Gołębi EBC osłabił kurs euro. Złoty pozostaje słaby

Korekta spadkowa rentowności zagranicą wspiera również polską krzywą dochodowości. Gołębi EBC osłabił euro. Kurs EURUSD spadł do 1,21. Złoty stabilny w okolicach 4,23 na EURPLN.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Złoty pozostaje słaby. W czwartek kurs EURPLN notowany był blisko 4,23. Brak perspektyw w kwestii zmiany stóp w Polsce, powoduje, że PLN reaguje przede wszystkim na zachowanie rynku głównej pary walutowej. EURUSD schodzi na coraz niższe poziomy, w czwartek, testując wsparcie na poziomie 1,21 USD. W ostatnich dniach do skracania krótkich pozycji w USD zachęcał wzrost rentowności długu amerykańskiego na bazie rosnących oczekiwań inflacyjnych nasilanych wysokimi cenami ropy naftowej. W czwartek dolara dodatkowo wspierały lepsze od oczekiwanych dane z USA (zamówienia na dobra trwałe i tyg. raport z rynku pracy), a przede wszystkim gołębi wydźwięk posiedzenia EBC.

Bank zachował stopy procentowe bez zmian i potwierdził utrzymanie programu QE do końca września br. lub dłużej (do momentu aż zauważy trwałe dostosowanie ścieżki inflacji). EBC podtrzymał też zamiar utrzymania stóp na obecnych poziomach poza horyzont programu skupu aktywów. Posiedzenie zbiegło się z publikacją serii słabych danych z gospodarki EZ wspierających łagodną politykę banku, co dało komfort władzom EBC w podtrzymaniu gołębich poglądów.

Podczas konferencji prasowej, prezes Mario Draghi unikał zapewnień czy w czerwcu podane zostaną dalsze szczegóły wychodzenia z programu skupu aktywów twierdząc, że Rada Prezesów EBC nie dyskutowała o zagadnieniach polityki monetarnej. Draghi zwrócił uwagę na spowolnienie aktywności gospodarczej, jednak jego zdaniem rozwój EZ powinien pozostać solidny. Oczekuje też powrotu inflacji do celu w średnim terminie.

Posiedzenie EBC nie przyniosło nowych informacji w kwestii polityki monetarnej w strefie euro, co dało pole do odreagowania ostatnich wzrostów rentowności obligacji w Europie. Niemieckie 10-letnie Bundy odsunęły się od granicy 0,60%, a w ostatnich dwóch dniach cała tamtejsza krzywa dochodowości przesunęła się o blisko 5pb w dół. Wzrost cen papierów dłużnych wspierała również sytuacja w USA, gdzie papiery 10-letnie po naruszeniu poziomu 3% na razie nie wykazują potencjału do kontynuacji tego ruchu, biorąc pod uwagę bardzo płaskie nachylenie krzywej UST.

Polskie papiery skarbowe podążały w czwartek za notowaniami zagranicą. Spadki dochodowości obligacji były widoczne we wszystkich tenorach, co dodatkowo wspierał fakt niskiej podaży papierów na piątkowej aukcji. W piątek MF opublikuje też plan podaży obligacji skarbowych w maju, gdzie planowana sprzedaż powinna pozostać na relatywnie niskich poziomach i nie przekraczać tej z kwietnia. W takiej sytuacji oczekujemy, iż w najbliższych dniach rentowności polskich papierów 2-letnich powinny pozostać przy 1,50%, 5-letnie w przedziale 2,30%-2,40% a 10-letnie blisko 3,0%. Spread dochodowości polskich instrumentów dłużnych nad zagranicznymi również powinien utrzymać się na relatywnie niskich poziomach, gdzie w odniesieniu do krzywej amerykańskiej jest on już tylko nieznacznie dodatni na dłuższym krańcu.

Wykres dnia: Gołębia polityka EBC na tle jastrzębiego FOMC wywiera presję na euro (obecnie EURUSD notuje najniższe poziomy od stycznia br.).

gołębia polityka EBCAutorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / Źródło: PKO Bank Polski

Szwedzki Bank Narodowy odsuwa podwyżki stóp procentowych w czasie

Riksbank nie zmienił parametrów polityki pieniężnej, pozostawiając główną stopę procentową poniżej zera. Jednocześnie Riksbank odsunął w czasie moment pierwszej w cyklu podwyżki stóp procentowych na 4q18 (obniżając prognozowaną ścieżkę stóp procentowych). Decyzja nie była jednomyślna (1 z głosujących opowiedział się za podwyżką stóp). Prognozy inflacji Riksbanku zostały skorygowane nieznacznie w dół jedynie w 2018, a w dłuższym horyzoncie nie zmieniły się. Choć Riksbank ma już dużo argumentów za podwyżkami stóp (m.in. ostatnia deprecjacja SEK, wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych), to jednak naszym zdaniem czynniki te nie będą wystarczające, aby wygenerować wyraźny impuls inflacyjny. Ograniczający wpływ na procesy cenowe powinny mieć jeszcze globalny brak presji inflacyjnej a także przecena na rynku nieruchomości, która może istotnie osłabić konsumpcję i wzrost gospodarczy.

Biorąc pod uwagę, że oba te czynniki mogą odcisnąć się wyraźnie na bieżących odczytach inflacji i wzrostu PKB, zmieniamy naszą prognozę stóp procentowych Riksbanku. Prognozujemy, że w tym roku nie będzie podwyżek stóp procentowych w Szwecji (wobec poprzednio oczekiwanych 2 podwyżek) a pierwszej podwyżki można spodziewać się dopiero w 2h19, wraz z początkiem normalizacji polityki pieniężnej EBC.

Centrum Analiz PKO Bank Polski

EBC nie zmienił stóp procentowych

EBC nie zmienił głównych stóp procentowych (refinansowa: 0,00%, stopa kredytu w EBC: 0,25%, depozytowa: -0,40%), zgodnie z oczekiwaniami.

Komunikat pozostał w kształcie przyjętym po marcowym posiedzeniu, gdy usunięto stwierdzenie o możliwości wydłużenia lub zwiększenia programu QE, gdyby perspektywy gospodarcze pogarszały się. Nie zmieniła się także część dotycząca zmienności kursu euro. Bank wciąż ocenia bilans ryzyk dla wzrostu gospodarczego jako zrównoważony, ale zwraca uwagę na wzrost zagrożeń dla światowej gospodarki ze względu na ryzyko protekcjonizmu.

Rada Prezesów zastanawiała się nad przyczynami osłabienia wzrostu gosp. w większości gospodarek strefy. Wskazano na dwa główne źródła: 1) normalizację wzrostu po długim okresie „przyspieszonej” dynamiki oraz 2) efekty przejściowe (pogoda, strajki i przesunięcie terminu Świąt Wielkanocnych).

Podczas konferencji Mario Draghi stwierdził, że członkowie Rady Prezesów nie dyskutowali o zmianach w polityce pieniężnej. Prezes EBC uzasadnił to ostrożnością banku i chęcią poznania większego zakresu danych przed podjęciem decyzji o dalszym kształcie polityki (w tym programu QE). Oznacza to, że EBC nie jest pewny przyczyn wyhamowania wzrostu gospodarczego na początku roku, tj. tego, czy są one permanentne czy przejściowe, oraz czy wynikają ze strony podażowej czy popytowej. Naszym zdaniem należy to odbierać jako gołębi akcent wskazujący na ryzyko przesunięcia zmian w polityce komunikacyjnej na lipiec (wciąż jednak, w scenariuszu bazowym, decyzji w tym zakresie oczekujemy w czerwcu).

M. Draghi wskazał również na pojawienie się sygnałów rosnącej presji płacowej, które wspierają prognozy narastania presji inflacyjnej. W jego ocenie europejska inflacja wciąż potrzebuje jednak „pomocy” ze strony EBC, aby osiągnąć cel banku. Dlatego EBC powinien pozostać ostrożny i cierpliwy.

Podsumowując, nadal zakładamy, że program QE (z wyłączeniem reinwestycji) zostanie wygaszony w 2018, po ograniczeniu jego skali w 4q18. Jednocześnie, uważamy, że podwyżki stóp procentowych są odległą przyszłością i nie spodziewamy się ich wcześniej niż w 2h19.

Źródło/Autor: PKO Bank Polski

Czym charakteryzuje się najlepszy hosting strony WWW?

Konkurencja na polskim rynku hostingowym jest bardzo duża. Klienci często zmieniają usługi, na których trzymają swoje strony internetowe. Według danych DNS w drugim kwartale 2016 roku hosting zmieniany był średnio 467 razy dziennie. To aż o 48 razy więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Szukamy usług, które spełnią nasze oczekiwania. W jaki sposób znaleźć najlepszy hosting i czym powinien się on charakteryzować?

Poszukiwania w najlepsze

Polski webmaster może przebierać w ofertach usług hostingowych, ale znalezienie tej najlepszej w praktyce oznaczałoby konieczność testowania wszystkich usług. Oczywiście – nie jest to rozsądne rozwiązanie, ale warto jednak na podstawie kilku kryteriów wybrać parę usług hostingowych, a następnie je przetestować w celu wskazania takich, które spełniają nasze oczekiwania.

  1. Darmowy okres testowy – można powiedzieć, że na polskim rynku darmowy okres testowy jest już standardem. Oferują go i mniejsi, i więksi gracze. Np. hosting WWW na AZ.pl pozwala na 14 dni okresu testowego, ale wiele firm oferuje np. tylko 7 dni na taki test. Oczywiście im dłużej, tym lepiej, gdyż mamy więcej czasu na dokładniejsze sprawdzenie usługi.
  2. Ograniczenie do jednej domeny – w dalszym ciągu istnieją hostingi WWW, które oferują konta, gdzie możemy korzystać wyłącznie z jednej domeny i tylko jednej bazy danych. Korzystanie z takiej oferty nie ma sensu, gdyż zdecydowana większość firm nie stawia takich ograniczeń.
  3. Uptime – oznacza czas nieprzerwanej pracy serwera. Jeden z wyjątkowych wyników pod tym względem należy do firmy Stratus Technologies, której serwer nie był resetowany przez… 24 lata. Skonstruowano go tak, że można w nim wymieniać części bez jego resetowania. W praktyce jednak warto szukać serwerów, które mają uptime od 99,95% wzwyż. 100 % jest trudne do osiągnięcia m.in. ze względu na konieczność aktualizowania oprogramowania.
  4. BOK – to, jak działa biuro obsługi klienta, ma ogromne znaczenie. Warto sprawdzić, w jakich godzinach możecie korzystać z pomocy, czy jest ona dostępna w soboty i niedziele, a także, jaka jest jej jakość. Ową jakość możemy sprawdzić, po prostu wysyłając kilka pytań. Na tej podstawie jesteśmy w stanie ocenić szybkość odpowiedzi i to, czy są one wartościowe. Czy BOK rozwiązał nasz problem?
  5. Panel administracyjny – cPanel i Direct Admin to dwa najbardziej popularne panele zarządzania serwerem. Niektóre hostingi oferują klientom również całkowicie autorskie rozwiązania. Tak naprawdę każde z wymienionych rozwiązań ma swoje plusy i minusy, a najlepszym sposobem oceny jest po prostu sprawdzenie tych paneli podczas okresu testowego.
  6. Jakie usługi w cenie – firmy hostingowe oferują klientom przeróżne pakiety. Co można otrzymać w cenie? Np. certyfikat SSL, darmową domenę na 12 miesięcy, do dyspozycji instalator CMS, SSH, bazy danych PostgreSQL, cykliczne zadania CRON, najnowszą wersję PHP. Tak naprawdę jednak klient musi ocenić, jakie usługi będą mu rzeczywiście potrzebne. Opcją dodatkową może być również rozszerzony backup z możliwością przywrócenia wersji strony sprzed np. 30 dni.
  7. Kopie zapasowe – hosting musi zapewniać kopie zapasowe danych. Klient powinien mieć możliwość odtworzenia swojego konta np. sprzed 3 czy 7 dnia, a często poszczególne firmy umożliwiają odtworzenie nawet starszej wersji konta użytkownika.
  8. Ograniczenia dla konta klienta – każde konto hostingowe wiąże się z pewnymi ograniczeniami. W przypadku panelu Direct Admin użytkownik po zalogowaniu widzi m.in. poniższe informacje. Tzw. Max jest uzależniony od wykupionego pakietu. W tym przykładzie widzimy m.in. limit plików, limit wiadomości e-mail, ale z drugiej strony nie mamy limitu kont FTP czy baz danych.limit wiadomości e-mail

9. Opinie o usłudze – o każdej popularnej usłudze można znaleźć w sieci wiele opinii. Warto brać je pod uwagę, ale zachowując zdrowy rozsądek. Pamiętajmy, że firmy hostingowe mają tysiące klientów, a w sieci opinie wystawiają najczęściej osoby niezadowolone. Najlepszą rekomendacją jest pozytywna ocena znajomego z branży, szczególnie osoby, która korzysta z danej usługi hostingowej od wielu lat.

Najlepszy odnaleziony?

Jak już wspominaliśmy, nie da się wskazać najlepszego hostingu na rynku, ale zaproponowane przez nas kryteria powinny pozwolić wybrać kilka usług, które warto przetestować. Wśród nich na pewno znajdzie się hosting WWW, który pozytywnie zaskoczy użytkownika.

Grupa Kapitałowa GPW publikuje wyniki za I kwartał 2018 r.

  • Zysk netto Grupy Kapitałowej GPW uplasował się na solidnym poziomie 28,5 mln zł w I kw. 2018 r. pomimo niesprzyjającej aktywności na rynku finansowym
  • Przychody ze sprzedaży wyniosły 85,9 mln zł w I kw. 2018 r.
  • Zarząd GPW rekomenduje wypłatę dywidendy na poziomie 92,3 mln zł (2,20 zł na akcję)

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) w I kw. 2018 r. wypracowała 85,9 mln zł przychodów ze sprzedaży i osiągnęła 28,5 mln zł zysku netto. Zysk EBITDA w tym okresie wyniósł 42,6 mln zł. Przychody ze sprzedaży spadły o 5,6% wobec I kw. 2017 r. i o 6,8% wobec IV kw. 2017 r. Spadek przychodów w ujęciu rocznym wynika z niższej aktywności inwestorów, natomiast kwartalnie jest efektem niższych wolumenów osiągniętych w pierwszych trzech miesiącach tego roku na rynku finansowym, zwłaszcza porównując wolumeny z rekordowym I kw. 2017 r. Niższe przychody kwartał do kwartału to także efekt spadku aktywności uczestników na rynkach finansowych i przede wszystkim towarowym wobec IV kw. 2017 r.

Marek Dietl, prezes Zarządu GPW
Marek Dietl, prezes Zarządu GPW

– Za kilka tygodni Zarząd GPW przedstawi aktualizację strategii na lata 2014-20, w której przedstawimy konkretne inicjatywy strategiczne zorientowane na poprawę pozycji konkurencyjnej i wzrost EBITDA. Nasze prace idą w parze z pracami nad rządową strategią rozwoju rynku kapitałowego, która pod lupę weźmie kwestie regulacyjne i instytucjonalne. Ten rok jest zatem kluczowy dla wytyczenia kierunków rozwoju naszego parkietu – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Koszty operacyjne w I kw. 2018 r. wzrosły o 4,0% w porównaniu z tym samym okresem przed rokiem i spadły o 1,3% wobec poprzedniego kwartału 2017 r. do 48,4 mln zł. Wskaźnik kosztów do przychodów ukształtował się na poziomie 56,3% wobec 51,1% w I kw. 2017 r. oraz 53,1% w IV kw. 2017 r. W kosztach I kwartału 2018 r. ujęta jest rezerwa 9,0 mln zł z tytułu opłaty rocznej na rzecz KNF na poziomie Grupy Kapitałowej, wobec 11,4 mln zł w I kw. 2017 r. Na wzrost kosztów I kw. 2018 r. w ujęciu rocznym wpłynęły przede wszystkim wyższe koszty amortyzacji w związku z wdrożeniem dwóch nowych systemów TGE w 2017 r. oraz koszty osobowe łącznie w związku z wyższym zatrudnieniem i wyższymi rezerwami na nagrody roczne w 2018 r.

Zarząd GPW rekomenduje przeznaczenie na wypłatę dywidendy 92,3 mln zł, co wyniesie 2,20 zł na akcję i stanowi 63,3% skonsolidowanego zysku netto spółki GPW za rok obrotowy 2017 przypadającego akcjonariuszom GPW i skorygowanego o udział w jednostkach stowarzyszonych. Rekomendacja jest zgodna z obowiązującą polityką dywidendową GPW.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za I kw. 2018 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w I kw. 2018 r. wyniósł 28,5 mln zł, więcej o 2,7% niż rok wcześniej i mniej o 27,7% niż w IV kw. 2017 r. Spadek zysku netto w ujęciu kwartalnym to efekt niższych przychodów z rynku finansowego o 10,9%, a także wyższych o 4,0% kosztów w I kw. 2018 r. Na wynik netto wpłynął także spadek o ponad połowę udziału w zyskach jednostek stowarzyszonych w stosunku do ubiegłego roku – do 0,7 mln zł.

Przychody z rynku finansowego

W I kw. 2018 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 49,6 mln zł, co oznacza spadek względem poprzedniego roku o 10,9% oraz o 4,4% kwartał do kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 57,7% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW w porównaniu do 61,1% w I kw. 2017 r. i 56,3% w IV kw. 2017 r. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, emitentów i sprzedaży informacji.

Obsługa obrotu na rynku finansowym

W I kw. 2018 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 32,9 mln zł w porównaniu do 38,8 mln zł rok wcześniej. Jest to spadek o 15,3% rdr i 5,0% kdk. Na wynik największy wpływ miał spadek przychodów z obrotu akcjami i innymi instrumentami udziałowymi – o 17,6% rdr i 8,5% kdk do 24,9 mln zł. Z kolei w I kw. 2018 r., w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej, znaczący wzrost przychodów odnotowano na pozycji przychodów z tytułu obrotu instrumentami pochodnymi o 20,9% do 3,2 mln zł.

Obsługa emitentów

W I kw. 2018 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,9 mln zł w porównaniu do 6,3 mln zł zarówno w I kw. 2017 r., jak i IV kw. 2017 r. Przychody z tytułu opłat za notowania osiągnęły 5,1 mln zł w I kw. 2018 r. (-1,9% kdk i 2,2% rdr). Wyższa kapitalizacja spółek na koniec 2017 r. wobec osiągniętej rok wcześniej, będąca podstawą przy wyliczeniu opłat za notowanie, nie zrekompensowała spadku liczby spółek w ujęciu rocznym (482 vs. 487 spółek). Niższe aktywności na rynkach IPO i SPO w I kw. 2018 r. wobec I kw. i IV kw. 2017 r. przyczyniły się do spadku do 0,8 mln zł przychodów z tytułu wprowadzenia w I kw. 2018 r. wobec 1,2 mln zł w I kw. 2017 r. i 1,3 mln zł w IV kw. 2017 r.

Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w I kw. 2018 r. osiągnęły poziom 10,8 mln zł, co oznacza wzrost o 3,1% rok do roku i jednocześnie spadek o 2,1% względem IV kw. 2017 r. Przychody z tej linii stanowiły 12,5% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW.

Przychody z rynku towarowego

W pierwszym kwartale 2018 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 36,2 mln zł, o 3,1% więcej niż rok wcześniej i o 9,9% mniej niż w IV kw. 2017 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW w I kw. 2018 r. wyniósł 42,1%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w I kw. 2018 r. wzrosły o 13,9% rdr oraz spadły o 12,1% kdk, do 17,7 mln zł. Przychody z obrotu energią wyniosły 3,1 mln zł w I kw. 2018 r., wzrosty o 71,0% rdr i o 9,0% kdk. Natomiast w I kw. 2018 r. przychody z obrotu gazem spadły o 10,4% rdr i o 25,3% kdk do 2,3 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia wzrosły w pierwszym kwartale 2018 r. o 9,9% rdr i spadły o 16,6% kdk do 9,5 mln zł. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w I kw. 2018 r. wyniosły 2,8 mln zł w porównaniu do 2,6 mln zł w I kw. 2017 r. i 2,9 mln zł w IV kw. 2017 r. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od liczby i aktywności Członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji.

Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W I kw. 2018 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 7,1 mln zł, co oznacza spadek o 21,8% rdr i o 10,5% mniej niż w IV kw. 2017 r. Znaczny spadek przychodów z tytułu prowadzenia RŚP wynika ze spadku liczby umorzonych praw majątkowych (wolumeny spadły o 84,9% rdr i o 62,0% kdk).

Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji w I kw. 2018 r. wyniosły 11,3 mln zł, o 8,9% mniej niż rok wcześniej i o 6,2 % więcej niż w IV kwartale 2017 r. Na zmianę przychodów z tego tytułu wpływ mają wolumeny obrotu na wszystkich rynkach prowadzonych przez TGE.

Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji na rynku towarowym w I kw. 2018 r. osiągnęły poziom 98 tys. zł wobec 85 tys. zł w I kw. 2017 r. i 92 tys. zł w IV kw. 2017.

Koszty działalności operacyjnej

W I kw. 2018 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 48,4 mln zł, czyli 4,0% więcej niż w analogicznym okresie w 2017 r. i 1,3% mniej niż w IV kw. 2017 r. W I kwartale tego roku wskaźnik kosztów do przychodów ukształtował się na poziomie 56,3% w porównaniu do 51,1% w I kw. 2017 r. i 53,1% w IV kw. 2017 r.

Porównując koszty pomiędzy kwartałami należy zwrócić uwagę na niższy poziom opłaty Grupy GPW za nadzór nad rynkiem kapitałowym niż przed rokiem, zaksięgowany na poziomie 9,0 mln zł w I kw. 2018 r. wobec 11,4 mln zł w I kw. 2017 r. oraz niższe koszty usług obcych w I kwartale tego roku wynoszące 9,9 mln zł w I kw. 2018 r. i 9,0 w I kw. 2017 r. wobec 20,3 mln zł w IV kw. 2017 r.

Łączne koszty osobowe wyniosły 17,4 mln zł w I kw. 2018 r., o 11,3% więcej rdr i o 1,3% więcej kdk. Wzrost kosztów rok do roku wynika z większego zatrudnienia oraz wyższych rezerw zawiązanych na niewykorzystane urlopy. Wzrost kosztów amortyzacji o 22,4% rdr oraz o 3,4% kdk do 7,8 mln zł wynika z amortyzacji dwóch nowych systemów wprowadzonych w 2017 r.: X-Stream (maj) i Sapri (listopad). W I kwartale 2018 r. GK GPW odnotowała spadek kosztów czynszów o 3,9% rdr i wzrost o 19,4% kdk w wyniku ujęcia w kosztach I kw. 2018 r. opłat czynszu za siedzibę TGE w 2017 r. i za I kw. 2018 r. w rezultacie późniejszego niż planowano zakończenia umowy dzierżawy tej powierzchni.

Udział w zyskach jednostek stowarzyszonych

W I kw. 2018 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek stowarzyszonych wyniósł 0,7 mln zł w porównaniu do 1,5 mln zł w I kw. 2017 r. oraz 1,9 mln zł w IV kw. 2017 r. Na udział w zyskach jednostek stowarzyszonych miały wpływ przede wszystkim wyniki Grupy KDPW i Aquis Exchange. W I kw. 2018 r. zysk KDPW przypadający na GPW wyniósł 1,6 mln zł w porównaniu do 2,0 mln zł rok wcześniej. Platforma obrotu Aquis Exchange wygenerowała w I kw. 2018 r. stratę, z której 0,9 mln zł przypadło na Grupę GPW, w porównaniu do 0,8 mln zł straty w I kw. 2017 r.

Jeszcze tylko jeden

Ekscytujący tydzień powoli dobiega końca. Rentowność 10-letnich obligacji USA zakończyła czwartek poniżej 3 proc., co może być pierwszą oznaką stabilizacji. Ponadto, jeśli świeży kapitał maczał palce w umocnieniu USD, przed weekendem może być zainteresowany redukcją ryzyka. W szerszym kontekście dalej jesteśmy w fazie przebudowy nastawienia wobec USD, co nakazuje ostrożność w odniesieniu do pozostałych walut G10.

EUR/USD pierwszy raz od stycznia zawitał pod 1,21. Wczorajszy przekaz z EBC nie był jasnym pretekstem do sprzedaży euro, ale jednocześnie nie dał wystarczających powodów dla kupujących, by stanąć na drodze generalnej aprecjacji dolara. W komunikacie po decyzji wszystko oprócz daty pozostało bez zmian w porównaniu z marcowym posiedzeniem. Na konferencji prasowej prezes Draghi był gdzieś pomiędzy neutralnym a gołębim. Z jednej strony nie wykazał większego niepokoju ostatnią serią słabszych danych makro. W jego ocenie przyhamowanie tempa ekspansji i normalizacja w danych była oczekiwana, choć osłabienie niektórych wskaźników było niespodziewane, ale zwrócił też uwagę na wpływ czynników jednorazowych. EBC wyraża zaufanie dla kontynuacji wzmocnienia inflacji, co jest wsparte przez zadowalające oznaki wzrostu płac. Z drugiej strony Draghi dorzucił nieco wątpliwości w kontekście tempa normalizacji, gdyż powiedział, że Rada Prezesów nie dyskutowała o przyszłości QE, ani o tym, co zrobi na kolejnym posiedzeniu w czerwcu. To w ocenie rynku pozostawia otwarta drogę dla pozostawienia tej decyzji na później (np. na lipiec).

Jeśli Draghiemu zależało nie dać żadnego sygnału kierunkowego dla EUR, to myślę, że to się udało. Jednak „zero” dla EUR i „plus” dla USD skutkował zjazdem eurodolara w akompaniamencie spadków innych crossów z dolarem. Nawis krótkich pozycji w USD, gromadzonych od IV kw. 2017 r., jest spory, a w przypadku EUR/USD – największy, i jeśli przekonanie do dolara ulega drastycznemu odwróceniu, to równoważenie pozycji nie zakończy się w jeden tydzień. Ale najbardziej brutalna część handlu zdaje się być już za nami i z ewentualną następną falą inwestorzy mogą chcieć poczekać na świeży impuls w danych. W tym kontekście nie liczyłbym jednak na wskazówki w dzisiejszym odczycie PKB za I kw. Tradycyjnie początek roku jest słaby (prog. 2 proc., poprz. 2,9 proc.), a występując w tym okresie burze śnieżne bez wątpienia nie dają podstaw dla pozytywnych zaskoczeń. Co wyjdzie słabiej w tym kwartale, zostanie odrobione w kolejnych z dodatkową pomocą efektów reformy podatkowej. Jeśli już szukać sygnałów z danych makro, to prędzej w przyszłym tygodniu (ISM, NFP).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Grupa Budimex publikuje wyniki za 1 kwartał 2018 r.

Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA
Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA

Grupa Budimex zakończyła pierwszy kwartał 2018 dobrymi wynikami – o 27% wyższą rok do roku sprzedażą, satysfakcjonującą rentownością i wynikiem netto na poziomie 63 milionów złotych.

Wzrost sprzedaży miał miejsce zarówno w segmencie budowlanym (17%), jak i deweloperskim (106%). Istotny wzrost sprzedaży w segmencie deweloperskim wynika z przekazania aż 688 mieszkań w stosunku do 409 mieszkań w pierwszym kwartale ubiegłego roku. Przychody ze sprzedaży w segmencie budowlanym wzrosły o 17% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego i były na najwyższym historycznie odnotowanym poziomie w pierwszym kwartale. W tym samym czasie produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 28,2%. Aktualny portfel zamówień pozwala nam patrzeć optymistycznie na sprzedaż, w związku z tym spodziewamy się utrzymania pozytywnej dynamiki w kolejnych kwartałach.

Wzrostowi przychodów Grupy Budimex w pierwszym kwartale 2018 towarzyszył spadek rentowności. Grupa osiągnęła rentowność zysku brutto przed podatkiem na poziomie 6,0%, przy czym w segmencie budowlanym było to 4,4%. Postrzegamy ten wynik jako bardzo dobry, w szczególności w odniesieniu do rentowności całego sektora budowlanego. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego już w 2017 roku branża odnotowała spadek rentowności zysku brutto do 3,8% wobec 5,0% w roku 2016. Jest to konsekwencja obserwowanej od kilku kwartałów rosnącej presji cenowej ze strony podwykonawców oraz istotnego wzrostu płac i cen materiałów. Wskaźniki indeksacji zawarte w aktualnych zapisach kontraktowych nie oddają rzeczywistości, w konsekwencji całe ryzyko kosztowe jest po stronie generalnych wykonawców. Dlatego też rozpoczynamy negocjacje z inwestorami odnośnie waloryzacji wynagrodzenia, których celem jest pokrycie strat wynikających z ponadprzeciętnych wzrostów cen kluczowych asortymentów. Ze względu na ambitne plany inwestycyjne kluczowych inwestorów, rok 2018 najprawdopodobniej nie przyniesie stabilizacji. Pomimo tego, w kolejnych kwartałach będziemy pracować nad utrzymaniem stabilnej rentowności, powyżej wskaźników rynkowych.

Na koniec marca 2018 roku portfel zamówień Grupy Budimex osiągnął 10,4 miliarda złotych i był zbliżony do poziomu z grudnia roku 2017. W ciągu trzech miesięcy 2018 roku podpisaliśmy kontrakty o wartości 1,1 miliarda złotych. Ze względu na coraz trudniejszą sytuację na rynku podchodzimy selektywnie do nowych kontraktów i nie planujemy dalszej rozbudowy portfela zamówień. Widoczna jest zmiana podejścia do nowych ofert u większości wykonawców. Coraz częściej na rynku obserwujemy sytuacje, w szczególności w segmencie kolejowym, gdzie najniższe oferty istotnie przekraczają budżet zamawiającego. Rynek jest coraz bardziej nasycony, a ryzyko dalszej presji kosztowej skłania branżę do szczególnie ostrożnego i rozważnego podejścia do kalkulacji nowych kosztorysów.

W pierwszym kwartale 2018 roku odnotowaliśmy charakterystyczny dla tego okresu spadek poziomu gotówki. Mimo to, na koniec pierwszego kwartału 2018 roku Grupa Budimex utrzymuje pozycję gotówkową netto na satysfakcjonującym poziomie 1,55 miliarda złotych.

W pierwszym kwartale 2018 roku przedsprzedaż mieszkań w segmencie deweloperskim osiągnęła poziom 270 mieszkań w porównaniu do 392 mieszkań w analogicznym okresie roku poprzedniego. Obecnie w budowie jest blisko 3 tysiące mieszkań, a na klientów oczekuje jeszcze 957 lokali.

W trakcie roku Budimex Nieruchomości planuje rozszerzyć ofertę o kolejne około 3 tysiące mieszkań, co powinno zaowocować przyspieszeniem przedsprzedaży w drugiej połowie roku. Aktualnie posiadany bank ziemi pozwala nam na wybudowanie kolejnych 7,6 tysięcy mieszkań.

Kumulacja podpisanych aktów notarialnych w pierwszym kwartale tego roku przełożyła się na istotny wzrost przychodów ze sprzedaży. Oddaliśmy w ręce klientów 688 lokali m.in. w ramach kolejnych etapów inwestycji Wiślany Mokotów, Nowe Czyżyny oraz Osiedle przy Rolnej. Zysk operacyjny segmentu deweloperskiego wyniósł 27 milionów złotych i był o 128% wyższy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Jednocześnie rentowność operacyjna uległa poprawie i osiągnęła poziom 12,7%.

W związku z dobrymi wynikami roku 2017 i bezpiecznym poziomem środków pieniężnych, Zarząd zarekomendował wypłatę rekordowej dywidendy wynoszącej 17,61 złotych brutto na akcję. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy podejmie ostateczną decyzję w tej sprawie w dniu 17 maja 2018 roku. Budimex SA wchodzi w skład indeksu WIGdiv obejmujący spółki, które regularnie wypłacają dywidendy na przestrzeni ostatnich 5 lat. Budimex SA wypłaca dywidendę nieprzerwanie od roku 2009.

Kontynuując obrany w ubiegłym roku kierunek minimalizacji ryzyka braku dostępności siły roboczej, konsekwentnie zwiększamy liczbę zatrudnionych pracowników fizycznych. W pierwszym kwartale 2018 roku zatrudnienie w Grupie Budimex wzrosło o ponad 300 osób na rynku krajowym (z czego ponad 200 to pracownicy fizyczni), a łączna liczba zatrudnionych w Grupie przekroczyła 6900 pracowników.

Rozpoczynamy rok 2018 z rekordowym portfelem zamówień, co powinno się przełożyć na utrzymanie pozytywnej dynamiki sprzedaży w kolejnych kwartałach. W trakcie roku będziemy musieli zmierzyć się z obserwowanym dynamicznym wzrostem cen materiałów i kosztów usług podwykonawców. Dlatego też minimalizujemy ryzyko nowo podpisywanych kontraktów oraz zmniejszamy ekspozycję na segmenty, które charakteryzują się dużą zmiennością cen robocizny oraz usług podwykonawczych. Jednocześnie będziemy koncentrować się na optymalizacji i szczególnej dbałości o koszty na kontraktach realizowanych, tak, aby utrzymać stabilną rentowność w nadchodzących miesiącach.

Jesteśmy spółką, która pomimo trudnych warunków rynkowych dotrzymuje zobowiązań kontraktowych i realizuje powierzone zadania zgodnie z zapisami, dbając przy tym o najwyższą jakość. Uważamy jednak, że bez rozwiązania problemu realnej indeksacji cen oraz wprowadzenia ułatwień w zatrudnianiu pracowników z zagranicy, realizacja programu inwestycyjnego opartego o finansowanie unijne może być zagrożona.

Grupa BUDIMEX

Wybrane dane finansowe ze skonsolidowanego sprawozdania Grupy Budimex sporządzonego zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej (MSSF) za I kwartał 2018 roku oraz porównywalne dane za I kwartał 2017 roku.

Wyniki segmentów sprawozdawczych za I kwartał 2018 roku (w tysiącach złotych):

Segment budowlany Segment deweloperski Pozostała działalność Wyłączenia Dane skonsolidowane
Przychody netto ze sprzedaży  produktów, towarów i materiałów 1 159 465 210 781 37 187 (68 602) 1 338 831
Zysk brutto ze sprzedaży 99 134 37 320 6 242 (2 455) 140 241
Koszty sprzedaży (2 376) (3 608) (1 378) (7 362)
Koszty ogólnego zarządu (49 554) (6 807) (1 569) 4 327 (53 603)
Zysk/(strata) z działalności operacyjnej 51 904 26 790 3 326 1 897 83 917
Zysk/(strata) brutto 50 705 27 557 824 1 813 80 899
Zysk/(strata) netto 39 372 22 266 237 1 468 63 343
Zysk (strata) przypadający akcjonariuszom Jednostki Dominującej 39 372 22 265 211 1 472 63 320

Wyniki segmentów sprawozdawczych za I kwartał 2017 roku (w tysiącach złotych):

Segment budowlany Segment deweloperski Pozostała działalność Wyłączenia Dane skonsolidowane
Przychody netto ze sprzedaży  produktów, towarów i materiałów 990 566 102 298 40 259 (80 383) 1 052 740
Zysk brutto ze sprzedaży 140 117 20 127 4 786 (2 020) 163 010
Koszty sprzedaży (2 447) (3 967) (1 224) 14 (7 624)
Koszty ogólnego zarządu (49 003) (4 933) (1 410) 2 579 (52 767)
Zysk/(strata) z działalności operacyjnej 95 459 11 731 2 587 573 110 350
Zysk/(strata) brutto 93 617 12 561 112 573 106 863
Zysk/(strata) netto 75 005 10 169 (385) 464 85 253
Zysk/(strata) przypadający akcjonariuszom Jednostki Dominującej 75 005 10 129

Profilowanie w internecie – jak zapewnić zgodność z RODO?

Firmy, które promują się w sieci wykorzystują dane użytkowników do zwiększania efektywności działań marketingowych. Przewidywanie zachowań i preferencji potencjalnych klientów  stanowi istotę praktycznego wykorzystania technik profilowania w internecie. Co to oznacza?

Profilowanie i zautomatyzowane podejmowanie decyzji

Przez „profilowanie” należy rozumieć dowolną formę zautomatyzowanego przetwarzania danych osobowych, które polega na ich wykorzystywaniu do oceny niektórych czynników osobowych osoby fizycznej, w szczególności do analizy lub prognozy aspektów dotyczących efektów jej pracy, sytuacji ekonomicznej, zdrowia, preferencji, zainteresowań, wiarygodności, zachowania, lokalizacji lub przemieszczania się.

Paweł Mielniczek, specjalista ds. ochrony danych z firmy, ODO 24
Paweł Mielniczek, specjalista ds. ochrony danych z firmy, ODO 24

Upraszczając jest to zautomatyzowany proces prowadzący do wnioskowania o posiadaniu przez człowieka określonych cech. Przykładem może być aplikacja bankowa, która na podstawie pozyskanych informacji automatycznie ocenia, że osoba nie powinna dostać kredytu ze względu na jej niskie wynagrodzenie i liczną rodzinę – mówi dr Paweł Mielniczek, ekspert ds. ochrony danych, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.

Na szerszą skalę jest to wykorzystywane przez brokerów baz danych, którzy sprzedają je spółkom chcącym skuteczniej docierać do osób zainteresowanych ich produktami czy usługami. Z perspektywy RODO, profilowaniem będzie także zwykła klasyfikacja osób ze względu na ich wiek, płeć czy wzrost.

Natomiast zautomatyzowane podejmowanie decyzji to proces, w wyniku którego system informatyczny lub inne rozwiązanie techniczne może wpłynąć na sytuację osoby, której dane dotyczą uwzględniając określone czynniki, które mogą być wprowadzone przez dowolną osobę lub zebrane automatycznie przez system, sama decyzja jest podejmowana bez interwencji ludzkiej.

Dzięki śledzeniu użytkowników, portale społecznościowe mogą proponować im lepiej dostosowane treści. Samo reklamowanie czy sugerowanie spersonalizowanych treści nie jest jeszcze decyzją. Będzie nią dopiero np. uzależnianie ceny czy jakości oferowanego produktu od czynników dotyczących konkretnej osoby np. oferowanie kobietom różnej jakości kosmetyków w zależności od ich koloru skóry. Zautomatyzowane decyzje mogą być jednak podejmowane bez profilowania np. mandaty wystawiane na podstawie pomiarów fotoradarów – wskazuje dr Paweł Mielniczek, ekspert ds. ochrony danych, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.

Jak dowiadujemy się z art. 22 RODO: osoba, której dane dotyczą ma prawo do tego, by nie podlegać decyzji, która opiera się wyłącznie na zautomatyzowanym przetwarzaniu, w tym profilowaniu i wywołuje wobec niej skutki prawne. Chodzi o to, aby osoby miały prawo nie zgodzić się na to, że zostanie ona podjęta wyłącznie przez automat.

Jak zapewnić zgodność z RODO?

W Polsce automatyczne przetwarzanie danych obecne jest już od dawna. RODO jedynie uszczegółowia cały proces i warunki, w jakich może do niego dochodzić. Jeżeli profilowanie odbywa się w celu marketingu bezpośredniego – który do tej pory stanowił w polskim prawie tzw. usprawiedliwiony prawnie cel przetwarzania, RODO zaś określa go jako tzw. cel wynikający z uzasadnionych interesów administratora – można zgłosić sprzeciw w związku z takim wykorzystaniem danych. Niekorzystny wpływ tej zmiany na firmy łagodzi możliwość korzystania z profilowania, o ile jest niezbędne do zawarcia umowy – tak będzie zapewne w przypadku np. ubezpieczeń.

O profilowaniu firmy powinny  informować na etapie zbierania danych osobowych, a także na wniosek osoby fizycznej. Spowoduje to z pewnością konieczność modyfikacji istniejących formularzy, zatem aby przygotować się do wdrożenia zasad opisanych w rozporządzeniu należy przede wszystkim ocenić, w jakich procesach „szufladkuje” się klientów oraz gdzie na takiej podstawie podejmowane są automatyczne decyzje. Pytanie brzmi zatem, czy strony internetowe mogą domyślnie gromadzić informacje o korzystających z nich użytkownikach, czy też mogą to robić dopiero po uzyskaniu ich zgody.

Krótka odpowiedź jest taka, że z braku innej podstawy prawnej, należy przetwarzać dane dopiero po uzyskaniu zgody. Szczegółową podstawę prawną oraz ramy, z jakich można korzystać z plików cookie, ma zapewnić dopiero rozporządzenie o prywatności i łączności elektronicznej (e-privacy), które nadal jest w fazie konsultacji.– podsumowuje dr Paweł Mielniczek, ekspert ds. ochrony danych, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.

Chiny dyktują warunki na światowym rynku wieprzowiny; niskie ceny cukru

Zboża: Ceny rzepaku na rynku krajowym kontynuują tendencję spadkową pod wpływem taniejących olejów. Jedną z przyczyn spadków jest nasilający się import biodiesla z Argentyny. Niska jest również dynamika cen zbóż w Polsce, choć w kierunku wzrostów cen kukurydzy oddziałują informacje o słabej produkcji w Ameryce Płd.

Mleko: Rola Polski na unijnym rynku mleka zwiększa się. W 2018 wzrost produkcji mleka w Polsce pod względem wolumenu będzie największy wśród krajów UE. Możliwy jest również dalszy wzrost eksportu – silnie wzrasta sprzedaż mleka płynnego do Chin.

Mięso: Na początku kwietnia Chiny wprowadziły dodatkowe cła na mrożoną wieprzowinę z USA. Może to krótkoterminowo wpłynąć na wzrost popytu na mięso z UE, choć oddziaływanie ceł w dłuższym okresie będzie prawdopodobnie ograniczone. W 2018 możliwy jest dalszy spadek popytu w Chinach, co będzie miało odzwierciedlenie w spadkach cen wieprzowiny w warunkach zwiększonej produkcji w UE.

Owoce i warzywa: Wysoki popyt na jabłka w UE sprawił, że istotnie zmieniła się struktura eksportu jabłek z Polski w sez. 2017/18. Mniejsza dostępność tych owoców przekłada się na wzrost zainteresowania innymi owocami. Do rekordowego poziomu wzrósł polski import bananów. Utrzymują się wysokie ceny warzyw korzeniowych, tanieją natomiast warzywa kapustne z uwagi na słaby popyt eksportowy.

Pozostałe:

Ceny cukru w Polsce w lutym osiągnęły najniższy poziom w ostatniej dekadzie. Z uwagi na niższą produkcję w 2018 w UE oraz w Brazylii możliwe jest odbicie cen w sez. 2018/19, choć wciąż pozostaną one na niskim poziomie.

Sytuacja finansowa branży przetwórstwa spożywczego pogorszyła się w 4q17. Decydujący wpływ miały gorsze wyniki branży przetwórstwa mlecznego (branża odnotowała stratę w 4q17), przetwórstwa owoców i warzyw, a także producentów cukru.ceny produktów rolnych marzec 2018

Źródło: PKO Bank Polski

Chwilówka pozabankowa – kiedy opłaca się po nią sięgnąć?

Nie ulega wątpliwości, że wzięcie chwilówki pozabankowej to dość korzystny sposób na podratowanie domowego budżetu – szczególnie wtedy, gdy pożyczka z banku nie wchodzi w grę. Zawsze warto jednak dobrze rozważyć jej zalety i wady. Zobaczmy, kiedy warto zdecydować się na chwilówkę, a kiedy lepiej z niej zrezygnować!

Chwilówka – pieniądze na już

Na korzyść chwilówek przemawia przede wszystkim łatwość i szybkość ich otrzymania, jak również znacznie mniejsza ilość formalności. Wystarczy tylko wybrać odpowiednią ofertę i podpisać umowę, a środki zostaną przekazane na nasze konto najczęściej jeszcze tego samego dnia. Od klasycznej pożyczki bankowej odróżnia ją zatem znacznie skrócony proces weryfikacji. Warto więc sięgnąć po chwilówkę w sytuacji, gdy pieniądze są nam potrzebne dosłownie na już – na nagłą inwestycję lub szybkie pokrycie niespodziewanych wydatków.

Chwilówka pozabankowa

Kiedy jeszcze warto wziąć chwilówkę?

Szybkie pożyczki chwilówki warto też wziąć w sytuacji, gdy nasza historia kredytowa uniemożliwia otrzymanie wsparcia finansowego z banku – np. wtedy, gdy mamy zbyt niskie dochody lub wysłaliśmy zbyt dużą liczbę zapytań do BIK. Bez znaczenia jest również wcześniejsza historia kredytowa. Wszystko za sprawą zredukowania potrzebnych formalności do niezbędnego minimum – bardzo często już sam dowód osobisty wystarczy do tego, by otrzymać pozytywnie rozpatrzony wniosek o pożyczkę.

Pożyczka typu chwilówka jest również wyjątkowo wygodnym rozwiązaniem. Najczęściej wniosek o jej uzyskanie składa się internetowo, a więc bez wychodzenia z domu – wystarczy tylko kilka kliknięć myszką. W Internecie znajdziemy także szereg porównywarek, które umożliwią nam zebranie wszystkich niezbędnych informacji o dostępnych możliwościach pożyczek – dzięki temu wybranie najkorzystniejszej oferty nie powinno nam sprawić trudności. Pożyczki chwilówki stanowią więc świetną opcję dla osób zabieganych, które bardzo cenią sobie swój czas – w ten sposób można oszczędzić sobie uciążliwego chodzenia po bankach i samodzielnego porównywania ich ofert.

Dla kogo są chwilówki i czy warto z nich korzystać

W jakiej sytuacji lepiej zrezygnować z chwilówki?

Łatwa dostępność pożyczek chwilówek często sprawia, że zapominamy o ostrożności. Pierwsza zasada bezpiecznego korzystania z takiej pomocy finansowej przestrzega przed zaciąganiem kredytu wtedy, gdy znajdujemy się w wyjątkowo ciężkiej sytuacji i nie jesteśmy w stanie spłacać rat w terminie. W tej sytuacji łatwo wpaść w spiralę długów – zaczniemy zaciągać kolejne pożyczki na spłacenie poprzednich, a nasze długi zamiast się zmniejszać, będą coraz większe.

Nie warto sięgać po nie również wtedy, gdy potrzebujemy pieniędzy na spłatę bieżących, regularnych wydatków. Pożyczki chwilówki nie są najtańszym rozwiązaniem – opłaca się wziąć je jednorazowo, lecz korzystanie z nich co miesiąc może znacznie nadszarpnąć domowy budżet. Znacznie lepsze wyjście z tej sytuacji stanowi wzięcie standardowej pożyczki bankowej z ratami na takim poziomie, by ich co miesięczne spłacanie nie stanowiło trudności.

Najlepsze samorządy nagrodzone. IV Europejski Kongres Samorządów

Znamy samorządy, które najlepiej w Polsce zarządzają pieniędzmi. Wyróżniono je na IV Europejskim kongresie Samorządów w Krakowie. Zwycięzcy wyjechali z Krakowa w poczuciu spełnionej misji, ale jednocześnie ze świadomością, że trzeba wciąż ciężko pracować, aby pozostać na szczycie.

Najlepszą wiejską gminą zostały Kobierzyce. Tytuł najlepszej miejsko-wiejskiej gminy trafił do gminy Dziwnów. Nagroda dla najlepszego powiatu powędrowała do powiatu pruszkowskiego. Najlepszym miastem na prawach powiatu zostały Gliwice, a najlepszym miastem Legionowo.

Gala podsumowująca pierwszy dzień IV Europejskiego Kongresu Samorządów to także goście najwyższego szczebla. W Krakowie pojawili się między innymi wiceprezes Rady Ministrów – Beata Szydło czy sekretarz stanu, pełnomocnik rządu ds. samorządu Terytorialnego – Paweł Szefernaker. Wicepremier do spraw społecznych Beata Szydło powiedziała, że samorządy jak i władza centralna są od siebie zależne i wspólnie tworzą Polskę.

Kolejność samorządów ustalono na podstawie szczegółowego Rankingu Finansowego Samorządu Terytorialnego w Polsce. Został on przygotowany przez Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie oraz Fundację Instytut Studiów Wschodnich.

Dodatkowo wręczone zostały jeszcze trzy nagrody. Najlepszym startupem została firma KreaTech, która za pomocą zabawy uczy dzieci programowania. Szczególne wyróżnienie trafiło do startupu Hyper Poland. Dzięki temu ta druga firma będzie mogła zaprezentować swoją kapsułę do szybkiego podróżowania zaprezentować podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Specjalna nagroda – Złoty Klucz tygodnika „Wprost” powędrowała do Nowej Soli. W emocjonalnym wystąpieniu prezydenta tego miasta – Wadima Tyszkiewicza, najmocniej wybrzmiały słowa o obronie samorządu, jego kompetencji i roli w systemie państwa. Szczególnie w setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.

Start-upowe regiony Polski

Warszawa, Kraków, Poznań, Trójmiasto, a może Wrocław – polskie aglomeracje miejskie to często siedziby większych przedsiębiorstw, w tym korporacji. W przypadku startupów sytuacja wygląda zgoła odmiennie – okazuje się, że lokalizacja w obrębie tych ośrodków wcale nie jest konieczna, by odnieść światowy sukces.

Start-upowe regiony PolskiOstatnia dekada to nie tylko okres szybkiego rozwoju polskich innowacyjnych przedsiębiorstw, ale też czas wzmożonej dyskusji wokół ich bieżącego funkcjonowania oraz perspektyw. Jaki jest dzisiejszy rynek startupów? Czy do dalszego rozwoju potrzebujemy Polskiej Doliny Krzemowej? A może lokalizacja to kwestia drugorzędna?

Startup – kiedyś i dziś

Młody rynek polskich startupów w ciągu ostatnich lat notuje zauważalne wzrosty. W latach 2014-16 innowacyjnie przedsiębiorstwa przemysłowe oraz usługowe stanowiły odpowiednio 20,3% oraz 14,5% ogólnej liczby tych podmiotów (wobec 18,9% i 10,6% w latach 2013-2015, skala wzrostu to odpowiednio 1,4 oraz 3,9%). Ponadto wokół polskich startupów panuje dobry klimat – aż 65% właścicieli polskich firm już współpracuje lub rozważa współpracę ze startupami (badanie PwC „Kierunek innowacje”).

– Wraz z rozwojem startupów, zmienia się również postrzeganie młodych inwestorów z sektora innowacyjności. Dziś to już nie tylko grupa młodych pasjonatów z pomysłem i zapałem, często trudnym do przekucia w realny biznes – a raczej wciąż młodzi, ale już bardziej doświadczeni, prężnie działający przedsiębiorcy z konsekwentnie realizowanym planem mówi Michał Sędzielewski, współwłaściciel startupu Voucherify, dostarczającego praktyczne narzędzia do automatyzacji i personalizacji kampanii promocyjnych.

Potwierdzają to liczby – według aktualnych danych fundacji Startup Poland aż 58% budujących dzisiaj w Polsce startupy to trzydziestolatkowie (53% w roku ubiegłym). Co więcej, wśród założycieli startupów udział grupy 20-latków i młodszych wyraźnie spadł – dziś to tylko 26% (33% rok wcześniej). Warto też zauważyć, że około 35% badanych to tzw. seryjni przedsiębiorcy. To z kolei pokazuje, że rośnie profesjonalizm i doświadczenie polskich innowacyjnych przedsiębiorców, co może mieć wpływ na ich wymierne wyniki.

Wyraźna decentralizacja

Młodzi, ale już jednocześnie doświadczeni Polacy, znaleźli swoją niszę, dzięki czemu nie muszą bezpośrednio konkurować z sąsiadami ze Słowacji czy Czech. Specjalizujemy się głównie w tworzeniu rozwiązań big data, do analityki, internet of things, dostarczeniu narzędzi dla programistów czy marketingu. Z kolei specjaliści zza naszej południowej granicy stali się mistrzami głównie w rozwiązaniach Saas, aplikacjach i technologiach mobilnych.

Na Słowacji i Czechach 2/3 startupów swoje siedziby ma w stolicach. Rynek polskich startupów dotychczas nie doczekał się stworzenia jednego silnego ośrodka, w którym zostałyby scentralizowane najważniejsze nowopowstałe innowacyjne przedsiębiorstwa. Dziś największym nasyceniem startupów może cieszyć się Warszawa (25%), Wrocław (12%), Kraków i Poznań (po 7%) oraz Trójmiasto (6%).

Widoczny jest za to silny trend decentralizacji lokalizacji siedzib – pozostałe miasta stanowią aż 43% lokalizacji polskich startupów. Fachowcy podkreślają, że taki stan rzeczy wynika z dwóch czynników. Po pierwsze, uczelnie kształcące inżynierów będących motorem napędowym innowacji znajdują się zarówno w dużych aglomeracjach, jak i nieco mniejszych ośrodkach, a po drugie liczy się otwartość instytucji wspierających startupy, a nie tylko lokalizacja.

– Zarówno centralizacja, jak i decentralizacja mają swoich fanów. Myślę, że nie wydarzy się już druga Dolina Krzemowa, bynajmniej nie na Ziemi.  Oczywiście, wiodący ośrodek np. w stolicy musi być mocny, jest to ważne dla efektywnych prac w obszarze legislacji czy planowania makroekonomicznego dla branży. I choćby z tego powodu pełna decentralizacja nie sprzyjałaby budowaniu gospodarki opartej o innowacje – tłumaczy Wojciech Bachta, Ambasador Fundacji Startup Poland.

Śląsk z dobrym klimatem startupowym

Oprócz pięciu głównych ośrodków startupowych, warto zwrócić uwagę na coraz dynamiczniej rozwijające się regiony: łódzki, kujawsko-pomorski czy śląski, gdzie nie brakuje obiecujących i już prężnie działających projektów.

– W ostatniej dekadzie przeprowadzka do większego ośrodka, np. stolicy przestała być koniecznością, szczególnie, gdy miejsce nie ma znaczenia dla codziennego funkcjonowania startupu. Firmy technologiczne, które sprzedają swoje usługi dla klientów globalnych przez Internet jak np. branża SaaS, nie wymagają lokalizacji siedziby w jednym z pięciu największych ośrodków. Postępująca cyfryzacja pozwala firmom takim jak nasza na zdalną współpracę z ludźmi z całego świata. To prawda, że Śląsk, czyli rynek pracy liczący 2 mln ludzi, pomógł nam zbudować bazę naszego zespołu. Natomiast nowoczesne narzędzia komunikacji oraz nasza kultura pracy zespołu pozwoliły nam sięgnąć po pracowników z Krakowa, Berlina, ale też z tak odległych miejsc jak Sao Paulo czy Szanghaj – dodaje Michał Sędzielewski.

Właśnie Śląsk wskazywany jest przez ekspertów jako jeden z prężniej rozwijających się ośrodków startupowych w kraju i bardzo atrakcyjny region to rozpoczęcia nowego przedsięwzięcia. – To bardzo ciekawy obszar. Górnośląski Okręg Przemysłowy z rozwiniętą społecznością przedsiębiorców ułatwia budowanie relacji biznesowych, pozyskiwanie partnerów i kontrahentów. Z drugiej strony już 50 km na południe można znaleźć Bielsko-Białą, wybitne miasto pod kątem zrównoważonego rozwoju, oferujące mieszkańcom świetne warunki do życia, odpoczynku, sportu, relaksu, ale też rozwoju biznesu – uzupełnia Wojciech Bachta.

Przypadek przedsiębiorców z Katowic pokazuje, że wręcz nie warto kurczowo trzymać się większego ośrodka, a lepiej poszukać miejsca, które sprawi, że bez problemów znajdziemy wykwalifikowanych pracowników, gdzie będzie można sprawnie realizować cel lub gdzie po prostu panuje dobry klimat dla rozwijania konkretnego biznesu.

Źródło:

  • Raporty Fundacji Startup Poland
  • Raporty Global Entreprenurship Monitor i Polskiej Akademii Rozwoju Przedsiębiorczości
  • Raporty GUS
  • Raport PwC „Kierunek Innowacje”

Roboty edukacyjne już w ponad 300 polskich szkołach. Rozwijają się wraz z dzieckiem podczas nauki programowania

Roboty edukacyjne już w ponad 300 polskich szkołach. Rozwijają się wraz z dzieckiem podczas nauki programowania 1

Nauka programowania na stałe zagościła w edukacji. Już w ponad 300 polskich szkołach dzieci uczą się programowania przy pomocy robota Photon. To urządzenie, które rozwija się wraz z dzieckiem i jest przeznaczone dla dzieci nawet w wieku przedszkolnym. Na rynku pojawia się coraz więcej tego typu inicjatyw. Producenci dostarczają urządzenia, które dzieci mogą samodzielnie złożyć i zaprogramować je z użyciem aplikacji, najczęściej opartych na języku programowania Scratch.

– Przedstawiamy dzieciom historię, że robot z innej planety podróżował w kosmosie i w wyniku zderzenia z asteroidą musiał wylądować na Ziemi. W wyniku tego wypadku zapomniał wszystko, więc dzieci muszą po kolei rozwiązywać zadania, by rozwijać swojego robota za pomocą zbieranych punktów, czyli np. zwiększać mu szybkość, odkrywać nowe czujniki, kolory, czyli zdejmować ograniczenia, które są nałożone na robocie na początku – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Grześ z Photon Entertainment.

Photon to interaktywny, programowalny robot, który rozwija się razem z dzieckiem. Uczy programowania, logicznego myślenia oraz rozwiązywania problemów poprzez interaktywną aplikację. Łącznie dziecko ma do wykonania ponad 150 zadań, w ramach których komunikuje się z robotem poprzez programowanie. Oprócz wersji konsumenckiej, dostępnej w sklepach, producent dostarcza swoje roboty także do szkół.

– Mamy również wersję edukacyjną, która poprzez specjalne scenariusze uczy dzieci w szkole programowania, logicznego myślenia, a zatem rozwija te umiejętności, które wydają się w dzisiejszych czasach naturalnie kluczowe. Photon jest aktualnie dostępny w ponad 300 szkołach w Polsce – twierdzi Michał Grześ.

Photon nie jest jedynym robotem wspierającym w szkołach naukę programowania. Mindstorms EV3 od Lego pozwala tworzyć z klocków i dodatkowych elementów zautomatyzowane istoty, pojazdy, maszyny i wynalazki, wyposażone w silniki i różnego rodzaju czujniki. Z klocków Lego mogą powstawać roboty chodzące, strzelające, chwytające, a nawet mówiące. Kontrola podstawowych czynności zbudowanych urządzeń odbywa się z poziomu pilota, a bardziej zaawansowane funkcje otwierają się przed użytkownikiem po ściągnięciu specjalnej aplikacji.

Chiński producent Makeblock oferuje z kolei szereg gotowych robotów edukacyjnych czekających na zaprogramowanie. Są one dostępne w różnych wersjach. Na przykład Airblock jest modułowym dronem, którego konstrukcję uczeń może samodzielnie przekształcać, łącząc silniki i moduł sterujący. Specjalna aplikacja obsługiwana na urządzeniach z Androidem oraz iOS pozwala sterować urządzeniem i programować je.

Pomysł gdańskiej firmy LOFI zakłada stworzenie alternatywnego systemu do robotyki. Lofi Robot to prosty i łatwo dostępny system do konstruowania robotów oparty o narzędzia open source, takie jak platforma Arduino i język programowania Scratch. Przy pomocy robota z wycinanych laserowo drewnianych klocków, płytki Arduino i elektronicznych modułów można łatwo i szybko skonstruować robota.

Cena robotów edukacyjnych i zestawów do tworzenia ich waha się od kilkuset do prawie dwóch tysięcy złotych, w zależności od stopnia zaawansowania technologicznego i funkcjonalności urządzenia.

Według analiz Markets and Markets światowy rynek programowalnych robotów do 2020 roku osiągnie wartość 2,4 mld dol.

Polscy kierowcy tracą nawet 40 minut dziennie na znalezienie miejsca parkingowego. Inteligentny system pomoże im w jego zlokalizowaniu

Polscy kierowcy tracą nawet 40 minut dziennie na znalezienie miejsca parkingowego. Inteligentny system pomoże im w jego zlokalizowaniu 2

Wieloczujnikowy inteligentny neuronowy system parkingowy pomoże kierowcom znaleźć wolne miejsce postojowe. Problem niewystarczającej liczby parkingów dotyczy wszystkich krajów Unii Europejskiej. Polscy kierowcy tracą dziennie nawet 40 minut na znalezienie miejsca. Warszawscy strażnicy miejscy dziennie przyjmują nawet ponad tysiąc zgłoszeń dotyczących parkowania w niedozwolonych miejscach. Sposobem na rozwiązanie problemów ze znalezieniem miejsca parkingowego może być wieloczujnikowy inteligentny system parkingowy.

– Neuropark to projekt badawczy, którego celem jest przygotowanie odpowiedniej infrastruktury umożliwiającej zarządzanie miejscami parkingowymi w miastach i wzdłuż autostrad oraz usprawnienie całej procedury pobierania opłat za tego typu usługi. System składa się z kamer, które umożliwiają identyfikację pojazdów, skanerów laserowych, które wzmacniają procedurę identyfikacji i detekcji pojazdów, oraz kamer PTZ, które umożliwiają dokładną lokalizację danych miejsc parkingowych i weryfikację, czy dane miejsce jest zajęte – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Janusz Wróbel prezes zarządu spółki Neurosoft.

Z informacji udostępnionych przez warszawską Straż Miejską wynika, że stołeczni strażnicy dziennie przyjmują ponad tysiąc zgłoszeń dotyczących nieprawidłowego parkowania. Kierowcy, nie mogąc znaleźć miejsca parkingowego, bardzo często zostawiają samochody w miejscach niedozwolonych, na przykład na chodnikach z wyłącznym ruchem pieszych. Problemy ze znalezieniem miejsca postojowego dotyczą wszystkich większych miast w Polsce.

Z danych Ministerstwa Energii wynika, że w Warszawie na 1 km2 powierzchni przypada niemal 2,5 tys. zarejestrowanych samochodów. W Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu wskaźnik ten oscyluje wokół wartości 1,5 tys. Statystyka ujmuje jednak tylko pojazdy zarejestrowane w konkretnym mieście, nie dodając do niej tych, które pojawiają się w centrach wraz z osobami przyjeżdżającymi do pracy, turystami lub załatwiającymi sprawy urzędowe.

– W tej chwili kierowcy tracą co najmniej 30–40 minut dziennie w poszukiwaniu miejsc parkingowych. Skutkuje to zwiększeniem zanieczyszczenia środowiska, które i tak w naszym kraju jest już drastycznie wysokie. Dzięki zastosowaniu tego typu systemów kierowca otrzyma informację, gdzie jest wolne miejsce, i trafi od razu w to miejsce, oczywiście jeżeli ktoś go nie uprzedzi. Kierowca musi wskazać lokalizację, w której szuka miejsca parkingowego, a następnie system, zbierając informacje z tych miejsc parkingowych, wskaże, gdzie jest największe prawdopodobieństwo znalezienia wolnego miejsca –tłumaczy Janusz Wróbel.

Z brakiem miejsc postojowych zmaga się jednak cała Unia Europejska. Szczególnie istotne są problemy związane z parkingami dla ciężarówek.

– W tej chwili w Unii codziennie brakuje około 100 tys. miejsc parkingowych dla ciężarówek. To gigantyczny problem, z którym walczą wszystkie kraje unijne, również Polska. W samych Niemczech codziennie brakuje 26 tys. miejsc parkingowych. W zeszłym roku z powodu tych brakujących miejsc, i ciężarówek, które stały na pasie dojeżdżającym do parkingu, wydarzyło się mnóstwo wypadków. Zginęło w nich trzydzieści osób. Istnieje więc wielka konieczność wdrożenia tego typu systemów – przekonuje prezes Neurosoftu.

Zlecenia na wdrożenie systemu już spływają. Niestety mimo że opracowała go polska firma, to klienci pochodzą jak na razie tylko z Niemiec.

– Na autostradzie A61 wyposażamy pierwsze 19 parkingów przyautostradowych w tego typu systemy oraz mamy jedną dużą instalację na granicy austriacko-niemieckiej, gdzie instalujemy dosyć spory projekt. Poprzez zastosowanie naszej technologii liczby pojazdów, które zmieszczą się na tym parkingu, wzrośnie o 50 proc. – mówi Janusz Wróbel.

Zapotrzebowanie jest duże również w Polsce, jednak wdrożenie systemu skutecznie opóźniają przepisy związane z prawem zamówień publicznych, a także to, że rodzimi inwestorzy w zdecydowanej większości realizują takie projekty przy wsparciu środków unijnych.

– Mamy już pierwszy system pilotażowy dla systemów zarządzania parkingami przy autostradach w okolicach Wrocławia, na autostradzie A4, w miejscowości Witowice – informuje prezes zarządu Neurosoft.

Wartość projektu NEUROPARK opiewała na niemal 3,2 mln zł. 70 proc. tej kwoty stanowiła dotacja z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Bank przyszłości będzie w telefonie klienta. W aplikacji kupią wszystkie produkty finansowe, a dzięki biometrii logowanie będzie bezpieczniejsze

Bank przyszłości będzie w telefonie klienta. W aplikacji kupią wszystkie produkty finansowe, a dzięki biometrii logowanie będzie bezpieczniejsze 3

Digitalizacja to priorytet polskiego sektora bankowego. Pod względem dojrzałości cyfrowej, zarówno w kanale mobilnym, jak i online, polskie banki plasują się w europejskiej czołówce. Rywalizacja z fintechami sprawia, że aby utrzymać klientów, muszą inwestować w nowe technologie. W niedalekiej przyszłości bankiem dla klienta stanie się telefon komórkowy, a oferta mobilna będzie poszerzona o bardziej skomplikowane produkty. Digitalizacja następuje także w obszarze bezpieczeństwa. Przyszłością logowania jest biometria.

– Najważniejszy trend, który widzimy w sektorze bankowym, to digitalizacja. Klienci chcą załatwiać wszystkie swoje sprawy, nie tylko prywatne, lecz także finansowe, poprzez aplikacje mobilne i kanały cyfrowe, nie tracąc czasu na wizytę w placówkach bankowych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Humiński, wiceprezes zarządu eurobanku.

Usługi bankowe zostały w dużej mierze zdominowane przez cyfrowe technologie. Banki coraz więcej usług przenoszą do sieci i ten sposób kontaktu coraz częściej jest wybierany przez klientów. Z raportu NetB@nku wynika, że w IV kwartale 2017 roku z bankowości internetowej korzystało blisko 16 mln Polaków. To o blisko 4 proc. więcej niż rok wcześniej. Według Narodowego Banku Polskiego jedynie 8 proc. klientów wybiera wizytę w tradycyjnym oddziale banku. To zaś skutkuje zmianami w strukturze oddziałów. Tylko w 2017 roku zamknięto 526 placówek bankowych (dane PRNews). To ogólnoświatowy trend. Badanie „Digital Banking Expert Survey” przeprowadzone przez GFT Technologies pokazuje, że w najbliższych latach 5 proc. banków planuje całkowicie zrezygnować ze stacjonarnych placówek, a 23 proc. analizuje możliwość stworzenia w pełni samoobsługowych oddziałów bankowych.

Z raportu Asseco Poland wynika, że w tym roku na znaczeniu w bankowości będzie zyskiwać sztuczna inteligencja, która w coraz większym stopniu będzie odpowiadać za bezpośrednią komunikację z klientem (wirtualny asystent, czatboty) oraz za personalizowanie ofert dla poszczególnych klientów. Kolejny kierunek rozwoju bankowości to technologia blockchain służąca do bezpiecznego przechowywania i przesyłania informacji o transakcjach zawieranych online.

– Banki potrzebują dużych inwestycji w technologie oraz w procesy, które muszą być digitalizowane, które muszą się pozbyć obsługi papierowej – przekonuje Wojciech Humiński.

Inwestycje w innowacje to konieczność ze względu na rosnącą konkurencję ze strony fintechów, innowacyjnych start-upów z sektora finansowego, które opierają się na sieci i nowych technologiach. Tym bardziej że dzięki dyrektywie PSD2 zyskują one większy dostęp do usług finansowych dla klientów.

– Bank przyszłości to bank, który będzie się znajdował w telefonie komórkowym klienta. Klienci mogą zapomnieć kluczy czy portfela, ale telefon to jedyna rzecz, którą zawsze ze sobą mają i przez którą chcą załatwiać wszystkie swoje sprawy, również finansowe – podkreśla wiceprezes eurobanku.

Według PwC z bankowości mobilnej korzysta w Polsce 61 proc. posiadaczy telefonów komórkowych. To jeden z wyższych wskaźników w Unii Europejskiej. Mobilny system płatności BLIK aktywowało ponad 6 mln użytkowników. W 2017 roku w systemie odnotowano 33 mln transakcji – niemal czterokrotnie więcej niż rok wcześniej.

– Już dzisiaj klienci mogą kupić większość produktów bankowych i zlecać swoje operacje finansowe czy dokonywać płatności za pomocą telefonu. W przyszłości ta oferta zostanie poszerzona o inne produkty, takie jak fundusze inwestycyjne, ubezpieczenia czy bardziej wyrafinowane produkty kredytowe – ocenia Wojciech Humiński.

Rosnącej popularności bankowości mobilnej sprzyja coraz większe bezpieczeństwo płatności. Banki coraz częściej rozwijają biometrię. Brytyjski Lloyds Banking Group oferuje klientom dostęp do kont za pomocą odcisków palców lub rozpoznawania twarzy. KB Kookmin Bank z Korei w urządzeniach mobilnych wykorzystuje skaner tęczówki.

– Obecnie najbardziej bezpieczną metodą autoryzacji jest autoryzacja mobilna, natomiast wydaje się, że przyszłością jest biometria, a więc wykorzystanie indywidualnych cech klienta, takich jak wygląd, głos czy kształt oka – analizuje Wojciech Humiński.

Coraz lepsza sytuacja polskiej branży AGD w Polsce. Rośnie produkcja i zapotrzebowanie na pracowników

Coraz lepsza sytuacja polskiej branży AGD w Polsce. Rośnie produkcja i zapotrzebowanie na pracowników 4

W 2017 roku producenci sprzętu sprzedali sieciom handlowym niemal 6 mln sztuk dużego AGD. Bardzo dobrą koniunkturę na rynku chce wykorzystać Electrolux. Firma zapowiada zwiększenie zatrudnienia i mocy produkcyjnych oraz wprowadzenie na rynek nowych innowacyjnych produktów. Zamierza także w ciągu najbliższych dwóch lat zainwestować w fabryki w Polsce około 50 mln zł. Planowane są również inwestycje w laboratoria badań produktowych przy fabrykach. Problemem branży jest jednak brak pracowników, przede wszystkim w segmencie średnim, wśród techników i osób z wykształceniem zawodowym.

Electrolux na polskim rynku działa już od dawna. Kilka lat temu uczyniliśmy zasadnicze kroki w rozwoju naszego biznesu. Obecnie mamy 5,5 tys. pracowników. Kolejne lata to dalszy rozwój firmy: zwiększenie produkcji, mocy produkcyjnych, wprowadzenie na rynek nowych produktów, które chcemy sprzedawać głównie na rynkach europejskich, bo produkcja trafia na eksport. Dalsze planowane działania to projekty typu R&D czy centrum badań produktowych przy fabrykach – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Cich, dyrektor generalny Electrolux w Europie Środkowo-Wschodniej, Rosji i Centralnej Azji.

Z danych, które zebrał CECED Polska, związek pracodawców AGD, wynika, że w 2017 roku do krajowych sieci handlowych trafiło blisko 6 mln sztuk sprzętu gospodarstwa domowego (przy 5,8 mln rok wcześniej). Polska należy do jednych z większych w Europie producentów sprzętu gospodarstwa domowego.

Dobra koniunktura sprzyja szwedzkiej firmie Electrolux. W 2017 roku koncern kupił od grupy Broan-NuTone firmę Best, polskiego producenta okapów kuchennych. Fabryka w Zabrzu, gdzie obecnie zatrudnionych jest ok. 450 osób, ma najwięcej zyskać na inwestycji Electroluksa. Na podniesienie zdolności wytwórczych firmy ma trafić blisko 30 mln zł, a liczba linii produkcyjnych ma się zwiększyć dwukrotnie – z pięciu do nawet dziesięciu. W efekcie moce produkcyjne wzrosną do 2020 roku nawet o 60 proc. Dodatkowo do fabryki w Siewierzu ma trafić 20 mln zł. Środki te zostaną przeznaczone na zmianę technologii i zwiększenie zdolności produkcyjnych. Te inwestycje wymuszą także wzrost zatrudnienia.

– Planujemy produkować coraz więcej, a z tym wiąże się zatrudnienie większej liczby pracowników – mówi Adam Cich. – Globalne centrum usług finansowych, które mamy w Krakowie, zmieniło się zasadniczo. Zaczynaliśmy od trzystu osób, teraz jest ich siedemset. To osoby z różnych krajów, które pracują dla Europy, Stanów Zjednoczonych, również dla Egiptu.

Electrolux ma w Polsce kilka centrów – oprócz finansowego w Krakowie, także logistyczne w Oławie i magazyn w Pruszkowie.

Wśród najbardziej atrakcyjnych miejsc pracy produkcja AGD zajmuje trzecie miejsce. W badaniu Randstad Employer Brand Research wskazało na nią 47 proc. ankietowanych. Mimo to branża narzeka na brak rąk do pracy. W dużej mierze to efekt obecnego systemu edukacji i stosunkowo małej liczby osób, które decydują się na szkoły zawodowe. Z danych Ministerstwa Edukacji Narodowej wynika, że jeszcze w 2008 roku na naukę w szkołach zawodowych decydowało się ponad 20 proc. uczniów. W roku szkolnym 2016/2017 już tylko 16,2 proc., a w obecnym – zaledwie 15,3 proc. gimnazjalistów.

– Mamy problemy z pozyskaniem kadr, ale nie są one na tyle poważne, żeby to wpływało na nasz rozwój. Największy kłopot jest w segmencie średnim, gdzie potrzebujemy techników – to jest bardzo mocno związane z edukacją, którą mamy w Polsce. Brakuje nam techników oraz absolwentów szkół zawodowych. Oczywiście, rozmawiamy też o przyszłości i myślimy o wszelkich dziedzinach, typu connectivity, internet, a więc będziemy również poszukiwać wysoko wykwalifikowanych specjalistów z branży IT – podkreśla Adam Cich.

Polski standard leczenia szpiczaka niższy niż w Rumunii. Pacjenci apelują o pozostawienie ważnego leku na liście refundacyjnej i wprowadzenie nowych

Polski standard leczenia szpiczaka niższy niż w Rumunii. Pacjenci apelują o pozostawienie ważnego leku na liście refundacyjnej i wprowadzenie nowych 5

Polscy pacjenci mogą stracić dostęp do lenalidomidu, czyli podstawowego leku stosowanego w terapii nawrotowego szpiczaka plazmocytowego. Preparat ten, refundowany od 2013 roku, nie trafił do projektu nowej listy refundacyjnej mającej obowiązywać od maja. Chorzy apelują do ministra zdrowia o zmianę decyzji, która ogranicza ich szanse na skuteczną walkę z chorobą.

Szpiczak plazmocytowy to jeden z najczęściej diagnozowanych nowotworów krwi, a liczba nowych zachorowań sukcesywnie rośnie. Jest to schorzenie o charakterze nawrotowym, przy czym czas trwania remisji jest różny i może wynosić od kilku miesięcy do kilku lat. Szpiczak pozostaje chorobą nieuleczalną, możliwe jest jednak spowolnienie jego rozwoju i znaczne przedłużenie życia pacjentów. Na świecie w standardzie leczenia powracającego szpiczaka dostępnych jest sześć innowacyjnych cząsteczek – w Polsce żadna z nich nie została dotąd objęta refundacją mimo starań środowisk pacjenckich i lekarskich.

– To jest żyć albo nie żyć. Mamy pacjentów, którzy znają i przyjmują te leki, potrzebują ich. Odstawienie tych leków byłoby tragedią, natomiast jeden z nowych leków, pomalidomid, jest dla tych pacjentów, dla których inne opcje terapeutyczne się skończyły – mówi agencji informacyjnej Newseria Jacek Gugulski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Przewlekłą Białaczkę Szpikową.

W ostatnich latach medycyna zanotowała ogromny postęp w zakresie leczenia szpiczaka plazmocytowego – nowoczesne leki umożliwiły nawet pięciokrotne wydłużenie życie chorych oraz uwolnienie ich od uciążliwych skutków ubocznych. Dzięki temu pacjenci są w stanie doczekać kolejnej, jeszcze bardziej skutecznej terapii, a w niektórych przypadkach nawet prowadzić normalne życie, także zawodowe. Polscy lekarze nie mają nadziei na wprowadzenie wszystkich sześciu nowoczesnych cząsteczek, liczą jednak na to, że refundacją uda się objąć przynajmniej część z nich.

– Nie powinniśmy mówić, że jesteśmy na łasce państwa, bo państwo powinno nam to zagwarantować. Jeżeli we wszystkich krajach ludzie z tą chorobą żyją nawet po 20 lat, wracają do pracy, leczenie jest na takim poziomie, że nie powoduje tak wielu skutków ubocznych, to dlaczego my w Polsce nie możemy tego leczenia dostać? – mówi Anna Leoniuk, członek Fundacji Carita – Żyć ze szpiczakiem.

 Nasi lekarze, mając olbrzymią wiedzę na ten temat, mogą dzisiaj pokazywać chorym te leki przez szybkę. Niestety, dzisiaj wyprzedziły nas Rumunia i Bułgaria, jesteśmy na szarym końcu, jeżeli chodzi o dostęp do nowoczesnych leków – dodaje Jacek Gugulski.

Za przełom w leczeniu szpiczaka plazmocytowego uznaje się m.in. wprowadzenie lenalidomidu, leku stymulującego organizm chorego do walki z komórkami rakowymi. Od 2013 roku preparat ten był dostępny dla polskich chorych w ramach programu lekowego z przeznaczeniem do terapii nawrotowej postaci nowotworu. Nie znalazł się jednak na zaprezentowanym niedawno projekcie nowej listy refundacyjnej, która ma wejść w życie w maju.

– Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby ministerstwo nie przedłużyło refundacji leków, które pacjenci dzisiaj dostają. To jest dosyć spora grupa, bo ponad tysiąc osób. Gdyby oni tego nie dostali, to muszą dostać zwykłą chemię, a to może ich zabić – mówi Jacek Gugulski.

Nawrotowa postać szpiczaka plazmocytowego leczona jest kilkoma różnymi lekami lub kombinacją kilku preparatów w tym samym czasie. Każdy kolejny nawrót choroby może jednak skutkować wytworzeniem odporności organizmu na konkretny lek, a tym samym zmniejszenie jego skuteczności. Uszczuplenie wachlarza terapeutycznego nawet o jeden preparat obniża więc możliwości leczenia dla onkologów i zmniejsza szanse pacjentów na skuteczną walkę z chorobą.

 Dziś mam nawrót choroby, bardzo źle się czuję i liczyłam, że dostanę lenalidomid. Dzisiaj się dowiedziałam, że tego lenalidomidu nie dostanę, jest mi źle, przykro, z tego miejsca chciałabym apelować o to, żeby u wszystkich w ministerstwie obudziły się ludzkie instynkty. Jak mam sobie wytłumaczyć, że muszę umrzeć? – mówi Anna Leoniuk.

Resort zdrowia zapewnia, że upubliczniona w końcu kwietnia lista refundacyjna jest tylko projektem i może przyjąć inny kształt. Hematolodzy nie wykluczają, że usunięcie lenalidomidu z programu lekowego może być elementem strategii negocjacyjnej państwa.

Obecnie w procesie refundacyjnym znajdują się trzy leki. Na najbardziej zaawansowanym poziomie wydawał się pomalidomid, dla wielu pacjentów lek ostatniej szansy. Jesienią resort zdrowia nie wykluczał, że preparat ten zostanie objęty refundacją na początku 2018 roku. Pomalidomid nie trafił jednak na listę styczniową, nie znalazł się także w projekcie listy majowej. Dostęp do tego leku mają niemal wszyscy chorzy w Europie, nawet w krajach o niższym PKB niż Polska, jak Rumunia i Bułgaria.

Kolejne miesiące przyniosą wiele nowych obowiązków dla przedsiębiorców. Wymuszą inwestycje w narzędzia IT

Kolejne miesiące przyniosą wiele nowych obowiązków dla przedsiębiorców. Wymuszą inwestycje w narzędzia IT 6

2018 rok to rekordowa skala zmian prawnych dla przedsiębiorców. Od tego roku obowiązkiem prowadzenia rejestru elektronicznego w postaci JPK zostali objęci, po dużych i średnich, także mali przedsiębiorcy. Również sprawozdania do KRS będą musiały być przekazywane w formie elektronicznej. W kolejnych miesiącach firmy czeka również wdrożenie przepisów, które mają uszczelnić systemu podatku VAT, a także zmiany w raportowaniu leasingu. Nowe przepisy oznaczają konieczność zmian organizacyjnych w firmach oraz dostosowanie systemów IT.

– W 2018 roku przedsiębiorcy będą musieli się zmierzyć z wieloma zmianami, które zostaną wprowadzone głównie przez Ministerstwo Finansów. Od początku roku zmiany dotknęły mikroprzedsiębiorców – mają obowiązek składania JPK. Więksi przedsiębiorcy będą zobligowani od 1 października również składać sprawozdania finansowe w tym formacie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Karol Ratajczak, starszy konsultant w dziale finansów i kontrolingu w Hicron.

Obowiązek comiesięcznego sporządzania elektronicznego Jednolitego Pliku Kontrolnego, który zawiera ewidencję zakupu i sprzedaży VAT (JPK_VAT), od początku tego roku dotyczy już wszystkich przedsiębiorców, także tych najmniejszych, zatrudniających do dziesięciu osób, o obrotach do 2 mln euro rocznie  – w tym prowadzących jednoosobową działalność. Wcześniej,  w lipcu 2016 roku, taki obowiązek wprowadzono dla największych firm, a w styczniu 2017 roku – także dla małych i średnich przedsiębiorców. Dodatkowo, od października tego roku, raporty elektroniczne zastąpią papierowo sprawozdania składane do Krajowego Rejestru Sądowego oraz urzędów skarbowych.

– Od początku 2018 roku wszedł też szereg zmian w podatku CIT, częściowo to zmiany podyktowane implementacją dyrektywy unijnej ATAD skierowanej przeciwko unikaniu opodatkowania. Od 1 lipca uruchomiony zostanie system split payment, czyli podział płatności na część netto oraz podatek VAT. Będzie to zmiana opcjonalna, do wyboru przez płatnika, jednak ministerstwo przygotowało szereg udogodnień dla tych, którzy zdecydują się korzystać z systemu – mówi Karol Ratajczak.

Split payment, czyli mechanizm płatności podzielonej, oznacza, że przedsiębiorca będzie mógł podzielić należność wynikającą z faktury na dwa konta – wartość sprzedaży na rachunek bankowy, a część odpowiadająca za podatek VAT – na rachunek VAT prowadzony nieodpłatnie przez banki. System będzie dobrowolny, ale przedsiębiorcy, którzy zdecydują się z niego korzystać, będą mogli liczyć m.in. na szybszy zwrot podatku VAT (do 25 dni). Fiskus będzie mógł też odstąpić od części ewentualnych kar.

– Od 2019 roku więksi przedsiębiorcy, którzy są zobligowani do sporządzania sprawozdań finansowych w formacie IFRS, będą się musieli zmierzyć z koniecznością zmiany w rejestracji leasingu do tej pory sklasyfikowanego jako operacyjny. Teraz będą musiały być przedstawiane jako finansowe – mówi ekspert Hicron.

Nowe zasady rejestracji leasingu to efekt opublikowania przez Radę Międzynarodowych Standardów Rachunkowości nowego standardu MSSF 16. Zgodnie z nowymi przepisami znika pojęcie leasingu operacyjnego. Wszystkie leasingi i najmy będą traktowane jako leasing finansowy, czyli wykazywane w bilansie. Dotychczas był to elementem pozabilansowym.

W najbliższych miesiącach zmiany dotyczące raportowania dotkną też branżę farmaceutyczną.

– Przemysł farmaceutyczny, zarówno ten zarejestrowany w Polsce, jak i za granicą, od 1 czerwca będzie musiał raportować w tzw. Zintegrowanym Systemie Monitorowania Obrotu Produktów Leczniczych. Jest to zmiana o tyle trudna, że nie do końca wszystkie aspekty prawne są wyjaśnione. Sam system jest przekładany od ponad roku – mówi Karol Ratajczak.

Wprowadzenie Zintegrowanego System Monitorowania Obrotu Produktami Leczniczymi ma zapobiegać nielegalnemu wywozowi leków z terytorium Polski. Wartość nielegalnie wyprowadzonych medykamentów szacuje się na ponad 2 mld zł. Firmy, które prowadzą obrót produktami leczniczymi, będą musiały składać elektroniczne raporty z przeprowadzonych transakcji oraz przesunięć magazynowych, a dane będą przetwarzane w systemie ZSMOPL.

– Nowe przepisy pociągają za sobą konieczność zmian zarówno organizacyjnych, jak i w samych systemach IT. Mikroprzedsiębiorcy będą musieli nauczyć się korzystania z darmowego oprogramowania, które służy do składania JPK. Więksi przedsiębiorcy będą musieli włożyć mnóstwo pracy, by dostosować swoje systemy oraz samą organizację do nowych wymagań, zwłaszcza do IFRS w wersji 16, czyli zmian w przestawianiu leasingu operacyjnego na finansowy. Jeśli chodzi o opcjonalny system płatności split payment, to firmy będą musiały z zmienione narzędzia oraz rejestracja wyciągów bankowych i generowanie plików z płatnościami – wymienia ekspert.

O ile oprogramowanie do składania JPK dla małych firm zostało dostarczone przez resort finansów, o tyle w przypadku pozostałych zmian, na przedsiębiorców spada więcej obowiązków.

– Więksi przedsiębiorcy będą musieli dostosować swoje systemy do nowych wymagań. Szczególnie branża farmaceutyczna zostanie dotknięta koniecznością implementacji od zera narzędzia do raportowania do ZSMOPL. Niektórzy dostawcy proponują zmiany w systemach, które dostarczają. Jednak systemy, które zostały stworzone specjalnie pod dużych klientów, będą musiały zostać zmienione pod konkretne zmiany podyktowane przez prawo – wskazuje Karol Ratajczak.

W maju Polaków czekają spore wydatki. Na organizację komunii dziecka muszą przeznaczyć średnio 3,6 tys. zł

W maju Polaków czekają spore wydatki. Na organizację komunii dziecka muszą przeznaczyć średnio 3,6 tys. zł 7

Maj to miesiąc kumulacji wydatków – wyjazdów majówkowych, przyjęć z okazji pierwszej komunii świętej, zakupu prezentu z okazji Dnia Matki i Dnia Dziecka. Sporym wydatkiem okazuje się być komunia. Najwięcej wydadzą rodzice na organizację przyjęcia. Całość kosztów pochłonie równowartość średniej klasy komputera, czyli ponad 3,6 tys. zł – wynika z Barometru Providenta. Ponad 1 tys. zł wydadzą rodzice chrzestni, a około 600 zł inni goście. W ramach prezentu komunijnego najczęściej wręczamy gotówkę i sprzęt elektroniczny.

– Maj to miesiąc, w którym Polaków czekają spore wydatki. Począwszy od długiego weekendu, poprzez zaplanowane przyjęcia komunijne, następnie takie okazje, jak Dzień Dziecka, Dzień Matki, kończąc na planach wakacyjnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magda Maślana z Provident Polska.

Maj to w wielu rodzinach okres sporego obciążenia dla domowego budżetu. Odczują to zwłaszcza rodziny, w których dziecko przystępuje do pierwszej komunii świętej. Jak wynika z badania Providenta, takie uroczystości są kosztowne – w tym roku średnio zostanie na to wydane ok. 1,7 tys. zł. Najwięcej zapłacą rodzice – nieco ponad 3,6 tys. zł. Kosztem jest przede wszystkim zorganizowanie przyjęcia w restauracji czy hotelu (w ostatnich latach 32 proc. badanych uczestniczyło w przyjęciu tam zorganizowanym). Tylko co piąty rodzic zamierza zaprosić gości na rodzinny obiad.

Z badań wynika, że jeżeli jesteśmy rodzicami chrzestnymi, wydamy około 1,2 tys. zł. Jeżeli jesteśmy zaproszeni jako goście, musimy się liczyć z wydatkiem około 600 zł. Zawiera się w tym prezent dla naszego bohatera ceremonii, jak również przygotowanie, np. wizytę u fryzjera czy zakup nowego stroju – podkreśla Magda Maślana.

Najbardziej hojni dla dziecka są rodzice chrzestni – co drugi decyduje się na zakup komputera, smartfona lub wręcza pieniądze. Rodzice, oprócz gotówki, kupują rower, smartfon lub pamiątkowy medalik. Także inni goście najczęściej decydują się wręczyć kopertę z pieniędzmi. Zdecydowanie rzadziej niż jeszcze kilka lat temu wręczają łańcuszki (12 proc.), zegarki (11 proc.) czy książki (2 proc.).

– Pierwsza komunia to wydarzenie, o którym wiemy już z dużym wyprzedzeniem, dlatego większość, bo 55 proc. Polaków, zadeklarowała w badaniu Barometr Providenta, że sfinansuje ją z oszczędności, a 45 proc. będzie się posiłkować bieżącymi dochodami. Niewielki odsetek badanych wskazał, że zaciągnie na ten cel pożyczkę bądź poprosi o pomoc rodzinę – wskazuje przedstawicielka Provident Polska.

Na pożyczkę z banku lub firmy pożyczkowej zdecyduje się ok. 3 proc. badanych, przy czym 6 proc. rodziców. Niewiele ponad 2 proc. wesprze się pożyczką od rodziny lub znajomych.

– Pierwsza komunia święta to dla rodziców i dla dziecka bardzo ważne wydarzenie. Przywiązujemy dużą wagę do oprawy tego wydarzenia. Pamiętajmy jednak, że maj to miesiąc bardzo wielu wydatków. Zaplanujmy je z głową i rozsądkiem – przypomina Magda Maślana.

Jakie są zalety pracy na produkcji?

W dużych i średnich miastach coraz prężniej rozwijają się zakłady produkcyjne. Co ciekawe, nie są to tylko firmy polskie, ale również takie, które mogą pochwalić się zagranicznym zasięgiem. Ze względu na charakter branży i specyfikę pracy, tego typu przedsiębiorstwa stale potrzebują nowych pracowników. I choć na temat pracy na produkcji narosło wiele mitów, to pomimo niekorzystnych opinii praca w takich miejscach może mieć wiele zalet.

Zdobycie doświadczenia

Kto powinien pomyśleć o pracy na produkcji? Przede wszystkim osoby, które nie mają doświadczenia zawodowego (lub mają niewielkie). Dlaczego? Zatrudnienie w tego typu miejscach jest doskonałym sposobem na nabycie cennych umiejętności oraz cenionych na rynku pracy kompetencji. Nie od dziś wiadomo, że praca w dużym zespole przyczynia się do nabycia umiejętności pracy w grupie, a tym samym sprzyja kształtowaniu umiejętności interpersonalnych. Jest też okazją do zdobycia nowych kontaktów zawodowych, które mogą okazać się pomocne w przyszłości. Praca w fabrykach wiąże się też z koniecznością nauczenia się radzenia sobie ze stresem oraz zarządzania własnym czasem.

Stabilne zatrudnienie

Jednym z powodów, dla których praca w miejscach takich jak http://bridgestone-poznan.pl to dobre rozwiązanie, jest stabilność zatrudnienia. Firmy specjalizujące się w produkcji oferują umowę o pracę, dzięki czemu ich pracownicy nie muszą obawiać się, że z dnia na dzień stracą stanowisko. Co więcej, ze względu na rozmiar, charakter, ale przede wszystkim kapitał, zakłady produkcyjne, w odróżnieniu od niewielkich firm i mikroprzedsiębiorstw, nie upadają z dnia na dzień. Przyczynia się to do tego, że pracownicy mogą czuć się komfortowo i nie muszą się obawiać zaciągania większych zobowiązań finansowych, np. kredytów czy różnego rodzaju pożyczek.

Premie i szkolenia

Oprócz stałej pensji pracownicy produkcji mogą również liczyć na dodatki, np. pakiety medyczne czy możliwość zdobycia dofinansowania na udział w imprezach sportowych. Ze względu na pojawiające się nadgodziny, przy odrobinie chęci i poświęceniu dodatkowego czasu, można zyskać dodatek do pensji. W wielu zakładach produkcyjnych istnieje też system premiowy. Wysokość premii uzależniona jest od wypracowania określonej normy i nierzadko jest zdecydowanie większa niż ustalona w umowie podstawa. Choć aspekty finansowe są bardzo ważne, nie można zapomnieć też o szansie na rozwój. Pracownicy produkcji już na starcie korzystają ze szkoleń niezbędnych do dalszej pracy, a wraz z nabywaniem doświadczenia mogą liczyć na uczestnictwo w kolejnych kursach, które ułatwiają awans w przyszłości.

Wynagrodzenia Polaków. Ile zarabiamy, a ile oddajemy na ZUS i podatki

Wynagrodzenie netto, czyli kwota, jaką otrzymuje pracownik po odjęciu wszystkich obowiązkowych podatków i składek, w Polsce wynosi 71% pełnej pensji w przypadku przeciętnie zarabiającego singla i 77% w przypadku przeciętnie zarabiającej rodziny. To poniżej średniej dla wszystkich krajów Unii Europejskiej – wynika z najnowszej edycji raportu PwC „Praca w UE – podatki i składki 2018”.

Z analizy przeprowadzonej przez ekspertów PwC wynika, że przeciętnie zarabiający singiel otrzymuje 71% swojego pełnego wynagrodzenia (średnia UE 73%). Pozostała część to podatek PIT oraz obowiązkowe składki odprowadzane w imieniu pracownika przez pracodawcę: na ubezpieczenie emerytalne i rentowe oraz chorobowe (ZUS), a także na ubezpieczenie zdrowotne (NFZ). Oznacza to, że w zestawieniu z pozostałymi krajami UE zajmujemy 15. lokatę (ex aequo z Chorwacją, Łotwą i Rumunią). Pierwsze trzy miejsca należą do Cypru (91%), Malty (81%) oraz ex aequo Estonii, Irlandii i Wielkiej Brytanii (80%).

W nieco gorszej sytuacji pod tym względem znajdują się polskie rodziny. Co prawda, przy przeciętnych dochodach mogą one liczyć na 77% wynagrodzenia (średnia UE wynosi 79%), ale to zaledwie 18. miejsce w zestawieniu wszystkich 28 krajów Unii Europejskiej (ex aequo ze Szwecją). Analiza uwzględnia popularne ulgi na dziecko i rozliczenie małżeńskie.

Zmiany, które zaszły w podatku PIT w Polsce w ostatnich kilkunastu miesiącach, nie wpłynęły znacząco na wysokość wynagrodzenia netto przeciętnej rodziny. Podniesienie kwoty wolnej od podatku odczuła niewielka grupa osób o najmniejszych dochodach. Z kolei dyskutowane zniesienie limitu składek ZUS i tym samym zwiększenie kosztów zatrudnienia nie będzie pozytywnie stymulować rynku pracy. W tym kontekście pod znakiem zapytania stoi wzrost konkurencyjności naszego wynagrodzenia na europejskim rynku. – Mariusz Ignatowicz, partner w dziale prawno-podatkowym PwC

Jak wynika z danych zebranych w raporcie PwC, mimo podwyżki kwoty wolnej od podatku do 6600 zł w 2017 r., Polska nadal znajduje się w końcówce zestawienia krajów unijnych (21. miejsce). Spośród państw, które posiadają kwotę wolną za nami znajdują się tylko Włochy (22.), Łotwa (23.), Czechy (24.) i Rumunia (25.). W poprzednim roku największy wzrost kwoty wolnej nastąpił w Chorwacji, o niemal 2000 euro.

Eksperci PwC przeprowadzili także analizę dotyczącą wynagrodzenia netto dla osób zamożnych, to jest takich, które otrzymują pięciokrotność przeciętnego wynagrodzenia. W przypadku singla zarobki netto wynoszą 67% (10. pozycja ex aequo z Węgrami), a w przypadku rodziny to 73% (6. lokata).

Zmiany w PIT i ZUS w krajach Unii Europejskiej

W minionym roku w 3 krajach Unii Europejskiej (Dania, Holandia, Luksemburg) nieznacznie podwyższono stawki podatkowe. Z kolei na Łotwie, gdzie do tej pory obowiązywał 23% podatek liniowy, w 2018 r. wprowadzono progresywną skalę podatkową od 20% do 31,4%. W Rumunii stawka podatku liniowego została w 2018 r. obniżona z 16% do 10%.

W krajach UE nadal dominują stawki progresywne (dotyczy to zwłaszcza państw tzw. „starej Unii”). Stawki liniowe są w zdecydowanej mniejszości i obowiązywały w 2017 r. w zaledwie 6 państwach, a od tego roku już tylko w 5 (bez Łotwy). W ponad połowie krajów Unii Europejskiej stawka podatkowa dla najlepiej zarabiających waha się w granicach 40-57%. Aż 8 państw ma najwyższą stawkę podatkową równą lub wyższą niż 50% (Szwecja, Portugalia, Austria, Holandia, Dania, Belgia, Słowenia, Grecja).

Łączna składka na ZUS w Polsce to ponad 35% wynagrodzenia

Łączna składka na ZUS w Polsce to ponad 35% wynagrodzenia, co w tym aspekcie sytuuje nas w połowie zestawienia państw Unii Europejskiej. W kilku krajach przekroczony jest próg 40% (Słowacja, Czechy, Rumunia, Węgry, Grecja, Belgia, Holandia, Niemcy), a w przypadku Francji nawet 60%. W minionym roku na podwyżkę składek na ubezpieczenie społeczne zdecydowały się Niemcy, a na Cyprze i w Holandii obniżono składki pracodawcy z tego tytułu. – Joanna Narkiewicz-Tarłowska, dyrektor w dziale prawno-podatkowym PwC.

Jak będzie wyglądała cyfrowa przyszłość branży leasingowej?

Cyfryzacja sektora leasingowego, mobilne kanały dostępu, szanse i zagrożenia wynikające z „uberyzacji branży leasingowej”, dyrektywa PSD2, elektroniczny podpis czy niezakłócony dostęp do rejestrów danych – to wybrane tematy, które pojawiły się podczas pierwszej edycji „E-Leasing Day”, konferencji zorganizowanej przez Związek Polskiego Leasingu pod koniec kwietnia.

Konferencja „E-Leasing Day” to wydarzenie mające na celu umożliwienie wymiany doświadczeń i stymulujące poszukiwanie inspiracji dla rozwoju sektora leasingowego. Ta nowa inicjatywa Związku Polskiego Leasingu zgromadziła w Warszawie ponad 100 osób. Wśród uczestników konferencji znaleźli się przedstawiciele firm leasingowych i firmy wynajmu, eksperci rynku oraz partnerzy, dostarczający innowacyjne rozwiązania. Tematem przewodnim spotkania była przyszłość branży leasingowej w kontekście cyfrującego się otoczenia gospodarczego.

Ewa Łuniewska, Wiceprzewodnicząca Komitetu Wykonawczego ZPL, witając uczestników „E-Leasing Day” podkreśliła, że leasingodawcy chcą być nie tylko odbiorcą trendów, które są na rynku, ale także sami je wyznaczać. Marcin Balicki, Wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego ZPL dodał, że u źródeł pomysłu związanego z digitalizacją, leżała wiara w to, że mimo, iż technologia jest źródłem przewagi konkurencyjnej dla każdej z firm leasingowych, to branża będzie rozwijać się szybciej, jeśli znajdzie wspólne inicjatywy.

Myślenie o digitalizacji ma – w opinii Marcina Balickiego – także wymiar czysto związkowy, ponieważ ZPL zrzesza zarówno firmy bankowe, mające duże zaplecze, jak i podmioty nie bankowe, a digitalizacja jest obszarem, w którym wszyscy mogą zyskać.  Marcin Balicki podkreślił także, że wprowadzenie dyrektywy PSD2 może oznaczać dla sektora leasingowego pojawienie się na rynku silnej konkurencji. Wiceprzewodniczący KW ZPL w perspektywie od 3 do 5 lat widzi zagrożenie, które nazwał „uberyzacją branży leasingowej”. Jedną z inicjatyw branży, mających m.in. sprostać tego typu zagrożeniom jest Grupa ds. Digitalizacji, która powstała w ramach Związku Polskiego Leasingu, pod koniec ubiegłego roku.

Spotkanie otworzyła debata, dotycząca „Przyszłości branży leasingowej w cyfryzującym się otoczeniu gospodarczym”. Do dyskusji zostali zaproszeni: Anna Streżyńska – była Minister Cyfryzacji, Prezes Zarządu MC2 Solutions Sp. z.o.o, Andrzej Dopierała – Prezes Zarządu Asseco Data Systems S.A., Kamil Portka – Agile Leasing Division Director, Ailleron S.A., Sławomir Szopa – Prezes Zarządu Big Consulting Sp. z o.o., Łukasz Wojcieszak – Partner Enxoo Sp. z o.o. oraz Łukasz Wróbel – Wiceprezes i CBDO WEBCON Sp. z o.o. Rozmowę moderował Marcin Balicki, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego ZPL. Głównym  wyzwaniem „E-Leasing Day” było znalezienie pomysłów, które mogą być istotne dla branży leasingowej w ciągu 2-3 lat.

Anna Streżyńska zauważyła, że dzisiejszemu klientowi zależy na mobilnych kanałach dostępu, co wiąże się z dążeniem do rozwijania technologii mobilnych, stosowaniem dużych uproszczeń, dążeniem do dostępu do elektronicznej tożsamości, wykorzystania jej w całym procesie transakcyjnym, wreszcie do tego – jak zauważyła Anna Streżyńska – aby cały proces transakcyjny mógł odbyć się poza światem realnym. Była Minister Cyfryzacji zaznaczyła też, że to, co się dzieje w świecie cyfrowym nie zmienia tylko branży leasingowej. Dodała, że ten proces należy rozpatrywać w kategorii szans jak i zagrożeń, kiedy inne firmy, także spoza sektora finansowego, będą zainteresowane wejściem na rynek cyfrowych usług finansowych, dzięki dyrektywie PSD2 i rozwiązaniom sprzyjającym cyfryzacji tych procesów.

Anna Streżyńska podkreśliła też, że „uberyzacja” branży leasingowej może być szansą, jeżeli zostanie rozpatrzona jako ucieczka do przodu i będzie oznaczała gotowość na nowe technologie, wcześniej niż zrobią to inni.

Anna Streżyńska przedstawiła także analizę procesu leasingu, z punktu widzenia elementów, których będzie dotyczyła cyfryzacja (począwszy od identyfikacji tożsamości stron umowy, poprzez podpisanie tej umowy, w sposób bezpieczny i bez wad prawnych, a skończywszy na poszczególnych etapach jej realizacji).  Anna Streżyńska odnalazła aż 20 korzyści wynikających z cyfryzacji tego procesu i 20 miejsc, których cyfryzacja dotyka. Według niej każdy etap podlega intensywnej cyfryzacji i ma ewidentne korzyści wynikające z zastosowań rozwiązań cyfrowych. Zdaniem ekspertki najczęściej nie będą to klasyczne rozwiania informatyczne, ale wyzwania takie jak sztuczna inteligencja, blockchain czy internet rzeczy.

Andrzej Dopierała, prezes Asseco Data Systems, zapytany o to dokąd zmierza branża leasingowa i w jakim miejscu będzie za 3 lata zauważył, że działalność nowego zespołu w ramach ZPL, może być  dobrym fundamentem, który pozwoli wszystkim podmiotom współpracującym w ramach branży leasingowej, osiągnąć podobny pułap rozwoju. Dalsze doskonalenie tego procesu będzie już indywidualną sprawą firm i będzie zależało od kreatywności, pomysłów, inwencji i ciężkiej pracy każdej z firm leasingowych.

Podczas swojego wystąpienia, prezes Asseco Data System zwrócił uwagę na fakt, że już dzisiaj umowa leasingowa nie musi być zawarta w formie pisemnej, gdyż europejska dyrektywa eIDAS powoduje, że dokument elektroniczny, opatrzony elektronicznym podpisem, jest tożsamy z podpisem na papierze. Prezes Dopierała podał przykład firmy produkującej drzwi, która za pośrednictwem systemu informatycznego umożliwia klientowi spersonalizowanie zamówienia drzwi, które są gotowe do odbioru w ciągu dwóch – trzech dni. Zdaniem prezesa Dopierały w bliskiej perspektywie podobna usługa będzie także możliwa, w przypadku zamówienia samochodu ze pośrednictwem systemu firmy leasingowej. Zaznaczył jednocześnie, że z uwagi na specyfikę transakcji leasingowej jest to dużo bardziej skomplikowany proces i wymaga przejścia przez cały łańcuch, jednak  ten proces będzie możliwy.

Kamil Portka, szef zespołu Agile Leasing Division w firmie Ailleron, zauważył obecność na rynku silnych polskich firm leasingowych, które technologicznie wyprzedzają firmy z pozostałych krajów Europy Środkowej. Zdaniem Kamila Portki, nawet najlepsze technologie, które mogą się pojawić w związku z wejściem na rynek leasingu „Ubera”, nie zastąpią lat doświadczeń. Dodatkowo – w opinii eksperta – firmy leasingowe mają świetną obsługę klienta, a nowoczesna technologia może obniżyć jej koszty. Już dziś część firm leasingowych przejawia technologiczną gotowość do wydania decyzji kredytowej w ciągu kilku sekund.

Prowadzący debatę, Marcin Balicki stwierdził, że jeśli jakiś podmiot wejdzie na rynek bankowy, wykorzystując PSD2 i zbuduje tam masę krytyczną, będzie miał bazę danych o klientach mikro-biznesowych, to zbudowanie na tej podstawie modelu scoringowego, który będzie w stanie automatycznie przyznać rating tego klienta, który ubiega się o finansowanie, będzie bardzo proste. Według niego przewaga konkurencyjna w tym segmencie wynika wyłącznie z posiadanych danych. Ktoś, kto chciałbym zbudować przykładowego „Ubera”, w formule leasingu i od niego zacząć jest bez szans. Natomiast jeśli zacznie z drugiej strony  – ta przewaga zniknie.

Ekspert Ailleron, jako rozwiązanie dla branży, zaproponował wirtualizację kanałów sprzedaży i obsługi. Wirtualizacja oddziału zapewnia kontakt z klientem poprzez stronę internetową, poprzez portal obsługi klienta na urządzeniu stacjonarnym lub mobilnym klienta lub w placówce banku, gdzie udostępnione zostanie mu takie urządzenie.  Pracownik firmy leasingowej – według Kamila Portki – w dalszym ciągu będzie potrzebny, ponieważ zajmie się dokończeniem sprzedaży oraz doradztwem posprzedażowym. Wirtualizacja na początku ma być przedłużeniem ręki handlowca – poprzez czaty, czatboty. Kolejnym etapem będzie pojawienie się awatara, znającego odpowiedz na najbardziej nurtujące pytania.

Zadaniem Sławomira Szopy, Prezesa Zarządu Big Consulting, cyfryzacja powoduje, że ogólne koszty transakcji maleją, a proces leasingowy przyspiesza. Klient, oczekujący szybkiej obsługi, wymusza na firmie leasingowej przeprowadzenie w bardzo krótkim czasie procesu weryfikacji klienta, który pozwoli go poznać i odpowiedzieć na pytanie czy nie jest wirtualny, co oznaczałoby ryzyko sprzedaży produktu nieistniejącemu podmiotowi. Zadaniem eksperta Big Consulting, mała ilość czasu powoduje, że dla firm leasingowych kluczowy jest sprawny dostęp do danych, a rejestry – szczególnie te państwowe – nie pozwalają dzisiaj w kilka sekund zebrać wszystkich informacji na temat podmiotu gospodarczego, który stara się o finansowanie.

W trakcie dalszej dyskusji panelowej pojawiły się wątki odnoszące się do CRM, RODO czy gotowości firm do wdrażania nowych technologii. Łukasz Wojcieszak, Partner w Enxoo zauważył, że dzisiaj konsument może ściągnąć aplikację mobilną, dzięki niej wsiąść do samochodu, który stoi na ulicy i nim odjechać. Przy czym ekspert podkreślił, że tego typu rozwiązania nie będą funkcjonować bez integracji z wewnętrznymi systemami informatycznymi firmy. Zdaniem Łukasza Wojcieszaka, nie każdy system wymaga samodzielnej budowy lub budowy wspólnie z dostawcą od podstaw, ponieważ na świecie są dostępne technologie, z których można skorzystać, m.in. po to, aby cyfryzację w branży leasingowej popchnąć do przodu.

Łukasz Wróbel, Wiceprezes i CBDO Webcon, podsumowując dotychczasową dyskusję stwierdził, że w jej trakcie pojawiły się takie rozwiązania jak blockchain, chmura, podpis i cyfryzacja dokumentów, aplikacje mobilne, internet of things. Według eksperta Webcon nie jest to lista skończona, co stanowi największe wyzwanie, nie tylko dla branży leasingowej, ale dla każdej branży. Tempo zmian i tempo pojawiania się nowych technologii powodują, że firmy stają przed nieco innymi, niż dotychczas, wyzwaniami. Zdaniem Łukasza Wróbla dużo większym wyzwaniem – niż wybór technologii – jest wewnętrzna restrukturyzacja firm, która pozwoli pracownikom nieustannie wdrażać nowe rozwiązania. Zdaniem eksperta, zmiana i to, w jaki sposób firma jest w stanie na zmianę reagować, jest największym wyzwaniem dla firm.

Interesujące ujęcie dyrektywy RODO zaprezentowała Anna Streżyńska. Według słów byłej Minister Cyfryzacji, RODO poddaje się cyfryzacji i może zostać zneutralizowanie, poprzez rozwiązania blockchainowe, poprzez zaszyfrowanie danych klienta, w taki sposób, aby profil cech był rozpatrywany bez identyfikacji z konkretną osobą z imienia i nazwiska i pozostałych cech tożsamości. Jak wytłumaczyła Anna Streżyńska, dopiero na poziomie decyzji leasingowej, następowałoby ponowne przypisanie tej tożsamości do ocenianego wzorca.

Podsumowując dyskusję, dotyczącą cyfryzacji w branży leasingowej, Anna Streżyńska stwierdziła, że musimy uwolnić się od myślenia o cyfryzacji tych procesów, które znamy. Według ekspertki, w przyszłości, cyfryzacji nie będą poddawane duże ilości dokumentów. Wymiana informacji między różnymi jednostkami administracji i biznesu, biurami informacji kredytowej, bankami, administracją, ZUS czy urzędami skarbowymi będzie odbywała się z wykorzystaniem platform wymiany informacji i usług. Dane pozyskiwane w bardzo krótkim czasie staną się częścią całego procesu. Według Anny Streżyńskiej ten proces będzie wyglądał całkowicie inaczej, niż obecnie funkcjonujący model.

Konferencja „E-Leasing Day” odbyła się 19 kwietnia w Hotelu DoubleTree by Hilton w Warszawie. Organizatorem wydarzeniem był Związek Polskiego Leasingu, a partnerami głównymi: Asseco Data Systems S.A. oraz Enxoo Sp. z o.o. Partnerzy: Ailleron S.A, Big Consulting Sp. z o.o., SI- Consulting Sp. z o.o., WEBCON Sp. z.o.o.

Konflikt w firmie – czy można na nim skorzystać?

Mniejsze lub większe konflikty między ludźmi to nic zadziwiającego, także w świecie biznesu. Mogą pojawić się wśród członków zespołu czy też na spotkaniach z kontrahentami. Niektóre osoby starają się za wszelką cenę unikać sporów, inne dążą do kompromisu bądź wręcz przeciwnie – walczą. W jakich sytuacjach najlepiej sprawdzą się poszczególne style rozwiązywania konfliktów?

Unikać jak ognia?

Unik to tak naprawdę tylko odroczenie rozwiązania konfliktu. Takie podejście bywa korzystne na przykład, gdy brakuje nam argumentów, nie czujemy się najlepiej lub chcemy wyciszyć emocje. – Przełożony, będąc świadkiem sporu pracowników lub samemu w nim uczestnicząc, może np. zaproponować powrót do tematu, kiedy emocje opadną. Nie należy jednak odkładać tego w nieskończoność, bo sytuacja sama się nie rozwiąże. Przykładowo, gdy dwóch handlowców trafia do tego samego klienta i oferuje te same produkty, nietrudno o konflikt między nimi, prędko może dojść do emocjonujących prób dowiedzenia, kto był pierwszy. Konsekwencją utrzymywania takiego stanu może być ogromna strata ich energii, którą mogliby zainwestować w pozyskiwanie kolejnych klientów. Dlatego też warto jak najszybciej wyjaśnić tę kwestię – zauważa Marek Małkowicz, prezes firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland.

Za zakończenie takich problematycznych sytuacji odpowiada w pierwszej kolejności menedżer. Jego otwarta postawa, chęć zrozumienia przyczyn sporu i „chirurgiczne” rozwiązanie może nie tylko zaoszczędzić mnóstwo energii wspomnianych w przykładzie handlowców i całego działu. – Ostateczne wyjaśnienie konfliktu i jego przyczyn pomaga też w ustalaniu sposobów zapobiegania podobnym sytuacjom w przyszłości. To dobra nauka dla firmy nie tylko w kontekście pogłębiania wiedzy i wzrostu biznesowego doświadczenia, ale i w aspekcie społecznym. Pozwala uczestnikom sporu na doskonalenie lub nabycie nowych umiejętności, np. negocjacyjnych oraz poczucie silniejszej więzi emocjonalnej w grupie i wzrost optymizmu, burząc pozorny spokój. Może też przynieść stronom satysfakcję z porozumienia się, ulgę oraz poczucie skuteczności – zauważa Marek Małkowicz. Co zrobić, żeby tak było?

Współpraca czy walka o swoje?

Aby osiągnąć harmonijne partnerstwo, warto, aby menadżer najpierw zebrał wszystkie potrzebne informacje i ustalił przyczyny konfliktu. Można wyróżnić pięć ich typów. Pierwszy – strukturalny – dotyczy głównie podziału zadań i definicji zakresu obowiązków, rozwiązuje się go więc przez ich zdefiniowanie. Spory mogą pojawić się też w obszarze danych (wówczas należy zadbać o to, by informacje na dany temat dotarły do wszystkich zainteresowanych) lub relacji, np. gdy osoba przejawia tendencje do przekraczania granic, udowadniania swojej wyższości, menedżer powinien porozmawiać z obiema stronami i pomóc im w przezwyciężaniu np. osobistej niechęci. Kolejny typ to konflikt interesów – odwołując się do wcześniejszego przykładu, jeden z handlowców za wszelką cenę chce pozyskać klienta, gdyż pomoże mu to zrealizować plan miesięczny. W takiej sytuacji do rozwiązania najlepiej dojść poprzez negocjacje. Za to gdy sprzedawca chce działać w myśl wyuczonej u poprzednich pracodawców zasady „kto pierwszy, ten lepszy”, będziemy mieli do czynienia z konfliktem wartości. Wówczas należy starać się uzgodnić wspólne przekonania uczestniczących w sprzeczce. – Warto dać wypowiedzieć się każdej ze stron, nieco ostudzić emocje i następnie zaproponować rozwiązanie lub wypracować je wspólnie. Przy czym pamiętać należy, że najtrudniejszymi do zażegnania są w firmach konflikty dotyczące relacji i wartości one wymagają najwięcej działań ze strony menedżera – komentuje Marek Małkowicz z Integra Consulting Poland. Gdy przełożony w trakcie rozmów z pracownikami występuje w roli rozjemcy lub mediatora, dobrze skupić się na tym, co łączy, a nie dzieli, pracować nad korzyściami obu stron – niezbędna jest jednak do tego współpraca. – To najtrudniejszy styl rozwiązywania konfliktów, wymaga bowiem inteligencji, także tej emocjonalnej, czyli sporej otwartości i umiejętności słuchania, elastyczności i zaangażowania, tolerancji, a ponadto twórczego myślenia, wychodzenia poza schematy. Potrzebna jest także chęć obu stron, prawdziwe porozumienie nie będzie bowiem możliwe, jeśli nasz rozmówca, mimo wielu zachęcających sygnałów i konkretnych propozycji, nie chce lub nie umie wspólnie działać. W takiej sytuacji kompetencje te powinien posiadać szef, który pomoże je rozwinąć u wchodzących w konflikt podwładnych, będąc wzorem – mówi Marek Małkowicz z Integra Consulting Poland.

Dla niektórych jedynym znanym stylem rozwiązywania konfliktów jest walka. Najczęściej stosują ją osoby, które mają potrzebę udowadniania własnej przewagi, naśladujące dawne, agresywne wzorce bądź próbujące ukryć własną słabość. Umiejętność prowadzenia batalii o swoje racje może pomóc w zdobyciu społecznego autorytetu, jednak na dłuższą metę jest wyczerpująca zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie i negatywnie oddziałuje na relacje w zespole. Wiąże się często z tzw. cyklem odwetowym, który polega na tym, że na wybuch niekontrolowanej agresji rozmówca odpowiada atakiem, co z kolei prowadzi do kontrataku. Takie błędne koło funkcjonuje do momentu, w którym ktoś dojrzalszy emocjonalnie nie przerwie go, np. poprzez tzw. „gesty zgody”, czyli m.in. przeproszenie czy adekwatne nazwanie sytuacji (np. „Wiesz, chyba oboje tracimy energię, gdy się kłócimy”). Te zachowania jednak czasem są mylone z uległością.

Cienka granica między uleganiem a kompromisem

Elementy uległości przejawiane przez członków zespołu, którzy zwykle dominują, są zazwyczaj bardzo dobrze odbierane przez rozmówców. W przypadku osób nieśmiałych i niepewnych siebie oraz przyjacielsko nastawionych ten styl rozwiązywania konfliktów daje natomiast oparcie i poczucie bezpieczeństwa, ale pod warunkiem, że postawa drugiej strony będzie taka sama. Jeśli jednak natrafią na „twardego” partnera, będą narażone na eksploatację, lekceważenie czy poczucie krzywdy. To natomiast grozi przegraną co najmniej jednej ze stron, kumulacją napięcia i niekontrolowanym wybuchem emocji. – Konformizm i dążenie do „świętego spokoju” okazują się czasem pułapką. Jeśli więc ulegamy, powinniśmy dokładnie wiedzieć, dlaczego to robimy i decydować się na taką postawę tylko wtedy, gdy sytuacja zdecydowanie tego wymaga, a nie dlatego, że nie potrafimy w inny sposób zareagować na spór – mówi Marek Małkowicz. Kiedy za to ustępujemy, dążąc do znalezienia „złotego środka”, mowa już o kompromisie. Takie rozwiązanie jest korzystne, gdy rezygnujemy z mniej istotnych dla nas kwestii. Jeśli jednak zbyt łatwo odstąpimy od ważnych dla nas spraw, trudno będzie mówić o satysfakcji i korzyściach z porozumienia, całkiem możliwe więc, że w takiej sytuacji konflikt wybuchnie ze zdwojoną siłą.

Brak koniecznych wyjaśnień często prowadzi do eskalacji nieporozumień i zwiększa prawdopodobieństwo pojawienia się kolejnych. Dlatego też tak ważne jest to, aby przełożeni oraz partnerzy biznesowi kierowali konfliktami tak, aby przynosiły one pozytywne efekty. – Każdy z wymienionych stylów rozwiązywania sporów ma zalety i wady, o ich skuteczności decyduje jednak ich elastyczne stosowanie – adekwatnie do sytuacji. Wówczas sprzeczka może służyć rozwojowi zespołu i firmy, sprzyja bowiem otwartemu postawieniu ukrywanych wcześniej różnic i problemów. Konflikty wymuszają zdefiniowanie, które z nich są ważne, czyli określenie przez strony priorytetów. Jeżeli odpowiednio je rozwiążemy, mogą stanowić impuls do pozytywnych zmian w przedsiębiorstwie dzięki temu, że wspólnie udoskonalamy nie tylko procedury, ale także sposoby komunikacji – podsumowuje Marek Małkowicz z Integra Consulting Poland.

Szwecja przyznała obywatelstwo Irańczykowi skazanemu za szpiegostwo na rzecz Mossadu

Irański naukowiec Ahmadreza Djalali, który w Iranie został skazany na śmierć za rzekomą pomoc Izraelowi w zabiciu irańskich naukowców nuklearnych, otrzymał od rządu Szwecji obywatelstwo. 45-letni Djalali mieszkał od kilku lat w Szwecji i pracował tam w słynnym Instytucie Karolinska. Nauczał również jako profesor medycyny katastroficznej na Uniwersytecie Vrije w Brukseli i we Włoszech.

Djalali został aresztowany w Iranie w 2016 r. podczas swojej wizyty w tym kraju, a rok później otrzymał wyrok śmierci za pomoc w zgładzeniu czterech fizyków nuklearnych w latach 2010–2012 i w sabotowaniu programu nuklearnego. Większość fizyków zginęła w wyniku eksplozji bomb magnetycznych umieszczonych w pojazdach. Teheran uważa, że zabójstwa dokonał Mossad przy pomocy osób związanych z irańskim programem nuklearnym.

Irańska prokuratora stwierdziła, że Djalali przyznał się do odbycia kilku spotkań z Mossadem, podczas których rzekomo dostarczył wrażliwe informacje o irańskich instalacjach wojskowych i nuklearnych. Ponadto miał przekazać Izraelowi nazwiska i adresy co najmniej 30 osób zaangażowanych w program jądrowy tego kraju. W zamian Izraelczycy pomogli mu w uzyskaniu stałego pobytu w Szwecji i sfinansowali przeprowadzkę. W liście napisanym w więzieniu Djalali oświadczył, że został skazany na śmierć po tym, jak odmówił udziału w irańskiej operacji szpiegowskiej.

Rzecznik MSZ Szwecji oświadczyła, iż rząd tego kraju przyznał Djalalemu obywatelstwo po decyzji krajowego Komitetu Imigracyjnego. Ministerstwo pozostaje w kontakcie z władzami Iranu i poprosiło o dostęp do uwięzionego naukowca. Rząd Szwecji żąda rezygnacji z wykonania kary śmierci.

Źródło: portal intelNews.org, 19.02.2018 r.

Wywiady zachodnie szpiegowały irański program nuklearny przy pomocy jaszczurek?

Szef sztabu sił zbrojnych Iranu w latach 1989–2016, a obecnie doradca wojskowy duchowego przywódcy ajatollaha Ali Chamenei, Hassan Firouzabadi, w wywiadzie udzielonym irańskiej agencji ILNA (Iranian Labor News Agency) ujawnił, że obce rządy wykorzystywały różne gatunki jaszczurek, w tym kameleony, do szpiegowania irańskiego programu nuklearnego.

W wypowiedzi nawiązywał do samobójczej śmierci wybitnego irańsko-kanadyjskiego obrońcy środowiska prof. Kavousa Seyeda Emamiego, który 24 stycznia 2018 r. został aresztowany z siedmioma swoimi kolegami i oskarżony o szpiegostwo. Rodzina Emamiego i liczni aktywiści ochrony środowiska podważają wersję, że mężczyzna popełnił samobójstwo.

Zdaniem Firouzabadiego kilka lat temu władze Iranu aresztowały grupę cudzoziemców, którzy odwiedzali Iran, by zebrać fundusze na palestyńskich więźniów politycznych. Wśród rzeczy aresztowanych znaleziono „gatunki pustynnych gadów, w tym kameleona”. Po przeprowadzeniu badań wyciągnięto wniosek, że skóra jaszczurek przyciąga fale radioaktywne. W związku z tym uznano, iż byli faktycznie „szpiegami nuklearnymi”, którzy przybyli do Iranu, aby lokalizować kopalnie uranu i miejsca, gdzie prowadzone są eksperymenty z energią jądrową.

Zachodni naukowcy i publicyści naukowi odrzucili twierdzenia Firouzabadiego jako fantastyczne. John Timmer, redaktor naukowy amerykańskiej strony internetowej Ars Technica, zajmującej się technologią i nauką, nazwał jego rewelacje „szaleństwem” – nie ma bowiem naukowych dowodów na to, że gady mają właściwości licznika Geigera.

Źródło: portal intelNews.org, 16.02.2018 r.

Rok przełomu dla kryptowalut

Ankieta agencji informacyjnej Reuters przeprowadzona wśród ponad 400 instytucji finansowych pokazuje że 20 proc. z nich planuje wprowadzić obrót kryptowalutami w ciągu najbliższego roku – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Dziś nie obserwujemy astronomicznego wzrostu ani też dużych wahań cen bitcoina. Najpopularniejsza z kryptowalut kosztuje obecnie o połowę mniej niż w połowie grudnia.

Taki jest efekt m.in. wprowadzania i zaostrzenia regulacji. Ich poziom oraz transparentność rynku mogą sprawiać, że o nieustannych skokowych wzrostach cen bitcoina możemy raczej zapomnieć. Czy to oznacza, że kończy się czas kryptowalut? Prawdopodobnie nie. “Na ratunek” mogą przyjść instytucje finansowe, które wcześniej były do kryptowalut nastawione sceptycznie.

Z najnowszej, anonimowej ankiety Reutersa wynika, że z ponad 400 instytucji finansowych średnio 1 na 5 planuje wprowadzić obrót kryptowalutami w ciągu najbliższego roku. Co ciekawsze, aż 70 proc. z firm zainteresowanych implementacją kryptowalut chce to zrobić najbliższym półroczu.

To była pierwsza tego typu ankieta przeprowadzona przez Reutersa wśród tylu instytucji finansowych, stąd ciężko ocenić, jak to zainteresowanie zmieniało się w czasie. Jeżeli jednak określone przez te instytucje plany doczekają się realizacji, może wywołać to pozytywny efekt domina dla rynku kryptowalut. Inne instytucje finansowe nie będą chciały zostać w tyle za konkurencją i także wprowadza obrót kryptowalutami.

Informacje o wprowadzaniu możliwości handlu kryptowalutami najprawdopodobniej pozytywnie odbiłyby się na cenie bitcoina, ale także innych kryptowalut. Ich wartość jest wszak funkcją zainteresowania. Im ono jest większe, tym bardziej rosną popyt i ceny. Biorąc jednak pod uwagę, że proces ten będzie raczej stopniowy, również potencjalne zwyżki cen mogą być coraz bardziej “wypłaszczone”, tzn. rozłożone w czasie.

Kurs dolara cały czas zyskuje

Dolar amerykański zakończył wczorajszy dzień na plusie w relacji do większości głównych walut, jak i walut krajów rozwijających się. Aprecjację dolara wspierał wzrost rentowności amerykańskich papierów dłużnych, który był kontynuowany w środę.

Po tym jak rentowności amerykańskich obligacji 10-letnich po raz pierwszy od ponad 4 lat przebiły poziom 3%, wczoraj dobiły do poziomu 3,02%. Istotnie wzrosły zanotowały również rentowności krótkoterminowych papierów dłużnych.

Ostatni wzrost rentowności jest związany m.in. ze zmianą otoczenia inflacyjnego i wzrostem oczekiwań względem podwyżek stóp procentowych ze strony Rezerwy Federalnej. Rynki nieśmiało zaczęły wyceniać 4 podwyżki stóp procentowych w 2018 r. Wspomniane zmiany na rynku obligacji nie są pozytywne dla aktywów ryzykownych, takich jak globalne akcje, jak i waluty (czy ogólnie – aktywa) EM.

Amerykańskie obligacje dają więcej zarobić, co ma przełożenie na zmianę światowego profilu ryzyka na rynkach finansowych. Inwestorzy mają mniej motywacji, żeby inwestować w bardziej ryzykowne akcje, które mogą dać podobną (ale dużo bardziej niepewną) stopę zwrotu. Mogą również przenosić kapitał z krajów EM, które (tak jak Polska) nie podnoszą stóp procentowych, a wysokie rentowności w ich przypadku odpowiadają w istotnej mierze właśnie premii za ryzyko inwestowania w kraju EM.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę umocnił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,20 – 4,24.  Euro umacniało się w parze ze słabszym złotym, jednak istotnie traciło w parze z dolarem amerykańskim i funtem brytyjskim.

W dniu dzisiejszym odbędzie się spotkanie decyzyjne Europejskiego Banku Centralnego. Istotniejsza od decyzji banku (którą powinno być utrzymanie parametrów polityki pieniężnej na niezmienionym poziomie) będzie jednak konferencja prasowa. Biorąc pod uwagę serię rozczarowujących odczytów z europejskich gospodarek spodziewamy się, że Mario Draghi uzna pogorszenie otoczenia gospodarczego w krajach strefy euro, jednocześnie wyrażając obawy związane z brakiem wyraźnej presji inflacyjnej we wspólnym bloku walutowym. Prawdopodobnie Draghi nie odniesie się wprost do wyczekiwanego przez rynki zakończenia programu QE, które – jak sądzimy, w kontekście ostatnich, słabszych odczytów i braku presji inflacyjnej – zostanie przesunięte na koniec roku.

Wspólna waluta w ostatnich dniach jest stosunkowo słaba, negatywny ton Draghiego mógłby jej jednak jeszcze zaszkodzić. O ile oczywiście retoryka prezesa EBC będzie bardziej gołębia niż obecnie szacują rynki.

GBP

Kurs GBP/PLN  w środę umocnił się o 0,6%, wahając się w widełkach 4,80 – 4,85. Brytyjska waluta umacnia się względem słabszego PLN, jednak jest wyraźnie słabsza w relacji do głównych walut. Inwestorzy czekają na piątkowe dane dotyczące brytyjskiej dynamiki PKB w I kwartale oraz w dłuższej perspektywie – na majowe spotkanie Banku Anglii wobec którego rynek ma mieszane oczekiwania. Z jednej strony, część inwestorów liczy na podwyżkę kosztów pieniądza, z drugiej – rynek podchodzi do tej kwestii ostrożnie. Ostatnie słabe odczyty z gospodarki Zjednoczonego Królestwa i gołębia wypowiedź prezesa BoE skutecznie wpłynęły na spadek oczekiwań inwestorów względem spotkania.

USD

Kurs USD/PLN w środę umocnił się aż o 1%, wahając się w widełkach 3,44 – 3,48. Oprócz kwestii zmian na rynkach finansowych, które przekładają się na cenę amerykańskiej waluty, uwaga mediów i obserwatorów rynku zaczyna również w większym stopniu skupiać się na kwestiach geopolitycznych, które zyskują na znaczeniu.

Jutro bowiem odbędzie się szczyt obu Korei, który będzie „wstępem” do spotkania Donalda Trumpa & Kim Jong Una, zaplanowanego na kolejny miesiąc. Denuklearyzacja półwyspu jest celem prezydenta USA, a ostatnie działania Korei Północnej (w tym zawieszenie prób jądrowych i rakietowych) sugerują, że reżim liczy na dialog z USA.

Co nie mniej istotne, w Stanach Zjednoczonych powróciła debata o potencjalnej renegocjacji porozumienia nuklearnego z Iranem. Prezydent Donald  Trump uważa, że kształt umowy nuklearnej z 2015 r. jest nieodpowiedni. Dyskusja w kwestii nowej umowy grozi eskalacją napięć między państwami. Biorąc pod uwagę, iż Iran jest jednym z największych producentów ropy naftowej na świecie, pogorszenie sytuacji może przełożyć się na cen surowca, które w ostatnich dniach rosły właśnie m.in. z uwagi na wzrost niepokoju w kwestii relacji Iranu i USA.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:45 – decyzja EBC w sprawie stóp procentowych
  • 14:30 – konferencja prasowa EBC po spotkaniu decyzyjnym
  • 14:30 – bazowe zamówienia środków trwałych w USA w marcu
  • 14:30 – liczba zadeklarowanych wstępnych bezrobotnych w USA w marcu

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Polacy rocznie marnują aż 9 mln ton żywności

Temat marnowania żywności jest w ostatnim czasie szeroko omawiany publicznie i w mediach. Dlaczego nagle ta problematyka stała się taka ważna i pilna? Czyżby ruszyły nas wyrzuty sumienia, że wciąż problem głodu na Ziemi nie został rozwiązany? Czy może zdaliśmy sobie sprawę, że jako społeczeństwo nie stać nas na wyrzucanie takich ilości jedzenia? 

Marnowanie żywności jest zjawiskiem powszechnym i obserwowanym w cyklu powstawania, dystrybucji, sprzedaży i konsumpcji, choć jego skala na poszczególnych etapach jest różna. Podobnie przyczyny marnotrawienia produktów spożywczych są różne, dlatego warto przyjrzeć się tematowi i zastanowić, gdzie leży problem i jak najlepiej sobie z nim radzić.

Ile żywności marnujemy?

To pytanie, na które trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Patrząc na prawną klasyfikację odpadów nie ma w naszych regulacjach definicji odpadu żywnościowego. Na etapie produkcji będzie to odpad przemysłowy, w naszych domach jest to część frakcji biologicznej odpadu komunalnego. Agregowane i zestawiane dane mówią o 9 mln ton w Polsce w skali roku. To całkiem sporo, tylko trochę mniej niż całkowita masa odpadów komunalnych wygenerowanych w gospodarstwach domowych rocznie w naszym kraju. Najwięcej marnuje się żywności na etapie produkcji oraz w gospodarstwach domowych. Na poziomie dystrybucji i sprzedaży udział ten jest istotnie mniejszy (około 5 proc. całkowitej masy marnowanej żywności).

Przyczyny marnowania żywności po stronie biznesowej

Jak powyżej wspomniałam, przyczyny marnowania żywności są różne na poszczególnych etapach cyklu życia produktu. Faza produkcji charakteryzuje się umiarkowanym marnotrawstwem żywności, co wynika z naturalnej konieczności ograniczania kosztów w dobrze funkcjonujących przedsiębiorstwach. Na tym etapie przede wszystkim powstają odpady żywnościowe, których nie dałoby się uniknąć. Są to np. niejadalne części produktów spożywczych (kości, niektóre narządy w produktach pochodzenia zwierzęcego, łodygi, liście, etc.). Tutaj ciężko mówić o istotnych możliwościach zmian na lepsze, oczywiście nie wchodząc w szczegóły, czy bardziej ekonomicznie i środowiskowo uzasadnione jest wyprodukowanie jednego kilograma mięsa czy też jednego kilograma fasoli lub ziemniaków.

Nieco więcej przyczyn marnowania żywności znajdziemy w fazie dystrybucji i sprzedaży, choć wciąż skala udziału nie jest istotnie duża. Tutaj mamy już do czynienia z nie zawsze dopasowaną podażą produktu do aktualnego popytu. Występuje też brak efektywności pomiędzy dystrybutorami, co może wpływać na ryzyko przerwania cyklu chłodniczego czy np. zbyt długiego narażenia towaru na promienie słoneczne. Na szczególną uwagę zasługują strategie sprzedażowe detalistów oraz sezonowość niektórych produktów, co powoduje, że w przypadku przeszacowania potrzeb klientów sieci dystrybucji zostają z ogromnymi ilościami artykułów spożywczych, których finalnie nie sprzedadzą. To z tymi rodzajami marnotrawstwa przede wszystkim chce walczyć polski ustawodawca. Propozycja regulacji w tym zakresie jest obecnie w Sejmie. Wprowadza ona pod groźbą sankcji finansowych konkretne zasady przekazywania żywności organizacjom pożytku publicznego.

Obywatel marnotrawny

Wydaje się jednak, że najwięcej mamy do nadrobienia w naszych domach. Z jednej strony mamy w Polsce całkiem dobre nawyki, wypracowane przez lata niedoborów, gdzie nic nie mogło się zmarnować. Tutaj zdecydowanie ukłon w stronę starszego pokolenia, które pamięta ciężkie czasy pustych półek i potrafi lepiej gospodarować produktami spożywczymi. Ale z drugiej strony, szybkie bogacenie się społeczeństwa, dostępność produktów, uleganie marketingowym kampaniom sprzedażowym oraz relatywnie niska ocena wartości żywności powodują, że szybko zmieniają się nasze nawyki i to niestety na gorsze.

Na podstawie badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii szacuje się, że tylko około 20 proc. wyrzucanej żywności nie dałoby się inaczej zagospodarować (np. części warzyw i owoców, których nie jemy). Oznacza to że aż 80 proc. można uchronić od wyrzucenia, jeśli zmienimy sposób postępowania. I tak dochodzimy do sedna, gdzie to przede wszystkim świadomość konsumenta decyduje o jego zachowaniu. Świadomość, która pozwala lepiej planować zakupy i dostosowywać je do aktualnych potrzeb, świadomość ponoszonych kosztów związanych z marnotrawieniem. Nie tylko kosztów, które możemy odczuć w naszej kieszeni, ale także tych zewnętrznych, środowiskowych.

Koszty marnotrawstwa

Analizując koszty marnowania żywności trzeba wziąć pod uwagę nie tylko strumień produktów spożywczych, który staje się odpadem i w związku z tym musi zostać zagospodarowany, ale także wszystkie poniesione koszty w całym cyklu produkcji i dystrybucji. W zakresie poniesionego kosztu finansowego i finalnie utraconego, pewną uproszczoną kwotą może być cena produktu (zakładając, że pokrywa ona koszty wyprodukowania i dystrybucji tego produktu), powiększona o dodatkowe koszty odbioru i zagospodarowania odpadu (500-800 zł za tonę). Koszty związane z marnowaniem żywności w krajach UE oszacowano na około 143 mld euro w 2012 r1. Warto jeszcze zwrócić uwagę na koszty środowiskowe, których już tak łatwo oszacować się nie da. Z pomocą przychodzi przelicznik odnoszący się do emisji gazów cieplarnianych, bowiem każdy proces produkcyjny można takim wskaźnikiem zmierzyć. Badania przeprowadzone w 2010 r. na zlecenie DG ENVIRO wskazały, że tona zmarnowanej żywności to co najmniej 1,9 t dodatkowej emisji CO2.

Problem ekonomiczny

A zatem, jakkolwiek możemy wykorzystywać etyczny aspekt marnotrawstwa żywności do podnoszenia świadomości konsumentów, moim zdaniem ważniejsze jest zagadnienie ekonomiczne. Dobrze, że próbujemy podejść systemowo do problemu, planując regulacje (zwłaszcza, że doświadczenia z innych krajów, np. Francji, są obiecujące), jednak bez zwiększenia świadomości społecznej, możemy nie osiągnąć zamierzonych skutków.

Tym samym, obok propozycji zmian regulacyjnych powinna pojawić się wspólna odpowiedzialność producentów, dystrybutorów i regulatora, za podejmowanie działań zwiększających świadomość, przybliżających zagadnienia związane z marnotrawstwem żywności. Ciekawą inicjatywą, z której możemy czerpać przykłady i implementować je na naszym rynku, jest międzynarodowa organizacja Forum Dóbr Konsumenckich (The Consumer Goods Forum), która skupia na całym świecie detalistów i producentów dóbr konsumenckich. Forum zachęca, we współpracy z innymi kluczowymi interesariuszami, do podejmowania pozytywnych zmian w obszarze ograniczania marnotrawienia żywności. W efekcie coraz więcej firm współpracuje ze społecznościami lokalnymi – 85 proc. spółek działających w branży dóbr konsumenckich twierdzi, że przystąpiło do partnerstwa z przedstawicielami społeczności lokalnych – wynika z badania „Health & Wellness Progress 2018” przygotowanego przez The Consumer Goods Forum we współpracy z Deloitte.

Dodatkowo warto zastanowić się nad edukacją młodych konsumentów choćby w szkole, co w dalszej przyszłości przełoży się na ograniczenie kosztów związanych z marnotrawstwem.

1 Dane Komisji Europejskiej http://ec.europa.eu/environment/eussd/pdf/bio_foodwaste_report.pdf

Czy kwietniowe wzrosty na rynkach akcyjnych są trwałe?

  • Przejściowe uspokojenie nastrojów na rynkach akcyjnych
  • Mieszany obraz z danych makro
  • Hossa na rynku surowców

Po silnych perturbacjach rynkowych w marcu, kwiecień przyniósł przejściowe uspokojenie na rynkach akcyjnych. Na przełomie miesięcy uwaga rynków skupiona była wokół kwestii groźby wojny handlowej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Kolejne dni i pojednawcze komunikaty ze strony Państwa Środka, jak również brak nowych deklaracji prezydenta USA Donalda Trumpa przyniósł poprawę nastrojów. Inwestorzy mogli zwrócić swoją uwagę z powrotem ku fundamentom, a te w dalszym ciągu wydają się być dobre. Na pierwszy plan wysunął się trwający obecnie sezon wyników amerykańskich spółek. W pierwszych 3 tygodniach kwietnia ponad trzy czwarte opublikowanych rezultatów było lepszych od oczekiwań analityków, co przełożyło się na wzrosty indeksów na Wall Street, indeks S&P 500 zyskał 1,14%, po spadkach o 2,6% w marcu. Równocześnie niemiecki DAX wzrósł 3,6%. Dobre nastroje przeniosły się również na warszawski parkiet. Indeks WIG w analogicznym okresie zyskał 3,03%, przede wszystkim dzięki wzrostom dużych spółek, które urosły o 3,98%. Krajowy rynek akcji w kolejnych tygodniach napędzany będzie rozpoczętym już sezonem wyników za I kwartał, które jak dotychczas są mocno mieszane, jak również ogłaszanymi przez spółki deklaracjami odnośnie wypłat dywidendy z zysku za 2017 rok. Nie bez znaczenie pozostawać będą nastroje inwestorów na rynkach bazowych, które uległy nieznacznemu pogorszeniu w ostatnim pełnym tygodniu kwietnia. Powodem do realizacji kwietniowych zysków są nieco słabsze wyniki kwartalne takich spółek, jak Alphabet (Google), obawy o wyniki kwartalne Apple (po słabszych wynikach Taiwan Semiconductor Manufacturing’s., jednego z ważniejszych dostawców giganta z Cupertino) oraz przede wszystkim zachowanie się amerykańskiego rynku długu. Rentowności amerykańskich dziesięcioletnich obligacji przekroczyły psychologiczną barierę 3%, do której w ostatnim czasie zbliżyły się na przełomie 2013 i 2014 roku. Wzrost kosztów amerykańskiego kredytu to jednoznacznie zła wiadomość dla rynków akcyjnych. Może on skłonić inwestorów do transferu środków z tego rynku na rynek obligacji, który oferuje coraz bardziej atrakcyjne stopy zwrotu. Stąd powstają uzasadnione obawy o trwałość kwietniowych wzrostów i dalsze zachowanie się rynków akcyjnych w kolejnych tygodniach.

Mieszany obraz z danych gospodarczych

Opublikowane w kwietniu odczyty gospodarcze były niejednoznaczne dla oceny perspektyw rynków. W Polsce poznaliśmy m. in. dużo słabsze od oczekiwań odczyty inflacji, której dynamika rok do roku spadła z 1,4%, do 1,3%, wobec oczekiwań na poziomie 1,6-1,7%. Potwierdziło to ostatnią retorykę RPP odnośnie utrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie w dłuższym okresie. Pozytywną informacją było utrzymanie przez agencję S&P ratingu kredytowego Polski na poziomie BBB+, przy jednoczesnym podniesieniu perspektywy ze stabilnej na pozytywną, co znacząco zwiększa prawdopodobieństwo podniesienia ratingu przy kolejnej rewizji. Do optymistycznych zewnętrznych czynników wpływających na krajową gospodarkę zaliczyć należy również podniesienie prognoz tempa wzrostu gospodarczego dla Polski przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy z 3,3% na 4,1% w roku 2018 oraz 3,5% w 2019 (wcześniej 3,0%). Jako czynniki wzrostu wskazywana jest mocna konsumpcja wewnętrzna oraz szybsza absorpcja środków unijnych. Potwierdzają to ostatnie odczyty sprzedaży detalicznej, która wzrosła w marcu o 8,8% w skali roku (wobec prognoz na poziomie 7,8%).

Co może budzić niepokój, to słabsze odczyty wskaźników wyprzedzających w Europie Zachodniej. Wstępne odczyty PMI dla sektora przemysłowego w Niemczech wyniosły 58,1 punktów, wobec 58,2 pkt. miesiąc wcześniej i oczekiwań na poziomie 57,5 pkt. Dla całej strefy euro analogiczny odczyt to 56 punktów wobec oczekiwań wyniku 56,6 w marcu i oczekiwań na poziomie 56,1. Są to w dalszym ciągu dane wskazujące na silny wzrost gospodarczy, ale daleko im do rekordowych poziomów obserwowanych jeszcze w grudniu ubiegłego roku. Do podobnych wniosków skłaniają odczyty nastrojów niemieckich przedsiębiorców IFO, który to wskaźnik spadł do poziomu 102,1, co jest wartością najniższą w ostatnich 5 latach. Z uwagi na silne powiązania Polski z Europą Zachodnią, szczególnie z naszym zachodnim sąsiadem, ewentualne spowolnienie tempa wzrostu w tym regionie może przełożyć się negatywnie na naszą gospodarkę i wyniki uzyskiwane przez spółki z dużym udziałem eksportu w przychodach.

Czy można już mówić o hossie na rynku surowców?

Ostatnie tygodnie przyniosły zauważalne wzrosty na rynku surowców. Nałożyły się na to napięcia geopolityczne związane z kwestią ceł oraz sytuacją na bliskim wschodzie, jak również polityka państw OPEC. Notowania ropy naftowej gatunku WTI wzrosły od początku roku o 12,3%. W ostatnim okresie mogliśmy obserwować dobre zachowanie się cen miedzi i niklu. Podobne wyniki notowały surowce rolne. Utrzymanie się tego trendu w dłuższym okresie może w zauważalny sposób zmienić oczekiwania inflacyjne na kolejne miesiące, co przełoży się na przyspieszenie normalizacji polityki monetarnej w perspektywie globalnej i przynajmniej w krótkim okresie przyśpieszenie dynamiki wzrostu światowego PKB. Jest to czynnik pozytywnie oddziałujący przede wszystkim na rynki wschodzące, do których w dalszym ciągu, wg większości metodologii, zaliczana jest Polska.

Kamil Hajdamowicz, Doradca Inwestycyjny Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group

Z Vienna Life związany od 2018 r. Posiada licencję maklera papierów wartościowych nr 2927 oraz doradcy inwestycyjnego nr 603. W trakcie uzyskiwania tytułu CFA. Absolwent Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Karierę zawodową rozpoczął w banku Citihandlowy. Przez wiele lat związany z BGŻ BNP Paribas na stanowisku analityka, gdzie był odpowiedzialny za analizę i wycenę spółek, jak również usługę doradztwa inwestycyjnego. W ostatnim okresie współpracował z Polskim Domem Maklerskim na stanowisku zarządzającego portfelami.

Największa liczba niewypłacalności: w skali kwartału, miesiąca, na starcie sezonu budowlanego…

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności. W I kwartale w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 260 przypadkach niewypłacalności przedsiębiorstw wobec 224 w I kwartale 2017 r (wzrost o 16%), co było najwyższą liczbą w skali ostatniego dziesięciolecia. W samym zaś marcu opublikowano informacje o niewypłacalności 102 polskich przedsiębiorstw – po raz pierwszy przekroczona została bariera 100 niewypłacalności w skali miesiąca, wobec 78 w marcu ubiegłego roku (wzrost o 31%).

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

Kluczowe wnioski:

  • Budownictwo – najwięcej niewypłacalności w marcu – na starcie sezonu budowlanego w ostatnim dziesięcioleciu. W odróżnieniu od wielu poprzednich miesięcy z tendencją spadkową, w końcówce I kwartału znowu ponownie niewypłacalne były firmy wyspecjalizowane, a nie tylko ogólnobudowlane, i to wyspecjalizowane m.in. w drogownictwie i inwestycjach towarzyszących.
  • Firmy produkcyjne – w marcu 19 niewypłacalności (w całym kwartale 66): wciąż wśród firm z problemami najliczniejsze przypadki stanowiły firmy zaopatrujące budownictwo. Ponadto sektor produkcji rolno-spożywczej (np. w marcu – 5 firm) oraz firmy produkujące i serwisujące maszyny, konstrukcje etc. – czyli obsługujące inwestycje innych przedsiębiorstw (w samym marcu – 7 firm).
  • Usługi – największa grupa wśród niewypłacalnych firm (75 w I kwartale, 28 w marcu), stąd jest to grupa generalnie bardzo zróżnicowana, regularnie pojawiają się w tym gronie niewypłacalne firmy z sektora obsługi nieruchomości i inwestycji, reklamy, usług finansowych, placówki lecznicze (np. w samym marcu – 7 takich placówek), IT i gastronomii/turystyki (ale te z kolei rzadziej, niż w latach ubiegłych).
  • Handel hurtowy: to w handlu były dwie największe niewypłacalności w marcu, firm o obrotach ponad 200 mln złotych (motoryzacja oraz żywność), podobnie jak w poprzednim miesiącu. Połowa tych niewypłacalności to handel wyrobami budowlanymi i inwestycyjnymi, połowa zaś – konsumenckimi (nie tylko żywność, ale też kosmetyki, wyposażenie mieszkań etc.).
  • Liczba niewypłacalności w I kwartale wzrosła r/r w centrum kraju – w największym stopniu w trzech województwach: mazowieckim, wielkopolskim, kujawsko-pomorskim i lubelskim. Status quo a nawet poprawa (woj. małopolskie) na południu kraju oraz na Pomorzu.

Największa liczba niewypłacalności w skali kwartału miesiąca na starcie sezonu budowlanegoŹródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Największa liczba niewypłacalności w skali kwartału miesiąca na starcie sezonu budowlanego 2Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

„Problemy budownictwa to na pierwszy rzut oka kwestia wyższych kosztów pracy i materiałów budowlanych, ale… Wzrost ten jest poniekąd normalny, bowiem w gospodarce rynkowej kumulacja zamówień oznacza zwykle wzrost ich cen… Dlaczego wykonawcy 2-3 lata temu, w momencie składania ofert i zawierania kontraktów nie przewidzieli skali podwyżek? A może przewidzieli, a nawet właściwie oszacowali ich skalę, ale chcieli w pierwszej kolejności zdobyć kontrakty, licząc potem na jeśli nie partnerskie podejście zamawiających w dzieleniu się kosztami, to chociaż na pewne zrozumienie i efekt szumnie zapowiadanych rozwiązań temu służących. Jednak nadal prawdziwą przyczyną problemów firm budowlanych jest brak możliwości podzielenia się z inwestorem, szczególnie w krótkim czasie tymi rosnącymi kosztami, w większej części niż ma to miejsce obecnie. A może nawet przede wszystkim zdecydowanie szybciej, niż przebiega to obecnie… Ponownie kwestią otwartą jest: czy to efekt małej elastyczności zawieranych umów i dopuszczalnych prawem rozwiązań ich renegocjacji, czy raczej stosowania tych rozwiązań przez osoby/instytucje o tym decydujące?” – mówi Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka.

 Największa liczba niewypłacalności w skali kwartału miesiąca na starcie sezonu budowlanego 3

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Produkcja: poza sektorem wyrobów budowlanych wymowne są przypadki niewypłacalności firm produkujących i serwisujących maszyny na potrzeby innych przedsiębiorstw

Problemy firm produkcyjnych to nie tylko efekt bezpośredniej koniunktury rynkowej (budownictwo: nie brak popytu, ale kłopoty z płynnością finansową wielu zamawiających). W produkcji widoczny jest efekt w gruncie rzeczy trwającej od dawna niechęci prywatnych firm do inwestowania, przez co wiele z tych firm nawet w latach sprzyjającej temu koniunktury nie inwestowało w technologie, urządzenia, skalę produkcji opierając się głownie na konkurencyjnym koszcie pracy. Cała grupa firm uzależniła się, stała się zakładnikami niskiego kosztu pracy jako efekt zbyt niskiej automatyzacji produkcji. Awersja do ryzyka – inwestycji związana ze zmianami otoczenia legislacyjnego jak i podatkowego nie jest więc jedyną przyczyną, a raczej katalizatorem dłuższego procesu. Wymownym przykładem posuchy w inwestycjach są pojawiające się od wielu miesięcy niewypłacalności firm specjalizujących się w nich, dostarczających i serwisujących maszyny na potrzeby inwestycji przemysłowych.

Inną kategorię w gronie niewypłacalności związanych z inwestycjami mogą stanowić ci, którzy jednak zainwestowali, ale w nietrafione rozwiązania. Rynek się w międzyczasie zmienił i marże przestały być wystarczające do zwrotu poniesionych kosztów, jak na rynku poszukiwania ropy i gazu czy energii odnawialnej, gdzie reguły funkcjonowania rynku zostały arbitralnie zmienione na niekorzyść inwestorów.

Największa liczba niewypłacalności w skali kwartału miesiąca na starcie sezonu budowlanego 4Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Usługi – jeszcze bardziej ewidentny niż w produkcji i budownictwie wpływ kosztu i dostępności pracowników

Część firm usługowych nie miała w założeniach swojej działalności takiego kosztu pracy, z jakim mamy obecnie do czynienia. Niektórzy są w stanie przerzucić rosnący koszt na klienta, inni – nie. Doskonały przykład to wszelkiego rodzaju naprawy, czy to odzieży, czy butów, czy sprzętu AGD/RTV. Wobec skali nadprodukcji wszystkiego i skracania życia produktów naprawdę niewiele jest rzeczy, które opłaca się naprawiać…Ciekawy jest przypadek rynku usług zdrowotnych, który dzieli się na dwie części nie pozostawiając zbyt wiele miejsca firmom nie należących do żadnej z nich. Z jednej strony przemożny jest wpływ NFZ, ponownie skupiający na jeszcze większą skalę zlecenia w publicznych placówkach, a z drugiej rośnie sieć usług abonamentowych budowanych przez prywatne podmioty i ubezpieczycieli – kto do nich nie dołączy, może mieć problemy…

Handel – większe znaczenie od zakazu handlu w niedzielę ma konsolidacja (a raczej jej brak) i konkurencja handlu w sieci

Konsolidacja handlu i jego migracja do Internetu są to dwa trendy, które zabijają tradycyjny handel oraz mniejsze sieci. Lokalni przedsiębiorcy są w niewielkim stopniu skłonni do kompromisu i budowania wspólnie większych podmiotów, czy to po stronie dystrybucji hurtowej, czy sprzedaży detalicznej. Konkurenci z zachodu są w tym znacznie lepsi i mają znacznie większe rezerwy gotówkowe i dostęp do większego finansowania.

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

IX edycja „Investment Forum & Awards Gala”

Już 8 maja w hotelu Regent w Warszawie odbędzie się IX edycja „Investment Forum & Awards Gala”, spotkania kluczowych inwestorów i eksporterów z Polski i zagranicy. W tym roku Forum odbędzie się pod hasłem „Inwestycje–Kapitał–Innowacje” a wydarzenie zwieńczy uroczysta gala rozdania „Diamentów Inwestycji”.

IX edycja „Investment Forum & Awards Gala”, Dotychczasowe edycje konferencji wzbudziły ogromne zainteresowanie w środowisku biznesowym, zrzeszając grono najwybitniejszych przedstawicieli sektora rynków inwestycyjnych oraz przedsiębiorców z Polski i zagranicy. Forum od lat cieszy się uznaniem największych spółek i zyskało status najbardziej merytorycznego wydarzenia o tematyce inwestycji. Partnerami tegorocznej edycji są między innymi: KUKE, Raiffeisen Polbank, PIKA, bValue, Coast2Coast Capital, Bank Millennium, Emitel, Nord Partner, Linklaters czy Vistra Corporate Services.

Wśród tematów podejmowanych podczas tegorocznej konferencji będą zagadnienia dotyczące możliwości inwestycji i zmian modeli funkcjonowania firm w dobie rewolucji technologicznej. Ostatnia dekada przyniosła dynamiczny wzrost liczby i wartości inwestycji zrealizowanych przez polskie firmy poza krajem. Made in Poland staje się rozpoznawalne w świecie, a rodzimym przedsiębiorcom nie wystarczają już sukcesy na lokalnym rynku. Naszym celem jest zebranie wyjątkowego grona ekspertów i liderów biznesu, którzy pochylą się nad perspektywami inwestycji w Polsce i za granicą oraz dzięki twórczej wymianie opinii zainspirują obecnych i potencjalnych inwestorów pokazując nowe możliwości i kierunki rozwoju.

Zwieńczeniem wydarzenia będzie uroczysta gala rozdania „Diamentów Inwestycji”, które uhonorują przedsiębiorców oraz firmy, które  w 2017 roku dokonały istotnych dla polskiej gospodarki inwestycji w kraju i za granicą.

Rejestracja na wydarzenie: http://www.executive-club.com.pl/konferencje/private/32620-2/33606-2/

Patroni Honorowi: Krajowa Izba Gospodarcza, Polska Agencja Inwestycji i Handlu, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne

Partnerzy: Algotech Polska, bValue, Coast2Coast Capital, Emitel S.A., Konsalnet Holding S.A., KUKE S.A., Linklaters, Bank Millennium S.A., Nord Partner, PIKA, Pocztylion-Arka S.A. Powszechne Towarzystwo Emerytalne, APN Promise S.A., Raiffeisen Bank Polska S.A., Value4Capital, Vistra Corporate Services

Partner Instytucjonalny:  Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej

Partnerzy Wspierający: UNICEF Polska, Czesko-Polska Izba Handlowa, Francusko-Polska Izba Gospodarcza, Niderlandzko-Polska Izba Gospodarcza, Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza

IV Europejski Kongres Samorządów wystartował

To będą dwa dni rozmów o problemach i wyzwaniach, które stoją przed samorządem, nie tylko w najbliższych latach ale dekadach. Podczas blisko 80 paneli, ekspercie z całego świata postarają się znaleźć odpowiedź na pytania z dziedzin gospodarki, finansów, innowacji czy polityki.

IV Europejski Kongres Samorządów to doskonała platforma wymiany myśli i doświadczeń osób związanych z lokalną władzą i biznesem. Jak co roku spotykają się w Krakowie, żeby porozmawiać o nurtujących ich sprawach i spróbować znaleźć odpowiedź na pytania o rolę samorządu w systemie politycznym kraju.

Ten rok w Polsce jest szczególny, bo jesienią odbędą się wybory samorządowe. Polacy przy urnach wyrażą poparcie dla ich pomysłu na lokalne rządzenie. Podczas Kongresu każda z najważniejszych partii przygotowała panel prezentujący najważniejsze idee. W Krakowie będziemy mieli do czynienia z pierwszym taktem kampanii wyborczej, która pewnie niedługo ruszy. Nic dziwnego, że pod Wawelem zjawią się kluczowi politycy. Swój udział w Kongresie zapowiedzieli: Beata Szydło, Grzegorz Schetyna, Katarzyna Lubnauer, Władysław Kosiniak-Kamysz czy Grzegorz Napieralski. Oprócz nich organizatorzy spodziewają się około 2000 gości. 30% z nich pochodzi z zagranicy – wśród nich ważni politycy, eksperci i ludzie biznesu.

Najważniejszym wydarzeniem dnia będzie gala, podczas której wręczone zostaną nagrody dla najlepszych samorządów. Odbędzie się to na podstawie szczegółowego Rankingu Finansowego Samorządu Terytorialnego w Polsce. Został on przygotowany przez Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie oraz Fundację Instytut Studiów Wschodnich.

„Shoppertainment” to klucz do zwiększenia sprzedaży w sklepie

Technologia przeznaczona dla sklepów detalicznych rozwija się w błyskawicznym tempie. W 2018 roku coraz popularniejszym trendem staje się „shoppertainment”, opierający się na założeniu, że wycieczka do centrum handlowego jest tak samo atrakcyjnym doświadczeniem jak sam zakup produktu. Sprzedawcy prześcigają się w staraniach, by uczynić swoje placówki interesującymi dla  gości. Dzięki temu liczba odwiedzających wzrasta, jednak niekoniecznie przekłada się to na znaczące zwiększenie sprzedaży w sklepach.

To niezbyt optymistyczna prognoza dla sprzedawców prowadzących sklepy tradycyjne, zwłaszcza gdy inwestycja w rozrywkę może nie przynieść im oczekiwanego zwrotu. Istnieją jednak rozwiązania, które mogą odwrócić ten trend. Zostały one, wraz z argumentami przemawiającymi za ich wdrożeniem na szeroką skalę, przedstawione w „2017 Global Shopper Study” – dziesiątej dorocznej ankiecie firmy Zebra Technologies analizującej zadowolenie kupujących i trendy technologiczne w branży detalicznej. Z badania wynika, że sprzedawcy przeszli długą drogę w ciągu ostatniej dekady, starając się poprawić doświadczenie związane z zakupami w sklepach stacjonarnych. Z drugiej strony jednak oczekiwania kupujących rosną w tempie wykładniczym i różnią się w zależności od pokolenia.

Młodsze pokolenie podąża za trendem „shoppertainment”. Ponad połowa (55 proc.) millenialsów przyznaje, że ogląda wystawy co najmniej pięć razy w miesiącu, nic nie kupując. Blisko połowa (46 proc.) ankietowanych konsumentów ogląda towary w sklepach, ale kupuje je w Internecie – 60 proc.  zaznacza, że powodem takiego postępowania są dostępne online rabaty.

Doświadczenie związane z zakupami nie jest już czymś, co dzieje się wyłącznie w sklepie, czy nawet w Internecie. Mamy z nim do czynienia przez cały czas. Klienci mają więcej okazji do zakupów, niż kiedykolwiek wcześniej, reagują więc tylko na te propozycje, które nie wymagają od nich żadnego wysiłku w żadnym momencie interakcji z marką. Dotyczy to całego procesu zakupu: dokładności w obszarze asortymentu na stronie internetowej sprzedawcy, poziomu obsługi w sklepie tradycyjnym, dostawy oraz — oczywiście — zadowolenia z produktu.

Sprytni sprzedawcy odtwarzają wygodę i oferty cenowe związane z zakupami online w sklepach tradycyjnych, dzięki czemu mogą lepiej, niż może się wydawać, konkurować z rynkiem internetowym oraz e-sprzedawcami. Niemal jedna trzecia (32 proc.) klientów przyznaje, że pomocni sprzedawcy zachęcają ich do większych wydatków, a ponad połowa (52 proc.) uważa, że wykorzystanie technologii poprawia ich wrażenia z zakupów.

Rozwój technologii przyczynił się do szybkiego wzrostu oczekiwań klientów, ale dostarczył również sprzedawcom rozwiązań do ich realizacji. Dysponując odpowiednimi narzędziami technologicznymi są oni lepiej wyposażeni pod kątem obsługi klienta i przyczyniają się do zwiększenia przychodów. Technologia zapewnia zwiększoną widoczność zasobów, dostęp do informacji w czasie rzeczywistym oraz do danych umożliwiających podejmowanie decyzji, w tym m.in. informacji o dostępności towaru w danym miejscu i czasie lub ofercie skrojonej pod potrzeby lojalnych klientów. To sprawia, że doświadczenie z zakupów w fizycznym sklepie może być zbliżone do tego, na które może liczyć klient sklepu internetowego. Cena i spersonalizowane doświadczenia to klucz do sukcesu — ponad dwie trzecie (68 proc.) klientów twierdzi, że chce, by sprzedawcy korzystali z urządzeń mobilnych w celu oferowania im rabatów w sklepach tradycyjnych.

Presja na ułatwianie i digitalizację zakupów w sklepie sprawiła, że konkurencja na rynku handlu detalicznego jeszcze bardziej wzrosła. Tradycyjne sklepy szybko rozwijają możliwości e-commerce, a sklepy działające tylko w Internecie przymierzają się do wejścia na rynek handlu tradycyjnego. Sprzedawcy muszą stale wprowadzać innowacje w sklepach, na zapleczu, magazynie i w centrach dystrybucji. Nie można zaniedbać żadnego ogniwa łańcucha.

Przekaz jest jasny: proste posunięcia, takie jak wyposażenie personelu w urządzenia połączone z Internetem (tablety i komputery mobilne) oraz zapewnienie im autonomii umożliwiającej poprawę doświadczenia klienta dzięki informacjom i rabatom, pozwalają tradycyjnym sprzedawcom detalicznym konkurować w rozwijającym się, wielokanałowym środowisku. Shoppertainment dowodzi, że wrażenia ze sklepu nadal są kluczowym elementem ścieżki klienta do zakupu, a sprzedawcy powinni zarabiać na zwiększonym ruchu w sklepach, zapewniając konsumentom bardziej spersonalizowane i angażujące doświadczenia związane z zakupami.

Stale zwiększające się oczekiwania klientów są motorem napędowym transformacji branży handlu detalicznego i inwestycji w technologię. Shoppertainment to trend, który zmusza sprzedawców do inwestowania w tradycyjne sklepy, jednak należy być świadomym, że większy ruch niekoniecznie oznacza wzrost sprzedaży. Sprzedawcy muszą skoncentrować się na inwestowaniu w spersonalizowane doświadczenia i usługi świadczone klientom odwiedzającym ich sklepy – w tym celu powinni zacząć korzystać z najnowszych technologii, które to wykorzystane umiejętnie zwiększają szanse na dodatkowe zyski.

Założenia badania/metodologia

Dziesiąte doroczne badanie kupujących firmy Zebra objęło prawie 7500 kupujących z Ameryki Północnej i Łacińskiej, krajów Azji i Pacyfiku, Europy i Bliskiego Wschodu. Wywiady z respondentami zostały przeprowadzone we wrześniu 2017 r. przez partnerską firmę Qualtric zajmującą się przeprowadzaniem badań internetowych. 2468 badanych kupujących pochodziło z obszaru EMEA

Autor: Jacek Żurowski, Regional Sales Director, CE, Zebra Technologies

Rynek pracy: Polacy na czele europejskich optymistów

62 proc. Polaków korzystnie oceniło swoją obecną sytuację zawodową i krajowy rynek pracy – wynika z badania Confidence Index przeprowadzanego cyklicznie przez firmę rekrutacyjną Michael Page. Poziom optymizmu wśród rodaków, w I kwartale 2018 r., był o 4 p.p. wyższy od średniej europejskiej, co uplasowało Polskę na 4. pozycji w Europie. Co ważne, zdaniem polskich ankietowanych, w kolejnych miesiącach br. roku ich sytuacja zawodowa jeszcze się poprawi.

Europejska czołówka

Początek 2018 r. dobrze wróży polskiemu rynkowi pracy. W I kwartale pozytywnie oceniło go o 4 p.p. więcej badanych niż w analogicznym okresie w 2017 r. Optymistyczne wyniki odnotował również rynek europejski. Średni poziom satysfakcji dla Starego Kontynentu wyniósł 58 proc., czyli o 6 p.p. więcej niż w pierwszych trzech miesiącach ub. r.

Od Polaków bardziej usatysfakcjonowani sytuacją zawodową i rynkiem pracy są tylko Niemcy i Szwedzi (69 proc.) oraz Austriacy (68 proc.). Polska z wynikiem 62 proc. zajęła 4. miejsce – ex aequo z Holandią.

Pozytywne nastroje na polskim rynku pracy znajdują swoje odzwierciedlenie w dobrych prognozach gospodarczych. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej szacuje, że w marcu br. bezrobocie w kraju wynosiło 6,6 proc. i było o 0,2 p.p. mniejsze niż w lutym. Natomiast, w analogicznym okresie w 2017 r. stopa bezrobocia była o 1,4 p.p. wyższa niż aktualnie. Ponadto, wg prognoz Banku Światowego, polskie PKB w 2018 r. wzrośnie o 4,2 proc. Jeśli przewidywania się sprawdzą, Polska odnotuje jedne z najwyższych wskaźników gospodarczych w Europie – mówi Piotr Dziedzic, dyrektor w Michael Page i członek zarządu Polskiego Forum HR.

Polska – rokowania kandydatów na przyszłość

Duży optymizm Polaków zauważalny jest także w odniesieniu do najbliższych miesięcy na rynku pracy. Niemal 80 proc. badanych uważa, że w ciągu pół roku sytuacja na nim jeszcze się polepszy. W związku z tym, rosną także oczekiwania kandydatów względem ich pozycji zawodowej. Niemal 54 proc. badanych w ciągu roku spodziewa się bowiem podwyżki. Z kolei ponad 58 proc. respondentów jest przekonanych, że uda im się zmienić pracę w czasie krótszym niż 3 miesiące.

Piotr Dziedzic
Piotr Dziedzic

– Obecna sytuacja na rynku pracy powoduje, że kandydaci czują się na nim dość pewnie. Warto podkreślić, że to kobiety są większymi optymistkami niż mężczyźni. Być może dlatego, że to panie są nieco bardziej usatysfakcjonowane swoją sytuacją zawodową (62,3 proc.) niż panowie (60,6 proc.). Optymizm u kobiet dotyczy także przyszłych miesięcy na rynku pracy. Podwyżki, w przeciągu roku spodziewa się większy odsetek kobiet (55 proc.) niż mężczyzn (53 proc.). Nieznacznie też więcej pań (ponad 59 proc.) niż panów (ponad 57 proc.) uważa, że znajdzie nową pracę krócej niż w 3 miesiące – dodaje Piotr Dziedzic.

Pieniądze i elektronika najpopularniejszymi prezentami komunijnymi

Czy inwestorzy dostaną zielone światło na przekształcenie użytkowania wieczystego we własność?

  • Trwają prace legislacyjne mające na celu uporządkowanie kwestii możliwości przekształcenia użytkowania wieczystego gruntów we własność.
  • Zgodnie z projektem ustawy, przekształcenie obejmie jedynie te nieruchomości, które w przeważającej mierze zostały przeznaczone na cele mieszkaniowe.
  • Jednostki samorządu terytorialnego będą mogły ustanawiać użytkowanie wieczyste na cele mieszkaniowe tylko w związku z udziałem w Narodowym Programie Mieszkaniowym.

Przekształcenie użytkowania wieczystego w prawo własności jest poważnym problemem zarówno dla właścicieli lokali w budynkach posadowionych na użytkowanym wieczyście gruncie, jak i przedsiębiorców chcących wykorzystywać tego typu nieruchomości w swojej działalności gospodarczej. Ta druga grupa wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 10 marca 2015 roku została praktycznie zupełnie pozbawiona możliwości uwłaszczenia użytkowanych gruntów. Jednak w wyniku prowadzonych obecnie prac legislacyjnych sytuacja ta może ulec zasadniczej zmianie na korzyść deweloperów, którzy mają szansę zyskać większe możliwości uwłaszczenia, a co za tym idzie – ułatwienia w realizacji swoich inwestycji.

Poważne problemy użytkowników wieczystych

28 lipca 2011 roku ustawodawca przyznał prawo żądania przekształcenia użytkowania wieczystego w prawo własności każdej osobie fizycznej i prawnej. Była to zmiana rewolucyjna, szczególnie gdy się weźmie pod uwagę, że wcześniej prawo to przysługiwało jedynie osobom fizycznym będącym w dniu 13 października 2005 roku użytkownikami wieczystymi nieruchomości zabudowanych na cele mieszkaniowe lub zabudowanych garażami albo przeznaczonych pod tego rodzaju zabudowę oraz nieruchomości rolnych. Rozwiązania te zostały entuzjastycznie przyjęte przez inwestorów uczestniczących w obrocie na rynku nieruchomości. Ustawa pozwalała w łatwy sposób rozwiązać problemy użytkowników wieczystych z tytułem prawnym do gruntu poprzez nabycie prawa własności. Należy pamiętać, że użytkowanie wieczyste – chociaż przypomina prawo własności – jest obwarowane wieloma ograniczeniami. Inwestor podejmujący prace na użytkowanej wieczyście nieruchomości musi liczyć się nie tylko z ograniczeniami wynikającymi z przepisów urbanistycznych, zwłaszcza miejscowym planem zagospodarowania, ale również z celem, na jaki zostało przeznaczone użytkowanie.

Sprawa użytkowania wieczystego wymaga uporządkowania prawnego

Ograniczenie celem ustanowienia użytkowania wieczystego jest sporym problem dla inwestorów, którzy np. będąc właścicielami sąsiedniej działki potrzebują dla realizacji inwestycji gruntu objętego użytkowaniem – nawet jeżeli go uzyskają, w wielu przypadkach nie będą mogli zrealizować swoich planów. Przykładowo jeżeli jednostka samorządu bądź Skarb Państwa ustanowiła użytkowanie wieczyste z przeznaczeniem na realizację jakiegoś celu publicznego (np. budowy szkoły), nie może zostać ono wykorzystane w inny sposób. Co więcej jest problem z ustanowieniem odrębnej własności lokali w budynku wzniesionym na dwóch różnych tytułach np. częściowo na działce będącej własnością i częściowo na użytkowaniu wieczystym. Oczywistym jest, że dla inwestora najbardziej korzystnym jest nabycie prawa własności do gruntu – jako najszerszego z praw rzeczowych.

Zmianą obecnego stanu prawnego powinni być zainteresowani także właściciele lokali w budynkach posadowionych na użytkowanych wieczyście gruntach. Ich sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Przysługują im trzy rodzaje praw: odrębnej własności lokalu, współwłasności części wspólnych budynku oraz współużytkowania wieczystego gruntu. Co prawda w zeszłym roku Sąd Najwyższy uchwałą siedmiu sędziów (uchwała z dnia 25 sierpnia 2017 roku, sygn. akt III CZP 11/17) rozstrzygnął, że upływ terminu, na który zostało ustanowione prawo użytkowania wieczystego gruntu, nie powoduje wygaśnięcia prawa odrębnej własności lokalu znajdującego się w budynku położonym na tym gruncie, jednak nie zmienia to chaosu prawnego związanego z użytkowaniem wieczystym oraz faktu, że może on zostać uporządkowany jedynie przez ustawodawcę. Ten z kolei pracuje nad stosowanymi regulacjami od 2016 roku, jednak końca tych prac nie widać, a ostatnie zmiany w uprawnieniach poszczególnych ministrów jeszcze bardziej opóźniły proces legislacyjny.

Przekształcenie możliwe tylko przy ponad połowie lokali przeznaczonych na cele mieszkaniowe

Zgodnie z aktualnym brzmieniem projektu ustawy o przekształceniu udziałów w użytkowaniu wieczystym gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe, przekształcenie obejmie jedynie te nieruchomości, które zostały zabudowane budynkami w przeważającej części (ponad połowa lokali) przeznaczonymi na cele mieszkaniowe. A więc uwłaszczenie będzie dotyczyło także gruntów zabudowanych budynkami o przeznaczeniu mieszkalno-usługowym, jedynie pod warunkiem przeważającej liczby lokali mieszkalnych. Przekształcenie użytkowania wieczystego we własność ma być ujawniane w księgach wieczystych i w rejestrze gruntów na podstawie zaświadczenia wydawanego przez właściwy organ – najczęściej starostę, bądź wójta (burmistrza, prezydenta) . Poza tym przekształcenie ma wiązać się z wnoszeniem przez okres 20 lub 33 lat opłaty, której wysokość ma być równa opłacie za użytkowanie wieczyste. Jednocześnie jednostki samorządu terytorialnego będą mogły ustanawiać użytkowanie wieczyste na cele mieszkaniowe tylko w związku z uczestnictwem w Narodowym Programie Mieszkaniowym, co stanowi dla samorządów kolejną zachętę do wzięcia w nim udziału. Natomiast w przypadku postępowań uwłaszczeniowych toczących się na podstawie ustawy z 2005 roku w zakresie objętym nową regulacją – zostaną one umorzone.

Szansa dla deweloperów planujących nowe inwestycje

Z punktu widzenia deweloperów, którzy jeszcze nie zabudowali użytkowanych wieczyście gruntów niezwykle istotna jest projektowana procedura tzw. opóźnionego przekształcenia. Zgodnie z projektem w przypadku, gdy po dniu wejścia w życie ustawy na gruncie oddanym w użytkowanie wieczyste na cele budownictwa mieszkaniowego, zostanie ustanowiona odrębna własność chociaż jednego lokalu mieszkalnego (przy założeniu, że w całości lokali niewyodrębnionych ponad połowa przeznaczona jest na cele mieszkaniowe) udziały w użytkowaniu wieczystym gruntu powstałe w wyniku wyodrębnienia przekształcą się – w dniu wpisu do księgi wieczystej prawa własności pierwszego lokalu – we własność gruntu.  Obowiązek ponoszenia opłat z tytułu przekształcenia będzie przenoszony przez dewelopera na rzecz spółdzielni mieszkaniowej bądź nabywcy lokalu – proporcjonalnie do udziału we własności gruntu, co uchroni przedsiębiorcę przed ograniczeniami związanymi z pomocą publiczną. Jednocześnie opłata będzie naliczania od dnia 1 stycznia następującego po dniu przekształcenia.

 

Inwestorzy już teraz powinni brać pod uwagę planowane zmiany w prawie

Z pewnością projektowane rozwiązania są bardzo wyczekiwane przez wszystkich przedsiębiorców inwestujących na rynku nieruchomości. Niestety nie rozwiązują one wszystkich problemów związanych z użytkowaniem wieczystym.  Z nowych możliwości nie będą mogli np. skorzystać inwestorzy komercyjni – budujący biurowce, obiekty usługowe czy centra handlowe. W perspektywie zmian warto pomyśleć o realizacji inwestycji w taki sposób – zwłaszcza w zakresie wymaganej liczby lokali mieszkalnych – aby „zmieścić się” w ramach uwłaszczenia. Niestety nie są to propozycje ostateczne, prace nad nimi ciągle trwają, a z punktu widzenia problemów narosłych wokół użytkowania wieczystego pozostaje jedynie apelować do ustawodawcy, aby jak najszybciej je zakończył.

Jacek Kosiński, partner zarządzający w kancelarii Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni

Rosną szanse na test wsparcia na 1,215 przez EURUSD, co wspierałoby słabszego złotego

Niska podaż obligacji MF ogranicza wzrost rentowności w Polsce z tytułu czynników zagranicznych. Osłabienie złotego trwa. W środę kurs EURPLN nasilił wzrost podchodząc pod 4,239. Dzisiaj w centrum uwagi posiedzenie EBC. Rosną szanse na test wsparcia na 1,215 przez EURUSD, co wspierałoby słabszego złotego.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Osłabienie złotego trwa. W środę EURPLN przyspieszając wzrost podchodził już pod 4,239. Zmianom na rynku krajowym sprzyja utrzymująca się presja na wzrosty dolara w konsekwencji rosnących oczekiwań inflacyjnych wspierających Fed w decyzji o więcej niż trzech planowanych na ten rok podwyżkach stóp procentowych. Krajowe dane nt. wysokości stopy bezrobocia rejestrowanego (w marcu spadek do 6,6% z 6,8% notowanych miesiąc wcześniej) zgodnie z oczekiwaniami pozostały bez wpływu na złotego. Niemniej warto zauważyć, że solidne tempo wzrostu zatrudnienia nadal sprzyja niskiemu poziomowi bezrobocia (spada liczba osób zarejestrowanych jako bezrobotne). Lekko negatywny wpływ na PLN mogła zaś mieć informacja o nowych zamówień w przemyśle (w marcu -16,2% wobec +5,2% miesiąc wcześniej), słabo prognozująca krajową produkcję.

Na świecie w ostatnich dniach EURUSD podejmuje kolejne próby wyraźniejszego zejścia poniżej 1,22 (w środę testując 1,216). Biorąc pod uwagę utrzymujące się wysokie notowania ropy naftowej wspierające inflację, nasilenie ruchu spadkowego EURUSD wydaje się wysoce prawdopodobne, szczególnie, że dzisiaj EBC powinien podtrzymać łagodne nastawienie w polityce monetarnej, silnie kontrastując z polityką Fed (z deklaracją ograniczania programu QE bank prawdopodobnie poczeka do czerwca, kiedy opublikuje nowe prognozy gospodarcze). Rosną więc szanse testu dolnego przedziału wahań euro budowanego po dołkach ze stycznia i marca br. w okolicach 1,215 USD. Za takim scenariuszem przemawiają też docierające ostatnio na rynek mocniejsze dane z USA przy rozczarowujących ze strefy euro.

Na globalnych rynkach stopy procentowej kontynuowane są zauważalne wzrosty rentowności. Po tym jak 10-letnie papiery w USA pokonały ważny poziom 3%, w podobnym kierunki podążają również notowania na pozostałych rynkach. Pojawienie się kilku czynników, wśród których na pierwszy plan wysuwa się zwiększony apetyt na ryzyko oraz narastanie oczekiwań inflacyjną napędzają przesunięcie się krzywej amerykańskiej w górę. W okolice tegorocznych szczytów powrócił 5-letni dolarowy swap inflacyjny (rynkowa miara oczekiwań inflacyjnych). Ponadto inwestorzy obawiają się, że wprowadzone w ostatnim czasie reformy w USA mogą oznaczać wzrost podaży tamtejszych obligacji skarbowych.

Na aukcji MF zaoferuje papiery serii OK0720, PS0123, WZ0524, WS0428, WZ0528 oraz WS0447 za łączną kwotę 4mld PLN, co oznacza znaczną redukcję z planowanego maksymalnego poziomu sprzedaży (8mld PLN). Podaż w ostatnich miesiącach jest sukcesywnie zmniejszana, na co wpływ ma bardzo dobra sytuacja budżetowa, gdzie po całym pierwszy kwartale zanotowana została nadwyżka na poziomie 3,1mld PLN. Polski rynek dłużny pozostaje relatywnie odporny na wydarzenia zagraniczne. Krzywa rentowności przesunęła się jedynie nieznacznie w górę, a pole do mocniejszego ruchu było ograniczane w związku z niską podażą papierów na najbliższym przetargu MF.podaż papierów skarbowych

Autorrzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

EBC w centrum uwagi. Co zrobi i co powie Mario Draghi?

Dość spokojny poranek przed ważnymi decyzjami. Złotówka na razie stoi w miejscu. Co zrobi i co powie Mario Draghi?

Czwartkowy poranek przebiega niezwykle spokojnie na rynkach walutowych. Jest to z pewnością wyczekiwanie na najważniejsze wydarzenie tego tygodnia, czyli decyzje i wystąpienie prezesa Europejskiego Banku Centralnego.

Złotówka bez zmian

Spokój udzielił się również notowaniom złotówki. Jej notowania w stosunku do głównych walut praktycznie stoją w miejscu i nie odbiegają zbytnio od wczorajszego zamknięcia. Dolara zakupimy po cenie 3,46 zł. Wspólna europejska waluta kosztuje 4,22 zł. Frank szwajcarski wyceniany jest na 3,52 zł, a za funta brytyjskiego przyjdzie nam zapłacić 4,83 zł.

Kolejne 5 minut Draghiego

O godzinie 13:45 poznamy decyzje członków Europejskiego Banku Centralnego w sprawie zmiany kosztu pieniądza w Strefie Euro. Analitycy nie spodziewają się jednak żadnych zmian i pozostawienie stóp procentowych na niezmienionych poziomach. Nie mniej jednak jak to często bywa nie sama decyzja jest najważniejsza, a przekaz prezesa EBC podczas konferencji. Najprawdopodobniej w obliczu ostatniej nieco słabszej kondycji gospodarki europejskiej, a mianowicie niższej dynamice inflacyjnej, nie powinniśmy spodziewać się żadnego zaskoczenia ze strony Draghiego. Jednakże jak już historia pokazała nie można być nigdy niczego pewnym.

Po południu czas na Stany

W godzinach popołudniowych czeka nas również spora dawka informacji zza oceanu. Poznamy bowiem dynamikę zamówień na dobra, saldo obrotów towarowych czy liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Jedno jest dziś pewne, w godzinach popołudniowych spodziewajmy się wzmożonej zmienności na parach powiązanych z euro oraz dolarem.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Sztuczna Inteligencja zagrozi polskiej gospodarce

Z raportu opublikowanego przez Uniwersytet Oksfordzki oraz Yale wynika, że już w 2024 roku nie będą potrzebni tłumacze, a za 45 lat roboty wykonają wszystkie zadania, które dziś wykonują ludzie. Tak szybki postęp oznacza, że walkę o pozycję Polski w zrobotyzowanej rzeczywistości, gdzie koszty gospodarki się wyrównają, należy zacząć już teraz. Eksperci Personnel Service wskazują, że na uprzywilejowanej pozycji znajdą się kraje rozwinięte, z dostępem do tańszej energii i bogatym zapleczem naukowym.

Krzysztof Inglot - Work Service
Krzysztof Inglot – Work Service

Już za dziesięć lat nasze dzieci będą funkcjonowały w zupełnie innej rzeczywistości niż ta, którą znamy obecnie. A to oznacza, że o ich przyszłość musimy zadbać już teraz. Zaczyna się wyścig z czasem o miejsce naszego kraju w świecie, który, jak już wiemy, bardzo szybko się zrobotyzuje. Sztuczna Inteligencja wyrówna koszty gospodarki i będzie promowała państwa bardziej rozwinięte, które mają dostęp do tańszej energii, jak np. Niemcy czy Francja. Jeżeli nie spróbujemy dogonić tych krajów, zostaniemy po prostu w tyle – mówi Krzysztof Inglot, Prezes zarządu Personnel Service.

Zawrotne tempo rozwoju Sztucznej Inteligencji

Wykorzystanie na szeroką skalę Sztucznej Inteligencji (AI) będzie miało poważne konsekwencje społeczne. Według szacunków 325 naukowców z całego świata, którzy wyrazili swoją opinię w raporcie opublikowanym przez Oxford i Yale, roboty już za 45 lat będą wykonywały wszystkie zadania, które dziś wykonują ludzie. Sztuczna Inteligencja będzie w stanie ułożyć dowolny zestaw klocków LEGO, w 2026 roku napisze esej, a rok później zastąpi kierowców ciężarówek. Natomiast pod koniec wieku sztuczna inteligencja będzie w stanie samodzielnie projektować, programować i modyfikować nowe roboty.

Triumf nauki

Wyścig o wysoką pozycję w zrobotyzowanym świecie wygrają też te kraje, które mogą pochwalić się bogatym zapleczem naukowym. Państwa inwestujące w badania naukowe rozwój technologii związanych ze Sztuczną Inteligencją i promujące te specjalizacje na studiach będą miały przewagę. Do tego ważna jest stopniowa zmiana sytemu nauczenia, który powinien promować kreatywne myślenie. W świecie zdominowanym przez Sztuczną Inteligencję, rozwijanie krytycznego podejścia powinno stanowić podstawę edukacji, bo w kreatywnych pomysłach roboty nie będą w stanie jeszcze długo zastąpić człowieka.

Wiele krajów już zdaje sobie sprawę jaka rewolucja nas czeka. Pora, aby również nasz kraj zaczął intensywne przygotowania. Wszystko po to, żebyśmy nie zostali w tyle tego wyścigu. W tym momencie gospodarka naszego kraju bardzo dobrze się rozwija. Należy to wykorzystać, żeby skupić swoją uwagę na ważnych kwestiach z punktu widzenia naszego miejsca w zrobotyzowanym świecie – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Rynek faktoringu w I kwartale 2018 r. – wzrost o 25 proc.

Już ponad 9 tys. podmiotów gospodarczych w Polsce zabezpiecza się przed skutkami zatorów płatniczych korzystając z faktoringu. To o 14 proc. więcej niż rok temu. Finansowanie działalności na podstawie faktur jest opłacalne także dla firm faktoringowych. Na koniec I kwartału 2018 r. te spośród nich, które zrzeszają się w Polskim Związku Faktorów, osiągnęły obroty w wysokości ponad 53 mld zł., aż o blisko 25 proc. wyższe niż przed rokiem. Najczęściej wybieraną przez przedsiębiorców formą finansowania trwale staje się faktoring pełny, zdejmujący z przedsiębiorcy ryzyko niewypłacalności kontrahentów.faktoring I kwartał 2018

Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że trzech na dziesięciu przedsiębiorców ma trudności z regulowaniem zobowiązań z powodu zatorów płatniczych. Tyle samo musi z tego powodu ograniczać inwestycje. Źródłem problemu są m.in. długie terminy płatności faktur przez kontrahentów. Firmy muszą czekać na środki niekiedy nawet 90 dni.

Jedyną usługą finansową umożliwiającą skuteczne i proste przeciwdziałanie negatywnym skutkom tego zjawiska jest faktoring. Dlatego od kilku lat zyskuje on rosnące uznanie wśród prowadzących działalność gospodarczą w Polsce.

Faktoring to odpowiedź na potrzeby firm

Z usług działających w Polsce firm faktoring korzystało na koniec I kwartału 2018 r. ponad 9 tys. firm. To o 14 proc. więcej niż w poprzednim roku. Wystawiły one ponad 2,5 mln faktur przedstawionych krajowym faktorom do sfinansowania.

Dariusz Steć
Dariusz Steć

Problemy polskich przedsiębiorców są nam dobrze znane. Od lat obserwujemy, że liczna grupa ich kontrahentów domaga się długich terminów płatności faktur. Dla wielu dostawców są one głównym powodem zachwiania płynności finansowej. Dzięki faktoringowi przedsiębiorcy mogą zaspokoić swoje najpilniejsze potrzeby i zobowiązania, takie jak wypłaty wynagrodzeń, pokrywanie ubezpieczenia społecznego czy wypełnianie obowiązków podatkowych. W odróżnieniu od innych form finansowania, faktorzy nie oczekują przedstawienia zabezpieczeń. Przejmują zobowiązania jedynie na podstawie wystawionych przez przedsiębiorców faktur.

To najprostsza forma skutecznego i szybkiego zapobiegania tworzeniu się płatniczych zatorów i przeciwdziałania ich szkodliwym skutkom – mówi Dariusz Steć, przewodniczący komitetu wykonawczego Polskiego Związku Faktorów.

Wykres 1. Liczba klientów firm zrzeszonych w PZF w I kwartale w latach 2016 – 2018 (w tys.)faktoring I kwartał 2018 2

Dzięki rosnącemu uznaniu wśród prowadzących działalność gospodarczą, a także zarządzających finansami firm, faktoring pozostaje najszybciej rozwijającą się usługą finansową. Podmioty zrzeszone w Polskim Związku Faktorów osiągnęły w I kwartale 2018 r. obroty sięgające blisko 53,1 mld zł, czyli o 24,8 proc. więcej niż rok wcześniej.

Wykres 2. Obroty firm zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów w I kwartale 2018 r. (w mld zł)faktoring I kwartał 2018 3

Przedsiębiorcy oczekują finansowania i ochrony

Najpopularniejszą formą faktoringu od pewnego czasu stał się faktoring pełny. Podmioty zrzeszone w PZF objęły w I kwartale 2018 r. w jego ramach ponad 26,4 mld zł wierzytelności.

– Przedsiębiorcy coraz częściej sygnalizują, że szybki dostęp do środków na finansowanie bieżącej działalności to za mało. Potrzebują oni także ochrony przed ryzykiem braku zapłaty ze strony kontrahentów za dostarczone towary bądź usługi. Faktoring pełny zdejmuje je z nich, oferując „poduszkę” finansową na wypadek nieprzewidzianych trudności handlowych – wyjaśnia Dariusz Steć.

Istotą tej formy finansowania jest przeniesienie ryzyka z klienta na faktora w sytuacji, gdy kontrahent mający zapłacić fakturę stanie się niewypłacalny. Wówczas to faktor będzie dochodzić roszczeń wynikających z należności i będzie o nie występować tylko i wyłącznie wobec dłużnika. To bardzo wygodne rozwiązanie z punktu widzenia przedsiębiorców.

Z usług faktoringowych w ujęciu sektorowym, najczęściej korzystają przedsiębiorstwa: produkcyjne i dystrybucyjne. W ich przypadku utrzymanie płynności finansowej ma fundamentalne znaczenie, ponieważ umożliwia utrzymanie konkurencyjności.

– Ci przedsiębiorcy, których model biznesowy opiera się na szybkim zbycie dużych ilości towarów sięgają właśnie po faktoring. Potrzebują szybkiego i prostego finansowania w oparciu o faktury, aby móc zaoferować swoim kontrahentom dłuższe terminy płatności, a jednocześnie bez przeszkód regulować własne zobowiązania oraz inwestować w rozwój  – wyjaśnia Dariusz Steć.

Wykres 3. Struktura obrotów firm zrzeszonych w PZF w I kwartale 2018 r. w ujęciu sektorowymfaktoring I kwartał 2018 4