcia zadbają eksperci fintech i insurtech z 12 firm partnerskich.

– O ile bankowość jest już mocno związana ze startupami i coraz częściej słyszymy o wspólnych rozwiązaniach na rzecz rozwoju całego sektora, o tyle na rynku ubezpieczeń wciąż jest jeszcze duża przestrzeń do zagospodarowania przez insurtechy. Naszym zdaniem mogą one odegrać dużą rolę w rozwoju branży ubezpieczeniowej, szczególnie jeśli będą współpracować z markami, które mają już duże doświadczenie rynkowe. Z pewnością może to pomóc w jeszcze lepszej obsłudze klientów, którzy poszukują coraz prostszych i nowocześniejszych rozwiązań – mówi Małgorzata Kostecka, Dyrektor Departamentu Rozwoju Rozwiązań Biznesowych i SparkLab z Nationale-Nederlanden, jedna z mentorek #WARSAW booster’18.

Do 30 kwietnia 2018 r. organizatorzy #WARSAW booster’18 czekają na zgłoszenia młodych firm działających na rynku maksymalnie trzy lata oraz twórców projektów biznesowych, którzy nie posiadają jeszcze zarejestrowanej działalności gospodarczej. Do programu zakwalifikowanych zostanie 40 inicjatyw. Założyciele startupów wezmą udział w cyklu warsztatów oraz będą mogli liczyć na porady mentorów – praktyków biznesu, którzy znają specyfikę fintech oraz insurtech.

Program #WARSAW booster’18 oferuje także wsparcie finansowe. Wyróżniające się startupy będą miały szansę zdobyć nagrody o łącznej wartości 100 000 zł. Ponadto projekt zwieńczy Warsaw Fintech Demo Day – prestiżowa gala, podczas której najlepsze firmy zaprezentują się przed potencjalnymi inwestorami. Dla młodych przedsiębiorców to także okazja, by rozwinąć sieć kontaktów biznesowych i nawiązać współpracę z partnerami korporacyjnymi, którzy chcą wspierać nowe rozwiązania na rynku fintech i insurtech.

Kolejna pula obligacji PKN ORLEN trafi na rynek

PKN ORLEN, w ramach trzeciej serii obligacji detalicznych, wyemituje papiery dłużne oprocentowane według zmiennej stopy procentowej, na którą składa się WIBOR 6M i marża w wysokości 1,20%. Zapisy na obligacje o łącznej wartości 200 mln zł ruszą już 7 maja br.

Podobnie jak w przypadku wcześniejszych emisji, również seria C skierowana jest do inwestorów indywidualnych. Przy tej emisji Koncern zdecydował się na stosowaną w poprzednim programie metodę przydziału, w której decyduje kolejność zapisów.

Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN
Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN

– Zaproponowaliśmy atrakcyjne warunki i liczymy, że wypracowana przez nas stabilna pozycja na rynku przełoży się na zainteresowanie ze strony inwestorów. Naszą wiarygodność jako solidnego i godnego zaufania partnera biznesowego wzmacnia również ocena agencji Fitch Ratings, która przyznała całemu programowi rating na poziomie A(pol) – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Nowa emisja, podobnie jak dwie poprzednie, będzie skierowana do inwestorów indywidualnych poprzez rozbudowaną sieć Punktów Obsługi Klienta oraz Punktów Usług Maklerskich Domu Maklerskiego PKO Banku Polskiego. Intencją Koncernu jest notowanie papierów dłużnych na rynku Catalyst Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. W ramach programu, PKN ORLEN może wyemitować, w kilku seriach, obligacje do łącznej kwoty 1 mld zł. Parametry poszczególnych emisji są dostosowywane do bieżących oczekiwań rynkowych oraz potrzeb Koncernu.

W dwóch ostatnich seriach programu emisji papierów dłużnych skierowanych do inwestorów indywidualnych zainteresowanie znacznie przewyższyło pulę dostępnych środków. Inwestorzy mają możliwość sprzedaży oraz kupna tych walorów na rynku Catalyst Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Polscy naukowcy stworzyli prototyp światła, które może zastąpić słońce. To przełomowe odkrycie pomoże w misjach kosmicznych i leczeniu depresji

Polscy naukowcy stworzyli prototyp światła, które może zastąpić słońce. To przełomowe odkrycie pomoże w misjach kosmicznych i leczeniu depresji 9

Od światła jest uzależniony rytm biologiczny człowieka, w tym wydzielanie serotoniny, która odpowiada za jakość snu i aktywność w ciągu dnia. Dzięki opracowanym przez polskich naukowców koktajlom świetlnym złożonym z różnych długości fal, można stworzyć warunki w kosmosie podobne do tych panujących na Ziemi. Prototyp już istnieje, po testach może zacząć być wdrażany. Znajdzie zastosowanie także w szklarniach, w układach hydroponicznych, bioreaktorach, a nawet w leczeniu depresji.

– Światło jest kluczowym parametrem do przeżycia w kosmosie. Każdy statek kosmiczny, jak i przyszłe habitaty, będą zaizolowane od światła gwiazd. My, jako istoty, rośliny i większość organizmów przystosowanych do światła słonecznego, musimy jakoś zapewnić ludziom i organizmom w kosmosie symulujące światło słoneczne, światło gwiazdy, ale tak żeby nie uszkodzić komórek. Dlatego opracowaliśmy już prototyp takiego oświetlenia, które symuluje światło słoneczne – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Agata Kołodziejczyk ze Space Garden.

Światło ma największy wpływ na rytm biologiczny człowieka – na gospodarkę hormonalną, metabolizm czy krążenie krwi. Światło synchronizuje wewnętrzny zegar, dzięki czemu działamy w trybie dobowym. Pod wpływem słońca zachodzi synteza białek, w tym serotoniny, która odpowiada za kontrolę snu, utrzymanie stanu aktywności. Brak serotoniny może doprowadzić do agresji, rozdrażnienia, a nawet depresji. W takich warunkach każda misja kosmiczna staje się utrudniona. Kosmonauci zamknięci w habitatach, nie mając dostępu do światła słonecznego, już po pierwszej dobie tracą poczucie czasu. Stworzenie sztucznego słońca, światła złożonego z charakterystycznych fal, może temu zaradzić.

W Advanced Concepts Team w Europejskiej Agencji Kosmicznej zaprojektowano taki prototyp słońca na bazie specjalnych LED-ów. Działa inaczej niż światło w domach czy biurach, bo bezpośrednio wpływa na organizm, zastępując prawdziwe słońce. Są to lampy fizjologiczne, które emitują promienie UV na odpowiedniej częstotliwości, stymulując receptory serotoninowe.

– To światło ma generować syntezę serotoniny w mózgu. W czasie dnia będziemy bardziej aktywni, będzie to regulowało nasz zegar biologiczny, sen oraz stany psychologiczne, jak depresja, przemęczenie czy brak motywacji. Jest ono kluczowe jeżeli chodzi o misje kosmiczne, ale również pożyteczne jeżeli się okaże, że rzeczywiście to oświetlenie działa – ocenia dr Agata Kołodziejczyk.

Stworzone światło pomoże w prawidłowej percepcji czasu, który w ciemności płynie wolniej. Dzięki percepcji czasu można określić położenie, co ma istotne znaczenie w kosmosie. To może przyspieszyć misje kosmiczne, ale również loty turystyczne w kosmos.

Jeśli dalsze testy wypadną pozytywnie, zastosowanie sztucznego słońca może być znacznie szersze, np. przydatne np. w leczeniu depresji, na którą duży wpływ ma właśnie brak słońca. Obecnie – według WHO – depresja jest jedną z najbardziej powszechnych chorób. W 2020 roku będzie już drugą, a w 2030 roku – znajdzie się na pierwszym miejscu. Łącznie na depresję na świecie cierpi nawet 350 mln osób.

– Sztuczne światło słoneczne będzie kluczowe do prawidłowej syntezy białek typu witamina D, kwas urokainowy czy serotonina, odpowiedzialna za sen, agresję i ogólnie za stan aktywności. Będzie miało zastosowanie w szklarniach, w układach hydroponicznych, bioreaktorach i oczywiście dla ludzi – mówi ekspertka.

Pierwsze testy takiego światła były już prowadzone na zwierzętach. Testy na ludziach były przeprowadzane w Pile, gdzie mieści się baza kosmiczna Lunares. Ochotnicy zostali zamknięci w habitacie, który do złudzenia przypomina warunki panujące na stacji kosmicznej.

– Prototyp już istnieje, przeszły trzy dwutygodniowe misje i mamy obecnie badania przeprowadzone na osiemnastu osobach. Wciąż jest to za mało, żeby cokolwiek powiedzieć, ale po uzyskaniu danych, że to faktycznie działa, chcemy natychmiast przejść do produkcji i do wdrożenia we współpracy z firmą Philips – zapowiada dr Agata Kołodziejczyk.

Spotkania biznesowe zmieniają charakter. Nie cena a jakość obsługi i lokalizacja restauracji mają coraz większe znaczenie

Spotkania biznesowe zmieniają charakter. Nie cena a jakość obsługi i lokalizacja restauracji mają coraz większe znaczenie 10

Polscy przedsiębiorcy przykładają coraz większą wagę do organizacji spotkań biznesowych. Na znaczeniu traci cena, a zyskuje jakość obsługi i lokalizacja. Właściciele firm coraz chętniej wybierają na ten cel kameralne sale w restauracjach w centrum miasta. Rosnącą popularnością cieszą się dodatkowe atrakcje takie jak live cooking oraz zdrowe, lekkostrawne menu.

Spotkania biznesowe to dobra okazja do zaprezentowania firmy potencjalnemu klientowi lub omówienie celów i strategii rozwoju w gronie pracowników. Sukces tego rodzaju spotkań uzależniony jest jednak od ich odpowiedniej organizacji, przede wszystkim wyboru prestiżowej, a jednocześnie ciekawej lokalizacji. Polscy przedsiębiorcy w coraz większym stopniu zdają sobie sprawę z wagi spotkań biznesowych oraz z ich przebiegu.

 Spotkania biznesowe firm w ostatnim czasie zmieniły oblicze w kontekście używalności restauracji, przestrzeni konferencyjnych czy hotelowych. W tym momencie nie jest ważna cena, bo wcześniej osoby, które za to odpowiadały, bardzo często patrzyły na konkurencyjną cenę – mówi agencji informacyjnej Newseria Robert Skubisz, szef kuchni restauracji Amber Room.

Obecnie organizatorzy spotkań biznesowych stawiają przede wszystkim na jakość usług. Dużą wagę przywiązują do lokalizacji – restauracja powinna znajdować się w centrum miasta, aby wszyscy uczestnicy spotkania mieli dogodny dojazd. W przypadku gości z zagranicy dobrze jest wybrać lokal położony w pobliżu lotniska. Istotne są również wnętrza restauracji i wyposażenie techniczne – lokal powinien oferować możliwość przeprowadzenia wideokonferencji, wykorzystania sprzętu komputerowego oraz dobrej jakości internetu.

Często są to spotkania w przestrzeniach zamkniętych i małych gabinetach. Restauracje przeważnie mają małe sale, jeżeli porównamy się z hotelami, a coraz więcej firm szuka sal do spotkań na 30–40 osób, gdzie atmosfera jest bardziej kameralna i można się skoncentrować na istotnych problemach –mówi Robert Skubisz.

Coraz więcej właścicieli firm decyduje się na zorganizowanie spotkania biznesowego na tarasach lub w ogródkach zlokalizowanych przy restauracjach. Dużą popularnością cieszą się również dodatkowe opcje uatrakcyjniające spotkanie, np. live cooking, które dodatkowo integruje zespół.

Menu serwowane podczas tego rodzaju imprez dostosowane jest do potrzeb organizatorów, coraz większe uznanie zyskuje jednak jadłospis zgodny z zasadami zdrowego żywienia. Popularnością cieszą się lekkie śniadania oraz spotkania lunchowe.

– Warto wspomnieć o delikatnych, małych przystawkach, które nie przeszkadzają w trakcie spotkań, gdzie każdy może na spokojnie je spożyć. Rzadkością są opcje bufetowe, chociaż tego typu oferty są przez nas oferowane, połączone z przerwą, w trakcie której goście mogą swobodnie spożyć potrawy. Chodzi o to, żeby odświeżyć umysł, ale tego typu oferty są na drugim miejscu – mówi Robert Skubisz.

Organizatorzy spotkań biznesowych sporadycznie proszą o dołączenie do menu napojów alkoholowych. Jeśli wybierają taką opcję, rodzaj alkoholu dostosowują przede wszystkim do pory roku: zimą popularnością cieszą się ciężkie trunki, wiosną i latem natomiast delikatne białe wina lub drinki, które dobrze komponują się z lekkim menu.

– W przypadku śniadań biznesowych zaproponowałbym delikatne prosecco lub białe wino, w przypadku obiadów – czerwone delikatne wino, niezbyt mocno zbudowane pod względem smaku albo jakiś fajny koktajl owocowy – mówi Robert Skubisz.

Spotkania biznesowe organizowane są najczęściej w okresie od marca do czerwca oraz od września do listopada. Aby mieć pewność, że wybrana lokalizacja będzie dostępna, warto zacząć przygotowania przynajmniej miesiąc wcześniej.

Coraz więcej firm decyduje się na programy lojalnościowe. Już 70 proc. Polaków należy przynajmniej do jednego takiego programu

Coraz więcej firm decyduje się na programy lojalnościowe. Już 70 proc. Polaków należy przynajmniej do jednego takiego programu 11

Firmy coraz częściej angażują się w programy lojalnościowe. To sposób na budowę trwałych relacji z klientami w oparciu o dogłębną analizę ich potrzeb oraz dopasowanie do nich swojej oferty. Dzięki temu rośnie też popularność takich programów wśród konsumentów, czego przykładem jest rozpoczęcie współpracy sieci marketów Kaufland z Programem PAYBACK. Obecnie 70 proc. Polaków należy do przynajmniej jednego programu lojalnościowego.

Dane SalesBee pokazują, że w dużych sklepach nawet 37 proc. sprzedaży to efekt dobrej znajomości preferencji konsumentów. W Polsce wciąż relatywnie niewiele firm korzysta z big data. Z danych Eurostatu wynika, że jest to zaledwie 6 proc., ale świadomość jego roli w efektywnym prowadzeniu biznesu konsekwentnie wzrasta. Przekłada się to na zainteresowanie wdrażaniem i rozwijaniem programów lojalnościowych, w tym także multipartnerskich, takich jak PAYBACK, do którego właśnie dołączyła duża sieć marketów – Kaufland.

– Wszystkie firmy, które wiedzą, że informacja staje się kluczowa, chcą rozwijać programy lojalnościowe, po to, aby lepiej zrozumieć potrzeby i zachowania klienta. To istotne szczególnie dla firm z branży retail – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Głos, dyrektor ds. kluczowych partnerów w PAYBACK Polska.

Tomasz Głos podkreśla, że uczestnictwo w programie multipartnerskim daje możliwość szerszego poznania zachowań konsumentów dzięki pogłębionym analizom prowadzonym w różnych sektorach rynku handlowo-usługowego.

Wejście nowego partnera, zwłaszcza tak dużej i popularnej sieci jak Kaufland, przekłada się też na wymierne korzyści dla uczestników, którzy w przypadku PAYBACK mogą jeszcze łatwiej i szybciej zbierać punkty, wymieniać je na nagrody lub wykorzystywać do realizacji zakupów.

– Chcieliśmy zaoferować naszym klientom więcej niż konkurencja, która prowadzi zamknięte programy lojalnościowe. My oferujemy program multipartnerski, który oprócz możliwości zbierania punktów w sieci marketów Kaufland i wykorzystywania ich do realizacji zakupów, daje klientom również możliwość korzystania z oferty ponadtrzystu partnerów PAYBACK w ok. czterech tysiącach punktów sprzedaży – tłumaczy Norbert Czyżewski, dyrektor pionu CRM w Kaufland Polska.

Z ubiegłorocznego badania Comarch i Kantar TNS „Przyszłość zakupów. Najważniejsze trendy w retail dziś i w 2030 roku” wynika, że 70 proc. Polaków korzysta co najmniej z jednego programu lojalnościowego. Z kolei Monitor Programów Lojalnościowych, opublikowany przez ARC Rynek i Opinia w 2017 roku, wskazuje, że w ciągu roku odsetek użytkowników takich programów zwiększył się o 17 pkt proc., a  35 proc. klientów kupuje więcej dzięki uczestnictwu przynajmniej w jednym z nich.

Programy lojalnościowe w Polsce rozwijają się w ostatnich latach bardzo dynamicznie. Polacy je polubili. Widzimy wyraźnie, że klienci są gotowi dzielić się informacjami na swój temat, na temat swoich decyzji zakupowych, ale oczekują za to specyficznego traktowania, dobrze dopasowanych, atrakcyjnych ofert, które pozwolą im korzystać na tych programach lojalnościowych – komentuje Tomasz Głos.

– Od kilkunastu lat obsługujemy miliony polskich klientów i dzięki temu byliśmy w stanie poznać dosyć dobrze ich oczekiwania. Kiedyś bardzo ważna była najniższa cena, w tej chwili równie ważna jest bardzo wysoka jakość oraz przyjemne, wygodne zakupy i spersonalizowana oferta. Dzięki dołączeniu do Programu PAYBACK będziemy w stanie właśnie to zaoferować naszym klientom – mówi Norbert Czyżewski.

Monitor Programów Lojalnościowych pokazuje także, że zainteresowanie programami lojalnościowymi rośnie obecnie najbardziej w mniejszych miejscowościach, do 100 tys. mieszkańców, oraz na wsiach, zwłaszcza w kategorii hipermarkety i dyskonty.

– Kaufland ma markety zarówno w większych ośrodkach miejskich, jak i w mniejszych miastach, gdzie programy lojalnościowe szczególnie się rozwijają. Klienci Kaufland uzyskają dzięki Programowi PAYBACK możliwość zbierania punktów w naszych sklepach, płacenia nimi za zakupy, dostęp do wielu nagród, a przede wszystkim spersonalizowane oferty, które będą trafiały dokładnie w ich potrzeby – podkreśla Norbert Czyżewski.